Nudna debata, sztuczne podniety, przemilczane

Komentarze

Transkrypt

Nudna debata, sztuczne podniety, przemilczane
Marian Miszalski
Nudna debata, sztuczne podniety, przemilczane kwestieil
03.09.2011.
Nudna debata, sztuczne podniety, przemilczane kwestie
*Dziwna choroba:
zwiędła, zanim rozkwitła * Arłukowicz w „Coming out Show”
*Niezlustrowańcy
próbują podniecać *O czym spodstolnym mówić nie wolno
(„Najwyższy
Czas”, 31 sierpnia 2010)
Niby kampania wyborcza wchodzi w okres kulminacyjny, ale
wygląda bardziej na okres klimakteryjny. Kampania ta chyba najbardziej interesuje samych kandydatów
(co zresztą zrozumiałe), dalej: dziennikarzy delegowanych do jej obsługi (więcej pracy, większe zarobki,
co też zrozumiałe), a najmniej albo i wcale potencjalnych wyborców. Składa się na to kilka przyczyn, a
wśród nich najważniejszą jest ordynacja wyborcza, urągowisko zdrowemu rozsądkowi, blokująca oddolną,
autentyczną obywatelską inicjatywę, utrwalająca z grubsza ów podział sceny politycznej, jaki
„przyklepany” został siuchtą komunistów z lewicą laicką pod „okrągłym
stołem”. Zamiast PZPR mamy wiec SLD z przyległościami, zamiast ZSL – PSL, zamiast
„liberalnego” już za komuny SD – jego spuchniętą, spotworniałą wersję w postaci
„łże-liberałów” z PO – i tylko jedno względnie nowe ugrupowanie, Prawo i
Sprawiedliwość, nie mające ideowych ani majątkowych korzeni w PRL. Jest jeszcze Polska Prawica, kilka
innych ugrupowań nie spod „okrągłego stołu”, ale że nie mają budżetowego wsparcia
– ich rola w wyborach nie będzie wielka. Obecna ordynacja wyborcza (blokująca pożądaną
wymianę politycznych elit) i finansowanie partii z budżetu (zamiast ze składek członkowskich) – to
przyczyny naszej chorej demokracji, która zwiędła jeszcze zanim rozkwitła. Ciekawy przypadek patologii
politycznej. Skostnienie sceny politycznej powoduje, że obywatele nie interesują się debatą wyborczą,
gdyż obecne na scenie partie – mając zagwarantowany stały budżet, czyli środki na kampanię,
więc i miejsca w parlamencie – nie wysilają się wcale, by toczyć prawdziwe spory o prawdziwie
poważne sprawy, ale poprzestająca duperelach, niewiele obchodzących wyborcę. Degeneracja
niedorozwiniętej demokracji w Polsce( nie przetrącono kręgosłupa totalniakom!) przybiera w tej kampanii
szczególnie groteskowe oblicza: gdy posłowie lub partyjni aktywiści zmieniają partie za stanowiska
rządowe albo dla lepszego miejsca na liście wyborczej. Widziałem niedawno w telewizorze, jak kilkunastu
zdeklarowanych dotąd ludzi lewicy dokonywało swoistego „coming out” i przechodziło do...
Platformy Obywatelskiej, twierdząc przy tym, że w ogóle nie zmieniają poglądów! Był tam i p.Rosatti, i
pan Dziewałtowski, i pan Pinior, i nawet pan Pisarski z Unii Pracy, i jeszcze jakiś dżentelmen z lewicowych
związków zawodowych, i jakaś paniusia „samorządówka”, a jakże, też dotąd czerwona.
Ten „coming out” politycznych „biseksualistów” prowadził w TV wdzięcznie
p.Arłukowicz, który wraz z p.Kluzik-Rostkowską zapoczątkowali praktykę intratnych transferów
partyjnych, zrywając z naszego „życia politycznego” ostatnie listki figowe. Jakie tam życie
polityczne - burdel i serdel! Pan Arłukowicz w roli telewizyjnego prezentera tego „coming
out” przypominał mi owych naganiaczy z bulwaru Rochechouart, co to przed porno-lokalami
zachwalają towar: w Paryżu pan Arłukowicz nie zginie, gdyby przypadkiem miał kiedyś emigrować za
chlebem. Tylko czy - parlez-vous francais, monsieur?... Oczywiście, tego rodzaju transfery
międzypartyjne skutecznie odstręczają uczciwych obywateli od udziału w tym coraz bardziej showbusinesie niż politycznym akcie, jakim stają się wybory parlamentarne w Polsce pozbawionej
suwerenności Traktatem Lizbońskim. Trzeba tu zauważyć, że zarówno PiS jak Prawica Polska wystrzegają
się przyjmowania na swe listy wyborcze politycznych grandziarzy, nuworyszy i handełesów z innych
partii, co daje przynajmniej większe gwarancje osobistej uczciwości kandydatów. Potwierdza to 22-letni
okres demokratycznego fermentowania: od roku 1989 afery i korupcja były w zdecydowanej większości
udziałem lewicy oraz łże-liberałów, którzy przez gospodarczy liberalizm rozumieją kapitalizm państwowy,
albo kapitalizm kompradorski, więc zwyrodniałe formy uczciwej, prywatnej wolnej przedsiębiorczości.
Wiele wskazuje, że wyniki wyborów mogą być podobne do tych z roku 2005, gdy wprawdzie zwyciężyło
Prawo i Sprawiedliwość, ale uzyskało zbyt mało głosów, by samodzielnie utworzyć rząd. Jest jednak
pewna szansa, że obecnie wyborcy wyciągną wnioski z tzw. katastrofy smoleńskiej i udzielą PiS-owi
większego poparcia, niż 6 lat temu. Jeśli nie – Polsce grozi koalicja PO z SLD (lub PO, SLD, PSL),
co byłoby „zaklepaniem” na długie lata republiki bananowej, pozorującej demokrację i
wolny rynek, a tak naprawdę sterowanej przez zakulisowe, dziedziczne już koterie b.SB-ków i
funkcjonariuszy b. Wojskowych Służb Informacyjnych. Gdy wyborczą debatę dominuje tematyka
zastępcza, staje się ona nudna, mimo komicznych wysiłków dziennikarzy z niezlustrowanych mediów,
którzy – posłuszni oficerom prowadzącym – próbują wszelkiego rodzaju sztucznych
podniet, żeby przyciągnąć uwagę opinii publicznej do tej politycznej, siermiężnej pornografii. Ale efekt
jest kiepski. W oczach opinii publicznej całkiem inne kwestie uważane są za ważne, niż akurat te,
poruszane w kampanii wyborczej. Polaków interesuje na przykład – bo o tym mówią między sobą
– dlaczego rząd Tuska odbył tajne posiedzenie wyjazdowe aż w Jerozolimie i czy dostał tam jakieś
wiążące instrukcje? Polaków interesuje też (temat zupełnie nieobecny w wyborczych wystąpieniach
kandydatów PO, SLD, PSL) jak naprawdę doszło do tragedii smoleńskiej, i dlaczego rządowy raport
http://marianmiszalski.pl
Kreator PDF
Utworzono 2 March, 2017, 00:13
Marian Miszalski
powtarza kłamstwa rosyjskiego raportu Anodiny, ukute już następnego dnia po
„katastrofie”? Opinię publiczną interesuje, dlaczego ceny prądu wzrosną w Polsce w tym
roku o 20 procent i jak to przełoży się na budżety domowe, ceny towarów i usług, etc. – ale i tego
tematu brak w kampanii wyborczej „spodstolnych”. Opinię publiczną interesuje, kto zabił
Leppera i dlaczego, tudzież czemu „niezależna” prokuratura zwlekała aż trzy dni z
wszczęciem śledztwa. O, jest mnóstwo tematów, które w poważnej kampanii wyborczej powinny być
poruszane, jako wymowne świadectwa kondycji państwa i pożądanych kierunków jego naprawy –
ale partie spodstolne nie są tymi tematami w ogóle zainteresowane. Trudno zatem dziwić się, że na
listach wyborczych PO, SLD czy PSL pojawiają się i sportowcy, i gwiazdki show-businessu, i ostentacyjni
homoseksualiści, w dodatku w ramach świeżego „parytetu kobiet”... Najwidoczniej partyjni
„sztabowcy” i ich oficerowie prowadzący wychodzą ciągle z założenia, wyrażonego za PRL
w pewnej satyrycznej piosence: „Ludzie to lubią, ludzie to kupią, byle na chama, byle głośno, byle
głupio”... Wynikałoby stąd, że niezbyt dobrą opinię mają o swoim elektoracie, ale, kto wie, może
jest to opinia trafna?
Marian Miszalski
http://marianmiszalski.pl
Kreator PDF
Utworzono 2 March, 2017, 00:13

Podobne dokumenty