główna praca koledzy, przed nami!

Komentarze

Transkrypt

główna praca koledzy, przed nami!
www.gwir.pl
Październik
G³os Weterana i Rezerwisty
za
gł rzą
po ówn dow
zo em i
st u
3
57
a
dn ło
i
1 WRZEŚNIA RUSZYŁA KAMPANIA SPRAWOZDAWCZO-WYBORCZA ZWIĄZKU
PRZYCZYNEK DO DYSKUSJI PRZED VIII KADENCJĄ
Od 1 września bieżącego roku w kołach
naszego Związku rozpoczęła się kampania
sprawozdawczo-wyborcza VIII kadencji,
która potrwa do końca lutego 2009 roku.
Zgodnie z § 55 Statutu ZBŻZiORWP, KOŁO
jest podstawową jednostką organizacyjną,
której działalność wpływa na wizerunek
całego Związku oraz na opinię w społeczeństwie. Jakość pracy Koła zależy od
jego Zarządu. Stąd tak ważną sprawą jest
trafny wybór władz Koła, a szczególnie
PREZESA ZARZĄDU KOŁA. Od nich
wszystko zależy!
Osoba PREZESA ZARZĄDU decyduje
w poważnym stopniu o działalności całego
Koła. To od niego zależy, czy członkowie
Koła chętnie spotykają się, działają aktywnie,
czynnie uczestniczą w życiu Związku, chcą go
prezentować w organizacji pozarządowej ku
zadowoleniu członków oraz wspierających,
nie zrzeszonych byłych żołnierzy zawodowych. Dlatego nasz Związek współpracuje z
innymi organizacjami żołnierskimi, a w szczególności utrzymuje kontakty z MON, który jest
instytucją patronacką naszej organizacji.
Podczas wyborów w KOŁACH należy
zwrócić szczególną uwagę na wybory delegatów na zjazdy wojewódzkie i rejonowe,
gdyż z tego grona Kolegów będą wybierane
nasze WŁADZE ZWIĄZKOWE na całą następną kadencję. Jacy będą delegaci, takie
będziemy mieć władze. Powinni to być, moim
zdaniem członkowie Związku cieszący się
autorytetem i powszechnym zaufaniem oraz
predyspozycjami do działalności społecznej.
Właśnie wybór delegatów na zjazdy rejonowe, wojewódzkie i Zjazd Krajowy powinien
być już dziś powszechnie dyskutowany, a
przed kandydatami na delegatów należy
stawiać konkretne zadania do wykonania w
trakcie Zjazdów i akceptacji wyborów do władz
Związkowych.
KOLEDZY! Miejmy świadomość, że od
tego, kogo wybierzemy do grona delegatów,
zależy jakie będziemy mieć przyszłe władze
Związkowe. Ważną sprawą jest, aby każdy
członek wybrany na delegata miał świadomość, że może być wybrany do władz danego szczebla organizacyjnego i nie powinien
odmawiać wyboru.
SŁOWO PREZESA
GŁÓWNA PRACA KOLEDZY,
PRZED NAMI!
Ostatni rok obowiązującej kadencji miał
i będzie miał swoją specyfikę. Organizacyjna kolorystyka kampanii sprawozdawczowyborczej – nieunikniona.
Tak podpowiadają dotychczasowe doświadczenia. Wyartykułowanych zostanie
wiele przemyśleń, w tym „jedynie słusznych”. Adresatami będą „inni”. Autorom
pozostanie dobre samopoczucie i oczekiwanie na wyjątkowe satysfakcje.
Czy może być inaczej? Może! Jak?
– pomyślmy wspólnie.
Obiektywna rzeczywistość, otaczające
nas realia, własne dokonania i możliwości,
to minimum postaw perspektywicznego
myślenia. Gdy do tego, będziemy w stanie
uniknąć egoistycznych akcentów i innych
charakteryzujących nasze społeczeństwo
cech, będziemy mieli zwiększone szanse. Obowiązujące cele i zadania mamy
Następnym tematem do dyskusji podczas zebrań sprawozdawczo-wyborczych i
nie tylko powinny być sprawy „Statutu Związku”, a przede wszystkim dotyczących:
- NAZWY ZWIĄZKU
- LOGA, SZTANDARU I PIEŚNI ZWIĄZKOWEJ
- STRUKTUR ORGANIZACYJNYCH
ORAZ SKŁADEK CZŁONKOWSKICH.
W materiałach sprawozdawczych z
zebrań powinno obowiązkowo znaleźć się
stanowisko Koła w tych kwestiach, bowiem
członkowie każdego Koła muszą mieć świadomość swej odpowiedzialności za Związek,
jego działanie oraz wizerunek zewnętrzny
wśród innych organizacji żołnierskich.
NAPISZ DO AUTORA!
ZG ZBŻZiORWP, ul. 11 Listopada
17/19 bl. 1, 03-446 Warszawa.
E-mail; [email protected]
zapisane w Statucie. Uwarunkowania
egzystencjonalne nie stoją w miejscu. Dlatego, konieczność stosownych zmian jest
nieunikniona. Nowe korzystniejsze zapisy
mogą być dokonane tylko i wyłącznie z
woli stosownej większości Delegatów na
VIII Zjazd naszej organizacji.
Kolejnym, niezmiernie ważnym dokumentem Zjazdowym jest Uchwała Programowa.
Jej treść, to najważniejsze zadania do wykonania w czasie trwania kolejnej kadencji.
Zapisy Statutowe i Uchwały Programowej obowiązują wszystkich członków.
Jednak, szczególną rolę w zakresie ich
realizacji odgrywają władze związkowe
poszczególnych szczebli organizacyjnych.
Personalny skład władz, zależy wyłącznie
od członków Kół wchodzących w skład
naszej organizacji i zgody wybieranego.
G³os Weterana i Rezerwisty
Podejmując wyborczą decyzję, każdy z Nas
powinien wszechstronnie ocenić możliwości
kandydata, w tym predyspozycje do realizacji zadań na poszczególnych szczeblach
organizacyjnych. Kandydat na delegata,
przed wyrażeniem zgody wyborczej, powinien przemyśleć swoje możliwości i co
konkretnie, na jakiej funkcji w określonym
Zarządzie chciałby realizować. To nie jest
łatwy problem, szczególnie dla ludzi kompetentnych i za swoje czyny odpowiedzialnych.
Społeczna praca w naszej organizacji jest
niełatwa. Proszę mi wierzyć, im w strukturze
organizacyjnej wyżej – tym trudniej. Mówić
Październik
to mało, trzeba do tego pracować i ponosić
odpowiedzialność nie tylko przed wyborcami. Wymagania rosną. Zainteresowania
naszych członków zmieniają się. Trwanie
naszej organizacji na dotychczasowych
pozycjach, a wiem to z własnego doświadczenia, powielanie przyzwyczajeń, nie przynosi oczekiwanych wyników, a w przyszłości
tym bardziej nie będzie satysfakcjonujące.
Same ambicje nie wystarczą. Przed nami
wiele skomplikowanych problemów do
rozwiązania. Oceniam, że czeka Nas
zwiększony wysiłek – szczególnie dotyczy
to Zarządu Głównego.
www.gwir.pl
Dlatego, pozwalam sobie w tym tekście,
zwrócić uwagę szanownym wyborcom na
problem „Delegatów”. Ponad połowa otrzyma określone funkcje na różnych szczeblach organizacyjnych. Od wyników Ich
pracy, będzie zależeć przyszłość Naszego
Związku. Kosmetyka „starego” nie wystarczy. Wyniki obserwacji i analiz jednoznacznie podpowiadają „zmiany”. Wprowadzamy
je już, częściowo, ale główna praca drodzy
Koledzy przed Nami.
Łączę wyrazy szacunku Adam RĘBACZ
Prezes ZG
CZYM JEST OGÓLNOPOLSKI ZWIĄZEK ZAWODOWY
BYŁYCH ŻOŁNIERZY ZAWODOWYCH (OZZBŻZ)
Uprzejmie informuję, że w Ministerstwie Obrony Narodowej
powołany został i zarejestrowany w Krajowym Rejestrze Sadowym
(KRS nr 0000303415) Ogólnopolski Związek Zawodowy Byłych
Żołnierzy Zawodowych (OZZBŻZ). Celem Związku jest ochrona
praw, godności i interesów byłych żołnierzy zawodowych, w tym
formułowanie i prezentacja stanowisk w sprawach dotyczących
ich zatrudnienia.
W ostatnim okresie czasu, zwiększa się liczba żołnierzy zawodowych odchodzących ze służby wojskowej z różnych powodów. W
znacznej części odejścia te są wynikiem wypowiedzenia stosunku
służbowego przez organ wojskowy. Żołnierze ci żegnają się ze służbą
nie tylko po osiągnięciu ustawowego wieku emerytalnego, ale także w
wielu przypadkach nie posiadając pełnej wysługi emerytalnej. Nowe
trendy w armii, w tym „ucywilnienie” i wprowadzenie w pełni zawodowej służby wojskowej – spowodują zapewne nasilenie odchodzenia
do rezerwy żołnierzy, nawet bez minimalnej wysługi emerytalnej.
Byłym żołnierzom zawodowym potrzebna będzie różnorodna
pomoc, w tym ich ochrona jako pracowników.
Dotychczas byli żołnierze zawodowi na taką pomoc w wystarczającym stopniu nie mogą liczyć. Sporadycznie dochodzi nawet
do sytuacji zgłaszania postulatów zwalniania byłych żołnierzy zawodowych już zatrudnionych w jednostkach organizacyjnych resortu
ON. W niektórych z tych jednostek, w minionym czasie zwalniano
pracowników – byłych żołnierzy zawodowych motywując to (chociaż
nie bezpośrednio) posiadaniem przez nich emerytury czy też „zabieraniem” stanowisk cywilom.
Takie działania stoją w jawnej sprzeczności z zapisami
ustawy o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych, które dają
byłym żołnierzom zawodowym pierwszeństwo w zatrudnieniu
na stanowiskach związanych z obronnością kraju. Naruszane
są także przepisy ustawy o służbie cywilnej, które idą jeszcze
dalej niż zapisy ustawy o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych
i pozwalają na zatrudnienie zwalnianego żołnierza zawodowego na
jego stanowisku, jeżeli zostało ono „ucywilnione”.
Byli żołnierze zawodowi powinni więc korzystać nie tylko
z konstytucyjnej zasady równości obywateli wobec prawa, ale także
z pierwszeństwem w zatrudnieniu określonego w ww. ustawach.
Jest to uzasadnione przede wszystkim posiadaniem przez byłych
żołnierzy olbrzymiej wiedzy i doświadczenia, które powinno być
wykorzystane dla dobra obronności kraju.
W istniejące już rozwiązania prawne, doskonale wpisuje się
także rządowy program aktywizacji osób po pięćdziesiątce „Solidarność pokoleń 50+”. Program ten ma przeciwdziałać niekorzystnej
sytuacji braku pracowników na rynku pracy, a także aktywizować
osoby starsze, posiadające duży potencjał twórczy.
Utworzony związek zawodowy, w oparciu o wyżej wymienione
regulacje prawne, a także przede wszystkim o ustawę o związkach
zawodowych, wspierał będzie zatrudnianie byłych żołnierzy
zawodowych i bronił ich interesów pracowniczych.
Ufając, że działania na rzecz byłych żołnierzy zawodowych leżą
w dobrze rozumianym interesie Sił Zbrojnych RP, a powołany związek zawodowy działania te będzie realizował – uprzejmie proszę,
w przypadku powstania Organizacji Zakładowych Związku,
o współpracę z nimi na zasadach określonych w ustawie o związkach zawodowych.
PRZEWODNICZĄCY ZARZĄDU
Organizacji Zakładowej MON
Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Byłych Żołnierzy
Zawodowych
Zdzisław CIECIURA
Ten problem
trzeba rozwiązać!
dopłacał”! Nie mogłem zaprzeczyć, bo tak jest rzeczywiście. Dotyczy to zasadniczo wydatków na rozmowy telefoniczne. W zarządzie
naszego koła, każdy jego członek, za przeprowadzone rozmowy płaci
z własnego konta. A rozmów tych wcale nie jest mało! I tak. Stało
się nieszczęście i o pogrzebie kolegi trzeba powiadomić pozostałych
członków koła. Wiąże się to z wykonaniem 45-50 telefonów. A jeżeli
takich smutnych uroczystości zdarzy się 3-4 w roku, to automatycznie
pokaźnie zwiększy się liczba wykonywanych telefonów. U nas w
kole te telefony wykonują wszyscy członkowie zarządu. A przecież
dochodzi do tego jeszcze wiele telefonów, które zarząd musi wykonać
w sprawach organizacyjnych koła. Za wszystkie te telefony członkowie zarządu muszą zapłacić i dlatego – moim zdaniem – powinni
otrzymywać zwrot poniesionych kosztów. A tak nie jest, ponieważ
brak jest określonych zasad postępowania w tej sprawie.
W ubiegłej kadencji będąc wiceprezesem Koła nr 31 w Warszawie, chciałem ten problem rozwiązać. Proponowałem, aby prezes, wiceprezesi, sekretarz i skarbnik płacili połowę (bo wykonują
najwięcej telefonów), a pozostali członkowie zarządu trzy czwarte
Od 1 września 2008 r. Koła ZBŻZiORWP wkroczyły w bardzo
ważny okres swojej związkowej działalności. – Okres sprawozdawczo-wyborczy. Wybór właściwych członków i powierzenie im
odpowiedzialnych funkcji w Zarządach, będzie miał istotny wpływ na
działalność kół przez najbliższe cztery lata. W zarządach kół znaleźć
się powinni ludzie kompetentni, aktywni i cieszący się powszechnym
uznaniem. Wszystko jasne, oczywiste, ale teoretycznie. W praktyce jest
nieco inaczej. Wielu wartościowych członków kół, nie chce pracować w
zarządach, podając na swe usprawiedliwienie różne, czasami dziwne
powody. Czyli coś w tym jest, coś się za tym kryje.
Jeden z moich znajomych, „przyciśnięty do muru” wypalił:
„A co ty myślisz, że ja do swojej pracy w zarządzie koła będę jeszcze
www.gwir.pl
Październik
składki członkowskiej. Pieniądze uzyskane z dopełnienia do
pełnej składki, stanowiłyby rekompensatę za wykonane telefony i
inne koszty poniesione na rzecz koła.
Problem miał być przedstawiony na zebraniu koła i przegłosowany. Ale najpierw „stanął” na zarządzie koła. Wywiązała się burzliwa
dyskusja. Część kolegów mówiła, że rozwiązanie jest słuszne, dobre
i proste (eliminuje oświadczenia i inne kwity), ale trzeba się zwrócić o
jego akceptację do władz Związku. Pozostali, że pracujemy społecznie
i nie wypada upominać się o pieniądze. Ale mówili to koledzy mający
godziwe emerytury. Wydaje mi się, że wypowiedzi byłyby inne, gdyby
pochodziły od kolegów mających skromne emerytury.
I tak sprawa się „rozmyła”, że nie zdążyłem jej załatwić, a
załatwić koniecznie ją trzeba.
Do poruszenia tego problemu na łamach „GWiR” zainspirował
mnie kol. Jan Dalka z Gdańska, swoim artykułem pt.: „Po co mi
G³os Weterana i Rezerwisty
ten Związek” zamieszczonym w „GWiR” nr 8 2008 r. Autor porusza
w nim trudne, ale istotne problemy. Pisze też o biedzie w niektórych
kręgach wojskowego środowiska. Zastanawiam się czy członek
naszego Związku, z kręgu tej biedy, lub mający skromną emeryturę, chciałby pracować w zarządzie koła, gdyby do tej pracy musiał
jeszcze dopłacać. Wydaje mi się, że nie. A tak być nie powinno.
W statucie Związku, w § 60, odnośnie kompetencji zarządu koła pkt. 4 jest zapis, „zarządzanie majątkiem i funduszami
w ramach budżetu, zgodnie z zasadami ustalonymi przez Zarząd
Główny”.
Dlatego uważam, że istnieje PILNA POTRZEBA, aby Zarząd
Główny rozpatrzył problem, o którym piszę i ustalił zasady postępowania w tej sprawie, bo będą one miały istotny wpływ na działalność
nowo wybranych zarządów kół.
Władysław PIEKARCZYK
związek wszechobecny
SZTANDAR DLA ZW ZBŻZiORWP W KIELCACH
W dniu Święta Wojska Polskiego 15 sierpnia 2008 r. z inicjatywy
władz administracyjnych województwa świętokrzyskiego i miasta
Kielce, z udziałem dowództwa garnizonu, odbyły się uroczystości
zorganizowane zgodnie z ceremoniałem wojskowym.
Jednym z ważnych punktów programu wojskowego świętowania
było wręczenie sztandaru wojewódzkiej organizacji Związku Byłych
Żołnierzy Zawodowych i Oficerów Rezerwy Wojska Polskiego w
Kielcach.
Po nabożeństwie dziękczynnym w kościele garnizonowym
przez ks. kapelana płk. Adama Prusa dalsze uroczystości odbyły
się na placu Marszałka Józefa Piłsudskiego pod pomnikiem Czwórki
Legionów. Złożono meldunki i raporty. Przeglądu pododdziałów
dokonał dowódca garnizonu płk dypl. Janusz Falecki. Były okolicznościowe przemówienia, wręczanie odznaczeń, mianowanie
na kolejne stopnie wojskowe, apel poległych, składanie wieńców
i defilada. Przemówienia okolicznościowe wygłosili: dowódca
garnizonu oraz Centrum Szkolenia na potrzeby Sił Pokojowych
płk dypl. Janusz Falecki oraz wojewoda świętokrzyski pani Bożentyna Pałka-Koruba – przewodnicząca honorowego komitetu
ufundowania sztandaru.
W czasie głównej uroczystości odbyło się – zgodnie z ceremoniałem wojskowym – wręczenie sztandaru Zarządowi Wojewódzkiemu ZBŻZiORWP, ufundowanego przez społeczeństwo Kielecczyzny. Po poświęceniu sztandaru przez kapelana wojskowego
oraz wbiciu symbolicznych gwoździ przez honorowych gości i
sponsorów wojewoda świętokrzyski pani Bożentyna Pałka-Koruba
przekazała sztandar prezesowi Zarządu Głównego ZBŻZiORWP
gen. dyw. Adamowi Rębaczowi, który następnie wręczył go
uroczyście prezesowi Zarządu Wojewódzkiego naszego Związku
płk. Stefanowi Kuzińskiemu.
Umundurowany poczet sztandarowy w składzie: kpt. rez.
Stanisław Babiarz – dowódca pocztu, st. chor. sztab. rez. Stanisław Suchora – sztandarowy oraz sierż. rez. Robert Witczak,
po otrzymaniu sztandaru od prezesa ZW zajął honorowe miejsce
w szyku pododdziałów Centrum Szkolenia Wojsk na potrzeby Sił
Pokojowych i wziął udział w defiladzie.
Za zasługi w działalności na rzecz naszego Związku na Kielecczyźnie prezes Zarządu Głównego ZBŻZiORWP Adam Rębacz
wręczył pamiątkowe odznaki i medale. Odznaką honorową „Za
Zasługi dla ZBŻZiORWP” został
wyróżniony prezydent Kielc pan
Wojciech Lubawski. Odznaką
pamiątkową 25-lecia ZBŻZiORWP
zostali uhonorowani: Bożentyna
Pałka-Koruba, Adam Jarubas
– marszałek Sejmiku Województwa Świętokrzyskiego, Lech Janiszewski – wicemarszałek Sejmiku
Województwa Świętokrzyskiego,
Anna Żmudzka-Salwa – dyrektor
Gabinetu Wojewody Świętokrzyskiego.
Po zakończeniu uroczystości na placu Marszałka Józefa
Piłsudskiego nastąpiło spotkanie
żołnierskich pokoleń z gronem
dostojnych gości w salach: lustrzanej i kominkowej Wojewódzkiego
Domu Kultury. Tu, przy symbolicznym poczęstunku, wymieniano
poglądy.
Do uhonorowania sztandaru dla wojewódzkiej organizacji
ZBŻZiORWP przyczyniły się działania wielu osób. m.in. kolegów; Stefana Kuzińskiego, Władysława Adacha, Stanisława Babiarza, Czesława Gajdy, Jerzego
Kwiatkowskiego, Józefa Dzielskiego, Stanisława Suchory,
Edwarda Wacnika i Roberta Witczaka.
Czas i miejsce wręczenia sztandaru dowodzą dobrej współpracy
wojska ze społeczeństwem, w tym z władzami administracyjnymi
Kielc – miasta o pięknych tradycjach walk narodowowyzwoleńczych i ruchu oporu. Sztandar i tradycje zobowiązują, ale muszą
być pielęgnowane, by uprawniały do dumy. Pamiętają o tym żołnierskie pokolenia kielczan, przybyłe licznie na święto wręczenia
sztandaru.
DZIĘKUJEMY KIELCZANOM ZA PAMIĘĆ, SZACUNEK DLA
TRADYCJI I DAR SZTANDARU.
Piotr KOWALCZYK
G³os Weterana i Rezerwisty
Październik
www.gwir.pl
VIII Centralne Zawody Sportowo-Obronne przy wsparciu MON W WESOŁEJ
REZERWIŚCI – STRZELCY WYBOROWI
l 27 zdobytych
pucharów
l Górą Kielce
l Mistrz nad mistrze
– kmdr rez. Marek
Krotowicz z Gdyni
VIII Edycja Centralnych Zawodów
organizowanych od lat przez Związek
przy wsparciu finansowym Departamentu Wychowania i Promocji Obronności
MON, przeszła wszelkie oczekiwania.
Garnizon Wesoła, wzorowy pod każdym
względem, nie „załatwił” tylko jednej
rzeczy – pogody. Lało, jak z cebra, ale
nie przeszkodziło to, jak się okazało od
uzyskania znakomitych wyników. Rezerwiści WP byli nieprzemakalni. Przykład
dał kmdr rez. z Gdyni Marek Krotowicz,
który trafiał tylko w „10” i zdobył maksymalną liczbę punktów – 100.
Wyrównaną walkę stoczyły zespoły
zarządów rejonowych w rywalizacji generalnej. Wygrały Kielce zostawiając za sobą
Gdańsk, Białystok i pozostałe zespoły.
Co się działo w konkurencjach najlepiej
obrazuje protokół komisji, który opublikowaliśmy w poczcie internetowej.
A.W.
www.gwir.pl
Październik
Płk dypl. Janusz Wiatr
– zastępca dowódcy 1 WBPanc
w Wesołej dla „GWiR”
– Jak pan pułkownik ocenia VIII edycję zawodów sportowoobronnych rezerwistów ZBŻZiORWP?
– Pod względem organizacyjnym i osiągniętych rezultatów – rewelacyjnie, a wynik 100/100 z PW jest dziś rzadkością nawet
wśród oficerów w czynnej służbie wojskowej.
– Czy taka formuła zawodów powinna być kontynuowana?
– Jak najbardziej, ponieważ integruje rezerwistów oraz dopinguje
ich do utrzymania kondycji strzelecko-sportowej.
G³os Weterana i Rezerwisty
POWRÓT PIOSENKI
ŻOŁNIERSKIEJ
Po wielu latach nieobecności, dzięki działaczom ZBŻZiORWP
piosenka żołnierska i patriotyczna powróciła na polską estradę. W Olsztynie w sierpniu br. odbył się II Międzynarodowy Festiwal Piosenki
Żołnierskiej i Patriotycznej. Gwoli wyjaśnienia, I festiwal odbył się w
2007 roku w Swietłogorsku w Obwodzie Kaliningradzkim Federacji
Rosyjskiej i był zorganizowany i przeprowadzony przez Ministerstwo
Kultury Rządu Obwodu Kaliningradzkiego.
Patronat nad II Międzynarodowym Festiwalem objęli: Minister
Obrony Narodowej i Marszałek Województwa Warmińsko-Mazurskiego zaś organizatorami byli Zarząd Główny ZBŻZiORWP oraz
Samorząd Województwa Warmińsko-Mazurskiego. Finansowego
wsparcia udzielili: Ministerstwo Obrony Narodowej, Samorząd Województwa Warmińsko-Mazurskiego, Samorząd Miasta Olsztyna oraz
Ministerstwo Kultury Rządu Obwodu Kaliningradzkiego Federacji Rosyjskiej. Realizacją i produkcją zajęło się Centrum Edukacji i Inicjatyw
Kulturalnych i Miejski Ośrodek Kultury w Olsztynie oraz Konsul Generalny Federacji Rosyjskiej w Gdańsku. Patronat medialny realizowali:
Telewizja Polska Oddział w Olsztynie, Redakcja Gazety Olsztyńskiej,
Radio Olsztyn oraz Redakcja „Głosu Weterana i Rezerwisty”.
Na otwarcie festiwalu przybyli przedstawiciele organizatorów, sponsorów, realizatorów, mediów, działacze i członkowie
ZBŻZiORWP wraz z rodzinami, a głównie wykonawcy – soliści i
zespoły wokalne z województwa warmińsko-mazurskiego, zachodniopomorskiego i obwodu kaliningradzkiego w liczbie około 30 solistów i zespołów łącznie 120 osób oraz około 450 osób widowni.
Uczestników festiwalu w oficjalnych wystąpieniach powitali dyrektor Departamentu Współpracy z Zagranicą Urzędu Marszałkowskiego w Olsztynie pan Rafał Wolski, Przedstawiciel Administracji
Obwodu Kaliningradzkiego Federacji Rosyjskiej pan Borys Batulin
i wiceprezes Zarządu Głównego ZBŻZiORWP płk Jan Gazarkiewicz, który dokonał oficjalnego otwarcia festiwalu.
W pierwszym dniu festiwalu wykonawcy – soliści i zespoły prezentowali przygotowane pieśni, a oceny dokonywało jury – profesjonalni muzykolodzy: przewodniczący mjr mgr Anatol Regimowicz
oraz członkowie mgr Barbara Rytwińska i prof. Józef Wojtkowiak.
Poprzez prezentowanie przez solistów i zespoły wielu pieśni,
między innymi takich jak „Ukochany kraj”, „My pierwsza brygada”,
„Polskie morze”, „Wojenko wojenko” nawiązano do patriotycznych
tradycji. Zgodnie z postanowieniami regulaminu festiwalu pieśni
śpiewane były w języku polskim i rosyjskim.
Po wystąpieniach solistów i zespołów w godzinach wieczornych
odbył się piknik uczestników festiwalu nad jeziorem przy ognisku
pod hasłem „Współpraca łączy”, dający możliwości bliższych
rozmów, dyskusji i wymiany poglądów odnośnie merytorycznych
kwestii festiwalu i nie tylko, gdyż obecni byli również weterani wojny
i służby wojskowej.
W drugim dniu festiwalu jury ogłosiło wyniki, a wyróżnieni i nagrodzeni soliści i zespoły wystąpili w koncercie galowym. W grupie
solistów I miejsce zajął Jaroc Anatol – Obwód Kaliningradzki FR, II
miejsce zajęła Aleksandra Szlejkowa– Obwód Kaliningradzki FR,
a III miejsce Klaudia Markowicz z Olsztyna. Nagrody i wyróżnienia
tej grupie wręczył Rafał Wolski dyrektor Departamentu Współpracy
z Zagranicą Urzędu Marszałkowskiego w Olsztynie, również on
wręczył wyróżnienia i nagrody zespołom: za I miejsce zespołowi
Kupawa Zielenogorsk FR, za II miejsce zespołowi Kwiaty Rosji
Guriewsk FR i za III miejsce zespołowi Szans Czerniachowsk FR.
Nagrodę Grand Prix festiwalu jury przyznało zespołowi Moderato
z Olsztyna, ufundowaną przez dowódcę Pomorskiego Okręgu
Wojskowego, a wręczył dowódca Garnizonu Olsztyn płk Krzysztof
Przychodzeń.
Organizatorzy festiwalu przygotowali wiele nagród specjalnych,
które otrzymali: zespół Moderato Olsztyn – wręczył Konsul Generalny FR w Gdańsku Michaił Aleksiejew; zespół Kwiaty Rosji
FR – wręczył wiceprezes Zarządu Głównego ZBŻZiORWP płk Jan
Gazarkiewicz; zespół Mazury Szczytno – wręczył przedstawiciel
prezydenta Miasta Świnoujścia; zespół Kupawa FR – wręczył
przedstawiciel Oddziału Warmińsko-Mazurskiego Związku Chórów
G³os Weterana i Rezerwisty
Październik
i Orkiestr w Olsztynie oraz czterem solistom Klaudii Markowicz z
Olsztyna, Kazimierzowi Nosowiczowi z Pasymia, Małgorzacie
Bańkowskiej z Orzysza, Antoniemu Bajewskiemu z Olsztyna i
trzem zespołom – Bryza Bałtijsk FR, Nasza Przystań z Olsztyna,
Braniewska Nuta z Braniewa, którym nagrody specjalne i wyróżnienia wręczył prezes Stowarzyszenia Weteranów Wojny i Służby
Kaliningrad – Świnoujście – Olsztyn płk Władimir Raszewski FR.
Konferansjerkę prowadzili ppłk Marek Krysiewicz z Koła nr 21
ZBŻZiORWP oraz Marta Gołąb z TVP Oddział Olsztyn.
Za organizację tak dużego przedsięwzięcia jakim był Festiwal z udziałem 30 solistów i zespołów (łącznie 120 osób) w tym
uczestników zagranicznych oraz Reprezentacyjnego Zespołu
Realizując statutowe zadania
ZBŻZiORWP w zakresie kultywowania
wśród społeczeństwa, zwłaszcza młodzieży, patriotyzmu i polskich tradycji
żołnierskich – 10 maja 2008 r. odbył się,
inspirowany pamiętnym Festiwalem
Kołobrzeskim „III Przegląd Polskiej
Pieśni Patriotycznej i Żołnierskiej”, zapoczątkowany w 2006 r. przez Zarząd
Koła nr 1 ZBŻZiORWP i Klub „Lotnik”
w Bydgoszczy.
Z „powodów” znanych tylko byłemu
kierownictwu MON, kolejne dwa Przeglądy
nie mogły odbyć się w ww. klubie wojskowym, więc poszukano pomocy u bardziej
praktycznych władz gminnych.
Ta patriotyczno-wychowawcza impreza
została zorganizowana dzięki pomocy i
współpracy Kujawsko-Pomorskiej Chorągwi
ZHP, ZW ZBŻZiORWP Bydgoszcz, Urzędu
Miasta i Gminy Mrocza oraz Wojewódzkiego
Ośrodka Kultury w Bydgoszczy.
Honorowy patronat sprawowali: Minister
Obrony Narodowej Bogdan Klich, Marsza-
WETERANI MAZOWSZA
W GOŚCINNEJ AKADEMII
OBRONY NARODOWEJ
Zorganizowana przez ZWM ZBŻZiORWP impreza z okazji
Dnia Weterana miała miejsce w gościnnych progach Akademii
Obrony Narodowej w Rembertowie. Mało kto orientuje się, że
Rembertów posiada bardzo młodą historię, która ma zaledwie sto
Artystycznego Wojska Polskiego należą się szczególne słowa
uznania działaczom z Zarządu Wojewódzkiego ZBŻZiORWP w
Olsztynie w osobach ppłk. Romualda Jóźwiaka – prezesa ZW,
ppłk. Ryszarda Kudego – wiceprezesa ZW, pani Jadwigi Mołdysz
– dyrektora Biura ZW, ppłk. Sylwestra Matyja – skarbnikowi ZW.
Oni wnieśli najwięcej trudu i wysiłku we współdziałanie podmiotów
odpowiedzialnych za przygotowanie i przebieg festiwalu. Oprócz
nich było wielu członków Związku, nie sposób ich personalnie
wymienić zaangażowanych w realizację festiwalu, którym również
należą się słowa podziękowania i uznania.
Czesław KASZUBA
Ryszard MUSZALIK
łek Województwa Kujawsko-Pomorskiego
Piotr Całbecki, Posłanka do Sejmu RP
Teresa Piotrowska
oraz Burmistrz Miasta
i Gminy Mrocza Tadeusz Gozdek.
Sukces organizacyjny patriotycznej
imprezy jest przede
wszystkim zasługą
głównej organizatorki,
dyrektorki M-G Ośrodka Kultury i Rekreacji
w Mroczy Pani Kamili
Łącznej.
W eliminacjach
do Przeglądu uczestniczyły młodzieżowe
zespoły szkół ponadpodstawowych,
klubów wojskowych, Domów i Ośrodków
Kultury Bydgoszczy oraz miast i gmin sąsiednich powiatów. Do finałowego przeglądu
w Mroczy zakwalifikowano 12 wykonawców.
Komisja Konkursowa w składzie: przewodniczący – Andrzej Michalski, członkowie:
– Adriana Kortas, Orlin Bebenow; wyłoniła
laureatów:
w kategorii: ZESPÓŁ WOKALNY
z półplayback’em:
I miejsce: Tercet „AGA” MDK nr 2 Bydgoszcz;
Nagrody:– Puchar Burmistrza MiG Mrocza;
–Album „Pieśń Ojczysta” od MON.
– (II i III miejsca nie przyznano).
w kategorii: SOLISTA
z półplayback’em:
I miejsce: Paulina Stankiewicz Klub Pomorskiego OW.
Nagrody: Nagroda Marszałka Województwa
K-P;
– Puchar Prezesa ZW ZBŻZiORWP Bydgoszcz;
III PRZEGLĄD POLSKIEJ
PIEŚNI PATRIOTYCZNEJ
i żołnierskiej
www.gwir.pl
– Album „Pieśń Ojczysta” od MON.
(II i III miejsca nie przyznano).
Wyróżnienia specjalne:
1. Zespół Wokalny przy M-G OK. Janowiec
Wlkp.;
Nagrody: – Puchar Prezesa Związku Chórów i Orkiestr w Bydgoszczy;
– Album „Pieśń Ojczysta” od MON.
2. Paulina Kamińska Klub Pomorskiego
OW;
Nagroda Starosty Powiatu Nakielskiego.
3. Zespół Gimnazjum nr 1 w Żołędowie;
Nagrody: Posłanki na Sejm RP Teresy
Piotrowskiej;
– dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Kultury
w Bydgoszczy.
Wyróżnienia dodatkowe:
– Gimnazjum nr 1 w Żołędowie;
– Chór „LEGATO” Publiczne Gimnazjum
Białe Błota;
– Zespół Wokalny M-GOK Kcynia.
Nagrody książkowe:
– Anna Brzezińska – Publiczne Gimnazjum
Białe Błota;
– Zespół „GAMMA” – Zespół Szkół Łabiszyn;
– Zespół „BŁĘKITNE BERETY” – Klub
Pomorskiego OW:
– Barbara Ligocka – Klub POW;
– Paulina Kamińska – Klub POW.
Instruktorzy zespołów występujących w
Przeglądzie otrzymali upominki książkowe z
okolicznościowymi dedykacjami.
Jerzy KRUSZYŃSKI
lat! Na początku XX w. było to osiedle przy poligonie wojskowym.
W 1939 r. uzyskało prawa miejskie zaś w 1957 r. włączone zostało
do Warszawy.
Działa tu aktywnie Koło nr 55 ZBŻZiORWP z prezesem płk.
dr. Janem Szymczykiem.
Na uroczystość przybyło 102 weteranów m.in.: bohaterowie
września 1939 r. – gen. bryg. Mieczysław Baka uczestnik bitwy
pod Mokrą i Lenino oraz walk o Berlin, mjr prof. Józef Jodłowski
żołnierz Armii Łódź i Powstania Warszawskiego. Uczestnicy podziemia zbrojnego w kraju, gen. dyw. prof. Jerzy Modrzewski członek
AK, płk Zygmunt Maguza z 27. Wołyńskiej Dywizji AK i 2 AWP
www.gwir.pl
Październik
oraz płk Jan Choiński z Batalionów Chłopskich. Przybyli zesłańcy
Sybiru, późniejsi żołnierze 1 DP im. T. Kościuszki oraz 1 i 2 AWP,
a wśród nich płk Tadeusz Makarewicz i płk Mariusz Adamus,
bohater spod Darnicy płk Stanisław Dębniak, uczestnik walki w
obronie przyczółka warecko-magnuszewskiego płk Tadeusz Jarmoliński oraz przedstawiciel 1 Brygady Kawalerii por. ułan Jan
Niedźwiecki – weteran walk o Warszawę, Wał Pomorski i Berlin.
Był obecny również płk Stanisław Monarski urodzony w 1924 r. w
Rembertowie, żołnierz 6 Pułku Piechoty 2 Dywizji Piechoty.
Zebranych serdecznie powitał płk mgr inż. Bogdan Miller
– prezes ZWM. Zwracając się do audytorium powiedział m.in.: „...
Szanowni Weterani! Wasz udział w zmaganiach wojennych w kraju i
poza jego granicami, w wyzwoleńczym marszu znak Oki, w walkach
o Anglię, Tobruk, Monte Cassino, Arhem – to chlubne karty dziejów
oręża polskiego. To dzięki Wam w maju 1945 r. Polska znalazła się
w gronie zwycięskich państw koalicji antyhitlerowskiej. Symbolem
tego była biało-czerwona flaga zatknięta 2 maja przez żołnierzy 1
AWP na gruzach Berlina i udział delegacji WP w Paradzie Zwycięstwa na Placu Czerwonym w Moskwie. Niech satysfakcją dla
Was będzie fakt, że Wasz bitewny trud i ofiarny także powojenny
wysiłek wydały tak piękny owoc – niepodległą Polskę, jak nigdy w
dziejach bezpieczną!”
Spotkanie swoją obecnością zaszczycili: płk mgr Cezary
Danielski – Kanclerz AON – gospodarz spotkania, płk dr inż.
Wojciech Kocanda – pełnomocnik rektora-komendanta WAT ds.
studentów, ks. kmdr Janusz Bąk z Ordynariatu Polowego WP, ks.
prof. Marian Bendza – Kanclerz Prawosławnego Ordynariatu WP,
JAK PIŁSUDSKI
ZOSTAŁ
NAPOLEONEM
Zarząd Województwa Mazowieckiego
ZBŻZiORWP zorganizował w Rembertowie,
jak co roku, piękne spotkanie kombatantów,
chociaż powinien to być „Dzień Weterana”,
zgodnie z tradycją i przepisami. W pewnym
momencie, prezes ZW płk Bogdan Miller
powiedział: chodź do marszałka, jest w
dobrym humorze. Pomyślałem, że sejmu,
G³os Weterana i Rezerwisty
Zbigniew Czaplicki – przedstawiciel wojewody, dr Tadeusz Samborski – przedstawiciel marszałka województwa mazowieckiego,
Jarosław Jóźwiak – zastępca Dyrektora Gabinetu Prezydenta
Warszawy, płk dr Czesław Ochenduszka – wiceburmistrz Rembertowa, gen. bryg. Roman Hamroza – prezes Klubu Generałów,
mjr Jerzy Jasiński – prezes Zarządu Okręgowego ZIW w Warszawie, płk Aleksander Łubaszewski – prezes Związku Oficerów
Służby Stałej II RP, płk Henryk Strzelecki – prezes ZKRPiBWP,
płk Stanisław Kalski – prezes FSRiWSZ, ppłk Andrzej Sarnowski – prezes Zarządu Mazowieckiego Oddziału Wojewódzkiego
ZŻLWP. Władze naczelne ZBŻZiORWP reprezentował wiceprezes
Jan Gazarkiewicz, obecny był prezes FPEiRW płk Mieczysław
Mikrut, prezesi honorowi: ZG płk Zenon Biesaga, i ZWM Tadeusz
Pawłowski, p. Aldona Dudek – przewodnicząca Stowarzyszenia
„Rodzina Wojskowa” przy Dowództwie GW. W uroczystościach
wzięła również udział młodzież z gronem nauczycielskim 50 Liceum
Ogólnokształcącego im. Tadeusza Kościuszki z Rembertowa.
List z najlepszymi życzeniami i gratulacjami przesłał dowódca
Wojsk Lądowych gen. broni Waldemar Skrzypczak. W części
artystycznej wystąpił Reprezentacyjny Zespół Artystyczny WP pod
dyrekcją Adama Martina. A wszystko dzięki dyrektorowi Departamentu Wychowania i Promocji Obronności MON płk. Jerzego Gutowskiemu, który umożliwił weteranom wzięcie udziału w premierze
koncertu pt.: „KU WOLNOŚCI SZLI”. Na program którego złożyły się
pieśni i piosenki wojenne i wojskowe. W rolę Józefa Piłsudskiego
wcielił się Janusz Zakrzeński – aktor scen warszawskich.
Stefan Antoni JAKUBOWSKI
więc wchodzę do pokoju dla gości,
powiedziałem „dzień dobry” i stanąłem wprost naprzeciw... marszałka
Piłsudskiego w którego postać wciela
się dziś znakomity aktor Janusz
Zakrzeński. Upłynęło parę sekund
i konsternacja. Panie Januszu, przecież znamy się od 45 lat!
– Zaraz, zaraz.... mówi „marszałek”.
– Pamięta Pan, jak w 1963 r. na
Skarpie Wiślanej w Wyszogrodzie
siedział pan na koniu?
– Myśli pan o „Popiołach”?
– Tak Panie Januszu....
– Byłem wtedy Napoleonem!
– Zgadza się, wojsko w którym wtedy służyłem maszerowało przed Panem krzycząc
w niebiosa „Niech żyje cesarz”!
– W rzeczy samej, dziękuję, że mi to Pan
przypomniał... ale „Napoleonem” zostałem
wówczas przypadkowo. Cesarzem miał być
z woli Wajdy Tadeusz Łomnicki. Wie Pan,
niewielki wzrostem, znakomity aktor...
Ćwiczył w związku z tym jazdę konną.
Przed próbą generalną wsiadając na konia,
pękły mu spodnie. Zdenerwował się do tego
stopnia, że machnął ręką i kategorycznie
odmówił grania tej roli. Mnie, podobnego
ponoć z widzenia do Napoleona, choć o wiele
wyższego wzrostem, znaleziono awaryjnie w
Krakowie, wezwano telefonicznie do Łodzi, a
stamtąd na plan filmowy do Wyszogrodu, no
i tak się tam spotkaliśmy, bo jak sobie teraz
przypominam, dowodził Pan w „Popiołach”
doborowym pododdziałem Księcia Poniatowskiego. Aliści kto wtedy u Pan służył?
– Żołnierze z 13 Pułku Zmechanizowanego
z Kożuchowa i... aktorzy: Stanisław Mikulski,
Jan Nowicki, Bogusław Sochnacki, którzy
maszerowali zawsze w pierwszej czwórce.
– Popatrz Pan, to już minęło tyle lat, a ja
tu w mundurze „marszałka”...
Antoni WITKOWSKI
z życia związku
W Sanoku wyjątkowo uroczyście
Z największą przyjemnością pragnę
pana generała powiadomić, że dzięki usilnym staraniom i zabiegom prezesa Zarządu
Rejonowego ZBŻZiORWP w Sanoku mjr.
rez. Marka Borkowskiego oraz prezesa
Koła Związku Kombatantów RPiBWP płk.
rez. Adama Sikorskiego tegoroczne Święto Wojska Polskiego w Sanoku pod patronatem Zarządu Rejonowego ZBŻZiORWP
przebiegało niezwykle uroczyście.
W przededniu święta, dzięki przychylności burmistrza miasta Wojciecha Blecharczyka, w Sali Herbowej Urzędu Miasta
spotkali się przedstawiciele wszystkich
organizacji żołnierskich, kombatanckich i
społecznych, aby oddać cześć bohaterom
minionych lat.
„Fantastyczną rzeczą jest to, że potrafimy
otwarcie dzisiaj mówić o historii w obecności
duchownych, w obecności żołnierzy z okresu
II wojny światowej a także w obecności tych,
którzy po wojnie zdecydowali się zostać
żołnierzami zawodowymi” – powiedział
burmistrz W. Blecharczyk, podkreślając
konieczność krzewienia patriotycznego
wychowania młodego pokolenia.
„Dlatego powinniśmy organizować jak
najwięcej spotkań młodzieży szkolnej z kombatantami, z ludźmi, którzy doskonale znają
historię nie tylko Polski ale i naszego regionu”.
Uroczystości Święta Wojska Polskiego
zaszczycili swoją obecnością m.in. burmistrz W. Blecharczyk, starosta Wacław
Krawczyk, komendant WKU Sanok ppłk
Piotr Skworzec, komendant Powiatowej
Komendy Policji mł. insp. Krzysztof Guzik, Komendant PSP Krzysztof Dżugan,
komendant Straży Miejskiej Jerzy Sokołowski, ks. dziekan Andrzej Skiba, Prezes
Honorowy ZR ZBŻZiORWP w Sanoku ppłk
Stefan Góralczyk oraz zaproszeni dyrektorzy zakładów pracy i instytucji.
Z okazji tak ważnego święta srebrne
medale „Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej” otrzymali: Wojciech Blecharczyk,
G³os Weterana i Rezerwisty
Piotr Mazur, Adolf Kowalski, Tadeusz
Kaleniecki, Józef Bochnak i Michał
Kozicki.
Prezes sanockiego Koła Związku Kombatantów RPiBWP płk rez. A. Sikorski
odznaczył Sztandar Zarządu Rejonowego
ZBŻZiORWP medalem „Za Zasługi dla
ZKRPiBWP”.
Medale pamiątkowe ZBŻZiORWP otrzymali: dr Adam Pałacki (członek wspierający
ZR) dyrektor „Talens-Polska”, mjr. rez. Andrzej Iskrowicz oraz Tomasz Święch.
Na zakończenie złożono kwiaty i wieńce
pod pomnikiem poległych Synów Ziemi
Sanockiej.
Druga część uroczystości odbyła się w
Jasielu – pod pomnikiem bestialsko zamordowanych żołnierzy Strażnicy WOP.
Październik
To tutaj, 62 lata temu przeważające siły
UPA zaatakowały żołnierzy Strażnicy WOP
Jasiel. Pododdział żołnierzy odpierał ataki
do ostatniego naboju, a gdy tych zabrakło,
walczyli na bagnety i pięści. Skrępowani
kablem telefonicznym zostali wywiezieni
do lasu, gdzie po wykopaniu zbiorowej
mogiły zostali zamordowani strzałami
w tył głowy. Tylko jednemu szer. Pawłowi Studnikowi – cudem udało się zbiec
z miejsca kaźni.
Na cześć bohaterskiej śmierci żołnierzy
WOP ludność miejscowa i członkowie ZBŻZ
wybudowali pomnik przy którym corocznie
odbywają się spotkania dla upamiętnienia
tamtych wydarzeń.
I tutaj z rąk starosty Wacława Krawczyka srebrne medale „Opiekuna Miejsc
www.gwir.pl
Pamięci Narodowej” otrzymali” Bogusław
Famielec – nadleśniczy Nadleśnictwa Rymanów, leśniczy Paweł Grudziński i Jerzy
Miliszewski oraz członkowie naszego
Związku – ppłk rez. Wiesław Szpak, mjr mjr
rez. Marek Borkowski i Zbigniew Czernicki oraz sierż. rez. Jan Sieczkowski.
Należy wspomnieć, że tak wspaniałe
przedsięwzięcie udało się zrealizować dzięki
niezawodnym sponsorom naszego Zarządu
Rejonowego w osobach dyrektora PGNiG
Józefa Chrzanowskiego, dyrektora PBS
Lesława Wójcika, dyrektora „Talens-Polska”
dr. Adama Pałackiego i włodarzy miasta oraz
ziemi sanockiej, jak zawsze okazujących pełne
zrozumienie dla naszych poczynań i statutowej działalności.
Zbigniew CZERNICKI
W ROCZNICĘ WRZEŚNIA
WE WROCŁAWIU
IZBA PAMIĘCI
W maju 2008 r., dokładnie w 1. rocznicę
odsłonięcia tablicy upamiętniającej żołnierza
1 Brygady Pancernej im. gen. Stanisława
Maczka – plut. Józefa Piechoty, Zarząd Koła
nr 1 ZBŻZiORWP w Radomiu wziął udział w
uroczystościach o charakterze patriotycznoreligijnym. Uroczystości te odbyły się w kościele
pw. Królowej Jadwigi w Tomaszowie (gm.
Skaryszew koło Radomia) – rodzinnej miejscowości wspomnianego żołnierza. (Artykuły
dotyczące tej tematyki ukazały się w numerze
wrześniowym i listopadowym z 2007 r. „Głosu
Weterana i Rezerwisty”).
Plutonowy Józef Piechota jest patronem Koła nr 1 ZBŻZiORWP w Radomiu. W
uroczystościach brał udział jego syn Frank
Piechota, na stałe mieszkający w Anglii. Koło
reprezentowali: Jan Kloczkowski, Stefan
Jaskot, Tadeusz Tymicki, Józef Wielopolski
i Zdzisław Kleczaj.
Podczas uroczystości posadzono dwa
czerwone dęby blisko kościoła. Jeden upamiętniający ofiary Katynia, drugi zaś patrona Koła.
Otwarto również Izbę Pamięci w miejscowości
Małęczyn Nowy, gdzie mieszkał chor. rez. Stanisław Woźniak (członek Koła nr 1). Tu również
posadzono czerwone dęby, tym razem trzy, poświęcone ofiarom Katynia, gen. Stanisławowi
Maczkowi i plut. Józefowi Piechocie.
Rodzina patrona podzieliła się wspomnieniami. Przekazała także wiele fotografii
i pamiątek po nim. Frankowi Piechocie wręczono legitymację członka Koła nr 1.
W ramach rewizyty w Anglii przebywał
członek Koła nr 1 chor. rez. Stanisław Woźniak
– główny inicjator uroczystości oraz pomysłodawca utworzenia izby pamięci i jej organizator.
Kustoszem izby jest mgr Tadeusz Lipiec.
Zarząd Koła planuje opracowanie wniosku
o pośmiertne awansowanie patrona Koła nr 1
plut. Józefa Piechoty.
Tadeusz TYMICKI
W dniu 69. rocznicy wybuchu II wojny światowej we Wrocławiu, wojewoda dolnośląski
mgr Rafal Jurkowaniec i dowódca Śląskiego Okręgu Wojskowego gen. dyw. Zbigniew
Głowienka, na cmentarzu żołnierzy polskich zorganizowali rocznicowe uroczystości. W
uroczystościach wzięły udział prawie wszystkie związki kombatanckie i paramilitarne, po raz
pierwszy od wielu lat delegacje szkół podstawowych i średnich (pomimo pierwszego dnia
rozpoczęcia roku szkolnego), przedstawiciele władz wojewódzkich, i kadra ŚOW z dowódcą
ŚOW,kombatanci i inwalidzi wojenni, członkowie Związku LWP, Byłych Żołnierzy Zawodowych ze swymi prezesami na czele. Wystąpiły także delegacje harcerskie chorągwi dolnośląskiej ze zniczami. Swoje delegacje wystawiły wszystkie instytucje i jednostki wojskowe
jak Oficerska Szkoła Wojsk Lądowych im. T. Kościuszki, WSzW, Wojskowy Szpital Kliniczny
Agencja Mienia Wojskowego na czele ze swymi komendantami czy szefami instytucji.
Uroczystościom asystowała kompania reprezentacyjna ŚOW, oraz ponad trzydzieści
pocztów sztandarowych organizacji kombatanckich, szkół i instytucji uczestniczących
w uroczystości. Przemówienie wygłosił wicewojewoda dolnośląski pan mgr. Zdzisław
Sredniawski.
Mieczysław PIOTROWICZ
ŻEBY NIE BYŁO KŁOPOTÓW
Z PRENUMERATĄ
Szanowny Panie Redaktorze – stała czytelniczka ,,Głosu Weterana i Rezerwisty” Anna
Kowal 35-216 z Rzeszowa zam. przy ulicy Sienkiewicza 6/35 lubi rozwiązywać krzyżówki,
nawet się pasjonuje, z koleżanką Tereską i Stefcią ze Szpitala Wojewódzkiego w Rzeszowie. Rozwiązała krzyżówkę z borsukiem nr 9/2008 r. pt. ,,Niełatwo walczyć z naturą”. Hania
serdecznie pozdrawia w redakcji te osoby, które układają krzyżówki. Szanownemu panu
redaktorowi naczelnemu Antoniemu Witkowskiemu, serdecznie dziękuje mgr Stanisław
Łutczyn za mini reportaż pt. ,,Piknik” ukazujący osoby na pikniku, a którzy dzisiaj z dużym
zainteresowaniem oglądają siebie na tych zdjęciach. Myślę, że to pomoże w pozyskiwaniu
prenumeratorów ,,Głosu Weterana i Rezerwisty”. 10 września 2008 r. zostałem zaproszony do
Koła nr 2 na zebranie sprawozdawczo-wyborcze. Ma być hucznie, gdyż będzie występować
Orkiestra Dziewczęca (40 osobowa), opiszę to wszystko. Na 14 września 2008 r. zostałem
zaproszony do Borownicy gmina Bircza (Bieszczady) przez wójta mgr. Józefa Żydownika
i Zarząd Koła nr 11 na obchody 69 rocznicy wojny obronnej 1939 roku. Informuję także, że
wrócił z Ameryki po dwumiesięcznym pobycie mjr Zeniu prezes Koła Wędkarskiego ,,Miętus”,
które działa przy Klubie Garnizonowym w Rzeszowie. Po podróży stał się bardziej aktywny
i pyta, kiedy się coś w „Głosie Weterana i Rezerwisty” ukaże z zawodów wędkarskich organizowanych na rzece Wisłok. – Odpowiedziałem: poczekajmy na pewno coś przeczytamy
po wydrukowaniu przez Pana Redaktora. Wspomnę, że Franiu – obecnie zbiera pieniądze
na dalszą prenumeratę ,,Głosu Weterana i Rezerwisty”. Dochodzimy do wniosku, żeby nie
było kłopotów z prenumeratą „Głosu Weterana i Rezerwisty”, trzeba zbierać pieniądze z
początkiem roku, a nawet wcześniej jeszcze w starym roku pod koniec listopada, a najpóźniej
na zebraniach podsumuwujących pracę i działalność za ubiegły rok. Wtedy wydawca „Głosu
Weterana i Rezerwisty” (Zarząd Główny ZBŻZiORWP) będzie mógł planować dalszą pracę
i działalność. Myślę, że składki w Kołach również powinny być wpłacone i uregulowane z
początkiem roku 2009. Serdecznie pozdrawia
Mieczysław KOWAL
www.gwir.pl
Październik
G³os Weterana i Rezerwisty
Co mi dają Sejmiki?
Po powrocie z jubileuszowego, X Sejmiku
Korespondentów „Głosu Weterana i Rezerwisty”
żona powiedziała mi, że podczas mojej nieobecności dzwonili do mnie koledzy i znajomi. Część z
nich była trochę zaskoczona tym, że pojechałem
do Poznania na Sejmik, zamiast – ich zdaniem
– spokojnie w domu pod opieką żony powracać
do zdrowia po przebytych chorobach. Niektórzy z
rozmówców pytali: co te sejmiki dają Jurkowi,
że na nie jeździ? Odpowiedzi małżonki w stylu,
że mąż nie może położyć się i leżeć, musi być
aktywniejszy, bo to w dużym stopniu pomaga mu
w lepszym i szybszym dochodzeniu do zdrowia,
były przyjmowane milczeniem.
Kilka dni później, gdy szedłem do lekarza
spotkałem koło Cepeleku jednego ze znajomych, który podczas krótkiej rozmowy powiedział mi, że rozumie mnie, ale – jego zdaniem
– mój pobyt na Sejmiku był ryzykowny. Kiedy
namawiałem go, żeby wstąpił do naszego
Związku, machnął rękę i powiedział: „co
mi to da?” Po chwili – żegnając się ze mną
– dopowiedział: „a co wy możecie?” Muszę
przyznać, że trochę mnie zdenerwował tymi
pytaniami, nie czekając na moją odpowiedź.
Idąc dalej przypomniałem sobie, że kiedyś
z podobną odpowiedzią już się spotkałem.
Nie mogłem o tej przypadkowej rozmowie
zapomnieć.
Po paru dniach przypomniało mi się, że
wracając z jubileuszowego Sejmiku rozmawiałem w autokarze m.in. na ten temat z płk.
Zygmuntem Ziębowiczem z Lublina. Ten
znakomity korespondent powiedział mi wtedy,
że on na podobne wypowiedzi odpowiada:
„aby brać, trzeba najpierw samemu dać”.
Po chwili dodał, że „chodzi mi o społeczne
zaangażowanie członka w pracę związkową”. Żałowałem, że ta maksyma kolegi nie
przypomniała mi się koło Cepeleku.
Ale „nie ma tego złego, co by na dobre nie
wyszło”, mówi polska mądrość ludowa. Ten
zbieg okoliczności zmobilizował mnie do podzielenia się z Czytelnikami krótką odpowiedzią na
pytanie: co mi dały dotychczasowe sejmiki?
Uczestniczyłem w sześciu sejmikach „GWiR”.
Dzięki nim miałem możność bezpośredniego
poznania niezwykłych ludzi: byłego prezydenta,
wybitnego męża stanu i najwyższego naszego
dowódcę gen. armii Wojciecha Jaruzelskiego,
wspaniałego dziennikarza Zygmunta Broniarka, wielkiego mistrza deklamacji Wojciecha
Siemiona, świetnych aktorów Emila Karewicza,
Stranisława Mikulskiego oraz Leszka Mazana, nieprzeciętną piosenkarkę i dziennikarkę
Joannę Rawik, niepospolitego pisarza Zbigniewa Zdzisława Domino i znanego senatora
Z E. Konarskim
(z prawej)
Wiesława Pietrzaka oraz wielu wyjątkowych
korespondentów naszego miesięcznika.
Poza tym miałem możliwość zwiedzenia i
uzupełnienia swojej wiedzy o ciekawej i bogatej
przeszłości historycznej Kalisza, Gdyni, Krakowa, Soliny, Lwowa i Poznania. Uczestniczyłem w
wielu interesujących i pouczających dyskusjach
korespondentów, których wartościowe wnioski
starałem się później wykorzystywać w swojej
pracy społecznej na rzecz macierzystego Koła
nr 6 w Warszawie i uwzględniać przy pisaniu
artykułów. Cenne uwagi Katarzyny Kocoń
dotyczące stylistyki starałem się uwzględniać w
swoich artykułach, a zapoznanie nas przez panią
redaktor z nowymi zasadami ortograficznymi
zapewne pozwoliło na uniknięcie wielu błędów
podczas pisania artykułów.
Ta wymiana doświadczeń między korespondentami jest pożyteczna i potrzebna,
bo zachęca do lepszej aktywności na rzecz
macierzystego środowiska. O efektach zwiększonej aktywności zastosowanych metod, które
proponowali korespondenci będzie można
podzielić się na następnym sejmiku. Ci co będą
uczestnikami kolejnego sejmiku zapewne będą
mogli dowiedzieć się, jak proponowane przez
nich metody przełożyły się na wzrost liczby
prenumeratorów „GWiR” i członków Związku w skali całego Stowarzyszenia.
Dobrze byłoby, gdybyśmy wszyscy pamiętali o przykładzie osobistym, o którym
debatowaliśmy w naszej grupie seminaryjnej
na X Sejmiku i w miarę swoich skromnych
możliwości wspierali finansowo fundusz
Związku, „GWiR” i „FPEiRW”.
Z wieloma korespondentami nawiązałem
bliższą znajomość, rozmawiam z nimi telefonicznie i korzystam z ich rad i doświadczeń
pisarskich oraz utrzymania dobrego zdrowia i
kondycji psychofizycznej, co też sprzyja aktywności społecznej.
Wykorzystywanie zdobytej wiedzy na sejmikach w swojej pracy korespondencyjnej w
połączeniu z osobistymi możliwościami umoż-
liwiły zauważenie moich artykułów w „GWiR”
przez kierownictwa Związku, redakcji i Rady
Redakcyjnej, których najwyżsi przedstawiciele
wręczyli mi podczas X Sejmiku „Złotą Sowę
i tytuł Autora Roku 2007”.
Cieszę się, że oprócz decydentów spotkałem się z uznaniem doświadczonych korespondentów, którzy byli i nadal pozostaną dla
mnie niedoścignionymi wzorami godnymi do
naśladowania, zwłaszcza Barbara Szczygieł
– znana poetka, Julian Kojło-Wołkowiecki
– mądry historyk i dokumentalista oraz bardzo
ceniony nauczyciel akademicki, wspomniany
na początku artykułu Zygmunt Ziębowicz
– wyróżniony „Złotą Sową i tytułem Autora Roku
2003” i Stanisław Markiel – nagrodzony „Złotą
Sową i tytułem Autora Roku 2005”, którzy obdarowali mnie podczas Sejmiku ciepłymi słowami
i swoją twórczością.
Myślę, że dobrze jest czasami powspominać. Takie okazje na sejmikach też się zdarzają.
Np. na poprzednim sejmiku spotkałem Jurka
Narlocha ze Szczecina, który podobnie jak i
ja mój brat Mieczysław, uczył się rzemiosła
wojskowego w Podoficerskiej Szkole Zawodowej im. Rodziny Nalazków w Elblągu, której
absolwenci 30 i 31 sierpnia mieli swój pierwszy
zjazd, o czym informował w kwietniu br. nasz
miesięcznik. Zlot wielkiej Rodziny Nalazków
odbył się w przeddzień 45. rocznicy pierwszej
promocji w PSZ.
Na jubileuszowym Sejmiku spotkałem,
Gienia Konarskiego, z którym na tym samym
roku w latach 1973-77 studiowaliśmy pedagogikę w Wojskowej Akademii Politycznej i
od zakończenia studiów nie widzieliśmy się.
Mieliśmy, co prawda tylko kilka chwil na nostalgiczne wspominanie, gdyż program pobytu w
Poznaniu był bardzo bogaty, ale to zbytnio nie
przeszkodziło w chwilowym popatrzeniu „...hen
za siebie w tamte lata co minęły...” (początkowe
słowa pięknej piosenki Janusza Laskowskiego „Kolorowe jarmarki”, którą wykonuje
również pięknie sam autor). Czasowa odległość
między tymi spotkaniami została uwieczniona
na zdjęciaciu, które przesyłam jako załączniki
do artykułu.
I na zakończenie ostatnia poza sejmikowa
refleksja, według mnie warta w tym miejscu
wspomnienia. Pracując nad wzrostem szeregów związkowych w macierzystych kołach
możemy przyspieszyć przeżywanie wyżej zasygnalizowanych pozytywnych uczuć i emocji.
Np. w moim rodzimym Kole, które przoduje
pod tym względem w mazowieckiej organizacji
związkowej na kwietniowym zebraniu br. gratulowałem członkostwa w naszym Związku ppłk.
Bolesławowi Kulińczykowi również „Nalazkowi”, byliśmy w szkole w jednej drużynie.
Jerzy WIŚNIEWSKI
babcia Kacpra jest członkiem naszego Koła.
Kacper jest ofiarą nieszczęśliwego wypadku
drogowego, do którego doszło w 2006 r. Jego
postawa, cierpienie, zapał i ambicje, mimo
niepełnosprawności, zasługują na najwyższą uwagę i uznanie. Nasze
zobowiązania, oprócz moralnego wsparcia rodziców, tego dotkniętego
kalectwem młodzieńca, polegają głównie na odpisie 1% podatku na
jego rzecz. Pozyskane w ten sposób skromne środki są przeznaczane
na jego rehabilitację oraz na opłaty za treningi i kolejne protezy czy
też bieżące wydatki.
Mimo młodego wieku zasługuje on na najwyższy podziw, służąc
za wzór innym młodym ludziom dotkniętym nieszczęściem przez
okrutny los. Dzielny Kacper nie poddał się. Zaraz po wypadku zdał
sobie sprawę, że już nigdy nie odzyska pełnej sprawności. Miał 16 lat,
HONOROWY PATRONAT KOŁA NR 10
Energiczne ruchy ramion, bryzgi spienionej wody, szybkie poruszanie się, uważne wsłuchiwanie się w rady trenera, radość z osiągniętych
wyników i pokonanego dystansu podczas codziennego treningu. Tak
Kacper Rodziewicz ćwiczy na basenie „Poloneza” przy ul. Łabiszyńskiej w Warszawie, członek Integracyjnego Stowarzyszenia Rehabilitacyjno-Sportowego CULANT, pozarządowej organizacji pożytku
publicznego, zrzeszającej osoby niepełnosprawne.
Koło nr 10 ZBŻZiORWP w Warszawie sprawuje nieformalny, honorowy patronat nad karierą tego niepełnosprawnego
sportowca, wnuka św. mjr. pil. Antoniego Rodziewicza. Wdowa,
G³os Weterana i Rezerwisty
Październik
wyznaczył sobie pozytywny program na przyszłość. Po długotrwałym
leczeniu i rekonwalescencji, tak jak przed wypadkiem, widział pole
swojej aktywności w sporcie wyczynowym. Gdy tylko stało się to
możliwe, rozpoczął treningi w Klubie „ISRS CULANT”, w nowoczesnych obiektach „Warszawianki”. Wrócił na basen i matę, uprawiając
czynnie pływanie i szermierkę na wózku. Dzięki uporowi, pozytywnemu
nastawieniu do życia, potrafił otrząsnąć się z traumatycznych przeżyć.
Pod opieką życzliwych trenerów zaczął osiągać nieprzeciętne sukcesy,
zwłaszcza na przełomie lat 2007-2008. Jego kariera sportowa oraz
miejsca zajmowane na podium podczas imprez krajowych rokują mu
doskonałą przyszłość.
Zawodnik ten zajmował już czołowe miejsce w swojej kategorii wiekowej, zwłaszcza w pływaniu na 50-metrowym basenie. Jest zdobywcą
I miejsca w Ogólnopolskiej Spartakiadzie Młodzieży w Bydgoszczy,
dwóch rekordów Polski osób niepełnosprawnych w pływaniu, złotego
medalu Grand Prix Polski w kategorii juniorów, wicemistrzem Polski w
59 Zimowych Mistrzostwach Polski Osób Niepełnosprawnych oraz II
miejsce w zawodach o tytuł nadziei Paraolimpijskich „PEKIN 2008”.
Jego dalszy rozwój zależy jednak od pozyskania środków na udział
w zawodach, zwłaszcza poza miejscem zamieszkania. Wymaga przy
tym odpowiednio kalorycznego wyżywienia, ponadstandardowych
warunków zakwaterowania, skomplikowanej rekonwalescencji, utrzymywania kondycji fizycznej i psychicznej na odpowiednim poziomie
oraz odnowy biologicznej po uciążliwych treningach oraz startach w
zawodach. Bez pomocy może zmarnować się jego wybitny talent.
Może zabraknąć motywacji do uprawiania wybranych dyscyplin na
najwyższym poziomie.
www.gwir.pl
Osiągnięcia Kacpra są gwarancją, że okazana pomoc nie zostanie zmarnowana. Jego silna osobowość może być wzorem do
naśladowania dla osób dotkniętych kalectwem oraz pełnosprawnych,
którzy niekiedy nie radzą sobie nawet z drobnymi problemami i przeciwnościami losu.
W zamian za wsparcie przez średnio bogatego sponsora zawodnik,
mieszkaniec Białołęki, może świadczyć usługi reklamowe przed olbrzymią widownią. W przyszłości może zostać reprezentantem naszego
kraju nawet na arenach międzynarodowych. Swoimi osiągnięciami
będzie skutecznie promować swojego darczyńcę i rozsławiać jego
imię w kraju, Europie i na całym świecie.
Dlatego pragniemy zaapelować do osób prywatnych oraz podmiotów gospodarczych o wszelką materialną pomoc oraz spontaniczną
życzliwość dla tego nieprzeciętnego zawodnika – polskiej nadziei
paraolimpijskiej. Proszę nam wierzyć, że naprawdę warto podać mu
pomocną dłoń. Wdzięczność z jego strony to cena najwyższego uznania, która należy się jemu. Będzie ona bodźcem do zwielokrotnienia
treningowej aktywności.
Dzięki otrzymanemu wsparciu sympatyczny Kacper będzie pływać
coraz lepiej, również dla każdego z Was i właśnie dla Ciebie. W przekonaniu, że jeszcze nieraz zagrają mu, gdy będzie stał na podium hymn
Polski, członkowie Koła nr 10, będziemy Kacprowi i jego darczyńcom
aktywnie kibicować.
Telefon komórkowy 502 537 046 lub Fundacja Anny Dymnej
„Mimo Wszystko” KRS 0000174486 (podają hasło „Kacper Rodziewicz”) albo stronę internetową www.culani.org.pl
Bolesław JANUKOWICZ
OBRADOWALI W POLIGONOWEJ SCENERII
Ostatnie posiedzenie Lubuskiego
Zarządu Wojewódzkiego ZBŻZiORWP
odbyło się po raz drugi podczas sesji wyjazdowej. Tym razem członków Zarządu
gościł dowódca 5 Kresowego Batalionu
Saperów ppłk Krzysztof Pobiedziński,
zapewniając doskonałe warunki do zorganizowania mistrzostw strzeleckich.
Rangę posiedzeniu nadała obecność
szefa szkolenia Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej płk. Andrzeja Tuza szefa
Wydziału Społeczno-Wychowawczego
Dywizji płk. Krzyszfofa Gradysa, dowódcy garnizonu krośnieńskiego ppłk.
Krzysztofa Pobiedzińskiego oraz
sekretarza starostwa Zbigniewa Kościukiewicza.
Posiedzenie prowadził prezes ZW płk
Michał Kupiec. Tematem posiedzenia
były m.in. informacje o X Sejmiku Korespondentów „GWiR” oraz o konferencji
nt.: „Roli i zadań pozarządowych organizacji żołnierskich w demokratycznym państwie”, a także uchwały Zarządu Głównego Związku. Omówiono ponadto sprawy
bieżące wojewódzkiej organizacji.
Informacje o zamierzeniach centralnych władz Związku przedstawili: płk
Kupiec, płk Stanisław Bagiński i ppłk
Józef Cieślak. Stwierdzili, że po ostatnich
dwóch latach, które nie najlepiej zapisały
się w 25-letniej historii Związku, widać
światło nadziei, że Związek odzyska
należne mu miejsce wśród organizacji
pozarządowych na szczeblu krajowym.
Przykładem tego zawarte nowe porozumienie MON z Zarządem Głównym oraz
obecność przedstawicieli kierownictwa
MON i Sztabu Generalnego WP na
zorganizowanych jakże ważnych przed-
10
sięwzięciach, a także udział Marszałka
Sejmu RP Bronisława Komorowskiego
w obradach konferencji w AON w Warszawie.
Inne, dające wymierne efekty, jest stanowisko dowódców jednostek administracji terenowej w prowadzeniu działalności
proobronnej czy współorganizowaniu
uroczystości rocznicowych o charakterze
patriotycznym.
Na trwającej nieprzerwanie od 26 lat
współpracy dowództwa 11 LDKPanc z
organizacjami kombatanckimi, w tym ze
ZBŻZiORWP, zwrócili uwagę przedstawiciele dowództwa dywizji płk. A. Tuz i
ppłk K. Gradys.
Zarząd Wojewódzki oraz zarządy
kół terenowych zawsze mogły liczyć
na pomoc ze strony wojska w lubuskim
garnizonie – taka dewiza przyświeca
dowódcy dywizji. „Wszak zasięg działalności jednostek dywizji na Ziemi Lubuskiej
pokrywa się ze strukturą organizacyjną
kół terenowych. Określenie lubuski garnizon jest w tym przypadku uzasadnione
– stwierdził płk Tuz.
Zapoznano się ze strukturą dywizji
oraz zadaniami realizowanymi przez jej
brygady i oddziały. W Siłach Zbrojnych
RP jest ona najlepsza pod względem
poziomu profesjonalizacji oraz wyposażenia w sprzęt bojowy. Niełatwe zadania
w misjach zagranicznych, w tym Iraku i
Afganistanie, oddziały dywizji wykonują
bezprzykładnie.
„Gratuluję członkom Związku zaangażowania w realizację statutowych zadań w
warunkach wcale niełatwych, uzyskiwania
wspaniałych wyników w ocenie władz
wojskowych i administracji terenowej
w okolicznościach, gdy przeważająca
część byłych żołnierzy zawodowych unika
Związku” – stwierdził przedstawiciel 11
LKDPanc.
Informacje o współpracy Zarządu
Głównego ZBŻZiORWP z Zarządem
Głównym Rezerwistów Armii Niemieckiej nie tylko w ramach EUROMILU,
przedstawili uczestnikom posiedzenia St.
Bagiński i J. Cieślak. Sytuacji rezerwistów
Bundeswehry mogą pozazdrościć polscy
byli żołnierze zawodowi.
Przykładem to, że są oni inaczej
postrzegani przez najwyższe władze
cywilne i wojskowe. Około 80% rezerwistów armii niemieckiej jest okresowo
przygotowywanych do ewentualnej
służby w misjach zagranicznych w
ramach ONZ, NATO czy UE.
Uczestnicy posiedzenia dyskutowali
także o bieżących sprawach kół i Związku oraz zbliżającej się kompanii sprawozdawczo-wyborczej, a także o dużej
liczbie niezrzeszonych. „Nie mamy siły i
sposobu, by ich przekonać, że w jedności
siła i razem raźniej” – powiedzieli m.in.:
Witold Górniewicz, Kazimierz Obrzud,
Feliks Płaczkiewicz, Henryk Misiarz,
Tadeusz Krół i Zbigniew Godoń. „Często
o wiele łatwiej jest znaleźć zrozumienie u
przedstawicieli władz samorządowych niż
u kolegów, z którymi przez lata przeżywało się żołnierską przygodę” – stwierdził płk
Zygmunt Sejnik.
Wyjazdowe posiedzenie w poligonowej scenerii było okazją do spotkania
się Zarządu z członkami Związku, wysłuchania ich problemów, do odpowiedzi na
zgłaszane wnioski.
Józef CIEŚLAK
Październik
www.gwir.pl
G³os Weterana i Rezerwisty
W Babimoście nie ma pułku
– ale jesteśmy my
Kultywując tradycje 45 Pułku Lotnictwa
Myśliwskiego w Babimoście, Koło nr 4
Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych
i Oficerów Rezerwy WP z okazji Święta
Lotnictwa i 51 rocznicy powołania 45 Pułku,
zorganizowało w dniu 23 sierpnia 2008 r.
uroczyste spotkanie żołnierskich pokoleń z
udziałem mieszkańców Babimostu, byłych
żołnierzy zawodowych z rodzinami oraz
zaproszeni goście.
Imprezę uświetnili swoją obecnością:
– burmistrz Babimostu – Bernard
Radny,
– prezes Zarządu Wojewódzkiego
ZBŻZiORWP – płk mgr Michał Kupiec,
– byli dowódcy 45 Pułku – płk pil. Eugeniusz Brodalka i ppłk pilot Alfred Hajduła,
– zastępca Burmistrza – Zbigniew Woziński,
– sekretarz Gminy – Krzysztof Makarowicz,
– szef Sztabu 5 Lubuskiego Pułku Artylerii w Sulechowie – ppłk Jacek Wera,
– dyrektor Centrum Sportu i Rekreacji
„Olimpia” – Zdzisław Krupa,
– nadleśniczy Babimostu – Stanisław
Daszkiewicz,
– proboszcz parafii – ks. Remigiusz
Król.
Zarząd Wojewódzki Związku uhonorował:
– złotą odznaką „Za Zasługi dla
ZBŻZiORWP”: Antoniego Supińskiego,
Tadeusza Sułkowskiego, Józefa Holewskiego, Piotra Zarzyckiego, Jana
Czopa, Józefa Kaczmarka, Aleksandra
Szepelaka, Stanisława Grzybowskiego,
Bronisława Gorgiema, Józefa Pietrzaka
i Eleonorę Rybarczyk;
– pucharem i dyplomem: ppłk. Andrzeja
Rzeskiego – Honorowego Prezesa Koła
i długoletniego korespondenta „GWiR”.
W czasie całej uroczystości przygrywała
orkiestra Ochotniczej Straży Pożarnej z
Babimostu oraz solista muzyk Mariusz
Małycha.
Zorganizowano zawody sportowe w
strzelaniu z karabinka sportowego, strzelanie z łuku oraz rzuty lotkami. Na podkreślenie zasługują osiągnięcia pana Bernarda
Radnego, który jest nie tylko wzorcowym
burmistrzem, lecz także wspaniałym
strzelcem.
Uroczystość wspomagali liczni sympatycy i sponsorzy, a wśród nich na podkreślenie
zasługują: burmistrz Babimostu, Zakład
Tektury Falistej, Bank Spółdzielczy-Siedlec,
Zakład Svewood, Piekarnia Babimost, Pani
Krystyna Wołek, pan Lech Łodyga oraz
niezawodny Józef Kaczmarek.
Organizatorzy uroczystości, szczególne podziękowanie składają Dowództwu 5
Lubuskiego Pułku Artylerii z Sulechowa za
przygotowanie pokazu wyrzutni rakietowej
„Langusta” – WR-40 oraz punktu informacyjnego naboru do profesjonalnej służby
wojskowej.
Honorowy Prezes Koła
Andrzej RZESKI
LUDZIE ZWIĄZKU
Benefis Barbary Szczygieł
Piątek 22 lipca w gminie Ujazd (powiat tomaszowski) minął w atmosferze świętowania
Jubileuszu 80-lecia poetki autorki wierszy publikowanych w „Głosie Weterana i Rezerwisty”
Barbary Szczygieł zorganizowanym przez
Gminny Ośrodek Kultury we współpracy z
sołtysem Osiedla Niewiadów Janiną Kamiń-
ską, oraz Marianną Podlecką. Życzenia jubilatce złożyli m. in. wójt Ujazdu Włodzimierz
Goździk, prezes Związku Kombatantów RP
i Byłych Więźniów Politycznych w Tomaszowie Mazowieckim płk Józef Suchodolski,
rodzina i znajomi. Uroczystości towarzyszyły
występy wokalistów z Tomaszowskiego
Studia Piosenki, Fajnych Babek z Będkowa i
Skrzynkowianek.
– Pani Barbara to dobry duch gminy
– powiedział wójt Goździk. – To Leonardo da
Vinci naszych czasów. Pisze, maluje, śpiewa, występowała nawet w Sejmie – dodaje
dyrektorka GOK-u Katarzyna RutkowskaBernacka. Żadna lokalna impreza nie może
obyć się bez jej twórczego udziału. Barbara
Szczygieł jest także uczestniczką Powstania
Warszawskiego. W 1944 roku z opaską
„Czerwonego Krzyża” niosła pomoc cywilom
i żołnierzom walczącym o stolicę.
Publiczności zostały zaprezentowane
śpiewnik i tomik wierszy poetki wydane z
pomocą GOK-u i Mariusza Kacprzaka.
Twórczość poetki obejmuje tysiące utworów,
w których najczęściej pojawiającymi się motywami są kobieta, matka, ludowość, ojczyzna
oraz wojna.
– Od dziś odkładać będę pieniądze na
moje stulecie, abyśmy się mogli spotkać w
tym samym komplecie – na koniec zrymowała jubilatka z poetyckim zacięciem.
Sebastian LATOCHA
funkcję przewodniczącego Komisji Rewi80 LAT PŁK. JERZEGO JACKIEWICZA pełni
zyjnej (piątą kadencję).
Pułkownik dr Jerzy Jackiewicz urodził się
31 lipca 1928 r. w Warszawie. Lata okupacji hitlerowskiej spędził w Warszawie na Mokotowie.
Po ukończeniu szkoły średniej został powołany do wojska. Ponieważ miał maturę, został
skierowany do Oficerskiej Szkoły Topograficznej, którą ukończył w 1952 r. Został wówczas
skierowany do służby topograficznej. Pracował
na różnych stanowiskach do roku 1967. Na
własną prośbę zwolnił się z wojskowej służby
zawodowej i podjął pracę w Ministerstwie Edukacji Narodowej.
W latach 1959-1964 studiował na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
W latach 70. rozpoczął studia doktoranckie
na Uniwersytecie Wrocławskim. Tematem
jego dysertacji byli: „Robotnicy cudzoziemscy
w RFN”.
Od kwietnia 1972 r. pracował w Ministerstwie Spraw Zagranicznych a w latach
1973-1979 r. w Ambasadzie PRL w RFN na
stanowisku I sekretarza
ds. współpracy naukowej. Od roku 1983 do
1986 r. w Ambasadzie
PRL w NRD był radcą
prasowym. Następnie
pracował w Ambasadzie PRL w Moskwie
na stanowisku konsula
generalnego PRL w Związku Radzieckim.
Po powrocie do kraju w 1990 r. przeszedł
na emeryturę jako emeryt wojskowy. Wstąpił
wówczas do ZBŻZiORWP. W Związku pełnił
wiele ważnych funkcji, m.in. był przewodniczącym Komisji Zagranicznej Zarządu Głównego
ZBŻZiORWP. Obecnie jest wiceprezesem GSK
ZG ZBŻZiORWP, w Federacji Stowarzyszeń
Rezerwistów i Weteranów Sił Zbrojnych RP
Pułkownik Jackiewicz ma wiele publikacji.
Jego artykuły ukazują się w różnych czasopismach, przede wszystkim w „Głosie Weterana
i Rezerwisty”. Ma wiele odznaczeń państwowych, resortowych i regionalnych, m.in. Krzyż
Komandorski Orderu Odrodzenia Polski.
Życzymy Jubilatowi
STO LAT...
...w zdrowiu i miłości,
w spełnieniu pragnień i celów.
Twoja mądrość życiowa niech
przykładem dla innych będzie.
Niech na co dzień towarzyszy Tobie radość i
pogoda ducha, a w pokonywaniu przeszkód
wytrwałość, siła i cierpliwość.
Życzenia Jubilatowi składają
przewodniczący GSK
płk mgr Józef Piotrowicz
oraz sekretarz
mjr mgr Stanisław Majsterek
11
G³os Weterana i Rezerwisty
Październik
90 ROK JUBILATA Z ŁODZI
Kazimierz Małkiewicz – łodzianin ze
Starego Widzewa – 15 sierpnia 2008 roku,
budząc się rano, wiedział dobrze, że rozpoczyna 90. rok pracowitego żywota. To
także dzień Święta Wojska Polskiego. Nie
czekał długo na życzenia. Pierwsza w kolejce
ustawiła się rodzina: żona, dzieci, wnuki i
prawnuki. Życzeniom nie było końca.
Nie zabrakło także delegacji wojskowych:
Związek Kombatantów RPiBWP – Zarządu
Koła 1 Łódź-Widzew oraz ZW ZBŻZiORWP.
Przybyli prezes Zarządu Wojewódzkiego
ZBŻZiORWP płk Józef Lelito, prezes Zarządu Koła nr 3. płk Franciszek Piecuch i
wiceprezes mjr Jerzy Kacprzyk oraz przedstawiciel Zarządu Koła nr 1 ZKRPiBWP
– prezes mjr Edward Stefankiewicz.
Kazimierz Małkiewicz, weteran II wojny
światowej, to postać niezwykła.
Urodził się w rodzinie od wielu lat związanej z przemysłem włókienniczym. Mając 16
lat, w roku 1935 uczył się zawodu chemigra-
fa-drukarza. Jego
zdolności rzeźbiarsko-grawerskie i
wiedza zawodowa
przydały się ogromnie w czasie okupacji niemieckiej.
Uratowały niejednemu żołnierzowi
ZWZ, AK życie. Był
bowiem specjalistą, który umiał doskonale
podrabiać niemieckie dokumenty. Od roku
1940 był członkiem ruchu oporu ZWZ AK.
Po wojnie pracował jako chemigraf
na kierowniczym stanowisku w zakładach
RSW „PRASA” w Łodzi aż do przejścia na
emeryturę w 1980 r. zawsze był aktywnym
działaczem kombatanckim. Mimo 90 lat, nie
rezygnuje z pracy w Zarządzie ZKRPiBWP
którego jest członkiem od lat 60. Zawsze
pełnił funkcję wiceprezesa Koła. Jest także
aktywnym działaczem Koła nr 3 ZBŻZiORWP
www.gwir.pl
w Łodzi. Jest koleżeński, uczynny. Zdumiewa
wszystkich swoją żywotnością i niezwykłą
pamięcią. Jubilat należy do pokolenia, którego los nie oszczędzał. Podobnie jak jego
ojca, który za działalność polityczną został
wywieziony przez władze carskie na Sybir,
do Omska, a do kraju powrócił po 5 latach
katorżniczej pracy w roku 1910. Jubilat natomiast w czasie okupacji był więziony przez
Niemców w tymczasowym areszcie przy ulicy
Kopernika w Łodzi. Pracował także ciężko w
fabryce zbrojeniowej w Łodzi. Myślał zawsze
o wolnej Polsce. Za kombatancką i społeczną
działalność otrzymał m.in.: Krzyż Kawalerski i
Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, Srebrny
Krzyż Zasługi z Mieczami, Krzyż Walecznych,
Krzyż Partyzancki, Krzyż AK oraz wiele
innych odznaczeń resortowych i wyróżnień.
Nieoczekiwana wizyta kolegów sprawiła jubilatowi ogromną radość. Były okolicznościowe
dyplomy i przemówienia o jego zasługach
dla obu związków: ZKRPiORWP. Pułkownik
Józef Lelito życzył 100 i więcej lat oraz awansu
na stopień majora.
Edward STEFANKIEWICZ
70. ROCZNICA URODZIN PUŁKOWNIKA
JERZEGO NASTROŻNEGO
Pułkownik mgr inż. Jerzy Nastrożny – wiceprezes ZWM ds. społecznych
– urodził się 24 lipca 1938 r. w Działdowie
w województwie warszawskim, obecnie jest
to warmińsko-mazurskie. Po zdaniu matury
w liceum ogólnokształcącym w Bydgoszczy
oraz egzaminów wstępnych 1 sierpnia 1956
r., mając zaledwie osiemnaście lat, rozpoczął
studia w Wojskowej Akademii Technicznej w
Warszawie na Wydziale Radioelektroniki. W
1960 r. awansował na stopień podporucznika.
Studia ukończył w 1962 r., uzyskując tytuł
magistra inżyniera z jednoczesną promocją
na porucznika. Po opuszczeniu uczelni objął
stanowisko zastępcy dowódcy 9 Dywizjonu
Ogniowego ds. technicznych w 3 Dywizji
Artylerii Obrony Powietrznej Kraju. Od 1967
r. pracował w Wydziale Technicznym Sztabu 3 DAOPK, skąd w 1969 r. przeszedł na
stanowisko pomocnika szefa Wydziału w
Oddziale WRiArt 1 Korpusu Obrony Powietrznej Kraju. Odbył również praktykę w
CSSAiR w Bemowie Piskim oraz dwukrotnie
przeszkolenie przygotowujące do obsługi
nowych typów przeciwlotniczego sprzętu
rakietowego w 1968 r. w Mińsku Białoruskim
i w 1986 r. w Gatczynie. W latach 1977-1996
pełnił obowiązki początkowo starszego
oficera, a następnie starszego specjalisty w
Szefostwie WRiArt OPK, po restrukturyzacji
– w Szefostwie Obrony Powietrznej Wojsk
Lotniczych i Obrony Powietrznej. Wielokrotnie
uczestniczył w bojowych strzelaniach rakietowych na poligonie w Kazachstanie jako oficer
oceniający wyniki, odpowiedzialny także za
bezpieczeństwo strzelań.
W 1996 r. po 40 latach służby został
przeniesiony do rezerwy. Wstąpił wówczas
do Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych
i Oficerów Rezerwy Wojska Polskiego do
Koła nr 23, działającego przy Dowództwie
Sił Powietrznych. Aktywnie włączył się w nurt
działalności związkowej. W latach 1997-2005
był wiceprezesem Koła ds. socjalno-zdrowotnych, w okresie zaś 2005-2006 był jego
prezesem. W szóstej kadencji był członkiem
ZWM, a w siódmej (obecnie) jest wiceprezesem ZW ds. społecznych. Od 2001 r. pełni
jednocześnie obowiązki pełnomocnika ZW
ds. Fundacji Pomocy Emerytom i Rencistom
Wojskowym. Pomaga kolegom będącym w
trudnych warunkach materialnych. Rozprowadza również cegiełki na fundusz pomocy. Pod
jego dowództwem poczet sztandarowy Koła
uczestniczy we wszystkich uroczystościach
państwowych, wojskowych i związkowych.
Z Mirosławą pobrali się w 1961 r.
Mają córkę Monikę (mgr. psychologii) oraz
wnuczkę.
Za działalność służbową płk Jerzy Nastrożny został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Srebrnym
i Złotym Krzyżem
Zasługi oraz wyróżniony medalami resortowymi.
W 1992 r. jako
członek zespołu
otrzymał nagrodę
MON za opracowanie koncepcji
wykonania strzelań rakietowych na poligonie
w Ustce przez jednostki rakietowe obrony
powietrznej państw Grupy Wyszehradzkiej.
Za działalność społeczną otrzymał honorową odznakę „Za Zasługi dla ZBŻZiORWP”,
pamiątkowe medale 20- i 25-lecia Związku
oraz został wpisany do honorowej księgi zasłużonych dla organizacji mazowieckiej oraz
honorowej księgi zasłużonych dla Związku.
W 70. rocznicę urodzin Prezydium ZWM
ZBŻZiORWP, z udziałem prezesa ZG gen
dyw. Adama Rębacza i wiceprezesów
zorganizowało spotkanie, na którym Bogdan Miller – wiceprezes ZWM uhonorował
jubilata specjalną plakietką przygotowaną na
tę okazję. Życzył mu również zdrowia, zadowolenia z pracy społecznej oraz pomyślności
w życiu osobistym i rodzinnym! Były kwiaty i
serdeczne gratulacje od Adama Rębacza i
kolegów – uczestników spotkania1 100 lat,
Drogi Jurku!
Stefan Antoni JAKUBOWSKI
wówczas przydział
służbowy do 117 Pułku Artylerii Lekkiej w
Ostródzie, gdzie objął stanowisko dowódcy
plutonu ogniowego.
W listopadzie 1955 r. pułk został przeniesiony do Biskupca Rzeszowskiego. Dwa
lata później Stanisław Mróz rozpoczął służbę
w 50 Pułku Zmechanizowanym w Lidzbarku
Warmińskim. Pułk wchodził w skład 15 Dywizji Piechoty w Olsztynie.
W latach 1963-1973 służył w garwolińskiej administracji wojskowej. Od czerwca
1973 r. do lipca 1987 r. był kierownikiem
sekcji Mobilizacyjnej Administracji Rezerw
Osobowych i Środków Transportowych – zastępcą wojskowego komendanta uzupełnień
w Płocku. Tegoż roku po 37 latach służby zo-
Społecznik z Płocka
Podpułkownik Stanisław Mróz urodził
się 26 czerwca 1929 r. w m. Kolonia Życzyn
na Mazowszu. 10 września 1950 r. ochotniczo wstąpił do Oficerskiej Szkoły Artylerii nr
2 w Olsztynie, którą ukończył w październiku
1952 r. w stopniu podporucznika. Otrzymał
12
www.gwir.pl
stał przeniesiony w stan
spoczynku.
Za wzorową
służbę był
wielokrotnie
odznaczany.
m.in. Krzyżem
Kawalerskim
Orderu Odrodzenia Polski, Srebrnym
Krzyżem Zasługi ora złotym medalem „Za Zasługi dl Obronności
Kraju”. Przez kilkanaście lat zajmował się
sprawami obrony cywilnej w Prokuraturze
Okręgowej i Sądzie Okręgowym w Płocku.
Działalność z tym związaną zakończył w
2007 r. Płock był jego ostatnim wojskowym
garnizonem, tu też zamieszkał na stałe.
Służąc na Warmii i Mazurach, poznał p.
Halinę z którą zawarł związek małżeński.
Pani Halina była pedagogiem – polonistką
pracująca w płockich szkołach. Obecnie jest
na zasłużonej nauczycielskiej emeryturze.
Mają dwóch wspaniałych synów: Wiesława
JUBILAT Z GLIWIC
Pułkownik Henryk Kabza urodził się 1
października 1933 r. w Dąbrowie Górniczej,
w rodzinie robotniczej. Ukończył szkołę zawodową o kierunku mechanizacja górnictwa.
Służbę wojskową rozpoczął we wrześniu
1953 r. jako podchorąży Oficerskiej Szkoły
Artylerii w Toruniu. Po ukończeniu szkoły
w październiku 1956 r. został skierowany
do 5. Pułku Artylerii 5. Dywizji Pancernej na
stanowisko dowódcy plutonu. W maju 1957
r. przeniesiono go do 42 Pułku Zmechanizowanego w Żarach, gdzie pełnił obowiązki
pomocnika szefa artylerii. Od stycznia 1961
r. służył w 33 Pułku Artylerii w Żarach na
stanowisku wykładowcy batalionu szkolnego
Październik
G³os Weterana i Rezerwisty
i Roberta. Obaj ukończyli płocką
wyższą uczelnię. Wiesław kilka
lat w stopniu porucznika, pełnił
zawodową służbę wojskową w 3
Warszawskim Pułku DrogowoMostowym.
Pułkownik Stanisław Mróz
do ZBŻZ wstąpił w roku zwolnienia z wojska, tzn. w 1987 r.
Przez dwie kadencje był skarbnikiem Zarządu Wojewódzkiego
i Zarządu Rejonowego w Płocku.
VII Zjazd powierzył mu funkcję
wiceprezesa ZR ds. socjalnozdrowotnych. Nie stało się to przypadkiem,
gdyż jest sprawdzonym, lojalnym i dobrym
przyjacielem. Zadania wynikające z pełnionej
funkcji wykonuje z pasją i zaangażowaniem.
Nie szczędzi osobistego czasu dla innych.
udziela porad osobom, które tego potrzebują. W Zarządzie Rejonowym stworzył bank
informacji o ludziach, którzy znajdują się w
trudnej sytuacji życiowej. Utrzymuje ścisłe,
robocze kontakty z filią Wojskowego Biura
Emerytalnego z siedzibą w Siedlcach. W
ciągu ostatnich dwóch lat nie było przypadku,
aby wniosek o zapomogą został załatwiony
odmownie. Za działalność społeczną Zarząd
Główny wyróżnił kolegę Mroza honorową
odznaką „Za Zasługi dla ZBŻZiORWP”, natomiast Zarząd Wojewódzki w Płocku wpisem
do księgo zasłużonych. Podczas ostatniej
kontroli Zarządu Rejonowego, przeprowadzonej przez Główną Komisję Rewizyjną
Związku, oceniono wysoko jego działania, a
w protokole pokontrolnym wśród trójki wyróżnionych znalazło się jego nazwisko.
Za wszystko dziękujemy ci Stanisławie. Działaj tak dalej.
Ryszard KOWALSKI
– szkolił podoficerów dla jednostek artylerii.
W październiku
1964 r. został
skierowany na
Wyższy Kurs
Doskonalenia
Oficerów WSW
w Mińsku Mazowieckim. Po
ukończeniu przeszkolenia od maja 1965 r. pełnił służbę w
Oddziale WSW przy Dowództwie 2 Dywizji
Zmechanizowanej w Nysie. Od czerwca
1970 r. zajmował stanowisko starszego
oficera Oddziału WSW w Gliwicach. W lipcu
1990 r. został zwolniony z zawodowej służby
wojskowej ze względu na stan zdrowia.
Za długoletnią i ofiarną służbę wojskową został uhonorowany: Złotym Krzyżem
Zasługi, brązowym, srebrnym i złotym medalem „Za Zasługi dla Obronności Kraju”,
brązowym, srebrnym i złotym medalem „Siły
Zbrojne w Służbie Ojczyzny”.
W grudniu 1990 r. został członkiem Koła
nr 4 ZBŻZiORWP w Gliwicach. Przez trzy
kadencje był sekretarzem Koła. Zawsze
chętnie służy radą i pomocą kolegom. Wyróżniono go honorową odznaką „Za Zasługi
dla ZBŻZiORWP”, medalem pamiątkowym
20-lecia Związku oraz wieloma dyplomami
uznania.
Waldemar MALINOWSKI
LISTY
W SPRAWIE KONTROLI FUNDACJI ZA 2005 r.
W 3. odcinku informacji Przewodniczącego Głównej Komisji Rewizyjnej Związku
Byłych Żołnierzy Zawodowych i Oficerów
Rezerwy Wojska Polskiego pana płk. Zbigniewa Domańskiego pt. „Związek jest
kontrolowany” („GWiR” nr 8. z sierpnia 2008
r.) znalazł się fragment dotyczący Fundacji
Pomocy Emerytom i Rencistom Wojskowym.
Nie sposób pozostawić informacji zawartej w
tym fragmencie bez odzewu. Dlaczego?
Po pierwsze, dlatego, że Fundacja nie
jest strukturalnym ogniwem Związku Byłych
Żołnierzy Zawodowych i Oficerów Rezerwy
Wojska Polskiego, lecz samodzielnym (odrębnym) podmiotem prawa. Aczkolwiek, nie mając własnej Komisji Rewizyjnej, jej działalność
– „na pisemny wniosek Rady lub Zarządu
Fundacji” (§ 36, pkt 6 Statutu ZBŻZiORWP)
może być poddana kontroli przez Główną
Komisję Rewizyjną ZBŻZiORWP, to – z
mocy prawa – wyniki kontroli powinny być
sporządzone w odrębnym dokumencie
(protokole), a nie wspólnym dla Zarządu
Głównego ZBŻZiORWP oraz Fundacji.
Po drugie, Główna Komisja Rewizyjna
jako „osoby odpowiedzialne” i upoważnione
do podpisywania „Protokołu” wskazała : płk.
dr. inż. Zenona Biesagę, płk. dr. Jerzego Jackiewicza, płk. Lesława Górnego
– ówczesne osoby funkcyjne w Zarządzie
Głównym ZBŻZiORWP. „Protokół” został też
przedstawiony „do zapoznania” członkom
Zarządu Głównego ZBŻZiORWP obecnej
kadencji: gen. dyw. rez. Adamowi Rębaczowi, płk. mgr. inż. Kazimierzowi Augustynowiczowi oraz ówczesnemu Głównemu
Księgowemu płk. Tadeuszowi Augustyniakowi. „Protokołu” nie parafował ówczesny
prezes Zarządu Fundacji płk. inż. Stanisław
Kucharczyk, gdyż Zespół Kontrolujący Zarząd Fundacji nie uwzględnił tej osoby w
podpisach „osób odpowiedzialnych”.
Po trzecie, informacje o wynikach
kontroli Fundacji za 2005 r. podane do
wiadomości Czytelników „Głosu Weterana i
Rezerwisty” w sierpniu 2008 r. są dalekie od
prasowej aktualności. „Wyciąg z protokołu”
w części dotyczącej Fundacji (datowany 18.
maja 2006 r.) został przekazany Zarządowi
Fundacji – po dwukrotnym upomnieniu się
– dopiero w połowie 2007 r.
Po czwarte, nieścisła jest informacja,
że „Około 30 % dochodu rocznego Fundacja przeznacza na potrzeby własne
(wynagrodzenia za prace zlecone, wydatki
materiałowe, usługi, podróże służbowe,
amortyzację, podatki itp.)”. W 2005 r.
koszty „na potrzeby własne” – jak to ujęto
w „Protokole” – wyniosły nie „około 30%”,
lecz 18,5% .
Niesłusznie bowiem w koszty „na
potrzeby własne”, czyli administracyjne,
wliczono wydatki poniesione na materiały
promocyjne oraz wynagrodzenia dwóch
lekarzy pełniących dwa razy w tygodniu
dyżury w Ambulatorium Medycznym przy
13
G³os Weterana i Rezerwisty
Zarządzie Fundacji. Są to bowiem koszty z
zakresu działalności statutowej.
Gdyby Zespół przeprowadzający kontrolę
w Fundacji przedstawił „Protokół” do podpisu
prezesowi Zarządu Fundacji, z pewnością, nie
doszłoby do tej dezinformacji.
Rodzi się pytanie, jaki był sens informowania
Czytelników „GWiR” w sierpniu 2008 r. o wynikach
kontroli Fundacji w 2006 r. (za 2005 r.), kiedy w
kwietniu 2008 r., w trybie oddzielnym, przeprowadzona została – przez Główną Komisję
Rewizyjną ZBŻZiORWP – następna kontrola.
Z „Protokołu” datowanego 17.04.2008 r. pozwolę
sobie przytoczyć tylko dwa fragmenty:
„Gospodarka finansowa prowadzona jest
zgodnie z Uchwałą nr 1/2004/F Zarządu Fundacji
Pomocy Emerytom i Rencistom Wojskowym z
dnia 15. stycznia 2004 r. w sprawie ustalenia
przyjętych zasad prowadzenia rachunkowości
oraz ze zmianami wprowadzonymi w niej Uchwałą nr 8/2008 Zarządu Fundacji PE i RW z dnia
29. lutego 2008 r.”.
„Wydatki Fundacji (administracyjne, z tytułu
umów-zlecenia, umów o dzieło, co do ilości
Październik
których wyrażona została wątpliwość w podsumowaniu kontroli ZG ZBŻZiORWP z 18.05.2006
r. [w tym Fundacji – M. M.] – nie budzą zastrzeżeń. W obecnych warunkach, według oceny
Zarządu Fundacji, nie ma możliwości dalszego
ich obniżania bez uszczerbku dla sprawności
funkcjonowania Fundacji.
Koszty opłacania zarówno korektorów wydawnictw promocyjnych [oraz ich druku – M.
M.], jak również dwóch lekarzy (2 x w tygodniu)
w punkcie medycznym przy siedzibie Zarządu
w znacznej mierze pomogły około 1.100 byłym
żołnierzom zawodowym i członkom ich rodzin,
którzy ze względu na uciążliwy dostęp do lekarza w garnizonie stołecznym nie zawsze mogą
otrzymać receptę na leki lub skierowanie do
specjalisty”.
Struktura wydatków w 2007 r. – tytułem
dopowiedzenia – ukształtowała się następująco:
koszty działalności statutowej – 81,9 %, koszty
utrzymania biura – 18,1 %.
Mieczysław MIKRUT
Prezes Zarządu Fundacji Pomocy
Emerytom i Rencistom Wojskowym
www.gwir.pl
Apel
Szanowne
koleżanki
i koledzy!
Musimy zauważyć, że społeczne widzenie 160 tys. emerytów i rencistów wojskowych skupia się na naszym Związku. Grupa
ta jest utożsamiana m.in. z nami.
Reprezentując faktycznie interesy
naszych kolegów niezrzeszonych
w Związku tym większą musimy
wykazać odpowiedzialność.
Można dodać szczerą uwagę
– funkcje nasze w Związku, to
działalność społeczna i jeżeli nie
otrzymujemy za nią pieniędzy, to
przynajmniej miejmy satysfakcję
z prestiżu, który sobie wypracujemy.
Waldemar PANERT
federacja
Letni Kongres CIOR oraz CIOMR NATO w Istambule
Letnie kongresy Międzysojuszniczej Konfederacji Oficerów Rezerwy (CIOR) i Międzysojuszniczej Konfederacji Oficerów Rezerwy
Służb Medycznych (CIOMR) NATO odbywają się co roku latem w
innym państwie członkowskim NATO.
Organizatorem i gospodarzem kongresu, który odbył się w dniach
7-12 lipca 2008 r. w Istambule, była Turcja. W przeddzień obrad, na
głównym placu metropolii, po złożeniu wieńców pod pomnikiem Atatürka, odbyła się ceremonia otwarcia kongresu, w której uczestniczyły
poczty 36 państw. W uroczystości tej wziął udział minister obrony narodowej Turcji M. Verdi Gonul. Zakończyła się ona defiladą kompanii
honorowej sił zbrojnych Turcji oraz przemarszem pocztów i delegacji
uczestniczących w kongresie.
Polskiej delegacji, składającej się z czterech członków, przewodniczył gen. bryg. rez. Ryszard Żuchowski – członek Prezydium Rady
Głównej – I wiceprezes Federacji.
14
Robocze otwarcie kongresu nastąpiło 9 lipca 2008 r. w Centrum
Konferencyjnym w Istambule. Zabierając głos minister obrony narodowej Turcji, scharakteryzował aktualne zagrożenia współczesnego świata oraz przedstawił szczególną rolę Turcji w walce z terroryzmem.
Najważniejszym przedsięwzięciem, oprócz roboczych sesji Rady
Głównej i komitetów CIOR i CIOMR oraz Międzynarodowych Zawodów
Sportowo-Obronnych, było dwudniowe sympozjum na temat: „Możliwości operacyjne NATO zapewniane przez efektywne wspieranie
pracodawców”.
Jego celem było podjęcie próby odpowiedzi na podstawowe
pytanie, jaki powinien być system zapewniający efektywne
wykorzystanie ogromnego potencjału oficerów rezerwy nie
tylko w sferze szeroko pojętej obronności. Temat ten podjęto
ze względu na trudności w naborze rezerwistów oraz ich rotacji
w różnego rodzaju misjach.
W Turcji funkcjonuje niepisane prawo obyczajowe obligujące pracodawców do ponownego zatrudniania żołnierzy rezerwy, którzy odbyli
zasadniczą służbę wojskową, bądź długotrwałą służbę w rezerwie.
W dyskusji panelowej, związanej z zasadniczym tematem, jakim
była sprawa zatrudniania żołnierzy rezerwy, omówiono następujące
zagadnienia:
a) korzyści wynikające z faktu zatrudniania żołnierzy rezerwy;
b) problemy związane z zatrudnieniem żołnierzy rezerwy;
c) oczekiwania pracodawców.
Obrady Rady Głównej CIOR odbywały się w trzech sesjach.
Pierwsza była poświęcona sprawozdaniu z dwuletniej działalności
organizacji pod kanadyjskim przewodnictwem. Podczas drugiej sesji
dyskutowano nad sprawą zmian w konstytucji CIOR. Trzecią sesję
poświęcono zapoznaniu się i przyjęciu sprawozdań poszczególnych
komitetów CIOR. Podczas czwartej sesji nastąpiło oficjalne przekazanie przez Kanadyjczyków funkcji kierowania CIOR na najbliższe 2
lata Holendrom, a CIOMR – Francuzom.
Obrady Międzysojuszniczej Konfederacji Oficerów Rezerwy Służb
Medycznych (CIOMR) również odbywały się w trzech sesjach, w czasie
których gospodarze przedstawili działalność związaną z lecznictwem
wojskowym, prowadzoną zarówno w kraju, jak i w zagranicznych
misjach, z uwzględnieniem opieki stomatologicznej.
Obrady CIOMR były dobrze przygotowane pod względem
organizacyjnym. Pozwoliły na utrzymanie ważnych kontaktów zawodowych, na wymianę doświadczeń, a także na opracowanie zasad
współpracy służb medycznych, z wyeksponowaniem roli członków
rezerwy pracujących zawodowo poza wojskową służbą zdrowia.
Jerzy JACKIEWICZ
www.gwir.pl
Październik
G³os Weterana i Rezerwisty
forum
W związku z procesem generała Jaruzelskiego
Szanowni Czytelnicy!
Jestem oficerem rezerwy, jednak nie emerytem. Całe moje życie
wojskowe (ponad 12 lat) przebiegało w ludowym Wojsku Polskim,
POLSKIM !!!!!!!!. Faktu istnienia LWP nikt z obecnych nie wykasuje z
kart polskiej historii. Kariery nie zrobiłem ponieważ główną przyczyną
wykluczającą mnie z drogi awansowo-karierowej był fakt nieposiadania
legitymacji ani przynależności partyjnej (ta norma obowiązuje szczególnie mocno dzisiaj i jest również przy PIS-ana do kariery), ale z tego
powodu nie byłem szykanowany. Nie byłem również szykanowany
kiedy zawierałem ślub kościelny, w mundurze galowym oficera
jednostek lotniczych LWP. Służyłem Polsce i tylko Polsce, mojemu
jedynemu krajowi, mojej Ojczyźnie, byłem i jestem z tego dumny a
mundur wojskowy nosiłem z godnością nie biorąc udziału w żadnym
„reality show”, ani żadnej innej politycznej przepychance. Kiedy w
stanie wojennym powołano mnie z rezerwy do służby wojskowej, a
w tym do działania w ramach specjalistycznej grupy operacyjnej, miałem pełną świadomość (jak i miliony Polaków), że biorę udział w
jakiejś wielkiej sprawie ratującej Polskę przed samozagładą. Mimo
założenia polowego munduru wojskowego nie bałem się naszych
rodaków i nie czułem się uczestnikiem związku przestępczego
o charakterze zbrojnym, na dowód czego nie dałem się uzbroić w
broń służbową, co nie wywołało żadnego zdziwienia u wojskowych
dowódców. Mogę powiedzieć i to z podniesioną głową, że wszędzie
tam, gdzie pojawiła się nasza grupa operacyjna ludzie przychodzili z
prostymi dla nas, ale z ważnymi dla nich, problemami do rozwiązania.
Ich bunt i niezadowolenie wynikało tylko z tego, że nikt nie chciał wysłuchać ich skarg z życzliwością i nikt nie chciał rozwiązać wielu ludzkich
i przyziemnych spraw. Spraw całkiem małych całkowicie niezależnych od struktur władzy, ani struktur partyjnych. Wtedy władzy,
ani politykom nie zależało na Polsce, byli upojeni nieprzerwanym
posiadaniem władzy, a teraz ... politykom jeszcze bardziej nie zależy
na Polsce, to dla nich zbyt wielkie słowo, które nie zostało zauważone
przez ich szare komórki, dla nich to tylko słownikowe słowo: „Polska”.
Ważna jest prywata, partyjniactwo i chęć zaistnienie na kartach
„Księgi chamstwa polskiego”. Do napisania tych paru zdań skłoniły
mnie słowa aktu oskarżenia IPN-u przeciwko Prezydentowi RP
gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu. Słowa te, czy chcemy czy też nie,
pośrednio oskarżają nas miliony rodaków – Polaków, że służyliśmy
w ZWIĄZKU PRZESTĘPCZYM O CHARAKTERZE ZBROJNYM,
że byliśmy polskimi gangsterami, dodajmy do stopni wojskowych
„nowe tytuły” np.: gen. gangster. prof. Xxx Zzz. I w związku z tym
mam pytania do polsko brzmiącej instytucji IPN:
– kto tę instytucję upoważnił do oskarżenia TYLU Polaków?
– kto zapłaci, z własnej kieszeni, za ewentualne procesy o zniesławienie, czy Kurtyka czy inny Piątek?
– Kiedy, po te miliony osób przyjdą o godzinie szóstej rano
wyspecjalizowane i „kulturalne” kurtykowe służby z PIS-toletami?
Zasmucony losami Polski, polski oficer rezerwy
Zbigniew DERWISIŃSKI
Sprawiedliwość, czy zemsta?
Stał się „cud”...
Gdy czytam artykuły o rozpoczęciu procesu autorów stanu wojennego, pod zarzutem
udziału w przestępczym związku zbrojnym,
to muszę się uszczypnąć – czy to fikcja, czy
dzieje się tak naprawdę w XXI wieku? Nie
wiem ile lat ma prokurator Piątek i piszący te artykuły redaktorzy? Ale te tragiczne wydarzenia
znają chyba tylko z historii! Mam wątpliwość,
czy na lekcjach o tematyce współczesnej dobrze uważali. Należę do pokolenia, które zna
stan wojenny z autopsji. Wiem, że ówczesna
sytuacja była bardzo złożona, groził państwu
paraliż społeczny i gospodarczy. Szykowano
manifestacje i „targanie” po szczękach.
Atmosfera była nieznośna, czekano z obawą
na spełnienie gróźb ze strony ZSRR o ograniczeniu dostaw ropy naftowej, rud i gazu.
Niektórzy jednak pamiętali, że 12 maja 1926
r. był zamach stanu, walki bratobójcze – efektem których ofiarą padło 397 zabitych i 920
rannych. Organizator zamachu na legalne
władze państwowe – marszałek Józef
Piłsudski nie poniósł za swoje czyny żadnej
odpowiedzialności. A dla admiratorów prawicy jest autorytetem i bohaterem. Ale jak
mawiał pewien facet z wąsikiem: „zwycięzców
się nie sądzi”!
Dla mnie osobiście bohaterem jest generał
Wojciech Jaruzelski, podjął bowiem trudną,
ale konieczną decyzję, którą nazywa dziś
„mniejszym złem” – choć zło mniejsze czy
większe, tym złem pozostaje. Za to wielokrotnie przepraszał, ale też opisywał przesłanki
podjęcia tej trudnej decyzji. Oburza mnie propagandowe używanie liczby stu ofiar stanu
wojennego, jest to wierutna bzdura. Nigdy
nie podano tylu nazwisk ofiar. Nie dokonał
tego Jan Maria Władysław etc. Rokita, ani
Ks. abp prof. dr hab. Stanisław
Wielgus wygłosił 15 września br. homilię
w Ostrowcu Świętokrzyskim, w której
poruszył wiele problemów dotyczących
nie tylko wiary i kościoła, m.in. stwierdził,
że 19 lat temu stał się w Polsce „cud”, bo
uzyskaliśmy wolność bez rozlewu krwi.
Hierarchowie kościelni dobrze wiedzą,
przynajmniej kilku żyjących, komu ten cud
należy zawdzięczać.
Tymczasem dziś ten człowiek siedzi
na ławie oskarżonych. Arcybiskup nie
wspomniał, broń Boże, o generale Jaruzelskim, który przekazał w 1989 r. władzę
„Solidarności” w taki sposób, że nie polała
się polska krew.
Docenił to Jan Paweł II spotykając się
kilkakrotnie z generałem oficjalnie i prywatnie nazywając Go, jak podała włoska
prasa – patriotą. Ale czy trzeba mieć dziś
odwagę Ojca Świętego?
(A.W.)
domorośli historycy z IPN. Zgadzam się z
Michaiłem Gorbaczowem, że analizując
złożoność uwarunkowań wewnętrznych i zewnętrznych ówczesnej sytuacji Polski, Europy
i świata nie wolno antycypować ich do sytuacji
aktualnej. Warto o tym pamiętać, że ZSRR
Breżniewa to nie dzisiejsza Rosja Miedwiediewa, a nawet USA Reagana nie mają nic
wspólnego z krajem rządzonym dziś przez
Busha. Oszaleli z nienawiści aktywiści frontu
ideologicznego IV RP nie chcą pamiętać o
porozumieniach Okrągłego Stołu. A drugiej
strony chcą zepchnąć w nicość bohaterów
przemian, jak choćby Lecha Wałęsę. Pozostaje też aktualny wątek humanitarny. Po co
w tej dętej politycznie sprawie karnej ciągać
po sądach starych ludzi? Przecież oskarżeni
mają ponad osiemdziesiąt lat, sprawę jednego
91 – letniego Emila Kołodzieja, co prawda
wyłączono do odrębnego postępowania ale
pozostali są bardzo schorowani.
Dla tych, którzy mają podobne jak ja
wątpliwości polecam lekturę książki „Stan
wojenny. Wspomnienia, komentarze”, wyd.
PoliFot Wrocław, 2008. Zawiera ona na 344
stronach wspomnienia 29 osób oraz ciekawe
załączniki, niektóre publikowane po raz pierwszy. Dystrybucję książki prowadzi Zarząd
Dolnośląski Związku Żołnierzy LWP 53 – 328
Wrocław ul. Pretficza 24. Zainteresowani
mogą ją nabyć wpłacając 20 zł na konto: Bank
Pekao S.A. 0. Wrocław Nr 75 1240 6670 1111
0000 5646 5897.
Chciałbym podkreślić, że książka powstała z okazji 25-lecia zniesienia stanu
wojennego, ale też dla uczczenia 85. urodzin
gen. armii Wojciecha Jaruzelskiego.
Krzysztof MAJER
Sprostowanie
W mojej notatce zamieszczonej
w „GWiR” nr 9(231) z 2008 r. w informacji „Uczciliśmy Święto WP” jest:
„...dzięki organizatorowi tej części
wiceprezesowi kol. płk. Jerzemu
Turkowi, a powinno być – kol. płk.
Jerzemu Rutce”.
Marian SMOLIGA
15
G³os Weterana i Rezerwisty
Październik
Artykuł zamówiony przez redakcję
MOJE WIDZENIE TARCZY
ANTYRAKIETOWEJ I NIE TYLKO
16
No i stało się. Ministrowie spraw zagranicznych USA i Polski, w obecności
naszych najwyższych władz, podpisali
umowę o instalacji elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej na słupskim lotnisku. Jeszcze tak do końca nie wiadomo,
czy na pewno dojdzie do jej budowy, bo do
rozwiązania jest jeszcze wiele problemów
prawnych. Jeszcze nie ma pewności, czy
po wyborach prezydenckich w USA nowe
władze utrzymają tę decyzję. Ale pierwszy
krok został zrobiony.
Prywatnie nie jestem zwolennikiem
tarczy, bo nie jestem przekonany, czy
wpłynie ona na zwiększenie naszego
bezpieczeństwa, czy będziemy tylko
narzędziem w rękach dużego, choć
przyjaznego mocarstwa.
Na początku rozmów o tarczy jej lokalizację przewidywano na lotnisku Zegrze
Pomorskie (2 km od naszego osiedla
Rosnowo). Po wyborze miejsca w Redzikowie odetchnąłem z ulgą (bliższa koszula
ciału), ale żal mi również moich przyjaciół z
byłego 28 plm w Słupsku. Znam to lotnisko
z dwuletniej służby w latach osiemdziesiątych. Ma ono najlepszą infrastrukturę
w Polsce: specjalnie utwardzany pas
startowy (dla MiG-23), drogi kołowania,
stanowiska dla samolotów, kilka hangarów, schronohangary oraz wiele wartościowych obiektów koszarowych. Wszystko
to mogłoby służyć lotnisku cywilnemu,
jeśli nie przeszłaby w obce ręce, nawet
jeśli są to ręce sojusznika. Jeśli powstanie
tarcza, to zabiegi władz samorządowych
o otwarcie tak bardzo potrzebnego na
środkowym Wybrzeżu lotniska cywilnego
nic nie dadzą.
Po podpisaniu umowy dzwoniłem do
przyjaciół z Redzikowa, aby się dowiedzieć, jak się czują obdarowani amerykańskim prezentem. Jest tak, jak się
spodziewałem: większość społeczeństwa
jest przeciwna takiej lokalizacji, części jest
to obojętne, ale są też entuzjaści tarczy
– handlowcy i usługodawcy. No cóż,
naiwność ludzka jest jak miłosierdzie boskie – niczym nieograniczona. A przecież
już dużo wcześnej Amerykanie w czasie
wizyty w Redzikowie (jak twierdzi moja
rozmówczyni) zgłosili zapotrzebowanie
na dwa obiekty: agencję towarzyską i
ewentualnie szkołę. Z resztą poradzą
sobie sami, tak jak we wszystkich bazach
na zachodzie Europy.
Według opinii kolegi z Zarządu Rejonowego ZBŻZiORWP w Słupsku, następuje stopniowe zobojętnienie słupskiego
społeczeństwa na problem tarczy. Przed
podpisaniem umowy nikt nie informował
społeczeństwa miasta i osiedla o tarczy
i związanych z nią problemach, teraz
stoją tam wozy transmisyjne, a redaktorzy szukają chętnych do wypowiedzi
na temat, który do końca nie jest jasny.
Ostatnio o tarczę wypytywano małe dzieci
(!). Absurd.
Do czasu podpisania umowy centralne
władze nie pofatygowały się na spotkanie
z tzw. ludem (planowana wizyta pani C.
Reis, premiera D. Tuska i min. R. Sikorskiego została odwołana). Dopiero
po fakcie podpisania umowy o umiejscowieniu tarczy w Redzikowie pan premier
roztoczył przed słupczaninami tak piękną
wizję rozwoju miasta i osiedla, że aż żal
bierze, że ta cudowna tarcza nie zmieściła się na naszym lotnisku, tj. w Zegrzu
Pomorskim. A mnie się jednak wydaje,
jak również z wielu moim przyjaciołom,
że oprócz planowanych zysków planować
trzeba również straty. Nikt mi nie wmówi,
że położenie tarczy w odległości 4 km od
kilkudziesięciotysięcznego miasta jest
bezpieczne. Mieszkańcy osiedla będą
niemal na tarczy. Wygląda na to, że będą
żywą tarczą dla tarczy antyrakietowej.
Mieszkańcy mojego osiedla – Rosnowa, położonego 70 km od Słupska, w
pełni podzielają obawy naszych przyjaciół z Redzikowa w następujących
kwestiach:
– zostanie zmarnowany tak piękny
obiekt lotniskowy, tak cenny dla środkowego Wybrzeża;
– jaką rekompensatę za lotnisko przewidują władze centralne i nasz sojusznik;
– czy tarcza zwiększy realnie nasze
bezpieczeństwo, czy wręcz odwrotnie,
wzrośnie zagrożenie, np. terroryzmem;
– czy tarcza nie spowoduje rosyjskiego
odwetu, Rosjanie bowiem nie wierzą w
czystość intencji Amerykanów i wiele osób
podziela ich niewiarę;
– próba „grania na nosie” drugiej potędze militarnej świata (niestety, naszego
sąsiada) może skończyć się dla nas
tragicznie;
– są obawy, że Amerykanie dogadają
się z Rosjanami ponad naszymi głowami
i obejdzie się bez tarczy, a nam pozostanie niesmak, żal do sojusznika i zadra w
stosunkach z Rosją.
Nam potrzebna jest mądra i elastyczna
dyplomacja, a nie potrząsanie szabelką,
bo mówiąc obrazowo, znajdujemy się – jak
często w naszej historii – między dwoma
młyńskimi kamieniami i niech tylko któryś
„z kamieni” drgnie w niewłaściwą stronę, to
nie tylko będziemy mieli niechcianą mąkę,
ale będzie to mąka z nas samych.
A nasza dyplomacja, zwłaszcza ta
prezydencka, w kontaktach z Rosją nie
wróży nic dobrego. Pan prezydent Lech
Kaczyński realizuje wyłącznie politykę
www.gwir.pl
swego ugrupowania – PiS-u (ogłosił to w
meldunku w dniu wyboru na prezydenta i
potwierdził w kolejnym meldunku złożonym w dniu podpisania o tarczy). Czy jest
więc prezydentem całego narodu? A jeśli
tak, to tylko formalnie.
Mimo braku cieplejszych uczuć do
pana prezydenta, trzeba zgodzić się z
jego zdaniem, że z Rosją trzeba rozmawiać bez uniżoności, lecz konkretnie
i stanowczo, może nawet twardo. Ale, na
miłość boską, nie straszmy niedźwiedzia,
że będziemy walczyć, choć nie bardzo
wiadomo o co i czym, bo przecież „miszki”
gołymi rękami się nie pokona. Nawiasem
mówiąc, NATO na prezydencką wojnę
jakoś się nie wybiera.
Z uznaniem należy przyjąć nasze
poparcie dla Gruzji, ale organizowanie
antyrosyjskiej krucjaty państw Europy
Środkowej bez porozumienia z Unią Europejską to chyba posunięcie zbyt daleko
idące. Jak widać, Rosja (na razie w Gruzji)
lekceważy wszystkie napomnienia naszego prezydenta, a także Unii, USA i NATO,
brutalnie łamiąc porozumienie wynegocjowane przez prezydenta Sarkozy’ego. Sytuacja więc staje się bardzo niebezpieczna. Dążąc do odbudowy imperium Rosja,
obrała kierunek konfrontacyjny. Oby w
porę udało się te tendencje zahamować.
Tym bardziej więc nasza polityka zagraniczna nie może być awanturnictwem
politycznym. Może wzorem jest bardziej
realistyczna polityka zagraniczna rządu i
premiera Tuska?
I na koniec jeszcze jeden problem
– ogromny i bolesny; Afganistan. Pozwolę sobie przypomnieć czytelnikom
„GWiR”, że w nr. 6 z 2006 r. napisałem o
moich obawach, że wojna w Afganistanie
przynieść może nam wyłącznie ogromne
straty. Niestety, tak się właśnie dzieje.
Coraz częściej płynie polska krew, giną
młodzi ludzie. Być może w tych tragediach
swój udział mają „specjaliści” od weryfikacji
WSI, pozbawiając nasze wojsko służb
wywiadowczych.
Coraz więcej prawdziwych specjalistów mówi o niemożliwości wygrania wojny
w Afganistanie, nawet siłami dużo większymi niż obecnie tam wysłane. A nasze
władze zamiast wycofać lub przynajmniej
ograniczyć polski kontyngent, planują jego
zwiększenie, bo przecież to SPRAWA NASZEGO POLSKIEGO HONORU. Tak jak
Monte Cassino” „tam Polak z honorem brał
ślub”. Tylko co martwym po honorze?
Honorowe śluby składaliśmy bardzo
często: we wszystkich powstaniach narodowych, w Powstaniu Warszawskim (200
tys. ofiar), w bitwach pod Monte Cassino
i Lenino, na wszystkich frontach II wojny
światowej. A może już dość mogił, nad którymi modlimy się i w zadumie podziwiamy
poległych bohaterskich rodaków, gdy w tym
czasie inne narody (bez honoru) bogacą się
i żyją coraz dostatniej? Bądźmy honorowi
i dumni, ale nie za wszelką cenę.
Józef KOZŁOWSKI
www.gwir.pl
Październik
G³os Weterana i Rezerwisty
poglądy opinie
STRONNICZE UPROSZCZENIA
21 sierpnia minęła 40. rocznica wkroczenia w 1968 r. do ówczesnej Czechosłowackiej Republiki Socjalistycznej wojsk
państw członkowskich Układu Warszawskiego, do którego i ona sama należała.
W operacji uczestniczyło około pół miliona
żołnierzy. Różne media w ówczesnej Polsce
informowały o 450 do 600 tysięcy żołnierzy
biorących w niej udział. Byli to głównie żołnierze armii ZSRR, a także Bułgarii i Węgier
oraz 25 tysięcy Polaków. Podający te liczby
twierdzą, że trudno ustalić dokładną ich
wielkość, ale nie to jest najważniejsze.
Powody wejścia tych wojsk oraz ich liczba, a także pancernych kolumn na zdjęciach
zamieszczanych w gazetach robią przykre
wrażenie. Oczekiwano, że rocznica tego
wydarzenia będzie okazją do dokonania
oceny jego przyczyn. Niestety, nazwane
przez dowództwo UW operacją „Dunaj, nie
doczekała się głębszej analizy. Ukazały
się jedynie uproszczone, stronnicze, poniekąd o odwetowym charakterze.
Przykładem „Gazeta Reporterów” z
18 sierpnia 2008 r. – dodatek do „Gazety
Wyborczej” – która opublikowała pod szokującym tytułem „Nasz wstyd – jak okupowaliśmy Czechosłowację”, rozmowę Piotra
Lipińskiego z pułkownikiem (w stanie
spoczynku) Janem Gazarkiewiczem. W
stopniu kapitana, dowodząc stuosobowym
pododdziałem łączności, uczestniczył w
rzeczonej interwencji w Czechosłowacji. Poinformował, czym się zajmował i jak odnosili
się Czechosłowacy do polskich żołnierzy.
– Oczywiście nieprzyjaźnie.
W wypowiedziach płk. Gazarkiewicza
można się dopatrywać pewnych uproszczeń
odnośnie do ówczesnej sytuacji w Wojsku
Polskim; indoktrynacja zaś – zwłaszcza
w sytuacjach szczególnych – jest prowadzona we wszystkich armiach na świecie.
Najważniejsze wszelako, o czym powiedział
w rozmowie, jest to, że nie czuł się okupantem. Podważył tym samym epitet używany
powszechnie w subiektywnych ocenach
tego wydarzenia.
Pojęcie „okupacja” oznacza co innego
niż owa operacja wojskowa, którą – mimo
wszystko – trzeba postrzegać przez pryzmat czasu, przestrzeni oraz politycznych
uwarunkowań. Nie czuli się okupantami
także wszyscy polscy żołnierze uczestniczący w tej przykrej operacji „Dunaj”.
Żołnierze czechosłowaccy – przypomniał J.
Gazarkiewicz – nie stawiali oporu. Dziękuje
im za to. A może mieli takie ciche polecenia
swoich przełożonych. Nie mieli możliwości
skutecznej obrony, uniknęli zatem zbędnego rozlewu krwi.
Piotr Lipiński, dywagując na temat tej
operacji, porównał ją bezpodstawnie z
zajęciem przez Polskę Zaolzia w 1938 r.
Dokonano wówczas „rozbioru Czechosłowacji ramię w ramię z Hitlerem”. O Zaolzie
toczyły się sąsiedzkie spory polsko-czechosłowackie od zarania II RP. To jednakże
zaledwie mały skrawek ziemi ówczesnej
Czechosłowacji. „Równoważące” niejako
porównywanie go z całym jej ówczesnym
obszarem, który opanowały nazistowskie
Niemcy, jest brakiem wyobraźni, a może
i wiedzy? Zajęcie Zaolzia to w odczuciu
publicznym rzeczywiście wstydliwa sprawa.
Wszelako inny można dostrzegać w niej
kontekst narodowościowy i polityczny. A co
na to p. Lipski, że po zajęciu Zaolzia rozpoczęto w II RP dyskretne przygotowania do
utworzenia Legionu Czechosłowackiego do
walki z Niemcami.
W podsumowaniu rozmowy p. Lipińskiego z J. Gazarkiewicem jest stwierdzenie, że
Władysław Gomułka poparł owo wejście
wojsk do Czechosłowacki, choć w istocie
była to interwencja stabilizacyjna, a nie
okupacja Lipiński ocenił też nieściśle, że
była to „największa inwazja w Europie”.
Podał również, że uczestniczyli w niej
żołnierze Narodowej Armii Ludowej NRD.
Żołnierze ci mieli uczestniczyć w niej, ale
zrezygnowano z ich udziału i to głównie za
sprawą W. Gomułki; pozostać mieli tylko
oficerowie łącznikowi. Manipulacja czy brak
w obu przypadkach rzetelnej wiedzy.
Podobne krytyczne treści dotyczące
rzeczonej operacji ukazały się w „Gazecie
Wyborczej” 21 sierpnia bieżącego roku. No
bo akurat okrągła 40. rocznica. Informacje
rzeczowe, ale bez uwzględnienia okoliczności. Przebiła wszystkich wypowiedź w tej
gazecie niejakiego Andrzeja Krawczyka,
że „to PRL zdusił Czechosłowaków”. Jakby
nie dostrzegał udziału innych armii, zwłaszcza wielokroć liczebniejszych oddziałów
Armii Radzieckiej.
Często odnosi się wrażenie, że niektórzy krytykujący, zawzięcie i stronniczo Polską Rzeczpospolitą Ludową, jakby chcieli
odciąć się od swoich korzeni – od przodków,
od ich win o różnym, także ideowym podłożu, oraz od środowiskowo-solidarystycznych skłonności, zwłaszcza z pierwszej
dekady ludowej Polski.
Operacji „Dunaj” nie można rozpatrywać
bez oceny ówczesnej sytuacji politycznej
nie tylko w Europie, ale i w świecie, również
w Polsce, zwłaszcza w drugiej połowie lat
sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Trwała
zimna wojna. Była to, ogólnie rzecz biorąc,
konfrontacja przeciwstawnych wizji
świata: socjalistycznej – motywowanej
również, choć nie powszechnie, komunistyczną utopią oraz kapitalistycznej – ukazywanej w jej neoliberalnym obrazie. Przede
wszystkim zaś była to rywalizacja między
ZSRR a USA o dominację w świecie. Jej
istotną cechą był zbrojny pokój, ciągle
jednak istniała groźba przekształcenia się
tego pokoju w orężną konfrontację.
Oba mocarstwa odgrywały czołową rolę
w przeciwstawnych blokach militarnych:
USA w powstałym w 1949 r. NATO; ZSRR
natomiast w powołanym 6 lat później UW.
To rzutowało na charakter tych sojuszy.
Układ Warszawski jednakże urealniał
w okresie PRL – obok gwarancji władz
ZSRR – nienaruszalność polskiej granicy
zachodniej na Odrze i Nysie Łużyckiej. A
miało to wówczas dla narodowych interesów
Polski nadrzędne znaczenie. Rzutowało
zarazem na układy polsko-radzieckie.
Niejako substytutem owego zbrojnego
pokoju w okresie zimnej wojny, która trwała
ponad pół wieku, była permanentna wojna
psychologiczna. Według amerykańskiego
specjalisty A. Linebargera (zdanie zaczerpnięte z książki wydanej w 1954 r. w USA):
„wojna psychologiczna jest zastosowaniem
przeciwko nieprzyjacielowi propagandy
łącznie z takimi środkami działania natury
wojskowej, ekonomicznej i politycznej,
jakie potrzebne są dla jej uzupełnienia.
Mogą one zastępować działania zbrojne
lub im towarzyszyć w celu pognębienia
przeciwnika, także dla pozyskiwania jego
ludności”. Poczuwający się zatem w PRL
do odpowiedzialności za losy Polski śledzili z niepokojem i reagowali na rzeczone
akcje ideologicznej i psychologicznej konfrontacji.
Począwszy od lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, zwiększyła się rola RFN
w NATO, jej sił zbrojnych – Bundeswehry.
Rządy Niemiec Zachodnich aż do grudnia
1970 r. nie uznawały oficjalnie kompensat
terytorialnych przyznanych Polsce w 1945
r. w Poczdamie – na konferencji wielkich mocarstw koalicji antyfaszystowskiej – kosztem
pokonanych nazistowskich Niemiec. Były
to kompensaty za straty wojenne. Działały
wówczas w RFN liczne, nieprzyjazne Polsce
organizacje przesiedleńcze.
W latach sześćdziesiątych burzliwego
XX wieku istniało w świecie kilka ognisk
zapalnych, wojen per procura. Na tle zimnej wojny mogły przerodzić się w szerszy
konflikt, nawet o zasięgu światowym. Różne
polityczne i psychologiczne przejawy wrzenia dało się zauważyć również w Europie
– na zachód od Łaby. Niepokoje społeczne
na różnym tle, zwłaszcza społecznym,
pojawiały się również w krajach realnego
socjalizmu. Przykładem „Praska wiosna”
oraz wydarzenia marcowe w Polsce. Idea
socjalizmu wyczerpywała bowiem swoje
kreatywne możliwości. Próby jej zmiany
podjęte w Czechosłowacji zaniepokoiły
kierownictwo ZSRR oraz innych państw
członkowskich UW – ze względów geopolitycznych, ale także socjologicznych.
Tych kontrowersyjnych wydarzeń 1968
r. w Polsce czy w Czechosłowacji nie można postrzegać w oderwaniu od ówczesnej
międzynarodowej sytuacji. Toczyły się
wówczas terytorialne spory między
Izraelem a Egiptem. Oparciem dla Izraela
były USA, dla Egiptu zaś ZSRR. W 1967 r.
wybuchła wojna na Synaju między Egiptem
a Izraelem. Wojska egipskie zostały pobite.
Była to również i prestiżowa konfrontacja
między USA a ZSRR, który poniósł w niej
ideową porażkę. Trwała zimna wojna z jej
nieodłączną wojną psychologiczną.
Wydarzeniom marcowym w Polsce
1968 r., obok ich przyczyn społecznych,
przypisywano również cechy nacjonali-
17
G³os Weterana i Rezerwisty
styczne i syjonistyczne. Zostały one przez
władzę opanowane. Charakterystyczne,
że były niemal równoczesne z „praską
wiosną”: te w Czechosłowacji doprowadziły
do interwencji wojskowej państw UW. Motywy i przebieg tych działań opozycyjnych
w Polsce i w Czechosłowacji nagłaśniały
stosowne ośrodki w krajach NATO.
Władze Polski były szczególnie zainteresowane stabilizacją pokojową w Europie.
W drugiej połowie lat sześćdziesiątych
nastąpiło bowiem zbliżenie między PRL a
RFN, dotyczące uznania przez rząd Niemiec
Zachodnich polskiej granicy zachodniej.
Niepokoje polityczne w Polsce i w
Czechosłowacji – ich reperkusje w innych
krajach mogły spowodować, że kanclerz
RFN Willi Brandt nie przyjechałby do Polski
w grudniu 1970 r., a zatem nie zostałaby
uznana wówczas przez Niemcy Zachodnie
polska granica zachodnia na Odrze i Nysie
Łużyckiej. Istniejąca wówczas NRD uznała
tę granicę już w 1950 r. Zatem uznanie tej
Październik
granicy przez RFN miało dla Polski nadrzędne znaczenie. To szczególnie istotna
przyczyna udziału Wojska Polskiego w
operacji „Dunaj”.
Interwencja stabilizacyjna w Czechosłowacji wojsk państw UW spotkała się
z dużym potępieniem zwolenników, a
zwłaszcza uczestników opozycyjnych „wydarzeń marcowych” w Polsce. Formy i treści
tych rocznicowych bolesnych wspomnień,
zamieszczanych w publikatorach, noszą,
niestety, ahistoryczne, także wobec PRL,
egoistyczne, stronnicze cechy. Brak w nich
obiektywnej, rzeczowej oceny.
Udział polskich żołnierzy w operacji
„Dunaj” w ramach UW nasuwa pytanie,
jak oceniać współcześnie polskich żołnierzy uczestniczących, również obok
sił innych państw NATO, w misjach stabilizacyjnych i pokojowych, na przykład
w Iraku i Afganistanie. A w sojuszu tym
dominuje USA. Ciekawe, jak postrzegają
to współcześnie i jak będą postrzegać w
wspomnienia
o lenino – Ku pamięci
Zbliża się 65. rocznica bitwy pod Lenino.
Bojowego uderzenia żołnierzy odradzającego
się na Wschodzie Wojska Polskiego w niemieckiego okupanta. Bitwa ta to początek wyzwalania zniewolonej Ojczyzny. Dokonała tego 1
Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki pod
dowództwem gen. bryg. Zygmunta Berlinga,
w składzie radzieckiej 22 Armii gen. Wasilija
Gordowa.
Kim byli kościuszkowcy wyczerpująco wyjaśniłem w opublikowanych artykułach („Polsce
Wierni” i „Głos Weterana i Rezerwisty” nr 10 z
2007 r. oraz w „Gazecie Polskiej” nr 43 (744) z
24 października 2007 r.).
Teraz pragnę przypomnieć niektóre ważne wydarzenia dotyczące pomocy ZSRR
w organizowaniu Dywizji, także późniejsze
współdziałanie na polu walki. Mówiąc o pomocy, trzeba przypomnieć, że łupy wojenne Armii
Czerwonej po napaści na Polskę 17 września
1939 r., jak również wartość kilkuletniej katorżniczej i darmowej pracy w łagrach Sybiru
setek tysięcy deportowanych Polaków z całą
pewnością przekraczały koszt wyposażenia
formowanej dywizji.
Pominę uwarunkowania polityczne, zwłaszcza tragedię katyńską oraz wyprowadzenie
armii przez gen. Władysława Andersa na Bliski
Wschód, ograniczę się tylko do osobistego zdania, że wyprowadzenie około 60 tys. polskich
żołnierzy gotowych do walki w czasie ciężkich
walk na froncie wschodnim nie wyszło Polakom
na dobre. Zemściło się później – wyszło na
naszą niekorzyść. Tę sprawę, połączoną z
tragedię katyńską, jako bardzo ważną i bolesną
należało – mimo wszystko – odłożyć na okres
powojenny.
Przypomnę, że natychmiast po opuszczeniu granic ZSRR przez wojska gen. Andersa
Polakom pozostałym na Syberii, a zdolnym do
służby wojskowej, polecono przyjąć obywatelstwo radzieckie. Jakie były tego skutki, nie
trzeba wyjaśniać.
Kto odmówił został natychmiast zamknięty w więzieniu („turmie”). Uprzedzano o tym. W
więzieniu, w szczególnie ciężkich warunkach
18
przeszliśmy przysłowiowe piekło na ziemi. Wielu
naszych rodaków jednak nie przeżyło.
Na początku maja 1943 r. ogłoszono w
prasie komunikat, że rząd radziecki wyraża
zgodę – na prośbę tzw. Związku Patriotów
Polskich – na sformowanie polskiej jednostki
wojskowej. Akces Polaków, rozrzuconych na
nieludzkiej ziemi, do formującej się dywizji nie
był wymuszony. Natomiast wszyscy – włącznie
z przebywającymi w więzieniach – zostali objęci
„amnestią”, by mogli wstąpić do organizującego
się polskiego wojska. Wśród amnestionowanych z więzienia byłem ja i mój brat Janek.
W tym miejscu podkreślam z naciskiem, że
wyjazd do formującej się w Sielcach nad Oką 1
Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki był
jedyną okazją do wyrwania się z nieludzkiej
przeklętej ziemi (gdzie mieliśmy po prostu umierać). Był też szansą na uratowanie naszych
rodzin oraz pozostałych w łagrach rodaków.
Chcę przypomnieć mało znane warunki
współdziałania radzieckich i polskich jednostek wojskowych podczas działań bojowych
oraz sposób traktowania nas przez niektórych
radzieckich dowódców.
W procesie organizowania, szkolenia i
wyposażania oddziałów naszej dywizji nie było
odczuwalnych trudności. Przyrzeczenia Stalina
dane Berlingowi podczas pierwszego spotkania 15 maja 1943 r. w sprawie organizowania
jednostek WP w ZSRR zostały dotrzymane.
Oczywiście nie za darmo, bo „w polityce sentymentów nie było, nie ma i nie będzie, o czym
Zygmuncie Michajłowiczu musicie pamiętać”
– stwierdził na zakończenie spotkania Stalin.
Natomiast po wyruszeniu 31 sierpnia 1943
r. na front ta w zasadzie dobra dotychczas
współpraca zaczęła się psuć, co dla nas polskich żołnierzy miało tragiczne skutki.
Wymienię kilka przykładów.
Program szkolenia przybyłych do Sielc
kandydatów na przyszłych zwycięzców – żołnierzy kościuszkowskiej dywizji – przewidywał
realizację tego procesu od około 15 czerwca
do 15 września 1943 r. Wyjazd dywizji na
front nastąpił już 31 sierpnia 1943 r. Z tego
www.gwir.pl
przyszłości Irakijczycy bądź Afgańczycy.
Byłoby dobrze, aby Polacy oceniali takie
sytuacje ze stosowną rozwagą.
Zbigniew A. CIEĆKOWSKI
SŁOWO
PUŁKOWNIKA
JANA GAZARKIEWICZA
Dzięki uprzejmości redakcji „GWiR”
miałem możliwość przeczytania powyższego tekstu pióra Zbigniewa Ciećkowskiego. Nawet rozmawiałem z Nim na ten
temat. Wszystko się zgadza, tylko proszę
zauważyć w jakiej roli występowałem w
Czechosłowacji, ja, oficer liniowy, a z jakiej
pozycji zajmuje dziś głos na ten temat Pan
komandor? Myślę, że jest zasadnicza różnica w tym, co robiliśmy, a oceną wydarzeń
sprzed 40 laty.
Z poważaniem
Jan Gazarkiewicz
który nigdy nie czuł się i nie czuje
okupantem Czechosłowacji
powodu nie został zakończony. Nie omawiano
zagadnień współpracy na polu walki. Szkolenie
planowano dokończyć w strefie przyfrontowej,
do której przybyliśmy pod koniec pierwszej
dekady września. Rozmieszczono nas w rejonie na zachód do Wiaźmy, o około 200 km
na wschód od linii frontu, i podporządkowano
dowódcy Frontu Zachodniego. Natychmiast
rozpoczęło się intensywne szkolenie taktyczne,
by zrealizować przede wszystkim najważniejsze tematy. Jednak po kilku dniach dowódca
dywizji otrzymał od dowódczy frontu gen.
Sokołowskiego rozkaz, by 23 września 1943
r. o godzinie 17.00 czoło pierwszej kolumny
marszowej dywizji weszło na „warszawskoje
szose”, rozpoczynając przemarsz w strefę
frontu w tempie 20-30 km w jedną noc. Marsz
był bardzo uciążliwy ze względu na złą pogodę
– deszcz i chłód. Wymarsz – w formie alarmu
bojowego – zawsze następował z nastaniem
zmroku, a skoro świt – ucieczka do lasu. Tam,
żeby odpocząć, trzeba było przygotować sobie
obozowisko.
6 października 1943 r. weszliśmy w strefę
działań 10 Gwardyjskiej Armii gen. Suchomlina, któremu rozkazem dowódcy frontu została
podporządkowana nasza dywizja.
Po zapoznaniu się gen. Baerlinga z dowódcą Armii (a było do 7 października 1943 r.)
nadszedł wkrótce nowy rozkaz dowódcy frontu,
nakazujący – natychmiastowym i forsownym
marszem na przełaj, około 40 km po bezdrożach i wertepach wzdłuż linii frontu, w zasięgu
działań lotnictwa niemieckiego – wejść w skład
sąsiedniej 33 Armii gen. Gordowa.
Było to cztery dni przed mająca nastąpić bitwą.
Nie ma potrzeby wyjaśniać – zwłaszcza
wojskowym – jak w tym momencie poczuł się
gen. Berling. Dywizja pokonała około 200 km
do strefy frontu bez odpoczynku i miała teraz
natychmiast „biegiem” przebyć 40 km.
14 tys. żołnierzy maszerujących w ciągu
dnia z pełnym obciążeniem znalazło się w zasięgu oddziaływania niemieckich samolotów, które
mogły w każdej chwili nadlecieć. Było to bardzo
niebezpieczne, ryzykowne i karygodne.
W dniu, w którym po marszu na przełaj (7
października) znaleźliśmy się w strefie działań
www.gwir.pl
33 Armii, gen. Gordow zarządził odprawę
podległych mu dowódców związków taktycznych. Postawił zadania bojowe do wykonania
w mającej nastąpić 12 października operacji.
Wiedział przy tym że podległy mu gen. Berling – dowódca dywizji, która ma walczyć na
głównym kierunku działań armii, nie może być
na odprawie!
Gdy pod koniec odprawy gen. Berling zjawił
się jednak i zameldował swoje podporządkowanie oraz trudności z przybyciem na odprawę,
usłyszał z ust Gordowa „delikatny” epitet, a po
nim rozkaz bojowy dotyczący natarcia podległej
mu 1 Dywizji. Gdy skończył, Berling poprosił go
o informacje na temat zadań sąsiednich dywizji.
Gordow odesłał go do dowódców tychże. Napytanie, w jakim stopniu rzeka Miereja stanowi
przeszkodę dla ludzi, czołgów i armat, odpowiedź brzmiała: „rzeka ma twarde dno, nie jest
głęboka i nie stanowi poważnej przeszkody”.
Nie odpowiadało to prawdzie.
Wieczorem, na żądanie Berlinga, wpłynął
do sztabu dywizji rozkaz bojowy dowódcy armii
na piśmie, zawierający głównie informacje o:
przeciwniku stojącym przed frontem 33 Armii,
zadaniu ogólnym armii, pasie natarcia każdej
dywizji, głębokości natarcia, zadaniach dnia,
współdziałaniu w toku walki oraz o początku i
czasie trwania nawały ogniowej artylerii.
Dywizja przystąpiła do zajmowania – w
wyznaczonym miejscu – podstawy wyjściowej
do natarcia, do rozpoznania terenu i maskowania oraz szczegółowego omawiania zadania
bojowego i sposobu jego wykonania.
Nieoczekiwanie, ku ogromnemu zdziwieniu, wieczorem 11.10 gen. Berling otrzymał rozkaz ustny dowódcy armii (a po około godzinie
– pisemny), nakazujący przeprowadzenie siłą
jednego batalionu 12 października o godzinie
6.00 rozpoznania walką systemu obrony nieprzyjaciela. (Tego rodzaju rozpoznanie było
stosowane podczas wojny przez obie strony.
Przynosiło to określone rezultaty, jeżeli wypad
był dobrze przygotowany oraz pozwalały na
to warunki terenowe i pogoda. W panujących
wówczas warunkach w danym czasie i terenie
było to niedopuszczalne! Taki rozkaz mógł wydać wtedy dowódca nie tyle żądny wiadomości
o nieprzyjacielu, ile śmierci swoich żołnierzy).
Protest gen. Berlinga w tej sprawie u dowódcy armii nie odniósł żadnego skutku. Ten
rozkaz musiał był wykonany. Rezultat? Zadanie
nie osiągnęło zakładanego celu, bo osiągnąć
nie mogło, straty zaś były przerażająco duże.
Przypomnę w skrócie: atak 1 batalionu 1 pułku
nastąpił około godziny 6.00 12 października. Po
kilku salwach dywizjonu artylerii 1 pal 3 kompanie strzeleckie, wsparte rusznicami ppanc, i
ckm, ruszyły do natarcia. Stosunkowo sprawnie
i szybko sforsowały Miereję i zaatakowały na
wzgórzu nieprzyjacielskie okopy – pierwszą
transzeję, która oprócz tego, że była głęboka (2
m), była osłonięta zasiekami z kolczastego drutu i uzbrojona granatami przeciwko piechocie.
Z chwilą podejścia do zasieki na atakujących
spadł grad pocisków z ckm. Mimo to część
atakujących żołnierzy przedarła się i doszło do
walki wręcz w okopach. Ponieważ atakujący
nie mieli żadnego wsparcia, atak załamał się.
Ci, którzy wdarli się do okopów, zginęli lub zostali wzięci do niewoli. Ci, którzy nie sforsowali
drucianej zasieki wstrzymali atak, zaczęli się
okopywać na otwartej przestrzeni i czekali na
pomoc. Ranni – jeśli byli w stanie – wycofywali
się na tyły, a potrzebujący pomocy czekali....
nie wszyscy się doczekali. Gdy później, około
godziny 11.00 moja kompania, nacierając w
Październik
G³os Weterana i Rezerwisty
późniejszym ataku, przechodziła przez ten teren (w pierwszym ataku kompania moździerzy
nie brała udziału), widzieliśmy wielu rannych.
Jeden z nich – o zgrozo – prosił przechodzącego: „Kolego – dobij mnie!” To było straszne.
Zadanie rozpoznania walką nie powiodło
się. Straty batalionu wynosiły 2/3 stanu osobowego (zabici i ranni). Zginął dowódca mjr
Lachowicz. Po tym nieudanym ataku 1 batalionu oraz z powodu wciąż złej widoczności
nastąpiło przesunięcie czasu natarcia armii o
około 2 godziny. 12 października o godzinie
9.30 rozpoczęło się artyleryjskie przygotowanie
natarcia 33 Armii. W nawale artyleryjskiej brała
udział moja kompania moździerzy kalibru 82
mm. Posłaliśmy na niemieckie okopy łącznie
około 150 pocisków – po 3,5 kg każdy. Nawała
ogniowa zamiast godziny 45 minut trwała godzinę krócej. Po przeniesieniu ognia na cele
leżące w głębi obrony niemieckiej całą dywizja
ruszyła do ataku o godzinie 10.30.
Z trudem pokonaliśmy Miereję. Wbrew
informacjom Gordowa, rzeka miała muliste dno
– czołgi i armaty przeciwpancerne ugrzęzły w
niej. Pozbawieni osłony czołgów i dział przeciwpancernych, ruszyliśmy do ataku na niemieckie
pozycje. Podanie błędnej informacji o stanie
rzeki być może było zamierzone – bo nasz
atak bez ciężkiego sprzętu został poważnie
osłabiony. Nie mieliśmy też możliwości obrony przed niemieckimi czołgami. Zdobyliśmy
pierwszą transzeję i przesuwaliśmy się dalej,
w głąb obrony nieprzyjaciela. Zajęliśmy teren
na głębokość 1-2 km.
Tymczasem okazało się, że nasi sąsiedzi
(z prawej strony 42 i z lewej 290 dywizja (obie
radzieckie) nie ruszyli z miejsca co spowodowało, że dywizja miała odsłonięte skrzydła. My
natomiast z największym trudem zdobywaliśmy
teren, ponosząc ogromne straty. Wchodziliśmy w coraz głębszy „worek”, ostrzeliwani ze
wszystkich stron.
Sytuacja ta świadczyła o zbrodniczym w
skutkach wysłaniu do ataku polskiej dywizji bez
uprzedzenia jej dowódcy, że sąsiednie dywizje
radzieckie, przewidziane do zabezpieczenia
obu skrzydeł polskiego natarcia, nie zapewnią
tej osłony. Wysłanie do walki tak dużej jednostki
jak nasza dywizja bez zapewnienia jej osłony
ze strony sąsiadów było nie tylko złamaniem
elementarnych zasad współdziałania podczas
prowadzenia wspólnych działań bojowych. Było
w istocie informacją dla Niemców: „Polacy są
wasi”. Mimo tak skrajnie trudnej sytuacji nie
traciliśmy ducha walki, licząc na opamiętanie
sąsiadów i dowódcy armii.
Zdobyliśmy odcinek drugiej transzei. Byliśmy już 2-3 km w głębi obrony nieprzyjaciela,
ale tempo natarcia zostało zahamowane i w
końcu zostaliśmy zatrzymani.
Interwencja gen. Berlinga u dowódcy armii,
wzywająca sąsiadów do ataku, nie odniosła
skutku. Odpierając nieustannie kontrataki
przetrwaliśmy na zdobytym terenie do wieczora
następnego dnia – 13 października. Mimo tak
trudnej sytuacji dowódca armii pisemnym rozkazem wydanym wieczorem 13 października
nakazał nam wznowienie natarcia o świcie
następnego dnia.
To trzecie w ciągu jednej doby posunięcie, prowadzące do wykrwawienia lub
nawet całkowitego zniszczenia polskiej dywizji
wspólnymi radziecko-niemieckimi działaniami,
uświadomiła gen. Berlingowi, w jakim znalazł
się położeniu. Wznowienie ataku przez polską
dywizję bez wsparcia ze strony sąsiednich
jednostek czy artylerii 33 Armii na uprzedzone
i przygotowane wojska niemieckie byłoby zagładą 14 tys. żołnierzy. Poczuł ciężar ogromnej
odpowiedzialności. Nie miał nic do stracenia.
Interweniował (za pośrednictwem swojego
„stróża” – radzieckiego oficera łącznikowego
o nazwisku Żukow, przydzielonego mu przez
samego Stalina). Udało się.
Zamiast mającego nastąpić natarcia w
nocy z 13 na 14 października dywizja została
zluzowana przez radzieckie oddziały.
Jak dowiedzieliśmy się później, po kilku
dniach Niemcy powrócili na swoje pierwotne
zajmowane rubieże obronne. Nasz wysiłek
został zmarnowany.
Rezultat naszych dwudniowych zmagań
bez udziału sąsiadów był przerażający: 510
poległych, 1776 rannych, 652 zaginionych bez
wieści. Mój batalion poniósł ogromne straty. Poległo aż 217 żołnierzy z dowódcą, co stanowiło
1/3 stanu osobowego.
Pod koniec maja 1955 r. w Warszawie
gen. Berling opowiadał mi (pisze też o tym w
swoich pamiętnikach), że w odmienny, ale w
efekcie zmierzający do tego samego celu (wyniszczenia) „manewr” z 1 Armią WP stosował
marszałek Konstanty Rokossowski, któremu
armia ta podlegała operacyjnie.
Podczas pierwszego spotkania Rokossowskiego z gen. Berlingiem (i Aleksandrem
Zawadzkim), kiedy generał meldował swoje
podporządkowanie, marszałek wzniósł toast:
„Da zdrawstwujet sowietskaja Polsza”.
Zawiódł się, bo gen. Berling i A. Zawadzki odsunęli kieliszki.
Postscirptum
Szanowny Czytelniku!
Opisując ważne wydarzenia, sprawdzając
przy tym własną pamięć, sięgnąłem do lektury
przede wszystkim „Wspomnień” gen. Z. Berlinga oraz książkę obiektywnego, wybitnego
historyka p. Stanisława Jarczyńskiego pt.
„Zygmunt Berling” i do innych.
Wybrałem te, które dotyczyły mojego wojennego i wojskowego losu.
Jako uczestnik tamtych wydarzeń, 1 Pułku
Piechoty i 1 Dywizji Piechoty im. T. Kościuszki.
Myślę, że moje opracowanie jest potrzebne.
Mam przeświadczenie, że spełniam żołnierską i obywatelską powinność, zwłaszcza że w
ostatnim czasie o kościuszkowcach niektórzy
„działacze” czasowo siedzący na „wysokich
stołkach”, grzeszą niewiedzą, obrażają nas
i krzywdzą, porównując najwierniejszych
synów Ojczyzny do stalinowskich bojców.
Jest to bardzo niesprawiedliwe, to rzec można,
karygodne kłamstwo.
Rok 2007 był w Polsce „Rokiem gen. Andersa”. W tym samym czasie z mostu na Wiśle
„zdjęto” imię gen. Berlinga. Moim zdaniem,
jest to niepotrzebna, a nawet głupia polityczna
demonstracja. Nie chcę porównywać zasług
wobec Ojczyzny obu generałów – nie wiem wystarczająco dużo. Pragnę tylko skromnie jako
Polak, członek rodziny okrutnie maltretowanej
przez bolszewicki reżim, odsunąć na bok zawiłości polityczne i gen. Berlingowi serdecznie
podziękować, że dotrzymał danej nam obietnicy i wyprowadził z nieludzkiej ziemi do Ojczyzny
setki tysięcy żołnierzy i ich
rodziny – Polaków, którzy
tam mieli umrzeć. A to jest
wielki, żołnierski i patriotyczny czyn.
Cześć i chwała Mu
za to.
Edward TOCZEK
19
G³os Weterana i Rezerwisty
Październik
www.gwir.pl
historia
Foto: Jerzy Reinert
Najbliższa rodzina generała tylko dla „GWiR”
Nad pamiątkami
po Sikorskim
Minęło 65 lat od śmierci generała Władysława Sikorskiego, Naczelnego Wodza
i Premiera Rządu RP na emigracji w czasie
II wojny światowej. W tę smutną rocznicę pragniemy naszym czytelnikom, kombatantom, weteranom Wojska Polskiego, przypomnieć sylwetkę
oraz zasługi generała dla sprawy polskiej, także
i w trudnych latach ostatniej wojny. O generale
Sikorskim wyszło już sporo książek, często kontrowersyjnych publikacji. Co nowego można więc
pisać? Pominąwszy różne sensacje, które publikowane były przy różnych rocznicowych okazjach
i zapotrzebowaniach polityków. Marzyliśmy więc o
tym, by dotrzeć do jakichś pamiątek, zdjęć, listów,
oryginalnych wydań książek autorstwa generała,
dokumentów pisanych Jego ręką.
Wiedzieliśmy, że z najbliższej rodziny generała w Polsce, w Bielsku-Białej mieszka wnuczka
siostry generała pani Ewa Wojtasik, która w
1993 r. po sprowadzeniu prochów generała, jako
jedyna z rodziny brała udział w Jego uroczystym
pochówku na Wawelu. W dniach tegorocznej
rocznicy tragicznej śmierci, pojawiło się znów sporo sensacyjnych publikacji. Dominowały w nich
pytania: kto winien tej śmierci, kto był jej sprawcą,
kto zamordował? Panią Ewę nie od dziś denerwują takie sensacje. Było już kilka okazjonalnych
uroczystości poświęconych generałowi, gdzie jak
ocenia „forma górowała nad treścią”. A kiedy w
tym roku dotarły do niej wiadomości o ewentualnej
ekshumacji zwłok i sekcji mającej ustalić; czy nie
został zamordowany, skontaktowała się z krakowską kurią i oświadczyła, że wolałaby, ażeby ciało
wuja pozostawiono w spokoju.
Nie chcieliśmy więc w początkach lipca niepokoić pani Ewy, do której w dniach rocznicy ze
strony mediów docierało wiele propozycji spotkań,
wywiadów, wypowiedzi itp. I jak nam się zwierzała,
trochę to i przykro, bo tylko przy okazji takich zapotrzebowań, robi się w mediach nieco szumu wokół
generała. Byliśmy więc bardzo wdzięczni, że gdy
się wszystko nieco uspokoiło pani Ewa poświęciła
nam sporo czasu. Ale czy się uspokoiło? Spokoju
nie ma! Gdy w kilka dni po wizycie piszę te słowa, z radia dociera mnie informacja, że wczoraj
(3 września) katowicki oddział IPN wszczął śledztwo w sprawie śmierci gen. Władysława Sikorskiego. A nazajutrz czytam, że zdaniem prokuratorów
IPN „są przesłanki do postawienia hipotezy, iż
Sikorski zginął w wyniku spisku”. Przypominają mi
się słowa pani Ewy, która mówiąc o ekshumacji
tłumaczyła, że „jeżeli nawet uda się ustalić w jaki
20
sposób nastąpiła śmierć: morderstwo,
otrucie, sprowokowana katastrofa, bo
i takie były wersje, to przecież sekcja
szczątków generała nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie kto
był sprawcą tej śmierci. Zdaniem
pani Ewy w owym okresie (początek
drugiej połowy roku 1943) wszyscy
mogli być zainteresowani zejściem
generała ze sceny politycznej. Mówi
się, że Polakom należy się prawda, ale
niestety nie dojdzie się w ten sposób
do całej prawdy – wyraża swój pogląd
pani Ewa. Czytam też zdanie prof.
Tomasza Szaroty, historyka i znawcę epoki, który komentując decyzje
katowickiego IPN stwierdza, że „bez
dokumentów brytyjskich, śledztwo
w sprawie Sikorskiego jest bezsensowne. – Najważniejsze dokumenty
w sprawie śmierci generała nadal są
przez Brytyjczyków utajnione, a bez możliwości
ich wykorzystania bezsensowne jest wszczynanie
śledztwa w sprawie śmierci generała” (Trybuna
4.IX.08).
Wróćmy jednak do naszej wizyty u pani Ewy
Wojtasik. Przeglądamy zachowane zdjęcia rodzinne generała, listy do matki pisane w chwilach
przerw w walkach na froncie. Ostrożnie kartkuję
książki…Pani Ewa wyjaśnia nam: „W rodzinie
mojej mamy pozostało niewiele pamiątek po generale. To, co mama miała spłonęło w Powstaniu
Warszawskim wraz z całym domem. Nic też nie
ocalało z mieszkania moich rodziców. To zaś, co
było w domu generała i jego żony zapewne tylko
w niewielkim stopniu mogło przetrwać. Nie wiem,
co zdołali zabrać ze sobą w czasie ewakuacji na
Zachód. Na pewno wiele rzeczy zaginęło, zarówno w zrujnowanym domu generała, jak i mieszkaniu jego córki Zofii. Jakieś pamiątki ocalały w
mieszkaniu jej teściów u państwa Leśniewskich,
gdzie byłam kilkakrotnie z moją mamą. Pamiętam
stamtąd piękny portret Paderewskiego z dedykacją dla generała. To, co w tej chwili jest u mnie,
to pamiątki, które ocalały w Krakowie w domu
bratowej generała, doktór Heleny Sikorskiej.
Są to listy generała do różnych członków rodziny,
fotografie, jego książki z odręcznymi dedykacjami.
Są także przywiezione z Londynu dla mojej mamy
przez szwagra generałowej Sikorskiej podróżne
pantofle wuja, jego szczotka do ubrań i chusteczka. To wszystko.
Poprzedniego dnia, jadąc do BielskaBiałej przeczytałem w Gazecie Wyborczej
(30-31.08.08) reportaż z wizyty w londyńskim
Instytucie Sikorskiego. Są tam olbrzymie skarby, archiwa i dokumenty, które powinny być
własnością całego narodu. I jeśli nawet zostaną
w Londynie to, jak czytam, wymagają lepszej,
fachowej opieki, skatalogowania, skopiowania
akt, przepisania na współczesne nośniki itd. Ale
Instytut, działający jako prywatna instytucja, nie
chce takiej opieki. Nie chce też wydać naszym
archiwom i muzeom kopii, choć chcieliśmy za
nie płacić. Muzeum Powstania Warszawskiego,
zaproponowało skopiować materiały filmowe
i nawet zostawić za darmo Instytutowi jeden
komplet kopii. Otrzymało odpowiedź, że „w imię
honoru nie ma takiej możliwości”. A przecież
bez trudu otrzymujemy interesujące nas kopie
np. z Litwy i Białorusi…Reportaż zatytułowano
„Strażnicy świętej emigracji”, bowiem zachowanie kierownictwa tej placówki, przypo-
mina legendarnych rycerzy bractwa świętego
Graala strzegących wielkiej tajemnicy.
Pani Ewa, to wszystko, co posiada pragnie w przyszłości przekazać do Izby Pamięci w
stronach rodzinnych generała. Przypomnijmy
więc kilka kamieni milowych z Jego życiorysu.*
Urodził się w 1881 r. w Tuszowie Narodowym
pod Mielcem. Miał trzy lata, gdy zmarł mu ojciec.
Po śmierci matka przeniosła się do Hyżnego,
gdzie już dawniej mieszkała. Tu, państwo Jędrzejewiczowie, ziemianie, umieścili ją w małym
domku. Zarabiała na życie krawiectwem, czasem
zastępowała w dworze bonę. Władysław rósł
na rozgarniętego i przystojnego chłopca. Matka
wychowana przy dworze dała mu ogładę, która
wyróżniała go pośród wiejskich rówieśników.
Jednak ze swymi zarobkami nie mogła zapewnić
mu średniego wykształcenia. Po skończeniu
4 klas szkoły elementarnej, za radą państwa
Jedrzejewiczów, w 1898 r. został wysłany do
seminarium nauczycielskiego w Rzeszowie.
Dyrektor tej placówki, matematyk i fizyk, a z zamiłowania miłośnik literatury i filozofii, utalentowany
wychowawca i społecznik od razu zwrócił uwagę
na wyróżniającego się ucznia z Hyżnego. I podziwiając w nim wybitne zdolności wziął Władysława
do swego domu. Państwo Zubczewscy nie mając
własnych dzieci, wychowywali jak rodzoną córkę
adoptowaną sierotę Helenkę. I Władysława też
traktowali jak swego syna. W domu tym zbierała
się okoliczna inteligencja, dyskutowano, rozprawiano też o szansach sprawy polskiej u progu XX
wieku. Władysław przysłuchiwał się tym rozprawom. Pan Zubczewski wyjeżdżając do Lwowa,
gdzie obejmował dyrekcję również szkoły dla
nauczycieli, wziął ze sobą Władysława.
I tak we Lwowie, Władysław ukończył
ostatnią, ósma klasę gimnazjum i zdał maturę.
Rozpoczął studia na Politechnice Lwowskiej Tu
wciągnął się w ruch niepodległościowy i do prac
społecznych w różnych polskich organizacjach.
Odbył też roczną, obowiązkową dla maturzystów służbę wojskową, która otwierała drogę do
stopnia oficerskiego. Latem 1906 r. korzystając
z wakacji zgłosił się więc na ćwiczenia i uzyskał
stopień podporucznika rezerwy. Uważał, że
każdy Polak powinien wykorzystywać podobne
możliwości szkoleniowe armii zaborczych do
przyszłej walki o niepodległość. Kończąc studia
na Politechnice jednocześnie wykładał podstawy
taktyki piechoty na tajnych kursach organizowanych przez Polską Partię Socjalistyczną. Wśród
jego słuchaczy był Józef Piłsudski, od niedawna
zamieszkujący w Galicji, Kazimierz Sosnkowski, Aleksander Prystor, Walery Sławek i inni.
W 1908 r., po uzyskaniu dyplomu ukończenia
Politechniki, Sikorski, Sosnkowski, Kukiel i
inn. założyli organizację niepodległościową
Związek Walki Czynnej, której dowództwo
przekazano J. Piłsudskiemu. Rok później
Sikorski ożenił się z wspomnianą już Heleną,
córką państwa Zubczewskich. Młodzi wyjechali
do Leżajska, gdzie inż. Sikorski pracował nad
dolnym Sanem dokonując pomiarów związanych
ze zmianą koryta rzeki. Bo zmiany te wymagały
korygowania granicy austriacko-rosyjskiej.
W 1910 r. kierownictwo Związku Walki
Czynnej postanowiło wykorzystać poparcie
jakiego władze austriackie zaczynały udzielać
terytorialnym (dziś podobne nazywa się; pozarządowymi), organizacjom paramilitarnym i
założyło we Lwowie jawny już Związek Strzelecki. Takie możliwości wiązały się oczywiście
ze zmianą sytuacji politycznej w Europie i
stosunków pomiędzy zaborcami.
www.gwir.pl
Rok 1914, wybucha wojna. Sikorski powołany
został do austriackiego wojska ale polscy działacze polityczni wyreklamowali go. Zameldował się
więc u Piłsudskiego w Miechowie. Po nieudanej
wyprawie do Kielc władze austriackie zdecydowały wcielić „Strzelca” do pospolitego ruszenia.
Polscy działacze w Wiedniu wysunęli jednak ideę
utworzenia legionów polskich przy armii austriackiej. Pomysł Austriacy zaakceptowali. Powołano
też w Wiedniu Naczelny Komitet Narodowy
w którym Sikorski, w stopniu już podpułkownika,
objął szefostwo Departamentu Wojskowego. W
kolejnych latach wojny brał udział w wielu bitwach
jako dowódca liniowych oddziałów. Przeglądamy
z 1917 r. zachowane listy pisane do żony i matki.
Czytamy; „…dotychczas i w najbliższej przyszłości
nie będę mógł ruszyć się z frontu aż do definitywnego ukończenia wojny na tym odcinku, co
nastąpi za kilka tygodni. W ostatnich kilkunastu
dniach przechodziłem niezwykle ciężki okres walk
frontowych…”
Z początkiem wojny z Rosją bolszewicką
Sikorski, mianowany generałem brygady otrzymuje dowództwo grupy operacyjnej. Podczas odwrotu
spod Kijowa potrafił umiejętnie przejść od działań
defensywnych do ofensywnych przyczyniając się
walnie do zwycięstwa w słynnej bitwie warszawskiej. W 1922 r. po zamordowaniu prezydenta
Gabriela Narutowicza powierzono mu funkcję
Prezesa Rady Ministrów. Niektórzy twierdzą, że
piastując te stanowisko zapobiegł wojnie domowej. W latach 1924-1925 był Ministrem Spraw
Wojskowych. Później wskutek różnicy poglądów
na wiele spraw z Piłsudskim i jego obozem, skierowany został do Lwowa na dowódcę Okręgu.
Następnie, przeniesiony do dyspozycji Ministra
Spraw Wojskowych i do wybuchu wojny nie otrzymał już żadnej funkcji. W tym czasie dużo pisał.
Przeglądamy w mieszkaniu p. Wojtasik dzieło,
które wydano i we Francji pt. La guerre moderne
(Przyszła wojna – polski tytuł) z własnoręczną
dedykacją autora: „Drogiej bratowej dr. Helenie
Sikorskiej w hołdzie dla Jej pięknego charakteru,
Władysław, Warszawa 12 kwietnia 1935.”
Dopiero po klęsce wrześniowej we Francji
mógł zająć się organizacją polskich sił zbrojnych i emigracyjnych władz. Pokonywał przy
tym różne przeszkody stawiane mu przez obóz
polityczny byłego rządu sanacyjnego. Obóz ten
nie mógł mu też później wybaczyć porozumienia
ze Związkiem Radzieckim, utworzenia armii
polskiej na wschodzie i nawet uwalniania spod
nadzoru NKWD rodzin polskich wywiezionych z
okupowanych ziem.
W roku 1943 sprawa polska, na tle ówczesnej sytuacji politycznej w obozie aliantów była
trudna. Sikorski miał przeciwników nie tylko w rządzie polskim, stawał się niewygodnym również dla
zachodnich aliantów, którzy bez Armii Czerwonej
nie byli w stanie pokonać hitlerowskiej Rzeszy. A
Związek Radziecki, po odkryciu zbrodni katyńskiej i propozycji polskiej, ażeby sprawę zbadała
międzynarodowa komisja Czerwonego Krzyża,
zerwał stosunki z rządem RP na emigracji.
Dziś, niejednemu wydaje się to strasznym,
ale śmierć Sikorskiego była wtedy w interesie zarówno aliantów jak i Jego przeciwników w polskim
obozie. – Ale kto był jej sprawcą, tego nie wyjaśni
dziś ekshumacja i sekcja zwłok mojego wuja
– powtarza pani Ewa. Trzymam w ręku, niczym
relikwię, którąś z książek z autografem generała,
słuchając tych słów. Brzmią jak oczywista prawda.
Tak sądzi i wielu historyków. Ale niektórzy politycy
czują, że mogą przy wznawianiu starych hipotez
upiec swoją pieczeń. Czy akurat na takie dania
czeka dziś społeczeństwo?
Cezariusz PAPIERNIK
Październik
G³os Weterana i Rezerwisty
weterani a świat
Od Powstania
Warszawskiego do
Jana Pawła II czyli
Książka Wspaniała
Jest to książka, której nie waham się
określić inaczej jak tylko „rewelacyjną” i to
nie tylko dlatego, że w sposób wyniuansowany, a więc daleki od wszelkich uproszczeń, bierze w obronę Polskę Ludową w
okresie, kiedy obficie finansowane instytuty
starają się ją oczerniać czy wręcz wymazywać z ludzkiej pamięci. Uważam ją za
rewelacyjną w ogóle, ponieważ jest ona
taką dla każdego, kto albo żył w Polskiej
Rzeczypospolitej Ludowej albo z czystej
ciekawości chce o niej „wiedzieć więcej”.
To książką Eleonory Salwy-Syzdek, lewicowej pisarki, pt. „Była taka Polska” (Wyd.
Comandor, Warszawa, 2008).
Chciałbym zwrócić tu uwagę na trzy
sprawy o znaczeniu przełomowym dla
dziejów Polski jako CAŁOŚCI. Pierwsza
to sprawa Powstania Warszawskiego.
Pisząc o 60. rocznicy tego powstania w
2004 r., Salwa-Syzdek, we współpracy ze
Zbigniewem A. Ciećkowskim, stwierdza:
„Za sprawą skrajnej prawicy rocznica ta
stała się próbą udowodnienia karkołomnej tezy, że powstanie warszawskie
torowało drogę do III Rzeczypospolitej.
Niektórzy upowszechniali nawet pogląd,
korzystając również z kontrowersyjnej
książki Normana Daviesa, że ofiary jakie
w nim ponieśli Polacy – ponad dwieście
tysięcy uśmierconych powstańców i
mieszkańców stolicy, zniszczone miasto
– to cena, którą warto było zapłacić, aby
żyć w niepodległym państwie. Jednak III
Rzeczypospolita nie wyrasta z tej narodowej tragedii, a ze zdrowego rozsądku
Polaków i mądrych decyzji >>Rycerzy
Okrągłego Stołu<<, którzy korzystali z
doświadczeń klęsk i niepowodzeń ostatniego półwiecza”.
Tu Salwa-Syzdek i Ciećkowski nie
wahają się rzucić wyzwania Normanowi
Daviesowi, któremu nikt nie odbiera zasługi, że do świadomości Zachodu wprowadził
nareszcie Powstanie Warszawskie jako
ODDZIELNY FAKT HISTORYCZNY od
Powstania w Getcie Warszawskim w 1943
r. A przy okazji warto też powiedzieć, że
z własnych doświadczeń ze Stalinem,
spośród słynnych osobistości „londyńskich”, praktycznie tylko Anders wyciągnął wnioski, ostro krytykując Powstanie
Warszawskie. On, w przeciwieństwie na
przykład do generała Leopolda Okulickiego, który przecież też „na własnej
skórze” poznał praktyki Stalina w więzieniu
NKWD, wiedział, że Stalin nie tylko nie
pomoże Powstaniu i ewentualnie przyjazdowi do Warszawy Rządu Londyńskiego,
ale uczyni wszystko, żeby temu zapobiec.
Sprawa druga – to Jałta. Piszą Eleonora
Salza-Syzdek i Zbigniew A. Ciećkowski:
„Podobny spór, jak wokół powstania warszawskiego, toczy się również o ocenę
podjętych w Jałcie na początku 1945 roku
decyzji wielkich mocarstw. Odwołując się
do podjętych na tej krymskiej konferencji
postanowień polscy historycy i publicyści
prawicowi używają określenia „przekleństwo Jałty”. To prawda, że decyzje sformułowane w Jałcie doprowadziły do podziału
Europy, a Polska usytuowana została w
sferze radzieckich wpływów. Przywódcy
wielkich mocarstw zapowiadając w Teheranie, decydując w Jałcie i realizując
w Poczdamie koncepcję terytorialnego
podziału Europy, mieli na względzie przede
wszystkim własne interesy. Jednak zmiany
w Europie Środkowo-Wschodniej miały
także, w ich przekonaniu, (...) zmniejszenie
– o ponad 120 tysięcy kilometrów kwadratowych obszaru Niemiec” (by zapobiec
odrodzeniu się groźby wojny z ich strony).
I teraz wynik główny dla nas. „Z TEGO,
107 TYSIĘCY KILOMETRÓW KWADRATOWYCH PRZYPADŁO POLSCE”.
I to dzięki rządowi zwanemu „lubelskim”
– Tymczasowemu Rządowi Jedności narodowej – ZDECYDOWANIE POPARTEMU
W POCZDAMIE PRZEZ STALINA.
I wreszcie sprawa trzecia – Katyń. Tu
złóżmy wyrazy uznania osobiście pani
Eleonorze. To ona skierowała do Michaiła Gorbaczowa list, w którym napisała:
„Istnieje w dziejach naszych stosunków
złowrogie słowo >>Katyń<<... Wskutek
ujawnienia przez Niemców, w wiadomych
celach politycznych, odkrytych grobów
oficerów polskich w kwietniu 1943 r., w
świat poszła informacja o pomordowanych
w Katyniu wiosną 1940 r. przez NKWD
oficerach polskich. Lewica polska starała
się do czasu przyjmować w tej tragicznej
sprawie radziecki punkt widzenia, choć wymowa faktów była trudna do podważenia...
Jesteśmy winni społeczeństwu polskiemu
wyjaśnienie do końca tej wciąż ropiejącej
rany”. List datowany był 15 października
1986 słownie tysiąc dziewięćset OSIEMDZIESIĄTEGO SZÓSTEGO ROKU. A
więc wtedy, kiedy o prawdzie o Katyniu,
ujawnionej oficjalnie, tylko marzono.
I wreszcie sprawa ostatnia. Drobna?
Daj Boże. W rozdziale pt. „Kto pomógł
wybrać kardynała Wojtyłę na papieża?”,
Salwa-Syzdek odpowiada na to pytanie
podaniem nazwiska pewnego ogromnie
ważnego polityka z PZPR.
Sprawa wyglądała następująco.
1963 r. zmarł arcybiskup Eugeniusz Ba-
21
G³os Weterana i Rezerwisty
ziak, metropolita krakowski. Praktyka była
taka, jeszcze okresu II Rzeczypospolitej,
że Kościół przedstawiał
władzom swych kandydatów, a władze wskazywały tego, który był dla nich
do zaakceptowania. Tymczasem w tym przypadku, kolejne kandydatury
nie znajdowały zgody...
W pewnym momencie
dwaj działacze katoliccy, polityk Stanisław
Stomma i pisarz Jerzy
Zawieyski zasugerowali
prymasowi kardynałowi
Stefanowi Wyszyńskiemu, że jeżeli by przedstawił kandydaturę biskupa
Karola Wojtyły, to zostałaby ona przyjęta. W
tym momencie, Wojtyła
Październik
liczył sobie zaledwie 43 lata i Wyszyński,
uważając go za zbyt młodego na tak
ważną godność jak
metropolity krakowskiego, być może w
ogóle nie brał go pod
uwagę.
Rozszyfrujmy teraz, kto krył się pod
określeniem „ogromnie ważny polityk
PZPR”. Był nim mnie
ni więcej tylko... Zenon Kliszko, członek
Biura Politycznego i
najbliższy człowiek
Gomułki. Okazało
się, że Kliszko tak
samo lubił wędrówki
po szlakach tatrzańskich jak Wojtyła i
że spotykali się oni
www.gwir.pl
na tych szlakach po Październiku 1956
r., kiedy Gomułka doszedł do władzy. W
ten sposób, Wojtyła został arcybiskupem,
co mu dało możliwość otrzymania kapelusza kardynalskiego i wzięcia udziału w
konklawe w październiku 1978 r. Resztę
znamy.
A więc – Tylko tyle i aż tyle ze strony
Wspaniałej Pani Eleonory.
Zygmunt BRONIAREK
Książkę można nabyć
zamawiając ją u autorki
Eleonory Salwy-Syzdek
pisząc na adres
ul. Polna 18/20 m 78
00-625 Warszawa
lub dzwoniąc na numer
022 825 59 16.
Cena książki – 25 złotych + koszty przesyłki
Redakcja
PIOSENKA ŁAGODZI POLITYKĘ
W kilka godzin po zakończeniu tej
imprezy wymienialiśmy się wrażeniami.
-To były słowa, które odbieraliśmy jak
uznanie za naszą pracę, – oceniali
koledzy z Zarządu Wojewódzkiego w
Olsztynie. Bowiem pani Marta Gołąb,
popularna spikerka i redaktorka regionalnej TVP zapowiadając wraz z ppłk.
Markiem Krusiewiczem, występ reprezentacyjnego Zespołu Artystycznego
Wojska Polskiego, na zakończenie II
Międzynarodowego Festiwalu Piosenki
Żołnierskiej i Patriotycznej, podkreśliła,
iż Festiwal powstał z inicjatywy…Tu
wyraźnie i wolno wymieniła pełną nazwę
naszego Związku. I jak oceniali koledzy,
zapewne niejedna z osób siedzących
na widowni, słuchając tych słów, dowiedziała się o istnieniu naszej organizacji,
że takie piękne imprezy organizujemy
itd. A i każdemu z obecnych, związanych z naszą organizacją, było w tych
chwilach przyjemnie. Tym bardziej, że
artyści Reprezentacyjnego Zespołu
WP występowali w dużym, malowniczo
położonym amfiteatrze plenerowym, na
tle olsztyńskiego zamku. Pogoda w tę
niedzielę była przepiękna, toteż publiczność wypełniła amfiteatr do ostatniego
miejsca.
Oczywiście, występom artystów,
śpiewaków, baletu, chóru i orkiestry,
jak wszędzie towarzyszyły i tu ogromne
brawa. Konferansjerzy Zespołu wspomnieli także, że piosenka wojskowa
towarzyszyła naszym żołnierzom na
wszystkich frontach. Na zachodzie i na
wschodzie, przy wojskach amerykańskich, angielskich i radzieckich. Można
się jednak było spodziewać, że weterani
mieszkający w Olsztynie, a większość z
nich walczyła „na wschodzie”, usłyszą
choć jedną piosenkę, która towarzy-
22
szyła im w tamtych dniach. Szkoda, że
takiej im nie przypomniano. Ale poza tą
uwagą, broń Boże nie pretensją, występ
wszyscy ocenili na złoty medal, jako, iż w
tym czasie, na drugim końcu świata też
nasi zdobyli medale i akurat kończono
Olimpiadę.
Poprzedniego dnia, otwarcie Festiwalu i występy konkursowe miały
miejsce w dużej sali Centrum Edukacji
i Inicjatyw Kulturalnych. Patronat honorowy nad imprezą objął Jacek Protas,
Marszałek Województwa WarmińskoMazurskiego oraz gen. bryg. Zygmunt
Duleba, dowódca Pomorskiego Okręgu
Wojskowego. Patronat medialny: Telewizja i Radio Olsztyn, Gazeta Olsztyńska i
„Glos Weterana...”.
Na tegoroczny festiwal z obwodu
kaliningradzkiego Federacji Rosyjskiej
przyjechało 68 osób. W grupie sąsiadów
było 7 weteranów z ostatniej wojny i
dwie kobiety, które przeżyły oblężenie
Leningradu. Wojewódzka organizacja
ZBŻZiORWP z podobnymi stowarzyszeniami obwodu kaliningradzkiego
utrzymuje od lat dobre stosunki. Przed
tegorocznym festiwalem, w związku z
sytuacją w Gruzji, wielu się obawiało,
czy festiwal się odbędzie. W końcu i
słusznie przeważyła opinia, że jest to
impreza o charakterze artystycznym,
występują amatorzy. Nie można ich
zawieść i mieszać festiwalu z wielką
polityką. Tym charakteryzowały się również wszystkie oficjalne wystąpienia obu
stron. W rozmowach prywatnych było to
wręcz oczywiste. Tym bardziej, że wielu,
zarówno organizatorów jak i uczestników
festiwalu, zna się tu od dłuższego czasu,
goszczą się prywatnie, odwiedzają.
Wszak do granicy jest stąd tylko ok.
100 km, a do Kaliningradu jeszcze 40.
Słowem, dobra atmosfera panowała podczas
tych trzech dni pobytu
naszych gości, którzy
równie serdecznie przyjmowali naszych podczas
ubiegłorocznego, pierwszego festiwalu,
który odbył się w Świetłogorsku nad
Bałtykiem w obwodzie kaliningradzkim.
A i przed tym, byliśmy tam na uroczystościach 750-lecia Kaliningradu (Królewca)
i 60 rocznicy zakończenia drugiej wojny
światowej.
Sala w Olsztyńskim Centrum Edukacji,
ponad 300 miejsc, była podczas występów
konkursowych stale zapełniona. Nic dziwnego, nasi sąsiedzi ze wschodu znani są z
tego, ze śpiewać lubią i potrafią. Piosenka
towarzyszy im przez całe życie w chwilach
wesołych i trudnych. A i utwory wykonywane przez nasze zespoły i solistów spotkały
się z dużym uznaniem. Występom towarzyszyły nieustanne brawa. Podczas koncertu finałowego laureatów żądano bisów.
Teraz spełniano żądania publiczności,
bowiem w wykonaniach konkursowych,
bisować oczywiście nie można.
Po zakończeniu tej imprezy, podczas
wspomnianej na wstępie, wymiany wrażeń z kolegami z Zarządu Wojewódzkiego, którzy napracowali się przy niej solidnie, nurtowało też wszystkich pytanie: czy
i gdzie odbędzie się III Festiwal w roku
przyszłym? Stara się o to nasz Związek i
bratnie organizacje weteranów oraz kombatantów w Świnoujściu. Ale kto wie jak
będzie za rok? Miejmy nadzieję, że nie
gorzej. Przecież piosenka łagodzi ponoć
obyczaje, niech łagodzi i politykę. Z
tym przekonaniem piosenek żołnierskich
i patriotycznych z nieukrywanym wzruszeniem w Olsztynie słuchał…
Cezariusz Papiernik
www.gwir.pl
„KROPKA NAD I”
W świetle znanych faktów z życia Ryszarda Kuklińskiego (przytoczonych w tym
rozdziale), stosując się do kartezjańskiej teorii
poznania (od szczegółów do ogółu), z całą
pewnością uważam, że we wspomnianych
„dziełach” Ryszard zastosował swoją metodę. Celowo wprowadza zmyślone epizody i
wydarzenia ze swego życia. Mało znaczącym
epizodom nadaje niewspółmierną rangę, a
innym ważniejszym – rangę tę obniża lub je
celowo pomija. Szeroko stosuje przekręcanie
faktów. Szeroko stosuje „półprawdę”.
Konfrontując rzeczywistą wiedzę o Ryszardzie, odniosłem nieodparte wrażenie, a
nawet pewność, że dyktując „autorom” tych „dzieł”
swój życiorys, w rzeczywistości przekazywał osobom go znającym od przysłowiowej „podszewki”
(do tego grona zaliczam się oczywiście i ja), dawał
znaki! „Nie wierzcie w to, co o mnie piszą i
mówią”. Prawda taka to:
•
NIE byłem zdrajcą,
•
NIE byłem szpiegiem – realizowałem
wyznaczone mi zadanie wywiadowcze,
•
NIE zdezerterowałem – OTRZYMAŁEM ROZKAZ WYJAZDU!
W odniesieniu do rzekomej dezercji wypada
też dodać niezbędne wyjaśnienia i argumentację.
Ryszard był jednym z głównych współautorów
„Planu wprowadzenia stanu wojennego w Polsce”. Był też głównym wykonawcą dokumentów
tego planu i Jego „dezercja” była wkomponowana w ten plan. Element ten był niezbędny,
aby w sposób autorytatywny przedstawić
kompetentnym osobom w USA, że STAN
WOJENNY w Polsce zostanie wprowadzony
BEZ UDZIAŁU SIŁ OBCYCH.
Kilka zdań wypada poświęcić szeroko rozpisywanym epizodom przekazywania „materiałów
szpiegowskich” w uzgodnionych z odbiorcami
„skrytkach”. Nie ulega wątpliwości, że „skrytki” te
były wyznaczone przez właściwe organa wywia-
Październik
G³os Weterana i Rezerwisty
(?) – (8)
Jan NIKIFOROW
du wojskowego (Zarząd II Sztabu Generalnego
Wojska Polskiego).
Jestem przekonany, że Ryszard Kukliński:
PRZYSIĘGI WOJSKOWEJ NIE ZŁAMAŁ!
Godząc się na „dezercję”, wykazał ogromną
odwagę. W tym miejscu kolejny raz wspominam
słowa Ryszarda z 1961 roku:
„Co byś zrobił, gdybyś znajdował się w
takiej sytuacji, że zarówno z jednej, jak i drugiej
strony uczynienie nieostrożnego kroku, groziłoby katastrofą, a nawet śmiercią?”
Rzucając się w nieznane, 7 listopada 1981
roku wstąpił na tę niebezpieczną drogę.
Ryszard był moim bliskim przyjacielem. Od
początku, tj. od połowy listopada 1981 r., miałem
wątpliwości, co do jego zdrady. Gromadzone
materiały prasowe i medialne, wątpliwości te
jeszcze bardzie pogłębiły. Ostateczne potwierdzenie znalazłem w wymienionych w tym
rozdziale „pozycjach literackich”. Ryszard był
moim przyjacielem i jako taki pozostaje w
mojej pamięci!
W rozdziale tym przedstawiłem SWÓJ
POGLĄD w kontrowersyjnej „Sprawie płk. Kuklińskiego”.
Jak na razie w takim podejściu JESTEM
ODOSOBNIONY.
Jako były żołnierz zawodowy Wojska Polskiego, z całą stanowczością potępiam akty zdrady,
szpiegostwa czy dezercji. Każdy taki przypadek
powinien być traktowany jako zbrodnia! Sprawca takiej zbrodni powinien ponieść karę i być
powszechnie potępiany.
Dlatego też, z oburzeniem przyjmowałem fakty przyznawania tytułu Honorowego Obywatela i
innych przykładów honorowania płk. Kuklińskiego, bowiem wnioskodawcy właśnie – SZPIEGOSTWO, ZDRADĘ I DEZERCJĘ – przyjmowali za
podstawę GODNĄ UHONOROWANIA.
OBRZYDLIWE!!!
Zainteresowanie negatywne
W ślad za moim pismem z 15 kwietnia 2008
r., w którym wyraziłem wątpliwości dotychczas
„miłych wspomnień pana Nikiforowa z pytaniem
w nagłówku: „Szpieg i zdrajca(?)”, chciałbym
podzielić się kilkoma uwagami potwierdzającymi
te wątpliwości!
Pamiętamy, jak uczczono Ryszarda Kuklińskiego, jak wychwalano jego bohaterstwo,
jak nazywano go odważnym patriotą, pierwszym
oficerem NATO, który sprzeciwił się reżimowi,
oddając usługi USA i CIA!
Równocześnie spotkał się on z wielką krytyką i potępieniem ze strony środowisk żołnierskich
i kombatanckich, które nazwały go zdrajcą,
szpiegiem i dezerterem!
Kolegium redakcyjne nie miało wątpliwości
– ukazały się kolejne odcinki „wspomnień”!
Tymczasem w nr. 8 z sierpnia 2008 r., w odcinku nr 6 ze zdumieniem przeczytałem kolejne
rewelacje pana Nikiforowa, który nagle stwierdził,
że Kukliński był agentem wywiadu PRL, a stał
się agentem CIA na polecenie tegoż wywiadu,
być może nawet GRU!
Powołał się przy tym m.in. na przyjaciela
i biografa Józefa Szaniawskiego oraz Jacka
Trznadla, wielkich przeciwników Polskiej
Rzeczypospolitej Ludowej, mało wiarygodnych
przynajmniej w mojej opinii!
Nie wiem, czy te rewelacje, mało wiarygodne, niepoparte żadnymi dowodami, przyjmą ze
zrozumieniem jako prawdziwe czytelnicy.
Śmiem w to wątpić! Jest to wprowadzanie
czytelników, w tym żołnierzy i kombatantów, w
błąd! Dziwne, że czyni to oficer Wojska Polskiego wbrew wielu wcześniejszych krytycznych
opiniom żołnierzy i kombatantów!
W nr 6 z czerwca 2008 r., redakcja zamieściła
uwagę skierowaną do czytelników, że nie otrzymała żadnego listu sugerującego brak zainteresowania tekstem wspomnień pana Nikiforowa oraz
że uwagi czytelników zostaną opublikowane. Z
mojego pisma wspomnianego na wstępie wynika,
że byłem zainteresowany, tyle że negatywnie.
Jednak mój głos nie został opublikowany.
Mam nadzieję, że zespół redakcyjny „Głosu
Weterana i Rezerwisty” oraz mądrzy i doświadczeni żołnierze Wojska Polskiego właściwie
odczytają wspomniane rewelacje, podzielą moją
wątpliwość i być może wyrażą swoje zdanie!
Jerzy JACHOCKI
Z ¿a³obnej karty
Œpieszmy siê kochaæ ludzi
tak szybko odchodz¹...
Ks. Jan Twardowski
W ROCZNICĘ ODEJŚCIA
GEN. BRYG. Leopolda RAZNOWIECKIEGO
Od roku (24.10.2007) nie ma
Go już wśród nas. Nie ma Go wśród
członków Koła nr 31 ZBŻZiORWP z
którym się zawsze identyfikował. Był
jak do tej pory jedynym Szefem Wojsk
Inżynieryjnych MON, który należał do naszego Koła i w
którym aktywnie pracował. Wielokrotnie powtarzał, że
zawsze chce być wśród swoich – wśród saperów „Teraz
i gdy odejdę na wieczną wartę”. I tak się stało. Spoczywa w kwaterze Saperów Wojska Polskiego (S II 9) na
Cmentarzu Komunalnym Północnym w Warszawie.
Zrobił wiele dla rozwoju wojsk inżynieryjnych, wojsk
komunikacji wojskowej, a także dla społeczeństwa. Za
Jego szefowania wojsko zbudowało i oddało społeczeństwu wiele mostów i dróg. Uczestniczyło także w
takich przedsięwzięciach jak budowa drogi szybkiego
ruchu, Trasy Łazienkowskiej, Wisłostrady i Dworca
Centralnego w Warszawie.
Zawsze elegancki, przeważnie uśmiechnięty,
życzliwy ludziom i koleżeński. Swoją postawą i czynami
zapisał się na trwale w naszej pamięci.
PANIE GENERALE! – pamiętamy i pamiętać
będziemy!
Władysław Piekarczyk
CZŁOWIEK - LEGENDA GEN.
BRYG. Bolesław Michał NIECZUJA-OSTROWSKI (29.09.190713.07.2008)
We wrześniu 2007 roku uroczyście obchodzono wspaniały jubileusz
100 rocznicy urodzin. Urodził się
wtedy, gdy Polski nie było na mapie.
Wychowany w duchu głębokiej wiary. Bóg, Honor i Ojczyzna – w Jego domu to były słowa święte. W młodości
zawsze marzył by zostać żołnierzem. Został oficerem,
walczył w Wojnie Obronnej 1939. W czasie okupacji był
w Armii Krajowej. W lipcu 1944 r. został dowódcą 106
Dywizji Piechoty AK, podlegała mu także Krakowska
Brygada Kawalerii Bojowej. Był wtedy najmłodszym
dowódcą dywizji AK. Zakończenie wojny wraz ze swoimi
podwładnymi powitał z nadzieją. Wydarzenia te opisał
w książce „Rzeczpospolita Partyzancka”. Jednak już w
lutym 1946 r. rozpoczęły się represje, trzykrotnie aresztowany i skazany na karę śmierci. W celi śmierci spędził 9
miesięcy, ponad 7 lat w więzieniach w Krakowie, Sztumie
i Wronkach. Na wolność wyszedł w 1957 r. Jego dalsze
losy to życie według dewizy „Wierny Bogu, Honorowi i
Ojczyźnie”, hasło które przekazywał kolejnym pokoleniom Polaków. W 1991 roku Prezydent Rzeczpospolitej
Polskiej Lech Wałęsa mianował Go generałem brygady.
Odznaczony m.in.: Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami,
Orderem Virtuti Militari, Krzyżem Walecznych, Krzyżem
Komandorskim z Gwiazdą, Krzyżem AK, Krzyżem Drugiej Obrony Lwowa, medalem papieskim „Pro Ecclesia
et Pontifice” nadanym przez Jana Pawła II. Honorowy
Obywatel: Elbląga, Miechowa, Wolbromia i Krakowa.
W tym roku odszedł na wieczną wartę. Pamiętam
doskonale moje spotkanie z generałem. Przekazałem
wówczas Jubilatowi oprócz życzeń i gratulacji październikowy egzemplarz Głosu Weterana i Rezerwisty
z zawartą w nim laudacją z okazji Jego znamiennej
rocznicy urodzin. Na pożegnanie generał obdarował
mnie swoją książką „Inspektorat AK. >Maria w walce<”
wraz dedykacją. O Jego walce i cierpieniach napisałem
w „GWiR” z okazji 95 i 100 rocznicy urodzin. Jego życie
to czas wielkich żołnierskich nadziei. Dwie wojny światowe, walka przeciw okupantowi, później zamiast uznania
– wyroki śmierci, lata PRL-u i ciągłe szukanie swojego
miejsca, wreszcie wolna Polska i satysfakcja, że oddanie
sprawie ojczyzny nie poszło na marne.
W uroczystościach pogrzebowych które miały
szczególny charakter udział wzięła kompania honorowa
23
G³os Weterana i Rezerwisty
16 PDZ z orkiestrą garnizonową, parlamentarzyści,
przedstawiciele samorządu i organizacji społecznych i
politycznych, kombatanci, poczty sztandarowe wszystkich elbląskich stowarzyszeń oraz duchowieństwo
na czele z Biskupem Polowym WP gen. dyw. prof.
Tadeuszem Płoskim i biskupem elbląskim Józefem
Wysockim. Generał, Człowiek – Legenda Bolesław
Nieczuja-Ostrowski spoczął na Cmentarzu Komunalnym przy ul. Agrykola w Elblągu.
Jerzy Bławat
„Nie umiera ten, kto trwa w pamięci żywych”
Wyrazy szczerego współczucia i głębokiego żalu
Panu Pułkownikowi
Tadeuszowi PAWŁOWSKIEMU
oraz Jego Najbliższym
z powodu śmierci
SYNA
składają
Zarząd Główny
i Zarząd Województwa Mazowieckiego
ZBŻZiORWP
oraz Redakcja „GWiR”
Ppłk Stanisław JAROSZEWICZ (14.04.190815.09.2008), działacz
ZKRPiBWP, ZBŻZiORWP
oraz Towarzystwa Pamięci
Powstania Wielkopolskiego, w kwietniu ukończył
100 lat. Urodził się w woj.
wileńskim, po uzyskaniu w
1928 r. średniego wykształcenia wstąpił do Oficerskiej
Szkoły Piechoty, którą ukończył z wynikiem bardzo
dobrym. Służbę wojskową pełnił w Poznaniu. W 1939
r. w stopniu kapitana jako dowódca kompanii ckm walczył z Niemcami w bitwie nad Bzurą, tam dostał się do
niewoli. Do końca wojny był więźniem obozu Wolenberg
(Dobiegniew). Po wojnie powrócił do Poznania i został
komendantem Służby Ochrony Kolei w Zbąszynku.
Ukończył studia w Wyższej Szkole Ekonomicznej, był
dyrektorem okręgu Polskich Zakładów Zbożowych w
Zielonej Górze. Na emeryturze został członkiem Komisji
Rewizyjnej ZG ZBoWiD, prezesem koła i członkiem ZW
ZBŻZiORWP. W 1994 r. powołał koło Towarzystwa
Pamięci Powstania Wielkopolskiego, którego został
prezesem. Z jego inicjatywy na cmentarzu w Zielonej
Górze odsłonięto obelisk upamiętniający ten bohaterski
czyn, a w Muzeum Martylorogii Alianckich Więźniów
Wojennych urządzono kącik poświęcony powstańcom
wielkopolskim. Opracował broszurę pt. „Powstanie
Wielkopolskie 1918-1919”, w 2001 r. utworzono Lubuski
Oddział TPPW. W 2003 r. został na I Zjeździe Delegatów Towarzystwa Honorowym Prezesem Oddziału
Lubuskiego. Odznaczony Krzyżem Komandorskim
Orderu Odrodzenia Polski oraz wieloma innymi odznaczeniami państwowymi, wojennymi i resortowymi oraz
samorządowymi, także stowarzyszeniowymi.
Jego działalność jest przykładem jak należy żyć,
walczyć gdy Ojczyzna znajdzie się w potrzebie, służyć i
pracować dla niej. Pochowany zgodnie z ceremoniałem
wojskowym 17 września.
J. R.
Płk dypl. Jan MALIŃSKI
(28.05.1929-27.02.2008) urodził się
w bardzo patriotycznej rodzinie w m.
Juliuszówek. Mając niespełna 15 lat
brał udział w walkach z okupantem niemieckim w latach 1944 i 45 na terenie
Okręgu Warszawa-Lewa Podmiejska.
W 1947 r. wstąpił ochotniczo do Wojska Polskiego,
w którym wzorowo służył 43 lata, w tym przez 25
lat w stopniu pułkownika. Z wyróżnieniem ukończył
ASG WP oraz studia podyplomowe. Był wybitnym
szefem Oddziału Operacyjnego GIOT. Szczególnie
cenił honor i godność żołnierską, był pryncypialny w
działaniu, wymagający od podwładnych ale jeszcze
bardziej od siebie.
Po zakończeniu zawodowej służby wojskowej,
włączył się w nurt pracy społecznej w ZBoWiD oraz
w ZBŻZiORWP, pełnił przez dwie kadencje obowiązki
przewodniczącego Komisji Rewizyjnej Koła nr 39.
Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Kawalerskim i Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem
Partyzanckim oraz wieloma innymi medalami bojowymi,
resortowymi oraz stowarzyszeniowymi. Wyróżniony
24
Październik
odznaką honorową „Za Zasługi dla ZBŻZiORWP” i
wpisem do księgi honorowej Związku.
Przyjaciele i Koledzy pamiętają Go jako wielkiego
erudytę i wnikliwego obserwatora przemian społecznoekonomicznych w kraju i świecie. Wyróżniony prestiżową nagrodą za wspomnienia z lat młodzieńczych
i służby wojskowej. Pozostawił żonę Halinę i córkę
Grażynę, był kochającym mężem i ojcem, oddany
przyjaciołom i kolegom z czasów służby i wspólnej działalności społecznej w Związku. Pochowany z należnymi
Mu honorami wojskowymi na Cmentarzu Północnym
w Warszawie. W imieniu Związku pożegnała Go liczna
delegacja Koła, przemówienie wygłosił wiceprezes ZG
– prezes Koła nr 39 ZBŻZiORWP
Jan Gazarkiewicz
Mjr Zdzisław ZAWIERTA (11.11.1930-9.09.2007)
urodził się Chruścinie pow. Wieluń. Prawy, szlachetny
i nadzwyczaj skromny człowiek, dobry mąż i oddany
ojciec rodziny, społecznik. Wzorowy żołnierz, serdeczny
kolega i przyjaciel. Po maturze został podchorążym
Oficerskiej Szkoły Artylerii w Toruniu. Absolwent z 1951
r. jako podporucznik dalszą służbę pełnił w 14 Pułku Artylerii Przeciwpancernej w Kwidzyniu, a po ukończeniu
KDO w 20 Brygadzie Artylerii (po przemianowaniu w 2
Pomorskiej Brygadzie Artylerii) w Choszcznie, w której
służbę pełnił na stanowiskach dowódczych i sztabowych. W 1978 r. został dowódcą Składnicy Sprzętu
i Materiałów Topograficznych w Drawnie. W 1982 r.
został przeniesiony do rezerwy. Odznaczony Srebrnym i Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Kawalerskim
Orderu Odrodzenia Polski oraz licznymi odznaczeniami
resortowymi i samorządowymi. Po zakończeniu służby
wojskowej wstąpił do Związku i w Kole prowadził kronikę. Pracował w OC w rejonie Dróg Publicznych i innych
instytucjach w Choszcznie.
Pogrzeb odbył się zgodnie z ceremoniałem wojskowym, w imieniu kadry byłych żołnierzy zawodowych
Pułku mowę pogrzebową wygłosił sekretarz Koła nr
3A mjr Ryszard Ulikowski. Podziękowania za pomoc w
organizowaniu pogrzebu Zarządowi Koła, dowódcy jednostki i Garnizonu Choszczno płk. Andrzejowi Kupisowi
złożył I wiceprezes ZW ZBŻZiORWP w Łodzi
Alojzy Ciszewski
Płk dr Jan ŁAWSKI (9.01.192618.01.2008) urodził się w m. Słoczna,
pow. Nowogródek. Do wojska wstąpił
ochotniczo w 1945 r. Ukończył podoficerską szkołę łączności lotniczej, pracował na radiostacjach obsługujących
dowództwo wojsk lotniczych. Po kursie
na oficerów polityczno-wychowawczych w 1947 r. został
podporucznikiem, w latach 1948-1950 był instruktorem
w 1 Łużyckim Oddziale WOP oraz dowództwie WOP w
Warszawie. W 1964 r. w WAP otrzymał tytuł magistra, w
latach 1965-1975 pracował w GZP WP na stanowisku
szefa oddziału. W 1975 r. oddelegowany do Urzędu
ds. Kombatantów na stanowisko dyrektora Zespołu
Informacji i Współpracy z Zagranicą, w roku tym obronił
także pracę doktorską (nauki humanistyczne). W latach
1979-1985 był zastępcą komendanta Wojskowego
Instytutu Informatyki w SGWP. Ukończył również podyplomowe studia z organizacji i zarządzania w ASG WP.
Napisał ponad 100 artykułów i publikacji dotyczących
głównie tradycji oręża polskiego. Odznaczony Srebrnym
i Złotym Krzyżem Zasługi oraz Krzyżem Kawalerskim,
Oficerskim i Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski,
a także licznymi medalami państwowymi i resortowymi.
W 1985 r. odszedł do rezerwy. Do Koła nr 2 Związku w
Warszawie wstąpił w sierpniu 1989 r. Otrzymał odznakę
honorową „Za Zasługi dla ZBŻZiORWP”, uhonorowany
wieloma dyplomami oraz medalem Towarzystwa Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Za udział w walkach
w marcu 2002 r. otrzymał patent „Weterana Walk o Wolność i Niepodległość”. Na cmentarzu powązkowskim w
Warszawie pożegnał Go Henryk Sienkiewicz.
Zbigniew Rudolf
Płk Edward LISZEWSKI
(7.09.1928-5.03.2008) urodził się Żyrardowie w rodzinie wielce patriotycznej.
Okres okupacji niemieckiej przeżył w
bardzo ciężkich warunkach materialnych i ciągłym terrorze wroga. Mając
niespełna 18 lat został podchorążym
Oficerskiej Szkoły Piechoty, którą ukończył w stopniu
podporucznika w 1948 r. Dowodził plutonem, kompanią,
www.gwir.pl
zajmował coraz wyższe stanowiska dowódcze i sztabowe. Po ukończeniu Akademii Sztabu Generalnego WP
został szefem oddziału w Głównym Inspektoracie OT.
Po 32 latach służby, ze względu na pogarszający się stan zdrowia odszedł do rezerwy. W cywilu
podjął pracę w Ministerstwie Hutnictwa i Przemysłu
Maszynowego na stanowisku kierownika. Od 1974 r.
aktywnie działał w ZBoWiD, a od 1981 r. był członkiem
ZBŻZiORWP. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi,
Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz
wieloma medalami resortowymi i stowarzyszeniowymi,
w tym medalem „Za Zasługi dla ZBŻZiORWP”.
Pochowany w grobie rodzinnym na cmentarzu w
Jazgarzewie koło Piaseczna zgodnie z ceremoniałem
wojskowym z udziałem najbliższych, znajomych oraz
delegacji Koła nr 39 ZBŻZiORWP w Warszawie do
którego Pułkownik należał od chwili powstania naszego
Związku. W imieniu naszego stowarzyszenia pożegnał
go wiceprezes ZG ZBŻZiORWP
Jan Gazarkiewicz
Płk mgr Mieczysław BARGIEŁ
(19.04.1926-7.03.2008). Absolwent Oficerskiej Szkoły Samochodowej w Pile
z 1950 r. Zawodową służbę wojskową
rozpoczął w 12 Batalionie Samochodowym w Warszawie na stanowisku
dowódcy kompanii. Dalszą służbę
pełnił w Sztabie Generalnym WP, w Szefostwie Służby
Samochodowej, Głównym zarządzie Politycznym WP w
Wydziale Wydawniczym. W 1981 r. ze względu na stan
zdrowia został przeniesiony do rezerwy. Odznaczony
Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Oficerskim Orderu
Odrodzenia Polski oraz wieloma innymi orderami
państwowymi, medalami resortowymi. Pochowany na
Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie.
Bohdan Bargieł
Płk mgr Tadeusz DANIELCZUK
(25.12.1927-27.05.2008) urodził się w
m. Kamionka pow. Sokołów Podlaski.
Całe swoje dorosłe życie związał z
wojskiem pełniąc służbę w prokuraturze wojskowej. W 1952 r. w Mińsku
Mazowieckim ukończył Oficerską
Szkołę Prawniczą i jako 24 letni podporucznik został
skierowany do Prokuratury Wojskowej w ŚOW we
Wrocławiu. Studia kontynuował na Uniwersytecie
Wrocławskim, które ukończył w 1958 r. uzyskując tytuł
magistra prawa. Przeniesiony do Prokuratury Wojsk
Lotniczych w Poznaniu pełnił dalszą służbę. Od 1962 r.
swoje losy związał z Garnizonem Elbląg, przez 14 lat był
szefem Prokuratury Garnizonowej. Z tego stanowiska w
1984 r. został przeniesiony do rezerwy. Był cenionym
i szanowanym prokuratorem wojskowym. Wychował
kilka roczników młodych adeptów studiów prawniczych
– głównie absolwentów Uniwersytetu Toruńskiego.
Wielu z nich jeszcze do dzisiaj pełni zawodową służbę
wojskową w wymiarze sprawiedliwości. Był cenionym
i szanowanym wychowawcą i nauczycielem, dobrym
człowiekiem, bardzo lubianym. Zawsze skromny, wrażliwy na wszelkie zło z którym na co dzień się spotykał.
Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Medalem Edukacji
Narodowej oraz złotą odznaką „Zasłużony Działacz
Związku Prawników Polskich”, a także wieloma innymi
odznaczeniami państwowymi, resortowymi i stowarzyszeniowymi. Pochowany z honorami wojskowymi na
Cmentarzu Komunalnym „Agrikola” w Elblągu.
W imieniu przyjaciół, kolegów oraz byłych współpracowników zmarłego pożegnał płk Piotr Wojnowski
– szef Prokuratury Wojskowej WOW.
Jerzy Bławat
Płk Tadeusz SKOCZEK
(3.06.1924-5.06.2008) urodził się w
Bochni. Służbę wojskową rozpoczął
w lipcu 1945 r. w Oficerskiej Szkole
Łączności w Zamościu, którą ukończył
w Sieradzu w 1947 r. w stopniu podporucznika. Po jej ukończeniu przez 19 lat
był wykładowcą wpierw w szkole oficerskiej w Sieradzu,
następnie w Zegrzu. Przez absolwentów z tamtych lat
został zapamiętany jako wybitny pedagog, niestrudzony
wychowawca wielu pokoleń kadry oficerskiej. W 1966 r.
służbę rozpoczął w Szefostwie Wojsk Łączności MON,
a od 1972 r. w Dyżurnej Służbie Operacyjnej Sztabu Generalnego WP. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi,
www.gwir.pl
Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz
wieloma innymi odznaczeniami państwowymi i resortowymi. Dwukrotnie wyróżniony odznaką honorową
„Za Zasługi dla ZBŻZ” i „Za Zasługi dla ZBŻZiORWP”.
W 1993 r. wstąpił do Światowego Związku Polskich
Żołnierzy Łączności, był wieloletnim członkiem Zarządu
Głównego, inicjatorem i organizatorem zjazdów wychowanków i wychowawców oficerskich szkół łączności w
latach 1998, 1999 i 2005 w Sieradzu oraz Koleżeńskiego
Zjazdu Wszystkich Pokoleń Łącznościowców w 2006
r w Białobrzegach i Zegrzu. Był również aktywnym
działaczem Stowarzyszenia Bochniaków i Miłośników
Ziemi Bochniańskiej.
Pochowany z honorami wojskowymi, z licznym
udziałem kolegów – związkowców w rodzinnym grobie
na cmentarzu parafialnym przy ul. Leonidasa na Okęciu
w Warszawie.
Marian Jakóbczak
Płk Edmund KUŚNIEREK
(1.12.1923-28.07.2008) urodził się
w m. Wąsocz woj. wielkopolskie. 22
kwietnia 1945 r. został powołany do
służby wojskowej w kompanii rusznic
przeciwpancernych 15 sdppanc. 12
DP. W styczniu 1946 r. ukończył
Szkołę Młodszych Specjalistów Lotniczych w 15 Pułku
Lotniczym w Radomiu, następnie został skierowany do
1 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego na stanowisko mechanika samolotu, tam został technikiem klucza. W 1951
r. ukończył KDOT w Zamościu. W 2 Pułku Lotnictwa
Myśliwskiego został technikiem eskadry, a w latach
1958-1960 studiował na WKDOT przy WAT. Po jego
ukończeniu został kierownikiem działu TOS w 26 Pułku
Lotnictwa Myśliwskiego OPK. W 1963 r. został przeniesiony do Dowództwa 2 Korpusu OPK na stanowisko
st. pom. szefa Wydziału Zaopatrzenia Technicznego.
W 1977 r. odszedł w stan spoczynku. Członek Koła
nr 1 ZBŻZiORWP oraz ZKRPiBWP w Bydgoszczy.
Odznaczony Krzyżami Zasługi (brązowym i złotym),
Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, licznymi medalami resortowymi i wojennymi. Pochowany
na cmentarzu przy ul. Stawowej.
Koło nr 1 w Bydgoszczy
Ppłk Jan KOMOROWSKI
(27.01.1923-1.08.2008) urodził się
w Biskowicach koło Lwowa. W 1938
r. rozpoczął naukę w gimnazjum w
Samborze. Wybuch wojny przerwał
jego naukę. W sierpniu 1944 r. został
powołany do służby wojskowej i skierowany do 2 Zapasowego Pułku Piechoty 2 AWP. Po
odbyciu szkolenia podstawowego został skierowany
do Oficerskiej Szkoły Piechoty w Lublinie. W 1945
r. po ukończeniu szkoły w stopniu chorążego został
skierowany do 1 Zapasowego Pułku Piechoty 1 AWP
w Warszawie, jako dowódca plutonu w organizowanej
Kompanii Honorowej Wojska Polskiego. Tam poznał
swoją przyszłą żonę Irenę, towarzyszkę życia do końca Jego dni. We wrześniu 1945 r. z wojsk lądowych
został przeniesiony do wojsk lotniczych do służby
lotniskowo-technicznej. W czasie służby obowiązki
wykonywał na lotniskach w Modlinie, Kroczewiu,
Łęczycy, Krzesinach, Malborku. W Radomiu służbę
pełnił w latach 1952-1976 na stanowisku komendanta lotniska. Po odejściu z wojska pracę podjął
w Urzędzie Wojewódzkim w Radomiu na stanowisku
inspektora ds. obronności. Czynnie włączył się do
pracy w ZBŻZiORWP w Kole nr 2 w Radomiu. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia
Polski, wieloma innymi odznaczeniami państwowymi,
medalami wojennymi i resortowymi i stowarzyszeniowymi. Uroczystości pogrzebowe z udziałem
Rodziny, kompanii honorowej, pocztu sztandarowego
Związku celebrował ks. kapelan płk Janusz Radzik, w
obecności licznych przyjaciół, kolegów. Pochowany
na Cmentarzu Komunalnym w kwaterze wojskowej
w Radomiu. W imieniu kolegów z ZBŻZiORWP pożegnał go sekretarz Koła
Jan Musiał
Kpt. Bolesław DRĄG (23.03.19272.08.2008). Powołany do zasadniczej
służby wojskowej w 1948 r. Po ukończeniu PSP przy 5 Pułku KBW został
skierowany na kurs oficerski przy OS
KBW, który ukończył w 1951 roku.
Październik
G³os Weterana i Rezerwisty
Służbę wojskową pełnił do 1957 roku jako dowódca
plutonu piechoty. Z zawodowej służby został zwolniony ze względu na stan zdrowia. W 1981 r. wstąpił
do Koła ZBŻZ w Krośnie, pełnił funkcje w zarządzie
koła i komisji rewizyjnej. Wyróżniony medalami
resortowymi, m. in. srebrnym medalem „Za Zasługi
dla Obronności Kraju”. Pochowany na Cmentarzu
Komunalnym w Krośnie.
Józef Lorens
Mjr pil. Józef MACKO (1.09.1930-7.08.2008)
urodził się w m. Siemiątkowo. Służbę w Wojsku
Polskim rozpoczął w 1950 r. Absolwent Oficerskiej
Szkoły Lotniczej w Dęblinie. W wojskach lotniczych
służbę pełnił przez wszystkie lata. W stan spoczynku
odszedł w lutym 1981 r. ze względu na stan zdrowia.
Odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi, Krzyżem
Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, medalami
„Za Zasługi dla Obronności Kraju” oraz „Siły Zbrojne w
Służbie Ojczyzny”. W Związku od 1988 r. Pochowany
na cmentarzu przy ul. Tańskich.
Koło nr 1 w Bydgoszczy
Mjr pil. Władysław MOCNY (9.03.19237.08.2008). Do Wojska Polskiego został powołany
w 1944 r. Absolwent Oficerskiej Szkoły Lotniczej
w Dęblinie, kombatant, uczestniczył w walkach o
wyzwolenie ojczyzny. Instruktor lotniczy, dowódca
klucza w Eskadrze Szkolnej w Tomaszowie Mazowieckim. Po 10 latach wzorowej służby został przeniesiony do rezerwy. Członek ZboWiD, ZKRPiBWP oraz
Koła nr 1 ZBŻZiORWP w Bydgoszczy. Pochowany
na cmentarzu Bielawki.
Koło nr 1 w Bydgoszczy
Ppłk Eugeniusz MASŁOWSKI
(9.11.1933-16.08.2008) urodził się w
Wieluniu, woj. łódzkie. Po ukończeniu
szkoły średniej w 1952 r. wstąpił do
Oficerskiej Szkoły Piechoty w Elblągu,
którą ukończył 1955 r. Dalszą służbę
pełnił na różnych stanowiskach dowódczo-sztabowych w Garnizonach Wrocław, Nysa,
Częstochowa. Jest również absolwentem Wydziału
Prawa i Administracji Uniwersytetu Wrocławskiego z
tytułem magistra prawa. Od 1972 r. służbę wojskową
pełnił w jednostce 4828 w Gliwicach na stanowisku
zastępcy dowódcy. Po przeniesieniu do rezerwy w
1985 r. podjął pracę w Gliwickim Przedsiębiorstwie
Budownictwa Przemysłowego jako specjalista ds.
obronnych. Odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi,
Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz
wieloma innymi medalami państwowymi, resortowymi
i samorządowymi. W listopadzie 1985 r. wstąpił do
Koła nr 4 ZBŻZiORWP w Gliwicach pełniąc przez
cztery kadencje funkcję prezesa. W latach 1989 do
2005 r. był wiceprezesem ZW Związku w Katowicach,
a w latach 1997-2001 był członkiem Zarządu Głównego ZBŻZiORWP.
Pochowany na Cmentarzu Komunalnym w
Gliwicach z wojskową asystą honorową, z udziałem:
Rodziny, członkami Śląskiego Zarządu Wojewódzkiego w Katowicach, kolegami z Koła nr 4 w Gliwicach,
przyjaciół i znajomych.
Waldemar Malinowski
Płk mgr Stefan MARCZAK
(11.11.1920-13.12.2007) urodził się
we Włodzimierzu na Wołyniu. Wojna
rzuciła Go na dalekie krańce ZSRR.
Po napaści Niemiec na Związek Radziecki został wcielony do Armii Czerwonej i w jej szeregach walczył pod
Stalingradem, gdzie został ranny. W 1943 r. został
skierowany do Szkoły Oficerskiej w Riazaniu. Po jej
ukończeniu został żołnierzem 1 DP. W jej szeregach
walczył pod Lenino, gdzie został powtórnie ranny. Z
Dywizją przeszedł cały szlak bojowy aż do Berlina,
gdzie podczas szturmu został ranny po raz trzeci.
Za udział w walkach został odznaczony trzykrotnie
Krzyżem Walecznych, Krzyżem Virtuti Militari, Krzyżem Grunwaldu oraz medalami „Zasłużonym na Polu
Chwały”, „Za Stalingrad”, „Za Lenino” i „Za Warszawę”, „Za Odrę, Nysę i Bałtyk” oraz „Za Berlin”.
Po zakończeniu wojny doskonalił się na Kursach
Doskonalenia Oficerów Służb Kwatermistrzowskich.
Ukończył studia wyższe na kierunku ekonomicznym.
Służbę pełnił w jednostkach 1 DP w Morągu, Węgo-
rzewie, Legionowie, oraz Poznaniu i Bydgoszczy.
Od 1955 r. służył w Gdańsku w jednostkach 23
DZ, 7 ŁDD i WSzW. Za pokojową służbę został
odznaczony Srebrnym i Złotym Krzyżem Zasługi,
Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski
oraz wieloma medalami państwowymi, resortowymi
i stowarzyszeniowymi.
Po zakończeniu służby wojskowej w 1975 r.
pracował w instytucjach i stowarzyszeniach paramilitarnych, a od chwili powstania ZBŻZ w Kole nr 36
w Gdańsku. Pochowany z honorami wojskowymi z
udziałem: pocztu sztandarowego ZW ZBŻZiORWP,
Rodziny i kolegów, w głównej alei cmentarza Srebrzysko w Gdańsku-Wrzeszczu.
Edward Kolanek
St. sierż. sztab. Albin URBANOWICZ (3.01.1934-15.12.2007). Służbę
wojskową rozpoczął w 1954 i pełnił ją
do 1982 roku. Dowodził drużyną, był
szefem baterii i kompanii, magazynierem mundurowym pułku, a ostatnio
pełnił obowiązki komendanta straży
pożarnej pułku. Zapamiętano Go jako wzorowego
żołnierza, sprawiedliwego oraz szanowanego przez
podwładnych i przełożonych. W rezerwie wstąpił do
ZBŻZiORWP, przez kilka kadencji pełnił obowiązki
skarbnika Koła nr 10 w Gdańsku. Pochowany na
cmentarzu Srebrzysko w Gdańsku-Wrzeszczu.
Józef Bir
+ Foto
Chor. Stanisław KOPACZ (9.09.192916.12.2007) urodził się w m. Płucki w woj. świętokrzyskim. W 1951 r. został powołany do zasadniczej
służby wojskowej. Po ukończeniu podoficerskiej
szkoły zawodowej o specjalności samochodowej
został powołany do służby zawodowej, którą pełnił
przez 34 lata. Do września 1984 r. był mechanikiem
samochodowym, dowódcą drużyny remontowej,
magazynierem części samochodowo-czołgowych
w składach 4 DZ w Krośnie Odrzańskim. W grudniu
1984 r. został członkiem Koła nr 9 ZBŻZiORWP im.
Kilińszczaków. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi,
medalami „Siły Zbrojne w Służbie Ojczyzny”, „Za
Zasługi dla Obronności Kraju” i odznaką „Zasłużony
dla ŚOW”. Pochowany na Cmentarzu Komunalnym
w Krośnie Odrzańskim.
Józef Cieślak
Mjr Stanisław FILIP (31.08.1935-26.12.2007).
Służbę wojskową rozpoczął jako podchorąży Oficerskiej Szkoły Piechoty nr 1 we Wrocławiu. W 1957
r. został przeniesiony do 48 Batalionu Łączności w
Nysie, a następnie do 21 Kompanii Przeciwchemicznej 2 WDZ w Kłodzku. W 1965 r. w stopniu oficerskim
powrócił do 27 Pułku Zmechanizowanego w Kłodzku,
gdzie pełnił obowiązku instruktora WF, dowódcy kompanii piechoty, szefa sztabu oraz dowódcy batalionu
piechoty i st. pom. szefa sztabu ds. mobilizacyjnych.
Był również długoletnim nieetatowym komendantem
Garnizonu Kłodzko. W grudniu 1985 r. odszedł do
rezerwy. Odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi
oraz innymi odznaczeniami państwowymi, resortowymi oraz stowarzyszeniowymi. Był członkiem Koła
nr 4 w Kłodzku.
Jan Szewczyk
Ppłk Jan JĘDRZEJCZYK
(13.08.1922-28.12.2007). Służbę
wojskową pełnił w latach 1945-1972.
Po ukończeniu Oficerskiej Szkoły
KBW w 1947 r. przez kilka lat zajmował stanowiska w pionie polityczno-wychowawczym. Od 1954 r. był
pracownikiem kadr KBW, a w 1966
r. został przeniesiony do Departamentu Kadr MON.
Ceniony za serdeczny stosunek do ludzi, uczynny,
rzetelny i zawsze gotowy do pomocy potrzebującym. Po orzeczeniu WKL został przeniesiony w stan
spoczynku. W cywilu udzielał się społecznie, był
prezesem koła ZBoWiD, a także członkiem zarządu w
Dzielnicy Warszawa-Mokotów. Był również społecznym kuratorem Sądu Wojewódzkiego w Warszawie.
Od 1975 r. był członkiem KOR-LOK, a w 1981 r.
został współzałożycielem Koła ZBŻZ przy Departamencie Kadr MON. Odznaczony Srebrnym i Złotym
Krzyżem Zasługi, Krzyżem Kawalerskim i Oficerskim
Orderu Odrodzenia Polski, brązowym medalem
25
G³os Weterana i Rezerwisty
„Zasłużonym na Polu Chwały” oraz wieloma innymi
odznaczeniami państwowymi, resortowymi oraz
stowarzyszeniowymi i samorządowymi. Pochowany
zgodnie z ceremoniałem wojskowym na Cmentarzu
Bródnowskim w Warszawie. W imieniu kierownictwa
Departamentu Kadr MON oraz ZBŻZiORWP pożegnał
Go prezes Koła
Marian Smoliga
+
Kpt. Józef PIOTROWSKI
(8.12.1926-2.01.2008). mając 17 lat
wstąpił w szeregi Wojska Polskiego.
W marcu 1944 r. został wcielony do
1 Brygady Artylerii. Walczył o Warszawę i Kołobrzeg. W październiku
1945 r. został przeniesiony do 30
Pułku Piechoty 9 DP, obowiązki pełnił do listopada
1955 r. Jako dowódca plutonu walczył z UPA do
1947 r. Dwukrotnie ranny. Odznaczony Krzyżem
Walecznych, Brązowymi i Srebrnym Krzyżem Zasługi,
medalami „Za Zasługi na Polu Chwały”, „Za Nysę,
Odrę i Bałtyk”, „Zwycięstwa i Wolności” oraz medalami
„Za Zasługi dla Obronności Kraju” i medalem 40-lecia
powstania 9 DDP i odznaką honorową „Za Zasługi dla
ZBŻZiORWP”. Pochowany na cmentarzu Staroniwa
w Rzeszowie przez kompanię honorową 21 BSP, z
udziałem kolegów i prezesa Koła nr 8 ZBŻZiORWP
im. Bohaterów 30 Sudeckiego Pułku Piechoty
Bronisław Wójcik
Mjr Bogdan BĘDKOWSKI
(25.12.1943-11.08.2008). Urodził
się w Skulsku pow. Konin. Dzieciństwo i lata młodzieńcze spędził w m.
Sompolno pow. Koło, gdzie w 1962
r. ukończył Liceum Ogólnokształcące. W tym samym roku został
podchorążym w Oficerskiej Szkole
Łączności w Zegrzu. Po ukończeniu Szkoły został
dowódcą plutonu łączności w 11 Pułku Zmechanizowanym 4 PDZ im. Jana Kilińskiego. W 1968 r.
będąc dowódcą kompanii łączności podczas zajęć
służbowych uległ wypadkowi, który uniemożliwił Mu
pełnienie funkcji dowódczych. Od 1969 do 1980
r. był pom. szefa służb technicznych 4. Batalionu
Łączności. W grudniu został zwolniony do rezerwy,
od 1982 r. w Wojskowej Centrali Handlowej oraz
Zakładach Płyt Pilśniowych był komendantem straży
przemysłowej.
W kwietniu 1981 r. był współzałożycielem Koła
nr 9 Związku, od 1990 r. pełnił obowiązki członka
zarządu, a od 2000 r. skarbnika Koła. Odznaczony
Srebrnym Krzyżem Zasługi, medalami resortowymi oraz odznaką honorową „Za Zasługi dla
ZBŻZiORWP” i medalami pamiątkowymi Związku.
Pozostawił żonę Krystynę, córkę Agnieszkę i syna
Krzysztofa. Pożegnała Go kompania honorowa
5 kbsap ze sztandarem, poczet sztandarowy ZW
ZBŻZiORWP w Zielonej Górze oraz licznie zebrani
koledzy i ks. kapelan garnizonu.
Józef Cieślak
Płk mgr inż. Mieczysław WILK
(8.02.1925-21.08.2008) zasłużony
dla Wojsk Lotniczych i Obrony
Powietrznej uzbrojeniowiec, rakietowiec – przeciwlotnik i logistyk. Absolwent Oficerskiej Szkoły Uzbrojenia
w Bartoszycach (1950 r.), członek
grupy organizacyjnej powstającej WAT (lata 195051), absolwent tej uczelni (1961 r.), starszy pomocnik
szefa Oddziału Zaopatrzenia Szefostwa WRiArt.
WOPK w okresie powstania i rozwoju wojsk rakietowych (lata 1961-1972), st. pom. szefa i szef Oddziału
Zabezpieczenia Rakietowego i Radiolokacyjnego
Szefostwa Służby Uzbrojenia WOPK (l. 1972-1985).
W okresie okupacji żołnierz AK.
W Wojsku Polskim służbę pełnił przez ponad
40 lat. Odznaczony Krzyżem Partyzanckim, Krzyżem AK, Srebrnym Krzyżem Zasługi oraz Krzyżem
Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a także
wieloma medalami państwowymi, resortowymi i stowarzyszeniowymi. Od 1971 r. był członkiem związku
kombatantów, a od 1994 r. członkiem Koła nr 23
ZBŻZiORWP przy DSP. Po mszy w kościele p.w.
św. Karola Boromeusza pochowany na Cmentarzu
Stare Powązki.
Jerzy Nastrożny
26
Październik
www.gwir.pl
zdrowie
CHOROBA WIEŃCOWA
znana częściej pod nazwą choroba
niedokrwienia mięśnia sercowego. Występuje pod postacią dławicy piersiowej i
jej wariantów, zawału mięśnia sercowego,
przewlekłego niedokrwienia mięśnia sercowego i nagłej śmierci. Największe nasilenie
choroby wieńcowej występuje w przedziale
wiekowym 50- 65 roku życia natomiast najczęściej zejście śmiertelne z tego powodu
w 80% przypadków następuje u chorych
powyżej 65 roku życia. Śmierć z powodu
choroby wieńcowej zazwyczaj obserwuje
się między 65 a 74 rokiem życia i dotyczy
dwukrotnie częściej mężczyzn.
Choroba wieńcowa występuje wtedy, gdy zaistnieje dysproporcja między
zapotrzebowaniem na tlen przez serce a
możliwością jego dostarczenia. Stan taki
może być następstwem skurczu naczynia
wieńcowego, zatkania światła naczynia lub
gwałtownego zapotrzebowania na tlen, najczęściej pod wpływem wysiłku fizycznego
lub stresu z wysiewem katecholamin do
krwiobiegu. Sygnałem tej dysproporcji jest
ból wieńcowy.
Jak rozpoznać ból wieńcowy?
Ból wieńcowy inaczej nazywamy dusznica bolesna lub dławica piersiowa.
Ból dławicowy jest rezultatem niedokrwienia serca czyli zmniejszenia ilości
tlenu dostarczonego wraz z krwią do serca.
Ból pojawia się w czasie zwiększonego
zapotrzebowania na tlen czyli po wysiłku
fizycznym.
Pacjenci z chorobą wieńcową najczęściej odczuwają ból dławicowy w takich
sytuacjach jak:
– szybki marsz,
– bieg (podbieganie do autobusu),
– wchodzenie po schodach.
Jak rozpoznać typowy ból dławicowy?
Typowy ból ma kilka cech charakterystycznych odróżniających go od bólu
w klatce piersiowej spowodowany innymi
chorobami np. schorzenia kręgosłupa,
przewodu pokarmowego, neuralgie międzyżebrowe i inne.
Typowy ból dławicowy.
– Umiejscowiony w klatce piersiowej
za mostkiem.
– Trwa od kilku do kilkunastu minut.
– Może mieć charakter pieczenia, ucisku ciężaru, rozpierania.
– Może promieniować do szyi, żuchwy,
a nawet kończyn górnych (ból może obejmować bark, ramię i czasem dłoń).
– Pojawia się podczas wysiłku fizycznego lub w stresie.
– Czasem może być wywołany przez obfity posiłek, niską temperaturę, silne emocje.
– Ustępuje w okresie 5-10 minut po
odpoczynku lub po zażyciu nitrogliceryny
w postaci tabletki lub aerozolu
Dolegliwości bólowe mogą pojawić się
i przy mniejszym wysiłku fizycznym lub bez
wysiłku fizycznego, np. w nocy lub nad ranem. Może to świadczyć o tzw. niestabilnej
postaci choroby wieńcowej. Niestabilna postać choroby wieńcowej może doprowadzić
do zawału serca.
Kiedy należy podejrzewać zawał serca?
W zawale serca dolegliwości bólowe
trwają zwykle dłużej i są bardziej nasilone.
Ból trwający powyżej 20-30 minut nakazuje
podejrzewać zawał serca. Charakterystyczne bóle w zawale serca:
– zwykle trwa dłużej od kilkunastu minut
do kilku godzin,
– jest bardzo silny,
– najczęściej ma charakter pieczenia,
ucisku dławienia lub rozpierania,
– zwykle umiejscowiony jest za mostkiem,
– często promieniuje od szyi, żuchwy,
karku, obu karków, lewej kończyny górnej,
– bólowi zawałowemu często towarzyszy niepokój, poczucie lęku, osłabienie
i poty,
– mogą wystąpić nudności i wymioty,
– dolegliwości bólowe w zawale nie
ustępują po nitroglicerynie ani po zwykłych
lekach przeciwbólowych.
Jeśli ból nie ustępuje samoistnie należy usiąść i zażyć dawkę nitrogliceryny (w
postaci tabletki czy aerozolu). Jeśli ból nie
ustępuje i trwa nadal to po 5-ciu minutach
należy przyjąć następną dawkę nitrogliceryny. Jeżeli ból utrzymuje się po 5-ciu
minutach należy zażyć trzecią dawkę. Jeśli
po przyjęciu trzeciej dawki nitrogliceryny
ból nie ustąpił należy wezwać pomoc
lekarską.
Ból trwający powyżej 20 minut może
świadczyć o zawale serca. Pacjent z
podejrzeniem zawału serca powinien w
oczekiwaniu na pomoc lekarską zaprzestać wykonywania wysiłku fizycznego
i pozostać w pozycji leżącej i przyjąć
tabletkę-Aspirynę.
Opisane objawy choroby wieńcowej i
zawału serca są to typowe objawy, które
występują najczęściej. Ale zdarzają się i
nietypowe objawy zawału, np. ból tylko lewej ręki, żuchwy lub nadbrzusza. Czasami
zawały przebiegają bez dolegliwości bólowych (tzw. zawał bezbólowy) najczęściej
u chorych w podeszłym wieku, z cukrzycą,
nadciśnieniem tętniczym. Zawał może też
objawić się dusznościami, znacznym osłabieniem lub nagłą utratą przytomności.
Leczenie
Polega na zwalczaniu bólu i stosowaniu
leków o działaniu hemodynamicznym. Leki
te poprawiają ukrwienie serca. Do grupy tej
należą: azotany-Nitrogliceryna, B-blokery,
www.gwir.pl
antagoniści wapnia, Amlozek i wiele innych
leków stosowanych w leczeniu choroby
wieńcowej i nadciśnienia tętniczego. Drugą
grupą leków są leki cytoprofekcyjne. Jest to
nowa grupa leków, które poprawiają metabolizm wewnątrz komórek serca i chronią
je przed skutkami niedokrwienia. Do tej
grupy należą: trimetazydyna MR, preparaty
jak: Productal MR i Metazydyna.
Czego ma unikać chory kardiologicznie?
Osoba, która przebyła zawał serca jest
po by-passach lub z chorobą wieńcową
winna unikać wysiłków fizycznych w tym:
– dźwigania,
– pchania (zepsutego samochodu),
– zmiany koła w samochodzie,
– odgarniania śniegu,
– otwierania okien w pociągu,
– intensywnego kopania ziemi na
działce,
– innych zajęć podobnych.
Może natomiast prowadzić samochód!
Może a nawet trzeba prowadzić normalne
współżycie seksualne.
Najlepszą radą ogólną, jaką mogę
dać pacjentom na podstawie długoletniej
praktyki i obserwacji chorych na chorobę
wieńcową to zachowanie we wszystkim
umiaru. Należy utrzymać uregulowany
tryb życia przestrzegając godzin pracy,
Październik
G³os Weterana i Rezerwisty
wypoczynku i posiłków, wyeliminować z
życia w miarę możliwości element stresu,
pośpiechu. Nie stawiać sobie nadmiernie
wygórowanych celów, ale nie wolno z nich
rezygnować całkowicie. Realizować cele
i zadania stopniowo. „Wyścig szczurów”
pozostawić młodzieży. Życie nasze jest
darem zbyt cennym aby je tracić na drobnostki, którymi nie należy się przejmować,
jeśli nie jesteśmy w stanie ich uniknąć
względnie nie możemy ich zmienić.
EMERYCI I RENCIŚCI WOJSKOWI
Z GARNIZONU WARSZAWSKIEGO
Czy wiesz., do kogo możesz zwrócić
się w razie potrzeby o pomoc lekarską?
Otóż możesz, bo takiej pomocy udziela
się w miejscu zamieszkania chorego w
dniach roboczych od godz. 18.00 do 7.00
rano dnia następnego, a w dniach wolnych
CAŁĄ DOBĘ.
Lekarze dyżurujący pod telefonami
– 022 610 02 41
– 022 681 85 30 tel. wojskowy 818 530.
W nagłych wypadkach
(wymagających przyjazdu
zespołu reanimacyjnego)
trzeba wezwać pogotowie
cywilne.
lek med. Piotr
BIAŁOKOZOWICZ
kĄcik radcy prawnego
300% podwyżki za wieczyste
użytkowanie gruntu?
W ostatnim czasie do redakcji „Głosu Weterana i Rezerwisty” napływa od członków naszego Związku wiele zapytań i protestów pisemnych
dotyczących propozycji Wojskowej Agencji Mieszkaniowej dotyczącej zmiany wysokości
dotychczasowych opłat za wieczyste użytkowanie nieruchomości gruntowej, związanej z własnością zajmowanych lokali.
Żalący się podnoszą pretensje przeciwko proponowanej podwyżce sięgającej nawet
300%, bez podania faktycznych podstaw i przekonujących dowodów.
Analiza powołanych przez Wojskową Agencję Mieszkaniową przepisów prawnych
oraz zasadności protestów żalących się można streścić i należy podkreślić co następuje:
– Z punktu widzenia formalno-prawnego Wojskowa Agencja Mieszkaniowa jest
usprawiedliwiona na mocy ustawy o gospodarce nieruchomościami z dnia 21 sierpnia
1997 r., między innymi do uaktualnienia wysokości opłaty rocznej, jeżeli wartość tej
nieruchomości uległa zmianie.
– Właśnie tę okoliczność i słusznie podnoszą żalący się, albowiem w okresie od
ustalenie pierwszej wartości nabytej przez nich nieruchomości – lokali mieszkalnych
– nie poczyniono przez Wojskową Wspólnotę Mieszkaniową żadnych nakładów lub
ulepszeń, które by uzasadniały tak wysoką podwyżkę.
Stąd też wypływa zasadnicza rada, że należało, co wielu uczyniło, składać w
określonym terminie w powiadomieniu wnioski do Samorządu Kolegium Odwoławczego o ustalenie, czy aktualizacja opłaty jest uzasadniona, albo jest uzasadniona
w innej wysokości.
Tylko tą drogą można reagować na propozycję Wojskowej Agencji Mieszkaniowej zawartej w zawiadomieniu o aktualnej wysokości opłaty rocznej z tytułu użytkowania
wieczystego gruntu. Nie złożenie takiego wniosku w terminie 30 dni licząc od otrzymania
zawiadomienia będzie wyrażeniem zgody na proponowaną podwyżkę. Złożenie wniosku
nie może spowodować żadnych ujemnych następstw osobom żalącym się, a stanowi
jedynie dopuszczalną drogę prawną do tak niekorzystnych propozycji Wojskowej
Agencji Mieszkaniowej.
Józef PIOTROWICZ
kĄcik poezji
pod redakcj¹
Antoniego
RYPU£Y
JESIENNY SPACER
Las jesienią jest piękny
Kolorowe liście go zdobią.
Pajączki plotą swe sieci
w gałązkach kolorowych.
Las zakwitł jesienią
dla mnie tego roku
kiedy próbowałam
dotrzymać tobie kroku.
Kolorowy motyl
latał nam nad głową.
Szkoda że tego piękna
inni zobaczyć nie mogą.
Kiedy przyjdzie czas
Znowu pójdziemy ta drogą.
Marzena BOCHEM-DOMAŃSKA
Kraków
KRZYŻ WALECZNYCH
Rozjaśniało niebo,
Słońce radośnie świeciło,
Wracał żołnierz z tułaczki.
Wokół pola zielone,
Młodnik znacznie podrósł,
Nad stawem przeleciały kaczki.
Dźwiga trudy wojenne
Na swych plecach – zgarbiony,
Gdzieś pożegnał kolegów serdecznych.
Na piersi mu się kołysze
Dzwoniąc o medale
Przypięty Krzyż Walecznych.
Popatrzył z dumą na mundur
Gdzie Krzyż na wstążce upięty,
Podumał rzewnie chwilę.
Żegnał w myślach kolegów
Żywych jak on i tamtych
Co mieli krzyż na mogile.
Julian ZDERSKI
SERCE KAMIENNE
Kamienne serca rozpacz i niemoc
I burze myśli i zdarzeń!
A wkoło słońce ptak kot i kwiatek
Pogodny radosny ranek!
Kamienne serca ręce kamienne
Twarze kamienne bez oczu
Biegną na oślep chciwe i pewne
Że wszystko mieć będą wokół!
I kręcą się wkoło na karuzeli
Chcąc ciągle więcej i więcej
A obok żebrak pod murem siedzi
Śpiewając pieśni rzewne.
Dokąd prowadzi pewność i buta?
Jak długo łańcuch wytrzyma?
Pięknie ogniwko i z karuzeli
Spadnie na ziemię pycha!
Teresa WITEWSKA
Skierniewice
27
G³os Weterana i Rezerwisty
Październik
krzyŻówka
z danielem
10/2008
www.gwir.pl
WYJĄTKOWO
DUŻO
ROZWIĄZAŃ
wpłynęło od Czytelników
z odgadniętym hasłem Krzyżówki zamieszczonej w nr.
8/08 – „Człowiek jest modelem świata”. Dziękujemy,
ale tylko 5 krzyżówkowiczów
miało szczęście w losowaniu książek. Są to: Krzysztof Kupisz – Tarnobrzeg,
Zdzisław Małowiejski
– Koszalin, Krystyna Michalska-Kucz – Babimost,
Ryszard Śmigiel – Płock,
Zygmunt Surek – Kępno,
który przesłał rozwiązanie
na widokówce z portretem
wybitnego malarza T.P.
Potworowskiego.
Redakcja otrzymała, jak
nigdy, mnóstwo pozdrowień
i życzeń z okazji święta
Wojska Polskiego i Dnia
Weterana. Pamiętali o nas
m.in.: Janek Zalewski, który wysłał kartkę ze Świętokrzyskiego, gdzie „Imć Baba
Jaga...” i pogratulował gazety internetowej (www.gwir.pl
dop. red.), państwo Bożena
i Czesław Tomczyk z Krotoszyna, Andrzej Krzemiński
z uroczego Pobierowa, A.J.
Korolewiczowie podczas
pobytu w Ciechocinku, Łukasz Kuźmicz z Sanatorium
w Iwoniczu Zdroju i wielu
innych.
28
„Głos Weterana i Rezerwisty” ukazuje się od 14 stycznia 2000 r.
Wcześniej: „Głos Weterana” – kwartalnik od 16 stycznia 1990 do grudnia 1994 r.
Od kwietnia 1995 r. – miesięcznik „Głos Weterana”.
REDAKCJA
ul. Żwirki i Wigury 105, 00-912 Warszawa, Urząd Pocztowy Warszawa 69;
tel/faks: 022 (6)82 40 28; 022 (6)82 50 98
e-mail: [email protected]
Redaktor naczelny: Antoni Witkowski, tel./faks: 022 (6)82 40 28; 022 (6)82 50 98
Zastępcy redaktora naczelnego: Jerzy Reinert, tel.: 022 (6)82 40 28,
wydanie elektroniczne: Miłosz Biały, tel.: 022 (6)82 40 28
Skład: Henryka Janicka; łamanie: Elżbieta Kuźmińska, opracowanie stylistyczne: Katarzyna Kocoń.
RADA REDAKCYJNA
Zygmunt Broniarek, Zbigniew Ciećkowski – przewodniczący, Stanisława
Garbalińska, Stefan Jakubowski – zastępca przewodniczącego, sekretarz,
Jan Machno, Stanisław Markiel, Bogdan Miller, Mieczysław Mikrut, Zbigniew Moszumański, Mieczysław Pudelewicz, Wiesław Pietrzak, Grzegorz
Sikorski, Władysław Żmijewski.
WYDAWCA
ZARZĄD GŁÓWNY ZWIĄZKU BYŁYCH ŻOŁNIERZY ZAWODOWYCH
I OFICERÓW REZERWY WP
Adres: ul. 11 Listopada 17/19 bl. 1, 03-446 Warszawa
www.zbzzorwp.wp.mil.pl; e-mail: [email protected]
Prezes: Adam Rębacz, tel. 022 (6)87 24 69
Sekretarz generalny ZG: Jan Kacprzak, tel. 022 (6)87 22 28
Dyrektor Biura ZG: Stanisław Kordowski, 022 (6)87 24 70
Wiceprezesi:
ds. socjalno-zdrowotnych, Aleksander Kubacki, tel. 022 (6)87 24 73
ds. obronności: Jan Gazarkiewicz, tel. 022 (6)87 23 77
ds. społecznych: Kazimierz Kolasa, tel. 022 (6)87 24 73
Konto bankowe: PEKAO S.A. Oddział w Warszawie; ul.Targowa 81,
03-408 Warszawa; nr: 45 1240 6104 1111 0000 4784 5055
PRENUMERATA
Stanisław Kordowski, tel. 022 (6)87 24 70, ul. 11 Listopada 17/19, 03-446 Warszawa
Miesięcznik można zaprenumerować zbiorowo za pośrednictwem zarządów wojewódzkich, rejonowych, kół oraz indywidualnie
Zasady prenumeraty
„GWiR” można prenumerować w określinych terminach:
Prenumerata roczna
- do końca listopada roku poprzedzającego
Prenumerata kwartalna - do końca listopada roku poprzedzającego na 1 kwartał
- do końca lutego, maja, sierpnia na następne kwartały
Prenumerata półroczna - do końca listopada roku poprzedzającego na 1 pórocze
- do końca maja na 2 półrocze
Opłaty wynoszą:
- w prenumeracie indywidualnej 1 egz. miesięcznie 5,00 zł
- w prenumeracie zbiorowej
4,50 zł
1 egz.
2 egz.
3 egzemplarze i więcej
Kwartalnie 15,00 zł 30,00 zł 40,50 zł + 13,50 zł za każdy następny egz.
Półrocznie 30,00 zł 60,00 zł 81,00 zł + 27,00 zł za każdy następny egz.
Rocznie
60,00 zł 120,00 zł 162,00 zł + 54,00 zł za każdy następny egz.
DRUKARNIA
Offsetowa KRA-BOX, 04-762, ul. Mrówcza 94 b.
tel/faks: 022 615 21 61, e-mail: [email protected]

Podobne dokumenty