Bóg wśród nas

Komentarze

Transkrypt

Bóg wśród nas
Rok 2009, numer 3 (nr 95)
Data wydania: 1 listopada 2009 roku
Informacje z życia parafii Świętego Wojciecha w Białymstoku
Bóg wśród nas
My, Polacy, złoci ptacy...
Wywiad z ks. Prał. Wierzbickim
Smutne czy nostalgiczne święta?
Festyn duchów!
03/09 (95)
Bóg wśród nas
Drodzy parafianie i nie tylko
Dni coraz krótsze, a za oknem ziąb. Mam nadzieję, że w te ponure wieczory będą Państwo mogli
chwilę się zrelaksować, czytając kolejny numer „Bóg wśród nas”.
Wydaje mi się, że gazeta z miesiąca na miesiąc staje się bardziej konkretna i warta uwagi. Wysuwam taki
wniosek, słysząc opinie na jej temat od różnych osób. Ten fakt cieszy mnie, z resztą jak cały Oddział, bardzo mocno. Nie ma bowiem lepszej zapłaty za ciężką i mozolną pracę, jak zadowoleni czytelnicy.
W tym miejscu nie może zabraknąć serdecznych podziękowań dla Młodzieżowego Domu Kultury w
Białymstoku, bez którego pomocy nie moglibyśmy zorganizować wystawy „Modlitwa o pokój”. Można było
ją oglądać w ostatnim tygodniu października w naszym kościele. Serdeczne Bóg zapłać.
Trzymając się tematu działań KSM-u, chciałbym zaprosić na Marsz Niepodległości, połączony z prelekcją, który odbędzie się 11 listopada. W ten sposób chcemy nawiązać do marszy, jakie odbywały się jeszcze przed wojną. Będzie to doskonała okazja do manifestacji naszych uczuć patriotycznych, naszej miłości
do Ojczyzny. Do Ojczyzny, a nie do rządu czy polityków! Zapraszamy wszystkich, młodzież i ludzi starszych. Oddajmy hołd naszej ojczyźnie, w chwili, kiedy tego naprawdę potrzebuje!
W tym numerze, jak Państwo zauważycie, trzymamy się tematyki świąteczno-patriotycznej, co nie jest
chyba wielkim zaskoczeniem, jeśli spojrzymy w kalendarz. Ksiądz Jarosław Ciuchna wprowadza nas w nastrój listopadowych świąt, a ksiądz Marek Czech prezentuje kolejną część cyklu swoich artykułów. Możemy
także znaleźć bardzo wartościowy artykuł dr Klimaszewskiego, opowiadający o tradycjonalizmie w podlaskich rodzinach. Poza tym znajduje się tu wiele innych ciekawych tekstów.
Na koniec zakomunikuję nieco smutniejszą wiadomość.
Otóż zrezygnowaliśmy z części kącika dla dzieci, ponieważ nie odnotowaliśmy żadnej aktywności pod tym względem ze strony paraGrzegorz Pyrko
fian. Nawet przygotowane nagrody nie wpłynęły na zwiększenie zaStudent politologii na
interesowania. Być może było to spowodowane niską jakością tego
Politechnice Białostockiej
działu. Fakt jest taki, że kącik dziecięcy zostaje w części zawieszoSkarbnik Oddziału KSM
ny, do odwołania.
Poznajemy nasz kościół
Listopad to miesiąc, w którym w sposób szczególny oddajemy cześć NMP Ostrobramskiej, Patronce nie tylko naszej
archidiecezji, ale i naszego miasta. Jej wizerunek znajduje
się również w naszym kościele. I chociaż nie jest to żaden
obraz przeznaczony do kultu to witraż z jej wizerunkiem, w
bocznej prawej nawie kościoła, jest niewątpliwie ozdobą
naszej świątyni.
W latach 1972-1975, gdy kościół św. Wojciecha był kościołem seminaryjnym, dzięki staraniom ówczesnego biskupa
Henryka Gulbinowicz i wicerektora seminarium ks. Stanisława Piotrowskiego przeprowadzono w świątyni niezbędne remonty. Usunięto z niej starą, drewnianą podłogę, a
ułożono nową z terakoty. W nawach kościoła i w prezbiterium ustawiono nowe jednolite ławki. Wykonano cztery nowe konfesjonały. W bocznych oknach kościoła ufundowano
nowe witraże. Autorami projektu byli: H. CieślińskaBrzeska z Krakowa (1972 r.) i J. Olszewski z Warszawy
(1973 r.).
Witraże po prawej stronie kościoła są odwołaniem do
„wileńskiej tradycji Białostockiego Kościoła”. Kościół na
Białostocczyźnie, od chwili swego początku, czyli od eregowania pierwszych parafii w XV wieku aż do roku 1991,
należał do diecezji, a następnie archidiecezji wileńskiej.
Stąd te elementy wileńskie w naszym kościele.
W centralnym, największym oknie znajduje się wizerunek
Matki Bożej Miłosierdzia, Tej, „co w Ostrej świeci Bramie”.
Dwie postacie u jej stóp to św. Krzysztof, z małym JezuStr. 2
sem na ręku – Patron Wilna i św. Jerzy – Patron wileńskiego seminarium duchownego, ale i białostockiej duchownej
uczelni, jak i archidiecezji białostockiej.
W oknie po lewej stronie, poza Białym Orłem wzbijającym
się do lotu i Trzema Krzyżami górującymi na Wilnem, ukazane są osoby, które zawierzyły swe życie Maryi: król Jan
Kazimierz składający śluby, św. Maksymilian Maria Kolbe i
kardynał Stefan Wyszyński. Są także dzieci pierwszokomunijne, które z miłości do Jezusa oddają cześć także Jego Matce.
W oknie po prawej stronie Matki Bożej, oprócz przedstawienia niektórych charakterystycznych elementów z panoramy Wilna, przedstawiony został św. Kazimierz, królewicz,
którego doczesne szczątki spoczywają w wileńskiej katedrze. Jest on Patronem białostockiej prowincji kościelnej,
kapituły wileńskiej i białostockiej. Dzieci w strojach ludowych i elementy pobożności ludowej, takie jak przydrożny
krzyż, szopka, czy świąteczne palmy, są nie tylko ubogaceniem treści witraży, ale i wyrazem wiary naszych przodków.
Warto, byśmy poprzez uczestnictwo w Nowennie Opieki,
przygotowując się do Uroczystości Matki Bożej Miłosierdzia w dniu 16 listopada,
potrafili swą uwagę skierować na piękny witraż dzieło sztuki, ubogacające Ks. Dr Adam Szot
nasz kościół.
ksm.wojciech.bialystok.pl
03/09 (95)
Bóg wśród nas
Smutne czy nostalgiczne święta?
Każdego roku pierwszego i
drugiego listopada spotykamy
się przy grobach bliskich. Zatrzymujemy się, aby ich wspominać, aby oddać hołd swoją
obecnością przez ten ułamek
czasu, choć na chwilę zadumać się, zastanowić nad życiem i jego przemijaniem.
Niewątpliwie jest to dla nas
dzień pełen refleksji i przemyśleń, na które nie mamy
czasu na co dzień.
Wspominamy wszystkich tych, którzy odeszli i nie ma
ich już z nami. Przypominamy sobie ich uśmiech, zabawne historie, które uwielbiali opowiadać. Smutek
miesza się z radością wspomnień. Zbieramy się przy
grobach tych, za którymi tak bardzo tęsknimy. Przypominamy sobie, jak wiele dla nas zrobili i żałujemy, jak
mało my zrobiliśmy dla nichI To czas refleksji, ale może także przebaczenia. Sobie i innym. Żywym i zmarłym. Tym, którzy wciąż są z nami i tym, którzy odeszli.
Warto pomyśleć, jak kruche jest życie i jak wiele zawdzięczamy ludziom, którym zapalamy świeczki na
grobach. Wspominanie krzywd niczego już nie zmieni,
wybaczenie sprawi, że sami staniemy się lepsi. Byśmy
mogli przypomnieć sobie, jak kruche jest życie i jak bardzo nieważne są te drobiazgi, którymi wciąż się zajmujemy. Jak bardzo jest to dla nas ważne święto mogą
świadczyć wielodniowe przygotowania. Sprzątanie grobów, kupowanie zniczy czy kwiatów. Jednak w ferworze
tych przygotowań wpadamy w tzw. „gorączkę przedświąteczną”, tak dobrze znaną nam z grudniowych dni.
Niestety niewielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, jak
łatwo w ten dzień przejść ze świata zadumy w świat bylejakości. Potem okazuje się, że odwiedziliśmy kilka
cmentarzy, zapaliliśmy kilkanaście/dziesiąt zniczów –
jako wyraz naszej pamięci i światła Chrystusa; postawiliśmy kwiaty – symbol naszej miłości i przemijania.
Owszem, wydaje się nam, że to wiele. Uspokoiliśmy
nasze sumienie, wypełniliśmy obowiązkową tradycję.
Ale ilu z nas w tym dniu nie będzie wcale uczestniczyć
we Mszy św., chociaż jest obowiązek. I wtedy warto
siebie zapytać: po co to wszystko skoro nie potrafię
ofiarować zmarłym tego, co najcenniejsze i czego najbardziej potrzebują – modlitwy. Czy ja kiedyś, po śmierci, nie będę oczekiwał od bliskich modlitwy, która jest
ogromną pomocą; Mszy św. i odpustu, które są największą łaską dla zmarłych. Zanim pierwszego listopada wybierzemy się na cmentarz, powinniśmy pomyśleć
w jakim celu tam idziemy: czy aby mieć (ten najmodniejszy grób, najładniejszy znicz, czy kwiat, a może
święty spokój), czy być (przeżywać duchowo ten dzień,
modlitewnie)?
Świętość jest dla nas! Uroczystość Wszystkich
Świętych (1. XI). W początkach chrześcijaństwa nie
ksm.wojciech.bialystok.pl
oddawano czci publicznej nikomu ze stworzeń ani ludziom, ani nawet aniołom. W obawie bałwochwalstwa
kierowano jedynie kult do Pana Boga i Jezusa Chrystusa, Syna Jego. A jednak nawet już tam można dostrzec
pewne ślady początku czci świętych Pańskich. Spośród
świętych Pańskich na pierwszym miejscu doznają czci
męczennicy. Ponieważ męczenników bezimiennych było bardzo wielu, dlatego Kościół w Antiochii wpadł
pierwszy na pomysł, aby razem w jednym dniu obchodzić ich wspomnienie. Na Zachodzie myśl ta znalazła
urzeczywistnienie, kiedy papież św. Bonifacy IV, starożytną świątynię rzymską (Panteon), dnia 13 maja 609r.,
poświęcił jako świątynię katolicką ku czci Matki Bożej i
świętych męczenników. Wreszcie papież Jan XI w 835r.
ustanowił osobne święto ku czci Wszystkich Świętych,
wyznaczając na dzień 1 listopada. Kościół tego dnia
ogarnia wspomnieniem i miłością wszystkie swoje dzieci, które z tego padołu płaczu przeszły do szczęśliwej
wieczności; tych wszystkich, którzy przetrwali wszystkie
próby życia doczesnego i znaleźli się w domu Ojca niebieskiego. A muszą to być zastępy nieprzeliczone, skoro liturgia tego dnia przypomina świadectwo św. Jana
Apostoła: „Potem ujrzałem: a oto wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i
wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojących
przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe
szaty, a w ręku ich palmy” (Ap 7,9).
Z biegiem lat Kościół ubogacił kult świętych swoich
przez to, że ku ich czci ustanawiał święta, stawiał kościoły, czcił relikwie. Jeżeli każdy naród czci swoich bohaterów, stawia im pomniki, pisze żywoty, ich imionami
znaczy ulice i miasta, to dlaczego Kościół nie miałby
się chlubić swoimi najlepszymi dziećmi i swoimi bohaterami? Dlaczego nie miałby wyrazić im podzięki, zachęcać synów ziemi pielgrzymujących do niebieskiej ojczyzny o polecanie się ich pomocy i wskazywać ich do
naśladowania jako najpiękniejsze wzory? Tajemnica
świętych obcowania należy do najpiękniejszych w wyznaniu wiary chrześcijańskiej. Podkreśla bowiem, że jesteśmy jedną, wielką rodziną. Śmierć nie przerywa bynajmniej więzi, ale ją umacnia. Ci, którzy przetrwali
czas próby pomagają tym, którzy jeszcze są w drodze.
Widać miła jest Panu Bogu cześć, jaką oddajemy świętym, skoro potwierdza to cudami. Do każdej beatyfikacji
i kanonizacji wymaga się cudów zdziałanych za pośrednictwem sług Bożych. Wierni za wstawiennictwem
świętych doznają wielu łask, bo są oni najlepszymi i
najgodniejszymi przed tronem Pana Boga przedstawicielami, rzecznikami i ambasadorami. Jeśli za życia
niektórym Pan Bóg dał na ziemi moc czynienia cudów,
to cóż dopiero po śmierci! Kościół nie wszystkim świętym daje jednakową rangę. Wyraźnie w swojej liturgii
wyróżnia Najświętszą Maryję Pannę, tak co do liczby
Jej świąt, jak ich klasy. Po Matce Najświętszej wyróżnia
kult św. Józefa, następnie kult św. Jana Chrzciciela i
Str. 3
Bóg wśród nas
Apostołów, aniołów, męczenników. Wprowadzenie gradacji: uroczystość, święto, wspomnienie obowiązkowe i
wspomnienie dowolne jest wyraźnym tego potwierdzeniem. Jest to zupełnie naturalne, skoro Opatrzność w
różnym stopniu wprowadziła dane osoby w tajemnicę
Odkupienia i Zbawienia rodzaju ludzkiego.
Chrystusowe zapewnienie jest wciąż aktualne, nie
zmienne: „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele...
Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy wejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i
zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie
Ja jestem” (J 14,2). Jakie zaś jest to miejsce i co nas
czeka, odsłania św. Paweł Apostoł: „Czego ani oko
nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wiele rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (I Kor 2,9). Czy to
nam nie wystarczy? Niezliczone zastępy świętych Pańskich, którym dzisiaj oddajemy hołd, są potwierdzeniem, że niebo nie jest tylko dla garstki wybranych i
uprzywilejowanych, ale wszyscy ludzie odkupieni Krwią
Syna Bożego mają do niego pełne prawo. Od nich tylko
zależy, od ich dobrej woli i współpracy z łaską Bożą,
czy niebo stanie się ich własnością.
Tajemnica czyśćca. W dniu 2 listopada (Wspomnienie
Wszystkich Wiernych Zmarłych), Kościół przypomina
nam tajemnicę czyśćca i mobilizuje wszystkie swoje
dzieci na ziemi do niesienia pomocy tym zmarłym siostrom i braciom, którzy potrzebują od nas pomocy. Tak
przeto liturgia dnia dzisiejszego jest uzupełnieniem i
rozszerzeniem tajemnicy świętych obcowania.
Przez czyściec rozumiemy miejsce i stan dusz sprawiedliwych, które zeszły z tego świata w grzechach powszednich lub nie odbyły jeszcze na ziemi całej doczesnej kary, cierpią męki, dopóki sprawiedliwości Bożej
nie oddadzą pełnego zadośćuczynienia, zanim nie wypłacą grzechowego długu.W dogmacie o czyśćcu Kościół katolicki akcentuje dwie prawdy: istnienie czyśćca
jako pośmiertnej kary oraz to, że możemy duszom
czyśćcowym dopomagać. Już Tertulian (160-240r.) pisze: „W dzień rocznicy składamy za zmarłych ofiary”.
Nie pisze, że składa się ofiary ku czci zmarłych, gdyż
byłoby to uważane w pierwotnym Kościele za bałwochwalstwo, ale podaje, że „za zmarłych” składano ofiary. Było więc już wtedy przekonanie, że zmarli potrzebują od nas pomocy. W katakumbach na grobach
chrześcijańskich spotykamy często napisy, gdzie w
usta zmarłego lub jego rodziny kładzie się słowa prośby
o modlitwę do Boga w intencji tego, który odszedł z tej
ziemi. Nie spotykamy natomiast podobnych napisów na
grobach męczenników, co świadczy wyraźnie o przekonaniu wiernych, że modłów naszych już nie potrzebują,
bo przez swoje męczeństwo zostali zbawieni. Jeszcze
jaśniej pisze o czyśćcu św. Cyprian (ok. 210-258r.), biskup Kartaginy: „Co innego jest być zatrzymanym, a co
innego wejść do chwały; co innego jest być zesłanym
do więzienia i nie wyjść z niego, aż nie będzie wypłacony ostatni pieniążek; a co innego natychmiast otrzymać
nagrodę wiary i cnoty; co innego przez długi czas
oczyszczać się w ogniu z grzechów swoich”. Po raz
Str. 4
03/09 (95)
pierwszy napotykamy w tym tekście porównanie czyśćca do więzienia a piekła do kary skazania na śmierć.
Św. Efrem (+373) poleca w swoim testamencie, aby
dnia trzydziestego od jego śmierci odbyło się nabożeństwo za niego, „bowiem ofiary złożone przez żywych
pomagają umarłym”. Kościół katolicki ostrzega jednak,
abyśmy nie kładli nacisku na zmysłowe i cielesne wyobrażenia kary. Nie można sobie wyobrazić Pana Boga
jako tyrana, który mści się na biednych duszach ludzkich i nawet najmniejszego przewinienia ludzkiego nie
puści płazem. Byłby to wypaczony i wręcz bluźnierczy
obraz Pana Boga. Czyściec jest wielkim darem i dobrodziejstwem ze strony Niebieskiego Ojca. Gdyby bowiem nie było czyśćca, ogromna większość ludzi byłaby zapewne skazana na wieczne potępienie, czyli piekło. Chrystus Pan napomina, że nic nieczystego nie
wejdzie do Królestwa Bożego; że będziemy musieli
zdać sprawę z każdego nawet słowa powiedzianego na
próżno (Mt 12,36). W takiej sytuacji tylko wybrane jednostki miałyby nadzieję nieba. A tak przecież nie jest!
Czyściec to nie jakiś nieludzki obóz koncentracyjny,
gdzie dusze są udręczane nieznośnymi mękami. Najtrafniej ze wszystkich pisarzy, omawiających tajemnicę
czyśćca, ujęła problem św. Katarzyna Genueńska. Według jej zdania największą karą dla duszy czyśćcowej
będzie jej tymczasowa rozłąka z Bogiem. Dusza dopiero po śmierci pozna, kim jest Pan Bóg, pozna Go jako
pełnię miłości, piękna i świętości. Za wszelką cenę będzie chciała z Nim się połączyć. Widzi jednak, że nie
jest jeszcze tego godna, że ma winy nie odpokutowane. Tym właśnie miejscem oczyszczenia jest czyściec.
Ogniem zaś, który będzie ją palił i zadawał jej niezmierną katuszę - będzie miłość, pragnąca nieprzeparcie połączyć się z Bogiem a czująca, że jeszcze tego nie jest
godna. Dusze czyśćcowe cierpią ogień, ale jest on zupełnie innej natury - ból rozłąki, żar pragnienia, aby się
połączyć z podmiotem swojej najwyższej miłości. Dusze czyśćcowe równocześnie będą opływały w szczęście, że są miłowane, że Bóg je uważa za swoich przyjaciół i czeka na nie. Być może, że znają one także
dzień swojego wybawienia, a nadto wiedzą, że bracia
na ziemi i święci w niebie mogą ich wspomagać.
I tu jest wielki dowód Bożej łaskawości, bo On w nasze
ręce złożył losy naszych zmarłych braci i sióstr, i dał
nam tak wiele potężnych środków dla ratowania dusz
czyśćcowych. Najważniejszymi są: spowiedź i Msza
św. ofiarowana za zmarłych, łaska odpustu, wypominki
za zmarłych, codzienna modlitwa za zmarłych, czy dobre uczynki i wyrzeczenia ofiarowane w tej intencji. To
ogromna pomoc z naszej strony, która jednak działa w
obu kierunkach – sami też otrzymujemy łaskę i uświęcamy się. Tym bardziej warto o tym
pamiętać nie tylko
dziś czy jutro, ale Ks. Jarosław Ciuchna
codziennie.
Asystent Oddziału KSM
ksm.wojciech.bialystok.pl
03/09 (95)
Bóg wśród nas
Krąg biblijny
Stać się „wdowim groszem”?
Po raz kolejny pragnę zwrócić uwagę na związek zaczerpnięty z Pisma Świętego, który na stałe wpisał się w poczet
frazeologizmów. Choć z pewnością doskonale rozumiany, jednak niekiedy używany jest niewłaściwie. Dziś kilka słów o
„wdowim groszu”I
„Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu
bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz. Wtedy
przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze
wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku
wrzuciła
wszystko,
co
miała
na
swe
utrzymanie».”
(Mk
12,41-44)
”Wdowi grosz” jest przede wszystkim symbolem ofiary wypływającej prosto z serca. Nie liczy się suma, ale intencja i
szczerość w oddaniu tego co mamy. Aspekt ten jest na tyle znany, że wolałabym się skupić na drugiej, metaforycznej
stronie tej historii. Otóż „wdowi grosz” mówi również o tym , że nasze życie, często wydaje się dla nas czymś malutkim,
znaczącym niewiele, może nawet niepotrzebnym (tak jak te dwie monety, jeden grosz). Jednak jeżeli ofiarujemy je w
całości, jako wszystko, co możemy dać, może stać się prawdziwym skarbem w
oczach Boga!
Agnieszka Panas
”Martwią się zwłaszcza starzy, chorzy, ci bez grosza, że nie mają co Bogu dać.
Studentka filologii polskiej
Tymczasem możemy ofiarować Bogu właśnie swoją starość i cierpienie. Przypomi- Na Uniwersytecie w Białymstoku
Z-ca prezesa Oddziału KSM
namy wówczas wdowę, która nie miała nic, a dała wszystko” (ks. Jan Twardowsk)
Ufni w BoŜe Miłosierdzie!
Tegoroczny program formacji Duszpasterstwa Nauczycieli i Wychowawców Archidiecezji Białostockiej jest
ściśle związany z osobą błogosławionego ks. Michała
Sopoćki, który przez całe swe życie spełniał misję Bożego Miłosierdzia, jaką przez pośrednictwo św. Siostry
Faustyny przekazał mu Jezus Chrystus.
W dniu 8 X 2009r. w Sanktuarium bł. ks. Michała Sopoćki przy ul. Poleskiej 42 w Białymstoku, odbyło się
pierwsze spotkanie formacyjne wraz ze Mszą Świętą
oraz adoracją Najświętszego Sakramentu. Siostry Jezusa Miłosiernego pięknie rozwinęły temat: „Tu mieszkał bł. ks. Michał i uczył wielbić Boga w Jego Miłosierdziu”. Była również okazja zagłębić się w ideę jego nauczania w skromnych pokojach, które tu zamieszkiwał
i skąd odszedł do Domu Ojca w 1975r.
W dniach 17-18 X 2009 pięćdziesięcioosobowa grupa
nauczycieli udała się na pielgrzymkę do Wilna śladami
bł. ks. Michała Sopoćki, której przewodniczyli ks. H.
Ciereszko i p. B. Czarniecka. Swoje pierwsze kroki
skierowaliśmy do Matki Miłosierdzia w Ostrej Bramie i
prosząc Ją we Mszy Świętej o łaski osobiste, dla naszej Ojczyzny oraz wszystkich kapłanów w ich Roku
kapłańskim.
Właśnie przed obrazem Matki Ostrobramskiej modlił
się ks. Michał, gdy w 1908r. przybył do Wilna i nie mogąc znaleźć stancji skierował się na dworzec kolejowy.
Tu został napełniony ufnością i nadzieją, a wkrótce zamieszkał w internacie przy ul. Bakszta, którym kierował p. Zmitrowicz, późniejszy dyrektor VI LO w Białymstoku. Obecnie w tym budynku mieści się redakcja
„Znad Willi”. Pierwszy pobyt ks. Sopoćki w Wilnie
przypadał w latach 1909-1914.
ksm.wojciech.bialystok.pl
Chodziliśmy ścieżkami ks. Michała na Uniwersytecie
Wileńskim, gdzie gorliwie studiował teologię, następnie
był profesorem-wykładowcą seminarium Duchownego
i Wychowawcą Teologii Uniwersytetu im. Stefana Batorego i rektorem kościoła akademickiego p.w. Św. Janów: Chrzciciela i Ewangelisty, który znajduje się w zespole gmachów uniwersytetu. Jest to budowla w stylu
rokokowym wg J.K.Glaubitza, z 10 monumentalnymi
ołtarzami i kaplicami, otaczającymi nawy boczne, która
została przebudowana w latach 20-tych XIX w. w stylu
klasycystycznym.
W Katedrze Wileńskiej ks. Sopoćko otrzymał sakrament bierzmowania w 1892r, mając 3 lata i 8 miesięcy.
Tak to wspomina: „ojciec trzymał mnie na ręku na prawym ramieniu, a przy zbliżeniu się biskupa postawił na
posadzce, jakiś pan położył mi rękę na prawym ramieniu, a jednocześnie biskup namaścił me ciało i dotknął
policzka. Potem ojciec zaprowadził nas (siostrę Zofię i
brata Piotra) do kaplicy św. Kazimierza i pokazał trumnę z Jego relikwiami. Tych przeżyć chyba nigdy nie zapomnę”. W tejże katedrze ks. Michał przyjął święcenia
kapłańskie. To właśnie te łaski dane mu przez Boga
umacniały go w przetrwaniu i przezwyciężeniu wielu
trudności, związanych z misją dzieła miłosierdzia. Ponowny pobyt ks. Sopoćki w Wilnie przypada na lata
1924-1947.
Zwiedziliśmy późnobarokowy kościół p.w. Ducha Świętego na Starym Mieście. Nie był on nigdy zamknięty i
przetrwał jako katolicki obiekt sakralny zarówno czasy
zaborów, jak i czasy sowieckie. Obecnie jest to tzw.
kościół polski – jedyny, w którym nie sprawuje się liturgii w języku litewskim.
Str. 5
03/09 (95)
Bóg wśród nas
W 1948r. z zamykanego wówczas kościoła Świętego
Michała, w którym ks. Sopoćko był kapelanem, przeniesiono obraz Jezusa Miłosiernego, namalowany w
1934r. przez wileńskiego artystę, Eugeniusza Kazimierowskiego wg wskazówek s. Faustyny Kowalskiej! To
właśnie ks. Michał Sopoćko zwrócił się z prośbą do
malarza, ażeby namalował obraz, a następnie z największą troską dbał o przekaz objawień Pana Jezusa.
Obraz miał spełnić wymogi teologiczne i artystyczne
oraz służyć jako wzorcowy do wyrażania kultu Miłosierdzia Bożego.
Po kilku miesiącach obraz został wywieziony do wsi
Nowa Ruda i dopiero po wielkich staraniach, pracującego w Wilnie ks. T. Kondrusiewicza, ponownie znalazł
się w tymże kościele, w bocznym ołtarzu w latach
1987-2005; gdzie stał się celem licznych pielgrzymek.
W 2005r. decyzją metropolity wileńskiego został przeniesiony do kościoła p.w. Świętej Trójcy, obecnie Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, w którym sprawowaliśmy
Mszę Świętą w drugim dniu naszej pielgrzymki. Nadmienię jeszcze, że wykonawca – malarz tego niezwykłego obrazu - spoczywa na Cmentarzu Farnym w Białymstoku.
Odwiedziliśmy Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego przy ul. Rossa 6, gdzie przed laty (przy k. św.
Stefana znajduje się Zgromadzenie Braci Jezusa Miłosiernego) mieszkał ks. Sopoćko i malarz Kazimierowski. Właśnie w tym budynku przez wiele miesięcy tworzony był pierwszy na świecie wizerunek Jezusa Miłosiernego. Naprzeciwko, siostry restaurują odzyskany
budynek, w którym będzie się mieścić hospicjum im.
ks. Michała Sopoćki. Byliśmy również w budynku,
gdzie mieściła się cela zakonna, w której, podczas pobytu w Wilnie, mieszkała s. Faustyna. W niej skromne
łóżko, nad nim, w wezgłowiu krucyfiks, a pod oknem
malutki stolik z lampą, na którym spisywała swój
„Dzienniczek”. Tu też znajdują się również relikwie św.
Faustyny i bł. ks. Michała.
Ksiądz Sopoćko był spowiednikiem zgromadzenia zakonnego, do którego należała s. Faustyna. Ją samą
oraz jej mistyczne objawienie poznał w 1933r. Był jej
spowiednikiem, kierownikiem duchowym i to właśnie
on zlecił s. Faustynie pisanie dziennika. Zatrzymaliśmy
się pod bramą Klasztoru Sióstr Urszulanek, obok kościoła bernardyńskiego, skąd podczas okupacji hitlerowskiej prześladowany ks. Sopoćko został wywieziony w przebraniu wieśniaczki i ukrywał się we wsi Czarny Bór przez 2 i pół roku, jednak był tak subordynowany, iż przed wywózką złożył jeszcze meldunek w kurii
biskupiej i u rektora uniwersytetu.
Swoją pielgrzymkę zakończyliśmy w niewielkiej miejscowości w pobliżu granicy białoruskiej – Taboryszki.
Tutaj, po święceniach kapłańskich w latach 1914-1918
ks. Sopoćko przez 4 lata pełnił posługę kapłańską jako
wikariusz. W tym właśnie czasie założył około 40 szkółek języka polskiego w pobliskich wioskach. Drewniany
Kościółek z XVIII w. (zabytek architektury) restaurowany z unikalnymi obrazami męki Chrystusa, z bocznym
ołtarzem kultu Miłosierdzia, z ręcznie rzeźbionymi organami i amboną, z tablicą pamiątkową ku czci bł. ks.
Michała – wydawałoby się, że posiada jakąś tajemniczą duszę. Pobłogosławieni relikwiami, ufni w Miłosierdzie Boże zostaliśmy ogrzani i pobudzeni wewnętrznie.
Chociaż moja relacja z pielgrzymki jest jeszcze niepełna, bo było nam dane zobaczyć o wiele więcej, wiem,
że zostawia ona wiele do przemyślenia. Każdy z nas
ma swoją własną drogę do Boga, towarzyszą nam te
same łaski sakramentów świętych, które uświęcają nasze wzloty i upadki, bowiem Bóg
pragnie
miłości,
Helena Trojan
szczęścia i wolnoparafianka
ści dla nas wszystkich.
Świadomie w liturgię
Według przepisów kanonu liturgicznego wyróżniamy dwa rodzaje klękania: tzw. Klękanie właściwe,
czyli na dwa kolana (np. w czasie podniesienia,
przeistoczenia) oraz przyklękanie – uklęknięcie na
jedno kolano, np. w momencie przechodzenia przed
Najświętszym Sakramentem. Jednak w polskich kościołach nagminnie widzimy inny rodzaj klękania,
nazywany
żartobliwie
„przysiadem
liturgicznym” (wersja „kucki liturgiczne” też się zdarza!). Na
czym on polega? Zamiast uklęknąć w czasie podniesienia na oba kolana, wierny przyklęka na jedno
kolana, opierając cały ciężar ciała na zgiętej nodze,
która nie klęczy. Co w ten sposób zyskujemy? Czy
naprawdę nie łatwiej jest klęczeć normalnie, według
kanonów prawa liturgicznego, niż w męczący dla
Str. 6
kręgosłupa sposób „wyklęczeć” te paredziesiąt sekund? Rozumiem oczywiście, że niektóry ludzie, na
przykład z racji wieku, mają problemy z klęczeniem,
ale pamiętajmy, że z racji na uzasadnioną chorobę
możemy w czasie podniesienia stać lub nawet siedzieć. Czy warto jest, zatem łamać kanon liturgiczny
i wykonywać niewygodne figury w „przysiadzie liturgicznym”? Przecież nie ubrudzimy sobie aż tak bardzo „kościołowych” spodni, klękając normalnie, „po
Bożemu”, na dwa
kolana.
Marcin Filipowicz
Uczeń VIII LO w Białymstoku
Członek Oddziału KSM
ksm.wojciech.bialystok.pl
03/09 (95)
Bóg wśród nas
Dziennikarstwo jest moją misją
Z ks. Prał. Janem Wierzbickim, kapłanem archidiecezji białostockiej, autorem i redaktorem magazynu
„Ewangelia i życie” nadawanym w Polskim Radiu Białystok, wydawcą katolickiego magazynu „Pod Twoją
obronę” emitowanym w TVP Białystok, korespondentem do Sekcji Polskiej Radia Watykańskiego i Radia
Maryja, rozmawia Marcin Filipowicz
Marcin Filipowicz: - Od 12 lat możemy oglądać na
antenie Telewizji Białystok Magazyn Katolicki
„Pod Twoją obronę”. Z czyjej inicjatywy powstał i
jakie były jego początki?
KS. PRAŁ. JAN WIERZBICKI: - Dokładnie 21
grudnia minie 12 lat, kiedy na antenie regionalnego
Ośrodka TV w Białymstoku pojawiło się pierwsze wydanie Magazynu Katolickiego „Pod Twoją obronę”. Na
chwilę obecną to już 640 odcinków, 1760 tematy,
cztery scenografie (niebawem będzie piąta), 2055 gości. Przedstawiliśmy historię 72 parafii w archidiecezji,
35 poza archidiecezją oraz 7 zgromadzeń zakonnych.
Z czyjej inicjatywy powstał ten program? To był
wymóg czasu. Od 1990r. media zostały udostępnione
Kościołowi i trzeba było skorzystać z tego dobrodziejstwa, wszak była to okazja nie do odrzucenia. Już 25
marca 1990 r. w Radiu Białystok ukazał się magazyn
katolicki „Ewangelia i życie”, w którym mam przyjemność pracować od 18 lat. Tak samo było z TV. Pewnego dnia zadzwonił do mnie z Kurii Metropolitalnej ks.
Adam Skreczko, ówczesny dyrektor Wydziału Duszpasterskiego, i przedstawił mi propozycję tworzenia i
redagowania tego programu. No i tak to się zaczęło.
Dzisiaj to dzieło pięknie się rozwija i owocuje. Jest to
doskonała forma ewangelizacji.
Nie ma żadnej cenzury. Oczywiście, trzeba się
liczyć z każdym słowem wypowiadanym publicznie,
ale cały 20-osobowy zespół redakcyjny ma pełną tego
świadomość. Jest to zadanie powierzone nam przez
ksm.wojciech.bialystok.pl
hierarchię Kościoła i staramy się je wypełniać należycie. Mam pełną satysfakcję, chociaż nieraz bywa bardzo ciężko, ale „Ad maiorem Dei gloriam”.
- Proszę powiedzieć coś o ludziach, którzy
tworzyli zespół redakcyjny i o tych, którzy tworzą
go obecnie.
- Sporo ludzi przeszło już przez nasz zespół. Nie
będę wymieniał nazwisk, bo można niechcący kogoś
pominąć. To są wspaniali ludzie, profesjonaliści. Poza
pracą jak każdy przeżywają swoje problemy, dźwigają
ciężar dnia codziennegoI Poza telewizją spotykamy
się przy filiżance kawy i lampce wina, by jeszcze bardziej się poznać, bo przecież sporo czasu spędzamy
razem.
Przez 12 lat wyemitowano w magazynie katolickim dużo ważnych wydarzeń, głównie z terenu
archidiecezji białostockiej. Przez studio przewinęło się wielu gości. Czy są takie spotkania i reportaże, które do dziś pozostały głęboko w Księdza
pamięci?
-Zawsze z bólem serca i ze smutkiem podaję
wiadomość o śmierci kapłana. Są też problemy rodzinne, społeczne, które nie są nam obojętne, bo
przecież jesteśmy ludźmi. Z przyjemnością mówimy o
radosnych wydarzeniach w Kościele. To jest morze
tematów. Dlatego do każdego programu trzeba odpowiednio dostroić się psychicznie.
Śmierć Jana Pawła II była wielkim przeżyciem.
Wówczas to nie nagrywaliśmy programu, lecz w niedzielę nadawaliśmy po raz pierwszy na żywo. W
związku z tym towarzyszył nam ogromny stres. Wszyscy przeżywaliśmy też ból po stracie Wielkiego Polaka.
Ogólnie mówiąc – do tego czasu poruszyliśmy
już niemal wszystkie ludzkie problemy. Bo po to jesteśmy, bo to jest nasza misja, którą chcemy dobrze wypełnić! Na ile nam to wychodzi? Ocenę pozostawiam
widzom.
-W każdą niedzielę o godz. 16.45 możemy
oglądać efekt pracy zespołu redakcyjnego. Czy
możemy dowiedzieć się, jak od kuchni wygląda
przygotowanie telewizyjnego magazynu katolickiego? Na czym polega praca Księdza Redaktora?
- Oj, jakie trudne pytanie! To jest potężna praca
całego zespołu. Ekipa reporterska robi zdjęcia w terenie, na planie. Następnie trzeba przygotować odpowiednie teksty. Moim zadaniem jest przygotowanie
programu od strony merytorycznej. Podawanie najnowszych informacji z życia archidiecezji, zapraszanie gości do studia, opieka nad zespołem przygotowującym przegląd prasy katolickiej. Prowadzenie pełnej dokumentacji każdego programu na piśmie i w nagraniach na aktualnych nośnikach (wcześniej były to
kasety VHS, dzisiaj DVD).
Str. 7
03/09 (95)
Bóg wśród nas
Program nagrywamy w piątek. Najpierw jest praca w
telewizyjnym studiu, a potem montaż. Każdy program
pochłania wiele godzin pracy, zaś na antenie trwa 26’30”. Pierwotnie mieliśmy 30’00”, ale niestety uszczknięto nam parę minut na reklamy. Komercja, komercja, komercjaI takie są czasy!
- Praca w radiu i telewizji wymaga solidnego
przygotowania się do każdego programu. Nad
czym szczególnym Ksiądz Redaktor pracował w
ostatnim czasie?
-Wiele czasu poświęciłem na przygotowaniu się
do relacji radiowej z beatyfikacji ks. Michała Sopoćki.
W telewizji ekipa warszawskiej TV na czele z ks. Andrzejem Majewskim nadawała bezpośrednią transmisję. Dla nas był to czas zdwojonej pracy.
- Czy mógłby Ksiądz na zakończenie opowiedzieć Czytelnikom „Bóg wśród nas” o pracy
dziennikarskiej związanej z nagraniem programu?
Może pamięta Ksiądz jakieś zabawne sytuacje, a
może telewizyjne wpadki?
-Dziennikarstwo to ciekawa, a zarazem trudna
praca. Trzeba ją całym sercem pokochać. Oczywiście, że takie wpadki były, są i będą. Kilka z nich mam
nagrane na płycie DVD. Niestety, nie mogę ich pokazać na antenie. Ale moi przyjaciele i ci, którzy je widzieli, mieli ze śmiech łzy w oczach. Jesteśmy tylko
ludźmi i wszelkie pomyłki są dopuszczalne. Gorzej
byłoby, gdyby program był emitowany na żywo.
Kiedy jest transmisja z katedry na żywo, wówczas obowiązuje maksymalna koncentracja, moja jako sprawozdawcy, ale też całego zespołu. Wtedy już
nie ma mowy o jakiejkolwiek pomyłce. Do takiej pracy
trzeba być dobrze przygotowanym.
W dziennikarstwie pracują ludzie z pasją, z duszą. Są to szaleńcy w dobrym tego słowa znaczeniu.
To wszystko trzeba czuć i oddać z sercem. Kościół
ma dzisiaj doskonałe możliwości. Potrzeba tylko odpowiednich ludzi, czyli księży, którzy przez taką formę
będą przekazywać Ewangelię i naukę Kościoła. Korzystajmy z tego, co nam dano. Mamy swoją szansę.
Pracuję nawet kosztem moich urlopów, gdyż programy nasze są nadawane w wakacje. Natomiast te spoza naszej redakcji są zawieszane na okres wakacyjnego odpoczynku.
Uchyliłem rąbka tajemnicy pracy w TV, a przecież 18 lat pracuję też w Radiu Białystok i 14 lat jestem korespondentem Radia Watykańskiego. Swego
czasu przez wiele lat nadawałem korespondencje do
Radia Maryja. Są to kolejne odcinki mojej pracy, o
których można byłoby pisać, pisać i pisać. Niech to
wystarczy. Panu Bogu dziękuję za łaskę zdrowia, że
zawsze jestem dyspozycyjny. Aż strach pomyśleć o
chorobie gardła, grypieI Mam za co dziękować.
Dziękuję też moim poprzednim arcybiskupom i
obecnemu metropolicie abp. Edwardowi Ozorowskiemu za życzliwość i dobre serce. Wielkie dzięki widzom oglądającym efekty naMarcin Filipowicz
szej pracy. Bóg
Uczeń VIII LO w Białymstoku
zapłać!
Członek Oddziału KSM
Polska Korona Cierniowa II
Powstanie warszawskie zostało krwawo stłumione. Niemcy wysiedlili pozostałych
przy życiu mieszkańców i systematycznie zaczęli równać stolicę Polski z ziemią.
Wypalali i wyburzali dom po domu. Dopiero w styczniu "sojusznicy" zza Wisły
rozpoczęli ofensywę. 17-go dnia tegoż miesiąca "wyzwolili" ruiny Warszawy. W
ciągu następnych tygodni przepędzono Niemców do linii Odry i Nysy Łużyckiej.
Niestety to "wyzwolenie" nie przyniosło Polsce wolności. Sowieci traktowali Polskę jak kraj podbity; rabowali i gwałcili. Niejeden funkcjonariusz MO oddał życie,
stając w obronie rodaków i rodaczek, krzywdzonych przez bolszewickich dzikusów. Za armią sowiecką szły oddziały NKWD. To one zajęły się zasadniczym
"robieniem porządku" na polskich ziemiach. Aresztowano i wywożono na
Wschód żołnierzy AK i innych formacji patriotycznych. Rozbudowywano struktury
Urzędu Bezpieczeństwa, który -podporządkowany NKWD- stał się jego odpowiednikiem w "wolnej" Polsce. Był też głównym filarem tzw. ludowej władzy, która rządziła Polską z nadania
Stalina. Dziesiątki tysięcy polskich patriotów przeszło przez kazamaty UB. Ponad 8 tysięcy zostało straconych
(do 1956 roku) z wyroków komunistycznych sądów. Wśród nich tacy bohaterowie, jak rotmistrz Pilecki, czy generał Fieldorf "Nil". Tysiącom odebrano zdrowie. Polskę opuścili sojusznicy zachodni, którzy też zgodzili się na
okrojenie naszych granic. Więcej terenów Polska straciła, niż zyskała. Stłamszony i poddawany brutalnej stalinizacji naród, jednak przetrwał. Ogromna w tym zasługa Kościoła, który cierpiał i był z narodem. Wśród męczenników komunizmu nie brakło księży. Pod
przewodem Prymasa Tysiąclecia kardynała Stefana Wyszyńskiego, Kościół
stworzył narodowi przestrzeń wolności. Lała się jeszcze polska krew w PoKs. Marek Czech
znaniu, na Wybrzeżu, w Radomiu, w czasie stanu wojennego. Ginęli kolejni
księża (Popiełuszko, Niedzielak, Suchowolec), ale polskiego dążenia do wolności nie udało się zatrzymać.
Str. 8
ksm.wojciech.bialystok.pl
03/09 (95)
Bóg wśród nas
Co słychać w Biurze Radia Maryja?
*Dnia 3 października - w pierwszą sobotę miesiąca – zorganizowaliśmy pielgrzymkę do Sanktuarium Matki Bożej Różanostockiej, na doroczny /piąty już/ dzień
skupienia Kół Żywego Różańca z
naszej archidiecezji. Uczestniczyło w pielgrzymce 95 osób. Był
z nami również ks. dr Adam Szot
– dyrektor Kół Żywego Różańca z naszej parafii. Byliśmy uradowani, gdy okazało się, że licznie koncelebrowanej Mszy Świętej przewodniczył nasz ks. Adam i
wygłosił piękną homilię. Podziękowaliśmy Matce Bożej Różanostockiej, że to właśnie Jego wybrała do tej
posługi. Na przyszłość chcę zachęcić wszystkie osoby, którym stan zdrowia pozwala na wyjazd, nie tylko z
Kół Różańcowych, żeby wybrały się z nami do Matki
Bożej Różanostockiej. Dzień skupienia jest wspaniałą
okazją do oderwania się od codzienności, wyciszenia
się i głębokiej modlitwy, na którą w domu często brakuje czasu. Do Sanktuarium Różanostockiego można
również pojechać w każdą drugą sobotę miesiąca na
„Wieczernik Modlitwy”, połączony z indywidualnym
błogosławieństwem i modlitwą o uzdrowienie.
*W dniu 8 października ucieszyliśmy się wiadomością,
że Dyrektor Radia Maryja, Ojciec Tadeusz Rydzyk
obronił pracę doktorską na Uniwersytecie Kardynała
Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i uzyskał tytuł
doktora nauk teologicznych. Przesyłając Ojcu Dyrektorowi serdeczne gratulacje, życzyliśmy dalszych osiągnięć naukowych, wyraziliśmy również naszą radość i
dumę z doktoratu Ojca Tadeusza.
*Pierwszy tydzień listopada jest okresem zwiększonej
modlitwy za drogich nam zmarłych. W naszych modlitwach pamiętajmy, proszę, o zmarłych kapłanach a
wśród nich: o śp. ks. Tadeuszu Krawczenko, o śp. ks.
Jerzym Kotkowiczu, o śp. ks. Stanisławie Dąbrowskim
oraz o śp. ks. Zygmuncie Urbanie. Módlmy się też za
zmarłych ofiarodawców z Rodziny Radia Maryja, a
wśród Nick za śp. Eugenię Arendarczyk, śp. Bożenę
Krymską, śp. Feliksę Lewandowską, śp. Irenę Gonciarz i śp. Zygmunta Małaszkiewicza.
*W dniu 11 listopada – w Święto Odzyskania Niepodległości – wywieśmy flagi narodowe na naszych
domach czy na balkonach w mieszkaniach blokowych.
Wciąż niewiele widuje się flag wywieszonych podczas
Świąt Narodowych. Czy jest to niedbalstwo czy może
jednak brak poczucia patriotycznego obowiązku?
*Z niepokojem obserwujemy w Biurze narastający
spadek ofiar składanych dla Radia Maryja i dzieł z nim
związanych. Niektórzy usprawiedliwiają się, że wzrastają ich wydatki i nie starcza na wszystkie potrzeby.
Tak, wydatki wzrastają dla wszystkich, dla Radia Maryja również. Więc może należałoby wyważyć nasze
potrzeby i dokonać sprawiedliwego wyboru? Bo co w
tej sytuacji ma zrobić Radio Maryja? Z czego pokrywać comiesięczne, stałe, wydatki na funkcjonowanie
Radia? Ojciec Dyrektor stara się uwrażliwić słuchaczy
Radia Maryja na ten problem, stawiając pytanie:
„Słuchasz Radia Maryja? A czy pomagasz?”. Dlatego
apelujemy do tych słuchaczy z naszego terenu, którzy
jeszcze do niedawna co miesiąc wpłacali ofiary, a teraz zaprzestali ich wpłacania lub znacznie zmniejszyli
ich wielkość, ażeby przemyśleli swoje decyzje i postawili sobie pytanie czy na pewno już nie stać ich na dalszą pomoc Radiu Maryja?
*Zachęcamy do zapisywania się na grudniową pielgrzymkę do Torunia w dniach 4 i 5 grudnia na obchody XVIII rocznicy powstania Radia Maryja. W drodze
do Torunia nawiedzimy Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach, gdzie będzie można przyjąć Karmelitański Szkaplerz Matki Bożej. W Toruniu odwiedzimy
Ośrodek Akademicki WSKSiM przy ul.
Starotoruńskiej i jeśli czas pozwoli,
wybierzemy się jeszcze na toruńską
Starówkę. Zapraszamy zatem do naszego Biura, by zapisać się na pielgrzymkę, a przy okazji można już nabyć listopadowy numer Rodziny Radia
Maryja i inne czasopisma, a także ciekawe książki.
Szczęść Boże wszystkim czytelnikom
Janina Mrozowska
Prawnik
Odpowiedzialna za
Biuro Radia Maryja
ksm.wojciech.bialystok.pl
Str. 9
03/09 (95)
Bóg wśród nas
My Polacy, złoci ptacy
My Polacy, złoci ptacy
Katolicy i pijacy
Romantycy i żołnierze
Włóczykije i rycerze
My husaria i Mickiewicz
Chopin, Boniek, Cyrankiewicz
Wawel, zamek, piękne freski
Korwin Mikke, Mazowiecki
Tak o Polakach śpiewał w 1991 roku punkowy zespół
Big CycI i przyznam, że ciężko im odmówić racji! W
listopadzie, miesiącu świętowania naszej, polskiej
niepodległości, postanowiłem zastanowić się nad naszym dzisiejszym „charakterem narodowym”I i jak
okazało się, to bardzo złożona kwestia. Tym bardziej, iż postaram się pisać o Polakach i polskości
nie na kolanach, bez sienkiewiczowskiego patosu.
Skąd w ogóle „charakter narodowy”?
Samo sformułowanie „charakteru narodowego” pojawiało się nie raz w literaturze – zarówno naukowej,
ideologicznej, jak i pięknej, ale to, co dziś rozumiemy
pod tym pojęciem, początek swój bierze z dzieł Romana Dmowskiego. Ten polski polityk i działacz, jeden z twórców niepodległej Rzeczpospolitej, stał się
też ojcem nowoczesnego patriotyzmu w naszym kraju. Tak też to, co kryje się pod pojęciem „charakteru
narodowego” jest swoistym zbiorem znamion wspólnych członkom różnych warstw społecznych danego
narodu. Utarło się już tak, że to, co jest „polskim charakterem narodowym” to cechy szlachty polskiej, bo
to ona przez wieki stanowiła naród, z pełnią jego
praw i obowiązków. Mówiąc najprościej, owy charakter jest czymś na wzór „ogólnego wrażenia”.
"Łeb golony, słucki pas, szablisko"
Szczególnie łatwo jest mówić o cechach innych narodów. Każdy w Polsce wie: Rosjanie są ciemni i dużo piją, Niemcy sztywni i agresywny, Francuzi to lekkoduchy i kobieciarze, Cygan kradnie i oszukuje, a
Str. 10
„Żyd to zawsze Żyd”. Można by tak godzinami mnożyć przykłady o stereotypach krążących na temat innych. Z drugiej strony, „punkt widzenia, zależy od
miejsca siedzenia”. Ongiś diabła w naszym kraju
przedstawiano często jako osobnika noszącego się
na niemiecką modłę - pludry, rajtuzy, rajtarska bródka, szpada u boku - "istny Niemiec - sztuczka kusa".
Rosjanie natomiast widzieli "czorta" jako Polaka ubranego w kontusz, z sarmackimi wąsiskami: "łeb
golony, słucki pas, szablisko". Dla Niemców przeciętna polska rodzina utrzymuje się głównie z kradzieży
niemieckich aut i spodni ochroniarzy niemieckiego
Media Marktu. Polacy kradną właściwie wszystko.
Polski triatlon - według niemieckiego dowcipu - wygląda następująco: na piechotę na basen, z basenu
rowerem. Amerykanie mają "Polish jokes". Nic nowego - jawimy się w nich jako pijacy ("różnica między
polskim ślubem a pogrzebem: na pogrzebie jednego
pijanego mniej"), w dodatku słabo rozgarnięci ("w supermarkecie wizytowanym przez prezydentów USA
i Polski wysiadł prąd. Prezydent USA spędził 3 godziny w unieruchomionej windzie, prezydent Polski
utknął na ruchomych schodach"). Rosjanie uważają
nas za "podstępnych i zdradzieckich", a przy tym
"butnych i aroganckich", pełnimy, więc u nich rolę
"słowiańskiego Niemca". Daleko nam jednak do niemieckiego "ordnungu" i pracowitości - łączymy najwyraźniej wszystkie negatywne cechy chaotycznych
Słowian i bezdusznych Teutonów. Jesteśmy też
zdrajcami Słowiańszczyzny - nie dość, że piszemy
łacinką, to większość Polaków wyznaje katolicyzm.
O Polaku słów kilka
Ciężko jest ustalić, jaki jest ten „prawdziwy” Polak.
Bez obcych śmiechów i własnego poczucia wyższości. Postaram się, nieudolnie – wszak jestem sam
Polakiem i myślę po polsku – ocenić nas, jako naród.
Żywimy wielkie przywiązanie do naszych tradycji, języka, ojczyzny i jesteśmy gotowi do poświęceń dla
niej. A z drugiej strony kochamy, gdy coś się dzieje
(najlepiej o posmaku sensacji – stąd nasze zamiłowanie do brukowców, oraz pilne śledzenie afer politycznych i nie tylko), nie znosimy monotonii i schematów (wszelkie schematyczne zajęcia zawodowe
wielce nas męczą i stresują – Polak chciałby być
sam sobie kapitanem, sterem i okrętem). Uwielbiamy
możliwość popisywania się – stąd nasze tradycyjne
„zastaw się, a postaw się”. Posiadamy tendencje do
tajemniczości i nastrojowości. Lubimy sytuacje, które
niosą z sobą coś nowego, czym możemy zwrócić na
siebie wzrok innych i "oczy świata". Ta egzaltacja
przybiera czasami postać bezsensownych popisów.
Lubimy rozpoczynać coś nowego - lecz nasz
ksm.wojciech.bialystok.pl
03/09 (95)
Bóg wśród nas
"słomiany zapał" powoduje, ze tracimy zainteresowanie ciągiem dalszym. Duża emocjonalność naszego
„charakteru narodowego” powoduje, że łatwo nami
manipulować przez hasła wolnościowe, nawoływanie
do odrębności, indywidualizmu, patriotyzmu, a już
szczególnie - wiary. Każdy Polak wie jak rządzić krajem, nawet, jeśli nie potrafi utrzymać ładu na swym
podwórku, podobnie jest z piłką nożną i medycyną –
na tym zna się każdy z nas. Lubimy zwycięstwa, lecz
szybko zapominamy o zwycięzcach, czego najlepszym przykładem są nasze preferencje sportowe –
tam gdzie Polacy zdobywają złoto, tam spoglądają
wszyscy, lecz kiedy dobra passa mija, pora na zmianę
zainteresowań: Adam Małysz, Otylia Jędrzejczak, Robert KubicaI Namiętnie spoglądamy w przeszłość,
nie po to jednak, by czerpać z niej naukę, lecz by ckliwie się nad nią rozczulać, zarazem jednak nie dbamy
o jej prawdziwość i pozwalamy by narastały wokół niej
rozmaite mity.
Przede wszystkim bierność
resów osobistych znam sprawy narodowe, interesy
Polski, jako całości, interesy najwyższe, dla których
należy poświęcić to, czego dla osobistych spraw poświęcać nie wolno. (I) Jestem Polakiem – więc mam
obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się
do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka”
Patriota współczesny
Najlepszym nauczycielem polskiego patriotyzmu w
ostatnich latach był Jan Paweł II. Tę lekcję znajdziemy
w jego homiliach i wystąpieniach, zwłaszcza wygłoszonych w trakcie pielgrzymek do ojczyzny i w ostatniej jego książce "Pamięć i tożsamość". Jest to patriotyzm żarliwy, można rzec naturalny – wyssany z mlekiem matki – a zarazem pozbawiony jakichkolwiek
kompleksów wynikających z cywilizacyjnej młodszości
Polski. Polska Jana Pawła II to kraj świętych i męczenników, świetnej Akademii Krakowskiej, wielkich
romantycznych poetów, powstańców, żołnierzy 1920 r. i II wojny światowej, wreszcie "Solidarności", z której tak był dumny.
„Bo fantazja Polska – jako niezbywalny i niepowtarzaljeszcze jest, a ny czynnik składowy "ojczyzny europejjak zatytułował jeden z rozdziałów
póki fantazja nie skiej",
swej ostatniej książki.
Jednak z całego tego wachlarza cech, które
po krótce przypisałem Polakom, pozostaje
jedna, główna i najbardziej drażniąca. Roman Dmowski, o którym już wspominałem,
określił ją w swoich „Myślach nowoczesnezginie, póty i
go polaka”, jako naszą główną wadę narodową. Jest nią oczywiście BIERNOŚĆ. To Rzeczpospolita Ale nie jest przecież źle!
ona właśnie sprawia, że z tak ogromną łatwością potrafimy zasiąść w fotelu i sarkać trwać będzie!” Polacy, jak każdy naród, czy też jak osoba
na cały otaczający nas świat, zamiast zakaindywidualna ma swoje wady i zalety, ale
sać rękawy i rozpocząć żmudną pracę nad
mimo to, w odpowiednich momentach, tak
lepszym jutrem. Oczywiście, mamy ku temu swoje po- zwanych momentach historycznych, czyli w chwilach
wody, a raczej usprawiedliwienia. A to „za stary” i kiedy dzieje się cos szczególnego – czy to na świecie,
„niech młodzi się zajmują tym”, a to znowu „nie mam czy też w kraju, potrafią zadziwiać.
czasu”, czy też „na tym pieniędzy nie zarobisz”. I to
właśnie przez ową postawę nasz patriotyzm staje się Na zakończenie nie pozostaje mi więc nic innego, jak
coraz bardziej nijaki. Nic nam się nie chce, oprócz zacytować imć Jana Onufrego Zagłobę: „Niemiec,
spokojnego życia - każdy we własnym grajdołku, ma Francuz, Angielczyk albo smagły Hiszpan od razu
się rozumieć. Możemy to oczywiście tłumaczyć... bo skoczy, a Polak pacjencie wrodzoną mając siłą zniezabory, bo komunizm, bo krwiożerczy kapitalizm – a sie, długo się choćby takiemu Szwedzinie szarpać ponikt nie chciał żebyśmy byli polscy. Jednak wydaje mi zwoli, ale gdy się miara przebierze, jak huknie w pysk,
się, że za wiele pozostawiła nam nasza historia, wła- to ci się taki Szwedzina trzy razy nogami nakryje. Bo
śnie ta, którą tak lubimy przytaczać, a nie potrafimy fantazja jeszcze jest, a póki fantazja nie zginie, póty i
kultywować. Pozostawiła nam ona bagaż obowiązków, Rzeczpospolita trwać będzie!”
które powinniśmy potrafić udźwignąć, bez wstydu i
sarkania. Powinniśmy pamiętać słowa Romana
Dmowskiego, z tejże samej lektury, który pisze:
„Jestem Polakiem – to słowo w głębszym rozumieniu
wiele znaczy. Jestem nim nie dlatego tylko, że mówię
po polsku, że inni mówiący tym samym językiem są mi
Tomasz Filipowicz
duchowo bliżsi i bardziej dla mnie zrozumiali, że pewStudent historii na
ne moje osobiste sprawy łączą mnie bliżej z nimi, niż z
Uniwersytecie w Białymstoku
obcymi, ale także dlatego, że obok sfery życia osobiPrezes Oddziału KSM
stego, indywidualnego, znam zbiorowe życie narodu,
którego jestem cząstką, że obok swoich spraw i inteksm.wojciech.bialystok.pl
Str. 11
03/09 (95)
Bóg wśród nas
Horoskopy a religia
Czas pędzi nieubłaganie. Mamy już listopad. Wielkimi krokami zbliżają się Andrzejki, związana z nimi
zabawa ostatkowa, a także (co wydaje się być nieodłącznym elementem tego wieczoru) wróżby. W
związku z tym tematem chciałabym popatrzeć na tę
kwestię w sposób szerszy, dotyczących wszystkich
przesądów i zabobonów. Wiara w nie jest ubliżaniem Panu Bogu. Skąd taka zdecydowana ocena?
Otóż w chrześcijaństwie wszelkie czynności związane z próbami przepowiadania przyszłości, a także wiara w horoskopy jest grzechem, ponieważ
zdarzenia mające się przytrafić człowiekowi zna tylko Bóg, a ich odgadnięcie przez osobę śmiertelną
wymaga „interwencji” Ducha Świętego. Natomiast
horoskop przyjmuje, że los ludzi zapisany jest w
ciałach niebieskich i z ich obserwacji można niektóre informacje odczytać.
Każdy, kto uważa, że Jezus jest Prawdą, będzie
uważał, horoskopy za oszukaństwo. Horoskopów i
religii w żaden sposób nie da się pogodzić!
Dlaczego?
Odpowiedź jest bardzo prosta i oczywista! Przecież
Chrystus nas zapewnił, że nawet włosy na naszych
głowach są policzone i nic, absolutnie nic bez woli
Boga nie może się nam stać. Tak, więc albo wierzę
w Bożą Opatrzność i przez gorącą modlitwę, pełną
ufności mogę wypraszać dla siebie i innych łaski,
albo przyjmuję, iż Pan Bóg nie ma tu nic do powiedzenia, a to, co przydarzy mi się w następnym tygodniu (z kim się pogodzę, a z kim pokłócę) zależy
od ułożenia bezrozumnych planet i bezdusznych
gwiazd w momencie mojego urodzenia. Powtórzę
jeszcze raz – jednego i drugiego pogodzić się nie
da. Wiara w horoskopy czy wróżby jest grzechem
przeciwko wierze!
Ale cóżI bywa i tak, że nawet ludzie wierzący i
praktykujący szukają odpowiedzi na nurtujące ich
pytania nie u Boga, lecz u wróżek i w horoskopach.
Oczekują podpowiedzi jak należy postąpić, jaką decyzję podjąć. W tym celu stawiają karty Tarota, a
gdzie ufność i zawierzenie spraw Bogu? Bardzo łatwo uzależnić się od wiary w przesądy i stać się
Str. 12
przez nie zniewolonym. A przecież Jezus chce i
rozwiąże nasz największy problem. Tylko zamiast
do horoskopów należy zwrócić się o pomoc do Niego. Nasze życie nie zależy od planet i gwiazd, ale
od Boga i naszej z Nim współpracy. Jeżeli chcę u
Wszechmogącego coś osiągnąć, to padam na kolana i modlę się z dziecięcą ufnością. Pan Bóg widzi
moją potrzebę i nie pozostawi mej prośby bez odpowiedzi. Z horoskopami czy przesądami jest inaczej. Tu pokazuję Bogu, że nie jest mi do niczego
potrzebny, bo szczęście zapewni mi na przykład kominiarz i mój guzik, a nieszczęście ominę unikając
czarnych kotów, czy przechodzenia pod rozstawioną drabiną.
Teraz pewnie odezwą się głosy mówiące o sprawdzaniu się tej czy innej przepowiedni z horoskopu.
Jednakże zwróćmy uwagę, w jaki sposób układane
są gazetowe horoskopy: zdania mało konkretne,
zapisane w formie ogólników nic właściwie nie znaczących, a i to często całkowicie sprzecznych ze
sobą. Bo o to na przykład redakcja jednej z gazet
na dany tydzień pisze, iż spotka cię rozczarowanie
związane z pracą, zaś inna zapewnia, że podjęta
przez ciebie praca spełni twoje oczekiwania.. Przy
takiej dozie ogólnikowości zawsze coś się spełni na
zasadzie prawdopodobieństwa. Wydaje mi się to
śmieszne i jednocześnie kompromitujące, iż w XXI
wieku tylu wykształconych (zdawałoby się) ludzi
wierzy w takie bzdury. Jak widać niekiedy głupota
zwycięża zdrowy rozsądek i mądrość. Takim przykładem są i różnego rodzaju wróżby, bzdurne,
kłamliwe horoskopy i przesądy.
Zatem podchodźmy do nich z dużym dystansem, a
tak popularne Andrzejki niech będą dla nas dobrą
zabawą, ale tylko zabawą i to w granicach zdrowego rozsądku. Pamiętajmy, że wiara we wróżby jest
grzechem przeciw pierwszemu przykazaniu Bożemu i nie da się jej
Anna Błażko
pogodzić z chrzeStudentka filologii polskiej na
ścijaństwem.
Uniwersytecie w Białymstoku
Członek Oddziału KSM
ksm.wojciech.bialystok.pl
03/09 (95)
Bóg wśród nas
Linia Curzona
Linia Curzona – takie określenie zyskała niegdyś
linia demarkacyjna, będąca dzisiaj wschodnią granicą naszego państwa. Niestety jedynie niewielki
procent społeczeństwa dzisiejszej Polski ma świadomość, iż owa linia jest kłamstwem.
Markiz etnograficzny analfabeta
Wspomniana już linia nazwę swą zawdzięcza postaci
Georga Nathaniela Curzona, markiza Kendlestonu.
Pełnił on funkcję ministra Spraw Zagranicznych Wielkiej Brytanii w latach: 1919-1923. W tym właśnie czasie, a dokładniej 8 XII 1919 roku przyjęto projekt linii
demarkacyjnej między Polską, a Rosją sowiecką. Proponowana granica miała biec wzdłuż linii: Bug - Kuźnica - Pińsk. Kilka miesięcy później stwierdził, że Bug
stanowi linię określającą zasięg ówczesnych polskich
wpływów narodowościowych. Ile w tym stwierdzeniu
było prawdy można łatwo się przekonać sięgając do
źródeł. W dwóch województwach II Rzeczypospolitej,
które według lorda Curzona do Polski przynależeć nie
powinny, Polacy stanowili większość. Mowa tu woj. wileńskim, gdzie osób narodowości polskiej było prawie
60% z całości, i woj. nowogródzkim, w którym Polacy
stanowili 52.4%. Podobnie sytuacja przedstawiała się
w województwach, które linia Curzona przecinała niemalże w połowie. W woj. białostockim narodowość
polską deklarowało 71,9%, a we lwowskim 57,7%. W
pozostałych województwach wschodnich, które w myśl
uchwały podjętej na konferencji w Spa 8 XII 1919 roku, nie znalazłyby się w granicach Polski, co prawda
Polacy nie stanowili ponad połowy mieszkańców, ale
byli silną grupą narodowościową. Szczególnie w woj.
tarnopolskim (49,3%) oraz stanisławowskim (22.4%).
Warto w tym miejscu podkreślić, że omawiana przeze
mnie linia demarkacyjna nie była jedynym tego typu, a
zarazem tak nieudanym, projektem markiza Kendlestonu. Wcześniej, w 1905 r., dokonał podziału Bengalu. Wywołało to tak wielkie kontrowersje, że Curzon
podał się do dymisji ze stanowiska wicekróla Indii.
Podpis za puste słowa
Szczególnie smuci fakt, że pod projektem granicy
przecinającej w pół polskie ziemie, podpisał się ówczesny polski premier, Władysław Grabski. Co prawksm.wojciech.bialystok.pl
da, zrobił to w obliczu niepowodzeń polskiej armii na
froncie, kiedy Polsce szczególnie była potrzebna pomoc państw zachodnich. Jednak nie można nie zadać
pytania: czy było warto? Nie dość, że Rzeczypospolita
została zmuszona do uznania granicy wschodniej
wzdłuż linii Curzona, ale także do przekazania Wilna
Litwie kowieńskiej oraz do uznania przyszłych decyzji
Rady Najwyższej w sprawie przyszłości Galicji
Wschodniej. Co otrzymała w zamian? Jedynie obietnicę poparcia w pertraktacjach z bolszewikami. W wypadku ich niepowodzenia, co też wkrótce nastąpiło,
Zachód miał dostarczać polskiej armii broń. W praktyce, jedynie Francja przysłała misję wojskową, pod
przewodnictwem gen. Maxima Weygandema.
Na szczęście późniejsze wydarzenia frontowe i odparcie Armii Czerwonej spod Warszawy przekreśliły linię
Curzona jako polską granicę wschodnią.
Linia po raz drugi
Drugi raz linia Curzona przecięła polskie ziemie, już
faktycznie, po dwudziestu latach od swego powstania.
Po klęsce kampanii wrześniowej, gdy Polska pozostawiona bez gwarantowanej wcześniej przez państwa
zachodnie pomocy, nie zdołała obronić się przed napaścią III Rzeszy i Związku Sowieckiego. Oba totalitarne państwa podzieliły ziemie polskie między siebie, na
dwie części. Linia podziału przebiegała mniej więcej
wzdłuż linii Curzona.
I po raz trzeci
Przez cały okres II wojny światowej Polacy walczyli
między innymi o to, żeby w skład odbudowanego, po
zwycięstwie nad Niemcami, państwa polskiego wchodziły również przedwojenne Kresy Wschodnie. Początkowo alianci gwarantowali nienaruszalność i jednolitość wszystkich ziem II Rzeczypospolitej. Jednak po
przystąpieniu ZSRS do koalicji antyhitlerowskiej, Stalin
stale naciskał na państwa zachodnie, aby uznały zdobyte na Polsce ziemie, za własność Związku Sowieckiego. Sowiecki dyktator wstępną akceptację swoich
żądań uzyskał na konferencji w Teheranie.
Stanisław Mikołajczyk zdając sobie sprawę z zagrożenie całkowitego zagarnięcia polskich Kresów przez
ZSRS, starał się przeforsować tzw. wariant "B" linii
Curzona. Pozostawiałby on Lwów w obrębie państwa
polskiego. Niestety jego starania spełzły na niczym.
Ostatecznie obecną granicę wschodnią Rzeczypospolitej przypieczętowała konferencja jałtańska, kiedy to
wielka trójka uznała linię Curzona za podstawę do wytyczenia polskiej granicy wschodniej.
Albert Kwiatkowski
Student historii na
Uniwersytecie w Białymstoku
Redaktor strony
www.kresy.pl
Str. 13
03/09 (95)
Bóg wśród nas
Chrześcijański dowód osobisty
Dwa miesiące temu rozpoczął się już kolejny rok szkolny, dla niektórych pierwszy w ich życiu, a dla innych już
któryś z kolei. Licealiści będą się przygotowywać do matury i myśleć o studiach, gimnazjaliści o egzaminie i o
tym, jak będzie wyglądała ich dalsza edukacja. Lecz tą
ostatnią grupę w nadchodzących miesiącach czeka jeszcze jedno ważne zadanie, jeszcze jedna ważna decyzja.
Decyzja, którą do tej pory za tych młodych ludzi tak naprawdę podejmowali rodzice, podjęli ją niosąc niemowlę
do kościoła, aby je ochrzcić, podjęli ją, prowadząc za
rączkę, troszkę większe już dziecko do pierwszej Komunii Świętej. Ten okres życia już się zakończył, teraz do
Was, Gimnazjaliści, należy decyzja, już nikt za was nie
będzie decydował. Nadszedł ostatni rok przygotowań do
Bierzmowania. Rozmawiając z młodymi ludźmi pytałam,
dlaczego decydujecie się powiedzieć: „tak, chcę być
chrześcijaninem, tak, chcę być katolikiem, chcę żyć w
wierze, którą kiedyś wybrali, w której wychowali mnie
moi rodzice”.
Odpowiedzi są dla mnie naprawdę przerażające; 50%
młodzieży mówi rzeczy banalne i nieistotne. Więc tym
młodym ludziom Bierzmowanie potrzebne jest tylko po
to, żeby nie odstawać od reszty, nie przełamywać schematu, który mamy zakodowany gdzieś w głowie? Przecież, jeśli ktoś z takich właśnie pobudek decyduje się
przyjąć Bierzmowanie, daje tylko sygnał reszcie społeczeństwa, że wiara w przypadku młodych ludzi znajduje
się naprawdę w wielkim kryzysie.
Przyjrzyjmy się bliżej odpowiedziom, które są najczęściej wymieniane, oprócz oczywiście tych pozytywnych i
poprawnych. Argument pierwszy: „bo inni też idąI”.
Przecież obecnie młodzi ludzie tak strasznie starają się
wybić z tłumu, być jak najbardziej rozpoznawalnym, indywidualnym i popularnym. Noszą przeróżne dziwne
stroje, robią sobie kolczyki w pępkach, nosach i brwiach,
prześcigają się, kto ile wypije alkoholu, kto i jak długo
pali, a czasem nawet, kto i kiedy mocniej narozrabia, aż
go policja aresztuje. Pomimo tego, decydują się na przyjęcie Bierzmowania, bo twierdzą, że byłoby im głupio i
wstyd przed rodziną tą bliższą i dalszą. Rzeczywiście,
nie ma nic w tym dziwnego, przypuszczam nawet, że
prawie każdej matce byłoby wstyd, miałaby poczucie winy, że źle wychowała swoje dziecko. Nie chodzi o obwinianie rodziców, jedynie o zwrócenie uwagi na to, że
warto porozmawiać z dzieckiem, by potem nie było wielkiego rozczarowania, gdy dziecko powie: „nie i koniec”,
a gdy już to powie, już będzie za późno na rozmowy i
Str. 14
przytaczanie logicznych i rozsądnych argumentów.
Młodzi ludzie często uważają się za samodzielnych,
takich wyzwolonych, twierdzą że teraz to oni decydują o
swoim życiu i to oni podejmują wszystkie decyzje, a mimo tego często słyszy się, że ktoś przystąpił do Bierzmowania, ponieważ kazali mu rodzice. Nie powinno się
zmuszać ludzi do czegoś, czego nie chcą, a w szczególności młodzieży, nie można w tej kwestii „iść na łatwiznę”. Cała trudność polega na tym, aby umieć i chcieć
wytłumaczyć młodemu człowiekowi dlaczego powinien
przystąpić do Bierzmowania. Nie jest to tylko zdanie rodziców, ale także zadanie nauczycieli i wychowawców.
Przecież nie chodzi o to, kto kogo przekrzyczy i postawi
na swoim, powinna być to rozmowa spokojna, gdzie
obie strony przedstawią swoje argumenty. Skoro młodzież domaga się dorosłego traktowania, to możemy jej
stawiać również takie dorosłe wymagania jak spokojna
rozmowa i szukanie kompromisu. Nie można przecież
oczekiwać przywilejów dorosłego traktowania, nie przyjmując zobowiązań które się z tym wiążą...
Zarówno rodzice jak i osoby wychowujące i uczące religii powinni uświadamiać podopiecznych, co daje młodemu człowiekowi ten Sakrament i dlaczego powinien
przyjąć go z własnej i nieprzymuszonej woli.
Kolejna sprawa, najczęściej poruszana z reguły przez
młode dziewczęta: „brak Bierzmowania uniemożliwia
wzięcie ślubu kościelnego”. To uświadamia nam fakt, że
dla tak młodych ludzi ślub nie jest przysięgą dwojga ludzi, jednym z najważniejszych momentów życia, głębokim przeżyciem emocjonalnym i duchowym. Takie
stwierdzenie ukazuje nam, że dla młodzieży ślub to biała
suknia, masa gości i wesele do rana, czyli wszystko to,
co jest uzupełnieniem tak naprawdę najważniejszego
faktu. Jest to rzeczą niezwykle smutną... Przecież zawarcie związku małżeńskiego nie wymaga posiadania
aktu chrztu i bierzmowania, można to przecież załatwić
w urzędzie stanu cywilnego. Wszystko jest prawie takie
samo: suknia, ogromne przyjęcie, „jedyną” różnicą jest
fakt, że uroczystość nie odbywa się w kościele. Czy w
takim razie ma to oznaczać, że mimo, iż można się
obejść i zorganizować to wszystko bez wiary, to uroczystość w kościele i tak jest najważniejsza? Mam taką nadzieje. Przysięga złożona w obecności Boga, w Jego
świątyni, nie jest tym samym, co papierek z urzędu stanu cywilnego, czyli czymś w rodzaju imitacji przysięgi,
którą wypowiada się w obecności urzędnika. Czy tego
rodzaju wymówka przedstawiana przez gimnazjalistów
oznacza, że nie tylko to, co materialne i namacalne ma
dla nich jakieś znaczenie? To oni powinni odpowiedzieć
sobie na to pytanie, tak samo jak na pytanie:
CZY CHCĘ PRZYSTĄPIĆ DO SAKRAMENTU BIERZMOWANIA?,
Mam nadzieję, że
Agnieszka Bartoszewicz
Wasza świadoma
Studentka historii na
odpowiedź
bę- Uniwersytecie w Białymstoku
dzie
brzmiała:
Członek Oddziału KSM
„TAK!”.
ksm.wojciech.bialystok.pl
03/09 (95)
Bóg wśród nas
Festyn duchów
Przeżywamy obecnie jeden
z najważniejszych okresów
świątecznych w Polsce. 1, 2
i 11 listopada, to obok okresu Świąt Bożego Narodzenia, Wielkiej Nocy, Bożego
Ciała i 3 maja, najważniejsze święta w naszym kraju.
Ludzie w tych dniach spotykają się całymi rodzinami, odwiedzają groby bliskich,
spędzają wspólnie dużo czasu na wspomnieniach. Nie
ma nic piękniejszego, niż cmentarz wieczorną porą w
pierwszych dniach listopada. Pamiętamy także o pięknych i zarazem tragicznych losach naszej Ojczyzny.
Wspominamy ludzi, którzy polegli w jej obronie.
Jednak przez ostatnie kilka lat można zauważyć próbę
zakorzenienia u nas innego - rzekłbym - cudzego święta. Jeśli w nocy z 31 października na 1 listopada zauważymy biegające na ulicy duchy, zoombie, nietoperze i inne dziwactwa, to właśnie będzie Halloween! Pogańskie święto, które narodziło się w Irlandii, zostało
poniekąd przechwycone przez Stany Zjednoczone i
odrobinę zmodernizowane. W dzisiejszych czasach
Halloween, to kolejna, obok Walentynek, okazja do nabicia kabzy wielkim korporacjom.
Jednak My, Polacy nie potrzebujemy zagranicznych
świąt, ponieważ mamy swoje! Otóż kilkanaście lat temu nikt nie myślał nawet o Halloween. Obchodzono
nasze polskie i chrześcijańskie święto, Zaduszki, przypadające na dzień po Wszystkich Świętych. W dniu
tym chodzimy na cmentarze, zapalamy znicze, modlimy się za dusze zmarłych. Wierzymy, że w tym dniu
nasze domy odwiedzają ich dusze. Stąd ludowa tradycja zostawiania posiłków na stole i zakaz wykonywania, niektórych czynności (np. bicie masła, spluwanie).
W tym dniu , każdy kapłan może odprawić trzy msze.
W intencji poleconej przez wiernych, za wszystkich
wiernych zmarłych i według intencji Papieża.
W Polsce myli się Zaduszki ze Wszystkimi Świętymi.
W czasach PRL-u 1 listopada był dniem wolnym od
pracy, a władza starała się nadać mu charakter świecki
i nazywała go dniem Wszystkich Zmarłych, bądź też
Świętem Zmarłych. To spowodowało, że do dnia dzisiejszego część ludzi pierwszego listopada modli się
za bliskich zmarłych, a o Zaduszkach w ogóle zapomina.
Podsumowując, żyjemy w czasach zabaw i rozpusty,
ludzie wszędzie szukają możliwości „zabawienia się”.
Wszystko, co wiąże się z jakąkolwiek zadumą, czy
chwilą refleksji uchodzi za zbędne i nudne. Nawet Zaduszki i Wszystkich Świętych próbuje się zamienić na
coś bardziej „szalonego”. Jednak moim zdaniem, dzisiaj, jak nigdy wcześniej potrzebujemy chwili zatrzymania. Potrzebujemy tej chwili refleksji i zadumy nad
przemijaniem. Ksiądz Jan Twardowski pisał „Śpieszmy
się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Ludzie giną na
drogach, w katastrofach lotniczych i w wielu innych sytuacjach, a My przechodzimy nad tym do porządku
dziennego. Czy mamy czas wspomnieć naszych bliskich zmarłych? Czy może myślimy o nich dopiero wycierając kurz ze zdjęć? Warto więc skorzystać z tych
paru dni, w których czas jakby się zatrzymywał. Lepiej
jest kultywować nasze piękne polskie tradycje, niż korzystać z pogańskich i dziwacznych świąt, nie niosących ze sobą żadnego
Grzegorz Pyrko
głębszego
Student politologii na
przekazu.
Politechnice Białostockiej
Skarbnik Oddziału KSM
PRZEJAWY TRADYCJONALIZMU W PODSTAWIE RODZINY PODLASKIEJ
Rodzinę uważa się za naturalną i podstawową komórkę społeczną. Jest ona pierwotną formą organizacyjną,
na której opiera się każde społeczeństwo. To wspólnota najbliższych sobie osób.
Rodzina, będąc mikrostrukturą związaną ze społeczeństwem, reaguje na zachodzące zmiany społeczne, podlega w różnym stopniu przemianom gospodarczym, kulturowym, obyczajowym i politycznym. Stanowi więc odbicie współczesnego społeczeństwa, które
narzuca jej pewne ograniczenia i zachowania.
Demokracja zaczyna się od rodziny, której zdaniem
jest zapewnienie szacunku dla podstawowych wartości
moralnych, kształtowanie właściwych postaw obywatelskich w demokratycznym społeczeństwie, a nade
wszystko budowanie tożsamości narodowej i kulturowej.
ksm.wojciech.bialystok.pl
Rys statystyczny
Województwo podlaskie położone jest w północnowschodniej części Polski i posiada częściowo granicę
państwową z Litwą i Białorusią. Sąsiedztwo to ma
wpływ na warunki funkcjonowania rodzin podlaskich.
Istnieje bowiem ścisła zależność między rodziną a środowiskiem, w którym ona zamieszkuje.
W województwie podlaskim zajmującym 20.190 km2
zamieszkuje 1.208.606 osób, w tym 591.286 mężczyzn i 617.320 kobiet.
Według Narodowego Spisu Powszechnego z maja
2002 roku, ludność miejska liczy 711,600 osób i stanowi 58.9% ogółu ludności województwa. Zamieszkanie
większej liczby ludności w miastach w dużej mierze
było spowodowane zmianami administracyjnymi, wprowadzanymi systematycznie w latach dziewięćdziesiątych. Zmiany te polegały na nadawaniu praw miejskich
Str. 15
Bóg wśród nas
miejscowościom wiejskim oraz na rozszerzeniu granic
miast poprzez włączanie do nich terenów wiejskich.
Gęstość zaludnienia, tj. liczba ludności przypadającej
na 1 km2 powierzchni województwa podlaskiego wynosi
60, przy czym na 1 km2 w miastach przypada 777 osób,
a na wsi 26 osób.
Dane Narodowego Spisu Powszechnego wykazują, iż
w województwie podlaskim 34% ludności płci męskiej w
wieku od 15 lat to faktyczni kawalerowie. Wśród kobiet
zaś panny stanowią 23,7% populacji tej grupy wiekowej.
Ostatni spis powszechny dokonał szczegółowych badań rodzin podlaskich. Według tych danych w województwie mieszka 320.500 rodzin, z tego 59,7% zamieszkuje w miastach.
Dominującym typem rodziny tego regionu są małżeństwa z dziećmi. Ich liczba wynosi 183.800 i stanowią
one 57,4% wszystkich rodzin, a ich udział – zarówno w
miastach, jak i na wsi – kształtuje się podobnie.
Drugim pod względem liczebności typem rodziny są
małżeństwa bez dzieci. Stanowią one 23% ogółu rodzin
w województwie. Odsetek małżeństw bez dzieci jest
większy na wsi (25,8%) niż w miastach (21,1%). Zbiorowość małżeństw bez dzieci tworzą przede wszystkim
małżeństwa starsze, których dzieci już się usamodzielniły lub założyły własne rodziny, a także część młodych
małżeństw, nie posiadających jeszcze dzieci.
Nowym typem rodziny, uwzględnionym także w spisie
powszechnym z 2002 roku są partnerzy, którzy stanowią jedynie 1,2% ogółu rodzin w województwie. W miastach tworzą 1,5%, podczas gdy na wsi – 0,8%. Ponad
połowa rodzin partnerskich posiada dzieci.
Na podstawie danych spisowych ustalono, że rodziny z
dziećmi do lat 24 pozostającymi na utrzymaniu, stanowią 58,4% wszystkich rodzin w województwie podlaskim. W całej zbiorowości najwięcej jest rodzin z jednym dzieckiem (40,6%) i z dwoma dziećmi (37,3%).
Spośród wszystkich typów rodzin utrzymujących dzieci
najliczniejsze grono stanowią małżeństwa (82%).
Świadczy to o opartym na przekazach i tradycji budowaniu rodziny podlaskiej. Związki pozamałżeńskie, czyli
rodziny partnerskie oraz osoby utrzymujące dzieci pozamałżeńskie stanowią w województwie znikomą grupę. Rodziny partnerów stanowią 1,1% rodzin z dziećmi
na utrzymaniu, przy czym większość z nich mieszka w
miastach (71,2%). Najczęściej są to rodziny z jednym
dzieckiem (48,1%).
Przywiązanie do miejsca zamieszkania
Pomiędzy ludnością i jej najbliższym otoczeniem występuje stała zależność. Szczególnie sinym poczuciem
wspólnotowości charakteryzują się wsie i małe miasteczka, gdzie łatwiej o bezpośrednie kontakty, gdzie
„Każdy zna każdego”.
Ludznie związani ze swoim miejscem zamieszkania,
umiejący je realnie ocenić pod względem rozwoju, zalet
i potrzeb, mogą tworzyć społeczność lokalną, społeczność wyznaczoną przede wszystkim przez miejsce,
przez dane terytorium. Popularyzowanym od kilku lat
hasło „mała ojczyzna” zawiera w sobie bogactwo znaStr. 16
03/09 (95)
czeń, ale głównie wskazuje na konkretne miejsce, w
którym żyjemy na co dzień, miejsce, o które powinniśmy się troszczyć, zabiegać i które sami kreujemy.
Przywiązanie do miejsca zamieszkania jest wyrazem
polskiego tradycjonalizmu czy też jednym z jego przejawów. Polska jest krajem, w którym ruchy migracyjne
ludności są stosunkowo niewielkie, szczególnie w porównaniu z mieszkańcami krajów Europy Zachodniej.
Prowadzone na ten temat badania ukazują, że
„społeczeństwo polskie uchodzi pod tym względem za
bardzo tradycyjne, silnie związane z najbliższym otoczeniem, miejscowością, regionem i krajem”. Złożyły
się na to, z jednej strony, przesłanki historyczne, z drugiej zaś – „obiektywne” bariery ostatnich dziesięcioleci.
W społeczeństwie polskim, które ma w swojej masie
mentalność chłopską, poczucie przywiązania do ziemi
zostało przeniesione również do miast. Bariery
„obiektywne” natomiast związane były przede wszystkim z ograniczonymi możliwościami uzyskania mieszkania oraz ograniczeniami w wyjazdach zagranicznych.
Ludność województwa podlaskiego należy do zasiedziałej na „ziemi swoich ojców”. Wyniki spisu ludności w
2002 r. wykazywały, że 60,4% ludności województwa
mieszka w miejscowości aktualnego zamieszkania od
urodzenia. Oznacza to, że ponad 730 tys. osób nie
opuszczało swojej miejscowości na okres dłuższy niż
12 miesięcy.
Większą zasiedziałością charakteryzują się osoby
mieszkające na wsi, spośród których 71,7% stwierdziło,
że mieszka w danym miejscu od urodzenia. Takiej samej odpowiedzi udzieliło 52,5% mieszkańców podlaskich miast.
Trudności materialne i brak pracy sprawiają, że również
i mieszkańcy Podlasia szukają zabezpieczenia finansowego w wyjazdach zagranicznych. Za granicę wyjechało z województwa podlaskiego, na okres dłuższy, niż
dwa miesiące około 55 tys. emigrantów, z tego 58% wyjechało z zamiarem podjęcia pracy.
Pomimo problemów gospodarczych związanych m.in.
ze słabo rozwiniętym przemysłem na Podlasiu, ludność
tego regionu wykazuje przywiązanie do swojego miejsca zamieszkania.
Na podstawie przeprowadzonych badań wynika, że co
czwarty siekaniec województwa jest „bardzo zadowolony”, że mieszka w swojej miejscowości. Zaś 45%
mieszkańców mówi, że są „raczej zadowoleni” z miejsca zamieszkania Zadowolenie okazują przede wszystkim ludzie starsi, powyżej 60 roku życia. Z zamieszkania na Podlasiu radują się głównie rolnicy i pracownicy
sektora gospodarki uspołecznionej.
Umiłowanie do rodzinnej ziemi przekazywane tradycyjnie z pokolenia na pokolenie jest wśród mieszkańców
województwa
podlaskiego mocniejsze od chęci
Dr. Zbigniew T. Klimaszewski
wyjazdów
w
wykładowca akademicki
„pogoni za pieniędzmi”.
CDN...
ksm.wojciech.bialystok.pl
03/09 (95)
Bóg wśród nas
Poznajemy wspólnoty
Odnowa w Duchu Świętym przy parafii św. Wojciecha.
W 1983r. Diakonia Ewangelizacji Ruchu „Światło – Życie” zorganizowała w kościele św. Wojciecha 3-dniowe
rekolekcje. Pod koniec rekolekcji prowadzący zaproponowali utworzenie małych grup modlitewnych. Jedną z nich powierzono Jarosławowi Choińskiemu. Grupa spotykała się na wspólną modlitwę i czytanie Słowa Bożego.
Gdy jednak, zrządzeniem losu, J. Choiński trafił na rekolekcje zorganizowane przez Odnowę w Duchu
Świętym, zaproponował grupie, by pójść tą drogą. Był
to trudny czas niedawnego stanu wojennego. Poza
tym Odnowa w Duchu Świętym, była czymś zupełnie
nowym w Kościele. Grupa spotykała się jako Młodzieżowa Sekcja Klubu Inteligencji Katolickiej, a opiekunem jej był ks. Czesław Gładczuk
Przełomowym momentem w życiu wspólnoty był wyjazd w 1985r. na I Kongres Odnowy w Duchu Świętym
w Częstochowie. Siła doświadczenia z Częstochowy i
świadectwa dawane przez uczestników Kongresu
spowodowały, że Wspólnota zaczęła rozrastać się w
błyskawicznym tempie. Pod koniec 1985 roku liczyła
już blisko 100 osób. Zorganizowano trzy serie rekolekcji, w których wzięło udział także około 100 osób. Grupie towarzyszył ksiądz marianin Jan Rokosz ze Skórca.
Życie z Bogiem we wspólnocie zaowocowało powołaniami zakonnymi, małżeństwami wspólnotowymi,
pierwszym weselem bezalkoholowym i Apelami Jasnogórskimi w akademikach (wspólnotę tworzyli wtedy
głównie studenci).
Około 1988 roku większość tych, którzy od początku
tworzyli wspólnotę, ukończyła studia i wyjechała do rodzinnych miejscowości. Nie pozostali oni jednak bierni. W miarę możliwości kontaktowali się oni ze wspólnotą i angażowali się w swoich rodzinnych parafiach.
W tym czasie opiekę nad Wspólnotą przejął ks. Jerzy
Buzun. Nastąpiła też zmiana lidera. Odpowiedzialność
za spotkania modlitewne przejęły 3 osoby: Bożena
Krzywicka, Jacek Muszyński i Jarosław Żygieło.
Wspólnie z innymi grupami białostockiej Odnowy, co
roku organizowane były rekolekcje ewangelizacyjne
REO. Koniec lat 80-tych i początek lat 90-tych to czas
ewangelizacji ulicznych, marszów dla Jezusa, ewanksm.wojciech.bialystok.pl
gelizacji w hali sportowej.
W 1991 roku rozeznano nazwę Wspólnoty: ŚWIATŁO
CHRYSTUSA.
Rok 1994 odznaczył się wyjazdem wspólnoty na Białoruś, na zaproszenie ks. Mariusza Iliaszewicza, który
organizował tam Spotkania Młodzieży Wierzącej.
Przyjazd członków Odnowy z Polski zaowocował powstaniem w Lidzie na Białorusi grupy modlitewnej, z
którą dłuższy czas „Światło Chrystusa” utrzymywało
kontakt.
Opiekunami wspólnoty „Światło Chrystusa” byli: ks.
Czesław Gładczuk, ks. Jerzy Buzun, ks. Andrzej Masłowski, ks. Mirosław Korsak, ks. Marek Czech, ks.
Krzysztof Herman. Wspólnotą kierowali następujący
liderzy: Jarosław Choiński, Jacek Muszyński, Bożena
Krzywicka, Marcin Więcko, Bożena Kluczyk.
Dziś wspólnota Odnowy w Duchu Świętym „Światło
Chrystusa” liczy ok. 40 osób. Opiekunem jest ks. Jarosław Ciuchna, a liderem grupy – Marianna Sokół.
Grupa modlitewna gromadzi ludzi, którzy przeżyli osobiste spotkanie z Bogiem, obierając Jezusa za swojego Pana i Zbawiciela i podejmując drogę nawrócenia.
Wspólnota pomaga im w przeżywaniu coraz głębiej
swojej wiary i uczy dawania świadectwa o Bogu w środowisku pracy. Na spotkaniach modlitewnych, które
odbywają się raz w tygodniu w oratorium św. Jerzego
pod kościołem, w każdy wtorek po wieczornej Mszy
świętej (o 18.45), członkowie Odnowy rozważają Słowo Boże, a wspólna i indywidualna modlitwa pomaga
im wprowadzać Ewangelię w życie. Uwielbienie Boga
w modlitwie otwiera na Dary Ducha Świętego i przygotowuje do głębszego korzystania z sakramentów świętych. Raz w miesiącu, w każdy trzeci wtorek miesiąca,
Wspólnota adoruje Najświętszy Sakrament. W grupach natomiast dzielenia (które są formą ewangelizacji), mówiąc o swoim życiu, uczy się rozpoznawać, jak
Bóg ich prowadzi. Członkowie Odnowy w Duchu
Świętym podejmują także czynny udział w życiu parafii poprzez uczestnictwo w Eucharystii, przygotowują
czytania i modlitwę powszechną, niosą dary ołtarza.
Jako animatorzy włączają się też w przygotowanie
młodzieży do sakramentu Bierzmowania, prowadzą
rozmowy w grupach dzielenia. Mniej więcej co dwa,
trzy lata, Wspólnota organizuje Rekolekcje Ewangelizacyjne Odnowy w Duchu Świętym.
Raz w miesiącu ma miejsce wspólnotowa Msza św.
Odnowy w Duchu Świętym, która jest odprawiana w
każdy pierwszy wtorek miesiąca w kościele św. Wojciecha o godz. 19.00. W ostatni poniedziałek miesiąca
w kościele św. Rocha o godz. 18.00 uczestniczymy
we Mszy św. z modlitwą o uzdrowienie.
Chętnych zapraszamy na wspólną modlitwę, rozważanie Pisma Świętego, dzielenie się radościami i smutkami.
Anna Wolfard
Str. 17
03/09 (95)
Bóg wśród nas
Kulturalnie!
W dzisiejszym numerze gazetki przedstawiam kilka ciekawych propozycji na spędzanie chłodnych jesiennych
popołudni tego listopada. Są to następujące propozycje książek, filmu oraz patriotycznego wieczoru razem z
KSM-em:
„Seks jakiego nie znacie. Dla małżonków kochających Boga” – już sam tytuł odpowiada na pytanie dla kogo przeznaczona jest owa książka. Autor – o. Ksawery
Knotz, niezwykle subtelnie porusza tematy, które w Kościele częstokroć okazują się
tematem tabu. Ale co właściwie może o seksie powiedzieć duchowny? Co Bóg może
mieć do seksu małżonków? Ojciec Knotz, kapłan zakonu Braci Mniejszych Kapucynów, który jednocześnie jest duszpasterzem małżeństw, głośno mówi o relacjach seksualnych małżonków, o tym, jak Bóg obdarza małżonków swoimi darami właśnie w
małżeńskiej sypialni. W pełni udowadnia, że celem współżycia seksualnego jest nie
tyle przyjemność sama w sobie, ale również, a może przede wszystkim, budowanie
więzi oraz przeżywanie jedności w sypialni dwóch kochających się osób. Książka napisana jest z pewną dozą humoru i pokazuje, że bezgrzeszny seks małżonków nie
musi być „tak smutny jak tradycyjne pieśni kościelne”.
„Ważna róża” – jest to zbiór przepięknych opowiadanek i bajek włoskiego twórcy Brunona Ferraro. Jest to jedna z nielicznych pozycji, w której odnaleźć można niezwykłą
skarbnicę mądrości życiowych. Bajki i opowiastki owego autora śmiało proponuję rodzicom do wieczornych pogaduszek przed snem ze swymi pociechami. Na licznych wyjazdach z dziećmi, osobiście przekonałam się o magicznej formie tych zbiorków. Możemy
tam znaleźć wiele ciekawych historyjek, które bawią i wzruszają nie tylko dzieci, ale również dorosłych. Opowiastki zmuszają do licznych refleksji nad ważnymi wartościami w
naszym życiu.
„Opowieść wigilijna” – najnowsza ekranizacja klasycznej powieści Charlesa Dickensa. Rzeczą jasną jest, że każdy zna ową opowieść, którą mimowolnie rok w rok oglądamy w telewizji, w okresie świąt Bożonarodzeniowych. I właśnie w listopadzie, w białostockim kinie pojawi się kolejna propozycja na przedstawienie tej znanej historii o samotnym skąpcu Scroogu. Film może okazać się ciekawy, gdyż w rolę samego Ebenezera wcieli się świetny amerykański komik – Jim Carrey. Film owy proponuję jako rozrywkę dla całej rodziny na weekendowe popołudnie.
11 listopada, w godzinach wieczornych, zapraszamy gorąco na Marsz Niepodległości – organizowany przez
nasz parafialny oddział KSM-u. Poprzez ową manifestację pragniemy okazać nasz szacunek do Ojczyzny oraz
głębię uczuć patriotycznych, które de facto w dzisiejszych czasach jest niezwykle ciężko wyrazić. Na pytanie
czy jesteś patriotą, większość z nas odpowie, że „tak, jestem”. A ilu z nas na pytanie o okazywanie swego patriotyzmu poda jakieś konkretne zachowania, czyny?
Wszelakie informacje dotyczące marszu przekazane zostaną na bieżąco
w ogłoszeniach parafialnych, można również zgłosić się do nas z ewentualnymi pytaniami, kontakt znajduje się na końcu gazetki.
W imieniu redakcji pozdrawiam i życzę miłego „dokulturowiania się”!
Str. 18
Aneta Karna
Studentka Filologii Polskiej na
Uniwersytecie w Białymstoku
Sekretarz Oddziału KSM
ksm.wojciech.bialystok.pl
03/09 (95)
Bóg wśród nas
Ogłoszenia parafialne
Godziny odprawiania Mszy Świętych w niedzielę:
Aktualności:
6.30 ; 8.00 ; 9.30 (Msza św. Młodzieżowa) ; 11.00
(Msza św. chrzcielna, w 2 i 4 niedzielę miesiąca) ;
12.30 (Msza św. dziecięca) ; 18.00 ; 19.15 (Msza św.
Klubu Inteligencji Katolickiej)
3 listopada - Msza Święta za zmarłych kapłanów i biskupów w Bazylice Metropolitarnej o godzinie 18:00
4 listopada - po Mszy wieczornej i nabożeństwie różańcowym w naszym kościele Zaduszki Literacki
8 listopada - działacze Katolickiego Stowarzyszenia
Młodzieży przy naszej parafii prowadzić będą sprzedaż flag w ramach akcji „Flaga w Twoim oknie”
11 listopada - Święto Niepodległości - w tym dniu prosimy o wywieszanie flag narodowych w swoich domach i balkonach! Oprócz tego, działacze Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży przy naszej parafii organizują Marsz Niepodległości, który rozpocznie się o
godzinie 17 w Oratorium Św. Jerzego, by następnie
udać się na Cmentarz Wojskowy przy ulicy 11 listopada
22 listopada - Uroczystość Chrystusa Króla i ostatnia
w tym roku procesja eucharystyczna po Mszy świętej
o godzinie 11. Uroczystość ta jest też świętem patronalnym Akcji Katolickiej i Katolickiego Stowarzyszenia
Młodzieży;
29 listopada - I niedziela adwentu
Godziny odprawiania Mszy Świętych w tygodniu:
6.30 ; 7.00 ; 7.30 ; 18.00
Godziny odprawiania Mszy Świętych święta:
6.30 ; 8.00 ; 9.30 ; 16.30 ; 18.00
Kancelaria parafialna
Adres poczty elektronicznej:
[email protected]
Godziny pracy kancelarii: w dni powszednie - w
godz. 9.00 - 10.00 i 16.00 - 17.45 ; w soboty - w
godz. 9.00 - 10.00 ; w niedziele i uroczystości nieczynna
Dyżury w Kancelarii sprawują:
poniedziałek - ks. Proboszcz ;
wtorek - ks. Marek ;
środa - ks. Jan ;
czwartek - ks. Adam ;
piątek - ks. Jarosław
Pozostałe dyżury:
Poradnictwo Rodzinne – poniedziałek w godz. 17.45
– 19.00 ;
Porady Podatkowe (styczeń-kwiecień) – wtorek w
godz. 17.45 – 19.00
Porady Psychologa – II i III środa miesiąca w godz.
17.45 – 19.00 (nr. tel.: 600255759) ;
Porady Prawne – czwartek w godz. 17.45 – 19.00 (nr.
tel.: 7415632) ;
Spotkania Parafialnego Oddziału CARITAS – środa
w godz. 17.00-18.00 ;
Biuro Radia Maryja przy parafii św. Wojciecha –
tel. (085) 732 74 92
NOWA STRONA INTERNETOWA PARAFII:
wojciech.bialystok.pl
A w miesiącu październiku:
Do naszej wspólnoty parafialnej przez sakrament
chrztu świętego zostali włączeni:
Krystian Starczyk, Kinga Popławska, Amelia Zackiewicz, Oliwia Rećko, Izabela Czyżewska, Piotr Andraka
Michał Jedyna, Kacper Dopierała, Artur Furmanek,
Zofia Długokęcka, Jacek Kraszewski, Dominika Dołżyńska, Aniela Monuszko
Odeszli do Pan:
Aleksanda Matejczyk, Henryk Budnicki, Kazimierz Jurczuk, Hieronim Niemaszewski, Tadeusz Biedulewicz,
Czesław Mikucki
Śluby:
Justyna Kulawik i Łukasz Kotowicz
Katarzyna Izabela Bielecka i Paweł Turecki
Urszula Milewska i Krystian Marzyński
Katarzyna Kamińska i Krzysztof Piotr Karabiniewicz
Magdalena Szczepura i Paweł Kańcukiewicz
Agnieszka Stryjewska i Marcin Paweł Bielawski
Elwira Czarniecka i Kamil Moniuszko
Urszula Raszkowska i Jacek Boublej
Konto Bankowe Parafii Św. Wojciecha w Białymstoku:
Spółdzielczy Bank Rozwoju
Ul. Sienkiewicza 55 A
15-950 Białystok
24 8769 0002 0391 0937 2000 0010
ksm.wojciech.bialystok.pl
Str. 19
03/09 (95)
Bóg wśród nas
Plac zabaw
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
Zapalamy go na grobie
Poleciały do ciepłych krajów
ŚwiętoI obchodzone 11 listopada
Mogą być deszczowe lub gradowe
Obecna pora roku
„Grobowe” kwiatki
Modlitwy za zmarłych
Spadają jesienią z drzew
Co w garnku skwierczy, czyli parafianie gotują
Schab gotowany w wodzie
2 litry wody
2 kg schabu
4 zmiażdżone ząbki czosnku
½ szklanki soli
1 łyżka majeranku
1 łyżeczka mielonego pieprzu
1 łyżeczka potłuczonego ziela angielskiego
1 łyżka cukru
Wszystkie przyprawy zagotować w wodzie. Następnie do tego
wrzątku włożyć schab – od zagotowania wody gotować w dalszym
przez 5 minut. Odstawić do ostygnięcia w tej wodzie. Zimne ponownie doprowadzić do wrzenia i gotować 3 minuty. Wystudzić do następnego dnia w wodzie z przyprawami.
Str. 20
KONTAKT
E-mail:
[email protected]
WWW:
ksm.wojciech.bialystok.pl
Numery GG:
3323664, 6000729
Tel.:
667-962-070
Artykuły, pytania oraz listy do redakcji można przesyłać do 22 listopada, pod adres mailowy, oraz
zostawiać w kancelarii parafialnej.
Zachęcamy do czytania i komentowania artykułów na naszym
blogu.
ksm.wojciech.bialystok.pl

Podobne dokumenty