NARZECZENI

Komentarze

Transkrypt

NARZECZENI
2
(32)
February/luty 2009
ISSN 1756-3542
14
Przypadkowi
NARZECZENI
Historyczny mebel | Love Lenin | Rodzenie w tandemie
www.linkpolska.com
Luty 2009
February 2009
Kilka słów
na początek
Każdy ma inne oczekiwania wobec miłości i inne o niej wyobrażenie. Instynktownie dążymy nie tylko do fizycznych uciech,
ale i do czegoś, co nas swoją siłą zmiażdży, powali. Tymczasem wielkie uczucie może przyjść na paluszkach, z boku, od przyjaciela, ze wspólnej pasji, dążeń i marzeń. Po prostu jest.
Wszyscy chcemy być kochani bezwarunkowo, choć to wcale niełatwe. Miłość bezwarunkowa to miłość rodziców do dziecka, inne miłości są znacznie bardziej skomplikowane, mimo że je idealizujemy.
Na emigracji ludzie są jeszcze bardziej złaknieni miłości niż w swoim kraju. Może z samotności, może dlatego, że nie zawsze łatwo jest się otworzyć na inną kulturę... a głód uczucia i obecności drugiej osoby rośnie z czasem. Niektórym łatwiej
żyć, gdy mają świadomość, że będą mogli opowiedzieć komuś drugiemu przy wieczornej herbacie czy winie o tym, jak minął
dzień. Innym wystarczy czyjaś obecność. Nawet w drugim pokoju. Jeszcze innym – głos w słuchawce, pytający o to, czy zjadłeś śniadanie. Są też tacy, którzy miłość wyrażają przez wspólne działanie.
Miłość ma wiele wymiarów. Każda jest inna, bo i my się od siebie różnimy. Jedno jest pewne – miłość to dobro. Dzielenie
się dobrem – to miłość.
Aleksandra Łojek-Magdziarz
Fot.: Jakub Świderek
Zobacz: Barbara spogląda na Krzysia, swojego nowo narodzonego syna.
www.linkpolska.com
February 2009 | luty 2009 | 3
LINKw numerze
Fotogaleria - Love Lenin 18
Publicystyka - Okrągły Stół 20
2
6
POLSKA
Między misją a komercją polskiej
telewizji publicznej. Czy zmieni się
sposób funkcjonowania TVP?
Paweł Bruger
8
ŚWIAT
Irlandzka droga do zjednoczenia.
Czy celtycki tygrys wchłonie
„zakompleksioną” północ Zielonej
Wyspy?
Tomek Kurkowski
11
PERYSKOP
14
TEMAT NUMERU
Z daleka od domu szukamy nie tylko pracy, ale również miłości. Jakie
są losy emigracyjnych związków?
Aleksandra Łojek-Magdziarz
18
Turystyka - Witamy w Afryce 32
(32)
FOTOGALERIA
Ukraina nieustannie „kocha” Lenina.
Katarzyna Mirczak/Visavis.pl
20
PUBLICYSTYKA
Gdzie stoi najważniejszy polski mebel?
Wspomnienie o Okrągłym Stole.
Szymon Kiżuk
23
KULTURA
Rozmowy aktorów w garderobie.
Anna Kozłowska
24
27
29
KULTURA
O Polskiem Sezonie kulturalnym w
Wielkiej Brytanii rozmawiamy z Anetą
Prasał-Wiśniewską z Instytutu Adama
Mickiewicza w Warszawie.
Jakub Świderek
HISTORIA
Szekspir to PR-owiec wszech czasów.
Również w sprawie Polski.
Piotr Miś
30
REPORTAŻ
Rodzenie w tandemie jest już bardzo
popularne. Ale obecność mężczyzny
przy porodzie nie jest przymusem.
Jakub Świderek
32
TURYSTYKA
Wyprawa polskiego podróżnika
i fotografa do Afryki.
Aleksandra Łojek-Magdziarz
Marek Koszorek
34
PORADNIK
Brytyjski zasiłek dla bezrobotnych
odbierz w Polsce.
Paweł Bruger
35
SPORT
Polscy lekkoatleci wygrywali
ze sportowcami USA i Rosji.
Przypomnienie polskiego
Wunderteamu.
Tomasz Kurkowski
37
LINK CAFÉ
Zakazane słowa, czyli co mówić,
a czego nie mówić w towarzystwie
Brytyjczyków.
Aleksandra Łojek-Magdziarz
38
LINK CAFÉ
Torcik dla zakochanych.
Helena Kubajczyk
FELIETON
Złudne pierwsze wrażenie.
Maciej Przybycień
*na okładce: Przypadkowi narzeczeni
Adres/Address:
1a Market Place
Carrickfergus BT38 7AW
Tel.: +44 28 9336 4400
www.linkpolska.com
[email protected]
Redaktor prowadząca/Editor
Aleksandra Łojek-Magdziarz
[email protected]
Sekretarz redakcji/Deputy Editor
Sylwia Stankiewicz
[email protected]
Reklama/Advertising
Aneta Patriak
+44 7787588140
[email protected]
Zespół redakcyjny/
Magazine team
Paweł Bruger,
Piotr Miś,
Tomasz Kurkowski
Współpraca/
Contributors
Piotr Adamczyk,
Tomasz Karolak,
Aleksandra Kaniewska,
Dorota Mazur,
Helena Kubajczyk,
Maciej Przybycień,
Anna Kozłowska,
Szymon Kiżuk,
Jolanta Reisch,
Dorota Suchy,
Barbara Pięta
4 | luty 2009 | February 2009
Dział foto/Photo Editor
Jakub Świderek
[email protected]
Dział graficzny/Art Room
Irka Laskowska
[email protected]
Tomasz Zawistowski
Wydawca/Publisher
Link Polska Limited
Dyrektor/Director
Ewa Grosman
Redakcja i wydawca nie ponoszą odpowiedzialności za
treść ogłoszeń, reklam i informacji. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo
do skracania i redagowania
tekstów. Nadesłane materiały
przechodzą na własność redakcji, co jednocześnie oznacza przeniesienie na redakcję magazynu „Link Polska”
praw autorskich z prawem
do publikacji w każdym ob-
Druk/Print
GPS Colour Graphics Ltd.
Alexander Road
Belfast, BT6 9HP
szarze. Przedruk materiałów
publikowanych w magazynie
„Link Polska” możliwy tylko
za zgodą redakcji.
Kuchnia Heleny 38
LINKpolska
Między misją a komercją
Paweł Bruger
Pod egidą Ministerstwa Kultury powstaje projekt
nowej ustawy medialnej, która na zawsze ma
zmienić sposób funkcjonowania polskich mediów
publicznych. Według jego głównych założeń,
Polacy niebawem nie będą musieli płacić
abonamentu radiowo-telewizyjnego,
a ambitne programy kulturalne, zamiast
w TVP późną nocą, będziemy oglądać
także w stacjach komercyjnych.
Roczne wpływy z abonamentu
do telewizji publicznych w Europie
Polska – 800 mln złotych
Niemcy – 7 mld euro,
ograniczona możliwość
nadawania reklam do
12 minut dziennie
Francja – 1,5 mld euro
Wielka Brytania – 3,3 mld
funtów, całkowity zakaz
nadawania reklam
Wzniosłe idee, a praktyka po polsku
W obowiązującej dotąd ustawie medialnej
z 1992 roku na Telewizję Polską oraz Polskie Radio został nałożony obowiązek pełnienia tzw. misji. Jest to pojęcie bardzo szerokie, ale funkcjonuje w całej Unii Europejskiej. Założeniem misji jest docieranie do każdego rodzaju odbiorcy
– zarówno mniej, jak i bardziej wymagającego,
i nie tylko znajdującego się w najbardziej atrakcyjnym dla reklamodawców przedziale wieku 18
- 49 lat. W miarę upływu czasu media publiczne
oddalały się ofertą programową od obowiązku
pełnienia misji, upodabniały się do mediów prywatnych. Coraz bardziej widoczna była dysproporcja programów rozrywkowych (teleturnieje,
telenowele) na niekorzyść programów z zakresu
tzw. kultury wysokiej czy edukacyjnych.
W realizacji misji i zachowaniu przejrzystych
zasad społecznego charakteru mediów miał pomagać abonament radiowo-telewizyjny, jako
główne źródło finansowania mediów publicznych. Z biegiem lat jednak system ten coraz bardziej nie przystawał do polskiej rzeczywistości:
w TVP wzrastała liczba reklam, programy kulturalne częściej emitowano w późnych godzinach nocnych, a z najbardziej popularnego czasu antenowego wypierały je rozrywkowe programy o charakterze komercyjnym. Malały również
wpływy z abonamentu, ponieważ system jego
egzekwowania okazał się nieskuteczny i drogi.
Komisja Europejska daje mediom publicznym możliwość pozyskiwania pieniędzy także z
reklam, mimo to w większości krajów europejskich zachowano misyjny charakter mediów, pozostając głównie przy abonamencie, a drastycznie ograniczając wpływy z emisji spotów reklamowych. Jako wzór do naśladowania zazwyczaj
stawia się brytyjskie BBC – najpotężniejszego
nadawcę publicznego na świecie, który na kanałach w Wielkiej Brytanii w ogóle nie emituje reklam. W Polsce jednak było inaczej i pojęcie misji wymieszało się z niejasnymi sposobami finansowania (pobierania pieniędzy w mniejszym stopniu z abonamentu, a w większym z komercyjnej sprzedaży czasu reklamowego).
6 | luty 2009 | February 2009
Co się zmieni?
Platforma Obywatelska już od ponad roku
głośno mówi o swoich planach rewolucyjnych
zmian w działaniu mediów publicznych. Spośród
nich największe kontrowersje wzbudza właśnie
zmiana sposobu finansowania spółek. Dotychczasowy abonament zostałby zlikwidowany do
2010 roku, a w jego miejsce utworzono by Fundusz Zadań Publicznych. Pieniądze w Funduszu
pochodziłyby nie z kieszeni obywateli, ale z podatku VAT, jaki płacą od swojej działalności medialnej wszystkie media w Polsce. Fundusz byłby również wspierany przez rządowy budżet, a
więc państwo nadal miałoby wpływ na kształt
niektórych programów. Pieniędzmi z Funduszu
płacono by tym mediom, które podjęłyby się realizacji konkretnych programów misyjnych. Jest
to kolejną nowością, ponieważ media publiczne
już nie będą miały obowiązku wypełniania misji
(emitując programy dla wymagających odbiorców, które mają zazwyczaj niewielką oglądalność i są mało atrakcyjne dla reklamodawców),
ale mogłyby się tego podejmować również media prywatne. Realizacja takich programów odbywałaby się na zasadach wolnorynkowych – instytucje będą przygotowywać propozycje wykonania programów misyjnych, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji je wyceni i zatwierdzi jakość
merytoryczną. Te, których oferta będzie najbardziej korzystna (w stosunku ceny do jakości),
uzyskają na to licencje od Rady.
Głównym zamysłem ustawodawcy jest przede
wszystkim poprawa jakości misji mediów, która, jak wszyscy specjaliści i politycy zgodnie
przyznają, polskiemu społeczeństwu jest potrzebna. Poprawa ta miałaby się sprowadzać do
ograniczenia emisji programów rozrywkowych
dla mas, telenoweli i wszelkiego rodzaju teleturniejów. Prof. Tadeusz Kowalski, który jest szefem zespołu ekspertów – autorów nowej ustawy medialnej, tak określa zamysł tego projektu: „Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, o
co naprawdę nam, jako społeczeństwu, chodzi?
O zagwarantowanie miejsc pracy dla określonej
liczby ludzi zatrudnionych w mediach publicznych czy o zawartość programową? (...) Przeznaczając pieniądze na produkcję z dziedziny wyższej kultury, pragniemy zerwać ze szmirą, bezguściem i tandetą, które zalały niemal wszystkie
anteny telewizyjne i radiowe. Nadeszła już pora, aby skończyć ze zjawiskiem totalnej dekulturyzacji, zwłaszcza młodszych pokoleń. Potrzeba na to pieniędzy – w porządku. Przedstawiamy
pomysł, skąd je wziąć”.
Jeśli nowa ustawa w proponowanym kształcie wejdzie w życie, to Polska stanie się ewenementem na skalę światową – nigdzie bowiem takiego rozwiązania jeszcze nie zastosowano. Czy
będzie to rozwiązanie skuteczne, które pozwoli
wreszcie polskim mediom publicznym oferować
dobre, ciekawe programy oraz polityczny obiektywizm, jeszcze się okaże. Jednak zanim nowa
ustawa medialna zacznie obowiązywać, upłynie
sporo czasu. Prezydent już zapowiedział, że ją na
pewno zawetuje, a do jego przegłosowania koalicja PO-PSL będzie potrzebować również głosów Lewicy. Tej zaś nie wszystkie zapisy w ustawie się podobają.
LINKpolska
Jak zachęcić Polki do rodzenia
dzieci?
Dwie największe partie polityczne w Polsce
mają nowe pomysły na to, jak zachęcić Polki
do rodzenia dzieci, nie przyczyniając się jednocześnie do boomu demograficznego. PO
chce wprowadzić tzw. opiekunki rodzinne, a
PiS urlopy wychowawcze dla... babć.
Dziury w policyjnej kasie
Kryzys finansowy pogrąża polską policję.
Firmy skarżą się, że komendy policji w całym
kraju przestały płacić rachunki.
Już za kilka lat Polska może stać
się śmietnikiem Europy – alarmuje
„Dziennik”. Wszystko przez unijne rozporządzenie o transporcie odpadów, które
od 2012 roku zniesie ograniczenia w
przewozie śmieci w obrębie Unii. Od tej
pory każda firma w Europie zajmująca
się gospodarką odpadami będzie mogła
przewozić śmieci na wybrane wysypisko
na terytorium UE. Za podrzucenie odpadków do Polski zapłaci najmniej.
Jaka przyszłość czeka polską policję? Fot. mtr0212
Fot. Chris Chidsey
Pomysł Platformy Obywatelskiej polega na
tym, by opiekunką rodzinną była matka wychowująca nie tylko swoje dzieci, ale również
pociechy sąsiadów. Państwo miałoby jej za to
płacić i nadzorować, czy maluchom nie dzieje
się krzywda. Platforma zastanawia się także
nad wprowadzeniem dodatków pieniężnych
dla rodzin z dziećmi, które z racji małych
zarobków, nie mogą sobie teraz odliczyć ulgi
prorodzinnej.
Także Prawo i Sprawiedliwość ma swoją
koncepcję na zwiększenie dzietności wśród
Polaków. Partia ta proponuje, aby z bezpłatnych urlopów wychowawczych mogli korzystać także pracujący dziadkowie. Rodzina nie
musiałaby wydawać pieniędzy na opiekunkę,
a babcia, choć nie dostawałaby pensji, okres
urlopu wychowawczego doliczałaby do stażu
pracy. Miałaby też opłacone składki emerytalne w ZUS. (Bru)
prasówka
MSWiA obcięło policji w grudniu wydatki
o 535 mln zł. Sytuacja była o tyle kuriozalna,
że zabrane pieniądze już zostały... wydane.
Oznacza to, że komendy wojewódzkie w
całym kraju nie mają teraz gotówki na uregulowanie płatności za usługi i dostawy z końca
2008 roku.
Według nieoficjalnych informacji, dla ponad 250 mln zł płatności termin ich realizacji
albo już minął, albo wkrótce tak się stanie.
Policja twierdzi, że dług w wysokości 480
mln zł musi uregulować do końca pierwszego
kwartału.
Na pieniądze od stróżów prawa czeka teraz
wiele polskich firm – również coraz mocniej borykających się z finansami. Problem
z doproszeniem się o pieniądze ma już trzy
czwarte przedsiębiorstw. Dla wielu z nich
brak zapłaty ze strony policji może oznaczać
bankructwo. (SzK)
Koniec z seksem w sieci
Jesteśmy ciekawi Twojej opinii.
Podziel się z nami swoim zdaniem!
Najciekawsze listy opublikujemy. Nasz
adres: [email protected]
Polacy szukają w Internecie seksu... w realnym świecie. Nie interesują już ich wyłącznie wirtualne kontakty erotyczne. Najnowsze badania dowodzą, że w tej dziedzinie życia naszych
rodaków nastąpił przełom.
czyli trzykrotnie więcej niż w 2005 roku, uwaTaki wniosek można wysnuć z najnowszych
żają oni, że zabawy te nie dają takiej satysfakbadań seksuologa Zbigniewa Izdebskiego. Cały
cji, jak spotkanie twarzą w twarz i budowanie
materiał opracowany przez profesora zostaprawdziwych relacji. (Bru)
nie opublikowany dopiero jesienią, ale z jego
fragmentów już teraz wiadomo, że
Dla niektórych seks w sieci to dopiero początek. Na zdjęciu wielofunkcyjne urządzenie
znacząco zmieniło się podejście
do miłosnych igraszek przez Internet
Polaków do seksu internetowego.
Po obyczajowej rewolucji w sieci
lat 90., kiedy Polacy zafascynowani
nowymi formami uprawiania miłości zmieniali wirtualnych partnerów
jak rękawiczki, następuje uczuciowa stabilizacja. I znów, jak to bywało wcześniej - nie ilość się liczy,
ale jakość.
Choć dziś do wirtualnego seksu
(definiowanego już jako rozmowy
na forach o tematyce erotycznej)
przyznaje się 97% internautów,
Codzienna porcja newsów na www.linkpolska.com
Szwajcarzy będą interweniować,
aby obniżyć kurs franka - podaje „Gazeta
Wyborcza”. To dobra wiadomość dla
wielu Polaków, którzy pozaciągali kredyty w szwajcarskiej walucie, bo jej wysoki
kurs sprawia, że spłacają coraz większe
raty. Wiceprezes Szwajcarskiego Banku
Narodowego Philipp Hildebrand powiedział, że bank jest gotowy interweniować
na rynku, gdyż mocny frank szkodzi
szwajcarskiemu eksportowi.
Ministerstwo Nauki ogłosiło projekt zmian w ustawie o szkolnictwie
wyższym – informuje dziennik „Polska”.
Od nowego roku akademickiego uczelnie
będą mogły zlikwidować tradycyjne,
„papierowe” indeksy i zastąpić je elektroniczną bazą danych o osiągnięciach
studentów. Poza tym znikną przyznawane za wysokie oceny stypendia naukowe.
Zastąpi je nagroda rektora, przyznawana
najwybitniejszym studentom.
Państwo mogłoby pomagać
klientom banków, którzy nie spłacają
regularnie kredytów, dopłacając im np.
30% raty – uważa wicepremier i minister
gospodarki Waldemar Pawlak. W wywiadzie dla TVN CNBC Biznes wyjaśnia,
że aby ułatwić uzyskanie kredytu, rząd
mógłby pożyczać Polakom pieniądze na
wkład własny. „Jeżeli klient uzyska 20%
wkładu na mieszkanie, i to w formie pożyczki rządowej z odroczoną płatnością,
szybciej znajdzie bank, który sfinansuje
pozostałe 80%”.
Mobilny Internet staje się coraz
bardziej popularny wśród polskich użytkowników – donosi „Rzeczpospolita”,
podając raport firmy Audytel, ogłoszony podczas konferencji Polskiej
Izby Informatyki i Telekomunikacji.
Choć liczba użytkowników mobilnego
Internetu (1,6 mln pod koniec roku 2008)
jest w Polsce o wiele niższa niż stacjonarnego (5,1 mln), to jednak ta pierwsza
grupa powiększyła się w zeszłym roku
aż o 80% i trend ów zapewne będzie się
rozwijać.
February 2009 | luty 2009 | 7
LINKświat
Sen o zjednoczonej Irlandii
Tomek Kurkowski
„Dla nas wolność jest bardziej upragniona niż wszystko inne na świecie. Nawet jeśli teraz nas powalicie, my
powstaniemy i zaczniemy walkę od nowa. Nie możecie pokonać Irlandii. Nie możecie ugasić pasji Irlandczyków do wolności” – tłumaczył Brytyjczykom Padraig Pearse, jeden z przywódców tzw. Easter Rising, zrywu
narodowego, który ostatecznie otworzył Irlandczykom z południa drogę do niepodległości.
Echa krwawej przeszłości
26 hrabstw na południu i 6 na północy. Jedna
wyspa, choć dwa różne organizmy państwowe,
które podzielił spór o wiarę. Katolicka Republika Irlandii i protestancka Irlandia Północna żyją
ze sobą w separacji od przeszło 86 lat. W latach
80. Margaret Thatcher porównała ich relacje do
sytuacji na Bałkanach. Obecnie miejscowi publicyści, w obliczu krwawych wydarzeń w Gazie,
twierdzą, że jeszcze kilka lat temu podobny scenariusz mógł się rozegrać na Zielonej Wyspie.
Wobec tego, czy podzielona Irlandia ma szansę
na zjednoczenie? Bardzo możliwe, ale w długiej
perspektywie czasowej.
Od kilku lat Republika znajduje się w gronie
unijnych liderów, uchodzi za celtyckiego tygrysa, który bez kompleksów radzi sobie w zjednoczonej Europie. Stała się synonimem bogactwa i
dobrobytu, ziemią obiecaną dla tysięcy emigrantów z Europy Środkowo-Wschodniej. Na tym tle
blado wypada „zakompleksiona” północ. Kiedy południe budowało stabilne podstawy ekonomiczne, północ dreptała w miejscu skupiona
na swoim krwawym konflikcie. Dopiero dziś goni stracony czas, zacierając ślady, jakie zostawiła po sobie trzydziestoletnia wojna domowa tzw.
The Troubles. O bolesnej przeszłości nie pozwalają zapomnieć nie tylko murale (malowidła naścienne) gęsto rozsiane po Belfaście, ale i huczne obchody dnia 12 lipca. Na głębsze zmiany,
szczególnie te w świadomości jej mieszkańców,
należy jeszcze poczekać. Potrzeba czasu, by mury Belfastu i Londonderry, które niegdyś były
świadkami okrutnych zbrodni, przestały dzielić.
W ludziach do dziś bowiem drzemie dawny niepokój i obawa, że koszmar z przeszłości
może powrócić. Czasami można odnieść wrażenie, że jakaś społeczna iskra, rzucona w hermetyczne osiedla katolików i protestantów,
może rozpalić wzajemną nienawiść. Takiej sytuacji chcą uniknąć dwa największe ugrupowania polityczne: DUP (Democratic Unionist Party) i Sinn Féin. Tego samego pragną też ich liderzy – kontrowersyjny kaznodzieja i twórca Free
Presbyterian Church, 82-letni Ian Paisley (który
wciąż jest bardzo wpływowy, mimo że w ubiegłym roku na stanowisku premiera i lidera DUP
zastąpił go Peter Robinson) i jego republikański
oponent, charyzmatyczny przywódca Sinn Féin,
Gerry Adams.
Zderzenie dwóch wizji
Wizja przyszłości kraju jest kością niezgody
między obiema stronami. Emerytowany Paisley
nie jest, i zresztą nigdy nie był, łatwym partnerem do rozmów. W kuluarach nazywa się go „Dr
No”. Gerry Adams, który w młodości na własnej
skórze odczuł brytyjską „życzliwość” wobec republikanów (był więziony i torturowany), wydaje się bardziej ugodowym partnerem do rozmów. Do przełomu doszło w kwietniu 1998 roku, kiedy obie strony podpisały tzw. Good Friday Agreement. Poza kwestiami podziału władzy, powołaniem nowych instytucji i równością
obu społeczności, porozumienie pozostawia decyzję o dalszych losach kraju w rękach więkoszści mieszkańców Ulsteru. To oni poprzez ogólnonarodowe referendum mogą zdecydować, czy
chcą dalej utrzymywać unię z Wielką Brytanią,
czy utworzyć suwerenną, zjednoczoną Irlandię.
Sinn Féin (dosł. „My sami”) nigdy nie ukrywało
swoich zjednoczeniowych aspiracji: „Nasze nadrzędne polityczne cele to: zakończenie podziału,
koniec unii (z Wielką Brytanią – przyp. red.), budowa nowej demokracji na wyspie oraz pojednanie pomiędzy pomarańczowymi (oranżystami, protestantami) i zielonymi (republikanami,
katolikami)” – powiedział w setną rocznicę Sinn
Féin Gerry Adams. Nie jest dziełem przypadku,
że lider Sinn Féin nigdy nie używa terminu Irlandia Północna (Northern Ireland według republikanów nosi brytyjskie znamię) i celowo posługuje się zwrotem północna część Irlandii (the
North of Ireland).
Sinn Féin wierzy w swoje końcowe zwycięstwo. W najbliższych tygodniach planuje rozpocząć wielką kampanię medialną (dotyczącą
zjednoczenia obu Irlandii) poza granicami kraju,
skierowaną do rozproszonej po świecie irlandzkiej diaspory m.in. w USA i Wielkiej Brytanii.
Republikańską społeczność z marzeń o jedności wyspy konsekwentnie odziera jednak Ian Paisley. Jego zdaniem, wizja zjednoczenia to wciąż
bardzo mglista perspektywa: „Wierzę, że możemy żyć obok siebie, ale nie będziemy mieli zjednoczonej Irlandii przez następnych 50, może 100
lat” – powiedział w maju ubiegłego roku, w wywiadzie dla „The Irish Times”.
Dwa lata temu Paisley nie wahał się stwierdzić: „Sinn Féin nie jest zdolne do współrządzenia z przywoitymi ludźmi. Nie są w stanie
stworzyć rządu Irlandii Północnej”. Wkrótce jego agresywną retorykę zastąpił jednak polityczny pragmatyzm. Proces pokojowy na wyspie w
dużej mierze zależy od jej kondycji gospodarczej. Wzajemna pomoc gospodarcza może znacząco zbliżyć oba kraje i być może w dalekiej
przyszłości doprowadzić do pełnego zjednoczenia. Jest to wielkie wyzwanie, szczególnie dla Irlandii Północnej, która zostałaby odcięta od swej
pępowiny – brytyjskiej Korony. Republika musi
zaś uważać, by nie wylać dziecka z kąpielą i nie
podzielić losów zjednoczonych Niemiec, w których zachodnie landy muszą sporo dokładać do
uboższej, wschodniej części kraju.
Good Friday Agreement (Porozumienie
Wielkopiątkowe) – porozumienie pokojowe
zmierzające do rozwiązania konfliktu w Irlandii Północnej, przyjęte 10 kwietnia 1998 r.
przez rządy Republiki Irlandii i Wielkiej Brytanii, a kontrasygnowane przez główne partie
polityczne Irlandii Północnej.
St. Andrew’s Agreement (Ustawa o Irlandii
Północnej) – porozumienie przyjęte przez rządy Republiki Irlandii i Wielkiej Brytanii oraz
przez główne partie polityczne Irlandii Północnej (DUP i Sinn Féin), związane z procesem przekazania władzy Irlandii Północnej.
Obchody upamiętniające 35. rocznicę „krwawej niedzieli” (Bloody
Sunday) w Londonderry, kiedy to żołnierze brytyjscy z 1. Regimentu
Spadochroniarzy zabili 14 uczestników pokojowego marszu protestacyjnego przeciwko prawu umożliwiającemu internowanie każdego Irlandczyka podejrzanego o terroryzm. Fot. kitestramrt
8 | luty 2009 | February 2009
LINKświat
Przyjazne kraje dla emigrantów
Będzie praca w hipermarketach
Kanada, Niemcy i Australia to obecnie najbardziej przyjazne emigrantom kraje, gdzie warto się tymczasowo osiedlić – wynika z badań
przeprowadzonych na zlecenie banku HSBC.
Największe brytyjskie sieci hipermarketów
będą rekrutować nowych pracowników mimo
recesji. To jedna z niewielu optymistycznych
wiadomości z rynku pracy na Wyspach.
W tych krajach najłatwiej nawiązać znajomości z miejscowymi, włączyć się w lokalną
społeczność, a także poznać język. Sondaż
przeprowadzono wśród 2155 osób mieszkających w 48 krajach na czterech kontynentach.
W ankiecie na ocenę danego kraju składały się
cztery elementy: łatwość nawiązywania kon-
Supermarket Tesco w Hull, Anglia. Fot. Adam Walby
Sieć supermarketów Waitrose zapowiada
zatrudnienie czterech tysięcy nowych
pracowników, Tesco – nawet 10 tysięcy.
Waitrose planuje wybudowanie 9 nowych
supermarketów oraz odkupienie od sieci
The Co-operative 13 sklepów. Sainsbury’s,
chwaląc się dobrymi wynikami na
koniec roku, przyjmie 5 tysięcy nowych
pracowników. Iceland, który przejął ponad
50 sklepów należących wcześniej do sieci
Woolworths, rekrutuje 2,5 tys. pracowników.
(SzK)
Lodowisko w Toronto. Czy Kanada stanie się drugą Wielką
Brytanią? Fot. T. Burgey
taktów z miejscowymi, ilu obcokrajowców
należy do działających w danej społeczności
organizacji, ilu z nich poznało język oraz jaki
procent z nich kupiło w tym kraju nieruchomości. Według wyników badań, najgorszym
miejscem do zamieszkania są Zjednoczone
Emiraty Arabskie. (Bru)
Jesteśmy ciekawi Twojej opinii. Podziel się
z nami swoim zdaniem! Najciekawsze listy
opublikujemy. Nasz adres:
[email protected]
Uszczelnianie granic
Po ponad osiemdziesięciu latach wprowadzona zostanie kontrola paszportowa dla podróżujących pomiędzy Republiką Irlandii a Wielką Brytanią. Nie oznacza to jednak pojawienia się budek
granicznych - paszporty podróżnych sprawdzane będą wyrywkowo.
Jak dotąd nie był potrzebny paszport, by
podróżować między Republiką Irlandii a
Irlandią Północną, czy innymi miejscami
Zjednoczonego Królestwa. Teraz brytyjski
Home Office, chcąc walczyć z nielegalną imigracją – Irlandia stanowiła bowiem szeroką
furtkę dla przybyszy pragnących dostać się
do Wielkiej Brytanii – postanowił wprowadzić obowiązek posiadania paszportu lub
innego dokumentu ze zdjęciem. Władze
brytyjskie podkreślają, że z granicznych
ułatwień coraz częściej korzystały grupy
przestępcze szmuglujące narkotyki do UK.
Zmiana przepisów nie wpłynie jednak
znacząco na życie mieszkańców Zielonej
Wyspy. Między Republiką a Ulsterem
wciąż będzie można przejeżdżać bez problemów, pamiętając jednak o tym, by mieć
przy sobie paszport lub inny dokument
tożsamości. Podróżujący samolotami lub promami z Irlandii do Zjednoczonego Królestwa
będą przechodzić przez standardową bramkę
kontroli paszportowej. (SzK)
Znak ostrzegający o zmianie jednostek długości z mil na kilometry
pomiędzy Irlandią Północną a Republiką Irlandii. Fot. Dantadd
Codzienna porcja newsów na www.linkpolska.com
prasówka
Każda kobieta, która urodzi dziecko w Irlandii Północnej po 6 kwietnia br.
dostanie jednorazowo £190, donosi
„Belfast Telegraph”. Pomoc ta nie ma
wpływu na wysokość innych odbieranych zasiłków i przysługuje na jedną
ciążę, nie dziecko. Health in Pregnancy
Grant nie zależy również od wysokości
dochodów rodziny – będzie przyznawany
każdej kobiecie, która spełnia powyższe
kryterium w ciągu 31 dni od złożenia
wniosku.
W ciągu ostatnich pięciu lat podwoiła się liczba uczniów należących do
groźnych grup przestępczych – informuje
„The Independent”. Większość zwerbowanych dzieci nie ukończyła jeszcze
16 roku życia. Gazeta publikuje dane z
raportu przygotowanego przez Brytyjski
Związek Nauczycieli. Informacje na
temat szkolnej przestępczości są zatrważające – gangi werbują nawet dziewięcioletnie dzieci i wykorzystują je jako
gońców do przekazywania informacji
pomiędzy starszymi członkami grupy
przestępczej.
Władze szkockiego regionu
Highland chcą utworzenia nowego
miasta. Powstać miałoby ono między
Inverness i Nairn – podaje serwis BBC.
Planuje się, że w nowym mieście będzie pięć szkół i ponad 5 tys. domów.
Pomysłodawcą projektu jest brytyjska
firma deweloperska Moray Estates.
Amerykański architekt Andres Duany
opracował plany zabudowy terenu
miasta. Rozważa je aktualnie Highland
Council.
Nowy prezydent USA Barack
Obama w kwietniu odwiedzi Rosję, podaje rosyjski dziennik „Kommiersant”.
Zdaniem dziennika, przywódca Stanów
Zjednoczonych przyjedzie do Moskwy
w czasie swojej pierwszej podróży po
Europie. 2 kwietnia w Londynie, przy
okazji szczytu 20 najbogatszych krajów świata, Obama spotka się pierwszy
raz z prezydentem Rosji Dimitrijem
Miedwiediewem.
Coraz więcej leków w Wielkiej
Brytanii to podróbki z Chin – alarmuje
„The Guardian”. Podrobione lekarstwa
opisuje się po francusku i wysyła do
Singapuru. Następnie trafiają one na
Wyspy, gdzie rozprowadzane są po aptekach, szpitalach i przychodniach. Z ujawnionych danych wynika, że w 2008 roku
brytyjscy celnicy skonfiskowali ponad
pół miliona podrobionych tabletek.
February 2009 | luty 2009 | 9
www.1stcontact.com
Jednemu z trzech Polaków należy
się zwrot nadpłaconego podatku.
Czy Ty jesteś jednym z nich?
For Polish employees
Do you live and work in Northern Ireland?
Would you like to get an extra £850*?
Contact us now and check if you are due a refund.
> We offer a no refund no fee service
> Claim online and save time
> Lowest Commissions
> Process your claim efficiently
0808 168 0514
36768
www.1stcontact.com/polishtax
[email protected]
Our average tax refund is £850. Claims may vary.
LCC International świadczy tanie
usługi transferu pieniędzy dla klientów
na całym świecie.
LCC na świecie
LCC posiada ponad 45000 zarejestrowanych klientów, którymi są w większości
osoby długotrwale pozostające w podróży oraz firmy posyłające pracowników
na międzynarodowe delegacje. To właśnie na ich zlecenie przez systemy
komputerowe jest obecnie realizowanych kilka tysięcy transakcji każdego dnia.
Gwarancją bezpiecznych i szybkich transferów gotówkowych jest całodobowa
łączność wszystkich światowych placówek.
Prestiż i zaufanie ogromnej liczby osób LCC International zyskało nie tylko
dzięki nowoczesnym systemom komputerowym. Dodatkowym podkreśleniem
wiarygodności firmy jest także jej zaangażowanie w walkę z praniem brudnych
pieniędzy – powstał specjalny departament zajmujący się dostosowywaniem
działań LCC do lokalnego ustawodawstwa w tym zakresie.
W centrum swojej działalności firma stawia na równouprawnienie wszystkich
narodowości. Pracownicy LCC International tworzą prawdziwy zlepek języków
i kultur. Przykładem na to jest londyńska placówka, gdzie pracują Polacy,
Brazylijczycy, Filipińczycy, Anglicy, Australijczycy, osoby pochodzące
z Ameryki oraz Afryki. Znacznie ułatwia to komunikację z klientami, zwłaszcza
niemówiącymi po angielsku. Łatwy i tani dostęp do usług sprawia, że może
z nich skorzystać dosłownie każdy i kiedykolwiek zechce.
LCC w Szkocji
Dzięki szybkiej ekspansji firmy z dumą można oświadczyć, iż rynek polski w
Szkocji jest niezwykle chłonny na propozycje tanich, szybkich i korzystnych
przekazów w odniesieniu do dziennego kursu walut u konkurencji. Posiadamy
3 polskie agentury w Edynburgu: 2 sklepy Polskie Delikatesy oraz Wyższą
Szkołę Humanistyczno-Ekonomiczną w Łodzi - oddział w Edynburgu. Dlatego,
dzięki agenturom LCC, Polacy mogą skorzystać z transferów pieniędzy do
Polski, gdzie niezależnie od kwoty każdy transfer wynosi jedyne £3.
LINKperyskop
Szkocja
Problemy
rozwiążesz
w Świetlicy
Świetlica to miejsce spotkań
oraz punkt informacyjny dla
Polaków mieszkających w
Szkocji, działający dzięki pracy
wolontariuszy. Na regularne
poniedziałkowe spotkania
uczęszcza tu zawsze kilkadziesiąt osób.
„»Mamy kawę? Nie«. Ktoś wstał
wyszedł i kupił. Później padł pomysł, żeby zrobić coś do jedzenia,
coś polskiego. Pierwsza zrzuta,
później Kasia wykombinowała
jakieś pieniądze… a później się
rozrosło” – opowiada o początkach
Świetlicy w 2006 roku jeden z
pierwszych wolontariuszy Dariusz
Kamecki.
Już od początku Świetlica
„Weźmy na przykład młode matki. Mężowie idą do pracy, a one mogą przyjść pogadać, wymienić się informacjami, poplotkować… wiesz, zupki,
osiągnęła ogromną popularność.
pieluchy. Takie drobne sprawy czasem są naprawdę niesłychanie ważne” - mówi Natalia Kołodziej, jedna z wolontariuszek. Fot. Radek Nowacki
Inicjatorka przedsięwzięcia, Kasia
Raszewska, wraz z wolontariuw rodzinie. Pewnie nie jest to większy problem
na inny znaczący aspekt: „Najważniejsze jest
szami zadbała, by przez ten czas było zarówno
niż w Polsce czy gdzie indziej w Europie, ale
chyba wsparcie. Idziesz do miejsca, gdzie spociekawie, jaki i pożytecznie. „Marcin organitrzeba sobie uświadomić, że tutaj trudniej jest
tykasz swoich. To niesłychanie istotne, gdy ktoś
zował zajęcia plastyczne dla dzieci, takie fajne,
osobie, która nie mówi po angielsku wytłumama problemy z adaptacją. Weźmy na przykład
kreatywne… jakieś zamki budowali. Był język
czyć policji, o co chodzi. Tu trzeba człowieka,
młode matki. Mężowie idą do pracy, a one
polski dla dzieci, później dwie godziny zabaw”
pracownika socjalnego, do którego można
mogą przyjść pogadać, wymienić się informa– wspomina Kamil. „W tym czasie funkcjonoprzyjść i jak przyjacielowi opowiedzieć swoją
cjami, poplotkować… wiesz, zupki, pieluchy.
wały inne grupy: angielski dla dorosłych czy
historię”.
Takie drobne sprawy czasem są naprawdę niekącik porad, który prowadził Wojtek. Był w tym
Świetlica mieści się w Fort Community
słychanie ważne”.
naprawdę bardzo dobry. Było karate, a nawet
Centre przy North Fort Street w Edynburgu.
Świat się zmienia, my się zmieniamy, zmiekurs tańca dla młodzieży. Ciężko to wszystko
Zajęcia odbywają się w każdy poniedziałek
niają się też nasze problemy. Kasia Raszewska
ogarnąć, bo to się zmieniało”.
w godz. 16:00 – 21:00. (MP)
tak podsumowuje bieżące cele działalności
To nie jedyny powód niesamowitej popuŚwietlicy: „Niby jest mniej problemów, ale
Przeczytaj reportaż Maćka Przybycienia
larności Świetlicy. Natalia Kołodziej, również
wychodzą też nowe, których, zdawałoby się,
ze Świetlicy na www.linkpolska.com
jedna z pierwszych wolontariuszek, wskazuje
wcześniej nie było. Najczęściej jest to przemoc
Anglia
Wsparcie dla bezdomnych
Bezdomni Polacy i inni emigranci z Europy Wschodniej zamieszkujący ulice
Londynu, dzięki akcji prowadzonej przez organizację charytatywną Thames Reach,
mają szansę na powrót do swoich krajów.
„Słaba znajomość języka angielskiego i brak
zasiłków sprawiły, że niektórzy emigranci żyją
w skrajnej biedzie” – mówi Jeremy Swain, szef
organizacji Thames Reach. „O tej porze roku
zaradzanie bezdomności jest sprawą życia i
śmierci. Jeśli nie pomożemy ludziom, którzy
potrzebują wsparcia, będą umierać na ulicach
naszej stolicy”.
Projekt o nazwie London Reconnection
Project, na który rząd brytyjski przeznaczył 60
tys. funtów, ma na celu nawiązanie kontaktów
z organizacjami w Polsce, które mogą zaangażować się w pomoc bezdomnym Polakom z
Londynu. Thames Reach chce również pomóc
www.linkpolska.com
bezdomnym w zakresie tymczasowego zakwaterowania, pomocy
medycznej oraz zająć się problemem uzależnień alkoholowych. Na
wsparcie mogą liczy ci bezdomni,
któtym nie udało się znaleźć zatrudnienia lub uzyskać zasiłków
na zapłatę za pobyt w hostelach i
Wielojęzyczny znak zabraniający spania w jednym z londyńskich parków.
Fot. Robert Hunter
noclegowniach.
Thames Reach zaobserwowało
tej zimy wzrost liczby bezdomnych, którzy
Brytanii lub są zarejestrowani w Home Office.
pragną skorzystać z oferowanej pomocy. PierwW ciągu ostatnich 10 lat działania brytyjskich
szeństwo jednak mają ci, którzy mogą udokuorganizacji charytatywnych pomogły wyjść z
mentować próby podjęcia pracy w Wielkiej
bezdomności 20 tysiącom potrzebujących.
February 2009 | luty 2009 | 11
LINKperyskop
Irlandia Północna
Polskie kino
jednoczy ludzi
Trzeci Polski Festiwal Filmowy w Belfaście
odbędzie się w marcu w Queen’s Film
Theatre. Tym razem impreza powstaje we
współpracy z „Kinoteką”, londyńskim festiwalem polskiego kina organizowanym przez
Instytut Kultury Polskiej.
Reakcje polskiej publiczności podczas
projekci filmów pokazywanaych w ramach
pierwszego i drugiego Polskiego Festiwalu
Filmowego zaskoczyły dyrektorkę Queen’s
Film Theatre. „Polacy są wspaniałą publicznością. Bardzo chętnie angażują się w organizację imprez. Wyjątkowe jest to, że Polacy
odwiedzający nasze kino są w różnym wieku i
pochodzą z różnych środowisk. To niezwykłe,
że kino może jednoczyć tak różnych ludzi” –
powiedziała dla magazynu „Link Polska” Susan
Picken.
Po sukcesie dotychczasowych edycji
Polskiego Festiwalu Filmowego w Belfaście,
podczas których takie produkcje, jak
„Testosteron” czy „Katyń” zgromadziły komplet publiczności, Susan Picket zdecydowała
się na otwarcie Polskiego Klubu Filmowego
„Kinogranie”. W jego ramach kinomani z
Belfastu mogli zobaczyć np. „Sztuczki” w
reżyserii Andrzeja Jakimowskiego, „Jeszcze
raz” Mariusza Malca oraz „Magiczne drzewo” Andrzeja Maleszki. Teraz przyszedł czas
na kolejny maraton polskiego kina w Irlandii
Północnej. Tym razem w programie trzeciego
Queen’s Film Theatre w Belfaście organizuje nie tylko pokazy polskich filmów, ale również wystawy fotografów z Polski. Fot. JŚ
już Polskiego Festiwalu Filmowego, który trwał
będzie od 20 do 26 marca, miejscowi miłośnicy filmu będą mieli szansę obejrzeć na dużym
ekranie m.in. „33 sceny z życia” Małgorzaty
Szumowskiej, „Idealny facet dla mojej dziewczyny” Tomasza Koneckiego, „Boisko bezdomnych” Katarzyny Adamik, „Pora umierać”
Doroty Kędzierzawskiej oraz kontrowersyjne
dokumenty Marcina Koszałki.
Polski Festiwal Filmowy w Belfaście organizowany jest we współpracy z „Kinoteką”,
festiwalem promującym polskie filmy w angielskiej stolicy, który w tym roku odbędzie się
już po raz siódmy. „To wspaniale, że festiwal
w Belfaście może być częścią imprezy, która
przez kino promuje polską kulturę na tak szeroką skalę” – mówi Susan Picken, dyrektorka
Queen’s Film Theatre. „Mamy nadzieję, że
dzięki temu w tym roku jeszcze większa publiczność - zarówno Polacy, jak i lokalni pasjonaci kina - przyjdzie do QFT zobaczyć najlepsze polskie filmy”.
Tegoroczna londyńska „Kinoteka”, która rozpocznie się 12 marca i potrwa do 8 kwietnia, to
nie tylko filmy, ale również sztuki wizualne
i muzyka. Wszystko aby w szerszym aspekcie
spojrzeć na polskie środowisko filmowe. (JŚ)
Szkocja
W tym roku będzie Polska Wiosna
Od lutego do maja 2009 roku w Perth w Szkocji będzie miał miejsce
wyjątkowy cykl wydarzeń kulturalnych pod nazwą Scottish Tides
Polish Spring. Będzie to pierwsze tej skali wydarzenie, mające na
celu ukazać kilkusetletnią tradycję związków Szkocji z Polską.
Polska Wiosna rozpocznie się pod koniec
lutego recitalem szopenowskim, który wykona
światowej sławy pianista Alexandre Tharaud.
Będzie to pierwszy z czterech koncertów szopenowskich, zagranych przez znakomitych
pianistów, które mają upamiętnić 160. rocznicę
śmierci polskiego kompozytora. Organizatorzy
„wiosennego festiwalu” zaproszą też festiwalową publiczność na koncerty popularnych polskich i szkockich zespołów rockowych, folkowych oraz jazzowych. Zaprezentują się również
lubiane polskie kabarety, a artyści przedstawią
wystawy instalacji multimedialnych.
„Początki Polish Spring sięgają ponad 400 lat
wstecz” – komentuje Jane Spiers, dyrektor zarządzający organizacji Horsecross, która przygotowuje imprezę. „Wieki migracji, od Szkocji
do Polski i z powrotem, zasiały ziarna, które
dały początek wspólnemu polsko-szkockiemu
dziedzictwu. Owoce tego szczególnego związku
12 | luty 2009 | February 2009
będą widoczne
podczas wyjątkowych występów
w Perth Theatre
oraz Concert Hall.
Jesteśmy pewni, że
to wydarzenie jeszcze bardziej zbliży oba narody”.
W marcu wspólny koncert zagrają zespoły
folkowe: szkocki Peatbog Faeries oraz polski
Warsaw Village Band. Na scenie Perth Concert
Hall, w sali na 1500 osób, wystąpi Kult oraz w
kolejnym recitalu szopenowskim wybitny pianista Aleksander Madzar. W kwietniu w ramach
popołudniowych recitali szopenowskich przed
szkocko-polską publicznością wystąpi światowej sławy rosyjska pianistka Katia Skanavi
oraz legendarna szkocka grupa Jock Tamson’s
Bairns. Koncerty szopenowskie zamknie wybitny rosyjski pianista Nikolai Demidenko.
Kabaret Ani Mru-Mru podczas występu
w Edynburgu w 2007 roku. Fot. Bartosz Madejski
W kwietniu będzie można
posłuchać szkockiej grupy
Hebrides Ensemble, wykonującej utwory polskiego kompozytora Góreckiego, jak również
Filharmonii Pomorskiej z
Bydgoszczy, miasta partnerskiego Perth, która przyjedzie
z utworami Szymanowskiego
oraz Góreckiego, w tym z
bardzo dobrze znaną symfonią numer 3. Miłośnicy jazzu
z pewnością wybiorą się na koncert grupy
Sing Sing Penelope, która również pochodzi z
Bydgoszczy. W maju BBC Scottish Symphony
Orchestra razem ze światowej sławy skrzypaczką Tasmin Little wykonają utwory Mieczysława
Karłowicza. W maju odbędzie się też polski
weekend kabaretowy, którego gwiazdami będą
Ani Mru-Mru, Smile, Dno oraz Łowcy.B.
Głównymi patronami merytorycznymi
wydarzenia zostały: Polish Cultural Institute
oraz Konsulat Generalny RP w Edynburgu.
Patronat medialny nad festiwalem objął m.in.
portal Linkpolska.com.
www.linkpolska.com
LINKperyskop
ZDJĘCIE MIESIĄCA
Irlandia Północna
Chwila refleksji w katedrze św. Anny w Belfaście. Fot. Łukasz Paluch
Nieprawdziwe pomówienia wobec firmy
przewozowej Northern Ireland Express
Klienci firmy przewozowej Northern Ireland Express mogą spać spokojnie – ich przesyłki, pomimo opóźnienia, dotrą pod wskazane adresy.
Tuż przed świętami Bożego Narodzenia wielu rodaków, którzy skorzystali z usług firmy Northern Ireland Express, było bardzo zaniepokojonych
– nadane przez nich przesyłki nie dotarły do odbiorców w umówionym z
przewoźnikiem terminie, telefony służbowe nie odpowiadały, nie można
było w żaden sposób skontaktować się z właścicielem firmy. Zaniepokojeni
klienci powiadomili policję w Polsce i Wielkiej Brytanii.
Jak się okazało, jadący z przesyłkami właściciel firmy uległ wypadkowi. Na skutek doznanych obrażeń trafił do jednego ze szpitali w
Magazyn „Link PolBerlinie, gdzie spędził dwa tygodnie, podczas
ska” zaprasza wszystktórych kontakt z nim był niemożliwy. „Na
kich do nadsyłania
jednym z podberlińskich parkingów zostałem
propozycji swoich
napadnięty i pobity przez szajkę złodziei, którzy
zdjęć wraz z krótkim
ukradli wszystkie moje osobiste rzeczy z kabiny
komentarzem autora
samochodu” – mówi Robert Nowak. „Kiedy
pod adres: [email protected]
zamierzali ukraść również wiezione przesyłki,
linkpolska.com
zostali wypłoszeni przez nocujących na tym
samym parkingu kierowców tirów, którzy przyNa autorów zdjęć wybiegli mi z pomocą”.
branych do publikacji
Właściciel firmy zapewnia, że skontaktował
w rubryce „Zdjęcie
się już z klientami, a ich przesyłki dotrą pod
miesiąca” czekają
wskazane adresy.
nagrody! Nadesłane
Ładunek przesyłek przewożonych przez firmę
zdjęcia przechodzą na
Northern
Ireland Express posiadał obowiązkowłasność redakcji, co
we ubezpieczenie przewoźnika drogowego OC
jednocześnie oznaPD na wartość do 100 tys. dolarów. Gdyby więc
cza przeniesienie na
udało się złodziejom dokończyć kradzieży, każredakcję magazynu
dy z poszkodowanych klientów firmy dostałby
„Link Polska” praw aunależne odszkodowanie.
torskich z prawem do
Firma Northern Ireland Express wznowiła
publikacji w każdym
działalność i ponownie uruchomiła regularne
obszarze.
kursy między Irlandią Północną a Polską. (Bru)
Anglia
Anglia
Program stonowania napięć
Polacy odbierani są przez Brytyjczyków jako solidni i konsekwentni pracownicy, których charakteryzuje właściwa etyka pracy. Nasilająca się recesja na Wyspach sprawia jednak, że wzrasta
liczba antypolskich incydentów.
„Ludzie coraz bardziej martwią się o pracę” –
powiedział magazynowi „Link Polska” rzecznik
Zjednoczenia Polskiego w Wielkiej Brytanii
Wiktor Moszczyński – „ci, którzy jej nie maja
albo ci, którzy ją utracili, skłonni są za wszystkie zło obwiniać emigrantów, zwłaszcza w
mniejszych ośrodkach. Zdarzało się tak i wcześniej, nie byliśmy lubiani przez osoby, które nie
pracowały, przez pewne mniejszości etniczne,
które kiedyś same doświadczyły dyskryminacji.
Teraz nastały dużo trudniejsze czasy. Może
dojść do napięć pomiędzy społecznościami.
Polacy są szanowani ze względu na etykę pracy,
ale pojawiła się w stosunku do nich niechęć,
ponieważ ogólny klimat jest bardziej skomplikowany i wszyscy są zagrożeni bezrobociem”.
Zjednoczenie wystąpiło do rządu brytyjskiego
z postulatem wprowadzenia sześciu środków,
mających na celu zminimalizowanie ryzyka
www.linkpolska.com
powstawania takich napięć. Są to: przygotowanie miarodajnych i wiarygodnych statystyk
dotyczących liczby obywateli EU mieszkających w Wielkiej Brytanii w poszczególnych
ośrodkach, zapewnienie darmowych lekcji angielskiego, zatrudnienie polskojęzycznego personelu w lokalnych instytucjach i policji, monitorowanie pracodawców, zwłaszcza w sektorze
budowlanym, zadbanie o warunki mieszkaniowe Polaków i innych przybyszy z krajów EU
oraz prawa lokatorskie w sektorze prywatnym,
a także o to, by mieli oni zapewniony dostęp do
lekarza czy przychodni (po rejestracji).
„Aż około 25 procent Polaków ma do czynienia z dyskryminacją. Należy temu zapobiec.
Naszym celem jest uwrażliwienie władz brytyjskich na to, co się dzieje” – dodał Wiktor
Moszczyński. (AŁM)
Wystawa prac pt. „Sztuka
aborygeńska - moja wizja”
Do 14 lutego w londyńskim POSK-u można oglądać wystawę malarstwa Mariusza
Czajkowskiego. Jest to subiektywna wizja
sztuki malarskiej pierwotnych mieszkańców
Australii.
Zainteresowanie artysty sztuką aborygeńską
wzięło się z przypadkowego spotkania prawdziwych Aborygenów na festiwalu folklorystycznym „Interfolk” w Kołobrzegu w 1993 roku.
Od tamtej pory Mariusz, zafascynowany opowiadaniami o dalekim Czerwonym Lądzie z
historią sięgającą 60 tysięcy lat, zapragnął odwiedzić Australię i dotrzeć do społeczności aborygeńskiej. Udało się to dopiero w 2006 roku.
Relację z wyprawy oraz przykłady prac wystawianych w POSK-u można oglądać na stronie:
www.czajnikart.co.uk. Patronat medialny nad
wystawą objął magazyn „Link Polska”. (Bru)
Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny
238-246 King Street, Hammersmith, Londyn W6 0RF
February 2009 | luty 2009 | 13
LINKtemat numeru
Przypadkowi
narzeczeni
Aleksandra Łojek-Magdziarz
14 | luty 2009 | February 2009
www.linkpolska.com
LINKtemat numeru
Na emigracji nie
tylko szuka się
pracy. Szuka się
też ludzi. Żaden
człowiek, jak
powiedział John
Donne, nie jest
samotną wyspą,
potrzebuje innych.
Ale na obczyźnie
łatwiej o błąd w
doborze partnera.
Z samotności.
Zaimponowanie niczym
Ania, graficzka z Londynu, przez pierwszy rok
pobytu w stolicy nie wiązała się z nikim. Za dużo
wrażeń, ciągłe przeprowadzki, nowa praca, która
ją cieszyła, nauka. Po jakimś czasie uświadomiła
sobie jednak, że w jej życiu zrobiło się miejsce
na kogoś jeszcze, że już czas. A poza tym była
wiosna. W powietrzu czuć było tę unikalną londyńską atmosferę miejskiego szaleństwa, które wraz z zapachem kwiatów drażniło zmysły.
„Wtedy zrozumiałam, że to wcale nie jest łatwe.
Spotykam się z ludźmi, mam masę przyjaciół,
ale nie ma wśród nich żadnego mężczyzny, z
którym chciałabym się związać. Wszyscy korzystają z życia, z pieniędzy, jakie zarabiają, i
albo każdy weekend spędzają na obłędnym piciu, albo mają hobby, które wyklucza spędzanie
czasu z innymi ludźmi. Chociaż to drugie akurat
bardzo szanuję”.
Jarka poznała u przyjaciół na kolejnej pijackiej imprezie, z której zamierzała wyjść. Siedział spokojnie, nie odzywał się i tym ją zdobył.
„Zauważ – nie zbliżyliśmy się do siebie, nie ujął
mnie dowcipem, zachowaniem, zainteresowaniami, nic nas nie połączyło poza faktem, że ja
chciałam wyjść, a on nie wydawał się szczególnie podekscytowany tym, co się działo” – mówi
Ania. „Wystarczyło, że zachowywał się trochę
inaczej, a ja byłam naprawdę w nie najlepszym
stanie emocjonalnym”.
www.linkpolska.com
February 2009 | luty 2009 | 15
LINKtemat numeru
kimś ponownie, uznawszy, że scenariusz będzie
musiał się powtórzyć. Dopiero po około roku
zaczął się powoli otwierać na następne relacje.
Ale pojawił się problem. „Jestem imprezowy” –
oznajmił pewnego dnia – „lubię piątki i soboty,
i na nie czekam. Ale moje życie nie może tak
wyglądać, że w każdy piątek muszę się upić z
jakimiś mniej lub bardziej przypadkowymi kobietami, w sobotę dochodzić do siebie, a potem
zastanawiać się, co mam ze sobą zrobić w kolejny samotny weekend i oczywiście idę się upić z
przypadkowymi ludźmi. Mam tego dosyć, ale z
drugiej strony, jak kogoś poznam?”.
Pojawiły się związki. Jeden nawiązał się w
barze („Znałem ją z widzenia”) i został szybko
skonsumowany („No i potem nie mieliśmy o
czym rozmawiać”), drugi na imprezie u kolegi
(„Jakoś tak wyszło”), który trwał dwa tygodnie
(„Obraziła się na mnie, że mam za dużo znajomych. Było mi to na rękę, bo już po tygodniu nie mieliśmy ze sobą nic wspólnego, tak
naprawdę”).
Przypadkowe związki, zawarte tylko z lęku przed samotnością, mogą być bolesne. Spotykamy się, jest nam ze sobą dobrze
– to wyznacznik, czy na bycie z tym kimś przyszedł czas. Fot. Hamed Masoumi
Pokierowała sprawą tak, że zaczęli się spotykać. Tylko nie mieli za bardzo o czym ze sobą
rozmawiać. Oglądali razem telewizję. Albo raczej filmy. W soboty chodzili na spacery. Wyglądało to tak – on jechał na rowerze, ona szła obok
(Ani chwilowo nie było stać na kupno roweru,
bo płaciła za szkołę). Czasami odprowadzał ją
na przystanek autobusowy albo stację metra. Na
rowerze. „A ja i tak się zakochałam” – oznajmiła
Ania. „Wiedziałam, że jesteśmy nie tylko różni,
lecz że nas kompletnie nic nie łączy, ale był moją
ucieczką od rytuałów emigranckiego życia”.
Związek się jednak rozpadł. Z taką samą siłą,
z jaką się zaczął, czyli po prostu ucichł. Jarek
mniej dzwonił, Ania nie zabiegała, choć było
jej trochę przykro. Sama nie wiedziała, dlaczego… Jak mówi teraz, była zakochana w samym
zakochaniu, w fakcie, że nie jest sama. Ale i to
przeszło.
„Przypadkowość kontaktów i pośpiech nie
wróżą związkowi dobrze” – mówi psycholog
Alexandra Piotrowska. „Partner powinien
być ostoją, a emigranci nie mają czasu, by
go szukać, zagonieni, zaangażowani w tyle
spraw. Nie mają w związku z tym takiego wyboru, jeśli się do tego nie chcą integrować ze
społeczeństwem, są ograniczeni do osób, które
znają”.
Życie z małżem
Lena należy do osób, które błyskawicznie się
integrują, dlatego też szybko zakochała się w Angliku. Z wzajemnością. Oczywiście, angielskie
zakochanie jest inne od słowiańskiego. Jest bardziej stonowane, niewylewne. Emma Thompson
powiedziała kiedyś, że życie z jej mężem to jak
życie z małżem. Czasem się skorupa otworzy,
ale bardzo rzadko.
Taki był też Anglik Leny. Bardzo wesoły –
fakt. Sarkastyczny i dowcipny, kiedy przychodzili do Leny znajomi, zawsze był duszą towarzystwa, tryskał humorem. Gdy zostawali sami,
16 | luty 2009 | February 2009
zapadał się w sobie. „Poznaliśmy się na jakiejś
imprezie, spodobał mi się. Umówiliśmy się na
drinka następnego dnia, po wieczorze bolały
mnie mięśnie twarzy od śmiechu. John ma nieprawdopodobne poczucie humoru. Poczułam, że
będzie mi w życiu weselej, jeśli będziemy się
spotykać. Ale nie jest, bo John jest bardzo skryty, poza tym wszystko obraca w żart. Może bym
to zniosła, gdyby nie to, że on o mnie w ogóle
nie zabiega! Nie jest szarmancki, nie dzwoni do
mnie… Bardzo mi z tym źle, bo mój poprzedni
chłopak, z którym się rozstałam, właściwie sobie
mnie wychodził, zawsze wszystko się działo z
jego inicjatywy”.
„Polki są wychowane zupełnie inaczej niż
Brytyjki. Są bardziej pasywne. Czekają na rycerza. Często wchodzą w związki nie dlatego,
że kochają, tylko dlatego, że ktoś za nimi chodził, że jest taki dobry, nie zwracając uwagi
na wspólne zainteresowania czy inne więzi.
Brytyjki są kulturowo nastawione inaczej” –
tłumaczy psycholog Alexandra Piotrowska –
„szybko wyciągają wnioski – nie wyszło w jakiejś relacji, trzeba szukać dalej. Takie »shopping around«”.
Kiedy ostatnio widziałam Lenę, siedziała
przed swoim biurem, piękna, zamyślona, paliła
papierosa i patrzyła gdzieś w przestrzeń. Kilka
godzin wcześniej rozmawiałyśmy i powiedziała,
że wieczorem jedzie do Johna, ale nie wyglądała
na zachwyconą. „Wypijemy dobre wino i pomilczymy” – powiedziała – „chyba że ktoś do niego
przyjdzie, wtedy będzie wesoło”.
Szybka konsumpcja
Robert przyjechał do Wielkiej Brytanii ze
swoją partnerką. Po roku rozstali się z hukiem,
bo dziewczyna znalazła sobie kogoś innego w
nowej pracy. Robert był zupełnie zdruzgotany.
Przez długi czas uważał, że wszystkie kobiety
są złe i wykluczył możliwość związania się z
„Ludzie mają rożne oczekiwania względem
siebie. Emigranci przyjeżdżają do Wielkiej
Brytanii z filozofią »tu i teraz«” – tłumaczy
psycholog. „Dwudziesto- i trzydziestolatkowie przez to, że są na obczyźnie, oderwani od
swoich tradycji i środowisk, dają sobie przyzwolenie na rozmaite zachowania. Ważne, aby
uświadomić sobie swoje potrzeby i dopasować
je do kogoś”.
Powtórka z domu
„W Polsce nigdy bym się z kimś takim nie
związała” – powiedziała Monika. Właśnie dochodzi do siebie po nieudanym związku, który
sama zainicjowała. Wykształcona, bardzo wrażliwa, atrakcyjna, nagle, z samotności, powieliła
domowe wzorce. Mimo pełnej świadomości, że
to robi, weszła w toksyczny związek, który zaczął się zupełnie przypadkiem – tego dnia najwyraźniej jej samotność sięgnęła zenitu.
Nie była to samotność, o jakiej czytamy w
rubrykach pism kobiecych. Monika, otoczona
ludźmi, odnosząca sukcesy, nie potrafiła albo nie
chciała znaleźć kogoś, z kim by się nimi dzieliła.
I nagle powiedziała: „Dość!”. Pech chciał, że nie
wtedy, kiedy powinna.
Związek zaczął się błyskawicznie. Nie przyjrzeli się sobie, od razu zaczęli być razem, wymieniając emocjonalne ciosy. Zakochali się w
sobie, a raczej zaspokoili swój głód uczuciowy.
Ona wyszła ze związku pierwsza, po kilkumiesięcznej powtórce z domowych pieleszy, on lizał
rany psychiczne zadane jej i sobie.
„Ludzie, którzy wyjeżdżają, często przed
czymś uciekają” – mówi psycholog. „Ważne
jest, przed czym. Ważne jest, by się dobrać
wartościami, jakie wyznajemy. Przypadkowe
związki, zawarte tylko z lęku przed samotnością, mogą być bolesne. Spotykamy się, jest
nam ze sobą dobrze – to wyznacznik, czy na
bycie z tym kimś przyszedł czas”.
Psycholog Alexandra Piotrowska pracuje od 15 lat
w Londynie dla poradni www.polskipsycholog.co.uk
www.linkpolska.com
Darmowy numer:
0800 999 0777
LINKfotogaleria
LOVE LENIN
tekst i zdjęcia: Katarzyna Mirczak/Visavis.pl
Uroczystości z okazji
65. rocznicy oswobodzenia Charkowa z rąk
faszystowskich okupantów przez Armię
Czerwoną. Dzień później w Kijowie hucznie obchodzono Dzień
Niepodległości Ukrainy, czyli rocznicę wyzwolenia się spod władzy radzieckiej
Katarzyna Mirczak/Visavis.pl,
Urodzona w Wałbrzychu. Absolwentka Instytutu Archeologii
UJ o specjalności Egipt, Bliski
Wschód. Fotograf międzynarodowej ekspedycji wykopaliskowej w
basenie Morza Czarnego „Pontica – Koshary” organizowanej
przez Zakład Archeologii Klasycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego
i Muzeum Archeologiczne w
Odessie. Laureatka II miejsca w
konkursie Newsreportaż 2007
w kategorii „Życie codzienne” za
cykl zdjęć „KING, auto-sklep”
oraz III miejsca w konkursie
„Fotografia ojczysta” zorganizowanym przez Rzeczpospolitą,
Olympus Polska i Muzeum Narodowe w Warszawie.
Ukraina, po osiemnastu latach od proklamowania niepodległości, wydaje się stanowić laboratorium przemian, podczas których zachodnie trendy ścierają się z postkomunistyczną mentalnością, doprowadzając do absurdów na skalę charkowskiego pomnika ku czci uchwalenia władzy sowieckiej na Ukrainie
stojącego w centrum miasta – na placu Konstytucji (sic!) nieprzerwanie od 1975 roku. Monument ma przypominać rok 1917,
kiedy w Charkowie odbył się pierwszy Ogólnoukraiński Zjazd
Rad, na którym ogłoszono powstanie Ukraińskiej Republiki Radzieckiej. Mimo że dwa ostatnie zrywy narodowe z 1991 i 2004
roku fizycznie oddzieliły kraj od Rosji, ogromna grupa Ukraińców mentalnej pępowiny nie odcięła.
Obchody 65-lecia oswobodzenia
Charkowa z rąk faszystowskich
okupantów
Nadmorskie centrum rozrywki „Itaka”
Poczucie braku przynależności do Zachodu potęgują zamknięte granice i ruch wizowy. Obywatel, tęskniąc za przewidywalnością z czasów ZSRR, swojego hot doga zje pod
pomnikiem Lenina. Stosunek do dawnego systemu i jego
pomników precyzyjnie tłumaczy Tamara, gospodyni starowierczego nastawnika (odpowiednika popa w Kościele prawosławnym) w osadzie Wilkowo: „My tu mamy tylko siebie i Iljicza. To tak jak ze ślubem. Kiedyś ludzie, nawet jak
się nie kochali, a byli po ślubie, to żyli razem do śmierci. I
my tak z Leninem żyć będziemy, póki nie pomrzemy, chociaż miłości już nie ma”.
LINKfotogaleria
Charków
Obchody
65-lecia
oswobodzenia Charkowa z rąk faszystowskich
okupantów
www.linkpolska.com
Mieszkanie starowierców. Ruch staroobrzędowy wyłonił się z Kościoła prawosławnego w Rosji w wyniku sprzeciwu
wiernych wobec reform
przeprowadzonych w
1652 roku przez patriarchę Nikona. Część wyznawców, próbując chronić się przed prześladowaniami ze strony władz
carskich i cerkiewnych,
emigrowała m.in. na tereny dzisiejszej Ukrainy
LINKpublicystyka
Najsłynniejszy polski mebel
Szymon Kiżuk
Szymon Kiżuk,
dziennikarz, czasem
bloger, czasem
fotograf. Dumny ze
swych krzyżackich
korzeni (pochodzi z
Torunia). Obserwuje
i pisze – ostatnio
przeważnie o Irlandii
Północnej, ale nie
tylko.
Przed dwudziestu laty był najważniejszym meblem w Polsce. Dzisiaj, troszkę zapomniany, stoi
w jednej z sal w bocznym skrzydle Pałacu Prezydenckiego. Ale bez Okrągłego Stołu nic chyba
nie wyglądałoby tak, jak dzisiaj.
20 | luty 2009 | February 2009
LINKpublicystyka
Od ekonomii socjalizmu do międzynarodowej korporacji
Jak wyglądała Polska przed dwudziestu
laty? Kiedy cofamy się wspomnieniami w
tamten czas, zaskakuje ogrom zmian, jakie
wydarzyły się nad Wisłą. „Jakby mi ktoś
dwadzieścia lat temu powiedział, że będę
pracować w Londynie w międzynarodowej
korporacji, to wziąłbym go chyba za wariata” – opowiada Janusz, ekonomista w dużej
firmie ubezpieczeniowej. Gdy dwadzieścia
lat temu zaczynał studia, jednym z kierunków była ekonomia polityczna socjalizmu,
Londyn był tylko odległym miastem, pokazywanym czasem w „Dzienniku Telewizyjnym”, a o wyjeździe za granicę trzeba było
najpierw porozmawiać z panami z Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych.
Dzisiaj żyje w zupełnie innym świecie. I jest
przekonany, że gdyby przed dwudziestu laty
nie ustawiono w Pałacu Namiestnikowskim
w Warszawie okrągłego stołu, to dzisiaj nie
byłby tu, gdzie jest.
Kompromis czy spisek?
Ale zdań o Okrągłym Stole jest wiele.
I nie wszyscy uważają, że kompromis, na
który postawił Lech Wałęsa, ze skupioną
wokół Komitetu Obrony Robotników opozycją, siadając do rozmów z komunistyczną
władzą, był rzeczą właściwą.
Jednym z przeciwników takiej formy
porozumienia jest Janusz Korwin-Mikke:
„Cały ten Okrągły Stół był zmontowany
przez polską bezpiekę” – mówił w jednym
z radiowych wywiadów. „W dalszym ciągu żyjemy w tym samym ustroju, jest tylko
inna fasada, przemalowana z czerwonej na
różową”.
Argumenty zwolenników teorii „spisku w
Magdalence”, wśród których jest też m.in.
legenda pierwszej „Solidarności” Andrzej
Gwiazda, są właśnie takie: władze były
świadome, że system komunistyczny jest na
krawędzi katastrofy. Gospodarka planowa
była w zasadzie trupem, nastroje społeczne
znów robiły się gorące – latem 1988 roku
przez kraj przetoczyła się kolejna fala strajków. Tylko że po wojnie w Afganistanie
ZSRR był bankrutem i groźba wojskowej interwencji nie wchodziła w rachubę. A skoro „Wielki Brat” nie był w stanie pomóc, trzeba było poradzić
sobie samemu. Najlepiej jeszcze tak, by „przy okazji” dobrze się samemu
ustawić.
Atmosfera nieufności wobec rozmów z władzą, która nie tak dawno jeszcze kazała strzelać do protestujących robotników na Wybrzeżu w grudniu
1970 roku, a potem do górników w kopalni „Wujek” w 1981 roku, była chyba największą przeszkodą dla powszechnego zaakceptowania konieczności
kompromisu. „Ten stół otacza narodowa nadzieja, ale także nieufność. Będą
ludzie, którzy tego, czego się dopracujemy, nie zaakceptują. Nie możemy
tego nie wiedzieć i nie uszanować. Od wszystkich wszakże oczekujemy
lojalnego zrozumienia dla wagi spraw, jakie podejmujemy, i dla odpowiedzialności, jakiej ta chwila wymaga” – mówił dwadzieścia lat temu podczas
inauguracji obrad Lech Wałęsa.
Rama dla polskiej niepodległości
Wydaje się jednak, że kompromis i ustępstwa były jedynym wyjściem.
„Dzisiaj oceniam Okrągły Stół jeszcze bardziej pozytywnie, niż w tamtych
dniach” – mówi Aleksander Hall, uczestniczący w rozmowach po stronie
opozycji. „Wtedy przecież nie był jeszcze pewny finał tych rozmów, nie
wiedzieliśmy również, jaki będzie wynik czerwcowych wyborów. Moim
zdaniem Okrągły Stół stał się ramą dla polskiej niepodległości”.
Były minister pierwszego rządu wolnej Polski premiera Tadeusza Mazowieckiego podkreśla, że polskie porozumienie było przykładem dla innych państw obozu demoludów. „Bezkrwawe przekazanie władzy, nawet
z pewnymi gwarancjami dla ustępującego reżimu, było rozwiązaniem stosowanym we wszystkich krajach obozu postkomunistycznego z jednym
wyjątkiem – Rumunii” – dodaje Hall. Polityk nie chce jednak spekulować,
jak wyglądałaby polska rzeczywistość, gdyby Okrągłego Stołu nie było.
„Jest zbyt wiele niewiadomych” – ocenia. „Co prawda, pod koniec lat 80.
nie było w polskim społeczeństwie zbyt rewolucyjnych nastrojów, jednak
można sobie zadać pytanie, czy brak reform gospodarczych, które były
przecież efektem porozumienia, nie doprowadziłby z czasem do katastrofy
ekonomicznej, spirali inflacji, a przez to do radykalizacji środowisk opozycyjnych i konfrontacji z władzą”.
Efekt domina
W Pałacu Namiestnikowskim pojawił się jednak stół, kilka miesięcy później, w czerwcu, „Solidarność” wygrała w wyborach wszystko, co mogła
wygrać. W kontraktowych wyborach do Sejmu opozycja zdobyła wszystkie
mandaty z możliwych 35 procent, w Senacie na sto miejsc tylko jedno przypadło kandydatowi spoza Komitetów Obywatelskich. Potem po raz pierwszy w bloku komunistycznym premierem rządu został Tadeusz Mazowiecki, czyli ktoś, kto nie wywodził się z tzw. aparatu, tylko z opozycji. Ruszyła
lawina. W listopadzie 1989 roku zaczęła się czeska aksamitna rewolucja,
rozchwiał się też berliński mur, niedługo potem okazało się, że Związek
Socjalistycznych Republik Radzieckich jest już tylko historią...
Dzisiaj często chyba nie zdajemy
Zbyt często Niemcy pytali sobie sprawy, że w 1989 roku udało się Polsce osiągnąć coś naprawdę
polskich dyplomatów, jak wielkiego. Bo dla pokolenia dzisiejupadek muru przełożył szych trzydziestolatków, Okrągły
się na upadek komunizmu Stół to jednak bardziej pojęcie historyczne, niż realne wspomnienie.
w Polsce. A przecież było „Okrągły Stół? W salonie mam okrązupełnie na odwrót. gły stół” – śmieje się Marta ze Słupska, współwłaścicielka firmy handlowej. „Ten kształt jest o tyle fajny, że zawsze można więcej osób przy nim
upchnąć, o ile nie zaczną używać łokci i się rozpychać. A co do tamtego
Okrągłego Stołu – to dobrze, że ludzie siedli przy nim i porozmawiali. I że
coś z tego wyszło. Nawet, jeśli to wszystko miało dużo wad, to było lepsze
od gonienia się po ulicach z pałkami...”
Chwalmy się tym!
W dwadzieścia lat po, Polska wreszcie zaczyna się głośno chwalić tym,
że to właśnie nad Wisłą zaczął rozsypywać się blok komunistyczny. Na
początku specjalne billboardy pojawią się w Berlinie. Rok 1989 ma symbolizować pęknięte ogniwo wygięte w kształt polskich granic. Nad nim niemiecki napis „Zaczęło się w Gdańsku”. „Zaczynamy w lutym, w rocznicę
rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu. Chcemy przybliżyć Niemcom naszą
najnowszą wspólną historię. Zbyt często Niemcy pytali polskich dyplomatów, jak upadek muru przełożył się na upadek komunizmu w Polsce. A przecież było zupełnie na odwrót” – mówiła na łamach „Gazety Wyborczej”
Małgorzata Ławrowska, radca w ambasadzie w Berlinie. Na innych banerach pokazane zostaną m. in. przewracające się kostki domina. Pierwsza
będzie symbolizować Polskę.
Taka akcja jest Polsce potrzebna – wystarczy porozmawiać z kimkolwiek
z „Zachodu”, kto chociaż trochę interesuje się najnowszą historią, by zorientować się, że o polskim początku przemian w zasadzie wiedzą chyba
tylko pasjonaci. „Kiedy upadł komunizm? No, jak runął mur w Berlinie...”
– Nick jest Szkotem, aktualnie mieszka w Irlandii Północnej, ale wcześniej
żył i pracował w kilku krajach Europy. W Polsce też już był, i to nie na
weekendowy ubaw w Krakowie. Kiedy wyjaśniam mu chronologię wydarzeń, kiwa głową. „No tak, Wałęsa, Okrągły Stół, demokracja... No to, dlaczego nie chwalicie się tym tak, jak Niemcy zburzeniem muru?”
February 2009 | luty 2009 | 21
Rozmowy aktorów w garderobie
ROZMAWIAJĄ:
Piotr Adamczyk
Straszna rola
autorytetu
TOMASZ: Zastanawia
mnie, kim jest autorytet? To człowiek, wokół
którego narasta pewna
legenda.
PIOTR: Ktoś, kto żyje
obok nas, coś powie i my
to uznajemy za prawdę
Tomasz Karolak
i poważnie to analizujemy.
PODSŁUCHUJE:
TOMASZ: Autorytetowi
Anna Kozłowska
się wierzy.
PIOTR: Ale autorytet
uzyskuje się też tym, że wypowiada się rzeczy
zgodne ze swoimi poglądami i postępuje zgodnie z głoszonymi zasadami.
TOMASZ: Ale jak pół Polski słuchało papieża
to i tak nie słyszało, o czym mówił. Naprawdę
zaczęli słuchać dopiero teraz. Rychło w czas!
PIOTR: Dla mnie autorytetem jest prof.
Władysław Bartoszewski, bo zawsze mówi to,
co czuje i myśli.
TOMASZ: I profesor Leszek Kołakowski też.
PIOTR: Swoim całym życiem na to zasłużyli.
TOMASZ: Ale Bartoszewski jest autorytetem
dla elit, bo dla pana Józka lub pana Mietka
każdy polityk kradnie. W Polsce jest tylko 8
procent inteligencji. Wiesz, co było dla mnie
największym rozczarowaniem w szkole podstawowej? Nie to, że nie mogłem pocałować Jolki
albo że kolega lepiej skakał w dal. Tylko to, że
dowiedziałem się, że Polska jest krajem rolniczo
-przemysłowym. A nie przemysłowo-rolniczym,
jak na przykład Niemcy.
PIOTR: A dlaczego nie mogłeś pocałować
Jolki?
TOMASZ: Bo Jolka nie chciała się ze mną całować, tylko z Piotrkiem. Na mnie nie zwracała
uwagi.
PIOTR: Rozumiem to rozczarowanie…
TOMASZ: Największe rozczarowanie to jednak,
że Polska jest rolniczo-przemysłowa, Niemcy
odwrotnie. Może tak naprawdę powinniśmy
ograniczyć liczbę teatrów i kin tylko do dużych
ośrodków, a cała Polska powinna uprawiać zboże i ziemniaki. Choć nie wiem, czy to opłacalne.
Może gdyby się wyspecjalizować…
PIOTR: Dlatego swego czasu autorytetem
w Polsce był Wincenty Witos.
TOMASZ: Albo Andrzej Lepper.
PIOTR: A teraz jest Doda. W jakiejś gminie
jest szkoła, która nosiła imię Broniewskiego,
wielkiego poety, który pisał prokomunistyczne
wiersze.
TOMASZ: Jak Majakowski w Rosji.
PIOTR: Pamiętam zachwyt profesora
Zapasiewicza nad frazą „ręka milionopalca w robotniczą pięść zaciśnięta”. Piękne
www.linkpolska.com
LINKkultura
sformułowanie. Trzeba wybitnego talentu, żeby
tak pięknie pisać o czymś, co kazano. W każdym razie chwała Broniewskiego minęła wraz
z upadkiem muru berlińskiego i w związku
z tym trzeba było zmienić szkole imię, bo przestało być aktualne. W wyborach dzieci większością głosów wygrała Doda.
TOMASZ: Oj nie!
PIOTR: Nie dopuścili do tego. Ale z drugiej
strony upadła demokracja. Przecież te dzieci
wybrały swój autorytet.
TOMASZ: No, ale przepraszam! Dzieci nie
tworzą demokracji. Na miły Bóg, to gdy będziesz miał dzieci, twój synek stwierdzi, że nie
chce robić kupy do nocnika, tylko na środku pokoju. I co mu zrobisz, jak mu to wytłumaczysz?
PIOTR: No, jeśli z bratem to przegłosują…
TOMASZ: Będzie dwa do dwóch, bo mama
z pewnością będzie po twojej stronie. Mam
wrażenie, że dyrektor szkoły chciał tylko wysondować opinię, bo miał nadzieję, że dzieci są
mądrzejsze niż są.
PIOTR: I rozczarował się. Nie dziwi taki wybór,
skoro media promują Dodę.
TOMASZ: Ale telewizja rządzi się swoimi prawami, że to, co dziwne i szokujące przykuwa
uwagę widzów.
PIOTR: I wracając do autorytetów, jak widać,
autorytetem może być każdy.
TOMASZ: A twoja mama jest dla ciebie
autorytetem?
PIOTR: Oczywiście mama w pewnym wieku
jest absolutnym autorytetem. Potem w pewnych
kwestiach, jeśli nawet człowiek się z nią nie
zgadza i czasem z pobłażaniem traktuje jej teksty, to trzeba się liczyć z jej zdaniem. Pomyśl
sobie, że niedługo ty będziesz autorytetem dla
swojego dziecka. Twoja córka wierzy w każde
twoje słowo, ty jej pokazujesz świat.
TOMASZ: Poczuć się w roli autorytetu, to jest
dopiero coś strasznego.
PIOTR: Bo my nie jesteśmy żadnymi autorytetami, tylko zwykłymi ludźmi, często ignorantami. Dlatego między innymi publikujemy nasze
rozmowy, żeby pokazać naszą zwykłość.
TOMASZ: Bo tak naprawdę my tylko udajemy.
Wciąż żyję w stresie, że mnie spotka jakaś kara,
bo za dużo dobrego dostaję od losu. Kobiety mi
mówią, że mnie spotka kara Boska, że Pan Bóg
nierychliwy, ale sprawiedliwy.
PIOTR: Bo je porzuciłeś. Mnie tak nie mówią. Ale rzeczywiście, jako aktorzy, bywamy
zapraszani do wypowiadania się w ważnych
kwestiach.
TOMASZ: Ostatnio w wywiadzie dla
„Playboya” powiedziałem, że Trójca Święta
to jest kit i to się kupy nie trzyma. W jakimś
„Zastanawia mnie,
kim jest autorytet?
To człowiek, wokół
którego narasta pewna
legenda”
Stanisław Mikulski jako Hans Kloss w „Stawce
większej niż życie”
programie uznali, że należy mi się nagroda
za bezkompromisowy wywiad.
PIOTR: Gdy udzieliłem wywiadu dla
„Playboya”, później pani z „Naszego
Dziennika”, która pisząc recenzję teatralną ze
spektaklu „Władza”, słowem nie wspomniała,
o tym, jak zagrałem Ludwika XIV, tylko o tym,
jak mogłem udzielić wywiadu dla „Playboya”.
I to na dodatek w Wielki Piątek. Ale to świadczyło o tym, że w trakcie, gdy wszyscy przeżywali Mękę Pańską, to ta pani zamiast kontemplować, czytała „Playboya”.
TOMASZ: To cudowne, co opowiadasz! Zresztą
autorytety świętych to też ściema. Niektórzy
po prostu krzyczeli w imię Chrystusa i ktoś ich
zabił.
PIOTR: Ci, którzy są nazywani autorytetami,
też się wycofują. Nie chcą brać na siebie odpowiedzialności. Jesteśmy tylko ludźmi i błądzimy. Nawet tym, którzy piszą podręczniki savoirvivre’u, czasami zdarza się dłubać w nosie albo
pierdnąć.
TOMASZ: Co zresztą jest zdrowe, bo nie
należy tłamsić gazów w sobie. Tak samo jest
z beknięciem.
PIOTR: O czym poinformował nas autorytet
medyczny Tomasz Karolak.
February 2009 | luty 2009 | 23
LINKkultura
Polski Sezon na Wyspach
Od Canterbury
po Orkady
Odbył się już w Belgii, Austrii, Hiszpanii,
Rosji, Niemczech i we Francji. Obecnie trwa
w Izraelu, a w maju tego roku zawita do
rozmawia: Jakub Świderek
Wielkiej Brytanii. O przygotowaniach, założeniach i programie Polskiego Sezonu na Wyspach
rozmawiamy z jego koordynatorką Anetą Prasał-Wiśniewską z Instytutu Adama Mickiewicza.
Jakie są założenia Polskiego Sezonu organizowanego w Wielkiej Brytanii?
Promocja polskiej kultury i prezentacja tego, co we współczesnej Polsce najciekawsze.
Chcemy, żeby obraz Polski, który pokażemy
poprzez Sezon, był obrazem kraju bardzo nowoczesnego, o dużych możliwościach, z potencjałem kreatywnym.
Jak długo pracują państwo nad organizacją
Polskiego Sezonu w UK?
Sezonem zajmujemy się od ponad 2 lat.
Pierwsze spostrzeżenie było takie, że wśród
Brytyjczyków nie ma negatywnego stereotypu o naszym kraju, ale wiedza o Polsce też
W ramach współpracy Travers Theatre
w Edynburgu z Teatrem Polskim w Bydgoszczy
powstała sztuka „Cherry Blossom”.
Na zdjęciu aktorzy John Kazek i Marta Scisłowicz
jest niewielka. My próbujemy z tą wiedzą dotrzeć do różnych środowisk. Adresatem Sezonu jest ta część społeczeństwa, która interesuje
się kulturą. Ale założyliśmy, że nie jesteśmy w
stanie dotrzeć do nich sami bez pośrednictwa
brytyjskich instytucji i dlatego w pierwszej kolejności nasz dialog był skierowany do brytyjskich kuratorów, dyrektorów festiwali i animatorów kultury.
Czy decyzja o organizacji Polskiego Sezonu
w Wielkiej Brytanii ma związek z obecnością tysięcy Polaków na Wyspach?
Tak. Polski Sezon to projekt rządowy. Decyzja o organizacji Sezonu została podjęta na początku 2006 roku przez Radę Ministrów z inicjatywy Ministerstwa Spraw Zagranicznych,
które uznało, że Wielka Brytania jest jednym
z naszych strategicznych partnerów. Ale innym ważnym niepolitycznym powodem była obecność Polaków na Wyspach. Zauważono możliwość i potencjał promocji Polski, mając nadzieję, że obecność Polaków wzbudza
zainteresowanie Polską wśród Brytyjczyków.
Skąd są nowi emigranci? Dlaczego przyjechali do UK? Polacy są cenionymi pracownikami,
ale bardziej jako odtwórcy i wykonawcy. A my
chcemy pokazać, że jest w nas też potencjał
kreatywny.
Co okazało się najtrudniejsze w nawiązywaniu kontaktów z brytyjskimi partnerami?
Trudne były początki, gdy nie znaliśmy jeszcze konkretów. Mówiliśmy, co chcemy zrobić,
ale nie było jeszcze projektów, którymi mogliśmy się pochwalić. Pierwszy okres polegał na
zdobyciu zaufania. Obecnie potencjalni partnerzy zgłaszają się do nas sami, bo wiedzą już, że
jesteśmy wiarygodni, ciekawi i że warto wziąć
udział w Polskim Sezonie.
Według jakiego klucza dobierali Państwo
artystów, którzy w ramach Polskiego Sezonu będą prezentować swoją twórczość?
Najpierw stworzyliśmy liczbę instytucji i
osobistości, do których chcieliśmy dotrzeć, takich, które są opiniotwórcze na brytyjskim
24 | luty 2009 | February 2009
rynku sztuki. W ciągu półtora roku w naszym
kraju gościło ponad 150 ekspertów, animatorów, dyrektorów teatrów, muzeów itp. To oni
wybierają to, co będą chcieli pokazać w ramach sezonu, bo wiedzą lepiej, co sprawdzi się
na Wyspach.
Polski Sezon w Wielkiej Brytanii trwa od
maja 2009 do maja 2010 roku.
Oficjalnie tak, ale ponieważ kultura jest żywą materią, te daty są umowne. Wsparliśmy już wydanie książki o polskich artystach
mieszkających w Wielkiej Brytanii po II wojne światowej, którą napisał Douglas Hall. Inny
projekt odbył się jesienią ubiegłego roku. W ramach współpracy Travers Theatre w Edynburgu z Teatrem Polskim w Bydgoszczy powstała sztuka „Cherry Blossom“, która opowiada o
losach współczesnych polskich emigrantów w
Szkocji.
Czy projekty prezentowane podczas Polskiego Sezonu są przygotowywane właśnie
na tę okazję?
Właściwie wszystkie projekty, może z wyjątkiem sztuk teatralnych, były tworzone z myślą
o Polskim Sezonie w kontekście konkretnej instytucji i konkretnego odbiorcy.
Czy może Pani wymienić najważniejsze kulturalne wydarzenia Polskiego Sezonu na
Wyspach?
W ramach Sezonu odbędą się wystawy, koncerty, przedstawienia teatralne i trudno jest te
wydarzenia porównywać. Wszystkie są bardzo ważne. Ciężko powiedzieć, czy wystawa w Londynie jest ważniejsza niż seria koncertów w Belfaście. Cieszy nas to, że udało się
nam dotrzeć do kilku renomowanych instytucji. Polska będzie obecna w Tate Britain, w Tate Modern, w National Gallery i na międzynarodowym festiwalu w Edynburgu. Ale ja przywiązuję też wagę do takich miejsc, gdzie polska kultura jeszcze nigdy nie gościła. Uda się
zrealizować około 200 projektów. Od Canterbury na południu Anglii po Orkady na północy Szkocji.
www.linkpolska.com
Jak doprowadzić
do rozpaczy dziecko
przy sąsiednim stole?
dobra książka
LINKkultura
Aleksandra Łojek-Magdziarz
Aneta Prasał-Wiśniewska jest koordynatorką polskich wydarzeń kulturalnych odbywających się w ramach
Polskiego Sezonu w Wielkiej Brytanii
Jak będzie wyglądać inauguracja Sezonu?
Uznaliśmy, że nie będziej jednej, oficjalnej
inauguracji Sezonu, ponieważ trudno jest wybrać, czy powinna być to wystawa, czy koncert. Dlaczego w Londynie, a nie gdzie indziej? W wiosennych miesiącach będzie cała seria kilku równie ważnych projektów. Wystawa polskiego symbolizmu w Tate Britain,
wystwa współczesnej polskiej artystki Goshki
Macugi w galerii Whitechapel w Londynie (artystka nominowana w ubiegłym roku do prestiżowej nagrody Turner Price). Festiwal muzyki
współczesnej Polish Connection w Canterbury tej wiosny będzie w całości poświęcony Polsce. Odbędą się też regaty wioślarskie na Tamizie. Bydgoszcz będzie ścigała się z osadami
z Oksfordu i Cambridge.
Kto finansuje całe przedsięwzięcie?
Polski rząd. Za realizację części kulturalnej odpowiedzialne jest Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które zadanie
to powierza Instytutowi Adama Mickiewicza.
Wspierą nas Polskie polacówki dyplomatyczne
w Wielkiej Brytanii. Instytut Kultury Polskiej
w Londynie, Ambasada i Konsulat generalny
RP w Edynburgu. Nie jest tak, że każde z wydarzeń jest w całości finansowane przez stronę polską. Opieramy się na współpracy z brytyjskimi instytucjami, które też posiadają własny budżet.
Polacy są cenionymi pracownikami, ale bardziej jako odtwórcy i wykonawcy. A my
chcemy pokazać, że jest w nas
też potencjał kreatywny.
Czy Polacy na Wyspach mogą czynnie zaangażować się w udział w imprezach Sezonu?
Czy, na przykład, będą mieli możliwość pochwalenia się własną twórczością?
Niezupełnie. Ponieważ my jesteśmy odpowiedzialni za program, to musielibyśmy mieć
kontrolę nad tym, co firmujemy, a nie bylibyśmy w stanie zweryfikować wszystkiego. Można jednak wziąć udział w ogranizacji imprez w
charakterze wolontariuszy. Jest to kwestia do
uzgodnienia bezpośrednio z nami.
Jak Pani myśli, co Polski Sezon może zmienić w życiu Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii?
Kultura we współczesnej Polsce jest ciekawa
i różnorodna. Nawet w Wielkiej Brytanii, która jest bardzo trudnym i wybrednym rynkiem,
gdzie oferta kulturalna jest bardzo konkurencyjna, jesteśmy w stanie pokazać wiele dobrego. Zatem z jednej strony może to być frajda z
udziału w czymś, co jest ciekawe, a z drugiej
strony duma z polskiej kultury.
Miles Kington (nota bene urodzony w
Północnej Irlandii) był uważany za najbardziej dowcipnego felietonistę „The
Independent”. Pisał codziennie jeden felieton przez dwadzieścia lat, umarł zaraz
po skończeniu ostatniego. Zachorował
na raka, którego postanowił, jak sam
ujął, „zmusić, by zaczął zarabiać na swój
rozwój”. I tak się też stało. Po diagnozie
Kington zarzucił własnego agenta literackiego propozycjami książek, jakie mogłyby odnieść sukces, a w ich tle majaczyłby gdzieś nowotwór i śmierć. Powstało
zatem prześmieszne dzieło, składające
się z owych listów i propozycji. Na przykład książka „Sto rzeczy, jakich można
nauczyć się przed śmiercią”, z których
co najmniej dwie nie będą wymagały
wyjścia z domu czy nawet wydawania
pieniędzy. Oto kilka pomysłów: „Walka
z pościelą jako gra sama w sobie”, „Nigdy nie jest za późno nauczyć się kraść
w sklepie”, „Jak sprawić, by dzieci przy
sąsiednim stole w kawiarni wybuchły
dramatycznym płaczem, pozornie bez
powodu”, „Jak skakać na skakance ekonomicznie, stylowo i delikatnie, by się to
nie zakwalifikowało jako ćwiczenia” lub
„Nauczyć się wreszcie, czym rożni się
planeta od gwiazdy”.
Książka tryska humorem, choć zdarza
się, że jest to humor przez łzy. Ale trwa do
końca. Samego – Kington zostawił list do
odczytania na własnym pogrzebie. Pierwsze słowa brzmiały: „Szkoda, że mnie tu
z wami nie ma”.
Miles Kington,
How Shall I Tell the Dog?
(Jak to powiedzieć psu?),
Profile Books 2008,
cena £9.99
LINK
POLSKA
Po poufne informacje, radę i wsparcie
w sprawie HIV/AIDS oraz wszystkich
aspektów życia seksualnego dzwoń:
The HIV Support Centre zajmuje się
kompleksową opieką nad osobami
zarażonymi HIV, która obejmuje
pomoc psychologiczną,
terapie niekonwencjonalne
i szeroko rozumianą pomoc
dla ich rodzin, partnerów i przyjaciół.
028 9024 9268
The Warehouse, 3rd Floor,
7 James Street South
Belfast BT2 8DN
www.thehivsupportcentre.org.uk
Reg Charity No XR54104
Kancelaria Prawna
Reavey & Company
Solicitors
oferuje swoje usługi prawne
w języku polskim
Więcej informacji znajdziesz na Naszej
stronie internetowej:
www.reavey-ni.com/polish
Oferujemy usługi tłumacza.
Polaków niemówiacych po angielsku prosimy o wysłanie
e-maila na [email protected], Polaków władających
językiem angielskim w stopniu komunikatywnym
prosimy o telefon pod numer:
•tel.: 028 90 860335 (Newtownabbey)
•tel.: 028 93 355535 (Carrickfergus)
jedyny polski magazyn
dostępny w Wielkiej Brytanii i Irlandii
Zamieść reklamę! Aneta Patriak
Tel.: +44 7787588140
E-mail: [email protected]
LINKhistoria
PR-owiec Szekspir
Piotr Miś,
dziennikarz, prawnik.
Wielbiciel historii,
pieniędzy oraz płci
przeciwnej. Z redakcją
związany od początku
powstania magazynu.
Obecnie mieszka w
rodzinnej Łodzi.
Chcesz wypromować swój kraj na afiszu światowej opinii publicznej - płać.
Nie ma jednak ani takich pieniędzy, ani tak dobrych specjalistów od public
relations, aby zareklamować Polskę w stopniu choćby skromnie dorównującym zasługom najlepszego dramaturga w dziejach oraz, jak się dzisiaj okazuje, również PR-owca - Williama Szekspira.
kaprów, odwetowcy zjawiają się ponownie, uprowadzając gdańskie statJak twierdzi brytyjski historyk Norman Davies, Polska była w czasach
ki handlowe. W 1577 roku dokonują napaści na Elbląg, topiąc następne
szekspirowskich, czyli w XVI wieku, powszechnie znana i ceniona w jejednostki. Nie jedyne to dowody na duński ślad w interpretacji dramatu.
go kraju, a także w całej Europie. Nie dziwi więc zainteresowanie naPrzeciw „norweskiej” wersji przemawia również cała akcja „Hamleta”.
szym państwem ze strony nie tylko dramaturga i znawcy ludzkich emoUmieszczona na duńskim zamku królewskim w Elsynorze, będącym siecji, ale i kronikarza owych czasów, jakim był William Szekspir. Sztuki
dzibą komory celnej położonej w najwęższym miejscu cieśniny Sund.
umieszczał zwykle w kontekście realiów historycznych. Tyle, że te „reNieprzypadkowo to właśnie konflikt zbrojny stał się podstawą polskiealia” nie do końca zgadzały się z rzeczywistością. Cóż... nie miał on dogo wątku. Kojarzono nas bowiem nad Tamizą z
stępu do Internetu, a sama nauka historii opiepaństwem wojowników zaprawionych w bojach
rała się wówczas na kronikarzach, którzy bajz sąsiadami. Z ludem prowadzącym kampanie,
durzyli w najlepsze. W dodatku autor „Romea
jakżeby inaczej, pośród nieustających zamiei Julii” dysponował odwiecznym prawem artyci śnieżnych, tak charakterystycznych dla nadstów tzw. licentia poetica – możliwością ubarwiślańskiego krajobrazu. Dlatego w „Komedii
wiania i dowolnej interpretacji dziejów gwoli
omyłek” istnieje kolejne Polonicum, w którym
swych wizji twórczych.
Drumio z Syrakuz wobec otyłej kobiety stwierNajobszerniejszy fragment dotyczący nadza: „Gdyby z jej szmat wycisnąć łój, starczyszego kraju znajduje się w „Hamlecie”. Król
łoby świeczek na polską zimę”. Nie brak rówNorwegii Fortynbras wyprawia się tam zbrojnież biało-czerwonych nawiązań w innych
nie na Polskę, która stawia zacięty opór nautworach poety ze Stratford. W „Opowieści zijeźdźcom. Kłopot w tym, że mimo częstych
mowej” (nomen omen) i w komedii „Miarka za
okazji do wojen i licznych sąsiadów gotowych
miarkę”.
skrzyżować miecze, Rzeczpospolita nigdy nie
Polacy nie pozostali dłużni za sławienie ich
walczyła z Norwegami. Dlatego konflikt ów
nacji i państwa. Nasi przodkowie wznieśli jekojarzy się raczej ze starciami z Danią. Kraj
den z najstarszych w świecie teatr szekspirowten starał się przez wieki, dla sporego zysku z
ski. Powstały w Gdańsku w 1610 roku, czyceł, utrzymać pieczę nad cieśninami łączącyli jeszcze za życia Williama, jako replika słynmi Bałtyk z Morzem Północnym, aspirując do
nego londyńskiego The Fortune. Grywali tam
kontroli obu akwenów. Stąd w lipcu 1571 roku
aktorzy elżbietańscy, którzy pierwsze kroki
wyprawa znacznej eskadry, która zaatakowała i
poza Anglią stawiali w Rzeczypospolitej. W
zniszczyła u wybrzeży Helu dwa polskie okręGdańsku, ale również w innych jej nadmorskich
ty. Pozwoliło to na desant i zajęcie półwyspu.
miastach, gdzie przybywali już od 1601 roku.
Później na zaatakowanie Pucka, opanowanie go
Jest to jedyny portret Williama Szekspira, do którego pozował sam
Odwiedziny zawdzięczamy licznym anglojęi podprowadzenie cumujących tam statków ra- mistrz. Autorem obrazu jest prawdopodobnie John Taylor. Dzieło
zycznym widzom, jakich można tam było spozem z marynarzami. Długofalowe utrzymywa- pochodzi z 1610 roku
tkać. Wiązało się to z handlowymi wyprawami Anglików nad Wisłę oraz
nie załogi na Helu nie leżało jednak w granicach możliwości zbrojnych
z emigracją Szkotów przyjeżdżających wówczas tłumnie w poszukiwaniu
Danii, która w obliczu poważniejszej konfrontacji z Rzeczpospolitą nie
wolności, zarobku i nowego życia. Początkowo wystawiano sztuki włamiałaby szans. Zdobyto wszelako łupy, które przewieziono do Kopenhagi.
śnie dla nich, by później zainteresować również miejscowych Polaków.
Dla uhonorowania triumfu wyprawiono w mieście wielką uroczystość, a
Dlatego nasza tradycja teatru elżbietańskiego należy do najstarszych w
schwytanych marynarzy zamknięto w miejscowej twierdzy. Impreza ta
świecie. Współcześnie czynione są starania, by ją odtworzyć. Powstała
mogła odbić się echem w Londynie, stanowiąc przyczynek do polskiego
Fundacja Theatrum Gedanense mająca na celu rekonstrukcję gmachu z
wątku szekspirowskiego dramatu. Najeźdźcy zdobywają tam „mały skra1610 roku, która planuje zakończenie prac w ciągu najbliższych dwóch
wek ziemi”, czyli Hel. Oficer „norweski” relacjonuje eskapadę w nastęlat. Jak ważne to wydarzenie dla miłośników sceny szekspirowskiej rozpujący sposób:
sianych po całym globie świadczy objęcie patronatu nad odbudową przez
syna królowej brytyjskiej Elżbiety II – księcia Walii Karola.
Idziemy zdobyć mały skrawek ziemi
Dzięki PR-owcowi ze Stratford, od Tokio po Nowy Jork, od Londynu po
Ma to-to nazwę, ale nic poza tym.
Moskwę aktorzy kładą widzom nieustannie do głów dumne słowo Polska,
Za pięć dukatów nie wziąłbym w dzierżawę
Polska. Za każdym razem, gdy ci pojawią się w teatrze lub obejrzą adaptaTego zagonu. I zresztą Norwegia
cję filmową dzieł genialnego poety. By to usłyszeć, sami opłacają bilety, a
Czy Polska więcej na nim nie zarobią
my nie wydajemy na to nie tylko „pięciu dukatów”, ale i złamanego groGdyby go nawet od ręki sprzedały.
sza. Cheers William.
Niebroniony specjalnie, bo i po co, skoro nie wart „pięciu dukatów”,
Źródła: Krystyna Kujawińska-Courtney, Uniwersytet Łódzki, opubl. w Internet Shakespeare Editions;
półwysep staje się jednak celem kolejnej wyprawy duńskiej. Miesiąc
Henryk Zins, Polska w oczach Anglików XIV-XVI wiek; Shakespeare Oxford Society; Shakespeare
później, w rewanżu za straty wywołane łupieskimi wyprawami polskich
Society of New York, Wikipedia. Fragmenty utworów w przekładzie Stanisława Barańczaka.
www.linkpolska.com
February 2009 | luty 2009 | 27
LINKfelieton
Bestia
Maciej Przybycień,
dziennikarz, redaktor,
publicysta, absolwent
polonistyki krakowskiej
Akademii Pedagogicznej. Współpracował z
telewizją BBC podczas
tworzenia programu
dokumentalnego dotyczącego środowisk
polonijnych w Hull.
Mówimy „robił dobre wrażenie”
lub że „komuś źle z oczu patrzy”.
Traktujemy to „pierwsze wrażenie” bardzo poważnie. Aż strach
pomyśleć, jak czasami możemy
się mylić…
O niczym innym się nie mówiło. Zabójstwo
polskiej studentki Angeliki Kluk w Glasgow.
Sprawa wstrząsnęła Polską, Wielką Brytanią,
Szkocją – a najbardziej Polonią mieszkającą w
Szkocji. Szok był porażający, gdyż wciąż trwały szeroko zakrojone, koordynowane przez Internet społeczne poszukiwania Polki. Sprawcą
okazał się przykościelny ogrodnik, złota rączka.
Sześćdziesięcioletni mężczyzna, jak się później
okazało, recydywista, skazany za przestępstwa
seksualne, niejaki Peter Tobin. Angelikę zamordował w wyjątkowo odrażający sposób. Zgwałcona, zmasakrowana, nieprzytomna, lecz ponoć
wciąż żywa udusiła się pod posadzką kościelną. Tobina po kilku dniach zatrzymano w Londynie. Dostał dożywocie, z możliwością wyjścia po
21 latach. W jego wieku faktycznie oznaczało to
dożywocie. Podczas procesu dokładnie prześledzono życiorys skazanego. Policjanci coraz szerzej otwierali oczy, coraz więcej spraw zobaczyli w zupełnie innym świetle. Z czasem włosy zaczęły jeżyć się na karkach. Pojawiały się kolejne
ofiary. Na początek wypłynęła sprawa sprzed 17
lat. Piętnastoletnia Vicky Hamilton, zgwałcona
www.linkpolska.com
i uduszona w szkockim Bathgate w lutym 1991 roku. Ostatni raz widziana przed centrum handlowym. Siedziała na ławce i jadła chipsy. Jej przepołowione zwłoki odnaleziono prawie 17 lat później w oddalonym o 400 mil
Margate w Kent. Były zakopane w ogródku. Dom należał wtedy do Petera
Tobina. Kilka tygodni temu, za morderstwo Vicky, wyrokiem sądu w Dundee, Tobin otrzymał kolejne 30 lat. Właśnie wznowiono kolejne śledztwa,
w których głównym podejrzanym jest sześćdziesięcioletni ogrodnik.
Był sierpień 1991 roku. Dinah McNicol uważała się za zbuntowaną osiemnastolatkę. Odpowiadało jej to. Właśnie uciekła ze szkoły i jechała autostopem na festiwal rockowy. Przy M25 w pobliżu Reigate w Anglii zatrzymała
samochód. Za kierownicą siedziała Bestia. Dinah uśmiechnęła się i wsiadła. Jej ciało odnaleziono w pobliżu autostrady, 16 listopada 2007 roku.
W kolejce czekały inne niewyjaśnione sprawy zaginięć młodych dziewczyn. Miejsca i czas wydarzeń niepokojąco zbiegały się z biografią Petera Tobina. Wracały sprawy sprzed 20 lat, jak niewyjaśnione zabójstwo Patricii Docker oraz Mimi McDonald, które w ostatnich latach swojego życia mieszkały w pobliżu ówczesnego lokum Petera Tobina. To również bliższe historie, jak ta Pameli Hastie, którą zamordowano w 1981 roku w Johnstone, miejscu urodzenia Petera Tobina. Ona, tak samo jak Angelika i
„Zabiłem ich
Vicky, została zgwałcona i uduszona. Jej ciało znaleziono ukryte w
czterdzieści osiem” –
zaroślach w lesie. Rysopis mężczyoświadcza swojemu
zny widzianego w pobliżu miejsca
więziennemu psychiatrze.
zbrodni pasował do wyglądu Petera
„Udowodnijcie to” –
Tobina. Za morderstwo Pameli Hastie skazany został jeden z mieszmówi z szyderczym
kańców miejscowości. W więzieniu
uśmiechem.
spędził 21 lat, w zeszłym roku został uniewinniony. Śledztwo utrudnia fakt, iż w ciągu swojego długiego życia Tobin wciąż podróżował po
Wielkiej Brytanii. Odświeżono tzw. sprawę „Babes in the Wood” zabójstwa
dwóch koleżanek ze szkoły, dziesięcioletniej Karen Hadaway i dziewięcioletniej Nicoli Fellows. Tragedia wydarzyła się w 1986 roku w Brighton we
wschodnim Sussex. Obie zostały zgwałcone i uduszone. Tobin mieszkał
przez kilka lat w Brighton.
Pukanie do drzwi stawało się natarczywe. Dwudziestoletnia Jessie Earl
odłożyła książkę i podeszła do drzwi. Przez chwilę mocowała się z zamkiem,
w końcu otworzyła. Za drzwiami stała Bestia. Zwłoki Jessie, z rękami skrępowanymi stanikiem, odnaleziono dziewięć lat później.
Na wyjaśnienie czekają kolejne, zdawało się już
nigdy nierozwiązane tajemnice. Patsy Morris, czternastolatki zamordowanej w 1980 roku, Suzy Lamplugh zamordowanej w Londynie w 1986 roku, Barbary Mayo znalezionej w lesie czy osiemnastoletniej
Jackie Ansell, której ciało znaleziono w pobliżu autostrady M6. Została zgwałcona i uduszona. Następne śledztwa przynoszą kolejne rewelacje. Istnieje podejrzenie, że przez ostatnie 40 lat Tobin zamordował
kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt kobiet. Już
teraz zapewnił sobie niechlubne miejsce w czołówce największych brytyjskich zwyrodnialców wszech
czasów. „Zabiłem ich 48” – oświadcza swojemu więziennemu psychiatrze. „Udowodnijcie to” – mówi z
szyderczym uśmiechem.
Widziałem Petera Tobina podczas procesu o zabójstwo Angeliki Kluk. Widziałem go przez szybę,
przez kilka minut. Otaczał go wianuszek policjantów. Starszy mężczyzna - zmęczony, przygarbiony.
Wydawał się być przestraszony i zagubiony. Szara, usiana zmarszczkami twarz, rozbiegane strachliwie oczy. Nie znam nikogo, kto nie pomógłby takiej
Morderca i jej ofiara. Peter Tobin, Angelika
osobie na przejściu dla pieszych czy w pociągu nie
Kluk
wrzucił walizek na półkę. Większość z nas ustąpiłaby mu miejsca w miejskim autobusie.
February 2009 | luty 2009 | 29
LINKreportaż
Mógłbym
karmić piersią
tekst i zdjęcia: Jakub Świderek
Sebastian, ojciec dwanaściorga dzieci, był przy narodzinach dziewięciorga z nich.
Salah, ojciec dwójki dzieci,
nie odważył się na obecność
przy narodzinach żadnego.
Obaj są dobrymi ojcami.
Do siódmego nie zdążyłem
W dziewięcioosobowym vanie zaparkowanym przed domem Sebastiana
(40 lat) brakuje pięciu miejsc, aby jego cała rodzina mogła podróżować
wspólnie. Sebastian jest ojcem dwanaściorga dzieci. „To Antoni – numer
9, Magdalena – numer 8 i Wiktoria – numer 6“ – Katarzyna (37 lat), żona
Sebastiana i mama całej dwunastki, przedstawia dzieci, które pojawiły się
przy wejściu. W domu państwa Kubisów w Krakowie zadziwia wielość naturalnych, codziennych domowych obrazków. Ilość zabawek rozrzuconych
po pokoju najmłodszych dzieci mogłaby zapełnić dużą półkę w sklepie. Na
dużym stole w kuchni stoi kilkanaście kubków, a obok dużego kosza na
śmieci trzy duże pudełka po pizzy rozmiaru XXL. „Gdy mieliśmy dwójkę
dzieci, pieniędzy brakowało nam tak samo jak teraz, gdy mamy dwunastkę“ – mówi Sebastian. „Tylko skala troszkę inna“ – śmieje się Katarzyna
– „dochodzi kilka zer“.
Sebastian, fizyk z zawodu, był obecny przy narodzinach dziewięciorga
ze swoich dzieci. Przy pierwszym, dzisiaj szesnatoletniej Zuzanny, uczestnictwo ojca przy porodzie nie było jeszcze możliwe. Mimo to Sebastian już
wtedy czekał przy tylnym wejściu do szpitala, aby jak najszybciej zobaczyć
żonę i dziecko. Rok później był przy narodzinach Emilki, choć przez chwilę
zastanowiał się, czy powinien. „Myślałem, że może jestem trochę dziwny,
że prawdziwi mężczyźni w takich sytuacjach chodzą na wódkę“ – śmieje
się dzisiaj. Pomagał żonie przy każdym następnym porodzie aż do siódmego, kiedy urodziła się Krystyna. „Trochę zawaliłem. Przez korki na ulicach spóźniłem się 5 minut. Głupio mi było“. Przy narodzinach kolejnych
czworga dzieci skutecznie ominął korki i zdążył. Ale gdy na świat przychodziła najmłodsza Łucja, z powodu komplikacji musiał poczekać przed salą
porodową. Przy inkubatorze z córeczką był pierwszy. Obecność męża przy porodach pomagała Katarzynie na wielu płaszczyznach. Między innymi wymuszała profesjonalne zachowanie personelu, który przy narodzinach pierwszego dziecka odnosił się do Katarzyny
przedmiotowo. Przy drugim porodzie, te same położne, z powodu obecności Sebastiana, nie odważyły się już na ignorowanie potrzeb rodzącej. „Nie
wierzyłam, gdy mówiły, że widać już główkę“ – pół żartem, pół serio mówi
Katarzyna – „uwierzyłam dopiero, gdy powiedział mi o tym mąż“.
Kubisowie z przymrużeniem oka traktują wyniki badań włoskiego specjalisty, doktora Claudio Giorlandiego. Przewodniczący stowarzyszenia
30 | luty 2009 | February 2009
Dla Sebastiana, ojca dwanaściorga dzieci, obecność mężczyzny przy narodzinach własnych
dzieci jest rzeczą naturalną
SIDIP (Società Italiana di Diagnosi Prenatale e Medicina Materno-Fetale),
które zrzesza włoskich ginekologów i specjalistów medycyny prenatalnej,
twierdzi, że w tych regionach Włoch, gdzie porody rodzinne są popularne,
częściej dochodzi do separacji czy rozwodów. Winna ma być temu rzekoma trauma, jaką przeżywają mężczyźni podczas narodzin dziecka i jej
negatywny wpływ na późniejsze pożycie seksualne. „Nie zauważyłem w
sobie podobnych zachowań” – mówi Sebastian, znacząco spoglądając na
żonę. „Co więc z seksualnością ginekologów?” – pyta z uśmiechem Katarzyna. Studiowała italianistykę i wie, że włoscy mężczyźni są specyficzni.
„Udział męża w porodzie wydaje mi się tak samo naturalny, jak udział męża
w poczęciu. Skurcze porodowe bolą jak pieron. Ktoś bliski, kto może podać
wodę, okryć, pomóc zejść z łóżka, bardzo pomaga. Ale najważniejsze to iść
zaraz potem po kurczaka“. „Żona zawsze po porodzie ma takie życzenie“ –
zgadza się Sebastian. „Kiedyś nawet o piątej rano jechałem po chrupiącego
kurczaczka“.
Ojciec od A do Z
Barbara (37 lat) od rana czeka na swoją kolej. Dzisiaj w szpitalu przy
Falls Road w Belfaście dużo dzieci urodzi się przez cesarskie cięcie, a
Barbara jest ostatnia w kolejce. To nie jest jej pierwsze dziecko, ale długie oczekiwanie sprawia, że zaczyna się denerwować. Po kilku godzinach
pojawia się anestezjolog. W towarzystwie położnej Barbara idzie na salę
operacyjną, gdzie na świat przychodzi Krzysztof. W tym samym czasie, jej
mąż Salah (41 lat) opiekuje się w domu synem Aleksandrem.
Gdy rodził się Aleksander, Salah również czekał w domu. Martwił się
podwójnie: o żonę i o rodzinę w swoim kraju. W tym dniu rozpoczęła się
wojna w Iraku. „Nie znoszę krwi i szpitali“ – Salah tłumaczy swoją nieobecność w czasie narodzin swoich dzieci – „robi mi się niedobrze, gdy
www.linkpolska.com
LINKreportaż
Michalina (na zdjęciu z wnuczką) w swojej czterdziestoletniej karierze położnej odebrała ponad
tysiąc porodów. Uważa, że mężczyzna musi czuć potrzebę udziału w narodzinach dziecka, żeby
poród rodzinny miał sens
maluchem opiekuje się od A do Z“ – mówi Barbara – „przewija, kąpie,
prowadzi długie rozmowy, rozśmiesza. Jakby mógł, to by nawet karmił
piersią“.
„Rodzić“ z własnej woli
Barbara dwójkę dzieci urodziła bez męża, ale nie ma mu tego za złe, bo Salah, mimo że nie odważył się na udział w porodach, jest wspaniałym ojcem
znajduję się w podobnym otoczeniu“. Salah nie rozważa nawet obecności
przy narodzinach kolejnego dziecka, ale Barbara nie ma mu tego za złe,
bo wie, że jej mąż panicznie boi się igieł, a na widok krwi mdleje. „Przy
pierwszym porodzie zależało mi, żeby był i starałam się go namówić“ –
opowiada Barbara. „Miałam nadzieję, że wspólny udział w szkole rodzenia
zmieni jego nastawienie. Nie do końca wierzyłam w jego fobię na punkcie
krwi i bólu“.
Barbara nie naciskała na męża, aby był przy niej przy narodzinach drugiego dziecka. Wie, że jego słabość to nie tchórzostwo czy ignorancja. Udowodnił to już, ratując życie rannemu koledze. „Przy porodzie nie był, ale
www.linkpolska.com
„Naciskanie na mężczyznę nie ma sensu. On musi czuć potrzebę i chęć
uczestnictwa w narodzinach dziecka“ – mówi Michalina, położna, która w
swojej czterdziestoletniej karierze odebrała ponad tysiąc porodów. Wnioskując ze swoich długoletnich obserwacji, Michalina wie jednak, że udział
mężczyzny w porodzie bardzo pomaga kobiecie. Jego obecność zmniejsza
stres rodzącej, podtrzymuje na duchu. Wszystko wygląda zupełnie inaczej,
gdy ktoś bliski może wytrzeć pot z czoła kobiety. „Ja staram się przekonywać. Mówię, że to piękne i korzystne, ale ostatecznie mężczyzn nie wolno
zmuszać. Jeśli partner nie jest przygotowany, jego obecność może po prostu przeszkadzać“.
Jak twierdzi dr n. med. Adam Sipiński, specjalista ginekologii, położnictwa i seksuologii ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, lekarz powinien
wcześniej porozmawiać z parą spodziewającą się dziecka o oczekiwaniach,
jakie przyszli rodzice stawiają sobie przed wspólnym porodem. Zaznacza
też, że różne są modele związków. Podejmując decyzję dotyczącą tak ważnego wydarzenia w życiu rodziny, niektóre pary powinny przeciwstawić się
panującej modzie na porody rodzinne, wykazać się wzajemnym zrozumieniem i podjąć najsłuszniejszą dla siebie decyzję.
February 2009 | luty 2009 | 31
Afryka to Afryka,
nigdy nie wiesz, co cię tam spotka
spisała: Aleksandra Łojek-Magdziarz, zdjęcia: Marek Koszorek
Przeżył ugryzienie skorpiona, polowanie w buszu, pił lokalne piwo i rozmawiał
z mieszkańcami wysypiska śmieci. Marek Koszorek, polski fotograf i podróżnik
z Belfastu, opowiada o swojej podroży do RPA.
Restauracja za drutem kolczastym
Marek Koszorek,
z wyksztacenia nauczyciel wychowania
fizycznego, jest
absolwentem Uniwersytetu Rzeszowskiego.
Nurkuje, wspina się
i żegluje. Organizuje
wyjazdy i wyprawy
w różne miejsca na
świecie. Pracuje jako
fotograf.
Z lotniska odebrał nas (mnie i moich belfaskich znajomych)
kolega. Nawet nie wiedziałem, jakie to okaże się ważne. Kiedy
vanem podjechaliśmy do wyjazdu z parkingu przy lotnisku, zatrzymał nas potężny czarny uzbrojony ochroniarz z shotgunem.
Zobaczył osiem białych osób w samochodzie i zapytał kierowcy: „Czy wy wiecie, co robicie?”. Kolega pokazał pistolet: „Tak
– wiemy”.
Pojechaliśmy na obiad, nasz pierwszy obiad – tylko dla białych. Wysiedliśmy z auta, zostaliśmy poprowadzeni długim
ciemnym korytarzem, na końcu którego znajdowało się podwórko ze stolikami restauracyjnymi, otoczone murem i drutem
kolczastym. Jak w Belfaście. Powiedziano nam, że w RPA żyje
500 tys. osób zarażonych wirusem HIV. One nie mają nic do
stracenia. Ponieważ biały kojarzy im się z bogactwem – a przez
32 | luty 2009 | February 2009
bogactwo rozumie się już fakt posiadania telefonu komórkowego czy iPoda – więc każdy biały musi mieć się na baczności.
Opowiadano nam o gangach, które obserwują turystów na
lotnisku. Dochodzi do wielu rabunków – właściciel hotelu, w
którym mieszkaliśmy, Carlos, stracił w napadzie rabunkowym
żonę i dwójkę dzieci. Inna sprawa, że czarni mieszkańcy RPA
nie buntują się przeciwko temu, jak żyją. Mieszkają bez prądu, gotują na ogniskach. Nie skarżą się na swój los. Widziałem
dzieci mieszkające na wysypisku śmieci, rozmawiałem z nimi.
Carlos miał pracowników, którzy mieszkali niedaleko hotelu –
w lepiance. Biali mieszkają za drutami kolczastymi. Na murach
wiszą tabliczki z napisem: „Armed response”. Nie wolno się
wdrapywać na mury, bo ktoś może cię odstrzelić, myśląc, że
chcesz dokonać włamania.
www.linkpolska.com
LINKturystyka
niu, czyli w środku afrykańskiego lata. Bywało, że strasznie
lało, ale deszcz trwał na przykład 20 minut, po czym znowu
wychodziło pełne słońce i było 40 stopni.
Ukryć drogowskaz
Wizyta w buszu na polowaniu (które nie musi polegać na
strzelaniu) jest bardzo ważnym elementem wyjazdu do RPA.
Polecam gorąco! Ja pochodzę z rodziny leśników, więc umiem
tropić zwierzęta, a w RPA nauczyłem się rozróżniać ślady
zwierząt egzotycznych i różnych technik tropienia. Na przykład widać, którędy szedł słoń – poza oczywistym tropem, w
oczy rzucają się połamane gałęzie, bo jadł. Słonia nie można
zajść od strony, z której wieje wiar, bo natychmiast to wyczuje.
To było interesujące przeżycie, widzieć te wszystkie zwierzęta
tak blisko.
Oczywiście ważny jest ubiór – trzeba mieć buty, nie klapki.
I to właściwie zawsze. Ja raz sprawę zlekceważyłem i ugryzł
mnie skorpion. Na szczęście nie mam alergii, więc nic strasznego się nie stało. Pierwsze pytanie lekarza dotyczyło rodzaju,
Ponieważ wszyscy niemal znają angielski, nie mieliśmy żadnych problejaki skorpion mnie ugryzł. „Biało-szary” – powiedziałem. „A
mów z komunikacją
to nic” – odparł, ale zastrzyk z surowicą dostałem. Ugryzienie
skorpiona nie boli, przypomina ukłucie osy. No może jest troZajęty król
chę bardziej intensywne.
Oficjalnie turyści są mile widziani w RPA, choć właściwie bardziej ich
Zalecano nam zatem ostrożność.
pieniądze niż oni sami. Istnieje na przykład takie jezioro, wokół którego
W RPA skutki apartheidu są wciąż
krążą rozmaite legendy. Jedna z nich głosi, że mieszka w nim święty biały
bardzo widoczne - plantacje, fabrykrokodyl, który zjada białe dzieci, złożone mu w ofierze. Bardzo chciałem
ki, biznes są nadal w rękach białych,
zobaczyć to jezioro, ale miejscowi usuwają drogowskazy albo celowo ustabo biali mają wykształcenie i piewiają je tak, żeby turyści nie mogli do niego trafić. Strzegą swoich legend.
niądze. Czarni nie mieli dostępu do
Nie mieliśmy okazji spróbować lokalnego jedzenia. Wiem, że tamtejedukacji, więc nie potrafią pisać ani
szym przysmakiem są płaty wołowiny, które się żuje. Można je kupić w
czytać, nie prowadzą interesów. Są
każdym sklepie. Nas karmiono jedzeniem afrykanerskim, czyli pikantnymi
nadal traktowani jako tania siła ropotrawami, głównie z grilla. Przyrządzono dla nas kiedyś ozór wołowy z
bocza. Powiedziano nam, żebyśmy
warzywami, co ciekawe, do kociołka wkładanymi warstwami – nie mogą
się nie zapuszczali w miejsca, gdzie
się wymieszać. Do tego pije się piwo i afrykańskie wino. Afrykanerzy piją
nie ma białych albo zawsze szli z
naprawdę dużo.
kimś, kto będzie naszym przewodCzy wrócę do Afryki? Ja się w Afryce zakochałem! Z Afryką to jest tak:
nikiem. Ja jednak nie odczuwałem
albo się ją kocha, albo nienawidzi. Moi znajomi ją znienawidzili. Mnie
lęku, po prostu przyjąłem zasadę
tam było dobrze i planuję teraz wyjazd do Tanzanii. Jest coś takiego… nie
„rozsądnej nieufności”.
wiem, jak to nazwać.
Poznaliśmy czarnego nauczyciela, Martina, który zawiózł nas do swojej wioski. Ludzie tam okazali się
wyjątkowo otwarci i serdeczni. Ponieważ niemal wszyscy znają angielski,
nie mieliśmy żadnym problemów z komunikacją. Zatrzymaliśmy się obok
Ceny połączeń Londyn – Johannesburg od £650 do £1000 (najtaniej
lokalnej budki z piwem, w której prócz piwa jest praktycznie wszystko. I
liniami South African Airways i Emirates), dużo zależy od terminu lotu.
wszystko można w niej załatwić, nawet zawrzeć związek małżeński. Ludzie
Warto zobaczyć: Johannesburg (choć okropnie brudny), Sun City (barprzyglądali się nam, wychodzili ze swoich chatek. Chcieliśmy spotkać się
dzo komercyjne), Kolebkę Ludzkości (jaskinie ze szczątkami człowieka
z lokalnym królem (każde plemię ma króla), ale tego dnia nie miał dla nas
prehistorycznego), Góry Smocze, Park Narodowy Krugera, Przylądek
czasu. Dlatego też zostaliśmy przy budce ze zwykłymi tubylcami. PodchoDobrej Nadziei. Warto się zaplątać do tradycyjnej wioski.
dzili do nas, rozmawiali z nami, byli niezwykle życzliwi. Najliczniej przybiegały dzieci, które nie wiedziały, co to nieufność w stosunku do obcych.
Szczepienia: Należy skonsultować się z lekarzem i podać w miarę do-
Vademecum podróżnika
Czas i pieniądz
Mieszkańcy RPA (nie-Afrykanerzy) nie przyjmowali żadnych prezentów,
bo są na to zbyt dumni. Za pracę przyjmują należne wynagrodzenie, ale
jałmużny – nie. Co innego łapówki. Łapówki obowiązują wszędzie, gdy ma
się do czynienia z instytucjami publicznymi. Wiele razy zatrzymywała nas
policja. Widzieli, że van jest wypełniony białymi, czyli albo Afrykanerami
albo turystami, i zawsze coś wynajdowali, jakiś pretekst, żeby wyciągnąć
jakieś pieniądze. A to, że nie ma świateł, a to, że kierunkowskaz nie działa.
Przyzwyczailiśmy się. Nie były to wielkie kwoty.
Życie płynie w Afryce w innym tempie. Obowiązuje czas afrykański,
czyli nieprzywiązywanie się do terminów. Wszystkie sprawy można odłożyć, nikt się niczym nie przejmuje. Ale z drugiej strony, jeśli podróżnikowi skończy się wiza, a jego samolot powrotny spóźni się kilka godzin,
musi wizę odnowić, inaczej może mieć problemy z wyjazdem z RPA. Na
lotnisku.
Dzień zaczyna się wcześnie, ale jest przerwany sjestą. Życie tętni jeszcze
długo w nocy, bo wtedy jest chłodniej. My przyjechaliśmy do RPA w stycz-
kładny plan pobytu w RPA, są miejsca, gdzie występuje malaria.
Co zabrać ze sobą: Zimą (od końca maja do końca sierpnia) noce
są chłodne, przydatny może być ciepły sweter. W sezonie letnim dobrze mieć lekkie ubrania, krem UV, okulary słoneczne, pełne buty na
spacery po buszu, nakrycie głowy, coś na komary. Jeśli zamierzamy
spać w namiotach, należy zabrać moskitierę. Dobrze mieć podręczną apteczkę i podstawowe leki (służba zdrowia w RPA ma zupełnie
inne standardy niż europejska).
Czego unikać: Samemu raczej nie zapuszczać się w townshipy, najlepiej poruszać się w grupie i z kimś zaufanym. Telefony, iPody i aparaty fotograficzne kuszą i łatwo stać się obiektem rabunku. Nie należy
pić lokalnej wody – tylko butelkowaną.
Apartheid – rasistowski system segregacji rasowej zniesiony w RPA
dopiero w 1994 roku. Zakazywał on mieszanych małżeństw, czarni byli
traktowani jako rasa gorsza, nie mogli się zrzeszać, należeć do związków zawodowych, mieli utrudniony dostęp do edukacji.
Afrykanerzy – biali mieszkańcy RPA pochodzenia europejskiego.
Przyłącz się do kolejnej wyprawy Marka Koszorka, więcej informacji na www.wild-art.eu
February 2009 | luty 2009 | 33
LINKporadnik
Brytyjski zasiłek odbierz w Polsce
opracował: Paweł Bruger
Może się zdarzyć, że przebywając w Wielkiej Brytanii stracimy pracę, a znalezienie nowej niebezpiecznie
przeciąga się w czasie. Co wtedy? Niezależnie, gdzie zdecydujemy się na szukanie pracy, na Wyspach czy
w Polsce, przysługuje nam zasiłek dla bezrobotnych. To nic wstydliwego - warto postarać się o przysługującą nam pomoc.
Różnica pomiędzy wysokością zasiłków dla bezrobotnych w obu krajach jest duża: w Polsce to ok. 500 zł netto miesięcznie (w zależności od
długości przepracowanego wcześniej okresu), zaś w Wielkiej Brytanii
£60,50 tygodniowo (jeśli osoba bezrobotna ukończyła 25 lat), a więc £242
miesięcznie (czyli ok. 1000 zł). Jeżeli nawet zdecydujemy się na powrót
do ojczyzny, warto postarać się o transfer brytyjskiego zasiłku do Polski.
Niemniej, aby móc odbierać to świadczenie w Polsce, musisz uzyskać je
wcześniej w Wielkiej Brytanii.
Zasiłek dla bezrobotnych poszukujących pracy (Jobseeker’s Allowance)
przysługuje w Wielkiej Brytanii każdemu, kto przepracował tutaj legalnie
minimum 12 miesięcy, płacił w tym czasie składki na ubezpieczenie społeczne (National Insurance Contributions) oraz jest zarejestrowany w Programie Rejestracji Pracowników (Working Registration Scheme). Osobom, które prowadziły własną działalność gospodarczą, zasiłek ten również przysługuje, pod warunkiem jednak, że wystarczająco długo opłacały składki, ponieważ to z ich sumy wyliczane jest należne im świadczenie.
W praktyce jednak ok. 90% samozatrudnionych płaci najniższą składkę
ubezpieczeniową (Class A), która jest niewystarczającą podstawą do przyznania im zasiłku.
Pierwszym krokiem, aby uzyskać Jobseeker’s Allowance, jest wypełnienie pobranego w najbliższym biurze Jobcentre Plus formularza (można go również ściągnąć ze strony: www.jobcentreplus.gov.uk). Tam również zasięgniemy wszystkich niezbędnych informacji. Po przyznaniu zasiłku co dwa tygodnie musimy stawiać się w Jobcentre i przedstawiać nasze aktywne działania w kierunku znalezienia pracy. Niestawienie się na
spotkanie z urzędnikiem grozi utratą zasiłku. Jeśli nie znaleźliśmy pracy
przez 6 miesięcy przebywania na zasiłku dla bezrobotnych, musimy złożyć aplikację ponownie. Prowadzący naszą sprawę urzędnik wystawi opinię, która będzie w dużym stopniu wpływać na decyzję o przyznaniu nam
tego świadczenia ponownie.
Kiedy już otrzymujemy Jobseeker’s Allowance, ale planujemy powrót
do Polski, możemy się postarać, aby zasiłek ten był transferowany do naszego kraju. Jednak i tutaj są wymagania, które trzeba spełnić. Przede
wszystkim należy zwrócić się do Jobcentre z prośbą o formularz E303,
który jest potwierdzeniem naszego prawa do takiego transferu. Następnie
przedstawiamy formularz w odpowiednim dla naszego miejsca zamieszkania powiatowym urzędzie pracy w Polsce. Należy pamiętać, że pieniądze nie są wpłacane bezpośrednio z brytyjskiego Jobcentre na konto bezrobotnego w Polsce, ale najpierw są transferowane do urzędu pracy, w
którym zgłosiliśmy się z formularzem E303 i dopiero ten urząd wypłaca
nam świadczenie. Brytyjski zasiłek można w ten sposób odbierać w Polsce przez okres 3 miesięcy. Jeśli w tym czasie nie znajdziemy pracy, to
nie możemy liczyć na uzyskanie tego świadczenia ponownie. Ważny jest
również fakt, że transferu zasiłku dla bezrobotnych można dokonać tylko raz. Jeżeli np. przez okres 3 miesięcy w Polsce nie znajdziemy pracy
i ponownie wyjedziemy na Wyspy, wówczas tracimy prawo do wykonania takiego transferu w przyszłości. Jeśli przed upływem trzymiesięcznego okresu pozostawania bezrobotnym znajdziemy pracę, założymy firmę
albo rozpoczniemy studia, to tracimy prawo do odbierania tego świadczenia. Każdą z tych zmian należy zgłosić w urzędzie pracy, który wypłacał
zasiłek. Jeśli zaniedbamy ten obowiązek, urząd pracy ma prawo nakazać
nam zwrócenie otrzymanych wcześniej pieniędzy.
Może się również zdarzyć, że stracimy pracę w Wielkiej Brytanii, ale
z różnych powodów nie otrzymamy brytyjskiego Jobseeker’s Allowance,
34 | luty 2009 | February 2009
a planujemy powrót do Polski. Należy wtedy zwrócić się do Jobcentre z
prośbą o wydanie formularza E301. Formularz ten będzie podstawą do
przyznania nam polskiego zasiłku dla bezrobotnych (wg. polskiej stawki).
Jeśli zgłosimy się do powiatowego urzędu pracy bez formularza E301, nadal przysługuje nam prawo do tego świadczenia w Polsce. Wtedy formularz E301, na wniosek powiatowego urzędu pracy, w którym zarejestrujemy się jako bezrobotni, uzyska za nas wojewódzki urząd pracy po dostarczeniu dokumentów potwierdzających pracę za granicą. Przedłuży to jednak procedurę uzyskania zasiłku. Należy pamiętać, że polski zasiłek dla
bezrobotnych nie przysługuje osobom, które za granicą prowadziły własną działalność gospodarczą lub pracowały jako samozatrudnieni.
Zarówno transfer świadczeń dla osób pozostających bez pracy, jak i uzyskanie zasiłku w Polsce na podstawie ciągłości pracy za granicą, nie ogranicza się jedynie do przysługującego nam takiego prawa w naszej ojczyźnie. Ten mechanizm działa we wszystkich krajach Unii Europejskiej oraz
Szwajcarii i jest ustanowiony na mocy międzynarodowej umowy, tzw. zasady sumowania okresów ubezpieczenia i zatrudnienia. Oznacza to, że na
podstawie formularzy zarówno E303, jak i E301 możemy uzyskać zasiłek dla bezrobotnych (lub transferować go) w każdym z unijnych krajów
członkowskich (oraz Szwajcarii), do których planujemy przeprowadzkę i poszukiwanie pracy.
Wysokości brytyjskiego zasiłku dla bezrobotnych:
16 - 24 lata: 47,95 GBP/tydzień
25 - 59 (kobiety)/64 (mężczyźni): 60,50 GBP/tydzień
Brytyjski zasiłek dla bezrobotnych dzieli się na dwa rodzaje: Contribution-based Jobseeker’s Allowance oraz Income-based Jobseeker’s Allowance. Pierwszy z nich opiera się na płaconych przez
nas wcześniej składkach na ubezpieczenie zdrowotne, a drugi na
wysokości obecnych dochodów i naszych oszczędności. Kryteria
przyznawania obydwu są podobne, jeśli jednak okaże się, że wysokość opłaconych przez nas składek jest niewystarczająca, aby
uzyskać Contribution-based Jobseeker’s Allowance, to naliczany
jest nam zasiłek na podstawie dochodów i oszczędności.
www.linkpolska.com
LINKsport
Złoty
Tomek Kurkowski,
absolwent nauk
politycznych, zapalony kibic sportowy
i miłośnik dalekich
wypraw. Interesuje się
kulturą Indian amerykańskich, w wolnym
czasie szusuje na
nartach.
Wunderteam
Tomek Kurkowski
W smutnej rzeczywistości Polski Ludowej lat 50. i 60. ubiegłego stulecia swoje największe
triumfy święcili polscy lekkoatleci. Nasi sportowcy skutecznie konkurowali z takimi lekkoatletycznymi potęgami, jak USA i Związek Radziecki. Kiedy w lipcu 1957 roku w oficjalnym
meczu międzypaństwowym na Neckarstadionie w Stuttgarcie reprezentacja Polski pokonała
„drugą potęgę Europy” - zespół RFN, niemieccy dziennikarze słusznie zapowiedzieli narodziny polskiego Wunderteamu.
Starcie gigantów
„Zwycięstwo w Stuttgarcie było wtedy dla mnie czymś więcej niż sportową satysfakcją. Niemcy – naród wojowników, umieją szanować zwycięzców (...) Atmosfera po meczu była pierwszym sygnałem po II wojnie światowej zniwelowania wrogości i możliwości zbliżenia obydwu narodów”
– stwierdził przed laty twórca polskiego Wunderteamu, Jan Mulak. Niemal
dokładnie rok później na warszawskim Stadionie Dziesięciolecia doszło do
starcia dwóch lekkoatletycznych gigantów – ekip Polski i USA. Wydarzenie, poza aspektem czysto sportowym, miało wymiar propagandowy i polityczny. Trwające
dwa dni zawody przyciągnęły
na stadion olbrzymią publikę,
nastąpiła niesłychana narodowa
mobilizacja. Każdego dnia na
trybunach, schodach i koronie
stadionu zasiadało przeszło 110
tysięcy widzów. Amerykanie
potraktowali imprezę bardzo
prestiżowo i przyjechali do Polski w najsilniejszym składzie.
Już pierwszego dnia kibice
byli świadkami nowego rekordu świata na trzy kilometry z
przeszkodami, który padł łupem
Jerzego Chromika (8:32,00).
Za jego plecami znalazł się genialny Zdzisław Krzyszkowiak,
w czasie lepszym od poprzedniego rekordu świata (8:33,6).
Prawdziwą sensacją zakończył się bieg na 800 metrów, w
którym Zbigniew Makomaski
pokonał mistrza olimpijskiego
Plakat promujący Mistrzostwa Europy w Sztokholmie
Toma Courtneya, ustanawiając
Polska ekipa okazała się prawjednocześnie nowy rekord Polski, z czasem 1:46,7 min. Nowe
dziwą rewelacją Mistrzostw
rekordy Polski dorzucili także
Europy w Sztokholmie w 1958
Zenon Ważny w skoku o tyczce
(4,53 m) i Tadeusz Rut w rzucie
roku. Triumfowaliśmy w ośmiu
młotem, który wygrał z kolei z
z dwudziestu konkurencji.
rekordzistą świata Haroldem
Connollym, wynikiem 64,41 m.
Echa po meczu stulecia
„To były piękne dwa dni. W moim bardzo długim życiu nieczęsto dane
mi było przeżywać sport w tak wysublimowanej formie. W piątek wieczorem sądziłem, że był to szczyt emocji, jakie nas mogą w tym meczu
www.linkpolska.com
spotkać. W sobotę doszedłem do przekonania, że tak jak nie ma granicy w
możliwościach ludzkiego ducha i ciała – nie ma także granicy w odbieraniu wrażeń nawet przez człowieka od dziesiątków lat opanowanego przez
idée fixe, której na imię lekkoatletyka” – podsumował imprezę Daniel J.
Harris, sekretarz honorowy Amatorskiej Unii Atletycznej (Amateur Athletic Union). I mimo że polska ekipa przegrała nieznacznie z Amerykanami
97:115, mecz pokazał olbrzymi potencjał naszej drużyny i pozwolił z optymizmem wyczekiwać zbliżających się Mistrzostw Europy w Sztokholmie.
Tym bardziej, że Georg Eastement, trener lekkoatletycznej reprezentacji
USA, po zawodach nie szczędził Polakom słów uznania: „Najsilniejsze ekipy lekkoatletyczne mają obecnie trzy państwa: Stany Zjednoczone, Polska
i Związek Radziecki. Jeśli miałbym przeprowadzić klasyfikację, to Polskę
postawiłbym na drugim miejscu przed Związkiem Radzieckim”.
Europejska hegemonia
Polska ekipa okazała się prawdziwą rewelacją Mistrzostw Europy w
Sztokholmie w 1958 roku. Triumfowaliśmy w ośmiu z dwudziestu konkurencji. Bohaterem całych mistrzostw został polski długodystansowiec Zbigniew Krzyszkowiak, który zwyciężył w biegu na dystansie 5 tys. i 10 tys.
metrów. W tym drugim biegu zaskoczył swoich rywali długim finiszem,
który rozpoczął już na dwa okrążenia przed metą. „Już od dwóch lat pracowaliśmy nad skutecznością finiszu, doskonaląc ekonomię pracy mięśni
oddechowych, tak aby na ostatnim odcinku biegacz był zdolny przejść na
rytm: krok-wdech, krok-wydech, co ułatwiło zmianę rytmu i przyśpieszenia
kroku na finiszu” – zdradził po biegu opiekun biało-czerwonych, Jan Mulak. W ślady Krzyszkowiaka poszli też inni polscy lekkoatleci. Do naszego
dorobku medalowego złote krążki dorzucili, Jerzy Chromik w biegu na trzy
kilometry z przeszkodami oraz nasi reprezentanci w konkurencjach technicznych: Józef Szmidt w trójskoku, Edmund Piątkowski w rzucie dyskiem,
Tadeusz Rut w rzucie młotem i Janusz Sidło w rzucie oszczepem. Honor
kobiecej drużyny uratowała Barbara Janiszewska, która niespodziewanie
pokonała wszystkie rywalki w finale biegu sprinterskiego na 200 metrów.
Afera Mulaka
Na początku lat 60. wybuchła tzw. „afera Mulaka”. Władze komunistyczne postanowiły odsunąć Jana Mulaka od prowadzenia Wunderteamu.
Pierwszy sekretarz PZPR, Władysław Gomułka, rozpoczął nagonkę medialną na temat „szkodliwości społecznej sportu”. Mulakowi zarzucono,
że jest „pozapartyjnym recydywistą”, despotą, który nie jest dyspozycyjny
wobec władzy partyjnej. W tej atmosferze objawił się światu talent Ireny
Kirszensztajn-Szewińskiej, siedmiokrotnej medalistki olimpijskiej, która
swoimi sukcesami skutecznie tuszowała kiepską kondycję polskiej lekkoatletyki. Sama nie umiała jednak wprowadzić rewolucyjnych zmian w
PZLA, w którym od 1997 roku zasiadała na fotelu prezesa. „My w PZLA
otaczamy opieką jedynie najlepszych zawodników. Interesują nas tylko ci,
którzy mają w sobie potencjał na mistrza”. Ta polityka nie zdała egzaminu.
11 stycznia tego roku Irena Kirszensztajn-Szewińska została usunięta ze
swojego stanowiska.
February 2009 | luty 2009 | 35
Serwis graficzny:
Projektujemy strony internetowe, wizytówki, loga, banery, ulotki i inne
(angielska wersja projektu gratis)
Tel.: 077 042 624 79, [email protected]
NORTHER
IRELANDN
EXPRESS
Serwis językowy:
Tłumaczymy podania o pracę, dokumenty, wspieramy podczas
rozmów z pracodawcą, organizujemy lekcje j.angielskiego
Tel.: 078 649 703 84, [email protected]
przesyłki
Opcje cenowe dostosowane do każdej kieszeni!
07894477548
07922227434
spellout
IRLANDIA PÓŁNOCNA – POLSKA - IRLANDIA PÓŁNOCNA
Oferujemy przesyłki paczek, przeprowadzki, przewóz
towarów, przewóz zwierząt, przewóz samochodów na
lawecie, możliwość negocjacji cen, możliwość
wynajęcia całego samochodu.
Lis
bu
r
n
Bel
Pierwszy wars
ztat
samochodow
y w Belfaście
prowadzony w
yłącznie
przez Polaków
!
3
Wykonujemy wszystkie prace mechaniczne.
przygotowanie do M.O.T i P.S.V.
diagnostyka komputerowa
sprzedaż opon, naprawa, wyważanie
myjnia samochodowa, mycie M.O.T.
czyszczenie wnętrz
nowo otwarta lakiernia samochodowa
z profesjonalnym doradztwem
elektryka samochodowa
recovery – pomoc drogowa, holowanie
profesjonalne doradztwo przy zakupie samochodu
sprzedaż aut
złomowanie aut, holowanie na nasz koszt
fast
4
Kompleksowa obsługa od drzwi do drzwi.
NASZ NOWY ADRES:
Tel.: 02890613300, 07789642189,
Unit 1, The Cutts, Dunmurry, BT17 9HN
Nowo otwarty polski sklep w Belfaście!
Szeroki wybór produktów różnych firm
Atrakcyjne ceny!
chleb za jedyne £0,89, wędliny od £1,
nabiał, soki, słodycze i wiele innych
artykułów spożywczych, gazety,
odżywki dla sportowców
Ponadto oferujemy
przelewy pieniężne
od £4.90!
Chcesz wiedzieć więcej?
Przyjdź do nas lub skontaktuj się
z Mariuszem (informacje w języku polskim)
W naszej kawiarni możesz
wypić polską kawę,
zjeść polskie ciasto!
U nas skorzystasz z Internetu
za jedyne £1.50/godzina i zadzwonisz
do Polski przez Skype za darmo!
Adres:
120 Lisburn Road
Belfast BT9 6AH
Godziny otwarcia:
pon. - ndz. 9:00 - 22:00
Tel.: 02890681913
E-mail: [email protected]
LINKcafé
słowa
Zakazane
Aleksandra Łojek-Magdziarz
Każdy przybysz do Wielkiej Brytanii po jakimś
czasie zauważa (jeśli się porządnie wgryzie w język
angielski i otacza się brytyjskimi znajomymi),
że powinien uważać na pewne określenia i
sformułowania. I wcale nie chodzi tu o wulgaryzmy,
bo tych akurat wszędzie w Wielkiej Brytanii używa
się chętnie i z wdziękiem, często zresztą mają one
dużo lżejszy kaliber niż nam, przybyszom, się wydaje.
Chodzi o słowa zakazane.
Społeczeństwo Wielkiej Brytanii jest społeczeństwem wielokulturowym.
Spacer po Edgware Road w Londynie przypomina wędrówkę po wschodnim suku (bazarze), z pachnącymi przyprawami i przechodzącymi obok
kobietami, których twarze zasłaniają chusty, a Southall z potężną świątynią
sikhijską i mężczyznami w turbanach z długimi brodami wygląda jak małe
Indie. Cieszące się złą sławą Brixton, nocami niekoniecznie najbezpieczniejsze na świecie, jeśli ktoś nie lubi oglądać zakuwania w kajdanki kapturowej młodzieży, w dzień jest barwnym skupiskiem ludności jamajskiej,
karaibskiej itp. Mango i telefony komórkowe są tam tańsze niż gdziekolwiek indziej, te ostatnie jeszcze ciepłe. Istnieją zatem i słowa, których nie
należy używać, określające narodowość i kolor skóry drugiego człowieka.
To bardzo delikatna kwestia.
Czujność w czasie zeznań
Kiedyś wezwano mnie na policję, bo byłam świadkiem napadu z bronią
(ale nie na Brixton) i składałam zeznania, które dotyczyły dwóch chłopców:
jeden z nich miał rysy azjatyckie, drugi był czarny („black”). Słowo „czarny” policjant, który skrzętnie notował, jednocześnie opowiadając barwną
historię swojego dzieciństwa, zastąpił „Afro-Caribbean”. Po czym nagle
zapytał mnie, czy jestem rasistką. Oczywiście czułam się urażona takim
posądzeniem, jednak stróż prawa wyjaśnił, że właśnie takie pytanie padnie
w sądzie, jeśli użyję niewłaściwego określenia i sam ów fakt może zostać
skwapliwie wykorzystany przez adwokatów bandytów.
Mój pakistański przyjaciel wytłumaczył mi przed wielu laty kwestię słowa „Paki”, którym go wówczas ktoś określił. Był bardzo tym dotknięty. Jest
to słowo tak obraźliwe, jak powiedzenie o Polaku „Polaczek” („Polack”
– co zrobił raz na łamach „The Times” krytyk kulinarny Giles Coren – nigdy za to nie przeprosił, choć oczywiście powinien). Byłemu prezydentowi
Bushowi zdarzyła się potężna gafa, kiedy na forum publicznym powiedział,
że bardzo chce, żeby „Pakis” (dosł. „Pakistańcy”) i Hindusi ze sobą współpracowali. Musiał potem uprawiać akrobatykę apologetyczną.
On cierpi na (odpowiednie wstawić)
„The Guardian” wydał w 2007 roku książkę, w której między innymi aktualizuje słownik, wymieniając „zakazane” wyrażenia albo uwrażliwiając
czytelnika na to, w jaki sposób charakteryzuje innych.
Wszelkie określenia dotyczące chorób i ułomności muszą być używane z
dużą ostrożnością. I tak, nie powinno się opisywać kogoś jako np. „autystyka”, zamiast tego można powiedzieć „osoba cierpiąca na autyzm”. Podobnie
rzecz się ma z innymi chorobami – nie „schizofrenik”, ale „osoba cierpiąca
na schizofrenię”, o dzieciach z zespołem Downa pod żadnym pozorem nie
można powiedzieć „Downy”, ani że chorują na mongolizm. Zdecydowanie nie można określić osoby, która straciła wzrok, mianem „ślepa”. Ktoś,
kto jest niepełnosprawny w języku angielskim jest „disabled”, a nie kaleki
„crippled”. Wynika to z tego, jak tłumaczą autorzy, że mamy do czynienia
www.linkpolska.com
Fot. Ian Soper
Błędem Polaków jest mówienie o Wielkiej Brytanii
„Anglia”. Wtedy można obrazić Szkotów, Walijczyków
i wszystkich lojalistów z Irlandii Północnej.
z chorobą zdiagnozowaną u człowieka, który w związku z tym nie staje
się ani lepszy, ani gorszy, ani też przez tę chorobę jakoś określony, a już z
pewnością nie powinien być napiętnowany.
Wielka Brytania raczej w Europie
W podobny sposób ujarzmiono geografię. Nie powinno się w rozmowie
z Brytyjczykami mówić, że w Europie coś dzieje się czy robi inaczej niż w
Wielkiej Brytanii. Wielka Brytania bowiem leży w Europie, czy chcemy,
czy nie. Naturalnie sami Brytyjczycy często używają sformułowania „kontynent” vs „Wyspy”, ale oni mogą, bo to bezpośrednio ich dotyczy. Częstym
błędem Polaków jest mówienie o Wielkiej Brytanii „Anglia”. Wtedy można
obrazić Szkotów, Walijczyków i wszystkich lojalistów z Irlandii Północnej.
„The Guardian” radzi, by w odniesieniu do tego ostatniego regionu nigdy
nie używać słowa „prowincja”, co się niektórym Brytyjczykom zdarza.
Miasto w Irlandii Północnej, które nazywa się Londonderry, dla katolików
jest zawsze „Derry”. Dlatego BBC, by uszanować specyfikę miejsca, kiedy
relacjonuje wydarzenia z Londonderry ma nakaz najpierw użyć pełnej nazwy miasta, potem skróconej i tak naprzemiennie.
Poprawność polityczna dla prawicy
Poprawność polityczna (samo sformułowanie – uwaga – jest potępione w
przewodniku językowym „The Guardian”, ponieważ, zdaniem lewicowych
Brytyjczyków, jest „ohydnym prawicowym zwrotem używanym tylko po
to, by mówiący je mógł się lepiej poczuć”) może jednak prowadzić do absurdu, z czego zdają sobie sprawę i jej piewcy. Niejednokrotnie kpiono z
określeń, które krążą wokół jakiegoś zjawiska, nie oddając istoty rzeczy
albo, co gorsza, ją ośmieszając. Takim idealnym przykładem jest określenie
osoby z kiepską cerą (czy też po prostu z trądzikiem) jako „dermatologically challenged” (tłumaczenie z grubsza – „osoba z poważnym wyzwaniem
dermatologicznym”) czy kogoś kompletnie pijanego – „perpendicularly
challenged” („osoba, dla której szczególnym wyzwaniem jest utrzymanie
pozycji pionowej”).
Krytycy PC (political correctness) uważają ją za formę cenzury, entuzjaści – za narzędzie służące do ochrony różnych mniejszości (etnicznych,
narodowych, religijnych, seksualnych). Być może jednak to tak w istocie
kwestia wrażliwości mówiącego. A że nie wszyscy są wrażliwi, może lepiej pokazać im i przypominać, że coś, co mówią, może kogoś urazić czy
skrzywdzić. Oczywiście przesada w żadną stronę nie jest zalecana.
February 2009 | luty 2009 | 37
LINKcafé
Helena Kubajczyk
jest absolwentką
Akademii Sztuk
Pięknych w Poznaniu.
Wielbicielka sztuki
wszelakiej, również
kulinarnej. Obecnie
mieszka w Międzyzdrojach.
Torcik Walentego
Wraz z lutym na horyzoncie pojawia się okazja dla dwojga na spędzenie wspólnego czasu nieco
inaczej niż w resztę zimowych dni. Święto Walentego – świętem zakochanych. W związku z tym
nie pozostaje mi nic innego, jak zaproponować naszym Czytelnikom „Torcik Walentego” - ciasto
czekoladowe, o tyle niezwykłe, że do upieczenia go nie potrzebujemy mąki.
SKŁADNIKI:
5 jaj
200 g cukru
200 g gorzkiej czekolady
(dobrej gatunkowo)
250 g margaryny
150 g mielonych orzechów
laskowych
Przyrządzanie ciasta zaczynamy od przygotowania tzw. kąpieli
wodnej do rozpuszczenia czekolady wraz z margaryną. Do tego potrzebne nam będą dwa garnki, większy i nieco mniejszy. W większym
podgrzewamy niewielką ilość wody, a mniejszy wstawiamy do środka, tak by jego uchwyty opierały się
na krawędzi większego, a woda nie
sięgała dna mniejszego. W ten sposób dokładnie rozpuszczamy czekoladę na parze wraz z margaryną, nieustannie mieszając i nie dopuszczając do wrzenia. Dzięki temu czekolada nie zetnie się, będzie mieć idealnie gładką konsystencję. Pozostawiamy do ostygnięcia.
Oddzielamy białka od żółtek.
Żółtka ucieramy z cukrem do białości w sporej wielkości misce. Gdy
cukier się rozpuści (a rozpuści się
szybciej, jeżeli jajka przed użyciem
ogrzeją się do temperatury pokojowej), masa zwiększy nieco swoją objętość i będzie przyjemnie puszysta, dodajemy po łyżce naszą
czekoladę. Po wymieszaniu dosypujemy mielone orzechy i dodajemy
ubite białka. Należy je domieszać
zwykłą łyżką, żeby piana nie opadła
zanadto ( by była naprawdę sztywna, ubijamy ją w bardzo czystej misce, gdyż najdrobniejsza ilość tłuszczu bądź żółtek uniemożliwi nam
to). Tak przygotowaną masę wylewamy do średniej wielkości okrągłej formy, uprzednio wykładając
jej dno papierem do wypieków oraz
smarując spód i boki masłem. Ciasto
pieczemy około godziny w temperaturze 170 – 180 stopni Celsjusza.
Z doświadczenia wiem, że nie ma
dwóch tak samo grzejących piekarników, więc uważajmy, żeby ciasto
Fot. H. Kubajczyk
nie zaczęło się palić. Gdy mamy
wątpliwości, czy już jest upieczone, należy wsunąć drewniany patyczek w środek i po wyjęciu upewnić
się, że jest czysty. Należy zrobić to
szybko i zwinnie, by, po pierwsze,
nie poparzyć się, po drugie, zbytnio nie wychłodzić piekarnika, gdyż
ciasto może opaść.
Torcik wykładamy spodem do góry. Po zdjęciu papieru posypujemy
całość gorzkim kakao.
UWAGA: Zapewniam, że torcik ze
swoją ilością czekolady i orzechów,
podany z lodami bądź bitą śmietaną, doda wigoru i ochoty nie tylko
na sport w terenie.
Ciekawe porady na temat życia
na Wyspach znajdziesz na
www.linkpolska.com
Praca | Dom | Dzieci | Edukacja | Zdrowie | Żyj lepiej | Motoryzacja | Policja | Ważne adresy
30 | lipiec 2008 | July 2008
LINKcafé
4
1
3
2
7
8 5
4 8
3
5 2
7 6
2
5
9
6
7
4
6 2
3 8
8 1
4
Miłosny
maraton
Dzień Świętego Walentego, patrona chorych
na padaczkę, podagrę,
nerwicę, pszczelarzy,
szaleńców, połączonych
prawdziwą przyjaźnią
i zakochanych obchodzi się już niemal na
całym świecie. Równocześnie ze wzrostem
jego krytyków, rośnie też pomysłowość
osób pragnących urozmaicić czas tego miłego święta. I tak, jeśli tylko mamy ochotę,
możemy uczestniczyć w zaślubinach słoni,
które odbywają się w tym dniu w Tajlandii, udając się na Filipiny wziąć udział w
maratonie pocałunku, w Malezji wraz z wybrankiem/ą być zakuci w miłosne kajdany,
zaś jeśli planujemy ślub, to tylko w Austrii.
Tam, korzystając z przejażdżki zabytkową
dorożką, przy dźwiękach orkiestry zostanie
nam wręczone 15 tys. szylingów na dobry
początek małżeńskiego pożycia.
Hasło oraz imię i numer telefonu
prosimy przesyłać pod adres:
Rozrywka,
Link Polska Magazine,
1a Market Place,
Carrickfergus BT38 7AW
lub [email protected]
Zwycięzcą losowania styczniowej
krzyżówki (aforyzm Andrzeja
Monastyrskiego, Klika i klaka
wszędy jednaka) została Pani
Magdalena Wolska.
Gratulujemy!
Albert Camus
6
3 7
2 3
7 8
8
Rozwiąż krzyżówkę i wygraj
nagrodę niespodziankę!
Cytat miesiąca
Dopiero w samym środku zimy przekonałem
się, że noszę w sobie niepokonane lato.
Sudoku
Należy wypełnić diagram w taki sposób, aby w
każdym wierszu, w każdej kolumnie i w każdym
dziewięciopolowym kwadracie 3x3 znalazły się
cyfry od 1 do 9. Cyfry w kwadracie oraz kolumnie i wierszu nie mogą się powtarzać.
RYSUNEK: DOROTA MAZUR
Dorota Mazur,
absolwentka liceum
plastycznego w
Szczecinie i komunikacji wizualnej Politechniki Koszalińskiej.
Pasjonatka rysunku i
tańca. Od niedawna
mieszkanka Poznania.
www.linkpolska.com
February 2009 | luty 2009 | 39
2000
produktów!
Atrakcyjne ceny!
Serdecznie zapraszamy!
NOWOŚĆ:
PACZKI DO POLSKI
- w 9 dni roboczych
- £1,20 za 1 kg + £3 ubezpieczenie
- od 1 do 10 kg ta sama cena
- paczki do 31,5 kg
Paczki prosimy przynosić do
wtorku każdego tygodnia.
Przeprowadzki
do Polski i z Polski !
POLSKIE SKLEPY ZALL:
USŁUGI PIENIĘŻNE:
Sklepy Zall uruchomiły nową usługę
płatności rachunków w Polsce z Wielkiej
Brytanii. Koszt takiej usługi tylko £5
-opłata za Polsat Cyfrowy i Cyfrę Plus
-kredyty i różne inne opłaty w Polsce
140 VICTORIA ROAD
DD1 2QW DUNDEE
TEL.: 01382228964
187 SOUTH STREET
PH2 8NY PERTH
TEL.: 01738444885
SKLEPY ZALL
są oficjalnym sponsorem
F.C. Polonia Dundee
Wszystkie informacje
można znaleźć na stronie
lub w sklepach
www.polskisklepzall.com.pl
Szukasz tanich rozmów?
Jeśli lubisz czêsto dzwoniæ do Polski i szukasz konkurencyjnej
oferty, to tu mo¿esz zrobiæ to za 3p za godzinê!
Jeśli chcia³byś na ¿ywo ogl¹daæ osobê, z któr¹ rozmawiasz,
to mo¿esz to zrobiæ poprzez dostêpny jedynie w naszej sieci,
zaawansowany technologicznie
videophone
– dostêpny nied³ugo
równie¿ i w Polsce.
Jed
en
ob
raz
jest
wa¿
niej
szy n
i¿ tys
i¹c s³
ów...
Szukasz
dodatkowej pracy?
A jeśli przy tym wszystkim chcia³byś
zarabiaæ za ka¿dym razem, gdy Twoi
znajomi lub bliscy, ich znajomi i przyjaciele
u¿ywaj¹ telefonu, Internetu lub swojej
komórki, bez wzglêdu na to gdzie jesteś,
co robisz i nawet wtedy, gdy śpisz,
miesi¹c po miesi¹cu, rok po roku...
Zadzwoñ, a udzielê Ci informacji na temat us³ug i niepowtarzalnej
mo¿liwości pracy na w³asny rachunek, reprezentuj¹c miêdzynarodow¹
firmê telekomunikacyjn¹. Doświadczenie i jêzyk angielski nie s¹
wymagane.
Tel.: 0770 693 0294
W ofercie tradycyjne polskie wędliny, wieprzowina, duży wybór
produktów. Świeże dostawy z Polski raz w tygodniu!
Gwarantujemy
konkurencyjne ceny!
Zapraszamy
do polskiego klubu sportowego
PIAST LURGAN
piłka nożna, koszykówka, siatkówka
25a Union Street, Lurgan BT66 8DY
Tel.: 07851768045, 07922259099
ZAPRASZAMY!
Pon.-Pt. 9:00-20:00
Sobota: 10:00-20:00
Niedziela: 11:00-18:00
Sklepy Polonia to
jedyne polskie sklepy
na terenie Newry
i Dungannon!
sklepy
POLONIA
Zapewniamy:
* najtańszą na rynku usługę przekazu pieniędzy
na konta w Polsce, dzięki współpracy z firmą Easy Send
* miłą i fachową obsługę, korzystne ceny
* częste dostawy świeżych produktów
Adresy sklepów: Newry: 28 Water Street / Dungannon: Market Square
Jeśli miałeś wypadek w Irlandii Płn.,
Anglii lub Szkocji - nie z Twojej winy
1 6.5
p
on
elef
Na t onarny
j
stac lski
o
do P
on
elef
Na t órkowy
kom lski
o
do P
p
Z Twojej komórki
wyślij sms o treści
HALO
na numer 80556, by otrzymać 5 funtów na rozmowy
na numer 84459, by otrzymać 3 funty na rozmowy
text-n-talk.com
Full instructions and access numbers will be sent to you by text. Ask bill
payer’s permission. Calls charged per minute. Reverse billing service. Calls to
020 number cost mobile standard rate to a landline or may be used as part of
inclusive mobile minutes. Calls to mobiles may cost more. A connection
charge equal to the rate per minute for the relevant destination is charged on
each call. This is an Auto credit service. To stop auto credit text STOP to
number you initially text to. Credit lasts 90 days from first use.
Słowacja
3p
Litwa
3p
Litwa tel.kom.
9p
Słowacja tel.kom. 11p
SZKOŁA JĘZYKA ANGIELSKIEGO
“EFECT”
Angielski 4 razy szybciej!
CENISZ SWÓJ CZAS?
PRZYJDŹ DO NAS
•
•
•
•
•
Metoda
Metoda
CallanaCallana
SZYBKIE EFEKTY
GWARANCJA
SUKCESU
MAŁE GRUPY (DO 10
OSÓB)
LEKCJE PRÓBNE
BRAK ZADAŃ
DOMOWYCH
WWW.EFECT.CO.UK
email:[email protected]
tel: 07521988954
Ravenhill Business Park
Ravenhill Road, Belfast
ogłoszenia społeczne
I
K
Ł
Y
S
E
PRZ
Przesyłki
Polska-Irlandia Północna-Szkocja-Anglia i z powrotem
Przeprowadzki
Transport samochodów
Zakupy w Polsce, tanio
PACK-MAN
07840478134
tel.:
lub 07873145750
POSZUKIWANI:
ALICJA PAKUŁA
TRANSPORT Irlandia Północna
i Republika Irlandii
POLSKA
Samochody, motory, quady, sprzęt budowlany i rolniczy,
przesyłki kurierskie i inne nietypowe rzeczy
Tel.: 07599706767
07599706766
Regularny transport przesyłek
Polska-Irlandia Północna-Polska
oferujemy:
bardzo atrakcyjne ceny
ubezpieczone przesyłki
kompleksową obsługę
From DOOR TO DOOR
obsługę klientów
indywidualnych
usługę
„zamów kuriera on-line”
Wiek w momencie zaginięcia: 36 lat
Ostatnie miejsce pobytu:
Chester,
Wielka Brytania
Data zaginięcia:
26 sierpnia 2008 r.
Kolor oczu: piwne
Wzrost: 156 cm
Znaki szczególne: brak
Pani Alicja Pakuła wyjechała do Wielkiej
Brytanii w 2005 roku. Od sierpnia 2008
roku nie kontaktuje się z rodziną.
Kontakt: ITAKA - Centrum Poszukiwań
Ludzi Zaginionych, tel.: 0801247070,
226547070 lub z polską policją.
Więcej: www.zaginieni.pl.
ZAMÓW PRENUMERATĘ!
Aby zamówić prenumeratę na dowolny
adres na terenie Wielkiej Brytanii, Irlandii
oraz innych krajów Unii Europejskiej
należy wypełnić formularz zgłoszeniowy i odesłać go wraz z załączonym
czekiem lub przekazem pocztowym
(wystawionym na Link Polska) pod
adres redakcji: Link Polska, 1a Market
Place, Carrickfergus, BT38 7AW lub
zadzwonić pod nr.: 028 9336 4400,
aby dokonać płatności kartą.

www.islandexpress.eu
IslandExpress s.c.
tel.kom. +48 515 280 526 tel.kom. +48 515 280 527 tel.
+48 76 856 50 54
Wielka Brytania
i Irlandia
£15
£25
Liczba Kraje UE
wydań
£25
6
£35
12
Formularz zgłoszeniowy:
TATUAŻ ARTYSTYCZNY!
Stuprocentowy profesjonalizm
gwarantowany 17-letnim
doświadczeniem. Oferuję
szeroki wybór wzorów oraz
realizację własnych projektów.
Poprawki tatuaży i wykonywanie
portretów na skórze.
Atrakcyjne ceny!
Robert, tel.: 07842670086,
Belfast i okolice
Warsztaty Umiejętności Społecznych
Chcesz być świadom samego siebie
i otaczającego Cię świata?
Zapraszamy!
Komunikacja | Asertywność
Radzenie sobie ze stresem
Relaksacja | Motywacja
Techniki i metody samorozwoju
Kontakt: [email protected]
Imię i nazwisko: ....................................
.............................................................
Prenumerata na okres: .........................
Adres: ..................................................
.............................................................
Kod pocztowy: .....................................
Telefon: ................................................
Załączam czek na kwotę: .....................
GŁOŚNOMÓWIĄCY TŁUMACZ
Profesjonalne t³umaczenia i doradztwo jêzykowe w zakresie:
4Wype³nianie dokumentów 4Kancelarii Prawnych
4Dokumentów notarialnych 4Urzêdu Skarbowego
4Zasi³ków 4S¹du 4Policji 4Opieki medycznej
Wspó³pracujemy ze zwi¹zkami zawodowymi, ksiêgowymi,
a tak¿e z najlepszymi kancelariami prawnymi, notariuszami:
PATTERSON TAYLOR & Co.
JOHN G.H. WILSON & Co.
Doradzamy, jak postêpowaæ w ró¿nych sytuacjach, pomagamy w wype³nianiu
formularzy, zapewniamy asystê profesjonalnych t³umaczy w spotkaniach
czy trudnych sytuacjach, tak¿e w terenie.
Nauczanie jêzyka angielskiego:
4Lekcje indywidualne/grupowe 4Oferty dla firm
4Specjalne kursy dla pracowników
Kursy dla dzieci i m³odzie¿y przygotowuj¹ce do egzaminów brytyjskich GCSE, FCE,
CAE, CPE. Przyjdź do nas, jeśli Twoje dziecko ma problemy z przygotowaniem
do egzaminów!
Telefon kontaktowy
czynny 24 godziny na dobê:
075 140 717 48
077 845 99 378
e-mail:
hair design & beauty clinique
[email protected]
ELEKTRONICZNY
Potrafi nie tylko przetłumaczyć słowa i zwroty
w 14 różnych językach, ale również je wymówić!
Wymowa słów i wyrażeń w 14 językach (prawdziwe
głosy lektorów, wyraźny akcent i intonacja, m.in.
polskie znaki, wbudowany głośnik)
Ponad 366 000 haseł, 32 000 zwrotów przydatnych
m.in. w podróży i w pracy
Słownik: The New Oxford American Dictionary
(zasób 80 000 haseł głównych)
Duży PODŚWIETLANY ekran
Kalkulator, alarm, budzik, kalendarz, czas lokalny
i światowy, konwersja miar, wag, walut
Radio (zakres częstotliwości
76,0 - 108,0 MHz)
Gra sudoku
Cena €249 tylko €199!
+ koszty przesyłki
Tel.: 086 317 0869, 086 258 0704
Obsługiwane języki:
angielski, niemiecki, francuski,
hiszpański, włoski, polski, czeski, słowacki, węgierski,
ukraiński, bułgarski, rumuński, chorwacki, rosyjski
210x148_TTV_LINK POLSKA_3897_polPage 1 22/07/2008 13:09:52
BEZ NOWEJ KARTY SIM
BEZ UKRYTYCH OPLAT
:\ELHU]
C
M
Y
CM
MY
CY
CMY
K
& 1 po £5 kredytu T-Talk. Nastêpnie wybierz
numer docelowy i #. Poczekaj na po³¹czenie.
Do³aduj T-Talk z komórki wybierz Do³aduj T-Talk przez internet**
0208 497 3897 & 1 po £5 kredytu. na www.auracall.com/glosik
Polska
2p/min
1.6p/min
Polska
7p/min
5.5p/min
Sáowacja 2p/min
1.6p/min
Czechy
1p/min
0.8p/min
USA
1p/min
0.8p/min
www.auracall.com/glosik
Do 27% extra kredytu ZA DARMO jeĤli do³adujesz konto przez INTERNET
Infolinia: 020 8497 4698
Tanie Rozmowy!
*T&C’s: Ask bill payer’s permission. Calls charged per minute. Charges apply from the moment of connection. Calls to the 020 number cost mobile standard rate to a landline or may be used as part of bundled minutes. Calls made to mobiles may cost more.
Connection fee varies between 1.5p & 15p. Text AUTOOFF to 81616 (std SMS rate) to stop auto-top-up when credit is low. **Pence a minute quoted are based on extra credit gained from £20 minimum top-up online & on first call. This service is provided by
Auracall Ltd. Agents required, please call 084 4545 3788.
u
m
o
d
o
d
ń
o
w
Dz
do Polski
o
z tel. stacjonarneg
2 p/min
już od
Po prostu wybierz
084 4831 3897
następnie wybierz numer docelowy
Polska
Niemcy
Słowacja
Irlandia
tel. komórkowy
tel. stacjonarny
tel. stacjonarny
tel. stacjonarny
Infolinia: 087 0041 3897
7p/min - 087 1412 3897
2p/min - 084 4831 3897
3p/min - 084 4988 3897
3p/min - 084 4988 3897
www.auracall.com/link
To proste… Spróbuj teraz!
T&C’s: Ask bill payer’s permission. All prices are per minute & include VAT. Calls billed per minute. Charges apply from the moment of connection. Calls made to mobiles may cost more. Minimum call charge 5p by BT.
Cost of calls from non BT operators & mobiles may vary. Check with your operator. This service is provided by Auracall Ltd. Agents required, please call 084 4545 3788.
Fotokasty - krótkie formy multimedialne łączące reportaż fotograficzny i dźwiękowy
Fotokasty dostępne na:

Podobne dokumenty

Zawód: diler

Zawód: diler Dział foto/Photo Editor Jakub Świderek [email protected] Dział graficzny/Art Room Irka Laskowska [email protected] Tomasz Zawistowski Wydawca/Publisher Link Polska Limited Dyrektor/Director Ew...

Bardziej szczegółowo

pierwsze 5sekund

pierwsze 5sekund Polish Magazine in Northern Ireland Adres/Address: 1a Market Place Carrickfergus BT38 7AW Tel.: +44 28 9336 4400 www.linkpolska.com [email protected]

Bardziej szczegółowo