TURNIEJ O ZŁOTE KOZIOŁKI W POZNANIU

Komentarze

Transkrypt

TURNIEJ O ZŁOTE KOZIOŁKI W POZNANIU
TYGODNIK
ŻUŻLOWY
UKAZUJE SIĘ OD
25 XI 1990
NR 3 (1052) 16 I 2011 R.
CENA 2,90 zł (w tym VAT 8%)
Nr indeksu 378968
ISSN 1231 - 4013
www.tygodnikzuzlowy. pl
REPREZENTACJA DRUŻYNĄ ROKU 2010
TOMASZ GOLLOB DRUGIM SPORTOWCEM
76. plebiscyt „Przeglądu Sportowego” i Telewizji Polskiej na najpopularniejszego sportowca 2010
zakończył się drugim miejscem dla
Tomasza Golloba, któremu w Warszawie towarzyszyła córka Wiktoria.
Mistrz świata na żużlu, choć nie pokonał znajdującej się na fali Justyny
Kowalczyk, to jednak wyprowadził
żużel na piedestał. W dziesiątce najpopularniejszych sportowców Polski
zabrakło drugiego z nominowanych
reprezentantów czarnego sportu Jarosława Hampela. Co fantastyczne, drużyną roku zostali
żużlowcy, triumfatorzy DPŚ z 2010
roku.
Gala prowadzona przez Przemysława
Babiarza i Macieja Kurzajewskiego odbyła się w Teatrze Polskim w Warszawie. Rozpoczęto od prezentacji
dwudziestu pięciu nominowanych sportowców. Krótko potem piętnastu z nich
pożegnało się z plebiscytem już na etapie głosowania internetowego, a w
złotej dziesiątce znaleźli się już tylko:
Tomasz Adamek, Katarzyna Bachleda
Curuś, Katarzyna Woźniak i Luiza
Złotkowska, Tomasz Gollob, Justyna
Kowalczyk, Tomasz Majewski, Piotr
Małachowski, Adam Małysz, Sławomir
Szmal, Anita Włodarczyk i Maja
Włoszczowska.
Odbierając statuetkę czempiona,
Tomasz Gollob powiedział między innymi: Na pierwszym miejscu za
wszystko chciałbym podziękować rodzicom, bo pokierowali mną tak, że przez
wiele lat spełniłem marzenie o mistrzostwie świata, a zasługą rodziców jest to,
że w ogóle jestem na tym świecie. Dedykuję zwycięstwo wielu osobom.
Pierwszą jest moje dziecko - córka Wiktoria, która jest z nami.
Relacja - strona 2.
Pawlicki
w Wybrzeżu?
Coraz częściej mówi się, że star-
tami braci Pawlickich najbardziej zainteresowane jest Wybrzeże Gdańsk.
Takie informacje pojawiają się od
kilku dni na żużlowych portalach.
Prezes GKS Wybrzeże Maciej Polny
ucina te spekulacje. - Wyobraźnia reprezentantów sztuki dziennikarskiej
przekracza nieraz najśmielsze oczekiwania - stwierdził na oficjalnej stronie
klubu Maciej Polny. - Jeden z portali
podawał choćby informacje o naszym
zainteresowaniu Peterem Ljungiem, co
nie było prawdą. Podobnie jak wtedy,
także i tym razem zmuszony jestem
zdementować dziennikarskie doniesienia. Tematu startów braci Pawlickich
nad morzem obecnie nie ma, a skład
naszej drużyny jest niemalże skompletowany.
Mimo to gdański szkoleniowiec
Stanisław Chomski nie ukrywa, że
znalazłoby się miejsce w drużynie. -
Gdy widziałem, ze jest problem z dalszymi startami Pawlickiego w Lesznie
lub Gorzowie, to faktycznie pomyślałem, że taki zawodnik, który w gorzowskiej drużynie był gorszy tylko od
Tomka Golloba i Nicki Pedersena, przydałby się naszej drużynie.
Trwa XXI Plebiscyt „Tygodnika
Żużlowego”, napływają liczne głosy
naszych Czytelników, które skrupulatnie są zliczane. Wiele wskazuje na
to, że po raz kolejny w kategorii Najpopularniejszy Żużlowiec zwycięży
Tomasz Gollob. Aktualny mistrz
świata tylko dwukrotnie zajmował w
Plebiscycie naszej redakcji inne
miejsce niż pierwsze, przegrywając
tylko ze Sławomirem Drabikiem i Jarosławem Hampelem. Zawodnik Unii
jest jedynym, który mając niewielką
stratę, mógłby ponownie wyprzedzić
Tomasza Golloba. Rozstrzygnięcie 5
marca na Balu Żużlowców. (w)
Szczegóły - strona 12
Fot. Rafał Paszek
TURNIEJ O ZŁOTE KOZIOŁKI W POZNANIU
Przemysław Pawlicki zapewnił nas,
że jeżeli tylko podpisze kontrakt z
nowym klubem, skomentuje sytuację
w jakiej się znalazł po zakończeniu
sezonu 2010.
Szczegóły - strona 7.
Wyścig finałowy. Od lewej: Stefan Pletschacher, Grzegorz Knapp, Sven Holstein i Harald Simon. Relacja na stronie 19.
Fot. W iesław Ruhnke
Reprezentacja
Zmotywowany i
Rozmowa z Grzegorzem Zengotą Drużyną Roku 2010
Tomasz Gollob
drugim sportowcem
76. plebiscyt „Przeglądu Sportowego” i Telewizji
zes Unii Tarnów. Zdając sobie sprawę w jakim mo-
Polskiej na najpopularniejszego sportowca 2010
mencie się znajdowałem, podał mi rękę. Bez niego
loba, któremu w Warszawie towarzyszyła córka
było. Chciałbym podziękować też Władysławowi Ko-
zakończył się drugim miejscem dla Tomasza Gol-
Wiktoria. Mistrz świata na żużlu, choć nie pokonał
znajdującej się na fali Justyny Kowalczyk, to jednak wyprowadził żużel na piedestał. W dziesiątce
najpopularniejszych sportowców Polski zabrakło
drugiego z nominowanych reprezentantów czar-
być może złotego medalu mistrzostw świata by nie
marnickiemu, prezesowi Stali Gorzów. On mnie zrozumiał i zrobił ze swojego miasta dla mnie dom.
Dziękuję sponsorom, bo wydają potężne pieniądze na
ten sport. Nie sprzeniewierzyłem tych pieniędzy. Dzię-
kuję mojemu teamowi za to, że pracował ciężko przez
nego sportu - Jarosława Hampela. Co fanta-
dwadzieścia lat. W jego składzie są Tomasz Gaszyń-
triumfatorzy DPŚ z 2010 roku z udziałem Tomasza
ski. Mógłbym wymienić jeszcze wiele osób. Dziękuję
Gala prowadzona przez Przemysława Babiarza i
mnie kciuki. Pozdrawiam też motocrossowców z Pol-
styczne,
drużyną
roku
zostali
żużlowcy,
Golloba i Jarosława Hampela.
Macieja Kurzajewskiego odbyła się w Teatrze Polskim
ski, Wojciech Malak, Jerzy Buczak i Leszek Serwiń-
braciom, bo mnie wspierają i tym, którzy trzymają za
ski, bo z nimi trenuję, a gdy niezręcznie jadę, to oni
w Warszawie. Rozpoczęto od prezentacji dwudziestu
mnie omijają - wyznał Tomasz Gollob.
nastu z nich pożegnało się z plebiscytem już na eta-
Sportowego” i TVP podjęła decyzję o wyznacze-
znaleźli się już tylko: Tomasz Adamek, Katarzyna
Roku 2010. Gorące dyskusja, jak podkreślił Maciej
Złotkowska, Tomasz Gollob, Justyna Kowalczyk, To-
czyli żużlowych triumfatorów DPŚ. - Mieliśmy na-
pięciu nominowanych sportowców. Krótko potem pięt-
pie głosowania internetowego, a w złotej dziesiątce
Bachleda Curuś, Katarzyna Woźniak i Luiza
masz Majewski, Piotr Małachowski, Adam Małysz,
Sławomir
Szmal,
Włoszczowska.
Anita
Włodarczyk
i
Maja
Na tym etapie kibice mogli oddawać swoje głosy
tylko za pomocą wysyłanych SMS-ów. TVP na
bieżąco informowała o klasyfikacji. Kolejność podana tuż po wyłonieniu najlepszej dziesiątki sportowców przedstawiała się następująco: 1. Justyna
Kowalczyk, 2. Tomasz Gollob, 3. Adam Małysz, 4.
Maja Włoszczowska. Po dwudziestu dwóch minutach
podano kolejne wyniki cząstkowe i tym razem w
Kapituła złożona z dziennikarzy „Przeglądu
niu reprezentacji polskich żużlowców na Drużynę
Kurzajewski, zaowocowała wskazaniem naszych,
dzieję, że jak usłyszą, od razu wyjdą na scenę - po-
wiedział Maciej Kurzajewski, a zawodnicy w
komplecie stawili się obok prowadzących i odebrali nagrodę od przedstawiciela firmy PGE, który
wyznał, że wspiera sporty drużynowe i jest mu
niezmiernie miło wręczać nagrodę, a jednocześnie PGE będzie wspierać żużlowców podczas
DPŚ w Polsce. - Drużyna musi działać jako wspólny
rządu PGE, Tomasz Zadroga.
Nagrodę w imieniu złotej drużyny odebrał trener
Marek Cieślak. - Nigdy nie miałem okazji mówić
wali o niewielkim dystansie odrobionym przez To-
wicemistrz. I kandydaci na mistrzów świata, bo
masza Golloba, ale nie była to akcja znamionująca
o wywalczeniu pierwszej pozycji.
przed takim gronem. Najlepsi żużlowcy świata: mistrz,
uważam że Janusz Kołodziej, Adrian Miedziński i
Rune Holta też będą walczyli w tym roku, czwórka o
Ostateczna kolejność pierwszej dziesiątki naj-
mistrza, a Miedziński o awans do Grand Prix.
roku: 1. Justyna Kowalczyk - narciarstwo bie-
drogi, więc dziękuję firmie Nice Polska i Adamowi
popularniejszych polskich sportowców 2010
gowe, 2. Tomasz Gollob - żużel, 3. Adam Małysz skoki narciarskie, 4. Maja Włoszczowska - kolarstwo
górskie, 5. Tomasz Adamek - boks, 6. Sławomir
Chciałbym podziękować, bo sukces w żużlu jest
Krużyńskiemu za to, że jest z nami na dobre i złe. Pro-
simy tak dalej. Chcę podziękować też PZM, który w
zeszłym roku obchodził 80-lecie istnienia - wyznał
Szmal - piłka ręczna, 7. Piotr Małachowski - rzut dys-
Marek Cieślak.
Włodarczyk - rzut młotem, 10. Katarzyna Bachleda
masza Golloba odziedziczyli schedę po reprezentacji
kiem, 8. Tomasz Majewski - pchnięcie kulą, 9. Anita
Curuś, Katarzyna Woźniak i Luiza Złotkowska - pan-
czenistki.
Odbierając statuetkę czempiona, Tomasz Gollob po-
Żużlowcy dowodzeni przez swojego kapitana, To-
siatkarzy, która triumfowała w 2009 roku (wcześniej
był to Lech Poznań - 2008 rok, reprezentacja piłkarzy
ręcznych - 2007 rok i reprezentacja siatkarzy - 2006
wiedział między innymi: - Proszę wybaczyć, że będę
rok). Tym samym uhonorowano lata supremacji
wszystko chciałbym podziękować rodzicom, bo po-
regularnie dostarcza nam wzruszeń i radości, a
mówił trochę długo. Na pierwszym miejscu za
kierowali mną tak, że przez wiele lat spełniłem ma-
rzenie o mistrzostwie świata, a zasługą rodziców jest
to, że w ogóle jestem na tym świecie. Dedykuję zwycięstwo wielu osobom. Pierwszą jest moje dziecko -
naszych zawodników w DPŚ, który od 2001 roku
wszystko to w obliczu czterech złotych i dwóch
srebrnych medali na przestrzeni lat 2001-2010.
Ogółem na sukces naszej narodowej drużyny
żużlowej złożyło się w tych latach szesnastu
córka Wiktoria, która jest z nami. Gdy była mała,
żużlowców: Tomasz Gollob, Sebastian Ułamek,
Dziękuję kibicom, którzy wierzyli, że dojadę po ten
Krzyżaniak, Mirosław Kowalik, Jarosław Hampel,
strasznie chciała, żebym zdobył tytuł mistrza świata.
tytuł. Jestem jeszcze strasznie młodym sportowcem i
wiele lat przede mną, a na poważnie - wiele osób mi
Krzysztof Cegielski,
Piotr Protasiewicz, Jacek
Grzegorz Walasek, Tomasz Bajerski, Janusz Kołod-
ziej, Marcin Rempała, Krzysztof Kasprzak, Rune
pomagało. Droga po złoto zaczęła się od 2003 roku
Holta, Wiesław Jaguś, Damian Baliński i Adrian Mie-
cie dla mnie - doktora Grzegorza Ślaka. To były pre-
PRZEMYSŁAW SZYMKOWIAK
od człowieka, który podał mi rękę w trudnym momen-
2
wsze byłem daleki od takich zapowiedzi.
Często bowiem zdarzało się, że murowany faworyt w ogóle nie liczył się w walce o tytuły. Pokażmy ząb na torze i wtedy zobaczymy ile
jesteśmy warci. Mam nadzieję, że przy odrobinie szczęścia uda się nam osiągnąć nasze
cele.
- Kolejną zmianą jest nowy trener.
- Jestem zadowolony ze zmiany trenera. Zależało mi na tym, by naszym szkoleniowcem
został Marek Cieślak. Jest to fachowiec, którego nie trzeba przedstawiać. Pokazał niejednokrotnie, chociażby we Wrocławiu, że ze
słabej drużyny potrafi zrobić mocną ekipę i wywalczyć z nią dobry wynik. Pokazał też, że z
zawodnika, który spisywany był na porażkę i
nie był stawiany w gronie faworytów, a jednak
potrafił wyciągnąć wszystkie jego atuty i doprowadzić do podium mistrzostw świata. Cieszę się, że będę współpracował z trenerem
Cieślakiem. Mam nadzieję, że pomoże mi w
moim rozwoju i stanę się lepszym zawodnikiem. Bardzo na to liczę.
- Jak przygotowujesz się do nowego sezonu?
- W tamtym roku po raz pierwszy przygotowywałem się indywidualnie. Uświadomiono mi,
że jestem zawodowcem i powinienem sam pracować nad sobą. Dlatego w tym roku postanowiłem dalej kontynuować przygotowania
indywidualne. Po raz pierwszy mam osobistego trenera, który cały czas stoi nade mną i
pilnuje mnie żebym każde powtórzenie danego
ćwiczenia wykonywał prawidłowo. Trener poświęca tylko i wyłącznie mi czas. Takie przygotowania mają sens i dają zupełnie inny efekt niż
praca w grupie. Najlepszym sprawdzianem
tego, co wykonuję zimą i weryfikacją zmian jakich dokonałem, będzie kolejny sezon. Jestem
dobrej myśli, że gdy wsiądę na motocykl, będę
czuł się zdecydowanie inaczej i będę pewnym
punktem drużyny. Nad moim treningiem czuwa
Polska młodzież będzie rosła w siłę. Tak
wymyślili ekstraligowi prezesi. Krajowi juniorzy mają mieć istotny wpływ na wyniki
meczów. Wzrośnie, więc ich wartość. Punktujący młodzieżowiec okazuje się cenny, a
że sam doskonale potrafi liczyć, więc jego
głównym celem staje się dobry kontrakt.
Czyli taki, na którym może zarobić słuszne
pieniądze. Przykład Przemysława i Piotra
Pawlickich tylko potwierdza, że nowe reguły
już zaczęły obowiązywać.
Rozmowy klanu Pawlickich z Unią Leszno
trwają od ponad roku. Przed sezonem 2010
prezes Józef Dworakowski nie znalazł recepty
na kontrakt dla Przemysława Pawlickiego i ten
wylądował ostatecznie w Gorzowie. Ugodowa
postawa leszczynian pozwoliła młodemu zawodnikowi rozwijać swój talent na ekstraligowym podwórku. Tej zimy ponownie szefowie
Unii Leszno zasiedli do rozmów z rodziną
Pawlickich. I znowu rozczarowanie. Prezes
„Byków” ponownie nie doszedł do porozumienia z młodymi żużlowcami i ich ojcem.
Tym razem jednak Józef Dworakowski już
nie jest tak wspaniałomyślny jak przed rokiem. Rozmowy zostały zakończone. Unia
nie widzi jednak możliwości wypożyczenia juniorów do klubów ekstraligowych. Zresztą
słusznie nie chce wzmacniać rywali. Pozostał
rynek pierwszej i drugiej ligi. Tam są jednak
znacznie mniejsze pieniądze. Klubów nie
stać na zakontraktowanie braci Pawlickich.
Jest powszechne wrażenie, że Unia
Leszno jest dobrze zorganizowanym klubem, a pieniądze, jakie mogą zarobić reprezentanci tego klubu są godziwe. Młodzi
Pawliccy mogliby skutecznie rozwijać
swoje talenty w Lesznie. Przecież Jarosław
Hampel i Janusz Kołodziej skutecznie rywalizują na światowych torach głównie dzięki pie-
niądzom zarobionym w Unii i tamtejszym sponsorom. W opinii Józefa Dworakowskiego
klan Pawlickich zdecydowanie przesadza w
swoich żądaniach finansowych. W końcu to
młodzi zawodnicy, którzy mają jeszcze czas
na gwiazdorskie kontrakty. Klub postawił
Pawlickich pod ścianą. Ciekawe jak z tej dyplomatycznej katastrofy wyjdzie Piotr Pawlicki - ojciec żużlowców? To teraz
najciekawszy motyw transferowy.
Nikt nie odmawia żużlowego talentu braciom
Pawlickim. Jednak umiejętności negocjacyjne
zdecydowanie są ich piętą achillesową. Zrażają
do siebie środowisko, z którego wywodzą się i
na które zawsze mogliby liczyć. Warto przy
okazji przypomnieć, że transfery i wielkie
pieniądze często okazywały się utrapieniem
młodych żużlowców. Nie brakuje historii
tragicznych i złamanych karier.
Jaskrawym przykładem jest Tomasz Bajerski. W Toruniu był gwiazdą pierwszej wielkości. Uwielbiany przez kibiców, dobrze
opłacany przez klub i sponsorów. Zapragnął
jednak więcej. Za rekordowe sześć miliardów
(ówczesnych) przeszedł do Stali Gorzów. Tam
był w cieniu Tony Rickardssona i Piotra Śwista.
Oczekiwania były wielkie, a młody „Bajer” nie
potrafił im sprostać. Forma zawodnika była zazwyczaj niezadowalająca. Na dodatek gorzowski klub przechodził problemy finansowe.
Transfer Bajerskiego do Gorzowa okazał się
wielkim błędem i zastopował rozwój zawodnika.
Szybkie zmiany stabilnego środowiska nie
są dobrą drogą do sukcesu. Szukanie szybkiej kasy nie przysparza kibiców i nie stanowi źródła rozwoju sportowego. Za to
można mocno skomplikować swoje życie,
co już stało się udziałem klanu Pawlickich.
DAWID LEWANDOWSKI
mechanizm. Wielkie gratulacje - dodał prezes za-
pierwszej trójce nic się nie zmieniło. Po godzinie od
rozpoczęcia głosowania prowadzący poinformo-
- W zespole Falubazu pojawili się nowi zawodnicy, jak oceniasz te zmiany?
- Odeszli od nas Iversen i Lindgren, więc się
trochę pozmieniało. Obcokrajowcy, którzy byli
w naszej drużynie naprawdę bardzo dobrze
wkomponowali się w zespół. Byliśmy bardzo
zżyci. Fred i Niels startowali dla Falubazu kilka
sezonów. Traktowaliśmy ich nie jako zagraniczniaków, lecz jako swoich zawodników.
Szkoda, że nas opuścili, bo oni wiedzieli już co
znaczą derby. Nie raz pokazali, że dla Zielonej
Góry są w stanie ostro pojechać. Ale cóż, widocznie tak musiało być. Fredrik być może potrzebował zmiany otoczenia. Niels też miał już
dość walki o skład i musiał zmienić środowisko.
W ich miejsce jest dwóch nowych zawodników
Andreas Jonsson i Jonas Davidsson. Z Andreasem startowałem razem w Dackarnie, więc
dobrze się znamy i rozumiemy na torze. Z Jonasonem miałem mniejszy kontakt, bo spotykaliśmy się tylko gdzieś podczas zawodów.
Podawaliśmy sobie rękę i padało zdawkowe
pytanie - co słychać? W tym roku będzie okazja
lepiej się poznać, bo jesteśmy w jednej
drużynie. Czy ta zmiana obcokrajowców wyjdzie nam na dobre? Trudno powiedzieć. Jonsson to znana marka i gwarantuje pewną
zdobycz punktową, Jonas zawsze dobrze czuł
się na zielonogórskim torze. Dopiero po sezonie okaże się, czy zmiana zawodników zagranicznych była dla nas dobrym krokiem.
- Po tych wzmocnieniach Falubaz
uważany jest za głównego faworyta do
złotego medalu. Też tak to odbierasz?
- Mnie to także bardziej motywuje, bo
chciałbym, żeby na mojej szyi po raz drugi zawisł złoty „krążek”. Jednak na razie musimy
wstrzymać się od takiej oceny. Sezon się jeszcze nie zaczął, więc nie rozdawajmy medali. To
nie jest taka łatwa sprawa, bo żeby zdobyć tytuł
DMP, trzeba przejechać cały sezon na wysokim poziomie i uzbierać sporo punktów. Za-
dziński.
TYGODNIK ŻUŻLOWY
Komplikacje Pawlickich
zapracowany
nej decyzji. Natomiast zrezygnowanie
całkowicie z usług Jane Anderssena
byłoby dużym błędem. Dużo mu zawdzięczam. Myślę, że jeżeli wprowadzam tyle zmian, to trzeba także mieć
jakąś alternatywę ze sprzętem.
- Skoro mówimy o zmianach, bo zakończyłeś współpracę z mechanikiem Przemysławem Didłuchem.
- Tak, rozstałem się z moim głównym
mechanikiem. Czuwał nad wszystkim i
na nim spoczywała największa odpowiedzialność. Teraz będzie pracował
jako mechanik klubowy Falubazu. W
jego miejsce dołączy do teamu inny
o wynik.
- Masz podpisane kontrakty w Polsce Szwecji i Danii. A co z Anglią?
- Aktualnie pracuję nad kontraktem
dotyczącym startów w lidze angielskiej.
Mam nadzieję, że wyjaśni się to najpóźniej do połowy stycznia. Chciałbym już
mieć te wszystkie sprawy kontraktowe
za sobą. Wtedy będę mógł w pełni poświęcić się przygotowaniom, a nie rozmyślaniom gdzie i na jakich zasadach
będę startował.
- W lidze szwedzkiej zmieniłeś klub,
wybrałeś Indianernę Kumla, w tej
drużynie startuje także Piotrek Prota-
siewicz. W ubiegłym roku doszło do
małego zgrzytu miedzy wami, czy to
już przeszłość?
- Tak, mieliśmy z Piotrkiem lepsze i
gorsze momenty. Czasami trzeba sobie
co nieco powiedzieć. W tamtym roku się
to skumulowało i pewne rzeczy wyszły
zupełnie niepotrzebnie na wierzch, bo
powinny były zostać jednak w drużynie.
Media zaczęły o tym spekulować i zrobiło się nieprzyjemnie. Uważam, że wyjaśniliśmy sobie z Piotrkiem wszystko i
teraz jesteśmy w dobrych relacjach.
Mam nadzieję, że starty zarówno w Polsce jak i w Szwecji w tych samych
drużynach wyjdą nam tylko na plus i będziemy razem przywozili dużo punktów.
- Jak co roku wspierasz różne akcje
charytatywne.
- Zawsze staram się pomóc osobom,
które potrzebują pomocy. Nie wszystkim
da się jednak pomóc. Przed świętami
zrobiłem paczki dla dzieci, które są ze
mną zżyte i dla których jestem idolem.
Chciałem, by te maluchy miały coś ode
mnie i wspólnie z moim teamem przygotowaliśmy upominki. Pomagałem
także choremu chłopcu i chorej dziewczynce, by rodzice mieli pieniądze na
leki, a te dzieci aby choć przez chwilę
miały uśmiech na twarzy. Wiem, że jest
to kropla w morzu potrzeb, ale na ile jestem w stanie, pomagam.
- Masz jakieś postanowienia noworoczne?
- Mam postanowienia, ale nie
chciałbym o nich mówić. To jest na razie
sekret. Mam cele, które sobie założyłem
na przyszły sezon i będę mocno dążył
to tego, by się one zrealizowały.
Chciałbym, żebym za rok mógł powiedzieć, że to co zamierzałem
osiągnąłem. Wtedy będę zadowolony.
- Dziękuję bardzo za rozmowę i
życzę udanego sezonu.
- Dziękuję także.
Rozmawiała:
MONIKA FLORKÓW
Słońce świeci, deszcz pada, czarownica się podkrada... Nie! To nie ta
bajka! Coś mi się zdaje, że mózg wymrożony zamierza płatać figle - ale niechaj porzuci wszelkie nadzieje, bo
zaraz go utemperujemy. Okazja przecież nie byle jaka: pierwszy pisany w
2011 roku odcinek medytacji, spekulacji, złośliwości oraz medytacji wszelakich wypadałoby rozpocząć starannie,
z sensem...
Czy jednak to się uda? Jako potomek
dziwolągów, dla których ojczyzną realną
było Cesarstwo Austriackie, rozciągające się - o czym wszak wiadomo
- aż po Adriatyk, odczuwam zakodowaną
genetycznie
nieprzesadną
estymę dla mrozów, przeto gdy na polu
(nie dworze, bynajmniej, to nie nasza
mowa!) lodowato, dusza kurczy się,
markotnieje, wyrywa do cieplejszych rewirów. Tych jednak próżno szukać: i
Bronowice lube zimnem skute, a na dodatek przygniecione rasową krakowską
mgłą oraz nakryte smogiem (co to go
ponoć od przegnania PRL-u miało
nigdy nie być...), i Ruś Czerwona pod
wpływem przeszywającego wiatru jakby
skapcaniała. Trudno żyć, trudno być,
trudno myśleć; no a snucie tzw. rozhoworów o pozytywnym wydźwięku zgoła
niemożliwe.
Jahwe mi jednak świadkiem, że się
staram. Niestety, pierwsze, co przychodzi mi na myśl, ma rodowód w ustroju
minionym i kojarzy się z nieboszczykiem, dobrze znanym w Krakowie, dziś
już zupełnie zapomnianym. Nazywał się
Władysław Machejek, był zawziętym
komunistą, wybitnym pijakiem i grafo-
manem - niezrównanym; w dowód
uznania dla zasług otrzymał władzę nad
skądinąd nieodżałowanym tygodnikiem
„Życie Literackie”. Pisał nałogowo, a
wszystko, co spłynęło mu spod długopisu, skwapliwie drukowano - również w
formie książkowej. Cudownie trafną
esencję jego twórczości dał Stanisław
Barańczak, drukujący prześmiewcze recenzje w „Studencie” pod pseudonimem Feliks Trzymałko i Szczęsny
Dzierżankiewicz: pisząc o czterotomowym „Czekam na słowo ostatnie”
owego literata stwierdził (co cytuję z pamięci) - „I my czekaliśmy na słowo
ostatnie. Niestety, nie doczekaliśmy się.
Sen zmorzył nas w połowie pierwszego
rozdziału”.
Machejek otóż opublikował w 1974
roku dzieło pod tytułem „Machlanina”. Słowo szpetne, rozmemłane;
gdyby jednak potraktować je rzeczownikowo, możemy mieć wygodne
narzędzie do określenia tego wszystkiego, co szykuje nam się w kolejnej
fazie pseudoporządkowania żużlowego świata. To bowiem, co z uporem (nie chcę rzec „maniakalnym”,
wolę posłużyć się mniej negatywnie
nacechowanym „natchnionym”) proponują macherzy od regulaminów,
jak ulał pasuje - w mojej, oczywiście,
opinii - do tego określenia. Mieszanie
przyczyn ze skutkami, gaszenie pożaru
benzyną, skupianie się na detalach przy
lekceważeniu problemów o fundamentalnym znaczeniu - to ich domena. Nasz
zaś - nas, biednych rabów, lekceważonych maloficjentów (mój wynalazek: skoro „bene” znaczy dobrze, to
„malum” oznacza zło) ich intelektualnego rozpasania - dopust i nieszczęście.
Do rozpoczęcia sezonu czasu
dość, strach więc bierze: co oni jeszcze mogą wymyślić? Absurd, promujący przeciętność, w postaci
KSM, uchwalili, teraz chełpią się - a
bliźni biorą to za dobrą monetę - że
w trosce o przyszłość ułatwią przechodzenie nieznajdującym zatrudnienia w macierzystym klubie
zawodnikom do innych ekip na zasadzie „gościa”. Zaiste: potrzebne to
jak dziura w moście! Od dawna praktykowało się wypożyczanie; żadne
odkrycie. Ale jeżeli ma to doprowadzić
do ustawicznych wędrówek w trakcie
sezonu - no, życzę wszystkiego najlepszego. Wiem, oczywiście, że są ligi, w
których ruchy kadrowe nie mają ograniczeń - ale wiem też, iż istnieją kraje,
które z bicia opozycjonistów, z handlu
narkotykami, z łamania wszelkich reguł
prawnych uczyniły swoją rację stanu. I
że fakt ten bynajmniej nie oznacza,
abyśmy i my mieli to wszystko powielać oraz grzecznie stosować,
choćby np. produkcja i rozprowadzanie środków odurzających była
najlepszym biznesem świata.
Machlanina, ciągła machlanina... Raz
stoi się twardo na gruncie monumentu
myśli ludzkiej, że zasadnicze zmiany w
organizacji rozgrywek muszą obowiązywać najwcześniej po upływie jednego pełnego sezonu, za chwilę forsuje
się pomysły, które mają być wprowadzone bez żadnych vacatio legis - aby
jeszcze prędzej brać na wstrzymanie
zawodnikiem Falubazu Zielona Góra
trener akrobatyki Radosław Walczak.
Chcę pokazać niektórym niedowiarkom,
którzy zwątpili we mnie, że stać mnie na
dobre wyniki. Z takim nastawieniem
podchodzę do nowego sezonu. Chcę
też pokazać sobie, że mogę zdobywać
dużo punktów. Jestem bardzo zmotywowany, ciężko pracuję i wierzę, że
efekty przyjdą. Już teraz chciałbym,
żeby sezon się rozpoczął.
- W planach masz też obóz przygotowawczy.
- Gdy podjąłem decyzję, że przygotowuję się indywidualnie i podjąłem
współpracę z trenerem akrobatyki, to
cały tok przygotowawczy obejmował
także wyjazd z akrobatami na obóz kondycyjny. Jest to dla mnie nowość, bo
nigdy nie przygotowywałem się z zawodnikami innej dyscypliny sportowej
niż żużel. Jest to dla mnie wyzwanie.
Mam rozpisany cały cykl przygotowań i
wszystko ułożone pode mnie. Nie może
być takiego bałaganu, że pracuję indywidualnie na innych obciążeniach w
pewnych okresach, a tu potem nagle
jadę na obóz z inną ekipą, która przygotowywała się całkiem inaczej.
Miałoby to zgubny cel. Dwa obozy niekoniecznie miałby pozytywny oddźwięk.
Łatwo jest się przećwiczyć i przeciążyć.
Mam swój tok przygotowawczy i muszę
go realizować. Na początku stycznia zaplanowany był obóz z akrobatami w Zakopanem i tego się trzymam. W tym
roku nie pojadę na obóz razem z kolegami z Falubazu.
- Zapowiadasz także zmiany w
swoim parku maszyn.
- Tak,mam pewne plany z tym
związane. Nie chcę jednak zmieniać tunera, z którym pracowałem do tej pory,
„Skóra” bez
włosów?
Czy ktoś wyobraża sobie Adama Skórnickiego bez długich włosów, efektownie
wypływających spod kasku? Raczej nie,
bo to jego znak firmowy, tak samo zresztą
jak frędzle przy rękawach kevlaru.
Bez frędzli można go sobie wyobrazić,
zwłaszcza po tym jak Wybrzeżu Gdańsk w
sezonie 2009 jeździł w kombinezonie bez
nich. Wszystko przez ustalenia Ekstraligi,
która narzuca drużynom jednakowe stroje.
Prezes Unii Leszno, Józef Dworakowski pytany na antenie Radia Elka o długie
włosy „Skóry”, odpowiedział: - Przecież
to jest jego indywidualna sprawa, nikt mu nic
narzucał nie będzie, ale przyjemność by mi
sprawił na pewno, gdyby je ściął.
Włodarz Unii już raz bardzo chwalił
swojego jeźdźca, który postanowił ściąć
włosy. Był to Janusz Kołodziej, który
przechodząc do Leszna miał długie
włosy, a przed startem rozgrywek obciął
je, złośliwi się śmiali, że wszystko przez
szukanie zbicia wagi. Januszowi bardzo się
ta zmiana opłaciła, bo zaliczył najlepszy
sezon w karierze. Kto wie, może gdyby
Adam zdecydował się na podobny krok...
Ale czy ktoś to sobie wyobraża?
(mik)
bo uważam że jest to jeden z najlepszych fachowców. Nadal będę robił silniki u Jane Anderssena. Nie ukrywam,
że chciałbym spróbować silników spod
innej ręki. Na razie nie będę mówił o
kogo chodzi, bo nie podjąłem ostatecz-
majster. Jestem już z nim po rozmowach. Chcę mieć dwóch młodych, zgranych chłopaków. Mam nadzieję, że ta
młoda krew stworzy fajny klimat, będziemy tryskać humorem, wspólnie będziemy pracować na sukcesy. Uważam,
że ludzie, których dobieram do swojego
teamu, nie są przypadkowi. Mam
pewne kryteria, których się trzymam i
które dane osoby muszą spełnić. Team,
który dotychczas zbudowałem są to zaufane osoby, na które mogę liczyć w
każdym momencie, które są ze mną na
dobre i złe i które tak samo jak ja walczą
Grzegorz Zengota przed Dawidem Stachyrą (z lewej) i Rafałem Dobruckim.
Fot. Jarosław Pabijan
Licencje
przyznane
5 stycznia br. zespół do spraw licencji podjął decyzje związane z klubami
wszystkich
trzech
klas
rozgrywkowych, które w poprzednim
terminie nie otrzymały uprawnień na
sezon 2011.
Licencję otrzymało Wrocławskie Towarzystwo Sportowe Spółka Akcyjna.
Licencja warunkowa I ligi: Rybnicki
Klub Motorowy Rybnik pod warunkiem spłaty zobowiązań wobec zawodników
zgodnie
z
podpisanymi
porozumieniami, jednakże nie później
niż do 15.03.2011 roku, uregulowania
do 10.03.2011 składek wraz z odsetkami za zwłokę, według pisma ZUS i
dostarczenia do 20.03.2011 porozumienia z ZUS w sprawie sposobu i warunków rozłożenia na raty należności z
tytułu składek lub zaświadczenia ZUS o
nie zaleganiu w płatnościach.
Warunkowo przyznano też licencję
następującym klubom II ligi: Klub
Żużlowy Kolejarz Opole pod warunkiem
spłaty zobowiązań wobec zawodników
zgodnie z podpisanymi porozumieniami, jednakże nie później niż do
15.03.2011, Stowarzyszenie Klub Motorowo - Żużlowy Lublin pod warunkiem:
poddania obiektu inspekcji oraz uzyskania licencji toru w terminie do
20.03.2011
i
dostarczenia
do
20.03.2011 umowy na korzystanie z
toru od dnia 30.06.2011 do 31.10.2011,
ŻKS Ostrovia pod warunkiem spłaty zobowiązań wobec zawodników zgodnie
z podpisanymi porozumieniami, Klub
Sportowy Speedway Polonia Piła pod
warunkiem spłaty zobowiązań wobec
zawodników zgodnie z podpisanymi porozumieniami.
(szyk)
(jak z regulaminem płacowym).
Czy to jeszcze poważna sztuka, czy
może już czysta farsa? I czy autorzy
machlaniny naprawdę chcą złapać
tego króliczka, którego z uporem
ponoć ścigają, czy w rzeczy samej
kontentuje ich sama pogoń? Nie
wiem, więc staram się błotem nikogo
nie obrzucać, choć nie odżegnuję się
wcale od posądzenia o takie zamiary.
Stary bon mot Churchila o demokracji
- że to najgorszy ustrój, ale nie wymyślono niczego, co byłoby lepsze - wciąż
siedzi w tyle czaszki i podgryza te fragmenty jej zawartości, w których formułują się myśli. Nie mam złudzeń, że
w polskim żużlu demokratyczne procedury są nie na miejscu, gdyż
wskutek nagromadzenia na decyzyjnych stanowiskach wyjątkowo licznych warchołów i sobiepanów każde
gremium, w skład którego wejdą, genetycznie musi być niezdolne do podejmowania
wiążących
i
honorowanych ustaleń. Eo ipso, jaki
taki porządek w tym światku może
zapewnić tylko ktoś o żelaznej woli
dyktatora. Wniosek smutny, wstydzę
się, że go sformułowałem; jestem
jednak przekonany, iż to wniosek
uzasadniony. Ale bieda, bo nie widać
odpowiedniego dyktatora. Widać jedynie speców od machlaniny, co na
pewno budujące nie jest.
...no i nie udał się coś inaugurujący
roczne pisanie odcinek. Chciałem
dobrze, wyszło - breee... Ale żywi nadziei nie tracą: jeszcze się poprawię.
Tylko niechbym dostał powód...
WALDEMAR BAŁDA
Widziane z Rusi Czerwonej (125)
TYGODNIK ŻUŻLOWY
3
Kiedy na GP w Terenzano Tomek
Gollob przypieczętował zasłużone
zdobycie przez siebie indywidualnego mistrzostwa świata na żużlu, to
natychmiast ogłosił: - 2010 rok to
mój rok!
Niby tak i niby nie. Ja wiem, że dla
Tomka żużel to niemal cały świat.
Niemal. Bo są również inne sprawy i
rzeczy w moim przekonaniu nawet
ważniejsze. Np. rodzina. A więc tak
do końca, nie był to najlepszy rok dla
naszego wspaniałego Tomasza Golloba. W lutym wyprowadziła się od
niego żona Brygida i zabrała ze sobą
ich 13-letnią córeczkę Wiktorię.
Sprawa rozwodowa w toku. Badania
pokazują, że rozwód, to obok śmierci
najbliższych i utraty pracy, największa trauma dla człowieka.
Sam Tomasz w końcu gorzko przyznał: - No dobra, wreszcie jestem tym
mistrzem świata, ale kosztowało mnie
to 2,5 mln zł i co gorsza, utratę rodziny.
A więc ta jego victoria w cyklu GP była
wówczas pyrrusowa, bo już bez Wiktorii i bez Brygidy.
W tzw. międzyczasie, jeszcze w
trakcie sezonu, pani Gollob wywołała
obyczajowy skandal wyznając na
łamach tabloidu, że mąż przystawiał
jej do głowy pistolet, że podrabiał jej
podpisy pod umowami kredytowymi
z bankiem (forsa rzekomo miała iść
na pokrycie jego długów z kasyna) i
że ją bił. I że dopiero przez komornika
musiała ściągać dla siebie i córki alimenty od chytrego Tomka, bo obie
nie miały za co żyć (są tacy, którzy
twierdzą, iż co miesiąc otrzymuje ona
Żona z mieczem, a Gollob
znów z córką i na giełdzie!
6200 zł, czyli na waciki chyba starczy). Dodatkowo, Brygida w swoją
medialną awanturę bez sensu
wciągnęła córkę, która w gazecie wyznawała, że nienawidzi ojca, że nie
życzy mu mistrzostwa świata i że ten
w ogóle się nią nie zajmuje.
Sprawy domniemanych sfałszowanych podpisów i znęcania się Tomasza
nad
rodziną
trafiły
do
prokuratury i - z tego, co słyszę jeszcze nie wiadomo, jak się
skończą. Mówią, że wszystko zostanie umorzone lub oddalone.
Z kolei, jak podaje „Super Ekspress”, na niedawną rozprawę rozwodową Gollob miał dostarczyć
ponoć aż 15 świadków, by zeznali, że
jego żona źle się prowadziła.
Brygida w odwecie i chyba w jakimś amoku, w okolicach minionych
świąt, czyli dopiero co, włamała się
do domu, zabrała miecz samurajski i
ścięła nim znaczek mercedesa, który
to "merc" stał nieopodal. Problem w
tym, że pani Gollob wszystko się pomyliło. To nie był dom Tomasza, ani
jego auto. Tylko sąsiadów! Brygidę
po tym numerze zabrano na obserwację do specjalistycznego szpitala.
Ona twierdzi, że chyba miała jakiś
wypadek, bo nie wie, dlaczego znalazła się w owym szpitalu. „Super
Ekspress” podaje też, że Tomasz
chce teraz... ubezwłasnowolnić
swoją żonę. Czy poradził mu to
sprytny prawnik, bo taki ruch, jak
sądzę, mógłby ewentualnie rozwiązać kilka problemów Tomasz Gol-
Na cele
charytatywne
Zgodnie z już dość długą tradycją na lodo-
wisku Tor-Tor odbędą się mistrzostwa Torunia
w żużlu na lodzie organizowane przez Miejski
Ośrodek Sportu i Rekreacji.
W tym roku będzie to już ósma edycja imprezy,
w której początkowo startowali tylko wychowankowie toruńskiej drużyny, a obecnie gromadzącej
na starcie również czołowych zawodników z in-
nych miast startujących w tego typu galach. Za-
wody
rozegrane
zostaną
16
stycznia
i
rozpoczną się o godzinie 17.00. Podobnie jak
w poprzednich latach tak i teraz dochód z biletów, które kosztują dziesięć i piętnaście
złotych, przeznaczony zostanie na szczytne
cele charytatywne.
Lista startowa przedstawia się następująco:
1. Mirosław Kowalik, 2. Jacek Krzyżaniak, 3. Emil
Pulczyński, 4. Kamil Pulczyński, 5. Mariusz Pu-
szakowski, 6. Adrian Miedziński, 7. Grzegorz Walasek, 8. Adam Skórnicki, 9. Sławomir Drabik, 10.
Mateusz Kowalczyk, 11. Stanisław Burza, 12.
Jacek Rempała, 13. Mateusz Bubel, 14. Mateusz
Lampkowski, 15. Tomasz Jędrzejak, 16. Michał
Szczepaniak, 17. Artur Mroczka.
Oprócz wymienionych zawodników na Tor-
Torze pojawi się także Wiesław Jaguś, który
ma być jednym z gości honorowych toruńskiej
imprezy. W tej samej roli na Tor-Tor zawita również Tomasz Gollob.
4
D.L.
loba? Stara prawda bowiem głosi, że
nigdy nie jest tak, iż winna jest tylko
jedna strona. Na to wszystko wciąż
patrzy ich 13-letnia córeczka Wiktoria. I to jest najgorsze w tym wszystkim.
Ale, ale... W ostatnich dniach sytuacja zmieniła się diametralnie. U
Gollobów, widać jest jak w kalejdoskopie. Bo oto zaraz po wspomnianych dramatycznych wydarzeniach z
okolic świąt, dziennikarze podpatrzyli Tomka... na zakupach z Wiktorią. W ostatnią sobotę zaś na gali
„Przeglądu Sportowego” i Telewizji
Polskiej Gollob odbierając nagrodę
za drugie miejsce w plebiscycie „PS”
na najlepszych sportsmenów Polski
anno Domini 2010 (gratulacje!) podziękował swemu dziecku, czyli Wiktorii i oznajmił, że córka jest z nim na
widowni, co zresztą natychmiast pokazały kamery Telewizji Polskiej.
Szok. Czyli (prawie) pełna rodzinna
sielanka. I dobrze. Ciekawe, jak do
tego pojednania doszło? Kto pierwszy wyciągnął rękę? Mam tylko nadzieję, że nie jest to jakiś kolejny
prawniczy, taktyczny i medialny kruczek w prywatnej wojnie państwa
Gollobów. Tak czy siak, Wiktoria wyglądała na zadowoloną i była uśmiechnięta. A uśmiech dziecka
(zwłaszcza własnego) to rzecz bezcenna.
Tomaszowi będzie teraz potrzebny
jak najlepszy wizerunek. Bowiem jak
czytam obecnie po gazetach: „W
czerwcu firma naszego speedwayo-
wego mistrza świata ma wejść na giełdę
NewConnect (poczekalnia GPW, działa
na niej 186 spółek o wartości bliskiej 4
mld zł). - Chcę być pierwszym polskim
sportowcem, który to zrobi sam, pod
własnym nazwiskiem, muszę myśleć o
swojej przyszłości po zakończeniu kariery, choć wiem, że to giełdowe przedsięwzięcie nie jest łatwe - mówi Gollob.
Na konto spółki Gollob Racing już
poszły kontrakty, jakie znakomity
żużlowiec podpisał ze Stalą-Caelum
Gorzów i szwedzkim Hammarby
Sztokholm. Docelowo spółka ma się
zajmować działalnością promocyjną,
czy public relations. Co dalej? Być
może napój energetyczny z wizerunkiem czołowego żużlowca globu i
przeróżne działania marketingowe.
Na notowania spółki najlepiej
wpłynąć powinny wyniki sportowe
naszego aktualnego mistrza świata.”
Nie tylko wyniki, bowiem u potencjalnych inwestorów (akcjonariuszy)
liczy się właśnie także nieskazitelny
wizerunek firmy i tego, który daje jej
swoje nazwisko. A więc Gollob
szybko musi uporać się ze swymi
prywatnymi problemami. Jak widać
po jego pogodzeniu się z córeczką
Wiktorią, już zaczął to czynić. Powodzenia!
I gratuluję mu zgromadzenia
budżetu na najbliższy sezon. Ponoć
15 motocykli na GP 2011 już czeka w
garażu naszego championa! Nic,
tylko bronić tytułu.
PS. Tabloidy ostatnio przestrzegały: Tomku Gollobie uważaj! Eskalacja Waszej - już nieprywatnej, bo
mocno upublicznionej - rodzinnej wojny
z Brygidą może się okazać bombą z tykającym zapłonem!
I sugerują, że kobieta ze zranioną
duszą i mieczem samurajskim w
ręku to nie jest bezpieczny zestaw.
Po takim dictum zaraz przypomina
nam się np., że (druga) żona zasztyletowała legendarnego rajdera Edwarda Jancarza, kiedy kolejny raz
przyszedł pijany do domu (i to tuż
przed gorzowskim balem sportowców, na który mieli się razem wybrać). Dalej: policja podejrzewała, że
byłego bokserskiego championa Arturo Gattiego zabiła w hotelu jego
własna małżonka. Sprawa nie jest do
końca wyjaśniona. Z drugiej strony,
angielski żużlowy talent Kenny Carter pięcioma kulami zastrzelił swoją
dziewczynę Pamelę, gdy ta chciała
od niego odejść, po czym popełnił
samobójstwo.
Oczywiście niczego tu nie sugeruję, zwłaszcza w odniesieniu do nieszczęśliwej, a tak miłej mi pani
Brygidy, ale pamiętajmy, że w złych
emocjach, w stresie, nawet najbardziej zacni ludzie zdolni są w amoku
do zachowań strasznych, o które
nigdy byśmy ich nie podejrzewali. I
dotyczy to nas wszystkich!
(wciąż zaniepokojony Wasz Bartek
Start w szerszym horyzoncie
BARTŁOMIEJ CZEKAŃSKI
Cz.)
Rozmowa z Arkadiuszem Rusieckim - prezesem TŻ Start Gniezno
Bardzo burzliwy przebieg miało w tym roku
kompletowanie składu Startu na kolejny sezon.
Ostatecznie udało się kierownictwu klubu sfinalizować rozmowy i jeszcze przed świętami,
zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami został przedstawiony skład drużyny.
- Nie nazwałbym tego okresu burzliwym, ale na
pewno był niezwykle trudny, stresujący i nader pracowity. Był chyba najtrudniejszy odkąd pamiętam,
a już na pewno w historii naszego klubu. Nie do
końca rozumiem z czego te trudności wynikały.
Diagnozuję przyczyny we wprowadzonych od
grudnia przepisach o Kalkulowanej Średniej Meczowej dla drużyn i w zamieszaniu dotyczącym regulaminu finansowego, ale też zauważyłem pewne
zmiany w podejściu do rozmów u zawodników. Już
w listopadzie zastrzegliśmy, że tym razem
ogłoszenie składu czerwono-czarnych nastąpi później niż przed rokiem. Sądziłem nawet, że nie uda
się to przed końcem 2010 roku, ale wypracowaliśmy kompromis i niemal ostateczny kształt zespołu mieliśmy jeszcze przed świętami.
- Którego z zawodników było najtrudniej przekonać do podpisania kontraktu?
- Każdego na swój sposób. Na temat każdego z
podpisanych kontraktów moglibyśmy opowiadać
godzinami, bo przecież rozmowy trwał nierzadko
wiele tygodni i miały po kilka etapów. A jeszcze
więcej można byłoby opowiadać o tych negocjacjach, które nie zakończyły się sukcesem, bo to
one były najbardziej frustrujące. Dziś to jednak jest
już chyba bez większego znaczenia, więc sobie
tego oszczędźmy...
- Po wielu latach do Startu wrócił Scott Nicholls. W sezonie 1999 przybył tu jako utalentowany junior. Jaka ma być jego rola tym
razem?
- Nie wyobrażam sobie Scotta w innej roli niż jednego z liderów drużyny. Po to jest zakontraktowany. To musi być jego sezon w Polsce, bo to
chyba jego ostatnia szansa. Teraz, albo już chyba
nigdy. On w siebie wierzy. Jego otoczenie również,
więc i my daliśmy mu spory kredyt zaufania proponując godziwe warunki do jazdy w Gnieźnie. Ten
powrót do Startu ma być przełomowy w karierze
Nichollsa. Na to liczy on i my.
- Czy Anglicy Nicholls i Bridger będą główną
siłą rażenia zespołu Startu, czy raczej, podobnie jak w zeszłym sezonie, czołowe role odgrywać będą zawodnicy polscy?
- A kto to może wiedzieć dzisiaj, zimą? Każdy z
zawodników ma swoje zadanie do wykonania tak,
aby punkty każdego z osobna złożyły się na zwycięstwa drużyny. Ja wiem, że to banalna prawda,
ale cóż dzisiaj można powiedzieć o tym, kto będzie odgrywał czołowe role w sezonie?
- Podpisanie kontraktu wcale nie oznacza, że
dany zawodnik będzie jeździł barwach danego
klubu. Jakie są pana zdaniem szanse na to, że
obecny skład będzie faktycznie do dyspozycji
trenera? Nie ukrywam, że chodzi głównie o
ewentualne wypożyczenia braci Gomólskich...
- Dziś mogę jedynie powiedzieć tyle, że w przy-
TYGODNIK ŻUŻLOWY
padku braci Gomólskich istnieje taka możliwość.
W przypadku Adriana może to być Ostrów, w przypadku Kacpra - Częstochowa. W tym drugim przypadku mogłoby dojść do wymiany na Taia
Woffindena. Decyzja w tej sprawie należy jednak
do zawodników.
- Zanim jeszcze zaczęto finalizować rozmowy
z zawodnikami doszło do zmiany na stanowisku szkoleniowca. Dlaczego klub rozstał się
z trenerem Leonem Kujawskim?
- Trenerowi Kujawskiemu skończyła się umowa z
klubem. Podjął decyzję, aby nie rozpoczynać rozmów na temat jej przedłużenia, a my nie naciskaliśmy na to szanując jego wolę. Taką mieliśmy
dżentelmeńską umowę z Leonem, że pomoże
nam tak długo, jak będzie to możliwe. Kiedy powiedział „pas", zrozumieliśmy iż czas rozpocząć
poszukiwania następcy. Chciałbym jednak podkreślić, że nasze drogi się nie rozchodzą, a jedynie
rozluźniają. Nadal możemy liczyć na pomoc
Leona, bo zakończyliśmy formalną współpracę jak
przyjaciele.
- Czy kandydatura Lecha Kędziory była jedyna? Co zdecydowało o powierzeniu budowania i prowadzenia zespołu właśnie temu
szkoleniowcowi?
- Nie była to jedyna kandydatura, ale była ona
najpoważniejsza. Start Gniezno współpracował w
przeszłości z Lechem Kędziorą i współpraca ta
układała się bardzo dobrze. Sezon 2006, w którym
Lech pracował w Gnieźnie, był pomyślny dla czerwono-czarnych. Zajęliśmy wtedy wysokie trzecie
Motocykl mistrza
na aukcji dla
hospicjum...
W najbliższą sobotę - 15 stycznia 2011 roku,
w auli Zamiejscowego Wydziału Akademii Wychowania Fizycznego w Gorzowie, odbędzie
się piąty, jubileuszowy Bal Charytatywny Klubu
Sportowego Stal. Jak co roku, całkowity dochód z balu, przeznaczony zostanie na Hospicjum św. Kamila w Gorzowie. Tegoroczna
edycja ma dodatkowy smaczek, jakim jest,
trwająca od dwóch tygodni, na portalu allegro.pl licytacja jednego z motocykli mistrza
świata Tomasza Golloba.
Dzięki hojności i otwartych serc darczyńców,
podczas czterech minionych balów, udało się
zebrać kwotę ponad pół miliona złotych. Sumę,
która w wyraźny sposób wsparła utrzymanie gorzowskiego hospicjum. Ewenementem każdego
balu jest licytacja motocykla, ochrzczonego imieniem „Kamil”, który pobił wszelkie, światowe rekordy cenowe i każdorazowo, ponownie jest
przekazywany przez triumfatorów licytacji na kolejne aukcje Balu Charytatywnego Stali Gorzów..
Niezwykle atrakcyjną nowością w tym roku jest
przekazanie na licytację jednego z motocykli z
parku maszyn Tomasza Golloba, na którym kapitan polskiej reprezentacji i Stali Gorzów z powodzeniem ścigał się w turniejach Grand Prix,
Pucharu Świata oraz zawodach ligowych,
wjeżdżając na najwyższy stopień podium mistrzostw świata. Ten motocykl jest przedmiotem aukcji na popularnym portalu aukcyjnym allegro.pl.
Triumfator licytacji, która zakończy się 14
stycznia, dodatkowo otrzyma zaproszenie na V
Charytatywny Bal Stali Gorzów i zasiądzie przy
stoliku wspólnie z najlepszym polskim żużlowcem, mistrzem świata Tomaszem Gollobem.
Oto link do aukcji: http://allegro.plmotocyklmistrza-swiata-tomasza-gollobai1392812974.html
czasowym
MIROSŁAW WIECZORKIEWICZ
Prezes gnieźnieńskiego klubu Arkadiusz Rusiecki
uważa, że Start to nieprzewidywalna mieszanka młodości
z doświadczeniem i talentem.
Fot. Jarosław Pabijan
miejsce, pokonując choćby dzisiejszego potentata
Ekstraligi - Stal Gorzów. Ocenialiśmy dobrze metodykę i merytorykę pracy trenera Kędziory ze Startem
w przeszłości, dlatego wybór padł właśnie na niego.
Na przeszkodzie KSM
Rozmowa z Dariuszem Sprawką - prezesem KMŻ Lublin
- Został pan nowym prezesem klubu z Lublina...
- Wraz z innymi członkami zarządu, od samego
początku, gdy tylko powstało stowarzyszenie,
czyli od ponad dwóch lat, zajmujemy się wieloma
wątkami działalności. Z tej racji, że piastuję też
funkcję dyrektora klubu, muszę czasami zajmować się odległymi dla mnie tematami. Tak się
złożyło, że zarząd uznał, iż moja kandydatura na
stanowisko prezesa będzie odpowiednia, gdyż
dysponuję odpowiednią wiedzą i doświadczeniem. Zajmuję się wszystkim, ale nie sam, lecz z
członkami zarządu.
- Zawodnicy, którzy podpisali kontrakty w
Lublinie, podkreślają, że sytuacja finansowa
klubu jest dobra, a przynajmniej taką im przedstawiano. Czyli można ze spokojem patrzeć na
przyszłość żużla w Lublinie?
- Takie perspektywy są. Pewnie sytuacja byłaby
jeszcze lepsza, gdyby w sezonie 2011 nie było
KSM i zagrożenia związanego z regulaminem finansowym. Te dwa czynniki bardzo mocno zaburzyły prace naszego klubu z różnych względów.
Mimo tego, mam nadzieję, że nowy sezon dostarczy naszym kibicom wielu wspaniałych i nie
tylko sportowych przeżyć. Nigdy do końca nie
można być niczego pewnym, bo nasi przeciwnicy
także mogą mieć wspaniałych sponsorów i wygrać ligę.
- Czy KSM związała wam w jakiś sposób ręce
po podpisaniu umów kontraktowych z Simonem Steadem, Mariuszem Puszakowskim,
Zbigniewem Sucheckim i Pawłem Miesiącem?
- To kombinowanie przy wyborze zawodników
zaczęło się wcześniej. Zapewne bez KSM nasz
skład wyglądałby inaczej. Wprowadzono KSM
właśnie po to, aby zmniejszyć koszty i pomóc klubom. Czy tak będzie, okaże się pod koniec sezonu. Zobaczymy czy nie zdarzą się jakieś inne
niespodzianki w związku z funkcjonowaniem
KSM. Regulamin finansowy spowodował wielkie
zamieszanie, które nie było nikomu potrzebne. Do
końca nie wiemy jaki będzie tego finał. Zakładam,
że jednak nic z tego nie wyjdzie. O takich spra-
- Jak oceniłby pan potencjał drużyny w porównaniu z poprzednim rokiem?
- W mojej opinii nie jest on mniejszy od
ubiegłorocznego. Wprawdzie profil drużyny, która
będzie dla nas walczyć w 2011 roku jest nieco
inny od ubiegłorocznego, ale z tej ekipy można
stworzyć naprawdę ciekawy zespół. Będzie to
wymagać od trenera i od nas chyba więcej pracy
niż w 2009 i 2010 roku, ale musimy być na to
przygotowani. To bardzo nieprzewidywalna mieszanka młodości z doświadczeniem i talentem,
więc odpowiednio prowadzona, ma dać nam powody do radości i spełnienia.
- W prasie pojawiły się ostatnio ogłoszenia
o sprzedaży położonego w pobliżu toru hotelu, który jeszcze kilka lat temu był obiektem
należącym do klubu. Czy rozmawiał pan może
z dyrekcją GOSiR lub władzami miasta o
ewentualności odkupienia tego obiektu i przeniesienia tam z powrotem siedziby klubu?
- Owszem, były to bardzo luźne rozmowy. Nie
ma jednak w planach budżetowych miasta
Gniezna środków, które można byłoby przeznaczyć na ten cel. Musimy się skupić na kontynuowaniu prac modernizacyjnych na terenach
należących do miasta. Priorytetem w tych pracach musi być kontynuowanie remontu trybuny
krytej pod kątem stworzenia zaplecza socjalnego
dla stadionu i klubu, godnego nie tylko XXI wieku,
ale też tak poważnych światowych imprez jak turniej O Koronę Bolesława Chrobrego, czy Indywidualne Mistrzostwa Świata Juniorów. To musi być
dla samorządu cel numer jeden - oczywiście jeśli
tylko chcemy być odebrani przez Polski Związek
Motorowy, a przede wszystkim Międzynarodową
Federację Motocyklową (FIM) jako poważny partner we współpracy.
- Obiekt Startu pięknieje z roku na rok. Jakie
wach musimy jednak dyskutować dłużej. Nie
można tego podejmować przed sezonem.
- Czy uważa pan, że limity KSM dla pierwszej
i drugiej ligi powinny być na poziomie 28 i 40
punktów?
Prezes lubelskiego KMŻ Dariusz Sprawka zajmuje
się w klubie wieloma sprawami.
Fot. Mieczysław Bielak
- Nie tylko ja mam wrażenie, że w drugiej lidze
górna poprzeczka została zawieszona na tym poziomie, aby KMŻ Lublin nie mógł zbudować tak
zwanego dream teamu. I rzeczywiście tak się stało.
Dolny limit jest bardzo niski i niczego nie zmienia.
Przez KSM mieliśmy większą trudność przy budowie zespołu porównując to do innych klubów. Taki
regulamin został jednak przyjęty i musimy zminimalizować jego negatywne skutki.
kolejne plany modernizacyjne ma wspólnie z
GOSiR zarząd klubu?
- Jak już wspomniałem wcześniej priorytet wydaje się być oczywisty. Co do reszty, potrzeb
ciągle jest wiele i realizować będziemy je sukcesywnie w miarę możliwości i zasobności miejskiego budżetu. Czeka nas na pewno instalacja
sztucznego oświetlenia przed rozpoczęciem sezonu 2012, bo bez niej nie wystartujemy w lidze.
Ponadto usprawnienie obsługi kibiców: komputeryzacja kas biletowych, personalizacja miejsc na
obiekcie, wdrożenie systemu identyfikacji kibiców. Niezbędne będzie też stworzenie osobnego
wejścia na obiekt od strony łąki, działek lub bezpośrednio z parkingu samochodowego, gdyż
funkcjonujące dziś rozwiązania komunikacyjne
na stadionie są jedynie tymczasowe i prowizoryczne. Pracy jak widać przed nami mnóstwo, ale
przypomnę, że wespół z władzami samorządowymi oraz kierownictwem GOSiR nadrabiamy
zaległości powstałe w ostatnim ćwierćwieczu!
- Jakie są plany przygotowań drużyny do kolejnego sezonu?
- Przygotowania już trwają. Mają one w większości charakter indywidualny. Jak zwykle tok
przygotowawczy planujemy zwieńczyć krótkim,
kilkudniowym zgrupowaniem integracyjnym, a
następnie sparingami, które dadzą odpowiedź na
pytanie o dyspozycję drużyny u progu sezonu.
Przygotowania zawodników będzie na bieżąco
monitorował trener Kędziora i jeśli tak zdecyduje,
zorganizujemy testy wydolnościowe zawodników,
aby ewentualnie skorygować profil przygotowań.
- W pierwszą niedzielę kwietnia zespół
Startu meczem wyjazdowym w Gdańsku zainauguruje nowy sezon. Gdyby to pan miał
decydować o składzie, w jaki sposób teraz zestawiłby pan drużynę?
TYGODNIK ŻUŻLOWY
- Jakie są szanse na to, aby Karol Baran i Tomasz Rempała jeździli w KMŻ Lublin?
- Z każdym z nich rozmawialiśmy i przedstawiliśmy swoje racje. Dyskutowaliśmy nad kształtem
kontraktów. Czy obaj, czy żaden z nich, albo jeden
będzie jeździł w Lublinie - nie wiem. Mamy jeszcze czas. Poza tym na naszym celowniku są też
inni żużlowcy. Trudno teraz określić datę finiszu
rozmów. Kilka ciekawych nazwisk jest na naszej
liście.
- Czy planujecie stworzyć szeroki, kilkunastoosobowy skład, a może wąską grupę seniorów i kilku rezerwowych?
- Wchodzi w rachubę to drugie rozwiązanie. Nie
chcemy mieć na ławie za wielu zawodników, ale
kilku, żeby było pewne ciśnienie na walkę.
- Musicie zakontraktować kolejnych krajowych juniorów, poza Mateuszem Łukaszewski.
Czy to problematyczne?
- Być może pojawi się jeszcze jeden dobry krajowy junior, a na wiosnę dwóch lub trzech naszych
adeptów, czyli szkółkowiczów Zbigniewa Studzińskiego pojedzie na licencję. Liczę, że któryś z nich
załapie się do składu. Ta furtka dla wychowanków
ma dać im szansę na przyszłość w Lublinie.
- Czy czarnym koniem zespołu będzie Simon
Stead, któremu kiepsko powodziło się w polskiej lidze, nie licząc ubiegłorocznego sezonu
w Polonii Piła?
- Dla mnie nadzieją są wszyscy nasi zawodnicy.
Inaczej nie traktuję Steada. Warto wspomnieć, że
analizy poszczególnych tabeli klasyfikacyjnych w
lidze dają do myślenia. Nie można liczyć, że najwyższe miejsca z sezonu 2010 dają podstawę, iż
ktoś pojedzie równie dobrze w sezonie 2011. Musimy być na wszystko przygotowani. Wierzymy, że
przerwa zimowa będzie przez naszych zawodników wykorzystana pod kątem przygotowania fizycznego. W razie potrzeby jest plan z
rezerwowymi, którzy mogą zastąpić kolegów z zespołu.
Rozmawiał:
PRZEMYSŁAW SZYMKOWIAK
- Mamy teraz sześciu seniorów, z których być
może ubędzie jeden. Zatem zestawienie zespołu
wydaje się być ułatwione. Mimo to całą sztuką
będzie poukładać zawodników w pary tak, aby
były one optymalne. To jednak już rola szkoleniowca i pozostawmy to jego intuicji. Co do obsady części juniorskiej zespołu, wybór jest
bogatszy, pojadą więc na pewno najlepsi. A
wszystko to po to, aby w Gdańsku wygrać.
- W nadchodzącym sezonie teoretycznie
łatwiej powinno być wywalczyć awans do
Ekstraligi. Czy zespół i klub są gotowe na to
wyzwanie?
- To wbrew pozorom bardzo złożone pytanie.
Przygotowujemy się do tego sukcesywnie. Jesteśmy na końcowym etapie tworzenia strategii
rozwoju klubu na lata 2011-2015, która ma być
naszym planem działania na najbliższą przyszłość. Nie można bowiem pracować bez wizji,
spójnego planowania i dyscypliny organizacyjnej.
Strategia to dokument, którego moim zdaniem od
zawsze brakowało w klubie, przez co wiele
działań było nieco chaotycznych i niezbyt spójnych ze sobą. Sądzę, że każdy, kto prowadzi
przedsiębiorstwo, firmę, drobną działalność gospodarczą lub choćby zwykłe gospodarstwo domowe wie doskonale, że bez porządnego,
długofalowego planowania nic nie da się zbudować. Tak nie można się po prostu rozwijać. Dlatego zarząd TŻ Start bardzo poważnie podszedł
do tematu postrzegania klubu w znacznie szerszym horyzoncie czasowym. Myślę, że w najbliższych tygodniach będziemy już gotowi, aby
przekazać naszym kibicom znacznie więcej
szczegółów tej strategii.
Rozmawiał:
RADOSŁAW KOSSAKOWSKI
5
Nie jestem Kaszpirowskim!
Rozmowa z Markiem Cieślakiem - nowym trenerem Falubazu Zielona Góra
- Co zadecydowało o tym, że przystał pan na ofertę Falubazu?
- Po prostu przekonał mnie do tego
prezes Robert Dowhan. Od niego otrzymałem najlepszą ofertę. Przemyślałem
to wszystko i zdecydowałem się
związać z Falubazem na dwa lata.
- Jak blisko był pan pracy we
Włókniarzu Częstochowa? Czy był
taki moment, że myślał pan, że wróci
do tego klubu?
- O pracy w Częstochowie to ja myślę
od bardzo dawna. Ale jakoś dziwnie to
wszystko się układa. Prezes Włókniarza
Marian Maślanka w październiku proponował mi pracę. Rozmawialiśmy po
meczach barażowych z Wybrzeżem, w
którym symbolicznie pomagałem ekipie
Włókniarza. Były wtedy rozmowy typu
„że nadszedł czas bym wreszcie wrócił”.
- I co?
- Wiele spraw ustaliliśmy. Między innymi także dotyczące kadry. I na tym
wszystko się skończyło.
-?
- Następny kontakt z prezesem Maślanką miałem w grudniu ubiegłego roku.
W jakimś sensie to rozumiem, bo przecież Włókniarz znajdował się w trudnej
sytuacji. Pewne sprawy - a zwłaszcza
związane z otrzymaniem licencji - się
przeciągały. Nie wiadomo było nawet
czy zespół w ogóle przystąpi do Ekstraligi. W międzyczasie rozmawiał ze mną
Robert Dowhan, ale też inni. Z powodu
braku jakiegokolwiek sygnału z Częstochowy byłem przekonany, że Włókniarz
zrezygnował ze mnie, a przecież gdzieś
pracować muszę. Wtedy podjąłem decyzję, że skoro jest cisza, to mnie w
Częstochowie nie chcą i dogrywałem
sprawy z Falubazem. A słowo u mnie
jest ważniejsze niż pieniądze.
- Ale w grudniu prezes Maślanka do
pana się odezwał...
- Tak. Gdy większość spraw została w
klubie załatwiona pozytywnie, wrócił do
październikowej rozmowy. Ale to było
już za późno. Szkoda, że wcześniej
nawet nie zadzwonił. Jest to dla mnie o
tyle dziwne, że przecież ja nie mieszkam w Chinach, ale pod Częstochową.
Mógł powiedzieć, że „zdajemy sobie
sprawę, że inni chcą ciebie mieć, ale nie
podejmuj decyzji, bo my jesteśmy wciąż
zainteresowani”. Nic takiego jednak
miejsca nie miało.
- Prezes Maślanka namawiał pana
do pracy we Włókniarzu w grudniu?
- Tak. Sugerował, żebym zmienił de-
traligę. Działacze chyba myśleli, że jak
przyjdzie Cieślak, to niczym Kaszpirowski dokona jakiegoś cudu i za dotknięciem różdżki spowoduje, że zespół
zacznie wygrywać. I wszyscy zaczną
jeździć na czele z podstawową parą juniorów, a więc Malczewskim i Czają. A z
tym składem to naprawdę „śliska
Trener Marek Cieślak zapewnia, że o jego przejściu do Falubazu nie zadecydowała
,,większa kasa”.
Fot. Rafał Paszek
cyzję i nie decydował się na pracę w Falubazie. Jednak podkreślam, skoro
wcześniej dałem słowo zielonogórzanom, nie mogłem ich zawieść.
- Mimo wszystko pod pana adresem w Częstochowie wciąż pada
mnóstwo nieprzychylnych opinii..
- Nie mam sobie jednak nic do zarzucenia. Najbardziej boli mnie to, że w
Częstochowie za całe zło starają się
winą obarczyć właśnie mnie. Nie ma
mnie w tym klubie od trzynastu lat, a ja
się dowiaduję, że brak pieniędzy czy to,
że z klubu uciekają zawodnicy to wina
Marka Cieślaka! Ja już nawet gazet nie
tykam i internetu nie przeglądam, bo nie
chcę tych wszystkich bzdur pod moim
adresem czytać. A prawda jest taka, że
na razie Włókniarz nie ma ekipy na Eks-
sprawa”. Po serii porażek już widzę
jakby mnie piętnowano. I proszę nie
myśleć, że ja się boję odpowiedzialności. Ale ja bym zrozumiał to jeszcze,
gdyby działacze powiedzieli, że zdają
sobie sprawę, że na zwycięstwa trzeba
poczekać, że to sezon przejściowy, że
mamy się utrzymać, popracować z juniorami, a zespół będziemy „robić” za
dwa trzy lata. Ale oni nie! Przecież
nawet bracia Łagutowie, którzy nigdy w
Ekstralidze nie jeździli, nie gwarantują
wyniku. Ten skład potrzebuje „obróbki” i
cierpliwości. Tu nawet Cieślak by nie
pomógł. Ja znam jednak to towarzystwo. We Włókniarzu wciąż są ludzie,
którzy mnie „wypieprzali” po tym jak
zdobyłem mistrzostwo Polski i jakoś
trudno mi uwierzyć w to, że im się cha-
raktery pozmieniały.
- Nie wierzy pan w to, że Włókniarz
się utrzyma?
- Wierzę, zarówno Włókniarz jak i
WTS się „uratują”. Ósmy zespół Ekstraligi wygra baraże z trzecim zespołem z
pierwszej ligi. Wracając do poprzedniego wątku. Ja naprawdę miałem dużą
chęć pracy we Włókniarzu, ale nie w
tych realiach. Już mi sugerowano
„Marek, ty to potrafisz”. A ja nie jestem
alfą i omegą. Jestem normalnym facetem. Wiele mi się udaje, ale wiele też
nie.
- Przejdźmy do pana nowego zespołu. Czy Falubaz z Jonssonem i
Davidssonem jest silniejszy od tego
z ubiegłego roku z Iversenem i Lindgrenem?
- Na papierze na pewno tak. Nawet
KSM to obrazuje.
- Ma pan sześciu dobrych seniorów, a tylko pięć miejsc w składzie.
To chyba nie jest najlepsza sytuacja...
- Rzeczywiście dla jednego zawodnika na pewno nie. Ale będą sparingi,
które pozwolą mi wybrać optymalny
skład. Mogę też zapewnić wszystkich,
że nikogo „nie spalę”. To jest, że po jednym nieudanym meczu odsunę go od
składu, a potem nie dam mu szansy.
- Ma pan w składzie Grega Hancocka. Amerykanin skończy jednak
w tym roku 41 lat! Prędzej czy później przyjdzie dla niego taki sezon,
w którym wiek da o sobie znać. Nie
obawia się pan tego?
- Na pewno ten czas się zbliża. Zegar
biologiczny tyka i nic - nawet u Hancocka - nie jest w stanie go zatrzymać.
Na szczęście kadra jest wyrównana.
Nie ma słabego punktu, no może z
wyjątkiem drugiego juniora. Spodziewam się nawet u Hancocka słabszej
formy na początku sezonu. On po prostu już tak ma, że w pierwszych meczach jest „niemrawy”. Potem się
jednak „rozjeżdża”. Na dodatek najważniejsze mecze czekają nas w playoff i wtedy o jego dyspozycję jestem
spokojny.
- Przychodzi pan na miejsce Piotra
Żyty, który w dwóch ostatnich sezonach zdobył medale złoty i srebrny.
Poprzeczka
postawiona
przed
panem jest bardzo wysoko...
- Jestem do tego przyzwyczajony. W
reprezentacji zawsze tak mam, we
Wrocławiu też tak było, nawet gdy
trzeba było bronić Ekstraligi. Specjalnie
się tym więc nie stresuję. Uważam, że
możemy zrobić wszystko. To znaczy zawodnicy mogą zdobyć tytuł mistrzów
Polski. Takie mam plany. Jeżeli się nie
uda to trudno.
- Może znudziły się już panu sukcesy z reprezentacjami Polski i zatęsknił za podium w DMP?
- Medale w MŚ nigdy mi się nie
znudzą. W ten sposób przechodzi się
bowiem do historii. To zawsze są mistrzostwa świata. W przyszłości jak zobaczą przy moim nazwisku tyle tytułów,
to chyba o czymś będzie to świadczyło.
Dzisiaj każdemu się wydaje, że poszedłem do Falubazu dla większej kasy.
A proszę mi wierzyć, że jest to kompletna bzdura. We Włókniarzu w grudniu tak się „rzucali”, że chcieli dawać mi
jeszcze więcej, byle bym tylko wrócił.
- Czy Robert Dowhan powiedział
panu „Marek masz odzyskać tytuł”.
Czy wyczuwa pan takie oczekiwania?
- Nie, prezes powiedział zupełnie coś
innego. Chce w Zielonej Górze mieć
dobry żużel. To znaczy, że chce skończyć z przygotowaniem toru, który nie
gwarantował walki i emocji. Żeby zacząć „robić” normalne widowiska, gdzie
zawodnicy przez cztery okrążenia
walczą. To nie jest sztuką zrobić „kopę
po uszy” i kto to wytrzyma ten wygra. Z
drugiej jednak strony takie „gadanie gadaniem”, ale każdy chce zwycięstw. A
najlepiej, żeby były i zwycięstwa i wspaniałe widowiska.
- Którego z zawodników, których
ma pan w kadrze, stać na więcej?
- Dosłownie wszystkich. Przede
wszystkim liczę, że niezbyt udany
sezon odbije sobie Protasiewicz, a naprawdę stać go na więcej. Powinien być
lepszym i skuteczniejszym zawodnikiem. Zobaczymy co uda się „zrobić” z
Jonssonem. Za wiele nie mogę mówić,
ale myślę, że zmiana klubu powinna
wyjść mu dobre. Jeżeli chodzi o Davidssona, to już w Częstochowie pokazał
na co go stać. Jest młody i będzie notował jeszcze lepsze wyniki. Zengota też
Zostawił w Falubazie duszę i serce
- Jakie ma pan plany na przyszłość?
- Będę pracował w Urzędzie Miasta w
Zielonej Górze.
- Czy będzie to praca związana ze
sportem?
- Prawdopodobnie tak, ale za wcześnie na szczegóły. Otrzymałem propozycję i postanowiłem z niej skorzystać.
- Czyli odchodzi pan ze sportu
żużlowego?
- W jakimś sensie tak.
- To dziwne. W dwóch ostatnich sezonach zdobył pan dwa medale, złoty
i srebrny. Aż żal nie kontynuować tej
passy...
- Prowadziłem rozmowy z paroma klubami. Nie wynikło z tego jednak nic konkretnego.
- Odchodzi pan z Falubazu z
żalem?
- Nie będę komentował pewnych
spraw. Zostawiłem w tych klubie duszę
i serce. Dwa razy byłem w finale.
- Gdy coś zdarza się dwa razy to
trudno mówić o przypadku...
- Chyba tak. Tym bardziej jak przeanalizujemy okoliczności choćby z
ubiegłego sezonu. Po czterech me-
6
Rozmowa z Piotrem Żyto - w sezonach 2009 i 2010 trenerem Falubazu Zielona Góra
czach wielu postawiło na nas krzyżyk.
„Odwróć tabele, a zobaczysz Falubaz
na czele”. Potem jednak było inaczej.
Nie udało się tylko obronić złota, ale
Unia była po prostu za silna. Trochę
szyków pokrzyżował nam też finał IMP.
Tor nie był przygotowany z tego powodu
tak jakbyśmy chcieli. Ale reasumując,
nie przegraliśmy złota, a wywalczyliśmy
srebro.
- Ma pan do kogoś żal?
- Tak, do siebie. Gdybym nie zdecydował się na start w wyborach, nie wyjawiłbym tego, że pracowałem w
Służbie Bezpieczeństwa....
- Czyli uczciwość nie popłaca...
- Prawda nie popłaca. Najgorsze jest
to, że wielu osądza jeszcze przed wydaniem wyroku. Teraz mam nauczkę na
całe życie, że jak ktoś jest uczciwy, to
daleko nie zajedzie. Bynajmniej nie w
tym kraju.
- No właśnie w encyklopedii o SB
czytamy: „Po rozwiązaniu SB w maju
1990 roku rozpoczął się proces weryfikacji funkcjonariuszy do nowo
powstałego Urzędu Ochrony Państwa. Spośród 14.038 funkcjonariuszy,
pozytywnie
zaopiniowano
10.439, natomiast negatywnie 3.595”.
Dzisiaj niewielu chyba wie, że UOP
tworzyli głównie ludzie z przeszłością z SB...
- Mogą powiedzieć, że ja też byłem w
tej grupie pozytywnie zweryfikowanych.
Najgorsze w tym całym zamieszaniu z
moją osobą jest to, że wrzuca się mnie
do jednego „wora”. Przecież w SB byli
też ludzie, którzy przybijali tylko
pieczątki do paszportów...
- Wróćmy do pana weryfikacji...
- Nie poszedłem do UOP-u, ale znalazłem się w policji, gdzie uzyskałem
stopień oficerski. Przepracowałem piętnaście lat. Uzyskałem wiele wyróżnień.
- Potem wyjechał pan do Anglii i
wrócił.
- ...i we Włókniarzu zatrudnił mnie Marian Maślanka. Zostałem też asystentem Marka Cieślaka w reprezentacji
Polski. Zdobyliśmy Puchar Świata. Zostałem przyjęty przez prezydenta Lecha
Kaczyńskiego i odznaczony krzyżem
odrodzenia Polski. Jak to się teraz ma
to do wszystkiego co mi się zarzuca?
Przecież kancelaria prezydencka też
musiała mnie „prześwietlić”. A skoro tam
zostałem uhonorowany, to przeszłość
TYGODNIK ŻUŻLOWY
Piotr Żyto doszedł do wniosku, że ,,prawda nie popłaca...”
Fot. Rafał Paszek
nie zaprezentował jeszcze wszystkiego.
Jest wreszcie Rafał Dobrucki, który pokazał, że jak jedzie na sprzyjającym
torze, to potrafi wywalczyć medal w
IMP! Nadszedł już czas na Patryka
Dudka. Staż jeździecki ma za sobą.
Teraz musi już udowodnić, że jest skuteczny. Będziemy pracowali aby
wszyscy „poszli do góry”, a apogeum
formy przyszło na play-offy. Wszyscy
zawodnicy zdają sobie sprawę, że mają
dla kogo jeździć. Stadion w Zielonej
Górze zawsze jest pełny i głośny doping
jest w stanie zdopingować niesamowicie.
- W WTS-ie spędził pan dziesięć lat.
Czy pobije pan ten rekord w Zielonej
Górze, czy ten przywilej miał tylko
Wrocław?
- Trudno cokolwiek mówić. Jeżeli w
Falubazie będzie wynik, będzie atmosfera, stworzymy zgraną ekipę to dlaczego nie? Podpisałem kontrakt na dwa
lata i wszystko przed nami. Zobaczymy
co nam napisze życie.
- Nie obawia się pan presji? Kibice
Falubazu to najwięksi fanatycy w
Polsce!
- Zdaję sobie sprawę, że ciśnienie będzie, ale ciśnienie jest wszędzie. To normalna sprawa. W Zielonej Górze jest ta
różnica, że tam będzie kim wygrywać.
To jest naprawdę dobry zespół. Gorzej
jak jest ciśnienie, a nie ma armat. I co
wtedy począć? I znów muszę wrócić do
Włókniarza. Zadałem prezesowi Maślance jedno pytanie, mianowicie ile
przewiduje punktów w meczu swoich juniorów? Nie chciał mi powiedzieć, to ja
mu pomogłem i powiedziałem, że stać
ich na jeden, bo Czaja i Malczewski
nigdy w życiu nie jeździli w Ekstralidze!
A jeżeli oni zdobędą po punkcie, to pozostałych pięciu musi zdobyć 45
„oczek” czyli po dziewięć „na łebka”
żeby wygrać mecz. A to jest wręcz niemożliwie. Przynajmniej nie od razu. Dlatego ja mogę podjąć ryzyko w
Falubazie, bo są tam środki aby je obronić. We Włókniarzu też mógłbym podjąć
ryzyko, ale gdyby zaakceptowano fakt,
że na zwycięstwa trzeba będzie poczekać, nawet do drugiej części sezonu. A
czegoś takiego nie usłyszałem.
- Jakich drużyn pan się obawia w
drodze do finału?
- Będzie sześć naprawdę mocnych i
wyrównanych ekip, a więc Falubaz, Stal
Gorzów, Unibax Toruń, Unia Leszno z
nie miała dla niej znaczenia. To było
pewną przesłanką, aby wyjawić moją
przeszłość przed wyborami. Ale okazało
się, że Polska to trudny kraj. Lubimy
rozgrzebywać stare rany.
- Wróćmy do speedwaya. Spodziewał się pan, że to właśnie Marek Cieślak będzie pana następcą w Zielonej
Górze?
- Tak, a kto miał przyjść. Prezes Dowhan nie miał wyboru.
- Dlaczego?
- To wcale nie jest fałszywa skromność co powiem, ale po takich sukcesach w dwóch poprzednich sezonach
posadę trenera musiał dostać ktoś nie
przypadkowy.
- Czy Falubaz z Jonssonem i Davidssonem będzie silniejszy od pana
Falubazu z Lindgrenem i Iversenem?
- Zdecydowanie tak. To kandydat
numer jedne do tytułu mistrza Polski.
- Czego życzy pan swojemu następcy?
- Żeby powtórzył moje osiągnięcia.
Przede wszystkim zasługują na to ci
fantastyczni kibice. Sukcesy Falubazu
nie będą mi obojętne, bo przecież będę
pracował w Zielonej Górze i szczerze
kibicował tej drużynie.
- Panie trenerze, jakie to wszystko
w życiu jest ulotne. Na ubiegłorocznym Balu Żużlowców organizowanym przez „Tygodnik Żużlowy” był
pan traktowany niczym bożyszcze.
Dzisiaj już pana w Falubazie nie ma...
braćmi Pawlickimi, bo przypuszczam,
że jednak zostaną w tym klubie, Unia
Tarnów i beniaminek Stal Rzeszów.
- Pana podopieczny z kadry juniorów Artur Mroczka zmienił klub. Grudziądzanin skończył wiek juniora i
przeniósł się do potentata z Gorzowa. Czy z punktu widzenia szkoleniowego to dobry ruch?
- Bardzo zdziwiłem się tej decyzji.
Przypuszczam, że jeżeli w Gorzowie
nikt nie dozna kontuzji, to pewnie nie
„powącha toru”. Powinien iść do takiego
klubu, który gwarantuje mu częste
starty, nawet pierwszoligowego.
- Lub na przykład do Częstochowy...
- Na przykład. Tam by miał pewne
miejsce w składzie. Nie wiem kto mu
wymyślił ten Gorzów. Dla mnie to jest
wsadzenie chłopaka „na minę”. Dla rozwoju jego kariery sportowej to bardzo
wielki minus i ogromne ryzyko.
- Malkontenci mówią, że takiej
drużynie jaką ma Falubaz nie jest potrzebny trener. Po prostu jadą zawodnicy i potrzeba tylko umiejętnie
nimi pokierować, ale w programie zawodów...
- Odpowiem w ten sposób. Przez dwa
sezony w Częstochowie mieli najlepszy
skład w Polsce. Jeździli tam Nicki Pedersen, Greg Hancock, Lee Richardson, Tomasz Gapiński, a także Tai
Woffinden, ale jako jeden z najlepszych
juniorów. I co przez te dwa lata zdobyli?
Jeden medal DMP i to brązowy! Można
się zapytać dlaczego mając taki skład
osiągnęli tak niewiele.
- Może zabrakło Marka Cieślaka?
- Może? A dlaczego zabrakło? Bo targowali się z nim o dojazdy! Na jednego
zawodnika mieli dwa miliony złotych, a
z trenerem targowali się o parę gorszy.
Przy okazji zadaję pytanie, dlaczego
wtedy o mnie nie walczono? Bo mieli
mnie w nosie! Prawda jest taka, że
Włókniarz dopiero jak jest na dnie, to
wtedy przychodzą do Cieślaka, a ja nie
chcę pełnił roli świętego męczennika.
- Co pan obecnie robi?
- Kocham sport. Dosłownie i w przenośni. Mam sześćdziesiąt lat na karku,
a codziennie się ruszam. Jeżdżę na rowerze, albo biegam na nartach lub po
prostu biegam.
Rozmawiał:
MIŁOSZ LIPPKI
- Po prostu my naprawdę stanowiliśmy zgraną „paczką”. I do dzisiaj tak
mogło być. Dużo kibiców i znajomych
wciąż są ze mną identyfikuje. Nie zmienili swojego stanowiska po mojej informacji, że byłem pracownikiem SB. Ci
ludzie rozróżniają pewne rzeczy i dla
nich nie liczy się to, co miało miejsce
przed dwudziestu laty. Oni mnie znają
od dwóch lat i ja wciąż jestem taki sam.
Gdy dwa lata temu przyszedłem do Zielonej Góry musiałem wszystkich przekonać do siebie. Wzbudzić zaufanie. I
większość jest do teraz chyba za mną.
Tak naprawdę przeciwko mnie jest
wąska grupa, w której są ludzie młodzi
i nieznający spraw z przeszłości. Wybaczam im jednak, bo chyba nie wiedzą
co czynią.
- Relacje z zawodnikami też miał
pan znakomite...
- Przede wszystkim mieliśmy do siebie zaufanie. Stanowiliśmy drużynę w
pełnym tego słowa znaczeniu. Naprawdę było super...
- To dlaczego prezes Dowhan ugiął
się pod - jak pan mawia - wąską
grupą młodych ludzi?
- O to już trzeba zapytać prezesa
Dowhana.
Rozmawiał:
MIŁOSZ LIPPKI
Od redakcji: rozmowa została przeprowadzona przed pojawieniem się
informacji, że Piotr Żyto będzie trenerem Kolejarza Rawicz.
Dobrze mu w Rzeszowie
Rozmowa z Lee Richardsonem - zawodnikiem Marmy Rzeszów
- Lee, na kolejny sezon zdecydowałeś się zostać w Rzeszowie. Wygląda na to, że współpraca z klubem
układa się wzorowo...
- Zeszły sezon w Rzeszowie był rzeczywiście bardzo dobry - to wspaniały
klub i bardzo dobrze mi się układa
współpraca z Martą Półtorak i Darkiem
Śledziem.
- Tym razem będziecie walczyć w
najwyższej klasie rozgrywkowej. Jak
oceniasz siłę swojego zespołu?
- Oczywiście, nasz skład nie jest tak
mocny jak chociażby w Gorzowie, Toruniu czy Zielonej Górze, ale myślę, że
spokojnie jesteśmy gotowi do walki w
Ekstralidze i awansujemy do fazy playoff.
- Jak przygotowujesz się do sezonu?
- Przed świętami trenowałem trzy razy
w tygodniu. Głównie biegałem i wprowadzałem delikatnie troszkę elementów
gimnastyki, ale udało mi się też sporo
pojeździć na motocrossie. Teraz planuję
zwiększyć częstotliwość treningów do
sześciu w tygodniu i oczywiście postaram się nadal jak najwięcej jeździć na
crossie.
- W polskiej lidze ponownie pojawił
się KSM. Myślisz, że to dobre rozwiązanie?
- Wydaje mi się, że tak - szczególnie
dla klubów. Przez wiele lat taki system
funkcjonuje już przecież w Szwecji i Anglii, i nie wydaje mi się, żeby mieli z nim
jakieś problemy.
- Planujesz jakieś zmiany w swoim
teamie?
- W poprzednim sezonie wszystko
działało tak jak należy, więc nie zamierzam dokonywać żadnych zmian w tym
roku. Cieszę się, że mam wokół siebie
takich ludzi.
- Miałeś oferty z innych polskich
klubów?
- Tak, pojawiło się kilka ofert, ale w
Rzeszowie jest mi bardzo dobrze i nie
widziałem żadnych powodów, dla których miałbym zmieniać klub.
- W jakich ligach wystartujesz w sezonie 2011?
- Będę reprezentował w Lakeside w
Anglii, Vargarnę w Szwecji, no i oczywiście Stal Rzeszów w Polsce.
- Niektórzy twierdzą, że angielski
- Byłeś na wakacjach?
- Tak, wybrałem się do miasta Sharm
el Sheik w Egipcie na dziesięć dni. Już
trzeci raz tam się wybraliśmy - to tylko
pięć godzin drogi z Anglii i co najważniejsze dalej jest ciepło w listopadzie (śmiech). Naprawdę świetnie się
bawiliśmy i bardzo fajnie było móc spędzić czas z żoną i dziećmi.
- A jak spędziłeś święta?
Lee Richardson podczas ubiegłorocznego meczu I ligi z Wybrzeżem Gdańsk. W głębi
Mateusz Lampkowski (z lewej) i Magnus Zetterstroem.
Fot. Paweł Kolczuga
speedway dotknął kryzys. Jakie jest
twoje zdanie na ten temat?
- Rzeczywiście, w naszym żużlu widać
pewne problemy i to na pewno powinno
wszystkich martwić. Jednak mam nadzieję, że wszystko uda się rozwiązać i
promotorzy dojdą jakoś do ładu z tym
wszystkim.
- Święta spędziłem w swoim domu w
Anglii z żoną i trójką dzieci. Byli też moja
mama, ojczym i teściowa.
- Dziękuję bardzo za rozmowę.
- Dzięki.
w Gdańsku. To są tylko rewelacje dziennikarskie. Z naszego klubu nikt z Pawlickimi nie rozmawiał.
Mimo to gdański szkoleniowiec nie
ukrywa, że znalazłoby się miejsce w
drużynie. - Gdy widziałem, ze jest problem z dalszymi startami Pawlickiego w
Lesznie lub Gorzowie, to faktycznie pomyślałem, że taki zawodnik, który w gorzowskiej drużynie był gorszy tylko od
Tomka Golloba i Nicki Pedersena, przydałby się naszej drużynie. To były moje
luźne rozważania. W rzeczywistości nie
zabiegamy o tego zawodnika. Jeśli zawodnik się do nas zgłosi z ofertą, to
oczywiście ją weźmiemy pod uwagę.
Na razie mogę powiedzieć, że skład
mamy skompletowany.
Bez Pawlickich pewny start w
drużynie mają Polacy: Dawid Stachyra (KSM 7,75), Paweł Hlib (6,08)
oraz Damian Sperz (3,52). Do tego pojeździ Darcy Ward (zaledwie 3,26!).
Pewne miejsce wydaje się mieć Mikael
Max (8,57), a pozostałe dwa trener
Chomski rozdzieli między: Renata Gafurowa (7,56), Thomasa H. Andreasa
Jonassona (7,45) i Magnusa Zetterstroema (7,37).
Gdański klub nie wyklucza pozyskania dobrego, krajowego zawodnika. - Mamy trzech Polaków, bo nie
wyobrażam sobie, by polski zawodnik
siedział na ławie - powiedział Sta-
nisław Chomski. - Dlatego uważam,
że Stachyra, Hlib i Sperz czy Marcel
Szymko z powodzeniem wystarczą.
Mamy wystarczające pole manewru.
Jeśli komuś nie pójdzie, to sięgniemy
po Darcy Warda. Oczywiście rozważaliśmy wzmocnienie drużyny. Nie
szukamy jednak zawodnika, który zabrałby miejsce Zetterstroemowi czy Jonassonowi.
Ewentualny
transfer
musiałaby przynieść istotną zmianę jakościową. Taka, która ułatwi nam walkę
o awans.
Czy takim wzmocnieniem będzie
Przemysław Pawlicki? Wydaje się, że
spełnia oczekiwania gdańskiego trenera. Ma wprawdzie KSM 8,21, ale jest
w stanie zagwarantować wysokie zdobycze nowemu pracodawcy. Na pewno
dałby trenerowi większe pole manewru.
Próbowałem kontaktować się telefonicznie z ojcem Przemka, Piotrem
Pawlickim, by porozmawiać na ten
temat, ale bez powodzenia. Na jednym z portali Piotr Pawlicki senior
zapowiedział, że jego synowie będą
rozmawiali z gdańskim klubem. Czy
coś z tego wyniknie?
ToR
Od redakcji: Przemysław Pawlicki
zapewnił nas, że jeżeli tylko podpisze
kontrakt z nowym klubem, skomentuje sytuację w jakiej się znalazł po
zakończeniu sezonu 2010.
Rozmawiał:
MICHAŁ CZAJKA
Wybrzeże zainteresowane Pawlickim?
Coraz częściej mówi się, że startami braci Pawlickich najbardziej zainteresowane jest Wybrzeże Gdańsk.
Takie informacje pojawiają się od
kilku dni na żużlowych portalach.
Prezes GKS Wybrzeże Maciej Polny
ucina te spekulacje. - Wyobraźnia reprezentantów sztuki dziennikarskiej
przekracza nieraz najśmielsze oczekiwania - stwierdził na oficjalnej stronie
klubu Maciej Polny. - Jeden z portali
podawał choćby informacje o naszym
zainteresowaniu Peterem Ljungiem, co
nie było prawdą. Podobnie jak wtedy,
także i tym razem zmuszony jestem
zdementować dziennikarskie doniesienia. Tematu startów braci Pawlickich
nad morzem obecnie nie ma, a skład
naszej drużyny jest niemalże skompletowany.
W podobnym tonie wypowiedział
się także trener gdańszczan, Stanisław Chomski: - Sytuacja jest bardzo prosta. Piotr Pawlicki senior
chciałby aby jego synowie jeździli w
Ekstralidze. Wiem, że prezes Unii,
Józef Dworakowski po fiasku rozmów w
Lesznie zapowiedział, że nie wystartują
oni w żadnym klubie ekstraligowym. Pozostaje więc pierwsza liga. A kto ma największy apetyt na awans? Bydgoszcz i
Gdańsk. Dlatego przymierzano Pawlickich do Bydgoszczy, a po zakontraktowaniu tam Gapińskiego wielu widzi ich
TYGODNIK ŻUŻLOWY
7
SPONSOR
STRATEGICZNY
ZAWODÓW
Pierwszy raz po 40 latach!
W niedzielę, 2.01.2011 r., na zamarzniętym jeziorze Winiary w Gnieźnie odbył się indywidualny turniej o
Puchar Prezydenta Miasta Gniezna w
wyścigach motocyklowych na lodzie.
Warto było czekać ponad 40 lat na
kolejny turniej w lodowej odmianie
speedwaya na naturalnym torze w
Polsce! Zawody zakończyły się zdecydowanym zwycięstwem Grzegorza
Knappa.
Wielką
niespodziankę
wszystkim kibicom sprawił Mirosław
Daniszewski, zajmując miejsce na
drugim stopniu podium. Frekwencja
pozytywnie zaskoczyła wszystkich zawody oglądało ponad cztery tysiące kibiców!
Pierwotnie turniej miał zostać rozegrany na terenie żwirowni Krawczyk w
Cielimowie k. Gniezna. Niestety, zbyt
gruba pokrywa śnieżna skutecznie izolowała taflę lodową, która zamarzała w
zbyt wolnym tempie. Z pomocą pospieszył Urząd Miasta Gniezna, który zaproponował przeniesienie turnieju na
popularne gnieźnieńskie Łazienki. Pomysł początkowo wydawał się szalony, ale dzięki pomocy ogromnej
grupy osób z prezydentem Miasta
Gniezna, Jackiem Kowalskim na
czele zawody zakończyły się pełnym
sukcesem.
Jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia tor został sprawdzony przez
reprezentantów Polski. Następnie
strażacy wylali wodę, aby zlikwidować
wszystkie nierówności powstałe w czasie jazd treningowych. W przerwie
świąteczno-noworocznej w Urzędzie
Miasta odbyła się specjalna konferencja prasowa, na której obecni byli
włodarze pierwszej stolicy Polski. Z
kolei ułożenie toru oraz jego kompleksowe przygotowanie wymagało zaan-
Centurion-R
nowym sponsorem
Promotorzy ICE Racingu w Polsce pozyskali kolejnego sponsora sanockich zawodów. Do grona
mecenasów polskich wyścigów motocyklowych na
lodzie dołączyła firma Centurion-R, która specjalizuje się w produkcji drzwi. Na polskim rynku spółka
obecna jest już od 1998 roku. W 2002 roku została
przekształcona i włączona w sanocki obszar Specjalnej
Strefy Ekonomicznej Euro-Park Mielec.
- We współczesnym świecie sport nie może istnieć
bez promotorów i sponsorów. Sanok gości niewiele imprez rangi krajowej, a tylko sporadycznie odbywają się
tutaj imprezy rangi międzynarodowej. Ponieważ nasza
firma rozumie społeczne zapotrzebowanie na organizację tego typu zawodów, zarząd Centurion-R postanowił wesprzeć organizację eliminacji mistrzostw
świata serii ICE Racing w Sanoku. Jest to niewątpliwie
duża promocja dla miasta, ale też szansa dla sanockich firm, w tym i naszej firmy, na promocję swojej
marki - mówi Jacek Kawa, prezes zarządu Centurion-R.
Warto zaznaczyć, że dzięki systematycznemu rozwojowi oraz pozyskaniu środków z funduszy europejskich Centurion-R w 2005 roku uruchomił drugi zakład
produkcyjny. Do najważniejszych cech nowego sponsora sanockich zawodów należą przede wszystkim
profesjonalizm oraz wysoka jakość produktów. Zaufanie klientów zaowocowało przyznaniem firmie certyfikatów jakości - polskiego, słowackiego, ukraińskiego
oraz izraelskiego, a także wielu różnych nagród i wyróżnień. Siedziba firmy znajduje się w Sanoku przy
ulicy Łany 1.
ICE Racing Team Polska
gażowania wielu osób zarówno w Sylwestra, jak i Nowy Rok. Starania jednak
w pełni opłaciły się! Kibice oglądali ciekawe zawody, które zakończyły się
bezapelacyjnym sukcesem Grzegorza
Knappa.
O sukcesie imprezy może świadczyć
fakt, że relacja z zawodów została zaprezentowana na antenie otwartego Polsatu
oraz Telexpressu. Wejścia na żywo miały
miejsce w paśmie wspólnym na antenie
TVP Info. Szkoda jedynie, że bardzo
duża grupa kibiców nie wysłuchała apelu
organizatorów i śledziła przebieg zawodów z poziomu tafli lodowej.
Jeśli pogoda pozwoli, być może w
lutym na gnieźnieńskim jeziorze Winiary zorganizowane zostaną otwarte
mistrzostwa Polski.
Zwycięzca lodowego turnieju w Gnieźnie, Grzegorz Knapp.
F i ńs k a n ad z i ej a w S an ok u
Lubiany przez polską publiczność Henri Malinen
ponownie wystąpi na sanockim torze Błonie. Dwa
lata temu okrzyknięty został rewelacją sezonu. W
ubiegłym roku wiodło mu się nieco gorzej, ale sam
ponownie deklaruje gotowość do walki o przepustkę do cyklu Grand Prix. Malinen zaprezentuje
swoje umiejętności zarówno podczas piątkowej
rundy eliminacyjnej do IMŚ, jak i V ICE Racing
Sanok Cup. Razem z 21-letnim Finem do Sanoka
przyjadą jego mechanicy, którzy planują w tym
roku zwiedzanie atrakcji turystycznych Sanoka
przed zawodami.
Henri Malinen (Finlandia) jest jednym z trzech reprezentantów Finlandii, którzy wystąpią w styczniu w
Sanoku. 21-letni zawodnik, zamieszkały w Joensuu, z
zawodu jest specjalistą od wentylacji. W wolnym czasie oddaje się łowieniu ryb, jeździe snowboardowej
oraz motocyklom. Swoją przygodę z ICE Racingiem
rozpoczął w wieku 16 lat.
W 2005 roku po raz pierwszy wziął udział w
drużynowych zawodach w Kuusankoski, startując w
ekipie Kaks-Speed Kanttarit. Rok później team Malinena zajął pierwsze miejsce w drużynowych zawodach w Forssie, a wszyscy zawodnicy Kaks-Speed
Kanttartit zakwalifikowali się do Indywidualnych Mistrzostw Finlandii, w których Malinen zajął 7. miejsce.
W końcówce sezonu 2006 zawodnik doznał kontuzji
kolana podczas jazdy na snowboardzie, co skutecznie
wyeliminowało go z rozgrywek do końca sezonu. Rok
2007 był rokiem przerwy w karierze Malinena ze
względu na zły stan kontuzjowanego kolana. W 2008
roku Henri Malinen został jeźdźcem drużyny Team
Finland, biorącej udział w rozgrywkach ligowych między Szwecją a Finlandią. 2009 rok przyniósł pierwsze
poważne zawody w karierze Malinena. Rozpoczęcie
BILET NA SANOK!
Do Polski wreszcie zawitała tak
upragniona przez wszystkich sympatyków ścigania na lodzie sroga
zima. To niezawodny znak, że sanockie turnieje coraz bliżej. Przypominamy, że za pośrednictwem
portalu www.eurobilet.com można nabywać bilety zarówno na rundę kwalifikacyjną do IMŚ (21.01.2011), jak i
SPONSORZY
GENERALNI KADRY
V
ICE
Racing
Sanok
Cup
(22.01.2011). Ceny uległy nawet minimalnej obniżce w porównaniu z
ubiegłym rokiem. Najtańsze wejściówki można dostać już od 10 zł. W
sprzedaży znajdują się również pakiety VIP. Bilet na sanockie zawody
będzie z pewnością wspaniałym prezentem pod choinkę!
ICE Racing Team Polska
sezonu w Rovaniemi było wielce pomyślne, gdyż
awansował do półfinału Indywidualnych Mistrzostw Świata w Sanoku. Ponadto w planach Malinena był udział w półfinale Indywidualnych Mistrzostw
Europy w rosyjskim Luchovitsy, gdzie awansował do
finału zajmując 13. miejsce. W lutym Malinen ponownie zawitał do Rosji, tym razem do Sarańska, gdzie
odbyły się Indywidualne Mistrzostwa Europy poniżej
21 roku życia. Tym razem walkę o najlepsze miejsce
na podium uniemożliwiło zapalenie płuc, którego Fin
nabawił się po treningu. Końcówka ubiegłorocznego sezonu zakończyła się dla Malinena pomy-
ślnie, gdyż podczas turnieju Roleof Thijs Bokal w
Assen w Holandii zajął szóste miejsce. Podczas
ubiegłorocznego IV ICE Racing Sanok Cup Fin
został sklasyfikowany na 11. pozycji, zapisując na
swoim koncie 5 punktów.
speedway.info.pl
- Po internetowej sprzedaży widać,
że bilety cieszą się zdecydowanie
większym zainteresowaniem niż o tej
samej porze w ubiegłym roku. Mamy
mnóstwo zapytań z zagranicy. Ponownie na stadionie Błonie pojawią się zorganizowane grupy kibiców z Austrii i
Holandii. Zakupy biletów dokonywane
są z najróżniejszych miejsc na świecie
- mówi Paweł Ruszkiewicz, główny
organizator turnieju.
Przypominamy, że dzięki moderni-
zacji sanockiego stadionu zawody
obejrzy zdecydowanie większa
liczba kibiców. Dyrektor sanockiego
MOSiR-u, dr Damian Delekta ocenia,
że pojemność obiektu zwiększy się
o ok. 1,5 do 2 tysięcy miejsc. Poprawie ulegnie również komfort oglądania widowiska. Wały ziemne na
przeciwległej prostej zapewnią
dobrą widoczność z każdego punktu.
„Bilety do nabycia na www.eurobilet.com.
Więcej informacji na www.iceracing.pl.
Wszelkich informacji na temat sanockich zawodów udziela rzecznik zawodów,
Wojciech Jankowski (+48 606 538 719; e-mail: [email protected]).”
TYGODNIK ŻUŻLOWY
PARTNERZY
ORGANIZATORZY
9
Ponosi ryzyko, bo
Jazda z bratem
potrzebuje presji i walki...
Rozmowa z Arturem Mroczką - zawodnikiem Stali Gorzów
- Stal Gorzów, to dla ciebie duże zaskoczenie?
- Przyznam szczerze, że dla mnie jest
to duża niespodzianka.
- Jak długo trwały rozmowy?
- Negocjacje trwały około dwóch tygodni. Dwa dni przed Wigilią wszystko
zostało ustalone i podpisaliśmy dwuletni
kontrakt. Cieszę się, że będę startował
w tak znanym, mocnym teamie i jestem
nastawiony na walkę.
- To ty szukałeś możliwości startów
w ekstraligowym klubie, czy to
działacze Stali szukali zawodnika
twojego pokroju?
- To ja szukałem klubu na miarę moich
ekstraligowych marzeń. Myślę, że to
była obopólna chęć, abym startował w
Stali Gorzów.
- Kontrakt podpisałeś na dwa lata.
Reprezentując do niedawna GTŻ
Grudziądz, startowałeś w pierwszej
lidze jako junior. Teraz zostałeś seniorem i będziesz musiał walczyć o
miejsce w składzie. Zdajesz sobie
możesz nie podołać wyzwaniom?
- Jestem zawodnikiem, który potrzebuje presji i walki o coś. Niestety, w
pierwszej lidze tego nie odczuwałem.
Chcę to zmienić. Ponoszę ryzyko, ale
wiem ma co mnie stać. Cieszę się, że
nie mam zapewnionego miejsca w
składzie, bo będę musiał na to pracować, a to może prowadzić do jeszcze
większych sukcesów. Starty w Stali Gorzów obok mistrza świata Tomasza Golloba i trzykrotnego championa Nicki
Pedersena, to spełnienie moich marzeń. Myślę, że w minionym sezonie
miałem udane występy. Starty w ligach
zagranicznych wyszły mi super. W Grudziądzu było dobrze, ale... Chyba najwyższy czas, żeby spróbować sił z
najlepszymi. Wiem, że w Stali nie mam
pewnego miejsca w składzie. Będę walczył i myślę, że miejsce w drużynie na
mecze ligowe postaram się sobie zapewnić.
- Jaki sprzęt preferujesz?
- Już od dawna stawiam na podwozia
Artur Mroczka wierzy w siebie i liczy na zwycięską rywalizację o miejsce w składzie
Stali Gorzów.
Fot. autor tekstu
sprawę, że tak łatwo już nie będzie?
- Przychodzi w życiu taki okres, że o
swoje trzeba walczyć. W Grudziądzu
miałem o tyle dobrze, że byłem podstawowym juniorem. Znam swoją wartość i
myślę, że jestem w stanie wygrywać z
najlepszymi. Dlatego też jestem w Gorzowie.
- Trafiasz do drużyny, która ma wysokie aspiracje. Nie obawiasz się, że
Jawy i silniki GM-a, przygotowywane
przez pana Kowalskiego z Torunia.
Współpracuję również z tunerami zagranicznymi. Mój team tworzyć będzie
ten sam skład wypróbowanych i sprawdzonym mechaników oraz sponsorów z
Grudziądza i Torunia.
- W Grudziądzu byłeś młodą
gwiazdą. Miałeś swoich sponsorów i
kibiców, uwielbiających cię. W Go-
rzowie o takich będziesz musiał się
ponownie starać...
- Główną duszą mojego teamu jest
mój sponsor - pan Marek. Stara mi się
pomóc jak najmocniej. Sam zaproponował pomoc i szuka wśród swoich znajomych, kolejnych ludzi, którzy chcą być
w tym sporcie i pragną mi pomagać. Dla
moich sponsorów z Grudziądza i Torunia, moje starty w Ekstralidze to także
prestiż i z pewnością będę ich godnie
reprezentował. Oczywiście po dobrych
występach w barwach Stali, liczę na
wsparcie ludzi gorzowskiego biznesu i
przychylność miejscowych kibiców.
- Stal Gorzów w Polsce, a jakie
kluby będziesz reprezentował w ligach zagranicznych?
- W Danii będzie to Outrup, a w Szwecji prawdopodobnie Lejonen Gislaved.
Jeśli chodzi o Anglię, to temat moich
startów na Wyspach cały czas jest dogrywany.
- Działacze gorzowscy nie odradzali
ci startów w lidze angielskiej?
- Myślę, że nie. Oczywiście pytali,
gdzie będę startował i żadnych przeszkód mi nie stawiali, chociaż zaznaczyli, że bezwzględny priorytet dla nich
ma Ekstraliga polska.
- W Grudziądzu, na koniec sezonu
została nałożona na ciebie dyscyplinarna kara finansowa. Co możesz na
ten temat powiedzieć?
- Myślę, że to była ukazana jedna
strona medalu i nie ma potrzeby do tego
wracać.
- Masz teraz okazję przedstawić
swój punkt widzenia.
- Nie ma co szukać sensacji. Uważam,
że temat jest zamknięty. Kara została
na mnie nałożona i chciał nie chciał,
trzeba było ją uregulować.
- Jakie są twoje wizje na nowy
sezon?
- Na pewno chcę jeździć w drużynie
Stali we wszystkich meczach ligowych.
Jest to mój podstawowy cel, aby być w
pierwszej piątce seniorów gorzowskiego zespołu. Chciałbym dojść do finału Indywidualnych Mistrzostw Polski i
myśleć o dobrych występach w eliminacjach do Grand Prix. Jak będzie? Zobaczymy.
- Jak wyglądają twoje przygotowania do sezonu?
- Wszystko już mamy ustalone. Zimą
będę przygotowywał się indywidualnie
w Grudziądzu i myślę, że z czasem
będę się coraz częściej „zgrywał” z
chłopakami w Gorzowie.
- Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.
MIROSŁAW WIECZORKIEWICZ
Rozmowa ze Sławomirem i Tobiaszem Musielakami
zawodnikami Unii Leszno
- To był dla was różny sezon,
Sławek ty nie miałeś niestety wielu
powodów do radości?
Sławomir: - Szansę miałem ogromną
na wykazanie się, ale niestety, nie wyszło najlepiej. Zabrakło przede wszystkim startów, bo w lidze jeździłem
zaledwie w jednym czy dwóch wyścigach, a w młodzieżówkach startowałem
już dużo mniej niż w poprzednim sezonie. Staraliśmy się załatwić ligi zagraniczne, była liga czeska, ale to za mało.
W tym głównie widzę przyczynę moich
słabych występów. Na sprzęt narzekać
nie mogę.
Tobiasz, ty z kolei z wypożyczenia
do Kolejarzu Rawicz odniosłeś same
korzyści.
- Tobiasz: - Przez długi czas byłem
praktycznie jedynym juniorem, który
mógł podjąć walkę w lidze. Odjechałem
dwadzieścia spotkań, w których w większości zdobywałem punkty, dlatego nie
mogę nie być zadowolony, ponieważ
każdy taki mecz to cenne doświadczenie, które, mam nadzieję, zaprocentuje
w przyszłości.
- Różne dla was sezony, ale chyba
ofert nie brakowało?
Tobiasz: - Było kilka ofert z pierwszej
i drugiej ligi, a nawet jedna z Ekstraligi.
Dla mnie to bardzo miłe, bo świadczy o
tym, że wykonałem w pierwszym roku
startów w lidze dobrą robotę i zostałem
zauważony.
Sławomir: - Mimo nieudanego roku,
miałem dwie konkretne oferty, jedną z
Ekstraligi, a drugą z pierwszej ligi.
- To gdzie będziecie jeździć w przyszłym roku?
Sławomir: - W Unii Leszno.
- Sprzyja temu nowy regulamin,
który wymusza na klubach start
dwójki polskich juniorów co najmniej
w trzech wyścigach. Nie wolelibyście
wywalczyć miejsca sami niż tak, że
„załatwia” to wam regulamin?
Sławomir: - No tak, ale to z kolei więcej startów niż ja miałem w poprzednim
sezonie, gdzie wystąpiłem tylko raz,
dwa razy w meczu. Chodziło mi głównie
o jak najwięcej startów, stąd też był pomysł, by jeździć w pierwszej lidze. Jednak po wielu rozmowach we własnym
gronie uznałem wraz z moimi opiekunami, żeby na ostatni rok w gronie juniorów pozostać w Unii.
Tobiasz: - Na pewno dla każdego polskiego juniora jest to dobrą opcją.
Krzysztof Cegielski stwierdził w jednym
z wywiadów, że jest to rozpieszczanie
rodzimych młodzieżowców i z pewnością jest w tym ziarenko prawdy, ale jeśli
mamy mieć polskich juniorów z wysokiej półki, to trzeba o nich dbać.
- Wygląda na to, że będziecie parą
polskich juniorów w Unii. Odpowiada
wam taka opcja?
Sławomir: - Taka wytworzyła się sytuacja, że zostajemy praktycznie my
oraz Kamil Adamczewski. Na pewno lepiej na torze będę się dogadywał z Tobiaszem niż z innym zawodnikiem, więc
dla mnie jazda z bratem w parze jest jak
najbardziej dobrą opcją.
Tobiasz: - Nawet gdybyśmy się nie
dogadywali w domu, to na torze gdybyśmy mieli przegrywać 1:5, to z pewnością ja będę przywoził ten jeden
punkt (śmiech). A poważnie to chodzi
głównie o to, by drużyna wygrywała.
Jeśli nasza współpraca na torze się do
tego przyczyni, to tylko będziemy się z
tego cieszyć. Regulamin jest taki, że na
pewno punkty juniorów będą miały
ogromne znaczenie odnośnie końcowego wyniku całego zespołu, postaramy się ze Sławkiem, aby te punkty
zdobywać.
- Waszym zdaniem nowa Unia bez
Leigha Adamsa, a z Adamem Skórnickim, będzie w stanie osiągnąć podobny sukces jak w roku 2010?
Sławomir: - Okaże się w sezonie czy
zespół będzie w stanie walczyć o najwyższe cele. Na pewno martwić się nie
musimy o atmosferę w zespole, widać
to już na sali czy siłowni, gdzie pojawia
się Adam. Myślę, że jeśli podstawowi
zawodnicy naszego składu, czyli Jarek,
Janusz oraz Damian utrzymają formę z
tego sezonu, a punkty dorzucą zawodnicy tacy jak Jurica, Troy, Adam oraz my
juniorzy, to o wynik się nie powinniśmy
martwić.
- Ty Tobiasz będziesz praktycznie
nowym zawodnikiem w pierwszym
zespole w Unii Leszno.
Tobiasz: - Praktycznie nie miałem
okazji do startów z obecnymi zawodnikami „Byków”. Wierzę jednak, że podczas przedsezonowych treningów oraz
sparingów nadrobimy wszelkie zaległości, także w lidze z kimkolwiek
będę startował w parze, będę się dogadywał bardzo dobrze. A jaki to będzie
zespół? Na pewno mecze będą bardzo
ciekawe, a osobiście wierzę, że będzie
dobrze.
- Jak z waszej perspektywy wyglądała współpraca w następnym sezonie
z
trenerem
Romanem
Jankowskim?
Sławomir: - Roman Jankowski to na
pewno facet, który ma ogromne doświadczenie w żużlu, które nam młodym
zawodnikom stara się przekazać. Do
tego jest ta jego ogromna siła spokoju
w parku maszyn, którą bardzo się przydaje. Ja na pewno na współpracę z trenerem Jankowskim nie będę narzekał,
bo miał spory wkład w mistrzostwo Polski.
Tobiasz: - Chociaż nie miałem wielu
okazji do współpracy z trenerem, praktycznie tylko podczas zawodów młodzieżowych, to uważam, że to dobry
fachowiec.
- Szykują się jakieś zmiany w waszych teamach przed nowym sezonem?
Sławomir: - Chcę sporo zmienić w
moim teamie, co prawda sprzętem
nadal będą się zajmować ci sami mechanicy, może pojawi się jeden nowy.
Natomiast sporo zmieni się pod względem organizacyjnym i logistycznym.
Zmiany trochę podyktowane są tym, że
Toruńscy kibice intensywnie zaangażowali się w wysyłanie maili w
sprawie nagrodzenia Wiesława Jagusia odsłonięciem piernika-katarzynki w Piernikowej Alei Gwiazd na
Rynku Staromiejskim, gdzie umieszczone są odlewy podpisów znanych
osób związanych z Toruniem. Fani
mieli nadzieję, że taka masowa akcja
sprawi, iż władze miasta wezmą pod
uwagę ich głos, jednak pierwszego
stycznia, w dniu gdy zgodnie z tradycją
podawane są nazwiska kolejnych laureatów, prezydent Michał Zaleski
ogłosił, że w 2011 roku katarzynki
odsłonią Elżbieta Dzikowska, podróżnik, żona Tony'ego Halika, a także
Sławek Wierzcholski, muzyk, lider zespołu Nocna Zmiana Bluesa. Kibice toruńskiej drużyny już zapowiedzieli,
że za rok ponownie będą głosowali
za Wiesławem Jagusiem.
Katarzynka nie dla Jagusia
10
TYGODNIK ŻUŻLOWY
DANIEL LUDWIŃSKI
dobrą opcją
w Lesznie jeździć będzie Tobiasz i
razem będziemy tworzyć duet, chcemy
trochę usprawnić jego funkcjonowanie.
Tobiasz: - Nadal będę współpracował
z Andrzejem Cichym. Majster, jak ja na
niego mówię, ma ogromną wiedzę zdobytą na torze, a także w parku maszyn.
Na pewno dla mnie jest także autorytetem, po każdym biegu mówił mi jakie
popełniłem błędy, gdzie mogłem pojechać lepiej, chociaż nie zawsze udawało mi się wprowadzać jego rady w
życie. Cieszę się, że także w przyszłym
Tobiasz: - Nie stawiam sobie konkretnych celów, chociaż jednym takim podstawowym będzie dla mnie dawanie
sobie stu procent w każdych zawodach,
czy to będzie liga czy jakieś zawody
młodzieżowe, chcę być zawsze gotów
do zawodów i nie żałować po nich, że
nie dałem z siebie wszystkiego.
- Obaj znaleźliście się w kadrze juniorów na kolejny sezon...
Sławomir: - Zgadza się, ale to że
otrzymałem powołanie wcale nie oznacza, że będziemy jeździć w młod-
Sławomir (z prawej) i Tobiasz Musielakowie mają być ligowym duetem juniorów Unii
Leszno.
Fot. Rafał Paszek
roku będę z nim współpracował. Tak jak
Sławek wspomniał, zmieni się nieco organizacja w teamie.
- Jakie stawiacie sobie cele na
nowy sezon?
Sławomir: - Dla mnie to będzie
ostatni rok w gronie juniorów, więc cele
także muszę stawiać sobie wysokie.
Przede wszystkim chciałbym znaleźć
się w finałach mistrzostw świata juniorów zwłaszcza, że jeden z nich odbędzie się w Gnieźnie, które wspominam
bardzo miło, kiedy tam jeździłem.
Chciałbym odnieść sukces w finale
MIMP, a także znaleźć się w finale IMP
jako pełnoprawny uczestnik, bo finał odbędzie się w Lesznie. Chciałbym też
wrócić do kadry juniorów, bo w sezonie
2010 trener Marek Cieślak troszkę o
mnie zapomniał, ale chcę mu się przypomnieć, a najlepiej jest to uczynić poprzez dobre starty w lidze, więc to
będzie dla mnie priorytet.
zieżowej drużynie narodowej, trzeba
jeszcze potwierdzić to na torze. Niemniej cieszę się bardzo, że trener
Marek Cieślak, mimo słabszego sezonu
dla mnie uznał, że mogę się kadrze
przydać.
Tobiasz: - Dla mnie to pierwsze takie
powołanie i cieszę się bardzo, ale tak
jak Sławek mówi, trzeba jeszcze potwierdzić to swoją postawą na torze.
- Stawiacie na ligi zagraniczne?
Sławomir: - Myślałem o Francji czy
Hiszpanii (śmiech). A poważnie, to niestety nie ma zbyt wielu propozycji dla
mnie. Na pewno będę jeździł w Czechach w mistrzostwach Czech juniorów,
a także w lidze i to razem z bratem. Nie
myślę na razie o Anglii, tam trzeba być
przygotowanym perfekcyjnie, zwłaszcza
pod względem logistycznym.
Chciałbym od połowy sezony zacząć
jeździć w Szwecji, trwają właśnie poszukiwania klubu.
Tobiasz: - Sławek wspomniał o Czechach i tam właśnie chciałbym wystartować, ale tak do końca nie wiadomo
nawet jak ta liga będzie wyglądać, bo
zgłosiły się zaledwie cztery drużyny.
Jednak na pewno wspólnie ze Sławkiem będziemy „kombinować”, by tej
jazdy było jak najwięcej w nowym sezonie. Chciałbym poznać jak najwięcej
różnych torów, właśnie temu mają
służyć starty na torach poza granicami
kraju..
- Na koniec sezonu mieliście okazję
by wyjechać do Anglii...
Tobiasz: - Mnie się nie udało, bo
uległem kontuzji podczas turnieju w
Łodzi.
Sławomir: - Ja wyjechałem, ale nie
tak wyobrażałem sobie moje zawody.
Myślałem, że przed zawodami będzie
okazja do treningu, a tymczasem wyjechałem prosto pod taśmę. Udało mi się
wygrać start w pierwszym wyścigu i to z
nie byle kim, bo z Chrisem Harrisem,
ale później okazało się jak trudne są
tory w Anglii, bo na wirażu wylądowałem
na plecach. Wystartowałem jeszcze w
dwóch wyścigach, ale z mizernym skutkiem i musiałem się wycofać z zawodów. Jednak dziękuję Adamowi
Skórnickiemu za możliwość tego wyjazdu.
- Co robicie zimą?
Sławomir: - Rozpoczęły się już przygotowania do kolejnego sezonu. Ćwiczymy na sali, siłowni oraz w terenie.
Zajęcia prowadzą trenerzy Roman Jankowski oraz Paweł Barszowski. Zaplanowany jest także obóz kondycyjny.
Wszystko przebiega według takiego
schematu jak w poprzednich latach.
Tobiasz: - Prócz przygotowań chodzę
jeszcze do szkoły, a zima to doskonała
okazja do tego, aby nadrobić zaległości
spowodowane sezonem. Dziękuję nauczycielom za wyrozumiałość przy moich
nieobecnościach. Na pewno trudno jest
pogodzić naukę oraz moją jazdę na
żużlu.
- Komu chcielibyście podziękować
za miniony sezon?
Sławomir: - Na pewno bardzo gorąco
dziękuję moim sponsorom, firmie Almark, Agromix, Remix, DPD Polska,
Iveco Kępka, braciom Sieletyckim,
panom Piotrowi Lisowi oraz Januszowi
Jeske, a także Waldkowi Kałużnemu i
mojemu kuzynowi Rafałowi Konopce za
pomoc w parku maszyn. Dziękuję także
zarządowi Unii Leszno za kolejną
szansę, mimo braków sukcesów w
ubiegłym roku.
Tobiasz: - Dziękuję moim sponsorom,
bez nich uprawianie żużla byłoby bardzo ciężkie, a więc firmie Iveco Kępka,
a także zarządom klubów Unii Leszno i
Kolejarza Rawicz za możliwość podnoszenia swoich umiejętności na wypożyczeniu.
Również
dziękuję
majstrowi Andrzejowi Cichemu i ojcu
Damianowi, którzy mi towarzyszyli podczas wielu imprez w sezonie 2011.
- Dziękuję za rozmowę i życzę wam
w przyszłym sezonie jak największej
ilości trójek na koncie i jazdy bez urazów.
Sławomir: - Postaramy się. Również
dziękujemy.
Tobiasz: - Pozdrawiamy kibiców Unii,
aby mieli z naszej jazdy jak najwięcej
radości.
Z ZIELONEJ GÓRY
Dobrucki w
zespole „Piratów”
Rafał Dobrucki zdecydował się na
powrót do ligi brytyjskiej i będzie reprezentował barwy Poole Pirates. - W
Anglii będę jeździć już od 15 marca, co
pozwoli mi ,,wjeździć" się w sezon i
czuć pewnie na motocyklu już na starcie rozgrywek. Kontrakt obowiązuje do
maja, do czasu, gdy zaczyna się liga
szwedzka. Potem podejmiemy decyzję
co dalej - wyjaśnia Rafał. W sezonie
2011 wystąpi w Falubazie, szwedzkiej
Piraternie Motala i Poole. Rozważa
także możliwość występów w lidze czeskiej.
„Zengi” wśród
akrobatów
Grzegorz Zengota wybrał indywidualny tok przygotowań do sezonu.
Wyjechał z zielonogórskimi akrobatami na tygodniowy obóz kondycyjny do Zakopanego. W programie
obozu prowadzonego przez trenera
Radosława Walczaka, przewidziany
jest jeden poranny trening i jazda na
nartach. - W tym roku po raz pierwszy
wybrałem inny tok przygotowań do sezonu. Nowością jest współpraca z osobistym trenerem, który czuwa nade
mną. Gdy podjąłem decyzję o indywidualnych przygotowaniach, to w programie miałem także zaplanowany
obóz z akrobatami w Zakopanem. Jest
to dla mnie coś nowego, bo nigdy
wcześniej nie przygotowywałem się z
zawodnikami innej dyscypliny sportowej. Mam nadzieję, że dzięki takiemu
treningowi i ciężkiej pracy jaką teraz wykonuję, przyjdą efekty i przełoży się to
na moje lepsze wyniki. Już nie mogę się
doczekać pierwszego wyjazdu na tor. Z
końcem lutego w planach jest wyjazd
na kilka dni, aby pojeździć na crossie, a
po powrocie kolejny wyjazd być może
do Krsko albo Gorican i wyjazd na tor
żużlowy. Co do sprzętu, to szykuję
spore inwestycje. Wszystko będzie zależało również od budżetu, nad którym
teraz również pracuję. Chcę wprowadzić kilka nowinek. Mam w planach
zakup co najmniej czterech nowych silników. Mam nadzieję, że będą trafione,
a to będzie oznaczało, że będę bardzo
szybki w sezonie - pisze na swojej
stronie ,,Zengi".
Pojadą do Harrachowa
Zielonogórscy żużlowcy wyjadą na
zgrupowania. Pierwsze odbędzie się
w Harrachovie. Do jednego z najbardziej znanych ośrodków narciarskich w
Czechach, zielonogórska drużyna wyjedzie pod koniec stycznia. W lutym na
zgrupowanie do Dziwnowa żużlowców
wraz z kickbokserami zabierze trener
Tomasz Pasek, który prowadzi treningi
ogólnorozwojowe. Na oba zgrupowania z zawodnikami pojedzie także trener Marek Cieślak. Potem będą już
tylko treningi na torze w słoweńskim
Krsko lub chorwackim Gorican.
Przebudowa trwa
Mroźna i śnieżna zima nie przeszkodziła w procesie przebudowy
zielonogórskiego toru. - Została wymieniona nawierzchnia, wmurowany
nowy krawężnik, jest podniesiona
banda - mówi Jacek Frątczak z ZKŻu. - Te prace są już zakończone. Do
momentu tych cięższych mrozów udało
się mniej więcej na 30 procent powierzchni przygotować bazaltową podbudowę, czyli to kruszywo, na którym
bezpośrednio będzie nałożona nawierzchnia sjenitowa. Na 30 procent ten
tor jest już praktycznie wyprofilowany.
Perspektywa opadów śniegu i większych mrozów spowodowała, że inicjatywę nad budowaniem nawierzchni
przejęli teraz fachowcy z firmy Diament,
którzy stwierdzili, że czekają na okienko
pogodowe, w którym temperatury nie
będą spadały poniżej 7, 8 czy 10 stopni
poniżej zera. W ich ocenie może się to
skończyć tym, że ta dolna warstwa
przemarznie zbyt mocno i na wiosnę
wilgoć będzie wychodziła nam od
spodu. W związku z tym jeżeli nakładać
nawierzchnię sjenitową, a chcemy wykorzystać to, co było, to co jest na murawie, fachowcy twierdzą, że potrzebują
czterech dni, żeby na nowo ułożyć tor w
sytuacji kiedy to okienko pogodowe wystąpi. Nie ma absolutnie niebezpieczeństwa, że z jakiegoś powodu
spóźnimy się z wyjazdem na tor.
MAREK STANISZEWSKI
Rozmawiał:
MIKOŁAJ JUSKOWIAK
U N A S Z A W S Z E S Z Y B K O I TA N I O !
Przyjmujemy ogłoszenia drobne dotyczące różnych spraw i dziedzin życia.
Ich treść można przesłać e-mailem na adres: [email protected]
lub pocztą: ul. Niepodległości 55 64-100 Leszno.
Treść ogłoszenia do 25 słów kosztuje 15 zł + VAT= 18,30 zł. Sposób płatności.
Na konto: 0206000760000402360000771,
lub przekazem pocztowym (wraz z treścią) na podany wyżej adres.
Ogłoszenie przesłane do piątku ukaże się we wtorek.
Jak widać koszty są małe, a ogłoszenie trafi do wielu zainteresowanych,
bowiem ,,Tygodnik Żużlowy’’ jest kolportowany w całym kraju, a na rynku czytelniczym jest już od 20 lat.
Informacje w sprawie ogłoszeń telefon 65 5299594
TYGODNIK ŻUŻLOWY
11
* X X I P L E B I S C Y T , , T Y G O D N I K A Ż U Ż L OW E G O ’ ’ *
SPONSORZY PLEBISCYTU
GŁOSUJEMY...
To już XXI Plebiscyt na Najpopu-
goriach, stosując przyznane w „No-
larniejszych Żużlowców, Trenerów
minacjach” numery oraz oznacze-
i Działaczy 2010 roku. Mamy na-
nia
dzieję, że tak jak poprzednie, ten
to na przykład: T2, T3, T1 (wybie-
sowaniem.
ramy trzech). Obcokrajowcy to li-
Publikujemy listę nominowanych
tera „O” z odpowiednim numerem
na podstawie propozycji naszych
(wybieramy piątkę), podobnie w
Czytelników do poszczególnych
przypadku innych kategorii (wybie-
kategorii (kolejność alfabetyczna).
każdym
wydaniu
ramy jedną osobę). Oznaczenia li-
nadal
terowe
przedstawiać będziemy typowania
zostały
przy
w „Nominacjach”.
przesyłać pocztą, bądź w formie
Koszt SMS-a 1,22 zł brutto. Ser-
elektronicznej.
wis przeznaczony wyłącznie dla
A więc głosujemy...
osób pełnoletnich. Usługa działa w
Aby wziąć udział w plebiscyto-
sieciach operatorów Plus GSM,
wym głosowaniu należy wysłać
Era, Orange. Właściciel serwisu:
SMS-a na numer 71068 o treści
redakcjatygodnikzuzlowy.pl.
TC.TYGODNIK, wpisując dalej ko-
Mi-
kropłatności SMS obsługuje Al-
lejność dziesiątki najpopularniejzawodników,
podane
nazwach plebiscytowych kategorii
naszych Czytelników, które można
szych
dotyczące
poszczególnych kategorii. Trenerzy
będzie cieszył się dużym zaintere-
W
literowe
lPay.pl
stosując
Po przesłaniu SMS-a dostaną
przypisane im numery w zamiesz-
Państwo kod potwierdzający odda-
Każdy numer poprzedzony musi
przyszedł, wejdź na https://ssl.al-
czonych
obok
„Nominacjach”.
nie głosu w ankiecie. Jeśli kod nie
być literą „Z”. Na przykład: Z1,Z2,
lplay.pl/reklamacja
Z3,Z12, Z19... razem dziesięć pozycji.
Kolejnym
SMS-em
Wśród tych, którzy wezmą udział
można
w typowaniu laureatów XXI Plebis-
przesłać propozycje w innych kate-
cytu, rozlosujemy nagrody.
Dziesięciu Najpopularniejszych Żużlowców
1. Tomasz Gollob (Stal Gorzów)
3. Janusz Kołodziej (Unia Leszno)
4. Piotr Protasiewicz (Falubaz Zielona Góra)
1. Damian Baliński (Unia Leszno)
2. Tomasz Chrzanowski (GTŻ Grudziądz)
3. Rafał Dobrucki (Falubaz Zielona
Góra)
4. Patryk Dudek (Falubaz Zielona
Góra)
5. Tomasz Gollob (Stal Gorzów)
6. Jarosław Hampel (Unia Leszno)
7. Rune Holta (Włókniarz Częstochowa)
8. Maciej Janowski (WTS Wrocław)
9. Krzysztof Kasprzak (Unia Tarnów)
10. Janusz Kołodziej (Unia Tarnów)
11. Adrian Miedziński (Unibax Toruń)
12. Robert Miśkowiak (PSŻ Poznań)
13. Artur Mroczka (GTŻ Grudziądz)
14. Rafał Okoniewski (Stal Rzeszów)
15. Przemysław Pawlicki (Stal Gorzów)
16. Piotr Protasiewicz (Falubaz Zielona Góra)
17. Jacek Rempała (Orzeł Łódź)
18. Sebastian Ułamek (Unia Tarnów)
19. Grzegorz Walasek (Polonia Bydgoszcz)
20. Grzegorz Zengota (Falubaz Zielona Góra)
Najpopularniejsi Trenerzy (T)
1. Marek Cieślak (WTS Wrocław)
2. Roman Jankowski (Unia Leszno)
3. Dariusz Śledź (Stal Rzeszów)
4. Jan Ząbik (Unibax Toruń)
5. Piotr Żyto (Falubaz Zielona Góra)
1. Leigh Adams (Australia), 2. Jason Crump (Au-
(USA), 5. Ryan Sullivan (Australia)
ZBIGNIEW ZIMNICKI
Karwlany
6. Rafał Dobrucki (Falubaz Zielona Góra)
7. Sebastian Ułamek (Unia Tarnów)
8. Sławomir Drabik (Włókniarz Częstochowa)
9. Adrian Miedziński (Unibax Toruń)
10. Krzysztof Kasprzak (Unia Tarnów)
HANNA ŻUROWSKA
Zielona Góra
Działacz Roku – Józef Dworakowski (Unia Leszno)
Objawienie Sezonu – Rafał Szombierski (Włókniarz
Częstochowa)
Fair Play – Kacper Gomólski (Start Gniezno)
Junior Roku – Maciej Janowski (za srebro w IMŚJ
i dobre występy w lidze w barwach Betardu Wrocław)
Pechowiec – Emil Sajfutdinow (Polonia Bydgoszcz)
Najsympatyczniejszy – Janusz Kołodziej (Unia
Leszno)
Najpopularniejsi Trenerzy
1. Marek Cieślak – trener drużyny mistrzów świata
2. Roman Jankowski – drużynowy mistrz Polski
3. Jan Ząbik – dobra praca z młodzieżą
4. Piotr Żyto – wicemistrzostwo Polski
5. Dariusz Śledź – awans do Ekstraligi
Najpopularniejsi obcokrajowcy
1. Jason Crump (Australia), 2. Greg Hancock (USA),
3. Leigh Adams (Australia), 4. Nicki Pedersen (Dania),
5. Ryan Sullivan (Australia)
Junior Roku – Maciej Janowski (WTS Wrocław)
Pechowiec Roku – Emil Sajfutdinow (Polonia Byd-
goszcz)
Pechowiec (P)
1. Tomasz Gapiński (Stal Gorzów)
2. Emil Sajfutdinow (Polonia Bydgoszcz)
3. Karol Ząbik (Wybrzeże Gdańsk)
Najsympatyczniejszy (N)
1. Jarosław Hampel (Unia Leszno)
2. Janusz Kołodziej (Unia Leszno)
3. Piotr Protasiewicz (Falubaz Zielona
Góra)
4. Adam Skórnicki (PSŻ Poznań)
Działacz Roku (DR)
1. Robert Dowhan (Falubaz Zielona Góra)
2. Józef Dworakowski (Unia Leszno)
3. Władysław Komarnicki (Stal Go-
Dziesięciu Najpopularniejszych Żużlowców
1. Tomasz Gollob (Stal Gorzów)
2. Jarosław Hampel (Unia Leszno)
3. Janusz Kołodziej (Unia Leszno)
Mister Elegancji – Piotr Protasiewicz (Falubaz Zie-
Impreza Roku – Grand Prix Polski w Toruniu
Widowiskowa Jazda (W)
1. Damian Baliński (Unia Leszno)
2. Tomasz Gollob (Stal Gorzów)
3. Janusz Kołodziej (Unia Leszno)
Mister Elegancji (M)
1. Jarosław Hampel (Unia Leszno)
2. Janusz Kołodziej (Unia Leszno)
3. Piotr Protasiewicz (Falubaz Zielona
Góra)
4. Sebastian Ułamek (Unia Tarnów)
Najpopularniejsi
Obcokrajowcy (O)
1. Leigh Adams (Australia)
2. Kenneth Bjerre (Dania)
3. Jason Crump (Australia)
4. Greg Hancock (USA)
5. Nicki Pedersen (Dania)
Impreza Roku (IR)
1. Grand Prix Leszno
2. Grand Prix Toruń
3. Drużynowy Puchar Świata Leszno
4. Pożegnanie Adamsa
Dętka 2010 (D)
1. Wprowadzenie przez FIM nowych
tłumików
2. Ekstraliga za ciągłe zmiany regula-
minu
3. „Wojenka” pomiędzy klubami Falu-
baz Zielona Góra i Stal Gorzów
NIEPOWTARZ ALN A
OK A Z J A
5. Krzysztof Kasprzak (Unia Tarnów)
zaplanowaliśmy na 5 marca 2011
7. Maciej Janowski (WTS Wrocław)
(dawny klub Relax w budynku na
roku w Lesznie w lokalu ,,Finezja”
6. Damian Baliński (Unia Leszno)
stadionie Alfreda Smoczyka). Uro-
8. Grzegorz Walasek (Polonia Bydgoszcz)
czystość połączona będzie z wrę-
9. Piotr Protasiewicz (Falubaz Zielona Góra)
czeniem
10. Adrian Miedziński (Unibax Toruń)
Głównej
kadry narodowej juniorów i seniorów
1. Roman Jankowski (Unia Leszno)
oraz
tradycyjnym
Balem
Żużlowców. Udział w tej imprezie
2. Marek Cieślak (WTS Wrocław)
może wziąć każdy kto wykupi
3. Jan Ząbik (Unibax Toruń)
kartę wstępu, która może być
Działacz Roku - Józef Dworakowski
wspaniałym prezentem, bowiem
Objawienie Sezonu - Janusz Kołodziej
jest to ostatnia sobota karnawału i
Junior Roku - Maciej Janowski
odbędzie się kilka dni przed bar-
Pechowiec Roku - Emil Sajfutdinow
dzo ważnym dla Pań – Świętem
Najsympatyczniejszy - Jarosław Hampel
Kobiet.
Mister Elegancji - Jarosław Hampel
2. Jason Crump, 3. Greg Hancock, 4. Emil Sajfutdinow, 5. Ryan Sullivan
Karta wstępu dla dwóch osób
(udział w uroczystości ogłoszenia
wyników
Plebiscytu
i
Balu
Żużlowców) to koszt 380 złotych.
Zgłoszenia przyjmowane są pod
Impreza Roku: Grand Prix Polski w Toruniu
TYGODNIK ŻUŻLOWY
nominacji
Komisji Sportu Żużlowego do
Najpopularniejsi Trenerzy
WANDA KUPCZYK
Częstochowa
rzów)
4. Marta Półtorak (Marma Rzeszów)
Ogłoszenie wyników Plebiscytu
4. Rafał Dobrucki (Falubaz Zielona Góra)
Najpopularniejsi Obcokrajowcy: 1. Leigh Adams,
lona Góra)
Dętka Roku – FIM za wprowadzenie nowych tłumi-
Junior Roku (JR)
1. Patryk Dudek (Falubaz Zielona
Góra)
2. Kacper Gomólski (Start Gniezno)
3. Maciej Janowski (WTS Wrocław)
4. Przemysław Pawlicki (Stal Gorzów)
5. Emil Pulczyński (Unibax Toruń)
Widowiskowa Jazda – Tomasz Gollob (Stal Go-
Leszno)
Mister Elegancji – Sebastian Ułamek (Unia Tarnów)
Impreza roku – Grand Prix Toruń 2010
Objawienie Sezonu (OS)
1. Kacper Gomólski (Start Gniezno)
2. Maciej Janowski (WTS Wrocław)
3. Janusz Kołodziej (Unia Leszno)
4. Przemysław Pawlicki (Stal Gorzów)
5. Rafał Szombierski (Włókniarz
Częstochowa)
Widowiskowa Jazda - Janusz Kołodziej
rzów)
rzów)
Fair Play (F)
1. Kacper Gomólski (Start Gniezno)
2. Jarosław Hampel (Unia Leszno)
3. Jan Ząbik (Unibax Toruń)
Najsympatyczniejszy – Janusz Kołodziej (Unia
Widowiskowa Jazda – Tomasz Gollob (Stal Go-
12
Dziesięciu
Najpopularniejszych Żużlowców (Z)
Najpopularniejsi Obockrajowcy
5. Grzegorz Walasek (Polonia Bydgoscz)
ków
NOMINOWANI
stralia), 3. Nicki Pedersen (Dania), 4. Greg Hancock
2. Jarosław Hampel (Unia Leszno)
PATRONAT
MEDIALNY
MIROSŁAW HERTING
Piła
numerem telefonu: 65 529 9594 lu
pocztą elektroniczną:
[email protected]
W Ostrowie go nie chcieli
Rozmowa z Danielem Pytelem - zawodnikiem ROW-u Rybnik
- Czy to prawda, że odszedłeś z Ostrovii
Ostrów, gdyż nie pasowałeś do drużyny ze
względu na wysoką KSM?
- Nie wiem czy to była kwestia KSM, a może
jeszcze innych spraw. Nie wnikam w to. Niektórzy
zawodnicy z jeszcze wyższą średnią pozostali w
swoich dotychczasowych drużynach. Według mnie
to, że nie będę jeździł w Ostrowie może wynikać z
tego, iż nie chciał mnie klub. Gdyby były chęci, to
przynajmniej prowadzilibyśmy rozmowy, a nie tak
jak to było, iż wszystko skończyło się na jednym
spotkaniu. Nie do końca byłem widziany w składzie. Tak wyszło i wybrałem Rybnik - nowe miejsce
i nowe nadzieje na lepsze wyniki. Na pewno mobilizujący jest dla mnie skład rybnickiej drużyny. Są
tam ambitni zawodnicy, z którymi będzie trzeba
walczyć o miejsce w składzie. Chcę zdobywać
punkty dla nowego klubu i jest to na pewno wyzwaniem. Jeżeli dobrze przygotuję się do sezonu
2011, to nie powinno być żadnego problemu z wywalczeniem stałego miejsca w składzie i prezentowaniem wysokiego poziomu.
- Na czym stanęły rozmowy z działaczami
Ostrovii?
- Rozmowa była jedna. Podałem im swoje minimalne oczekiwania, które byłyby konieczne do
dobrej jazdy. Zdaniem wielu były one korzystne dla
klubu. Po naszym spotkaniu nie odebrałem już
żadnych telefonów związanych z przedłużeniem
kontraktu lub negacjami. Sprawa ucichała. Teraz
koncentruję się, żeby zakończyć poprzedni sezon
z klubem z Ostrowa, bo mamy jeszcze pewne
sprawy do rozwiązania. Mam też nadzieję, że Rybnik będzie strzałem w dziesiątkę.
- Czym skusił cię klub z Rybnika: warunkami,
perspektywami walki o czołowe miejsce w
lidze, a może innymi czynnikami?
- Z działaczami z Rybnika rozmawiało mi się w
bardzo miłej atmosferze. Okazało się, że jestem
brany pod uwagę w perspektywie tworzenia
składu. Postanowiłem rozważyć poważnie tę
ofertę. Ku mojemu zaskoczeniu była ona bardzo
bliska moim oczekiwaniom, więc szybko dogadaliśmy się w kwestii warunków kontraktu i stawek
za punkty. Bardzo pozytywnie odebrałem to, co
mówili działacze z Rybnika. Spodobało mi się to,
co chcą osiągnąć.
- Jak odnajdujesz się na rybnickim torze?
- Żaden tor nie jest taki sam. W Rybniku jest
przyczepnie, a taki tor wolę, jeżeli mam wybór.
Poza tym w nowym klubie tor będzie dla mnie elementem nauki i nowych doświadczeń. To argument do tego, aby jeździć w klubie z Rybnika.
- W twoim nowym klubie zawsze stawiano na
wychowanków, a poza tym Ślązacy to ludzie
trzymający się razem...
- Wiem o tym, ale widzę, że mam do czynienia z
zawodowcami. Nie obawiam się, że barierą będzie
pochodzenie zawodnika. Myślę, że liczyła będzie
się forma sportowa. To powinno decydować kto
będzie jeździł w meczach. Uważam, że w Rybniku
będę miał bardzo dobrego trenera, bo Adam Pawliczek jeździł na żużlu i to bardzo niedawno. To dla
mnie plus. Trener widzi wszystko ze swojej perspektywy, a także z perspektywy zawodnika, którym był jeszcze przed rokiem. To powinno
pozytywnie wpłynąć na atmosferę w zespole.
Adam Pawliczek jest uważany za autorytet wśród
zawodników. Ma wielkie doświadczenie i uważam,
że działacze zrobili dobry ruch, kontraktując go.
- Czy nie uważasz, że w pierwszej i drugiej
lidze zawodnicy uczestniczą coraz częściej w
„wyścigu szczurów” i wysyłają oferty do niemal wszystkich klubów, bo trudno jest o pracę
w obliczu KSM i regulaminu finansowego?
- Nie sądzę. Myślę, że każdy chce traktować
żużel jako swoje życie, a nie jako dodatek do
niego. Wyścigi są wykonywanym zawodem.
Trzeba temu poświęcić sto procent uwagi i umieścić na pierwszym lub drugim miejscu, zaraz za
rodziną. Nie jest fair, że decyduje za nas ktoś, kto
nie jeździł na żużlu, a jedynie siedzi z boku i tworzy regulamin. Ten finansowy jest dla mnie rzeczą
niezrozumiałą, bo skoro nie można zdobyć zawodników, na których nas - jako klubu - nie stać, to
po prostu nie powinno się składać im ofert. Mówienie nam ile mamy zarabiać jest śmieszne. Czy
komuś przeszkadza, gdy jest to trochę więcej lub
mniej? Wydaje mi się, że regulamin, jak szybko go
wymyślono, tak szybko spełznie na niczym. Kwoty
ładnie przedstawione są na papierze. Na przykład-
zie zawodnika, który zdobywa w każdym meczu
dwanaście punktów wszystko wygląda dobrze,
może być on zadowolony. Podliczyłem to kiedyś i
o ile pamiętam średnia z takiego kontraktu daje
około czterech lub pięciu tysięcy złotych miesięcznie. Nie zapominajmy jednak, że jest dużo zawodników, którzy zdobywają w meczu siedem punktów
i też nie zawsze, bo na każdy mecz nie jadą. Dla
nich regulamin finansowy oznacza koniec kariery
po dwóch meczach, bo części nie staniały, niezależnie od ligi motory stosujemy te same i kupujemy
je w tych samych miejscach. Zmieniają się jedynie
tunerzy, którzy w Ekstralidze są na pewno lepsi.
Sugerowane obcinanie płac jest największe w drugiej lidze, w pierwszej nieco mniejsze, a w Ekstralidze i tak o wszystkim decyduje spółka. Nie wiem
czym sugerują się pomysłodawcy regulaminu.
Pewnie będzie trzeba pomęczyć się rok, ale mam
nadzieję, że do tego nie dojdzie. Liczę, iż ktoś spojrzy na wszystko z perspektywy zawodnika i porzuci plany. Musimy się jednak liczyć z tym, że
jesteśmy w Polsce i wszystko może się zdarzyć.
Ci, którzy podpisali już kontrakty, tacy jak ja, problem będą mieli w przyszłym roku, a inni mogą
mieć niepewną zimę i przyszłość. To może
wpłynąć niekorzystanie na psychikę zawodników.
Poza tym będzie trzeba oszczędzać na wszystkim,
a to wpłynie na jakość zawodów w pierwszej i drugiej lidze. Pozytywem może być jedynie to, że w
dokumentach klubów będzie czysto.
- Czy wierzysz, że zawodnicy w drugiej lidze
będą jeździli za czterysta, pięćset złotych za
punkt?
- Jeżeli ktoś chce jeździć na żużlu, to nie za takie
stawki, bo niemożliwe jest wtedy utrzymanie motocykli, mechaników i remontowanie silników. W
pięć minut mogę zrobić kalkulację ile kosztuje
sezon spędzony w drugiej lidze przy w miarę pozytywnym wyniku sportowym. W takiej sytuacji
proponowane stawki pokryją wydatki w siedemdziesięciu procentach. Przy zdobywaniu dwunastu, trzynastu punktów w każdym meczu
wystarczyć może na wydatki, ale nie mówimy już o
tym, żeby zawodnikowi coś zostało na życie.
Daniel Pytel jest zadowolony z tego, że trafia do zeFot. Rafał Paszek
społu z ambicjami.
Rozmawiał:
PRZEMYSŁAW SZYMKOWIAK
Krosno zainteresowane IMP Kobiety rządzą Orłem!
Rozmowa z Januszem Steligą - prezesem KSM-u Krosno
- Pod koniec grudnia 2010 roku
został pan ponownie prezesem KSMu Krosno. Czy były wątpliwości dotyczące kontynuowania pracy?
- Podążamy zgodnie z planem, który
wcześniej sobie założyliśmy. W związku
z tym, że mieliśmy bardzo słabe wyniki
w ostatnim roku, choć przez poprzednie
trzy lata jakoś się zbieraliśmy, a czwarty
rok był strzałem w głowę od matki natury, miałem ochotę odejść. Mnóstwo
pracy i zawirowań - to są koszty żużla,
a człowiek ma też rodzinę i musi z czegoś żyć. Trudno było mi jednak opuścić
okręt w momencie, gdy klub ma długi.
Uważam, że tylko ludzie niepoważni
mogliby tak postąpić. Nie miałem innego wyboru jak pozostanie, a skoro
wola innych była podobna, zostałem.
- Do końca stycznia, zgodnie z wymogami licencyjnymi, kluby mają
czas na uregulowanie zaległości ze
wszystkimi podmiotami. Na jakim
etapie spłat jesteście?
- Wyraziliśmy już swoje zdanie - dogadaliśmy się z zawodnikami. Trochę
ten układ zepsuł nam PZM, choć ugody
z żużlowcami mamy. Na pewno
wszystko spłacimy, chociaż mieliśmy
pierwotnie dłuższe terminy, a skrócił je
właśnie PZM. Czekają nas negocjacje,
ale to wewnętrzne sprawy i nie powinno
być problemów, bo jest dobra wola z
obu stron.
- Niektórzy drugoligowcy ubolewają nad wprowadzeniem KSM, a
jakie jest zdanie krośnian?
- W zależności od majętności klubów
zdania zawsze są podzielone. Walczyłem o KSM, bo chodziło mi o to,
żeby niezamożne kluby, takie ja nasz,
miały możliwość skompletowania
składu na niższym poziomie punktowym. Starałem się też przekonać kolegów z innych klubów, aby limit
maksymalny również był niższy niż
wprowadzone czterdzieści punktów.
Bogate kluby biły się o to, aby KSM maksymalna była jeszcze wyższa.
- Czy podpisywaliście kontrakty w
oparciu o regulamin finansowy?
- Nawet, gdy nie było tego „cennika”,
to ustaliśmy sobie w klubie wewnętrzny
system płac. Jestem za regulaminem finansowym, choć wiem, że trudno będzie złapać kogoś na płaceniu „pod
stołem”, ale to i tak jego problem moralny. Idąc zgodnie z regulaminem, powinniśmy teraz patrzeć klubom na ręce.
Nie wyobrażam sobie, aby po sezonie
2011 ktoś miał w drugiej lidze długi w
stosunku do zawodników. Jeśli tak się
stanie, to będziemy mieli dowód, że nie
respektował zasad. Nasze kontrakty
mieszczą się w kodeksie cenowym i
jestem z tego bardzo usatysfakcjonowany. Każdemu zawodnikowi oferowaliśmy tylko takie warunki.
- Ubiegłoroczny półfinał IMP rozegrany w Krośnie był waszym sukcesem organizacyjnym i finansowym.
Czy zgłosił pan do PZM wolę przeprowadzenia podobnej imprezy w sezonie 2011?
- Ubiegłoroczne zawody były piękne.
Wiele osób usłyszało o żużlu w Krośnie,
mieliśmy pełne trybuny i mnóstwo mediów na stadionie. Można to nazwać
prawdziwą promocją. Oczywiście
chciałbym otrzymać tego typu imprezę
w sezonie 2011, ale nie wiem czy moje
zdanie podzieli PZM, bo przecież jest
wiele klubów w drugiej lidze i pewnie
chętni zawsze się znajdą. Pewne jest
jedno - takie imprezy znajdują swoje
miejsce w niższej lidze, bo kibice chcą
widzieć zawodników ekstraligowych i to
dla nich wyjątkowa okazja.
- Czy wiosenny finał Złotego Kasku,
który będzie tradycyjnymi eliminacjami do Grand Prix 2012, byłby odpowiednią imprezą dla Krosna, a
może warunki pogodowe stanowią
przeszkodę?
- Mamy niestety w Krośnie problem
surowego klimatu. Wiosenne zawody
są często zagrożone. Patrząc na prognozy meteorologiczne na kolejne miesiące, słyszałem, iż wiosna ma być na
Podkarpaciu deszczowa. Za dużo przygotowań do Złotego Kasku mogłoby
zostać zniweczonych przez aurę. W
Krośnie lepiej rozgrywać zawody latem,
a przynajmniej później niż w maju.
Rozmawiał:
PRZEMYSŁAW SZYMKOWIAK
Fot. Rafał Paszek
TYGODNIK ŻUŻLOWY
W nadchodzącym sezonie żużlowców Orła Łódź czeka trudne zadanie.
Po wielu latach startów w drugiej
lidze zdobyli upragniony awans.
Teraz czekają ich pojedynki z silniejszymi rywalami. Łodzianie skompletowali już skład, który trzymany jest
w tajemnicy do mającej odbyć się 20
stycznia prezentacji. Znany jest natomiast nowy, wybrany 4 stycznia zarząd klubu. W jego skład wchodzą
same kobiety, co czyni go niezwykle
wyjątkowym. Prezesem klubu została
Agnieszka Szafran, pełniąca dotychczas funkcję sekretarza Orła. Na stanowisku tym zastąpi ją Joanna
Araśniewicz-Izydorczyk. Skarbnikiem
mianowano Renatę Piwowarską. Dwa
miejsca pozostawiono dla ewentualnych sponsorów, będących zainteresowanymi pełnieniem tych funkcji.
- Kończyła się kadencja poprzedniego
zarządu. Na walnym zebraniu było dwudziestu członków z czego jednogłośnie
wybrali mnie. Nie wiem dlaczego skromnie opowiada Agnieszka Szafran. - Do tej pory przez ostatnie lata
byłam jedynym kobiecym członkiem zarządu. Reszta to sami mężczyźni. Może
to jakaś prawidłowość. Prezydentem
Łodzi została kobieta to dlaczego kolejna nie może zostać prezesem klubu.
Nowa prezes zapytana o to, czy nie
obawia się lekceważenia kobiecego
zarządu odpowiada ze spokojem. Nie przeraża mnie fakt, że w zarządzie
są same kobiety. Jestem w klubie od
początku jego istnienia, więc jego
sprawy nie są mi obce. W czasie tych
kilku lat opuściłam zaledwie kilka meczów. Myślę, że można by policzyć je
na palcach jednej ręki - wyjaśnia Agnieszka Szafran. Pozostałym kobietom w zarządzie żużel również nie
jest obcy. - Skarbnikiem jest pani Renata Piwowarska, która dotychczas była
w komisji rewizyjnej, a sekretarzem
członek stowarzyszenia, która do tej
pory czynnie brała udział w życiu klubu.
Dyrektorem klubu została Elżbieta Piechowska, która na zawody chodziła jak
mnie jeszcze nie było na świecie - powiedziała nowa prezes Orła.
Powołano również komisję rewizyjną,
w składzie której znalazły się przewodnicząca komisji Halina Matczak oraz
członkowie - Beata Borkowska i Ilona
Potargowicz. Tu także pozostawiono
dwa miejsca dla potencjalnych sponsorów. Prezesem honorowym nadal będzie
Joanna Skrzydlewska. Dotychczasowy
zarząd otrzymał od komisji rewizyjnej absolutorium i podał się do dymisji.
Jaki cel na nadchodzący sezon stawia sobie nowy zarząd Orła? - Zdaję
sobie sprawę, że pierwsza liga dla beniaminka to okres ciężkiej próby - mówi
Agnieszka Szafran. - Oczywiście będziemy mierzyć wysoko, ale na miarę
naszych możliwości. Najbardziej cieszy
mnie fakt, że udało się zakontraktować
wszystkich tych zawodników, których
przed sezonem chcieliśmy mieć u siebie w drużynie. Wierzę, że w zespole
będzie dobra atmosfera, a jeśli tak będzie to połowa sukcesu za nami i to nie
tylko moje zdanie.
Oficjalnie skład Orła Łódź podany
zostanie na prezentacji w patio Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej, która odbędzie się 20 stycznia o
godzinie 11.00. Wśród kibiców, którzy pojawią się tego dnia w patio
uczelni, rozlosowanych zostanie
dziesięć karnetów na nadchodzący
sezon.
MAGDALENA SKORUPSKA
13
Całym sercem z Unią Leszno
Rozmowa z Mateuszem Łukaszewskim - zawodnikiem KMŻ Lublin
- Sezon 2010 chyba nie był taki jak
to sobie wyobrażałeś przed jego startem. Liczyłeś na podjęcie rywalizacji
o miejsce w podstawowym składzie
ze Sławomirem Musielakiem, a on
chociaż nie miał dobrego sezonu, to
i tak wygrywał rywalizację z tobą, dlaczego tak było?
- Wiem dobrze, że starty w lidze nie
zależą od samych zawodników, trzeba
bardzo pracować, aby dostać swoją
szansę. W pewnym momencie sezonu
miałem nawet nadzieję, że wreszcie za-
zawieść działaczy oraz kibiców.
- Ile punktów w meczu drugiej ligi cię
zadowalałoby?
- Myślę, że średnia biegowa około
półtora punktu na wyścig by mnie zadowalała
- Lublin jest bardzo daleko od
Leszna, nie obawiasz się ciągłych
dojazdów?
- Często zadawane jest mi to pytanie.
Nie, jakoś mnie to w ogóle nie przeraża.
Atmosfera w Lublinie jest wspaniała i
rozmowy z władzami klubu były dla
Mateusz Łukaszewski będzie bronił barw KMŻ Lublin i ma nadzieję na dużą liczbę ligowych startów.
Fot. Rafał Paszek
debiutuję w lidze, ale z biegiem czasu
gdzieś się to rozdmuchało i nikt już nie
wracał do tego tematu.
- Może wina leżała w sprzęcie?
- Na początku sezonu było widać
choćby w sparingach, że sprzęt był
dobrze przygotowany. Myślę, że to ja
gdzieś się pogubiłem.
- Nie chcesz już popełnić błędu
sprzed sezonu 2010 i dlatego zdecydowałeś się na wypożyczenie do drugoligowego zespołu z Lublina?
- Tak. Szczerze mówiąc, liczę tam na
starty w każdym meczu ligowym.
Chciałbym dobrze się prezentować i nie
14
mnie przyjemnością, dlatego też liczę,
że później także nasza współpraca będzie układać się poprawnie.
- Na co twoim zdaniem stać zespół
„Koziołków” w sezonie 2011?
- Nie chcę zapeszać, ale myślę, że będziemy walczyć o awans do pierwszej
ligi.
- A jakie masz plany indywidualne
na sezon 2011?
- Krótko mówiąc chciałbym wystąpić
we wszystkich juniorskich finałach.
- Wiesz już kto w nowym roku i
nowym klubie będzie zajmował się
twoim parkiem maszyn i jakim bę-
dziesz dysponował sprzętem?
- Najprawdopodobniej silniki będę
robił u dwóch tunerów. Będę dysponował dwoma kompletnymi motocyklami.
- Komu chciałbyś podziękować za
sezon 2010?
- Przede wszystkim całej mojej rodzinie oraz mojej dziewczynie Weronice,
którzy byli dla mnie dużym wsparciem i
oczywiście sponsorom, bez których
uprawianie tego sportu byłoby o wiele
trudniejsze. Ponadto firmie Hydro-Bud
pana Pawła Kocura, właścicielowi klubu
XDemon, firmie Nowaczyk BMW autoczęści oraz Jarkowi Hampelowi i jego
mechanikom, czyli „Czarnemu” i „Czapeczce”.
- Nie żal opuszczać Unii Leszno,
klubu z tak fantastycznymi kibicami?
- Ogromnie mi żal, ale w życiu trzeba
czasem podjąć taką a nie inną decyzję.
Ale niezależnie od tego gdzie będę jeździł, całym sercem będę z Unią Leszno
i z jej kibicami.
- Jak myślisz, czy twój macierzysty
klub stać na obronę tytułu, bo zaszło
sporo zmian w składzie?
- Myślę, że jeśli chłopaki będą prezentować podobny poziom jak w sezonie 2010, to nie powinno być z tym
większego problemu.
- Żużlową karierę zakończył Leigh
Adams, któremu w sezonie 2010 kilkakrotnie pomagałeś w parku maszyn, czego nauczyłeś się od
Australijczyka?
- Nauczyłem się wielu żużlowych
szczegółów dotyczących zarówno pracy
przy sprzęcie, jak i przygotowania się
zawodnika do meczu i zachowania podczas meczu.
- Co robisz zimą, przygotowujesz
się z Unią Leszno, a prócz tego, masz
czas na jakieś hobby?
- Przygotowuję się z Unią do kolejnego sezonu, a oprócz tego jest jeszcze
szkoła i niewiele wolnego czasu, więc
żadne hobby nie wchodzi raczej w grę.
- Czego życzyć ci na nowy sezon?
- Na pewno bezkolizyjnej jazdy, no i
samych trójek.
Rozmawiał:
MIKOŁAJ JUSKOWIAK
TYGODNIK ŻUŻLOWY
Galicyjskie donosy
Dookoła stadionu
Straszliwe larum podniosło się w
niektórych kręgach rzeszowskich
fanów speedwaya i bynajmniej nie
za sprawą jakichś porażek miejscowej drużyny (o co zresztą w
styczniu raczej trudno), ale z powodu napisu jaki kilka dni temu pojawił się na stadionie. Otóż
przechodniom zmierzającym ulicą
noszącą dumne miano Hetmańskiej
przedstawia on obiekt jako Stadion
Miejski Stal w Rzeszowie. O co chodzi, zdziwi się zapewne ktoś niezorientowany?
Stadion jest miejski, ma w nazwie
Stal, bo przez lata całe był w posiadaniu klubu Stal i do dziś tutaj przecież grają II-ligowi piłkarze,
mieszczą się biura, tutaj pomykają
miejscowi ściganci, więc o co niby
chodzi. Ano o barwy. Litery mają
bowiem kolory nie biało-niebieskie
czyli barwy ZKS Stal, ale pomarańczowo-niebieskie. Niektórzy więc
wietrzą spisek, że w ten sposób reklamowany jest jeden ze sponsorów rzeszowskiego żużla, z którym
takowe barwy się kojarzą. Podejrzliwcy zapominają jednak w amoku
walki o tradycje, że takie same są
barwy miasta Rzeszowa! I tu jest
pies pogrzebany.
Ja tam bardziej bym był niezadowolony z faktu, że stadion w stolicy
Podkarpacia straszy brzydotą i
coraz bardziej odstaje od standardów, które zaczynają, chwalić Boga,
obowiązywać w naszej lidze ekstra.
W tym roku ma być remont, dobu-
dowanie trybuny od strony Wisłoka
i obiekt wreszcie ma jakoś wyglądać. Oby tak się stało, jak najrychlej.
Tak, tak. Stadion to dla prawdziwego kibica nie jakaś tam pierwsza
lepsza budowla. To miejsce magiczne, albo drugi dom niemalże.
Dlatego z reguły bardzo interesuje
się tym jak wygląda, co się na nim
robi, albo czyje imię nosi. W Tarnowie jakiś czas temu był nawet konkurs na nazwę stadionu, trwały
dyskusje, czy nie uhonorować patronatem stadionu zmarłego kilka lat
temu znanego, wieloletniego żużlowego działacza Szczepana Bukowskiego. Teraz donoszą z Rybnika, że
tamtejsze środowisko żużlowe usilnie zabiega, aby obiekt na którym z
rywalami ścigają się miejscowe „rekiny” nazwać imieniem Antoniego
Woryny. Popieram gorąco tę inicjatywę. Antoni Woryna, jeden z pierwszych
gigantów
polskiego
speedwaya, który przecież sporo
namieszał w światowej czołówce w
swoim czasie, a ponadto miał w
sobie olbrzymią charyzmę, z pewnością na takie wyróżnienie zasłużył.
Jestem pewien, że ta inicjatywa
doczeka się realizacji, w sumie fajnie byłoby, aby każdy stadion
żużlowy w kraju miał swojego patrona - w przeszłości obrosłego legendą zawodnika. Rose w Toruniu,
Jancarz w Gorzowie, czy też Smoczyk w Lesznie, dlaczego nie Woryna w Rybniku? A wracając do
Rzeszowa, przecież on też ma swoich bohaterów, godnych aby nadać
ich imię stadionowi. Może być nim
chociażby Eugeniusz Nazimek, którego rokroczny memoriał rozegrano
trzy miesiące temu po raz dwudziesty siódmy. A może Florian Kapała,
dla wielu fachowców i kibiców zawodnik numer jeden w dziejach rzeszowskiego żużla? Myślę, że o tym
warto pomyśleć, zamiast toczyć
jałowe dysputy na temat koloru liter
na stadionowym murze.
ROBERT NOGA
Z Hougaardem, ale bez Cieślaka
Prezes Włókniarza Częstochowa,
Marian Maślanka praktycznie zakończył kompletowanie zespołu na najbliższy sezon. Jednym z ostatnich
wzmocnień było pozyskanie 21-letniego Duńczyka Patricka Hougaarda.
Były brązowy medalista Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów z
Gorican (2009), parafował z zespołem spod Jasnej Góry dwuletni
kontrakt.
Poprzednim klubem Hougaarda w naszym kraju była tarnowska Unia, w której sezonu 2010 nie mógł zaliczyć do
udanych. Wystąpił bowiem zaledwie
sześciu potyczkach ligowych, zdecydowanie przegrywając rywalizację o pozycję juniora z Martinem Vaculikiem.
W Częstochowie Hougaard chce
wywalczyć miejsce w zespole już
jako senior. Przynajmniej takie deklaracje składa sam zainteresowany, który
przy okazji dodaje, że Włókniarz to bardzo profesjonalny klubu. Te słowa to raczej kurtuazja, bo będzie to pierwszy
kontakt Duńczyka z częstochowskim
klubem.
Po stronie zysków „Lwów” należy
wpisać jeszcze pozyskanie Marcela
Kajzera. Junior rodem z Rawicza, który
w poprzednim sezonie zdobywał punkty
dla ekipy z Ostrowa, co prawda nie został jeszcze oficjalnie wymieniony jako
jeździec ekstraligowca, ale może się to
stać lada dzień. Kajzer był już od
dawna przymierzany do Włókniarza, ale
teraz wygląda na to, że jego transfer do
Częstochowy stanie się faktem.
Prawdziwe zgrabną historię można
by za to sklecić o przychodzeniu do
Włókniarza najpopularniejszego w
Polsce szkoleniowca żużlowego,
Marka Cieślaka. Niektórzy już go widzieli na Olsztyńskiej. Niektórzy snuli
scenariusze, w których Cieślak stawia
Włókniarza na nogi, odbudowuje szkolenie - reasumując robi ze wszystkim
porządek. Cieślak sam zresztą nie wykluczał powrotu do Częstochowy. Nie
wykluczał też „wędrówki” po naszym
pięknym kraju. Wreszcie ta wędrówka
zaprowadziła go do Zielonej Góry, gdzie
wychowanek klubu spod Jasnej Góry
przejął schedę po Piotrze Żyto. Tym,
który dwa lata temu opuszczał Włókniarza.
Jeszcze kilka dni przed związaniem
się z Falubazem, sternik Włókniarza
Marian Maślanka spotkał się z Cieślakiem u Stanisława Rurarza, nestora
czarnego sportu pod Jasną Górą. Te
rozmowy miały zmiękczyć szkoleniowca i przekonać do wyboru Częstochowy. Ku zaskoczeniu Maślanki już
wtedy wiadomo było, że sportowe
losy powiodą Cieślaka na Lubusczyznę. Rychło pojawiły się więc opinie
o „cieślakowej zdradzie”, który zwodził
Maślankę, aby czmychnąć do Zielonej
Góry. Było też o srebrnikach, które zadowoliły szkoleniowca bardziej niż łono
podczęstochowskiego Jaskrowa, gdzie
na co dzień mieszka trener. Żużlowa
Częstochowa na pewno jest zawiedziona i mocno żałuje, że i w tej batalii prezes Maślanka miał mniej
argumentów niż prezes Zielonej
Góry Robert Dowhan.
ANDRZEJ ZAGUŁA
Żyto
trenerem
Kolejarza
Rawicz
W poniedziałek (3 bm.), w godzinach wieczornych wyjaśniła się
wreszcie sytuacja Kolejarza Rawicz
w kwestii trenera. Po odejściu Henryka Jaska nie wiadomo było, kto zajmie jego miejsce i poprowadzi
drużynę do ewentualnego awansu.
Prezes Dariusz Cieślak od blisko
miesiąca zapowiadał, że ta informacja może zszokować niejednego. Tak
też się właśnie stało. Znany i ceniony
w żużlowym światku Piotr Żyto, do
niedawna trener ekstraligowego Falubazu, oficjalnie został szkoleniowcem „Niedźwiadków”.
Niektórzy
sympatycy
„czarnego
sportu” do dziś nie mogą uwierzyć w tę
wiadomość. Tym bardziej, że do zwolnionego z Falubazu trenera zgłaszały
się kluby z różnych stron Polski. Dlaczego więc zdecydował się on przejść dwie ligi niżej i wspomóc właśnie
rawicki ośrodek?
- Darek potrzebował trenera, a przecież jesteśmy przyjaciółmi, chciałem mu
pomóc, więc doszło do podpisania
umowy pomiędzy nami - zdradza Piotr
Żyto. - Dogadaliśmy się bez żadnych
problemów. Wiadomo, że nadal będę
pracował w Zielonej Górze. Do Rawicza
nie jest daleko, bo około sto kilometrów.
Będę więc tu dojeżdżał w weekendy, w
ramach swojego czasu wolnego.
Razem z działaczami będziemy starali
się walczyć o jak najlepsze miejsce w
tym sezonie. Jak uda nam się awansować, to będzie wspaniale, tym bardziej,
że jak mi wiadomo, w tym roku dwa
pierwsze zespoły awansują do pierwszej ligi. Tak że będziemy wspólnie walczyć o jak najwyższe cele.
Sympatia prezesa Cieślaka z Piotrem Żyto zaowocowała budzącym
podziw „przyjacielskim kontraktem”.
Pozyskać do drugiej ligi cenionego
fachowca, jest przecież rzeczą arcytrudną.
- Wspólnie z kolegami z zarządu
uzgodniliśmy, że rozmowy z potencjalnymi kandydatami na stanowisko trenera rozpoczniemy w styczniu tłumaczy prezes rawickiego klubu. Na początku grudnia doszło jednak do
mojej rozmowy z trenerem Żyto, w której przedstawiłem mu naszą sytuację.
Od tego wszystko się zaczęło. Piotr wyciągnął do nas pomocną dłoń i w ten oto
sposób został trenerem Kolejarza, najmniejszego ośrodka żużlowego w Polsce.
Jak widać rawickie „Niedźwiadki” z
dnia na dzień rosną w siłę. Już niebawem do zespołu ma dołączyć również świetnie spisujący się w
ubiegłym sezonie Rosjanin Wiktor
Gołubowskij. Jeśli Kolejarz zdoła
wzbogacić się dodatkowo o punktującego w lidze juniora, awans powinien być na wyciągnięcie ręki.
wRK
Wyścigowe abecadło (2)
„Wyścigowe abecadło” to cykl publicystyczno-zdjęciowego poradnika dla kibiców, w którym przedstawiać będziemy co tydzień przebieg żużlowego wyścigu. W każdym z odcinków zilustrowany i opisany będzie specyficzny dla speedwaya manewr wykonywany przez zawodników na torze. Nieobca będzie nam typowo slangowa
nomenklatura, a w celu wizualizacji przewodnika każdą część cyklu wzbogacimy adekwatnymi do treści zdjęciami. Dziś druga część - o sposobie pokonywania łuków przy krawężniku.
Jak żużel stary, tak ten manewr był
przez zawodników opanowywany na
początku ich karier, żeby potem mogli
przejść do tzw. orbitowania, czyli pokonywania toru bardzo szeroko, tuż pod
bandą. Dlaczego zawodnicy najpierw
nie tylko od toru (krótki, o ostrych
łukach, szeroki, o łagodnych łukach
itd.), ale także od dopasowania sprzętu
i momentu wyścigu. Co oczywiste, w
ferworze walki czasami zjazd do krawężnika jest konieczny, żeby wyprze-
Zdjęcie nr 1. Patryk Dudek i Szymon Kiełbasa.
uczą się jazdy przy popularnej kredzie? Jest to zdecydowanie łatwiejsze i nie wymaga aż tak dużej odwagi
jak zbliżanie się z pełną prędkością
pod bandę. Poza tym ślizg kontrolowany łatwiej opanować mocno naciskając prawą nogą na hak i
kontrując motocykl niż jazdę stylem
szosowym, a więc z minimalnie
wyłamanym motocyklem na łukach.
Od niezdarnego przejeżdżania łuków
przez adeptów do stylowego „trzymania
kredy”, bo tak w slangu zwykło się
mówić o zawodnikach jeżdżących przy
wewnętrznej części toru, droga jest bardzo daleka. Wszak na dobrego specjalistę od tego manewru wyrasta się po
czasie lub „ma się to we krwi”.
Żeby jechać nie tam, gdzie poprowadzi motocykl, ale tam - gdzie się
chce, trzeba nie lada kunsztu. Wejście w tak zwany krawężnik dokonywane
jest zwykle z mniejszą prędkością niż
jazda przy bandzie. Wszystko zależy
dzić rywala. Innym razem jedzie się
tam, bo tak przygotowano tor, że orbitowanie jest nieopłacalne. Wreszcie można jechać przy żużlowej kredzie,
gdy zawody dopiero się rozpoczynają,
a toromistrz przygotował tzw. beton,
czyli bardzo twardy tor, który preferuje
ten styl.
Niemal wszystkie angielskie tory to
idealna szkoła jazdy przy krawężniku. W Polsce im obiekt bardziej
wymagający, tym sens przejeżdżania
przy trawie jest większy. Różnorodność
obiektów wymusza na zawodnikach
myślenie o stylu jazdy. Czasami krawężniki wystają tak mocno powyżej powierzchni
toru,
że
blokowanie
wewnętrznej jego części jest utrudnione. Niezależnie od wszystkiego,
trzeba pamiętać, że żużlowiec nie
może dwoma kołami motocykla przekroczyć białej linii wyznaczającej krawędź toru. Zdarzają się specjaliści,
którzy zawsze jeżdżą jednym kołem po
GKSŻ zatwierdziła ostatni terminarz na sezon 2011 - drugiej ligi. Rywalizacja na razie planowana jest z
udziałem dziewięciu klubów, w tym
dwóch zagranicznych (przy jednej
drużynie pauzującej w każdej rundzie, ogółem taka sytuacja jednemu
klubowi zdarzy się w sezonie dwukrotnie). Na ostateczne potwierdzenia startu zespołów z Równego i
Miskolca będzie trzeba poczekać do
momentu podpisania porozumień.
Terminarz drugoligowy nie jest we
wszystkich przypadkach zbieżny z
ekstraligowym.
I runda - 03.04.2011
KSM Krosno - KŻ Kolejarz Opole
Speedway Polonia Piła - ŻKS Ostrovia Ostrów
RKS Kolejarz Rawicz - Speedway
Wanda Kraków
KMŻ Lublin - Kaskad Równe
Speedway Miskolc - pauzuje
II runda - 25.04.2011
Speedway Miskolc - KSM Krosno
Speedway Wanda Kraków - KMŻ Lublin
Ostrovia Ostrów - Kolejarz Rawicz
Kolejarz Opole - Speedway Polonia
Piła
Kaskad Równe - pauzuje
III runda - 01.05.2011
Kaskad Równe - Speedway Wanda
Kraków (10.04)
Speedway Polonia Piła - Speedway
Miskolc
Kolejarz Rawicz - Kolejarz Opole
KMŻ Lublin - Ostrovia Ostrów
KSM Krosno - pauzuje
IV runda - 08.05.2011
Speedway Miskolc - Kolejarz Rawicz
KSM Krosno - Speedway Polonia Piła
Ostrovia Ostrów - Kaskad Równe
Kolejarz Opole - KMŻ Lublin
Speedway Wanda Kraków - pauzuje
V runda - 22.05.2011
Kaskad Równe - Kolejarz Opole
Speedway Wanda Kraków - Ostrovia
Ostrów
Kolejarz Rawicz - KSM Krosno
KMŻ Lublin - Speedway Miskolc
Speedway Polonia Piła - pauzuje
VI runda - 29.05.2011
Speedway Miskolc - Kaskad Równe
KSM Krosno - KMŻ Lublin
Speedway Polonia Piła - Kolejarz Rawicz
Kolejarz Opole - Speedway Wanda
Kraków
Ostrovia Ostrów - pauzuje
VII runda - 05.06.2011
Kaskad Równe - KSM Krosno
Speedway Wanda Kraków - Speedway Miskolc
Ostrovia Ostrów - Kolejarz Opole
KMŻ Lublin - Speedway Polonia Piła
Kolejarz Rawicz - pauzuje
VIII runda - 12.06.2011
Speedway Miskolc - Ostrovia Ostrów
KSM Krosno - Speedway Wanda Kra-
Terminarz II ligi 2011
TYGODNIK ŻUŻLOWY
trawie boiska piłkarskiego znajdującego
się z reguły we wnętrzu toru.
Dobra technika jazdy przy krawężniku, to skuteczna technika. Nie
można stosować szablonu, bo ten zawiedzie. Idealne pokonywanie łuku bydgoskiego toru (co widać na zdjęciu bardzo twardego) prezentujemy na
przykładzie Patryka Dudka. Żużlowiec z
Zielonej Góry (kask żółty, zdjęcie nr 1)
wyjeżdża z wewnętrznej i trzyma się
linii, aby nie wpuścić pod łokciem rywala. Nieco mniej stylowo robi to Mateusz Domański (również żółty kask,
zdjęcie nr 2, w tle w kasku niebieskim
Artur Mroczka). Młodzieżowiec zespołu
z Rybnika nie pokonuje łuku całkowicie
przy białej linii, ale zachowuje bezpieczną odległość, aby nie wynieść się
motocyklem szerzej. U Mateusza Domańskiego wyraźnie widać element
przeniesienia ciężaru ciała na lewą
stronę - zawodnik robi wszystko, aby
nie dać motocyklowi odjechać zbyt szeroko - także poprzez dociśnięcie prawego kolana do karterów silnika.
Profesorami jazdy po białej linii są
zwykle bardzo doświadczeni żużlowcy.
Idealnie robi to do dziś Peter Karlsson,
który na krótkim torze w Wolverhampton spędził większą część swojej bry-
tyjskiej kariery i dużo się tam nauczył.
Kunszt „krawężnikowca” miał zawsze
Leigh Adams, a doskonale radził sobie z
tym również Hans Nielsen. „Doklejony”
do kredy jeździł za najlepszych czasów
Tomasz Bajerski. Za czasów wspólnych
występów w Polonii Bydgoszcz nie inaczej jak Tomasz przy zewnętrznej, a
Jacek przy wewnętrznej, ustawiali się
na torze bracia Gollobowie. Jacek na
każdym torze stosował skuteczną jazdę
przy białej linii.
Współczesny żużel wymusza na zawodnikach elastyczność. Cykl Grand
Prix spowodował, że nie możemy już
mówić o specjalizacjach (orbitowanie,
krawężnik). Mistrz świata 2010 - Tomasz Gollob po swoją koronę sięgnął
nie jako specjalista tzw. szerokiej, ale
wszechstronny stylista. Nie zapominajmy też, że w żużlu nie oszuka się siły
odśrodkowej. Złe przygotowanie silnika ma niebagatelny wpływ na niemożność utrzymania się przy
krawężniku. Nie osądzajmy żużlowców krzycząc do nich z trybun „krawężnik, krawężnik...”, gdy wydają się
niepotrzebnie jechać środkiem toru.
Oni wiedzą co jest dla nich odpowiednie, a jeśli źle dopasowali
przełożenia, to nawet wiedząc, że powinni jechać blisko białej linii, nie
czynią tego, bo byłoby to zupełnie
nieopłacalne i skończyłoby się
szybką utratą pozycji.
PRZEMYSŁAW SZYMKOWIAK
Zdjęcie nr 2. Mateusz Domański i Artur Mroczka (w głębi).
ków
Speedway Polonia Piła - Kaskad Równe
Kolejarz Rawicz - KMŻ Lublin
Kolejarz Opole - pauzuje
IX runda - 19.06.2011
Kaskad Równe - Kolejarz Rawicz
Speedway Wanda Kraków - Speedway Polonia Piła
Ostrovia Ostrów - KSM Krosno
Kolejarz Opole - Speedway Miskolc
KMŻ Lublin - pauzuje
X runda - 26.06.2011
Speedway Miskolc - Kolejarz Opole
KSM Krosno - Ostrovia Ostrów
Speedway Polonia Piła - Speedway
Wanda Kraków
Kolejarz Rawicz - Kaskad Równe
KMŻ Lublin - pauzuje
XI runda - 03.07.2011
Kaskad Równe - KS Speedway Polonia Piła
Speedway Wanda Kraków - KSM
Krosno
Ostrovia Ostrów - Speedway Miskolc
KMŻ Lublin - Kolejarz Rawicz
Kolejarz Opole - pauzuje
XII runda - 17.07.2011
Speedway Miskolc - Speedway
Wanda Kraków
Krosno - Kaskad Równe
Speedway Polonia Piła - KMS Lublin
Kolejarz Opole - Ostrovia Ostrów
Kolejarz Rawicz - pauzuje
XIII runda - 07.08.2011
Kaskad Równe - Speedway Miskolc
Speedway Wanda Kraków - Kolejarz
Opole
Kolejarz Rawicz - Speedway Polonia Piła
KMŻ Lublin - KSM Krosno
Fot. (2x) Michał Szmyd
Ostrovia Ostrów - pauzuje
XIV runda - 14.08.2011
Speedway Miskolc - KMŻ Lublin
KSM Krosno - Kolejarz Rawicz
Ostrovia Ostrów - Speedway Wanda
Kraków
Kolejarz Opole - Kaskad Równe
Speedway Polonia Piła - pauzuje
XV runda - 21.08.2011
Kaskad Równe - Ostrovia Ostrów
Speedway Polonia Piła - KSM Krosno
Kolejarz Rawicz - Speedway Miskolc
KMŻ Lublin - Kolejarz Opole
Speedway Wanda Kraków - pauzuje
XVI runda - 11.09.2011
Speedway Miskolc - Speedway Polonia Piła
Speedway Wanda Kraków - Kaskad
Równe
Ostrovia Ostrów - KMŻ Lublin
Kolejarz Opole - RKS Kolejarz Rawicz
KSM Krosno - pauzuje
XVII runda - 18.09.2011
KSM Krosno - Speedway Miskolc
Speedway Polonia Piła - Kolejarz
Opole
Kolejarz Rawicz - Ostrovia Ostrów
KMŻ Lublin - Speedway Wanda Kraków
Kaskad Równe - pauzuje
XVIII runda - 25.09.2011
Kaskad Równe - KMŻ Lublin
Speedway Wanda Kraków - Kolejarz
Rawicz
Ostrovia Ostrów - Speedway Polonia
Piła
Kolejarz Opole - KSM Krosno
Speedway Miskolc - pauzuje
(P.S.)
15
Zmarł Leon Majowicz
Urodził się 26 lutego 1932 roku w
podleszczyńskim Gronowie, które
obecnie jest jedną z dzielnic miasta.
Był zawodnikiem Unii Leszno w latach 1957-1960, zdobywając w jej
barwach brązowy medal Drużynowych Mistrzostw Polski w sezonie
1958. To nie był dobry okres w historii klubu, po serii sześciu mistrzow-
skich tytułów, Unia wyraźnie straciła
dawną potęgę, ale wciąż utrzymywała się w gronie najlepszych.
Leon Majowicz, niezadowolony ze
zbyt małej liczby okazji do ligowych
występów, zdecydował się na przenosiny do drugoligowego Startu
Gniezno, którego zawodnikiem pozostał aż do 1971 roku. Zmiana otoczenia i zespołu okazała się
przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. W Starcie, jeżdżąc w każdym
meczu, zaskarbił sobie sympatię kibiców swoją niezwykłą walecznością. Nie przez przypadek miał
przydomek „Dębowa rama”, potrafił
wjechać swoją maszyną tam, gdzie
inni nie mieli odwagi. Płacił za to częstymi kontuzjami, ale zawsze wracał
na tor, walcząc z jeszcze większą determinacją. Kibice w podzięce za
Jego niesamowite szarże potrafili
przenosić na rękach jego samochód,
jasną syrenkę.
Przez cały czas mieszkał w Lesznie,
z żoną, córka Dorota wyemigrowała
Z wielkim żalem przyjęliśmy
wiadomość o śmierci byłego
żużlowca naszego klubu
brązowego medalisty DMP
LEONA MAJOWICZA
Żonie, córce oraz najbliższym
zmarłego składamy z serca
płynące wyrazy szczerego
współczucia
Zawodnicy, pracownicy
oraz zarząd
SSA UNIA LESZNO
do Kanady, syn Julo kilka lat temu
zginął w samochodowym wypadku.
Pisałem o tym byłym żużlowcu Unii i
Startu na tych łamach w dość obszernym materiale „Szarże i rany Dębowej Ramy” kilkanaście miesięcy
temu. Był moim sąsiadem, więc stale
odkładałem napisanie tamtego tekstu. Na szczęście zdążyłem...
Leon Majowicz wiernie kibicował
Unii, jeszcze w ubiegłym sezonie
można było go spotkać, jak zawsze
nie tylko na zawodach, ale i na treningach, z nieodłącznym rowerem.
Był wdzięczny prezesowi klubu za
kartę wstępu na mecze leszczyńskiej
drużyny.
Choroba dopadła go kilkanaście tygodni temu, od miesiąca przebywał
w leszczyńskim szpitalu. Rokowania
nie były dobre, ale walczył i przeżył
dłużej niż przewidywali lekarze.
Zmarł o czwartej rano w piątek, 7
stycznia 2011 roku.
Cześć Jego pamięci!
WIESŁAW DOBRUSZEK
Z głębokim żalem przyjęliśmy
wiadomość o śmierci
ś.p.
LEONA MAJOWICZA
zawodnika Startu Gniezno
w latach 1961-1962 oraz 1965-1971
Rodzinie, przyjaciołom oraz
wszystkim, których ta śmierć
dotknęła składamy wyrazy
szczerego współczucia
Zarząd, zawodnicy, pracownicy
oraz członkowie
Towarzystwa Żużlowego
Start Gniezno
Dwa bale i plebiscyty we Wrocławiu
Cieślak dekady
Jak wiemy, mamy teraz czas rozstrzygnięć plebiscytów na najlepszych sportowców i trenerów 2010
roku. Dla nas najważniejszy jest
oczywiście Plebiscyt „Tygodnika
Żużlowego”, ale on jeszcze trwa.
We Wrocławiu tak się porobiło, że od
pewnego czasu mamy dwa lokalne
prestiżowe plebiscyty i wspaniałe bale.
W ostatniej takiej imprezie ,,Słowa
Sportowego’’ (jego szefem jest zacny
red. Andrzej Szumski, który kilka lat
temu w stolicy Dolnego Śląska przywrócił do życia balowo-sportową tradycję) junior Betardu-Sparty Wrocław,
młodzieżowy wicemistrz świata, Maciej Janowski zajął siódme miejsce
wśród zawodników, a były już szkoleniowiec tej drużyny Marek Cieślak drugie wśród trenerów. Wygrali kolarka Maja Włoszczowska i jej sportowy opiekun Andrzej Piątek. Piąty
wśród trenerów był Tomasz Skrzypek (kick-boksing), zimą przygotowujący kondycyjnie wrocławskich
żużlowców do sezonu. Sponsor
roku to Betard.
Na balu „Słowa Sportowego” w hotelu
„Panorama Merkury” zabrakło Cieślaka,
który kursuje teraz między Częstochową i swoim nowym klubem - Falubazem Zielona Góra. Nagrodę dla
niego odebrał z moich rąk Maciek Janowski. Marek potem przepraszał za
16
swoją absencję i rzekł: - Z Czewy do
Zielonki i tak muszę jechać przez Wrocek więc jeszcze często się będziemy
spotykali. Przecież zostawiam u was
dziesięć lat swego życia i sporo sukcesów!
Natomiast Janowski przy stoliku
oznajmił mi, że będzie dążył do tego,
żeby nie tylko być żużlowym mistrzem,
ale i porządnym, dobrym, szanującym
innych, życzliwym
człowiekiem.
Świetny, skromny i świetnie ułożony
chłopak! Wrocław jest z niego dumny!
Niezapomniany, upojny, fantastyczny
bal „Słowa Sportowego” sprawnie prowadzili red., red. Ola Szumska i Arek
Dziubek (w TVP pracuje on często przy
żużlu). Atmosfera panowała wręcz rodzinna.
Z kolei w plebiscycie „Gazety
Wrocławskiej”
(prezes
Apolonia
Świokło, red. naczelny Arkadiusz Franas) na najlepszych dolnośląskich
sportowców Janowski był ósmy (co
roku jest oczko wyżej), zaś Cieślak
został wybrany najwybitniejszym trenerem całej dekady! Za pięć medali z
WTS-em i osiągnięcia z kadrą narodową. Były koperty z nagrodami pieniężnymi, ale nie zaglądajmy nikomu do
kieszeni. Bal „Gazety Wrocławskiej” w
centrum kongresowym przy Hali Stulecia także okazał się pełnym ekskluziwem. Świetnie prowadzili go red., red.
Wojtek Koerber (specjalista od speedwaya) oraz Robert Skrzyński. Ludzie
bawili się świetnie. Ale kilku sportowców i trenerów już śpieszyło się do
Warszawy na sobotnią imprezę
„Przeglądu Sportowego”. M.in.
Marek Cieślak, któremu na tym
wrocławskim balu towarzyszył jego
nowy prezes Robert „Falubaz” Dowhan, powiedział: - He, he, kiedyś na
tak zwanym podwójnym gazie nie schodziłem z parkietu do rana, miałem dobry
dzień, dziś jednak muszę już zasuwać
na galę do stolicy.
Prezes Dowhan (w jasnej, ale nie
różowej koszuli pod garniturem!): - A
ja na chwilę wyrwałem się z... Harrachova, gdzie jestem na nartach i trochę
się poobijałem. Zaraz tam wracam.
I ja na obu znamienitych obu balach byłem, wino piłem, ale dwie
takie wrocławskie imprezy pod rząd
to już nie na moje siły. Więc w imieniu własnym oraz dolnośląskiego
środowiska sportowego upraszam
się szacownych szefów „Słowa
Sportowego” i „Gazety Wrocławskiej” o połączenie sił i przeprowadzenie w przyszłym roku jednego
wspólnego plebiscytu i balu. I oby
żużlowcy ponownie zostali docenieni.
BARTEK CZEKAŃSKI
TYGODNIK ŻUŻLOWY
Na naszej stronie
www.tygodnikzuzlowy.pl
zobacz zapowiedź
Z O S T R OW A
Sówka już na torze
najnowszego wydania
Charczenko z Piły
do Ostrowa
Tak wcześnie na torze w Ostrowie
jeszcze nikt w historii nie jeździł. We
wtorek, 4 stycznia ze Stadionu Miejskiego brzmiał charakterystyczny dźwięk motocykla żużlowego. Na tor w
środku zimy wyjechał Łukasz Sówka.
Junior Ostrovii, który poprzedni sezon jeszcze w barwach Falubazu Zielona
Góra - zakończył kontuzją obojczyka,
bardzo wcześnie postanowił pojeździć
na motocyklu. - Tor nadawał się do
jazdy, a Łukasz chciał potrenować
przed występem na lodzie w Opolu powiedział Artur Bieliński, p.o. prezesa ŻKS Ostrovia.
Rosjanin Aleksiej Charczenko podpisał kontrakt z ŻKS Ostrovia. 25latek będzie tym samym szóstym
obcokrajowcem ostrowskiego klubu,
a trzecim rosyjskim żużlowcem w
ekipie Jana Grabowskiego. ŻKS
Ostrovia z pozyskaniem Aleksieja Charczenki wiąże spore nadzieje. Rosjanin
był przecież silnym punktem Speedway
Polonii Piła, w której legitymował się
średnią ponad 2 punktów na bieg.
Oprócz Charczenki zagraniczny zaciąg w Ostrovii tworzą: Australijczyk,
Cory Gathercole, Niemiec, Tobias Kroner, Duńczyk, Kasper Lykke Nielsen
oraz rodacy Charczenki: Witalij Biełousow i Władimir Borodulin.
Zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami w ŻKS Ostrovia zostaje
Mariusz Staszewski. 35-letni zawodnik
miał co prawda propozycje z innych klubów, także pierwszoligowych, ale ostatecznie doszedł do porozumienia z
władzami ŻKS Ostrovia i przedłużył
kontrakt na sezon 2011. Staszewski był
najrówniej jeżdżącym zawodnikiem
ostrowskiego klubu w minionych rozgrywkach. Wystąpił w 19 meczach, legitymując się przeciętną 2,054 punktu
na bieg. Z tym wynikiem został sklasyfikowany na trzynastym miejscu wśród
żużlowców II ligi.
ŻKS Ostrovia wystawił swoją reprezentację na Wielki Turniej Halowej
Piłki Nożnej Żużlowców i Mechaników „Metanol w żyłach - pomoc w
sercach”, który w niedzielę, 9 stycznia odbył się w Ostrowie. Relację z tej
imprezy zaprezentujemy w kolejnym
wydaniu gazety. Warto dodać, że turniej
miał charytatywny cel, grał bowiem z
Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy.
Licytowano żużlowe gadżety, w tym
plastron ŻKS Ostrovia z sezonu 2010,
klubowe szaliki, a także karnety na
sezon 2011.
MK
Staszewski zostaje
Grali z mechanikami
i orkiestrą
Drugi etap
w Toruniu
Unibax Toruń zakończył pierwszy etap sprzedaży karnetów na sezon 2011. Był on przeznaczony tylko dla tych kibiców, którzy mieli
całoroczne wejściówki już w 2010 roku. W ramach programu lojalnościowego mieli oni możliwość pierwokupu karnetu na te miejsca, który
zajmowali dotychczas.
Od stycznia rozpoczęty został drugi etap
sprzedaży, który dostępny jest już dla wszystkich fanów toruńskiej drużyny. Dotychczasowi
posiadacze karnetów nadal mają przywileje w
postaci zniżek na wejściówki, jednak nie obowiązuje już rezerwacja miejsc z poprzedniego roku.
Wszyscy, którzy kupią bilet na cały rok, dostaną
specjalne Karty Kibica, które będą uprawniały do
licznych zniżek - między innymi w punktach gastronomicznych na Motoarenie, a także przy zakupie programów na mecze. Lista zniżek będzie
podana w najbliższym czasie.
Już teraz kibice mają za to możliwość nabycia
klubowego kalendarza, który jest elementem akcji
„Krzyżakomania”. Kolorowe efektowne wydawnictwo ma dwanaście stron, jedną na każdy miesiąc,
ze wszystkimi zawodnikami Unibaksu, podziękowaniem od Wiesława Jagusia, a także terminarzem
rozgrywek. Kosztuje 27 złote dla posiadaczy karnetów i wspomnianych kart kibica, lub 32 złote dla
pozostałych kibiców.
DANIEL LUDWIŃSKI
Bez wypożyczeń
GTŻ Grudziądz nie będzie raczej zainteresowane pozyskiwaniem kolejnych krajowych juniorów przed sezonem 2011 (po Mateuszu
Lampkowskim - wychowanku klubu z Torunia).
Jeszcze do niedawna mówiło się, iż do tego
pierwszoligowego klubu trafić mogą zawodnicy
Polonii Bydgoszcz.
- Mamy podpisane kontrakty z Andriejem Kudriaszowem i Joe Hainesem. Liczymy, że ten drugi wyzdrowieje i będzie jeździł. Jeżeli nie, to mamy
jeszcze przygotowane dwa dodatkowe warianty, z
których obyśmy nie musieli korzystać. Polscy juniorzy nie będą przez nas pozyskiwani. Mamy
dwóch kandydatów na licencje i w sezonie 2011 powinni oni zasilić naszą kadrę wychowanków - powiedział Zbigniew Fiałkowski, prezes GTŻ-u
Grudziądz.
(PS)
Obcokrajowcy
w Krakowie
Jozsef Tabaka i Kenni Larsen dołączyli do zespołu Speedway Wanda. Węgier i Duńczyk w
sobotę (8.bm)podpisali umowy z krakowskim
klubem.
Tabaka w tamtym roku startował w barwach Speedway Miskolc. Miał także okazję zaprezentować
się na stadionie w Nowej Hucie podczas II Turnieju
o Puchar Prezydenta Miasta Krakowa, gdzie dotarł
do półfinału. Sezon 2011 będzie dla niego pierwszym w roli seniora.
- Natomiast Larsen uchodzi za jednego z bardziej
utalentowanych zawodników młodego pokolenia z
Danii. Kenni jest między innymi brązowym medalistą Indywidualnych Mistrzostw Danii Juniorów
2009, czy rekordzistą toru w Scunthorpe - zachwala żużlowca Piotr Trzciński, rzecznik prasowy Wandy.
(mor)
5
Leigh Adams przejedzie do historii sportu żużlowego nie tylko w Lesznie ze
względu na niespotykaną wśród zawodników zagranicznych wierność barwom jednego klubu w naszym kraju. W barwach leszczyńskich ,,Byków” startował przez
piętnaście lat, zawsze będąc ich czołowym zawodnikiem. Odegrał też znaczącą
rolę w rozgrywkach o medale mistrzostw świata, stając na podium rywalizacji indywidualnej i drużynowej. W cyklu tym przybliżona zostanie sylwetka Australijczyka, jego dorobek w meczach polskiej ligi oraz sukcesy na arenie
międzynarodowej. Kolejne odcinki ukazywać się będą w tej samej formule, więc
jeśli ktoś zechce, może je zebrać w całość jako jedną publikację.
U progu sezonu 1990
Zanim jednak zasmakował startów w elitarnej lidze, tak jak większość jego rodaków startujących w Anglii, po zakończeniu sezonu
1989 wrócił do swego kraju i na australijskich
torach kontynuował udane starty. Znów były
sukcesy. Zwyciężył ponownie w australijskim finale do lat dwudziestu jeden. Wywalczył też drugie miejsce, ulegając tylko Glennowi Doyle, w
australijskim finale seniorów. Na torze w Brisbane, gdzie 13 stycznia 1990 roku wyłoniono medalistów mistrzostw Australii, Leighowi udało się
pokonać między innymi jednego ze swych idoli
Phila Crumpa oraz członków ówczesnej narodowej drużyny „Kangurów”, Stephena Daviesa,
Shana Bowesa, Mitcha Poole, Steve Regelinga.
W coraz lepszej formie, z rosnącym doświadczeniem, rozpoczął starty w 1990 roku.
Występując w drużynie Swindon wykręcił bardzo
wysoką, jak na pierwszy rok rywalizacji w najmocniejszej (wówczas) lidze świata, średnią meczową wynoszącą 6.81 na jedno ligowe
spotkanie. Został sklasyfikowany na trzydziestym
miejscu listy rankingowej British League. Zanotował liczne zwycięstwa z zawodnikami mającymi
o wiele większy staż, często dysponującymi
znacznie bogatszym zapleczem sprzętowym. Nic
dziwnego, że Peter Oakes w swej corocznej pozycji „Speedway Yearboock” zamieścił wielkie,
całostronicowe zdjęcie Leigha Adamsa.
Zespół Swinon w sezonie 1990 uplasował się
na szóstej pozycji, w lidze w jego barwach występowali także mający jeszcze wyższe niż Leigh
średnie: Jimmy Nielsen, Brian Karger, Andrew Silver, Peter Nahlin, John Davis, oraz Phil Crump i
David Smarh, z gorszym dorokiem, a w jednym,
meczu pojechał Matthew Cross. W tym międzynarodowym towarzystwie Adams radził sobie
świetnie, niemal natychmiast poczuł się w
Swindon niemal jak w domu. Nic więc dziwnego, że plastron „Robins” zakładał przez
wiele lat.
Pierwszy medal
mistrzostw świata
Skuteczność, jaką prezentował Leigh Adams
w lidze, meczach pucharowych i turniejach towarzyskich, a także udany początek sezonu
jeszcze na australijskich torach sprawiły, że
stał się cenionym zawodnikiem, coraz lepiej
zorganizowanym, notującym może nie błyskawiczny, ale ciągły postęp.
Nic dziwnego, że został zauważony przez kierownictwo reprezentacji, powołano go do startu w
Leigh (z prawej) z Toddem Wiltshire, z którym w
Landshut zdobył srebrny medal MŚP.
Fot. archiwum
narodowych barwach w zawodach Drużynowych
Mistrzostw Świata, w których wspólnie z kolegami
wywalczył awans do grupy A tych prestiżowych
rozgrywek. Największym jednak sukcesem
Leigha Adamsa w sezonie 1990 był niewątpliwie tytuł wicemistrzowski, wywalczony u
boku Todda Wiltshire, w finale Mistrzostw
Świata Par. W bawarskiej miejscowości Landshut
lepsi od australijskiego duetu okazali się tylko
dwaj wielcy Duńczycy, Hans Nielsen i Jan O. Pedersen.
Pewność jazdy i coraz lepsza skuteczność Leigha
Adamsa szybko zostały dostrzeżone przez fachowców.
Fot. Mirosław Wieczorkiewicz
Wcześniej odbyły się turnieje półfinałowe. Australijczycy, w tym samym składzie, startowali w
Austrii, na torze w Wiener Neustadt. To był wariacki okres w rywalizacji par, kiedy to w każdym
biegu ścigały się po trzy duety, jeżdżono według
skomplikowanej, mało czytelnej dla widzów tabeli
wyścigów. Trzeba było w połowie turnieju rozgrywać biegi barażowe, by rozstrzygnąć kto z kim
pojedzie w kolejnej fazie zawodów. No i ten tłok,
niemal totalne zamieszanie na torze. Trzeba było
mieć oczy dookoła głowy. Razem z Toddem Wiltshire radzili sobie jednak nieźle. Zgromadzili co
prawda mniej punktów niż sklasyfikowani za nimi
Nowozelandczycy, ale wynikało to właśnie z regulaminu, premiującego ekipy startujące w biegu
finałowym. Wygrał ten wyścig Todd, ale już
wcześniej Leighowi zdefektował motocykl, nie
udało się go naprawić i efekcie w finale przyjechał na ostatniej, szóstej pozycji. W końcowej klasyfikacji półfinału w Wiener Neustadt
Australijczycy zajęli trzecie miejsce, za Anglikami Simonem Crossem i Kelvinem Tatumem
oraz Szwedami Perem Jonssonem i Jimmy
Nielsenem.
Na finał Mistrzostwa Świata Par, rozgrywany 21
lipca 1990 roku, zjechały do Landshut ekipy,
które w półfinałach zajęły cztery czołowe lokaty.
Ten drugi turniej półfinałowy odbył się w Pradze,
gdzie Dania wyprzedziła USA, Węgry i Czechosłowację. Stawkę uzupełnili gospodarze, którzy nie odegrali żadnej roli, jeżdżąc od drugiej
serii bez kontuzjowanego Gerda Rossa, podobnie jak Anglicy, wśród których już w pierwszym
biegu dnia wykruszył się wykluczony po upadku
Simon Cross. (cdn).
TYGODNIK ŻUŻLOWY
LEIGH ADAMS
W POLSKIEJ LIDZE
Kolejno: data, miejscowość - zespół gości,
wynik meczu - punkty Leigha Adamsa
2005 - DMP (V miejsce) - UNIA LESZNO
10.04 Leszno - Apator Toruń 51:39 - 14
(3,3,2,3,3)
17.04 Częstochowa - Unia Leszno 52:38 - 9
(2,2,2,1,2,0)
23.04 Wrocław - Unia Leszno 48:42 - 8
(w,1,2,3,2)
24.04 Leszno - Unia Tarnów 51:39 - 13
(3,3,3,3,1)
01.05 Leszno - ZKŻ Zielona Góra 61:29 - 13
(2,2,3,3,3)
08.05 Gdańsk - Unia Leszno 44:46 - 12
(3,2,3,1,3)
15.05 Leszno - Polonia Bydgoszcz 49:41 - 14
(2,3,3,3,3)
29.05 Bydgoszcz - Unia Leszno 53:37 - 11
(1,3,2,2,1,2)
05.06 Leszno - Wybrzeże Gdańsk 49:41 - 12
(2,3,2,3,2)
19.06 Zielona Góra - Unia Leszno 48:42 - 13
(1,2,3,3,2,2)
26.06 Tarnów - Unia Leszno 51:39 - 16
(3,2,2,3,3,3)
03.07 Leszno - Włókniarz Częstochowa 44:46 13 (2,3,3,3,2)
17.07 Toruń - Unia Leszno 41:49 - 12 (3,3,3,2,1)
24.07 Leszno - WTS Wrocław 48:42 - 10
(3,d,3,2,2)
07.08 Leszno - Włókniarz Częstochowa 46:44 12 (d,2,3,3,2,2)
14.08 Częstochowa - Unia Leszno 55:35 - 10
(1,1,3,2,2,1)
04.09 Wrocław - Unia Leszno 49:41 - 13
(3,3,3,3,1)
25.09 Leszno - WTS Wrocław 51:29 - 14
(3,3,3,3,2)
mecze - 18, biegi - 96, punkty - 227, średnia 2.365
2006 - DMP (V miejsce) - UNIA LESZNO
09.04 Tarnów - Unia Leszno 43:41 - 12
(2,2,2,2,1,3)
17.04 Bydgoszcz - Unia Leszno 60:30 - 9
(2,0,0,3,3,1)
23.04 Leszno - KS Toruń 50:40 - 14 (3,2,3,3,3)
03.05 Leszno - Stal Rzeszów 57:33 - 12
(d,3,3,3,3)
13.05 Częstochowa - Unia Leszno 51:39 - 19
(3,2,3,3,3,3,2)
14.05 Rybnik - Unia Leszno 34:55 - 15
(2,3,2,3,3,2)
21.05 Leszno - WTS Wrocław 40:50 - 13
(3,3,2,1,2,2)
28.05 Wrocław - Unia Leszno 53:37 - 12
(1,3,2,1,3,d,2)
15.06 Leszno - RKM Rybnik 62:28 - 12 (3,3,,3,d,3)
18.06 Rzeszów - Unia Leszno 46:44 - 19
(1,3,3,3,3,3,3)
25.06 Leszno - Włókniarz Częstochowa 40:50 17 (1,2,2,3,3,3,3)
14.07 Leszno - Polonia Bydgoszcz 49:41 - 13
(2,3,3,2,3)
15.07 Toruń - KS Toruń 45:45 - 17 (2,3,3,3,3,3)
30.07 Tarnów - Unia Leszno 51:39 - 12
(2,3,2,0,3,2)
13.08 Leszno - RKM Rybnik 51:39 - 10
(2,d,2,3,3)
20.08 Toruń - Unia Leszno 50:40 - 17
(2,3,3,3,3,3)
27.08 Leszno - Stal Rzeszów 49:41 - 11
(3,3,3,1,1)
02.09 Rybnik - Unia Leszno - 56:34 - 13
(3,3,2,3,2)
10.09 Rzeszów - Unia Leszno 47:43 - 15
(3,3,1,3,3,2)
24.09 Leszno - KS Toruń 54:36 - 15 (3,3,3,3,3)
mecze - 20, biegi - 116, punkty - 288, średnia 2.483
17
ności. Na szczęście działacze nowopow-
Gomólski, Stead, Korneliussen, Pawlasz-
(Klindt, Nermark, Harris, Ząbik, Miśkowiak,
praktycznie wszyscy czołowi zawodnicy
Z KM Ostrów, który spadł z I ligi odeszli
w Ostrowie nie będzie.
opcja, że ligowego żużla w sezonie 2010
ostrowski speedway, pojawiła się nawet
Po tornado w 2009 roku jakie nawiedziło
wysokie trzecie miejsce.
złożony głównie z Polaków zespół, zajął
TYGODNIK ŻUŻLOWY
czego
efektem
tylko
jedno
Ostrowian zabrakło także w decydujących
joch nie przeszedł przez ćwierćfinały. Marcel
punkt. Drużynie młodzieżowej udało się
końcem 42:36!), KMŻ (48:41) oraz na wyjeź-
nie okazałe zwycięstwo dało przepustkę do
dzie w Pile (54:35). To ostatnie nieoczekiwa-
Powiedzieli:
wynik, liczba widzów, sędzia, najlepszy czas
kreślony), wytłuszczono mecze zakończone
Opracował: MIŁOSZ LIPPKI
trzy miejsca zajęli bowiem Szwedzi (LindPrix Challenge awansowali ponadto Walaodbył się znacznie mniejszej rangi Pu-
Wcześniej na tym samym obiekcie
sek, Ułamek i Povazhny.
baeck, Jonasson, Zetterstroem). Do Grand
dziwego „szwedzkiego potopu”. Pierwsze
zwycięstwem.
dnia (zawodnik który osiągnął został pod-
na własnym torze), D - dom, W - wyjazd,
W kolejnych rubrykach: numer kolejki,
termin meczu, rywal (dużymi literami mecze
tysięcy kibiców, którzy byli świadkami praw-
Wysokiej rangi turniej ściągnął na trybuny 6
nej w Pile.
nie wygraliśmy - Marcel Kajzer po wygra-
- Chyba nikt na nas nie liczył, a my tak ład-
Pytel po remisie z Orłem 45:45.
- Wygraną zabrały nam defekty - Daniel
nasz duży sukces - Robert Sawina.
- Już sam awans do rundy finałowej to
szewski.
wygrać potrafimy z każdym - Mariusz Sta-
- Nie jesteśmy faworytem rozgrywek, ale
świetna - Krystian Klecha.
- Atmosfera w drużynie jest naprawdę
nału eliminacji do IMŚ Grand Prix 2011.
W lipcu klub był organizatorem półfi-
nik, Daniel Pytel.
Walaskiem. Czwarty był miejscowy zawod-
przed Łukaszem Jankowski i Grzegorzem
ców oklaskiwało triumf Roberta Miśkowiaka
Łańcucha Herbowego. Trzy tysiące kibi-
Odbył się tradycyjny - już 58 rocznik -
tiżowego Pucharu Prezydenta Miasta.
Pierwszy raz od dłuższego czasu w Ostro-
wie nie udało się przeprowadzić pres-
Kajzer był finalistą Srebrnego Kasku, ale na
torze w Bydgoszczy zdobył raptem jeden
rozgrywkach MPPK i MMPPK.
Nikt z czwórki Pytel, Staszewski, Klecha, Ka-
choć Ostrovia prowadziła na dwa biegi przed
żużlowców z Rumunii, Bułgarii i Słowacji.
oglądanie żużlowej trzeciej ligi, a konkretnie
Poza ligą wielkich osiągnięć nie było. Re-
nału.
zajął szóste miejsce i nie awansował do fi-
Sławomir Drabik. Dla kibiców „frajdą” było
prezentanci Ostrovii niewiele ugrali w IMP.
zespół w składzie Kajzer, Sroka, Szóstak
char MACEC (I runda). Wygrał weteran
rundy finałowej.
awansować do półfinału MDMP, w którym
Trener: Janusz Stachyra (do 29.08), vacat
57. Patryk GŁOWANIA (ur. 1992) 2 1+1 (5) 0,400 dom 1 1+1 (3) 0,667 wyjazd 1 0+0 (2) 0,000
56. Piotr SZÓSTAK (ur. 1990) 2 3+0 (7) 0,429 dom - wyjazd 2 3+0 (7) 0,429
52. Grzegorz KŁOPOT (ur. 1978) 1 1+0 (2) 0,500 dom - wyjazd 1 1+0 (2) 0,500
43. Matija DUH (ur. 1989) 3 4+1 (6) 0,833 dom 1 0+0 (2) 0,000 wyjazd 2 4+1 (4) 1,250
41. Adam KAJOCH (ur. 1988) 7 22+4 (28) 0,929 dom 3 10+2 (12) 1,000 wyjazd 4 12+2 (16) 0,875
37. Henrik GUSTAFSSON (ur. 1970) 1 4+0 (4) 1,000 dom - wyjazd 1 4 (4) 1,000
37. Witalij BIEŁOUSOW (ur. 1992) 1 4+0 (4) 1,000 dom 1 4+0 (4) 1,000 wyjazd -
35. Sebastian BRUCHEISER (ur. 1987) 4 16+4 (18) 1,111 dom 1 8+1 (5) 1,800 wyjazd 3 8+3 (13) 0,846
31. Karol SROKA (ur. 1989) 14 29+8 (30) 1,233 dom 7 16+5 (16) 1,313 wyjazd 7 13+3 (14) 1,143
19. Shane PARKER (ur. 1970) 5 33+5 (25) 1,520 dom 3 20+3 (14) 1,643 wyjazd 2 13+2 (11) 1,364
NIESKLASYFIKOWANI
38. Marcel KAJZER (ur. 1990) 18 83+15 (75) 1,307 dom 10 52+10 (42) 1,476 wyjazd 8 31+5 (33) 1,091
29. Zbigniew CZERWIŃSKI (ur. 1982) 13 74+10 (55) 1,527 dom 8 50+10 (37) 1,622 wyjazd 5 24+0 (18) 1,333
27. Robert SAWINA (ur. 1971) 11 59+6 (42) 1,548 dom 5 19+3 (16) 1,375 wyjazd 6 40+3 (26) 1,654
23. Krystian KLECHA (ur. 1984) 19 132+12 (84) 1,714 dom 10 83+10 (46) 2,022 wyjazd 9 49+2 (38) 1,342
13. Mariusz STASZEWSKI (ur. 1975) 19 184+6 (93) 2,043 dom 10 107+5 (52) 2,154 wyjazd 9 77+1 (41) 1,902
6. Daniel PYTEL (ur. 1987) 19 204+13 (96) 2,260 dom 10 119+7 (51) 2,471 wyjazd 9 85+6 (45) 2,022
OSTROVIA OSTRÓW W STATYSTYCE
cydowanie potyczki u siebie z Orłem (45:45,
Najlepsze mecze w ich wykonaniu to zde-
zwycięstwo w rundzie finałowej.
niej
nie nie jeździli już z taką werwą jak wcześ-
Szkoda, że w końcówce sezonu ostrowia-
leży traktować w kategorii sukcesu.
pewno nie zawiodła i trzecie miejsce na-
Na prędce zbudowana drużyna na
dwóch wyścigach.
Równem, a w 2009 roku pojechał tylko w
w 2008 roku doznał poważnej kontuzji w
przypadku Zbigniewa Czerwińskiego, który
Brucheiser. O powrocie można też mówić w
wayem powrócił wychowanek Sebastian
było jednak więcej. Po rozbracie ze speed-
„Odkurzonych” zawodników w Ostrowie
„Henka” Gustafsson.
nych startów przed laty w Polonii Bydgoszcz,
rówieśnik Parkera i dobry znajomy ze wspól-
gościł w Polsce! W jednym meczu wystąpił
lijczyk po dziewięciu latach przerwy znów za-
ligi polskiej Shane Parkera. 40-letni Austra-
Ciekawym posunięciem było ściągnięcie do
dobre dopiero od sezonu 2010.
powrócił wprawdzie rok wcześniej, ale na
na Mariusza Staszewskiego, który do żużla
Pytel i Krystian Klecha. Można było też liczyć
innych klubach „młodzi i gniewni” Daniel
O sile ostrowian stanowili niechciani w
jazdy nie zapomniał.
W kilku przypadkach pokazał jednak, że
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI SEZONU 2010 W ,, ŚWI ECIE ŻUŻLA’ ’ NR 4
Zawodnicy ,,Holdikom Ostrovia’’ Ostrów. Stoją od lewej: Adam Kajoch, Krystian Klecha, Sebastian
Brucheiser, Mariusz Staszewski i trener drużyny - Janusz Stachyra. Klęczą: Piotr Szóstak, Karol
Sroka i Daniel Pytel.
Fot. Rafał Paszek
nych latach.
wał jak zabawę i nie planuje startów w kolej-
„Sawka” stwierdził jednak, że żużel potrakto-
był powrót Robert Sawiny. Popularny
W trakcie sezonu dodatkową atrakcją
postawić nowy twór Ostrovię na nogi.
się skompletować całkiem niezłą kadrą i
czy niebywałej i w krótkim czasie udało im
czele z Arturem Bielińskimi, dokonali rze-
stałej Ostrovii (powrót do starej nazwy) na
ale większym problemem był brak wiarygod-
tować w lidze. Na dodatek ambitny,
jsze było to, że drużynie udało się wystar-
czyk). Na klubie ciążyły zaległości finansowe,
LIGOWA STATYSTYKA 2010 - II LIGA - OSTROVIA OSTRÓW - III MIEJSCE
Dla kibiców żużla w Ostrowie najważnie-
18
IMPREZY TOWARZYSKIE
VII OPOLSKA GALA ŻUŻLOWA NA LODZIE - OPOLE (8.01)
Tuż po godzinie osiemnastej pokazem modeli
zdalnie sterowanych rozpoczęła się VII Opolska Gala Żużlowa na Lodzie. Głównym punktem imprezy był trójmecz pomiędzy
Falubazem Zielona Góra, Unibaxem Toruń i
Hawi Racing Team.
W stawce zabrakło wcześniej awizowanych:
Adama Skórnickiego, Piotra Protasiewicza, Piotra
Świderskiego Adama Czechowicza i Adriana Miedzińskiego. Jednak zawodnicy, którzy zaprezentowali się kibicom, stworzyli bardzo emocjonujące
widowisko. O ile fani zdołali się już przyzwyczaić
do dobrych występów Mateusza Kowalczyka czy
Sławomira Drabika, o tyle postawa Artura Czaji
była pozytywnym zaskoczeniem. Z dobrej strony
zaprezentował się także Emil Pulczyński, który zakończył swój udział w imprezie dopiero na półfinale. Widać, że do głosu zaczynają dochodzić
młodzi zawodnicy mający najlepsze lata jeszcze przed sobą.
Licznie zgromadzona publiczność mogła zobaczyć ponownie w akcji Wojciecha
Załuskiego, który zaprezentował się tylko w
biegu pokazowym. Upadek podczas piątkowego treningu nie pozwolił mu na start w trójmeczu.
I tym razem nie zabrakło kartingowców i endurowców z Hawi Racing Team. W tym roku
dochód z imprezy został przeznaczony na
rzecz trzech osób poszkodowanych przez los:
Kamila Dzisiewicza z Opola, Sebastiana Wilka
z Gogolina oraz Adriana Krasa z Opola.
Po zawodach powiedzieli:
Mateusz Kowalczyk (Włókniarz Częstochowa): - Przespałem start w finałowym biegu.
Nie trenowałem za dużo przed zawodami, wystartowałem z marszu. Impreza jak co roku bardzo
dobra, cieszę się, że kibice dopisali. Nie mogę doczekać się rozpoczęcia sezonu, odczuwam już
brak jazdy.
Artur Czaja (Kolejarz Opole): - Nie sądziłem,
że występ będzie tak dobry. Liczyłem maksymalnie na półfinał. Nie spodziewałem się, że uda mi
Sajfutdinow
wygrywa
Emil Sajfutdinow ponownie wystartował w zimowych zawodach motocrossowych. Tak
samo jak w zeszłym roku, rywalizował w Sankt Petersburgu. Oficjalny serwis zawodnika doniósł, iż
turniej składał się z czterech wyścigów, z czego
trzy były zaliczane do końcowej klasyfikacji, a startowało w nim dwudziestu pięciu zawodników.
Pierwszy start Emil zakończył na szóstej pozycji
się zająć miejsce na podium, tym bardziej, że nie
miałem okazji do treningów. W takich turniejach,
aby mieć szanse na dobre wyniki należy balansować gazem i wyczuć moc silnika.
WYŚCIG PO WYŚCIGU:
I. KOWALCZYK, K. Pulczyński, Puszakowski
(d3), E. Pulczyński (u2)
II. CZAJA, Drabik, Dobrucki
III. KOWALCZYK, Kowalik, Lampkowski, K. Pulczyński
IV. CZAJA, Drabik, Dudek, Sówka
V. KOWALCZYK, Dobrucki, K. Pulczyński
VI. CZAJA, Drabik, E. Pulczyński, Puszakowski
VII. LAMPKOWSKI, Sówka (u2), Kowalik
(d/start), Dudek (d3)
VIII. E. PULCZYNSKI, Puszakowski, Dobrucki
IX. KOWALCZYK, Dudek, Sówka, K.Pulczyński
X. DRABIK, Czaja, Lampkowski, E.Pulczyński
XI. E. PULCZYNSKI, Puszakowski, Dudek,
Sówka
XII. LAMPKOWSKI, Dobrucki (d)
I Półfinał (wyścig o puchar Marszałka Województwa Opolskiego i nagrody Prezydenta
Miasta Opola): KOWALCZYK, Dudek, Lampkowski, E. Pulczyński
II Półfinał: CZAJA, Drabik, Dobrucki, K. Pulczyński
Finał: DRABIK, Kowalczyk, Czaja, Dudek
KLASYFIKACJA DRUŻYNOWA:
I. HAWI RACING TEAM - 35 pkt.: Sławomir Drabik 9 (2,2,2,3), Artur Czaja 11 (3,3,3,2), Mateusz
Kowalczyk 12 (3,3,3,3), Kamil Pulczyński 3
(2,0,0,1).
II. UNIBAX TORUŃ - 21 pkt.: Mirosław Kowalik
2 (2,d,-,-), Mateusz Lampkowski 8 (1,3,1,3), Mariusz Puszakowski 4 (d,u,2,2), Emil Pulczyński 7
(u,1,3,0,3).
III. FALUBAZ ZIELONA GÓRA - 9 pkt.: Rafał
Dobrucki 4 (1,1,1,1), Wojciech Załuski NS, Łukasz
Sówka 1 (0,u,1,0), Patryk Dudek 4 (1,d,2,1).
Widzów 3000.
ŁUKASZ JAŻDŻEWSKI
po swoim błędzie, który popełnił będąc na prowadzeniu. Na szczęście w następnych startach udało
się już ich uniknąć i zajmował kolejno drugie, i
dwukrotnie pierwsze miejsca - a to dało triumf w
całych zawodach.
- Jestem bardzo szczęśliwy po tej wygranej.
Takie zawody to bardzo fajny przerywnik w monotonii treningów. Jestem bardzo głodny rywalizacji,
bowiem od sierpnia zeszłego roku z nikim się nie
ścigałem. Po zeszłorocznych kontuzjach nie ma
już śladu, co jest bardzo dobrym prognostykiem
na zbliżający się sezon 2011. Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia niebawem - powiedział
w swoim serwisie Emil Sajfutdinow.
(PS)
TURNIEJ NA LODZIE - ZŁOTE KOZIOŁKI - POZNAŃ (8.01)
Tym razem warunki atmosferyczne nie przeszkodziły w rozegraniu turnieju w wyścigach
motocyklowych na lodzie w stolicy Wielkopolski. Na poznańskiej Malcie kibice byli świadkami ciekawego widowiska, które zakończyło
się sukcesem Austriaka Haralda Simona.
Pogoda była wprawdzie podobna jak w roku
ubiegłym, kiedy zawody nie doszły do skutku,
ale odpowiednia grubość tafli lodowej pozwoliła zawodnikom na ciekawą rywalizację. - Zawodnicy ścigali się na krótkim torze i dzięki temu
kibice obejrzeli wiele walki. Zwieńczeniem turnieju
był finał, w którym zmierzyli się najlepsi zawodnicy.
Nie mogło zabraknąć emocji - mówił jeden z
głównych organizatorów turnieju, Paweł Ruszkiewicz.
Jak można było się spodziewać, w turnieju od
początku dominowali zawodnicy z najwięk-
ken (w/u)
III. HOLSTEIN (46,56), Weber, Kankkunen, Daniszewski
IV. SIMON (46,73), Pletschacher, Bruckner,
Kreklau
V. SIMON (46,74), Knapp, Reitsma, Kankkunen
VI. KREKLAU (51,33), Schukken, Gartmann,
Daniszewski (w2x)
VII. HOLSTEIN (47,85), Pletschacher, Strugała,
Seppanen
VIII. WEBER (49,93), Nyronen, Uzzell (t), Bruckner (ns)
IX. HOLSTEIN (48,39), Reitsma, Schukken,
Bruckner (ns)
X. KNAPP (49,91), Pletschacher, Gartmann,
Weber (w2x)
XI. NYRONEN (50,34), Kankkunen, Kreklau,
Strugała
Mimo odwilży udało się rozegrać ciekawe zawody na regatowym torze Malta w Poznaniu. Na zdjęciu najlepsi
uczestnicy turnieju o Złote Koziołki (od lewej): Grzegorz Knapp, Harald Simon, Stefan Pletschacher i Sven HolFot. Wiesław Ruhnke
stein.
szym doświadczeniem w jeździe na lodzie.
Pierwsze skrzypce w sobotnich zawodach grali
Harald Simon, Sven Holstein i Polak Grzegorz
Knapp. Wszyscy wymienieni to uczestnicy
ubiegłorocznego cyklu o tytuł indywidualnego mistrza świata. W rywalizacji z resztą stawki żaden
z nich nie miał większych problemów z odnoszeniem zwycięstw. Simon, Knapp i Holstein
po rozegraniu dwudziestu wyścigów mieli na
swoim koncie po 14 punktów i było jasne, że
kwestia zwycięstwa rozstrzygnie się między
nimi w finale imprezy. Stawkę jego uczestników uzupełnił Stefan Pletschacher z Niemiec.
Ostatni bieg dnia rozgrzał poznańską publiczność. Walka o zwycięstwo toczyła się do
ostatnich metrów. Wszyscy zawodnicy jechali
w kontakcie i w zasadzie każde rozstrzygnięcie
tego wyścigu było możliwe. Przez większość
biegu prowadził Grzegorz Knapp, jednak doskonały atak Haralda Simona na ostatnich metrach sprawił, że to Austriak został zwycięzcą
sobotnich zawodów w stolicy Wielkopolski. Na pewno jest jakiś niedosyt. Była szansa na
pierwsze miejsce, ale nie na co narzekać. Tak czy
siak mogę być zadowolony. To dopiero moja druga
poważniejsza impreza w tegorocznym sezonie zimowym - tłumaczył po zakończeniu turnieju
Grzegorz Knapp.
Sobotnie zawody oglądało około 2000 kibiców.
Wydaje się, że frekwencja mogła być znacznie
lepsza, gdyby nie stosunkowo wysokie, jak na debiutanckie zawody, ceny biletów. W rezultacie
część trybun na Malcie świeciła pustkami. Pozostaje mieć jednak nadzieję, że turniej na stałe wpisze się w kalendarz imprez sportowych w stolicy
Wielkopolski i w kolejnych latach będzie gromadzić jeszcze więcej kibiców.
WYŚCIG PO WYŚCIGU:
I. REITSMA (47,95), Gartmann, Strugała, Uzzell
II. KNAPP (49,62), Nyronen, Seppanen, Schuk-
TYGODNIK ŻUŻLOWY
XII. SIMON (50,08), Daniszewski, Seppanen,
Uzzell
XIII. WEBER (48,26), Kreklau, Seppanen, Reitsma
XIV. HOLSTEIN (49,02), Simon, Nyronen, Gartmann
XV. KNAPP (51,42), Strugała, Daniszewski,
Bruckner (ns)
XVI. PLETSCHACHER (50,90), Schukken, Kankkunen, Uzzell
XVII. PLETSCHACHER (50,75), Nyronen, Daniszewski, Reitsma (w/u)
XVIII. GARTMANN (53,50), Seppanen, Kankkunen, Bruckner (ns)
XIX. SIMON, Weber, Schukken, Strugała
XX. KNAPP, Holstein, Kreklau, Uzzell
Finał: SIMON, Knapp, Pletschacher, Holstein
KLASYFIKACJA:
1. Harald Simon (Austria) 14+3 (3,3,3,2,3)
2. Grzegorz Knapp (Polska) 14+2 (3,2,3,3,3)
3. Stefan Pletschacher (Niemcy) 12+1 (2,2,2,3,3)
4. Sven Holstein (Holandia) 14+0 (3,3,3,3,2)
5. Johan Weber (Niemcy) 10 (2,3,w,3,2)
6. Joussi Nyronen (Finlandia) 10 (2,2,3,1,2)
7. Marian Kreklau (Niemcy) 7 (0,3,1,2,1)
8. Simon Gartmann (Szwajcaria) 7 (2,1,1,0,3)
9. Simon Reitsma (Holandia) 6 (3,1,2,0,w)
10. Gerrit Schukken (Holandia) 6 (w,2,1,2,1)
11. Jouni Seppanen (Finlandia) 5 (1,0,1,1,2)
12. Timo Kankkunen (Finalandia) 5 (1,0,2,1,1)
13. Paweł Strugała (Polska) 4 (1,1,0,2,0)
14. Mirosław Daniszewski (Polska) 4 (0,w,2,1,1)
15. Johan Bruckner (Austria) 1 (1,ns,ns,ns,ns)
16. Mark Uzzell (Wielka Brytania) 0 (0,w,0,0,0)
Widzów około 2000.
JAROSŁAW GALEWSKI
19
NOW A Z E L A ND I A
MISTRZOSTWA JUNIORÓW
CHRISTCHURCH (18.12.2010)
Jeszcze w starym roku na torze Moore
Park w Christchurch rozegrano IM Nowej
Zelandii Juniorów 2011. Tradycyjnie jak to
w juniorskim czempionacie w krainie Kiwi
turniej odbył się według strasznie zawiłych zasad. I trudno powiedzieć dlaczego
tak się dzieje właśnie w rywalizacji under 21,
bo mistrzostwom seniorskim niemal zawsze
towarzyszy klasyczna formuła. Najpierw rozegrano dziewięć wyścigów rundy zasadniczej (startowało po 4 zawodników, ale według
punktacji 5:4:3:2). Następnie odbyły się biegi
w formule pucharowej.
Mistrzem został 21-letni Finch, który
obronił tytuł. Drugie i trzecie miejsce dla Masona i Moohana, którzy skończyli wiek juniora. Czwarte miejsce dla największego
przegranego turnieju czyli Anthony Knowlesa,
który ma zaledwie 16-lat! Knowles to wielki
talent. W sezonie 2010 reprezentował
Nową Zelandię w finale Złotego Trofeum
250 cc w Slanach, gdzie zajął dziesiąte
miejsce.
Runda zasadnicza: 1-3. Sean Mason 15
(5,5,5), 1-3. Dale Finch 15 (5,5,5), 1-3. Anthony Knowles 15 (5,5,5), 4-5. Adam Wilson 12 (4,4,4), 4-5. Jamie Moohan 12 (4,4,4),
6. Jeremy Godfrey 10 (4,3,3), 7. Jack McRae
8+I miejsce w barażu (w,4,4), 8. Ryan TerryDaley 8+II (3,2,3), 9. Hayden Bagshaw 8+III
(3,2,3), 10. Josh O'Docherty 7 (2,3,2), 11.
Ryan Ch. Bagshaw 5 (w,2,3), 12. Daniel Shuttleworth 0 (w,-,-).
Półfinały (miejsca 1-8 w rundzie zas.): XI.
KNOWLES, McRae, Wilson, Mason (d); XII.
FINCH, Moohan, Godfrey, Terry-Daley;
Miejsca 1-2 awans do finału A, miejsca 3-4
awans do finału B.
Finał C (miejsca 9-12 w rundzie zas.):
XIII. C. BAGSHAW, R. Bagshaw, O'Docherty
(t), Shuttleworth (ns); Miejsce 1 awans do finału B.
Finał B: XIV. MASON, Wilson, Godfrey,
Terry-Daley, C.Bagshaw. Miejsce 1 awans do
finału A.
Finał A: XV. FINCH, Mason, Moohan,
Knowles, McRae (w)
Klasyfikacja końcowa: 1. Finch, 2.
Mason, 3. Moohan, 4. Knowles, 5. McRae,
6. Wilson, 7. Godfrey, 8. Terry-Daley, 9. R.
Bagshaw, 10. H. Bagshaw, 11. O'Docherty,
12. Shuttleworth.
Mistrzowie Nowej Zelandii Juniorów
ostatnie dekady: 2000 - Sam Taylor, 2001 Joshua Blomquist, 2002 - Sam Taylor, 2003 Andrew Aldridge, 2004 - Grant Tregoning,
2005 - Andrew Bargh, 2006 - Andrew Aldridge, 2007 - Andrew Aldridge, 2008 - Grant
Tregoning, 2009 - Grant Tregoning, 2010 Dale Finch, 2011 - Dale Finch.
MISTRZOSTWA
WYSPY PÓŁNOCNEJ
AUCKLAND (12.12.2010)
Na torze Rosebank Domain w Auckland
rozegrano prestiżowy turniej o mistrzostwo nowozelandzkiej Wyspy Północnej.
Tytuł wywalczył 23-letni Andrew Bargh niespełniony talent nowozelandzkiego
speedwaya. Drugi był Dylan Moohan, a trzeci
broniący tytułu doświadczony Dylan Hancock.
Przypomnijmy, że w 2009 roku mistrozstwa
wygrał Jason Bunyan przed Stuartem Robsonem (obaj W. Brytania) i Andrew Bargh, a w
ubiegłym sezonie zwyciężył Dylan Hancock
20
SPEED WAY NA ŚWIECIE
przed Jasonem McKayem i Seanem Masonem.
1. Andrew Bargh 15 pkt. (3,3,3,3,3), 2.
Dylan Moohan 14 (3,3,2,3,3), 3. Dylan Hancock 13 (2,3,3,2,3), 4. Jamie Moohan 11
(3,2,3,1,2), 5. Ryan Ch. Bagshaw 10
(2,2,2,2,2), 6. Sean Mason 9 (3,3,u,3,d), 7.
Jason McKay 9 (2,1,3,2,1), 8. Ryan TerryDaley 8 (2,0,1,2,3), 9. Daniel Hanley 7
(0,2,2,3,0), 10. Bradley Wilson-Dean 6
(1,1,2,1,1), 11. Steve Mudgway 5 (1,2,u,0,2),
12. Lonnie Larby 4 (1,1,1,1,0), 13. Kim Stevens 3 (0,0,1,0,2), 14. Erwin Tree 2
(0,0,0,1,1), 15. Hayden Bagshaw 2 (1,0,1,0,), 16. Ben Antunovich 1 (0,1,u,w,u), R1. Darrin Wilson NS.
RUSZA EISS
W połowie stycznia planowana jest inauguracja Elf International Speedway Series.
Przewiduje się rozegranie dziewięciu turniejów na nowozelandzkich torach w Christchurch (Moore Park i Ruapuna Speedway),
Kihikihi, Auckland (Rosebank Domain i Waikaraka Park), Gisborne, Wanganui. Start potwierdzili zawodnicy z Europy: Jesper
Kristiansen (Dania), Daniel Nermark (Szwecja), Jamie Courtney (W. Brytania), Ritchie
Hawkins (W. Brytania).
MIŁOSZ LIPPKI
N I EM C Y
Kadra 2011
Rene Schaefer, menedżer reprezentacji
Niemiec podał szeroką kadrę narodową i
jej zaplecze na sezon 2011. Kapitanem
drużyny został zawodnik startujący z powodzeniem na torze klasycznym, długim i
lodowym - Martin Smolinski.
Kadra Niemiec seniorów na sezon 2011:
Martin Smolinski, Tobias Kroner, Kevin Woelbert, Frank Facher, Thomas Stange, Christian
Hefenbrock, Roberto Haupt, zaplecze: Max
Dilger, Richard Speiser, Marcin Sekula i Tobias Busch.
Kadra Niemiec juniorów na sezon 2011:
Erik Pudel (kapitan), Kai Huckenbeck, Marcel
Helfer, Danny Maassen, Michell Hofmann i
Marco Gaschka.
Kadra Niemiec do lat 19 na sezon 2011:
Kai Huckenbeck (kapitan), Danny Maassen,
Michell Hofmann, Marco Gaschka i Andre
Mochner, zaplecze: Niklas Thien, Friedrich
Ruf i Fritz Riemer.
Landshut kompletuje
21-letni Max Dilger podpisał kontrakt na
sezon 2011 z AC Landshut i dołączył do
kompletowanej drużyny, w której są już:
Martin Smolinski, Thomas Stange, Frank
Facher i Marcel Helfer. - Nic nie wskazywało
na to, że nie zostanę w Landshut, choć
miałem inne propozycje - powiedział Dilger,
który ma za sobą nieudany sezon w polskiej lidze (Kolejarz Opole).
Na razie akces do Speedway Bundesligi
sezonu 2011 potwierdziły: AC Landshut,
MSC Brokstedt (w składzie są już Matthias
Kroeger, Stephan Katt, Danny Maassen, Tobias Goldmann, Finn Goldmann, Patrizia
Grosser i Jennifer Grossem) i MC Nordstern
Stralsund (bez zawodników).
PATRYK SALETA
ARGE NT YNA
INDYWIDUALNE MISTRZOSTWA
III RUNDA - BAHIA BLANCA
(29.12.2010)
Ostatnia runda IM Argentyny, która od-
była się w starym roku należała do Norberta Magosiego. Węgier triumfował także
w premierze. Na dodatek zgromadził teraz
komplet punktów. W klasyfikacji generalnej przewagę nad drugim Allende powiększył do aż dwudziestu punktów. Wprawdzie
do końca jeszcze 13 turniejów, to jednak Magosi urósł już na zdecydowanego faworyta do
mistrzowskiej korony. W trzeciej rundzie z niewiadomych przyczyn na starcie zabrakło Niemca Thomasa Stange. W kolejnym turnieju
niczego nadzwyczajnego nie pokazali Włosi chociaż początek należał do Włocha Franchetti (trzy wygrane wyścigi).
Finał „A”: MAGOSI (8 pkt.), Hauzinger (7),
Covatti (6), Lopez (5), Allende (4).
Finał „B”: L. HUSMAN (3), Iturre (2), Clemente (1), Curzio (1), Franchetti (1).
1. Norbert Magosi (Węgry) 20 pkt.
(3,3,3,3,8), 2. Manuel Hauzinger (Austria)
17 (3,2,2,3,7), 3. Nicolas Covatti 16
(3,1,3,3,6), 4. Mattias Lopez 16 (2,3,3,3,5), 5.
Lucas Allende 13 (2,3,2,2,4), 6. Lisandro Husman 12 (2,2,3,2,3), 7. Jonathan Iturre 10
(2,1,2,3,2), 8. Sebastian Clemente 6
(1,2,0,2,1), 9. Gustavo Curzio 7 (3,1,2,0,1),
10. Guglielmo Franchetti (Włochy) 10
(3,3,3,0,1), 11. Martin Albanese 5 (1,3,1,0),
12. Mattia Carpanese (Włochy) 5 (0,2,1,2),
13-14. Christian Carrica 3 (0,0,2,1), 13-14.
Antonio Moyano 3 (2,0,0,1), 15. Facundo
Albin (Urugwaj) 3 (1,1,1,0), 16-17. Milen
Manew (Bułgaria) 2 (0,2,0,0), 16-17. Julio Romano 2 (0,0,0,2), 18-19. Maximiliano Westdorp 2 (0,0,1,1), 18-19. Flavio Husman 2
(0,1,0,1), 20. Alejandro Ruiz 2 (1,0,w,1), 2122. Santiago Martinez 1 (1,0,0,0), 21-22.
Gianfranco Rissone 1 (0,0,1,0), 23. Jonatha
Seren (Włochy) 0 (0,0,0,0).
Czołówka po III rundach: 1. Magosi 56
pkt., 2. Allende 36, 3. Covatti 35, 4. Itture 34,
5. Franchetti 33, 6. Hauzinger 33, 7. L. Husman 31, 8. Lopez 29.
ML
SZWECJA
ZNANE TERMINARZE
Elitserien
3 maja zainauguruje rozgrywki szwedzka
Elitserien. Do rywalizacji przystąpi dziewięć drużyn. Z tego powodu w każdej kolejce jedna będzie pauzowała. Ostatnia
osiemnasta runda fazy zasadniczej rozegrana zostanie 6 września. Pierwsze
mecze play-off zaplanowano 13 września.
Mecze o I miejsce odbędą się 5 i 6 października. Poniżej prezentujemy zestaw
par trzech pierwszych kolejek. Pełny terminarz opublikujemy w kwartalniku „Świat
Żużla” nr 1, który w sprzedaży w połowie
marca br.
I runda (3.05.2011)
Elit Vetlanda (m.in. Crump, Baliński,
Kołodziej, Hampel) - Piraterna Motala (m.in.
Dobrucki, Hancock, Janowski, Sajfutdinow,
Pawlicki), Indianerna Kumla (m.in. Iversen,
Protasiewicz, Zengota, Sullivan) - Dackarna
Malilla (m.in. H. Andersen, Holta, Jonsson,
Lindgren), Lejonen Gislaved (m.in. Bjerre,
Holder, Świderski) - Hammarby Sztokholm
(m.in. Gollob, Walasek, Kościecha), Vargarna Norrkoeping (Kapsrzak, Miedziński,
N. Pedersen, Richardson) - Vastervik Vastervik (m.in. Harris, Ułamek, Okoniewski). Pauzuje Valsarna Hagfors (m.in. Gapiński, A.
Gomólski, Nicholls, A i G. Łaguta).
AUSTRALIA
POŻEGNANIE LEIGH ADAMSA
MILDURA (5.01)
Leigh Adams zakończył przygodę z czarnym sportem. Po turniejach pożegnalnych
w Swindon i Lesznie przyszedł czas na
trzeci, w jego rodzinnej Mildurze. Turniej
był reklamowany jako jubileusz 30-lat
żużlowej kariery. 41-latek ściga się bowiem na żużlu od kiedy skończył zaledwie
11 wiosen.
Zawody na kameralnym obiekcie oglądało
około dwóch i pół tysiąca kibiców. Po dwudziestu wyścigach najwięcej punktów zgromadzili Batchelor (14), Adams (13), Ward (10)
i Woodward (9). Wszyscy wystąpili w wielkim
finale, w którym kolejność była identyczna jak
ta po rundzie zasadniczej.
W turnieju mieli wystartować Jarosław
Hampel i Janusz Kołodziej. Obu - jak
wcześniej informowaliśmy - jednak zabrakło. Na naszych łamach motywowali to
głównie przygotowaniami do nowego sezonu. Na łamach australijskich mediów
Adams przyznał, że nie spodziewał się ich
absencji. Zabrakło też Crumpa i Woffindena,
TYGODNIK ŻUŻLOWY
II runda (10.05.2011)
Dackarna - Vargarna, Piraterna - Lejonen,
Valsarna - Elit, Vastervik - Indianerna. Pauzuje Hammarby
III runda (17.05.2011)
Elit - Vastervik, Hammarby - Dackarna, Indianerna - Piraterna, Vargarna - Valsarna.
Pauzuje Lejonen
Allsvenskan League
Siedem ekip będzie walczyło o awans do
Elitserien. Drużyny rozegrają 14 ligowych
kolejek rundy zasadniczej (ostatnia odbędzie się 11.08). Półfinały play-off zaplanowano na 25.08 i 1.09, a finałowy dwumecz
na 8 i 9.09. Jak na razie w AL. kontrakty
podpisało sześciu Polaków. Bartosz Zmarzlik związał się z beniaminkiem Gnistorną
Malmoe. Mirosław Jabłoński będzie jeździł
dla Griparny Nykoeping. Patryk Dudek i
Ronnie Jamroży są w Ornarnie Mariestad,
a bracia Pulczyńscy Kamil i Emil związali
się z Ikaros Smederną Eskilstuna.
Poniżej zestaw par pierwszych trzech
kolejek AL.
I runda (5.05.2011)
Gnistorna Malmo - Avantia Speedway Norrkoeping, Masarna Avesta - Ikaros Smederna
Eskilstuna, Ornarna Mariestad - Rospiggarna
Hallstavik, Pauzuje Griparna Nykoeping.
II runda (12.05.2011)
Avantia Speedway - Ornarna, Ikaros Smederna - Griparna, Rospiggarna - Gnistorna.
Pauzuje Masarna.
III runda (19.05.2011)
Gnistorna - Ikaros Smederna, Griparna Rospiggarna, Masarna - Avantia Speedway.
Pauzuje Ornarna.
MAGNUS LARSSON
PUCHR MACEC
STOJANOWSKI Z PUCHAREM
Krzysztof Stojanowski zdobył VII Puchar
MACEC. Polak jako jeden z nielicznych
wystartował w dwóch turniejach i głównie
dlatego sięgnął po to trofeum.
W ramach Pucharu MACEC w sezonie
2010 miały się odbyć trzy turnieje. Rozegrano
jednak tylko pierwsze dwa, a mianowicie w
Ostrowie i rumuńskiej Braiła. Nie doszedł do
skutku turniej we Lwowie. Zawody zostały
przełożone z powodu opadów deszczu, a później nie udało się już znaleźć wolnego terminu. Co ciekawe, to pierwszy raz kiedy
Pucharu MACEC nie udało się rozegrać w
tym mieście. Dotąd od zarania współzawodnictwa, a miało to miejsce w 2004 roku, rokrocznie Lwów był gospodarzem imprezy.
W 2011 roku rozegrana zostanie ósma
edycja MACEC Cup. Szefem MACEC (Stowarzyszenie Motocyklowe Krajów Europy
Środkowej) jest Andrzej Grodzki.
Klasyfikacja końcowa Pucharu MACEC
2010: 1. Krzysztof Stojanowski (Polska) 23
pkt. (9,14), 2-3. Władimir Dubinin (Rosja,
lic. ukraińska) 15 (-,15), 2-3. Sławomir Drabik (Polska) 15 (15,-), 4. Milen Manew
(Bułgaria) 13 (3,10), 5. Alexandru Toma (Rumunia) 13 (4,9), 6. Piotr Rembas (Polska)
13 (-,13), 7-8. Ronny Weis (Niemcy) 12 (-,12),
7-8. Piotr Świderski (Polska) 12 (12,-), 9-11.
Piotr Dym (Polska) 11 (11,-), 9-11. Robert
o których też mówiło się, że wystartują. Honoru Europy bronili tylko Szwed Kling i Anglik
Stead. Obaj jednak i tak przebywają na Antypodach. W zawodach być może po raz
ostatni zobaczyliśmy Steve Johnsona, która
także zapowiedział rozbrat z czynnym speedwayem. Przypomnijmy, że wcześniejsze
turnieje pożegnalne wygrali Adrian Miedziński (w Lesznie) i Leigh Adams (w
Swindon).
1. Troy Batchelor 14+3 (3,3,2,3,3), 2.
Leigh Adams 13+2 (3,2,3,2,3), 3. Darcy
Ward 10+1 (3,2,1,1,3), 4. Cameron Woodward 9+0 (u,2,3,3,1), 5. Justin Sedgmen 9
(2,3,2,1,1), 6. Jason Doyle 8 (d,3,3,d,2), 7.
Chris Holder 7 (3,u,d,3,1), 8. Jason Lyons 7
(2,0,3,2,d), 9. Ricky Kling (Szwecja) 7
(1,1,0,3,2), 10. Simon Stead (W. Brytania) 7
(2,0,2,1,2), 11. Tyron Proctor 7 (2,0,1,2,2), 12.
Steve Johnston 6 (1,1,1,2,1), 13. Kozza
Smith 5 (w,1,1,0,3), 14. Cory Gathercole 4
(0,3,0,1,0), 15. Richard Sweetman 4
(0,2,2,0,0), 16. Jake Anderson 1 (1,t,0,0,0),
17. (R1) Mark Jones 1 (1), 18. (R2) Ryan
Sedgmen 1 (1). Widzów: ok. 2.500.
Pięciu w trzech!
Wszystkie trzy turnieje pożegnalne
Adamsa „zaliczyła” piątka zawodników:
Sawina (Polska) 11 (11,-), 9-11. Zbigniew
Czerwiński (Polska) 11 (11,-), 12. Kirył Cukanow (Ukraina) 10 (10,-), 13-14. Marcel Kajzer (Polska) 10 (10,-), 13-14. Jarosław
Poliuchowicz (Ukraina) 10 (-,10), 15. Przemysław Dądela (Polska) 9 (-,9), 16. Fanel
Popa (Rumunia) 7 (2,5), 17-18. Stanisław
Ogorodnik (Ukraina) 7 (-,7), 17-18. Jan Holub
(Czechy) 7 (7,-), 19. Dimitar Minkow (Bułgaria) 6 (-,6), 20. Karol Sroka (Polska) 5 (5,-),
21. Krzysztof Nowacki (Polska, lic. czeska)
4 (4,-), 22-23. Daniel Marin (Rumunia) 3 (-,3),
22-23. Stefan Popa (Rumunia) 3 (-,3), 24-26.
Czawdar Czerniew (Bułgaria) 2 (-,2), 24-26.
Jan Halabrin (Słowacja) 2 (2,-), 24-26. Tomas
Kis (Słowacja) 2 (2,-), 27-28. Dawid Bąk
(Polska) 1 (1,-), 27-28. Stojan Jurijew (Bułgaria) 1 (-,1), 29-30. Sorin Popa (Rumunia) 0
(0,-), 29-30. Florin Barabasu (Rumunia) 0 (,0).
Klasyfikacja drużynowa (federacji): 1.
Polska (Stojanowski, Drabik) 38 pkt.
(23,15), 2. Ukraina (Dubinin, Cukanow) 25
(15,10), 3. Rumunia (Toma, F. Popa) 20
(13,7), 4. Bułgaria (Manew, Minkow) 19
(13,6), 5. Niemcy (Weis) 12 (12,-), 6. Czechy
(Holub, Nowacki) 11 (7,4), 7. Słowacja (Halabrin, Kis) 4 (2,2). Do klasyfikacji drużynowej zaliczano punkty dwóch najlepszych
zawodników reprezentujących daną federację.
MIŁOSZ LIPPKI
NA LODZIE
HATTRICK SVENSSONA!
Stefan Svensson w wielkim stylu wygrał
rozgrywany na szwedzkich torach cykl
Santa Cup. Szwed zwyciężył wszystkie
trzy turnieje i w klasyfikacji końcowej
uzyskał komplet 60 „oczek”. Przypomnijmy, że pierwotnie w imprezie miał wystartować Grzegorz Knapp.
III turniej - Gaevle (29.12.2010)
1. Stefan Svensson (Szwecja) 14+3, 2.
Antonin Klatovsky (Czechy) 13+2, 3. PerOlof Serenius 13+3+1, 4. Per-Anders Lindstroem (obaj Szwecja) 14+0, 5. Johnny
Tuinstra (Holandia) 9+2, 6. Peter Koij 10+1,
7. Fredrik Johansson (obaj Szwecja) 9+0, 8.
Jan Klatovsky (Czechy) 6, 9. Stefan Pletschacher (Niemcy) 6, 10. Fredrik Olsson 6, 11.
Hans-Olof Olsen 4, 12. Ulf Ledstroem
(wszyscy Szwecja) 4, 13. Charly Ebner (Austria) 4, 14. Jo Saetre (Norwegia) 3, 15. Magnus Lundgren 2, 16. Robert Henderson (obaj
Szwecja) 2.
Klasyfikacja końcowa Santa Cup 2010:
1. Stefan Svensson (Szwecja) 60 pkt., 2.
Antonin Klatovsky (Czechy) 45, 3. Per-Anders Lindstroem 42, 4. Per-Olof Serenius
40, 5. Peter Koij (wszyscy Szwecja) 39, 6.
Johnny Tuinstra (Holandia) 37, 7. Fredrik Johansson (Szwecja) 34, 8. Jan Klatovsky
(Czechy) 19, 9. Fredrik Olsson 17, 10. Ulf
Ledstroem 16, 11. Robert Henderson 15, 12.
Hans-Olof Olsen (wszyscy Szwecja) 15, 13.
Stefan Pletchascher (Niemcy) 15, 14. Charly
Ebner (Austria) 15, 15. Tommy Flyktman (Finlandia) 8, 16. Lars Ringberg (Szwecja) 5, 17.
Jo Saetre (Norwegia) 5, 18. Robert Gjersvold
4, 19. Daniel Johansson 3, 20. Magnus Lundgren 2, 21. Joakim Soederstroem 2, 22. Joakim Plyhm (wszyscy Szwecja) 0.
ML
Adams, Holder, Stead, Ward i Batchelor.
Lista i pozycje zawodników, którzy wzięli
udział w trzech turniejach pożegnalnych
Leigh Adamsa (na pierwszym miejscu turniej w Lesznie, a następnie w Swindon i
Mildurze): Leigh Adams (2,1,2), Chris Holder
(6,2,7), Troy Batchelor (16,9,1), Simon Stead
(14,4,10), Darcy Ward (15,10,3), Cameron
Woodward (-,11,4), Justin Sedgmen (-,14,5),
Richard Sweetman (6,-,15), Jason Lyons (,16,8), Adrian Miedziński (1,-,-), Greg Hancock (3,-,-), Matej Zagar (-,3,-), Jason Crump
(4,-,-), Damian Baliński (5,-,-), Mads Korneliussen (-,5,-), Jason Doyle (-,-,6), Rafał Dobrucki (7,-,-), Tai Woffinden (-,7,-), Hans N.
Andersen (-,8,-), Maciej Janowski (8,-,-),
Ricky Kling (-,-,9), Janusz Kołodziej (9,-,-),
Jarosław Hampel (10,-,-), Przemysław
Pawlicki (11,-,-), Tyron Proctor (-,-,11), Steve
Johnston (-,-,12), Jurica Pavlic (12,-,-), Steve
Johnston (-,-,12), Kozza Smith (-,-,13), Shane
Parker (-,13,-), Grzegorz Zengota (13,-,-),
Cory Gathercole (-,-,14), Brian Karger (-,15,), Jake Anderson (-,-,16), Mark Jones (-,-,17),
Sławomir Musielak (17,-,-), Piotr Pawlicki
(18,-,-), Ryan Sedgmen (-,-,18)
MIŁOSZ LIPPKI
W. BRYTANIA
NEW YEAR CLASSIC
NEWPORT (2.01.2011)
W walijskim Newport odbył się tradycyjny turniej noworoczny. To pierwsze zawody roku w sporcie żużlowym na
świecie. Zwyciężył nieoczekiwanie Lee
Smart, który w rundzie zasadniczej zdobył
osiem punktów, a w półfinale był drugi. 23letni Brytyjczyk w całych zawodach wygrał
raptem jeden bieg, a był nim właśnie finał.
- Nie nastawiałem się na zwycięstwo w turnieju - przyznaje Smart. - Start traktowałem
jako zabawę. Tor był bardzo podstępny z wieloma dziurami. Z tego powodu niewielu zawodników decydowało się na walkę na
całego. Mimo wszystko wygrana sprawiła mi
satysfakcję i mam nadzieję, że moim kibicom
na początku roku dała trochę przyjemności.
1. Lee Smart 8+2+3 (2,2,2,2), 2. David
Howe 11+3+2 (3,2,3,3), 3. Ben Barker
(wszyscy W. Brytania) 9+2+1 (2,3,3,1), 4.
Kevin Doolan (Australia) 11+3+0 (3,3,3,2), 5.
Leigh Lanham 10+1 (3,3,1,3), 6. Mark Simmonds 6+1 (1,1,2,2), 7. Steve Boxall 5+w
(2,2,w,1), 8. Adam Roynon (wszyscy W. Brytania) 3+u (0,0,0,3), 9. Andreas Westlund
(Szwecja) 3 (1,1,0,1), 10. (R1) Jaimie Pickard
0 (2,w), 11. Patrick Tarp 2 (d,1,1,0), 12. Lewis
Bridger (wszyscy W. Brytania) 1 (1,d,-,-), 13.
(R2) Henning Loof (Niemcy) 1 (1,u), 14. Carl
Wilkinson (W. Brytania) 0 (d,-,-,-).
NCD uzyskał w III wyścigu KEVIN DOOLAN - 60,0 s
WRACA GALA W TELFORD
Po dwóch latach przerwy wyścigi motocykli żużlowych na lodzie wracają na lodowisko w brytyjskim Telford.
Ostatni raz żużlowcy ścigali się tam w lutym
2008 roku. Wtedy triumf święcił Martin Smolinski. Jedynym Polakiem w stawce był
Marek Mróz, który zajął czternaste
miejsce.
W sezonach 2009 i 2010 turniejów w Telford
nie rozgrywano. Było to o tyle smutne, gdyż
przerwano wspaniałą tradycję. Pierwszy turniej odbył się tam bowiem 1986 w roku i nieprzerwanie do 2008 rozegrano dwadzieścia
trzy roczniki interesującego współzawodnictwa.
Lodowa gala w Telford zawsze składała
się z trzech imprez. Najpierw rozgrywany był
testmecz pomiędzy Anglią a Resztą Świata,
następnie turniej par, a potem główny punkt
wieczoru, czyli indywidualne mistrzostwa
Wielkiej Brytanii na lodzie (oficjalnie turniej
nosi taką nazwę od sezonu 1989).
W historii na start decydowało się niewielu Polaków. Debiutował wychowanek
Motoru Lublin Marek Kępa, który wystartował w 1995 roku. Później "ślizgali" się
jeszcze bracia Gollobowie, Jarosław Hampel, Adam Skórnicki, Krzysztof Pecyna,
Adam Pietraszko i wspomniany Marek Mróz.
Start w edycji 2011 potwierdzili już Edward
Kennett, David Howe, Thomas Joergensen,
SPEED WAY NA ŚWIECIE
Martin Smolinski, Lee Smart i Tony Atkin.
Program XXIII Gali
w Telford (13.02.2011)
Mecz Anglia - Reszta Świata (godz. 16
czasu polskiego, zaplanowano trzynaście wyścigów), Turniej Par o Puchar Speedway
Stara (po zakończeniu testmeczu, zaplanowano siedem wyścigów), 21. Otwarte Mistrzostwa
W.
Brytanii
(godz.
20.30,
zaplanowano dwadzieścia wyścigów). Ceny
wejściówek: dzieci 5-15 lat - 5.50 funtów i
10.50 funtów (w zależności od sektorów), dorośli - 15.50 funtów i 17.50.
Historia turniejów indywidualnych w Telford (zwycięzcy i miejsca Polaków: 1986 Hans Nielsen (Dania), 1987 - Jan Andersson
(Szwecja), 1988 - Jan Andersson (Szwecja),
1989 - Andy Campbell (W. Brytania), 1990 Andy Campbell (W. Brytania), 1991 - Andy
Campbell (W. Brytania), 1992 - Graham
Jones (W. Brytania), 1993 - Per Jonsson
(Szwecja), 1994 - Hans Nielsen (Dania), 1995
- Hans Nielsen (Dania) (15. Marek Kępa),
1996 - Wayne Broadhurst (W. Brytania) (10.
Tomasz Gollob, 14. Jacek Gollob), 1997 Ronnie Correy (USA), 1998 - Marian Jirout
(Czechy), 1999 - Paul Hurry (W. Brytania)
(13. Tomasz Gollob), 2000 - Wayne Broadhurst (W. Brytania), 2001 - Jan Staechmann
(Dania), 2002 - Wayne Broadhurst (W. Brytania) (7. Jarosław Hampel, 16. Adam Skórnicki), 2003 - Jan Staechmann (Dania), 2004
- Jan Staechmann (Dania), 2005 - Kristian
Lund (Dania) (13. Krzysztof Pecyna), 2006 Marian Jirout (Czechy) (7. Adam Pietraszko,
14. Adam Skórnicki), 2007 - Wayne Broadhurst (W. Brytania), 2008 - Martin Smolinski
(Niemcy) (14. Marek Mróz).
MIŁOSZ LIPPKI
H OL AN DI A
„GALI” NIE BYŁO...
Zaplanowana na 29 grudnia w hali w holenderskim Exloo Indoor Speedway Gala
została odwołana! Rozgrywany w hali turniej miał dwunastoletnią historię. Jak poinformował organizator MSC Siddeburen
powodem odwołania jest zły stan nawierzchni w hali w Exloo. Działacze mają
nadzieję, że w sezonie 2011 uda się powrócić do tradycji.
Indoor Speedway Gala to turniej halowy,
który rozgrywany był w ostatnich dniach roku.
Z racji osobliwego terminu zyskał sobie renomę choć w ostatnich rocznikach obsada
była nieco słabsza.
Ostatni turniej w Exloo rozegrany pod koniec 2009 roku wygrał Dirk Fabriek (Holandia)
przez Stephenem Kattem (Niemcy) i Henry
van der Steenem (Holandia).
Odwołania Gali 2010 jest niechlubnym
uwieńczeniem jednego z najgorszych sezonów żużlowych w Holandii od dawien
dawna.
Żużel w tym kraju znalazł się na ostrym
zakręcie. Brakuje młodych talentów. Wielu
zawodników zakończyło kariery. Na dodatek pierwszy raz od lat nie udało się przeprowadzić cyklu o IM kraju. Odbył się tylko
jeden turniej...
Jednak bez Knappa...
W Święto Trzech Króli w niewielkiej
austriackiej miejscowości Weissenbach (około 1,5 tys. mieszkańców)
rozegrano turniej w wyścigach motocyklowych na lodzie z udziałem europejskiej czołówki. Z zawodach miał
wystartować Polak Grzegorz Knapp.
Niestety, najlepszy Polak ścigający
się na lodzie w okolicach Monachium
utknął w zatorze drogowym.
Turniej wygrał Franz Zorn, który na
450-metrowym torze zwyciężył wszystkie swoje wyścigi. Na drugim i trzecim
miejscu uplasowali się bracia Klatovscy
z Czech. Czwarty był Holender Tuinstra,
który w tym sezonie powrócił do wyczynowego ścigania i prezentuje się coraz
lepiej.
1. Franz Zorn (Austria) 15
ML
(3,3,3,3,3), 2. Antonin Klatovsky (Czechy) 14 (3,2,3,3,3), 3. Jan Klatovsky
(Czechy) 11+3 (2,2,3,2,2), 4. Johnny
Tuinstra (Holandia) 11+2 (2,1,2,3,3), 5.
Guenther Bauer (Niemcy) 11+ns
(3,3,2,u,3), 6. Harald Simon (Austria) 10
(1,3,1,3,2), 7. Martin Posch (Austria) 10
(1,2,3,2,2), 8. Charly Ebner (Austria) 8
(3,1,2,2,0), 9. Thomas Wiest (Niemcy)
6 (2,2,1,u,1), 10. Max Niedermaier (Niemcy) 6 (2,1,1,1,1), 11. Martin Leitner
(Austria) 4 (0,3,0,0,1), 12. Mario
Schwaiger (Austria) 4 (0,0,2,0,2), 13.
Christof Kirchner (Niemcy) 3 (0,0,0,2,1),
14. Markus Jell (Niemcy) 3 (1,1,0,1,0),
15. Josef Kreuzberger (Austria) 2
(1,0,0,1,0), 16. Dirk Fricke (Niemcy) 1
(0,0,1,0,0).
M.L.
Zagar rekordzista...
Tradycyjnie „Tygodnik Żużlowy” w
pigułce podsumowuje sezon na krajowych torach całego świata. Prezentujemy mistrzów wszystkich
krajów, gdzie tylko są oni wyłaniani.
Jednakże w tabeli uwzględniliśmy
wszystkie kraje, gdzie jest uprawiany
sport żużlowy choćby w zupełnie
okazjonalnym stopniu (np. Bułgaria
czy Belgia).
Dziewięć tytułów mistrza Słowenii ma już na swoim koncie Matej Zagar.
Fot. Sebastian Mitek (PhotoPress)
Wyjątkowego pecha mieli Słowacy
z Żarnovicy. Reaktywowany przed rokiem krajowy czempionat w sezonie
2010 był dwukrotnie przekładany z powodu nieprzychylnej aury. Ostatecznie
nie znaleziono wolnego terminu.
Wielu zawodników śrubuje w swoich krajach rekordy. I tak Matej Zagar
po raz dziewiąty został mistrzem Słowenii, Manuel Hauzinger po raz ósmy mistrzem
Austrii,
stały
bywalec
nowozelandzkich torów Anglik Jason
Bunyan po raz siódmy mistrzem Nowej
Zelandii, Rune Sola po raz piąty mistrzem Norwegii, a Alexandru Toma po
raz piąty mistrzem Rumunii. Jakże
skromnie wygląda przy tym drugi w
karierze tytuł IM Polski Janusza
Kołodzieja...
Nie udało się natomiast po raz ósmy
wygrać IM Chorwacji znanemu w Polsce Juricy Pavliciowi, którego ubiegł
Dino Kovacic. Na uwagę zasługuje
wyczyn Rosjanina Artema Łaguty,
który jako jedyny na świecie zawodnik wywalczył trzy tytuły mistrzowskie w swoim kraju, a mianowicie
zdobył złoto indywidualnie wśród seniorów
i
juniorów,
a
także
drużynowo. Dodajmy jeszcze, że
Artem Łaguta zdobył wicemistrzostwo Łotwy Juniorów...
Kraj (federacja)
IM seniorów
IM juniorów
Drużynowe Mistrzostwa
Argentyna (CAMOD)
Adrian Rymel (CZ, 1)
Australia (MA)
Chris Holder (2)
Darcy Ward
Austria (OeAMTC)
Manuel Hauzinger (8)
Belgia (FMB)
Bułgaria (BMF)
Chorwacja (HMS)
Dino Kovacic (1)
Dino Kovacic
Czechy (ACCR)
Matej Kus (1)
Jan Holub
Grepl PDK Mseno
Dania (DMU)
Kenneth Bjerre (1)
Rene Bach
Slangerup SK
Finlandia (SML)
Kauko Nieminen (2)
Timo Lahti
Haukat Lahti
Francja (FFM)
David Bellego (1)
Holandia (KNMV)
Thomas Soerensen (Dania, 1) Kanada (CMA)
Aaron Hesmer (4)
Łotwa (LaMSF)
Grigorij Łaguta (Rosja, 2)
Artem Łaguta (Rosja)
Niemcy (DMSB)
Martin Smolinski (3)
Erik Pudel
AC Landshut
Norwegia (NMF)
Rune Sola (5)
NMK Drammen
Nowa Zelandia (MNZ)
Jason Bunyan (W. Brytania, 7) Dale Finch
Polska (PZM)
Janusz Kołodziej (2)
Maciej Janowski
Unia Leszno
Rosja (MFR)
Artem Łaguta (1)
Artem Łaguta
Wostok Władywostok
RPA (MSA)
Mac Magill (2)
Gio Nunes
Rumunia (FRM)
Alexandru Toma (5)
Adrian Gheorghe
Słowacja (SMF)
--Słowenia (AZMS)
Matej Zagar (9)
Aleksander Conda
AMTK Ljubljana
Szwecja (SVEMO)
Andreas Jonsson (4)
Dennis Andersson
Elit Veltanda
Ukraina (FMU)
Aleksandr Borodaj (1)
Kirył Cukanow
Turbina Bałakowo (Rosja)
USA (AMA)
Billy Janniro (2)
Bryce Starks
Węgry (MAMS)
Jozsef Tabaka (1)
SpeedWolf Debreczyn
Wielka Brytania (ACU)
Chris Harris (3)
Joe Haines
Coventry Bees
Włochy (FMI)
Mattia Carpanese (4)
Dario Del Torre
ASM Hellas Verona
Uwaga: liczba po nazwisku mistrza seniorów oznacza ilość tytułów mistrzowskich (dotyczy tylko IM seniorów)
Opracował: MIŁOSZ LIPPKI
BIOG RAF IA JANA ZĄBIK A
TO ŚWIETNY PREZEN T NA K AŻDĄ OK AZJĘ!
Książka opisuje karierę toruńskiego żużlowca, jego życie prywatne i pracę trenerską. Przy okazji poznać można
spory kawałek historii czarnego sportu w Toruniu, od czasów Mariana Rose po sukcesy ostatnich lat. Książka ma
miękką oprawę, 256 stron i jest bogato ilustrowana. Cena – 29 złotych (w tym jest już koszt przesyłki.
POLECAMY TAKŻE:
„ŻUŻLOWCY ZNANI I LUBIANI – JAROSŁAW HAMPEL” - 29 zł.
„ŻUŻLOWE ABC”: tom I - 29 zł, II - 29 zł, III - 24 zł, IV - 24 zł, VI - 29 zł, VII - 29 zł, VIII – 29 zł, IX – 31 zł; za dziewięć
tomów - 189 zł.
„ASY ŻUŻLOWYCH TORÓW”: - Jan Ząbik - 29 zł, Andrzej Wyglenda - 32 zł, Henryk Żyto – 31 zł, za trzy tomy
(Ząbik, Wyglenda, Żyto) – tylko 65 złotych.
,,ŻUŻLOWE MISTRZOSTWA”: tom I (MIMP) - 21 zł, II (MPPK) – 21 zł, III (MDMP) – 22 zł, IV (MMPPK) – 18 zł, V (IMP
1932-68) – 21 zł, VI (IMP 1969-85) – 21 zł, VII (IMP 1986-2009) – 21 zł; za siedem tomów – 109 zł.
„PASJE LUDWIKA DRAGI” - 33 zł.
Wszystkie kwoty zawierają koszt przesyłki. Aby nabyć książki należy wymienione kwoty przesłać przekazem pocztowym na adres: FIRMA WYDAWNICZA ,,DANUTA” DOBRUSZEK; skr. pocztowa 19; 64-100 Leszno 6 w miejscu
na korespondencję wpisując tytuły zamawianych książek. Możesz ułożyć swój dowolny zestaw książek – napisz
meila: [email protected] lub zadzwoń: 695 934-936. Więcej na stronie: www.ksiazkizuzlowe.pl
Pr o mo cyjn a sp r ze d aż ks ią żk i o Ja ni e Zą b ik u
p o dc za s M is t rzo st w To r un ia n a lo dzi e - 1 6 st ycz nia 2 0 11 .
TYGODNIK ŻUŻLOWY
21
Holder
osiągnął cel
Rok 2010 i występy w cyklu Grand Prix
Chris Holder potraktował jako zbieranie
doświadczenia.
Fot. Michał Szmyd
Przed sezonem 2010 Chris Holder
debiutował w cyklu Grand Prix, a za
cel stawiał sobie utrzymanie się w
pierwszej ósemce. - Było to moim
celem na tamten sezon i to się udało, to
był bardzo udany rok. Chcę jednak by
kolejny sezon był jeszcze lepszy i już
teraz o tym myślę - mówi 23-letni Australijczyk.
W debiutanckim sezonie w Grand Prix
Holder zdołał wygrał jeden z turniejów,
uczynił to w Cardiff, a w finale pokonał
między innymi swojego rodaka, Jasona
Crumpa. W tamtym turnieju w jednym z
wyścigów pokazał prawdziwy charakter,
starł się właśnie z broniącym mistrzowskiego tytułu Australijczykiem. Najpierw
walka pomiędzy nimi trwała na torze,
a po zakończeniu wyścigu obaj panowie mieli sobie sporo do wyjaśniania, doszło nawet do przepychanek
na łokcie. Jednak po wytłumaczeniu
sobie spraw spornych, obaj po finale
gratulowali sobie postawy na torze.
Jednak kolejny sezon wcale nie
musi być dla młodego Australijczyka
lepszy, czeka go sporo pracy przed
drugim rokiem rywalizacji w elicie.
Osiągnął stabilizację we wszystkich ligach, w których startuje. W Polsce
nadal będzie jednym z liderów Unibaksu Toruń, w Szwecji zawodnikiem Lejonen
Gislaved,
wicemistrzów
Elitserien, nie zmienił klubu także w Anglii, nadal będzie jeździł dla Poole „Pirates”.
Jeszcze jeden cel udało się
osiągnąć Holderowi w sezonie 2010,
po raz pierwszy w historii startów
jego i Emila Sajfutdinowa w mistrzostwach świata, był sklasyfikowany
wyżej od Rosjanina. Jest jednak
jedno, „ale”, Sajfutdinow musiał przez
sporą część sezonu pauzować z powodu kontuzji. Sajfutdinow jest dodatkową motywacją dla Holdera, musi
bowiem udowodnić, że jest lepszy
nawet wtedy, gdy Rosjanin będzie jeździł we wszystkich turniejach.
MJ
Fot. Jarosław Pabijan
22
Nr indeksu 378968 ISSN 1231- 4013
Adres Redakcji:
64-100 Leszno, ul. Niepodległości 55
Fax: 65 6195072, tel: (0-65) 529-95-94
Poczta elektroniczna e-mail:
[email protected]
www.tygodnikzuzlowy.pl
REDAGUJE KOLEGIUM
Redaktor naczelny
Adam Zając
[email protected]
Z B YD G O S Z C Z Y
Spotkanie z Gapińskim
ŻKS Polonia Bydgoszcz zaprasza
do Centrum Handlowego Rondo w
Bydgoszczy, gdzie od 9 do 30 stycznia odbywać się będzie wystawa trójwymiarowej sztuki ulicy. Kluczowym
elementem akcji będzie stworzenie
dzieła prezentującego żużlowe ewolucje. Obraz ten namaluje jeden z nielicznych
artystów
na
świecie
specjalizujący się w malarstwie 3D Manfred Stader. Praca powstanie w
ciągu pierwszych trzech dni wystawy i
stanowić będzie jej główny element.
Poza dziełem nawiązującym do czarnego sportu, zaprezentowane zostanie
jeszcze siedem innych trójwymiarowych
prac. Każda z nich zajmie powierzchnię
około 15 metrów kwadratowych.
To nie jedyna atrakcja, która powinna zachęcić sympatyków czarnego sportu do odwiedzenia
wystawy. Przy tej okazji klub zaprezentuje nowego zawodnika Polonii Bydgoszcz - Tomasza Gapińskiego i
umożliwi mu jak najszybszą aklimatyzację w nowym otoczeniu. W dniu zakończenia prac przy tworzeniu
żużlowego dzieła (11 stycznia) o godzinie 16.30 zawodnik pojawi się w
CH Rondo. Po spotkaniu kibice będą
mieli okazję zrobienia pamiątkowego
zdjęcia.
Zainteresowani
Pawlickimi
W ostatnich dniach pojawiło się
wiele spekulacji dotyczących zakontraktowania w Polonii Bydgoszcz
Taia Woffindena. Brytyjczyk ma
ważny kontrakt z Włókniarzem Częstochowa, jednak ze względu na niską
KSM (4,11) trudno będzie mu znaleźć
miejsce w drużynie spod Jasnej
Góry. Chcąc rozwiać wszelkie wątpliwości kibiców i dziennikarzy Jacek
Wojciechowski, prezes Polonii, powiedział: - Nie wykluczam zakontraktowania Taia Woffindena na sezon 2011.
Od razu jednak chciałbym zaznaczyć,
że nie jestem zainteresowany wypożyczeniem Brytyjczyka. Mając na
uwadze długoletnią strategię budowy
drużyny, chcę pozyskiwać wyłącznie
zawodników, którzy mają wolną rękę w
negocjacjach z naszym klubem. Tylko
wtedy, gdy Woffindenowi uda się rozwiązać kwestię ważności swojej umowy
z Włókniarzem, będę chciał złożyć mu
stosowną ofertę.
Wbrew informacjom, które pojawiły się
w niektórych mediach, ewentualne zakontraktowanie zawodnika nie jest niemożliwe ze względu na jego średnią
KSM. Tai Woffinden nie stanowiłby
konkurencji dla bydgoskich młodzieżowców, a zajmowałby miejsce
jednego z seniorów. W takim przypadku łączna KSM drużyny nie przekroczy maksymalnej granicy 42
punktów.
Wątpliwości kibiców budzi również
kwestia braci Pawlickich, których
przynależność klubowa wciąż jest
niewyjaśniona. - Nadal jestem zainteresowany tymi zawodnikami, jednak na
razie nie otrzymaliśmy żadnej oferty z
Zastępca redaktora naczelnego:
Mateusz Zając
Sekretarz redakcji:
Wiesław Dobruszek
[email protected]
Redaktor techniczny:
Artur Jóska
[email protected]
Członkowie kolegium:
Adam Jaźwiecki,
Miłosz Lippki, Przemysław Szymkowiak,
Jerzy Rusko - PhotoPress
Zespół i współpracownicy:
Waldemar Bałda - Kraków, Krzysztof Błażejewski - Bydgoszcz, Bartłomiej Czekański - Wrocław, Jarosław Galewski-Poznań, Jarosław Handke-Rawicz, Bogdan
Hućko - Krosno, Łukasz Jażdżewski-Opole, Mikołaj
Juskowiak - Leszno, Dariusz Józefczak - Wrocław,
ich strony - przekazał Jacek Wojciechowski.
Urzędnicy i działacze
ukarani
W bydgoskim sądzie wydano wyroki w sprawie dotacji miejskich dla
nieistniejącego już klubu wielosekcyjnego BKS Polonia. Chodzi o
sprawę sprzed siedmiu lat, gdy we
władzach klubu zasiadali znani
działacze, a członkiem zarządu był
też m.in. Tomasz Gollob.
Wówczas miejskie dotacje (w Bydgoszczy rządził wtedy Sojusz Lewicy
Demokratycznej) nie były przeznaczane
na opłaty za media, lecz działalność
sekcji żużlowej (w owym czasie w klubie funkcjonowały też sekcje tenisa
ziemnego, dżudo i piłki nożnej). Suma
około czterystu tysięcy złotych została zdaniem prokuratury źle spożytkowana, a na ławie sądowej usiedli
m.in.: były prezes klubu Lech R. i
były członek zarządu Bogdan S.
Przestępstwa karno-skarbowe prokuratura zarzuciła także żużlowcowi
Tomaszowi G. oraz jego ojcu
Władysławowi.
W minionym tygodniu przed bydgoskim Sądem Rejonowym zapadły
wyroki skazujące na wszystkich
oskarżonych. Byli urzędnicy z ratusza
zostali skazani na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata i 100 stawek
dziennych po 20 złotych (2000 złotych),
Lech R. i Bogdan S. - 150 stawek dziennych po 90 złotych (13500 złotych),
Władysław G. 280 stawek po 70 złotych
(19600 złotych), a Tomasz G. 150 stawek po 90 złotych (13500 złotych).
Plebiscyty...
Tomasza Golloba uznano sportowcem 50-lecia w plebiscycie regionalnego dziennika, „Gazety Pomorskiej”.
Zawodnik jest też wśród dwudziestu
kandydatów wytypowanych przez „Gazetę Wyborczą” z Bydgoszczy w plebiscycie
na sportowca 90-lecia Polonii Bydgoszcz.
Pionierskie
przedsięwzięcie
Jak doniósł „Przegląd Sportowy”,
w czerwcu firma Tomasza Golloba,
ma wejść na giełdę NewConnect. Chcę być pierwszym polskim sportowcem, który to zrobi sam, pod własnym
nazwiskiem - powiedział „PS” Tomasz
Gollob. - Pionierskie przedsięwzięcia z
reguły są intrygujące, a w tym przypadku dodatkowo gram o wielką
stawkę. Zdobyłem w ubiegłym roku
złoty medal, ale młodszy już nie będę.
Muszę myśleć o tym, jak będzie wyglądało moje życie po zakończeniu kariery. Właśnie dlatego na bazie swojego
wizerunku założyłem firmę. To nie jest
łatwy projekt. Wręcz przeciwnie. Jednak
zajmą się tym moi prawnicy i ludzie specjalizujący się w tego rodzaju przedsięwzięciach - wyznał Tomasz Gollob
(jego spółka ma się zajmować
działalnością promocyjną, marketingową i public relations).
(szyk)
Tomasz Kabat-Wrocław, Maciej Kmiecik-Ostrów, Radosław Kossakowski - Gniezno, Grzegorz Leśniak Krosno, Miłosz Lippki - Bydgoszcz, Daniel Ludwiński-Toruń, Rafał Piotrowski-Częstochowa, Łukasz
Mordarski - Tarnów, Robert Noga - Tarnów, Jacek
Portala - Poznań, Tomasz Rosochacki - Gdańsk,
Magdalena Skorupska-Łódź, Tomasz SmolarekCzapiewski - Grudziądz, Marek Staniszewski - Zielona Góra, Wiesław Szmagaj - Piła, Przemysław
Szymkowiak - Bydgoszcz, Wojciech Szubartowski Lublin, Mirosław Wieczorkiewicz - Gorzów, Andrzej
Zaguła - Częstochowa.
Korespondenci zagraniczni:
Jerzy Kraśnicki - Anglia, Jiri Kotek - Czechy, Magnus
Larsson - Szwecja, Artem Szewczenko - Rosja, Niels
Wedel - Dania
Fotoreporterzy:
Edward Baldys - Leszno, Mieczysław Bielak - Lublin,
TYGODNIK ŻUŻLOWY
Ugaszono pożar
Miniony sezon 2010 był bardzo nieudany dla żużlowców KSM Krosno.
Klęska sportowa zachwiała stabilnością finansową klubu. Jednak
jeszcze nigdy w historii krośnieńskiego żużla kaprysy aury nie miały
aż tak negatywnego wpływu na funkcjonowanie klubu jak w ubiegłym
roku.
Przekładne,
odwoływane
mecze, podtapiany stadion, coraz
mniejsza frekwencja na trybunach,
skumulowanie sześciu imprez żużlowych w lipcu (jaki portfel domowy na
biednym Podkarpaciu wytrzyma
takie wydatki?), całkowicie rozregulowały budżet klubu, któremu pod
koniec roku groził nawet całkowity
upadek.
Zarząd KSM Krosno ugasił jednak
pożar, wyprowadza klub na prostą i
widmo zawieszenia działalności zostało oddalone. - Budżet w ubiegłym
roku dawał nam szanse wyjścia na
zero. Frekwencja na pierwszym meczu
była bardzo dobra. Potem jednak powodzie, katastrofa w Smoleńsku,
ulewne deszcze, kolejne odwołane
mecze i zaczęliśmy łapać zadyszkę.
Nikt nie chciał, żeby w Krośnie upadł
żużel. Ponieśliśmy 74 tysiące złotych
strat. Stawki dla zawodników były za
wysokie. I to był nasz błąd - powiedział
Wojciech Zych, wiceprezes klubu
podczas tradycyjnego spotkania z kibicami.
Personalnie drużyna KSM-u była
mocna, miała w składzie kilku znanych zawodników. - Okazało się, że
same nazwiska nie jeżdżą - nie krył
rozczarowania prezes Janusz Steliga.
Sytuacja w trakcie sezonu była
chwilami dramatyczna. - Do meczów
ligowych zaczęliśmy dokładać pieniądze pochodzące ze przedsprzedaży
biletów na półfinał Indywidualnych Mistrzostw Polski z udziałem Tomasza Golloba - ujawnił Wojciech Zych. Całe
szczęście, że Krosno otrzymało organizację zawodów w mocnej obsadzie, o
co władze klubu zabiegały w GKSŻ. Na
przyjeździe przyszłego mistrza świata
klub zarobił, stąd i deficyt po sezonie
mniejszy.
Wojciech Zych przeprosił kibiców
za to, że w trakcie sezonu awizowani
wcześniej zawodnicy na poszczególne mecze byli zastępowani tańszymi. - Frekwencja na trybunach była
coraz mniejsza i byłoby po żużlu w
Krośnie - powiedział.
Wpływy od sponsorów też były
mniejsze w porównaniu z wcześniejszym sezonem. Jeżeli z tego tytułu
kasę klubową w 2009 roku zasiliła
kwota ponad 160 tysięcy złotych, to
w 2010 roku już tylko 107 tysięcy
złotych. - To skutki kryzysu na Podkarpaciu - tłumaczy prezes Janusz Steliga. - Proszę mi wierzyć, jeździmy,
błagamy potencjalnych darczyńców.
Nawet z Rzeszowa nam podbierają
sponsorów. Kryzys coraz większy. Za
tamten rok jeszcze wszyscy nie
zapłacili...
Zmniejszyła się też liczba podmiotów i firm wspierających krośnieński
żużel z 87 w 2009 roku do 43 w
ubiegłym sezonie. Z gminy Krosno
do klubowej kasy wpłynęło 53 tysiące złotych dotacji. - Pomoc miasta
jest bardzo duża. Za dzierżawę pomieszczeń, wodę i gaz nie płacimy.
Mamy to za darmo - podkreślał Wojciech Zych. Późną jesienią rozpoczęła się przebudowa bandy na
stadionie. Na pierwszy etap modernizacji toru z kasy miejskiej klub
otrzymał 100 tysięcy złotych. - Myślę,
że przed 15 marca tor z nową bandą
będzie do odbioru - zaznaczył prezes
Janusz Steliga.
Klub otrzymał warunkową licencję
na sezon 2011. - Sukcesywnie
spłacamy zawodników. Jedynie Krzysztof Stojanowski nie zaczekał, czym
mnie bardzo zaskoczył, i oddał sprawę
do sądu. Jest już spłacony - powiedział
Wojciech Zych. - Osobiście miałem
wszystkiego dosyć po zakończeniu sezonu. Postanowiliśmy jednak, że spróbujemy zawalczyć. Cel na 2011 rok to
wyprostować się, podnieść się z kolan...
Ubiegłoroczny budżet, jeszcze z
długami i zaległościami wobec zawodników, zamknie się kwotą 600 tysięcy złotych. Klub zrzesza tylko 21
członków. Roczna składka wynosi 60
złotych. - Zapraszam wszystkich chętnych do pracy w klubie. Gdyby było na
przykład 200 osób płacących składki, to
byłoby pięknie - zachęcał prezes Janusz Steliga. - Działamy społecznie.
Nikt z nas pieniędzy nie bierze - dementował plotki wiceprezes Wojciech Zych.
Ze względu na sytuację finansową
klubu, na tegoroczny sezon zakontraktowano młodych zawodników. - Skład
na miarę naszych finansów i możliwości
- podkreślił Janusz Steliga.
W marcu klub zdecyduje co będzie
dalej ze szkółką żużlową, której
koszty utrzymania są duże. - Jeżeli
nie będzie nas stać, to zrezygnujemy zapowiedział Wojciech Zych. Praktycznie nie ma warsztatu, nie ma
sprzętu, a ten co pozostał jest już
całkowicie zużyty. Zdaniem władz
klubu sporo chłopców przewinęło się w
poprzednim sezonie, ale najczęściej po
jednym treningu już więcej się nie pojawili. Mateusz Wieczorek jeździł z Ireneuszem Kwiecińskim na treningi do
Rzeszowa i Tarnowa. - Z trzech zrobionych silników, co kosztowało 2850
złotych, dwa miał do dyspozycji Mateusz Wieczorek - powiedział trener Ireneusz Kwieciński. 15-latek, któremu
bardzo pomaga rodzina, zdał licencję
i jest w tej chwili jedynym w drużynie
wychowankiem krośnieńskiego klubu.
Klub nie ustalił jeszcze cen biletów
na mecze w nowym sezonie. - Na
pewno nie podrożeją - zadeklarował
Wojciech Zych.
BOGDAN HUĆKO
Wciąż pojawia się sporo spekulacji
dotyczących składu rzeszowskiej
drużyny w nadchodzącym sezonie.
Chociaż w sumie najważniejsze już wiadomo, to jednak pozostaje pytanie - kto
jeszcze? Nikt ze sterników rzeszowskiej
drużyny nie chce zdradzać żadnych
szczegółów, ale w stolicy Podkarpacia
pojawiły się pewne pogłoski, że do
drużyny Dariusza Śledzia dołączyć
może Słoweniec Matej Ferjan. Trzeba
przyznać, że byłby to prawdopodobnie
bardzo pożyteczny zakup dla rzeszowian, bo Ferjan zawsze imponował skutecznością na stadionie przy ul.
Hetmańskiej. Czy jednak w tej plotce
jest ziarnko prawdy? Przekonamy
się pewnie niebawem...
M.CZ.
Stanisław Malas - Poznań, Jarosław Pabijan - Bydgoszcz, Rafał Paszek - Leszno, Jacek PiotrowskiGrudziądz, Adrian Skorupski - Łódź, Michał Szmyd Bydgoszcz, Jerzy Rusko - Wrocław, Stanisław Szalak - Lublin.
Materiałów nie zamówionych redakcja nie
zwraca. Zastrzega sobie prawo do opracowania
redakcyjnego i skracania tekstów. Za treść
ogłoszeń redakcja nie odpowiada.
WYDAWCA: Leszno, ul. Niepodległości 55
Dział Wydawniczo-Kolportażowy
Dyrektor
Sylwia Zając-Jóska
[email protected]
Ogłoszenia do ,,Tygodnika Żużlowego’’
i ,,Świata Żużla’’ przyjmowane są:
Leszno, ul. Niepodległości 55
Tel. 065 529-95-94
Active V Media Sp. z o.o.
ul. Grzybowska 35, 00-855 Warszawa
Tel. 022 6200477
Druk: POLSKAPRESSE S półka z o.o.
Warszawa, ul. Matuszewska 14.
Prenumerata krajowa:
Ferjan w Rzeszowie?
Skład i łamanie komputerowe:
Artur Jóska, Aneta Lisiecka.
Miał ofertę z Grudziądza
Rozmowa z Damianem Adamczakiem – zawodnikiem Polonii Bydgoszcz
- Jesteś zadowolony ze swoich dotychczasowych startów?
- Jestem zadowolony, że w ogóle
mogę próbować sił w tym sporcie. Jeśli
chodzi o moją jazdę, to mam pewien
niedosyt. Nie mam talentu, ale jak będę
ciężko pracował, to mogę osiągnąć
dobry wynik. Pomału widać postępy.
- Żałujesz czegoś?
- Czy żałuję? Na pewno tego, że tak
późno zacząłem jeździć. Lata lecą, a
mam dużo do nadrobienia. Brakuje mi
jeszcze doświadczenia.
- Rozważasz odejście z Polonii Bydgoszcz?
- Rozważałem wypożyczenie, ale nie
mogłem się dogadać z klubem i raczej
pozostanę w Bydgoszczy.
- Mówiło się o twoim przejściu do
GTŻ-u Grudziądz...
- To prawda. Miałem ofertę przejścia
do grudziądzkiego zespołu. Chciałem z
niej skorzystać, ale niestety...
-?
- Gdy rozmawialiśmy z prezesem o
wypożyczeniu, to powiedział, że zostaję
w Polonii. I tyle. Do nikogo nie mam o
to pretensji.
- Jak wygląda kwestia twojego
sprzętu?
- W zeszłym roku różnie z tym bywało.
Do nowego sezonu chcę się przygotować tak, abym nie musiał już narzekać
na motocykle.
- Z pewnością rozpocząłeś już przygotowania fizyczne?
- Nie do końca. Na razie kuruję się po
kontuzji. Dopiero zaczynam trenować z
chłopakami na sali. Poza tym jeżdżę na
rowerze i crossie, biegam, ćwiczę, a
wkrótce dojdzie jeszcze siłownia.
- Jakie cele stawiasz sobie na
sezon 2011?
- Chciałbym zawiesić sobie poprzeczkę jak najwyżej, ale wiem, że na
wielkie sukcesy jest za wcześnie. Moim
celem będzie dobra jazda we wszyst-
kich zawodach i eliminacja błędów,
które nie sprzyjają osiąganiu dobrych
wyników. I oczywiście życzę sobie sezonu bez kontuzji.
- Wiem, że trudno mówić o sobie,
ale jakie są twoje największe wady i
zalety na torze?
- Moją największą wadą jest jazda na
przyczepnym torze. Za mało kółek zrobiłem na takiej nawierzchni i potrafię się
pogubić. Są jeszcze inne i będę starał
się je eliminować. Zaletą? Trudno mi
powiedzieć. Na pewno osoby, które obserwują moją jazdę lepiej odpowiedziałyby na to pytanie.
- Po wielu latach przerwy, w Bydgoszczy pojawiło się kilku utalentowanych zawodników - ty, Curyło,
Woźniak... Czy ze szkoleniem młod-
zieży jest w Polsce naprawdę tak źle,
jak donoszą o tym media? Polonia
dba o młodych jeźdźców?
- Gdyby klub wcześniej otworzył
szkółkę, to byłbym teraz bardziej doświadczonym zawodnikiem. Teraz pozostaje nadrabiać ambicjami. O
szkoleniu młodzieży to za wiele nie powiem. Wiem, że coraz więcej młodych
chłopaków zdaje licencję i będzie ich
coraz więcej. Dobrą wiadomością
byłoby odważniejsze stawianie na szkolenie polskiej młodzieży, a nie skupianie
się na zawodnikach zagranicznych. A
jeżeli chodzi o Polonię? Moim zdaniem
wszystko idzie w dobrym kierunku.
Rozmawiał:
PRZEMYSŁAW DEKA
Damian Adamczak zaczął przygodę ze sportem żużlowym zbyt późno. - Mam dużo do
nadrobienia - mówi.
Fot. Michał Szmyd
TYGODNIK ŻUŻLOWY
Pieniądze
kupują czas
Jest takie powiedzenie, nie wiem
czy amerykańskie czy angielskie. Nie
ważne. Jest. Co liczy się w karierze
młodzieńca, który chce zrobić karierę? Praca, praca i jeszcze raz
praca. Talent oczywiście. Rozważne
decyzje. Jak mawiają przezorni, życie
to umiejętność przewidywania. Nikt
nie jest jednak jasnowidzem. Trzeba
zatem iść prostą drogą. W sporcie, a
jest w nim niestety bardzo dużo takich negatywnych przypadków,
kiedy talentem interesują się klubowi
wychowawcy młodzieży pojawia się
za plecami tata. Bardzo dobrze kiedy
dba o interesy niedoświadczonego
adepta, źle gdy zaczyna dyktować
monstrualne żądania, które ewidentnie manierują młodego. Wyrasta w
atmosferze roszczeń i w takiej sytuacji rwie się wątek pracy nad sobą.
Gubi obrabianie talentu aby być
dobrym,
najlepszym.
Kasa
przysłania świat. Piszę o tym, gdyż
żużel nie jest pozbawiony ojcowskich mecenasów, którzy widzą w
tym osobisty interes. Pociecha jest
materiałem do bogacenia się za
wszelką cenę. Ile zostało zepsutych
takich talentów?
Prezesi klubowi z jednej strony idą
na takie układy i płacą, z drugiej
zżymają się okrutnie i negocjują warunki. Oczywiście świadkami takich
manewrów są młodzi, którzy jakże
często nie myślą o startach tylko o
potrzebach materialnych i szpanowaniu w środowisku. Przykłady mistrzów mają inne życiorysy, inne drogi
dochodzenia do majątków. Wpierw
wyniki, a potem inwestycje. Trudno
czasem zrozumieć tym, którzy mamieni ofertami tracą sens zrobienia
kariery ponad prowincjonalnej. Speedway jest sportem, w którym relacje
ojciec - syn są nieodłącznym fragmentem istnienia. Dotyczy to zarówno spraw zawodniczych, jak i
sędziowskich, rozmaitych funkcji organizacyjnych związanych z imprezami, turniejami. Mało jest takich
sportów, gdzie rodzinne konotacje
mają takie silne powiązania. Na
pewno jest to przykład do badania
socjologicznego. Podobnie jak i
ożenki młodych, co już kiedyś poruszałem, a wydaje mi się, iż duże niebezpieczeństwo uprawiania żużla
powoduje szybkie wiązanie się z
kimś bliskim, by poczuć się w swojej
rodzinie bezpiecznie. Mieć kogoś na
dobre i złe. Speedway jest nielicznym
sportem, gdzie statystycznie mamy
takie ożenki w młodym wieku. I
rychłe zakładanie rodzin, również
ciekawa sprawa dla socjologów.
Mamy także inne interesujące problemy w obrębie żużla, które wybijają
go na czołówkę nietuzinkowego
sportu, gdzie człowiek rozdaje karty
nie zawsze w emocjach, acz w większości. Mamy przede wszystkim dramaty, które decydują o losie na całe
życie, lub go niweczą okrutnie. Adrenalina powoduje zachowania niekontrolowane, toteż nie bardzo lubię
kiedy reporter na gorąco rozmawia
po jakimś incydencie na torze z zawodnikiem i słowa lecą żywiołowo
jak liście na silnym wietrze. Trzeba
mieć bardzo silne nerwy, opanowanie by nie wypalić jak z armaty i mieć
na sumieniu zdanie, zdania, które nie
mieszczą się w normie. Piłkarze
światowej elity rzucają „fuckami” bez
ograniczeń, co rejestruje kamera telewizyjna. Powiedziałbym, że to jest
normalka, podobnie jak plucie na
murawę, co też wyłapuje sprytnie kamera, a raczej powinno się eliminować takie obrazy. A są sporty wolne
od takich ujęć i wszystko wygląda po
ludzku.
Obecny świat szuka sensacji na
siłę, to co kiedyś nie mieściło się w
wymiarze pisma, gazety, ich poziomu, dziś w pogoni za czytelnikiem, słuchaczem, widzem jest
prezentowane wielokrotnie. Krew,
pot i łzy mamy w zasięgu oczu. Dotyka nas dramat, wciska się wszędzie. Tragedia i twarz wykrzywiona
bólem, jest dla niektórych mediów
pożywką potrzebną jak człowiekowi
tlen. Czy faktycznie tak być musi?
Kiedyś na początku mojej kariery
dziennikarskiej miałem opozycję redakcyjną, która zazdrosna o popularność żużla, brutalnie wekslowała
mnie stwierdzeniami, iż tak się
dzieje, bo kibice są żądni krwi na
torze, uwielbiają tylko wypadki etc.
Wielu nadal tak myśli i nie mam na to
wpływu, bo penetracja ludzkiego nieszczęścia jest obecna teraz niemal
wszędzie. Na ekranie, na pierwszych
stronach gazet. Podobnie, jak i seks
musi być na zamówienie o każdej
porze. Jest jednak ogromna różnica
pomiędzy jednym a drugim, chyba
wiecie gdzie leży przyjemność a nieprzyjemność. Żartów nie ma; krew,
pot i łzy zarabiają na ekranach i
szpaltach. Makabryczny wypadek
publikowany jest dla podnoszenia
oglądalności, nakładu, w pośpiechu
nie analizuje się tych faktów. Odbiór
jest dwuznaczny i wyciska piętno w
nieopierzonych głowach. Ot, co.
Mamy przykłady z życia bulwersujące, bo oto dowiaduję się, że były
sponsor Unii Tarnów, stanie przed
sądem razem jeszcze z trzema osobami. Zarzuty prokuratorskie są bardzo poważne i jest groźba 10 lat
więzienia. Sąd rozstrzygnie. Z jednej
strony mamy klub, dwukrotne mistrzostwo Polski, sponsoring w świetle
jupiterów i mocne nagłośnienie medialne. Z drugiej strony mamy potem
zarzut pod adresem prezesa sponsora o inne sprawy. Kibice mają dylematy oceny moralnej.
Jest o czym rozmawiać i chyba
warto. Milczenie nie jest złotem w
takim przypadku. Mamy więc dyskusje zakulisowe; co jest wartością,
a co blichtrem, co się w życiu liczy, a
co podlega surowej naganie. Nie
każde złoto jest złotem. Nie pieniądze, a charaktery. O tym zresztą
na wstępie napisałem w kontekście
targowiska o talenty. Nie każda
słodka chwila jest słodka, a gorycz
pojawia się w czasie trawienia.
Wszystko ma swój czas. A on bywa
niemiłosiernie cierpliwy.
23

Podobne dokumenty

Radości, szczęścia, zdrowia oraz wielu

Radości, szczęścia, zdrowia oraz wielu UKAZUJE SIĘ OD 25 XI 1990 NR 1 (1050) 2 I 2011 R.

Bardziej szczegółowo