Pobierz pdf - Teatr Muzyczny w Poznaniu

Komentarze

Transkrypt

Pobierz pdf - Teatr Muzyczny w Poznaniu
7/2016
Rozświetlić Getsemani
autor: Ewa Szkudlarek
Legendarna rock-opera została wystawiona w Poznaniu z okazji 1050. rocznicy Chrztu Polski. Do tytułowej roli
po latach powrócił Marek Piekarczyk – lider zespołu TSA.
Minęło ponad czterdzieści lat od premiery musicalu Jesus Christ Superstar, a tytuł ten nadal jest grany
i doczekał się różnorodnych interpretacji. Dotyka bowiem spraw uniwersalnych i niezależnie od tego, czy
mamy do czynienia z pierwotną wersją hipisowsko-rockową, czy z liryczno-bluesową, odsyła zawsze do pytań
o duchową kondycję człowieka we współczesnej dla niego rzeczywistości. I tak dzieje się również w najnowszej
wersji musicalu przygotowanej przez zespół Teatru Muzycznego w Poznaniu w reżyserii Sebastiana Gonciarza.
Spektakl wpisał się w atmosferę obchodów 1050. rocznicy Chrztu Polski i został zaprezentowany na Stadionie
INEA w Poznaniu jako artystyczne uwieńczenie uroczystości jubileuszowych.
Legendarną rock-operę można było oglądać trzydzieści lat temu na scenie gdyńskiego Teatru Muzycznego
w reżyserii Jerzego Gruzy (premiera polska 16 kwietnia 1987). Przedstawienie cieszyło się niesłabnącą
popularnością, dla jednych widzów był to wyraz ideowego buntu wobec panującego systemu, natomiast inni
chcieli po prostu posłuchać rockowych wokalistów: Marka Piekarczyka z zespołu TSA w roli Jezusa i Małgorzaty
Ostrowskiej z zespołu Lombard jako Marii Magdaleny.
Jesus Christ Superstar przedstawia historię ostatnich dni życia Jezusa. Według europejskiej tradycji liturgicznej
i teatralnej cykl pasyjny rozpoczynała scena „wjazdu do Jerozolimy” a kończył akt „złożenia do grobu”. Jednak
w musicalu obserwujemy pewne odstępstwo od tej zasady, bowiem spektakl rozpoczyna scena zazdrości
Judasza, a kończy zmartwychwstanie i wniebowstąpienie Chrystusa. Można chwilami odnieść wrażenie, mimo
oczywistego tytułu musicalu, że dominującą postacią jest nie Jezus, lecz Judasz.
Bohaterowie prowadzą ze sobą nieustanną i niebezpieczną grę. Grają, a właściwie walczą na śmierć i życie.
Czynnikiem motywującym wszelkie zachowania Judasza, a zwłaszcza jego zdradę, jest destrukcyjne uczucie
zazdrości. Cała atmosfera podejrzliwości niszczy ludzkie relacje, osłabia zaufanie, przyczynia się do obniżenia
poczucia własnej wartości Judasza. Chorobliwe uczucie stopniowo przejmuje kontrolę nad jego życiem i nie
daje mu spokoju. Judaszowa zazdrość ma charakter urojeniowy (przytłoczenie blaskiem rosnącej sławy Jezusa)
i obsesyjny („ta gwiazda ma zgasnąć”). W roli Judasza wystąpił Janusz Kruciński. To najbardziej skomplikowana
i złożona pod względem psychologicznym postać. W sposobie zachowania Kruciński – Judasz podkreśla
bezradność wobec sytuacji, która go przerasta, jest pełen niepokoju i ma świadomość, że zostanie skazany na
wieczne potępienie. W partiach wokalnych aktor podkreśla rozpięcie bohatera między jednostkowym faktem
istnienia w określonej społecznej roli a potrzebą doświadczenia transcendencji i bycia ponad historią.
Natomiast Jezus w reinterpretacji Marka Piekarczyka nie jest tak zbuntowany i żywiołowy, jak to miało miejsce
w pierwszej wersji musicalu na scenie Teatru Muzycznego w Gdyni. Jest dojrzały, dźwiga bagaż życiowych
doświadczeń – i ten ciężar przytłacza chwilami jego postać. Należy pamiętać przy tym, że Piekarczyk nie jest
profesjonalnym aktorem, a muzykiem scen rockowych. W jednym z telewizyjnych wywiadów kilka lat temu
powiedział: „Kiedy grałem Chrystusa, to były najszczęśliwsze lata mojego życia, byłem ponad trzysta razy
ukrzyżowany”. Natomiast Jerzy Gruza jednoznacznie umotywował wybór lidera TSA dla tej roli: „Ze wszystkich
muzyków rockowych Marek był najbardziej charyzmatyczny”.
Patria musicalowego songu Gethsemane (I Only Want To Say) w wykonaniu Marka Piekarczyka jest
poruszająca, chwilami dramatyczna, a zaraz potem wyciszona, subtelna, prawie liryczna. Zaśpiewana z dużym
ładunkiem emocji, jednak bez cienia nadmiernego patosu. Dzięki telebimom widzowie mogli obserwować
twarz artysty. Pozorny spokój przenika lęk przed śmiercią. Samotny i opuszczony bohater nie jest pewny
własnej misji zbawienia powierzonej mu przez Boga. Niepewność w „bojaźni” i stanie „drżenia” zostaje
przełamana ponowną próbą zaufania Bogu. Właśnie to skupienie przechodzące od rockowego songu do
wewnętrznego monologu podkreśla wymiar pełni człowieczeństwa Jezusa. Sfera metafizyczna łączy się
z psychiczną, dzięki czemu udaje się zaprezentować dialog człowieka z Bogiem. Stopniowo Jezus staje się
gotowy do wypełnienia swojego przeznaczenia.
W wielu zdarzeniach towarzyszy Jezusowi Maria Magdalena. Ta postać zawsze intryguje publiczność,
ponieważ uruchamia myślenie o całej sferze ludzkich zmysłów: od grzeszącego ciała do pożądającego wzroku.
Jednak rola Anny Lasoty nie przekonała mnie w pełni. Aktorka dobrze radzi sobie w scenach zbiorowych jako
współuczestniczka tłumu, osoba zasiadająca w kręgu uczniów, wreszcie jako zdumiona kobieta w rozmowie
z Piotrem, który zaparł się Jezusa. Natomiast w scenach z Chrystusem, gdy śpiewa I Don’t Know How To Love
Him, staje się zbyt usztywniona w swoich pozach, gra poprawnie, ale brakuje jej subtelności ukazujących
stopniową przemianę. Trudno stwierdzić, czy spacerująca na scenie równym krokiem bohaterka ubrana
w klasyczny trencz odczuwa stan odrzucenia i zagubienia, niepokoju i poczucia straty. Jej kostium odsyła do
współczesnej mody i określa porę roku, jednak niewiele mówi o zmianie stylu życia i przemianie wewnętrznej
postaci.
Rzeczywistość ukazana w musicalu koresponduje ze współczesnymi problemami. Szczególnie została
wyeksponowana scena w świątyni. Obok targujących się handlarzy pojawiają się na billboardach slogany
reklamowe, informacje o przecenach i szansach na rabat.
W poznańskiej realizacji ciekawym pomysłem jest też sposób przedstawienia narady kapłanów i arcykapłanów.
Chwilami przypomina to posiedzenia członków zarządu we współczesnych firmach czy kierowników działów
sprawnie zarządzanych korporacji. Kajfasz (Łukasz Kocur) i Annasz (Przemysław Zubowicz), ubrani w czarne
garnitury, energicznym i zdecydowanym krokiem przemierzają scenę, raz przypominają banksterów
dokonujących kolejnych spekulacji, a innym razem tajnych agentów rządowych sprawdzających dane
w nawigacyjnym systemie.
Warto dodać, że rock-opera w odległy sposób (ale jednak!) nawiązuje do tradycji średniowiecznego teatru.
Konstrukcja rusztowań składa się z szeregu poziomych i pionowych kwadratów, po których sprawnie poruszają
się arcykapłani i kapłani. W poszczególnych segmentach bohaterowie zatrzymują się, aby zaśpiewać swoje
partie – podobnie jak czynili to średniowieczni aktorzy. Współczesne quasi-mansjony służą także technice
symultanizmu. W scenie triumfalnego przybycia Chrystusa do Jerozolimy niektóre partie songów
pobrzmiewają równocześnie lub nakładają się na siebie – z jednej strony słychać radosne: „Hosanna SuperStar!”, z drugiej: „Co zrobić z jezusomanią?”.
Inscenizacja prezentowana na stadionie w Poznaniu nie była wolna od różnego rodzaju technicznych potknięć:
niektóre zdania musicalowych songów zostały zagłuszone orkiestrą, w odbiorze dźwięku pojawiały się
wibrujące sprzężenia zwrotne, obraz na telebimach nie był kompatybilny z partiami wokalnymi solistów. Akcja
była ukazywana na bocznych ekranach, ale operatorzy kamer nie pokazywali całych scen, eksponowali tylko
bliskie plany. To duże utrudnienie dla widzów, którzy nie mogli w pełni śledzić wydarzeń.
W Jesus Christ Superstar motywem przewodnim jest gra kolorów i układ świateł. Płaszczyzna spotkania świata
fizycznego i duchowego staje się możliwa w smudze białego, kryształowego światła. Przedstawieniu sprzyjała
nawet aura natury: nagle przestał padać deszcz i niebo stało się pogodne. Widzowie mogli oglądać nie tylko
to, co działo się na scenie, ale także ten drugi spektakl na niebie, dostrzegalny przez otwarty dach stadionu.
Kluczową rolę w przedstawieniu pełni także światło, nieustannie podkreślające przeżycia oraz doświadczenia
bohaterów. Scenografia Mariusza Napierały, oparta w dużej mierze na efektach świetlnych, nawiązuje
do tytułu: Jesus Christ (w Ewangelii Jezus określa się „światłością świata”), Superstar (światło gwiazdy). Światło
ma w tym spektaklu także walor mistyczny (widzialne na ekranach, wydobywające się zza chmur na przekór
mrokom nocy, symbolizuje nieobecność Boga), ale i realistyczny (ciemne smugi budzą niepokój i zapowiadają
zejście do otchłani). Światło przenika, napełnia i ożywia całą scenę, a także każdą postać w sposób
indywidualny. Sceniczne obrazy nawiązujące do scen w Ewangelii są bardziej wyraziste dzięki ostrym
i barwnym kontrastom, zimne błękity występują obok silnej czerwieni, a intensywne fiolety towarzyszą
jaskrawym żółcieniom. Symbolika barw dopełnia akcję musicalu: niebieski podkreśla związek z kosmiczną
przestrzenią, fiolet wskazuje na rozwój duchowy, żółty przypomina o zdradzie, a czerwony wzmacnia
życiodajną energię i zapowiada cierpienie ludzkiego ciała. Czerwień odnosi się także do symboliki ognia –
niektóre sceny zalewa właśnie ognista czerwień. Czerwień – ogień można także wiązać z ideą dążenia duszy
do mistycznego zjednoczenia z Bogiem. Ogień oczyszcza, ale też zadaje ból. Czerwień ognia przynależy do ciała
zmysłowego, cielesnego, erotycznego i cierpiącego. Zastosowanie tej barwy jest umotywowane i zastępuje
akt ukrzyżowania. To znaczące rozwiązanie, które uruchamia szereg symbolicznych konotacji.
W zbiorowej i dynamicznej scenie „Super-Star” z udziałem chóru i baletu obserwujemy niezwykłą konstelację
gwiazd. Światła i układy choreograficzne tancerzy tworzą gwiazdę pięcioramienną (harmonia połączenia
pierwiastka męskiego i żeńskiego, znak wskazujący na pięć ran Chrystusa), sześcioramienną (dwa nałożone na
siebie trójkąty równoramienne, górna część figury symbolizuje sferę duchową, aktywność, dążenie ku
przyszłości, dolna zaś wskazuje na to, co materialne i bierne), ośmioramienną (gwiazda betlejemska, atrybut
bogini i planety Wenus, symbolizuje wschodzące słońce, odrodzenie).
W tradycji słowiańskiej na wigilijną wieczerzę każdy przychodzi ze swoją gwiazdą. Dzielić się opłatkiemgwiazdą oznacza wybaczyć sobie i innym, dzielić się pokojem. Świętom narodzenia i wielkanocnego
odrodzenia przewodzi gwiazda, o której mówił Anioł w III części Dziadów (A. Mickiewicz, Dziady, cz. III,
Wrocław 1984, s. 77):
Kiedym z gwiazdą nadziei
Leciał świecąc Judei,
Hymn Narodzenia śpiewali Anieli […].
W finałowej scenie musicalu intensywny blask oświetla postać Chrystusa, ale też oświetla – podobnie jak na
obrazach El Greca – twarze osób patrzących na jego oblicze. Sylwetka zanurzona jest w bieli, która symbolizuje
śmierć i czyste światło wiecznie trwającego życia. Jezus sprawia wrażenie, że kroczy w powietrzu, jego sylwetka
jest prosta, krok spokojny. Jego rozpostarte ramiona obejmują świat, to znak miłości uniwersalnej, która łączy
wszystkich.
Teatr Muzyczny w Poznaniu
Jesus Christ Superstar Andrew Lloyda Webbera i Tima Rice’a
reżyseria Sebastian Gonciarz
premiera 16 kwietnia 2016
http://www.teatr-pismo.pl/przeglad/1478/rozswietlic_getsemani/

Podobne dokumenty