the PDF file - Parafia pw. św. Józefa Kalasancjusza w

Komentarze

Transkrypt

the PDF file - Parafia pw. św. Józefa Kalasancjusza w
Kalasancjusz _6-7:Layout 1
2012-10-03
14:41
Strona 1
KALASANCJUSZ
RZESZOWSKI
Wrzesień – Październik 2012
nr 6–7/2012
PISMO PARAFII ŚW. JÓZEFA KALASANCJUSZA W RZESZOWIE
W Liście Apostolskim „Rosarium Virginis Mariae” Ojca Świętego bł. Jana Pawła II czytamy między innymi:
Rodzina, która modli się zjednoczona, zjednoczona pozostaje. Różaniec święty zgodnie z dawną tradycją
jest modlitwą, która szczególnie sprzyja gromadzeniu się rodziny. Kierując wzrok na Jezusa, poszczególni
jej członkowie odzyskują na nowo również zdolność patrzenia sobie w oczy, by porozumiewać się, okazywać
solidarność, wzajemnie sobie przebaczać, by żyć z przymierzem miłości odnowionym przez Ducha Bożego.
Kalasancjusz _6-7:Layout 1
2
2012-10-03
KALASANCJUSZ
14:41
Strona 2
RZESZOWSKI
Najpierw do Boga się modląc odmawiano150 psalwieniach prosiła: Chcę, abyście codziennie odmawiali
mów, potem Modlitwę Pańską, a do Maryi – Pozdroróżaniec – w Lourdes, Fatimie, Montichiari-Fontanelle
wienie Anielskie też 150 razy. Paweł z Teb liczył na kamyczi w Polsce – w Gietrzwałdzie. Podczas trzeciego objawienia
kach, potem 150 modlitw liczono na sznurze z węzełkaw Fatimie, 13 lipca 1917 roku, Matka Boża nauczyła dzieci
mi, drewienkami, koralikami. Kiedy
modlitwy i prosiła, aby ją odśw. Dominik otrzymał różaniec z rąk
mawiały po każdej tajemnicy:
Matki Boskiej, która powiedziała:
O mój Jezu przebacz nam
Chciałabym, żebyś wiedział, że ponasze grzechy, zachowaj nas
między różnorakim orężem zawsze
od ognia piekielnego, zapronajwiększy był Psałterz Anielski, który
wadź wszystkie dusze do
jest kamieniem węgielnym Nowego
nieba i dopomóż szczególnie
Testamentu. Dlatego, jeśli chcesz zdotym, którzy najbardziej pobyć zatwardziałe dusze grzeszników
trzebują Twojego miłosieri zwrócić je Bogu, odmawiaj mój
dzia. Powiedziała również:
Psałterz, który odtąd nazywany bęTym wszystkim, którzy w ciądzie różańcem. Naucz ludzi odmagu pięciu miesięcy, w pierwwiać różaniec tak, aby wyobrażali
sze soboty, wyspowiadają się,
sobie zdarzenia z życia mojego Syna.
przyjmą Komunię Świętą, odPrzypominaj o słowach, które wypomówią Różaniec i będą Mi towiedział Archanioł Gabriel podczas
warzyszyć przez kwadrans,
Zwiastowania, gdy nazwał mnie
rozważając 15 tajemnic róMatką Zbawiciela – miał z jego pożańcowych, w intencji zadomocą nawrócić katarów. Już odmaśćuczynienia Mnie, w godziwiano Modlitwę Pańską i Pozdrowienie
nę śmierci obiecuję przyjść
Anielskie dołączając słowa Elżbiety
z pomocą, ze wszystkimi
i rozważając fragmenty z Pisma Święłaskami potrzebnymi do zbatego. Od bł. Alana de la Roche do Sowienia.
boru Trydenckiego ustalił się kształt
Po II Soborze Watykańmodlitwy, którą zatwierdził Pius V
skim w wielu krajach zlikwiCudowny obraz Matki Bożej Gietrzwaldzkiej
w wydanej 17 września 1569 r. konstydowano nabożeństwa różańtucji apostolskiej. Do Pozdrowienia
cowe. Prymas Polski, ks. karAnielskiego przyłączono imię Jezus i dodano prośbę o wstadynał Stefan Wyszyński uznał to za przejaw spłyconego
wiennictwo Maryi: Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za
rozumienia „odnowy soborowej” i obronił tę modlitwę
nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen;
w Kościele w Polsce. Z inicjatywy Prymasa Polski kard. Józefa
dzięki kartuzowi Dominikowi z Prus, prawdopodobnie PoGlempa i Komisji Maryjnej Episkopatu Polski, od 1985 roku
lakowi, dodano stałe Tajemnice Różańcowe. Odmawiano
Polacy z Różańcem w ręku przygotowywali się do rozpoczęróżaniec nie tylko w Bractwach Różańcowych, stworzono
cia trzeciego tysiąclecia wiary.
Różaniec Nieustający odmawiany przez każdego z 8760 wierWspółcześnie różaniec to także obrączka z 10 guzkami,
nych przez jedną, wylosowaną godzinę w roku, potem
albo wymyślony i opatentowany kilka lat temu przez Polaka
w miesiącu. Zapisywano się do Różańca Rodzinnego, od AD
w 12 krajach świata różaniec na karcie plastikowej, czyli
1825 – do Żywego Różańca, a od AD 1997 – do Podwórkokarta różańcowa.
wych Kółek Różańcowych. Matka Boża we wszystkich objaStanisław Alot
Ci, którzy będą gorliwie odmawiali Różaniec, otrzymają wszystko, o co poproszą, usłyszał od samej Maryi dominikanin,
bł. Alan de la Roche, twórca Bractw. Tworzone najpierw przez dominikanów za zgodą nuncjusza, związane z odmawianiem różańca, z dziełami miłosierdzia, z modlitwami za zmarłych i dusze czyśćcowe, z częściowymi i zupełnymi odpustami, z nabożeństwami, z własnymi ołtarzami, kaplicami i obrazami Matki Boskiej Różańcowej, z feretronami, z własnymi
modlitewnikami, ze Świętem Matki Bożej Różańcowej w pierwszą niedzielę października, potem 7 października, szybko
ogarniały miasta. W Kolonii, Jakub Sprenger, w święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny AD 1475, założył przy klasztornym kościele, w obecności cesarza i nuncjusza, bractwo różańcowe, które niebawem zyskało aprobatę Kościoła i po
siedmiu latach miało już sto tysięcy członków wpisanych do Księgi Bractwa. W ciągu 25 lat stały się one obecne niemal
w każdym zakątku Europy. W Polsce powstało najpierw we Wrocławiu – AD 1481, potem w Krakowie – AD 1484.
Stanisław Alot
Kalasancjusz _6-7:Layout 1
2012-10-03
14:41
Strona 3
KALASANCJUSZ
RZESZOWSKI
3
Szybkimi krokami nadszedł październik – miesiąc,
w którym Kościół w sposób szczególny zachęca
wszystkich do modlitwy różańcowej, zaprasza do wejścia w głąb...
Różaniec to zarówno forma modlitwy, jak i służące
do niej „narzędzie” – sznur podzielonych paciorków
– na którym odlicza się wypowiadane formuły modlitewne. Jako narzędzie przeszedł na przestrzeni wieków wiele przeobrażeń, tylko sens modlitwy pozostał
niezmienny.
Różaniec to specyficzna modlitwa, stąd wielu nie
rozumiejąc jej, ucieka od niej, krytykuje lub ignoruje.
Spotkałam się nawet z zarzutami, że odmawianie
różańca to przestarzała forma modlitwy, relikt przeszłości, kiedy to zadowalano się wypowiadaniem
formułek bez angażowania wnętrza, że dziś „na topie”
jest czysta spontaniczność, modlitwa ułożona z własnych słów. Trudno, widać jestem osobą przestarzałą,
bo choć nie neguję modlitwy odmawianej własnymi
słowami, to kocham te małe różańcowe ziarenka,
w których każde „Zdrowaś Maryjo” kryje niewyczerpaną treść.
Różaniec zawsze noszę przy sobie. Jest ze mną, gdy
podróżuję, odpoczywam, idę do pracy, na pocztę
czy cmentarz. Modlitwa na nim pomaga mi zrozu-
mieć, że życie ma smak nie tylko wtedy, gdy pojawiają
się wyjątkowe wydarzenia, zaskakujące nowości i ciekawostki, ale przede wszystkim wtedy, gdy zawiera
w sobie sprawy drobne, zwykłe, pozornie szare lecz
nie podlegające rutynie, podpowiadane sercem.
Dzięki słowom „Zdrowaś Maryjo” pomagam Matce
Bożej wejść w mój świat, w moje problemy, codzienne obowiązki, w radości i zmartwienia. Zapewniam Jej wstawiennictwo w moim życiu, nawet
w sytuacjach bez wyjścia. I choć nierzadko mam
wrażenie, że dni biegną bez szczególnie wielkich,
ważnych czy znaczących wydarzeń, uspokaja mnie
myśl, że Najświętsza Panienka pozbiera te fragmenty
codzienności i ułoży w całość, nadając znaczenie tej
zbieraninie pracy i bezczynności, słów i milczenia,
działań i gestów...
Warto zauważyć, że słowa „Zdrowaś Maryjo” są
jasne i proste, pokorne i łatwe do zrozumienia. Ale
słowa te nie są treścią różańca. Są bardziej prologiem
i zaproszeniem, by pójść dalej. Bardziej podpowiadają, niż „mówią”, są wskazówką, zaproszeniem do
poszukiwania. I tylko gorliwe przekuwanie się przez
wierzchnią warstwę słowną odkrywa głębię, a jedynym sposobem dotarcia do tej głębi jest modlitwa.
M.G.
Przed tegoroczną Pierwszą Komunią Świętą, pomyśleliśmy w gronie redakcyjnym o Komunii bez prezentów, a w wersji złagodzonej – bez drogich prezentów.
W Kalasancjuszu Rzeszowskim pojawiły się nawet
dwa krótkie teksty uzasadniające sensowność odejścia
od świeckiej tradycji rozbudowy formy kosztem właściwej treści – czyli przyjęcia Prawdziwego Ciała Jezusa
Chrystusa. Nie chodzi nam o to, by komukolwiek zabraniać wręczenia jakiegoś choćby skromnego upominku, który będzie przypominać ten ważny dla
naszych dzieci dzień. Chodzi raczej o to, by całkowicie szalone i drogie prezenty nie kojarzyły się dzieciom z Komunią.
Ojciec Grzegorz Osika słusznie kiedyś powiedział,
że Komunia to nie ślub, na którym tradycyjnie obdarowujemy młodożeńców licznymi prezentami, często
bardzo praktycznymi, na przykład na nowe mieszkanie etc. Prezenty na ślub – tak, na Komunię – stanowczo nie! Komunia Święta powinna wreszcie być
głębokim przeżyciem duchowym, a nie przykrym wydarzeniem, wiążącym się z koniecznością wydania
ogromnej nieraz sumy pieniędzy na coraz droższe
prezenty. Ojcowie i matki chrzestne z przerażeniem
stwierdzają, że bez kredytu bankowego nie będą
w stanie podołać finansowej presji rodziny, sąsiadów
i znajomych. Komunia Święta nie może być traktowana komercyjnie, bo jej wymiar duchowy zostaje
spłycony i zaczyna się liczyć tylko wymiar zewnętrzny:
ma być kolorowo, odlotowo i w ogóle tak jak w telewizji i w kinie 3 D...
Pomyślmy o tym już teraz, kiedy zaczynamy przygotowania naszych dzieci do Pierwszej Komunii Świętej, którą przyjmą w maju 2013 r. Czas szybko ucieka,
dlatego proponujemy, żeby nasza pijarska parafia
w przyszłym roku była parafią bez drogich komunijnych prezentów pod hasłem: Upominki tak – prezenty nie! Rowery i inne gadżety możemy dzieciom
sprezentować na urodziny, zakończenie roku szkolnego lub na każdą inną okazję. Komunia powinna
dzieciom kojarzyć się ze spotkaniem z żywym Jezusem Chrystusem, a nie z imprezami, pieniędzmi i prezentami. Już dzisiaj powinniśmy zacząć długi proces
przywracania dzieciom Komunii Świętej bez komercji i bez konkursów na najdroższy prezent.
Igor Witowicz
Kalasancjusz _6-7:Layout 1
4
2012-10-03
KALASANCJUSZ
14:41
Strona 4
RZESZOWSKI
My, wierni z parafii pod wezwaniem św. Józefa Kalasancjusza w Rzeszowie, składamy Ojcu Stefanowi wyrazy
szacunku i podziękowania w dzień Jubileuszu za godne
życie przez lat osiemdziesiąt, za ponad pół wieku
kapłaństwa i za bez mała piętnaście lat z nami
przeżytych. Dziękujemy za świadectwo z lat odrodzonej
II Rzeczypospolitej, straszliwej II wojny światowej, okupacji niemieckiej i sowieckiej. Dziękujemy za wybór
i wytrwanie w powołaniu zakonnym i kapłańskim
w latach, gdy takie decyzje wymagały cnót heroicznych
– wytrwania mimo zagrożenia dla zdrowia i życia ze
strony funkcjonariuszy komunistycznego państwa. Dziękujemy za godne świadectwo z lat II Soboru Watykańskiego, z lat nadziei pontyfikatu błogosławionego Jana
Pawła II, z lat odnawiania katolicyzmu na Białorusi.
Ale Ty – Dostojny Jubilacie – robiłeś jeszcze więcej.
Nie pozwalano kapłanom pracować w szkole – o czym
zawsze marzyłeś – więc uczyłeś dzieci i młodzież na dobrowolnych lekcjach poza szkołą, ale i na zakazanych
wówczas wycieczkach, obozach z mszami, przekonałeś
do służby ołtarza kilkuset młodych ludzi. Kierowałeś
pracą parafii. Studiowałeś w kraju i za granicą, pracowałeś dla Zakonu Pijarów – stąd funkcje w radach prowincjonalnych i Radzie Generalnej, stąd współudział
w tworzeniu nowej, posoborowej Konstytucji Pijarów.
Pomagałeś współbraciom w krajach komunistycznych,
gdzie prześladowania kapłanów i zakonników były
dłuższe i może dotkliwsze niż w Ludowej Polsce. A kiedy
Imperium Zła upadło, znów Tobie, Dostojny Jubilacie,
wypadło pomagać w odnawianiu katolicyzmu i dzieł
pijarskich na Białorusi, gdzie wcale łatwo nie było. Ale
nawet z Białorusi starałeś się dojeżdżać na zajęcia z nowicjuszami pijarskimi w Łowiczu.
Trafiłeś do naszej parafii i oprócz pracy z nowicjuszami zacząłeś nie tylko pisać – to robiłeś od lat – ale
i drukować swoje książki. Mamy nadzieję, że choć
w malutkiej części my, parafianie, jakoś przyczyniliśmy
się do rozpoczęcia tego literackiego okresu w Twoim
życiu. Dziękujemy za książki od lat pięciu do stu pięciu,
za anegdoty pijarskie i wiersze z Białorusi, czekamy
na dalsze dzieła poezji i prozy.
Dziękujemy za wyjaśnianie Słowa Bożego, za Twoją
cierpliwość i takt, za humor, za zachęcanie do głośnego
i odważnego wyznawania wiary.
I choć Twoja, Dostojny Jubilacie, powściągliwość
co do własnych, niepospolitych przecież losów, naszej
Fot. PIOTR WĄSACZ
Z okazji odpustu uczciliśmy Jubileusz O. Stefana Denkiewicza. Przed uroczystą mszą odpustową laudację w imieniu parafian i Rady Parafialnej odczytał Stanisław Alot. Pod laudacją złożyli podpisy parafianie. Nie wszyscy, bo
zabrakło miejsca dla chętnych.
Jubilat był zaskoczony i wzruszony. My też. Może kiedyś uda się skłonić Ojca Stefana, by opowiedział nam
o niektórych wydarzeniach ze swojego życia, zwłaszcza o zdarzeniach za żelazną kurtyną, którą Ojciec z zadaniami zleconymi przez Zakon przekraczał, nie wiedząc, czy szybko, albo czy w ogóle wróci. Dziękujemy i za Rzym
i za Białoruś. Za młodych ludzi w służbie liturgicznej i za książki. Czekamy na wiersze. Dziękujemy za osiemdziesiąt lat godnego świadectwa!
pracy nad odpowiednim uczczeniem Twojego Jubileuszu jako żywo nie ułatwiała, lecz to, czego dowiedzieliśmy się – a bardziej, czego my, parafianie, doznaliśmy
od Ciebie, ubogaciło nas.
Dziękujemy za już i prosimy o jeszcze! Pomagaj nam
w drodze do Boga, żyj długo z nami w zdrowiu, dziel się
swoją literaturą i pomagaj nam tak, jak Ty, Dostojny
Jubilacie, umiesz – delikatnie i z humorem!
Z serca dziękujemy,
modlitwą dziękujemy,
Bogu polecamy.
Szczęść Boże, Ojcze Stefanie!
Członkowie Rady Parafialnej i wierni parafii pod wezwaniem św. Józefa Kalasancjusza
Rzeszów, dnia 25 sierpnia AD 2012
Kalasancjusz _6-7:Layout 1
2012-10-03
14:41
Strona 5
KALASANCJUSZ
RZESZOWSKI
5
Młodzi pijarzy ślubują – rocznica Odsieczy Wiedeńskiej
– Uroczystość Najświętszego Imienia Maryi, czyli 12 września AD 2012 w naszej parafii
2 stycznia AD 1683 przed pałacem sułtana w Adrianopolu
zatknięto buńczuki wojenne zapowiadające świętą wojnę
z „krzyżowcami” Cesarstwa Austrii, Rzeszy i Rzymu. 13 maja
sułtan Mehmed IV wręczył Kara Mustafie zieloną chorągiew
Mahometa. 14 lipca rozpoczęto oblężenie Wiednia bronionego przez 11 tysięcy żołnierzy – los katolików w Cesarstwie i samego Cesarstwa wydawał się przesądzony.
Cesarstwo i Rzesza zgromadzili ledwo 40 tysięcy żołnierzy,
i nie odważyli się wydać bitwy. Ostatnią nadzieją wiedeńczyków, Leopolda I, katolickiej Europy, był Jan III Sobieski,
który 1 kwietnia przystąpił do sojuszu obronnego z cesarstwem, wspomaganego zasiłkami papieskimi. Osmanów
popierała Francja, wspierali Węgrzy, a reszta Europy czekała na wynik islamskiego dżihadu.
Dwie godziny przed wschodem słońca 12 września kapucyn Marek d’Aviano, wysłannik papieża, rozpoczął odprawianie codziennej Mszy świętej dla króla i hetmanów
(Sobieski służył do mszy), niedaleko obleganego od 61 dni
i mocno nadwerężonego Wiednia. Wiedział, że ta niedziela
będzie dniem ważnym. Zakończył Mszę św. mówiąc nie Ite
missa est – lecz vinces Johannes ( zwyciężysz Janie).
Jan III Sobieski był nie tylko najlepiej wojskowo
wykształconym królem polskim, dowodził w licznych
bitwach, ale był też człowiekiem głębokiej wiary, od
młodości członkiem bractwa różańcowego, co dzień
uczestniczącym we Mszy św. Wiele czytał w kilku językach, a dzięki bardzo licznym listom do kochanej
żony, potrafimy dziś wiele powiedzieć o tragicznym
dla Polski XVII wieku.
Żołnierze polscy traktowali wyprawę
na Wiedeń jak misję religijną: msze codzienne i przyjmowanie sakramentów
świętych, spowiedź u kapelanów, modlitwy w sanktuariach maryjnych na Jasnej
Górze i w Piekarach Śląskich, procesje
w Krakowie, czytanie „Nabożeństwa
żołnierskiego” ks. Piotra Skargi i „Prawego rycerza” ks. Szymona Starowolskiego – drukiem wydanych przez króla.
Pewnie dlatego do husarii zaciągnął się
„były wojak” Wojciech Rubinkowski,
liczący 95 lat, który dopiero pod Parkanami odniósł pierwszą ranę w życiu, został w nagrodę starostą kamienieckim
i dobrze zarządzał tam przez lat kilka.
Gdy rozgorzała bitwa pod Wiedniem,
z Katedry na Wawelu wyruszyła w kierunku kościoła Mariackiego procesja
„wojska duchowego”. Śpiewając, odmawiano modlitwę różańcową. Niesiono Najświętszy Sakrament oraz cudowny obraz
Matki Bożej Różańcowej. Do gorącej
modlitwy zmobilizowali się wszyscy mieszkańcy Krakowa.
Z różańcami w dłoniach modlili się o zwycięstwo. Królowa
Marysieńka modliła się z nimi. Pod Wiedniem Polacy uderzyli ciężką jazdą z wiarą w sercach i okrzykiem na ustach
„Jezus, Maryja”. Około 16.30 król nakazał atak wprost na
namiot Kara Mustafy oddziałowi 200 husarzy. Andrzej Biesiekierski, skarbnik bydgoski, wrócił z nie lada zdobyczą.
Przywiózł królowi zielony sztandar Mahometa, który wraz
z listem „Venimus, vidimus, Deus vicit” (Przybyłem, zobaczyłem, Bóg zwyciężył) otrzymał papież Innocenty XI, autor
trudnego sojuszu antyosmańskiego.
Papież nie miał wątpliwości: znów modlitwa różańcowa w chwilach najcięższych pomogła. Ustanowił
w dniu zwycięstwa wiedeńskiego uroczystość Najświętszego Imienia Maryi, pod takim wezwaniem do dziś
stoi kościół opodal kolumny Trajana w Rzymie, a pijarzy
w tym dniu świętują składanie profesji zakonnej przez nowicjuszy.
AD 1699 wrócił do Korony Kamieniec, ustały na zawsze
najazdy tatarskie, a słabnące Imperium Ottomańskie udzielało gościny Polakom walczącym „o wolność naszą i waszą”.
Stanisław Alot
PS. Ale największym, niespełnionym zamiarem Jana III
Sobieskiego było przyłączenie Prus do Polski. Może uniknęlibyśmy rozbiorów?
Widoczny na zdjęciu pomnik króla Jana III Sobieskiego stoi w Gdańsku na jednym
z głównych placów Starego Miasta – Targu Drzewnym. Został ufundowany przez
miasto Lwów i odsłonięty 20 listopada 1898 roku. Pomnik stanął we Lwowie na
Wałach Hetmańskich, w najbardziej reprezentacyjnej części miasta. Dziś w tym miejscu znajduje się przez pomnik Tarasa Szewczenki.
Kalasancjusz _6-7:Layout 1
6
2012-10-03
KALASANCJUSZ
14:41
Strona 6
RZESZOWSKI
Dostajemy zgodę od o. Janusza Furtaka, magistra nowicjatu, i od nowicjuszy na wywiady z nimi na osiemnaście godzin przed złożeniem profesji w Zakonie Szkół Pobożnych. W nowicjacie nastrój przygotowań przed
jutrzejszą uroczystością; oczekiwanie na gości i rodziców. Mamy niespełna godzinę. Magister wprowadza nas do
pokoju, gdzie czekają na nas jeszcze nowicjusze: Tomek, Przemek i Łukasz.
Tomasz: – To śmieszne, ale kiedy w gimnazjum pojawiały
się myśli, żeby zostać księdzem, natychmiast stawał mi
przed oczami widok guzików na księżowskiej sutannie,
nawet nie to, że tak wiele do zapinania, ale jak one
wyglądają? To straszne! Nie, ja tak nie będę wyglądał!
Nigdy! /śmiech/ Ale później się zdarzyło, że trafiłem do
liceum pijarskiego, gdzie tych guzików na wierzchu sutann
nie było. I wyglądało lepiej. A przechodząc do charyzmatu pijarskiego, kształtował się dopiero w liceum, gdzie
miałem kontakt z pijarami. I to taki, że moja babcia mówiła: Ty tak ciągle z tymi pijarami, że nawet nie wiesz,
że jest inna rzeczywistość! Może trochę tak było, ale z drugiej strony doświadczyłem pracy z dziećmi i młodzieżą,
i w Calasanz i na spotkaniach biblijnych, które w drugiej
i trzeciej klasie miałem okazję sam prowadzić, czy na rekolekcjach.
Sam prowadziłeś rekolekcje?
– Nie, tylko jako animator. Zabrał mnie na rekolekcje dwa
razy mój wychowawca pijar, o. Grzegorz Misiura.
Ale wspominam jeszcze jedną historię. W pierwszej klasie
liceum z o. Grzegorzem pojechałem na rekolekcje gimnazjum pijarskiego do Krakowa. Szedłem przez chwilę
między o. Grzegorzem i o. Piotrem Jałaką. Oni strasznie się
ze mnie śmiali i żartowali, że na pewno zostanę pijarem.
A ja się śmiałem i odpowiedziałem: Oczywiście, ale ja
będę miał żonę i troje dzieci. Ale kilka dni później
zacząłem się nad tym żartem zastanawiać. Zacząłem myśleć o dorosłym życiu, częściej uczestniczyłem we mszach
św., pogłębiałem modlitwę, ciągle pytałem Pana Boga
i w modlitwie i na rekolekcjach: Panie Boże, jaka jest moja
droga?
Czy wtedy właśnie pytałeś pijarów w liceum o radę,
szukałeś ich pomocy?
– Tak, po tych rekolekcjach w Krakowie, może jakiś tydzień
później, jak piorun strzeliła we mnie myśl, że ta droga
pijarska może dotyczyć mnie i powiedziałem o tym
o. Misiurze. Poprosiłem, żeby był moim przewodnikiem,
żeby mnie poprowadził. Był pozytywnie zaskoczony,
choć to i dla niego miało być nowym doświadczeniem.
A kim chciałeś być będąc dzieckiem? Strażakiem,
lekarzem, podróżnikiem?
– Nie, długo chciałem być aktorem, raz bankierem, ale
najdłużej chciałem zostać pisarzem i nauczycielem. Może
takim jak Tolkien, który był pisarzem i wykładowcą na uniwersytecie.
Fot. PIOTR WĄSACZ
Dzień dobry. Jutro Wasz wyjątkowy dzień, a my
chcemy zakłócić Wam wolną godzinę i zapytać: Dlaczego wybraliście właśnie zakon pijarów?
Nowicjusze przed złożeniem profesji. Od lewej: Przemysław
Kołacki, Łukasz Czub, Tomasz Mońka.
Czy mógłbyś porównać siebie sprzed roku i siebie
dziś, po rocznym pobycie w nowicjacie? Czy ten rok
coś zmienił? Wybór oznacza zwykle odsunięcie innych
możliwości.
– Gdyby mnie nie zmienił, to nie miałbym tu już co robić,
to byłby rok stracony. Jakbym nie przeszedł żadnej formacji. A zmieniło się bardzo dużo. Ciężko powiedzieć, żebym
coś stracił. Myślę, że stałem się dużo pokorniejszy. Myślę, że
jest we mnie ogromna sfera, której nie znam i nie poznam
do końca życia, choć część tajemnic o sobie już odkryłem.
Nauczyłem się modlić po swojemu, to się już zaczęło
wcześniej, ale nauczyłem się sam wypełniać modlitwę.
Szczęście, że to tak naturalnie przyszło. Myślę, że w modlitwie tutaj bardzo wzrosłem.
Dziękujemy Tomaszu. Przemku, już raz wybrałeś
drogę, ukończyłeś studia na filologii angielskiej.
Czy wybór pijarów jest w pewnym sensie rezygnacją
z anglistyki? Skąd taka decyzja?
– Nie zrezygnowałem z anglistyki. Pijarzy dają duże pole do
rozwoju. Mogę być nauczycielem w szkole i to by mi odpowiadało. A może wyznaczą mi inne zadanie? A z czego
zrezygnowałem? Bardziej ze swoich planów prywatnych na
życie, założenia rodziny, zbudowania domu, posadzenia
drzewa… A jeżeli chodzi o wybór, to ja pijarów nie wybierałem. Wiedziałem, że są pijarzy, jezuici, ktoś tam jeszcze.
Byłem w grupie charyzmatycznej prowadzonej przez pijarów, ale mnie do nich nie ciągnęło. Było gdzieś pytanie
o kapłaństwo, jak miałem z siedemnaście lat, w szkole średniej. Odrzucałem tę myśl. Jakoś nie zgadzałem się na to.
To nie dla mnie. Ale pijarzy znaleźli mnie. W „Odnowie” na
rekolekcjach spotkałem diakona, który mnie swoją wiarą
przekonał, swoją osobą urzekł.
Kalasancjusz _6-7:Layout 1
2012-10-03
14:41
Strona 7
KALASANCJUSZ
Kto to był?
– To Piotrek Recki, dziś neoprezbiter /przewodniczył mszy
pięciu młodych zakonników w naszej parafii/. Ja się przez
niego czuję zwerbowany.
Czyli nie kończyłeś szkoły pijarskiej?
– Nie, chodziłem do państwowej. A czemu wybrałem pijarów? Na początku było urzeczenie jedną osobowością,
potem dowiadywałem się więcej o ich dziełach, o byciu pijarem, nauczycielem, wychowawcą. Teraz widzę wszystko
znacznie lepiej: nie szukałem pijarów, ale gdybym wtedy
wiedział to wszystko, o czym wiem teraz, to wybrałbym ich.
Czy masz rodzeństwo?
– Mam siostrę młodszą o rok i brata w wieku gimnazjalnym. To oni mnie jeszcze formują!
Czy ten rok coś zmienił w zrozumieniu siebie,
w twoim życiu wewnętrznym; coś zyskałeś?
– To było trochę dziwne, bo dzięki nowicjatowi coraz
lepiej rozumiałem swoje powołanie, ale zdarzało się, że
przyjeżdżali ojcowie, z którymi nawiązywały się takie rozmowy, że godzina była dla mnie jak półroczna formacja.
A co się we mnie zmieniło? Jestem cholerykiem, jestem wybuchowy. Na pewno zacząłem bardziej nad sobą panować.
Moje reakcje wobec rodziców też się zmieniły, bo ja niezbyt pokorny byłem. No i odkryłem siebie, z temperamentem dałem sobie radę. Umiem panować nad sobą, znam
siebie lepiej.
A muszę powiedzieć, że jak ostatnio psalm śpiewałeś,
to wreszcie ci wyszło!
/śmiech/ – To też się udało zmienić.
/Przemek wychodzi; przyjechali oczekiwani rodzice./
Łukaszu, a jaka była twoja historia powołania?
– Pijarzy to koniuszek powołania, bo moje powołanie
kształtowało się od dzieciństwa. Pomalutku, małymi kroczkami, bez większych wydarzeń i długich rozmów, formowało się dzień po dniu. Udzielałem się w parafii, najpierw
jako mały ministrant, potem lektor. Na co dzień miałem
kontakt z osobami konsekrowanymi, z księżmi, z siostrami
zakonnymi. To życie mnie pociągało. Ale od dziecka
miałem plan: widziałem siebie w służbie ludziom, chciałem
pomagać ludziom. Ale nie wiedziałem jak to wykonać.
Wyszło na to, że najlepiej będę służył ludziom będąc blisko
Pana Boga, niosąc Pana Boga ludziom. A z pijarami
złapałem kontakt dopiero wybierając ich nowe liceum. Niewiele wiedziałem o tej szkole. Zachęcili mnie dwaj starsi
koledzy, uczniowie tego liceum. A będąc już w szkole pijarów, blisko nich, obserwując ich, byłem zafascynowany
ich życiem we wspólnocie, wspieraniem się, angażowaniem się w dzieła; bardzo mnie pociągało ich życie zakonne.
A czy ktoś z pijarów zwrócił Twoją uwagę? Kto
najbardziej przyczynił się do Twojego zakonnego
powołania?
– To trudno powiedzieć, ale największy wpływ na wybór
zakonu miał chyba o. Mariusz Siódmiak, który w trzeciej
klasie był moim katechetą. Myślałem o powołaniu,
RZESZOWSKI
7
o kapłaństwie, ale chciałem iść do diecezji. No i zwierzyłem
się z tej decyzji o. Mariuszowi. Powiedział: OK, bardzo się
cieszę, że masz takie powołanie. I zapytał: Szanuję Twój
wybór, że idziesz do diecezjalnych, ale dlaczego nie
pijarzy? Powiedz, jestem ciekawy! No, nie wiedziałem, co
odpowiedzieć. Zacząłem się zastanawiać. Troszkę się obawiałem rozłąki z rodziną, bo wybór zakonu to wyjazd,
pobyt gdzieś w nowicjacie, gdzie jesteśmy trochę odizolowani od świata i naszych bliskich.
I decyzja zapadła po maturze. O. Mariusz mi w tym pomógł
– wysłał mnie do seminarium w Krakowie. Miałem rekolekcje ze wspólnotą kleryków, patrzyłem i zastanawiałem
się, miałem czas na wyciszenie się, miałem swój czas ciszy.
Zdecydowałem, że jednak zakon. I poznałem tam magistra
nowicjatu o. Janusza Furtaka.
Z waszych wypowiedzi wynika wręcz fascynacja zakonem pijarów, a na ulicy czy w mediach jakieś wygadywania, narzekanie na księży. Jak to odbieracie? Skąd
taka różnica? Który obraz jest prawdziwy?
– Ten nasz obraz jest prawdziwy, od wewnątrz. Widzimy ich
działalność, pracę w szkołach. Mamy bliższy kontakt
z księżmi, z zakonnikami, mamy ich prawdziwy obraz.
Tomasz: – To właściwie pytanie o różnicę między katolikiem a poganinem. Obaj grzeszą, ale katolik ciągle się
nawraca, poprawia, stara się zmienić na lepsze, wierzy
w miłosierdzie Boże. Podobnie można powiedzieć o kapłanach: oni też są ludźmi, też popełniają błędy. Widzimy
dobre rzeczy i czasem potknięcia; nasze i kapłanów. Ale widzimy podnoszenie się, wzrastanie, stałą drogę w górę, do
świętości. No, nie oszukujmy się, są księża, którzy w jakiś
sposób załamali się, dają złe świadectwo. Ale nie można
według małej garstki oceniać wszystkich! Tak jak o Polakach
mówią, że pijacy. Ja nie jestem pijakiem.
Są studia poszukiwane, kierunki prestiżowe, a Ty,
Łukaszu, wybrałeś niepopularny kierunek. Jak odebrali to inni?
– W moim środowisku czułem się akceptowany, nie wstydziłem się mojego wyboru. Jedni koledzy spodziewali się,
inni byli zaskoczeni moim wyborem. Ale pozytywnie
zaskoczeni. Widzieli mnie w tej nowej roli.
Śluby zakonne to wielka i wzniosła chwila. Jak się czujecie przed tą uroczystością?
Łukasz: – Przez ten rok decyzja o pójściu za Chrystusem
kształtowała się i w przededniu święceń ta decyzja dojrzała.
Czuję, że to jest decyzja dobrze przemyślana, decyzja podjęta w odpowiednich warunkach, naturalna. W tej chwili
chęć naśladowania Chrystusa, życia ewangelicznego jest
realna, nasza, osobista. Jest strach, wiele obaw, zdenerwowanie, ale z nadzieją.
Tomasz: – Ja myślę, że podobnie przeżywa aktor, który ma
zagrać rolę życia. Jest w przeddzień przedstawienia, wie,
że zrobi coś, w czym się spełni. Mimo to przeżywa stres,
tremuje się, przychodzą myśli, by zrezygnować. Ale chce
zagrać, wie, że tego pragnie najbardziej, że się w tym wreszcie odnajdzie. My też miewamy myśli, by może zrezygnować, dać spokój, że nie podołamy. Ale podejmiemy ten
ciężar, bo chcemy go podjąć.
Opracował: Stanisław Alot
Kalasancjusz _6-7:Layout 1
8
2012-10-03
KALASANCJUSZ
14:41
Strona 8
RZESZOWSKI
I trzecia: powołanie przeżywane z radością i entuzjazmem. Po rozwiązaniu zakonu św. Jan Kalasancjusz pisze list do braci: „Nie przestawajcie radośnie
troszczyć się o zakon!” Ufa, że Bóg wszystkiemu zaradzi. Czy pamiętacie ten wasz duchowy zachwyt, gdy
powierzyliście się całkowicie Bogu w życiu konsekrowanym? Nie traćcie tego pierwotnego entuzjazmu!
Radości, wierności i bycia świadkiem dla Przemka,
Łukasza, Tomasza, dla nowicjuszy, którzy wczoraj
skończyli czas nowicjatu, i dla wszystkich osób konsekrowanych!
Maryjo, Królowo szkół pobożnych módl się za nami.
Ponieważ prośba o złożenie profesji została przez
o. Prowincjała przyjęta, nowicjusze potwierdzają
swoją wolę ofiarowania swego życia Bogu według
Konstytucji Pijarów.
Po potwierdzeniu następuje część główna: nowicjusz odczytuje swoją profesję zakonną i składa ją na
ołtarzu. A kiedy klęcząc zdejmują marynarki i krawaty,
by w zakrystii założyć pijarską sutannę, młodsi zakonnicy nie kryją uśmiechu; widać pamiętają, jak siebie oblekali; zmaganie z węzłem krawata, urwany
guzik u koszuli, szukanie haftki. Młodzi pijarzy pojawiają się kolejno na stopniach i…dobrze im w tych
czarnych sutannach.
Po uroczystości, przed kościołem składamy życzenia trzem bardzo świeżym pijarom. Trzy kolejki:
Fot. PIOTR WĄSACZ
Jedenasta przed południem to nie jest pora na tłumy
w kościele, choć to uroczystość potrójna. Przyjechało
kilkadziesiąt osób z trzech stron Polski; rodziny trzech
nowicjuszy, księża z ich macierzystych parafii, grupa
znakomitych przedstawicieli Polskiej Prowincji Pijarów z o. Prowincjałem Józefem Matrasem na czele,
siostry pijarki, uczniowie szkół pijarskich, gospodarze i my, grupa parafian przybyłych z sympatii do
najmłodszych pijarów. Nowicjusze w garniturach,
stremowani okrutnie ze ślubowaniami w dłoniach
zaciśniętych, milczący, procesyjnie wprowadzani są
do kościoła. O przebiegu uroczystości informuje nas
młody człowiek, też stremowany. Wita PT Zgromadzonych o. Proboszcz, a Ojciec Prowincjał pyta
kandydatów: O co prosicie? O możliwość złożenia profesji ślubów prostych w naszej wspólnocie
– odpowiadają.
Prowincjał uprzedza, że ludzie świeccy oczekują
od nich, aby byli świadkami świętości i przewodnikami wskazującymi drogę do jej osiągnięcia w przyszłym świecie. Osoby konsekrowane świadczą całym
swym życiem. Nasz założyciel wspaniale przeżywał
swoje powołanie, naśladując Chrystusa w swoim
życiu poświęconym dzieciom ubogim, rezygnując
ze swoich planów, powierzając się bez reszty Bożej
opatrzności. Wzruszające są
świadectwa o św. Józefie
Kalasancjuszu, który już
w podeszłym wieku wieczorami sprzątał szkolne sale,
temperował gęsie pióra na
jutrzejsze lekcje. Nie wstydził się, jako przełożony zakonu, chodzić z workiem
na plecach zbierając ofiary
na szkołę. To pierwsza
z cech powołania: „Powołanie przeżywane jako świadectwo”.
Druga, to wierność powołaniu i wierność słowu, Nowicjusze po złożeniu profesji. Od lewej: Przemysław Kołacki, Łukasz Czub, Tomasz Mońka.
jakie dajemy. Tak jak św.
Piotr, który rzucił wszystko
i poszedł za Jezusem i tak jak św. Józef Kalasancjusz,
z życzeniami i upominkami, kwiatami i całusami, troktóry mając 90 lat widział dzieło swojego życia w gruchę z refleksją, że oto są blisko młodzi ludzie, którzy
zach, zakon rozwiązany. Ale on jak Hiob wypowiada
odpowiedzieli na głos Boga, czasem już z pożegnasłowa: Dał Pan i zabrał Pan. Niech imię Pańskie bęniami, bo ktoś musi wracać do domu.
dzie błogosławione.
Szczęść Boże młodzi pijarzy!
Stanisław Alot
Kalasancjusz _6-7:Layout 1
2012-10-03
14:41
Strona 9
KALASANCJUSZ
Nasz nowicjat, nasi nowicjusze – często słyszymy
takie określenie, nierzadko sami tak mówimy.
Pojęcie nasz oznacza coś lub kogoś bliskiego, znanego, z kim się identyfikujemy, coś, co w jakiejś mierze należy do nas i z czym jesteśmy związani.
Nasz rzeszowski nowicjat funkcjonuje już od
1998 roku, wrósł w życie naszej parafii i stał się jej integralną częścią. Jego istotę i charyzmat przybliży nam
ojciec Janusz Furtak, pełniący obowiązki magistra,
czyli mistrza nowicjatu.
Głównym wychowawcą – formatorem dla każdego
człowieka, także dla powołanego na drogę życia zakonnego, czy kapłańskiego jest sam BÓG. Wychowawcy zaś, kierownik duchowy, magister nowicjatu
pełnią rolę pomocniczą. Pierwszym zadaniem odpowiedzialnego za formację, będzie „nie szkodzić”,
nie przeszkadzać młodym i Panu Bogu. Drugim
– przekonanie, że bez pomocy drugich nie możemy wzrastać, nie jesteśmy w stanie poznać siebie
w prawdzie.
Dla decydujących się rozpocząć przygotowanie do
wstąpienia do Zakonu zaczyna się nowy etap w ich
życiu. To nowicjat.
Słowo „nowicjat” ma potrójne znaczenie:
1. Jest to proces weryfikacji do życia zakonnego, dokonywany przez przełożonych i samego zainteresowanego, dzięki doświadczaniu zobowiązań,
trudów a także radości życia zakonnego. Nowicjusz jeszcze nie jest zakonnikiem. Staje się nim
dopiero po ukończeniu nowicjatu, po złożeniu
pierwszych ślubów i przyjęciu habitu.
2. Jest to dom zakonny przeznaczony na formację
nowicjuszy. Z natury powinien być nieco odosob-
Od kilku tygodni mamy w Nowicjacie
nowych kandydatów do życia zakonnego.
Oto i oni. Od lewej: Mikołaj Dobak
z Poznania, Emil Grochowski z Łukowa
k. Lublina, Dawid Bartochowski
ze Stalowej Woli i Krzysztof Grząba
z Mikołowa na Śląsku.
RZESZOWSKI
9
niony, sprzyjający modlitwie i wyciszeniu. W każdym domu zakonnym jest kaplica z Najświętszym
Sakramentem, podobnie jest w Nowicjacie.
3. Jest to czas przeznaczony na formację. W przypadku naszego zakonu trwa on jeden pełny rok.
W tym czasie nowicjusze nie odwiedzają swoich
rodzin. Krewni zaś mogą ich w odpowiednim czasie odwiedzić, ale nie za często, zwykle dwa razy
w roku.
Nowicjat jest pierwszym, szczególnie ważnym etapem na drodze do życia zakonnego. Można go porównać do kładzenia fundamentu pod wznoszony
budynek. Nowicjatu się nie powtarza, może być jedynie w szczególnym przypadku wydłużony. Nowicjusze w tym czasie nie podejmują studiów uniwersyteckich. Wysiłek ich jest ukierunkowany na poznanie siebie samego od strony ludzkiej, po to, aby wejść
w głębszą więź z Bogiem poprzez modlitwę.
Aby nauczyć się modlić, nieodzownym warunkiem
jest wyciszenie. Ciszę, milczenie należy rozumieć jako
zdolność słuchania. Modlitwa ma stawać się przede
wszystkim słuchaniem Boga, który mówi do każdego,
a nie być tylko pobożną praktyką odprawianą kilka
razy dziennie.
W nowicjacie w znacznym stopniu ograniczony jest
dostęp do mediów elektronicznych. Raz w tygodniu
można obejrzeć wiadomości w telewizji, nie korzysta
się z internetu i telefonu komórkowego.
Każdy człowiek jest inny, niepowtarzalny. Stąd potrzeba trudu samego nowicjusza jak i przełożonych,
aby móc rozeznawać wolę Bożą każdego dnia.
Ogłoszony w zakonie pijarskim Rok Powołaniowy
ma uświadomić nam wszystkim żywą obecność Boga
w naszym życiu, że On jest Tym, który najlepiej może
każdego prowadzić przez życie. Nikt z nas nie należy
do siebie samego. Należymy do Boga! Dzieci nie należą do Rodziców – należą do Boga. Młody człowiek
staje się wolnym, kiedy wybiera to, co Bóg wybrał
wcześniej dla niego.
Kalasancjusz _6-7:Layout 1
10
2012-10-03
KALASANCJUSZ
14:41
Strona 10
RZESZOWSKI
więcej, inaczej nie dasz rady. „Wstań, jedz, bo przed tobą
długa droga”.
(Fragment homilii, kościół Ojców Pijarów,
12 sierpnia 2012 r.)
Dzień, w którym nasi nowicjusze złożyli pierwsze śluby zakonne, był także dniem pożegnania Ojca Grzegorza Osiki,
który decyzją O. Prowincjała został skierowany do pracy
w Wyższym Seminarium Duchownym w Krakowie.
Pragniemy wyrazić nasze podziękowanie Ojcu za pracę
w nowicjacie, za pracę z młodzieżą, za prowadzenie Klubu
Sportowego „Calasanz”. Dziękujemy za wrażliwość na
nasze ludzkie sprawy a nade wszystko za słowo, które
głosił, i z którym docierał do wiernych różnych grup wiekowych. Przypomnijmy sobie niektóre wskazania z homilii
Ojca Grzegorza.
Warto wyrobić w sobie stałą praktykę Komunii Świętej
duchowej. W ciągu dnia możemy w każdej chwili
połączyć się z Nim duchowo, by odnowić nasze pragnienie
służenia Mu i kochania Go. I to jest właśnie miłość. Gdy
kogoś kocham, to często z tęsknotą wracam myślą do ukochanej osoby. Kiedy znajdziesz wolną chwilę, wzbudź
w sobie gorące pragnienie przyjęcia Chrystusa, wyznaj Mu
swoją nędzę, poproś Go o nawiedzenie. Ta szczególna
forma modlitwy odnawia nasze zawierzenie Bogu,
wzmacnia i umacnia na drodze codzienności.
(Fragment homilii, Radio Via, 5 września 2012 r.)
Wdzięczni za wielką troskę, o to by doprowadzić nas do
prawdziwej przyjaźni z Jezusem, by nie tylko słuchać,
alei usłyszeć to, co On do nas mówi – z serca dziękujemy
i zapewniamy o modlitwie.
Redakcja „Kalasancjusza Rzeszowskiego”
Ojciec Grzegorz
na uroczystości Bożego
Ciała w czerwcu tego
roku. Poważny,
skupiony, ceniony
jako spowiednik
i duszpasterz.
Miłość i Pokora
Żyjemy wśród ludzi i chcemy być dostrzegani, jest to nasza
wewnętrzna potrzeba. Dlatego Pan Bóg daje nam poczucie, że On nas widzi. Musimy o tym pamiętać, że widzi nas
z miłością, patrzy na nas jak rodzice patrzą na swoje dzieci
– wtedy, kiedy przynoszą sukcesy, ale też wtedy, kiedy upadają. Zawsze z troską, zawsze z miłością…
Każdy z nas chce być zauważonym. Chcemy, żeby nas
pochwalono, żeby nas dostrzeżono. Jednakże istnieje tutaj
niebezpieczeństwo „służby dla oka”, dla próżnej chwały.
Dzieła, nawet same w sobie dobre, są dobre dla mnie
tylko wówczas, kiedy są dokonywane z miłości i w pokorze przed Bogiem.
Uczmy się od Matki Bożej i pokory i ukrycia. Prośmy ją
o tę łaskę. Łaskę, by być pięknym, dobrym przed Bogiem,
bo to w oczach Ojca nabywamy wartości.
(Fragment homilii, Radio Via, 27 czerwca 2012 r.)
Pustynia naszego życia (1 Krl 19, 4–8)
Pustynia, miejsce gdzie ucieka Eliasz. Chce tam umrzeć,
ale Pan każe mu wstać, zjeść chleb. Eliasz posila się, po
czym kładzie się i znowu śpi. Jednakże Pan ponawia
swoje wołanie, karmi go ponownie i każe iść dalej. Eliasz
karmi się i mocą tego pożywienia idzie przez 40 dni
i 40 nocy. Na pustyni naszego życia my także będziemy
doświadczać pokusy, osamotnienia, bezradności, lęku,
cierpienia. Wszystko to jest doświadczeniem pustyni. I ty
bierz ten chleb, bierz i jedz. Uzbieraj tych hostii jak naj-
Ojciec Grzegorz podczas przygotowań do
Parafiady. Zdjęcie nie
kłamie. Ojciec potrafinie tylko głosić doskonałe homilie, ale
też zakasać rękawy
i pracować na równi
z innymi.Podczas
Parafiady prowadził
gry i zabawy
z dziećmi i młodzieżą.
Za to również Mu
dziękujemy!
Pocztówka – imieninowe graffiti od młodzieży dla Ojca Grzegorza
Kalasancjusz _6-7:Layout 1
2012-10-03
14:41
Strona 11
KALASANCJUSZ
Akcja Katolicka w Polsce rozpoczęła
swą działalność w okresie międzywojennym. Decyzja o powstaniu AK
zapadła na Konferencji Episkopatu
w 1930 r. Polska, obok Włoch, miała
założenia Statutu AK zatwierdzone
przez Piusa XI. Za patrona i orędownika Akcji obrano św. Wojciecha, zaś jej doroczne święto
ustanowiono w uroczystość Chrystusa Króla. Do 1939 r. do
AK należało 750 tys. osób. Członkowie AK prowadzili
działalność charytatywną, odczyty, działalność edukacyjną
w przedszkolach i szkołach, kolportaż prasy katolickiej,
prowadzili teatry i kina, wspierali ruch trzeźwościowy. Najważniejsza była formacja członków – uczestnictwo we
wspólnych Mszach Św., w rekolekcjach. Funkcje kierownicze w AK pełnili katolicy świeccy, a duchowni – rolę asystentów kościelnych.
Powstanie i rozwój AK w Polsce południowo-wschodniej związany jest z osobą bł. Stanisława Kostki Starowieyskiego (urodził się w Ustrobnej k. Krosna). Organizował on zebrania, kursy, rekolekcje, dni skupienia, zjazdy
działaczy katolickich. Wkrótce AK działała na terenie całej
diecezji lubelskiej. 19 VI 1940 r. Starowieyski został aresztowany przez gestapo i przewieziony do KL Dachau.
Złożony ciężką chorobą i skatowany przez oprawców obozowych zmarł w noc Wielkiego Piątku 1941 r. Bł. Jan Paweł
II w dniu 13 VI 1999 r. beatyfikował 108 męczenników
z okresu II wojny światowej, wśród nich Stanisława Kostkę
Starowieyskiego, patrona AK diecezji rzeszowskiej. Z okazji
70 rocznicy śmierci bł. Stanisława, odbyło się spotkanie
członków AK w Ustrobnej i w Bratkówce – gdzie spędził
dzieciństwo. W spotkaniu uczestniczył syn i bratanek
bł. Stanisława.
W czasie okupacji niemieckiej i po wojnie AK w Polsce
nie istniała. Do jej odrodzenia przyczynił się bł. Jan Paweł
II, który mówił do biskupów polskich podczas wizyty ad limina Apostolorum 12 III 1993 r.: Trzeba więc, aby /Akcja
Katolicka/ na nowo odżyła. Bez niej bowiem, infrastruktura zrzeszeń katolickich w Polsce byłaby niepełna. Podejmując to wezwanie, Konferencja Episkopatu Polski
powołała w 1996 r. do życia AK. W diecezji rzeszowskiej
powołana została dekretem ks. bp. Kazimierza Górnego
z dnia 2 VI 1996 r.
W naszej parafii powstanie Parafialnego Oddziału AK
poprzedzone było spotkaniami parafian z zespołem synodalnym już w 1995 r., którym przewodniczył o. Kazimierz
Zborowski. Referaty formacyjne przygotowywała i przedstawiała Izabela Mikuła, protokoły pisała Zofia Uchman.
PO AK powołany został dekretem ks. bp. Kazimierza Górnego 22 I 1998 r. Asystentem kościelnym został o. Kazimierz Zborowski, następnym był o. Wojciech Kałafut,
a obecnie jest o. Jan Taff. Podstawowe zadanie członków
AK to formacja przez częsty udział we Mszy Św., nabożeństwach, czuwaniach modlitewnych, rekolekcjach organizowanych i w parafiach i przez Zarząd Diecezjalny AK.
Formacji duchowej służą materiały przygotowywane przez
księży asystentów diecezjalnych AK i przedstawiane w cza-
RZESZOWSKI
11
sie comiesięcznych spotkań w parafiach, udział w corocznych pielgrzymkach do Matki Bożej Częstochowskiej,
udział w spotkaniach i czuwaniach w sanktuarium w Świętym Krzyżu. W Katedrze Częstochowskiej spotykają się
członkowie z całej Polski z Asystentem ks. bp. Mariuszem
Leszczyńskim, Zarządem Krajowym AK, ostatnio z przedstawicielami AK w Anglii i AK we Lwowie. Bardzo cenne
są spotkania diecezjalne z księżmi biskupami i przedstawicielami Kurii, na których przedstawiane są aktualne
problemy Kościoła. Odbywają się również diecezjalne spotkania opłatkowe, ostatnio wspólnie z nauczycielami. Przed
każdym comiesięcznym spotkaniem parafialnym odmawiamy Różaniec Święty i uczestniczymy we Mszy Świętej.
W okresie Postu i we wrześniu przygotowujemy i prowadzimy nabożeństwo Drogi Krzyżowej. W Niedzielę Miłosierdzia Bożego prowadzimy modlitwy pod przewodnictwem
kapłanów. Tradycyjnie w sierpniu przygotowujemy program wspólnie z nowicjuszami prezentowany w sali lub
przy ognisku. Przez kilka lat w Tygodniu Kultury Chrześcijańskiej przedstawiany był program artystyczny przygotowany wraz z nowicjuszami i chórem. Corocznie przygotowywany jest program dla uczczenia Święta Narodowego 11 listopada. Zawsze wspomagają nas członkowie
chóru. Organizowane były również wieczory poezji patriotycznej, religijnej, poezji kapłańskiej. W ubiegłym roku
odbył się wieczór o. Stefana Denkiewicza pt. „Idzie Chrystus przez Białoruś”. Na spotkania zapraszane były osoby,
które poszerzały naszą wiedzę: Janina Wierzbicka-Kopeć
– łączniczka mjr. Łukasza Cieplińskiego (inspektora
Inspektoratu Rejonowego Rzeszów Armii Krajowej), Anna
Pochwat – łączniczka AK na terenie Pobitna, Słociny
i Wilkowi, Jadwiga Romańczuk – Sybiraczka, Joanna
Federkiewicz – pracownik IPN-u, Jerzy Malinowski
– Prezes „Odrodzenia” w Rzeszowie, organizatorzy „Solidarności” Rzeszowskiej, Jerzy Cypryś – członek Rady Miasta
Rzeszowa. Parafianin, Stanisław Alot, wygłosił wykład na
temat „Żołnierzy Wyklętych”.
Przed ostatnimi wyborami do Sejmu został przygotowany przez nowicjuszy i młodzież spektakl „Jak uchwalono
Konstytucję 3 Maja”. Integracji grup działających przy parafii służą wspólne spotkania opłatkowe. Członkowie AK
bardzo zaangażowali się przygotowując nawiedzenia kopii
Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Pani Izabela Mikuła
przygotowała nowennę tygodni. Ona również nadzorowała
opracowanie modlitewnika „Różaniec błogosławionych
męczenników i świętych polskich”; wstęp teologiczny
– o. Tomasz Tomski. W pracach brało udział wiele osób,
w tym nowicjusze pijarscy. Redakcję i druk zawdzięczamy
Joannie Mikule.
Organizujemy pielgrzymki. Było ich wiele, w obecnym
roku pielgrzymowaliśmy szlakiem drewnianych zabytków
sakralnych na Pogórzu Dynowskim. Nasze wędrowanie
zakończyło się w Strachocinie, w sanktuarium św. Andrzeja
Boboli spotkaniem z ks. Proboszczem, modlitwą, ucałowaniem relikwii Świętego oraz ogniskiem w Ośrodku Bobolańskim. Nawiązując do udziału AK w życiu parafii,
członkinie stanowią grupę charytatywną Caritas.
Genowefa Jamrozek
Na zdjęciu: medal „Za Dzieło Apostolstwa” ustanowiony
przez Krajowy Instytut Akcji Katolickiej.
Kalasancjusz _6-7:Layout 1
12
2012-10-03
KALASANCJUSZ
14:41
Strona 12
RZESZOWSKI
Wiele jest dróg prowadzących do nieba. Jedną z nich może
być życie małżeńskie. Pan Jezus objawiając po raz pierwszy
swą publiczną działalność w Kanie Galilejskiej, przyszedł
ze swoją Matką do nowożeńców, do małżeństwa. Dokonał
cudu przemiany wody w wino.
Także i dziś Bóg pochyla się nad kobietą i mężczyzną,
którzy otwierają się na Jego łaskę w sakramencie małżeństwa. Specyfika dążenia do świętości w małżeństwie polega
na zanurzeniu ułomnej ludzkiej miłości w doskonałej
miłości Bożej. Ta prawda stała się najważniejszym z motywów zawiązania naszego kręgu.
W Adwencie 2003 roku po przeżyciu rekolekcji ewangelizacyjnych prowadzonych przez ks. kanonika Mieczysława Barcia, Ojca Duchownego Rzeszowskiego
Seminarium – wcześniejszego opiekuna DK – powstał nasz
Krąg. W jego skład weszło sześć par małżeńskich, które
w większości przychodziły na spotkania z parą pilotującą.
Moderatorem naszego kręgu został Ojciec Wojciech Kałafut
– ówczesny Proboszcz – który od następnego roku formacyjnego, aż do końca pobytu w naszej parafii, pełnił również
funkcję Moderatora Rejonowego DK Rejonu św. Michała.
W czasie wakacji uczestniczyliśmy w wielu rekolekcjach,
w większości na terenie Polski Południowej: w Maniowych
koło Czorsztyna, Kacwinie, Groniu, Łapszach Niżnych, Zakopanem, Lubaszowej, Krościenku, a ostatnio dzięki wsparciu ks. Biskupa Ordynariusza w nowo wybudowanej „Kanie”
w Czarnej Sędziszowskiej. Czas trwania rekolekcji jest różny,
w zależności od potrzeby formacyjnej. Dzień na rekolekcjach
zaczyna się Jutrznią, potem są konferencje związane z życiem
małżeńskim i rodzinnym. Kulminacją dnia jest Eucharystia
z homilią głoszoną przez kapłana prowadzącego rekolekcje,
czasami w kościele, czasami w przygotowanej kaplicy domowej. W poszczególnych dniach jest czas dla rodziny, pogodny wieczór, modlitwa małżonków i jedna z szczególnych
modlitw – modlitwa wstawiennicza przed wystawionym
Najświętszym Sakramentem. Dzieci mają zapełniony czas
przez różnego rodzaju zajęcia i zabawy, a „maluchy” zapewnioną opiekę młodych animatorów – często starsze dzieci
członków DK.
W czasie rekolekcji przyglądamy się swoim małżeństwom
i zastanawiamy nad tym, co jest w nich dobre, a co złe.
Szczęśliwe małżeństwo rozpoznać można po tym, w jaki
sposób dwoje najbliższych sobie
ludzi porozumiewa się ze sobą, nie
tylko wśród znajomych, ale wśród
tych, z którymi żyje na co dzień. To
co mówimy, w jaki sposób
słuchamy, albo nas zbliża do siebie,
albo staje się źródłem nieporozumień, rozczarowań i smutku.
Nie każdemu z łatwością przychodzi umiejętność otwartego mówienia o swoich problemach,
uczuciach, oczekiwaniach, ale rezygnacja z pracy nad sobą w tej
dziedzinie kosztuje niewspółmiernie drogo. W tym zakresie kluczem
do sukcesu może okazać się „dialog małżeński”, który jest jednym
z wielu zobowiązań DK. Jest to
szczera rozmowa dwojga małżonCzłonkowie Domowego Kościoła z ojcem Janem Taffem na wycieczce w Beskidzie Sądeckim.
ków – przy zapalonej świecy
Jego zaangażowanie w nasz ruch, obecność na comiesięczuobecniającej Chrystusa – na najtrudniejsze tematy małżeńnych spotkaniach, utwierdzanie nas w słuszności trwania
skie. Może ktoś zapytać: co to da? Oto świadectwo.
w tym charyzmacie przyniosło owoce. Raz w miesiącu mieKilka lat temu, w górach, w naszej grupie rekolekcyjnej
liśmy „swoją” Mszę Świętą, w październiku „swój” różaniec
znalazło się małżeństwo z dwudziestoletnim stażem w fazie
z rozważaniami, w okresie Wielkiego Postu prowadziliśmy
rozwodu. Przyjechali zaproszeni przez przyjaciół na wypoDrogę krzyżową dla małżeństw – rodzin. Braliśmy udział
czynek, nie na rekolekcje. Okazało się, że to jednak będą
w dniach skupienia i wielu z nas było słuchaczami Szkoły
rekolekcje. Nie wierzyli w żadne pojednanie, przebaczenie.
Animatora przy naszej parafii. W tych religijnych przedsięwA jednak zostali. Co się wydarzyło na rekolekcjach, może
zięciach uczestniczyły również małżeństwa, które należą do
podczas „dialogu” – nawet bez świecy – wie tylko Bóg i oni.
kręgów przy innych parafiach, ale mieszkają na terenie naZ rekolekcji wyjeżdżali ze łzami w oczach. Zdawać by się
szej parafii.
mogło, że dwa tygodnie to niewiele, a jednak czasami
Ponadto organizowane były pielgrzymki do Krościenka
warte są dwudziestu lat i wieczności. Dwa lata temu
i okolic, w Pieniny, Bieszczady i Tatry. Każdy z nas ma wiele
przysłali zdjęcie: oboje razem trzymają nowo ochrzczoną
wspomnień po tych wyprawach. Myślę, że wszyscy pamięwnuczkę.
tają Eucharystię sprawowaną o północy w kościele pw. św.
A teraz może bardziej przyziemny przykład z naszej
Kwiryna w Łapszach Niżnych. Była nas garstka – szesnaście
skromnej działalności. Każdego niemal dnia z telewizji,
osób i kapłan moderator, głoszący Słowo Boże, mimo zmęprasy, radia, czy internetu docierają do nas obrazy
czenia mówiący do każdego z nas w ciszy tamtego wieczergłodujących dzieci z różnych zakątków świata. Od sześciu
nika.
lat przez „Adopcje Serca” jesteśmy rodzicami dla dwójki
Kalasancjusz _6-7:Layout 1
2012-10-03
14:41
Strona 13
KALASANCJUSZ
dzieci z Afryki. Dzieci, których nie oszczędziła wojna, zabierając im rodziców i dach nad głową. Wiemy, mamy tego
świadomość, że to tylko kropelka w morzu potrzeb. Jednak to nasze skromne stypendium zapewnia tym dzieciom
wyżywienie, wykształcenie i może nieść nadzieję:jest inny,
lepszy świat. Pewnie nigdy ich nie poznamy bezpośrednio.
Te, które zdobędą zawód, odejdą do pracy, na studia, by
zrobić miejsce młodszym potrzebującym. Nie wiemy jak
długo nasza misja będzie trwać, ale wiemy, że to przydarzyło się nam dzięki wspólnocie DK, a listy od tych dzieci i
fotografie przekażemy naszym dzieciom jako depozyt.
Od roku naszym nowym Moderatorem jest Ojciec
Proboszcz Jan Taff, kapłan, któremu nie jest obcy DK, który
osobiście znał założyciela naszego ruchu Sługę Bożego ks.
Franciszka Blachnickiego. Myślę, że kiedyś sam o tym opowie na łamach Kalasancjusza Rzeszowskiego. My również
RZESZOWSKI
13
wdzięczni jesteśmy Bogu, że mamy takiego przewodnika,
który znajduje czas na spotkania z nami i wędrówki. Jedną
z trudniejszych – bo podczas opadów śniegu – na Radziejową mamy już za sobą.
Przed nami nowy rok pracy. Spotkania kręgowe, na których będziemy dzielić się nie tylko „zobowiązaniami”. Nie
jest to łatwe, ale wszystko, co przychodzi z trudem, przynosi satysfakcję sercu. Może ktoś chciałby spróbować wejść
w struktury DK, może chciałby pojechać na rekolekcje?
Spójrzmy na nasze ślubne zdjęcie. Zawierając związek
małżeński zaprosiliśmy Chrystusa, aby wyruszył w tę drogę
razem z nami.
Nie mamy mniej problemów przez to, że należymy do
DK, jednak rozwiązywanie ich jest łatwiejsze i łatwiej
przyjąć wolę Bożą we dwoje i ze wsparciem przyjaciół.
Weronika Malec
Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście… (Mt 1, 28)
W naszej parafii już od pięciu lat sprawowane są Msze
święte z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie, którym
przewodniczą ojcowie franciszkanie z Krakowa. Gromadzą
one rzesze wiernych, którzy szukają nadziei i ukojenia
w dręczących ich chorobach duszy i ciała. Wśród nich są
osoby chore, niepełnosprawne, ale również ci, którzy cierpią z powodu psychicznych zranień i zniewoleń. Są i tacy,
którzy pragną jedynie pogłębić swoją wiarę, nauczyć się
bardziej kochać Boga i ludzi.
6 września 2012 r. Eucharystii przewodniczył o. Pacyfik
Iwaszko. W koncelebrze brali udział ojcowie pijarzy,
o. Janusz Furtak i o. Arkadiusz Swat. W homilii celebrans
nawiązał do fragmentu Ewangelii według św. Marka (Mk 7,
31–34). Opowiada on o uzdrowieniu przez Jezusa głuchoniemego. A wziąwszy go na bok od ludu (…) włożył palce
swoje w uszy jego, splunął i dotknął się jego języka, i spojrzał w niebo, westchnął i rzekł do niego: „Effata”, to znaczy: „Otwórz się!” I otworzyły się uszy jego, i zaraz
rozwiązały się więzy języka jego, i mówił poprawnie.
O. Pacyfik przypomniał, że wszyscy potrzebujemy takiego
uzdrowienia. I nie chodzi tu tylko o fizyczne uwolnienie
ciała od wszelkich cierpień i ułomności, ale przede wszystkim o wyleczenie z głuchoty duchowej. Chrystus, który jest
Panem Pokoju, Wszechmocnym Uzdrowicielem, Zbawcą,
woła: Effata! Otwórz się! Usłysz moje wołanie, przyjmij
mnie do siebie i pozwól mi działać w twoim życiu. Bez
świadomego otwarcia się na działanie Jezusa nie ma
pełnego uzdrowienia. To wtedy dopiero Bóg może w nas
tchnąć Nowe Życie. Owo tchnienie Stwórcy jest tym, czego
najbardziej potrzebujemy. Tak jak kiedyś On tchnął w nas
życie, tak teraz Jego tchnienie ma nam przywrócić pełną
jego wartość.
Po Eucharystii franciszkanin poświęcił wodę, olej i sól
oraz dewocjonalia przyniesione przez wiernych. Potem nastąpiła adoracja Najświętszego Sakramentu. Tchnij w nas
nowe życie! Otwórz nasze uszy, byśmy mogli usłyszeć
Twoje wołanie! Otwórz nasze usta, byśmy mogli Cię wielbić Panie! Wołajmy: Dziękuję! Wołajmy: Effata! Uwiel-
biajmy Jezusa, bo tylko on ma moc uzdrawiania! Tylko
z nim możemy pokonać zło! – prosił o. Pacyfik. Ludzie
zgromadzeni w kościele całkowicie poddali się sile modlitwy. Świątynia wypełniła się radosnym Dziękuję! i głośnym uwielbieniem Boga.
Później o. Pacyfik wypraszał łaski uzdrowień fizycznych
i duchowych dla uczestników tego wyjątkowego nabożeństwa. Jeśli przyprowadziłeś z sobą bliskiego, który potrzebuje uzdrowienia – mówił – poleć go Bogu i pozostaw go
sam na sam z Jezusem. Zaufaj Mu. Pozwól Mu działać.
Polecił także, aby modlić się o zdrowie dla tych, których
z jakichś powodów nie ma dziś w kościele. Po błogosławieństwie Najświętszym Sakramentem nastąpił najbardziej wyczekiwany przez większość moment błogosławieństwa i modlitwy nad każdym z osobna. W trakcie
błogosławieństwa wielu doświadczyło spoczynku w Duchu
Świętym.
Powoli tłum topniał. W ciszy i skupieniu wierni wychodzili ze świątyni, ale jacyś inni, odmienieni. Na ich twarzach
rysował się wewnętrzny spokój i szczęście. Ci, którzy już
wcześniej uczestniczyli w Mszy św. o uzdrowienie, mówią
o swoistym oczarowaniu tym nabożeństwem. Od ponad
roku uczestniczę w Mszach św. o uzdrowienie – pisze Jola.
Umocniła się moja wiara, Jezus zaczął działać w moim
życiu. Dwa tygodnie temu doznałam spoczynku w Duchu
św. po błogosławieństwie ojca Pacyfika, coś niesamowitego. Jestem szczęśliwa, że to przeżyłam – spłynął na mnie
spokój i radość. Nie umiem opisać słowami tego niesamowitego uczucia.
Wszystkich, którzy chcą podzielić się swoimi świadectwami z uczestnictwa w tym nabożeństwie prosimy o kontakt e-mailowy ([email protected]), a tych
którzy pragną doświadczyć innego wymiaru modlitwy niż
ten, który znają na co dzień, zapraszamy. Przyjdźcie na kolejną Mszę św. z modlitwą o uzdrowienie, 11 października br., w czwartek o godz. 18.00. Następne Msze św.
będą sprawowane w drugi czwartek każdego miesiąca,
również o godz. 18.00.
Parafianka
Kalasancjusz _6-7:Layout 1
14
2012-10-03
KALASANCJUSZ
14:41
Strona 14
RZESZOWSKI
Jeszcze kilka miesięcy temu można było mówić o tym
z pewną rezerwą, dziś już oficjalnie i z niemałą dumą: przy
naszej Parafii powstała GRUPA TEATRALNA! Wprawdzie
nazwy jeszcze nie przyjęła, ale nie o to przecież chodzi.
Ważne, by na scenie było co oglądać.
Po udanym debiucie spektaklem „Aniołek w klatce”,
nadszedł czas na coś poważniejszego... i tak właśnie urodziło się przedstawienie „Którędy do nieba?”.
9 września 2012 r. już od wczesnych godzin rannych
w dolnym kościele było bardzo gorąco: ostatnie przymiarki
strojów, nieudolne próby zasłonięcia okien „czym się da”,
by stworzyć tzw. klimat i uwagi reżysera spektaklu, absolwentki Studia Aktorskiego L’art w Krakowie, Marty Kalandyk, która bacznym okiem sierżanta próbowała poskromić
dziki entuzjazm aktorów, począwszy od tych najmłodszych
– ze szkół podstawowych – aż po najstarszą brać studencką.
Kilka minut po godzinie 12, w „garderobie” padły
słowa: Przestawienie czas zacząć!
Główny bohater spektaklu to Książe Kajus (w tej roli
Damian Ruszel), poszukujący własnej drogi do świętości,
a jednocześnie przyczyna zmartwień, otoczonego strażnikami (Damian Szela, Karol Karp, Karol Pomykała), Króla
Eryka III (Miłosz Rumak) i służących – Kelli (Agata Chmiel),
Grażyny (Monika Oczoś) i Nizia (Dawid Oczoś). Król
ze swoim synem problemów miał co niemiara: Książę
nie chciał jeść, pić, nie cieszył go nawet widok pięknych
księżniczek z okolicznych zamków. Recepty na te problemy
próżno było szukać; nie znalazła jej Oszustka (Marta
Kalandyk) ani sympatyczny Żongler (Dominik Pyjor).
I kiedy wydawało się, że w królestwie nic dobrego już się
nie wydarzy, do zamku przybyła uboga Wieśniaczka (Ania
Przepióra) dając władcy „namiary” na Mnicha zza góry
Firiam (Jakub Jamrozek), stylem życia przypominającego
nieco księdza Antoniego z filmu „U Pana Boga za piecem”.
Jak to zwykle w bajkach bywa, wszystko skończyło się
happy endem. Książę znalazł radość życia, a – co niezwykle
ważne – dziecięca publiczność również była zadowolona. Niemała w tym zasługa, czuwającego nad techniką,
Mateusza Oczosia i debiutujących na scenie w roli Korneliusza i Teodora kolorowych papug o. Arkadiusza.
Fot. IGOR WITOWICZ
W listopadzie aktorska trupa naszej parafii wyruszy na
podbój mazowieckich scen do Łowicza, gdzie odbędzie się
Przegląd Teatrów Pijarskich. Z już oficjalnych źródeł wynika
też, że w grudniu, na naszym „rodzimym podwórku”,
zostanie wystawione zupełnie nowe przedstawienie. Coś,
czego jeszcze nigdy tutaj nie było.
Tylko czekać!
Jakub Jamrozek
Fot. IGOR WITOWICZ
Król Eryk III pozdrawia widzów.
Aktorzy dziękują widzom za gorące brawa i życzliwy odbiór spektaklu.
Kalasancjusz _6-7:Layout 1
2012-10-03
14:41
Strona 15
KALASANCJUSZ
Z uwagi na trwające w naszej parafii prace, pragniemy
poinformować Państwa o tym, co w obecnie trwającym
roku 2012 udało nam się zrobić i co jeszcze przewidujemy
wykonać.
Z zadań o charakterze modernizacyjno-odtworzeniowym należy przede wszystkim wskazać montaż sześciu
okien w prezbiterium. W miejsce starych okien z ościeżnicami żelaznymi, zainstalowano okna spełniające wszystkie
obecnie obowiązujące wymogi dotyczące energooszczędności, wyposażone w ramy aluminiowe oraz szyby zespolone i posiadające możliwość elektrycznego sterowania
otwieraniem, co w znaczącym stopniu powinno się przyczynić do poprawy wentylacji naszego kościoła. Dla poprawy komfortu przebywania w kościele w okresie letnich
upałów, wymieniono istniejący agregat do nawiewu zimnego powietrza na bardziej sprawny i o większej mocy oraz
zbudowano nowy system wentylacyjny na strychu kościoła.
W ramach działań poprawiających ogólne bezpieczeństwo,
założono kraty zarówno w dolnych oknach kościoła jak
i na plebani. Montaż krat został poprzedzony gruntowną
konserwacją stolarki drewnianej okiennej w dolnym kościele, zakrystii oraz na plebanii. Przeprowadzono również
konserwację drzwi wejściowych do kościoła, połączoną
z remontem daszku nad wejściem od strony południowej.
W działania konserwatorskie wpisuje się również renowa-
Do Rzymu pojechaliśmy z grupą młodzieży pijarskiej
z Elbląga, Warszawy i Poznania wraz z diakonami
(Dawidem, Waldemarem i Przemysławem) i naszymi opiekunami: o. Tomaszem Abramowiczem i o. Piotrem Jałaką.
Niewyspani, ale szczęśliwi, że ujrzymy jedno z najpiękniejszych miast świata, wczesnym rankiem 4 sierpnia 2012 r.
wyruszyliśmy do Włoch.
W drodze do Rzymu zwiedziliśmy Wiedeń (gdzie obecnie na posłudze jest o. Tomasz Tomski, który pracował
w Rzeszowie jako magister nowicjatu) oraz Bolonię.
We Frascati koło Rzymu przyjął nas na kwaterze o. Luigi
Capozzi. Przez kolejne dni zwiedzaliśmy Rzym: Koloseum,
Capitol, bazyliki, Panteon, Fontannę di Trevi, Forum
Romanum, Katakumby św. Kaliksta, Schody Hiszpańskie
i oczywiście Watykan. W Watykanie największym wydarzeniem była Msza święta i Komunia Św. przyjęta w Bazylice
św. Piotra, w kaplicy św. Sebastiana, gdzie złożone są doczesne szczątki bł. Jana Pawła II.
Lecz nie zwiedzanie było najważniejsze podczas całego
pobytu. Do Rzymu przyjechaliśmy głównie po to, aby pomyśleć o swoim powołaniu życiowym, niekoniecznie
na księdza, jak wielu może się wydawać, ale również na
dobrego ojca rodziny i męża. Modliliśmy się na różne sposoby – czytaliśmy Pismo Święte, były ciche osobiste modlitwy, a także spotkanie z Ojcem Generałem Zakonu
Pijarów Pedro Aguado.
W drodze powrotnej pojechaliśmy nad Morze Adriatyckie w okolice Chioggi, gdzie mogliśmy się trochę poopalać
RZESZOWSKI
15
cja krzyża misyjnego przy kościele. Obecnie jest kontynuowane zadanie inwestycyjne o charakterze budowlanym,
polegające na poszerzeniu parkingu za budynkiem Nowicjatu od strony północnej w ogrodzie. Wśród drobnych
spraw należy wspomnieć o zakupie nowych krzeseł, które
znajdują się w tylnej części kościoła przy stolikach z prasą
katolicką.
Rada Parafialna w ramach prac zespołu inwestycyjnego
kontynuuje działania przygotowawcze do zlecenia – wspominanej już we wcześniejszym numerze Kalasancjusza
Rzeszowskiego – całościowej koncepcji wystroju naszej
świątyni wraz z wizualizacją 3D. Obecnie jesteśmy na etapie rozpoznawania rynku potencjalnych wykonawców
i rozsyłaniu zapytań ofertowych celem doprecyzowania zakresu opracowania, terminów wykonania poszczególnych
etapów jak i oszacowania niezbędnych nakładów finansowych. Mamy nadzieję, że to opracowanie pozwoli nadać
odpowiedni charakter kościołowi oraz zapobiegnie tworzeniu rzeczy przypadkowych.
O kolejnych działaniach, zarówno planowanych jak
i podejmowanych przez Radę Parafialną będziemy na
bieżąco informować Państwa w kolejnych numerach Kalasancjusza Rzeszowskiego.
Grzegorz Pelczar
wiceprzewodniczący Rady Parafialnej
i popływać w morzu. Zwiedziliśmy też Asyż – miasto
św. Franciszka i św. Klary oraz Padwę – miasto św. Antoniego. Po dziesięciu dobrze przeżytych dniach powróciliśmy do Polski.
Mateusz Oczoś i Karol Pomykała
Kalasancjusz _6-7:Layout 1
16
2012-10-03
KALASANCJUSZ
14:41
Strona 16
RZESZOWSKI
Na świat przyszedłem w malowniczej Jeleniej Górze. Od
najmłodszych lat Pan związał mnie z Zakonem Szkół Pobożnych. To właśnie pijarzy, jako duszpasterze mojej parafii, przybliżali mnie do Pana. Tak wzrastałem w „łasce
u Pana” pod okiem moich przyszłych współbraci, a nade
wszystko mojej wspaniałej rodziny. Dzięki wspólnocie
młodzieży działającej w naszej parafii zbliżyłem się do
Boga, a w świetlicy dla dzieci odkryłem powołanie wychowawcy. Tak zaczęła się historia mojego powołania. Historia, która nie była wcale taka łatwa, bo przeplatana wieloma
marzeniami, pragnieniami. Dziś jestem szczęśliwym ojcem
– pijarem! Robię to, co lubię: uczę, wychowuję, pomagam
w naśladowaniu Chrystusa. Dotychczasowe moje życie
i posługa kapłańska związana były z Krakowem, gdzie najpierw studiowałem, a następnie pełniłem funkcję prefekta
naszego pijarskiego gimnazjum oraz prowincjalnego
duszpasterza powołań w ramach pracy w zespole ewangelizacyjno-powołaniowym w naszej Prowincji, ponadto
wykładałem na Uniwersytecie Jana Pawła II oraz pełniłem
funkcję formatora w naszym pijarskim seminarium.
10 września przybyłem do Rzeszowa, aby podjąć nowe
obowiązki w nowicjacie oraz naszej parafii.
Od 12 października będzie można zobaczyć w Rzeszowie (i w wielu miastach w całej Europie) superprodukcję
włosko-polsko-amerykańską w reżyserii Renzo Martinellego. W rolę Jana III Sobieskiego wcielił się Jerzy Skolimowski, wielkiego wezyra Kara Mustafę gra włoski aktor
Enrico Lo Verso, a ojca Marco d’Aviano (bł. Marka z Aviano)
– któremu papież Innocenty XI wiosną 1683 r. powierzył
misję „zjednoczenia Europy wiarą” – amerykański laureat
Oscara – F. Murray Abraham. Ze względu na muzułmanów,
premiera odbędzie się jeden miesiąc po rocznicy bitwy,
a prasa lewicowa i liberalna nie przestaje atakować filmu
już za sam temat: obrony katolickiej Europy przed „dżihadem” Imperium Osmańskiego. A przecież Kara Mustafa
zapowiedział, że zrzuci krzyże z Bazyliki św. Piotra i przeznaczy ją na stajnie dla koni sułtana. Ojciec Święty Inno-
centy XI miał zostać zamordowany przez rytualne obcięcie
mu prawej dłoni i poderżnięcie gardła. Cały kontynent jako
Kalifat Europa miał dostać się pod panowanie wyznawców
Allacha.
Myślę, że warto obejrzeć ten film ze wspaniałym fragmentem polskiej historii, choćby dlatego, że polska kinematografia nie chce przedstawiać naszej przeszłości.
Bo nie. Jednym z patronów filmu jest „Niedziela”.
Warto też przeczytać w „Gościu Niedzielnym”
z 30.09.2012 r. tekst Edwarda Kabiesza „Lekarz Europy”,
przedstawiający sylwetkę ojca Marka z Aviano, za którego
wstawiennictwem wiele osób doznało uzdrowień duchowych i fizycznych i bez którego starcie z Turkami mogło
mieć inny finał.
Redakcja
7 października 2012 r. (w niedzielę) w Święto Matki Bożej Różańcowej, Akcja Katolicka, Stowarzyszenie Rodzin
Katolickich i Stowarzyszenie Ruch Domowy Kościół zaprasza do udziału w II Rzeszowskiej Krucjacie Różańcowej
z błogosławionym Janem Pawłem II, która o godz. 15:00 wyruszy spod Krzyża Ofiar Komunizmu na Placu Śreniawitów
w Rzeszowie. Będziemy szli ul. Szopena, Aleją Pod Kasztanami, ul. 3 Maja i przez Plac Farny udamy się do Bazyliki
OO. Bernardynów, gdzie o godz. 16.30 zostanie odprawiona Msza święta w intencji Ojczyzny. Serdecznie zapraszamy do
udziału w tej modlitewnej uroczystości.
Wydawca: Parafia Rzymskokatolicka pod wezwaniem św. Józefa Kalasancjusza w Rzeszowie,
ul. Lwowska 125, 35–301 Rzeszów, tel. 17 853 62 62, e-mail: [email protected]
Teksty do redakcji można wysyłać na adres: [email protected], www.rzeszow.pijarzy.pl
Skład: Anna Maternia; Druk: EuroPrint Rzeszów, ul. Wspólna 4, tel. 17 860 05 60
Redakcja zastrzega sobie prawo skracania i adiustacji tekstów oraz zmiany ich tytułów.

Podobne dokumenty

Kalasancjusz_7,8_2015_kor 1:Layout 1.qxd

Kalasancjusz_7,8_2015_kor 1:Layout 1.qxd pijarek do Polski. Na prośbę o. Henryka Bogdziewicza opracowującego działalność pijarów na Spiszu, na jubileusz Parafii w Łapszach Niżnych napisałem nieco o prowadzonych tam rekolekcjach oazowych d...

Bardziej szczegółowo

Kalasancjusz_4_2013:Layout 1.qxd

Kalasancjusz_4_2013:Layout 1.qxd nabożeństwach i adoracji przy Grobie Pańskim. Z kolei Niedziela Wielkanocna była dla mnie radosnym dniem. Skończył się okres smutku, którego nie lubię. Cieszę się, gdy wszyscy są weseli, chociaż wi...

Bardziej szczegółowo