Tyniec-Olsztyn luty 2015 WZNIESIENIE UMYSŁU DO BOGA

Komentarze

Transkrypt

Tyniec-Olsztyn luty 2015 WZNIESIENIE UMYSŁU DO BOGA
Nr 50 (96)
Tyniec-Olsztyn
luty 2015
WZNIESIENIE UMYSŁU DO BOGA
Modlitwa jest rozmową umysłu z Bogiem. W jakim więc stanie musi znajdować się umysł, by mógł bezpowrotnie wznosić się ku Stwórcy i rozmawiać
z Nim bez żadnego pośrednika?
Mojżesz nie mógł zbliżyć się do krzewu gorejącego na ziemi, dopóki nie
zdjął z nóg sandałów (Por. Wj 3,5). Dlaczego więc ty, pragnąc zobaczyć Tego, który jest ponad wszelką myślą i zmysłami, nie miałbyś najpierw wyzbyć
się wszelkiej namiętnej myśli?
Módl się przede wszystkim o dar łez, abyś przez skruchę pokonał zatwardziałość serca. Kiedy wyznasz Panu twe nieprawości, otrzymasz od Niego
przebaczenie.
Módl się ze łzami skruchy, a każda twa prośba będzie wysłuchana. Twój Pan
raduje się bowiem bardzo, gdy przyjmuje błaganie połączone ze łzami.
Bądź wytrwały i módl się usilnie. Odrzucaj nachodzące cię troski i myśli.
Niepokoją one bowiem i wprowadzają zamęt, by osłabić twą moc.
Walcz, by w czasie modlitwy swój umysł zachować głuchym i niemym, a będziesz mógł się modlić.
(Filokalia, Ewagriusz z Pontu)
Z głębokości wołamy do Ciebie,
Duchu Święty
Zdejm z nas kamień,
Jak go zdejmują ze studni
Pasterze
W porę pojenia owiec.
Zdejm z nas kamień,
Jak go zdejmują z grobów
Aniołowie Twojego Oblicza,
Mocarzu,
Burzo niedocieczona,
Odwalająca kamienie!
A potem twórz nas,
Otwartych,
Słyszących
I słuchających,
Twórz nas codziennie od nowa,
Czujny Strażniku naszych uszu,
Abyśmy nieustannie odnawiani
I odradzani,
I tworzeni,
Stali się Twoimi Głosicielami,
Podobnymi do tych,
Których pochylone czoła
Raczyłeś namaścić olejem Twojej Mądrości!
Oświeć nas i prowadź
Z ziemi mroku i rozpaczy
Do Królestwa Bożego,
Do stolicy stawianej z kryształu i światła.
Ojcze i Synu, i Duchu Święty,
Słowo,
Drogowskazie
Wbity na rozstajnych drogach kosmosu!
–2–
Duchowość monastyczna
SZKOŁA MILCZENIA
Dlatego też ze względu na ważność milczenia, nawet na rozmowy dobre, święte
i budujące należy rzadko pozwalać uczniom dojrzałym, bo jest napisane: Nie
unikniesz grzechu w gadulstwie (Prz 10,19) i gdzie indziej: Życie i śmierć jest w mocy języka (Prz 18,21). Wypada bowiem, by nauczyciel mówił i uczył, uczeń zaś powinien milczeć i słuchać (RegBen 6,3–6).
Z pewnością dziwi nas wskazanie św. Benedykta, że „ze względu na ważność
milczenia, nawet na rozmowy dobre, święte i budujące należy rzadko pozwalać uczniom dojrzałym” (RegBen 6,3). Trzeba jednak pamiętać, że św. Benedykt mówi w tym miejscu o „dojrzałych uczniach”, czyli takich, którzy już
osiągnęli pewien poziom życia wewnętrznego. Początkującym trzeba dużo
przekazać z tradycji monastycznej, trzeba ich uczyć. Na początku zatem musi
być sporo mowy dobrej i budującej. Później jednak następuje etap osobistego
doświadczenia wartości milczenia i wszystkiego, czego się człowiek uczy.
Musi on tego sam w sobie doświadczyć.
Święty Benedykt w następnym rozdziale o pokorze jeszcze raz powtarza zasadę milczenia skierowaną także do mnichów, którzy już doszli do pewnej
doskonałości:
Dziewiąty stopień pokory: jeżeli mnich powstrzymuje język od mówienia, a zachowując milczenie, nie odzywa się nie pytany, gdyż Pismo poucza, że nie uniknie
się grzechu w gadulstwie (Prz 10,19) i że mąż gadatliwy nie znajdzie kierunku na ziemi (Ps
139,12 Wlg) (RegBen 7,56–58).
Mnich na tym etapie nie odzywa się niepytany, milczy, kiedy mówienie nie
jest konieczne. W rozdziale 6. czytamy dalej:
Wypada bowiem, by nauczyciel mówił i uczył, uczeń zaś powinien milczeć i słuchać (RegBen 6,6).
Ta zasada jest niewątpliwie ogólnie słuszna. Szczególnie ważna jest wówczas,
gdy ją odnieść do modlitwy jako rozmowy z Bogiem. Powinniśmy Bogu, jako
naszemu Mistrzowi, pozwolić mówić, a my winniśmy Go słuchać. Zazwyczaj
jednak modlitwę kojarzymy z czymś wręcz odwrotnym, wydaje się nam, że
–3–
na modlitwie możemy Boga zasypywać swoimi życzeniami. Brak nam w tym
przypadku podstawowego wyczucia.
Sytuacja jednak nieco się zmienia, kiedy stajemy wobec drugiego człowieka,
jakim jest opat i przełożony. Reguła widzi w nim zastępcę Chrystusa, niemniej
jest on ułomnym człowiekiem i nie można być mu tak posłusznym, jak winniśmy być posłuszni Bogu. Cytowany fragment Reguły pochodzi z Reguły Mistrza, w której zasadniczo obowiązuje tylko jeden kierunek relacji: z góry
w dół. Święty Benedykt to nieco zmienia. Kiedy podwładny widzi, że polecenie przekracza jego możliwości, powinien o tym porozmawiać z opatem
(zob. RegBen 68). Niemniej św. Benedykt pozostawia nienaruszony szacunek, z jakim mnich powinien się zwracać do swoich przełożonych:
Toteż kiedy mamy prosić o coś przełożonego, należy prosić z szacunkiem pełnym pokory i uległości (RegBen 6,7).
Niestety, w naszym społeczeństwie kultura zwracania się z szacunkiem do
przełożonych i starszych mocno podupadła. A trzeba wiedzieć, że taka kultura służy budowaniu ładu wewnętrznego.
Nie dopuszczamy zaś nigdy do niestosownych żartów oraz do gadania pustego
i pobudzającego do śmiechu; potępiamy je zawsze i wszędzie. Nie pozwalamy
uczniowi otwierać ust do takich rozmów (RegBen 6,8).
W filmie „Imię róży”, którego akcja toczy się w klasztorze benedyktyńskim,
przedstawiono bibliotekarza bardzo surowego, który miał obsesję na temat
żartów, a nawet humoru. Były one według niego godne potępienia. Takie
stanowisko przypisuje się czasem św. Benedyktowi. Wystarczy jednak przeczytać fragment Reguły dotyczący Wielkiego Postu, aby się zorientować, że ta
wizja jest bardzo uproszczona:
Niechaj każdy ponad wyznaczoną sobie miarę z własnej woli ofiaruje coś Bogu
w radości Ducha Świętego (1 Tes 1,6), to znaczy: niechaj odmówi swojemu ciału
trochę z jedzenia, picia, snu, rozmów, czy ż a r t ó w i niech wygląda świętej
Paschy pełen duchowej radości i tęsknoty (RegBen 49,6n).
Żarty są tu wymienione jako jedna z rzeczy naturalnych i pozytywnych, takich jak jedzenie czy spanie, w stosunku do których należy jedynie zachować
umiar. Święty Benedykt nie widzi w samych żartach niczego zdrożnego, zakazuje jedynie pewnego typu żartów, co jest niewątpliwą racją. Do takich należy
sarkazm czy wulgarne kawały.
Nieustanne gadanie jest wyrazem naszego zagubienia w życiu, a jednocześnie
w dużym stopniu powoduje to zagubienie. Przez nieustanne gadanie chcemy
–4–
coś zagłuszyć, chcemy narzucić sobie i innym widzenie i odczuwanie siebie
i świata zgodne z naszymi wyobrażeniami, które wyrastają z naszych pragnień, namiętności, pożądań i lęków. Nasze chęci zagłuszają autentyczne
sygnały dochodzące do nas ze świata i z naszego serca. Zamykamy sobie
w ten sposób możliwość odczytania tego, co prawdziwe, a przez to tracimy
zdolność do odkrycia właściwej drogi. Milczenie w tym kontekście ukazuje
się jako walka o otwarcie się na prawdę.
Zauważmy, że Pan Jezus po uzdrowieniu kogoś często poleca, by nie mówił
o tym nikomu. Dlaczego? Przecież prawdziwa relacja o uzdrowieniu nie jest
niczym złym, a nawet może innych pobudzić do wiary? W rozpowiadaniu
innym o uzdrowieniu jednak nie uniknie się sensacyjności i ostatecznie zatrzymania się na widowiskowej warstwie całego doświadczenia, na zewnętrznej sferze doznania i wówczas traci się to, co jest najważniejsze. Natomiast
cuda Pana Jezusa są zasadniczo znakami wskazującymi na głębszą prawdę.
Przede wszystkim powinny one wzbudzić refleksję odnoszącą się do Niego,
do tego Kim jest, jeżeli dokonuje takich cudów? A to z kolei powinno prowadzić do wiary:
Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie! Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali
i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu (J 10,37n).
Cuda Pana Jezusa są zatem szczególnym dziełem. Powinniśmy w nich rozpoznać działanie Ojca. W cudach jest zawarty apel. Najlepiej widać to w historii niewidomego od urodzenia, którego Pan Jezus uzdrowił (zob. J 9).
Uzdrowiony, kiedy rozpierała go radość, spotkał faryzeuszy, którzy zgorszyli
się faktem, że Pan Jezus uzdrowił go w szabat. Jednak ich atak pobudził osobistą refleksję uzdrowionego. I wówczas sam dochodzi on do wniosku, że
cud, jakiego doznał, mógł uczynić jedynie prorok, ktoś bliski Bogu. Kiedy
spotkał Jezusa jeszcze raz, rozpoznał w Nim Syna Człowieczego (zob. J 9,35
–38). Tutaj dokonało się dopiero właściwe uzdrowienie jego wzroku. Nakaz
milczenia po doświadczeniu uzdrowienia powinien pomóc odnaleźć istotną
prawdę: oto dotknął cię Bóg. Kim zatem jest ten, przez którego się to dokonało? Milczenie przeciwstawia się gadaninie, która zamiast otwarcia na prawdę, stara się narzucić własną wizję. Powinno ono doprowadzić do otwarcia
serca na głęboką refleksję pozwalającą odkryć prawdę leżącą u podstaw doświadczenia.
–5–
Życie i śmierć są w mocy języka (Prz 18,21). Jest to niezmiernie mocne stwierdzenie. Dlaczego się tak dzieje? Jest to dla nas trudne do zrozumienia, ponieważ słowo i mowa nie ma u nas właściwej wagi. Niestety jesteśmy często
niepoważni w swoich wypowiedziach, mówimy byle co, powtarzamy zasłyszane wypowiedzi, „chlapiemy” słowem na lewo i prawo bez brania za nie
odpowiedzialności. Odnosi się to zarówno do wymiaru społecznego, jak
i indywidualnego naszego życia. Przy takim traktowaniu wypowiadanego
słowa trudno zobaczyć, że w nim „jest życie i śmierć”.
Plemię żmijowe! Jakże wy możecie mówić dobrze, skoro źli jesteście? Przecież
z obfitości serca usta mówią. Dobry człowiek z dobrego skarbca wydobywa
dobre rzeczy, zły człowiek ze złego skarbca wydobywa złe rzeczy. A powiadam
wam: Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu. Bo na podstawie słów twoich będziesz uniewinniony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony (Mt 12,34–37).
Niezależnie jednak od naszej świadomości lub jej braku, słowo odsłania
prawdę o sercu, przecież z obfitości serca usta mówią (Mt 12,34), i słowo, czy tego
chcemy, czy nie, posiada swoją wagę. Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu (Mt 12,36). Słowo jest świadectwem
tego, czym żyjemy, co w sercu w y b i e r a m y .
Myśli, jakie nas nurtują najczęściej, nie są produktem naszej woli, ale same
się pojawiają. Ksiądz Tischner starał się tę prawdę wypowiedzieć w formule:
„ktoś mi myśli”. Pojawiające się myśli – dopóki ich nie przyjmujemy, nie są
nasze. Stają się nasze dopiero wtedy, kiedy je przyjmujemy za swoje. Bardzo
często jednak robimy błąd, uważając, że myśli są nasze już w momencie, gdy
się pojawiają. Jednak niejako podpisujemy się pod nimi dopiero wtedy, kiedy
je wypowiadamy, co czasem prowadzi do uzależnienia się od tych myśli.
Głupio się nam później z nich wycofać. Gdy je ktoś kwestionuje, zaczynamy
ich bronić, solidaryzując się z nimi całkowicie. Nawet jeżeli coś głupiego
„chlapniemy” i ktoś nas skrytykuje, zaczynamy bronić swojej wypowiedzi.
W ten sposób myśl może stać się naszą niewolą, a nawet może nas niszczyć.
Nie dajmy się zwariować naszym myślom!
Myśli zatem najczęściej nie są po prostu naszym świadomym produktem,
chociaż i takie istnieją. Zasadniczo prawdą jest, że myśli nas nachodzą. Nie
wiemy, skąd pochodzą, gdzie jest ich źródło, dlaczego się pojawiają w naszych głowach. Dziedzina myśli jest podstawowym frontem walki mnicha.
Niektóre przychodzące nam do głowy myśli są często pokusami i jako takie
–6–
nie są jeszcze grzechem. Ojcowie Pustyni uważali nawet, że odgrywają one
pozytywną rolę w życiu duchowym, bo pozwalają się ćwiczyć w doskonałości. Świętość wzrasta w nas przez walkę z pokusami. Mimo usilnych starań
nie panujemy jednak nad swoimi myślami. Panować nad nimi potrafi jedynie
święty po latach wytrwałej walki. Myśli pojawiają się w najmniej spodziewanym momencie. Szczególnie mocne jest doświadczenie rozproszeń, czyli
nachodzących nas myśli, kiedy staramy się skupić na modlitwie.
Frontem walki jest serce człowieka. Mnisi bardzo dobrze zdawali sobie sprawę z tego, że podstawowa walka duchowa rozgrywa się w dziedzinie myśli.
One są źródłem naszych działań, dobrych lub złych. Zatem trzeba już na
poziomie myśli rozeznawać to, co jest dobre i co jest złe. Potrzeba czujności.
W tradycji monastycznej nazywa się to „strażą serca”. Trzeba być dobrym
„bramkarzem”, aby nie dać sobie strzelić tego, co nie jest nasze. Takie rozeznanie pozwala uniknąć niepotrzebnego zła, w które możemy wpaść.
Aby rozeznać prawdziwą wartość myśli, nie można dać się im zawładnąć.
Musimy dobrze sobie uświadomić, że myśli do nas przychodzą, a stają się
naszymi wówczas, gdy je za swoje przyjmujemy. Zatem aby dana myśl, wyobrażenie, a nawet uczucie stało się naprawdę nasze, musimy się z nimi utożsamić. Niestety, najczęściej ten proces odbywa się spontanicznie bez świadomości. Spontanicznie wybieramy na własne wyczucie, zgodnie z duchem,
jakiego w sobie mamy. Wydaje się, że często jest to zasadniczo dobry wybór,
bo złe myśli nas rażą. Ale niestety także dajemy się uwieść złej myśli. Najczęściej widać to wyraźnie, gdy narzekamy, wpadamy w szemranie, którego zło
wcześniej omówiliśmy. Co prawda w końcu działamy poprawnie, nie traktując narzekania poważnie, niemniej nasienie zła zapada w serce i zachwaszcza
je. Gorzej, jeżeli jesteśmy emocjonalnie zdenerwowani, czujemy się zaatakowani lub nosimy w sobie złość. Wtedy bardzo łatwo przyjmujemy każdą
myśl lub wyobrażenie, które zgadza się z naszymi pragnieniami. Podobnie
w podnieceniu, w przynagleniu, w uzależnieniu, w tłumie pobudzonych ludzi złe myśli bardzo łatwo przyjmujemy za swoje. Milczenie w tym kontekście jest ćwiczeniem, wysiłkiem dystansowania się od nachodzących nas myśli, uczuć i wyobrażeń. Dzięki milczeniu nie ulegamy czemuś, co się nam
narzuca, zachowujemy wolność.
To, co do nas przychodzi, trzeba rozważyć, patrząc na zgodność z tym, co
w sercu odkrywamy jako dobro i prawdę. Jest to możliwe tylko wtedy, kiedy
nie jesteśmy „przyklejeni” do swoich myśli. Ale aby osiągnąć zdystansowa–7–
nie, potrzeba milczenia, które jest wsłuchaniem się we własne serce, albo
mówiąc językiem św. Augustyna, wsłuchaniem się w wewnętrznego Nauczyciela, tego, który nam w sercu mówi, co jest prawdą, a co nią nie jest. W sercu bowiem, zgodnie z jego określeniem z Katechizmu Kościoła Katolickiego
(nr 2563), rozstrzyga się prawda lub fałsz naszego życia.
Br. Włodzimierz
Fragment książki o. Włodzimierza Zatorskiego OSB „Milczeć aby Usłyszeć”
Wydanej przez Wydawnictwo TYNIEC w Serii „Z Tradycji Mniszej”.
PEŁNIENIE WOLI BOGA ZE WZGLĘDU NA MIŁOŚĆ
DO CHRYSTUSA
Refleksje i rozważania z rekolekcji adwentowych oblatów w Tyńcu,
„Głos Boga a świat naszych pragnień, myśli i uczuć”,
Tyniec, 12–14 grudnia 2014
Niczego nie przedkładać nad miłość Chrystusa
z Reguły Świętego Benedykta
Modlitwa do Ducha Świętego ma pewność skuteczności i łączy się ze
zwiastowaniem. Pierwszym momentem Wcielenia jest moment Zwiastowania, co dzieje się jeszcze przed narodzeniem Jezusa. Zwiastowanie pokazuje,
że moment ludzkiej woli jest kluczowy dla wcielenia, narodzin Jezusa i zbawienia. Gdyby nie było fiat Maryi – człowieka, to nie byłoby zbawienia. Bez
zgody i przyzwolenia człowieka Bóg nie może działać.
Każdy człowiek ma jakieś swoje zwiastowanie, od którego zależy nasze
życie i życie innych. Bez naszego przyzwolenia Bóg nie może wejść w naszą
historię. W Maryi, w której nie było cienia wątpliwości, mamy wsparcie. Przy
zwiastowaniu następuje moment rozważania. Po słowach Anioła: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”, Maryja najpierw rozważa, milczy i nic nie mówi. Następnie Anioł mówi
dalej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga”, a Maryja dalej
rozważa te kolejne słowa. Kiedy Bóg widzi, że Maryja rozważa, to dopowiada dalej: „Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus”.
–8–
Człowiek musi pytać, żeby mieć jasność serca. Moim zadaniem jest pytać Boga, żeby uzyskać jasność serca po to, aby móc pójść za głosem Boga,
który pojawia się w sercu. Po długim rozważaniu Maryja, niejako wyznając
wiarę w to co jej Bóg mówi, pyta: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża”,
zaś Anioł odpowiada: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego
osłoni Cię, dlatego też święte, które się narodzi, będzie nazywane Synem Bożym”. Anioł dalej tłumaczy Maryi: „Spójrz, krewna Twoja Elżbieta, ta która
uchodziła za niepłodną, jest już w szóstym miesiącu ciąży. Dla Boga nie ma
nic niemożliwego”.
Co jest takiego, co Bóg chce zrealizować w moim życiu lub dokonać
przeze mnie, co uważam za niemożliwe? Co zatem powinienem zrobić,
żeby nie stawiać bariery Bogu? - twierdząc, że coś jest niemożliwe. Jak powinienem rozważać i o co pytać Boga, żeby uzyskać jasność serca? Jak Bóg mi
odpowie? Przez co i jak Bóg przemawia? Jak mam rozpoznać, co On chce?
Jakie zadawać pytania?
Czy moje pragnienia, takie jak u Zachariasza, mogą oznaczać wolę
Boga i Jego oczekiwania? Jak oczyszczać te pragnienia, żeby nie były one
moją wolą, ale żeby były wolą Boga? Czy jasność i pokój serca po oczyszczeniu pragnień mogą oznaczać, że moje tęsknoty i pragnienia zjednoczyły się
z wolą Boga? Czy takie zjednoczenie woli Boga z moimi odczuciami i jasnością serca mogą oznaczać, że mogę zacząć się o to starać i zabiegać w działaniach oraz się o to modlić, mając przekonanie, że jest to Wola Boga, który
kiedyś mi powie jak Zachariaszowi, że modlitwy twoje zostały wysłuchane.
Zachariasz mimo uzyskania odpowiedzi od Boga, że modlitwy jego zostały
wysłuchane, nie uwierzył, gdyż oczekiwał, że natychmiast uzyska realizację
swoich oczekiwań. Realizacja jego intencji modlitewnych mogła się dokonać
dopiero po upłynięciu pewnego czasu. Mimo niewiary Zachariasza Bóg swojej obietnicy nie cofnął, jednak Zachariasz został „ukarany” utratą mowy.
Zwiastowanie dla mnie czegoś przez Boga dotyczy konkretów, zmian
w życiu, które mają wpłynąć na mnie i na innych ludzi. Zwiastowanie to nie
ogólniki tego typu, że będę częściej się modlił lub czuł się bardziej pobożny.
Zwiastowanie to rozpoczęcie działania i wprowadzenia planu Boga w konkretnej mojej sprawie. Maryja, po wszystkich wyjaśnieniach Anioła, uzyskała
jasność duszy, więc powiedziała: „Niechże mi się stanie według słowa Twego”. Człowiek ma prawo pytać, żeby uzyskać jasność i wiedzieć, co się będzie
dziać.
–9–
Kiedy uzyskuję słowo Boga i Duch Święty do mnie dociera, to mam
prawo i muszę pytać Boga. Cała historia Biblii to słowa skierowane przez
Boga i odpowiedzi człowieka. Jak Zachariasz rozmawiał z Bogiem? Kiedy
Anioł Pański nagle ukazał się Zachariaszowi, ten zaskoczony, zachowywał
się jakby chciał się wycofać. Przeraził się i strach padł na niego. Kiedy człowiek nie ma do końca czystego serca, to ogarnia go lęk. Mimo lęku Zachariasz ostatecznie się nie wycofuje. Bóg mówi: „Nie bój się, Zachariaszu, twoja prośba została wysłuchana”. Zachariasz nosił w sobie pragnienie syna i o
to się modlił. Jego lęk wynikał z braku pełnego zaufania do Boga, będący
skutkiem jego żalu, że inni już dawno mieli synów a on nie, co mogło w nim
rodzić ocenę Boga jako niesprawiedliwego.
Bóg mówi Zachariaszowi zaskakującą rzecz, że nie słowo Boga ma być
realizowane przez Zachariasza, lecz jego sprawa, za którą się modlił. Bóg
właśnie wysłuchał go i zrealizuje jego życzenie. Ważne jest, aby dodać, że
intencja Zachariasza była zgodna z wolą Boga, bo Jan miał poprzedzić przyjście Chrystusa. Można nawet powiedzieć, że Bóg natchnął Zachariasza poddając mu jakby intencję, w której miał się modlić. Tak więc wola Boga wymagała przyjęcia przez człowieka. Pragnienie narodzin syna przez Zachariasza było w zgodzie z oczekiwaniem Boga.
Tylko przez determinację i zgodę człowieka Bóg może realizować
swoje plany. Mamy różne tęsknoty, ale nie chodzi o to, żeby mieć te pobożne pragnienia, lecz chodzi o to, żeby być otwartym, aby Bóg mógł wchodzić
w nasze tęsknoty skutecznie. Żadne zewnętrzne warunki, takie jak wojna,
systemy polityczne, trendy filozoficzne, moda itp. nie są w stanie zagasić żaru, który powstaje z ognia Ducha Świętego, bo on On zawsze prowadzi do
Miłości czyli do Boga, który trwa wiecznie i tylko Miłość nie ustaje.
Połóż mnie jak pieczęć na Twoim sercu,
jak pieczęć na Twoim ramieniu.
Bo jak śmierć potężna jest miłość
a zazdrość jej nieprzejednana.
Żar i pożar ognia - płomień Pański,
wody wielkie nie zdołają jej ugasić,
nie zatopią jej rzeki.
Jeśli ktoś ją odda za srebrniki, pogardzą nim tylko (Pnp 8,6n).
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak
miedź rzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał
– 10 –
wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak
iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest,
miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie dopuszcza się
bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego.
Miłość nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Miłość
wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko
przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Tak więc
trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość
(1 Kor 13).
W człowieku Duch Święty zasiewa ziarna, z których wyrastają dzieła.
Przyglądam się sobie i się zastanawiam – jakiego zwycięstwa dobra chciałbym w dzisiejszym świecie. Jakie jest we mnie ziarno, które może kiełkować?
Każdą ważną decyzję w sprawach ważnych dla życia ludzi i społeczeństw
podejmuje człowiek, który działa w świecie. Człowiek może decydować
o zabijaniu i wojnach, ale przecież też może podejmować decyzje o ochronie życia, o czynieniu dobra i pomocy słabym i biednym. Decyzje, które podejmie człowiek, mogą prowadzić do konfliktu sumienia z prawem ludzkim.
Konflikt taki rodzi skutki, które będą wymagały ofiary i cierpienia. Czy jestem gotowy na ofiary i cierpienie? Czy pozwolę, aby Bóg przemawiający
przez moje sumienie zwyciężał? Czasy, w których żyjemy, bardzo przypominają otoczenie, w którym funkcjonował św. Benedykt, dlatego niech modlitwa do św. Benedykta, Patrona Europy, będzie dla nas kierunkowskazem.
Gdy nadszedł koniec dawnego porządku
I nowa ziemia rodziła się w bólu,
Stanąłeś, Ojcze, na czasów granicy,
By chronić dobro.
Posłuszny mocy Bożego wezwania
I do proroków podobny natchnieniem,
Poszedłeś drogą pokory i ładu
Pańskiego Prawa.
– 11 –
Dla wielu ludzi spragnionych pokoju
Przez własne życie przykładem się stałeś
Szukania Boga i Jego miłości
We wszystkich braciach.
I dzisiaj także przychodzi nieznane,
A świat jest pełen zamętu i kłamstwa;
Za twą przyczyną niech Pan nam ukaże
Właściwą ścieżkę.
Najświętszej Trójcy niech będzie podzięka
Za Benedykta i jego naukę;
Niech Europa swą jedność odnajdzie
Przez wiarę w Boga. Amen.
Łacińskie imię Benedykt oznacza „błogosławiony”. Już samo imię
określa więc kierunek, w którym podążał ten święty mąż. To dzięki
jego regule zakonnej, opartej na modlitwie i pracy, Europa z barbarzyńskiej zmieniła się w chrześcijańską. Święty Benedykt jest świętym
Kościołów katolickiego, starokatolickiego, anglikańskiego, luterańskiego oraz
ormiańskiego i prawosławnego. Eremita, mnich i opat, autor Reguły benedyktyńskiej. W 1964 r. w trakcie Soboru Watykańskiego II Paweł VI ogłosił
św. Benedykta Patronem Europy, podkreślając w ten sposób rolę, jaką
zakony oparte na jego Regule odegrały w łączeniu tradycji Wschodu i Zachodu oraz cywilizowaniu Europy.
Ważne jest, żeby nie płynąć z prądem. Trzeba dowartościować to, co jest
mocne i uchwycić to, co jest ważne. Muszę znaleźć ziarna, które są we mnie
tęsknotą za zwycięstwem dobra. Te tęsknoty są wyrazem tęsknoty za Bogiem
i realizowaniem Jego woli. Jesteśmy w Nim zatopieni i złączeni przez chrzest,
więc On będąc w nas, wyraża się w naszych tęsknotach i pragnieniach.
Zwycięstwo, o jakie Pan prosi, to nie jest tylko moja sprawa osobista,
ale powinienem pytać, co jest ważne dla innych i dla Kościoła. Potrzebujemy
form działania przybliżających obecność Chrystusa, co oznacza, że trzeba
wyjść szerzej z misją Kościoła do szerszej wspólnoty ludów i języków. Pan
powiedział, że żniwo duże, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa,
aby wyprawił robotników na żniwo swoje.
– 12 –
Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach,
głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości.
A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce
nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: żniwo wprawdzie wielkie,
ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje
żniwo. Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy
nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie
słabości. Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: Nie
idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest
królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!
(Mt 9,35-10,1.6-8)
W rzeczywistości duchowej panuje wojna. Niestety człowiek cielesny
tego nie dostrzega, ponieważ ta płaszczyzna jest poza jego postrzeganiem.
Taka osoba widzi świat jedynie za pomocą zmysłów, dlatego też nie rozumie, że duchowa porażka decyduje o efektach w świecie materialnym.
Na ziemi istnieją dwa królestwa – Boże i diabelskie. Królestwo diabła
charakteryzuje się chaosem, niesprawiedliwością, ubóstwem i porażką.
Z kolei w Królestwie, w którym rządzi Bóg, człowiek znajduje się pod
ochroną Władcy, Jego dobrymi rządami, czyli w miejscu błogosławieństwa
i obfitości. Oczywiście diabeł wszystko pozamieniał i skomplikował. Boże
rządy wydają się człowiekowi jednym wielkim ograniczeniem, a życie po
swojemu – oznaczające oddanie się we władanie diabła, wolnością. Niestety
efekty są całkowicie odwrotne. Jedyne zwycięstwo można osiągnąć tylko
w Bogu.
Aby wejść do Królestwa Bożego, należy dokonać świadomego wyboru.
Jeżeli nie wybieram Królestwa Bożego, staję się poddanym diabła. Wejście
w Boże panowanie nie jest łatwe, ponieważ każdego dnia trzeba toczyć bój
z przeciwnikiem i swoją starą naturą. Bóg pomaga nam poprzez naszą wiarę,
którą diabeł chce skupić na ziemskich sprawach. Jeśli zaufamy im bardziej
niż Bogu, ograniczamy Jego działanie. Święty Paweł często pisał w swoich
listach o toczeniu boju. On rozumiał rozkład sił na ziemi, a także wojnę,
która toczy się w duchu. Apostoł zachował wiarę w Boga do końca życia.
– 13 –
Bóg wchodzi w nasz świat przez ludzką zgodę. Człowiek idzie często
w kierunku omijania woli Boga, tłumacząc się, że jest słaby. Bóg ustawia
relacje w ten sposób, że każdy może nawiązać z Nim kontakt. Wyznaj swoją
słabość Bogu, a On ci pomoże, da ci znak i zawsze doprowadzi do spotkania z Nim i poznania Jego Woli. Nie trzeba uciekać od Boga, nie lękać się,
bo On sam nas poprowadzi. Nigdy nie wymażę twojego imienia sprzed Mojego oblicza – mówi Bóg. Błogosławiony człowiek, który pragnie Bożej
chwały, bo Pan go poprowadzi.
Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja
dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc
Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci
błogosławił w kraju, który idziesz posiąść. Ale jeśli swe serce odwrócisz, nie
usłuchasz, zbłądzisz i będziesz oddawał pokłon obcym bogom, służąc im –
oświadczam wam dzisiaj, że na pewno zginiecie, niedługo zabawicie na ziemi,
którą idziecie posiąść, po przejściu Jordanu. Biorę dziś przeciwko wam na
świadków niebo i ziemię, kładąc przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo
i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu
jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi, którą Pan poprzysiągł
dać przodkom twoim: Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi (Pwt 30, 15-20).
– 14 –
Lectio divina
PSALM 1
Dwie drogi życia
1 Szczęśliwy
człowiek,
który nie idzie za radą występnych,
Nie wchodzi na drogę grzeszników
i nie zasiada w gronie szyderców,
2 Lecz w Prawie Pańskim upodobał sobie
i rozmyśla nad nim dniem i nocą.
3 On jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą,
które wydaje owoc w swoim czasie.
Liście jego nie więdną,
a wszystko, co czyni, jest udane.
4 Co innego grzesznicy:
są jak plewa, którą wiatr rozmiata.
5 Przeto nie ostoją się na sądzie występni
ani grzesznicy w zgromadzeniu sprawiedliwych.
6 Albowiem droga sprawiedliwych jest Panu znana,
a droga występnych zaginie.
1:
Szczęśliwy człowiek, który nie idzie... Te słowa szczególnie dzisiaj są bardzo aktualne. Jesteśmy świadkami niszczenia człowieka od strony moralnej
przez różne mechanizmy i środowiska, ze względu na własna ideologię albo
po prostu ze względu na czerpane zyski. Szczęśliwy człowiek, który tego
unika. Zawsze, środowiska, ze względu na własną ideologię albo po prostu
ze względu na czerpane zyski. Szczęśliwy człowiek, który tego unika. Zawsze, a szczególnie dzisiaj, wymaga to odważnych i zdecydowanych wyborów.
Wzywa nas do nich Pan Jezus:
Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga,
która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże
ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich,
którzy ją znajdują! (Mt 7,13n).
– 15 –
Po grzechu pierworodnym skłonność do pójścia za swoimi namiętnościami
i ambicjami jest bardzo silna. Właśnie ta skłonność pcha nas ku „łatwiźnie”,
do „upraszczania sobie życia”, by jak najłatwiej się dorobić, zdobyć władzę,
znaczenie, sławę itd. Szczęśliwi, którzy nie ulegli pokusie łatwego sukcesu:
Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy
szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? (Mt 16,26). Nie
przypadkiem św. Benedykt, który w młodości uciekł z zepsutego Rzymu, aby
nie wejść na drogę grzesznika, nosi imię Benedictus – co znaczy błogosławiony,
szczęśliwy.
2:
Jedynym prawdziwym ratunkiem jest więź z Bogiem. Człowiek samotny w świecie pełnym napięć i walki gubi się, trudno mu odnaleźć prawdę.
Prawo Pańskie jest dla niego światłem, mądrością, która prowadzi do życia.
Wspaniale sławi tę mądrość Prawa Pańskiego Psalm 119. Składa się on właściwie z wielu krótkich psalmów.
Gdyby Twoje Prawo nie było mą rozkoszą,
byłbym już zginął w moim utrapieniu.
Na wieki nie zapomnę Twoich postanowień,
bo przez nie dałeś mi życie (Ps 119,92n).
Mojżesz, który przekazał Izraelowi Prawo Boże, pod koniec swojego życia
w przemowie do narodu wybranego powiedział o nim:
Patrzcie, nauczałem was praw i nakazów, jak mi rozkazał czynić Pan, Bóg mój,
abyście je wypełniali w ziemi, do której idziecie, by objąć ją w posiadanie. Strzeżcie ich i wypełniajcie je, bo one są waszą mądrością i umiejętnością w oczach
narodów, które usłyszawszy o tych prawach powiedzą: „Z pewnością ten wielki
naród to lud mądry i rozumny”. Bo któryż naród wielki ma bogów tak bliskich,
jak Pan, Bóg nasz, ilekroć Go wzywamy? Któryż naród wielki ma prawa i nakazy
tak sprawiedliwe, jak całe to Prawo, które ja wam dziś daję? (Pwt 4,5–8).
Ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, gdy patrzymy na nią
przez pryzmat ludzkich obaw. Pan Jezus jednak zachęca nas i dodaje ducha:
Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego
serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie (Mt 11,29n).
W podobnym duchu pociesza św. Benedykt tych, których przeraża spodziewany trud owej wąskiej drogi: „Gdy będziesz postępował naprzód w życiu
– 16 –
wspólnym i w wierze, serce ci się rozszerzy i pobiegniesz drogą przykazań
Bożych z niewysłowioną słodyczą miłości” (RegBen Prol 48n).
Zrozumienie Prawa Pańskiego, wniknięcie w święte sprawy Boże (por. Ps 73,17)
daje nowe spojrzenie. To, co wydawało się ciężkie, staje się lekkie, gorycz
staje się słodyczą. Serce się rozszerza i sam człowiek staje się lekki i swobodny w wolności przed Panem.
3:
Obraz drzewa nad strumieniami wody jest szczególnie wymowny
w Palestynie, gdzie pierwszorzędnym problemem bytowym jest woda i dostęp do niej. Wnikanie w Prawo Boże jest przyrównane do zakorzenienia
przy strumieniu żywej wody, dającej stale nowe, świeże energie życiowe. Najczęściej myśląc o prawie widzimy przepisy i formalne zasady postępowania.
Jest to raczej rzymskie rozumienie prawa jako zewnętrznych norm. Na takie
podejście do Prawa Bożego żali się sam Bóg w Księdze Ozeasza: Wypisałem im
moje liczne prawa, lecz je przyjęli jako coś obcego (Oz 8,12).
Kiedy przy takim podejściu do Bożych przykazań dbamy o własną doskonałość, to staramy się ją realizować przez większą skrupulatność. Gdy myślimy
natomiast o udoskonaleniu prawa, rozszerzamy zakres zakazów i nakazów,
jak to starali się czynić faryzeusze. Zarzucali oni uczniom Chrystusa łamanie
szabatu przez zrywanie kłosów i łuskanie nasion do jedzenia. Św. Piotr, kiedy
myślał o doskonalszej niż u rabinów zasadzie przebaczania do trzech razy,
pytał: czy aż siedem razy ma przebaczyć, gdy ktoś zawinił przeciw niemu?
(zob. Mt 18,21).
Jednak, jak to zobaczyliśmy wyżej, według Biblii Prawo Boże ma zupełnie
inny sens. Jest ono przede wszystkim mądrym wychowawcą do prawdziwego
życia z wiary (por. Ga 3,24). Będąc słowem Bożym, nie zamyka się w przepisie, ale wskazuje źródła osobowych relacji. Dlatego odczytane jedynie literalnie może zabić. Pisze o tym wyraźnie św. Paweł: On [to znaczy Chrystus] też
sprawił, że mogliśmy stać się sługami Nowego Przymierza, przymierza nie litery, lecz
Ducha; litera bowiem zabija, Duch zaś ożywia (zob. 2 Kor 3,6). Jego głębię i prawidłowy sposób odczytania ukazuje w „Kazaniu na Górze” Pan Jezus, gdy
podaje swoją interpretację przykazań, w której charakterystyczne jest to, że
prawo poprzedzają błogosławieństwa: Błogosławieni ubodzy (...) czystego serca (...)
ci, którzy się smucą (...) cisi (...) ci, którzy łakną i pragną sprawiedliwości (...) miłosierni,
wprowadzający pokój i którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości (por. Mt 5,3–
10). Jest to inne przedstawienie tych, którzy nie idą za radą występnych, lecz
w Prawie Pańskim upodobali sobie. Natomiast Pan Jezus na samym początku
komentarza do przykazań wypowiada bardzo mocne słowa:
– 17 –
Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem
znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia
nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się
wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszym w królestwie niebieskim.
A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim. Bo
powiadam wam: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego
(Mt 5,17–20).
Jeżeli się przyjrzymy bliżej, w jaki sposób Pan Jezus interpretuje Prawo, to
zobaczymy, że sam zakaz lub nakaz wskazuje głębię wezwania, jakie pojawia
się przy spotkaniu z drugim człowiekiem. Tak na przykład zakazu: Nie zabijaj
Chrystus nie odnosi do szerszego zakresu fizycznego zabijania czy to ludzi,
jak na przykład morderców, których Stary Testament skazuje na śmierć, czy
innych stworzeń, ale odnosi do całego bogactwa osobowego życia, które może być uśmiercone na różny sposób: słowem, obojętnością, nienawiścią. Zauważa to już Stary Testament. W Księdze Mądrości Syracha odnajdujemy
wielkie ostrzeżenie przed „trzecim językiem”. Mędrzec mówi o nim między
innymi: Wielu padło od ostrza miecza, ale nie tylu, co od języka (Syr 28,18). Dla Pana Jezusa dopiero uwzględnienie całego wymiaru życia osobowego daje prawo zbliżenia się do Boga. Mówi wprost, że aby stanąć w prawdzie przed Bogiem, trzeba się wpierw pojednać z bliźnim (por. Mt 5,21–26).
Podobnie Pan Jezus podchodzi do innych przykazań, ukazując, że sensem
Prawa jest miłość. Prawo jest po prostu miłością od strony jej obiektywnego
urzeczywistnienia w spotkaniu z Bogiem i drugim człowiekiem. Odgrywa
ono podobną rolę wobec miłości jak koryto wobec żywiołu rzeki. Tylko
dzięki niemu rzeka zachowuje swoją tożsamość, pozostaje rzeką i nie rozlewa
się w nieokreślone bagnisko.
Chrystus zapytany kiedyś wprost przez faryzeusza: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? Odpowiedział:
Będziesz miłował Pan Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą
i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego.
Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy (Mt 22,36–
40).
– 18 –
Upodobanie w Prawie przynosi prawdziwy owoc: wzrost w miłości, a tym
samym rozkwit życia. W ten sposób daje ono zawsze świeżość i błogosławieństwo.
4–6: Całkowitym przeciwieństwem szczęśliwych są występni. Są oni jak plewa,
którą wiatr rozmiata. Psalmista nawiązuje tu do czynności przesiewania ziarna
na wietrze. Ziarno jako cięższe opada w dół, lekkie plewy są porywane przez
wiatr. Tym obrazem posługuje się św. Jan Chrzciciel, zapowiadając powtórne
przyjście Mesjasza: Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym (Mt 3,12).
Sąd ostateczny pokaże całą prawdę o człowieku. To, co nie wyrasta z Prawdy, zostanie zmiecione, spalone w ogniu jako „lekkie” i „palne”, pozbawione
zakorzenienia w życiu. Objawi się wówczas, że istnieje naprawdę jedynie to,
co zna Bóg, a to, czego nie zna, zaginie.
Poznanie w języku biblijnym oznacza egzystencjalną więź bliskości, zażyłość.
W tym kontekście należy odczytać przykład przypowieściowy o nieroztropnych pannach, nieprzygotowanych na przyjście oblubieńca. Gdy chciały
wejść na ucztę weselną prosząc: Panie, panie, otwórz nam! On odpowiedział:
Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was (Mt 25,11n). W Ewangelii według
św. Łukasza słowa: nie wiem, skąd jesteście padają w podobnym kontekście (Łk 13,
24–27). Nie wystarczy jedynie znać Pana Jezusa z Jego ziemskiego życia, nie
wystarczy otrzeć się o Niego, a nawet wiedzieć czego naucza. Trzeba Jego
słowo przyjąć całym sercem i wypełniać sprawiedliwość.
Bardzo trafnie ujął to kiedyś Tomasz Merton mówiąc o fałszywym „ja”, które chce nas zdominować przez lęk. Napisał o nim, że jest ono w nas fikcją,
bo Bóg go nie zna. On go nie stworzył i stąd nie ma ono w sobie prawdziwego istnienia. Istnieje jedynie „Ja”, które Bóg zna, które sam w nas stworzył
i ukształtował. Jest ono niejako naszą autentyczną odpowiedzią na Jego wezwanie, Jego Słowo.
Br Włodzimierz
Fragment książki o. Włodzimierza Zatorskiego OSB „Psalmy – szkoła mądrości” wydanej przez wydawnictwo TYNIEC w Serii „Modlitwa Kościoła”.
– 19 –
Z historii oblatów
Zachowuję ortografie i skróty zgodnie z oryginałem. tl
ZAPISKI KS. SPRUSIŃSKIEGO
+ PAX +
19/VIII/41
Tyniec k/Krakowa
Klasztor Arcyopactwa
Jestem jak w zaczarowanym kraju. Taki nawał wrażeń i myśli!
W tej chwili – burza; błyskawice, grzmoty, głos ulewy … Siedzę we wspaniałej komnacie gościnnej Arcyopactwa. Póki nie zgaszę świecy jeszcze coś niecoś chcę zapisać.
Tyniec (wioska) i samo opactwo zrobiły na mnie wstrząsające wrażenie.
I właśnie do tych wspaniałych ruin – do tego zamarłego, a tak żywego świata minionych wieków wiary – w tych czasach wojennej zawieruchy i spadłych
klęsk – do Tyńca pasuje najlepiej ta szalona ulewa, pioruny i światło błyskawic.
Do Tyńca przybyłem z przygodą. Ale o tym opowiem potym. Teraz chcę
zanotować kronikę zdarzeń.
Z domu wyjechałem w poniedziałek (18 bm.) o godz. 4-tej (3-ej!) rano. Było
jeszcze szaro – prawie, że ciemno! Na pociąg czekałem w Rybienku, gdyż
spóźnił się o całe 2 godziny. W Warszawie odprawiłem Mszę św. u Sióstr
Loretanek – wypocząłem – wpadłem do Seminarium Duchownego – i na
pociąg do Krakowa. Bilet kupiłem zaraz rano.
Do pociągu trudno było się dostać. Zdenerwował mnie konduktor Niemiec,
który powiedział, że II klasa jest tylko dla Niemców – mimo, że w kasie
sprzedano bilet II klasy bez trudności. Trzeba było słuchać co mówili Polacy, na niemiecki „rrrrausss!..” wszyscy zostaliśmy w drugiej – i … nic!
W pociągu słuchałem, patrzyłem, myślałem. Wieczerzę zjadłem w restauracyjnym (13.10), poznałem jakiegoś kupca z pod Radomia, który opowiadał
o swym proboszczu. Moc osób jechało do Krynicy, Zakopanego etc.
W Krakowie „omackiem” przy zupełnym zaciemnieniu szukałem ul. Szpitalnej i ul. Smoleńsk (ss. Felicjanki). Na mój dzwonek do sióstr – przygoda
i nocleg ze staruszką zakonnicą M. Damazą.
– 20 –
Msza św. X. Posadzy – śniadanie z Chrystusowcami – wędrówka po Krakowie: Księgarnia Krakowska (kupiłem książek za blisko 100 zł i kazałem odesłać do Warszawy), Księgarenka Katolicka. U o. Dominikanów byłem się
wyspowiadać przed rekolekcjami. Zajrzałem do Kościoła Mariackiego. –
I do ss. Felicjanek. – Kraków oblazły Niemcami, zawieszony plakatami ze
sfastyką po dopiero co odbytym „parteitagu”.
Na obiedzie byłem u Chrystusowców (sympatyczny kleryk Śliwa i X. prokurator) przespałem się i pożyczyłem roweru i – jazda do Tyńca. Odprowadziła mnie mała Józefka.
Rower był chwiejny. A nawet całkiem rozlazł się. Przednie koło z kierownikiem odeszło od tylniego. Szczęście, że było to przy wsiadaniu. Gdybym
wówczas jechał np. zgórki – mogło być nieszczęście. Zdarzyła się furmanka
pana Paca, który mnie do Tyńca wraz z rowerem podwiózł.
Po drodze nawiedziłem miejscowego proboszcza. – Do klasztoru zdążyłem
akurat na Matutinum, które razem z brewiarza benedyktyńskiego odmówiłem w chórze. Po wypiciu zsiadłego mleka – jestem tutaj i piszę.
Burza przycichła. Cały klasztor śpi. Ćmy i inne mszyce latają około świecy.
Tak mi brakuje Zosi (dopisek: siostra rodzona w ZSRR), do której mógłbym
napisać list. Jak dawno do niej nie pisałem! …
+ PAX +
20/VIII/41
Tyniec k/Krakowa
Opactwo
Dobrze mi tu. Bliżej poznałem dotychczas o. Piotra (Roztworowskiego).
Sporo gadaliśmy o ideach benedyktyńskich o zadaniach w Polsce itd. Na razie nie mam jeszcze syntezy. –– Tymczasem rozpatruję się coraz lepiej
w tutejszym życiu. Obejrzałem też na rekreacyjnym spacerze Opactwo
(ruiny) z kilku stron, a szczególnie od Wisły. Cóż to za piękno! Żałuję, że nie
wziąłem akwarel. Choć – czy miałbym czas?
Przeglądam czasopismo editée par l’Apostolat de lAbbaye de Saint André,
par Lophem (Belgique): „L’Artisan Litugique”. Czytam „Ideał Monastyczny”
o. Morin OSB – Odmawiam wspólnie z Ojcami oficjum. Czas szybko leci!
– 21 –
+ PAX +
21/VIII/41
Tyniec Opactwo
Dziś zapoznałem się ze wszystkimi Ojcami. Zanurzyłem się w atmosferze
benedyktyńskiego życia. Dzień przeleciał tak, że tych kilka myśli notuję tuż
przed snem, przy świecy, gdy w całym monasterze panuje nocne „silentium”.
Po rannym „oficjum”, rozmyślanie i Msza św. – po śniadaniu – poszedłem
do celi ojca przeora Karola Van Ost’a. Rozmawialiśmy do południa. Przeważnie o siostrach Loretankach, pod koniec poszliśmy do ogrodu – tam mówiłem o swoim dotychczasowym życiu, o pracy, o mojej oblaturze. – O Statutach dla Sióstr pomówimy oddzielnie.
W czasie rekreacji poobiedniej poznałem o. Józefa – „najmłodszego” benedyktyńskie dziecię Tyńca, które wiekiem jest posunięte, ma 52 lata. O. Józef
doniedawna krakowski kurialista i kanonik, obecnie zajmuje się kuchnią
i sprawuje „Opus Dei” gorliwie!
Na nieszporach był X. Machay i dwu Xięży w „krótkim” z Katowic i z diec.
częstochowskiej. Bardzo jestem rad z przypomnienia się x. Machayowi. Na
razie xsięża ci są na Bielanach u Kamedułów. Może uda mi się ich odwiedzić
na Bielanach.
Poznałem więc ojców: 1. Przeora Kar. Van Osta (franc. pol. = specjalność:
sztuka, rekol.), 2. O. Piotra Rostworowskiego, wiceprzeora (ang. niem. franc,
włoski, polski, łac. greka – wykszt. uniw. W Rzymie „Anzelmianum”),
3. O. Jan (Wierusz-) Kowalski, Szwajcar, organistę i ekonoma-ogrodnika
(poligl. – wykszt. w Anzelmianum), 4. O. Dominik ? – (bibliotekarz, ceremoniarz, franc. niem. pols.) O. Józef (dr. Prawa – kurialista – kulinariusz –
niem. i pol. (łac.)), 6. O. Hospitariusza … (niem. franc. pol. – specjalność
hist. Tyńca – kandydat do Studium sztuki), 7. O. Majordomusa … (franc.
pol. łac. – spowiednik, kaznodzieja etc.) Oto ojcowie i ich zatrudnienia. Mało ludzi. Dwu jest w Wilnie, lecz, czy żyją? Dwaj są w Belgii, lecz kiedy wrócą? ...
Opowiedziałem o naszej pracy oblackiej xsięży na parafiach, o śpiewie gregoriańskim itd. Wzbudziło to wielkie zainteresowanie i podziw. – Widziałem
też zgrubsza tutejszą bibliotekę domową (około 5000 tomów). Wiele dzieł
podstawowych brakuje. Brakuje ojcom funkcji proboszczowskiej, aby mogli
w swojej parafii szerzyć śpiew gregoriański. – W ogóle życie ojców jest tu
bardzo ubogie, powiedziałbym franciszkańskie. Ale duch mocny, typy ojców
miłe, dobrane, obiecujące … Wiele tu pędu do estetyki życia i kultywowania
sztuki.
Na dziś notowanie kończę. Wysłałem 18 pocztówek i listów.
– 22 –
cdn
Wydarzenia
Tym razem, pewnie przez paskudną pogodę zjechało się nas trochę mniej.
Brakowało Piotra Szudy – lektora podczas obiadu, Wojtka Stępnia – naszego
chórmistrza i wielu innych osób. Za to czekała nas miła niespodzianka. Po
wejściu do zielonej sali zastaliśmy stoły „zastawione” jabłkami od Ewy Kopczyńskiej. Konferencja zaczęła się z kwadransem akademickim, ale wobec
braku próby śpiewu nie ucierpiało na tym czytanie Dekretu o Apostolstwie
Świeckich. Mnie utkwiło zdanie o własnej odpowiedzialności świeckich, nie
chowaniu się za autorytet Kościoła.
Podczas Mszy św. śpiew w kościele z jednoosobową scholą w osobie Jarka
wypadł blado i miejscami fałszywie. Mamy czwórkę całkiem nowych nowicjuszy: jedną panią – Ewę z Krakowa i trzech panów – Wiesława, Andrzeja
i Janusza z Warszawy, którzy po Mszy św. wyrazili swoją wolę związania się
z naszą wspólnotą i Tyńcem. Czeka ich teraz okres próby. Pierwszym wyzwaniem był wyziębiony kościół. Być może dlatego adoracja była nieco krótsza.
– 23 –
Pod nieobecność Piotra tym razem słuchaliśmy podczas obiadu tego samego
co mnisi, barwnej opowieści o współczesnym Izraelu. Wydaje się, że na ogół
ludzie przyzwyczaili się i milczenie podczas jedzenia nie jest już taką udręką.
Po obiedzie zebraliśmy się ponownie w zielonej sali, gdzie czekały na nas
jabłka i gorące napoje. Było smacznie i patriotycznie. Agnieszka HennelBrzozowska zaprezentowała drewniany krzyż przez Andrzeja Ciepłuchę skopiowany z Sakramentarza Tynieckiego, którego oryginał znajduje się w Bibliotece Narodowej. Jest to nasz prezent dla opactwa st. Cecilia w Rzymie,
dokąd wybieramy się na weekend majowy. Jako dodatkowy punkt programu
o. Bernard i br. Józef obiecali spotkanie na Awentynie. Agnieszka odczytała
listę wyjeżdzających. Z powodu rezygnacji kilku chętnych nie ma już listy
rezerwowej, a jest nas jadących 37 osób i jak znam życie, pojedzie jeszcze
mniej. Agnieszka będzie wysyłać informacje z numerem naszego konta, bo
wyjeżdżający mają wpłacić po 100 zł za krzyż i tłumaczenie Benedictusa na
włoski (prezent dla oblatów opactwa st. Cecilia) .
Potem kolędowaliśmy i zdecydowanie głosy męskie, głównie dzięki o. Włodzimierzowi, zdominowały żeńskie. Ojciec, patrząc na niedojedzone jabłka,
odśpiewał solo okolicznościową pastorałkę o Ewie w raju. Tak nawiasem,
chyba rzeczywiście tym razem było więcej panów niż pań i tak trzymać. tl
POŻEGNANIE MATKI KS. WIESŁAWA KANIUGI
10 stycznia AD 2015 odeszła do Pana w 88 roku życia śp. Stefania Kaniuga,
matka ośmiu synów i córki Ireny, która przez ostatnie czternaście lat troskliwie opiekowała się Mamą. Wśród synów jest dwóch kapłanów: ks.Wiesław
Kaniuga proboszcz parafii Św. Benedykta w Lubajnach koło Ostródy, diecezjalny opiekun naszej wspólnoty „Benedictus” oraz ks. kanonik Ludwik Kaniuga dyrektor administracyjny Wyższego Seminarium Duchownego Hosianum w Olsztynie-Redykajnach, gdzie od czterech lat odbywamy Benedyktyńskie Dni Skupienia.
We wtorek 13 stycznia żegnaliśmy śp. Stefanię Kaniuga w kościele pw.
św. Bartłomieja w Jezioranach. Głównym celebransem Mszy Św. był Arcybiskup Wojciech Ziemba Metropolita Warmiński. Mszę Św. koncelebrowali
ks. Arcybiskup Senior Edmund Piszcz, ks. Wiesław i ks. Ludwik Kaniuga,
księża Kanonicy Warmińskiej Kapituły Katedralnej, przedstawiciele Wyższego Seminarium Duchownego Hosianum, ks. Proboszcz parafii w Jezioranach Stanisław Jasiński oraz liczni kapłani koledzy synów Zmarłej.
– 24 –
We Mszy Św. uczestniczyła liczna rodzina, siostry zakonne, sąsiedzi, przyjaciele, znajomi, parafianie ks. Wiesława z Lubajn z delegacją
ze Szkoły Podstawowej w Zwierzewie i przedstawiciele wspólnoty
„Benedictus” (Barbara i Józef Marszałek, Maria Matczuk, Halina Dąbrowska, Joanna Letki, Maria Kalinowska).
Po Mszy Świętej ciało Zmarłej zostało pochowane na miejscowym cmentarzu komunalnym. Modlitwę na cmentarzu poprowadził ks. Arcybiskup Edmund Piszcz.
Pobożne i pracowite życie śp. Stefanii jest świadectwem wiary chrześcijańskiej.
NIECH ODPOCZYWA W POKOJU.
Coś się kończy, coś się zaczyna. 23 lutego 2015 w samo południe mnisi tynieccy dokonali wyboru. Za „Aktualnościami” strony tynieckiej donosimy:
O. SZYMON HIŻYCKI OSB
NOWYM OPATEM TYNIECKIM
– 25 –
O. dr Szymon Hiżycki OSB (ur. w 1980 r.) studiował teologię oraz filologię klasyczną; odbył specjalistyczne studia z zakresu starożytnego monastycyzmu w kolegium św. Anzelma w Rzymie. Jest miłośnikiem literatury klasycznej i Ojców Kościoła. W klasztorze pełnił funkcję opiekuna ministrantów,
duszpasterza akademickiego, bibliotekarza i rektora studiów. Do momentu
wyboru na urząd opacki był także mistrzem nowicjatu tynieckiego. Wykłada
w Kolegium Teologiczno-Filozoficznym oo. Dominikanów oraz jest autorem licznych artykułów na portalu „PS-PO”. Nowy opat tyniecki jest najmłodszym wybranym opatem w historii powojennego Tyńca oraz jednym
z młodszych w jego blisko tysiącletniej historii.
Przewielebnemu Ojcu Opatowi gratulujemy wyboru, życzymy potrzebnych
łask i Bożego błogosławieństwa na czas Jego posługi oraz obiecujemy wsparcie modlitewne.
– 26 –
PROGRAM SPOTKANIA W OLSZTYNIE
KATEDRALNY DOM PARAFIALNY
PONIEDZIAŁEK 2. II. 2015
16:00 – Chorał Gregoriański ze Scholą Węgajty (nauka śpiewu Nieszporów)
17:00 – ROZPOCZĘCIE COMIESIĘCZNEGO SPOTKANIA
WSPÓLNOTY „BENEDICTUS” – Bądź szczęśliwy!
– uroczyste zapalenia świecy – symbolu obecności wśród nas Chrystusa
– wezwanie do Ducha Świętego
– 10 min. indywidualnej medytacji w sercu
– Nieszpory
– Lectio Divina, Psalm 1
– Dzielenie się i umacnianie Słowem Bożym
– Sprawy bieżące Wspólnoty
– Eucharystia w Bazylice Katedralnej pod wezwaniem Św. Jakuba
DZIEŃ SKUPIENIA OBLATÓW W TYŃCU
SOBOTA 14. II. 2015
9.45
Spotkanie z o. Włodzimierzem w sali zielonej na Opatówce, konferencja – komentarz do Dekretu o Apostolstwie Świeckich
11.00
Msza Święta w kościele
12.00
Adoracja Najświętszego Sakramentu, okazja do spowiedzi
12.50
Modlitwa w ciągu dnia w kościele
13.00
Obiad
13.45 – 14.45
Spotkanie w sali zielonej, sprawy organizacyjne; Lectio
divina
15.00
Godzina czytań w kościele
– 27 –
WARSZAWSKIE SPOTKANIA BENEDYKTYŃSKIE
Temat:
Ojcze Nasz (cz. 2) o. Włodzimierz Zatorski OSB
27 lutego w piątek Ursynów
Parafia bł. Edmunda Bojanowskiego:
20.00
20.45
21.10
Msza św. z homilią
Agapa
Konferencja tematyczna i spotkanie zakończone Kompletą
28. lutego w sobotę kościół ss. sakramentek
na Rynku Nowego Miasta:
9.00
Ok. 9.45
10.00
10.45
Msza św. z homilią
Adoracja Najświętszego Sakramentu
Konferencja tematyczna
Spotkanie w salce zakończone Modlitwą w ciągu dnia
z Liturgii Godzin
KALENDARIUM
2.II
2.II
6–8.II
Ofiarowanie Pańskie
Spotkanie grupy Benedictus w Olsztynie
Benedyktyńskie dni skupienia w Gietrzwałdzie Królestwo Boże pośród
nas jest ( o. Włodzimierz Zatorski OSB)
10.II
Św. Scholastyki Dziewicy
14.II
Świętych Cyryla i Metodego Patronów Europy
14.II
Dzień skupienia oblatów tynieckich w Opactwie Benedyktynów w
Tyńcu, początek godzina 9:45
27-28.II Benedyktyńskie Spotkania w Warszawie Ojcze Nasz (cz. 2)
(O. Włodzimierz Zatorski OSB)
– 28 –

Podobne dokumenty

listopad - Opactwo Benedyktynów w Tyńcu

listopad - Opactwo Benedyktynów w Tyńcu mnie pytaniem, na które stale szukam odpowiedzi. Oznacza to, że jestem dla siebie misterium, które przerasta moje pojmowanie. Mówiąc nieco inaczej: jestem kimś większym, niż sobie z tego zdaję spra...

Bardziej szczegółowo