tutaj - Most.org.pl

Komentarze

Transkrypt

tutaj - Most.org.pl
6. ROK
KOTA
ISSN 1732 - 0941
O polskim godle z napisem DOBRE BO POLSKIE na œmieciarkach firmy KOM-EKO
z Lublina pisa³em w roku 2002 w zbiorze „Moje miasto”. Powy¿ej inna dziko-wschodnia
paranoja - dworzec PKP Che³m Miasto. Fot.: Lele
N r 5 ( 89) 29.V. 2 x 1 0 0 0 + 7
Poeta Staszek Gaszyñski na tle grafik
Andrzeja Kota podczas wystawy w Lublinie.
Fot.: Lele
CENTRAL EUROPEAN PRESS CORPORATION OF REGIOPOLIS
ŒRODKOWO – EUROPEJSKA KORPORACJA PRASOWA REGIOPOLIS
www.RegioPolis.net
e-mail: [email protected]
©
COPY LEFT
2
MYŒLI KARASIA, CZYLI KARAŒ MYŒLI
WIEJSKA Z KLAS¥ (niekiedy z czterema)
Bywa
¯e wielka grzywa
Nie lwa przykrywa
Polski rolnik
Ten po po¿yæ mo¿e
Ma³o sieje, du¿o orze
Tarnobrzeg
Specyfik¹ tego grodu
Nadmiar smrodu
Kapuœ
Byæ mo¿e
Te¿ stworzenie Bo¿e
Jeœli chodzi o mnie
ZaoszczêdŸcie sobie zbêdnych s³ów
Ja wam zaoszczêdzê przykrych snów
Marzenia komisarza (Romkowi G.)
Marzy i marzy, by zostaæ anio³em
Nie bacz¹c, ¿e przysz³o mu siedzieæ
Miedzy „Kaprysem” a koœcio³em
Do przyjaciela z opozycji
Co nam zosta³o z tych lat, bracie £ezka w oku i kurtka na VACIE
MARIAN KARAŒ
MICHA£ GRACZYK
31
Mieszka³ przy ul. Pu³awskiej, gdzie od zachodu miast spokojnego osiedla,
wyros³a najbardziej ruchliwa z nowych lubelskich tras – al. Sikorskiego. Wbrew
opinii mieszkañców, którzy k³adli siê pod spychacze - i wcale nie w komunie tylko ju¿ za „demokracji”.
Kiedy wyda³ najwa¿niejsze swoje dzie³o, zatytu³owane „Filozofia k³amstwa.
K³amstwo jako fenomen z³a w œwiecie osób i spo³eczeñstw” (2003), d³ugo
rozmawialiœmy. Potem uczestniczy³em w promocji, potem „Ulica...” zamieœci³a
recenzjê Agnieszki z ksi¹¿ki Wojtka, która przez prawie rok do niego nie dotar³a...
Poczta „posia³a” gdzieœ akurat ów numer „Ulicy...” i po 10 miesi¹cach otrzyma³em
od „Chudeusza” mail: „Wiesz, ¿e jestem cierpliwy, ale czekam na recenzjê
w „Ulicy...” tyle, co w „Ruchu Filozoficznym”...”. Tego samego wieczora
Prof. Wojciech Chudy wys³a³em mailem text, a tzw. priorytetem po 2 dniach raz jeszcze edycjê
w otoczeniu swoich „papierow¹” pisma. Tym razem – dosz³a. Trochê siê poœmialiœmy, acz obaj nie
studentów
mogliœmy poj¹æ, czemu akurat „Wojtkowy” numer na Pu³awsk¹ dotrzeæ nie zdo³a³.
Jesieni¹ znów okazyjne spotkanie w hallu KUL – opowiada³ o nowej ksi¹¿ce, „Eseju o spo³eczeñstwie
i k³amstwie”. Nie doczeka³ jej edycji, a bardzo by³ ciekaw opinii nie tylko innych personalistów, ale te¿ twórców,
bo mia³ do nich znacznie wiêcej sympatii, ni¿ do uczonych g³ów. Które odpowiada³y mu dok³adnie tym samym.
Tak jak nie by³ lubiany w Lublinie Karol Wojty³a, tak i prof. Wojciechowi Chudemu nie starano siê zbytnio
pomagaæ. Oficjalne, INNE wersje – niech pozostan¹ dla czytaczy (i autorów) poœmiertnych laurek.
S¹ k³amstwem, któremu tak wiele uwagi „Chudeusz” poœwiêci³, staraj¹c siê w studentach zaszczepiæ cechê
SOBIE wrodzon¹ – umi³owanie prawdy.
30
===
LECH L. PRZYCHODZKI
Wiele wskazuje na to, i¿ moja radoœæ z przywrócenia nocnych kursów lubelskiego MPK by³a przedwczesn¹.
Nadbystrzyccy rajcowie uzgodnili bowiem doœæ niecodzienny sposób ich funkcjonowania – 3 razy w tygodniu...
Nie wierzy³em, ale rozk³ady na przystankach nie pozostawi³y ni cienia z³udzenia.
Tymczasem z³omowisko przy ul. Me³giewskiej wita œrednio raz w miesi¹cu kolejny wrak miejskiego
autobusu. Z szeregów taboru wypadaj¹ g³ównie przegubowe ikarusy 280.26 (na zdjêciu). Ich miejsce zajê³y
w roku 2006 - 1 (s³ownie: JEDEN) solaris urbino 18 (CNG) i kolejnych 8 mocno u¿ywanych (i niewielkich)
mercedesów O405N. £¹cznie z 10 absolutnie w mieœcie nieprzydatnymi kapenami IVECO 65C – tabor
autobusowy pó³milionowego miasta liczy (wg danych z www MPK)... 214 wozów. Z czego po³owa ma prawo
ju¿ dziœ zostaæ pociêt¹ na ¿yletki. Tak trzymaæ, w godzinach szczytu, w zwi¹zku z brakiem obwodnic
i XIX-wiecznym uk³adem komunikacyjnym piechot¹ i tak szybciej!
LELE
Uprzejmie informujê, ¿e pismo poni¿szej treœci zosta³o wys³ane do UNESCO
ANDRZEJ ROCZNIOK
Zwi¹zek Ludnoœci Narodowoœci Œl¹skiej
41-800 Zabrze,
ul. Œlêczka 2 b/3
Polska
Zabrze, 28.04.2007
Szanowne Panie, Szanowni Panowie,
w zwi¹zku z inicjatyw¹ rz¹du polskiego o zmianê nazwy by³ego
obozu koncentracyjnego w Auschwitz-Birkenau „By³y Niemiecki Nazistowski Obóz Koncentracyjny i Zag³ady
Auschwitz-Birkenau” pozwalamy sobie zwróciæ uwagê na parê problemów, które s¹ zwi¹zane z proponowan¹
zmian¹ nazwy.
Naszym zdaniem proponowana zmiana:
- prób¹ zawê¿enia okresu funkcjonowania tego obozu koncentracyjnego do okresu zarz¹dzania nim przez
Niemców;
- prób¹ zawê¿enia listy winnych zbrodni dokonywanych w tym miejscu;
- prób¹ zamazania czêœci tragicznej historii tego miejsca;
- lekcewa¿eniem tragedii czêœci ofiar.
Obóz Auschwitz-Birkenau po przejœciu frontu wojennego w styczniu 1945 roku zosta³ ponownie otwarty
w lutym 1945 r. Zamkniêto w nim jeñców wojennych i osoby cywilne. Mia³o tam miejsce œwiadome i celowe
znêcanie siê nad osobami cywilnymi. Sporo z nich ponios³o œmieræ w Auschwitz. Obóz dzia³a³ do 1948 r.
Na terytorium powojennej Polski i ziemiach pod administracj¹ polsk¹ by³o czynnych 1.255 obozów, które
nosi³y nazwy: obóz pracy, obóz karny, obóz koncentracyjny i in.. Obozy te by³y umieszczone najczêœciej w tych
samych miejscach co nazistowskie obozy koncentracyjne lub zosta³y na nowo za³o¿one.
Dla unaocznienia faktu czym koñczy³o siê przebywanie w tych obozach podajemy jedynie trzy najbardziej
znane przyk³ady
- w obozie koncentracyjnym w £ambinowicach (wczeœniej Lamsdorf) ¿ycie straci³o ponad 1,6 tys. osób;
- w obozie koncentracyjnym w Œwiêtoch³owicach - wczeœniej Schwientochlowitz (komunistyczny obóz
koncentracyjny zlokalizowany zosta³ na terenie filii nazistowskiego obozu Auschwitz-Birkenau) szacunki
mówi¹ o 2,5-4 tys. osób, które nie prze¿y³y pobytu na jego terenie;
- w obozie koncentracyjnym w Jaworznie (komunistyczny obóz koncentracyjny zlokalizowany zosta³ na
terenie filii nazistowskiego obozu Auschwitz-Birkenau) z 23.669 uwiêzionych - zmar³o, zosta³o zakatowanych
na œmieræ, zabitych i zastrzelonych 6.987 osób.
O skali problemu funkcjonowania obozów koncentracyjnych niech œwiadczy fakt, ¿e 1. listopada 1949 r.
w obozach na terenie ca³ej Polski i ziemiach administrowanych przez Polskê (tzw. ziemiach odzyskanych) by³o
uwiêzionych 343 dzieci i 95.395 doros³ych.
Ostatnie obozy koncentracyjne na terytorium powojennej Polski zlikwidowano w po³owie lat 50. XX w.
Na terenie Obozu Auschwitz-Birkenau, po przejœciu frontu wojennego, otwarto parê obozów
koncentracyjnych o ró¿nym zakresie funkcjonowania. Na pewno istnia³y tam co najmniej 3 obozy.
Obozami nr 22 i nr 78 kierowa³ p³k Mas³obojew z ZSRR. Dla okreœlenia skali funkcjonowania tych
dwóch obozów koncentracyjnych niech pos³u¿¹ niektóre liczby.
3
4
Potwierdzono, ¿e co najmniej 23 tys. osób, g³ównie Œl¹zaków zosta³o z tych obozów (nr 22 i 78)
wywiezionych do ZSRR;
- potwierdzono, ¿e sam p³k Mas³obojew zwolni³ z tych obozów 12 tys. osób;
- potwierdzono, ¿e w okresie od 21. sierpnia.1945 do 3. wrzeœnia 1945 roku p³k Mas³obojew przekaza³
polskim w³adzom 7.135 osób z obozu nr 78, z których 280 osób w³adze polskie skierowa³y do polskiego obozu
koncentracyjnego na terytorium Oœwiêcimia.
Dla Œl¹zaków Obóz Auschwitz-Birkenau ma szczególne znaczenie, gdy¿ wi¹¿ê on siê bezpoœrednio z akcj¹
wywózek Œl¹zaków do ZSRS w 1945 roku. W Auschwitz-Birkenau selekcjonowano osoby zdolne do pracy
fizycznej i formowano transporty tych osób do kator¿niczej pracy w ZSRR. W wielu transportach znaleŸli siê
zarówno mê¿czyŸni jak i kobiety. Transporty z Oœwiêcimia do poszczególnych obozów sowieckich by³y
w drodze od czterech do szeœciu tygodni. Sporo osób zmar³o w okrutny sposób ju¿ w czasie transportu, co by³o
czêœci¹ stalinowskiego programu wyniszczenia. Na przyk³ad w poci¹gu wys³anym we wrzeœniu 1945 r. do
obozu Wyszni-Wo³oczek z liczby 2,1 tys. osób w czasie podró¿y zmar³o 600 osób. Poci¹g by³ w drodze miesi¹c
i jeden dzieñ.
Do dzisiaj nie ustalono dok³adnej liczby osób wywiezionych z Górnego Œl¹ska do ZSRS, przy czym
naukowcy szacuj¹, ¿e mog³o to byæ nawet 90 tys. osób. Z powrotem do domów na Górnym Œl¹sku wróci³o
zaledwie 3 tys. osób. Tylko niewielki procent osób wywiezionych z Oœwiêcimia prze¿y³ te transporty,
a nieliczni wywiezieni czêsto dopiero po wielu latach wracali do domu.
Dla nas Œl¹zaków Auschwitz-Birkenau jest szczególnie wa¿nym miejscem.
Dla lepszego zrozumienia sytuacji w Oœwiêcimiu pozwalamy sobie podaæ transporty, jakie z tego obozu
odchodzi³y do ZSRS. Z Oœwiêcimia wyrusza³y poci¹gi do stalinowskich obozów koncentracyjnych i zag³ady.
Poni¿sze informacje pochodz¹ z oficjalnych dokumentów z lat 50-tych XX w. na temat uwiêzionych jeñców.
- 28/29. maja 1945 r. wyruszy³ z Oœwiêcimia poci¹g z 2 tys. osób do obozu Karaganda w Kazachstanie;
- Na pocz¹tku czerwca 1945 r. wyruszy³ z Oœwiêcimia poci¹g do KZ Prokopiensk w zachodniej Syberii,
w którym znajdowa³o siê 2 tys. osób;
- 12. czerwca 1945 r. wyruszy³ z Oœwiêcimia poci¹g do Kujbyszewa z 2,15 tys. osób;
- 13. czerwca 1945 r. wyruszy³ z Oœwiêcimia poci¹g z 2 tys. osób do syberyjskiego obozu KiselewskBadajewska;
- 16. czerwca 1945 r. wyruszy³ z Oœwiêcimia poci¹g z 2 tys. osób do KZ Kemerowo;
- 11. lipca 1945 r. wyruszy³ z Oœwiêcimia poci¹g z 2850 osobami do KZ Stalinogorsk;
- 17. lipca 1945 r. wyruszy³ z Oœwiêcimia poci¹g z 700 osobami do KZ Sambor nad Dniestrem;
- 18. lipca 1945 r. wyruszy³ z Oœwiêcimia poci¹g z 1 tys. osób do KZ Beslan-Mozdok na Kaukazie;
- 30. lipca 1945 r. wyruszy³ z Oœwiêcimia poci¹g z 2,4 tys. osób do Murmañska;
- 11. wrzeœnia 1945 r. wyruszy³ z Oœwiêcimia poci¹g z 2,1 tys. osób do Wyszni-Wo³oczek;
- Pod koniec wrzeœnia 1945 wyruszy³ z Oœwiêcimia poci¹g z 1,1 tys. osób do Milotowo na Kaukazie.
Po przejœciu frontu wojennego funkcjonowa³o parê obozów koncentracyjnych na terenie miasta Oœwiêcimia,
prowadzonych przez Polaków. Dok³adna liczba jest do dzisiaj ukrywana.
Jeden z obozów koncentracyjnym na terenie Auschwitz-Birkenau, dla osób cywilnych zosta³ za³o¿ony
przez PUBP (Powiatowy Urz¹d Bezpieczeñstwa Publicznego) w Bielsku. By³ on w strukturach MBP
(Ministerstwa Bezpieczeñstwa Publicznego), podlega³ COP (Centralny Obóz Pracy) w Jaworznie a nadzór nad
nim sprawowa³ Wydzia³ Wiêziennictwa i Obozów WUBP (Wojewódzki Urz¹d Bezpieczeñstwa Publicznego)
w Krakowie. W 1945 r. obóz w Oœwiêcimiu podlega³ w³aœciwoœci terytorialnej Specjalnego S¹du Karnego
w Krakowie.
http://wiadomosci.wp.pl/gid,8844857,statp,Zm90b3RlbWF0TGlzdGFHYWxlcmlp,galeriazdjecie.html
1. MAJA W CHINACH
===
„CHUDEUSZ”
W po³owie marca odszed³ prof. Wojciech Chudy. Choroba przywi¹za³a do inwalidzkiego wózka, z którym
nie rozstawa³ siê przez niemal ca³e ¿ycie. Poznaliœmy siê podczas moich studiów w Katolickim Uniwersytecie
Lubelskim w po³owie lat 70-tych. Wojtek mia³ wtedy nieca³e 30 lat i prócz fascynacji filozofi¹ – wielk¹ radoœæ
¿ycia. Pchaliœmy niekiedy z Micha³em Soko³owskim wózek „Chudeusza” (pasowa³o to przezwisko i do postury
przysz³ego uczonego i do jego nazwiska) i gadaliœmy. Pewnie o sensach, bo i o czym trzech takich rozmawiaæ
mog³o.
Ja znikn¹³em z KUL-u szybko, Micha³ i Wojtek zostali. Zanik³ kontakt, czasem tylko poprzez Ankê
Truskolask¹, dziewczynê o wielkim sercu do bliŸnich, cokolwiek na jego temat dociera³o. Potem, gdy Chudy
przez dwa lata wyk³ada³ w UMCS (1995-97), spotkaæ siê okazyjnie zaczêliœmy, bo bywa³em tam czêstawo. Od
roku 1996 pe³ni³ funkcjê kierownika Katedry Filozofii Wychowania na Wydziale Nauk Spo³ecznych KUL.
I sporo pisa³, co musia³o mu sprawiaæ niebywa³¹ trudnoœæ.
29
28
swych wnuków, matki amerykañskich ¿o³nierzy nie chc¹ zbawiania œwiata kosztem ¿ycia swych synów,
Czeczenki walcz¹ o biologiczne przetrwanie a rosyjskie matki jednocz¹ siê przeciwko czeczeñskiej wojnie,
kobiety Izraela staj¹ obok matek palestyñskich samobójców, kobiety Iraku, kobiety Afganistanu… Kobiety
staj¹ razem po stronie ¿ycia, przeciw stracie.
Przedstawienie pomyœlane jest jako ci¹g obrazów i wydarzeñ rozgrywaj¹cych siê w wielopoziomowej
przestrzeni. Opowiada historiê macierzyñstwa, œmierci i sprzeciwu matek jêzykiem groteski i dramatu. £¹czy
elementy teatru aktorskiego z efektami scenograficznymi, multimedialnymi, którym towarzyszy specjalnie
skomponowana muzyk¹”.
88888888888
Refleksje Rospudnika (1)
Emocje zwi¹zane z budow¹ obwodnicy dla Augustowa przez dolinê Rospudy ju¿ opad³y, mimo, ¿e nie tak dawno ka¿dy
bez wzglêdu na kompetencje i wiedzê wypowiada³ siê g³oœno co te¿ o tym wszystkim s¹dzi. Szala³y gazety i inne media oraz
tzw. przeciêtni ludzie, ale ¿ycie toczy siê dalej, kolejne wydarzenia, afery, samobójstwa, œwiêta flagi itd. I pewnie tylko
kr¹¿¹cy nad Rospud¹ orlik lekko zdziwionym wzrokiem patrzy na t¹ ludzk¹ mobilnoœæ. Bo wszak jeszcze niedawno na jego
terenie ³owieckim sta³y namioty zaœ ludzie z krzy¿ami w d³oniach pokrzykiwali ostre has³a.
Mo¿na powiedzieæ, ¿e sprawa przycich³a i dziœ interesuj¹ siê ni¹ ju¿ g³ównie ci, którzy zawsze (jeszcze przed medialnym
szumem) ni¹ siê interesowali, czyli przyrodnicy, i to nie wszyscy.
Cisza to pozorna, bowiem kopary ko³o Augustowa pracuj¹ – by mo¿na potem powiedzieæ z w³aœciwym dla moich
rodaków cwaniactwem „To teraz nam zabraniacie jak my ju¿ tyle robót zrobiliœmy?” – klasyczne udawanie g³upiego jak
mawia³a moja babcia. Nale¿y domniemywaæ, ¿e minister oraz rz¹d równie¿ nie pró¿nuj¹, bo zdaje siê kolejnego wyroku
„skazuj¹cego” z Europejskiego Trybuna³u Sprawiedliwoœci nie potrzebuj¹, ów ostatni „gejowski” a¿ nadto ludzi dra¿ni.
Poligon medialnej manipulacji
Tak w trzech s³owach mo¿na okreœliæ ca³y szum jaki unosi³ siê nad nieœwiadomymi niczego, uœpionymi jeszcze
w cebulkach, kwiatami miodokwiatu krzy¿owego, w dolinie Rospudy. Media wszelkiej maœci da³y tutaj tak wspania³y
popis, ¿e wystarczy³oby tego na niekiepsk¹ dysertacje, mniemam, i¿ nawet doktorsk¹. A¿ takich ambicji od wielu ju¿ lat nie
mam, ale postaram siê pokazaæ czytelnikom „Ulicy...” byæ mo¿e nie dostrzegan¹ przez nich stronê zaanga¿owania mediów
w, nazwijmy to umownie, „akcjê Rospuda”.
Chc¹c nie chc¹c muszê tutaj zacz¹æ od ¿urnalu redaktora Michnika, bowiem poniek¹d to na nim spoczywa zaszczyt
nag³oœnienia ca³ej sprawy. „GW” da³a tutaj pokaz tego jak du¿e czasopismo mo¿e chroniæ przyrodê – jeœli chce. Mimo, ¿e
s³owa te nie ³atwo przechodz¹ mi przez gard³o (czyli klawiaturê) - chwa³a „GW” za to, co kwestii Rospudy zrobi³a. Choæ owe
podziêkowania zapewne bardziej nale¿¹ siê Wajrakowi ni¿ samej „GW” jako takiej. To bowiem Adam wyewoluowa³ od
czasu góry œw. Anny w stronê tych, których po tamtych wydarzeniach zajadle krytykowa³, czego nie omieszka³ mu wytkn¹æ
niejaki Tomasz Burger – ministerialny analityk z za biurka. Mnie siê jednak wydaje, ¿e lepiej jest wyewoluowaæ we
w³aœciwym kierunku ni¿ pozostaæ p³atnym troglodyt¹ w bia³ym ko³nierzyku. Zaœ zas³uga redakcji „GW” jest tu taka, ¿e da³a
Adamowi przys³owiowe Zielone Œwiat³o. (cdn.)
WO£ODIA WASTOÆNYJ
Ten polski obóz koncentracyjny zlokalizowany na terenie obozu Auschwitz-Birkenau prowadzili Adam
Marcel, Edward Nyderek, Timoszuk i Feliksiak (by³ zastêpc¹ naczelnika obozu). Wed³ug statystyki
MBP z czerwca 1945 r. w obozie tym przebywa³o 97 dzieci do lat 13 i starców. Wed³ug. stanu na 11. wrzeœnia
1945 r. w obozie tym przebywa³y 1.094 osoby, w tym 6 obywateli austriackich.
Wiadomo, ¿e jeszcze w latach 50-tych XX w. na terenie miasta Oœwiêcimia funkcjonowa³ obóz koncentracyjny,
prowadzony przez Polaków.
Informacje o obozach powsta³ych po przejœciu frontu wojennego na terenie by³ego niemieckiego obozu
Auschwitz-Birkenau s¹ bardzo sk¹pe i trudno je uzyskaæ.
Jesteœmy gotowi do rozmów o zmianie nazwy, ale nie mo¿emy zgodziæ siê by nowa nazwa wykreœli³a z kart
historii tragediê, m.in. Œl¹zaków, która mia³a w nim miejsce od lutego 1945 r.
Polska nie chce podaæ do publicznej wiadomoœci, i¿ po wojnie umierali w Oœwiêcimiu (AuschwitzBirkenau) zamkniêci tam Œl¹zacy, Niemcy, Ukraiñcy, folksdojcze. Próbuje siê twierdziæ, ¿e czegoœ takiego nie
by³o. Odmawia siê równie¿ upamiêtnienia osób, które straci³y ¿ycie w tym miejscu. Dla przyk³adu podajemy
sprawê Pana Józefa Janczy.
Z Ha³cnowa (dawniej Alzen) wywieziono do Oœwiêcimia p. Józefa Jancza, który ju¿ do domu nigdy nie
powróci³, gdy¿ zmar³ 9. listopada 1945 r. na „niewydolnoœæ miêœnia sercowego”, jak napisano w odpisie
zupe³nym aktu zgonu wydanego przez Urz¹d Stanu Cywilnego w Oœwiêcimiu. Jako miejsce zgonu podano
„Oœwiêcim-Brzezinka - obóz Pañstwowego Urzêdu Bezpieczeñstwa Publicznego”. Pochowano go tego samego
dnia, bez podania miejsca spoczynku. Nie maj¹c bli¿szych danych, trudno by³o zrobiæ sekcjê zw³ok, by stwierdziæ
prawdziw¹ przyczynê zgonu.
Syn p. Janczy za czasów komunistycznych pisa³ do Muzeum Obozu w Oœwiêcimiu, do Wojewódzkiej Rady
Narodowej w Katowicach jak równie¿ i do premiera Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej z proœb¹ o pozwolenie na
umieszczenie ma³ej tabliczki upamiêtniaj¹cej œmieræ jego ojca na terenie obozu, na co ¿adna z instytucji nie
wyrazi³a zgody. Proœbê ponowi³ w piœmie do Œl¹skiego Urzêdu Wojewódzkiego w Katowicach, w 2001 r.
zezwolenia jednak nie otrzyma³.
Informacje nasze o obozie w Oœwiêcimiu s¹ potwierdzone przez Instytut Pamiêci Narodowej (polska
instytucja rz¹dowa powo³ana dla badania zbrodni nazistowskich i komunistycznych) jak równie¿ przez
naukowców, autorów ksi¹¿ek historycznych:
ksi¹¿ka dr Edmunda Nowaka dyrektora Muzeum utworzonego na terenie obozu koncentracyjnego
w £ambinowicach: „Obozy na Œl¹sku Opolskim w systemie powojennych obozów w Polsce (1945-1950).
Historia i implikacje”;
ksi¹¿ka dr Adama Dziuroka pracownika Instytutu Pamiêci Narodowej : „Obóz pracy w Œwiêtoch³owicach
w 1945 roku”;
ksi¹¿ka pod redakcj¹ dr Adama Dziuroka i Marcina Niedurnego pracowników Instytutu Pamiêci Narodowej:
„Deportacje Górnoœl¹zaków do ZSRR w 1945 roku”;
ksi¹¿ki dr historii Ewalda Polloka: „Œl¹skie tragedie”, „Legendy, manipulacje, k³amstwa”.
Bylibyœmy wdziêczni gdyby nasze uwagi zosta³y wziête pod uwagê w czasie dyskusji nad proponowan¹
przez rz¹d Polski zmian¹ nazwy.
Mamy nadziejê, ¿e tragiczny los Œl¹zaków nie zostanie skazany na zapomnienie.
ANDRZEJ ROCZNIOK
DARIUSZ JERCZYÑSKI
5
6
Nr 23
Burza w polskich mediach!
Po ukazaniu siê na stronie www.Silesia-schlesien.com dwóch artyku³ów: p. A. Rocznioka:
„Rasistowskie pogl¹dy p. Mensfelta” i E. S. Polloka: „Bzdury o Auschwitz”, rozpêta³a siê burza w polskich
mediach. Nagle sprawa powojennego obozu w Auschwitz sta³a siê wa¿nym tematem w kilku gazetach („Nasz
Dziennik” - Warszawa, „Dziennik Zachodni” - Katowice, „Dziennik Polski” - Kraków), mówiono na ten temat
w radiu Katowice i w Krakowie. Wypowiedzieli siê znani polscy przedstawiciele œwiata polityki, kultury, nauki,
jak prof. W³adys³aw Bartoszewski, pose³ Zbigniew Zalewski przewodnicz¹cy sejmowej Komisji Spraw
Zagranicznych, Minister Kultury Kazimierz Micha³ Ujazdowski oraz rzecznik prasowy Muzeum Obozu
w Oœwiêcimiu p. Mensfelt. Co jednak ciekawe, ¿aden z nich nie mówi³ na temat powojennego obozu Auschwitz,
o którym pisaliœmy, a w którym zamkniêto po wojnie ludnoœæ cywiln¹ pochodzenia œl¹skiego, niemieckiego,
austriackiego i ukraiñskiego.
Pose³ Z. Zalewski by³ „uprzejmy” wyjaœniæ, ¿e „nie wolno zestawiaæ Holocaustu, eksterminacji ponad
miliona ofiar, z przetrzymaniem ludnoœci niemieckiej”. W naszych artyku³ach nie by³o s³owa na temat Holocaustu.
Pisaliœmy o powojennym polskim obozie Auschwitz-Birkenau. Dziwnym jest, ¿e pytani odpowiadaj¹
na nie zadane pytania.
Minister K. M. Ujazdowski stwierdzi³, ¿e to jest „Skandal, uderzenie w prawdê historyczn¹”. Nie wyjaœni³
jednak o jak¹ prawdê historyczn¹ mu chodzi. Bo to, ¿e po wojnie zamkniêto w Oœwiêcimiu osoby cywilne, które
tam zmar³y tragicznie, jest prawd¹ historyczn¹, której jednak w dalszym ci¹gu wiele osób nie chce przyj¹æ do
wiadomoœci. Politycy id¹ w zaparte, twierdz¹c ¿e po wojnie w Oœwiêcimiu (Auschwitz-Birkenau)
nie by³o obozu prowadzonego przez Polaków.
Najbardziej zaskoczy³ mnie jednak prof. Bartoszewski, który jako wiêzieñ Oœwiêcimia (19. wrzeœnia
1940 zosta³ zatrzymany na ¯oliborzu w masowej ob³awie zorganizowanej przez hitlerowców. Od
22. wrzeœnia 1940 wiêzieñ obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau - numer obozowy 4427.
Z obozu zosta³ zwolniony 8. kwietnia 1941) powinien pamiêtaæ realia ¿ycia obozowego, nie wypowiedzia³ ani
s³owa w obronie osadzonej tam po wojnie ludnoœci cywilnej. Czy¿by nie wypada³o mówiæ o tym, co siê w Polsce
wówczas dzia³o, by nie kalaæ w³asnego gniazda, czy te¿ s¹ jeszcze inne motywy Jego milczenia? Mo¿e jednak
chodzi o to, by nikt siê nie dowiedzia³ o tym, co dzia³o siê po wojnie za polskimi obozowymi drutami i jak
traktowano w nich ludnoœæ cywiln¹ wielu narodów. A przede wszystkim by te wiadomoœci nie dotar³y do
UNESCO!
Pytani mówili jedynie o tym, ¿e nie mo¿na torpedowaæ sprawy zmiany nazwy Obozu Auschwitz-Birkenau,
na „By³y Nazistowski i Niemiecki Obóz Koncentracyjny Auschwitz-Birkenau”.
Zaskoczony jestem równie¿ nastêpn¹ wypowiedzi¹ prof. Bartoszewskiego: „Jak mo¿na krzywdê tysiêcy
i œmieræ kilkuset osób traktowaæ tak samo jak zamordowanie milionów w ramach zaplanowanej polityki
pañstwa”.
Tym zdaniem prof. Bartoszewski przyzna³, ¿e równie¿ po wojnie ludzie umierali w Auschwitz. Jest to bardzo
wa¿ne stwierdzenie. A po drugie, czy¿by prof. Bartoszewski chcia³ przekonaæ nas do jakiejœ chorej tezy, ¿e œmieræ
kilkuset czy kilku tysiêcy wiêzionych cywilów, ofiar powojennych polskich obozów jest niewa¿na,
a wa¿ne jest tylko to, co zrobili inni? Proszê pamiêtaæ, ¿e w samych £ambinowicach zginê³o ponad 1.600,
katarami nadal mia³y miejsce, ale w Langwedocji przeœladowania i efekty wyniszczaj¹cej wojny daj¹ o sobie
znaæ i wierz¹cych jest coraz mniej. W 1307 roku o heretykach wspomina siê w Beziers i Capestang, a w 1320 roku
garstka katarów znajduje schronienie w Pirenejach. Filip Piêkny, tak jak z templariuszami, tak równie¿
i z katarami rozprawia siê okrutnie i skutecznie. Oko³o 1346 roku, kiedy to wybucha Wielka Zaraza, nikt ju¿ nie
pamiêta³ o „Dobrych Ludziach”, „wierz¹cych” czy katarach, ani w Langwedocji ani gdzie indziej. Na zakoñczenie
warto wspomnieæ o W³oszech. Tam sytuacja by³a inna, bo kataryzm nigdy nie przyci¹gn¹³ do siebie szlachty
i mo¿now³adców. Pozbawione w ten sposób silniejszego wsparcia materialnego, koœcio³y katarskie we W³oszech
nie mog³y d³ugo opieraæ siê dzia³aniom katolickich misjonarzy ze zgromadzeñ dominikanów i franciszkanów.
Represje nie by³y tam tak silne, ale wiara sama niejako wygas³a, gdy zabrak³o mo¿nych protektorów - czêœæ gmin
po³¹czy³a siê z czasem z grupami waldensów; praktycznie ok. po³owy XIV w. tak jak i na po³udniu Francji
kataryzm we W³oszech przesta³ istnieæ. (cdn.).
MARCIN JAN WACIÑSKI
8DZIEÑ
Teatr Ósmego Dnia, spektakl pt.: „Czas matek”
Wys³any Czw, 2007-05-17 18:47 przez webciu.
19 i 20 maja, godz.:22.00
Teatr Ósmego Dnia, spektakl pt.: „Czas matek”
miejsce: Lasek Golêciñski
(boisko do pi³ki no¿nej przy ul. Warmiñskiej)
„Wspó³czesnoœæ tworz¹ kobiety, w coraz wiêkszym stopniu widoczne, wspania³e, wielobarwne i heroiczne.
Bior¹c w rêce sprawy tego œwiata staj¹ siê ikon¹ naszych czasów. Przedstawienie jest opowieœci¹
o wspó³czesnej matce, kobiecie, wielu matkach, które daj¹ pocz¹tek ¿yciu których zas³ug¹ jest cud narodzin
- jego jedynoœæ i niepowtarzalnoœæ. Rytualnie radosne, bajkowo liryczne i czu³e pocz¹tki istnienia to ich
kreacja i zas³uga. Jednak potem w³aœnie one doznaj¹ najwiêkszej z klêsk, doznaj¹ utraty - ¿ycie wydzierane
jest z ich objêæ. To jedyne i niepowtarzalne - odchodzi w chaos œwiata - œwiata niesprawiedliwego
i okrutnego. Orientuj¹ siê, ¿e nie wiedz¹c rodzi³y i cierpliwie pielêgnowa³y katów i ofiary. I tak metafizyce
narodzin przeciwstawia siê wszechogarniaj¹ca bylejakoœæ i anonimowoœæ œmierci.
Kobiety jednak buntuj¹ siê przeciw tej stracie, przeciw roli rodzicielek miêsa armatniego, a i proroków
i bohaterów, kobiety chc¹ cudu normalnoœci i kontynuacji. Babcie z Buenos Aires walcz¹ o odnalezienie
27
26
- z burzyæ fortyfikacje Tuluzy i trzydziestu innych zamków;
- odst¹piæ królowi wiêkszoœæ zamków, których fortyfikacje nie zosta³y zburzone.
W koñcowych punktach traktat z Meux okreœli³ nowe granice Tuluzy, ograniczaj¹c je do oko³o jednej
trzeciej powierzchni dawnego hrabstwa.
Po podpisaniu tych zobowi¹zañ Rajmund VII otrzyma³ publiczne rozgrzeszenie na schodach katedry Notre
Dame w Pary¿u.
W Tuluzie synod zwo³uje Romain de Saint-Ange. Zostaje na nim spisanych 45 artyku³ów, okreœlaj¹cych
sposób wyszukiwania, s¹dzenia i karania herezji. Kilka lat póŸniej duchowieñstwo zwolniono z obowi¹zku
œcigania heretyków, a zadaniem tym mieli odt¹d zajmowaæ siê bracia dominikanie z zakonu kaznodziejskiego.
Byli oni niezale¿ni od miejscowych uk³adów, nie podlegali wielmo¿om i biskupom a bezpoœrednio Rzymowi
i tylko papie¿ móg³ zmieniaæ ich wyroki. W 1232 r. odby³ siê ostatni synod katarski w Langwedocji,
w Montségur, jednoczeœnie sprzyjaj¹cy katarom Ramon de Perelle zgodzi³ siê by Montségur pe³ni³o dalej rolê
centrum koœcio³a katarskiego. W 1239 roku wicehrabia Beziers, Rajmund Trencavel i Rajmund z Tuluzy
próbowali wywo³aæ powstanie przeciwko w³adzy króla, ale wojska królewskie by³y silniejsze. Po ich klêsce
opór inkwizytorom i stronnikom króla stawia³y tylko dwa oœrodki: Montségur i hrabstwo Fenouilledes na
skraju Rousillonu. Kolejne powstanie ma miejsce w 1241 roku, Rajmund z Tuluzy sprzymierza siê z Hugonem
z Lusignan, ksiêciem Marche, przeciwko Ludwikowi Œwiêtemu, królowi Francji wraz z królem Anglii, Henrykiem
III. Korzystaj¹c ze œmierci papie¿a i zawieszenia procesów o herezjê, postanawia uderzyæ na inkwizytorów
i pomœciæ wielu przedstawicieli szlachty, spalonych na stosach za sprzyjanie czy wrêcz wyznawanie kataryzmu.
W 1242 r. w Avignonet, katarzy i ich zwolennicy dokonali napadu na inkwizytorów, ale atak nie przyniós³
¿adnych realnych korzyœci, zaœ przypomnia³ zamach na Piotra de Castelnau w 1208 r. i jeszcze bardziej
rozsierdzi³ króla francuskiego. Wojska Ludwika Œwiêtego rozbi³y bardzo szybko wojska ksiêcia La Marche, pod
Taillebourg i Saintes 20. i 24. lipca 1242 roku zostaje pokonany król Anglii Henryk III.
Rajmund kolejny raz udaje siê do Rzymu po zdjêcie ekskomuniki i przebaczenie. Traktat w Lorris
zobowi¹zywa³ wszystkich poddanych Rajmunda do z³o¿enia przysiêgi na wiernoœæ królowi Francji. Sam hrabia
Tuluzy siebie i swoich sprzymierzeñców oraz poddanych, powierzy³ królewskiemu mi³osierdziu. Zajêcie
Montségur zostaje powierzone seneszalowi króla - Hugonowi de Arcis. W maju 1243 roku rozpoczyna siê
trwaj¹ce prawie rok oblê¿enie najwa¿niejszego oœrodka kataryzmu w Langwedocji. 16. III. 1244 r. ma miejsce
spalenie 110 katarów i upadek twierdzy. Skarbiec i biblioteka – archiwum katarów przestaj¹ istnieæ. W 1255
r. ma miejsce oblê¿enie Queribus, który wkrótce tak jak i po³o¿ony na nadmorskiej skale Cabaret, zostaje
zdobyty. Wiêkszoœæ katarów zbieg³a do Lombardii, czêœæ osiedla³a siê w odludnych czêœciach Pirenejów, wielu
zginê³o na stosie. W 1283 r. ma miejsce spisek i powstanie przeciwko dominikanom w Carcassonne, w 1295
roku podczas kolejnego powstania zostaje spl¹drowany klasztor dominikanów a w 1300 ma miejsce proces
w Albi, podczas którego 29 wysoko postawionych mieszczan skazano na wiêzienie. Krótki okres odrodzenia
kataryzmu zwi¹zany jest z osob¹ diakona Piotra Authier. Jego naprêdce zorganizowana wspólnota w okolicach
Saint Barthelemy wprowadzi³a praktykê endury, która doprowadzi³a do przepisywania z ksi¹¿ki do ksi¹¿ki
informacji, ¿e katarzy byli sekt¹ okrutn¹, aspo³eczn¹ i niebezpieczn¹. Endura by³a to dobrowolnie przyjêta przez
wierz¹cego g³odówka, maj¹ca prowadziæ a¿ do œmierci. Wbrew temu, co pisz¹ niektórzy, diakon nie móg³ jej
na³o¿yæ komu chcia³, a tylko wierz¹cemu na jego wyraŸne ¿¹danie, wiêcej w okresie najwiêkszego rozkwitu
kataryzmu o tej praktyce w ogóle siê nie wspomina. Przecie¿ taki przypadek na pewno by³by podchwycony przez
Koœció³ a potem tak¿e i Inkwizycjê i wykorzystany przeciwko katarom. Mo¿na przyj¹æ, ¿e endura by³a praktyk¹
heretyck¹, w obrêbie kataryzmu i to tylko w sferze oddzia³ywania diakona Piotra Authier. Ani we wspólnotach
skupionych wokó³ Desenzano, ani Concorezzo we W³oszech, nigdy nie praktykowano czegoœ podobnego, ani
nie popierano. Grupa skupiona wokó³ Authiera z czasem zaczê³a topnieæ, wprawdzie kontakty z w³oskimi
w Œwiêtoch³owicach ponad 1800 osób. Wiele ofiar poch³onê³y równie¿ Potulice, Jaworzno i w 1255 innych
powojennych obozów rozsianych po ca³ym kraju a utworzonych i zarz¹dzanych przez Polaków.
W³os mi siê na g³owie je¿y, gdy pomyœlê, ¿e osoba ciesz¹ca siê tak wysokim autorytetem, twierdzi, i¿
powojenna œmieræ w polskich obozach kilkuset czy kilku tysiêcy osób nie jest warta zastanowienia. Czy¿byœmy
ju¿ tak nisko upadli?
Uwa¿am, ¿e nale¿y wskazaæ wojennych i powojennych morderców i uczciæ pamiêæ wszystkich ofiar Obozu
w Auschwitz, wojennych i powojennych, a nie dzieliæ ich na lepszych i gorszych.
Czytaj¹c polsk¹ prasê ma siê wra¿enie, ¿e dwie osoby, p. Roczniok i Pollok zamierzaj¹ stronie polskiej
zrobiæ na z³oœæ i zablokowaæ zmianê nazwy obozu. A tak nie jest. Raz jeszcze wyjaœniê o co chodzi.
27. stycznia 1945 r. do obozu wesz³y wojska rosyjskie i ocali³y resztki wiêŸniów osadzonych tam przez
stronê niemieck¹. I zdawa³oby siê, ¿e skoñczy³a siê ludzka gehenna, która trwa³a tu przez kilka lat. Nikomu by
wówczas nie przysz³o do g³owy, ¿e znajdzie siê ktoœ, kto zarz¹dzi, by w tym miejscu grozy, miejscu œmierci setki
tysiêcy ¯ydów (975.000 wg danych dr Piper z Muzeum Auschwitz, mo¿na sprawdziæ w polskich encyklopediach
wydanych po 1990 roku), Polaków (75.000) i innych narodowoœci (75.000 osób), po raz wtóry, tym razem
w czasie pokoju, uczyniæ miejscem kaŸni.
EWALD
STEFAN
POLLOK
Dzieñ dobry, Transylwanio (6)
Seklerskie bramy
Jeszcze przed wyjazdem do Siedmiogrodu postanowiliœmy sobie przywieŸæ stamt¹d jak¹œ ludow¹ ceramikê,
wzglêdnie jakieœ inne cudo miejscowego rzemios³a. Pochwaliliœmy siê tym Zsoltowi, który bez chwili
zastanowienia, przy ma³ej czarnej da³, nam namiary na swojego znajomego,
twórcê ludowego, mieszkaj¹cego gdzieœ daleko na seklerskiej wsi. Przy
czym namiary ograniczy³y siê do imienia, nazwiska, ksywy artystycznej
„Gusto” oraz informacji, ¿e dom Gusta znajduje siê przy bocznej drodze,
odchodz¹cej od drogi g³ównej przechodz¹cej przez Corund/Korond (tam
w³aœnie mieliœmy dotrzeæ), tu¿ za zakrêtem w prawo. Postanowiliœmy wiêc
po³¹czyæ wypad do, jak go ochrzciliœmy, „talerzownika” z przeja¿d¿k¹ po
krainie Seklerów.
Poniedzia³ek przywita³ nas s³oñcem, a poniewa¿ Kraina Seklerów
rozpoœciera siê ju¿ wokó³ Targu Mures, nie spieszyliœmy siê zbytnio
z wyruszeniem na kolejny szlak. Tym razem nasza podró¿ mia³a mieæ nieco
inny charakter od dotychczasowych: nie jechaliœmy do ¿adnego,
konkretnego miejsca (no, mo¿e poza domem Gusta), nie zaplanowaliœmy
zwiedzania ¿adnych zabytków, ani miejsc opisywanych w przewodnikach.
Postanowiliœmy po prostu urz¹dziæ sobie dzieñ rustykalny, a wiêc
Brama seklerska.
zwiedzanie seklerskich wsi, co najwy¿ej jakichœ ma³ych miasteczek
Fot.: Bart
i podziwianie krajobrazu.
7
8
Pierwszy postój zaplanowaliœmy w Sovacie – modnym górskim kurorcie - jakieœ 70 kilometrów na wschód
od Targu. Jak to jednak czêsto bywa, nasze plany uleg³y zmianie i przed Sovat¹ urz¹dziliœmy sobie kilka
postojów. Powodem by³y piêknie zdobione bramy, z których s³yn¹ Seklerzy. Zatrzymywaliœmy siê wiêc we
wsiach, których nazw nie jesteœmy w stanie sobie przypomnieæ, aby tylko móc siê sfotografowaæ na tle owych
istnych dzie³ sztuki rzeŸbienia w drewnie. Bo strzeg¹ce seklerskich obejœæ bramy to doprawdy obiekty niezwyk³e
– nie ma tu ¿adnej przypadkowoœci, ka¿dy element ma swoje miejsce, znaczenie i cel. W ka¿dej wiêc rzeŸbi siê
s³oñce – symbol ojca, obok którego umieszczony jest ksiê¿yc, symbolizuj¹cy szczêœliw¹, daj¹c¹ ¿ycie matkê oraz
œwiat³o œwiate³ – jutrzenka, czyli dziecko. Stanowi¹ce element bramy s³upy (zwykle trzy) tradycyjnie s¹
masywne i wraz z zadaszeniem maj¹ potwierdzaæ roztoczenie ochrony nad przechodz¹cym przez bramê. S³upy
symbolizuj¹ wreszcie harmoniê trójw³adzy, na której opiera siê œwiat (Trójca Œwiêta, filary rodziny: ojciec,
matka, potomstwo). W zadaszeniu zwykle znajduje siê go³êbnik, zaœ przebywaj¹ce w nim ptaki to kolejny
symbol: mi³oœci i pokoju domowego. Na bramach znajduje siê imiê i nazwisko wykonawcy bramy, rok jej
powstania oraz informacje - dla kogo zosta³a wykonana i z jakiej okazji. W³aœciciel obejœcia umieszcza wreszcie
na niej motto, zwykle zwi¹zane z kultem miru domowego, jak choæby: „jeœli serce twe i myœli czyste, wst¹p i b¹dŸ
pozdrowiony, jeœliœ pod³y a zamiary twe nieczyste, odejdŸ st¹d w inne strony”. Brama seklerska to nie tylko
furtka do domostwa, to nie tylko majstersztyk miejscowego rzemios³a. Brama seklerska to magiczny punkt,
wrota, przejœcie przez które sprawia, ¿e sw¹ opiekê roztaczaj¹ nad nami domownicy oraz wszystkie nadprzyrodzone
si³y, które nad nimi czuwaj¹. Setki, jeœli nie tysi¹ce mniejszych i wiêkszych bram zachwycaj¹ dziœ w ka¿dej
chyba wsi, w której mieszkaj¹ Seklerzy. Nas przynajmniej zachwyci³y, podobnie jak ta, któr¹ parê lat wczeœniej
odkryliœmy w Starym S¹czu (jedna z dwu, obok tarnowskiej, bram seklerskich w Polsce). Fotografujemy wiêc
bramy oraz przewoŸne ule, zamontowane na pakach stoj¹cych przy lasach ciê¿arówek. Do dziœ wydaje nam siê, ¿e
to najbardziej rozpoznawalne elementy krajobrazu seklerskiego. Jedziemy dalej, nie pêdzimy, czasu mamy
sporo, aura i krajobraz za oknem zachêcaj¹ do lenistwa i relaksu.
S³yn¹ca z licznych Ÿróde³ wody mineralnej, otoczona zielonymi, gêsto zalesionymi wzgórzami Sovata
wydaje nam siê doœæ mocno wyludniona. Na ulicach ruch niewielki, w czêœci uzdrowiskowej kuracjuszy nie
widaæ, restauracje pozamykane, tak ¿e w³aœciwie nawet nie ma gdzie siê napiæ kawy. Miasteczko,
z charakterystycznymi drewnianymi willami z pocz¹tków dwudziestego wieku, przypomina nam nieco Krynicê.
I tak¹ rolê te¿ odgrywa na turystycznej mapie Siedmiogrodu: tutaj przyje¿d¿a siê pooddychaæ zdrowym górskim
powietrzem, tutaj mo¿na za¿yæ mineralnych k¹pieli, tu wreszcie mo¿na sobie w spokoju pospacerowaæ alejkami
wytyczonymi wokó³ jeziora Ursu. Ta ostatnia atrakcja, wobec niedostêpnoœci innych, staje siê i naszym udzia³em.
W Sovacie dominuje jêzyk wêgierski – praktycznie wszyscy mijani przez ludzie porozumiewaj¹ siê w tym
jêzyku. Na oko wygl¹daj¹ na przyjezdnych - chocia¿ jesteœmy ju¿ po sezonie i miasto nie oferuje zbyt wielu
atrakcji, to mo¿e w³aœnie cisza i spokój przyci¹gaj¹ amatorów inhalacji?
Tu¿ za Sovat¹ przekraczamy granicê województwa Harghita (judetul Hargita), istnej twierdzy wêgierskoœci
w Rumunii. Wystarczy spojrzeæ w statystyki, aby potwierdziæ prawdziwoœæ tego twierdzenia: z oko³o 340
tysiêcy mieszkañców województwa, a¿ 85% stanowi¹ Wêgrzy (w stolicy okrêgu – Miercurea Ciuc – 81%,
absolutny rekord – 99% ludnoœci wêgierskiej ma niewielka miejscowoœæ Vlahita, wêg. Szentegyháza), zaœ pod
wzglêdem religijnym dominuj¹ rzymscy katolicy, którzy stanowi¹ 65% tutejszej populacji. Wje¿d¿amy do
Harghity dwa dni po tym, jak Marko Bela szef Demokratycznego Zwi¹zku Wêgrów Rumunii, zaapelowa³ do
w³adz Rumunii o przyznanie autonomii trzem okrêgom seklerskim (Mures, Harghita, Covasna). Sprawa lokalnej
autonomii to teraz temat numer jeden w prasie, radiu i telewizji. Na razie myœlimy jednak o zwiedzaniu, o pomys³
Wêgrów zapytamy póŸniej naszych znajomych.
mieszkañców, bez ¿adnej opozycji ze strony legata. Wielkim nieszczêœciem tej wojny by³o to, ¿e wspieraj¹cy
katarów, czy wyznaj¹cy wrêcz herezjê mo¿now³adcy nie potrafili siê zjednoczyæ przeciwko panom z pó³nocy.
Korzystaj¹c z tego braku jednomyœlnoœci wœród okcytañskich feuda³ów, wojska rycerzy z pó³nocy zajê³y
kolejno: Limoux, Montreal, Castres, Minerve, Carcassconne, Termes. Krótkotrwa³y sojusz króla Aragonii
Piotra, Rajmunda z Tuluzy, Rajmunda Rogera z Foix i hrabiego Comminges zakoñczy³ siê klêsk¹ pod Muret,
zadan¹ przez wojska Szymona de Montfort. Obok dzia³añ zbrojnych, Koœció³ postanowi³ równie¿ ustaliæ
obowi¹zuj¹c¹ wyk³adniê wiary, nie tylko w sporach z katarami, ale równie¿ z waldensami i innymi ruchami
heretyckimi. W tym celu zwo³ano w1215 roku kolejny Sobór Laterañski. W soborowej konstytucji zawarto takie
elementy antyheretyckie jak wyk³ad teologii, dotycz¹cy znaczenia sakramentów w Koœciele katolickim,
zaakcentowano przynale¿noœæ do Koœcio³a jako warunek zbawienia, utwierdzono te¿ dogmat Trójcy Œwiêtej.
Kanon III „Excommunicamus” nak³ada³ na podejrzanych obowi¹zek oczyszczenia z zarzutów herezji; w przypadku
oporu w grê wchodzi³a ekskomunika. Œwieccy przedstawiciele w³adz, w myœl rozpowszechnionego wtedy
pogl¹du, ¿e w³adza œwiecka jest przed³u¿eniem koœcielnej, mieli sk³adaæ przysiêgê obietnicy wykorzenienia
herezji. By pozbawiæ mo¿now³adców, wspieraj¹cych herezjê, poparcia ich w³asnych poddanych, wprowadzono
klauzulê rozwi¹zania przysiêgi wiernoœci wobec seniora w przypadku jego odstêpstwa od wiary. Zak³adano
szereg sankcji wobec obroñców i protektorów herezji m. in. pozbawienie praw publicznych, pozbawienie prawa
do œwiadczenia, testowania, dziedziczenia, zakaz pe³nienia funkcji sêdziego, adwokata, notariusza. Osobom
œwieckim zabroniono g³oszenia kazañ, szczególnie zakazano poruszania kwestii wiary i teologii. Now¹ form¹
kontroli wiernych by³ obowi¹zek dorocznej spowiedzi wielkanocnej ka¿dego katolika we w³asnej parafii.
W 1215 roku zostaje zdobyta Tuluza – „katarski Rzym”, ale ju¿ 13. IX. 1217 roku w mieœcie wybucha bunt
przeciwko najeŸdŸcom z pó³nocy. Na ulicach powstaj¹ barykady, a opór przeciwko najeŸdŸcom o innej kulturze
i jêzyku jest tak silny, ¿e rycerze z pó³nocy musz¹ siê wycofaæ z miasta. Rzymowi zale¿y na powrocie do Koœcio³a
Rajmunda z Tuluzy i jego rycerzy, bo jako najlepiej znaj¹cy po³udnie, nie raz oddali nieocenione us³ugi w czasie
krucjat do Ziemi Œwiêtej. Pogodzeni z Rzymem na soborze w Lateranie mo¿now³adcy z po³udnia powracaj¹
zatem do zniszczonego kraju. Ludnoœæ Marsylii entuzjastycznie wita powracaj¹cego Rajmunda VII. Kiedy
wojska krzy¿owców ponownie oblegaj¹ miasto, 25.VI.1218 roku pod murami, od kamienia z katapulty
wycelowanej i obs³ugiwanej przez kobietê, ginie Szymon de Montfort. Do Tuluzy wraca Rajmund VII. Po
œmierci Szymona de Montfort jego stronnicy i nowy papie¿ Honoriusz III postanawiaj¹ sprawê wykorzenienia
herezji przekazaæ nowemu królowi Francji Ludwikowi VIII. W maju 1226 roku dzia³ania wojenne zostaj¹
wznowione g³ównie z inicjatywy Blanki Kastylijskiej i Ludwika VIII, który wkrótce umiera. W kwietniu 1229
r. w Meux zostaje zawarty traktat, reguluj¹cy poddanie Prowansji w³adzy królów francuskich pomiêdzy
Rajmundem VII hrabia Tuluzy i nowym królem – m³odym Ludwikiem IX i jego matk¹ regentk¹ – Blank¹
Kastylijsk¹.
Traktat zak³ada³, i¿ Rajmund powinien:
- pozostaæ wiernym królowi i Koœcio³owi i oczyœciæ swój kraj z herezji;
- p³aciæ dwie marki srebra ka¿demu, kto poprzez donos czy w inny sposób umo¿liwi ujêcie heretyka;
- czuwaæ nad pokojem w swoich w³oœciach, przeganiaæ w³óczêgów, a tym którzy s¹ podejrzani o zwi¹zki
z heretykami, nie powierzaæ ¿adnego stanowiska, pracy, tytu³u;
- zwróciæ Koœcio³owi wszystkie dobra, jakie posiada³ przed krucjat¹ i zap³aciæ mu odszkodowanie
w wysokoœci 10000 marek srebra;
- rozdaæ ró¿nym bractwom sumê 20 000 marek;
- wzi¹æ krzy¿ i iœæ na piêcioletni¹ s³u¿bê do Ziemi Œwiêtej (póŸniej zostanie zwolniony z tego zobowi¹zania);
- traktowaæ przychylnie wszystkich, którzy zaci¹gnêli siê do krzy¿owców;
- sw¹ córkê wydaæ za m¹¿ za brata Ludwika IX, Alfonsa z Poitiers (Rajmund nie mia³ mêskiego potomka);
25
24
najprzyk³adniejszymi chrzeœcijanami, rezygnuje w koñcu, zauwa¿aj¹c, i¿ jego oddzia³ywania nie odnosz¹ ¿adnego
skutku. Bernard uwa¿a³, ¿e nale¿y heretyków nawracaæ, przekonywaæ, sk³aniaæ do porzucenia b³êdów i powrotu
na ³ono Koœcio³a. Jeœli jednak oka¿¹ upór i powy¿sze œrodki oka¿¹ siê nieskuteczne, nale¿y ich wy³¹czyæ ze
wspólnoty wiernych, aby nie mogli g³osiæ swoich nauk w Koœciele i przekazywaæ celem ukarania w³adzom
œwieckim. Wtedy to pojawia siê pogl¹d, ¿e odstêpstwo od wiary jest wyst¹pieniem przeciwko porz¹dkowi
spo³ecznemu, który gwarantowaæ mo¿e tylko jedna religia panuj¹ca. Pojawia siê pogl¹d, i¿ w³adca i jego
namiestnicy oraz ca³a podleg³a im hierarchia w³adzy zobowi¹zani s¹ œcigaæ i karaæ takich odstêpców. A nawet
pojawiaj¹ siê g³osy, uznaj¹ce masowe przypadki herezji, za mog¹ce œci¹gn¹æ gniew Boga na osobê panuj¹cego
jak i na kraj.
Bernard i legat papieski Alberyk z Trois przekonali siê szybko, ¿e wierzenia katarów s¹ bardzo odleg³e od
katolickich, religia ta ma w³asne praktyki religijne i ascetyczne, tworzy siê powoli hierarchia, ca³kowicie ró¿na
od katolickiej. Najgorsze w tym wszystkim by³o to, i¿ duchowieñstwo katolickie - ni¿sze i wy¿sze, wydawa³o
siê zupe³nie nie dostrzegaæ postêpu herezji, zaœ sposób ¿ycia wielu ksiê¿y i biskupów wrêcz odstrêcza³ od
Koœcio³a.
W 1167 roku, korzystaj¹c z du¿ej swobody w g³oszeniu i wyznawaniu swojej religii, katarzy zwo³uj¹ sobór
do St. Felix de Caraman ko³o Tuluzy. Soborowi przewodzi przedstawiciel bogomi³ów z Trigundum w Boœni Nikita b¹dŸ Nicetas. Ekspansja katarów obejmowa³a ju¿ wtedy nie tylko Langwedocjê i Prowansjê, ale równie¿
p³n. W³ochy, nie mówi¹c o terenach dzisiejszych Ba³kanów. Oprócz kataryzmu rozwija³y siê równolegle ruchy
waldensów i ca³a masa lokalnych grup, postuluj¹cych b¹dŸ powrót do ewangelicznej prostoty i ubóstwa w ¿yciu,
b¹dŸ proponuj¹cy w sferze duchowej coœ innego ni¿ chrzeœcijañstwo.
Papie¿ Innocenty III postanowi³ rozpocz¹æ walkê z herezj¹ od sprowadzenia z zewn¹trz skuteczniejszych
kaznodziei, którzy nie byli tak zepsuci i zeœwiecczeni jak kap³ani z terenów Prowansji i Langwedocji.
W dokumentach III Soboru Laterañskiego, jaki obradowa³ wiosn¹ 1179 roku, zaproponowano doœæ radykalny
œrodek przeciwko pladze rozbójników na drogach - dzia³ania zbrojne, jednoczeœnie rozci¹gniêto je na heretyków.
W ten sposób pojawi³a siê idea zbrojnego zatrzymania rozszerzaj¹cej siê plagi herezji. W 1199 roku wys³ano na
te tereny misjê cystersów, w 1203 roku legatem papieskim mianowano Piotra de Castelnau, rok póŸniej dodano
mu do pomocy samego opata Citeaux, Arnolda –Amaury. W grudniu 1205 roku do pomocy ludziom papie¿a
przybyli: biskup Osmy – Dydak i jego przeor Dominik de Guzman. Oni równie¿ widzieli, ¿e tylko ubóstwo
i ¿ycie bli¿sze nakazom Ewangelii, do czego jednak trudno by³o nak³oniæ kap³anów, mo¿e spowodowaæ spadek
popularnoœci kataryzmu i powrót przynajmniej czêœci ludzi do Koœcio³a. Wydawa³o siê, ¿e Rajmund z Tuluzy
jest gotów wyrzec siê sympatii dla katarów i ich nauki, w koñcu jednak Piotr de Castelnau ekskomunikowa³
Tuluzczyka po powrocie z kolejnego spotkania z Rajmundem i zakoñczonych niepowodzeniem próbach
nak³onienia go do powrotu do Koœcio³a,
15. stycznia 1208 roku de Castelnau zostaje zamordowany. Na wieœæ o tym Innocenty III og³asza krucjatê
przeciwko innowiercom. Rozpoczyna siê krwawa wojna, bowiem rycerze z pó³nocy, bardziej od krzewienia wiary
zainteresowani s¹ maj¹tkami panów z po³udnia.. Obok Rajmunda z Tuluzy czy Rajmunda Rogera z Foix, jacy
sprzyjali katarom, by³ np. Ramon de Perelle, który sam by³ heretykiem. Niektóre z miast nie tylko sprzyja³y
katarom - ale jak w przypadku: Fanjeaux, Beziers, Duns, Laurac, zamieszkane by³y przez ludnoœæ, wyznaj¹c¹
kataryzm. Podczas walk, które rozpoczê³y siê wiosn¹ 1208 roku, nikt nie dochodzi³ przynale¿noœci wyznaniowej
mieszkañców podbijanych terenów. 22. lipca ma miejsce s³ynna rzeŸ Beziers, zginê³o w niej ok. 7000 mieszkañców
a miasto spalono. Wed³ug niemieckiego kronikarza, niezbyt przychylnego krzy¿owcom Caesariusa
z Heisterbach’u, opata Citeaux Arnolda Amaury’ego zapytano, jak odró¿niæ chrzeœcijan od heretyków.
„... Zabijajcie wszystkich, Bóg i tak rozpozna swoich...” - mia³ odpowiedzieæ opat. Nie wiadomo czy takie s³owa
wówczas pad³y, byæ mo¿e opat nigdy ich nie wypowiedzia³, ale dobrze oddaj¹ atmosferê tej wojny. W lipcu 1210
roku po zdobyciu zamku Minerve, pomimo obietnicy darowania ¿ycia, wojska de Montforta dokona³y rzezi
Robinsonowie a.d. 2006
Corund (wêg. Korond) to na naszym szlaku punkt
wyj¹tkowy. W przewodniku znaleŸliœmy zaledwie parê
wzmianek o tej wsi, ograniczaj¹cych siê do informacji
o organizowanych tu kiermaszach ceramiki i haftu.
Równie¿ namiary na naszego „talerzownika” by³y doœæ
lakoniczne. Uznaliœmy wiêc, ¿e w tak normalnej,
przeciêtnej i zapewne nieskomplikowanej miejscowoœci,
gdzie pewnie ka¿dy zna ka¿dego, ¿adnych problemów nie
Bart w warsztacie Gusta. Fot.: Annka doœwiadczymy. Dlatego te¿, doœæ zrelaksowani,
wyjechaliœmy z Sovaty w kierunku wsi „jakich tu wiele”.
Jak b³êdne by³o nasze przekonanie, okaza³o siê ju¿ w chwili kiedy minêliœmy tabliczkê z nazw¹ miejscowoœci.
Bo oto nie znaleŸliœmy siê w typowej seklerskiej ulicówce, przez jakie przeje¿d¿aliœmy dotychczas, ale
w rozleg³ej wsi z ca³¹ mas¹ bocznych dróg, zakrêtów (za którymœ z nich mia³ mieszkaæ Gusto) i poboczami
zapchanymi kramami z wiklinowymi koszami, mniej lub bardziej kiczowat¹ ceramik¹, obrusami i nie wiadomo
czym jeszcze. Nie do koñca wiemy, która z ulic doprowadzi nas do celu, wpadam jednak na genialny pomys³
zaparkowania w centralnie po³o¿onym punkcie, czyli tu¿ przed miejscowym koœcio³em. Koœció³ to przecie¿
œrodek ka¿dej wsi, st¹d wszêdzie jest blisko i pewnie ³atwo odnajdziemy naszego „talerzownika”.
Wystarczy³o, abyœmy wysiedli z samochodu, a ju¿ znalaz³a siê przy nas, na oko osiemdziesiêcioparoletnia
staruszka, sprzedaj¹ca s³odkie ko³aczyki. Nawet nie oœmieli³em siê pytaæ po angielsku o drogê, francuski
(„przecie¿ w Rumunii wszyscy mówi¹ po francusku”) te¿ nie pomóg³, pokaza³em wiêc tylko naszej babince
kartkê z nazwiskiem Gustawa (ponoæ znanego ka¿demu w Korondzie) i b³agalnym wyrazem oczu stara³em siê
zasugerowaæ Madziarce o co te¿ mi chodzi. Po sprzedaniu nam paru wypieków (bardzo dobre, polecam!!!), babcia
z ¿yczliwym uœmiechem na twarzy wyci¹gnê³a rêkê i pokazuj¹c coœ kaza³a nam iœæ w górê wij¹cego siê przy
drodze potoku. Pozdrowi³a nas przy tym po wêgiersku i posz³a w swoj¹ stronê. Poczuliœmy siê trochê zagubieni,
ale nic to – w koñcu wiemy gdzie iœæ, wiêc na pewno siê nie zgubimy. Uszliœmy mo¿e jakieœ sto metrów wœród
ustawionych przy poboczu drogi kramów, kiedy uœwiadomiliœmy sobie, ¿e powoli docieramy do rogatek
Korundu.
- Nie ma rady – szturchn¹³em lekko Annkê – mieliœmy skrêciæ w prawo i znaleŸæ boczn¹ drogê za zakrêtem
…skrêcamy! Weszliœmy w g³¹b wsi i zaraz, jakby za dotkniêciem magicznej ró¿d¿ki, zmieni³o siê nasze
otoczenie. Koniec z kramami, za to dopad³y nas gêsi, gdzieœ z boku, wygrzewaj¹c siê na s³oñcu, leniwym
wzrokiem zmierzy³ nas jakiœ pies wagabunda, a zza p³otów zaczê³y kiwaæ ku nam umorusane cygañskie dzieciaki.
- Jakoœ tak… swojsko – Annce wyraŸnie przypad³ do gustu nasz spacer utwardzon¹, boczn¹ uliczk¹ gdzieœ
na siedmiogrodzkiej wsi. Mnie natomiast zastanowi³ fakt, ¿e zamiast dotrzeæ do domu Gusta, który wyobra¿a³em
sobie jako doœæ pokaŸn¹ rezydencjê (w koñcu Gusto to nie byle kto, artysta znany w ca³ej Rumunii, uœwietniaj¹cy
swymi pracami wszelkie narodowe wystawy – od UE po NATO) zapuszczaliœmy siê w coraz mniej reprezentacyjn¹
okolicê, z biedniejszymi domami, zwierzêtami domowymi i szczekaj¹cymi psiakami podwórkowymi. Wokó³
nas pojawi³o siê równie¿ coraz wiêcej Cyganów – mnie trochê to przerazi³o (kolejny stereotyp, kolejne uprzedzenie
– bijê siê w piersi), za to Annka wydawa³a siê w siódmym niebie pozostaj¹c g³uch¹ na moje sugestie odnoœnie
zawrócenia. Dalsza wêdrówka, jakkolwiek na pewno ciekawa, wyda³a mi siê nieco bezsensowna – w sumie
obejrzeliœmy ju¿ Korund reprezentacyjny, teraz sielski, czas wiêc odnaleŸæ Gusta. Skoro nie pomog³a nam
babinka, to mo¿e chocia¿ ktoœ z miejscowych… Na jednym z nieogrodzonych podwórek zauwa¿y³em pior¹c¹
9
10
Cygankê – postanowi³em wiêc podejœæ i po prostu pokazaæ kartkê z nazwiskiem naszego talerzownika. Kiedy
tylko zbli¿y³em siê do kobiety, z domu wyszed³ jej ros³y m¹¿ z sumiastym w¹sem na twarzy, zaœ ta cofnê³a siê,
jakbym stanowi³ dla niej zagro¿enie. Okaza³o siê, ¿e Cygan nie wiedzia³ gdzie powinniœmy pójœæ. Skrzykn¹³
wiêc paru kolegów, coœ tam pogaworzy³ po wêgiersku i œciskaj¹c moj¹ d³oñ pokaza³ tylko, ¿e musimy iœæ dalej
prosto. Krótka chwila i dwie lekcje – o drogê powinienem zapytaæ mê¿czyzny, w koñcu Cyganie s¹ spo³eczeñstwem
wyj¹tkowo patriarchalnym, a ja nie tylko, ¿e wszed³em na cudze podwórko, to jeszcze zagadn¹³em kobietê. Lekcja
druga – cywilizowany cz³owieku w bia³ym skorpionie – z³ych ludzi znajdziesz wszêdzie, ale pamiêtaj ¿e tych
normalnych, ¿yczliwych jest dziesiêæ tysiêcy razy wiêcej. Truizm? Pewnie tak, ale czy nie mamy zakodowanych
pewnych zachowañ? Czy nie kategoryzujemy ludzi z powodu ich pochodzenia? Czy nie jest tak, ¿e Cygan to
z³odziej, Rumun to brudny w³óczêga, ruski wieczny pijak itd.? Jedno jest pewne – tworzymy stereotypy, ¿yjemy
w œwiecie pe³nym uprzedzeñ i bardzo siê dziwimy, kiedy ¿ycie ka¿e je nam zweryfikowaæ.
I tak zagubieni wœród wêgierskojêzycznych Cyganów, instruowani przez starowinkê Madziarkê,
wêdrowaliœmy dalej w poszukiwaniu naszego Gusta. Poczuliœmy siê niczym Robinsonowie, w obcym otoczeniu,
gdzie z nikim nijak, poza gestami, nie mo¿na siê porozumieæ, szukaj¹cy cz³owieka, którego nigdy nie widzieliœmy
i nawet nie wiemy jaki jest jego adres … Podnieca³a nas sama wêdrówka, jakaœ metafizyczna podró¿ gdzieœ na
koñcu œwiata bez jasno sprecyzowanego celu.
Wsi spokojna…
Do Gusta dotarliœmy po jakiejœ godzinie kluczenia pomiêdzy zabudowaniami Korundu. Jego dom znaleŸliœmy
w zasadzie przez czysty przypadek – nikt z napotkanych przez nas nie mówi³ w ¿adnym jêzyku, oprócz swego
ojczystego (uczcie siê ludzie wêgierskiego!). Zafascynowana seklerskimi bramami Annka postanowi³a zrobiæ
zdjêcie kolejnej z nich i wtedy dopiero ujrzeliœmy na niej nazwisko i imiê w³aœciciela posesji. Mieliœmy
szczêœcie, bo gospodarz akurat krz¹ta³ siê po swoim obejœciu, wystarczy³o wiêc tylko podejœæ i powo³aæ siê na
Zsolta, aby prze³amaæ pierwsze lody. Pomocny okaza³ siê przy tym syn Gusta, który rozumia³ co nieco po
angielsku. Jak siê okaza³o, Zsolt ju¿ wczeœniej zaanonsowa³ nas telefonicznie, byliœmy wiêc oczekiwani jako
goœcie z Polski.
Warsztat Gustawa zajmuje czêœæ gara¿u oraz spor¹ altanê w ogrodzie. ZnaleŸæ tu mo¿na wszystko, co tylko
z ozdobnej ceramiki cz³owiek sobie wymarzy: od kubków, poprzez czarki, czajniki, wazony, talerze a¿ po
zdobione lustra. Wszystko wykonane z najwiêkszym pietyzmem, w tradycyjnych kszta³tach i seklerskimi
zdobieniami. Delektuj¹c siê kaw¹ zaparzon¹ przez ¿onê Gustawa, postanowiliœmy wybraæ coœ ciekawego
z niezwykle bogatej kolekcji. Zadanie okaza³o siê wyj¹tkowo trudne – jak tu wybraæ coœ spoœród setek innych
rzeczy zachwycaj¹cych swym urokiem. Gustaw nie wystawia siê w kramach przy g³ównej drodze, nie tworzy pod
i dla turystów, nie zajmuje siê pseudoludowym kiczem. Jego twórczoœæ jest naturalna, zgodna z wielowiekow¹
tradycj¹ i wypracowanymi przez lata kanonami. To pewnie dlatego w³aœnie jego dzie³a ozdabiaj¹ wszelkie
rumuñskie pawilony wystawowe, jako najszlachetniejsi ambasadorowie tutejszej sztuki ludowej. Zreszt¹ dane
by³o nam porównaæ dzie³a Gustawa z tymi, w jakie zaopatrzyæ siê mo¿na w kramach. Te drugie, te¿ piêkne, ale ju¿
na pierwszy rzut oka okazuj¹ siê mniej szlachetne i ska¿one duchem komercji, odzwierciedlaj¹cym zapotrzebowanie
na pseudoludowe cacka. Ka¿demu wiêc, kto chcia³by zaopatrzyæ siê w coœ naprawdê piêknego, nie odradzamy
wizyty na miejscowych kramach, ale z ca³ego serca polecamy zapuszczenie siê w g³¹b wsi i odwiedzenie Gustawa
(Augustyna Palla) – naprawdê warto!
Z Korondu wyruszyliœmy na po³udnie, w kierunku Odorheiu Secuiesc (Szekelyudvarhely). Za oknem migota³y
nam zielone pagórki, droga niczym d³uga wstêga wi³a siê przed nami, my zaœ podziwialiœmy ca³¹ masê niewielkich
koœció³ków przyklejonych do mijanych wsi. Rzuci³ nam siê w oczy brak cerkwi, a przynajmniej du¿o mniejsza
Tuluza by³a po Wenecji i Rzymie trzecim wielkim miastem Europy. Rz¹dy sprawowali wybierani
konsulowie, b¹dŸ kapitulowie, zaœ po³o¿enie na przeciêciu szlaków handlowych zapewnia³o miastu dostatek
i wiêksz¹ ni¿ gdzie indziej stabilnoœæ. Du¿¹ rolê w rozwoju religii katarów mia³ handel suknem, jaki dokonywa³
siê pomiêdzy Langwedocj¹ i W³ochami. Kupcy niejednokrotnie obok sukna przewozili te¿ pisma albo opowieœci
o nowej wierze, ponadto przez W³ochy docierali w ten sposób emisariusze dualistycznego Koœcio³a Boœniackiego.
Ciekawym zjawiskiem byli wystêpuj¹cy na dworach Langwedocji wêdrowni œpiewacy i poeci, zwani trubadurami.
Instytucja trubadurów pe³ni³a doœæ wa¿n¹ rolê w spo³eczeñstwie ówczesnej Okcytanii. Obok pisania pieœni,
zabawiania goœci na dworach i podczas zabaw, trubadurzy pe³nili niejednokrotnie rolê kronikarzy, rozjemców w
sporach, rozpowszechniali te¿ wiarê katarów. Wywodzili siê ze wszystkich warstw spo³ecznych, obok rycerzy
czy ksi¹¿¹t byli wœród nich tak¿e mieszczanie i duchowni. Kultura kwitn¹ca na dworze Rajmundów, hrabiów
Tuluzy, bliskoœæ w³oskich miast, stanowi³y dodatkowy bodziec rozwoju tej swoistej grupy. Trubadurzy g³osili
bardzo w pewnym okresie popularn¹ ideê paratagne. Termin ten zawiera w sobie takie cechy jak: honor,
równoœæ, prawoœæ, zrzeczenie siê praw silniejszego wobec wszystkich. W dobie wojen feudalnych,których nie
st³umi³ ruch krucjat do Ziemi Œwiêtej i odnowa duchowa jak¹ mia³y rozpocz¹æ, by³o to coœ nowego,
niespotykanego, choæ jak wiadomo idee „pokoju Bo¿ego” pojawiaj¹ siê w piœmiennictwie i myœli tego okresu.
Wojna religijna we Francji 1210-1315
Przyczyny ostatecznej krwawej rozprawy z kataryzmem mo¿na podzieliæ z grubsza na poœrednie
i bezpoœrednie. Na pocz¹tku wypada powiedzieæ coœ wiêcej tych pierwszych, o sytuacji jak zapanowa³a na
ziemiach dzisiejszej p³d. Francji w XII i XIII w. Langwedocj¹ rz¹dzi³a rodzina Rajmundów z Tuluzy. Podlegali
im panowie na zamkach Termes, Cabaret, Minerve, Mirepoix, Saissac, które potem odegraj¹ znacz¹c¹ rolê
w tocz¹cej siê wojnie. Langwedocja zachowywa³a du¿¹ niezale¿noœæ, hrabiowie Tuluzy raz powo³ywali siê na
swoj¹ zale¿noœæ od Aragonii czyli Hiszpanii - raz na króla Francji, co nie przeszkadza³o im sprzymierzaæ siê
z królem Anglii, Henrykiem III . Bogate miasta po³udnia i ziemie tamtejszych feuda³ów od dawna interesowa³y
wielmo¿ów z pó³nocy, zaœ niezale¿noœæ hrabiów Tuluzy pozostawa³a sol¹ w oku królów Francji. Potrzebny by³
tylko pretekst. Dostarczy³a go sytuacja religijna w Okcytanii. Rozbudowuj¹ce siê struktury nowej religii i jej
kontakty z grupami z W³och i Ba³kanów zaskoczy³y Koœció³. To nie byli rozdrobnieni heretycy z miast p³n.
Niemiec czy Francji, ale Koœció³ katarski z organizacj¹ swoistych diecezji i parafii. Koœció³ katolicki czy jak
go wtedy okreœlano Rzymski nie spotka³ siê dot¹d z tak rozbudowan¹ liczebnie i organizacyjnie herezj¹.
Dopiero Synod w Tuluzie, a dok³adnie jego III Kanon, okreœli³ - kto tak naprawdê jest heretykiem. Byli to przede
wszystkim wszyscy ci, którzy podszywaj¹c siê pod zakonników (religionis specium simulantes) odrzucaj¹
sakramenty: Eucharystii, chrztu dzieci, kap³añstwa i ma³¿eñstwa oraz ró¿ne postanowienia Koœcio³a. Ludzie ci,
je¿eli nie wyra¿¹ skruchy i pozostawaæ bêd¹ w b³êdzie, zostaj¹ wy³¹czeni z Koœcio³a i winni byæ przekazani
w rêce w³adz œwieckich. Ju¿ wtedy m. in. dziêki listowi cz³onka zakonu premonstratensów, Erewina ze Steinfeldu
do œw. Bernarda z Clairvaux, mo¿na dowiedzieæ siê, ¿e dysputy religijno-filozoficzne miêdzy katolikami
a katarami by³y bardzo trudne.. W 1176 w Lombes odby³a siê jedna z takich dyskusji pomiêdzy chrzeœcijanami
i katarami.
List z 1145 roku duchownych diecezji w Liege w Walonii do papie¿a Lucjana II wspomina, ¿e nawet tam,
czyli doœæ daleko od langwedockich oœrodków, kataryzm w³ada³ rozbudowan¹ struktur¹, podobn¹ do koœcielnej.
¯adna inna grupa wg autorów listu nie posiada³a podzia³u na s³uchaczy, wierz¹cych i chrzeœcijan i wg dzisiejszych
badaczy mo¿e chodziæ w³aœnie o katarów.
Jeszcze wczeœniej, bo w 1147 roku œw. Bernard z Clairvaux, twórca regu³y zakonu templariuszy i za³o¿yciel
zakonu cystersów, próbuje nawracaæ katarów na chrzeœcijañstwo. Stwierdziwszy, ¿e z obyczajów s¹
23
22
USA
pisze swoj¹ historiê
rêkoma w³asnych polityków
i mass-mediów. Niestety,
nawo³uje tak¿e do „samobójczych” posuniêæ ludzi w innych
krajach. Niechby kto pos³ucha³
„Newsweeka Polska” i za¿¹da³
podwy¿ki! Zw³aszcza na Ziemi
Lubelskiej skutek gwarantowany - bezrobocie i opinia
niebezpiecznego wichrzyciela.
(PKWN drog¹ radiow¹
nawo³ywa³ przecie¿ warszawiaków do powstania w lipcu 1944 roku. Pos³uchali). A gdy siê ju¿ jest na bruku – zawsze mo¿na kupiæ coœ
z Ameryki rodem. I poczuæ siê obywatelem œwiata.
LELE
=======================
Katar
yzm (3)
ataryzm
T³o rozwoju religii katarów
Okres najwiêkszego rozkwitu kataryzmu na p³d. Francji zbieg³ siê z rozkwitem cywilizacji okcytañskiej.
Okcytania jest nazw¹ krainy, obejmuj¹cej Langwedocjê i Prowansjê. Niejednokrotnie nazwy te wystêpuj¹
przemiennie. Jeszcze w Staro¿ytnoœci tereny te by³y obiektem kolonizacji fenickiej, greckiej a potem intensywnej
romanizacji. Po³o¿enie nad Morzem Œródziemnym pomiêdzy Pó³wyspem Iberyjskim na zachodzie a Pó³wyspem
Apeniñskim na skrzy¿owaniu szlaków handlowych, dodatkowo u³atwia³o wymianê handlow¹. Utrzymywano
rozbudowane kontakty z wieloma krajami basenu Morza Œródziemnego: Bizancjum, krajami Lewantu na
wschodzie, miastami-pañstwami w³oskimi, arabsk¹ ludnoœci¹ Andaluzji i Katalonii. Dochodzi³a do tego
odrêbnoœæ jêzykowa p³d. Francji, gdzie powszechnie u¿ywany by³ jêzyk okcytañski, w którym powstawa³y
utwory trubadurów, bardzo siê ró¿ni¹cy od jêzyka Francji p³n. W sk³ad Okcytanii wchodzi³y: Górna Langwedocja,
Armaniac, Agenais, Quercy, Rouergue, Gevaudan, Comtat-Venaissin, Vivarais, Prowansja, czyli ok. 15 obecnych
departamentów Francji. Okcytani¹ w³adali hrabiowie Tuluzy, z linii Rajmundów, ich wasalami byli
wicehrabiowie: Carcassonne, Béziers, Albi, Razés z rodu Trencavel. Relacje pomiêdzy hrabiami Tuluzy, a ich
wasalami by³y bardzo ró¿ne, nigdy nie by³o to œcis³e podporz¹dkowanie. Tak jak wszêdzie w ówczesnej Europie
pomiêdzy feuda³ami dochodzi³o do konfliktów. Utrudni³o to póŸniej wspólne wyst¹pienie przeciwko armii
krzy¿owców pod wodz¹ de Montforta.
ich liczba ni¿ tam gdzie byliœmy dotychczas. Pañstwo sponsoruje budowê prawos³awnych œwi¹tyñ
identyfikowanych z rumuñskoœci¹ i wspiera jak mo¿e ortodoksyjn¹ hierarchiê. Harghita chyba jednak rz¹dzi siê
w³asnymi prawami – dominacja chrzeœcijan zachodnich w tym wêgierskim zak¹tku Rumunii jest na tyle silna,
¿e w³adze nie zaprz¹taj¹ sobie g³owy chêci¹ zmiany tego stanu.
Powoli docieramy do Odorheiu – silnego oœrodka wêgierskoœci w Siedmiogrodzie. Znajomi œmiali siê, ¿e
na miejscowych Rumunów sk³adaj¹ siê trzej policjanci, nauczyciele jêzyka rumuñskiego i miejscowy pop.
Oczywiœcie sporo w tym przesady, ale proporcje ludnoœciowe faktycznie œwiadcz¹ na korzyœæ Madziarów,
stanowi¹cych tu a¿ 96% mieszkañców! To pewnie dlatego miastami partnerskimi Odorheiu s¹ dwa na Wêgrzech
– Tatabanya i Bekescsaba oraz stolica wojwodiñskich Wêgrów – Subotica.
Przeje¿d¿amy przez Odorheiu doœæ sprawnie, bo ruch tu jest niewielki. Samo miasto wita nas drzewami – do
centrum prowadzi zielona aleja. Mijamy jeszcze star¹ rotundê i wyje¿d¿amy w kierunku Cristuru Secuiesc
(Székelykeresztúr), aby zakreœliwszy okr¹g, przez Sighisoarê wróciæ do Targu Mures.
I tu w zasadzie pierwsze i chyba jedyne rozczarowanie. Droga o charakterze lokalnym okazuje siê praktycznie
nieprzejezdna. Ostatnie kilkanaœcie kilometrów do drogi na Sighisoarê pokonujemy w blisko czterdzieœci minut
– dziura na dziurze, nierówne ³aty na jezdni i koleiny sprawiaj¹, ¿e jazda do przyjemnych nie nale¿y. Ja klnê ile
wlezie, za to Annka z w³aœciw¹ sobie fantazj¹ otwiera wszystkie mo¿liwe okna i przy prêdkoœci jakichœ 25 km/
h rozkoszuje siê œwie¿ym hargickim powietrzem.
Okolica jest sielska, wiejska – staramy siê jakoœ ogarn¹æ to, co zobaczyliœmy dotychczas i stworzyæ coœ
w rodzaju obrazu typowej wsi siedmiogrodzkiej. Taka chyba jednak nie istnieje – inne s¹ wsie wêgierskie, inne
rumuñskie, jeszcze inne saskie. Ka¿da ma swój styl i charakter – czy to podkreœlony solidnymi murowanymi
bramami jak w przypadku Sasów czy te¿ bogato zdobionymi ³aweczkami i takimi bramami jak u Seklerów. Jedno
jest pewne – wszêdzie krz¹ta siê ca³a masa ludzi. Przed domami, tu¿ przy ruchliwych trasach, na niewielkich
³aweczkach siedz¹ babcie i o czymœ dyskutuj¹. Poboczami biegaj¹ dzieciaki, ktoœ gdzieœ chodzi, coœ za³atwia –
w oczy rzuca siê jeden wielki ruch. A przy tym wszystkim, choæ widaæ biedê, brak chodników, czêsto liszaje na
murach, wieœ transylwañska jest czysta. Ludzie zamiataj¹ nawet utwardzane pobocza, nigdzie nie znajdzie siê
porozrzucanych papierków, jakichœ œmieci czy innych odpadów. Czêsto za to widaæ wypielêgnowane grz¹dki (to
g³ównie we wsiach Sasów), bielone krawê¿niki i œwie¿o posadzone kwiaty. No i zwierzêta – jest ich mnóstwo,
s¹ wszêdzie. Widok na polskiej wsi coraz rzadszy – tutaj ca³y czas czyni siê u¿ytek z konia, na pastwiskach pas¹
siê spokojnie krowy i owce, a po wsiach swobodnie biega drób. Siedmiogrodzka wieœ po prostu têtni ¿yciem.
(dokoñczenie nast¹pi).
BART£OMIEJ „BART” ŒWIDEREK
Kontakt z redakcj¹:
red. nacz.: Lech „Lele” Przychodzki, z-ca red. nacz.: Vanda Zakrzewska,
2F Fenghua Mingdu, no. 169 Mayuan Lu, 315010 Ningbo, China
Stale pisuj¹ i t³umacz¹: Agnieszka Brytan, Krzysztof Drabik, Dominik Fija³kowski, Micha³
Graczyk, Stanis³aw Jan, Wojciech Kajtoch, Marian Karaœ, Remigiusz Kasprzycki, Krzysztof
Lewandowski, Edward „Lu” Soroka, Katarzyna Piotrowska, Henryk Sporoñ, Oskar
Szwabowski, Bart³omiej „Bart” Œwiderek, Ryszard Tomczyk, Agnieszka M. Wasieczko,
Bogdan „Anastazy” Wiœniewski, Krzysztof Wojciechowski
oraz przyjaciele z Bia³orusi, Litwy, Rosji i Ukrainy
Graficy: Jerzy Jakubów, Andrzej Kot, Kateøina Mojsejová
Opieka nad sprzêtem technicznym: Krzysztof (ADAM) Szmydt, Jacek J. Wa³dowski
Uwaga: texty e-mailowe – jako dokument – maj¹ formê orygina³ów;
PDF-y „Ulicy…” na stronie: http://innyswiat.most.org.pl/ulica/ (Admin: Arkadiusz Jeleñ)
11
12
ZA
WSZE CZAS NA P
AMIÊÆ
ZAWSZE
PAMIÊÆ
W dobie globalizacji, europeizacji, mieszania siê kultur, zacierania
granic oraz szybkoœci ³¹cz internetowych i coraz tañszych po³¹czeñ
telefonicznych - jak¿e czêsto zapomina siê o tych mniejszych, mniej
zasobnych (czy aby na pewno?) œwiatach. St¹d tym istotniejszy by³
konkurs „Pamiêæ przesz³oœci” i nale¿y doceniæ wk³ad jego
organizatorów, czyli Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im.
Hieronima £opaciñskiego oraz Zarz¹du Okrêgu Stowarzyszenia
Bibliotekarzy Polskich (przy wspó³pracy bibliotek powiatowych).
Mo¿na by rzec, ¿e kwintesencj¹ wydarzenia jest katalog wystawy
pokonkursowej, gdzie zaprezentowane zosta³y zarówno prace plastyczne
jak teksty literackie czy historyczne - te nagrodzone b¹dŸ wyró¿nione.
Wiek autorów by³ zró¿nicowany od 5 do 92 lat! I tak w czêœci I mo¿emy
obejrzeæ miêdzy innymi „Dawny Targ” uczniów SP w Komaszycach czy „Widok na Wieprz” wychowanków ze
Œwietlicy Opiekuñczo-Wychowawczej w Dorohuczy. Czêœæ z prac to drzewa genealogiczne. W tej kategorii
nagrodzony zosta³ Marcin Krawiec z kl. III b SP nr 4 w Krasnymstawie. Do kolejnej podgrupy trzeba zaliczyæ
prace przestrzenne. Tu mamy prezentacjê zagrody ch³opskiej z XIX wieku, odœwiêtny strój ch³opski oraz album
„Stare przedmioty mówi¹”.
Druga czêœæ wydawnictwa zawiera prezentacje prac: g³ównie m³odzie¿y licealnej b¹dŸ doros³ych. Obejrzeæ
mo¿emy wiêc albumy, poœwiêcone gin¹cym zawodom oraz obyczajom z Bi³goraja, Tereszpola, Siedliszcz,
Sosnowicy czy prace, dotycz¹ce zabytków kultury i architektury z Opola Lubelskiego, Poniatowej, Bochotnicy
lub Bychawy. S¹ tu tak¿e zamieszczone prezentacje wspomnieñ (na przyk³ad Jana Je¿ewskiego z Ryk czy
Ryszarda Szuwarskiego z Sitna).
Dziêki takiemu doborowi materia³ów i prac odnajdujemy próbê kompleksowego (na zasadzie: czêœæ za
ca³oœæ) spojrzenia na konkurs oraz jego efekty, które zaskoczy³y nawet samych organizatorów.
AGNIESZKA BRYTAN
Ben J., Wa³dowski J., Znamierowski P. D. i in. (red.), Pamiêæ przesz³oœci. Katalog wystawy pokonkursowej,
Wyd. WBP im. Hieronima £opaciñskiego, Lublin 2007
Conelly zdaje siê mówiæ, ¿e skoro Komisja 9/11 jest obupartyjna (wchodz¹ w jej sk³ad przedstawiciele obu
dominuj¹cych partii politycznych – przyp. t³um.) powinniœmy przyj¹æ jej wnioski i zalecenia. Ale czy jest to
prawd¹? Czy mo¿na ufaæ temu co mówi Komisja?
Wnioski i zalecenia Komisji nale¿y ca³kowicie odrzuciæ. Jej historia jest pe³na k³amstw, zniekszta³ceñ
i unikania prawdy. Poni¿ej wyszczególniam dwa z ponad 40 powodów, dla których oficjalna wersja wydarzeñ
z 11. wrzeœnia jest nieprawdziwa.
Po pierwsze, kim byli porywacze? Nie wiemy. ¯adne z wymienionych nazwisk nie widnieje na którejkolwiek
z list pasa¿erów, które ujawni³y linie lotnicze. Co najwa¿niejsze, szeœciu mê¿czyzn wymienionych przez stronê
rz¹dow¹, nadal ¿yje i nigdy nie byli w Stanach Zjednoczonych. Wiemy to, gdy¿ rozmawia³y z nimi europejskie
œrodki masowego przekazu (Agencja „Associated Press”, gazeta „London Telegraph” oraz BBC). Tu nie chodzi
o niezauwa¿on¹ pomy³kê z nazwiskami czy o u¿ycie fa³szywego paszportu. Komisja upiera siê, ¿e wymienione
osoby by³y porywaczami, ale twierdzenie to jest najwidoczniej fa³szywe. Jeœli fa³szywe jest to najbardziej
podstawowe stwierdzenie - i informacja ta by³a dostêpna dla Komisji (bo by³a), a Komisja nadal twierdzi, ¿e da³a
nam „pe³ny obraz” tego, co sta³o siê owego dnia w oparciu o dog³êbne œledztwo, jasnym jest, ¿e jej cz³onkowie
k³ami¹. W swojej ksi¹¿ce pt. „Raport Komisji d/s 11. wrzeœnia: Przemilczenia i zniekszta³cenia” („The 9/11
Commission report: ommision and distortions”) dr David Ray Griffin udokumentowa³ to wszystko,
a w podsumowaniu okreœli³ ca³y raport mianem jednego wielkiego k³amstwa.
Po drugie w kilka miesiêcy po wydarzeniach z 11. wrzeœnia przeprowadzono wywiady ze wszystkimi
funkcjonariuszami nowojorskiej stra¿y po¿arnej, którzy prze¿yli tê katastrofê. Ich wypowiedzi nagrano i trzymano
poza dostêpem publicznym a¿ do 15. sierpnia 2005 roku. W³adze Nowego Jorku upubliczni³y je dopiero po
trzykrotnym przegraniu sprawy w s¹dzie. Wszystkie 503 wywiady s¹ teraz umieszczone na stronie internetowej
miasta Nowy Jork. Dlaczego miasto walczy³o tak zaciekle o to, by nie dosta³y siê do publiki? Okazuje siê, ¿e te
opowieœci w formie ustnej, ukazuj¹ takie szczegó³y wydarzeñ w budynkach World Trade Center, jakie zupe³nie
nie zgadzaj¹ siê z opowieœciami Komisji. Ca³e tuziny stra¿aków, ratowników mówi³o, ¿e s³ychaæ by³o, widaæ
i czuæ eksplozje dochodz¹ce z budynków, które siê wali³y. Dlaczego dochodzi³o do wybuchów, wed³ug zdañ
œwiadków silnych wybuchów, w tych budynkach? Co bardziej niepokoj¹ce, dlaczego pod kilkoma wa¿nymi
wzglêdami wybuchy te by³y identyczne do takich, jakie detonuje siê w implozjach planowanych (lub przy
kontrolowanym burzeniu budynków)?
Wbrew wierze Connell’ego w to, co mówi¹ cz³onkowie Komisji, raport ten wydaje siê byæ oczywist¹
przykrywk¹. Pytanie, które wszyscy powinniœmy sobie zadaæ, brzmi: Co Komisja chce przykrywaæ? Czy
11. wrzeœnia w istocie by³ robot¹ wewnêtrzn¹?
Wtorek, 16. maja 2006 r.
RICHARD CURTIS,
EESTI JEDNAK GÓR¥
Inaczej wyobra¿aj¹ sobie pamiêæ Rosjanie. Z pocz¹tkiem maja wokó³ Estonii zrobi³a siê spora zawierucha.
Niewielki kraj odwa¿nych ludzi przyci¹gn¹³ uwagê Europy (gdzie indziej pewnie nikogo „Pomniki
wdziêcznoœci”, masowo produkowane w Leningradzie - i ich losy - niewiele obchodz¹). Petycjê M³odych
Demokratów sam podpisa³em, choæ ABSOLUTNIE nie zgadzam siê z ich programem. ¯adnych wolnoœciowców
w Polsce na wsparcie Estów jednak staæ nie by³o, tote¿ wyrzutów sumienia – w tym przynajmniej wzglêdzie –
nie posiadam. Bardziej przytomnie (w mojej ocenie) zareagowa³ RAŒ.
felietonista goœcinny
T³um. z j. ang. STANIS£AW JAN
Dr Richard Curtis jest adiunktem na Wydziale Filozofii Uniwersytetu w Seattle
i cz³onkiem Stowarzyszenia Wyk³adowców na Rzecz Prawdy o 11. Wrzeœnia (Scholars for 9/11 truth)
21
20
O badaniu sprawy morderstw hitlerowskich w lesie katyñskim pisze Edmund Stevens: „Kilkunastu
korespondentów prasy zagranicznej wraz z córk¹ ambasadora amerykañskiego Catleen Harriman, przyby³o
specjalnym poci¹giem z Moskwy, aby stwierdziæ naocznie prawdziwoœæ wniosków Komisji, aby móc potem
powiedzieæ ca³emu œwiatu, jak Niemcy usi³owali zatrzeæ œlady swojej zbrodni, przypisuj¹c j¹ w niecny sposób
Rosjanom.”
Nawet swego czasu korespondent BBC Aleksander Werth pokazuje w swym tekœcie (og³oszonym
8. sierpnia 1944 roku w „Rzeczypospolitej”), i¿ Niemcy k³amali, sfa³szowali dokumenty, aby ukryæ swe
„bestialstwo”.
Czy mo¿na tworzyæ historiê? Jak¹ si³¹ dysponowali ci, którzy przekonali do swoich twierdzeñ miliony..?
Czy przekonania te by³y tylko powierzchowne, a wszyscy wokó³ wiedzieli i jedynie strach zamyka³ im usta?
„Ulica Wszystkich Œwiêtych” (w numerze 9 (47) z wrzeœnia 2003 roku) - piórem Henryka Sporonia zajmowa³a siê swego czasu spraw¹ skazania 66 niewinnych (przynajmniej w tej sprawie) ¿o³nierzy niemieckich
za rzekome zbrodnie na polskich oficerach w Katyniu. Miêdzy innymi odby³y siê dwa procesy pokazowe
w Leningradzie (1946 r.) – 8 wyroków œmierci oraz w Smoleñsku – 7 wyroków œmierci (1945 r.). Czy ca³a ta
machina wojenna i jej zapis mog³aby potoczyæ siê inaczej?
Dziœ ju¿ wiadomo, ¿e na mocy rozkazu Stalina strzalami w ty³ g³owy NKWD uœmierci³o w 1940 r. ok. 22 tys.
polskich oficerów, policjantów, lekarzy, profesorów i duchownych, wziêtych do niewoli po napaœci ZSRR na
Polskê 17. wrzeœnia 1939 r. Wœród nich 15 tys. stanowili wiêŸniowie obozów w Kozielsku, Starobielsku
i Ostaszkowie. Rozstrzeliwano ich wiosn¹ 1940 r., odpowiednio - w Katyniu, Charkowie i w Kalininie (dziœ Twer). Za szerzenie w PRL „k³amstwa katyñskiego” przeprasza³ w 2000 r. Polaków prezydent Aleksander
Kwaœniewski. Wczeœniej, w 1990 r. ówczesny przywódca ZSRR Michai³ Gorbaczow przyzna³, ¿e zbrodni na
Polakach dokona³o NKWD. Najwa¿niejsze dokumenty przekaza³ Polsce Borys Jelcyn w 1992 roku. I sprawa
wci¹¿ jest badana: w ostatnim sprawozdaniu IPN dla Sejmu z dzia³alnoœci w 2006 roku czytamy, ¿e pion œledczy
IPN uzyska³ na Ukrainie wa¿ne dokumenty nt. Zbrodni Katyñskiej, których przekazania odmówi³a Polsce
Federacja Rosyjska, w tym kopie uchwa³y w³adz ZSRR z 5. marca 1940 r. o wymordowaniu niemal 22 tys.
Polaków...
AGNIESZKA BRYTAN
Prawda o Katyniu, Bibljoteczka Zwi¹zku Patrjotów Polskich w ZSRR, Nak³adem ZPP, Moskwa 1944, cena
50 kop.
Wydaje mi siê zreszt¹, i¿ obrona likwidowanych w Danii czy Niemczech sk³otów – wa¿na niew¹tpliwie –
jest dzia³aniem tylko œrodowiskowym. Spo³eczeñstwo Estonii musi natomiast posiadaæ niezbywalne prawo, do
stawiania (lub obalania) na swoim terytorium tych pomników, które uzna za (nie)potrzebne. Inaczej homo
sovieticus, widoczny coraz wyraŸniej w poczynaniach m³odych wolnoœciowców znad Wis³y, wstrzyma reformy
w Europie Œrodkowej równie skutecznie, co dzia³ania post-komunistycznych bonzów polityki i gospodarki.
LELE
http://www.rasopole.org/phpBB2/viewtopic.php?t=1040
Wys³any: Wto Maj 08, 2007 1:06 pm Temat postu: EFA a Tallinn
Do³¹czy³: 06 PaŸ 2006 Posty: 12 Sk¹d: Gliwice/Katowice
Witajcie,
przykro mi to stwierdziæ, ale na stronie EFY, w dziale „news” znalaz³ siê komunikat prasowy dotycz¹cy
dzia³añ pos³anki EFA w PE, Tatiany ¯danoki, odnoœnie ostatnich zajœæ w Tallinie.Nie rozpisuj¹c siê zbytnio,
pani deputowana kilkakrotnie nazwa³a Armiê Czerwon¹ mianem wyzwolicieli Tallina, zaœ Estoñczyków, a przy
okazji £otyszy nieco dyplomatycznie oskar¿y³a o faszyzm. Generalnie pani ¯danoka postawi³a znak równoœci:
Sowieci-Wyzwoliciele, Ba³towie-Naziœci.
Wys³a³em dzisiaj do EFY dwa maile z proœb¹ o wyjaœnienia w tej sprawie, przede wszystkim w jakim
zakresie s³owa pos³anki odzwierciedlaj¹ pogl¹dy i stanowisko EFA. Co innego bowiem oddanie czci poleg³ym,
a co innego apoteoza armii, która przynajmniej w przypadku Ba³tów wyzwolicielska nie by³a. Sprawa byæ mo¿e
wydaje siê odleg³a i niezbyt nas dotycz¹ca, ale nie zapominajmy, ¿e w Katowicach równie¿ mamy pomnik
wdziêcznoœci AC. Nie chodzi zreszt¹ nawet o rozpêtywanie jakiejœ burzy, ale o to, aby postawiæ sprawê jasno
i nie daæ zgody na fa³szowanie historii. Czym ws³awi³a siê Armia Czerwona na Górnym Œl¹sku wiêkszoœæ z nas
wie, choæby z rodzinnych opowieœci.
Dzisiaj w Belgii jest dzieñ wolny, wiêc pewnie odpowiedŸ z EFY dostanê jutro. Jak tylko bêdê coœ wiedzia³
od razu dam znaæ. Mam nadziejê, ¿e ta tematyka Was zainteresuje.
Pozdrawiam,
Bartek
Wys³any: Sro Maj 09, 2007 11:11 am Temat postu:
Komisja d/s 11. wrzeœnia k³amstwem
Felietonista P–I Joel Connely o wypowiedzi jednego z cz³onków Komisji
d/s 11. wrzeœnia napisa³: „Ka¿dy z nas powinien zrozumieæ dlaczego robimy
to, co robimy.” (art. pt. „11. wrzeœnia pokaza³ b³êdy w protokole”/ „Sept. 11
show the flaws with protocol”, 8. maja).
W³aœnie! Problem w tym, ¿e to „dlaczego”, które nam siê mówi, okaza³o
siê zupe³n¹ fikcj¹.
Witajcie,
niestety wyjaœnienia z EFA s¹… tak okr¹g³e, ¿e a¿ md³e i bez sensu je tu przytaczaæ. Generalnie rozpisali siê
o „poparciu dla akcji pokojowych”, „praw mniejszoœci” itd. Na mój nos – bez ³adu i sk³adu, do tego jeszcze nie
na temat.
W tej chwili mamy opracowane oœwiadczenie w sprawie „pomnikowej” – jest ju¿ w wersji polskiej
i angielskiej. Chyba jeszcze dzisiaj, albo jutro bêdzie na stronie www. Ja zajmê siê wysy³k¹ – pomo¿e nam te¿
zaprzyjaŸniona redakcja „Ulicy Wszystkich Œwiêtych”.
Proœba do Was – jak ju¿ oœwiadczenie znajdzie siê na raslaska, porozsy³ajcie gdzie siê da.
Pozdrawiam,Bartek
p.s. Internet szybszy ni¿ sie wydaje, oœwiadczenie ju¿ jest:
13
14
Rybnik, 9. maja 2007
Solidarni z Estoni¹
W zwi¹zku z ostatnimi wydarzeniami w Tallinie, Ruch Autonomii Œl¹ska wyra¿a swoje poparcie dla dzia³añ
w³adz Republiki Estonii, zmierzaj¹cych do zerwania ze spuœcizn¹ sowieckiej okupacji tego kraju.
Kieruj¹c siê g³êbokim szacunkiem dla setek tysiêcy zwyk³ych ¿o³nierzy, którzy polegli na frontach drugiej
wojny œwiatowej, nie mo¿emy jednoczeœnie staæ obojêtni wobec prób fa³szowania historii, polegaj¹cych na
prezentowaniu Armii Czerwonej jako wyzwoliciela narodów Europy Œrodkowej. Tragiczny los narodów
ba³tyckich, ujarzmionych przez brutalny system sowiecki, niszcz¹cy niepodleg³oœæ i wolnoœæ Litwinów, £otyszy
i Estoñczyków nie mo¿e zostaæ zapomniany. Nie wolno oczekiwaæ, aby narody bezwzglêdnie t³amszone przez
zbrodniczy re¿im komunistyczny tolerowa³y pomniki formacji bêd¹cych instrumentem zniewolenia. Nie mo¿na
zapominaæ, ¿e znaczne po³acie Europy Œrodkowej zosta³y zaatakowane przez Zwi¹zek Sowiecki ju¿ w roku 1939
– od tego roku brutalna okupacja sowiecka stawa³a siê udzia³em Polski, Krajów Ba³tyckich, Rumunii. W ka¿dym
z tych przypadków okreœlanie Armii Czerwonej mianem „wyzwolicieli” jest nie tylko nadu¿yciem, ale
skandaliczn¹ prób¹ podtrzymania radzieckiej wyk³adni dziejów.
Jednoczeœnie wyra¿amy swój stanowczy sprzeciw wobec pojawiaj¹cych siê coraz czêœciej prób
przeciwstawiania rzekomo wyzwolicielskiej Armii Czerwonej, maj¹cym reprezentowaæ nazistowsk¹ opcjê
£otyszom i Estoñczykom. Ta kolejna sowiecka kalka, stosowana w celu usankcjonowania radzieckiej dominacji
w tej czêœci Europy, budzi nasz sprzeciw i oburzenie.
Apelujemy do wszystkich o okazywanie nale¿nej czci i szacunku wszystkim ¿o³nierzom, którzy oddali swe
¿ycie na frontach drugiej wojny œwiatowej. Nale¿y siê one bowiem ka¿demu poleg³emu, niezale¿nie od jego
narodowoœci, pochodzenia czy wyznawanych pogl¹dów. Apelujemy jednoczeœnie o powstrzymanie siê od
jakichkolwiek prób fa³szowania historii czy te¿ nadawania oficjalnego charakteru jej wyk³adni opracowanej
w latach zbrodniczego re¿imu sowieckiego. Mamy nadziejê, ¿e w duchu wzajemnego zrozumienia i poszanowania
uda siê unikn¹æ wszelkich konfliktów, a sytuacje kryzysowe rozwi¹zaæ w drodze dyskusji. Solidaryzuj¹c siê ze
spo³eczeñstwami pañstw ba³tyckich, z uznaniem odnosz¹c siê do ich s³usznych, wieloletnich zmagañ
o niepodleg³oœæ, pragniemy jednoczeœnie zwróciæ siê do mieszkañców Górnego Œl¹ska. Zróbmy wszystko, aby
zachowaæ pokój i godnoœæ zmar³ych, nie daj¹c jednak przyzwolenia na jakiekolwiek formy czczenia symboli
re¿imów totalitarnych, które odcisnê³y bolesne piêtno tak¿e i na naszej, górnoœl¹skiej ziemi.
JERZY GORZELIK
BART£OMIEJ ŒWIDEREK
Rybnik, 9th May, 2007
Solidarity with Estonia
Bearing in mind recent circumstances in Tallinn, we express our full support of the actions of the government
of the Republic of Estonia aiming at the final liberation of the republic from the Soviet past.
Respecting hundreds of thousands ordinary soldiers who gave their lives in all fronts of the second world
war, we must not, however, ignore any attempts to discredit history, urging to consider the Red Army as liberators
pod jednoznacznie brzmi¹cym tytu³em: „Prawda o Katyniu”. Wydawca,
czyli Zwi¹zek Patriotów Polskich w ZSRR (Moskwa 1944), ju¿ we wstêpie
wprowadza nas w zawartoœæ - szereg artyku³ów, og³oszonych w polskiej
i zagranicznej prasie na temat rzekomo hitlerowskiego mordu masowego
w Katyniu pod Smoleñskiem, dokonanego jakoby jesieni¹ 1941 roku na
11 tysi¹cach bezbronnych oficerów i ¿o³nierzach polskich.
I tak autorzy tekstów kolejno przekonuj¹ nas do oficjalnej wówczas
wersji wydarzen, a s¹ wsród nich i Wanda Wasilewska i Jerzy Borejsza czy
pu³kownik Leon Bukojemski–Na³êcz oraz chor¹¿y Marian Klimczak
i chor¹¿y Gustaw Butlow. Korespondenci pism zagranicznych to Jerome
Davis z „Toronto Star Kanada”, pan Edmund Stevens z „Christian Science
Monitor” z Bostonu czy Aleksander Werth z „Sanday Times” i „Daily
Sketch”. Wszyscy bez wyj¹tku, bo jak¿e mog³oby byæ inaczej, wyra¿aj¹
jêzykiem doœæ emocjonalnym swoje opisy i wiadomoœci z zakresu wiedzy
na temat „wydarzeñ katyñskich”. I tak u Wandy Wasilewskiej czytamy o plugawych ³apach niemieckich,
rozkrzyczeniu na ca³y œwiat nikczemnych k³amstw, sfabrykowaniu œwiadków, komisji, o straszliwej „komedyji”
jak¹ owi „zbrodniarze” rozegrali. Pada te¿ konkluzja: „Kiedy idziecie na zachód, kiedy bij¹c w pierœ wroga,
przez zaciœniête zêby mówicie sobie: za Warszawê, za Westerplatte, za Kutno – nie zapomnijcie dodaæ i tego: za
Katyñ!”
U Jerzego Borejszy mo¿emy zapoznaæ siê z relacjami szofera £opaty, a tak¿e czytamy: „Oto zeznania
starego ch³opa rosyjskiego KISIELEWA, który ponoæ nie chc¹c umrzeæ z tajemnic¹ w sercu, zg³osi³ siê
w czerwcu 1943 roku do GESTAPO i wskaza³ miejsce, w którym rzekomo Rosjanie pochowali jakoby przez
nich pomordowanych jeñców Polaków. Có¿ to za objawienie mia³ ten zwyk³y ch³op ze Smoleñszczyzny, ¿e
sumienie jego ruszy³o siê w³aœnie wtedy, gdy Goebbelsowi potrzebna by³a na wielk¹ skalê zakrojona prowokacja,
aby przeszkodziæ zwarciu bloku sojuszników, nios¹cego klêskê Trzeciej Rzeszy. Gdyby tak mo¿na by³o tego
Kisielewa zobaczyæ! Oto sprzeczne audycje radja berliñskiego i rzymskiego: tu mowa jest o tem, ¿e Rosjanie
rozstrzeliwali jeñców z automatów, potem, ¿e z rewolwerów, to znowu, ¿e ich pozak³uwano bagnetami,
a wreszcie, ¿e zakopano ich ¿ywcem. Nie s¹dzili podpalacze Reichtagu, ¿e miejsce zbrodni zostanie wyzwolone
spod ich kontroli. Wreszcie bardzo charakterystyczna audycja rozg³oœni berliñskiej z dnia 23. kwietnia, w której
g³osili, ¿e na trupach znaæ œlady tego, i¿ zosta³y one przek³ute czworograniastym bagnetem rosyjskim...”.
Od wyrazistego stylu wypowiedzi nie odbiegaj¹ tak¿e s³owa pu³kownika Bukojemskiego-Na³êcza: „Katyñ...
To jakiœ koszmar. I to mieliby zrobiæ ci, którzy nam podawali d³oñ w pocz¹tkach 1939 roku? Ci, którzy dali nam
broñ w 1941 roku? Ci, którzy uzbroili nas od stóp do g³ów w 1943 roku? Ci, którzy po wojnie polsko–
niemieckiej w roku 1939 szeptem mówili nam <Zbrodniczy program Main Kampf to nie fikcja – b¹dŸcie
gotowi?>”. I dalej:
„Komisje, które badaj¹ trupy mych kolegów, moich dowódców, moich bliskich, odkry³y, ¿e ³amano im
koœci, przywi¹zywano do drzew i dopiero do bezbronnych strzelano w ³eb.
Zeznania œwiadków daj¹ pojêcie o tem czyje ³apy to wykona³y. Tylko ³apy zbrodniarzy, tylko umys³
kszta³cony na hitlerowskich prowokacjach – móg³ siê posun¹æ do tego czynu. Odwieczne metody têpego
mózgu...”.
Korespondent „Toronto Star Kanada” Jerome Davis równie¿ zastanawia siê, kto jest winien œmierci
siedmiu czy dziesiêciu tysiêcy polskich ¿o³nierzy i oficerów. Przedstawia dowody komisji rosyjskiej oraz
zeznania œwiadków i w³asne relacje oraz opisy ¿eby konkludowaæ, i¿ wbrew twierdzeniom Niemców, Rosjanie
nie dokonali tej zbrodni.
19
18
List mo¿na podpisaæ na stronie www.pro-estonia.eu
Wszystkie podpisy zosta³y przekazane Przewodnicz¹cemu Komisji Europejskiej, Panu José M. D. Barroso,
osoby, które pragn¹ wyraziæ swoje poparcie dla suwerennoœci Estonii zachêcamy do wys³ania listu do
Przewodnicz¹cego, na adres: [email protected]
Polecamy strony:
http://www.eesti.pl/index.php?dzial=raport&strona=inicjatywy_poparcia&foto=10
http://www.proestonia.eesti.pl/
=======================
Prawdy, zwi¹zane z Rosj¹ czy ZSRR, w ogóle nale¿¹ do wybitnie
relatywnych. I to nie tylko na kontynencie europejskim... Tak Sowieci,
jak wczeœniejsi i dzisiejsi Rosjanie, dysponuj¹ bowiem (tak czy siak)
argumentacj¹ ciê¿kiego kalibru. Niekiedy dos³ownie.
LELE
Prawda za 50 kopiejek
Kiedy dziœ wpisujê has³o do Internetu: Katyñ - jako pierwsze
pojawia siê w Wikipedii. I nie ma ju¿ problemu, by przeczytaæ, ¿e jest
to miejscowoœæ w Rosji 18 km na Zachód od Smoleñska nad Dnieprem.
Wikipedia od razu wi¹¿e has³o ze zbrodni¹ katyñsk¹, jaka w latach 40–
tych mia³a miejsce w tamtejszych lasach. Zabito internowanych po 17.
IX.1939 polskich oficerów, a dokona³y owych „czystek” si³y, podporz¹dkowane Stalinowi.
Dziwi¹ zatem wyniki badañ jakie 18. i 19. kwietnia 2007 roku zosta³y przeprowadzone przez TNS OBOP (na
zlecenie miêdzy innymi „Rzeczypospolitej”), w których pytano Polaków, czy s³yszeli o zbrodni katyñskiej.
Sam¹ nazwê, okazuje siê, zna oko³o 90% ankietowanych zaœ prawdy o mordzie tylko 55% spoœród pytanych
dowiedzia³o siê dopiero w wolnej Polsce, za to 40% zna j¹ jeszcze z czasów PRL-owskiej propagandy. Mo¿e st¹d
wynika fakt, i¿ co dziesi¹ty Polak wci¹¿ uwa¿a, ¿e zbrodni owej dokonali Niemcy.
Ja równie¿ mog³abym tak uwa¿aæ, gdybym by³a przekonana, i¿ s³owo drukowane zawsze jest noœnikiem
ostatecznych faktów, prawdziwoœci opisów i zdarzeñ, a to dlatego, i¿ w moje rêce trafi³ „dokument historyczny”
of the Central Europe. Tragic fate of the Baltic Nations, enthralled by the brutal Soviet regime, destroying the
independence and freedom of Lithuanians, Latvians and Estonians should not be forgotten. No one should expect
those brutally subjugated nations to tolerate monuments of forces that enslaved them for decades. We must not
forget also that large parts of the Central Europe were attacked by the Soviet Union yet in 1939 – since then brutal
Soviet occupation was a daily reality of Poland, Baltic States and Romania. In all these cases calling the Red
Army liberators is not only abuse but a scandalous attempt to uphold a Soviet oriented interpretation of history.
We also express our strong rejection to any attempts, presented recently, to oppose the allegedly “liberating”
Red Army to Estonians and Latvians being en masse accused of Nazi sympathies. This is another Soviet oriented
way of distorting history, aiming at excusing Soviet domination in this parts of Europe, which raises our
rejection and strong indignation.
We appeal to all to pay deference to all who passed away during WWII. Anyone, irrespective of origin,
nationality, religion or ideology deserves respect and deference. We, however, demand to refrain from any
attempts to distort history or interpret it according to old Soviet system. We hope that mutual understanding and
regard will help to avoid any conflicts in the future and will be helpful in solving crisis situation through
dialogue. Expressing our solidarity with Baltic nations, which so dramatically fought for their freedom and
independence, we also want to appeal to Upper Silesians. Let us do everything to safeguard peace and dignity of
all the heroes past, disallowing any sort of celebrating symbols of the totalitarian regimes that so brutally marked
their presence also in Upper Silesia.
JERZY GORZELIK
President
BART£OMIEJ ŒWIDEREK
Council Member RAS
Bart³omiej Œwiderek schreef (to N. Maes, EFA):
> > Hello,
> > Thanks for the clarifications.
> > Anywa, I have never pointed any collective responsibility or guilt. I
> > have mentioned some irresponsible expressions which appeared in Ms
> > Zhdanoka’s release. First of all - how can she speak of a liberation
> > of Tallinn by the Red Army? Red Army occupied both Estonia and Latvia
> > - 1944 was not liberation but again OCCUPATION!
> > I am not saying that the Russian minority should be deprived of their
> > rights. Nothing like this - rights of every minority must be
> > repsected. I am not saying that Russians are guilty of Soviet
> > occupation. Soviet does not imply Russian - please note that Ms
> > Zhdanoka too, always refers to Soviet Army, not Russian. Soviet Army
> > has been one of the most ruthless, barbarian forces in the world
> > history. As I had written before - every single soldier deserves a
> > respect and peace, but one must not expect that any society respects
a
> > monumet for the force which brutally terated it for years.
> > What is more, in a first Zhdanoka’s release there was a clear
> > reference to Soviets as liberators, and Estonians and Latvians as
15
16
> > those who supported Nazis. That is exaggeration and, frankly saying,
> > merely a scandal. On the other hand - Zhdanoka critisizes Estonian
> > authorities. Had they been brutal - that is proper, but once again > > bad Estonians, good Russians. Hooligans are everywhere, in every
> > nation. Please do not forget that all those brutal incidents in
> > Tallinn were initiated but Russian minority! Had they started riots
> > theya must have expected a reaction by the police! I am only
surprised
> > that Zhdanoka condemning Estonian authorities is saying nothing about
> > recent incidents in Moscow, where Estonian and even Swedish diplomats
> > were attacked by a crowd.
> > Gunther, please understand me properly. I am not trying to accuse
> > anyone, but calling Red Army liberators of Tallinn is like calling
> > Wehrmacht a force liberating Vienna. Sad but true. Zhdanoka,
> > unfortunately, represents a typical post-imperial way of thinking.
Sad
> > we are in the same club ....
> > Regards,
> > Bart
>>
Original Message ——
From: „Nelly Maes”
To: „Bart³omiej Œwiderek”
Sent: Thursday, May 10, 2007 11:11 AM
Subject: Re: Estonia
> Dear Bartlomiej
> I totally agree with your remarks.We have to speak with MEP Zhdanoka.
> Nelly Maes
—— Original Message ——
From: „Bart³omiej Œwiderek” To: „Nelly Maes”
< Sent: Thursday, May 10, 2007 11:27 AM
Subject: Re: Estonia
> Dear Nelly,
>
> Thank you so much for your e-mail. Good to hear from you again.
> I am glad that you will speak with Ms Zhdanoka. It is sad, but some of
> Zhdanoka expressions are quite awkward in reference to our part of
Europe.
> Not denying rights of Russian population in the Baltic states, we must
not
> stay without any reaction when Soviet Army as such is excused and, in
fact,
> praised on public fora.
>
> I do believe this can be solved. Anyway, I attach, for your information,
a
> statement by my party, on recent events in Estonia.
>
> With my best regards,
>
> Bart
List otwarty do Przewodnicz¹cego Komisji Europejskiej
José M. D. Barroso
Szanowny Panie Przewodnicz¹cy,
my, ni¿ej podpisani obywatele Wspólnoty Europejskiej z niepokojem
przygl¹damy siê ciê¿kiej sytuacji Republiki Estonii, cz³onka WE od 2004 roku. Suwerenna decyzja w³adz
stolicy kraju - Tallina, o przeniesieniu pomnika ¿o³nierzy Zwi¹zku Sowieckiego i szcz¹tków dwunastu ¿o³nierzy
Armii Czerwonej z centrum miasta na cmentarz wojskowy, spowodowa³a nie tylko zamieszki w mieœcie,
wywo³ane przez niektórych cz³onków mniejszoœci rosyjskiej, lecz tak¿e rozruchy w Moskwie. Obecnie ambasada
Republiki Estonii w Rosji jest otoczona przez agresywnych demonstrantów powszechnie kojarzonych z parti¹
rz¹dz¹c¹. W ostatnich dniach rzucali oni w Ambasadê kamieniami, zerwali z niej flagê, zaatakowali samochód
wioz¹cy Pani¹ Ambasador Marinê Kaljurand, a w³adze Rosji rozpoczê³y bezprawn¹ wojnê ekonomiczn¹
z Estoni¹.
Decyzja o przeniesieniu pomnika jest nie tylko suwerenn¹ decyzj¹ w³adz stolicy niepodleg³ego pañstwa,
lecz tak¿e ho³dem dla tysiêcy ofiar sowieckiego imperializmu w Estonii - zamordowanych, wiêzionych
i zes³anych na Syberiê. Naród estoñski, który po ucieczce niemieckich nazistów we wrzeœniu 1944 roku utworzy³
niepodleg³oœciowy rz¹d, zwróci³ siê do mocarstw zachodnich z proœb¹ o pomoc i ochronê jego neutralnoœci
w konflikcie Zwi¹zku Sowieckiego i III Rzeszy. Wezwanie pozosta³o bez odpowiedzi przez co Estonia zosta³a
przy³¹czona do ZSRS na 47 lat. A¿ do 1953 roku heroiczn¹ walkê z okrutnym okupantem toczyli „leœni ludzie”
- estoñski ruch oporu.
Przemiany demokratyczne zapocz¹tkowane „Listem 40” i strajkami studentów w 1980 roku, doprowadzi³y
do „œpiewaj¹cej rewolucji” w roku 1988 i ostatecznie deklaracji niepodleg³oœci w roku 1991. W referendum
deklaracjê popar³o 78% obywateli. Kolejne lata przynios³y nadba³tyckiej republice szybki wzrost gospodarczy
za spraw¹ wolnorynkowych reform i likwidacji deficytu bud¿etowego. Dziêki temu Estonia jest dziœ najszybciej
rozwijaj¹cym siê krajem w Europie. Przyk³ad tego kraju jest szczególnie cenny dla tych z nas, którzy ¿yj¹
w krajach postkomunistycznych, podobnie jak Estonia doœwiadczonych bied¹ i stagnacj¹ ekonomiczn¹ lat
gospodarki centralnie sterowanej.
Republika Estonii, zwana niekiedy „ma³ym krajem, któremu siê uda³o”, jest dziœ zagro¿ona
imperialistycznymi ambicjami s¹siada, powracaj¹cego do niechlubnej tradycji Zwi¹zku Sowieckiego. W³adze
Federacji Rosyjskiej toleruj¹ nacjonalistyczne prowokacje wymierzone w obywateli Estonii, kwestionuj¹
suwerennoœæ Republiki Estonii i d¹¿¹ do jej izolacji na arenie miêdzynarodowej.
Jako obywatele Wspólnoty Europejskiej wzywamy Pana do podjêcia dzia³añ, które powstrzymaj¹ Rosjê
przed dalszymi atakami na cz³onka naszej Wspólnoty.
17

Podobne dokumenty