polonia wloska - Związek Polaków we Włoszech

Komentarze

Transkrypt

polonia wloska - Związek Polaków we Włoszech
POLONIA WLOSKA
BIULETYN INFORMACYJNY
Rok 10 numer 4 (37) - 2005
IV Trimestre (novembre-dicembre-gennaio)
Redakcja Biuletynu już po raz dziesiąty składa
swoim Czytelnikom życzenia świąteczne, bo w
tym roku obchodzimy nasze dziesiąte wspólne
Boże Narodzenie!
Pierwszy numer naszego pisma
ukazał się w październiku
1995 r. był czarnobiały, bez
zdjęć i okładki, ale od tamtej
chwili niezmiennie towarzyszył
Polonii Włoskiej. Dziękujemy
wszystkim, którzy pomogli w
jego ukazywaniu się i
dziękujemy wszystkim, którzy z zainteresowaniem
go czytali!
A życzenia na Boże Narodzenie najlepiej
wyrazi za nas ks. Marian Burniak (czytaj na str. 3).
Redakcja
Spis treści
Świąteczna kartka z Brazylii
ks. Mariusz Berko
3
Tarnów – Udine 33100
Rozmowa z Andrzejem Litwornią
Beata I. Brózda
5
Stawiam na młodzież
Rozmowa z Grzegorzem Kaczyńskim
Andrzej Wątróbski
8
Podniszczony paszport
Rozmowa z Corso Salanim
Anna Jurasz
11
Odeszli: Kazimierz Zborowski
14
Słowa uznania o polskim wywiadzie
14
Nowe szanse, kruche fundamenty
Basil Kerski
15
Amici del Cenobio di San Vittore
Wojciech Przeklasa
19
Korespondencje i wydarzenia
20
Książka pod lupą
Polacy we Włoszech: Kto jest kim?
24
Z nowości wydawniczych
25
Zagadka posągu z Prato della Valle w Padwie
Mirosław Lenart
26
STORIA 1981 – 1983: nella morsa del potere
30
Polonia da scoprire Szczecin (Stettino)
IV
Redakcja-Redazione
Anna Jurasz, Beata Brózda Roccasecca,
Anna Januszkiewicz Gennusa,
Ania Malczewska, Andrzej Morawski,
Danuta Wojtaszczyk Gnutti.
Korespondenci: Barbara Głuska Trezzani
(Mediolan); JolantaTałaj-Raggioli (Toskania);
Wanda Orda Barazza (Turyn).
Daniela Pigliapoco.
Polonia Włoska - Biuletyn Informacyjny c/o
Associazione Generale dei Polacchi in Italia Via Piemonte, 117 - 00187 Roma,
Tel -Fax (+39 ) 064814 263
Direttore responsabile:
Andrea Morawski.
Registrazione presso il Tribunale di Roma
n. 561/96 del 15.11.96
Tipografia: Abilgraph,
Via Pietro Ottoboni 11 - 00159 Roma
Finito di stampare nel dicembre 2005.
Nasz BIULETYN znajdziecie także
na stronie internetowej:
www.polonia-wloska.org
Zawiadamiamy naszych Czytelników, że maile do
redakcji można kierować na adres:
[email protected]
W sprawach związkowych prosimy pisać na adres:
[email protected]
Ewentualne dobrowolne datki pieniężne na zwrot
kosztów druku, papieru i wysyłki prosimy kierować na
konto pocztowe: c/c n.91443002 Associazione Generale dei Polacchi in Italia
(z dopiskiem Polonia Włoska) Via Piemonte 117 00187 ROMA
Pismo dofinansowane przez Stowarzyszenie
"Wspólnota Polska" w Warszawie
ze środków Kancelarii Senatu RP
oraz Fundację Rzymską im. J.S. Umiastowskiej
Uwaga Czytelnicy-abonenci!
Biuletyn wychodzi regularnie cztery razy
do roku (pod koniec marca, czerwca,
listopada i grudnia) i jest wysyłany do
wszystkich. Monitujcie na poczcie i
informujcie redakcję, jeśli zauważycie, że
pismo do was nie dochodzi!
Na okładce: Stanisław Wyspiański Widok z okna
pracowni artysty na Kopiec Kościuszki w zimowy
pogodny dzień, 1905. Pastel. Muzeum Narodowe,
Kraków.
str. 3: “Pokłon trzech króli”, kwatera kwadryptyku z
Gdańska. Mistrz gdański, 1450
“G
dy nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego,
zrodzonego z niewiasty” /Ga 4,4/. “Maryja Panna, która
jako pierwsza przygotowała obiecanemu Mesjaszowi godne mieszkanie i
także dzisiaj ukazuje Go światu, niech uczy nas otwierać na oścież drzwi
naszych serc na Bożonarodzeniowe orędzie światłości i pokoju” /Jan
Paweł II/.
Najmilsi,
Radość
wciąż
na
nowo
przeżywanej tajemnicy betlejemskiej nocy uwesela miliony ludzi
ziemi. Bo Bóg daje siebie ludziom
w darze. Stąd “Boże Narodzenie
jest matką wszystkich świąt. Nie
mielibyśmy innych świąt – powie
św. Jan Chryzostom – gdyby się
Chrystus nie narodził”. Jest to
święto, które nie ma sobie równego
w roku.
“Noc, ze wszystkich nocy
najważniejsza,
Noc, ze wszystkich nocy
najbogatsza,
Cały świat w stajence się zmieścił,
Wieczność mniejsza jest
niż strzała światła.
Umilknęli aniołowie święci,
Usnął Mały, już chłód
Go nie zbudzi,
Od tej chwili, proszę zapamiętaj –
Bóg najbardziej potrzebuje ludzi”.
Józef Szczawiński
Tak, Bóg obdarzył nas zbawczą
miłością, bo na nas liczy i nas
potrzebuje. Nieodżałowanej pamięci
Sługa Boży Jan Paweł II w
inaugurującej
jego
pontyfikat
encyklice pisał: Chrystus Odkupiciel świata jest Tym, który dotknął
w sposób jedyny i niepowtarzalny
tajemnicę człowieka, który wszedł w
jego serce. Ta właśnie miłość Boga
do człowieka sprawiła, że człowiek
staje się wzniosłą i świętą
rzeczywistością – “res sacra homo”.
Kto z nas nie pamięta tych słów
“nie lękajcie się” wypowiedzianych
22 października 1978 roku. I w noc
Bożego
Narodzenia
również
słyszymy “nie lękajcie się” z ust
Aniołów. W dzisiejszym świecie
jest wielkie zapotrzebowanie na
ewangelię nadziei i miłości, bo
przecież lęków i obaw w życiu
codziennym wcale nie ubywa.
Dlatego z tak wielką radością i
nadzieją każdego roku obchodzimy
święto narodzin Miłości, Prawdy i
Pokoju w Betlejem naszych serc.
Niech Boża Dziecina wypełnia
serce każdego z nas. Niech swoją
dobrocią i miłością wspomaga
Związek Polaków we Włoszech i
wszystkie jego Organizacje w
służbie Bogu, Ojczyźnie i Rodakom
zamieszkałym
w
“Słonecznej
Italii”.
Równocześnie życzę na święta
Bożego Narodzenia wybranych
darów Bożej Dzieciny oraz
szczęśliwego i błogosławionego
Nowego Roku pod opieką “Tej co
Jasnej broni Częstochowy i w
Ostrej świeci Bramie”.
Z opłatkiem pokoju i miłości w
ręku dzielę się z Wami braterskimi
uczuciami serdeczności oddany w
Nowonarodzonym Panu
Ks. Marian Burniak TChr
Prezes Honorowy Związku Polaków
we Włoszech
Świąteczna kartka z Brazylii
“Grysik na mleku”
Serdecznie pozdrawiam z zalanego ulewnymi
deszczami Salvadoru w Brazylii. Gdy w Polsce
jest pełnia lata, u nas panuje pora deszczowa i
czas wytężonej pracy.
Coraz bardziej wrastam w
rzeczywistość favel, wśród których
mieszkam i wypełniam swoją
posługę. Coraz mniej czasu na listy,
na wspomnienia; albo może inaczej:
coraz więcej miłości dla tych, do
których Pan mnie posłał. Jednak,
wracając późnym wieczorem do
swego domu, przechodząc gęsto
zabudowanymi ścieżkami favel,
widząc setki prymitywnych domów,
barów, baraków, setki rodzin,
półnagie, biegające dzieci, wracam
myślami do ogródków z piękną,
wystrzyżoną trawą lub kwiatami, do
osiedli, bloków z trzepakiem i
placem zabaw, do rynków z kostką
brukową, dywanów w każdym
pokoju... biegnę do mojej drogiej
ojczyzny. Dwa światy i dwa smutki.
Często, kiedy pokazuję moim
parafianom zdjęcia lub czasopisma z
Polski, słyszę: “Jak tam jest pięknie,
tak elegancko, bogato. Polacy są
tacy szczęśliwi”. Myślę sobie
wtedy: “Mój Boże! Kto na tej ziemi
jest naprawdę szczęśliwy… ”
Wczoraj wraz z siostrami
zakonnymi zawieźliśmy do jednej
ze wspólnot zupę, coś jak nasz
grysik na mleku. Raz w tygodniu,
jeśli uda się nam zdobyć, (czyli
ubłagać w jakimś sklepie) darmowy
grysik, zawozimy go do
najbiedniejszych rejonów naszej
parafii. Ponieważ do wielu miejsc
nie da się dojechać samochodem
(zresztą ani parafia, ani siostry, ani
ja nie mamy samochodu) dwa
kilometry wertepami favel
ciągniemy na taczkach pełen
dwudziestolitrowy gar. Tak
naprawdę, jako jedyny mężczyzna
ja ciągnę, a siostry podtrzymują.
4
Gdy przybyliśmy na
miejsce, w starym
baraku była ustawiona
już dość długa kolejka.
Chciałem odpocząć po
wymagającej wysiłku i
uwagi drodze, jednak
wielu krzyczało, żeby
zupę rozdzielał padre.
Podobno lepiej smakuje.
Oczywiście była to
kokieteria, ale wziąłem
chochlę i rozdzielałem
białą papkę. Najpierw
dawałem po pełnym
talerzu, później trochę
mniej. Zupy ubywało
szybko, lecz kolejka
jakby rosła. Wreszcie
zarządziłem, trochę ze wstydem, że
mogą brać tylko dzieci. Ludzie
odchodzili z kolejki z miską w ręku,
ale stali z boku i patrzyli ze
spuszczoną głową, jak rozdaję
resztę zupy, a mnie chciało się
płakać... Kiedy przyszła jeszcze
jedna kobieta, z małym chłopcem
trzymającym miseczkę w ręku,
siedząc na trawie odpowiedziałem
tylko: “Przepraszam”. Kobieta,
widząc moje rozterki, objęła mnie
ramieniem i powiedziała: “Padre,
nie martw się. Nie zmienisz świata,
ważne że jesteś wśród nas”.
Wracając do domu, zastanawialiśmy się wraz z siostrami, co
jeszcze możemy zrobić dla tych
ludzi. Marzy się nam bar dla
ubogich, gdzie biedni mogliby zjeść
tanio, a dzieci za darmo. Marzy się
nam apteka z podstawowymi
lekarstwami i środkami opatrunkowymi (wiele dzieci umiera z braku
pierwszej pomocy medycznej np.
przez zakażenie). Marzy się nam
długopis i zeszyt dla dzieci
szkolnych... Okazuje się, że to są
marzenia z innego świata. Ofiarność
naszych parafian ledwie starcza na
prąd i paramenty potrzebne do mszy
św. Wszelkie organizacje
charytatywne z Europy bardziej są
skore, (co też nie jest takie proste)
pomóc w przedsięwzięciach
ważnych: w budowie szpitala czy
szkoły, w zakupieniu sprzętu
technicznego, ale dać na zupę? Tego
się nie da wymierzyć i pokazać
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
Dzieci z faveli Saramandaia
światu. Pozostaje nam żebranie.
Nikt nie uczył mnie żebrania, a tutaj
nawet żeby dostać minimum
socjalne, dla mnie samego za moją
pracę (100 reałów czyli 200 zł na
miesiąc, na kupno prostego posiłku
dziennie), muszę prosić kilka razy w
tygodniu, najczęściej słysząc: “Nie
ma. Może jutro”. Dla mnie to wielka
szkoła pokory...
Prawie wszyscy są nieczuli na
prośby, bo na każdym kroku ktoś
prosi o pomoc. Nawet milioner
mógłby rozdać to, co ma i
zabrakłoby dla wszystkich. Wielu
zaczepia mnie na ulicy i nie bardzo
chce wierzyć, że Europejczyk i nie
ma jednego reała... Najbardziej
bolesna jest odmowa proszącemu
dziecku. Kilka dni temu zaczepił
mnie siedmioletni chłopiec,
siedzący na chodniku: “Proszę mi
pomóc, jestem bardzo głodny”.
Popatrzyłem na niego. Zadbany,
dobrze ubrany, nie natrętny, mały
chłopiec. Kupiłem mu akaraże,
typową potrawę na Bahia, którą
sprzedają kobiety na ulicy.
Zapytałem go, dlaczego nie idzie do
domu. Odpowiedział mi:
“Przyjechałem do miasta z odległej
miejscowości z moim tatą. Tata leży
tam... pijany. Już trzy dni on pije i
śpi, a ja siedzę przy nim”.
Widziałem, że chłopiec chciał się
rozpłakać, ale się szybko opanował i
podając mi rękę, powiedział:
“ D z i ę k u ję . N i e c h c i ę B ó g
błogosławi przez całe twe życie...”
Odszedłem. To było
najpiękniejsze
błogosławieństwo, jakie
usłyszałem w życiu.
Udzielił
mi
go
siedmioletni chłopiec na
ulicy wielkiego miasta.
Obejrzałem
się.
Chłopiec usiadł przy
pijanym ojcu i poprawił
mu głowę.
I jeszcze jeden obrazek,
który Pan dał mi do
rozmyślań. Przed chwilą
na mojej ulicy mijałem
grupę
półnagich,
czekoladowych dzieciaków, które grały w
piłkę, zrobioną ze
s t a r y c h s z ma t . B y ł y t a k i e
roześmiane, o ciemnych radosnych
oczach... Zatrzymały piłkę, żebym
mógł spokojnie przejść.
Zatrzymałem się i ja na chwilę, aby
na nie popatrzeć. Wszyscy chłopcy
boso, w stary ch, brudny ch
spodenkach. Dziewczynki nieuczesane, w podartych bluzeczkach.
Wszystkie rozkrzyczane, ale
radosne i przyjazne dla siebie.
Starsze dzieci pomagały i bawiły
młodsze, dzieliły cukierek na cztery
części... Czy mam prawo zmieniać
ich świat?
Tak wędruję codziennie po
brazylijskich favelach i rozmawiając
z Panem, rozmyślam: “za czym tak
tęsknimy, za czym tak gonimy... o
co się martwimy... co jest tak
ważne, że nie śpimy po nocach...
Wszystko przemija, tylko jedno
pozostaje - Padre, nie zmienisz
świata. Ważne, że jesteś z nami”.
Z tą refleksją pozostawiam was,
moi drodzy. Na chwilę przenieśliście się do mojego brazylijskiego świata. Bóg zapłać
wszystkim za pamięć i proszę o
modlitwę – “Niech na Plataformie,
wśród favel Salvadoru nie zabraknie
grysiku na mleku dla każdego
głodnego dziecka”...
ks. Mariusz Berko
Zapraszam do galerii zdjęć:
www.favela.republika.pl
5
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
POLACY WE WŁOSZECH
W dniach 11 i 12 października br. w stacji naukowej PAN w
Rzymie odbyło się sympozjum związane z 40. rocznicą pracy
akademickiej Andrzeja Litworni (na zdjęciu obok). Wzięli w nim
udział studenci, byli studenci, współpracownicy naukowi i przyjaciele
profesora. Dzień wcześniej, w Instytucie Polskim odbyła się
konferencja, na której Andrzej Litwornia mówił o podróżnikach i
pielgrzymach polskich (według antologii dzienników “La porta
d’Italia”, której był kuratorem). W czasie tych “rzymskich dni”
profesora, Beata Brózda poprosiła go o rozmowę.
TARNÓW – UDINE 33100
Panie profesorze, czy zechciałby
Pan opowiedzieć naszym czytelnikom, jak zrodziło się pana
zainteresowanie się Włochami i
jak to się stało, że osiadł Pan we
Włoszech w Udine?
Zainteresowanie
to
sięga
pierwszych dziecięcych lektur.
Pamiętam, że jako dziecko
przeczytałem Serce Amicisa w
przekładzie Marii Konopnickiej w
wydaniu
powojennym,
nie
okrojonym. Byłem zachwycony
opisanymi tam Włochami i podobały
mi się te opowiadania dziadka o
honorze... W tym okresie byłem
wychowankiem Salezjanów, którzy
cały czas opowiadali nam o Turynie
i o świętych Marii Goretti i
Dominiku Savio, bardzo ich
idealizując - do tego stopnia, że
zaraz potem, w okresie liceum
zrodziła się we mnie myśl, że ci
święci to trochę frajerzy i wynikła
stąd moja polemika z księżmi i
katechetami. Myślałem, że to
niemożliwe, aby Włosi byli tylko
tacy, jak mówił
Savio: raczej
umrzeć niż zgrzeszyć!
Po okresie młodzieńczego buntu
nastał czas lektur poważniejszych i
coraz częstszy kontakt z kulturą
włoską.
Uważniej
słuchałem
opowieści mojej babki galicyjskiej,
która mówiła o tym jak dziadek
wrócił z wojny włoskiej w roku ’17
w mundurze austriackim, twierdząc
stanowczo: “Włochy to piękny kraj,
tylko trzeba by tam tych ludzi
wymienić...”. Tak zbierałem te
wszystkie wiadomości. Na studiach
zainteresowałem się poetą –
Sebastianem Grabowieckim, który
wprowadził mnie w całą szesnastowieczną strofikę włoską, a więc
m.in.
poznałem
tradycyjnie
prawdziwy sonet. Potem nastąpiła
praca magisterska, do której, jak się
okazało, wystarczyło materiałów,
które
znalazłem
w
polskich
archiwach, obrona doktoratu i
wyjazd do Włoch. Gdy wylądowałem w Rzymie, wiedziałem, że
bakcyl włoski jest już połknięty...
A więc miłość od pierwszego
wejrzenia?
Mam do Włoch taki stosunek
miłości: ja ten kraj kocham, a
zarazem nienawidzę go. Jestem
wielkim obrońcą Włoch, gdy mówią
o nich źle i jednocześnie zgadzam
się z Włochami gdy wyrażają się o
swoim kraju krytycznie. Gdy zdarzy
się natomiast, że ktoś zaczyna mi
przesadnie opowiadać o walorach
Włoch,
zaczynam
trochę
protestować, że może nie jest aż tak
wspaniale, jak ten ktoś to sobie
wyobraża. Ta identyfikacja z
Włochami jest taka sama jak z
Polską. Włochy są dla mnie drugą
ojczyzną, drugą – nie pierwszą. To
jest taka dobra macocha. Nowa
rodzicielka, nie alma mater, matka,
która wykarmiła.
Skąd decyzja zamieszkania w
Udine?
Otóż w ’92 odbył się konkurs [na
stanowisko profesora wydziału
polonistyki],
ogłoszony
rok
wcześniej. Miałem do wyboru
Lecce, coś jeszcze na południu i
Udine. I oczywiście wybrałem
Udine, bo blisko do Krakowa i
pomny
słów
mojej
babki
galicyjskiej, która mówiła, że Udine
to jest “nasza” twierdza (austriacka)
i leży niedaleko “naszego” Triestu i
“naszego” morza. Aby pojechać nad
Bałtyk konieczne były wtedy wizy, a
tu do Abacji, do Poli do Fiume
jeździło się nad “nasze” morze.
Powiedziałem sobie, że nigdzie
indziej bliżej Polski być we
Włoszech i uczyć na uniwersytecie
nie można. Wybrałem więc Udine i
wybrałem znakomicie. A jak dodam,
że urodziłem się w Tarnowie
podczas wojny w ’43, i że Udine ma
ten sam kod pocztowy co Tarnów
33-100, to tak jakbym miał
“potwierdzenie urzędowe”, że jest to
dla mnie najlepsze miejsce i najlepszy
wybór.
Pierwsze zawodowe kontakty
Pana ze środowiskiem uniwersyteckim sięgają roku ’75, kto był
dla pana Cyceronem w świecie
akademickim?
Tak się złożyło, że na rzymskiej
slawistyce
funkcję
zastępcy
dyrektora pełnił profesor Sante
Graciotti, który mnie przyjął i
przygarnął jak ojciec. Miałem wtedy
kłopoty z kartą pobytu i Sante od
samego początku zajął się mną
bardzo serdecznie - do tego stopnia,
że gdy zmarł mój rodzony ojciec,
Sante niejako zastąpił go. W
ostatnich dniach przed śmiercią mój
6
ojciec wyraził swoją wolę, abym jak
najszybciej ożenił się z moją obecną
żoną, a ówczesną narzeczoną. Był to
okres, kiedy stosowaliśmy “strategię
Miłosza”: zawsze któreś z nas
zostawało za granicą. Po moim
powrocie do Rzymu postanowiliśmy
z Krystyną spełnić wolę ojca. Z jej
strony na ślub przyjechała mama,
moja mama nie dostała pozwolenia i
wtedy Sante Graciotti zastąpił mi
rodzica, był właściwie jedynym
moim krewnym. Dodam, że był on
już wtedy znanym uczonym,
wielkim znawcą literatury polskowłoskiej... i tak zaczęła się nasza
współpraca. Początkowo krzyczał na
mnie przez cały czas, żebym
wreszcie coś napisał, a ja chciałem
najpierw
wszystko
zobaczyć,
przeczytać; przez pierwsze więc lata
nie pisałem prawie nic, gromadziłem
materiały, informacje - jak pszczółka
Maja i jak się okazało, dobrze
zrobiłem. Zacząłem pisać pod
koniec
lat
osiemdziesiątych...
Drugim, który mnie gonił do pisania
był profesor Biliński, który nieustannie krzyczał: “ależ kolego, tak nie
można...”. A ja wiedziałem, że mam
ciągle za mało materiałów, miałem
informacje, ale brakowało mi
faktów. To była szkoła profesora
Hernasa, który nauczył mnie, że aby
pisać trzeba znać fakty, mieć
erudycję i że dopiero wtedy rodzą
się pomysły...
Jak z biegiem lat zmieniało się
Pana zdaniem wyobrażenie przeciętnych Włochów o Polsce?
W połowie lat 70. praktycznie nie
wiedziano o Polsce nic, no może
poza jednym wyjątkiem. Pamiętam
jak w ’76 Polska doprowadziła
Włochów do szału ponieważ
wyeliminowała ich z mistrzostw
świata w piłce nożnej. Otóż nigdy
przedtem nie było takich rozruchów
pod polską Ambasadą. Był to jedyny
raz, gdy w budynku tym poleciały
szyby, konieczna była nawet
interwencja
policji.
No
cóż,
podejrzewano
nas
o
jakieś
machinacje. Nigdy później, nawet za
czasów Solidarności, nie zdarzyły
się podobne napięcia. Od 1978 roku
zaczęto zdawać sobie sprawę, że taki
kraj—Polska istnieje, a potem
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
przyszły lata ’80 i ’81 i Polacy
zaczęli częściej się pojawiać: Polacy
- uciekinierzy. Różnie to wtedy
bywało z tym wyobrażeniem o
naszym kraju. Ale fakt, że we
Włoszech był “nasz” Papież
powodował, że Włosi jak gdyby nie
śmieli zachowywać się tak brutalnie
w stosunku do Polaków, jak do
innych mniejszości imigracyjnych,
mimo, że czasami może były ku
temu powody. Same anioły się tu
nie znalazły. Taka ciekawostka. W
’75 moja przyjaciółka, Sycylijka,
zrobiła w swojej szkole plebiscyt:
trzeba było wymienić znanych
Polaków. Na pierwszym miejscu
znalazł się Boniek, potem Deyna i
Lato. W pierwszej dziesiątce nie
było nikogo poza sportowcami i to
był obraz Polski w ’75. Kopernik w
ogóle nie był wymieniony, bo
młodzież była przekonana, że
Kopernik to Włoch. Nikt nie
wiedział na przykład, że Sienkiewicz
od Quo vadis, to Polak. Nikt, kto we
Włoszech czyta tę powieść, a jest to
lektura dla uczniów w wieku
pierwszej komunii, nie zastanawia
się kim jest autor. Literatura polska
praktycznie była nieznana, dopiero
około roku osiemdziesiątego zaczęto
się nią interesować — najpierw
przez Konwickiego, potem przez
Miłosza (po nagrodzie Nobla).
A jak wyglądało to wśród
studentów? Co sprawiało, że decydowali się na studiowanie języka
polskiego?
W ‘75 było ich co kot napłakał,
ale w ’78 jesienią Sante Graciotti
zadzwonił do mnie i powiedział:
“Andrea ratuj” - po wyborze papieża
na polonistykę zapisało się 120
osób. Wtedy motywacją podjęcia
nauki języka polskiego był właśnie
papież z Polski, z dalekiego,
kuriozalnego kraju. Studenci zafascynowani byli postacią Jana Pawła
II. Taki przykład: mój student
Angelo, wybrał polonistykę włoską
między innymi dlatego, by wieczorami
móc
uczestniczyć
w
spotkaniach z Papieżem na placu św.
Piotra. W ’78 Papież, niepomny
zasad bezpieczeństwa, wychodził
bezpośrednio do zbierającej się na
placu młodzeży, siadał z nią i
śpiewał. Trwało to, dopóki gwardie
nie zabroniły mu tych “eskapad”.
Potem utworzyła się pewna stała
grupa dziesięciu osób rocznie, która
była rzeczywiście zainteresowana
studiowaniem polszczyzny, Polski i
kultury polskiej. Dzisiaj na uniwersytet w Udine trafiają zaintersowani
językiem, dlatego że podstawowym
kierunkiem jest w tej chwili
mediacja językowa, kulturalna. Nasz
Instytut stał się Departamentem
Języków i Kultur Europy ŚrodkowoWschodniej (szczegóły w Biuletynie
nr 34).
Najmłodsze pokolenie wybiera
kierunek studiów w celu zdobycia
zawodu, więc naukę języka i
poznanie kultury polskiej widzi w tej
perspektywie. Studenci starają się
poszerzyć
wachlarz
języków.
Oprócz angielskiego, który jest
obowiązkowy, szukają ciekawych
kombinacji
językowych.
Nasi
studenci to w dużej mierze dzieci
lokalnych przedsiębiorców, którzy
mają już jakieś kontakty, jakąś
fabrykę czy interesy w Czechach,
Słowacji czy w Polsce.
Ja mam zajęcia z cywilizacji. Na
pierwszym roku zajmujemy się
Polską przedrozbiorową, na drugim
– dziewiętnastowieczną, a na
trzecim wiekiem XX. Wykłady są
jednak czasowo bardzo ograniczone,
można omówić na nich jedynie
kwintesencję polskiej historii i
literatury w danym okresie. Moi
studenci
muszą
obowiązkowo
przeczytać Pana Tadeusza, Lalkę i
Wesele, to są trzy źródła wyobraźni
polskiej, polskie symbole. Gdy więc
widzą, co się dzieje w naszym
parlamencie i słyszą “sami swoi”,
“polska szopa” to już wiedzą o co
chodzi.
Na
pierwszym
roku
tłumaczę im, kto to był Kościuszko,
Mieszko Stary, przedstawiam im
poczet
królów
polskich.
Po
pierwszym semestrze zaczynają
mieć
pierwsze
pełniejsze
wiadomości. Na szczęście ukazała
się niedawno Storia della letteratura
polacca pod redakcją Marinellego.
Nie jest pomyślana jako podręcznik
akademicki,
daje
jednak
przynajmniej ogólne pojęcie o
procesie powstawania i rozwoju
literatury polskiej. Brakuje nato-
7
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
miast na włoskim rynku wydawniczym dobrze napisanej historii
Polski w formie popularnonaukoego opracowania.
Długoletnia praca naukowa, to
niezliczone kontakty z kolegami.
Czy jest Pan “zazdrosny” o
posiadaną, zdobytą wiedzę?
Na uniwersytecie wrocławskim
profesor Hernas wpoił mi zasadę, że
posiadanymi wiadomościami należy
się dzielić z innymi. On sam na
przykład, jeżeli tylko mógł komuś
coś powiedzieć, czego tamten nie
wiedział, podać mu ostrogi, to
mówił. Bo inaczej po co te
wiadomości? Wiadomości, które
siedzą w głowie i niczemu nie służą
to są wiadomości martwe. To samo
jest, gdy ktoś przyjeżdża, tak jak ja,
do innej uczelni i pełni funkcję
swego rodzaju banku danych. Po to
tu jestem: “banca dati”.
Poza tym dysponuję moją własną
ogromną biblioteką, którą udało mi
się przywieźć z Polski. Jest to zbiór,
prawie 20 tys. tomów, o którym
Raffo słusznie napisał, iż jest to
największa polonistyczna biblioteka
prywatna poza Polską, zwłaszcza w
zakresie literatury staropolskiej do
rozbiorów, i w mniejszym stopniu
literatury mickiewiczowskiej.
Dzielenie
się
wiedzą,
ta
generosità to jest minimum tego, co
można zrobić. Myślę, że jest głupotą
być skąpcem: takim psem ogrodnika
co to sam nie zeżre, a drugiemu nie
da.
Przyznał
Pan,
że
pisze
niechętnie, a jednocześnie, że
posiadaną wiedzą należy się
dzielić. Jak udaje się Panu
pogodzić te dwie sprzeczności?
Mam taką bibliofilską chorobę,
że jak tylko mam się czymś zająć, co
mnie interesuje, to natychmiast jadę
nakupić książek, wypełniam nimi
bagażnik auta, a potem w domu
czytam i czytam, aby po jakimś
czasie spokojnie usiąść i zabrać się
do pisania. W praktyce cały rok
czytam, a potem jak przychodzą
wakacje to siadam i zaczynam
dyktować teksty pani Annie, która
specjalnie na tę okazję przyjeżdza
do Udine. Można powiedzieć, że
przez cały rok zbieram fiszki, a
potem wypluwam z siebie “przetrawiony” materiał. A pani Anna jest
koniecznie potrzebna, bo aż wstyd
się przyznać, że pomimo iż pełniłem
różne funkcje i zajmowałem różne
także “techniczne” stanowiska, to do
tej pory pozostaję analfabetą w
zakresie posługiwania się nowoczesnym sprzętem i technologią.
Czy ma Pan swoje preferencje
w lekturach?
Czytam wszystko. Wszystko
mnie interesuje. Jestem taką sroką
naukową. Cokolwiek nowego się
ukazuje, przykuwa moją uwagę.
Zwłaszcza jak czegoś nie wiem, bo
gdy człowiek jest czegoś ciekawy, to
ma po co żyć. Jest to rodzaj
uczciwości wobec siebie: dlaczego
inni wiedzą, a ja nie wiem? Wynika
to także z pewnego luksusu w jakim
żyjemy z moją żoną; z ogromnej
ilości czasu, który mogę poświęcić
czytaniu.
Oprócz tego, że w naszym domu
jest mnóstwo książek, to także bywa
u nas wielu ciekawych ludzi. Proszę
pamiętać, że Udine położone jest
gdzieś w połowie drogi między
Krakowem czy Wrocławiem i
Cieszynem a Rzymem. Mamy
przyjaciół, którzy mówią, że nasz
dom jest jak zajazd. I zdarza się, że
zajeżdżają do nas osoby znaczące
dla kultury polskiej, których nigdy
nie miałbym okazji gościć, których
nigdy prawdopodobnie bym nie
poznał, gdybym był w Polsce i
pracował na uczelni we Wrocławiu.
Nie
zaprzyjaźniłbym
się
z
Herlingiem, ani z państwem
Wajdami, ani z całą masą osób,
które są właściwie symbolem
polskiej kultury. Przebywanie tu
faworyzowało mnie w pewien
sposób. Ja zajmowałem się nimi,
tłumaczyłem i w ten sposób byli oni
niejako “skazani” na kontakt ze
mną, co sprawiało, że z czasem
rodził się głębszy, niż zwykła
znajomość, związek.
Dziękuje za rozmowę.
rozmawiała Beata I. Brózda
Andrzej Litwornia, historyk literatury polskiej, nauczyciel akademicki;
ur. 5 października 1943 w Tarnowie, syn Kazimierza i Zofii z Murawów;
żonaty: Krystyna Schwarzer-Litwornia (artysta plastyk).
Studia: Uniwersytet Wrocławski, filologia polska (1961–1966), doktorat
(promotor: Cz. Hernas, 1974). Asystent (1966–1967), starszy asystent (1967–
1974), adiunkt (1974–1992), wicedyrektor Instytutu Filologii Polskiej
Uniwersytetu Wrocławskiego(1975-1978); stypendysta rządu włoskiego
(Rzym. styczeńczerwiec 1974); lektor (1979-1984) i profesor kontraktowy
(1984-1985) na Università degli Studi di Roma “La Sapienza”; lektor (19901992) na Università degli Studi di Firenze; od 1992 profesor języka i literatury
polskiej na Università degli Studi di Udine oraz czasowo (1993-1996) na
Università degli Studi di Pisa.
Prowadzi badania naukowe w dziedzinie literatury staropolskiej (zwłaszcza
baroku) oraz związków kulturalnych i literackich polsko–włoskich od XVI do
XX wieku (np. Polacy we Włoszech, recepcja Dantego i Petrarki w Polsce).
Autor monografii Sebastian Grabowiecki (Wrocław 1976), kilkudziesięciu
artykułów i esejów w “Pamiętniku Literackim”, “Pracach Literackich”,
“Odrodzeniu i Reformacji w Polsce”, “Arkuszu”, oraz tomach zbiorowych;
tomu studiów W Rzymie zwyciężonym Rzym niezwyciężony, poświęconego
obrazowi Wiecznego Miasta w polskiej kulturze przełomu XVI–XVII wieku
(Warszawa 2003); licznych recenzji i omówień naukowych również w
“Ricerche Slavistiche”, “Slavia Orientalis”, “Biuletynie Historii Sztuki” i in.;
współautor antologii La porta d’Italia. Diari e viaggiatori polacchi in FriuliVenezia Giulia dal XVI al XIX secolo (Udine 2000).
Odznaczenia: Nagroda Ministra Szkolnictwa Wyższego (1976), odznaka
“Zasłużony dla kultury polskiej” (1989). Należał do: Związku Harcerstwa
Polskiego (1957–1980), Związku Nauczycielstwa Polskiego Uniwersytetu
Wrocławskiego (1967–1980), “Solidarności” Uniwersytetu Wrocławskiego
(1980–1981). We Włoszech na stałe od roku 1992; miejsce zamieszkania:
Udine;
Bibl.: Arch. ZPwW (kwestionariusz); K. Dopierała, H. Fokciński Polonia
włoska. Słownik Polaków i instytucji polskich we Włoszech, Bydgoszcz 2002;
8
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
Kontynuujemy rozpoczęty w poprzednim numerze
Biuletynu wywiad z
Grzegorzem Kaczyńskim,
wiceprezesem Związku Polaków we Włoszech
Stawiam na młodzież
G. Kaczyński
J
est Pan z zawodu socjologiem...
Socjologiem, ale także i
afrykanistą i religioznawcą.
Socjologia jest jednak moim
kierunkiem podstawowym. Z
socjologii, jeszcze w Warszawie,
robiłem zarówno doktorat jak i
habilitację. Jeśli spojrzeć natomiast
na moją produkcję naukową, to jest
ona pewnego rodzaju syntezą moich
wcześniejszych zainteresowań i
badań.
W przeszłości zajmowałem się
ruchami i zjawiskami religijnymi w
czarnej Afryce na pograniczu
kultury europejskiej z afrykańską,
które odegrały ważną rolę
polityczną. Była to więc socjologia
religii, plus afrykanistyka. Potem
prowadziłem badania dla strony
włoskiej o kościele w Polsce oraz o
idei wolności religijnej. W ostatnim
okresie zajmuję się też socjologią
Floriana Znanieckiego, szczególnie
jego socjologią wiedzy. Dziś wiele
uwagi poświęcam polskiej tradycji
myśli socjologicznej oraz socjologii
migracji. Zajmuję się wreszcie
myślą socjologiczną Luigiego
Sturza – założyciela włoskiej partii
ludowej, która w okresie faszyzmu,
jako jedyna, była największym
stronnictwem opozycyjnym w
parlamencie włoskim. Ostatnim
pomysłem, który mi chodzi po
głowie od wielu już lat, jest
napisanie dużej pracy dotyczącej
emigracji i imigracji jako procesu
społecznego z uwzględnienim
przede wszystkim doświadczeń
polskich.
Ma Pan na ten temat swoje
bezpośrednie obserwacje. We
Włoszech zamieszkał Pan prawie
20 lat temu, dlaczego właśnie
tam?
Życie w Polsce na początku lat
osiemdziesiątych nie było ani łatwe,
ani przyjemne. Moja żona jest
Włoszką; mamy dwoje dzieci, które
wówczas były malutkie; po sześciu
latach trudnego życia w Warszawie
w okresie ideologii sukcesu
wybraliśmy Włochy. Dodatkowym
argumentem były puste półki w
sklepach spożywczych i stypendium
rządu włoskiego, jakie wówczas
uzyskałem. Potem zaproponowano
mi pracę na uniwersytecie na
Sycylii. I tak zostałem we
Włoszech, odkładając powrót do
kraju na lata późniejsze.
Do roku 1987 byłem nadal
zatrudniony w Warszawie, w
Polskiej Akademii Nauk, jako
adiunkt. Ponieważ jednak ideologicznie podpadłem, “zaproponowano” mi odejście z pracy.
Zaraz potem zabrano mi moje
warszawskie mieszkanie. Tak
wyglądały moje ostatnie związki z
ojczyzną.
Pańska historia jest podobna
do wielu innych. Pan nie był ani
pierwszym, ani ostatnim, którego
tak potraktowano...
Rozmiar liczbowy podłości nie
pomniejsza tragedii indywidualnej;
nieszczęście innych nie pomniejsza
nieszczęścia osobistego i nie może
być otuchą osobistą. Faktem jest, że
znalazłem się na stałe we Włoszech,
które stały się moją drugą ojczyzną.
Wprawdzie w wyniku ograniczonego wyboru, ale w końcu z
wyboru.
Czy już wówczas myślał Pan o
działalności polonijnej?
Uważałem, że się do tego
zupełnie nie nadaję. Gdy wcześniej
w swojej pracy uczelnianej
zetknąłem się z problemami
Polaków zamieszkałych poza
ojczyzną, przekonałem się, że wielu
działaczy i wiele organizacji
polonijnych jest ze sobą, delikatnie
mówiąc, skłóconych. Taka sytuacja
nie zachęcała do pracy w
środowisku polonijnym.
Ale przyszedł taki moment,
kiedy mój stary włoski znajomy –
pan Stanisław Morawski i inni
rodacy z głową na karku,
postanowili stworzyć w Italii
federację organizacji polonijnych,
która miałaby na celu zintegrowanie
polskiego środowiska Rzymu,
Turynu i Mediolanu oraz licznych
niewielkich stowarzyszeń lokalnych.
W roku 1995 odbyło się
pierwsze, niezapomniane spotkanie
przedstawicieli polskich stowarzyszeń w Tortoreto Lido. W
podjętej tam uchwale określono
pilną konieczność zintensyfikowania działalności istniejących we
Włoszech organizacji polskich oraz
wspierania pomocą stowarzyszeń
nowo powstających. Uznano
również za istotne utworzenie bazy
9
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
danych o Polakach we
Włoszech, potrzebę wzrostu
przepływu informacji oraz
w y mia nę dośw i a d c z e ń
pomiędzy wszystkimi stowarzyszeniami. Postanowiono
wreszcie podjąć działania do
utworzenia organizacji federacyjnej reprezentującej
sprawy Polaków we
Włoszech.
Zadania te zaczęto
stopniowo realizow ać,
doprowadzają c d o I I
Spotkania Polonii Włoskiej
w marcu 1996 roku w
Rzymie i do oficjalnego
powstania Związku Polaków
we Włoszech.
Polonia włoska nie
należy do najliczniejszych
w Europie?
W porównaniu z
sąsiednimi środowiskami
polonijnymi we Francji czy
Niemczech jesteśmy zdecydowanie
mniej liczni. Nie w ilości jednak
siła.
Jaka jest dziś Polonia włoska?
Nasz Związek jest federacją
kilkunastu organizacji członkowskich, które łącznie liczą blisko dwa
tysiące rodaków i działalnością
obejmują bardzo rozproszone
środowisko polonijne. To właśnie
rozproszenie jest cechą charakterystyczną emigracji włoskiej. We
Włoszech są trzy większe skupiska
Polonii – w Rzymie, Mediolanie i
Turynie, gdzie zaraz po II wojnie
światowej powstało, działajace
nadal świetnie, Ognisko Polskie.
Wspólnota mediolańskie skupia
starą i nową emigrację. Największe i
najbardziej zróżnicowane jest
natomiast środowisko rzymskie,
gdzie znajduje się wiele instytucji
polskich - takich jak placówki
dyplomatyczne, stacja naukowa
PAN-u, akademie teologiczne,
Instytut Polski czy wreszcie domy
zakonne polskich księży i sióstr.
Jak wygląda współpraca
organizacji polonijnych z innymi
instytucjami?
współpraca z polskimi
placówkami dyplomatycznymi. Nasze inicjatywy
są nawet często wspomagane przez nie finansowo.
Dzięki tej pomocy możemy
organizować wspólnie
koncerty, spotkania czy
wystawy. Wiele małych
organizacji urządza swoje
zebrania w pomieszczeniach konsulatów RP.
Jako ciekawostkę podam,
że w niedalekiej przeszłości
na wszystkie ważniejsze
spotkania polonijne
zapraszany był zawsze ks.
abp Dziwisz, najbliższy
współpracownik Jan a
Pawła II, który nigdy nie
uhonorował nas jednak
swoją obecnością.
Grzegorz Kaczyński
na schodach kościoła w Tyńcu
Jesteśmy otwarci na każdą formę
wspólnego działania ze wszystkimi,
którzy interesują się kulturą polską i
problemami emigrantów polskich.
Przez pewien czas sam współpracowałem bardzo blisko z polskim
duszpasterzem, który jest proboszczem jednej z parafii w Katanii.
Bardzo mnie cieszyło, że zarówno
wspólnota wiernych, jak i założone
przeze mnie w 1997 r. Stowarzyszenie rozwijały się bardzo
szybko. Na nabożeństwa przychodziło coraz więcej Polaków.
Szczególnie dużym powodzeniem
cieszyły się spotkania środowiskowe organizowane po niedzielnych
nabożeństwach. Potem ksiądz zajął
się niemal wyłącznie ludźmi, którzy
przyjeżdżali do Włoch do pracy
sezonowej. Nasze Stowarzyszenie
też przez jakiś czas włączyło się do
tej akcji pomocy charytatywnej. Ale
rychło okazało się niestety, że
parafia poczęła się przekształcać w
coś w rodzaju pośrednictwa pracy.
Akcja charytatywna zmieniła się w
interes ekonomiczny, nie bardzo
jasny tak w sensie prawnym, jak i
społecznym i moralnym. Wtedy
nasze wspólne działanie się urwało.
Dobrze natomiast układa się dziś
A z kim współpraca się
nie układa?
Powiedziałbym raczej, że
są czasem pewne nieporozumienia.
A wynikają one z nieznajomości
specyfiki
emigracyjnej.
Wiele
organizacji krajowych uważa np., że
skoro jesteśmy na zachodzie, to
musimy mieć dużo funduszy na
naszą działalność. Tak jednak wcale
nie jest. Może Polonia amerykańska
dysponuje dużymi możliwościami
finansowymi... Nasze organizacje
wpłacają do Związku tylko 3 Euro
rocznie od każdego swojego
członka. Kwota, którą dysponujemy
jest więc naprawdę niewielka. Z
tych wspólnych pieniędzy pokrywamy koszty wydawania i wysyłki
własnego biuletynu informacyjnego.
Dzięki
własnym
skromnym
funduszom i – jak już wspomniałem
– przy pomocy niektórych polskich
organizacji i instytucji obecnych we
Włoszech przygotowujemy co roku
walny zjazd naszego Związku. Na
wszystkie jednak spotkania, w tym
spotkania Zarządu, przyjeżdżamy za
własne pieniądze, płacąc za
przejazdy i noclegi. Nawiasem
mówiąc, te spotkania są zawsze
organizowane w coraz to innym
regionie Włoch. Okazuje się, że jest
to bardzo trafna forma integracji
środowiskowej.
10
Mimo, iż żyje Pan na stałe w
Katanii, od roku jest Pan też
związany
z
Uniwersytetem
Szczecińskim...
Cała prawie nauka opiera się na
kontaktach międzyosobowych. Ludzie,
którzy się znają współpracują ze
sobą lepiej i łatwiej jest im tworzyć
wspólne projekty.
O Uniwersytecie Szczecińskim
opowiadał mi mój przyjaciel prof.
Szajkowski. To on podsunął mi
myśl współpracy z tą uczelnią.
Potem nastąpiło spotkanie z prof.
Głowackim, kierownikiem Zakładu
Integracji Europejskiej im. Jeana
Monneta, który potrafił mnie
przekonać i zainteresować licznymi
możliwościami tej młodej placówki.
I tak objąłem katedrę socjologii.
Jak dziś postrzega Pan Polskę
po wielu latach nieobecności w
kraju?
Dostrzegam w kraju oczywiście
duże zmiany, tak pozytywne, jak i
negatywne. Te ostatnie może nie są
jeszcze czytelne w szczegółach.
Prawdopodobnie trochę zbyt wiele
wzięto z demokracji zachodnich, i to
w dodatku z tego, co wcale nie jest
najlepsze.
Polska w okresie minionych
czternastu lat bardziej się zamerykanizowała niż np. Włochy w ciągu
ostatniego pół wieku. To widać w
napisach na sklepach, sposobie
myślenia, czy metodach odwoływania się do pewnych wartości oraz w
nieustannej gonitwie za dobrami
materialnymi. Życie codzienne
zatraca cechy polskości, staje się
uniwersalne ale i nijakie.
Dzieje się tak może dlatego, że
społeczeństwo polskie nie jest
jeszcze nasycone dobrami i musi się
nimi najpierw nasycić. Trzeba by
jednak zrozumieć, że są to tylko
dobra materialne, a więc cele
instrumentalne a nie cele same w
sobie, które mogłyby nadać życiu
podstawowy i trwały sens. Zbyt
często interes ekonomiczny przesuwa na dalszy plan wartości
moralne i społeczne.
W Polsce dostrzegam nadal
niską kulturę polityczną, zarówno
na samej górze, jak i na dole. Nie
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
wszyscy rozumieją jeszcze, że nie
wystarczy zostać politykiem, aby się
znać na wszystkim. A przecież
żadna promocja polityczna nie ma
sensu bez promocji fachowej, bez
kompetencji
zawodowej
itp.
Lojalność partyjna lub środowiskowa poparta przemijającym sukcesem wyborczym usuwa często w
cień
dobro
ogólnospołeczne,
lojalność obywatelską. Nie bierze
się pod uwagę, że w wielu
kwestiach społecznych właśnie
mniejszość ma rację, a nie
większość. Przecież, jak świadczy
historia demokracji zachodnich, a
także już i naszej polskiej,
większość jest mniej rozumna niż
mniejszość.
Rozwaga, polityczny rozsądek i
poświęcenie społeczne jest cechą
mniejszości.
Demokracja
nie
powinna przekształcić się w
dyktaturę większości.
W Polsce poza częstym brakiem
kompetencji, brakuje też tolerancji
wobec ludzi inaczej myślących.
Wiele decyzji, zarówno lewicy jak
prawicy, jest dziś nieprzemyślanych, wiele z nich wykazuje
znamiona korupcji. Jest to
marnowanie pieniędzy publicznych
i kapitału społecznego.
Wielu krajowych polityków,
szczególnie tych związanych
r ó ż ny mi w i ę z a mi z e s t a r ą
nomenklaturą, nigdy nie splamiło
się w swojej karierze uczciwą pracą,
wielu z nich ukończyło w swej
karierze jedynie akademie
pierwszomajowe, a o ekonomii
kapitalistycznej wiedzą oni tyle ile
nauczyli się z Kapitału Marksa. Ich
wizja rozwoju świata już dawno się
skompromitowała. Proponowane
programy nie są budowaniem
nowego porządku społecznego, lecz
nowego nieporządku społecznego.
Pokładam mimo wszystko wielką
nadzieję w młodzieży polskiej
takiej, jaką mam okazję poznać na
uniwersytecie. Podziwiam jej zapał
do nauki, jej autentyczną ideowość i
chęć włączenia się w proces zmiany
na lepsze. Myślę, że będzie ona w
stanie nawiązać do najlepszej
tradycji polskiej inteligencji, która
traktowała pracę jako powołanie
społeczne i patriotyczne. Co do
przyszłości Polski jestem więc
optymistą.
Potwierdzeniem tego optymizmu
może być rezultat referendum, który
zadecydował o wejściu Polski do
Unii Europejskiej. Wreszcie
powróciliśmy do Europy i szans,
które z tego wynikają nie
powinniśmy zaprzepaścić. Nastąpi
tak jeśli wykażemy, że potrafimy
nasze uczestnictwo w Unii
traktować w sposób godny i
twórczy, a nie tylko konsumpcyjny.
Jest więc nadzieja, że
zapoczątkowane kilkanaście lat
temu zmiany doprowadzą nas
kiedyś do pełnej normalności.
Dziękuje za rozmowę.
rozmawiał Andrzej Wątróbski
Powy ższy wy wiad został
przeprowadzony we wrześniu b.r.
roku podczas IV Międzynarodowej
Konferencji Polonijnej “Europa
polskich ojczyzn” zorganizowanej
przez Uniwersytet Szczeciński.
Grzegorz Jerzy Kaczyński, prof.
dr hab., socjolog, religioznawca i
afrykanista. Nauczyciel akademicki ostatnio związany z Università
degli studi di Catania. Autor wielu
publikacji naukowych. Członek
instytucji naukowych w Polsce i w
Europie.
Za pomoc w ukazaniu się niniejszego Biuletynu
Redakcja składa podziękowania : Stowarzyszeniu
“Wspólnota Polska”, Fundacji Rzymskiej im. J. S.
Umiastowskiej, firmom: COGEFIM S.r.l. i
INDESIT COMPANY.
Ponadto dziękujemy: Ognisku Polskiemu w Turynie i pani Barbarze
Nowina Jankowskiej z Rzymu.
11
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
WŁOSI W POLSCE
W
zimie ubrany bywa w czarną kurtkę z dużą naszywką przedstawiającą
białego orzełka. W polskim sklepie przy Tiburtinie spotyka się z
entuzjazjastyczną reakcją, gdy prosi o kabanosy w naszym języku. Jest filmmakerem: aktorem, operatorem i montażystą. Reżyserem filmów autorskich
– fabularnych i dokumentalnych, z których niektóre nakręcił w Polsce.
Podniszczony paszport
A
więc dlaczego Polska?
Odkąd zacząłem podróżować i kręcić filmy, często bywałem
na wschodzie Europy. W którymś
momencie (a było to w roku 1993)
do skompletowania pełnej listy
krajów tej części świata, zabrakło
mi Polski. Jechałem wtedy
samochodem w kierunku Rumunii z
moim przyjacielem, operatorem,
niby na dokumentację. Zupełnie
przypadkowo, gdzieś za Mestre,
zadecydowaliśmy, że nie skręcimy
na wschód, lecz pojedziemy na
północ, do Polski. I tak się to
zaczęło.
Jakie były pierwsze wrażenia?
Żadnej niespodzianki, żadnego
zdziwienia. Polska była krajem,
który jakoś już wcześniej znałem,
coś o nim czytałem. Miejcem w
świecie, które sobie wyobraziłem.
Spodziewałem się, że zrobi na mnie
dobre wrażenie i tak się stało.
Wcześniej już wiedziałem, jakie
będą polskie lasy, jaki kolor piasku
nad morzem. Wtedy oglądaliśmy
różne miejsca: pojechaliśmy nad
morze i z powrotem. W Łebie i w
Warszawie działa się część filmu,
który potem nakręciłem.
Od roku 1993 do 1999 bywałem
w Polsce wiele razy. Nakręciłem
różne filmy (dokumentalne i
fabulane). A w roku 1999 zatrzymałem się w Warszawie na 7
miesięcy.
W celu...
Najpierw montowałem mój
dokument nakręcony zresztą, żeby
było śmieszniej w Argentynie.
To dlaczego montowałeś go w
Polsce?
Corso Salani w filmie „Corrispondenze private”
Bo już byłem zaręczony z moją
przyszłą żoną, Małgorzatą. A poza
tym pociągała mnie możliwość
pomieszkania przez jakiś czas w
Polsce. Więc dla próby zacząłem
montaż i od razu okazało się, że
była to słuszna decyzja: ceny postprodukcji bardzo niskie i bardzo
wysoka fachowość.
Jak porozumiewałeś się z
montażystą, Polakiem?
Przede wszyskim przy pomocy
uśmiechów. Poza tym wymienialiśmy z rzadka jakieś słowo po
angielsku. No i przygotowałem
drobiazgową listę montażową.
Mogłem wybrać godziny w ciągu
całą dobę trwającego dnia pracy.
Wybrałem godziny wieczorne i
nocne i to zwiększyło naszą
zażyłość. Więc nawet bez słów
dobrze się nam pracowało.
Kiedy montowanie się skończyło, znalazłem pracę w szkole
języków obcych, na Nowym
Świecie. Była to szkoła prywatna
języka włoskiego i hiszpańskiego,
prowadzona przez dwóch Kolumbijczyków. Nawiasem mówiąc, na
początku spytali się mnie oni, co
robię w Polsce. Co ja, Włoch robię
w Polsce! Co wy tu robicie, raczej!
Pracy w szkole języków nie
uważałem za ostateczną, potrzebna
mi była, by móc dłużej zatrzymać
się w Warszawie. Szukałem też
zatrudnienia w różnych firmach
włoskich, ale tam wymagana była
znajomość języka polskiego, więc
nie miałem szans.
Jakie były motywacje twoich
uczniów, by uczyć się włoskiego?
Dużo było dziewczyn, zaręczonych z Włochami, ale była też grupa
prawdziwych miłośników mojego
kraju. Świetnie orientowali się w
kulturze Włoch (wiedzieli nawet o
istnieniu drużyny piłkarskiej “La
12
Fiorentina” z mojego miasta). Praca
z nimi była więc bardzo interesująca. Lekcje odbywały się po
południu lub w sobotę rano, ale
wszyscy byli na nich zawsze bardzo
uważni. Część uczyła się włoskiego
tylko po to, by odbyć podróż do
Italii i móc się tutaj porozumieć. Ja
natomiast, nie będąc zawodowym
nauczycielem, musiałem sobie
radzić i często improwizować. W
domu przerabiałem gramatykę i
uczyłem się więcej niż oni, bo nie
pamiętałem całej masy rzeczy. Ale
lekcje polegały głównie na dialogu,
konwersacji.
Zauważyłeś pewnie przy tej
okazji, jakim szczególnym kultem
darzą Polacy twój kraj.
Tak, mają moim zdaniem
m n i e ma n i e o I t a l i i t r o c h ę
przesadne...
W tym okresie w Polsce
zachodziły dynamiczne zmiany,
miałeś okazję to zauważyć?
Gdy przyjeżdżałem do Warszawy, za każdym razem uderzała mnie
szybkość z jaką to miasto się
modernizowało. Nowe gmachy
pojawiały się jedne po drugich. Z
każdą moją wizytą widziałem coś
nowego i coraz bardziej nowoczesnego. Między wakacjami letnimi a
Bożym Narodzeniem już zmieniała
się panorama. Tym samym zacierały
się stopniowo ślady stolicy
powojennej lat 50. - 90. Teraz chyba
ten proces jakoś się zahamował.
Czy widzisz pod tym względem
duże różnice między stolicą a
prowincją?
Widzę duże różnice, zwłaszcza
ogólnie między miastem a prowincją. Zakopane i Ustka, które
znam, żyją tylko w sezonie
turystycznym. Natomiast Łeba jest
kurortem, jak włoskie Rimini – cały
rok nastawione na turystykę,
wypoczynek i rozrywkę.
Jak wyglądało twoje życie w
Warszawie?
Czułem się bardzo dobrze. Nie
wiem, czy tak samo żyje i czuje się
przeciętny Polak, ale przynajmniej
starałem się nie zachowywać się jak
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
typowy turysta–cudzoziemiec.
Utrzymywałem się z pensji
zarobionej w Polsce, nie miałem
żadnych rezerw.
Nie, zdecydownanie nie miałem
trudności. Wprost przeciwnie,
często o wiele gorzej czuję się w
Rzymie (jestem Florentyńczykiem).
Nie zasmucała cię ta przysłowiowa masa szarych chmur, która
przed wiekami wprawiała w
przygnębienie królową Bonę?
Absolutnie nie. Może dlatego, że
ten aspekt zupełnie mnie nie
obchodzi. Przeżyłem polską zimę,
temperatury były niskie i duży
śnieg. Chodzenie po takim śniegu,
to prawda, jest bardzo niewygodne.
Ale ile niespodzianek! Kiedyś była
ogromna śnieżyca, a w mieście
wszystko działało, życie szło
normalnie do przodu (ludzie
docierali do pracy, funkcjonowały
autobusy, tramwaje). Gdyby
zdarzyło się to w Rzymie, wszystko
byłoby sparaliżowane przez tydzień!
Zresztą tego dnia poszedłem
specjalnie wieczorem na spacer na
Stare Miasto. Wieczorne latarnie,
wielkie płaty śniegu spadały na
Starówkę. Była to jedna z
najpiękniejszych rzeczy, które
przeżyłem w czasie moich licznych
podróży.
Warszawa to piękne miasto,
jeżeli nie oczekujesz oczywiście
rzeczy, które są tylko tu, we
Włoszech – jak przemożna
obecność dzieł sztuki na każdym
kroku. W Polsce życie jest
niewątpliwie inne, jakoś bardziej
poważne...
Jak to...
Zdecydowanie tak. Wydaje mi
się nawet, że i ludzie są jacyś
bardziej na serio. Może to moja
słaba znajomość języka, ale wydaje
mi się, że w stosunku do Włoch
mniej jest w relacjach ludzkich
nieścisłości, niesprecyzowania,
lawirowania. Może na codzień
współżycie jest trudniejsze (typu,
banalnie: w sklepach jest mniej
“kurtuazji”). Ale za to stosunki
między ludźmi zyskują. Nie ma tej
niepotrzebnej i nachalnej “przyjacielskości”, pełnej nieprawdziwej
zażyłości. A z drugiej strony Polacy
dalecy są od zimnej i sztywnej
formalności. W kontaktach z nimi
znajdowałem zawsze właściwy,
nigdy nie przesadny dystans.
A jeśli chodzi o takie zdziwienia
czy niespodzianki, to było nim
niewątpliwie (i jest ciągle)
przejrzyste światło nad morzem, na
przykład we wrześniu. Kolor
Bałtyku i ten typ oświetlenia,
zwłaszcza o zachodzie, jest zupełnie
szczególny.
Miałeś okazję to sfilmować?
Jeszcze nie. Nad morzem
kręciłem w listopadzie, więc niebo
zasnute było chmurami. A potem w
Zakopanem – też zupełnie inna
sceneria, śnieg iskrzący się w
słońcu. Nie, to nie to samo.
Jakieś negatywne refleksje?
Nnnie. Może tylko, ale to
głównie wśród osób starszych,
zaskakująca postawa jakiejś obawy
czy lęku wobec państwa, instytucji
państwowych, służb porządkowych
itd. Widzę to nawet u Małgorzaty.
Na przejściach granicznych (teraz
mniej, Polska jest przecież w
Europie) był prawie zawsze dramat:
nerwowe uczucie lęku przed policją
przygraniczną. A przecież, kiedy
jedziemy autokarem, to już raczej na
mnie bardziej podejrzliwie patrzą
panowie w mundurach. Mam
paszport porządnie wyświechtany.
Tak, ten ciężar przeszłości, tę
obawę przed “państwem”, to jeszcze
ciagle się czuje.
Jakim cudem w twoim prywatnym zbiorze dyskograficznym
znajdują się płyty Ireny Santor,
Violetty Villas, Kaliny Jędrusik?
...Ale też i “Kabaretu Starszych
Panów”... Tak, jest to muzyka
przestarzała, a zwłaszcza jeśli
chodzi o Irenę Santor, dla “szerokiej
publiczności”. (Małgorzatę już same
okładki napełniają grozą) a ja
uwielbiam te piosenki! W ’95,
szukałem, zwłaszcza na straganach,
muzyki romantycznej z lat 60-70 do
mojego filmu i przez przypadek
usły szałem Santor, kupiłem
“Najpiękniejsze przeboje...” użyłem
13
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
potem tej muzyki w moim
dokumencie o Zakopanem. Polski
rock nie podoba mi się, ale właściwie
żaden rock mi się nie podoba.
Jak przebiega twoja praca z
polskimi artystami?
Mam właśnie rozpocząć
produkcję filmu, w ktorym dwie
główne role są obsadzone przez
Polki.
W scenariuszu użyłem specjalnie
tych dwóch postaci, bo chciałem
pracować z aktorkami polskimi.
Zetknąłem się już uprzednio z
wieloma z nich i muszę przyznać, że
poziom, przygotowanie i profesjonalność artystów polskich zrobiła na
mnie ogromne wrażenie. Film z taką
interpretacją zyskuje klasę i
nieporównanie wyższy poziom.
Sposób gry Polaków jest mało
“łaciński” tzn. bardzo oszczędny,
minimalny, ale równocześnie
intensywny.
Moje polskie aktorki ogromnie
dużo wnoszą do filmu, nie
przygniatając go swoją osobowością. Nakręciłem wiele zdjęć
próbnych do filmu “Zmęczone
oczy” i miałem trudności z
wyborem jednej osoby. Na 50
aktorek 45 było świetnych, a 5
bardzo dobrych!
Czy chodziłeś w Polsce do teatru?
Tak, i brawurę aktorów daje się
odczuć nawet jeśli nie rozumie się
tekstu. Na przykład ja do teatru
włoskiego w ogóle nie chodzę,
wydaje mi się, że słyszę ze sceny
nieustanny wrzask. Paradoksalnie
więc chętniej chodziłem na
spektakl, którego nie rozumiałem,
ale z którego coś mi zostawało.
Ostatnio niestety zauważyłem
pewne zmiany na gorsze w pracy
zespołów produkcyjnych: gubią
teksty, które się im proponuje, nie
odpowiadają na listy, telefony – tak,
jakby przejęły negatywne zachowania niektórych włoskich zespołów.
A ponieważ mój przyszły film ma
być koprodukcją polsko-włoską,
odczuwam to na własnej skórze,
kontakty stały się bardziej męczące.
A jak z nauką polskiego?
Nie, nie mogę powiedzieć, że
uczę się tego języka. Kiedy jestem w
Polsce sam daję sobie jakoś radę,
jestem do tego zmuszony. Zabawne
jest, że zaledwie uda mi się
powiedzieć trzy słowa, reakcja jest
zawsze entuzjastyczna. Polacy
natychmiast z zapałem biorą udział w
“konwersacji”. Ale uczyć się
polskiego? Nie, to za trudne. Co to
jest?! Mówisz 2, 3, 4 jabłka, a 5?
Wszystko się zmienia! Robicie mało,
by zachęcić cudzoziemca do waszej
mowy!
Corso Salani, urodził się we
Florencji w 1961 r. W 1984 r.
zdobył dyplom florenckiego
Istituto di Scienze
Cinematografiche.
Od r. 1985 mieszka w Rzymie. W
1995 r. prowadził kursy na temat
“kina minimalnego” (niskobudżetowego) w Buenos Aires w
instytucie la Universidad del Cine.
W 1999 r. był nauczycielem
języka włoskiego w szkole
języków obcych Accademia
Italiana w Warszawie.
Filmografia:
Voci d’Europa (1989) - Film
Gli ultimi giorni (1991) - Film
Gli occhi stanchi (1995) - Film
Cono Sur (1998) - Dok.
Occidente (2000) - Film
Corrispondenze private (2002) Film
• Palabras (2003) - Film
• Tre donne in Europa (2004)-Dok.
•
•
•
•
•
•
1 i 2 grudnia w programie
telewizyjnym La7 wyświetlone
zostały dwa filmy Corso Salaniego
Occidente z Agnieszką Czekańską
w roli głównej i Palabras.
Wieczór poprzedzony został
rozmową z reżyserem.
rozmawiała Anna Jurasz
KONKURSY
Do najmłodszych,
w 2002 r. redakcja Biuletynu Informacyjnego
ogłosiła konkurs plastyczny dla dzieci Polskie Boże
Narodzenie. Inicjatywa ta cieszyła się dużym
powodzeniem. Nadeszło wiele prac, które ozdobiły
zimowy numer kwartalnika (5(25)/2002).
Tym razem chcielibyśmy zachęcić najmłodszych
przedstawicieli Polonii włoskiej do udziału w
konkursie plastycznym o tematyce wielkanocnej.
KONKURS PLASTYCZNY PT. “POLSKA WIELKANOC”
Konkurs przeznaczony jest dla dzieci w wieku 513 lat. Pracę należy zakomponować pionowo na
kartce o rozmiarach 210 x 297 mm (format A4).
Termin nadsyłania upływa z dniem 10 lutego 2006.
Prace w usztywnionej kopercie z dopiskiem Polska
Wielkanoc prosimy przesyłać na adres redakcji
Biuletynu Informacyjnego: via Piemonte 117, 00187
Roma.
Rysunek (w dowolnej technice) zdobywcy
pierwszego miejsca ozdobi okładkę świątecznego
wydania Biuletynu Informacyjnego.
Wysyłka powinna być opatrzona kartą
zawierającą następujące dane: imię, nazwisko,
wiek autora, adres, telefon, ewentualnie e-mail.
Zwracamy się z uprzejmą prośbą o
rozpropagowanie informacji o konkursie w
szkołach polskich w Rzymie i Mediolanie oraz we
wszystkich stowarzyszeniach włosko-polskich,
wśród przyjaciół i znajomych.
Zapraszamy do udziału!
14
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
ODESZLI
28 listopada b.r. zmarł nagle w Turynie
U
rodził się 13 sierpnia 1918 r.
w Kołomyi, gdzie ukończył
studia licealne. Studia na Wydziale
Prawa Uniwersytetu Lwowskiego
przerwał wybuch wojny w 1939 r.
W 1940 roku zostaje wywieziony
do Związku Radzieckiego na
przymusowe roboty. W styczniu
1942 r. wstępuje do wojska gen.
Andersa. Na Środkowym
Wschodzie zostaje przydzielony
do artylerii przeciwlotniczej 3-ciej
Dywizji Strzelców Karpackich. Uczęszcza do szkoły
Podchorążych Artylerii i kończy ją już w randze
oficera bierze udział we wszystkich akcjach Drugiego
Korpusu Polskiego we Włoszech, od Castel di Sangro,
poprzez Monte Cassino, Ankonę, aż do uwolnienia
Bolonii.
Otrzymuje szereg odznaczeń wojskowych polskich
i brytyjskich. W 1946 r. osiada w Turynie, gdzie
KAZIMIERZ ZBOROWSKI
studiuje ekonomię na Uniwersytecie Turyńskim.
W 1947 r. poślubia włoszkę, Elianę Fantato. Z
małżeństwa rodzą się dzieci Stefan i Laura. Przez
długie lata współpracuje z Rafinerią Rol z grupy
Montedison. Od samego początku Zborowski należy
do grupy polskich oficerów, którzy osiedlili się w
Turynie i w 1949 r. jest jednym z założycieli Ogniska
Polskiego. Powierzoną mu funkcję skarbnika piastuje
aż do swojej śmierci. Obdarzony wielu zaletami,
zdobywa sobie ogromny szacunek i uznanie.
Patriota, wyróżnia się niezłomną postawą w
działalności niepodległościowej Ogniska i za to zostaje
odznaczony przez rząd w Londynie Złotym Krzyżem
Zasługi. Otrzymuje nominację na kapitana PSZ
(Polskich Sił Zbrojnych), a za zasługi za pracę
społeczną w Italii zostaje odznaczony Krzyżem
Kawalerskim Republiki Włoskiej.
Ognisko Polskie i środowisko turyńskie straciło
wspaniałego człowieka i drogiego przyjaciela, który
pozostawia po sobie wielką pustkę.
Mieczysław Rasiej
CURIOSA
Słowa uznania o polskim wywiadzie
4 lipca 2005 w brytyjskim ministerstwie spraw
zagranicznych odbyła się prezntacja książki
zatytułowanej "Raport Angielsko-Polskiej Komisji
Historycznej".
Z
dokumentu wynika, że około 44 proc.
informacji angielskiego wywiadu podczas II
Wojny Światowej pochodziło od polskiego ruchu
oporu.
Raport jest owocem współpracy polsko-angielskiej
komisji, którą powołano w 2000 roku, na mocy
porozumienia ówczesnego premiera Polski Jerzego
Buzka i premiera Wielkiej Brytanii Tony Blaira.
Polscy i angielscy historycy badali wszelkie
dostępne archiwa, w których mogły się znajdować
dokumenty dotyczące działalności polskich służb
wywiadowczych w czasie wojny.
Po raz pierwszy badaczom udostępniono także
informacje pochodzące z archiwów brytyjskiego
wywiadu. Z prac komisji wynika, że wkład polskiego
wywiadu w działalność angielskiej służby śledczej był
bardzo duży - polscy agenci działali nie tylko w
Europie, ale także w obu Amerykach i na Bliskim
Wschodzie. Od Polaków pochodziły m.in. informacje o
produkcji zakładów niemieckich, o sytuacji polskich
Żydów i o produkcji rakiet V1 i V2. Jednym z
największych sukcesów polskiego wywiadu było
rozpracowanie niemieckiego systemu szyfrującego “Enigma”.
Oficjalna prezentacja
publikacji odbyła się w
Londynie z udziałem
szefów dyplomacji Polski
A d a ma R o t f e l d a i
Wielkiej Brytanii, Jacka Straw.
Brytyjski minister spraw zagranicznych Jack Straw
przedstawiając raport powiedział, że ukazuje on pełną
skalę współdziałania służb wywiadowczych obydwu
krajów. Minister Rotfeld dodał, że to pierwszy tak
kompleksowy dokument okazujący wkład polskiego
wywiadu w zwycięstwo aliantów.
Wyraził jednocześnie wdzięczność rządowi
brytyjskiemu za udostępnienie tajnych dokumentów,
który mogli przeanalizować historycy pracujący w
komisji. Według Rotfelda, dokument ma olbrzymie
historyczne i polityczne znaczenie, pokazuje bowiem,
że Wielka Brytania i Polska są “starymi sojusznikami
w nowej Europie”.
15
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
OBSERWATORIUM
W
34-nrze Biuletynu Jacek Moskwa podzielił się z Czytelnikami refleksjami po
tegorocznych moskiewskich uroczystościach związanych z rocznicą
zakończenia II Wojny Światowej. Artykuł rzucał m. in. światło na obecne relacje
między Polską a Rosją.
Ostatnie wybory tak w Niemczech, jak i w Polsce są okazją do zastanowienia się
nad współżyciem naszego kraju ze swym drugim potężnym sąsiadem.
Pisze o tym, mieszkajacy na stałe w Berlinie, Basil Kerski - redaktor naczelny
dwujęzycznego “Magazynu Polsko-Niemieckiego DIALOG”.
Nowe szanse, kruche fundamenty
J
eszcze pięć lat temu rozwój stosunków polskoniemieckich opisywany był w jasnych kolorach,
idealizowano nowe relacje między Polską a Niemcami jako
modelowe przezwyciężenie historycznych antagonizmów.
Dzisiaj jednak polityczni komentatorzy popadają często w inną
skrajność, podkreślając porażki polsko-niemieckiego
partnerstwa.
Wyniki jesiennych wyborów
oraz trudności przy budowaniu
reformatorskich rządów w obydwu
państwach pogłębiły obawy przed
ochłodzeniem
relacji
między
Warszawą a Berlinem. W Polsce
większość publicystów nie ukrywa
rozczarowania z faktu, iż w Berlinie
socjaldemokraci pozostaną przy
władzy i że najbliższy współpracownik Gerharda Schrödera w
następnych latach będzie odpowiadał za niemiecką politykę
zagraniczną. W Niemczech zaś z
niepokojem przyjęto zwycięstwo
braci Kaczyńskich, których krytyczne wobec Niemców wypowiedzi
interpretowano jako zapowiedź
nowego kryzysu w relacjach
bilateralnych. Wielu Niemców
obawia się, że Polska pod władzą
Kaczyńskich oddali się nie tylko od
Berlina, ale także od głównego
nurtu integracji Unii Europejskiej.
Polski bilans tandemu
Schröder-Fischer
W Polsce z ulgą przyjęto koniec
kariery politycznej Gerharda Schrödera.
Przyjaźń kanclerza z Putinem,
wykluczająca środkowych europejczyków polityczny sojusz z
prezydentem
Chirac’iem
oraz
negatywna
postawa
kanclerza
wobec polityki zagranicznej USA,
wywołały u większości polskich
dziennikarzy i polityków chłodną
ocenę siedmiu lat czerwonozielonego rządu. W ostatniej
kampanii
wyborczej
kanclerz
eksponował swoją przyjaźń z
Putinem oraz atakował populistycznymi
hasłami
prezydenta
Rzeczpospolitej za krytyczną ocenę
gazociągiu bałtyckiego. Niemniej
jednak, ostrzegałbym przed skrajnie
negatywną oceną polityki rządu
Schrödera i idealizacją epoki
Helmuta Kohla oraz niemieckiej
chadecji. Bilans ostatnich siedmu lat
jest bardziej złożony. Przez
pierwsze cztery lata można było
wręcz odnieść wrażenie, iż relacje
polsko-niemieckie były dla tandemu
Schröder-Fischer bardzo ważnym
obszarem nowej polityki zagranicznej. Celem jednej z pierwszych
podróży zagranicznych ówczesnego
nowego kanclerza była Warszawa.
Do Polski Schröder pojechał z pełna
świadomością, iż u wielu Polaków
SPD kojarzy się negatywnie z
polityką wschodnią lat 80-tych,
która stawiała na intensywny dialog
z władzami państw bloku sowieckiego, zaniedbując antykomunistyczne siły podziemia.
Ważnym programowym sygnałem
było przemówienie Joschki Fischera
(w tym okresie ministra spraw
zagranicznych), który zadeklarował
na
początku
swojej
kariery
dyplomatycznej, iż nie ma polityki
sąsiedztwa z Francją bez pojednania
i partnerstwa z Polską. Niestety, po
zaangażowaniu Polski w Iraku,
sojusz z Francją znów wyprowadził
niemiecką politykę zagraniczną z
równowagi.
Odgrywając
aktywną
rolę
adwokata polskich interesów w
Brukseli, angażując się na rzecz
przystąpienia Polski do NATO i
Unii Europejskiej tandem SchröderFischer w pierwszych czterech
latach spełniał propolskie obietnice.
Podczas szczytu europejskiego w
Nicei np., Niemcy pomogły Polsce
osiągnąć
korzystne
dla
niej
rozstrzygnięcie w sprawie procedury głosowania w UE.
Także w ramach polityki
historycznej, SPD wraz z partią
zielonych
ujawniały
większe
zrozumienie dla polskiego punktu
widzenia, niż ówczesna opozycyjna
chadecja. To między innymi dzięki
zaangażowaniu kanclerza dokonano
16
pod koniec lat 90. przełomu w
międzynarodowym
sporze
o
odszkodowania dla byłych robotników przymusowych. Jako były
premier Dolnej Saksonii Schröder w
latach 90. pełnił także funkcje
członka rady nadzorczej koncernu
Volkswagen. Schröder mógł się
wówczas zapoznać z problematyką
pracy przymusowej i pierwszymi
próbami krytycznego rozliczenia z
historią przemysłu niemieckiego
podczas wojny. Przejmując urząd
kanclerza,
mimo
braku
dyplomatycznych
doświadczeń,
Gerhard Schröder był dobrze
zaznajomiony
z
problematyką
roszczeń i podobnie jak wielu
polityków SPD i zielonych gotowy
był do pomocy ofiarom pracy
przymusowej w Trzeciej Rzeszy.
Nie zapomnijmy także o tym, iż
kanclerz i jego koalicja stanowczo
przeciwstawiali się od początku
projektowi
budowy
centrum
przeciwko
wypędzeniom
Eriki
Steinbach w Berlinie a także
działalności pruskiego powiernictwa. [W czasie obchodów 60.
rocznicy Powstania Warszawskiego
w 2004, Schröder złożył uroczystą
obietnicę rządowi polskiemu, że
Niemcy nie będą się ubiegać o
odszkodowania dla powojennych
wysiedleńców niemieckich z Ziem
Odzyskanych]. To dzięki inicjatywie rządu Schrödera powstał
pomysł zbudowania w Polsce
europejskiej sieci muzeów oraz
projekty inicjatyw historycznych w
celu upamiętnienia zbrodni systemów totalitarnych w XX. wieku.
Przed rozszerzeniem Unii Europejskiej podziwiano Schrödera za
kunszt łączenia interesów niemieckich z ponadnarodowymi. Z jednej
strony rząd Schröder-Fischer starał
się być adwokatem interesów
Polski, a z drugiej zaś jawnie dbał o
ochronę niemieckiego rynku pracy
przed polskimi pracownikami.
Krytyczna ocena inwazji
irackiej USA
Percepcja polityki europejskiej
Schrödera zaczeła ulegać zmianie
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
po wyborach do
Bundestagu w 2002
roku, kiedy wykorzystując antyamerykańskie stereotypy kanclerz zdystansował się od
polityki zagranicznej
administracji
Busha
(przede
wszystkim od inwazji USA na Irak).
Schröder zadeklarował wolę wykorzystania nowej
suwerenności zjednoczonych Niemiec
aby wejść w rolę
“mocarstwa pokojowego średniej wielkości” na arenie
światowej.
Priorytetem stały się
Plakaty wyborcze w Niemczech.
dla Schrödera relaWrzesień 2005
cje z mocarstwami,
które są jednocześnie potencjalnymi pozaeuropejskimi niemieckimi partnerami, podkreśrynkami zbytu, jak Rosja czy Chiny. lając za każdym razem, jak bardzo
oddalili się od swych autorytarnych
korzeni, bedąc w pełni demokraPolityka zagraniczna
tyczną siłą polityczną. Kontakty z
postkomunistów bez
socjaldemokracją Schrödera były
pomysłów
atrakcyjne dla polskiego rządu,
ponieważ otwierały drzwi do
Ta zmiana perspektywy przyczy- europejskich salonów. Po zwycięstniła się do utraty wysokiego wie ugrupowania Leszka Millera w
znaczenia Europy Środkowej dla 2001 roku intensywność kontaktów
polityki niemieckiej. Niemieckie SLD z SPD zmalała, polscy
oddalenie było także wynikiem postkomuniści okazali się być
dyletanckiej dyplomacji gabinetu ugrupowaniem politycznie krótkowLeszka Millera, czego przykładem zrocznym, bardziej zaintersowanym
było podpisanie przez polskiego szybkim wykorzystaniem pozytypremiera proamerykańskiego listu wnych
aspektów
politycznej
ośmiu państw europejskich za koniunktury i przywilejów władzy
plecami niemieckiego partnera. niż rzetelnym budowaniem nowych
Miller nie potrafił wykorzystać polsko-niemieckich fundamentów.
okazji, danej przez Schrödera i Ceniono co prawda ministra spraw
niemieckich socjaldemokratów, do zagranicznych
Włodzimierza
pogłębienia dialogu na temat Cimoszewicza,
jednakże
jego
kształtu polsko-niemieckiego part- (legendarny już) brak otwartości i
nerstwa i jego wspólnych oraz aktywnego nawiązywania kontaktu
rozbieżnych interesów. Za kulisami z partnerem, okazały się być
niemieccy socjaldemokraci byli poważnym obciążeniem dla polskiej
przerażeni oportunizmem polskich dyplomacji. Porażki na polu polityki
polityków SLD. Za czasów rządu socjalnej, afery korupcyjne, rozłam
Jerzego Buzka przywódcy postko- SLD przyczyniły się do zaniedbania
munistycznej socjaldemokracji in- polityki zagranicznej przez rząd
tensywnie korzystali ze spotkań z Leszka Millera. Partie opozycyjne,
17
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
zamiast wpłynąć pozytywnie na
dialog polsko-niemiecki w obydwu
krajach, również przyczyniły się
raczej do pomnożenia problemów.
Najbardziej wyraźnym elementem
polityki polskiej CDU Angeli
Merkel podczas ostatniej kampanii
wyborczej było poparcie dla
centrum przeciwko wypędzeniom
Eriki Steinbach. Projekt ten został
nawet wpisany do programu
wyborczego chadecji. Także w
dziedzinie polityki wschodniej,
CDU zagrażało polsko-niemieckiej
współpracy. Zamiast zastanowić się
wspólnie z rządem federalnym nad
konkretną perspektywą integracji
demokratycznej Ukrainy z Unią
Europejską, chadecja rozpętała
populistyczną kampanię na temat
“zbyt liberalnej” polityki wizowej
Joschki Fischera na Ukrainie, siejąc
strach przed wschodnimi sąsiadami.
Po stronie polskiej tymczasem,
ugrupowania postsolidarnościowe i
narodowe ostrzegały przed rzekomą
rewizją postrzegania II wojny
światowej przez Niemców. Mało
wyraźne były w tych ugrupowaniach
pomysły
pragmatyczne,
szukające dialogu z Niemcami. Nie
tylko jednak polityka rządowa oraz
postawy opozycji
stały się w ciągu
ostatniego
czasu
poważnym obciążeniem dla politycznych relacji między
Polską a Niemcami.
Sam proces integracji
europejskiej
przeżywa obecnie
poważny kryzys. Po
francuskim i holenderskim
referendum, w Niemczech
szybko zapomniano
o krytycznych głosach Jana Rokity
czy braci Kaczyńskich na temat
projektu konstytucji
europejskiej. Elity
polityczne Niemiec
i Polski były zaszokowane egoizmem
zamożnych zachodnich Europejczyków,
którzy ujawnili swoją niechęć do
polityki solidarnej z Polakami i
innymi
środkowo-europejskimi
sąsiadami. Fiasko rozmów na temat
przyszłego
unijnego
budżetu
potwierdziło ten negatywny obraz,
ujawniło na jakich to kruchych
fundamentach budowany jest nowy,
pojałtański ład Europy.
Szanse mimo zagrożeń
Polityczna sytuacja Unii sprzyja
pesymistycznym prognozom. Jednak ostatnie miesiące były przecież
nie tylko pełne porażek i sporów
polsko-niemieckich – jak na
przykład debata na temat bałtyckiego gazociągu – lecz także
przełomowych wręcz sukcesów. W
pierwszej kolejności wymieniłbym
rolę polskiej i niemieckiej dyplomacji podczas pomarańczowej
rewolucji. Od lat już eksperci
zastanawiali się nad wspólnymi
polsko-niemieckimi
inicjatywami
polityki
wschodniej
w
celu
ożywienia relacji między Warszawą
a Berlinem. Konkretną szansą stała
się antykuczmowska rewolucja. W
Kijowie państwa Unii Europejskiej
pokazały, iż są w stanie realizować
wspólną
politykę
zagraniczną.
Polska dyplomacja nie odniosłaby
sukcesu w Kijowie bez wsparcia
rządu holenderskiego. Przewodnicząc UE poparł on polskolitewską misję, która wymusiła na
Janukowyczu i Kuczmie dopuszczenie do jawnych wyborów prezydenckich. Kluczową rolę odegrali przy
tym Niemcy, szczególnie kanclerz
Schröder, który solidaryzując się z
polsko-unijną inicjatywą przekonał
Putina do (przynajmniej tymczasowego) wycofania sie z walki o
władzę w Kijowie.
Pomarańczowa rewolucja poszerzyła horyzonty niemieckich elit
politycznych. Przed końcem 2004
roku Ukraina była prawie całkowicie nieobecna w świadomości
polityków i dziennikarzy niemieckich. Od czasów rewolucji widać
wyraźne zmiany w kierunku
intensywnej percepcji Ukrainy, co
więcej, nad Szprewą docenia się
coraz bardziej polskich ekspertów i
korzysta się z ich kompetencji. Po
ukraińskich doświadczeniach i
jawnym wsparciu Putina dla
Janukowycza, niemieckia opinia
publiczna coraz krytycznej ocenia
politykę Kremla. Z wielkim
zażenowaniem niemieckie media
komentowały ostatnio “męską”
przyjaźń między kanclerzem a
prezydentem Rosji. Nawet nie
idealizując zmiany niemieckiej
percepcji Ukrainy i Rosji, trzeba
przyznać, iż niemieckie elity
polityczne
w
tej
dziedzinie
przechodzą zbliżjący ich do
Polaków proces edukacji. Tej
krytycznej wobec Rosji postawie
sprzyja fakt, że coraz mocniejszy
jest głos generacji polityków, którzy
część swojej biografii przeżyli w
NRD, a co za tym idzie, w
przeciwieństwie do zdecydowanej
większości zachodnich polityków
znają atmosferę państwa autorytarnego, mają świadomość głębokiego
podziału Europy przez Jałtę i są
wyraźnie zainteresowani transformacją Polski. Mam na myśli
oczywiście nową kanclerz Angelę
Merkel i nowego szefa SPD,
premiera Brandeburgii Matthiasa
18
Platzka. Przekonamy się niedługo,
czy ich wschodnia biografia wpłynie
zasadniczo na relacje z Polską.
Ważny proces ewolucji percepcji
można zaobserwować także wokół
sporu na temat centrum przeciwko
wypędzeniom. Kościół ewangelicki
np. wyraźnie skrytykował inicjatywę Eriki Steinbach i pruskiego
powiernictwa, popierając wszelkie
formy dialogu polsko-niemieckiego
na temat wojny i jej skutków. W
niemieckich
mediach
długo
lekceważono polsko-niemiecki spór
wokół centrum. Z upływem czasu
jednak, wyraźnie można było
zaobserwować, iż media niemieckie
z coraz większym szacunkiem
zaczęły odnosić się do sprawy
polskiej z obawy przed inicjatywą
pani Steinbach. Duży udział w tym
mieli niemieccy korespondenci w
Polsce oraz ci niemieccy i polscy
politycy, którzy od lat systematycznie dbają o polepszenie relacji
polsko-niemieckich, jak na przykład
Markus Meckel (SPD).
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
Nowe polskie i niemieckie rządy
mają szanse wykorzystania tej
koniunktury do wzmocnienia bilateralnych inicjatyw polityki pamięci.
Po stronie niemieckiej jest to szansa
dla Angeli Merkel i innych
gotowych do dialogu z Polską
polityków, aby pod pretekstem
presji socjaldemokratycznego koalicjanta pozbyć się balastu projektu
berlińskiego centrum przeciwko
wypędzeniom.
Natomiast polska strona musi
przedstawić swoją politykę pamięci
tak, by wpłynąć nią mocno na
wyobraźnię sąsiadów. Musi być to
polityka historyczna, uwzględniająca doświadczenia i punkt widzenia
strony przeciwnej, musi być czymś
więcej niż świadectwem polskich
cierpień i mitów.
Przełomowym pomysłem może
okazać się zainicjowana przez
ambasador Irenę Lipowicz, pełnomocnika
do
spraw
polskoniemieckich, budowa polskiego
instytutu historycznego w Berlinie.
Z
espół przewodników turystycznych uprawnionych
przez władze włoskie do wykonywania zawodu
na terenie Rzymu i prowincji (dekret Prezydenta
Republiki Włoskiej z 27 lipca 1977, nr. 616, ramowa
ustawa z 17 maja 1983, nr. 217 oraz ustawa Regionu
Lacjum z 19 kwietnia 1985, nr. 50) oferuje swe usługi
w zakresie oprowadzania polskich grup turystycznych,
pielgrzymek i turystów indywidualnych, uwzględniając
najważniejsze zabytki, muzea i zakątki Rzymu.
Niezależnie od ogólnych programów zwiedzania,
obejmujących wybrane obiekty Rzymu starożytnego,
wczesnochrześcijańskiego, renesansowego i barokowego, zespół oferuje wizyty specjalne:
w Rzymie (przykładowo):
Ogrody i muzea watykańskie;
● Muzea: kapitolińskie; archeologiczne i etruskie;
● Galerie: Borghese i sztuki współczesnej;
● Zamek św. Anioła
●
i poza Rzymem (również przykładowo):
● Tivoli (Villa Hadriana i Villa d’Este);
● Castelli Romani;
● wykopaliska w Ostia Antica;
● nekropolia etruska w Cerveteri;
● Subiaco (opactwo benedyktynów).
W skład zespołu wchodzą następujący przewodnicy:
Jak
pokazują
doświadczenia
podobnych niemieckich placówek
za granicą, taki instytut może nie
tylko pomóc rozbudować sieć
kontaktów naukowych ale również
wykształcić generacje badaczy
wychowanych w duchu wielokulturowej wrażliwości dla historii.
Dobrze się więc stało, że już kilka
dni po wyborach Lech Kaczyński
jednego z pierwszych zagranicznych
wywiadów udzielił dziennikom
niemieckim. Prezydent-elekt zapowiedział tam gotowość do ścisłej i
konstruktywnej
współpracy
z
Niemcami. Prawdziwym sprawdzianem tych obietnic będzie jednak
przyszły kierunek rozwoju rządu
Prawa i Sprawiedliwości.
Chociaż,
mówiąc
językiem
dyplomatów:
nie
łatwo
jest
wyobrazić sobie konstruktywną
politykę europejską i polskoniemiecką PiS-u w sojuszu z
Samoobroną i Ligą Polskich
Rodzin.
Basil Kerski
Teresa DEMBIŃSKA MORAWSKA (polski,
francuski), tel./faks 06.529.44.37 kom. 368.393.77.92
Anna DEMIDOWICZ SANDRETTI (polski,
rosyjski), tel./faks 06.65.74.33.85 kom. 339.183.07.89
Diana LOKCEWICZ CESETTI (polski, angielski,
rosyjski), tel./faks 06.494.12.65 kom. 347.333.71.79
Barbara LUDWIKIEWICZ GRASSI (polski,
angielski), tel./faks 06.37.51.95.55 kom.
338.775.38.02
Aleksandra MARZYŃSKA CROCI (polski,
angielski), tel./faks 06.560.10.28 kom. 338.940.88.69
Zgodnie z ustawą Regionu Lacjum z 19 kwietnia
1985, nr. 50 jedynie osoby upoważnione przez
kompetentne władze miejscowe mogą oprowadzać po
zabytkach, muzeach, galeriach, wykopaliskach
archeologicznych i miejscach o szczególnym znaczeniu
historycznym i artystycznym.
Art. 27. tejże ustawy ustala ponadto, iż nielegalne
wykonywanie zawodu przewodnika turystycznego
podlega sankcji administracyjnej w wysokości do 500
euro, podwojonej w przypadku recydywy; agencja
natomiast, która takie osoby zatrudnia, podlega sankcji
do 1.000 euro a w przypadku recydywy - do 2.500 euro.
W myśl art. 23 cytowanej powyżej ustawy
wynagrodzenie przewodników turystycznych ustalane
jest corocznie przez odpowiedni organ administracyjny.
Najlepiej kontaktować się z przewodnikami między
godz.7 a 8 rano i między godz. 20 a 22 wieczorem.
19
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
NOWE ORGANIZACJE POLONIJNE
Wojciech Przeklasa jest nie tylko
prezesem Stowarzyszenia kulturalnego
Amici del Cenobio di San Vittore
działającego w Bolonii, ale ma też własne,
niebanalne curriculum. Sztuka, filozofia,
potem (z konieczności) architektura, ale
przede wszystkim muzyka!
“
Przyjechałem do Włoch na początku 1989, z
intencją nauki języka włoskiego na Uniwersytecie dla
Obcokrajowców w Perugii.
Po regularnie odbytym 4–miesięcznym kursie
językowym a później wykładach z historii sztuki,
myślałem o dalszej edukacji. Tak więc następnym
miastem włoskim, które oferowało możliwość nauki
była Bolonia. I tutaj właśnie – filozofia (Studio
Accademico Filosofico Domenicano). W tym czasie,
tak jak wielu naszych rodaków, borykałem się z
problemami dnia codziennego - trzeba było się z
czegoś utrzymać. Do nauki doszła praca z osobami
niepełnosprawnymi fizycznie (AIAS), praca w sklepie,
w radio i telewizji, a przy tym pielęgnowałem przez ten
cały okres największą chyba moją pasję, jaką jest
muzyka (śpiew i koncerty).
Dzisiaj jestem związany z jednym z najstarszych i
najpiękniejszych miejsc historycznych Bolonii Cenobio di S. Vittore. Na monumentalny kompleks
składają się: kościół romański z V w., krużganki z XIV
w. i połączony z nimi 300-letni budynek (obecnie
siedziba organizacji kulturalnej, której mam
przyjemność przewodniczyć).
Stowarzyszenie Amici del Cenobio di S. Vittore
skupia 250 czlonków a jej trzonem operatywnym są w
większości Polacy.
Gdy w 1995 r. powierzono mi zniszczone Cenobio,
najważniejszą rzeczą była jego odbudowa i
przywrócenie mu starych tradycji historycznych,
kulturalnych i duchowych.
Sprawa nie była prosta: zafascynowało mnie to
piękne miejsce, miałem wiele dobrych chęci, ale
brakowało mi przygotowania technicznego - w tamtych
czasach bardziej zajmowałem się filozofią i historią
sztuki niż inżynierią i architekturą.
Filosofia chyba też tu jednak w jakiś sposób
pomogła… od czegoś trzeba było zacząć!
Tak więc w dosyć krótkim czasie zorganizowałem
grupę ludzi, którzy w materii odbudowy mieli do
powiedzenia o wiele więcej niż ja (a chodzi mi tutaj o
grupę inżynierów, architektów, polityków).
Zaczęliśmy pracę nad planem odbudowy,
przekonując równocześnie - poprzez komunikaty
prasowe, konferencje i spotkania - władze miasta, ludzi
Dziedziniec odrestaurowanego kompleksu
Cenobio S. Vittore
kompetentnych i różne instytucje, o konieczności
podjęcia prac restauratorskich.
Po trzech latach wytężonej, codziennej pracy, po
zebraniu tysięcy dokumentów i szczegółowym
opracowaniu projektu architektonicznego – fundusz
Wielkiego Jubileuszu 2000 przyznał nam dotację, która
po przetargu wynosiła 3,6 mld. starych liròw (ok
1.800.000 Euro)
Tak doszło do zakończonej sukcesem odbudowy
Cenobio S. Vittore, ale był to dopiero pierwszy etap.
Trzeba było myśleć o następnych konkretnych
projektach i o rozwinięciu działalności kulturalnej tak,
aby to zabytkowe miejsce stało się znów prawdziwym
punktem odniesienia dla mieszkańców Bolonii, a przy
tej okazji również i dla Polaków.
Od momentu powstania stowarzyszenia Amici del
Cenobio di S. Vittore, udało się nam przy współpracy
najważniejszych instytucji bolońskich i (od niedawna)
organizacji polonijnej Arco (patrz Biuletyn nr. 36)
urządzić ponad 70 koncertów, wiele wystaw i
konferencji.
Nie były to imprezy o charakterze typowo polskim,
ale wiele z nich ostatnimi laty promowało kulturę i
muzykę polską - wspomnę chociażby tegoroczne
koncerty towarzyszące 60. rocznicy wyzwolenia
Bolonii przez Polaków:
- koncert poświęcony Janowi Pawłowi II: Tryptyk
Rzymski w wykonaniu Stanisława Soyki i zespołu
Affabbre Concinui,
- koncert trzech znanych w świecie akordeonistów z
Krakowa - Motion Trio, zatytuowany: Sacrum &
Profanum,
- dwa koncerty poświęcone Chopinowi: pierwszy
był recitalem wybitnego pianisty Gino Brandiego;
drugi w wykonaniu sekstetu Massimiliana Genota z
Turynu.
Nasze stowarzyszenie współpracowało przy
organizacji wystawy historycznej “Terre e libertà”,
przewiezionej niedawno z Biblioteki Uniwersytetu
Bolońskiego do Pałacu Sztuki w Krakowie a następnie
do Włoskiego Instytutu Kultury w Warszawie.
Chciałbym jeszcze podkreślić, że nasza organizacja
sprawuje pieczę nad cmentarzem żołnierzy II Korpusu
gen. Andersa w S. Lazzaro.
20
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
Na rok 2006, planujemy:
- wystawę poświęconą Ryszardowi Kapuścińskiemu, na którą złożą się jego zdjęcia z podróży po
Afryce. Wystawie towarzyszyć będzie wiele imprez
(od 4 do 18 maja 2006).
- trzy koncerty wybitnych artystów z Polski:
- powrót S. Soyki z repertuarem sonetów
Shakespear’a, - mam przyjemność uczestniczyć w
opracowaniu ich wersji włoskiej,
- koncert współczesnej muzyki polskiej w wykonaniu dwóch krakowskich artystów, Sebastiana Oronia
i Michała Dziada, laureatów Konkursu Krzysztofa
Pendereckiego,
- koncert wybitnego gitarzysty polskiego Janusza
Yaniny Iwańskiego.
Od 2000 roku jestem ideatorem i dyrektorem
artystycznym Festiwalu “Note nel chiostro”, ktòry
odbywa się oczywiście w murach Cenobio di S.
Vittore. Fesiwal ten poświęcony jest co roku innemu
zagadnieniu, jak np. pokój, tolerancja, duchowość.
Program jego jest najczęściej mieszanką różnych
gatunków muzycznych (klasyki, jazzu, muzyki
etnicznej i soul), a biorą w nim udział zapraszani przez
nas artyści z całego świata. W przyszłym roku koncerty
festiwalowe będą w dużej mierze poświęcone
Mozartowi (2006 jest bowiem rokiem mozartowskim).
O wszystkich wydarzeniach kulturalnych będę w
dalszym ciągu informował Czytelników Biuletynu.
”
Wojciech Przeklasa
Muzyka była jego pasją od dzieciństwa może dlatego, że dużo jej było w jego rodzinnym domu. Zanim
zajął się na dobre organizacją koncertów, do r. 2001, sam wiele śpiewał, grał na gitarze i koncertował,
będąc też gościem programów radiowych i telewizyjnych. Wojciech Przeklasa jeszcze w Polsce był
przez 5 lat członkiem profesjonalnego chóru katedralnego, “Pueri Cantores Tarnovienses”. Jako
licealista śpiewał w duecie z pianistą Pawłem Sydorem - dzisiaj jednym z wybitniejszych polskich
kompozytorów. Wykonywali najczęściej własną muzykę do wierszy Miłosza, Norwida, Tuwima,
Szymborskiej i Stachury. W tym okresie Wojciech Przeklasa zdobył I. Nagrodę w konkursie “Tydzień
Młodych Talentów”. Śpiewał w Piwnicy pod Baranami w Krakowie oraz brał udział w koncertach
organizowanych przez 1. program TV polskiej (tzw. Raj-koncerty).
Po przyjeździe do Włoch kontynuował muzykowanie, śpiewając wspólnie z Mietkiem Szcześniakiem i
Grażyną Łobaszewską. Dzisiaj, choć jak wspomniano zajmuje się przede wszystkim organizacją koncertów, jego
osobista droga muzyczna stoi przed nim wciąż jeszcze otworem.
KORESPONDENCJE
I WYDARZENIA
KALABRIA
ZWIĄZEK POLAKÓW W KALABRII
W dniach 7 - 17 listopada 2005 odbyła się w
Akademii Sztuk Pięknych w Reggio Calabria wystawa
fotograficzna zatytułowana “Pagine della Storia”,
zorganizowana przez nasz Związek.
Inauguracja rozpoczęła się konferencją, na której omówiono: 1.
rocznicę wstąpienia Polski do Unii
Europejskiej, 214. rocznicę Konstytucji
3-go Maja oraz 60. rocznicę
zakończenia Drugiej Wojny Światowej.
Relatorami byli: prof. Pasquale
Amato (historyk, prof. uniwersytetów
w Messynie i Reggio Calabria, dyrektor
Centro Studi “Giovanni Bosio” w Reggio Calabria)
oraz Anna Marzec i Anna Gierycz, członkinie Związku
Polaków w Kalabrii.
Na zakończenie wystąpili przedstawiciele władz
Akademii Sztuk Pięknych: dyr. adm. Cosimo Caridi,
prof. Giuseppe De Gregorio (scenograf wystawy) oraz
radca prawny Wydziału Konsularnego przy
Ambasadzie RP w Rzymie - Paweł Krupka.
Wśród publiczności obecni byli przewodniczący
wielu związków kulturalnych z Reggio Calabria i
okolic.
W następnych dniach wystawę odwiedzili
uczniowie kilku szkół, przedstawiciele instytucji
miejskich i stowarzyszeń kulturalnych oraz wiele osób
prywatnych.
W ciągu 10-ciu dni trwania ekspozycji, członkowie
Związku pełnili dyżury, by zapewnić zwiedzającym
wszystkie możliwe informacje (również
te dotyczące naszej organizacji).
Cieszyło duże zainteresowanie tematyką wojenną i historią Polski ze strony
młodzieży.
Reporterzy telewizji GS Channel
przeprowadzili wywiady z uczniami
oraz gronem pedagogicznym. Związek
Polaków w Kalabrii miał okazję
nawiązać wiele kontaktów z
organizacjami lokalnymi i międzynarodowymi z nadzieją na współpracę.
Następnym przedsięwzięciem naszego
stowarzyszenia będzie zorganizowanie wystawy
“Światli Polacy”.
Katarzyna Gralińska
21
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
LAZIO
RZYM
ASSOCIAZIONE ITALO-POLACCA DI ROMA
AIPRO
Dnia 8 grudnia z okazji święta Immacolata
członkowie rzymskiego stowarzyszenia spotkali się na
wspólnym obiedzie. Spotkanie, na którym był też
obecny ks. Burniak, stało się okazją do złożenia sobie
świątecznych życzeń. Restauracja “Melo”, w pobliżu
Forum Trajana, jest miejscem wielu biesiad Polaków
przebywajacych w Rzymie. Prowadzona jest przez
Polkę i jej męża, Sycylijczyka.
STOWARZYSZENIE KULTURALNE
COMUNITÀ POLACCA
“To, co możesz uczynić, jest tylko
maleńką kroplą w ogromie oceanu,
ale właśnie jest tym, co nadaje znaczenie
Twojemu życiu”.
Albert Schweitzer
8 grudnia br. w siedzibie szkoły polskiej przy
Vicolo Doria w Rzymie Stowarzyszenie Kulturalne
Comunità Polacca oraz Zespół Szkół im. Gustawa
Herlinga-Grudzińskiego przy Ambasadzie RP w
Rzymie zorganizowało drugi etap akcji “Uśmiech
dzieciom” (pierwszym etapem było przekazanie
odzieży dzieciom z ubogich rodzin z Podkarpacia i
Bieszczad w roku 2004).
Tym razem dzieci wraz z rodzicami malowały
bombki, które następnie zostały wystawione na aukcji,
a dochód z ich sprzedaży pozwolił na ufundowanie
gwiazdkowych upominków dla podopiecznych
Zakładu dla Niewidomych w Laskach.
Zarząd Comunità Polacca składa serdeczne
podziękowanie firmie BluSfera S.R.L. za ufundowanie
bombek i farbek do malowania.
W dniach 23 września – 3 października 2005
Maria Pałasińska reprezentowała Polskę na
międzynarodowym przeglądzie sztuki współczesnej
Migra-Art. 2005 w Rzymie – “Sbarco a Levante”.
Artystka wystawiła przestrzenną instalację, na którą
złożyły się ekoreliefy z cyklu “Second Hand
Collection” powstałe w latach 2002-2005. Prace
Pałasińskiej zainspirowane są ideą zachowywania i
ponownego wykorzystywania niektórych przedmiotów,
poprzez przekształcenie ich w “dzieła sztuki” (koncepcja
artystycznego recyklingu).
Wystawa była kolejną inicjatywą kulturalną
działającej na terenie Włoch organizacji “Lipa”, której
członkowie pochodzą z byłej Jugosławii.
Stowarzyszenie propaguje kulturę i sztukę “bez granic i
w poszanowaniu różnic”.
Na terenie parku Villa Pamphilj, w malowniczo
położonej Cascinie Farsetti pokazano prace dwunastu
artystów pochodzących z Albanii, Bośni Hercegowiny,
Bułgarii, Chorwacji, Grecji, Iranu, Polski, Rumunii i
Serbii. Wystawę prezentował włoski pisarz i poeta Erri
De Luca.
LIGURIA
GENUA
Dnia 25 września w Sali Reprezentacynej Banku
Cassa di Risparmio di Genova odbyła się uroczysta
ceremonia przekazania kardynałowi Tarcisio Bertone
portretu wykonanego przez naszą rodaczkę i
utalentowaną portrecistkę Elżbietę KwiatkowskąCyran. Malarka wykonała już szereg portretów
zasłużonych mieszkanców Genui. M.in. kardynała
Dionigiego Tettamanzi, aktora Vittorio Gassmana,
komika Gilberta Govi oraz (o czym pisaliśmy
poprzednio) Nicolò Paganiniego.
Alessandra Kos
LOMBARDIA
MEDIOLAN
21 listopada w Galerii Pryzmat w Krakowie
otwarto wystawę Aliny Kalczyńskiej-Scheiwiller,
laureatki tegorocznej nagrody im. Witolda
Wojtkiewicza.
Malowanie bombek
w Comunità Polacca
1 grudnia w Palazzo Serbelloni, siedzibie Circolo
della Stampa, odbył się pokaz mody włoskich
mistrzów krawiectwa. Podczas gali zorganizowanej
przez Unione Artigiani della Provincia di Milano we
współpracy z Izbą Handlu, Przemysłu, Rzemiosła i
Rolnictwa swoje kolekcje przedstawiło 24
projektantów mody. Pokaz podkreślał wysoką klasę
wyrobów odzieżowych made in Italy, uznanych i
22
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
cenionych na całym świecie. Są to prawdziwe
rękodzieła, które stanowią jedyną obecnie skuteczną
broń w walce z rosnącą konkurencją produktów
przemysłowych. Gościem honorowym pokazu (dzięki
staraniom konsula Ewy Dolińskiej) była wybitna
polska projektantka mody Teresa Rosati, która
zaprezentowała modele ze swojej kolekcji “Wszystke
kolory Europy”, co znakomicie uświetniło rocznicowe
obchody naszego członkostwa w Unii Europejskiej.
Od 6 grudnia do 5 lutego 2006 roku w Triennale
di Milano czynna będzie wystawa pt. “La classe morta”
poświęcona Tadeuszowi Kantorowi. Przygotowali ją
Anna Halczak i Franco Laera. Na ekspozycję składają
się 24 rysunki i 2 instalacje krakowskiego artysty jak
również projekcje wideo z fragmentami jego
najciekawszych przedstawień teatralnych.
B.G.T.
POLSKO-WŁOSKIE KOŁO KULTURALNE
Uroczyście obchodzono w Mediolanie 25-tą
rocznicę powstania “Solidarności”. 24 października w
pięknej sali Palazzo Clerici, ozdobionej freskami
Giambattisty Tiepola (1740) odbyła się konferencja
zorganizowana wspólnie przez Polsko-Włoskie Koło
Kulturalne w Lombardii i Konsulat Generalny RP, przy
współpracy z Regione Lombardia oraz ISPI (Istituto
per gli Studi di Politica Internazionale).
Pierwszy przemawiał prezydent miasta Gabriele
Albertini, a po nim Boris Biancheri, prezes ISPI, który
przeczytał list Lecha Wałęsy adresowany do
uczestników i organizatorów konferencji. Były
prezydent dziękował “za wkład Narodu Włoskiego i
wielu włoskich instytucji w sukces tej wspólnej
pokojowej rewolucji i pomoc płynącą z Waszego kraju
dla zmagającej się z komunistyczną dyktaturą Polski.”
W tekście swego przesłania Wałęsa podkreślił także
rolę “ojca duchowego polskiej Solidarności, Jana
Pawła II” a kończąc list wyraził nadzieję, że “w 1980
roku otworzyliśmy nową epokę, a przyszłe pokolenia
Konferencja z okazji 25. rocznicy “Solidarności”
Włochów, Polaków i innych narodów nazwą ją epoką
Solidarności.”
Głos zabrali następnie: Antonella Maiolo,
przedstawicielka Regionu Lombardii, Michał Radlicki,
Ambasador RP przy Kwirynale i Barbara GłuskaTrezzani, prezes Koła. W części merytorycznej referaty
wygłosili Mario Cervi, wicedyrektor dziennika Il
Giornale, Hanna Suchocka Ambasador RP przy
Watykanie i Giorgio Basaglia (w zastępstwie ministra
Rocco Buttiglione). Seminarium poprowadził Cesare
Cavalleri, dyrektor wydawnictwa Ares.
Zainteresowanie konferencją zapowiedzianą przez
prasę włoską spowodowało, że dla publiczności
zabrakło miejsc siedzących na sali. Miło nam było
wśród obecnych powitać Prezesa Związku Polaków we
Włoszech, Mieczysława Rasieja i delegację Ogniska
Polskiego z Turynu, konsula honorowego z Padwy
Ugo Zovatto oraz przedstawicieli placówek dyplomatycznych akredytowynych w Mediolanie. Wieczór
zakończono koktailem zorganizowanym przez Konsula
do Spraw Handlowych Ewę Dolińską.
Tradycyjnie już po raz trzeci Konsulat Generalny
RP wspólnie z Polsko-Włoskim Kołem Kulturalnym
uczcił święto narodowe 11 listopada koncertem w sali
Circolo Filologico Milanese. Program wieczoru
obejmował utwory kompozytorów polskich: Chopina,
Moniuszki i Karłowicza w wykonaniu Roberta Skiery
(fortepian) i Magdaleny Aparty (sopran). Artyści
poświęcili koncert pamięci Ojca świętego Jana Pawła II.
Barbara Głuska Trezzani
ZWIĄZEK POLAKÓW W MEDIOLANIE
Z okazji 25. rocznicy podpisania porozumień
sierpniowych od 19 do 28 października w siedzibie
Instytutu Studiów Polityki Międzynarodowej ISPI w
Mediolanie otwarta została wystawa fotograficzna
zatytułowana “Drogi do wolności”. Związek Polaków
w Mediolanie był współorganizatorem ekspozycji wraz
z Konsulatem Generalnym RP w Mediolanie,
Instytutem Polskim w Rzymie oraz Fundacją Centrum
Solidarności.
Wystawa złożona z serii fotografii prezentowała
najważniejsze etapy polskiej historii od 1945 do 1989
roku - od podpisania porozumień jałtańskich, poprzez
wydarzenia związane z ruchami wolnościowymi
kolejno lat pięćdziesiątych po lata osiemdziesiąte, aż
po negocjacje Okrągłego Stołu.
Natomiast 25 października Związek Polaków w
Mediolanie we współpracy z Konsulatem Generalnym
w Mediolanie oraz Prowincją Mediolanu zorganizował
pokaz filmu “Solidarność, Solidarność” oraz spotkanie
z dziennikarzem Jackiem Pałasińskim.
Prezentacja filmu była okazją do spotkania
mediolańskiej Polonii, członków związku,
dziennikarzy i przedstawicieli polskiej dyplomacji.
23
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
wieczorów filmowych. Początkowo projekcje będą
miały miejsce w siedzibie Ogniska przy via Giusti. W
przyszłości natomiast pokazy będą odbywać się
prawdopodobnie w Biblioteca Civiche, której dyrekcja
chce dołączyć do naszej inicjatywy i upowszechnić
polską filmografię wśród Włochów.
Pierwszym filmem był obraz, który łączy polską i
włoską duszę – komedia “Giuseppe w Warszawie”.
Spotkanie z Jackiem Pałasińskim
Konsul RP ds. handlowych w Mediolanie Ewa
Dolińska, odczytała list przesłany z tej okazji przez
Lecha Wałęsę.
“Solidarność, Solidarność” to trzynaście nowel
filmowych opowiadających o historii, działalności i
dziedzictwie najsłynniejszego polskiego związku
zawodowego. Pomysłodawcą całości był Andrzej
Wajda, a poszczególne filmy nakręcili reżyserzy
starszego i młodego pokolenia, wśród nich Juliusz
Machulski, Andrzej Bromski, Krzysztof Zanussi oraz
Andrzej Jakimowski i Piotr Trzaskalski. Te, tak rożne
osobowości tworcze stworzyły, każda w swoim stylu,
wspólny obraz rzeczywistości ostatnich lat PRL-u i
początku III Rzeczypospolitej.
Przed projekcją Jacek Pałasiński, korespondent
telewizji TVN i tygodnika “Wprost” w Rzymie,
opowiadał o tym, jak okres Solidarności i to, co było z
nią związane wpłynęły na polską kulturę.
Pałasiński związał się z opozycją w latach 70-tych.
Wyemigrował z Polski do Włoch w r. 1981. Tu założył
i prowadził przez lata włoski Komitet Solidarności z
Solidarnością. W 1990 roku powrócił do zawodu
dziennikarza; jest członkiem Stowarzyszenia
Dziennikarzy Prasy Zagranicznej we Włoszech.
Magdalena Szymkow
PIEMONT
OGNISKO POLSKIE
18 listopada genueńscy studenci gościli studentów z
Turynu w swoich pięknie urządzonych salach
Uniwersytetu w Genui. Powodem tego, już piątego z
kolei spotkania, była rocznica odzyskania przez Polskę
niepodległości. Studenci z Genui, pod kierunkiem mgr
Agaty Bogdańskiej przygotowali opowieść o Marszałku
Piłsudskim, studenci z Turynu zaś wyjaśnili sytuację
polityczną owych czasów oraz zainscenizowali historię
powstania hymnu polskiego, (który zresztą został
potem odśpiewany przez wszystkich razem). Studenci,
a także pracownicy, poczęstowali gości daniami i
przysmakami z kuchni polskiej.
Turyńscy studenci śpiewają hymn polski
6 grudnia, w dniu świętego Mikołaja, jako
wspaniały prezent dla studentów turyńskiego
uniwersytetu, prof. Anna Tylusińska z Uniwersytetu
Warszawskiego wygłosiła interesujący wykład na
temat “Wielcy apostołowie wolności – Mickiewicz,
Towiański, Mazzini, Tommaseo”. Wykład wzbudził
duże zainteresowanie.
W listopadzie powstała w Ognisku Polskim w
Turynie nowa inicjatywa – pomysł cyklicznego
wyświetlania polskich filmów w siedzibie Ogniska.
Ulriko de Leiss, który podjął się przygotowania
programu, zaproponował, aby na projekcje zaprosić
również studentów polonistyki Uniwersytetu w
Turynie. Został opracowany wstepny program tych
“konfrontacji filmowych” i przygotowane krótkie
wprowadzenie. I tak...
17 grudnia o 17.30 spotkaliśmy się, jak co roku, w
siedzibie Ogniska Polskiego, by wspólnie świętować:
dzielić się opłatkiem i śpiewać kolędy; atmosfera tych
wieczorów jest zawsze niepowtarzalna!
12 grudnia o 19.00, została zainaugurowana seria
Agnieszka Szol
Natomiast w styczniu (niedziela, 15.01.2006, godz.
10.30) odbędzie się msza bożonarodzeniowa, którą
odprawi ks. Marian Burniak, nasz duszpasterz i
przyjaciel. Po mszy spotkamy się już tradycyjnie przy
lampce wina.
24
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
Książka pod lupą
Polacy we Włoszech: Kto jest kim?
J
ednym z podstawowych założeń
działalności powstałego w
1996 roku Związku
Polaków we Włoszech
było zorientowanie się w
geografii środowisk
polonijnych, zarówno w
odniesieniu do istniejących struktur organizacyjnych jak i przekroju
zawodowego i osiągnięć
ich członków. Zadanie to powierzono
powołanym w ramach Związku
komisjom Kultury i Nauki oraz
Historycznej i Tradycji Polskich we
Włoszech.
Zaistniałe w ciągu ostatnich
piętnastu lat zmiany w sytuacji
politycznej Polski sprawiły, że
zmienił się stosunek władz do Polonii
w świecie, a co za tym idzie zajmowanie się emigracją, czy mówienie i
pisanie o niej przestało być
niewygodnym tabu. Nic więc
dziwnego, że powstało w tym okresie
wiele publikacji, tak krajowych jak i
polonijnych, na temat diaspory.
Wśród nich ważne miejsce zajmują
słowniki biograficzne dotyczące
polskich naukowców, artystów, lekarzy, duchownych czy wojskowych.
Nawiązano więc kontakty z
szeregiem działających w kraju i za
granicą ośrodków biografistycznych.
Szczególnie cenną okazała się
współpraca z prof. Kazimierzem
Dopierałą, z Akademii Bydgoskiej
im. Kazimierza Wielkiego (autorem
m.in. wielotomowej Encyklopedii
Polskiej Emigracji i Polonii).
Konkretnym owocem tej współpracy
była wydana w 2002 roku pozycja:
Polonia włoska : Słownik Polaków i
instytucji polskich we Włoszech,
autorstwa Kazimierza Dopierały i ks.
Hieronima Fokcińskiego SI, zawierająca 37 haseł dot. różnorakich
inicjatyw polonijnych (organizacji,
instytucji, wydawnictw, czasopism) i
103 hasła osobowe (dot. zarówno
postaci historycznych jak i osób
żyjących).
W międzyczasie opracowano
szczegółowy kwestionariusz i
rozesłano go, na uzyskane
z różnych źródeł i przy
różnych okazjach adresy,
kilkuset
osobom
polskiego pochodzenia,
zamieszkałym i czynnym
zawodowo we Włoszech.
Nadesłane biogramy, po
weryfikacji, wprowadzeniu uzupełnień (wymagających często wielokrotnych konsultacji
pisemnych lub telefonicznych) i
opracowaniu redakcyjnym, zostały
przesł an e do autoryzacji, a
ewentualne poprawki uwzględnione.
Wszystkie powyższe prace,
począwszy od wysyłki kwestionariuszy, a skończywszy na ostatecznej redakcji biogramów zostały
wykonane przez współpracowników
(w szczególności panie Małgorzatę
Sierotnik Mastrangelo i Beatę Brózda
Roccasecca) Fundacji Rzymskiej im.
J. S. Umiastowskiej, która zapewniła
jednocześnie zaplecze organizacyjne
i techniczne. Korzystano również z
pomocy merytorycznej ks.
Hieronima Fokcińskiego, który
służył radą w kwestiach metodologicznych i przeglądnął kilkakrotnie
zebrane materiały, zgłaszając cenne
uwagi.
W wyniku tych prac, w marcu
bieżącego roku ukazał się I Zeszyt
Słownika Biograficznego Polacy we
Włoszech : Kto jest kim (jako III tom
serii Polonica włoskie - Polonica in
Italia, wydawanej przez Fundację
Rzymską im. J. S. Umiastowskiej)
Zawiera on 88 biogramów osób
żyjących w chwili opracowywania
materiału. Są to wyłącznie osoby
świeckie: nie uwzględniono w nim
osób duchownych, gdyż w 2002 roku
ukazał się, wydany przez Zakład
Biografistyki Polonijnej w Paryżu,
słownik biograficzny W służbie Bogu
i światu obejmujący ponad setkę
biogramów księży i zakonnic
przebywających obecnie we Włoszech.
Nazwiska figurujące w tomie
stanowią zbiór siłą rzeczy przy-
padkowy i nie są reprezentacyjne dla
Polonii włoskiej jako całości.
Umieszczono w nim po prostu
biogramy tych osób, które wypełniły
przesłany im kwestionariusz. Wielu
adresatów, z takich czy innych
względów, nie odpowiedziało.
Wszelkie statystyki oparte na
posiadanym materiale byłyby więc
zawodne. Można tylko jako
ciekawostkę podać, że na ogólną
liczbę 88 osób 62% stanowią
kobiety, a 38% mężczyźni. Najwięcej
odpowiedzi wpłynęło z Lacjum
(33%), Toskanii (17%) i Lombardii
(11%), czyli łącznie z tych trzech
regionów – 61%. Wśród odpowiadających najwięcej jest filologów
różnych specjalizacji (19%),
muzyków (16%), artystów (malarzy,
rzeźbiarzy, plastyków, grafików)
(16%) i lekarzy (9%). Najliczniejsza
grupa ankietowanych przyjechała do
Włoch w latach osiemdziesiątych
ubiegłego stulecia (38%).
Fundacja Rzymska im. J. S.
Umiastowskiej zamierza kontynuować zapoczątkowaną przez Związek
Polaków we Włoszech akcję, w
nadziei że ukazanie się niniejszej
publikacji ułatwi zbieranie materiałów do dalszych zeszytów
słownika biograficznego “Polacy we
Włoszech”.
Przy okazji informujemy, że tomy
I, II i IV serii Polonica włoskie –
Polonica in Italia, pod wspólnym
tytułem Świadectwa–Testimonianze:
rozmowy Ewy Prządki z Polakami
we Włoszech, obejmują wywiady z
kombatantami czy wspomnienia o
nich (T. I: W walce o niepodległość i
T. III: W służbie Ojczyzny) i
artystami (T. II: W kręgu kultury i
sztuki). T. V serii (T. IV Świadectw
jest w przygotowaniu. Można je
zamówić, podobnie jak I Zeszyt
Słownika, w Fundacji (adres:
Fondazione Romana J. S. Umiastowska, Via Piemonte 117, 00187 Roma,
lub e.mail: [email protected]).
Dane o książce znajdują się w
“Nowościach wydawniczych”
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
Z NOWOŚCI WYDAWNICZYCH
A Firenze con i viaggiatori e i residenti polacchi = Florencja polskich podroznikow i mieszkancow = Polish travellers and resident in Florence / testi a cura = redakcja i tekst =
written and edited by Luca Bernardini - Firenze : Nardini Editore, 2005. - 207 s. : fot. ; 27 cm. - (Travellers).
Titolo sulla copertina: Polacchi a Firenze : Viaggiatori e residenti = Polacy we Florencji : Podróżnicy i mieszkancy = Poles
in Florence : Travellers and residents.
ISBN 88-404-9100-7.
DZWONKOWSKI, Roman
Leksykon duchowieństwa polskiego represjonowanego w
ZSRS 1939-1988. - Lublin : Towarzystwo Naukowe
Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, 2003. - 851 s. : fot. ;
24 cm. - (Źródła i monografie / Towarzystwo Naukowe KUL ;
251)
ISBN 83-7306-153-3.
GŁOWIŃSKI, Michał
Tempi bui : Un'infanzia braccata / traduzione di Claudio Madonia ; postfazione di Valerio Marchetti-Rozen. - Firenze : La
Giuntina, 2004. - 213 p. ; 20 cm. - (Collana : "Schulim Vogelmann" ; 121)
Titolo originale: Czarne sezony.
ISBN 88-8057-205-9.
HASSEL, Sven
Monte Cassino / tłumaczył Juliusz Wilczur-Garztecki. Warszawa : Polski Instytut Wydawniczy, 2004. - 347 s. ; 18
cm.
KUNERT, Andrzej Krzysztof
Kronika Powstania Warszawskiego / Andrzej Krzysztof
Kunert; współpraca Zygmunt Walkowski. - Warszawa :
Wydawnictwo Edipresse Polska ; Wydawnictwo Zysk i Ska,
2004. - 207 s. : fot. ; 31 cm.
ISBN 83-7298-667-3.
LANCKOROŃSKA, Karolina
Those who Trespass against Us : One Woman's War Against
the Nazis / translated by Noel Clark ; Preface by Norman Davies. - London : Pimlico, 2005. - 341 p. : fot. ; , 24 cm.
First published by Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK,
Poland, as Wspomnienia wojenne.
LITWORNIA, Andrzej
"Dantego któż się odważy tłumaczyć?" : Studia o recepcji
Dantego w Polsce. - Warszawa : Instytut Badań Literackich
PAN, 2005. - 293 p. : ill. ; 24 cm. - (Studia Staropolskie. Serie
Nova ; XI (LXVII)).
Tom prezentuje dwa studia Andrzeja Litworni na temat
obecności Dantego w polskiej kulturze literackiej od końca
XV do końca XX wieku. Pierwsze rejestruje wzmianki na
temat autora Boskiej Komedii i jego dzieł od początku recepcji
aż po pierwszy przekład fragmentu poematu pióra Ignacego
Krasickiego, drugie zaś stanowi swoisty przegląd polskich
tłumaczeń Piekła XIII 1-12. Dokładna, paralerna analiza
znanego epigrafu umieszczonego nad wejściem do piekieł
potraktowana została jako kamień probierczy, Sępowy
"strzechsten", który pozwala autorowi dokonać oceny jakości
pokoleń translatorów. Od niemal półwiecza w polskim
literaturoznawstwie nie pojawiła się ani bibliografia, ani żadna
większa praca na ten temat, tym bardziej oparta na
25
nowatorskim pomyśle, odchodzącym od tradycyjnej metody
bibliograficznej.
ISBN 83-89348-46-2.
Polacy we Włoszech : Kto jest kim? Zeszyt 1. - Rzym ;
Toruń : Związek Polaków we Włoszech = Associazione
Generale dei Polacchi in Italia ; Fundacja Rzymska im. Margr.
J. S. Umiastowskiej = Fondazione Romana Marchesa J. S.
Umiastowska, 2005. - 104 s. : fot. ; 21 cm. - (Polonica wloskie
= Polonica in Italia ; 3)
ISBN 83-89376-22-9.
The Road to Independence : Solidarność 1980-2005 /
translated by Robert Strybel. - Warszawa : Oficyna
Wydawnicza Volumen ; Komisja Krajowa NSZZ
"Solidarność", 2005. - 199 s. : fot. ; 31 cm.
The Story of 10-Million-Strong Solidarity (1980-81); p. 15-82;
Solidarity under martial law, p. 83-164; Solidarity in the Third
Republic of Poland (1989-2005), p. 165-199.
ISBN 83-7233-171-5.
ROSTWOROWSKI, Tomasz TJ
O Bogu i ludziach : Listy, biogramy, artykuły, notatki
rekolecyjne 1940-1973 / wybór, wstęp i opracowanie
Stanislaw Jan Rostworowski. - Warszawa : Oficyna
Wydawnicza RYTM, 2005. - 587 s. ; 25 cm.
Wojna, Powstanie Warszawskie, duszpasterstwo w Łodzi –
lata 1940-1949, s. 15-79; Listy z więzienia – lata 1950-1956, s.
81-128; Duszpasterstwo w Lublinie i Łodzi – lata 1957-1963,
s. 129-250; Okres rzymski – lata 1963-1973, s. 251-526; Z
powrotem do Polski – lata 1973-1974, s. 527-546.
ISBN 83-7399-080-1.
ROSTWOROWSKI, Tomasz TJ
Szerzyć królestwo : Wspomnienia i dzienniki 1939-1972 /
wybór i opracowanie O. Tadeusz Pronobis TJ i Stanisław
Rostworowski. - Warszawa : Oficyna Wydawnicza RYTM,
2004. - 571 s. ; 25 cm.
Lwów 1939 roku, s. 15-54; Okupacja w Warszawie, s. 55-84;
Powstanie sierpniowe. Służba i przygoda - dwa miesiące w
płonącej Warszawie, s. 85-148; Pięć lat pracy w Łodzi (19451950), s. 149-246; Śledztwo, s. 247-358; Więzienie we
Wronkach, s. 359-464; Notatki rzymskie (1963-1972), s. 465540; Mój życiorys w skrócie, s. 541-548.
ISBN 83-7399-043-7.
TANCON, Ilario
Lo scienziato Tito Livio Burattini (1617-1681) al servizio dei
re di Polonia / con un saggio introduttivo di Jan Władysław
Woś. - Trento : Dipartimento di Scienze Filologiche e Storiche, 2005. - 193 p. ; 22 cm. - (Labirinti ; 81)
Jan Władysław Woś, Tito Livio Burattini e la Polonia del suo
tempo, p. 7-14.
ISBN 88-8443-091-7.
WATT, Richard M.
Gorzka chwała : Polska i jej los 1918-1939 / przełozył Piotr
Amsterdamski ; przedmowa Norman Davies. - Warszawa :
A.M.F. Plus Group, 2005. - 448 s. : il. ; 25 cm.
Tytuł oryginału: Bitter Glory. Poland and its Fate 1918-1939.
Vers la liberté : l'Etat polonais clandestin 1939-1945. L'Insurrection de Varsovie août - octobre 1944. Catalogue de l'Exposition / Scénario et choix des documents d'archives Andrzej
Krzysztof Kunert ; Narration Andrzej Seweryn. - [Warszawa]:
Stoleczna Estrada, [br]. - 212s. : fot. ; 33 cm.
26
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
ŚLADY POLSKIE WE WŁOSZECH
Mirosław Lenart
Zagadka posągu z Prato della Valle w Padwie
P
adwa z pewnością należy do tych miast we Włoszech, które posiadają najwięcej polskich
pamiątek (patrz Biuletyn nr 30). Wiąże się to przede wszystkim z popularnością tutejszego
uniwersytetu, który przyciągał z Polski postacie, takie jak: Mikołaj Kopernik, Jan Kochanowski,
Klemens Janicjusz czy Jan Zamoyski, którego 400-setną rocznicę śmierci obchodzimy w tym roku.
Pamięć o nich, jak również o całej nacji polskiej, która była niegdyś tak silna, że uzyskała nawet
osobną kaplicę w Bazylice św. Antoniego, do dziś jest żywa w padewskim ateneum.
Wśród licznych pamiątek z pewnością najbardziej materiał po raz pierwszy poddaje w wątpliwość czy
reprezentatywne są dwa posągi królów polskich, Stefana jedna z rzeźb rzeczywiście przedstawia Stefana
Batorego oraz Jana III Sobieskiego, ufundowane przez Batorego. W zapiskach czynionych przez Moszyńskiego
ostatniego ich następcę Stanisława Augusta Poniatow- w Padwie czytamy:
skiego, wyciosane w kamieniu przez Giovanniego
Ferrariego a umieszczone w kręgu innych posągów
“To miasto dość duże, ale mało zaludnione od chwili,
zdobiących jeden z największych placów Europy – Prato gdy jej uniwersytet i sława św. Antoniego straciły na
blasku. Obecnie prokurator
della Valle. Położony na szlaku
Meno, bardzo wykształcony
łączącym dwie znane świątynie
kawaler (znałem go w Rzymie,
Padwy,
stanowi
naturalne
gdzie jest ambasadorem), zadaje
miejsce, przy którym niegdyś
sobie
wiele
trudu,
aby
zatrzymywali
się
również
przywrócić
znaczenie
tego
podróżnicy z Polski.
miasta, w którym był podestą,
Rozwój masowej turystyki
wprowadzając pożyteczne i
oraz ruchu, który możemy
przyjemne urządzenia. Między
określić jako pielgrzymkowoinnymi urządzono jego kosztem
przygodowy, a także znaczne
plac publiczny w miejscu, gdzie
obniżenie poziomu wiedzy i
były bagna. Kazał je zasypać i
przygotowania przewodników
przeprowadził wielki kanał z
powodują, że oba pomniki zdają
bieżącą wodą (...). Na brzegach
się popadać w zapomnienie,
kanału
ustawiono
posągi
gdyż tłumy Polaków przechodzą
sławnych ludzi, mających jakiś
obok nich obojętnie, lub
związek z Padwą. Przyjaciele i
biegiem. Sam stan posągów,
protektorzy kazali je wznieść
pomimo przeprowadzonej w
swoim kosztem. Pan Meno
końcu lat osiemdziesiątych repokazał
mi
figury
Jana
nowacji, przedstawia się zresztą
bardzo źle. Postać określona w
Sobieskiego i Jana Zamoyskiego,
prawie
nieczytelnym
dziś
obu ongiś uczniów Uniwersytetu
napisie na postumencie jako
Padewskiego. Figury zostały
Posąg Jana Sobieskiego
Stefan Batory pozbawiona jest
tam ustawione na koszt i
berła i korony, które niegdyś
staraniem Waszej Królewskiej
spoczywały u jej stóp po lewej stronie. Prawa jej dłoń Mości. Sobieski bardzo podobny i nieźle wykonany,
nie trzyma jak dawniej miecza, a i twarz straciła na Zamoyski jeszcze nie ukończony.”
wyrazistości po odłamaniu nosa oraz części wąsów.
Nieco lepiej przedstawia się pomnik Sobieskiego, który
[Wzmianka o Zamoyskim sporządzona przez
mimo ubytków jest w pełni rozpoznawalny. Ta właśnie Moszczyńskiego jest niejako punktem wyjścia do naszej
figura została umieszczona na Prato della Valle jako analizy.] Obecność tej figury na placu wydawałaby się
pierwsza w 1785 r. i tego samego roku oglądał ją stolnik bardzo logiczna. Jan Zamoyski bowiem nie tylko był
koronny August Moszyński (1731–1786), kolekcjoner, studentem uniwersytetu, ale pełnił w nim najpierw
architekt oraz doradca artystyczny ostatniego króla obowiązki konsyliarza nacji polskiej, a następnie, w
polskiego, Stanisława Augusta Poniatowskiego. Ślad latach 1563–1564, rektora uniwersytetu legistów. Jego
tego wydarzenia pozostawił w relacji pisanej dla studiom padewskim zawdzięczamy traktat De Senatu
polskiego monarchy, zawartej w zbiorze dzienników i Romano libri duo (1563), czy też pomysł wybudowania
listów z podróży do Francji i Włoch. Właśnie ów w Polsce idealnego miasta, zrodzony z renesansowych
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
27
idei, jakimi przesiąknął we Włoszech. Zamość, o którym Moszyński się nie pomylił i to zarówno w swoich
tu mowa, przez stulecia będzie nazywany Padwą notatkach jak i obserwacjach.
północy. Powiązanie tej postaci z wyrzeźbionym przez
Wśród zachowanych w Bibliotece Miejskiej
Giovanniego Ferrariego pomnikiem mogłoby być zatem dokumentów znajduje się luźna kartka z rachunkiem za
naturalne. Czy jednak Moszyński mógł się pomylić? To wykonanie figury króla polskiego (bez podania jego
pytanie narzuca się jako pierwsze, tym bardziej, że nie imienia) z 10 grudnia 1788 r. na łączną kwotę 3099,68
udało się dotychczas dotrzeć do dokumentów, które florenów. Chodziłoby zatem o figurę Stefana Batorego, a
jednoznacznie rozwiązałyby ów problem. Posiadamy tempo dokonania wpłat wskazuje na duży pośpiech, z
zaledwie kilka pośrednich wskazówek, które rzucają jakim czyniono zabiegi, aby została umieszczona w
nieco światła na zagadkę drugiego z pomników na obecnym miejscu. Zważywszy, że był to rok 1788,
wydaje się, że można wytłumaczyć decyzję króla o
padewskim placu.
Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że Moszyński umieszczeniu Stefana Batorego obok figury Sobieskiego.
był osobą, która pomylić się nie powinna, zważwszy na Otóż od roku 1787 Stanisław August Poniatowski
pozycję, jaką miał przy królu oraz funkcje, jakie zabiegał w kontaktach z Katarzyną II o przystąpienie
piastował na dworze. Na całej jego karierze zaważyło razem z Rosją do antytureckiego sojuszu. Pomysł ten,
zamiłowanie do kolekcjonerstwa, które połączyło go ze jak wiele innych, miał nikłe szanse na powodzenie, choć
Stanisławem Augustem Poniatowskim w czasach, zanim wojna rosyjsko-turecka faktycznie wybuchła 16 sierpnia
ten ostatni został królem Polski. W roku 1765 był 1787 r. Projekt wysłano do Petersburga 7 października, a
dyrektorem budowli królewskich i opiekunem teatru król poświęcił się swoistej akcji propagandowej, w
warszawskiego, a od roku 1764 tworzył królewskie ramach której jawne natrząsanie się z Turcji i kult Jana
kolekcje oraz zawiadywał nimi. Wobec pogarszającego III Sobieskiego miały wzniecić ducha bojowego
się stanu zdrowia poprosił króla
Polaków. W niedzielę 14
o pozwolenie na podróż do
września 1788 r. odsłonięto w
Włoch, na którą Stanisław
warszawskich
Łazienkach
August zgodził się wyłożyć
pomnik Jana III Sobieskiego,
pieniądze. Moszyński podróczemu towarzyszyły okazałe
uroczystości. To właśnie z tym
żował pod przybranym nazwipomnikiem
związane
są
skiem hrabiego Leszczkowa.
powszechnie znane satyryczne
Jako arystokrata i wysoki
epigramy jak np.:
eksponent masonerii (w 1769 r.
Sto tysięcy kosztował, ja bym
wybrany został na wielkiego
dwakroć łożył,
mistrza loży warszawskiej św.
By Stanisław skamieniał, a Jan
Jana), po przyjeździe do Padwy
III ożył.
miał możliwość oglądania
Oczywiście za łazienkowskim
miasta w towarzystwie Andrea
pomnikiem Sobieskiego kryły
Memmo (1729–1793), autora
się
ambicje
Stanisława
pomysłu przebudowy Prato
Augusta, którego niezawodny
della Valle, patrycjusza i
Trembecki wychwalał za cnoty
senatora, a wcześniej ambasarycerskie równe, jeśli nie
dora Republiki Weneckiej.
większe, od tych, które posiadał
Posąg Sobieskiego ustawiozwycięzca
spod
Wiednia.
no na placu 27 sierpnia 1785 r.
Stawiającemu jednak pomnik
na cokole oznaczonym numewiadomo już było, że Rosja na
rem 75. W roku 1789 stanął
propozycję sojuszy z Polską nie
pomnik Batorego. Moszyński,
przystanie, i przez to plan
biegły w ikonografii bohatera
Pasąg Stefana Batorego, czy...?
wzmocnienia obrazu Rzeczyodsieczy wiedeńskiej, znalazł
Sobieskiego “bardzo podobnego i nieźle wykonanego”.
pospolitej legł w gruzach. Być może właśnie w tej
Stanisław August miał w swojej kolekcji aż 15 atmosferze zrodził się pomysł postawienia pomnika
portretów Sobieskiego nie licząc rycin, które jak już właśnie Stefanowi Batoremu, który w Padwie studiował,
wspomniano, zbierał dla niego właśnie Moszyński. no i przecież przeprowadził trzy zwycięskie kampanie
Wśród tych rycin znajdowały się również podobizny przeciwko Moskwie (lata 1579, 1580, 1581), zdobyZamoyskiego oraz portrety i ryciny przedstawiające wając Połock, Wielkie Łuki i oblegając Psków. I choć
króla Stefana Batorego. W końcu zapisek Moszyńskiego niespodziewana śmierć króla Stefana przeszkodziła
skierowany jest bezpośrednio do króla i raczej trudno realizacji planów związanych z ligą antyturecką, eo ipso
sobie wyobrazić ażeby człowiek, który być może brał wyzwoleniem całych Węgier po klęsce Turcji, to
udział nawet w samym pomyśle ufundowania obu ostatnia wojna z Moskwą, zakończona w styczniu 1582
pomników dokonał tak kompromitującej pomyłki. rozejmem w Jamie Zapolskim, pokrzyżowała plany
[Trzeba by] więc przyjąć za wielce prawdopodobne, że Iwana IV uzyskania przez Rosję dostępu do Bałtyku, co
28
Polonia Włoska Nr 3(36)/2005
pozwoliły
mu
oddać
wygląd
rzeźbionych postaci. Niestety nie
zachowały
się
dobre
zdjęcia
przedstawiające statuę [Batorego] z
kompletnym nosem oraz wąsami.
Ten niedobór uzupełnia w jakiś
sposób rysunek wykonany w 1832 r.,
przechowywany w szkicowniku w
Bibliotece
Miejskiej.
Autorem
pomysłu wykonania tych szkiców
piórkiem był padewczyk Giovanni
Visentin, który odnotował jako
powód
licznych
zniszczeń,
gwałtowne gradobicie 26 sierpnia
1834 r.! Dzięki jego inicjatywie
zostało zachowane wyobrażenie o
szczegółach rzeźby, takich jak kształt
miecza w dłoni oraz berło i korona,
które niegdyś najwyraźniej spoczywały na postumencie przy lewej
Ryciny włoskie przestawiające króla Stefana Batorego i Jana Zamoyskiego
nodze. Już wówczas brakowało
opóźniło proces europeizacji państwa rosyjskiego o jednak buławy, która najprawdopodobniej włożona była
ponad sto lat. Może zatem posąg Batorego w Padwie do lewej ręki, na co wskazuje zarówno układ dłoni jak i
miał być małą zemstą na Katarzynie II, uczynioną w gest. Zbroja wzorowana na podobnych egzemplarzach
stylu Stanisława Augusta, to jest za pomocą aluzji do tego typu z końca XVI w. niewiele może pomóc w
postaci symbolicznej, a do tego odpowiednio daleko od identyfikacji postaci, jako że Zamoyski i Batory żyli w
kraju, aby zbytnio nie drażnić ambasadora Semiramidy tym samym czasie. Fizjonomia oblicza jednak raczej
Północy.
bliższa jest Zamoyskiemu niż Batoremu. Przede
Należy podkreślić, że obydwie figury polskich wszystkim trudno sobie wyobrazić, aby Ferrari w
królów zdobiące padewski plac mają raczej mały przypadku Batorego zrezygnował z wyrzeźbienia
związek z tym miastem a już na pewno z ich tu studiami. zarostu, tym bardziej, że trudno znaleźć przedstawienie,
O ile jeszcze Batory w Padwie bawił, to Sobieski nigdy na którym Batory brody nie nosi. Poza tym kręcone
do niej nie zawitał, a tym samym nie był studentem włosy cechowały raczej Zamoyskiego niż Batorego,
tutejszego ateneum. Tym niemniej obydwaj doczekali który zresztą zazwyczaj przedstawiany był w charakterysię miana “uczniów” uniwersytetu, co do dzisiaj budzi stycznym nakryciu głowy. Pominąć już właściwie
nie tyle kontrowersje, co ciągłe sprostowania. Opinii można drobniejsze szczegóły, takie jak kształt nosa czy
takiej wydatnie przyczyniły się tak umieszczone na wąsy. W każdym razie głowa rzeźby z Prato della Valle
cokołach napisy, jak i opracowanie Antonio Neumayra, przypominała przed zniszczeniem raczej zaginione
Illustrazione del Prato della Valle ossia della Piazza popiersie hetmana, dzieło André Le Bruna, przechowydelle statue di Padova wydane w roku 1807. Podjął się wane do ostatniej wojny w bibliotece na Zamku
on opisu całego Prato della Valle, przedstawiając Królewskim.
Konfrontując zachowane materiały o charakterze
życiorys i zasługi każdej wyciosanej z kamienia postaci.
Praca, którą wykonał Neumayr była jedynie późnym portretowym z rzeźbą Ferrariego łatwo byłoby więc
dziełem, wpisującym się w całą akcję propagandową, dojść do podobnej konstatacji, jaką uczynił niegdyś
towarzyszącą przebudowie Prato della Valle.
Moszyński. I choć sprawa musi na razie pozostać
Przykładem najważniejszym jest wydana jeszcze w otwarta, wydaje się, że Jan Zamoyski, jeśli rzeczywiście
okresie konstrukcji całego założenia książka Vincenzo ukrywa się od ponad dwustu lat pod fałszywym
Radicchio Descrizione della general idea concepita, ed nazwiskiem, winien poczuć się w 400-setną rocznicę
in gran parte effettuata dall’eccellentissimo signore śmierci tak jak czuł się za życia – królom równy.
Andrea Memmo…(Rzym 1786), gdzie zresztą wspomina
Mirosław Lenart (fragm.)
się panującego króla polskiego (s. 4), który jako jeden z
pierwszych wsparł konkretnym zamówieniem koncepcję
Memma.
Z powodu braku miejsca redakcja była zmuszona
Oczywiście ani Neumayr ani Radicchio nie wykonać w artykule poważne skróty, wśród których znalazła
zajmowali się kwestiami podobieństwa figur do postaci się też duża część przypisów. Za zmiany te przepraszamy
historycznych, tym bardziej, że chodziło o królów z zarówno autora artykułu, jak i Czytelników. Wszyscy
dalekiej Polski. Trudno jednak sobie wyobrazić, aby zainteresowani całością tekstu mogą się do nas zwrócić
twórca posągów, Ferrari nie skorzystał z jakichś listownie, lub skonsultować naszą stronę internetową.
materiałów, najprawdopodobniej głównie rycin, które
INDESIT COMPANY
Konkurs Filmowy Camerimage – Indesit 2005
Marka Indesit kolejny raz sponsorem Międzynarodowego
Festiwalu Sztuki Operatorskiej Camerimage
Ł
ódź, 23 listopada 2005 r. – W
najbliższą
sobotę,
26
listopada,
rozpocznie się w Łodzi ceniony na świecie XIII
Międzynarodowy Festiwal Sztuki Operatorskiej.
Już po raz trzeci sponsorem Festiwalu będzie
Indesit, marka europejskiego lidera na rynku
AGD– Indesit Company.
Marka Indesit przeprowadzi w trakcie
festiwalu
konkurs
“CAMERIMAGE–INDESIT
2005”, którego celem jest wytypowanie
najlepszego, zdaniem widzów, filmu dnia. Wśród
osób, które wezmą udział w głosowaniu,
codziennie będą rozlosowywane nagrody w
postaci produktów AGD marki Indesit.
“Jako duży inwestor w regionie łódzkim,
zależy nam na wspieraniu działalności, których
celem jest promowanie Łodzi na arenie
międzynarodowej
zarówno
pod
względem
kulturalnym jak i ekomonicznym” – powiedział
Krzysztof Kudlek, dyrektor marketingu Indesit
Company Polska. “Jesteśmy bardzo zadowoleni
z takiej formy współpracy, gdyż dla nas to także
kolejny
krok,
aby
być
bliżej
naszych
konsumentów i prezentawać nasze produkty w
w zaskakującym dla nich otoczeniu.
Umowa
sponsorska
zapewnia
także
wyświetlanie krótkich spotów reklamowych
Indesit przed projekcjami filmów, prezentacje
produktów w holu Teatru Wielkiego, gdzie
odbędzie się Festiwal, oraz obecność logo na
wszystkich materiałach reklamowych festiwalu i
banerach w Teatrze Wielkim. Indesit Company
Polska będzie jedynym sponsorem festiwalu z
branży AGD.
Marka Indesit, skierowana do ludzi młodych,
aktywnych, lubiących spędzać czas wolny poza
domem w towarzystwie rodziny i przyjaciół,
często angażuje się w różne przedsięwzięcia
filmowe. Przykładami takiej działalności w
Polsce może być sponsoring sal kinowych (w
Warszawie i Krakowie, a wkrótce także w
Łodzi), a we Włoszech organizowany w zeszłym
roku CineIndesity Tour, objazdowy festiwal
filmowy, który odbył się na wolnym powietrzu w
21 miastach.
Wolność korzystania z czasu
Łódź, 17 listopada 2005
r. – Indesit Company
wprowadza właśnie na rynek
nową linię pralek i zmywarek
OnTime. Ich wyróżnikiem jest
unikalna na rynku cecha –
programator pozwalający
ustawić czas ZAKOŃCZENIA
cyklu prania/zmywania. Dzięki
temu czyste naczynia lub
pranie będą gotowe dokładnie
wtedy, kiedy najbardziej nam
to pasuje. Rzecznikiem, a
właściwie maskotką nowej linii
sprzętu został sympatyczny
Jacek Kukułka – postać idealnie
kojarząca się z byciem zawsze
OnTime. Stał się on także
głównym bohaterem kampanii
promocyjnej przygotowanej
przez poznańską agencję
Albedo Marketing, mającej
zwrócić uwagę młodych ludzi
(głównej grupy docelowej) na
produkty Indesit OnTime.
Jako teren działań
promocyjnych,
rozpoczynających się 18
listopada, wybrane zostały
miejsca chętnie odwiedzane
przez potencjalnych
konsumentów marki Indesit –
kina Cinema City. Wybór ten
nie jest przypadkowy – Indesit
posiada już w obiektach tej
sieci “własne”, sponsorowane
sale kinowe. W 16 kinach w
całej Polsce miłośnicy filmów
będą mogli obejrzeć... pralki i
zmywarki OnTime, a później
wygrać je w internetowym
konkursie. Wystarczy, że
“kukną” na stronę
www.indesit.pl. Mechanizm jest
niezwykle atrakcyjny –
wystarczy odpowiedzieć na 2
proste pytania, aby mieć
szansę na nagrodę! Na
internautów czekają także
dodatkowe nagrody
gwarantowane – bilety na
dowolny film w Cinema City.
Aby je wygrać należy przesłać
znajomym “kukacza” zaproszenie na konkursową
witrynę. Jeżeli korzystając z
otrzymanego linku wezmą oni
udział w konkursie (dowiadując
się przy okazji o Indesit
OnTime), wysyłający “kukacze”
otrzyma nagrodę.
(strona opracowana przez redakcję we wspólpracy z Indesit Company)
Wprowadzanie produktów Indesit OnTime wsparte kampanią
promocyjną z wykorzystaniem marketingu wirusowego
30
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
Nel numero precedente, in occasione del
25° anniversario degli accordi di Danzica,
abbiamo pubblicato la storia della nascita
di Solidarność (1980-81).
In questo numero proseguiamo il racconto ricordando l’inizio dello stato di guerra.
La Storia
Danzica: primi giorni
dopo la proclamazione dello stato di guerra
1981–1983: nella morsa del potere
V
entiquattro anni fa, nella
notte tra il 12 e il 13 dicembre 1981 venne introdotto in Polonia
- con un decreto (incostituzionale)
del Consiglio di Stato - lo stato di
guerra, proclamato a seguito della
richiesta di un “Consiglio Militare di
Salvezza Nazionale” appositamente
costituito, composto da alcuni militari e membri del partito comunista e
presieduto dal Generale Jaruzelski.
Si era cercato di invocare come
plausibile giustificazione all’introduzione dello stato di guerra il crollo
economico del Paese e la presunta
minaccia di un colpo di stato da parte
di Solidarność. Negli anni ’90 il generale Jaruzelski ha sostenuto che vi
era stato costretto in seguito alle pressioni da parte dei vertici dell’Unione
Sovietica e l’incombente intervento
delle truppe del Patto di Varsavia. I
preparativi per la sua introduzione
iniziarono comunque già nell’agosto
del 1980. Basandosi sui decreti del
Consiglio di Stato, vennero limitati i
basilari diritti civici, arrestate o internate oltre 10 mila persone, sciolta
Solidarność e tutte le organizzazioni
sindacali, dichiarate illegali numerose
organizzazioni (tra cui l’Unione Autonoma degli Studenti, l’Associazione dei Giornalisti Polacchi, le unioni
degli Artisti e degli Scrittori Polacchi). Furono vietati gli scioperi, militarizzati i settori-chiave dell’economia, sospesi temporaneamente i corsi
nelle scuole e nelle università.
Tra gli internati vi erano i princi-
pali militanti di Solidarność, esponenti dell’opposizione, studiosi, artisti, insegnanti. Fu vietato cambiare
domicilio senza il benestare delle
autorità, le comunicazioni telefoniche
vennero interrotte e in seguito controllate, la corrispondenza censurata,
introdotto il coprifuoco, applicato il
rito sommario nelle procedure giudiziarie, mentre molte categorie professionali (giornalisti, insegnanti, impiegati della pubblica amministrazione,
giudici) vennero sottoposte ad una
verifica politico-ideologica.
Sarà curioso ricordare che Lech Walesa, insignito nel 1983 del Premio
Nobel per la Pace, all’epoca nemmeno poté recarsi a Stoccolma per ritirarlo: pur essendo stato liberato dall’internamento era tuttavia ancora in
libertà vigilata. A rappresentarlo durante la cerimonia di premiazione fu
la moglie, Danuta e il figlio allora
quattordicenne. Notevole è stata la
resistenza delle popolazione che sfociò in numerosi scioperi organizzati
dai militanti di Solidarność sfuggiti
all’internamento, ma anche in varie
altre forme di resistenza passiva
(boicottaggio dei mass-media governativi, editoria, stampa e radio clandestina, cortei di protesta, scritte sulle
mura).
La repressione è stata violenta; ad
opera di reparti speciali coadiuvanti
la polizia perirono durante le azioni
di protesta alcune decine di persone,
numerose furono imprigionate o licenziate.
Lo stato di guerra è stato sospeso
il 31 dicembre 1982 e definitivamente revocato il 22 luglio 1983, ma una
parte delle norme repressive rimasero
in vigore negli anni successivi, fino
alle trattative della “tavola rotonda”
tra il governo e Solidarność nel 1989.
Il generale dagli occhiali scuri
continua a far discutere
importanti incontri
Q uattro
hanno celebrato di recente in
Italia i venticinque anni della nascita
di Solidarność (31 agosto 1980). A
Milano, promossa dal Consolato generale di Polonia, dalla Regione
Lombardia, dal Circolo culturale italo-polacco e dall’Ispi-Istituto per gli
studi di politica internazionale, si è
svolta il 24 ottobre scorso una vivace
tavola rotonda. Mentre l’Associazio-
ne dei Polacchi a Milano ha organizzato nella stessa sede una mostra
fotografica dal titolo: Le strade verso
la libertà. A Roma (22-23 novembre), l’ambasciata di Polonia e l’Istituto polacco hanno commemorato la
ricorrenza proiettando due film (il
film collettaneo Solidarność Solidarność, e Bez końca di Krzysztof Kieślowski), organizzando, inoltre, un
convegno su: Solidarność 25 anni
Polonia Włoska Nr 4(37)/2005
dopo. A Trento, infine, il 9-10 dicembre scorso si è tenuto un interessante
seminario su: Dissenso e opposizione
in Polonia: Solidarność, presieduto
dal Csseo-Centro Studi Storia Europa
Orientale, col patrocinio della Regione autonoma Trentino Alto Adige,
della Provincia e del Comune di
Trento.
In tutte queste occasioni ci si è
interrogati a più riprese sul colpo di
Stato attuato dal generale Wojciech
Jaruzelski nella notte tra il 12 e il 13
dicembre 1981. Ventiquattro anni
dopo, la proclamazione della legge
marziale in Polonia non cessa, infatti,
di far discutere. Soprattutto, suscita
ancora molti punti di domanda la
intricata personalità del generale
Jaruzelski. Un tempo ci si scervellava
a stabilire se Jaruzelski fosse un
«patriota» obbligato ad «autoinvadere» la Polonia come «male minore» per evitare che il paese fosse invaso dall’esterno, dalle truppe sovietiche e da quelle del Patto di Varsavia; o se egli avesse al contrario agito
per ordine e procura della Russia.
Oggi si tende a credere che egli abbia
giocato un ruolo molto complesso tra
Mosca e Varsavia, tra Chiesa e Partito, tra marxismo e cattolicesimo, tra
opposti poteri forti e servizi di
intelligence, tra i diversi paesi del
Patto di Varsavia, tra i due blocchi.
In proposito il vaticanista Gian Franco Svidercovschi ha ricordato: dopo
il suo incontro con Jaruzelski, alla
fine del suo secondo viaggio in Polonia, nel 1983, e la lunga conversazione a quattro occhi che ebbe con lui,
Giovanni Paolo II in qualche modo si
«ammorbidì» nei confronti del generale, dimostrandosi da allora meno
duro, più comprensivo nei suoi confronti. Perché capiva meglio la difficilissima situazione in cui Jaruzelski
si era trovato?
Tatyana Zonova, dell’Istituto statale di relazioni internazionali di Mosca, ha tracciato a Trento un sorprendente ritratto del Politburo sovietico,
basandosi sull’analisi delle sue riunioni a porte chiuse relative al periodo 1980-1984. Ne è risultata l’immagine di un gruppo di potere decisamente senile: potenti in maggioranza
malati, isolati dalla realtà, incapaci di
capire cosa stesse accadendo in Polonia, prigionieri di una visione ideolo-
31
gica e condizionati persino
nel linguaggio. (Parlavano di
Solidarność come del
“nemico del popolo”, come di
un movimento “controrivoluzionario”). L’informazione
più interessante ha riguardato
proprio Jaruzelski, messo
continuamente sotto accusa
dai capi del Cremlino che gli
imputavano di non volere “un
vero socialismo, perché consente l’agricoltura privata”...
“perché non lotta contro la
Chiesa”… “perché consente
Un carro armato per le strade di Danzica,
ai polacchi di strisciare davandicembre 1981
ti al papa”. Il Politburo che
criticava Jaruzelski per essere
un debole, per mancare di durezza, legge marziale, ma poi non si decide
ovviamente non era unanime nelle mai e continuamente rimanda”. Bisosue prese di posizione. Aveva di con- gna convincerlo, bisogna fare prestro chiare paure: che gli accadimenti sione su di lui. Teniamolo in tensione
polacchi e Solidarność potessero con- con vistose manovre delle truppe del
tagiare l’Urss, in particolare la Bielo- Patto di Varsavia. Pressato, alla fine
russia, la Georgia; che gli slogan po- cederà. E se a sua volta vuol fare
lacchi fossero capaci di rinvigorire i paura ai polacchi, che usi come
nazionalismi sovietici; che la Polonia spauracchio gli umori revanscisti dei
uscisse dal Patto di Varsavia e venis- tedeschi. E se ha bisogno del consense meno il collegamento strategico, so dei polacchi, che lanci la costrudiretto e agevole, con la Repubblica zione di una nuova metropolitana a
democratica tedesca.
Varsavia: dei grandi lavori avranno
I membri del Politburo inoltre un grande effetto positivo di propaerano particolarmente furiosi con i ganda. Il cinismo, come si vede, era
comunisti polacchi che “chiedono unico.
sempre più aiuti, viveri, carne, petroNella prima metà degli anni
lio, e vogliono da noi milioni di dol- Ottanta l’America rialzava la testa
lari… impossibile”. Impossibile per dopo la sconfitta subita in Vietnam,
Mosca rispondere a tali e tante richie- mentre l’Urss si trovava in una pessiste. Che i polacchi si arrangiassero da ma situazione. L’economia in fase di
soli. Erano gli stessi polacchi, inoltre, stallo. Dall’Afganistan arrivavano le
a “insistere per l’intervento sovieti- bare con sempre più numerosi soldati
co”. Impossibile per il Cremlino in- sovietici. Il Politburo era riluttante a
tervenire direttamente in Polonia, per intervenire militarmente in Polonia.
di più col rischio di avere contro un Preferiva di gran lunga una soluzione
intero popolo.
“interna”. Per giungere alla quale si
La pubblica opinione mondiale, dovettero mettere in atto enormi
già scaldata dall’invasione dell’Afga- pressioni psicologiche sul generale
nistan da parte dell’Armata rossa nel Jaruzelski e sui comunisti polacchi.
dicembre 1979, non lo avrebbe capi- Ma una volta proclamato lo Stato di
to. E gli Usa, che già avevano boicot- emergenza - hanno chiesto alcuni
tato le Olimpiadi di Mosca, minac- intervenuti - perché i polacchi non si
ciavano altre pesanti ritorsioni. Anco- sono rivoltati? Perché i 10 milioni di
ra una volta: i polacchi hanno da ca- aderenti a Solidarność non hanno
varsela da soli. Che Jaruzelski procla- scatenato una immediata e agguerrita
mi, dunque, la legge marziale. Di resistenza contro il despota Jaruzelski
fronte a una soluzione “interna” an- e la sua legge marziale? Perché una
che l’Occidente avrebbe tratto un reazione tutto sommato così lieve
sospiro di sollievo. Ma, ecco il punto, contro il nuovo tiranno? Incapacità?
ecco il problema: Jaruzelski promette Impreparazione? O, appunto, una
continuamente “che proclamerà la «via polacca»?
POLONIA DA SCOPRIRE
Szczecin
un importante nodo di
traffico fluviale e terrestre
S
tettino (in polacco: Szczecin), capoluogo della Pomerania occidentale, situato a 65 chilometri dal mar Baltico, in bella posizione fra il
fiume Odra e il lago Dabie, è un importante nodo di traffico fluviale e
terrestre, ma anche, con i suoi cinque istituti universitari, un centro di
sapere e di cultura.
Il suo porto è uno dei più
importanti del Baltico, insieme
al vicino porto marittimo di Świnoujscie.
La storia di Stettino inizia
nell'XI secolo, quando era un
accampamento slavo. Nel 1237
ricevette lo statuto di città. Nel
periodo fra il XIII e il XVIII secolo, il porto si è gradualmente
sviluppato, fino a diventare un
importantissimo scalo per il
trasporto del pesce e del grano.
Nel 1720 la città cadde sotto il
dominio prussiano.
Merita particolare interesse la
parte più antica della città, che
ha conservato le testimonianze
di una storia ricca di avvenimenti, edifici vecchi di alcuni
secoli, preziosi ricordi delle epoche precedenti, opere d’arte di
grande valore. Fra queste si
distinguono il castello dei principi di Pomerania, le cui origini
risalgono al Trecento.
Altri monumenti storici degni
di attenzione sono il palazzo del
municipio in stile gotico con,
all’interno, il museo di storia
della città. A pochi passi di
distanza si trova la casa tardogotica della famiglia Loitz.
Esempi particolarmente interessanti di architettura religiosa
sono la chiesa di S. Giovanni
Evangelista, e la cattedrale gotica di S. Giacomo. Il palazzo
rinascimentale dei principi di
Pomerania, eretto nei secoli XVI
e XVII, è stato ricostruito dopo
la guerra; esso ospita un museo, le cripte della famiglia principesca e un teatro. Un altro
museo, con importanti collezioni
di sculture, dipinti e oggetti
d'artigianato si trova nel palazzo
Da sinistra: la fontana dell’Aquila Bianca, la Cattedrale di S. Giacomo;
sotto: gli attracchi di Chrobry
dell’Assemblea. Due antiche
porte
cittadine
situate nelle vicinanze
rappresentano ciò che
resta delle mura settecentesche che circondavano la città.
Sulle ripide rive dell'Odra si trova un imponente
complesso
di
edifici risalente agli inizi
del Novecento.
Procedendo
verso
nord, si arriva in breve
al porto. Qui ci si può
imbarcare per un giro
del porto o per una gita a Swinoujscie. I quartieri settentrionali di Stettino, con strade a
stella che convergono tutte verso piazza di Grunwald, sono stati costruiti fra la fine dell'Ottocento e l'inizio del Novecento e
sono molto interessanti sotto il
profilo urbanistico e architetto-
nico. Nelle vicinanze si trova il
monumento eretto a ricordo dei
drammatici eventi politici del
1970.
A cura di
Ania Malczewska
Per maggiori informazioni visitate il sito
www.polonia.it

Podobne dokumenty