numer 17_4pdf.indd - Hip

Komentarze

Transkrypt

numer 17_4pdf.indd - Hip
LIL’ DAP BAS 12 ŁAWEK MAŁY ESZ ESZ GDAŃSKIE GRAFFITI
HIP-HOP.PL
#17
TANIEJ SIĘ TYLKO
NIE DA
00
0,-
GRAMMATIK
ENDEFISO$KAKALIBER 44AREK DELIŚ
W.S.T.P.
Po latach wracamy do korzeni. Tak w pięciu
słowach można streścić to co właśnie oglądacie. Internet zawsze był dla nas najważniejszym medium i
teraz nie chcąc dalej przedłużać wydania 17 numeru
pisma Hip-Hop.pl dajemy je Wam za darmo. Tak już
zostanie, bo tańszej gazety wydać już nie można.
W tym numerze macie bardzo dużo ciekawego
materiału o wszystkich elementach Hip-Hop’u. Od
nielegalnego malowania gdańskich kolejek, przez
breakdance w teatrze, po kulisy rap-biznesu opowiedziane przez Arka Delisia. Mało? To poczytajcie
wywiady z Endefisem, Ośką, Basem (bardzo dużo
informacji o rastafarianizmie) oraz Ostaszem o planach Wielkiego Joł. Wolicie bardziej podziemne klimaty? To sprawdźcie wywiad z Esz Eszem oraz to
co dzieje się w Poznaniu. Jak już wszystko przeczytacie to oczekujcie następnego numeru.
ESZ ESZ
Nie oczekuję wysokiej
sprzedaży mojej płyty, wręcz
wydaje mi się, że byłoby
coś nie tak, gdyby „Bez
zabezpieczeń” to była złota
płyta...
GRAMMATIK
Biznes zabija tę muzykę
bardziej niż r&b. Tak serio
to biznes zawsze przynosi
nieporozumienia, niedopowiedzenia, żal i pretensje.
Często nie z winy ludzi, ale
mechanizmów, od których Ci
ludzie są zależni. Najgorsze
są te mechanizmy, ale i ludzie,
którzy coraz częściej się w
tym ”rap biznesie” pojawiają
na zasadzie przypadku.
ENDEFIS
Robię to, co mi się rzewnie
podoba, mam własny gust.
Doskonale zdaję sobie sprawę
jaką opinie ma u mnie w
Warszawie wytwórnia UMC. I
wiesz co? Sram na to!
17
WYDAWCA:
“REGULUS” Piotr Fornalski
ul. Brodnicka 12/2
71-044 SZCZECIN
REDAKTOR NACZELNY:
Sebastian Muliński
[email protected]
tel. +48 502 069 981
ZASTĘPCA REDAKTORA NACZELNEGO
MASE
Kiedy mówi się o powrocie
młodego człowieka, który
wyrobił swoją „markę” podczas najbardziej ekscytujących
momentów w historii HipHop’u, o mężczyźnie, który
wprowadził do muzycznej
kultury sporą dawkę talentu,
charyzmy i nieodpartego
uroku, należy zacząć od słów:
WITAMY PONOWNIE.
Paweł Fornalski
[email protected]
tel. +48 507 087 947
REDAKCJA HIP-HOP.PL
ul. Jagiellońska 67
70-382 SZCZECIN
www.hip-hop.pl
[email protected]
tel. +48 502 069 981
AREK DELIŚ
„:Jak Peja łapie fazę na
wyzwiska, potrafi zapchać ci
skrzynkę różnymi sms’ami.
Rychu – wiedz, że je ciągle
mam (śmiech). Czy tak się
zachowuje facet pod 30-tkę,
bo ta niedługo mu stuknie?”
– opowiada Arek Deliś, szef
T1. Jakie jeszcze kulisy
odsłoni jeden z najbardziej
zasłużonych wydawców w
polskim rapie
WIELKI RAGGA JOŁ
„Mamy z Tede taką wizję, że
to jest ambitniejszy fragment
wielkiej zajawki na dancehall.
Bardziej odcięty, bez napięcia,
który skupia się na spełnianiu
swoich pasji, robieniu muzyki,
ale bez wykorzystywania
kogokolwiek.” – mówi Ostasz
o planach Wielkie Joł
4 | HIP-HOP.PL - MARZEC 2005
PODSUMOWANIE
AMERYKAŃSKIEJ SCENY HIP-HOP I R&B
OTO KRÓTKI PRZEGLĄD NAJWIĘKSZYCH AMERYKAŃSKICH
BOHATERÓW BRZMIEŃ HIP-HOP I R&B ROKU 2004. WYBRALIŚMY
WYKONAWCÓW, O KTÓRYCH BYŁO NAJGŁOŚNIEJ I
KTÓRZY NAJBARDZIEJ WPŁYNĘLI NA SCENĘ!
BEYONCE
ROKU 2004
Eminem wrócił po raz kolejny pod koniec roku z
premierą czwartego solo “Encore”. Jednak od czasu
premiery poprzedniego materiału nie nudził się,
gdyż zarządzał wytwórnią Shady Records i aktywnie
występował wspólnie ze swoim składem D12, który
także w 2004 świecił chwile chwały. Slim Shady został
skrytykowany za naśmiewanie się z Michaela Jacksona w singlu “Just Lose It”, ale też pochwalony za
nawoływanie młodzieży do głosowania w wyborach
prezydenckich w utworze “Mosh”. Bardzo długie było
pasmo konfliktów mikrofonowych rapera, zarówno z
innymi MC, jak i wpływowym magazynem The Source,
reprezentowanym przez Benzino.
G UNIT
Rok 2004 bezdyskusyjnie należał do Beyonce. Zawodowo liderka the Destiny’s Child, a prywatnie narzeczona
Jay-Z świętowała w ciągu tych dwunastu miesięcy
sukcesy zarówno w ramach solowej działalności, jak i
nagrywając w reaktywowanym zespole macierzystym.
„Me, Myself and I”, „Dangrerously in Love”, czy
trochę starsze „Crazy in Love”, bądź też “Baby Boy”
były jednymi z popularniejszych utworów R&B tego
roku, podobnie jak single Destiny’s Child: taneczny
“Lose My Breath” i bardziej klimatyczny “Soldier”.
Pani Knowles, jako ikona popkultury, wypuściła własną
linię kosmetyków oraz reklamowała wiele produktów,
dając tym samym dowód swej olbrzymiej popularności
na całym świecie. Uroczy głos, powalająca uroda i sexappeal niedawnej nastolatki urzekły miliony fanów, dla
których Beyonce jest uosobieniem prawdziwej gwiazdy
XXI wieku.
EMINEM
raper wystąpił na kilku wydawnictwach. Krążek “Unfinished Business” powstał we współpracy z gwiazdą
R&B R. Kelly’m, było to już drugie podejście dwóch
gigantów czarnej muzyki do nagrywania razem, jednak i tym razem nie poszło zgodnie z planem. Znacznie większym sukcesem cieszył się projekt Jay-Z z
numetalową formacją Linkin Park. Najpierw wspólnie zagrali koncert, a następnie ruszyli do studia nagraniowego. Efektem wizyty był album “The Collision
Course”. Jay-Z również nie mógł narzekać na brak
sukcesów w życiu zawodowym, najpierw sprzedał
wytwórnię Roc-A-Fella za astronomiczną kwotę 10
milionów dolarów firmie Island Def Jam, a następnie
został szefem tego legendarnego labela, założonego w
połowie lat 80-tych przez Russela Simonsa i Ricka Rubina. Olbrzymie bogactwo pozwoliło mu na zakupienie
udziałów drużyny koszykarskiej New Jork Nets. Prasa
szeroko rozpisywała się także o jego związku z gwiazdą
R&B Beyonce.
KELIS
Kelis, wyjątkowo interesująca wokalista R&B, przez
pierwsze lata twórczości była związana z duetem producenckim The Neptunes. W roku 2004 w pełni stanęła
na własnych nogach, dostarczając najbardziej autonomiczne wydawnictwo w karierze „Tasty”. Na eklektycznym krążku znalazły się hity “Milkshake”, “Trick
Me” i “Millionaire”, dzięki którym twórczość artystki
dotarła do znacznie szerszego grona fanów niż pierwsze
dwie produkcje. Przebojowe nagrania Kelis spotkały się
także z bardzo pozytywnym odbiorem w Polsce, o czym
świadczy duża frekwencja na koncercie wokalistki w
warszawskim Parku Sowińskim (wrzesień 2004).
Rok 2004 może nie był tak samo udany dla 50 Centa jak
2003, ale był na pewno rokiem G Unit, czyli związanej
z nowojorskim raperem grupy. Pozostali członkowie
zespołu, Young Buck i Lloyd Banks, wydali w tym
czasie solowe materiały, a cała trójka była wyjątkowo
aktywna na scenie mixtape’owej. Głośno było także
o poszerzonym składzie Guerilla Unit, do którego od
niedawna zaliczają się raperzy The Game i Spider Loc.
Pozamuzyczne afery czołowych raperów nurtu komercyjnego gangsta rapu, jak ugodzenie nożem „fana” Dr.
Dre na rozdaniu nagród Source przez Young Bucka,
również sprzyjały koniunkturze na nagrania związane
z zespołem. Imperium spod znaku G w roku 2004
opanowało nie tylko świat rapu, ale także rozszerzyło
swoje macki o przemysł pornograficzny, czego dowodem jest nakręcenie filmu „Groupie Luv”.
R. KELLY
JAY-Z
Teoretycznie Jay-Z odszedł na emeryturę twórczą
wraz z wydaniem pod koniec 2003 r. kapitalnego
“Black Album”, jednak w kolejnym roku był jednym z
najgłośniejszych hip-hop’owych twórców. Nowojorski
Kariera R. Kelly’ego mogła legnąć w gruzach jeszcze
kilka sezonów temu, kiedy został oskarżony o uprawianie stosunków seksualnych z nieletnią. Tymczasem
niezniszczalny gwiazdor R&B pozbierał się, rozpędził
chmury wiszące nad jego głową i nagrał kolejną porcję
światowych przebojów, wzmocnioną premierą albumu
„Chocolate Factory”. „Step in the Name of Love”,
„Happy People” i „Wonderful” (z Ashanti i Ja Rule’em)
to tylko najważniejsze hity, w których maczał palce R.
Kelly. Wydał także kolejny album z Jay-Z pt. „Unfinished Business”, ale przekreślił szansę powodzenia
projektu odwołaniem trwającej wspólnej trasy koncertowej. Powody podjęcia kontrowersyjnej decyzji (np.
celowanie przez publikę z broni palnej do wokalisty)
opinią wielu obserwatorów były dość szokujące.
HIP-HOP.PL - MARZEC 2005 | 07
ALICIA KEYS
Alicia
Keys,
wyjątkowo
utalentowana
wokalistka, a
także pianistka,
nagrała album
„The Diary of
Alicia Keys”
pod koniec roku
2003.
Single
z wydawnictwa cieszyły się
wielkim powodzeniem w kolejnych dwunastu miesiącach. Przepiękna
ballada „You Don’t Know My Name” (produkcja Kanye
West), wzruszający „If I Ain’t Got You” i agresywna
w wymowie „Karma” to tylko niektóre za smaczków,
które zafundowała fanom artystka. Niezaprzeczalnie
jednym z największych hitów roku był owoc wspólnych
prac Keys i Ushera, słodziutki utwór „My Boo Pt. 2”,
nieschodzący ze szczytów list przebojów przez dobrych
kilka miesięcy.
THE NEPTUNES
The Neptunes mieli zdecydowanie lepsze lata w karierze, lecz roku 2004 też nie mogą zaliczyć do słabych.
Ukazał się drugi materiał ich rockowego projektu
N*E*R*D (“Fly or Die”, promowany petardą “She
Wants to Move”) i wyprodukowali ostatni album Snoop
Dogga. Sam Pharrell Williams pojawił się także w wielu
utworach jako postać śpiewająca refreny, niejednokrotnie znacznie przyczyniając się do ich sukcesu.
THE ROOTS
LIL JON
Najbardziej rozwrzeszczana postać na
scenie w roku 2004
była odpowiedzialna
za wysyp hitów brzmienia crunk. Na
początku beatmaker
opanował
parkiety całego świata
numerem „Yeah”
(Usher, Ludacris),
następnie zatroszczył
się o przebojowe
patenty w takich
hitach jak „Freeka-Leek”
Petey’a
Pablo, „Goodies”
Ciary i „What U Gonna Do” swojej grupy Lil Jon &
the Eastside Boyz, która dodatkowo zamknęła rok
wydaniem udanego albumu “Crunk Juice”. Tytuł
krążka posłużył także jako nazwa reklamowanego przez
Jona napoju energetycznego. Wpływowy producent,
słynący z żywiołowych okrzyków, oprócz lansowania
zaprzyjaźnionych raperów wypromował także własny
model okularów słonecznych, a także podpisał umowę
na produkcję filmu dla dorosłych.
NAS
Legendarne korzenie nagrały w 2004 “The Tipping
Point”, kolejny trudny do sklasyfikowania album w
dyskografii filadelfijskiego kolektywu. Kiedy jedni się
trudzili nad zaszufladkowaniem muzyki grupy, pozostali czcili ją za odwagę artystyczną, która umożliwiła
powstanie kolejnej porcji mistrzowskiej muzyki
na najwyższym poziomie. W ramach promowania
wspaniałej płyty zespół przyjechał na trasę do Europy,
niestety tradycyjnie ominął w jej trakcie Polskę.
SNOOP DOGG
O Snoopie
zrobiło
się głośno
dopiero
pod koniec
roku, kiedy
zaliczył
powrót
wraz
z
udaną płytą
“ R & G
(Rhythm &
Gangsta):
The Masterpiece”,
wyprodukowaną niemalże w całości przez duet the
Neptunes. Autor megahitu “Drop It Like It’s Hot” ma
również na koncie nagranie w 2004 r. albumu reaktywowanej grupy 213, którą tworzył na początku lat 90tych z Nate Doggiem i Warrenem G. Jednak w obliczu
zalewu rynku milionem premier szumnie zapowiadane
wydawnictwo przeszło bez echa. O Snoopie było głośno
również z różnymi aferami związanymi z artystą, a
także jego życiu prywatnym (twórca przeszedł m.in.
rozwód z żoną).
TWISTA
Litera N (skrót od Nasir) powróciła z impetem pod
koniec roku 2004, kiedy ukazała się podwójna płyta
„Street’s Disciple”, dzieło zestawiane przez wielu fanów
z klasycznym debiutem „Illmatic”. Stabilizacja w życiu
prywatnym (małżeństwo z piosenkarką Kelis) mocno
pomogło artyście na polu twórczym, o czym świadczą
takie utwory jak singlowa bomba „Thief’s Theme”, czy
nagrany z ojcem (muzykiem jazzowym) „Bridging the
Gap”. Nas tradycyjnie stara się sprowadzić młodzież
na dobrą ścieżkę, nie zrezygnował jednocześnie z
pisania interesujących opowieści oraz mikrofonowych
przechwałek.
08 | HIP-HOP.PL - MARZEC 2005
USHER
Zanim Twista pokazał swój
talent całemu światu, przez
pierwsze kilkanaście lat
działalności cieszył się w
podziemiu renomą najszybciej
rymującego zawodnika. Jak się
okazało, wypluwanie kilkunastu sylab w ciągu sekundy
może być przydatne także
przy nagrywaniu pościelowego kawałka, co udowodniło
wspólne dzieło Twisty i Kanye Westa “Slow Jamz”.
Sympatyczny MC nagrał też letni przebój “Sunshine”
oraz bestsellerowy album “Kamikaze”, wystąpił także
w niezliczonej ilości gościnnych kawałków oraz remiksów.
Tak jak Beyonce bezdyskusyjnie królowała wśród kobiecych wokalistek, spośród śpiewających panów na
scenie R&B w roku 2004 najpopularniejszy był Usher.
Pasmo sukcesów rozpoczął dość nietypowo, bo od bardzo klubowego hitu “Yeah”, nagranego z Ludacrisem i
Lil Jonem. Teledysk kawałka, w którym Usher pokazał
powalająca choreografię, pomógł wytworzyć zamieszanie wokół powracającego na scenę młodego fenomenu.
Ten wykorzystał je znakomicie, wydając kolejne przebojowego single, tym razem bardziej zmysłowe i
miłosne “Burn”, “My Boo Pt. 2” (gościnnie boska Alicia Keys), imprezowy “Caught Up” oraz przejmujący
“Confessions”. Tytuł ostatniego z nich posłużył artyście
jednocześnie za nazwę nowego albumu. “Zwierzeń”
Ushera spragnione były uszy milionów fanów na
całym świecie, dzięki którym wydawnictwo osiągnęło
olbrzymi sukces komercyjny i przysporzyło piosenkarzowi sławę porównywalną ze szczytowymi momentami
popularności nieśmiertelnej grupy the Beatles.
KANYE WEST
Kanye West, obok Lil Jona, to największa postać na
scenie Hip-Hop/R&B roku 2004. Jako producent West
zadbał o oryginalne (przebojowe) brzmienie dziesiątek
utworów wykonawców grających Rhythm & Blues (jak
Brandy, Alicia Keys, Usher, Mashonda, John Legend), a
także raperów (Twista, Common, Cam’Ron). Autorskie
dzieło Kanye’go, album “College Dropout”, to kolejny
dowód potwierdzający tezę, że reprezentujący Chicago
twórca należy do ścisłej czołówki mainstreamowej sceny USA. Na ambitnym albumie dał się poznać zarówno
jako wszechstronny producent i do bólu szczery i sympatyczny MC.
XZIBIT
Raper Xzibit, aktywny na scenie zachodniego wybrzeża
od połowy lat 90-tych, w roku 2004 słynął bardziej ze
swojej charyzmy niż siły rymów. Artysta był głównym
prowadzącym słynnego “Pimp My Ride”, emitowanego
przez stację muzyczną MTV programu telewizyjnego, poświęconego tuningowi samochodów. Emce
odpicował niejedną brykę, a jego zabawne komentarze
przysporzyły mu nowe grono fanów. Zwiększyło się
ono także w listopadzie 2004, gdy pan X jako gwiazda
wieczoru poprowadził rozdanie prestiżowych nagród
MTV Europe Music Awards. Długo oczekiwany album
Xzibita pt. “Weapons of Mass Destruction”, nie spełnił
jednak pokładanych nadziei wielu fanów i dziennikarzy.
tekst: Andrzej Trojanek
SZTUKA
TAŃCA
Hip-Hop jako jedyny ruch młodzieżowy zyskał miano
kultury. Tak, tak i nie ma w tym nic dziwnego bo przecież
jego trzy podstawowe fundamenty to muzyka, graffiti i...
BREAK.
Jakże bowiem mówić o bboying’u inaczej niż o sztuce,
gdy tyle mamy wokół dopracowanych na maxa choreografii, które podbijają serca publiki i jury na coraz liczniejszych zawdodach
Każdy ma swoje własne kryterium oceny tego czy coś
jest sztuką czy nie. Nie jest istotne czy tańczysz taniec
klasyczny, malujesz czy tańczysz na ulicy. Ważny jest
przekaz, pasja i talent, który powoduje, że widz czuje
się świadkiem czegoś niezwykłego. Nie chce nikogo
przekonywać, że Hip-Hop to sztuka. Zapraszam wszystkich, żeby przyszli do teatru i sami się o tym przekonali
– mówi Jarosław Staniek, jeden z pierwszych bboyów
w Polsce, twórca musicalu hip-hop’owego „12 ławek”
(relacja z premiery znajduje się w tym nuemrze).
TYLKO WYGIBASY I AKROBATYKA?
No właśnie - BreakDance. Przez jednych postrzegany
jako dziwaczne wygibasy ulicznego marginesu, przez innych jako sport podobny do akrobatyki. I jedno i drugie...
to bzdura! Na szczęście coraz częściej ludzie zaczynają
widzieć w tym formę sztuki, dostrzegać przekaz,
inwencję i pasję.
Jakże bowiem mówić o bboying’u inaczej niż o sztuce,
gdy tyle mamy wokół dopracowanych na maxa choreografii, które podbijają serca publiki i jury na coraz liczniejszych zawdodach. Przykładów tego typu akcji wcale
nie trzeba szukać na międzynarodowych zawodach albowiem nasze rodzime podwórko nie pozostaje pod tym
względem w tyle. Co drugi turniej (a szkoda) wciąż opiera
się bowiem o prezentacje, czyli tzw. show a nie o najlepsze rozwiązanie jakim są bitwy. Chłopaki i dziewczyny z
roku na rok coraz bardziej przykładają się do pracy nad
swoim show i... dają radę! Muzyka, choreografia, zgranie,
wszystko idzie w górę choć czasem faktycznie zaczyna
brakować nowych pomysłów i pojawia się chwilowy zastój. Niewątpliwie, najlepsze prezentacje układa ostatnio
Nontoper Mielonka. W jej pokazie na Battle Of The Year
Polska 2004 nie zabrakło nawet elementów baletu!
ny dialog ciała z muzyką, to inwencja, własny styl,
widowiskowość i perfekcja. Nie sposób bowiem przejść
obojętnie obok niesamowicie melodyjnej muzy, której to,
jak mówi Sanho ze Stylowej Spółki Społem, nie słuchają
nasze uszy, nie słucha nasz mózg tylko nasze nogi! Tak
samo na kolana niejednego niedowiarka powalić muszą
dopieszczone układy do muzyki... klasycznej! Tak, tak,
wszystko to wygląda po prostu rewelacyjnie.
- Tańczenie w teatrze to sztuka przez duże S. To jest w
ogóle całkiem inna jazda. Ja traktuję to jako pracę, z
której jestem cholernie zadowolony. Bycie na scenie jest
za każdym razem zajebistym przeżyciem, którego nie da
się opisać - mówi Flaming z Boys Unity, który udzielał
się na deskach nie jednego teatru.
Pierwszy polski musical hip-hop’owy pojawił się w lutym tego roku. Jarosław Staniek od końca czerwca jeździł
po Polsce organizując castingi, które miały wyłonić
najbardziej odpowiednich załogantów. Na początku
sierpnia w Teatrze Muzycznym w Gdyni - jednej z
największych scen w Polsce – rozpoczęły się warsztaty taneczne dla osób zakwalifikowanych w castingach
(około 35 osób). Staniek wraz z asystentami: Agnieszką
Brańską i Maciejem Florkiem odkrywali tajniki z zakresu
tańca, jogi oraz zajęć z rytmem i słowem. Podczas warsztatów wybrana została ścisła, około 12 osobowa grupa
tancerzy, którzy wzięli udział w 2-3 miesięcznych przygotowaniach spektaklu wraz z muzykami, wokalistami i
graficiarzami.
Co takiego odróżnia „12 ławek” od poprzednich musicali? Tym razem mamy do czynienia z przedsięwzięciem
naprawdę przełomowym. Po raz pierwszy bowiem
powstaje prawdziwa mega produkcja, w której bboye są
gwiazdami a nie tylko dodatkiem do jakiegoś tam przedstawienia.
DIALOG CIAŁA Z MUZYKĄ!
Podobnie jest z samym wkradaniem się breaka do musicali. Teatralne popisy to nie tylko domena ludzi zza
Oceanu. Co to, to nie. Breaka tańczą Polacy w granym w
Gliwickim Teatrze Muzycznym „FootLose’ie”, w „Hallo
Dolly”, w wyreżyserowanej przez Jarosława Stańka
światowej mega produkcji „Opentańcu” (wcześniej także
w „West Side Story”). Jakby tego było mało, w lutym
na afisze wszedł „12 ławek” i daję głowę, że Polska po
prostu zwariuje... zresztą przeczytajcie relację.
Breakdance, to coś o wiele więcej niż taniec. Nie
sposób nie zauważyć w nim emanującej od bboy’i zajawki, poświęcenia, kreatywności. Prawdziwej, chciałoby
się rzec, miłości do tańca. Od ludzi, którzy pozornie
przecierają tylko parkiety bije niesamowita energia, energia, którą zarażają innych, którą przekazują podziwiającej
ich publiczności.
Ten taniec to nie są zwykłe wygibasy. To nieustan-
HIP-HOP.PL - MARZEC 2005 | 09
JEDEN Z NAJBARDZIEJ PROGRESYWNYCH ZESPOŁÓW
HIP-HOP’OWYCH W POLSCE.
ZESPÓŁ, KTÓRY NIE POCHODZI
ANI Z WARSZAWY, ANI Z POZNANIA, A I TAK ZNALAZŁ SIĘ NA
SZCZYTACH POPULARNOŚCI.
NAJBARDZIEJ CHARYZMATYCZNY ZESPÓŁ NA POLSKIEJ SCENIE HIP-HOP’OWEJ, CIESZĄCY
SIĘ SZACUNKIEM JUŻ OD PONAD
DEKADY. O KIM MOWA?
OCZYWIŚCIE O KALIBRZE 44.
KAŻDY TU MA JAZDĘ
Historia jednego z najlepszych, a już na pewno jednego z najbardziej znanych polskich składów hip-hop’owych zaczęła się w 1994 roku. Wtedy właśnie w Katowicach dwaj bracia ukrywający się pod pseudonimami Lord MM Dab i Śp. Brat Joka,
będący pod urokiem nagrań De La Soul, wspierani przez Jajonasza i Gana założyli
zespół, który kilka lat później wprowadził ogromne zamieszanie na rynku muzycznym. Zespół przyjął nazwę Kaliber 44. Wkrótce do ekipy dołączył Mag Magik I,
który wraz z Jajonaszem, tworzyli amatorski zespół Young Rappers. Katowiczanie
zadebiutowali w 1996 roku, na składance wydanej przez SP Records, kawałkiem „Do
boju Zakon Marii”. W tym samym roku i nakładem tej samej wytwórni Kaliber 44
w składzie Dab, Joka, Magik z gościnnym udziałem Jajonasza i DJ Feel-X’a wydał
swoją debiutancką płytę, nagraną na Amidze 500 i zatytułowaną “Księga tajemnicza.
Prolog”. Płyta do dziś rozeszła się w nakładzie ponad 100 tysięcy egzemplarzy.
Wydanie albumu poprzedzone zostało wypuszczeniem epki „Magia i Miecz”, na
której znalazł się m.in. najbardziej znany utwór Kalibra “+ i -”. “Księga Tajemnicza”
stała się “rapowym ziarnem”, z którego korzystało wiele młodych składów i dała
podwaliny do rodzącego się wówczas polskiego rynku hip-hop’owego.
PSYCHO RAP
Krążek “Księga Tajemnicza. Prolog” jest płytą wyjątkową nie tylko dlatego, że była
ona jedną z pierwszych płyt stricte hip-hop’owych w Polsce, ale przede wszystkim ze
względu na styl jaki członkowie zespołu obrali do jej stworzenia. Styl, który wywarł
silny wpływ na innych artystów i który znalazł rzesze naśladowców. Styl ochrzczony
mianem psycho rapu. Charakteryzował się ciężkim, mrocznym, a nawet wręcz gotyckim klimatem. Wypowiadanym słowom często towarzyszyły jęki i wycia, jakby
cierpiących dusz. Sam rap też był niezwykły, niezmiernie emocjonalny, czasem jak
gdyby był wołaniem z oddali, a czasem jakby wypowiadany ostatkiem sił. Także teksty posiadały nieziemski wymiar, były przesycone metaforyką „Dziadów” i dotykały
tematów metafizycznych. Wszystko to przypominało seans spirytystyczny, podczas
którego raperzy poddani ekstazie łączyli się z innym światem, drogą utworzoną z
dymu palonej marii.
ZAKON MARII
Marihuana i Kaliber 44 jedno ma imię. Członkowie zespołu dali temu wyraz w
swoim pierwszym oficjalnie wydanym utworze “Zakon Marii” i na najnowszym
singlu Abradaba “Rapowe ziarno”. Czym jest ten legendarny zakon? Jest to zrzeszenie związane z kultem marihuany, czyli grupa ludzi palących konopie, których ta
czynność jednoczy. Oprócz przyjemności czerpanych z wciągania dymu, łącznikiem
“zakonników” jest próba załatwienia przy pomocy muzyki kilku spraw. Główną jest
oczywiście legalizacja gandzi oraz przekonanie społeczności o tym, że marihuana to
nie heroina, a Ci co ją palą to nie ćpuny. Do Zakonu Marii oprócz Kalibra należeli
także m.in. Jajonasz, Rahim.
REWOLUCJA JAK Z MONO DO STEREO
W roku 1997 Kaliber 44 został zaproszony na drugą płytę WYP3. Ich współpraca
zaowocowała nagraniem utworu “Język polski”. Był to zupełny zwrot w stylu katowickiego składu. Po psychodelicznych dźwiękach, zespół przerzucił się na luźną
żonglerkę rymami i zabawę słowem. Zwrócili się w stronę tradycyjnych brzmień
hip-hop’owych. Wszyscy fani z obawą czekali na nowy album zespołu, który ukazał
się 1998 roku i zatytułowany został “W 63 minuty dokoła świata”. Płytę promował
kolejny wielki przebój “Film”. “W 63 minuty...” było rzeczywiście rewolucją w
stylu Kalibra. Zawarty na niej materiał był weselszy i żywszy. Produkcje nabrały
swobody i przestrzeni. Także teksty stały się lżejsze, zabawne i poskładane z dystansem. Zmiany dotknęły również personaliów zespołu. Skład opuścił Magik, natomiast
pełnoprawnym członkiem stał się Feel-X. Drugi krążek zespołu także osiągnął wielki
sukces. Otrzymał miano najlepiej sprzedającej się płyty hip-hop’owej w Polsce i
sprzedał się w nakładzie dającym Kalibrowi złotą płytę. Po wydaniu “W 63 minuty...” nastała cisza i zastój w działaniach zespołu. Kaliber 44 nie zamierzał jednak
zniknąć ze sceny. Zbierał siły by powrócić w 2000 roku kolejną rewolucyjną stylowo płytą “3:44”. Trzeci krążek K44 był następnym zwrotem w twórczości zespołu.
Materiał zawarty na płycie odbiegał stylistycznie od dotychczasowych nagrań, a samą
płytę uznano za najlepszą w dorobku grupy. Albumu charakteryzował się chwytliwymi, ciekawymi produkcjami opartymi na mocnym basie i bujającym bicie oraz
nierzadko przebojowych samplach, do których członkowie Kalibra napisali świetne
teksty osadzone w tematyce swoich codziennych zajęć. Wszystko to podane zostało z
NUMEROLOGIA
mistrzowską techniką i pomysłowością. Na “3:44” Kalibra wspomagał Baku Baku Skład, czyli CNE, WSZ oraz
DJ Bart. Ten ostatni wraz z Feel-X’em włożył w płytę
cały swój talent i profesjonalizm ozdabiając ją swoimi
skreczami.
WYDRAPANE 3:44
Trzecia płyta Kalibra 44 posiada dwa wymiary. Oprócz
interesują się numerologią. W ich historii pojawiło się
kilka znaczących liczb. W samej nazwie mamy przecież
dwie czwórki. Mają one, jak twierdzą członkowie
grupy, magiczny wymiar. Zaczerpnięte zostały z
trzeciej części “Dziadów” Mickiewicza i symbolizują
przyszłego wybawcę narodu. Kolejne cyfry umieszczone zostały w tytule drugiego albumu Kalibra. Liczba
63 ma określać czas trwania płyty. Także tytuł trzeciego
Frontmana, katowickiego zespołu, zatytułowana „Czerwony album”. Do rotacji telewizyjnej trafił wówczas
teledysk z trzecim singlem „Rapowe Ziarno 2”, który z
miejsca stał się hitem. Niemniejszą popularnością i uznaniem cieszył się także cały album. Abradab wspiął się
na wyżyny swoich umiejętności. Do swego kapitalnego
flow dołączył równie dobre teksty. Inteligentnie i misternie poskładane wersy rysują abstrakcyjne horyzonty,
DWADZIEŚCIA DWIE SEKUNDY CISZY, ZAMIESZCZONE NA DRUGIM KRĄŻKU KATOWICZAN, WYWOŁAŁY BURZE W STOLICY.
UZNANO TO ZA PROWOKACJĘ I WYRAŻENIE POGARDY DLA STOŁECZNEGO MIASTA.
warstwy liryczno-muzycznej, zawiera coś co dodatkowo wyróżnia ją z pośród innych wydawnictw hiphop’owych. Ten element jest zasługą Feel-X’a oraz
wspierającego go Barta. To właśnie ich skrecze zawarte na krążku, na całej jego długości, sprawiły, że
“3:44” stało się płytą rapowo-turntablistyczną. Feel-X
i Bart dzięki kapitalnemu poczuciu rytmu i znajomości
swojego kunsztu uszlachetnili płytę i nadali jej klimat
klasycznych hip-hop’owych płyt, przypominający
równocześnie o ważności, często niedocenianych DJ’i.
Każdy skrecz został przemyślany i idealnie wpasowany. Nie były one jedynie dodatkami upiększającymi
płytę lecz pełnowartościowymi dźwiękami tworzącymi
produkcje, a to dzięki temu, że DJ’je z Baku Baku Skład
użyli gramofonów jako instrumentów.
NUMEROMANIA NA LICZNIKU
Można by wywnioskować, że członkowie K44
krążka, oparty został na cyfrach (3:44). Trójka oznacza
trzeci album, a 44 jest nawiązaniem do nazwy zespołu
oraz odzwierciedla długość materiału, gdyż płyta trwa
właśnie 44 minuty. Jednak chyba najbardziej znaną
liczbą w historii Kalibra, liczbą która nieźle zamieszała,
było słynne “0:22”. Owe dwadzieścia dwie sekundy
ciszy, zamieszczone na drugim krążku Katowiczan,
wywołały burze w stolicy. Uznano to za prowokację i
wyrażenie pogardy dla stołecznego miasta, co w konsekwencji doprowadziło to do waśni między Kalibrem, a
Warszafskim Deszczem.
NA TO CZEKAŁEŚ?
Cztery lata musieli czekać fani by usłyszeć jakieś produkcje z obozu Kalibra 44. W między czasie pojawiały się
tylko single zapowiadające solową płytę Daba, lecz
żadnych konkretów o pełnej płycie nie było. Dopiero latem 2004 roku do sklepów trafiła pierwsza solowa płyta
osnute zielonymi oparami. Muzycznie płyta prócz
tradycyjnych brzmień, zawiera również syntetyczne
dźwięki oraz żywe instrumenty. Wzbogacona została
także o klimaty reggowe. Jak się okazało wśród takich
podkładów Abradab czuje się świetnie. Gdy duet Dab
- Gutek nawijają do takiego podkładu to głowa kiwa
się sama, a biodra rwą się do tańca. Za produkcje na
płycie odpowiedzialni są m.in. Macuk, Volt i Banach.
Przyczyniło się to do zróżnicowania materiału od klasycznego do trochę zwariowanego i nowoczesnego. Całość
jednak utrzymana jest w ramach określonego zamysłu,
trzymającego cały materiał w obranej wcześniej konwencji. „Czerwony album” częściowo zaspokoił głód
miłośników Kalibra 44. W zeszłym roku Joka wrócił
ze Stanów i jak donoszą depesze nowa, czwarta płyta
zespołu jest w przygotowaniu.
tekst: Sebastian Wiktorski
HIP-HOP.PL - MARZEC 2005 | 11
50 CENT
tekst: Konrad Kasprzyk
KULOODPORNY
W DZISIEJSZYCH CZASACH,
CIĘŻKO JEST BYĆ GANGSTEREM.
CO DRUGI “CZARNUCH” SIĘ NIM NAZYWA, CO
DRUGI NOSI KLAMKĘ ZA PASEM,
CO DRUGI JEST DILEREM.
CIĘŻKO JEST MIEĆ SWÓJ STYL,
CIĘŻKO JEST SIĘ WYBIĆ PONAD
PRZECIĘTNOŚĆ,
NIE ZWRACAĆ UWAGI NA HATER’ÓW.
KAŻDE Z ÓW RZECZY WYKONUJE
LUB KIEDYŚ WYKONYWAŁ 50 CENT.
ciężkiego życia dilera. Od czasu strzelaniny przed
domem dziadków w 2000r. (Cent „otrzymał” 9 kulek
z 9 mm naboju) Fifty zaczął traktować „grę” bardziej
poważnie. Minęło niespełna pięć lat, a Curtis jest
znany na całym świecie. Nagrywa setki mixtape’ów,
stworzył własną linię odzieżową i obuwniczą, powołał
do życia własny label (G-Unit Records.), wylansował
wielu artystów (m.in.: Young Buck’a, Lloyd’a Banks’a,
The Game’a), zagrał ogromną ilość koncertów (nawet
w Nigerii), a wraz z Banks’em rozkręcił biznes filmów
porno (o wdzięcznej nazwie „Groupie luv”).
Beefy i romanse
Jednak oprócz sukcesów w „branży” Fifty przeżywał
także różne romanse. O jego nieudanych zalotach,
można by było z dużym powodzeniem napisać osobny
słowami „This is HOW WE DO” (tak nazywa się
singiel promujący album The Game’a „The documentary”). Później oboje goszcząc w radiu Hot97 zapodali
freestyle, w którym już „oficjalnie” dissują Centa i
nawijają, że są „gotowi na wojnę”. 50 Cent nie pozwolił
im długo czekać na odpowiedź. Także odwiedził Hot97
i zostawił Dj Flex’owi tajemniczą płytkę z nagraniem
pod tytułem “Piggyback”. Flex oznajmił słuchaczom,
że takową płytkę dostał, i że zapoda im to nagranie w
najbliższym czasie. Czas mijał, a fanom Centa nie było
dane usłyszeć tego nagrania. W końcu Flex doczekał
się licznych telefonicznych skarg od słuchaczy. W
ostatnich minutach programu wypowiedział się w tej
kwestii. Powiedział słuchaczom, iż zmienił zdanie i
nie puści płytki, którą dostał od 50’. Zdenerwowani
fani oczekiwali wytłumaczeń ze strony Dj’a, dlaczego
OSTATNIE LATA FIFTY MOŻE ZALICZYĆ DO UDANYCH, NIE DOZNAŁ ŻADNEJ DRUZGOCĄCEJ PORAŻKI, A
JEGO ŻYCIE NIEMAL CAŁY CZAS JEST PRZEPEŁNIONE SUKCESAMI
Okrzyk jego ekipy (GgGgGg-Unit!) jest znany niemal
każdemu. Jego życiorys jest powszechnie znaną historią
(na jej podstawie powstaje film „Lock & Loaded” z
„Kuloodpornym” w roli głównej), zwłaszcza po wydaniu debiutanckiego albumu w labelu Shady’ego, który
pomimo prostoty rymów i niewyróżniającego się flow,
został przyjęty wręcz „z owacjami” przez słuchaczy.
Jednak droga 50 Centa nie zawsze była usłana różami.
Jako dzieciak musiał zarabiać na siebie handlując
crack’iem. Później zajął się układaniem rymów, jednak była to dla niego zabawa, pewna odskocznia od
12 | HIP-HOP.PL - MARZEC 2005
artykuł. Jego nieudany, a raczej nawet nie rozpoczęty
związek z Alicia Keys, był jednym z głównych tematów
brukowców w minionym roku.
Oprócz pecha w miłości Curtis miał problemy z haterami. W ciągu tych paru lat nie obeszło się także bez
beef’ów, jednak z większości wyszedł obronną ręka.
O beef’ie z Ja Rule’m wiedzą chyba wszyscy, a ostatnio głośno jest o beefie z „Tłustym” Joe i Jadakiss’em.
Obaj panowie dograli swoje zwrotki do numeru „New
York” Ja Rule’a i nieoficjalnie dissują Centa i Game’a
nie zapoda materiału, który dostał od swojego gościa.
Flex stwierdził, iż była to jego osobista decyzja i że
nie chce propagować przemocy w Hip-Hop’ie, bo jego
zdaniem track mógłby zapoczątkować nieprzyjemną
sytuacje. Łatwo się domyśleć jaką sytuacje miał na
myśli. Ów numer ma znaleźć się na nowym albumie
Centa.
Kolejnym „świeżym” konfliktem jest nieprzyjemna sprawa z niejakim Eedris’em Abdulkareem
(uważającym się za najlepszego rapera w Afryce).
Nie jest co prawda to nikt „ważny”, ale historia konfliktu
jest całkiem ciekawa. Eedris Abdulkareem jest Nigeryjczykiem, a całe zdarzenia miało miejsce w trakcie trasy
Centa po Nigerii. Trasa odbyła się pomiędzy 1i 5 grudnia
2004. Eedris miał zagrać z Cent’em. Nigeryjski raper ma za
złe „Pół dolarówce” to, w jaki sposób został potraktowany
przez jego ochronę. Ochroniarze 50’ już nie pierwszy raz
są oskarżani o coś takiego (podobna sytuacja miała miejsce
ze statystami w klipie „Poppin’ them thangs”). Wszystko
miało odbyć się w samolocie, w którym organizatorzy
koncertów mieli porozmawiać z Nigeryjczykiem na temat
jego ewentualnego występu z Cent’em. Raper z Afryki,
tak przedstawia swoją wersje zdarzeń: “Siedziałem sobie
spokojnie na końcu samolotu w strefie VIP, a tu nagle
słyszę: “Spadaj z tego siedzenia”. Spytałem “z jakiego
siedzenia?” Powiedzieli mi, że tu siedzi 50 Cent, natomiast
ja odpowiedziałem, że jest mi przykro, ale Cent nie będzie
mógł tu usiąść. To moje siedzenie. Po krótkiej kłótni, jakiś
koleś podszedł i chwycił mnie za kark. Potem i inni przyszli
i też zaczęli mnie bić. Moi chłopcy przyszli mi pomóc i dali
im wycisk. Powiedziałem im kim jestem i, że nie zagrają
koncertu. Zleciłem by zadzwonili po pomoc do Stanów.
Po jakimś czasie dowiedziałem się, że Cent nie wiedział,
że jestem artystą. Spytałem czemu nikt mu nie powiedział.
Powiedział, że im bardzo przykro. Poinformował mnie,
iż 50’ chce przeprosić mnie osobiście i uścisnąć moją
dłoń. Po za tym chciał by zagrać ze mną na tym koncercie. Powiedziałem, że nie ma mowy. Niech Cent idzie
sam i niech zrobi to co ma do zrobienia.” To był powód
dla którego 50 Cent postanowił natychmiast powrócić do
Stanów. Poszkodowany nadal przebywa w szpitalu i oficjalnie wypowiada się w tej sprawie. Cent podczas niedawnej
rozmowie z Flex’em Hot 97 całkowicie zaprzeczył wersji
Eedri.
Tak czy inaczej ostatnie lata Fifty może zaliczyć do
udanych, nie doznał żadnej druzgocącej porażki, a jego
życie niemal cały czas jest przepełnione sukcesami. Tak jest
do dnia dzisiejszego. Po wydaniu albumów swoich „podopiecznych”, przyszła kolej na drugi album Centa „The
Massacre”, który ma ukazać się 8 marca. Nie musimy się
obawiać o poziom krążka skoro warstwą muzyczną zajął się
m.in. (jak w przypadku „G.R.O.D.T.”) Dr. Dre, Eminem,
Hi Tek, Sha Money XL. Gościnnie na płycie ma pojawić
się m.in. Eminem, G-Unit i pierwsza dama w wytwórni
G-Records. – Olivia. Po ciekawym dograniu się Centa na
„Encore” Eminem’a (znaczna poprawa pod względem lirycznym i flow) możemy mieć tylko dobre przeczucia, oby
nas nie zawiodły.
WŚRÓD GWIAZD HIP-HOP’U,
KTÓRE MINĘŁY (ŚPIĄ?),
NIE MOGŁO ZABRAKNĄĆ
NIKOGO ZE SCENY
RAGGA MUFFIN.
CHODZI OCZYWIŚCIE O
DAWNO NIE SŁYSZANYM,
A JAKŻE POPULARNYM
JESZCZE 10 LAT TEMU SHABBA RANKSIE. WIELE OSÓB
PAMIĘTA JEGO HICIOR
“MR. LOVERMAN”, A TAKŻE
KILKA INNYCH, TROCHĘ
MNIEJ POPULARNYCH.
CO SIĘ Z NIM TERAZ DZIEJE I
DLACZEGO NIC OD
NIEGO NIE SŁYCHAĆ?
TEKST:NOMAD
MRLOVERMAN
JAMAJSKIE KORZENIE
Urodził się 17 stycznia 1966 jako Rexton Rawlston Fernando Gordon w Sturgetown na Jamajce. Kiedy miał osiem
lat, rodzice przenieśli się do stolicy Jamajki, Kingston, do jednej z najgorszych dzielnic miasta: Trenchtown, gdzie
urodził się też i wychował Bob Marley. Tam Rex zafascynował się muzyką reggae i prowadzeniem w klubach tego
typu imprez. Jego faworytami wówczas byli Charlie Chaplin (nie ten aktor, tylko toaster jamajski!), General Echo,
Brigadier Jerry, Yellowman i Josey Wales.
NIEUZNANE SINGLE
Rodzice nie patrzyli przychylnie na jego zainteresowanie muzyką i woleli, aby został pilotem, czy inżynierem.
Jednak on zaczął próbować swych sił na występach i już w 1985r. jako Co-Pilot, wraz z kolesiem o ksywce The
Navigator (nomen-omen) wydali pierwszy singiel pt. “Heat Under Sufferer’s Feet”, który zwrócił uwagę idola Rexa,
Josey Wales’a i ten wziął go pod swą opiekę. Od tamtej pory, począwszy od singla “Original fresh”, Rex wydawał
kosmiczne ilości singli, ale żaden nie zdobył większego uznania, mimo udziału tak popularnych osób jak Chaka Demus. Jednak, dzięki singlom takim jak “Needle eye punnany” ostre i kąśliwe teksty Shabby, odnoszące się do seksu,
zaczęły być rozpoznawalne na Jamajce (‘punnany’ – ‘pizda’ w dialekcie jamajskim – przyp. red.).
KRÓL STYLU
Od kiedy Shabba przeniósł się w 1989r. do nowego studia i wytwórni Bobby Digitala zaczęło się pasmo sukcesów.
Wtedy już jako Shabba Ranks (Shabba odnosi się do afrykańskiego króla, Ranks określa umiejętności i styl) wydał
kilka singli, które przyniosły mu ogromny sukces i rozpoczął swoje świetne występy, pełne zaskakujących zwrotów
akcji, jak np. lądowanie na scenie ze śmigłowca. Do 1991r. wydał ok. 50 singli, prawie każdy odniósł sukces. Jego
talent dostrzeżono także w Wielkiej Brytanii, gdzie współpracował z wieloma producentami. Wydał niezależnie
dwie płyty: “Rappin’ With the Ladies”, zawierający covery starych przebojów reggae, śpiewanych przez kobiety i
“Holding On” (1989r.), z przebojami “Mr. Loverman”, “Pirathes’ anthem” (z Cocoa Tea & Home T) i innymi.
PRZYGRYWAŁ RODZINIE ADAMSÓW
Popularność zaowocowała podpisaniem kontraktu z wytwórnią Epic i wydaniem pierwszej oficjalnej płyty “As
Raw As Ever” (1991r.), z udziałem Maxi Priesta i KRS1. Płyta zdobyła nagrodę Grammy za najlepszy album reggae. W międzyczasie singiel “Mr. Loverman” został ponownie wydany, tym razem na cały świat i umieszczony na
ścieżce dźwiękowej do filmu “Deep Cover”. Shabba poszedł za ciosem i rok później wydał dwie kolejne przebojowe
płyty: Najpierw “X-tra Naked” z gościnnymi udziałami Johnny Gill’a, Queen Latifah i Chubb Rock’a, za którą to
płytę Shabba otrzymał kolejną nagrodę Grammy i kilka miesięcy później wyszły następne płyty. Na “Rough &
Ready Vol. 1” zebrane były starsze hity, jak właśnie “Mr. Loverman” i “Pirathes anthem”, a także “Mr. Maximum” ze zbiorem starych singli. Dzięki
zyskanej sławie, kawałek Shabby, cover “Family affair” zespołu Sly & Family
Stone trafił na soundtrack do filmu “Rodzina Addamsów”. Rok 1995
przyniósł kolejny album pt. “A Mi Shabba”, który pomimo hitów
takich jak “Ram Dancehall”, “Let’s Get It On” i “Shine Eye
Gal” nie przyniósł spodziewanego sukcesu i Shabba zniknął
ze sceny. Powrócił w 1998r. aby pomóc w produkcji płyty
King Jammy’iego, utwory te trafiły na płytę “Get Up Stand
Up”.
ZAGINĄŁ
Słuch o Shabbie zaginał. Miało to pewnie związek z zawałem, jaki przeżył w
połowie lat dziewięćdziesiątych, trochę z rozczarowaniem związanym z płytą
“A Mi Shabba”. Dość, że jedyne nowe płyty jakie się ukazywały, to składanki
największych przebojów. Sam Shabba na razie nie myśli o powrocie do biznesu.
Zebrał wystarczającą ilość pieniędzy, nowe składanki powiększają jego dochody,
natchnienie wyraźnie odeszło. Cóż, może jeszcze kiedyś Mr. Loverman wróci ze
swymi pikantnymi historyjkami.
BIAŁASTRONA
(Część I: �11; część II: �14)
AUTOR: SCHRODY
Konkurencji
dla Eminema
wielu
upatruje
w
pochądzącym
z
południa
USA białym
raperze LIL
WYTE. Jego
r o d z i n ny m
miastem jest
Memphis w
stanie Tenessee. Debiut
tego rapera
jest datowany
na 2003 rok
– „Doubt Me
Now”, a drugi
album na październik 2004. Hip-hop LIL WYTE’a
oscyluje wokół klimatów imprezowo-baunsujących, w
których tworzeniu pomagają mu producenci z Three
6 Mafia. Tym sposobem „Mały Biały” dołącza do
grona innych białych baunsiarzy takich jak HAYSTAK,
SPARXXX, REMEDY, DF DUB, STAGGA LEE, TBONE, ANYBODY KILLA czy PSYCHOPATHIC RYDAS [vide: cz.1 artykułu w #11 H-H.pl].
Kooperację HIGH & MIGHTY tworzą raper MR.EON
oraz DJ MIGHTY MI znani z grupy SMUT PEDDLERS
(vide: cz.2 w #14 H-H.pl). Ich obsesja hip-hopem
zaczęła się w 1980 roku w ich rodzinnym mieście – Filadelfii. Po ukończeniu studiów na Boston University
założyli własny label - Eastern Conference Records. Ich
debiutancki album „Home Field Advantage” datowany
jest na 1999r. mimo, że wiele pojedynczych nagrywek
ukazało się dużo wcześniej. Duże zainteresowanie
składem HIGH&MIGHTY bierze się między innymi z
ogromnego podobieństwa barwy głosu i techniki rapu
MR.EON’a do Red Man’a. Jak do tej pory HIGH &
MIGHTY nagrali utwory z wieloma znanymi raperami,
wśród których znajduje się między innymi EMINEM
(utwór „The last hit” z płyty debiutanckiej), EL-P,
MAD SKILLZ.
Pod etykietą EC Records swoje solowe albumy wydaje
kolejny biały raper COPYWRITE 78 [po prawej],
który od niedawna rapuje także w duecie z CAGE’m
jako formacja WEATHERMEN. Raper debiutował w
1998 roku z zespołem MHZ, ale 2 lata później z niego
wystąpił, aby – jak twierdzi - współpracować z bardziej
undergroundowymi raperami (min. EL-P, SMUT PEDDLERS).
HIP-HOPU W USA cz.III
Związany ze sceną Filadelfijską jest także VINNIE
PAZ rapujący w JEDI MIND TRICKS do bitów zapodawanych przez DJ’a STOUPE. Formacja ta pierwszy
LP wydała w 1997 roku, a najświeższy pochodzi z
roku bieżącego. JMT trzymają się z głównymi przedstawicielami undergroundowego hip-hopu East Coast
tj. reprezentującymi Nowy Jork NON PHIXION i
NECRO, a także kolaborują z Bostońską kooperacją
dj’a 7L z białym raperem ESOTERIC.
Do białej reprezentacji East Coast należy także zespół
DEMIGODZ [po lewej], blisko trzymający się z wspomnianymi JMT i 7L&ES. Najważniejszą postacią jest tu
emce APATHY, ale oprócz niego udzielają się jeszcze
trzej biali raperzy: CELPH TITLED, OPEN MIC oraz
ONE TWO. Członkowie grupy nagrywali nielegale już
od początku lat 90., ale oficjalnie zespół powstał w
1993r. Za oprawę dźwiękową poczynań grupy odpowiedzialni są dj’e CHUM i CHEAPSHOT. Do wspólnych nagrywek DEMIGODZ zaprosili swojego czasu
kanadyjską raperkę o pseudonimie ETERNIA i jej rodaka SAGE FRANCIS’a.
Po drugiej stronie USA – na wybrzeżu zachodnim,
w Los Angeles – biały hip-hop jest reprezentowany
(poza KOTTONMOUTH KINGS, T-BONE, PSYCHO REALM, LA SYMPHONY, DELINQUENT
HABITS, ANTICON) przez raperów THE GROUCH
oraz ELIGH nagrywających solo, a także w duecie
GROUCH&ELIGH. Obaj MC należą do rodziny Living Legends zrzeszającej jeszcze oprócz nich jedenastu
niezależnych hip-hopowców i w jej obrębie należą do
kolejnych projektów – GROUCH jest członkiem składu
CMA, a ELIGH rapuje w 3MG. Pierwszy solowy album Eligh’a pochodzi z roku 1996, Grouch’a z 1995,
a wspólny z 1998r.
Również w Kaliforni, hip-hop w swoim unikatowym psychodelicznym stylu robi grupa ANTICON,
składająca się z 8 białych hip-hopowców (SOLE, ALIAS
, DOSEONE, JEL, PEDESTRIAN, WHY? , ODD
NOSDAM , PASSAGE). Dokonania dwóch raperów
– Dose One i Jel’a – można znaleźć pod osobnym projektem o prostej nazwie THEMSELVES. Unikatowość
Anticonu polega przede wszystkim na rapowaniu
nie tylko do standardowych hip-hopowych bitów, ale
także do zapożyczonych z jungle, drum’n’bass, electro
czy trip-hop. Ponadto każdy artysta Anticon nagrywa
solowo psychodeliczny materiał na swój sposób. Pierwsze wzmianki o tej grupie datowane są na rok 1998,
a jego założycielami są wymienieni Sole i Pedestrian.
Członkowie Anticonu jak do tej pory nagrali w sumie
ponad 20 albumów.
HIP-HOP.PL - MARZEC 2005 | 15
WITAMY
PONOWNIE
KIEDY MÓWI SIĘ
M.A.F.I.A. (“Young Casanova”), aż po Busta Rhymes
O POWROCIE
(“The Body Rock”) pragnęli zaczerpnąć odrobiny klasy
MŁODEGO
Mase’a. Recenzenci mieli na jego temat podzielone zdaCZŁOWIEKA, KTÓRY nia: niektórzy chwalili unikalny styl rapowania Mase’a,
WYROBIŁ SWOJĄ
inni skutecznie odpierali jego wdzięki (Ira Robins
“MARKĘ” PODCnazwała Mase’a “najszczęśliwszym beztalenciem od
ZAS NAJBARDZIEJ
czasów Eda McMahon”). W międzyczasie tych dyskusji
EKSCYTUJĄCYCH
Mase udzielił się w kolejnych kolaboracjach, m.in. “Top
MOMENTÓW
Of The World” Brandy, “Horse And Carriage” Cam’ron,
W HISTORII
“Love Me” 112 oraz na ścieżce dźwiękowej filmu “RuHIP-HOP’U,
grats” w towarzystwie Blackstreet i Mya. W kwietniu
O MĘŻCZYŹNIE,
1998r. zapełnił nagłówki gazet swoim aresztowaniem
KTÓRY WPROWADZIŁ w Nowym Jorku (został oskarżony o naprzykrzanie się
DO MUZYCZNEJ
prostytutce, jednak zaprzeczał).
KULTURY SPORĄ
DAWKĘ TALENTU,
W DRODZE DO PIEKŁA
CHARYZMY
Na szczęście owe wydarzenia szybko przeszły do histoI NIEODPARTEGO
rii i w 1999r. Mase wydał album o nazwie “Double Up”.
UROKU,
Wtedy wszystko obróciło się o 180 stopni. W kwietniu,
NALEŻY ZACZĄĆ
zupełnie nieoczekiwanie, największe rapowe odkrycie
OD SŁÓW, KT ÓRE
lat dziewięćdziesiątych, artysta, o którego współpracę
SĄ W TYTULE.
biły się największe gwiazdy ogłosił, że jest gotowy
Minęło aż pięć lat, odkąd 26-letni podopieczny raper
P.Diddy’ego, Mason „Mase” Betha, w chwale zszedł ze
sceny, poświęcił się wyższemu powołaniu i głos o nim
zamilkł. Jednak “Prince Charming” powrócił z nowym
albumem “Welcome Back” i wydaje się, że odtąd
będziemy o nim słyszeć już na każdym kroku. Ogniste
12 kawałków bez pardonu zaatakowało radia, podbiło
parkiety klubów oraz serca słuchaczy na całym świecie. I
chociaż Mase nadal dąży w kierunku, który wyznaczyła
mu wyższa instancja (wystarczy wsłuchać się w teksty
piosenek), nie zapomniał o dobrym skręcaniu beatów.
PRAWIE JAK ZAKĄSKA
Powrót Mase’a stosownie rozpoczyna singiel “Welcome Back”, zabawny i wesoły, którego niebywały
sukces po obu stronach Atlantyku dowodzi, że wszystkim brakowało tego klimatu. “Był sens w tym, żeby
wystartować właśnie z tym utworem” - mówi siedmioplatynowy gwiazdor. “Mimo to nie należy on do moich
ulubionych. To było prawie jak zakąska. Będzie można
usłyszeć tę różnicę pomiędzy pierwszym, a drugim
singlem. Ten drugi będzie brzmiał bardziej jak Mase.
Ten poprzedni był jak... Ach, nie chcę zbyt wcześnie
wszystkiego zdradzać.” – dodaje Mase. Właśnie w tym
miejscu zaczyna się prawdziwa “gra”. Mase dał czadu z
prowadzącym singlem “Breathe, Stretch, Shake”. Warto
sprawdzić również “I Wanna Go”, gdzie raper nawiązuje
koncercie, w Los Angeles, podczas festiwalu Summer
Jam with The Beat. Nie byłem pewien, czy ludzie w
ogóle jakoś odpowiedzą na mój występ. Wyszedłem na
scenę i powiedziałem „Hej wszystkim, wróciłem!”. A
oni na to „WOW”, jakbym przed nimi po raz pierwszy
raz w życiu stanął. Każdy przy scenie się bujał, to było
naprawdę cudowne.” - opowiada Mase.
WIĘCEJ FORSY I PROBLEMÓW
Mason Durrell Betha urodził się w Jacksonville, na
Florydzie, 27 sierpnia 1977 roku. Kiedy miał pięć lat
to jego rodzina przeniosła się do Harlemu, a w wieku
trzynastu odesłano go znowu na Florydę, tłumacząc
to złym towarzystwem, w jakim zaczął się obracać.
Dwa lata później przeprowadził się samodzielnie do
Nowego Jorku i zaczął rapować, z początku zabawiając
w ten sposób swoją drużynę koszykarską. Mase był na
tyle dobrym koszykarzem, że wygrał stypendium do
SUNY, jednak Hip-Hop okazał się ważniejszy. Pod
pseudonimem Mase Murder wstąpił do grupy zwanej
Children of the Corn, która rozpadła się po śmierci
w wypadku samochodowym jednego z członków.
Młody harlemski MC postanowił rapować solo i zaczął
nawiązywać kontakty w nowojorskich klubach. W
1996r. wybrał się do Atlanty na konferencję muzyczną,
w nadziei na zapoznanie się z Jermaine Duprim. Jednak
spotkał Seana “P. Diddy” Combsa, wtedy znanego jako
porzucić show biznes. Oświadczył, że przechodzi
na emeryturę, aby móc podążyć drogą prawdziwego
powołania. Rzekomo miał wizję, w której prowadził
ludzi do piekła. Odmówił promowania koncertami
“Double Up”, lecz udzielił kilku wywiadów. Być może
z powodu kiepskiej reklamy krążka lub zawiedzenia
fanów, album zajął żenujące miejsca na listach na
całym świecie, zyskał status jedynie złotej. Czy teraz
raper żałuje swojej decyzji? “Absolutnie nie. To była
przepiękna rzecz, ponieważ pozwoliła mi dojrzeć jako
człowiekowi i teraz moim atutem jest m.in. to, że nie
chowam się za złotem, biżuterią i tymi rzeczami. Jestem
teraz bogaty wewnątrz i na zewnątrz. Przedtem byłem
jedynie na zewnątrz i bardzo źle się ze sobą czułem”
– wyjaśnia Mase.
RAPASTOR
Przez pięcioletnią przerwę Mason Betha nie próżnował.
Został studentem uniwersytetu Clark Atlanta oraz pastorem własnego kościoła. Otrzymał honorowy tytuł
doktora teologii od nowojorskiego Instytutu Biblii im.
Św Pawła w 2002r. i nadal naucza w swoim rodzinnym
mieście – Atlancie. Dokonał osobistego i zawodowego
poświęcenia, aby pójść drogą prawdziwego powołania.
W tamtym czasie nie występował i nie pisał tekstów.
Nie słuchał nawet radia, nie mówiąc już o śledzeniu
list przebojów. Jednak album “Welcome Back” wcale
nie oznacza, że Mase opuścił kościół czy wyrzekł się
MASE ZOSTAŁ PASTOREM WŁASNEGO KOŚCIOŁA. OTRZYMAŁ HONOROWY TYTUŁ DOKTORA TEOLOGII
OD NOWOJORSKIEGO INSTYTUTU BIBLII IM. ŚW PAWŁA.
do swojej drugiej połówki i opowiada o prawdziwych
wyborach i miłości. Nie można zapomnieć o “Keep It
On”, wolnej hip-hop’owo/R&B perfekcji, doskonałej
na tak zwane afterparty, której specjalna wiadomość
skierowana jest do młodych dziewczyn: “nie musimy
zdejmować naszych ubrań, żeby dobrze się zabawić”.
Wśród innych, wartych głębszego przemyślenia utworów, znajdą się na pewno “I Owe” i “Gotta Survive”.
Cóż mogą w takim razie wynieść słuchacze z tego
krążka? “Głównym celem tego albumu było ponownie
oswoić słuchaczy z moim głosem. Po tym jak się już
na nowo przyzwyczają, będę mógł im mówić, co tylko zechcę. Dlatego nie mogłem tego zrobić na tym
albumie. Musiałem im udowodnić, że naprawdę powracam. Stało się to przede wszystkim na pierwszym
16 | HIP-HOP.PL - MARZEC 2005
Puff Daddy. Mase musiał spowolnić swój styl, by nadać
mu bardziej gładkie i dostępne brzmienie, ale dzięki
temu wpisał się w poczet gwiazd Bad Boy Records. Po
raz pierwszy zabłysnął w 1997r., w hicie 112 “Only
You (Remix)”. Mimo to nigdy nie zapomnimy hitu
“Can’t Nobody Hold Me Down” czy innej kolaboracji
z P. Diddym: “Mo Money, Mo Problems”. Przez resztę
1997r., z wysokim profilem gościnnych występów za
pasem, Mase kontynuował rozpowszechnianie swego
nazwiska przez realizację debiutanckiego albumu, poczwórnie platynowego “Harlem World” oraz wydanie
takich kawałków, jak “Feels So Good”, “24 Hours To
Live”, “What You Want” i “Lookin’ At Me”. Wkrótce
wszyscy, począwszy od Mariah Carey (“Honey”) i Briana McKnight (“You Should Be Mine”), poprzez Junior
wiary. Jak sobie radzi, będąc jednocześnie pastorem i
MC, promującym album i dającym koncerty? “Szczerze mówiąc wszystko co robię poza Atlantą, robię
między środą, a sobotą. Nie robię nic od niedzieli do
wtorku. Mam własny samolot, więc mogę sobie na
to pozwolić.” Mase także uspakaja, że podobnie jak
wszystkie produkcje wytwórni Bad Boy, jego krążek nie
ma nic wspólnego z nurtem gospel. “Nie jestem tu od
tego, żeby nauczać. Muzyka to moje inne ja. Nie pragnę
w ten sposób reklamować wiary czy osądzać kogo kolwiek, ale mam nadzieję, że uda mi się pokazać innym
lepszą drogę życia.” Dlatego pozwólmy trąbom dąć, a
graczom grać. Książę Harlemu powrócił i nawet lepszy
niż wcześniej. Dwanaście utworów. Żadnych wstępów.
Po prostu czysty ogień Mase’a. tekst: LILLY
Martin Luther King od samego początku wzbudzał
bardzo wiele emocji. W czasach, kiedy na południu
USA wciąż panował terror, on namawiał do pokojowego dochodzenia swych praw. Jednak coraz
większe poparcie zaczynały zdobywać ugrupowania
murzyńskich ekstremistów. Młodzi podążali śladem
nowych liderów, głoszących, że na przemoc należy
odpowiadać przemocą. King był odmiennego zdania: „Nadal mam marzenie, że pewnego dnia szkoły,
w których panuje segregacja rasowa, staną się reliktem przeszłości. Białe i czarne dzieci będą siedziały
wspólnie w jednej klasie.”. Reakcją białych ekstremistów na te słowa była żądza krwi. Groźby kierowane
pod adresem Kinga ze strony białoskórych manifestantów nie wychodziły najczęściej poza słowa, ale
fakt, że wypowiadali je mieszkańcy północy był dla
Kinga bardzo bolesny. Wiedział, że znajduje się w
poważnym niebezpieczeństwie. Nadal potępiał gwałt
i przemoc i nie bał się swoich wrogów, a jego wzorem
był zamordowany dwadzieścia lat wcześniej Gandhi.
Wśród wrogów Martina Luthera Kinga prym wiedli
oczywiście członkowie Ku Klux Klanu i innych rasistowskich organizacji. Czy jednak oni byli najbardziej
niebezpieczni? Było wielu ludzi, którzy nienawidzili
go w równym stopniu. Jednym z nich był John Edgar Hoover, dyrektor FBI w latach 1924-72, który
nabrudził w życiu Kinga jak nikt inny.
ZNEUTRALIZOWAĆ KINGA
Kiedy pod koniec 1963 roku “Time” ogłosił Martina
Luthera Kinga “człowiekiem roku”, Hoover wpadł we
wściekłość: “Musieli głęboko grzebać w śmietniku, by
wydobyć kogoś takiego”. Jego stosunek do problemów
rasowych, niechęć do przyjmowania do pracy czarnych
agentów, sprzeciw wobec ruchu praw obywatelskich,
tłumaczono dziedzictwem epoki. Urodził się w okresie
apartheidu na południu, w czasach gdy murzyni mieli
służyć i być za to wdzięczni. W okresie prezydentury
Kennedy’ego, chcąc nie chcąc, został wciągnięty
w walkę ras. Kampania ruchu praw obywatelskich
i gwałty, jakimi reagowali na nią biali południowcy,
stały się głównym problemem polityki wewnętrznej
Stanów Zjednoczonych. Nagle agenci FBI zaczęli
prowadzić dochodzenia w sprawie brutalnych akcji
policji i musieli zapobiegać nadużyciom w kwestii
praw czarnych. Biuro było zmuszane do podejmowania
takich zadań, do których Hoover czuł obrzydzenie.
Martin Luther King zdobył coś, co dyrektor FBI utracił
– przychylność prezydenta i prokuratora generalnego.
Opublikowany w maju 1961 roku szkicowy raport na
temat Kinga nasunął Edgarowi myśl, że czarny przywódca może być powiązany z partią komunistyczną.
Raport zawierał też sugestię, że FBI powinno poddać
KTO ZABIŁKRÓLA?
KILKA MIESIĘCY TEMU NA ŁAMACH HIP-HOP.PL MOGLIŚCIE BLIŻEJ ZAPOZNAĆ SIĘ Z OSOBĄ DOKTORA MARTINA LUTHERA KINGA.
PISAŁEM WÓWCZAS, IŻ W JEDNYM Z KOLEJNYCH NUMERÓW POSTARAM SIĘ OPISAĆ KULISY ZAMACHU NA JEGO ŻYCIE. ABY
W PEŁNI ZROZUMIEĆ OKOLICZNOŚCI, KTÓRE W KONSEKWENCJI DOPROWADZIŁY DO TAKIEGO PRZEBIEGU ZDARZEŃ, NALEŻY
SPOJRZEĆ NA ŻYCIE KINGA OD NIECO INNEJ STRONY. POZNALIŚCIE JUŻ KINGA JAKO CZŁOWIEKA, KTÓRY NIEJEDNOKROTNIE
UDOWADNIAŁ, ŻE DZIĘKI DETERMINACJI I POŚWIĘCENIU SIĘ DLA SPRAWY, MARZENIA MOGĄ SIĘ SPEŁNIĆ. TERAZ SPÓJRZCIE NA
NIEGO, JAKO NA OSOBĘ ŻYJĄCĄ W NIEUSTANNYM ZAGROŻENIU, LICZĄCĄ SIĘ KAŻDEGO DNIA Z MOŻLIWOŚCIĄ ZAMACHU, NA OSOBĘ
INWIGILOWANĄ NIEMAL NA KAŻDYM KROKU PRZEZ AGENTÓW FBI I CIA, DLA KTÓRYCH SZARGANIE DOBREGO IMIENIA KINGA I UJAWNIANIE KOLEJNYCH, CZĘSTO NACIĄGANYCH SKANDALI STANOWIŁO NAJKRÓTSZĄ DROGĘ DO ZDOBYCIA AWANSU.
Kinga ścisłej inwigilacji. “Dlaczego by nie?” – napisał
na marginesie, a słowa te oznaczały początek siedmioletniej vendetty.
W 1919 roku Edgar, jako młody urzędnik odegrał
czołową rolę w wytropieniu czarnego przywódcy
poprzedniej generacji, Marcusa Garvey’a. Urodzony
na Jamajce Garvey snuł przed czarnymi Amerykanami fantastyczne marzenia o masowym exodusie do
Afryki, gdzie obiecywał utworzyć czarne imperium.
Hoover usiłował doprowadzić do zasądzenia lub deportowania Garvey’a i osiągnął zarówno jedno i drugie.
Prześladowanie Garvey’a było zaprawą na przyszłość.
Próby ustalenia, iż jest komunistą, posługiwanie się
czarnymi donosicielami penetrującymi środowisko
i stosowanie podsłuchu w celu poznania szczegółów
z życia prywatnego – oto metody, które Hoover
wykorzystał w walce z Kingiem. Hoover uważał, iż
inicjowane przez Kinga wielkie, pokojowe marsze
murzynów są zagrożeniem dla porządku publicznego. Obawiał się zwłaszcza zapowiadanego przez
niego kolejnego marszu na stolicę kraju, który mógł
się przerodzić w prawdziwe powstanie czarnych. King
często krytykował FBI, że nie zapewnia dostatecznej
ochrony murzyńskim działaczom na południu. W zamian FBI inwigilowało go na pełną skalę, szukając
powiązań z komunistami. Aż do końca 1963 roku
inwigilowanie to nie dostarczyło żadnych materiałów,
które pozwoliłyby napiętnować czarnego przywódcę
jako komunistę, dało natomiast wiele podstaw do
zakwestionowania jego osobistej moralności. Pastor King uprawiał na potęgę seks, nie przejmując
się tym, że jest duchownym kościoła baptystów i
człowiekiem żonatym. “Jestem poza domem co najm-
HIP-HOP.PL - MARZEC 2005 | 17
i zapisy rozmów do redakcji gazet i jego żony. Do ich
opublikowania nigdy nie doszło, ale Hoover postarał
się, by zawarte na nich wiadomości rozpowszechnić w
kołach politycznych. King popadł przez to wszystko w
głęboką depresję i kłopoty ze snem. Po dłuższej dyskusji z Abernathym postanowił jednak nie poddawać
się naciskom. “Nie ulegliśmy Hooverowi i FBI”
– powiedział Abernathy w 1989 roku – “ponieważ
walczyliśmy o słuszną sprawę”.
niej dwadzieścia pięć dni w miesiącu” – powiedział
jednemu z przyjaciół. “Pieprzenie jest dla mnie formą
rozładowania napięcia” - mówi. Wielu członków jego
świty, nie wyłączając najbliższego przyjaciela, pastora
Ralpha Abernathy’ego, robiło to samo. Sypianie z
kobietami nie jest wykroczeniem federalnym, ale dla
Hoovera i jego współpracowników znajomość tych
faktów była potężnym orężem. Od tej pory kwestia ewentualnych powiązań z komunistami stała się
jedynie oficjalnym powodem inwigilacji, maskując
cele całkowicie odmienne. Współpracownicy Edgara
zmierzali do osiągnięcia “pożądanego rezultatu” w
zneutralizowaniu Kinga jako faktycznego przywódcy
czarnych.
Za Kingiem nieustannie podążała wyposażona w
najlepszy sprzęt do inwigilacji brygada agentów FBI.
Każde miejsce pobytu Kinga, o którym dowiadywali
się agenci, było zawsze wcześniej faszerowane mikrofonami i pluskwami. Wiosną 1964 roku wysiłki
Hoovera na rzecz zniszczenia Kinga były bardzo
zaawansowane. Na wiadomość o tym, że Marquette
University w Milwaukee ma zamiar przyznać Kingowi
PROROCZNE KAZANIE
W 1968 roku, kiedy King przybył do Memphis, by
udzielić poparcia strajkującym robotnikom, nagonka
wzmogła się. Przez cały czas obawiał się ataku. Hoover
zawsze uważał Kinga za komunistę. Teraz murzyński
przywódca zaczął protestować przeciwko wojnie wietnamskiej i popierać organizację Biedni Ludzie na
Rzecz Białych i Czarnych. Wystąpienia antywojenne
Kinga spowodowały, że bliżej zaczął przyglądać
mu się także wywiad wojskowy. Kiedy w Memphis
wybuchły zamieszki, King uznał, że mają one ułatwić
dokonanie zamachu na niego. Przed wygłoszeniem
kazania w świątyni Massonów King był wyraźnie poruszony. Słowa, które wypowiadał tego dnia, okazały
się prorocze: “Chcę po prostu wypełniać wolę Boga.
To on pozwolił mi wejść na sam szczyt, skąd ujrzałem
ziemię obiecaną. Być może nie będzie mi dane do niej
dotrzeć, ale zapewniam Was, że Wam się to uda. Jestem dziś szczęśliwy, niczym się nie martwię, nikogo
się nie boję. Me oczy ujrzały przychodzącego w glorii
Pana”. Nazajutrz wieczorem, 4 kwietnia 1968 roku
o godzinie 18:01, padł strzał. Kula trafiła go poniżej
prawego policzka, przeszła przez szyję i uszkodziła
rdzeń kręgowy. Podczas konferencji prasowej zorganizowanej następnego dnia, jego współpracownicy
oddali mu hołd: “Gardził przemocą. Pragnął zbawienia człowieka”. Na wieść o zabójstwie Kinga rozruchy
wybuchły aż w 125 miastach. W Waszyngtonie podpalano budynki w odległości zaledwie kilku przecznic
od Białego Domu, w Chicago policja zmuszona była
użyć ostrej amunicji. Do końca tygodnia zginęło w
zamieszkach 46 osób. Z rozkazu prezydenta Johnsona
opuszczono flagi do połowy masztu i ustanowiono
dzień żałoby narodowej.
POSZUKIWANIE MORDERCY
Zaraz po zabójstwie policja rozesłała list gończy za
białym mężczyzną, ubranym w ciemny garnitur, który
w chwilę po zamachu uciekł z domu noclegowego
położonego na przeciwko motelu “Lorraine”. W biegu
opuścił na chodnik strzelbę myśliwską Remington
Gamemaster 30.06 z celownikiem optycznym. Oficjalna wersja wydarzeń, podana prasie przez policję,
mówiła, że zamachowiec działał w pojedynkę i strzelał
rozpaczliwie bronił się przed ekstradycją. Jednak
na początku lipca sąd angielski nakazał wydanie go
władzom USA. Raya osadzono w lokalnym więzieniu
hrabstwa Shelby, bowiem zgodnie z amerykańskim
ustawodawstwem morderstwo nie było przestępstwem
federalnym, ale stanowym. Termin rozprawy wyznaczono na listopad, ale zmiana obrońcy i kwestie proceduralne spowodowały dwukrotne odroczenie procesu. Miał się wreszcie rozpocząć 7 kwietnia 1969
roku, rok po zamachu. Po aresztowaniu Ray’a pastor
Ralph Abernathy kierował swe podejrzenia w dwóch
kierunkach. Początkowo myślał, że stał za tym Ku
Klux Klan. Później, że King został zamordowany
przez kogoś wyszkolonego lub wynajętego przez FBI
i działającego na polecenie samego Hoovera. Mało
kto dawał wiarę w to, iż aresztowany mógł działać w
pojedynkę.
SPRAWA SĄDOWA
Sprawa zabójcy doktora Kinga wzbudzała ogromne
zainteresowanie, dlatego media prześcigały się w
dostarczaniu wiadomości dotyczących jego pochodzenia, powiązań i drogi ucieczki. Spekulowano na
temat ewentualnych powiązań aresztowanego i jego
mocodawców. Pisano nawet, że Ray był na usługach
kubańsko–chińskiej konspiracji, że wynajęli go radykalni murzyni powiązani z bliżej nie określoną
zagranicą, że w zamach była zamieszana sowiecka
tajna policja. Zdarzały się też głosy oskarżające
CIA, FBI i Ku Klux Klan. Szukano kontaktów Ray’a
z amerykańskimi faszystami i jego rasistowskich
uprzedzeń. Obrońcą Ray’a został Arthur Hanes, adwokat morderców Ku Klux Klanu, były agent FBI. W
listopadzie 1968 roku, gdy zbliżał się pierwszy termin
procesu, Ray nagle zrezygnował z usług Hanesa, który
prawdopodobnie nakłaniał go do przyznania się do
winy. Obrony podjął się inny znany adwokat z Teksasu Percy Foreman, chlubiący się ocaleniem tysiąca
przestępców przed krzesłem elektrycznym. Nie doszło
do rozprawy wyznaczonej na 7 kwietnia 1969 roku.
Od końca lutego adwokat Ray’a prowadził tajne pertraktacje z sędzią Prestonem Battle i prokuratorem
okręgowym Philem Canale. W końcu zawarto porozumienie: Ray przyzna się do winy, ale prokurator i
sędzia nie będą domagali się dla niego kary śmierci
i uzyskają takie zobowiązanie od ławy przysięgłych.
Zrezygnowano również z przewodu, z powoływania
większości świadków, z badania w trakcie procesu okoliczności i pobudek. Sprawiało to wrażenie
zamknięcia ust oskarżonemu, który już wcześniej
wspominał o powiązaniach spiskowych. 10 marca
1969 roku o godzinie 9:45 w sali sądowej w Memphis
rozpoczął się trwający zaledwie dwie i pół godziny proces. Ray po przyznaniu się przed sądem do winy został
KIEDY POD KONIEC 1963 ROKU “TIME” OGŁOSIŁ MARTINA LUTHERA KINGA “CZŁOWIEKIEM ROKU”.
HOOVER WPADŁ WE WŚCIEKŁOŚĆ: “MUSIELI GŁĘBOKO GRZEBAĆ W ŚMIETNIKU, BY WYDOBYĆ KOGOŚ
TAKIEGO”
doktorat honoris causa, Edgar natychmiast wysłał
agenta, by skłonił władze uczelni do zmiany decyzji.
Agent, którego interwencja odniosła skutek, otrzymał
nagrodę w gotówce. Narodowa Rada Kościoła Chrystusa poinformowana przez Williama Sullivana, zastępcę
dyrektora FBI, o “osobistym prowadzeniu się” Kinga,
przyrzekła, że już nigdy nie da mu nawet jednego
dolara. Na polecenie Edgara te same oczerniające
materiały przekazano Światowemu Związkowi Baptystów. Agenci otrzymali także polecenie nie dopuszczenia do publikacji artykułów Kinga w czasopismach,
a nawet jego książki. Kiedy w 1964 roku do Hovera
dotarła wiadomość, że przywódca ruchu walki o prawa
obywatelskie ma otrzymać pokojową Nagrodę Nobla,
wpadł w wściekłość. “Poziom obyczajów naszego kraju sięgnął dna” – napisał, ignorując fakt, że Nagroda
Nobla nie jest przyznawana przez Amerykanów. Edgar
oblewał pomyjami Kinga u wszystkich urzędników,
których funkcje wiązały się w jakikolwiek z Nagrodą
Nobla – w Departamencie Stanu, Agencji Wywiadu
Stanów Zjednoczonych i w ONZ. Technicy FBI przygotowywali się w tym czasie do podróży do Oslo, by
inwigilować Kinga, gdy ten przyjedzie na uroczystość
wręczenia nagrody, co było rażącym pogwałceniem przepisów prawa, ograniczających działania FBI do terenu
Stanów Zjednoczonych. Hoover nadal kontynuował oczernianie Kinga wysyłając kompromitujące go zdjęcia
18 | HIP-HOP.PL - MARZEC 2005
z okna ubikacji w noclegowni. Zastanawiające są jednak niedopatrzenia w pracy policji na miejscu zamachu. Nie sprawdzono sprzecznych z przyjętą wersją
relacji świadków, którzy widzieli obłoczek dymu po
oddanym strzale i mężczyznę z karabinem w ręku,
podnoszącego się z krzaków przy motelu. Oprócz
tego zaraz po zamachu nie zamknięto całego terenu,
w celu zabezpieczenia wszystkich śladów. Wkrótce
wycięto także krzaki, z których według niektórych
świadków miał paść strzał. Bezpośrednie poszukiwania sprawcy nie przyniosły rezultatu. Zaczęto
sprawdzać pozostawione przez niego ślady. Podejrzany o zabójstwo posługiwał się wieloma nazwiskami
i dopiero 18 kwietnia zidentyfikowano pozostawione
na broni odciski palców i ustalono prawdziwe dane
poszukiwanego. Okazał się nim James Earl Ray, 41
letni zbieg z więzienia stanowego w Jefferson City w
Missouri, gdzie odsiadywał dwudziestoletni wyrok za
napad rabunkowy z bronią w ręku. Przez kilka tygodni
szukały go tysiące agentów FBI, policja amerykańska,
meksykańska, kanadyjska i zachodnioeuropejska, detektywi, informatorzy i Interpol. Wreszcie 8 czerwca
inspektor Scotland Yardu zatrzymał na londyńskim
lotnisku Heathrow pasażera, który chciał się udać do
Brukseli. Po sprawdzeniu jego odcisków palców zidentyfikowano go jako Jamesa Earla Ray’a. Ray odmówił
przyznania się do zbrodni przed sędzią brytyjskim i
skazany na 99 lat pozbawienia wolności. Następnego
dnia, rankiem 11 marca w największym sekrecie przewieziono skutego łańcuchami Ray’a do stanowego
więzienia w Nashville. Dlaczego jego adwokat nie
starał się, by skazano go na dożywotnie więzienie
(w praktyce wyrok taki trwa około 13 lat) pozostaje
zagadką do dziś. 31 marca zmarł nagle na atak serca w
swoim biurze sędzia Preston Battle. Śmierć sędziego,
który prowadził sprawę, automatycznie, zgodnie z
ustawodawstwem stanowym, przekreśla możliwość
apelacji. Nowy sędzia po przejęciu sprawy nie ma
obowiązku wysłuchania więźnia, który przyznał się
do winy, by uniknąć kary śmierci i chce to zeznanie
cofnąć. A Ray prawie natychmiast po śmierci Battle’a
wszczął batalię o rewizję procesu. Odrzucano kolejne wnioski, w których apelował, by zezwolono mu
anulować przyznanie się do winy. Ray rozpoczął
również poszukiwania nowego prawnika.
ZABÓJCA NIEWINNY?
W 1988 roku w wywiadzie dla telewizji, udzielonym w więzieniu, Ray oświadczył, że po raz pierwszy przyznał się do winy wyłącznie pod naciskiem
FBI. Powiedział, że agenci grozili mu, że wsadzą do
więzienia jego ojca i jednego z braci, jeżeli się nie
przyzna. Uważał, że wykorzystano go w celu zamaskowania spisku FBI mającego na celu zamordowanie
W 1975 roku prezydent Ford oświadczył, że ludzie
odpowiedzialni za operację zniesławiania Kinga powinni zostać postawieni przed sądem. Następca Edgara
na stanowisku dyrektora FBI, Clarence Kelly, zgodził
się z tym. Jednak John Edgar Hoover już nie żył, a inni
urzędnicy zamieszani w tę sprawę nigdy nie stanęli
przed sądem.
Od zamachu na doktora Kinga minęło już prawie
czterdzieści lat, a jego zagadka nie została rozwiązana.
Wątpliwości co do tego, że Ray działał w pojedynkę,
czy posłużył tylko jako kozioł ofiarny nie rozwiał ani
przeprowadzony w 1969 roku proces, ani też śledztwo
Komisji ds. zamachów w 1978 roku. Są nawet i tacy,
którzy uważają, że przewód sądowy jedynie zagmatwał
sprawę i uczynił ją jeszcze bardziej podejrzaną.
Oryginalna dokumentacja inwigilacji Kinga przez
FBI przechowywana jest obecnie pod pieczęcią w
Archiwum Narodowym i dopiero w 2027 roku historycy będą mogli zapoznać się z zawartymi w niej rewelacjami na temat życia seksualnego Kinga i innymi
materiałami zgromadzonymi przez agentów. Ameryka
i cały świat nadal nie znają, a być może nigdy nie będą
znały całej prawdy o śmierci wielkiego murzyńskiego
kaznodziei.
tekst: Jarosław Wójcik
Kinga. Chociaż twierdzeniom Ray’a raczej nie dawano wiary, to jednak uczeni zajmujący się tą sprawą
zwracają uwagę na pewne szczegóły, świadczące o
tym, że Ray kontaktował się z informatorem FBI przed
zamordowaniem Kinga, i że FBI otrzymało wcześniej
informacje wywiadu, że King zostanie zamordowany
w Memphis. W 1993 roku w Memphis urządzono coś
na kształt rozprawy. Ray zeznawał w swojej celi za
pośrednictwem kamer telewizyjnych. Werdykt ławy
przysięgłych był jednomyślny – niewinny.
Obecnie adwokatem Ray’a jest William Pepper,
przyjaciel Kinga. Twierdzi on, że ustalenia Komisji
Kongresu ds. zamachów powołanej do zbadania
sprawy w 1978 roku są nieprawdziwe. Komisja nie
przyjęła tezy, że FBI było zamieszane w morderstwo
Kinga. Doszła jednak do wniosku, że śledztwo było
niewystarczające. Nikt nie wyjaśnił przekonująco,
dlaczego upłynęły aż dwa tygodnie przed ogłoszeniem
alarmu w sprawie Ray’a przez FBI, skoro był on uciekinierem z więzienia, a odciski jego palców znaleziono
na przedmiotach pozostawionych na miejscu zbrodni.
Było wśród nich nawet radio Ray’a z jego więziennym
numerem identyfikacyjnym. Ray nie otrzymał także
zgody na nowy, oficjalny proces i nadal przebywa w
więzieniu utrzymując, że jest niewinny i padł ofiarą
spisku. Nawet jeżeli John Edgar Hoover i FBI nie brali
bezpośrednio udziału w zabójstwie, spoczywa na nich
część winy. Rodzina zamordowanego też jest przekonana, że Ray jest niewinny. Zdaniem Peppera, który
dziesięć lat poświęcił na zbadanie sprawy zabójstwa
pastora Kinga, zamach miał następujący przebieg. W
krzakach na przeciwko tarasu i drzwi do pokoju Kinga
ukryty był zawodowy morderca. Na pobliskiej wieży
ciśnień i dachach budynków znajdowali się snajperzy
armii, gotowi na wypadek, gdyby zamachowiec nie
wykonał swojego zadania. W pobliżu pastora przebywali agenci FBI, CIA oraz wywiadu wojskowego.
Twierdzi także, że pod koniec marca 1968 roku do
Memphis udała się specjalna grupa snajperów USA
z zielonych beretów, przygotowanych by na rozkaz
dowódcy otworzyć ogień do Kinga. James Earl Ray
jest według niego niewinny, gdyż został zastraszony i
wykorzystany jako kozioł ofiarny.
Mordowanie dobrego imienia Kinga trwało nawet
po jego śmierci. Edgar usilnie starał się zapobiec
ogłoszeniu dnia urodzin Kinga świętem narodowym i
zaaprobował plan przekonywania członków Kongresu,
że King był “łajdakiem”. Dzień urodzin Kinga został
ogłoszony świętem narodowym dopiero w 1983 roku.
BEMOWO, ROK 1997. MIEJSCE
JAK KAŻDE INNE W POLSCE, HISTORIA BLIŹNIACZA DO SETEK
INNYCH HISTORII O POWSTANIU
ZESPOŁU. JEDNAK NIKT WTEDY NIE
PRZYPUSZCZAŁ, ŻE SKŁAD, KTÓRY
SIĘ WÓWCZAS ZAWIĄZAŁ, STANIE
SIĘ JEDNYM Z NAJWAŻNIEJSZYCH
DLA ROZWOJU POLSKIEJ MUZYKI,
I ŻE NAGRA PŁYTĘ PRZEŁOMOWĄ,
KTÓRA DLA WIELU SŁUCHACZY
STANIE SIĘ IKONĄ
POLSKIEGO HIP-HOP’U.
TO NIEZALEŻNY HIP-HOP
Zespół Grammatik założyło dwóch chłopaków L.do.
K i J.U.Z, którzy znudzeni ówczesną monotonnością
w polskim hip-hop’ie, twierdząc, że „polskie grupy
grają albo jak Kaliber, albo jak Molesta, albo jak
Trzyha”, postanowili stworzyć coś świeżego i pokazać
szerokie horyzonty hip-hop’u. Nazwę zespołu grupa
zaczerpnęła z książki do języka niemieckiego. I tak pod
szyldem Grammatik Eldoka i Jotuze rozpoczęli swoją
działalność w rap grze. Grammatik był częścią zespołu
Szyja Skład, do którego należeli także Edytoriał i Maesto. Poszczególne ekipy łączyło wspólne koncertowanie
oraz producent. Na początku Eldo i Jotuze dostawali
podkłady od Szychy, który jednak poświęcając się
pracy z Edytoriałem, miał niewiele czasu dla młodego,
bemowskiego składu. Jego rolę, próbował przejąć
Juzek, ale z mizernym skutkiem, a z samych produkcji nic nie przetrwało. Zespół zadebiutował kawałkiem
„24h”, który znalazł się na underground’owej składance,
prezentującej młode warszawskie składy. Kompilacja ta
wydana została przez Tytusa pod nazwą „Enigma: 0-22
vol. 2”. W 1998 roku do grupy dołączył Noon, który
stał się producentem zespołu. W pełnym składzie i
zacięciem Grammatik przystąpił do nagrywania dema
zatytułowanego „EP”. Demówka rozeszła się w dość
szybkim tempie (w ilości 500 sztuk), a utwory na niej
zgromadzone wzbudziły duży entuzjazm. Jeden z
kawałków z „EP”, „Płaczę rymami” uplasował się na
pierwszym miejscu listy przebojów w Radiostacji, a
prowadzący audycje Druh Sławek powiedział wtedy
prorocze słowa „Grupa Grammatik, EP’ka i po długim
namyśle, myślę, że mogę tak powiedzieć – najlepsza
polska płyta, jaka do tej pory się ukazała”. Wkrótce
zespół postanowił puścić ten materiał w legalny obieg.
NIE OTWORZYSZ DRZWI...
Pod koniec września 1999 roku na półki sklepowe
trafił poprawiony, na nowo zmiksowany, poszerzony
o nowe nagrania i remixy album zatytułowany „EP+”.
Krążek ten wydała wrocławska wytwórnia Blend Records. Zarówno demówka jak i jej oficjalna reedycja
były czymś zupełnie nowym na rynku. Wzbudziły spore
zainteresowanie pokazując, że Hip-Hop nie kończy się
tam gdzie wszyscy dotąd myśleli. Na pierwszej płycie
w kawałku „Czasem” gościnnie wystąpił Ash, który
wkrótce potem zasilił pełnoprawnie szeregi Grammatika. W poszerzonym składzie zespół przystąpił do
nagrania nowego albumu, który ukazał się pod koniec
2000 roku nakładem wytwórni T1-Teraz. Druga płyta
zespołu była jedną z najbardziej oczekiwanych płyt, a jej
zawartość miała po raz kolejny wstrząsnąć polską sceną.
I tak też się stało. Płyta „Światła miasta” jest jedną z
najważniejszych płyt w historii polskiego Hip-Hop’u.
Obok „Księgi Tajemniczej”, „Skandalu” i „Nastukafszy” stała się kolejną przełomową płytą, wytyczającą
nowy kierunek rozwoju polskiej sceny hip-hop’owej.
POPUŚCIĆ WODZE WYOBRAŹNI
Tekstowo i muzyczne Grammatik zaprezentował świeże
podejście i nowe pomysły. Ich styl był ambitnym poszukiwaniem nowych dróg artystycznej podróży.
Podkłady inspirowane nagraniami DJ’a Shadow’a czy
Lewis’a Parkera stworzyły krainę, zawieszoną gdzieś
między niebem a piekłem, w której można całkowicie
oddać się słuchaniu poetyckich wersów. Noon poskładał
swoje produkcje z precyzyjnie i gustownie dobranych
sampli, nierzadko charakterystycznie urwanych, oraz
hipnotyzujących dźwięków pełnych melancholii. Talent i wrażliwość muzyczna sprawiły, że Noon został
okrzyknięty jednym z najlepszych producentów w
kraju. Oprócz muzyki także teksty Eldo, Asha i Juzka
były odzwierciedleniem nowego podejścia i łamania
schematów. „Kiedy piszemy swoje teksty to opieramy
się na tym co mamy w głowie. Jest to bardzo osobiste.
Dla słuchaczy jest to czasem trudne do zrozumienia, ale
to wychodzi na dobre, bo zmusza ich do myślenia. Jeśli
człowiek nad czymś myśli to prowadzi go to do tego żeby
w końcu coś zrozumiał. Trzeba myśleć a nie naśladować
bez sensu” - mówili członkowie zespołu. W ich lirykach
słychać także słowa modlitwy i wyrazy wewnętrznych
potyczek. Całość stworzyła płytę o nieposkromionej
mocy wnikania w głąb każdego słuchacza, prowadząc
go poprzez swoisty labirynt myśli.
BLASKI I...
Album „Światła miasta” przyniósł Grammatikowi komercyjny sukces. Promując płytę zespół zagrał ponad
170 koncertów w Polsce, Czechach i Niemczech.
Mimo rosnącej popularności grupę dotknęły zmiany
personalne. Ekipę opuściły dwie istotne osoby, które
były współodpowiedzialne za sukces artystyczny
płyty „Światła miasta”. Ash, który swoimi rymami
uszlachetniał utwory oraz Noon, człowiek odpowiedzialny za to, w jakich klimatach postrzegany jest
Grammatik. Na placu boju pozostał więc tylko trzon
zespołu. Eldo zabrał się za nagrywanie solowego albumu. Płyta zatytułowana „Opowieść o tym co tu dzieje
się naprawdę” wydana została w 2001 roku przez T1Teraz. Za produkcje na albumie odpowiedzialny był
Dena. Materiał rozczarował słuchaczy, nie był on już
tak porywający i głęboki jak „Światła miasta”, głównie
pod względem produkcyjnym. Także Eldo zmienił
swój styl. Tematyka jego tekstów obejmowała głównie
przechwalanie siebie i krytykę innych. Mimo, że krążek
nie odniósł zamierzonego sukcesu, echo wokół Grammatika nie ucichło.
...CIENIE
Pojawienie się na scenie Grammatika wywołało
dwojakie reakcje. Z jednej strony przychylne recenzje
słuchaczy, z drugiej niechęć ze strony starych graczy.
Nie byłoby w tym nic złego, gdyby chodziło o zwykłą
złość, spowodowaną tym, że Grammatik wydając
„Światła miasta” zakończył niepodzielną dominację
innych utytułowanych już składów. Jednak główne
20 | HIP-HOP.PL - MARZEC 2005
sylwetka: GRAMMATIK
BLASKI ICIENIE
zarzewie konfliktu wynikało z wypowiedzi, jakich Eldo udzielał
w dokumentach „Mówią bloki 2” i „Blokersi”. Krytykując poziom
i hermetyczność polskiego Hip-Hop’u, powielanie schematów,
błędny kierunek rozwoju kultury oraz manifestowanie poprzez teksty
negatywnych wzorców Eldoka sprawił, że sam padł ofiarą oskarżeń.
Skłócony ze środowiskiem wdał się w beef z Tdf’em i stojącym za
nim freestyle’owym składem Gib Gibon. Obaj panowie atakowali się
na swych płytach, nie szczędząc dissów. Kulminacją konfliktu była
słynna bitwa płocka w klubie Crazy między Gib Gibon a Obrońcami
Tytułu. Potyczka została jednomyślnie oceniona przez tamtejszą
publiczność. Eldo nie podołał Tede’mu.
REAKTYWACJA
W obozie Grammatika nastała cisza. Oprócz kilku gościnnych nagrań
m.in. na płycie „Muzyka poważna” czy drugiej kompilacji O$ki, zespół
pozostawał w uśpieniu. Eldo potrzebował spokoju, by po dwóch latach
powrócić z przemyślaną, progresywną i niesamowitą płytą „Eternia”.
Drugie solo rapera ukazało się w 2003 roku nakładem Blend Records,
a sam emce udowodnił, że sukces „Świateł miasta” nie był przypadkowy. Nagrał płytę, która nie tylko daje przyjemność słuchania, ale
i zmusza do myślenia. Eldo zbudował na niej melancholijny krajobraz, na tle którego swoimi poetyckimi rymami zabrał słuchaczy na
wędrówkę w głąb ich samych. Stworzył utwory poruszające sprawy
bliskie nam wszystkim, a których cała magia oparta jest na inteligencji
słuchaczy, czyli na osobistej interpretacji. Na „Eterni” o produkcje
zadbali tym razem Webber, Ajron i Joter. Kilka miesięcy później,
w styczniu 2004, powrócił także Grammatik. Zespół wydał epkę
nakładem Embargo Nagrania pod tytułem „Reaktywacja”. Na krążku
znalazły się cztery premierowe utwory. Singlowy, tytułowy kawałek
był pełen energii, a nawet głodu nagrywania Hip-Hop’u. Stał się
deklaracją powrotu i wyrazem wiary, że pamięć o Grammatiku jest
wciąż pielęgnowana w sercach słuchaczy. Ten maxi singiel rozszedł
się w ilości 10000 sztuk i jest zapowiedzią długogrającej płyty, która
ukazała się 17 lutego 2005 roku.
tekst: Sebastian Wiktorski
HIP-HOP.PL - MARZEC 2005 | 21
Na nowej płycie jest bardzo dużo o Was. Wiele
mówicie o tym, co myślicie i czujecie. Czy taki
„świadomy rap” ma szanse zaistnieć w dzisiejszych
realiach?
ELDO: Nie interesuje mnie jego „zaistnienie”, w tym
sensie, o którym myślisz. Dla mnie to samodzielny,
żywy organizm, o którym będą różne opinie, a to mi
zupełnie wystarczy. Miło będzie, jeśli płyta odniesie jakiś sukces również komercyjnie, ale nie to jest
najważniejsze. A płyta o nas, bo tak zawsze pisaliśmy.
JOTUZE: Zgadzam się całkowicie z Leszkiem. Jest to
płyta o nas, o tym, co przeżyliśmy od wydania „Reaktywacji”. Zapis pewnego okresu. Jesteśmy świadomi
tego, co robimy, dlatego też płyta ma taki charakter, a
nie inny. A czy się przyjmie? Czas pokaże.
Ta płyta jest bezkompromisowa, zupełnie inna, bez
typowo singlowych kawałków, tworzonych pod hit.
Nie mieliście ochoty nagrać jednego lekkiego, imprezowego utworu? Jakby brzmiał Grammatik w
takiej konwencji?
ELDO: Niezbyt wyobrażam sobie jak miałby taki
kawałek wyglądać, poza tym nie jesteśmy raperami od
szlagierów, robimy trochę inną muzykę. Staramy się
działać wewnątrz formy, którą sami wypracowaliśmy,
nie ma sensu napinać się na nagrywanie kawałków,
które by nie odzwierciedlały tego jak myślimy.
JOTUZE: Nie brzmiałby przede wszystkim prawdziwie i dlatego od takich „zagrywek” trzymamy się z
dala. Grammatik nie jest zespołem od imprezowych
kawałków i nigdy takim nie będzie. Innym pozostawiamy tworzenie kawałków lekkich i przyjemnych. My robimy po prostu swoje wbrew temu, co się teraz dzieje.
Czemu nie zaprosiliście żadnego rapera na płytę?
ELDO: Nie ma jakiegoś konkretnego powodu poza
tym, że chcieliśmy tę płytę nagrać we dwóch.
Na „3” czuć wiele zniechęcenia, goryczy. Jest
wrażenie, że chcecie zdystansować się od rap-gry.
Czy nie lepiej nabrać do tego trochę dystansu i
luzu?
ELDO: Zniechęcenie i gorycz pojawia się wtedy,
kiedy ludziom na czymś zależy, to niech będzie najlepsza odpowiedź na to pytanie. A słuchając płyty można
znaleźć sporo i luzu i dystansu przede wszystkim do
samych siebie.
Na „Friko” twierdziliście, że „rap biznes to
spełnienie marzeń”. Dziś, gorzko się z nim rozprawiacie. Czemu rap biznes w Polsce nie realizuje
Waszych marzeń?
ELDO: Biznes zabija tę muzykę bardziej niż r&b. Tak
serio to biznes zawsze przynosi nieporozumienia, niedopowiedzenia, żal i pretensje. Często nie z winy ludzi,
ale mechanizmów, od których Ci ludzie są zależni.
Jotuze: Właśnie. Najgorsze są te mechanizmy, ale i
ludzie, którzy coraz częściej się w tym ”rap biznesie”
pojawiają na zasadzie przypadku. To jest złe i nie wnosi nic pozytywnego, a co dopiero wartościowego do tej
sceny. Kiedyś byłem idealistą, wszystko widziałem w
jasnych barwach. Niestety na mojej muzycznej drodze
spotkałem dwie kurwy, które strasznie narozrabiały w
polskim rapowym światku i to właśnie sprawiło, że teraz jestem ostrożniejszy we wszystkim, co robię i inaczej patrzę na wiele rzeczy, wciąż zajmując się muzyka.
Zresztą wszystko opisane jest w kawałku „Kondycja”.
W wywiadach wiele razy mówiliście, że nie zrobicie
płyty lepszej niż „Światła miasta”. Czy nie boicie
się, że to będzie samo-spełniająca się przepowiednia? Raper, który mówi, że najlepszą płytę już
nagrał, nie ma już nic do osiągnięcia.
ELDO: Takie mówienie to odpowiedź tym wszystkim, którzy ciągle chcieli by usłyszeć nie nową płytę
Grammatika, ale sequel „Świateł miasta”. Jeśli za to
raper, któremu mówią, że już nagrał najlepszą płytę,
to po co w ogóle ma jeszcze coś nagrywać? Myślę, że
słowo „lepsza” w żaden sposób nie dotyczy tej płyty.
Jest inna i nie ma żadnych możliwości porównywania
tych płyt.
Eldo, twierdzisz, że „będą jaja”, a „Twój głos trafia w próżnie” jednak fani Was słuchają, uwielbiają
i przychodzą na koncerty. Czy to nie za surowa
ocena?
ELDO: „Jaja” odnoszą się do „autobusu”, a zatem
po prostu do sytuacji w Polsce, co zresztą jest dość
22 | HIP-HOP.PL - MARZEC 2005
POZYTYWNAPRESJA
pytania zadawał: Sebastian Muliński
czytelne w tekście, na który się powołujesz. A co do
głosu, który trafia w próżnie, to mam takie poczucie,
że trafia. Wielu z wykonawców pracuje po kilkanaście
miesięcy, a w nagrodę dostają bootleg’i swoich płyt
często jeszcze przed premierą. Taka sytuacja zabija
muzykę i jest bez sensu dla wykonawców. Zresztą to jest
poważny temat i nie da się tego opisać w kilku słowach.
Chciałem zasygnalizować pewien problem, mam
świadomość mojej bezsilności w tej sytuacji, jedyne co
możemy zrobić to mówić o tym w ten sposób.
Jak doszło do współpracy z Haem’em i DJ Taśmy?
JOTUZE: Prosta sprawa. Znamy się z nimi od
dawna, szanujemy to co robią, a są w tym dobrzy i
postanowiliśmy, że mogliby mieć jakiś swój udział
na tej płycie. Oni się zgodzili, a efekt to właśnie bit
Haema i skrecze Daniela na „3”.
wsze będę szczerze mówił o tym, co mnie wkurwia, jak
również o tym, co mnie cieszy. A wkurwia mnie, jeśli
tak się zagłębiamy, taka sytuacja, gdy wartościowy i
dobry rap ginie wśród wszechobecnej i non stop granej
tandety. Dziwi mnie to, że niektórzy dają się tak łatwo
zakręcić i omamić. Tyle ode mnie.
Na przyszłych produkcjach, też będzie wielu producentów?
JOTUZE: Tego nie wie nikt. Czas pokaże.
Dla wielu jesteście ikoną polskiego rapu. Czujecie
się odpowiedzialni za swoje teksty? Czujecie presję
tych ludzi?
ELDO: To jest miłe, że są ludzie, którzy podziwiają i
szanują to co robimy. Przynosi to ogromną satysfakcję,
ale nie jest celem naszej pracy. Co do odpowiedzialności,
to jesteśmy dorosłymi ludźmi i jesteśmy świadomi tego,
że nasz przekaz dociera do ludzi. W takiej sytuacji
musisz czuć pewną presję, ale nie ma ona wpływu na
nagrania.
JOTUZE: Z tą ikoną to lekka przesada, a co do presji to
była jest i będzie, ale w takim pozytywnym znaczeniu,
jest dla nas czymś w rodzaju dopingu.
„Wytwórnia się wkurwia, bo nie sprzedaje milionów” – fakt, ale Wasze płyty i tak sprzedają się
świetnie jak na Polskę, choć to i tak śmiesznie mało.
Jaka jest przyczyna słabej sprzedaży płyt?
JOTUZE: Od dawna szukam odpowiedzi na taki stan
rzeczy.
Kto jest winny temu, że przyszła moda na infantylny rap?
JOTUZE: Taki jest teraz widocznie rynek i zapotrzebowanie na tak pojmowany i tworzony rap.
Wśród fanów są też grouppies. Czy odganianie ich
Swego czasu mocno krytykowaliście 18L, na „3”
pojawia się delikatny diss na nich. Jednak potem
zagraliście na koncercie organizowanym przez
UMC i tam już ich nie jechaliście. Gdzie tu konsekwencja?
ELDO: Nie widzę w tym żadnej niekonsekwencji.
Nie robiliśmy z „jechania” 18L żadnej misji. Spytani,
co sądzimy o ich muzyce, odpowiadamy szczerze,
Eldo, jaka jest dla Ciebie różnica pomiędzy
solówkami, a Grammatikiem?
ELDO: Nagrywając solową płytę realizujesz tylko
swoje pomysły i tylko z samym sobą spierasz się o tę
płytę. Czasami to gorsze od pracy z pięcioma osobami.
Tylko tyle, reszta wygląda tak samo, pomysł, kartka,
s-33.
Na płycie dwukrotnie pojawił się Hrabal. Niby to
nic dziwnego, ale skąd on się wziął?
ELDO: Pierwszy raz w „2004”, pisałem ten tekst
akurat po fantastycznym meczu Czechy–Holandia, w
którym wygrali Czesi. Hrabal, który był wielkim fanem
piłki nożnej, na pewno przeżył wiele wzruszających
GRAMMATIK NIE JEST ZESPOŁEM OD IMPREZOWYCH KAWAŁKÓW I NIGDY TAKIM NIE BĘDZIE.
rzeczywiście jest takie straszne?
ELDO: Nie jest i nie jest ich też aż tyle. Szkoda, że
nie wyczułeś ironii w tym wersie, zresztą w całej tej
zwrotce.
Jotuze: Grouppies? Nie znam (śmiech).
Na płycie pada stwierdzenie, że „krytyka spotyka
Was stale”. Jednak jesteście jedną z najmniej krytykowanych grup. Czytacie recenzje swoich płyt?
JOTUZE: Nie chodzi mi o recenzje w pismach, bo
to dotyczy zespołu i wykonywanej przez nas muzyki.
Chodzi mi o te głupoty, które pewna grupa ludzi
wygaduje i pisze, a propos nas jako ludzi, nawet nas nie
znając... Idiotyzm i tyle.
również im wydawcom. Zagraliśmy na tym koncercie, bo był profesjonalnie zorganizowany i wszystko
na nim odbyło się jak należy. Wytwórnia pisze czeki
i robi ciężką robotę, za to należy się im szacunek,
bo najwyraźniej mają umiejętności do tego, żeby
promować swoich artystów. Nikt nikogo nie zmusza do
wydawania w UMC, zespoły same chcą tam wydawać,
mogą zawsze odmówić zamieszczania swoich utworów
w pismach młodzieżowych. Mam nadzieję, że widzisz
już różnice.
JOTUZE: Nie grałem na tym koncercie, to tak w
sprawach organizacyjnych. A co do dissu na „3”
to chodzi o moją zwrotkę, która opisuje konkretną
sytuację. Nie robię z tego wielkiej afery, jednak za-
chwil. Stąd ten tekst. Drugi raz pojawia się w „Hooker
i Gondorff”, kiedy opisuje pewną historię mogąca
się wydarzyć w czeskiej stolicy. Hrabal to koty,
wrażliwość, mądrość, miłość do człowieka, polecam
jego książki, warto przeczytać. A pojawia się, bo po
prostu jego twórczość towarzyszy mi w wielu momentach życia.
Czego życzyć Grammatikowi po wydaniu „3”?
JOTUZE: Może udanych koncertów, które już wkrótce zaczynamy grać, wytrwałości i przede wszystkim
zdrowia. Dziękujemy i pozdrawiamy serdecznie!
HIP-HOP.PL - MARZEC 2005 | 23
osobom się one nie podobały, a
zwłaszcza dziewczynkom.
Wcześniejsze
kompilacje
były bardzo wyczekiwane.
Wynikało to z tego, że mało
było płyt producenckich. Teraz wychodzi ich kilka rocznie.
Jak starasz się zapewnić sobie
oryginalność?
O$KA: Ciężkie pytanie. Trzeba
zacząć od tego, że w Hip-Hop’ie
jest już mało oryginalności.
Wszystko zostało przesamplowane po setki razy, jest tyle
producentów, że chcąc nie
chcąc bity i tak będą podobne
do produkcji kogoś innego. W
moim przypadku może jest to, że
łączę dużo syntezatorów z samplami, ale na pewno jest wiele
osób, które robią podobnie.
Rozmawiasz z raperami o
temacie kawałków?
O$KA: Nie. Nigdy tego nie
robię. Daje im bity, a reszta
należy do nich. Współpracuję z
ludźmi, po których wiem czego
mogę się spodziewać i wiem,
że nie dostane kiczowatego numeru.
Czym kierujesz się dobierając
raperów na płytę? Starasz się
czy superelaks się już skończył?
O$KA: Nigdy nic nie wiadomo. Na razie na ten temat nie
rozmawiałem z Onarem. On teraz kończy Płomień 81, a
ja mam inne sprawy na głowie.
Wolisz robić albumy producenckie, czy produkować
muzykę dla jednego rapera?
O$KA: Łatwiej się robi płytę dla jednego rapera, ale
czasami płyta producencka przez swoja różnorodność jest
ciekawsza. Lubię robić i takie i takie płyty.
Raperzy zarabiają na koncertach, producenci nie
mają tego luksusu. Jak więc „O$ka przez s jak...”
zrobi tego dolara przy ogólnie słabej sprzedaży płyt?
O$KA: Niestety zarabiam tylko na bitach... ale nie jest to
mój jedyny zawód więc jakoś sobie radzę.
Łapiesz złotą rybkę i w zamian możesz zaprosić trzech
raperów na swoją następną płytę. Kogo i dlaczego zaprosisz?
O$KA: Jay Z, Fabolous i Ginuwine (nie jest to raper, ale
zajebiście chciałbym dla niego zrobić numer). Dwóch
pierwszych panów nie trzeba przedstawiać i wiadomo
dlaczego chciałbym z nimi współpracować. Dla mnie są
najlepsi. Ginuwine jest dla mnie mistrzem R’n’B i dlatego...
Dla kogo teraz tworzysz bity? Gdzie będzie można
usłyszeć Twoich nowych produkcji?
O$KA: Skończyłem mix jednego kawałka na Płomień
81, zrobiłem bicik dla Pelego. Nie wiem jeszcze do
końca gdzie będą moje bity. Rozdałem ich ostatnio dużo
i musiałbym się strasznie rozpisywać.
Co oznacza “Superbiz” przy Twoim podpisie?
NIE ROZMAWIAM
Z RAPERAMI
Poprzednie kompilacje wydałeś w Asfalcie, teraz u
Cameya, skąd ta zmiana? Czyżby Asfalt nie spełniał
Twoich oczekiwań?
O$KA: Asfalt był dobry, ale na początku. Później
pojawiły się lepsze oferty i nawet się nie zastanawiałem...
dlatego wielokrotnie zmieniałem wytwornie. Za każdym
razem dostaje lepsze warunki. Wytwórnia Tytusa poza
tym zaczęła nabierać dziwnego klimatu, totalnie nie
pasującego do mojej osoby. Czy widzisz mnie obok
Fisza? Ja siebie nie widzę, robimy totalnie inną muzykę.
kreować nowe twarze, czy zbierasz tylko najlepszych?
O$KA: Opieram się na już sprawdzonych artystach,
których osobiście znam i mam z nimi dobry kontakt. Wtedy współpraca idzie bardzo gładko, bo mniej jest w tym
biznesu a więcej muzyki. Czasami jednak kreuje nowe
twarze, ale nie jest to częste.
Słuchając inne płyty producenckie, myślisz sobie
„zrobiłbym to lepiej, inaczej”, „u mnie lepiej by
nawinął”?
O$KA: Superbiz oznacza ogół mojej działalności,
wszystko co robię podpisuje tym logiem.
Czy to Ty stworzyłeś nową stronę internetową Cameya? Zajmujesz się grafiką, tworzysz strony www?
O$KA: Pracuje jako grafik, specjalista do spraw poligrafii i zajmuje się projektowaniem www. To jest, można
tak powiedzieć, mój zawód od zawsze tak samo jak i
muzyka.
pytali: Wilku i Seba
W HIP-HOP’IE JEST JUŻ MAŁO ORYGINALNOŚCI. WSZYSTKO ZOSTAŁO PRZESAMPLOWANE PO
SETKI RAZY, JEST TYLE PRODUCENTÓW, ŻE CHCĄC NIE CHCĄC BITY I TAK BĘDĄ PODOBNE
DO PRODUKCJI KOGOŚ INNEGO.
To też jest powód, dla którego nie współpracuję z Asfaltem.
Przeglądając tylko tracklistę „Kompilacji 2” widać,
że to nie tylko zmiana wytwórni. Gramamtik, Ash,
Łona, Pezet, Kret zostali zamienieni na zdecydowanie
bardziej „imprezowych” raperów. Skąd ta zmiana?
O$KA: Zawsze byłem imprezowym człowiekiem,
osoby które mnie znają i spotykają w klubach to potwierdza. Chciałem zrobić płytę, której mi będzie się dobrze
słuchać i, która czasem poleci w klubie.
Twoja płyta jest bardzo imprezowa, jednak to nie ten
sam klimat co HaKa. Czy już kompletnie odszedłeś od
klimatów a’la „Platynowe Sombrero”?
O$KA: HaKa - to płyta jedyna w swoim rodzaju. Nie jest
to płyta typowo klubowa ze względu na teksty... Wielu
24 | HIP-HOP.PL - MARZEC 2005
O$KA: Nie słucham innych płyt producenckich, bo ogólnie mało słucham polskiego Hip-Hop’u. Lubię polski rap,
ale jest go ostatnio bardzo dużo i część z tego jest na fatalnym poziomie, wiec nie skupiam się na tym.
Mes nawinął kawałek „Tak zapomnieć”, czy miała to
być odpowiedź na sezonowy hit?
O$KA: To pytanko raczej do Mesa. Nie mam pojęcia czy
to jest odpowiedź.
Wiele osób ma Ci za złe, monotonne loop’owanie tego
samego motywu w utworze, może czas to zmienić?
O$KA: Wielu osobom mogę zarzucić, że używają
bębnów i układu całej perkusji jak Premier (śmiech). I co
z tego? Kto lubi moją muzykę, ten ją kupuje.
Doczekamy się jeszcze płyty pod szyldem Onar i Ośka,
OD WYDANIA PIERWSZEJ
PŁYTY
„O TYM CO WIDZISZ
NA OCZY”
SPORO SIĘ ZMIENIŁO W
WARSZAWSKIM SKŁADZIE
ENDEFIS.
DO EKIPY DOŁĄCZYŁ
PRZEDE WSZYSTKIM 1Z2,
KTÓRY SWOIM
CHARAKTERYSTYCZNYM
STYLEM DUŻO WNOSI DO
NOWEJ PŁYTY
„BYĆ ALBO NIE BYĆ”.
NOWA JEST RÓWNIEŻ
WYTWÓRNIA.
UMC BUDZI Z PEWNOŚCIĄ
WIELE EMOCJI, CZASEM
RÓWNIEŻ I
TYCH MNIEJ ZDROWYCH,
JEDNAK Z PEWNOŚCIĄ
LEPIEJ WYWIĄŻE
SIĘ ZE SWOJEGO
ZADANIA NIŻ ZROBIŁ
TO MIL W PRZYPADKU ICH
PIERWSZEJ PŁYTY.
O TYM JEST M.IN.
NASZA ROZMOWA
DO KTÓREJ
PRZECZYTANIA
SERDECZNIE ZAPRASZAM.
MOŻE LEPIEJ
ZROBIĆ POPIK
pytania zadawał: Ventyl
Mówicie, że ta płyta to dla was „Być albo nie być”.
Jeżeli nie odniesie sukcesu to znaczy, że kończycie
z muzyką?
MIEXON: Ta płyta ma taki tytuł, ponieważ w pewnym
momencie przychodzi duże zwątpienie, nie tylko w
muzykę. A jeżeli chodzi o tę płytę to nie wiadomo, co
będzie, czy odejdziemy od robienia Hip-Hop’u. Chyba
nie, ponieważ nie jesteśmy sezonowym zespolikiem,
ale będzie trzeba się zastanowić czy jest sens robić dobra płytę hip-hop’ową czy może lepiej zrobić popik.
W każdym razie na dzień dzisiejszy to nasze „być albo
nie być”.
1Z2: To nie jest tak. Nie zrezygnuję z tej muzyki. W
tym momencie zajmuje się praktycznie tylko tym!
Chcę móc poświęcić się muzyce w 100%, ale to jest
bardzo trudne, jeżeli po tej płycie nadal będą tylko
problemy, nerwy i nie będę mógł z tego się jakoś
utrzymać, to niestety, ale będę musiał poświęcić się
pracy, bo z pracy masz co miesiąc wypłatę i wiesz, że
MIEXON: Jestem z niej bardzo zadowolony.
Zrobiliśmy naprawdę materiał na wysokim poziomie!
A jeżeli słuchacze będą chcieli docenić ogrom pracy to
kupią tę płytę lub zaproszą nas do swojego miasta na
koncerty. Jeśli nie, to nie!
1Z2: Ta płyta nie jest moją wymarzoną płytą, to nie
są moje najlepsze zwrotki. Muzycznie też bym dużo
pozmieniał, ale jest na niej dużo szczerych słów,
mówiących o tym, jacy tak jesteśmy, do większości
zrobił bym klipy np. do „Być albo nie być”, Miłości”,
„Nas nie uda ci się złamać”, „Bezsilności”, „Zostaw
nas z naszą pracą”, „W rytm tego bitu” „95-96” i do
jeszcze kilku i to naprawdę dobrze świadczy o tej
płycie. A co zrobi z nią słuchacz to już nie wiem,
mam tylko nadzieje, że nie skreśli jej tylko dlatego,
że wyszła w UMC.
nic do rzeczy, ale niektórym jednak to przeszkadza i
dla mnie są to osoby jakieś zaściankowe lub po prostu
mega głupie! Jedną z takich osób jest DJ Panda, który
najpierw był bardzo chętny żeby zrobić skrecze na
nasza płytę a później się wycofał, bo powiedział ze nie
zrobi tego dla UMC! Nie to nie, płakać nie będziemy!
1Z2: Poszliśmy do UMC, sprzedaliśmy się i teraz
jesteśmy komercyjni jak kajzerki! (śmiech) A tak na
poważnie to gdyby inna wytwórnia z Warszawy dała
nam takie same warunki, jak ta z Poznania, to wolał
bym ją wydać u siebie w mieście, ale tak się nie stało.
Swoją solówkę chce wydać w W-wa, w wytwórni,
gdzie szanują Hip-Hop, gdzie wydawcą będzie ktoś,
kto tak jak ja, wychował się na tej muzyce, ktoś kto
szanuje tą kulturę i nie traktuje muzyki jak np. ziemniaków (śmiech).
Kontrowersje budzi to, że wydaliście tą płytę w
UMC. Dlaczego tam? Prowadziliście już dosyć
Jak rozmawialiśmy w zeszłym roku, mieliście
bardzo ciekawy pomysł na singiel, jednak nie
DJ PANDA NAJPIERW BYŁ BARDZO CHĘTNY ŻEBY ZROBIĆ SKRECZE NA NASZA PŁYTĘ A PÓŹNIEJ SIĘ
WYCOFAŁ, BO POWIEDZIAŁ ZE NIE ZROBI TEGO DLA UMC! NIE TO NIE, PŁAKAĆ NIE BĘDZIEMY!
ona będzie, chyba że cię wpizdu zwolnią. Będę nadal
pisał teksty, nagrywał, bo nie umiem bez tego żyć, ale
na pewno z mniejszą częstotliwością. Tak to widzę.
Skoro daliście jej taki tytuł to musi dla Was dużo
znaczyć. Czy jest taka jak chcieliście? Jeżeli
słuchacze mają zadecydować o Waszym „być”, to
dlaczego mają to zrobić?
zaawansowane rozmowy z Blendem i innymi wytwórniami.
MIEXON: Nie widzę żadnych kontrowersji! Teraz
nagle parę osób się podnieciło, że wydajemy w UMC,
a wydajemy tam, bo żadna inna wytwórnia nie dała
nam porządnych warunków! UMC podeszło do sprawy
bardzo profesjonalnie i poważnie (życzę każdemu takich wydawców) jak dla mnie to wytwórnia nie ma
zrealizowaliście go. Dlaczego?
MIEXON: Dlatego, że w Polsce nie istnieje jeszcze
rynek singlowy. Single się po prostu nie sprzedają. Jedynym singlem, który sprzedał się zajebiście był singiel zespołu Fenomen „Ludzie przeciwko ludziom”.
Czy wytwórnia ingerowała w jakiś sposób w ten album? Przykładowo przy wyborze singla.
HIP-HOP.PL - MARZEC 2005 | 25
MIEXON: Nie ingerowała. Skąd ten pomysł w ogóle?
1Z2: Nie ingerowała, ale ucieszyli się, że to właśnie ten kawałek wybraliśmy.
Możesz w to nie uwierzyć, ale ja sobie nie pozwolę na takie opcje, że ktoś mi
mówi: „musisz zrobić to, czy tamto”. Jeśli mam być szczery, to gdybym miał sam
wybrać kawałek na singiel, to nie był by to ten numer. Zostałem przegłosowany,
umówiliśmy się, że wybieramy wszystko we trzech na zasadzie głosowania. Był
ogólnie o to mały spór - ten kawałek to nie jest nasz najlepszy numer z płyty,
ale lubię go bo jest szczery, to nie jest tylko temat, to jest temat z serca, a nie z
powietrza i mimo, że do końca nie jestem też zadowolony z klipu, to ma on dla
mnie bardzo duże znaczenie. Na klipie nie ma podstawianych ekip tylko rodzina
i najbliższe osoby.
W jaki sposób „Być albo nie być” „wychodzi naprzeciw głupocie ludzkiej,
zawiści i hipokryzji”?
MIEXON: Niech ludzie posłuchają płyty i zrozumieją, że liczy się płyta i jej
zawartość, a nie gdzie ona wychodzi to po pierwsze. A ludzka głupota nie zna
granic, więc czasami trudno znaleźć na nią lekarstwo, a dla tych wszystkich
pseudo-wydawców i pseudo-menagerów i pseudo-koleżków będzie drugi singiel.
Chcecie wiecej to macie wiecej.
1Z2: Każdy, kto coś osiągnął w Hip-Hop’ie jest nastawiony na zarobek, ludzie
robią różne rzeczy, o których wszem i wobec nie powiedzą, bo się wstydzą albo
boją. Niektórzy nagrywają ze sobą, a się już nawet nie lubią. Jedno się mówi, co
innego się robi. Wkurwia mnie to, że ktoś coś pierdolnie i reszta mu przytakuje.
Wczoraj jeszcze tamto było „chujowe”, a dziś już jest „w porządku”. Tak było
z wieloma rzeczami i postaciami w historii rapu. Mam własne zdanie i zasady
których nie sprzedam. Robię rap i biorę za to pieniądze. Robię to, co mi się
rzewnie podoba, mam własny gust. Doskonale zdaję sobie sprawę jaką opinie
ma u mnie w Warszawie wytwórnia UMC. I wiesz co? Sram na to! Szanuję HipHop Hansa z 52 Dębiec, szanuję go za jego ironię i sarkazm w tekstach. Szanuję
Miexona i Bartosza, bo ich znam i znam ich Hip-Hop, a reszta tego co wyszło w
UMC mi się nie podoba - tyle!
1z2, Twoja solowa płyta była raczej cienko promowana. To dlatego, że byłeś
zajęty przy nagrywaniu płyty Endefis czy to raczej wina wytwórni?
1Z2: Dokładnie - to wina wytwórni. Mil włożył w moja płytę parę ładnych złotych
i wcale nie postarał się o promocję, tak samo było z płytą ”O nas, dla was” Piha
i Chady, czy pierwszym Endefisem. Ten człowiek nie powinien być wydawcą,
widocznie nie zależy mu na tym żeby pieniądze się zwracały, nie zależy mu na
tym żeby go szanować, siedzi i liczy na łut szczęścia. Moja płyta wyszła, a tak na
prawdę jej nie ma. Kurwa, ta płyta to „płyta widmo”. Z drugiej strony może to i
dobrze, bo posłuchają jej tylko nieliczni.
A czy będziesz jakoś ją jeszcze promować, czy już zamierzasz się zając
kolejną solówką?
1Z2: Płyty „Nic co ludzkie” nie będę już promował. Mam nadzieję, że ludzie,
którzy słuchają Hip-Hop’u słyszeli ją. Promuję teraz płytę „Być albo nie być” i
nagrywam nowe numery na swoją drugą solową płytę ”Progres”, która będzie
zupełnie inna niż Endefis. Mam zamiar zaprosić dużo gości – tych, którzy są
moimi kolegami i tych, których
teledysk do pobrania:
„BEZ ZABEZPIECZEŃ” MEŁEGO ESZ ESZA, JAK MÓWI SAM
WYKONAWCA, TO PŁYTA „DLA LUDZI OTWARTYCH, SZCZERYCH,
WRAŻLIWYCH I MYŚLĄCYCH”. DODAM, ŻE JEŻELI CENISZ INDYWIDUALIZM I ŚWIEŻOŚĆ W MUZYCE, TO POWINIENEŚ SIĘGNĄĆ POD TĘ
PRODUKCJĘ. ZACHĘCAM DO WYWIADU Z CZŁONKAMI WARSZAWSKIEGO SZYBKIEGO SZMALU: MAŁYM ESZ ESZ I SZOGUNEM,
KTÓRY WYPRODUKOWAŁ WIĘKSZOŚĆ BITÓW.
W jednym z kawałków mówisz, że w polskim rapie od czasu wydania „Skandalu”
nie było zbyt wielu świeżych produkcji. Co nowego wnosi Twoja płyta?
MAŁY: Szczerze mówiąc bardzo cierpię właśnie z tego powodu, że nasz Hip-Hop
jest tak bardzo hermetyczny i twórcy sprawiają wrażenie jakby nie chcieli się więcej
rozwijać. Poziom techniczny jest coraz wyższy, ale twórczo-artstyczno-aranżacyjny
wciąż nie daje mi powodów do spokojnego snu. Boimy się eksperymentów! Muzyka
daje przeogromne możliwości, których nie umiemy jeszcze w pełni wykorzystać. Może
wytłumaczeniem zaistniałej sytuacji jest to, że polski rap jest wciąż bardzo młody, a
młodzi twórcy nie inspirują się muzyką z miłości do każdego dźwięku, tylko tym, co
serwują nam media w naszym pięknym kraju mówiąc innym, że to jest właśnie Hip-Hop
i tak on powinien wyglądać...
Podchodzę do tego tak: gdy tworzę rymy do konkretnej muzyki nie obchodzi mnie w
ogóle czy to trzyma się w ramach przyjętych przez Hip-Hop czy nie, co daje mi wolność
twórczą, na której mi tak bardzo zależy i, której czasem brakuje przesłuchując kolejnej
rodzimej produkcji hip-hop’owej. Dlatego na mojej płycie na pewno słychać głębokie
inspiracje różnymi stylami muzycznymi i to ją na pewno wyróżnia.
Z pewnością na to, że nie ma zbyt wielu świeżych produkcji wpływa to, że przeciętny
odbiorca polskich płyt nie jest szczególnie wymagający. Płyty nowatorskie są z
reguły dosyć chłodno przyjmowane, a te najbardziej sztampowe sprzedają o wiele
lepiej. Nie obawiasz się, że podzielisz los tych pierwszych?
MAŁY: Oczywiście, że zdaje sobie z tego doskonale sprawę! Nie oczekuję wysokiej sprzedaży mojej płyty, wręcz wydaje mi się, że byłoby coś nie tak, gdyby „Bez
zabezpieczeń” to była złota płyta... Ona po prostu nie jest nastawiona na masowego
odbiorcę i od samego początku nie była. Jak to się czasem mówi - nie jest komercyjna.
Jest dla ludzi otwartych, szczerych, wrażliwych i myślących. Ilu znasz takich? Patrz na
wyniki sprzedaży mojej płyty...
ROBIĘ TO, CO MI SIĘ RZEWNIE PODOBA, MAM
WŁASNY GUST. DOSKONALE ZDAJĘ SOBIE
SPRAWĘ JAKĄ OPINIE MA U MNIE W WARSZAWIE
WYTWÓRNIA UMC. I WIESZ CO? SRAM NA TO!
Z drugiej strony dużą rolę odgrywają media i wytwórnie, które nakręcają sprawę
lekceważąc ambitne produkcje. W Internecie można było przeczytać, że jedna z
wytwórni nie chciała wydać Twojego materiału uznając go za zbyt ambitny na polski rynek. Jaka była Twoja reakcja i co w ogóle o tym myślisz?
MAŁY: To nie była wytwórnia, tylko komercyjne stacje radiowe tak powiedziały. Skoro
tak nisko oceniają swoich słuchaczy, przy czym nie okazują im szacunku, to działa na
szkodę polskiej muzyki. Jak wiadomo ze sprzedażą płyt u nas w kraju jest tragicznie.
A poza tym wiesz ziom... układziki, znajomości itp. Na szczęście w ogóle się tym nie
przejmuję i to chyba wyróżnienie, skoro nie wrzucają mnie do wspólnego worka z tymi,
których można tam usłyszeć... tymi według nich – nieambitnymi produkcjami , którymi
wszyscy się zachwycają.
Jedną z rzeczy, która na „Bez zabezpieczeń” zwraca swoją uwagę jest muzyka. Jaki
miałeś wpływ na jej produkcję? Dużo bitów wyprodukował Szogun. Jak wyglądała
z nim współpraca?
MAŁY: Podobają mi się bity wielu producentów, a że tak się złożyło, że są to moi
znajomi, to bez problemu dostałem od nich bity i wybrałem te, które można usłyszeć na
płycie. Starałem się, żeby było ciekawie, różnorodnie. Można więc usłyszeć produkcje
takich beatmakerów jak Polej, Malin, De Gris, Bruno, Deejay Delta z Tarnowskich Gór
i Szogun. Jednak jest wielu ciekawych składaczy dźwięków na naszej scenie, z którymi
chciałbym współpracować, a jeszcze nie miałem okazji, oraz wielu takich, którzy nie
są jeszcze znani, a skillsy mają pierwszorzędne. Więc nowe projekty na pewno będą
ogniste...
SZOGUN: Z Małym znam się od jakiś 7 - 8 lat, to ja wyprodukowałem jego pierwszy
kawałek, więc rozumiemy się bez słów. Wiem jakie bity mu się podobają, i mimo iż
często nasze upodobania nie są zbieżne, to staram się do niego dostosować. Jeżeli chodzi
26 | HIP-HOP.PL - MARZEC 2005
BOIMY SIĘ
EKSPERYMENTÓW!
pytania zadawał: Ventyl
o „Bez Zabezpieczeń” to od początku wiedziałem jaki ma mieć kształt
oprawa muzyczna, a oprócz tego chciałem żeby każde echo, każdy efekt
nałożony na wokal miał swoje uzasadnienie. Wiele bitów zmieniałem
już pod wokal Esza. Generalnie miałem swoją koncepcję, co często
prowadziło do męczących sytuacji np. werbel w „W bezruchu” tworzyłem
i zmieniałem przez jakieś 2 tygodnie... ale wreszcie mi się teraz podoba
(śmiech).
Jedne z ciekawszych bitów wyszły spod ręki Deejaya Delty. Jak doszło
do tej współpracy?
SZOGUN: To był mój pomysł. Mieliśmy skit „Ponad czasem” w takim
kształcie jak jego pierwsza część i wpadłem na ideę, że przydałoby się go
urozmaicić w ten sposób, aby zrobić drugą, która byłaby breakbeatowa,
ale w podobnym klimacie jak pierwsza. Skontaktowałem się z Deltą przez
mojego zioma Kyokpae robiącego d’n’b i musze przyznać, że jak Delta
przysłał jeszcze tego samego dnia remix to nie mogliśmy być niezachwyceni, bo to było po prostu piękne.
Planujesz jakąś trasę koncertową?
MAŁY: Niestety nie będzie dużej trasy koncertowej promującej ten album. Oczywiście gram koncerty w różnych klubach, ale nie nazwałbym
tego trasą koncertową. Chciałbym grać ich coraz więcej i więcej, ale
nie mam managera, który zająłby się tylko tym i byłbym z niego zadowolony. Wszystko załatwiam sam, dlatego nie mam zbyt dużo czasu na
bieganie za tym, ale jeśli ktokolwiek ma ochotę zaprosić mnie i moja
ekipę koncertową na jakiś występ, gdziekolwiek w naszym kraju i poza
nim to info koncertowe jest podane na okładce płyty i czekam na kontakt.
Bardzo chętnie przyjadę i dam z siebie wszystko na scenie.
Jakie są Wasze plany? Przygotowujecie jakieś kolejne projekty, może
jakieś featuringi w planach? Szogun, na jakich płytach będzie można
usłyszeć Twoje bity?
SZOGUN: W najbliższym czasie ukaże się składanka „Road Hip-hop
2005”, gdzie będzie kawałek Emazeta pt. ”Nienawiść” wyprodukowany
przeze mnie. Kawałek ten jest zapowiedzią płyty Emazet/Szogun. Jeżeli
chodzi o ten projekt to na razie jesteśmy w fazie dodawania kolejnych
bitów do katalogu „Emazet” na moim twardym dysku i wzajemnego
wkurwiania się, więc korzystając z okazji słowo do Emazeta: chłopaku
ogarnij się i zacznij pisać teksty! Oprócz projektu z Emazetem, robię
bity głównie dla kotów z podziemia: Jimsona, którego LP „Wyzwolenie”
ukaże się na przełomie kwietnia i maja, Flesha, Masła... Z bardziej mainstreamowych artystów (śmiech) moje produkcje będzie można usłyszeć
na projekcie EP czyli Emazet/Proceente oraz na zbliżającej się już od 2
albo 3 lat płycie Kaliego. Być może zrobię też coś dla Lerka, ale nie wiem
czy moimi bitami wstrzelę się w target jaki zaplanował dla niego Camey
(śmiech). W planie na razie dość dalekim mamy projekt MałyEszEsz/
Deejay Delta/Szogun. Generalnie jestem otwarty na wszelkie dobre propozycje.
MAŁY: Wystąpię na większości z tych projektów, które wymienił Szo,
a oprócz tego oczywiście na zbliżającej się również wielkimi krokami
płycie mojego zioma Ciecha i Poleja na bitach w kawałku z Lerkiem pt.:
„To nie była chwila”. Nie mam w najbliższych planach nowego projektu,
ponieważ wciąż promuję „Bez zabezpieczeń” i nie mam za bardzo czasu
na inne rzeczy, a robiąc coś nowego chciałbym poświęcić się temu w
stu procentach i bez reszty. Ogólnie nie chciałbym też nagrywać drugiej
takiej samej płyty, wolałbym pójść w trochę inną stronę, ale to jeszcze
tajemnica.
Co się dzieje z ekipą Szybkiego Szmalu?
MAŁY: Ekipa Szybkiego Szmalu wciąż jest, istnieje i jakoś się trzyma,
niestety w trochę innym składzie niż kiedyś. Każdy ma swoje własne projekty, które chce zrealizować, ale są też już jakieś pomysły na druga płytę
i zobaczymy co z tego wyniknie.
SZOGUN: Jak każdy z nas ogarnie swoje projekty to jakoś pod koniec
tego roku zabierzemy się za tworzenie drugiej płyty. Mam nadzieję że
to się uda, bo pomimo tego, że każdy z SzSz jest indywidualistą i ciężko
będzie nam się dogadać, to zaczynaliśmy to wszystko razem... aaa i jakąś
wartość marketingową jako kolektyw pewnie też mamy. Ta płyta na pewno się dobrze sprzeda (śmiech).
HIP-HOP.PL - MARZEC 2005 | 27
Dla nas marihuana jest absolutną świętością, jest sakramentem. Paląc ją zbliżamy się do Najwyższego. Pomaga nam to w medytacji. To jest taki telefon do Boga.
Ludzie znają Ciebie przede wszystkim z Mustafarai.
Co się dzieje z tym projektem?
BAS: Mustafarai się rozeszło z przyczyn naturalnych.
Widocznie tak musiało być. Zrobiliśmy na tej scenie
tyle ile mieliśmy zrobić na tamten czas. Chciałbym aby
taki projekt jeszcze zaistniał. Gutek jest mocno zajęty,
robi dużo dobrych rzeczy z Indios Bravos i z Dabem, co
mnie się podoba i bardzo cieszy. A Mustafarai chwilowo odchodzi na dalszy plan u mnie i u niego. Zająłem
się własnym nielagalem. Zawsze marzyłem, aby mieć
nielegala i właśnie go kończę. Sam go wydam i rozdam
ludziom. Blisko współpracuję również z Dooperacją
Label. Poza tym mam w planie puścić w Internet nagrania projektu złożonego z SiQsa i mnie. Prace nad
projektem trwają, ale nazwę jak i pomysły pozostawię
w tajemnicy. Mogę powiedzieć jedno: będzie ostro!
Co teraz jest Twoim priorytetem?
BAS: Nielegal. Współpracuje przy nim z kolesiem,
na którego mówią Przemo. Robi bardzo ciekawe bity,
spodobało mi się to i wszedłem z nim we współpracę.
Poza tym gram z Sound Systemem Ushat. To dwóch
selektorów i dwóch dj’ów, czyli ja i Benjahmin. Mój
nielegal będzie się składał z sześciu utworów i będzie
nosił tytuł “Nefretari”.
Jaki klimat w muzyce jest Tobie najbliższy?
BAS: Jest to nurt o nowej nazwie Bobo Roots. To
jest muzyka roots reggae tylko z ciężkimi wokalami.
Jest to powrót do korzeni, które reprezentował kiedyś
Bob Marley, Peter Tosh, czy Misty In Roots. Ten nurt
reprezentuje ortodoksyjną wiarę rastafariańską.
W swojej twórczości łączysz muzykę reggae i HipHop. Co jest Ci bliższe?
BAS: Lubię reggae, lubię roots reggae, ale nie mam
nic przeciwko produkcją hip-hop’owym. Jeżeli coś mi
Czy jesteś Rastafarianinem?
BAS: Tak, jestem Rastafarianinem. Wierzę w boskość
Jego Imperialnej Wysokości Cesarza Etiopii Haile Selassie I.
Przygotowując się do rozmowy z Tobą, zapytałem
wiele osób: co to jest rasta? Spotkałem się z opinią,
która mam nadzieję Ci nie ubliży, że rastafarianie to
są “takie hipisy w dredach”. Jak osobom niewtajemniczonym wyjaśnisz co to jest rasta?
BAS: Z hipisami jesteśmy łączeni, dlatego, że fenomen
Marleya objawił się w latach 60-tych, czyli wtedy kiedy
istniał ruch hipisowski. Hipisi mówili o pokoju, o pozytywnej wibracji i my też o tym mówimy. Rastafarianizm to religia, która za żywe wcielenia Boga na ziemi
uznaje ostatniego cesarza Etiopii Haile Selasie I. Nasza
Trójca Święta składa się z trzech osób, podkreślam osób.
Pierwsza osoba to jest Haile Selasie I, drugą bardzo
ważną osobą jest książę Emanuel Charles Edwords, dla
nas jest to żywe wcielenie Chrystusa na ziemi. Trzecią
osobą jest Marcus Garvey, to prorok, który przewidział
nadejście żywego Boga na ziemi, czyli Haile Selasie.
Religia polega na uznawaniu boskości tych trzech osób
oraz na przestrzeganiu Dekalogu i prawa Mojżeszowego.
Poza tym odrzucamy alkohol i narkotyki. To są rzeczy,
które należą do Babilonu, czyli tej złej strony świata.
A co z marihuaną?
BAS: Marihuana, ale tylko ta czysta, która rośnie sobie sama, bez żadnych chemicznych dodatków. Nie
taka, którą można kupić na ulicy, bo to nie jest marihuana, to jest narkotyk. Palę marihuanę, o której wiem,
że wyrosła z ziemi. Nie interesuje mnie to, żeby mnie
kopło i udupiło, tak żebym nie wiedział co się dzieje.
Chcę żeby mnie to inspirowało. Dla nas marihuana
jest absolutną świętością, jest sakramentem. Paląc ją
zbliżamy się do Najwyższego. Pomaga nam to w medytacji. To jest taki telefon do Boga.
Jak silny jest ruch Rasta w Polsce?
BAS: Nie wiem jak on jest silny. Wiele osób krzy-
tanawiam się czy to tylko moda, czy już religia.
BAS: Powinno się wiedzieć dlaczego ma się Dready.
Dlaczego ma się dredy?
BAS: To tak jak nosisz krzyżyk. Nosisz krzyżyk to wierzysz w Chrystusa. Jeżeli nosisz pół księżyc, to jesteś
muzułmaninem. Dredy to jest symbol zjednoczenia z
Jah. Ważniejsza jest ta strona duchowa, żeby jednak żyć
rasta, a nie tylko wyglądać jak rasta.
O czym opowiada muzyka reggae?
BAS: Rasta to jest życie. Opowiada o życiu, o tym co
nas otacza, jak na to patrzymy. Opowiada o tym jak
żyjemy w Babilonie, jak nas to męczy, jak jesteśmy
uciskani przez ten system.
Czy rastafarianie są anarchistami?
BAS: Nie. My chcemy królestwa Jah na ziemi. Jest taki
kawałek Juniora Reida’a, w którym jest tekst: „rząd
rasta, to jest rząd biednych ludzi, to jest rząd księcia
Emanuela”. Chodzi o to, żeby nie było takich kontrastów. Jedni są maksymalnie bogaci, drudzy żyją w
maksymalnej nędzy. Chodzi o to, żeby ludziom żyło się
w miarę dobrze. Uczciwie, bez żadnego ucisku. Ludzie
pracują za psie pieniądze. Jest im obiecywana masa
rzeczy przez polityków, ale nic nie dostają. Jedyna na co
rząd w Polsce pozwala ludziom, to pozwala im jeszcze
bardzie zbiednieć.
Czy chodzisz na wybory?
BAS: Tak, oczywiście. Uważam, że skoro tu mieszkam, to po coś Jah skierował mnie do tego kraju. W
rastafarianiźmie jest bardzo ważne pojęcie reinkarnacja. Wierzymy, że odradzamy się na tej planecie, że
nasze istnienie jest nieśmiertelne. Życie jest absolutną
świętością i ono jest wieczne.
W muzyce reggae często pojawia się słowo – Babilon.
BAS: Babilon to zło, Babilon to zniszczenie. W Babilonie kłamstwo jest prawdą, zło jest dobrem. Przyjaciele
DLA NAS MARIHUANA JEST ABSOLUTNĄ ŚWIĘTOŚCIĄ, JEST SAKRAMENTEM. PALĄC JĄ ZBLIŻAMY SIĘ DO
NAJWYŻSZEGO. POMAGA NAM TO W MEDYTACJI. TO JEST TAKI TELEFON DO BOGA.
się podoba, czy jest to rock, czy funk, czy reggae, czy
jazz, czy cokolwiek innego, to ja na tym złożę, bo mi się
to podoba. Mnie interesuje przekaz. Nie chcę ludziom
opowiadać głupot. Chcę uświadamiać, co to jest rasta
i po co to jest. Chcę nauczać. Muzyka jaka jest, ale to
jest najmniej istotna rzecz. Jeżeli mam do wyboru jakieś
bity dancehall, Hip-Hop, czy żywe brzmienia roots reggae, to wiadomo, że będę wolał roots reggae, ale to nie
znaczy, że hip-hop’owe bity odchodzą na plan dalszy.
czy rastafarai czy Jah, ale bardzo mało o tym wiedzą.
Może dlatego tak się dzieje, że nie mają skąd zdobyć
tej wiedzy. Wiele osób inspiruje się naszą ideologią.
Wielu ludzi, którzy słuchają reggae skłaniają się ku rastafarianizmowi, ale nie wiem czy oni są rasta, czy nie.
Nie prowadzimy żadnych statystyk. Wiem jedno, około
milion osób wyznaje tą religię na świecie.
Ruch Rasta to też pewnego rodzaju subkultura.
Wiele osób widuję na koncertach w dredach i zas-
stają się wrogami, dla pieniądza, który jest tutaj Bogiem
i zabrał on miejsce temu Bogu, któremu się to należy.
Ludzie zapomnieli o swojej duchowej stronie. Nastawili
się na zapieprzanie za jakimiś dobrami, a rzeczy są po
to by je tracić.
W tym co mówisz jest trochę korzeni buddyjskich.
BAS: Rastafarianizm czerpie z wielu religii. Religia
żydowska opiera się na prorokach starotestamentowych.
Religia chrześcijańska opiera się na wierze w Chrystusa. Następnym dużym ruchem jest islam, gdzie prorok
Muhamad daje następny krok. Natomiast my idziemy
jeszcze dalej. Uznajemy Haile Selassiego I za Boga,
ale uznajemy wszystkich proroków biblijnych plus Muhamada. Czyli respekt dla wszystkich innych wiar, byle
nie dla pogan, czyli ateistów i ludzi, którzy wyznają kult
pieniądza. Bóg ma jedno imię. Nieważne jak go nazywasz, ważne byś był dobry dla innych. Tego na pewno
nie wydrukują, ale powiem Ci. Uznajemy Papiestwo za
antychrysta i wiemy, że w obliczu armagedonu spłonie
podobnie jak wszyscy niegodziwcy jak korona brytyjska.
Dlaczego?
BAS: Korona Brytyjska jest twórcą systemu niewolniczego, kolonialnego, który doprowadził do tego, że teraz
w Afryce jest bieda, a świat ogarnięty jest wojną.
A Papież?
BAS: A Papież jest głową kościoła, który jest czysta
herezją. Czym teraz jest kościół? Jest siedliskiem sodomii, korupcji, hipokryzji, pogaństwa. Gdzie jest ta
duchowa strona kościoła?
Wasza religia jest od tego wolna?
BAS: Tak. My nie mamy czegoś takiego jak świątynie.
Bóg jest wszędzie.
Wszyscy żyjemy w Babilonie. Jak sam mówisz
Babilon to zło. Ale żeby umówić się na to spotkanie
skorzystaliśmy z “dobrodziejstw” Babilonu, czyli
28 | HIP-HOP.PL - MARZEC 2005
RASTAFARANIZM
pytał:
Łukasz Robak
TO RELIGIA
telefonów komórkowych. Czy Twoja wiara nie przeszkadza Ci w korzystaniu ze zdobyczy Babilonu?
BAS: Oczywiście korzystam z udogodnień. Ciężko jest
nie korzystać z takich rzeczy. To nie jest do końca złe,
bo ułatwia życie. To nie jest tak, że my chcemy żyć w
świecie pierwotnym. Każda rzecz służy i dobrym i złym
celom, zależy jak Ty z nich korzystasz. Zdzwonienie się
na przeprzyjemną rozmowę, nie uważam za coś złego.
Jestem realistą i nie da się tu inaczej funkcjonować.
Można korzystać ze zdobyczy techniki, ale nie można
zapominać o duchowej stronie życia.
Mam takie nieodparte wrażenie, że Wy jako rastafarianie niewiele robicie. Wydaje mi się, że Wasz
ruch intensywnie funkcjonuje jedynie na scenie. W
przeciwieństwie do innych religii, o Was się niewiele słyszy i niewiele wie. Dlatego też nie ma się co
dziwić, że są tacy którzy nazywają Was “hipisami w
dredach”.
BAS: Obudzenie w sobie ducha rastafariańskiego, polega na tym, że sam w końcu dochodzisz do wniosków,
przez szukanie w różnych źródłach, że to co myślisz,
to jest rasta. Kiedyś dziennikarz zapytał Boba Marleya:
“Co musiałbym zrobić, żeby zostać rasta?” A Bob Marley na to: “Musiałbyś tego bardzo chcieć”.
Jak bliskie są sobie dwa gatunki muzyczne – reggae
i Hop-Hop?
BAS: Bliskie. Hip-Hop wywodzi się z reggae. Wszystko
wywodzi się z Afryki. Oba gatunki oparte są na rytmie
serca. W Afryce nie było rozwiniętej kultury pisemnej.
Tam wszystko było przekazywane ustnie. Opowiadał to
do rytmu bębnów i to był pierwszy rap. Czarni w Stanach powrócili do tego co już znali w Afryce.
Wśród muzyków hip-hop’owych, a w szczególności
wśród dj’i nastała moda na dancehall. Czy Hip-Hop
pójdzie w tą stronę?
BAS: Wielu muzyków poszło w tą stronę. To będzie
szło właśnie w tą stronę, bo to jest naturalny rozwój.
Trzeba czerpać z różnych źródeł, czy to jest jazz, czy
to jest reggae. Wszelkie fuzje muzyki są jak najbardziej
wskazane.
siebie?
BAS: Chcę być dobrym człowiekiem. Dobro tworzy
dobro, a zło tworzy zło.
Tego samego oczekujesz od ludzi?
BAS: Niczego nie oczekuję od ludzi. Każdy jest inny i
ciężko jest od kogoś, czegoś oczekiwać.
W sklepach muzycznych mało jest muzyki reggae.
Poza Marleyem, można zdobyć raptem kilka tytułów.
Dlaczego tak jest, skoro bądź co bądź jest to bardzo
popularna muzyka w Polsce?
BAS: Sam pewnie pamiętasz jakie były początki HipHop’u. Załatwić cokolwiek w tym kraju to był cud.
Owszem 10 lat temu były kasety pirackie z każdym
rodzajem muzyki, natomiast muzyki rapowej nie było
w ogóle. Kopie, które miałem kaset RUN DMC, czy
Grandmaster Flash - nie wiem jak tego mogłem słuchać,
bo tego się nie dało słuchać. Był to jeden wielki szum,
a przy tym spędzałem kilka godzin dziennie. Taki
sam problem jest teraz z reggae. Poczekaj dwa lata, to
będzie zalew. Mam nadzieję, że nie pójdzie to w taką
komercyjną stronę jak rap. Teraz, żeby klip się sprzedał
to trzeba mieć dupę w stringach, a ja tego nie zrobię.
Chcę mieć teledysk w lesie. Taki klimat mnie interesuje,
a nie jakieś tam rozebrane panienki. Poza tym kobieta
nie jest towarem, żeby go sprzedawać.
Czego oczekujesz od siebie?
BAS: Kompletnego odrzucenia Babilonu. Powrotu do
natury. Oddalenia się od tego systemu, który mnie otacza. Totalne odcięcie się od tej strony materialnej, w
stronę duchową. Powrót do totalnych korzeni.
Chyba nie do końca się zrozumieliśmy. Nie pytam
o Twoje plany. Jestem ciekaw, czego oczekujesz od
HIP-HOP.PL - MARZEC 2005 | 29
Przy realizacji wywiadu pomagali, Tomasz Maciejewski (foto) oraz KNOCKOUT Menagment. Dzięki!
BEZ PATENTU
NA SŁAWĘ
Zawsze było tak, że Hip-Hop był częścią pewnego indywidualizmu a teraz jest tak, że gdziekolwiek nie pójdziesz
młodzież, dzieci, osoby starsze - wszyscy słuchają HipHop’u
Jakie macie plany z nową płyta??
PORK: Plany są takie ze budujemy własne studio u siebie, staramy się być niezależni! Póki, co jednak mamy
parę bitów i powoli zabieramy się za nowy materiał. Płyta
na pewno będzie klimatyczna, spójna. Im więcej będzie
materiału tym będziemy mogli więcej o niej mówić.
Szad: Na pewno będzie wiele nowych gadżetów.
Jaki tytuł?
PORK: Na razie nie możemy nic powiedzieć, tytuł
wyniknie, gdy będzie nagrana już większość materiału.
Możemy się spodziewać jakiś gości na nowej płycie?
SZAD: Na pewno.
PORK: ...Ale niech to zostanie owiane nutką tajemnicy.
Całość zostanie wydana u Camey’a? Jak układa się
Wasza współpraca z nim?
SZAD: Współpraca układa się dobrze. Jednak nie mamy
wyboru, mamy podpisany kontrakt na jeszcze dwie
płyty.
Dużo koncertujecie, Wasza popularność bardzo
wzrosła. Jak porównacie to do tego, co działu się zaraz
po wydaniu płyty?
PORK: Po wydaniu płyty nikt nie wiedział, co to jest
Trzeci Wymiar i dopiero poprzez klipy mogliśmy dotrzeć
do większej rzeszy ludzi i to spowodowało automatycznie
większą popularność.
SZAD: Cieszymy się, że w miesiącu możemy zagrać
pare koncertów.
Jak wyglądają Waszym zdaniem koncerty w Polsce?
jak wygląda organizacja?
PORK: To jest Polska, z organizacją jest różnie. Często
brakuje np. odsłuchów, bez przedowodowych mikrofonów - mimo wszystko jednak kable zawsze utrudniają
poruszanie się po scenie.
SZAD: Jest znacznie lepiej niż kiedyś, jednak to jeszcze
nie jest rewelacja. Stać Polskę na więcej.
Graliście gdzieś za granicą?
SZAD: W Bohum w Niemczech i w Sztokholmie w Szwecji.
Jak to wygląda za granicą?
SZAD: Bardzo dobrze, dobra atmosfera , dużo ludzi.
PORK: Ogromny patriotyzm.
Jesteście trzeci na liście najbardziej popularnych
wykonawców w Polsce? (zródło Hip-Hop.pl)
PORK: Ja? Szad, czy Nullo? Nie, nie wiemy i w sumie
nie bardzo wierzymy w tego typu rankingi.
Czy Hip-Hop stał się modny? To jakiś sposób na
hajs?
30 | HIP-HOP.PL - MARZEC 2005
SZAD: Bardzo przykro nam to stwierdzić, Hip-Hop stał
się bardzo modny i kwestią sporną jest czy wychodzi mu
to na dobre czy nie.
PORK: Zawsze było tak, że Hip-Hop był częścią pewnego indywidualizmu a teraz jest tak, że gdziekolwiek
nie pójdziesz młodzież, dzieci, osoby starsze - wszyscy
słuchają Hip-Hop’u. Słuchają ci, którzy tak naprawdę nie
kumają o co chodzi. Na pewno ta moda sprzyja zarabianiu PLN, ale również wywołuje pewne niezbyt pozytywne tendencje.
Szad: Fakt tylko, że nie zarabia cała kultura tylko ludzie,
którzy tym kręcą.
Na przykład ceny ciuchów, są okropnie drogie.
SZAD: No właśnie, z tego morał, że wszyscy w koło
zarabiają na tym. Zarabia się na modzie i to właśnie ta
moda może zniszczyć tę kulturę!
A propos ciuchów. wcześniej śmigaliście w ciuchach
firmy Error , teraz Clinic….
SZAD: Na początku to Error nam zaoferował pomoc
kiedy jeszcze nie byliśmy znani, więc jak najbardziej
się zgodziliśmy - jest to naprawdę fajna sprawa. Teraz
mamy układ taki bardziej przyjacielski z firmą Clinic.
Nie mamy podpisanych żadnych umów, po prostu są to
nasi znajomi.
Planujecie, może zająć się bardziej podziemiem
dolnegoślaska?
SZAD: Mamy planach współpracę. Bo powiem Ci, że
ostatnio jestem odkrywcą Polskich zespołów podziemnych. Więcej dobrego dzieje się w podziemiu niż na legalu w tym kraju.
Macie jakiś sposób na wybicie się?
SZAD: Powiem Ci, że nic nie opatentowaliśmy.
PORK: Trzeba mieć naprawdę sporo szczęścia. Musisz
robić swoje rzeczy być oryginalny. Musisz mieć swój
styl.
NULLO: Rynek się w którymś momencie zamknie.
PORK: Albo podzieli na jakieś grupy odbiorców tej
samej muzyki. Hip-Hop się podzieli. Lecz Nostradamusem nie jestem.
NULLO: Był taki etap, że ciężko było się wybić z HipHop’em. Wytwórnie nie chciały wydawać takich rzeczy.
Teraz wręcz przeciwnie, a nie zawsze ma to poziom.
Jak długo działaliście w podziemiu?
SZAD: Od 1996-1997, jakoś tak...
Za pierwszym razem Wasze demo przeszło dalej?
SZAD: Zrobiliśmy dwa nielegale, nawet trzy, bo Pork
robił swój materiał z innym składem. Nigdzie tego nie
wysyłaliśmy. To był pierwszy materiał, który wysłaliśmy
gdziekolwiek.
Do ilu wytwórni wysłaliście swoje demo?
SZAD: 7-8, do takich, w których myśleliśmy ze mamy
jakieś szanse.
AREK DELIŚ JEST ZWIĄZANY
Z POLSKIM RAPEM
OD JEGO POCZĄTKÓW.
WYDAŁ WIELE PŁYT, KTÓRE
SĄ DZIŚ SĄ KLASYKAMI.
ON TEŻ DO POLSKIEGO
RAPU WPROWADZIŁ RRX,
POTEM T1-TERAZ
ORAZ BYŁ WYDAWCĄ
PIERWSZEGO MAGAZYNU
O HIP-HOP’IE.
TERAZ STANĄŁ Z BOKU
SCENY I OBSERWUJE.
PRZECZYTAJCIE JAKIE
WYCIĄGA WNIOSKI.
Jest taka opinia, że T1 Teraz ma najsłabszą promocję
w Polsce. Dlaczego słabo się do tego przykładasz?
AREK DELIŚ: Jest wręcz odwrotnie, to jest dobra
promocja. Od początku T1 chciałem coś zrobić z tym
rynkiem. Były czasy, kiedy polski Hip-Hop był w totalnym undergroundzie. Chłopaki, którzy teraz nie
wyobrażają sobie życia bez telewizji, mówili, że grają tylko dla ziomali. T1 tworzyłem po rozstaniu z Krzyśkiem
Kozakiem, kiedy to razem robiliśmy Klan, żeby pokazać,
że wytwórnia niezależna może wyjść z muzyką hiphop’ową i nie tylko (nigdy tego nie ograniczałem, chcę
wydawać dobrą muzykę) do szerszego grona słuchaczy.
I tak się stało. Byliśmy pierwsi, którzy bardzo profesjonalnie prowadzili promocje, na przykład płyty „Światła
miasta” - drugiej w kolejności wydanej przez T1. Był
teledysk, gdzie bohaterką byłą dziewczyna, co wtedy dla
wielu było nie do uwierzenia. Teraz mamy wysyp dziewczyn w każdym klipie i to jest nudne do wyrzygania.
Tamten klip był strzałem w 10. Dlatego nie rozumiem
pytania, czemu mamy słabą promocję.
Płyta Eisa – niezauważona, płyta Pezeta, jeżeli dobrze
pamiętam, tylko dwa teledyski i zero promocji w Internecie, brak strony internetowej wytwórni, nie ma
nawet oficjalnego kontaktu do Ciebie, ciężko się też
dodzwonić – to jest słaba promocja.
AREK DELIŚ: Płyta Pezet/Noon „Muzyka klasyczna”
sprzedała się w ilości prawie 20 000 egzemplarzy nie
dlatego, że to Pezet z Noonem ją nagrali, tylko dlatego, że
były konkretne działania promocyjne. Nie będę mówił o
Peji, którego wypromowałem z Latkowskim. Nie możesz
czepiać się poszczególnych tytułów. Płyta Eisa po prostu
nie wypaliła. To zajebista płyta, jedna z lepszych, którą
wydałem, ale niestety nie trafiła na swój czas. Ubolewam
nad tym, płyta była bardzo dobra, ale czegoś zabrakło.
Rzeczywiście Internet był zawalony. Nie kontaktowałem
się ani z Wami ani z nikim innym i nie było internetowej
promocji.
Jeżeli chodzi o promocję masową, czyli telewizja i radio
(choć wtedy radio nie grało rapu, teraz się otworzyło i
ESKA tłucze te wszystkie hiphopolowe gówna), to wtedy
moi artyści pojawiali się często w tych mediach.
Czy łączenie roli wydawcy płyt i gazety jest moralne?
AREK DELIŚ: To jest temat rzeka i długo możemy
o tym gadać. Jednak w pewnym momencie w pełni się
wyłączyłem z wpływu na merytoryczną stronę Klanu.
Chłopaki przez ostatnie trzy lata robili sobie z tą gazetą
co chcieli i doprowadzili do takiego a nie innego finału.
Ani Tymon ani Igor już nie współpracują z tą gazetą. A
sam Klan został sprzedany. Byłem i jestem udziałowcem
Klanu, ale nie miałem za grosz wpływu na to co chłopaki
tam wypisywali, nawet nie czytałem tekstów. Nawet nie
chciałem, bo babranie się w jakieś utarczki w środowisku
hip-hop’owym jest odejściem od tego co chciałem robić,
czyli wydawać najlepsze płyty. Jedyne co to pojawiały
się reklamy, dwie – trzy na numer, moich produktów, ale
byłbym idiotą jakbym tego nie robił.
T1 jeszcze dwa lata temu było świetną wytwórnia,
zaryzykuje stwierdzenie, że miało najlepszy katalog
polskich artystów. Teraz znikła. Dlaczego?
AREK DELIŚ: Nie zgodzę się że znikła. W tym roku
planuję wydanie trzech płyt rapowych: płytę producnecką
Reda, trzecią część „Kodexu” i solówkę Mesa. Być może
będą dojdą do tego jeszcze Projektanci ze Szczecina.
Kiedyś wydawałem za dużo płyt i np. w 2003 wydałem
aż pięć płyt. Była to idiotyczna polityka, bo jeżeli mała,
niezależna wytwórnia chce wypromować artystę i płytę
musi wydawać maksymalnie trzy płyty na rok. Inaczej
następna płyta zjada sukces poprzedniej.
Przykład Remika z UMC pokazuje, że można wydawać
więcej płyt.
AREK DELIŚ: A jakie jest pięć ostatnich strzałów
Remika? To były totalne niewypały. Owszem, może
u Ciebie w gazecie i na stronie te płyty zaistniały, są
grane w radiu Eska, ale przyjrzyjmy się nakładom. Są to
naprawdę żenujące ilości i tak nie chcę robić.
Tylko rap w Polsce w ogóle się nie sprzedaje.
AREK DELIŚ: Nie zgadzam się. Wydałem w zeszłym
roku „Kodex II”, który sprzedał się w ilości 10 000, jest
to bardzo dobry wynik. Nie mów mi, że mam robić jak
Remik, bo on jak startował to dzwonił do mnie co dwa dni,
wisiał na telefonie i się pytał co ma robić z wytwórnia.
Mówiłem mu co ma robić i jakie kontrakty podpisywać.
Nie posłuchał się mnie, jak widać na przykładzie 1-8L.
Takich kulisów, mogę ci opowiedzieć o wiele więcej, ale
nie wiem czy masz takie przygotowane pytania. UMC ma
dobrą promocję, szczególnie internetową, gdzie ich mailing ukazuje się co dwa dni i piszą pierdoły, że na przykład
Liber zaciął się przy goleniu. Nie robię tego, bo uważam,
że to zbędne rzeczy. Ale szacunek dla Remika jako
wydawcy - zrobił coś z niczego, a w Polsce to sztuka.
sesje i podpisujesz umowę, że z Tobą
mogą zrobić wszystko. Nie sądzę,
żeby artysta, który bierze udział w
takiej machinie nie podpisał żadnej
umowy.
Wracając do meritum. W tej chwili
wszystko się skomercjalizowało.
Byle szczeniak, który przychodzi
do mnie z demówką myśli o
zarobku, a nie o rozwijaniu swoich
umiejętności. Powtarzam: do tych
szmatławych pisemek dla dzieciaków, dają wywiady gwiazdy,
które wcześniej mówiły, że to totalne
gówna, więc dlaczego nie dać muzyki? Wszystko się ziemia. Dlaczego,
dla tej publiki, który przychodzi na
koncerty, nie dać rapu? Strasznie
obniżył się wiek słuchaczy. To jest
może smutne, może raperzy sobie
tego nie życzyli, ale z faktami się nie
dyskutuje. Nie rozumiem też, podwójnej moralności: pierdole Bravo,
Popcorn i Dziewczynę, a gram na
koncertach kawałki dla tej publiki,
która kupuje te gazety. Czym różni
się danie wywiadu do takiej gazety,
żeby małoletni fani przeczytali
wywiad z swoim idolem, od koncertu tego artysty dla tych 12-latków?
NIE JESTEM
INTRYGANTEM
Tylko czy 10000 płyt w kraju, gdzie jakieś 2 miliony
ludzi słucha rapu to dobry wynik?
AREK DELIŚ: W tym kontekście to żenujący wynik.
Chciałbym, żeby wszystko sprzedawało się jak „Na
legalu?”, czyli ok. 90 000 egzemplarzy. Co tu dużo
pieprzyć: kopiowanie, pojawianie się płyt w Internecie i
piractwo zabija ten rynek. Przez to nie ma rap-biznesu
tylko bieda-biznes. Nie dorobisz się na Hip-Hop’ie w
Polsce. Jest wąskie grono dziesięciu wykonawców, które
może powiedzieć, że dobrze im się żyje z rapu w Polsce,
a reszta jest średnia. Większość z tych ludzi ma cholerne
problemy i ma tyle, żeby przeżyć.
Czy do tego nie przykłada się dołączanie płyt do gazet
jak Bravo i wydawanie gazet, które są dodatkiem do
płyt? Możesz kupić singiel, a nie musisz kupować albumu.
AREK DELIŚ: Tak, gdyby to były kawałki, które są
nowe. Do insertów daję dobre kawałki, ale takie, które
czasy świeżości mają już za sobą. Chyba, że trafi się
dobry deal i jakąś piosenkę można sprzedać za dobre
pieniądze, z których są zadowoleni muzycy i ja. Tak było
na przykład z Magierą i L.A., którzy sami chcieli, żeby
doprowadzić do końca rozmowy z dużą oficyną prasową.
Jest to niewątpliwie zyskowne działanie. Natomiast
czy warto poświęcać reputację, dla tych pieniędzy?
AREK DELIŚ: Kiedyś bym powiedział, że nie warto. W
Hip-Hop’ie rozdziewiczyłem tę sprawę, kiedy w Popcornie ukazała się płyta z moimi artystami. Wtedy rozeszliśmy
się po burzliwych dyskusjach z Gramamtikiem i Pezet/
Nooon i powiedziałbym, że nie warto. Teraz wszystko się
skomercjalizowało. Kiedyś nie do pomyślenia było, żeby
w Bravie raper miał wywiad, wszyscy to zlewali, mówili,
że to totalne gówno i nie chcą mieć z tym nic wspólnego.
A teraz Tede ląduje na okładce Popcornu.
Nie zawsze wiesz, że lądujesz na okładce takiego pisma.
AREK DELIŚ: Nie, nie zgadzam się. Jeśli bierzesz
udział w jakimś przedsięwzięciu, które z założenia jest
komercyjne, to nie możesz mówić, że nie wiedziałeś.
Dostajesz za to kasę, jest totalna machina promocyjna,
Dlaczego artyści i dziennikarze, których w pewien
sposób stworzyłeś, pozwoliłeś im zaistnieć, odeszli od
Ciebie?
AREK DELIŚ: O Pezecie i Gramamtiku już mówiłem,
to była sprawa z sprzedaniem ich utworów do Popcornu.
Zupełnie jednak nie rozumiem zajadłości z jaką Flinstone
i Dobry Piotrek wylewają jakieś pomyje na mnie i robią
prywatę w mediach. De facto gdyby nie ja, to nikt by
o nich nie usłyszał. Flinstone jest moim błędem, jeżeli
chodzi o człowieka. Bardzo go polubiłem, ale niestety
nie polubili go moi współpracownicy z Klanu, Tymon i
Igor. Był taki wyjazd do Pragi, gdzie Tymon i Igor strasznie się z nim pokłócili. Nie miałem wtedy z Klanem
merytorycznie nic wspólnego, a oni jako Red. Nacz. i
jego zastępca zdecydowali, że Flint nie będzie w Klanie.
Potem wracałem z nim nawet pociągiem i normalnie
rozmawialiśmy. Nie rozumiem dlaczego on dostał jakieś
paranoi, że jestem jego wrogiem. Dlaczego kłamie pisząc
takie rzeczy? Powtarzam: nie kłam pan, panie Filnstone
na lamach prasy, bo to się źle skończy.
Dobry Piotrek, to kawał... Też go kiedyś lubiłem. Ale
kiedyś dałem mu do recenzji płytę Pezet/Noon i, choć
zażegnywał się, że to nie on puścił ją w sieć przed
premierą, to potem przyznał się Noonowi, że to zrobił.
Takich rzeczy się nie toleruje i po tym straciłem do niego
zaufanie.
Czy istnieje coś takiego jak rywalizacja wytwórni?
AREK DELIŚ: Kiedyś Hip-Hop i praca to było moje
życie. Teraz stoję z boku. Przybijam piątki tym co
lubię, nie przybijam tym, których nie lubię. Nie ma, na
szczęście, niezdrowej rywalizacji. Artyści wymieniają się
między sobą featuringami, nie ma jakiś świństw. Może
poza paroma rzeczami, które mi osobiście zrobił Camey,
Remik wisi mi skrzynkę whisky – kiedyś założyliśmy się
o sprzedaż płyt Ostrego(śmiech). Jest za to dużo plotkarstwa. Wkurwia mnie to.
Płyta Peji/SLU sprzedała się świetnie, a płyta Ski
Składu już nie. Na czym polegał fenomen „Na legalu”?
AREK DELIŚ: Najlepszy artysta to głodny artysta.
Rychu był wtedy na dnie. Film „Blokersi” pokazał jego
prawdziwość i tak jak dla Eldo był porażką, tak dla niego
był sukcesem. Peję zawsze lubiłem, jak on wydawał dla
Kozaka i potem dla Cameya. Wszyscy myśleli, że to
był jakiś sprytny plan: Deliś wynalazł Latkowskiego,
powiedział mu, żeby Eldo i Peja byli bohaterami „Blokersów”, to ich winduje, potem podpisuje kontrakt z Peją
i ma wypromowanego rapera. Zdementuję to. On był lokalnym gwiazdorem, zachodnia ściana Polski go lubiła,
ale w Warszawie był lekceważony. Wskazałem Peję, że
może być dobrym bohaterem filmu, ale nie miałem w
głowie, żeby mu wydać płytę. Peja był wtedy na dnie,
był wyposzczony. Po sukcesie Blokersów podpisaliśmy
kontrakt. Odbyłem kilka szczerych rozmów z nim,
powiedziałem, żeby mniej rymował, używał mniej słów,
że musimy znaleźć dla niego producenta wiodącego
(Magierę). Na szczęście Peja jeszcze wtedy słuchał moich
rad. Tak powstało „Na legalu?”, gdzie były jeszcze trzy,
cztery piosenki, które bez jego zgody wyrzuciłem z płyty,
ponieważ psuły koncepcję albumu. Straszna była jeszcze
awantura, ponieważ Peja chciał, żeby to była płyta Slums
Attack, a ja stwierdziłem, że z punktu widzenia marketingowego, skoro w „Blokersach” występował jako Peja, to
płyta ma się nazywać Peja/Slums Attack. Pół roku później
w tej kwestii przyznał mi rację. Płyta weszła na rynek, w
pierwszym rzucie sprzedała się w ilości 5000, a potem był
zastój. Wszedł drugi singiel „Jest jedna rzecz” i ruszyła
lawina. Peja zaczął grać dużo koncertów i okazało się,
że tam ludzie szaleją przy „Głuchej nocy”. Tym razem
ja słuchałem wykonawcy i zrobiliśmy z „Głuchej nocy”
singiel. Ten pierdolnął tak, że wszyscy, nawet dresiarze,
zaczęli tego słuchać. A reszta jest historią…
To fajnie wygląda jak to opowiadasz, ale niedawno
na swojej stronie internetowej Peja nazwał Cię
„cwelisiem” i zarzucił Ci, że opublikowałeś jego utwory bezprawnie.
AREK DELIŚ: Dlatego między innymi Peja nie jest w
T1. Sprawa jest bardzo świeża i nie chcę nikogo dissować,
ale byłem już nim bardzo zmęczony. Jak on łapie fazę na
wyzwiska, potrafi zapchać ci skrzynkę różnymi sms’ami.
Rychu – wiedz, że je ciągle mam (śmiech). Do kolesia
HIP-HOP.PL - MARZEC 2005 | 31
sonalnego między Mesem i Mezo, chcą mnie wpieprzyć.
Nie nakręcam Mesa, on ma swoją nakrętkę. Chciałbym
skończyć z mitem Arkadiusza Delisia, który jest jakimś
intrygantem, pociąga za sznurki, gdzieś się wślizguje...
Ci co mnie znają, wiedzą, że taki nie jestem. Mam totalny luz ostatnio na takie sprawy. Oczywiście, jak ktoś
mnie wkurwi jak Camey ostatnio, będzie musiał ponieść
konsekwencje.
Camey poszedł do Bauera (wydawcy Bravo) i powiedział,
że nie miałem praw do kawałka z „Kodex’u II” z Trzecim
Wymiarem. To jest nieprawdą, a poza tym jeśli Mike
Sierakowski, Camey, uważa, że nie mam tych praw, to
każdy kij ma dwa końce i niech pamięta, że na płycie
O$ki, którą on wydał, jest kawałek Mesa. Nikt od Cameya nie zgłosił się do mnie z pytaniem czy Mes może
tam wystąpić. Mes ma taki kontrakt, że nie może bez
mojej zgody wystąpić na płycie z innego wydawnictwa.
To samo z bitem L.A na remiksach Trzeciego Wymiaru.
Także szanujmy się panowie wydawcy.
JAK PEJA ŁAPIE FAZĘ NA WYZWISKA, POTRAFI ZAPCHAĆ CI SKRZYNKĘ RÓŻNYMI SMS’AMI.
RYCHU – WIEDZ, ŻE JE CIĄGLE MAM (ŚMIECH).
CZY TAK SIĘ ZACHOWUJE FACET POD 30-TKĘ, BO TA NIEDŁUGO MU STUKNIE?
dziennikarza dzwonił z Mediolanu i wrzeszczał, że mu
włoży lokówkę w dupę… słyszałem to nagranie. Czy
tak się zachowuje facet pod 30-tkę, bo ta niedługo mu
stuknie? W pewnym momencie twój system nerwowy
pada. Jest po dwunastej w nocy, oglądasz dobry film,
pijesz z dziewczyną wino a tu urywają się telefony z jego
wyzwiskami. Po kilku takich seansach, stwierdziłem, że
trzeba coś z tym zrobić. Stąd transfer Peji do Fonografiki
za pieniądze. Jak w piłce nożnej. Wszystko na legalu i z
kasą na stole.
Która płyta była komercyjnie i/lub artystycznie
przełomowa dla T1?
AREK DELIŚ: Zdecydowanie „Światła miasta”. Byłem
zajebiście zadowolony z tej płyty pod każdym względem
i jeszcze miała taki potencjalik komercyjny. Od niej
poczułem, że to jest to.
Jaki jest artysta, którego zawsze chciałeś wydać, a Ci
się nie udało?
AREK DELIŚ: Na samym początku, jak jeszcze
WWO było w BMG i nie było Prosto, miałem bardzo
dobry kontakt z szefem komórki polskiej w BMG. On
mi wtedy przyniósł demówkę i powiedział, żebym to
przesłuchał, bo nie był do tego przekonany. Tam było 5
– 6 muzycznych hitów z pierwszej płyty WWO. Wtedy
pomyślałem: kurwa, to jest zajebiste. Powiedziałem mu
szczerze – gdybym ja miał to wydać, to bym to wydał, to
będzie zajebista płyta.
Jak oceniasz swoją znajomość z Latkowkim? Co ona
dała Tobie, T1 i Hip-Hop’owi?
AREK DELIŚ: Zacznijmy ode mnie. Z Sylwkiem łączą
mnie kwestie koleżeńskie i biznesowe, dlatego nie jestem
w stosunku do niego obiektywny. Poznałem go jak jeszcze nie nakręcił żadnego filmu. Wyszedł wtedy z pierdla,
przyszedł do mnie do biura i powiedział, że chce wydać
soundtrack do filmu o rugbystach i do tego, był to film
dokumentalny. To był dla mnie zajebisty pomysł.
Dla T1 to przede wszystkim „Blokersi”. Jestem
człowiekiem bardzo lojalnym dla swoich znajomych i po
sukcesie filmu „Blokersi” i soundtrack’u (sprzedał się w
ilości 27 tyś) zaproponowałem mu deal – zrobiłeś film
o Peji, to wydajmy nową płytę Peji. Skoro wydaliśmy
razem soundtrack „Blokersów” to mu oddałem 50% od
Peji i taką podpisaliśmy umowę. Z Latkowskim wydałem
jeszcze wszystkie soudtrack’i i Eisa.
W polskim Hip-Hop’ie dużo namieszał. Większość establishmentu hip-hop’owego raczej go nie lubi, a wręcz
nie trawi. Jeżeli jednak chodzi o prowincję i fanów
Hip-Hop’u, to ten film nie był źle odebrany. „Blokersi”
uświadomił po raz pierwszy mediom, że jest coś takiego
jak polski Hip-Hop i jest to zajebiście prężna kultura.
Po co w „Klatce” łączyć Hip-Hop z kibolami? „Blokersi” szerszym masom pokazali pozytywny obraz
Hip-Hop’u, a „Klatka” to spieprzyła.
32 | HIP-HOP.PL - MARZEC 2005
AREK DELIŚ: To była wizja filmu Latkowskiego.
Byłem odpowiedzialny za soundtrack i chciałem go
zrobić bardzo mocny i uliczny, z zespołami, które nie
były wypromowane. Idea była taka, żeby pokazać, że są
to chłopaki, którzy śpiewają o ważnych sprawach. Może
rzeczywiście to było niefortunne skrzyżowanie.
Krzysztof Kozak aka KNT sugerował w wywiadzie dla
naszej gazety, że miała się odbyć między Wami bitwa
na wolno.
AREK DELIŚ: Rozśmieszyło mnie to, bo nie wiem co
jeszcze urodzi się w chorym umyśle pana Krzysztofa
Kozaka, z którym na szczęście od dawna nie mam nic
wspólnego, a któremu pomagałem tworzyć RRX. Nie
wiem, czy ludzie zdają sobie sprawę, że to niestety ja
przeszczepiłem Kozaka na rynek warszawski. Krzysiek
powinien się ogarnąć, wygląda trochę słabo ostatnimi
czasy. Może to jest jakaś forma autopromocji? Nie rozumiem dlaczego ktoś chce go jeszcze słuchać. Śmieszne
rzeczy opowiada, ale to są kłamstwa. Krzysiek jest
naprawdę pierdolnięty, jakbym miał wyliczać wszystkie
kłamstwa to by miejsca w gazecie nie starczyło. Nie chcę
się wdawać w polemikę z nim, bo on nie jest już na poziomie jakiejkolwiek polemiki, bo jest już prawie nikim.
A jak się skończyła sprawa sądowa między Wami?
AREK DELIŚ: Nie było żadnej sprawy. To kolejny
wymysł Krzyśka.
Po tym jak sprzedałeś Klan, Kozak w wywiadzie dla
jednej z gazet powiedział, że będzie sprawa i ma papiery na Ciebie.
AREK DELIŚ: Bardzo dobrze. Zapraszam Krzyśka do
sądu. Nie wiem tylko czy zdaje sobie sprawę, że w tego
typu sprawie, jak będzie chciał odszkodowanie, będzie
musiał zapłacić 10% kwoty adwokatowi, a z tego co
wiem, ma problemy z kasą na bilet do autobusu.
A jak się skończyła sprawa między Tobą a Dena?
AREK DELIŚ: Niestety, też uważam sprawę za
zamkniętą. Dena się do tej pory z tych pieniędzy się nie
wywiązał i nie chce mi się teraz boksować. Nie chce
mi się boksować o jakieś sprawy sprzed czterech lat z
Dynowskim Łukaszem. On mi i tak tego nie odda, mnie
stać na wyłożenie 500 złotych w sądzie, czyli 10% na
rozpoczęcie sprawy ale mi się nie chce... A Dynowski za
tę kasę niech sobie kupi winyle - może zrobi lepsze bity,
bo tych jego wypocin nikt już nie chce słuchać - patrz
„kosmiczny” sukces płyty Dena/Deobe.
„Będziesz kolejnym przez Delisia wydyganym”
–Mezo. Co on może wiedzieć na ten temat?
AREK DELIŚ: To mnie bardzo ciekawi. Podobno
Mezo opowiada, że chciałem go kiedyś wydać. To jest
totalną bzdurą, poza tym jest wielu raperów, którzy
opowiadają, że chciałem ich wydać, a dowiaduję się o
tym z różnych stron. Nie wiem dlaczego do sporu per-
Chcesz skończyć z tym mitem intryganta pociągającego
za sznurki, a jakiego tematu nie dotkniemy, to tam się
jakoś pojawiasz. Z czego to wynika?
AREK DELIŚ: Jestem długo na tej scenie i jest mnie
dużo, bo tyle robię. Ludzie są po prostu słabi psychicznie
i obgadują albo grają po niżej pasa. Jestem zodiakalnym lwem. Kiedy jest dobrze, leżę i ziewam, a jak ktoś
mi naciśnie na odcisk, to napierdalam podwójnie. Tego
nie daruję Cameyowi i będzie miał teraz problem z płytą
O$ki i remiksami L.A. dla Trzeciego Wymiaru, który ma
ze mną podpisany jeszcze bardziej drakoński kontrakt.
Nikomu źle nie robię i nie jątrzę, natomiast jeżeli ktoś mi
źle robi, to nie puszczę tego płazem.
Drakoński kontrakt – czyli jaki?
AREK DELIŚ: Nie może być tak, że wydawca ładuje
pieniądze, czas i pracę w jakiegoś artystę, a któregoś dnia
artysta ci mówi „fuck off” i po pierwszej płycie spierdala.
Tak było z 1-8L i UMC i jakbym nie patrzył na Remika,
to jest to kurestwo ze strony 1-8L. Z drugiej strony zrobili
to legalnie, bo Remik się nie zabezpieczył. Obok biznesu
powinny istnieć jakieś inne relacje pomiędzy wytwórniami, bardziej interpersonalne. Trzeba mieć zaufanie do
siebie. Brak zaufania do mnie, kończy się tym, że artysta
odchodzi albo go sprzedaję, tak jak Peję. Dobry kontrakt polega na tym, że zabezpiecza obie strony i wtedy
działamy dalej. Jeżeli jest sukces i artysta dostaje wody
sodowej do głowy, mówi, że jest zajebisty i chce stawiać
warunki. Jednak nie tak szybko, bo jest kontrakt. Z drugiej strony, płyta może okazać się totalnym niewypałem,
a jest podpisany kontrakt na trzy płyty i ja muszę i chcę
wydać te dwie kolejne.
„Węszę w Klanie podstęp”, „Nie wierzę w szczerość
jego intencji” – dlaczego Tede Cię nie lubi?
AREK DELIŚ: Kiedyś się lubiliśmy, potem był okres
Gib Gobon kontra Obrońcy Tytułu i jeszcze Tede był
związany z Kozakiem, który mnie nie cierpiał. Wydaje
mi się, że tam było bardzo dużo gadane przez Kozaka
na mój temat, który do mnie ciągle coś ma. To jest jakiś
kompleks. Ten facet przez pięć lat w kółko na ten temat
gada, no i wkręca... Dla mnie tego tematu nie ma, on
dawno się skończył. W RRX na pewno był mój temat.
Ten „Dupoliz”, następnie Pihu, który był nakręcony
przez Kozaka, też rapował na mój temat, a teraz jak się z
nim spotkałem możemy sobie podać ręce, bo nie ma już
tej „czapy” RRX’u. Korzenie tkwią w tym. Nie mam z
Tede kontaktu, ale on występuje w klipach do płyt, które
ja wydałem. Nie lubię go, ale doceniam to co zrobił dla
polskiego rapu i chciałbym, żeby pan Jacek Graniecki też
szanował moją osobę i to co zrobiłem.
Wyjdzie płyta Echo?
AREK DELIŚ: Chciałbym, ale to zależy od chłopaków.
Pojawiły się plotki, że Eis odszedł do UMC. Prawda?
AREK DELIŚ: Fałsz.
A będzie jego nowa płyta?
AREK DELIŚ: Nie będzie. Eis zawiesił mikrofon na
kołku. Być może będzie na płycie producenckiej Reda.
Eis jedzie z wujkiem na wschód robić biznes. A poza tym
jest zajarany aktoreczką z sitkomów...
A jakiś optymistyczny akcent na koniec?
AREK DELIŚ: Chciałbym, żeby słuchacze rapu nabrali
więcej dystansu do muzyki i raperów. Pamiętajcie, że to
muzyka rozrywkowa.
rozmawiała: Klio
O TYM, KTO BĘDZIE POLSKĄ ERYKHĄ
BADU, CZY DANCEHALL ZAWŁADNIE
NASZYM RODZIMYM RYNKIEM,
KIEDY RAGGOWCÓW BĘDZIE STAĆ
NA SZYBKIE FURY I CO MA DO TEGO
WIELKIE JOŁ, Z OSTASZEM NA SKÓRZANYCH KANAPACH DOMINIKAŃSKIEJ
9 ROZMAWIAŁA: KLIO.
W STUDIU ZNANYM DOTĄD Z WYPUSZCZANIA SAMYCH HITÓW,
NARODZIŁ SIĘ POMYSŁ KOOPERACJI Z
MUZYKAMI TWORZĄCYMI DANCEHALL
I RAGGA. OBECNIE POWSTAJĄ TRZY
PROJEKTY,
REALIZACJA TRWA, CZĘŚĆ
MATERIAŁÓW JEST JUŻ NAGRANA, A
WSZYSTKO WISI W POWIETRZU JAK
WIELKA BOMBA I TYLKO CI, KTÓRZY
ZNAJĄ NAGRYWAJĄCYCH WIEDZĄ, Z
JAKĄ SIŁĄ WYBUCHNIE, JEŚLI PRZYBIERZE POSTAĆ REWELACYJNEJ
JAKOŚCI PŁYT.
Skąd idea zajęcia się dancehallem?
OSTASZ: To wyszło naturalnie, nie było tak, że nagle
pojawił się jakiś pomysł. Zaczęło się tak, że nasi artyści,
Numer Raz i Dj Zero, razem z częścią muzyków z Vavamuffin stworzyli James Ashen Cru, który jest zespołem
koncertowym Numer Raza. Stwierdziliśmy, że to fajnie
współgra, daje w efekcie coś ambitnego i ciekawego, a
WIELKIE
RAGGAJOŁ
Czy są konkretne osoby/składy, z którymi chcecie
podjąć współpracę?
OSTASZ: Panuje taka zasada, że każdy, kto się do
nas zgłosi ze swoim materiałem i kto będzie dobry, ma
szansę. Stawiamy na potencjał. Nie wymagam jakości
nagrań przy demówce, ale szukam tego czegoś, siły,
naturalności i przede wszystkim, żeby to było prawdziwe. Jak najbardziej chcemy wydawać ludzi, którzy w
muzykę wkładają serce, a przede wszystkim robią ja
dobrze.
Do kogo chcecie trafić z projektem Wielkie Ragga
Joł?
OSTASZ: Jeśli chodzi o Kameral, to do wszystkich.
Dreadsquad ma pokazać, że dancehall jest muzyką
równie silną, jak Hip-Hop, ma swoje potężne hity. To
jest podobna sytuacja jak u naszych sąsiadów, gdzie
Gentleman pokazuje, ze nawet w Europie można zrobić
kawał dobrej roboty. A sama muzyka reggae poza
Jamajką jest o tyle fajniejsza, że o wiele bardziej łączy
kiej trasy koncertowej Wielkiego Joł i Wielkiego Ragga
Joł. Dreadsquad, i Kameral mają być poza znaczkiem
Wielkiego Joł, mają mieć swoją osobną sygnaturę, to
jest odrębny projekt, ze swoją własną identyfikacją,
odrębną nazwą. Zależy nam, żeby nie było to kojarzone
z Tede czy Sistars, ale żeby wiadomo było, że w Wielkim Joł dzieje się coś innego, że nie jest to typowa dla
tej wytwórni muzyka, ale na tym samym poziomie. Dla
mnie Wielkie Joł ma być synonimem jakości muzycznej
i do tego dążę. Ma oznaczać profesjonalnie nagrany i
zmasteringowany materiał, teledyski promujące na
poziomie, płyty wydane w sposób co najmniej przyzwoity. Niezależnie od gatunku. Poza tym to, co jest
ewenementem na naszym rynku w Polsce, to że jesteśmy
jedyną małą wytwórnią, która wszystkich swoich artystów od samego początku zgłasza do ZAIKS’u, od razu
dajemy im ochronę najbardziej znanej organizacji w
Polsce.
To teraz teledyski. Będą?
OSTASZ: Dreadsquad na pewno będzie miał dwa
UTWIERDZIŁEM SIĘ W PRZEKONANIU, ŻE ŁĄCZENIE HIP-HOP’U Z REGGAE, DOPROWADZANIE DO
WYDAWANIA PEŁNYCH PŁYT TYCH ARTYSTÓW MA SENS. ŻEBY ONI ISTNIELI, MIELI SWOJĄ MARKĘ I
MOŻLIWOŚCI ROZWOJU
ludziom się podoba. Utwierdziłem się w przekonaniu,
że łączenie Hip-Hop’u z reggae (ale nie takie komercyjne jak gdzie indziej, że się nagrywa jeden kawałek i
nara), doprowadzanie do wydawania pełnych płyt tych
artystów ma sens. Żeby oni istnieli, mieli swoją markę
i możliwości rozwoju. Rozszedł się sygnał wśród ludzi
z tej sceny, że jesteśmy otwarci i można do nas podbić,
bo chcemy współpracować. Od tego momentu zaczęły
przychodzić demówki. Zgłosił się do nas Dreadsquad,
potem Kameral z Mariką na czele. Obydwoma byliśmy
zainteresowani, pracujemy nad wydaniem ich płyt, są
już w realizacji.
ludzi niż Hip-Hop. Generalnie widzę w tym wszystkim
potencjał i siłę. Nie nastawiamy się od razu na najwyższą
sprzedaż, ale liczymy, że Kameral może zaskoczyć i
stać się ogromnym wydarzeniem na rynku muzycznym
w Polsce, i to rynku przed duże “r”, więc nie stricte
hip-hop’owym czy soul’owym, może to zagrać nawet
Radio Zet czy RMF, o co walczyć nie będziemy, ale jak
zagrają, to świetnie.
Co na początek będzie obejmowała promocja?
OSTASZ: Na pewno telewizja i radio. Poza tym
przyjmujemy strategię organizowania raz do roku wiel-
- trzy, z utworami które najbardziej charakteryzują tę
płytę. Będziemy chcieli w ten sposób pokazać przekrój
materiału i zainteresować słuchacza tą płytą.
Marika (Kameral) może zrobić furorę. Nie dość,
że głosem blisko jej do Badu, to jeszcze jest piękna,
sympatyczna, otwarta.
OSTASZ: Tak. Będziemy nad tym pracować i jeśli
się zgodzą to użyjemy tak zwanych narzędzi product
placement’ów, po to żeby te teledyski jeszcze były za
odpowiedni budżet, nieprzeciętne. Z samego zysku z
płyt nie da się kręcić porządnych klipów, ale na szczęście
HIP-HOP.PL - MARZEC 2005 | 33
przyszli sami, z materiałem, który chcą wydać, my im
ewentualnie możemy w czymś doradzić, na pewno nie
kazać cokolwiek. Nawet w przypadku sponsorów nie
ma mowy o tym, żeby to był ktoś, kogo nasi artyści
nie chcą z jakichś swoich powodów. Jesteśmy takimi
samymi muzykami, jak oni i to jest największa zaleta
tego układu.
Wydanie czegoś tak świeżego spowoduje lawinę quasi-podobnych wannabies. Nie boisz się tego zalewu
nijakości?
OSTASZ: Wiadomo. Wydaliśmy Sistars i teraz jest
już chyba z dziesięć projektów, które są od nich dużo
gorsze, ale bazują na tym samym pomyśle, więc ludzie
na siłę chcą je wydać. Kiedy Tede nagrał swoje płyty, to
inni raperzy zaczęli być w plecy jeśli chodzi o jakość,
podejście czy dystans, o nasze patenty jak “szjeee” i
wyluzowanie. Tak samo będzie z tym. Mam nadzieję, że
przyciągniemy do siebie ludzi z potencjałem, z którymi
będziemy chcieli zrobić dobry kawał muzyki i to będzie
żywe i naturalne. Nie mówimy, że reprezentujemy
biedę, bo tak nie jest i tego też wymagamy od naszych
artystów - szczerości i prawdziwości. Jednym ze skutków sukcesu będzie zalew kiepskich klonów, ale z drugiej strony, ludzie którzy dalej kiszą się w podziemiu,
być może otworzą oczy i przyjdą do nas coś zrobić, bo
na przykład dotychczas nie wiedzieli, że ktoś w ogóle
może chcieć ich wydać.
MAMY Z TEDE TAKĄ WIZJĘ, ŻE TO JEST AMBITNIEJSZY FRAGMENT WIELKIEJ ZAJAWKI NA DANCEHALL. BARDZIEJ ODCIĘTY,
BEZ NAPIĘCIA, KTÓRY SKUPIA SIĘ NA SPEŁNIANIU SWOICH PASJI,
ROBIENIU MUZYKI, ALE BEZ WYKORZYSTYWANIA KOGOKOLWIEK.
są sponsorzy, którzy pomagają uzyskać jakość. Co do
Mariki, mamy w planach dwa teledyski.
Na czym polega kooperacja hip-hop’owców z
dancehall’owcami i kto tu co ma do powiedzenia?
Jakie są zasady współpracy?
OSTASZ: Wielkie Joł charakteryzuje się tym, że nie
narzuca swoim artystom, co ma być na płycie. Jestem
producentem wykonawczym i staram się poprawić
jakość techniczną nagrań. Po drugie, będę namawiał
zespoły żeby coś dodawały, celowały w przebojowość.
Niestety nasz rynek jest taki, że nie da się zauważyć
kogoś nowego, bez hitu, który podłapie radio. W tym
momencie jesteśmy już na tyle zakorzenieni w rynku,
że wiemy, co zrobić, by wypromować dobry zespół;
który poza tym, że musi mieć dobry materiał (w sensie ideologicznym i muzycznym) to jeszcze do tego
w tym materiale musi mieć przynajmniej jeden hit,
bardziej popowy. Nie boję się użyć tego słowa. Chodzi
o coś najbardziej popowego w danym gatunku. Coś, co
nadal w nim tkwi, ale jest dostępne dla ludzi spoza tego
nurtu, melodyczne i wpadające w ucho. Niestety nasza
publiczność jest, jaka jest, nie szuka porządnej muzyki,
a wszystko ściąga z Internetu. Natomiast jeżeli dotrzesz
do dzieciaków i przekonasz je, że to jest fajne, to one
to kupią, bo jest ciągle jeszcze grupa, która wierzy w
muzykę i płaci za płyty.
Zarówno Kameral, jak i Dreadsquad bardzo się teraz udzielają na swoich lokalnych scenach. Planujecie
sami przejąć organizację ich imprez?
OSTASZ: Nie pozwolimy na to, żeby przestali grać
tam, gdzie grają teraz, u własnych znajomych. To są
ich korzenie i o to trzeba dbać, to jest coś, co może
cię wynieść na szczyty i nie może być tak, że wydają
płytę i nagle przewraca im się w głowach i się odcinają.
W Polsce ten rynek dancehallowo-raggowy jest słaby,
więc będziemy dążyć do tego, żeby nasi artyści czuli się
lepiej i mogli z grania czerpać zyski. Są im potrzebni
managerowie, lepsze próby z profesjonalnym sprzętem,
sponsorzy i tak dalej.
To nie jest przypadkiem ambitniejsza wersja tego
boom’u, który ma teraz miejsce?
OSTASZ: Mamy z Tede właśnie taką wizję, że to
jest ambitniejszy fragment wielkiej zajawki na dancehall. Bardziej odcięty, bez napięcia, który skupia się
na spełnianiu swoich pasji, robieniu muzyki, ale bez
wykorzystywania kogokolwiek. Po to żeśmy sami to
wszystko zbudowali i stworzyli, żeby nie stał nad nami
nikt trzeci i mówił, co mamy robić, a po wydaniu jed-
34 | HIP-HOP.PL - MARZEC 2005
nego hitu, kazał spadać, a sam zgarniał hajs.
Komercyjność dancehallu?
OSTASZ: Nie ma się co jej bać. Jeśli chcemy wydawać
płyty, musimy się liczyć z komercyjnością, bo na tym
polega to wszystko, że chcemy sprzedać naszą muzykę
i chcemy, żeby dotarła do ludzi. To, że coś jest komercyjne nie zawsze musi oznaczać, złe. Dlaczego niby
Sean Paul czy Method Man mieliby nie zaistnieć, na
taką skalę, na jaką to zrobili? To byłoby przykre, bo nie
moglibyśmy ich słuchać i tyle. Oni nie mogliby z tego
żyć, a więc i nagrywać dalej. To logiczny proces i nie
ma się co przed nim bronić lub go bać.
Ludzie, którzy dotychczas tkwili w środowisku,
jakby nie było, hermetycznym i niszowym, odnajdą
się w tym?
OSTASZ: Cieszę się, że wreszcie wyszli z tych podziemi, że doszło do nich, że pora przestać wydawać na nielegalu mixtape’y, a zabrać się za płyty i co najważniejsze,
że mogą to zrobić bez ciśnień u nas, że nie są skazani
na jakieś wytwórnie popowe, które same im powiedzą,
co mają nagrać, wyprodukują i zgarną zyski. Do nas
W czym widzisz sukces Wielkiego Ragga Joł?
OSTASZ: Mamy szczęście do ludzi, przyciągamy
naprawdę zdolne osoby, z czego jestem bardzo zadowolony. Mają w sobie hitowy dryg, a dodatkowo są
tak zakorzenieni w tym, co robią, że nikt nie może
im powiedzieć, że są nieprawdziwi. Dodatkowo, w
swoich kategoriach muzycznych po prostu nie mają
konkurencji. A z tego, że to, co robią, wyprzedza ich
hermetyczne środowisko, możemy się tylko cieszyć.
Cel Wielkiego Joł?
OSTASZ: Całkiem zaszczytny - uniezależnienie siebie
i muzyki, która jest robiona na poziomie, od wpływów
osób zewnętrznych. Danie możliwości artystom niekoniecznie z naszego bliskiego kręgu, ale takim, którzy
są ambitni, chcą, potrafią i myślą szerzej niż pozostali.
Chcemy być otwarci nie tylko na dancehall czy ragga,
ale na większość gatunków, no może poza jakimś rockiem czy metalem. Sami techno wydawać nie będziemy,
ale użyczając producentom nasz dobrej jakości sprzęt,
dokładamy się do podniesienia jakości ich nagrań. Mają
w tym momencie znaczek Wielkiego Joł, jako znak
jakości.
A Ty, jeżeli uważasz, że robisz coś, co mogłoby
zaciekawić ludzi w Wielkim Joł, zgłoś się z demówką
na Dominikańską 9, lub skontaktuj mailowo:
[email protected]; [email protected]
OTO JEDEN Z LEPSZYCH MC’S
PODZIEMNEGO ŚWIATA
“WIETRZNEGO MIASTA”.
CAPITAL D JEST ZNANY NA
SCENIE CHICAGOWSKIEJ
JUŻ OD POCZĄTKÓW LAT
DZIEWIĘĆDZIESIĄTYCH. WYDAŁ
DWA SOLOWE ALBUMY I
OSIĄGNĄŁ SUKCES ZE SWOJĄ
FORMACJĄ ALL NATURAL.
ZNANY JEST Z MĄDRYCH I
POUCZAJĄCYCH RYMÓW ORAZ Z
KOJĄCEGO GŁOSU.
CHOĆ NIE JEST ARTYSTĄ
MAINSTREAM’OWYM, POTRAFI
ZAINTERESOWAĆ SWOIMI
HISTORIAMI WYMAGAJĄCYCH
SŁUCHACZY.
ROZMAWIAŁ:
MARCIN “JEFFJAZZY” CHOJNACKI
CZŁOWIEK Z
WIETRZNEGO MIASTA
Czy mógłbyś się przedstawić tym, którzy Cię jeszcze
nie znają?
Capital D: Nazywam się Capital D. Funkcjonuję jako
MC / co-producent w crew All Natual. Razem wydaliśmy
dwa albumy. Jestem również artystą solowym, wydałem
dwa lata temu album “Writers Block”. Niedawno ukazał
się mój drugi album “Insomnia”.
Ludzie zaczęli Was zauważać od “Second Nature”?
Capital D: “No Additives, No Perservatives” było
naszym pierwszym albumem. Kiedy wyszło “Second Nature” mogliśmy uzyskać lepszą promocję niż z
poprzednim albumem. Nasz pierwszy album wydaliśmy
ponownie w tym roku.
Hip-Hop chicagowski nie jest popularny. Czy po-
Europejczycy bardziej doceniają rap podziemny, niż
publika amerykańska?
Capital D: Tak mi się wydaje. Wychodzi na to, że
ludzie z Europy, którzy słuchają Hip-Hop’u są bardziej
skłonni szukać materiałów, które uważają za warte
przesłuchania, niż ludzie z USA. Europejczycy niekoniecznie akceptują to, co narzucają im media, nie
poddają się propagandzie.
Planujesz w przyszłości po raz kolejny odwiedzić
nasz kontynent i może wstąpić do Polski?
Capital D: Mam nadzieję, że w przyszłości znów
odwiedzimy Europę, ale ja nie występuję w klubach,
gdzie podają alkohol, gdyż jestem muzułmaninem. Tak
więc, szanse na występy w Europie są małe.
rymów. Czy nie czujesz się trochę jak nauczyciel dla
młodzieży?
Capital D: Chcę hip-hop’owi oddać to, co kiedyś
dostałem od takich artystów jak KRS-One i Chuck D.
Nauczyłem się od nich wiele o sobie. Czyli jeżeli mogę
spełniać taką rolę, to jest dla mnie sukces.
Czy muzycy, a szczególnie hip-hop’owi, mogą być
wzorami do naśladowania?
Capital D: Jak najbardziej. Praktycznie każdy może
być wzorem do naśladowania. Gdy tworzysz coś, czego
ludzie słuchają na całym świecie, wtedy masz pewną
odpowiedzialność, aby wzbogacić duchowo swoich
odbiorców. W przeciwnym wypadku, jak możesz
usprawiedliwiać branie kasy za twoje CD?
Wielu artystów undergroundowych zarzeka się, że nig-
LUDZIE Z EUROPY, KTÓRZY SŁUCHAJĄ HIP-HOP’U SĄ BARDZIEJ SKŁONNI SZUKAĆ MATERIAŁÓW,
KTÓRE UWAŻAJĄ ZA WARTE PRZESŁUCHANIA, NIŻ LUDZIE Z USA
mimo tego czujesz się artystą docenianym?
Capital D: Prawdziwi fani mają dużo respektu dla chicagowskiego rapu. W Chicago robimy całkiem rzetelny
Hip-Hop, bez żadnych zbędnych dodatków. Nieważne
czy underground czy mainstream, MC’s z Chicago
nigdy nie grają kogoś innego, to są normalni ludzie
(Common, Kanye West). Prawdziwi miłośnicy rapu
dostrzegają to i respektują, ale takich artystów się raczej
nie promuje.
Nie występujesz w klubach, gdzie sprzedają alkohol?
Capital D: W najgorszym przypadku proszę, aby
zamknięto bar na czas mojego występu. Jednak
wolałbym, aby zamknięto bar na cały koncert. Jako
muzułmanin, nie muszę występować w miejscach,
gdzie ludzie i tak mnie nie słuchają. Zdecydowanie
wolałbym, gdyby ludzie na spokojnie sobie przesłuchali
moją płytę.
Patrząc z perspektywy artysty underground’owego
jesteś w stanie żyć z muzyki?
Capital D: Nie. Gdybym wyjeżdżał na tournee często, to
może bym mógł z tego wyżyć. Ale na tournee raczej nie
wyjeżdżam, stąd muzyka nie zapewnia mi bytu.
Po materiale All Natural wydałeś swoją pierwszą
solówkę “The Writers Block” razem z chłopakami z The
Molemen, jak doszło do tej kolaboracji?
Capital D: Znałem chłopaków z The Molemen od 10 lat.
Kilka lat temu, kiedy znów wróciłem do pisania tekstów
dostałem od nich całą płytkę z podkładami. Niektóre z
nich były tak bardzo interesujące, jakby skomponowane
ścieżki dźwiękowe do jakiegoś filmu. Zacząłem pisać
rymowe opowiastki i tak powstała idea zrobienia wspólnego albumu opartego na historyjkach.
Byłeś w Europie. Jak publika zza Oceanu reaguje na
Twoją muzykę?
Capital D: Byliśmy w Europie już 3 razy. Publika
reagowała naprawdę ciepło. Byłem zaskoczony takim
poparciem. Odwiedziliśmy Wielką Brytanię, Holandię,
Szwecję i Portugalię.
“The Writers Block” jest pełen pouczających, głębokich
dy by nie podpisali kontraktu z wielką wytwórnią. A ty
zgodziłbyś się?
Capital D: Mi jeszcze nikt nie zaproponował kontraktu.
Gdyby wpłynęła poważna propozycja, przemyślałbym
to. Dla mnie właściwy deal oznaczałby większe
pieniądze, ale też budowanie od podstaw własnego
labelu i wydawania artystów, z którymi od lat już
współpracujemy. Dla mnie taki deal to byłaby wielka
inwestycja w All Natural INC, ale jakoś nie mogę sobie
tego w przyszłości wyobrazić.
Jakie są zmiany na “Insomnia” w relacji do poprzedniej
solówki?
Capital D: Jest dużo zmian. Po pierwsze, rymy są dużo
bardziej polityczne. Nie ma żadnych pustych kawałków.
Każdy utwór został nagrany w jakimś celu. Ponadto
zająłem się większością produkcji.
Chciałbyś na koniec coś dodać?
Capital D: Dzięki za wywiad. Respekt dla wszystkich
MC’s, b-boy’ów, b-girls, writerów, DJ’ów i dla każdego
kto żyje tą kulturą w Polsce. Salaam.
HIP-HOP.PL - MARZEC 2005 | 35
STWORZYĆ COŚ
Z NICZEGO
LIL’ DAP, CZŁONEK BARDZO POPULARNEJ
W POLSCE, ŻEBY NIE POWIEDZIEĆ, ŻE
LEGENDARNEJ, EKIPY GROUP HOME,
ZAWITAŁ PEWNEGO ŚRODOWEGO
WIECZORU, WRAZ ZE SWYM KOMPANEM
JERU THE DAMAJA, DO WROCŁAWSKIEGO
KLUBU “KOLOR”. CHŁOPAKI DALI NIESAMOWITY KONCERT, MIMO CHWILOWEJ
NIEDYSPOZYCYJNOŚCI LIL DAPA, KTÓRY
TO CIERPIAŁ NA PARALIŻUJĄCY BÓL ZĘBA.
NIESTETY DOLEGLIWOŚĆ TA DOTKNĘŁA
I NAS OSOBIŚCIE, WYŻERAJĄC POSZCZEGÓLNE ZDANIA Z TEGO WYWIADU,
OKROIŁA GO OKRUTNIE. LADIES AND
GENTLEMEN, OTO OWE STRZĘPY.
Zakończyłeś swoją współpracę z GangStarr
całkowicie? Bądź co bądź beaty Prima i zwrotki Guru
przyspożyły Wam wielu fanów i dużą popularność.
LIL’ DAP: Nie, ale po prostu ostatnio chciałem skupić
się na swoim własnym albumie. Moje relacje z GangStarrem są wciąż dobre, nie mam z nimi żadnego beefu.
Wciąż jesteśmy rodziną, wszystko jest w porządku.
Mój solowy album “I, Lil’ Dap”, będzie już niedługo.
Dlatego właśnie tutaj jestem, żeby promować mój nowy
materiał. Robię to po to, żebyście wiedzieli, że wciąż
tam jesteśmy, że niebawem nadchodzimy. Brałem
udział ostatnio w wielu projektach, współpracowałem
m.in. z Declaimem (“Conversations with Dudley”),
Jeru (“Don’t Get It Twisted”), Grand Agent’em (“Beat
Society Master Thieves 01”), Alchemistem, ale tak
naprawdę chcę się skupić na własnym albumie. Chcę,
żeby wszyscy byli świadomi, że to gówno zalegnie w
sklepach już niedługo. Ta płyta będzie tak samo dobra,
jak dwie poprzednie. W ten sposób staram się pokazać
kim jestem, skąd pochodzę, że wywodzę się z GangStarr Foundation.
już niedługo.
Melachi wciąż w pace?
LIL’ DAP: Tak, wiecie to samo życie, każdy musi
sobie dać z nim jakoś radę. Wszyscy mamy problemy,
każdy bywa w różnych sytuacjach, nikt nie jest idealny,
a przecież życie wciąż się toczy. Trzeba martwić się o
niezapłacone długi, pieniądze na czynsz, na jedzienie.
Dlatego właśnie staram się skupić na rapie. Ludzie robią
różne rzeczy, za które muszą później odpowiadać, a ja
robię swoją muzykę. Jest to przecież pewien sposób na
opuszczenie ghetta. Każdy chce wyrwać się z tej matni.
Masz na nie jakąś receptę?
LIL’ DAP: Wiesz, to ghetto tworzy muzykę, ono ją
kształtuje. Buduje charaktery, modeluje człowieka.
Taka jest prawda, trzeba skupić się na rapie, grze w
kosza, na czymkolwiek, w czym jesteśmy naprawdę
dobrzy. Należy dążyć do celu, starać się realizować
swoje marzenia. Być wytrwałym i pełnym wiary, nawet
modlić się do Boga, a na pewno się uda. To właśnie
sam staram się osiągnąć, skupić się na własnej muzyce,
TRZEBA SKUPIĆ SIĘ NA RAPIE, GRZE W KOSZA, NA CZYMKOLWIEK, W CZYM JESTEŚMY NAPRAWDĘ
DOBRZY. NALEŻY DĄŻYĆ DO CELU, STARAĆ SIĘ REALIZOWAĆ SWOJE MARZENIA. BYĆ WYTRWAŁYM I
PEŁNYM WIARY, NAWET MODLIĆ SIĘ DO BOGA, A NA PEWNO SIĘ UDA.
Lil’ Dap, członek bardzo popularnej w Polsce, żeby
nie powiedzieć, że legendarnej, ekipy Group Home,
zawitał pewnego środowego wieczoru, wraz ze swym
kompanem Jeru the Damaja, do wrocławskiego klubu
“Kolor”. Chłopaki dali niesamowity koncert, mimo
chwilowej niedyspozycyjności Lil Dapa, który to
cierpiał na paraliżujący ból zęba. Niestety dolegliwość
ta dotknęła i nas osobiście, wyżerając poszczególne
zdania z tego wywiadu, okroiła go okrutnie. Ladies and
Gentlemen, oto owe strzępy.
36 | HIP-HOP.PL - MARZEC 2005
Nie sądzisz, że Group Home na przestrzeni lat było
wciąż niedoceniane ?
LIL’ DAP: Tak, właśnie w tym rzecz. Nie starali się
skupić na mojej pracy, na tym co chciałem przekazać.
Wciąż mówili o beatach Premiera. DJ Premier nie
zrobił mojej płyty, sam ją stworzyłem. Pierwszy album
Group Home pt. “Livin’ Proof” nagrałem razem z nim,
na drugim o tytule “A Tear for the Ghetto”, zrobił on
tylko jeden beat. Każdy mój kolejny singiel to tak jakby
nowy kawałek Group Home. My mamy swoją markę,
swój styl, dlatego właśnie pamiętajcie, nowy materiał
ciężko pracować. Nie można sie poddawać, o tym wciąż
mówię. Musisz się człowieku poświęcić, żeby wyjść z
ghetta, takie są jego twarde reguły.
Co jest istotą Hip-Hop’u?
LIL’ DAP: Stworzyliśmy coś z niczego, to właśnie
sedno Hip-Hop’u. Robimy nowoczesną muzykę miast
z pustki, serii stóp i werbli. Ogromny biznes, kilkumiliardowy rynek fonograficzny, który narodził się z
komputera. To właśnie kocham w rapie, który jest moją
muzyką i całym życiem.
pytał: BLDQ
Kolejność losowa, jak na premierze spektaklu
Ławka trzecia – PRAWDA
(muz. Mateo)
Szczerość,
przekaz,
wiarygodność,
uczciwość,
prawdziwość... Nie bez powodu gdy w teatrze gaśnie
światło, a z sufitu zjeżdża na scenę telebim widzimy niemy
film. Jaro Staniek, reżyser i pomysłodawca spektaklu siedzi
na nim w biurze Macieja Korwina, dyrektora Teatru Muzycznego z opadniętymi rękami obserwując jego kolejne
koncepcje na podniosłe widowiska. Wszystko oczywiście
z przymrużeniem oka. Na koniec Staniek pokazuje, co
chce robić naprawdę – kilka freezów na fotelu, stepowanie na biurku szefa i gra gitara. Tak rodzi się zgoda na
projekt, który chwilę potem startuje już nie na telebimie,
ale wyciągnięcie ręki każdego z widzów. Tancerze pakują
się na scenę, wbijają się między teatralne rzędy, przybijają
piątkę z publiką. - Jesteście świetni, teraz możecie już
rozpiąć garnitury i się wyluzować, jesteśmy tu w końcu razem, a nie robimy żadnego zderzenia kultur, co nie? – lecą
scenografii co chwilę zaczynają służyć jako mini-telebimy.
Szok. Nie wiadomo jak objąć to wszystko wzrokiem w
jednym momencie. Zbyt wiele środków wyrazu. A jednak
chce się więcej i więcej...
Ławka piąta – RYTM
(„Moje Menu” muz. Dreadsquad, tekst: Ri!codeh)
Dźwięk, puls, tętno, muzyka, hip-hop... Na scenie pojawia
się specjalistka od stepowania, zaraz za nią, wkrada się
na nią także Tik Tak, zabijając porywającym nawet laików beatbox’em. Dawno, nie widziałem by ktoś potrafił
przekonać do tego elementu ludzi, którym zwykle wydaje
się, że to awaria mikrofonu, a nie mistrzowski popis
beatbox’era. W pewnym momencie wchodzi między rzędy
i przybija piątki oficjelom, oczywiście wszystko ilustrując
cały czas beatbox-em. Jego rytmiczny popis w duecie ze
stepującą tancerką porywa wszystkich. Jedno kończy,
drugie zaczyna, cały czas jeden rytm, jeden temat, ta sama
koncepcja – na przemian. Są najlepsi, ale tego już nie da
się opisać.
całego widowiska. Każdy z trzydzieściorga tancerzy jest
zupełnie inny, indywidualny, niepowtarzalny. Tak samo,
jak każdy z nas – połączeni wspólną pasją i wartościami,
zmierzamy do wybicia się z szarej rzeczywistości i zaszufladkowania. Wystarczy tylko odnaleźć siebie, bo czy do
szczęścia potrzeba coś więcej?
Ławka dziewiąta – PIENIĄDZE
(Bujaka muz Kaszalot tekst RDW, Kaszalot)
Hajs. Hajs. Hajs. „bzzzzzz Z przykrością informujemy, że
z powodu ograniczeń finansowych scena o pieniądzach nie
mogła zostać zrealizowana, zamiast tego, przedstawimy
Państwu standardy teatru sprzed lat” – genialnym tonem
pani z głośnika PKP atakują nas nim rozbłyśnie scena
przed kolejną szaloną odsłoną. Rozjebka. Po chwili wśród
setek kolorowych świateł na parkiet wjeżdża jednak
ogromna atrapa czerwonego cadillac’a, niesiona jak we
„Flinstonach” przez kilku kolesi. Ta nadmuchana bryka
naprawdę jest na maxa wybujana i wielkością dorównuje
niejednemu autokarowi. Wymiękam. Do tego wypasiony
NIE JESTEŚMY
BLOKERSAMI!
TEGO SPEKTAKLU SIĘ NIE OGLĄDA, TEN SPEKTAKL SIĘ PRZEŻYWA! KAŻDYM NERWEM, KAŻDYM PODMUCHEM
EMOCJI BIJĄCYM ZE SCENY, KTÓRĄ ROZSADZA ENERGIA. TO OPOWIEŚĆ O ŚWIECIE WIELKICH INDYWIDUALNOŚCI,
WSPANIAŁYCH WARTOŚCI I ŻYCIU LUDZI, KTÓRZY KAŻDEGO DNIA, Z NIEKOŃCZĄCYM SIĘ ZAPAŁEM, UDOWADNIAJĄ
CZYM JEST PRAWDZIWY HIP-HOP. „12 ŁAWEK” TO PODRÓŻ W NASYCONY WIBRACJAMI ŚWIAT
KAŻDEGO Z NAS, TO 12 SCEN, KTÓRE MÓWIĄ.
teksty do majka. Zaczyna się, na naszych oczach, tworzy
się historia...
Ławka pierwsza – ZAJAWKA
(„Kontraband” - muz. Nurbullo, tekst: Zag.Mad.Fany)
Hobby, pasja, napęd, energia... Na wielkiej scenie ląduje
wielka mata dla tancerzy. Jeden po drugim kolorowe
postacie wysypują się zza kulis dając upust wariacji skrywanej w sercu niczym podpalony dynamit. Eksplozja.
Scena promieniuje radością. Nie trzeba wielkich środków
by wyrazić pasję, on sama jest wielka. Solówki tancerzy
wbijają publikę w siedzenia. Jest nieźle, a to dopiero
początek przedstawienia. Na specjalnie przygotowane
ściany, miedzy wymalowane tu i ówdzie graffiti lądują
kolejne serie świateł i komputerowych animacji, fragmenty
Ławka siódma – HACZING
(„Piękne Panie” muz. Mateo tekst: Marika)
Nie mija chwila ani dwie a miejsce Tik Taka zajmuje Marika. To piękne dziewczę o równie niezłych walorach wokalno-tanecznych na trwale zapada w pamięć i śniło mi się po
nocach jeszcze przez wiele dni po premierze. „Hej, piękne
panie, zdejmijcie ubranie, będziemy taaaaańczyyyyć!”
– leci do majka po czym Marika odsłaniając co nieco zaczyna szoł z resztą tancerek. Oj, jest na co popatrzeć. Ale do
tanga trzeba dwojga toteż w scenie o podrywaniu nie może
zabraknąć tej brzydszej, tj. drugiej połówki. „Ciacha”
pojawiają się dość szybko i zaczyna się kolejny energiczny
show z paradą nagich klatek, i pogonią ku pięknej płci. Tu
też zaczyna się robić tłoczno. Scenografia, i tak pokręcona,
na maxa utwór w głośniku i czuję, że żyję. Aż boję się tego
co ci wariaci wymyślą w kolejnych scenach.
Ławka jedenasta – DUMA
(muz. Kaszalot tekst RDW, Kaszalot)
Honor, godność szacunek – sprawdź sam, co Ci będę
opowiadał. Jesteś dużym chłopcem i nie wszystko musimy
przecież robić za ciebie.
Ławka dwunasta – POLSKA
(„Kochana Polsko Remix” muz. Mateo, tekst: OSTR)
Kraj, ojczyzna, patriotyzm... Pamiętacie jak Lepper
wszedł kiedyś na sejmową mównicę i zaczął pieprzyć o
politykach tańczących „bejk drensa”. Nie? Teatralne telebimy bezlitośnie mu o tym przypomną! Tuż po krótkiej
KAROL NIECIKOWSKI – DREAD MAN – „PASJA – WIERZYSZ? KOCHASZ? RÓB TO! DZISIAJ ZŁAPALI PRZY
MNIE NA GORĄCYM KOLESIA JAK WYCHODZIŁ ZE SKLEPU W DWÓCH PARACH SPODNI. TO WŁAŚNIE
NIE BYŁ HIP-HOP. MAM NADZIEJĘ, ŻE TEN SPEKTAKL UŚWIADOMI TO LUDZIOM.”
wielka i trójwymiarowa zdobywa kolejne poziomy. Po co
tancerzom rampy ze skate-parków? Co Wam będę zdradzał
wszystkie ciekawostki – niektóre musicie sprawdzić sami!
Tak samo końcowy zbiorowy freez chłopaków, na których
czołach, brzuchach i gdzie tylko się da dziewczyny
zostawiają rozkręcone bączki. Bomba!
Ławka ósma – RODZINA
(„Familia” muz. Kaszalot, tekst: RDW, Kaszalot)
Dom, spokój, przyjaciele, ekipa, rodzina... Tą scenę niech
przykryje nutka tajemnicy. Powiem tylko, że obok „Bujaki” w scenie o pieniądzach i rymów Numer Raza w „Totalnym Luzie” jest tu chyba najlepsza wstawka z żywymi
raperami. Wszystko słychać pięknie, gładko i wyraźnie.
Ławka druga – STYL
(improwizacja, muz. Mateo, tekst: Rufin MC)
Kolejna scena, choć oficjalnie spisana w jakiś mądrych
księgach jako druga, najlepiej oddaje charakter i przesłanie
telebimowej projekcji na środek parkietu wędruje wielki
drewniany stół, przy którym „szlachetnie” rozsiadają
się naśladowcy nieudolnych polityków. Do tego OSTRy z „Kochaną Polską” czyli 100% naszej codziennej
rzeczywistości. Dzień z sejmu przy ulicy Wiejskiej w
pigułce. Ten remix „Kochanej Polski” kompletnie odbiega
od pierwowzoru i trzeba się do niego przyzwyczaić. Jest
dużo mniej melodyjny, bardziej pokręcony i połamany, po
chwili stwierdzamy jednak, że to wszystko zgrabnie pasuje
na utwór ilustrujący paranoję i burdel polskiej polityki.
Ławka dziesiąta – JEDZENIE
(„Totalny Luz” muz.TU1, tekst: Numer Raz)
Spanie, picie, palenie, pochłanianie, życie, codzienność...
Numer Raz rymujący na wielkiej, obitej czerwonym suknem ławce. Mało? Ławka stoi na ogromnym kompleksie
TOI TOI-i. Mało? Te przybytki są na kółkach i jeżdżą
po ogromnej scenie, na której tańczy kilkadziesiąt osób, i
pojawiają się postaci z komiksów. Mało? No bez jaj, kto
FOTO: STUDIO 69
z Was ma bardziej kolorową codzienność? Ta akcja to naprawdę konkret. Pod
każdym względem i z każdej strony. Muzycznie i choreograficznie pierwsza
klasa. I pomyśleć, że sądziłem, że nic już mnie nie tego wieczoru nie zaskoczy.
Ławka szósta – IMPREZA
„Świeżak” muz. Dj 600V, tekst: Tede)
Jest taka akcja, że przez cały spektakl między tancerzami przewija się komiczny
i nieco nieudolny klient z wielką żarówką na głowie. Taki sztywniak, chodzący
to i tam czasem coś sprzątający i wpatrujący się w tancerzy jak w obrazek. Podczas sceny z melanżem jego wielka kukła staje w centralnym miejscu sceny i
wreszcie chłopak zaczyna się luzować. Ta kukła ma chyba z 10 metrów i robi
gigantyczne wrażenie tak samo jak ogromne łóżko, czy tam jak kto woli poducha, na której wariują tancerze. Do tego Tede za majkiem i na telebimie,
masa świateł, palmy i bounce. Jest konkretnie. Radość i spontan bardzo szybko
przenoszą się też na widownię. Dziesiątki puchowych jaśków rzucane ze sceny
trafiają w ręce widzów na wszystkich poziomach, między rzędami zaczynają
„fruwać” po balustradzie przeróżne postacie, po chwili powietrze co chwilę
przecina już deszcz poduszek lecących raz po raz to na widownię to z powrotem
na scenę.
Ławka czwarta – WOLNOŚĆ
(ver. 1.0 „Chodźmy stąd” muz. Sistars, tekst: Sistars)
(ver. 2.0 „Push the tempo” muz. Kameral, tekst: Kameral)
Luz, swoboda, pewność, śmiałość, nieskrępowanie... Kiedy byłem na premierze
Siostry grały akurat z Brodką i Sidneyem Polakiem koncert w Zakopanem. Ale
powiem szczerze – nie żałuję! „Push the tempo” w wykonaniu dwójki innych
atrakcyjnych kobiet, a w dodatku tancerek porywa całkiem nieźle. Do tego
jest inne, a przynajmniej nieco inne niż to, do czego można przywyknąć na
co dzień. Resztę niech po raz kolejny skryje nutka tajemnicy, bo i was spektakl
musi przecież zaskoczyć!
FREESTYLE – wybierz Swoją kolejność!
Gdy wszystko zmierza ku końcowi zaczyna się totalna jazda, parada ekspresji,
energii, spontan. Bis za bisem trzydziesto osobowa banda kolorowych postaci
gromadzi się przy macie tancerzy. Pełen flow, pełna zajawka, bboy’e, tancerki,
MC`s, producenci a nawet ludzie z widowni – wszystkich przepełnia radość
zjednoczenia w pulsującym emocjami kręgu. I dla tej właśnie, ostatniej, nieplanowanej, niepowtarzalnej i za każdym razem zupełnie odmiennej sceny
chyba najbardziej warto zasuwać przez pół Polski aby przeżyć „12 ławek”, to
tu tworzy się pełen obraz Hip-Hop’u – kultury, która nie daje się jednoznacznie
zdefiniować i zaszufladkować, a może to właśnie freestyle oddaje jej pełnię w
całej okazałości! Szkoda tylko, że cały spektakl trwa raptem 1h i 10min a ekipa
często nagina do scrath-y a nie melodyjnego funku, czego często nie da się
słuchać i oglądać jednocześnie. To duży błąd przez co spektakl traci jakieś 60%
efektu tak samo jak wtedy, gdy oglądacie go nie z poziomu sceny, ale z teatralnej loży i innych stołków z których widzicie wszystko nie z dołu, lecz z góry.
Tak czy inaczej, wielka piątka dla całego sztabu ludzi, którzy zainspirowani
pomysłem Jarka Stańka postanowili wziąć udział w projekcie i pomóc w jego
realizacji. Dzięki nim „12 ławek” to zwariowana akcja, którą po prostu trzeba
zobaczyc!
ttekst: Andrzej Trojanek
POCZĄTEK
Gdańsk, Gdynia i Sopot. Każdy, kto uczęszczał na lekcje
geografii w szkole i miał z tego przedmiotu minimum mierny powinien wiedzieć, że te miasta tworzą prawie jedno
milionową aglomerację zwaną Trójmiastem. Z pomocą
Keara i jednego z członków EWC przybliżę Wam historię
graffiti właśnie w tym regionie naszego kraju.
Graffiti w Gdańsku zaczęło się pojawiać w 1995 roku.
Pierwsi malarze to m.in.: Yba, Hoth, Sme, 2se, Zel, Olek,
Erl-king, Air, Pak, Maddog, Inwazja. Pierwsze Trójmiejskie crew to DSC (Double S Crew), EWC, DOA,
TC, później powstają HB, FS, TAC. Pod koniec 1995
roku zaczęły pojawiać się na linii litery Specjal i jego
crew UN z Dortmundu. Jak się okazało Specjal po kilku
latach pobytu w Niemczech (gdzie zaczął malować graffiti) wrócił do Gdańska. Jego obrazki były mocno stylowe
i czysto wykonane. Wszyscy zastanawiali się czy malował
kreski od szablonów, lecz okazało się, że używał specjalnych końcówek, nieznanych wtedy w Polsce. Dla każdego
była to nowość, jak i farby, które przywoził co jakiś czas
z Niemiec. Z jego inicjatywy powstało crew EWC (EastWest Connection). Gdański godfather wytłumaczył o co
w tym wszystkim tak naprawdę chodzi, a chodzi o to żeby
wszystko stylowo zajebać!
Takie podejście zaczęło mocno kształtować wizerunek
gdańskiego graffiti. Pociągi od 1996r. były regularnie
bombione. Jako pierwsze ksywy, zaczęły się pojawiać:
Aune, Specjal, War One, Tas, Zoe, Ces, Sme, Air, Tek i
Gras. Takie miejsca jak Gdynia Cisowa, Leszczynki czy
też Wejherowo były zupełnie dziewicze, w tych warunkach
graffiti zaczęło się szybko rozwijać. Niektórzy writerzy
malowali czasem kilka obrazków tygodniowo. Pierwszy
wholecar powstał w 1996r., autorem był ZOE, następny
jakieś pół roku później dumnie woził litery EWC. Z roku na
rok SKM (Szybka Kolej Miejska) stawała się coraz bardziej
kolorowa na zewnątrz, a zarazem ciemna wewnątrz. Coraz
więcej ludzi zaczęło malować wagony, lecz prym wiodło
EWC. Przez jednych uwielbiani przez innych nienawidzeni. Każdego nieznanego malarza, którego spotkali na
42 | HIP-HOP.PL - MARZEC 2005
swojej drodze kroili z farb, każdego kto zamalował ich obrazki czekała kara. Dzięki takiemu podejściu przez wiele
lat scena graffiti w Gdańsku by�ła uporządkowana.
HARDCORE
Każdy wypad na nielegalne malowanie łączy się z hardcorowymi akcjami. Nie znam żadnego grafficiarza, który
by podczas robienia pracy nie miał przebojów. Emocje i
adrenalina towarzyszą zawsze. “Najbardziej hardcorowa
akcja? W dwie osoby wholetrain w Działdowie. Czasowo to
pierwszy wholetrain w Polsce. DTS 2000 - taka była praca.
Zrobiliśmy to na piętrowym pociągu, napierdalaliśmy go
trzy godziny, bo to była duża powierzchnia. Malowaliśmy
go bez drabinek tylko przy pomocy betonowych płotków,
które są przy torach. Były to cztery wagony plus ciuchcia. Skończyło się na tym, że jak stawialiśmy już tagi, to
w momencie zero wbiła się kurwa ekipa SOK. Tagów
nie skończyliśmy, bo trzeba było spierdalać. Uciekaliśmy
samochodem przez las. Wpadliśmy po drodze na CPN
ze srebrnymi maskami na twarzy, mi krew z nosa leciała
ze zmęczenia, a oni nie chcieli mi nawet snicersa i coli
sprzedać. Ale akcja była niezła.” - opisuje Kear.
SKM
SKM (Szybka Kolej Miejska) jako pierwsza weszła na
wojenną ścieżkę z grafficiarzami. Zwalając pomysł od
Niemców zaczęła robić przez całą długość obrazka białą
kreskę. Gdy się zapytałem samych writerów o SKM
dostałem taka odpowiedź: “Już nie maluje SKM’ek.
Od kiedy policja z karabinami mnie goniła to mi się
odechciało”. Natomiast SKM ma zupełnie odmienne, ale
zabawne zdanie na ten temat. Udało mi się dotrzeć do
jednego z dokumentów firmy, w którym jest krótki opis:
”EWC - największa grupa z Gdańska, a być może hasło,
pod którym działają mniejsze grupy, razem co może
wskazywać rozwinięcie skrótu: “everywhere crew”. Na
filmach kręconych przez tą grupę widać wyjątkowo bezczelne dewastacje pociągów i budynków Gdańska, czynione
w przysłowiowy biały dzień, w tym na oczach podróżnych
i przechodniów. Grupa jest odpowiedzialna za włamania
do pociągów SKM w celu bardzo niebezpiecznego
niszczenia przyrządów, w tym bezpośrednio związanych
z bezpieczeństwem podróżnych i ruchu kolejowego.
Nakręcone filmy zawierają sporo montaży, aby pokazać
działalność, rzekomo pod okiem policji lub SOK oraz liczne przekłamania na kolei i jej ochrony. W aktach spraw
dotyczących sprawców innych dewastacji, ujmowanych w
2002r. można było się natknąć na zapisy, że oglądali oni
filmy o niszczeniu pociągów SKM tuż przed swoimi wyczynami. Prokurator, któremu przedstawiciele SKM pokazali przechwyconą kasetę z dewastacjami, odmówił prowadzenia śledztwa, uznając dowód za niewystarczający i nie
podjął żadnych kroków, by zebrać inne dowody.” Kolejną
historią na temat przebojów z SKM’ką usłyszałem od ostatniego rozmówcy. Powiedział mi, że kiedyś zrobili sobie
objazd po państwach europejskich w celu oczywistym.
Przed samym wyjazdem udekorowali kilka składów SKM.
Po powrocie do Trójmiasta przeżyli szok. Wszystkie kolejki zostały zbuffowane. Pierwsze co zrobili, to na nowo
je pomalowali. Już dzień później znowu jeździły czyste.
“Teraz, jeżeli ktoś pomaluje kolejkę i ona wyjedzie na
trasę to znaczy, że miał zajebiste szczęście, bo kolejarz
nie zobaczył obrazka”. Jeżeli był ktokolwiek nie dawno w
Trójmieście to wie jak to wygląda. Wagony są niby wyczyszczone z graffiti, ale widać tylko ślady rozpuszczalnika.
I to ma lepiej wyglądać?
THE END
Pod koniec 1999r. jakieś 90% powierzchni SKM’ek było
pokrytych malunkami. Gorsze obrazki były zamalowywane przez lepszych writerów. Wholecary były praktycznie na każdej SKM’ce. Przypominało to czasy rozkwitu Nowo Yorskiego graffiti. SOK’iści zaczęli patrolować
tereny jardów, organizowali łapanki, z których cudem dało
się wydostać. O czasach, które nigdy nie wrócą może nam
jedynie przypominać “trylogia MIB” i zdjęcia.
NIECH ŻYJĄ
WHOLECARY I PANELE
“KAŻDEGO NIEZNANEGO MALARZA, KTÓREGO SPOTKALI NA SWOJEJ DRODZE KROILI Z FARB,
KAŻDEGO KTO ZAMALOWAŁ ICH OBRAZKI CZEKAŁA KARA.“
HIP-HOP.PL - MARZEC 2005 | 41
Fragment oficjalnego “Stanowiska
PKP SKM w Trójmieście Sp. z o.o.
w sprawie zjawiska dewastowania
pociągów i budynków na terenie
Trójmiasta przez grupy subkulturowe”
wykorzystuje fragment artykułu który
możecie przeczytać na HIP-HOP.PL,
wtstarczy kliknąć.
“Znakomitą ilustracją obrazującą, z jakiego
typu działalnością mamy często do czynienia jest poniżej przytoczony fragment relacji
z „akcji” na terenach kolejowych w zachodniopomorskiem, zamieszczonej na jednej ze
stron internetowych. Pisownia oryginalna,
z tekstu usunięto pseudonimy uczestników.
Warto zwrócić uwagę na poziom wypowiedzi,
a także na główny motyw działania: środkiem
ciężkości jest nie jakkolwiek rozumiana sztuka,
ale adrenalina...
Wrzesień ‘99. Stargard Szczeciński - yard.
Wsiadamy do autka, na tylny fotel, słuchamy
muzy, pijemy browar, palimy szlugi i po
godzinie dojeżdżamy na miejsce. Trzeba
poczekać. Myją składy. Szykujemy farby,
drabinę i zaczynamy. Środkowy wagon, whole
car, obok L. wali panele (chyba dwa?). Whole
car skończony, panele obok też. Luz. Robimy
dalej, kolejne panele, damege... i nagle ktoś
wzdłuż kolejki zapierdala w naszym kierunku.
Zabieramy sprzęt i spierdalamy. Parę wykładek
na torach po drodze i udało się.
Powrót do Szczecina i ... mamy ochotę na
więcej. Uderzamy na kierunek - Wzgórze
Hetmańskie.”
42 | HIP-HOP.PL - MARZEC 2005
PRODUKCJA
tekst: PRZEMEK PACHOLSKI
Buzz
The Grand
Reason3.0
Buzz jest darmowym programem, który może posłużyć
jako zarówno programowy syntezator, tracker, oraz
również jako sekwencer. Jest zbutowany w modularny
sposób, co choć z początku może nie jest zbyt przejrzyste, pozwala jednak na bardzo dużą swobodę kierowania sygnałami midi/audio.
The Grand niemieckiej firmy Steinberg nie jest jedynie
kolekcją sampli. Jest to w pełni samodzielny instrument
wirtualny, dzięki czemu nie jest konieczne posiadanie
dodatkowych samplerów. Będąc posiadaczem profesjonalnego pianina elektronicznego muszę przyznać, że
gdy do wyboru mam nagrywanie sekwencji za pomocą
rzeczywistego pianina, wolę nagrać tę samą sekwencję
wykorzystując The Grand, gdyż pozwala to później na
dużo lepszą zabawę barwą oraz dalszą edycję, co przy
nagraniu ścieżki audio jest nieco kłopotliwe. Otrzymany
dźwięk również jest o wiele lepszy.
Nie wszyscy zdają sobie sprawę z trudności odwzorowania brzmienia, a w szczególności dynamiki
fortepianu koncertowego (bo o takim właśnie mowa).
Oryginalny instrument składa się z ponad 9.000 indywidualnych części, co stawia go na czele również pod
kątem stopnia skomplikowania budowy. Prawdopodobnie z tego powodu posiada wyrazistość i dynamikę,
której inne instrumenty mogą mu jedynie pozazdrościć.
Niezrównana siła dźwięku i szeroka skala wyrazistości
barw stwarzają niestety niesamowite wymagania co do
samego procesu samplingu.
Jeżeli chodzi o jakość wykonania wirtualnego pianina The Grand pod kątem brzmienia, to jest ona
na najwyższym poziomie. Do dyspozycji mamy 64głosową polifonię, co pozwala na komfort gry nawet
przy najbardziej skomplikowanych pasażach. Przesamplowany został tutaj jeden z najlepszych koncertowych fortepianów Yamahy. Miałem przyjemność grać
na podobnym modelu i powiem, że końcowy efekt jest
bardzo bliski oryginału. Biorąc pod uwagę ograniczenia jakie narzuca sampling elektroniczny, programistom ze Steinberga należą się gratulacje. Jeżeli chodzi o
dostępne patche, to polecam naturalny nieprzetworzony
dźwięk, który najlepiej samemu zmodyfikować dodając
do niego efekt np. reverb typu “inpulse response” (niestety nie najtańszy). Efekt jest zdumiewający, gdyż
dysponując dobrą parą słuchawek jesteśmy w stanie
poczuć się jakbyśmy grali na prawdziwej sali koncertowej.
Interfejs programu tradycyjnie już w przypadku Steinberga, jest przejrzysty i dobrze zanimowany (np. widok
wciskanego pedała, czy poszczególnych klawiszy).
Bez problemu można się zorientować gdzie edytuje się
główne parametry pracy. Choć instrukcja obsługi napisana jest bardzo przejrzyście, w przypadku interfejsu
nie jest raczej potrzebna, gdyż ciężko się tutaj pogubić.
Praca z programem jest prawdziwą przyjemnością.
Jest to najlepiej brzmiący instrument symulujący fortepian jaki przyszło mi dotąd testować i pierwszy będący
samodzielnym instrumentem nie wymagającym dodatkowego samplera.
W pierwszym kwartale 2005 roku w sprzedaży pojawi
się nowa wersja programu Reason opatrzona numerem
3.0. Nowościami w wersji 3.0 będą:
Program może być dobrym punktem wyjścia dla osób
świeżych w temacie, chociaż i doświadczeni producenci znajdą w nim wiele interesujących funkcji. Dzięki
swojej modularnej budowie i, co z tym związanymi
możliwościami tworzenia i przetwarzania cyfrowego
dźwięku, bity tworzone w Buzzie są praktycznie
ograniczone jedynie wyobraźnią i talentem producenta.
Co więcej, wymagania sprzętowe nie są wcale duże.
Polecamy ten program szczególnie tym, którzy są
gotowi poświęcić dodatkową chwilę na opanowanie interfejsu, w zamian za dużo lepsze zrozumienie dzięki
temu, wszystkich procesów zachodzących od momentu
naciśnięcia klawisza na klawiaturze midi, do usłyszenia
efektu w słuchawkach. Program jest rozszerzany przez
wielu programistów na całym świecie, którzy piszą dla
niego wtyczki z instrumentami, czy efektami. Niedawno
ukazała się tak oczekiwana przez wielu fanów obsługa
instrumentów VST.
Zalety:
+ darmowy
+ niewielkie wymagania sprzętowe
+ modularna budowa
+ syntezator,tracker,sekwencer w jednym
Wady:
- niezbyt estetyczny interfejs
- początkowo trudny w obsłudze
- najnowsze wersje mają słabą stabilność
- The Combinator - urządzenie, które pozwoli na budowanie i zapisywanie dowolnych kombinacji instrumentów i efektów programu Reason (nielimitowana
ilość połączeń urządzeń i efektów).
- Line Mixer 6:2 - 6. kanałowy stereofoniczny mikser.
Jego zastosowanie łączy się głównie z Combinatorem,
ale może być również używany w dowolnym miejscu
łańcucha urządzeń.
- Nowa wyszukiwarka - udoskonalony moduł wyszukiwania plików i banków brzmień
- Obsługa kontrolerów - ustawienia dla wielu popularnych kontrolerów MIDI.
- Nowe banki dzwiekow
- Mclass Series - seria wtyczek masteringowych, w
których sklad wejda: MClass Equalizer, MClass Stereo
Imager, MClass Compressor, MClass Maximizer.
Planowana cena produktu to 1975 PLN brutto. Upgrade
z wersji poprzednich kosztował będzie 435 PLN brutto.
HIP-HOP.PL - MARZEC 2005 | 43
POWRÓT SMOKA
“Przestań, ta płyta jest kiepska”. Oficjalnie przyznajesz
się, iż “Operacja: Kabel” została wydana tylko ze
względów, że nie miałeś pieniędzy na kable do miksera.
Jak traktujesz tą produckję, czy ona ma reprezentować
Twój styl? Czy ma po prostu dać zarobić?
DEF: Bodźcem do zrobienia tej płyty rzeczywiście był brak
pęku na kable. Poszło ileś tam sztuk tego, ale pieniądze zostały
raczej “skonsumowane” niż zainwestowane (śmiech).
Każda moja produkcja ma reprezentować mój styl. Nawet
te dwie, które niebawem znienacka zaatakują, w jakiś tam
sposób pokazują moje gusta muzyczne, mimo, że będą
zdeczka inne niż to, co “normalnie” robię. Z tą “kiepską
płytą” to taki autoironiczny żart. Ta płyta jest dużo lepsza
niż “Powrót Smoka”. Chociaż zrobiona została spontanicznie, wszystko od muzyki, napisania tekstów, poprzez
powbijanie wokali aż do poskładania do kupy to zaledwie
niecałe dwa tygodnie. Bardzo lubię “Operacje”, mimo, że
nie traktuję jej tak do końca poważnie.
Rap tworzysz już długo porównując innych poznańskich
MC. Opowiedz jak rozpoczęła się Twoja historia z
rapem?
DEF: Na jakiejś wycieczce w podstawówce dowiedziałem
się, że Hip-Hop to Hip-Hop, że te rytmy się tak akurat
nazywa. Koleś miał duże spodnie, palił dziambę i słuchał
Enter the Wu i NWA. Spodobało mi się to.
“Powrót Smoka”, bo tak nazywa się Twoja pierwsza
płyta ma dość specyficzną nazwę. Jakie jest jej znaczenie?
DEF: Z Bartasem (Horym) zrobiliśmy kiedyś dżońta
“Wejście Smoka”. Trafił na jego płytę, trafił na pierwszy
“Zwiastun Prawdy”. To był mój pierwszy kawałek, który
usłyszało trochę więcej osób. Potem miałem przestój dość
długi w, nazwijmy to, twórczości. Dużo ludzi mnie zjebało,
że nic nie robię, że gdzieś zniknąłem, nic nie słychać o
mnie, a “Wejście Smoka” było, że się tak nieskromnie
wyrażę, swojego rodzaju hitem (śmiech). W końcu Qpal
mnie chwycił za ryj i powiedział “Robimy Twoją płytę!”.
Po jakimś czasie pojawiłem się ponownie wśród ludzi, stąd
takie akcje powinny ciągnąć za sobą jakiś progres w rapie.
Chodzi o to żeby podwyższać swoje skillsy, no nie? Stagnacja to też regres.
Dlaczego Rapowa Koalicja (wrogi obóz: Ajax, Stick,
MPR, Madaj)?
DEF: Zaczęło się od takich drobnych bardziej
osobistych spięć. Cisneliśmy sobie co raz
bardziej i w końcu pokazali, że mają jaja i
nagrali. To ja też pokazałem, że mam i to większe (śmiech).
A ten nowy ziomek ich co się podłączył do ich ugrupowania to śmiech w ogóle jest, bez nazwisk.
Czy masz zamiar kontynuować ten beef?
DEF: Narazie to jest sprawa nieuregulowana, bo dostałem
ostatnio odpowiedź od jednego z artystów hip-hop’owych
z tamtego ugrupowania. Niby każdy by chciał żeby ostatnie słowo należało do niego, ale tak naprawdę “300”
przesądziło sprawę. Teraz cała sprawa bardziej się snuje
niż ciągnie jakoś sensownie. Wolałbym się teraz skupić
bardziej na swoich prywatnych planach muzycznych, niż
Czy masz już jakieś plany na następną płytę? Planujesz
coś robić z 217, czy raczej pracujesz dalej solowo? A
może kolejny beef?
DEF: Plany mam. Powoli się kula wszystko, wszystko to jeszcze sprawa otwarta. Solo
będzie, 217 też będzie. Kolejny beef pewnie
też, bo kilka wisi na włosku, chociaż jeszcze nie wszyscy sobie zdają z tego sprawę. Materiał na solo powoli sobie dłubię,
chcę zupełnie zrezygnować ze swoich bitów, skupić się
wyłącznie na rapach. 217 to muzycznie ma być sprawka
Qpala, więc to będzie coś niezwykłego. Zwłaszcza,
że w te materie pewnie ja zaingeruję. Kilka razy się
przymierzaliśmy już do 217, ale ani razu nie wyszło. Teraz
musi wyjść, zwłaszcza, że mamy mocno sprecyzowane już
plany jeśli chodzi o formę, bo treść jaka będzie przyjdzie
z czasem.
Który kawałek na swojej solówce, a który na “Operacji:
Kabel” cenisz sobie najbardziej?
DEF: Mój ulubiony utwór z “Powrotu Smoka” to
“Szczęśliwy dzień”, a to dzięki Izie w wokalu, którym
się zakochałem. Poza tym jest tam kilka kawałków, które
uważam za nie najgorsze. Jeśli chodzi o “Operacje” to
kawałek z Qpalem to jest takie brzmienie, które kocham.
Tekst zresztą też, bez elo-hardkorowych-supergłębokich
treści.
Chcesz wydać kiedyś legalną płytę? Czy raczej siedzisz
PODZIEMIE TO CIEKAWA MIESZANKA PRZERÓŻNYCH CHARAKTERÓW, REPREZENTOWANYCH
WARTOŚCI, GUSTÓW.
“Powrót”. A swoją drogą to się jaram klimatami a’la Bruce
Lee i różne takie.
na diss’owaniu kogoś, kto jest tak naprawdę słaby, ale jak
się ktoś przysadzi to zawsze znajdę odpowiedź.
Czy starasz się pomagać młodym, początkującym artystom? Udostępniasz im studio lub tym podobne rzeczy?
DEF: Zawsze każdemu staram się pomóc na tyle, na ile
jestem w stanie. A z drugiej strony, to pomoc przydaje
się mi tak samo jak i tym młodym. Studio udostępniam,
jeśli ktoś chce i jeśli mój czas na to pozwala. Rozchodzi
się głównie o szkołę. Bitów za bardzo nie rozdaje, bo nie
robię już teraz dużo, a i sam mam deficyt przeokrutny. Ale
zwrotkę chętnie dogram (śmiech).
Jak powiedziałeś w jednym z wywiadów, to, co
najbardziej zawodzi Cię na poznańskiej scenie to
publiczność. Czy uważasz, że w Poznaniu jest ona aż
tak beznadziejna, że wyłącznie Twój kumpel może stać
pod sceną?
DEF: Publiczność w Poznaniu jest tak samo chujowa jak
rap w tym mieście. Z nielicznymi wyjątkami jeśli chodzi
o artystów. Popatrz, kto stoi pod sceną jak grasz koncert
bez klipu w TV? Albo Twój kolega albo skład, co będzie
grał po Tobie, bo ten co grał przed Tobą już chleje chuj
wie gdzie. Wiadomo, że wolałbym żeby wuchta wiary się
jarała moim rapem i się kiwała jak gram na bibce. Ale nie
zależy mi na tym jakoś specjalnie. Nawet nastoletnie cipska, co mi smsy po nocach przysyłają, że chcą mnie poznać
jak stoją pod sceną na moim koncercie, nie wiedzą, że ja to
ja. Już dawno postawiłem na nich krzyżyk, na tych fascynatach kultury hip-hop’owej, co to z Internetu ściągają szlagiery polskiej muzyki rozrywkowej i się jarają jak widzą
swojego idola w kolorowym świecącym pudełku. Na tych
organizatorach, co ważniejsze od dobrej biby są dla nich
dropsy, na wydekoltowanych sztuniach, co ściągają gacie
przez głowę jak się ich idol otrze o nie w tłumie. Jak mnie
to wkurwia...
W poznańskim podziemiu jesteś najbardziej
rozpoznawalną osobą jeżeli chodzi o beef. Ostatnio z
Twojej strony wyszły dwa dissy w strone RK poparte
“Twoimi” ludźmi. Dissów od Twojej strony, a ekipy
oponenta było dużo więcej. Dlaczego?
DEF: Generalnie beef to takie coś, co od zawsze było w
rapie i na zawsze być powinno. Wychodzę z założenia, że
łaków trzeba przyprowadzać do porządku. A w/w ugrupowanie do takich właśnie zaliczam. Nie będę odpowiadał
za członków FM, ale widocznie poczuli, że “Ty, Twoi
ludzie...” z utworu “200% nienawiści” jest kierowane do
nich. Moje i Qpala “300” było odpowiedzią na ten właśnie
utwór z wrogiego obozu. Ten drugi kawałek to była w zasadzie prośba o kolejnego diss’a na mnie, bo się odgrażali,
że zrobią, a nie zrobili. A co do beef’ów ogólnie to niby
sytuacja robi się przez coś takiego niezdrowa, ale to właśnie
44 | HIP-HOP.PL - MARZEC 2005
Tak nagle, niespodziewanie, wyszła Twoja EP’ka, którą
nagrałeś z Kaczym. W jednym z kawałków mówisz:
w podziemiu, masz to gdzieś i tak za parę lat skończysz?
DEF: To pytanie czy propozycja? (śmiech) Legalna płyta
daje większe możliwości, większe doświadczenie, obycie
w różnych sytuacjach, jednym słowem - ROZWÓJ. Rozwój jest bardzo ważną sprawą. A podziemie to ciekawa
mieszanka przeróżnych charakterów, reprezentowanych
wartości, gustów. Wiadomo, że, jak każdy, chciałbym
mieć do czynienia z rapem jak najdłużej i jak najwięcej,
ale cholera wie, co mnie spotka za miesiąc, za rok. Życie,
życie jest nowelą... (śmiech).
Kwestia muzyczna. Na kogo bitach tworzysz? Szukasz
nowych producentów?
DEF: Do tej pory bazowałem na własnych bitach, ale
zdecydowanie chcę od tego odejść, bo nie jest to moja mocna strona. Osobiście preferuje takie nuty, że mało kto poza
mną jest w stanie je strawić. Ale zawsze razem z Qpalem
coś tam wydłubiemy i się nagra pod to. “Powrót Smoka”
to w większości moja sprawka, na “Operacje” zrobiłem
połowę, Kaczy zrobił drugą połowę bitów, jeden dorzucił
HCM. Ale najlepsze nuty wypierdala Chester, typ z Gdyni,
kocham to co on robi. A na szczęście nie robi Hip-Hop’u.
Poszukiwani są jednak dobrzy hip-hop’owi producenci,
jakby co to [email protected]
Jakie jest Twoje największe osiągnięcie?
DEF: To, w jaki sposób patrzę na różne sprawy. Moje
podejście do różnych dziwnych zjawisk w muzyce. To tak
ogólnie. Jeśli chodzi o rap to sam nie wiem... Nie będę
oryginalny i powiem, że cały czas na takie czekam.
POZNAŃ CZ. 1
z ręki do ręki. Współpracę w jednym zespole z Hansem
zakończył w 2002 roku po gościnnym udziale na płycie
Owala – „Rapnastyk” w kawałku pt. “Przepraszam”. W
2004 roku wydał swój drugi nielegal “We Mnie” - tym
razem solowo. Obecnie Deep został wybrany najlepszym wykonawcą 2004 roku w wielkopolsce.
Obecnie w/w pracuje nad następną płytką wspólnie z
Osą/WASP’em.
DEF 217
AKME
Pierwszy kawałek nagrał w 1998 roku. Razem z Wizją
Lokalną, Niczego Sobie, Horym, Waspem, Majem,
Qpalem, Kaczym tworzy FataeM. A z Qpalem i Majem
pracuje nad projektem 217. Zaznacza swoją obecność
w poznańskim rapie częstymi feat’uringami. Ma własne
studio o tajemniczej nazwie Alladyn. Gromadzi wokół
siebie watahę ludzi, którzy gotowi są zawsze pójść za
nim, co udowodnili już nie raz. W roku 2004 wydał swój
debiutancki krążek pt. „Powrót Smoka”.
Dębiecki artysta, który swoją przygodę z rapem zaczął
w 2002 roku. Akme udostępniał swoje nagrania szerszemu gronu słuchaczy, co pozwoliło podejść do
pracy bardziej krytycznie. W 2004 roku światło dzienne
ujrzało pierwsze demo Akme - “Arena”, poparte ze strony muzycznej przez Zwierzaka.
KACZY
DESANT WRZ
Stawiają “Opór”, dzielą się na pododdziały, działają
prężnie i godnie uwagi. Skład pochodzi z Wrześni,
niedaleko Poznania. Ośmioosobowy zespół tworzą:
Żołnierz, K-3, Cubol, Grabol, Maras, Kubiszew, Barył,
a produkcją zajmuje się Edas. W 2002 roku wyszło ich
pierwsze demo (Desant WRZ), które było zwiastunem
następnej płyty Desant Zwiad o tytule „Opór” (2004).
DARKMAN
Zaangażowany w pracę z hip-hop’em od roku 2001
(grudzień). Twórca i realizator poznańskiej kompilacji Zwiastun Prawdy. Zaznacza swoją obecność w
poznańskim rapie jako producent oraz wykonawca.
Swoje teksty i bity stara się robić nieco refleksyjne,
ciężkie, dające do myślenia. W 2003 wydał Zwiastun
Prawdy (maj), w roku 2004 (grudzień) wydał Zwiastun
Prawdy 2.
Muzyką zajmuje się od 2003 r., po wydaniu swojego
debiutanckiego krążka wraz z Defem („Operacja: Kabel” 2004) i udzieleniu się na składance Rap Eskadra
(UMC) wraz z Deep’em i Alicją Piątkowską udowodnił,
że jego rap nie jest gorszy od weteranów z poznania.
Razem z w/w MC wchodzi w skład FM. Kaczy obecnie pracuje nad swoją drugą płytą, tym razem solową i
jak zapowiada: “To będzie dużo cięższy i poważniejszy
materiał, niż poprzedni” jednak nie chce ujawniać premiery nowego albumu.
EMPE
Zespół eMPe
istnieje od 2003
roku, tworzą go
Magia i Poseł.
Wcześniej
każde z nich
robiło coś na
własną rękę. Wynikiem ich pracy jest ich pierwszy album pt. “Mało Powiedziane...” (2004). Obecnie powstaje nowy materiał, który ukaże się prawdopodobnie w
bieżącym roku.
GREEN
TEAM
Kolejny mocny skład prosto z poznańskiego Ognika.
Green Team to dwuosobowy skład, czyli Hary i Emiś. GT nagrywa dość
długo i doświadczenie zdobyte można usłyszeć na ich
produkcjach. Do tej pory wydali dwa nielegalne albumy. Były to płytki: “Metamorfoza” wydana w 2002
roku oraz “Dobre, bo polskie” wydana w 2003 roku,
która to odbiła się dość szerokim echem i pozostaje do
teraz w pamięci słuchaczy. Grunwaldzki duet pracuje
obecnie nad następną płytką, która podobno wyjdzie już
nakładem legalnym. Zobaczymy jak się potoczą losy
reprezentantów z Ognika.
DEEP
Przedstawiciel ciężkich poznańskich brzmień. W 2000
roku razem z Hansem wydał płytę 5-2 - “Najwyższa
Instancja”, płyta (nakładem 50 płyt) rozeszła się
częściowo wśród przyjaciół, a reszta była sprzedawana
KOBRA
Połowa Wizji Lokalnej, którą tworzy z Oldasem,
wchodzi również w skład FataeM. W 2004 roku
wyszła jego debiutancka płyta solowo o tytule “Strzał
w Dziesiątkę”. Zdobył trzecie miejsce w plebiscycie na
najlepszego wykonawcę z podziemia. Kobra obecnie
gra koncerty oraz udziela się gościnnie na płytach znajomych. Na 2005 rok szykuje kolejny projekt.
opracowali: Wilku i DominO
HORY
Jego historia z rapem zaczęła się w 2003 roku, gdzie
to solowym kawałkiem pokazał się szerszemu gronu
słuchaczy dzięki Zwiastunowi Prawdy vol. 1. Jego pierwsze demo wyszło w 2003 roku pod nazwa “Hory”.
HIP-HOP.PL - MARZEC 2005 | 45
Bluza Prosto
Longsleeve Fokuz
Cena: 79PLN
Cena: 169PLN
Kurtka ortalionowa
Metoda
Bluza z kapturem
Fenix
Cena: 189PLN
Cena: 154PLN
WWW.SKATESHOP.PL
NOWY DESIGN!
46 | HIP-HOP.PL - MARZEC 2005
Bluza z kapturem
Realness
Pasek parciany Malita
Cena: 169PLN
Breloczek
Cena: 44PLN
Buty Circa
Cena: 24PLN
Bluza z kapturem Error
Cena: 154PLN
Cena: 275
Teraz: 199PLN
Spodnie Bottle
Cena: 164PLN
HIP-HOP.PL - MARZEC 2005 | 47
48 | HIP-HOP.PL - MARZEC 2005
HIP-HOP.PL - MARZEC 2005 | 49
Dox. Historii ta ciekawa jest ze względu na
powód porażki Ważniaka w walce z Doxem:
mianowicie Lobo ma w mózgu wszczepiony
microchip, dzięki któremu może cały czas
słuchać ciężko brzmiącej muzyki płynącej
wprost z ulubionej stacji radiowej, która
akurat w trakcie wspomnianej batalii miała
awarię. Toteż pozbawiony odpowiedniej
dawki makabrycznych textów i ostrej gitarowej rąbanki Ostatni Czarnian nie mógł
się skupić na kopaniu tyłka Doxa. Doznał
porażki (jednej z resztą z bardzo niewielu w swojej karierze) i wstąpił w szeregi
L.E.G.I.O.N.u, jako człowiek honoru przez
jakiś czas wykonywał wszelkie powierzone
mu zadania, klnąc przy tym jak szewc. W
okresie tym spotkał całkiem przypadkiem
autorkę nieautoryzowanej biografii Lobo,
swoją nauczycielkę cudem ocalałą z exodusu Czarni pannę Tribb. Znajomość ta nie
wyszła na dobre pani pedagog ze względu na
przymusową amputację kończyn, a następnie
skręcenie karku.
Dyscyplinarne wyrzucony z
raju
Tak z resztą kończył każdy, kto zalazł za
skórę Ważniaka, jak zwykł nazywać siebie ostatni syn Czarni. Lobo niepokorny
był do tego stopnia, że w momencie jago
pierwszej śmierci nie został dyscyplinarnie
skopanie tyłka Boga, spacyfikowanie gromadki swoich
nieślubnych dzieci, rzeź zastępów Świętych Mikołajów,
ostrą batalię z Urzędem Skarbowym, ale i konfrontacje z
Demonem - mroczną postacią z zaświatów wezwaną do
naszego świata niegdyś przez samego Merlina (tak, tak
gościa od króla Artura), niezłą bitkę z Maską (dokładnie
z samym następcą Jim’a Carrey’a), epizod z Sędzią
Dredd’em oraz liczne potyczki z Batmanem oraz Supermanem (któremu dupsko skopał dosyć bezlitośnie).
Dwóch ojców?
Lobo w naszym kraju popularność zdobył dzięki dosyć licznym publikacjom z lat dziewięćdziesiątych. Ukazało się
wtedy nakładem TM-Semic oraz później FunMedia kilka
dobrych komiksów z Lobo w roli głównej. Kilka pozycji
niestety też było bardzo kiepskich, ale polscy czytelnicy
zdążyli już się rozkochać w bladym brutalu i najważniejsze
w tych komiksach było, mordobicie a nie sama fabuła. Ojcami postaci Ważniaka (jak to jest, że zazwyczaj w komiksach dzieję się tak, że każdy ma dwóch ojców?) są panowie
Keith Giffen (scenarzysta o dosyć pokręconym umyśle i
niekonwencjonalnych pomysłach zakrawających na objaw
ułomności psychicznej) oraz Roger Slifer (rysownik). Niestety twórca wizualnej strony Lobo bardzo rzadko wspominany jest nawet przez najgorętszych fanów Czarnianina,
ze względu na talent innego z rysowników pracującego
przy przygodach Ważniaka. To niesamowity, lekko wypaczony Brytyjczyk Simon Bisley. To właśnie spod jego ręki
wyszły kultowe w naszym kraju historie Lobo: „Ostatni
Czarnian” oraz „Lobo Powraca”. Jego ostra, charakterystyczna kreska sprawia, że wszelkie przejawy agresji staja się
WAZNIAK
Lobo nie jest jak większość komiksowych bohaterów samotnym mścicielem, nie walczy o sprawiedliwość i prawo
do zacnego życia uciśnionych obywateli, nie jest też dowcipnym Galem walczącym z Rzymianami. Jest po prostu
niezłym skórkowańcem podróżującym po nieboskłonie na
swoim Międzygwiezdnym Harleyu i kombinuje tylko jak
tu zdobyć trochę kasiorki na bibkę, wyrwać jakąś fajową
lalę z trzema (lub więcej) cyckami do konkretnego ciupcianka i jeszcze może komuś rozwalić mordę przy okazji.
Lubuje się szczególnie w masowych zagładach, ponieważ
jak to sam zauważył, stworzony jest do celów wyższych.
Sławny bo ostatni
Jako mały brzdąc zapragnął zostać kimś wyjątkowym.
Jako samozwańczy geniusz długo rozważał wszelkie
możliwości zapisania swej nietuzinkowej karty w historii
wszechświata. Edukacji odbył na ojczystej, bardzo pokojowej planecie Czarnia. Czarnia była sercem Wszechświata,
zamieszkiwana przez najszlachetniejszą rasę, była perfekcyjna, ale jak mawia Lobo „Co to jest ma 117 mikronów
długości, wygląda jak skorpion i wnika w ciało wywołując
wysypkę i silne zatrucie krwi zanim śmierć nie wybawi
ofiary ze straszliwych męczarni?” Czarnia dowiedziała się
troszkę za późno. Dowiedziała się w, kiedy Lobo stanął
nad przedstawicielami swojej cywilizacji wyrżniętymi w
pień przez śmiercionośnego wirusa własnej konstrukcji i
rzekł „Luz na maxa, facet”. Dokładnie tak: Lobo zdobył
sławę jako Ostatni Czarnian, ostatni syn zniszczonej przez
siebie samego cywilizacji. Od tego czasu całe jego życie
to nieustanna impreza z dużą domieszką ostrego mordobicia, za co wielbiony jest przez rozhisteryzowane nastolatki
stąd aż do konstelacji Skorpiona, a nienawidzą zbratane z
darczyńcami imperium Księdza Rydzyka kosmiczne dewotki.
Nieliczne porażki, liczne trupy
Szlak gwiezdnych eskapad Lobo usłany był trupami
wszelkich raz i profesji ze znaczną przewagą osobników
ściganych przez prawo, gdyż drogocenne w kosmosie
kredytki oferowane za ich głowy pozwalały spełniać imprezowe marzenia Ważniaka. Przez krótki czas pracował
nawet jako gość do zadań specjalnych dla gwiezdnego
departamentu L.E.G.I.O.N do którego wciągnął go Vril
50 | HIP-HOP.PL - MARZEC 2005
KOLEJNY MIESIĄC, KOLEJNY ARTYKUŁ I KOLEJNE FERIE DLA GWIAZDORÓW. NIE DZWONIŁEM, NIE NĘKAŁEM,
PONIEWAŻ DZIŚ MOWA BĘDZIE O ULUBIEŃCU INTERNETOWYCH KOMENTATORÓW MOJEJ SKROMNEJ
HIP-HOP’OWEJ TWÓRCZOŚCI. ŻEBY BYŁO JAŚNIEJ NAJCZĘŚCIEJ WYMIENIANĄ POSTACIĄ NA FORUM
INTERNETOWYM SERWISU HIP-HOP.PL ORAZ W KOMENTARZACH DO MOICH TEKŚCIKÓW JEST NIE, KTO INNY
TYLKO, KURDE BELE, WAŻNIAK. WAŻNIAK, CZYLI OSTATNI ŻYJĄCY SYN CZARNI, CZYLI PO PROSTU WASZ
DRODZY CZYTELNICY UWIELBIANY LOBO!
upoważniony do przebywania w zaświatach. Niebo za jego
pobytu zamieniło się w prawdziwie makabryczne miejsce,
dostało się nie tylko jasnowłosym cherubinkom, którym
wyrywał nie tylko skrzydełka i inne członki (dosłownie),
ale i samemu Władcy Niebios. Spotkanie Lobo z Bogiem
skończyło się początkowo ostrą bijatyką a następnie lekką
sympatią Pana Niebieskiego dla wygłupów Ważniaka.
Nawet odesłanie do Piekła skończyło się fiaskiem, kilka
godzin po zesłaniu do czeluści piekielnych Szatan ze swymi diabłami zapukał do bram Nieba z ultimatum: albo on
albo my tu wejdziemy. Koniec końców Lobo został uznany
za nieśmiertelnego, co rzuciło krwawy cień na dalsze losy
Wszechświata.
Superman skopany
Tak sobie żyje właśnie Lobo nie zważając na
niebezpieczeństwa czyhające na niego z każdej niemal
strony, ponieważ przez kawał czasu swojego burzliwego żywota zdążył narobić sobie całkiem sporej galerii wrogów. Ostatniego Czarnianina wśród martwych
widziałyby starsze panie wielbiące spokojny, religijny
żywot, urzędnicy ze skarbówki, której to Lobo winien jest
całkiem pokaźną sumkę zaległych podatków, oczywiście
niezliczeni galaktyczni twardziele, drżący gdzieś w ukryciu przed spotkaniem z Ważniakiem, a nawet niezliczone
zastępy (unicestwionych już z resztą) nieślubnych dzieci
Lobo zwanych przez siebie „Bękartami Lobo”. Sam
zainteresowany kpi sobie z tych wszystkich antagonistów
ze względu na swój oficjalny status nieśmiertelnego oraz
wiarę we własne możliwości. Nawet po spożyciu sporej
dawki środków odurzających, które Lobo uwielbia, jest w
stanie mocno skopać tyłek samego Clarka Kenta szerzej
znanego jako Superman.
Postać Lobo jest bardzo barwna ze względu na
różnorodność oraz mnogość postaci, które los postawił
na jego ścieżce życia. Ważniak nie tylko ma na koncie
bardziej wyraziste, każdy bryzgający z ciała strumień krwi
staję się bardziej krwisty. I za to właśnie kochamy Lobo.
Mam nadzieję, że Wasz ulubiony bohater nie natchnie Was jednak do jakiś nieprzewidzianych działań w
rzeczywistości i jutro obudzę się spokojnie w tym samym
kraju, bez groźby konfliktu nuklearnego, ani nie ujrzę
przez okno gromadki ludzi ganiających się z łańcuchami
i hakami. Tak, więc bawcie się, kurde bele, na maxa i
pędźcie do najbliższego sklepu z komiksami, aby uzupełnić
swoją domową, makabryczną kolekcje. Pamiętajcie: NIE
PRÓBUJECIE TEGO W DOMU.
Wasz, kurde bele, Ważniak empro

Podobne dokumenty

numer 16_poniedzialek.indd - Hip

numer 16_poniedzialek.indd - Hip swój zdecydowany sprzeciw wobec przejawów nietolerancji i agresji, które miały miejsce w mediach i na internetowych forach dyskusyjnych.” Podpisane przez: Fatum, Pezet/Noon i Ajron. Na tym jednak n...

Bardziej szczegółowo