Dzieje gminy Szczebrzeszyn do roku 1970

Komentarze

Transkrypt

Dzieje gminy Szczebrzeszyn do roku 1970
Dzieje gminy Szczebrzeszyn
do roku 1970
praca zbiorowa pod redakcją Reginy Smoter Grzeszkiewicz
i
Bogusława Garbacika
...............................................
Tyle słów co nie policzę
o szczebrzeszyńskiej sławie
Już nie mówię o tych wioskach
co go otaczają o tych łanach
o tych łąkach tyle piękna dają
Maria Przysada, z tomiku "Ścieżkami przeszłości... Szczebrzeszyn" (Szczebrzeszyn 2007)
Szczebrzeszyn 2010
Autorzy haseł/ wspomnień
Leszek Balicki, Tadeusz Blonka, Alina Chomicka Dobrzańska, Jadwiga Czechońska, Jan Czuk, Józef Czuk,
Stanisław Dawid (z żoną), Maria Drożdżyk, Stefan Flis, Tomasz Gaudnik, Karolina z Grelów Grabowska, Alfred
Hałasa "Olek", Władysław Jezierski, Józefa Kimaczyńska, Maria Kisiel, Jan Kitka, Zygmunt Klukowski,
Romuald Kołodziejczyk, Genowefa z Kowalików Kołodziejczykowa, Aniela Kowalik, Barbara Kozieł - Graczyk,
Zygmunt Krasny, Jan Krukowski, Wiesław Krzeszowski, Katarzyna Książek, (...) Łaszkiewiczowa, Franciszek
Machałek, Jan Makara , Mieczysław Małek, Henryk Marczewski, Jacek Michoński, Krystyna Niechaj, Mara
Loc - Oczkoś, Aleksander Piwowarek, Irena Poździk, Bożena Rembisz, Józefa Serediuk, Eugenia Sudak,
Maria Trusz.
Wprowadzenie
W administracyjnych granicach gminy Szczebrzeszyn utworzonej w grudniu 1972 r. znajduje się miasto
Szczebrzeszyn wraz z pięcioma jednostkami osadniczymi: Szczebrzeszynem, Przedmieściem Zamojskim,
Klemensowem, Szperówką, Błoniem, oraz trzynastoma przyległymi do gminy sołectwami (Brody Małe, Brody
Duże, Bodaczów, Wielącza Wieś, Wielącza Poduchowna, Wielącza Kolonia, Kolonia Niedzieliska,
Niedzieliska, Kąty I, Kąty II, Kawęczyn, Kawęczynek, Kolonia Lipowiec 1
Niektóre z z tych miejscowości jako będące częścią składową parafii Szczebrzeszyn odnotowano w XVI
wieku, były to: Wielącza (Wieliąncza), Brody Duże (Brod Duplex), Bodaczów, Niedzieliska 2, inne znacznie
wcześniej, kolejno w latach: 1352 – Szczebrzeszyn,3 1424 – Wielącza,41470 – 1480 – Kawęczyn,5 1480 –
Niedzieliska,6 1555 – 1557 – Kawęczynek,7 Zarzecze (od pocz. XIX wieku identyfikowane jako Przedmieście
Zamojskie).
W 1560 roku Andrzej Górka zapewnił mieszkańcom Zarzecza używanie prawa magdeburskiego, byli
postrzegani wówczas jako przedmieszczanie. 8 W roku 1586 przedmieszczanie szczebrzeszyńscy (z Błonia i
Zarzecza) zobowiązani zostali do odbywania na rzecz pana miasta (Andrzeja Górki) powinności w naturze:
bronowanie na dworskich polach przez 6 dni w ciągu roku, zwożenie do stodół dworskich po 10 kóp zboża z
połowy każdego łanu.9 Nieco później (w 1595 roku) Stanisław Górka, narzuca przedmieszczanom Zarzecza
nowe zobowiązania – z każdego półłanka mają bronować po 6 dni na polach dworskich, zwozić nakazane
wcześniej ilości zboża przy jednoczesnej opłacie czynszowej w wysokości 12 groszy z każdego półłanka
(mieszczanie z tej samej ilości pola uprawnego płacili 20 groszy). 10 Z roku 1812 pochodzi informacja iż
Zarzecze (obok Przedmieścia Błonie, Zamojskiego i folwarku Bodaczów) należało do parafii katolickiej
Szczebrzeszyn dekanatu zamojskiego. 11
Informacja o Klemensowie pochodzi z pocz. XVIII w.12 Kąty I i II wymieniane są w roku 1800.13
Gmina Szczebrzeszyn utworzona została w początkach XIX wieku – jak podaje Jan Górak w okresie I
Rzeczpospolitej Szczebrzeszyn należy do ziemi chełmskiej w guberni chełmskiej (1912 – 1915) i jest gminą. 14
Odzyskanie przez Polskę niepodległość w 1918 roku pociągnęło za sobą konieczność przeprowadzenia
zmian dotyczących życia wewnątrzpaństwowego. Zmiany te poparte zostały ustawami i i zarządzeniami
normującymi nowe formy administracji wewnętrznej. Jednym z pierwszych był dekret z dnia 4 lutego 1919
roku o organizacji samorządu miejskiego dla ziem b. zaboru rosyjskiego. Dekret ten i ustawa z dnia 23 marca
1933 roku określały statu prawny gminy miejskiej ( jak wspomniano powyżej – Szczebrzeszyn został gminą w
roku 1912 zatem omawiane akty prawne obejmowały swymi postanowieniami również zakres pracy miejskiej
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
wg. http://gmina.szczebrzeszyn.sisco.info/
A. Jabłonowski. Polska w XVI w. Pod względem geograficzno – statystycznym, t. VII, cz. I (Ziemie Ruskie, Ruś
Czerwona). Warszawa 1902 (dalej:A. Jabłonowski. Polska w XVI w...)
J. Górak. Miasta i miasteczka Zamojszczyzny. Zamość 1990, s. 79 (dalej. J. Górak. Miasta i miasteczka...)
L. Bieńkowski. Działalność organizacyjna biskupa Jana Biskupca w diecezji chełmskiej (1417 – 1452)w: Roczniki
Humanistyczne 1960, t. II, z. 2
B. Czopek. Nazwy miejscowości dawnej ziemi chełmskiej i bełskiej w granicach dzisiejszego państwa polskiego.
Wrocław 1988
W. Czarnecki. Rozwój sieci osadniczej w ziemi chełmskiej w latach 1451 – 1510 w: Rocznik Chełmski 1999, t. V, s.
53
M. Stworzyński. Opisanie statystyczno – historyczne dóbr Ordynacji Zamoyskiej w 1843 roku. Biblioteka
Narodowa. Warszawa , rkp. Biblioteki Ordynacji Zamoyskiej, nr 1815 (dalej. M. Stworzyński. Opisanie dóbr...)
B. Chlebowski. Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego. Warszawa 1890 (dalej. B. Chlebowski. Słownik...)
łan – dawna nazwa powierzchni stanowiącej uposażenie chłopów osadzonych na prawie magdeburskim;
rozpowszechniony był tzw. łan mniejszy, zwany chełmińskim – obejmował od 16,7 – 17,5 ha, oraz większy,
frankoński, który liczył od 22,6 – 25, 3 ha wg. Słownik historii Polski. Warszawa 1969, s. 195
B. Chlebowski. Słownik...
tamże...
R. Aftanazy. Dzieje rezydencji na kresach dawnej Rzeczpospolitej. Województwo bełskie. Ziemia chełmska
województwa ruskiego. Wrocław 1995, t. VI
M. Stworzyński. Opisanie dóbr ...
J. Górak. Miasta i miasteczka...
gminy szczebrzeszyńskiej) – gmina miejska jest jednostką samorządną na określonym terenie i osobą
publiczno – prawną, jej zarządzenia są obowiązujące na danym obszarze na równi z rozporządzeniami władz
państwowych15
Do wykonywania powierzonych jej zadań z mocy prawa gmina posiadała dwa organy ustrojowe: Radę
Miejską i Magistrat, nazwany w późniejszym okresie Zarządem Miasta. Radni wchodzący w skład Rady byli
wybierani na okres trzech lat; posiedzenia Rady były jawne, protokołowane przez sekretarza Rady. 16
Do podstawowych zadań Rady Miejskiej w Szczebrzeszynie należało: powoływanie Zarządu Miejskiego,
kontrola nad jego działalnością i stosowanie norm dotyczących zarządu sprawami miasta, wybory Komisji
działających i usprawniających działalność Zarządu Miejskiego, ustalanie etatów służbowych, statutów
miejskich i przepisów, ustalanie zasad urzędowania, zarządzania i użytkowania majątku i dochodów miasta.
Najważniejszym zadaniem Rady Miejskiej w Szczebrzeszynie była jednak kontrola całej działalności zarządu
miejskiego z wyjątkiem spraw załatwianych jednoosobowo przez burmistrza. By usprawnić sobie działalność
Rada powoływała Komisje, w skład których wchodzili kandydaci z Rady oraz kwalifikowani rzeczoznawcy.
Magistrat (Zarząd Miejski) był organem wykonawczym, wybierała go Rada na posiedzeniach plenarnych.
Magistrat reprezentował gminę i obowiązany był składać Radzie sprawozdania ze swej działalności.
Członkowie Magistratu organizowali pod swoim zarządem cały aparat administracyjny miasta, biuro Zarządu
podzielone było na kancelarię i odpowiednie wydziały. Wykonywał on wszystkie uchwały Rady. W myśl jego
wytycznych zarządzał majątkiem gminy, układał preliminarze budżetowe i przedkładał je do zatwierdzenia
Radzie, zwalniał i mianował nowych urzędników, uchwalał regulaminy pracy, przedstawiał wnioski w zakresie
czynności gospodarki gminnej, oraz wykonywał wszelkie czynności zlecone przez władze państwowe. Na
czele Magistratu stał burmistrz, który kierował i sprawował ogólny nadzór nad prawidłowością funkcjonowania
wszystkich działów. 17
***
Zestawiając dane statystyczne z 1507 - 1942 dowiadujemy się iż w Szczebrzeszynie było:
 po roku 1507 – około 100 osób pochodzenia żydowskiego
 w połowie XVIII wieku – w kluczu szczebrzeskim znajdowało się 9 folwarków, 3 młyny, 2 austerie, 9
karczem, 1 folusz (w Szczebrzeszynie) , 2 cegielnie, 1 huta szkła
 w 1815 rok – miasto przeżywało napady wilków z okolicznych lasów; zastępca rektora Szkoły
Wydziałowej – Michał Winnicki wzywał w tej sprawie burmistrza miasta do "obmyślenia środków
służących ku odpędzeniu wilków na miasto napadających"
 w 1819 rok – miasto liczyło około 3000 mieszkańców, z tego 2000 stanowili Polacy. Funkcjonowały
dwie apteki, do dyspozycji mieszkańców pozostawał jeden lekarz; swój zakład posiadał introligator,
piekarnię piekarz.
 w 1822 roku w Szczebrzeszynie mieszkało 3.233 osób
 w 1827 – 3.233 osób, w tym 1.083 pochodzenia żydowskiego
 w 1832 – 3.453 osób
 1860 – 4.018 osób, w tym 2.162 ludności wyznania rzymsko – katolickiego, oraz 1.683 wyznania
mojżeszowego
 w 1865 - 4.268 mieszkańców
 1878 było 4. 750 mieszkańców
 1879 – w mieście znajdowało się 486 prawosławnych
 1881 – 5.064 mieszkańców, w tym 2.667 Żydów
 1885 – 5.129 mieszkańców, w tym 2.381 Żydów
 1890 – 5. 418 mieszkańców, w tym 912 prawosławnych, 2.429 Żydów
 ok. 1890 roku w Szczebrzeszynie funkcjonowały zakłady fabryczne w liczbie trzech - młyn wodny o
ośmiu kamieniach cylindrowych przynoszący rocznego dochodu 27.000 rubli, folusz, fabryka sukna
czarnego i siwego dająca rocznie 900 rubli dochodu
15
16
17
Archiwum Państwowe w Zamościu (APZ). Akta miasta Szczebrzeszyna 1836 – 1950, s. 2
tamże
tamże, s 3 - 4











u schyłku XIX wieku (dane z 1890 roku) w mieście znajdowały się: obiekty kultu religijnego - kościół
parafialny katolicki, kościółek murowany św. Leonarda na cmentarzu, dwie cerkwie – prawosławna w
zaadoptowanym do tego celu kościele pod wezwaniem św. Katarzyny i unicka zlokalizowana przy
ulicy Turobińskiej (obecnie Sądowa), synagoga, dwa domy modlitwy (bet – ha midrasze). Obiekty o
charakterze socjalnym: szpital św. Katarzyny "ogólny ze stałym lekarzem", dom schronienia, apteka.
Obiekty o charakterze edukacyjno – urzędniczym: szkoła początkowa II klasowa, stacja pocztowa (od
1887 roku telefon), urząd notariusza. Zakłady fabryczne - młyn wodny o ośmiu kamieniach, folusz,
fabryka sukna czarnego i siwego. Szczebrzeszyn był wówczas sporym miasteczkiem ze znaczną
ilością ulic, nazwy których odnotował u schyłku XIX wieku Bronisław Chlebowski w wydanym w 1890
roku "Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego" (t XI), były to: Szkolna, Turobińska, Klasztorna,
Cerkiewna, Parkowa, Zatylna, Biłgorajska, Błonie, Zamojska (ciągnąca się wzdłuż Wieprza po folwark
Bodaczów) , Zarzecze. Exsakcionarze Czynszów i Danin Inwentarskich z lat 1833 – 1834, 1837 –
1838, 1852 – 1853 zdeponowane w Archiwum Państwowym w Lublinie, w zespole Akt Ordynacji
Zamoyskiej wymieniają "dzielnice" Szczebrzeszyna: Winnice od Miasta, Chałupy na Podzamczu,
Chałupy na Chmielniku, Przedmieście Szczebrzeskie, Łąki na Wólce, Chałupy pod Parkanem, Stare
Miasto, Ogrody Okopiska. W wydanej w 1927 roku nakładem Seminarium Nauczycielskiego pracy
zbiorowej pod red. Ludwika Pawłowskiego "Szkoły im. Zamoyskich w Szczebrzeszynie 1811 – 1926.
Zarys dziejów" znalazły się następujące nazwy ulic: Frampolska, Zwierzyniecka (z drewnianą
zabudową), Trębacka, Zielona, Kościelna, Bóżniczna, Targowa, Hebrajska, Cmentarna (w
przeważającej części z drewnianą zabudową), Zamojska. Mieszkający w Szczebrzeszynie w okresie
poprzedzającym wybuch II wojny ks. Czesław Bartnik w pracy "Mistyka wsi. Autobiografia młodości
1926 – 1959" (Warszawa 1988) podaje nazwy szczebrzeszyńskich uliczek: Pocztowa, Nadrzeczna,
Rozłopska, - w okolicach Rozłopskiej zaczynało się Przedmieście Zamojskie przechodzące dalej w
wieś Domki...
w 1903 roku w Szczebrzeszynie znajdowało się: prawosławnych – mężczyzn 521, kobiet 527;
rzymsko – katolików: mężczyzn 1323, kobiet 1309; Żydów: mężczyzn 3714, kobiet 3917. W
omawianym roku w mieście mieszkało łącznie: mężczyzn – 5.929, kobiet 6.191, w tej liczbie 717 osób
"niestałych"
1916 - parafia prawosławna w Szczebrzeszynie liczyła 912 wyznawców
1916 – 1926 – Seminarium Nauczycielskie Męskie ukończyło 105 absolwentów
1916 – 1934 Seminarium Nauczycielskie Męskie ukończyło około 400 osób, 20% z tej grupy zginęło
podczas II wojny światowej
1920 – w Seminarium Nauczycielskim maturę zdało 17 osób
1921 – 6.350 mieszkańców, w tym ludności wyznania rzymsko – katolickiego 3.593, prawosławnych
103 osoby, Żydów 2.644, innych wyznań 10 osób
1926 – 9 nauczycieli Seminarium Nauczycielskiego było członkami Związku Nauczycielstwa
Polskiego; dochody rzemieślników wyniosły około 100. złotych; żydowska ludność miast liczyła 4.054
osób – prenumerowała 56 dzienników, prawdopodobnie niektóre z nich drukowane były w pobliskim
Zamościu; w mieście było 3 księży, 10 nauczycieli szkoły średniej, dwudziestu kilku nauczycieli szkół
powszechnych, ponad 40 pracowników magistratu, sądu, poczty, policji i szpitala; miejscowa
inteligencja liczyła kilkanaście osób. Miasto zajmowało powierzchnie 2 km², liczyło 12 ulic, z których
najdłuższą była ul. Zamojska; znajdowało się przy niej 70 domów. Ludność miasta wynosiła 9.010
osób, z tej liczby 55% stanowili Polacy, 45% Żydzi – ludności niestałej było 403 osoby. Największe
gospodarstwo rolne prowadzone przez mieszkańca miasta liczyło 42 morgi ziemi uprawnej. Z
większych zakładów przemysłowych funkcjonowało: 13 piekarni, 10 zakładów krawieckich, 6
stolarskich, 5 szewskich, 4 fryzjerskie, 3 kamasznicze
1931 – Szczebrzeszyn liczył 7.496 mieszkańców
w latach 1939 – 1945 zginęło ponad 3000 osób pochodzenia żydowskiego; liczba ta nie jest
dokładnie ustalona
w latach trzydziestych ubiegłego stulecia Szczebrzeszynie miały miejsce strajki – chłopski i żydowski.
Strajk chłopski odbył się 1 maja 1936 roku, jego celem było wsparcie postulatów wysuwanych przez
Stronnictwo Ludowe odnośnie powrotu Wincentego Witosa do władzy, reformy rolnej bez obowiązku




wykupywania ziemi, rozwiązania sejmu i senatu sanacyjnego, przeprowadzenia sprawiedliwych
wyborów. Inicjatorem strajku był członek Polskiego Stronnictwa Ludowego w Szczebrzeszynie –
Andrzej Przysada. Strajk robotników żydowskich miał miejsce 18 lutego 1923 roku - strajkowali
pracownicy branży krawieckiej, szewskiej i stolarskiej żądając 100% podwyżki płac.
w roku 1938 Szczebrzeszyn liczył 8. 128 osób, w tej liczbie 3. 169 Żydów
w 1942 roku Niemcy wspólnie z policją ukraińską wymordowali na terenie Szczebrzeszyna ok. 4. 000
Żydów.18
podczas okupacji w wioskach należących do gminy Szczebrzeszyn osiedlili się Niemcy; ich obecność
odnotowano w: Szczebrzeszynie (wraz z Błoniem) – 313 osób, na Przedmieściu Zamojskim i w
Klemensowie (w domkach zajmowanych dotychczas przez pracowników Cukrowni) – łącznie 230
Niemców, w Bodaczowie – 162 osoby, Wielączy – 321, na Brodach Małych – 9 osób i Dużych –
289, w Kawęczynie – 8, Niedzieliskach Kolonii – 1. 19
w 1942 roku powstał w mieście, z inicjatywy Andrzeja Banacha, pełnomocnika Stowarzyszenia
Kupców Polskich na powiat biłgorajski (w tym okresie Szczebrzeszyn administracyjnie przynależał do
tego powiatu) oddział Stowarzyszenia Kupców Polskich. W skład Zarządu weszli: Andrzej Banach –
prezes, F. Materna – vice prezes, P. Galant – sekretarz, W. Bryłowski – skarbnik, J. Firmanty –
członek Zarządu. Oddział skupiał 80 szczebrzeszyńskich placówek handlowych i rzemieślniczych;
członkiem Stowarzyszenia była m. in Kazimiera z Kapciów Rzepecka.20
***
Od roku 1812 datuje się działalność szczebrzeszyńskiego szpitala - powstał na mocy decyzji ordynata
Stanisława hr. Zamoyskiego – rzecz miała się tak: wojska rosyjskie w pościgu za armią Napoleona zbliżały się
do Zamościa, wówczas władze szpitalne zwróciły się z prośbą do ordynata o zabezpieczenie szpitala przed
zajęciem go na potrzeby armii rosyjskiej co mogła zapewnić jedynie ewakuacja do pobliskiego
Szczebrzeszyna.
Na pomieszczenia szpitalne przeznaczono budynek poklasztorny wymagający remontu, w takiej sytuacji
szpital nie mógł spełniać należycie swoich funkcji – został sprowadzony do roli przytułku21 i jako taki służył
mieszkańcom miasta i okolicznych wsi do roku 1834. Dyrektorem szpitala został wtedy dr Przystański, jego
zawodowe zainteresowania skupione były na leczeniu chorób wenerycznych – nie znalazł jednak zrozumienia
dla swoich poczynań wśród personelu medycznego, zwłaszcza siostry szpitalne sprzeciwiały się
przyjmowaniu kobiet dotkniętych tą chorobą. 22 Zniechęcony brakiem akceptacji i wyraźnym oporem dla swych
nowatorskich jak na tamte czasy poczynań dr Przystański zrezygnował z zajmowanego stanowiska.
Kolejnym dyrektorem zostaje Alfons Fryderyk Brandt, szpitalem zarządza w latach 1837 – 1845. Za jego
kadencji zostaje wprowadzonych kilka istotnych zmian w dotychczasowej strukturze leczenia: przyjęta zostaje
do pracy doświadczona położna, teren Ordynacji zostaje za zgodą ordynata podzielony na tzw. "okręgi" – jest
ich pięć, w każdym z tych okręgów zostaje osiedlony lekarz, na terenie szpitala założono dla celów
leczniczych hodowlę pijawek, a sam dr Brandt zaczął stosować w przypadku chorób nerwowych
wodolecznictwo. Metoda ta po dłuższym stosowaniu okazywała się skuteczna. 23 Doktor Brandt dał się
poznać podczas swego pobytu w Szczebrzeszynie od najlepszej strony – jak bardzo cennym był dla niego
każdy człowiek dowiódł w 1837 roku angażując się z personelem szpitala w walkę z epidemią cholery.
W szczebrzeszyńskim szpitalu pracowali także: Natan Retlich, lekarz medycyny III klasy upoważniony w
myśl zarządzeń władz zaborczych do wszelakiej praktyki lekarskiej i do czynienia dochodzeń sądowo –
lekarskich. Podlecki Jerzy – chirurg II rzędu, a także dyplomowane akuszerki – Agnieszka Kaniszewska, Tekla
18
19
20
21
22
23
S. Jastrzębski. Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyźnie w latach 1939 – 1947.
Wrocław 2007, s. 222 (dalej. S. Jastrzębski. Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich...)
Z. Klukowski. Wysiedlenie Szczebrzeszyna i utworzenie gminy niemieckiej. Zamość 1945, s. 143 (dalej. Z.
Klukowski. Wysiedlenie...)
relacja Marii z Rzepeckich Lisowskiej
M. Nowak, Ocalona od zapomnienia (historia szpitala w Szczebrzeszynie).Kurier Lubelski 1966, nr 59 (dalej
Ocalona...)
M. Nowak, Milenijne portrety. Służba Zdrowia 1966, nr 24
Z. Klukowski, Kronika szpitala (cytuję za Mieczysławem Nowakiem, który o istnieniu Kroniki wspomina w art.
Ocalona od zapomnienia)
Krynicka, Marianna Koysiewicz. Aptekę prowadził Maxym Windischbauer. 24
W czerwcu 1843 leczono w Szczebrzeszynie osoby pokąsane przez psa – obawiając się wścieklizny
zastosowano dość bolesną kuracje, wycięto zanieczyszczone tkanki aż do zdrowych, a następnie wypalono
rozgrzanym do czerwoności żelazem przemywając je rozcieńczonym potażem gryzącym. 25 Gdy Alfons
Fryderyk Brandt wyjechał w 1845 roku do Warszawy funkcje lekarza naczelnego w szczebrzeszyńskim
szpitalu objął Tadeusz Wieniawski, poza pracą zawodowa prowadził obserwacje naukowe ogłaszając później
ich wyniki w czasopismach lekarskich; od roku 1847 zaczął stosować podczas operacji narkozę eterową. 26 Po
nim dyrektorem został Ferdynand Chotomski, nie pozostał jednak długo w Szczebrzeszynie – rozległe
zainteresowania utrudniały mu prowadzenie szpitala, wkrótce wyjechał za granicę, do roku 1870 przebywał we
Włoszech, zmarł w roku 1880.27
Na mocy przepisów prawnych z roku 1870 O zakładach dobroczynnych szpital przeszedł pod zarząd Rady
Opiekuńczej powiatu zamojskiego. Z ramienia tej Rady ustanowiono przy nim intendenta, a nadzór nad
chorymi powierzono siostrom szarytkom sprowadzonym do miasta w roku 1784 – od roku 1833 opiekę nad
chorymi przejęły siostry elżbietanki.
Dla chorych przychodzących z miasta i okolicznych wsi urządzono w 1879 roku przychodnię zwaną
ambulansem; biedniejsi otrzymywali bezpłatnie leki. Od 1845 roku funkcjonował przy szpitalu Dom dla
ubogich starców i kalek. Dochody na jego utrzymanie czerpano za zgodą ordynata z ziemi ornej i łąk
należących do miasta, oraz miejskich zasobów finansowych, które w omawianym okresie wnosiły 792 ruble. W
Szczebrzeszynie pracował także dr Józef Willaume znany z bezinteresownej pomocy, której często udzielał
najbiedniejszym.
Okres I wojny światowej to czas pracy lekarzy: Bolesława Boguckiego, dr Czarneckiego, dr Gwaraszwillego,
Agatsztejna, oraz Jana Stefanowicza. Stanowisko dyrektora po doktorze Stefanowiczu objął Zygmunt
Klukowski.28 W omawianym okresie w szpitalu przebywało 50 chorych, opiekę nad nimi sprawowała
pielęgniarka Zofia Klimczuk - była siostrą zakonną prawosławnego zakonu żeńskiego w Radecznicy, w roku
1931 zachorowała na zapalenie opon mózgowych i aż do śmierci przebywała w szczebrzeszyńskim szpitalu.
Z początkiem zimy 1919 roku w mieście zaczęła się szerzyć epidemia tyfusu, by jej zapobiec powołano
Komitet do walki z epidemią – przewodniczył mu prof. Emil Godlewski. Utworzono szpital epidemiczny,
otwarcie którego nastąpiło 22 lipca 1920 roku. Dalszych informacji o działalności szpitala dostarcza
Dziennik.... dr Klukowskiego; prześledźmy je pokrótce: 9 września 1939 roku przyniesiono do szpitala 7 ciężko
rannych osób żydowskiej rodziny Warmanów – w ich dom przy ulicy Targowej uderzyła bomba 29 pomocy
udzielili dr Felicja Warchałowska i dr Spoz, dr Klukowski był wtedy zmobilizowany. Podczas jego nieobecności
szpitalem kolejno zarządzali: Felicja Warchałowska, Zbigniew Hałacz. Personel stanowili Mieczysław
Krzysiak30, dr Spoz, oraz starsza pielęgniarka – akuszerka Wiktoria Szpyrówna. Jako pomoc szpitalna zgłosiła
się Leokadia Hasiec, intendentem został Edward Cichoński. 31
Do swego szpitala dr Klukowski powrócił 21 września 1939 roku, aż do wyzwolenia pełnił funkcje dyrektora,
pracując także jako chirurg. Dużą pomoc w prowadzeniu szpitala okazywali Doktorowi mieszkańcy miasta –
udało mi się (zapisał pod datą 6 października) zainteresować rannymi żołnierzami całe społeczeństwo nie
tylko miasteczka lecz i wsi...32 I tak było do końca wojny – miejscowa ludność, m in. Wiktoria Sierputowska,
Natalia Wesołowska, Janina Biziorkówna, Janina Kalinowska 33 a także partyzanci zgrupowani w oddziałach
Armii Krajowej chętnie udzielali szpitalowi niezbędnej pomocy. Jeżeli już mowa o tak wielkim zaangażowaniu,
to należy wspomnieć o szczebrzeszyńskich pielęgniarkach, które organizowały pomoc dla więźniów w obozie
24
25
26
27
28
29
30
31
32
33
Lista lekarzy i aptekarzy w Królestwie Polskim, oraz chirurgów, felczerów i akuszerek na rok 1839. Warszawa
1839
M. Nowak, Ocalona...
tamże
tamże
Z. Klukowski, W przyfrontowym miasteczku. Tygodnik Zamojski 1990, nr 41
Z. Klukowski, Dziennik z lat okupacji Zamojszczyzny 1939 – 1944 . Lublin 1958, s. 45 ( dalej Dziennik...)
zgłosił się do szpitala podczas tułaczki po Polsce; 31 sierpnia 1939 roku otrzymał dyplom lekarski na
Uniwersytecie Poznańskim
prezes Związku Młodej Wsi powiatu zamojskiego
Z. Klukowski, Dziennik..., s. 57
relacja Marii Niezgody
przejściowym w Zwierzyńcu.34
Tutaj znalazł także pomoc Heinz Doerr – ranny w głowę podczas potyczki z Rosjanami i Polakami pod
Mińskiem 25 lipca 1944 roku został zabrany razem z innymi rannymi z pobojowiska. W Szczebrzeszynie
przebywał cztery miesiące, kiedy wyzdrowiał dr Klukowski zatrudnił go przy szpitalnym gospodarstwie; dużo
czasu spędzał Doerr w towarzystwie syna doktora – Tadeusza ucząc się języka polskiego, Tadeusz szlifował
niemiecki 35
22 listopada 1944 roku Heinz Doerr został aresztowany przez NKWD; przewieziony w roku 1946 po blisko
dwuletnim pobycie w więzieniu zamojskim do obozu pracy w Janowie uciekł stamtąd przy pomocy Polaków.
Obecnie (stan na rok 1991) jest emerytowanym dyrektorem największego w Niemczech szpitala katolickiego
Prosper Hospital w Recklinghausen.36
Podczas trudnych okupacyjnych lat został zorganizowany z inicjatywy dr Klukowskiego Komitet Opieki nad
rannymi żołnierzami, na czele którego stanął ksiądz Franciszek Kapalski. Ksiądz Kapalski był w okresie
okupacji administratorem parafii Szczebrzeszyn, pełnił także funkcje kapelana Zamojskiego Inspektoratu Armii
Krajowej.37
Przez Szczebrzeszyn przewinęło się wielu wysiedleńców, w tym także Żydów – w cytowanej Księdze
Pamięci Gminy Żydowskiej ze Szczebrzeszyna (Book of Memory to the Jewisch Community of Shebreshin.
Kiriat Yam 1984) podano nazwiska 186 osób, którym rozdawano posiłki i chleb. Tym osobom również
udzielono opieki medycznej. Jak wielu potrzebujących znalazło doraźną pomoc w szczebrzeszyńskim szpitalu
świadczy ta oto wypowiedź: w sobotę 22 listopada 1941 roku obchodziliśmy w szpitalu pewną uroczystość z
powodu przyjęcia w tym roku tysiącznego chorego, czego za moich czasów jeszcze nigdy nie było. 38
Tak pokrótce przedstawiały się losy szpitala podczas wojny. Po wyzwoleniu szpital przeżywał swoje wzloty i
upadki, zmieniali się dyrektorzy – pierwszym w powojennej rzeczywistości był dr Jerzy Czorycki; szpital przejął
w opłakanym stanie, zniszczone okna, piece, podłogi gdy padał deszcz podstawiano wanny na cieknącą
przez dziurawy dach wodę.39 W szpitalu znajdowały się 64 łóżka, dr Czorycki powiększył ich liczbę do 100,
otworzył też gabinet fizykoterapii – pracowało w nim sześciu lekarzy. Uznany został za postać nieciekawą,
wyłamującą się spod prawa; przepił 2.900 złotych z ekipą budowlaną by szybciej ukończyła cieplarnię...,
przekroczył zakres uprawnień, na jego polecenie intendent Aleksander Łysak kupił mięso wołowe od
okolicznych chłopów. Za ten postępek doktora Czoryckiego skazano na 9 miesięcy pozbawienia wolności w
zawieszeniu na trzy lata.40 Po jego odejściu stanowisko dyrektora objął w roku 1967 Józef Szymański – w
szpitalu pracował od roku 1958; zrobił specjalizację I i II stopnia z interny, w roku 1972 z kardiologii. 41 W roku
1985 pielęgniarka Teresa Rak została laureatką Ogólnopolskiego Konkursu o "Złoty Czepek" pielęgniarski. 42
W Szczebrzeszynie, poza wspomnianym istniał również:szpital powstańczy - funkcjonował w w okresie
powstania styczniowego – jego organizacją zajmował się Robert Przegaliński. Ordynacki szpital weneryczny powstał w 1834 roku staraniem dr Przystańskiego, który z dniem 12 lipca 1833 roku przejął obowiązki lekarza
naczelnego administracyjnego w dobrach Zamoyskich i zatrudniony został w Szczebrzeszynie. Działalność
szpitala trwała bardzo krótko, spotkała się ostrym sprzeciwem sióstr Szarytek które sprzeciwiały się
przyjmowaniu kobiet dotkniętych chorobami wenerycznymi.
***
Na przestrzeni lat 1919 – 1933 w Szczebrzeszynie funkcjonowały organizacje społeczno – oświatowe:
 Spółdzielnia Spożywców - założona została w Szczebrzeszynie w roku 1908 – w roku 1929
34
35
36
37
38
39
40
41
42
Cz. Służewski, Hitlerowski obóz przejściowy w Zwierzyńcu. Wybór materiałów wspomnieniowych. Zwierzyniec
1993
A. Wiktor, Jeniec. Tygodnik Zamojski 1991, nr 51
tamże
Cz. Dąbrowski, Z dziejów martyrologii duchowieństwa na Zamojszczyźnie. Kurier Lubelski 1979, nr 121
Z. Klukowski, Dziennik..., s. 231
A. Treger, W szczebrzeszyńskim szpitalu. Kurier Lubelski 1972, nr 190 (dalej W szczebrzeszyńskim szpitalu...)
E. Żurek, Lekarz banita. Tygodnik Kulturalny 1969 nr 39
A. Treger, W szczebrzeszyńskim szpitalu...
"Złoty Czepek" pielęgniarski dla Teresy Rak ze Szczebrzeszyna. Kurier Lubelski 1985, nr 111












43
44
45
46
obowiązki prezesa pełnił Stanisław Węgierski. Spółdzielnia zrzeszała 208 członków, zebrania
członkowskie odbywały się w siedzibie spółdzielni w Klemensowie; w pracy na jej rzecz udzielało się
dwóch nauczycieli ze Szkoły Powszechnej Nr 2 (żeńskiej) w Szczebrzeszynie.
Ochotnicza Straż Pożarna - powstała w roku 1908, w roku 1929 prezesem oddziału był Malinowski –
stan liczebny wynosił 24 członków stałych i 25 wspierających. W okresie okupacji motopompa
szczebrzeszyńskich strażaków przechowywana była w zabudowaniach klasztornych w Radecznicy,
gdzie spłonęła podczas pożaru w lipcu 1944 roku 43. Po wyzwoleniu siedziba Straży znajdowała się na
terenie Szkoły Zawodowej, co miało duży wpływ na komplikacje i utrudnienia w pracy, szczególnie,
gdy była potrzeba niesienia pomocy. Miało to również swoje dobre strony. Starsi uczniowie
(pełnoletni) byli strażakami, którzy w każdej chwili stanowili obsadę wozu bojowego Straży 44
Towarzystwo Szerzenia Oświaty "Światło" - założone z inicjatywy Zofii Villaume, oraz aptekarza G.
Zartha w 1906 roku; członkowie Towarzystwa prowadzili czytelnię, organizowali odczyty na temat
zagadnień kulturalnych i zdrowotnych.
Ognisko Związku Nauczycielstwa Polskiego – funkcje prezesa pełnił Stanisław Węgierski, Ognisko
liczyło 16 członków, zebrania odbywały się w Szkole Powszechnej nr 1 (męskiej)
Szkolny Klub Sportowy "Junak" – założony przez nauczyciela Seminarium Nauczycielskiego
Męskiego – Józefa Mazia; funkcjonował w latach 1925 – 1929. Poza działalnością sportową
członkowie "Junaka" angażowali się w zajęcia Szkolnego Kółka Teatralnego. Klub posiadał własny
hymn napisany przez Hipolita Kozioła 45, muzykę skomponował Aleksander Bryk.
Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół" - założone 8 czerwca 1925 roku; prezesem był Grabkowski,
Towarzystwo skupiało 76 członków. Sokolnicy posiadali własną świetlicę, wybudowaną staraniem inż.
Andrzeja Waligóry (dyrektora Fabryki Kalafonii i Terpentyny w pobliskich Brodach). Patronat nad
organizacją sprawowała rodzina Zamoyskich, a honorowym prezesem był Adam Zamoyski, właściciel
Kozłówki k. Lubartowa. Podstawą działalności "Sokoła" był napisany przez dr Mariana Wolańczyka
"Katechizm Sokoli" (Lwów 1927); członkami Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" m. in. byli:
Kazimiera z Kapciów Rzepecka, Janina Zajdlic, Jan Gwiazdowski.
Związek Pracy Obywatelskiej Kobiet – powstał w lutym 1930 roku - przewodniczącą Związku została
Jadwiga Syrkowa – kierowniczka Szkoły Powszechnej nr 2 (żeńskiej), do Związku... należało 20
kobiet; siedzibą organizacji była wspomniana szkoła
Związek Polskiej Młodzieży Demokratycznej – założony został w sierpniu 1931 roku, przewodniczył
mu Cichoński - Związek liczył 36 członków, posiadał własną świetlicę.
Stowarzyszenie Młodzieży Polskiej – powstało 17 lipca 1932 roku, przewodnicząca była Sawulska;
Stowarzyszenie... skupiało 39 osób
Katolickie Stowarzyszenie Polek – założone 4 listopada 1932 roku, funkcjonowało pod
przewodnictwem Sylewińskiej – liczba zrzeszonych kobiet wynosiła 36, miejscem spotkań była sala
parafialna
Towarzystwo Miłosierdzia Chrześcijańskiego św. Wincentego a’ Paulo – założone zostało 4
października 1931 roku, skupiało 98 osób, funkcję prezesa pełnił ks. Cieśliński
Związek Strzelecki – założony został 26 marca 1933 roku, przewodniczącym był Stanisław Węgierski,
Związek... skupiał 24 czynnych członków i 31 wspierających, siedzibą była świetlica w bursie Szkoły
Powszechnej nr 146
Tarbut - Żydowskie Stowarzyszenie Kulturalno – Oświatowe zarejestrowane 11 marca 1922 roku.
o tym incydencie napisał ks. Wacław Płonka, autor wspomnień z okresu okupacji, którą przeżył w radecznickim
klasztorze
z Kroniki Szkoły Zawodowej im. Zygmunta Klukowskiego
(1907-1987) . Szkołę powszechną (czteroklasową) ukończył w Kalinowicach, a następnie uczęszczał do
gimnazjum w Zamościu. Będąc w klasie czwartej, przeniósł się do Seminarium Nauczycielskiego Męskiego w
Szczebrzeszynie. Po ukończeniu seminarium w 1928 rozpoczął pracę w szkołach powszechnych powiatu
biłgorajskiego: Komodziance, Rakówce, Łukowej. W 1935 ukończył Państwowy Wyższy Kurs Nauczycielski w
Warszawie w grupie humanistycznej. W okresie okupacji niemieckiej wchodził w skład Tajnej Organizacji
Nauczycielskiej. Był organizatorem i kierownikiem Powiatowego Archiwum Państwowego w Zamościu przez 10
lat (wg. opracowania Gertrudy Sowińskiej; http://www.archiwum.zam.pl/pliki/intwyd1.pdf)
informacje o organizacjach zaczerpnięto z Kroniki Szkoły Podstawowej znanej jako "Nowa Szkoła"











47
Jego działalność polegała na organizowaniu ochronek dla dzieci, szkół elementarnych i zawodowych,
kursów wieczorowych dokształcających, uniwersytetów ludowych, oraz prowadzenie głównie wśród
dorosłych Żydów pracy oświatowej o różnorodnym charakterze (kluby, biblioteki, koncerty, odczyty i
wykłady). Zajęcia prowadzono w zależności od znajomości języka zainteresowanych (jidysz, język
polski, język hebrajski);w Szczebrzeszynie oddział Tarbutu powstał w latach dwudziestych XX wieku.
Kultur Liga - Stowarzyszenie propagujące żydowską kulturę poprzez sztukę, muzykę, teatr,
upowszechnianie oświaty (prowadzenie bibliotek, czytelni, organizowanie okolicznościowych
odczytów); w Szczebrzeszynie oddział Kultur Ligi funkcjonował w okresie międzywojennym - w roku
1929 liczył 80 członków.
ożywioną działalność polityczną prowadził: Związek Syjonistyczny (istniał od 1916 roku) - członkowie
tej partii stanowili 40% żydowskiej ludności Szczebrzeszyna, Poalej Syjon – 35% ludności, Agudas
Isroel – 20%. Podczas wyborów do Rady Miejskiej w 1931 roku syjoniści uzyskali trzy miejsca, Poalej
Syjon – 1, Agudat Israel – 1 miejsce, Bund – 5 miejsc. Inną partią o charakterze religijnym była partia
Mizrachi, która skupiała w swoich szeregach 40 członków. Młodzież należała do: Zrzeszenia
Żydowskich harcerzy im. Józefa Trumpeldora – 60 członków, He – Chaluc (Pionier) – 60 członków.
Pierwsza Żeńska Drużyna Harcerska im. Emilii Plater - istniała w latach 1920 – 1939; funkcje
drużynowych pełniły kolejno nauczycielki: Stanisława Jonot (1920 – 1923), Zofia Jaworska (1923 –
1929), Celina Dębińska (1930 – 1932), Halina Zalewska (styczeń 1933 – wrzesień 1939). Od 25
stycznia 1933 roku drużyna prowadziła własną kronikę, gdzie zostały udokumentowane jej
poczynania. O pracy szczebrzeszyńskich harcerek traktuje również praca J. Jóźwiakowskiego
Skauting i Harcerstwo w Szczebrzeszynie 1915 – 1939 (tekst dostępny w zbiorach Biblioteki Miejskiej
w Szczebrzeszynie)). 30 sierpnia 1939 roku o godzinie 16.00 ówczesna drużynowa Zofia Sas –
Jaworska zwołała zbiórkę na której powołano Drużynę Pogotowia w ramach Placówki Pogotowia
Społecznego. W skład Drużyny weszło 38 harcerek. 47 W okresie międzywojennym staraniem
szczebrzeszyńskich harcerek wzniesiono na miejscowym cmentarzu obelisk poświęcony powstańcom
roku 1863.
Towarzystwo Pożyczkowo – Oszczędnościowe założone w 1906 roku przez Bogusława Boguckiego,
w ramach działalności Towarzystwa zorganizowana została Kasa Oszczędnościowo – Pożyczkowa
Spółdzielnia Spożywców - założona została w roku 1908; w roku 1929 obowiązki prezesa pełnił
Stanisław Węgierski. Spółdzielnia zrzeszała 208 członków, zebrania członkowskie odbywały się w
siedzibie spółdzielni w Klemensowie; w pracy na jej rzecz udzielało się dwóch nauczycieli ze Szkoły
Powszechnej Nr 2 (żeńskiej) w Szczebrzeszynie.
Kasa Pożyczkowa Rzemieślników
Kasa Pożyczkowa Drobnych Kupców
Bank Ludowy /O Komunalnej Kasy Oszczędności Powiatu Zamojskiego; Oddział Komunalnej Kasy
Oszczędności Powiatu Zamojskiego w Zamościu, oddział której funkcjonował w Szczebrzeszynie aby
zachęcić mieszkańców do systematycznego oszczędzania opublikował na łamach "Teki Zamojskiej"
(nr 2 z 1938 roku) ogłoszenie następującej treści:Komunalna Kasa Oszczędności Wkłady przyjmuje,
bezpieczeństwo i tajemnice gwarantuje, pożyczek udziela. Obrót roczny za rok 1936 – zł
26.202.606.34; za rok 1937 – zł 42.844.187.94, wkłady oszczędnościowe i czekowe na dzień 1
stycznia 1938 – 1.670.117.35 zł. W roku 1939 dyrektorem Kasy był Tomasz Fidal.
Filia Banku Ludowego w Warszawie
Koło Macierzy Szkolnej - powstało na zebraniu organizacyjnym dnia 12 sierpnia 1906 roku zapisało
się 27 osób, z tej liczby wybrano Zarząd Koła w składzie: prezes – ks. Wacław Kosior, członkowie –
ks. Bolesław Płodowski, Adolf Cort, Wacław Wietrzykowski, Marian Małuja, Jan Czechoński, Andrzej
Kołodziejczyk, Stanisław Sawilski, Michał Bryłowski, Jadwiga Degurska; w skład Komisji Rewizyjnej
weszli: ks Grabowski, Aleksander Krzywdziński, Stanisław Mystkowski. Koło postawiło sobie za cel
założenie w mieście biblioteki, ochronki dla dzieci i szkółki miejskiej
"tajna szkoła" - rodzaj placówki edukacyjnej zorganizowanej w szczebrzeszyńskim środowisku
partyjnym (PPS) w początkach XIX wieku przygotowującej członków partii "do czytania prasy polskiej i
książek". Pierwszą lekturą jaką czytano w tym środowisku była "Gazeta Świąteczna" redagowana od
tekst opracowano na podstawie danych z Kroniki Szkoły Podstawowej znanej jako "Nowa Szkoła"
1881 roku przez Konrada Prószyńskiego (Kazimierza Promyka), innym bardzo poczytnym pismem
była "Zorza" – artykuły o działalności Kółka Rolniczego w Szczebrzeszynie zamieszczał na jej
łamach Józef Godzisz z Rozłop.
23 maja 1920 roku w Szczebrzeszynie i pobliskim Klemensowie obchodzono Dzień Śląska Cieszyńskiego – w
Szczebrzeszynie zorganizowano kwestę celem zebrania środków finansowych na rzecz działającego na
Śląsku Koła Polskiej Macierzy Szkolnej. Mieszkańcy miasta przy pomocy
rejenta Aleksandra Krzywdzińskiego 48 uchwalili rezolucję w sprawie Śląska Cieszyńskiego, któremu groziła
aneksja ze strony Czech; znalazło si w niej m. in stwierdzenie: ...my podnosimy dziś głos do Sejmu, do
Naczelnika Państwa i Rządu , wzywając aby bronili Śląska wszystkiemi siłami i nie dopuścili do tego, żeby
oddany był czeskim zaborcom.49
Obchody Dnia Śląska Cieszyńskiego poprzedziły publikacje prasowe, m. in. na łamach "Nowin Zamojskich"
z dnia 9 lutego 1918 roku ogłoszono apel o finansowe wsparcie dla Kresów Cieszyńskich. W odpowiedzi
mieszkańcy Szczebrzeszyna, Klemensowa i okolic wraz z wpłatą określonych kwot (50, 100 marek)
zadeklarowali swoje członkostwo w Kole Polskiej Macierzy Szkolnej na Śląsku Cieszyńskim, byli to: ze
Szczebrzeszyna ks. Andrzej Wadowski (członek założyciel), Anna Krupianka, ks. Wacław Padkowski, Józef
Kołodziejczyk, Kazimierz Ruchawski, Zygmunt Lambrecht, Leonard Kowalski, Aleksander Wiśniewski, Jan
Strojnowski, Jan Szczygłowski, Stanisław Stasiak, Wacław Kowalik, Andrzej Moszyński (członkowie
wieczyści).
Z Klemensowa – członkowie założyciele: członkowie Stowarzyszenia Spożywców, pracownicy Cukrowni
"Klemensów", Marja Wyszyńska. Członkowie wieczyści - Jan Bac, Paweł Płatek, Henryk Mazurowski, Jan
Klimaszewski, Julian Wyszyński, Stanisław Splowacz, Michał Niemirowski, Stanisław Sadoś, Franciszek
Misiński, Michał Mościbrodzki, Antoni Borkowski, Józef Wolski. Jako członek wspierający poczynania
śląskiego Koła Macierzy szkolnej w Cieszynie zaofiarował pomoc finansowa Józef Cebrykow z Klemensowa.50
W okresie międzywojennym Szczebrzeszyn był miastem o charakterze rolniczo – handlowym. Pola
uprawne ciągnęły się na odległość 4 kilometrów poza miasto. Funkcjonowały drobne zakłady przemysłowo –
usługowe w liczbie około 60 zatrudniające od 1 – 3 osób; 3 młyny, tartak. Handel skupiony był w rękach
ludności żydowskiej, która na ogólna liczbę mieszkańców 9010 w 1926 roku stanowiła 45%. We wtorki
odbywały się jarmarki. Wiele artykułów wywożono do innych miast – punktem przeładunkowym była stacja
"Topólcza". Gros eksportu stanowiło bydło, nierogacizna. Handlowano także mięsem, zbożem i jego
przetworami, owocami leśnymi. Środkami transportu były głównie dorożki ,kursujące między innymi na trasie
Szczebrzeszyn – stacja kolejowa "Topólcza".
Według danych z roku 1926 w Szczebrzeszynie funkcjonowało około 60 drobnych zakładów rzemieślniczych,
nazwiska niektórych właścicieli zakładów, a w przypadku miejscowych Żydów tylko imiona zapamiętał Jan
Jurczykowski
 rodzina Czuków – z zawodu bednarze, Franciszek Kowalski (ojciec zmarłej w 2000 roku malarki
Stanisławy Kowalik) – wyrabiał beczki, niecki, trumny,
 (...) Hoczyk – grabarz,
 Klimek – kamasznik, latem dorabiał sprzedając lody,
 kowalstwem zajmowali się: Makara – jego zakład znajdował się przy zbiegu ulic Lubelskiej i Zamojskiej,
Hanaka, Jan Ruszkowski, Wyrostkiewiczowie,
 ubrania na zamówienie z materiałów powierzonych szyli: Łuszcz, Sochacki, Szcześniak, Ząbek,
 krawiectwem damskim lekkim zajmowały się: Hysowa, Ostowiczowa, siostry Wyrostkiewicz, oraz
nieznane z nazwiska Żydówki – u nich uczył się zawodu niejaki Wyrostkiewicz; otworzył przy ul.
Zamojskiej zakład bieliźniarski,

murarze szczebrzeszyńscy to: Bryłowski, Michalski, Nowicki.
48
49
50
syn Antoniego, prowadził kancelarię notarialną w Szczebrzeszynie w domu pod nr. 324 (wg. Wyciągu z aktu
notarialnego dotyczącego Michała i Kazimierza Smotrów z Czarnegostoku w 1918 roku, nr 252; zbiory prywatne)
A. Wadowski, M. Pieszko, S. Miller, A. Borkowski. Klemensów i Szczebrzeszyn Cieszynowi. Pamiątka obchodu
"Dnia Śląska Cieszyńskiego" w d. 23 maja 1920 (dalej:A. Wadowski, M. Pieszko, S. Miller, A. Borkowski.
Klemensów i Szczebrzeszyn Cieszynowi...; egzemplarz dostępny w zbiorach Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej
im. H. Łopacińskiego w Lublinie)
tamże, s. 24 - 26
wypiekiem chleba zajmowały się dwie rodziny: Ćwikowie – prowadzili zakład przy ul. Klasztornej
(obecna dr Z. Klukowskiego), specjalnością Ćwików był chleb sitkowy, oraz Basajewscy – ich piekarnia
znajdowała się przy ul. Zamojskiej,
 wyrobem i sprzedażą powrozów zajmował się Bizior,
 rymarzem był Bukowski – jego warsztat znajdował się w budynku ratusza przy obecnym Placu
Tadeusza Kościuszki w lokalu zajmowanym przez Bibliotekę Miejską,
 ślusarzy było dwóch - Barański i Budzyński,
 zdunów także dwóch - Okoniewski i Piłat,
 restaurację przed wybuchem wojny prowadzili Guzowscy, Jaworscy, Sawulscy
Oprócz zakładów rzemieślniczych w Szczebrzeszynie w okresie międzywojennym było dużo sklepów
zwłaszcza spożywczych, ich właściciele to:
 Kalitowa – jej sklep znajdował się w pomieszczeniach "Oberży",
 Kufmanowie – prowadzili sklep pasmanteryjny,
 Kołłątajowie, Koszelowie – prowadzili sklep w Rynku, Marszycki, Michalski – jego lokal znajdował się
przy ul. Klasztornej, Leon Spoz – prowadził sklep przy ulicy Zamojskiej, Józef Szwed, Trusz.
Swoje wyroby sprzedawali także rzeźnicy – tą profesją trudnili się:
 rodzina Kapciów, Dubielów, Pilip, Kazimiera i Jan Rzepeccy, Dworniczak, przy ulicy Zamojskiej
zachował się do dziś budynek dawnej kaszarni, którą do spółki z Żydówką Chajką (nazwisko
nieznane) prowadził Bender
 Szewcy to: Borowiński – zajmował się naprawą obuwia, Gąska i Sawic (szwagrowie).

Rzemieślnicy żydowscy:
 Chaim – właściciel sklepu spożywczego,
 Icek – handlował wapnem,
 Jankiel – kowal,
 Blejwas – wyrabiał nakrycia głowy; czapnik,
 Dalles – prowadził cukiernię,
 Lejzor – był szewcem,
 Pinkas – właściciel piwiarni przy ul. Frampolskiej (obecna Zwierzyniecka),

Ruchla/Rachela – prowadziła kaszarnię.
Mieszkańcy miasta poza pracą zawodową znajdowali również czas na doskonalenie swej wiedzy i jej
poszerzanie, dowodem na co jest prenumerata kilkunastu tytułów prasy - Gazeta Polska (prenumerowało ją 6
osób), Kobieta w świecie i w domu (5), A.B.C (16), Nowa Polska (2), Gazeta Grudziądzka (2), Expres
Lubelski (1), Wieczór Warszawski (1), Świt (2), Wiadomości Literackie (2), Wielkopolanin (2), Kurjer Poranny
(9), Posiew (3), Na posterunku – (2), Strzelec (1). Ludność żydowska prenumerowała aż 56 dzienników,
można domniemywać, że niektóre z pism czytanych przez szczebrzeszyńskich Żydów sprowadzane były z
pobliskiego Zamościa, gdzie m. in wydawano: Zamoszczer Sztyme (Głos Zamościa), Zamoszczer Wort
(Słowo Zamojskie), czy Meficeh Tora Wudath. W samym Szczebrzeszynie ukazywały się: Przebłysk nieregularnik wydawany przez Państwowe Seminarium Nauczycielskie Męskie w Szczebrzeszynie w latach
1923 – 1930 pod redakcją Józefa Stelmacha/Ludwika Pawłowskiego; redaktorem odpowiedzialnym za dobór
treści i szatę graficzną pisma był W. Szrejter. Nr 2 z 1932 roku pochodzący ze zbiorów Kazimierza Kowalczyka
prezentowany był na wystawie "180 lat prasy na Zamojszczyźnie na przełomie XI – XII 1983 roku w
Zamościu". Nasze Życie - miesięcznik wydawany w latach 1923 – 1930 staraniem Państwowego Seminarium
Nauczycielskiego w Szczebrzeszynie pod redakcją Karola Pieczykolana; nr 2 Naszego Życia z 1925 roku (ze
zbiorów Edwarda Chudoby) prezentowany był na wspomnianej powyżej wystawie. Dostęp do ogólnej wiedzy
zapewniały także funkcjonujące w mieście biblioteki

istniejąca od 1822 Biblioteka przy Szkołach im. Zamoyskich - w roku 1824 liczyła 94 dzieł. W
początkowym okresie istnienia placówka utrzymywana była z funduszu opłat wnoszonych przez
uczniów. W roku 1825 Stanisław hr. Zamoyski przekazał do Szczebrzeszyna ze zbiorów biblioteki
akademickiej w Zamościu około 1657 tomów; w roku 1828 znajdowało się 2059 dzieł – ich
uporządkowaniem i skatalogowaniem zajął się Stanisław Godziszewski. Zbiory biblioteczne






powiększały się dzięki ofiarności ordynata, oraz nauczycieli, uczniów, przedstawicieli ziemiaństwa i
inteligencji. Z darczyńców warto wymienić: prof. Teodozego Sierocińskiego, prof. Jana Zienkowskiego
– podarował 8 tomów Encyklopédie ou dictionnario rasionne des sciences, des arts et, des métiers.
Nauczyciel szkoły elementarnej Szyndlarski przekazał 5 tomów czasopism zagranicznych z zakresu
pedagogiki. Na wyposażeniu biblioteki znajdowały się również zbiory kartograficzne – komisarz
obwodu zamojskiego Wolanowski ofiarował 48 starych map geograficznych, a pisarz Sądu Pokoju w
Krasnymstawie Adelt przekazał "100 niezidentyfikowanych bliżej jednostek kartograficznych"; Antoni
Magier opracował na potrzeby szkoły mapę meteorologiczną. Pod koniec istnienia Szkoły Realnej
sporządzony został katalog - Spis dzieł znajdujących się w Bibliotece b[yłej] Szkoły Realnej w
Szczebrzeszynie w 1583 roku. Katalog zachował się w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego;
zanotowane zostało też nazwisko ówczesnego opiekuna biblioteki - nauczyciela Jana Nielepca
(przed nim zbiorami opiekowali się wspomniany Stanisław Godziszewski, oraz Fortunat Janiszewski).
Biblioteka w Magistracie - w roku 1929 liczyła 455 tomów - ze zbiorów bibliotecznych korzystało 15
osób, wypożyczania książek odbywały się we w czwartki. Stan księgozbioru znany jest na podstawie
relacji Jadwigi Syrkowej – kierowniczki Szkoły Powszechnej (żeńskiej nr 2) – "książki stare, brak
książek pisarzy współczesnych, dobór nieszczególny. Pieniędzy na kupienie nowych książek nie ma".
Dla swoich potrzeb prowadziło bibliotekę Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół" , wiadomo, że jej
opiekunem był Złomaniec, nie wiadomo jak była zasobna i jakie publikacje stanowiły jej księgozbiór.
Placówkę zlokalizowano prawdopodobnie w świetlicy "Sokoła" (obecny budynek stolarni przy Szkole
Zawodowej) wybudowanej staraniem dyrektora Fabryki Kalafonii i Terpentyny "Alwa" - Andrzeja
Waligóry.
Biblioteka im.Mendele Mojcher Sforima - funkcjonowała (w połączeniu z czytelnią) w okresie
międzywojennym; była własnością gminy żydowskiej. Z księgozbioru korzystało (stan na rok 1926)
około 200 osób; w roku 1929 na uposażeniu biblioteki znajdowało się 500 tomów autorów polskich i
żydowskich łącznie. Przy bibliotece zorganizowano Kółko Dramatyczne.
własną, bibliotekę posiadał dr Zygmunt Klukowski – z jego zbiorów, korzystali jednak nieliczni
mieszkańcy miasta, zwłaszcza uczniowie Seminarium Nauczycielskiego, bowiem doktor nie miał
zwyczaju pożyczać książek (można było z nich korzystać na miejscu, w jego mieszkaniu) – inwentarz
biblioteki obejmował 4000 pozycji; na bieżąco Z. Klukowski kompletował: Wiadomości Literackie
(roczniki 1924 – 1939), Cyrulika Warszawskiego, Naukę Polską, Ziemię, Rocznik Krakowski,
czasopisma z różnych okresów - Dziennik Wileński, Kłosy. W depozyt do biblioteki Katolickiego
Uniwersytetu Lubelskiego zostało oddanych około 2000 pamiętników. Do cymeliów w zbiorach
Doktora należały: pamiętnik Oskara Awejde o polskim powstaniu 1863 roku, wydany w czterech
tomach w Warszawie 1866 roku, z wydań historycznych Polska Encyklopedia Szlachecka, druki
bibliofilskie, w tym około 100 egzemplarzy wydanych nakładem Akademii Zamojskiej. , ale na
miejscu w jego mieszkaniu można było z nich korzystać .
Biblioteka Państwowego Domu Młodzieży - o jej istnieniu świadczą pojedyncze już dziś egzemplarze
książek zachowane w zbiorach biblioteki przy Liceum Ogólnokształcącym, które oznakowane są
okrągłą pieczątką o treści: "Państwowy Dom Młodzieży w Szczebrzeszynie", w centralnej części
pieczątki widnieje orzeł.
od lat pięćdziesiątych XX wieku – istniał w Szczebrzeszynie Dom Książki – jego działalność datuje
się do początku lat dziewięćdziesiątych. Placówka była swego rodzaju punktem zbornym dla
szczebrzeszyńskiej młodzieży – tutaj poznawano nowości wydawnicze, prowadzono ciekawe
rozmowy - należałem [w latach pięćdziesiątych] do grupy dość przypadkowych osób, które często i
długo przebywały w sklepie bez zamiaru robienia zakupów. Lokal był przez te osoby traktowany jako
rodzaj bezpłatnego klubu, bądź świetlicy. Niemałą atrakcją było kilkakrotne pojawienie się w sklepie
sióstr Zosi i Lidki Kliz, członkiń niedawno zorganizowanego prze T. Sygietyńskiego zespołu
"Mazowsze" – wspominał emerytowany nauczyciel ze Szczebrzeszyna -Aleksander Piwowarek;
księgarnię prowadziła Halina Gdula.
***
Z historią miasta i gminy związana jest nierozerwalnie działalność placówek oświatowych – ich ilość na
przełomie XIX – XX wieku była dość znaczna – poczynając od wieku XV w Szczebrzeszynie istniały kolejno:
 szkoła przy zborowa - założona została przez Stanisława Górkę przy zborze kalwińskim powstałym z
jego inicjatywy. Nie znamy programu nauczania. Zakładając, że była to placówka funkcjonująca w
ramach działalności zboru możemy przyjąć, iż nauczano w niej dzieci szczebrzeszyńskich i
okolicznych kalwinów zgodnie z programem przyjętym dla tego typu placówek. Jej rozwój przyćmiła
szkoła założona przez Stanisław Górkę w pobliskim Turobinie. Placówka funkcjonował podczas
pobytu Górków w Szczebrzeszynie, który przypadł na lata 1555 – 1582.
 Szkoła Elementarna -funkcjonowała w początkach XIX wieku. W roku 1811 liczyła 78 uczniów, w tym
11 dziewcząt i 67 chłopców, w tej liczbie 1 chłopiec żydowski. Wiek dzieci uczęszczających do szkoły
mieścił się w przedziale wiekowym 5 – 15 lat. Szkołę traktowano jako tzw. "klasę początkowa
funkcjonującą przy szkole zwanej "publiczną". Dokonujący w 1825 roku wizytacji generalny wizytator
Onufry Lewocki polecił polecił czuwać nad tą placówka, oraz wypowiedział się w przedmiocie
nauczania: "metodę uczenia podług Lancastra koniecznie do tej szkoły zaprowadzić się powinno" 51.
Wiadomo również, że nauczyciel szkoły elementarnej – Szyndlarski wykładał w Szkole Wojewódzkiej
język niemiecki, a także podarował do organizującej się biblioteki przy Szkole Wojewódzkiej "5 tomów
czasopism zagraniczny z zakresu pedagogiki"; o istnieniu w Szczebrzeszynie szkoły elementarnej
(początkowej II – klasowej) informuje również Bronisław Chlebowski w wydanym w 1890 roku
Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego (t. XI , s. 827 – 830).
 Od roku 1811 datuje się również działalność szkół im Zamoyskich - otwarto wówczas placówkę o
nazwie Szkoła Wydziałowa – funkcjonowała w latach 1811 – 1819. Rektorem został Michał
Siekierzyński.
 Szkoła Wojewódzka (1819 – 1831); zgodnie z wymogami ustawy z dnia 8 czerwca 1819 roku o
szkołach wojewódzkich posiadała sześć klas. W rzeczywistości nauka trwała lat siedem, bowiem
program klasy VI przeznaczano do realizacji w przeciągu dwóch lat. W czerwcu 1822 roku generalny
wizytator, członek Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego - Lipiński dokonał
wizytacji szkoły, przekonał si wówczas " o korzyści jaką uczniowie czerpali z nauki religii, dziejów
narodowych i powszechnych, matematyki, łaciny...". W roku szkolnym 1822/1823 oddano do użytku
nowy gmach szkolny – "odtąd datuje się istotny rozwój szkoły szczebrzeskiej". W roku 1830 naukę w
Szkole Wojewódzkiej pobierało 337 uczniów.
 W latach 1831 – 1833 ponownie otwarto Szkołę Wydziałową – miała charakter tymczasowy do chwili
opracowania nowego planu edukacyjnego, po czym przemianowano ją na Szkołę Obwodową - jako
taka istniała w latach 1833 – 1834. Na mocy pisma Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych
Duchowych i Oświecenia Publicznego z dnia 18 września 1834 roku utworzono Gimnazjum; okres
jego działalności przypada na lata 1834 – 1849. Utworzono w nim trzy klasy techniczne, po kilku
latach (1840 rok) przemianowane na na filologiczne – stąd nazwa placówki: Gimnazjum Filologiczne
im. Zamoyskich w Szczebrzeszynie.
 po roku 1849 decyzją Kuratora Okręgu Naukowego Warszawskiego gimnazjum przemianowano na
Szkołę Realną z dążnością agronomiczną (1849 – 18520). Program nauki w Szkole Realnej
obejmował: nauki zasadnicze – naukę religii i moralności, języki polski i niemiecki, arytmetykę i
algebrę, geometrię, trygonometrię, zoologię botanikę z mineralogią, fizykę, chemię, geografię z
wiadomościami statystycznymi, rysunki linearne, kaligrafie, wiadomości z historii naturalnej, nauki
pomocnicze – miernictwo z rysunkami topograficznymi, buchalterię, gospodarkę niższą i podwójną,
51
polegała ona na wybierani zdolniejszych uczniów do pełnienia roli monitora. Monitor prowadził zajęcia, do których
zostawał wcześniej przygotowany przez nauczyciela, sprawdzał obecność, egzaminował, przesuwał uczniów do
następnych klas, opiekował się tabliczkami, podręcznikami. Za pomocą monitorów Lancaster uczył czytania, pisania,
rachunków oraz wychowania moralnego. Przy tych sposobach nauczania, jeden bardziej doświadczony nauczyciel
mógł kształcić i wychowywać równocześnie kilkuset uczniów. Lancaster opracował bardzo szczegółowe metody
budzenia w chłopcach ambicji oraz rozwijania współzawodnictwa. Każda klasa pracująca pod okiem monitora miała od
dziesięciu do dwudziestu uczniów. Każdy uczeń miał swój numer, najsłabszy nosił numer jeden zaś najlepszy-numer
najwyższy. Uczniowie sadzani byli w ławkach kolejno wg numerów. Numer wyższy opiekował się numerem niższym i
pomagał mu w pracy. Kolejność tych numerów zmieniała się adekwatnie do wiedzy uczniów, którą monitor sprawdzał
zadając pytania. Ponadto Lancaster opracował dokładny system nagradzania, upominania i karania uczniów,
zrezygnował jednak zupełnie z kar cielesnych. Doświadczenia z pracy w tej szkole spisał w rozprawie "Udoskonalenie
wychowania" w 1803 roku. wg. http://www.sciaga.pl/tekst/21247-22-szkolnictwo_w_anglii_w_xviii_i_xix_wieku










technologię gospodarstwa, mechanikę ogólną i gospodarską, architekturę wiejską, projektowanie
praktyczne z architektury, nauki główne – wiadomości z gospodarstwa wiejskiego, ogrodnictwo,
pszczelarstwo, gospodarstwo rybne.
Szkoła Rzemieślniczo – Niedzielna - funkcjonowała od roku 1835; pobierali w niej naukę terminatorzy
zatrudnieni przez szczebrzeszyńskich rzemieślników. W roku 1835 uczęszczało 65 uczniów, w 1842 –
66, w 1846 – 59.
szkoła przyszpitalna - utworzona została w 1845 roku staraniem hr. Andrzeja Zamoyskiego – "zajęcia
odbywały się w dwóch niewielkich salkach".
Prywatna Pensja Żeńska Teofili Rederowej – pensja założona została jesienią 1835 roku wykładowcami byli nauczyciele z miejscowego gimnazjum. Program nauki obejmował: religię, języki
– polski, rosyjski, francuski, niemiecki, historię, arytmetykę, rysunki i roboty ręczne. Liczba uczennic
rekrutujących się z pośród córek miejscowego ziemiaństwa wynosiła: w roku 1835 – 14, 1842 – 28,
1848 – 32, 1850/1851 – 27, 1851/1852 – 16. Pensję zamknięto równolegle ze Szkołą Realną w roku
1852.
Szkoła Prywatna Niższa Żeńska II klasowa - utworzona została na mocy upoważnienia Komisji
Rządowej z dnia 6(18) sierpnia 1862 roku przez Walerie Mossakowską, która od tej chwili w
oficjalnych pismach urzędowych tytułowana była jako "ochmistrzyni Pensji Żeńskiej w
Szczebrzeszynie"; uzyskała też prawo do wykładania katechizmu, oraz przedmiotów, z których na
egzaminie końcowym złożonym w czerwcu 1858 roku w Instytucie Aleksandryjskim otrzymała bardzo
wysokie noty. Pensja Walerii Mossakowskiej funkcjonowała bardzo krótko – w roku 1863 otrzymała od
Komisji Rządowej Wyznań religijnych i Oświecenia Publicznego upoważnienie do przeniesienia
placówki "do miasta powiatowego Krasnegostawu z zamianą tego zakładu na Szkołę Wyższą o
trzech klasach".
Szkoła Powszechna - działalność tej placówki datowana jest od roku 1915 – placówka powstała z
inicjatywy Franciszka Przyrowskiego; zlokalizowano ją w budynku byłych Szkół im Zamoyskich.
Językiem wykładowym był język polski. Od dnia 1 września 1929 roku zaczęły funkcjonować w
mieście dwie szkoły powszechne - żeńska i męska.
Wyższa Szkoła Ludowa im. Jana Hetmana Zamoyskiego - została otwarta 1 września 1917 roku, jej
kierownikiem mianowano Franciszka Przyrowskiego. Szkoła posługiwała się z braku opracowania
programu przez Ministerstwo Wyznań Religijnych Oświecenia Publicznego programem własnym.
Mogły uczęszczać do niej dzieci, które ukończyły Szkołę Ludową; w roku szkolnym 1917/1918 naukę
pobierało 116 uczniów, w tym: 57 ze Szczebrzeszyna, 51 z powiatu zamojskiego, 7 z innych powiatów
Ziemi Lubelskiej, oraz 1 osoba z Warszawy. Placówkę (czteroklasową) utrzymywano z opłat rodziców
– 300 koron rocznie. Ogłoszenie o otwarciu szkoły publikowane było na łamach Kroniki Powiatu
Zamojskiego z 1917 roku nr 1 -2, 3 – 4.
Seminarium Nauczycielskie Męskie - zaczęło funkcjonować w roku 1921 po przeniesieniu placówki z
Zamościa, gdzie istniała od roku 1916. W latach 1921 – 1926w Seminarium pracowały 32 osoby;
funkcję dyrektora pełnił Tadeusz Niedzielski. Praktyki, nieodzowne w przyszłej pracy odbywali
uczniowie Seminarium w klasach V – VII szkoły powszechnej, oraz w czterech klasach
tzw."ćwiczeniówki". Seminarium Nauczycielskie Męskie ukończyło 365 absolwentów; w roku 1934
placówkę przeniesiono do Leśnej Podlaskiej.
Szkoła Powszechna Nr 1 (męska) - funkcjonowała jako odrębna placówka od roku 1929; w roku 1932
jej kierownikiem został Stanisław Węgierski. Opiekę nad drużyną harcerską sprawował Stanisław
Kilarski – nauczyciel śpiewu; w roku 1932 drużynowym został Stanisław Rybicki, w roku 1935 Marian
Kleban. Po wyzwoleniu szkołę powszechną męską połączono z żeńską tworząc jedną koedukacyjną
placówkę.
Liceum Pedagogiczne - placówka funkcjonowała przez 22 lata – od 1 IX. 1947 – 31.VIII 1969 roku.
Uczniowie Liceum pochodzili w większości z rodzin robotniczych i chłopskich z okolicznych wsi. Gros
uczniów stanowiła rdzenna młodzież szczebrzeszyńska; Liceum ukończyło 1. 655 absolwentów, w tej
liczbie 461 mężczyzn. Nauczyciele pracujący w szkole poza zajęciami obowiązkowymi prowadzili
Kursy Rejonowe i Pedagogiczne dla Dorosłych – ukończyło je 368 osób.
Publiczna Średnia Szkoła Zawodowa - powstała w roku 1946 staraniem dr Klukowskiego i Jana Kota

W początkowym okresie istnienia placówki zorganizowano trzy klasy: przygotowawczą, metalową i
handlową. Do klasy przygotowawczej uczęszczała młodzież określana jako "zbieranina różnych
niedobitków" - byli to uczniowie różnorodni pod względem wieku (od 15 – 25 lat), rozwoju
umysłowego, zdolności. Skład klasy metalowej stanowili chłopcy, którzy poza nauką pracowali w
różnych warsztatach ślusarskich prywatnych, lub w Cukrowni Klemensów. Klasa handlowa zrzeszała
grupę ponad dwudziestu osób w różnym wieku. We wrześniu 1947 roku szkoła liczyła siedem klas:
dwie przygotowawcze, pierwszą krawiecką, pierwszą i drugą metalową, oraz handlową - łącznie 170
uczniów. Dyrektorem szkoły był Jan Kot († 21 listopada 1984 roku). Kolejni dyrektorzy szkoły to:
Stanisław Michoński, Janusz Padź, Stefan Luterek. Od roku 1991 funkcje dyrektora Szkoły
Zawodowej pełni Bogusław Garbacik. Z jego inicjatywy 9 maja 1996 roku placówka otrzymał imię dr
Zygmunta Klukowskiego.
W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku otwarto w Szczebrzeszynie Liceum Ogólnokształcące –
placówka funkcjonuje do dziś
***
9 września 1939 roku pierwsze bomby spadły na Szczebrzeszyn – na ul. Targowej, na terenie gimnazjum,
apteki Szczygłowskiego, posiadłości Guzowskiego naprzeciw szpitala i jeszcze w kilku innych miejscach
nikogo nie zabijając i nie raniąc. Rzucono też dwie bomby na szpital , celując zapewne na most 52 na rzece
Wieprz.53 Rozpoczął się trwający do lipca 1944 roku trudny okres wojny i okupacji – do Szczebrzeszyna
Niemcy wkroczyli 13 września 1939 roku, ich pierwszy pobyt trwał do 25 września, po ich wyjeździe miasto
zajęli żołnierze radzieccy. Ponownie Niemcy, tym razem na dłużej przybyli do miast 8 października – od tego
czasu aż do wyzwolenia nie opuszczali Szczebrzeszyna. W lutym 1940 roku miasto przyłączono do powiatu
biłgorajskiego, a we wrześniu 1943 roku do powiatu zamojskiego.
Okupacyjna rzeczywistość Szczebrzeszyna to nie tylko cierpienia ludności polskiej – w miasteczku żyła
znaczna ilość ludności żydowskiej – myślę, że warto choćby w wielkim skrócie przybliżyć jej ówczesne
warunki egzystencji – wykorzystaliśmy w tym celu fragment wspomnień Jakowa Morgenszterna
opublikowanych na łamach "Księgi Pamięci Gminy Żydowskiej w Szczebrzeszynie", 54 przekładu których z
języka jidysz dokonał nie żyjący już Adam Altman: Niemcy zaczęli oznaczać Żydów mających powyżej 11 lat
opaskami , na których były żółte gwiazdy Dawida. Żydzi musieli czapkować przed każdym niemieckim
żołnierzem. Gdy Żyd nie zauważył żołnierza z daleka, to ten żołnierz mógł tego Żyda bić aż do śmierci.
Bóżnica nadpalona została po tym gdy Niemcy polali ją benzyną i podpalili. Oni wygonili wszystkich Żydów
i zebrali ich koło ratusza, stamtąd popędzili ich do Hali. Ja też z moimi rodzicami zostałem w tej Hali. Ogień z
bóżnicy bardzo się rozprzestrzenił. Hala była zamknięta i rozległa się wieść, że Niemcy chcą podpalić Halę
wraz z ludźmi. Przeto wyłamano odrzwia Hali, ale kto tylko przekroczył bramę został zastrzelony. W ten
sposób padła bardzo duża liczba ofiar. I dlatego z powrotem zamknięto te odrzwia Hali i trzymano nas tam
dwa dni bez jedzenia i bez napoju. Na trzeci dzień wypuszczono tylko kobiety i dzieci, mężczyzn zatrzymano
w tej Hali a część z nich zaprowadzono do aresztu. Tam też był rabin z miasteczka. Mówiono, że chcą tych
Żydów na raty wystrzelać. Udano się prosić komendanta, to on spytał: "dlaczego Żydzi podpalili bóżnicę?"
Przeto oni wszyscy, mężczyźni zostaną zastrzeleni. Po wielu prośbach komendant zgodził się żebyśmy
zapłacili wielką kwotę jako wykupne. Kwota została zebrana w przeciągu dwóch dni i ci Żydzi zostali
oswobodzeni... Wtedy zaczęto wybierać Judenrat, ale ci wybrani bardzo szybko zrezygnowali ze swoich
stanowisk. Większa część uciekła na stronę rosyjską i przez to wybrano drugą radę...
W początkowym okresie okupacji obowiązki burmistrza pełnił Jan Franczak (jego działalność jako
burmistrza widoczna jest już w okresie międzywojennym – m. in dnia 7 lutego 1935 roku sygnował swoim
podpisem Regulamin obrad rady Miejskiej) 55 - w pierwszych dniach września 1939 roku powrócił do miasta
(nie wiadomo czy był zmobilizowany, czy jak wielu szczebrzeszynian wyjechał w obawie przed
bombardowaniem i Niemcami). 9 czerwca 1940 roku został aresztowany i osadzony w więzieniu w Zamościu
52
53
54
55
otwarty został 28 maja 1938 roku
Z. Klukowski, Dziennik..., s. 45
Book of Memory to the Jewish Community of Shebresin. Kiryat Yam 1984,
Archiwum Państwowe w Zamościu. Akta Miasta Szczebrzeszyna 1836 – 1950. Regulamin obrad rady Miejskiej ,
1935
56
- jego zatrzymanie było – jak napisał dr Klukowski zupełnym zaskoczeniem dla mieszkańców. Burmistrz
przez cały czas okupacji niemieckiej był bardzo lojalny w stosunku do władz, ściśle z nimi współpracował i
niczym im się nie mógł narazić... 57 Jan Franczak przebywał kolejno w: Zamościu, Lublinie, Oranienburgu i
Dachau, zwolniony został w listopadzie 1940 roku. Lojalność wobec władz, odkupił (cytuję za dr Klukowskim)
swoim męczeńskim pobytem w więzieniu i obozach niemieckich. 58
Podczas nieobecności Jana Franczaka obowiązki burmistrza pełnił Jan Borucki – o jego postawie w
stosunku do ludności żydowskiej dowiadujemy się z notatki dr Klukowskiego sygnowanej datą 5 maja 1940
roku – burmistrz Borucki powziął projekt przerobienia spalonej bożnicy żydowskiej (spłonęła w listopadzie
1939 roku) na kino miejskie... Jak była reakcja miejscowych Żydów lepiej nie wspominać. Delegacja złożona z
trzech osób reprezentujących szczebrzeszyńską społeczność żydowską przyszła nawet do dr
Klukowskiego – cóż im w dzisiejszych warunkach mogłem poradzić? Powiedziałem ażeby się udali do
Boruckiego.59
W roku 1941 kolejnym burmistrzem Szczebrzeszyna zostaje (z mianowania władz niemieckich) Józef
Hejno. Z "Dziennika ..." dr Klukowskiego dowiadujemy się iż podczas okupacji kasjerem szczebrzeszyńskiego
magistratu był Ksawery Leszczyński, były dowborczyk,60 aresztowany został 1 czerwca 1941 roku; w
magistracie pracowali także: Galant, Jan Kitowski (aresztowany 17 czerwca 1942 roku). Długoletnim
sekretarzem magistratu był Lucjan Wawryk, podczas okupacji zamieszkał w Gorajcu. Aresztowany został 18
czerwca 1943 roku w urzędzie starostwa w Biłgoraju, gdzie udał się celem uzyskania przepustki na wyjazd do
Warszawy.61 Na stanowisku buchaltera zatrudniony był Wit Naszyński, zatrzymany został przez Niemców 2
lipca 1943 roku.
31 sierpnia 1943 roku Szczebrzeszyn został oficjalnie uznany za gminę niemiecką i określony
nazwą "Dorfgemeinde Szczebrzeszyn Kreis Zamosc"; w jej skład weszły m. in. Gmina Sułów, wsie gminy
Zwierzyniec (Brody Małe, Brody Duże, Kawenczyn 62, Kawenczynek...).63 Niemiecka gmina
Szczebrzeszyn odtąd odtąd nosiła nazwę "Hauptdorf Szczebrzeszyn", albo"Stadgemeinde Szczebrzeszyn",
składała się z 31 wsi określanych jako niemieckie (z racji zasiedlenia ich przez tzw. "czarnych"), oraz polskie.
Wsie niemieckie (Deutsche Dörfer) – Szcebrzeszyn, Rozłopy, Sułów, Kolonia Źrebce, Tworyczów, Kitów,
Deszkowice, Bodaczów, Wieloncza, Zawada, 64 Gross Brody (Brody Duże), Sułów, V [orstadt] (Przedmieście)
Zamojskie.
Wsie polskie ( Polnische Dörfer) – Marynówka, Kąty I, Kąty II, Niedzieliska, Klemensów, Brody Małe,
Kawenczyn, Kawenczynek, Sułowiec, Sułówek, Kulików, Michalów, Szperówka u[nd] Doroszewszczyzna,
Sąsiadka, Mokre Lipie, Błonie, Kol.[onia] Kawenczyn, Kol. [onia] Rozłopy - skrupulatny w podawaniu
wszelkich szczegółów dr Klukowski podał również treść pieczątki jaką posługiwano się we wsiach polskich (w
Deszkowicach): Deutsche Dorf Deszkowice – Der SS Dorfführer - Hauptdorf Szczebrzeszyn. Kreis Zamosc.
GG65 Sołtysem został Niemiec Hepp, który założył restaurację pod nazwą "Neue Heimat" ("Nowa Ojczyzna");
polskie dotychczas nazwy ulic przemianowano na niemieckie: Klosterstrasse, Kirchestrasse, Greichtsstrasse,
56
57
58
59
60
61
62
63
64
65
Zakład istnieje od 1906r., kiedy to został otwarty jako więzienie carskie. Składał się z dwu sąsiadujących ze sobą
budynków administracyjnych oraz usytuowanego za nimi, na planie litery T, budynku koszarowego. Całość
otoczono murem o wysokości 4,2 m. W okresie międzywojennym zakład funkcjonował jako więzienie karnośledcze, a od wiosny 1940r. do lipca 1944r., jako Niemiecki Zakład Karny. W 1942r. utworzono tu oddział więzienia
ciężkiego, przez które przeszło ok. 20 tys. osób. wg. http://www.sw.gov.pl/index.php/jednostki/7/347
Z. Klukowski. Dziennik z lat okupacji Zamojszczyzny 1939 – 1944. Lublin 1958, s. 118, 169 (dalej: Z. Klukowski.
Dziennik...)
tamże, s. 169
tamże, s. 144
dowborczykami nazywano żołnierzy I Korpusu Polskiego w Rosji dowodzonego przez gen. Józefa Dowbór –
Muśnickiego w latach 1917 – 1918 wg. Encyklopedia Popularna A – Z. Warszawa 1966, s. 223
Z. Klukowski. Dziennik ..., s. 342
pisownia Kawenczyn funkcjonowała w aktach archiwalnych, zapisach dr Klukowskiego i dokumentacji
niemieckiej, obecnie nazwa wioski pisana jest Kawęczyn, podobnie Kawenczynek - Kawęczynek
Z. Klukowski. Dziennik..., s. 367
Zawada został wysiedlona 5 grudnia 1942 roku; ogółem podczas okupacji (w okresie 1939 - 1940) ze wsi zginęły 52
osoby, niektórzy zostali zamordowani na terenie wsi, inni zginęli w obozach, rosyjskiej niewoli, podczas walk we
wrześniu 1939 roku - ich nazwiska zapisane zostały przez Bogusława Garbacika, znajdują się na stronie
internetowej: http://scebreshinum.republika.pl/wsp26.html
Z. Klukowski. Dziennik..., s. 375
Grünestrasse.
Miejscowa ludność w większości została wysiedlona, jej miejsce zajęli Niemcy – nasiedleńcy.
Szczebrzeszyn skreślono z listy miast polskich. Jak zanotowano w dokumentach znalezionych w aktach
Magistratu szczebrzeszyńskiego 66 w 1943 roku w mieście było: 313 Niemców, 2.243 nie – Niemców. Jako
Volks i Stamm Deutsche figurowały 203 osoby łącznie z dziećmi. Niektóre z tych nazwisk podał dr Klukowski 67
– cytuje za nim: Stanisław Kiszka, Jan Flak (legioniści I brygady), Wójtowicz, Bielecki, Grygiel, Kołodziejczyk,
Rypin, Gąska, Borowiński, Kozłowski, Bizior, Dominik Amborski (były nauczyciel tutejszego gimnazjum,
wychowanek uniwersytetu lubelskiego), Ignacy Ostrowski. Na ścianie magistratu znajdowała się ogromna
ręcznie malowana mapa przedstawiająca gminę niemiecką, po odejściu Niemców wzbogaciła zbiory
regionalne dr. Klukowskiego. 68 Według danych jakie otrzymał dr Klukowski w szczebrzeszyńskim Magistracie
z miasta wysiedlono 54 rodziny. Akcja wysiedleńcza przebiegała dwuetapowo – najpierw zaaresztowano grupę
mężczyzn, z pośród których 11 oznakowano na czole litera V; byli to:
Dominik Amborski, pracownik "Rolnika", były nauczyciel tutejszego gimnazjum,
Postulski, urzędnik sądu grodzkiego,
Wit Naszyński, długoletni buchalter magistratu,
Dworniczak, rzeźnik,
Jan Doleżal, emerytowany leśniczy,
Adolf Cichocki, b. urzędnik,
Feliks Krukowski, szofer,
Marian Fedorowicz , urzędnik "Alwy",
Kazimierz Wawrzkiewicz, pracownik "Alwy",
Głowacki, nauczyciel,
Głowacki, kupiec – ci jako pierwsi zostali odtransportowani zostali do Zwierzyńca 69 Po nich zatrzymano matki
z dziećmi – jak wyglądał ich pobyt w obozie przejściowym w Zwierzyńcu opowiada jedna z mieszkanek
miasta: najpierw Niemcy zabrali ojca, później nas wysiedlili. W domu było nas siedmioro – czworo dzieci,
rodzice i babcia była z nami. Najgorzej było nam w Zwierzyńcu. Tam był straszny głód. Rodziny przynosiły
chleb, ale Niemcy nie dawali przerzucać przez druty. Raz jak przerzucili chleb, złapał jakiś mężczyzna, później
przy dzieleniu chleba Niemiec strzelił mu w głowę – do dziś nie mogę zapomnieć tej sceny - mózg się
rozleciał na chleb,
ale ludzie nie patrzyli na to , tylko tłoczyli się za tym chlebem, każdy chciał chociaż kromkę dostać... Z jednej
rodziny zabrali trzech synów, to ci już nie wrócili, zamordowali ich od razu w Zwierzyńcu; strasznie bili, co
dzień śledztwo było...Zabrany był Radziszewski, zginął na Majdanku... 70
Szczebrzeszyn wraz z okolicznymi wsiami wyzwolony został w lipcu 1944 roku został 25 lipca 1944 roku
przez żołnierzy 27 Dywizji Piechoty Armii Krajowej, których następnie otoczyły oddziały czerwonoarmistów i
zmusiły do oddania broni. Żołnierzy wraz z kadrą oficerską wywieziono do obozów jenieckich w głębi Związku
Radzieckiego.71
Pierwsze dni, tygodnie po odzyskaniu wolności były bardzo trudne dla miejscowej społeczności - ich
atmosferę doskonale przybliża dr Klukowski, w opublikowanym w 1997 roku przez jego wnuka Andrew'a
pamiętniku lekarza o sowieckiej okupacji w Polsce - Red Shadow: A Physician's Memoir of the Soviet
Occupation of Eastern Poland, 1944-1956. ("Czerwony cień. Pamiętnik lekarza o sowieckiej okupacji we
Wschodniej Polsce 1944 – 1956." ). Wydawca: Mc Farland & Company, 1997. Posiłkując się tą lekturą
spróbujemy odtworzyć kilka z ówczesnych wydarzeń jakie miały miejsce na terenie gminy Szczebrzeszyn:
 nie wszyscy byli żołnierze AK ujawnili się, wielu z nich nadal pozostaje w Podziemiu, tylko teraz
zmienił się kierunek ich działań – wymierzone zostały we władzę komunistyczną; oficjalna nazwa
podziemnej organizacji brzmiała: Ruch Oporu Stronnictw Politycznych i Organizacji Społeczno –
Politycznych (ROSP)
 wprowadzono obowiązkowe dostawy (wspominają o tym również mieszkańcy Błonia Maria Trusz i
66
67
68
69
70
71
Aufotellung der Einwohner der Deutschen Gemainde Szczebrzeszyn. Akta magistratu m. Szczebrzeszyna 1943
Z. Klukowski, Wysiedlenie Szczebrzeszyna..., s. 147
tamże, s. 150
Z. Klukowski. Wysiedlenie...,
anonimowa relacja jednej z mieszkanek Szczebrzeszyna
z tablicy pamiątkowej wmurowanej na ścianie gmachu Szkół im. Zamoyskich




Stanisław Dawid) – miejscowa ludność nie zawsze zajmowała uległą postawę wobec rozporządzeń
ówczesnych władz - "...pięciu polskich żołnierzy wyruszyło ze Zwierzyńca, aby odebrać część
obowiązkowych dostaw w Kawęczynie. Kiedy przechodzili przez Topólczę otwarto w ich kierunku
ogień z karabinów maszynowych..."
16 kwietnia 1945 roku bolszewicy przeprowadzili akcję przeciwko mieszkańcom Wielączy i Zawady
kwiecień 1945 na terenie Błonia, Kawęczyna i Brodów bolszewicy przy wsparciu polskich oddziałów
szturmowych przeprowadzili krwawą akcję przeciwko miejscowej ludności – "aresztowali jedynie
mężczyzn w wieku od siedemnastu , osiemnastu lat do pięćdziesięciu. Strzelali do tych, którzy
próbowali uciekać"; w szpitalu w Szczebrzeszynie znalazł się Tomasz Martyna, rolnik z Kawęczyna
"jeden z najbardziej gorliwych, aktywnych i oddanych członków Organizacji..."
kwiecień 1945 na Brodach Dużych został ciężko ranny Volksdeutsch Marian Wejler, został
aresztowany przez berlingowców 72 wraz z Ochmańskim (także Volksdeutschem), ranionym podczas
ucieczki
w maju 1945 roku bolszewicy w odwecie za zabranie przez ludzi Podziemia cukru ze stacji kolejowej
spalili częściowo Niedzieliska, zabili kilka osób (w tej liczbie jednego z braci Jóźwiakowskich ze
Szczebrzeszyna "Huzara"73), we wsi znaleziono broń...74
Pierwszym burmistrzem w wyzwolonym Szczebrzeszynie został Andrzej Przysada – człowiek zahartowany w
walce o dobro społeczne - od roku 1928 zaangażowany w działalność społeczno –
polityczną w szeregach Polskiego Stronnictwa Ludowego "Wyzwolenie" w Szczebrzeszynie i okolicznych
wioskach. Pełnił kolejno funkcje radnego Miejskiej Rady Narodowej i ławnika w szczebrzeszyńskim Sądzie
Pokoju. W latach 1926 – 1931 udzielał się w pracach Stronnictwa Chłopskiego; z jego inicjatywy założono w
okresie międzywojennym Spółdzielnię Mleczarską w Szczebrzeszynie, której został prezesem; czynnie
zaangażowany w pracy na rzecz Stronnictwa Ludowego został w 1935 roku wiceprezesem Związku
Powiatowego Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego w Zamościu. W latach 1932 – 1933, oraz w roku 1937
organizował strajki chłopskie. W roku 1934 i 1936 jego staraniem zwołano w Szczebrzeszynie wiece z okazji
Święta Ludowego.75 Aresztowany w 1940 roku przebywał w obozach w Oranienburgu i Dachau; aresztowany
podczas wysiedlania Szczebrzeszyna w lipcu 1943 roku znalazł się na Zamku w Lublinie.
W zbiorach Archiwum Państwowego w Zamościu zachowała się lista współpracowników burmistrza
Andrzeja Przysady z roku 1945 (na stanowisku burmistrza pozostawał w latach 1944 - 1946); byli to: Sygit
Władysław – pełnił obowiązki vice – burmistrza, Skórczyński Leopold – sekretarz, Opaliński Mieczysław –
kasjer, Naszyński Wiesław – referent wojskowy, Czerski Wacław – referent rolny, Michalewski Stefan –
referent meldunkowy, Krycki Jan – referent podatkowy, Niechaj Jan – statystyk, Gnyp Stefania – praktykantka,
Doleżal Jan – przewodniczący rady Miejskiej, dr Warchałowska Felicja – kierowniczka Ośrodka Zdrowia,
Górska Bronisława – pielęgniarka, Wyrostkiewicz Apolonia – posługaczka, Kościk Jerzy – woźny, Tytoń Ja –
woźny szkolny, Dziurda Władysław – intendent;pracujący jako robotnicy: Wiatrowski Jan, Wrona Michał,
Zabiciel Antonina, Witek Maria, Tałanda Zygmunt - pełnił obowiązki gońca.
W Zarządzie Miejskim zatrudnieni byli także sołtysi – nie podano z terenu których wsi znajdujących się w
administracyjnych granicach gminy Szczebrzeszyn – Bielecki Jan, Drabik Stanisław, Niechaj Jan, Hasiec
Paweł. Oprócz wymienionych osób na zachowanej liście znajduje się nazwisko Kamińskiego Aleksandra – nie
podano jednak jaką funkcję wówczas wykonywał. 76 Andrzej Przysada s. Mikołaja żył w latach 1897 – 1948) 77
72
73
74
75
76
77
nazwa żołnierzy podporządkowanych rozkazom gen. Ludowego Wojska Polskiego, dowódcy 1 Armii Wojska
Polskiego - Zygmuntowi Henrykowi Berlingowi
pochowany jest na cmentarzu w Szczebrzeszynie, napis na jego nagrobku:
Bolesław Jóźwiakowski "Huzar"
1922 – 15. XI. 1945
z oddziału AK "Podkowy"
zginął z rąk NKWD; data jego śmierci listopad koliduje z datą podaną przez dr Klukowskiego
Z. Klukowski. Red Shadow: A Physician's Memoir of the Soviet Occupation of Eastern Poland, 1944-1956, s. 59 129
J. Jachymek A. Koprukowniak J. Marszałek. Ruch ludowy na Zamojszczyźnie. Warszawa 1980.
Archiwum Państwowe w Zamościu APZ). Akta miasta Szczebrzeszyna 1836 – 1950. Wykazy pracowników. Lista
pracowników Zarządu Miejskiego w Szczebrzeszynie, 1945
z napisu na nagrobku znajdującym się na szczebrzeszyńskim cmentarzu.
Po zakończeniu działań II wojny światowej biuro szczebrzeszyńskiego Magistratu mieściło się w budynku
zajmowanym przez szkołę zawodowa – za składnice akt służył strych; po przeniesieniu biura Magistratu
(wówczas Miejskiej Rady Narodowej) w 1950 roku do dawnego pałacu Zamoyskich przeniesiono tam również
akta, dopiero w 1952 roku zmontowano regały w których umieszczono akta. Prace porządkowe nad aktami
szczebrzeszyńskiego Magistratu przeprowadzone zostały w składnicy Powiatowej rady Narodowej w
Zamościu w 1963 roku – uporządkowane, zinwentaryzowane i zszyte w Państwowym Archiwum w Zamościu. 78
Powojenna historia szczebrzeszyńskiej gminy to czas odbudowy zniszczonej gospodarki, usuwanie strat,
powrót do normalności. Z roku 1945 pochodzą informacje iż w Szczebrzeszynie prowadzili piekarnie
Basajewski, Guzowsk, Tałanda, Ćwik. Wiadomo również, że w roku 1946 funkcjonował oddział
Międzykomunalnego Związku Elektryfikacyjnego – na stanowisku kierownika zatrudniony był wówczas Roman
Trześniewski, obowiązki rachmistrza pełnił (...) Naryński, jako monterzy pracowali: Jan Gwiazdowski, Wacław
Kitowski, ich pomocnikiem był Czesław Pić, szoferem – Kazimierz Chęć, robotnikiem – Andrzej Kołodziejczyk,
woźną – Apolonia Zabiciel, sprawy biurowe związane z działalnością oddziału prowadziła urzędniczka –
Janina Stec.79 Poza wspomnianym oddziałem międzykomunalnego Związku..., istniała także Okręgowa
Spółdzielnia Rolniczo – Handlowa. Swoją działalność wznowił Sąd Grodzki (działalność tej placówki datuje się
w Szczebrzeszynie z początków XIV wieku);80 w kwietniu 1946 roku w Sądzie zatrudnieni byli:
 Feliks Mazurkiewicz – sędzia,
 Władysław Zieliński – sekretarz,
 Władysław Cichocki – starszy rejestrator,
 Adolf Piech – komornik.
 jako praktykanci przyuczali się do zawodu: Władysław Zacharewicz, Barbara Stankiewicz, Wacław
Gąska
81
 obowiązki sprzątaczki wykonywała Florentyna Biurko
Z obecnością Sądu Grodzkiego związana jet działalność notariuszy – wg. zachowanych informacji w latach
1824 – 1954 na stanowiskach tych pracowali: Jan Ulenicki (zakres jego działalności przypadł na lata 1828 –
1841), Antoni Dąbrowski (1828 – 1841), Jan Kanty Kostecki (1842 – 1851), Walery Głowacki (1851 – 1864),
Franciszek Strzyżowski (1864 – 1874), Antoni Nynkowski (1874 – 1887), Aleksander Krzywdziński (1888 –
1927), Wiesław Jaśkiewicz (1927 – 1932), Stanisław Warchałowski (1932 – 1954), Bazyli Hrycyna (1940 –
1942).82 Ilość sporządzonych przez nich akt notarialnych jest dość duża, zachowany materiał może stanowić
przedmiot odrębnych badań z zakresu czynności cywilno – prawnych wykonywanych przez mieszkańców
Szczebrzeszyna i okolic na przełomie XIX – XX wieku.
28 maja 1975 roku Sejm przyjął ustawę o dwupoziomowym podziale administracyjnym Polski – utworzono
49 województw, w tym zamojskie, w obrębie którego znalazł się Szczebrzeszyn. 83 Przystąpiono również do
organizacji życia kulturalnego – w październiku 1948 roku zawiązał się Komitet Organizacyjny Biblioteki
Miejskiej w składzie: burmistrz miasta, przewodniczący biblioteki miejskiej – dr Z. Klukowski, gminny referent
78
79
80
81
82
83
APZ. Akta miasta Szczebrzeszyna 1836 – 1950, s. 4
APZ. Akta miasta Szczebrzeszyna 1836 – 1950. Wykazy pracowników. Wykaz pracowników Międzykomunalnego
Związku Elektryfikacyjnego o/ w Lubelszczyźnie; Szczebrzeszyn 1946
rozciągał swoją jurysdykcję na: mieszkańców miasta, miejscową szlachtę, mieszkańców powiatu szczebrzeskiego.
Do sądu wnoszone były także sprawy dzierżawców dóbr należących do klucza szczebrzeskiego (Błonie, Brody,
Deszkowice, Michalów). Do jego kompetencji należały tzw. "artykuły grodzkie": gwałt, podpalenie, rozbój na
drodze, najście cudzego mienia. Sąd grodzki szczebrzeszyński rozpatrywał również sprawy karne i majątkowe. Jak
podaje Maria Stankowa przy rozpatrywaniu spraw karnych winnych skazywano na więzienie w wieży zamkowej –
karę taką w wysokości 3 dni odbyła w roku 1723 Anna Nieliska z Sułowca ( nie udało się ustalić za jakie
przewinienie została skazana). Sędzią grodzkim był każdorazowy starosta (capitenaus discrictus
szczebrzeszyniensis), który nominacje na stanowisko otrzymywał od dziedzica. Przed rozpoczęciem urzędowania
składał przysięgę królowi jako swemu najwyższemu panu, oraz dziedzicowi; zobowiązywał się też do
sprawiedliwego wykonywania swoich obowiązków. wg. R. Smoter Grzeszkiewicz. Szczebrzeszyn. Szkice do
dziejów miasta (wydanie internetowe: http://scebreshinum.republika.pl/rsgszkice01.html
APZ. Akta miasta Szczebrzeszyna. Wykazy pracowników. Wykaz pracowników Sądu Grodzkiego w
Szczebrzeszynie, 1946
APZ. Akta notariuszy w Szczebrzeszynie (1824 - 1954)
W. Ćwik, J. Reder, Lubelszczyzna. Dzieje rozwoju Dzieje rozwoju terytorialnego, podziałów administracyjnych i
ustroju władz. Lublin 1977, s. 159 - 178
oświaty i kultury dorosłych – Kilarski (?), który wystosował prośbę do obywateli miasta i i gminy o zwracanie
przechowywanych dotychczas książek oraz wsparcie finansowe celem zakupu nowych jak i organizacji
biblioteki w ogóle. Zapisany starannym, kaligraficznym pismem oryginał tejże prośby znajduje się w zbiorach
obecnej Biblioteki Miejskiej w Szczebrzeszynie, co ciekawe istnieje na nim oryginalny podpis dr Zygmunta
Klukowskiego - stanowi to o niezwykłej wartości tego dokumentu. Z uwagi na ciekawe zredagowanie treści
prośby przytaczamy ją w całości – pragniemy w tym miejscu podziękować pracownikom Biblioteki Miejskiej za
udostępnienie niektórych materiałów dotyczących organizacji powojennej biblioteki.
Do
Szanownych Obywateli Miasta i Gminy Szczebrzeszyn
Z ramienia Miejskiej Rady Narodowej i Zarządu Miejskiego w Szczebrzeszynie Gm.[inny] Referat Oświaty i
Kultury Dorosłych organizuje Bibliotekę Miejską, inicjując równocześnie zbiórkę książek i funduszów na cele
tejże Biblioteki – Książka jest najlepszym przyjacielem człowieka. Wszyscy doceniamy znaczenie książki i
pragniemy wiedzy. Dobra książka jest jednym z najlepszych środków samokształceniowych, jest często
jedyną naszą pocieszycielka, rozrywka kulturalną, jest naszym najlepszym przyjacielem.
Komitet Organizacyjny zwraca się tą droga do szanownych Obywateli z gorącą prośbą o zwracanie
przechowywanych dotychczas książek bibliotecznych, oraz o poparcie w gotówce.
Biblioteka Miejska jest w stadium organizacji, kilkadziesiąt książek oddano do oprawy i wkrótce będzie
sprowadzona biblioteka wędrowna.
Zarząd Miejski wynajął już na ten cel specjalny lokal, gdzie wkrótce uruchomiona będzie Biblioteka Miejska i
skromna Czytelnia (Budynek Ob. [ywatela] Budzyńskiego).
Zwracamy się z gorącym apelem do Szanownych Obywateli o poparcie wszechstronne tej tak
pożytecznej placówki oświatowej.
Komitet Organizacyjny
Burmistrz Miasta (podpis nieczytelny)
Przewodniczący Bibl [ioteki ] Miej [skiej] dr Z. Klukowski
Gm.[inny] Referent Ośw. [iaty]i Kult[ury] Dorosłych Kilarski
Szczebrzeszyn , dn. 1 – X- 48 r.
W odpowiedzi na powyższą prośbę mieszkańcy Szczebrzeszyna przekazali znaczne kwoty pieniężne, oraz
książki – nie wszystkie nazwiska udało się zidentyfikować, podaję zatem tylko odczytane.
l. p
Nazwisko i imię
Środki pieniężne
1.
Adamscy (z Klemensowa)
500 złotych
2.
"Alwa" (Fabryka Kalafonii i Terpentyny na 500
Brodach)
3.
Basajewska Aniela
200
4.
Bubieło Piotr
100
5.
Budzyńska Władysława
100
6.
Drożdżykowie
100
7.
Dziwota Aniela
100
8.
Guzowska Wł[adysława?]
100
Ilość książek
8 (w tej liczbie 5 książek
dla dzieci)
9.
Guzowski
100
10.
Jasina B.
100
11.
Jóźwiakowski
100
12.
Kilarski
50
13.
Klukowski Zygmunt
14.
Kołłątajowa
100
15.
Krysa
100
16.
Maćkiewicz
50
17.
Marszycka
100
18.
Mystkowska Anna
100
19.
Oszmaniec (?)
200
20.
Piróg Anna
100
21.
Sidor St.
50
22.
Spółdzielnia Wydawnicza "Książka" z
Warszawy
23.
Smarkalowa
50
24.
Stowarzyszenie Kupców Polskich o/
Szczebrzeszyn
3000 zł,(wpłata z dnia 11.
II. 1949 r.)
3000 zł, (wpłata z dnia 26.
VIII. 1949 r.)
25.
Szyduczyńscy
26.
Szyduczyński
50
27.
Tymczak
100
28.
Wiśniewski
50
29.
Zajdlicowa
100
15 książek (w tym trzy
tomy Wydawnictwa
Materiałów do dziejów
Zamojszczyzny w latach
wojny 1939 - 1944)
5
6 książek (w tym
"Manifest Komunistyczny"
K. Marksa)
13 książek
Ogółem przekazano 9.790 złotych, 40 książek i jedno czasopismo "Problemy", nr 8 (nie podano roku
wydania). O organizacji Miejskiej Biblioteki w Szczebrzeszynie pisała także ówczesna prasa: po licznych
zapowiedziach i przygotowaniach nastąpiło wreszcie dnia 16. b. m. [stycznia 1949 roku] uroczyste otwarcie
oczekiwanej od dawna biblioteki ... Biblioteka Miejska otrzymała z Rady Państwa około 700 tomów książek,
które tworzą trzy zasadnicze działy: beletrystyczny, naukowy oraz młodzieżowy... 84
...zaledwie kilkanaście dni upłynęło od chwili otwarcia biblioteki miejskiej a ilość abonentów osiąga już liczbę
130 osób. Szczebrzeszyn posiada trzy szkoły, wiele młodzieży i biblioteka miejska winna być inaczej
traktowana niż każda z bibliotek gminnych... 85
Pod datą 15 kwietnia na łamach cytowanego Życia Lubelskiego odnotowano: niedawno uruchomiona
84
85
Szczebrzeszyn ma wreszcie własną bibliotekę miejską. Życie Lubelskie Nr 26 z dnia 27. I. 1949 r
Mieszkańcy Szczebrzeszyna proszą o więcej książek. Życie Lubelskie Nr 35 z dnia 5. II. 1949 r.
Miejska Biblioteka Publiczna liczy już obecnie blisko 200 czytelników... 86
***
Ciekawe wspomnienia o organizacji szkolnictwa w wyzwolonym Szczebrzeszynie zachował Aleksander
Piwowarek b. nauczyciel szkoły podstawowej (pracował w Szczebrzeszynie w latach 1953-1656).
Szczebrzeszyn szczególnie w latach 1944 - 1946 stał się niepowtarzalnym tyglem etnicznym. Licznie pojawili
się tu "wysiedleńcy" z Pomorza, Wielkopolski i Śląska, którzy w większości przebywali uprzednio w
okolicznych wioskach. Uzupełnili ich uchodźcy z ogarniętych ukraińską pożogą pobliskich terenów:
Zachodniego Wołynia, oraz Podola i Wschodniego Podkarpacia. Do szkoły garnęła się również licznie
młodzież z pobliskich wiosek i to ona stanowiła znaczny odsetek środowiska uczniowskiego.
Byliśmy pokoleniem największego zawirowania w historii dwudziestego wieku Europy, z korzeniami
tkwiącym w okresie przedwojennych realiów, hartowanym wojennym terrorem, a w niedalekiej przyszłości
skazanym na zabiegi łamiące charaktery.. Z całą stanowczością pragnę
jednak stwierdzić, iż było to pokolenie najbardziej w całym nadchodzącym pięćdziesięcioleciu oporne na
koniunkturalizm i karierowiczostwo, z wielką rezerwą odnoszące się do coraz bardziej zakłamanej
rzeczywistości, a jednocześnie bardzo kreatywne intelektualnie, oraz zawodowo.
Zdaje sobie sprawę, iż wspomnienia te to dla większości "tylko" historia, dla wielu nawet zamierzchła. Nie
wolno jednak zapominać, iż koniec każdej historii przechodzi we współczesność i jest owej współczesności
istotnym determinantem.
Powracam jednak do tematu i parę słów chciałbym poświęcić składowi personalnemu mojej klasy z lat
1944/1945. Była to wówczas klasa II "a" złożona z młodszych roczników i z tej przyczyny "normalna".
Postaram się przytoczyć nazwiska zapamiętanych osób z nadzieją, iż wszystkie uda mi się ująć. Były, więc
1/Antczak (?) 2/ Berbeć Czesława, 3/ Jasiukówna Halina 4/ Gąskówna Halina 5/ Grona Danuta, 6/ Kierkus
Elżbieta, 7/ Łopuszyńska Maria, 8/ Łopuszyńska Zofia, 9/ Skórczyńska Zdzisława, 10/ Smal Zofia, 11/
Słotwińska Wanda, 12/ Saciuk Anna, 13/ Świtaj Anna, 14/ Ząbkówna Maia, oraz chłopcy, 15/Bartnik Czesław,
16/J Bartnik Józef, 17/Berdak Tadeusz , 18/Borowiec Edmund, 19/Budzyński Zdzisław, 20/Bykowsk Julian,
21/Jóźwiakowski Ryszard, 22/Kalita Mirosław, 23/Kalinowski Tadeusz, 24/Kasza Marian, 24/Klus Cezary,
25/Kołątaj Jerzy, 26/Kościelski (Klukowski) Tadeusz, 27/Kulmaga Tadeusz, 28/ Mucha Jerzy 29/Nędzyński
Lucjan, 30/Olcha Tadeusz, 31/Paździora Tadeusz, 32/Piwowarek Aleksander, 33/Zaborski Bogdan.
Obowiązki dyrektora Gimnazjum, w zastępstwie przebywającego w obozie koncentracyjnym męża, pełniła
p. Janina Jóźwiakowska. Wychowawcą naszej klasy był inż. Andrzej Pomarański, on też uczył matematyki,
języka polskiego uczyła Felicja Piwowarkowa, historii p. Józef Niechaj, j. niemieckiego p. Rzepecka, łaciny
początkowo krótko ks. Popielec następnie p Jerzy Lubos, o pierwotniakach opowiadał Antoni Podlewski,
wychowaniem fizycznym zajmowali się p.p. Wanda. Łukomska oraz Feliks Głąb, nauczycielem prac ręcznych
był p Jan Kot, p Kazimierz Jonko uczył śpiewu, p. Sławek edukował nas w geografii, religia zaś była domeną
ks. Franciszka Kapalskiego. Pochodząca z Gorajca pani Haścowa uczyła polskiego w klasach pierwszych.
Bezpośrednio po wkroczeniu Sowietów miasteczko sprawiało wrażenie miejscowości przyfrontowej i tak
istotnie było. Stacjonujący w gmachach szkolnych lotnicy codziennie startowali na maszynach zwanych przez
nich "szturmowikami" (samoloty wsparcia działań naziemnych). Kilkakrotnie zdarzyło się, iż samoloty
roztrzaskiwały się o płytę lotniska w Klemensowie. Efektem tych katastrof były żołnierskie mogiły na
cmentarzu w Szczebrzeszynie, oznakowane smukłymi ostrosłupami zakończonymi pięcioramienną czerwoną
gwiazdą. Niekiedy obserwowaliśmy wyskakujących z postrzelonego "jaka" na spadochronach ludzi.
Front zatrzymał się na Wiśle. Przez miasteczko często przemieszczało się wojsko. Dwa razy przejechali
"berlingowcy". Od zachodu niekiedy słyszało się odgłosy armat.
Mimo wszelkich zastrzeżeń i wątpliwości owo "wyzwolenie" należało uznać za fakt pozytywny, gdyż po
wymordowaniu Żydów cały impet hitlerowskiego terroru skierowany został przeciwko społeczeństwu
polskiemu. Groźba totalnej zagłady była nie tylko realna, ale i bardzo bliska.
Nie sposób powiedzieć ile w przyjaznej postawie sowieckich żołnierzy było odgórnego nakazu, ile zaś
86
Życie Lubelskie, Nr 104, 1949 r.
spontaniczności. Zdarzały się niekiedy scenki humorystyczne; kilkakrotnie rosyjskie "żołnierki" z ciekawości
oglądające wnętrze kościoła, ostentacyjnie zdejmowały przy tym swe nakrycia głowy. Innym razem
paradowały po ulicach w nałożonych na mundury nocnych koszulach.
Kolega zajmujący się amatorsko fotografowaniem opowiadał mi jak dostał od rosyjskiego oficera dodatkową
premię w postaci dwóch puszek "tuszonki" jako nagrodą za domalowanie na fotografii wykonanej na rzecz
tegoż oficera zegarka, oczywiście ów lejtnant w rzeczywistości takiej ozdoby nie posiadał.
Niechęć, a może tylko rezerwa do owych "sojuszników" była dosyć powszechna i uzasadniona nie tylko
ideologicznie, lecz przede wszystkim spowodowana niedawnymi doświadczeniami. Zsyłki z lat 1939-1941 były
szeroko znane, podobnie jak mająca wymiar symbolu zbrodnia katyńska (niedawno nagłośniona przez
propagandę hitlerowską). Dochodził do tego problem aneksji ziem wschodnich.
Mimo owych faktów zachowanie żołnierza frontowego w 1944 r. należy uznać za poprawne . Nie
mniej działało od początku NKWD skrycie wyłapując członków ruchu oporu i organizując rodzimy aparat
terroru
W Szczebrzeszynie przedstawicielem owej formacji był wspominany przez Klukowskiego major Glazunow.
To właśnie on wraz z kandydatem na funkcjonariusza ubecji Romanowskim, przez wyłamane drzwi wtargnął
do naszego mieszkania. Było tak: wiosną 1945 r. ojciec poszedł do niewielkiej knajpki, której właścicielem był
pan Krysa. Miał zamiar zaopatrzyć się w wędlinę przed powrotem do Podborcza (jego pomoc w pracy na roli
była w owym czasie niezbędna).W knajpce siedziało dwu osobników w mundurach czerwonoarmistów. Jeden
z nich był autentycznym oficerem [enkawudzistą] sowieckim, drugim znanym miejscowym renegatem i
kapusiem o nazwisku Romanowski. Na obcesową propozycję wspólnego picia wódki tato zareagował szybkim
wyjściem i pospiesznym udaniem się do domu. Po kilku chwilach drzwi zostały wyważone i zaczęła się
szamotanina, której celem było aresztowanie ojca. Interweniowały sąsiadki z mieszkania obok. Na widok
młodych kobiet Rosjanin zmiękł, Romanowski awanturował się w dalszym ciągu. Wymknąłem się by dać znać
o burdzie przebywającej u sąsiadów pani Jóźwiakowskiej. Jej interwencja sprawiła przybycie dyżurnego
podoficera z komendy wojennej miasta, który jednak stwierdził, iż nie ma kompetencji do interwencji.
Domyśliliśmy się wówczas, iż mamy do czynienia z enkawudzistami. Potem Romanowski położył się na moje
łóżko i zasnął, Rosjanin zaś chrapał na krześle pod piecem. Rankiem po otrzeźwieniu obaj wynieśli się.
Innym razem z dwoma kolegami wybraliśmy się na przechadzkę. W okolicy mostu na Wieprzu minął nas, a
następnie nieco wyprzedził samochód wypełniony "szturmówką". Z burty zlazł ofermowato wyglądający
osobnik zatrzymał nas, a następnie zameldował łamaną polszczyzną komuś w szoferce: "melduję złapaliśmy
dwóch przez dowodów". Na szczęście nawinął się z tyłu miejscowy milicjant [L. Zajdlic], który nas odebrał i
uwolnił.
Przez czas pewien jesienią 1944 r. na schodkach sąsiedniej kamienicy, dosyć często przesiadywał młody
człowiek nazwiskiem Tadeusz Łagoda. Był żołnierzem AK. Niebawem zniknął. Jakkolwiek okoliczności jego
prawdopodobnej śmierci nigdy nie zostały wyjaśnione, kojarzą mi się one z działalnością owej "szturmówki".
Takich skrytobójczych a często i jawnych morderstw było w tamtym czasie znacznie więcej.
I na zakończenie jeszcze jeden epizod z lekcji religii, Na początku września 1944r. ks. Kapalski pod
wpływem naszych niewczesnych wygłupów łamiącym głosem stwierdził, jak bardzo niestosowne jest nasze
zachowanie wobec tragedii miasta i ludzi w niszczonej Warszawie. Słowa, które na razie nie dotarły do mej
świadomości, przypomniałem sobie, gdy po raz pierwszy po wojnie, w kilka dni po otwarciu mostu
Poniatowskiego, przejeżdżałem tramwajem wąwozami gruzu ze świecących przez obsunięte ściany
bebechami wnętrz mieszkań. Tak wyglądała trasą łączącą ruiny dworców: Wschodniego oraz Towarowego.
Owe drobne na pozór wydarzenia pojedynczo nie miałyby żadnej znaczącej wymowy Połączone w całość
obrazują tak intencje jak i metody uzależniania Kraju od Kremla. Nie jest to oczywiście jakieś obraz kompletny,
ale i nie taki jest cel mych wspomnień.
Przypomnę jeszcze majową nocną kanonadę, jaka miała miejsce z okazji zakończenia wojny. Nie spaliśmy
całą noc nie znając przyczyn owej strzelaniny, dopiero rano wyjaśniło się, iż to miejscowy garnizon sowiecki
w ten sposób demonstrował swą radość z powodu końca wojny.
Potem już były wakacje i przygotowania do wyjazdu na pierwszy (podobno w całej "wyzwolonej Polsce")
obóz harcerski. Szczebrzeszaków było siedmiu. Z klasy drugiej tylko Tadzio Kościelski i ja. Pozostali z klas
pierwszych. Zawieziono nas do Zamościa furmanką,- nie istniał bowiem wówczas transport samochodowy; alternatywą mogła być jednie "buda" p. Kitowskiego (rodzaj konnego dyliżansu), lub oddalony o trzy kilometry
kapryśnie kursujący pociąg.
Zbiórka nastąpiła na ul. Akademickiej przy gmachu gimnazjum Męskiego (dawnej Akademii) w Zamościu,
Stąd zwartą kolumną wymaszerowaliśmy do położonego obok Sitańca - Wysokiego. Zakwaterowanie
mieliśmy w miejscowej szkole powszechnej. Komendantem został zamojski nauczyciel Józef Bojar jego
zastępcą młody człowiek; Roman Woźniak,- wcześniej bardzo czynny
przy organizowaniu zamojskiego hufca. Za najistotniejsze osiągnięcie obozu, uważam złożenie przyrzeczenia
opartego na przedwojennej formule - ten fakt przyczynił się w dużej mierze do braku z mej strony w
przyszłości akceptacji komunistycznych organizacji młodzieżowych.
Po dwudziestu dniach nastąpił powrót Ponownie przyjechał po nas pan Roman Kołodziejczyk mieszkający
w Brodach na "szlaku" (jego syn Romuald był również uczestnikiem obozu) Jechaliśmy na skróty
pozostawiając Zamość po lewej stronie.
Początek roku szkolnego 1946/47 nastąpił już w murach głównego gmachu gimnazjum. Budynek
znajdował się w opłakanym stanie szczególnie pod względem estetycznym, w wielu pomieszczeniach trwały
remonty i malowanie. Zabrakło niezmiernie aktywnej pani dyrektorki Jóźwiakowskiej, do obecności, której
byliśmy przyzwyczajeni i której brak się odczuwało. Jej miejsce zajął na okres zaledwie roku pan Ambroży
Czarnecki Jak wspomniałem powyżej klasa czwarta powstała w wyniku połączenia byłych klasy drugiej "a" z
pierwszą "c" z roku 1944. Stanowiliśmy w nowej konstelacji mniejszość - również pod względem wieku. Stąd
owa sielsko - cielęca atmosfera ulegała stonowaniu, choć nie chcę przez to powiedzieć, iż uprzednio nasze
wygłupy bywały ordynarne i niestosowne. Jak już nadmieniałem tamta młodzież miała liczne i niekiedy bardzo
bolesne doświadczenia nie tylko okupacyjne ale i bardzo niedawne. Jeden z kolegów - Henio Kowalczyk
stracił przed kilkoma tygodniami zamordowanego na pobliskich łąkach przez "szturmówkę" ojca. Marian
Bronikowski, Tadeusz Berdak i wielu innych miało za sobą przeszłość w ruchu oporu i tym samym groziły im
represje ze strony umacniającego się reżimu. Sfałszowane referendum a następnie "wybory" były
jednoznacznym sygnałem zapowiadającym kierunek rozwoju wydarzeń...
***
W niniejszej niniejszej publikacji pragniemy ukazać historię poszczególnych miejscowości przynależących
administracyjnie do gminy Szczebrzeszyn, losów ich mieszkańców, ważnych dla kraju i regionu wydarzeń
które w tych miejscowościach miały miejsce. Pragniemy zwrócić również uwagę na takie zagadnienia jak:
stosunki wyznaniowe w gminie (katolicy, Żydzi, unici, prawosławni), obiekty sakralne (krótka historia
kościołów, cerkwi i synagogi znajdujących się w administracyjnych granicach gminy Szczebrzeszyn),
okupacyjne losy mieszkańców poszczególnych gminnych wsi (fragmenty wspomnień), prezentacja
zasłużonych dla miasta i kraju szczebrzeszynian, lokalny przemysł ...
Autorzy
Podziękowania dla:
Pracowników Biblioteki Miejskiej w Szczebrzeszynie
Pracowników Wojewódzkiej Biblioteki im. H. Łopacińskiego w Lublinie
Pracowników Archiwum Państwowego w Zamościu
Błonie
W roli przedmieścia Błonie występuje od roku 1560 Andrzej Górka nadał wtedy przedmieszczanom Błonia
przywilej uprawniający ich do używania prawa magdeburskiego na wzór miasta, które rządziło się tym prawem
od roku 1349.87 W roku 1889, jak podaje B. Chlebowski Błonie obok Zarzecza i Przedmieścia Zamojskiego
stanowiło jedno z trzech przedmieść Szczebrzeszyna. 88
Nazwa wsi, co sugeruje jedna z mieszkanek Błonia – Maria Trusz może wywodzić się od zamieszkującej tu
od dawna rodziny Błoniasów - mama i babcia mi opowiadały, ze za ich czasów żyła we wsi Błoniasówna,
która wyszła za Tymczaka....Historia miejscowości znana jest bardziej z czasów nam współczesnych. W
okresie międzywojennym zorganizowano szkołę – był to budynek z jedną salą lekcyjna, w pomieszczeniu
obok mieszkał nauczyciel, pełniący jednocześnie obowiązki kierownika szkoły; przed wybuchem II wojny
światowej był nim nauczyciel o nazwisku Molenda – pracował na Błoniu kilka lat, to był człowiek taki
społeczny, mądry, później wyjechał do Zamościa... 89 Inni nauczyciele, którzy pracowali w tamtym okresie to:
Jąkówna, Kraśniańska, religii uczyła dochodząca ze Szczebrzeszyna młoda nauczycielka - nazywała się
Torowska.90
Okres międzywojenny był bardzo trudny pod względem gospodarczym - wiekowy mieszkaniec Stanisław
Dawid tak opowiada o tamtych latach: ..aż przed sama wojną nastał tytoń, dawali go tylko za poręczeniem –
nie wiem dlaczego. Musiało dwóch sąsiadów poręczyć to dali plantację 1000 metrów a do dwóch dawali...
Wtedy zrobiło się troszkę inaczej. Pamiętam jak przed samą wojną w 1938 roku pojechaliśmy z ojcem, z
tytoniem do Zamościa, udał się wtedy ten tytoń. Dostaliśmy za niego 1. 400 złotych, to były wielkie pieniądze.
Pamiętam, te 400 złotych to niby na dom poszło a 1000 zaniósł ojciec do banku w Szczebrzeszynie. 91 Za rok
wybuchła wojna – przepadło wszystko.
Biednie się żyło ludziom na Błoniu, buty były wielkim rarytasem – i do szkoły boso się chodziło - opowiada
Stanisław Dawid - i za krowami boso aż do mrozów. A po mrozie to też wiele razy i po śniegu...Skóra mi
poschodziła z nóg, nogi zsiniały, to mnie matka leczyła. Naftą mnie smarowała. W lecie to cała wieś boso
chodziła, jakie nogi były zranione, to strach... U nas nie było takich grubych (w sensie bogactwa) gospodarzy
– uzupełnia żona Stanisława Dawida – do wsi przychodzili Żydzi ze Szczebrzeszyna – do mojej mamy
przychodziła Żydówka za mlekiem a potem tych Żydów wybili, no i od tamtego czasu już nie ma już Żydów w
Szczebrzeszynie.
Żydzi szczebrzeszyńscy mieli w swoim ręku cały handel – wykupywali sady na pniu, sprzedawali, więc nic
się nie zmarnowało, cebula, marchew, czy inne warzywa. Wszystko kupili. Byli też sprytni, Polaka zawsze
potrafili oszukać, dlatego Polacy ich nie lubili. Pożyczali pieniądze – od procentu procencik..., kto się u nich
zadłużył to koniec. Wszystkie kamienice naokoło rynku w Szczebrzeszynie to były ich... 92 Mieszkańcy Błonia
w okresie międzywojennym to przeważnie katolicy – prawosławnych było bardzo mało, chyba ze dwie rodziny
– Makarowie, Wróblewscy – więcej nie pamiętam wspomina żona Stanisława Dawida – jeździli do cerkwi pod
87
88
89
90
91
92
B. Chlebowski, Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego. Warszawa 1890, t. XI, s. 827 – 830 (dalej Słownik
Geograficzny...)
tamże
relacja mieszkanki Błonia - Dawidowej
relacja mieszkanki Błonia - Dawidowej
w okresie międzywojennym funkcjonowały w Szczebrzeszynie: Kasa Oszczędnościowo – Pożyczkowa założona w
1906 roku przez Bolesława Boguckiego, Kasa Pożyczkowa Rzemieślników, Kasa Pożyczkowa Drobnych Kupców,
Bank Ludowy /O Komunalnej Kasy Oszczędności Powiatu Zamojskiego, Filia Banku Ludowego w Warszawie,
Oddział Komunalnej Kasy Oszczędności Powiatu Zamojskiego w Zamościu, w roku 1939 dyrektorem Kasy był
Tomasz Fidal. wg. Regina Smoter Grzeszkiewicz. Mały słownik historii Szczebrzeszyna (maszynopis)
relacja Eugenii Sudak z Błonia
Zamość, do Siedlisk93, tam była cerkiew. Obecnie nie ma na Błoniu prawosławnych, ci starzy co musieli
wyznawać prawosławie, tak jak moja babcia (Eugenia z Flisów Sudakowa) już umarli, reszta przeszła na
katolicyzm, bo można było, wiem, że prawosławnym był Lipiec.. 94
Gdy wybuchła II wojna światowa wielu z mieszkańców Błonia chwyciło za broń, ich schronieniem okazał się
las zwany "Ociemniakiem" – do dziś znajduje się tam bunkier w którym przebywali - jest tam usypana mogiła,
gdy byłam jeszcze w harcerstwie – opowiada Maria Trusz przyjeżdżała tam starsza pani, skąd nie wiem i zawsze zapalała lampki... Błońscy partyzanci mieli także
swoja bazę na Łączanej Górze.
Na Błoniu mieszkał zaangażowany w działalność konspiracyjna Ludwik Flis "Jabłko" - w jego domu
znajdowała się kryjówka dla miejscowych partyzantów - ukrywali się w niej bracia Książkowie, wspomina
Katarzyna Książek.95 W roku 1945 Ludwik Flis został zaaresztowany przez biłgorajskie UB wraz z kilkoma
mieszkańcami wsi: Stanisławem Dawidem i jego bratem (wrócił z niewoli niemieckiej i był w domu), braćmi
Feliksem i Janem Hasiec, Romanem i Józefem Hasiec, Janem Haścem, Godziszem Tadeuszem,
Władysławem Samulakiem, Flisem Pawłem. Ludwik Flis był strasznie mordowany na tym śledztwie –
wspomina Stanisław Dawid. Zwolnieni byli wszyscy oprócz Flisa Ludwika i Władysława Makary – przebywali
prawdopodobnie w chełmskim więzieniu 96, rok , czy dwa, już nie pamiętam...
Ludwik Flis "Jabłko" był żołnierzem AK, przed nim grupą partyzantów z Błonia dowodził Piotr Niechaj –
zginął zupełnie przypadkowo. Wspomniany już Stanisław Dawid tak relacjonuje tamto wydarzenie: jak Niemcy
uciekali, odjeżdżali już, to on zamiast się schować szedł do lasu – na ścieżce spotkał się z sąsiadem
Samulakiem Władysławem. Niemcy byli na górze (u nas, się nazywa Piekło 97 - taki lasek). Jak zauważyli, że
ci wyszli, obserwowali ich, to zresztą nie było zbyt daleko, z pół kilometra. Zobaczyli, że Niechaj był ubrany
po wojskowemu i chwycili ich. Zabrali do Piekła, kazali klękać. Niechaja od razu zabili a Samulak uciekł.
Postrzelili go w brzuch ale uciekł. Na Szperówkę go zabrali, tam był doktor jakiś...
Jak wyglądał okupacyjna rzeczywistość na Błoniu? Niemcy jak przyszli pokolczykowali krowy, świnie
pokolczykowali – nie wolno było zabijać, ale ludzie kombinowali. U nas jedna świnia wtedy była, ten kolczyk
zdejmowali, zakładali na drugą, podrosła trochę, tak do pół metra, ukradkiem zabijali, kolczyk zakładali na
następną..., ale jak byli złapali to śmierć. 98 Z innej, anonimowej relacji dowiadujemy się, że do wsi przychodzili
często zwykli rabusie podszywający się pod partyzantów: gdy jakiś gospodarz trzymał świnię potrafili ją
zabrać. Pewnego razu podpatrywał ich zza płotu mały chłopiec – gdy go zauważyli zawrócili z drogi (jechali w
stronę Topólczy), zbili porządnie, żeby nic nie mówił. Na drugi dzień przyszli do obrabowanych gospodarzy
pytając: "podobno banda u was była, może poznaliście kogoś?", "nie, nie poznaliśmy nikogo(a przecież po
głosie można było rozpoznać...)", bo gdyby poznali – wiadomo śmierć.
Niemcy wywierali taki nacisk na Polaków – wspomina Stanisław Dawid – kto się zapisze na Ukraińca to
przeżyje, na Volksdeutscha... Byli tacy łatwi z naszej miejscowości, że pisali się na to –
ich nazwisk nie pamiętam, ale to nic nie dało, nie uchroniło przed represjami ze strony Niemców. Jak było
wysiedlenie w 1943 roku to tych Ukraińców też wywieźli, wywieźli ich za Biłgoraj, do Chmielka. Po wyzwoleniu
wrócili. Zostali Polakami... Powiedziałbym, że to nie było z tego, że ktoś chciał zmienić wiarę, tylko ze
strachu... To były bardzo trudne czasy. Pamiętam w 1943 roku taką akcję – nakazali sołtysom żeby na
każdych drzwiach wisiała kartka i spis rodziny, kto jest. Według tego szła ta akcja [wysiedleńcza], jeśli kogoś
nie było w domu, pytali gdzie się podział. Z Błonia w Zwierzyńcu był mój szwagier – Polanowski
Leonard,
pochodził z Brodów. Przed wysiedleniem Błonia jeździliśmy do państwowego lasu, było nas może 10, 15 a
może 20 chłopa. Legitymował nas patrol niemiecki [za Brodzką Górą ?] a z powrotem to nas już zawrócili.
93
94
95
96
97
98
przed wojną w Siedliskach mieszkali przeważnie prawosławni, mieli tu cerkiew i parafię. Siedliska wysiedlono w
1942 roku i osadzono przywiezionych z daleka Niemców oraz Volksdeutschów...wg. Z. Klukowski. Dziennik z lat
okupacji Zamojszczyzny 1939 – 1944. Lublin 1958, s. 339
relacja Eugenii Sudak z Błonia
jej wspomnienia znajdują się na stronie internetowej: http://scebreshinum.republika.pl/wspomnienia.html
w latach 1939-1944 więzienie było aresztem niemieckiej policji bezpieczeństwa, w którym więziono m. in.
żołnierzy WP, AK i Służby Bezpieczeństwa. Od lipca 1944 przejęły je ponownie władze polskie. Do 1956 r. w
więzieniu byli osadzeni żołnierze AK, Armii Andersa, uciekinierzy z ZSRR i opozycjoniści. wg.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Zak%C5%82ad_Karny_Che%C5%82m#Historia
labirynt wąwozów i parowów lessowych, porośniętych lasami, zlokalizowany pomiędzy Szczebrzeszynem a
Szperówką na terenie Szczebrzeszyńskiego Parku Krajobrazowego
relacja Stanisława Dawida
Widzieliśmy jak z Potoka 99 gnali chłopów. Na szlaku – między jednymi a drugimi Brodami stał samochód, do
którego zaganiali chłopów i chyba do Zwierzyńca ich powieźli, bo wtedy i do Bełżca wozili; w Bełżcu
pomordowali wcześniej Żydów ze Szczebrzeszyna... Po okupacji taka to niby wolność była, na kułaków źle
patrzono. Kto miał więcej ziemi, to był już wróg...
***
Gdy zakończyły się działania wojenne przystąpiono do organizacji życia społecznego, gospodarczego.
Powstała ochotnicza straż pożarna. Pierwszym komendantem był chyba (relacja Dawidowej ) Oczkoś
Tadeusz, obecnie jest Sołtys. Przystąpiono do organizacji szkolnictwa – zanim pobudowano nową szkołę
młodzież uczyła się w domach prywatnych na Błoniu i w pobliskim Kawęczynie., m. in u gospodarza o
nazwisku Kuźma – chodziłam pięć lat na Kawęczyn, ze mną koleżanka o nazwisku Lipiec. Zimą bywały wtedy
ogromne śniegi, to nasi ojcowie – raz mój, raz jej wozili nas saniami do szkoły. Najgorszy to był luty, wtedy
przez okno nie było nic widać, takie lisy były na szybach...Moją wychowawczynią była Eugenia Harkot, ona
mieszka jeszcze w Szczebrzeszynie. Kierownikiem szkoły był był p. Sołowiej , fizyki uczył p. Hatała, przyrody
p. Makiel ze Szczebrzeszyna – przez długi okres prowadził harcerstwo, żona Sołowieja uczyła nas języka
polskiego.100
W latach sześćdziesiątych do szkoły podstawowej na Błoniu uczęszczała także Maria Kisiel –uczono
wówczas: matematyki, języka polskiego, śpiewu, rysunków, biologii, przyrody, geografii, historii – lekcje z
gimnastyki odbywały się na placu przed szkoła, nie było specjalnych warunków do prowadzenia zajęć
sportowych, ale była jakaś siatka, pochylnia, piłka... Istniała drużyna harcerska, zbiórki odbywały się pod
opieką uczniów starszych klas. Organizowano biwaki, kuligi – rodzice użyczali swoich zaprzęgów; trasy
przejazdu biegły przez: Zwierzyniec, Brody, Szczebrzeszyn...Uroczyście organizowano choinki szkolne –
początkowo w budynku szkoły, później w remizie strażackiej na Kawęczynie, obchody świąt narodowych – 22
Lipca101, Dzień Zwycięstwa i. t. p. W budynku szkoły odbywały się prowadzone przez Koło Gospodyń
wiejskich kursy pieczenia i gotowania. Kurs gotowania prowadziła szefowa kuchni w internacie przy
szczebrzeszyńskim liceum – Różańska. Na Błoniu istniała żeńska sekcja straży pożarnej – jedną z członkiń
była Maria Trusz – jeździliśmy na zawody – wspomina – było to w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia;
komendantką naszej drużyny była siostra mojego męża Maria Trusz.
W 1966 roku prace na Błoniu rozpoczęła Eugenia Sudak, nauczycielka historii – wtedy zaczęto wznosić w
czynie społecznym nową szkołę. Zanim nastąpiło oddanie budynku do użytku dzieci nadal uczyły się w
domach prywatnych – jak szliśmy na lekcje do sąsiedniego Kawęczyna zostawały dzienniki szkolne, ale dzieci
były wtedy bardzo dobre, nic nie zniszczyły... opowiada Eugenia Sudak. Szkołę wzniesiono wspólnym
wysiłkiem – mieszkańcy poza pracą własnych rak przekazywali także niezbędne materiały budowlane
(drewno, piasek...). Budowa trwała dwa lata. Po oddaniu do użytku do szkoły uczęszczały także dzieci z
Kawęczynka, Topólczy. Obecnie nie ma już szkoły na Błoniu – dzieci uczą się w szkole podstawowej
gimnazjum w Szczebrzeszynie, a budynek dawnej szkoły przygotowywany jest na Dom Opieki Społecznej.
Regina Smoter Grzeszkiewicz
Bodaczów.
Początki Bodaczowa sięgają zamierzchłych czasów – w roku 1933 podczas naprawy drogi bitej prowadzącej z
99
100
101
Potok, obecnie wieś w powiecie biłgorajskim, była kilkakrotnie pacyfikowana przez policjantów ukraińskich; 13
października 1942 roku zamordowano 10 mieszkańców wsi. 19 grudnia 1943 roku w związku z zamachem na
ukraińskiego działacza nacjonalistycznego Dymitra Byka Niemcy spacyfikowali wieś zabijając 17 mieszkańców i
paląc 68 gospodarstw. wg. L. Siemion. Z lat okupacji niemieckiej na Zamojszczyźnie. Lublin 1971, s. 281, 290
relacje Marii z Romanowskich Trusz, mieszkanki Błonia
jako ciekawostkę należ dodać iż w roku 1950 dla potrzeb szkół i organizacji młodzieżowych wydano nakładem
Centralnej Rady Związków Zawodowych (CRZZ) unikalne dziś opracowanie "22 lipca. Montaż historyczno literacki" .We wstępie napisano: "... zbiorek niniejszy zawiera materiały dotyczące Narodowego Święta 22 lipca w
układzie ilustrującym historię narodu od tragicznego września do chwili obecnej...". Praca wydana została jako
pozycja nr 68 Biblioteki Świetlicowej CRZZ
Bodaczowa w stronę cukrowni Klemensów odkryto na głębokości od 60 – 100 cm cały szereg naczyń
glinianych; o znalezisku poinformował pracowników Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie
nauczyciel ze Szczebrzeszyna - P. Fenc. Przeprowadzone, fachowe badana wykazały iż jest to ceramika
charakterystyczna dla kultury łużyckiej (grupa wschodnio łużycka). 102
Pierwsza wzmianka o miejscowości w dokumentach pisanych pojawia się w roku 1398, ówczesny zarządca
włości szczebrzeskiej – Dymitr z Goraja przekazał ją wraz z przyległymi wsiami, swoim bratankom –
Prokopowi, Aleksandrowi, Mikołajowi i Andrzejowi. 103 Bodaczów jako najstarsza forma stałego osadnictwa,
czyli wieś powstała w 1410 roku.104
Wg. danych z 1589 roku we wsi znajdowała się karczma i staw będący własnością wójta z Nielisza; chłopi
z Bodaczowa pracowali na rzecz folwarku w Niedzieliskach 105 W roku 1598 Stanisław Górka – pan na włości
szczebrzeskiej sprzedaje wójtostwo w Bodaczowie Stanisławowi Zdrowskiemu za cenę 664 złotych106 Kolejni
po Zdrowskim zarządcy swoje prawa do wsi odstąpili Ojcom Franciszkanom z Zamościa – stan taki trwał do
początków XVIII wieku; w latach 1744 – 1745 Franciszkanie odstąpili część gruntów należących do
Bodaczowa Tomaszowi Antoniemu Zamoyskiemu - ten wzniósł na nich rezydencję nazwaną od imienia syna
Klemensa (urodzonemu z małżeństwa z Anielą Teresą Michowską) Klemensowem, w zamian za odstąpione
tereny zakonnicy otrzymali "inne obszerniejsze grunta". 107 Pod koniec XVIII wieku zaczęli ubiegać się o zwrot
przekazanych ordynatowi gruntów. Ostatecznie za czasów XII ordynata – Stanisława Kostki Zamoyskiego
Franciszkanom odebrano wieś i włączono do Ordynacji, co miało miejsce w 1812 roku. Skierowany do
czynności inwentaryzacyjnych komornik Józef Sierakowski w sporządzonym 31 lipca Inwentarzu zapisał że
"budynki są po większej części stare i zdezelowane..." 108
W początkach XIX wieku (1827 rok) Bodaczów łącznie z Zawadą i Wielączą stanowił jak gdyby jedną wieś
ciągnąca się na przestrzeni 8 km wzdłuż drogi Zamość – Szczebrzeszyn, 109 we wsi znajdowało się 75 domów i
516 mieszkańców.110
Około 1818 roku pracę na stanowisku pisarza folwarku bodaczowskiego rozpoczął Sebastian
Tokarzewski111 (wcześniej 1 lipca 1817 roku podjął pracę jako pisarz ordynacki przy Janie Grodeckim w
Michalowie) zamieszkując w Bodaczowie. Z racji wykonywanego zawodu osiedlił się tutaj na dobre; w roku
1836 wymieniany jest jako dyspozytor w w/w folwarku a w roku 1840 pełni funkcję ekonoma na folwarku w
Zwierzyńcu.
Sebastian Tokarzewski ożeniony był z Ewą Niedźwiedzką – z małżeństwa tego urodziły się dzieci:
Benedykt (24 marca 1819 roku), Franciszka Marianna (9 marca 1821, zmarła 15 lipca 1841), Szymon
Wincenty (16 lipca 1823), Rozalia Tekla (26 sierpnia 1827, zmarła 23 grudnia 1830) roku), Franciszek Edward
(10 listopada 1829), Wiktoria (20 grudnia 1831, zmarła 5 sierpnia 1839 roku), Jan (ok. 1833). Ewa z
Niedźwiedzkich Tokarzewska zmarła 5 czerwca 1837 roku w Bodaczowie.
Po przejściu na emeryturę (1842) Sebastian Tokarzewski prawdopodobnie musiał zwolnić zajmowane w
Bodaczowie służbowe (ordynackie) mieszkanie przeniósł się więc do Nielisza, gdzie po raz drugi wstąpił w
związek małżeński z Marianną Wojtasiewicz(?). Zmarł w szczebrzeszyńskim szpitalu 1 maja 1853 roku. 112
Jeden z synów Sebastiana Tokarzewskiego – Szymon Wincenty, absolwent szczebrzeszyńskiego
gimnazjum dał się poznać jako niestrudzony emisariusz ks. Piotra Ściegiennego, proboszcza chodelskiej
parafii.113 w roku 1840 został zatrudniony w ordynackim zakładzie gorzelniczym celem przyuczenia do zawodu
102
103
104
105
106
107
108
109
110
111
112
113
J. Głosik. Zabytki ceramiki kultury łużyckiej z miejsc. [owości?] Bodaczów pow. Zamość w: Wiadomości
Archeologiczne. Warszawa 1975, nr 1 – 2, s. 147
M. Stankowa. Dawny powiat szczebrzeski XIV – XVIII w. Warszawa 1975 (dalej: M. Stankowa. Dawny powiat...)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Bodacz%C3%B3w (dalej: wikipedia - bodaczów)
M. Stankowa. Dawny powiat...
M. Stworzyński. Opisanie...
http://pl.wikipedia.org/wiki/Bodacz%C3%B3w
tamże
http://www.ornatowski.com/places/zawada.htm
Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich; wypisy dla województwa lubelskiego .
Lublin 1974
syn Antoniego, pisarza miejskiego z Krzeszowa n. Sanem i Katarzyny z Sokulskich, urodzony 19 stycznia 1791
roku w Krzeszowie wg. http://www.tokarzewskisz.republika.pl/html/iii5.html
tamże
R. Smoter Grzeszkiewicz. Związki ks. Piotra Ściegiennego z Chodlem. Przegląd Regionalny. Miesięcznik
gorzelnego - zwolniony 30 czerwca 1842 roku na skutek likwidacji zakładu w tym samym roku rozpoczął
pracę w urzędzie pocztowym w Lublinie. 114 Jego dotychczas w miarę ustabilizowane życie uległo zasadniczej
zmianie po zetknięciu się z ks. Piotrem Ściegiennym – związek ten datuje się od roku 1843 - 1844, ksiądz
pracował wówczas na parafii w Chodlu. Poznali się w Szczebrzeszynie. Zafascynowany głoszonymi przez
Piotra Ściegiennego poglądami chętnie włączył się do współpracy - bardzo często w przebraniu wędrownego
rękodzielnika, albo chłopa przemierzał okoliczne wioski wprowadzając miejscowych chłopów w głoszone przez
ks. Piotra idee, podburzał wręcz wiejską ludność do wystąpienia przeciwko uciskowi możnych i zaborców.
Swoje stanowisko w sprawie głoszonych idei ks. Piotr Ściegienny wyłożył w tzw. "Złotej Książeczce" - piśmie
agitacyjnym wydanym w 1842 roku w formie bulli papieża Grzegorza XVI skierowanej do chłopów polskich.
24 października 1844 roku we wsi Krajno położonej w ziemi kieleckiej odbył się zjazd zaangażowanych w
sprawę ks. Ściegiennego chłopów - "celem zjazdu było odebranie przysięgi i pouczenie uczestników spisku o
terminie wybuchu (powstania) i innych szczegółach..." 115 Ksiądz Piotr został aresztowany - w głównej mierze
do jego ujęcia przyczynił się chłop z Krajna - Walenty Janic, który uczestnicząc w wiecu przekazał dokładne
relacje władzom w Kielcach. Ujęto również emisariuszy księdza, w tym Szymona Tokarzewskiego - swoją
gorliwość i zaangażowanie przypłacił wieloletnim zesłaniem. Ten okres w jego życiu, chociaż bardzo trudny
zaowocował wydaniem kilku pamiętników, mających dziś z racji rzetelności przekazu więziennych przeżyć
unikalną wartość.
W zbiorze opowiadań "Cienistym szlakiem", Tokarzewski wspomina swoją współpracę z ks. Piotrem w
okresie chodelskim - opowiadania te są niezwykle frapująca lekturą. Wyłania się z niej obraz człowieka do
końca wiernego młodzieńczym ideałom, do końca przekonanego o słuszności walki jaką podjął. Szymon
Tokarzewski zmarł 3 lipca 1880 roku - ukazała się wówczas w Warszawie klepsydra tej treści: Szymon
Tokarzewski po pełnym cierpień i poświęceń życiu spoczął, oddał Bogu czystą swą duszę... 116
Zapoznajmy się pokrótce z jego konspiracyjna biografią. Według zapisów "ochrany" był buntownikiem z
wyboru, wieloletnim więźniem, dwukrotnym katorżnikiem i trzykrotnym wygnańcem. Z pochodzenia szlachcic,
porzucił jednak szlachetne urodzenie dla chłopskiej sprawy - został szewcem, bo jako taki miał większą
możliwość agitować do powstania rzemieślników warszawskich. W latach młodzieńczych opuścił dom
rodzinny by zaciągnąć się w szeregi spiskowców - z polecenia ks Piotra Ściegiennego przemierzał ziemię
kielecką, lubelską i krakowską pieszo, uświadamiając lud i przygotowując go do powstania.
Po aresztowaniu w 1846 roku więziony we Lwowie, cytadeli warszawskiej i Modlinie - w okresie
późniejszym zesłany do Ust' Kamieniogorska i Omska. 117 Współtowarzyszem więziennej niedoli
Tokarzewskiego był prof Józef Żochowski jego nauczyciel matematyki ze szczebrzeszyńskiej szkoły - o tym
fakcie wspomina Fiodor Dostojewski we "Wspomnieniach z
domu umarłych" ( s. 266). W latach sześćdziesiątych XIX wieku więziono Szymona na Pawiaku; w roku 1863
wywieziony został do Riazania, w rok później do Aleksandrowska n/Amurem, następnie przebywał w Irkucku...
Słowem jako katorżnik, a następnie jako wygnaniec przeszedł cała Syberię od Uralu do Błagowieszczeńska. 118
Szymon Tokarzewski o sobie napisał: Czym cierpiał podczas bicia? ... nie! Czym widział swoich
oprawców? Nie! Całe otoczenie znikło mi z oczu. Tylko przed wzrokiem moim krążyły jakieś koła świetlne...
Może w tej krwawej godzinie dusza moja odłączyła się od ciała i przebywała podówczas w jakichś regionach
nadziemskich?119 W szkole szczebrzeszyńskiej celowałem w rysunkach 120 - ta umiejętność bardzo przydała
mu się w Omsku, gdzie malował domy bogatych kupców. Z zesłania powrócił do Warszawy 19 lutego 1883
roku.
W opracowaniu notatek i przygotowaniu ich do druku pomagała Szymonowi Tokarzewskiemu jego żona Halina Belima - Leszczyńska, córka kolegi z którym przebywał w cytadeli modlińskiej.
Wykaz prac Szymona Tokarzewskiego, które dostępne są w Bibliotece Wojewódzkiej im. H. Łopacińskiego w
Lublinie:
114
115
116
117
118
119
120
Towarzystwa Przyjaciół Poniatowej , nr 4 (95) kwiecień 2007, s. 10 - 11
http://www.tokarzewskisz.republika.pl/html/iv4.html
M. Tyrowicz. Sprawa ks. Piotra Ściegiennego. Warszawa 1948 , s. 80 - 81
Gazeta Polska z dnia 2 stycznia 1907 roku
Sz. Tokarzewski. W ucieczce. Opowiadania. Warszawa
z przedmowy do pracy "W ucieczce. Opowiadania wygnańca"
Sz. Tokarzewski. Siedem lat katorgi. Pamiętnik Szymona Tokarzewskiego 1846 - 1857. Warszawa 1918 , s. 61
tamże s. 186 - 187
Bez paszportu. Z pamiętników powstańca. Kraków 1910,
Katorżnicy. Warszawa po roku 1900,
Na tułactwie. Kraków 1911,
Pośród cywilnie umarłych. Obrazki z życia Polaków na Syberii. Warszawa,
Siedem lat katorgi. Pamiętnik Szymona Tokarzewskiego 1846 - 1857. Warszawa 1918,
O ucieczce. Opowiadania wygnańca. Warszawa,
Z roku 1863 i lat następnych. Opowieść w dwóch częściach . Warszawa,
W okresie międzywojennym (1921 rok) w Bodaczowie mieszkało 1496 osób, w tej liczbie 12 Żydów i 2
Ukraińców.121 Na terenie wsi znajdowała się rozległa posiadłość ziemska (178 ha) będąca własnością
Maurycego hr. Zamoyskiego; funkcjonowały dwie cegielnie – jedna należąca do M. P. Kwarcianego, druga do
Maurycego Zamoyskiego, oraz dwa wiatraki będące własnością Aleksandra i Kazimierza Lotzów – ten wiatrak,
wspomina wnuczka Maria z Loców Oczkoś - był przyczyną przedwczesnej śmierci Aleksandra, panowały w
nim ciągle przeciągi, dziadek nabawił się grypy zwanej "hiszpanką", której nie dało się wyleczyć zmarł w 1918
roku. Kolejnym współwłaścicielem został Bolesław Lotz, z czasem obiekt został odsprzedany rodzinie
Pomarańskich wywodzącej się z Bodaczowa; istniał do lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, po czym
został rozebrany...Drugi wiatrak należał do J. Mańkowskiego.122 Przed wojną w Bodaczowie była szkoła opowiada Sylwestra Hanulak. Kierownik nazywał się Styś, była nauczycielka o nazwisku Kraśniańska – ona
pochodziła aż z Bydgoszczy. Sklepów żadnych nie było.
***
Bodaczów został wysiedlony 10 lipca 1943 roku – mieszkańcy zostali wywiezieni do obozu w Zamościu 123 Genowefa Jarosz Gołębiowska tak wspomina tamten czas: Spędzili wszystkich na plac przy rzece Śwince.
Słychać było strzały, później okazało się , że strzelali za uciekającymi, na szczęście niecelnie. Nie wysiedlono
Podborka. Po kilku godzinach strachu zajechały samochody ciężarowe, wraz z nimi dyrektor cukrowni, który
za zgodą Niemców odczytał listę swoich pracowników i ich rodzin. Resztę przy użyciu kolb karabinowych,
wśród krzyków i płaczu załadowano do samochodów , które pojechały do Zamościa. Rodziny pracowników
cukrowni osiedlono w wolnych domostwach na Podborku. W jednej izbie gnieździło się kilkanaście osób. W
Bodaczowie zamieszkali "czarni" – to oni rozgrabili majątek wsi. Wioską rządził człowiek brutalny o zmiennych
nastrojach, sadysta nienawidzący Polaków i wszystkiego co polskie... Jeździł konno, bił bez powodów
każdego spotkanego spośród tych, których Niemcy pozostawili jako robotników rolnych u "czarnych", nigdy
nie rozstawał się z gumą w cholewie buta. Miał zwyczaj straszenia swoich ofiar – przechylał spotkanego
głową do ziemi i wyjętym nożem pozorował obcinanie głowy. Nie były to czasy bezpieczne... Uzupełnieniem jej
relacji są wspomnienia Sylwestry Hanulak – domach chodził Niemiec i kazał wszystkim zgromadzić się na
placu przed zabudowaniami sołtysa. Tych Niemców nie było dużo - ze trzech z karabinami. Sortowali ludzi –
jedni z tej strony, drudzy z drugiej. Ustawili w końcu wszystkich w czwórki, na końcu kobiety z dziećmi.
Przygonili ich na początek Bodaczowa. Podjechały samochody, załadowali tych ludzi i wywieźli za druty do
Zamościa a z stamtąd na roboty do Czech. Był u nas w partyzantce Bednarz Karol – podczas tego
wysiedlenia złapali jego żonę z malutkim dzieckiem i wywieźli na roboty do Czech. Niemka do której trafiła
Bednarzowa pyta się jej – "z takim małym dzieckiem przyjechałaś do pracy"? Mówili nam, że przyjadą
ochotnicy, więc jak to ty tak... U nas była łapanka, na to Bednarzowa, załapali mnie i przywieźli, przecież sama
bym z takim malutkim dzieckiem nie przyjechała.. Co to znaczy wysiedlenie – dopytywała się Niemka.
Zawołała tłumaczkę. Gdy wszystko zostało wyjaśnione postarała się o zwolnienie Bednarzowej – po dwóch
tygodniach była już w Polsce. Była też taka sąsiadka Leokadia Wołoszak, ona była na robotach ze cztery lata.
Niemcy wydawali chleb – pamiętam jak chodziłam z mamą – sklep był u Jaworskiego, przywozili ten chleb
z jakiejś piekarni. Nie wiem na ile osoby był przydział, dawali tego chleba 2 bochenki na tydzień. 1
lutego
121
122
123
Skorowidz miejscowości Rzeczpospolitej Polskiej . Województwo lubelskie, t. IV, Warszawa 1924
J. Niedźwiedź. Leksykon historyczny miejscowości dawnego województwa zamojskiego. Zamość 2003, s. 49
(dalej: J. Niedźwiedź. Leksykon historyczny...)
do 1943 obóz przesiedleńczy podlegający policji bezpieczeństwa SiPo ((niem. Sicherheitpolizei - Policja
bezpieczeństwa) mieścił się w zamojskiej rotundzie wg.http://www.zamosc.wonder.pl/zabytki_Rotunda
1943 roku został śmiertelnie ranny młody 19 letni chłopiec - Józef Kiryło, który wiózł furmanką Niemców na
akcję przeciwko okolicznym partyzantom – zmarł 2 lutego w szczbrzeszy- ńskim szpitalu 124
Okres powojenny w życiu Bodaczowa to przede wszystkim rozwój lokalnego przemysłu – w roku 1955 we
wsi zostały uruchomione Zakłady Tłuszczowe; obszar upraw rzepaku (stanowiącego główny produkcyjny
surowiec), obejmujący tereny przyległe do zakładów na przestrzeni ostatnich 45 lat wynosił od 500 ha do 2000
ha. Dane odnoszą się to do zasiewu rzepaku w gminach: Zamość, Szczebrzeszyn, Nielisz 125
Przez wieś biegnie droga krajowa nr 74 (DK74) - jest szlakiem drogowym łączącym Kielce i
Piotrków Trybunalski z Zamościem i Ukrainą. Jej długość wynosi ok. 350 km. 126 W obrębie wioski znajdują się
zabytki: murowany, parterowy budynek po folwarczny (ordynacki) z początku XIX wieku; kapliczka murowana
z przełomu XVIII i XIX w., oraz dwie inne kapliczki przydrożne z XIX.
Regina Smoter Grzeszkiewicz
Brody.
Wieś dzieli się na Brody Małe (położone są na południowym skraju gminy Szczebrzeszyn) i Brody Duże
(zlokalizowane w środkowej części gminy). Pierwotne nazwy wsi brzmiały Bród Stary i Bród Wołoski – geneza
tych nazw bierze się stąd iż w 1519 roku Elżbieta z Tarnowskich Kurozwęcka - ówczesna administratorka
części włości127, pozwoliła na utworzenie (w jednej części wsi określanej dotychczas jako Brody) wójtostwa na
prawie wołoskim128 - decyzja ta spowodowała podział wsi.
W 1526 roku właściciel powiatu szczebrzeskiego (w obrębie którego znajdowały się Brody) - Piotr Kmita 129
przeniósł wieś z prawa wołoskiego na magdeburskie – przypomnijmy sobie charakterystyczne cechy tegoż
prawa: na czele wsi stał sołtys (urząd ten sprawowany był dziedzicznie), kmiecie otrzymywali w samodzielne
użytkowanie łan ziemi - las i łąka pozostawały wspólną własnością całej wsi. Po okresie wolnizny (czas, w
którym osadnicy zwolnieni był od opłat i czynszów na rzecz pana) obowiązani byli do wnoszenia czynszu w
pieniądzach i zbożu oraz do niewielkiej (od 2 – 4 dni w roku) robocizny na pańskim polu. 130
W początkach XVIII wieku we wsi osiedlili się koloniści niemieccy – do ich dyspozycji oddano 139 mórg
ziemi131 - ich potomkowie podczas II wojny światowej zapisali się na Volkslistę. 132 W początkach XIX wieku we
124
125
126
127
128
129
130
131
132
Z. Klukowski. Dziennik..., s. s, 316
wg.http://www.minrol.gov.pl/DesktopModules/Announcement/ViewAnnouncement.aspx?
ModuleID=1302&TabOrgID=1526&LangId=0&AnnouncementId=7267&ModulePositionId=1767
http://pl.wikipedia.org/wiki/DK74
W. Bondyra. Słownik historyczny miejscowości województwa zamojskiego. Lublin 1992
prawo osadnicze; zbiór norm regulujący stosunki pomiędzy właścicielem a osadnikami (najczęściej byli to Wołosi;
w Polsce prawo to upowszechniło się końcem XV wieku. Osadnictwo polegało na przejmowaniu pasterskich form
prawnych i gospodarczych (mieszkańcy tego typu wsi płacili czynsz w naturze, oddając panu między innymi po
jednej owcy z każdej hodowanej dwudziestki, istniała też większa wolność w przemieszczaniu się i zmiany osady).
Osadzanie wsi na prawie wołoskim było charakterystyczne dla całej południowej Prowincji Małopolskiej w jej
górzystych i podgórskich pasmach wghttp://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_wo%C5%82oskie
Piotr Kmita z Wiśnicza herbu Szreniawa - 1442-1505, marszałek wielki koronny od 1494, wojewoda krakowski,
starosta sandomierski. Brał udział w wielu misjach dyplomatycznych, zleconych mu przez króla Jana Olbrachta.
Posiadał 33 wsie w Małopolsce. wg. http://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Kmita_z_Wi%C5%9Bnicza
Słownik historii Polski. Warszawa 1969, s. 189, 474
R. Orłowski. Koloniści niemieccy w Ordynacji Zamojskiej w końcu XVIII wieku w: Annales UMCS, sec. F, t. 12, s.
157 – 177; kolonizacja niemiecka rozpoczęła się w końcu XVIII wieku we wsiach Ordynacji Zamojskiej i objęła
ogółem 18 wsi (w tym kilka. spoza Ordynacji). Niemcy w stosunkowo krótkim czasie polonizowali się wg.
http://www.roztocze.net/tylko_dla_t/lamus/index.html#25
Volkslista (Lista Narodowa) dzieliła ludzi na cztery kategorie. Klasę I stanowili Niemcy, którzy przed wojną
popierali hitlerowców. Do klasy II należeli Niemcy, którzy wprawdzie nie brali udziału w toczonej przez
hitlerowców batalii, ale posiadali narodowość niemiecką. Do klasy III zaliczani byli ludzie pochodzenia
niemieckiego, którzy choć związani w jakiś sposób z narodem polskim, pragnęli poddać się germanizacji; do tej
kategorii wliczano również Niemców żyjących w związkach mieszanych -kobiety lub mężczyzn -oraz pochodzące z
takich związków dzieci. Klasę IV stanowili ludzie pochodzenia germańskiego, którzy spolonizowali się i opierali
germanizacji". Osoby mieszczące się w którejś z kategorii Volkslisty, ale wypierające się związków z Niemcami,
traktowane były bardzo surowo. Zazwyczaj kończyło się to wysyłką do Niemiec lub do obozu koncentracyjnego.
wg. Richard C. Lukas . "Zapomniany holocaust - Polacy pod okupacją niemiecką 1939-1944" . Kielce 1995
(elektroniczna wersja książki zamieszczona na stronie: http://www.naszawitryna.pl/ksiazki_32.html )
wsi znajdowały się 64 domy i 459 mieszkańców 133
W 1934 rozpoczęto budowę Fabryki Kalafonii i Terpentyny – w 1935 roku podjęto normalną
produkcję, właścicielem obiektu i bezpośrednim zarządca był inż. Aleksander Waligóra – od pierwszych liter
jego imienia i nazwiska zakład otrzymał nazwę "Alwa". 134 Teren potrzebny do budowy fabryki odkupił inż.
Waligóra od Ordynacji Zamoyskiej; produkcja mogła się rozwijać dzięki współpracy z Ordynacją, która jako
jedna z pierwszych w kraju instytucji zdecydowała się na żywicowanie w swoich lasach. Duże zasługi w
pozyskiwaniu żywicy położył inż. Stanisław Szymański, nadleśniczy w nadleśnictwie tereszpolskim. Pierwsze
próby uzyskania żywicy przeprowadzono w 1935 roku na obszarze 5. 81 ha lasu; średnio otrzymano 430 kg.
żywicy z 1 ha lasów ordynackich. W roku 1938 obszar żywicowania wynosił 697. 4 ha lasów ordynackich – z 1
ha otrzymano wówczas 383. 8 kg. żywicy. 135
***
10 września 1939 roku Niemcy zbombardowali Brody – zginęła wówczas Katarzyna Wędzina (ur. 12 września
1897 roku); 12 września miał miejsce kolejny nalot – giną wówczas – Józef Wędzina (ur. 1901 roku), Ludwik
Wędzina (ur. 1925 roku), Józef Socha (ur. 12 marca 1876 roku), Feliks Bulak (ur. 15 sierpnia 1907 roku) ( ich
nagrobki znajdują się na szczebrzeszyńskim cmentarzu); wielu rannych zostało przewiezionych do szpitala w
Szczebrzeszynie. Niemcy zajęli kierowaną przez inż. Waligórę fabrykę - zarządcą został Becker 136 Po
przejęciu obiektu przez Niemców został zakłócona normalna produkcja – partyzanci utrudniali, lub wręcz nie
pozwalali na wywożenie z okolicznych lasów drzewa do tartaków i karpiny. 137
W 1941 roku aresztowano w Brodach Małych właściciela małego sklepiku przy stacji kolejowej – Piłata,
przebywał w więzieniu w Zamościu, zmarł na tyfus plamisty. W lipcu tegoż roku Niemcy nachodzili kierownika
szkoły – Kopyciaka, byłego legionistę – nie został aresztowany tylko dzięki temu, że nie było go w domu; 7
lipca 1941 roku zginął przez własną nieostrożność ( majstrował coś przy znalezionym pocisku) nauczyciel
szkoły powszechnej – Tukendorf 138
Podczas okupacji w Brodach funkcjonowała szkoła niemiecka – na skutek poczynań bandy Szpugów w
pobliskim Kawęczynie, prowadzące ją nauczycielki – Niemki wyjechały ze wsi. W czerwcu 1943 roku
partyzanci z AK dokonali napadu na Fabrykę, przy okazji demolując mieszkanie Beckera – on sam zdążył
ukryć się przed nimi. Postrzelono za to pod sołtysa z Brodów – Volksdeutscha Michała Harkota;
odtransportowany został do szpitala w Szczebrzeszynie. 2 lipca 1943 roku Niemcy aresztowali mężczyzn z
Brodów – zostali tymczasowo zatrzymani w szczebrzeszyńskiej bóżnicy – w grupie tej znajdowali się również
pracownicy "Alwy" – Kazimierz Wawrzkowicz i Fedorowicz – dzięki interwencji Beckera zostali zwolnieni 139.
14 sierpnia 1943 roku aresztowano w Brodach Małych Stanisławę Piłatównę, b. uczennicę
szczebrzeszyńskiego gimnazjum - jak to – ja płaczę? Dlaczego? Czyż podejmując walkę z wrogiem nie
zdawałam sobie sprawy z odpowiedzialności, czyż wszystkiego na jedną kartę? Więc jeśli przyjdzie zginąć,
trzeba ponieść tę ofiarę spokojnie, jak przystało na Polkę – pisała w swoich wspomnieniach.140 W chwili
aresztowania Stanisława miała 20 lat, dwa lata wcześniej zginął jej ojciec; przebywała w więzieniu w Zamościu
przy ul. Okrzei – strasznie uderzył mnie widok samego więzienia. Olbrzymi budynek z gęsto zakratowanymi
133
Tabella miast, wsi, osad Królestwa Polskiego z wyrażeniem ich położenia i ludności. Warszawa 1827, t. I, s. 41
poza pracą zawodową Aleksander Waligóra udzielał się społecznie na rzecz miejscowej ludności – jego staraniem
wybudowano świetlicę dla Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" ze Szczebrzeszyna - lokal mieścił się w obecnych
zabudowaniach szkoły zawodowej – kamień na budowę zebrano drogą ofiar publicznych . Inżynier Waligóra podczas
okupacji włączył się czynnie w działalność konspiracyjną, z tego powodu musiał opuścić rodzinny dom i ukrywać się
(nieźle prosperująca w okresie poprzedzającym wybuch II wojny Fabryka przyniosła mu znaczne dochody – oddał je
potrzebującym mieszkańcom Zamojszczyzny): aresztowany został 1 czerwca 1941 roku wraz z grupą mieszkańców
Szczebrzeszyna – w lipcu przewieziony do więzienia w Lublinie a następnie do Oświęcimia, stąd zwolniono go w
styczniu 1942 roku. Ostatnie lata swego życia przeżył w Warszawie – prowadził wykłady na uczelniach technicznych,
zmarł w 1972 roku.
135
K. Środulski. Założenia i rozwój Fabryki Kalafonii i Terpentyny pod Szczebrzeszynem. Teka Zamojska 1939, nr 1
136
Z. Klukowski. Dziennik ...,s. 203, 244, 281
137
korzenie i pniaki ściętych drzew; karpina używana była na opał lub do produkcji terpentyny i żywicy wg.
Encyklopedia Popularna A – Z. Warszawa 1966, s. 450 (dalej: Encyklopedia...)
138
Z. Klukowsk. Dziennik ..., s. 217 - 218
139
Z. Klukowski. Dziennik ..., s. 287, 342, 345, 347 - 348
140
S. Piłatówna. Moje przeżycia w więzieniu w: Wydawnictwo Materiałów do dziejów Zamojszczyzny 1939 – 1944
pod red. Z. Klukowskiego. Zamość 1945, t. I, s. 94
134
oknami, zza których spoglądają na mnie setki wynędzniałych twarzy... 141 Z więzienia w Zamościu została
przewieziona do siedziby Gestapo "Pod Zegarem " 142 przy ul. Uniwersyteckiej w Lublinie, przeżyła
przesłuchania, została zwolniona.
Kolejne okupacyjne wydarzenie z terenu wsi Brody Duże to napad partyzantów z oddziału "Doliny" (18
października 1943 roku) na tę część wioski, gdzie mieszkali Volksdeutsche – zabrano im inwentarz żywy,
niektórym sprawiono lanie a na odchodnym zapowiedziano, że jeśli za ten napad ucierpią Polacy , to wszyscy
Niemcy w Brodach będą zabici..143
W nocy z 8 – 9 marca 1944 roku zginął b. Nauczyciel, nasiedlony Niemiec, esesman o nazwisku Kitzman
(zabójstwa dokonali partyzanci w pobliskim Tworyczowie), 18 kwietnia tegoż roku zastrzelono w Brodach
Dużych 31 – letniego Józefa Felendzera – zbytnio angażował się jako Volksdeutsch w nieswoje sprawy; inni
zabici we wsi Volksdeutsche to: Władysław Matej, Piotr Paszt – zginęli 31 maja 1944 roku(s. 414, 433).
Sołtysem wsi podczas okupacji był Teofil Lembryk (prawdopodobnie został zabity pod koniec maja 1944 roku.
Wspomniane wydarzenia wpłynęły prawdopodobnie na ucieczkę Volksdeutschów ze wsi – zatrzymali się
tymczasowo na Przedmieściu Zamojskim, by później pojechać dalej – jak podał Zygmunt Klukowski – celem
ich podróży miał być Łódź. 144
Jeden z mieszkańców Brodów Dużych (jego relacja jest anonimowa) został zmobilizowany we wrześniu
1939 roku – najpierw przewieziono mnie wraz z innymi do Zamościa, później Lublin i Warszawa.
Przeszedłem szlak bojowy od Warszawy do Berlina. Z pułku w którym się znajdowałem zostało nas może 7 –
8 osób. Byłem szeregowym, mam kilka medali.... Ukończyłem w Rosji kurs na kierowcę.
Interesujące, a zarazem smutne wspomnienia z lat okupacji na Brodach Dużych przekazał Józef Czuk: w
1939 roku byłem młodym chłopcem, ale jeździłem z tatą do Zwierzyńca na komisję, jak Niemcy brali konie.
Miałem zamiar uciec z końmi z tej komisji – mieliśmy dwie dorodne klacze. Już chciałem wyjechać z tego
szeregu gdzie była kolejka do stołu, ale tato zobaczył. Jezu drogi! A co ty robisz? Podjechaliśmy – zabrali te
konie, tylko bat mi oddali. Później odbywałem wszystkie forszpanty. Zwoziłem drewno z okolicznych gajówek
do Zwierzyńca. Miałem takich sąsiadów, którzy wyliczali ile kop zboża każdy ma oddać; u nas zrobili taką
foksdolczą wioskę – było tych Volksdeutschów od tego wygonu w tamtą stronę, o tak, do końca: Mateje,
Albingry, Mediery, Kapuśniak, Gracmany, Welczer.
Mój brat był w organizacji, żołnierz po kampanii wrześniowej. Volksdeutsche zrobili listę tych, co należeli do
Organizacji, później jak wpadli Niemcy, okrążyli wieś, to wiedzieli już kogo mają aresztować. Przyszli do nas
do domu, mieszkaliśmy wtedy całą rodziną – wzięli tatę, mnie, dwóch Biczaków – dwóch Biczaków, jakichś
przyjezdnych (oni nie byli z Brodów), jeszcze jednego Biczaka i jednego sąsiada. Aresztowali wtedy dziewięć
osób
Siedziałem w więzieniu w Zamościu na Okrzei. Cela w której siedzieliśmy była bardzo mała, nie raz
mierzyłem ją krokami, szerokości to było tak, jak bym się położył i rozciągnął to bym rozwalił głowę – trzech
metrów nie było, dwa i pół nie więcej . Były dwa tapczany, kibel i drzwi. Nie było miejsca żeby się ruszyć w
jedną, w druga stronę, trzeba było siedzieć. Jeden z tych Biczaków (przyjechali na Brody z Rawy Ruskiej?),
najstarszy – nie pamiętam jak miał na imię to na takim zydlu siedział i wszy tak tłukł... A pcheł, a smród! To jest
nie do opowiedzenia.
Był aresztowany za jakiś handel Biczak, miał pseudonim "Szczygieł". Trzymali go na kuchni, puszczali go
na dziedziniec coś tam zrobić...Jak dowiedział się że siedzimy, to zawsze coś powiedział. Po naszym
aresztowaniu we wsi zrobił się taki bałagan, niektórzy uciekali do lasu. Sołtys był Volksdeutschem, Lembryk
się nazywał, to go zabili...Wracał ze Szczebrzeszyna ; oprócz niego zabili jeszcze jednego starego i młodego
z Pasztów.
141
142
143
144
tamże
obecnie mieści się tutaj Muzeum Martyrologii, placówka posiada w swoich zbiorach dużą kolekcję korespondencji
więźniów politycznych Zamku (listy, grypsy, karty pocztowe) z więzienia jak i obozów koncentracyjnych do,
których trafiali ( Auschwitz, Ravensbrück, Dachau, Sahsenhausen), obwieszczeń i zarządzeń niemieckich z lat
1939-1944.Osobną grupę stanowią dokumenty i pamiątki osobiste po byłych więźniach Zamku (dowody
tożsamości, legitymacje, świadectwa szkolne, krzyże harcerskie, tarcze szkolne, fotografie rodzinne, zeszyty i
podręczniki szkolne) .Muzeum posiada w swoich zbiorach bogaty materiał ikonograficzny Lublina z lat 1939-1944,
a także archiwum fotograficzne byłych więźniów Zamku z lat 1939-1954.
wg. http://www.zamek-lublin.pl/index.php?r=600&l=pl
Z. Klukowski. Dziennik ..., s. 375
tamże, s. 403, 433
Z Zamościa przewieźli mnie na Krochmalną w Lublinie. Byliśmy w budynku szkoły, tu już można było
przejść od celi do celi. Stamtąd szykowali nas na roboty do Niemiec. Uratowali mnie koledzy. Przychodził do
nas taki lublinian, który za pieniądze przynosił jakieś mydło, gdy tym się natarło oczy robiły się strasznie
zaczerwienione i wtedy komisja przygotowująca do transportu odrzucała takich ludzi. Co ja nie
wycierpiałem..., ale się udało. Nie wywieźli mnie. Zostałem zwolniony. Wróciłem do domu. Oczy do dnia
dzisiejszego mam w porządku.
Po wyzwoleniu brat się ukrywał. Szukali go, mnie nie dawali spokoju – na posterunek to w Zamościu, to w
Szczebrzeszynie. To w noc, to w dzień. Szedłem na obrządek, już szarówka była to za drzewem stał,
pilnował . Chodź. I męczyli, tak męczyli..., powiedz i powiedz gdzie. No co? Nie wiedziałem? Widziałem, jak
go sam ukrywałem. Przecież na Zamojszczyźnie on ostatni się ujawnił.
Regina Smoter Grzeszkiewicz
Kawęczyn
Pierwsza wzmianka o wsi pochodzi z lat 1470 – 1480. 145 Jak podaje, cytowany już wcześniej archiwista
ordynacki – Mikołaj Stworzyński – w roku 1518 część gruntów wsi Kawenczyn (w zamian za odsprzedanie wsi
Gruszka Janowi Tarnowskiemu) weszła w posiadanie Aarona i Mikołaja Janisławskich. 146
W roku 1567 Kawęczyn został osadzony [po raz drugi?] na 12 łanach włości szczebrzeskiej przez jej
ówczesnych właścicieli Górków.147 Kolejnym właścicielem wsi został Jan Zamoyski, który w 1593 roku odkupił
całą włość szczebrzeską (wraz z Kawęczynem) od braci Czarnkowskich i przyłączył do Ordynacji Zamoyskiej.
Z tego okresu pochodzą informacje o funkcjonującej w obrębi wsi hucie szkła, w której zatrudnieni byli Polacy.
Przed wybuchem II wojny światowej Kawęczyn liczył 821 mieszkańców, w tym 5 Ukraińców. 148
Wieś charakteryzuje się pagórkowatym ukształtowaniem o dużych spadkach terenu, zwartą zabudową
wzdłuż linii wyznaczonej ukształtowaniem terenu. 149 Mieszkańcy wsi w okresie międzywojennym zajmowali
się karczowaniem terenów leśnych, celem wykorzystania ich pod uprawę. Dotychczas nie przeprowadzono
komasacji; w wyniku działów rodzinnych ukształtowały się wąskie pola tarasowe, dostosowane do pracy
sprzętem konnym. Około 30% powierzchni wsi stanowią lasy; praktycznie każdy gospodarz oprócz pola
posiada las.
W Kawęczynie znajduje się dużo łąk a także nieużytków – mieszkańcy wykorzystują je jako pastwiska,
wioska liczy 154 zagrody (dane z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku), posiada 208 akrów własności
ziemi.150 Charakterystyczną cechą dla tej miejscowości jest występowanie znacznej ilości starych domów,
budowanych w okresie przedwojennym – stanowi to (jak wyliczył
T. Samulak) 64% ogólnej zabudowy. 151
***
Okupacyjne losy mieszkańców Kawęczyna opisał Edward Czuk – jego wspomnienia zamieściła na łamach
pracy "Zamojszczyzna w okresie okupacji hitlerowskiej. Relacje wysiedlonych i partyzantów " Alina Glińska.152
Decyzję o zorganizowaniu grupy bojowej podjęli mężczyźni z Kawęczyna w 1942 roku, po przykrym
145
146
147
148
149
150
151
152
B. Czopek. Nazwy miejscowe dawnej ziemi chełmskiej i bełskiej w granicach dzisiejszego państwa polskiego.
Wrocław 1988, s. 172
M. Stworzyński. Opisanie dóbr...
M. Stankowa. Dawny powiat szczebrzeski XIV – XVIII w. Warszawa 1975, s.27
Skorowidz miejscowości Rzeczpospolitej Polskiej Województwo Lubelskie. Warszawa 1924, t. IV, s. 128
T. Samulak. Przyczyny zróżnicowania wsi . Studium socjologiczne wybranych wsi gminy Szczebrzeszyn w: Stare i
nowe struktury społeczne w Polsce. T. I. Wieś; pod. red. Ireny Machaj i Józefa Styka. Lublin 1995, s. 237 – 251
(dalej: T. Samulak. Przyczyny zróżnicowania wsi...)
tamże
tamże, s. 245
Warszawa 1968, s. 105 – 106, 109 – 117; jak podano w przypisie na str. 105 relacje E. Czuka pochodzą z napisanej
przez niego (i nie opublikowanej) monografii o Kawęczynie
incydencie jaki miał miejsce w miejscowym sklepie 16 września tegoż roku. Niemcy pobili i zabrali jednego z
mieszkańców – Józefa Rokosza; Hajduk Mikołaj przed wieczorem popędził do sąsiedniej Żurawnicy i
przytaszczył przechowywany przez siebie karabin. Jasiek Mróz odkopał schowany karabin... Władek
wypożyczył od Jasia Chromiaka ślicznego "Visa", Edmund posiadał zdobycznego "Waltera", Edek S. miał już
żelaziwo z karabinu. Reszta, jak kto mógł w wiadomy tylko sobie sposób kompletowała broń i amunicję.
Czyszczenie, nauka obchodzenia się z bronią, pomagał w tym Hajduk..., były podoficer. 153
Z rąk Niemców w Kawęczynie zginęli:










Szydełkowie – ojciec i syn Leonard,
w czerwcu 1941 roku zmarł w Oświęcimiu pochodzący z Kawęczyna Michał Adamiec, 154
Berlin Jan,
Świstek Jan,
Szwedowa,
Kołcon Michał (zastrzelony został w Potoczku k. Krasnegostawu),
Witoszka Michał,
Panas Michał, Panasowa, Panas Zofia, Panas Roman,
rodzina Gumieniaków – Jan zabrany przez Niemców, nie wiadomo gdzie zginął, jego żona, matka i
ojciec, córki – Zofia, Klimcia (uratowała się córka Pola). Gumieniakowie zostali wymordowani za
udzielenie pomocy partyzantom. Znałem Gumieniaków z Kawęczyna – jego zaaresztowali a
pozostałych wybili. Ta dziewczyna , co się uratowała – Pola, to była siostra Gumieniakowej... 155
Kołcon – zarżnął jałówkę, ktoś go przy skarżył, trochę sprzedał. Zabrali go Niemcy i zabili gdzieś po
drodze...156
Na terenie Kawęczyna i w okolicach grasowała banda rodziny Szpugów - mieszkańcy Kawęczna, z którymi
rozmawiałam o losach tej rodziny odpowiadali krótko: nie ma o czym mówić, kto by dobrze mówił o
bandytach. Grasowali nocą, nie wolno palić światła – zabierali ubrania, pieniądze, pościel, mordowali... Oprócz
braci Szpugów w bandzie znajdowali się mieszkańcy innych wsi - we wrześniu 1942 roku niejaki Hajduk ze
wsi Średnie zabił w Kawęczynie Władysława Łazorczyka. Do bandy należał jeden z mieszkańców Zaburza - w
bandzie Szpugi był z naszej wioski Kurek Marcin mój sąsiad – opisuje w swoich wspomnieniach Jan
Krukowski - gdy zaczął się ukrywać i przebywać w lesie spotkałem się z nim i zaproponowałem mu, ażeby
nie szedł do bandy, a ja go wciągnę do organizacji, do pracy na inny teren, gdzie będzie miał możność
ukrywania się, a wiedziałem już wtedy, że będą powstawać nasze oddziały leśne i w odpowiednim czasie
skieruję go do oddziału leśnego. On się na to nie chciał zgodzić i nadal w tej bandzie przebywał, jak mówi
przysłowie "wilka ciągnie do lasu"...Znany był również Żyd ze Szczebrzeszyna o nazwisku Dym, który czynnie
wspierał Spużaków. 157
Na temat "Spużaków" wypowiedział się także Jan Krzak z Gorajca: do bandy należeli wspomniani już trzej
bracia z Topólczy, Kurek z Zaburza i trzej bracia Szpucha z Gorajca Zagrobli. Banda była z pewnością
większa, ale kto jeszcze do niej należał nie wiadomo. Opiszę tylko znaną mi historię Szpuchów z Gorajca
Zagrobli, którzy byli sąsiadami mojej babci.
Ojciec ich zginął przed wojną przyduszony drzewem i pozostawił czterech synów. Jeden z nich ożenił się i
nie brał udziału w tzw. "bandytce", żył uczciwie. Po wojnie zginął w wypadku w swoim gospodarstwie. Jego
syn wyjechał na zachód Polski. Pozostali trzej bracia, którzy należeli do bandy brali udział w wielu rozbojach.
Jeden z nich zginął w Zwierzyńcu podczas napadu (prawdopodobnie na bank). Wczesnym latem 1942 roku
zabili m.in. moją babcię Katarzynę Krzak. O bandzie krążyła anonimowa piosenka, Józefa Serediuk z
Kawęczynka pamięta fragment 153
A. Glińska. Zamojszczyzna w okresie okupacji hitlerowskiej. Relacje wysiedlonych i partyzantów. Warszawa 1986,
s.106 (dalej: A. Glińska. Zamojszczyzna w okresie okupacji hitlerowskiej...
154
Z. Klukowski. Dziennik ..., s. 227
relacja Stanisława Dawida z Błonia
relacja Stanisława Dawida z Błonia
wspomnienia Jana Krukowskiego zatytułowane "Moje wspomnienia z lat okupacji niemieckiej.
wrzesień 1939 - lipiec 1944 rok" dostępne są w Gminnej Bibliotece Gminy Radecznica w Radecznicy
155
156
157
w Kawęczynku mieszkał Szpuga
co do pannów bardo mrugał
a jak Szpugę diabli wzięli
to się ludzie ucieszyli
O samej bandzie tak opowiada: partyzanci ujęli się za ludźmi, których ci bandyci okradali. Oni
mieszkali tu, w Cetnarze, pod samym Gorajcem. Co było w domu wszystko zabierali.
W maju 1946 roku aresztowano byłego dowódcę Placówki w Kawęczynie – Leonarda Kowalczyka
"Kawkę"- został zabity na miejscu – kobiety, które wieczorem opuszczały łąkę, gdzie moczyły len, znalazły
ciało "Kawki"w krzakach wierzby - straszliwie skatowany, został zabity w nocy z 21 na 22 maja 1946 roku
...Przeprowadzona w szczebrzeszyńskim szpitalu obdukcja wykazała dwanaście ran postrzałowych,
przeważnie w plecy, tył głowy i w boki. Jego prawe udo było złamane i były liczne znaki wskazujące na pobicie
kijami...158 Pogrzeb miał charakter manifestacji przeciwko narastającemu terroryzmowi i bezprawiu; wzięło w
nim udział kilka tysięcy osób, w większości mężczyzn - jak odnotował dr Klukowski, nad grobem zaśpiewano
pieśni:"Boże coś Polskę" i " Nie rzucim ziemi skąd nasz ród..." 159
Relacje Stanisława Dawida z Błonia dostarczają nam cennych informacji o stosunku ówczesnych władz
komunistycznych do prywatnej własności: po wyzwoleniu władze komunistyczne źle patrzyły na prywatną
własność – był w Kawęczynie taki Pipa, on miał ćwierć pola (na wsi tak mówili), ile w tym było pola ornego –
nie wiem, to był już kawałek...Aresztowali go tylko za to. To były takie czasy i trwało to kilka lat.
Regina Smoter Grzeszkiewicz, Aleksander Piwowarek
Kawęczynek
W okresie międzywojennym w Kawęczynku żyło 32 gospodarzy, sami pracowali na utrzymanie swoich
rodzin, nic z żywności nie kupowali prócz soli, cukru a tak wszystko było swoje – opowiada Józefa z Ćwików
Serediukowa. Różne kasze, mąki, taki pęcak, grochy różne. Chleb mama piekła w domu. Nikt we wsi chleba
nie kupował – jakby kto kupił chleb to by się krył – wszyscy pieką sami a on kupuje? Powinien mieć swój...
We wsi nie było szkoły – kawęczyńskie dzieci chodziły do Topólczy. To była szkoła po mieszkaniach. Jak
do I klasy chodziłam to było nas 36 osób. Uczyła nas p. Ola Stadnicka, później p. nauczyciel Stanisław
Szczepanowski - uczył dzieci we wszystkich czterech klasach.
Relacje Józefy Serediukowej stanowią dziś bezcenne źródło informacji o Kawęczynku, tym bardziej że
podane przez nią fakty, nazwiska mieszkańców wsi, czy osób do Kawęczynka nasiedlonych podczas okupacji
nie były dotąd publikowane. Oto jej relacje, podane dosłownie, ze szczegółami o początkowych i kolejnych
latach okupacji : na drugi dzień po Zielnej pędzę krowy z lasu, gdzie je pasłam a mój sąsiad Kołodziejczyk (w
1938 roku wrócił z wojska) mówi tak: "do widzenia Józiu" . Dlaczego? "Ty pędzisz krowy a ja na wojnę idę.
Dostałem wezwanie." Widzę taki smutny. Wtenczas trzech mężczyzn pojechało z naszej wioski; dostali
wezwania 16 sierpnia Kołodziejczyk Józef, Niemira Antoni, Kaziród Jan (on był już żonaty, jego córka była dwa
lata ode mnie młodsza, jak służył w wojsku podobno był w Czerwonym Krzyżu). Kołodziejczyk Józef to była
ciężka artyleria, Niemira był ułanem. Później, nie pamiętam dokładnie kiedy, wzięli brata Kołodziejczyka –
Jaśka. Konefał Antoni był piechurem, też go wzięli.
1 września mój brat dostał wezwanie (w 1938 roku wrócił z wojska a do wojska poszedł mój drugi brat –
Antoni – był w Równem, służył w 45 Pułku Piechoty, był piechurem, służył we Włodzimierzu).
Kolejna relacja Józefy Serediuk, uważamy że bardzo istotna, dotyczy Szczebrzeszyna - z chwilą
przybycia Niemców do Szczebrzeszyna miejscowi księża otrzymali szczegółowe instrukcje jak mają
postępować w stosunku do parafian. Mój brat poszedł do kościoła, proboszcz powiedział jakie warunki Niemcy
narzucili, to wolno, tego nie wolno. Nie wolno księdzu dziecka ochrzcić tylko trzeba zameldować w gminie, nie
158
159
Z. Klukowski. Red Shadow: A Physician's Memoir of the Soviet Occupation of Eastern Poland, 1944-1956 (dalej.
Z. Klukowski. Red Shadow...)
tamże
wolno ślubu dać, trzeba wcześniej zgłosić w gminie i takie inne rzeczy. Nie wolno księdzu z parafii do parafii
pojechać.
Polska policja ubrana była na granatowo a Niemcy takie sine mieli ubrania, prawie że niebieskie.
Żandarmeria objęła posterunek w Szczebrzeszynie. Wyznaczyli kontyngenty: ile kto miał dostarczyć zboża,
kartofli, nawet mleka a potem i drzewo z lasu zajęli. Najpierw las ordynacki za Zwierzyńcem. Od nas musieli
jeździć i wozić te kloce do tartaku w Zwierzyńcu i na stację na Biały Słup, później zajęli lasy chłopskie.
W Kawęczynku podczas okupacji przebywało kilka rodzin nasiedlonych tutaj z różnych stron Polski.
Później jeszcze ich więcej było.. Z Poznania była taka p. Frania z babcią. Jednego dna przywieźli do wsi do
wsi pięć rodzin. Jedna rodzina była z warszawskiego- nazywali się Czajkowscy (przyjechali z najmłodszą 14
letnią dziewczynką, potem dołączyło do nich dwoje starszych dzieci , które uciekły podczas wysiedlenia).
Dwoje starszych ludzi – Witeccy. Patrzyłam jak ci ludzie płakali, jak mówili że żniwa już zrobili, żyto skosili; oni
tak mówili "zetlim". Była jedna młoda rodzina co mieli chłopczyka 5 lat i dziewczynkę 4 lata z Budów
Kozickich. Z Rąblowa byli Zawadccy, mieli chłopaka w wieku 15 lat, dwóch starszych – 17 i 19 lat podczas
wysiedlenia wysłali Niemcy na roboty. W sierpniu przywieźli jeszcze jedną rodzinę – byli z powiatu
pomorskiego. To była duża rodzina, najstarszą córkę im zabrali na roboty do Niemiec. Może w marcu, czy w
lutym 1941 roku jeszcze jedną rodzinę przywieźli – sześcioro dzieci było. Potem przywieźli Gościnniaczkę –
ona miała męża w niewoli. Przywieźli ją z 81 letnią babcia, razem z nimi przyjechało malutkie dziecko, jeszcze
w kolibce i 4 letni chłopczyk, pochodzili gdzieś spod Płocka.
We wsi była Organizacja – komendantem miejscowej Placówki był mój brat Michał. Oni należeli do BCh,
ten najstarszy nazywał się "Mrówka", 160 nie wiem skąd pochodził , ale bywał tutaj. Mojego brata zamordowali
Niemcy, niemal w ostatniej chwili, jak już uciekali. Przyjechali do wsi , zabrali go... Tych partyzantów było dużo
– podobno że ich przyszło za 150 osób. Brat ich wysłał do stodoły (ta stodoła była najbliżej lasu) na
odpoczynek, oni gdzieś z Ukraińcami się bili. Brat myślał że zatrzyma Niemców, wyszedł się z nimi spotkać a
do tamtych wysłał chłopca (z tych wysiedlonych) żeby uciekli... Wzięli wtedy mojego brata i takiego Walentego
Świstka, młodszy był od brata. Zawieźli ich na Gestapo do Biłgoraja, nie wiadomo gdzie ich podzieli...Do
Ruchu Oporu należał też Gumieniak z Kawęczyna. Podobno bardzo go bili podczas przesłuchań. On
powiedział: "chłopcy, ja was nie wydam, ja nikogo nie zdradę. Niech mnie zabiją nikogo nie zdradzę..." I nie
wydał. Późnej wzięli go na Majdanek i tam się dokończył...
Wiarygodność relacji Józefy Serediuk potwierdza opracowanie Jana Turowskiego o batalionie zbiorczym
27 Wołyńskiej Dywizji Armii Krajowej 161 - 17 lipca 1944 roku do Kawęczynka dotarli żołnierze 27 Dywizji
Wołyńskiej, byli to ludzie z oddziałów porucznika Sylwestra Borokowskiego "Bogorii" (jego zastępca był
Tadeusz Persz "Głaz") oraz plutonowego Jana Bednarka "Kowińskiego" – zmęczeni długim marszem ( szli z
rozkazu "Adama" z małymi przystankami w napotkanych po drodze wioskach aż od Grabowca) zakwaterowali
się w o obszernej stodole i zwyczajnie zasnęli. Ich odpoczynku strzegli członkowie kawęczyńskiej organizacji
konspiracyjnej. Po niedługim czasie we wsi pojawili się Niemcy. Zaalarmowano śpiących partyzantów – w kilka
minut byli ubrani i gotowi do działania 162 czekając na rozkazy dowódcy – ten – jak podaje J. Turowski zupełnie
zawiódł. Stał blady, bezradny, na środku klepiska nie reagując na sytuację. Dzięki przytomności zastępcy –
Tadeusza Persza "Głaza" cały oddział bez strat wycofał się do pobliskiego lasu. Wieczorem, gdy Niemcy
opuścili wioskę a żołnierz "plutonowego "Kowińskiego" cierpliwie przeczekali całą sytuację w lesie ( plutonowy
"Kowiński" postanowił w przypadku ataku Niemców ubezpieczać oddział "Bogorii") wszyscy szczęśliwie
160
161
162
Franciszek Madej, komendant XV Obwodu Batalionów Chłopskich Zamość, odznaczony Złotym Krzyżem Orderu
Virtuti Militari – pamiątkowa tablica poświęcona jemu i jego podkomendnym znajduje się w kościele w
Mokrymlipiu
jest to rozdział z jego pracy "Pożoga" – walki 27 Dywizji Piechoty AK. Warszawa 1990, s. 508 – 510(dalej J.
Turowski. "Pożoga" – walki 27 Dywizji Piechoty ...); Józef Turowski "Ziuk", właściwie Józef Spodniewski plut. z
batalionu "Jastrzębia" 11/50 pp. "rozpoczął gromadzenie materiałów do swojej książki już podczas leśnej służby,
podczas bojów i marszów. Wtedy zaczął pisać swój pamiętnik, w którym obok osobistych, wzruszających zapisków
odnotowywał wiele ważnych wydarzeń w skali macierzystego batalionu oraz całej dywizji. Nad uzupełnieniem
pamiętnika pracował ponad 30 lat. W tym okresie zgromadził dziesiątki relacji, wymienił setki listów, przeprowadził
setki rozmów, a wszystko to razem w sposób uporządkowany przedstawił w swej książce", jak pisze w nocie
Wydawnictwo. Autor zmarł 24 lipca 1989 r. w Warszawie. Książka jest zaopatrzona w mapy, schematy, bibliografię,
indeksy oraz zawiera wykaz poległych i 12 ważniejszych dowódców dywizji. wg.
http://www.lwow.com.pl/rocznik/95-96/ksiazki95-96.html#1996-pozoga
J. Turowski. "Pożoga" – walki 27 Dywizji Piechoty ..., s. 508
powrócili do wsi...163
na podstawie relacji Józefy Serediuk opracowała Regina Smoter Grzeszkiewicz
Kąty (Pierwsze i Drugie)
Wieś zlokalizowana na południowo – zachodnim skraju gminy 164 w obrębie Padołu Zamojskiego. Pierwsze
wzmianki o o Kątach pochodzą z XVIII wieku – wieś znajdowała się wówczas w obrębie dóbr Ordynacji
Zamoyskich – w roku 1800 istniały tutaj budynki dworskie 165 U schyłku wieku XIX w Kątach były dwa budynki
dworskie i aż 35 włościańskich zajmowanych przez 217 mieszkańców, w tej liczbie 11 Rusinów. Włościanie
uprawiali 491 mórg gruntów; istniejący we wsi folwark przynależał administracyjnie do klucza
białowolskiego.166
W okresie międzywojennym (1921 rok) w Kątach nie ma już Rusinów, wieś liczy 61 domów, 381
mieszkańców wyłącznie Polaków, administracyjnie przynależy do gminy Mokre, w folwarku znajdują się dwa
domy zamieszkiwane przez 50 osób.167 Grunty folwarczne z biegiem lat ulegają powiększeniu - z roku 1929
pochodzi informacja iż powierzchnia uprawna liczyła 202 ha, dzierżawcą był Aleksander Jelita – Łapczyński. 168
W roku 1933 folwark został rozparcelowany, pozostałe 66 hektary nabył były dzierżawca Adamski. 169
Kąty I
Okres międzywojenny w Kątach I nie należał do najszczęśliwszych w życiu mieszkańców – gospodarzy nie
było stać nawet na porządny podwieczorek – opowiada jedna z miejscowych kobiet – musiała wystarczyć
kromka chleba serem, albo sam chleb. Paśli w lesie konie, czas szybciej schodził i koń się popasł... Ludzie
bardzo chorowali, umierali całymi rodzinami, to co słyszałam z opowieści to zarażali się jeden od drugiego, ale
nie stać ich było na leczenie się. Często umierali pod płotem – leżeli na słońcu, wygrzewali się,, jak to chory –
ciepła szuka a słonko człowiekowi miłe. Nie zdawali sobie sporawy co to za choroba była, nie zdawali sobie
sprawy w ogóle z tego w jakich warunkach żyli. Jedli żur. Czy ja jadłam żur? Jadłam żur i słoduchę. Żur
moja mama robiła. Był z owsianej mąki, to sobie przypominam, bo się przyglądałam. I to jakoś smakowało.
Mąka była z plewami, ale jak to się wzięło na sitko włosiane, polewało wrzątkiem i mieszało, to spływała z tej
mąki taka biała woda. Mama zagotowała ten żur, już nie pamiętam zaprawiała czymś, potem czosnku trochę
dodała – z tym czosnkiem mi smakował – pamiętam jakbym to jadła dziś. Z czego się robiło słoduchę 170 nie
pamiętam.
Za Piłsudskiego w Kątach I była szkoła. Jestem z 1929 roku, chodziłam do szkoły nie tutaj tylko w
163
164
165
166
167
168
169
170
Tamże, s. 510
w skład gminy Szczebrzeszyn sołectwa Katy I i Kąty II weszły w 1976 roku wg. Dziennika Ustaw 1976 nr 24,
poz.143
M. Stworzyński. Opisanie dóbr...
klucz białowolski składał się z folwarków: Białowola, Niedzieliska, Kąty, Płoskie, Wielącza , Mokre, Wólka
Wieprzecka, Zawada, zarzecze, Lipsko, wg. Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów
słowiańskich, wypisy dla województwa lubelskiego. Lublin 1974, t. I, s. 187 (dalej: Słownik Geograficzny...)
Skorowidz miejscowości rzeczpospolitej Polskiej. Województwo Lubelskie. Warszawa 1924, t. I (dalej:
Skorowidz...)
Księga Adresowa Polski (wraz z Wolnym Miastem Gdańskiem) dla przemysłu, rzemiosła i rolnictwa 1929.
Warszawa 1929, s. 568
J. Górak . Materiały do historii parków zabytkowych w województwie zamojskim. Zamość 1980, s. 8; inną wersję
podaje mieszkający w Kątach II Franciszek Machałek – podobno tuż przed wybuchem samej wojny folwark kątecki
był nieduży – liczył 18 ha, a otrzymał je od Ordynacji Adamski w zamian za dług, później odsprzedał. Folwark
istniał jeszcze w 1945 roku.
taki przepis na słoduchę podaje Marianna z Mikszów Smotrowa z Czarnegostoku: mąkę żytnią razowa, gryczaną i
pytlową (z pszenicy) sypano do garnka w odpowiednich ilościach (garściach) zalewano zimną wodą i dokładnie
mieszano. Gdy wszystkie składniki połączyły się w jednolitą masę zalewano je dobrze ciepłą gotowaną wodą i
jeszcze raz dokładnie mieszano. Następnie zostawiano na cały dzień, wieczorem znowu dokładnie mieszano i
gotowano" Przygotowaną w ten sposób potrawę jadano z kartoflami całymi (w mundurkach)
Wielączy. Nauczycielem był p. Gunia, uczyła p. Arysko(?), p. kierownik Sobiesiński Do szkoły chodziłam
piechotą , od nas to kilometr drogi, najbardziej przykra była zima, ale uczęszczaliśmy do szkoły. Ja przyszli
Niemcy nastąpiła przerwa w nauce – wtedy uczyliśmy się po kryjomu, ci sami nauczyciele. Wtedy w miejsce
p. Guni uczył p. Kusz. Uczyliśmy się w mieszkaniach, na zmianę – raz jedna klasa, raz druga.
Kąty I nie były wysiedlone, wprawdzie wioska otoczona została przez Niemców, ale nas nie wysiedlili.
Bardzo baliśmy się tego wysiedlenia, uciekaliśmy ze swojej wioski. Mieliśmy rodzinę aż za Szczebrzeszynem
– tato zawiózł nas do Żurawnicy. Tam przenocowaliśmy. Rodzice nas zostawili a sami pojechali dowiedzieć
się co z tym wysiedleniem, zabrali nas dopiero za dwa dni.
Mój mąż był w partyzantce, należał do BCh, miał wielkie trudności w otrzymaniu renty – jak on się o nią
starał; teraz ja z tej renty żyję. Po wyzwoleniu pracował jako ekonom, należał też do Koła "Wici", 171 regularnie
opłacał składki, to mu się bardzo przydało.
Kąty II
Przed wybuchem wojny istniał we sklep – założył go nauczyciel Kicana; początkowo pracowała w nim
kuzynka Tadeusza Blonki – Jadwiga, później Halina Łopuszyńska.172
O losach mieszkańców wsi w okresie międzywojennym i podczas okupacji dowiadujemy się ze wspomnień
jej mieszkańców Sabiny Łyś i Tadeusza Blonki. Rodzice Sabiny Łyś – Michalina z Żabickich i Jan Grabkowie
pochodzili z Dęblina przyjechali do Kątów "za chlebem" - opowiada Sabina Łyś, jak tutaj zaczął się wyrąb
lasu,173 ktoś ojcu nastręczył pracę a on znał się na niej – był dekarzem klepek dębowych. Przyjechał. Później
pobudował domek, wtedy mama przyjechała z siostrą z Dęblina. Nas było czworo rodzeństwa – miałam
siostrę Halinę, brata Wiesława i Henryka, ja byłam najmłodsza. Rodziców miałam wspaniałych, wszyscy
chodziliśmy do szkoły, ojciec opłacał czesne. Siostra uczyła się w szkole handlowej w Zamościu, dwoje z
rodzeństwa zrobiło matury, jeden z braci został nauczycielem, mieszkał w Zawadzie – ojciec kupił mu kawałek
ziemi, pobudował się. Gdy skończyłam piątą klasę (chodziłam do szkoły w Wielączy) wybuchła wojna.
Podczas okupacji we ws było bardzo ciężko, niektórzy partyzanci angażowali się w walkę z wrogiem, inni mieli
na uwadze tylko chęć zysku...
Żeby mieć zaświadczenie chodziłam do pracy z innymi do sadzenia lasu. Był taki Niemiec, który
nadzorował prace gajowych – mówił do nich, że Kątów nie będą wysiedlać, że ci co są gajowymi zostaną tutaj
na wsi a pozostali pojadą na jakieś inne gospodarstwa. Mama mówi do ojca: "jak chcesz, to zostań (ojciec też
miał pracę przy lesie) a my uciekamy do lasu." To była piękna jesień; uciekaliśmy w grudniu, z pięć kilometrów
w taki gęsty las, tutaj wszystko zrabowali, nasz dom też.
Ojciec jadąc na furmance (był przekonany że Niemcy wiozą ich w inne miejsce pracy)spostrzegł, że jadąc
w kierunku Zamościa174, zrzucił główkę od maszyny do szycia i sam uciekł. Zaczęli za nim strzelać, ale jakoś
mu się udało. Dołączył do nas.
W nocy rodzice przychodzili do wsi, w domu zostały jakieś jedzenia, mąka, mleko, więc po kryjomu piekli
jakieś placki, przynosili to do lasu. Kilka dni koczowaliśmy w lesie przy ognisku. Jak to w nocy, zmarznięci. Nie
171
172
173
174
chłopska organizacja młodzieżowa założona w 1928 roku jako stowarzyszenie kulturalno – oświatowe, w swych
założeniach programowych "Wici" były zbliżone do Stronnictwa Ludowego wg. Słownik historii Polski. Warszawa
1969
relacja Tadeusza Blonki
spowodowany został zapewne uruchomieniem we wsi fabryki mebli giętych, co miało miejsce w roku 1880. Zakład
otworzyli pochodzący z Warszawy Julian Urlich i technik Kazimierz Żarski – w Kątach fabryka funkcjonowała do
roku 1885 (produkowano: krzesła, sofy, łóżka, właściciele zatrudniali 6 osób), po czym przeniesiona została do wsi
Podzamcze. wg. B. Mikulec. Przemysł powiatu zamojskiego w latach 1864 – 1914 w: Rocznik Zamojski, t. I,
Zamość 1984, s. 67
Obóz w Zamościu utworzono na podstawie rozporządzenia szefa Centrali Przesiedleńczej w Łodzi Hermana
Krumey'a. Komendantem obozu został SS - Unterscharfuhrer Artur Schutz. (wgJ. Markiewicz "Nie dali ziemi skąd
ich ród", Lublin 1985r., s. 351). Składał się z kilkunastu baraków otoczonym drutem kolczastym. Ponadto każdy z
nich był oddzielany od pozostałych również drutem, stąd w potocznej nazwie obóz funkcjonował jako "druty".
Wszelka komunikacja między barakami była zabroniona. Wysiedleni przebywali w straszliwych warunkach
sanitarnych. Stosunkowo dobrze wyposażone były baraki dla osób przeznaczonych do germanizacji. W pozostałych
natomiast nie było podłóg i pieców, co w warunkach zimowych powodowało, że ludzie potwornie marzli.
Przesiedleńcy spali na gołej ziemi. O myciu nie było mowy, ponieważ nie można było nawet podejść do studni. Nie
lepiej przedstawiała się sprawa wyżywienia. Całodzienny jadłospis stanowiła zupa z brukwi, 15dkg chleba i pół litra
gorzkiej kawy. Takie warunki - brak higieny (insekty), głód, mróz dziesiątkowały ludzi, a w szczególności dzieci.
było tak zimno, ale...Wróciliśmy do domu. Później Niemcy szukali po wsi, czy ktoś nie ukrywa broni, jednak nie
znaleźli. Zebrali wszystkich mężczyzn przed domem Władysława Czopa (ten, u którego była szkoła)i ogłosili,
że wszystkich rozstrzelają, jeśli znajda broń. Jakoś się udało. Nic nie znaleźli.
W Oświęcimiu zginęła żona jednego gajowego – nazywała się Czernic; gajowy Dąbek dostał się za druty
do Zamościa, po kilku dniach wydobył go stamtąd Niemiec Mans – nadzorca nad leśnikami.
Po wyzwoleniu ubecy aresztowali (na skutek donosu) mojego szwagra – Wacława Łopuszyńskiego, był w
partyzantce. Jego zabrali a siostra chciała ostrzec pozostałych, w bieliźnie(było bardzo zimno) pobiegła na
koniec wsi i ostrzegła Jana Zycha, Romana Pytlika (oni już nie żyją). Uciekli. Nie zabrali ich wtedy. Szwagier
siedział w Zamościu, później w Lublinie. Zachorował na nowotwór, zmarł w wieku 44 lat.
Po wyzwoleniu mój brat chodził do gimnazjum w Zamościu i ukłonił się koleżance z Wychodów. 175
Zobaczyli to ubecy a ona podobno była w partyzantce . Myśleli pewnie, że brat ma z nią coś wspólnego, czy ja
wiem... Zabrali go. Pół roku siedział w Lublinie. Jak oni bili, jak maltretowali...; jak wcześniej siedział w
Zamościu, mama poszła do niego, gdy zobaczyła tych głównych ubeków, zaczęła ich wyzywać,to grozili, że ją
zamkną.
Później ja chodziłam do szkoły w Zamościu (mieszkałam na stancji) i po prostu nie pomyślałam –
napisałam do wujka, do Dęblina, że brata zamknęli. Przychodzę do domu a tu stoi ubowiec i mnie zabrał.
Zabrał na przesłuchanie do U B. Siedziałam tam dwie doby. Gdy mama się dowiedziała, zaczęła rozpaczać;
"dwoje dzieci..." Podpisałam takie oświadczenie, że nie będę mówić o tym co wdziałam i słyszałam, bo jak
powiem, to jeszcze raz mnie wezmą, za ten właśnie list.
Wyszłam za mąż w roku 1948, mój mąż był dwa lata na robotach w Niemczech. Pochodził z Kątów, miał
na imię Aleksander. Nie dostałam żadnego odszkodowania, tylko potwierdzenie, że był na tych robotach; mąż
nie żył długo – zmarł w wieku 45 lat.
Po wyzwoleniu przyjeżdżał do nas ksiądz Franciszek Sokół – uczył dzieci religii. Tutaj zmarł, pochowany
jest w Wielączy. To był bardzo mądry (tłumaczył nawet receptę na japońskie leki) i dobry człowiek. Wiele
podróżował. Na pytanie, które mu kiedyś zadałam - księże proboszczu, jak to jest w życiu pozagrobowym,
ksiądz tyle świata zwiedził - bezradnie rozkładał ręce.
Dom, w którym obecnie mieszka Sabina Łyś, jest bardzo wiekowy, pobielony na niebiesko, z grubych,
drewnianych bali – budował go jeszcze mój teść - wspomina p. Sabina. Jeden dom spłonął po I wojnie
światowej a w tym domu 5 letni chłopczyk, brat mojego męża – nie zdążyli go uratować. Teść brał udział w
walkach pierwszej wojny światowej, dostał się do niewoli na Węgry, jak wrócił pobudował dom.
Pierwszym sołtysem we wsi po wyzwoleniu został, wybrany na stanowisko przez mieszkańców – Tadeusz
Blonka – obowiązki sołtysa pełniłem przez pięć lat – wspomina - później pracowałem jako gajowy. W 1943
roku wstąpiłem do Armii Krajowej, zostałem łącznikiem – był u nas przedwojenny wojskowy, nazywał się
Kiesz Piotr, to on mnie wciągnął do partyzantki. Trzeba było być w Organizacji, bo bez niej człowiek nie miał
miejsca a ja byłem już dorosłym chłopem. Były trzy organizacje: PPR, BCh, AK
U nas była Placówka AK a główna siedziba moich przełożonych znajdowała się w gajówce Lotza. 176
Nosiłem wszystkie wiadomości - przychodził komendant i mówił: "Blonka macie taki rozkaz i taki..."i dawał mi
tę wiadomość. To była taka karteczka maluśka, na której znajdowało się wszystko. W tej partyzantce to różnie
było – jeden był biedny, drugi bogaty, to szedł na swoja rękę kraść. U nas jeden sobie pozwolił, to sami
partyzanci go rozstrzelali – nazywał się Sadło Tadeusz.
Podczas okupacji Kąty zostały wysiedlone – wstrząsająca historię jednej z kobiet, która została nasiedlona
do wsi zapisał na łamach "Dziennika z lat okupacji Zamojszczyzny ..." dr Z. Klukowski – miałem też w szpitalu
pacjentkę, która przed trzema laty została wraz z rodziną wysiedlona z Poznańskiego. Przed paru tygodniami
podczas wysiedlania mieszkańców wsi Kąty pod Zamościem męża jej zabrano i wysłano do Oświęcimia, ja
trzymano w Zamościu "za drutami", pięcioro dzieci zaś wywieziono z całym transportem w okolice Garwolina.
Wreszcie i ją sama wywieziono na roboty. Dzielna kobieta w drodze uciekła z pociągu, dostała się do
Garwolina, odnalazła tam wszystkie pięcioro dzieci u różnych gospodarzy i powróciła do Zamojszczyzny.
Wszystkie te jej ciężkie przeżycia wywołały poronienie w czwartym miesiącu ciąży i bardzo silny krwotok... 177
175
176
177
Wieś położona na zachodnim skraju gminy Zamość, na terenie Padołu Zamojskiego. Miejscowość powstała około
połowy XIX w. wg. J. Niedźwiedź. Leksykon miejscowości..., s. 606
gajówka Krzywe zlokalizowana w lasach kosobudzkich.
Z. Klukowski . Dziennik ..., zapis pod datą 25 lutego 1943 roku, s. 320
W roku 1943 Kąty jako wieś polska weszła w skład szczebrzeszyńskiej gminy niemieckiej powiatu
zamojskiego - Deutsch Landgemenide Szczebrzeszyn, Kreis Zamosc.
***
Kąty słyną jako miejsce występowania najcenniejszych na Lubelszczyźnie zbiorowisk roślinności
kserotemicznej w postaci tzw. płatów "stepowych", które zajmują jedną z kilku płaskich niecek denudacyjnych
stanowiących podstawę grzbietu kredowego, który ciągnie się na południowym brzegu Kotliny zamojskiej nad
wsią Niedzieliska.178 Niektóre z krzewów osiągają wysokość do 2,5 metra; do najbardziej unikatowych należą:
miłek wiosenny,
turzyca niska,
len złocisty,
storczyk kukawka,
obuwik pospolity,
oman wysoko listny,
gorysz alzacki,
wiśnia karłowata, 179
Regina Smoter Grzeszkiewicz
Klemensów.
Początki miejscowości sięgają XVIII wieku wiemy, że na mocy dekretu cesarza Józefa II z 1772 roku
potwierdzającego Ordynację Zamoyską - posiadłości ordynackie, w obrębie których był już Klemensów
podzielone zostały na klucze dóbr, miejscowość znalazła się wówczas w kluczu szczebrzeskim. 180
Część gruntów należących do Bodaczowa, na których z czasem powstał Klemensów odstąpili w latach
1744 – 1745 Franciszkanie zamojscy Tomaszowi Antoniemu Zamoyskiemu, który wybudował na nich
(ulegając prośbom swej żony – Anieli Teresy Michowskiej) 181 późnobarokowy, jednopiętrowy murowany pałac
– obiekt został ofiarowany synowi ordynatorstwa – Klemensowi. Projektantami pałacu byli: Jan Andrzej Bem i
Jerzy de Kawe, budowniczym – Jan Columbani. Pałac wystawiony został w latach 1747 – 1767; kilkakrotnie
był przebudowywany – znałam te pomieszczenia, były tam piękne parkiety – wspomina Maria Loc – Oczkoś,
która wiele lat mieszkała w Klemensowie – piękne kominki, wejściowe schody. Piękna też była biblioteka 182,
regały po tej bibliotece zachowały się w pałacu do dziś, można je obejrzeć.
Wraz z budową pałacu rozpoczęto urządzanie ogrodu, prace nad nadaniem mu ostatecznego kształtu
zajęły ogrodnikom zatrudnionym przez Zamoyskich wiele lat – dla zapewnienia ich socjalno – bytowych
potrzeb wzniesiono "dom ogrodnika", zwany obecnie "domem w ogrodzie" - jest to dom, w którym mieszka w
tej chwili 5 rodzin. Ten dom zawsze był taki wyjątkowy, ponieważ znajdujące się tam mieszkania są chyba
najładniejsze z pośród tych jakie znajdują się w parku, poza mieszkaniami pałacowymi. Raz, że położenie
tego domu jest przepiękne, ściana południowa jest z widokiem na ogród, dom zawsze był obrośnięty
178
179
180
181
182
K. Izdebski, D. Fijałkowski. Fragment roślinności kserotemicznej w Kątach pod Zamościem. Annales Universitatis
Mariae Curie – Skłodowska. Sectio C, Vol. XI. 1956. Lublin 1959, s. 507 – 509, 519, 521
tamże
B. Chlebowski. Zamość, ordynacja Zamoyskich i powiat zamojski. Zamość 1919
córka Jana Bogusława, kasztelana sandomierskiego, i Teresy Bilińskiej. To ona zawierała kontrakty z artystami i
rzemieślnikami, gromadziła materiały budowlane i decydowała o ich doborze; w jednym z listów pisanych w
sprawach budowy rezydencji do burgrabiego Piotra Blumberga określa się jako "tego pałacu fundatorka".
wg.http://www.sulow.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=49&Itemid=77
druki w liczbie ponad tysiąca (z XVI i XVII wieku ) pochodzące z Biblioteki Zamoyskich w Klemensowie
przechowywane były do czerwca 2005 roku w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej im. H. Łopacińskiego w
Lublinie; księgozbiór liczył ok. 13. 000 woluminów, w tej liczbie tak unikalne publikacje jak: "Herby rycerstwa
polskiego" Bartosza Paprockiego (Kraków 1584), "Saxsonia" Albertusa Krantza (Frankfurt 1575), "Historia
Polonica" Jana Długosza (1615). Decyzją prezydenta miasta Zamościa – Marcina Zamoyskiego przekazane zostały
Miejskiej Bibliotece Publicznej w Zamościu.
winoroślą. Te pomieszczenia są takie wysokie. Co ciekawsze mimo zmian jakie powstają przy jego
modernizacji przeprowadzanych przez mieszkających tam ludzi – pozostał niezmieniony zapach tego domu.
Kiedyś odwiedziła dom taka Marta, która przyjeżdżała tutaj na wakacje do swojej babci - p. Szymańskiej i
spędzała w Klemensowie wakacje; przyjechała zobaczyć to miejsce po prawie 40 latach i stwierdziła , że
pomimo różnych zmian z a pa ch d o m u s i ę n i e z m i e n i ł... 183
W chwili obecne park zajmuje 130 ha powierzchni, w jego obrębie występuje 35 gatunków drzew (m. in.
dęby, lipy, sosna wejmutka, modrzew, wiąż), w tym roślinność egzotyczna (magnolia gwiaździsta, orzech
czarny)184 - mój tata zawsze ubolewał – relacjonuje cytowana powyżej Maria Loc Oczkoś – że ten park został
zdewastowany. Był posadzony w takie klomby przedzielone trawnikami i ścieżkami, zrobione zostało to z
dużym rozmysłem, ludzie, którzy tu pracowali pozostawili po sobie piękne okazy drzew, które były rzadko
spotykane nie tylko w tych okolicach ale i w Polsce – do dzisiejszego dnia, przynajmniej w części te drzewa
zostały. Wiele z nich powinno być pomnikami przyrody chociażby ze względu na wiek.
Był taki zamiar w latach 80 – 90 [ubiegłego wieku] – nad parkiem objęło przez pewien czas patronat
Ministerstwo, które zajmowało się ochroną dziedzictwa [narodowego] i i terenów zielonych. Wszyscy w parku
mówił, że otworzyła się złota żyła dla parku. Została zatrudniona pewna ilość osób...,. Zamiarem tych ludzi
miało być przywrócenie parku do stanu pierwotnego, pamiętającego czasy sprzed II wojny światowej. Nawet
przychodzili ci Państwo do mojego taty, żeby tata sięgnął pamięcią do tych lat i przypomniał im jakie kwiaty ,
jakie drzewa były posadzone w konkretnych miejscach. Ale ta działalność była dość krótka, bo chyba 2 – 3
lata tylko, po czym prawdopodobnie zabrakło pieniędzy....Za zgodą ś. p. Jana Zamoyskiego wycięto 13 sztuk
modrzewi na wykonanie mozaiki podłogowej na Zamku Królewskim - chociaż nie był oficjalnie właścicielem. 185
Kolejni właściciele, którzy przejmowali park nie robili nic by go utrzymać w należytym porządku, poza
koszeniem czasem jakiejś trawy, przycinaniem żywopłotów... Pomimo swej zdziczałości jest wciąż piękny i
wiele osób zachwyca.
W latach 1842 – 1857 w Klemensowie funkcjonowała szkoła ogrodnicza prowadzona przez pozostającego
do dyspozycji Zamoyskich ogrodnika Sierugowskiego - placówka przestała istnieć z chwilą gdy klemensowski
park przekazany został w dzierżawę na okres 12 lat. 186
Klemensowska rezydencja Zamoyskich była miejscem spotkań "Klemensowczyków" – ziemiańskiego
ugrupowania zorganizowanego przez Andrzeja hr. Zamoyskiego (istniało w latach 1843-1847, w pracach
ugrupowania udzielali się m. in: L. Górski i W. Grabiński; w roku 1858 Klemensowszczycy zainicjowali
powstanie Towarzystwa Rolniczego); podczas dorocznych spotkań dyskutowano nad problemami modernizacji
rolnictwa, jego aspektów technicznych i społecznych, z priorytetowym zagadnieniem. 187 Andrzej hr. Zamoyski
prowadził w pobliskim Michalowie i Deszkowicach wzorcowe folwarki, które odwiedzane były prze z
Klemensowczyków podczas tychże zjazdów, 188 współredagował również Rocznik Gospodarstwa Krajowego189
W roku 1895z inicjatywy ordynata Maurycego hr. Zamoyskiego uruchomiono w Klemensowie cukrownię
(funkcjonowała do roku 2004) – obiekt został zlokalizowany został na gruntach wsi Bodaczów. W prace
przygotowawcze do budowy zakładu zaangażowani zostali: Otto Kubicki, ówczesny plenipotent generalny
Ordynacji – sprawował nadzór nad całością prac budowlanych, inż. Aleksander Szymański – architekt
ordynacki, kierował pracami budowlanymi, Piotr Gdula – szczebrzeszyński grabarz – wykopał studnie oraz
doły do lasowania wapna, Mortka Flejszer,190 - zwoził do Klemensowa drewno budulcowe z magazynu
ordynackiego w Zwierzyńcu.191
Cukrownia pobudowana została na drewnianych palach wbitych w ziemię na głębokości 12 metrów;
183
184
185
186
187
188
189
190
191
relacja Marii Loc - Oczkoś
S. Stolarczyk. Roztocze Środkowe. Przewodnik turystyczny dla obozów wędrownych. Warszawa 1975. s. 66
relacja Bogusława Garbacika
D. Kawałko. Klemensów, zespół pałacowo – parkowy. Zamość 1986., s. 7 - 12
wg.http://portalwiedzy.onet.pl/2593,haslo.html
R. Orłowski. Działalność społeczno – gospodarcza Andrzeja Zamoyskiego (1757 – 1792). Lublin 1965
pismo ukazywało się od roku 1842, od roku 1847 redaktorem naczelnym był hr. Andrzej Zamoyski; egzemplarze
Rocznika... dostępne są w zbiorach Wojewódzkiej Biblioteki im. H. Łopacińskiego w Lublinie
członek zarządu Towarzystwa Pożyczkowo – Oszczędnościowego założonego przez Bolesława Boguckiego w 1906
roku w Szcebrzeszynie. W roku 1922 prowadził młyn wodny z tartakiem; brak jest danych ile osób zatrudniał. wg.
K. Zieliński, Żydzi Lubelszczyzny 1914 - 1918. Lublin 1999, s. 44, 45
J. Jachynek. A. Pomarański. Cukrownia "Klemensów" (1894 – 1994). 1994, s. 28 - 29
podczas modernizacji wymieniono je na tzw. Pale Worholtza (betonowe i zbrojone zarazem). 192
Pierwszym dyrektorem cukrowni był Michał Lubiński, w roku 1912 funkcję tę pełnił inż. Wyszyński.
Pierwsza kampania cukrownicza uruchomiona został pod koniec 1895 roku – surowiec przerobowy, buraki
uprawiano na gruntach ordynackich, także miejscowi chłopi mogli sprzedawać zasiane przez siebie buraki. 193
Dla potrzeb zakładu – uruchomiono sieć kolei wąskotorowej o długości 50 km łącznie, którą obsługiwało 6
parowozów i 90 wagonów. W latach trzydziestych ubiegłego wieku cukrownie wydzierżawiono spółce akcyjnej
"Towarzystwo Cukrowni i Rafinerii Klemensów". W roku 1940 obowiązki dyrektora pełnił Stanisław Maliński. Po
wyzwoleniu cukrownia została zmodernizowana; największą moc przerobową uzyskał zakład w latach
sześćdziesiątych ubiegłego wieku – produkowano wówczas rocznie ok. 12.000 ton cukru.
W okresie międzywojennym (1905 rok) z inicjatywy działaczy ludowych – Jana Korby i L. Śledzińskiego
powstało w Klemensowie Koło Polskiej Macierzy Szkolnej (PMS). 194
Na wniosek Zarządu Ordynacji pobudowano również drewniane domy dla pracowników (z czasem
powstała Osada Urzędnicza), w których mógł zamieszkać każdy spełniający określone wymogi – przede
wszystkim wykazać się sumienną i uczciwą pracą, wniosek o przyznanie mieszkania podpisywał majster i
kierownik – zatwierdzał dyrektor zakładu. 195
W okresie poprzedzającym wybuch II wojny światowej przy cukrowni funkcjonowała Orkiestra – na 3 Maja
pracownicy chodzili wraz z Orkiestrą w uroczystych pochodach do Szczebrzeszyna; każdy z robotników, który
miał słuch należał do Orkiestry. Istniało Kółko Teatralne – grałem w kilku przedstawieniach – wspomina autor
powyższych relacji Stanisław Flis. Miałem wąsy (były wówczas modne) więc musiałem je zgolić by zagrać role
młodego chłopca (w krótkich spodenkach). Była świetlica, biblioteka – dyrektor wybierał gramotnych ludzi,
którzy ją prowadzili...W ciekawy sposób zorganizowano Spółdzielnię Spożywców – każdy miał książeczkę,
mógł w niej zapisywać codziennie dokonywane zakupy, niekoniecznie płacąc. Na koniec miesiąca
sprzedawczynie robiły podsumowanie i wówczas każdy regulował dług.
Był taki Wojtaś , miał pasiekę w lesie, to on przysyłał po zakupy psa. Sprzedawczyni czytała co jest
napisane na kartce, pies stał w kolejce a później przychodził Wojtaś - regulował wszystko. W maju żony
urzędników urządzały sobie wycieczki wąskotorówką po najbliższej okolicy, często jeździły do Stasina, tam
jest piękny las,wymarzone miejsce na pikniki...196
W 1915 roku w budynku klemensowskiej świetlicy (istniała przy cukrowni) zlokalizowano szpital wojskowy –
tereny polskie znajdowały się wówczas jeszcze pod zaborem austriackim, w okolicach Klemansowa toczyły
się walki. Po jednej z takich bitew ciężko rannych żołnierzy przyniesiono do budynku wspomnianej świetlicy;
tych , którzy zginęli podczas potyczki "złożono na kupę" i przysypano ziemią. 197 Gdy po kilku dniach po okolicy
zaczął unosić się specyficzny zapach rozkładających się ciał, austriaccy oficerowie w obawie przed epidemią
polecili ekshumować zwłoki i umieścić je w specjalnie wykopanych dołach, w niedużej odległości od obecnej
klemensowskiej szosy. Na tym nietypowym cmentarzu spoczęli żołnierze różnych nacji, pochowano razem z
nimi zmarłych w szpitalu żołnierzy polskich, węgierskich, austriackich.. "Są to długie zbiorowe mogiły w liczbie
12 w dwóch rzędach. Groby są zaniedbane i trudno je odróżnić od zwykłego kawałka ziemi..." 198
Szerokim echem na Zamojszczyźnie odbiło się zorganizowanie w Klemensowie i Szczebrzeszynie w 1920
roku obchodów Dnia Śląska Cieszyńskiego, (któremu groziło oderwanie od Polski i przyłączenie do Czech),
połączonych z akcją charytatywną na rzecz Macierzy Szkolnej. 199W okresie międzywojennym w Klemensowie
powstało Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół", pracami którego kierował kierownik miejscowej szkoły
192
193
194
195
196
197
198
199
relacja Stanisława Flisa z Klemensowa, emerytowanego pracownika Cukrowni
Cukrownia Klemensów (1895 – 1997). Solidarność. Biuletyn Informacyjny Regionu Środkowowschodniego 28.08.
- 4.09. 1997 nr 36 – 37 (390 – 391)
PSM – instytucja oświatowa założona z inspiracji kół postępowych; celem jej działalności było połączenie tajnie
dotąd prowadzonych prac oświatowych. Na terenie Królestwa Polskiego zorganizowała ok. 900 kół – ich
działalność sprowadzała się do: prowadzenia szkół podstawowych, czytelni, kursów dla analfabetów, uniwersytetów
ludowych. W roku 1907 rząd carski rozwiązał PSM, reaktywacja nastąpiła w roku 1916 – Polska Macierz Szkolna
istniał do roku 1939. wg. Słownik historii Polski. Warszawa 1969, s. 282
relacja Stanisława Flisa
tamże
A. Wasilewska. Zapomniany cmentarz. Tygodnik Zamojski 1993, nr 45
tamże
A. Wadowski, Klemensów i Szczebrzeszyn. Pamiątka obchodu "Dnia Śląska Cieszyńskiego" w dniu 23 maja 1920
r. Zamość 1920
powszechnej – Jan Kamiński – członkami "Sokoła" była młodzież z osiedla otaczającego cukrownię; istniały
sekcje: piłki nożnej, lekkoatletyczna i turystyki. 200
Staraniem Rodziny Zamoyskich zorganizowany został (także w okresie międzywojennym) w pałacu
teatrzyk przy którym funkcjonowało kółko recytatorsko – dramatyczne. W pracy kółka zaangażowana była
młodzież z okolicznych zamożnych rodzin oraz członkowie Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" ze
Szczebrzeszyna ( m. in. Kazimiera Kapeć) pozostającego pod opieką Adama Zamoyskiego z Kozłówki. Kółko
miało swoje locum przy cukrowni w Klemensowie, a wszystkie inscenizacje odbywały się w pałacu
klemensowskim, na premierach poza ordynatorstwem bywali: plenipotent – Stanisław Grabski, przyjaciele
Zamoyskich, urzędnicy ordynaccy, młodzież szlachecka z okolicznych dworów; rekwizyty sprowadzano z
Warszawy.201
Podczas okupacji w Klemensowie Niemcy zorganizowali lotnisko - pod datą 17 marca 1941 roku dr
Klukowski zapisał: Ludność jest zaniepokojona olbrzymimi zapasami benzyny, cały wygon koło cukrowni
założony beczkami, w parku pałacowym w Klemensowie pomiędzy drzewami beczki z benzyną ułożono w 3
warstwy – jedna na drugiej. Oprócz benzyny, zdaje się, że gromadzą jakieś inne materiały. Na lotnisku robota
wre od rana do nocy. Przyjechało bardzo dużo lotników. Ruch samochodowy wzmożony. 202 W czerwcu 1943
roku w klemensowskim pałacu zatrzymały się duże oddziały żandarmerii i SS. 203
Funkcjonująca pod niemieckim zarządem Cukrownia stanowiła łakomy kąsek dla miejscowego
(zamojskiego) Ruchu Oporu z tej prostej przyczyny – braku podstawowych środków spożywczych , do których
niewątpliwie należał cukier - w czerwcu 1944 roku radeczniccy partyzanci dokonali napadu na gospodarstwo
rolne w Michalowie i cukrownię Klemensów – wspomina żołnierz Batalionów Chłopskich z Radecznicy
Władysław Jezierski - zbiórkę żołnierzy BCh z placówek Radecznica, Zaporze, Zaburze, Gorajec i placówek
pobliskich zwołano w Kolonii Zaburze (na Świniarkach) na godzinę 22 - gą. Na akcję wyruszono przez wieś
Szperówka do mostu na szosie Szczebrzeszyn - Rozłopy; przy moście odcięto druty telefoniczne. Jedna
grupa udała się do gospodarstwa Michalów, druga z wozami konnymi do Cukrowni Klemensów. Z Michalowa
zabrano kilkanaście sztuk bydła i koni (były to sztuki mające licencję) i zabito tam kilka sztuk trzody chlewnej,
zabierając je na furmanki; w stajni moich rodziców (Jezierskich w Radecznicy) była przetrzymywana klacz
przez kilka dni. Po wyzwoleniu część zwierząt wróciła do gospodarstwa Michalów. Z Cukrowni Klemensów
zabrano kilkanaście ton cukru. Otrzymaliśmy po 10 kg cukru; cukier wydawano nam w piekarni Bogdana
Strusińskiego w Radecznicy; furmani dostali po 30 kg cukru. 204
O innej akcji, zorganizowanej prze miejscowych partyzantów (z oddziału "Podkowy") opowiada córka
jednego z nich – Jan Loca Maria Loc – Oczkoś: jak sobie przypominam z opowiadań, mój tata wraz ze swoim
bratem Bolesławem brał udział w akcji lokalnej, kiedy to oddziały AK uniemożliwiały przetransportowanie
armii niemieckiej żywności na wschód. Ta akcja miała miejsce między mostami w Michalowie. Później była
obława na akowców zaangażowanych w tę akcję, wskazano nazwisko mojego taty. Tata ukrył się wtedy u
mojego dziadka, a swojego stryja w gajówce Krzywe zlokalizowanej w lasach kosobudzkich. Dziadek Józef
tez bardzo pomagał w wojnę żołnierzom AK. Zawsze mieli schronienie, jak to się mówi – wikt i opierunek.
W AK była wówczas konspiracja – mój tata po śmierci swego brata, kiedy jego żona i córki starały się o
rentę rodzinną , tę wojenną – chciał im pomóc i co najciekawsze nie znał pseudonimu stryjka Bolesława, nie
znał też nikt z rodziny, a trzeba było udowodnić jego przynależność do AK. Okazało się że archiwa znajdują
się w Londynie...Przy okazji dowiedziałam się, że tata miał pseudonim "Gąsienica".
***
W Klemensowie przez wiele lat mieszkała rodzina Loców - o jej losach opowiada Maria Loc Oczkoś:
spędziłam tam kilka dziesiątków lat swego życia, każdy kamień był mi bardzo drogi, zresztą pozostaje wciąż,
tak że z ogromnym sentymentem wspominam tamte lata. Były to lata dzieciństwa – w moim odczuciu
szczęśliwego dzieciństwa. Miałam dwoje rodziców, którzy mnie kochali, przy tym była jeszcze babcia, a taką
dojeżdżająca babcią była babcia ze strony mamy. Tak, że wychowywaliśmy się w takiej rodzinie
200
201
202
203
204
J. Jachymek. A. Pomarański. Cukrownia "Klemensów" (1894 – 1994). 1994
relacja Marii z Rzepeckich Lisowskiej
Z. Klukowski. Dziennik...
tamże...
relacja Władysława Jezierskiego "Skorupki"
wielopokoleniowej. Później już pod koniec swojego życia, zamieszkała z nami ta druga babcia – Józia; a tak to
wiecznie jakieś babcie wokół nas były, no i też wspierały . Właśnie tak sobie je przypominam – babcia Ania –
opowiadała mi mi ewangelię, czy też czytała Pismo Święte – a znała je tak doskonale, że cytowała jak
bajkę.... Babcia Ania to była żona Aleksandra – mama mojego ojca. Kiedyś, mogę powiedzieć że chyba stał
się cud , ponieważ babcia złamała nogę w biodrze, a była już po osiemdziesiątce. Pamiętam jak wszyscy w
rodzinie przeżywaliśmy to wydarzenie, a często tez klękaliśmy razem wspólnej modlitwy wieczorem. Tak jakoś
żarliwie modliliśmy się i babcia po pół roku leżenia w łóżku po prostu wstała i zaczęła chodzić, więc w wieku
80 lat to było trochę dziwne zjawisko...
Mój ojciec był bardzo gościnnym człowiekiem i takim serdecznym, w związku z tym przyjeżdżało do nas
mnóstwo ludzi , zarówno z rodziny jak i znajomych, bywał też hrabia Zamoyski i jego siostry: pani Krysia, pani
Teresa i pani Maria. Z tego co pamiętam, te panie bywały także na wakacjach u Sióstr, więc zapraszane
często wpadały do nas na jakieś kolacyjki, czy herbatki. Moja mama podejmowała je bardzo serdecznie, bo
trzeba przyznać była dobrą gospodynią; zawsze było w domu ugotowane , upieczone, a przez to zawsze
bywało u nas mnóstwo gości... Przyjeżdżali też moi kuzyni zarówno ze strony mamy jak i taty , tak że było nas
na wakacje bardzo dużo młodych ludzi, spędzaliśmy wakacje raczej przyjemnie.
Moja mam była z domu Niemczuk, pochodziła z Łabuniek; tata miał na imię Jan – urodził się w
Bodaczowie w 1917 roku, w czerwcu. Całe życie pracował w okolicach: park, Michalów – Bodaczów, bywał
też w gajówce Krzywe, gdzie mieszkał mój dziadzio, gajowy, był to stryj mojego ojca – Józef. Obecnie gajówka
nazywa się Dębowiec.
W okresie przedwojennym dziadzio był żonaty z babcią Marią; z tego co mi wiadomo babcia była 13 lat od
niego starsza, w związku z czym szybciej odeszła z tego świata. Dziadzio ożenił się po raz drugi z babcią
Wanda, było to lata pięćdziesiąte [ubiegłego stulecia]. W latach siedemdziesiątych , nie pamiętam dokładnie
kiedy – zmarł – był to rok 1971 lub 1972. Babcie przez wiele lat żyła tam sama w tej gajówce.
Mieli konia Basię, siwą arabkę, która miał u nich dożywocie. Służyła im przez wiele lat, ponieważ zimą - a
zimy bywały tam raczej ciężkie – trzeba było wszystko do gajówki dowieźć, mydło i powidło, mąkę i kaszę i
wszystko... Więc zawsze były wyprawy, przynajmniej raz na tydzień, wozem w dół do miasta [z Brodzkiej Góry
do Szczebrzeszyna]. Żyli tam w bardzo prymitywnych , powiedziałabym spartańskich warunkach – bez
światła, bez bieżącej wody. Studnia była bardzo głęboka, na 56 betonów, a przecież trzeba było wody
naciągnąć i dla konia i dla dla krowy...
Mój tata przez wiele lat tam jeździł, ponieważ mieli wspólną pasję – pszczoły; tata podzielił swoją pasiekę –
część miał w parku, część stacjonowała w gajówce Krzywe, mieliśmy przez to możliwość konsumpcji miodu
leśnego.
Gajowy Jan Józef Lotz używał na co dzień imienia Józef aby nie mylić dwu Janów – opowiada Romuald
Kołodziejczyk - gdyż imię Jan miał również jego bratanek, przed wojną osobisty kierowca hr. Zamoyskiego.
Józef Lotz był wnukiem sprowadzonego przez Ordynację Zamojską z Niemiec leśnika. Był gorącym patriotą,
który pomimo szykan gestapo nie podpisał volkslisty. Nie podpisali je wszyscy członkowie rodziny - ani
bratanek Jan, ani drugi bratanek Bolesław, ani brat zamieszkały w miejscowości Zamch, ojciec córki Lodzi,
którego za to zesłano do Oświęcimia czy na Majdanek, skąd wrócił ledwo żywy.
Józef przepracował w leśnictwie ponad 60 lat mieszkając zawsze w tej samej gajówce, noszącej od
wieków wśród ludności a także w oficjalnych dokumentach Ordynacji Zamojskiej nazwę "Krzywe". Gajówka
położona jest w głębi lasów ordynackich, dzisiaj w sercu Roztoczańskiego Parku Narodowego. Trzeba przy
tym powiedzieć, że ówczesna funkcja gajowego odpowiadała dzisiejszej leśniczego. Józef Lotz był żonaty z
Marią Luge (Luż), o piętnaście lat od niego starszą, rezydentką hrabiów Łosiów z Krasnobrodu. Być może
była córką nauczyciela francuskiego w domu Łosiów. Małżeństwo było bezdzietne. Po śmierci Marii w roku
1943 Lotz ożenił się powtórnie. Drugie małżeństwo też było bezdzietne.
Drugim gajowym mieszkającym w tej samej gajówce był Kawka o daleko krótszym okresie pracy,
zakończonej zesłaniem na Sybir w roku 1944. W gajówce spotykali się dowódcy dywersji, a nieraz i całe
oddziały partyzanckie. Kilometr od gajówki Krzywe w uroczysku Mokra Debra stacjonował oddział ppor
Stefana Poździka "Wrzosa", który był stałym gościem gajowych, i przez których szło prawie cale zaopatrzenie
oddziału. U Lotza kilkadziesiąt lat służył "za wikt i opierunek" poczciwina, znany jako Leon, analfabeta,
prawosławny gdzieś z pod Tarnogrodu. Opiekował się on aż do wyzwolenia, za wiedzą i przy pomocy Lotza,
całą żydowską rodziną ukrywającą się w lesie niedaleko gajówki. Po wyzwoleniu rodzina ta wyjechała do
Warszawy zabierając z sobą Leona.
Trzy pokolenia ludzi ze Szczebrzeszyna i okolicy znały Lotza ze spraw służbowych, lub chodząc do lasu na
poziomki, borówki i grzyby, a najczęściej całymi rodzinami dla zebrania chrustu na opał. Zatrzymywali się u
Lotza na kilka słów pogawędki, i dla napicia się wspaniałej w smaku wody ze studni liczącej kilkadziesiąt
metrów głębokości.
Postać Lotza jest do dzisiaj popularna wśród mieszkańców najbliższych okolic pomimo tego, że wielu go
nie zna, gdyż Lotz nie żyje już od kilkudziesięciu lat. Do dzisiaj np rozdzielając się w poszukiwaniu grzybów
umawiają się na późniejsze spotkanie "koło Lotza", lub "u Lotza", a także przekazują sobie informacje
terenowe: 'w prawo od Lotza', "za Lotzem", "przed Lotze" itp. Ostatnio administracja Roztoczańskiego Parku
Narodowego, dla kilku rosnących tam dębów (nie takich znowu starych) zmieniła wielowiekową nazwę
leśniczówki z "Krzywe" na "Dębowiec. Doprawdy dziwna mania zmieniania starych, historycznych nazw
zapanowała w Polsce.
Dziadek Aleksander (tata mojego ojca) – kontynuuje rodzinną opowieść Maria Loc - Oczkoś młodo zmarł,
tata miał wówczas pół roku, było to w 1918 roku. Zostawił żonę Annę z trojgiem dzieci – Bolesławem
(najstarszym), ciocią Marysią (nazywaliśmy ją Marysia, później miała zakonne imię Bolesława) i moim tatą.
Ciocia Marysia najpierw była w Zgromadzeniu Sióstr w Klemensowie, później zmieniała Zgromadzenie –
miała jakąś przerwę bo zajmowała się babcią. Babcia podupadła na zdrowiu, ciocia musiała przy niej zostać, i
ta przerwa była zbyt długa żeby wrócić ponownie do tego klasztoru.
Ponownie wstąpiła do do Zakonu św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Zaczynała swoja posługę od Rychnowa,
a później przez inne Domy się przemieszczała. Była też w Domu Generalnym w Podkowie Leśnej;
odwiedzałam ciocię w Rychnowie i w Podkowie Leśnej. Ostatnie lata swego życia spędziła w Mońkach, w
Białostockiem. Tam zmarła 3 lata temu..
Ciocia Marysia miała takie niespotykane umiejętności – haftowała i malowała.. Wszystkie dzieła w postaci
ornatów, stuł, szat liturgicznych, to były prace cioci. Haftowała pięknie haftem Richelieu, malowała też. Mam
parę obrazków po cioci , obrusik, który wspólnie wyhaftowałyśmy na moją wyprawę . Ciocia jeśli już, to
haftowała na potrzeby zakonu.
Mój pradziadek Józef był gajowym, jego żona miała na imię Albina - ostatnie lata jako gajowy spędził w
Podborku, w Bodaczowie; dom w którym mieszkał istnieje do dnia dzisiejszego. Leśnikiem był również
Zdzisław Loc, jego ojciec także był leśnikiem. Było takie powiedzenie, że Loce/Lotze to albo młynarze, albo
leśnicy – takie dwa zawody wykonywali.
Mój pradziadzio miał 5 synów i jedną córkę – dziadek Józef i Aleksander to byli jego synowie. Aleksander,
o ile mi wiadomo ożenił się zbyt późno, już chyba po trzydziestce – zmarł mając 37 lat. Kupił młyn na spółkę z
dziadziem Kaziem, też Locem, bratem rodzonym. Razem gospodarzyli. Przeziębił się w tym młynie a
panowała wówczas grypa zwana hiszpanką, była nieuleczalna na owe czasy, no i zmarł w młodym wieku.
Stryj Kazio jakiś czas prawdopodobnie gospodarował sam, po czym wziął do spółki mojego stryja Bolka,
najstarszego z synów Aleksandra. Nie wiem jak się toczyły losy młyna, w końcu został odsprzedany rodzinie
Pomarańskich w Bodaczowie. Dziadzio Kazio przeniósł się później do Jatutowa i tam też miał młyn, później do
Gardzienic, i tam też miał młyn – całe życie z młynem...
Maria Loc – Oczkoś. Regina Smoter Grzeszkiewicz.
Kolonia Lipowiec
Kolonia Lipowiec jest najmłodszą ze względu na czas powstania miejscowością w obrębie administracyjnych
granic gminy Szczebrzeszyn. Powstała w latach trzydziestych XX wieku (1935 – 1938?) - przyszliśmy tutaj w
grudniu 1938 roku no i zaraz we wrześniu wybuchła wojna – wspomina Karolina Grabowska, jedna z
najstarszych mieszkanek Kolonii. Przyszliśmy ze wsi Lipowiec205, z domu nazywam się Grela.
Ziemia na której osiedlili się Grelowie i inne rodziny nadana została im za serwitut – czyli prawo do
205
Lipowiec k. Panasówki, gmina Tereszpol, pow. Biłgorajski – wieś powstała w pocz. XIX wieku, w obrębie dóbr
Ordynacji Zamoyskiej. W 1921 roku mieszkało tutaj 769 osób. wg. J. Niedźwiedź. Leksykon miejscowości..., s. 262
korzystania z pańskich lasów, łąk i pastwisk, czyli z obszarów serwitutowych. Podczas uwłaszczenia chłopów
tereny obciążone serwitutami przeszły pod zarząd właścicieli ziemskich a chłopi uzyskali jedynie prawo ich
użytkowania. W okresie międzywojennym zwrócono chłopom należną im własność, tym sposobem otrzymali
ziemię do uprawy i zagospodarowania się.
Mieszkańcy Lipowca nie chcieli tej ziemi – tłumaczy Karolina Grabowska – to tak daleko. W Panasówce 206
też był folwark, to mogli nadać, nie chcieli tam, tylko tutaj... Ze trzy lata leżała ta ziemia odłogiem, ale jak już
nie można się było z tego wywinąć wtedy każdy brał. Ci, co poprzychodzili mało mieli tej ziemi – moi rodzice
mieli 3 ha. Rugałowie półtorej morgi tylko, inni nie po całemu hektarowi, ale się budowali bo to przed wojna nie
było się gdzie podziewać. Lasu rodzice nie otrzymali, materiał na budowę trzeba kupić – rodzice mojej mamy
mieli las, więc troszkę jej tego lasu dali, resztę rodzice dokupili.
Najwcześniej osiedliła się tutaj rodzina Borsuków. Dzieci z Kolonii Lipowiec nie chodziły przed wojną do
szkoły, były za małe. Podczas okupacji chodziłam do szkoły na Brody Duże – uczyłam się tylko ze Sterów ,
później zamknęli tę szkołę. Niemcy przegrywali wojnę – to wtedy zamknęli szkołę.
Nauczyciel nazywał się Kopyciak, był kierownikiem, moja wychowawczynią była p. Butkowska. Lekcje
odbywały się w tej dużej, czerwonej szkole co jeszcze teraz stoi na Brodach. Dzieci Volksdeutschów (dużo ich
było na Brodach) uczyły się osobno – oni uczyli się na górze, my na dole. Religii uczyła nas nauczycielka; do
komunii przygotowywała mnie moja wychowawczyni. Pracowała też żona p. Kopyciaka; do szkoły chodziły
dzieci z Brodów Małych i Dużych, z Marynówki i my z Kolonii Lipowiec.
W czasie wojny trudno nam się tutaj żyło, męczyła nas "partyzantka", oj tam taka "partyzantka" – tacy różni
przychodzili do nas. Kto to był - nie wiem. Brodzkie byli,różni tacy - pod las to się każdy pchał i co było to
zabierali. Bardzo nas męczyli, krowę ostatnią chcieli nam zabrać, ale tato jakoś uprosił...
Taki Wojtas był na Marynówce, ukrywał się długo. Ciebień był w Kawęczynie, złapali go, zabrali do
wiezienia. Na gajówce Krzywe mieszkał gajowy, to mu kożuchy zabrali - Lotz był gajowym i jeszcze drugi był,
taki Fijałkowski.
Konia nam zabrali później, po wojnie... W czasie wojny to nie bardzo wycierpieliśmy od Niemców –
zdawało się że tutaj wpadną; za Kolonią Niedzieliska była taka wieś Przymiarki to tam spalili. U nas nic.
Przeszło. Żandarmeria wpadała, ale żeby coś komuś zrobili – to nie. Kontyngenty musieliśmy odstawiać –
zboże do Szczebrzeszyna, ziemniaki na stację na Brodach.
Żydzi byli póki ich Niemcy nie wybili i nie wyłapali. Chodzili tutaj do lasu, jakąś robotę im naznaczyli. Ci
Żydzi byli ze Szczebrzeszyna. Potem ich tutaj więcej nazwozili, gdzieś ze wsi. 207 przychodzili do nas,ukrywali
się troszkę w lesie, ale nie długo bo ich przy skarżyli. Za Przymiarkami (za ta wioską co ją Niemcy spalili) też
się ukrywali. Mój tato chodził do lasu przymusowo do roboty, któregoś dnia wrócił i mówi, że Żydów dzisiaj
wybili, ktoś przyskarżył. Zaatakowali ich Niemcy w kryjówce – tam ich wybili. Później jak ich zaczęli wywozić
206
207
wieś zlokalizowana na północnym skraju gminy Tereszpol; w II poł. XVIII wieku istniał tutaj folwark Poręby
liczący 172 ha powierzchni. W wieku XIX w Panasówce powstała osada leśna należąca do Ordynacji Zamoyskiej,
która wraz z folwarkiem przynależała administracyjnie do powiatu zamojskiego. wg. Słownik Geograficzny
Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich; wypisy dla województwa lubelskiego. Lublin 1947, s. 277
W Book of Memory to the Jewish Community of Shebresin. Kiryat Yam 1984 (s. 480) znajdujemy informację iż w
Szczebrzeszynie zginęła Hanach Wolfson z Gorajca
do Bełżca,208 w Szczebrzeszynie gnali na okopisko 209 - wtedy już nie przychodzili.
Dwóch mieszkańców naszej wsi było w niewoli niemieckiej – jeden Rugała a drugi Borsuk. Borsuk wrócił
trochę wcześniej jak Niemcy jeszcze byli, zachorował na nogi i wypuścili go. Rugała wrócił już po wojnie.
W czasie wojny mało chodziliśmy do Szczebrzeszyna. Kościół był zamknięty. Sowieci jak przyszli to go
otworzyli. Nieźle nas traktowali, nawet w naszym domu mieszkali. Rżnęli las, zabierali drzewo. Rodziców nie
było w domu - wpadli i sami się wprowadzili. My mieszkaliśmy w jednym pokoju, oni zajęli kuchnię. Gotowali,
jedli, ale nikogo źle nie traktowali. Kolonia Lipowiec to wieś katolicka – jeden był tylko Świadek Jehowy –
Borsuk się nazywał. Mieszkał koło nas, podczas wojny i długo po wyzwoleniu. Jego syn wyjechał do Biłgoraja,
zabrał go do siebie.
***
Obecnie w Kolonii Lipowiec mieszka kilkanaście osób, zabudowań jest niewiele. Większość mieszkańców to
ludzie starsi, już na emeryturze. Wioska się wyludnia – mówi Jan Czuk - zostają
starsi ludzie, młodzi uciekają do miasta. Jestem tutaj od 1979 roku, od tego czasu wioska się nie rozwija,
raczej zmniejsza się. W sezonie przyjeżdżają turyści, nawet z Warszawy. Mieszkań nie wynajmują, mieszkają
w namiotach. Inny z mieszkańców Kolonii opowiada: czterdzieści lat jak tutaj przyszedłem. Specjalnie od tego
czasu nic się nie zmieniło. Ludzi było trochę więcej, teraz wieś się wyludnia...
opracowała Regina Smoter Grzeszkiewicz
Kolonia Niedzieliska
Powstała jako samodzielna wioska po rozparcelowaniu folwarku – zatrudnieni na folwarku robotnicy, otrzymali
jakieś grunty, które z czasem zagospodarowali dając początek niewielkiej wsi.
Zamieszkali hen pod samym lasem – tam była dosłownie wioska, ta wioska prawie zaginęła po wysiedleniu.
Obecni mieszkańcy Kolonii Niedzieliska są potomkami dawnych fornali; Po wojnie jeszcze tam mieszkała
rodzina Kozłów, Kowali, Wawrzyszków a potem przenieśli się w stronę Niedzielisk i tutaj utworzyli wioskę –
obecną Kolonię.
Teraz już bardzo mało ludzi zostało, poumierali. Tam nie ma przyszłości – lato piękne, cisza, dojazd..., zima
jest najgorsza. Młodzi, wiadomo – migrują i Kolonia ginie po prostu śmiercią naturalną. Dawniej była długa,
ciągnęła się na przestrzeni kilometra albo i dłużej. Starsze pokolenie wymarło. Mieszkał tam jeszcze Dorosz
(od dwóch lat po zawarciu związku małżeńskiego mieszka w Wielączy), to jeden z młodszych gospodarzy;
starzy to Kozłowie, Czapki... - opowiada o Kolonii Niedzieliska Jan Kitka, z Niedzielisk.
***
Okupacyjna rzeczywistość w Kolonii Niedzieliska jest mało znana – ciekawe informacje na ten temat
208
209
o warunkach w jakich przebywali szczebrzeszyńscy Żydzi w Bełżcu wspomina Efraim Farber, który uciekł z obozu
zanim przemianowano go na koncentracyjny: Budynek, w którym ja byłem stanowił stara budowlę, która została
zamieniona w obóz, a pośrodku hali przeprowadzono szyny. My - aresztanci nazywaliśmy ten budynek
"parowozownią". Trzypiętrowe nary wypełniły tę halę. Podwórze było ogrodzone drutem kolczastym. Na podwórzu
był duży basen z woda, a z drugiej strony znajdowała się droga między częścią obozu, młynem i szosą, która
prowadziła do Tomaszowa Lubelskiego i dalej do Rawy Ruskiej. Większość szczebrzeszyńskichŻydów znalazła się
w młynie, a w tej parowozowni między innymi byli szczebrzeszyńscy ludzie : Motełe Szojchet, Dawid Lejb, Baruch
Fink i ja. Przez cały czas pobytu w obozie szczebrzeszynianie trzymali się dumnie, koleżeńsko; wszyscy stanowili
zgraną społeczność. Dzieliliśmy się z głodnymi ostatnim kęsem chleba. Do pracy zwykliśmy wychodzić w świetle
księżyca odprowadzani uderzeniami i przekleństwami. Cierpieliśmy też na różne choroby, z głodu, od wszy, w nocy
na twardych deskach, w brudzie - w nocy nie można było odpocząć, nasze kości były zmęczone po ciężkim dniu
roboczym. W środku nocy odbywały się rozstrzeliwania. Po latach tego nieszczęścia, zniszczenia i powrotu do
znowu cichego Bełżca czasami można potknąć się o kości naszych najbliższych, którzy tutaj zostali - nie przeżyli
tego bełżeckiego piekła. Na wietrze galarecieje we mnie krew kiedy słyszę słowo "Bełżec". Ziemia bełzka na wieki
połknęła i pokryła większą część świętych z naszego niezapomnianego miasteczka i z wielu innych miast i
miasteczek z diaspory w Polsce. E. Farber. In the hell of Belzec w: Book of Memory...., s. 232 - 230
polskie określenie żydowskiego cmentarza, w jęz. hebrajskim brzmi ono: bejt kwarot (dom grobów), bejt chaim
(dom życia), bejt olam (dom wieczności)
opublikował na łamach Tygodnika Zamojskiego Mirosław Małek – syn komendanta miejscowej Placówki. 210
Na terenie wsi w okresie kwiecień 1940 – lipiec 1944 (a nawet dłużej) istniała Placówka, komendantem
której był Izydor Małek, ps. "Znachor"; oficjalna nazwa Placówki to "Konsolidacja Obrońców Niepodległości –
Kadra Bezpieczeństwa - Wojskowy Korpus Służby Bezpieczeństwa Armii Krajowej (KLON – KB – WKSB –
AK), jej skład osobowy wynosił 60 osób. Żołnierze zgrupowani byli w trzech plutonach; dowódcy plutonów: st.
Sierżant Tadeusz Baran, ps. "Śmiały", (pełnił obowiązki dowódcy Placówki), plut. Bolesław Musiał, ps.
"Murawa", ppor. WKSB Mieczysław Małek, ps. Junak", "Czerwień". W roku 1942 niedzieliska Placówka
przydzielona została do Rejonu Armii Krajowej Mokre (jej komendantem był wówczas Eugeniusz Jereczek ,
ps. "Żubr") – jej żołnierze współpracowali z oddziałem "Wrzosa" i "Podkowy"; brali czynny udział m. in.
 w uwolnieniu ze szczebrzeszyńskiego aresztu Mieczysława Kamińskiego "Miecza" (Marczewski
Henryk, Wejler Józef),
 wykonaniu wyroku na trzech agentach gestapo (Jan Wajler, Smoła, Ochmański); zlikwidowali agenta
NKWD – Piłata,
Kilku żołnierzy z Kolonii Niedzieliska znalazło się na Majdanku – zginęli: Rajkowski, dwóch Berezów,
Smolina,Dobosz. We wsi Niemcy rozstrzelali trzy rodziny: Wróblów, Kowalskich, Szczepanków – łącznie 12
osób. W roku 1944 zostali aresztowani przez NKWD - Władysław Musiał, Bolesław Musiał, Feliks Kowalski,
Władysław Baran, Zdzisław Baran, Mieczysław Małek, Stanisław Siuda, Stanisław Kurzawski. Z sowieckich
łagrów powrócił po 15 latach jedynie Zdzisław Baran, zaraz po aresztowaniu uciekli Mieczysław Małek i
Tadeusz Baran – ukrywali się 6 miesięcy w schronie zaoferowanym im przez Omiotka, pozostali z
wymienionej grupy zginęli.211
***
Placówka w Kolonii Niedzieliska została powołana 3 maja 1940 roku z inicjatywy mjr. Teofila Musiała "Mat",
(późniejszego Szefa Oddziału Organizacyjnego Komendy Głównej OW – KB w Warszawie) bezpośrednio
powiązanego z terenem Zwierzyńca i Szczebrzeszyna oraz z osobami "Groma" (Płoński) i "Miecza"
(Kamiński), późniejszy Szef Sztabu Komendy Głównej OW – KB.
Na komendanta Placówki powołany został st. Sierż. "Znachor" (Małek Izydor), były ochotnik wojny polskobolszewickiej. Na początku była to organizacja o charakterze rodzinnym, grupując następujące rodziny
 Musiałów – 7 osób
 Małków – 5 osób
 Baranów – 6 osób
Taki nabór wynikał ze względów konspiracyjnych. Powstanie Placówki było podyktowane względami
patriotycznymi i potrzebą przeciwstawiania się wrogom okupacyjnym. Ponadto duży wpływ miała lokalizacja
Placówki.
Placówka od strony południowej graniczyła z ogromnym kompleksem leśnym hr. Zamoyskiego, gdzie
wkrótce znalazły swoje siedliska poszczególne oddziały partyzanckie AK ("Wrzosa", "Podkowy", "Norberta",
"Groma", "Wira" i inne). Od północy graniczyła po wysiedleniach z [wioskami] zasiedlonymi Vlksdeutschami,
tzw. "czarnymi". Od zachodu było sąsiedztwo dawnych kolonistów niemieckich a od wschodu wieś polska –
Niedzieliska. Przez Kolonię Niedzieliska przebiegała linia kolejowa Warszawa – Lwów; do Zamościa było 17
km, do Szczebrzeszyna 5 km.
W 1942 roku zgodnie z rozkazem Naczelnego Wodza i Komendy Głównej OW – KB, Kadra Bezpieczeństw
została podporządkowana Armii Krajowej z zachowaniem swej autonomii (własna Komenda Główna). Do tego
okresu Placówka była podporządkowana bezpośrednio Komendzie Głównej w Warszawie. Kontakt był
utrzymywany przez łączników i kurierów. Kurierami byli: "Babka" (Musiał Stefania – matka "Mata"), "Junak –
Czerwień (Mieczysław Małek), "Strzelec" ( Edward Małek), "Malina" ( Musiał Maria – siostra "Mata").
Z chwilą podporządkowania si AK , Placówka administracyjnie podlegała Komendzie Rejonu AK Mokre,
210
211
M. Małek. Partyzanci z kol. Niedzieliska. Tygodnik Zamojski 1995, nr 5, s. 7 ; pisze o tym również Leon Rowiński
w pracy " Zamiast wywalczonej wolności był – Ural. Wspomnienia z lat 1944 – 1947. Gliwice 1995; wspomnienia
dedykował autor "Pamięci moich Kolegów i Innych żołnierzy AK i BCh deportowanych w latach 1944 - 1945"
tamże
Obwód Zamość, Okręg Lublin. Organizacyjnie podlegała Komendzie Głównej KB w Warszawie. Celem
działalności Placówki było: likwidowanie grup bandyckich, rabujących miejscową ludność, organizacja
likwidacji agenta NKWD, udział w naradach Rejonu i Obwodu oraz koncentracjach, organizowanie łączności
kurierskiej z Rejonem, Obwodami i Placówkami, oraz Komendą Główną KB w Warszawie.
Dowodzenie Placówką związane było z ogromnym ryzykiem osobistym, jak i narażaniem całej rodziny.
Działalność była szczególnie niebezpieczna, gdyż w Kolonii zamieszkiwali Volksdeutsche i stąd duże straty w
ludziach, ale bez dalszych konsekwencji na szczęście. Z tego powodu zginęło 5 ludzi wskazanych nie
wiadomo z jakiego powodu przez Volksdeutschów . Niestety po sąsiedzku mieszkali członkowie PPR, o
których nic nie było wiadomo a którzy wydali jako agenci NKWD 9 członków KB na śmierć.
23 października 1944 roku NKWD w nocy podprowadzone przez członków PPR do mieszkań według listy
jaką uprzednio przygotowali, dokonało aresztowań członków KB, w tym pięciu otrzymało wyroki śmierci, które
wykonano 14 listopada 1944 roku w Zamościu. Dwóch otrzymało wyroki po 10 lat łagru, z tym, że tylko jeden
wrócił - drugi zmarł na dalekiej północy za kołem polarnym po 6 miesiącach.
Tej samej nocy zarekwirowano "Znachorowi" kbk, ale nie wiadomo dlaczego go wtedy nie zaaresztowano.
Przyjeżdżali jeszcze 3 kolejne dni, jednak nigdy nie mogli zastać "Znachora", bo się ukrywał. "znachor" został
awansowany do stopnia starszego sierżanta i odznaczony krzyżem AK i Krzyżem Partyzanckim. Zmarł w
1984 roku w wieku 84 lat, gdy już zamieszkiwał w Michalinie i został pochowany na Powązkach.
Mieczysław Małek, Jan Kitka, Regina Smoter Grzeszkiewicz
Niedzieliska
Pierwsza wzmianka o Niedzieliskach pochodzi z roku 1480 – wieś znajdowała się wówczas w obrębie dóbr
szczebrzeskich. 212 w roku 1587 zarządca owych dóbr – Stanisław Górka przekazał Janowi Kodkańskiemu
wójtostwo w Niedzieliskach, kolejne, tym razem darowane wieczyście otrzymał od Górki w 1590 roku
Sztubnicki; w roku 1600 odkupił je od potomków Sztubnickiego Jan Zamoyski. 213 W Niedzieliskach
gospodarowali wykładowcy z Akademii Zamojskiej, jeden z nich – Abrek z nadania Katarzyny z Ostrogskich
Zamoyskiej otrzymał dwa łany ziemi z dworkiem, ogrodami i łąkami. 214 Z XVIII wieku pochodzą informacje o
istnieniu we wsi folwarku, którego domeną działalności była hodowla owiec – w roku 1780 było ich ponad
tysiąc.215
W okresie międzywojennym naczelnikiem niedzieliskiej straży pożarnej był Szewc Józef - poza pracą w
straży pełnił również obowiązki sołtysa (sołtysem we wsi był także Józef Cioś). We wsi istniał szkoła –
kierowniczką była p. Cybulska – wspomina mieszkający obecnie w Kątach II Franciszek Machałek - śpiewu
uczył nas p. Kicana. W straży był także Wawrzyszko Wojciech, taki działacz przedwojenny, potem
mleczarnię prowadził u Majdana, ja też w tej zlewni pracowałem, przed samą wojną. [Adam] Majdan zarządzał
folwarkiem, to był duży folwark, później go rozparcelowali (teraz na tym placu jest szkoła i remiza ).
Motopompy wtedy jeszcze nie było, samochodu nie było, jeździliśmy końmi z beczkowozem.
Źle się kiedyś żyło w Niedzieliskach, nie było szosy, pracowaliśmy na folwarku – kartofle kopali, buraki
sadzili. Folwark , którym zarządzał Majdan nazywał się "duży dwór", bo aż do Brodów sięgał – całą Kolonię
Niedzieliska, Przymiarki, to wszystko zajmował. Teraz jest rozparcelowane. Ludzie rozkupili, na po
folwarcznych terenach są teraz wioski...
Franciszek Machałek to były żołnierz żołnierzem Batalionów Chłopskich – dowódcą jego oddziału był
Henryk Majdan – syn starego Majdana, zarządcy folwarku – opowiada p. Franciszek - był jeszcze ze mną
Stanisław Gębala z Wielączy. Zgromadziliśmy się na Markowszczyźnie, Niemcy przyjechali na dwa wozy od
strony Kosobud, to wszystko rozleciało się – partyzantka... 216 Potem wszyscy partyzanci przyszli na Katy,
212
213
214
215
216
W. Czarnecki. Rozwój sieci osadniczej ziemi chełmskiej w latach 1451 – 1510 w: Rocznik Chełmski 1999, t. V, s. 9
- 60
M. Stworzyński. Opisanie dóbr ...
J. Niedźwiedź. Leksykon historyczny..., s. 340
J. Bartyś. Hodowla owiec rasowych w dobrach Ordynacji Zamojskiej w pierwszej połowie XIX w. w: Studia z
Dziejów Gospodarstwa Wiejskiego
jak podaje W. Bondyra (Słownik historyczny miejscowości województwa zamojskiego. Lublin - Zamość 1993, s.
80) – we wrześniu 1942 roku partyzanci z BCh z Niedzielisk dokonali nieudanego zamachu na miejscowego
później Sowieci ich rozbroili.
Z Niedzielisk w obozie w Zamościu znaleźli się Duda Władysław, Czerwieniec. Wieś nie była wysiedlona –
skończyło się na strachu. Mieszkańcy uciekali przed wysiedleniem do lasu – było nas pięcioro – wspomina
żona Tadeusza Blonki z domu Syndyk 217 – uciekaliśmy przed wysiedleniem do lasu. Dzieci młodsze na
furmance, pod pierzyną, te które miały buty szły obok furmanki. Te maluchy dusiły się pod tą pierzyną,
krzyczały. Wszyscy mówili tak do mojego ojca: "Wawrzek – Niemcy będą słyszeć w Niedzieliskach jak twoje
dzieci płaczą". Zrezygnowaliśmy z ucieczki, w dzień byliśmy w domu a nocą pod lasem. Pamiętam jak Niemcy
stali w Zawadzie a my oddawaliśmy im zboże, nie było tego dużo. Mama robiła masło a ja z tym masłem na
zamianę chodziłam do Zawady po chleb, bo chleba nie było.
Byli też tacy, którzy kradli – był taki Skrzypik, Bednarz Franek – później Niemcy zabili jego narzeczoną i
jego. Oni kradli skóry, Niemcy zabrali od nich te skradzione rzeczy, ludzie rozpoznali. Ta dziewczyna wyniosła i
rzuciła gdzieś, jeden raz, drugi, za trzecim razem Niemcy ją złapali i pamiętam, pod naszym oknem zabili...
opracowała Regina Smoter Grzeszkiewicz
Przedmieście Zamojskie.
Jest najmłodszą pod względem administracyjnym wsią na terenie gminy Szczebrzeszyn – jako odrębna
miejscowość powstała po zakończeniu działań II wojny światowej; liczy 790 ha powierzchni. 218 Wcześniej
Przedmieście istniało w obrębie miejskich granic Szczebrzeszyna jako Zarzecze - w roku 1560 Andrzej Górka
ówczesny właściciel Szczebrzeszyna nadał przedmieszczanom Zarzecza przywilej uprawniający ich do
używania prawa magdeburskiego na wzór miasta, które rządziło się tym prawem od roku 1349. 219
Jak podaje Artur Iskrzycki – w roku 1760 mieszkańcy przedmieść Szczebrzeszyna w dalszym ciągu
odbywali zwożenie kop, grabienie, włóczenie... 220, czyli określone przez ówczesnych zarządców
Szczebrzeszyna powinności na ich rzecz. Około 1812 roku Zarzecze wymieniane jest jako część składowa
parafii katolickiej dekanatu zamojskiego. 221
Z połowy XIX wieku pochodzą dane o ludności żydowskiej zamieszkującej na Przedmieściu Zamojskim –
byli to Weymel Szloma, Brukier Tobia i Teria, Dawid Feydko, Eliasz Danielewicz, Ankiel Winbroad, obowiązani
do uiszczania danin inwentarskich na rzecz właściciela miasta Szczebrzeszyna 222
Historia miejscowości jest bardziej znana z czasów nam współczesnych – okresu międzywojennego – w
latach trzydziestych zaznaczył swoją działalność mieszkający na Przedmieściu Andrzej Przysada - (1897 –
1948), rolnik. Od roku 1928 zaangażował się w działalność społeczno – polityczną w szeregach Polskiego
Stronnictwa Ludowego "Wyzwolenie" w Szczebrzeszynie i okolicznych wioskach. Pełnił kolejno funkcje
radnego Miejskiej Rady Narodowej i ławnika w szczebrzeszyńskim Sądzie Pokoju. W latach 1926 – 1931
zaangażował się w działalność Stronnictwa Chłopskiego; z jego inicjatywy założono w okresie
międzywojennym Spółdzielnię Mleczarską w Szczebrzeszynie, której został prezesem. Czynnie
zaangażowany w pracy na rzecz Stronnictwa Ludowego został w 1935 roku wiceprezesem Związku
Powiatowego Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego w Zamościu. W latach 1932 – 1933, oraz w roku 1937
organizował strajki chłopskie. W roku 1934 i 1936 jego staraniem zwołano w Szczebrzeszynie wiece z okazji
Święta Ludowego. Aresztowany w 1940 roku przebywał w obozach w Oranienburgu i Dachau. Aresztowany
podczas wysiedlania Szczebrzeszyna w lipcu 1943 roku znalazł się na Zamku w Lublinie. Po wyzwoleni został
burmistrzem Szczebrzeszyna.
Życie na Przedmieściu w okresie poprzedzającym wybuch II wojny światowej nie należało do
najłatwiejszych – biedowali wszyscy wspomina Genowefa z Kowalików Kołodziejczykowa, 92 letnia staruszka
217
218
219
220
221
222
Volksdeutscha zaangażowanego w zwalczanie ruchu oporu.
mieszkają obydwoje w Katach II
J. Niedźwiedź. Leksykon historyczny ..., s. 402
B. Chlebowski. Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego. Warszawa 1890, t. XI, s. 827 – 830
A. Iskrzycki. Dzieje Zamościa i południowej Lubelszczyzny. Lublin 1953
B. Chlebowski. Zamość, ordynacja Zamojskich i powiat zamojski. Zamość 1919
APL Archiwum Państwowe w Lublinie), AOZ Akta ordynacji Zamoyskiej), Exakcionarze czynszów od
mieszkańców miasta Szczebrzeszyna za lata 1852/1853
(stan na rok 2007) – żyło się na zagoneczkach. Przed wojną a później w wojnę ja w wielkiej byłam biedzie, i
wszyscy tutaj byli w podobnym położeniu. Wszyscy żyli z roli i pracowali w Cukrowni. Mój mąż – Stanisław
Kołodziejczyk też pracował w cukrowni jako dozorca.
Do szkoły powszechnej chodziłam do Szczebrzeszyna, skończyłam cztery klasy – później zachorowałam i
mama już nie posyłała mnie do szkoły, długo mnie leczyła, wyzdrowiałam ale do szkoły już nie poszłam a
dobrze się uczyłam. Pamiętam z przed wojny moich nauczycieli – wychowawczynią była Iwanczewska , ona
nie była tutejsza, brata miała nauczyciela, samotny był...
Uczyli nas języka polskiego, matematyki, niemiecki był – was is das?, das is buch, takie tam... Nauczyciel
od niemieckiego już nie żyje, ale jak on się nazywał już sobie nie przypomnę, wysoki był mężczyzna i p.
Boczar taki był...Lubiłam się uczyć niemieckiego, zapamiętałam te słowa. Jestem z 1915 roku .
***
Podczas eksterminacji szczebrzeszyńskich Żydów Niemcy nakazali gospodarzom z przedmieścia wywozić
furmankami zarówno Żydów na stację w Brodach, skąd byli transportowani do Bełżca, jak i mienie
pożydowskie. Wśród wyznaczonych do forszpantu znalazł się także brat Genowefy Kołodziejczykowej –
Tadeusz Kowalik. Brat wiózł na takim dużym wozie te szmaty, odzież. Nakazane mieli żeby wywozić to na
stację w Brodach. Tam zrzucali i wracali do Szczebrzeszyna pod Halę. Jechali powoli, jeden za drugim, żeby
tych szmat nie zgubić. Za wozem mojego brata szla jakaś starsza kobieta – "ja sobie to wezmę" – odezwała
się do Tadeusza. On się obejrzał. Pociągnęła za pierzynę (bogata by tego nie zrobiła , na pewno jakaś
biedna) – ściągnęła z wozu na ziemię. Brat pojechał dalej. Niedaleko stacji go zabili. Najpierw ją, później jego.
Znajomi dali nam znać – był taki Dawid z Przedmieścia, on woził razem z bratem, wszystko nam opowiedział.
Z piskiem polecieliśmy na stację . Niemcy nie bronili nam pójść po brata, tylko się śmieli...
Pamiętam jak szliśmy z pogrzebem, było bardzo dużo ludzi, na początku to każdy chciał zobaczyć
zabitego. Jak nieśliśmy trumnę to Niemcy, mieli takie wysokie czapy, śmiali się. Jak kondukt szedł na
cmentarz nie bronili. To byli wrogowie, wojna była...
Regina Smoter Grzeszkiewicz
Szperówka
Szperówka powstała w początkach XIX wieku jako kolonią rolnicza założona przez szczebrzeszyńskiego Żyda
Icka Szpera – mieszkańcy wsi z pokolenia na pokolenie przekazują sobie tę informację – wioskę założył jakiś
Żyd, nazywał się Szper i to jest z jego nazwiska... 223
Icek Szper był osobą niezwykle światłą na tamte czasy – doskonale władał językiem polskim, francuskim i
niemieckim. Ubierał się według wymogów ówczesnej mody polskiej, nie nosił tradycyjnego stroju
żydowskiego. Zabiegał tez usilnie przed Komisją Województwa Lubelskiego (KWL) o uzyskanie polskiego
obywatelstwa. Prośbę swą uzasadniał tym, iż zajmuje się rolnictwem, zatrudnia w swoim gospodarstwie,
ogrodzie i sadzie morwowym wyłącznie Żydów oraz, że zajmuje się szczepieniem drzew morwowych i
hodowlą jedwabników, gdyż zamierza założyć fabrykę jedwabiu... 224 Jego poczynania nie przyniosły
spodziewanych efektów – KWL odrzuciła prośbę Szpera tłumacząc, że nie spełnia warunków dekretu z 16
marca 1809 roku.
Na Szperówce mieszkała rodzina Doroszewskich – dość bogata, obszar ziemi, który znajdował się pod ich
bezpośrednim zarządem do dziś nosi nazwę Doroszewszczyzna – nawet w czasie okupacji – wspomina
Stefan Flis - Niemcy mieli oznaczone na swoich mapach Doroszewszczyznę jako oddzielną miejscowość,
dlatego stamtąd nikt nie był aresztowany, bo uważano, że to Szperówka jest siedliskiem partyzantów... Stąd
zginęły tylko dwie osoby – Ziomko i Hadam, nie wiem czy to prawda, ale podobno sołtys wysłał ich z
furmankami na forszpant, jak mówili inni – wysłał ich jako zakładników, obydwaj nie wrócili...
Skąd Doroszewscy wzięli się na Szperówce? Eugenia Sudak, emerytowana nauczycielka historii z Błonia
ma taką teorię na ten temat: to byli Kozacy, którzy prawdopodobnie osiedlili się na tych terenach w XVII –
XVIII wieku; posiadane dobra otrzymali z nadania królewskiego w zamian za udział w walkach prowadzonych
223
224
relacja Stefana Flisa ze Szperówki
A. Wein. O staraniach Żydów o uchylenie ograniczeń praw cywilnych w Królestwie Polskim. Biuletyn
Żydowskiego Instytutu Historycznego (BŻIH) 1966, nr 35, s. 56
wówczas przez Rzeczpospolitą, przecież to były tereny wschodnie...
W okresie międzywojennym do wsi często przychodzili Żydzi, głównie w celach zarobkowych, kupowali od
rolników wszystko, co dało się sprzedać, nic się nie zmarnowało - nawet szczecina z zabitej świni była przez
nich zabrana – wspomina Stefan Flis.
***
Z chwilą wybuchu II wojny światowej mieszkańcy Szperówki podobnie jak mieszkańcy całej Zamojszczyzny na
swój sposób organizowali sobie życie i swoją walkę z wrogiem. O ich wojennych losach opowiada Stefan Flis
– pamiętam kiedy było wysiedlenie Szperówki – 1 lipca 1943 roku Niemcy zabrali wszystkich mężczyzn.
Sołtys zwołał zebranie i powiedział, żeby się nikt nie ukrywał, bo oni tylko sprawdzą z dowodów i wszyscy
wrócą do domu. Wtedy moja mama prosiła starszego brata (miał 15 lat, ja miałem 9) żeby nie wychodził na
drogę, bo Niemcy szli przez całą Szperówkę i wszystkich mężczyzn zabierali. A tata powiedział "jak nie jesteś
nic winien, to się nie ukrywaj", i od razu tyle co przyszedł do domu zaraz poszedł z powrotem, zabrali go do
Zwierzyńca – tam był dwa tygodnie, po dwóch tygodniach Niemcy przewieźli go na Majdanek – zmarł 15
listopada 1943 roku, miał na imię Jan...
Powiedzieć prawdę z tym zabraniem mężczyzn to była wina sołtysa Grygla. Bo gdyby powiedział do ludzi:
"... że tak miałem przekazać a wy róbcie sobie jak chcecie", to każdy by na swój sposób jakoś sobie układał a
on przeciwnie – zagwarantował, że nikomu nic się nie stanie, że wszyscy wrócą do domu i wtedy ponad 40
chłopów zginęło na Majdanku. Kilku wróciło, ale bardzo mało. Kiedy Niemcy wycofywali się - szli przez
Szperówkę – wtedy kilku partyzantów (m. in. Ćwik 225 z Kawęczyna, jakiś Jaworski, 226)pod czyim dowództwem
nie wiem – zaczęli strzelać do tego taboru. Niemcy w odwecie spalili wieś, spaliły się wówczas zabudowania:
Flisa Albina, Chołowińskiego, Piotra, Mruka Mikołaja, została tylko stodoła Szczerby Marii – jej mieszkanie
zostało spalone, Leszkowej spaliło się mieszkanie i obora a została stodoła; poległo trzech partyzantów...
***
Na Szperówce do dziś kultywowany jest oryginalny zwyczaj - gdy ktoś umiera mieszkańcy żegnają go
śpiewając psalmy; jest to rzecz o tyle ciekawa, że w pożegnalnej ceremonii biorą udział tylko i wyłącznie
mężczyźni, niezależnie od tego czy zmarłym jest kobieta czy mężczyzna.
Śpiewamy tak od pokoleń - opowiada Stefan Flis - psalmy śpiewał jeszcze mój ojciec, a on dostał Psałterz
od swojego ojca. Przekazał go mojemu bratu, ten zostawił dla mnie - ten Psałterz [należy] do Flisa Albina.
Szperówka dnia 1. II. 64 r - napisano na ostatniej stronie grubego, w jedną linię oprawionego w płótno zeszytu
(liczy 350 stron). Teksty, jak poinformował mnie Stefan Flis, który udostępnił Psałterz do wglądu - zostały
przepisane przez jego ojca z wcześniejszego, już mocno zniszczonego Psałterza. Psalmów, zapisanych (poza
małymi wyjątkami) pięknym, kaligraficznym pismem jest 145.
Duszo moja pochwal Boga
Póki ci wystarcza droga
Życia twego rzecz jest twoja
Śpiewać Panu duszo moja
czytamy w ostatnim utworze zapisanym na str. 338 - 339; słowo psalmy pisane jest dużą literą (Psalmy),
zapewne z szacunku i powagi dla zawartej w nich treści. Niektóre z psalmów zawierają krótką informację o
utworze, jego autorze, okolicznościach powstania - psalm 144 - Ten Psalm w Hebrajskim ma tytuł : Pieśń
chwały, samego Dawida, od niego tedy założony jest, ale w jakich okolicznościach nie wiadomo. Od
uwolnionych z Babilonij227 bywał śpiewany. W pierwiastkowym kościele, za świadectwem Chryzostoma 228
225
226
227
228
kapral Edward Ćwik, ps. "Śmigły", urodzony 13 sierpnia 1926 roku, poległ 25 marca 1944 roku w bitwie pod
Szperówką, pochowany jest na cmentarzu w Szczebrzeszynie
Kapral Zbigniew Jaworski, ps. "Sas" z oddziału AK Szczebrzeszyn
do niewoli babilońskiej Żydzi dostali się w roku 597 p. n. e - "władca Judy , Jehojakim musiał skapitulować przed
samym Nabuchodonozorem. Najeźdźcy splądrowali pałac królewski i Świątynię jerozolimską, znaczną część
ludności uprowadzili w niewole; wśród deportowanych znalazł się król z cała rodzina... wg. Michael Grant. Dzieje
dawnego Izraela. Warszawa 1991, s. 167
Chryzostom - św. Jan, biskup i doktor kościoła, jeden z czterech wielkich doktorów Kościoła Wschodniego,
bywał czytany na dziękczynienie Bogu od tych, którzy [...] Chrzcie Św. pierwszy raz przypuszczeni byli do
uczestnictwa sakramentów kościoła. Rabini , czyli uczeni Żydowscy, nadto zaufania w tym Psalmie pokładają,
że kto by ten Psalm trzy razy co dzień sercem [...]usty mówił, może bydź pewnym szczęścia przyszłego życia.
Przy innych zamieszczone zostały przypisy wyjaśniające znaczenie hebrajskich zwrotów, nazw
geograficznych, czy pojęć historycznych - psalm 8, przypis do słów "Wszechmocny Panie" - zamiast tego
słowa w Hebrajskim tekście jest słowo Jehowa, które sam tylko arcykapłan u Izraelitów wymawiać mógł; lud
zaś wymawiał natomiast słowo: Adonai. Psalm 9 - Przed bramą córki Syjonu - nazwa ta w przypisie
wytłumaczona jest: Córka Syjonu, jest to twierdza, którą na górze Syjon wystawił Dawid.
Jeśli chodzi o język, w którym zostały psalmy zapisane, użyte słowa wskazują raczej na ubiegłe stulecie, a
może i okres wcześniejszy - kopista nie podał roku wydania Pisma Świętego, z którego przepisywał utwory,
nie podał też autora ich przekładu na język polski - "Tyś mój syn, jam cię dziś urodził sobie..., Wiekuisty Boże!
Któż się twym sprawom wydziwować może..." 229 Uważna lektura Psałterza skłania do pewnej refleksji,
zadumy, budzi w sercu ufność do Boga.... Wyobrażam sobie (bo jeszcze nie słyszałam wersji śpiewanej) jak
wspaniale brzmią te słowa w ciszy wieczoru, beż żadnego podkładu muzycznego, śpiewane na głosy, będące
swoistego rodzaju pożegnaniem ze zmarłym.
Szczęśliwy komu grzechy odpuszczono,
I w niepamięci złości zanurzono:
Szczęśliwy, w którym Pan nie znalazł wady,
I serce jego nie szukało zdrady... 230
Na temat samego śpiewania wypowiedział się wspomniany wcześniej mieszkaniec Szperówki - Stefan Flis było tak przyjęte, że do każdego szliśmy, ale na przykład jak nie przyszedł ktoś z rodziny nieboszczyka, nie
poprosił, tośmy nie szli. Teraz już, że dwa lata [ nie chodzimy], bo Czesiek Malec (on był całym wodzirejem)
choruje na nogi..., już nie ma komu chodzić. Dłuższy czas i na Błoniu było tak , jak i u nas. W Rozłopach, to
siostra Cześka Malca - Adela Piasecka z taką Stasią Godziszową chodziły śpiewać, bo nie było komu. Nie to,
żeby same, przyłączały się do grupki mężczyzn, one miały piękne głosy.... Bo najlepiej jest jak są trzy grupki jedną zwrotkę śpiewa jedna grupka, powiedzmy dwu czy trzy osobowa, druga zwrotkę druga grupka. To ten,
co pierwszy [śpiewa] troszkę odpocznie. A jak jest już tylko czterech - dwóch z jednej strony, dwóch z drugiej,
to na przemian trzeba...Dziesiątek to jest dziesięć psalmów, często taki śpiewaliśmy..., prawie każdy psalm na
inną melodię idzie... Teraz na Szperówce śpiewają: Samulaków Ździch, ja, Czesiek Malec, Gienek, we
czterech śpiewamy. Stach Truszów też śpiewał, ale już nie żyje. Chadamy, Grygle, Kita. Grygiel, to ma już
chyba 87, albo 88 lat; mój brat także śpiewał, ale zmarł w 2003 roku, to żem poszedł i tych wszystkich
pozbierałem by zaśpiewali mu na pożegnanie ...
Regina Smoter Grzeszkiewicz
Wielącza.
Mówiąc o Wielączy mamy na uwadze jej "części składowe": Wielącza Wieś, Wielącza kolonia nazywana
Komasacją (jest to nazwa lokalna, zwyczajowa, wywodząca się od komasacji, Wielącza Poduchowna oraz
Wielącza Kolonia231; wieś graniczy od południa z Kątami i Niedzieliskami, od zachodu z Bodaczowem i
Michalowem, od północy z Deszkowicami Rudki, Wielączą Zarudzką i Złojcem, od wschodu z Zawadą. 232
Po raz pierwszy nazwa wioski wymieniona jest w r. 1424 na zjeździe duchowieństwa łacińskiej diecezji
229
230
231
232
ogłoszony 1908 [roku] przez Piusa X patronem kaznodziejów. Ur. 347 w Antiochii, zm. 407 w Komana. W roku 398
jako patriarcha konstantynopolitański ściągnął na siebie gniew cesarzowej Eudoksji i udał się na wygnanie. Był
porywającym mówca , stąd przydomek "Złotousty", pozostawił po sobie szereg homilii, i kazań, opartych na
ewangelii, listów, pism, z których do prawdziwych klejnotów piśmiennictwa kościelnego należy "O kapłaństwie".
wg. Wielka Ilustrowana Encyklopedia Powszechna. Wydawnictwo Gutenberga, t. III, s. 103
fragmenty z psalmów 2 i 8
psalm 31
28 grudnia 1945 r. tutaj UB z Zamościa rozbił oddział BCh – zginęło trzech żołnierzy i dowódca Antoni Bajan, ps.
"Grom" wg. Tygodnik Zamojski z dnia 23 lutego 2005 r..
B. Garbacik. Wielącza – wieś jakich mało. Lipiec 2000 (maszynopis); dalej. B. Garbacik. Wielącza...
chełmskiej233 w Grabowcu. Jednym z uczestników zjazdu był Piotr, rektor kościoła w Wielączy. 234 W
początkach XV wieku wieś znajdowała się pod zarządem bratanka Dymitra z Goraja – Prokopa (1425) –
prawdopodobnie z jego nadania wójtostwo w Wielączy otrzymał Stanisław Rzysko. 235
Z relacji Mikołaja Stworzyńskiego dowiadujemy się, że już przed rokiem 1424 istniał we wsi drewniany
kościół, kolejny wznieśli Górkowie, rezydujący we włości szczebrzeskiej dobrze go uposażając 236; w roku 1564
odnotowano iż Wielącza zlokalizowana jest w obrębie parafii Szczebrzeszyn. 237 Z czasem powstał na tym
terenie folwark Wielącza Proboszczowska, liczący 155 mórg, co dało początek nowej formie organizacyjnej nowej nazwie tej części wsi – Wielącza Poduchowna. 238
W latach osiemdziesiątych XVI wieku wieląckim plebanem/ proboszczem była Laurenty Kosmoider ,
zapewne pozostawał w użytkowaniu (nadanych probostwu przez fundatorów kościoła ) gruntów, skoro fakt ich
posiadania wraz z zagrodnikiem239 w Wieprzcu240 odnotował Mikołaj Stworzyński.241 Od r. 1457 Wielączą
zarządzał Mikołaj Trojan z Orłowa,242 który odkupił wioskę na prawie lennym, a więc według założeń
stosunków lennych (feudalnych) mieszkańcy wsi mogli być zobowiązani do służby wojskowej na rzecz nowego
zarządcy.
W r. 1471 córka Prokopa Gorajskiego (bratanka Dymitra z Goraja) – Zygmunta wyszła za mąż za Jana
Amora Tarnowskiego 243 wnosząc mu w posagu wieś Wielączę. Od kolejnych właścicieli włości
szczebrzeskiej244 (w obrębie której znajdowała się Wielącza) - braci Czarnkowskich (synowie siostry
Stanisława Górki – Barbary wydanej za Wojciecha Czarnkowskiego, kasztelana rogozińskiego – Andrzej, Jan,
233
234
235
236
237
238
239
240
241
242
243
244
diecezja łacińska chełmska powstała w wieku XIV; pierwszym biskupem był mianowany przez Innocentego VI
Franciszkanin Tomasz wg. Z. Gloger. Geografia historyczna ziem dawnej Polski. Kraków 1903, s. 353
L. Bieńkowski. Działalność organizacyjna biskupa Jana Biskupca w diecezji chełmskiej (1417 – 1452 )w: Roczniki
Humanistyczne 1960, t. VII, z. 2, s. 252
M. Stworzyński. Opisanie dóbr ...
tamże
A. Jabłonowski. Polska w XVI w pod względem geograficzno – statystycznym. Ziemie Ruskie. Ruś Czerwona.
Warszawa 1902 t. VII cz. I . (dalej. A. Jabłonowski. Polska w XVI w...)
B. Garbacik. Wielącza...
zagrodnik otrzymywał dom, kawałek ziemi (do ¼ łana, czyli od 4, 175 – 4, 375 ha ziemi), z tego tytułu świadczył na
rzecz swego darczyńcy niewielkie czynsze, ale przede wszystkim był zobowiązany do pracy w gospodarstwie – w
tym konkretnym przypadku w gospodarstwie wieląckiego proboszcza wg. J. Bardach, A. Gieysztor, H. Łowmiański,
E. Maleszyńska. Historia Polski do r. 1466. warszawa 1960, s. 156; Słownik historii Polski. Warszawa 1969, s. 195
wieś położona w południowej części gminy Zamość n. Topornicą wg. J. Niedźwiedź. Leksykon historyczny
miejscowości dawnego województwa zamojskiego. Zamość 2003, s. 574 (dalej. J. Niedźwiedź. Leksykon
historyczny...)
archiwista ordynacki , około 1813 r. uporządkował archiwum korespondencji rodziny Zamoyskich. Korespondencję
poszczególnych ordynatów ułożył według kolejności ich urzędowania, a w tym alfabetycznie według autorów
listów, dodatkowo sporządził szczegółowy czterotomowy inwentarz powstałego archiwum. Mając dostęp do
archiwaliów Ordynacji opracował życiorys jej założyciela – Jana Zamoyskiego, ponadto wykonał kopie rzadkich
druków odnoszących się do działalności twórcy Ordynacji; prowadził wykaz zamościanów brakujących w
Bibliotece Ordynacji Zamoyskiej. Autorstwa Stworzyńskiego jet również inwentarz rękopisów bibliotecznych, z
których fragmenty zachowały się do dziś.
Najcenniejszą pracą Mikołaja Stworzyńskiego pozostaje " Opisanie
statystyczno – historyczne dóbr Ordynacji Zamoyskiej przez Mikołaja Stworzyńskiego, 1834" (Ossolineum, rkp.
III. 2419, k.65 -72v), w pracy tej zebrał ciekawe i drobiazgowe wręcz informacje dotyczące dziejów wszystkich wsi
i folwarków położonych w obrębie Ordynacji.
J. Niedźwiedź. Leksykon historyczny..., s. 571
Jan Tarnowski, syn Jana Amora młodszego i Barbary z Rożnowa, wnuczki Zawiszy Czarnego, pochodził z bogatej
szlacheckiej rodziny posiadającej status senatorski. Wychowywał się na dworach kardynała Fryderyka
Jagiellończyka oraz królów Jana Olbrachta, Aleksandra i Zygmunta Starego. Kształcił się m.in. na Akademii
Krakowskiej. Otrzymał wszechstronne, klasyczne, humanistyczne wykształcenie, także militarne. wg.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Amor_Tarnowski
składały się wówczas na nią oprócz miasta Szczebrzeszyna wsie: Michalów, Przedmieście Błonie, Rozłopy,
Deszkowice, Złojec, Zarudzie, Wszepce (wieś dziś nie istniejąca), Płoskie, Wysokie, Bortatycze, Białobrzeg,
Siedlisko, Niedzieliska, Wielącza, Bodaczów, Bród Stary, Bród Wołoski z nowo osadzoną Wólką, Żurawnica,
Wywłoczka, Topólcza, Kawęczyn, Kosobudy, Obrocz, Górecko z Wólką, Wola Wieprzecką, oraz wsie szlachty
lennej: Topornica, Źrebce, Nielisz, Radecznica, Sułowiec, Powałka i połowa Pniówka – "oto siedzi jeszcze naprzód
we włości szczebrzeskiej powiatu kranostawskiego liczna szlachta drobna na prawie feudalnym jako manowie
(dawni podlennicy), a król Zygmunt w mandacie swym z tegoż r. (1596) poleca owych dziedziców dóbr lennych
szczebrzeskich za szlachtę uważać, bo od wieków żadnej ze stanem szlacheckim nie popełnili sprzecznej
służebności." wg. Regina Smoter Grzeszkiewicz. Szczebrzeszyn. Szkice do dziejów miasta (maszynopis)
Piotr i Stanisław) Szczebrzeszyn wraz z przyległościami odkupił Jan Zamoyski i włączył do Ordynacji. 245
W początkach XVII wieku (1639 rok) wójtostwo wieląckie zlokalizowane na 8 łanach należało do Hieronima
Kołakowskiego, profesora Akademii Zamojskiej – gdy zmarł jego żona Katarzyna z Hyttmerów 246 wyszła za
mąż za Bazylego Rudomicza 247 wnosząc mu w posagu część wsi Wielącza znajdującej się dotychczas pod
zarządem Kołakowskiego.
Rejestr poborowy wsi Wielącza z r. 1598 informuje o 30 łanach gruntów uprawnych, wymienia we wsi 2
karczmy, browar, gorzelnie; w roku 1765 w Wielączy znajdowało się 80 gospodarstw chłopskich. 248 Według
Inwentarza gruntowego wsi Zawada i Wielącza z r. 1797 249 (przypomnijmy Zawada, Wielącza i Bodaczów
stanowiły wówczas jakby jedną wieś ciągnąca się na długości 8 kilometrów wzdłuż drogi Zamość –
Szczebrzeszyn) we wsi znajdowały się 103 działki ziemi, które uprawiali poniżej wymienieni gospodarze, w
nawiasach podano nr działki, na niektórych z nich ( nr – y 18, 35, 36, 59, 92, 103 ) gospodarowało po kilka
osób.
Parczała Maciej (1), Karol Maciej (2), Zgnilec Krzysztof (3), Byk Paweł (4), Byk Jakób (5), Zychowicz
Grzegorz (6), Kitka Maciej (7), Kawala Tomasz (8), Kowal Antoni (9), Dziadosz Błażej (10), Gembala Grzegorz
(11), Machałek Antoni (12), Wróbel Józef (13), Kowal Józef (14), Kitka Jędrzej (15, był posiadaczem 1 ćwiartki
tej działki), Bliza Wawrzyniec (16), Siewiec Maciej (17), Gembala Tomasz, Wachowicz Wojciech (grunt, który
posiadał należał do plebana), Zgnilec Adam (grunt, który posiadał należał do plebana wieląckiego) –
gospodarze ci uprawiali działkę zapisaną pod numerem 18, Magdziak Jakób (19), Ordyniec Maciek (20),
Pytlowski Łukasz (21), Smutniak Maciej (22), Matwiey Marcin (23), Hałasa Jędrzej (24), Ordyniec Marcin
(25), Magdziak Jakób (26), Kozioł Grzegorz (27), Sadło Tomasz (28), Wołoch Józef (29), Gał Krzysztof (30),
Gał Michał (31), Ordyniec Paweł (32), Magdziak Wojciech (33), Dołba Jakób (34), Tomaszowski Jan, Ciurysek
Jan (35), Dygas Adam, Kitka Łukasz (36), Cyrus Sobek (37), Ordyniec Jakób (38), Rycko Kazimierz (39),
Sciba Jędrzej (40), Duda Łukasz (41), Ordyniec Bartłomiej (42), Ordyniec Sobek (43), Głąb Walenty (44),
Smutniak Tomek (45), Ordyniec Jakub (46), Smutniak Krzych (47), Ciurysek Jan (48), Dołba Jędrzej (49),
Sobek z Bartk.[?] Ordyniec (50), Hałasa Krzysztof (51), Hałasa Stanisław (52), Pytlowski Marcin (53),
Kowalczyk Kasper (54), Dygas Michał (55), Duda Mikołaj (56), Hałasa Bartłomiej (57), Wróbel Tomasz (58),
Hałasa Michał, Ciurysek Paweł (59), Wróbel Jędrzej (60), Wróbel Adam (61), Siemkowicz Tomasz (62),
Kowalczyk Woyciech (63), Skrzypik Józef (64), Siemkowicz Łukasz (65), Sienkiewicz Jan (66), Kowala Tomek
(67), Ciurysek Michał (68), Garbaty Tomasz (69), Kowalczyk Walek (70), Kowalczyk Krzysztof (71), Ciurysek
Walek (72), Surma Sobestyan (73), Surma Kasper (74), Moskwa Walenty (75), Lipczak Jakób (76), Moskwa
Tomek (77), Duda Stanisław (78), Rabiega Maciey (79), Ciurysek Tomek (80), Koziołek Krzysztof (81),
Bubiłko Maciej (82), Ciurysek Paweł (83), Ciurysek Jędrzej (84), Kawala Krzysztof (85), Rabiega Jakub (86),
Kozioł Szymon (87), Rabiega Woyciech (88), Wróbel Jędrzej (89), Wróbel Józef (90), Niemira Kazimierz (91),
Niemira Tomek, Siwiec Maciej, Wróbel Józef (92), Kalwator Maciek (93), Czerwieniec Franciszek (94),
Czerwieniec Luka (95), Kawala Maciej (96), Zgnilec Misiek (97), Maślany Stanisław (98), Czop Sebastyan
(99), Łuczka Jakób (100), Pomarański Maciej (101), Byk Tomasz (102), Byk Marcin, Koziołek Krzysztof,
Moskwa Tomek, Mankowicz Tomasz, Bubiłko Franciszek, Prykowa - wdowa po Woytku (103). 250
245
246
247
248
249
250
W. Bondyra. Słownik historyczny miejscowości województwa zamojskiego . Lublin – Zamość 1993, s. 129 (dalej.
W. Bondyra. Słownik historyczny ...)
takie nazwisko podaje Józef Niedźwiedź w Leksykonie historycznym miejscowości dawnego województwa
zamojskiego. Zamość 2003, s. 571 – Krzysztof Czubara (Bazylego Rudomicza zapiski codzienne. Tygodnik
Zamojski 1986, nr 13) pisze iż była to Krystyna Hidmer
Bazyli Rudomicz – wieloletni rektor Akademii Zamojskiej, pochodził z Wilna; od r. 1645 piastował stanowisko
profesora ortografii na wspomnianej uczelni. Później kolejno wykładał retorykę (1646), historię (1647). 30 września
1647 r. uzyskał magisterium z historii, w r. 1648 na Akademii Zamojskiej doktorat z filozofii, a w 1663 r. obojga
praw. Pełnił obowiązki wójta, później burmistrza m. Zamościa(1659, 1660), w 1668 r. został powołany na asesora
Trybunału Zamojskiego dla miast Ordynacji Zamoyskiej. ( Polski Słownik Biograficzny, t. XXXII/4 zeszyt 135,
1991 r. ). Wiele podróżował , a swoje notatki z rozlicznych wyjazdów oraz informacje z życia codziennego miasta
Zamościa (życie społeczne, religijne miasta, działalność Akademii Zamojskiej), dane o ówczesnym stanie
medycyny, sytuacji politycznej, historii i Ordynacji Zamoyskiej zawarł w unikalnym dziś diariuszu. Pełny tytuł jego
dzieła brzmi: "Efemeros, czyli diariusz prywatny pisany w Zamościu w latach 1656 – 1672", wydany został
nakładem UMCS w Lubline w kwietniu 2002 r. (tom I obejmuje lata 1656 – 1664, t. II lata 1665 - 1672)
wg. http:// www.ornatowski.com/places/wielocza. htm
APL, AOZ, sygn. 704
tamże
Kościół (murowany) dla Wielączy fundował w r. 1656 Jan "Sobiepan" Zamoyski. 251 Świątynia funkcjonowała
do początków XIX wieku – z roku 1826 pochodzi informacja o wzniesieniu nowego obiektu " kościoła
murowanego w stylu ostrołukowym" przez Stanisława ordynata Zamoyskiego; w r. 1832 jego konsekracji
dokonał biskup lubelski – Józef Marceli Dzięcielski 252- kościół konsekrowany został jako kaplica cmentarna,
bowiem pomimo starań u cara nie udało się uzyskać pozwolenia na wybudowanie kościoła parafialnego po
jego uprzednim spaleniu. Wokół tegoż kościoła zlokalizowany jest cmentarz grzebalny (wielokrotnie
powiększany) o powierzchni 5, 33 ha.253 z ciekawszych, znajdujących się tutaj nagrobków należy wymienić
pochówek Elżbiety Edwards, której Róża z Potockich Zamoyska dedykowała taki napis:
Na pamiątkę
Elżbiecie Edwards
Róża z Potockich Zamoyska
Przywiązana sługa
dobra przyjaciółka
30 lat mieszkała przy mnie
i Dzieciach moich
Żyła lat 78 † d. 13 kwietnia 1854 r.
Niech Bóg ja wynagrodzi
Najstarsze pochówki pochodzą z połowy XIX wieku – lata 1846, 1854, 1874. Na cmentarzu znajduje się
również symboliczna mogiła Bartłomieja Czerwieńca "Rolicza", dowódcy ZWZ – AK w Zawadzie. Wystawiona
została przez jego podkomendnych – Justynę, ps. "Maruna" i Henryka ps. "Jurand" Marczewskich, Tadeusza
Ciuryska ps. "Ruszczyc", Genowefę Jarosz – Dąbek, ps. "Blaszka" i Aleksandra Garbacika ps. "Słowik".
Złożono w niej urnę z prochami z jego grobu w Kowarach Śląskich, gdzie zmarł i został pochowany w
listopadzie 1947 r.. 254
Na cmentarzu parafialnym złożono szczątki doczesne zasłużonych dla parafii księży proboszczów: ks.
Łukasza Fusiarskiego, ks. Franciszka Sokoła, 255ks. Jana Dudka.
***
Parafia Wielącza tworzyła się przez wiele lat. Ten proces został uwieńczony budową pierwszego Kościoła pod
wezwaniem Świętej Rodziny – z pożaru uratowano ołtarz, był przez lata czczony jako przydrożna kapliczka –
obok organistówki do lat XXX - tych XX wieku. Dokumentem regulującym praktycznie funkcjonowanie
Kościoła – był dokument fundacyjny.
Elementem podstawowym uposażenia była ziemia. W Wielączy na przestrzeni wieków miało się to
zmiennie, dobra były nie tylko w Wielączy, proboszczowie posiadali swoje grunty w najlepszym położeniu,
urodzajne, podobnie lasy... W końcu majątek przykościelny stał się początkiem obecnej wioski – Wielącza
Poduchowna. Różnie mierzono obszar pól, lasów, miarą był jeden łan, który zamykał się obszarem od 22do 25
hektarów. Fundator przewidywał też pole dla wikarego oraz kleryka, czyli kościelnego. Oczywiście ci ludzie
najczęściej zatrudniali tu zagrodników, komorników, a w nawale prac tu odrabiano pańszczyznę. Z racji
potrzeb materialnych przy parafii /proboszczu/ istniała karczma, wiatrak, tworzono rzemiosło.
Parafianie wspierali parafię tzw. dziesięciną płaconą w różnych postaciach np. świadczeń w naturze,
ziarno, odrobku – służyli pomocą przy pracy na rzecz majątku przykościelnego; ustalono także wysokość opłat
pieniężnych. Nadane przez fundatora uposażenie dla kościoła i wezwanie parafii zatwierdzał biskup, z tego
tytułu określone zostały świadczenia ze strony proboszcza na rzecz biskupa.
Parafia Wielącza najpierw otrzymała wezwanie Świętej Rodziny, później Św. Marcina – obecnie Św.
251
252
253
254
255
M. Stworzyński. Opisanie dóbr ...
B. Chlebowski. Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego. Warszawa 1893, s. 307 (dalej B. Chlebowski. Słownik
Geograficzny...)
D. Kawałko. Cmentarze województwa zamojskiego. Zamość 1994, s. 213
B. Garbacik. Zawada . Ludzie i wydarzenia (wydruk komputerowy). Wielącza , lipiec 2002
vide rozdz. Kąty II
Stanisława Biskupa. Określono obowiązki Kościoła wobec parafian: udzielanie ślubów, chrzty młodych,
sprawowanie pogrzebów, odpusty, rekolekcje itp. Obowiązkiem wierzących było uczestnictwo na Mszach
Świętych i korzystanie z posług religijnych tylko we własnym Kościele parafialnym. Obowiązkowo należało
wnosić opłaty pogrzebowe tzw. świętopietrza /danina św. Piotra/ oraz innych precyzowanych przez
proboszcza bądź biskupa.
Podporządkowanie administracyjne naszej parafii w przedziale wieków było różne. Najpierw przypisano ją
do archidiakonatu krakowskiego: kolejno została podporządkowana diecezji chełmskiej z siedzibą w Chełmie.
Po ustaleniu trwałego systemu państwowego za Kazimierza Wielkiego włączona zostaje do diecezji
krakowskie. Od przełomu wieków XV i XVI zostaje ze względów praktycznych (odległość) częścią diecezji
lubelskiej, kolejno należy do nowo powstałej diecezji zamojsko - lubaczowskiej (biskup Jan Śrutwa, bp.
pomocniczy Mariusz Leszczyński). Obecnie diecezja zarządzana jest przez ks. Bp. Wacława Depo oraz
biskupa pomocniczego M. Leszczyńskiego). Różnie wyglądała obsada pomocnicza proboszczów wieląckich "posługę w Kościele najczęściej sprawowali proboszcz, wikariusz, organista, zakrystian, zatrudniano też do
pomocy dwóch dziadów oraz dwie baby. Musimy mieć świadomość, że majątek przykościelny – gospodarstwo
– wymagały do pracy parobków oraz innych pracowników (wg. zapisów w kronice kościoła).
Pierwszym odnotowanym proboszczem w dokumentach diecezji chełmskiej był Jan zwany rektorem, który
na zjeździe duchowieństwo obrządku łacińskiego w Grabowcu koło Skierbieszowa (1424r.) zabierał głos.
Kolejny odnotowany w dokumentach to już wymieniony wyżej Laurenty Kośmider, proboszcz wielącki około
1580r., to on sprawował posługę duszpasterską już w Kościele murowanym przy łąkach. Proboszcz ks.
Łukasz Fusiarski w latach 25.03.1829 do 10.11.1863 r. wraz z wiernymi służy Bogu "starym Kościele"– za
drogą, jego pomocnikiem jest ks. Wikariusz Mariusz Padziński.
Kolejni księża to:
Ks. Jan Kurkiewicz - proboszcz od 1863r. do V 1884r.
Ks. Paweł Wronka
- proboszcz od XI 1884r.
Ks. Tertulian Perkowski - od 17.XI.1884r. do 1889r.
Ks. Marian ...
- od 12.XI.1889r.
Ks. Antoni Wójcikowski - od 20.I.1889r. do 8.VI.1894 r.
Ks. Feliks Ziembiński - od 1894r. do 1905r.
Ks. Andrzej Paluszkiewicz – od 1.IV.1907r. do 12.XI.1919r. – 12 lat
Ks. Stanisław Zbieć - od XI.1919r. do 6.VI.1927r. - w porozumieniu z hrabią Janem Zamojskim, powiększa
cmentarz grzebalny, teren cmentarza od tego okresu dzieli się na część grzebalną (stary cmentarz) oraz
rezerwową (była gruntem uprawnym).
Ks. Jan Jędrzejewski - od VI.1927r. do X.1929r.
Kapelan Władysław Tarkowski – jeden rok, w stopniu sztabskapitana wojsk carskich
Ks. Kazimierz Czekński – od 27.IX.1930r. do 19.VI.1940 r. aresztowany przez Gestapo więziony najpierw na
Rotundzie w Zamościu, wywieziony do Dachau, powraca po rekonwalescencji w Szwecji, zastaje już nowego
proboszcza (od stycznia do maja 1947r.).
Ks. Kazimierz Łęczyński – wikariusz lato 1931 r.
Na miejsce aresztowanego ks. Z Wielączy z Zamościa zostaje oddelegowany na czas nieobecności ks.
Kapelan Wojska Polskiego Mich - słowo o kapelanie Michu, pomimo, że wkoło byli Niemcy, nie zdjął munduru
żołnierza W. P. Mundurowi i cywilni Niemcy najpierw w Zamościu, później w Wielączy odnosili się do niego z
szacunkiem. Oddawali mu honory wojskowe. On sam nie wywyższał się, ale czuło się u niego wielki
szacunek do tego co robił, do wszystkiego co polskie ... Odszedł po wysiedleniu, ponieważ Niemcy zamknęli
Kościół, tylko ks. Chlestawa i ks. Kustroń, byli tu, ale bardzo rzadko, częściej w tajemnicy ? ... Przez tydzień
pomagał w parafii ks. Burlewicz od 17 do 25 lipca 1941 r..Kolejni to: ks. Andrzej Chlestawa, ks. Kazimierz
Kustroń. "Pamiętam, przed wysiedleniem pracował w Kościele Ksiądz – nie pamiętam jak się nazywał, ale był
blondynem, wysoki, chodził ubrany w zielony mundur, miał buty oficerki"... 256
Warto wspomnieć również o tym, iż w wieląckim kościele przechowywano broń ze zrzutów. Skład wykryło
256
relacja Władysławy Wiśniewskiej z Zawady
w 1945 r. UB za co trzech żołnierzy AK otrzymało wyrok wieloletniego więzienia 257
Proboszczowie Parafii Wielącza, których nazwiska udało się ustalić:
Jan zwany Rektor
ks. Laurenty Kośmider
ks. Łukasz Fusiarski 1829r. – 7.II.1863r.
ks. Jan Kurkiewicz 12.II.1863r. – 12.V.1884r.
ks. Piotr Wronka 19.V.1884r. –15.XI.1884r.
ks. Tertulian Pierkowski 7.XI.1884r. – 15.I.1889r.
ks. Antoni Wójcikowski 20.I.1889r. – 19.VI.1894r.
ks. Feliks Ziembiński 19.VI.1894r. – 11.II.1907r.
ks. Andrzej Paluszkiewicz 9.IV.1907r. – 20.XI.1919r.
ks. Stanisław Zbieć 20.XI.1919r. – 6.VI.1927r.
ks. Jan Jędrzejewski 11.VI.1927r. – 10.X.1929r.
ks. Andrzej Tarkowski 19.X.1929r. – 18.IX.1930r.
ks. Kazimierz Czekański 27.IX.1930r. – 13.VIII.1942r.
ks. Franciszek Sokół 13.VIII.1942r. – 1.VIII.1964r. (dalej rezydent)
ks. Jan Dudek 1.VIII.1964r. – 1.IX.1974r. (dalej rezydent)
ks. Marian Bielak 1.IX.1974r. – 18.XI.1984r.
ks. Stefan Wójtowicz 19.XI.1984r. - ...
Parafia w dawnych i obecnych granicach ma swój udział w służbie Bogu, Kościołowi i ludowi wiernemu
poprzez swoich rodaków, którzy wybrali stan kapłański bądź zakonny:
Ks. bp. Jan Mazur – ochrzczony w Wielączy w 1920r.
Ks. Józef Dygas z Wielączy Kolonii
Ks. Roman Szczygieł z Zawady - zakonnik
Ks. Józef Czerwieniec z Wielączy
Ks. Jan Dudicz z Siedlisk
Ks. Ryszard Wróbel z Płoskiego
Ks. Piotr Obszyński z Siedlisk /brat szkolny/
Ks. Marian Pasieka z Bodaczowa
Ks. Tomasz Traczykiewicz z Bodaczowa
Ks. Piotr Harko z Wielączy Poduchownej
Ks. Mariusz Dziadosz z Zawady
Siostra zakonna Elżbieta Winiarska z Wielączy Poduchownej
Siostra zakonna Małgorzta Wawryk
Brat zakonny Kazimierz Wawryk - rodzeństwo z Bodaczowa
Do stanu kapłańskiego przygotowują się:
Michał Moń z Niedzielisk
Michał Koziołek z Wielączy258
***
Staraniem Zarządu Ordynacji Zamoyskiej i na jej koszt wzniesiono w Wielączy szkołę początkową dla wsi:
Bodaczów, Niedzieliska, Wielącza i Zawada; pierwszym nauczycielem był "zasłużonym wielce w sprawie
oświaty " Michał Żukowski.259 Postać wieląckiego nauczyciela jest o tyle ciekawa iż przez okres kilku lat (1859
– 1865) pracował społecznie na rzecz swojej miejscowości nie pobierając za nauczanie żadnego
wynagrodzenia. Gdy w 1865 szkoły ludowe przekazane zostały pod opiekę rządu Michał Żukowski jako
257
258
259
ze "Wspomnień" T. Ciuryska "Czarnego"
B. Garbacik. Parafia Wielącza ma 600 lat (maszynopis)
B. Chlebowski. Słownik Geograficzny...
nauczyciel państwowy pobierał (do r. 1869) pensję w wysokości 120 rs. rocznie; zmarł w 1873 r. 260
Absolwenci wieląckiej szkoły ludowej pracowali jako: księża prowizorowie, urzędnicy; "kilku po ukończeniu
progimnazjum w Zamościu powróciło do pracy roli". 261
Wielączę oczynszował Andrzej hr. Zamoyski. W wieku XIX część składową parafii wieląckiej,
zlokalizowanej w dekanacie zamojskim stanowiły wsie: Bodaczów, Klemensów, Niedzieliska, Obrocz, Kąty,
Płoskie, Siedliska, Wielącza, Wieprzec, Wólka Wieprzecka, Kosobudy, Zawada. Liczebny stan parafii w
poszczególnych latach przedstawiał się następująco:
rok
ilość osób
1874
2. 283 osoby
1879
3.821 osoby
1893
4.845 osób262
***
Gdy wybuchło powstanie 1863 r. mieszkańcy Wielączy wzięli czynny udział – odpowiedzią władz carskich na
te poczynania było osadzenie na terenie majątku przykościelnego prawosławnych; w roku 1922 było ich na
terenie Kosobud, Siedlisk, Wielączy i sąsiedniej Zawady ok. 2. 500. Niektórzy zginęli podczas działań II wojny
światowej, część po wyzwoleniu wyjechała za Bug, pozostali spolonizowali się, żyją wśród nas, czują się
Polakami – tu mają swój dom...
I wojna szczęśliwym trafem ominęła Wielączę, walki koncentrowały się się w lesie Wielącza (stary las "istnieje jeszcze zarys okopów"). Długotrwały bój toczono o tak zwany "Borek" - mały las na południe od
Wielączy – Bodaczowa. We wsi było kilka pożarów spowodowanych ostrzałem artylerii, próbującej wstrzelić
się w tor kolejowy, biegnący od Wielączy na południe. Na cmentarzu wojennym obok stacji kolejowej w
Zawadzie pochowano zmarłych jeńców wojennych – oficerów i dziesięciu żołnierzy austriackich. Decyzją
władz odrodzonego państwa polskiego mieli pracować w folwarku Zawada do czasu ich zwolnienia. Choroba
określana jako "zaraza" spowodowała ,że zostali tu na zawsze. Hrabia Jan Zamoyski polecił ogrodzić
cmentarz murem...
Po zakończeniu działań wojennych 1914 – 1918 r. mieszkańcy Wielączy "włączyli się w nurt odbudowy
tego co polskie" – ogromną rolę w utrwalaniu polskości odegrał nauczyciel Józef Sobiesiński, zatrudniony w
miejscowej siedmioklasowej szkole jako nauczyciel, później jako kierownik. Jego staraniem, przy znacznym
zaangażowaniu bardziej światłych mieszkańców wygospodarowano plac pod budowę szkoły, utworzono
lokalny oddział straży pożarnej (1928 rok). 263W r. 1924 w Wielączy zaczęła funkcjonować Kasa Stefczyka, 264
na placu przy kościelnym wybudowano Dom Ludowy – funkcjonował w nim Teatr Ludowy, w którym m. in.
wystawano "Jasełka".265
***
Wiele informacji o Wielączy z początków ubiegłego stulecia zgromadził Hieronim Łopaciński 266 260
261
262
263
264
265
266
tamże
tamże
B. Chlebowski. Słownik Geograficzny..., s. 307
B. Garbacik. Wielącza – wieś jakich mało (maszynopis), s. 6 (dalej.B. Garbacik. Wielącza...
nazwa został przyjęta od założyciel – Franciszka Stefczyka; Kasy Stefczyka były to spółdzielnie oszczędnościowo –
pożyczkowe. W 1920 r. r. uchwalono ustawę o zasadach ich zakładania i funkcjonowania, organizacji wewnętrznej,
prawach i obowiązkach członków, podstawach finansowych. wg. Słownik historii Polski. Warszawa 1969, s. 385 386
B. Garbacik. Wielącza...
Hieronim Rafał Łopaciński - polski językoznawca i etnograf, historyk Lublina, członek Akademii Umiejętności w
Krakowie. Zajmował się m. in. prowincjonalizmami w terminologii zawodowej – górniczej, flisackiej, rybackiej.
Badał obrzędy ludowe Zielonych Świątek i wigilii św. Jana Chrzciciela. Prowadził badania nad rękopisami i
inkunabułami w archiwach prowincjonalnych. Przyczynił się do utworzenia Muzeum Ludowego i Biblioteki
Publicznej w Lublinie (późniejszą Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną w Lublinie nazwano jego imieniem),
gromadził pamiątki historyczne związane z Lublinem z XVII -XIX w. W 1901 przygotował "Wystawę sztuki i
zorganizowana w 1901r. w Lublinie Wystawa Rolniczo – Przemysłowa dała niebywałą okazję do
zgromadzenia i wyeksponowania nie tylko nowoczesnych jak na owe czasy urządzeń, maszyn rolniczych, ale
również materiałów antropologiczno – etnograficznych, które stanowią bezcenne dziś źródło informacji o życiu
codziennym, obyczajach, sposobie ubierania się naszych przodków; materiały te zostały opublikowane na
łamach"Wisły".267
Informacje o Wielączy przekazał Błażej Szewc – są to dane dotyczące: obrzędów weselnych, notatki o
charakterze antropologicznym 268, opisy noszonej wówczas odzieży269, opis najczęściej spożywanych
produktów.270
Jak wyglądały przygotowania do zaślubin w XX wiecznej Wielączy – młody człowiek, który zamierzał
poślubić upatrzoną uprzednio dziewczynę posyłał do jej domu starszego od siebie, wygadanego człowieka
(tzw. "dziewosłęba") z trunkiem. Po przywitaniu dziewosłęb prosił dziewczynę o podanie kieliszków lub
szklanek; jeśli dziewczyna chętnie je podała bez ociągania się i przymuszania ze strony rodziców lub
opiekunów był to znak iż jest przychylna, że akceptuje kandydata na męża. Wówczas dziewosłęb
przystępował do najważniejszego zadania – w jak najlepszym świetle ukazywał zalety przyszłego męża –
uczciwość, urodę, majątek... Gdy po tej rozmowie oświadczyny zostały przyjęte ustalał z rodzicami
dziewczyny wysokość jej posagu.
Dziewosłęby zazwyczaj odbywały się w czwartki, jeśli zostały przyjęte, wieczorem tego samego dnia
rodzice obydwojga młodych chodzili z nimi do miejscowego proboszcza "do pacierza" i dać na zapowiedzi.
Jeśli któreś z młodych nie umiało pacierza, ksiądz groził, że może nie udzielić ślubu do czasu aż dana osoba
się nie nauczy.
Przed rokiem 1901, jak odnotował Błażej Szewc – w tydzień po "dziewosłębach " odbywały się zaloty –
zabawa , trwająca jedną noc, z muzyka i tańcami. Cel zalotów był taki, żeby panna młoda nie mogła zerwać
przyrzeczenia, ponieważ musiałaby ona lub drugi konkurent mający się z nią żenić zwrócić pierwszemu
koszta , czyli "wkład".271 Od chwili zaręczyn rodzice młodych zwracali się do siebie: "swatu", "swasiu" a jeżeli
byli kumami (chrzestnymi swoich dzieci), to "kumie – swatu","kumie – swasiu." 272
Oprócz zaproszonych na wesele gości winni się na nim znajdować:
 starosta i starościna (najczęściej wybierano małżeństwo)
273
 chorąży
 drużba
274
 dwóch bojarów
 muzykant
Na wesela zapraszał ich pan młody 275; do obowiązków panny młodej należało zaproszenie druhen – starszej –
267
268
269
270
271
272
273
274
275
starożytności", na której prezentowano zbiory antropolgiczne, modele chat, ubiory, narzędzia, rzemiosło
artystyczne. Łopaciński współpracował z pismem geograficzno - etnograficznym "Wisła". Ogłosił ponad 160 prac
naukowych. wg. http://pl.wikipedia.org/wiki/Hieronim_%C5%81opaci%C5%84ski
miesięcznik geograficzno-etnograficzny, wydawany w latach 1887-1905 i 1916-17 w Warszawie. Na łamach
"Wisły" publikowała artykuły i rozprawy etnograficzne, antropologiczne, folklorystyczne, sprawozdania, recenzje,
przekłady, bibliografię polską i obcą; w dziale korespondencji znajdowały się materiały zbierane przez etnografów
amatorów. Egzemplarze"Wisły" dostępne są w zbiorach Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. H. Łopacińskiego
w Lublinie
Drobne wiadomości z dziedziny antropologii. Z materiałów nadesłanych na Wystawę rolniczo – przemysłową w
Lublinie 1901. Błażej Szewc. Ludność ze wsi Wielącza w pow. zamojskim. Wisła 1902, t. XVI, z. 3, s. 345 (dalej.
B. Szewc. Ludność ze wsi Wielącza ...)
Kilka wiadomości o odzieży ludowej w Guberni Lubelskiej. Z materiałów nadesłanych na Wystawę rolniczo –
przemysłową w Lublinie. Wisła 1902, t. XVI, z. 3, s. 350 – 351 (dalej. Kilka wiadomości...)
Nieco o pożywieniu ludu wiejskiego w Guberni Lubelskiej. Z materiałów nadesłanych na Wystawę rolniczo –
przemysłową w Lublinie, zebrał Hieronim Łopaciński. Wisła 1902, t. XVI, z. 3, s. 357
B. Szewc. Obrzędy weselne we wsi Wielączy w pow. Zamojskim. Wisła 1902, t. XVI z. 3, s. 314 – 321 (dalej. B.
Szewc. Obrzędy weselne...)
tamże
w znaczeniu potocznym oznacza przywódcę, zapewne miał wgląd na przebieg uroczystości, kierował zabawą...
nie wiadomo o kogo tutaj chodziło, bowiem nazwa bojar to określenie dawnego szlachcica, zatem zapraszani na
wesele bojarzy byli albo najbogatszymi mieszkańcami wsi, albo mieli szlacheckie pochodzenie [ uwaga moja
Regina Smoter Grzeszkiewicz]
jako ciekawostkę tytułem uzupełnienia danych z Wielączy przytaczam wypowiedź mieszkanki Czarnegostoku –
chodziła razem z panną młodą po wsi celem zapraszania gości na wesele – krewnych, znajomych i zbierała
od nich "datki w ziarnie, krupach, mące i pieniądzach", 276 młodszej, dwu przydanów a pod koniec wesela dwie
przydanki.277
Do ślubu prowadziła młodych starościna , ubrana w wieniec w kształcie korony, zrobiony z zasuszonych
kłosów zboża, dojrzałych traw i błyszczącej słomy skręconej w pierścienie a przetykany zasuszonymi na
gałązkach jagodami kaliny lub jarzębiny. Staroście przyszywano na wierzchu czapki, do denka pęczek
dojrzałego owsa. Starościna w zależności od zasobności finansowej częstowała, szczególnie dzieci
pieczonymi ciasteczkami ("amoniaczkami") albo cukierkami.
Swachana zdobiła sobie warkocze barwnymi wstążkami, których końce opadały na plecy aż do pasa.
Panna młoda i starsza druhna ubierały się podobnie jak swaszka, ale bardzie wytworniej i kosztowniej.
Mężczyznom, którzy byli zaproszeni na wesela swaszka (któraś z teściowych) i druhny przyszywały do do
czapek na wierzchu denka wianki z barwinka 278 a do sukmany lub kapoty z boku także bukiet z barwinka ale z
czerwoną lub białą wstążką. Uroczystość weselną rozpoczynano przeprosinami i rozplecinami (warkoczy), za
zgodą rodziców panny młodej; towarzyszyły temu tańce i przyśpiewki. 279
Był zwyczaj "bicia talerzy" – polegał na tym, że bogatsi uczestnicy wesela rozbijali talerze srebrnymi lub
złotymi monetami, które stanowiły od tej chwili własność nowożeńców. Na tańce przychodzili "sienni goście",
to znaczy nie proszeni na wesela – mogli się bawić po "pierwszy belk izby". 280
Po zakończeniu uroczystości weselnych odbywały się oczepiny; ten ciekawy obrzęd Błażej Szewc tak
opisuje: po przybyciu orszaku do domu pana młodego, kazano mu usiąść na dzieży od chleba, na kolana
sadzano pannę młodą, odpinano jej wstążki i kwiaty, kazano patrzeć w lustro i zakładano na głowę czepek. Za
pierwszym razem panna młoda zrywa z głowy czepek, odrzuca..., robi to kilka razy a gdy wreszcie zatrzyma
czepek na głowie, zawiązują jej głowę w kolorowa chustkę i prowadzą z piwem – najpierw do rodziców,
następnie do gości weselnych, którzy po wypiciu obowiązani są zatańczyć taniec zwany "chmielem" i dać
pannie młodej według swoich chęci i możliwości trochę pieniędzy na czepiec... 281
***
W początkach XX wieku (dane z 1901 r.) w Wielączy mieszkało 1200 osób, w tej liczbie 592 mężczyzn i 608
kobiet, była to ludność katolicka; przeciętna długość życia wynosiła do 50 lat. Rocznie do odbycia służby
wojskowej we wsi było zdolnych od 6 – 10 osób 282
Lata trzydzieste ubiegłego wieku, to okres scalania wieląckich gruntów – co miało w najbliższej przyszłości
ułatwić życie mieszkańcom wsi, w 1936 r. przeprowadzono komasację gruntów, od tego momentu Wielącza
stała się wsią skolonizowaną – powstała Wielącza Kolonia.
Nastał wrzesień 1939 r. – wojna dociera do Wielączy, zaczyna się ciemna noc okupacji. Szosą Niemcy
pędzą jeńców z rozbitej armii polskiej do obozów zbiorowych w Zamościu. W 1941 r. tę samą trasę pokonują
tysiące jeńców radzieckich – starsi mieszkańcy wspominają, że słychać było błagania o chleb aż w Wielączy
(obóz mieścił się tuż przy szosie wjazdowej do Zamościa, na łąkach między dzisiejszą Akademią Rolniczą i
miejscowością Janowice). Wszyscy oni na zawsze zostali na Karolówce k. Zamościa.
Parafia wielącka nie poniosła większych strat w związku z agresją ZSRR na Polskę 17 września 1939 r., z
wyjątkiem drobnych kradzieży mających zaspokoić potrzeby ciągle głodnych i zaniedbanych sołdatów.
Wojna to pierwsze ofiary, nie wróciło z niej dziewięciu mężczyzn powołanych pod broń, niektórzy osierocili
276
277
278
279
280
281
282
Marianny Smoter – pan młody podczas zapraszania gości ubrany był razem z druhem na czarno, miał biała koszulę;
druhny chodziły w białych chusteczkach, ubrania też miały takie same jak panna młoda. Wchodzą c do domu witali
się słowami "niech będzie pochwalony Jezus Chrystus", i kłaniali się od nóg do kolan mówiąc "prosimy o
błogosławieństwo, zapraszana osoba odpowiadała: "niech cię Bóg błogosławi"; wesela odbywały się w większości
w zimie, bywały także latem. Jak jechał orszak weselny to cała wieś wychodziła na drogę... Tak bywało w
Czarnymstoku w okresie międzywojennym
B. Szewc. Obrzędy weselne...
przydan, to inaczej druh, przydanka - druhna
krzewinka o pełzającej łodydze, niebieskich kwiatkach , sadzona w przydomowych ogródkach
B. Szewc. Obrzędy weselne...
relacja Genowefy Garbacik, zdarzenia takie miały miejsce w Wielączy w czasach młodości p. Genowefy, czyli w
okresie międzywojennym
tamże
B. Szewc. Ludność ze wsi Wielącza ...
rodziny. Okupant szybko obciążył Wielączę dodatkowymi kontyngentami zboża, mleka, mięsa i innych płodów
ziemi. Ludzie tu mieszkający byli pracowici, ziemia dawała zbiory pozwalające zaspokoić niemieckie "apetyty"
a także nakarmić tych co pracować na niej musieli. Były przypadki rozstrzelania za opóźnienie lub brak dostaw
nałożonych kontyngentów. Właśnie za to Niemcy rozstrzelali Agnieszkę Czerwieniec w jej własnej stodole.
Rodzinie nie pozwolono dokonać pochówku. Wyznaczeni sąsiedzi wykopali dół obok stodoły – tam Niemcy
wrzucili zwłoki. Tego tragicznego dnia podobnych mordów dokonano w Kątach, Niedzieliskach i Kolonii
Niedzieliskiej.
Niemcy byli nienasyceni. Postanowili przekształcić Wielączę w wieś niemiecką – nastąpiło wysiedlenie,
które zrealizowano w dwóch etapach 5 i 19 grudnia 1942 r.. Wszystkich mieszkańców spędzono na plac
szkolny, opornych zabijano na miejscu. Dokonano selekcji:
 na roboty przymusowe do Rzeszy
 do obozów zagłady
283
 na zniemczenie – tylko młodzi i dzieci
o cechach nordyckich (wysocy, szczupli blondyni o
niebieskich oczach)
 do pracy niewolniczej u "nowych gospodarzy" za chochlę zupy
Właśnie za chochlę zupy u swego sąsiada, który podpisał Volkslistę 284 – Piotra Wala pracowała, nieżyjąca już
moja (Bogusława Garbacika) matka i dziadkowie. Swoje gospodarstwo Wal odkupił w okresie
międzywojennym od pana Rycyka, który po odzyskaniu przez Polskę niepodległości wyjechał na Pomorze. Był
senatorem RP, z Pomorza, zamordowany w Stutchoffie. Gospodarstwo Wala poprzednio było drugim
folwarkiem, którym zarządzał Wincenty, stąd nazwa "Wincentówka". Zadłużone przejął Zamoyski – odkupił je
Rycyk.
Wal, będąc chorym zdradził matce w zaufaniu że wieś Wielącza będzie wysiedlona i jaki los czeka
Polaków. Swoje wiadomości czerpał z niemieckich filmów pokazujących likwidację wsi w Rosji i zagładę
Żydów. Rodzina i zaufani zostali ostrzeżeni tak, by w wyznaczonym terminie byli poza domem. Należy
wspomnieć że po byłym właścicielu – Volksdeutschu została tylko nazwa "Walówka", majątek rozparcelowano
dekretem o reformie rolnej z 1944 r..285
Wielącza została wysiedlona w połowie grudnia 1942 r.; gros mieszkańców znalazło się w obozie
przejściowym w Zamościu – wśród nich znaczna ilość dzieci. Z uwagi na bardzo trudne warunki bytowe w
obozie wiele dzieci zmarło ich nazwiska odnotował (10 grudnia 1946 r.) Administratora Parafii Zamojskiej im.
św. Tomasza,286 brakujące informacje podali mieszkańcy Wielączy z rodzin, z których pochodziły zmarłe w
obozie dzieci.
Banach Edward s. Jana i Marii, ur. 24 października 1941 r. , zm. 5 stycznia 1943 r.
Banach Kazimierz s. Jana i Marii, ur. 26 lipca 1936 r., zm. 6 stycznia 1943 r.
Banach Stanisław s. Jana i Marii, ur. 24 stycznia 1939 r., zm. 4 stycznia 1943 r.
Bożek Genowefa c. Jana i Marii, ur. 15 lutego 1937 r., zm. ?
Bożek Halina c. Jana i Marii, ur. 31 sierpnia 1938 r., zm. 6 stycznia 1943 r.
283
284
285
286
dla dzieci do lat 10 utworzy się tzw. "obozy wychowawcze dla dzieci" (Kindererziehungslager). W obozach tych
przeprowadzi się dokładne ich badanie. Dzieci uznane za cenny (rasowo) materiał pojadą do Rzeszy.
Umieszczeniem ich w Rzeszy zajmie się SS-Brigadefuhrer Hingelfeld. ...fragment dokumentu niemieckiego
zamieszczonego w książce "Zamojszczyzna - Sonderlaboratorium SS ( w tłumaczeniu redakcji).Praca zbiorowa pod
redakcją
Czesława
Madajczyka.
Ludowa
Spółdzielnia
Wydawnicza
1979
wg.
http://www.strefamlodych.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=248&Itemid=51
(niem. Deutsche Volksliste DVL) – niemiecka lista narodowościowa wprowadzona 2 września 1940 na podstawie
reskryptu Heinricha Himmlera. Na terenach Rzeczypospolitej Polskiej anektowanych przez III Rzeszę volkslistę
wprowadzono zarządzeniem z 4 marca 1941 w czasie II wojny światowej. wg.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Volkslista
Reforma rolna - usankcjonowana prawnie zmiana stosunków własnościowych na wsi; zmiana struktury agrarnej
przez komasację lub parcelację gruntów. W Polsce została uchwalona w latach 1919–1920 i ponownie w 1925. Do
1939 zrealizowana w 58% (przymusowa sprzedaż nabywcom lub wykup przez państwo gruntów podlegających
parcelacji).wg.http://pl.wikipedia.org/wiki/Reforma_rolna
Wykaz dzieci Zamojszczyzny zmarłych w obozie przejściowym w Zamościu w okresie grudzień 1942 - kwiecień
1943. Biuletyn Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, Warszawa 1960, t. XII, s. 53 - 58.
Byk Feliks s. Jana i Anny ur. 18 maja 1940 r., zm. 10 stycznia 1943 r.
Byk Genowefa – żyła jeden rok
Byk Maria – w chwili śmierci miała 4 lata
Byk Feliks – żył 1 dzień; Feliks i Genowefa byli bliźniętami
Ciurysek Teodora – żyła 4 miesiące
Czop Genowefa c. Kazimierza i Franciszki, ur. 18 marca 1941 r., zm. 14 stycznia 1943 r.
Głąb Janina w chwili śmierci miała 10 miesięcy
Głab Marian s. Michała i Julianny, ur. 22 lipca 1938 r., zm. 7 stycznia 1943 r.
Hałasa Edward s. Marcina i Katarzyny, lat 2 zmarł w obozie w Zamościu,1943 r.
Hałasa Eugeniusz s. Marcina i Katarzyny lat 4, bezpośrednio z transportu trafił do szpitala w Siedlcach,
próbowano go ratować przewożąc do szpitala w Warszawie, zmarł tam pod koniec lutego na zapalenie opon
mózgowych (1943 rok)
Kalita Eugeniusz s. Rafała i Stanisławy, ur. 1 marca 1942 r., zm. 21 stycznia 1943 r.
Kowala Edward s. Wiktora i Stanisławy, ur. 4 września 1940 r., zm. 6 stycznia 1943 r.
Kowala Danuta – zmarła w wieku 4 lat
Kowalczyk Kazimierz – miał 4 lata
Koziołek Janina c. Ludwika i Zofii, ur. 13 września 1938 r., zm. 12 stycznia 1943 r..
Machałek Ludwik s. Walentego i Feliksy , ur. 10 stycznia 1943 r., zm. 24 stycznia 1943 r. .
Siemko Eugeniusz s. Romana i Eleonory, ur. 31 marca 1942 r., zm. 17 stycznia 1943 r..
Skrzypik Jan s. Jana i Natalii, ur. 16 października 1938 r., zm. 19 stycznia 1943 r..
Skrzypk Marian s. Jana i Natalii, ur. 25 marca 1942 r. ., zm. 23 stycznia 1943 r..
Szewc Danuta – żyła 10 miesięcy
Wróbel Alfred s. Józefa i Marii, ur. 15 czerwca 1940 r., zm. 9 styczna 1943 r..
Wróbel Jan. s. Walentego i Agnieszki, ur. 2 maja 1942 r., zm. 14 stycznia 1943 r..
Wróbel Leokadia c. Walentego i Agnieszki, ur. 15 sierpnia 1937 r., zm. 7 stycznia 1943 r..
Zgnilec Janina c. Jana i Franciszki, ur. 9 lutego 1942 r., zm. 9 stycznia 1943 r..
Podczas okupacji w Wielączy zginęły 172 osoby, w tym 27 dzieci, cała parafia wielącka straciła 272 osób – ich
nazwiska umieszczone są na "parafialnej tablicy pamięci" w nowo wybudowanym (lata 1985 – 1989) kościele.
Straty ludzkie dało się ustalić, dokonał tego Aleksander Garbacik ps. "Słowik" były żołnierz AK, którego
Wielącza "przygarnęła" po ucieczce z obozu jenieckiego, ale strat moralnych i materialnych nie obliczy nikt.
Po wysiedleniu wsi liczącej 273 gospodarstw i około 1600 mieszkańców utworzono 60 "nowych "
utworzono gospodarstw, na których osiedlono zbieraninę z całej Europy, Łotyszy, Rumunów, Jugosłowian,
Ukraińców, Niemców z Kłajpedy. Miejscowa ludność nadała im przydomek "czarni" – od koloru mundurów
podobnych do do mundurów SS. Należy stwierdzić że ci nadludzie w większości nie mieli zupełnie pojęcia o
pracy na roli, ale chcieli za wszelką cenę uciec na "zachód", jedynie dawni właściciele potrafili sprostać
wymogom władz. Nad porządkiem i rygorem pracy czuwała żandarmeria, która wybrała sobie na siedzibę
budynek murowanej Szkoły Powszechnej w Wielączy. Nowi gospodarze spotykali się co wieczór na piwie w
karczmie Feliksa Zycha, gdzie snuli plany na "świetlaną przyszłość "...
***
Parafia wielącka a wraz z nią miejscowy kościół przechodzą przez te lata swoją Drogę Krzyżową. Żołnierze
niemieccy kwaterujący w pobliżu kościoła nie wadzą katolikom chodzącym na msze, taka niby zgoda nie trwa
jednak długo ... wróg jest i zawsze wrogiem będzie. Msze sprawowali dla nich niemieccy kapelani wojskowi,
było to od wiosny do czerwca 1941 r. do ataku na Związek Radziecki. Najpierw niemieckie oddziały frontowe,
później policja, Gestapo, żandarmeria wprowadziły utrudnienia w sprawowaniu posługi kościelnej. Księża i
wierni mogli przebywać w Kościele tylko w określonym czasie - istniał nakaz sprawowania Mszy Świętych
tylko w czasie dnia, proboszcz musiał zgłosić do władz wszystkie osoby z obsługi Kościoła, każdy pogrzeb był
nadzorowany przez Niemców (sprawdzano przyczynę zgonu), wszystkie osoby nieznane księdzu (ich
obecność w Kościele) musiała być pilnie zgłaszana, zabroniono "bicia" w dzwony, majątek kościelny musiał
być zgłoszony władzom, księgi metrykalne powinny być zawsze do wglądu ... Na szczęście, nie zdarzyło się
nic takiego, jak dwa razy podczas nabożeństwa w Kosobudach, raz łapanka do obozu na Majdanku, drugi raz
egzekucja na miejscu przez powieszenie gospodarzy, którzy nie oddali kontyngentów (9 osób). Ale Niemcy do
Wielączy mieli inne zamiary, czas je niebawem odkrył. 19 czerwca 1940 r. aresztowany zostaje ks. K.
Czekański wraz z nauczycielem Gunią, organista uciekł. Była to tzw. akcja A - B, polegająca na eliminacji ze
środowiska osób światłych, wykształconych, mogących organizować ruch oporu. Tak to wydarzenie zapisał dr
Zygmunt Klukowski też aresztowany - Dojechaliśmy do Wielączy, zatrzymaliśmy się przed plebanią. Staliśmy
tu dość długo, aż przyprowadzono jeszcze aresztowanych, ks. Czekańskiego i nauczyciela Gunię". I dalej,
opis z Rotundy Zamojskiej – "Zająłem dla siebie miejsce w celi tuż przy drzwiach. Obok na ziemi cienko
pokrytej startą słomą ulokował się sędziwy mgr farm.[acji] Szczygłowski, ks. Cieślicki, ks. Czekański ...". 287
Niestety ks. Czekański trafił do Dachau wrócił do parafii po wojnie, miał szczęście. Jak wiele się zmieniło w
mentalności i sposobie bycia proboszcza – ks. K. Czekański zatrudnił do pomocy w gospodarstwie Macieja
Tytonia z Poduchownej, tzn. uporządkował podwórze, uformował obornik, usunął gnojówkę za to otrzymał
srogą burę od swego chlebodawcy, który wyrzucał mu m. in. "zjadą się księża z okolicy na odpust będę musiał
dać obrok koniom no i furmanom jeść, a tak gdzieś tam stali z boku ...
Kolejny cios, a za dwa tygodnie drugi. Pamiętna niedziela 5 grudnia 1942 r. i 19 grudnia: Wielącza, Zawada,
Siedliska i Płoskie zostają – wysiedlone!!! Niemcy zamykają Kościół. W wieląckim kościele urządzono
(magazyn) nawozów, tu wydawano wódkę za odstawiony tytoń i buraki cukrowe, na szczęście Niemcy nie
zniszczyli wystroju wnętrza oraz organów. Polecono, zdemontować dzwony, oddać na potrzeby armii
niemieckiej – uratował je Jan Koczułap, ofiarowując Niemcom skrzynkę wódki i kiełbasę... przekonując że
dzwony są odlane z niemieckimi napisami, stanowią dla historii państwa niemieckiego wielką wartość.
Przepadł mały dzwon – sygnaturka. Dzwony "pochowano" w umownym grobie, obok dzwonnicy tam dzisiaj
jest ułożony chodnik. Nabożeństwa odprawiają księża za każdorazową zgodą komendanta posterunku
żandarmerii w Wielączy. Musimy zrozumieć faktyczny stan sytuacyjny, oficjalnie tu nie było już Polaków,
zostali tylko ci których zostawiono do pomocy u "czarnych". "Czarnych" w Wielączy było 61 rodzin, to od nich
zależało, czy swoim "robotnikom" pozwolili na udział w Mszy Św. Obowiązywał zakaz gromadzenia się, więc
groźba aresztu, pobytu w więzieniu obozie itp. To był trudny czas, nie wszyscy "czarni" i nasiedleni
Volksdeutsche byli katolikami. Władze godziły się na sprawowanie pogrzebów, ale w Szczebrzeszynie, tam
była dla Polaków oddana kaplica cmentarna św. Leonarda; pierwszą komunię Św. przyjąłem w Kosobudach –
wspomina Adam Wawrzyszko z Niedzielisk.
W Zamościu pozwolono Polakom korzystać tylko z kościoła św. Katarzyny, tam brano śluby. Ile trzeba było
odwagi by wziąć tam ślub, sam dojazd i przejazd furmanką mógł się zakończyć aresztowaniem uczestników
uroczystości ślubnej. Tam bali ślub moi rodzice (Bogusława Garbacika) Genowefa Wróbel c. Michała i Barbary
i Aleksander Garbacik s. Antoniego i Marianny w sierpniu 1943 r., furmanił Robert Wal, syn Volksdeutscha z
Wielączy, dwoje świadków oraz młodzi. Wszyscy domownicy z napięciem oczekiwali szczęśliwego ich
powrotu . Tamte dni, oby nigdy żadne pokolenia nie musiały tego przeżywać, życie ludzkie było w ciągłym
zagrożeniu, chciano Polaków unicestwić; Wielącza była jedyna wioska na Zamojszczyźnie dwukrotnie
wysiedlona.
***
Przyszła "wolność" a z nią nowe ofiary, nowe prześladowania z rąk NKWD lub UB. Nękanym kolegom z AK
koledzy ufundowali tablice pamiątkowe wmurowane w kruchcie nowego kościoła św. Stanisława.
Z wojennej poniewierki powrócili Ci, dla których los był łaskawy. Często życie w wolnej Polsce zaczynali od
strugania łyżki z drewna, a gdzie dach nad głową, zboże pod zasiew, koń, wóz... Wielu wojenne losy rzuciły do
Ameryki, Kanady, Anglii, a nawet Australii i Brazylii. Pozostali z zapałem i wzmożona siłą przystąpili do
odbudowy zrujnowanych gospodarstw, odbudowy życia społeczno – gospodarczego po trudnych
okupacyjnych latach.
W Wielączy istniała komórka organizacji "Kraj" - członkiem organizacji był Alfred Hałasa "Olek " - o swoich
przeżyciach, działalności opowiada tak: ... w roku 1949 zostałem zaangażowany do organizacji podziemnej na
terenie wsi Wielącza przez jednego z członków oddziału "Szuma", ps. "dziadek" (Ryszard Wiński) – on
287
Z. Klukowski. Dziennik...
odebrał ode mnie przysięgę złożoną na kwaterze u Władysława Kowalczyka w Wielączy, przy składaniu
przysięgi obecni byli – Stanisław Borsuk "Suchy", Eugeniusz Malec "Rysiek", Antoni Mojżesz "Romek".
Byłem wówczas uczniem Gimnazjum Leśnego w Zwierzyńcu, harcerzem. Początkowo była to organizacja
legalna, z czasem musiała przejść do konspiracji, przybrała wówczas nazwę "Konspiracyjny Oddział
Skautingowy"; pozostawałem w kontakcie z przybranym synem dr Klukowskiego – Tadeuszem Klukowskim,
ps. "Krzysiek". Bliski kontakt utrzymywałem z Jerzym Kurzępą, ps. "Rysiek".
Z inicjatywy Tadeusza i Jerzego utworzyłem w 1950 roku organizację podziemną na terenie swojej
rodzinnej wioski Wielączy, w jej skład weszli: Bronisław Ordyniec, "Stary partyzant", Marian Gębala, Bogusław
Olszewski, Roman Kuroń i Tadeusz Dobromilski – nie wiedzieliśmy jeszcze, że będziemy tworzyć oddział
organizacji "Kraj".
Moją pierwszą akcją było zdobycie odbiornika radiowego dla oddziału "Szuma" (ważne były dla nich
informacje podawane na Zachodzie), przypłaciłem to pobytem w ubeckim więzieniu w Zamościu, dalsze
konsekwencje to zwolnienie ze szkoły - dyrektorem był wówczas Stanisław Dubiel 288 – posłusznie wykonujący
polecenia władzy ludowej.
W roku 1951 "Krzysiek" zaproponował mi udział w pewnej akcji w Warszawie, spotkałem się wówczas z
"Janem", szefem organizacji "Kraj" – przyjął ode mnie przysięgę. Jesienią 1951 roku zostałem wcielony do
wojska – byłem kandydatem do Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Dęblinie. Przesłuchanie, naciski ze strony
Informacji Wojskowej (wiedzieli dużo o mojej działalności w organizacji) skłoniły mnie do w końcu do dezercji...
2 lipca 1952 roku oczekując (wraz z Ryśkiem Maślanko) na kontakt z ludźmi z organizacji przy drodze
biegnącej od Zawady w kierunku wsi Zarudzie zostaliśmy otoczeni przez milicję i KBW . 289 Udało mi się
uciec, Rysiek zginął...290
Alfred Hałasa pracował jako nadleśniczy zwierzynieckich lasów; 31 stycznia 1976 roku Okręgowy Zarząd
Lasów Państwowych w Lublinie upoważnił go do wydzielenia wybranych gruntów leśnych (na których w
okresie okupacji zlokalizowany był obóz przejściowy) celem wybudowania na nich obecnego kościoła p. W
Matki Bożej Królowej Polski. Od roku 1989 kierował pracą Towarzystwa Miłośników Zwierzyńca. 291
Z pobliskiego Szczebrzeszyna w działalność był zaangażowany przysposobiony syn dr Klukowskiego
Tadeusz Kościelski – o jego działalności i.. śmierci opowiada przyjaciel ze szkolnych lat Romuald
Kołodziejczyk: do organizacji " Kraj", jak podaje akt oskarżenia, wprowadziła go na jego prośbę dwa miesiące
później, w marcu 1952 r., Jadwiga Janiszowska, siostrzenica drugiej żony dra. Zygmunta Klukowskiego, pani
Zofii Klukowskiej. Organizacja ta zasłynęła z wykonania wyroku śmierci w 1951 r. na Martyce, redaktorze
audycji radiowej "fali 49". Audycja ta włączała się w trakcie różnych audycji radiowych i po słynnym: "mówi fala
49" zaczynała w sposób ohydny i ordynarny, z nienawiścią opluwać Armię Polską na zachodzie, jej dowódców
i rząd na emigracji, Armię Krajową i jej dowódców, historię Polski itd. itp. Wszyscy czterej wykonawcy wyroku
na Martyce zostali aresztowani, skazani na karę śmierci i straceni. Tadeusz nie brał udziału w zabójstwie
Martyki, nie należał nawet jeszcze wtedy do organizacji "Kraj".
Jadwiga Janiszowska wraz ze swą siostrą Barbarą mieszkały w Warszawie. Poznałem je, chyba w 1951 r.,
wprowadzony tam przez Tadeusza. W tym czasie zacząłem gwałtownie łysieć, i za poradą lekarzy chodziłem z
ostrzyżoną "do zera" głową. Tadeusz zaprowadził mnie do Janiszowskich dając im, i innym do zrozumienia, że
jego przyjaciel właśnie wrócił z miejsca gdzie "strzygą głowy".
Do dzisiaj nie jest to jasne, ale wydaje się, że organizacja "Kraj" była spenetrowana lub rozpracowana przez
UB, bowiem, w krótkim czasie wszyscy jej uczestnicy zostali aresztowani. Nie bardzo jest też jasna
działalność jej dowódcy majora Zenona Tomasza Soboty, vel Zenona Tomaszewskiego pseudonim "Jan", który
podczas okupacji niemieckiej działał w strukturach AK na Rzeszowszczyźnie. Po wyzwoleniu był starostą
będzińskim, od września 1945 r. prezydentem Katowic skąd odszedł wg jednej wersji za malwersacje, wg
288
289
290
291
obowiązki dyrektora pełnił w latach 1949 – 1952 wg. H. Matławska. Zwierzyniec. Zwierzyniec 1991, s. 418
Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW) – specjalna formacja wojskowa, podporządkowana z uwagi na cele
działań ministrowi bezpieczeństwa publicznego (1945-1954), następnie ministrowi spraw wewnętrznych powołana
uchwałą Krajowej Rady Narodowej z dnia 25 maja 1945 roku dla walki z podziemiem niepodległościowym oraz
zbrojnymi organizacjami ukraińskimi (UPA) i niemieckimi, wg. http://pl.wikipedia.org/wiki/Korpus_Bezpiecze
%C5%84stwa_Wewn%C4%99trznego
A. Hałasa. W organizacji "Kraj" – i w konspiracji w: Bednarz Z. Wspomnienia leśników – kombatantów.
Wydawnictwo "Świat" Warszawa. 1996, s.74 - 79
H. Matławska. Zwierzyniec. Zwierzyniec 1991, s. 431
innej sam zrezygnował. Później związał się z ruchem ludowym w Wielkopolsce, w 1947 r. został starostą
zielonogórskim i podobno podjął współpracę z organami bezpieczeństwa. Na początku lipca 1952 r., po
aresztowaniu członków organizacji "Kraj" uciekł do Zwierzyńca, gdzie został zastrzelony w walce z mającymi
go aresztować członkami MO.
Tadeusz został aresztowany 2.7.1952 r., zaledwie po trzech miesiącach działalności konspiracyjnej, i
osadzony w słynnym więzieniu przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie. Nic nie wiemy o śledztwie i metodach
jego prowadzenia. Wiemy tylko, że w tym czasie były one potworne. Mimo tego Tadeusz nie załamał się do
końca i np. nie wymienił mojego udziału w magazynowaniu "Stena" z amunicją i dwu granatów angielskich na
strychu kościoła poklasztornego. Nie zdradził także, że wiedzieli o tym Ryszard Guzowski i Wacław Drożdżyk.
Uratował nas tym samym co najmniej od długoletniego więzienia i potwornego śledztwa.
Jak opowiadała mi Iza Bakońska współoskarżona z Tadeuszem, bronił on jej podczas procesu jak tylko
mógł, a sąd stwierdził w wyroku, że próbował tłumaczyć swą działalność pobudkami ideologicznymi. Dr
Klukowski w swoich wspomnieniach z pobytu w więzieniu we Wronkach, pisze, że adwokat Weisfield ( tu
ciekawostka dwaj Żydzi o tym nazwisku figurują w przedwojennym spisie ludności Szczebrzeszyna, jeden
jako właściciel piwiarni, drugi hotelu), który bronił i doktora i Tadeusza powiedział mu, że Tadeusz podczas
procesu zachowywał się fantastycznie.
Działalność Tadeusza w ciągu tych trzech miesięcy była, wg aktu oskarżenia, bardzo intensywna.
Zwerbował do współpracy Jerzego Kurzępę, wtedy już studenta UMCS w Lublinie, i Antoniego Grobickiego
studenta KUL-u w Lublinie. Wraz z nimi dokonał wielu "czynów niedozwolonych". Cytuję w skrócie:
 od marca 1952 do 2. 7. 1952 w Warszawie usiłował przemocą zmienić ustrój PRL,
 26 5.1952 używając broni rozbroił kaprala MO,
 na początku czerwca 1952 przy użyciu broni próbował rozbroić oficera WP,
 w drugiej połowie maja 1952 przy użyciu broni miał zamiar rozbroić posterunek MO,
 11 4.1952 uszkodził tory kolejowe i wykoleił pociąg towarowy,
 w I połowie kwietnia badał możliwość uszkodzenia radiostacji w Raszynie,
 przechowywał bez zezwolenia broń- pistolet "Sten" w Szczebrzeszynie, a w maju w Warszawie
pistolety "Walter" i "Steyer",
 9 5.1952 uzbrojony przywłaszczył na szkodę adwokata Branickiego 10.000 zł i teczkę,
 25.5 1952 uzbrojony usiłował w mieszkaniu adwokata Buszkowskiego znaleźć akta sprawy Jerzego
Brauna ( siedział za AK) i przywłaszczyć je,
 11.6.1952 uzbrojony usiłował w mieszkaniu adw[okata]. Grafa przywłaszczyć pieniądze
 dodatkowo na przełomie 1947/48 brał udział w związku KOS,
 W dniach 27 i 28 listopada 1952 odbyła się rozprawa przed Wojskowym Sądem Rejonowym w
Warszawie w składzie:Przewodniczący: mjr Litmanowicz Władysław (Abram- Wolf Litmanowicz)
specjalista od wyroków śmierci, w roku 1957 wyemigrował do Izraela. Ławnicy kpt Dranomirecki Jerzy
i ppor Perykasza Zdzisław, Prokurator ppłk Ligięza Henryk. Protokolant sekr. Suchocka Zofia.
Adwokaci: Klukowskiego z wyboru adw. Weisfield, Kurzępy z wyboru adw. Kaut (lub Kant),
Grobickiego z urzędu adw. Korzeniewski prosili o łagodny wymiar kary. W ostatnim słowie Tadeusz
prosił o łagodny wymiar kary, a Kurzępa i Grobicki o niższy wymiar kary niż śmierć,
Na zakończenia rozprawy przewodniczący poinformował, że wyrok zostanie ogłoszony w dniu 29.11.1952 r. o
godzinie 14.00. W rzeczywistości ogłoszono go w dniu 1.12.1952. Nie znamy przyczyny - czy sąd się
naradzał, czy konsultowano wyrok gdzieś wyżej?.Tadeusza skazano łącznie, za wszystkie w/w czyny,
dwukrotnie na karę śmierci na 120 lat więzienia. Podobne wyroki otrzymali Kurzępa Jerzy i Grobicki Antoni,
Rada Państwa decyzją z dnia 3.6.1953 r. nie skorzystała z prawa łaski w odniesieniu do Tadeusza
Klukowskiego. Karę śmierci wykonano 16. 6 1953 r. Do dzisiaj nie wiadomo gdzie został pochowany.
Kierowały Tadeuszem patriotyzm, czystość intencji i poświęcenie, oraz wytrwałość w dążeniu, żeby walczyć.
Zginął nasz kolega Tadeusz za wolną Polskę. Zginął a raczej został zamordowany w młodym wieku co, jak
zawsze powtarzał, wywróżyła mu cyganka. Urodził się o dziesięć lat za późno, wtedy walczyłby w wymarzonej
partyzantce.292
292
całość wspomnień o Tadeuszu Kościelskim autorstwa Rmualda Kołodziejczyka dostępna jest na stronie
internetowej: http://scebreshinum.republika.pl/tadeusz/tadeusz.html
***
W latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia Aleksander Garbacik zainicjował elektryfikację Wielączy – wieś
dała drzewo na słupy, zakupiła materiały, opłaciła wykonawce. W latach siedemdziesiątych została
zelektryfikowana Wielącza Komasacja. Mieszkańcy z własnych środków wznieśli budynek szkoły
podstawowej, utwardzoną drogę prowadzącą od szosy do szkoły, doprowadzono telefon...
opracowali Bogusław Garbacik i Regina Smoter Grzeszkiewicz
Stosunki wyznaniowe.
Pisząc o gminie Szczebrzeszyn nie sposób pominąć tak ważnej kwestii jak stosunki wyznaniowe kształtujące
się na terenach położonych w jej obrębie, przy czym należy zwrócić uwagę na pewien szczegół – rozbieżność
pomiędzy granicami administracji państwowej a administracją kościelną. W Szczebrzeszynie funkcjonują (od
roku 2007) dwie parafie: św. Katarzyny, do której należą miejscowości: zachodnia część miasta do ulic
włącznie: Zwierzyniecka, Plac Kościuszki (strona zachodnia), Cmentarna, Brody Duże, Brody Małe,
Kawęczyn, Kawęczynek, Kolonia Lipowiec, Żurawnica, 293 - w obrębie tej parafii znajduję się inne poza
kościołem pw. św. Katarzyny obiekty sakralne – pochodząca z 1560 roku cerkiew po unicka – budynek i
otaczający go plac zostały zwrócone prawosławnej diecezji lubelsko - chełmskiej w lutym 2006 r. na mocy
postawienia Komisji Regulacyjnej do Spraw Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego 294, oraz
synagoga. 295
Drugą jest parafia pw. św. Mikołaja – w jej obrębie znajdują się: Szperówka, Osiedle Klemensów ulice (w
Szczebrzeszynie) położone w płn – zachodniej stronie miasta: Plac Kościuszki, ul. Krótka, Cicha, Słoneczna,
Partyzantów, Dawida,296 Brzechwy, Zielona, Ogrodowa, Trębacka, Starorozłopska, Lubelska, Przedmieście
Zamojskie, ul. Nadrzeczna, Zamojska, Targowa, Wyzwolenia, część Rozłop. Pierwszą świątynię katolicką w
Szczebrzeszynie fundował Dymitr z Goraja po otrzymaniu w zarząd powiatu szczebrzeskiego - z roku 1384
pochodzi informacja o rektorze297 Janie, późniejszym proboszczu w Wielączy.
Duszpasterską opiekę nad katolicką ludnością Szczebrzeszyna sprawowali na przestrzeni lat m. in:
298
 Dawidowski Tomasz – proboszcz, kanonik, zmarł około 1865 roku.
299
 Michał Siekierzyński – rektor Szkoły Wojewódzkiej
 Marcin Gosiewski - w 1816 roku ks. Gosiewski wystosował do XII ordynata Stanisława Kostki
293
294
295
296
297
298
299
http://www.diecezja.zam-lub.pl/info.php?id=par/szczebrzeszyn_kat
http://bilgoraj.com.pl/wiadomosci/news.php?id=1529
obecnie istniejąca powstała w pocz. XVII wieku, do dziś zachował się kamienny aron – ha – kodesz (szafa na
przechowywanie Tory) przypominający portal późnorenesansowy , który pozostaje kompozycyjnym elementem
ściany wschodniej wg. M. K. Piechotkowie. Bóżnice polskie XIV – XVIII w: Kalendarz Żydowski 1985 – 1986. s.
68
Wincenty Dawid – (1816 – 1897), pedagog i literat, syn Pawła i Anny ze Skubińskich Dawidów. Urodził się w
Szczebrzeszynie, gdzie uczęszczał do miejscowego gimnazjum. W latach 1837 – 1841 ukończył wydział
filologiczny Uniwersytetu Petersburskiego. Jest autorem kilku prac z zakresu pedagogiki, w tym "Nowej
mnemoniki, czyli sposobu ułatwiającego naukę języków obcych tudzież spamiętywanie imion własnych i cyfr
w jeografii, statystyce i. t.p" ( Warszawa 1854), oraz słynnej powieści z życia górali kaukaskich Tehe, czyli
zburzenie Aułu Dubby. Powieść kaukaska (Warszawa 1860). Praca powstała podczas pobytu w Rosji, gdzie
Dawid przebywał kilka lat zesłany za działalność polityczną. Wincentemu Dawidowi nie nie obce były
problemy z jakimi borykała się ludność pochodzenia polskiego mieszkająca na stałe w Rosji – wyrazem tego
jest niewielką praca, dochód z której przeznaczył na odbudowę i potrzeby polskiego kościoła katolickiego w
Diszlagarze - "Wiadomości o kościółku katolickim w Diszlagarze na Kaukazie. Podał i na dochód kościoła
przeznaczył... " (Warszawa 1857). Wincenty Dawid jest także autorem wspomnień
o szkołach
szczebrzeszyńskich - jego relacje "Notatki z życia. Szkoły szczebrzeskiej po roku 1830" zostały
opublikowane w Kalendarzu Lubelskim z roku 1879 (s. 18 - 25); (egzemplarz dostępny w zbiorach Biblioteki
im Hieronima Łopacińskiego w Lublinie).
rektor, to ksiądz zarządzający kościołem nie parafialnym
F. Stopniak. Dzieje Kapituły Zamojskiej. Lublin 1962 (dalej. F. Stopniak. Dzieje Kapituły...)
Popisy Uczniów szkoły Wojewódzkiej Zamoyskiej w Szczebrzeszynie (egzemplarze z lat trzydziestych XIX wieku
dostępne w zbiorach Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. H. Łopacińskiego w Lublinie)




300
301
302
303
304
Zamoyskiego następującą prośbę:"dowiedziawszy się, że w dobrach JW go Pana dobrodzieja
Ordynacji Zamojskiej wakuje probostwo szczebrzeszyńskie (...) ośmielam się zanieść prośby moje.
Sprawując obowiązki kapłana jako i rektora szkół w Łomży starałem się ciągle o najlepsze zalety..." 300
Nagrobek ks. Gosiewskiego znajduje się na szczebrzeszyńskim cmentarzu - Ksiądz Marcin
Gosiewski rektor Szkół Łomżyńskich i pleban parafii Zawady w Diecezyi Augustowskiej od 1818 roku
rektor Szkoły Zamoysko – Szczebrzeskiey, kanonik Diecezyi Lubelskiej, prezes Rady Powiatowej
Zakładów Dobroczynnych i Sędzia Pokoju Okręgu Zamoyskiego urodzony 1779, wyświęcony 1800
zmarł 1858 - głosi napis na nagrobku.
Michał Lenkiewicz - proboszcz parafii szczebrzeszyńskiej, dziekan zamojski, prałat kapituły
zamojskiej, honorowy sędzia pokoju, prezes sądu apelacyjnego powiatu zamojskiego. Żył w latach
1799 – 1864; przez około czterdzieści lat pracował na Zamojszczyźnie. Proboszczem parafii
szczebrzeszyńskiej został w 1851 roku, od roku 1857 pełnił funkcję sędziego pokoju powiatu
zamojskiego. W roku 1856 został kanonikiem, a w roku 1859 kustoszem kapituły zamojskiej i
dziekanem dekanatu zamojskiego. Ksiądz Lenkiewicz udzielał się czynnie w konspiracji, w 1861 roku
został aresztowany za udział w manifestacjach patriotycznych – zesłano go w głąb Rosji. W roku 1862
powrócił do Szczebrzeszyna, by ze zdwojoną siłą zaangażować się w działalność konspiracyjną.
Znany był w środowisku zamojskim z działalności na rzecz najuboższych – pełnił funkcję prezesa
Rady Zakładów Opiekuńczych powiatu zamojskiego. Zmarł 27 sierpnia 1864, grób jego znajduje się
na cmentarzu w Szczebrzeszynie.301
Jan Nepomucen Grabarski – kanonik i scholastyk. Urodził się w 1849 roku, zmarł 4 V 1913 roku. Był
jednym z głównych i zasłużonych obrońców katolicyzmu i polskości w Szczebrzeszynie w czasach
dominacji prawosławia (1875-1905), przeciwnik prawosławnego popa Timofieja Tracza. Tablica
pamiątkową poświęcona ks. Grabarskiemu znajduje się w kruchcie kościoła św. Mikołaja.
Józef Cieślicki – kanonik i proboszcz szczebrzeszyński 1932 – 1946.Wiosną 1932 r. został
mianowany proboszczem parafii św. Mikołaja Biskupa i dziekanem w Szczebrzeszynie. Gdy 30
czerwca 1933 r. dekanat szczebrzeszyński połączono z zamojskim, wówczas ks. Cieślicki stanął na
czele największego dekanatu w diecezji - dekanatu zamojskiego. W jego dekanacie znalazła się także
Kolegiata Zamojska, w której w maju 1939 r. został kanonikiem gremialnym. był organizatorem
komitetu pomocy dla Żydów zwłaszcza w początkowym okresie okupacji. W czerwcu 1940 r.
aresztowany przez Niemców, wywieziony na Rotundę w Zamościu. Po kilku dniach został zwolniony,
gdy zgłosił się za niego (dobrowolnie) ks. wikary Władysław Kłos. Później ukrywał się na terenie
diecezji tarnowskiej. Chorował.
W 1945 r. powrócił do Szczebrzeszyna, a 17 września 1946 r. nowy biskup lubelski, Stefan Wyszyński,
przeniósł go na probostwo do Zaklikowa. Pracował tu długo, powoli wracając do zdrowia. Tu także
uzyskał kolejne dowody uznania ze strony władz kościelnych. W1952 r. uzyskał godność prałata
scholastyka, a w 1959 r. awansował na najwyższe po dziekanie stanowisko - prałata kustosza w
Kapitule Zamojskiej. Były to dowody uznania poprzednich zasług ks. Cieślickiego. 302
Franciszek Kapalski - był w okresie okupacji administratorem parafii Szczebrzeszyn, pełnił także
funkcje kapelana Zamojskiego Inspektoratu Armii Krajowej. 303 Postać bardzo znana i ceniona w
Szczebrzeszynie. Jego działalność przyniosła mieszkańcom wiele dobrego zwłaszcza w okresie
okupacji – ksiądz stał na czele Komitetu Opieki, niosącego pomoc rannym żołnierzom pozostającym
pod opieką miejscowego personelu medycznego. Do zajęć Komitetu należało zbieranie żywności,
środków opatrunkowych. Jak wielce potrzebne były te działania świadczy notatka na temat pracy
Komitetu zamieszczona w Dzienniku... przez dr Z. Klukowskiego 304 O jego szlachetności i bardzo
życzliwym stosunku do parafian opowiada Danuta Łazorczyk: w czasie okupacji, gdy w
Szczebrzeszynie funkcjonował tylko kościół św. Leonarda na cmentarzu podczas jednego z
nabożeństw podeszło do księdza dwoje starszych ludzi z prośbą , by udzielił im ślubu, gdyż nie chcą
http://www.geocities.com/shebreshin/duszpasterze.html
J. Feduszka, Powstańczy duszpasterz ksiądz Michał Lenkiewicz (1799 – 1864). Zamojski Kwartalnik Kulturalny
(ZKK) 1999, nr 1 – 2, s. 117 - 121
L. Balicki. Szczebrzeszyńscy duszpasterze. http://www.geocities.com/shebreshin/duszpasterze.html
Cz. Dąbrowski, Z dziejów martyrologii duchowieństwa na Zamojszczyźnie. Kurier Lubelski 1979, nr 121
Z. Klukowski, Dziennik...
"żyć na kocią łapę." Byli to ubodzy staruszkowie. Na pytanie ks. Kapalskiego, czy mają obrączki padła
odpowiedź "nie" wówczas ksiądz zszedł od ołtarza do wiernych i pożyczył od nich dwie obrączki na
czas ślubu. Po złożeniu przysięgi małżeńskiej ksiądz wyrzekł znamienne słowa" Bóg pobłogosławił, ja
udzieliłem ślubu, a wy dziadkowie oddajcie obrączki. Ksiądz Franciszek Kapalski organizował
również doraźną pomoc dla rodzin nasiedlonych do Szczebrzeszyna z różnych regionów Polski –
znalazł dla nich lokal przy ul. Cmentarnej opuszczony przez rodzinę żydowską. W Szczebrzeszynie
pracował w latach 1937 – 1947. 305 Dzięki staraniom ks. Franciszka Kapalskiego 30 kwietnia 1945 roku
rekoncyliowano kościół pw. św. Katarzyny, który podczas okupacji służył, niewielkiej zresztą ilości
Ukraińców współpracujących z Niemcami306
W mieście byli także unici - Kościół unicko (grecko – katolicki) powstał z chwilą podpisania unii brzeskiej, co
miało miejsce na dwóch kolejnych synodach w Brześciu Litewskim w czerwcu 1595 roku i październiku 1596
roku. Na mocy zawartych porozumień (między klerem katolickim i prawosławnym) Kościół prawosławny
funkcjonujący w Rzeczpospolitej został organizacyjnie z zachowaniem pewnych uprawnień podporządkowany
zwierzchniej władzy papieża. Te uprawnienia to:



zachowanie obrządku wschodniego
nie wprowadzanie celibatu
zakaz przechodzenia unitów na obrządek łaciński 307
Trudno dokładnie określić od kiedy datuje się obecność unitów w Szczebrzeszynie, zamieszkali tutaj po
ogłoszeniu unii brzeskiej, skoro fundowana przez Górków świątynia określana jest jako cerkiew unicka 308 lub
po unicka. Nie znamy pierwotnego przeznaczenia obiektu, być może (jest to moje domniemanie) Andrzej
Górka pragnął przekazać go katolikom, albo przystępując do budowy brał pod uwagę potrzeby lokalnego
zboru kalwińskiego, który jak wiemy zlokalizowany został w szczebrzeszyńskim kościele parafialnym 309.
Stanisław Górka zmarł 21 października 1592 roku na Błoniu pod Warszawą w powrotnej drodze z Sejmu, w
roku 1593 Szczebrzeszyn odkupił od braci Czarnkowskich Jan Zamoyski i włączył do Ordynacji –
prawdopodobnie to Zamoyscy przekazali fundowaną przez Górków świątynię na potrzeby unitów, tym
bardziej, że Jan Zamoyski dał się poznać jako współorganizator unii brzeskiej, który rozwiązanie problemów
religijnych, a tym samym i politycznych, widział w unii Kościoła katolickiego z Kościołem prawosławnym,
obejmującej wyznawców prawosławia mieszkających w granicach Rzeczypospolitej. 310
W roku 1633 Tomasz Zamoyski zezwolił biskupowi unickiemu chełmskiemu – Metodemu Terleckiemu 311 na
wizytowanie cerkwi zlokalizowanych na terenie Ordynacji Zamoyskiej; zasady wizytowania cerkwi uchwalone
zostały na Synodzie Zamojskim w 1720 roku 312.
O funkcjonowaniu cerkwi unickiej w Szczebrzeszynie pochodzą informacje z 1720 roku, wtedy to biskup
unicki chełmski – Józef Lewicki wizytował cerkwie zlokalizowane w obrębie diecezji unickiej chełmskiej;
Szczebrzeszyn był wówczas dekanatem, w obrębie którego znajdowały się 22 cerkwie 313; z roku 1721
305
306
307
308
309
310
311
312
313
R. Smoter Grzeszkewicz. Szczebrzeszyn. Szkice do dziejów miasta. Wydanie internetowe.
http://scebreshinum.republika.pl/rsgszkice05.html
Z Klukowski. Czerwony cień. Pamiętnik lekarza o sowieckiej okupacji we Wschodniej Polsce 1944 – 1956;
przekład z języka polskiego dokonany przez George' a i Andrew'a Klukowskich, wydany przez Andrew'a
Klukowskiego.
Słownik historii Polski. Warszawa 1969, s. 441
J. Górak. Mista i miasteczka Zamojszczyzny. Zamość 1990
H. Merczyng. Zbory i senatorowie protestanccy w dawnej Rzeczpospolitej. Warszawa 1904, s. 483
http://www.zrodlo.krakow.pl/Archiwum/2005/01/07.html
był piątym z kolei chełmskim biskupem unickim, żył w latach 1629- 1648 wg.
http://www.dziedzictwo.ekai.pl/text.show?id=2560
Synod Prowincjonalny Ruski w mieście Zamościu Roku 1720 odprawiony a w R. 1724 za Rozkazem S. K. De
Propag. Łacińskim Językiem w Rzymie z Druku wydany, potem wkrótce z zalecenia J. W. J. X Leona Kiszki
metropolity całey Rusi na Polski przez J. X. Polikarpa Z. S. Bazylego w. Opata Pińskiego na Leszczu
przewiedziony, w tym że języku dopiero ze słow istnością i sposobem pisania tamtych lat Pisarza i z krótkim od
tegoż dla spowiedników Pamiętnikiem przedrukowany Roku Pańskiego 1785 w Wilnie w Drukarnii XX.
Bazylianów (dalej: Synod Prowincjonalny Ruski ...)
P. Sygowski. Unickiego biskupa Józefa Lewickiego Rewizya Cerkwiey znaiduiących się w Diecezyach Naszych
pochodzi informacja o bogatym wyposażeniu szczebrzeszyńskiej cerkwi- znajduje się w dokumencie
sygnowanym przez tegoż biskupa - w okresie I rozbioru wyposażenie to z rozkazu cesarza Józefa II
wywiezione zostało do Wiednia. 314
Kolejna wizytacja miała miejsce w 1759 roku – szczebrzeszyńska cerkiew nosiła wówczas wezwanie
Najświętszej Marii Panny – wejście do budynku poprzedzał przedsionek z drewnianymi drzwiami, do nawy
prowadziły drzwi żelazne, przy budynku stała drewniana dzwonnica. 315 Wizytującym szczebrzeszyńską
cerkiew był Maksymilian Ryłło.
***
Postanowienia unii brzeskiej nigdy nie zostały w pełni zrealizowane – z upływem czasu unici (magnateria,
szlachta a nawet chłopi) zaczęli przechodzić z obrządku unickiego na łaciński. Nasilenie tego zjawiska
szczególnie miało miejsce w początkach XIX wieku. 316 Decyzje o przejściu na obrządek łaciński podejmowali
także unici szczebrzescy, ich ilość była znaczna skoro ówczesny unicki proboszcz szczebrzeszyński, znany ze
swej gorliwości Aleksander Górski uskarżał się na ich poczynania samemu generał – gubernatorowi
lubelskiemu317 - przeprowadzone dość skrupulatnie śledztwo nie wniosło nic nowego do rozpoznania sprawy.
62 unitów, szczebrzeszyńskich parafian powróciło do obrządku łacińskiego. Jakie czynniki i okoliczności miały
wpływ na podjęte przez nich decyzje podaję za W. Kołbukiem 318  Jan Makara – podczas , kiedy był już zdolny do spowiadania się , trudno było dostać się do księdza
grecko – unickiego z powodu częstego jego wyjazdu (był dziekanem). Więc rodzice zaprowadzili go
do księdza łacińskiego z pierwsza spowiedzią – odtąd więc łaciński obrządek obserwuje; nadto dodał
- że żona jego pochodzi z rodziców obrządku łacińskiego.
 Antoni Tałanda – oświadczył że kiedy mu się syn Jan urodził księdza greckokatolickiego nie było, a że
dziecko było mocno chore, z tego powodu znaglony był ochrzcić go w kościele.
 Franciszka Biczak – chyba lekko przesadziła podając powód zmiany obrządku, wyznała bowiem, że
podczas jej urodzenia się ks. Iwaszkiewicz – proboszcz unicki w Szczebrzeszynie "cierpiał
pomieszanie zmysłów"319 z tego powodu ochrzczono ją w kościele.
Ks. Jan Iwaszkiewicz był osobą powszechnie lubianą i szanowaną w szczebrzeszyńskim środowisku,
zwłaszcza przez uczniów Szkoły Wojewódzkiej gdzie prowadził zajęcia z religii – mamy na to dwa niezbite
dowody: notatki ucznia tejże szkoły Jana Bormana - z lekcji "dawanych " jak zapisał w swoich notatkach 320 przez ks. Iwaszkiewicza, oraz wspomnienia absolwenta szkoły szczebrzeszyńskiej,Czesława
Szczebrzeszaka opublikowane na łamach Ziemi Lubelskiej. 321 Poczytajmy przez chwilę notatki Jana Bormana
by zobaczyć jak cenną wiedzę przekazywał swoim uczniom ks. Iwaszkiewicz; oto tytuły tematów omawianych
na lekcjach religii w klasie VI Szkoły Wojewódzkiej w Szczebrzeszynie w roku szkolnym 1825 /1826:


314
315
316
317
318
319
320
321
stan pierwszych ludzi i grzech pierworodny
nieszczęśliwe skutki naypierwszego grzechu
Chełmskiey i Bełzkiey – rozpoczęta 29 grudnia 1720 roku [V.S] w: Studia Archiwalne. Lublin 2006, t. II, s. 222
B. Sawa – Sroczyńska, Tajemnic kościoła ciąg dalszy. Tygodnik Zamojski 1983, nr 39
P. Sygowski. Unicka diecezja chełmska w protokołach wizytacyjnych biskupa Maksymiliana Ryłły z lat 1759 –
1762 w: Polska – Ukraina 1000 lat sąsiedztwa. Przemyśl 2000, t. V, s. 233 - 285
W. Kołbuk. Przechodzenie unitów na obrządek łaciński w diecezji chełmskiej w XIX w. W: Dzieło chrystianizacji
Rusi Kijowskiej i jego konsekwencje w kulturze Europy. Lublin 1988, s. 209 – 220 (dalej. W. Kołbuk.
Przechodzenie unitów...)
Archiwum Państwowe w Lublinie (APL), Rząd Gubernialny Lubelski (RGL), Adm. 414 k. 13 – 87v (podaję za
Witoldem Kołbukiem)
W. Kołbuk. Przechodzenie unitów..., s. 217 - 218
APL, RGL, Adm. 414, k. 13 – 87 v
Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. H. Łopacińskiego w Lublinie (WBP), Zbiory Specjalne, Zbiór niektórych
przedmiotów dawanych w klasie VI na rok 1825/6 . Notatki ucznia Szkoły Wojewódzkiej w Szczebrzeszynie J.
Bormana. Rkps. Nr 1828
Cz. Szczebrzeszak. Po pół wieku. Wspomnienia ze szkół szczebrzeskich. Ziemia Lubelska 1906, nr 301, 303 (dalej.
Cz. Szczebrzeszak. Po pół wieku...); egzemplarze dostępne w zbiorach WBP im. H. Łopacińskiego w Lublinie





rozporządzenie Boskie tyczące się uwolnienia ludzi od skutków grzechu pierworodnego
potrzeba Odkupiciela – na czem odkupienie zależy – charaktery tegoż Odkupiciela
notatki o apostole Łukaszu
treść Dziejów Apostolskich
analiza listów do: Rzymian, Galatów, Efezów
i cenniejsze myśli "wyłuskane" z tychże wykładów: ludzie naypierwsi wyszedłszy z ręki swoiego Stwórcy byli
Dobremi,322 Odkupiciel musiał nauczyć ludzi osobiście dokładniejszego poznania Boga....; co do treści listów
apostoła Pawła, na uwagę zasługują te myśli: Paweł naucza, aby wszyscy uważali się za takich, którzy należą
do Chrystusa.
Osobę ks. Jana Iwaszkiewicza Czesław Szczebrzeszak scharakteryzował tak: kanonik i proboszcz parafii
grecko – unickiej w Szczebrzeszynie, mieszkał we wsi parafialnej Rozłopy, 323 gdzie było jego probostwo. Był to
mąż najzacniejszy, prawy kapłan, uczniów wszystkich uważał jak swoje własne dzieci – stopnie z religii dawał
z postępowania mówiąc " religii uczę jak być dobrym chrześcijaninem i człowiekiem, bo można umieć co do
litery katechizm a być skończonym łotrem".
Przyjeżdżał z Rozłop zwykle na furze w deskach , wjeżdżając do miasta zdejmował czapkę. Gdy uczniowie
pytali : po co pop ziębi sobie głowę odpowiadał :" bo mi się nie chce fatygować i zdejmować czapki jak mi się
kłaniacie..."324
Wspomnienia Cz. Szczebrzeszaka dostarczają nam jeszcze jednej , ciekawej informacji, otóż w
Szczebrzeszynie, w tygodniu po Dniu Zadusznym odbywały się nabożeństwa za profesorów i uczniów
zmarłych od czasu założenia Akademii Zamojskiej. Przyjeżdżało wówczas do Szczebrzeszyna kilku księży
łacińskich i unickich; mszę główną celebrował ks. Iwaszkiewicz. 325
Lektura powyższych notatek dostarcza nam bardzo cennych informacji – szczebrzeszyńscy unici nie byli
do końca utwierdzeni w przekonaniu iż obrządek grecko – katolicki zaspokaja ich duchowe potrzeby, stąd
zapewne podejmowali decyzję o powrocie do kościoła swoich ojców – Kościoła Katolickiego. Z drugiej strony
unici – przykład ks. Jana Iwaszkiewicza żyli w całkowitej zgodzie z katolicką społecznością miasta.
Nabożeństwa żałobne za duszę zmarłych uczniów i profesorów stanowiły swego rodzaju nabożeństwa
ekumeniczne bo nie tylko unici, ale również katolicka ludność Szczebrzeszyna brała w nich udział.
Po zniesieniu unii brzeskiej w latach sześćdziesiątych XIX wieku kościół grecko – katolicki w
Szczebrzeszynie przemianowano na cerkiew prawosławną, prawdopodobnie był to kres działalności unitów w
mieście.
W roku 1889 do parafii katolickiej dekanatu zamojskiego należy: m. Szczebrzeszyn z przedmieściami Błonie, Przedmieście Zamojskie i Zarzecze, oraz wsie – Brody, Czarnystok, Deszkowice, Kawęczyn,
Kawęczynek, Kulików , Lipowiec, Michalów, Obrocz, Rudka, Sułów, Sułowek, Topólcza, Trzęsiny, Wywłoczka,
322
323
324
325
w zapisie tego zdania jak i innych spotykamy charakterystyczny dla pocz. XIX wieku sposób pisania: "y" zamiast
"j" , "i " zamiast" j"
wieś położona na krawędzi Roztocza, dawniej zwana Rozłopa; w spisie miejscowości zlokalizowanych w obrębie
parochii Szczebrzeszyn w roku 1564 figuruje jako Rozlopi. Mieszkała tutaj podobnie jak w całej włości
szczebrzeskiej do której przynależały Rozłopy drobna szlachta feudalna zwana manami (podlennikami).
W roku 1593 wieś wraz z całą włością szczebrzeską została kupiona przez pierwszego ordynata od braci
Czarnkowskich i włączona do Ordynacji. Rozłopy podzielone były na część ruską (prawosławną) i katolicką;
nazywano je także wsią cerkiewną z tej racji, że mieszkali tutaj popi sprawujący duszpasterską opiekę nad cerkwią
prawosławną w Szczebrzeszynie, a w początkach XIX wieku duchowni uniccy – m. in jak wspomina w swoich
relacjach Wincenty Dawid – uczeń szczebrzeszyńskiego gimnazjum w latach trzydziestych XIX wieku w
Rozłopach mieszkał ks. Jan Iwaszkiewicz, w okresie późniejszym ostatni dziekan unicko – greckiej parafii
szczebrzeszyńskiej – ks. Aleksander Górski. Podczas okupacji na szosie rozłopskiej 18 maja 1942 roku zginęły
córki malarza Lemera ze Szczebrzeszyna. 5 czerwca 1943 roku Niemcy zabili pięciu akowców wracających z akcji.
10 lipca 1943 roku wieś została wysiedlona – w Szczebrzeszynie utworzono wówczas gminę niemiecką – Rozłopy
jako tzw. wieś niemiecka weszły w skład tej gminy. We wrześniu 1944 roku otwarto w Szczebrzeszynie Państwowe
Gimnazjum Ogólnokształcące im. Zamoyskich – zajęcia z gimnastyki/ćwiczeń cielesnych prowadził oficer rezerwy
Feliks Głąb z Rozłop, a w roku szkolnym 1945/1946 do Gimnazjum... uczęszczał pochodzący z Rozłop Edward
Igras.
Cz. Szczebrzeszak. Po pół wieku...
z. Szczebrzeszak. Po pół wieku..., nr 303
Zwierzyniec, Żurawnica, Źrebce, folwark Bodaczów – razem 9. 307 dusz. 326 W roku 1919 w skład dekanatu
prawosławnego zamojskiego wchodziło 17 parafii w tym Szczebrzeszyn 327
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości i wyjściu Rosjan ze Szczebrzeszyna cerkiew opustoszała. Z
początkiem 1938 roku gdy przeprowadzano na szeroka skalę akcję zwalczania prawosławia i krzewienia
katolicyzmu, grupa szczebrzeszynian na czele z ks. Cieślickim i inż. Aleksandrem Waligórą przystąpiła do
rozbiórki dachu – natychmiastowa interwencja dr Zygmunta Klukowskiego ocaliła obiekt od zniszczenia 328. 22
września 1940 roku w cerkwi (bez dachu) odbyło się prawosławne nabożeństwo celebrowane przez młodego
popa.329
W czerwcu 1942 roku dr Klukowski odnotował: wczoraj (22 czerwca) Niemcy wywieźli do Biłgoraja starego
felczera, niedołężnego, na wpół sparaliżowanego Leonarda Tałandę, syna jego Aleksandra – gorliwych
Ukraińców i wyznawców kościoła prawosławnego. 330
O Leonardzie Tałanda zupełnie inaczej niż dr Klukowski wyraża się jego przyjaciel z lat młodości Philip
Bibel: głową rodziny był medyk, nazywaliśmy go "Doktor" – czuwał nad zdrowiem mojej całej rodziny i nawet
ocalił mi życie. Ich piękny dom, ostatni na naszej ulicy był niezwykły: na podłogach był parkiet, a meble
sprowadzono z Francji – cztery córki uczyły się we Francji a jedyny syn Sasza był moim najlepszym
przyjacielem. Nauczył mnie jak zbudować kamerę, ale nie działała, bo nie znalazłem dobrych soczewek. W
zamian nauczyłem go czytać i pisać w jidysz. Bardzo trudne zadane dla nie – Żyda, ale pracował nad sobą i w
końcu to opanował. (…)
Przypominam sobie, że jakieś sekrety łączyły tego ukochanego doktora i mojego dziadka. To moja
fantazja, nigdy nie miałem dowodów na jego pochodzenie - ale Tałanda brzmi dla mnie po hiszpańsku. Czy
był on spokrewniony z grupą Żydów zmuszonych do praktykowania swojej religii w jaskiniach po ucieczce
przed hiszpańską inkwizycją? Mam nadzieję że tak. Chcę w to wierzyć mimo, że nigdy nie poznam całej
prawdy. Upływający czas i naziści zatarli wszystko co ten sztetl (miasteczko) posiadał. Nie, to nie całkiem
prawda, dopóki Ty Czytelniku pamiętasz o tamtym świecie. 331 Leonard Tałanda zmarł w szpitalu więziennym w
Lublinie 20 stycznia 1943 roku332
Do dyspozycji prawosławnych oddany został kościół pw. św. Katarzyny – jak odnotował dr Klukowski – od
czasu do czasu pop (nie wiemy czy podczas okupacji mieszkał w Szczebrzeszynie, czy był przyjezdny)
odprawiał nabożeństwa. 333 Obiekt ten służył prawosławnym już nieco wcześniej - w roku 1883 zamieniony
został na cerkiew prawosławną (nosił wówczas jak podaje B. Chlebowski wezwanie św. Trójcy) – rezydujące
w klasztorze Siostry Szarytki zostały usunięte, a w ich miejsce sprowadzono prawosławne mniszki Krzyżanki.
Prawdopodobnie ostatnim intendentem szpitala przed sprowadzeniem do Szczebrzeszyna prawosławnych
mniszek Krzyżanek /Elzbietanek które spełniały określone posługi w szpitalu był Wincenty Krzoss, zmarły 21
marca 1881 roku, w wieku 56 lat – spoczywa na miejscowym cmentarzu. Opis tamtych, trudnych dla miasta
chwil podał ks. Wadowski: z kościoła zrobiono cerkiew i biją w dzwony, od których ciągłego rozgłosu nie tylko
chorym ale zdrowym łby puchną.. 334 - ten zwięzły ale jakże wymowny opis oddaje w zupełności panujące
wówczas w Szczebrzeszynie nastroje.
Cerkiew została administracyjnie podporządkowana duchowieństwu diecezji prawosławnej chełmskiej. Nie
znamy nazwiska popa sprawującego bezpośredni nadzór nad świątynią, wiadomo jedynie że w latach 1905 –
1941 biskupem wspomnianej diecezji był Elogiusz Gieorgijewskij, uważany za zwolennika rusyfikacji całej
ziemi chełmskiej i Podlasia, a swą aktywną działalnością [mile postrzeganą przez władze zaborcze] w Dumie
Państwowej przyczynił się do ogłoszenia w 1912 roku aktu o wydzieleniu Chełmszczyzny z terenów
Kongresówki.335
326
B. Chlebowski. Słownik Geograficzny..., s. 827 – 830
B. Chlebowski. Zamość, ordynacja Zamoyskich i powiat zamojski. Zamość 1919
328
Z. Klukowski. Dziennika..., s. 146
329
tamże, s. 158
330
tamże, s. 270
331
P. Bibel. Tales of the Shtetl. California 2004, s. 81 – 83; przekład z jęz. angielskiego Mariusz Grzeszkiewicz
332
Z. Klukowski. Dziennika..., s. 312
333
tamże, s. 370
334
A. Wadowski. Dzieje dawnej diecezji [chełmskiej?] - praca pozostająca w rękopisie w tzw. Tekach Wadowskiego
znajdujących się w Archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie
335
W. Kłobuk. Kościoły wschodnie na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej 1772-1914. Lublin 1992
327
Szczebrzeszyńska cerkiew pełniła funkcje parafialnej; Szczebrzeszyn jako dekanat parafii prawosławnej
chełmskiej dzielił się na 13 parafii: Biłgoraj, Branew, Kossobudy, Lipsko, Otrocz z cerkwią filialną w Tarnowie,
Potoczek z filią w Szewni, Siedliska z filią w Bortatyczach, Sól z filią w Majdanie Księżpolskim, Suchowola z
filią w Krasnobrodzie, Szczebrzeszyn, Tereszpol, Topólcza i Złojec. W 1912 roku w obrębie diecezji
znajdowało się 282 parafii prawosławnych; średnia ilość wiernych w obrębie parafii wynosiła 1029 osób.
Prawosławna cerkiew w Szczebrzeszynie zlokalizowana w obecnym kościele pw. św. Katarzyny
funkcjonowała do roku 1917, wtedy po zakończeniu działań pierwszej wojny światowej rekoncyliowano
kościół. 336
Jak układały się stosunki pomiędzy katolicką i prawosławną ludnością Szczebrzeszynaw okresie
międzywojennym i podczas okupacji wspomina Maria z Lepionków Niezgodowa ...podczas święta Jordan
udawali się nad Wieprz... w okolice dzisiejszej ulicy Zwierzynieckiej, by uroczyście obchodzić te uroczystość,
w szkole prawosławni specjalnie się od nas nie różnili, nie wiedziałam którzy to są.... Sprzed wojny pamiętam
dwie rodziny Ukraińców, dopiero w czasie wojny ich się namnożyło. Z chwilą zajęcia miasta przez Niemców
poczuli się pewnie, a nasza sąsiadka Bezuchowa nawet mówiła: "oj Polaczki, już niedługo pójdziecie na
flaczki...".337
Poza Szczebrzeszynem na terenie gminy prawosławni znajdowali się w: Bodaczowie – w 1921 roku
odnotowano we wsi obecność dwóch Ukraińców, w Brodach – były trzy osoby, w Kawęczynie – pięć, Wielączy
– siedem, w Kolonii Wielączy – trzydzieści trzy 338 - dane te wskazują raczej na niewielką ilość prawosławnych
w okresie międzywojennym na terenie gminy Szczebrzeszyn.
***
W Szczebrzeszynie byli także kalwini - w okresie przynależności miasta do Górków istniał zbór kalwiński na
potrzeby którego zaadoptowano miejscowy kościół parafialny, przy zborze funkcjonowała szkoła. Rozwój tej
placówki przyćmiła szkoła kalwińska założona przez Stanisława Górkę w pobliskim Turobinie. 339
W pobliskich Brodach w początkach XIX wieku zamieszkali koloniści niemieccy, 340 możemy domniemywać
iż byli to protestanci. W tym momencie należy sobie postawić pytanie – gdzie znajdował się ich Dom Modlitwy,
póki co nic na ten temat nie wiadomo, być może ich życie duchowe rozwijało się w obrębie własnych rodzin –
jest to ciekawy temat do zbadania, stanowiący biała plamę w dotychczasowej historii wsi Brody.
Z początku XVI wieku datuje się w Szczebrzeszynie obecność ludności żydowskiej, z czasem Żydzi
zamieszkali również w obrębie miejscowości przynależących administracyjnie do gminy Szczebrzeszyn – w
okresie międzywojennym i wcześnie obecność Żydów odnotowano w Bodaczowie, Niedzieliskach.
Do dziś znajduje się w Szczebrzeszynie odremontowana po wojennych zniszczeniach kosztem
miejscowego społeczeństwa synagoga - obiekt zbudowany został w XVI w – podczas wojen z Chmielnickim
w latach 1648 -1649 uległ znacznemu zniszczeniu. Nową synagogę zbudowano po roku 1659 w stylu
renesansowym, z pięknym fryzem arkadowym, nakryta została łamanym dachem polskim. Pogrom
Chmielnickiego w Szczebrzeszynie opisał mieszkający tu Meir ben Samuel (który ratował się ucieczką z
zagrożonego miasta) w pracy Cok Haitim (Ucisk Czasów) wydanej w Krakowie 1650 roku341
Budynek synagogi wzniesiono w stylu późnorenesansowym. Całość jest przykryta zrekonstruowanym
wysokim dachem łamanym, tzw. dachem polskim. 342 Od strony południowej i północnej do budynku przylegają
parterowe babińce. Natomiast po stronie zachodniej znajduje się przedsionek, z umieszczonym na piętrze
dodatkowym babińcem. Wejście z przedsionka do głównej sali modlitewnej prowadzi przez prosty, kamienny
portal późnorenesansowy. Sala modlitewna posiada sklepienie klasztorne z lunetami. Zachowała się kamienna
późnorenesansowa oprawa Aron ha - Kadesz. Nad nim znajduje się wykuty napis w języku hebrajskim:
336
337
338
339
340
341
342
http://pl.wikipedia.org/wiki/Szczebrzeszyn#XX_wiek
R. Smoter Grzeszkiewicz. Mały słownik historii Szczebrzeszyna (maszynopis; hasło: prawosławni)
Skorowidz miejscowości Rzeczpospolitej Polskiej. Województwo lubelskie. Warszawa 1924, t. IV, s. 124, 127, 128
S. Tworek, Szkolnictwo kalwińskie w Małopolsce i jego związki z innymi ośrodkami w kraju i za granicą w XVI –
XVII w. Lublin 1966, s. 166
J. Niedźwiedź. Leksykon historyczny..., s. 57
Book of Memory to the Jewisch Community of Shebreshin. (Published by the association of former inhabitants of
Shebreshin in Israel and the Diaspora). Kiriat Yam 1984, I (dalej Book of Memory…)
dach mający dwie połacie oddzielone od siebie załamaniem, uskokiem lub ścianką. wg. http://sjp.pwn.pl/haslo.php?
id=2656046
"Stawiam Pana przed sobą zawsze". Ściany były pierwotnie bogato zdobione. Zachował się szeroki ozdobny
pas z pilastrowymi wnękami arkadowymi, zwieńczony profilowanym gzymsem. Na zachodniej ścianie
zachowały się symbole lewitów (dzban i misa). Podobny symbol widnieje na ścianie północnej. Natomiast
ścianę południową zdobią wizerunek menory i owoc granatu. Napisy hebrajskie nie są już czytelne. 343
Jak wyglądał pierwotny wystrój synagogi opisał Mendel Farber, szczebrzeszyński szames 344 szczebrzeszyńska bóżnica, która jest tak stara jak stara jest historia polskiego żydostwa była bardzo ładna.
W środku wysoka i okrągława z pięknymi gzymsami, na ścianach farbami były wypisane piękne ustępy z
psalmów i było tam też wiele rzeźb, które symbolizowały wydarzenia z żydowskiej historii począwszy od
zniszczenia Drugiej Świątyni i dalej.
Pod aron ha – kodeszem wisiały dwa łańcuchy z drewna wyobrażające winogrona, a pomiędzy tymi
winogronami było widać datę, która oznaczała wiek tych wyrobów, które miały 900 lat; w aron ha - kodesz było
310 zwojów! W Sidurze345 oznaczone były dni świąteczne, jak: Dni Grozy, rocznice wielu nieszczęśliwych
wydarzeń z powodu których cierpiało polskie żydostwo. W ogóle, szczebrzeszyńscy Żydzi szczególną czcią
otaczali ten Sidur - miał datę 1910 roku.
W szczebrzeszyńskiej bóżnicy było dużo odzieży [koszulek] na zwoje Tory. W większej części ze złota i
innych drogich kamieni, na których były wyryte daty od 1500 do 1900 roku. Były też i srebrne koszulki, które
zakładano na zwoje w sobotę i dni świąteczne. W Dniach Grozy wyjmowano tylko złote koszulki. Były też w
bóżnicy parochety jeden był haftowany z 300 złotych nici, ten parochet był darem syna Chaji i miał 300 lat.
Cicit na parochecie miały daty od 300 - 500 lat wstecz. Na specjalną uwagę zasłużyły naczynia do mycia rąk
przez kapłanów przed udzielaniem błogosławieństwa - te wszystkie naczynia były srebrne, a wśród nich był
dar Naftali ben Katza. Było też 12 złotych lichtarzy sześćsetletnich - dar kobiet, wśród których znajdowała się
Nechaja córka Tobiasza Szpera; była także duża menora nad bimą, którą zapalano tylko na Chanukę.
W roku 1906 dokonano w w bóżnicy prac dekoratorskich zatrudniono do tego tylko starych żydowskich
rzemieślników pod nadzorem Mordechaja Bioma, był to chacham (bardzo uczony człowiek) w zakresie
malunku i rzeźby. W kącie strychu bóżniczego wygospodarowano małą komórkę, w której mógł się zmieścić
jeden człowiek - ta komórka służyła w przeszłości jako miejsce, gdzie zwykło się sadzać na krótki czas
grzesznika, albo kogoś, kto popełnił jakieś wykroczenie. Na strychu bóżnicy przechowywano także stare
ubrania, których podobnie jak książek nie wolno było palić. 346
Ponownemu zniszczeniu uległa szczebrzeszyńska synagoga we wrześniu 1939 roku na skutek podpalenia
przez Niemców; niemal wszystkich szczebrzeszyńskich Żydów wymordowali hitlerowcy. Ci, którym udało się
przeżyć, założyli "Izraelskie Towarzystwo Żydów Szczebrzeskich". Towarzystwo to 6 sierpnia 1991 r.
wmurowało tablicę pamiątkową na ścianie odbudowanej w latach 1955 -1965 synagogi. Jest ona obecnie
siedzibą Miejsko - Gminnego Ośrodka Kultury w Szczebrzeszynie. 347
***
W okresie II wojny światowej w Szczebrzeszynie do użytku ludności katolickiej pozostawał jedynie kościół pw.
św. Leonarda – zlokalizowany na miejscowym cmentarzu (opiekę duszpasterską nad katolicką ludnością
miasta sprawował ks. Franciszek Kapalski). Początkowo była to kaplica pod wezwaniem tegoż świętego
wzniesiona w roku 1812 - w roku 1851 jej renowacji dokonał ówczesny proboszcz szczebrzeszyński ks.
Marcin Gosiewski348 (wspólnie ze swym bratem Stanisławem spoczywa na szczebrzeszyńskim cmentarzu –
napis widniejący na ich nagrobku dostarcza wielu cennych informacji: Tu spoczywają zwłoki dwóch braci
Gosiewskich przedtem żołnierzy a potem kapłanów: Ksiądz Stanisław Gosiewski pleban parafii Poryte
Diecezyji Augustowskiej, a od roku 1827 kapłan przy szpitalu św. Katarzyny w Szczebrzeszynie. Urodzony
1773, wyświęcony 31 V 1840 zmarł 30 XI11860 roku. Ksiądz Marcin Gosiewski rektor Szkół Łomżyńskich i
343
344
345
346
347
348
http://www.izrael.badacz.org/zydzi_w_polsce/katalog_lubelskie_szczebrzeszyn.html
(z hebr. szamasz - woźny) - jego zadaniem było przygotowywanie synagogi do nabożeństw, poranne budzenie
mężczyzn na modlitwy...
modlitewnik żydowski, do użytku synagogalnego i domowego, zawierający modlitwy na dni powszednie i zwykłe
szabaty
Book of Memory... Mendel Farber. Korony wysadzane złotem i diamentami; przekład z jidysz Adam Altman –
pozwolenie na publikację uzyskane zostało od Rosy Farber
http://www.izrael.badacz.org/zydzi_w_polsce/obiekty.html
wg. L. Balicki. Szczebrzeszyńscy duszpasterze. http://www.geocities.com/shebreshin/duszpasterze.html
pleban parafii Zawady w Diecezyi Augustowskiej od 1818 roku rektor Szkoły Zamoysko – Szczebrzeskiey,
kanonik Diecezyi Lubelskiej, prezes Rady Powiatowej Zakładów Dobroczynnych i Sędzia Pokoju Okręgu
Zamoyskiego urodzony 1779, wyświęcony 1800 zmarł 1858.) 349 Obecny kościółek Św. Leonarda w stylu
neogotyckim wybudowany został w 1902 roku.
Kościół pw. św. Mikołaja pozostawał zamknięty, kościół pw. św. Katarzyny Niemcy oddali do użytku
prawosławnych. Żydzi jedynie we własnych domach i z pewnością w wielkiej tajemnicy mogli sprawować
swoje życie modlitewne – synagoga został zniszczona już na początku wojny zobaczyłem przez okno, że pali się naprzeciwko szpitala. W jednej chwili zaalarmowałem cały personel
szpitala i wyleciałem na ulicę. Paliły się domy żydowskie obok synagogi. Zdziwiło mnie tylko, że nie było
słychać zwykłego w takich wypadkach krzyku i lamentu Żydówek. Niemcy zajęli się energicznie gaszeniem
pożaru, a właściwie zabezpieczenie przed ogniem sąsiednich domów nieżydowskich.... Cała sprawa z tym
równoczesnym podpaleniem miasta w 4 miejscach, spalenie bożnicy kilkunastu domów jej najbliższym
sąsiedztwie, gdzie mieszkał rabin i był dom modlitwy. – przedstawia się dosyć zagadkowo. Jaki cel mieliby
Żydzi podpalać swoje gniazdo?! - zanotował pod datą 15 listopada 1939 roku dr Klukowski. 350
Jak wyglądała sytuacja na ternie gminy? Mieszkańcy Brodów, Szperówki, Błonia, Przedmieścia
Zamojskiego przychodzili na nabożeństwa do Szczebrzeszyna, w Wielączy czynny był miejscowy kościół więc
zapewne tam modlili się jej mieszkańcy a także wierni z Bodaczowa i Klemensowa, ludność katolicka z
Kawęczyna i Kawęczynka miał bliżej do kościoła pw. św. Izydora w Topólczy – nie wiemy jak rozwiązywali
swoje problemy natury duchowej mieszkańcy Kątów, Kolonii Niedzieliska, prawdopodobnie uczęszczali do
kościoła w Wielączy. Śluby, chrzciny i pogrzeby odbywały się za zgodą władz okupacyjnych Szczebrzeszyna.
***
W obu szczebrzeszyńskich kościołach znajdują się tablice imienne mieszkańców miasta pomordowanych
podczas okupacji (vide Aneks I). Lokalizacja tablic w miejscu takim, jakim jest kościół ma na celu
przypominanie o ich obecności w mieście, w życiu lokalnej społeczności, a tym samym zachowanie o nich
pamięci i oddanie czci poprze nabożeństwa żałobne w ich intencji, poprzez modlitwę. Stwarza to pewną
duchową łączność z nimi. Wskazuje też na ważną rolę kościoła jako budowli służącej nie tylko celom
religijnym, ale również społecznym – pozwala, o czym wspomniałam powyżej kultywować pamięć o zmarłych i
doceniać to, co podczas swego życia zrobili dla miasta i swoich współbliźnich.
Oprócz wymienionych kościołów w przeszłości funkcjonowały w Szczebrzeszynie kaplice były to: kaplica
pod wezwaniem św. Ducha zlokalizowana przy szpitalu dla ubogich. Kaplica stała przy bramie zamojskiej, jej
powstanie datuje się na rok 1411, w roku 1777 była już zrujnowana 351. Kaplica św. Leonarda wybudowana w
1630 roku, odrestaurowana w 1747. W roku 1812 pobudowano w jej miejsce nowa - obecnie w jej miejscu stoi
kaplica pod wezwaniem św. Leonarda pobudowana w latach 1908 – 1909 na dawnym okopisku luterskim
(cmentarzu zwolenników reformacji) 352, zlokalizowana na cmentarzu parafialnym 353.
349
350
351
352
353
napis na nagrobku, usytuowanym w pobliżu kościoła pw. św. Leonarda
Z. Klukowski. Dziennik ...
J. Górak Miasta i miasteczka Zamojszczyzny....
W. Wójcikowski, L. Paczyński. Roztocze. Przewodnik . Warszawa 1977, s. 217
ks. M. T. Zahajkiewicz. Diecezja lubelska. Informator historyczny i administracyjny. Lublin 1985, s. 302
Gminny Ośrodek Kultury
Gminny Ośrodek Kultury z siedzibą w Szczebrzeszynie funkcjonuje od roku 1965 – powołany został na mocy
Uchwały Prezydium Powiatowej i Miejskiej Rady Narodowej w Zamościu z dnia 27 maja. Siedzibą Ośrodka
jest odremontowana po wojennych zniszczeniach szczebrzeszyńska synagoga; oprócz Ośrodka swoje locum
znalazły tutaj : Miejsko – Gminna Biblioteka Publiczna- pod koniec 1990 roku placówka została przeniesiona
do lokalu w Urzędzie Miejskim przy ul. T. Kościuszki, obowiązki kierownika pełniła Maria Wójcik, 354 Ognisko
Muzyczne oraz Klub Książki i Prasy "Ruch".
Pracą Ośrodka kierowali kolejno: Kazimierz Makiel, Wiesława Mazurek, Zofia Kowalska, Władysław
Kosura, Ryszard Rogala, Marian Zaharczuk, Mieczysław Gradziuk, Renata Walkiewicz, Jan Świergoń, Roman
Pańczyk, Wojciech Świergoń.355 Jak wiele dokonali zarówno kierownicy Ośrodka jak i pracujący na przestrzeni
lat animatorzy kultury świadczą zbiory dyplomów, pucharów, bogata kolekcja fotografii, zapisy, w Kronice
Miejskiego Domu Kultury – oto niektóre z nich
 25 listopada 1998 roku rozstrzygnięto Gminny Konkurs Plastyczny "Jesienne Pejzaże", na który
napłynęło 198 prac; rozpatrywano je w 3 kategoriach wiekowych. Udział w konkursie wzięli uczniowie
ze szkół podstawowych w: Wielączy, Niedzieliskach, Błoniu, Brodach Dużych, Wielączy Komasacji,
Szczebrzeszynie oraz Liceum Ogólnokształcącego w Szczebrzeszynie. I miejsce w kategorii A zajął
uczeń kl. III ze szkoły podstawowej w Wielączy – Michał Kalita. Dzieci i młodzież biorąca udział w
konkursie przygotowywane były przez nauczycieli – plastyków ze szkół w:Brodach Dużych, Wielączy
(Ewa Dudek), Wielączy Komasacji (Urszula Martyna), Niedzieliskach (Maria Ładosz),
Szczebrzeszynie - Szkoła Podstawowa nr 1 (Bogdan Koczwara), Szkoła Podstawowa nr 2 (Róża
Sołtys)- Liceum Ogólnokształcącym ( Henryka Krystyna Świętanowska)
 14 kwietnia 1999 roku w Miejskim Ośrodku Kultury i Sportu w Szczebrzeszynie odbyły się Eliminacje
Gminne XXIII Turnieju Sztuki Recytatorskiej im. B. Leśmiana – laureatkami zostały: Monika Ćwik
(szkoła podstawowa nr 2 w Szczebrzeszynie), Agnieszka Trusz (szkoła podstawowa nr 2 w
Szczebrzeszynie).
 Ośrodek Kultury organizuje Festiwale Piosenki Dziecięcej i Młodzieżowej - w roku 1999 w III
Festiwalu "Rozśpiewany Chrząszcz wzięło udział 111 osób, w tej liczbie 28 solistów i 12 zespołów
muzycznych.356
 do stałego kalendarza imprez wpisane są konkursy plastyczne mające na celu utrwalanie tradycji
wielkanocnych i bożonarodzeniowych – borą w nich udział zarówno uczniowie szkół podstawowych,
średnich jak i dorośli z terenu całej gminy.
 warto odnotować także spotkania teatralne, w których biorą udział uczniowie zrzeszeni w teatrzykach
szkolnych z terenu gminy i okolic; dane z roku 2004 informują iż podczas VII Spotkań Teatralnych
"Bawimy się w Teatr" swoje spektakle zaprezentowały Teatry: "Promyczki" i "Stokrotki" (z
Przedszkola Samorządowego w Szczebrzeszynie), "Promyki", "Ananasy z I klasy", "Muchomorki"
(szkoła podstawowa w Niedzieliskach),Grupa teatralna z Gimnazjum w Szczebrzeszynie,
"Bajdureczki" (Przedszkole Samorządowe w Bodaczowie ), "Marzyciele" (szkoła podstawowa w
Bodaczowie), "Reksio i Przyjaciele" (szkoła filialna w Sochach), "Skrzaty" (szkoła podstawowa w
Wywłoczce), "Debeściaki" gimnazjum w Bodaczowie), Teatr szkolny (szkoła podstawowa w Wielączy
Komasacja)357
354
355
356
357
jej relacje o pracy Miejska Biblioteka Publicznej w Szczebrzeszynie opublikowane zostały w Bibliotecznej Służbie
Informacyjnej Województwa Lubelskiego 1974, nr 1, s. 68 – 69
W. Świergoń. 40Lat Gminnego Ośrodka Kultury (1965 – 23005) w Szczebrzeszynie (folder okolicznościowy) .
Szczebrzeszyn 2005
Miejski Ośrodek Kultury i Sportu, Szczebrzeszyn. Protokół z III Festiwalu Piosenki Dziecięcej i Młodzieżowej
"Rozśpiewany Chrząszcz – Szczebrzeszyn '99
Miejski Dom Kultury w Szczebrzeszynie. Protokół z posiedzenia Komisji VII spotkań Teatralnych "Bawimy się w
Teatr ", Szczebrzeszyn 14. 05. 2004
Ważniejsze daty z historii Ośrodka :
 1965 rok – zorganizowano Koło Plastyczne dla uzdolnionych w tym kierunku dzieci i młodzieży.
 1980 – staraniem Jadwigi Gradziuk założono Klub Seniora, dzięki aktywności i zaradności swoich
członków prężnie działa do chwili obecnej i jest niezaprzeczalnym potwierdzeniem iż "Jesień życia"
można przeżyć aktywnie jak młodość. Klub na co dzień utrzymuje przyjacielskie kontakty z podobnymi
klubami w Tarnogrodzie, Zwierzyńcu, Józefowie, Krasnymstawie i Dołhobyczowie. W roku 2005
funkcję prezesa koła pełniła Czesława Siemko.
 1985 – staraniem Mieczysława Gardziuka swoje locum w szczebrzeszyńskim Domu Kultury znalazła
Orkiestra Dęta z Klemensowa (jej początki sięgają roku 1894, z chwilą uruchomienia przez ordynata
Maurycego Zamoyskiego cukrowni w Klemensowie, muzycy prowadzili swoją działalność przy
zakładzie).
 1990 – Tadeusz Luterek założył klub tańca nowoczesnego "Chrząszcze" – klub funkcjonuje obecnie
pod nazwą "Grand X".
 w trzy lata później staraniem animatorki kultury – Anny Ciebień powstał Teatr kukiełkowy Cymes –
Paka. Największe osiągnięcia szczebrzeszyńskich lalkarzy to: dwukrotna nominacja [ do nagrody] na
Ogólnopolskim Spotkaniu Lalkarzy w Puławach (1996, 2004), I miejsce w Biennale Lalki Teatralnej w
Krakowie 1998 roku, Laureat Festiwalu Najciekawszych Widowisk Wojewódzkiego Przeglądu Teatrów
Dziecięcych i Młodzieżowych (2004), Nagroda Główna w II Powiatowym Konkursie na Lalkę Teatralną
– Miejski Dom Kultury w Zamościu (2005).
 1984 – z inicjatywy obecnego dyrektora placówki – Sławomira Kality powstaje zespół Tęczowe
Humorki, który obecnie występuje pod nazwą "A' Propos".
 w roku 1998 miasto Szczebrzeszyn było organizatorem Mistrzostw Polski w Tańcu.
 od roku 2006 prowadzone są cykle spotkań z ciekawymi ludźmi "Znani i Nieznani", na których
prezentują swój dorobek artystyczny (poezja, malarstwo, muzyka, twórczość ludowa), biorą w nich
udział artyści z terenu gminy jak i okolic.
Regina Smoter Grzeszkiewicz
Co poeci piszą o swej ziemi, jak malarze ją malują...
Na terenie gminy mieszka i pracuje kilkoro artystów różnej profesji – piszą wiersze, malują, haftują. Niektórzy
z nich doczekali się publikacji swoich utworów, prezentowali prace na organizowanych przez Miejski dom
Kultury w Szczebrzeszynie spotkaniach pod nazwą "Znani i Nieznani", pozostali czekają na odkrycie.
Niniejsza publikacja stwarza takie możliwości – warto zatem zaprezentować ich dorobek artystyczny.
O sobie i swojej twórczości opowiedzieli: Wanda Pomarańska, Monika Niechaj, Zuzanna Wędzicha – o
twórczości innych osób dowiedziałam się od Bogusława Garbacika, który przekazał wiersze mieszkającej w
Niedzieliskach Anieli Ryń oraz znaleziony w dokumentach swego Ojca anonimowy wiersz "Polne zaloty" –
"jest on na pewno napisany przez kogoś z Wielączy... Jeżeli uzna Pani , że zasługuje na większe
zainteresowanie, ma wartość literacką i. t. p , proszę o jego wykorzystanie.." - napisał do mnie w liście.
Zygmunt Krasny, naczelny redaktor szczebrzeszyńskiego "Chrząszcza" udostępnił wiersze Marii Przysady,
Marii Buczko. O twórczości Piotra Kołodziejczyka poczytałam na jego stronie: http://www.kolodziejczyk.art.pl/
Nazwiska artystów ułożone zostały w kolejności alfabetycznej
***
Banach z Pomarańskich Wanda
Urodzona 17 sierpnia 1945 roku w Bodaczowie. O sobie i swoje twórczości tak opowiada: ukończyłam II
Państwowe Liceum Ogólnokształcące Żeńskie w Zamościu i zdałam do Wyższej Szkoły Rolniczej w Lublinie –
na drugim roku studiów musiałam przenieść się z Uczelni.
Po ukończeniu rocznego kursu o kierunku administracyjno – handlowym w Zakładzie Wiedzy
Ekonomicznej Stowarzyszenia Wychowanków Szkół im. A i J. Vetterów w Lublinie rozpoczęłam pracę w
Lubelskich Zakładach Przemysłu Tłuszczowego w Bodaczowie jako samodzielna księgowa. Wyszłam za mąż.
Wychowałam samotnie pięciu synów. Jestem na emeryturze. Od roku 2004 zajmuję się malowaniem obrazów
olejnych a także wykonywaniem grafik – praca ta przynosi mi wiele satysfakcji i jest osłodą mojego życia.
Jak wielką satysfakcję przynoszą grafiki artystce mogliśmy oglądać na zbiorowej wystawie
zorganizowanej prze Miejski Dom Kultury w Szczebrzeszynie w ramach cyklu spotkań "Znani i Nieznani" w
roku 2007 - są niezwykle interesujące z uwagi na tematykę – motywy roztoczańskie, w tym nie istniejący już
młyn ojca Wandy Pomarańskiej, która to praca stanowi dla niej rodzaj wyjątkowej rodzinnej pamiątki, darzona
jest przez artystkę wyjątkowym sentymentem z uwagi na wielki szacunek dla nieżyjących już rodziców Anieli i
Jana Pomarańskich.
Obrazy olejne to interesujące spojrzenie na postaci Matki Bożej, Jezusa – twarze pełne ciepła,
serdeczności jakby zamyślone, pochylone nad zapatrzonym w nie człowiekiem... Mają w sobie coś z duchowej
głębi autorki prac, jej subtelności i niezwykłej wrażliwości na potrzeby żyjącego obok bliźniego. Miałam
możliwość oglądania ich w całej krasie, w niewielkim pokoju artystki w Bodaczowie – zadumałam się przez
chwilę łapczywie chłonąc emanujące z nich ciepło, reszty dopełniła osoba artystki - bo tak z całą
odpowiedzialnością za znaczenie tego słowa mogę powiedzieć o Wandzie z Pomarańskich Banachowej prowadzącej ze mną na swój sposób delikatnie i subtelnie, rozmowę.
Regina Smoter Grzeszkiewicz
Boryta Franciszka
Żyła w latach 1920 - 2000, urodziła się na Błoniu i tam zmarła, pochowana jest na cmentarzu w
Szczebrzeszynie. Debiutowała na łamach "Zielonego Sztandaru" i Tygodnika Zamojskiego. W roku 1985
staraniem Zarządu Głównego Stowarzyszenia Twórców Ludowych w ramach serii wydawniczej "Wizytówki"
opublikowano pięć wierszy poetki z jej fotografią i biogramem, wcześnie wydana została przez Wojewódzki
Dom Kultury w Zamościu "składanka" autorska "Gdzie jesteś mój wierszu", na która złożyły się: cztery wiersze
i krótka notatka biograficzna. Utwory Franciszki Borytowej publikowane były m. in w: VII tomie "Wsi
tworzącej" (Lublin 1983), zbiorze "Złote ziarna" (Lublin 1985), antologiach poezji religijnej – "Śródpolne
pacierze" (Lublin 1989), "Wołanie z ziemi" (Lublin 1989), "Ziemia wiecznej nadziei" (Lublin 1994).
W roku 1996 ukazał się zbiorek "Baśnie – Wspomnienia – Opowieści" w opracowaniu i ze słowem
wstępnym Jana Adamowskiego.358 Jego lektura zachwyca mnogością rejestracji tego, co tak niezwykle piękne,
charakterystyczne dla szczebrzeszyńsko – roztoczańskiego krajobrazu kulturowego; z dzieciństwa pamiętam
różne opowiastki mojej babci – Marianny z Mikszów Smotrowej (rodem z Sokołowki k. Frampola), echo
których odnalazłam w opowieściach poetki z Błonia.
W jednej z krótkich opowieści zatytułowanej "Obmywanie rosą płaczek "- Franciszka Boryta wymienia
nazwisko "Truszychy" – była to zapewne mieszkająca na Błoniu matka Józefa Trusza, albo jego żona,
zaprzyjaźniona z poetką - Maria z Romanowskich Truszowa, jej najbliższa sąsiadka – Borytowa często
przychodziła do mnie – wspomina Maria Trusz – pomagała mi pracach domowych, często mówiła swoje
wiersze..
"Baśnie – Wspomnienia – Opowieści" stanowią cenny przyczynek do poznania wierzeń, zwyczajów,
ludowej medycyny mieszkańców Błonia – dobrze że zostały opublikowane w fachowym opracowaniu prof.
Adamowskiego.
Buczko Maria
Urodziła się na południowym Podlasiu. Liceum Wychowawczyń Przedszkoli ukończyła w Chełmie, studia
pedagogiczne w Warszawie - przez 19 lat pracowała w przedszkolu i 11 lat w Studium Wychowania
Przedszkolnego w Szczebrzeszynie; w roku 1993 przeszła na emeryturę.
358
profesor nadzwyczajny UMCS, pracownik Zakładu Kultury Polskiej, od 2000 r. Kierownik Pracowni, a następnie
Zakładu Kulturoznawstwa, koordynator studiów kulturoznawczych, współautor programu i organizator studiów tego
kierunku; od 1. X. 2004 Dyrektor Instytutu Kulturoznawstwa wg. http://umcs.lublin.pl/pracownicy.php?id=865
Nasze miasto
Wiele w Polsce pięknych miast
I z pewnością każdy z nas
Chciałby jeździć tu i tam
Z mamą z tatą albo sam.
Wszędzie dobrze , gdzie nas brak.
Lecz my nie sądzimy tak.
Bo kochamy miasto swe.
Nasz Szczebrzeszyn z tym , co jest.
Przecież pięknie w naszym Szczebrzeszynie.
Gdy wezbrana rzeka wiosną płynie.
Kiedy latem kwitną piękne kwiaty.
Rozsyłają wokół woń bogatą.
Najjaśniejsze słonko w Szczebrzeszynie.
Dźwięczny śpiew skowronka w Szczebrzeszynie.
Najpiękniejsze róże w Szczebrzeszynie.
I Szczebrzeszyn właśnie z tego słynie.
Dzieci co mieszkają tu.
Znają dobrze śluzy szum.
Wiedzą gdzie źródełka są.
Na zamczysko chodzić chcą.
Wszystko szanujemy tu.
Nie łamiemy w parku bzów.
Zgodnie też bawimy się.
Bo kochamy miasto swe.
W naszym mieście tak dostojni goście.
Chwili takiej każdy nam zazdrości.
Pięknie dziś witamy miłych gości.
Bo Szczebrzeszyn słynie z gościnności.
Najjaśniejsze słonko w Szczebrzeszynie.
Dźwięczny śpiew skowronków w Szczebrzeszynie.
Jeszcze w Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie
I Szczebrzeszyn z tego słynie.
Zygmunt Krasny
Flis Stanisława.
Stanisława Flis żyła obok, po sąsiedzku ze znaną na Zamojszczyźnie Franciszką Borytową, która debiutowała
jeszcze w roku 1971. Obie rodem z Błonia - przedmieścia Szczebrzeszyna. Borytową "odkryto" -
wypromowano - jej wiersze, opowieści ujrzały światło dzienne kilka lat temu. O Stanisławie Flis dowiedziałam
się zupełnie przypadkowo - natrafiłam na jej ślad dzięki uprzejmości Marii Sudak też rodem z Błonia - to ona
wskazała mi adres zamieszkania córki Stanisławy Flisowej - Marii Kisiel, która zgodziła się udostępnić całą
spuściznę pozostałą po matce - brulion A4 zapisany jej utworami.
Co można powiedzieć o Stanisławie Flisowej - pisała zawsze do szuflady, gdy sąsiadka zbierała laury, ona
milczała. Z tym milczeniem odeszła. Pozostał wspomniany brulion zawierający cały jej dorobek. Jakie są te
utwory? Niektóre zachowują formę wiersza, inne nazwałabym po prostu wierszowaną prozą, jednak
niezależnie od formy w jakiej zostały napisane ważna jest ich treść, przesłanie jakie ze sobą niosą.
Jest tam jedna wielka prawda: życie, to rzecz cenna, dane nam raz należy szanować, bo człowiek to ktoś
wyjątkowy, wartościowy - zwłaszcza takiej profesji jak nauczyciel, ksiądz...: Nauczyciel wielkie słowo, w nim
nauka w nim potęga... ("Dzień Nauczyciela"). Ksiądz także jest ważny, potrzebny, zwłaszcza w
małomiasteczkowym środowisku. Jest siewcą - Bożego słowa ziarno sieje na niwie dusz, należą mu się więc
serdeczne życzenia by ze swej pracy zebrał plon wspaniały" ("Zakończenie religii"). Utwory Stanisławy
Flisowej są różnotematyczne - okolicznościowe, poświęcone uroczystościom kościelnym, refleksyjne,
patriotyczne i bardzo osobiste ukazujące całą duchową istotę tej kobiety - jej żale, radości, smutki, nadzieje na
lepsze jutro, stosunek do innych ludzi którzy odwiecznym prawem współistnienia pojawiają się w naszym
życiu...
Z utworów okolicznościowych na szczególną uwagę zasługuje wiersz "Dzień Kobiet" - dostrzega w nim
poetka uniwersalność kobiety w rodzinie, co jest zrozumiałe, ale Stanisława Flisowa idzie jeszcze dalej w
swoich rozważaniach. Oddaje kobiecie (żonie i matce) szczególnego rodzaju hołd przyrównując waleczność z
jaką pokonuje codzienne przeszkody do czynów wielkiego Juranda - jak on jest dzielna nie tylko w walce ale i
w przebaczaniu, a to świadczy o wielkiej szlachetności - "ona jak dzielny Jurand potrafi zapomnieć". Motyw
świąt kościelnych odnajdziemy w wierszu "Boże Narodzenie". Symbolicznym obrazem tych świąt jest drzewko
choinkowe, ale dla wrażliwej kobiety, wychowanej w realiach polskiej rzeczywistości nie jest to zwyczajna
sobie choinka - Stanisława widzi coś więcej; ta choinka jest cenna z innego niż świąteczny powodu - "bo ją
wychowała ojczysta ziemia kochana naszych braci Polaków krwią i potem przelana". Nutka patriotyzmu ,
nutka zadumy tkwi w tych kilku słowach...
Utwory Stanisławy Flisowej mają to do siebie, że zachwycają prostotą, trafnością spostrzeżeń. Pisane
prostym językiem bez wyszukanych przenośni, metafor skłaniają do refleksji na przeszłością, nad
poczynaniami człowieka, jego miejscem w ojczyźnie. Wszystko, co poetka dostrzegła, przeżyła jest tak samo
ważne dla niej jak i dla innych. Codzienność niesie ze sobą tyle problemów, trosk, że warto jej zdaniem mieć
kogoś, kto by tak razem z nami, wspólnie szedł i pomagał znosić, pokonywać przeszkody. Tego kogoś
odnalazła - ufa mu, bowiem on może przełamać trudności w naszym polskim życiu. Rysuje się w tym
momencie duchowy portret poetki - jest kobietą wierzącą o czym świadczy kilka utworów które "spięła "
jednym tytułem "Matko Częstochowska co masz tron swój w niebie". Obok wiary szczerej, głębokiej jest
refleksja nad życiem, nad przemijaniem - bo życie ludzkie wcale nie jest łatwe,raz się toczy z góry lekko bez
trudności, to znów w górę trzeba się wspinać zdobywając ciężko każdy krok przyszłości ("W dniu ślubu")
pojawia się i pytanie nurtujące każdego człowieka: co potem, co dalej? Autorka kończy ten "zbiorek" utworów
nigdzie dotąd nie publikowanych (gdyby pokusić się ot trzeba by dokonać rzetelnej pracy redakcyjnej) cyklem
wierszy zatytułowanym "Różne".
Całe życie pracowała na roli. Błonie to rolnicza miejscowość mimo że administracyjnie przynależąca do
Szczebrzeszyna. Tutaj uczęszczała do szkoły podstawowej - ze względu na trudne warunki ukończyła sześć
klas. Pisać zaczęła dość późno - na życzenie miejscowej nauczycielki - katechetki. Były to wiersze religijne,
które później wykorzystywano na różnych uroczystościach kościelnych; z biegiem czasu zaczęła pisać już na
życzenie wiersze świeckie, ludowe; wykorzystywano je w szkole.
Gdy jeden z nauczycieli miejscowej szkoły zwrócił Stanisławie Flis uwagę na słowa w wierszu o choince:
...chciałaś gałązkami chwycić niebios progu i wszystkie meldunki złożyć przed tron Bogu... proponując aby
słowo "Bóg" zmieniła, względnie usunęła - nie zrobiła tego, o co prosił, tylko ograniczyła się do pisania wierszy
świeckich, a jeżeli pisała na tematy religijne to tylko dla siebie odkładając to do szuflady i czekając na
zmiany..359
Warto zwrócić uwagę na utwory Stanisławy Flisowej - wyłania się z nich sylwetka kobiety światłej, bystrej
359
relacja córki – Marii Kisiel
obserwatorki tego, co wokół. Jest dużo ciepła, osobistego i emocjonalnego zaangażowania w to co pisze. To
jej świat - jej życie - trudne, nie usłane różami dlatego ciekawe. Poprzez pryzmat osobistych doznań, radości,
lęków Stanisława Flisowa postrzega drugiego człowieka, swego bliźniego; jest z nim w jego szczęściu i
kłopotach. Jest obok.360
czy umiesz kochać
czy umiesz kochać ojca i matkę
czy wiesz że oni kochają ciebie
czy im wzajemną miłość oddajesz
czy ich starości nie wstydzisz się
czy umiesz kochać wioskę rodzinną
pola i łąki pokryte zielenią
błękitne niebo duży parasol
rozpięty nad twoją ziemią
czy umiesz kochać ziemię ojczystą
która cię żywi swym chlebem
tunele kopalni fabryk kominy
co sterczą wysoko nad niebem
czy umiesz kochać tych co swe życie
stracili w krwawej wojnie
i tutaj w cieniu cmentarza
snem wiecznym śpią spokojnie
jeśli to wszystko potrafisz kochać
tak szczerze gorąco czule
to w twoich żyłach krew polska płynie
to umiesz kochać w ogóle
gdzie tak pędzisz
gdzie tak pędzisz dniem i nocą
zmordowany nie wyspany
dniem pracujesz w pocie czoła
nocą snujesz wzniosłe plany
tak na tym diabelskim wózku
mijają ci całe lata
gdybyś jechał wciąż przed siebie
byłbyś już na końcu świata
ale życie to nie strzała
wystrzelona w puste pole
twoje życie wciąż się kręci
w jakimś czarodziejskim kole
360
biogram Stanisławy Flisowej, oraz trzy wiersze jej autorstwa zaprezentował na łamach "Twórczości Ludowej" 2003
nr 3 (55) s. 27 Jan Adamowski.
dziś jesteś u szczytu sławy
żyjesz jak w bajecznym parku
gdy ci ktoś podstawi nogę
zjeżdżasz na złamanie karku
musisz zacząć znów od nowa
znów od podstaw znów od zera
zaczynałeś nie raz w życiu
spróbuj zacząć jeszcze teraz
w cieniu cmentarza
w cieniu każdego cmentarza
smutnie szumią drzewa
tu nikt się nie śmieje
wesoło nie śpiewa
spójrz na rząd krzyży
co stoją jak gęsty las
i pomyśl po takim krzyżem
złożą kiedyś i nas
spójrz na mogiłę ciemną
co ciało ludzkie kryje
pamiętaj każdy z nas umrze
każdy kto tylko żyje
ta ciemna mogiła kryje
ciało sługi Bożego
ta starca tamta młodzieńca
ta dziecka małego
tu siostra zakonna spoczywa
co żywot wiodła ubogi
z krzyżem na piersiach dziewiczych
odeszła w niebieskie progi
tu śpi snem wiecznym uczony
tam bogaty tam sierota uboga
wszyscy są tu równi
przed tronem najwyższego Boga
Polak pod Monte Cassino
kiedy odchodził na wojnę
w daleki nieznany świat
dzieckiem był prawie jeszcze
miał osiemnaście lat
w krwawej zawierusze
gdzie nędz ogień krew
trafiony został śmiertelnie
upadł pod jednym z drzew
ranny otworzył swe oczy
siła i woli ostatkiem
i znowu zamknął powieki
i cicho wyszeptał matko...
zakończył walkę i życie
i drogi swej krwawe szlaki
na jego świeżej mogile
zakwitły czerwone maki
rozmyślania pod choinką
choinko zielona choinko świecąca
jesteś piękna kolorowa i lasem pachnąca
cieszymy się z tobą
w tym kolejnym nowym roku
jesteś tak bliska tak wiele masz uroku
przeżyłaś wiele wśród leśnych ustroni
widziałaś więcej niż oko człowieka
nie zdradziłaś tego co do lasu uciekał
kto pod twymi gałązkami się ukrywał
ranny w boju w ich cieniu dogorywał
może obok ciebie chodził człek niedobry
może cudzoziemiec złośliwy i podły
lecz ty tajemnicy strzegłaś
rosłaś wyżej i wyżej do nieba
chciałaś gałązkami chwycić jego proga
prośby i meldunki złożyć u stóp Boga
nie dosięgłaś nieba
nie dosięgłaś obłoków
zaprosiliśmy ciebie do nas
by się cieszyć w tym nowym roku
Jurczykowski Jan
Mieszka w Szczebrzeszynie, który jest dla niego wszystkim - miastem rodzinnym, małą ojczyzną, miejscem na
Ziemi, gdzie czuje się najlepiej, które kocha ponad wszystko mieszka od zawsze
Oddaję memu miastu co mam najdroższego
Serce oddaję które przeżyło tak wiele
Na skrzydłach piosenki niech leci ulicami
Ludzki uśmiech chce widzieć nie żądam za wiele...
Obecnie przebywa na emeryturze, co daje mu wiele czasu na realizację swoich pasji, a ma ich Jan
Jurczykowski dwie: gromadzenie i opracowywanie materiałów z przeszłości miasta; szczególnie interesuje go
okres międzywojenny i lata okupacji - upamiętnia w swoich opracowaniach ludzi, miejsca ważne dla historii
Szczebrzeszyna. Jego wspomnienia i pochodzące z pieczołowicie gromadzonych zbiorów zdjęcia
publikowane były na łamach "Karty" nr 33 z roku 2001s.116, 118 – 119.
Drugą pasją pana Jana jest poezja! Pisze o sprawach na pozór zdawałoby się błahych, ale w zetknięciu z
otaczająca nas rzeczywistością, zakłamaniem, brakiem zrozumienia i szacunku człowieka do człowieka
poruszaną przez niego problematykę postrzegamy zupełnie inaczej. Jan Jurczykowski odsłania to, co przykre,
złe, trudne ale możliwe drogą ustępstw, tolerancji do zrealizowania. Można po zapoznaniu się z jego
twórczością "namalować" sobie psychologiczny portret autora, który o jedno tylko zabiega w tym nie łatwym
dla nas życiu - o prawdę: "widzę bo obserwuję ten nowy ład..., Darujcie staremu kilka słów prawdy. To nie jest
już moje życie, to nie jest mój świat..."Dużo miejsca w jego twórczości zajmują wiersze o tematyce stricte
myśliwskiej, a to z racji łowieckich zamiłowań i długoletniego członkostwa w Kółku Łowieckim.
Mój Szczebrzeszyn
Jaki urok w sobie posiadasz
Mieścino mała znad Wieprza rodem
Dążą ku tonie ludzie młodzi z nadzieją
Że z wiejskich karbów ich wyswobodzisz
Tutaj się żenią tutaj budują
Tu zakładają swoje rodziny
Dziecinne wózki zagęszczają chodniki
Handel rozkwita nie bez przyczyny
Okrasą miasteczka są młode mężatki
Zadbane szczęście z ich twarzy tryska
Ubiory ich godne litości
Krańcowe wymiary noszą
Delikatnością nie imponują
Swoim wyglądem i zachowaniem zwierzynę wokół płoszą
Mąż idzie przy nich też nowoczesny
Widać w nich troskę o byt rodzinnym
I starsze panie w tym nowym świecie
Powagę i swoje miejsce znają
Kapelusz czy jakieś oryginale czako
Uczesane fachowo głowę okrywają
Najgorszy wygląd mają podlotki
I to z żeńskiej i męskiej strony
Chcieli by zbudować świat w kolorze tęczy
Nie widzą jak jest upodlony
Nie chcą widzieć jak w niebezpiecznym okresie żyją
Jedno potknięcie całe życie kształtuje
Za złe czasem mają rodzicom
Lecz pod ich skrzydłem dziecko najlepiej się czuje
Szczebrzeszyńska miss
Oj dziewczyny, oj dziewczyny
To jest wina radnych gminy
Wyborów nie zorganizowali
Miss piękności nie wybrali
Tyle pięknych jest was wszędzie
W szkołach biurach na urzędzie
Na przystanku i chodniku
Smukłych ciał chodzi bez liku
Nie brak tez pań w średnim wieku
Że mniej smukłe lecz człowieku
Kształty też im wypiękniały
Rodzą dzieci wiek dojrzały
Tym mężowie nie pozwolą
Przed publiką chodzić nago
Choć się w listki dekorują
Mężów w tym nie przekonują
Podwyższyli wszystkich sporo
O was myśleć im nie skoro
Jakby przegląd się robiło
Latem wesel by przybyło
Myśliwy
Szło się do domu niosąc na trokach
Naście kuropatw w szarym kolorze
Czasem kaczor lub kogut bujał się u boku
Swe zdolności myśliwskie podkreśla jak może
Zające też się kupiło po ostatnim miocie
Szczęście nie zawsze dopisuje przecie
Najgorsze to opinia sąsiadów
Żona myśliwego zrozumie sąsiedzi nigdy na świecie
Nastała zima śnieg obfity temperatury zmienne
Dokarmić zwierzynę tego etyka od myśliwego wymaga
Nie rzadko w pracy bierze się z urlopu godziny
By rzucić coś zwierzynie która nie ma jedzenia
W zadymkę zimowa na wiązkach koniczu
Saniami jedziemy wśród drzew drożyną
Po kilka buraków zostawiamy wśród przydrożnych krzaków
Odpady zbożowe to najlepsza karma dla łownych ptaków
Kimaczyńska Józefa
Urodziła się i wychowała na Brodach k/Szczebrzeszyna - z domu Kołcon; po wyjściu za Kimaczyńskiego
zamieszkała w Szczebrzeszynie. Nie wyróżnia się niczym specjalnym spośród mieszkańców miasta poza tym,
że pisze... wiersze; jak bardzo są interesujące i warte upamiętnienia przekonałam się słuchając jej recytacji, z
tego też powodu zamieszczam dwa ( tytułem "ocalenia od zapomnienia" ) w niniejszej pracy
życie to szkoła
kiedy wyrośniemy to życie jest jak szkoła
czasami jest smutna, czasami wesoła
bo nigdy nie wiemy co nam los wyważy
lecz zawsze musimy stać czujnie na straży
bo nigdy nie wiemy co nam los uczyni
czasem się czujemy jakby na pustyni
idąc przez życie często są wyboje
a przejść taką drogą to łatwiej we dwoje
czasem są w drodze głębiny nieznane
lecz my idziem dalej nie patrząc na ranę
bo życie to piękne i pełne uroku
ale często w życiu łza się kręci w oku
życie jest piękne jak kwitnąca róża
ale jakże często tylko jak burza
bo nie zawsze w życiu jest osoba druga
samemu przejść drogę to podróż za długa
czasem narzekamy na ten los ubogi
czasem by się chciało ukrócić tej drogi
nikt nam nie pomoże w szarej nocy mroku
tylko Maryja stojąc przy jej boku
ona nam pomoże słońce nam zaświeci
ale czasem gorzko jak dorosną dzieci
bo czasem życie popląta wiatr
ale to trudno bo taki jest świat
nawet w pochmurne deszczowe dni
kiedy krzyż ciężki trzeba brać
to nam Maryja dodaje sił
byśmy pod krzyżem mogli stać
spojrzyj Maryjo na te nasze sprawy
uproś swego Syna o wyrok łaskawy
rodzina
nie było tak dobrze jak teraz
jak sobie przypomnę bolało mnie nie raz
mam cztery córki najstarsza umarła
bo do niej choroba ta groźna dotarła
pracując w szpitalu bo położną była
ze swego zawodu zawsze się cieszyła
jak pomyślę o niej to mi pęka głowa
ze poszła do trumny jak żołnierz bez słowa
a trzy córki żyją dobrych mężów mają
ja się z tego cieszę że mnie odwiedzają
mam jednego syna ma żonę ma dzieci
ja się z tego cieszę że im słonko świeci
rzadko mnie odwiedza bo często nie może
pracując w klinice nie może być w drodze
mam dwanaście wnucząt jeden niedaleko
nazywa się Łukasz co mieszka nad rzeką
on się wyróżnia swoim charakterem
całej rodziny on jest przyjacielem
często do mnie przyjdzie często mnie odwiedzi
nie mając zbyt czasu tez niedługo siedzi
jak piękne jego miłe słowa
niech mu wynagrodzi matka i królowa
i pilnie się uczy bo chodzi do szkoły
zawsze jest radosny zawsze jest wesoły
patrząc na niego to widzę w nim wszystko
i nic się nie boję bo Łukasz jest blisko
i jeszcze wszystko widzę choć mam okulary
i ludzi fałszywych bez Boga bez wiary
Maria Kisiel
Córka Stanisławy i Pawła Flisów urodziła się 20 maja 1951 roku w Szczebrzeszynie. Szkołę podstawową
ukończyła na Błoniu, średnią - Liceum Ekonomiczne o specjalności "wiejski obrót towarowy" w Tarnogrodzie .
Urodziła dziewięcioro dzieci.
Pisać zaczęła w grudniu 1999 roku po powrocie z Częstochowy, gdzie uczestniczyła w proteście "obrona
Radia Maryja"; a było to tak: córka poprosiła, by napisać jej jakiś wiersz na wyraźną prośbę nauczycielki
Krystyny Czerwińskiej rodem z Kwęczyna; po tym wierszu powstał następny dla drugiej córki. Właściwie to
miałam napisać tekst prozą na temat "przejście z tego świata na tamten świat" na podstawie trenów Jana
Kochanowskiego – opowiada Maria Kisielowa - ale ja tym już żyłam i zamiast prozy napisałam wiersz - i tak
się zaczęło.
Maria z Flisów Kisielowa pisze do szuflady - jej utwory nigdzie dotąd nie były publikowane. Jest
przekonana, że w tym co robi pomaga jej Matka Boża Częstochowska. Są to wiersze religijne,
okolicznościowe; poetka czynnie zaangażowana jest w ruchu obrony życia poczętego - ten motyw pojawia się
dość wyraźnie w jej twórczości. Dużo miejsca poświęca ukochanej rodzinnej wiosce i położonemu nieopodal
grodowi chrząszcza - Szczebrzeszynowi. Wiersze są rozległe - jak rzeka - nie umiem inaczej pisać - mówi
Maria Kisiel - swoje myśli muszę do końca wypowiedzieć. To, co mnie boli i cieszy, to czym żyję pragnę
przelać na papier; wszystko chciałabym zapisać. Pragnę pisać o tym, czego już nie ma (dawne wiejskie
żniwa, znikające słomiane strzechy, stare sprzęty...)
Warto jest wracać wspomnieniami...
w wieczornej księżyca poświacie
gdy spokój i cisza w koło zalegają
moje myśli krążą gdzieś w przeszłości
aż z lat dziecięcych wspomnień dobiegają
z każdym rokiem moja wiejska okolica
zmienia swoje i tak piękne oblicze
zmienia krajobraz warunki życia naszego
wszystkiego już pewnie nie policzę
zaginęły już niskie drewniane stodoły
pokryte szarymi słomianymi kiczkami
a na podwórzu żelazne okrągłe kieraty
dziwnie poruszane zaprzężonymi koniami
nie słychać już odgłosów drewnianych cepów
którymi młocarze zboże swe młóciły
dudniących wozów z drewnianym kołami
które to zboże do stodół zwoziły
zamilkły podwórka pełne radości i zabaw
które rozbawiona dziatwa wypełniała
piękna nasza szkoła z trudem budowana
pod wpływem nieudolnych rządów na zawsze opustoszała
porosły wysoką trawą nasze ścieżki
które swymi skrótami w pole prowadziły
nasze gwarne i ludne niegdyś ulice
przeróżne samochody warkotem swym wypełniły
betonowa studnia z której tak często korzystano
stoi dziś bezczynnie gdzieś z boku
swoim wyglądem pokolenia przyciągać będzie
dodając podwórzom pięknego uroku
wszystko co stare i bezużyteczne
z każdym rokiem nabiera cennych wartości
swoim wyglądem i dziwną obsługą
budzi w nas tak wiele ciekawości
stare garnki, żelazka, niecki, kołowrotki
gdzieś przed laty bezmyślnie porzucone
dziś stają się wielkim skarbem
odnalezione i starannie odnowione
dlatego warto jest wracać wspomnieniami
do każdej minionej już przeszłości
szanować wszystko co wartość miało
i wszystkiemu okazywać wiele miłości
bo ludzie szybko odchodzą mijają wieki
czas ciągle biegnie przed siebie jak strzała
szanujmy więc wszystko co nas otacza
by historia kiedyś wiele wspomnień miała
Zapłakał bocian na pogorzelisku
kiedy Pan Bóg piękny świat swój stwarzał
każdego dnia w dniu stwarzania słowa powtarzał
"niech się stanie" i jako dobre oceniał gdy się stawało
oto swój początek każde stworzenie od Stwórcy miało
i tak trzeciego dnia ziemia piękną roślinność swą wydała
by wartością swych owoców różne zwierzęta utrzymała
piątego dnia od ptactwa i innych istot aż się zaroiło
Pan Bóg im błogosławił by się dalej ich wiele mnożyło
temu wszystkiemu przez długie wieki błogosławił Bóg
abyś tym darem dziś ze swym pokoleniem cieszyć się mógł
tysiące lat od stwarzania świata Bożego mijało
tysiące istot żywych cudownie się rozmnażało
uwierzyć dzisiaj nam trudno jak to kiedyś było
dla wszystkich zawsze i wszędzie pokarmu starczyło
bo świat Bogu ufał i wielką wdzięczność mu zanosił
wielkie łaski otrzymywał zanim jeszcze o nie poprosił
Pan swoje stworzenia wielką darzył miłością
bo go sławił zwyczajną prostą ludzką wdzięcznością
z latami dopiero owoc grzechu pierworodnego
doprowadził do manipulowania bogactwa świętego
dzisiaj do kierowania światem doszły pomysły komputerowe
na swoją rękę każdy próbuje świat tworzyć na nowo
na swoją rękę na nowo świat tworzyć każdy próbuje
ale nie każdy do Stwórcy swój wzrok dziś kieruje
świat kiedyś bogaty i piękny w swoim przepychu umiera
niszczy go człowiek i wielkich wynalazków era
bo zapomniano dziś już o Bogu Wielkim Stwórcy Jego
dlatego to dochodzi do samo wyniszczenia świata tego
oto jeden z takich występków jakich bywa wiele
uczynili na powitanie wiosny nierozsądni niszczyciele
z żartów bądź niewiedzy takiego się czynu dopuścili
suche łąki i pastwiska tak po prostu podpalili
płoną ciągle łąki pastwiska i leśne ustronie
cała flora i fauna w ogniu wielkim płonie
z takich bagatelnych pomysłów ofiary ludzkie tez bywają
a piękne zielone kobierce w zgliszcza się zamieniają
swoją duszącą czarnotą pokrywają się łąk połacie
czy przyrody nie znacie czy jej już nie kochacie
a przecież Bóg powiedział "czyńcie sobie ziemię poddaną"
to dlaczego ją niszczycie darmo wam daną i kochaną?
smutne i bolesne pytanie dziś nam na usta nasze napływa
dlaczego więc tu tyle ptactwa aż z krajów dalekich przybywa
po co przybywasz bocianie pierwszy zwiastunie wiosny
gdy cię o to wita łąk naszych tak widok żałosny?
i stoi biedny bocian na sczerniałej łące
i pyta gdzie się podziały żaby moje skaczące
gdzie się podziały gryzonie i inne robactwa
co to się stało? Wokoło jakieś czarne dziwactwa
i chodzi bocian zdziwiony daleko sięga wzrokiem
na opuszczonej z bólu głowie spłynęła wielka łza pod okiem
wychodzi ponownie nazajutrz i długo jeszcze będzie
ale na próżno, pokarmu tam już tego lata nie zdobędzie
i wiele czasu upłynie teraz przyjacielu mój kochany
zanim się zabliźnią zniszczenia takiego rany
zanim roślinność do wyglądu swego powróci
niejednokrotnie twe serce bocianie z głodu się zasmuci
na próżno człowiecze twe oko wypatrywać będzie
bociana lecącego szczęścia i powodzenia w przyszłości ci zwiastującego
to zbrodnia wielka czynić takie powitanie
kiedy on swa obecnością wita Matki Bożej zwiastowanie
bo nadejdą czasy może już w niedalekiej przyszłości
że żaden bocian na polskiej ziemi nigdy już nie zagości
natomiast w którąkolwiek stronę skierujesz wtedy swe ucho
wokół cisza i pustka będzie a wszędzie głucho, głucho
a więc niech w piersiach twoich bije Polaka serce
niech stworzone do życia bociany nie giną w poniewierce
niech z radością do swojej ojczyzny z dalekiego świata zdążają
wiosennym klekotanie witając cała Polskę pozdrawiają
aby już nigdy nie zastały tak okropnego pogorzeliska
lecz kwieciem i zielenią pokryły się łąki i pastwiska
a w nich niech się kryją żab i owadów różne roje
którym bocian karmić będzie głodne pisklęta swoje
Każdy od czegoś odchodzi
Odchodzenie to jedno proste słowo
jak wiele może w życiu znaczyć
przez nie szczęście można uzyskać
lub wieczność można utracić
Pierwszy raz w swym życiu
dziecko z radością odchodzi
opuszczając na zawsze łono swej matki
gdy się na świat ten piękny rodzi
Czas szybko jak zawsze upływa
dziecko dojrzewa i w latach swych wzrasta
trzeba myśleć o nauce i przyszłości
opuszcza więc dom i dla nauki odchodzi do miasta
Kształci swój umysł zdobywa tytuły
w urzędach pracę swą podejmuje
odchodzi na dłużej z gniazda rodzinnego
gdyż praca i obowiązek go potrzebuje
Kiedy miłość dojrzewa w nim
i dwa serca ku sobie się łączy kapłan stułą na zawsze już
sakramentem małżeństwa w jedno je połączy
I znowu odchodzenie bywa nowe
gdy już we dwoje w życie wyruszają
opuszczając matkę ojca swego
którzy sami sobie pozostają
w życiu często nieraz też się zdarza
łamiąc sakrament jedno od drugiego odchodzi
przekreśla miłość sobie ślubowaną
nieważne że dziecku swemu przez to szkodzi
Łzy matczyne często syna żegnają
gdy służyć ojczyźnie swej odchodzi
żegnają również z miłością swe dzieci
w których powołanie do służby Bogu się rodzi
Wówczas niejedna siostra czy brat
odchodzi by spełniać w powołaniu Bożą wolę
odchodzi by na niwie ludzkich dusz
pod zasiew Słowa Bożego przygotować rolę
Od kratek niejednego konfesjonału
powstaje biedny grzesznik skruszony
zrzucając win swoich brzemię
odchodzi z Bogiem zjednoczony i uzdrowiony
Być może odchodzi matka i ojciec
pozostawiając płaczące dzieci sierotami
odchodzą dziadkowie znajomi
gdy Bóg staje ze swymi wyrokami
Każdy z tego świata odejść musi
gdyż taki jest koniec życia naszego
żegna swych bliskich i wszystko wokoło
odchodzi na zawsze do życia wiecznego
Idąc za życia ziemskiego losem
zawsze od czegoś przez życie odchodzimy
ale spiesząc z Bogiem ku wieczności
swe serca w radości z Nim zjednoczymy
Gorsza tragedia spotyka człowieka
gdy wciąż odchodząc błędną drogę znajduje
odchodzi od korzeni chrześcijańskiej wiary i Boga
a szatan o niego walcząc ku sobie zjednuje
Takie odchodzenie ból duszy przysparza
i niewiele szczęścia na tym kontrakcie zyskuje
szczęśliwą wieczność traci u Boga
a diabeł czeluście piekielne od zaraz przygotowuje
Kitka Jan
Pracuje i mieszka w Niedzieliskach - jestem z wykształcenia tokarzem, zawód wykonywany - dyżurny ruchu na
LHS - ie a moje hobby to rzeźbiarstwo - opowiada o sobie. Rzeźbię już od 15 lat, motywy ludowe związane ze
wsią, z pracą na roli, świątki. Robię w lipie bo to jest najlepszy materiał do rzeźbienia - dobrze mi się w nim
robi dłutem, nie łupie się, wyjątkowy materiał.
Wystaw jako takich raczej nie mam, pokazuję swoje prace z okazji dożynek (gminnych, powiatowych).
Nagród żadnych. Nie jestem profesjonalistą. Nikt dotychczas mnie nie "odkrył", nie wypromował, ale to
zupełnie mi nie przeszkadza w tworzeniu. Jestem artystą niezależnym, nie należę do Stowarzyszenia
Twórców Ludowych.
Jeśli ma się talent to temat zawsze się znajdzie. Obserwuję otaczający mnie świat, przyrodę - czasem
zrobię jakieś zwierzątko, czasem jakąś postać związaną ze wsią, czy coś z opowieści. Lubię robić Żydów, co
nie znaczy że ich pamiętam. Jest to temat raczej lubiany przez rzeźbiarzy, robię świątki. Lubuje się w rzeczach
dużych, plenerowych rzeźbach. Wyżywam się jak wezmę kloca potężnego i coś robię piłą spalinową - mam
rzeźby wykonane tylko i wyłącznie piłą spalinowa.
W okresie letnim udaje mi się czasem coś sprzedać. Marzy mi się, by kupić starą chałupę, zrobić w niej
skansen, zapraszać wycieczki, zorganizować kuchnię regionalną. Wiem, że w naszych władzach
samorządowych są ludzie przygotowani do promowania tego typu działalności, tylko nic nie robią w tym
kierunku - a dlaczego to już nie wiem.
opracowała Regina Smoter Grzeszkiewicz
Kołodziejczyk Piotr
Informacje o życiu i twórczości Piotra Kołodziejczyka zaczerpnięte zostały za zgodą artysty z jego strony
internetowej: http://www.kolodziejczyk.art.pl/
Piotr Kołodziejczyk - urodzony w Szczebrzeszynie w 1974 r. Malarstwem zajmuje się od 1990 r. W latach 1989
-90 uczył się podstawowych zasad warsztatu malarskiego u artysty – plastyka Krzysztofa Tomczyka. W
okresie 1995 - 1996 roku tworzył pod kierunkiem instruktorki Anny Kaznowskiej. Związany z krakowskim
.
środowiskiem artystycznym Piotr jest samoukiem, ale niezwykły talent jakim obdarzyła go natura daje znać o
sobie na każdym kroku. Swój warsztat artystyczny doskonali od 1990 roku - piękna i urozmaicona
krajobrazowo okolica Szczebrzeszyna nie pozostała bez wpływu na twórczość Piotra. Latem artysta z płótnem
i kasetą farb pod pachą przemierza okolice miasteczka w poszukiwaniu inspirujących go motywów,
meandrująca pośród zdziczałych łąk rzeka, niewysokie przepasane zbożem i lasami wzgórza, czy rozległe
pod daleki horyzont zielone doliny, to tematy jego letnich plenerów. Większość tych obrazów utrzymana jest w
ciepłej, miodowej gamie kolorów słonecznej jesieni. Zimą Piotr zamyka się w swej urokliwej, paryskiej w
klimacie pracowni, pośród wielu tajemniczych sprzętów – rekwizytów jego malarskich kompozycji, gdzie
zapach kawy miesza się z terpentyną, artysta maluje starannie układane przez siebie martwe natury. Tu
powstają portrety jego młodej modelki oraz studia własnej twarzy odbitej w starym lustrze.
Szeroka, różnorodna i bardzo klasyczna jest tematyka obrazów Piotra. Tematyka podejmowana przez
wielu malarzy od wieków - szeroka i niewyczerpalna, tak jak niewyczerpalna jest siła, piękno i tajemnica
natury, która jest ciągłą inspiracją i natchnieniem malarza. To czyni z Piotra ciekawego i rozwijającego się
Artystę – napisał o Piotrze Kołodziejczyku Mariusz Drohomirecki.
Kowalik Stanisława
Stanisława z Tomaszewskich Kowalikowa urodziła się 17 grudnia 1937 roku w Sąsiadce, okupację przeżyła z
rodzicami w w rodzinnej wsi - jej ojciec był czynnie zaangażowany w walkę z Niemcami - walczył w szeregach
Batalionów Chłopskich.
Ukończyła Technikum Rolnicze w Zamościu, w jej pamięci zachowało się słowo jakim w latach
sześćdziesiątych XX wieku określano absolwentów tej szkoły - "byczodoje". Pracowała w wyuczonym
zawodzie - początkowo jako agronom w Urzędzie Gromadzkim w Radecznicy, później na stanowisku
kierownika gospodarstwa rolnego w Państwowym Szpitalu w Radecznicy, trochę w handlu (osiem lat).
Podczas pracy w Radecznicy bywała częstym gościem w miejscowej gromadzkiej bibliotece prowadzonej
przez Stanisława Zybałę - była osobą oczytaną - wspomina Stanisław Zybała i świetną gawędziarką. Będąc w
bibliotece lubiła sobie porozmawiać o aktualnych sprawach, o nowościach wydawniczych oraz o klasykach
literatury nie tylko polskiej. Jej mąż był nauczycielem, napisał nawet pracę licencjacką o Radecznicy, chyba
pod tytułem " Osada Radecznicka" (dostępna jest w Bibliotece Publicznej Gminy Radecznica). Kowalikowie
mieszkali w Radecznicy na osiedlu przyszpitalnym, które Stanisława nazywała czegoś osiedle "Jaśmin"; z
Radecznicy wyjechali do Szczebrzeszyna (1974) i tu już moja wiedza o nich urywa się...
Stanisława Kowalik zaczęła malować po przejściu na emeryturę - swoją artystyczną obecność w życiu
Szczebrzeszyna zapisała na krótko - jej pierwsze prace powstały w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego
stulecia, zmarła w 2000 roku - malować zaczęła po przejściu na emeryturę, tak dla zapełnienia wolnego
czasu, powiedziała kiedyś w jednej z rozmów. Pierwszych lekcji rysunku udzieliła jej instruktorka miejscowego
Domu Kultury - Anna Kaznowską. Z czasem pomiędzy przyszła animatorką kultury (Anna kończyła wówczas
Wyższą Szkołę Pedagogiczną w Częstochowie o kierunku wychowanie plastyczne) a początkująca malarką
zadzierzgnęła się serdeczna przyjaźń, która trwała do ostatnich lat życia Stanisławy.
Tematem jej płócien były martwa natura, pejzaże, trochę zajmowała się tkaniną artystyczna. Malowała
głównie latem. Zimą uczyła się malować akwarelą - tematyka różnorodna, architektura, pejzaże, postaci.
Tworzyła jako osoba niepełnosprawna, i ze względu na to, by zabić bezczynność z powodu kalectwa. Prace
są w większości zostały znajomym i przyjaciołom, znajdują się w prywatnych zbiorach.
Oddanie się malarstwu było spełnieniem jej marzeń, których nie mogła wcześniej realizować ze względu
na całkowite oddanie się rodzinie i pracy zawodowej. Choroba w niczym nie przeszkadzała w późniejszej ich
realizacji - to małe utrudnienie, ale nie przeszkoda dla osoby o tak ogromnej energii i głębokiej duszy.
Zdarzało się tematem jej prac były obrazy jej wspomnień i snów, w których zamykała często siebie. Jej
malarskie zapiski nie pozwalały przejść obok nich obojętnie. Ta ich szczególna energia... Tacy ludzie jak pani
Stasia do końca pozostają w naszej pamięci - wspominają Stanisławę Anna i Janusz Kaznowscy.
Pierwsza wystawa prac Stanisławy Kowalik miała miejsce na wiosnę 1994 roku. W lipcu 1999 roku na II
Międzynarodowym Plenerze Malarskim dla Osób Niepełnosprawnych w Górowie Iłowieckim zdobyła nagrodę
Euro - Fundacji Bałtyk. Nagrodzona została z pracę Martwa natura - obraz został zakupiony do prywatnej
kolekcji w Niemczech. Uczestnicy Pleneru a więc również i Stanisława otrzymali List Gratulacyjny od
Wojewody Warmińsko - Mazurskiego, sygnowany datą 19 lipca 1999 roku w Olsztynie.
Niechaj Monika
Urodziła się w 1977 roku w Szczebrzeszynie. Z wykształcenia jest magistrem inżynierem ochrony środowiska.
Malarstwem zajmuje się od 1999 r., a od 2001 r. bierze udział w zajęciach plastycznych w Klubie Amatora
Plastyka w Szczebrzeszynie. Tu pod kierunkiem instruktor plastyki Anny Ciebień poznała tajniki batiku i
zaczęła tworzyć w tej technice. Zajmuje się też twórczością w dziedzinie malarstwa olejnego, rysunku i grafiki.
W 2004 r. wzięła udział w konkursie wojewódzkim "Triennale Sztuki - malarstwo 2004", otrzymała wówczas
otrzymała nagrodę specjalną za batik "Matka Boska Nieustającej Pomocy"
 w 2005 r. otrzymała I nagrodę na "Triennale Sztuki – grafika 2005" za linoryt "Brat pojednania".
 w 2005 r. uczestniczyła w plenerze malarskim w Rafailovici w Czarnogórze i w 2007 r. w Kokkino w
Nero w Grecji. Poza tym prezentowała swoją twórczość na 9 indywidualnych wystawach:
 2005 rok – Szczebrzeszyn, Hrubieszów, Zamość. 2006 rok – Lublin, Tarnogród, Zwierzyniec,
Szczebrzeszyn, Łuków. 2007 rok – Warszawa.
 swoje prace Monika Niechaj prezentuje również na wystawach zbiorowych, które kolejno miały
miejsce w: Lublinie – rok 2004, 2005, Szczebrzeszyne, Krakowie – rok 2007.
Pietruszyńska Maria
Prywatnie wdowa po Bronisławie Pietruszyńskm, znanym w środowisku szczebrzeszyńskim (i nie tylko)
twórcy "zielonych" sal gimnastycznych. Mieszka w Szczebrzeszynie, "maluje" igłą i nitka; swoje prace (obrazy,
przeważnie o treści religijnej, makatki,serwetki, odzież) tworzy stosując zarówno haft płaski, jak i haft
Richelieu. Maria Pietruszyńska jest samoukiem, pracuje w zaciszu domowym "stąd ich wyciszony charakter"
361
Przysada Maria
Żyła w latach 1905 – 1982, urodzona w rodzinie chłopskiej już od najwcześniejszych lat miała bezpośredni
kontakt z przyrodą, znojną praca na roli, co zaowocowało cyklem wierszy poświęconych rodzinnym,
roztoczańskim pejzażom, ale nie tylko. Maria Przysadowa była doskonałym obserwatorem międzyludzkich
relacji, często odnajdujemy w jej utworach specyficzną nutkę zadumy nad sensem życia. Poetka jest osobą
wierzącą – kocha Boga i ufa mu, co tak bardzo wyraźnie można odczytać z jej wierszy. Stwórcy jest wdzięczna
za wszystko czym obdarowuje ją i najbliższych...
Staraniem Stowarzyszenia Przyjaciół Szczebrzeszyna z ciekawa notką biograficzną autorstwa syna poetki
– Aleksandra Przysady wydany został w 2007 zbiorek jej wierszy zatytułowany "Ścieżkami przeszłości...
Szczebrzeszyn" – inne utwory, bo napisała ich w swoim życiu bardzo dużo czekają na publikację. Z
omawianego tomiku wybrałam kilka :
Jesień
Moja jesień cała w złocie
zamroziła wszystko mi
Jeden kwiatek jakby w locie
pozostał na szare dni
Człowiek
To nie ten człowiek zacnym się nazywa,
co swoja wyższość na siłę zdobywa,
Ale ten człowiek zacny,
co drugiemu z pomocą przybywa.
Rada
Wroga nie ubłagasz. Przyjaciela nie obrazisz
Głupiemu nie zadasz. Mądrego nie zdradzisz
Ale przyjaźń utracisz. A krzywdą się nie wzbogacisz
Ryń Aniela
Mieszka w Niedzieliskach – mam 68 lat - mówi o sobie – wykształcenie średnie, ukończyłam Technikum
Służby Plantacyjnej w Zamościu. Pracowałam w zakładach Tłuszczowych "Bolmar" w Bodaczowie jako
specjalistka d/s rozliczeń . Obecnie jestem na emeryturze.
Z kilkunastu nadesłanych przez Anielę Ryń wierszy wybrałam kilka. Są proste w swej treści (rymowane),
przekazują uczucia i miłość poetki do tego, co najbliższe jej sercu - ziemia ojczysta, wioska rodzinna, papież
Polak. Ciekawe są wiersze o zmieniających się porach roku, pogodzie, to jakby odzwierciedlenie emocji
autorki wrosłej najbliższy jej krajobraz - małą niedzieliską ojczyznę.
***
Pytasz, co mnie jeszcze tutaj trzyma
gdy odeszli moi bliscy już
ja ci powiem, że mi pachnie moja ziemia
jestem wierna mojej ziemi tak jak stróż
361
Wernisaż. Chrząszcz. Organ Stowarzyszenia Przyjaciół Szczebrzeszyna. Wrzesień 2007, nr 9(2), s. 8
Tutaj żyją bardzo bliskie mi osoby
moja mama, ojciec, siostra no i dziad
tutaj rosłam, tutaj żyłam , tutaj wiedzę też zdobyłam
tu wchodziłam w ten nieznany świat
Tutaj mieszkam w mym drewnianym starym domu
od młodości w mej rodzinnej pięknej wsi
tu nie wadzę, nie przeszkadzam ja nikomu
tu spokojnie życie płynie mi
W całym świecie nie ma drugiej takiej ziemi
takich kwiatów, łąk zielonych ni pól
chce być wierna Niedzieliskiej mojej ziemi
by nie gościł w moim sercu smutek, ból
***
Pusto się robi na polach
tylko wiatr po nich hula
a wkrótce z drzew liście opadną
nie można się nad tym rozczulać
Bo taka jest kolej rzeczy
iż pory roku się zmieniają
jedna po drugiej przychodzi
i tak już pozostają
I Tak jest z naszym życiem
tak jak z porami roku
mówimy tylko ciągle
dotrzymać sobie kroku.
Noc
Za oknami noc głucha
deszcz ze śniegiem o szyby dzwoni
a z pieca wesoło ogień bucha
zagłusza wiatr co po polach goni
Ciepło, przyjemnie siedzieć tak z rodziną
pomimo że ziąb jest na dworze
a tu chwile spokojnie płyną
dzięki i za to Boże
Dzięki Ci za to mój Boże
iż jestem na tym świecie
jako maleńko okruszek
a jednak Twoje dziecię
Strata
Nie mamy naszego Papieża
pożegnał on już ten świat
powołał go Bóg do wieczności
On wkroczył już w inny świat
Stanął na progu niebieskim
stamtąd już blisko do Boga
oby na jego drodze
nie stała żadna przeszkoda
żeby mógł tam, zza światu
ciągle nam pomagać
i swoje pomocne dłonie
na nasze głowy wkładać
by Pan Bóg wysłuchał modłów
które do Boga zanosi
i o lepszą przyszłość dla Polaków prosi
by Polska była Polską
a Polak był Polakiem
ciągle Cię tak pamiętamy
i zawsze widzimy takim
Trusz z Romanowkich Maria
Mieszka na Błoniu. O jej twórczości słyszało niewiele osób - prace - głównie kwiaty, krajobrazy, nie istniejąca
już błońska chałupka nie były dotąd pokazywane szerszej publiczności. Być może ta krótka notatka zachęci
Marię Trusz do wyjścia poza opłotki, do czego serdecznie zachęcam, bowiem jej płótna warte są prezentacji.
Wędzicha Zuzanna Teresa
Jej pasją jest malowanie – przepiękne roztoczańskie krajobrazy cieszą oko i duszę swoim niepowtarzalnym
urokiem – w podstawówce rysunki nie sprawiały mi kłopotu – mówi o sobie Zuzanna Wędzicha. W Liceum
Pedagogicznym w Szczebrzeszynie nudząc się na rosyjskim rysowałam portrety kolegom aby nie drzemać,
bo ciągle miałam niskie ciśnienie a wówczas kawy nie pito... Prace Zuzanny Wędzichy prezentowane były w
2007 roku w Miejskim Domu Kultury w ramach cyklicznych spotkań "Znani i Nieznani".
Malarka znana w środowisku szczebrzeszyńskim jako organizatorka Stowarzyszenia Miłośników
Szczebrzeszńskiego Parku Krajobrazowego próbuje również pisać wiersze – z nadesłanych kilku utworów
wybrałam jeden :
Rajd rowerowy
Jeśli chcesz poczuć pocałunek wiatru
w pogodny dzień
wskocz na rower
miń głęboki wąwóz i jedź coraz wyżej
Gdy osiągniesz miejsce
stań, rozejrzyj się wokół
Czujesz się jak zdobywca szczytu
Miasto, pola zarośla
przeplatane wstążkami dróg
Teraz jesteś kimś, piękna przestrzeń
ptaki świergolą
towarzyszą ci aż do lasu cetnaru
Wiatr tak miło muska ci twarz
Tam świat inny, czujesz strach
bo słupy drzew zbyt wysokie
nie przerażaj się
Popatrz w dół zwinna wiewiórka
wygląda zza drzew rozweseli cię.
Ta stroma ścieżka szybko mija
bo koła pędzą zbyt szybko
I już domostwa
czujesz się bezpiecznie swojsko
droga prowadzi wprost
do ławki przy świerkach
koniec przeprawy
czujesz zapach ogniska...
***
Prezentowany poniżej wiersz "Polne zaloty" przekazany został dla potrzeb niniejszej publikacji przez
Bogusława Garbacika , stanowi ciekawe spojrzenie na zwykłe zdawałoby się zboże, które , wiadomo –
potrzebne, bo mąka, bo chleb..., ale anonimowy autor dokonał czegoś więcej – ukazał nie tylko jego
pospolitość ale i urodę, wdzięk; nadając cechy ludzkie ożywił, dzięki czemu możemy niemal słyszeć owa zbóż
rozmowę, zrozumieć polnych sens zalotów. Jest jeszcze jeden miły element tej "zalotności" - pachnący,
zbożami szumiący roztoczański krajobraz...
Polne zaloty
Rosław polu pszenica
Piękna, okazała
Dumna ze swej urody
Żniwną pieśń śpiewała
Przechylała kłosy
z wdziękiem, jak dziewczyna,
Z polnym towarzyszem,
rozmów nie zaczyna.
Sąsiad – jęczmień młody,
chciał męskością błysnąć,
Pszeniczko – spójrz proszę,
Pozwól się uścisnąć.
Na Ciebie od dawna,
spoglądam z czułością,
Spójrz na mnie,
Nie gardź mą miłością.
Pszenica wiatr powiał,
Kłosami do góry,
Jęczmieniu – Ty do mnie,
Zachodzisz w w konkury?
Ty jesteś za mały,
Ty jesteś za niski,
Masz za długie wąsy,
I jesteś ościsty.
Z Ciebie tylko kasza,
Albo jakieś piwo,
Też pomysł Pszenica wygięła się krzywo.
Ucieszył się owies,
Słuchając rozmowy,
I już do pszenicy,
Konkurent gotowy.
Pszeniczko – spójrz na mnie,
Wyrosłem – nie kłuję,
Ja Cię kiściami,
miękko wycałuję.
Tak bardzo Cię kocham,
Kocham potajemnie,
Proszę o Twój kłosek,
Kochaj mnie wzajemnie.
Pszenica wiatr zatrząsł,
Dreszczem przeszła cała,
Jęczmień – albo owies Tez bym męża miała...
Z owsa nawet kaszy
Nigdzie nie dostanę,
Z tylko jakieś,
Jednostki owsiane.
Podsłuchał słonecznik,
Co rósł koło miedzy,
Może ja spróbuje,
Jak moi sąsiedzi.
Ja jestem przystojny,
Kwiaty mam jak słońce,
Może ja uzyskam,
Uczucia gorące.
Pszeniczko kochana,
Kłaniam się uniżenie,
Upraszam się tylko,
o jedno spojrzenie.
Już na całym polu,
Nie znajdziesz lepszego,
Jak mnie, słonecznika,
Nadzwyczaj pięknego.
Pszenica znużona,
Popatrzeć nie chciała,
Polnych kawalerów,
Wyżej uszu miała.
Ja tu najważniejsza,
Ze mnie piękne cista,
Pączki – bułki – torty,
Ja Pani i basta.
Stanęła i patrzy,
Na wszystkich z daleka,
Nie przystępna – dumna,
I wciąż czeka – czeka – czeka.
Nikt więcej już nie śmie,
Zachodzić w konkury,
Pszenica wciąż czeka,
Popatrując z góry.
Aż raz nad wieczorem,
Gdy zboża koszono,
Ozwało się żyto,
Ostań moją żoną.
Jestem skromne żyto,
I chlebem nakarmię,
Będę dobrym mężem,
Wyjdź pszeniczko za mnie.
I z tego to związku,
Żyta z pszenicą,
Zrodziło się dziecko,
O nazwie "Pszen - Żyto"
Znani i nieznani z terenu gminy.
Na terenie gminy Szczebrzeszyn mieszkało w przeszłości i latach nam bliższych wiele osób interesujących ze
względu na działalność społeczno – polityczną, kulturalną, konspiracyjną i. t. p. Poniżej zamieszczone teksty,
często o charakterze wspomnieniowym są próbą przybliżenia, przynajmniej w ogólnych zarysach ich sylwetek.
Nazwiska zostały podane w porządku alfabetyczny, celem przejrzystości odbioru informacji, pod każdym z
krótkich biogramów podano autora tekstu – wspomnień.
Baran Tadeusz
Żołnierz Kadry Bezpieczeństwa - Wojskowego Korpusu Służby Bezpieczeństwa Armii Krajowej
(KB – WKSB – AK), ps. "Śmiały" w Kolonii Niedzieliska w latach 1940 – 1944; pełnił funkcję zastępcy
dowódcy. Za swa działalność Ogranizacja zapłaciła straszną cenę – kilku członków zostało zabranych przez
Niemców i zamordowanych na Majdanku, byli to: Rajkowski, Smolira, Dobosz i dwie osoby z rodziny Berezów
– wszyscy z Kolonii Niedzieliska .
Po wycofaniu się w 1944 roku wojsk niemieckich oddział ojca został we wrześniu 1944 roku zaatakowany
przez NKWD. Od września tegoż roku stopniowo następowały prześladowania i aresztowania ze strony
NKWD – posiadło ono listę Organizacji sporządzoną przez agentów NKWD z której wyodrębniono listę osób
do aresztowania. W dniu 24 – 25 października 1944 roku w nocy zostali aresztowani: Baran Władysław, Suda
Stanisław, Kowalski Feliks, Musiał Władysław – enkawudowcy przyszli także po Tadeusza Barana, nie zastali
go w domu ponieważ ojciec już w domu nie nocował.
Dnia 27 października 1944 roku nastąpiły dalsza akcja ze strony NKWD, podczas której zbiegli Małek
Mieczysław, Tadeusz Baran, natomiast Baran Zdzisław podczas ucieczki został postrzelony i aresztowany
razem z Musiałem Bolesławem. Aresztowani zostali przewiezieni do wsi Bodaczów i trzymani 1 dzień w
chlewiku u jakiegoś gospodarza. Następnie przewiezieni do Zamościa na ulicę Radziecką 5, był to dom
prywatny, w którego piwnicy zostali uwięzieni. Około 3 - 4 listopada 1944 roku zostali przewiezieni do
koszar wojskowych w Zamościu.
Pierwszy proces tych osób odbył się w koszarach wojskowych 4 lub 5 listopada 1944 roku przed:
Wojennym Trybunałem I Ukraińskiego Frontu w Zamościu – według ukraińskiego kodeksu § (?) 54/2.Według
relacji Barana Zdzisława wyroki skazujące na członków Organizacji znajdujących się na liście do aresztowania
były przygotowane wcześniej, nastąpiła tylko formalność. Wzywano po 3 osoby i odczytywano im wyrok .
 Baran Władysław - kara śmierci, wyrok wykonano.
 Suda Stanisław – kara śmierci – wyrok wykonano
 Baran Zdzisław – 10 lat więzienia, 5 lat pozbawienia praw.
Kara śmierci została wykonana 14 listopada 1944 roku – są na to dowody z prokuratury ukraińskiej. Baran
Zdzisław mając wtedy 16 lat karę odbywał koło bieguna północnego – od Peczory do Workuty w kopalniach –
wrócił w 1955 roku.
Od września 1944 roku mój ojciec Tadeusz Baran przeczuwał że coś złego się dzieje, mało przebywał w
domu. Od 27 października 1944 roku zdając sobie sprawę [z tego] że czeka go śmierć ze strony NKWD
ukrywał się, ponieważ ciągle był poszukiwany przez NKWD i jej agentów. Przez okres 6 miesięcy ukrywał się
w schronie u dalszego sąsiada razem z Mieczysławem Małkiem. Ponieważ poszukiwania nasilały się, nie
chcąc narażać sąsiada, byli zmuszeni opuścić rodzinne strony. Rodzina przeżywała koszmar [nękana]
ciągłymi najściami ze strony NKWD w dzień i w nocy. Znam to z opowiadań matki i dziadka, który dwa razy
został pobity przez NKWD za to, że nie chciał powiedzieć gdzie jest syn. Całe gospodarstwo za każdym
najściem przez NKWD było przeszukane, nawet w stodole ułożone zboże w snopach sprawdzali kłując
bagnetami bagnetami... Aresztowany w 1946 roku znalazł się w transporcie na Ural. Zmarł w 2005 roku,
pochowany jest na cmentarzu w Wielączy
Jadwiga Czechońska (córka)
Bender Helena
Zapomniana już dziś łączniczka oddziałów partyzanckich zgrupowanych wokół Szczebrzeszyna. Była bardzo
odważną i szlachetną kobietą; pracę w konspiracji rozpoczęła dość wcześnie, w 1939 - 1940 roku. Z zawodu
była krawcową, jak rozpoczęły się zrzuty szyła ze spadochronów koszule partyzantom. Oprócz meldunków
często przenosiła broń .Podczas wysiedlania Szczebrzeszyna uciekła na Szperówkę. Gdy zmarł jej mąż - już
starszy człowiek (nazywał się Lange) Heleną zaopiekował się brat - Stanisław. Bardzo pragnął zabrać ją bliżej
siebie, do Domu Opieki w Warszawie - podczas wyjazdu po siostrę zasłabł i zmarł. Rolę opiekuna przejął syn
Stanisława. Helena z Benderów Lange zmarła w jednym z warszawskich Domów Opieki.
Katarzyna Książek.
Benderowie Jan i Sabina
Właściciele kaszarni zlokalizowanej przy ulicy Zamojskiej (funkcjonowała do lat 90 XX wieku) - "obrabiali
kaszę jęczmienną, jaglaną, i gryczaną; biedni byli... Obydwoje już nie żyją, ponad 13 lat". Na niewielkim
drewnianym budynku, gdzie mieścił się zakład zachował się do dziś szyld z nazwiskiem Sabiny Bender.
relacja Łaszkiewiczowej - sąsiadki Benderów
Biczak Roman "Ruko"
Mieszkaniec Brodów Dużych, śmiertelnie postrzelony przez Rosjan w styczniu 1946 roku – zaangażowany w
walkę z okupantem, aresztowany przez Niemców zdołał umknąć z więzienia i utrzymać się przy życiu aż do
zakończenia działań wojennych. Zmarł podczas operacji w szczebrzeszyńskim szpitalu. 362
Bielec Franciszek
Nauczyciel, z wykształcenia muzyk - podczas okupacji zorganizował we własnym mieszkaniu w
Szczebrzeszynie przy ul. Trębackiej tajny komplet dla uczniów szkoły średniej; uczył muzyki. Współpracowali z
nim: Janina Jóźwiakowska, oraz Zygmunt Kimaczyński - nauczyciel fizyki, chemii i matematyki; właściciel
księgarni zlokalizowanej przy ul. Zamojskiej 30, który przed rozpoczęciem roku szkolnego 1939/1940
zgromadził dużo podręczników i pomocy szkolnych - podczas okupacji stanowiły zaplecze naukowe dla
prowadzących komplety.
Regina Smoter Grzeszkewicz
Bohun Piotr
Nauczyciel szczebrzeszyńskiego gimnazjum, akowiec; współpracował z "Podkową". Wiosną 1939 roku
przemawiał na wiecu mieszkańców Szczebrzeszyna; z jego inicjatywy spalono kukłę Hitlera puszczając ją jako
Marzannę na wody Wieprza. Bohun przyjaźnił się z Zygmuntem Kimaczyńskim (w posiadaniu córki
Kimaczyńskiego - Krystyny Niechaj znajduje się ich wspólne z czasów ich młodości zdjęcie). Zginął w styczniu
1943 roku zastrzelony przez Niemców w obejściu gospodarza Furlepy w Czarnymstoku.
Krystyna Niechaj, Regina Smoter Grzeszkiewicz
Borkowski Antoni
Pochodził z Klemensowa, z zawodu inspektor plantacji buraczanych, z zamiłowania dziennikarz amator –
jego relacje dotyczące działalności różnych organizacji społeczno – kulturalnych działających na terenie
Klemensowa w okresie międzywojennym publikowane były na łamach ówczesnych pism w Zamościu i
Lublinie.363
Antoni Borkowski jest także współautorem (obok ks. A. Wadowskiego, M. Pieszko, S. Millera)
okolicznościowej broszury, wydanej nakładem Polskiej Macierzy Szkolnej w Klemensowie z okazji obchodów
na Zamojszczyźnie Dnia Śląska Cieszyńskiego – "Klemensów i Szczebrzeszyn Cieszynowi. Pamiątka
obchodu "Dnia Śląska Cieszyńskiego" w d. 23 maja 1920 r." 364
W 1920 roku Klemensowskie Stowarzyszenie Spożywców obchodziło dwunastolecie swojej działalności, z
tej okazji Antoni Borkowski opracował krótką historię Stowarzyszenia - "Nasz dorobek. Z historii
Stowarzyszenia Spożywców w Klemensowie. Na pamiątkę 12 – lecia Stowarzyszenia"; praca wydana został
przez Stowarzyszenie Spożywców w Klemensowie w 1920 roku. 365
Borman Jan
Uczeń Szkoły Wojewódzkiej - niezwykle staranny i pilny na co wskazują jego notatki z przedmiotów dawanych
w Szkole Wojewódzkiej Zamoyskiej na rok 1825/1826..., zapisane w dwu brulionach na papierze czerpanym
ze znakiem wodnym papierni ordynackiej nad rzeka Sopot. W roku 1934 powyższe bruliony zostały
przekazane przez ks. Gostyńskiego do zbiorów Biblioteki Wojewódzkiej im. H. Łopacińskiego w Lublinie.
Regina Smoter Grzeszkiewicz
Borowińska (...)
362
363
364
365
Z. Klukowski. Red Shadow: A Physician's Memoir of the Soviet Occupation of Eastern Poland, 1944-1956.
("Czerwony cień. Pamiętnik lekarza o sowieckiej okupacji we Wschodniej Polsce 1944 – 1956." ). Wydawca: Mc
Farland & Company, 1997 ( dalej. Z. Klukowski. Red Shadow...)
J. Jachymek. A. Pomarański. Cukrownia "Klemensów"...
egzemplarz dostępny w zbiorach Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. H. Łopacińskiego w Lublinie (dalej
WBP), sygn. I 114765 z, 34419
egzemplarz dostępny w Zbiorach WBP, sygn. 60898 z
Nauczycielka, zaangażowana w okresie okupacji w tajne nauczanie, mieszkała przy (obecnej ulicy
Partyzantów - uczyła przyrody i historii.
Maria Drożdżyk
Brandt Józef (1841-1915)
Urodził się 11 lutego 1841 w Szczebrzeszynie; ojciec Brandta - Alfons Fryderyk, był naczelnym lekarzem
Ordynacji Zamojskiej. Przybył tu bezpośrednio po ukończeniu studiów w Berlinie w 1837 roku i pracował w
Szczebrzeszynie przez 8 lat. Dzięki jego staraniom powstał tu szpital ( już po wyjeździe Brandta - w 1847
roku). Zatem Józef Brandt przebywał w Szczebrzeszynie zaledwie kilka lat jako mały chłopiec, niemniej jego
postać kojarzona jest z tym miastem.
Za namową J. Kossaka w latach 1858 - 1860 Józef Brandt uczył się malarstwa w Paryżu. Od 1862 r.
studiował w Monachium, gdzie osiadł na stałe. W 1866 r. założył własną pracownię skupiającą monachijską
Polonię. Około roku 1875 prowadził prywatną szkołę malarstwa, w której uczniami byli m. in. T. Ajdukiewicz, J.
Fałat, W. Kossak, A. Wierusz - Kowalski, L. Wyczółkowski. W tym samym roku został wybrany na członka
Berlińskiej Akademii Sztuki, trzy lata później mianowano go profesorem honorowym Akademii Bawarskiej.
Odpoczywał zazwyczaj na Kresach lub we własnym majątku w Orońsku k/ Radomia.
Olbrzymi popyt na obrazy Brandta sprawił, że zaczął powtarzać tematy i schematy kompozycji, obniżając
tym samym poziom artystyczny. Pozostawał na uboczu rozwoju malarstwa, a nowe osiągnięcia wykorzystywał
z umiarem (np. pleneryzm). Natchnienie czerpał z utworów literackich i źródeł historycznych.
Najczęstszym tematem obrazów Brandta były ujęte rodzajowo potyczki rycerstwa polskiego z Kozakami
czy Tatarami na Dzikich Polach. Był więc batalistą. Malował także sceny historyczne (np.: bitwy Jana III
Sobieskiego), polowania i jarmarki oraz obrazy rodzajowe z życia ówczesnej chłopsko - żydowsko szlacheckiej wsi.
Ze znanych obrazów Brandta można wymienić tytuły: ''Chodkiewicz pod Chocimiem'' (1867), ''Czarniecki
pod Koldyngą'' (1870), ''Odsiecz Wiednia'' i ''Zwiad kozacki'' (oba z 1873 r.), ''Odbicie jasyru'' (1877),
''Pojmanie na arkan'' (1881), ''Spotkanie na moście'' (1884), ''Wyjazd z Wilanowa Jana III z Marysieńką'' (1897)
Leszek Balicki
Bryk Aleksander
Absolwent Państwowego Seminarium Nauczycielskiego w Szczebrzeszynie, kompozytor. Autor "Oberka od
Szczebrzeszyna", którego nutowy zapis sporządzony 15 lutego 1951 roku znajduje się w Zbiorach
Specjalnych Biblioteki Wojewódzkiej im. H Łopacińskiego w Lublinie; spisany został dla potrzeb Polskiego
Radia. Wykaz prac Aleksandra Bryka, oraz krótką notatkę biograficzną zamieścił Henryk Zwolakiewicz w
Studiach i Materiałach Lubelskich. Etnografia I. Lublin 1962, s 13 – 14.
Regina Smoter Grzeszkiewicz
Cichoński Edward ps. "Głaz"
Intendent szczebrzeszyńskiego szpitala, zaangażowany w działalność konspiracyjną pełnił obowiązki
kwatermistrza i skarbnika obwodu - o współpracy z nim pisze w swoich wspomnieniach Jan Krukowski z
Zaburza, członek Batalionów Chłopskich: gdzieś w listopadzie 1939 roku będąc w Szczebrzeszynie spotkałem
się z Edwardem Cichońskim - intendentem szpitala w Szczebrzeszynie; znałem się z nim bardzo dobrze, gdyż
był prezesem Koła Młodzieży Wiejskiej "Siew"; jeździłem z nim do Lublina w 1938 roku na zjazd wojewódzki
zwany wtedy "Okrężne Lubelskie". Spotykaliśmy się w Zamościu świetlicy młodzieżowej, która była przy kinie
stylowym na piętrze, gdzie również mieściły się biura Zarządu Powiatowego Koła Młodzieży wiejskiej "Siew";
ale najczęściej widywaliśmy się w świetlicy Koła "Siewu" w Szczebrzeszynie, gdzie obecnie znajduje się
aparat rentgenowski przy szpitalu Cichoński będąc intendentem tegoż szpitala również tam urzędował, w tej
świetlicy, a my młodzież zorganizowana w Kołach "Siewu" tam zjeżdżaliśmy się przed wojną do tej świetlicy z
okolic Szczebrzeszyna jak: Żurawnicy, Brodów, Kawęczyna, Deszkowic, Podlesia, Zaburza i Sułowca.
Po spotkaniu się na mieście, Cichoński poprosił mnie do swego biura w szpitalu i zaczęliśmy rozmawiać;
podczas naszej rozmowy nadszedł dr Klukowski i Cichoński przedstawił mnie, że jestem z Zaburza. Dr
Klukowski usiadł i zaczął mnie wypytywać, jaka jest sytuacja na wsi, co ludność mówi na temat poniesionej
klęski, i czy łakną jakichś wiadomości na temat działań wojennych na zachodzie i sytuacji w kraju.
Ja odpowiedziałem, że ludność na wsi nie załamuje się i że każdy wierzy i żyje nadzieją, że na wiosnę lub
w lecie wojna się skończy. W czasie naszej rozmowy przywieziono jakąś kobietę z porodem, dr Klukowski
pożegnał się ze mną i wyszedł - ja pozostałem z Cichońskim i w toku naszej dalszej rozmowy wręczył mi
wiadomości radiowe na bibule. Cichoński powiedział do mnie, ażeby zbierać broń i amunicję, magazynować
je, a z nim utrzymywać kontakt i raz w tygodniu przyjeżdżać po wiadomości radiowe.
W czerwcu 1941 roku uprzedzony o mającym nastąpić aresztowaniu opuścił Szczebrzeszyn ukrywając się
w okolicznych wioskach. Aresztowany w Łabuniach przewieziony został do więzienia w Zamościu; chcąc
uniknąć tortur, a przy tym obawiając się by nie wydać kolegów z ruchu oporu popełnił 15 listopada 1942 roku
samobójstwo .
Jan Krukowski
Cieślicki Józef ks. (1896-1988)
Urodził się 14 marca 1896 r. w Urzędowie. Tu ukończył szkołę powszechną Dzięki sugestiom miejscowego
nauczyciela podjął naukę w Gimnazjum Męskim w Sandomierzu, a później w Seminarium Duchownym w
Lublinie. 19 kwietnia 1919 r. z rąk biskupa lubelskiego Leona Fulmana otrzymał święcenia kapłańskie.
Funkcję wikariusza pełnił w parafiach: w Konopnicy, Tarnogórze, Kolegiacie Zamojskiej oraz parafii św.
Pawła w Lublinie. W Lublinie pracował przez osiem lat (1924-1932) angażując się w działalność
Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej i Akcji Katolickiej. Od 1929 roku prowadził sekretariat generalny Ligi
Katolickiej Diecezji Lubelskiej. W 1930 roku, w wieku 34 lat nominowany został na kanonika honorowego
Kapituły Zamojskiej.
Wiosną 1932 r. został mianowany proboszczem parafii św. Mikołaja Biskupa i dziekanem w
Szczebrzeszynie. Gdy 30 czerwca 1933 roku dekanat szczebrzeszyński połączono z zamojskim, wówczas ks.
Cieślicki stanął na czele największego dekanatu w diecezji - dekanatu zamojskiego. W jego dekanacie
znalazła się także Kolegiata Zamojska, w której w maju 1939 r. został kanonikiem gremialnym.
Funkcję dziekana pełnił do 20 marca 1946 r. Kapituła Kolegiacka nadała mu ponadto tytuł prałata
scholastyka (1952) i kustosza Kapituły (1959).
Wraz z inż. Waligórą brał udział w próbie rozbiórki cerkwi unickiej Akcja ta została powstrzymana z inicjatywy
dra Klukowskiego.366
***
Ks. Józef Cieślicki był organizatorem komitetu pomocy dla Żydów zwłaszcza w początkowym okresie okupacji.
W czerwcu 1940 roku został aresztowany przez Niemców i wywieziony na Rotundę w Zamościu. Po kilku
dniach nastąpiło zwolnienie, ponieważ zgłosił się za niego (dobrowolnie) ks. wikary Władysław Kłos. Później
ukrywał się na terenie diecezji tarnowskiej. Chorował. W 1945 r. powrócił do Szczebrzeszyna - w rok później
nowy biskup lubelski - Stefan Wyszyński, przeniósł go na probostwo do Zaklikowa. Pracował tu długo, powoli
wracając do zdrowia. Również tutaj uzyskał kolejne dowody uznania ze strony władz kościelnych - w 1952
roku godność prałata scholastyka, a w 1959 roku awansował na najwyższe po dziekanie stanowisko - prałata
kustosza w Kapitule Zamojskiej. Były to dowody uznania poprzednich zasług ks. Cieślickiego.
W czerwcu 1969 roku z uwagi na stan zdrowia, i na własną prośbę, został zwolniony z probostwa,
przeszedł na emeryturę. Pozostał w Zaklikowie w charakterze rezydenta. Później jednak, w 1972 roku przyjął
stanowisko kapelana Zgromadzenia Sióstr Opatrzności Bożej w Irenie. Tu spędził ostatnich 16 lat życia.
W kwietniu 1989 r. miał obchodzić 70-lecie stanu kapłańskiego. Przyszła jednak ciężka choroba, szpital i
śmierć - zmarł 31 grudnia 1988 r.3
Leszek Balicki
Chomicki Tadeusz
366
Z. Klukowski: Dziennik ..., s. 145-146.
Urodził się 29 lipca 1899 roku w Stryju, miasteczku położonym na terenie Galicji. Gimnazjum ukończył w
Przemyślu, studia rozpoczął na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie. W roku
1919 został przeszkolony jako medyk II roku na kursie medycyny wojskowej pod kierunkiem komendanta
kursu - dr Lesława Węgrzynowskiego i jako lekarz baonu skierowany na front. Po zakończeniu działań I wojny
światowej ukończył Wydział Lekarski we Lwowie w 1926 roku.
Z Zamojszczyzną a konkretnie ze Szczebrzeszynem losy dr Chomickiego związane są od lat
czterdziestych ubiegłego stulecia - po wyzwoleniu terenów wschodnich (dr pracował wówczas w osadzie
Gorzków w powiecie krasnostawskim) Wydział Zdrowia w Lublinie kierowany przez dr Władysława Kwita
zaproponował mu przeniesienie na stanowisko dyrektora szpitala rejonowego w Szczebrzeszynie.
Dr Tadeusz Chomicki cieszył się zaufaniem (często operował rannych żołnierzy AK, którzy pozostawali w
Podziemiu) i poważaniem miejscowego społeczeństwa. Dokonywał skomplikowanych operacji, z którymi
dawniej chorzy musieli zwracać się o pomoc w Lublinie lub Zamościu. Pełnił ponadto jakby funkcję Pogotowia
Ratunkowego, ponieważ bardzo często pozostawał na noc w szpitalu w pokoju dyżurnym.
Pewnego razu w godzinach popołudniowych , po ukończeniu ciężkiej operacji sala w której operował
została otoczona przez funkcjonariuszy Urzędu bezpieczeństwa z Zamościa - dr Chomicki został aresztowany.
Przewieziono go do Zamościa i umieszczono w śledztwie w piwnicach UB pod zarzutem udzielania pomocy
lekarskiej rannym żołnierzom AK, którzy dotąd się nie ujawnili. Po kilku miesiącach śledztwa został
przewieziony do Lublina i umieszczony na Zamku Lubelskim, w którym było ciężkie więzienie a na dziedzińcu
dokonywano egzekucji.
Mieszkańcy Szczebrzeszyna podpisali petycje domagając się zwolnienia dra Chomickiego z więzienia. Do
Sądu Wojskowego wpłynęły listy wdzięcznych partyzantów Armii Ludowej a także radzieckiej rannej
spadochroniarki, której dr uratował życie jeszcze podczas pracy na terenie powiatu krasnostawskiego, listy
uratowanych i żywionych z narażeniem życia rodzin żydowskich. Zapewne te starania spowodowały
uniewinnienie doktora Tadeusza Chomickiego - po dwóch latach wyszedł na wolność. Rozpoczął prace jako
lekarz rejonowy w Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowej w Lublinie.
Odznaczony został Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Odznaką Zasłużonego Pracownika
Służby Zdrowia, Krzyżem Armii Krajowej i Medalem Wojska Polskiego. Zmarł w 1987 roku.
prof. dr hab. Alina Chomicka - Dobrzańska (córka)
Chotomski (...)
Lekarz ordynacki zatrudniony w szczebrzeszyńskim szpitalu w poł. XIX wieku. Postać bardzo ciekawa i
kontrowersyjna zarazem; jego historię opisał w "Kronice szpitala" dr Z. Klukowski: gdy wezwano go do
przeprowadzenia inspekcji sanitarnej w pobliskim Michalowie celem otwarcia placówki leczniczej Chotomski z
racji swoich zainteresowań sztuką przygotował obszerny tekst na temat galerii znajdującej się w tutejszym
pałacu. Na temat programu uruchomienia zakładu leczniczego skreślił zaledwie kilka zdań. Uznano to za
obrazę ordynata i zwolniono dr Chotomskiego z zajmowanej posady. W roku 1870 wyjechał z Polski - po
kilkuletnim pobycie za granicą wrócił do kraju - zmarł w 1880 roku. 367
Regina Smoter Grzeszkiewicz
Czerwieniec Bartłomiej "Rolicz"
Komendant Placówki AK w zawadzie. Posiadał stopień porucznika rezerwy piechoty. Bartek (tak nazywali go
wszyscy z terenu gminy Mokre) urodził się w Wielączy, gmina Mokre, powiat Zamość 11. 08. 1905 roku.
Rodzice Bartka prowadzili mały sklepik w Wielączy.
Bartek był zdolnym chłopcem. Dzięki poparciu radnych gminy Mokre (Wróbla Michała, syna Wawrzyńca)
został skierowany na koszta gminy do Seminarium Nauczycielskiego w Turkowicach, powiat Hrubieszów. Po
ukończeniu Seminarium i odbyciu służby wojskowej otrzymał pracę nauczyciela na Wileńszczyźnie. Służbę
wojskową odbył w Podchorążówce 9 Pułku Piechoty Lotniczej w Zamościu w 1927 roku.
Pracę nauczyciela rozpoczął jako kierownik szkoły podstawowej w Nowej Wilejce na Wileńszczyźnie,; tam
367
1. M. Nowak. Milenijne portrety. Służba Zdrowia 1966 nr 24.
założył rodzinę i wszyscy zamieszkali w miejscowości Wasilewo.
23 marca 1939 roku podczas pierwszej mobilizacji został powołany do wojska i skierowany do obrony
granicy od strony Czech. We wrześniu 1939 roku brał udział w bitwie na Gubałówce koło Zakopanego,
następnie pod Tomaszowem Lubelskim – gdzie dowodził kompanią; pod Tarnawatka został ranny. Był ranny w
obie ręce i brzuch. Początkowo przebywał w szpitalu w Tomaszowie Lubelskim, z którego uciekł i przygodną
furmanką przedostał się do Zamościa.
W Zamościu został umieszczony w szpitalu polowym w Liceum. Po podleczeniu ran , po raz drugi uciekł
ze szpitala i zatrzymał się u swojej cioci – Zofi Ciurysek w Wielączy – Zarudzie. Nawiązał kontakt ze swymi
braćmi Władysławem i Aleksandrem, którzy również wrócili z wojny. Dzięki braciom nawiązał kontakt z ZWZ na
powiat Zamość. Rozkazem "Adama" został zastępca komendanta Rejonu Zamość – Miasto "Marka" (Edwarda
Harasiuka).
W późniejszym czasie, kiedy komendantem Obwodu został "Wyrwa" (Stanisław Książek), "Rolicz" nadal
pozostawał zastępca. 1 marca po scaleniu BCh z AK , komendantem Obwodu został "Łyś" (Michał Polak) –
jego zastępca był nadal Bartłomiej Czerwieniec.
"Rolicz" szybko rozbudował siatkę ZWZ na terenie Wielączy. Umiał wyszukiwać ludzi. Zaprzyjaźnił się z
rodziną Wróbla Tomasza z Zawady, gdzie było czterech synów i córka. 28 maja 1944 roku dowodził defilada
oddziałów partyzanckich podczas obchodów Święta Ludowego w lasie k. Zaburza. Pod koniec czerwca tegoż
roku zorganizował Szkołę Podoficerską. Ćwiczenia odbywały się w okolicy Gajówki Krzywe.
Aresztowany 28 września 1944 roku przez NKWD podczas jakiejś narady oficerów AK w w Zamościu - nie
udała się próba odbicia z więzienia w Zamościu – wywieziony został na Zamek w Lublinie, a stąd za Ural.
Powrócił jesienią 1947 roku. Po powrocie zachorował na płuca, wyjechał do Wrocławia, poddał się operacji w
Kowarach Śląskich. Zmarł w listopadzie 1947 roku – symboliczna mogiła "Rolicza" znajduje się na cmentarzu
w Wielączy.
Bogusław Garbacik
Flis Leonard "Jabłko"
Żołnierz Armii Krajowej, rodem z Błonia, zaangażowany w działalność konspiracyjną. Po wyzwoleniu
poszukiwany przez UB, aresztowany został 12 listopada 1945 roku – w tym okresie pilnował składów z bronią i
amunicją. Bezustannie bity , nie mógł dłużej tego znieść – zaczął mówić. Przywieziony do Kawęczyna wskazał
miejsce ukrycia broni...Przetrzymywany był w chełmskim więzieniu.
Z. Klukowski, Stanisław Dawid
Flis Stanisław
Emerytowany pracownik Cukrowni Klemensów – żołnierz AK, o swej działalności podczas okupacji tak
opowiada: byłem dowódcą plutonu Klemensów, ps, "Murat". Przysięgę składałem w 1942 roku w magazynie
cukru (magazynierem był Mucha Franciszek, ps, "Komar"); Niemcy uważali, że cukier jest potrzeby dla ich
armii, więc utrzymanie cukrowni było dla nich sprawą priorytetowa a my mieliśmy stałą pracę... Od chwili
złożenia przysięgi byłem przygotowany do wykonywania wszelkich poleceń ze strony dowództwa- w każdej
chwili mogłem otrzymać meldunek aby zaprowadzić tego, czy tego do odpowiedniego krawca, do lasu...
Mieliśmy w Łukaszowcu za Szczebrzeszynem debry, doły straszne, tam była nasza baza szkoleniowa,
magazyn broni; do Łukaszowca prowadziłem przez Szczebrzeszyn Króla Jana (w cukrowni pracowała jako
ładowacz pasów transmisyjnych). Szliśmy z Klemensowa - na nas było tylko popatrzeć to od razu haltować.
Byliśmy ciepło ubrani, noce w kwietniu są jeszcze zimne. Mam "Visa" przyznał się Król – w Szczebrzeszynie
stał słup, bo ja wiem o średnicy 100 cm do [rozlepiania] ogłoszeń, afiszy..., niech pan idzie pierwszy, mówię
do niego (było ode mnie starszy o 10, 15 lat), był sierżantem w Armii Polskiej przed wojną i był w artylerii – ja
będę ubezpieczał. Przeszliśmy spokojnie, nic się nie wydarzyło, chociaż za tym słupem stali niemieccy
żandarmi. Chyba nas nie zauważyli. Byłem przygotowany na wszystko, miałem pistolet, dwa granaty...
Gałowie Mikołaj i Edward
Ojciec i syn, obydwaj współpracowali z Niemcami – Michał Gał aż nazbyt współpracował z policja niemiecką w
Szczebrzeszynie i miał na sumieniu więcej niż kilka żyć. Podczas licznych aresztowań i pogoni prześladował
nie tylko Żydów, ale i Polaków. Jego syn towarzyszył mu podczas wyjazdów...Gałowie aresztowani zostali w
czerwcu 1945 roku.
Pod datą 18 i 22 czerwca dr Klukowski odnotował: uprowadzono z kryjówki M. Gała odkryto jego zwłoki...
młody Gał tęż będzie na pewno rąbnięty... znaleziono jego ciało ,dokonywałem oględzin zwłok przed
kościołem już w trumnie, twarzy nie było, ogrom robactwa, widok okropny, odrażający.. 368.
Regina Smoter Grzeszkiewicz, Bogusław Garbacik
Garbacik Aleksander
Urodził się 9 listopada 1914 roku w Woli Burzeckiej, gmina Wojcieszków, powiat łukowski. Ojciec Antoni był
sołtysem, wraz z żoną Marianną prowadzili średniej wielkości gospodarstwo. Słabe, piaszczyste, podmokłe
grunty nie zapewniały siedmiorgu dzieciom warunków do nauki – tradycją rodzinną było dorabianie ciesielką.
Już w szkole podstawowej Aleksander wykazywał duży szacunek do Ojczyzny; pasjonował się historią,
umiłowanie której rozbudzała w nim i umacniała lektura dzieł Sienkiewicza (dwór pisarza znajdował się w
sąsiednim Burcu). Po ukończeniu szkoły podstawowej pomaga w domu, przyucza się do ciesielstwa. Po
uzyskaniu pełnoletniości zgłasza się na ochotnika do służby w Korpusie Kadetów w Brześciu nad Bugiem.
W 1932 roku został skierowany do odbycia służby wojskowej w podoficerskiej szkole artylerii ciężkiej na
terenie twierdzy brzeskiej jako łącznościowiec. Służbę wojskowa ukończył w stopniu kaprala z cenzusem.
Przez kolejne trzy lata służył w macierzystym pułku jako podoficer kontraktowy (nadterminowy). Po odbyciu
wymaganych kursów i złożeniu egzaminów składa prośbę o przyjęcie go do służby zawodowej. Zostaje
dowódcą drużyny działonu, później szefem baterii; w międzyczasie uczęszcza do liceum wieczorowego w
Brześciu – do stycznia 1939 roku zalicza 2,5 roku - ma już mała maturę, jest żołnierzem zawodowym.
W ramach reorganizacji przydziałów służbowych dowództw poszczególnych jednostek wojskowych, zostaje
skierowany do służby we Włodawie, gdzie pełni funkcję szefa stajni i instruktora łączności w szkole łączności
artylerii – awansuje na plutonowego.
Od marca 1939 roku zostaje szefem baterii artylerii ciężkiej, którą tworzy od podstaw w ramach
przydziałów mobilizacyjnych oficerów, podoficerów i szeregowych rezerwy w Okunince /k Włodawy. 31 maja
1939 roku z zachowaniem tajemnicy zostaje skierowany wraz z uzupełniona kadrowo i sprzętowo jednostka w
rejon Tucholi do tzw. "korytarza gdańskiego". 15 sierpnia, w Dniu Święta Żołnierza za sumienne, wzorowe
wypełnianie służby zostaje awansowany przez gen. Władysława Bortnowskiego do stopnia ogniomistrza
(sierżanta).
Od 1 – 3 września walczy z atakującymi Niemcami. Po rozbiciu jednostki , stracie sprzętu i żołnierzy
dociera do miejscowości Grupa na wprost Grudziądza, gdzie trafia do niewoli.
Po krótkim pobycie w obozach jenieckich , m. in. W Trzebiechowie skierowany zostaje (pomimo zakazu
konwencji genewskiej)369 do pracy w majątku Grossborn wraz z grupą pięćdziesięciu "ochotników" – stałym
miejsce m ich pobytu było Czarne koło Szczecinka. W obozie poznał i dużo pomagał plutonowemu Robertowi
Walowi z Wielączy, który wcześniej zwolniony zapewnił go, że w każdych okolicznościach udzieli mu pomocy.
28 maja 1940 roku zorganizował udaną ucieczkę a 3 lipca tegoż roku szczęśliwie wrócił do rodzinnego
domu. Zobaczył ogromne zniszczenie – cała okolica została starta z powierzchni ziemi podczas walk
ugrupowania gen. Kleeberga z Niemcami, które miało miejsce 4 października 1939 roku.
Nieomal po powrocie wstąpił do ZWZ – zagrożony aresztowaniem uciekł do Wielączy . Spotkał się z
Robertem Walem – ten wierny danej obietnicy (Robert i jego rodzina byli Volksdeutschami) udzielił mu
pomocy, zorganizował pracę, załatwił legalne dokumenty – było to w końcu lipca 1940 roku.
W maju 1941 roku Aleksander ponownie składa przysięgę na wierność ZWZ – AK. Wchodzi do grupy bojowej
w składzie: Bartłomiej Czerwieniec "Rolicz", Edward Wróbel "Boruta", Henryk Marczewski "Jurand", Genowefa
Wróbel "Stokrotka" (przyszła żona Aleksandra), Robert Wal "Mściwy", Justyna Wróbel "Muryna". Po
368
369
Z. Klukowski. Dziennik...
Konwencje genewskie – umowy międzynarodowe z lat 1864, 1929 mające na celu polepszenie losu rannych i
jeńców wojennych oraz ochrony ludności cywilnej podczas wojen
wysiedleniu Wielączy, od grudnia 1942 roku do marca 1944 roku szkoli żołnierzy AK, uczestniczy w akcjach
oddziału; oficjalnie pracuje u rodziny Walów. W sierpniu 1943 roku wstępuje w związek małżeński z Genowefą
Wróbel.
Z rozkazu "Rolicza" w ramach przygotowania do akcji "Burza" oficjalnie pracuje z żoną w folwarku Jana hr.
Zamoyskiego w Zawadzie – prowadzi wywiad na stacji Zawada i dywersję, ma jednocześnie pod opieką już
opuszczone gospodarstwo Walów.
24 lipca 1944 roku jako ochotnik z terenu koncentracji oddziałów AK w rejonie Markowiczyzny
przeprowadził radziecki oddział rozpoznawczy przez lasy w okolice stacji Klemensów.
Po ogłoszeniu mobilizacji przez PKWN i wcześniejszym zdaniu broni ukrywał się. Zagrożony
aresztowaniem, w styczniu 1945 roku ruszył w ślad za frontem. Dotarł się do Gdańska gdzie
został
mianowany komisarzem ziemskim w m. Pszczółki k / Gdańska. W maju 1946 roku powrócił do Wielączy,
czekała na niego żona i syn Bogusław wymagający opieki i pomocy.
Wraz z grupą miejscowych zapaleńców reaktywował działalność przedwojennej Kasy Stefczyka w
Wielączy – duże zainteresowanie możliwością uzyskania pomocy finansowej w gminach: Szczebrzeszyn,
Mokre, Sułów i Radecznica spowodowało że Kasa została przeniesiona do Szczebrzeszyna dając początek
Bankowi Spółdzielczemu, dla którego wzniesiono nowy budynek.
W roku 1977 Aleksander Garbacik przeszedł na emeryturę. Doczekał się dwóch synów, którzy ukończyli
wyższe uczelnie techniczne. Był członkiem PSL później ZSL – po weryfikacji nie kontynuował działalności
politycznej, tłumacząc że nie może być z tymi, których sumienia nie są do końca czyste...
Dużo pracy i wysiłku włożył w rodzinę, dobre wychowanie synów; do końca swoich dni angażował się w
działalność na rzecz środowiska. Wiele czasu i wysiłku kosztowały go rozmowy i przekonywanie osób
uprawnionych do wstępowania do ZBOWiD przemianowanego w okresie późniejszym na dwie organizacje
grupujące więźniów obozów i ofiary represji NKWD i UB oraz na Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej –
odszukał żyjące ofiary obozów koncentracyjnych, w tym dwie osoby posiadające status Dzieci
Zamojszczyzny.
Był inicjatorem odbudowy szkoły w Wielączy, budowy nowej w Wielączy Kolonii, budowy drogi wiodącej do
tejże szkoły, elektryfikacji Wielączy. Inicjował fundacje sztandarów kombatanckich dla kół w Zawadzie i
Szczebrzeszynie. Wspomagał budowę nowego kościoła w Wielączy
Dzięki jego staraniom, przy wydatnej pomocy syna oraz grupy zainteresowanych osób zebrano dane o
ofiarach II wojny światowej z Wielączy – w ich intencji w rocznicę wysiedlenia odprawione są Msze Święte na
których przypominane jest wysiedlenie. Aleksander Garbacik ma także swój wkład w utrwalanie pamięci o
byłych żołnierzach AK z terenu gminy Szczebrzeszyn – z jego inicjatywy wybudowano pomnik poświęcony
żołnierzom AK i kwaterę partyzancką na szczebrzeszyńskim cmentarzu.
Nie zabiegał o uzyskanie odznaczeń państwowych a te, którymi go uhonorowano cenił i był z nich dumny;
są to m. in. Medal za Wojnę Obronną 1939 – 1944, Krzyż Partyzancki, Złoty Krzyż Zasługi. Jako kombatant
awansowany do stopnia porucznika rezerwy W P. Zmarł w wieku 92 lat – 20 sierpnia 2006 roku, pochowany
jest na cmentarzu parafialnym w Wielączy, obok szanowanej i ukochanej żony Genowefy. Zawsze podkreślał,
że tym okolicom a szczególnie Wielączy zawdzięcza tak wiele, jeśli nie wszystko i starał się ten dług
wdzięczności spłacać do końca życia.
Bogusław Garbacik (syn)
***
Garbacik Aleksander spisał także swoje wspomnienia dotyczące organizacji początkowo Kasy Stefczyka w
Wielączy, później Banku Spółdzielczego w Szczebrzeszynie.
Początek Banku Spółdzielczego w Szczebrzeszynie dała "Kasa Stefczyka" 370, która od 1925 roku aż do
370
nazwa wiejskich spółdzielni oszczędnościowo - pożyczkowych, które skupiały drobnych rolników; zadaniem kas
było zbieranie oszczędności członków, a następnie udzielanie im kredytów; pierwszą spółdzielnię tego typu założył
w 1890r. w Czernichowie pod Krakowem Franciszek Stefczyk; po jego śmierci w 1924r. kasy te nazwano jego
imieniem. Obecnie w Polsce działalność Kas Stefczyka kontynuują spółdzielnie oszczędnościowo - pożyczkowe.
wg. http://pl.wikipedia.org/wiki/Kasa_Stefczyka
wysiedlenia 5 grudnia 1942 roku funkcjonowała w Wielączy; majątek Kasy i zasoby gotówkowe przejęli
Niemcy.
Po wyzwoleniu, jesienią 1947 roku dawni działacze Kasy postanowili reaktywować jej działalność. Dużą
pomoc i zrozumienie wykazał Inspektorat Kas Stefczyka w Lublinie oraz Bank Rolny w Zamościu, który
udzielił kredytu w kwocie 500. 000 złotych. Zarząd Kasy zatrudnił mnie na stanowisku księgowego. Przez
pierwsze trzy lata pracowaliśmy bez zapłaty, bo Kasa nie miała pieniędzy. We wtorki i czwartki załatwialiśmy
interesantów spółdzielni oszczędnościowo - pożyczkowych a w niedzielę po południu wykonywałem swoje
obowiązki biurowe. Zapotrzebowanie na pożyczki było duże. Skończyła się wojna - trzeba było wszystko
odbudowywać Kasa obsługiwała rozległy teren: Wielączę, Zawadę, Niedzieliska, Kąty I i II, całe gminy Sułów, Radecznicę, Szczebrzeszyn. Zainteresowanie naszą placówka było duże, ale znaczne utrudnienie
stanowiła jej lokalizacja - uciążliwy dojazd, brak komunikacji, w zasadzie wszyscy podróżowali furmankami.
Wiosną 1950 roku Kasa została przeniesiona z Wielączy do znajdującego się w centrum obsługiwania
Szczebrzeszyna - ulokowano ją w domu p. Józefa Ząbka przy ul. Zamojskiej. Osada kadrowa:
kierownik - Aleksander Garbacik
kasjer - Wawrzyniec Hałasa
pracownik umysłowy - Józef Ząbek
Od stycznia 1951 przejęliśmy obsługę bankową Gminnych Spółdzielni w: Szczebrzeszynie, Michalowie
(później Gminna Spółdzielnia Deszkowice, Cukrowni Klemensów. Celem usprawnienia obsługi rolników GS ów, szkół oraz powstających instytucji otworzyliśmy punkty kasowe w: Radecznicy, Sułowie, Michalowie;
zatrudnialiśmy już dwunastu pracowników – m. in. Stefana Poździka ("Wrzosa"), Helenę Suchowierz,
Kazimierza Gatke, Józefa Ząbka, Tadeusza Pilipa (praktykant), Adama Standela, Władysława Świergonia,
Tadeusza Pytlowskiego. Pomieszczenia Kasy stały się ciasne, uciążliwe okazały się przepisy regulujące
wymagania jakim powinny odpowiadać Kasy, a w Szczebrzeszynie brakło lokalu spełniającego te wymagania.
W maju 1954 roku w Warszawie w siedzibie "Domu Chłopa" odbył się Zjazd Krajowy Delegatów Kas
Stefczyka, na którym m. in. przyjęto nazwę Bank Spółdzielczy.
Do końca 1971 roku spłaciliśmy w Banku Rolnym udzielony nam kredyt, mieliśmy wypracowany zysk w
kwocie 500. 000 złotych. Walne Zgromadzenie Delegatów podjęło uchwałę o konieczności wybudowania
nowego, własnego budynku dla potrzeb Banku Spółdzielczego. Zarząd BS to trudne zadanie powierzył mnie.
Dużą pomoc i zrozumienie wykazały władze Szczebrzeszyna, a szczególnie Przewodniczący Rady Miejskiej.
Uchwałą Rady Miejskiej przydzielono Bankowi Spółdzielczemu pusty plac w obrębie centralnego placu
Szczebrzeszyna - Placu Tadeusza Kościuszki.
Po pokonaniu wielu barier administracyjnych sporządziliśmy dokumentacje, uzyskaliśmy pozwolenie na
budowę, która rozpoczęliśmy w 1975 roku. Koszt całkowity inwestycji wyniósł 1.100.000 zł, całkowicie
wypracowanych jako zysk B. S. Był to pierwszy po wojnie nowy budynek powstały w Szczebrzeszynie. Był
duma i wizytówką miasta; Bank otwarto w 1965 roku.
Z chwilą oddania budynku Banku Spółdzielczego do użytku, Cukrownia Klemensów zleciła nam swoją
obsługę z czasem zrobiła to Mleczarnia Szczebrzeszyn. Bank Spółdzielczy wzmocnił swoją pozycję, był
mocny finansowo. Ciągle wzrastały zyski z obsługi kont i kredytów. Byliśmy w tym okresie zdolni do
wspierania inicjatyw i potrzeb w środowisku, np. zakupiliśmy 20 kompletów strojów dla zespołu tańca
ludowego przy Liceum Ogólnokształcącym. 371Zespół był żywą wizytówką szkoły i Szczebrzeszyna,
zapraszano go do obsługi imprez i uroczystości w okolicznych wsiach, zakładach pracy. Organizowaliśmy
wycieczki po Polsce na które było zapotrzebowanie dla członków i pracowników Banku Spółdzielczego i ich
rodzin.
Dla upowszechnienia nawyku oszczędzania i racjonalnej gospodarki pieniądzem wśród młodzieży, uczniów
Zarząd Banku Spółdzielczego z mojej inicjatywy fundował nagrody dla wyróżniających się uczniów oraz
opiekunów. Aktywizowaliśmy środowisko wiejskie poprzez organizację szkoleń i kursów w ramach współpracy
z Kołami Gospodyń Wiejskich . Kółka Rolnicze chętnie u nas lokowały wypracowane dochody, ponieważ
byliśmy blisko i nie ograniczaliśmy swobody dysponowania ich pieniędzmi.
371
wieloletnim kierownikiem zespołu była mgr. Helena Kmiecik, nauczycielka wychowania fizyczne
***
Aleksander Garbacik - jak dopisał pod przekazanym tekstem jego syn – Bogusław, nie mógł się cieszyć w
dniu oddania budynku Banku do użytku, pół roku wcześniej został odwołany ze stanowiska, ponieważ nie miał
odpowiedniej dla tamtych czasów legitymacji politycznej. Kierownikiem został Tadeusz Pilip. Aleksandrowi
Garbacik dano pracę głównego księgowego w Powiatowym Związku Kółek Rolniczych z siedzibą w
Tomaszowie. Dojeżdżał tam. To był dla niego cios, miał 63 lata. Po roku podjął prace bliżej domu jako
księgowy Kółek Rolniczych w Latyczynie, Radecznicy, Mokrymlipiu. Tu doczekał się uprawnień emerytalnych.
Garbacik Bogusław
Mieszkaniec Wielączy, emerytowany nauczyciel, b. dyrektor Zasadniczej Szkoły Zawodowej im. dr Zygmunta
Klukowskiego w Szczebrzeszynie, b. radny, obecnie na emeryturze. Zafascynowany przeszłością swej małej
Ojczyzny – Wielączy (i okolicznych wsi) gromadzi i opracowuje materiały dotyczące zwłaszcza trudnych
okupacyjnych lat, spisuje wspomnienia osób, które doświadczyły okrucieństwa wojny. Efektem tych
poszukiwań są pozostające w maszynopisie m. in prace: "Wielącza - wieś jakich mało", oraz "Zawada. Ludzie
i wydarzenia". Przekazał również dla potrzeb niniejszej publikacji odnalezione wspomnienia Henryka
Marczewskiego "Juranda" z pobytu na Majdanku. Za całokształt pracy zawodowej i społecznej, na wniosek
Samorządu Gminy Szczebrzeszyn, marszałka Sejmiku Województwa Lubelskiego – Arkadiusza
Bartkowskiego przy akceptacji prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi.
Otrzymał również Nagrodę Kuratora oraz Nagrodę Ministra Oświaty. O swoim życiu i działalności tak
opowiada: urodziłem się 17 października 1945 roku w Wielączy, tutaj ukończyłem szkołę podstawową. Mocno
zachęcony do do wytrwałości, uporu, dobrego zachowania ukończyłem pięcioletnie Technikum Mechaniczno
– Elektryczne i kolejno Studium Nauczycielskie o specjalności obróbka metali skrawaniem.
Od 1 września 1966 roku pracowałem przez 13 lat jako nauczyciel zawodu a przez kolejne 10 lat uczyłem
przedmiotów zawodowych w Zasadniczej szkole Zawodowej w Szczebrzeszynie. Powodem zmiany
stanowiska pracy było ukończenie Politechniki Warszawskiej. Przez 5 kolejnych lat sprawowałem obowiązki
vice dyrektora a przez następne 7 lat dyrektora wspomnianej placówki.
Lata mojej pracy w ZSZ to lata trudne – złe warunki lokalowe, brak wody, kanalizacji, centralnego
ogrzewania, stary park maszynowy, brak pomocy naukowych, potrzeby kadrowe. Wiele z tych problemów w
okresie mojego zatrudnienia w szkole udało się rozwiązać. Szkoła Zawodowa w Szczebrzeszynie dzięki moim
staraniom oraz zrozumieniu środowiska szkolnego przyjęła na swego patrona dr Zygmunta Klukowskiego –
otrzymała swój widoczny symbol – sztandar szkoły.
Niesłusznie pomówiony i oskarżony o naruszenie dóbr osobistych nauczyciela,odszedłem na własną
prośbę w stan spoczynku po 33 latach pracy i aktywności zawodowej.
Od drugiej kadencji odnowionego Samorządu zostałem radnym Rady Miejskiej Szczebrzeszyna. Pełniłem
obowiązki członka Zarządu Miasta, przewodniczącego Komisji Oświaty i Rozwoju Wsi. W kolejnej kadencji
Rady Miejskiej zostałem wybrany przewodniczącym Rady Miejskiej, podczas następnej przewodniczyłem
dwóm Komisjom. Efekty działalności Bogusława Garbacika jako radnego można dziś zobaczyć w
zrealizowanych z jego inicjatywy przedsięwzięciach:
 miasto Szczebrzeszyn zmieniło co nieco swój wygląd (modernizacja ulic, deptak..)
 przetrwał bodaczowski "Bolmar" (Zakłady Tłuszczowe)
 w Wielączy, rodzinnej wsi Bogusława Garbacika – jak sam opowiada mieszkańcy otrzymali wodociąg,
lasów pilnuje gajowy. Udało się "uratować" szkołę podstawową w Wielączy Kolonii – placówka
otrzymała imię Juliana Tuwima, odnowiono szkołę w Wielączy, Zbudowano 3. 150 m drogi asfaltowej
Wielącza – Wielącza Komasacja, utwardzono drogi gruntowe.
Poczynając od roku 1998 zacząłem spisywać wydarzenia z okresu II wojny światowej, jakie miały miejsce na
naszym terenie. Interesuje mnie historia II wojny światowej na Zamojszczyźnie. Kontynuuję po Ojcu tradycję
organizowania obchodów rocznic wysiedleń. Myślę, że praca zawodowa, działalność w środowisku
pozostawiły trwały ślad mojej bytności w mojej małej Ojczyźnie. Mam dwóch synów, którzy ukończyli studia
techniczne, mam nadzieję, że wnukowie będą podtrzymywać rodzinne tradycje.
Regina Smoter Grzeszkiewicz
Gębala Stanisław
Urodzony w Wielączy, żołnierz BCh, wieloletni nauczyciel przedmiotów zawodowych w Technikum
Mechaniczno – Elektrycznym w Zamościu oraz kierownik warsztatów (po reorganizacji Technikum
Mechaniczno – Elektrycznego). Zmarł w 2006 roku.
Bogusław Garbacik
Griner (...)
Żyd szczebrzeszyński, z zawodu krawiec, zatrudniony był jako kino operator w kinie "Muza". Żona Grinera
(nieznana z imienia) należała do Związku Młodzieży Komunistycznej; obawiając się Niemców wyjechali oboje
wraz z 6 - 7 miesięcznym dzieckiem z wycofującymi się ze Szczebrzeszyna Rosjanami we wrześniu 1939
roku. Z Armią Andersa Griner wszedł na teren Związku Radzieckiego. Przeżył wojnę - w latach 40 (może rok
1947) przysłał kartkę do mnie kartkę - poinformował, "że urodził mu się drugi syn, mieszka w Tel - Awiwie i ma
prywatne kino". Na ile ta wiadomość była wiarygodna trudno dociec - nie udało się pomimo poszukiwań
prowadzonych przez naszą rodzinę odnaleźć Grinera, ani uzyskać danych odnośnie rzekomo prowadzonego
w Tel - Awiwie kina
Wiesław Krzeszowski
Grojser Jankiel
Jankiel Grojser był bardzo dobry, uczciwy, rzetelny. Jak wrócił po wyzwoleniu, otworzył swój sklepik przy ulicy
Kościuszki. Od 1953 roku wynajmował u nas mieszkanie. W lecie spał w stodole, zimą w domu. Sam
przygotowywał sobie posiłki - nie chciał jeść tego co mu przygotowaliśmy. Brał tylko mleko (my mieliśmy dwie
krowy) kartofle, jak się ugotowało to też brał.
Jednego razu jak przyszłam ze szkoły (Aniela Kowalik), rodzice byli w pracy, to on sobie gotował, tak
pachniała zupka, to była pomidorówka, więc podniosłam pokrywkę, a on wszedł. Jak się wściekł! Musiałam
uciekać - gonił tak za mną dłuższy czas. Ja tylko poszłam zobaczyć co on gotował. Ledwo uciekłam, chyba by
mnie zbił.
Dawniej nie było telewizora, komputerów, więc co wieczór schodzili się do nas znajomi, modliliśmy się,
czytali wieczorami późną jesienią "Trylogię" - każdy po kawałku czytał. Jankiel uwielbiał pieśni i litanie do
Matki Boskiej - sam się z nami modlił.
Miał takie swoje upodobania (opowiadała pani Łaszkiewiczowa) - gdy dzwonili na Anioł Pański to się
żegnał i klękał. Gdy pytano go dlaczego jako Żyd to robi, odpowiadał "gdybyś tam był gdzie ja też byś tak
klękał i modlił się". On się modlił dlatego, żeby odwdzięczyć się Bogu, za to, że przeżył.
Był taki troszkę dziwaczny - sam sobie nie chciał pomóc. Tatuś wystarał mu się o rentę, już nie pamiętam
jaką - odmówił, nie chciał przyjąć. Zaczęli mu pomagać Żydzi, przysyłali paczki.... Lubił bardzo moją młodszą
siostrę, mówił do niej "pamiętaj Tereska, jak ja umrę, żebyś mnie spaliła w piecu Waligóry [w Fabryce Kalafonii
i Terpentyny na Brodach] a miał platynowe zęby, dwa czy więcej - "zęby to sobie weź". On u nas przebywał jak
członek rodziny. Ubierał się bardzo skromnie, nosił tylko robocze ubranie, łaty..., ale czyściuni był. Lato, zima mróz 30°, a on pod most chodził się kąpać. Tak sobie ubzdurał i tak sobie robił. Później jak wyszłam za mąż
poszłam go odwiedzić - mieszkał wtedy w starej Hali, w okropnych warunkach, był chory. Mówił, że jak
wyzdrowieje to przyjdzie do nas, ale umarł - nie przyszedł.
Opowiadał mi o swoich przeżyciach pod Monte Cassino, jak poszedł z Armią Andersa; miał swój
samochód, z tym samochodem przez tę Saharę, przez te ciepłe kraje tam wędrował i dotarli na Monte
Cassino. Ogień, strzelanina, nie ma powrotu. Do przodu nie ma co - to mówi, że puścił się tym samochodem z
takiej bardzo dużej góry, a na dole był rzeka i z tego pędu samochód przeleciał przez rzekę - uratowali się.
Mówił też , że pod Monte Cassino jak było natarcie to w nocy było tak jaśniutko jak w dzień.
Przyjechał do Szczebrzeszyna - tutaj została jego siostra Dwojra i brat Symcha. Przed wyzwoleniem ktoś
naskarżył, że w mieście są Żydzi i zabili ich. Prawdopodobnie niejaki Gąska, ponieważ chciał zamieszkać w
domu Grojsera, albo Juchym Pilip - tak ludzie mówili, to taki szumowina, ormowiec...
Mówią, że Jankiel miał kobietę - to nie prawda. Nie miał nikogo, był bardzo uczciwy, pomagał ludziom; u
Łosiewicza dzieci bawił, śpiewał, wesoły był, taki z życiem. Był bardzo zdolny - jak chodziłam do szkoły, były
(nie pamiętam w której klasie) słupki - dodawanie, odejmowanie, dzielenie, mnożenie. To były tysiące przez
tysiące, a on oczy zamknął i już mi wyliczył. Nie dowierzałam, o tak wyliczyć! I na ten ołówek sprawdzałam.
Taki zdolny był! Jak on to dzielił, mnożył? Wartościowy był człowiek, ale wojna zrujnowała mu życie. Bardzo
lubił swoją siostrę - dużo o niej mówił. Wśród naszych leży i bardzo dobrze. Dbamy o ten grób, kwiaty tam
sadzimy...
Pracował w Gminnej Spółdzielni w Rozlewni Piwa i Wód Gazowanych - lemoniadę rozwoził, taki wózek
miał na dwóch kółkach. Jeśli chciało go się czymkolwiek poczęstować to nie brał, ale jak się położyło, to wtedy
sobie wziął. Bardzo lubił dzieci woził mnie na wózku ( Bożena Rembisz), bo ja byłam córką pana kierownika mój ojciec - Walenty Kusy był kierownikiem gastronomii w Szczebrzeszynie. Oprócz oranżady Jankiel rozwoził
także piwo taką dwukułką... Zawsze był wesoły, zawsze sobie śpiewał. Na nowy rok zakładał nowy fartuch i
mówił: "nowy rok, nowy fartuch". Jak się z nim rozmawiało to mówił mądrze.
Powiedziałam (Józefa Kimaczyńska) kiedyś do niego " oj Jankiel byś się przepisał na wiarę katolicką". A on
- wiesz Józka, tak się do mnie zwracał - "ja rozmawiał z kanonikiem [z ks. proboszczem Szepetowskim] - on
mi nie kazał; w jakiej wierze się urodziłeś w takiej umrzyj". Nigdy nie narzekał - ani na Niemców, że mu rodzinę
wymordowali, ani na nikogo nie narzekał. Nie wiem jak on to wszystko w sobie mógł przeboleć...
Jak w rezurekcję, to było na wiosnę, ten plac przed Ratuszem chłopi zastawili furmankami, to Jankiel od
rana fartuch na siebie założył i po kolei wszystkie konie poił - mówił "Józia, wszystkie konie napoiłem". Brody
nie nosił, golił się, niewysoki był. Posiadał zdjęcia rodzinne, ale nie zachowały się; ci, co porządkowali
[mieszkanie] po jego jego śmierci pewnie spalili to wszystko.
***
Według "Memory to the Jewish Community of Shebreshin." (Kiriat Yam 1984 s. 478 ) z rodziny Grojserów
zginęli: Abraham, Debora, Efraim, Lea, Motł, Symcha.
Józefa Kimaczyńska, Aniela Kowalik, Bożena Rembisz
Hasiec (...)
Rodem ze Szczebrzeszyna, żołnierz września 1939 roku, z czasem rozpoczął współpracę z Niemcami stając
się członkiem Schutzpolizei. 372 Urlopy spędzał w Szczebrzeszynie. Po wyzwoleniu pojechał po kryjomu do
pobliskiego Zwierzyńca (stąd pochodziła jego żona) – wkrótce został aresztowany przez zwierzyniecką milicję.
Wytyczono mu proces (obrońcą Haśca był adwokat Legrei, były więzień obozu koncentracyjnego w Dachau) –
został oczyszczony z zarzutów, co wywołało zrozumiałe oburzenie wśród miejscowej ludności.
Z. Klukowski
Holc Małka
W okresie międzywojennym pracowała w Szkole Podstawowej Żeńskiej (nr 2); często pisano jej imię "Mirka"
zamiast Małka. Przedmiotem jej zajęć była matematyka. W roku szkolnym 1929/1930 opiekowała się klasą I
do której uczęszczało 58 dziewczynek.373 Małka miała dwie siostry - Chanę i Dwojrę - podobno była z nich
372
373
Schutzpolizei (Schupo) Policja Ochronna w miastach na terenie Generalnej Guberni, liczących powyżej 5000
mieszkańców 5000 mieszkańców
Kronika Szkoły Podstawowej "Nowej" w Szczebrzeszynie
najładniejsza. 374Zginęła wraz z grupą szczebrzeszyńskich Żydów w Bełżcu.
Regina Smoter Grzeszkiewicz
Jach Stanisław
Pułkownik pilot, lekarz rodem z Poznańskiego, na Zamojszczyźnie znalazł się na skutek akcji wysiedleńczej w
Wielkopolsce. Przez cała okupację pracował w Wielączy Poduchownej. Udzielał pomocy potrzebującym –
urządził gabinet rentgenowski. Na jego prośbę wykonano na długości 200 metrów od szosy drewniany
chodnik, by chorzy przychodzący za porada nie musieli brodzić po błocie. Zginął przypadkowo podczas
bombardowania Lublina przez Rosjan w 1944 roku.
Bogusław Garbacik
Jankowska Janina
Nauczycielka - higienistka w szkole podstawowej w Wielączy, straciła męża w Katyniu. Odważna, oddana
sprawom Podziemia (udzielała schronienia ludziom z Organizacji). Aresztowana, kilka lat przebywała w
więzieniu. Pod koniec życia pracowała w Ośrodku Zdrowia w Zwierzyńcu.
Po wyzwoleniu (rok 1949) w jej mieszkaniu w Welączy odbywały się spotkania członków organizacji "Kraj"
zrzeszonych w oddziale "Szuma"375
Jaworska Sas Zofia
(1898 – 1953), zasłużona dla Szczebrzeszyna nauczycielka i społeczniczka; mottem jej życia była: "Służba
Bogu i Ojczyźnie". 376Według zapisu377 Zofii Syrkowej z roku 1929 Zofia Jaworska pracowała w
siedmioklasowej szkole powszechnej w Szczebrzeszynie (Zofia Syrkowa pełniła obowiązki kierowniczki tej
szkoły w latach 1923 – 1929).
W okresie wrzesień 1923 – wrzesień 1939 Z. Jaworska opiekowała się Żeńską Drużyną Harcerska im.
Emilii Plater.378 Z jej inicjatywy powołana została we wrześniu 1939 roku Drużyna Pogotowia, która stanowiło
38 harcerek. Celem działania Drużyny było niesienie pomocy rannym żołnierzom przebywającym w
Szczebrzeszyńskim szpitalu – w zapisie Kroniki Szkoły czytamy: Zwracam się do Waszych ofiarnych serc z
apelem, abyście wytrwały w dalszej pracy niesienia pomocy rannym. Pan doktor [Zygmunt Klukowski] prosił
jeszcze o dalsze dyżury w szpitalu celem utrzymania porządku i czystości na okres tygodnia lub
dwu...Czuwaj. Zofia Sas – Jaworska.
Regina Smoter Grzeszkiewicz
Jedlewski Stanisław
W latach trzydziestych ubiegłego stulecia pracował w Państwowym Seminarium Nauczycielskim Męskim w
Szczebrzeszynie - jego uczniem był m. in. Józef Kozieł, późniejszy łącznik AK w oddziale "Doliny".
Po wyzwoleniu, już jako profesor był twórcą polskiej szkoły pedagogiki specjalnej; kierował Wydziałem
Resocjalizacji na Uniwersytecie Warszawskim - Józef Kozieł wraz ze swoją żoną Stanisławą pisali u niego
prace magisterskie (wcześniej ukończyli Państwowy Instytut Pedagogiki Specjalnej u prof. Marii
Grzegorzewskiej w Warszawie, a później studia magisterskie w zakresie pedagogiki specjalnej na
Uniwersytecie Warszawskim.
374
375
376
377
378
relacja Marii z Lepionków Niezgodowej
A. Hałasa. W organizacji "Kraj" – i w konspiracji w: Bednarz Z. Wspomnienia leśników – kombatantów. Wyd.
"Świat" Warszawa. 1996, s. 75
cmentarz w Szczebrzeszynie, napis z płyty nagrobnej
Wypisy z Kroniki Szkoły Powszechnej w Szczebrzeszynie 1929 – 1939.
o działalności szczebrzeszyńskich harcerek i harcerzy pisze obszernie Jerzy Jóźwiakowski w pracy:
"Skauting i harcerstwo w Szczebrzeszynie 1915 – 1939."; tekst dostępny jest w Bibliotece Miejskiej w
Szczebrzeszynie
Koziełowie przyjaźnili się z prof. Jedlewskim aż do jego śmierci - profesor często bywał w ich domu. W
latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku jego córka, bardzo zdolna aktorka (m. in. grała rolę Telimeny w
słynnej telewizyjnej adaptacji) zmarła na raka, ledwo przekroczywszy 30 lat życia; syn profesora - Łukasz
Jedlewski jest dziennikarzem.
Barbara Kozieł – Graczyk (Poznań)
Jereczek Eugeniusz
Urodził się w 1918 roku w Kościerzynie. Zawodowy oficer – ppor./por./ dowódca kompanii w składzie w 13
dywizji Piechoty stacjonującej w Równy na Wołyniu. Przeszedł szlak bojowy we wrześniu 1939 roku od
Częstochowy przez Piotrków Trybunalski, Radom, Radomsko, Łuków do Równego. Trafia do niewoli
sowieckiej po ataku 17 września - podczas ulewnego deszczu, wykorzystując wysokie na metr liście
buraczane ucieka z kolumny liczącej ok. 500 oficerów, prawdopodobnie trafiłby do Katynia.
Dzięki pomocy Ukraińca, któremu pomógł w tarapatach w 1939 roku uzyskał zgodę na wymianę "za ważne
osobistości" – dociera z żoną , już ciężarną do Chełma. W Chełmie dzięki wrodzonemu sprytowi –
dziesięciozłotowej dolarówce unika wywózki na roboty przymusowe. Udaje się do stacji Zawada, tu spotyka
znajomych z równego i Włodzimierza Wołyńskiego – braci Dzwolaków. Podejmuje pracę w tartaku w
Zawadzie. Rodzi się córka.
Zmienia prace, zostaje kolejarzem – w Zamościu został rozpoznany przez dawnego podwładnego,
dowódcę plutonu w jego kompanii (obecnie kapitana Gestapo, jak mu powiedział – zasłużył się przed wojna
jako szpieg niemiecki), ta rozmowa pomogła mu podjąć decyzję – będę zwalczał takich zdrajców, będę
żołnierzem Podziemia.
Wstępuje do ZWZ – AK, przenosi się do Wólki Wieprzeckiej, gdzie zostaje nauczycielem. Organizuje
podobnych sobie, zostaje zastępcą komendanta AK Rejon Mokre obejmujący m. in. Wielączę, Niedzieliska,
Kąty I i II, Zawadę. Cały czas pracuje by utrzymać rodzinę, szkoli podwładnych, zdobywa broń, amunicję,
środki medyczne.
Podczas akcji "Burza" dowodzi zgrupowaniem zmobilizowanych oddziałów BCh i AK w rejonie leśniczówki
Markowiczyzna w lasach niedzieliskich i wieląckich. Wobec szybko zbliżającego się frontu rozwiązuje
zgrupowanie, swój oddział rozlokowuje w Niedzieliskach i Wielączy. Następuje zdanie broni przed oficerami
NKWD i WP, odmawia wydania imiennego spisu oddziału, wymusza wydanie poświadczenia o zdaniu broni,
ilości i rodzaju, co po kilku latach ratuje mu życie.
Zgłasza się do Komisji Uzupełnień, otrzymuje rozkaz stawienia się do Lublina na teren dawnego obozu na
Majdanku. Zostaje wyznaczony na organizatora i dowódcę Zapasowego Samodzielnego Morskiego Batalionu
Marynarki Wojennej. Bierze udział w bezpośrednich walkach o Gdańsk, Gdynię, Hel. Organizuje bazy
Marynarki Wojennej w Gdańsku, Gdyni, Świnoujściu i Ustce. Awansuje do stopnia komandora, pełni szereg
odpowiedzialnych funkcji w Marynarce Wojennej.
Oskarżony o organizowanie spisku, nadużycia w służbie, współprace z okupantem, zostaje skazany na
długoletnie więzienie, zdegradowany, pozbawiony wraz z rodziną prawa pobytu na Wybrzeżu odbywa
zasądzony wyrok w najsurowszych więzieniach.
Po śmierci Stalina objęty amnestią zostaje uniewinniony po październiku 1956 roku. Zrehabilitowany
otrzymuje propozycję powrotu do służby na poprzednie stanowisko w Marynarce Wojennej. Odmawia. Pracuje
jako prezes Wojewódzkiego Związku Gminnych Spółdzielni na województwo gdańskie, elbląskie i
koszalińskie.Przechodzi na emeryturę. Żyje i mieszka w Sopocie.
Bogusław Garbacik
Jóźwiakowski Andrzej, dr
Andrzej Jóźwiakowski urodził się 11 kwietnia 1932 r. w Szczebrzeszynie, Gimnazjum ukończył w
Szczebrzeszynie, a maturę w Liceum im Czarnieckiego w Chełmie, gdzie przenieśli go rodzice w obawie
przed represjami władz komunistycznych za pracę w harcerstwie.
Jako syn lekarza i harcerz dwukrotnie nie dostał się na studia z powodu "braku miejsc". Został przyjęty na
Wydział Lekarski dopiero za trzecim razem, a dyplom lekarza uzyskał w 1957 roku. Już w czasie studiów
rozpoczął pracę w Zakładzie Fizjologii Akademii Medycznej jako zastępca asystenta. Po uzyskaniu dyplomu,
początkowo jako wolontariusz, a następnie jako asystent pracował przez wiele lat w I Klinice Chirurgii AM,
którą wówczas kierował prof. Tadeusz Jacyna-Onyszkiewicz. Pracując w klinice uzyskał I i II stopień z chirurgii
ogólnej, a w 1969 r. tytuł doktora nauk medycznych. Dwukrotnie był w Leicester (Anglia) na szkoleniu w
oddziale torakochirurgii.
W 1980 roku był organizatorem "Solidarności" w Akademii Medycznej. Brał udział w utworzeniu około 30
Komisji Zakładowych w różnych placówkach medycznych. W 1981 roku został wybrany na przewodniczącego
Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarności" w AM. W dniu 13 grudnia 1981 r. został aresztowany i internowany w
więzieniu we Włodawie. Po wyjściu z więzienia, dzięki wstawiennictwu prof. M. Jesipowicza i niemal całego
zespołu, powrócił do pracy w I Klinice Chirurgii.
W 1993 r. po raz kolejny podjął działalność instruktorską w ZHP w rodzinnym Szczebrzeszynie. Za swą
wieloletnią pracę i działalność społeczną został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Odrodzenia Polski. Od
początku mocno zaangażował się w prace reaktywowanego samorządu lekarskiego. Przez trzy kadencje był
wybierany do Okręgowej Rady Lekarskiej, w której przewodniczył pracom Komisji Etyki. Od 1997 roku
pozostaje na emeryturze, pomaga w wychowywaniu ukochanego wnuka Marka oraz przygotowuje do druku
pamiętniki z okresu internowania.
Leszek Balicki
Jóźwiakowski Stefan (1902 - 1962)
Był lekarzem w dobrach Ordynacji Zamojskiej. Do jego obowiązków należało nie tylko leczenie pracowników
ordynacji, ale także prowadzenie badań profilaktycznych w promieniu 20 km. To wszystko miało wpływ na
późniejszą decyzję także jego syna, Andrzeja, który także został lekarzem.
Krótko przed wojną dr Stefan Jóźwiakowski podjął pracę w szpitalu w Szczebrzeszynie. W sierpniu 1939
roku został zmobilizowany. Wrócił - z niemieckiej niewoli - dopiero w marcu 1940 roku. W dalszym ciągu
jednak pamiętali o nim Niemcy. W lipcu 1943 r. usunięto go (wraz z gabinetem) z mieszkania, które mu jednak
później zwrócono. W czasie okupacji, pracując w dalszym ciągu w szpitalu, był szefem sanitarnym obwodu
AK. Nosił pseudonim "Jaga". W partyzantce był także jeden z jego synów - Jerzy.
Był aktywnym obywatelem miasta Zaraz po zakończeniu okupacji niemieckiej był lekarzem szkolnym w
szczebrzeszyńskich szkołach, organizatorem i przewodniczącym Koła Przyjaciół Harcerstwa. Udzielał się w
pracach Ochotniczej Straży Pożarnej W szpitalu pełnił funkcję ordynatora oddziału chirurgii i ginekologii. W
latach 1950 - 1953 był dyrektorem szpitala.
Leszek Balicki
Kapalski Franciszek, ksiądz
Kapelan oddziałów partyzanckich ("Czarny"). W Szczebrzeszynie pracował w latach 1937 – 1947. I choć nie
był proboszczem, zasłużył się Szczebrzeszynowi bardziej niż niejeden proboszcz. Urodził się 16 października
1911 r. w Urzędowie. Tam ukończył szkołę powszechną, zaś w Kraśniku – gimnazjum. Potem Wyższe
Seminarium Duchowne w Lublinie. Święcenia kapłańskie otrzymał 21 czerwca 1936 r. Już w sierpniu tegoż
roku został skierowany do Szczebrzeszyna, początkowo jako rektor kościoła "szkolnego", później jako
wikariusz parafii św. Mikołaja przy boku proboszcza ks. Józefa Cieślickiego. W 1939 r. stanął na czele
Komitetu Opiekuńczego. Przez pewien czas opiekował się parafią w Kosobudach. Tu 22 lipca 1940 r. został
przez Niemców aresztowany i wywieziony do zamojskiej Rotundy, potem do Lubelskiego Zamku.
Powodem aresztowania była także chęć niesienia pomocy. Oto trzech maturzystów, ziomków księdza
Kapalskiego usiłowało przedostać się za granicę do Armii Polskiej. Nieprzygotowana wyprawa nie udała się.
Wracając młodzi ludzie zatrzymali się u ks. Kapalskiego w Kosobudach (skierowani przez jego brata). Tam
pomagali przez tydzień w ogradzaniu kościoła i plebanii. Ten właśnie fakt, przekazany Niemcom, przez
miejscowych pół - ukraińskich "kapusiów", jako ukrywanie polskich oficerów, stał się powodem aresztowania.
Ks. Kapalski został uwolniony12 listopada 1940 r. Przez pewien czas ukrywał się jeszcze w Czernięcinie i
Turobinie, po czym wrócił do Szczebrzeszyna. W tym czasie w Szczebrzeszynie czynny był tylko jeden
niewielki kościółek św. Leonarda na cmentarzu. Pod nieobecność proboszcza, ks. Cieślickiego, tu sprawował
ks. Kapalski swoją posługę. Był w tym czasie faktycznym administratorem parafii szczebrzeszyńskiej.
Uczynił wiele dla społeczności Szczebrzeszyna. Jego działalność przyniosła mieszkańcom wiele dobrego
zwłaszcza w okresie okupacji – ksiądz stał na czele Komitetu Opieki, niosącego pomoc rannym żołnierzom
pozostającym pod opieką miejscowego personelu medycznego. Do zajęć Komitetu należało zbieranie
żywności, środków opatrunkowych.
Odnowił kościół na cmentarzu, wymógł na Niemcach zwrot przedmiotów kościelnych wcześniej zabranych,
prowadził kuchnię dla biednych i wysiedlonych. Wysyłał paczki dla jeńców i więźniów, wspomagał materialnie
ubogich nauczycieli, założył przedszkole prowadzone przez siostry zakonne. Organizował zbiórkę dla
walczącej Warszawy, wspierał ubogie rodziny. Wielu szczebrzeszynian zawdzięcza mu wolność i życie. To ks.
Kapalski przy pomocy Czerwonego Krzyża "wyciągnął" z obozu w Lublinie przy ul. Krochmalnej znaną
obywatelkę Szczebrzeszyna Kazimierę Rzepecką 379 - nie tylko zresztą ją – wielu szczebrzeszynian uratował
ksiądz Kapalski w podobny sposób w czasie okupacji. Tuż po wojnie zadbał o odnowienie kościoła
parafialnego ze zniszczeń wojennych.
Był kapelanem Zamojskiego Inspektoratu Armii Krajowej. Przez Rząd Polski na emigracji odznaczony
został "Złotym Krzyżem z Mieczami", "Medalem Wojska Polskiego" i "Krzyżem Armii Krajowej". W 1947 r.
zakończył swoją działalność w Szczebrzeszynie. Decyzją biskupa lubelskiego, Stefana Wyszńskiego, został
przeniesiony do Lubelskiego Seminarium Duchownego, gdzie pełnił funkcję ekonoma, zajmował się więc
działalnością gospodarczą. Ceniony przez kleryków i przełożonych za rzetelność, sprawność i wielkie serce
jakie wkładał we wszystko co robił. Był jednocześnie prefektem Szkoły Lubelskiej im. Stefana Batorego. W
marcu 1949 r. był nominowany na sekretarza Sądu Biskupiego, a za prace w Szczebrzeszynie i Lubelskim
Seminarium otrzymał godność kanonika Kapituły Zamojskiej. Po 19 latach pracy w Seminarium przeszedł z
powrotem do pracy duszpasterskiej, o czym zresztą marzył. Decyzją biskupa Z. Kałwy we wrześniu 1966 r.
został proboszczem i dziekanem dekanatu garbowskiego. W Garbowie pozostawał do 1970 r. Jednym z jego
wikariuszy był ks. Jan Śrutwa, dzisiejszy ordynariusz diecezji zamojsko - lubaczowskiej.
Ks. Franciszek Kapalski był ciągle czynny, pełen zapału, energii. Gdy w 1969 r. dowiedział się o planach
budowy domu parafialnego w lubelskiej parafii na Bronowicach, a dotychczasowy jej proboszcz przechodził na
emeryturę – poprosił o przeniesienie właśnie tam. Po wielu perypetiach i sprzeciwach władz wojewódzkich ks.
Kapalski otrzymał tę nominację. W 1972 r. inwestycja była ukończona. Oprócz tego prowadził inne roboty
budowlane na terenie parafii. W dowód uznania został w 1978 r. kanonikiem gremialnym Kapituły Zamojskiej a
w roku złotego jubileuszu (1986) prałatem tej Kapituły. W marcu 1987 r. otrzymał do pomocy administratora w
osobie dotychczasowego wikariusza, ks. Ludwika Jamrowskiego. Taki stan utrzymał się do śmierci ks.
Franciszka Kapalskiego. Zmarł w wigilię Bożego Narodzenia 1995 r. 380
Leszek Balicki
Bolesław Kapuśniak
Bolesław Kapuśniak był młodszym bratem Czesława, który w czasie okupacji jako pracownik poczty [ w
ramach konspiracji] kontrolował i eliminował donosy miejscowych kapusiów kierowane do Gestapo. Między
innymi usunął i oddał Zygmuntowi Klukowskiemu anonim dotyczący jego osoby, skierowany na adres
bestialskiego gestapowca z Biłgoraja - Majewskiego.
Młodszy Bolek również był związany z Podziemiem. W dniu 16 maja 1945 roku został pochwycony przez
tzw "szturmówkę" i wywieziony do Zamościa. Kilka dni potem miano go widzieć w mundurze wojskowym,
siedzącego w szoferce ubeckiego samochodu. Pod koniec miesiąca Kapuśniak miał uciec ubekom. Jak
informuje dr Klukowski w sierpniu został on ujęty przez akowców, posądzony o szpiegostwo i donosicielstwo,
następnie zamordowany przez niedawnych współtowarzyszy; Zygmunt Klukowski jako sprawców mordu
379
380
biogram Kazimiery z Kapciów Rzepeckiej (oraz zdjęcie) , autorstwa jej wnuczki – Marii z Rzepeckich Lisowskiej
znajduje się na stronie: http://republika.pl/scebreshinum/szczebmr.html
powyższy tekst opracowany został na postawie: Wiadomości Diecezjalne Lubelskie" 1990, nr 4 s. 114-116 (ks.
Prałat Józef Cieślicki), A. Baca: Ksiądz prałat Franciszek Kapalski 1911-1995. Wspomnienie. Głos Ziemi
Urzędowskiej 1996, s. 27-29.)
podał pseudonimy "Gruda", "Doniec", "Osa." Pogrzeb miał miejsce w dniu 9 września 1945 roku
Bez względu na faktyczny, czy tylko domniemany zakres winy młodzieńca, jego los ukazuje jak bardzo w
wyniku okupacji ale i następującym czasie zdewaluowała się wartość życia ludzkiego.
Aleksander Piwowarek
Kołodziejczyk Roman
Urodził się 28 lutego 1904 r w Szczebrzeszynie. Jego przodkowie mieszkali tu od ponad 250 lat, a pewnie i
dłużej, lecz niestety nie zachowały się z tamtego okresu żadne dokumenty.
W roku 1915 po zajęciu Szczebrzeszyna przez Austriaków otwarto pierwszą od 63 lat szkołę. Była to 7
klasowa szkoła powszechna do której uczęszczał również Roman. Był harcerzem, czy jak wtedy mówiono
skautem, w drużynie założonej i prowadzonej przez nauczycielkę panią Jadwigę Cybulską.
W roku 1920 Roman,zatajając swój młody wiek, zgłosił się wraz z kilkunastoma harcerzami i kolegami ze
Szczebrzeszyna, do tworzonego w Zamościu przez mjr Jaworskiego II szwadronu "Jazdy Ochotniczej" Dr
Klukowski wymienia nazwiska ochotników w swoich wspomnieniach zdeponowanych w KUL. Po
przeszkoleniu szwadron wyruszył na front, i w niedługim czasie osiągnął Międzyrzecz Podlaski. Tam szwadron
został rozwiązany. Starsi zostali wcieleni do regularnych oddziałów, a młodsi wrócili do szkoły. Na całe życie
zostało Romanowi wspomnienie fatalnej aprowizacji. Kilka tygodni żywieni byli grochem często nie
dogotowanym.
Szkołę powszechną ukończył w roku 1922, i rozpoczął naukę w Państwowym Seminarium Nauczycielskim
w Szczebrzeszynie. Po zdaniu matury w roku 1927, i uzyskaniu prawa nauczania w szkolnictwie
powszechnym, został skierowany do pracy nauczycielskiej we wsi Podzitwa w woj. Nowogródzkim, w powiecie
Lida graniczącym z woj. Wileńskim. Uczył w szkole czteroklasowej, i był tam jedynym nauczycielem. Pierwszy
rok, tak jak jego przyszła żona i wielu młodych ludzi, pracował za darmo jako dar dla odrodzonej Polski.
Wieś Podzitwa otoczona była bagnami tak, że choć np. do Lidy w linii prostej było 16 km, to aby się do niej
dostać trzeba było jechać drogą okrężną. Najpierw do miasteczka Raduń 18 km drogą wiejską, piechotą lub
furmanką,. Dalej 23 km autobusem do stacji kolejowej Bastuny. Razem więc do tej najbliżej położonej stacji
kolejowe było 41 km. Jeżeli już robiło się wyprawę do miasta to tylko pociągiem do odległego od Bastun o
dziewięćdziesiąt kilometrów Wilna. Jeżeli służbowo do inspektoratu, innego urzędu, lub do lekarza to do Lidy,
też z tej samej stacji.
Wilno to do dzisiaj piękne miasto, i mógłby z nim konkurować chyba tylko Kraków. Ale ile razy w roku
można odbyć taką podróż? Co robić przez cały rok? Polować. W niedzielę wybrać się do kościoła do
odległego o 18 km Radunia. Organizować zabawy i jeździć po kuligach. A lubił się bawić i tańczyć do białego
rana. Do dzisiaj panie które go pamiętają wspominają, że był znakomitym tancerzem. Na wszystkich
zabawach był wodzirejem przy czym świetnie prowadził tak walca jak i mazura czy poloneza. Jako wodzirej
wystąpił tez w filmie "Kardiogram"nakręcanym w Szczebrzeszynie. Na zabawie jak i w życiu prywatnym nie pił
alkoholu, i nikt chyba w całym jego długim życiu nie widział go podchmielonego. Za to do końca namiętnie palił
papierosy.
Nauczyciele i administracja lokalna powiatu lidzkiego żyli i bawili się w swoim gronie, gdyż w zdecydowanej
większości byli "obcymi"sprowadzeni z dawnej Kongresówki i Galicji. Ludność miejscowa białoruska i litewska,
wrogo nastawiona do polskiej szkoły, rywalizowała między sobą o przekształcenie jej w szkołą białoruską lub
litewską. I o uczenie swoich dzieci mowy, literatury i historii ojczystej tj białoruskiej czy litewskiej, a nie obcejpolskiej. Odmowy posyłania dzieci, świadczeń na rzecz szkoły, nocne napady na szkołę były na porządku
dziennym. Władze szkolne wyposażyły Romana w rewolwer.
Ludzie mieszkali często w kurnych chatach. Jedyny zarobek przynosiły ogromne zbiory grzybów, które po
wysuszeniu sprzedawano za grosze przyjeżdżającym specjalnie po nie żydowskim kupcom. Pieniędzy
otrzymanych za grzyby wystarczało tylko na sól. Jedzono to co uboga ziemia urodziła, dał las, co
wyhodowano, i co złowiono w jeziorach. Chodzono w tym co utkano z lnu, wełny i w kożuchach. Na nogach
noszono łapcie z łyka, zimą bogatsi buty z wyprawionej przez miejscowych skóry. Można sobie wyobrazić brud
i zaduch w chatach, a także poziom higieny. Lekarzy zastępowali znachorzy i baby- szeptuchy. Bieda była
nieopisana, nawet oficjalnie nazywano te tereny Polską "C"
Po drodze z Podzitwy do stacji kolejowej mijał Roman najpierw wieś Pielasy, gdzie znajdowała się cerkiew i
parafia prawosławna, a następnie zaścianek szlachecki Pocieluńce. W tychże Pocieluńcach, jedynej wysepce
polskości, uczyła Stefania Bielańska, przyszła żona Romana. Wzięli ślub 25.VIII.1929 r w Sokalu, rodzinnym
mieście Stefanii. Dochowali się czworga dzieci: Romualda, Teresy, Elżbiety i Ireny.
Roman Kołodziejczyk był, jak ogromna większość mieszkańców Szczebrzeszyna, członkiem, a później i
działaczem Narodowej Demokracji będącej w ostrej opozycji do rządzącego obozu Piłsudskiego. Nie
patyczkowano się wtedy z opozycją. Starostowie mieli prawo zsyłać bez sądu przeciwników do obozu w
Berezie Kartuskiej. Wielu opozycjonistów zostało aresztowanych, lub musiało uciekać za granicę. Na niższym
szczeblu rugowano ich z pracy. W ten sposób i Romanowi na początku lat trzydziestych XX wieku cofnięto
prawo nauczania. Kilka następnych lat pracował dorywczo, często społecznie, na kursach rolniczych
organizowanych przez Kółka Rolnicze. Niestety niedługo odebrano prawo nauczania również jego żonie.
Ponieważ nie mogli dostać pracy w żadnej instytucji państwowej kupili w roku 1934, od banku Rolnego w
Zamościu, 18 hektarowe gospodarstwo rolne koło Szczebrzeszyna zwane "Szlakówką" Jako ciekawostkę
można podać, że wg aktu kupna miejscowość w której znajduje się "Szlakówka"nazywała się Starybród (nie
Stary Bród).
Prowadząc gospodarstwo Roman i tutaj udzielał się społecznie m. in. organizując wraz z innymi
Spółdzielnię Mleczarską w Szczebrzeszynie. Już w październiku 1939 roku, jak wspomina w swojej książce
"Armia Krajowa na Zamojszczyźnie" Jerzy Jóźwiakowski, przystępuje Roman do tajnej organizacji
niepodległościowej, która przekształciła się ZWZ a potem w Armię Krajową. W latach 80- tych i 90-tych
ubiegłego wieku pełnił funkcję prezesa organizacji kombatanckie.
Tuż po wyzwoleniu zostaje członkiem Komitetu Odbudowy Szkół. Przyczynił się w wybitny sposób do
szybkiego wznowienia nauki Państwowego Gimnazjum i Liceum w Szczebrzeszynie, w którym następnie
przez kilka lat był przewodniczącym Komitetu Rodzicielskiego.
Zostaje nauczycielem Zasadniczej Szkoły Zawodowej w Szczebrzeszynie. Jednak już w 1953 roku
zwolniono go za przeszłość polityczną i wrogi stosunek do PZPR i ustroju, krytykę usunięcia religii ze szkół
itp. Po tzw odwilży Gomułkowskiej Wojewódzka Komisja Weryfikacyjna przywraca go w lutym 1957r do pracy
w szkolnictwie. Znowu jest nauczycielem ZSZ w Szczebrzeszynie skąd w roku 1964 odchodzi na emeryturę.
Na emeryturze dużo pracuje społecznie. Przewodniczy Kołu Absolwentów Seminarium Nauczycielskiego,
organizuje wraz z kolegami zjazdy absolwentów, współtworzy książkę "Zakłady Kształcenia Nauczycieli i Ich
Wychowankowie". Niezwykłą popularność przynosi mu funkcja Prezes Klubu Seniora przy Miejskim Domu
Kultury. Prawie do ostatnich chwil swojego życia jest organizatorem imprez dla członków Klubu. Liczne
wycieczki, bale i zabawy, spotkania i wymiany doświadczeń z innymi Kołami z Zamościa, Zwierzyńca,
Krasnobrodu itd., z którymi nawiązał kontakty. Potrafił zachęcić do działania emerytów, zawsze pełen humoru,
patriotycznych wierszy i piosenek. Zmarł 29.11.1995 r w wieku prawie 92 lat.
Romuald Kołodziejczyk (syn)
***
Przez co najmniej 10 – 12 lat p. Roman był na każdym Dniu Nauczyciela w Zasadniczej Szkole Zawodowej w
Szczebrzeszynie, choince szkolnej, potrafił "rozkręcić" uczniów, był duszą towarzystwa, pełen werwy, humoru
– jego pasją był taniec – wspomina osobę Romana Kołodziejczyka Aleksander Garbacik b. dyrektor ZSZ
Kołodziejczyk z domu Bielańska Stefania
Urodziła się 14.10.1906 r w Sokalu w rodzinie pracowników wymiaru sprawiedliwości. Ojciec kierownik
sekretariatu sądu, jeden wujek adwokat, drugi sędzia. W zaborze austriackim, do którego Sokal należał,
polskie szkolnictwo było dobrze rozwinięte dlatego odsetek ludzi wykształconych był znaczny. Odwrotnie niż w
zaborze rosyjskim, gdzie szczątkowe szkolnictwo istniało tylko w dużych miastach, a np. w Szczebrzeszynie z
powodu braku szkół panował powszechny analfabetyzm.
Stefania rozpoczęła naukę w szkole podstawowej sióstr Felicjanek, jednak wybuch pierwszej wojny
światowej ją przerwał. Przeżyła w tych czasach tragiczny los Sokala, kiedy to przechodził on kilkukrotnie z rąk
do rąk. Już w pierwszych dniach wojny wojska austriackie dwukrotnie opuszczały Sokal pod naporem
rosyjskim i dwa razy wracały aby wreszcie opuścić go na dłużej. Odbywało się to z huraganowym ostrzałem
artyleryjskim, przed którym chowano się w piwnicach, i zaciętymi walkami. A także grabieżami i mordami
straszliwych kozaków
Wspominała często pobyt Moskali, jak wtedy i dzisiaj na tych terenach nazywa się Rosjan. Dla Moskali,
dziczy w porównaniu do dotychczas panujących tam stosunków cywilizacyjnych, Sokal był już wrogą Austrią, a
więc terenem zdobycznym na którym można było zacząć rabunek, i stworzyć okupacyjny reżim. Nie wiedzieli,
a pewnie i nie chcieli wiedzieć, że w Galicji rządzili Polacy w tym także w Sokalu, gdzie w tym czasie starostą
był Polak Władysław Korostkiewicz a burmistrzem Eugeniusz Wysoczański. Polski w pojęciu elit rosyjskich nie
było- był tylko jakiś Kraj Priwiślański. A "sałdaty"w 100 % analfabeci spędzeni do wojska z całej przestrzeni
"matuszki Rassyji"od Władywostoku przez Azję, od "głubinki"Syberii do Petersburga, myśleli tylko o rabunku i
wódce.
Naukę mogła Stefania kontynuować dopiero po wojnie. Po ukończeniu szkoły powszechnej rozpoczęła
naukę w Prywatnym Żeńskim Seminarium Nauczycielskim w Sokalu. Po jego ukończeniu została zatrudniona
w zaścianku szlacheckim Pocieluńce, w powiecie Lida. Nazwę tego zaścianka wymawia się nie jak Poćeluńce,
ale z wileńska zamiast litery ć litera c, zamiast litery e litera je - Pocjeluńce. Na mapach rosyjskich z przed
1914 r. widnieje jego nazwa białoruska: Pocełunce a więc pocałunki czy całusy. Zaścianek posiadał 7 klasową
szkołę powszechną. W roku 1929 wyszła za mąż za Romana Kołodziejczyka.
Od roku 1934 obydwoje prowadzili gospodarstwo rolne zwane w Szczebrzeszynie powszechnie
"Szlakówką" Po zakończeniu drugiej wojny światowej powróciła do zawodu nauczycielskiego ucząc w szkole
podstawowej w Brodach Dużych. Niezmiernie pracowita, łączyła pracę zawodową z prowadzeniem znacznie
zmniejszonego w powojennych latach gospodarstwa, i wychowaniem czworga dzieci. Zdobycie przez dzieci
wyższego wykształcenia, i gromada wnucząt, były największym jej szczęściem. Zmarła 18.03.1989 r.
przeżywszy ponad 82 lata.
Romuald Kołodziejczyk (syn)
Kowalczyk Ludwik
Ludwik Kowalczyk, syn Jana i Zofii Kowalczyk urodził się 1936 roku w Wielączy. Jego rodzice pracowali,
zresztą jak wszyscy w tym okresie na roli zapewniając utrzymanie dwójce dzieci oraz staruszkom rodzicom.
Pomimo licznych koniecznych wydatków finansowych (mających związek z przenosinami budynków po
skomasowaniu Wielączy w 193? roku do Wielączy Komasacji, obecnie Wielączy Kolonii "za górą", ojciec
zadecydował "trzeba Ludwisia oddać do szkoły średniej" – opowiada Ludwik Kowalczyk. Zdawałem egzamin
do Liceum w Zamościu, zdałem, ale z braku miejsc nie zostałem przyjęty, podobnie było w Biłgoraju. Bez
trudności zostałem uczniem wymarzonej szkoły aż w we Lwowie. Z Wielączy trafiło na tam troje: Justyna
wróbel, Stanisław Gębala i ja. Po latach z przekąsem stwierdziłem, że Zamość i Biłgoraj były szkołami dla
Żydów...
Gdy wybuchła wojna szczęśliwie wróciłem do domu. Pracowałem na roli. Na początku 1942 roku
otrzymałem doręczone przez sołtysa wezwane na rozmowę w Arbaitsamcie (Biurze Pracy) w Zamościu. Po
rozeznaniu przez ojca sprawy, czego od syna chcą Niemcy, wspólnie podjęliśmy decyzję: trzeba się ukrywać,
bo to nic innego jak wyjazd do Rzeszy na roboty. Zaczęło się życie pod strachem – nocowanie u znajomych ,
poza domem... Ojciec próbował zdobyć lewe dokumenty, myślał o "karcie zgonu"!!!
Przyszło wysiedlenie, poprzez kontakty m. in. z Kazimierzem Tomaszewskim, Bartłomiejem
Czerwieńcem, pod przysięgą ostrzegałem wskazanych ludzi , w tym ojca. Tuż przed wysiedleniem wszyscy
znaleźli schronienie w biednej części Bodaczowa – "Borku".
Na początku 1943 roku Bartłomiej Czerwieniec "Rolicz" zaproponował mi (wówczas 21 letniemu
chłopakowi) abym został Żołnierzem Podziemia. Bez wiedzy rodziców wyraziłem zgodę, otrzymałem "lewe"
dokumenty ; wyznaczono mi dwie kwatery stałe w Niedzieliskach oraz awaryjną w Zawadzie. Szkolenie
sanitarne i strzeleckie przechodziłem na Markowiczyźnie, z uwagi na zachowanie bezpieczeństwa nie brałem
udziału w akcjach na rodzinnym terenie– miałem pozostawać w pogotowiu. Na ile mogłem pomagałem swoim
opiekunom. Po ucieczce z Wielączy Volksdeutschów powróciłem z rodzicami na gospodarstwo.
Przed żniwami 1943 roku otrzymałem rozkaz wyjazdu do Lwowa. Po dotarciu na miejsce dowiedziałem
się, że wraz z innymi wyznaczono mnie do ochrony Polaków przed atakami UPA. 381 Otrzymaliśmy broń,
381
Ukraińska Powstańcza Armia, Ukrajinśka powstanska armia, UPA, ukraińska niepodległościowa formacja zbrojna
powstała 14 października 1942 w wyniku połączenia oddziałów partyzanckich działających na Polesiu i Wołyniu,
oddział wzmocniono ludźmi znającymi teren.
W ciągłym zagrożeniu wraz z ochranianą ludnością dotarliśmy w rejon Rawy Ruskiej, ludność znalazła
oparcie i schronienie - my byliśmy już niepotrzebni. Wyczerpani, chorzy, oddział poniósł straty, wycofani
zostaliśmy w rejon Narola. Tu dowództwo nawet nie dziękując za ofiarną służbę, bez powodów resztki
"ochotników", jak nas określono, zwolniło do domu.
Powstało pytanie: w która stronę iść? Na wschodzie UPA i zbliżający się front, na Ziemi Zamojskiej jeszcze
mocni Niemcy, wrócili Volksdeutsche... Szczęśliwie dotarłem do Zawady, była późna jesień 1943 roku, znów
"Rolicz" próbował mi pomóc. Tak przetrzymałem zimę 1944 roku, ciągle krążąc między domem rodzinnym,
kwaterami , ciągle u innych ludzi w Niedzieliskach , w ciągłej obawie o zdrowie i życie moje i rodziny.
Między "swoimi" od wiosny 1944 roku mówiło się, że trzeba być gotowym na przyjście Sowietów i na
odwrót – Niemców. W takiej atmosferze, trochę nieufny i zniechęcony sposobem potraktowania mnie po
"operacji lwowskiej", otrzymałem wraz z Gustawem Wróblem z Zawady szansę zostania żołnierzem
oddziałów leśnych AK. Ta "szansa" niebawem została zamieniona na rozkaz wydany przez Komendanta
Gminnego AK, Rejon Mokre por. Eugeniusza Jereczka. Obydwaj zostaliśmy w czerwcu 1944 roku wcieleni do
oddziału ppor. Jana Kryka, ps. "Topola".382
W planach oczyszczania zaplecza frontu w 1944 roku przez Niemców, oddziały AK, BCh, AL oraz oddziały
rosyjskie działające na Zamojszczyźnie znalazły się w kotle obławy w ostępach Puszczy Solskiej. Cała
operacja zakończyła się wielkim dramatem i tragedią wśród leśnych bagien – zginęło około 1200 partyzantów,
tylko nieliczni, w początkowej i końcowej fazie operacji uszli z życiem – winą obarczyła historia nieudolne
sprawowanie dowodzenia.
W tej krwawej rzezi zginął Gustaw Wróbel, ps. "Dąb" – podobno zgłosił się na ochotnika do szpicy, trafił
na minę, stracił nogi i ręce. Ciała nie znaleziono – pozostał N. N . Przypomina o nim tylko symboliczna tablica
na grobie jego rodziców w Wielączy; grób znajduje się w starej części cmentarza, przy środkowej alei pod
"górką", Gustaw miał 18 lat...
Reszta oddziału "Topoli" cofnęła się na bagna i moczary za rzeczką Sopot, zaległa na wprost nie
istniejącego już drewnianego młyna koło Osuch. Gdy padł rozkaz "każdy ratuje się na własną rękę"ukryłem
się w bagnie pod kępa traw, oddychałem przez trzcinę, gdy szli Niemcy. Tak, w nieludzkich warunkach, cięty
przez komary i pijawki przetrwałem idące trzy obławy z psami, szczęśliwie dla mnie żaden z żołdaków nie
skierował serii, nie rzucił granatu...
Gdy zdecydowałem się wyjść zanim nadejdą kolejni Niemcy wkoło była groźna cisza, nigdzie oznak i
śladów życia, tylko od rzeki unosiła się mgła, na wschodzie niebo bladło. Zdecydowałem się czyniąc znak
Krzyża Świętego na opuszczenie kryjówki. Wolno aby nie powodować hałasu (pluskały tylko żaby) ruszyłem
otoczony mgła w kierunku młyna i rzeki. Obok młyna leżeli polegli we wczorajszym boju koledzy. Zabrałem od
któregoś Schmeissera oraz zapasowe magazynki, przy innym znalazłem granaty, miałem swego colta. Z
trudem pokonałem bystry nurt rzeki, jej strome brzegi. Wiedziony wyuczonym odruchem skierowałem się na
pole obsiane żytem.
Pole było różnej szerokości 10 do 20 metrów, długie od 80 do 100, kończyło się przy młodym sośniaku.
Mocno zmęczony, niewyspany , głodny szedłem przed siebie. Coś mi mówiło wewnętrznie, że teraz się uda.
Szedłem jak cień, byle do lasu..., nagle we mgle zauważyłem okopane stanowisko dziewięciu karabinów
maszynowych. Byłem zbyt słaby by coś zrobić, szedłem jak zjawa, jak duch oczekując, że za chwilę rozlegnie
się seria a ja zobaczę błyski ognia, podobno nawet nie będzie bolało... i będzie po wszystkim. Nic takiego się
nie stało, Niemcy byli pewni że nic im nie grozi, nie wystawili czujek, słyszałem z okopów ich chrapanie.
382
oddziałów Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN-Banderowcy) i innych. Dowództwo jednostki sprawował
R. Szuchewycz (pseudonim Taras Czuprynka). UPA stanowiła zbrojne ramię radykalnego skrzydła OUN, od lipca
1944 podporządkowana Ukraińskiej Głównej Radzie Wyzwoleńczej. Wysuwała program walki o samodzielną,
niepodległą Ukrainę. 1943–1944 liczyła 40 tys. osób. Oddziały organizacji prowadziły walkę z Rosjanami,
Czechami, Polakami z terenów polsko-ukraińskiego pogranicza etnicznego, a także sporadycznie z niemieckimi
formacjami wojskowymi. Jej ofiarą padło ok. 100 tys. Polaków, a dalsze 300 tys. musiało uciekać przed
prześladowaniami. wg. http://portalwiedzy.onet.pl/54084,,,,ukrainska_powstancza_armia,haslo.html
absolwent Seminarium Nauczycielskiego w Szczebrzeszynie, zebrał i przygotował do druku pieśni śpiewane przez
partyzantów z Zamojszczyzny. Wydal je w zbiorku zatytułowanym "Pieśni oddziałów partyzanckich
Zamojszczyzny" dr Zygmunt Klukowski pod pseudonimem "Podwiński" (1944). Jan Kryk poległ ratując swoich
rannych żołnierzy nad rzeką Sopot po bitwie pod Osuchami w czerwcu 1944 roku. Na działce w Szczebrzeszynie,
która stanowiła jego własność zlokalizowano jednostkę Państwowej Straży Pożarnej
Mogłem ich wystrzelać, ale nie miałem już sił. Broń sama wypadła mi z rak, przyszło dziwne uczucie – tak
chciałem jeszcze żyć, tchórzem nie byłem...
Udało się. Wyszedłem z okrążenia, byłem wolny. Dotarłem do lasu, co robić, gdzie iść, to mnie
zdopingowało do wysiłku, dalszej wędrówki. "Kietlicz" pokazywał to miejsce mnie oraz swojemu szwagrowi,
Władysławowi Garbacikowi z Wielączy, podczas pobytu w lipcu 1975 roku. Przeszedłem mały sosnowy lasek,
drogę wiejską, szedłem obok spalonych zabudowań wiejskich, kierowałem się instynktownie na północ, po
prawej ręce wschodziło słonce.
Trawiło mnie pragnienie, gorączka, dokuczało mi mokre odzienie, drżałem z zimna może ze szczęścia, że
udało się, że dobry Bóg oszczędził mnie, żołnierskie szczęście nie zawiodło. Wokół cisza budzącego się dnia,
nigdzie śladów bytności wroga. Usłyszałem głos płaczącego dziecka dochodzący jakby spod ziemi. Tam
muszą być ludzie. Odnalazłem wejście do podziemnej kryjówki, bunkra, było tam kilka osób, chyba z Osuch,
płaczące dziecko. Poprosiłem o coś do picia i jedzenia. W garnku stało zsiadłe mleko.
Usłyszałem, że jestem bandytą, jednym z tych, którzy spowodowali ich tragedię. To wina partyzantów, że
ich potkało takie nieszczęście – musieli opuścić dom, zostawić bydło i ukryć się tu. Wyszedłem ze schronu jak
pijany albo ślepiec. Szedłem przed siebie potykając się o drzewa i gałęzie. Mogłem im zabrać wszystko,
zabić, miałem colta, granaty. Nie uczyniłem tego, coś we mnie pękło...Doszedłem lasami do Bondyrza, gdzie
dobrzy ludzie dali mi schronienie aż do przyjścia "ruskich". Przekazałem do domu wiadomość, że żyję, gdy
przyjdzie czas, wrócę...
Wreszcie upragniona "wolność" . Jaka niespodzianka gdy na siłę wciągają mnie do wojska. Kto był w lesie,
w AK, ten wróg. Dawni koledzy stali się wrogami. Byłem wyjęty spod prawa. Odnaleźli mnie dawni koledzy –
była wielka wsypa w Zwierzyńcu, Zamościu u nas w Wielączy. Uniknąłem aresztowania. Na jak długo?
Zdecydowałem się "zaginąć" (wiedział jedynie ojciec i on rozgłosił, że przepadłem). Wyjechałem na Pomorze,
osiadłem w Szczecinku. Zgłosiłem się w Urzędzie Repatriacyjnym (przedtem zmieniłem dane), oznajmiłem że
pochodzę z okolic Lwowa – moje zeznane uznano za prawdziwe i wiarygodne, znałem tamte strony, bo
uczyłem się tam przed wojną.
Mieszkam w Szczecinku, ożeniłem się z Wilnianką o podobnym życiorysie, mamy dwóch synów. Życia nie
mama łatwego, ciągle wracają tamte straszne chwile..
opracował Bogusław Garbacik
Krasny Zygmunt.
Naczelny redaktor szczebrzeszyńskiego "Chrząszcza" – Organu Stowarzyszenia Przyjaciół Szczebrzeszyna,
które powstało m. in. z jego inicjatywy 20 kwietnia 2004 roku.
Celem stowarzyszenia jest :

promowanie Miasta i Gminy Szczebrzeszyn w kraju i za granicą
 stworzenie wizerunku Szczebrzeszyna jako miasta przyjaznego turystom
 prace na rzecz zachowania materialnych i niematerialnych zabytków Szczebrzeszyna
 popieranie inicjatyw społecznych w zakresie gospodarki, sportu, kultury i turystyki
 rozwój świadomości obywatelskiej.
Stowarzyszenie inicjuje różne działania instytucji i organizacji mające na celu promowanie naszego miasta.
Dlatego między innymi działaniami wydaje miesięcznik, "Chrząszcz", mający za zadanie zapoznawanie
mieszkańców miasta i gminy z piękną historią a także teraźniejszością miejscowości, w której mieszkają.
Gazeta w ilości 200 – 250 egzemplarzy rozchodzi się w ciągu dwu dni. Niektórzy mieszkańcy wysyłają
egzemplarze gazety swoim rodzinom w kraju i za granicą.
Komitet założycielski Stowarzyszenia Przyjaciół Szczebrzeszyna wybrano 29 kwietnia 2004 r., skład
osobowy stanowią: Anna Pańczyk, Teresa Klajn, Maria Jurczykowska, Donat Kowalski, Emma Bielecka,
Mariusz Drożdżyk, Daniel Kościk, Michał Pańczyk, Andrzej Pańczyk, Krzysztof Drożdżyk, Witold Grula, Jacek
Bulak, Stanisław Pietruszyński, Zygmunt Jarmuł, Tomasz Hasiec, Zygmunt Krasny, Stanisław Kita, Andrzej
Klajn, Piotr Kołodziejczyk, Zbigniew Złomańczuk, Tomasz Gaudnik. 383
383
http://www.szczebrzeszyn.pl/asp/start.asp?page=pl_stowarzyszenia&tytul=Stowarzyszenia
Krzywdziński Aleksander
Notariusz - posiadał w okresie międzywojennym własną kancelarię w domu nr 324 w Szczebrzeszynie. W
moich prywatnych zbiorach zachowały się dwa akty sporządzone przez tegoż notariusza; dotyczą włościan z
Czarnegostoku ...dnia 23 czerwca 1906 roku przede mną Aleksandrem synem Antoniego Krzywdzińskim
notariuszem przy kancelaryi Sędziego Pokoju w Zamościu w kancelaryi mojej w m. Szczebrzeszynie, pow.
Zamojskim, guberni Lubelskiej w domu pod nr 324 stawili się nieznani mi ludzie, którzy nazwali się: 1)
Michałem Smotrem właścicielem osady i 2) włościaninem Kazimierzem synem Michała Smotra. Michał w
obecności notariusza darował synowi Kazimierzowi na wieczysta jego własność 6 morgów , 4½ pręta ornej i
sianokosnej ziemi.... Drugi akt notarialny sporządzony został przez notariusza Krzywdzińskiego 1 kwietnia
1918 roku; również dotyczy rodziny Smotrów.
Poza wspomnianymi aktami Aleksander Krzywdziński sporządził odpis opinii wydanej 12 stycznia 1925
roku przez dyrektora Państwowego Seminarium Nauczycielskiego Męskiego w Chełmie - Fel[iksa?]
Wojciechowskiego o nauczycielu Józefie Maziu, który przeniósł się do pracy w szczebrzeszyńskim
Seminarium Nauczycielskim Męskim. Odpis sygnowany imienną okrągłą pieczątką z orłem w koronie o treści
Aleksander Krzywdziński. Notarjusz w Szczebrzeszynie wykonany został 20 stycznia 1952 roku.
Regina Smoter Grzeszkiewicz, Tomasz Gaudnik
Lotz Jan Józef
Postać znanego na terenie gminy gajowego – Jana Józefa Lotza wspomina Romuald Kołodziejczyk
Mieszkałem z rodzicami na "Szlakówce" Jak w każdym domu tak i u nas paliło się w piecach drzewem - o
węglu przed wojną nie było mowy. W nadleśnictwie Kosobudy ojciec kupował asygnatę na kilka "fesmetrów"
drzewa różnych gatunków, w tym bukowego, które było bardzo wydajne, i najlepsze do palenia w piecach
ogrzewających pomieszczenia. Potem z gajowym z gajówki "Krzywe" Janem Józefem Lotzem, z którym
wcześniej nawiązał znajomość, uzgadniał dzień i miejsce odbioru drzewa. Znajomość pogłębiła się, gdy Lotz
podczas wyjazdów do Szczebrzeszyna zaczął zostawiać u nas konia z furmanką, i dalej szedł pieszo. Z
czasem wytworzyła się pomiędzy naszymi rodzinami przyjaźń.
Utrwaliła się w roku 1939 kiedy przed przyjściem do Szczebrzeszyna Niemców całą rodziną
przeprowadziliśmy się na prawie dwa tygodnie do państwa Lotzów, do gajówki Krzywe. U drugiego gajowego
mieszkającego w tejże gajówce, Kawki, przebywali w tym czasie państwo Waligórowie. Później jeszcze
kilkakrotnie tam "uciekaliśmy" Podczas wysiedlania Szczebrzeszyna, walki stoczonej koło "Szlakówki" z
własowcami przy odbijaniu więźniów prowadzonych ze stacji kolejowej, podczas przechodzenia frontu w 1944
r. itp. Gajówka położona w głębi lasów ordynackich, dzisiaj w sercu Roztoczańskiego Parku Narodowego, była
najlepszym schronieniem.
Składała się z budynku mieszkalnego dla dwu gajowych, oraz budynków inwentarskich. Każdy gajowy
posiadał także tzw osadę czyli kilka morgów pola przyległych do gajówki.
Budynek mieszkalny był typowy dla budowanych przez administrację Ordynacji Zamojskiej mieszkań dla
swoich funkcjonariuszy, począwszy od gajowego przez szlakowego, aż do dworu dla dzierżawcy folwarku. Z
przodu ganek, z tyłu wyjście na podwórze. Różniły się one tylko materiałem z którego były zbudowane,
wielkością i ilością użytkowników.
Budynek dla dzierżawcy folwarku był murowany, miał wewnątrz sień na przestrzał, cztery duże pomieszczenia
po dwa z każdej strony sieni, dobudowaną kuchnię, i był zamieszkały przez jedną rodzinę.
Szlakówka, wybudowana w pierwszej połowie XIX wieku, była murowana, wielkością i wyglądem taka
sama jak dwór dzierżawcy folwarku. Być może dlatego, że szlakowymi, do których właściciel lasów musiał
mieć bezwzględne zaufanie gdyż kontrolowali legalność drzewa wywożonego z lasów z za Brodzkiej Góry,
mogli być jacyś zubożali przedstawiciele "klasy wyższej" Szlakówkę zamieszkiwało dwu szlakowych. Każdy z
nich posiadał połowę tego co dzierżawca folwarku - dwa pomieszczenia, komorę, i osobne wyjście do
zabudowań gospodarczych. Ganek, czyli wejście oficjalne, i przynależny do niego przedpokój, czyli
pomieszczenie dla zostawiania wierzchniej odzieży były dla nich wspólne.
Identyczny rozkład pomieszczeń jak "Szlakówka" miała również gajówka. Też oficjalne wejście przez ganek
ze wspólnym przedpokojem, i osobnymi wyjściami na podwórze. Dwoma pomieszczeniami i spiżarnią dla
każdego z dwu gajowych. O ile jednak "Szlakówka" i dwór dzierżawcy były murowane to gajówka, była dużo
skromniejsza, drewniana, o mniejszej powierzchni i gorszym standardzie. Taka właśnie była gajówka
zamieszkana przez dwu gajowych; Lotza i Kawkę. Zwana od wieków we wszystkich dokumentach Ordynacji
Zamojskiej jak i przez ludność: "Krzywe" Ostatnio dla kilku rosnących tam dębów (nie takich znowu starych)
jakiś biurokrata zmienił nazwę gajówki z "Krzywe" na "Dębowiec" Doprawdy dziwna mania zmieniania starych,
historycznych nazw zapanowała w Polsce.
Gajowy Jan Józef Lotz używał na co dzień imienia Józef aby nie mylić go z mieszkającym w Michalowie
bratankiem Jankiem, przed wojną kierowcą hr. Zamoyskiego. Tenże bratanek odbywał przed 1939 r. służbę
wojskową w jedynej polskiej dywizji zmotoryzowanej wyposażonej w małe tankietki. Zapamiętałem go
ubranego w czarne skórzane spodnie i taką kurtkę- mundur czołgistów, i czarny beret ze srebrnym orzełkiem
na głowie
Józef Lotz był prawnukiem sprowadzonego przez Ordynację Zamojską z Niemiec leśnika. Wiele razy
żartobliwie wspominał, że tenże pradziadek umiał po polsku powiedzieć tylko: "ty polska palcionko" Józef był
gorącym patriotą, który pomimo szykan gestapo nie podpisał volkslisty. Nie podpisali je wszyscy członkowie
rodziny- ani bratanek Jan, ani drugi bratanek Bolesław, ani brat zamieszkały w miejscowości Zamch, którego
za to zesłano do Oświęcimia czy na Majdanek. Widziałem go po powrocie z tego obozu- został cień człowieka.
W gajówce spotykali się dowódcy dywersji, a nieraz i całe oddziały partyzanckie. Widziałem tam nawet
legendarnego Miszkę Tatara. Kilometr od gajówki Krzywe w uroczysku Mokra Debra stacjonował oddział ppor
Stefana Poździka "Wrzosa", który był stałym gościem gajowych, i przez których szło prawie cale zaopatrzenie
oddziału.
Józef Lotz przepracował w leśnictwie jako gajowy około 60 lat. Mieszkał zawsze w tej samej gajówce.
Stanowczy, przez niektórych, szczególnie panie, posądzany przez to o despotyzm, ale grzeczny, uczynny,
wzbudzający od razu sympatię. Wysoki, atletycznie zbudowany, bez gama tłuszczu, od wczesnych lat zupełnie
siwy. Niezmiernie pracowity i obowiązkowy. Wiele razy tam nocowałem i pamiętam, że zawsze wszyscy byli
przez Lotza budzeni wcześnie rano, latem około 4- tej godziny. Trzeba było oporządzić, nakarmić i napoić
konia, krowy i inny inwentarz. Ugotować i zjeść śniadanie. A potem iść do lasu dla kontroli rewiru,
rozdysponowania prac robotnikom leśnym, ich dozoru, i całego szeregu innych prac. Była jeszcze osada gdzie
trzeba było zaorać, zasiać, zebrać i wymłócić- przygotować zapasy na cały rok dla rodziny i inwentarza. Nie
widziałem Lotza odpoczywającego.
Zapamiętałem jego charakterystyczny sposób podawania ręki na powitanie i pożegnanie. Cofał łokieć
prawej ręki do tyłu tak, że dłoń była równo z bokiem, a potem po sekundzie czy dwu, lekko pochylony do
przodu, błyskawicznie wysuwał rękę do przywitania.
Miał Lotz do pomocy w gospodarstwie człowieka na poły parobka, na poły domownika. Wszyscy znaliśmy
go pod imieniem Leon choć na prawdę miał na imię Pantalejmon, analfabeta, chyba bez rodziny, prawosławny
gdzieś z pod Tarnogrodu. Nie wiem czy ktokolwiek znał jego nazwisko- zawsze Leon. Pracowita poczciwina
słynął z powolności. Anegdotyczne były jego wyprawy w niedzielę do Szczebrzeszyna. Najpierw wyciągał
świąteczne ubranie i czyścił go. Potem czyścił buty. Na tych czynnościach schodził mu czas do południa.
Potem zaczynał się golić, myć i robił to tak powoli, że był już prawie wieczór. Tenże Leon przechował aż do
końca wojny rodzinę żydowską. Wykopał im w lesie ziemiankę, a potem prawie dwa lata zaopatrywał ich w
żywność. Wiedziało o tym zresztą kilka osób bo sam nie byłby w stanie zapewnić im pełnego zaopatrzenia.
Rodzina ta po wojnie przeniosła się do Warszawy zabierając z sobą Leona. Tam dała mu mieszkanie i
zapewniła pracę stróża w Wedlu, a tym samym emeryturę.
Józef Lotz był żonaty z Marią Luge (Luż). Nie wiem jak się ta francuska rodzina znalazła w Polsce. Maria
urodziła się w Hrasiukach w 1882 r. jako córka Piotra i Kazimiery Radzikowskiej. Wg znajdujących się w
Sandomierzu dokumentów ojciec jej był podleśnym Ordynacji Zamojskiej. Było to stanowisko daleko wyższe
niż dzisiejszy nadleśniczy. Jeszcze w 1945 r. dobra Ordynacji zajmowały 195.000 hektarów, a w XIX wieku
zapewne jeszcze więcej. Znaczny procent stanowiły lasy które dzieliły się na cztery klucze, a każdy z nich
obejmował ogromny obszar. Klucz Zwierzyniecki np. obejmował połacie lasów od Kosobud, Krasnobrodu,
Józefowa poprzez, Turzyniec, Kawenczyn, Niedzieliska aż do Kątów koło Zawady. Jej ojciec, podleśny czy
oficjalnie podleśniczy, zarządzał jednym z takich kluczy.
Wg instrukcji Ordynacji Zamojskiej z 19.XI.1858 :
"Podleśniczy, jako najbliższy nadzór lasów sprawujący, obok dozoru zapobiegającego zniszczenia ich, a
raczej pilnowania całości – zarówną mieć także powinien uwagę na ich porost, gatunki rosnącego drzewa i
naturę ziemi, i tem celem najdokładniej obznajomić się obowiązany z miejscowością, położeniem i z
nazwiskami uroczysk (dzielnic), błot, jeżeli jakie są, słowem wszystkiego w rewirze znajdującego się." Musiał
mieć odpowiednie przygotowanie, w tym zapewne studia na jakimś zagranicznym uniwersytecie.
Maria swoją młodość spędziła u hrabiów Łosiów w Krasnobrodzie. W jakim charakterze nie wiem. Ale
raczej panny do towarzystwa niż służącej. Wskazywał na to jej sposób bycia. Swobodna, biorca udział w
rozmowach i dyskusjach, mająca swoje zdanie, co w tym czasie nie było wśród kobiet powszechne. Jej
zachowanie wskazywało na obycie w wielkim świecie. Nie wysoka, siwa, uczesana tak, że wszystkie włosy
podniesione były równo z głową o kilka centymetrów do góry, tak jak na XIX rycinach. Żywa, wesoła,
towarzyska, bardzo przez wszystkich lubiana. Pulchna ale nie gruba. Zapamiętałem jak opowiadała, że bardzo
lubiła jazdę konną.
Wszystkich intrygowało to małżeństwo. Nie tylko dlatego, że Maria była starsza od Lotza o 13 lat, ale też to
dlaczego wydano ją za, nic mu nie ujmując, prostego gajowego. Był to bowiem w świetle ówczesnych
stosunków widoczny mezalians. Lotz urodził się w 1895 r. kiedy nie było żadnych szkół, więc chyba był, lub
prawie był, analfabetą. Ona zaś na pewno otrzymała jakieś wykształcenie w domu lub na pensji, gdyż
przywiozła do gajówki Krzywe sporo książek m. in. trylogię Dumasa w skórkowej oprawie, i roczniki różnych
czasopism. Może była już w takim wieku, że nie mogła znaleźć lepszej partii, a Józef zawsze mierzył wyżej niż
zwykły gajowy. Sądząc z tego jak bratanek Janek zrobił się na starość podobny do Józefa, można sądzić, że
Józef był podobny w latach swojej młodości do Janka- przystojny brunet. A może kryły się za tym jakieś inne
przyczyny? Z pobytu u hrabiów Łosiów pochodził też pięknie inkrustowany sekretarzyk, i inne wysokiej klasy
meble.
Małżeństwo było bezdzietne. Maria zachorowała, myślę że na raka, i zmarła po kilku miesiącach
28.09.1943. W czasie choroby Marii przyjechała na Krzywe jej siostra "Pani Helenka" żeby się opiekować
chorą. Też nie wysoka, siwa, zawsze ubrana w sukienki czy spódnice do samej ziemi. Jej wygląd, poglądy i
zachowanie upodobniały ją do zakonnicy. Po śmierci Marii nie mając dokąd wracać została w Krzywym
przejmując całą gospodarkę "kobiecą" Pozostała tam przez kilkanaście lat nawet po powtórnym małżeństwie
Lotza.
Chyba w roku 1946 Lotz oświadczył się mojej cioci Antoninie Głazowskiej nauczycielce Gimnazjum i
Liceum w Szczebrzeszynie. Lecz ta nie chciała rezygnować ze swego wdowieństwa. Niedługo po tym ożenił
się z Wandą Kowalską pielęgniarką ze Szczebrzeszyna pochodzącą z miejscowości Gorliczyna położonej 4
km od Przeworska. Wanda córka Franciszka i Joanny Malinowskiej była o 12 lat młodsza od Lotza. Spokojna,
pracowita lubiana przez ludzi, bardzo oddana gajówce i Lotzowi. Małżeństwo ich trwało ponad 25 lat aż do
śmieci Józefa Lotza w roku 1973. Wanda przeżyła męża o 15 lat. Mieszkała potem samotnie w gajówce
Krzywe aż do swojej śmierci w roku 1988. Miała śliczną srebrzystą klacz "Baśkę" na której konno przyjeżdżała
z Krzywego na "Szlakówkę", gdzie "Baśkę" zostawiała. Później, w miarę upływu lat i pogarszaniu się zdrowia,
przyjeżdżała już wozem wyposażonym w półkoszek, oczywiście zaprzężonym w "Baśkę" Opiekował się
Wandą, i dbał o zaopatrzenie, bratanek Józefa - Janek Lotz.
Trzy pokolenia ludzi ze Szczebrzeszyna i okolicy znały Lotza ze spraw służbowych, lub chodząc do lasu na
poziomki, borówki i grzyby, a najczęściej całymi rodzinami dla zebrania chrustu na opał. Zatrzymywali się u
Lotza na kilka słów pogawędki, i dla napicia się wspaniałej w smaku wody ze studni liczącej kilkadziesiąt
metrów głębokości.
Postać Lotza jest do dzisiaj popularna wśród mieszkańców najbliższych okolic pomimo tego, że wielu go
nie zna, gdyż Lotz nie żyje już od kilkudziesięciu lat. Lotz nie mając dzieci traktował mnie nieraz jak syna.
Zabierał na obchód lasu ucząc m.in. szukania i rozpoznawania gatunków grzybów. Stawał w pewnym
momencie, wyciągał z kieszeni scyzoryk i mówił: no to ciach. Znaczyło to , że w pobliżu jest grzyb i musiałem
go znaleźć. W połowie okupacji do Krzywego została przywieziona, i oddana w opiekę Lotzowi, pasieka
Ordynacji liczącą około 150 uli. Była to dla niego dodatkowa bardzo absorbującą praca do której o pomoc
często mnie prosił. Szczególnie podczas rojenia się pszczół. Musiałem wychodzić na wysokie drzewa aby
zdjąć wyrojone pszczoły. Pomagałem mu również przy podbieraniu miodu, gdyż nie miał mu kto pomagać.
Kobiety bały się pszczół, a Leon był zbyt powolny. Część uli znajdowała się w Nowinach za Michalowem, tam
mógł liczyć tylko na moją pomoc. Kiedyś po "miodobraniu" w Krzywym mieliśmy przygodę. Miodem napełnione
były dwie beczki, które trzeba było odwieść do nadleśnictwa w Kosobudach. Odjechaliśmy furmanką z
beczkami zaledwie około 500 m od gajówki kiedy wyskoczyło dwu uzbrojonych w pistolety, i zamaskowanych
mężczyzn. Położyli nas na ziemi i pilnowali, konia zaś zdzielili batem aby jechał. Po kilkudziesięciu metrach
furmanka najechała na jakiś korzeń, przewróciła się a miód z beczek się wylał. Uciechę miały przez kilka dni
pszczoły które wyzbierały miód do ostatniej kropli.
Niezapomniana była dla mnie wizyta u Lotza w połowie lat 50- tych z niedawno poślubioną żoną. W
pewnym momencie Lotz przypomniał moją przygodę kiedy w czasie w/w akcji oswobadzanie więźniów
prowadzonych ze stacji kolejowej byłem gońcem d- cy tej akcji "Kosy", i dostałem się pod ostrzał atakujących
własowców. Czołgając się podrosłymi zbożami dostałem się do połowy Brodzkiej Góry, i tam doczekałem
wieczora. Otóż Lotz mówił: mnie ktoś doniósł, że leżysz ranny a może zabity w zbożu, Szukałem ciebie całe
popołudnie i noc. I tutaj Lotz człowiek niezwykle twardy rozpłakał się jak dziecko.
***
W gajówce Krzywe od przed wojny aż do połowy lat czterdziestych ubiegłego wieku mieszkał oprócz Lotza
drugi gajowy Kawka, wywieziony w roku 1944 na Sybir za współpracę z partyzantką. Od tego czasu w
Krzywym był jeden gajowy - Lotz. Kawka powrócił dopiero po kilku latach, lecz już nie do gajówki Krzywe.
Marczewski Henryk
Urodził się i wychował na Brodach Dużych. Podczas okupacji zaangażowany w walkę z wrogiem –Tadeusz
Kuncewicz "Podkowa" przyjął go do swego oddziału. Podczas akcji zaopatrzeniowej w żywność w majątku
Ruskie Piaski własnoręczne zdobył kompletne uzbrojenie oraz mundur, po dokonaniu tego czynu przydzielony
został do drużyny zwiadowczo – rozpoznawczej.
W marcu 1942 roku brał udział w uwolnieniu ze szczebrzeszyńskiego areszt Kamińskiego, zatrzymany
podczas jednej z akcji zwiadowczych został przekazany na Gestapo w Lublinie skąd trafił na Majdanek –
swoje przeżycia z tego okresu zapisał bardzo dokładnie z zachowaniem jak najdrobniejszych szczegółów
jeżeli chodzi o strukturę organizacyjną obozu, traktowanie więźniów, ich codzienną wewnętrzną walkę o
przetrwanie - była to piękna, złota jesień, październik 1942 r. Do obozu koncentracyjnego na Majdanku
przypędzono nas około 30 osób z łapanek na terenie pow. Krasnystaw. Przeważnie byli to rolnicy schwytani
przez żandarmerię niemiecka w drodze do pracy. Żandarmi przez cały czas mówili nam, że wiozą nas do
Niemiec na roboty. Jednak bardzo niepokojącym było dla nas to, że mieliśmy silną eskortę z bronią
maszynową gotową do strzału. Ze stacji kolejowej Lublin popędzono nas poza miasto, szosą w kierunku
Zamościa.
Już poza miastem zobaczyliśmy coś w rodzaju miasteczka z baraków. Część tych baraków była otoczona
zasiekami z drutu kolczastego. Nad zasiekami w pewnych odstępach wznosiły się wieże strażnicze. Od strony
miasta Lublina, jak i od strony szosy zamojskiej było jeszcze dużo innych baraków drewnianych nie
otoczonych drutem kolczastym.
Wiele baraków było w budowie. Drogi wewnętrzne były w budowie. Od strony miasta były pola uprawne, na
duże połaci pola rósł jarmuż, marchew, brukiew. Cały ten teren przylegający do właściwego obozu na którym
pracowali więźniowie był strzeżony przez wachmanów 384 SS, którzy stali od siebie w odległości od 50 do 100
metrów. Pierwsze nasze zetknięcie się z obozem nastąpiło właśnie poprzez przekroczenie tego kordonu SS –
manów. Byli to Litwini ubrani w zielone mundury, a na czapkach mieli trupie główki. Stali milczący pilne nas
obserwując. Żandarmi eskortujący postawili nas przed domkiem murowanym z cegły i sami weszli do do
384
(niem. Wachmann), w okresie okupacji hitlerowskiej – strażnik w więzieniu lub obozie koncentracyjnym,
wartownik. wg. "Słownika Wyrazów Obcych" pod redakcją naukową prof. Ireny Kamińskiej - Szmaj, autorzy:
Mirosław Jarosz i zespół. (2001)
środka. Po pewnym czasie wyszli i skierowali się w stronę miasta, w naszą stronę nawet nie popatrzyli. Jeden
z kolegów niedoli odruchowo oderwał się od muru i chciał pobiec za nimi, przecież jak mówili mieli nas
zawieźć do Niemiec na roboty. Stojący na posterunku Litwin zdjął szybko karabin z ramienia, a jeden z
odchodzących żandarmów śmiejąc się ironicznie wołał po niemiecku: "biegnij", "biegnij".
Nie pozostawało nam nic innego teraz jak stać i czekać. Każdy rozmyślał z niepokojem – co nas teraz
czeka. Wypełniając czas na oczekiwanie dalszej niewiadomej, zaczęliśmy obserwować okolice. Najbardziej
rzucającym się w oczy był dymiący komin, wznoszący się nad budynkiem murowanym, znajdującym się
między pierwszym a drugim zgrupowaniem baraków, jak się później zorientowałem, między I a II polem.
Każde z takich pól składało się z placu apelowego, a po obu jego stronach stało po 10 baraków tz. [to
znaczy?] bloków. Takich pół naliczyłem pięć. Bliżej nas, między barakami, jak i na polu widzieliśmy dużo
krzątających się postaci ludzkich ubranych w jakieś dziwne stroje. Były to bluzy, spodnie, jak i czapki bez
daszków uszyte z pasiastego materiału.
Pasy te były na przemian koloru szaro – białego, szaro – niebieskiego.
Po dość długim postoju pod ścianą podszedł do nas jakiś SS – man, Niemiec i dość poprawną
polszczyzną przemówił do nas "skąd jesteście, za co was aresztowali". Przeliczył nas i kazał iść za sobą. Po
drodze pytaliśmy go co będziemy tutaj robili, odpowiadał – zobaczycie. Jak długo będziemy tutaj, przecież my
mieliśmy jechać do Niemiec na roboty – zaśmiał się ironicznie i odpowiedział: stąd się nie wychodzi na
nogach, tylko przez komin, który tam widzicie dymi. Te krótkie informacje zatrwożyły nas, gdyż prawdę
powiedziawszy, żaden z nas prawie nie słyszał o obozach koncentracyjnych a tym bardziej o tym, co się w
nich dzieje. Dlatego każde usłyszane słowo, każde zaobserwowane zjawisko, każda osoba jej zachowanie
się były dla nas czymś nowym, zaskakującym, niepojętym. Po drodze spotykaliśmy coraz więcej postaci
ludzkich w pasiakach. Jedni wyglądali jeszcze nie źle, poruszali się zdrowo, inni natomiast przypominali
kościotrupów z trudem poruszających się. Każdy z tych osobników na swoim pasiaku na wysokości lewej
piersi i na prawej nogawce powyżej kolana miał przyszyty numer, a pod nim trójkąt, gwiazdę lub kółko.
Najwięcej było gwiazd i czerwonych trójkątów z literą P. 385 Ludzie ci pracowali przy kopcowaniu ziemniaków,
przy jakichś robotach porządkowych, ziemnych, przy przenoszeniu, czy przewożeniu różnych materiałów.
Wszędzie panował ruch, zgiełk, wrzask.
W pierwszym zetknięciu się z tym nowym zjawiskiem, trudno było zorientować się , co tu się dzieje, o co
tutaj chodzi. Dopiero po pewnym czasie , zorientowałem się, że w każdej grupie roboczej jest jeden, a nawet
dwóch osobników całkiem dobrze odżywionych, jakoś dziwnie ubranych w czerwone sukienne bryczesy i
bluzy granatowe ze stojącym kołnierzem i z czerwonymi wypustkami. Każdy z nich dzierżył w ręku pejcz, z
którego nierzadko robił użytek, pomagając sobie przy tym okrzykami: "prenke", "prenke", schneler",
"schneler", "immer laufschriet" i. t. p Oprócz tego niektórzy z osób ubranych w pasiaki tez posiadali kije, z
których od czasu do czasu robili użytek. Kręciło się tam również kilku SS – manów z pejczami. Gdy
przechodziliśmy obok tych dziwnych dla nas ludzi w pasiakach, wołali do nas: "dajcie nam chleba, bo zaraz
wam wszystek odbiorą i będziecie wyglądali tak my. Lecz prowadzący nas SS – man nie pozwalał na żadne
zatrzymywanie się i rozmowy. Zaprowadził nas przez bramę na I pole, postawił pod drutami i kazał czekać. W
tym czasie zaczęły wracać z pracy do obozu poszczególne grupy robocze, komanda.
Maszerują całe kolumny więźniów. Maszerują piątkami. Maszerują równo noga w nogę, jak w wojsku, w
takt podawanej komendy "links", "links", "und links". Przed bramą na komendę "halt" cała komenda zatrzymuje
się. Prowadzący dane komando kapo melduje SS – manowi stojącemu w budce przy bramie nazwę komanda
i ilość więźniów, która prowadzi . Następnie na podaną komendę cała kolumna sprawnie maszeruje dalej, a
stający w bramie SS - mani przeliczają czy podany przez kapo stan zgadza się. Widziałem jak jeden ze
385
czerwony trójkąt: więźniowie polityczni, w tym duchowni; zielony trójkąt: zawodowi przestępcy kryminalni –
przeważnie osadzeni w obozach Niemcy; czarny trójkąt: tak zwani więźniowie "aspołeczni" (było to pojęcie mało
precyzyjne, oznaczano tak m.in. prostytutki, kobiety, które dokonały aborcji, lesbijki, a także Cyganów (Romów),
osoby, którzy przed zatrzymaniem służyli w Wermachcie); fioletowy trójkąt: Badacze Pisma Świętego (Świadkowie
Jehowy);różowy trójkąt: homoseksualiści – mężczyźni; żółty trójkąt: Żydzi (nosili oni dodatkowy trójkąt taki jak
jeden z powyższych, co tworzyło kształt sześcioramiennej literowe oznaczenie narodowości więźnia na trójkącie:
(oprócz Żydów i Niemców), na przykład P, czyli Pole – Polak; kółko z czarnego płótna na bluzie pasiaka:
dodatkowe oznaczenie więźnia skierowanego do karnej kompanii; kółko z czerwonego płótna na bluzie pasiaka i
litery IL: dodatkowe oznaczenie więźnia niebezpiecznego i podejrzanego o organizowanie ucieczki. wg.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Oznakowanie_wi%C4%99%C5%BAni%C3%B3w_nazistowskich_oboz%C3%B3w
starszych więźniów maszerujący w pierwszej piątce na komendę halt nie zatrzymał się od razu, dostał zaraz
od SS - mana uderzanie pejczem po głowie. Prawie za każdą kolumną wracającą z pracy do obozu,
prowadzono lub niesiono więźniów nie mogących już chodzić o własnych siłach. Za niektórymi kolumnami
niesiono już zwłoki ludzkie ubrane w pasiaki, albo jeszcze konających współtowarzyszy. Widok ten wywołał
na umie jak i na moich kolegach, nieprzyzwyczajonych do widoku śmierci, wprost zastraszające wrażenie.
Po prostu nie wierzyliśmy że mogą na świecie dziać się takie rzeczy, i że to jakiś okrutny los spowodował ,
że to właśnie tutaj my musieliśmy się dostać. Wśród tych pasiastych kolumn zauważyłem, że do bramy
zbliża się mała, inna jakaś grupa - około 50 osób. Byli te ludzie, ubrani w stare zniszczone mundury
żandarmerii, z pomalowanymi na plecach czerwoną farbą literami U S. Na mundurach mieli przyszyte numery
ewidencyjne, tak jak inni więźniowie. Po komendzie ich przewodnika zorientowałem się że są to Rosjanie.
W międzyczasie na placu apelowym przed bramą , w niewielkiej odległości od nas zaczęli się gromadzić
oficerowie SS - mani. Jeden z kolegów mówi do mnie - ja trochę umię [em] po niemiecku, to maże pójść
do tych oficerów i powiedzieć im, że my jesteśmy spokojnymi ludźmi, że zabrano nas od pracy na polu i
prosimy ich, aby zwolnili nas do domu, albo do pracy w Niemczech. O, jak byliśmy naiwni, gdy spojrzy się
teraz na nasze pojęcie sprawiedliwości Niemców. Inni koledzy uchwycili się tej myśli, jak ostatniej deski
ratunku i zaczęli nalegać, abym i ja poszedł do oficerów SS i prosił ich również o zwolnienie. Poszliśmy we
dwóch. Niemcy wysłuchali nas początkowo bardzo zdziwieni, a później zwiesili głowy i odwracali od nas
oczy. w końcu jeden z nich, aby przerwać, tą widocznie jednak kłopotliwą dla nich sytuację, powiedział:
dobrze, jutro to rozpatrzymy. Jutro już nie byliśmy ludźmi, byliśmy już tylko numerami.
Po przyjściu wszystkich kolumn z pracy, ustawieniu się ich na placu apelowym, odbywała się nieznana
dla nas procedura składania meldunków. Ze wszystkiego udało się mi zapamiętać komendę: Die Mitzen ab,
Die Mitzen auf. Przy pierwszej komendzie wszyscy musieli równo czapki zdjąć z z głów, a przy drugiej
nałożyć. Po apelu zaprowadzono nas do jednego z baraków poza terenem właściwego obozu. Tam kazano
nam się rozebrać do naga i popędzono biegiem do łaźni, znajdującej się około 100 m. od tego baraku, na
wprost I pola. Do grupy naszej dołączono jeszcze rannego w nogę żołnierza radzieckiego, którego po apelu
przyprowadzono do obozu. W łaźni zajęli się nami fryzjerzy, więźniowie, przeważnie Żydzi czescy.
Ostrzyżono nam głowy, jak i wszelkie inne miejsca porośnięte dłuższym włosem. Następnie SS - man
obejrzał każdego z nas, czy nie posiada czegoś w reku, lub w jamie ustnej. Pozwolił zabrać z sobą
tylko paski od spodni i skierował nas do łaźni. W łaźni skropiono nas zimną wodą, zanurzono każdego
z głową w basenie wypełnianym wodą o zabarwieniu fioletowo - brunatnym. Tutaj w łaźni otrzymałem
pierwszy chrzest obozowy. W czasie t. z [w] kąpieli w hali ogólnej, woda leciała bardzo słabo i była
zimna, ale zauważyłem że obok są kabiny, gdzie też kąpią się jacyś ludzie i woda leci tam z pryszniców
dość obficie. Podsunąłem się bliżej i nadstawiłem ciało pod spadające ciepłe przyjemne strugi wody. W tym
momencie otrzymałem silne kopnięcie w brzuch, uderzenie było tak bolesne, że na chwilę straciłem
świadomość, jednak [od] ruchowo o [d]skoczyłem w bok z kabiny i dopiero teraz zauważyłam że kąpie się
tam jakiś opasły jegomość mamroczący du Saul (?) Jak się później zorientowałem był te kapo. Bolesność
w brzuchu odczuwałem jeszcze przez kilka dni.
Po wyjściu z łaźni dano nam bieliznę i zaprowadzono do innego baraku, gdzie otrzymaliśmy ubranie /
pasiaki/ i drewniaki na nogi. Ubranie wydawał nam jeden z więźniów, który w rozmowie ze mną oświadczył
mi że nazywa się Radziwił. Radził mi jak i moim kolegom, że powinniśmy starać się tutaj jak najwięcej
zjeść i jak najmniej pracować, oraz za wszelką cenę unikać bicia. Szczególnie radził mieć się na
baczności przed kapo, którzy choć też są więźniami lecz jako Niemcy jeszcze bardziej mordują Polaków niż
sami SS - mani.
W dalszej kolejności oznakowano nas, te znaczy, że każdy otrzymał blaszkę z wybitym numerem.
Blaszki ta pozakładano nam na rękę zamiast zegarka. Otrzymałem numer 18086. Od tej chwili
przestaliście być ludźmi, jesteście tylko numerami, oświadczył nam jeden z SS - manów. Numeru tego nie
wolno zgubić pod żadnym pozorem. Wydano nam również numery wydrukowane na płótnie, oraz kółka.
Należało je przyszyć po lewej stronie bluzy i na prawej nogawce. Następnie zaprowadzono nas na t. z. w.
Politische Abteilung, gdzie dokładnie spisane nasze personalia i obecne numery. Ja naturalnie padałem,
takie same dane jak w chwili aresztowania, t. z. n. Marczewski Jan ur. Giełeczwi 24. 4. 1924 r., gdyż pad
swoim własnym nazwiskiem, żyć już pod panowaniem niemieckim nie mogłem, od przeszła pół roku , t. j.
od chwili wyrwania się z rąk żandarmów, gdy przyszli do domu w Brodach aresztować mnie za udział w
uwolnieniu więźniów z więzienia w Szczebrzeszynie. W czasie której te akcji zastałem prawdopodobnie
rozpoznany przez jakiegoś szpicla. Przez pewien czas dręczyła mnie myśl, czy aby i tutaj nie zostanę
rozszyfrowany. Po załatwianiu formalności personalnych, wezwano dwóch blokowych z - bloku 12 i 13 na I
polu. Nas rozdzielono na dwie grupy z których każdy blokowy wziął sobie jedną, ja popadłem na blok 13.
Wchodząc pierwszy raz na blok wieczorem, zastałem olbrzymi gwar ludzki. W pierwszej chwili trudno mi
było Wszystko na raz zarejestrować w pamięci, wiele spraw i rzeczy nie docierało do świadomości i tak już
dzisiaj wielokrotnie zaszokowanej. Pierwsze co rzucało się w oczy to olbrzymia ilość postaci w pasiakach,
kręcących się między piętrowymi łóżkami. Trzypiętrowe łóżka zajmowały większą część wnętrza bloku. W
rogu była mała część oddzielana dla t. zw. administracji: Blokowy, pisarz blokowy, kapo, stubendienści.
Część więźniów już leżała na łóżkach, byli to przeważnie osłabieni i chorzy. Pozostali rozmawiali między
sobą, załatwiali jakieś interesy, inni siedzieli nago i bili wszy na koszulach i kalesonach. Nad tymi wszystkimi
wrażeniami górował gwar ludzki. Wsłuchując się lepiej, rozróżniałem już różne mowy: polską czeską,
rosyjską, węgierską,niemiecką, a przeważała czeska, gdyż większość mieszkańców tego bloku stanowili
Żydzi czescy. Podobnie jak i większość administracji na I polu stanowili Żydzi czescy, a to dlatego, że byli oni
jednymi z pierwszych, których tutaj przywieziono. Blokowy przyprowadził nas da pisarza, mówiąc, mamy
nowych zugangów – Polaków. Pisarz wciągnął nas na swoją listę, Wydał miskę, łyżkę, koc, oraz przydzielił
łóżka do spania. Łóżka te były drewniane wąskie, trzypiętrowe. W łóżkach mieliśmy nawet sienniki, w których
było trochę słomy startej na sieczkę, nie pozostało nam nic innego jak położyć się na tych łóżkach i czekać,
oraz obserwować otoczenie.
Za chwilę zauważyliśmy, że na bloku wszczął się jakiś ruch, kilku Więźniów wniosło duże kotły. Wśród
klątw, przepychań a nawet bójek, zaczął się formować ogonek po odbiór kolacji. Ja naturalnie razem z
kolegami czekaliśmy z dala na uboczu. Tymczasem blokowy i stubendiensci wydawali kolację, a pisarz
odznaczał każdego w swym wykazie. Pierwsi dostali kolację ci którzy ją przynieśli i te jak zdążyłem zauważyć
dostali większe porcje od pozostałych. Na kolację składało się pół litra [....] liści różnych drzew i krzewów, 1/8
chleba i po 3 – 4 ziemniaków (brambori). Gdy ogonek zbliżał się ku końcowi, ustawiłem się również w z
kolegami kolejce (Maj, Krajewski, Kulik, Dobosz, Moruń) i inni, których nazwisk już zapomniałem.
Gdy doszedłem do kotła blokowy powiedział że kolacji dla nas nie ma jeszcze dzisiaj, lecz dostaniecie
tylko herbatę i brambori. Otrzymaliśmy po pół litra tej herbaty i po 3 ziemniaki. Ziemniaki nie bardzo nam
smakowały, mimo ze od rana nie mieliśmy nic w ustach, natomiast herbatę mimo że była cierpka wypiłem,
gdyż pragnienie bardzo mi już dokuczało a starzy mieszkańcy tego bloku nie radzili pic wody
nieprzegotowanej.
Położyłem się na swoim barłogu i rozmyślałem jak się stąd wydostać. . Rozmyślania te nie bardzo były
wesołe, gdyż w różnych stronach bloku od czasu do czasu odzywały się jęki i majaczenia ciężko chorych,
oraz przekleństwa blokowego, przepędzającego jakimś kablem do latryny chorych więźniów z biegunka. Ci
biedacy nie mogli ze swymi dolegliwościami za daleko uciec i po prostu załatwiali się po drodze, w biegu, tak
na bloku jak i pod ścianą bloku. Rozmyślania moje zostały też przerwane przez poszukujących żeru nowych
lokatorów, których obecność poczułem na swoim ciele – wszy. A ściągnęło ich dość dużo, gdyż mimo późnej
pory nie dały mi usnąć. Dopiero nad ranem na chwile zdrzemnąłem się, lecz wrzaskliwe aufschtehen
poderwało mnie na nogi. Jest dopiero godz. 4. a w bloku jest już ruch i gwar; wstawanie , ubieranie się,
ścielenie łóżka. Kilku ochotników poszło po kawę. Ustawiono się w ogonku, tym razem już śmielej zająłem
miejsce po kawę. Wniesiono dwa kotły, po otwarciu ich buchają kłęby pary. Każdy podstawia swoją miskę pod
chochle. Jedni wypijają od razu cała zawartość miski i już po śniadaniu, inni wyłuskują z zanadrza kawałeczek
chleba, który skrupulatnie dzielą na cały dzień, inni zjadają ziemniaki zostawione od wczoraj. Jeszcze inni
skarżą się, że odłożony kawałek chleba od wczoraj zginął gdzieś w nocy.
Ja wypiłem swoją cierpka kawę i wyszedłem na dwór, dla załatwienia potrzeb fizjologicznych. Po wyjściu
zauważyłem ciągnących pod górę, to znaczy w kierunku latryny, całe sznury więźniów. Poszedłem za nimi. Na
końcu placu apelowego , tuż za blokiem 10 i 20 stała latryna. Z daleka dolatywał do nozdrzy zapach fekali
ludzkich pomieszanych z zapachem wapna chlorowanego. Miejsca było stosunkowo mało na tak dużą ilość
osób. Trzeba było stać w kolejce. Zator w tym miejscu potęgowało jeszcze i to, że że niektórzy dotknięci
uporczywymi biegunkami siedzieli dość długo. Stojąc tutaj w ogonku czułem wielki niesmak, nawet wstręt do
tego miejsca a równocześnie też obawę, że mogę po prostu ulec zakażeniu i też zachorować.
Po powrocie pod blok macierzysty zaczęło się już po trochu rozwidniać. Koło umieszczonych między
blokami kranów z woda kręciło się trochę chętnych do mycia. Przed blokiem leżało już kilka ludzkich
szkieletów, to ci, którzy umarli w nocy. Na tradze (?) znajdującej się pod ścianą bloku usadawiano konającego,
z pianą na ustach, starszego więźnia. Widok ten był dla mnie bardzo wstrząsający.
Porzuciłem zamiar mycia się, ogarnęła mnie jakaś apatia. Z tego przygnębienia wyrwany zostałem
komendą – antreten – zbiórka. Równocześnie blokowy zawołał: zugangi do mnie. Ustawił nas w szeregu i
poinformował jak należy zachować się przy komendzie die Mitzen ab i die Mitzen auf. Kilkakrotnie przećwiczył
z nami tą ważną czynność i skoro uznał, że robimy to dość sprawnie i równo , poinformował nas, że
przechodząc przed każdym SS – manem należy zdjąć czapkę, tak samo należy się zachować gdy się z nim
rozmawia. Następnie zaprowadził nas na plac apelowy, gdzie ustawiły się już poszczególne bloki piątkami .
Na końcu każdego bloku układano chorych i zmarłych. Na apelu muszą się stawić wszyscy tak żywi jak i
chorzy, oraz martwi – liczba musi się zgadzać. Po dość długim oczekiwaniu, gdy już dobrze rozwidniło się,
przez bramę zaczęli wchodzić SS – mani. Blokowy zaczął przynaglać do porządnego ustawienia się,
wyrównania szeregów i rzędów. Wyrównane jak pod sznur rzędy i szeregi oczekiwały na apel. Z grupy
stojących SS – manów zaczęli odchodzić poszczególni z nich tzw. Blokfürerzy, kierując się każdy do swego
bloku. Blokowy podał komendę Stielgestanden, die Mitzen ab. Podszedł do zbliżającego się SS – mana i
złożył raport w języku niemieckim: Blok 1 stan – winno być (tutaj podał liczbę), jest – podał stan obecnych na
apelu. Teraz blokowy stanął w pierwszym szeregu w pierwszej piątce a SS – man zaczął liczenie. Teraz
zorientowałem się jak bardzo ułatwiało to liczenie Niemcom ustawianie więźniów piątkami. Wszystko się
zgadzało i SS – man odszedł. Padła komenda die Mitzen auf i stoimy dalej. Gdy już pozbierano meldunki ze
wszystkich bloków, obliczenia całego pola zostały zakończone i wszystko się zgadzało, jeden z SS – manów
donośnym głosem podał jeszcze raz komendę dla wszystkich bloków, die Mitzen ab i apel poranny
zakończony.
Teraz z kolei komenda Arbeitskomando forniren. Sztubowi odciągnęli chorych i martwych pod bloki, a na
placu apelowym rozpoczęło się formowanie komend roboczych. Arbeitskomanda formowali poszczególni
kapo, spisując sobie numery wszystkich więźniów ze swej grupy. Ja ze swymi kolegami czuliśmy się jak
zagubieni w lesie. Staliśmy na uboczu.
Plac apelowy powoli zaczął pustoszeć, komanda jedno za drugim opuszczały plac wychodząc przez bramę
równym miarowym krokiem. W bramie na chwile postój, kapo melduje nazwę komanda i ilość zabieranych
więźniów. Znowu ta sama procedura – czapki zdjąć gdy komando przechodzi przez bramę .
***
Ja i kilku moich kolegów po opuszczeniu placu apelowego zostałem złapany przez kapo do Latrinekomando.
Było 8 młodych chłopców. Zadanie nasze polegało na na wywożeniu fekali z latryny na plac. Wywoziło się je
dużym, ciężkim wozem, na którym była umieszczona beczka. Fekalia z dołu kloacznego nabierało się do
wiadrami dziurawymi i wlewało z góry do beczki. Wstręt człowieka ogarniał już na sam widok takiej pracy a
co dopiero , gdy po podaniu kilku wiader cały już ociekał nieczystościami...Na drugi dzień idąc do latryny
zobaczyłem tuż przy drutach leżącego więźnia – Polaka. Jeszcze żył. Po porannym apelu pracując w
Latrinekomando, widziałem jako podszedł SS – man , obejrzał go, wyjął pistolet i dobił strzałem w skroń...
***
Czasami wydaje mi się, że znalazłem się w jaskini wilków – tak wszyscy wygłodniali rwą się po te nędzne
ochłapy pożywienia, które nam wydają. Nie ma się czemu dziwić, głód jest rzeczą straszną. Człowiek o
niczym więcej nie myśli, jak tylko o zdobyciu jakiejś odrobiny karmy. Dlatego nie ma się czemu dziwić, że u
ludzi wyzwalają się wtedy najbardziej dzikie, drapieżne instynkty w celu zdobycia jednego ziemniaka więcej,
lub jednej łyżki zupy z brukwi więcej.
***
Największe katusze przechodzą chorzy a jest ich niemało, trzeba ich podtrzymywać aby nie upadli. Obok
mnie stoi po prostu cuchnący szkielet. Cały bez przerwy drży na ciele, wargi spękane, głos cichy i drżący. Ma
jeszcze w pełni zachowaną świadomość tego, co się z nim dzieje. Bardzo nas przeprasza, że nie może już
dłużej wytrzymać i musi załatwić się tutaj na miejscu. Prosi jednocześnie aby go zasłonić przed okiem SS –
mana. Spodni nie ściąga, rozciął je sobie w kroku i tylko rozsuwa nogawki na boki i już wytryskuje z prostnicy ,
cuchnąca, śluzowata masa kału z dużą domieszką krwi. Smród wzmaga się, lecz cóż zrobić.
***
W czasie pracy przed południem , jeden z kolegów zwrócił moją uwagę na trochę niecodziennych zugonów.
Pędzono ich pod silną eskortą, z psami, od strony miasta. Byli to żołnierze radzieccy w liczbie około 80 osób.
Jak się późnej dowiedziałem byli to sami oficerowie..., zapędzono ich do łaźni znajdującej się na wprost I
pola. Gdy wszyscy w/w oficerowie znaleźli się w łaźni, zauważyłem że po przystawionej drabinie wszedł na
dach łaźni jeden z SS – manów w masce przeciwgazowej na twarzy. Zbliżył się do wylotu komina i wrzucił
coś przez niego do środka, po czym zszedł na dół. Na moje pytanie co się dzieje, starsi koledzy mówią – już
po nich, zagazowali ich, przez noc zostaną spaleni...
***
Po pewnej chwili na plac apelowy wjechał samochód ciężarowy. Podjechał pod blok nr 8, za chwilę słychać
było z tamtej strony krzyki, wrzaski, płacz. Załadowano chorych (na tyfus) na samochód. Gdy samochód już
naładowano chorymi ruszył on na pełnym gazie do komór gazowych. I tak obracał jeszcze po kilka razy. ...Na
drugi dzień dowiedzieliśmy się, że w nocy zabrano do komór gazowych wszystkich chorych z bloku nr 8 oraz
część z bloku 9...
Są to wybrane fragmenty jego obszernych wspomnień – maszynopis liczy 46 stron formatu A4.
Po wyzwoleniu wraz z grupą 23 ochotników z oddziału "Podkowy" brał udział w jego wyprawie do Anglii
przez Czechosłowację – szczęśliwie uniknął aresztowania. Po wielu perypetiach wrócił do kraju. Ukończył
Akademię Rolniczą we Wrocławiu, uzyskał doktorat z zakresu nauk weterynaryjnych, położył duże zasługi na
polu walki z gruźlicą bydła w skali Wielkopolski i całego kraju. Zmarł 30. 04. 2005 roku – pochowany z
honorami wojskowymi w stopniu kapitana rezerwy WP 5 maja tegoż roku w Lesznie k/Poznania. Ciało złożono
obok wcześnie zmarłej żony – Justyny z domu Wróbel urodzonej w Wielączy, żołnierza AK ps. "Muryna".
Zmarły posiadał liczne odznaczenia resortowe i państwowe, miał 85 lat. Żegnały go Go tłumy dawnych
współpracowników, władze miasta Leszna, wojewoda poznański, przedstawiciel Ministra Rolnictwa, Rodzina
oraz dwaj synowie – lekarze medycyny pracujący na Zachodzie. Wygłoszono mowy pożegnalne, które
przybliżyły drogę życiowa Zmarłego.
opracował Bogusław Garbacik, wybór frgm. wspomnień Regina Smoter Grzeszkiewicz
Michońscy Anna i Stanisław
Anna Michońska z domu Sidewicz, przybyła do Szczebrzeszyna z Podlasia, z Konstantynowa gdzie Jej ojciec,
były POW - iak, major rezerwy WP był przed wojną kierownikiem szkoły. W czasie wojny czynnie uczestniczył
w konspiracji i ukrywał się. Przed wojną "zaliczyła" rok, czy więcej, chemii na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Męża - Stanisława poznała w Szczebrzeszynie gdy był Dyrektorem Szkoły Zawodowej w której pracowała i
tu wzięli ślub. Przybyła do Szczebrzeszyna z nakazu pracy - uczyła przedmiotów ścisłych, a w początkowym
okresie swojej pracy także wychowania fizycznego. Przez prawie cały okres działalności zawodowej w
Szczebrzeszynie pracowała w Szkole Zawodowej. W latach 1967 - 1969 także prowadziła zajęcia z chemii w
Liceum Ogólnokształcącym dla Pracujących w Zamościu - filia Szczebrzeszyn.
Stanisław Michoński funkcję dyrektora Szkoły Zawodowej przestał pełnić na początku lat pięćdziesiątych
na skutek uwarunkowań politycznych - miał zakaz pracy w szkolnictwie. Rok, albo dłużej pracował w Cukrowni
Klemensów. Po odwilży został zrehabilitowany i mógł powrócić do pracy w Szkole Zawodowej, gdzie uczył
zawodu w klasach stolarskich; przed wojną ukończył Państwowe Seminarium Nauczycielskie Męskie w
Szczebrzeszynie. Stanisław Michoński zmarł w 1972 roku, Anna w 2001.
Michoński Jacek (syn)
Moliński Stanisław, inż.
Dyrektor Cukrowni "Klemensów", w okresie okupacji niemieckiej położył duże zasługi w ratowaniu
pracowników z rąk Niemców – niektórych chronił przed aresztowaniem, innych ratował z rąk żandarmerii czy
Gestapo.386
Jak podają J. Jachymek i A. Pomarański – zachowało się kilka oświadczeń – podziękowań, jakie po wojnie
napisali ludzie, którym być może interwencja dyrektora Molińskiego uratowała życie. Są to m. in. Pisma Józefa
Beliny, Antoniego Borkowskiego, Stefana Daniłowicza, Pawła Dudy, Władysława Mielniczka 387
Niechaj Piotr
Urodzony na Błoniu, w okresie poprzedzającym wybuch II wojny światowej pracował w Tarnogrodzie, był
oficerem policji. Jak głosi rodzinna wieść, był bardzo odważnym człowiekiem – pamiętam jak moja babcia, ona
nazywała się Niechaj Maria – opowiadała jak przyjeżdżał pociągiem (autobusów wtedy nie było), przyjeżdżał w
nocy, przechodził ze stacji Brody przez łąki w kierunku na Błonie i mówił, że jakieś ognie unosiły się nad
bagnami, to wydawało mu się takie dziwne, więc strzelał do tych ogni....Piotr Niechaj zginął w 1945 roku.
Maria Trusz
Niechaj Nela
Szczebrzeszyńska pielęgniarka, podczas okupacji oddana bez reszty pracy konspiracyjnej – aresztowana w
grudniu 1945 roku w Szczebrzeszynie
Z. Klukowski
Poździk Stefan "Wrzos"
Urodził się l września 1912 r. w Szczebrzeszynie,tutaj ukończył szkołę powszechną i Państwowe Seminarium
Nauczycielskie. W 1934 r. został powołany do czynnej służby wojskowej, na Dywizyjny Kurs Podchorążych
Piechoty w Równem. Służbę wojskową ukończył w 1935 r. w stopniu plutonowego podchorążego.
Po odbyciu służby wojskowej pracował jako nauczyciel - początkowo w Szczebrzeszynie w szkole
dokształcającej, a potem w szkole powszechnej w Sekłaku, w województwie warszawskim oraz w Wólce
Okrąglik w woj. siedleckim. W latach 1936-1938 w czasie wakacji odbywał ćwiczenia wojskowe. W 1937 r.
dostał awans na podporucznika. W sierpniu 1939 r. zmobilizowany zgłosił się do Zawodowej Szkoły
Podchorążych Piechoty w Komorowie k/ Warszawy, gdzie organizowana była dywizja piechoty.
Kampanię wrześniową przeszedł jako dowódca plutonu ckm od Narwi przez Wyszków, Włodawę,
Siedliszcze, Chełm, Komarów, Krasnobród i Aleksandrów koło Biłgoraja. Tam dywizja, otoczona przez
Niemców, poddała się. Po rozbrojeniu Niemcy trzymali jeńców w Biłgoraju, a następnie prowadzili całą
kolumnę do pociągu z zamiarem wywiezienia do Rzeszy. Stefan uciekł i wrócił do Szczebrzeszyna.
W grudniu 1939 r. wstąpił tu do tajnej organizacji Służba Zwycięstwu Polsce, przemianowane potem na
Związek walki Zbrojnej i Armia Krajowa. Początkowo pełnił funkcję dowódcy plutonu w Szczebrzszynie, a od
1942 r., poszukiwany przez gestapo, podjął pracę w nadleśnictwie Kosobudy; równocześnie był komendantem
placówki w Mokrem. Na początku roku 1943 r. przeszedł do oddziału Jana Turowskiego "Norberta", na
dowódcę plutonu a następnie na dowódcę wydzielonego oddziału leśnego w okolicy gajówki Krzywe. 388 Brał
udział w akcjach bojowych, między innymi w zniszczeniu wieży ciśnień na stacji kolejowej w Szczebrzeszynie,
386
387
388
J. Jachymek, A. Pomarański. Cukrowania "Klemensów"...., s. 118
tamże
w gajówce mieszkał w okresie okupacji i późnej Józef Loc wraz ze swą żoną Marią – obydwoje pomagali
żołnierzom AK. Relacja Marii Loc - Oczkoś
akcji na wieś Siedliska w odwecie za mord w Sochach, w ochronie zrzutów broni, w transporcie rannych
partyzantów po akcji pacyfikacyjnej w Puszczy Solskiej. Uczestniczył w organizowaniu kursów szkoleniowych
dla żołnierzy oddziałów leśnych.
W czerwcu 1944 r. zastrzelono Roberta Wala "Mściwego" , "Wrzos" został wówczas draśnięty kulą. Za
kilka dni w lesie koło gajówki "Krzywe" postrzelono go w rękę. 30 lipca 1944 r., po złożeniu broni przez
oddziały AK, wrócił do domu. Po zajęciu terenów Lubelszczyzny przez Armię Radziecką zaczęły się
prześladowania byłych żołnierzy AK. Stefan Poździk, poszukiwany przez UB, wyjechał ze Szczebrzeszyna.
Ukrywał się na terenie Krasnobrodu, Józefowa i Biłgoraja. W styczniu 1945 r. brał udział w akcji na więzienie w
Biłgoraju. Uwolniono wtedy kilkudziesięciu więźniów.
W okresie 1945-1946 uparcie poszukiwały go UB i NKWD, w domu w Szczebrzeszynie byli po niego około
30 razy. W 1945 r. został postrzelony w nogę, rannego zawieziono do szpitala w Lubaczowie. Tam po wyjęciu
kuli leżał pilnowany przez żołnierzy. Przy pomocy sióstr zakonnych pracujących w szpitalu, w czasie obiadu,
koledzy wykradli Stefana ze szpitala i wywieźli do lasu w okolice Zwierzyńca, a następnie Krasnobrodu, gdzie
w leśnym szałasie pod opieką żołnierza AK i mojej, pracowałam jako pielęgniarka raz w tygodniu
przyjeżdżałam robić mu opatrunki, kontynuował leczenie. W grudniu 1946 r. aresztowano go w Józefowie i
wywieziono do Biłgoraja. Tam przeszedł tzw. badania, następnie został przetransportowany do Lublina, gdzie
przebywał w więzieniu UB na ul. Krótkiej, a potem na Zamku.
W 1947 r., zwolniony na mocy amnestii, wrócił do domu. W 1948 roku założył rodzinę. W 1950 roku
rozpoczął pracę w cukrowni Klemensów, a potem na budowie Zakładów Tłuszczowych w Bodaczowie. Praca
trwała do połowy 1951 r. Oba zakłady zostały zmuszone przez UB do zwolnienia Stefana z pracy. Przy
konfrontacji w UB w Zamościu oświadczono mu, że nigdzie na terenie Zamojszczyzny "taki bandyta" nie
dostanie pracy. Stefan wyjechał do Lublina, początkowo sam, a po otrzymaniu mieszkania zabrał rodzinę. W
Lublinie do lat osiemdziesiątych był cały czas pod obserwacją UB, wzywany na przesłuchania na kilka lub
kilkanaście godzin, początkowo często, potem rzadziej. W czasie jednego z pobytów w UB odebrano mu
stopień oficerski. 22 kwietnia 1982 roku , bez żadnych starań z jego strony, zwrócono mu ów stopień, albo
według otrzymanego pisma: "Rada Państwa mianowała Stefana Poździka do stopnia podporucznika".
Zmarł na zawał serca 28 lutego 1985 r. w Lublinie.
Odznaczony w pracy zawodowej Srebrnym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia
Polski, a w ZBOWiD Medalem Zwycięstwa i Wolności oraz Krzyżem Partyzanckim.
wg relacji Ireny Poździk (siostry "Wrzosa") umieszczonej w książce Jerzego Jóźwiakowskiego AK na
Zamojszczyźnie".
Przyrowski Franciszek
Kierownik Wyższej Szkoły Ludowej im. Hetmana w 1918 roku. Jest również autorem obszernego tekstu o
szkolnictwie w Szczebrzeszynie zamieszczonego na łamach "Kroniki Powiatu Zamojskiego"(nr 12/1918).
Szkoła, działalnością której kierował zlokalizowana została w jednym z budynków byłego Gimnazjum im.
Zamoyskich wynajętym od Zarządu Ordynacji Zamoyskiej.
Regina Smoter Grzeszkiewicz
Przysada Aleksander
Emerytowany nauczyciel, historyk, w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku wykładał historię oraz pełnił
obowiązki dyrektora Liceum Ogólnokształcącego. Z jego inicjatywy przy Liceum zostało utworzone kółko
historyczne a także Izba Pamiątek. Wiele z pośród eksponatów zgromadzili sami uczniowie - zajęcia na kółku
prowadzone przez p. profesora były bardzo interesujące, często organizował nam wycieczki po
Szczebrzeszynie zapoznając z przeszłością wiekowego Grodu Chrząszcza.
Poza praca pedagogiczną Aleksander Przysada znany jest jako autor wielu publikacji – jego artykuły,
szkice drukowane były m. in. na łamach magazynu historycznego "Mówią Wieki", "Tygodnika Zamojskiego",
"Zamojskiego Kwartalnika Kulturalnego". Napisał pracę o doktorze Klukowskim - "Zygmunt Klukowski: lekarz
ze Szczebrzeszyna 1885 - 1959" (Szczebrzeszyn 200) oraz "Przewodnik Szczebrzeszyn i okolice"
(Szczebrzeszyn 1997), obecnie publikacje Aleksandra Przysady znaleźć można na łamach
szczebrzeszyńskiego "Chrząszcza".
W październiku 2006 brał udział w zorganizowanej przez Wyższą Szkołę Zarządzania i Administracji w
Zamościu wystawie poświęconej lekarzom – regionalistom Zygmuntowi Klukowskiemu ze Szczebrzeszyna i
Januszowi Peterowi z Tomaszowa Lubelskiego, na którym to spotkaniu przedstawił sylwetkę
szczebrzeszyńskiego (i nie tylko) kronikarza, opowiadając ciekawe fakty z życia doktora Klukowskiego;
wystawa miała miejsce w dniach 2 – 5 października 2006 roku
Regina Smoter Grzeszkiewicz
Romanowski (...)
Był przyjacielem Jana Zamoyskiego, jako więzień polityczny odbywał karę pozbawienia wolności we
Włoszech. Zamoyski wykupił go z więzienia i dał mu ziemię od Szcebrzeszyna (od ul. Zielonej lub Ogrodowej)
aż do dolin na Szperówce – 100 morgów. Obszar ten nazywa się "Popławy". Teraz jacyś inni ludzie tam
gospodarują, już nie Romanowscy uprawiają te pola; rodzina Truszów z Błonia też ma tam swoją cząstkę.
Maria z Romanowskich Truszowa
Skórczynska Zofia (1916-1997)
Z domu Kobylarz urodzona w Michalowie. W drugiej połowie lat trzydziestych uczęszczała do Seminarium
Nauczycielskiego w Zamościu. Pierwszą pracę nauczycielki podjęła w 1937 roku w Nieliszu gdzie wyszła za
maż za Leopolda Skórczynskiego, który był sekretarzem Gminy Nielisz. W pierwszych latach wojny Leopold
Skórczynski został przeniesiony na sekretarza gminy Sułów gdzie Ciocia prowadziła tajne nauczanie. Z
początkiem roku 1944 Wujek zostaje sekretarzem gminy w Szczebrzeszynie. Ciocia podejmuje tam tajne
nauczanie.
Po otwarciu szkoły w Szczebrzeszynie Zofia Skurczynska podejmuje pracę w szkole podstawowej. 1948
roku Skórczyńscy przenoszą się do Lublina - Zofia Skórczyńska podejmuje pracę nauczycielki w szkole
podstawowej na ul. Sierocej, gdzie zatrudniona była do przejścia na emeryturę. Pracowała tam jako
wieloletnia nauczycielka biologii a później pełniła obowiązki kierownika szkoły.
Jan Makara (Dania)
Sobiesiński Józef
Kierownik szkoły podstawowej w Wielączy, aresztowany przez NKWD podczas jednej ze zbiórek harcerskich
wiosna 1946 roku, został rozstrzelany. Był wspaniałym Polakiem, patriotą, wychowawcą i pedagogiem – z
właściwa sobie energią zabrał się po wyzwoleniu do rekonstrukcji oświaty we wsi, budynek szkoły był spalony,
młodzież garnęła się do wiedzy, zorganizowano szkolną drużynę harcerską – nie zdążył zrealizować swoich
pragnień i zamierzeń...389
Sudakowie
Rodzina nasza od lat mieszka na Błoniu k. Szczebrzeszyna - pradziadkowie i dziadkowie obecnie żyjących
członków rodziny byli unitami pamiętamy z opowiadań babci jak nasza prababcia najpierw modliła się: "Ojcze
nasz...", a potem "0тьче наш "... Pradziadek przeżył cienie i blaski powstania styczniowego. Ocalał. Rodzina
wywodzi się gdzieś z dalekiej Armenii, przywędrowała na teren Zamojszczyzny jeszcze w czasach pierwszego
ordynata Jana Zamoyskiego, a nazwisko też ormiańskie "sudak" to po armeńsku "sandacz". Gdy dziadek
wyjechał za ocean zarobić na utrzymanie rodziny przysyłał babci pieniądze "życzliwi" sąsiedzi doradzili by
wymienić je na papierowe banknoty. Cały wysiłek dziadka poszedł na marne. Przywiózł ze sobą tylko tyle by
spłacić zaciągnięty na wyjazd dług. Brat pamięta jeszcze, że na strychu starego domu można było znaleźć te
banknoty...
Nieco inaczej potoczyły się losy Aleksandra Sudaka - chodził do gimnazjum w Chełmie, jak wybuchła I
389
A. Hałasa. W organizacji "Kraj" – i w konspiracji ...)
wojna światowa i Austriacy szli na wschód Rosjanie ewakuowali szkołę i wszystkich uczniów. Tułali się po
Rosji; wkrótce wybuchła Rewolucja Październikowa Aleksander zachorował na tyfus uratowała go rodzina
kolegi Rosjanina. Dopiero po pięćdziesięciu latach przyjechał do nas, wcześniej nie mógł.
Zamieszkał w Moskwie. Studiował chemię, później pracował. Ożenił się z córką popa, miał dwoje dzieci.
Nie wolno mu było kontaktować się z rodziną w Polsce. Nasza babcia zawsze modliła się "żebym zobaczyła
Aleksandra, żebym mogła dożyć..." niestety nie doczekała jego powrotu.
Dopiero później , po śmierci Stalina, po prześladowaniach jakie przeszedł przyjechał. Nie bardzo się
przyznawał do tych prześladowań zwolnili go z pracy, Rosjanie źle patrzyli na to, że ma rodzinę w Polsce... Po
zwolnieni z pracy nie było z czego żyć, żona wystąpiła przeciwko niemu, to on po prostu położył się w wannie i
podciął sobie żyły... Wtedy żona zobaczyła co się stało, zaczęła go ratować. Jakoś udało się uratować
małżeństwo, rodzinę.
Później było lepiej. Maria pisała do niego listy, pisał nasz ojciec chociaż nigdy nie było odpowiedzi pisał. Po
pewnym czasie Maria otrzymała od niego paczkę trochę słodyczy, jakieś ciasto, które nawiasem mówiąc
zepsuło się, ale wiedzieliśmy że Aleksander żyje.
Gdy stosunki polityczne pomiędzy Polską a Związkiem Radzieckim uległy znacznej poprawie wysłaliśmy
zaproszenie - to były lata sześćdziesiąte 1966 lub 1964 rok, pracowałam wtedy (Eugenia) w szkole
podstawowej w Gorajcu , wtedy stryj przyjechał. Już był na emeryturze. Poszedł na cmentarz na groby
Rodziców. Nie wolno było wszystkiego mówić, ale wiem że mój tata rozmawiał z nim po cichutku o tym co
przeżył, a tato już później opowiedział nam jak było z Aleksandrem.
Chcieliśmy żeby został z nami ale mówił że w tam ma syna, wnuki, żona jeszcze żyła, była córka więc
powrócił do nich. Miał 70 lat - urodziny obchodził u nas. Byłam z ojcem na stacji jak odjeżdżał. Pożegnaliśmy
się. Zmarł w wieku 84 lat.
Gdy było już troszkę lepiej, można było pisać odwiedził go brat Tadeusz, wyjeżdżał dwa razy do Moskwy na
kurs przygotowujący go do obsługi maszyn cyfrowych pracował wówczas w Zakładach "Diora". Również Maria
jeździła do niego przywiozła zdjęcia...
Eugenia Sudak – nauczycielka historii, absolwentka Liceum Pedagogicznego w Szczebrzeszynie. Jej
pierwszą placówką był Bondyrz – "piękna szkoła, za Zwierzyńcem.." - wspomina. Później przez dwa lata
(właściwie rok i kwartał , bo tak się wtedy liczyło) pracowała w Gorajcu - rzeczywiście pracowałam w roku
1963/64 w Szkole Podstawowej w Gorajcu. Z tego okresu niewiele pamiętam. To już 42 lata minęły. Poza tym
pomijając zimę, w każdą sobotę wędrowałam do domu, do Błonia. Najbardziej utkwił mi w pamięci mój
pierwszy dzień pracy w Gorajcu. Przyjechałam wieczorem i wiedziałam tylko, że mam rano o godz. 8.00
zgłosić się do pracy w szkole. Jak wielkim było moje zdziwienie kiedy o godz. 8.00 rano nie zastałam w szkole
dosłownie nikogo. Po jakimś czasie zobaczyłam jak ścieżką na tzw. skróty w kierunku szkoły idą p. dyrektor,
nauczyciele i wszyscy uczniowie. Wracali z kościoła ze mszy św. na rozpoczęcie roku szkolnego. Proszę
sobie wyobrazić, to był rok 1963, a komuna szalała. Wtedy dowiedziałam się, że Gorajec ma wspaniałego
księdza, dzięki któremu kościół stał się takim ośrodkiem życia nie tylko religijnego. Przy kościele istniał chór
składający się z młodzieży wiejskiej. Jak oni wspaniale śpiewali pieśni religijne na głosy, niektóre po łacinie.
Dyrektorem szkoły był p. Berezowski, podobno pochodził z kresowej szlachty, mówił tak ładnie, trochę z
lwowska. Gorajec to było Zastawie, gdzie mieszkałam u Stępników, Zagroble i Starawieś. Pamiętam, że pp.
Stępnikowie byli bardzo serdeczni, uczciwi i życzliwi dla mnie. Młodzież poza szkolna wesoła, rozśpiewana. W
szkole klasy były bardzo liczne. Pan Berezowski trzymał wszystko żelazną dyscypliną. W tym czasie nie było
autobusu do Gorajca. Do Szczebrzeszyna szło się pieszo. W pamięci utkwiła mi bezinteresowna życzliwość
ludzi.
Z Gorajca przeniesiona została do Topólczy. Rodzice byli starzy – opowiada – mama chorował , trzeba
było im pomóc. Z Topólczy przeniosłam się na Błonie. Tutaj przepracowałam do emerytury.
Eugenia Sudak była współorganizatorką nie istniejącego już w Szczebrzeszynie (funkcjonowało przy
Stowarzyszeniu Miłośników Szczebrzeszyńskiego Parku Krajobrazowego 390) Muzeum Regionalnego znajdujące się na uposażeniu eksponaty przekazali mieszkańcy Błonia i okolic, była tam nawet kompletna
390
założone zostało przez Zuzannę Wędzichę, prezesa Stowarzyszenia Miłośników Szczebrzeszyńskiego Parku
Krajobrazowego. Po utworzeniu w "Harcówce"; Sądu Grodzkiego muzeum, które zajmowało pomieszczenia w
dawnym "Domu Harcerza" musiało opuścić lokal, a eksponaty zostały złożone w jednym z pomieszczeń
przydzielonym przez burmistrza, ale nie nadającego się na ekspozycje tych przedmiotów. wg.
http://www.roztocze.net/newsroom.php/18734_Zaginiona_Izba_Pami%C4%85tek_odnaleziona.html
maszyna tkacka .
Sudak Józef (senior) – pełnił w okresie powstania styczniowego i po jego upadku funkcję sekretarza
gminy w Zwierzyńcu, co stwarzało doskonała okazję do udzielania pomocy powstańcom – wyrabiał dokumenty
dla emisariuszy z którymi można było przekroczyć granice z Galicją.Trwało to jakiś czas, ale w końcu się
wydało. Dziadkowi Sybir i wtedy z pomocą przyszedł pop
szczebrzeszyński – Timofiej Tracz (pochodził ze szlacheckiej rodziny z Petersburga). Pradziadek był
majętnym człowiekiem, z pewnością nie obyło się bez łapówki, ale dziadek został uratowany.
Sudak Józef – skończył Liceum Pedagogiczne, poszedł do wojska, był w szkole lotniczej w Poznaniu Jak
były te wypadki 1956 roku,391 kazali im strzelać do ludzi, oni nie chcieli. Zbuntowali się. Pamiętam (Eugenia
Sudak) jak przyjechał – pozwalniali wszystkich do domu (dali im ubranie na drogę, ten jego nowy płaszcz
długo wisiał na strychu...). Zlikwidowali szkołę. Józef znalazł sobie prace – pojechał do Dzierżoniowa,
pracował w Diorze,392 skończył elektronikę. Po dwóch latach szkołę w Poznaniu reaktywowano – przyszło
zawiadomienie by zgłosił się z powrotem, ale on powiedział "że już nie...".
Józef ściągnął do siebie najmłodszego z braci – Tadeusza - skończył Technikum Przemysłowo –
Elektroniczne w Pabianicach, pracował przy radioodbiornikach. Jak przyjeżdżali do mnie (Eugenia Sudak) na
wakacje, to zawsze wszystko mi reperowali.... Tak się złożyło, że jeden po drugim zmarł w ciągu ośmiu
miesięcy. Tadeusz zasłabł na ulicy w czasie upałów, upadł na bruk. Zabrali go do szpitala w Dzierżoniowie,
ale nie udzielono mu natychmiastowej, fachowej pomocy. Męczył się jeszcze kilkanaście dni...
Sudak Maria – po skończeniu geografii na UMCS pracowała przez kilka lat w uniwersyteckiej bibliotece.
Ponieważ zarobki były bardzo małe znalazła prace w Wojewódzkim Urzędzie Statystycznym – tam pracowała
do przejścia na emeryturę.
Sudak Paweł – znany był z działalności konspiracyjnej, którą rozpoczął w młodzieżowych kółkach
partyjnych jeszcze w jako uczeń gimnazjum. W czasie okupacji prześladowany przez Niemców musiał się
ukrywać. Pojechał wówczas do Aleksandra, myślał, że tam przetrwa, ale musiał wracać...
Ukrywał się w "Ociemniaku" za "Piekiełkiem" – w dzień szedł do lasu, wieczorem wracał do domu,
kilkakrotnie Niemcy aresztowali zamiast niego naszego tatę (Piotra Sudaka), ale jakoś szczęśliwie wracał z
aresztu. Po wojnie Paweł wyjechał do Bystrzycy Kłodzkiej , tam dostał mieszkanie i uczył w ogólniaku
[Liceum Ogólnokształcącym]. Miał dwóch synów, ożeniony był z hrabianką Grabowską z Krakowa. Zmarł na
zawał serca. Jeden z jego synów uczy w Zielonej Górze w wyższej szkole (skończył muzykologię), drugi (tez
po muzykologii) wyjechał do Kanady.
Muzykowanie było u nas rodzinne – pamiętam (Eugenia Sudak) jak tato po prostu brał skrzypce i grał a
mama śpiewała, miała bardzo piękny głos – ja odziedziczyłam po niej głos, grać na skrzypcach tak jak tato nie
mogłam – mam za krótkie palce...
Paweł Sudak wyuczył się na nauczyciela. Jeszcze przed wojną opowiadał takim pannom, to były
Kościkówny, jak to będzie dobrze gdy ustrój się zmieni. We dwóch założyli taki sklep przed wojną. Była tam
sól, nafta, zapałki.... Jak Niemcy się cofali i do Szczebrzeszyna przyszli Sowieci, to on z Żydami rozbrajał
polskich żołnierzy. Tu stali na moście, wtedy był inny most i rozbrajali. Ja się sowieci wycofywali to pojechał
razem z nimi.393
391
392
393
pierwszy w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej strajk generalny i demonstracje uliczne z końca czerwca 1956 w
Poznaniu, krwawo stłumione przez wojsko i milicję. Przez propagandę PRL bagatelizowany jako "wypadki
czerwcowe" lub przemilczany, obecnie przez część historyków i kombatantów określany także jako poznański bunt,
rewolta lub powstanie poznańskie. wg. http://pl.wikipedia.org/wiki/Pozna%C5%84ski_Czerwiec_56. Później kiedy
milicjanci odmówili walk, do akcji wkroczyło wojsko. Przeciwko cywilom została wystawionych ponad 10 tysięcy
żołnierzy. Wojsko dysponowało ponad to 359 czołgami, 31 działami pancernymi, 6 armatami plot, 30 transporterami
opancerzonymi, 880 samochodami, 68 motocyklami i kilkoma tysiącami broni ręcznej imaszynowej. Nad siłami
pacyfikacyjnymi został postawiony generał Stanisław Popławski, Rosjanin (właściwie: Siergiej Gorochow). wg.
http://historia.pgi.pl/poznan.html;
– pierwsza polska fabryka, produkująca odbiorniki radiowe w okresie po II wojnie światowej. Rozpoczęła
działalność dnia 8 listopada 1945 roku pod nazwą Państwowa Fabryka Odbiorników Radiowych (PFOR) w
Dzierżoniowie. Kolejne nazwy fabryki to DZWUR, czyli Dolnośląskie Zakłady Wytwórcze Urządzeń Radiowych,
T-6 a w końcu DIORA. Uruchomieniem zakładu i organizacją produkcji pierwszych odbiorników kierował Wilhelm
Rotkiewicz. Pierwszą produkcją był montaż prostych odbiorników reakcyjnych z poniemieckich podzespołów.
Jednym z etapów procesu produkcyjnego było "zeskrobywanie gapy", czyli usuwanie z obudowy godła
niemieckiego ze swastyką. Podobne początki miała również firma TONSIL. wg.http://pl.wikipedia.org/wiki/Diora
relacja Stanisława Dawida z Błonia
Eugenia Sudak, Maria Sudak, Regina Smoter Grzeszkiewicz, Stanisław Dawid
Szewe394 Zofia i Marcin
Mieszkańcy Niedzielisk, podczas okupacji ukrywali żydowską dziewczynę, która Marcin znalazł na torach – o
tym zdarzeniu opowiada wnuczka – Marianna Bożek: dziadek szedł z pola późno wieczorem i zobaczył
pomiędzy torami dziewczynę, ona strasznie jęczała. Tak jęczała, bo skręciła nogę i nie mogła chodzić .
Widocznie uciekła z pociągu jak tych Żydów wieźli...
Dziadek wziął ja na plecy . Długo była u niego w domu. Później druga przyprowadził Bajon, widocznie bał
się. Jednej było na imię Sara, drugiej Szala albo Szela. Jednej z nich wyrobili dowód na polskie nazwisko,
nauczyli ją dobrze mówić po polsku. Ładna była; gdy odchodziła z domu prosili ją by nie mówiła kto jej
pomagał.
Dali jej grabie i wytłumaczyli, że jak będą jechać Niemcy niech coś robi na polu. Poszła w kierunku na
Wielącz. Na pewno się uratowała, bo wiele lat po wojnie przyjechała do Niedzielisk, pytała o rodzinę dziadka –
niestety sąsiedzi udzielili jej niewłaściwej odpowiedzi, nie informując że ja - wnuczka żyję. Nie udało się
nawiązać z nią kontaktu.
opracowała Regina Smoter Grzeszkiewicz
Tomaszewski Kazimierz
Partyzant, zginął zamordowany w lipcu 1944 roku przez UB, złapany i ciągnięty jak kawał kloca na lnie za
samochodem...395
Alfred Hałasa "Olek"
Wal Eugeniusz
Mieszkaniec Wielączy, absolwent Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, 396 znał język grecki. Przed wojną
pracował w Ministerstwie Rolnictwa. Żołnierz ZWZ - AK, porucznik. Po zakończeniu działań wojennych
powrócił do pracy w Ministerstwie – zginął w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia, potrącony przez
samochód wiozący słupy elektryczne (jeździł na rowerze).
Po upadku powstania warszawskiego, 397 w którym brał czynny udział z bronią w ręku dzięki pomocy
kolegów – żołnierzy wydostał się z oblężonej stolicy i powrócił do rodzinnej Wielączy – pierwszej pomocy
(kąpiel, ubranie...) udzielił mu Michał Wróbel.
Bogusław
Garbacik
Wal Piotr
Ojciec Eugeniusza, w roku 1935 odkupił (na ternie Wielączy) od Rycyka gospodarstwo o powierzchni 36 ha.
Gdy wybuchła II wojna światowa Piotr Wal , by zachować posiadany majątek zdecydował się podpisać
Volkslistę398- to on, gdy był bardzo chory w grudniu 1942 roku przekazał Genowefie Wróbel (przyszłej
394
395
396
397
398
rodzina Szewe nosiła lokalną ksywkę "Szemdzia" - informacja uzyskana przez B. Garbacika w rozmowie z
mieszkańcem i Niedzielisk – p. Bubiłkiem , ksywka "Wujo"
A. Hałasa. W organizacji "Kraj" – i w konspiracji ..., s. 74
warszawska uczelnia rolnicza (obecnie na prawach uniwersytetu), uważana za najstarszą i największą tego typu w
Polsce. Jej początki sięgają 23 września 1816, kiedy utworzono Instytut Agronomiczny w miejscowości Marymont
(obecnie: Bielany, dzielnica Warszawy). W 1919 roku upaństwowiona i przemianowana na Szkołę Główną
Gospodarstwa Wiejskiego. Pierwszymi jej wydziałami były rolniczy i leśny, od 1921 także ogrodniczy. W czasie II
wojny światowej szkoła prowadziła tajne nauczanie, po zakończeniu działań zbrojnych jako pierwsza uczelnia w
Warszawie wznowiła działalność akademicką już w 1945 roku wg. http://pl.wikipedia.org/wiki/SGGW
(1 sierpnia – 3 października 1944) – wystąpienie zbrojne przeciwko okupującym Warszawę wojskom niemieckim
zorganizowane przez Armię Krajową w ramach akcji "Burza", połączone z ujawnieniem się i oficjalną działalnością
najwyższych struktur Polskiego Państwa Podziemnego. Zakończyło się kapitulacją oddziałów powstańczych. wg.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_warszawskie
[wym. folkslista] «w okresie okupacji hitlerowskiej: niemiecka lista narodowa, na którą wpisywano ludność
pochodzenia niemieckiego krajów okupowanych» wg. Słownik języka polskiego - http://sjp.pwn.pl/haslo.php?
id=2579431
Garbacikowej) poufna informację o mającym nastąpić niebawem wysiedleniu Wielączy, co stało się 5 grudnia
tegoż roku.
Wiosną 1943 roku zaczęto ewakuować rodziny nasiedlonych oraz Volksdeutschów – Piotr wal wyjechał
wówczas do syna Eugeniusza mieszkającego w Warszawie. Doszło między nimi do ostrej wymiany zdań – w
efekcie Eugeniusz odmówił ojcu schronienia, jedynie pomógł mu znaleźć jakieś mieszkanie na Pradze
(dzielnica Warszawy).
Rodzina Walów – Piotr i jego drugi syn Robert spoczywa na cmentarzu w Wielączy, grobem opiekuje się
rodzina Garbacików.
Bogusław Garbacik
Wal Robert
Syn Piotra, brat Eugeniusza, w roku 1939 poszedł na wojnę, dostał się do niemieckiej niewoli, gdzie
zrządzeniem losu poznał Aleksandra Garbacika (mojego ojca). Gdy Niemcy zwalniali jeńców Wojska
Polskiego pochodzenia niemieckiego (w tym również Volksdeutschów) Robert obiecał (gdy zajdzie taka
konieczność) udzielić stosownej pomocy Aleksandrowi Garbacik. Przedstawił go Niemcom jako kuzyna,
Aleksander otrzymał stosowne dokumenty. Po przyjeździe do Wielączy obydwaj wstąpili do ZWZ – AK;
Aleksander był zawodowym żołnierzem Robert otrzymał funkcję intendenta przy oddziale "Wrzosa".
Robert Wal w stopniu plutonowego zginął z rąk żołnierza Batalionów Chłopskich, o którym mówiono że
"stać go na wszystko...", doszło między nimi do zatargu o podział zrzutów z Zachodu.
Bogusław Garbacik
Wawryk Michał , ps. "Ikar", "Ikar – Świrski"
Urodzony i zamieszkały w Bodaczowie, u schyłku życia wyjechał z żoną Genowefa do Lublina, do syna. Z
zawodu nauczyciel, ukończył Seminarium Nauczycielskie w Szczebrzeszynie, pracował we wsiach powiatu
zamojskiego i krasnostawskiego. Przed wojna ukończył Szkołę Podchorążych Piechoty w stopniu
podporucznika – z zamiłowania , postawy, ruchów i głosu urodzony żołnierz; w czasie kompanii wrześniowej
awansowany do stopnia porucznika.
Od młodości pasjonat wsi i życia młodzieży wiejskiej, działacz Związku Młodzieży Wiejskiej "Wici", później
Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego. Podczas okupacji dowódca oddziału Batalionów Chłopskich
operującego w południowej części powiatu krasnostawskiego i północnej zamojskiego. Zorganizował Leśną
Szkołę Podchorążych Piechoty, w której był wykładowcą i instruktorem.
Po wyzwoleniu Zamojszczyzny zgłasza się do służby wojskowej - otrzymuje przydział – dowódca (w
stopniu kapitana) Batalionu Ochrony rządu. Gdy rozpoczęła się akcja "zasilania Wojska Polskiego doradcami i
dowódcami radzieckimi" nie godząc się z takim stanem rzeczy dezerteruje wraz z całym Batalionem.
Aresztowany otrzymuje najwyższy wymiar kary zamieniony na dożywocie; kolejne amnestie ten wymiar
zmniejszały. Po "odwilży październikowej" zwolniony z więzienia i zrehabilitowany pracuje jako nauczyciel w
Bodaczowie, następnie w Zakładach Tłuszczowych Bodaczów.
Gdy przyszła starość, wraz z zoną wyjechali do syna Ireneusza mieszkającego w Lublinie; ich córka
ukończyła prawo . Byli to ludzie, którym zawsze na sercu leżało dobro wspólne, posiadali dar zjednywania
sobie ludzi, wyróżniali się spośród społeczności Bodaczowa swoją skromnością, taktownym zachowaniem i
kultura – takich ich zapamiętałem a miałem możliwość wielokrotnie, szczególnie z p. Michałem dyskutować.
Bogusław Garbacik
Wójtowicz Stefan, ks.
Urodzony 10 kwietnia 1936 roku w Bełżycach. Po ukończeniu szkoły podstawowej, uformowany przez księży
parafii Bełżyce - decyduje się, wynosząc wysoki poziom wiedzy, zasady dobrego wychowania oraz głęboki
patriotyzm – na dalszą naukę w Gimnazjum Biskupim. 399 Były to lata pięćdziesiąte, gdy stalinizm w Polsce
399
Obecnie Gimnazjum i XXI Liceum Ogólnokształcące im. św. Stanisława Kostki w Lublinie potocznie zwane też
przybrał swoją najsroższą postać. W szkole średniej zrodził się w nim duch powołania do kapłaństwa. Lata
seminaryjne wspomina z wielką sympatią, prowadzili z nim zajęcia wspaniali wychowawcy, m. in. ks. Kopeć,
ks. prof. Greniuk, ks. prof. Bartnik, kształtując młodego człowieka do służby Bogu, Kościołowi i ludziom.
9 kwietnia 1961 roku przyjął święcenia kapłańskie z rąk ks. Biskupa Piotra Kałwy. Jako wikariusz pracował
kolejno w: Dysie k/ Lublina, Popkowicach k/ Kraśnika, w Krzeszowie n/ Sanem, Tomaszowie Lubelskim.
Wiedza, wielka pracowitość, dar zjednywania ludzi, bogate doświadczenia wyniesione z z pracy w kolejnych
parafiach otwarły mu drogę do objęcia funkcji proboszcza parafii - była nią Dzierążnia, której poświęcił 12 lat
pracy.
W listopadzie 1984 roku otrzymał propozycję objęcia parafii Wielącza z godnością jej proboszcza oraz
trudnego zadania – kontynuacji budowy nowego kościoła. Instalacja proboszcza odbyła się 18 listopada 1984
roku wraz z godnością kanonika honorowego Kapituły Zamojskiej; przyszły też obowiązki dyrektora
ekonomicznego diecezji zamojsko – lubaczowskiej. Należy zauważyć, że obciążenie obowiązkami nie miało
wpływu na kształtowanie ducha wiary, budowania odnowy w parafii oraz budowy Domu Bożego. Przez sześć
kolejnych lat, inwestując własne oszczędności, ciągnik i samochód, był ks. Wójtowicz zawsze pierwszy na
budowie i schodził z niej ostatni, z gotowa wizją dnia kolejnego. Parafianie odzyskiwali wiarę - ks. proboszcz
wszczepił w nich nadzieję, że że plany wielu pokoleń, zamiary kolejnych proboszczów zrealizuje właśnie ten
wyjątkowy człowiek i kapłan.
Skryte marzenie, mocna wiara w siebie, odporność psychiczna, wsparcie ludzi dobrej woli zaowocowały w
dniu 19 listopada 1989 roku – ksiądz kanonik mógł publicznie powiedzieć - "dzieło ukończyłem"; tego dnia
odbyła się konsekracja kościoła. Po 163 latach parafia Wielącza zbudowała za własne pieniądze nowy kościół
z pełnym jego niezbędnym wystrojem wewnętrznym i zewnętrznym, nowymi organami i ołtarzem, witrażami i
instalacją cieplna, obszernym zapleczem, kompletem szat liturgicznych dla pracujących tu czterech kapłanów
i ministrantów.
W roku 2005 na mocy dekretu papieża Benedykta XVI ks. Proboszcz otrzymał godność prałata.
Gospodarska troska, zaufanie wśród ludzi – każdy grosz jest dobrze wykorzystany, procentuje. Nasz
proboszcz podejmuje kolejne wyzwanie – budowę parkingu przykościelnego. W ciągu dwóch lat powstał
parking z kostki brukowej o powierzchni ok. 0,5 ha . Przez kolejne dwa lata zbudowano aleje cmentarne;
wcześniej dokonano powiększenia cmentarza, jego ogrodzenia, remontu dzwonnicy, konserwacji dachów na
na starym i "nowym" kościele, wreszcie przebudowano plebanię.
Na to wszystko niektórzy patrzą z zazdrością, niekiedy z niedowierzaniem, że to wszystko mógł zrobić
jeden człowiek. Zrobił to, bo Wielączy oddał ćwierć swego kapłańskiego życia. Te dwadzieścia pięć lat to czas
ciągłego budowania w wymiarze materialnym i duchowym. Często od podstaw, z myślą o człowieku i dla
człowieka. 6 lipca 2008 roku parafia Wielącza, władze gminy Szczebrzeszyn i Zamość podziękowały
odchodzącemu na emeryturę ks. prałatowi za Jego trud pracy i budowania. Takiego odejścia na zasłużony
odpoczynek, kronika parafii [ dotychczas] nie zanotowała; wielu proboszczów odchodziło będąc w konflikcie z
parafianami i władzą kościelna, sami z sobą. Ks. Stefan Wójtowicz zasłużył na wszelkie słowa podziękowań.
Co usłyszał w Domu Bożym – o dziele swego życia, o roli jaka odegrał w życiu parafii Wielącza już obecnie
ksiądz prałat emeryt świadczą słowa podziękowań:
 nie przyszedłeś mówiąc – dajcie, powiedziałeś – bierzcie
 to nie parafia budował nowy Dom Boży, to ksiądz swoja osobowością, nie szczędząc sil i zdrowia,
budował od nowa parafię poprzez atmosferę ducha przyjaźni, zaufania i miłości widoczną i
odczuwalna dla wszystkich wiernych.
 dziękujemy za wprowadzenie do zwyczaju parafii pięknej oprawy świąt, pierwszych komunii, wystroju
kościoła, procesji z modlitwą za zmarłych i ofiary wojny , przyzwolenie na organizację uroczystości
parafialnych, za lekcję obchodzenia jubileuszy i imienin.
Z okazji Jubileuszu 650 – lecia Szczebrzeszyna ks. Wójtowicz wyróżniony został wybitym z tej okazji
medalem; po przejściu na emeryturę pozostał wśród swoich parafian, zamieszkał na prawach rezydenta.
Biskupiakiem – byłe Wyższe Gimnazjum Biskupie Męskie założone w 1923 roku z inicjatywy biskupa Mariana
Leona Fulmana jako prywatna średnia szkoła katolicka dla młodzieży męskiej.
Za całokształt jego działalności ludzkiej i kapłańskiej na rzecz środowiska radni gminy Szczebrzeszyn i
Zamościa winni podjąć działania by nadać mu tytuł Honorowego Obywatela – uroczystość taka planowana
jest z okazji imienin ks. prałata (o2. 09. 08) na niedzielę 31 sierpnia 2008 roku.
Bogusław Garbacik
Zgnilec Wiktor
Żołnierz Podziemia, zaangażowany w walkę z okupantem, zginął rozstrzelany w lipcu 1944 roku przez UB
(grupą ubeków dokonujących tych zbrodniczych akcji dowodził major Lachowicz) na łąkach między Wielączą
a Niedzieliskami, wcześniej poszarpany przez puszczone nań psy. 400
Alfred Hałasa "Olek"
400
A. Hałasa. W organizacji "Kraj" – i w konspiracji ..., s. 74
ANEKS I
Treść Tablicy Pamiątkowej "Pamięci ofiar lat 1939 – 1956" znajdującej się w kościele parafialnym w
Wielączy.
Polegli na wojnie
mjr. Mysłakowski Edmund (lat 40), płk. pilot Jach Stanisław (l. 52), ppr. Sakun Franciszek (l. 40), ppr. Musiał
Feliks (40), kpt. Dyjakowski Kazimierz (l. 65), z - ca komendanta Obwodu AK Zamość Czerwienic Bartłomiej (l.
45). Wielącza – Czerwieniec Jan (l. 30), Dołba Marcin (l. 25), Hałasa Feliks (30), Kasiedczak Konstanty (l. 30),
Koziołek Ludwik (l. 30), Magdziak Władysław (l.32), Ordyniec Jan (l. 21), Podobiński Marian (l. 21).Zawada –
Chruściel Czesław (l. 20), Dołba Feliks (l. 23), Dołba Marian (l. 25), Jaśniewski Andrzej (l. 35), Sokołowski
Marian (l. 21), Szczygieł Władysław (l. 21), Wyrostkiewicz Stanisław (l. 20).Niedzieliska – Czerwieniec
Wincenty (l. 21), Garbaty Tomasz, Komisarski Wawrzyniec (l. 32).Bodaczów - Głąb Józef (l. 24), Karol Jakub
(l. 23), Pieczykolan Józef (l. 26), Zgnilec Jan (l. 23).
Polegli w walkach partyzanckich
Milczarek Bronisław (l. 20), Rusinek Jan (l. 18), Wal Robert (l. 31), Wróbel Gustaw (l.18)
Zamordowani przez Gestapo.
Wielącza – Banach Jan (l. 35), Bożek Jan (lat 52), Czerwieniec Agnieszka (L. 40), Czuk Jan (l.26), Hałasa
Władysław (l. 22), NN. mężczyzna, NN, mężczyzna, Skrzypik Ludwik (l. 20). Zawada – Ciurysek Maria (l. 72),
Czajkowski Marian (l. 20), Gał Antoni (l. 55),Garbaty Jan (l. 62), Krawiec Wojciech (30), Perz Edward, Sobstyl
Stanisław, Wiatrzyk Bolesław (l. 20). Niedzieliska – Łaszkiewicz Michał (l. 50), Skrzypek Jan (l. 45), Zych
Józefa (l. 45). Kolonia Niedzieliska – Kowalska Bronisława (l. 52), Kowalski Bolesław (l. 19), Kowalski
Gustaw (l. 14), Kowalski Marcin (l. 60), NN, mężczyzna z Warszawy, Sitarska Bronisława (l. 42), Wróbel
Janina (l. 16), Wróbel Michał (l. 62). Kąty – Duda Władysław, Łuczka Władysław, Sadło Jan (l. 30). Bodaczów
– Głąb Katarzyna (l. 55), Kiryło Edward (l. 20), Kiśliński Antoni (l. 23), Kłus Anna (l. 32), Poździk Wawrzyniec (l.
45), Żbikowski Jan (l. 60)
Pomordowani za drutami Zamościa
Wielącza – Banach Edward (l. 2), Banach Kazimiera (l. 6), Banach Stanisław (l. 4), Bożek Genowefa (l. 6),
Bożek Helena (l. 4), Byk Anna (l. 60), Byk Feliks (l. 3), Byk Genowefa (dni 1), Byk Maria (l. 4), Byk Stanisław
(dni 1), Ciurysek Antonina (l. 60), Ciurysek Teodora (m – cy 4), Czop Genowefa (l. 2), Czop Genowefa (l. 2),
Gawron Wincenty (l. 26), Głąb Janina ( 10 miesięcy), Głąb Marian (l. 3), Kalita Eugeniusz (9 miesięcy),
Kasiedczak Jan (10 m- cy), Kasiedczak Maria (l. 2), Kasiedczak Zofia (l. 10), Kawala Danuta (l. 4), Kawala
Edward (16 m- cy),Kowalczyk Kazimierz (l. 4), Koziołek Janina (l. 2), Machałek Ludwik (l. 2), Pytlowska Zofia
(l. 3), Skrzypek Jan (l.4), Skrzypek Marian (10 m – cy), Szewc Danuta (10 m – cy), Świergoń Aniela (l. 38),
Wawrzyszko Stanisław (l. 2), Wróbel Alfred (30 m- cy), Wróbel Jan (8 m- cy),Wróbel Leokadia (l. 5), Zgnilec
Janina (11 m – cy). Wielącza Poduchowna – Garbata Danuta (l. 4), Garbaty Bogusław (l. 6), Garbaty
Ryszard (l. 4), Machałek Kazimiera (18 m – cy), Ostańska Maria (l. 73), Ostański Władysław (l.75).
Niedzieliska – Bubiłek Jakub (l. 55), Garbaty Ludwik, Kowalska Teresa (l. 2), Koziel Maria (l. 5), Sadło Jan (18
m- cy), Słupska Helena (l. 7), Sołtys Feliks, Szymańska Janina (l. 4). Kąty II – Czerwc Kazimiera (l. 2), Czop
Genowefa (l. 2), Czop Jan (l. 7), Czop Stanisław (l. 4), Dziecko Kokowskiej (1 dzień), Kokowska Zofia (l.35),
Misiarz Maria (3 dni)..
Pomordowani za drutami Majdanka.
Bodaczów – Dołba Marcin (l. 23), Jarosz Jan (l. 40), Popielec Jan (l. 34), Szczygieł Jan (l. 43), Świergoń
Bolesław (l. 22), Tyszko Marcin (l. 50), Wawryk Jan (l. 24), Wróbel Edward (l. 22). Kolonia Niedzieliska –
Bereza Stanisław (l. 44), Dobosz Tadeusz, Dziuba Franciszek, Sitarski Józef.
Pomordowani za drutami Oświęcimia.
Wielącza - Byk Anna (l. 69), Byk Feliks (l. 25), Byk Helena (l. 13), Byk Jan (l. 38), Byk Jan (l. 20), Byk Jan (l.
55),Byk Katarzyna (l. 37), Byk Kazimierz (l. 15), Byk Marianna (l. 50), Byk Stanisław (l. 60), Byk Szymon (l.
45), Garbata Katarzyna (l. 45), Garbaty Szymon (l. 45), Gawron Anna (l. 50), Gawron Józef (l. 52), Głąb Józef
(l. 45), Hałasa Jan (l. 55), Halasa Marcin (l. 42), Hałasa Maria (l. 55), Hałasa Michał (l. 45), Kowalczyk Aniela
(l. 45), Kowalczyk Piotr (l. 46), Kowalczyk Roman (l. 14), Koziołek Antoni (l. 55), Koziołek Ludwik (l. 30),
Koziołek Tomasz (l. 40), Parczała Anna (l. 52), Parczała Jan (l. 25),Parczała Józef (l. 55), Parczała Ludwik (l.
25), Parczała Roman (l. 12), Waga Jakub (l. 65), Waga Marianna (l. 65), Wawrzyszko Jakub (l. 48), Wróbel
Andrzej (l. 45), Wróbel Aniela (l. 60), Wróbel Feliks (l. 16), Wróbel Feliksa (l. 17), Wróbel Franciszka (l. 45),
Wróbel Genowefa (l. 15), Wróbel Józef (l. 40), Wróbel Leokadia (l. 25), Wróbel Walenty (l. 42), Złomaniec
Katarzyna (l.65), Zychowicz Jakub (l. 36). Wielącza Poduchowna - Koczułap Katarzyna (l. 75), Piróg Feliks
(l. 16), Piróg Franciszka (l. 47), Piróg Marianna (l. 22), Piróg Włodzimierz (l. 39), Tomaszewski Tomasz (l. 55).
Bodaczów – Mazur Władysław (l . 21), Zych Jan (l. 22). Kolonia Niedzieliska – Kliza Wawrzyniec, Kurzyński
Jan, Malec Aniela (l. 35), malec Jan (l. 40), Mazur Ludwik (l. 31), Rajkowski Julian, Sawa Anna (l. 80), Smolara
(...), Szczepanik Anna, Sczepanik Mateusz, Śpiewak (nauczyciel), Śpiewak (nauczycielka), Wasylko
Aleksander (l. 36), Wasylko Teofila (l. 38), Wawrzyszko Jan (l. 50), Woronowicz (...), Woronowiczowa (...).
Kąty – Czerwc Katarzyna (l. 60), Czerwc Stanisława (l. 28), Zgnilec Jakub (l. 30).
Zmarli w transportach i w okolicach Siedlec.
Wielącza – Byk Janina (l. 6), Byk Katarzyna (l. 57), Ciurysek Jan (l. 5), Ciurysek Walenty (l. 70), Ciurysek
Zofia (l. 65), Czerwieniec Anna (l. 64), Czerwieniec Bartłomiej (l. 70), Czerwieniec Marianna (l. 68),
Czerwieniec Petronela (l. 43), Czop Jan (l. 7), Czop Julian (l. 10), Czop Stanisław (l. 10), Głab Anna (l. 60),
Halasa Anna (l. 52), Halasa Katarzyna (l. 70), Kitka Jakub (l. 65), Magdziak Augustyn (9 m – cy), Poździk
Paweł (l. 45), Szczygieł Barbara (l. 50), Szczygieł Mieczysław (l. 8), Tomaszewska Zofia (l. 60), Wawrzyszko
Mieczysława (l. 6), Wróbel Marianna (l. 56), Wróbel Zofia (l. 13),
Zmarli w Berlinie
Bednarz Wawrzyniec, Kaszyca Jan, Skwaryło Mikołaj.
Zmarli na Syberii
Baran Władysław (l. 47), Czerwieniec Zofia, Czerwieniec Jerzy (l. 5), Dziadosz Agnieszka, Dziecko Agnieszki
Dziadosz.
Zabici przez bandy UPA
Buryś Marian (l. 17), Ryń Wacław.
Zabici przez NKWD
Chlebański Marian, Głąb Michał, Kowalski Feliks, Kozioł Józef, Kurzyński Jan, Musiał Teofil, Musiał
Władysław, Parczała Józef, Suda Stanisław, Zgnilec Wiktor.
Zabici przez UB
Arczewski Eugeniusz, Artys Ewa, Bajor Ignacy (l. 70), Belina Jan, Bogdaniewcz Michał, Duda Józef, Duda
Stanisław, (l. 38), Garbaty Roman, Kawala Władysław, Koziołek Franciszka,(l. 60), Perz Eleonora (l. 23),
Świrgoń Jan (l. 23), Ździeblak Genowefa, Zgnilec Marcin.
Tragicznie zmarli na zrzutowisku bomb
Kasprzak Feliks, Łuczka Mieczysław, Plebański Adolf, Olebański Józef, Polanowski Józef, Polanowski Witold.
opracowali: Aleksander Garbacik, Józef Buryś, Edward Belina, Tadeusz Ciurysek, Bronisław Duda, Stanisław
Hałasa, Danuta Kłus, Bolesław Wiśniewski, Roman Wróbel.
ANEKS II
Lista mieszkańców Szczebrzeszyna pomordowanych w latach 1939 – 1945; znajdująca się w kościele
pod wezwaniem św. Katarzyny;w nawiasach zaznaczono wiek ofiar w chwili śmierci.
Andruszak Jędruszczak Stanisław (50), Bartosiewicz Józef (42), Bartosiewicz Michał (34), Bizior Feliks (19),
Biziorek Czesław (31), Biurko Hipolit ), Bryłowski Jan (56), Bryłowski Leon Bryłowski Wincenty (50), Byk
Michał (50), Byk Zofia (48), Cichowicz Roman, Czekierda Jan (24), Doleżal Kazimierz (21), Goleniak
Franciszek (60), Gumowski Stanisław (26), Hojda Janina (35), Hojda Józef , Hojda Stefan (36), Hysa Antoni
(42), Hysa Czesław (27), Hysa Klemens (47), Jaworski Romuald – mjr 7 pułku ułanów (48), Jaworski Zbigniew
(20), Jurczykowski Leonard (39), Kapeć Feliksa (50), Kapuśniak Bolesław (23), Kitowski Jan (46),
Kołodziejczyk Józef (24), Kołodziejczyk Roman (26), Kowalik Franciszek (47), Krzaczek Czesław (36),
Krzeszowski Marcin (27), Książek Antoni (31), Krukowska Józefa (72), Krukowski Leonard (70), Lenart Jan,
Marszycki Jan (56), Mazur Jan (39), Mączka Józef (40), Mularska Bronisława (34), Mularski Klemens (38),
Michalski Aleksander (59), Mrozowski Zygmunt (31), Niechaj Michał, Ostowicz Antoni (39), Otłowski Edward
(29), Pawłowski Józef (38), Pilip Jan (39), Postulski Tadeusz (32), Poździk August (24), Rybicki Stanisław (28),
Sawic Michalina (18), Sawic Wincenty (52), Skóra Jan (40), Smorzewska Klementyna (42), Stropek
Aleksander (50), Stropek Antoni (64), Szyduczyńska Maria (67), Szwido Stanisław (26), Traczykiewicz
Czesław (21), Traczykiewicz Maria (53), Traczykiewicz Piotr (57), Tukendorf Julian (48), Turowski Karol,
Wawryk Lucjan (45), Wiatrowski Feliks (42), Wyrostkiewicz Adolf (20), Żbikowski Jan, Żelazko Wacław (21).
Lista mieszkańców Szczebrzeszyna pomordowanych w latach 1939 – 1945 znajdująca się w kościele
parafialnym pod wezwaniem św. Mikołaja
Balicki Andrzej, Bartosiewicz Michał, Bekier Jan, Berlin Jan, Bielecki Józef, Biurko Hipolit, Bocheński Andrzej,
Bizior Franciszek, Bizior Jan, Blichowski Henryk ks., Borowiński Franciszek, Bryłowski Jan ks. Brzuś
Stanisław, Bulak Stanisław, Bzdziuch Józef, Bzdziuch Mikołaj, Chwiejczak Michał, Czop Jakub, Czop Michał,
Ćwik Edward, Ćwik Leonard, Doroszewski Józef, Dzioch Henryk, Flis Piotr, Gąska Andrzej, Gąska Leopold,
Głowacka Eugenia, Gomuła Anna, Gomuła Eugenia, Gomuła Irena, Gomuła Laurka, Gwiazdowski Stanisław,
Hadam Jan, Hanaka Michał, Hasiec jan, Hasiec Józef, Horwath Adela, Iwankowski Stanisław, Janicki Alfons,
Janicki Stanisław, Jóźwiak Piotr, Jóźwiak Roman, Knybel Franciszka, Kobylarz Wojciech, Kołodziejczyk
Czesław ps."Jasny," Kołodziejczyk Roman, Kościk Jan, Kot Tadeusz, Kryk Jan, Kryk Leopold, Kryk Stanisław,
Krzaczek Stanisław, Krzeszowski Marcin, Kukułowicz Bolesław, Lembryk Stanisław, Leszczyński Ksawery,
Lipski Stanisław, Łasocha Stanisław, Łazorczyk Jan, Makara Aleksander, Malinowski Jan, Małyszek Jan, Matej
Józef, Menderski Jan, Miazga Erazm, Michłowski Stanisław, Mrozowski Zygmunt, Niechaj Feliks, Niechaj Piotr,
Nimira Czesław, Nowicki Edward, Ochmański Tadeusz, Olczyk Stanisław, Pańczyk Wojciech, Paprocki Marcin,
Pasicki Jakub, Pić Jan, Petrykowski Jakub, Pilip Józef, Pipa Józef, Polak Marcin, Radziszewski Jan, Rybak
Jan, Samulak Władysław, Sierakowski Franciszek, Sitkowski Witold, Skuba Roman, Spiridinow Stanisław,
Stropek Alekszander, Stropek Antoni, Surma Jan, Salczyński Leonard, Szwed Karolina, Szczygieł Antoni,
Tałanda Aleksander, Tałanda Leonard, Tałanda Witold, Tałanda Władysław, Tchórz Marcin, Trusz Czesław,
Trusz Jan, Turowski Karol, Tymczak Piotr, Wajler Józef, Wajler Stefan, Walas Jan, Walas Wojciech, Wawryk
Lucjan, Wędzin Józef, Witek Stanisław, Wyrostkiewicz Adolf, Zabiciel Tadeusz, Ziomko Piotr.
ANEKS III
Materiały do historii Szczebrzeszyna
Źródła archiwalne
APL, Akta Klasztorów Rzymsko – Katolickich Województwa Lubelskiego 1857; Szczebrzeszyn. Franciszkanie
1828
APL, Szkoły Średnie Województwa Lubelskiego 1786 – 1865; Powiatowa Szkoła Realna [Szczebrzeszyn]
1850 – 1855
 raporty o stanie szkół elementarnych
 świadectwa uczniów
APL, Szpital św. Katarzyny w Szczebrzeszynie 1857 – 1943
akta obejmują:
 zarządzenia, sprawozdawczość, statystykę z lat 1874 – 1943
 sprawy przyjęć chorych, opieki nad nimi, opłat za leczenie, księgi chorych, personel szpitala
 lata 1857 – 1941; sprawy gospodarcze szpitala i apteki, dochody i wydatki, inwentarze majątku
szpitalnego
 lata 1869 – 1943
 sprawy przytułku dla starców 1874 – 1913
 pomoce kancelaryjne: dzienniki, korespondencja 1870 – 1915
APL, AOZ. Akta miasta Szczebrzeszyna z lat 1720 – 1830
akt obejmują:
 dokument z 1800 roku – zezwolenie na zawarcie małżeństwa przez jednego z mieszkańców
 Księgi wójtowsko – ławnicze 1720 – 1771
 Księgi Rady Miejskiej 1766 – 1813
 Księgi jurydyki poproboszczowskiej 1720 – 1753; dotyczą wpisów elekcji władz miejskich, aktów
kupna sprzedaży i innych transakcji nieruchomościami, pokwitowania zwrotu zastawów i długów, taksy
nieruchomości, dochody i wydatki miejskie. Księgi jurydyki zawierają transakcje wieczyste i czasowe,
sprawy procesowe.
APL, AOZ. Akt Ksawerego Koisiewicza mecenasa, obrońcy prawa przy warszawskich departamentach
rządzącego senatu w sprawie Stanisława ordynata Zamoyskiego przeciwko Prokuratoryi na rzecz gminy
Szczebrzeszyna działającej w przedmiocie służebności, wyrębu, pastwisk, szynkowania i innych
APL, AOZ. Inwentarz miasta Szczebrzeszyna 1593
APL, AOZ. Inwentarz Włości Szczebrzeskiej w Roku Pańskim 1641
APL, AOZ. Kontrakt o dzierżawę młyna w Szczebrzeszynie z Samuelem Aszkenazym i S. Landau
APL,AOZ. Tabela Likwidacyjna miasta Szczebrzeszyna za rok 1864
APL, AOZ. Rapporta Propinacji Szczebrzeskiej
APL. AOZ. Szczebrzeszyn, Exakcionarze Czynszów za lata 1833 – 1834, 1852 - 1853
APL, AOZ. Szczebrzeszyn, Exakcionarze Danin Inwentarskich za lata 1833/1834,1854/1855
APL, RGL, sygnatura IA 1886/135
APL, Księgi Grodzkie Szczebrzeszkie 1612 - 1807
APL, Szczebrzeszyn USC wyznania grecko – katolickiego 1810 – 1875 [- 1889]
APL, Szczebrzeszyn USC wyznania mojżeszowego 1815 – 1894 [- 1910]; w tym Księga duplikatów aktów
urodzenia, małżeństw i zgonów z 1827, akt ślubu nr 3 [dotyczy ślubu Hindy Ester z Majstrów i Icka Szejnera,
pradziadków I.B. Singera]; Księga duplikatów aktów urodzenia, małżeństw i zgonów z roku 1833, akt
urodzenia nr 3 [dotyczy urodzenia Temy Blimy Szejner babki I.B. Singera]
APL, Szczebrzeszyn USC wyznania prawosławnego 1816 – 1895 [- 1910]
APL,Szczebrzeszyn USC wyznania rzymskokatolickiego 1810 – 1874
APZ, Akta miasta Szczebrzeszyna z lat [1836], 1920 – 1950
USC Szczebrzeszyn, Akt urodzenia Jankiela Grojsera 92/1904
USC Szczebrzeszyn, Księga metrykalna urodzeń, ślubów i zgonów ludności żydowskiej za rok 1938
Aufotellung der Einwohner der Deutschen Gemainde Szczebrzeszyn. Akta magistratu miasta Szczebrzeszyna
1943 [po wyzwoleniu znalazły się w posiadaniu dr Klukowskiego; prawdopodobnie włączył je do swego zbioru
i jako takie zdeponowane są w bibliotece KUL w Lublinie]
W Narodowym Archiwum Republiki Białoruskiej w Mińsku przechowywane są Księgi Ziemskie z lat 1634 –
1647, oraz Księga Grodzka z roku 1699 określane jako"zamojskie". Ponieważ nieznane są Księgi Ziemskie i
Grodzkie zamojskie można domniemywać, że w tym przypadku chodzi o księgi sądów funkcjonujących w
Szczebrzeszynie.
Zbiory Specjalne Biblioteki im. H. Łopacińskiego w Lublinie, Ćwiczenia polskie ucznia Szkoły Wojewódzkiej
Jana Bormana w Szczebrzeszynie z lat 1822/1823, 1824/1825, 1827; Papiery Walerii z Mossakowskich
Parysiewiczowej [Ochmistrzyni Pensji Żeńskiej w Szczebrzeszynie]
Źródła drukowane
Akta grodzkie i ziemskie z czasów Rzeczypospolitej z Archiwum tzw. Bernardyńskiego we Lwowie. Lwów1875,
nr III
I. Sułkowa – Kuraś, S. Kuraś. Zbiór Dokumentów Małopolskich; część IV. Dokumenty z lat 1211 – 1400.
Wrocław 1969
Volumina Legum t. II, nr 550, s.270
Zbiór Przepisów Administracyjnych Królestwa Polskiego. Wydział Oświecenia t. III. Zakłady Naukowe Średnie.
1868, s.485 – 511
Opracowania
M. Adrianek. Historia biblioteki szkolnej w Szczebrzeszynie w latach 1810 – 1852. Lublin 1985
Akt uroczysty zamknięcia kursu rocznego nauk w Państwowym Seminarium Nauczycielskim Męskim im.
Zamoyskich w Szczebrzeszynie. Szczebrzeszyn 1929
Akty uroczyste zakończenia roku szkolnego w Gimnazjum im. Zamoyskich w Szczebrzeszynie w latach 1834,
1837, 1844, 1847
E. Banasiewicz. Grodziska i zamczyska Zamojszczyzny. Zamość 1990
R. Bender. Reforma czynszowa w Ordynacji Zamoyskiej 1833 – 1864. Lublin 1995
Bibliografia prac Zygmunta Klukowskiego i literatura o nim. Bibliotekarz Lubelski 1961, nr 1 – 4
B. Chlebowski. Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego . Warszawa 1890, t. XI, s. 827 - 830
W. Ćwik, J. Reder. Lubelszczyzna. Dzieje rozwoju terytorialnego, podziałów administracyjnych i ustroju władz.
Lublin 1997
J. Doroszewski, T. Radzik. Z dziejów społeczności żydowskiej na Lubelszczyźnie w latach 1918 – 1939. Lublin
1992, s. 66 – 67
Encyklopedia Judaica. Encyklopedia Judaica Jerusalem 1972, Vol.15 (Sm – Un), s. 658
L. Głowacki. Działania wojenne na Lubelszczyźnie w roku 1939. Lublin 1976
J. Górak. Miasta i miasteczka Zamojszczyzny. Zamość 1990
M. Horn. Żydzi na Rusi Czerwonej w XVI i w pierwszej połowie XVII w. Działalność gospodarcza na tle rozwoju
demograficznego. Warszawa 1975
A. Iskrzycki. Dzieje Zamościa i południowej Lubelszczyzny. Lublin 1956
A. Jabłonowski Polska pod względem geograficzno – statystycznym. Ruś Czerwona t. VII, część I. Warszawa
1849 – 1910
J. Jachymek, A. Koprukowniak, J. Marszałek. Ruch ludowy na Zamojszczyźnie Warszawa 1980, s. 135
D. Kawałko. Cmentarze województwa zamojskiego. Zamość 1994
Z. Klukowski. Dawne Szkoły im. Zamoyskich w Szczebrzeszynie 1811 – 1852. Zamość 1927
Z. Klukowski. Wysiedlenie Szczebrzeszyna i utworzenie gminy niemieckiej. Zamość 1945
Z. Klukowski, A. Glińska, J. Jóźwiakowski. Walki oddziałów ZWZ – AK i BCh w latach wojny 1939 – 1944.
Związek Żołnierzy AK. Okręg Zamość 1980. t. II
W. Kołbuk. Przechodzenie unitów na obrządek łaciński w diecezji chełmskiej w: Dzieło chrystianizacji Rusi
Kijowskiej i jego konsekwencje w kulturze Europy pod red. R. Łużnego. Lublin 1988, s. 209 – 220
Księga Pamiątkowa Stowarzyszenia Urzędników Skarbowych Okręgu Lubelskiego. Lublin 1934, część II
[zawiera dane odnośnie powiatu zamojskiego, w tym Szczebrzeszyna]
H. Lavera. Miasto i gmina Szczebrzeszyn. Krosno 2001
Z. Leszczyńska. Ginę za to, co najgłębiej człowiek ukochać może. Część II. Lublin 2003 [zawiera biogram
Tadeusza Klukowskiego syna Zygmunta Klukowskiego]
Lista lekarzy i aptekarzy w Królestwie Polskim, oraz felczerów i akuszerek na rok 1839. Warszawa 1839
[egzemplarz dostępny w zbiorach Biblioteki im. H. Łopacińskiego w Lublinie]
H. Merczyng. Zbory i senatorowie protestanccy w dawnej Rzeczpospolitej. Warszawa 1904 [zbór ewangelicki
w Szczebrzeszynie]
I. Olchowska – Schmidt. Józef Brandt. Kraków 1996 [album prac artysty]
Polski Słownik Biograficzny. Kraków 1937, s. 62; 1971, t. 22/4, zeszyt 95, s. 720 – 721; 1980 t. 25/3, z. 106, s.
510;
Popisy publiczne uczniów Szkoły Wojewódzkiej im. Zamoyskich w Szczebrzeszynie z lat 1826 – 1830
[dostępne w zbiorach Biblioteki im. H. Łopacińskiego w Lublinie].
J. Psurski. Lista duchowieństwa diecezji chełmskiej obrzędu grecko – unickiego za rok 1863. Warszawa 1864
K. Rymut. Nazwy miast Polski. Wrocław 1987
J. Słowaczyński. Polska w kształcie dykcjonarza historyczno – statystyczno – geograficznego . Paryż 1833 –
1839 [ Szczebrzeszyn, s. 417]
M. Stankowa. Dawny powiat szczebrzeski XIV – XVIII w. Warszawa 1975
Starożytności polskie, t. II. Warszawa 1852, s. 564
F. Stopniak. Dzieje kapituły zamojskiej. Lublin 1961, s. 182 - 199
Szkoły im. Zamoyskich w Szczebrzeszynie. Zarys dziejów pod red. L. Pawłowskiego. Szczebrzeszyn1927
A. Tarnawski. Działalność gospodarcza Jana Zamoyskiego hetmana wielkiego koronnego. Lwów 1939
A. Trzciński. Śladami kultury zabytków kultury żydowskiej na Lubelszczyźnie. Lublin 1990
A. Trzciński. Symbole i obrazy. Treści symbolicznych przedstawień na nagrobkach żydowskich w Polsce.
Lublin 1997, s. 46 – 47, 132, 156 [ o nagrobkach na szczebrzeszyńskim kirkucie]
M. Tyrowicz. Sprawa ks. Ściegiennego Warszawa 1948, s. 66
S. Warchoł. Nazwy miast Lubelszczyzny. Lublin 1964
Wielka Encyklopedia Powszechna Ilustrowana. Warszawa 1901, t. 27 – 28, s.199 – 200
Wielka Ilustrowana Encyklopedia Powszechna. Warszawa 1911, t. 45 – 46, s. 316 - 318
W. Wójcikowski. L. Paczyński. Roztocze. Przewodnik Warszawa 1986, s.66
Zakłady Kształcenia Nauczycieli w Szczebrzeszynie i ich wychowankowie. Studium historyczno –
socjologiczne [ pod red. S. Kosińskiego] Lublin 1975
Opracowania nie opublikowane
R. Smoter Grzeszkiewicz. Szczebrzeszyn. Szkice do dziejów miasta (wydanie internetowe)
J. Jurczykowski. Wspomnienia starego cietrzewia. Korzenie; Kumotry [o cukrowni w Klemensowie]; Galicjaki [o
Fabryce Kalafonii i Terpentyny w Szczebrzeszynie]; Szczebrzeszyńskie wiersze i piosenki część I; Piosenki
biesiadne część II; Historyjki szczebrzeszyńskie. Fuzyja; Drzewa – świadkowie szczebrzeszyńskich wydarzeń;
Ostatni walc; Przedwojenne szkice [ tekst zamieszczony na stronie internetowej poświęconej miastu
Szczebrzeszyn]; Dzień jak co dzień. Życie leci. część. I, II, III, IV; Ciotka [ dane biograficzne o matce J.
Jurczykowskiego; nosiła ps. "Ciotka"]; O rodzinie Pilipów/Philipów; Cietrzew pod ps. "Zbarczony" [praca
traktująca o przygodach łowieckich, opracowana w 1997]; Mogiły; Żydzi; Cmentarz [przewodnik].
Na motywach wspomnień Jana Jurczykowskiego ukazała się praca "Rodzina w wirach historii. Ocalony od
zapomnienia", napisana na konkurs historyczny organizowany w roku szkolnym 1999/2000 przez Fundację im.
Stefana Batorego "Ośrodek Karta"; tekst przechowywany jest w Archiwum Historii Bliskiej "Ośrodka Karta"
Kroniki szkół szczebrzeszyńskich: Szkoły Podstawowej, Liceum Ogólnokształcącego, Zasadniczej Szkoły
Zawodowej
Kronika szpitala [prawdopodobnie zdeponowana wraz ze zbiorami dr Z. Klukowskiego w bibliotece KUL w
Lublinie]
Listy mieszkańców Szczebrzeszyna wymordowanych w latach 1939 – 1944 – znajdują się w kościołach: św.
Mikołaja [parafialnym], i św. Katarzyny [szkolnym]
Odręczny dopisek do Księgi Pamięci Gminy Żydowskiej w Szczebrzeszynie sporządzony przez Jehudę
Brandesa/Brendesa na podstawie pracy M.A o rabbim Berze ze Szczebrzeszyna autorze "Darów Kapłaństwa".
Przekład z hebrajskiego Małgorzata Sandowicz, Uniwersytet Warszawski
Rękopisy prac dr Zygmunta Klukowskiego zdeponowane w bibliotece KUL w Lublinie, w których mogą
znajdować się dane odnośnie Szczebrzeszyna: Konspiracyjne duszpasterstwo w Zamojszczyźnie 1939 –
1944, Imienny wykaz ofiar terroru niemieckiego w Zamojszczyźnie.
Pamiętniki ( w tym nie opublikowane), dzienniki, wspomnienia, relacje
Cz. Bartnik. Mistyka wsi. Z autobiografii młodości 1926 – 1956. Warszawa 1988
W. Dawid. Notatki z życia szkoły. Szkoły szczebrzeskie po roku 1830. Kalendarz Lubelski 1879, s. 18 - 25
J. Franczak. Fragmenty wspomnień z lat 1905 – 1918. Teka Zamojska 1939, nr 2, s. 104 – 112
M. Gluza. W Szczebrzeszynie. Karta 2001, nr 33, s. 116 – 119 [zawiera relacje Stefana Michalewskiego i Jana
Jurczykowskiego o przedwojennym Szczebrzeszynie, oraz fotografie podcieni szczebrzeszyńskich]
Z. Klukowski. Dziennik z lat okupacji Zamojszczyzny 1939 – 1944. Lublin 1958
Z. Klukowski. Dziennik 1944 – 1945. Lublin 1990
Z. Klukowski. W przyfrontowym miasteczku. Tygodnik Zamojski 1990, nr 4
Księga Pamięci Gminy Żydowskiej w Szczebrzeszynie. Kiriat Yam 1984 [egzemplarz w języku jidysz dostępny
w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Szczebrzeszynie; w jęz. jidysz i angielskim w zbiorach Reginy Smoter
Grzeszkiewicz]
S. Michalewski. Szczebrzeszyn moich czasów. ZKK 1998, nr 2 -3
W. Pańczyk. Bronisław Pietruszyński – wychowawca i przyjaciel młodzieży. Rocznik Zamojski 1988, T. II, s.
203 – 207
A. Piwowarek . Wolność, czy następna okupacja? [Szczebrzeszyn 1944 – 1950]; maszynopis
S. Pomarański. Proces polityczny w Szczebrzeszynie w 1852 r i jego skutki. Zamość 1919
R. Przegaliński. Moja działalność w powstaniu 1863 roku w: Powstanie styczniowe na Lubelszczyźnie.
Pamiętniki. Lublin 1966, s. 127 – 128
Cz. Służewski. Hitlerowski obóz przejściowy w Zwierzyńcu. Zwierzyniec 1993 [zawiera relacje mieszkańców
Szczebrzeszyna o warunkach panujących w obozie: Janiny Dzioch, Ewy Oczkoś, Wincentego Oczkosia,
Janiny Kuryło]
Cz. Szczebrzeszak. Po pół wieku. Wspomnienia ze szkół szczebrzeskich. Ziemia Lubelska 1906, nr 296 –
298, 301, 303
VI Zjazd wychowanków dla uczczenia 50 – lecia Zakładów Kształcenia Nauczycieli w Zamościu i
Szczebrzeszynie. Szczebrzeszyn 1969
A Wadowski. Klemensów i Szczebrzeszyn Cieszynowi. Pamiątka obchodu "Dnia Śląska Cieszyńskiego" w
dniu 23 maja 1920 r. Zamość 1920
J.(Jordan) Wieniawski. Kartki z mego pamiętnika. Warszawa 1911, t. I, s. 47 – 48 [relacja o wieczorkach
literackich u sędziny Faleńskiej w początkach XX wieku]
Beletrystyka
F. Dostojewski. Wspomnienia z domu umarłych. Warszawa 1957, Łódź 1977 [wzmianka o Szymonie
Tokarzewskim i prof. Żochowskim ze Szkoły Wojewódzkiej zesłanych na Syberię]
S. Majchrowski. Niezwykłe postacie z czasów powstania listopadowego. Warszawa 1984 [o działalności
powstańczej Henryka Golejowskiego absolwenta szkół szczebrzeszyńskich]
I. B. Singer. Błędy. Literatura na świecie. 1992, nr 3 [dzieje jednej z żydowskich rodzin w okresie działalności
zwolenników Sabataja Cwi]
Czasopisma/ publikacje prasowe
J. Adamowski. Kolędowanie we wsi Błonie. Chodzenie z niebem i Żydkiem. Twórczość Ludowa 200, nr 3, s. 19
– 20
A. Albigowski. Alwa. Sztandar Ludu 1986, nr 129; Szczebrzeszyn odkryciem filmowców [o kręceniu filmu
"Kardoigram"]. Sztandar Ludu 1970, nr 260
M. Balicka. Gdy chrząszcz nie brzmi w trzcinie. Sztandar Ludu 1987, nr 246; Na bocznym torze życia. Gminny
Dom Seniora w Szczebrzeszynie. Dziennik Lubelski 1990, nr 94; Więcej marzeń niż nadziei. Gospodarczy
rozwój Szczebrzeszyna. Dziennik Lubelski 1992, nr 59
Cz. Bartnik. Gród Szczebrzecha. Kronika Tygodnika Zamojskiego. 1995, nr 2
W. Bulak. Rozwijanie myślenia na lekcjach zajęć technicznych w klasie VII. [badania przeprowadzono w
szkole podstawowej w Szczebrzeszynie]. Lubelski Rocznik Pedagogiczny 1976, t. V, s. 193 - 203
J. Byra. Na kirkucie. Tygodnik Zamojski 1991, nr 33
M. Bzówka. Ratusz na wokandzie? Szczebrzeszyn. O zwrot ratusza zabiega rodzina Zamoyskich. Tygodnik
Zamojski 1994, nr 42, s. 9
E. Czuk. Wyrok na braci Żydów. Tygodnik Zamojski 1982, nr 36, s. 5 - 9
M. Czyżewska. Szarganie pamięci. Zygmunt Czyżewski – działacz sportowy Szczebrzeszyna i województwa
zamojskiego. Tydzień. Kronika Zamojska 1992, nr 18
Cz. Dąbrowski. Z dziejów martyrologii duchowieństwa na Zamojszczyźnie. Kurier Lubelski 1979, nr 121
M. Derecki. Doktor ze Szczebrzeszyna. Medicus 1992, nr 2
K. Dębiński. Podróż pasterska Jego Ekscelencji ks. Franciszka Jaczewskiego biskupa lubelskiego. Kronika
Rodzinna 1905, nr 35, s. 541
A. Dybek. Bestia już jest. Poszukiwania Matki Boskiej trwają. [Polichromie w cerkwi unickiej w
Szczebrzeszynie].Gazeta w Lublinie 1992, nr 248
J. Feduszka. Powstańczy duszpasterz ksiądz Michał Lenkiewicz (1799 – 1867). ZKK 1999, nr 1 – 2, s.117 –
1231; Romantyk ze Szczebrzeszyna – Wincenty Dawid. ZKK 1998, nr 2 – 3, s. 42 – 46
M. Fornal Kultura, tradycje i życie codzienne Żydów [fragment Z Księgi Pamięci Gminy Żydowskiej w
Szczebrzeszynie – tłumaczenie tekstu Mendla Farbera o szczebrzeszyńskim kirkucie]. ZKK 1996, nr 1, s. 50 –
52
W. Fudali. Jego profesorem jest natura. Malarz samotnik ze Szczebrzeszyna podbija światowe galerie
[Grzegorz Król]. Dziennik Wschodni 1996, nr 196
S .F. Gajerski. Szpitale żydowskie na Rusi Czerwonej w XVI – XVIII w. Biuletyn Żydowskiego Instytutu
Historycznego (BŻIH) 1979, nr 4
K. Gawarecka. Z życia lekarza prowincjonalnego w XIX w. Kurier Lubelski 1967, nr 241
H. Gawarecki. Restaurujemy zabytki kultury [m. in. Szczebrzeszyn]. Życie Lubelskie 1953, nr 93
Ł. Gejler, E. Gobara. Kronika Ruchu Robotniczego i Związkowego w środowisku żydowskim w 1922 r. BŻIH
1969, nr 70
W. Giebuta. Franciszkanie w Szczebrzeszynie. ZKK 1998, nr 2 – 3, s. 71 – 75
R. Grzeszkiewicz. Żydzi szczebrzescy. Scriptores Scholarum 1998, nr 2/3 (19/20), s. 93 - 102
D. Gudebska. W parku można żyć. Szczebrzeszyński Park Krajobrazowy. Tygodnik Zamojski 1991, nr 4
J. Górak. Podcieniowa zabudowa miasteczek Lubelszczyzny. Państwowa Służba Ochrony Zabytków 1996 s.
22
S. Hoczyk – Siwkowa. Archeologia w Szczebrzeszynie. Tygodnik Zamojski 1980, nr 28 – 30; Czy Bolesław
Chrobry był w Szczebrzeszynie [badania archeologiczne na terenie dawnego grodu]. Sztandar Ludu 1978, nr
186; Tajemnice wydarte ziemi [Badania archeologiczne przy cerkwi unickiej w Szczebrzeszynie]; Zamek w
Szczebrzeszynie. Tygodnik Zamojski 1982, nr 3
Z. Jakubik. Pamięci szczebrzeszyńskiego Judyma. Sztandar Ludu 1959, nr 283
T. Jackowski. Gdzieś tam bije serce Polski. Reportaż o dr Klukowskim. Życie Warszawy 1957, nr 170 – 171
W. Jankowska. Szpital nie dla milionerów. Sztandar Ludu. 1985...
A. Jasiński. Pasja według Stefana Bakuniaka. Sztandar Ludu 1986, nr 97
Cz. Kałużny. I Szczebrzeszyn z tego słynie. Tygodnik Kulturalny 1961, nr 47
J. Kapuścik. Zygmunt Klukowski – lekarz – bibliofil i jego korespondenci. [Wybór listów] . Rocznik Biblioteczny
1983 zeszyt 1/2, s. 607 – 639
A. Kloczyński. Bronisław Pietruszyński zasłużony pedagog ze Szczebrzeszyna, laureat tegorocznej nagrody
"Sztandaru Ludu". Sztandar Ludu 1978, nr 160, s. 1 – 2
T. Kokocińska. "Był słynny w owym czasie ze szkół...". Rodzina i Szkoła 1979, nr 10, s. 6 - 7
J. Kołłątaj. Szczebrzeszyn. Ziemia 1958, nr2
W. Koman. Rodowód grodu nad Wieprzem. ZKK 1998, nr 2 – 3
P. Kondraciuk. W marzeniach widziałem to wszystko. Kronika Zamojska 1992, nr 2
A. Kporukowniak. Urodził się w Szczebrzeszynie. W kręgu myśli politycznej – Kazimierz Kelles – Krauz.
Sztandar Ludu 1984, nr 3, s. 4 - 5
S. Kosinski. Aktywność społeczno - polityczna wychowanków Szczebrzeszyńskiego Seminarium
Nauczycielskiego oraz ich udział w ruchu oporu i tajnym nauczaniu . Rocznik Ogniska Nauczycielskiego w
Lublinie. Lublin 1974, t. V
S. Kosiński. Kariery zawodowe i aktywność społeczna absolwentów Liceum Pedagogicznego w
Szczebrzeszynie. Lubelski Rocznik Pedagogiczny 1975, t .3/4, s. 397 – 409
K. Kowalczyk. Saga rodu Szperów. Zamojski Kwartalnik Kulturalny (ZKK) 1998, nr 2 – 3
S. Kozicki. Powrót. Miesięcznik Literacki. 1973, nr 7
S. Kozicki. Powrót do miejsc rodzinnych. Kamena 1973, nr 7
H. Kozioł. Ludwik Pawłowski działacz ZNP w Szczebrzeszynie i Lublinie. Rocznik Ogniska Nauczycielskiego
1974, t. 3
H. Kozioł. 50 rocznica założenia seminariów nauczycielskich w Zamościu i Szczebrzeszynie. Sztandar Ludu
1966, nr 268
M. Krajewska. J. Jagielski. Uwagi o stanie cmentarzy żydowskich w Polsce. BŻIH 1981, nr 4, s. 37 – 50
J. Król. Szczebrzeszyn po Gorajskich. Kronika Tygodnika Zamojskiego. 1997, nr 19 [wypowiedzi różnych
autorów na temat własności Szczebrzeszyna]
J. Krukowski. Szczebrzeszyński Park Krajobrazowy. Zaczyn 2002, nr 7
J. Kubiak. Szczebrzeszyn – przeszłość – zabytki. Ziemia 1972, t. VIII
A. W. Kulik. Koloryt Wschodu [o malarstwie Donata Kowalskiego ze Szczebrzeszyna] Tygodnik Współczesny
1991, nr 12
W. Kuperowa. "...i Szczebrzeszyn z tego słynie". Poznaj Swój Kraj 1991, nr 4
L. Lemeński. Z koloru w kolor: Tomasz Maranowski ze Szczebrzeszyna i jego malarstwo. Akcent 1997, nr 2, s.
171 – 173
J. Kurzępa. Doświadczenia pierwszego roku działalności "Wszechnicy Roztoczańskiej" i perspektywy jej
rozwoju. Edukacja ustawiczna Dorosłych 2000, nr 3, s. 11 - 14
E. Mackiewicz. Co brzmi w Szczebrzeszynie [spór o prawo własności do budynku ratusza]. Sztandar Młodych.
1996, nr 75
M. Maciąg. Do Szczebrzeszyna. Kronika Tygodnika Zamość 2001, nr 35, s.17
Z. Mańkowski Doktor ze Szczebrzeszyna. Region Lubelski 1986 1(3). Lublin 1990
Z. [Mańkowski?]. Kronikarz ze Szczebrzeszyna. Dr Z. Klukowski. Kamena 1956, nr 9
G. Markiewicz. Wybór publikacji o Szczebrzeszynie. (ZKK) 1998, nr 2 – 3
P. Matej. B. Garbacik. Miasto i gmina [Szczebrzeszyn]. Biuletyn Informacyjny Lubelskiej Izby Rolniczej 2001,
nr 2
H. Matławska. Brandtowie ze Szczebrzeszyna. Tygodnik Zamojski 1996, nr 15; Dziedzice włości
szczebrzeszkiej. Tygodnik Zamojski 1995, nr 20 – 22; Od Szczebrzecha czy Szczebrzucha. Pochodzenia
nazwy Szczebrzeszyn. ZKK 1998, nr 2 -3; Szczebrzeszyńskie imiona. ZKK 1992, nr 4; W Szczebrzeszynie
werbunek [ochotników do walki w powstaniu listopadowym]. Tygodnik Zamojski 1995, nr 49; Z psem w herbie.
Herb Szczebrzeszyna. ZKK 1998, nr 2 – 3
F. Mierniczak. Szczebrzeszyn, dawny powiat szczebrzeszyński i jego dziedzice od XIV do końca XVI stulecia.
Głos Lubelski 1928, nr 118, 122, 124, 127 – 128; Wsie szlacheckie w dawnym powiecie szczebrzeszyńskim.
Głos Lubelski 1930, nr 367
J. Morgensztern. Operacje kredytowe Żydów w Zamościu w XVII w. Wierzytelności i zadłużenia. BŻIH 1967, nr
64, s. 19, 26
J. Morgensztern. Zadłużenie gmin żydowskich w Ordynacji Zamoyskiej w II połowie XVII w. BŻIH 1969, nr 70
B. Moszkowicz, J. Waserszturm, J. Wajsbrot. Kronika Ruchu Robotniczego i Związkowego w środowisku
żydowskim w styczniu – czerwcu 1923 r. BŻIH 1969, nr 71 – 72
S. Myk. Chrząszcz brzmi w trzcinie... czyli wspomnienia o Szczebrzeszynie. Na Przykład 1996, nr 37 – 38, s.
21 – 23; Pierwszy litograf polski. Tygodnik Zamojski 1983, nr 16
Z. Nosol. Miasto pod ziemią. Kronika Tygodnika Zamojskiego. 2002, nr 46, s. 4
B. Nowak. Król pędzla. [o Grzegorzu Królu ze Szczebrzeszyna]. Tygodnik Zamojski 2003, nr 30, s. 23
M. Nowak. Milenijne portrety. Służba Zdrowia 1966, nr 24; Ocalona od zapomnienia. 100 letnia historia
szpitala w Szczebrzeszynie. Kurier Lubelski 1966, nr 59
Nowy Głos Lubelski 1942, nr 50 [ o Stowarzyszeniu Kupieckim w Szczebrzeszynie]
H. Olszewska. Zachwyt i portret G[rzegorza] Króla ze Szczebrzeszyna. Kronika Tygodnika Magazynu
Zamojskiego1995, nr 26
R. Ostrowski." Wielki Łeb" powieszony; z archiwum sądowego. Tygodnik Zamojski 1997, nr 43
Otwarcie Szkól Zamoyskich w Szczebrzeszynie. Gazeta Warszawska 1822, nr 172
H. Pająk. Wychowywał osobistym przykładem. [o Bronisławie Pietruszyńskim]. Nowa Szkoła 1984, nr 2
W. Polak. Jubileusz szkół w Szczebrzeszynie. Kamena 1960, nr 17
"Polityka" z dnia 5 grudnia 1957 roku – zawiera nekrolog dr Zygmunta Klukowskiego
F. Przyrowski. Szkolnictwo w Szczebrzeszynie. Kronika Powiatu Zamojskiego 1918, nr 12, s. 77 – 80
F. Przyrowski. Korespondencje. Szczebrzeszyn. Kronika Powiatu Zamojskiego 1918, nr 1 -2, 3 – 4, 5 – 6, 7
A. Przysada. Dawne dzieje miasta Szczebrzeszyna. Mówią Wieki 1973, nr 10; Dominium Szczebrzeszyn.
Kronika Tygodnika Magazynu Zamojskiego1996, nr 12; Ku pokrzepieniu serc[o twórczości Rafała
Hadziewicza]. Tygodnik Zamojski 1995, nr 28; Przyjaciel Traugutta [Sz. Tokarzewski]. Tygodnik Zamojski
1995, nr 5; Szczebrzeskie Szkoły [Liceum Ogólnokształcące]. Kronika Tygodnika Magazynu Zamojskiego
1996, nr 21; Szczebrzeszyn. Wędrówki przez stulecia. Tygodnik Zamojski 1991, nr 5 – 7, 9, 12; Biogramy osób
zasłużonych dla Szczebrzeszyna. ZKK 1998, nr 2 – 3; Szczebrzeszyn w powstaniu styczniowym. Kronika
Tygodnika Magazynu Zamojskiego 1996, nr 5
H. Pyłek. Pod Szczebrzeszynem [z wojny 1914 roku]. Głos Lubelski 1914, nr 56 z dnia 4 grudnia , nr 57 z dnia
5 grudnia
R. Rosiak. Z różnych ścieżek [o Franciszce Borytowej]. Tygodnik Zamojski 1982, nr 3
L. Rzeczniowski. Jan Zienkowski doktor medycyny, agronom, i pedagog. Kurier Lubelski 1869, nr 73 – 76
B. Sawa – Sroczyńska. Okruchy zamku. Tygodnik Zamojski 1984, nr 44; Tajemnic kościoła ciąg dalszy.
Tygodnik Zamojski 1984, nr 39
F. Sikora. Dymitr z Goraja pan na Szczebrzeszynie w służbie Władysława Jagiełły w latach 1386 – 1400.
Studia Historyczne 1986, zeszyt 1
T. Smołka. Ze wspomnień o doktorze Zygmuncie Klukowskim. Bibliotekarz Lubelski 1961, nr 1 – 4
R. Smoter – Grzeszkiewicz. Kobiety z Chrząszczowego Grodu; Żydówki szczebrzeszyńskie. ZKK 2002, nr 3 –
4, s. 58 -63, 71 - 47; Schronisko Sieroce w Radecznicy [o kwestowaniu w Szczebrzeszynie na rzecz
schroniska]. Nasza Gazeta. Radecznica 2003, nr 6, s. 15 - 16 ; O Żydach szczebrzeszyńskich wspomnienia.
Słowo Żydowskie z dnia 6 – 20 lutego 2004 r nr 3 – 4 (315 – 316) s. 14; Szczebrzeszyn. Tygodnik Zamojski z
dnia 5 maja 2004 s. 17
Sprawozdanie Koła Polskiej Macierzy Szkolnej im. Andrzeja Zamoyskiego w Szczebrzeszynie. Kronika
Powiatu Zamojskiego.1918, nr 3 – 4, s. 36
S. Starzyński. Grajdoł szczebrzeszyński. Przegląd Kresowy 1990, nr 1
M. A. Stawecki. W kryptach nie było złota. Tygodnik Zamojski 1994, nr 13
Szczebrzeszyn grodzisko przedhistoryczne . Życie lubelskie 1948, nr 77
Szczebrzeszyn. Kronika. Teka Zamojska 1838, nr 1 - 3
B. Szymański. W Zamojszczyźnie. Rola 1902, nr 39
B. Szyszka. Młodzieży chowanie w Seminarium Nauczycielskim Męskim w Szczebrzeszynie. ZKK 1998, nr 2 –
3; Pracowite życie [Z. Klukowskiego] ZKK 1985, nr 3; Szkoły im. Zamoyskich w Szczebrzeszynie w sto
osiemnastą rocznicę powstania ZKKK 1996, nr 1
L. Świeżawski. Żydówki w Szczebrzeszynie. Kurier Literacko – Naukowy 1934, nr 10 z dnia 5 marca; dodatek
do Kuriera Codziennego
A. Treger. Brama do Roztocza. Kurier Lubelski 1972, nr 196; W szczebrzeszyńskim szpitalu. Kurier Lubelski
1972, nr 170
A. Wawrzycki. Zielone sale pedagoga ze Szczebrzeszyna. Sztandar ludu 1974, nr 74
J. Wiktor. Jeniec [Heinz Doerrer leczony w Szczebrzeszynie]. Tygodnik Zamojski 1991, nr 51/52
A. Winkler. Szczebrzeszyn. Gazeta Lubelska 1884, nr 262 – 265
R. Wiśniewski. Trzciny już nie ma. Sztandar Ludu 1968, nr 103
R. Wolak. Pędzlem Grzegorza Króla ze Szczebrzeszyna. Tygodnik Zamojski 1995, nr 43
M. Wójcik. Miejska Biblioteka Publiczna w Szczebrzeszynie. Biblioteczna Służba Informacyjna Województwa
Lubelskiego 1974, nr 1, s. 68 – 69
Zjazd uczniów szkół szczebrzeskich . Wędrowiec 1883, nr 41
"Złoty Czepek" pielęgniarki Teresy Rak ze Szczebrzeszyna. Kurier Lubelski 1985, nr 111, s. 2
H. Zwolakiewicz. Etnografowie i regionaliści w badaniach ludowej kultury Lubelszczyzny. Studia i Materiały
Lubelskie. Lublin 1962,s. 13 – 14, 27, 28 [o twórczości Aleksandra Bryka, absolwenta Seminarium
Nauczycielskiego Męskiego i dr Zygmunta Klukowskiego].
E. Żurek. Lekarz banita. Tygodnik Kulturalny 1969,
Prace
niektórych absolwentów szkół szczebrzeszyńskich, oraz autorów pochodzących ze
Szczebrzeszyna
Absolwenci Liceum Ogólnokształcącego
Beata Brzozowska. Cienie słowa. Zamość 1995
Absolwenci Seminarium Nauczycielskiego Męskiego
Aleksander Bryk
5 tańców lubelskich. Lublin 1952; Mach, taniec lubelski. Lublin 1953; Tańce lubelskie – mazur. 1953;
opracował Poradnik dla kierowników zespołów instrumentalnych; artykuł: O muzyce ludowej. Kalendarz
Lubelski 1958; Karol Namysłowski. Literatura Ludowa 1959, nr 5/ 6. Jest autorem Suity biłgorajskiej i
Obrazków lubelskich.
Adam Owsikowski
Czego oczekuje nauczyciel od muzeum?. Biuletyn Informacyjny. Ochrona Zabytków 1959; Kronikarze są
potrzebni. Lubartów i Ziemia Lubartowska 1958; Nawet historią dawnej gminy Wielkie warto się
zainteresować,tamże
Absolwenci Gimnazjum
Dawid Wincenty
Krótka gramatyka polska. Warszawa – Lublin 1882; Krótka gramatyka polska dla dzieci polskich. Warszawa
1864; Metody początkowego nauczania czyli przewodnik dla rodziców, początkowych nauczycieli i w ogóle
osób kierujących pierwszą nauka dzieci. Lublin 1868; Nowa Mnemonika, czyli sposób ułatwiający naukę
języków obcych, tudzież spamiętywanie imion własnych i cyfr w jeografi, statystyce itp. Warszawa 1854; Tehe,
czyli zburzenie Aułu Dubby. Powieść kaukazka. Warszawa 1860; Wiedeń rakuski od Turków oblężony, których
było 297.243, a od wojsk chrześcijańskich uwolniony w roku 1683 12 septembra. Warszawa 1883 [ publikacje
dostępne w zbiorach Biblioteki im. H. Łopacińskiego w Lublinie]
Seweryn Zenon Sierpiński
Historyczny obraz miasta Lublina. Warszawa 1980; Nowy gabinet powieści. Warszawa 1840/1842 – tomów 2;
Obraz miasta Lublina. Warszawa 1839; Pan Wojski. Warszawa 1842 [z z tomu Nowy gabinet powieści];
Robert Djabeł. Warszawa 1842 [z tomu Nowy gabinet powieści]
Szymon Tokarzewski
Pośród cywilnie umarłych: obrazki z życia Polaków na Syberii. Warszawa 1911; Siedem lat katorgi. Pamiętniki
1846 – 1857. Warszawa 1918; W uciecze. Opowiadania wygnańca. Warszawa [po roku 1907]
Nauczyciele z Liceum Pedagogicznego i Liceum Ogólnokształcącego
Bronisław Pietruszyński
Przygotowanie do zawodu a udział w ruchu sportowym młodzieży Liceów Pedagogicznych. Wychowanie
Fizyczne w Szkole 1995, nr 4; Przygotowanie uczniów Liceum Pedagogicznego do prowadzenia wf w
trudnych warunkach. Wychowanie Fizyczne w Szkole 1956, nr 2; Jak zapewniam bazę materialną
wychowania fizycznego w szkole we własnym zakresie. Wychowanie Fizyczne i Higiena Szkolna 1957, nr 4;
Doświadczenie z pracy w SKS Liceum Pedagogicznego. Wychowanie Fizyczne i Higiena Szkolna 1958, nr 3;
Jak polepszam warunki higieniczno – zdrowotne uczniów. Wychowanie Fizyczne i Higiena Szkolna 1959, nr 4;
Ogródek sportowy z niczego. W naszych LZS 1960, nr 12; Przyrządy do ćwiczeń w szkole wiejskiej wykonuję
sposobem gospodarczym. Wychowanie Fizyczne i Higiena Szkolna 1961, nr 3; Z sal zielonych na śnieg i lód.
Wychowanie Fizyczne i Higiena Szkolna 1961, nr 10; Gorąco propaguję zieloną salę gimnastyczną w Liceum
Pedagogicznym. Wychowanie Fizyczne i Higiena Szkolna 1964, nr 1; Wychowanie fizyczne i sport - artykuł
zamieszczony w pracy zbiorowej pod red. S. Kosińskiego Zakłady Kształcenia Nauczycieli w Szczebrzeszynie
i ich wychowankowie. Lublin 1975; "Cezar"401. Aby wieloletnie doświadczenia zostały upowszechnione – tekst
zamieszczony w Pamiętnikach wychowawców fizycznych zredagowanym przez Z. Krawczyka. Warszawa
1977
Szkice dotyczące pracy zawodowej, oraz wychowywania młodzieży w Liceum Pedagogicznym i
Ogólnokształcącym autorstwa m.in. dr Felicji Piwowarkowej, Jana Makary, Aleksandra Przysady zostały
opublikowane w w pracy zbiorowej pod red. S. Kosińskiego Zakłady Kształcenia Nauczycieli w
Szczebrzeszynie i ich wychowankowie. Studium historyczno – socjologiczne. Lublin 1975
Mieszkańcy Szczebrzeszyna
Wojciech Basai/ Basaeusz. Abb Basaci observatorum grammaticorum libri quinque quorum: de ortographia,
de etymologia, de syntax, de prasodia [ Podręcznik nad gramatyka łacińską w czterech księgach: o ortografii,
o etyce, o składni, o akcencie]. 1567; utwory wierszowane – de vera Christiecclesia ritu ac coeremoniis
eiusdem usitatis...carmen. 1561
Franciszka Boryta. Baśnie – Wspomnienia – Opowieści. Lublin 1996
Jerzy Jóźwiakowski. Armia Krajowa na Zamojszczyźnie. Lublin 2001, T. I-II; Skauting i harcerstwo w
Szczebrzeszynie 1915 – 1939. Szczebrzeszyn 1994 [egzemplarz dostępny w zbiorach Biblioteki Miejskiej w
Szczebrzeszynie]
Zygmunt Klukowski – publikacje dotyczące Zamojszczyzny w okresie okupacji:
Pieśni oddziałów partyzanckich Zamojszczyzny [wydane pod pseudonimem "Podwiński"] 1944, Niemcy i
Zamojszczyzna 1969 – 1944. Zamość 1946; Terror niemiecki w Zamojszczyźnie w 1939 – 1944. Zamość
1945; Zamojszczyzna w walce z Niemcami 1939 – 1944. Zamość 1946
inne prace dr Z. Klukowskiego
Badanie trucizny w procesie Dogrumowej w roku 1785. Przyczynek do historii medycyny sądowej medycyny
sądowej w Polsce. Poznań 1925; Instrukcja dla lekarzy polowych w powstaniu 1863 roku. Warszawa 1937;
Lekarze jako dowódcy oddziałów powstańczych w 1863 r. Warszawa 1926; Lekarze w powstaniu 1863 r.
Polegli w boju, zamordowani, i straceni z wyroków sądu.[ Referat wygłoszony 15 lipca 1925 roku w Warszawie
na II Zjeździe Historyków Medycyny]. Poznań 1926; Opis dżumy w Lublinie w roku 1625. Poznań 1926;
Organizacje pomocy lekarskiej dla włościan Ordynacji Nieświeskiej książąt Radziwiłłów w pierwszej połowie
XIX wieku. Poznań 1925; Sprawa o grzech sodomski w Lublinie w roku 1637. Przyczynek medycyny sądowej
w Polsce. Poznań 1927; Sprawa o szerzenie dżumy w Lublinie w roku 1711. [Odczyt wygłoszony na III
Zjeździe Polskich Historyków i Filozofów medycyny w Poznaniu 10 października 1926 roku]. Poznań 1927;
Aleksander Przysada. Zygmunt Klukowski lekarz ze Szczebrzeszyna 1885 – 1959. Szczebrzeszyn 2000
Wykaz skrótów
AOZ – Akta Ordynacji Zamoyskiej
APL – Archiwum Państwowe w Lublinie
BŻIH – Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego
401
"Cezar", to pseudonim konspiracyjne Bronisława Pietruszyńskiego
KUL – Katolicki Uniwersytet Lubelski
RGL – Rząd Gubernialny Lubelski
USC – Urząd Stanu Cywilnego Szczebrzeszyn
ZKK – Zamojski Kwartalnik Kulturalny
Regina Smoter Grzeszkiewicz
Bibliografia
Archiwalia
Archiwum Państwowe w Lublinie (APL), Akta Ordynacji Zamoyskiej (AOZ), sygn. 704.
APL, AOZ, Exsakcionarze czynszów od mieszkańców miasta Szczebrzeszyna za lata 1852 – 1853.
APL, Księga Aktów Małżeństw z lat 1810 – 1825 w parafii Krzeszów n. Sanem; Akt ślubu. Sebastiana
Tokarzewskiego nr 2, k. 20.
APL, Rząd Gubernialny Lubelski (RGL), Adm. 414. k. 13 – 87 v .
Archiwum Państwowe w Zamościu (APZ), Inspektorat Szkolny w Zamościu, sygn. 124, k. 433.
Archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie; A. Wadowski. Dzieje dawnej diecezji chełmskiej.
Biblioteka Miejska w Szczebrzeszynie (BMS), Do Szanownych Obywateli Miasta i Gminy prośba, rkps. 1948 r.
BMS, Imienna lista ofiarodawców książek i środków pieniężnych na rzecz biblioteki, rkps. 1948 r.
Biblioteka Narodowa w Warszawie, Mikołaj Stworzyński, Opisane dóbr Ordynacji Zamoyskiej w 1843 roku;
rkps. Biblioteki Ordynacji Zamoyskiej nr 1815.
Kronika Miejskiego Domu Kultury w Szczebrzeszynie, lata 1989 – 1999, 2002 – 2004.
Miejski Dom Kultury w Szczebrzeszynie (MDK), Protokół z III Festiwalu Piosenki Dziecięcej i Młodzieżowej
"Rozśpiewany Chrząszcz – Szczebrzeszyn '99".
MDK, Protokół z posiedzenia Komisji VII Spotkań Teatralnych "Bawimy się w Teatr", Szczebrzeszyn 14. 05.
2004 r.
Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. H. Łopacińskiego w Lublinie, Zbiory Specjane, Zbiór niektórych
przedmiotów dawanych w klasie VI na rok 1825/26. Notatki ucznia Szkoły Wojewódzkiej w Szczebrzeszynie J.
Bormana, rkps. Nr 1825.
Opracowania
R. Aftanazy. Dzieje rezydencji na kresach dawnej rzeczpospolitej . Województwo bełskie. Ziemia chełmska
województwa ruskiego. Wrocław 1995, t. VI.
W. Bondyra. Słownik historyczny miejscowości województwa zamojskiego. Lublin 1992
B. Chlebowski. Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego . Warszawa 1880, t. XI.
B. Chlebowski. Zamość, ordynacja Zamojskich i powiat zamojski. Zamość 1919
B. Czopek. Nazwy miejscowości dawnej ziemi chełmskiej i bełskiej w granicach dzisiejszego państwa
polskiego. Wrocław 1988
W. Ćwik, J. Reder. Lubelszczyzna. Dzieje rozwoju terytorialnego, podziałow administracyjnych i ustroju władz.
Lublin 1977
Encyklopedia Popularna A – Z. Warszawa 1966.
B. Garbacik. Zawada. Ludzie i wydarzenia (maszynopis). 1990
B. Garbacik. Wielącza – wieś jakich mało. (wydruk komputerowy). Wielącza 2002
J. Górak. Miasta i miasteczka Zamojszczyzny. Zamość 1990
A. Iskrzycki. Dzieje Zamościa i południowej Lubelszczyzny. Lublin 1953
A. Jabłonowski. Polska w XVI w. Pod względem geograficzno – statystycznym. Ziemie Ruskie. Ruś Czerwona.
Warszawa 1902, t. VII, cz. I
J. Jachymek. A. Koprukowniak. J. Marszałek. Ruch ludowy w Zamojszczyźnie. Warszawa 1980
J. Jachymek. A. Pomarański. Cukrownia "Klemensów" (1894 – 1994). 1944
S. Jastrzębski. Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyźnie w latach 1939 – 1947.
Wrocław 2007
D. Kawałko. Cmentarze województwa zamojskiego. Zamość 1994
Z. Klukowski. Wysiedlenie Szczebrzeszyna i utworzenie gminy niemieckiej. Zamość 1945
W. Kołbuk. Przechodzenie unitów na obrządek łaciński w diecezji chełmskiej w XIX w. w: dzieło chrystianizacji
Rusi Kijowskiej i jej konsekwencje w kulturze Europy. Lublin 1998
Księga Adresowa Polski (wraz z Wolnym Miastem Gdańskiem) dla przemysłu, rzemiosła i rolnictwa 1929.
Warszawa 1929
H. Merczyng. Zbory i senatorowie protestanccy w dawnej Rzeczpospolitej. Warszawa 1904
J. Niedźwiedź. Leksykon historyczny miejscowości dawnego województwa zamojskiego. Zamość 2003
R. Orłowski. Działalność społeczno – gospodarcza Andrzeja Zamoyskiego (1757 – 1792). Lublin 1965
T. Samulak. Przyczyny zróżnicowania wsi. Studium socjologiczne wybranych wsi gminy Szczebrzeszyn.
Wieś., 1995, t. II
Skorowidz miejscowości Rzeczpospolitej Polskiej. Województwo lubelskie. Warszawa 1924, t. I, IV
Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich; wypisy dla województwa lubelskiego.
Lublin 1974
Słownik historii Polski. Warszawa 1969
R. Smoter Grzeszkiewicz. Szczebrzeszyn. Szkice do dziejów miasta (wydanie internetowe, 2007)
R. Smoter Grzeszkiewicz. Mały słownik historii Szczebrzeszyna (maszynopis; hasło prawosławni)
M. Stankowa. Dawny powiat szczebrzeski XIV – XVIII. Warszawa 1975
S. Stolarczyk. Roztocze Środkowe. Przewodnik turystyczny dla obozów wędrownych. Warszawa 1975
F. Stopniak. Dzieje kapituły zamojskiej. Lublin 1962
P. Sygowski. Unicka diecezja chełmska w protokołach wizytacyjnych biskupa Maksymiliana Ryłły z lat 1559 –
1562. w: Polska – Ukraina 1000 lat sąsiedztwa. Przemyśl 2000
Synod Prowincjonalny Ruski w mieście Zamościu Roku 1720 odprawiony w R. 1724 za Rozkazem S. K. De
Propag. Łacińskim Językiem w Rzymie z Druku wydany, potem wkrótce z zalecenia J.W. J. X Leona Kiszki
metropolity całey Rusi na Polski przez J. X. Polikarpa Z. S. Bazylego Opata Pińskiego na Leszczu
przewidziany, w tym że języku dopiero ze słów istnością i sposobem pisania tamtych lat Pisarza i z krótkim od
tegoż dla spowiedników Pamiętnikiem przedrukowany Roku Pańskiego 1785 w Wilnie w Drukarni XX.
Bazylianów.
Tabella miast, wsi, osad Królestwa Polskiego z wyrażeniem ich położenia i ludności. Warszawa 1827, t. I
S. Tworek. Szkolnictwo kalwińskie i jego związki z innymi ośrodkami w kraju i za granica w XVI – XVII w.
Lublin 1966
A. Wadowski. M. Pieszko. S. Miller. A. Borkowski. Klemensów i Szczebrzeszyn Cieszynowi. Pamiątka
obchodu "Dnia Ślaska Cieszyńskiego " w d. 23 maja 1920. Klemensów 1920
Wspomnienia
Cz. Bartnik. Mstyka wsi. Radom 2003
M. Farber. Korony wysadzane złotem i diamentami w: Book of Memory to the Jewish Community of
Shebreshin. Kiryat Yam 1984
A. Glińska. Zamojszczyzna w okresie okupacji hitlerowskiej. Relacje wysiedlonych i partyzantów. Warszawa
1986
Z. Klukowski. Dziennik z lat okupacji Zamojszczyzny 1939 – 1944. Lublin 1958
Z. Klukowski. Red Shadow: A Physician's Memoir of the Soviet Occupation of Eastern Poland, 1944 – 1956.
Hardcover - May 1997
S. Piłatówna. Moje przeżycia w więzieniu. w: Wydawnictwo Materiałów do dziejów Zamojszczyzny 1939 –
1944 pod red. Z. Klukowskiego. Zamość 1945, t. I
Sz. Tokarzewski. Siedem lat katorgi. Pamiętnik Szymona Tokarzewskiego 1846 – 1857. Warszawa 1918
Publikacje prasowe
A. Albigowski. "Alwa" Sztandar Ludu 1986 nr 129
L. Bieńkowski. Działalność organizacyjna biskupa Jana Biskupca w diecezji chełmskiej (1417 – 1452) w:
Roczniki Humanistyczne 1960, t. II, z. 2
W. Czarnecki. Rozwój sieci osadniczej w ziemi chełmskiej w latach 1451 – 1510 w: Rocznik Chełmski 1999, t.
V
K. Czubara. Koniec słodkiej fabryki. Tygodnik Zamojski z dnia 30 czerwca 2004 roku
K. Czubara. Bazylego Rudomicza zapiski codzienne. Tygodnik Zamojski 1986, nr 39
W. Dawid. Notatki z życia szkoły. Szkoły szczebrzeskie po roku 1830. Kalendarz Lubelski z roku 1879
Cz. Dąbrowski. Z dziejów martyrologii duchowieństwa na Zamojszczyźnie. Kurier Lubelski 1979, nr 121
J. Feduszka. Powstańczy duszpasterz ksiądz Michał Lenkiewicz (1799 – 1864). Zamojski Kwartalnik
Kulturalny 1999, nr 1 – 2
J. Głosik. Zabytki ceramiki kultury łużyckiej z miejsc[owości] Bodaczów pow. Zamość w: Wiadomości
Archeologiczne. Warszawa 1975, nr 1 – 2
K. Izdebski. D. Fijałkowski. Fragment roślinności kserotermicznej w Kątach pod Zamościem. Annales UMCS.
Sectio C. Vol. XI. 1956. Lublin 1959
M. Małek. Partyzanci z kol.[oni] Niedzieliska. Tygodnik Zamojski 1995, nr 8
B. Mikulec. Przemysł powiatu zamojskiego w latach 1864 – 1914. Rocznik Zamojski 1984, t. I
Mieszkańcy Szczebrzeszyna proszą o więcej książek. Życie Lubelskie nr 34 z dnia 5 lutego 1949 roku.
R. Orłowski. Koloniści niemieccy w Ordynacji Zamojskiej w końcu XVIII w. w: Annales UMCS, Sectio F. Vol. XII
M. K. Piechotkowie. Bóżnice polskie XIV – XVIII w. Kalendarz Żydowski 1985 – 1986
B. Sawa – Sroczyńska. Tajemnic kościoła ciąg dalszy. tygodnik zamojski 1983, nr 39
R. Smoter Grzeszkiewicz. Związki ks. Piotra Ściegiennego z Chodlem. Przegląd Regionalny. Miesięcznik
Towarzystwa Przyjaciół Poniatowej , nr 4 (95) kwiecień 2007
Sprawozdanie Koła Polskiej Macierzy Szkolnej im. Andrzeja Zamoyskiego w Szczebrzeszynie. Kronika
Powiatu Zamojskiego 1918, nr 3 – 4
P. Sygowski. Unickiego biskupa Józefa Lewickiego Rewizya Cerkwiey znaiduiących się w Diecezyach
Naszych Chełmskiey i Bełzkiey rozpoczęte 29 grudnia 1720 roku [V. S]. Studia Archiwalne. Lublin 2006, t. II
Cz. Szczebrzeszak. Po pól wieku. Wspomnienia ze szkół szczebrzeskich. Życie Lubelskie 1906, nr 301, 302
Szczebrzeszyna ma wreszcie własną bibliotekę miejską. Życie Lubelskie nr 26 a dnia 5 lutego 1949 roku.
K. Środulski. Założenie i rozwój Fabryki Kalafonii i Terpentyny pod Szczebrzeszynem. Teka Zamojska 1939, nr
1
W. Świergoń. 40 lat Gminnego Ośrodka Kultury (1965 – 2005) w Szczebrzeszynie (folder okolicznościowy).
Szczebrzeszyn 2005
A. Wasilewska. Zapomniany cmentarz. Tygodnik Zamojski 1993, nr 45
A. Wein. O staraniach Żydów o uchylenie ograniczeń praw cywilnych w Królestwie Polskim. Biuletyn
Żydowskiego Instytutu Historycznego 1966, nr 35
Wernisaż. Chrząszcz. Organ Stowarzyszenia Przyjaciół Szczebrzeszyna. Wrzesień 2007, nr 9 (2)

Podobne dokumenty

Zamojszczyzna. Słownik historyczno – biograficzny.

Zamojszczyzna. Słownik historyczno – biograficzny. szczebrzeszyńskich, o których traktuje publikacja "Poza miastem, poza historią. Rzecz o szczebrzeszyńskich Żydach" (Szczebrzeszyn 2009). A Abram z Wojsławic - pierwszy aszkenazyjski Żyd, który za z...

Bardziej szczegółowo