już dostepny - IV Liceum Ogólnokształcące im.Stefanii

Komentarze

Transkrypt

już dostepny - IV Liceum Ogólnokształcące im.Stefanii
Nr 2/2016
Gazetka IV Liceum Ogólnokształcącego im. Stefanii Sempołowskiej w Lublinie
Fot. redakcja
Dominika Buda, kl. 3d
W numerze:
Gen Freuda
Pocztówka z podróży:
Wielka Brytania
Relacja z koncertu
Imagine-Dragons
Wywiad z Angeliką
Majewską
Opowiadanie
Recenzja książki
Subiektywna lista
przebojów
Sportowa pasja
Fotorelacja ze studniówki
1
Deszczowa aura nie odpuszcza, zima odeszła w niepamięć, za oknem tylko
mgły, deszcz i kałuże. Luty znany nam dobrze z siarczystych mrozów, wielkich zasp,
rażących promieni słońca zniknął. Obecnie na zewnątrz szaleje wiatr, który często powoduje wielkie szkody , pada lodowaty deszcz, przez który uciekamy jak najszybciej do
domów lub nosimy szaliki po sam nos, by ukryć się przed nim.
Mimo wszystko jest to długo wyczekiwany miesiąc ze względu na czas wolny,
a co za tym idzie, możliwości wyjazdu, odpoczynku, regeneracji. Każdy chciałby go spędzić jak najlepiej, pomimo przeciwności pogodowych. Niestety w tym roku natura nas
nie rozpieszcza, ale według mnie każdy z nas powinien mieć swój kawałek świata, w którym będzie mógł się zatracić, mimo że na dworze ziąb. Często przez taką pogodę popadamy w zły nastrój, jesteśmy ospali, nie mamy na nic ochoty, jedynie skryć się gdzieś
przy kominku, najlepiej z bliską nam osobą i siedzieć tak godzinami. Wtedy rozmyślam
o tych pięknych zimowych pejzażach , które mam w sercu. Te chwile wywołują na mojej
twarzy uśmiech i zapominam o tym, co dzieje się za oknem. Jeszcze kilka lat temu zima
była naprawdę zimą, po wyjściu z domu człowiek z uśmiechem przemierzał białe pagórki. Cały świat pokryty był delikatnym, białym puchem, drzewa, krzewy, dachy domów,
kompletnie wszystko. Rozległe obszary "przyobleczone białym płótnem", a w oddali las,
w którym szare zarysy drzew przebijają się delikatnie między śnieżnobiałymi refleksami.
Poniżej domostwa, droga, wszystko to razem tworzy spójną całość. Moje miejsce na
ziemi wyglądało wtedy jak z bajki, najpiękniejszego snu. Teraz pozostaje tylko wyczekiwać tego magicznego pejzażu za rok.
Karolina Sikora, kl. 3d
W przypływie wolnego czasu zainteresował mnie życiorys pewnego malarza, Luciana Freuda. Wnuk Zygmunta Freuda, można by się spodziewać – zostanie wybitnym naukowcem. Dla nas, typowych przedstawicieli mentalności epoki industrialnej (wyjaśnię potem), droga życiowa, jaką obrał Lucian, a także jego córka, wyda się zawodem, w porównaniu z geniuszem ich przodka. Moim zdaniem zarówno Zygmunt, jak i jego wnuk Lucian, i prawnuczka Bella, są geniuszami. Jak to możliwe, że osoby tak różne charakterem, tworzące w zupełnie odmiennych
dziedzinach, nazwać można jednym, prostym słowem? Jakie cechy posiada geniusz? Co sprawia, że stajemy się superumysłem? Czy trzeba być krewniakiem Zygmunta Freuda? Odpowiedź na te i wiele innych, drobniejszych pytań,
postaram się umieścić w moim artykule. Zaczynamy.
Sekret geniuszu Freudów
Wbrew waszym potencjalnym oczekiwaniom nie
zdradzę teraz przepisu na stanie się geniuszem. Przecież
jakbym go znała, to sama bym go wykorzystała. Możecie
jednak odnaleźć tu inspirację do wykorzystania tego, co
w was najlepsze i do akceptacji tego, co słabsze.
Zygmunta Freuda znamy wszyscy. Twórca psychoanalizy, inspiracja do stworzenia behawioryzmu, ojciec
psychologii, a także wybitny filozof. Nie muszę wam tłumaczyć, dlaczego uważany jest za geniusza, jest to dla was
logiczne i doskonale zrozumiałe (uczą tego w szkole!). Lucian Freud, już nie znamy go wszyscy. Malarz, który ze
swoich modelów i modelek starał się wydobyć tragizm,
uczucie. Sławny jeszcze przed śmiercią, swój najsłynniejszy
obraz sprzedał za ponad 33 mln dolarów. Jego obrazy zdobiły wielkie galerie, takie jak Tate Museum w Londynie.
Geniusz? Być może. Ale mniej niż Zygmunt. Taką odpowiedź bym teraz od was usłyszała. Dlaczego? Tego również niedługo się dowiemy.
Bella Freud. Córka Luciana. Już nie wybitna malarka, żaden z niej naukowiec. Sama przyznaje się, że
w młodości lubiła robić nic. Aktualnie mniej znana projektantka mody. Wiedzie spokojne życie, kocha swoje studio,
całkowicie poświęca się swojej sztuce. Geniusz? Tutaj już
wasze wahanie by się zwiększyło. Czy to oznacza, że z biegiem lat gen wybitności ulega wyczerpaniu? Skądże znowu,
ulega modyfikacji. Pięknej, swoją drogą.
Każda z wymienionych przeze mnie osób była lub
jest geniuszem na swój własny sposób. Żyjemy w czasach,
w których nauczono nas myśleć skrajnie pragmatycznie.
W ocenie czyichś umiejętności kierujemy się tym, w czym
2
my/ludzkość możemy to wykorzystać. Nie patrzymy na to,
jakie znaczenie ma dana praca (tak, malarstwo również
wymaga wysiłku), tylko ile korzyści nam ona przyniesie.
Sukces w dziedzinie psychoanalizy zdaje nam się bardziej
przydatny niż kolejny obraz, z kolei lista osiągnięć malarza
imponuje nam bardziej niż stosunek do świata i wyobraźnia drugorzędnej projektantki mody. To zdaje się być
okrutne i abstrakcyjne, ale taka już jest nasza mentalność,
jak wcześniej przeze mnie nazwana – industrialna. Nie zauważamy tego tylko i wyłącznie, bo w tym się wychowaliśmy. W świecie normy, targetów i deadline’ów. W świecie,
gdzie geniuszem jest osoba, która w nowoczesnym kanonie uchodzi za perfekcyjną. W którym momencie zaczęliśmy mylić perfekcję z geniuszem?
Wady
Prześladują nas każdego dnia, powodują nasze
porażki, a tych z kolei śmiertelnie się boimy. Słabości, te
cechy naszego charakteru, które szkodzą społeczeństwu,
a jeżeli coś w nas nie pasuje, to stajemy się bezwartościowi.
To one nie pozwalają nam na osiągnięcie perfekcji. Wredne małe cechy. W miejscu, w którym rozpoczynają się nasze wady, ma miejsce egzamin na geniusza. Przeczytałam
w pewnym wywiadzie, że wybitna osoba nie słucha ani
komplementów, ani krytyki. Żyje sobą i siebie akceptuje.
Wyznacznikiem opinii o swoim dorobku jest ona sama.
W takich warunkach jednostka jest w stanie uwydatnić
w sobie to, co dobre, a to, co złe, zostawić w spokoju. Nieużywane odejdzie w niepamięć lub w pewnym stopniu
ustąpi zaletom. W tym miejscu przebiega formacja geniusza. Wybitny człowiek nie musi być świetny we wszystkim,
wykorzystuje to, co ma, czyli magiczny talent. Dla przy-
Nr 2/2016
kładu Lucian Freud był genialnym malarzem, ale tragicznym kierowcą. Źródła mówią, że wcale go to nie obchodziło.
Nie każdy prostokąt jest kwadratem,
ale każdy kwadrat jest prostokątem
Jako dziewczynka w podstawówce nie rozumiałam tej zasady. Teraz, po paru latach wałkowania, okazuje
się, że nie tylko doskonale do mnie dociera, ale także odnosi się do wielu aspektów naszego życia. Ta złota myśl
matematyki pomogła mi także w zobrazowaniu mojej teorii o geniuszach oraz obaleniu kolejnego mitu.
Często kojarzymy geniusz z wizjonerstwem, a nie
zawsze tym jest. Geniusz objawia się w każdej dziedzinie,
która powstała czy ma dopiero powstać. Zawsze znajdzie
się osoba, która akurat do tej jednej rzeczy ma smykałkę
i potrafi coś do niej wnieść. Zarówno cukiernik, jak i pisarz
może być wybitnym umysłem. Geniusz przestał być listą
zrealizowanych zadań, zaczął być twórcą. Ta definicja nigdy nie była piękniejsza.
W tym układzie zarówno Józef Czechowicz, jak
Gordon Ramsay, chodź zupełnie inni, są geniuszami. Cze-
chowicz był wizjonerem, Ramsay jest kucharzem. Najlepsi
w swych fachach. Nie każdy geniusz jest wizjonerem,
ale każdy wizjoner jest geniuszem. Nie każda sztuka
jest genialna, ale każdy geniusz jest sztuką.
Syndrom Ikara
Każdy z nas zna mit o Ikarze. Jego ojciec Dedal
skonstruował skrzydła dla siebie i syna, żeby uciec z pułapki zastawionej na niego przez króla Minosa. Troskliwy
ojciec ostrzegał Ikara, żeby ten nie latał zbyt blisko słońca,
jednak bohater w przypływie pewności siebie zapomniał
o radzie ojca. Wosk w skrzydłach Ikara stopił się, ukochany syn Dedala spadł i utonął.
Mity w wielu przypadkach mają nas czegoś nauczyć, zawierają pewną prawdę o naszym życiu. W tym
przypadku mowa jest o zaakceptowaniu własnej niższości
i niesięganiu po to, co leży poza naszymi możliwościami.
Aż chce mi się zapytać: kto wyznacza granicę moich możliwości?
Mit o Ikarze ma stronę, o której rzadko się w naszym społeczeństwie mówi. Bohater nie mógł latać zbyt
wysoko, ale także zbyt nisko – zamoczenie piór również
Pracownik Sotheby's trzyma ''Autoportret z podbitym okiem'' Luciana Freuda (Fot. Dominic Lipinski AP)
3
doprowadziłoby do śmierci bohatera. W bezpośredni sposób odnosi się to do nas. Nie można być zbyt pewnym
siebie, ale dokonywanie wyborów poniżej naszych możliwości jest równie niedobre. Dlaczego ta strona jest przed
nami ukrywana? Czemu nie możemy sami definiować własnych granic?
Świat, w którym żyjemy, mentalność industrialna
(zdefiniowana w ten sposób przez pisarza Setha Godina)
popycha nas do niskiej samooceny, do wtapiania się
w masę, do uczenia się życia. Tylko wybitny umysł się temu oprze. Kolejną cechą geniusza jest indywidualizm,
opuszczanie strefy komfortu, ale także bliska znajomość
samego siebie. Nie mylić indywidualizmu z samotnością!
Być superumyslem
Załóż się ze mną
Odnalazłam swój sposób na zbicie fortuny. Założę się z każdym z was o pewną sumkę albo batona, że jesteście geniuszami. Waszym zadaniem będzie odnalezienie
w sobie „genu Freuda”, a ja będę na to z przyjemnością
patrzeć. I jeść moje batony. Zakład?
4
Fot. www.quotationof.com
Fot. www.nowness.com
Fot. www.polskieradio.pl
Marzenie? Niekoniecznie. Jeśli masz w sobie chęć
opuszczenia przytulnego gniazdka i stworzenia czegoś
naprawdę odzwierciedlającego twój potencjał, w moim
mniemaniu jesteś na dobrej drodze. Możesz dzielić się
swoim geniuszem ze światem albo też nie. Rozmawiaj ze
sobą, słuchaj przede wszystkim tego głosu, który mówi do
ciebie bez przerwy (z wyjątkiem snu). Gdy poznasz siebie,
będziesz gotów ukazać się społeczeństwu jako nadumysł.
Wtedy powiesz im, że przecież nie robisz nic nadzwyczajnego, po prostu wykorzystujesz to, co masz w sobie. Wykorzystujesz to, bo wiesz, co w sobie masz. Mówił o tym
nawet Mark Twain. „Najpiękniejsza z tajemnic – być geniuszem i tylko samemu o tym wiedzieć”.
Nr 2/2016
Pocztówka z podróży
Wiktoria Dubrownik, kl. 2d
W deszczowej Anglii serca biją szybciej… Wielka Brytania od zawsze miała w sobie coś innego od
reszty Europy. Oddzielona nie tylko kanałem La Manche, ale także mentalnością i kulturą. Kojarzona
przede wszystkim z deszczem, Big Benem i rodziną królewską, stała się pewnego rodzaju chłodnym symbolem szyku.
Dlaczego tak wielu ludzi wybiera ją jako miejsce, które warto zobaczyć lub zatrzymać się tam na
stałe? Pochmurnego czerwcowego dnia około 1948r.
pewien pasażer na pokładzie „Empire Windrush”
spojrzał na pola w oddali i powiedział „Jeśli to jest
Anglia, podoba mi się”.
Każdy ma o niej własne wyobrażenie oparte
na skojarzeniach typu: piętrowe autobusy, wiejskie
domy, herbata z mlekiem czy różnorodne dzielnice
Londynu. I każde z tych skojarzeń jest prawidłowe,
bo w Anglii znajdziemy wszystkie te charakterystyczne
dla niej rzeczy i znacznie więcej. Oczywiście najchętniej odwiedzanym miastem jest Londyn. Jako stolica
jest jednym z najbardziej zróżnicowanych miejsc
w Anglii pod względem narodowościowym, a co za
tym idzie, również kulturowym (np. chińska dzielnica
Chinatown). Architektura miasta jest bardzo zróżnicowana w zależności od części i dzielnicy, w której się
znajdujemy. Od nowoczesnych budowli typu
30 St Mary Axe, potocznie zwanej ogórkiem w finansowej dzielnicy, po kamienice na starym mieście.
Ważną częścią życia jest dla Anglików słynna
na cały świat rodzina królewska. Mimo że nie jest to
5
jedyna monarchia w Europie, to z pewnością najbardziej popularna. Pełni ona raczej rolę reprezentatywną, a jej losy śledzi cały kraj.
Londyn jest jedną z czterech światowych stolic mody. O ile Francję charakteryzuje styl i szyk,
o tyle tutaj jest to absolutna dowolność, luz i oryginalność. Na ulicy można zobaczyć dosłownie wszystko,
bo w ubraniach nie ma ograniczeń.
Miejsca, które należy zobaczyć to: London
Eye, Tower Bridge, Big Ben, Buckingham Palace, Muzeum historii naturalnej (Natural History Museum),
Muzeum Alberta i Wiktorii, The Making Of Harry
Potter oraz stacja King’s Corss dla fanów serii o młodym czarodzieju, Camden Town (alternatywna dzielnica Londynu), Muzeum Nauki (Science Museum),
Muzeum figur woskowych Madame Tussaud, Hyde
Park. Warto także wybrać się do któregoś z brytyjskich teatrów. Nawet jeżeli nie mówimy biegle po angielsku, to gra aktorów na bardzo wysokim poziomie
oraz wyjątkowa atmosfera z pewnością dostarczą
mnóstwa wrażeń.
Londyn stanowi pewnego rodzaju obsesję,
w której warto się chociaż raz zagłębić.
Fot. centrumlotow.pl
Najstarszym systemem metra na świecie jest londyńskie
"Underground".

Londyn był pierwszym miastem, w którym pojawił się
smog. Pierwszy raz zaobserwowano to zjawisko już w połowie XVII wieku.

Londyn był pierwszym miastem na świecie, w którym pojawiły się uliczne latarnie.

W Londynie (w porównaniu do Wielkiej Brytanii) najrzadziej jest deszczowa, brzydka pogoda!

W Londynie znajduje się przeszło 150 teatrów.

Zwiedzanie Londynu nie musi być drogie. Wszystkie główne muzea i galerie sztuki oferują darmowe wejścia, często mają miejsce występy teatrów ulicznych.

Przebywając w tym jednym mieście masz możliwość zapoznania się z każdą kulturą świata.

Amatorzy kabaretu będą usatysfakcjonowani faktem, że
w londyńskich pubach bardzo często mają miejsce występy tzw. stand up comedy.
Fot. eplakaty.pl

Anglicy słyną ze specyficznego poczucia humoru., które zdobyło sobie rzesze fanów na całym świecie.
Oto jego mała dawka:
W Londynie w czasie II wojny światowej na jednym z domów umieszczono napis:
"Zapisz się do wojska, do sekcji skoczków spadochronowych. Teraz bardziej niebezpiecznie jest przejść przez ulicę, niż skoczyć ze spadochronem."
Pod spodem ktoś dopisał:
"Chętnie bym się zapisał, ale biuro jest po drugiej stronie ulicy".
6
angielski-humor.dowcipy.pl/
Nr 2/2016
Weronika Kwiatek kl. 3d
2 lutego w Łodzi po raz pierwszy w Polsce zagrał
amerykański zespół- Imagine Dragons w ramach trasy
koncertowej ich drugiego albumu „Smoke + Mirrors”.
W łódzkiej Atlas Arenie odliczałam minuty do
rozpoczęcia koncertu. Supportem przed gwiazdą wieczoru
był LemON. Dwa ulubione bandy w tym samym miejscu,
grający jeden po drugim… To było niesamowite.
Koncert zespołu LemONa urzekł mnie po raz
kolejny. Zagrali swoje najpopularniejsze przeboje, takie jak:
„Scarlett”, „Etiuda Zimowa”, „Będę z Tobą”, „Nice”,
„Jutro” czy „Spójrz”. Wokalista zespołu- Igor Herbut - po
raz kolejny pokazał, że ma w sobie potężny, ale zarazem
piękny głos i na pewno niejednemu przeszły ciarki po plecach. Mimo krótkiego czasu grania sprawili, że kilkutysięczna publiczność mogła wczuć się w atmosferę zbliżającego się koncertu Imagine Dragons.
Gdy wreszcie zgasły światła, wiedzieliśmy, że za
kilka sekund Smoki pojawią się na scenie. Podekscytowanie było w nas ogromne. Na początku spokojna muzyka…
a później „I’m sorry for everything, Oh everything I’ve
done..”. Koncert rozpoczął się piosenką „Shots”. Muzyka
7
od razu sprawiła, że ludzie zaczęli śpiewać, skakać, klaskać,
tańczyć. Kilkutysięczna publiczność dała się ponieść magii
muzyki. Tak było do końca koncertu. Imagine Dragons
nie zawiedli swoich fanów. Zagrali utwory takie jak:
„Demons”, „It’s time”, „On top the world”, „Roots”,
„Gold”, „I bet my life” czy wspomniane wcześniej
„Shots”.
Dan Reynolds opowiedział także, dlaczego tworzą
muzykę: „Ludzie niezależnie od płci, religii, zamieszkiwanego kraju gromadzą się w jednym celu, a tym celem jest
właśnie muzyka. Jest wiele rzeczy, które próbują dzielić, ale
muzyka to przezwycięży.” Po przemówieniu zaśpiewał
razem z publicznością „Forever young, I want to be forever young, Do you really want to live forever? Forever or
never…” Wiele osób włączyło latarki w swoich telefonach, co sprawiło bardzo nastrojową, refleksyjną atmosferę. To było po prostu piękne… Mam nadzieję, że
ID wystąpią jeszcze w Polsce, ponieważ być na ich koncercie to czysta przyjemność, ale także jest to oderwanie się
od rzeczywistego świata i przeniesienie do pięknej,
muzycznej krainy stworzonej przez tych wspaniałych ludzi.
Fot. ppcorn.com
z Angeliką Majewską, uczestniczką konkursu Miss Polonia 2015
rozmawia Ania Wójcik z kl. 2D
Angelika jest z Lublina, ma 21 lat, 179 cm wzrostu, ciepły uśmiech, niski sympatycznie
brzmiący głos. Dziewczyna z pasją. Interesuje się między innymi zdrowym żywieniem i modą.
Co skłoniło Cię do wzięcia udziału w konkursie na Najpiękniejszą Polkę ?
Chciałam przeżyć coś niecodziennego, poznać nowych ludzi,
byłam ciekawa takiego doświadczenia, jak konkurs na Miss,
a wydawało mi się, że posiadam podstawowe warunki, aby
być może coś w nim osiągnąć, dlatego poszłam na casting do
finału regionalnego. Tam zostałam II Wice Miss, dzięki czemu miałam możliwość później wystąpienia w finale ogólnopolskim.
Jak wyglądała Twoja przygoda z konkursem ?
Etap regionalny wspominam jako wspaniałą przygodę, bez
presji i specjalnych przygotowań, czułam się też swobodnie
ze względu na lokalne środowisko i dziewczyny pochodzące
z mojego miasta. Łatwiej było nam dzięki temu nawiązać
przyjaźnie. Finał ogólnopolski był już poważniejszym wyzwaniem, które wymagało specjalnych przygotowań na siłowni, u kosmetyczki oraz odwagi wejścia w zupełnie nowe
profesjonalne środowisko z nieznanymi ludźmi.
Jakie były relacje miedzy uczestniczkami ?
Rozmawiałyśmy ze sobą i można było nawiązać przyjaźnie,
jeśli znalazło się "bratnie dusze". Raczej były pary dziewczyn
- współlokatorki pokojów na zgrupowaniu, które trzymały
się ze sobą. Ja trafiłam na wspaniałą osobę, też Angelikę,
z którą wzajemnie się wspierałyśmy. Z innymi dziewczynami
dało się odczuć taką cichą rywalizację. Otwarcie żadna się do
tego nie przyznawała, ale samo przebywanie na takim zgrupowaniu wymaga od uczestniczki tego, aby reprezentowała
tam najlepszą wersję siebie. Według mnie każdy powinien
mieć tylko jedną taką wersję - prawdziwe, autentyczne JA.
Dlatego byłam po prostu taka, jaka jestem na co dzień i nie
udawałam kogoś, kim nie jestem, aby być "lepszą" i mieć
większe szanse na koronę Miss Polski.
8
Nr 2/2016
Czy udział w wyborach miał duży wpływ na Twoje życie ?
Na pewno miał wpływ, ale w każdym z etapów ten
wpływ był inny, ponieważ ja byłam inną osobą.
W etapie regionalnym mogłam rozwinąć poczucie
własnej wartości, pewność siebie na scenie oraz w wypowiadaniu się, etap ten miał na mnie bardzo pozytywny wpływ. Finał ogólnopolski odbył się po długiej
przerwie w mojej przygodzie z konkursem Miss, kiedy
byłam już dużo dojrzalsza duchowo i bardziej
"świadoma" tego, jak działa ten świat. Ten etap był dla
mnie próbą wytrwania przy swoich zasadach i wartościach, co bardzo mnie umocniło i ukształtowało we
mnie stanowczość w otwartym wyrażaniu swoich poglądów.
Jaki masz stosunek do pracy modelki i jak opisałabyś ten zawód ?
Moja styczność z tym zawodem nie była tak duża, ale
z tego, co mogę powiedzieć, jest to z jednej strony
zawód przyjemny, ponieważ praca polegająca na pozowaniu i uśmiechaniu się jest pracą niewymagającą wielkiego wysiłku fizycznego czy umysłowego. Bardzo
miłe jest, kiedy sztab osób pracuje nad twoim wyglądem, fryzurą i makijażem, i czujesz, że wszyscy o ciebie dbają. Z drugiej strony jest to zawód trudny psychicznie, ponieważ wymaga wielu wyrzeczeń. Trzeba
obsesyjnie myśleć o swojej sylwetce, co wpędza w kult
ciała oraz w pewnym sensie w egoizm. Trzeba uważać,
aby nie stać się zapatrzoną w samą siebie, co jest chyba
największym zagrożeniem w tym zawodzie.
Czym jest dla Ciebie moda ?
Moda nie jest dla mnie czymś wyjątkowo ważnym.
Znajduje się ona na jednym z ostatnich miejsc na liście
moich wartości. Nie szata zdobi człowieka ale jego
wnętrze i na tym staram się najbardziej skupiać.
Jak opisałabyś swój styl ? Skąd czerpiesz inspiracje na swoje outfity ?
To styl zwyczajnej dziewczyny, zabieganej studentki
niemającej czasu na poranne prasowanie koszuli czy
wybór sukienki. Zwykle można zobaczyć mnie
w większym swetrze i spodniach, ale bardzo lubię też
nosić rozkloszowane spódniczki, które podkreślają
mój dziewczęcy charakter. Inspiracje czerpię z własnej
wyobraźni, nie śledzę aktualnych trendów, ale noszę
to, co mi się podoba i w czym się dobrze czuję.
Jakie są Twoje zainteresowania i czym zajmujesz
się na co dzień ?
Na co dzień studiuję dietetykę na Uniwersytecie Me-
9
dycznym. Interesuję się związanym z tym kierunkiem
zdrowym odżywianiem oraz ogólnie jedzeniem. Poza
studiami śpiewam w zespole "Razem za Jezusem"
i angażuję się aktywnie w działalność Kościoła, ponieważ jestem bardzo wierzącą osobą i stawiam Boga
w centrum swojego życia.
Czy masz może jakaś anegdotę związana z konkursem lub radę dla czytelniczek ,,4+'' ?
Jeśli chodzi o moją radę... Taki konkurs może być dla
Was życiową przygodą, ale nie traktujcie udziału
w nim jako formy dowartościowania siebie, bo wtedy
to poczucie własnej wartości można tylko utracić. Najważniejsze to odnaleźć samego siebie w tym miejscu,
w którym się jest i w głębi własnej duszy. Zrozumieć,
że każda z nas, kobiet, jest tak samo cenna i piękna, bo
każda z nas jest wyjątkowa na swój własny sposób
i powołana do wielkich rzeczy nawet w zwykłej codzienności. Życzę wszystkim Czytelniczkom odwagi
do podejmowania niezwykłych wyzwań. Każdego dnia
Bóg daje nam taką szansę. Musimy tylko nauczyć się
dostrzegać Jego znaki ;)
Fot. z archiwum Angeliki Majewskiej
Fot. P
a
Książka Alberta Camus „Dżuma” przedstawia mieszkańców fikcyjnego miasta
Oran. Wybucha tam nagle epidemia dżumy, wszyscy są przerażeni, dochodzi do ogromniej
paniki. Coraz częściej zdarzają się przypadki śmiertelne. Zdrowi ludzie starają się izolować
od choroby w swoich domach. Zdarzają się jednak takie przypadki obywateli miasta, którzy są gotowi przeciwstawić się chorobie i pomagają tutejszym lekarzom. Jest to swoista
próba charakteru, walka ze swoim strachem i troska o innych.
Opisy życia w Oranie czasami przypominają opisy życia w okupowanym mieście.
Wszystko nagle się zmienia, zostają wprowadzone ostre przepisy, nikt nie może wyjść poza mury miasta. Każdy obawia się o swoje życie, dlatego też powstaje ruch oporu. Mieszkańcy są coraz bardziej przerażeni, coraz częściej wybuchają konflikty i dochodzi do przemocy. Władze mają problem z utrzymaniem izolacji miasta, niektórzy próbują ucieczki. Są
też tacy, którzy twierdzą, iż dżuma jest czymś dobrym. Myślą, że uda im się uciec od szarej
rzeczywistości. Jednak opisy zawarte w książce nie skupiają się głównie na problemie, jakim jest to, że choroba pochłania coraz więcej ludzi. Czytając widzimy miasto wyklęte
i ludzi, którzy pozostali sami z dżumą.
Tak naprawdę niewiele wiemy o miejscu i czasie akcji powieści. Wiemy tylko, że
akcja rozgrywa się w Oranie w latach czterdziestych dwudziestego wieku, czyli w czasie
trwania działań wojennych na frontach Europy i świata. Jednak wszyst- ko, co jest opisane w tej książce, nie wydarzyło się naprawdę. Powieść przedstawia
postawy mieszkańców i ich zmaganie się z ciężką chorobą. W takiej
sytuacji może znaleźć się każdy z nas. Ludzie są tam wystawieni na
próbę człowieczeństwa. Niektórzy z bohaterów są w stanie tak poświęcić się dla innego człowieka, że życie jego stawiają ponad swoim i często przypłacają to ceną najwyższą. Lecz są też tacy, którzy
robią wszystko dla korzyści materialnych. Ludzie często popadają
też w zwątpienie, ale trzeba to przetrwać i umieć się podnieść, by
pokazać swoją siłę i pomoc drugiemu człowiekowi.
Watro przeczytać tę książkę, aby wyciągnąć z niej naukę. Czasami musimy postawić wszystko na jedną kartę, ale gdy
już osiągniemy swój cel, wszystko wróci do nas
z podwojoną siłą. W powieści można doszukiwać się także
ukrytego sensu, którym jest zło w sensie uniwersalnym. Ludzie wyrządzali sobie krzywdę i nadal będą to robili, i to jest
chyba główną zarazą człowieczeństwa, która może przyjść
w najmniej oczekiwanym momencie.
ulina
Drąże
k
Paulina Drążek, kl. 3d
10
Nr 2/2016
Katarzyna Nakonieczna, kl. 3d
To
była już druga, okropna doba pobytu
na wyspie. Dopiero teraz zauważyłam,
że w ciszy czas niesłychanie się dłuży. Wyspa sama w sobie
była mała i egzotyczna. Jeszcze do niedawna lubiłam podróże i poznawanie właśnie takich, nieznanych miejsc.
Różnica polegała jednak na tym, że:
1) zawsze miałam przewodnika
2) spałam w pięciogwiazdkowym hotelu
3) nigdy nie zostałam pozostawiona na pastwę losu.
Lubiłam dobrą zabawę, czasem nawet dreszczyk adrenaliny, ale pobyt na wyspie był zbyt realistyczny i zwykłe
szczypanie się w najróżniejsze części ciała nic nie pomagało. Szczerze mówiąc to z każdą godziną czułam się coraz
bardziej zrozpaczona. Początkowo znajdowałam sobie
różne zajęcia. Na przykład obeszłam dookoła wyspę i okazało się, że jest naprawdę niewielka, ponieważ cała wyprawa zajęła mi niecałe dwie godziny. W międzyczasie szukałam też jedzenia i okazało się, że nie znajdę tu chyba nic
jadalnego oprócz ananasów, których kompletnie nienawidziłam. Na ich widok od razu robiło mi się niedobrze! Jak
więc mogłam przeżyć tu więcej niż tydzień? Zewsząd czułam się coraz bardziej osaczona przez swoje lęki. Maleńka
wysepka budziła we mnie klaustrofobię, jedzenie - mdłości, a każda kolejna noc - rosnące poczucie zagrożenia. To
miejsce zdecydowanie nie było odpowiednie dla osiemnastoletniej dziewczyny w krótkiej sukience, różowych szpilkach i paznokciach w takim samym kolorze. Znalazłam się
tutaj przypadkiem, a właściwie to przez zwykłe zrządzenie
losu. Decyzję o ucieczce z domów podjęliśmy zupełnie
niespodziewanie. Cztery godziny później byłam już spakowana i wspólnie czekaliśmy na statek pasażerski, który zabierze nas do nowego, lepszego świata. Ucieczka była zupełnie nie w moim stylu. Lubiłam swoje wygodne i poukładane życie. Ale jakie cuda potrafi zdziałać miłość? Cóż,
sama siebie nie poznaję... Statek był duży i luksusowy.
Opłaciłam go z pieniędzy, które ukradłam własnemu ojcu.
Może właśnie dlatego nasza piękna love story skończyła
się tak a nie inaczej? Czułam, że nastąpi coś złego już wtedy, gdy na horyzoncie zobaczyliśmy piracki okręt. Tego, co
działo się później, dokładnie nie pamiętam. Wiem, że doszło do walki i nastąpił straszny harmider. Doskonale pa-
11
miętam też słowa swojego ukochanego, który kazał mi
zakładać kamizelkę ratunkową i skakać do wody. Pamiętam też strach w jego oczach i złość, gdy ukradkiem pakowałam do plecaka ukochane szpilki. Z tego, co pamiętam,
to Eryk został na pokładzie, ja natomiast skoczyłam za
burtę i w jakiś magiczny sposób znalazłam się w tym miejscu. Szczerze mówiąc to wolałabym zostać przy nim
i godnie zginąć u jego boku. Taka śmierć byłaby piękna.
Może nawet napisaliby o tym w gazetach? Moje myśli od
dwóch dni pełne były najróżniejszych wątpliwości. Bezustannie myślałam o statku, o swojej głupocie i bezradności.
Z tego wszystkiego zaczęłam kreślić na piasku wzory matematyczne. To była ostatnia deska ratunku przed kompletnym wariactwem!
-Ewa? - usłyszałam za sobą męski głos i gwałtownie się
podniosłam. Za mną stał młody mężczyzna. Był bardzo
opalony i miał na sobie stare, sprane ubrania.
-Ewa? - powtórzył
-Nie, nazywam się Marianka - odparłam nieśmiało.
- Nie... ty na pewno musisz być Ewa - upierał się nieznajomy.
-To na pewno jakaś pomyłka! Naprawdę!
-Ty musisz być Ewa - powtórzył. - Jesteś w końcu pierwszą kobietą na tej wyspie. Zaśmiałam się nerwowo. W takim razie ty zapewne jesteś Adam? - zapytałam.
-Tak, ja jestem Adam - odparł dumnie.
-W takim razie, czy my jesteśmy w raju? - zapytałam z kpiną.
-Myślę, że to całkiem możliwe. W końcu jesteśmy pierwszymi ludźmi jakby nie było.
-Czyli myślisz, że przed nami nikogo tutaj nie było?
-To pewne - odparł Adam - gwiazdy i jakiekolwiek formy
życia właśnie na to wskazują.
-W takim razie od kiedy tu jesteś?
-Cóż, szczęśliwi czasu nie liczą droga Ewo. Muszę wyznać,
że czekałem na ciebie. Byłem pewny, że w końcu tu trafisz.
Poczułam się zaniepokojona, chyba jednak wolałam samotność. - Zaraz, to ty mnie znasz??- zapytałam zdziwiona.
-Jesteś Ewą. Jak mógłbym nie wiedzieć o twoim istnieniu?
-Zaraz, zaraz - byłam zirytowana coraz bardziej. - Dlacze-
go mówisz o tym z takim spokojem. Nigdy nie chciałeś
stąd uciec? Adam zdziwił się. - A po co? czy nie jest tutaj
wystarczająco wygodnie? Nie ma tego krzyku, pośpiechu,
nerwów...
-Ale ja muszę się stąd wydostać. To kompletnie nie moja
bajka.
Adam spoważniał. - Też tak myślałem - powiedział ze
smutkiem patrząc na moje szpilki. - Dla księżniczek nie ma
tu miejsca.
-Proszę, pomóż mi się stąd wydostać, błagam!!
-Cóż, aby wyjść z raju, pierwsi ludzie musieli zjeść jabłko.
Może powinnaś zrobić to samo.
-No dobra, ale tu nie ma jabłek!!
-Ale są ananasy. Naprawdę bardzo dobre.
Poczułam, że robi mi się niedobrze. Wszystko, tylko nie
ananasy - myślałam czując się uwięziona w tym miejscu do
końca świata i jeszcze o jeden dzień dłużej.

Rys. Ania Szarubka, kl. 2b
12
Nr 2/2016
Józa Janiuk, kl. 2d
Skubas - „Kosmos” - Ten Lublin to ma jednak zdolnych artystów.
Rick Astley - „Never gonna give you up” - Gwarantuję Wam, że nikt z Was nie usłyszy bardziej irytującej piosenki. Z głowy też się jej później nie pozbędziecie.
X Ambassadors - „Renegades” - Ostatnio mój ulubiony poprawiacz humoru.
Paolo Nutini - „Iron sky” - Określenie „głos jak dzwon” wydaje mi się nieodpowiednie. Bardziej cały zestaw dzwonów.
Janis Joplin - „Piece of my heart” - Niektóre piosenki są tak genialne, że aż mnie
w środku wszystko boli. To jest właśnie jedna z nich!
Everly Brothers - „All I have to do is dream” - Ze szczególnymi uściskami dla
wszystkich marzycieli.
Guns’n’Roses - „Don’t cry” - Tego głosu można słuchać do końca życia, nie ma opcji, żeby się znudził.
Nirvana - „Heart- shaped box” - Wszystkim tak zwanym fanom Nirvany, którzy
uważają, że „Smells like teen spirit” to ich najlepszy utwór polecam posłuchać właśnie tego.
2CELLOS - „Thunderstruck” - O tym nie jestem w stanie nic napisać. Po prostu
siądźcie, zobaczcie klip i bądźcie w szoku przez kilka następnych minut.
Muse - „Survival” - Szczególnie w wersji koncertowej. O maksymalnej głośności nie
muszę przypominać.
Rise Against - „Satellite” - Kawałek, który sprawił, że zakochałam się w brzmieniu
perkusji.
Breaking Benjamin - „The diary of Jane” - Słuchając tego w wersji akustycznej
uświadomiłam sobie, dlaczego tak bardzo nienawidzę wersji akustycznych.
Queen -„Bohemian Rapsody” - Tak jakby ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości co
do geniuszu Freddiego.
13
14
Nr 2/2016
Aleksander Bilczuk kl. 2d
Ze Śląskiego Błaszczykowski, z Mazowieckiego Lewandowski, a jaka gwiazda polskiej kadry z Lubelskiego ?
Największa gwiazda i duma województwa lubelskiego, która
zabłysnęła w Reprezentacji Polski, to lublinianin Jacek Bąk.
Jacek Bąk jest byłym polskim piłkarzem, reprezentantem
Polski, wielokrotnym kapitanem. Pierwsze kroki piłkarskiej kariery
stawiał właśnie tu - w Lublinie, w lokalnym klubie Motor Lublin.
W pierwszym zespole zadebiutował w wieku zaledwie 16 lat, a dwa
sezony później stał się podstawowym zawodnikiem drużyny, w której grał przez następne 2 lata. Potem przeniósł się do drużyny stojącej na podium polskiej ekstraklasy - Lecha Poznań, gdzie już
w pierwszym sezonie wywalczył tytuł Mistrza Polski. Dobre występy Jacka Bąka zostały zauważone przez ówczesnego selekcjonera
Reprezentacji Polski, który 1 lutego 1993 roku dał szansę debiutu
młodemu piłkarzowi w meczu z Cyprem. W lipcu 1995 roku wychowanek Motoru opuścił polską ziemię i przeniósł się do Francji,
do Olympique Lyon. W czołowej drużynie francuskiej ekstraklasy
rozegrał 114 meczów i strzelił 4 gole. Był wyróżniającym się obrońcą swojego zespołu i całej francuskiej ligi 1.
Polak w dalszych etapach swojej kariery grał w takich klubach jak RC Lens, Al-Rajjan SC, Austria Wiedeń i to właśnie w tym
ostatnim klubie zakończył swoją piękną i owocną karierę.
Jacek Bąk to wielki piłkarz, który daje powody do dumy
lublinianom, właśnie dzięki występom w takich wielkich klubach jak
Olympique Lyon oraz w reprezentacji, gdzie rozegrał 96 meczy
i strzelił 3 bramki.
15
Fot. sport.wp.pl
Nr 2/2016
Natalia Filus kl. 2d
Tydzień przed feriami naszą szkołę odwiedziła pani Katarzyna Michalak - reporterka Radia Lublin, nagrodzona Złotym Mikrofonem 2015. Celem spotkania z uczniami i nauczycielami naszego liceum było nagranie materiału dźwiękowego o liście miłosnym. Mogliśmy zobaczyć, jak wygląda praca dziennikarza radiowego
w praktyce. Przez dwie godziny rozmawialiśmy z panią redaktor o miłości, sztuce pisania listów oraz obecnych
sposobach komunikowania się. Czas nagrywania reportażu minął bardzo szybko i w przyjemnej atmosferze.
Rozmowy wokół miłosnego listu były tak pasjonujące, że nie chcieliśmy ich kończyć. Pani Katarzyna Michalak
miała trudny wybór, co zamieścić w materiale radiowym. Reportażu można posłuchać na stronie Radia Lublin.
Natalia Filus kl. 2d
Dominika Buda kl. 3d
Karolina Sikora kl. 3d
Wiktoria Dubrownik kl. 2d
IV Liceum Ogólnokształcące
im. Stefanii Sempołowskiej
w Lublinie
Anna Wójcik kl. 2d
Paulina Drążek kl. 3d
Józa Janiuk kl. 2d
Opiekunowie:
p. Małgorzata Badurowicz
p. Justyna Krupińska
ul. Szkolna 4
20-124 Lublin
Tel. +48 81 7477817
Fax: +48 81 7478023
E-mail: [email protected]
16
„Czwórka” w sieci: www.4lo.lublin.pl

Podobne dokumenty