Jesiań, Wszitke Śłante ji Zaduszki

Komentarze

Transkrypt

Jesiań, Wszitke Śłante ji Zaduszki
Numer wydano dzięki dotacji Ministra Administracji i Cyfryzacji
oraz Samorządu Województwa Pomorskiego.
Dofinansowano ze środków Miasta Gdańska
W NUMERZE:
3 Jesiań, Wszitke Śłante ji Zaduszki
Zyta Wejer
W4 NUMERZE:
Tradycję przełożyć na współczesność
Z Grzegorzem Szlangą rozmawiała
Malijewska
3 Halina
Opowieść
o losach Polski
6 Krzysztof
Warkòwnie,
przezérk i Scena 138
Korda
Halina Malijewskô, tłómacził DM
Od konnych
omnibusów
do Pesa
Duo
85Remùs
òdczëtóny
bez Téater
Snieniów
SławomirLewandowski
– w dwùch spòdlich
8 FTeatr
elicjôSzekspirowski
Baska-Bòrzëszkòwskô,
Danutana gwiazdy
z widokiem
Stanulewicz,
tłóm.
N.
Kłopòtk-Główczewskô
GrażynaAntoniewicz
10 Sopocka muza dla profesora
Jubilatka Politechnika
10 Aleksander
Gosk
MartaSzagżdowicz
10
Gratulujemy!
11 Red.
Kaszëbizna w stolëcë
11
Czëtóné w maszinopisach
kg
Stanisłôw Janka
12 ZKaszubi
w Gdańsku.
13
wiele strón
rzéczi Gdańsk stolicą Kaszub? –
raz jeszcze!
Bògùmiła
Cërockô
JózefBorzyszkowski
16
Z Atlantydy do sklepu z demokracją
17 Jacek
DziałoBorkowicz
się w Gdańsku
18
Idea polskiego kolonializmu na wybranych
TeresaJuńska-Subocz
przykładach prasy międzywojennej (cz. 1)
Pòmión
skòwrónka – Renata Gleinert
18 Piotr
Schmandt
21 TómkFópka
Opowiastka o samotności czyli „Nora”
wychodzi w morze Salińskiego (cz. 1)
Ożywiają
przeszłość
20 Paulina
Kalbarczyk
23 MarekAdamkowicz
Pomorskie rewitalizacje
22 Sławomir
Lewandowski
Brzôd kònkùrsu
Drzéżdżona
24
Z Kociewia. Uczby nigdy nie za wiele
StanisłôwJanke
Maria Pająkowska-Kensik
23 Kuźnia
Na zdrowié
wejrowsczich
szewców
25
pomorskiej
inteligencji
rd
Kazimierz Jaruszewski
28
u Méstra
Jón Trepczik
24 Zéńdzenia
Tacewnô pòzwa
„GrifJana.
”. Wòjcech
Czedrowsczi
w ùbecczich
do 1956
papiorach zôpiskach
bezpieczi (dz.
2) r. (dz. 6)
Słôwk
Fòrmella
SłôwkFòrmella
30 Od Gdańska do Złotej Pragi?
Zapachy mieszane,
czyli o Coco Chanel
26 Stanisław
Salmonowicz
StanisławSalmonowicz
32 Kaszëbsczi dlô wszëtczich. Ùczba 48
28 Róman
Drzéżdżón,
Danuta starosta
Pioch
Młodokaszuba,
żołnierz,
(cz. 1)
34
Górny Wrzeszcz
MarianHirsz
Marta Szagżdowicz
30 Na kùńc Eùropë i jesz dali…
ZTomaszãPlichtãgôdôDarkMajkòwsczi
NAJÔ
ÙCZBA I–VIII
32 Kaszubi
Ùczba 37.naKaszëbsczi
króm
35
Pomorzu Zachodnim
RómanDrzéżdżón,DanutaPioch
na przestrzeni wieków (cz. 4)
Szultka
34 Zygmunt
Terpy stworzyły
Fryzów
JacekBorkowicz
37 Listy
38 Pomysł województwa koszalińskiego wiecznie
żywy?
Łukasz Grzędzicki
40
Remùs
na chójce
I–VIII
Najô Ùczba
Z lesnym Zdobisławã Czarnowsczim gôdkã
Tomôsz Fópka
35 prowadzył
Jô jem kòmédiantã
ZeZbigniewãJankòwsczimgôdôStanisłôwJanke
42
Chcemë dac lëdzóm wzór i zdrzódło
Ze Sławòmirã Bronkã gôdôł Dariusz Majkòwsczi
39 Dzień Edukacji, czyli po naszamu Uczby
44 Zrozumieć Mazury. Pranie
MariaPająkowska-Kensik
Waldemar Mierzwa
39 Góra
Mirosława
Möller Łajminga
46
Włodzimierza
Szkoła
Małgorzata
Dorna
48 Z południa. Szkoło, gdy cię wspominam
40 „Gdynia” w Holandii
Kazimierz Ostrowski
AndrzejBusler
48 Z pôłniégò. Szkòło, czej ce wspòminóm
42 Tłóm.
Kłopòtk-Główczewskô
Żyją wNataliô
niewygasłej
pamięci
KazimierzOstrowski
50
Swiat Kaszëbsczi w Szëmôłdze
DM
42 Żëją w niewëgasłi pamiãcë
50
Cassubia spiéwô
Tłóm.DanutaPioch
P.D.
44 Lektury
Biég za zdrowim
51
56 BògumiłaCërockô
Konieczne wojaże trenerów
46 Janusz
Kowalski
Wiérztą
żëcé pisóné
57
Nowi nôdgróbk dlô mjr. Kòwalsczégò
MayaGielniak,tłóm.BòżenaÙgòwskô
Red.
48 Kaszëbka
ZrozumiećwMazury.
58
AIESEC Pobożność
WaldemarMierzwa
Pioter
Léssnawa
58
basręki
50 Diôbli
Z drugiej
rd
51 Szwadróna
Listy
59
„Kaszuby”
53 Red.
Lektury
60 Mac, mac, mac
Pamiętajmy o Żeromskim – piewcy morza
57 P.D.
JerzyNacel
61
Klëka
66
się w Kanadzie
Gdańsku
59 Działo
Pusta noc
Teresa
Juńska-Subocz
AleksandraKurowska-Susdorf
67 Programòwanié
KlëkaFópka
62 Tómk
68
66 Bania
X Konkurs „Moja pomorska rodzina”
Rómk
Drzéżdżónk
KrzysztofKowalkowski
67 Po czim pòznac artistã
Òbkłôdka
III Mòje serakòjsczé miesące
TómkFópka
Jarosłôw Kroplewsczi
68 Pëlckòwsczi meloman
RómkDrzéżdżónk
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
POMERANIA LËSTOPADNIK 2014
Od redaktora
Listopad to czas zadumy, refleksji, wspominania tych,
co odeszli. Nastrój, który często towarzyszy nam w tym
miesiącu, trafnie oddaje jedna z jego kaszubskich nazw:
„smùtan”. W środowisku kaszubsko-pomorskim taki
„smùtan” przeżywaliśmy prawie przez cały ten rok.
W ciągu minionych kilkudziesięciu lat również żegnaliśmy wiele ważnych dla naszego ruchu osób. Śmierć każdej
z nich zostawiła pustkę nie tylko w sercach, ale i na różnych „frontach walki” o naszą małą ojczyznę. Tym razem
jednak tak wielu spośród tych największych odeszło niemal jednocześnie. W styczniu żegnaliśmy prof. Edmunda Wnuk-Lipińskiego. Potem w ciągu dwóch miesięcy umarło trzech innych profesorów, którzy większość
swego życia oddali Pomorzu: Marek Latoszek, Jerzy Samp i Jerzy Treder. Czy są
wśród nas ludzie, którzy mogliby ich, choćby częściowo, zastąpić? Czy doczekamy się następców Stanisława Pestki, znakomitego poety, pisarza i publicysty
(obok wielu innych zasług zawdzięczamy mu też nazwę przeglądu kaszubskich
teatrów „Zdrzadniô Tespisa”, który obszernie w tym numerze relacjonujemy)?
Prawie w tym samym czasie musieliśmy pożegnać także Güntera Grassa, który
wprowadził Kaszuby w krąg światowej literatury. Latem odszedł Eugeniusz Gutfrański, legenda kajakowych spływów Śladami Remusa...
Czas zazwyczaj pomaga ukoić ból nawet po tak wielkiej stracie, ale chętnych
i zdolnych do przejęcia ich zadań będziemy zapewne szukać latami. I dlatego
nasz „smùtan” może trwać jeszcze długo.
Dariusz Majkowski
PRENUMERATA
Pomerania z dostawą do domu!
Koszt prenumeraty rocznej krajowej z bezpłatną dostawą do domu: 55 zł. W przypadku prenumeraty zagranicznej: 150 zł. Podane ceny są cenami brutto i uwzględniają
5% VAT.
Aby zamówić roczną prenumeratę, należy
• dokonać wpłaty na konto: PKO BP S.A. 28 1020 1811 0000 0302 0129 35 13, ZG ZKP,
ul. Straganiarska 20–23, 80-837 Gdańsk, podając imię i nazwisko (lub nazwę jednostki zamawiającej) oraz dokładny adres
• zamówić w Biurze ZG ZKP, tel. 58 301 90 16, 58 301 27 31, e-mail: [email protected]
wp.pl
• Prenumerata realizowana przez RUCH S.A: zamówienia na prenumeratę (...) można
składać bezpośrednio na stronie www.prenumerata.ruch.com.pl. Ewentualne pytania prosimy kierować na adres e-mail: [email protected] lub kontaktując się z Infolinią Prenumeraty pod numerem: 22 693 70 00 – czynna w dni robocze
w godzinach 7–17. Koszt połączenia wg taryfy operatora.
2
ADRES REDAKCJI
80-837 Gdańsk
ul. Straganiarska 20–23
tel. 58 301 90 16, 58 301 27 31
e-mail: [email protected]
REDAKTOR NACZELNY
Dariusz Majkowski
ZASTĘPCZYNI RED. NACZ.
Bogumiła Cirocka
ZESPÓŁ REDAKCYJNY
(WSPÓŁPRACOWNICY)
Piotr Machola (redaktor techniczny)
Marika Jocz (Najô Ùczba)
KOLEGIUM REDAKCYJNE
Edmund Szczesiak
(przewodniczący kolegium)
Andrzej Busler
Roman Drzeżdżon
Piotr Dziekanowski
Aleksander Gosk
Ewa Górska
Stanisław Janke
Wiktor Pepliński
Bogdan Wiśniewski
Tomasz Żuroch-Piechowski
TŁUMACZENIA
NA JĘZYK KASZUBSKI
Natalia Kłopotek-Główczewska
Dariusz Majkowski
PROJEKT OKŁADKI
Maciej Stanke
Fot. Depositphotos.com/Drukarnia Chroma
WYDAWCA
Zarząd Główny
Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego
80-837 Gdańsk
ul. Straganiarska 20–23
DRUK
Wydawnictwo Bernardinum Sp. z o.o.
ul. Bpa Dominika 11
83-130 Pelplin
Nakład 1200 egz.
Redakcja zastrzega sobie prawo
skracania i redagowania artykułów
oraz zmiany tytułów.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności
za treść ogłoszeń i reklam.
Wszystkie materiały objęte są
prawem autorskim.
POMERANIA LISTOPAD 2015
GADKI RÓZALIJI
Jesiań,
Wszitke Śłante
ji Zaduszki
Z Y TA W E J E R
Mnimozami jesiań sia zaczina,
Złotawa, krucha ji mniyła...
– psisał J. Tuwin!
Zaś jinszi mówma zez naszych bajarzów śpsiywał:
Chrizantemi złociste
Wew kriształowim wazónie
Stojó na fortepianie...
Ale niy jano na fortepianie, bo kele Wszitkych Śłantych je jych
fol na smantarzach.
Ks. Janusz Pasierb tak psisał, stojąc zapewno chdzieś na
smantarzu łotulónim wiandnócimi liściami, nad chtórnim
słichać było klangor łodlatujócych żurawjów:
Ze wszitkygo wew żiciu
może najbardzi sia bojisz
chwiylów łostatniych
że zabrakuje ci Nikodema
abo Józefa zez Arimateji
ji nie bandzie mniał chto
zdjóć cie zez krzyża
ale tedi może
niy bandziesz potrzebował ludziów
ji tak zajantych własnym łumniyraniam
Może łoderwje ciebie łod drzewa
ji zez ranców powijmiwa gożdzie
Chtoś jinni
naprawda żiwi
Wszitke żam só przeznaczóne do nieśmiyrtelności. Kościół-Matka Nasza łuczi nas, że łón sia dzieli na trijumfujóci, ciyrpjóci, modłóci sia ji pjelgrzimujóci.
Ty pjelgrzimujóce to żam só mi, chtórne idzim do Naszygo
Dobrego Mniyłosiernygo Łojca. Kedi sia snujim mniandzi
grobami, żiwe pośrodku łumertych, sómi łobrazam jedni zez
ważnych prawdów naszi wjari: „Śłantych łobcowanie”. Dobri
Bóg wichodzi nóm naprzeciw! Łón zawdy nas oczekuje jak
Dobri Łojciec Sina Marnotrawnygo.
C.K. Norwid poetycko wiraża to timi słowi:
Musiał to bić cud – cud to był,
że chwyciłem się belki spróchniałej...
(a góżdz wew ni tkwił,
jak wew ramionach k r z y ż a!...) – uszedłem całi!
A łoddóm eszcze głos J. Twardowskamu. Nó to czujta:
Chtórniś sia modlił bo było Ci za ciasno wew paciyrzu
chtórniś rozgrzyszał Magdalena nie słuchająci jeji grzychów jano
łzów
chtórniś nie tłumaczył do końca cierpienia
chtórni wigadanim kaznodziejóm kładziesz do ustów gąbka ciszi
(...)
Prosza Cia ło krijówka wew ciankim kąnciku Twojych ludzkach
ranców
przed zgrajó formuł
Modlitwa, jeji istota – obecność Boga, mniyłość Boga, powjitanie bez Boga swojego dziecka (nas) – to je richtich niebo.
Eliot przepowjadał:
Żam sia stanyli ziamnió jałowó.
Modlijma sia tedi, a sia przekónómi, że to nie je wołanie wew
pustka, ano że to je pulsujóci znak żicia, tak Boga, jak ji człeka. Wiznajma tedi, że wjerzim wew Śłantych Łobcowanie,
Ciała Zmartwychwstanie ji Żywot wjeczni!
Grobi pełne chrizantemów ji lampków mnigajócych nad każdó mogiłó, to znak naszi wjari, że nasi blisci doszli łuż do
chwałi wjeczni, choc durch jejych dusze polycómi łasce nieba.
Rózalija
Tekst napisany w gwarze kociewskiej, cytowane utwory lub ich fragmenty
zostały przełożone na kociewski przez autorkę
Cmentarz we Wielu.
Fot. Joymaster. Wikimedia Commons
TEATR – TEMAT MIESIĄCA
Tradycję przełożyć
na współczesność
Z Grzegorzem Szlangą, założycielem Chojnickiego Studia Rapsodycznego, absolwentem
PWST we Wrocławiu, aktorem i reżyserem, rozmawiała Halina Malijewska.
Jest pan przykładem twórcy teatralnego, który swoją amatorską pasję przekuł w profesjonalizm. Jak to wszystko
się zaczęło?
Zawsze interesowałem się teatrem, ale
nigdy mnie nikt nie prowadził „profesjonalnie”. Miałem takie podejrzenia,
że jestem wrażliwy i mógłbym to robić,
nie wiedziałem jednak, jak dojść, tak jak
pani wspomniała, do pewnego profesjonalizmu. Przypadkiem znalazłem Centrum Kultury Zamek w Poznaniu, tam
poznałem pana Henryka Dąbrowskiego
i był on pierwszą osobą, która potrafiła
mi powiedzieć, co robię źle – uważam
to za niezwykle ważne. Potem wygrałem kilka konkursów i zauważyła mnie
dyrektor teatru Stajnia Pegaza Ewa
Ignaczak. Tam też trafiłem i to na tej
scenie zaczęła się moja zawodowa praca. Nauczyłem się tam wszystkiego, co
wiem o teatrze i w ogóle o aktorstwie.
Zagrałem może 800 spektakli w życiu.
Na każdym przedstawieniu Ewa Ignaczak dawała mi zadanie do wykonania,
żebym sprawdził sobie jakiś aspekt aktorstwa. Tak budowałem swoją wiedzę,
którą wykorzystuję teraz. Bardzo dobrze rozumiem, czym jest amatorstwo.
Grał pan w Stajni Pegaza w Sopocie,
jednak wrócił pan do Chojnic. Nie było
żalu, że zostawia pan za sobą granie
w zawodowym teatrze?
Chciałem łączyć dwie rzeczy. Z wykształcenia jestem pedagogiem. Pomyślałem, że będę robił to, co lubię, czyli
uczył angielskiego, a przy tym hobbystycznie będę się zajmował teatrem.
Ale aby osiągnąć pewien poziom, który widziałem już w teatrze, musiałem
4
poświęcić temu więcej czasu, dlatego
zrezygnowałem z pracy nauczyciela.
I jakoś się udało dojść, tak myślę, do satysfakcjonującego poziomu, choć wciąż
jest wiele rzeczy do odkrycia. Powiem
szczerze, że podziwiam ludzi, którzy
biorą udział w przeglądzie teatrów kaszubskich. Wiem, jak trudno jest łączyć
pracę zawodową z pasją. Jestem tu trzeci
rok z rzędu i obserwuję, widzę, z czym
mają problem. Pod tym kątem przygotowałem też dla nich swoje warsztaty.
Co więc pana zdaniem jest największym problemem, jeśli chodzi o pracę
amatorskich teatrów na Kaszubach?
Brak materiałów, z których mogą czerpać, czy może brak miejsca, w którym
można by się spotykać?
No na szczęście jest Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie, które próbuje scalić te
teatry, co uważam za bardzo cenne. Ich
rozwój jest możliwy, tak myślę, poprzez
wzajemną obserwację. Głównym problemem chyba jest czas, ale i tak uważam, że
nie radzą sobie te teatry źle. Przykładem
Teatr Amatorski z Chojnic, który co roku
ma jakiś nowy spektakl. Problemem nie
jest brak materiału, bo tego jest dużo.
Znalazłem nawet tekst, który sam chciałbym zrobić, a który odnosi się do kultury
kaszubskiej. Dramat Marka Gajdzińskiego
„Matka jest jedna”. Mam w planach jego
realizację na przyszły rok.
To już trzecia edycja Przeglądu Teatrów
Kaszubskich „Zdrzadniô Tespisa”. Widzi pan w tym roku jakieś zmiany?
Zdjęcie ze spektaklu G. Szlangi na podstawie „Władcy Much” W. Goldinga.
Fot. Daniel Frymark
POMERANIA LISTOPAD 2015
TEATR – TEMAT MIESIĄCA
nowe środki wyrazu. Z prof. Danielem
Kalinowskim przy pierwszym przeglądzie w podsumowaniu zwróciliśmy
uwagę na to, że każdy spektakl miał
w scenografii stół i że w zamyśle tych
twórców z Kaszub wszystko powinno
się dziać przy stole. W następnym roku
po naszej uwadze już nikt go nie miał.
Ale przecież nie o to nam chodziło. To,
co tu mówimy, okazało się opiniotwórcze, dlatego potrzebne jest konstruktywne krytykowanie tych twórców.
W swojej działalności teatralnej sięgał
pan po teksty m.in. Williama Goldinga, Érica-Emmanuela Schmitta, Vladimira Nabokova... Nad czym pan teraz
pracuje?
Teraz robię spektakl na podstawie Leszka Kołakowskiego „Wielkiego kazania
księdza Bernarda” z Rozmów z diabłem.
Jestem tym bardzo przejęty, to najtrudniejsza rzecz, którą się kiedykolwiek zajmowałem. Tak głęboki tekst, tak łatwo
to zepsuć. To spektakl o istocie dobra
i zła. To bardzo trudne zadanie.
G. Szlanga. Fot. Daniel Frymark
Tak, przede wszystkim pierwszy
przegląd miał więcej przedstawień,
zgromadził grupy z różnych rejonów
Kaszub, to było dobre, bo był cały przekrój, miało się wrażenie pewnej pełni.
To było moim zdaniem naprawdę istotne. Ważne jest, aby stworzyć warunki,
żeby ci ludzie z różnych stron Kaszub
mogli się spotykać w jednym miejscu
i uczyć się od siebie, obserwować, inspirować. Spotykanie ludzi o tej samej
pasji naprawdę pomaga w doskonaleniu się.
W zeszłym roku w Trójmieście można
było oglądać spektakl „Puste noce –
Pieśni, które już się kończą” przygotowany przez Laboratorium Pieśni. Co
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
pan myśli o takich eksperymentach
czerpiących z tradycji?
Absolutnie stoję po stronie racjonalnej
współczesności, przy poszanowaniu
i nieprzeinaczaniu tradycji. Po prostu
szkoda czasu na odtwarzanie czegoś.
Sztuka jest wyrażaniem, ale i ciągłym
poszukiwaniem. Co prawda nie widziałem tego spektaklu, więc nie mogę
się wypowiadać obszernie, ale mimo
wszystko jestem za tego typu eksperymentami. Oczywiście, jeśli jest to mądre
i o coś w tym chodzi. Jeśli chodzi o kulturę i tradycję kaszubską – ona przecież
trwa, ona powinna się rozwijać, m.in.
poprzez takie bazowanie na dziedzictwie, dialog z przeszłością. To się nie
może skończyć. Po prostu pojawiają się
Ma pan dla nas jakieś wskazówki dotyczące przeglądu „Zdrzadniô Tespisa”?
Byłoby świetnie, gdyby się udało przyciągnąć do przeglądu więcej ludzi, bo
on ma sens. W Polsce jest multum grup
teatralnych, większość się rozpada
po 2–3 latach. Nie brak im zapału, ale
kiedy ci ludzie jeżdżą na przeglądy, nie
dostają nagród, zostają skrytykowani –
po jakimś czasie rezygnują. A przecież
nie o to chodzi. Widzę, czego tu brakuje
aktorom i reżyserom. Moja wskazówka jest taka, aby podejmowali ryzyko,
stosowali różne rozwiązania formalne,
bo trzeba być pomysłowym. Ich spektakle cechuje klasycznie podawane słowo, prezentacja rzeczywistości „jeden
na jeden”. Niech poeksperymentują. Ja
już trochę więcej wiem o tych teatrach
i wiem, że mógłbym im pomóc. Może są
potrzebni ludzie, którzy w tym siedzą,
którzy pokażą im takie rzeczy, do jakich
nie mają na co dzień dostępu? Byłoby
też świetnie, gdyby twórcy z Kaszub
sięgali po współczesne rzeczy. Wszystko bazuje na tradycji, ale może czasem
trąci myszką? Wiemy, że kiedyś było
tak, ale co to znaczy teraz? Warto próbować tematykę tradycji przełożyć na
współczesność.
5
TÉATER – TÉMA MIESĄCA
„Idąc do... czyli Historia Małego Księcia” Téatrowégò Karna 138. Òdj. S. Mùl
Warkòwnie, przezérk
i Scena 138
3 rujana téatrowi ùtwórcowie-amatorzë z Kaszub znôù pòtkelë sã w Chònicach.
Trzecô edicjô Przezérkù Kaszëbsczich Téatrów „Zdrzadniô Tespisa” to inicjatiwa Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô. Ji célã je prezentacjô widzawiszczów pò
kaszëbskù, ale przede wszëtczim stwòrzenié leżnoscë do pòtkaniô i do wëmianë
doswiôdczeniów dlô lubòtników dokazów na binã.
6
POMERANIA LISTOPAD 2015
TÉATER – TÉMA MIESĄCA
Wôżnym dzélã „Zdrzadni” są wiedno
warkòwnie, òbczas jaczich ùczãstnicë
mògą trenérowac zachòwania na scenie. Latos Małgòrzata Òracz, aktorka
Téatru Wybrzeże ze Gduńska, ùczëła
jich improwizacje, a zajimniãca z emisje głosu prowadzył wókalny trenéra
Pioter Witkòwsczi, wëstãpiwający na
ti sami gduńsczi binie. Grégór Szlanga
z Chònicczégò Rapsodicznégò Studia
rôcził wszëtczich na zajmë pòd titlã
„Dialogòwanié midzë partnérama”.
Pò warkòwniach, póznym pò­pôł­
nim, rëgnął przezérk. Na zôczątk dzec­ny
szpetôczel „Legenda ò Jurace” w wë­
kònanim karna Wicherki ze Szlachecczi
Kamiéńcë. Môłé dzôtczi pòd òkã Terézë
Wejer przërëchtowelë przedstôwk, jaczi
widzôł sã òbzérôczóm m.jin z pòzdrzatkù
na bëlną plasticzną dekòracjã.
„Tuwim na stacji Brusy” Òbrzã­
dowégò Téatru Zaboracy z Czëczków
béł próbą inscenizacje dokazów pòétë
w scenografii, jakô miała przëbôcziwac
banowiszcze. Chcôł jem pòchwôlëc
aktora, chtëren grôł rolã kònduktora.
Zagwësniwóm waju, że na wszelejaczich
téatrowëch festiwalach jegò pòstacjô
òstałabë achtnionô przez jury za pòjugã
na binie i za to, że nie próbùje przeslecac
sã wzérôczóm – gôdôł G. Szlanga ò aktorze, chtëren zaczął całé widzawiszcze, rozdôwającë bilietë i wòłającë do
ùczãstników, żebë wchôdelë do banë.
Aktorzë Chònicczégò Amatorsczégò Téatru bëlë ù se i to sã dało czëc. Kòmediô
„Bë pòznac swòjégò ògardnika” na
spòdlim tekstu Miłosza Kùczkòwsczégò
w jich wëkonanim widzała sã nié leno
tim, co znają kaszëbsczi jãzëk. Przezérk zakùńczëło „Wesele kaszubskie” Regionalnégò Dra­m a­t i­
cznégò Téatru z Lëzëna. Òbzérôcze
bëlë òcza­r zony przédno zbiérnyma
scenama przërëchtowónyma z prô­
wdzëwim rozkòlibã (na binie grało
równoczasno przez trzëdzescë aktorów) i mùzycznym òbrobienim Beniamina Reclafa. Ten szpetôczel miôł
w se szlachetnosc. Béł pòkôzkã tradicje,
ale taczi aùtenticzny. Widzôł jem próbã
dwagôdczi z dzysdniowòscą – òtaksowôł
Szlanga pò prezentacje.
Na kùńc rozegracje pòjawilë sã na
binie gòsce z Trzëgardu. Widzawiszcze
„Idąc do... czyli Historia Małego Księcia”
Téatrowégò Karna Scena 138 (z Centrum
Kùlturë w Gdini) w reżiserie Tomasza
Pòdsadłégò [pòl. Podsiadły] dożdôł sã
w Chònicach stolemnëch brawów.
Chcemë jesz dodac, że całą imprezã
prowadzëła Bòżena Labùda.
Deją niekònkùrsowi „Zdrzadni Tespisa” je sparłãczenié, zintegrowanié
òkrãżégò amatorsczich téatrów, zachãta
do wëmianë doswiôdczeniów i inspiracjów a téż zaczãcé regùlarnëch zéńdzeniów aktorów, reżiserów i scenarzistów,
chtërny twòrzą w kaszëbsczim jãzëkù.
Tekst i òdjimczi na s. 7 Halina Malijewskô,
tłómacził DM
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
7
TÉATER – TÉMA MIESĄCA
Remùs òdczëtóny bez Téater
Snieniów – w dwùch spòdlich
W sobòtã 15 zélnika 2015 rokù do Łubianë, a dzéń pózni do Brusów przëjachôł Téater
Snieniów (pòl. Teatr Snów) z przedstôwkã „Wanodżi Remùsa”1. Dwa wëzdrzatczi – lesny
ë miastowi – bëłë bëlnym spòdlim (zdrzadniowizną) dlô pòkôzków.
FE L ICJ Ô BAS KAB Ò RZ Ë S Z KÒW SKÔ
DAN U TA STA NUL EW ICZ
Téatru Snieniów nie je nót przedstawiac, tej chcemë blós przëbaczëc, że
założëlë gò Zdzysłôw Górsczi ë Alicjô Mòjkò w 1983 rokù, a w skłôd
téatralnégò jãzëka wësztôłconégò bez
reżisérã ë aktorów wchôdają nié leno
ruch, mùzyka ë ritm, ale téż plastika ë
ùżëcé szkùdłów2. Na swòji internetowi
starnie Téater Snieniów deklarëje: „Wiôlgą wôgã më przëkłôdómë do dokładno
skómpònowónëch òbrazów ë w kùńcu
do jich móntowaniô. Żebë twòrzëłë
pòézjã pasowną blós do téatru”3.
Téater Snieniów wëbrôł z romana Majkòwsczégò wôżné wëjimczi ë
pòstacje, westrzód jaczich przëzérôcz
mógł rozpòznac Remùsa, Królewiónkã,
Klémãtinã, Trąbã, Trąbiną, Czernika, trzë
ùkôzczi, Julkã ë Smierc. Òbzérnicë, chtërny
znalë dokôz, bez tôklów – ë z redotą –
rozpòznôwalë herojów ë wëdarzenia z romana Majkòwsczégò. Niechtërny z nich
pitalë, dlôcze òstało wëbrónëch leno tëli
pòstacjów ë prawie te wëdarzenia, dlôcze
niechtërny herojowie òstalë sparłãczony
z jinszima, a ò jesz jinszich reżisérowie
zabëlë. Nen wëbiér reżisérë mô równak
swoje spòdlé – w ògrańczonym czasã
przedstôwkù, jaczi òstôł zrëchtowóny
téż dlô tëch òbzérników, chtërny nie
czëtalë ksążczi, wicy pòstacjów ë sytuacjów zrobiłobë niepòrządk, tim barżi,
że w zwãkòwim dzélu przedstôwkù nie
òstałë wëzwëskóné słowa, blós mùzyka,
8
jakô pòdsztrichiwô dramã ë lirizm
wëdarzeniów.
Do òbaczeniô widzawiszczów za­
chãcywôł przińdnëch przëzérôczów
plakat, jaczi infòrmòwôł, że „Remùs
dowiedzôł sã, że je z familie miticznëch
Stolëmów ë mùszi skùńczëc wôżné
zadanié. Òn mô ùretac zapadłi zómk,
to je wëbùdzëc kùlturową juwernotã
Kaszëbów”4. Òbzérnicë, chtërny ksążczi
nie czëtalë, czej dostalë taką wiédzã,
pòznalë historiã Remùsa, jaczi mùszôł
dac so radã z wiôldżima mòcama,
ùretac swòjich lëdzy ë miec szansã na
krótczé czas szczescégò kòl Klémãtinë.
Pòkôzk gwës zachãcył to karno lëdzy
do przeczëtaniô bëlnégò romana
Majkòwsczégò.
W swòjich szpetôczlach Téater
Snieniów wëzwëskiwô bòkadną me­
tafòrikã. Téż w przedstôwkù, jaczi
pòkazywô wëbróné wëdarzenia z dokazu Majkòwsczégò, reżiséra dobrze
pòsługiwô sã òrientacjową metafòrą,
w chtërny wôżnô rola je przëpisónô
òpòzycje góra – dół. Na szkùdłach z dżi­
bkòscą chòdzy niedosygłô dlô Remùsa
Królewiónka, trzë lëché Ùkôzczi z górë
kòntrolëją lëdzy, a dobiwającô Smierc dosygô nëkającégò przed nią Trąbã. Remùs
chce ùretac Królewiónkã ë zapadłi zómk,
równak wësoczé, nié do przejscégò sécë
jemù w tim przeszkôdzają.
Aktorowie klôr twòrzą herojów ùsô­
dzka Majkòwsczégò. W Remùsu Zdzysłôw Górsczi z wëzdrzatkã stwò­rzonym
POMERANIA LISTOPAD 2015
TÉATER – TÉMA MIESĄCA
do graniô ti pòstacje – wësoczi, z szadima włosama, pòkazywô sa­mòtnosc,
niemòc ë pòddanié, ale téż ambicjã
do wëbùdzeniô dëcha swòjégò lëdu.
Trąba, drëch Remùsa, òdgriwóny bez
Ludwika Mariana Lubieńsczégò (z Téatru Maszoperiô z Gdinie), pòkazywô
sã jakò dobri człowiek, jaczi lubi sobie
wëpic, a jegò białce Trąbinie, chtërną
graje Ana Maja Miller (téż z Téatru Maszoperiô), zanôlégô blós na zarobionëch
bez niegò dëtkach. Ana Maja Miller
òdgriwô téż w tim przedstôwkù Czernika, rëchlëwégò ë falszëwégò, chtëren
pòkazywô sã blós za tim, cobë znikwic szczescé Remùsa. Królewiónka
ë Klémãtina, dërch fùl teskniączczi –
w òbëdwùch rolach Mónika Rogùszczôk
– òczarziwają òbzérników ùwôżnotą ë
liricznotą. Julka, ùdôwónô bez Roksanã
Wëczk, z żôlã tracy w biôtce ze Smãtkã,
a Smierc – Marcelina Szczuraszk –
dżibkò chòdzy na szkùdłach za Trąbą, jaczi nëkô. Piãkné ë fùl dinamiczi
grëpòwé zdrzadnie (m.jin. jôrmark,
na chtërnym Remùs przedôwô ksążczi, a téż scynanié kanie ë tuńc lëdzy,
chtërnëch Smãtk przërzesził sécą, jaczi
mòże sã parłãczëc z tuńcã chòchòła
z „Wieselégò” Wëspiańsczégò) na długò
òstóną w pamiãcë wzérôczów.
Łubiańsczé òkòlé – plac kòl Wë­
pòczinkòwégò Òstrzódka „Worzałówka”
– bëło bëlnym spòdlim dlô wanogów
Remùsa pò Kaszëbach, jegò szczescégò
z Klémãtiną na Glónkù, a téż dlô
lëchëch wëdarzeniów òb swiãtojańską
noc. Wëbranié do tego Łubianë je nié
bez znaczeniô, bò to w tim òkòlim
Majkòwsczi òpisôł pierszi dzél dokazu:
prawie tuwò Remùs sã wëchòwiwôł
na Pùstkòwim, pòtkôł Królewiónkã ë
biôtkòwôł sã z Gòliatã. Do tegò parkplac kòl Ùrzãdu Miasta w Brusach béł
dobrim òkòlim dlô jôrmarkù, òb czas
jaczégò roztańcowóné przedôwôczczi
bédowałë swòje warë òbzérnikóm,
a Remùs ksążczi ze swòji karë. Co czekawé, te ksążczi przeniosłë òbzérnika
w dzysdniowé czasë – Remùs przedôwô
brawãdã O słupskich kraśniętach
i rowokolskiej księżniczce Frãcëszka
Fenikòwsczégò, jako òsta wëdónô pòd
kùńc XX stalatégò5, a téż antologiã
kaszëbsczi pòézje Dzëczé gãsë, jakô sã
pòkôzała na zôczątkù XXI stalatégò6.
Z redotą mòże òdnotérowac bëtnosc
na òbù szpetôczlach specjalnégò
gòsca – Blanche Krbechek ze Sztëców
(USA), wëspółdolmaczérczi „Żëcégò ë
przigòdów Remùsa” na jãzëk anielsczi7.
Krbechek òstała przedstawionô aktoróm ë òbzérnikóm w Łubianie bez Felicjã
Baskã-Bòrzëszkòwską, chtë­r na równoczasno rzekła słowa pòdzãkòwaniô
reżisérowi ë aktoróm òd sebie ë òd
szôłtësa wsë Môrcëna Żurka za przëjãcé
bédënkù wëstôwieniô pòstãpny rôz tegò
widzawiszcza (chcemë przëpòmnąc, że
jego premiera bëła w 2009 rokù). Òna
téż dała pòzdrawiac Samòrządzënã
Pòmòrsczégò Wòjewództwa, jakô
wëspółfinancowała projekt „Wanodżi
Remùsa” (szło ò wës­tawienié przed­
stôwkù czile razów), czekawi ë baro
brë­kòwny dlô re­g ionalny edukacje.
Òna téż dała ekzemplar drëdżégò dzélu
ùczbòwnika Jô w Kaszëbsczi, Kaszëbskô
w swiece8 dlô Zdzysława Górsczégò.
W tim ùczbòwnikù aùtorowie wstawilë
òdjimczi z przedstôwkù „Remùs” Téatru
Snieniów sprzed czile lat, jakò ilustracje wëjimków romana Majkòwsczégò
ò scynanim kanie òb noc swiãtojańską
ë ò przegróny Remùsa ë Julczi w biôtce ze Smãtkã (òb. s. 237, a téż s. 169).
Mómë nôdzejã, że Téater Snieniów
zawitô z „Wanogama Remùsa” téż do
jinszich môlów na Kaszëbach ë bãdze
mógł znôwù òczarzëc òbzérników
metafòrama ë sugestiwnyma, fùl
krëjamnotë zdrzadniama z wanogów
Remùsa pò Kaszëbach – tą razą może
kòl jezora, na rënkù môłégò gardu abò
wëstrzód chmùrników wikszégò miasta.
Tłómaczëła Nataliô Kłopòtk-Główczewskô
Òdjimczi ze zbiérów D.S.
1
Pierszi przedstôwk, chtërnégò më ni mómë widzóné, béł 8 zélnika w Sominach, w òstrzódkù „Uroczysko”, gdze Téater Snieniów mô
swòjã prôcowniã.
2
Teatr Snów, Gedanopedia, http://www.gedanopedia.pl/gdansk/?title=TEATR_SN%C3%93W.
3
http://teatr.websitestyle.53.ibc.pl/
4
M. Żurek, „REMUS w Łubianie”, http://solectwolubiana.pl/index.php/item/1267-remus-w-lubianie
5
F. Fenikowski, O słupskich kraśniętach i rowokolskiej księżniczce, Gdańsk 1990 (Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie Oddział Miejski w Gdańsku).
6
Dzëczé gãsë. Antologiô kaszëbsczi pòezji (do 1990 r.), red. R. Drzeżdżon, G.J. Schramke, Gdynia 2004 (Wydawnictwo Region).
7
A. Majkowski, Life and Adventures of Remus, przekł. B. Krbechek, K. Gawlik-Luiken, Gdańsk 2008. Ksążkã wëdôł Kaszëbsczi Institut.
8
F. Baska-Borzyszkowska, W. Myszk, Jô w Kaszëbsczi, Kaszëbskô w swiece. Ùczbòwnik do kaszëbsczégo jãzëka dlô IV etapù sztôłceniô, cz. II,
Gdańsk 2014. Wëdôwcą ùczbòwnika je Kaszëbskò-Pòmòrsczé Zrzeszenié.
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
9
NAGRODY I WYRÓŻNIENIA
Sopocka muza dla profesora
W szesnastej edycji dorocznej nagrody prezydenta Sopotu „Sopocka Muza”
w dziedzinie nauki kapituła doceniła
zasługi dla humanistyki polskiej wybitnego językoznawcy profesora Edwarda
Brezy. Kandydaturę Profesora zgłosił
sopocki oddział Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego.
Wśród głównych nurtów zainteresowań naukowych prof. Brezy są
onomastyka, historia języka polskiego,
zwłaszcza na Pomorzu, współczesna
polszczyzna z kulturą języka, dialektologia z kaszubistyką, wpływ łaciny na
język polski, metodyka nauczania języka
polskiego i kaszubskiego.
Onomastyka, czyli nauka o nazwach
geograficznych i osobowych, to obszar
szczególnych zainteresowań Profesora,
co na łamach „Pomeranii” uzasadniał
w taki sposób: (...) dlaczego się zająłem
onomastyką (...)? Moje credo badawcze (...)
jest zamieszczone w opisie sześciu dni stworzenia, gdzie w drugim rozdziale mamy
taki sielski obraz – Pan Bóg przyprowadza do człowieka, do Adama, wszystko, co
stworzył (...), i człowiek, Adam, nadaje temu
imiona, a więc człowiek jest dopuszczony do
twórczości Bożej, ma prawo nazywać to, co
nas otacza. Magia nazw, nazwisk, imion,
dialektów, genealogia ujawniająca meandry pomorskich i kaszubskich losów,
dzięki którym odtwarzać można dzieje
tej ziemi, jej obyczajowości, kultury stały
się treścią badawczej pasji prof. Brezy.
Urodził się 24
września 1932 r.
w Kaliszu pod Kościerzyną. Maturę złożył
w Poznaniu, studia
filozoficzno-teologiczne odbył w Krakowie.
Tutaj jednym z mistrzów Profesora był
ksiądz Karol Wojtyła.
Podziwiałem Jego precyzję, logikę wywodu,
dyscyplinę. Podczas
wykładów nie robiłem
notatek, nie chcąc uronić ani słowa z przekazu. Po zajęciach robiłem szczegółowy
skrypt sumujący treść zajęć – mówi dzisiaj.
W efekcie ocena bardzo dobra z katolickiej
etyki społecznej z bezcennym podpisem
Karola Wojtyły w indeksie.
Po studiach wrócił na Kaszuby i poświęcił się pracy dydaktycznej. W szkołach kościerskich uczył polskiego, rosyjskiego, niemieckiego oraz religii.
Marzył o łacinie, która urzekła Go logiką, specyficzną melodyką i znaczeniem
w historii europejskiej kultury. Podjął
studia w Wyższej Szkole Pedagogicznej
w Gdańsku – zdobywał kolejne tytuły
naukowe po godność profesora zwyczajnego w 1993 r.
Toponimia powiatu kościerskiego, Pochodzenie przydomków szlachty Pomorza
Gdańskiego, Nazwiska Pomorzan – to
tylko niektóre z fundamentalnych prac
Profesora. Badania nad językiem kaszubskim, współautorstwo z prof. Jerzym
Trederem Gramatyki Języka Kaszubskiego,
działalność w Radzie Języka Kaszubskiego, tworzenie zasad literackiej kaszubszczyzny, mnogość funkcji, wykładów,
referatów, autorstwo ok. 2000 publikacji
naukowych i popularnonaukowych.
„Sopocką Muzę” z rąk prezydenta
Sopotu Jacka Karnowskiego i Przewodniczącego Rady Miasta Wieczesława Augustyniaka profesor Breza odebrał podczas
uroczystej gali w Państwowej Galerii
Sztuki. Zrewanżował się, ofiarowując
egzemplarze swego najnowszego dzieła Słowo Pańskie trwa na wieki – to plon
wieloletnich studiów nad słownictwem
religijnym i obyczajowym. Prof. Edward
Breza to od 44 lat obywatel Sopotu.
Aleksander Gosk
Fot. DM
Gratulujemy!
Były sekretarz redakcji„Pomeranii” (2005–2008) i jej obecny współpracownik Marek Adamkowicz został zwycięzcą Ogólnopolskiego
Konkursu Literackiego im. Józefa Ignacego Kraszewskiego. Otrzymał pierwszą nagrodę w kategorii proza za opowiadanie „Ostatni
towarzysz”, którego tematem jest kwestia rozliczeń po powstaniu styczniowym.
M. Adamkowicz jest dzisiaj redaktorem „Polski. Dziennika Bałtyckiego” i miesięcznika „Nasza Historia”. To dwukrotny laureat
Ogólnopolskiego Konkursu Prozatorskiego im. Jana Drzeżdżona i stypendysta Funduszu im. Izabelli Trojanowskiej dla młodych
dziennikarzy zajmujących się tematyką regionalną. Jest autorem m.in. powieści Oblężenie (wywiad z autorem na temat tej książki
opublikowaliśmy w „Pomeranii” nr 1/2015).
Czuję ogromną satysfakcję. To dla mnie potwierdzenie tej drogi literackiej, którą obrałem – powiedział „Pomeranii” M. Adamkowicz.
Celem konkursu literackiego im. Józefa Ignacego Kraszewskiego jest m.in. upowszechnianie beletrystyki, a także wiedzy na temat
życia i twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego.
Red.
10
POMERANIA LISTOPAD 2015
LËTERATURA
Pierszi plac dlô „Nyrë”
Znajemë dobiwców XVI Òglowòpòlsczégò Prozatorsczégò Kònkursu m. Jana Drzéżdżona. Jurorzë nôlepi mają òtaksowóné dokôz Kristinë Lewnë.
K. Lewna dobëła pierszą nôdgrodã w kategórie: òpòwiôdanié abò esej w kaszëbsczim jãzëkù za tekst zatitlowóny „Nyra”. Drëdżi plac ùdostôł Róman
Drzéżdżón („Gebùrstag”), a trzecy Sławòmir Fòrmella („Pamiątka po mòrdarzu”). Wëprzédnienia dostelë Grégór Schramke („W smrokù”) i Wòjcech
Mëszk („Swiat dobëcô”).
Latos pierszi rôz w kònkùrsu pòjawiła sã téż kategóriô: pòéticczi dokôz w kaszëbsczim jãzëkù. Tuwò òbsãdzëcelowie mają nôdgrodzoné dwa dokazë:
Dariusza Majkòwsczégò „Dobrogùst i Miłosława: (3. plac) a téż Felicje Basczi-Bòrzëszkòwsczi „Òb drogã” (wëprzédnienié).
Na kònkùrs òstało przësłónëch 12 prôc. Ùroczësté zakùńczenié òdbëło sã 27 séwnika w Stôromiesczi Radnicë we Gduńskù. Òrganizatorã bëło wejrowsczé Mùzeùm Kaszëbskò-Pòmòrsczi Pismieniznë i Mùzyczi. W zestôwk jury weszlë: Bògùmiła Cërockô, Stanisłôw Janka, Tadéùsz Linkner (przédnik).
Kònkùrs òstôł ùdëtkòwiony przez Minysterstwò Administracje i Cyfrizacje.
Red.
Czëtóné w maszinopisach
Jakò nôleżnik jury XVI Òglowòpolsczégò Prozatorsczégò Kònkùrsu miona Jana
Drzéżdżona jô dostôł do przeczëtaniô dwanôsce lëteracczich dokazów – sztërë
pòématë i òsmë pòwiôstków. Pò przeczëtanim kòżdégò ùsôdzka jô robił notatczi,
zapisywôł mòje refleksje. Hewòle to są mòje zôpisczi.
S TA N I S Ł Ô W J A N K A
Pòématë
Gòdło: Rugijka „Réza na zôpôd”, dokôz
òpisënkòwi, ò wiele barżi pòwiôstka
niż pòémat, chòc tam-sam są metafòrë
i rzecz je pisónô biôłim wiérztã. Je to
réza do dzysdniowégò i historicznégò
słowiańsczégò zôpadu, na Pòmòrską
i përznã dali, czekawô jakò turisticznô
refleksjô, ale równak je to pòémat prawie bez pòézji.
Gòdło: Heyka (Dariusz Majkòwsczi, III
plac) „Dobrogùst i Miłosława”. I gòdło,
i nôdpis pòématu są przewrotné.
Rzecz je pisónô w stilistice pòématu,
rimòwónô. Z pòczątkù szlachùje to
za paszkwilã na dzysdniowé rządë
w Pòlsce, na pòlsczé państwò. Ale dali to
ju jidze jak hùmòristiczny (chòc pò prôwdze smiészny nie je) pastisz pòématu
Léóna Heyczi „Dobrogòst i Miłosława”
– je tam bezpieka, są agencë, szpijonë,
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
midzënôrodné wątczi (Nordowô Kòrejô).
Bòhaterama są Gùst od Dobrogùsta i Miłka, to je Miłosława.
Gòdło: Józk z Pùstk „Mònolog mô­
łégò ksyżëca”. Pòémat pisóny biôłim
wiérztã, môlama erotik. Nie felëje
w nim metafòrów, je lirika. Czëtińc
naléze w nim òdniesenié do swiatowi
lëteraturë, do wątków i ùniwersalny
symbóliczi „Môłégò Ksyżëca”, fran­
cësczégò pòétë i pisarza, co sã zwie Antoine de Saint-Exupéry. W tim dokazu
widzec je lëteracką pòjużnotã.
Gòdło: Marta (Felicjô Baska-Bò­
rzeszkòwskô, wëprzédnienié) „Òb
drogã”. Barżi proza pòétickô niżle
pòémat. Môlama są nëpczi akcji, jak
w epicczim dokazu. W całoscë w ti rzeczë
jidze ò lëteracczé naprocëmstawienié
midzë pòwiôstkòwą Dąbrową Jana
Drzéżdżona a rodną wsą Léóna Heyczi
Cérznią. Jawernota miészô sã z klimatã
òpòwiedniów. Widzec je dosc szëkòwną
lëteracką warkòwniã.
Proza
Gòdło: Nocny Mark „Noc w Pòdjazach”.
Esej-wspòmink ò lëdzach Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô – w tim profesorach Brunonie Synakù i Jerzim
Trédrze – z rozmiszlaniama ò przemijanim, eschatologii, religii. Wszëtkò
z perspektiwë nocnégò wëpòcziwaniô
nad kaszëbsczim jezorã. Tuwò refleksje òd nieskùńczonoscë kòsmòsu,
z òdnieseniama do znóny lëteraturë,
téż swiatowi, parłączą sã z tim, co baro
swójsczé, blisczé, lokalné. W całoscë
widzec je starã ùsôdzcë ò przińdnosc
kaszëbiznë, szczeré wëznanié ò słabi
kòndicji kaszëbsczégò jãzëka, òsoblëwie
westrzód inteligencji. Wedle mie to je
przikłôd tak pòzwóny lëteraturë faktu.
Gòdło: Contra abò procëm (Wòjcech
Mëszk, wëprzédnienié) „Swiat dobëcô”
Pòétickô, metafòricznô proza. Dokôz pisóny jãzëkã symbóliczi ùniwersalny, a nad
wszëtkò naszi kaszëbsczi. Przewòłiwóné
są tuwò pòstace z kaszëbsczi mitologii,
11
LËTERATURA
z òpòwiedniów. Proza prawie bez akcji, bez wëraznégò szpùru dzejaniégò
sã. Jaczé je pò prôwdze przesłanié ti
pòwiôstczi, mòżemë sã leno docygac.
W skrócënkù są to prawie frazë nôdpisu: „Swiat dobëcô”. A jesz głãbi – zdanié z kùńcowi starnë pòwiôstczi: „Tam,
gdze we widze słuńca swiécy sã starka
gnôt”. To òznôczô trzimanié sã tradicji, spôdkòwiznë, pòtrzeba òpiarcô
sã ò przeszłosc i bëlnota wezdrzeniô
w przińdnosc.
Gòdło: Sajnognym (Grégór Jarosłôw
Schramke, wëprzédnienié) „W smrokù”.
Czej na pòczątkù czëtô sã tã pòwiôstkã,
to mô sã wrażenié, że je to dokôz ò ambicjach kriminalnégò romana, ùsadzony
w kònstrukcji mòzajiczi. Są krëjamné
smierce, je nieznóny przëbélc, są szandarowie. Całô rzecz dzeje sã na gwës
na Kaszëbach, na co wskôzywają rozmajité realia. Trzeba pòwiedzec, że
chòc akcjô jidze dosc niepòspiéwno, to
równak rozmieje wcygnąc czëtińca.
Pòd kùńc pòwiôstczi òkazywô sã, że
równak nie je to kriminôł, le hòrror.
Dlôcze? Nie bãdã tegò zdrôdzôł, leno
rzeknã, że wszëtkò cygnie sã jak nôbarżi
pòwôżno, bez chòcbë môłégò ùsmiéwkù
ùtwórcë-òpòwiôdôcza. Jãzëk dokazu je
wëszmakòwóny, z cechami lëteracczi
kaszëbiznë, chòc niejedne słowa
wskôzywają, że aùtor pòchòdzy z pôłnia
Kaszëbsczi. W całoscë je widzec méstersczi kùńszt ùsôdzcë z pisarsczim doswiôdczenim.
Gòdło: Pomorzanka (Kristina Lewna, I plac) „Nyra”. To, co w ti pòwiôstce
przed wszëtczim nôbarżi przëcygô,
to ji jãzëk, bëlacczi, w stilistice Jana
Drzéżdżona, ale nawetka jesz barżi
krwisti i żëwi niżle samégò méstra
Jana. Jakbë niepòstrzéżnie céchùje sã
wiôldżi dramat, a pòd kùńc nawetka
greckô tragediô midzë òjcã a synã. Jich
spòdlim je kònfrontacjô midzë wieską
swójszczëzną, tradicją, a anonimòwą
mieskòscą, nowòczasnoscą. Są téż wątczi
surrealisticzné z pòstacama Nienawiscë
i Chcëwòtë. Całô pòwiôstka je z ôrtu
nôlepszi lëteracczi próbë.
Gòdło: Jan Ptôch „Widzałô fejra
Kaszëbów”. Science fiction, fantasy pò
kaszëbskù i ò Kaszëbach, cziledzesąt
lat pózdze. Ùsôdzca stwòrził taką hewò
le wizjã: Kaszëbizna i Kaszëbi są zgardzony przez pòlsczi rząd i parlament.
12
Latosy dobiwcowie (z kwiatama abò diplomama) na binie
Jaczis krëjamny aùtokracë zakôzywają
gadac i pisac pò kaszëbsku. Jaż dochôdô
do kriticznégò cządu – nôbarżi wiérny
Kaszëbi sã bùńtëją, robią rewòlucjã. Zaczinô sã czas òdrodë. Je w ti pòwiôstce
wiele didakticzi i pùblicysticzi kriticzny wedle dzysdniowi jawernotë na
Kaszëbach. W kùńcu ùtopiô sã zjiscywô...
Gòdło: Papa „Bawidlo”. Jak ju sóm
nôdpis wskôzëje, rzecz je pisónô bëlacką
kaszëbizną i w grańcach zemi Bëlôków
colemało dzeje sã akcjô ti pòwiôstczi:
w rozmajitëch czasach i ò rozmajitëch
bòhaterach, co ale mają jedno miono:
Jan. To, co zwrôcô ùwôgã, to je seksualny temperameńt, pòbùdlëwòsc
fizycznô bòhaterów, co daje ùsôdzcë
leżnosc do ùkôzaniô plasticznëch scenów eroticzno-pòrnograficznëch. Jaczi
òne w ti pòwiôstce mają cwëk? Jô to
widzã jakò zbiérną pòstac kaszëbsczégò
casanowë. Widzec je bògatą wiédzã historiczną i dzysdniową ò nordowëch
Kaszëbach ùsôdzcë. Rzecz je pisóno
sztôłtnym, gładczim jãzëkã. Czëc je
rãkã doswiôdczonégò ùsôdzcë.
Gòdło: Jirczin (Róman Drzéżdżón,
II plac) „Gebùrstag”. Pòwiôstka je ò
nôdpisowëch ùrodzënach. W całoscë
w tim dokazu przewôżô rozmòwa,
dialog, jaczi sã na ti roczëznie òdbiwô.
Rozmòwa przëbôcziwô czasama barżi
pludrë, plestanié, jak to „u cioci na imieninach”, jak gôdiwają Pòlôszë. Wiele je
w tëch dialogach wëszwiektónëch frazów, ale ò to prawie ùsôdzcë jidze, bò
midzë nima są ùtaconé mòcné słowa,
pòwôżné faktë, chtërne bùdëją dramat rodzëznë – òd zdradë małżeńsczi
pò zdradã kònspiracyjną z czasów
drëdżi swiatowi wòjnë. Czekawô konstrukcjô, jãdrzny, miãsësti jãzëk, dokôz òd pierszégò zdania zachãcywô do
czëtaniô.
Gòdło: Klaftownik (Sławòmir Fòr­
mella, III plac) „Pamiątka pò mòrdarzu”.
Klasyczny kriminôł. Akcjô sã dzeje dëcht pò drëdżi swiatowi wòjnie
w wëmëszlonëch môlach. Z jedny
stronë ùsôdzca pisze, że niedalek
Charwatëni (to je wies kòle Lëzëna),
a z drëdżi, że sledztwò prowadzy milicjô i prokùratura z Kartuz. Òfiarą
je dzéwczã zabité w lese. Sledztwò
prowadzy młodi szandara Ali Pétka. Pòdezdrzónyma są bandice (jak
jich pòzwała lëdowô władza) abò
sóm kòmendant milicje, chtëren
niespòdzajno òdsuwô Alégò òd sledztwa. Dokôz trzimô w napiãcym.
W całoscë jak na naszą rodną lë­
teraturã dokazów nie je tak mało i są
na dosc wësoczi artisticzny rówiznie.
Niewëszwiektónô je słowizna i stilistika
dokazów. Pòza pôrã wëjątkama całosc
zasłëgiwô na nalézenié sã w ksążce.
Òdj. P. Léssnawa
POMERANIA LISTOPAD 2015
WIÔLDŻÉ PÒMÒRZÉ
Z wiele strón rzéczi
Barabónë – to je cos, co człowiek mòże miec w głowie, nié môl na zemi – dërno zakrziknął chtos
z kinowi zalë, czedë jeden z ùtwórców prawie pòkôzónégò filmù „Ogród po drugiej stronie
rzeki / Der Garten jenseits des Flusses” ceplëchno pòzwôł swòjã môłą tatczëznã nad Òdrą „barabónama”. Rozmòwnicë gôdelë pò pòlskù, a słowò, jaczé wzbùdzëło tak wiôldżi górz jednégò
z òbzérników, brzëmiało „prowincja”. W pòlaszëznie to słowò mô dwa znaczenia: región (dzél
państwa) i barabónë (zapadłé stronë, krôjna dalek òd centrum).
Bëlë jesmë w Grifinie, gardze, jaczi dostôł miesczé prawa w 1254 rokù – „wcześniej niż Poznań,
Kraków i Warszawa!”, jak czëtómë na starnie grifińsczégò ùrzãdu miasta i gminë – òd ksãca
Barnima I, chtëren krótkò przed tą datą dôł sã zrobic sztãpel z nôdpisã „Sigillum Barnym ilustris
ducis Slauorum et Cassubie” (pieczãc/céch Barnima ksążëca Słowianów i Kaszëbsczi).
B Ò G Ù M I Ł A C Ë R O C KÔ
„Bëlë jesmë” – to „më” òznôczô karno
gazétników zarôczonëch do ùdzélu
w projekce „Pomorze w mediach. Pomorscy dziennikarze w poszukiwaniu
wspólnej odpowiedzialności za region / Pommern medial. Deutsche und
polnische Journalisten auf der Suche
nach der gemeinsamen Verantwortung für ihre Region”. Nigle më przëjachelë do Grifina (pòl. Gryfino, niem.
Greifenhagen), òdwiedzëlë më jesz
jiny gard z grifã i w pòzwie, i w céchù:
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
Greifswald (kasz. Grifiô) z pòwstałim
w XV stalatim ùniwersytetã, w jaczim
w latach 1900/1901 sztudérowôł Aleksander Majkòwsczi. Dwa pòmòrsczé
gardë, chtërnyma miesczé prawa delë
wnet 800 lat temù ksążãta z Grifitów
(òtrokòwie Bògùsława I). Môlëznë pò
dwùch starnach rzéczi Òdrë/Oder,
jedna w pòlsczim państwie, drëgô
w Niemcach, ale òd czedë jesmë
w Eùropejsczi Ùnie i mómë òtemkłë
grańce z Zôpadã, pòmòrsczé zemie są
jakbë krodzy sebie. W pierszich trzech
dniach naji gazétniczi rézë bëlë më
w dwùch regionach, nibë nôpierwi
w Mecklenburg-Vorpommern (pòl.
Meklemburgia-Pomorze Przednie),
pòtemù na Zôpadnym Pòmòrzim
(pòl. Pomorze Zachodnie), ale czile
razy, cobë jak nôbarżi skrodzëc so
drogã, np. midzë Chòjną a Szczecënã,
przejéżdżiwelë më grańcã midzë
państwama, tak, jak robią to dzéń
w dzéń mieszkańcowie tëch strón.
Bëtnikama badérny wanodżi „Pomorze w mediach / Pommern medial”
bëlë gazétnicë téż z òbù strón rzéczi:
Niemcë, Pòlôszë, Kaszëbi. Tak to so
ùdbëlë òrganizatorowie. Mòże dlôte,
żebë i midzë nama skrodzëc drogã?
13
WIÔLDŻÉ PÒMÒRZÉ
Kawa, nôdzeja i krëchta
Czas wrócëc do Grifina. Przëjachelë
më do stolëcë grifińsczégò krézu za
wczas. Przëszëkòwóny dlô naji seans
w kinie Gryf, na chtërnégò internetowi starnie nalazła jem (pòtemù) taczé
zagwësnienié: „Wierzymy w to, że kino
jest materią, która potrafi nas zmieniać, uwrażliwiać i uczyć”, miôł sã zacząc za gòdzënã. Szukającë za espresso,
trafiła jem do kawnicë w pòdwòrzim
przë sz. Szczecyńsczi, czësto krótkò
dodomù kùlturë, w jaczim dzejô Gryf.
Lokal béł nibë zamkłi, szëkòwelë gò na
jakąs roczëznã, ale sóm jegò miéwca
pòczestno wëniósł mie bùten kôwkã,
i to jak dobrą! Przë sąsadnym bùtnowim
stole sedzałë szterë niedzelno òblokłé
białczi, z jich kôrbiónczi dozna jem sã,
że żdają na jaczés pòtkanié w dodomie
kùlturë. To mie ùceszëło, pòmëslała jem,
że òbczas diskùsje pò filmie, chtërna mia
bëc dlô naji przédnym pónktã programù
i leżnoscą do zbieraniô materiału do artiklów, mdze z kim gadac ò môlowëch,
przëgrańcznëch sprawach. Timczasã
rëgnała jem „w miasto”, cobë òbôczëc
grifińsczé stôrodôwnotë: strzédnowieczną swiãtnicã pw. Narodzeniô NMP
(wczasni: sw. Mikòłaja) i Bańską Bramã,
jak kòscół zbùdowóną gdzes kòl kùńca
XIII stalata, a mdącą czedës wôżnym
dzélã òbronnëch mùrów. Widzałą, kamianno-ceglaną swiãtnicã nalazła jem
czësto letkò. Z bùtna piãkny przikłôd
gòticczi architekturë (XIII-stalatny kòscół
béł przebùdowiwóny nié pózni niż w XV
stalatim), benë – prawie dérowało jaczés zéńdzenié probòszcza z wiérnyma,
na jaczich ksądz dobrodzéj béł mòckò
rozgòrzony, tej żebë i mie sã nie dostało,
chùtkò jem ùcekła z krëchtë. I ju bëło nót
nëkac nazôd na Szczecyńską.
Film i diskùsjô na grifińsczi ôrt
Spòzdzëła jem sã... W kinowi zalë bëło
fùl lëdzy! Nalazła jem plac w nôslédniészi
rédze, kòl zwãkówca ze stolëmną masziną. Gazétniczé karenkò, dlô jaczégò place
bëłë wëznaczoné gdzes w pòłowie jizbë,
dżinãło w ùrmie pòswiãtno òbùtëch
grifinianów, westrzód nich dozdrza jem
białczi pòtkóné w kawnicë. Na pòczątkù
ùroczëstoscë (jo, jo, to bëła prôwdzëwô
ùroczëzna) przëwitanié môlowëch
VIP-ów, jak wszãdze, i chiba pôrã słów ò
nas i naji pòmòrsczi réze (nie jem gwës,
14
W kinie Gryf òbczas kôrbiónczi pò filmie.
mòże ò tim bëło pò filmie). Pòtemù cos
drësznégò rzekł zastąpiôrz tamtészégò
bùrméstra, a pò nim prowadzącô
zarôczëła na binã grifińsczégò ùczałégò,
profesora Bògdana Matławsczégò,
chtëren wëgłosył mòwã, jak mëszlã, ò
dzejach Grifina.
I tedë zaczął sã film „Ogród po
drugiej stronie rzeki / Der Garten jenseits des Flusses”, jaczégò ùdbòdôwcą
i przédnym aktorã béł Mark Brzezyńsczi, jedińczny mòże terczasny mieszkańc Grifina, jaczégò familiô mieszkała
w tëch stronach ju przed II wòjną. Film
zrobilë bracynowie Michôł Kùlik i Paweł
Kùlik (razã napiselë scenariusz, Paweł
béł reżisérą i zmóntowôł dokôz, a czerowôł produkcją jegò bracczi). Ùsôdzk tikô
sã przëgrańcznëch, nieletczich sprawów, mòże nôlepi bãdze, jak zacytëjã
to, co ò nim napiselë ùtwórcowie na
starnie, na jaczi jidze ten film òbôczëc
(https://vimeo.com/126316626): „Polacy
przywykli do tego, że to Niemcy szukają
śladów miejsc urodzenia swoich przodków na wschód od Odry. Zaskakujący
jest przypadek Marka Brzezińskiego,
który szuka miejsc związanych ze swoją rodziną po zachodniej stronie Odry.
Odkrywając historię swojej rodziny
w prowincjonalnych miejscach, również odkrywa tę wielką historię. Film
pobudza do dyskusji na temat wspólnego polsko-niemieckiego dziedzictwa”. Dokôz Brzezyńsczégò i Kùlików
wëwòłiwô mòcné wseczëca, rozmajité,
i dobré, i lëché, ò czim jem sã dozna
òbczas òbgôdczi filmù z drëchama-gazétnikama, równak nie jidze gò
òbzerac òbòjãtno, mòże dlôte, że są
w nim pòkôzóné prôwdzëwé lëdzczé
historie. Niechc ò nim wiãcy pisac,
zachãcywóm do òbezdrzeniô, wedle
mie pò prôwdze wôrt to zrobic.
Pò projekcje, jak napiselë òrga­
nizatorowie zéńdzeniô na grifińsczi
òficjalny starnie, òdbéł sã „panel dyskusyjny”. Wëzdrzało to tak: na binie
sedzelë Mark Brzezyńsczi, aktorka
Marta Szuster (jedna z herojków filmù),
Michôł Kùlik, prof. Eckhard Maronn
(chtëren do 1945 mieszkôł w tedë niemiecczich Pòlëcach, a òd 10 lat żëje
w dôwniészim Staffelde, dzys pòlsczim
Kamieńcu) i jesz nasza mòderatorka
Katarzëna Błaszczik, chtërnym prowadzącô ùroczëstosc zadôwała pitania,
przédno ò film, na jaczé gwës baro dobrze znała òdpòwiescë, bò nié pierszi
rôz pewno z nima gôda. Pòtemù jesz
„òddała głos zalë”: jedno czë dwa pitania pòstawilë lëdze z przédnëch régów,
chtërny òstelë zarôczony do gôdaniô
nigle, jak mie sã zdôwô, rãkã pòdnieslë.
Tedë kònferansjerka rzekła, że ju je
kùńc pòtkaniô, bò... czas „na dyskusję” minął. Tak tej òstelë më, gazétnicë,
w cénim, niejedny jak mëszlã, z krzëwą
mùnią i pitaniama w głowie.
POMERANIA LISTOPAD 2015
WIÔLDŻÉ PÒMÒRZÉ
Szmakało za wiãcy
A pòtemù, ju w gòscyńcu, gdze më
mielë nocną léżã, czekała na nas arcy­
bòkadnô wieczerza, takô, ò jaczi chce sã
rzec: „to szmakało za wiãcy”, za chtërną
zapłacëła môlowô samòrządzëna. Nawetk béł tam z nama włodôrz Grifina
(ju pòznóny w kinie Paweł Nikitińsczi), ùdbòdôwca filmù i prowadzącô
zetkanié. Chto wié, wiele òni ùczëlë
z tegò, co gazétnicë midzë sobą gôdelë
ò filmie, w jaczim widzelë wiãcy felów
niż dobrëch strón, i ò niezrozmiałim
np. dlô mieszkańców tak wiôldżégò
gardu, jak Szczecëno, sztilu prowadzeniô „diskùsyjnégò panelu”, nigle
mòji drëszë sã pòstrzeglë, chto jich
słëchô... Prôwdac, nie czëła jem, żebë
chto z najégò karna ùżił słowa „prowincja” czë „prowincjonalny”, ale czë
z wëszczërgą wërzekłé òkreslenié „typowa małomiasteczkowa uroczystość”
to nie je prawie to?
Leno że w tim jôdnym, dar­mò­
wim dzélu „môłogardkòwi ùro­czëznë”
wszëtcë rézownicë chãtno ùczãstniczëlë,
a niechtërny téż rôd prawilë z gòscama-gòspòdarzama. Tak tej mòże jô sã
zmilãła? Mòże pòlsczé słowa „małomiasteczkowy” czë „prowincjonalny” i jich
kaszëbsczé, rzeczmë, òdpòwiedniczi: „parafialny, barabónowi” ni mają ùjemnégò
znaczeniô? Móm jesz jeden wiôldżi jiwer
pò ti rézë – wcyg rozmiszlóm ò tim, gdze
je to centrum, òd jaczégò mùszi bëc dalek, cobë sã nalezc na barabónach.
W stôrim gardze je téż nowi kùńszt...
Fot. A. Łazowski KuKuKa (artista-fòtografik,
z jaczim jem sã pòzna òbczas òpisóny wanodżi).
Strzédnowieczné mùrë na terôczasnym spòdlim.
Òficjalnyma òrganizatorama projektu „Pomorze w mediach. Pomorscy dziennikarze w poszukiwaniu wspólnej odpowiedzialności za region / Pommern medial. Deutsche und polnische Journalisten auf der Suche nach der gemeinsamen Verantwortung für ihre Region” bëlë
Pommersches Landesmuseum z Greifswaldu i Stowarzyszenie Historyczno-Kulturalne „Terra Incognita” z Chòjnë. Ùdëtkòwilë gò Fundacja
Współpracy Polsko-Niemieckiej i Pełnomocniczka Rządu Federalnego Niemiec ds. Kultury i Mediów. Ùdbòdôwcą i jednym z przédnëch
òrganizatorów edukacyjny rézë pò Pòmòrzim béł Andris Hòja (w wespółrobòce z Agatą Abramowicz), chtëren robił téż za kòòrdinatora,
drëgą kòòrdinatorką (z greifswaldzczégò mùzeùm) bëła Magdaléna Gebala. Mielë më téż swòjã mòderatorkã, òsta nią Szlązôczka Katarzëna
Błaszczik.
Spisënk mediów, jaczich przedstôwcë w gromadze pòznôwelë Pòmòrzé: Czwórka Polskie Radio, Deutschlandradio/Kulturradio RBB, „Dziennik Bałtycki”, Funkhaus Europa, „Głos Szczeciński”, Märkische Oderzeitung, NDR Fernesehen, NDR Rundfunk, Nordkurier, „Płyń Pod Prąd”,
„Pomerania”, Radio Kaszëbë, Radio Szczecin, „Rzeczpospolita”, Stowarzyszenie „Czas, Przestrzeń, Tożsamość”/Verein „Zeit, Raum, Identität”,
TRANSODRA online/„Kurier Szczeciński” „Przez Granice”, „Więź”.
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
15
WIELKIE POMORZE?
Z Atlantydy
do sklepu z demokracją
J A C E K B O R KO W I C Z
Naszą wycieczkę zaczęliśmy od Gryfii. Co
to za miasto? Polacy, idąc za Niemcami,
potocznie nazywają je Greifswaldem.
Nazwa „Gryfia”, przywołująca wieki
chwalebnej przeszłości uniwersyteckiego grodu, funkcjonuje tylko na kartach
polskich książek. I może jeszcze w głowach kilku specjalistów od historii.
Dyrektor Pomorskiego Muzeum Krajowego (Pommersches Landesmuseum)
oprowadza nas po swoim przybytku.
Z dyskretnym uśmiechem, jakby od
niechcenia, pokazuje salę po sali. Tapiseria Croya, mapa Lubinusa – dla fascynata dziejów Pomorza są cenne niczym
Sfinks i piramidy w oczach egiptologa.
Tutaj mają nawet pchłę, która rozniosła zabójczą dla regionu zarazę dżumy
w 1709 roku. Patrzę, podziwiam i trochę
zazdroszczę. Ale w tym podziwie czuję
się osamotniony: nie ma co ukrywać, jestem jednym z tych mamutów, dla których Greifswald zawsze pozostanie Gryfią. Dla większości koleżanek i kolegów,
dziennikarzy z północno-wschodnich
Niemiec i północnej Polski, to ciekawa,
ale jednak egzotyka. Pomorze obecne
na ekspozycji gryfijskiego muzeum to
Atlantyda, kraj, którego już nie ma.
W swoją opowieść dyrektor Uwe
Schröder wplata kilka zdań w języku
Plattdeutsch. Dzisiaj to muzealna ciekawostka, lokalny żargon, martwy jak zadżumiona pchła, trzymana pod grubym
szkłem muzealnej gabloty. A przecież
kiedyś językiem tym mówiono nie tylko
w Gryfii, lecz także w Szczecinie i Gdańsku – wszędzie tam, skąd pochodzą
uczestnicy wycieczki. Ten jedyny łącznik z dawną, wspólną wielką kulturą już
nie funkcjonuje. Pomorski Plattdeutsch
wymierał już przed wojną, pogardzany
przez Niemców z dużych miast jako prostacka mowa wieśniaków.
Bez niej niewiele już łączy niemieckie Pomorze Przednie (Vorpommern)
z polskim Pomorzem Zachodnim, a jeszcze mniej z Pomorzem Gdańskim. Tego
ostatniego zresztą Niemcy nigdy nie kojarzyli z historycznym Pomorzem (Pommern), opatrując je osobną nazwą Pommerellen. Z kolei dla większości Polaków
pomorska wspólnota Gdańska i Szczecina kończyła się na lekcjach o Bolesławie
Krzywoustym. Dziś, gdy historię wycofuje się ze szkół, nie mamy nawet i tego.
To, co żywe na gdańskim zapleczu – to
Uczestnicy podróży studyjnej w Pommersches Landesmuseum,
pierwszy z prawej dyr. Uwe Schröder.
16
już nie „Pomorze”, lecz Kaszuby. Dalej na
zachód rozciąga się nowa ziemia, terra
nullius, zagospodarowywana od zera
w 1945 roku. Mieszkają tam nowi ludzie,
żyjący własnym życiem, w którym historyczna perspektywa pomorska, przynajmniej na razie, odgrywa znikomą rolę.
Mieszkańcom Szczecina bliżej dziś do
Berlina niż do Gdańska, nie mówiąc już
o Warszawie. Dziś zatem, gdy mówimy
„Pomorze”, rozumiemy zupełnie co innego – w zależności od tego, czy mieszkamy po lewej, po prawej stronie Odry, czy
też nad dolną Wisłą. Pozostał jeszcze symbol Gryfa: na
tarczach herbowych urzędów wojewódzkich, w miejscowych nazwach.
Greifswald, Greifenhagen, Greifenberg,
Gryfino, Gryfice – te miejscowości odwiedzamy lub mijamy podczas naszego objazdu. Ale to za mało. „Pomorscy
dziennikarze w poszukiwaniu wspólnej
odpowiedzialności za region” – ambitny
postulat, sformułowany przez organizatorów naszej wycieczki, będzie trudny
do spełnienia.
Trudność ta objawiła się nam już
niedaleko od Gryfii, w Anklam. Odwiedziliśmy tam działaczy „sklepu z demokracją” (Demokratieladen), walczących
z miejscową NPD. Narodowodemokratyczna Partia Niemiec nie jest dobrze widziana w głównym nurcie niemieckiej
polityki z powodu głoszonej przez nią
ksenofobii i gloryfikowania Trzeciej Rzeszy. Jest wszakże legalna, choć w skali
ogólnokrajowej jej wpływy są minimalne. Inaczej wygląda to z perspektywy
kraju Meklemburgia-Pomorze Przednie
(Mecklenburg-Vorpommern), gdzie na
NPD głosuje średnio jeden na piętnastu
obywateli. W 71-osobowym Landtagu,
krajowym parlamencie, partia ta liczy
sobie pięciu deputowanych. Nadal nie
jest to dużo. Problem w tym, że połowa
głosów oddanych na neonazistów – jak
POMERANIA LISTOPAD 2015
WIELKIE POMORZE?
powszechnie nazywani są enpedowcy – pochodzi z jednego powiatu Vorpommern-Greifswald, konkretnie z jego
wschodniej połowy. W wielu gminach
elektorat NPD stanowi jedną trzecią
ogółu ludności. To ewenement w skali
niemieckiej, porównywalny może tylko
z niektórymi regionami w Saksonii. Brunatna pomorska plama wyraźnie odcina
się na wyborczej mapie. A w samym jej
środku leży Anklam.
„Znajdujecie się w gnieździe bestii”
– przywitał nas jeden z działaczy akcji
toczonej pod hasłem „Pomorze Przednie:
otwarte, demokratyczne, kolorowe”. Polscy dziennikarze próbują się dowiedzieć,
jakie mechanizmy powodują, że właśnie
tutaj „bestia” zdobyła taki procent poparcia. I w ogóle: dlaczego jest bestią?
Co właściwie sprawia, że legalna partia w demokratycznym państwie przez
większość obywateli ustawiana jest poza
granicą tolerancji? Akty przemocy wobec obcokrajowców? O ile wiem, dotąd
nikt nie złapał za rękę enpedowca próbującego podpalić dom dla azylantów.
Nasi rozmówcy wykręcają się, że temat
jest zbyt skomplikowany, by kalać go
krótkimi odpowiedziami. Im bardziej
drążymy, tym szczelniej się przed nami
zamykają, poprzestając na formułkach,
które może brzmią wychowawczo, lecz
niewiele wnoszą zrozumienia. Czego
w takim razie spodziewali się po wizycie
dziennikarzy? Jakość towaru wyłożonego w „sklepie z demokracją” okazała się
niemożliwa do sprawdzenia z powodu
nalepek ściśle zasłaniających zawartość.
Z braku lepszej wiedzy trzeba szukać
odpowiedzi samemu. Może brunatny
odcień aury, jaka unosi się nad Anklam,
to reakcja na polskie sąsiedztwo? Nie,
w gminach przylegających do granicy
od strony Szczecina, gdzie osiedliło się
wielu Polaków, NPD wcale nie jest najpopularniejsza. A może to resentyment
dawnych wypędzonych? Po 1945 r. osiedlono ich tutaj niemało. Ale nieco dalej,
pod Rostockiem, jest ich – a raczej ich potomków – jeszcze więcej, a tam przecież
na NPD nie głosują. Zresztą działacze tej
partii to ludzie młodzi, wojny nie pamiętający. Z kolei wielu spośród starszych
już wiekiem wygnańców ze wschodu
otwarcie sprzeciwia się neonazistom.
Dopiero w domu porównałem mapę
poparcia dla NPD z mapą wyludniających się gmin. Kontury na obu właściwie się pokrywały. To oczywiście
nie stanowi odpowiedzi, ale skłania
do myślenia. Enpedowcy pojawiają się
tam, gdzie panuje społeczny zastój. Za
NRD, panie dzieju, mieliśmy tutaj klub,
a teraz? – szczecinianin Andrzej Kotula,
jak się wydaje dobrze znający teren po
drugiej stronie, objaśnia mi meandry
mentalności typowej dla zaniedbanych
rejonów północno-wschodnich Niemiec.
W takim to miejscu pojawia się młody,
energiczny człowiek, który „bezinteresownie” pomaga sędziwym rencistom,
opuszczonym przez dzieci, które wyjechały do miasta. Przy okazji tłumaczy im
powody ich osamotnienia i niedostatku:
w Niemczech źle się dzieje, bo nie ma
pracy dla Niemców. Praca jest tylko dla
przybyszów, z reguły tych „kolorowych”
– jak hasło antynazistowskiej akcji z Anklam. Zatem ludzie w gminie głosują na
tych sympatycznych, schludnie wyglądających młodzieńców. Bo nikt inny do
nich nie przychodzi.
W ramach ogólnoniemieckiego rozdzielnika kraj Meklemburgia-Pomorze
Przednie przyjmuje właśnie 17 tysięcy
uchodźców oraz migrantów z Bliskiego
Wschodu i Afryki. Z tej liczby ponad trzy
tysiące trafia do powiatu Vorpommern-Greifswald. To poważne wyzwanie,
do którego należy podejść rozważnie
i bez wzbudzania niepotrzebnego napięcia. Tak objaśniam sobie powód, dla
którego działacze „sklepu z demokracją” w Anklam odmówili niemieckim
i polskim dziennikarzom wyrazistych
odpowiedzi. To mogę zrozumieć, choć
zastrzeżenia nadal pozostają. Akcja
„otwarte, demokratyczne, kolorowe” –
z całym szacunkiem dla jej szlachetnych
celów – wygląda mi trochę na desant
modelu opracowanego w Niemczech
Zachodnich. A tam jednak mieszkają ludzie o zupełnie innych pokoleniowych
doświadczeniach. Nie można do głębi
zdiagnozować problemu poparcia dla
brunatnego totalitaryzmu bez przyjęcia
do wiadomości faktu, że ludzie tutaj, na
Pomorzu Przednim, przez kilkadziesiąt
lat poddawani byli naciskowi totalitaryzmu czerwonego. Nie przypadkiem NPD
zdobywa zwolenników prawie wyłącznie na obszarach dawnej Niemieckiej
Republiki Demokratycznej. I nie chodzi
tutaj o „zrównywanie w zbrodniczości”
obu reżimów – od czego odżegnywał
się w rozmowie z nami inny z działaczy
„sklepu” – lecz o zwykłe dostrzeżenie
proporcji. Władza Hitlera upadła 70 lat
temu, mur berliński znacznie później.
A wspomnienia z czasów przed jego
upadkiem są jeszcze całkiem świeże.
Nie chcę wyjść na mądralę przed
kolegami z Niemiec. Niech mój głos poczytają za – wątły co prawda, ale jednak
– przejaw „poszukiwania wspólnej odpowiedzialności za region”.
Fot. A. Łazowski KuKuKa
Artykuł powstał w ramach projektu „Pomorze w mediach. Pomorscy dziennikarze w poszukiwaniu wspólnej
odpowiedzialności za region” (o którym więcej napisano
w ramce na s. 15) sfinansowanego ze środków Fundacji
Współpracy Polsko-Niemieckiej oraz Pełnomocniczki
Rządu Federalnego Niemiec ds. Kultury i Mediów.
W Demokratieladen, od prawej: Gregor Kochhan,
Guenther Hoffman i tłumacz Jonas Grygier.
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
17
POMORSKA
POMORSKA PRASA
PRASA
Idea polskiego kolonializmu
na wybranych przykładach
prasy międzywojennej (część 1)
PIOTR SCHMANDT
P I OT R S C H M A N DT
Ludzie
Ludzie „cywilizowani”
„cywilizowani”
kontra
kontra „dzicy”
„dzicy”
Na
Na przestrzeni
przestrzeni wieków,
wieków, ale
ale i w ciągu
i w ciągu
dziesięcioleci,
dziesięcioleci, a czasem
a czasem nawet
nawet miesięmiesięcy
cy zmieniają
zmieniają się
się ogólnie
ogólnie przyjęte
przyjęte oceny
oceny
tego,
tego, co
co wcześniej
wcześniej uważane
uważane było
było za
za dodobre,
bre, złe
złe lub
lub choćby
choćby tylko
tylko neutralne.
neutralne. Tak
Tak
rzecz
rzecz się
się ma
ma z pojęciem
z pojęciem „średniowie„średniowiewcześniej
cze”,
cze”, wcześniej będącym
będącym synonimem
synonimem
wstecznictwa,
wstecznictwa, zacofania
zacofania i okrucieńi okrucieństwa.
stwa. Dziś
Dziś docenia
docenia się
się jego
jego architektuarchitekturę,
rę, sztukę,
sztukę, muzykę,
muzykę, literaturę,
literaturę, zauważa
zauważa
się,
się, że
że wtedy
wtedy właśnie
właśnie powstały
powstały pierwpierwsze
sze uniwersytety
uniwersytety i banki,
i banki, a epoka
a epoka wcawcale
le nie
nie była
była krwawsza
krwawsza od
od następnych.
następnych.
Z kolei
Z kolei niewolnictwo,
niewolnictwo, przez
przez większość
większość
historii
człowieka
traktowane
historii człowieka traktowane jako
jako stan
stan
zastany
i nieunikniony,
od
dwóch
zastały i nieunikniony, od dwóch wiewieków
ków (gdzieniegdzie
(gdzieniegdzie znacznie,
znacznie, znacznie
znacznie
później
później zmieniono
zmieniono w tej
w tej kwestii
kwestii zdanie)
zdanie)
jest
jest jednoznacznie
jednoznacznie potępiane,
potępiane, nawet
nawet
przez
przez kraje
kraje lub
lub społeczeństwa,
społeczeństwa, które
które do
do
dziś
dziś mają
mają problemy
problemy z przestrzeganiem
z przestrzeganiem
praw
praw człowieka
człowieka w zakresie
w zakresie uzależniauzależniania
słabszych
warstw
nia słabszych warstw od
od bezwzględnej
bezwzględnej
dominacji
dominacji silniejszych.
silniejszych.
Jednym
Jednym z terminów,
z terminów, które
które przywoprzywołuje
łuje się
się dziś
dziś w bardzo
w bardzo negatywnym
negatywnym
kontekście,
kontekście, jest
jest kolonializm.
kolonializm. Kiedy
Kiedy pada
pada
to
to słowo,
słowo, na
na myśl
myśl przychodzi
przychodzi hiszpańhiszpańska
ska i portugalska
i portugalska konkwista,
konkwista, handel
handel
ludźmi
porwanymi
ludźmi porwanymi w Afryce,
w Afryce, krwawe
krwawe
zdobywanie
zdobywanie i utrzymywanie
i utrzymywanie odległych
odległych
od
metropolii
od metropolii terytoriów,
terytoriów, rozliczne
rozliczne papacyfikacje
cyfikacje i rozgrywanie
i rozgrywanie zastanych
zastanych konkonfliktów
fliktów w Azji,
w Azji, niedawne
niedawne zdominowazdominowanie
nie większości
większości świata
świata arabskiego
arabskiego przez
przez
18
18
białego
białego człowieka.
człowieka. A jeszcze
A jeszcze kilkadziekilkadzielat
temu,
przed
siąt
siąt lat temu, przed IIII wojną
wojną światową,
światową,
dostrzegano
dostrzegano niemal
niemal same
same jasne
jasne strony
strony
zjawiska.
Kolonializm
czy
zjawiska. Kolonializm czy konkretnie:
konkretnie:
posiadanie
posiadanie kolonii
kolonii i czerpanie
i czerpanie z nich
z nich
wymiernych
zysków
wymiernych zysków było
było czymś
czymś oczyoczywistym
wistym dla
dla wielu
wielu państw
państw europejskich,
europejskich,
zarówno
zarówno tych
tych posiadających
posiadających terytoria
terytoria
zamorskie,
zamorskie, jak
jak i tych,
i tych, które
które wyłoniwwyłoniwszy
szy się
się z chaosu
z chaosu I wojny
I wojny światowej,
światowej, do
do
posiadania
kolonii
aspirowały.
posiadania kolonii aspirowały. Zresztą
Zresztą
rzeczywistość
rzeczywistość kolonialna
kolonialna żywa
żywa była
była
jeszcze
znacznie
później.
W Atlasie
jeszcze znacznie później. W Atlasie geogeograficznym
graficznymz roku
z roku 1971,
1971, oglądając
oglądając mapę
mapę
polityczną
polityczną Afryki,
Afryki, dostrzegamy
dostrzegamy kolonie
kolonie
portugalskie:
portugalskie: Angolę
Angolę i Mozambik,
i Mozambik, brybrytyjską
hiszpańską
–– Saharę
tyjską –– Rodezję,
Rodezję,
hiszpańską
Saharę
1
Hiszpańską
Hiszpańską1..
Przez
Przez wieki
wieki narody
narody europejskie
europejskie
i ich
elity
ukształtowały
i ich elity ukształtowały przeświadczeprzeświadczenie,
nie, że
że są
są elitą
elitą światowej
światowej społeczności.
społeczności.
Technologia,
wynalazki,
Technologia, wynalazki, osiągnięcia
osiągnięcia
we
we wszystkich
wszystkich dziedzinach
dziedzinach kultury
kultury
i nauki
i nauki dawały
dawały podstawy
podstawy do
do dumy
dumy
z własnych
z własnych osiągnięć.
osiągnięć. W stuleciu
W stuleciu XIX,
XIX,
kiedy
kiedy kolonializm
kolonializm święcił
święcił największe
największe
triumfy,
triumfy, nieprzypadkowo
nieprzypadkowo powszechnie
powszechnie
używało
używało się
się określeń
określeń w rodzaju
w rodzaju „naro„narody
dy cywilizowane”,
cywilizowane”, „państwa
„państwa cywilizocywilizowane”
wane” czy
czy „społeczeństwa
„społeczeństwa kulturalne”;
kulturalne”;
w domyśle
w domyśle lub
lub wprost
wprost –– w opozycji
w opozycji do
do
społeczności
społeczności „dzikich”,
„dzikich”, stojących
stojących na
na
niższym
niższym szczeblu
szczeblu cywilizacyjnym
cywilizacyjnym lub
lub
wręcz
rasowym,
niezdolnych
wręcz rasowym, niezdolnych do
do samosamodzielnego
dzielnego funkcjonowania
funkcjonowania i skazanych
i skazanych
na
nieustanne
na nieustanne porażki,
porażki, gdyby
gdyby nie
nie szlaszlachetna
opieka
białych
przewodników
chetna opieka białych przewodników
i nauczycieli.
i nauczycieli. Niall
Niall Ferguson
Ferguson w swoim
w swoim
monumentalnym
monumentalnym dziele
dziele poświęconym
poświęconym
historii
historii Imperium
Imperium Brytyjskiego
Brytyjskiego cytuje
cytuje
wypowiedź
wypowiedź kanadyjskiego
kanadyjskiego historyka
historyka
George’a
Wronga
Georgeʼa Wronga z roku
z roku 1909:
1909: Wielka
Wielka
Brytania
Brytaniakontroluje
kontrolujedziś
dziślos
los350
350milionów
milonów
samotnych
samotnychjednostek,
jednostek,które
któresą
sąniezdolne
niezdolnedo
do
tego,
by
sobą
rządzić,
i które
tego, by sobą rządzić, i które łatwo
łatwo stają
stają
się
sięofiarami
ofiaramigrabieży
grabieżyi niesprawiedliwości,
i niesprawiedliwości,
jeżeli
jeżeli nie
nie chroni
chroni ich
ich silne
silne ramię.
ramię. Sprawuje
Sprawuje
nad
nad nimi
nimi rządy,
rządy, które
które bez
bez wątpienia
wątpienia mają
mają
swoje
swoje wady,
wady, ale
ale –– co
co mógłbym
mógłbym śmiało
śmiało
potwierdzić
potwierdzić –– są
są to
to rządy,
rządy, których
których nigdy
nigdy
przedtem
żaden
okupant
nie
przedtem2 żaden okupant nie dał
dał ludom
ludom
podbitym
podbitym2..
Dodajmy,
Dodajmy, że
że ten
ten swoisty
swoisty paternapaternalizm,
wypływający
najczęściej
lizm, wypływający najczęściej (choć
(choć
wcale
wcale nie
nie zawsze)
zawsze) z przesłanek
z przesłanek egoegoistycznych
istycznych i materialnych,
i materialnych, charakterycharakteryzował
zował też
też często
często wzajemne
wzajemne relacje
relacje nanarodów
europejskich,
tych,
którym
rodów europejskich, tych, którym się
się
poszczęściło,
poszczęściło, z tymi
z tymi słabszymi.
słabszymi.
Państwo
Państwona
nadorobku
dorobku
Brak
własnej
Brak własnej państwowości
państwowości w XIX
w XIX stustuleciu
leciu wpłynął,
wpłynął, rzecz
rzecz jasna,
jasna, na
na absencję
absencję
Polaków
Polaków wśród
wśród tych,
tych, którzy
którzy zajmowali
zajmowali
coraz
coraz to
to nowe
nowe ziemie
ziemie na
na dalekich
dalekich ląlądach.
dach. Nie
Nie znaczy
znaczy to,
to, że
że nasi
nasi rodacy
rodacy nie
nie
mieli
mieli na
na polu
polu eksploracji
eksploracji geograficznej
geograficznej
żadnych
osiągnięć.
żadnych osiągnięć. Adam
Adam Piotr
Piotr MieroMierosławski,
brat
słynnego
rewolucjonisty,
sławski, brat słynnego rewolucjonisty,
na
na Oceanie
Oceanie Indyjskim
Indyjskim odkrył
odkrył wysepkę,
wysepkę,
którą
którą nazwał
nazwał Nowym
Nowym Amsterdamem
Amsterdamem
(inna
(inna rzecz,
rzecz, że
że ów
ów ląd
ląd znany
znany był
był już
już
prawdopodobnie
innym
odkrywprawdopodobnie innym
odkrywcom...).
com...).
Piotr Aleksander
Wereszczyński
Piotr Aleksander
Wereszczyński
w 1875
w roku
1875
wydał
w Krakowie
bror. wydał w Krakowie broszurę, w której
szurę,
w której
rzucił
myśl
założenia
rzucił myśl założenia Nowej Polski NieNowej
Polski
na wyspach
podległej
na Niepodległej
wyspach Oceanu
SpokojOceanu
Spokojnego;
na
Pacyfik
miał
nego; na Pacyfik miał przeprowadzić
3
3
przeprowadzić
się cały
naród polski
się cały naród polski
. Znacznie
poważ-.
Znacznie
poważniej
przedstawia
się
niej przedstawia
się wyprawa
jednego
POMERANIA
POMERANIALISTOPAD
LISTOPAD2015
2015
POMORSKA PRASA
wyprawa jednego z najwybitniejszych
polskich odkrywców, Stefana Szolc-Rogozińskiego, łącząca romantyczne
porywy patriotyczne ze zmysłem polityczno-ekonomicznym, talentami organizacyjnymi i żelazną konsekwencją.
Szczęśliwie zachował się barwny opis
wyprawy Rogozińskiego, sporządzony
przez niego samego4.
Polska po odzyskaniu niepodległości
nagle przestała być tym kolonizowanym.
Już sam ów fakt musiał dać narodowi
głęboki oddech, bezcenny i niezmiernie
ważny dla przyszłego rozwoju wszelkich instytucji będących atrybutami
normalnego państwa. Kilka pierwszych
lat odrodzonej Rzeczypospolitej wypełniły walki z sowiecką Rosją o kształt
granic na wschodzie i w ogóle o przeżycie, potyczki z Ukraińcami, perturbacje
dyplomatyczne z pozostałymi sąsiadami
i obecność na kongresie w Wersalu. Do
tego dołożyć należy problemy z walutą,
zakończone reformą (Władysława) Grabskiego i zamianą zdewaluowanej marki
polskiej na stabilny złoty. Należało również, co czyniono nad podziw szybko
i sprawnie, ujednolicić wiele praw i kwestii ekonomiczno-społecznych, ponieważ
w dotychczasowych trzech zaborach
funkcjonowały odmienne systemy cywilizacyjne.
Z wolna Polska stawała się państwem,
przy wszystkich zastrzeżeniach, sto­
sunkowo stabilnym. Do 1926 r. upadało
wprawdzie, wskutek rozdrobnionego
parlamentu i istnienia chwiejnych koalicji, wiele gabinetów, a po zamachu
majowym mieliśmy do czynienia z permanentnym łamaniem praw obywatelskich czy wręcz konstytucji przez obóz
sanacyjny, niemniej rozpędzony mechanizm odbudowy państwa i wyzwolona
energia społeczna sprawiały, że Polska,
na tle reszty Europy, nie wyglądała najgorzej, choć aż do końca dwudziestolecia międzywojennego była państwem
na dorobku.
Od mody na Bałtyk
do mocarstwowych ambicji
Wraz z odzyskaniem dostępu do morza, a zwłaszcza odkąd w imponującym
tempie zaczęła powstawać Gdynia, miasto naprawdę „z morza i marzeń”, zainteresowanie morzem i wykorzystaniem
go w celu rozwoju państwa wzrastało
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
z każdym rokiem. Bywanie nad
morzem stało się modne. Przyjeżdżano „na wywczasy” do Helu,
Jastarni, Orłowa i nade wszystko
(o ile miało się odpowiednio gruby portfel) do snobistycznej Juraty. Ale był to tylko jeden z przejawów zwrócenia się Polaków
w stronę Bałtyku. I wcale nie
najważniejszy. Wraz z rozbudową gdyńskiego portu i floty Polska i jej obywatele dostrzegli
bardzo szerokie perspektywy.
Tak szerokie, że mogły oszołomić. Bo nie chodziło już tylko
o obecność polskich statków
na morzach i oceanach, o sprowadzanie egzotycznych towarów i dalekie podróże. Polska
miała być mocarstwem na
miarę ambicji, a nie ówczesnych możliwości. A mocarstwo w latach dwudziestych
i trzydziestych posiadało zamorskie kolonie.
Francja, Belgia, Holandia, Portugalia, w mniejszym już stopniu Hiszpania, ale nade wszystko Wielka Brytania
– posiadały kolonie i było to wtedy coś
tak oczywistego, jak dziś to, że... kolonii
już niemal nie ma.
Warto podkreślić, że okres po
pierwszej wojnie światowej również
w odniesieniu do kolonializmu przyniósł klęskę Niemcom. W wyniku postanowień wersalskich Niemcy straciły
kolonie afrykańskie, w tym Niemiecką
Afrykę Wschodnią, Niemiecką Afrykę
Południowo-Zachodnią, Togoland czy
Kamerun, a także liczne wyspy i archipelagi na dalekim Pacyfiku, m.in.
Samoa Niemieckie, Karoliny, Archipelag Bismarcka, Nauru. Wymienienie
właśnie dotychczasowych niemieckich
kolonii jest o tyle uzasadnione, że ze
strony Polski pojawiały się postulaty
otrzymania części terytoriów dotąd
niemieckich, skoro Polska, pod względem terytorialnym, gospodarczym
oraz ludnościowym, stanowiła niemałą
część dotychczasowego wilhelmińskiego cesarstwa.
Najpowszechniej w polskiej świadomości historycznej funkcjonują do dzisiaj próby uzyskania wtedy od Francji
Madagaskaru. Na wyspę udała się nawet komisja z Mieczysławem Lepeckim,
byłym adiutantem
Józefa Piłsudskiego. Przywoływano
oczywiście postać Maurycego Beniowskiego, który trafił na Madagaskar
w XVIII w. i został przez tubylców
obwołany cesarzem Maurycym Augustem I. Skądinąd część publicystów
narodowo-demokratycznych upatrywała w pozyskaniu nowego terytorium
szansę na pozbycie się z Polski „nadmiaru” osób pochodzenia... niekoniecznie słowiańskiego. Francuzi, słynący ze
skromności i życzliwości w stosunku do
innych nacji, zareagowali hasłami prasowymi w rodzaju: Madagaskar polską
kolonią? Nigdy! Nie chcemy na Madagaskarze polskich Żydów!5.
W kwietniu 1924 r. powstała Liga
Morska i Rzeczna, organizacja społeczna mająca na celu propagowanie idei
Polski na morzu i dalekich lądach, choć
także rozbudowy floty i infrastruktury
rzecznej. W październiku 1930 r. zmieniono nazwę na Liga Morska i Kolonjalna (wg ówczesnej pisowni). W 1939 r.
liga liczyła około miliona członków,
co świadczy o jej sile i popularności.
Choć nigdy nie poparta oficjalnie przez
państwo polskie, miała w swoich szeregach znanych polityków i przedstawicieli wyższej generalicji (prezesem
Zarządu Głównego od 1930 r. był jeden
19
POMORSKA PRASA
z czołowych przedstawicieli obozu sanacyjnego gen. Gustaw Orlicz-Dreszer,
zmarły tragicznie w 1936 r. w katastrofie lotniczej pod Orłowem).
Liberia, „Orzeł”
i działalność wydawnicza
Liga Morska i Kolonjalna, oprócz popularyzacji idei Polski morskiej, przedsiębrała również konkretne działania. Do
najsłynniejszych należało zakupienie
w brazylijskim stanie Parana ziemi dla
polskich kolonistów i założenie tam
osady Morska Wola. LMiK podpisała
z Liberią umowę (realizowaną później)
o współpracy gospodarczej i kulturalnej (do politycznego zjednoczenia obu
państw było już naprawdę blisko6),
a także była inicjatorem zbiórki na
Fundusz Obrony Morskiej w celu
dofinansowania budowy okrętu
podwodnego „Orzeł”, co jak wiadomo, uwieńczone zostało sukcesem. Jednostka weszła później
(właściwie: wpłynęła) na stałe do
polskiego panteonu zwycięzców
i zwyciężonych.
Imponująca była działalność
wydawnicza ligi. Jej zasługą są
liczne publikacje o treści patriotycznej, morskiej i geograficznej,
jak również poszerzenie rynku
prasowego o tak ważne i popularne naonczas tytuły, jak „Morze”, „Morze i Kolonie”, „Polska
na Morzu” czy kwartalnik „Sprawy Morskie i Kolonialne” .
Liga była także pomysłodawczynią licznych inicjatyw
patriotycznych, połączonych
z propagowaniem poznawania
własnego kraju. Jedną z nich był kajakowy spływ gwiaździsty „Przez Polskę
do morza”, podczas którego różnymi
dopływami Wisły uczestnicy płynęli
do królowej polskich rzek, a stamtąd
do Gdańska, czego opis zawiera urokliwa relacja członka organizacji, wydana
sumptem Wydawnictwa Ligi Morskiej
i Kolonjalnej7.
Sądząc po liczbie członków i aktywności LMiK w wymienionych obszarach,
organizacja odniosła w dwudziestoleciu
międzywojennym niekwestionowany
sukces, a jej dokonania mogą budzić
uznanie. Z jednym wyjątkiem, choć nad
wyraz znaczącym – nie udało się pozyskać dla Polski kolonii...
Patrząc z dzisiejszej perspektywy,
zauważyć należy, że realizacja podstawowego postulatu ligi nie miała żadnych szans powodzenia, z czego raczej
zdawały sobie sprawę ówczesne władze. Tym bardziej jednak docenić trzeba
zapał kierownictwa ligi i jej członków,
zwłaszcza tych, którzy kształtowali
oblicze ideowe organizacji. Do nich zaś
należy zaliczyć wydawców, redaktorów
i współpracowników czasopism wydawanych przez Ligę Morską i Kolonjalną.
W zbiorach Działu Prasy Muzeum
Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie znajdują się
trzy tytuły prasowe, których wydawcą
była Liga Morska i Kolonjalna (wcześniej
Liga Morska i Rzeczna). Są to:
„Morze. Organ Ligi Morskiej i Rzecznej”, po zmianie nazwy wydawcy „Morze. Organ Ligi Morskiej i Kolonjalnej”,
„Morze i Kolonie” oraz „Polska na Morzu. Pismo Ligi Morskiej i Kolonjalnej”
(tytuł ten poświęcony był sprawom
Polski na Bałtyku i wewnątrzkrajowym
sprawom morskim).
Wymienione tytuły (będące rarytasem kolekcjonerskim) w atrakcyjnej
szacie graficznej, a przede wszystkim
w nowoczesny i przystępny, choć niepozbawiony ambicji literacko-naukowych
sposób przybliżały czytelnikom (w tym
przyszłym kolonizatorom...) szeroki
wachlarz zagadnień związanych z eksploatacją morza i poznawaniem oraz
zagospodarowywaniem dalekich, egzotycznych krain.
Dalszy ciąg artykułu w następnym numerze
Atlas geograficzny, Warszawa 1971, s. 72.
Niall Ferguson, Imperium. Jak Wielka Brytania zbudowała nowoczesny świat, Kraków 2013, s. 7.
3
„Do Rzeczy. Historia” 2015, nr 7(29), lipiec, s. 6–7.
4
Stefan Szolc-Rogoziński, Żegluga wzdłuż wybrzeży zachodniej Afryki na lugrze „Łucya-Małgorzata” 1882–1883, Warszawa (b.r.w.).
O wyprawie Szolca-Rogozińskiego zob. także interesujący artykuł Piotra Korczyńskiego pt. Polsko-niemiecki spór o Kamerun, „Do
Rzeczy. Historia” 2015, nr 7(29), s. 20–22.
5
„Do Rzeczy. Historia” 2015, nr 7(29), s. 7.
6
Tamże, s. 7–8. Istniał już nawet dokument sporządzony po negocjacjach polsko-liberyjskich określający zasady objęcia Liberii
protektoratem. Znalazł się w nim tajny aneks mówiący, że na wypadek wojny Polska może w Liberii przeprowadzić rekrutację 100
tysięcy obywateli do Wojska Polskiego.
7
Leon Getter, Ze spływem „Przez Polskę do morza”, Warszawa 1934. Na czwartej stronie okładki znajduje się tekst zwięźle opisujący
zadania ligi: Liga Morska i Kolonjalna spółdziałała czynnie: w utrwalaniu panowania Rzeczypospolitej Polskiej nad Bałtykiem; w rozbudowie
żeglugi morskiej, portów oraz handlu i rybactwa; w utrzymywaniu ścisłej łączności z wychodźstwem polskiem i w pozyskiwaniu terenów
dla zamorskiej ekspansji ludzkiej i gospodarczej; w rozbudowie i eksploatacji dróg wodnych, śródlądowych i wychowaniu wodnem
społeczeństwa, a w szczególności młodzieży. Zostań członkiem Ligi Morskiej i Kolonjalnej.
1
2
20
POMERANIA LISTOPAD 2015
KSIĄŻKI, KTÓRE WARTO PRZECZYTAĆ
Opowiastka o samotności
czyli „Nora” wychodzi w morze Salińskiego
(część 1)
Stanisław Maria Saliński, już za życia uznany za jednego z najwybitniejszych pisarzy-marynistów, to niezwykła, choć nieco zapomniana postać polskiej literatury.
PA U L I N A K A L B A R C Z Y K
Daleki Wschód
Urodził się 13 lutego 1902 roku w Nowokijowsku. Jego ojciec – również Stanisław Maria (nadawanie tych imion
najstarszemu synowi stanowiło rodową tradycję) – pełnił w tym mieście
służbę jako urzędnik rosyjskiej dyplomacji, przybył do Nowokijowska zaraz
po ukończeniu studiów, tam też poznał
przyszłą żonę, Julię Przeborską.
Odległa miejscowość Kraju Ussuryjskiego, położona u styku trzech granic:
rosyjskiej, chińskiej oraz koreańskiej,
stała się dla małego Stasia swoistą Arkadią. Dziecięce lata upłynęły mu pośród
egzotycznych krajobrazów, bajek koreańskiej mamki, połowów ryb ze starym Chińczykiem, zabaw z przyjaciółmi
i dalekich wypraw z ojcem. Bogactwo
przeżyć i mozaika kultur rzeźbiły osobowość przyszłego pisarza.
Od dzieciństwa towarzyszyło mu
także morze, obecne w większości późniejszych utworów. Poza szkołą średnią we Władywostoku ukończył Szkołę Przysposobienia Morskiego, której
uczniowie zdobywali doświadczenie
podczas pracy na statkach zwożących
rybę z Dalekiej Północy. Z kolei na statkach kompanii armatorskiej, gdzie
pełnił rozmaite funkcje pokładowe
i kuchenne, pływał po wodach Oceanu
Spokojnego i Indyjskiego. Ta pięcioletnia morska przygoda stała się źródłem
inspiracji, z którego czerpał przez całe
życie. Już w czasach gimnazjalnych
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
pisał nowele i wiersze w języku rosyjskim, publikował je w lokalnym miesięczniku „Tworczestwo”. Na ten język
tłumaczył także utwory marynistów
anglosaskich. Po maturze przez rok
studiował w Dalekowschodniej Szkole
Żeglugi Wielkiej, przez kolejny słuchał
wykładów na władywostockim Uniwersytecie Dalekiego Wschodu.
Warszawa i Lubelszczyzna
W 1922 roku przybył do Polski i osiedlił
się w niej na stałe. Jak sam podkreślał,
zadecydował o tym przypadek:
Przypadek chciał, że w 1922 roku popłynąłem
po raz pierwszy do Europy, jako marynarz […]
i z tej Europy nad morza dalekowschodnie
nie wróciłem. Wylądowałem, nieco przymusowo, w Port Saidzie. Stąd bliżej było do Polski, kraju moich ojców i dziadów1.
Przyjazd do Warszawy otwierał
zupełnie nowy etap jego życia. Jeszcze
w 1922 roku2 rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim,
z których po trzech latach zrezygnował
dla zajęć w Wyższej Szkole Dziennikarstwa. Jednocześnie został stołecznym
korespondentem „Dziennika Bydgoskiego”, po studiach natomiast (w 1927 r.)
etatowym pracownikiem stołecznego
Domu Prasy.
Z Uniwersytetem Warszawskim
związane są najważniejsze wydarzenia jego młodości. Był to czas pierwszych prób prozatorskich w języku
polskim, przyjaźni z debiutującymi
wówczas twórcami, m.in. Konstantym
Ildefonsem Gałczyńskim, Stanisławem
Ryszardem Dobrowolskim, Władysławem Sebyłą i Zbigniewem Uniłowskim,
przynależności do „Kwadrygi” i aktywnego uczestnictwa w literackim życiu
międzywojennej Warszawy.
Za opowiadanie „Palmy, banany
i bażanty” Saliński otrzymał w 1924
roku nagrodę Koła Polonistów UW –
od tego momentu rozpoczęła się jego
prawdziwa przygoda z pisarstwem.
Jeden ze swoich utworów opublikował
w „Tygodniku Ilustrowanym”, drugi
w „Bluszczu”. I wreszcie, z myślą o konkursie organizowanym przez „Naokoło
Świata” w 1926 roku, napisał nowelę
„Miłość kapitana Paara”. Zwycięstwo
w tym konkursie zapewniło mu rozgłos
oraz spowodowało, że wydawca „Naokoło Świata” (Księgarnia Gebethnera
i Wolffa) zaproponował mu opublikowanie zbioru nowel. Książkowy debiut
pisarza nastąpił w 1928 roku – były to
Opowieści morskie, które – entuzjastycznie przyjęte przez krytykę – przyniosły
mu powszechne uznanie.
Pomimo sukcesów literackich Saliński nadal chciał być marynarzem.
Po budowie portu w Gdyni pojawiła
się taka możliwość: dwa razy popłynął
do Neapolu na s.s. „Niemen”. Były to
jego ostatnie zawodowe rejsy. W 1930
roku wrócił do Warszawy i ożenił się
z Marią Weppo. Przez kolejnych dziewięć lat pracował jako dziennikarz
w rozmaitych pismach warszawskich
(„Express Poranny”, „Cyrulik Warszawski”, „Kino”, „Kultura”, „Kurier Czerwony”, „7 dni”).
21
KSIĄŻKI, KTÓRE WARTO PRZECZYTAĆ
Saliński nad Odrą (Szczecin 1966). Fot. z archiwum Stanisława Marii Salińskiego
w Oddziale Rękopisów Książnicy Pomorskiej w Szczecinie
Po wybuchu wojny przebywał krótko w Warszawie, jednak ostrzeżony
przed represjami hitlerowców (za ostre
uwagi o zaborczości Niemców, które
umieścił w Pod banderą Syreny), wyjechał na Lubelszczyznę, gdzie pracował
w biurze fabryki marmolady. Z czasem
dołączyła do niego rodzina (żona i dwaj
synowie). Saliński, ciesząc się stabilnym
– jak na okupacyjne warunki – życiem,
mógł się oddać pisaniu. Spisał wówczas
cztery tomy wspomnień z dzieciństwa
i młodości. Niestety powieści zapisywane ołówkiem na szarym papierze i przechowywane na strychu, zaczęły się rozpuszczać. Jedynie część z nich udało się
uratować i przepisać.
Do Warszawy wrócił we wrześniu
1945 roku, jednak Hieroglify – pierwszy z wydanych po wojnie utworów
– ukazały się dopiero w 1957 roku.
Dwanaście powojennych lat wypełniło pisarzowi dziennikarstwo i Jerzy
Seweryn – w „Expresie Wieczornym”,
gdzie pracował jako sekretarz redakcji,
opublikował pod tym pseudonimem
sześć powieści. Ukazujące się w odcinkach (w latach 1946–1949) utwory obyczajowo-sensacyjne o bieżącym życiu
Warszawy cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Sam Saliński podkreślał, że były to utwory typowo dziennikarskie i nie lubi tego, co napisał jako
Jerzy Seweryn3. Po Hieroglifach nastał
złoty okres jego pisarstwa. W kolejnych
latach ukazały się: La Paloma (1959), Jedenasty list Kamilli Colon (1959), Anna z Kamienia (1962), „Nora” wychodzi w morze
(1962), Pożegnanie z Pacyfikiem (1963)
oraz zbiory wspomnień: Ptaki powracają
do snów (1964) i Long – play warszawski
(1966). Większość wymienionych utworów należała do kręgu tematycznego
Dalekiego Wschodu.
W 1959 roku otrzymał literacką
nagrodę marynistyczną im. Mariusza
Zaruskiego, w 1960 natomiast – z rąk
ministra żeglugi – złotą odznakę Zasłużonego Pracownika Morza.
Ostatnie lata życia Salińskiego to
czas społecznej działalności w środowiskach marynistycznych, przede
wszystkim w Klubie Marynistów. Miał
także w planach kolejne utwory. Niestety te projekty przerwała ciężka choroba
i długie pobyty w szpitalu. Po miesiącach zmagań zmarł 15 października
1969 roku.
Bałtyk
Twórczość Salińskiego była dla krytyki
marynistycznej problematyczna. Ceniono ją, jednak nie do końca wiedziano,
co z nią zrobić. Wynikało to prawdopodobnie z przypadłości polskiej krytyki,
czyli – jak określił to Tadeusz Skutnik
– mierzenia wszystkiego skalą narodowej przydatności4. Saliński do tej skali
nie pasował, ponieważ nie z polskim
morzem związał swoje pisarstwo. Jednak bogactwo i egzotyka opisanych
w jego książkach przygód zdumiewały
i fascynowały czytelników, tym bardziej,
że w latach 20. marynistyka polska dopiero raczkowała, a Polacy morza nie
znali. Jego utwory zawierały też coś, co
czyniło je bliskimi ludziom morza (jak
międzywojenne Opowieści morskie, o których pisał Stanisław Telega, że kochali tę
książkę marynarze: „na słynnym Darze
Pomorza oprawili ją w skórę upolowanego w czasie rejsu rekina jako swego
rodzaju unikat i relikwię marynarskich
wspomnień”5) – uniwersalizm i autentyzm, stanowiące kluczowe zagadnienia
twórczości Salińskiego. Obecna w niej
morska prawda, czyli w uproszczeniu
– realizm wynikający z bezpośredniego
doświadczenia morza, z jego znajomości,
wynikała oczywiście z zarysowanej już
biografii autora. Jak sam wielokrotnie
powtarzał, na statkach przebył przeszło
40 tysięcy mil morskich. O swoich przeżyciach z tamtego okresu opowiadał następująco:
Przeżyłem chwile grozy podczas trzech
pożarów statków na pełnym morzu oraz
zatarcie statku w lodach na Morzu Beringa
(głód o krok od ludożerstwa). Podczas moich rejsów byłem co najmniej dziesięć razy
o włos od śmierci. Poznałem różnych ludzi,
zawarłem różne przyjaźnie i miałem okazję
stwierdzić, że świat jest ogromny, a ludzie
zagadkowi6.
Ciąg dalszy w następnym numerze
1
Z maszynopisu przygotowanego przez Salińskiego do audycji radiowej. Tekst pochodzi z archiwum Stanisława Marii Salińskiego w Oddziale Rękopisów Książnicy Pomorskiej w Szczecinie (niżej: archiwum Salińskiego).
2
Saliński próbował wcześniej dostać się do Szkoły Morskiej w Tczewie, nie został jednak przyjęty, ponieważ nie chciano uznać jego
dalekowschodniej matury.
3
Zob. L. Prorok, Przedmowa, [w:] Stanisław Maria Saliński, Utwory wybrane, Gdańsk 1972, s. 16–18.
4
Zob. T. Skutnik, Morze i myśl, Gdańsk 1982, s. 73.
5
„Głos Szczeciński” 1959, nr 6. Artykuł pochodzi z archiwum Stanisława Marii Salińskiego.
6
„Wieczór” 1963, nr 83, s. 3. Artykuł pochodzi z archiwum Stanisława Marii Salińskiego.
22
POMERANIA LISTOPAD 2015
GOSPODARKA
Pomorskie rewitalizacje
Letnica. Ul. Starowiejska. Fot. S. Lewandowski
SŁAWOMIR LEWANDOWSKI
W każdym dużym mieście znajdziemy tereny zdegradowane. Zaniedbane i nieremontowane od lat kamienice, dziurawe
chodniki oraz jezdnie czy też zniszczona zieleń utwierdzają
w przekonaniu, że miejsc tych lepiej unikać. Jest to typowe
myślenie o dzielnicach zdegradowanych, co utrudnia rozwój
tych obszarów.
Wiele pomorskich miast miało, a niektóre nadal mają
problem także z degradacją centralnych miejsc – takich, jak
miejskie rynki czy główne deptaki. Taki stan wynika z wieloletnich zaniedbań, które często wiążą się z brakiem funduszy
na inwestycje. Przekłada się to oczywiście na komfort życia
mieszkańców, którzy nie czują się dobrze w swoim mieście.
Zdegradowana przestrzeń przekłada się również na atrakcyjność turystyczną danej miejscowości i może wpływać na
atrakcyjność inwestycyjną (a raczej: brak atrakcyjności). W ostatnich latach kilka pomorskich miast skorzystało
z unijnych pieniędzy, które przeznaczono na rewitalizację
zdegradowanych obszarów miejskich. W ramach Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2007–2013 samorząd
województwa pomorskiego, który pośredniczył w rozdysponowaniu unijnych funduszy, wsparł 8 projektów rewitalizacyjnych realizowanych w pięciu miastach naszego województwa.
Łączna ich wartość to ponad 226 mln złotych. Zrealizowane
projekty odmieniają dziś wizerunek zapomnianych fragmentów Gdańska (Dolne Miasto, Dolny Wrzeszcz, Letnica, Nowy
Port), Słupska, Tczewa, Lęborka czy Wejherowa.
W nowym RPO na lata 2014–2020 rewitalizacja miast stanowi jeden z najważniejszych obszarów, na które można
uzyskać dofinansowanie w ramach funduszy europejskich.
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
Podejmowane działania muszą być jednak adekwatne do problemów, jakie występują na wybranym do rewitalizacji terenie. Efektem tych działań musi być przywrócenie do życia
konkretnego obszaru tak, aby poprawiła się jakość życia jego
mieszkańców.
Na działania związane z rewitalizacją samorząd województwa pomorskiego przeznaczył w ramach RPO Województwa Pomorskiego na lata 2014–2020 ponad 386 mln zł.
Chęć podjęcia starań o te pieniądze wyraziło dotąd 30 pomorskich miast, m.in. Gniew, Gdańsk, Gdynia, Malbork i Puck.
Miasta te będą mogły liczyć na dotację w maksymalnej wysokości 300 tys. złotych.
Gniewski rynek. Fot. S. Lewandowski
23
Z KOCIEWIA
Uczby nigdy nie za wiele
MARIA
PA J Ą KO W S K A- K E N S I K
Październikowy felieton zatytułowałam „Nim pójda na plachandry”. Teraz
jest już „po” i chcę je dowartościować,
bo to nie było takie sobie łazikowanie,
szwendanie się, wyjście z domu bez celu
określonego (jakiś ukryty często i tak
bywa), ale Plachandry z uczbó. Muszę
się pochwalić, że nazwa chwyciła, już
wpisała się w Rok Kongresowy na Kociewiu.
Najpierw na Plachandry z uczbó
samorząd naszego powiatu zaprosił
samorządowców powiatowych i gminnych, też wójtów. To od nich często
zależy, czy pomysł na wydarzenie kulturalne (w tym wypadku regionalne)
przegra z… dziurą w chodniku, która
dla wielu zawsze jest ważniejsza, bo
ją widzą, a Kociewie może poczekać,
zwłaszcza jeśli niewiele o historii
i kulturze regionu wiedzą, bo kiedyś
ich w szkole nie uczono, a nawet ich
pomorskość wyśmiewano. Wyczulona
na odcienie swojskiej mowy cieszę się,
gdy na Kociewiu słyszę „jo” (łączy nas
to słówko nie tylko z Kaszubami, choć
tam dobrze się trzyma), ale też reaguję
na fonetyczne, morfologiczne, leksykalne pozostałości dawnej mowy, na stare
słowa, co są jak zakruszki na babcinym
kuchu, jak zaostałe kłosy, według określenia ks. Bernarda Sychty itp. Wyśmiewane przed niedouczonych (!) godne sa
regionalnej skarbnicy.
No, ale wróćmy na Plachandry…
Bardzo się udały. Dopisali też zacni
goście z Tczewa: dr Michał Kargul zreferował rolę kongresów, był też Jacek Cherek, z Kociewskiego Oddziału ZKP ze
Starogardu Gdańskiego dotarli – prezes
24
Towarzystwa Miłośników Ziemi Kociewskiej Mirosław Kalkowski i Ryszard
Szwoch ze świeżutkim, piątym tomem
Słownika biograficznego Kociewia, który
zasługuje na wielką chwalbę. Niesamowita skarbnica wiedzy. Autor mógłby
mieć już pięć doktoratów, gdyby tylko
o to dbał… Spotkanie odbywało się
przed zabytkowym młynem w Grucznie, magicznym miejscu w Nadwiślańskim i Chełmińskim Parku Krajobrazowym. Jak chroni się tu też „krajobraz
kulturowy”, przedstawił dr Jarosław Pająkowski, a chętni mogli zwiedzać chatę pomenonicką. To miejsce od lat jest
świetną wizytówką całego południowego Kociewia, czyli powiatu świeckiego. U nas nawet gzuby są świeckie.
Wszystkim zebranym właśnie Świeckie
Gzuby (zespół z SP7 w Świeciu) podczas
wspomnianych Plachandrów pokazały
ciekawe przykłady folkoru. Bardzo zaangażowane w organizację V Kongresu
Kociewskiego, czyli już jubileuszowego,
przedstawicielki starostwa (starosta
i burmistrz Świecia oczywiście też byli)
zapewniły regionalne jeście przygotowane przez niezwykle pomysłowe i ambitne panie z Koła Gospodyń z Jeżewa.
Smakowitą atrakcją okazały się świeżo
smażone ruchanki z… Tu musiałabym
długo tłumaczyć dwuznaczność nazwy
„załącznika”, więc teraz zrezygnuję, bo
jeszcze o Plachandrach z uczbó dla nauczycieli wspomnieć trzeba. Zebrali się
zaangażowani w uczbę regionalną od
przedszkola po uniwersytet.
Nauczyciele muszą sami dużo o regionie wiedzieć, potem chcieć i umieć
tego ciekawie uczyć. By pokazać panoramę naszej uczby, przygotowano bardzo interesujący zeszyt edukacyjny pt.
Kociewskie Stecki. Ukazał się dzięki staraniom Ośrodka Oświaty i Wychowania
w Świeciu z dużym zaangażowaniem
powiatowego inspektora, który bardzo
się napracował, by… relacje nie były
zbyt obszerne. Było to prawdziwe święto uczby. Swojskie widowiska, smaczny
poczęstunek dla wszystkich. Goście
z kuratorium, z Ogniska Pracy Pozaszkolnej ze Starogardu Gdańskiego, no
i oczywiście nasza terytorialna władza.
Wesoło, kolorowo, mądrze, a wszystko
to działo się w Gimnazjum nr 2. Zabrakło mi czasu, by do syta nacieszyć się
przygotowanymi prezentacjami, wystawami dokonań.
Już po wspomnianych Plachandrach
z uczbó w Starostwie Powiatowym
w Świeciu odbył się Konkurs Wiedzy
o Kociewiu dla młodzieży szkół ponadgimnazjalnych zorganizowany przez
Bibliotekę Pedagogiczną. Podczas tego
konkursu myślałam o tym, że dużo dobrego ziarna trafiło na pomorską glebę.
Widać efekty, ale trzeba siać ciągle od
nowa – by dodawać blasku temu, co
mogłoby zgasnąć lub zagubić się w natłoku współczesnej różnorodności kulturowej.
Trzeba Bogu dziękować za tych,
którym dana jest mądrość czuwania
nad oswojoną przestrzenią, rozpoznanie wartości zakorzenienia. Tym razem
wymienię tylko prof. Edwarda Brezę,
którego syn Bogusław zorganizował wyprawę oddziału ZKP w Redzie na południe Pomorza, czyli do Świecia – Chełmna – Przysierska… kiedyś miał tu swoją
misję dr Florian Ceynowa, potem ks. dr
Bernard Sychta. Towarzysząc Kaszubom
(do tzw. Starej Fary w Świeciu, gdzie
proboszczem był ks. Marian Miotk, też
dotarliśmy), wspomniałam czas, gdy
z prof. E. Brezą w Komisji Oświaty ZKP
troszczyliśmy się o edukację regionalną.
A teraz takie żniwo…
POMERANIA LISTOPAD 2015
ROCZNICE
Kuźnia pomorskiej
inteligencji
W tym roku, dokładnie 27 listopada, przypada 200. rocznica powstania Królewskiego Katolickiego Gimnazjum w Chojnicach
KAZIMIERZ JARUSZEWSKI
Kolegium jezuickie
Początki szkolnictwa średniego w tym
mieście sięgają jednak roku 1623, kiedy utworzono tu szkołę jezuicką. Ta
placówka została aktem królewskim
10 maja 1630 r. wyniesiona do godności kolegium. Szlachta katolicka nawet
z odległych stron chętnie posyłała
swoich synów do Chojnic, miejscowa
szkoła słynęła bowiem w XVII stuleciu
z programu nauczania dostosowanego
do potrzeb umysłowych i wychowawczych tej warstwy społecznej. Popularność kolegium jezuickiego wiązała
się ponadto z bezpłatnością kształcenia. Umożliwiały to liczne dotacje ze
strony katolików. Dzięki pozyskanym
środkom w XVIII w. powstał nowy
budynek szkolny i przyległy do niego
kościół. W gronie wychowanków kolegium był m.in. Mateusz Nataniel Wolf
(1724–1784), syn chojnickiego aptekarza, a później lekarz Korpusu Kadetów
w Warszawie i twórca obserwatorium
astronomicznego w Gdańsku. Wskutek skomplikowanej sytuacji
politycznej i przestarzałego już programu szkół jezuickich w połowie XVIII
stulecia ranga i atrakcyjność chojnickiej placówki zaczęły maleć. W 1773 r.,
już po wcieleniu ziemi chojnickiej do
państwa pruskiego, dekretem królewskim zniesiono kolegium, zmieniając
je w gimnazjum. Szkoła zachowała katolicki charakter; nauka była bezpłatna
dla uczniów pragnących poświęcić się
stanowi duchownemu. Od początków
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
XIX w. gimnazjum zaczęło podupadać
i zostało przekształcone w szkołę ludową
dla dzieci katolików. W latach 1809–1815
pracował w niej tylko jeden nauczyciel.
W gmachu szkoły kwaterowały wojska
napoleońskie, a później rosyjskie.
Katolicy, ewangelicy, żydzi
Chojnicki zakład oświatowy reaktywowano 27 listopada 1815 r. jako Królewskie Katolickie Gimnazjum. Pierwszym
dyrektorem szkoły był przybyły z Opola Niemiec Piehatzek. Kadrę nauczycielską stanowili początkowo Niemcy
ze Śląska. Nadprezydent Prus Zachodnich Theodor von Schön uważał, że
szkolnictwo średnie powinno być instrumentem postępującej germanizacji
polskiej młodzieży. Zakładowi nadano
oficjalnie charakter katolicki, jednak
w rzeczywistości był on symultanny:
przyjmowano do niego uczniów różnych wyznań (katolików, ewangelików
i żydów). Dla administracji pruskiej katolicyzm był bowiem synonimem polskości Pomorza.
Szkolne działania służące osłabieniu
ducha polskiego okazały się dość skuteczne, o czym najlepiej świadczą słowa Ignacego Łyskowskiego, parlamentarzysty i działacza ruchu narodowego:
„ […] później zapomniałem zupełnie
25
ROCZNICE
polskiego języka i […] musiałem listy do
rodziców pisać po niemiecku. Oto była
metamorfoza: […] zepsuty człowiek
z niemieckim językiem” (I. Łyskowski,
„Curriculum vitae”).
Początki placówki nie były łatwe;
przybyła młodzież reprezentowała często niski poziom wiedzy bądź nie znała
dostatecznie języka niemieckiego, ponadto rozwój szkoły hamował brak odpowiedniej liczby nauczycieli wyznania
rzymskokatolickiego. Przez pierwszych 9
lat istnienia gimnazjum jego mury opuściło tylko 4 maturzystów! Tymczasem
od 1818 r. warunkiem przyjęcia na studia wyższe w Prusach było ukończenie
szkoły średniej. Wyjątek czyniono tylko
w seminariach duchownych, do których
nierzadko przyjmowano prymanerów
(uczniów klas przedmaturalnych). Jedyne wówczas na Pomorzu Gdańskim gimnazjum katolickie nie mogło zaspokoić
potrzeb społeczeństwa. Dopiero utworzenie takiego zakładu oświatowego
w Chełmnie w 1837 r. poprawiło tę niekorzystną sytuację. Kolejne pełne gimnazjum (kończące się maturą) powstało
natomiast w 1859 r. w Wejherowie. Później władze pruskie, w odpowiedzi na
rosnące potrzeby edukacyjne i naciski
społeczności lokalnych, wyraziły zgodę
na założenie następnych szkół średnich.
Mimo licznych przeszkód organizacyjnych i ograniczonych wówczas
możliwości komunikacyjnych liczba
uczniów w gimnazjum w pierwszej połowie XIX w. rosła jednak systematycznie: od 30 w pierwszym dniu działalności placówki, poprzez 100 w kolejnym
(1816) roku, 306 w roku 1827 aż po 466
w ostatnim (1850) roku tego półwiecza.
W późniejszym okresie liczba uczniów
rzadko przekraczała 400, chociaż
w roku szkolnym 1872/1873 odnotowano ich aż 504, w tym 225 katolików, 224
ewangelików i 55 żydów.
Pod względem miejsca zamieszkania młodzież wywodziła się głównie
z rejencji gdańskiej i rejencji kwidzyńskiej, szczególnie z powiatów: chojnickiego, człuchowskiego, starogardzkiego i złotowskiego. W gronie uczniów
pochodzenia mieszczańskiego dominowali młodzi Niemcy z Chojnic, natomiast Polacy wywodzili się częściej
ze środowiska wiejskiego (synowie zamożnych chłopów, ale też dzierżawców,
26
zarządców majątków, leśniczych, oberżystów etc.). Niewielki był odsetek
młodzieży szlacheckiej.
Wskazując wyznanie uczniów, należy zauważyć, że większość ich to katolicy, nieco mniej było ewangelików, ale
znaczny procent stanowili też żydzi.
Liczba młodzieży żydowskiej w niektórych latach szkolnych przekraczała
50, jednak wyraźnie zmalała po roku
1900, kiedy w Chojnicach doszło do
nagłośnionych w prasie europejskiej
wydarzeń o charakterze antysemickim
(w rezultacie zabójstwa niemieckiego
gimnazjalisty Ernsta Wintera).
Na uwagę zasługuje fakt niewielkiej liczby maturzystów w stosunku do
ogółu gimnazjalistów, np. w roku szkolnym 1864/1865 egzamin dojrzałości
zdało 13 osób, a do szkoły uczęszczało
422 uczniów. Grono pedagogiczne stawiało wychowankom wysokie wymagania, dlatego wielu uczniów powtarzało klasy. Sporo młodzieży musiało
zrezygnować z nauki z powodu słabych
postępów, trudności finansowych czy
niezadowalającej znajomości języka
niemieckiego. Niektórzy uczniowie byli
objęci dość sprawnie funkcjonującym
systemem stypendialnym. Dotyczyło to
przede wszystkim kandydatów do stanu duchownego. Dwudziestu ubogich
uczniów mogło zamieszkać w konwikcie
w dawnym klasztorze poaugustiańskim.
Dyrekcja placówki w połowie XIX w.
zaczęła się borykać z problemami lokalowymi, liczba uczniów wynosiła ok.
400, dlatego zaczęto czynić starania
o powiększenie infrastruktury szkolnej.
Wybudowano reprezentacyjną aulę (budzącą podziw również współcześnie),
salę gimnastyczną, adoptowano też
na potrzeby zakładu część gmachu po
dawnych koszarach.
Z rozmachem fetowano szkolne jubileusze, szczególnie w 1865 r., kiedy,
jeszcze na głównym korytarzu (aulę
oddano 3 lata później) obchodzono półwiecze reaktywowanego gimnazjum.
Dyrektor Anton Goebel odznaczony został wtedy Orderem Czerwonego Orła.
Władze oświatowe zabiegały nie tylko
o sprawną organizację procesu dydaktyczno-wychowawczego, ale też o jego
przejrzyste dokumentowanie. Corocznie ukazywały się drukiem sprawozdania („Jahresbericht”) przygotowane
przez dyrektora placówki, stanowiące
później doskonały materiał źródłowy.
Ruch filomacki
Piękne karty w dziejach chojnickiej
oświaty i ruchu narodowego na tym
terenie zapisali młodzi członkowie
„związku bratniego”, jak nazywano
nierzadko koła filomackie. Nie udało się
dotychczas należycie naświetlić początków tajnej organizacji patriotycznej, ale
POMERANIA LISTOPAD 2015
ROCZNICE
historycy przypuszczają, że działała ona
już przed 1840 rokiem i do jej założycieli należał Florian Ceynowa. Członkiem
stowarzyszenia był też, w innym okresie
jego rozwoju, Ignacy Klatecki, późniejszy
dziennikarz, autor hymnu filomatów
chojnickich. Niektórzy gimnazjaliści
zasilili nawet szeregi powstańcze. Głośnym echem odbiła się historia Antoniego Muchowskiego, który dostał się do
niewoli rosyjskiej, przebywał na zesłaniu i pieszo powrócił w rodzinne strony
(później został księdzem i proboszczem
na Oksywiu – w br. mija 100-lecie jego
śmierci). W 1966 r. Liceum Ogólnokształcące w Chojnicach otrzymało zaszczytne
imię Filomatów Chojnickich.
Pośród kadry pedagogicznej znajdowali się również Polacy. W tym gronie
możemy wskazać m.in. tak zasłużonych nauczycieli, jak Antoni Karliński,
Stanisław Maroński, a szczególnie Leon
Biskupski, Stanisław Węclewski i Julian Zieliński. Pedagodzy ci dbali nie
tylko o rozwój intelektualny swoich
podopiecznych, ale także pielęgnowali
uczucia patriotyczne młodych Polaków.
Wielu z nich wspierało działalność Towarzystwa Pomocy Naukowej, opiekowało się polską biblioteką i publikowało
materiały (artykuły, sprawozdania) naukowe. Dr L. Biskupski opracował m.in.
Kaszubski słownik porównawczy (wyd.
w 1891 r.), za który Akademia Umiejętności przyznała mu nagrodę im. Bogumiła Lindego.
Z Chojnic w świat
Mury miejscowego gimnazjum opuszczali przez okres okołostuletniej jego
działalności zarówno absolwenci jak
i uczniowie rezygnujący z nauki bądź
przenoszący się do innych szkół. W sumie w placówce tej pobierało naukę ok.
ośmiu tysięcy uczniów. W gronie osób,
które uczyły się w Chojnicach a uzyskały maturę w innych ośrodkach,
odnajdziemy m.in. światowej sławy
chirurga Ludwika Rydygiera, najwybitniejszego historyka Pomorza przełomu
XIX i XX w. ks. Stanisława Kujota, kaszubskiego Homera – Hieronima Jarosza
Derdowskiego czy okrytego złą sławą
kata powstańców warszawskich Ericha von dem Bacha-Zelewskiego. Warto
wspomnieć też rytelskiego proboszcza
Antoniego Kowalkowskiego – autora
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
popularnych pieśni religijnych „Pan Jezus już się zbliża” oraz „Kiedyś, o Jezu,
chodził po świecie”.
Znacznie dłuższa jest lista słynnych
wychowanków tej kuźni pomorskiej
inteligencji. Otwiera ją bezspornie
absolwent z 1841 roku – Florian Stanisław Ceynowa, którego dokonań Czytelnikom „Pomeranii” przedstawiać
chyba nie trzeba. W Chojnicach przepustkę na studia uzyskali najwięksi z wielkich kaszubskich literatów
i budowniczych ruchu regionalnego:
Aleksander Majkowski i Jan Karnowski. Obaj zaangażowani byli w działalność filomacką. Egzamin dojrzałości
w chojnickim gimnazjum złożyli także późniejszy minister i senator Leon
Janta Połczyński, księża parlamentarzyści Antoni Wolszlegier, Stanisław
Hoffmann, Feliks Bolt i sługa Boży Bernard Łosiński, hierarchowie Kościoła,
m.in. bp Augustyn Rosentreter, historycy regionu i diecezji chełmińskiej
księża Paweł Czaplewski i Romuald
Frydrychowicz. Znaczne grono wychowanków stanowili ludzie będący
następnie animatorami polskiego życia
narodowego na Pomorzu Gdańskim:
Stanisław Sikorski, Jan Riemer, Stefan
Łukowicz czy słudzy Boży księża Jan
Hamerski i Konstantyn Krefft.
Królewskie Katolickie Gimnazjum
w Chojnicach funkcjonowało do początków 1920 r. W jego miejsce polskie władze oświatowe utworzyły Państwowe
Gimnazjum Klasyczne Męskie. Pierwszym dyrektorem tej placówki został
Ferdynand Bieszk, a do najbardziej zasłużonych pedagogów należał jego syn
Stefan Apolinary, znany później poeta,
dramaturg i działacz kaszubski.
Obecnie w murach dawnego gimnazjum funkcjonuje Liceum Ogólnokształcące im. Filomatów Chojnickich, nawiązujące do chlubnych tradycji szkoły
z okresu zaborów i II Rzeczpospolitej.
Fot. Patryk Jutrzenka Trzebiatowski
27
KASZËBI W PRL-U
Zéńdzenia
ù Méstra Jana.
Jón Trepczik
w ùbecczich
zôpiskach do 1956 r.
SŁÔWK FÒRMELLA*
Pò skùńczenim pierszi òperacjowi
rozmòwë, jaką òb lato 1955 r. òdbëlë
z Méstrã Janã fónkcjonariuszowie bezpieczi, ny slédny nie bëlë jesz do kùńca
gwësny, jaczé òdniesenié do nich bãdze
miôł jich rozpòwiôdôcz. Wiedzelë
prôwdac ò nim, że je „separatistą”, ale
wëzdrzi na to, że mielë zdebło nôdzeji, że bãdze miôł chãc do wespółrobòtë
z nima. Wëchôdô to wërazno z kùń­
cowégò dzéla wspòmnionégò w pò­
przéd­n ëch dzélach ny rédżi artiklów Służbòwégò zôpiskù z òperacjowi
rozmòwë przeprowôdzony z Trepczikã
Janã z Wejrowa1. Ùbówcë ùgôdelë sã
z Trepczikã na pòstãpné zéńdzenié,
jaczé miało òdbëc sã w Warszawie 8
zélnika 1955 r. Òkróm tegò kôzelë òni
zrobic mù czile rzeczów dlô se.
Ùdbë i nôdzeje ùbówców
Pierszim zadanim, jaczé dostôł Méster
Jón òd Ùrzãdu do sprawów Pùblicznégò
Bezpiekù (ÙdsPB) bëło pòdrobno òpisac
zdrzódła kaszëbsczégò separatizmù
i jegò przédnëch dzejarzów. Drëgô
sprawa, chtërna interesowa pòliticzną
pòlicjã Lëdowi Pòlsczi, to céle ë zadania „Zrzeszë Kaszëbsczi” do 1939 r.
i ji dzejnota po II swiatowi wòjnie.
Trzecą rzeczą, chtërną miôł zrobic dlô
„towarzëszów” z bezpieczi J. Trepczik, bëło scharakterizowac wszëtczich
znónëch kaszëbsczich dzejarzów. Slédnym kùreszce zadanim bëło napisac,
28
jak wedle Trepczika przënôlégô sã
òglowò ùregùlowac sprawã kaszëbiznë
w całoscë.
Kùńcową wëdbą ùbówców, co
kôrbilë z Méstrã Janã, bëło to, żebë
òdbëc jesz pôrã taczich zéńdzeniów
z nim a pózni rozsądzëc, czë w[ëżi]
w[spòmniónégò] przënôlégò sã werbòwac
do agenturowégò rozprôcowaniô i dozéraniô znónëch mù kaszëbsczich dzejarzów,
chtërny […] zgrôwają do stwòrzeniô
kaszëbsczi aùtonomie i rozkòscérzają
teòrie kaszëbsczégò separatizmù westrzód môlowégò lëdztwa. Widzymë tej
wërazno, że przedstôwcë bezpieczi
mielë ùdbã, żebë z Méstra Jana zrobic
swòjégò krëjamnégò wespółrobòtnika,
co bë, jistno jak donëchczas Bruno Richert, dotëgòwiwôł corôz to nowé wiadła ò kaszëbsczi rësznoce ë lëdzach,
jaczi w ni dzejalë. Jeżlëbë sã zgòdzył na
tak cos, ùmëslëlë so nawetka stwòrzëc
mù taczé leżnoscë òficjalny robòtë, żebë
swòjim ùtwórstwã [mógł] rozszlachòwac
przédnëch kaszëbsczich dzejarzów,
chtërny w kaszëbsczi nôród wpòjiwają
dëcha kaszëbsczégò separatizmù ë
aùtonomizmù. Żebë to zjiscëc, mùsz je
przestawic jegò lëteracczé ùtwórstwò na
mòdło socjalisticznégò realizmù i w w[ëżi]
w[spòmniónym] czerënkù je wëzwëskiwac.
Co z tegò wszëtczégò wëchôdô?
Widzec wërazno, że ùbówcë, chtërny
mielë swiądã tegò, że Méster Jón ni
mòże pùblikòwac swòjich lëteracczich
dokazów, ùdbelë so dac mù taką
mòżlëwòtã. Nick równak nie dôwelë za
darmôka. Prizã, jaczi mùszôłbë zapłacëc
(dzél 6)
za to J. Trepczik, bëłabë krëjamnô
wespółrobòta z bezpieką sparłãczonô
z ùsôdzanim rapòrtów ò kaszëbsczich
dzejarzach ë twòrzenié blós taczégò
lëteracczégò ùróbkù, jaczi widzôłbë
sã rządzący w tim czasu w Pòlsce
kòmùnysticzny partie.
Jesz jednym brzadã zéńdzeniégò
z J. Trepczikã bëło dlô fónkcjonariuszów ÙdsPB ùsztôłtowanié swòjégò
pòzdrzatkù na témã jegò personë jakno człowieka. Pòdług tegò, co mòżemë
wëczëtac w Służbòwim zôpiskù, przedstôwcowie bezpieczi mielë taką dbã ò
Méstrze Janie: Trepczik nimò że je szkólnym, je na nisczi pòliticzny niwiznie. Zdanié to nôlepi scharakterizëje jegò wëpòwiésc,
z chtërny wëchôdało, że „Christus mô cësk
na rozwij lëdztwa”. Je [człowiekã] skrëtim ë
niemòwnym. Słabò gôdô pò pòlskù – felëje
mù pòlsczich słowów.
Pò òperacjowi rozmòwie z fónkcjonariuszama bezpieczi Trepczik mùszôł
jesz gwësno pòdpisac òbòwiązadło do
tegò, że ùtrzimie w krëjamnoce to, że sã
z nima pòtkôł, i że nie zdradzy nikòmù,
ò czim z nima kôrbił.
W Rapòrce ze służbòwi rézë òd­bëti
w dniach 1–7 gòdnika 56 r. do Wò­je­­
wódzczégò Ùrzãdu ds. P[ùblicznégò] B[ez­
pie­kù] w Gduńskù (pòl. Sprawozdanie
z podróży służbowej odbytej w dniach
1–7 grudnia 56 r. do Wojewódzkiego
Urzędu ds. B[ezpieczeństwa] P[ublicznego] w Gdańsku) zrëchtowónym 10
gòdnika 1956 r. nalezc jidze nadczidkã
ò tim, że prowôdzoną òd lata 1954 r.
przez wejrowską bezpieka òperacjową
POMERANIA LISTOPAD 2015
KASZËBI W PRL-U
sprawã, co tika sã kaszëbsczégò se­
paratizmù, przëjimô w 1955 r. III Wëdzél
WÙdsPB we Gduńskù. W tim samim
zdrzódle czëtómë, że to w tim prawie
ùrzãdze 19 lëpińca 1955 r., to je blós
szterë dni pò òperacjowim kôrbienim
Trepczika z ùbówcama, òsta òna zaregistrowónô jakno sprawa agenturowégò
sprôwdzeniô. Mùsz jesz wspòmnąc
w tim môlu, że registracjô ta òdbëła sã
na pòlét, jaczi przëszedł w ti sprawie
z Warszawë, a tak richtich to z III Departameńtu Kòmitetu ds. Pùblicznégò
Bezpiekù. Przédnym zadanim bezpieczi bëło tej òdpòwiedzec na pitanié,
czë figùrancë sprawë, to je Aleksander
Labùda, J. Trepczik ë Ignac Szutenberg
pò prôwdze zajimają sã separatisticzną
dzejnotą ë z jaczima lëdzama i strzodowiszczama są zrzeszony.
I co z te wëszło
8 zélnika 1955 r. minął czas, czej miało òdbëc sã drëdżé zetkanié Méstra
Jana z ùbówcama, ale Trepczik tegò
dnia do Warszawë nie przëjachôł.
Temù téż jeden z ùczãstników pierszi
òperacjowi rozmòwë z Trepczikã ppòr.
W. Potapczuk przëjachôł do Pòwiatowi
Delegaturë ds. PB w Wejrowie. Do ti
prawie institucje òstôł zawòłóny J.
Trepczik, żebë 26 zélnika 1955 r. òdbëc
swòje drëdżé kôrbienié z przedstôwcama pòliticzny pòlicje kòmùnysticzny
Pòlsczi.
Jakùż òno wëzdrzało?... W pierszim
dzélu rozmòwë Potapczuk spitôł sã
Méstra Jana, czë zrobił to wszëtkò, co
òb czas pierszégò zéńdzeniô dostôł do
zrobieniô dlô ÙdsPB. Trepczik òdrzekł
tedë dërno swòjémù rozpòwiôdôczowi,
że dëcht nick nie zrobił i ni mô niżódny chãcë tegò robic, bò nic nie wié
ò kaszëbsczich dzejarzach. Òkróm
te wëszczërgòwato (pòl. szyderczo)
pòwiedzôł, że ni mô szëkù do pisaniégò
dłudżich rapòrtów, a mòże blós przedstawic swòje pòzdrzatczi, jak wedle
niegò miałëbë bëc ùrëchtowóné nawzôjné òdniesenia midzë pòlsczim
rządã a kaszëbsczim lëdztwã. W załączenim przëniósł tedë fónkcjonariuszóm bezpieczi swój napisóny
òdrãczno tekst, w jaczim zamkł swòjã
dbã na sytuacjã Kaszëbów w Lëdowi
Pòlsce2. Pòdług Potapczuka z lëpów
Trepczika czëc bëło słowa separatizmù
i kaszëbsczégò aùtonomizmù. Przedstôwca bezpieczi napisôł téż, że wedle Méstra Jana nie są òne wrodżim
pòliticznym czerënkã, ale pewnégò zortu
kùlturowim dzejanim. Fónkcjonariusz
próbòwôł téż czëtanim wëjimka ze
„Zrzeszë Kaszëbsczi” przekònac Trepczika, że przédny kaszëbsczi dzejarze, w tim òn sóm, prowadzëlë wrogą
Pòlsce dzejnotã, nen równak dërch
trzimôł sã swòji dbë i, jak to napisôł
w swòjim zôpiskù ppòr. Potapczuk, „słowów prôwdë” nie przëjimôł. Temù téż
ùbówc doszedł do swiądë, że nie je wôrt
przekònëwac Trepczika ò separatisticznym dzejanim przédnëch kaszëbsczich
dzejarzów.
Pòd kùńc òperacjowégò kôrbieniô z ppòr. Potapczukã J. Trepczik
pòwiedzôł jesz, że w czësto pòdobny
sytuacje jak òn je Antón Bòczk (pòl.
Boczek) z Chòniców, chtëren, chòc
mòcno sã starôł, tej równak ani razu
nie ùdało mù sã przeprowadzëc niżódny aùdicje w kaszëbsczim jãzëkù
w radio w Bëdgòszczë. Człowiek nen
przëjéżdżiwôł bòdôj czile razy do
Méstra Jana, żebë ùdostac òd niegò
prakticzną radã, co robic w taczi sytuacje. Jaczi béł brzôd zéńdzeniów
Trepczika z Bòczkã, tegò nie wiémë,
wôrt równak w tim môlu wspòmnąc
cos wiãcy ò człowiekù nazwónym
przez Méstra Jana òb czas gôdczi
z Potapczukã jednym z przédnëch
òrganizatorów kaszëbsczégò żëcô
w òbéńdze bëd­gòs­czé­gò wòjewództwa.
Wedle tegò, co wë­dowiedzôł jem sã òd
Kazmierza Òstrowsczégò z Chòniców
(chtërnémù w tim môlu jesz rôz
dzãkùjã za pòmòc), A. Bòczk pòchôdôł
z Wiôlgòpòlsczi i òb czas emeriturë
przëcygnął tam z Chòniców nazôd. Béł
òn szkólnym, mùzykã ë kùlturowim
dzejarzã. Prowadzył téż chór. Dejade
na przék temù, co pòwiedzôł ò nim
w zélnikù 1955 r. J. Trepczik, nie béł
òn na zycher kaszëbsczim dzejarzã.
Nie włącził sã w dzejanié w kaszëbsczi
rësznoce ani téż nie interesowôł sã
za baro kaszëbską kùlturą. Mòżlëwé
je równak, że òb czas swòji warkòwi
robòtë w Chònicach próbòwôł kąsk
wëzwëskac kaszëbiznã w tim, co robił jakno kùlturowi dzejôrz. Wierã to
i pewnô pòspólnota zainteresowaniów
(òbaji bëlë szkólnyma, mùzykama,
dzejalë w chórowi rësznoce) mògłë
bëc przëczëną tegò, że Trepczik jaż tak
baro achtnął A. Bòczka òb czas swòji
wëpòwiescë.
* Aùtor je starszim archiwistą w archiwalnym
dzélu gduńsczégò partu Institutu Nôrodny
Pamiãcë.
1
Wszëtczé wëzwëskóné w teksce cytatë
wzãté z pòlskòjãzëkòwëch zdrzódłowëch
tekstów skaszëbił Słôwk Fòrmella.
2
Òstôł òn òbgôdóny w artiklu pt. „Lëdowô
Pòlskô wedle zrzeszińców”, „Pomerania”, nr
7–8 (478), lipiec – sierpień 2014, 34–35.
R E K L A M A
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
29
GAWĘDY O LUDZIACH I KSIĄŻKACH
Od Gdańska do Złotej Pragi?
STANISŁAW SALMONOWICZ
Polacy i Czesi są najbliższymi sąsiadami
od wieków. Czesi budowali swoje państwo wcześniej niż Polanie, wiek wcześniej przyjmowali chrześcijaństwo,
choć początkowo zastanawiali się, czy
trwać przy obrządku słowiańskim (tak
zwano wówczas prawosławie), czy
trzymać się Rzymu. Rzym ostatecznie
zwyciężył i to Czechom zawdzięczaliśmy nie tylko księżniczkę Dobrawę
i pośrednictwo w przyjęciu chrześcijaństwa, ale i wiele zdobyczy kulturalnych świata zachodniego docierało
początkowo do Polski głównie z Czech.
Wieki średnie były – jak wszędzie –
okresem przymierzy zastępowanych
wojnami o różne terytoria. Czechy jednak weszły wkrótce w skład cesarstwa
rzymskiego narodu niemieckiego i odtąd królowie czescy, choć zachowywali samodzielność w swoich sprawach,
byli jednakże w łonie wielkiego organizmu niemieckiego, co miało wiele
skutków negatywnych dla narodu,
kiedy Czechy stały się dziedzicznym
tronem Habsburgów, i problemem od
XVII w. będzie, czy Czesi się nie zgermanizują. Tak się jednak nie stało,
a w XIX w. odrodziły się narodowe
aspiracje i kultura czeska. W gruncie
rzeczy, poza sprawą w XX w. cieszyńskiego zamieszkałego w sporej mierze
przez Polaków, groźnych sporów polsko-czeskich nie było. Jeżeli więc było
30
tak dobrze (relatywnie), to dlaczego
było i jest nieraz tak źle?
Kiedy zwiedzałem w latach sześćdziesiątych Pragę czeską, jedno z najpiękniejszych miast Europy, wielokrotnie odczuwałem, że w Czechach Polacy
są źle widziani i był to fakt na lata jeszcze przed fatalną interwencją „bratnią”,
także Ludowego Wojska Polskiego,
w Czechosłowacji w 1968 r. Jeżeli zaś
powiemy, że i w Polsce w różnych sytuacjach nadmiaru entuzjazmu czy przyjaźni do Czechów nie widać, że często
sobie z nich kpimy, warto się spytać:
O co tu chodzi? Szekspir w „Zimowej
powieści” nawiązał do historii Czech
zdaniem niekoniecznie może ścisłym,
pisząc tak: „Czechy. Pusta okolica nad
morzem”. Czy miał na myśli Bałtyk? Powstaje jednak pytanie: Dlaczego Czesi
masowo nie przyjeżdżają nad Bałtyk?
Plaże mamy znakomite, lepsze nieraz
niż najlepsze śródziemnomorskie. Może
problem w tym, że tylko dla Szwedów
Sopot leży na południu? Nawet w dobie
demoludów, kiedy podróże na mityczny zachód także w Czechach nie były
łatwe, jeździli oni raczej do słonecznej
Bułgarii. Polacy natomiast do dziś nie
kwapią się do podróży turystycznych
do Czech. Trzeba tu zdradzić, że nieco inaczej było w epoce siermiężnego
komunizmu: każdy niemal, jeżeli tylko mógł, to jechał do jakiegokolwiek
kraju tak zwanej demokracji ludowej,
w każdym z tych krajów bowiem można było nabyć jakieś rzeczy w danym
kraju niedostępne. Także więc z tego
punktu widzenia, pomijając wszelkie
historyczne wspominki, panowała raczej wszędzie wobec cudzoziemców
z krajów bratnich niechęć pod hasłem,
że „oni nas wykupują”. W Polsce może
niewiele można było kupić, choć nad
Bałtykiem zawsze był bursztyn, polska
wódka, może jakieś papierosy i chyba
nic więcej. Do Czechosłowacji jeździło
się nade wszystko po buty i jakąkolwiek
konfekcję, do NRD po różne techniczne
„drobiazgi”, których w PRL nie można
było dostać. To tłumaczy w jakiejś mierze ten specyficzny, handlowy rodzaj
ksenofobii, czyli niechęci do turystów,
która nie obejmowała jednak turystów
z Zachodu, ci bowiem naszego zasobu
rzeczy rzadkich a drugorzędnych raczej
nie uszczuplali.
Na czym jednak nade wszystko
polegają owe silne kwaśne animozje
polsko-czeskie, dlaczego są realne przynajmniej od paru wieków? Czesi, po
wojnach u progu XVII w., kiedy wyginęła między innymi rodzima arystokracja, stali się głównie narodem chłopów,
a w XIX w. budowali solidne, w miarę
nowoczesne społeczeństwo, typowo
mieszczańskie. Ich główne niechęci
kierowały się w stronę Niemców vel
Austriaków, a jedynym politycznym
sojusznikiem wydawał się wielki naród słowiański, czyli Rosja carska. Czesi zazwyczaj nie cierpieli arystokracji,
Kościoła rzymsko-katolickiego, a Polacy
byli dla nich, podobnie jak i dla Rosjan,
POMERANIA LISTOPAD 2015
GAWĘDY O LUDZIACH I KSIĄŻKACH
„narodem panów”, Polska zaś krajem
feudalnym, zacofanym, w którym co
drugi utracjusz tytułowany był hrabią.
Nasze wojny czy powstania przeciw Rosji nie cieszyły się sympatią, naruszały
solidarność słowiańską, w którą Czesi
długo wierzyli. Generalnie z wojnami
problem u Czechów specjalny: wojna
narodowa Czechów przeciw Niemcom
w początkach XVII w. zakończyła się
klęską i od tych czasów Czesi są raczej pacyfistami, czego przewrotnym
symbolem jest postać dobrego żołnierza Szwejka, który raczej na bohatera
wojennego się nie nadawał. Złośliwi
Polacy mówili, że Czesi niepodległość
po I wojnie światowej wywalczyli, nie
oddając ani jednego strzału, a jedynie
przyczyniając się do klęski Austro-Węgier w ten sposób, że jako żołnierze
austriaccy oddawali się bez chwili wahania do niewoli rosyjskiej. Najgorszy
dla obu krajów był splot wydarzeń
1938–1939: Polacy, broniąc ludności
polskiej Śląska cieszyńskiego, wzięli
pośrednio udział w „rozbiorze” Czechosłowacji, zainicjowanym przez Hitlera,
popartym przez Słowaków i Węgrów,
przy tchórzliwym milczeniu Francji
i Wielkiej Brytanii. Czesi mają do nas
o tę sprawę do dziś pretensję i nie bez
racji. Natomiast w Polsce nikt nie rozumiał faktu, że Czesi skapitulowali
przed Niemcami dosłownie bez jednego
wystrzału. Nie było tam żadnego Westerplatte ani majora Hubala. Tak rosły
wiekami przeciwieństwa w mentalności obu społeczeństw. Polacy to naród
niepoważnych szwoleżerów, walczą ze
wszystkimi i zawsze przegrywają. Kiedy jednak Polak słyszy o bohaterskim
czeskim ruchu oporu lub o powstaniu
w Pradze czeskiej, zazwyczaj się uśmiecha. Niestety, jedyny godny uwagi akt
oporu – zamach na namiestnika Czech
Heydricha w centrum Pragi – został
przygotowany przez wywiad angielski, a zrzuceni czescy komandosi zostali zlikwidowani przez Niemców nie
bez współpracy wielu Czechów. Jedyna
czeska wieś zniszczona przy tej okazji
(Lidice) nie może konkurować z faktem,
że w Polsce takich wsi było wiele. Tak
więc porównania między okupacją niemiecką w Polsce a w Czechach obrazują
różnice także postaw społecznych czy
politycznych. W czasie II wojny rządy
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
emigracyjne – polski Sikorskiego i czeski Benesza – obiecały sobie współpracę na przyszłość. Kiedy jednak konflikt
polsko-sowiecki stał się wyraźny, prezydent Benesz poszedł na współpracę
ze Stalinem, a polsko-czeskie rozmowy
zawisły w próżni. Postawmy jednak
pytanie: Czy Czesi nie mają racji, unikając bohaterskich zrywów? Katolicy,
jak wiadomo, Biblii raczej nie czytają,
a w każdym razie unikają Starego Testamentu, a tam czytamy, co jest napisane bez ogródek: „Lepszy jest żywy
pies aniżeli zdechły lew”. Możemy sobie mówić, że zazwyczaj nie mieliśmy
wyboru, że z żadnym z dwóch wrogów
porozumienie realnie nie było możliwe. Dodam nieco złośliwie, że „uczciwy kompromis” ze Stalinem Beneszowi
nadmiernie na zdrowie nie wyszedł.
Początki, lata 1944–1948, były znakomite: rząd koalicyjny z przewagą tylko
komunistów, prezydentem nadal Benesz. W 1948 r. jednak komuniści przejęli całość władzy, prezydent Benesz
w porę umarł, a minister Masaryk tak
się dziwnie przechylił przez okno pałacu na Hradczanach, że wypadł z niego
ze skutkiem, jak stwierdziła milicja ludowa, śmiertelnym. I wbrew pozorom,
choć oporu głośnego wobec rządów
komunistycznych nie było, jednak epoka stalinizmu w Czechosłowacji wedle
części autorów była równie krwawa jak
w Polsce, a może nawet tym szczególna,
że represjonowano zdecydowanie ludzi,
którzy wcale z władzą ludową nie walczyli!
Tyle może przypomnienia o skomplikowanych kontaktach naszych narodów. A przecież kaszubski, serbsko-łużycki, słowacki, polski i czeski to są
języki bliskich krewnych. Kiedyś, po
roku 1956, zawiozłem paru przyjaciół
z UJ do Złotej Pragi i oprowadzałem
od rana do wieczora po jej zabytkach.
Praga to miasto prawdziwie czarowne,
a nawet czarodziejskie, jak uważało
wielu pisarzy, a Praga miała szczęście
nie tylko do autorów piszących po czesku, ale i po niemiecku. Pragą złotą tworzyli, od średniowiecza, obok Czechów
i Niemcy, i Żydzi. W średniowieczu Praga i Kraków, potem Wilno to były miasta ważne właśnie dla ludności żydowskiej tej części Europy. Także po Żydach,
mimo Holocaustu, pozostało w Pradze
wiele interesujących pamiątek. Praga
zabytków to po pierwsze wspaniały gotyk (uwieńczają go katedra i monumentalny most kamienny Karola IV). Rządzili Czechami przez wieki, po rodzimej
dynastii Przemyślidów, cesarze niemieccy, głównie Habsburgowie. Krótko,
niestety, Jagiellonowie. Po licznych zabytkach gotyku, głównym czarem Pragi są budowle epoki wczesnego baroku,
kiedy to przez kilka lat cesarz niemiecki i król zarazem czeski Rudolf II rządził
Niemcami i monarchią habsburską
z ulubionej przez niego Pragi. Był postacią dziwaczną (zachorował ostatecznie na chorobę umysłową), ale ściągał
do Pragi alchemików vel astronomów,
muzyków czy poetów. Pozostawił po sobie w legendach praskich niezatarte ślady, które odżyły w prozie austriackiego
pisarza rodem z Pragi: Leo Perutza. Kto
kocha barokowe i osiemnastowieczne
pałace, a zwłaszcza barokowe kościoły,
może wędrować po Pradze całymi dniami. Nie brak niezwykłych zakątków,
jak Mală Strană nad Wełtawą, kiedyś
swego rodzaju osiedle rzemieślników
niemieckich pełne uroku. Nie zamierzam tu budować przewodnika po Pradze. Zawsze cudzoziemcom z dalekich
krajów, którzy chcieli podróżować do
tajemniczej Europy środkowo-wschodniej, polecałem jako trasę najważniejszą
taki oto szlak: Praga czeska – Kraków –
Wilno – Petersburg z oczywistymi skrętami w prawo czy w lewo od tej trasy.
Kiedy wybrać się chcemy do Pragi, to
wspomnieć trzeba jeszcze jedną rzecz
przykrą, choć oczywiście to problem
gustów, o których się nie dyskutuje:
dla zakochanych w kuchni śródziemnomorskiej, węgierskiej czy rosyjskiej,
nie mówiąc o chińskiej, nie zalecam
tradycyjnych restauracji czeskich. Knedle takie czy inne, zawsze obficie tłuszczem wspomagane, nie budzą mojej
sympatii. Natomiast dla przeciwwagi
wymieniam piwiarnie czeskie, najstarsze na Starym Mieście, stylowe, znakomite. Pytanie: czy Czechów dałoby się
skusić częściej na podróż niespieszną
przez Kraków – Toruń – Malbork lub
Bory Tucholskie do Gdańska? Nie mnie
to sądzić, ale jedno jest pewne, że byłoby dobrze, gdyby oba narody mniej się
na siebie boczyły, równie doceniały polskich szwoleżerów, co i wojaka Szwejka.
31
KASZËBSCZI DLÔ WSZËTCZICH
ÙCZBA 48
Réza wkół swiata
RÓMAN DRZÉŻDŻÓN, DANUTA PIOCH
Réza to pò pòlskù podróż. Wãdrówka, wanoga czë wankòwanié to wędrowanie. Wãdrowczik, wanożnik, wankôrz
to wędrowiec.
Cwiczënk 1
Przeczëtôj gôdkã i przełożë jã na pòlsczi jãzëk.
Wëzwëskôj do te słowôrz kaszëbskò-pòlsczi.
(Przeczytaj rozmowę i przetłumacz ją na język
polski. Wykorzystaj do tego słownik kaszubsko-polski).
– Cëż të tak òdnąd donąd chòdzysz i jes tak
dzywno òblokłi? Mòcné bótë, grëbô kùrtka, wełniany
swéter, szal, mùca…
– Pòj sa blëżi, to cë rzekã. Wëbiéróm sã w rézã wkół swiata.
– Co?! Dze?!
– Në jo, dobrze jes czuł. Ùmëslił jem so zwãdrowac wkół
swiat, zazdrzec tam-sam, póczi jesz móm mòc. Wanogã
zaczinóm ju dzysô.
– Lëchò cë na Kaszëbach? Tëli tu je do zwanożeniô!
– Dobrze mie, ale jô bë chcôł òbezdrzec cos wicy jak naju
kańtë. Chcã pòznac Eùropã, Afrikã, Nordową i Pôłniową
Amerikã, Aùstraliã, Azjã, a jak mie sã ùdô, to i zańdã na
Antarktidã. Jô bë chcôł zazdrzec wszãdze, w kòżdi nórt.
Kò jô jesz w tëli placach ni móm bëté!
– Dożdżë, dożdżë, jô widzã, że të nie jes bëlno do ti wanodżi przërëchtowóny. Z jednym rukzakã të w swiat jedzesz?
– A docz brac wicy? Kùlkò to mòże człowiek wlec? A nigdë
jesz ni mô wszëtczegò, co je nót. Sygną mie sztrëchólce,
taszlãpa, spikmiech, kôrta swiata. Terôzka nôwôżniészi je
paspòrt, në i dëtczi.
– Sygnie cë dëtków, żebë całi swiat zwiedzëc? Jak to je
z kasą ù ce?
– Tak i òwak. Na Eùropã móm tëli òbżorgóné, a co mdze
dali, to jô ùzdrzã. Tej-sej najimnã sã do jaczi robòtë, bò
mëszlã na dalszą drogã zarobic.
– Leno mie nie gôdôj, że të piechti jidzesz. Kądka bë
mùszôł chadac, żebë swiat òbéńc nawkół?
– Sztëczk drodżi piechti, czedë-òwedë baną, sztëczk
aùtosztopã, pò pùstiniach pewno na kamélach pòjadã,
a bez òceanë pòjadã bôtama.
– A czej mdzesz mùszôł fligrã lecec?
– Co to, to nié! Fligrã móm strach latac!
32
– Jaczé kraje të so ùmëslił zwiedzëc?
– To sã ùzdrzi òb drogã. Nôprzód jadã do Niemców, a tej
dze nodżi pòniesą.
– A czedë të z ti wanodżi bãdzesz nazôt? Jak długò òna
mdze warała?
– Tegò swiãti pańsczi nie wiedzą. Mòże rok, mòże dwa,
mòże trzë…
– Tedë niech ce wszëtcë swiãti pańsczi prowadzą. Do
ùzdrzeniô!
– Tej do ùzdrzeniô! Mdã cë pòcztowé kôrtczi sélôł!
Cwiczënk 2
Wëpiszë z gôdczi wszëtczé słowa zapisóné pò­
grëbioną kùrsywą.
(Wypisz z dialogu wszystkie słowa zapisane pogrubioną kursywą).
Bôczë, że wëpisóné przed sztótã słowa to przëczasnikòwé
zamiona. Są òne nieòdmieniwné – tak, jak przëczasnik;
są midzë nima pëtania przëczasnika: dze, czedë.
(Zwróć uwagę, że wypisane przed chwilą słowa to zaimki
przysłowne. Są one nieodmienne – tak, jak przysłówek;
są też pomiędzy nimi pytania przysłówka: gdzie, kiedy).
Ùłożë zdania z przëczasnikòwima zamionama
(ułóż zdania z zaimkami przysłownymi): czedëòwedë, tej-sej, tam-sam, òwak, znąd, donąd.
Cwiczënk 3
Wanożnik, wanoga, wanka to wędrowiec, turysta, pielgrzym, tułacz.
Ùłożë z nyma słowama taczé zdania, żebë
wëzwëskac kòżdé z pòdónëch pòlsczich znaczeniów.
(Ułóż z tymi słowami takie zdania, aby wykorzystać każde
z podanych polskich znaczeń).
POMERANIA LISTOPAD 2015
KASZËBSCZI DLÔ WSZËTCZICH
Przełożë zdania z pòlsczégò na kaszëbsczi jãzëk
(przetłumacz zdania z języka polskiego na kaszubski):
Za bardzo to nie lubię chodzić pieszo do pracy.
Moja matka uwielbiała podróżować.
Cóż ty tak się włóczysz po tym świecie?
Ten dziad tuła się tu u nas od dawna.
Cwiczënk 4
Wãder, wanoga, wankòwanié to wędrówka.
Czëtôj rimòwanczi ze słowã wãder (przeczytaj
rymowanki ze słowem wãder):
Rimòwanka: Aleksander szedł na wãder, kùpił
bótë za trzë kótë, kùpił mëdła za trzë szëdła, szedł przez
las, zgubił mąkã, przëszedł dodóm, dostôł pôłką.
Jinszô wersjô: Aleksander szedł na wãder, kùpił bótë za
trzë kótë, szedł do miasta, dostôł casta, szedł do Pùcka,
dostôł mùckã, szedł do Szmëtka, dostôł dëtka, przëszedł
dodóm, dostôł szpôdą.
Przełożë zapisóné wëżi rimòwanczi na pòlsczi
jãzëk.
(Przetłumacz zapisane wyżej rymowanki na język polski).
Cwiczënk 5
Wãdrowczik (w znacz. ) to człowiek, co wãdrëje òd chëczë
do chëczë za chlebã. Ale czasã gôdô sã téż tak na taczégò,
co lubi lóprowac (łazëc bez pòtrzebë i bez przëzwòleniô),
jinszé synonimë: lóper, łazãga, łajza, swawòlnik.
(Wãdrowczik [w znacz. żebrak], to człowiek, który chodzi
od chaty do chaty po prośbie. Ale czasami tym słowem
nazywa się też takiego, który lubi chodzić bez większego
celu i potrzeby, a także bez przyzwolenia; synonimy: lóper, łazãga, łajza, swawòlnik).
Przełożë zdania z kaszëbsczegò na pòlsczi (przetłumacz zdania z j. kaszubskiego na polski):
Gdzeż ten nasz wãdrowczik je znôwù lazłi?
Dzysô ju bëło ù nas dwùch wãdrowczików.
Je ten nasz lóper doma?
Łazãga nie ùsedzy długò na placu.
Cwiczënk 6
Zdrzë na słowa sparłãczoné z przenôszanim sã
z placa na plac (zapoznaj się ze słowami związanymi z podróżowaniem):
Réza – podróż (Bëc w rézë. Wrócëc z rézë. Miec
przed sobą długą rézã).
Rézowac – podróżować (narézowac, pòrézowac,
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
wërézowac).
Napiszë wiadło dlô rézëjącëch baną (ò jaczi réza
sã zacznie, skądka nôleżi wërézowac, jak długò
bãdą w rézë, czim jesz bãdą mòglë pòrézowac
pò wësadniãcym z cugù, wiele mùszą jezdzëc,
żebë sã do wòlë narézowac).
(Napisz informację dla podróżujących pociągiem [o której rozpocznie się podróż, skąd należy wyruszyć, jak długo będą w podróży, czym będą mogli się przemieszczać
po opuszczeniu pociągu, ile muszą jeździć, by się do woli
najeździć]).
Cwiczënk 7
Wëzwëskùjącë słowarze, przełożë wëbróné
pòzwë krajów z pòlsczi gôdczi na kaszëbską (korzystając ze słowników, przetłumacz wybrane
nazwy krajów z języka polskiego na kaszubski):
Niemcy, Francja, Hiszpania, Włochy, Węgry, Stany Zjednoczone Ameryki, Kanada, Gwatemala, Brazylia, Argentyna, Australia, Wietnam, Kambodża, Japonia, Chiny,
Mongolia, Arabia Saudyjska, Izrael, Turcja.
Ò wëbronym kraju napiszë krótką notatkã.
(Napisz krótką notatkę o wybranym kraju).
Cwiczënk 8
Òpiszë / òpòwiédz swòjã slédną wa­
nogã pò cëzëch krajach.
(Krótko opisz swój ostatni wyjazd za
granicę).
SŁOWÔRZK
Zapòznôj sã z czasnikama sparłãczonyma z wanożenim (zapoznaj się z czasownikami związanymi
z podróżowaniem/wędrowaniem): wãdrowac
(prze­bywać drogę pieszo, chodzić, podróżować), wanożëc
(wędrować, włóczyć się po świecie), wankòwac (tułać
się).
kamél – wielbłąd, kańta – strona, mùca – czapka, òblokłi –
ubrany, òbżorgac – zgromadzić/załatwić, rukzak – plecak,
spikmiech – śpiwór, sztrëchólce – zapałki, ùmëslëc so – postanowić, zaplanować, zańc – dotrzeć, dojść
R E K L A M A
UCZ SIĘ ONLINE
www.skarbnicakaszubska.pl
33
GDAŃSK MNIEJ ZNANY
Górny Wrzeszcz
Wrzeszcz to część Gdańska, która administracyjnie dzieli się na dwie dzielnice
– Wrzeszcz Dolny i Górny. Granicę stanowią tory kolejowe. Dziś poznamy
zapomniane, ale i dopiero co zagospodarowane zakątki Wrzeszcza Górnego.
M A RTA S Z A G Ż D O W I C Z
Pani Ania
Spacer rozpoczynamy u zbiegu alei
Grunwaldzkiej i ulicy Waryńskiego
w Gdańsku-Wrzeszczu. Miejsce to od
2014 roku nosi nazwę Skweru imienia
Anny Walentynowicz, a 15 sierpnia
(w dzień jej urodzin) 2015 roku został
tu odsłonięty pomnik legendarnej sygnatariuszki Porozumień Sierpniowych,
która zginęła 10 kwietnia 2010 roku
pod Smoleńskiem. Podczas uroczystości obecny byli jej syn Janusz oraz wnuk
Piotr Walentynowicz. Autorem realistycznej figury działaczki jest Stanisław
Milewski. Postać Anny Walentynowicz
ma około 170 cm i jest ustawiona na
granitowym cokole z napisem „Nie
ma wolności bez Solidarności”. Pomnik
powstał z inicjatywy Stowarzyszenia
„Godność”, a sfinansowany został dzięki składkom społecznym. Skwer ustanowiono w miejscu, gdzie od 1959 roku
mieszkała Anna Walentynowicz. Stąd
jeździła do Stoczni Gdańskiej im. Lenina, w której pracowała od 1950 roku
najpierw jako spawacz, a później suwnicowa. Mieszkała w kamienicy nr 49,
w mieszkaniu, które otrzymała od dyrekcji stoczni. Była jedną z założycielek
Wolnych Związków Zawodowych, a jej
dom stał się punktem kontaktowym
opozycjonistów. Na budynku słynną
mieszkankę upamiętnia tablica z cytatem z wiersza Ryszarda Krynickiego
„Kogo śmierć wybierze – ten umrze
zaledwie”.
Święta Studzienka
Skręcamy teraz z alei Grunwaldzkiej w ulicę Do Studzienki. Droga
34
prowadziła niegdyś do studni, która
słynęła z wody o wyjątkowych właściwościach. Według legend przywracała
wzrok, dlatego zwana była Świętą Studzienką. W XVI wieku bogaci patrycjusze przybywali tu na letni odpoczynek.
Do dziś zachowały się ruiny zespołu
dworsko-ogrodowego (na skrzyżowaniu z ulicą Traugutta, za budynkiem
Gimnazjum nr 26). W okresie międzywojennym działała tutaj wytwórnia
wody mineralnej o nazwie Heiligenbrunner Quelle, czyli Źródło Świętej
Studzienki. A w latach osiemdziesiątych XX wieku produkowano tu wodę
Gdańszczanka. Niestety dziś obiekty są
niezagospodarowane.
Idziemy w stronę ulicy Jana Matejki,
gdzie zatrzymujemy się pod kościołem
pw. św. Piotra i Pawła należącym do
parafii cywilno-wojskowej Matki Odkupiciela.
Kościół Lutra
Świątynia została zbudowana w 1899
roku przez ewangelików z Wrzeszcza
i nazywała się Kościołem Marcina Lutra.
Szczęśliwie możemy podziwiać neogotycką architekturę, która przetrwała II
wojnę światową. Do wnętrza prowadzi
ozdobny portal z figurami św. Piotra
i św. Pawła. Już przed wojną do Kościoła Lutra przychodzili żołnierze niemieckiego garnizonu stacjonującego przy
dzisiejszej ulicy Słowackiego. Bywali tu
również członkowie elitarnej cesarskiej
kawalerii pruskiej. W 1945 roku obiekt
został przejęty przez katolików. Dalej
służył jako garnizonowy ze względu
na pobliskie koszary. Zanim komuniści
całkowicie zapanowali nad codziennością Polaków, żołnierze maszerowali głównymi ulicami Wrzeszcza na
niedzielne Eucharystie. Skończyło się
to w 1949 roku, wtedy też aresztowano pracujących przy kościele kapłanów
– Władysława Żebrackiego i Mariana
Prusaka. Ksiądz Prusak był tym, który wyspowiadał sanitariuszkę Danutę
Siedzikównę, pseudonim „Inka”, przed
jej egzekucją dokonaną w więzieniu na
ul. Kurkowej w Gdańsku. Osiemnastoletnia dziewczyna mimo tortur nie złożyła zeznań dotyczących brygad wileńskich Armii Krajowej. Została skazana
na śmierć, czego świadkiem był ksiądz
Marian Prusak. Dzięki niemu wiemy, że
przed rozstrzelaniem 28 sierpnia 1946
roku wykrzyknęła „Niech żyje Polska!
Niech żyje Łupaszko!”.
Fot. M.S.
POMERANIA LISTOPAD 2015
HISTORIA
Kaszubi na Pomorzu Zachodnim
na przestrzeni wieków
Część 4: Zwierzchność brandenburska
nad rozdrobnionym państwem Gryfitów
Z YG M U N T S Z U LT K A
Kolonizacja i recepcja prawa niemieckiego stanowiły jakby podłoże szybkiego procesu niemczenia Księstwa Pomorskiego, ale nie zadecydowały jeszcze
o obliczu etniczno-językowym i narodowościowym, bo imigranci mogli ulec
kaszubizacji, podobnie jak polonizacji
w Wielkopolsce. Na to, że tak się nie stało, wpłynęło wiele czynników, a wśród
nich istotną rolę odgrywały stosunki polityczne z sąsiadami, głównie
z Brandenburgią, której drogą agresji
w pierwszych latach XIV stulecia udało się dotrzeć do Bałtyku aż w dwóch
miejscach (Darłowo – Słupsk – Gdańsk,
Stralsund). Jednak wymarcie dynastii
askańskiej stworzyło przed Księstwem
(-ami) Pomorskim(i) warunki zrzucenia
zależności lennej i uwolnienia się od
niechcianej zwierzchności. Uzyskanie
statusu bezpośredniego księcia Rzeszy
(1338/1348) przez książąt pomorskich
poprzedziło przyłączenie do Księstwa
Wołogoskiego Rugii (1325). Brandenburgia jednak, zwłaszcza od 1455 r.,
tj. od czasu umocnienia się w Nowej
Marchii, dążyła do odzyskania swych
praw i w 1466/1472 r. książęta pomorscy
musieli uznać nad sobą jej zwierzchność lenną. Było to tym łatwiejsze, że
jednocześnie nastąpiło pogłębienie podziałów dynastycznych Księstwa Wołogoskiego (1368/1372), utrzymujących się
sto lat, w czasie których wymarła szczecińska linia Gryfitów, co dało początek
wojnie brandenbursko-pomorskiej.
Brandenburską zwierzchność lenną,
poszerzoną o prawo do sukcesji Księstwa Pomorskiego, uznał (1479) książę
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
Bogusław X (1474–1523), od 1478 jego jedyny i samodzielny władca. Książę ten
nie zrezygnował jednak z pełnej niezawisłości swego kraju, którą planował
osiągnąć przy polskiej pomocy, a kiedy
– z polskiej winy – zabiegi te okazały
się bezowocne, zbliżył się do cesarza
i w 1521 r. uzyskał status bezpośredniego księcia Rzeszy. Potwierdzenie lenna
cesarskiego oraz praw sukcesyjnych
Brandenburgii do Pomorza Zachodniego uzyskali jego następcy w 1529 r.
Stałe zagrożenie i częste wojny z Brandenburgią odegrały stymulującą rolę
w procesie kształtowania się świadomości państwowej i poczucia odrębności wobec wroga wśród przedstawicieli
górnych warstw społeczeństwa pomorskiego. Ogólnie jednak rozdrobnienie
feudalne Księstwa Pomorskiego i jego
stosunki z sąsiadami sprzyjały umacnianiu się niemczyzny wewnątrz kraju
i stymulowały proces niemczenia jego
słowiańskiego społeczeństwa1.
Przejęcie ziemi sławieńsko-słupskiej w 1317 r. przez ks. Warcisława IV
(1309–1326) wciągnęło książąt wołogoskich, a potem w większym zakresie książąt słupskich, w orbitę polskich
zainteresowań, zwłaszcza za króla Kazimierza Wielkiego (1333–1370), którego córkę Elżbietę (1326–1361) poślubił
książę słupski Bogusław V (1326–1374),
a ich syna Kazimierza IV (1368–1372)
król polski Kazimierz Wielki w 1368 r.
adoptował z myślą, że zasiądzie on na
polskim tronie. Do tego nie doszło, ale
wyrazem bardzo wyraźnego pogłębienia
się stosunku książąt słupskich z Polską
były trzy ich układy (1395, 1401, 1403)
Książe pomorski Otto I zezwala miastu Gryfino na budowę wiku słowiańskiego (osady
podmiejskiej). Gryfino, 10 listopada 1309. AP Szczecin, Akta miasta Gryfina – zbiór
dokumentów, sygn. 13. Reprodukcja z wystawy: Z kaszubsko-słowiańskich i polskich
losów Pomorza Zachodniego. © ZKP Oddział w Szczecinie
35
HISTORIA
z królem Władysławem Jagiełłą (1386–
–1434), a następnie przekazanie przez
Kazimierza Jagiellończyka (1446–­1492)
księciu słupskiemu Erykowi II (1455–
–1474) do „wiernych rąk” w 1455 r.
ziemi lęborskiej i bytowskiej. Najbliższe jednak stosunki z Polską łączyły
najwybitniejszego władcę z dynastii
Gryfitów, ks. Bogusława X (1474–1523),
męża córki króla Kazimierza Jagiellończyka, Anny (1476–1503), który w 1503,
1513 i 1517 prowadził rozmowy z królami Polski Aleksandrem Jagiellończykiem (1501–1506) i Zygmuntem Starym
(1503–1548) w sprawie zhołdowania
Pomorza Zachodniego Polsce. Za sprawą możnowładztwa małopolskiego,
bardziej zainteresowanego agresją na
wschodzie niż interesami Polski na zachodzie, zakończyły się one bezowocnie. Pewnym sukcesem współpracy
polsko-pomorskiej był układ handlowy
w Trzebiszewie (1618), który stworzył
korzystne warunki wymiany rzecznej
Wielkopolski ze Szczecinem2.
Stosunkom politycznym poświęcono tak wiele miejsca, by podkreślić, że
od początku XIV do początku XVI w.
stosunki polsko-pomorskie były nieporównanie luźniejsze i słabsze oraz nie
równoważyły wpływów i zależności
ustrojowo-prawnych Pomorza Zachodniego z Brandenburgią i cesarstwem.
Jedynie silnie związane z rynkiem
gdańskim Księstwo Słupskie (czyli
wschodnią część państwa Gryfitów)
łączyły żywe kontakty z Polską. Za panowania ks. Bogusława X pojawiła się
wielka szansa pogłębienia więzi, a nawet zmian ustrojowo-prawnych w relacjach państwa pomorskiego z Polską,
a tym samym zahamowania tempa
niemczenia państwa i społeczeństwa
pomorskiego, której polska strona nie
Herb Wielki Książąt Pomorskich. W 3. polu herb Księstwa Kaszubskiego. Wizerunek
herbu pomorskiego z XVII-wiecznego rękopisu genealogii książąt Gryfitów,
opracowanej w 1591 r. przez kanclerza książęcego Johanna Engelbrechta. AP Szczecin,
RiS, sygn. 450. Reprodukcja z wystawy: Z kaszubsko-słowiańskich i polskich losów
Pomorza Zachodniego. © ZKP Oddział w Szczecinie
wykorzystała. Takie zewnętrzne stosunki polityczne rzutowały również na
sprawy wewnętrzne.
W omawianym okresie nastąpiło
poszerzenie i utwierdzenie wpływów
niemieckich na dworach książęcych
i biskupim a także w organach władzy oraz administracji państwowej
i kościelnej. Niemieckojęzyczne elity
świeckie i kościelne uniemożliwiały
wykształtowanie przez autochtoniczną
ludność kaszubską i lucicką własnych
elit, zdolnych zaznaczyć swoją tożsamość i odmienność kulturową. Niemieckojęzyczne duchowieństwo, łącząc
chrześcijański uniwersalizm z własną
niemiecką kulturą, na coraz większą
skalę pogłębiało wśród społeczeństwa
zasady chrześcijańskie, a wraz z nimi
niemiecką kulturę, w tym język.
1
F. Rachfahl, Der Stettiner Erbfolgestreit (1464–1472), Breslau 1896, s. 59 n., 107, 181 n.; M. Wehrmann, Geschichte von Pommern, Bd. I,
s. 204 n., K. Maleczyński, Polska i Pomorze Zachodnie w walce z Niemcami w XIV i XV w., s. 90 n.; J. Mitkowski, Pomorze Zachodnie w stosunku
do Polski, Poznań 1946, s. 127.; B. Wachowiak, Pomorze Zachodnie w początkach czasów nowożytnych (1464–1648). Odrodzenie się i upadek
państwa pomorskiego, w: Historia Pomorza, Tom II do roku 1815, pod redakcją i ze wstępem G. Labudy, część I (1464/66–1648/57), oprac.
M. Biskup, M. Bogucka, A. Mączak, B. Wachowiak, Poznań 1976, s. 762 n.; J.M. Piskorski, Epoka wielkich przemian (do 1368 r.) w: Pomorze
Zachodnie poprzez wieki, s. 66–70.
2
B. Wachowiak, Zjednoczone Księstwo Pomorskie (do 1648 r.), w: Pomorze Zachodnie poprzez wieki, red. J.M. Piskorski, Wydawnictwo Zamku
Książąt Pomorskich, Szczecin 1999, s. 126 n.; E. Rymar, Rodowód książąt pomorskich, t. II, Szczecin 1995, s. 21–23, 34–36, 95–109, 175–176;
K. Chojnacka, Handel na Warcie i Odrze w XVI i pierwszej połowie XVII wieku, do druku przysposobił B. Wachowiak, Poznań 2007, s. 68
n.; J. Mitkowski, Pomorze Zachodnie, s. 143 n.; A. Nowakowski, Nieudana próba ustanowienia stosunku lennego między Polską a Pomorzem
Zachodnim w początkach XVI stulecia, w: Miscellanea Historico-Juridica Bialostocensia, Białystok 1995, s. 47 n.; M. Wehrmann, Die Herzogin
Sophie von Pommern und ihr Sohn Bogislaw X, Baltische Studien 5: 1908, s. 135 n.; G. Labuda, Historia Kaszubów w dziejach Pomorza, t. I.
Czasy średniowieczne, Gdańsk 2006, s. 409 n., N. Kersken, U schyłku średniowiecza (do 1474 r.), w: Pomorze Zachodnie poprzez wieki, s. 93 n.
36
POMERANIA LISTOPAD 2015
LISTY / WAŻNE DATY
W słowiańskim języku dla
Słowian w Niemczech
Zaczęło się w 1992 roku od rodzinnego
muzykowania w ich domu w Sierakowicach, takiego dla przyjemności. Z czasem postanowili się tą radością, jaką
daje wspólne granie i śpiew, podzielić
z innymi. Okazją stały się spotkania rodzin muzykujących: w Kartuzach, Sierakowicach, Parchowie, Strzelnie, aż po
międzynarodowe festiwale w Tczewie
i Leśniowie k. Częstochowy.
W 2001 roku nadali swojej kapeli nazwę BAS, a tworzą ją do dziś Teresa i Henryk Klasowie wraz z córką Lucyną i synami
Leszkiem, Piotrem i Łukaszem, grający na
akordeonie, skrzypcach, klarnecie, basie,
burczybasie i diabelskich skrzypcach.
Oprócz muzykowania śpiewają i zabawiają gadkami. W 2007 roku dorobili się
własnej płyty CD. Występowali na wielu
jubileuszach, festynach, jarmarkach folklorystycznych, dożynkach, na zjazdach
Kaszubów, a także dla grup turystycznych
krajowych i zagranicznych.
Sami również wyjeżdżają za granicę. Gościli w Grecji – w Atenach,
w Niemczech – we Frankfurcie nad Menem i Darmstadt oraz w Budziszynie
w Muzeum Serbskim na otwarciu wystawy „Kaszuby – wczoraj i dziś”. Niedawno, bo 10 września, prezentowali
kulturę kaszubską w Hamburgu podczas targów ,,Seatrade Europe 2015” na
stoisku wystawienniczym Morskiego
Portu Gdańsk.
Od 2 do 4 października przebywali
na Dolnych Łużycach w Cottbus i Drehnow, gdzie pokazywali stroje i różne
wyroby kaszubskie, prezentowali muzykę i pieśni oraz ludowe instrumenty
używane na Kaszubach. Serbołużyczan
uczyli śpiewać kaszubskie nuty po niemiecku (były dla nich ciekawostką)
oraz grać na burczybasie i diabelskich
skrzypcach. Organizatorka tego spotkania z muzyką oraz pieśnią łużycką
i kaszubską Maria Elikowska-Winkler
ze Szkoły Kultury i Języka Łużyczan
w Cottbus napisała w kronice kapeli:
„Serdecznie dziękujemy za wspaniałą
prezentację kultury kaszubskiej i pieśni
ludowych, tradycji i tożsamości Kaszëb.
Łużyczanie i Kaszëbi są sobie bardzo bliscy i powinni nadal się wspierać w pielęgnacji i zachowaniu dorobku swoich narodów”. A jeden z uczestników
spotkania, Polak, dopisał: „Przepiękny
program w słowiańskim języku dla Słowian w Niemczech”.
esz
Podczas koncertu w Drehnow do kapeli dołączył jeden z jego uczestników.
Fot. archiwum BAS
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
DZIAŁO SIĘ
w listopadzie
• 1 XI 1885 – do Kościerzyny od strony Skarszew dotarł pierwszy pociąg. Linia kolejowa
istnieje do chwili obecnej, ale od wielu lat
pociągi już na niej nie kursują.
• 13 XI 1845 – w Kiełpinie k. Tucholi urodził się
ks. Stanisław Leopold Kujot, prof. Collegium
Marianum w Pelplinie, następnie proboszcz
w Grzybnie (pow. chełmiński). Jeden z najwybitniejszych historyków pomorskich XIX w.,
twórca pelplińskiej szkoły historycznej, autor
licznych dzieł naukowych i utworów literackich, współwychowawca wielu zasłużonych
kapłanów. W latach 1897–1914 był prezesem
Towarzystwa Naukowego w Toruniu i redaktorem jego wydawnictw. Zmarł 5 grudnia
1914 w Grzybnie i pochowany został na miejscowym cmentarzu.
• 20 XI 1965 – kościół Mariacki w Gdańsku
otrzymał tytuł Bazyliki Mniejszej.
• 23 XI 1985 – w Raciążu k. Tucholi nastąpiło
złożenie do grobowca rodzinnego trumien
z prochami Marii i Leona Janta-Połczyńskich,
pochowanych dotąd na Cmentarzu Górczyńskim w Poznaniu. Reprezentowali starą
kaszubską rodzinę szlachecko-ziemiańską,
mocno osadzoną korzeniami w dziejach Kaszub i Pomorza.
• 26 XI 1765 – w Gdańsku zmarł Jan Gotfryd
Anthony, jeden z najwybitniejszych gdańskich ludwisarzy, twórca wielu dzwonów
odlanych dla kościołów diecezji chełmińskiej,
m.in. w Żukowie, Wejherowie, Luzinie, Pelplinie, Oliwie, Kościerzynie i Gdańsku (kościół
św. Mikołaja). W warsztacie Anthonego odlewano także armaty. Urodził się 23 sierpnia
1697 w Lipsku.
• 29 XI 1835 – w Łężycach urodził się ks. dr
Juliusz Pobłocki, nauczyciel Collegium Marianum w Pelplinie, działacz społeczny, publicysta, współzałożyciel „Pielgrzyma”, proboszcz
i dziekan w Chełmnie. Jest autorem wspomnień Na Kaszubach przed 100 laty. Władze
pruskie uważały go za agitatora polskości
i nie wyraziły zgody, aby został następcą bpa
chełmińskiego Jana Marwicza. Zmarł 9 lutego
1915 w Chełmnie i tam został pochowany.
• 29 XI 1875 – w Potęgowie urodził się Otton
Karszny, działacz i pisarz kaszubski, autor
drobnych utworów scenicznych oraz wierszy
okolicznościowych, współpracownik „Gazety
Kartuskiej”, zajmował się również historią
Kaszub i książąt gdańskich. Zmarł 27 stycznia
1938 i pochowany został na cmentarzu parafialnym w Sierakowicach
Źródło: Feliks Sikora,
Kalendarium kaszubsko-pomorskie
37
NASZE SPRAWY
Pomysł województwa
koszalińskiego wiecznie
żywy?
ŁU K AS Z G R Z Ę DZ I C K I
Na konwencji wyborczej Prawa i Sprawiedliwości w Koszalinie (27 września) lokalni liderzy tego ugrupowania
przypomnieli pomysł utworzenia województwa koszalińskiego, do którego
tak odniósł się Jarosław Kaczyński: „My
na pewno nie będziemy go [projektu
nowego województwa] nikomu narzucać, to będzie po konsultacjach, to być
może będzie po referendum, ale trzeba
taką propozycję przedstawić”. Ta sprawa
wywołała duże emocje i rezonans w mediach, który starali się podsycać i wykorzystać w walce wyborczej konkurenci
polityczni. Przy okazji część mediów,
jak to bywa, zniekształcała wypowiedzi polityków. Ten znów przypomniany
w kampanii wyborczej projekt (i niech
tylko projektem zostanie) wywołał
ożywioną dyskusję. My jako Zrzeszenie
Kaszubsko-Pomorskie od dawna mamy
swoje zdanie na temat propozycji zmian
granic województw na Pomorzu – przypomnieliśmy je w Komunikacie Zarządu
Głównego ZKP z dnia 3 października
(i publikujemy je na str. 39).
Na kanwie kolejnego wypłynięcia
pomysłu utworzenia województwa
środkowopomorskiego chciałbym, niejako post scriptum, wyrazić osobistą
refleksję. Od wprowadzenia w Polsce
samorządów gminnych minęło 25 lat,
a od utworzenia samorządów regionalnych – 17. Lokalne i regionalne wspólnoty obywateli dostały możliwość
rozwiązywania swoich problemów na
38
własną odpowiedzialność i własne ryzyko, stały się podmiotem i kowalem
własnego losu, a nie przedmiotem paternalistycznej troski warszawskiej
centrali. Zawiązały się, wykuły i umocniły więzy w lokalnych i regionalnych
społecznościach, tak potrzebne do
prawidłowego funkcjonowania państwa, a których niedobór osłabia Polskę. W tym czasie też wyrosło i weszło
w dorosłe życie całe pokolenie – moje
pokolenie. Przyjeżdżającym do nas od
lat w ramach różnych projektów młodym ludziom z Ukrainy czy Mołdawii
żmudnie tłumaczymy, że samorząd terytorialny to przede wszystkim wspólnota ludzi zamieszkujących na danym
obszarze, którzy za siebie odpowiadają,
wspólnota, która wybiera swoich liderów, która ich wspiera w działaniu dla
dobra wspólnego i demokratycznymi
metodami kontroluje, wspólnota, która ponosi konsekwencje swoich działań i zaniechań. Trudno młodym ze
Wschodu zrozumieć, że w sprawach
lokalnych więcej do powiedzenia ma
wójt, a regionalnych marszałek niż prezydent państwa urzędujący w ważnej,
ale dalekiej stolicy. Niestety ostatnio toczona dyskusja o województwie środkowopomorskim (czy podnoszony przez
SLD w minionym roku pomysł utworzenia 49 województw) uświadamia mi,
że wciąż na postrzeganie roli „województwa” rzuca cień PRL. Tymczasem
trzeba przypomnieć, że w PRL-u nie
istniały samorządy regionalne, a 17
województw (w tym koszalińskie) z lat
1950–1974 i 49 województw z okresu
1975–1998 to były struktury administracji rządowej w terenie. Struktury
funkcjonujące w realiach gospodarki
nakazowej, gdzie rząd kontrolował
produkcję, dystrybucję i ceny, a prywatna własność i inicjatywa nie były
mile widziane. Wiemy, jak się to dla
gospodarki skończyło, i na pewno jako
kraj do tego modelu nie chcemy wracać.
Nie ma zresztą do czego wracać i im
szybciej każdy to sobie uzmysłowi, tym
lepiej będzie dla Polski. Przeciwnicy
nowego województwa, z kolei, widzą
w nim na ogół tylko najsprawniejszy
kanał operacyjnego wydawania środków na rozwój regionów. A przecież za
kilka lat nie będzie środków unijnych
i wówczas tym bardziej potrzebne
będą właśnie samorządowe województwa rozumiane jako wspólnoty regionalne oparte na granicach zgodnych
z podłożem kulturowym i działające
na rzecz zrównoważonego rozwoju. Po
kilkunastu latach funkcjonowania samorządowych regionów i możliwości
obserwowania życia społeczno-gospodarczego łatwo na przykładzie Kaszub
zauważyć, jak zakorzenienie popycha
ludzi do aktywizacji i uczestnictwa
w różnych sferach życia, co sprawia, że
czują się odpowiedzialni za los Pomorza. Nie można takich uwarunkowań
kulturowych lekceważyć i wytyczać
granic administracyjnych bez uwzględniania takich cech. Tworząc przed laty
samorządowe województwo pomorskie
i zachodniopomorskie, niejako zasiano
ziarno – przypilnujmy, aby pozwolono
mu spokojnie wzrastać.
POMERANIA LISTOPAD 2015
NASZE SPRAWY
Uchwała Zarządu Głównego ZKP z dnia 10 stycznia 2004
w sprawie inicjatywy utworzenia województwa środkowopomorskiego
Zarząd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, jako reprezentant największej organizacji etniczno-regionalnej w północnej Polsce, z wielkim niepokojem obserwuje inicjatywy mające doprowadzić do podziału naszego regionu. Stanowczo
sprzeciwiamy się oderwaniu od województwa pomorskiego jego zachodnich powiatów i wcieleniu ich do mającego powstać
województwa środkowopomorskiego. Wiele wysiłków Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie kierowało zawsze na upowszechnianie, później na realizację takiego modelu ustrojowego, który oznaczał decentralizację uprawnień władzy. Sprowadzał się on do tworzenia większych terytorialnie
jednostek, które wyposażone w szerokie samorządowe kompetencje, umożliwiałyby społecznościom lokalnym bardziej efektywny rozwój. Dla Zrzeszenia kwestia ta – wielokrotnie podnoszona w najważniejszych dokumentach zjazdowych – miała
znaczenie kluczowe. Takie rozwiązanie dyktował polityczny realizm, oparty także na argumentach historycznych i odwołujący
się do racji ekonomicznych, do potencjału tkwiącego w małych ojczyznach. Niestety, wbrew nadziejom i logice argumentacji w rezultacie reformy przeprowadzonej w 1998 r. nie powstały duże, silne
i samodzielne finansowo regiony. Konstruowanie nowych województw wymagało realizmu i sporej wyobraźni. Było jej u decydentów na szczęście tyle, by uznać, że społeczność kaszubska, dotąd rozdzielona granicami administracyjnymi, znalazła się
w granicach jednego województwa. Kaszubi przyjęli ten fakt z satysfakcją. Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie zdecydowanie sprzeciwia się oderwaniu od województwa pomorskiego powiatu bytowskiego, lęborskiego, słupskiego ziemskiego i Słupska. W konsekwencji działania te doprowadziłyby do podziału obszarów
zamieszkałych od wieków przez Kaszubów, połączonych silnymi więzami etnicznymi, językowymi, kulturowymi, historycznymi
i gospodarczymi. Przeprowadzenie nowych podziałów administracyjnych na tym obszarze spowodowałoby powrót do sytuacji
anormalnej, nie do zaakceptowania przez społeczność kaszubską.
Brunon Synak, Prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego
3 października 2015 r. Zarząd Główny ZKP jednomyślnie potwierdził obowiązywanie ww. uchwały. W wypadku zgłoszenia projektu inicjatywy ustawodawczej zmierzającej do utworzenia kolejnego województwa na Pomorzu będziemy
domagali się szerokich konsultacji z mieszkańcami poszczególnych gmin, bo nie do przyjęcia jest sytuacja, w której
wbrew woli lokalnych społeczności byłyby one przyłączone do nowego województwa.
Fundusz Stypendialny
im. Izabelli Trojanowskiej
Skry Ormuzdowe 2015!
Do końca listopada 2015 roku będą przyjmowane wnioski o przyznanie Stypendium im. Izabelli Trojanowskiej
na rok 2016 dla młodych osób podejmujących pracę
w zawodzie dziennikarskim, pochodzących z Kaszub
i szczerze zaangażowanych w działania na rzecz rozwoju swojej małej ojczyzny.
Wnioski można składać osobiście w redakcji miesięcznika „Pomerania” lub w biurze Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Gdańsku przy ul. Straganiarskiej 20–23,
przysyłać pocztą (na adres: Redakcja „Pomeranii”, ul.
Straganiarska 20–23, 80-837 Gdańsk) lub e-mailem (na
adres: [email protected]).
Prosimy o dołączenie do wniosku materiałów dokumentujących dotychczasową pracę dziennikarską.
O stypendium mogą się ubiegać osoby zajmujące się
tematyką regionalną i mające pewien dorobek dziennikarski.
Do końca listopada można zgłaszać kandydatów do
tegorocznej Skry Ormuzdowej. Nagroda ta jest przyznawana od 1985 roku przez Kolegium Redakcyjne
i zespół redakcyjny „Pomeranii” – za szerzenie wartości zasługujących na publiczne uznanie, pasje twórcze,
propagowanie kultury kaszubskiej i innej pomorskiej,
działania bez rozgłosu, przezwyciężanie trudnych środowiskowych warunków, społeczne inicjatywy w dziedzinie kultury.
Kandydatów do Skry Ormuzdowej 2015 (z krótkim
uzasadnieniem dokonanego wyboru) można zgłaszać
osobiście w redakcji „Pomeranii” znajdującej się w siedzibie Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, przy ul.
Straganiarskiej 20–23 w Gdańsku, oraz mailowo – nasz
adres to: [email protected]
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
39
NAJE KÔRBIÓNCZI
Remùs na chójce
10 rujana fejrowóny béł Swiatowi Dzéń Drzewa. Latos przédną ùdbą je czëtanié drzé­wiã­
toma. Chcemë tej czëtac... – tak zachãcywô lesny w Nadlesyństwie Kòscérzna, Zdobisłôw Czarnowsczi. I czëtô drzéwiãcu, i z drzewny wëżawë... Żëcé i przigòdë Remùsa
Aleksandra Majkòwsczégò.
„Pomerania”: Jaczi to je zort drzewa,
z chtërnégò wietwie wasta bédëje
kaszëbską epòpejã?
Zdobisłôw Czarnowsczi: To je nasza
prostô chójka. Nié z tëch wësoczich
a gònnëch, a niskô, wietwistô, rosnącô
na grańcë pòla i lasu.
Filmk z wastë czëtanim Remùsa òbczas
2 dniów dostôł 2025 inter­netowëch
wëswietleniów. Dô to sã czëc brzemiã
pòpùlarnoscë? W robòce, pòstrzód
znajómków...
Niééé, sława nie doprzëszła na mòje
pùstczi. W żëcym bëm nie pòmëslôł, że
sedzenié na chójce tak sã mdze widzało.
Niech wasta rzeknie co wicy ò se. Jaczi dzél mô kaszëbizna w codniowim
żëcym lesnégò?
Lesnym w Pòdrąbiony jem 10 lat. Móm
białkã i dwa dzewùsë. Starszô mô taczé samò miono, jak córka doktora
Majkòwsczégò – Damroka (czemù leno
jô w familii móm miec „dzywné” miono?). Na co dzéń mòże nie gôdómë pò
kaszëbskù, ale dosc tëli słów, np. stréfle,
bùksë, pùlczi, wanożëc, ùżiwómë
wiedno. Wicy sã mówi pò kaszëbskù
w mòjim rodzynnym dodomie w Dzemiónach. Òbie mòje córczi ùczą sã
kaszëbsczégò w szkòle. Białka nie je
„czëstą” Kaszëbką, ji to „szyszci do grapy bez komin lecą”, znaczi, że pòchòdzy
z Bòrowiôków. Lesnymù, co robi na
Zôbòrach, przëdôwô sã znajemnota
kaszëbiznë. Nasz jãzëk jidze jesz ùczëc
òd starszich mieszkańców, i to téż le
w dzélu. Colemało są to pòjedinczné słowa abò krótczé zwrotë, jak: réżczi, chójka, torfkùla, sôren, bania, hòjdë-bòjdë.
Czemù Remùs? Czemù pò kaszëbskù?
Czemù Remùs? Pewno temù, że „ùstëgùje”
na mie òd wczasnégò dzectwa. Ùczbã jem
zaczinôł w Spòdleczny Szkòle m. Aleksandra Majkòwsczégò w Nowi Karczmie.
Piersnica doktora, titułowé starnë romana
Żëcé i przigòdë Remùsa w gablotach, graficzi kaszëbsczich pisôrzów wëkònóné
przez Wawrzińca Sampa bëłë ze mną jesz
chùtni. Òjc béł direktorã ti szkòłë, temù
téż czãsto jem tam przebiwôł. Tamùj
pòtkôł jem sã jakno bówka z Janã Piepką,
le tedë wiedzôł jem leno, że to je pón, co
je pisôrzã.
A czemù w òriginale? A czemù nié!?
Prowadzącë profil mòjégò nadlesyństwa na Facebooku, móm starã jak sã dô
szmùglowac trescë zrzeszoné z naszim
regionã. Czë to w pòstacji jãzëkòwi, czë
historiczny. Òstatno wspòminôł jem
ò Francëszkù Peplińsczim, co w 1905
rokù zamieszkôł w cyrkòwim wòzu, bò
prësczé władze zabróniłë mù zbùdowac
chëcz (pòdobno zrobił szerzi znóny Michôł Drzëmała).
40
POMERANIA LISTOPAD 2015
NAJE KÔRBIÓNCZI
Na szczescé terô, czej kaszëbsczi jãzëk
pòjawił sã w szkòle, mëszlã, że to sã
zmieni.
Jak wëzdrzi dzéń robòtë lesnégò. Są
Kaszëbi òsoblëwie zdatny do tegò
warkù? Je to familiowi wark, co òjc
sënowi dôwô w spôdkù?
Ni ma stałégò dzénnégò harmònogramù
robòtë. Je wiedzec, że zymk to w całoscë
òdnowienia zrãbów, pòpularno zwóné zalaseniama. Jeséń, zëma to wnetka
leno robòtë zrzeszoné ze zwëskiwanim
drewna. Do tegò dochòdzą robòtë przë
dozéranim lasu, z òpasowanim na
szkòdniczi (mònitoringã), z jachtarstwã.
Prowadzymë téż dozér priwatnëch lasów.
Lesny to je dosc òsoblëwi wark. Czasã
robòta sã rząszczi pòmału w jednym
môlu, ale są dnie, że czejbëm béł zdatny
do bilokacje, to i tak bë bëło za mało.
Czë jakno Kaszëbi mómë specjalny szëk do bëcô lesnym? Pewno nié,
kò lesnyma są i Kaszëbi, i Mazurowie,
i górôle, i Szlązôcë. Jem pierszim lesnym
w swòji familie. Jednak czãsto je tak,
że sënowie bierzą w spòsobie wark pò
òjcach. W niechtërnëch lesyństwach to
samò nôzwëskò pòjôwiô sã przez dwa,
a nawetkã trzë pòkòlenia.
Przińdze to czasã wasce pòkôrbic ze
zwierzãtama, z roscënama, drzewama? Jak to je z mówienim zwierzãt
òbczas wilijny nocë? Gôdają pò
kaszëbskù?
Czasã mie przińdze, ale leno z mòjim
fludinã, to je sëka pòlsczégò gòńczégò
psa, i ji sënã z mezaliansu. Tej sej mie
sã wëdôwô, że jima nie je pòtrzébnô
wilijnô noc, cobë sã ze mną pòrozmiôc.
A co do sami wilijny nocë, to niesteti
nigdë nie ùdało mie sã pòdsłëchac, cobë zwierzãta co kôrbiłë. Mòże to i dobrze...
mòże bëłëbë to niechwalné ò lëdzach
wëpòwiedzë. Jaczé rodné zwëczi sã dozérô w òkò­
lim? Znô wasta jaką kaszëbską bôj­kã,
brawãdã, òpòwiésc ò lese, drzewach?
Niechle òpòwié...
„Dzëczi gón” abò „dzëkô jachta” – to je
czas, ga cemné mòce wërëgniwają na
jachtã. Czej je czëc pòkrzëkiwania jachtôrzów, jazgòlenié psów, tãpòt kòniów.
Na szczescé nigdë tegò jem nie pòtkôł, bò
pòdobno człowiekòwi tej bë lëchò szło.
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
Në i przëpòwiôstka ò Diôbelsczim
Kamie z Ówsniców z òbéńdë mòjégò
nadlesyństwa. Kam ten miôł niosłé diô­
béł, cobë zniszczëc klôsztór cystersów
w Òliwie. Jakno że w òkòlim Òliwë ni
mógł nalezc pasownégò, długò szukôł,
jaż nalôzł taczi kòl Gòstomiô. Kam béł
cãżczi i niepòrãczny, tak że diôbéł nie
zdążił przez jedną noc doniesc gò do
Òliwë. Mùszôł pò pianim kùra wëlądowac
i zatacëc sã pòd òksëp przed słuńcã.
Òbôcził to tameczny gbùr i czej leno diô­
béł wszedł pòd kamiéń – pòstawił na
nim krucyfiks. To ùniemòżniło pùrtkòwi
wińscé spòd niegò i pòdobno sedzy pòd
òksëpã jaż pò dzys dzéń.
Jak sã zmieniwają kaszëbsczé lasë?
Mòże tegò òd razu ni ma widzec, ale robią sã starszé. Zmieniwają sã téż zortë.
W môlach, gdze wëstãpiwałë chójkòwé
mònokùlturë, ëżlë sedlëskòwé warënczi
na to pòzwòliwają, wprowôdzómë
lëscaté gatënczi, w całoscë bùczi. Nôtërë
równak nie przerobimë i nié wszãdze
na naszich kaszëbsczich piôskach
wëroscą dąbrowë i bùkòwinë. Sóm
w swòjim lesyństwie móm môle, gdze
lesny czilenôsce lat temù wprowadzëlë
bùczi. I one roscą, ale cobë je nalezc,
mùszi sã dobrze naslépcowac. Smiejã
sã, że te drzéwiątka mają tëli centimétrów, co lat. I co nôwôżniészé, lasów
nie ùbiwô, a je czësto procëm. Co rokù
są zalasywóné òtłodżi.
W karnach rządzëcelów Pòlsczi na­
wrôcô ùsadzënkòwô dba, co dô
mòżnosc sprzedôwaniô państwòwëch
lasów. Jak reagùją na to kaszëbsczi lesny?
Pò prôwdze nick jem ò takczims nie
czuł. Prawie przék, wszëtczé pòliticzné
karna z prawi i lewi starnë deklarëją, że
lasë mają òstac nierëszoné. Na szczescé
mómë téż, póczi co, szeroczé pòpiarcé
pòsélców. Lëdze mają dobri pòmëszlënk
ò nas i pewno nie zgòdzëlëbë sã na jaczé „ùprôwianié”.
Wasta szukô pòsobnëch, pò Maj­
kòw­sczim, regionalnëch aùtorów,
co piselë (piszą) ò lasu. Kògò prozã,
wiérztë ùczëjemë pòsobicą? Bądze wasta dotegòwiwôł do wespółczëtaniô
na kaszëbsczi wietwie kòlegów,
kòleżanczi?
Midzë Bògã a prôwdą jem jesz wcyg òd
se, że taczi filmùlk tak sã lëdzoma widzôł. Miała to bëc jednorazowô akcjô,
ale skòrno pòtkała sã z tak szeroczim
pòzytiwnym òdzwãkã, czemù te nie
cygnąc dali? A co do dobiéru lëteraturë.
Sóm Remus mô jesz dosc tëli „lasowëch”
dzélów: noclég na grobach stolemów,
smierc Trąbë pòd chójką i jiné. Gwësno
pòjawi sã ùtwórstwò Anë Łajming. Nie
béł jem parôt na długòczasné dzejanié,
tej mùszã przezdrzec swòjã kaszëbską
bibloteczkã. Mëszlã, że niémôłim
zdrzódłã mdą wiérztë kaszëbsczich
pòétów. Żlë jidze ò ùdzél jinëch lesnëch
– je to czësto mòżebné. Mòże téż przë
pòsobnëch „òdczëtach” rëszimë sã
z môla. Czejbë tak mógł dze dostac
drzéwianą karã, taką, jaką miôł Remùs...
A czedë zafelô ùdbów, jesz wcyg je
„kaszëbskô biblëjô”, jak jã zwiã – Bedeker Kaszubski wastnëch Trojanowsczi
i Òstrowsczi. Tam jidze nalezc dbów
skòpicą.
Mómë aùdiobùczi z Remùsã, akcje
czëtaniô w Bòrzestowie i Kòscérznie.
Dokôz je w ùczbòwëch programach
kaszëbsczégò jãzëka w szkòłach... Czë
pò wastë na gałązë czëtanim na nas
Kaszëbów przińdze stolëmnô lëgòta
czëtaniô nôwikszégò naszégò romana
w jinëch, òsoblëwëch môlach i dôwaniô do òglôwi wiédzë w internece filmków, co dokùmentëją takcos?
To bë bëła prima ùdba. Sóm przëchòdzã
nazôt do Remùsa i Trąbë co jaczis czas. To
je wierã nasz nôpierszi lëteracczi dokôz.
Bëlno bë bëło, czejbë ta ksążka trafia do
szerszégò karna òdbiérców. Taczé móm
brzątwienié, cobë czedës ùzdrzec nen roman dostóny na wiôldżi ekran. Je w nim
tëli wątków fantasy, że mógłbë pòwstac
film nié gòrszi òd ekranizacje Tolkiena...
në mòże jak nasz krajowi „Wiedźmin”.
Chcemë sã rozestac Remùsową rze­
klëną. Co wasta bédëje?
Jednym z mòjich ùlubionëch je pò­
wiedzenié Michała z Lëpińsczich Pùstk:
„Kòmù namienioné, tegò nie minie”.
Pòzdrôwióm czëtińców „Pòmeranie”.
Do ùzdrzeniô.
Gôdkã prowadzył Tomôsz Fópka
Ten tekst w pòlsczim jãzëkù nalézeta na starnie
www.miesiecznikpomerania.pl
41
KASZËBSCZÉ TRADICJE
Chcemë dac lëdzóm
wzór i zdrzódło
Kaszëbskò-Pòmòrsczé Zrzeszenié mô starã retac zwëk pùsti nocë i chce zapisac
sparłãczoné z nim spiéwë dlô przińdnëch pòkòleniów. Ò pòmòc pòprosëło m.jin.
dra Sławòmira Bronka, chùrméstra, wókalistã i wëkładowcã na gduńsczi Mùzyczny
Akademie, chtëren wespółrobi z badérą pògrzebòwëch zwëków na Kaszëbach ks.
prof. Janã Perszonã.
„Pomerania”: Na czim zanôlégô projekt
retaniô zwëkù pùsti nocë?
Sławòmir Bronk: Je òn dosc szeroczi.
M.jin. mô bëc wëdóny pùstonocny spiéw­
nik z nótowim zapisënkã òpiartim na
Melodyach skómpònowónëch przez ks.
Józefa Mazurowsczégò do Zbioru pieśni
nabożnych katolickich do użytku kościelnego i domowego przëszëkòwònégò
w 1871 r. przez ks. Szczepana Kellera
(pòzwónégò spiéwnikã pelplińsczim,
bò prawie w Pelplënie sã ùkôzôł). Nasz
spiéwnik bãdze dofùlowóny repertuarã
wëkònëwónëch przez kaszëbsczich
spié­wôków pùstonocnëch piesniów,
jaczich ni ma ù ks. Mazurowsczégò.
Òkróm wëdaniô spiéwnika, przë­rëch­
tëjemë téż kòncert, nagrómë i wëdómë
platkã. Òstóną téż zòrganizowóné
warkòwnie – szkòlenié dlô lëdzy, co
mògą pòmòc w ùchòwanim tegò zwëkù.
Skądka są karna, jaczé jesta nagrelë
razã z ks. Perszonã?
Donëchczôs ùdało sã nama trafic do
11 karnów z rozmajitëch placów:
Gòwidlëna, Lëni, Lëpùsza, Lëzëna,
Klëkòwi Hëtë, Serakòjc, Stajszewa,
Strzelna, Szëmôłda, Warzna, Załkòwa.
Ale to jesz nie je kùńc, bò ks. Perszón
mô nalazłé pôrã jinëch.
Nagróny materiôł jem spisywôł,
ùdało sã zebrac kòl 100 piesni. Pòw­
szechno znóné spiéwë, jak „Kto się
w opiekę” abò „Serdeczna Matko”
jesmë pòminãlë w nagraniach, ale
w spiéwnikù téż bãdze dlô nich môl.
Nagróny materiôł pòkôzôł, czegò jesmë
sã spòdzéwelë, że niechtërne piesnie
42
mają rozmajité wariantë, jeżlë jidze ò
melodikã (czegò przëmiôr je widzec na
s. 43).
A słowa są wszãdze jistné?
Jo, bò spiéwôcë kòrzistają ze wspò­
mniónégò spiéwnika pelplińsczégò
ks. Kellera abò wëdôwiznów na nim
òpiartëch. Są tam pòdóné leno słowa, ale
ni ma zapisu nótowégò. I prawie temù
melodiczné wariantë są baro rozmajité. Niechtërne grëpë spiéwałë tã samą
piesniã z „wëzwãkã” mòllowim, a niejedné durowim. I jesmë mielë problem,
co zrobic z tim spiéwnikã, bò doch òn
mô miec wôrtosc ùżëtkòwą. Ni mòżemë
w nim pòdac 7–8 melodiów, bò to mô jic
do lëdzy i òni mają z tegò kòrzëstac.
I co jesta zdecydowelë?
Jesmë przëjimnãlë, że jeżlë piesnie, jaczé pòjôwiałë sã òbczas „terenowëch”
wëkònaniów, są téż w òprôcowaniach
ks. Mazurowsczégò, to w najim spié­
wnikù nalézą sã te z jegò Melodyj. A jeżlë
jidze ò piesnie, jaczich ni ma w Mazurowsczim, to dómë ne melodiczné wariantë,
co sã pòwtôrzałë w czile karnach i bez
niżódnëch òzdobników dodôwónëch przez
spiéwôków. W najim spiéwnikù bãdzemë
mielë leno jeden, nôwëżi dwa wariantë.
A co z jinyma wariantama? Żôl bë bëło
dac jima zadżinąc.
Zebranié i spisanié tegò materiału kòsz­
tało wiele robòtë i dobrze bë bëło tegò
nie stracëc. Je plan, żebë w przińdnoce
òbrobic to nôùkòwò i wëdac ksążkã,
gdze bãdą pòdóné te wszëtczé wariantë.
Jak jes ju rzekł, jednym z pónktów projektu retaniô pùstonocnëch zwë­ków
je kòncert, òbczas jaczégò òstóną zaprezentowóné zebróné przez was spié­
wë. Kògò jesta rôczëlë do spiéwaniô?
Przede wszëtczim bãdą to sztudérowie z Katédrë Mùzyczi Kòscelny na
Mùzyczny Akademie we Gduńskù, gdze
jem wëkładowcą. Òni zaspiéwają dokazë
òbrobioné na sztërëgłosowi mieszóny
chùr przez ks. Mazurowsczégò. Móm
nôdzejã, że dzãka temù kòncertowi ti
młodi lëdze, czej ju skùńczą sztudia i wrócą do swòjich parafiów, bãdą mielë starã ò
to, żebë zwëk pùsti nocë warôł dali.
Òbczas kòncertu chcemë równak
pòkazac téż niejedne melodie zebróné
òd lëdzy, te wariantë i te spiéwë, jaczich ù Mazurowsczégò ni ma. To zaspiéwô chłopsczi dzél chùru Discantus
z Gòwidlëna.
Dlôcze leno chłopi? Kò w karnach
pùstonocnëch spiéwôków pòjôwiają
sã téż białczi.
W tëch karnach, co sã nama ùdało nagrac, blós w trzech bëłë jaczés białczi.
Òglowò wërazno wiãkszosc to chłopi.
A jak wëzdrzi lëczba spiéwôków w karnach i jich wiek?
Żelë jidze ò liczebnosc, je to dosc rozmajice: òd 3 – tak je w Darzlëbim – do
pôrãnôsce. Trôfiają sã czasã lëdze młodszi, ale liderama są równak ti starszi.
Ti, co bãda nagriwelë i spiéwelë òbczas
kòncertu, mùszą wiele trenérowac? To
drãdżé do zaspiéwaniô dokazë?
POMERANIA LISTOPAD 2015
KASZËBSCZÉ TRADICJE
Naùczenié sztudérów òprôcowaniów
Mazurowsczégò nie bëło niżódnym
problemã. Ùczba knôpów z Discantusa
jedengłosowëch piesniów téż pùdze baro
chùtkò.
Nié wszëtcë spiéwôcë, jaczi spiéwają na
pùstëch nocach, znają nótë. M.jin. dlô
nich bãdze przërëchtowónô platka.
Jo. Ti, co nie rozmieją czëtac nótów, mògą
pòsłëchac platczi. Bãdą dwie wersje: jedna w fòrmie barżi artisticzny, a drëgô
stricte kònstrukcyjnô, gdze mô bëc nagróné to, co je w spiéwnikù. Wszëtczé
piesnie. Na artisticzny nié wszëtkò sã
zmiescy. Czedë sã zaczãło zbieranié materiałów?
Tak pò prôwdze òd zôczątkù rokù. Gdzes
w strëmiannikù dostôł jem pierszé nagrania òd ks. Perszona. Swòje nagrania
robił jem w łżëkwiace. Pózni zaczãła sã
cãżkô robòta ze spisywanim. Trôfiało sã,
że w karnie kòżdi cygnął w swòjã stronã
i trzeba bëło sã mòcno wsłëchac i nalezc
lidera. Na pòczątkù jem spisywôł za régą
pòdług wsów, pózni systematizowôł
jem spisóny materiôł z pòzdrzatkù na
kònkretné spiéwë i szëkòwôł notacjã na
jeden ôrt, np. dôwającë jima jistną tonalną wësokòsc.
Jesta nagriwelë spiéwôków na ùmó­
wionëch pòtkaniach czë na prô­wdzë­
wëch pùstëch nocach?
Wszëtkò na specjalnëch zéńdzeniach.
Przë leżnoscë chcã pòdzãkòwac òrga­
nizatoróm „pùsti nocë” w Załkòwie za
ùroczëstą wieczerzã.
Tej nie wiész, jakô dzysô je stojizna
zwëkù pùsti nocë?
Mògã le cos rzeknąc na spòdlim mòjich
òbserwacji i gôdków ze spiéwôkama.
Jak jô béł dzeckã, starszi mie brelë na
pùsté noce. Pamiãtóm, że te spiéwë tedë
bëłë i dérowałë wnetka całą noc, ale terô
spiéwôce gôdają, że corôz rzadzy zwëk
je praktikòwóny. Niebòszczik je trzimóny w kaplëcach przë kòscele i rzôdkò sã
zdôrzô, żebë familiô zmarłégò rôczëła
lëdzy dodóm. Tak je przënômni ù mie
w Gòwidlënie. Problem zanôlégô na tim,
że nie je to przekazywóné dali. Jak jem ju
rzekł, w wikszoscë karnów spiéwôkama
są wnetka sami starszi lëdze.
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
Tej tak pò prôwdze chceta zapisac to,
co mùszi òdéńc, czë równak próbùjeta
jesz retac ten zwëk?
Na szczescé pùsté noce jesz żëją. Równak mùszą bëc spisóné, jeżlë mają żëc
dali. Chcemë dac lëdzóm wzór, zdrzódło, i mómë nôdzejã, że dzãka temù te
spiéwë bãdą warac.
Na pòczątkù spiéwnika mô bëc meritoriczny wstãp i etnograficzny òpisënk
zwëkù pùsti nocë...
Zajimô sã tim przede wszëtczim ks.
J. Perszón, chtëren napisze ò stronie
teòlogiczny, ò zwëkach itd. Jô òmówiã
metodë spisywaniô i òprôcowaniô
spiéwów a téż, w jaczi spòsób są òne
wëkònëwóné.
I jesz warkòwnie – chto weznie w nich
ùdzél i czegò ùczãstnicë bãdą sã ùczëc?
Warkòwnie bãdą òtemkłé. Kòżdi mòże
wzyc w nich ùdzél. Na zôczątkù wëkłôd
wëgłosy ks. prof. Perszón, a pózni
bãdzemë ùczëlë lëdzy pùstonocnëch piesniów. Rôczoné bãdą karna spiéwôków,
nié leno te, jaczé jesmë nagriwelë, ale
chcemë, żebë pòjawilë sã téż kòscelny
òrganiscë i wszëtcë chãtny [rôczbã na te
warkòwnie nalézëta na s. 55].
Co tobie dôł ten projekt?
Dlô mie to bëła kąsk wanoga w dzecné
lata. Jak jem béł dzeckã, pùsté noce mie
przerażałë – trup i smùtné, pòwôżné
piesnie. Terô je to dlô mie mòżlëwòsc
pòznaniô zdrzódła z pòzdrzatkù mù­
zyka. Czedë słëchóm nagraniów, czej
sóm nagriwóm, mògã pòznac, jak lëdze
tim żëją, jak je to dlô nich wôżné. Jem
rôd, że bãdze to rozpòwszechnioné.
Wiele mie dało òsoblëwie nagriwanié,
pòtkanié ze spiéwôkama z Gòwidlëna
i Załkòwa (jinëch nagriwôł ks. Perszón).
Czekawé, że grëpë sã ùzupełniwałë, chòc
bëłë i taczé spiéwë, jaczé pòjôwiałë sã le
w jedny miejscowòscë. Czej jem jachôł
na nagrania, tej miôł jem ju lëstã tëch
spiéwów i na kùńc jô sã pitôł: – A zna­
jeta jesz to? – Jo, le nie wiémë, jak to
zacząc. Tej jem zapùszczôł jima z di­
ktafònu i czuł: – Jo, tak to bëło, chòc më
spiéwómë kąsk jinaczi.
Jaczé są pùstonocné spiéwë?
Są colemało prosté, ale nawetka z tëch
prostëch melodiów w niejednëch wsach
są w sztãdze zrobic czekawi dokôz.
A żelë jidze ò tekstë, to je grëpa piesniów
ò eschatologiczny tematice: ò dëszë, ò
tim, co sã dzeje z człowiekã pò smiercë,
są spiéwë do swiãtëch: òsoblëwie do sw.
Józefa, sw. Barbarë, są téż piesnie ò tematice pòkùtny, prosbë ò zmiłowanié Bòga
nad grzésznikã.
Gôdôł Dariusz Majkòwsczi
Projekt „Odtworzenie zwyczaju Pustej Nocy na
Kaszubach i jego digitalizacja w celu utrwalenia
dla przyszłych pokoleń” òstôł ùdëtkòwiony przez
Minysterstwò Kùlturë i Nôrodny Spôdkòwiznë.
Ach, mój smutku, ma żałości
Darzlubie
Gowidlino
43
ZROZUMIEĆ MAZURY
Pranie
WA L D E M A R M I E R Z WA
Mazurski mit Konstantego Ildefonsa
Gałczyńskiego zaczął się w Warszawie
od spotkania żony poety z tłumaczem
literatury rosyjskiej Ziemowitem Fedeckim wiosną 1950 r. Natalia Gałczyńska
szukała miejsca na letni wypoczynek
rodziny, zafascynowany już Mazurami
Fedecki podsunął jej adres znajomego leśniczego, Stanisława Popowskiego z Prania (do 1945 r. Seehorst) w Nadleśnictwie
Maskulińskim w Puszczy Piskiej.
W połowie lipca Gałczyńscy przyjechali pociągiem do Rucianego. Łódką
przypłynął po nich sam leśniczy. Prańska
leśniczówka stanie się miejscem wypoczynku rodziny, ale i pracy poety przez
kilka następnych wakacji. Przez kolejne
cztery lata poeta będzie gościć w niej
prawie 12 miesięcy, raz Gałczyńscy spędzą tu z Popowskimi (leśniczy mieszka
z matką Zofią) Sylwestra. Po raz ostatni
przebywali w Praniu od sierpnia do listopada 1953 r., 6 grudnia poeta zmarł
w Warszawie.
Gałczyński, który Mazur nie znał, ale
i nie miał potrzeby zapoznania się z dziejami tej krainy, dobrze się czuł w głuszy
nad Jeziorem Nidzkim. Poprawę zdrowia
zawdzięczał przede wszystkim spokojowi Puszczy, życiu bez gorączkowości, bliskości ludzi, którzy niczego (może poza
abstynencją) od niego nie oczekiwali.
Pisał tu dużo, ale prawie nic o Mazurach. Gdyby Fedecki był wówczas
oczarowany Bieszczadami, mielibyśmy
dziś do czynienia z bieszczadzkim mitem poety. Mamy z mazurskim. Trochę
dętym, przyniesionym z Warszawy, tak
często powtarzanym, że w końcu większość nas w ten mit uwierzyła. A przecież nie powinna, bo to nie mieszkańcy
44
Mazur wzięli Gałczyńskiego za „swego”
poetę, lecz został on Mazurom niejako
przypisany.
Nieznajdujący udokumentowania
w twórczości poety, mazurski mit Gałczyńskiego ukształtowały działania
wielu osób, m.in. Jerzego Putramenta,
Andrzeja Drawicza i córki poety, wsparte przez peerelowskie władze centralne
i działaczy, a także ludzi kultury szczebla wojewódzkiego. Mit ten opiera się na
wielu fantasmagoriach, ale i co najmniej
jednym fundamentalnym kłamstwie, jakoby poeta wyjechał na Mazury zrozpaczony zakazem druku wydanym przez
władze w czerwcu 1950 r., co miało być
konsekwencją socrealistycznego ataku
Adama Ważyka na poetę podczas V Zjazdu Związku Literatów Polskich („Słuszniej by było, gdyby Gałczyński ukręcił łeb
temu rozwydrzonemu kanarkowi, który
zagnieździł się w jego wierszach”).
Córka poety Kira napisze później
o tym okresie (do grudnia 1951) jako czasie „szczelnie zamkniętych drzwi niemal wszystkich redakcji”, podkreślając,
że Gałczyńskiego „ugodzono w sposób
najbardziej dotkliwy, zabierając mu czytelnika”. Napisze nieprawdę, bo Polska
Bibliografia Literacka za lata 1950–1951
odnotowuje kilkadziesiąt publikacji autorstwa poety! Gałczyński, o czym, jeśli
w ogóle się mówi, to najczęściej w sposób wstydliwy, był, czy tego chcemy
czy nie, poetą reżimu, biorącym czynny
udział w życiu kraju i oddającym stalinowskiej władzy swój kunszt i umiejętności. Weźmie udział w Kongresie
Pokoju, kiedy trzeba, złoży konieczną
samokrytykę, potępi wroga Miłosza („Poemat dla zdrajcy”), a gdy umrze Stalin,
ogłosi światu pełen rozpaczy wiersz, który Aleksander Wat okrzyknie „jednym
z najczystszych wzorów poezji opłakującej”. Konstatuję fakty, nie oceniam. Czasy były straszne, naprawdę nieliczni nie
ulegli, milczeć się jednak dzisiaj o tym
nie powinno.
W puszczańskiej leśniczówce powstały m.in. „Niobe”, „Wit Stwosz”,
„Kronika olsztyńska” i „Pieśni”, a także
poemat „Chryzostoma Bulwiecia podróż do Ciemnogrodu”. Żaden z tych
utworów nie jest mazurski, najbliższa
geograficznie, dzięki tytułowi (choć sam
Olsztyn leży na Warmii), jest oczywiście
„Kronika”, ale i ta za mazurską może być
uznana właściwie jedynie dlatego, że na
Mazurach została napisana.
Zbigniew Chojnowski słusznie zauważa w pracy Od biografii do recepcji.
Ernst Wiechert, Konstanty I. Gałczyński,
Zbigniew Herbert na Warmii i Mazurach,
że powoływanie się w przypadku Gałczyńskiego na „»geograficzną« genezę
utworu (…) przynosi zazwyczaj mierny skutek interpretacyjny; potwierdza
hipotezę, że »mazurskość« jego wierszy
ma charakter zewnętrzny i jako taka
przyzwala na snucie nadinterpretacji”.
Edward Martuszewski, wydawca antologii Warmia i Mazury w oczach poetów,
stwierdził zaś, że Gałczyński skupiał
się jedynie na krajobrazie, postrzegając
Mazury w „sposób wczasowy”. Chojnowski nazwie to „postawą dziecka na
wakacjach”.
Pierwszym, który dostrzegł „mazurskość” w twórczości poety, był Andrzej Drawicz (Gałczyński na Mazurach,
1971), uznając, że pojęcie to uzasadnia
sam fakt „wierności wybranym realiom
odnoszącym się do leśniczówki Pranie,
a także niektórych osób, zwierząt, roślin
i krajobrazów napotkanych nad Jeziorem
Nidzkim”.
POMERANIA LISTOPAD 2015
ZROZUMIEĆ MAZURY
Mam graniczące z pewnością przekonanie, że poecie obojętna była terytorialna przynależność przyrody, w której
otoczeniu odpoczywał i tworzył. Gałczyński, mistrz słowa, bawiący się nim
często dla samej zabawy, po 1945 r. coraz rzadziej przypisywał w swej twórczości znaczenie konkretnemu miejscu
czy postaci. Świadomość, że żyć musi
z tego, co mu opublikują, zmuszała
go w powojennej rzeczywistości do
ucieczki w niekonkretne krainy uniwersalnych bohaterów. W pewnym
sensie był rzeczywiście poetą aspołecznym, do natchnienia nie potrzebował
spotkań z ludźmi i ich historii. Księżyc,
kanarek, pelargonia, pies, dorożka, pajęczyna, balonik, trzcina – zdaje się, że
to wszystko rozumiał lepiej niż ludzi.
Takie podejście dało zresztą ponadczasową siłę jego poezji. Nadal chętnie po
nią sięgamy, śmiejemy się, wzruszamy,
z łatwością zapamiętujemy całe zwrotki, a nawet utwory, nie musimy sięgać
po słowniki, by zrozumieć przesłanie.
Główną rolę w stworzeniu mazurskiej legendy poety odegrała jego córka Kira (ur. 1936), kustosz otwartego
w 1980 r. w leśniczówce muzeum upamiętniającego jej ojca. Aby objąć puszczańską placówkę, porzuciła synekurę,
czyli pracę w „Trybunie Ludu” (organ
KC PZPR). Gałczyńska, pamiętajmy jednak, że na własne życzenie, znalazła
się w trudnej sytuacji, bo przyszło jej
otwierać muzeum właściwie bez eksponatów. Leśniczówka została przebudowana, nie zachowały się żadne
sprzęty z czasów pobytów rodziny u Popowskich, sam leśniczy od lat mieszkał
w Warszawie, a sosna, zwana Gałczyńskiego, „czczy wymysł jednego z leśniczych”, zaczęła usychać. Anegdota głosi, że już w 1957 r. nikt z mieszkańców
pobliskich miejscowości nie pamiętał
o pobytach poety-letnika z Warszawy,
a na pytanie o Gałczyńskiego pracownik Nadleśnictwa miał odpowiedzieć,
że „na liście leśniczych na pewno nie
ma takiego nazwiska”. Im zresztą więcej czasu mijało od ostatniego pobytu
poety w Praniu, tym bardziej jakby go
pamiętano, najlepiej zaś ci, którzy nie
widywali go wcale lub widywali rzadko, jak choćby następca Popowskiego
na stanowisku leśniczego Kazimierz
Śmigielski.
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
Leśniczówka w Praniu. Fot. Mieczysław Wieliczko
W Mazurskich szlakach Gałczyńskiego (1986), książce niestety demaskującej nieznajomość Mazur przez autorkę,
przystąpiła Gałczyńska do utrwalania
mazurskiego mitu poety. Twierdzi np.
że latem 1953 r. ojciec napisał w Praniu
„sporo uroczych drobiazgów o mazurskich sprawach – o jeleniu, który chciał
sprzedać swe rogi, o śnie psa, o świecach kupionych w sklepiku w Rucianem,
które nie chciały się palić”. Chojnowski,
irytując się nazywaniem tego „mazurskimi sprawami”, słusznie nazwie to
„snuciem legendy”, a poecie zarzuci brak
jakiegokolwiek zaangażowania w mazurskie sprawy. Chojnowski, sam poeta,
wymagałby od Gałczyńskiego głębszej
społecznej refleksji. Nie wiem skąd te
oczekiwania wobec człowieka, który
wolał wędrować w głąb puszczy niż do
pobliskiej wsi, o Mazurach chyba niczego
nie przeczytał, a każdy warszawski ślad,
list czy odwiedziny (Borejsza, Putrament,
Broniewscy, Koźniewski), sprawiał mu
długo rozpamiętywaną radość, utwierdzając w przekonaniu że „w Warszawie
o nim pamiętają”.
Byłem w muzeum w Praniu w 1988 r.
Zrobiło na mnie fatalne wrażenie. Wyczuwało się, że szefująca mu córka
poety nie ma serca do tej placówki,
mówiło się, że nie dała sobie rady z problemem bytności w dwóch miejscach
naraz: w Warszawie, gdzie chciałaby
być, i w Puszczy, gdzie bywać jednak
czasami musiała, że rozczarowały ją
miejscowe władze, że nienależycie doceniano jej wysiłki. Gałczyńska odejdzie
z Prania dopiero w 1997 r., na emeryturę, do tego obrażona, i sama zacznie
demontować mazurski mit poety:
w trzy lata później zasugeruje, że Mazury były dla jej ojca jedynie „skrótem
myślowym, obejmującym wszystko,
co zostało nad Nidzkim napisane”. Po
latach, w wywiadzie dla sopockiego
„Toposu” (nr 4, 2015), powróci jednak
do mitu, któremu z powodzeniem przez
lata matkowała. Znowu wspomni o wyimaginowanym zakazie druku i Praniu
będącym wybawieniem zaszczutego
poety z depresyjnego stanu.
Następcą Gałczyńskiej na stanowisku kustosza został sopocki poeta, czy
też raczej poeta z Sopotu, Wojciech
Kass. Nie podjął on walki z mazurskim
mitem Gałczyńskiego, słusznie zakładając, że zakończyłaby ona żywot
muzeum. Przedsięwziął za to udane
starania celem zwrócenia uwagi na poezję i poetów w ogóle. Letnie imprezy
artystyczne z udziałem wybitnych aktorów i muzyków ściągają licznych wielbicieli pięknego słowa i dobrej muzyki.
O poetyckie laury ubiegają się tu poeci.
Dla nich prańska leśniczówka stała się
miejscem pielgrzymowania, a sama już
tylko znajomość z kustoszem powodem do nie tylko środowiskowej dumy.
Nie zmienia to faktu, że systematycznie spada liczba gości odwiedzających
muzeum. Dorastają kolejne pokolenia,
którym nazwisko Gałczyńskiego nie
mówi nic lub prawie nic. Bohdan Czeszko zauważył w Nostalgiach mazurskich,
że „rychło umiera pisarz wraz z tym, co
wymyślił i zapisał (…). Ostają się geniusze albo dziwacy”.
Gałczyński wielkim poetą był. Okazuje się, że to może być za mało.
45
SZTUKA
Góra
Włodzimierza Łajminga
M A Ł G O R Z ATA D O R N A
Pracuję w wąskiej gamie kolorów. Gram na
półtonach. Mówię szeptem i ciszą. Staram
się szukać ciepłych i chłodnych szarości.
Czasami intryguje mnie krzyk, ale ja maluję
ciągle ten sam obraz i pewnie nie chciałbym
krzyczeć – mówił w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia Włodzimierz Łajming, wtedy jeszcze profesor
Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Pięknych w Gdańsku, pracujący wówczas na
Wydziale Malarstwa i Grafiki.
Siedzieliśmy w jego gdańskiej pracowni, wśród białych ścian, ustawionych
„cyklami” obrazów, wśród nielicznych
niezbędnych przedmiotów i trudno było
się oprzeć przekonaniu, że to, co poza,
przestaje istnieć.
Nad filiżanką parującej kawy odnalazłam ten dziwny, ascetyczny świat,
znany z jego kompozycji olejnych, martwych natur, rysunków, pejzaży. Tutaj
obowiązywał porządek, wewnętrzny ład
i harmonia, więc może właśnie dlatego
czas zdawał się płynąć inaczej, jakby
łagodniej i wolniej, w opozycji do ulicznego gwaru i ruchu, owej feerii barw
i chaosu starego, odwiedzanego tłumnie
przez turystów, hanzeatyckiego miasta.
Miałam pisać o kompozycjach olejnych autorstwa profesora, o jego kaszubskich pejzażach, stanowiących rodzaj syntezy zapamiętanych sekwencji
obrazów z okolic Chmielna, w istocie
pejzażach „wewnętrznych”, abstrakcyjnych, w których dominującymi barwami
okazywały się dobrane precyzyjnie błękity i biele, nasycone delikatnym, pozbawionym konkretnego źródła światłem.
Rozmowa jednak potoczyła się inaczej.
Łajming zaczął opowiadać o swych artystycznych przyjaźniach, o początkach
teatrzyków studenckich, o potrzebie
46
eksperymentowania z odmiennymi niż
malarstwo sztalugowe formami artystycznej wypowiedzi, o legendarnym
teatrze Co To, z którego sceny pojawiają
się w filmie Janusza Morgensterna „Do
widzenia, do jutra”. Wszystko zaczęło się
w Sopocie. Mieszkaliśmy wtedy w akademiku przy ulicy Pułaskiego 19. Cieszyłem się,
że Romek Frejer poprosił mnie o współpracę.
Teatrzyk rąk stał się dla mnie polem eksperymentu. Do malarstwa podchodziłem
tradycyjnie, a tu mogłem się wyżyć. Tworzyliśmy rozmaite scenki i nie zdawaliśmy
sobie zupełnie sprawy z tego, że jest to takie odkrywcze. Scenki oparte na skojarzeniach... Rzadko się zdarzało, żeby ktoś występował sam, a ja wystąpiłem! Do muzyki
Bacha, w Świetliku. W ciemności pojawiają
się ręce, punktowo oświetlone i taka mała
srebrzysta kuleczka – Łajming nieświadomie zaczyna spektakl. Zdecydowane
w rysunku, duże dłonie wznoszą się
nad wyimaginowanym parawanem.
W teatrze Co To (1956–1969) nie było bowiem tradycyjnej scenografii, nie było
sceny, nie widziało się twarzy aktorów,
wszystkie emocje, niekiedy bardzo dramatyczne przeżycia człowieka pokazywano za pomocą gestów, ruchów dłoni
i palców. Warunkiem zaistnienia teatru
jest publiczność. Jeden aktor naprzeciw
jednego widza – i nagle tworzy się charakterystyczne spięcie burzące spokój
schludnej, uporządkowanej pracowni.
Profesor pokazuje mi fragment spektaklu
owego teatru wyobraźni.
Dla studentów gdańskiej PWSSP,
owego powojennego, mocno okaleczonego pokolenia, możliwość uczestnictwa
w poszukiwaniach teatralnych zainicjowanych przez Romualda Frejera, rzeźbiarza i ceramika – okazywała się szansą na
wyrażenie własnej osobowości, na swoistą ucieczkę od oficjalnie akceptowanego
nurtu pełniącej funkcje służebne plastyki,
nurtu podporządkowanego propagandzie, zgodnego ze znienawidzoną ideologią. (...) Zatem wszystko zaczęło się w Sopocie... Zdobyliśmy jakiś parawan. Przedtem
jeszcze w Zbrojowni Romek Frejer pokazywał
„kukiełki” nad parawanem, za którym rozbierała się modelka. Nie zawsze była fabuła,
niekiedy wirujące lustra i tylko kolory na scenie. Pamiętam ogromny, podświetlony słój
wypełniony wodą. Kręciliśmy tym słojem,
a z góry wlewało się kolorowe tusze. Osiągało
się prawdziwe malarskie efekty. Kolory przenikały się, grały różnymi formami, kleksami,
przechodziły w smugi i chmury.
Inaczej niż w malarstwie profesora,
które utrzymane w niemal ascetycznym
stylu, operuje gamą stonowanych błękitów, dobranych z wyjątkowym wyczuciem, wyrafinowanych, w malarstwie,
w którym cała dramaturgia treści skondensowana jest na linii horyzontu, na
styku wody i nieba. W malarstwie starałem
się osiągać zupełnie co innego… – wspominał w czasie naszej rozmowy artysta.
Malowałem martwe natury i nagle w tych
moich „martwych” zabrakło mi przestrzeni.
Profesor Juliusz Studnicki zaprowadził nas
na plener do Chmielna. Szliśmy od strony
Garcza i zrobiliśmy sobie odpoczynek na
górze. Ta góra była wspaniała, pozwalała
na syntetyczne spojrzenie w pejzaż. Na dole
mroczne jezioro, ogromna przestrzeń, lasy
W 1962 r. Włodzimierz Łajming rozpoczął pracę na
Wydziale Malarstwa gdańskiej PWSSP jako asystent
Krystyny Łady-Studnickiej, jednej ze współzałożycielek legendarnej Szkoły Sopockiej.
W latach 1975–1979 był prodziekanem Wydziału
Malarstwa, Rzeźby i Grafiki, a od roku 1980 do 1984
pełnił funkcję dziekana gdańskiej uczelni. Od 1984
do 2003 roku prowadził pracownię malarstwa na
Wydziale Malarstwa i Grafiki. W latach 1984–1988
pełnił funkcję prorektora, a w okresie 1988–1991 był
kierownikiem Katedry Malarstwa i Rysunku.
POMERANIA LISTOPAD 2015
SZTUKA
Pierwszy z lewej Włodzimierz Łajming. Fot. ze zbiorów Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tczewie
i cała ta melodia kaszubskich pagórków,
wzniesień. Studnicki wtedy powiedział: – Nie
malujcie tego, co widzicie, ale to, co dzieje się
między niebem a ziemią. Odkrył nam pejzaż
z Chmielna, ale to coś więcej. Miał „gwardię”.
Ja ciągle jeszcze jestem bardziej kandydatem
niż „gwardzistą”. Jak mówił o malarstwie ,
to się czuło, że jest poruszony. Najważniejsze
rzeczy mówił szeptem i wykonywał taki charakterystyczny gest palcem, jakby dotykał
materii, zmysłowo odczuwał kolor. Nawet
w bardzo złych pracach poszukiwał miejsc
dobrych, ciekawych i kiedy robił korektę,
o nich właśnie mówił. Starał się wyczuć kolor, dotykał płótna.
Dla Włodzimierza Łajminga martwa
natura – to ślad człowieka w przestrzeni.
Jego prace emanują spokojem. Na pierwszym planie pojawiają się zawsze te same
elementy: kawałek bramy, portalu, muru,
fragment masywnego lustra, przedmioty
tworzące prosty, syntetyczny konstrukt.
W tle wielka, monumentalna, tajemnicza
i niezbyt wysoka, szeroka u nasady góra,
symbol spokoju i trwania, owej Tajemnicy Stworzenia. Niebo musi być absolutnie
gładkie, oko nie może skakać. A góra? Widzę ją z balkonu mojego domu w Chmielnie.
Na wystawie indywidualnej, kiedy prace
wisiały w rzędzie – naprawdę się przeraziłem. Ta góra szła przez całą salę tak płynnie,
jak sinusoida. Raz ją zobaczyłem z takim
blikiem. To moja góra – pomyślałem. Nigdy
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
nie widziałem jej z bliska. Nigdy na nią nie
wchodziłem. Bo ona jest tajemnicza i tak
powinno pozostać. Nie interesuje mnie to, co
na szczycie. Może coś pozorne, zdeptane. Nie
muszę tego oglądać. Na pierwszym planie
staram się zawsze zestawić najciemniejsze
z najjaśniejszym, białe i czarne, czasami
trochę intensywnego koloru. Brama i lustro... To nie jest dosłownie lustro. Chodzi
o spięcie koloru. Więc spinam biele i czernie,
żeby zagrały. Człowiek jest szczęśliwy, gdy
sam dla siebie może być ministrem spraw
wewnętrznych. Ja jestem.
Profesor Łajming ma swoje ulubione
sopockie ścieżki: jako malarz i jako minister spraw własnych, nieodgadnionych,
okazuje się powściągliwy, krytyczny.
Lubi chodzić po jesiennym parku, spoglądać na morze i w niebo, które mimo
zapewnień, że stonowane i gładkie, pęka
niekiedy na płótnach, porasta zgrubieniami kładzionej farby. Ma także swoje
ścieżki zapisane w pagórkowatym, urozmaiconym pejzażu okolic Chmielna. To
tutaj odnajduje inspirację i natchnienie,
tutaj nad brzegiem rozległego jeziora, w którego tafli odbijają się chmury
i szarości październikowego, opromienionego bladymi refleksami, chłodnego,
niemal matowego nieba – dokonuje się
spotkanie człowieka z monumentalną,
trwającą niewzruszenie, legendarną już
dzisiaj za sprawą jego malarstwa, jego
artystycznych wizji – górą, nazywaną coraz częściej po prostu „Górą Włodzimierza Łajminga”. Górą na użytek
prywatny, utrwaloną na dziesiątkach
płócien, górą pokazywaną w różnych
porach roku, w różnych układach kompozycyjnych, konfiguracjach.
I wydaje się już nie mieć większego
znaczenia fakt, że właśnie na płaskim
wierzchołku tej góry ktoś pobudował
w 2012 roku dom, dom niekoniecznie
dobrze komponujący się z pejzażem zarośniętych zielskiem, pachnących macierzanką i miętą łąk.
Rozmowa z Włodzimierzem Łajmingiem, prowadzona jesienią 1996
roku w jego pracowni na gdańskiej ASP
(jej fragmenty wykorzystałam w tym
tekście), utwierdziła mnie bowiem
w przekonaniu, że każdy malarz ma
swoją górę, swoją Tajemnicę i swoje lustro, w którym niechętnie przegląda się
znany z reklam, wielobarwny, popkulturowy świat. Górę milczącą, będącą
centrum osobnego, nieodgadnionego
świata, i lustro, które wizerunek tej góry
powtarza… Lustro, którego tafla pozostaje nietknięta i czysta, niezarysowana
skazą czasu, przemijania, które jak biała płaszczyzna zagruntowanego płótna
w oczekiwaniu na dotknięcie pędzla –
cierpliwie czeka, trwa.
Tytuł artykułu pochodzi od redakcji
47
Z POŁUDNIA
Szkoło, gdy cię wspominam
KAZIMIERZ OSTROWSKI
27 listopada 1815 roku w gmachu dawnego kolegium
Czas wypiera z pamięci zdarzenia przykre, niedostatki i skazy,
a pozostawia obraz dobrej szkoły, obraz nierzeczywisty, malo- jezuickiego została otwarta szkoła nowego typu – Królewwany tęsknotą za utraconą młodością. Także i ja nie bronię się skie Katolickie Gimnazjum w Chojnicach. Była to wówczas
przed grzechem wybiórczej pamięci, która podpowiada mi, że jedyna szkoła średnia na Pomorzu, a wśród uczniów rozpomoja szkoła była wyjątkowa, z wiekową tradycją, opromienio- czynających naukę przeważali Polacy. I właśnie dlatego wysoki urzędnik administracji szkolnej z Berlina wypowiedział
na sławą wybitnych wychowanków.
w dniu inauguracji znamienLO im. Filomatów Chojnicne słowa: „Nauka w języku
kich obchodzi dwusetną roczniIm bardziej oddalone polskim [jako wykładowym]
cę utworzenia gimnazjum. Hijest tutaj nie do przyjęcia”.
storia placówki liczy jednak nie
w czasie, z tym W planach
zaborcy chojnickie
dwa, lecz cztery wieki, poczynając od szkoły założonej w 1623
większym sentymentem gimnazjum miało być nie tylzakładem kształcenia interoku przez jezuitów, przybyłych
wspominamy szkolne ko
ligencji, lecz także ogniskiem
do Chojnic z misją przeciwdziałania reformacji oraz nauczania
lata i darzymy germanizacji. Autorzy tych
planów nie przewidzieli jedmłodzieży, a przy tym i szerzeprzywiązaniem swoją nak oporu młodzieży polskiej.
nia kultury polskiej. Czynili to
tak skutecznie, że elektor branszkołę. W tajnych organizacjach typu
filomackiego uczniowie – Podenburski w 1687 roku zakamorzanie, Kaszubi – drogą
zał swym poddanym wysyłać
synów do chojnickiego kolegium. Po kasacie Towarzystwa samokształcenia zgłębiali wiedzę o historii, literaturze, kulJezusowego (1773 r.), już pod panowaniem pruskim, kolegium turze polskiej oraz kształtowali swoje uczucia narodowe.
zostało przekształcone w państwowe gimnazjum. Ta szkoła Przygotowywali się do roli przywódców społeczeństwa
polskiego w walce przeciw wynarodowieniu, a w chwili
jednak w latach napoleońskich mocno podupadła.
Szkòło, czej ce wspòminóm
Jim barżi są to ùszłé czasë, tim z wikszim sentimentã më
wspòminómë szkòłowé lata ë czëjemë sã barżi sparłãczony
ze swòją szkòłą. Czas zezwòliwô nama zabëc ò lëchëch
wëdarzeniach, felënkach ë szramach, òstôwiô wëzdrzatk dobri
szkòłë, wëzdrzatk nieprôwdzëwi, malowóny teskniączką za
straconą młodoscą. Jô téż nie ùcékóm òd grzéchù selektiwny
pamiãcë, chtërna pòdpòwiôdô mie, że mòja szkòła bëła jinszô,
z wielelatną tradicją, że wëchòwała wiele znónëch lëdzy.
Òglowòsztôłcącé Liceùm miona Chònicczich Filomatów
fejrëje dwasta lat òd ùtwòrzeniô gimnazjum. Historiô môlu
sygô równak nié dwùch, le sztërzech stalatów, zaczinającë
òd szkòłë, jakô òsta założonô w 1623 rokù przez jezuitów,
chtërny przëszlë z Chòniców z misją procëmdzejaniô
refòrmacje ë ùczeniô młodzëznë, a prze tim rozkòscérzaniô
pòlsczi kùlturë. Tak to dobrze jima szło, że brandenbùrsczi
elektór w 1687 rokù zakôzôł swòjim pòddónym wësyłaniô
sënów do chònicczégò kòlegium. Pò likwidacje Jezësowégò
Towarzëstwa (1773), ju za prësczich rządów, kòlegium òstało
zmienioné w państwòwé gimnazjum. Równak ti szkòle
w napòléóńsczich czasach ju wiele gòrzi szło.
48
27 smùtana 1815 rokù w bùdinkù ùszłégò jezuicczégò
kòlegium òstała òtëmkłô szkòła czësto nowégò ôrtu – Królewsczé Katolëcczé Gimnazjum w Chònicach. Tedë to bëła
jedurnô strzédnô szkòła na Pòmòrzim, a wëstrzód ùczniów,
chtërny zaczinalë tam sã ùczëc, nôwicy bëło Pòlôchów. Prawie dlôte wësoczi państwòwi ùrzãdnik szkòłowi administracje z Berlëna rzekł w dniu inaùgùracje te wôżné słowa:
„Nôùka w pòlsczim jãzëkù [jakno wëkładowim] je tuwò
nié do przëjãcégò”. W planach niemiecczich wëszëznów
chònicczé gimnazjum miało bëc nié blós òstrzódkã do
sztôłceniô inteligencje, le téż ògniszczã germanizacje.
Ùdbòdôwcowie tëch planów nie przewidzelë równak
niechãcë pòlsczi młodzëznë. W krëjamnëch òrganizacjach
filomacczégò ôrtu ùczniowie – Pòmòrzanowie, Kaszëbi
– stegną samòsztôłceniô zdobiwalë wiédzã ò pòlsczi historie, lëteraturze, kùlturze ë sztôłtowalë swòje nôrodné
wseczëca. Rëchtowalë sã do bëcégò prowadnikama pòlsczi
spòlëznë w biôtce procëm wënôrodowieniu, a w lëchim
sztóce z barnią w rãkù biôtkòwalë sã w lëstopadnikòwim ë
stëcznikòwim pòwstanim.
POMERANIA LISTOPAD 2015
Z PÔŁNIÉGÒ
krytycznej z bronią w ręku walczyli w powstaniach listopadowym i styczniowym.
Poczet otwiera Florian Ceynowa, który już w latach 30.
XIX wieku należał do tajnej organizacji młodzieżowej w Chojnicach. Z filomackich kręgów chojnickich wyszli ks. Antoni
Muchowski, powstaniec, który z zesłania na Sybir powrócił
pieszo po pięciu latach (zdołał jeszcze założyć koło filomatów
w Wejherowie); historyk ks. Romuald Frydrychowicz; twórcy
ruchu kaszubskiego Aleksander Majkowski i Jan Karnowski;
prezes Towarzystwa Młodokaszubów ks. Ignacy Cyra; wybitny działacz narodowy ks. Antoni Wolszlegier; historyk, prezes
TN w Toruniu ks. Paweł Czaplewski; prekursor harcerstwa
na Pomorzu Stefan Łukowicz i wielu, wielu innych, którzy
dobrze zasłużyli się Polsce i Kaszubom. Nie brakowało wybitnych postaci wśród nauczycieli gimnazjum poświęcających
się pracy naukowej, jak bibliograf i wydawca Stanisław Węclewski oraz autor nagrodzonego przez Akademię Umiejętności w Krakowie dzieła Słownik kaszubski porównawczy Leon
Biskupski. W odrodzonej Polsce zaś do znakomitych wychowawców należeli m.in. pierwszy dyrektor gimnazjum humanistycznego Ferdynand Bieszk i jego syn Stefan – kaszubski
poeta. Aż dziewięcioro spośród przedwojennych nauczycieli
straciło życie za przyczyną niemieckich okupantów.
Czyż nie wystarcza powodów do dumy ze swojej „budy”?
Jednakże w odległych latach mojej nauki historia szkoły nie
była szczególnie pielęgnowana, może po prostu nie pasowała do założeń socjalistycznej oświaty. Nikt nam, licealistom,
nie mówił o jezuitach, o kuźni pomorskiej (niemieckiej i polskiej) inteligencji, o filomatach i powstańcach, o absolwentach biskupach i uczonych, o związkach z regionalizmem
kaszubskim… O tych rzeczach dowiadywaliśmy się nader
Na zôczątkù stojôł Florión Cenôwa, chtëren ju w 30. latach XX stalatégò béł nôleżnikã krëjamny młodzëznowi
òrganizacje w Chònicach. Z filomacczich chònicczich karnów wëszlë ksądz Antón Mùchòwsczi, pòwstańc, chtëren
z wësłaniégò na Sybir wrócył piechti pò piãc latach (dôł
jesz radã założëc karno filomatów w Wejrowie); historik ks. Rómùald Fridrichòwicz; ùsôdzcowie kaszëbsczi
rësznotë Aleksander Majkòwsczi ë Jón Karnowsczi, przédnik Towarzëstwa Młodokaszëbów ks. Ignac Cëra; znóny
nôrodny dzejôrz ksądz Antón Wòlszlégier; historik, przédnik TN w Torniu ks. Paùel Czaplewsczi, załóżca harcerstwa na Pòmòrzim Sztefón Łukòwicz ë wiele, wiele jinszich, chtërny wiele dobrégò zrobilë dlô Pòlsczi ë Kaszëb.
Nie felało wiôldżich lëdzy wëstrzód szkólnëch gimnazjum, jaczi òddalë sã nôùkòwi robòce, jak bibliografa ë
wëdôwca Stanisłôw Wãclewsczi ë aùtór nôdgrodzonégò
bez Akademiã Ùmiejãtnosce w Krakòwie dokazu Słownik
kaszubski porównawczy Léón Biskùpsczi. W òdnowiony
Pòlsce bëlnyma wëchòwiwôczama bëlë m.jin. pierszi direktor hùmanysticznégò gimnazjum Ferdinard
Biészk ë jego syn Sztefón – kaszëbsczi pòéta. Jaż dziewiãc
z przedwòjnowëch szkólnëch zdżinãło z rãków niemiecczich òkùpantów.
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
skąpo. Lecz w XVIII-wiecznych murach kolegium i przyległego doń kościoła gimnazjalnego, w zwyczajach przeniesionych
z międzywojnia, a nawet w staroświeckich relacjach uczniów
i profesorów wyczuwalne było tchnienie przeszłości. To były
te same sklepione korytarze i klasy, w których Hieronim Derdowski płatał figle nauczycielom, a czas odmierzał ciągle ten
sam, od dwustu lat stojący w tym miejscu, zegar szafkowy,
któremu niekiedy (z dobroci serca woźnego) zdarzało się
o parę minut skrócić lekcję.
Dziś stary „stary ogólniak”, któremu patronują filomaci, obficie czerpie z tradycji i czyni ją ważnym składnikiem
procesu wychowawczego. Oby przyniósł jak najpiękniejsze
owoce.
R E K L A M A
Tej czë nie sygnie przëczënów do bëcégò bùsznym ze
swòji „bùdë”? Równak w dôwnëch latach mòji nôùczi historie szkòłë nicht wiele nie dozérôł, mòże prosto nie pasowa
òna do założënków socjalisticzny pòùczënë. Nicht nama,
licealistóm, nie gôdôł ò jezuitach, ò kùznie pòmòrsczi (niemiecczi ë pòlsczi) inteligencje, ò filomatach ë pòwstańcach,
ò absolwentach biskùpach ë ùczałëch, ò związkach
z kaszëbsczim regionalizmã… ò tëch rzeczach më jesmë sã
mało co wëwiedzelë. Le w mùrach kòlegium z XVIII stalatégò
ë sparłãczonégò z nim gimnazjalnégò kòscoła, w zwëkach,
jaczé pòchôdają z midzëwòjnia, a nawetka w stôromódnëch
relacjach ùczniów ë profesorów bëło czëc dëcha ùszłoscë. To
bëłë jistné kòridorë ë klasë, w chtërnëch Heronim Derdowsczi
wëstwôrzôł szkólnym, a czas mierził wcyg nen sóm zédżer,
co stojôł òd dwasta latów w tim samim placu, jaczémù
czasã (z dobrocë serca wòznégò) zdôrzało sã ò czile minutów
skrócëc ùczbã.
Dzysô stôri „stôri ògólniôk”, chtërnégò patrónã są filomatowie, wiele bierze z tradicje ë zmieniwô jã w wôżny
dzél wëchòwawczégò dzejaniô. Żebë òn dôł jak nôsnéżniészi
brzôd.
Tłómaczëła Nataliô Kłopòtk-Główczewskô
49
ROK KS. LÉÓNA HEYCZI / MÙZYKA
Swiat Kaszëbsczi w Szëmôłdze
Bëła torta, wiele gòscy, darënczi, a na kùńcu przemówił solenizant – roczëznik.
Chtos mógłbë rzeknąc, że to nick dzywnégò na gebùrstagù. Równak czej dodómë,
że 130. roczëznã swiãtowôł ks. Léón Heyka, sprawa wëzdrzi përznã jinaczi.
Latosé ùrodzënë przërëchtowała patronowi rokù (i téż
swòjémù) Pùblicznô Biblioteka Gminë Szëmôłd wespół
z tamecznym partã Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô.
Ùroczëzna zaczãła sã mszą w môlowim kòscele w intencji ks. Heyczi. Pózni gòsce zeszlë sã w sedzbie Biblioteczi.
A bëlë westrzód nich kaszëbsczi parlamentarziscë: pòsélcka
Teréza Hoppe i senatora Kazmiérz Kleina, przedstôwcowie
samòrządu z wójtã Szëmôłda Riszardã Kalkòwsczim, ùczałi,
kaszëbsczi dzejôrze, szkólny i mieszkańcowie gminë.
Jednym z nôwôżniészich gòscy bëła ksążka Swiat
Kaszëbsczi. Òstałë w ni zebróné wiérztë i pòdania ks. Léóna Heyczi. Dokazë zebrôł Róman Drzéżdżón, chtëren przërëchtowôł je
w dzysdniowim pisënkù. Ksążkã wëda szëmôłdzkô Biblioteka
w wespółrobòce z Mùzeùm Kaszëbskò-Pòmòrsczi Pismieniznë
i Mùzyczi w Wejrowie i wëdôwizną Region. Czile słów ò nowi
pùblikacje rzeknął prof. Daniél Kalinowsczi, chtëren swòje
wëstąpienié – jistno jak wstãp do zbié­ru ùsôdzków latoségò
patrona – zatitlowôł Gryf w obłokach.
Na gebùrstag przëjachelë téż aùtorowie dwùch ksążków
ò Heyce: przez 90-latny Bòlesłôw Bòrk i wiele młodszi Stanisłôw Janka. Wôrt jesz wspòmnąc, że naju kaszëbskô pòsélcka
rozdała ùczãstnikóm zéńdzeniô „Gdińską Klëkã”, gdze je ji
tekst na témã dëszpastursczi robòtë ks. Heyczi, a senatora
wrãcził direktorce Biblioteczi w Szëmôłdze medal Senatu RP
dlô prowadzonégò przez niã môla.
T. Hoppe gôdała m.jin. ò dëszpastursczi robòce ks. Heyczi.
Òdj. DM
Na kùńc przemówił sóm patrón rokù, chtëren prôwdac
zdżinął zabiti przez hitlerówców w Szpãgawsczim Lasu, ale
do dzysô gôdô do naju przez swòje dokazë. Cytowelë je Wanda
Czedrowskô i – na zakùńczenié ùroczëznë – wójt Szëmôłda.
Ùczãstnicë mòglë téż òbezdrzec wëstôwk „Człowiek ò dwùch pò­wò­łaniach” na wdôr ks. Léóna Heyczi. Przëszëkòwelë gò robòtnicë wej­rowsczégò Mùzeùm
Kaszëbskò-Pòmòrsczi Pismieniznë i Mùzyczi.
DM
Wiãcy òdjimków z ùroczëznë na starnie kaszubi.pl
Cassubia spiéwô
Mòcné trąbë z wòkalã Grzegòrza Wańtocha Rekòwsczégò
dobëłë na latosym Cassubia Cantat.
Nen bëtowsczi festiwal ju 6. rôz wrôcô stôré kaszëbsczé
mùzyczné témë terôczasnoscë. Karna na spòdlim tegò, co na
Kaszëbach w latach 40. a 50. XX stalata pòzebralë òd lëdzy
mùzykòlodzë, ùsadzëłë pò 3 sztëczczi. 24 rujana jesmë jich
słëchelë w salë Bëtowsczégò Ceńtrum Kùlturë. Jury nôbarżi ùwidzało sobie karno Ò co jidze, jaczégò przédnikã je
Grzegórz Wańtoch Rekòwsczi. Karno graje pop, mô mòcny
trąbòwi dzél i òsoblëwi, mòcny głos swòjégò frońtmena. Na
Cassubii dobëło ju drëdżi rôz (pierszi w 2013 r.). Tą razą za
„energeticzné i profesjonalné wëstąpienié a téż za zgranié i
brzëmienié”. Jak wiedno niedługò bãdzemë mòglë pòsłëchac
wszëtczich dokazów na specjalny mùzyczny wëdôwiznie
Zôpadnokaszëbsczégò Mùzeùm w Bëtowie.
50
Karno Ò co jidze na binie Cassubia Cantat 2015.
Òdj. P. Dzekanowsczi
Zdobą festiwalu béł kòńcert gduńsczich Mòrealless, jaczi prawie wëdają platkã z ùsôdzkama rëchtowónyma na
Cassubiã w przeszłëch latach. „Psy szczekają”, jich CD mô
prawie taką pòzwã, to miszung puncka a reggae.
P.D.
POMERANIA LISTOPAD 2015
Kultura i dzieje Kaszub
Szkoda by było, gdyby Bibliografia Kaszub, a właściwie dwa jej dotychczasowe
tomy, tj. t. 1: 1945–1956 (wyd. w 2012 r.)
i t. 2: 1957–1970 (wyd. w 2015 r.), przeszły w środowisku Czytelników „Pomeranii” bez echa. Moim zdaniem
otrzymaliśmy bowiem publikację, której wartość dla poznania kulturowej
specyfiki naszego regionu po 1945 r.,
jego historii i przekształceń cywilizacyjnych trudno przecenić. Gdyby omawiana książka ukazała się wcześniej, na
pewno łatwiej i pełniej autorzy różnych
monografii regionalnych, biogramów
najwybitniejszych działaczy i twórców
przygotowaliby swoje opracowanie.
Teraz, gdy jest dostępna, nikt nie powinien mówić na przykład o tym, że nie
zachowały się informacje o powstaniu
i działalności oddziałów Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w danych miejscowościach. Prezentowana pozycja
podaje bowiem, w jakich numerach
czasopism w podanym przedziale czasowym ukazały się artykuły o kaszubskiej tematyce. Budzi uznanie zarówno
liczba tytułów pism wydawanych na terytorium Polski, do których dotarły osoby opracowujące Bibliografię Kaszub, jak
i liczba oraz zakres tematyczny poszczególnych artykułów. Dotyczą one spraw
gospodarki, oświaty, historii, kultury
i literatury kaszubskiej. Jak zaznaczono
we wstępie, ich nawet powierzchowna
analiza ujawnia, że powstałe w 1956 r.
Zrzeszenie Kaszubskie (od 1964 r. Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie) znacząco
wpłynęło na rozwój kulturalny i społeczny regionu. Potwierdzają to też
zawarte w książce krótkie wzmianki
o informacjach prasowych z większości ówczesnych oddziałów naszej organizacji. Dzięki niej łatwiej będzie się
zorientować chociażby w publicznej
aktywności luminarzy szeroko pojętej
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
kultury Kaszub starszego pokolenia,
którzy rozpoczęli swoją działalność
jeszcze przed II wojną światową, jak
Aleksandra Labudy i Jana Trepczyka czy
Jana Rompskiego i Pawła Szefki. Będzie
też ona nieoceniona przy poznawaniu
początków twórczej drogi ich powojennych następców. Przyciągają uwagę
między innymi pierwsze, rozproszone
w różnych czasopismach, literackie publikacje nieżyjących już Alojzego Nagla,
Jana Piepki, artykuły Jana Drzeżdżona
i Jerzego Tredera, jak i żyjących Mariana Selina, Józefa Borzyszkowskiego oraz
wielu innych. Ciekawi droga, jaką przeszli znani dzisiaj twórcy w pracy nad
ich największymi, pomnikowymi dziełami, zanim te ujrzały światło dzienne.
W tym kontekście na przykład warto
wymienić artykuły ks. Bernarda Sychty,
w których wykorzystywał zbierane materiały bądź bezpośrednio nawiązywał
do powstającego wtedy pomnikowego
Słownika gwar kaszubskich na tle kultury ludowej, oraz publikacje fragmentów
przyszłych powieści Lecha Bądkowskiego. Zdziwiłbym się, gdyby ktoś zainteresowany jakimś zagadnieniem z powojennej kultury, dziejów i gospodarki
Kaszub nie znalazł w Bibliografii Kaszub
czegoś ciekawego dla siebie.
Książka ta jest fachowo przygotowanym spisem tematycznie i terytorialnie powiązanych artykułów, opartym
na ściśle określonych zasadach. Dotyczy to również zastosowanego w niej
podziału rzeczowego: artykuły ogólne,
krajoznawstwo, turystyka, środowisko
przyrodnicze, ludność, demografia, antropologia, historia, etnografia, zagadnienia społeczne, polityczne i gospodarcze, szkolnictwo, oświata, nauka,
kultura, językoznawstwo, literatura
piękna, sztuka, religia, biblioteki, czasopiśmiennictwo, ruch wydawniczy.
Całość kończy nieodzowny w tego typu
pracach indeks autorski i przedmiotowy. Można więc powiedzieć, że pod
niektórymi względami jest to bardzo
specjalistyczna pozycja, do której sięgną nieliczni. Tym bardziej trzeba zaznaczyć, że stanowi ona pewien fenomen, bo nawet nie czytając jej od deski
do deski, a wędrując po wzbudzających
ciekawość nazwiskach, datach, miejscach, przegląda się ją z wypiekami
na twarzy. Jest tylko jeden warunek:
minimum wiedzy o Kaszubach i chęci
ich poznania!
Na okładce książki zastrzeżono, co
oczywiście ma swoje uzasadnienie, że
korzystając z zawartej w niej bibliografii, należy pamiętać, iż w latach,
których dotyczy, dominowała oficjalna
propaganda, cenzura i była ograniczona swoboda dyskusji. Warto jednak zauważyć, że stanowi to jej walor. Pokazuje bowiem, na co ówczesna cenzura
i inne niedogodności pozwalały, a na co
nie, jak je omijano i przede wszystkim,
że mimo niekorzystnych uwarunkowań
życie toczyło się naprzód, następował
postęp cywilizacyjny oraz wzbogacenie
kaszubskiej nauki i kultury. Co równie
ważne, także lata 1945–1970 stanowią
potwierdzenie, że wszystkie, coraz bardziej urozmaicone, dzisiejsze przejawy
kaszubskiego życia społecznego (i kulturalnego) nie są wynikiem wyłącznie
pracy twórczej obecnego pokolenia, lecz
są także rezultatem wysiłków naszych
poprzedników.
Życzę twórcom omawianej książki, by wzbudziła ona możliwie duże
zainteresowanie, dyskusję o zastosowanym przez nich opisie bibliograficznym, podziale rzeczowym itp. Niech
przyniesie ona także uzupełnienia, bo
na pewno ujęte w niej pozycje nie są
wszystkimi artykułami z założonego
zakresu. Wypada mi też ostrzec Czytelników, że indeks przedmiotowy nie
obejmuje wszystkich tematów ujętych
w tytułach artykułów, warto więc
51
LEKTURY
samodzielnie zaznaczać co ciekawsze
pozycje, by nie szukać ich po raz drugi.
Zastanawia też, dlaczego przy niektórych artykułach krótko przybliżono ich
zawartość, przy innych nie. Szkoda, bo
takie omówienia dodatkowo podnoszą
wartość wydawnictwa.
Niestety, od publikacji odstrasza
stosunkowo wysoka cena, przekraczająca możliwości przeciętnego miłośnika
książek. Na pewno nie jest to sposób na
przyciągnięcie do nich młodego pokolenia, czego konieczność tak często podnosi się publicznie.
Oby kolejny tom opisywanej publikacji ukazał się jak najszybciej. Wtedy
będzie szansa z jednej strony na to, że
autorzy ujętych w niej pozycji i jednocześnie uczestnicy różnych wydarzeń
z pewnej czasowej perspektywy będą
mogli spojrzeć na siebie, z drugiej zaś
łatwiej będzie o żywą reakcję Czytelników, ich uwagi z autopsji i opinie.
Bogusław Breza
Bibliografia Kaszub. Artykuły z czasopism. Tom 1:
1945–1956, oprac. Agnieszka Chełchowska,
Grzegorz Grzenkowicz, Iwona Joć-Adamkowicz, Monika Kunda, Danuta Rozpierska,
Małgorzata Szemelfejnik, Aniela Wikanowicz-Głuszko, Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. Josepha Conrada Korzeniewskiego
w Gdańsku, Gdańsk 2012.
Bibliografia Kaszub. Artykuły z czasopism. Tom
II: 1957–1970, oprac. Agnieszka Chełchowska,
Grzegorz Grzenkowicz, Iwona Joć-Adamkowicz, Monika Kunda, Danuta Rozpierska,
Małgorzata Szemelfejnik, Aniela Wikanowicz-Głuszko, Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. Josepha Conrada Korzeniewskiego
w Gdańsku, Gdańsk 2015.
W cieniu stylu
Piaśnica to w tradycji Pomorza i Kaszub
symbol ogromu zła, które wyrządzono
na początku II wojny światowej. Metodyczność i bezwzględność aparatu
przemocy nazistów oraz liczba ludzi,
którzy zginęli w podwejherowskich lasach, obezwładniają. Las piaśnicki z masowymi grobami stał się od lat czterdziestych miejscem bolesnej pamięci,
która stanowi jeden z najsilniejszych
elementów współczesnego poczucia
52
patriotyzmu. W świadomości ludzi z Pomorza Wschodniego Piaśnica to oczywisty w swym tragicznym wymiarze
punkt odniesienia dla oceny roku 1939
oraz czasu niemieckiej okupacji. Z tą
świadomością jest zdecydowanie gorzej
w przypadku ludności z innych części
Polski, która niestety raczej nie słyszała
o kilkunastu tysiącach wymordowanych ludzi w pierwszych tygodniach II
wojny światowej…
Pojawienie się powieści Eugenii
Drawz W cieniu Piaśnicy mogło być
artystycznym aktem przywrócenia
szerszemu kręgowi odbiorców pamięci
o pomorskim miejscu zagłady. Ta powieść mogła sugestywnie ukazać przyczyny wydarzeń i opisać konsekwencje
rozstrzelania pomorskiej i polskiej inteligencji, pacjentów niemieckich szpitali
psychicznych, a także zwykłych ludzi,
którzy dla triumfującego wówczas hitleryzmu byli po prostu niewygodni.
Jednakże efektu artystycznego, który
polega na wykorzystaniu warsztatu
literackiego, umiejętności budowania
głębi psychologicznej, ciekawej fabuły
czy stworzenia pasjonującego języka,
stworzyć się nie udało. Atrakcyjna wizualnie okładka powieści, sprawdzone
pod względem edytorskim Wydawnictwo Region, a nawet pozytywna opinia
Stanisława Jankego na tylnej okładce
książki nie są w stanie przesłonić faktu, że trudny temat i wielkie emocje,
jakie ze sobą niesie, nie został opisany
z powodzeniem. Warto zapytać, dlaczego się tak stało?
Można zacząć od tego, czy rzeczywiście W cieniu Piaśnicy to „pierwsza
powieść w Polsce poświęcona Piaśnicy”. Jest to tylko częściowo trafne
określenie, ponieważ już wcześniej,
w epice Lecha Bądkowskiego, Jana
Piepki, Augustyna Necla czy Franciszka
Fenikowskiego, kilkakrotnie pojawiały
się motywy z obrazami zbrodni w Piaśnicy. Na innej zasadzie, ale jakże sugestywnie, Piaśnica stała się tematem
liryków napisanych po polsku i kaszubsku, w utworach m.in. Józefa Ceynowy,
Franciszka Fenikowskiego, Jana Rompskiego, Alojzego Nagla, Jana Zbrzycy
czy Staszków Jana. Szkoda, że nie widać lektur tychże utworów (zarówno
prozatorskich jak i poetyckich) w prozie Eugenii Drawz, gdyż pozwoliłoby to
uniknąć wielu potknięć stylu i wielu słabych fragmentów prozy, która przecież
stworzona została dla tak zasadniczych
i serio traktowanych celów. Nietrafność
zdania o „pierwszej powieści w Polsce
o Piaśnicy” polega również i na tym,
że w istocie to utwór nie o Piaśnicy,
lecz o polskiej bohaterce utworu, która ma bardzo mgliste wspomnienia
z dzieciństwa o swoim ojcu i za sprawą
wydarzeń codziennego życia, niemal
przypadkowo, powraca emocjami do
dawnych wydarzeń i czasów. W istocie
zatem niewiele się dowiemy o samej
Piaśnicy, atmosferze aresztowań, realiach uwięzienia, rozstrzeliwaniach,
zacieraniu śladów zbrodni i powojennych trudnościach w utrzymaniu pamięci o mordzie hitlerowców. Co zatem
się na 200 stronach proponuje?
Otóż serwuje się w utworze opowiastkę o Marii, mającej męża, dzieci
i wnuki, która dorabiając do nie najlepszych zarobków w Polsce, znajduje
intratną pracę w Niemczech u dystyngowanego Niemca, Paula Reinharda.
Czysto usługowa relacja pomiędzy
polską opiekunką a niemieckim staruszkiem zmienia się wraz z rozmowami bohaterów, którzy odkrywają,
że w szczególnie dramatyczny sposób
łączy ich dawne Wejherowo. Wspomnienia są wszakże zgoła odmienne,
dla Marii wiąże się to ze śmiercią jej
ojca rozstrzelanego w lasach piaśnickich za to, że pracował dla odrodzonej
POMERANIA LISTOPAD 2015
LEKTURY
po I wojnie światowej Polski, dla Paula
ze wspomnieniami, przez które nie może
spokojnie spać, czy wręcz zwyczajnie
funkcjonować. Wreszcie Niemiec, pod
wpływem wyrzutów sumienia, przyznaje się, że przed II wojną był faszystowskim działaczem, członkiem policji
i jednostki SS, pośrednio stając się odpowiedzialny za śmierć wielu Polaków,
a w tym także ojca Marii. U schyłku
życia prosi zatem o zrozumienie i wybaczenie. Kobieta początkowo nie chce tego
przyjąć do wiadomości, mając pretensję
do mężczyzny, że był aż tak bardzo zaślepionym działaczem nazizmu. Z czasem
jednak, już po śmierci Reinharda, rozumie skomplikowanie przedwojennej sytuacji polityczno-społecznej i z pewnymi
oporami przyjmuje w swym świecie duchowym akt skruchy starego mężczyzny
oraz jego pośmiertny datek dla jej chorego wnuczka i wymagającego kosztownej
terapii.
Motyw Piaśnicy pojawia się w powieści Drawz kilkakrotnie, lecz bardzo
powierzchownie. Poznajemy co prawda podstawowe fakty o akcji Niemców
wyeliminowania polskiej inteligencji,
pada nawet kilka nazwisk i funkcji społecznych straconych wówczas ludzi,
lecz wszystkie te wzmianki są krótkimi
fragmentami, które wyodrębniają się
z ciągu skojarzeń głównej bohaterki.
Taki zabieg wprowadza jedynie pewien
porządek w kilku wspomnieniach z najwcześniejszego dzieciństwa bohaterki,
ale na pewno nie odwzorowuje grozy
wojennych wydarzeń. Poza tym owe
ułamki najdawniejszych uczuć strachu
i smutku, a także powody niechęci do
powracania w tak bolesne rejony wspomnień przedstawione zostały blado
i bez głębszej psychologicznej motywacji. Nawet przedstawianie bohaterki, kiedy ze swoją rodziną odwiedza
współczesne miejsce pamięci w lesie
koło Piaśnicy i uczestniczy w patriotyczno-religijnych aktach kultywowania
dawnych wartości kulturowych, niewiele wzbogaca portret kobiety, gdyż
jej świat wewnętrzny sprowadza się
do kilku ogólnie brzmiących wyznań.
Maria stale również wraca do pytania,
jaką rolę odgrywał w mordzie piaśnickim Paul Reinhard i czy może mu wybaczyć jego winy. Ostatnie akordy powieści zdają się potwierdzać atmosferę
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
zrozumienia wojennych wydarzeń, tym
bardziej, że realizuje się ona nie na linii
ofiara – oprawca, lecz w relacjach późniejszych pokoleń.
Tak zarysowana treść powieści może
nasunąć myśl, że mamy tutaj do czynienia z tradycyjnym utworem realistycznym, w którym wszystko dzieje się według procesu przyczynowo-skutkowego,
dzięki jasno zarysowanej przestrzeni,
czasowi i umotywowanym bohaterom.
Choć powyżej wymienione czynniki
znajdują się w powieści Drawz, to jednak trudno ją uznać za udany przykład
realizmu, gdyż brakuje w niej rzeczy najważniejszej – przekonującego języka opisu. Cóż bowiem z logicznej akcji utworu,
owych ekonomią umotywowanych wyjazdów do Niemiec, trosk domowych czy
relacji rodzinnych, skoro język, jakimi
mówią do siebie polskie i niemieckie postacie powieści, jest wyraźnie sztuczny
i wymyślony. Przypomina on wypowiedzi gazetowe, czasami wręcz serialowe,
sprowadzając poruszane w powieści
zagadnienia do znamion błahej pogawędki. Cóż z omdleń dawnego faszysty
czy wzburzenia polskiej bohaterki, skoro
partie narratorskie mające to odwzorować, napisane są stylem pełnym słownych wytrychów, powiedzonek i deklaracji, które choć zapowiadają wielkie
uczucia, jednak są w znaczeniowym
rezultacie puste?
Powieść Eugenii Drawz jest przykładem wielkiej trudności estetycznej,
jaka staje przed ludźmi kultury żyjącymi w sytuacji dziesiątek lat po wojnie.
Przeczytaliśmy o II wojnie wiele autentycznych wspomnień i fikcjonalnych
utworów. Są wśród nich surowe relacje
operujące faktami i liczbami, są i takie,
które w artystycznej profuzji gromadzą
opisy zła i rozpaczy lub odwrotnie: heroizmu i wiary. Te biegunowo odmienne sposoby przedstawiania wojennego
okropieństwa wyrażają najważniejszą
kwestię: Jak opisać bezmiar cierpienia,
jak wyrazić coś, wobec czego się milczy
lub krzyczy? I teraz, wobec tak wielokrotnie powtarzanego pytania o decorum opisu wojny, pojawia się Piaśnica… Czy cokolwiek z tego wydarzenia
zostało przez literaturę uchwycone?
Czy poznaliśmy wrażliwość i życie wewnętrzne którejkolwiek z ofiar? Czy
wreszcie ujawniło się głębokie podłoże
wojennych doświadczeń dzisiejszego
człowieka? To pytania, które powinien
postawić sobie każdy piszący i każdy
czytelnik opowieści o wojnie. Jeśli tego
nie uczyni, to zmarnieje bez słońca
emocji, bez wiatru myśli, w cieniu przeciętnego stylu.
Daniel Kalinowski
Eugenia Drawz, W cieniu Piaśnicy, Muzeum
Piśmiennictwa Kaszubsko-Pomorskiego i Wydawnictwo Region, Gdynia 2015.
Wiedza i ostrzeżenie
Książka Sylwii Grochowiny Polityka kulturalna niemieckich władz okupacyjnych
w Okręgu Rzeszy Gdańsk – Prusy Zachodnie, w Okręgu Kraj Warty i w Rejencji Katowickiej w latach 1939–1945 stanowi
solidną monografię naukową, mogącą
zainteresować nie tylko wąskie grono
naukowców, ale także inne osoby zajmujące się szeroko pojętą kulturą i dziejami
regionu, także Pomorzem i Kaszubami,
bo obejmuje ona między innymi naszą
małą ojczyznę. Jej wartość podnosi wykorzystanie sporej ilości przechowywanych w Polsce i Niemczech archiwaliów,
prasy i bogatej literatury oraz znaczna
wiedza autorki o realiach okupacyjnych
na ziemiach wcielonych do III Rzeszy, co
wcześniej udowodniła w pionierskim
opracowaniu dziejów szkolnictwa na
Pomorzu w latach II wojny (Szkolnictwo
niemieckie w Okręgu Rzeszy Gdańsk – Prusy Zachodnie w l. 1939 – 1945, Toruń 2008).
Autorka słusznie zauważa, że w dotychczasowej polskiej literaturze dotyczącej problematyki okupacyjnej bardzo
mało miejsca poświęcano staraniom
okupanta, by na zaanektowanych ziemiach polskich, także na Kaszubach,
ożywić niemieckie życie kulturalne,
a ograniczano się prawie wyłącznie do
szerokiego przedstawiania niszczycielskiej działalności nazistów w stosunku do wszystkich przejawów polskiej
kultury. Niestety, umknęły jej uwadze
publikacje historyczne o naszym regionie, w których podjęto próbę przedstawienia aktywności hitlerowskich
władz w dziedzinie niemieckiej kultury,
jak w monografii Kościerzyna i powiat
kościerski w latach II wojny światowej
53
LEKTURY
1939–1945, pod red. Andrzeja Gąsiorowskiego (Kościerzyna 2009) i Historia Rumi, pod red. Błażeja Śliwińskiego
(Gdynia 2012).
Książka została podzielona na cztery przedmiotowo-chronologiczne rozdziały, w których po kolei omówiono
politykę kulturalną nazistów w latach
1933–1939 i działalność kulturalną
mniejszości niemieckiej w zachodniej
i północnej Polsce do 1939 r., kulturę
niemiecką w systemie okupacyjnym na
ziemiach polskich wcielonych do Trzeciej Rzeszy, niemieckie instytucje kulturalne na Pomorzu Gdańskim, w Wielkopolsce i na Górnym Śląsku w latach
1939–1945 i niemieckie środowiska
artystyczne na tych obszarach w tym
samym czasie. Ponadto w aneksie krótko przedstawiono biogramy znaczących
przedstawicieli okupacyjnego niemieckiego życia kulturalnego. Całość kończą
indeksy, osobowy i nazw geograficznych, nieodzowne przy dokładniejszej
analizie wydawnictwa i bardziej szczegółowym wykorzystywaniu jego zawartości.
Tak więc otrzymaliśmy opracowanie, które nie tylko systematyzuje
dotychczasową wiedzę na przedstawiany temat i ją znacząco pogłębia, ale
też budzi nadzieję, że wydatnie ułatwi
badanie niemieckiej aktywności kulturalnej podczas hitlerowskiej okupacji
w mniejszych jednostkach administracyjnych, na terenie kaszubskich
54
powiatów, gmin i poszczególnych miejscowości. Tym bardziej, że autorka bardzo solidnie przedstawiła kulturalną
strukturę administracyjną okupanta
do jej najniższego szczebla. W książce
znajdziemy także wzmianki, na pewno
warte rozwinięcia, o stosunku okupanta do Kaszubów i ich oceny z nazistowskiej perspektywy, o funkcjonowaniu
okupacyjnego, niemieckiego teatru
w Chojnicach, o założonym w listopadzie 1942 r. niemieckim Męskim Chórze
w Wejherowie itp.
Omawiana praca posiada niewątpliwe wartości poznawcze, ale też stanowi
swoiste ostrzeżenie. Wynika ono z podejścia niemieckich faszystów do sfery kultury. Zaprzeczyli oni, co ujawnia także S.
Grochowina, że inter arma silent musae
(w czasie wojny milczą muzy). Kultura dla hitlerowskiego najeźdźcy była
tak ważna, że jeszcze jesienią 1939 r.
otwarto kilkanaście teatrów i innych
instytucji kulturalnych, przydzielono
im odpowiednie środki, siedziby i kadry.
Inwestycje kulturalne były realizowane do początków 1945 r., kiedy Armia
Czerwona szybkimi krokami zbliżała
się do ziem zachodniej Polski. Niemal do
ostatniej chwili były też organizowane
rozmaite przedsięwzięcia kulturalne.
Można odnieść wrażenie, jakby działalność kulturalna była jednym z rodzajów
broni mającej powstrzymać nieodległą
katastrofę militarną.
Bo też podejście nazistów do kultury było specyficzne. Stanowiło przedłużenie polityki. Kultura miała umacniać
faszystowską władzę, być na służbie
popieranej przez nią ideologii: Nazistowska „rewolucja kulturalna” została
całkowicie podporządkowana wszechobecnej ideologii i miała charakter polityczny.
W państwie totalitarnym kultura stała się
jednym z głównych filarów władzy i zarazem środkiem stymulującym świadomość
niemieckiego społeczeństwa. Warto tutaj
przytoczyć jeszcze jedno wymowne
zdanie: Wydarzenia w Niemczech z lat
1933–1939 pokazały, jak łatwo wyeliminować z życia publicznego niezależną kulturę i poddać jej twórców ścisłemu nadzorowi administracyjnemu i ideologicznemu.
Już to stanowi pewne ponadczasowe
ostrzeżenie, a należy je wzmocnić spostrzeżeniem, że nazistowskiej kultury,
także z terenów okupowanych, nie
wolno przedstawiać wyłącznie w czarnych barwach. Było w niej też sporo
pozytywnych elementów. Każdy, kto
docenia wartości tkwiące w małych ojczyznach, potwierdzi, że ważnym elementem kultury są regionalne muzea,
a tych hitlerowski okupant utworzył
wiele. Nieodzownym wyznacznikiem
jego ideologii było też przywiązanie do
ziemi rodzinnej.
Nie wolno też jednostronnie patrzeć
na wszystkich ówczesnych ludzi kultury. W omawianej książce znajdziemy
tego co najmniej trzy przykłady. Okupacyjny kierownik biblioteki miejskiej
w Toruniu, Otto Freymuth, ocalił przed
zniszczeniem cenne polskie wydawnictwa. To samo zawdzięczamy dyrektorowi muzeum w Bydgoszczy, Konradowi
Kothemu, dzięki któremu przetrwały
dzieła polskich malarzy zgromadzone
w tej instytucji przed wojną. Z kolei
niemiecki dyrektor muzeum w Gdańsku, Willi Drost, pomagał tuż po wojnie
polskim naukowcom w dotarciu do wywiezionych muzealiów.
Niestety, autorka poza swoimi rozważaniami zostawiła dwa znaczące
nośniki kultury, kino i prasę. Szkoda,
bo ich odbiór społeczny był sporym
stymulatorem ówczesnego życia kulturalnego. Zgromadzony materiał, jak
należy przypuszczać, nie pozwolił jej
na przekazanie informacji o wrażeniach uczestników z wydarzeń kulturalnych tamtego czasu, nie powołała
się nawet na żadną recenzję spektaklu
teatralnego, opinię o muzealnej wystawie, wspomnienie z jej zwiedzania itp.
Ponadto jedynie zasygnalizowano problem uczestnictwa osób narodowości
polskiej w niemieckim, okupacyjnym
życiu kulturalnym, co dla Czytelnika
mogłoby być szczególnie intrygujące.
Niewątpliwie lektura omawianej
książki może być bardzo pouczająca
i uzasadnia konieczność wielowymiarowego spojrzenia na okupacyjne dzieje
także naszego regionu.
Bogusław Breza
Sylwia Grochowina, Polityka kulturalna niemieckich władz okupacyjnych w Okręgu Rzeszy
Gdańsk – Prusy Zachodnie, w Okręgu Kraj Warty
i w Rejencji Katowickiej w latach 1939–1945, Fundacja Generał Elżbiety Zawackiej, Toruń 2013.
POMERANIA LISTOPAD 2015
LEKTURY
Na jachce w Kartuzach
Aleksander Janta-Pòłczińsczi béł za­
wòłónym pisarzã, znónym nié le
w Pòlsce, ale i w swiece. Pòchòdzący
z tegò samégò rodu Władisłôw, téż
pisôrz, je dëcht czësto nieznóny. Jegò
żëcopis i roman Święty Eustachy niedôwno przëbôcził czëtińcóm „Pomeranie”
(nr 1/2015) prof. Tadéùsz Linkner.
Władisłôw ùrodzył sã w 1854 rokù
w Wiôldżi Kòmòrzi kòl Tëchòlë, w familijnym gniôzdze Janta-Pòłczińsczich.
Jegò starszi bracyna Róman béł pòsélcã
w berlińsczim parlamence i reprezentowôł tamò krézë kaszëbsczé: kartësczi
i wejrowsczi. Znôwù Władisłôw
skùńcził gimnazjum w Pòznanim,
òżenił sã z Różą Biberstein-Paruszewską i òstôł gwôscëcelã Redgòszczi. Pò
smiercë białczi òżenił sã w 1916 rokù
z Niemką Ludwiką Spencer. Dzãka ni
przeżił II swiatową wòjnã. Zarô pò
wòjnie wëjachôł do Miemców i tamò
ùmarł w 1946 rokù. Na tôflë pòmnika
Władisława Janta-Pòłczińsczégò je
napisóné, że béł Wiôldżim Jachtarzã
Rzeczpòspòliti Pòlsczi, zemianinã
i lëteratã.
Jachtarstwò miôł tak òblubioné,
że wszëtczé jegò romanë bëłë ò tim
òbrëmim. Roman Święty Eustachy
(wëdóny w 1928 r.) rozgriwô sã dëcht
przed I swiatową wòjną w Kartuzach. Głównym bòhaterã ti ksążczi je
Eùstachi Drożdżińsczi. Czej zgłôszô
sã pò szkòle lesnëch w Ebeswaldze
do nôdlesnégò w Kartuzach, ten jakò
Miemc nie je rôd z jegò pòlsczégò
nôzwëska, chtërnégò nawetka ni
mòże wëmówic. Równak Eùstachi
w kùńcu dostôwô robòtã w nadlesnictwie jakò sekretéra tegò ùrzãdu.
Òpòwiôdôcz, jaczim je sóm Eùstachi, je
zadzëwòwóny snôżą nôtërą kartësczich
lasów, z wiôlgą pòczestnotą òdnôszô
sã do prôwdzëwëch gòspòdarzi ti
zemi – Kaszëbów, jich mòwë i kùlturë.
Jakò bëniel pòdkòchiwô sã w dwùch
dzéwczãtach – Miemce, co sã zwie
Resa (Tréza) Dewitz, i Kaszëbce Marii Derdowsczi. Nie bãdã òpòwiôdôł
całi zapëzglony akcji tegò romana,
ale w kùńcu przëchôdô do tegò, że
Eùstachi òdkriwô, że równak jegò przeznaczenim nie je Miemka, le panna
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
ZAPROSZENIE
Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie
zaprasza wszystkich chętnych do
udziału w warsztatach „Obrzęd
Pustej Nocy na Kaszubach”
Podczas warsztatów uczestnicy zapoznają się z treścią, przesłaniem i tajemnicą
tego obrzędu. Poznają jego wielowiekową tradycję, przyswoją sobie praktykę
obrzędu oraz nauczą się pustonocnych
pieśni.
Derdowskô. Taczé rozwiązanié sprawë
mòżemë òdczëtiwac jakò alegòriã –
pòchwałã swójsczëznë, kaszëbiznë
jakò ùprocëmnienié do zdradlëwi
miemczëznë.
Baro wôżną rolã w tim romanie
òdgriwô rodzëznowi, przekazywóny
z pòkòléństwa na pòkòléństwò òbrôzk
z pòstacą swiãtégò Eùstachégò, patrona
jachtarzi, jistno jak sw. Hùbert. Òbrôzk
ten, òcalałi òd ògnia i zagùbieniô, miôł
cëdowną mòc i béł baro szczestlëwi dlô
rodzëznë Drożdżińsczich.
W romanie nalézemë niejedne dialodżi napisóné w stilizowóny
kaszëbiznie i dosc tëlé kartësczich realiów. W całoscë tã ksążkã baro bëlno sã
czëtô i przez niã mòżemë pòznac mało
znóné òbrôzczi z kaszëbsczi jawernotë
z pòczątkù XX stalata. Zachãcywóm do
czëtaniô.
Stanisłôw Janka
Władysław Janta-Połczyński, Święty Eustachy,
Bernardinum, Pelplin 2015.
Szkolenie poprowadzą:
– ks. prof. Jan Perszon – wybitny polski
badacz obrzędów pogrzebowych na
Kaszubach. Jest jednym z organizatorów kaszubskich pielgrzymek na Jasną
Górę. Podejmuje działalność społeczną związaną z popularyzacją języka
i kultury kaszubskiej. Wygłasza kazania
w języku kaszubskim. Został uhonorowany Medalem Stolema oraz Tabakierą
Abrahama.
– dr Sławomir Bronk – założyciel, dyrygent
i kierownik artystyczny Chóru Kameralnego Discantus, pracownik naukowy
Akademii Muzycznej w Gdańsku. Ma na
swoim koncie odtworzenie zrekonstruowanych po trzystu latach utworów
Andrzeja Siewińskiego.
Warsztaty odbędą się 21 listopada br.
w godz. 10–16 w Szymbarku.
Liczba miejsc jest ograniczona. Zgłoszenia
prosimy kierować pod nr tel. 58 301 27 31,
e-mail [email protected]
W uzupełnieniu do recenzji zbioru utworów Augustyna
Dominika pt. Domienikòwé pòwiôstczi, która ukazała się
w październikowej „Pomeranii” (tekst prof. Daniela Kalinowskiego „Letkô nordowô briża”, s. 51), pragniemy
poinformować, że inicjatorem jego wydania był oddział
Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Krokowej. Dziękujemy tamtejszym zrzeszeńcom, bo bez ich pracy i zaangażowania niemożliwe byłoby wydanie tej ważnej książki.
55
SPORT – PIŁKA NOŻNA
Konieczne
wojaże
trenerów
Gdy się zestawi wykresy pokazujące wędrowanie kaszubskich drużyn po tabeli
rozgrywek 1. ligi („Pomerania”, 1 i 7–8/2015), to rzuca się w oczy rozedrganie linii obrazujących te wędrówki w początkowej 1/3 rozgrywek w sezonie 2014–2015
w porównaniu do spokojnych linii w 2. połowie tego sezonu.
J A N U S Z KO WA L S K I
Tajne tło
Podczas 7. i 9. kolejki meczów Chojniczanka i Bytovia skoczyły z 18. na 10.
pozycję. Także Arka miała podobne wzloty i spadki, ale niższe, bo tylko o 4 i 5
miejsc. W drugiej połowie sezonu było
znacznie spokojniej, a na dole tabeli –
wręcz nudno.
Przyczyn tych różnic szukam w pracy
trenerów. Szkoleniowiec rozpoznaje cechy
fizyczne i psychiczne każdego ze swoich
podopiecznych: siłę wykopu, celność podań bliskich i dalekich, dolnych i górnych,
siłę i celność wyrzutów piłki z autu itp.
działania na boisku zaliczane do stałych
fragmentów gry. Trener po tych wstępnych rozpoznaniach stara się wzmocnić
walory zawodników w ww. zakresach.
Drugą domeną pracy trenera jest
zmierzanie do zgrania drużyny. Chłopcy, jak się mówi o zawodnikach, powinni podczas meczu rozumieć się bez słów.
Zawodnik w danym momencie „wolny”,
tj. nie pilnowany przez przeciwnika,
powinien wcześniej niż inni zawodnicy
wiedzieć (bez słów), że jemu właśnie zostanie podana piłka. To tylko przykład.
Innym, co powinno cechować relacje trener – zawodnicy, są wiadomości
o ich życiu prywatnym. Trener musi
wiedzieć, czy w rodzinie danego zawodnika, a szerzej w jego środowisku, akceptuje się jego sposób życia. Bywają próby
56
tworzenia czegoś w rodzaju wielkiej
rodziny drużyny. Zarząd klubu zaprasza
w okresie świąteczno-noworocznym rodziców, dorosłe rodzeństwo oraz żony
czy partnerki zawodników na wspólne
spotkanie.
Te próby, zarówno udane, jak i nie,
mają tajne tło polegające na zbieraniu
przez trenera i notowaniu, kiedy są uroczystości rodzinne, np. imieniny, urodziny, rocznice ślubu lub inne ważne
zdarzenia w rodzinie i wśród kolegów
zawodnika. Jeżeli nazajutrz jest mecz, to
trener posadzi zbyt zmęczonego (nawet
jeżeli na takiego nie wygląda) zawodnika na ławce rezerwowych.
Gdy trener zapracuje sobie na status
lubianego starszego brata zawodników,
to korzystanie przez niego co pewien
czas z alkomatu będzie mu wybaczone.
Zawodnicy zrozumieją, że to dla dobra
drużyny.
To, co napisałem, mieści się w pojęciu
wywiad wewnętrzny.
Wywiad zewnętrzny
Równie ważny w życiu drużyny jest wywiad zewnętrzny. Trener przy każdej
okazji powinien obserwować (najlepiej
incognito) mecze drużyn, z którymi jego
chłopcy wkrótce mają się spotkać na murawie. I notować te obserwacje, a następnie wykorzystywać je przy instruowaniu
całej drużyny i podczas indywidualnych
rozmów z poszczególnymi zawodnikami.
Niestety, powyższe zalecenia są nieraz
jedynie nierealistycznymi życzeniami.
Zestawy drużyn wszystkich lig i klas
we wszystkich sportach zespołowych
co roku poważnie się zmieniają. W wyniku ligowych rozgrywek po ich sezonie zwykle dwie drużyny awansują do
wyższej ligi, a ich miejsce zajmują dwaj
spadkowicze. To samo, zwykle w większym wymiarze, dotyczy dołu tabeli. Ponadto, oprócz zmian zestawów drużyn,
przez cały rok, ze znacznym nasileniem
podczas przerw w rozgrywkach: letniej
i zimowej, mają miejsce transfery. Jedni
zawodnicy odchodzą lub są wypożyczani, inni przychodzą na ich miejsce.
Drugim, co zmienia drużyny, jest wewnętrzny ruch kadrowy. Rezerwa wchodzi do wyjściowej jedenastki. Także dorastający juniorzy zastępują niektórych
seniorów.
Innymi ruchami wewnątrz drużyn
są zmiany trenerów, lub nawet bez
zmian personalnych, zmienianie preferowanej przez trenera taktyki gry, np.
z ofensywnej na defensywną albo z grania głównie skrzydłami w zmierzanie do
prowadzenia gry głównie po osi boiska.
Z pierwszego zdania tego artykułu
wypływa pytanie, dlaczego mecze na
początku sezonu są inne (rozedrgany
obraz ich wykresowego zapisu) niż podczas rundy rewanżowej rozgrywek. Bo
obydwie walczące ze sobą drużyny i ich
trenerzy na początku rozgrywek mało
POMERANIA LISTOPAD 2015
SPORT – PIŁKA NOŻNA
o sobie nawzajem wiedzą. A z niewiedzy rodzą się przypadkowe wyniki starć
nieodpowiadające rzeczywistym wartościom rywalizujących z sobą drużyn.
***
To, co dalej napiszę, będzie syntezą moich obserwacji kryzysów (niektórych
sprzed lat) na liniach: drużyna (zawodnicy) – trener – zarząd klubu (szerzej
jego działacze) – sponsor lub właściciel
klubu. Jak na syntezę przystało, nie będzie rzeczywistych nazw i nazwisk, ale
takie dramatis personae: syntetyczny klub
X, jego zawodnicy (drużyna X) i zarząd,
trenerzy I, II, III, i ewentualni obserwatorzy (kibice) syntetycznego kryzysu.
Sponsor – powiedzmy od razu, że
hojny – zapragnął wiedzieć na co, konkretnie, wydawane są pieniądze, które
przekazuje klubowi X. Ze spisu tych
wydatków zainteresowały go koszty
podróży na mecze wyjazdowe. Obejmowały one wynajęcie autokaru dla
drużyny i jej otoczki (sztab szkoleniowy
i zespół medyczny) oraz dla działaczy
klubu. W przypadku gdy mecz miał być
daleko, wyjazd następował poprzedniego dnia, a jego koszt dodatkowo
obejmował noclegi, np. z piątku na sobotę (dzień meczu) i posiłki. Oprócz tego
oddzielnie była rozliczana delegacja
służbowa trenera I, który jechał swoim
samochodem. Dlaczego nie autokarem
razem z innymi osobami?
Trener wyjaśnił, że w piątek (ta kolejka meczów trwała przez trzy dni)
w pobliskiej miejscowości był mecz
dwu drużyn, które wkrótce będą przeciwnikami drużyny X. Był tam (dołączył
do rozliczenia delegacji bilet wstępu na
mecz) incognito, nie jako kibic jednej
z walczących ekip, ale służbowo – aby
obserwować grę.
Rozmowa była burzliwa, padły ostre
słowa. Trener odszedł.
Nastał trener II. Drużyna X zaczęła
dołować. Wśród kibiców mówiło się,
że trener I był jak kochany brat zawodników. Teraz oni przegrywają na złość
tym, którzy wywalili trenera I.
Sytuacja stała się poważna. Chciano
przywrócić trenera I do pracy z drużyną
X, ale on już pracował z innymi piłkarzami. Cokolwiek polepszono sytuację,
zastępując trenera II nowym trenerem
III, którego praca i szybka komitywa
z zawodnikami tuż przed końcem rozgrywek wyrwała drużynę X ze strefy
spadkowej.
Wniosek: Trzeba przewidywać w planach pracy trenerów ich wyjazdy na
mecze przyszłych przeciwników ich
drużyn.
Nowi nôdgróbk dlô mjr. Kòwalsczégò
Na Witomińsczim Smãtôrzu w Gdini 17 rujana òsta ùtczonô 96. roczëzna pòwstaniô
66. Kaszëbsczégò Piechtnégò Półkù m. marszôłka Józefa Piłsudsczégò. Ùroczëzna bëła
sparłãczonô z òdkrëcym nowégò nôdgrobka pierszégò wódcë Półkù – mjr. Léóna
Kòwalsczégò. Westrzód ùczãstników bëlë m.jin. wnuk majora Róman Rozwadowsczi,
pòsélcka Teréza Hoppe, Marión Hirsz i przédnik gdińsczégò Zrzeszeniô Andrzéj Bùsler. Nie
felowało téż staniców z rozmajitëch partów KPZ i Związkù Piłsudczików Kaszëbsczégò
Òkrãgù. Hònornym gòscã béł jeden z dôwnëch żôłniérzów 66. Półkù Maksymilión Kasprzak.
Nôdgróbk mógł òstac òdnowiony dzãka strzódkóm i wespółrobòce wiele lëdzy i institucji: familie Rozwadowsczich, familie Hirszów, pòsélcczi Terézë Hoppe i gdińsczégò partu
Zrzeszeniô. Ùroczëzna skùńczëła sã pòspólną mòdlëtwą i złożenim kwiatów.
Red. (na spòdlim tekstu na starnie kaszubi.pl/o/gdynia)
Òdj. E. Hoppe
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
57
LËDZE / ZACHË ZE STÔRI SZAFË
Kaszëbka w AIESEC
Kaszëbi mają swòjégò ambasadora przë AIESEC. Katarzëna Kùchnowskô z Pùcka
dzejô w sztrukturach ti jedny z nôwikszich sztudérsczich òrganizacjów na swiece
òd 2010 rokù, czëde zaczãła sztudérowac na Warszawsczim Ùniwersytece.
P I O T E R L É S S N AWA
Gwës nie je òna jedurną Kaszëbką, jakô je zaangażowónô
w robòtã dlô AIESEC, ale jesmë dbë, że drëdżi persónë, co
mô taczé doswiôdczenié, jak Katarzëna Kùchnowskô, nie
nalézemë. Nôprzód zajima sã wëmianą sztudérów na Warszawsczim Ùniwersytece. Pòtemù wnet jistną fónkcjã mia w
Nôrodnym Kòmitece AIESEC w USA. Pózni wëjachała jesz robic dlô ti òrganizacji w Dar es Salaam w Tanzanie. Wrócëła do
Pòlsczi, ale blós na rok. Ju w lëpińcu 2013 rokù bëła w Meksykù,
dze zajima sã biznesowima praktikama dlô sztudérów, a rok
pózni òsta wëbrónô na pòstãpny rok krajewim prezydentã
AIESEC. Latos K. Kùchnowskô wrócëła do Eùropë i robi dlô
òlendersczégò partu AIESEC w Rotterdamie. Bez te wszëtczé
lata Kaszëbka z Pùcka zajima sã téż wòlontariatã w pòlsczim
parce AIESEC.
Jak gôdo Katarzëna, nigdë nie stracëła kaszëbsczi swiądë,
chòc òbczas slédnëch trzech lat na Kaszëbach bëła le pôrã
tidzeniów. Ale prawie tu chce téż wrócëc pò skùńczenim
robòtë dlô AIESEC i dzelëc sã swòjim doswiôdczenim ë téż
wiédzą dobëtą na sztudiach – na taczich czerënkach, jak
gazétnictwò ë spòlëznowô kòmùnikacjô, wiéchrzëznowi
gòspòdarzënk ë samòrządzëna i regionalnô pòlitika.
To prawie w pòlsczi samòrządzënie K. Kùchnowskô widzy wiele brëkòwnotów – taczich jak felënk innowacjów czë
słabé wësztôłcenié kadrów i niechãc w dopùszcziwanim do
głosu młodëch lëdzy. Żëczimë ji w ti robòce wiele dobëców
Òdj. ze zbiérów K. Kùchnowsczi
AIESEC w Pòlsce i na swiece
Stowôra pòwstała w 1948 rokù jakno Association Internationale des Étudiants en
Sciences Économiques et Commerciales (Midzënôrodné Zrzeszenié Sztudérów Nôùk ò
Gòspòdarzenim i Hańdlu; ze skrócënkù ti nazwë sã wzã terczasnô pòzwa òrganizacje),
a w Pòlsce dzejô òd 1971. Parłãczno mô na całim swiece kòle 90 tësąców nôleżników, zrzeszô kòl 2400 ùniwersytetów i dzejô w 126 krajach ë regionach – téż w Gduńskù.
AIESEC je prowadzony bez sztudérów a téż absolwentów wëższich szkòłów, jaczich
interesérëją jiwrë dzysdniowégò swiata. Kòżdi, jaczi dołącziwô do ti stowôrë, mô
mòżlëwòtã rozwiju swòjich ùmiejãtnosców i nabiwaniô wiédzë w 124 krajach swiata.
AIESEC sztôłcy westrzód swòjich nôleżników kòmùnikacjowé spòsobnoscë i pòdjimnotã.
Jak czëtómë na internetowëch starnach òrganizacji – misją AIESEC je rozwij przińdnëch
liderów, jaczi mdą dzejac dlô swòjich môlowëch strzodowiszczów.
Diôbli bas
Pewno wszëtcë Kaszëbi bëlno znają instrumeńt, jaczi zwie sã diôbelsczé skrzëpce
(skrzëpice). Mają gò w instrumeńtarium kaszëbsczé a kòcewsczé kapele. Nié
wszë­tcë równak wiedzą, że w ùszłëch stalatach nie béł to instrumeńt ùżiwóny
bez grôjków, leno w zadëszną noc grało sã na nim diôbelską mù­zykã. Knôpi
przezeblôkalë sã za dëchë, czarownice a demónë ë robilë wiôldżi jamer, stojącë
pò smãtôrzach. Zwëk nen òpisôł Paweł Szefka w ksążce pt. Narzędzia i instrumenty muzyczne z Kaszub i Kociewia (Wejherowo 1982). Nie ùchòwôł sã òriginał
negò dôwnégò òbrzãdowégò instrumeńtu pòzéwónégò téż diôblim basã. Jegò
rekònstrukcjã mòże nalezc w wejrowsczim mùzeùm – wëkònôł jã w latach 80.
ùszłégò stalata bracyna Pawła, Walerian Szefka, na spòdlim òpòwiescy lëdzy ze
Strzebielëna, Domôtówka i Lëzëna.
rd
58
POMERANIA LISTOPAD 2015
WËDARZENIA
Szwadróna „Kaszuby”
17 rujana òbczas Hùbertusa w Kòlanie pòd Wieżëcą òdbëła sã – òkróm tradicyjnégò
nëkaniô za lësã – prezentacjô szwadrónë „Kaszuby”.
Hùbertus, to je swiãto patrona jachtarzów i ridowników, bëło leżnoscą do zéńdzeniô lubòtników kòniów z òkòlégò Wieżëcë.
Òsoblëwim dzélã tegò wëdarzeniô bëła inaùgùracjô dzejaniégò szwadrónë „Kaszuby”, jakô mô bëc zamôlowim partã II Półkù
Roczitniańsczich Szwoleżérów. To prawie żôłniérze z tegò półkù w stëcznikù i gromicznikù 1920 r. brelë ùdzél w przejimanim
Kaszub òd Niemców dlô Pòlsczi. Pierszô szwadróna tegò òddzélu stacjonowa w Wiôldżim Klinczu (pôrãnôsce kilométrów
òd Wieżëcë). Part „Kaszuby” czerowóny przez Areka Kùppra zaprezentowôł paradną mùsztrã, jakô bëła pòkôzkã wiôldżich
mòżlëwòtów młodëch ridowników z najégò regionu.
Szwadróna „Kaszuby” bãdze miała swòjã sedzbã w Kòlanie pòd Wieżëcą.
Red.
Òdj. A. Kòstuch (szwajcaria-kaszubska.pl)
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
59
LËDZE
Mac, mac, mac
Nié, nie jidze ò kómpùtrową firmã,
co mô jabkò za merk
Tu je nôbl ëż i n i eb a n a c a łë c h
Kaszëbach. W jednym placu jaż całé
329 métrów wëżi bôłtowégò sztrądu. Dô to gdze cos tak?! A jakô céniô!
Cësnionô parmieniama słuńca na
òkòlé Wieżëcë i ji niższé szimbarsczé
sostrë, òsoblëwie dlô turisticzi zdô sã
błogòsławioną. CEPR z chëczą, co za
fuńdameńtë mô dak, wësokô wieża do
zdrzeniô na samim topie wësoczi górë,
Kòszałkòwò z nartama abò Kùprowie
z kòniama i jesz pôrã jinëch wërosło
na prôwdzëwé stolemë. W gòscë cygną
do nich ùrmë lëdztwa. Kò òkróm nëch
turisticzny szimbarsczi biotop twòrzą
wiele, wiele mniészé òrganizmë.
Prawie taczim je Léón Zmùda. Kąsk
przëkãsno ò se gôdô „menedżer òd
kòzów”, kò le kąsk, tec kòzë mô i sã na
nich znaje jak mało chto.
Sygnie dobré wiodro i sezon na
wtrekiwanié sã, a Léóna spòtkôta kòl
stegnë, co prowadzy na wieżëcową
wieżã. Stoji krótkò parkingù. Òblokłi
w kaszëbsczé fòlkloristiczné ruchna i z kòzą, biôłą jak ji mlékò. Na placu mòżna to sprôwdzëc, bò mô téż
budlã z tim kòzowim mlékã mët.
Wedle niegò taczé pitkù je lepszé jak
òrãżada abò jakô pepsokòla. Wedle
zdrowòtnoscë i szmakù. Razã z kòzą
robią tu za turisticzną atrakcjã. Cos
jak góral przëzebùti za miedwiedza na
zakòpiańsczich Krupówkach. Ale Léón
je nasz, kaszëbsczi. Temù nié le òdjimczi
dô sobie zrobic, ale i rzecze co w rodny
mòwie, a dzecóm dozwòli pòmaklac
kòzy chrzebt. Gzubë jaż piszczą! Mòżeta
gò téż wząc ze sobą dodóm na specjalny
widokówce.
60
Miestny mają gò za apartnika. Za
młodëch lat wëcygnął do Trzëgardu.
Wiôldżé miasto równak nie bëło mù
żëczné. Chłop wrócył do rodny wsë
i kaszëbiznë. Snowadłã jegò nowégò
żëcô stała sã òsoblëwie nôtëra. Wiele
czëtô ò rozmajitëch zelach, sóm téż je
zbiérô a rozmieje co z nima robic. 15
lat temù kùpił pierszą kòzã. Terô trzimô jich môłé karno. Òn mô ò nie starã,
a òne dôwają mù mlékò, z jaczégò
spòsobi szmaczny twôróg. Jak bãdzeta
na szimbarsczim parkingù, kònieczno
do niegò zazdrzijta!
P.D.
Òdj. PD
Tekst je brzadã czerwińcowëch pòtkaniów dlô pi­
szącëch pò kaszëbskù w Wieżëcë-Kòlanie, jaczé òstałë
ùdëtkòwioné przez Minystra Administracje i Cyfrizacje.
POMERANIA LISTOPAD 2015
KLËKA
BÓLSZEWÒ. LÉÓN HEYKA W NOWI PÙBLIKACJI
W filie nr 1 Pùbliczny Biblioteczi Gminë
Wejrowò w Bólszewie 29 séwnika
òdbëła sã promòcjô ksążczi Tadéùsza
Linknera Z lirycznej i epickiej twórczości
Leona Heykego. Ksążka òstała wëdónô
w serie „Biblioteczka Gminy Wejherowo” przez Bibliotekã w Bólszewie
w wespółrobòce z gminą Wejrowò.
Ò promòwóny pùblikacje òpò­
wiedzôł sóm aùtor. Chãtny mòglë téż
kùpic ksążkã z dedikacją prof. Linknera.
Przë leżnoscë promòcji òdbéł sã
wernisaż malarsczich dokazów Alinë
Żëwicczi i Bògùsławë Bach „W obrazach
uczuć świat cały”.
Red.
Òdj. ze zbiérów Pùbliczny
Biblioteczi Gminë Wejrowò
TËCHÓMIE. ÒDKRIWELË GÔCHË
VII Pòmòrsczé Fòrum Pòùczënë Ùstnëch
(pòl. Pomorskie Forum Oświaty Dorosłych), òrganizowóné przez Kaszëbsczi
Lëdowi Ùniwersytet, òdbëło sã 26
i 27 séwnika pòd zéwiszczã „Regionalnô
edukacjô a wielekùlturowòsc Pòmòrzô
– Gôchë”. Fòrum zaczãło sã w Cen­trum
Midzënôrodnëch Pòtkaniów w Të­
chómiu.
Meritoriczné wprowôdzenié do
latosy rézë przërëchtowôł Pioter Dzekanowsczi. Direktor Gminowégò
Òstrzódka Kùlturë w Tëchómiu Ludwik Szreder òprowadzył ùczãstników
pò nôczekawszich òbiektach regionu.
Òdwiedzëlë Glësno, Bòrzëszkòwë, Łączé, Brzézno Szlachecczé, Bòrowi Młin
i Hamer Młin. Bëlë téż w tëchómsczich
kòscołach i tamecznym stôrim młinie. Pòtkelë sã z przedstôwcama
rekònstrukcyjnégò karna Kaszëbsczi
Regimeńt, chtërny zaprezentowelë
swòje dzejanié. Z Tëchómia karno
rëgnãło do Trzebiôtkòwi, gdze je
smãtôrz pòmòrsczégò lëdztwa z IV w.
p.n.e. W Piôsznie òdwiedzëlë Górã Lemana. Ji miéwca Klémãs Leman zbùdowôł
tu wioskã Gòtów. W Mòdrzejewie
ùczãstnicë rézë òbezdrzelë Regionalną
Jizbã prowadzoną przez Cezarégò Materka. Baro czekawim pónktã niedzelnégò
programù bëła wizyta w galerie i doma
ù Tadéùsza Drozdowsczégò – artistë
malarza, chtëren òd lat mieszkô i twòrzi
we wsë Masłojce w gminie Tëchómie.
Red.
Òdj. ze zbiérów Kaszëbsczégò
Lëdowégò Ùniwersytetu (www.facebook.
com/Kaszubski.Uniwersytet.Ludowy)
GDINIÔ. NOWÔ GRA DLÔ ÙCZĄCËCH SÃ KASZËBSCZÉGÒ
Swiat kaszëbsczi rodë – to titel nowégò
mùltimedialnégò nôrzãdza przistãpnégò
w internece na starnie www.swiatkaszubskiejprzyrody.pl. Realizatorã je
gdińsczi part Kaszëbskò-Pòmòrsczégò
Zrzeszeniô. Jãzëkòwą pòprawnotã
zacwierdzëła Radzëzna Kaszëbsczégò
Jãzëka.
Grający pòznôwają kaszëbsczé pò­
zwë roscënów i zwierzãtów. Projekt
je sczerowóny do ùczącëch sã ka­szëb­
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
sczégò jãzëka, dzecy z klas I–III abò dlô
szkólnëch jakno didakticznô pòmòc. Je
to téż czekawi bédënk zabawë przed
kómpùtrã dlô całëch familiów.
Red.
61
KLËKA
RËMIÔ. KASZËBSCZI SÉWNIK
Dzewiąti miesąc tegò rokù zaczął sã
baro dobrze dlô kaszëbiznë w Rëmi. Jaż
kòl 50 ùczniów Spòdleczny Szkòłë nr 9
w Rëmi-Janowie pierszi rôz zaczãło sã
ùczëc kaszëbsczégò jazëka (w dwùch
jinëch – SS nr 1 i SS nr 6 – kontinuëje
taką nôùkã razã 34 òsób). Ùczëc rodny mòwë pòdjã sã Edita JankòwskôGiermek, chtërna nie je Kaszëbką
z ùrodzeniô (pòchòdzy z Kwidzëniô), ale
na pewno sobie pòradzy. Tegò Wastnie
ze serca wszëscë tu żëczimë! Je òna
czilekrotną laùreatką Kaszëbsczégò
Diktanda, bëła ju w latach 2008–2010
szkólną òd kaszëbsczégò jãzëka, a terô
wespółdzejô i z „Pòmeranią”, i z wejrowsczim Mùzeùm Pismieniznë i Mùzyczi
Kaszëbskò-Pòmòrsczi, i z Kaszëbskò-Pòmòrsczim Zrzeszenim (Kaszëbsczé
Bajanié). Sobòta i niedzela 12 i 13 séwnika to
bëłë Eùropejsczé Dni Dzedzëctwa, i Park
Łówców Foków z V tësąclecô p.n.e.
w Rzucewie (Park béł òdemkłi w 2013
r.) rôczôł do se. Karno przënôleżników
rëmsczégò partu KPZ skòrzëstało
z rôczbë – zwiedzëlë mùzeùm i jiné
zrekonstruòwóné obiektë przë mùzyce
kaszëbsczi kapelë, a pózni przë
ògniszczu ùpieklë so i zjedlë kôłbasczi.
W sobòtã 26 séwnika wikszé karno przënôleżników partu i sympatików pòd przédnictwã Ludwika Bacha
wëbrało sã na aùtokarową rézã na
pôłnie Kaszëb. Zwiedzëlë kamianné
krãdżi i kùrhanë w Òdrach, drzewiany
kòscół w Lesnie i drëgą na Kaszëbach
kalwariã we Wielu. Chto miôł chãc,
mógł na „swiãtëch górkach” nazbierac
so téż piãknëch grzëbów.
We wtórk 29 séwnika w Miesczim
Dodomie Kùlturë òdbëło sã òglowé
zéńdzenié rëmsczégò partu. Òkróm
òrganizacyjnëch informacjów przédnika partu, L. Bacha, nasz gòsc, prof. Cezari Òbracht-Prondzynsczi, òpòwiedzôł
zebrónym wiele czekawëch rzeczi ò
Kaszëbsczim Instituce. Przëwiózł téż ze
sobą do kùpieniô nowé ksążczi wëdóné
przez Institut. Chãtnëch do kùpieniô
bëło dosc tëli.
To béł brzadny dlô kaszëbiznë miesąc w Rëmi.
Jerzi Hoppe,
Òdj. Tadéùsz Dominik
Tekst w pisënkù aùtora
WEJROWÒ. IZABELLË TROJANOWSCZI PRO MEMORIA
Mù zeù m K a szëbskò -Pòmòr sc z i
Pismieniznë i Mùzyczi w Wejrowie
wespół z Kaszëbsczim Institutã mają
wëdóné ksążkã Pro memoria Izabella Trojanowska (1929–1995) pòd redakcją prof.
Józefa Bòrzëszkòwsczégò.
Promòcjô ti pùblikacje òdbëła sã
23 séwnika w wejrowsczim Mùzeùm.
Béł to jeden z pónktów Dni Kùlturë
Wejrowsczégò Pòwiatu. Òbczas zéń­
dzeniô, jaczé prowadzył prof. Cezari Òbracht-Prondzyńsczi, pra­w ilë
wespółaùtorzë i drëszë I. Trojanowsczi. Ùczãstnicë promòcji mòglë téż
pòsłëchac nadzwëkòwégò kòncertu –
szczecyńsczé karno Sextet Solid Blue
zagrało dokazë inspirowóné kaszëbską
mùzyką i jazzowé standardë.
Red.
Òdj. DM
BÒRZESTOWÒ. GÔDKA Ò PARAFIE NA WIGÒDZE
1 rujana pòtkelë sã nôleżnicë stowôrë
Remùsowi Krąg. Tim razã òrganizatorzë
pòtkaniô rôczëlë na swòje zéńdzenié
Andrzeja Klasã z Kaszëbsczi Stowôrë
Wërôbiôrzów Malënów. Znóny je òn
téż jakno aùtor czile pùblikacjów na regionalné témë, m.jin. Krzyże i kapliczki
Parafii Wygoda abò wëdónô latos ksążka Parafia Wygoda – w 100-lecie budowy kościoła. Rujanowé zéńdzenié bëło
62
leżnoscą do prezentacje ti nônowszi
ksążczi A. Klasë.
Wôrt jesz nadczidnąc, że Remùsowi
Krąg mô swòje zéńdzenia w kòżdi
pierszi czwiôrtk miesąca. Rôczimë najich czëtińców na pòsobné pòtkania ti
stowôrë do szkòłë w Bòrzëstowie. Przińc
mòże kòżdi chãtny.
Red.
Òdj. ze zbiérów Remùsowégò Krãgù
POMERANIA LISTOPAD 2015
KLËKA
GDUŃSK. NOWÉ WËSZËZNË W PÒMÒRANIE
Nôleżnicë Klubù Sztudérów Pòmòraniô
wëbrelë nowi zarząd. Òd tegò rokù
przédnikã je Matéùsz Łącczi, wiceprzédniczką Alicjô Haftka, a skôrbniczką òstała Pia Šlogar. Fónkcjã sekretérë
bãdą trzëmac: Dąbrówka Pindera i Andrzéj Roda.
Wôżną rolã w klubie Pòmòraniô
mają téż gòspòdëni i gòspòdôrz Chëczë
w Łączińczi Hëce, jakô òsta latos
òdnowionô i ùroczësto zôs dónô sztudéróm do ùżiwaniô. Òd terô mdą za nią
òdpòwiôdelë: Katarzëna Raczëńskô i Karól Pazda.
Red.
Òdj. ze zbiérów KSP (www.facebook.com/klubstudencki.pomorania)
KÒSCÉRZNA. SWIÃTO SZKÒŁË I PATRONA
Spòdlecznô Szkòła nr 2 miona ks.
dra Léóna Heyczi w Kòscérznie 9 rujana swiãtowała 70-lecé pòwstaniô
i 50. roczëznã daniégò miona patrona,
chtërnégò Kaszëbskò-Pòmòrsczé Zrzeszenié mô téż wëbróné patronã latoségò
rokù. Na swiãto szkòłë òstelë rôczony
przedstôwcowie môlowëch wëszëznów,
òsoblëwie ti, co swòje pierszé edukacyjné kroczi stôwielë prawie w kòscersczi
„dwójce”. Na ùroczëznie pòjawilë sã
téż dôwny direktorowie i szkólny z ti
szkòłë. Jich wspòminczi nalazłë sã na
filmie specjalno przërëchtowónym
z leżnoscë òbchòdów. Òkróm te
ùczãstnicë òbezdrzelë archiwalné
nagrania sprzed 50 lat z ùroczëznë
nadaniégò szkòle miona a téż z òdkrëcô
pamiątkòwi tôflë na tczã patrona.
Bëła téż leżnosc do lepszégò pòznaniô
ks. Heyczi dzãka wëstôwkòwi, jaczi
przërëchtowało Mùzeùm Kaszëbskò-Pòmòrsczi Pismieniznë i Mùzyczi
w Wejrowie.
Red.
Òdj. JB
LËZËNO/BÓLSZEWÒ. PAMIÃC Ò PROF. LABÙDZE
W 5. ROCZËZNÃ SMIERCË
Ùroczëzna na tczã Gerata Labùdë
òdbëła sã 2 rujana w Lëzënie i Bólszewie. Zaczãła sã òd mszë w lëzyńsczim
kòscele òdprôwiony za sp. Profesora.
Pózni ùczãstnicë pòszlë na smãtôrz,
gdze òstałë złożoné kwiatë na grobie bëlnégò kaszëbsczégò ùczałégò.
Drëdżi dzél wëdarzeniô béł ju swiã­
towóny w Pùbliczny Bibliotece Gminë
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
Wejrowò – Filie nr 1 w Bólszewie.
Młodzëzna z Lëteracczégò Kòła Krzosańc przërëchtowała lëteracczi program „Òpòwiésc ò Gerace Labùdze”.
Wójt gminë Lëzëno Jarosłôw Wejer
i direktor Mùzeùm Kaszëbskò-Pò­mòr­
sczi Pismieniznë i Mùzyczi w Wejrowie Tomôsz Fópka rzeklë ò planach
sparłãczonëch z ògłoszenim przez
Kaszëbskò-Pòmòrsczé Zrzeszenié prziń­
d­négò rokù rokã Gerata Labùdë. Mariô
Krosnickô, wespółaùtorka ksążczi Gerard
Labuda. Żeglarz na oceanie nauki wëgłosëła
referat prawie pòd taczim titlã.
Ùroczëznie towarzëłë trzë wës­
tôwczi: „Wspomnienie o wybitnym
historyku mediewiście ë bëlnym
Kaszëbie profesorze Gerardzie Labudzie”
aùtorstwa Édmùnda Kamińsczégò, „Portrety Gerarda Labudy” zrobioné przez
artistów ze Stowôrë Òbëwatelsczich
Inicjatiwów Pro Bono w Lëzënie
a téż wëstôwk òbrazów, jaczé pòwstałë
òbczas malarsczégò pleneru w szkòle
w Lëni (òdbiwôł są òd 3 do 10 zélnika).
Na zakùńczenié òsta wrãczonô
sztaturkã „Aniół Kùlturë 2015”. Latos
dostôł jã Édmùnd Kamińsczi za 20 lat
wespółrobòtë z Pùbliczną Biblioteką
Gminë Wejrowò. Brzadã tegò wespółdzejaniô bëłë rozmajité wëstôwczi i referatë.
Z pòzdrzatkù na stón zdrowiégò wasta
Édmùnd ni mógł sóm òdebrac nôdgrodë,
tej w jegò miono dostôł jã syn Radosłôw
Kamińsczi. Wójt gminë Wejrowò Henrik
Skwarło òstôł wëprzédniony sztaturką
„Super Aniół Kùlturë 2015”. To nôdgroda
za wspiarcé dlô bùdowë nowi sedzbë biblioteczi w Bólszewie.
Red. na spòdlim tekstu J. Bòrchmann
Òdj. ze zbiérów Pùbliczny Biblioteczi Gminë Wejrowò
63
KLËKA
BRUSË. PROMÒCJÔ DOKAZU ANË ŁAJMING „YOUTH/MŁODOŚĆ”
Zainteresowóny dzejama i kùlturą
Kaszëbów na całim swiece mògą prze­
czëtac pòstãpny dzél wspòminków
nôbëlniészi pisarczi Kaszub – Anë
Łajming (1904­–2003). Je to II tom
pòd titlã Młodość, w jaczim są ji
wspòminczi z wnetka całégò cządu
midzëwòjnowégò dwadzescelecô.
Dzãka tłómaczeniémù Blanche Krbechek i Stanisława Frimarka ksążka je
przistãpnô téż dlô anielskòjãzëkòwëch
czëtińców.
Ji promòcjô òdbëła sã m.jin. w Ka­
szëbsczim Òglowòsztôłcącym Liceùm
w Brusach, 30 séwnika. Pòt­k a­n ié
zòr­­ganizowała absolwentka KÒL Ka­
tarzëna Główczewskô wespół z Felicją
Baską-Bòrzëszkòwską. Gòscama bëlë
aùtorzë dolmaczënkù. Ùczniowie Li­
ceùm, przëszëkòwóny przez F. Baskã-Bòrzëszkòwską i Marinã Milkòwską,
zaprezentowelë dzélëczi ksążczi Anë
Łajming w kaszëbsczim i anielsczim
jãzëkù.
Red.
Òdj. ze zbiérów KÒL w Brusach
(www.facebook.com/lo.brusy)
PRAGA. Ò BIBLËJI PÒ KASZËBSKÙ
W dniach 15 i 16 rujana 2015 rokù
òdbëła sã kònferencjô na témã słowiańsczich tłómaczeniów Biblëji. Jeden z referatów tikôł kaszëbsczich
przełożënków biblijnëch tekstów.
Wëgłosył gò znóny dolmaczéra ò. prof.
Adóm Riszard Sykòra. Gôdôł òn ò historie tłómaczeniów Swiãtëch Pismionów
na naji jãzëk i dzysdniowi stojiznie
w tim òbrëmienim. Swòje wëstąpienié
dedikòwôł sp. prof. Jerzémù Trédrowi,
z chtërnym wespółrobił òb dłudżé lata.
Òkróm ò. prof. Sykòrë w kònferencje
brelë ùdzél ùczałi z Pòlsczi (m.jin.
z Ùniwersytetu Adama Mickewicza,
Łódzczégò Ùniwersytetu i Katolëcczégò
Lubelsczégò Ùniwersytetu), Rusji
i Czech. Całowny program jidze nalezc
na starnie http://www.flu.cas.cz/images/akce/konference_workshopy/2015/
History_of_Bible_Translation.pdf
Red.
Òdj. ze zbiérów ò. A.R. Sykòrë
GDYNIA. WIĘKSZY LOKAL, BOGATSZA OFERTA
W przyszłym roku Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie Oddział w Gdyni
otrzyma lokal zwolniony przez filię
nr 15 gdyńskiej Miejskiej Biblioteki
Publicznej. W całości będzie on wykorzystywany na potrzeby Ośrodka
Kultury Kaszubsko-Pomorskiej (OKKP).
Ośrodek w pełni będzie realizować funkcję miejsca otwartego na mieszkańców.
64
Młodzi gdynianie otwierają się na przeszłość miejsca, w którym żyją, a Ośrodek
będzie spinać wszystkie działania w tym
zakresie – powiedział prezydent miasta Wojciech Szczurek na konferencji
prasowej zorganizowanej 16 października właśnie w gdyńskim OKKP.
Miejska Biblioteka Publiczna, wyprowadzając się z lokalu przy al. Marszałka Piłsudskiego 18, zabierze ze
sobą część zbiorów, które zostaną
przekazane filii nr 10 oraz innym placówkom. Publikacje dotyczące regionu (w tym Gdyni) pozostaną w lokalu
do dyspozycji ZKP i będą w dalszym
ciągu udostępniane mieszkańcom.
Gdy zaczynaliśmy w 2003 roku, Ośrodek Kultury Kaszubsko-Pomorskiej dysponował 500 woluminami, teraz zbiór
ten liczy 5 tysięcy pozycji i będzie wciąż
poszerzany – podkreśla wieloletnia
prezeska gdyńskiego ZKP Teresa Hoppe.
Dysponujący większą powierzchnią
Ośrodek Kultury Kaszubsko-Pomorskiej
zajmie się szerzej utrwalaniem i krzewieniem kultury Kaszub i Pomorza.
W nowej odsłonie do jego oferty dołączy również edukacja, w tym w zakresie gospodarki. Do współpracy zostali
zaproszeni nowi partnerzy: Uniwersytet Gdański, Instytut Kaszubski, Zarząd
Główny ZKP, Akademia Kształcenia Zawodowego, Fundacja „FLY”, Muzeum
Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej, miesięcznik „Pomerania”,
Młodzieżowa Drużyna Pożarnicza im.
ks. Antoniego Muchowskiego, Zespół
Pieśni i Tańca „Gdynia” oraz Rada Dzielnicy Kamienna Góra.
Red.
Fot. Piotr Lessnau
POMERANIA LISTOPAD 2015
KLËKA
HÉL. JESÉNNÔ BIESADA
Nôleżnicë hélsczégò partu Kaszëbskò-Pòmòrsczégò Zrzeszeniô przë­r ëch­
to­w elë gòscënã z czestą w plenerze. Pòtkanié òdbëło sã 18 séwnika.
Kòżdi z ùczãstników mógł pòszmakac
grochòwi zupë i wôrztë z ògniszcza.
Bëła téż mùzyka i tuńce, jak sã słëchô
na prôwdzëwi rozegracje. Ò mùzyczną
stronã miôł starã Janusz Dubacczi.
Biesada bëła leżnoscą do zéń­
dzeniégò i integracje nié leno dlô nôleżników hélsczégò partu, ale téż jich
familiów i drëchów. Òbczas pòtkaniô
nowi zrzeszeńcowie dostelë legitimacje.
Red.
Òdj. ze zbiérów KPZ p. Hél
KRAKÓW. SKÙŃCZONÔ RENOWACJÔ
Ùdało sã ùnowic nôdgróbk Stefana
Ramùłta, ùczałégò, aùtora ksążczi wôż-
ny nié le dlô Kaszëbów: Słownik języka
pomorskiego czyli kaszubskiego. Je òn
pòchòwóny wespół z białką Marią na
Rakòwicczim Smãtôrzu w Krakòwie.
W lëstopadnikù 2013 rokù pòwstôł
Spòlëznowi Kòmitet Renowacje Nôdgróbka Stefana Ramùłta. Jegò nôleżnikama òstelë: sp. prof. Jerzi Tréder, prof.
Cezari Òbracht-Prondzyńsczi, dr Miłosława Bòrzëszkòwskô-Szewczik, Artur
Jabłońsczi, Witóld Bòbrowsczi, Stanisłôw
Janka, Mónika Lidzbarskô i Adóm Hébel.
Sedzbą Kòmitetu je Mùzeùm Kaszëbskò-
-Pòmòrsczi Pismieniznë i Mùzyczi w Wej­
ro­wie. W projekt włączëło sã téż Ka­
szëb­skò-Pòmòrsczé Zrzeszenié, Pòlskô
Aka­­demiô Ùmiejãtnoscë w Krakòwie
i Ka­szëb­sczi Institut.
Òb lato 2015 rokù ùdało sã skùńczëc
renowacjã, jakô kòszta 14 tës. zł. 8 rujana w wejrowsczim Mùzeùm òdbëło
sã pòdrechòwanié projektu i prasowô
kònferencjô z ti leżnoscë.
Red.
Òdj. ze zbiérów Spòlëznowégò Kòmitetu
Renowacje Nôdgróbka Stefana Ramùłta
GDUŃSK. GRASSOMANIA SÓDMI RÔZ
Festiwal Grassomania òrganizowóny
przez Gduńską Galeriã Güntera Grassa
zaczął sã latos 7 rujana i warôł do 16
rujana. Jak kòżdégò rokù pòkazowôł
terôczasny kùńszt w rozmajitëch
òbrëmieniach miasta. Latos prowadną
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
témą béł film i òbchòdë 10-lecô adaptacje romana Grassa Unkenrufe – Zeit der
Versöhnung do kinów (pòl. tłóm. ksążczi
ùkôzało sã pt. Wróżby kumaka, jistny titel mô ekranizacjô).
Gduńskô Galeriô kòl sz. Szeroczi
prezentowa mùltimedialną instalacjã
fińsczégò artistë Leevi Lehtinena „Mortal Sin”. Wernisaż òdbéł sã 7 rujana.
W kinie Warta w Dodómie Harcerza szło
òbezdrzec film „Wróżby kumaka” w reż.
Roberta Glińsczégò (w tim prawie kinie
wëbróné scenë z tegò filmù bëłë krãconé
10 lat temù). Ùczãstnicë festiwalu mòglë
téż pòtkac sã z bëlnym ùtwórcą krótczich animòwónëch filmów Piotrã Dumałą i òbezdrzec filmë: „Sanatorium pòd
klepsydrą” i „Institut Benjamenta”.
11 rujana òrganizatorzë przë­szë­
kòwelë filmòwą szpacérã szlachama
ekranizacje romanów Güntera Grassa, a 16 rujana sztatura pisarza òsta
pòstawionô na Placu Wëbicczégò
we Gduńskù-Wrzeszczu. Tegò dnia
w Tawernie Mestwin béł jesz gróny szpetôczel „Pùstô jizba. Téater warzeniégò
pòdług Güntera Grassa. In memoriam”
(pòl. Pusty pokój. Teatr gotowania według Güntera Grassa). Aktorama w tim
przedstôwkù sparłãczonym z warzenim bëlë Jerzi Kiszkis, Macéj Kraińsczi,
Florión Staniewsczi i Mikòłôj Trzaska.
Nen slédny przërëchtowôł mùzyczną
stronã, òpiartą m.jin. na kaszëbsczich
pùstonocnëch spiéwach.
Red.
Òdj. DM
65
WIEŚCI Z GDAŃSKIEGO ODDZIAŁU ZKP
Drodzy bracia i siostry Kaszubi!
Strzeżcie tych wartości i tego dziedzictwa,
które stanowią o waszej tożsamości.
Jan Paweł II
Mòja pierszô Bibliô.
Stôri Testament w òbrôzkach
Popularna odsłona historii w dwóch językach
napisana przez wybitnego historyka,
prof. Józefa Borzyszkowskiego
Knéga Zôczątków
Księga Rodzaju
30 zł
Vademecum kaszubskie
t. 1 Historia Kaszubów
25 zł
35 zł
www.KaszubskaKsiazka.pl
www.KaszubskaKsiazka.pl
Zamówienia telefoniczne pod numerem 607 904 846
[email protected]
Zamówienia telefoniczne pod numerem 607 904 846
[email protected]
DZIAŁO SIĘ
w Gdańsku
• 16 września – na Wydziale Filologii UG Kamila Cempa obroniła pracę doktorską pt. „Tłumaczenie kultur na podstawie angielskiego przekładu powieści Aleksandra Majkowskiego Życie
i przygody Remusa. K. Cempa jest prawnuczką
Heweltów i Stubów z Warzna – czynnych członków ZKP. Komisja egzaminacyjna wysoko oceniła wartość pracy doktorskiej, przede wszystkim
podkreślano, że autorka wybrała temat niełatwy
i oryginalny. Recenzenci podkreślali, że podjęła
niezwykle pożyteczne, ze społecznego punktu
widzenia, badania nad zagrożonym językiem
przyczyniające się do wzrostu prestiżu języka
i kultury Kaszub oraz służące rozwojowi komunikacji międzykulturowej. Wśród honorowych
gości byli tłumacze epopei Majkowskiego na
język angielski: Blanche Krbechek i Katarzyna
Gawlik-Luiken oraz Stanisław Frymark.
• 17 września – w 76. rocznicę agresji sowieckiej na Polskę obchodzono w Gdańsku i Szymbarku Światowy Dzień Sybiraka. Uroczystości
rozpoczęły się na Cmentarzu Łostowickim przy
pomniku Golgoty Wschodu z udziałem m.in.
wojewody Ryszarda Stachurskiego, prezydenta
Gdańska Pawła Adamowicza i prezesa Związku
Sybiraków Kordiana Borecko. Modlitwę za zmar-
66
łych odmówił ks. kanonik Henryk Kilaczyński.
Wśród oddających hołd pomordowanym byli
także przedstawiciele ZKP Oddział w Gdańsku,
którzy złożyli wiązankę kwiatów i zapalili znicze.
• 30 września – koncelebrowaną mszą św.
w przykatedralnym kościele pw. św. Jakuba
w Gdańsku-Oliwie rozpoczęto II sesję konferencji naukowej zorganizowanej przez Katolickie
Stowarzyszenie „Civitas Christiana” oraz parafię
archikatedralną w Oliwie. Uczestnicy pomodlili
się i złożyli kwiaty przy sarkofagu Książąt Pomorskich, zwiedzili Muzeum Diecezjalne oraz
wysłuchali dwóch wykładów: ks. Jażdżewskiego
o integracyjnej roli Kościoła na Kaszubach i ks.
Sławomira Skoblika o ważnych postaciach gdańskiego duchowieństwa z XIX i XX wieku. Spotkanie zakończyło się promocją II tomu Dziejów
Kościoła katolickiego na obecnym obszarze archidiecezji gdańskiej. NOWOŻYTNOŚĆ autorstwa
ks. dr. Leszka Jażdżewskiego. Wprowadzenia
dokonał ks. prałat Marian Szczepiński, a laudację
wygłosił ks. prof. Wojciech Cichosz.
• 1 października – w Filii Gdańskiej Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gdańsku
(przy ul. Mariackiej) odbyła się promocja książki Bibliografia Kaszub. Artykuły z czasopism.
Tom 2 (1957–1970). Prof. Cezary Obracht-Prondzyński omówił publikację, w której
można znaleźć prawie 7000 haseł – adresów
bibliograficznych artykułów o kaszubskiej tematyce z lat wymienionych w tytule. Ponadto
o pracy nad książką opowiadała jedna z jej redaktorek Iwona Joć-Adamkowicz.
• 3 października – w Studiu Koncertowym
Radia Gdańsk im. Janusza Hajduna, z okazji 70.
urodzin Radia Gdańsk oraz w ramach X Muzycznych Wędrówek Łosia i Basiora, wystąpił Paweł
Ruszkowski, rodem z Kościerzyny, z zespołem
(w składzie: Tomasz Klepczyński – saksofon
sopranowy, klarnet, klarnet basowy, Mikołaj
Basiukiewicz – fortepian, Michał Bąk – kontrabas, chórki). Repertuar muzyczny i słowny
koncertu zatytułowanego „Kamiszczi” oparty
był na kompozycjach własnych Ruszkowskiego
oraz dziełach twórców kaszubskich, m.in. Jana
Piepki, Jana Rompskiego, Renaty Gleinert,
Witosławy Frankowskiej i Jerzego Stachurskiego. Wykonawca dedykował koncert swojej
nauczycielce języka kaszubskiego Wandzie
Kiedrowskiej, Witosławie Frankowskiej – za
opiekę muzyczną, oraz rodzinie i przyjaciołom.
Teresa Juńska-Subocz
POMERANIA LISTOPAD 2015
SËCHIM PÃKÃ ÙSZŁÉ
Programòwanié
TÓMK FÓPKA
Më jesmë nôpierszi z nôpierszich a nôprzédniészi z nôprzédniészich! Nasze deje są nôlepszé i barżi dlô lëdzy jak ùdbë
procëmników! Dómë Wama wiãcy! Më kòchómë barżi naszą
Tatczëznã, bò leno më jesmë ti prôwdzëwi!
mają zãberwajowi paczét na kòżdëchny żelôzny ząbùlk! Pële na
zmiartosc dlô kòżdégò! Wszëtcë mają prawò do bëcô 20+! Bądze dekret, że kòżdô białka je piãkno, a kòżdi chłop pòstawny
a rozëmny! Deszcz mdze padac leno w wëznaczonëch zonach, cepłosc słuńca bądze mógł sobie ùprôwiac! Bdze zaTo nie je wëjimk z filmù „Dzéń dołemóna”. Taczé cos kôzóné w radio a telewizje gôdanié bez felów w wëmòwie
przëòbiecywają nama rozmajité partie, co to do wëcéraniô a rozmajitëch feflo-skażënków! Kòżdi mdze miôł kònstitucjowé
gãbów chãtno ùżiwają słowa
prawò do wëspaniô sã! Na
„patria” – to je „òjczëzna” pò
Internet stónie sã wòjnach nie mdze biôtków, leno
łacëznie.
dogôdënczi!
jawernotą. Jednota bezùstónkòwé
Co sztót mómë jaczés weDëtczi mdą zamienioné w słolacje. Samòrządzënowé, prezyzrzeszenim. Czôrné wa! Bankòwé kònta w słowôrze.
dencczé, ùniowé a parlamentoKòżdi człowiek bãdze przebiôłim a żôłto-czôrné. sélôł mëslë na òdległosc, do
wé. Nômòcniészé mùsczi robią
nad tim, cobë przërëchtowac
Grifë mdą za fligrë kògò chce. Miłosc kùreszce nie
taczé zôchãcbë do wëbraniô
mdze znała grańców: kòmpùter
robiwac. z piéckã, tapéta ze scaną, białprawie tegò, a nié jinégò czë
jiny. Czë je mòżnosc ùsadzeniô
ka z białką, chłop z chłopã, Sojednégò a bëlnégò programù? Taczégò, cobë wszëtczima pa- doma z Gòmòrą. Wszëtcë lëdze mdą bracynama tam, gdze
sowôł a sã widzôł? Wierã nié, tec lëdzëska są różny a różnisti Twój przemówi głos! I nastąpi długò wëżdôwóné globalné
i co jinégò do jich docérô. Są taczi, co brëkùją wspòmóżczi, òceplenié! Żódnëch lodów, mrozów, pùrgawiców! Cwiardo
bò są chòri, mają mùzealné pesele abò tak jakòs wëszło, że kroczëc mdzemë stegną, jaką nama dzyrskò wëdepce nasz
ni ma kòmù sã nima zajimnąc. Są ti, co znôwù nie lëdają, Przédnik, nasz Òjc, nasz Król! Gùl, gùl, gùl! Sznapsu tëli, kùli
jak jima państwò z bótama w żëcé wlôżô i nie chcą, cobë je nót! Co le chto chce wëpic, nosã wcygnąc czë do żëłë co
jima pòmagac, a proszą, żebë le jima nie przeszkadzac. wtromòlëc – proszã baro! Nie mdze sôdzów, leno kwiatné
Czej sã w spòlëznie robi wicy tëch pòtrzebùjącëch jak tëch łączi! Jak chto co przeskùrzi – mdze mùszôł wdichac kwiado robòtë – tej państwò sobie scygô cëzyńców do robòtë tową wònią! Recydiwiscë mdą mlécze żgwac! W kòscołach
abò... przëchôdają cëzy a ùprôwiają jich sobie pò swòjémù. mdą miãtczé klëczniczi, òrganiscë mdą czësto spiewac
Tak biwało, je i bãdze, czej rządzą taczi, co wiãcy wëdôwają i żódny łacëznë! Zwònë mdą zwòniłë leno temù, co trzeba!
z państwòwi kasë, jak przënôszają wzątkù. Kò taczich so- Spòwiednice bądą rozbùdowóné ò leżanczi do analizów
bie wëbiérómë, bò jak rzekł jeden pòliticzny mańteltréger: a stoliczi do òbczasspòwiedzowégò przëgrizaniô a pòpijaniô.
cëmny lud to kùpi. A czejbë Wa miała przëòbiecac co temù Aùtołë same mdą jezdzëłë. Internet stónie sã jawernotą. Jedlëdowi, co kùpiwô – jakbë to szło? Taczi idealny, welowny nota zrzeszenim. Czôrné biôłim a żôłto-czôrné. Grifë mdą
program. Cos na nen ôrt?
za fligrë robiwac. Lëdze mdą żëlë jaż do sami smiercë i nie
ùpadną niżi zemi. Na pùstëch nocach, kaszëbsczich mszach
Kòżdémù dac tëli, co brëkùje, a robic, co je w sztãdze! Emeriturë i kaszëbsczich pielgrzimkach mdze spiéwóné pò kaszëbskù!
zarô pò zaczãcym robòtë! Kòlejczi – jo, ale bez czekaniô w nich! Kòżdi mòże wszëtkò!
Dochtór dlô kòżdégò za darmò a jesz pacjentowi je płaconé
To prawie zrëchtëje Wama naszô partia. Naszi lëdze
za wizytë! Dójné krowë mają słëchac Bacha, kònie pòlków- dopilëją, cobë wszëtkò szło tak, jak sã słëchô, a mómë jich
galopków, a gãsë blós pòlsczich sztëczków, cobë wiedzałë, skòpicą do òbsadzeniô. Dôlëbóg jo! Nijak nie mdze lëchò!
że swój jãzëk mają! W aptéce żódnëch receptów, wszëtkò za Bądze w nôlepszim pòrządkù! Leno nas wëbierzta! Bò mòc je
darmò, a aptékôrz przëdô klientowi kawã abò harbatã za prziń- z nama! Aman, aman!
scé! Direchtorzë institucëjów kùlturë mają grabic lësce, a grable
POMERANIA LËSTOPADNIK 2015
67
Z BÙTNA
Bania
RÓMK DRZÉŻDŻÓNK
Zarôzka pò welacjach do krajewégò parlameńtë brifka sã przeńdzë pò Pëlckòwie a wezdrzi na krómë, gòspòdë
do mie przënëkôł a, mie nic, tobie nic, zawrzeszczôł jak a chëcze. Wlézë w naju szkòłë a òbezdrzi so, jaczé tã amerikańsczé pògaństwò królëje.
òdzëwiałi:
– Pòmalë, pòmalë, òbdôj so chłopie, bò cë lëftu zafelëje.
– Jô bë tim najim głupim lëdzóm w co trzecy chëczi, jo,
dobrze gôdajã, w co trzecy, nômili ne głupé banie roztrza- Jesz mie tuwò na placu padniesz – chwôcył jem drëcha za
remiona a pòtrzisł nim dosc mòckò. Czej ju òprzestôł drëżec,
skôł! To nie je do wzéraniô nó to, co sã w Pëlckòwie dzeje!
– Nie bądzë taczi radikalny – próbòwôł jem gò kąsk pòprosył jem jegò, żebë mie spòkójno wëdolmacził, cëż mù
ùspòkòjic. – Jak so lëdze wëbrelë, tak mdą mielë… Wedle sã znôwù w najim Pëlckòwie nie widzy.
– Banie, wërznioné banie, swiécącé banie, prôwdzëwé
mie to nie je nick strasznégò.
a plastikòwé – wzdichnął brifka a cãżkò sôdł na ławã stojąBrifka wezdrzôł nó miã niedowiérno a rikôł dali:
– Jô mëslôł, że të jes mądrzészi… Głupi lëdze, głupi… cą kòle mòji chëczi.
– Terô jô jem doma – sôdł jem kòle niegò. – Mie sã ne
Jakùż tak móże! A nôgòrszi są ti szkólny…
Tu jem mù przerwôł, bò slédnym czasã cos za wiele do amerikańsczé zwëczi téż nie widzą, ale co më zó to móżemë?
– Wez so pòmëszlë, jidã
nëch biédnëch szkólnëch naju
szaséją
bez naju Pëlckòwò
brifka mô.
Jô tam nie wiém,
a w co trzecym dodomie wë­
– Cëż të zôs môsz do
co ti szkólny dzecóm rznioną baniã, a to w òknie,
szkólnëch?
w łepë ladrëją, ale pewno a to w ògrodze, a to na trapach
– Bò të nie wiész, co ti
za głëpòtë najim dzecóm
pòliticznô propagańda widã stojącą. Pò gòspòdach
w łepë ladrëją, to doch nie je
je w szkòlé zabrónionô… a w krómach baniowi òbstrój
zrëchtowóné. Tam-sam
do pòmësleniô. To móże jima
Przënômni móm taką mają
rôczą na halołinowé zabawë.
gadac a sra… Tłómaczëc,
nôdzejã. W jednym krómie hańdlëją
tołmaczëc, dolmaczëc a klastrasznyma larwama a przerowac, a to i tak nick nie
zebleczeniama dlô dzecy. A w naju szkòle ògłoszëlë kònkùrs
pòmôgô.
– Jô tam nie wiém, co ti szkólny dzecóm w łepë ladrëją, na nôstraszniészą baniã. Mój nômłodszi mie żëc nie dôwô, le
ale pewno pòliticznô propagańda je w szkòlé zabrónionô… wcyg gniece, tata, dôj mie tã nôwikszą baniã, jô chcã szóstkã
Przënômni móm taką nôdzejã. Chòc, chto wié, móże òd czasu dostac. Rzeczë mie, mają ti naju lëdze rozëm?
– Më ju są Amerikanë, më są panë… – zanócył jem piesniã
kòmùnë, czedë jem chòdzył do szkòłë, w tëch sprawach za
klasyka pòlsczi mùzyczi rockòwi.
wiele sã w szkòłach nie zmieniło.
– A ten zôs mùszi ò pòlitice… – wzdrignął sã z òbrzë­
– Jakô propagańda? – zmôrlił łësënã brifka a wezdrzôł nó
dzenim brifka, sedzôł sztócëk môłczącë a tej nôgle spitôł:
miã zadzëwionyma slépiama. – Ni môsz të co do zjedzeniô, kò jô jem òd tegò mëszleniô ò
– Pòliticznô… kò më terôzka ò pòlitice gôdómë.
baniach fëst wëgłodniałi.
– Jaczi pòlitice?
– Mògã cë zrobic sztëk chleba z miodã abò szmùltã. Móm
– Nie gôdôł të, że chcesz lëdzóm banie roztrzaskac? Jô
jesz zupã, ale gwës nie mdzesz ji chcôł òszmakac…
mëslôł, że të gôdôsz ò tëch, jaczi welowalë na PiS.
– Zupã jô bë rôd zjôdł – òblizôł sã brifka. – Jaką môsz?
– A cëż mie welacje interesëją! Są wôżniészé sprawë jak
– Zupã z bani – rzekł jem cëchò a flot zwiornął w chëcze,
na twòja przechlasłô pòlitika! Të pò prôwdze nie widzysz,
cëż sã z nama dzeje? – rikôł brifka a całi drëżôł. – Wezże kò miôł jem strach ò swòjã baniã.
R E K L A M A
OFICJALNY PORTAL
ZRZESZENIA KASZUBSKO-POMORSKIEGO
AKTUALNOŚCI
68
WYDARZENIA
KOMUNIKATY
MEDIA
FOTORELACJE
POMERANIA LISTOPAD 2015
Jarosłôw Kroplewsczi
Mòje serakòjsczé
miesące
Smùtan
Niebò smãtno malowóné,
W rowach fùl lëstów i czapë,
Ani rutczi, ani mléczów,
Nad tim le wróble i gapë.
Ale, ale, czemù zarô!
Skòrno Môrcën na biôłim kòniu z wôłtarza zeskòcził,
Z kòscoła wëparził, pò łączëszczach ë pòlach pònëkôł
I trôwë, i zelonosc zëmòwégò séwù na biôło zaskrził.
Że zeskòcził i wëparził,
Nicht tegò nie zaùważił,
Ale òtrząs swiat òd smùtnotë,
Nim gòdnik przińdze a z nim smiotë.
Podpis do zdjęcia: Òdj. © ilarialapreziosa – Fotolia.com
Le sã zamknąc w szopie na ten smùtny czas
I zymkù czekac…
Dyrektor Naczelny
prof. Roman Perucki
Dyrektor Artystyczny Orkiestry PFB
Ernst van Tiel
L I S T O P A D
21
2 0 1 5
PATRONAT
HONOROWY:
21/11 SOBOTA 19:00
KONCERTY PFB
ZA GRANICĄ
SALA KAMERALNA
3X3 FESTIVAL. ARTE DEI
SUONATORI & DJ LENAR
22
22/11 NIEDZIELA 17:00
SALA KAMERALNA
KONCERT FINAŁOWY
I FESTIWALU MUZYKI
WSPÓŁCZESNEJ „NOWE FALE”
Tadeusz Dixa dyrygent
Orkiestra Sinfonietta Pomerania
DZIADEK, KĘDZIORA, KORNOWICZ, MEYER
Tadeusz Wojciechowski
27
27/11 PIĄTEK 19:00
04/11 ŚRODA 18:00
SOBÓR CHRYSTUSA ZBAWICIELA
W KALININGRADZIE
70. JUBILEUSZOWY SEZON
2015/2016
SALA KONCERTOWA
KONCERT ORKIESTRY PFB W
KATEDRZE W KALININGRADZIE
XXV UROCZYSTY WIECZÓR
KONCERTOWY.
LIONS CLUB GDAŃSK NEPTUN
KONCERT ORKIESTRY PFB W
FILHARMONII MOSKIEWSKIEJ
WSPÓŁPRACA: LIONS CLUB GDAŃSK
Tadeusz Wojciechowski dyrygent
Laureaci XVII Międzynarodowego Konkursu
Pianistycznego im. Fryderyka Chopina
(Warszawa 2015)
Orkiestra Symfoniczna PFB
KURPIŃSKI, CHOPIN
SALA KAMERALNA
28/11 SOBOTA 18:00
15/11 NIEDZIELA 17:00
SALA KONCERTOWA
Adam Wiśniewski puzon
Adam Stachowiak trąbka
Katarzyna Pańczyk fortepian
BLACHER, ARUTIUNIAN, WAGENSEIL, TURRIN,
LEGRAND, VIVALDI, KOETSIER
PIERWSZY SIWY WŁOS…
KONCERT ANDRZEJKOWY
Koncert symfoniczny z okazji 100. rocznicy
urodzin gdańskiego kompozytora
H.H. Jabłońskiego
Massimiliano Caldi dyrygent
Maciej Miecznikowski wokal
Orkiestra Symfoniczna PFB
Krzysztof Dąbrowski prowadzenie
JABŁOŃSKI, BEETHOVEN
19/11 CZWARTEK 18:00
Adam Wiśniewski puzon
Adam Stachowiak trąbka
Maciej Parchem puzon
Marek Sikora puzon
Mariusz Stawski puzon basowy
Zenon Gileta tuba
OD BACHA DO SWINGU
30
29/11 NIEDZIELA 17:00
30/11 PONIEDZIAŁEK 9:00, 11:15
oraz Motion Trio w składzie:
Paweł Baranek akordeon
Janusz Wojtarowicz akordeon
Marcin Gałażyn akordeon
STOLZ, KALMAN, LOEWE, PUCCINI, NYMAN,
BARANEK, WOJTAROWICZ, MOTION TRIO,
KILAR
05/11 CZWARTEK 19:00
SALA CZAJKOWSKIEGO W FILHARMONII
MOSKIEWSKIEJ
Maciej Miecznikowski
Największe przeboje Henryka Hubertusa
JABŁOŃSKIEGO m.in. Pierwszy siwy włos oraz
Zachodni wiatr zorkiestrowane przez Tadeusza
Kassaka.
Massimiliano Caldi dyrygent
Aleksandra Stokłosa sopran
Renata Dobosz mezzosopran
Maciej Komandera tenor
Wiesław Ochman tenor
Orkiestra Symfoniczna PFB
Tadeusz Wojciechowski dyrygent
Laureaci XVII Międzynarodowego Konkursu
Pianistycznego im. Fryderyka Chopina
(Warszawa 2015)
Orkiestra Symfoniczna PFB
CZAJKOWSKI, CHOPIN
28
Massimiliano Caldi
FILHARMONICY
GDAŃSCY
NA SWÓJ
JUBILEUSZ
01/12 WTOREK 9:00, 11:15
SALA KONCERTOWA
Jarosław Wyrzykowski obój, obój d’amore
Natalia Kasperczyk wiolonczela
Carlos Roberto Peña Montoya harfa
SAINT-SAËNS, LALLIET, FAURÉ, PLATTI
MIKOŁAJKOWA REWIA
Kolorowa rewia z udziałem Świętego Mikołaja!
Zwariowane rytmy oraz muzyczny kulig
z udziałem akordeonu, organów i fletów.
GDAŃSKA JESIEŃ PIANISTYCZNA
06
RECITALE FORTEPIANOWE
Orkiestra Symfoniczna PFB
fot. P. Klein
SALA KAMERALNA
06/11 PIĄTEK 19:00
07/11 SOBOTA 19:00
VIVA ARGENTINA – DUO
GRANAT
SALA KONCERTOWA
GOŚCINNIE NA JUBILEUSZ
Piotr Sułkowski dyrygent
FILHARMONIA WARMIŃSKO MAZURSKA
IM. FELIKSA NOWOWIEJSKIEGO
W OLSZTYNIE
NOWOWIEJSKI, MAKLAKIEWICZ, DVOŘÁK
05/11 CZWARTEK 19:00
EDYTA BARTOSIEWICZ
– ACOUSTIC TRIO
Tamara Granat & Adrian Kreda
PIAZZOLLA, MILHAUD, GUASTAVINO
10
08/11 NIEDZIELA 19:30
ARTUR ROJEK
AUTUMN 2015 TOUR
08/11 NIEDZIELA 17:00
MARCO SCHIAVO
& SERGIO MARCHEGIANI
10/11 WTOREK 19:00
SALA KONCERTOWA
GOŚCINNIE NA JUBILEUSZ
Ingolf Wunder
fot. O. Świątecka
BRAHMS, SCHUBERT, BRAHMS, ROSSINI
Igor Lerman dyrygent
Pavel Milyukov skrzypce
LERMAN CHAMBER ORCHESTRA
CZAJKOWSKI, SAINT-SAËNS,
CHAUSSON, RAVEL
13/11 PIĄTEK 19:00
JANUSZ OLEJNICZAK
12
CHOPIN, SCHUBERT (w transkrypcjach LISZTA),
WAGNER (w transkrypcjach LISZTA), DEBUSSY
12/11 CZWARTEK 19:00
14/11 SOBOTA 19:00
LEONARD SCHLÜTER
SALA KONCERTOWA
HISTORIE ZNAD LOARY
HAYDN, SCHUBERT, RAVEL, CHOPIN
Maurice Clerc organy
Bernard Metz puzon
GERVAISE, MOURET, MARCELLO, HÄNDEL,
BACH, LANGLAIS, SAINT-SAËNS, VIERNE,
COCHEREAU, GUILMANT
20/11 PIĄTEK 19:00
NADZWYCZAJNY KONCERT
SYMFONICZNY NA
ZAKOŃCZENIE FESTIWALU
21
21/11 SOBOTA 19:00
16/11 PONIEDZIAŁEK 19:00
JEZIORO ŁABĘDZIE
– ROYAL RUSSIAN BALLET
19/11 CZWARTEK 19:00
LADY DAY-BILLIE HOLIDAY
25/11 ŚRODA 19:00
TEATR NARODOWY OPERETKI
KIJOWSKIEJ
26/11 CZWARTEK 19:00
STRAUSS GALA
29/11 NIEDZIELA 18:00
ANDRZEJ PIASECZNY
„KALEJDOSKOP” Z ORKIESTRĄ
Antoni Wit dyrygent
Ingolf Wunder fortepian
Orkiestra Symfoniczna PFB
Konrad Mielnik prowadzenie
CHOPIN, LISZT, BEETHOVEN
SALA KONCERTOWA
XXI KOMEDA JAZZ FESTIVAL
YELLOW JACKETS w składzie:
Russell Ferrante, Bob Mintzer,
Will Kennedy, Dane Alderson
DOFINANSOWANO
ZE ŚRODKÓW MIASTA
GDAŃSKA
ORGANIZATOR:
STOWARZYSZENIE
IM. KRZYSZTOFA KOMEDY
WWW.FILHARMONIA.GDA.PL
WYDARZENIA IMPRESARYJNE
[email protected]
TEL . 58 320 62 62 • TEL . 58 323 83 62
WWW.FACEBOOK.COM/FILHARMONIA
KUP BILET www.bilety24.pl i wydrukuj na domowej drukarce, w kasach biletowych PFB Gdańsk, Ołowianka 1, w Biurze Podróży „Barkost” Gdynia, Świętojańska 100
GŁÓWNY SPONSOR PFB
MECENAS KULTURY
SPONSOR
PATRONI MEDIALNI SEZONU ARTYSTYCZNEGO 2015/2016
WSPÓŁPRACA
SPONSOR STRATEGICZNY PFB

Podobne dokumenty

prof. Jerzy Samp (1951–2015)

prof. Jerzy Samp (1951–2015) nazwami w języku kaszubskim i uchwałę o ustaleniu dodatkowych nazw miejscowości. Po ponad roku, bo dopiero 17

Bardziej szczegółowo

Grudzień 2013

Grudzień 2013 • Prenumerata realizowana przez RUCH S.A: zamówienia na prenumeratę (...) można składać bezpośrednio na stronie www.prenumerata.ruch.com.pl. Ewentualne pytania prosimy kierować na adres e-mail: pr...

Bardziej szczegółowo

Lipiec-Sierpień 2013

Lipiec-Sierpień 2013  ul. Arciszewskiego 22 a, 76-200 Słupsk Tel. (59) 84 05 326, 507 518 993, E-mail: [email protected]

Bardziej szczegółowo