numer 11 - Królówka

Komentarze

Transkrypt

numer 11 - Królówka
nr XI (marzec 2010 r.)
Gazeta Królewska
Gazeta II Liceum Ogólnokształcącego z Oddziałami Dwujęzycznymi
im. Świętej Królowej Jadwigi w Siedlcach
W NUMERZE :
W roku Chopina
Rok 2010 ogłoszono Rokiem
Fryderyka Chopina. Dokładnie
200 lat temu urodził się ten
wybitny polski kompozytor,
którego wkład w rozwój
muzyki jest nieoceniony.
Jego
dzieła
są
ponadczasowe i od zawsze
stanowiły inspirację dla
rzeszy artystów.
Str. 2
Autobus connecting people.
Autobus. Jakie jest pierwsze
skojarzenie, które przyszło
ci na myśl? Monotonna
podróż w zatłoczonym
środku komunikacji miejskiej.
Wbrew pozorom, jazda
autobusem nie jest wcale
taka nudna.
Str. 3
Na podłogę, jeszcze nie
robiłem!
Rutyna może zmęczyć
każdego, to zrozumiałe. Ale
niedawno odkryto nową
metodę
zabijania
tego
nieznośnego,
drażniącego
uczucia odrętwienia.
Str. 4
Chodź, pomaluj mój świat
Gdy słowa zawodzą warto
wziąć do ręki ołówek i
wyrazić swoje uczucia na
kartce
papieru.
Wtedy
wszystko
wydaje
się
łatwiejsze, a świat wokół jest
prostszy.
Str.5
Miłość śpiewająco
Druga edycja Międzyszkolnego
Festiwalu Piosenki Miłosnej
odbyła się 24 lutego w naszej
szkole. Impreza cieszyła się
dużą popularnością, o czym
świadczyć może pełna sala,
na której zgromadzili się
uczniowie wielu siedleckich
szkół.
Str. 8
„Każda kobieta to fortepian - tylko trzeba umieć grać”
(Gabriela Zapolska)
8 MARCA
DZIEŃ KOBIET
ROK CHOPINOWSKI
Gazeta Królewska nr XI
MAGDALENA SOCZEWKA - W ROKU CHOPINA
„Rodem Warszawianin, sercem Polak, a talentem świata obywatel"
(C.K. Norwid)
Rok 2010 ogłoszono Rokiem Fryderyka Chopina. Dokładnie 200 lat temu urodził się ten
wybitny polski kompozytor, którego wkład w rozwój muzyki jest nieoceniony. Jego dzieła są
ponadczasowe i od zawsze stanowiły inspirację dla rzeszy artystów. Z tej okazji zarówno w kraju,
jak i za granicą organizowane są imprezy dotyczące twórczości „następcy Mozarta”. Warto więc
wykorzystać tę okoliczność na głębsze zapoznanie się z utworami i życiorysem pianisty.
Rok Chopinowski to wielka szansa na promocję polskiego dziedzictwa narodowego. Już 1 marca
do naszego kraju przybyły rzesze turystów zainteresowanych twórczością Chopina. Tego dnia bowiem
odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie, które stało się jednym z
niewielu obiektów muzealnych na świecie o tak wysokim stopniu informatyzacji.
Od 22 lutego do 1 marca trwała w stolicy seria koncertów urodzinowych w wykonaniu światowej
sławy artystów (Daniel Barenboim, Piotr Anderszewski, Leif Ove Andsnes, Dang Thai Son, Evgeny
Kissin, Garrick Ohlsson, Janusz Olejniczak, Murray Perahia, Ivo Pogorelić, Yundi), a rocznicowe
obchody zainaugurował sam Rafał Blechacz. Ponadto dwór w Żelazowej Woli (miejsce urodzin
Chopina) oraz kościół w Brochowie, gdzie ochrzczono polskiego wirtuoza, zostaną gruntownie
odrestaurowane i oddane do podziwiania zwiedzającym wraz z początkiem kwietnia.
Przy takiej rocznicy warto też wspomnieć o tym, że od 1927 roku organizowany jest w Warszawie, co
5 lat, Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina, jeden z najbardziej
prestiżowych konkursów tego rodzaju na świecie. W tym roku o zaszczytny tytuł mistrza fortepianu
kandydaci zawalczą już szesnasty raz w dniach 2 - 23 października.
W Siedlcach uroczysta inauguracja Roku Chopinowskiego odbyła się 26 lutego.
W udekorowanym holu Urzędu Miasta, prezydent Siedlec Wojciech Kudelski oraz przewodniczący
Rady Miasta Mariusz Dobijański powitali zebranych gości. Sylwetkę Fryderyka Chopina i jego zasługi
dla muzyki światowej przedstawił dyrektor Zespołu Szkół Muzycznych w Siedlcach Michał Hołownia, po
czym zabrzmiał Polonez As-dur, op. 53 w wykonaniu absolwenta siedleckiej szkoły muzycznej, obecnie
studenta Akademii Muzycznej we Wrocławiu, Michała Leoniaka. Kiedy Chopin po raz pierwszy zagrał
owego poloneza, wszyscy słuchacze po jego wysłuchaniu, w przypływie patriotycznego uniesienia wstali
i odśpiewali „Mazurka Dąbrowskiego”. Chcąc podkreślić szczególną rolę muzyki Chopina, po występie
pianisty, Chór Miasta Siedlce pod dyrekcją Mariusza Orzełowskiego zaśpiewał, wraz ze wszystkimi
uczestnikami uroczystości, hymn państwowy. W sali konferencyjnej Urzędu Miasta został uroczyście
odsłonięty obraz zatytułowany „Polonez As-dur" autorstwa Zygmunta Urbanowicza, upamiętniający
200. rocznicę urodzin Fryderyka Chopina. Uroczystego odsłonięcia obrazu dokonali: ks. bp ordynariusz
Zbigniew Kiernikowski, prezydent Siedlec Wojciech Kudelski, przewodniczący Rady Miasta Mariusz
Dobijański i Zygmunt Urbanowicz.
Po oficjalnym otwarciu, wieczorem o godz. 18.00 w sali „Orchidea” odbył się piękny koncert
chopinowski, który muzycznie zainaugurował Rok Chopinowski w Siedlcach. To wydarzenie artystyczne
poprowadzili: Katarzyna Jakoniuk-Wojtuś i Michał Hołownia z ZSM w Siedlcach, a wykonawcami byli
artyści z Zespołu Szkół Muzycznych w Siedlcach, w tym również nasi zdolni Królówkowicze. Obok
muzyki zabrzmiała poezja Cypriana Kamila Norwida i Eugeniusza Kasjanowicza w wykonaniu aktora
Andrzeja Ferenca. Koncert uświetniła gwiazda wieczoru - pianistka Agnieszka Szulz-Brzyska. Na
finał, prawie 500. osobowa publiczność mogła skosztować ponad 40 kilogramowy tort w kształcie białego
fortepianu. Organizatorami wydarzenia byli: Urząd Miasta Siedlce, Centrum Kultury i Sztuki, Zespół
Szkół Muzycznych, a także Miejski Ośrodek Kultury, Miejska Biblioteka Publiczna. Autorem scenariusza i
pomysłodawcą przedsięwzięcia był Mariusz Orzełowski - Naczelnik Biura Prezydenta Miasta.
Nasze liceum również przyłącza się do upamiętnienia dwusetnej rocznicy urodzin kompozytora
i pianisty. Niebawem odbędą się II Królewskie Dni Kultury, a co za tym idzie - szkolne obchody Roku
Chopinowskiego. Z pewnością nie zabraknie tam muzyki i ducha Chopina.
My - Polacy, jako naród możemy być niezwykle dumni ze swojego rodaka - Fryderyka Chopina.
Zostawił on po sobie wielką spuściznę artystyczną, z której naprawdę warto skorzystać. Miejmy nadzieję,
że ustanowienie bieżącego roku Rokiem Chopinowskim i związane z nim obchody nam to ułatwią, czego
serdecznie wszystkim życzę.
STRONA 2
Fryderyk Chopin
(1810 - 1849)
Wybitnie utalentowany polski
pianista i kompozytor. Jego
muzykę uwielbiały i uwielbiają
miliony
ludzi
na
całym
świecie. Szczególnie bliska
jest Polakom. Inspirowana
muzyką ludową stanowiła o
polskości w trudnych czasach
zaborów. Odebrano nam język,
literaturę
i
suwerenność,
zakazano historii, tradycji. Nie
odebrano jednak Chopina,
którego utwory wszystkie te
wartości zawierały. To dzięki
niej duch polskości został
zachowany i trwa nieprzerwanie
do dziś.
Chopin znał wielu wybitnych
twórców romantyzmu, muzyków,
ale także pisarzy, m.in. Adama
Mickiewicza, Cypriana Kamila
Norwida, George Sand.
W czasach romantycznego
synkretyzmu sztuk literatura,
muzyka i plastyka wzajemnie
się dopełniały. Bez trudu więc
znajdziemy
w
twórczości
poetów inspiracje Chopinem i
jego muzyką, ale także
inspiracje kompozytora utworami
literackimi (np. narracyjność
ballad).
Polski
geniusz
fortepianu
potrafił podnosić swój naród na
duchu podczas powstańczych
klęsk.
Pozostał
jednak
bezsilny
wobec
choroby,
cierpienia i śmierci. Zmarł na
gruźlicę przeżywszy zaledwie
39 lat, pozostawiając po sobie
twórczość, która stała się
bezcennym symbolem tęsknoty
za ojczyzną.
NASZYM ZDANIEM
Gazeta Królewska nr XI
KATARZYNA GAŁACHOWSKA - AUTOBUS CONNECTING PEOPLE
Autobus. Jakie jest pierwsze skojarzenie, które przyszło ci na myśl? Monotonna podróż
w zatłoczonym środku komunikacji miejskiej. Ale przecież, wbrew pozorom, jazda autobusem nie
jest wcale taka nudna, zwłaszcza w godzinach szczytu. Może się okazać najciekawszym punktem
twojego zabieganego dnia, wystarczy odrobina dobrego humoru i optymizmu.
Zapowiedzi
W kwietniu, jak co roku,
maturzyści odbędą
pielgrzymkę do
Częstochowy.
Wsiadając do autobusu rozpoczyna się zabawa, jedna z wielu, które czekają na Ciebie podczas
podróży. No to zaczynamy. „Kto pierwszy, ten lepszy". Trzeba pamiętać, że nie wszyscy się zmieszczą i
nie chodzi tu o to, że w autobusie wisi tabliczka 29 miejsc siedzących i 17 stojących. Nikt nie liczy,
Już niebawem, na
możesz być i sto czwarty.
Jeśli uda Ci się jakimś cudem znaleźć wśród tych, którzy zmieścili się w autobusie, nie myśl sobie,
przełomie kwietnia i maja
że to już koniec atrakcji. Czeka Cię teraz zabawa pt. „Podaj dalej". Jest ona bardzo prosta: chodzi o to,
zostanie oddana do użytku
by bilet otrzymała osoba stojąca jak najbliżej kasownika, ażeby potem, z ręki do ręki, powrócił on do
nasza odnowiona sala
właściciela. Następnie rozpoczyna się zapoznawanie pasażera z sąsiadami, a to przez nadepnięcie
gimnastyczna.
buta, a to przez otarcie kurtką. Autobus connecting people.
O dalszych atrakcjach decyduje po części kierowca. W okresie zimowym może na przykład wysadzić
17 kwietnia, w godzinach
nas w zaspę śnieżną, skazując na wędrówkę w śniegu po kolana. Nie denerwuj się. Przecież sport to
10.00-12.00, odbędzie się
zdrowie. Jeśli jest w kierowcy odrobina szaleństwa, zawsze może wpaść na osobę akurat przechodzącą
Dzień Otwarty Królówki.
przez pasy lub sprawić, że będziesz
zmuszony odwiedzić swojego dentystę
20 kwietnia minie termin
po ostrym hamowaniu. Nieśmiałe
„przepraszam" czasem przechodzi w
wystawiania ocen dla klas
dłuższą rozmowę, której źródłem jest
maturalnych.
kierowca. Znasz to z własnego
doświadczenia. Dodatkową atrakcją
Wywiadówki klas I-III
są plotki w tłoku. O wszystkim. O
odbędą się dnia 22
pogodzie, podwyżkach, polityce, o tym
kwietnia.
„co u Ciebie?”, „a słyszałeś że?”, „nie
gadaj” i tym podobne. Czasem emocje
sięgają zenitu, aż szkoda wysiadać, gdy nie usłyszy się zakończenia historii
opowiedzianej w autobusie. Ale dla pasażerów spragnionych akcji te
wszystkie „zabawy" to jedna wielka nuda. Siedzą sztywno i wpatrują się w
okno. Dlatego trzeba się tym zająć. Nie wystarczy od czasu do czasu
„wpuścić kanara". Rosyjskie władze sprytnie rozwiązały ten problem,
zatrudniając tzw. dopychaczy. Tak, tak... Upychają tłum w autobusach, bo w końcu, kto nie chciałby być dogniecionym przez takiego dopychacza?
Wreszcie podróż autobusem kończy się zabawą: „wysiąść czy nie?" Zazwyczaj raczej się to udaje. Gdy wysiadasz, dostarczasz także
innym atrakcji. Inni muszą wysiąść, byś ty mógł wyjść. Nie myśl sobie, że mają pretensje. Są ci wdzięczni za chwilowy dar świeżego powietrza.
Zabawa może nie cieszyć, gdy nie zdążysz wysiąść. Wtedy trzeba jechać przystanek dalej. Nie złość się. Tobie też świeże powietrze nie
zaszkodzi. Jak znam życie, pewnie i tak nie możesz doczekać się następnej jazdy autobusem.
KLAUDIA ŻYDAK - ŚWIĘTY WALENTY
Walentynki. Dzień zakochanych, którym św. Walenty patronuje już od XV wieku. W tradycji słowiańskiej Święto Zakochanych
obchodzono w nocy z 23 na 24 czerwca (noc tę nazywano Nocą Kupały, Sobótką lub Nocą Świętojańską). Zaprzestaliśmy jednak
palenia ognia i puszczania wianków na rzece i przejęliśmy tradycję od sąsiadów, jako wyraz nowoczesności.
W ciągu 20 lat święto zakorzeniło się w naszej kulturze i nie wyobrażamy sobie już 14 lutego
bez serduszek, kartek, wierszyków i czułych wyznań. Rzecz jasna, zdania na ten temat są podzielone.
Wielu uważa, że to czysta komercja, która nie wnosi nic dobrego, rani tylko samotnych. Cóż jest jednak
złego w tym, że zwyczajnie można wyznać uczucia, powiedzieć coś miłego i patrzeć jak usta adresata
układają się w ten cudowny kształt, który osiągają dzięki uniesieniu ich kącików do góry, a reszta twarzy
marszczy się w grymasie, fachowo zwanym uśmiechem? Gorzej, jeśli ów grymas obejmie tylko jeden
newrose.pinger.pl z kącików ust, który uniesie się w kpiącym uśmiechu - każdy medal ma dwie strony.
Wszystko można czcić jako święto, więc najszczęśliwsi ludzie na ziemi też mogą manifestować
swoją radość w jakiś huczniejszy sposób - a święto zakochanych dobrze spełnia tę rolę. Choć może rzeczywiście opakowanie walentynek jest
za bardzo nadmuchane? „Miłość (…) nie szuka poklasku, nie unosi się pychą”, jak pisze św. Paweł w liście do Koryntian, ale intencja sama
w sobie jest wspaniała. A że uczucia można wykorzystać w dowolny sposób, nic dziwnego, że interes się kręci.
STRONA 3
Z ŻYCIA SZKOŁY
Gazeta Królewska nr XI
MIROSŁAW DOBROWOLSKI - NA PODŁOGĘ, JESZCZE NIE ROBIŁEM!
Rutyna może zmęczyć każdego, to zrozumiałe. A kiedy zaczynamy ową odczuwać, chcemy
spróbować czegoś nowego, żeby odmienić ten szary, nudny i przewidywalny bieg wydarzeń.
Flesh
Istnieją przeróżne sposoby urozmaicania sobie żywota. Jedni skaczą na bungie, inni wykonują
bajeczne ewolucje na deskach, rowerach czy rolkach, jeszcze inni próbują przygotować nowe potrawy,
jakich nie próbowali. Ale niedawno odkryto nową metodę zabijania tego nieznośnego, drażniącego
uczucia odrętwienia. Jest to niekonwencjonalne, niesztampowe, zapewne dostarcza też mnóstwo frajdy,
poprawia samopoczucie, umożliwia spędzenie wolnego czasu w oryginalny i pożyteczny sposób,
podniesie pozycję społeczną, pozwoli zaimponować znajomym i zapunktować w oczach miłości życia.
Rosjanie nazywają tę dyscyplinę Cтул на полу, Niemcy Der Kot auf dem Fuβboden, Francuzi - Faire
ses besoins au plancher, Anglicy zaś po prostu Floorshitting. Jako że w Polsce pojawiła się ona
niedawno, swojska nazwa nie została jeszcze utworzona, dlatego - dla uproszczenia - będziemy
posługiwali się nazwą angielską.
Floorshitting nie został dotychczas dostrzeżony przez media albo związek UEFA czy PZPN,
ale niewątpliwie już niedługo stanie się jedną z popularnych dyscyplin sportowych. UKS także powinien
być zainteresowany utworzeniem odpowiedniej sekcji. Na korzyść tego sportu działa fakt, że każdy
człowiek posiada odpowiednie predyspozycje, aby go uprawiać. Jedynym wymogiem jest
odżywianie się - jeśli ktoś tego nie robi, może mieć kłopoty z uczestnictwem w zawodach. Mimo, iż jest to
dosyć młoda konkurencja, już istnieje kilka jej wariantów. Wystarczy wymienić dwa najpopularniejsze,
które można określić jako wariant rzadki (trudniejszy ze względu na swoją uciążliwość) oraz wariant
zwięzły (określany również jako klasyczny).
Floorshitting może być uprawiany dosłownie wszędzie, nie jest wymagane żadne odpowiednie boisko
czy sprzęt. Z niewyjaśnionych przyczyn jednak zawody najczęściej rozgrywają się w toaletach, a ostatnie
odbyły się w naszej szkole. Niszowość tego sportu sprawiła, że uczestnicy konkurencji mieli mało czasu
i wystartował tylko jeden z nich, a wyniki jego starań pozostawiono do wglądu w miejscu konkurowania.
Kto wie, może niedługo w królówkowych toaletach zaroi się od łowców talentów, przed wejściami
otworzone zostaną stoiska bukmacherskie, zaczniemy obstawiać zakłady oraz robić zaliczenia na ocenę
na lekcjach wychowania fizycznego? Ponoć największe odkrycia dokonały się przez przypadek - a nuż,
właśnie dzięki takiemu przypadkowi, siedlecka Królówka zapisze się w historii jako kolebka polskiego
Floorshitingu, wyda najwspanialszych zawodników odnoszących sukcesy na skalę światową i stanie się
sławna jak Oxford czy Cambridge? To wszystko odmalowuje się jako niezwykle piękna wizja, ale życie
rzecz jasna ma na ten temat własne zdanie. A postanowiło dać mu wyraz poprzez podsunięcie kilku
osobom pomysłu na notoryczne zdejmowanie drzwi. Nie ulega bowiem kwestii fakt, że skoro tylko zaczęło
rozwijać się u nas coś tak innowacyjnego i pięknego jak Floorshitting, MUSIAŁ pojawić się czynnik mający
destruktywny wpływ na rozwój tego sportu. Później doszedł kolejny, w postaci obwiązanych papierem
toaletowym kranów. Nie można wszak wypróżniać się na podłogę, skoro intymności nie zapewniają nam
drzwi leżące gdzieś obok, a papier jest niezdatny do użycia zgodnie z przeznaczeniem, bo został
wykorzystany do ubrania kranu.
Zastanówmy się zatem wszyscy nad tym problemem, bo konkluzja jest niezwykle prosta: albo dalej
będziemy bawić się drzwiami i papierem, co uniemożliwi naszym młodym talentom rozwój w kierunku
Floorshittingu, albo zapewnijmy im odpowiednie warunki pracy, dając możliwość odczucia na własnej
skórze czym jest sprzątanie po rozegranych zawodach. Prościej? Proszę uprzejmie: Nie ma drzwi >
sportowcy konkurują w popłochu > zaraz po zakończeniu swego udziału muszą uciekać, bojąc się
wyśmiania swego gołego siedzonka > ciężar sprzątania po wszystkim spada na niezainteresowane panie
sprzątaczki. A teraz: Są drzwi > sportowcy w komfortowych warunkach mogą trenować i konkurować >
mają możliwość użycia papieru > sami troszczą się o higienę miejsca pracy.
Dowiedziono naukowo, że używanie wyobraźni skutecznie zapobiega bezsensownym działaniom,
więc zacznijmy wreszcie korzystać z tego dobrodziejstwa.
Wraz z nadejściem 15
lutego ferie zimowe
dobiegły końca i nastał dla
uczniów i nauczycieli czas
wytężonej nauki i pracy.
do wulkanu
do lodówki
Gdzie lubisz się załatwiać?
przez okno
na podłogę
a może do WC?
0
20
40
60
STRONA 4
Po raz kolejny uczniowie
Królówki zaistnieli na
scenie warszawskiej w
spektaklu „Pif, paf! Jesteś
trup!” w dniu 18.02.2010r.
22 lutego w naszym liceum
mieliśmy zaszczyt gościć
przewodniczącego
Sejmowej Komisji Spraw
Zagranicznych posła
Andrzeja Halickiego.
Tematem spotkania był
współczesny wymiar
stosunków międzynarodowych.
II Międzyszkolny Festiwal
Piosenki Miłosnej odbył się
w Królówce 24 lutego.
3 marca naszą szkołę
odwiedziła grupa
młodzieży z Izraela w
ramach programu
„Spotkania Młodzieży”
realizowanego przez
Muzeum Historii Żydów
Polskich.
Tego samego dnia, 3
marca, nasze
cheerleaderki zajęły drugie
miejsce w VIII Festiwalu
Zespołów Tanecznych.
LUDZIE Z PASJĄ
Gazeta Królewska nr XI
Z CYKLU: „LUDZIE Z PASJĄ”
MAŁGORZATA ŁUBIK - CHODŹ, POMALUJ MÓJ ŚWIAT
Gdy słowa zawodzą, warto wziąć do ręki ołówek i wyrazić swoje uczucia na kartce papieru. Wtedy wszystko wydaje się łatwiejsze,
a świat wokół jest prostszy. Nie każdy jednak czuje potrzebę, by w ten sposób uwidocznić swoje emocje. Gdybym na przykład ja
zaczęła malować, to na pewno skończyłoby się to bardzo źle. Ale na szczęście są tacy, którzy potrafią i jest to dla nich najlepszy
sposób na wyrażenie siebie.
- Pomaga mi to w funkcjonowaniu - o swoim malowaniu mówi Olga Sitarz z klasy II h. Ta na pozór cicha dziewczyna ma w sobie talent,
chociaż nie chce o nim rozmawiać. - Dopiero wchodzę w ten świat, zaczynam odkrywać, czym jest malarstwo, sztuka i bardziej się nią
interesować. Doceniam piękno, a także staram się wydobyć z siebie jak najwięcej i pokazać to innym - opowiada artystka. - Pierwszą osobą,
która zwróciła uwagę na moje prace była absolwentka ASP, Izabela Staręga. Pamiętam jak dziś, gdy usłyszałam od niej, że mam talent. Było to
dla mnie wielkie zaskoczenie - wspomina Olga. - Tak na poważnie zaczęłam zajmować się plastyką w liceum, gdy zapisałam się na zajęcia do
Tomasza Nowaka, na które uczęszczam do dziś. Kiedyś bardzo nie lubiłam farb, a obecnie właśnie ich i akryli używam z największą
przyjemnością - przyznaje młoda artystka. Do swoich największych osiągnięć zalicza udział jej prac w wystawie poplenerowej w Mielniku.
Fantastyczne story i karykatury. Takie obrazki można zauważyć najczęściej na rysunkach Eweliny Patralskiej z klasy I e. - Jest to dla mnie
zabawa, sposób na spędzenie wolnego czasu i wypełnienie ciągnących się jak makaron wieczorów - wyznaje. - Po prostu, gdy chcę,
to maluję - kwituje. W jej pracach można zauważyć całą gamę emocji: od złości czy wielkiego smutku, po śmiech i euforię. - Malowanie od
zawsze mi towarzyszyło - kontynuuje Ewelina. - To, co potrafię zrobić z ołówkiem czy węglem w dużej mierze jest zasługą mojego taty, który
nauczył mnie łączyć pojedyncze, nic nieznaczące kreski w obrazki. Tam gdzie mieszkam nie miałam możliwości rozwijania swojej pasji wyznaje ze smutkiem w głosie i szybko dodaje: - Mimo tego, pastele zawsze mi towarzyszyły -. Ewelina za swoje największe osiągnięciem
uważa III miejsce w konkursie krwiodawstwa na etapie wojewódzkim. - Zrobiłam wtedy plakat promujący PCK. Właśnie takie prace jak plakaty
czy różnego typu foldery lubię najbardziej - podsumowuje artystka.
Ilona Pióro z klasy Id skromnie oznajmia, że nie ma żadnych wielkich osiągnięć w dziedzinie malarstwa. Ale trudno w to uwierzyć, patrząc
na jej prace. - Najbardziej lubię robić reprodukcje. Patrzę na obrazy i odwzorowuje je na kartce - opowiada Ilona. - Jest to dla mnie idealna
metoda do poszerzenia swoich umiejętności. Farby i suche pastele to podstawowy skład mojej „malarskiej szuflady"- dodaje. - Rysowanie jest
dla mnie sposobem na odreagowanie ciężkiego dnia czy złości. Jest tak naturalne, jak dla niektórych picie kawy z rana - puentuje malarka.
Bo czy można bardziej zobrazować swoje emocje, jeżeli nie przez obrazek? Każda z tych utalentowanych osób poświęca swojej pasji dużo
czasu. Aby ukazać siebie innym, wystarczy im ołówek, kredki i kartka papieru. Jest to, szczególnie dla mnie, całkowicie pozbawionej zmysłu
plastycznego osoby, po prostu niesamowite, jak nasze szkolne młode talenty posługują się malarskimi przyborami. A jest ich o wiele więcej
niż nam się wydaje...
KATARZYNA GAŁACHOWSKA - WYSTAWA GARAŻOWA
Wreszcie nadchodzi długo oczekiwana przez nas wiosna. Zaczynają śpiewać ptaki, a w sprzedaży pojawiają się pierwsze tulipany.
Coraz mocniej grzeje słońce, namawiając nas do zrzucenia zimowych kurtek i cieszenia się świeżym powietrzem. Jednak wiosna to
również okres wielkich porządków po zimie. Wówczas to zakasujemy rękawy i docieramy na zakurzone i zagracone strychy, garaże, w
których przez lata gromadziliśmy masę niepotrzebnych rzeczy czy piwnic pełnych zapomnianych dawno już przedmiotów.
Wraz z upływem czasu spędzanego na sprzątaniu, odkurzając wiekowe pajęczyny
i segregując rzeczy bardziej lub mniej przydatne, odnajdujemy sprzęty mające niegdyś dla
nas ogromne znaczenie. Stare, naruszone przez upływający czas płyty winylowe, książki
z pożółkłymi kartkami, które kiedyś tak chętnie czytaliśmy, fotografie zrobione wiekowym
aparatem pożyczonym od dziadka. Czasami są to przedmioty banalne. Stare lusterko w
drewnianej ramce - prezent urodzinowy od cioci, zestaw garnków, który poszedł w odstawkę
po remoncie w kuchni czy cała masa rzeczy, które z jakichś przyczyn nagle przestały nam
pasować do wystroju wnętrza lub zastąpiły je zupełnie nowe modele. Przez lata przedmioty
te skrzętnie znoszone były do jednego miejsca, by tam, leżąc zakurzone, zostały zupełnie zapomniane. W końcu jednak nadchodzi dzień, kiedy
znów widzą światło dzienne, a właścicielowi nasuwa się pytanie: co zrobić z rzeczami niepotrzebnie zajmującymi miejsce? Mamy do nich zbyt
duży sentyment, by je wyrzucić.
Na taki pomysł wpadł Michał Matlengiewicz, organizator pierwszej w Siedlcach wystawy garażowej. - Każdy z nas ma miejsce w domu,
gdzie gromadzi stare przedmioty. Często są to nietrafione prezenty, których wyrzucenie byłoby nietaktem czy też przedmioty, z których
wyrośliśmy - stwierdza organizator wystawy. - Jeżeli kupiłeś nową rzecz, a stary model leży odłogiem, sprzedaj to. Wystawa garażowa
to doskonałe miejsce do pozbycia się tego rodzaju przedmiotów, jak i okazja do nabycia czegoś wyjątkowego i niepowtarzalnego dla siebie za
śmieszne pieniądze. To jednocześnie gratka dla lubiących rzeczy z duszą, których z pewnością tutaj nie zabraknie - dorzuca Matlengiewicz.
Akcja odbędzie się 27 i 28 marca w hali sportowej Szkoły Podstawowej nr 4 w Siedlcach. Patronem imprezy jest Młodzieżowa Rada Miasta
Siedlce. - Liczę na duże zainteresowanie Siedlczan projektem, ponieważ włączona w to jest jednocześnie licytacja,
z której dochód zostanie przekazany na rzecz chorej Siedlczanki - dodaje pomysłodawca. Również młodzież ucząca się w Szkole Podstawowej
nr 4 przygotowała coś specjalnego na te dni. Chcąc pomóc naszemu środowisku i wykazać się dobrymi chęciami, dzieci organizują zbiórkę
aluminium, starych, zużytych baterii, części telefonicznych i akcesoriów. - Z racji, iż wyprzedaż odbywać ma się w godzinach od 11 do 17,
nie zabraknie również miejsca, w którym będzie można usiąść, napić się czegoś gorącego i zjeść dobre ciastko. Niespodzianką imprezy ma być
charytatywny koncert, na którym pojawić ma się wschodząca siedlecka gwiazda, której imię pozostawiam na razie w tajemnicy - mówi
z tajemniczym uśmiechem organizator. Pozostaje więc tylko jedno pytanie: co Ty przyniesiesz na wystawę garażową?
STRONA 5
KULTURA
Gazeta Królewska nr XI
BARTŁOMIEJ NOWAK - NIE TAKA ŻMIJA GROŹNA, NA JAKĄ WYGLĄDA
Dość niedawno otrzymałem „Żmiję” Andrzeja Sapkowskiego jako prezent. Nie miałem aż tyle czasu, by siąść i na dobre wczytać
się w kolejną opowieść niezwykle popularnego pisarza. W końcu nadeszły ferie i można było wgłębić się w lekturę…
Akcja książki „Żmija” toczy się w latach 80. XX wieku w Afganistanie - wtedy, podobnie jak i dziś, miejscu walk. Głównym bohaterem jest
chorąży Armii Radzieckiej polskiego pochodzenia - Paweł Lewart. Jednak ten żołnierz ma dość niecodzienną umiejętność,
która towarzyszy mu od dziecka…
Czym by była książka napisana przez Sapkowskiego bez elementów fantastyki? W „Żmii” jest jej niewiele, przynajmniej początkowo.
Dopiero wraz z biegiem przygód Lewarta robi się jej coraz więcej. Wyznacznikiem takiego zwrotu w opowiadaniu jest spotkanie
z pozornie zwyczajną żmiją. Pozornie.
Książka świetnie przenosi czytelnika w inne czasy. Obserwujemy przemarsz wojsk Aleksandra Macedońskiego, ale także wojsk brytyjskich
podczas II wojny brytyjsko-afgańskiej, która ma miejsce ponad 2 tysiące lat później. Obie wyprawy skończyły się nieoczekiwaną porażką.
Czyżby wizje, ukazywane przez tytułową żmiję miały sugerować radzieckiemu chorążemu, że i tym razem Afganistan nie zostanie
podporządkowany kolejnemu mocarstwu?
O tym możemy się dowiedzieć, sięgając po kolejną książkę Andrzeja Sapkowskiego, którą serdecznie polecam.
IZABELA JASIŃSKA - SPOSÓB NA NUDĘ
W ostatnich miesiącach w naszych kinach pojawiły się nowe, bardzo ciekawe filmy. Dla tych, którzy nie mają pomysłu
na spędzenie weekendu lub przytłoczeni są dodatkowymi zajęciami, to „wypad” do kina jest świetną rozrywką. Nowości na ekranie
mogą zaciekawić nawet największego domatora.
Jedną z nich jest film Juliusza Machulskiego „Kołysanka”. To opowieść o rodzinie wampirów, ale nie tych książkowych - budzących
grozę. Rodzice (w których rolę świetnie wczuli się Małgorzata Buczkowska i Robert Więckiewicz), dziadek i czwórka dzieci przeprowadzają się
na mazurską wieś, gdzie wiodą życie zwykłych ludzi, pełnych problemów, radości i smutków. Machulski nie przedstawia wampirów jako tych
polujących na ludzi i kąsających za szyję. Owszem, ta rodzina czuje nieodparte pragnienie picia ludzkiej krwi, ale jest to przedstawione
w sposób humorystyczny. Nagle w tajemniczych okolicznościach znikają ludzie: listonosz, niemiecki turysta, proboszcz z ministrantem, pani
od opieki społecznej. Rozpoczyna się śledztwo, które prowadzą niezbyt zainteresowani sprawą policjanci. Jak losy potoczą się dalej? Film
czeka na zainteresowanych.
Opowieść tą, mimo że ma prostą fabułę, można oglądać z zainteresowaniem. Tych, którzy z upodobaniem czytali książkę „Zmierzch”, film
„Kołysanka” na pewno nie zawiedzie. Szczególnym elementem jest tu muzyka Michała Lorenca, nadająca wszystkiemu nastrój, a każdy
fragment odsłania kolejną mroczną tajemnicę. Rodzina Makarowiczów to wampiry, ale ich wygląd, ich charakter nie wskazują na to (w pewnym
stopniu). Mimo że jest to opowieść o potworach, to ujęta została w sposób komediowy, więc nie trzeba tego kojarzyć z horrorem. Czy taka
wersja rodziny wzbudzi optymizm i zainteresowanie? Czy będzie to kolejny udany film Juliusza Machulskiego? Przekonajcie się sami. Weekend
już niedługo!
Z CYKLU: „TELNET, KTÓREGO NIE ZNACIE”
BARTŁOMIEJ NOWAK - DAVID MESHOW. ROMANTYK, CZY REWOLUCJONISTA?
Kolejną postacią, którą pragnę przybliżyć w kąciku „Talent, którego nie znacie” jest kanadyjski gitarzysta - David Meshow.
W pewnym sensie można go uznawać za rewolucjonistę w gatunku rockowym i pochodnym od niego - na swoich instrumentach gra
nie tylko rękami. Gra również…nogami.
Na jego klipach z wykonaniami niejednokrotnie widać, że gra w tym samym czasie na gitarze elektrycznej, keyboardzie oraz na gitarze
basowej (jak w jego piosence „Sky is the limit”). Struny gitary basowej są wprawiane w ruch właśnie za pomocą stóp.
David Meshow wielokrotnie ukazuje, że lubi tworzyć muzykę dość niecodziennie. Taką nietypową piosenką jest np.„Corolla Song” - nagrana
za pomocą samochodu i jego odgłosów (odpalanie silnika, zamykanie drzwi, bagażnika, itp.).
Jednak młody Kanadyjczyk nagrywa nie tylko same akompaniamenty, ale także pełne piosenki ze słowami. Takie utwory, jak: „Katrina”,
„L O V E”, „Intimidation” dowodzą, że David poza instrumentalistą, jest również bardzo obiecującym piosenkarzem.
Czym się może pochwalić Meshow? Pięcioma płytami ze swoimi utworami oraz dwudziestoma pięcioma coverami takich piosenek, jak
„Behind blue eyes”, „Apologize”, a także „I hate everything about you”. No i kilkoma koncertami w swoim rodzinnym kraju. W zasadzie, gdyby
nie globalny Internet, znałoby go kilkadziesiąt osób, które akurat wtedy miały okazję iść na jego koncerty. A sądząc po jego grze na gitarze i jego
głosie - było warto. Jego piosenki niewątpliwie wpadają w ucho. Można ich słuchać wielokrotnie i się nie nudzą. Choć pewnie to kwestia gustu.
David Meshow tworzy muzykę nie tylko za pomocą instrumentów - kilka piosenek nagrał, dzięki umiejętności beatboxu
(sztuka rytmicznego tworzenia dźwięków za pomocą narządów mowy - ust, języka, krtani, gardła czy przepony). Może fani odezwą się, że to nie
jest najlepszy beatbox, ale trzeba go usprawiedliwić, bo przecież młody Kanadyjczyk specjalizuje się w grze na gitarze i keyboardzie. Sądzę, że
beatbox to dla niego coś nowszego, swoisty eksperyment.
Fani rocka z pewnością znajdą coś dla siebie, słuchając piosenek Davida Meshowa. Chociaż i ci, którzy zwyczajnie będą ciekawi twórczości
młodego Kanadyjczyka, nie będą rozczarowani. Jedno jest pewne - nieważne, jak wyglądasz i w jaki sposób zachowujesz się w teledyskach możesz zrobić karierę w Internecie, bylebyś umiał śpiewać i grać.
STRONA 6
OPOWIADANIE
Gazeta Królewska nr XI
XIX
Z CYKLU: „WNĘTRZNOŚCI” - MROCZNE OPOWIADANIA WALENTYNKOWE
Gruba warstwa kurzu pokrywająca meble pomieszczenia, świadczyła o długiej nieobecności jego lokatorek. Podobno, jak powiedział kiedyś
dziadziuś Szekspir, „świt nie jest zapowiedzią poranka", więc nic dziwnego, że dziewczęta śniły beztrosko o cudownych tygodniach spędzonych
w bardzo bezpiecznej odległości od budynku szkoły. Lecz niestety, tym razem dzień zupełnie nie przejmował się twórczością poetów i
postanowił nadejść bardzo szybko. Stanowczo zbyt szybko.
Ryk budzika wyrwał ze snu dwie osoby, które mechanicznie zaczęły się ubierać.
- Widział ktoś moją bluzę? - spytała Pirania. - Gdzieś ją położyłam wczoraj i nigdzie jej teraz nie widzę.
- Nie widzę, nie widziałam i chyba w najbliższym czasie nie zobaczę. - odpowiedziała Zaspana koleżanka wciąż otulona kołdrą z zamkniętymi
oczami.
- Wstawaj małpo! - Zuza ze złością ściągnęła z niej kołdrę i zrzuciła na ziemię - Chcesz się spóźnić z pierwszym dniem do szkoły?
-Taaak. - odpowiedziała ziewając, lecz po krótkiej chwili wstała i niezdarnie zaczęła szykować się do wyjścia.
- O której przyjdzie Karola? - zapytała Pirania, nadal szukając bluzy. - Dziwne, że jeszcze jej nie ma.
- A nie wiem... Szkoda, że jej nie było wczoraj z nami. Ominął ją nasz mroczny walentynkowy seans filmowy - zaśmiała się Zuza.
- Szkoła szkołą, ale mamy teraz chill out. Nic pisemnego w tym tygodniu. Nie wiem, jak znosiłam ten nawał przed feriami. - wzdrygnęła się na
same wspomnienie Zaspana. - Wiecie, czuję w kościach, że jeszcze tego nie odespałam.
- Dobra, dobra. - skwitowała Pirania - Pomyśl, że ja przez cały ostatni tydzień byłam na warsztatach i kładłam się spać bardzo późno. I nie
zawsze dlatego, że ja tak chciałam. W zasadzie moje ferie trwały tydzień.
- Sama tego chciałaś - zaśmiała się Zuza. - Co do spania, to nigdy tak dobrze mi się nie spało, jak po kuligu. Wysiłek to jednak dobra rzecz.
Wtedy byłam taka padnięta, że od razu walnęłam się na łóżko.
- Pamiętam. - spojrzała na nią Pirania - Bo to było moje łóżko. Ale kulig był super. Zobaczyłam, że niektórzy nie są tacy okropni, jak mi się
wydawało - uśmiechnęła się do swoich wspomnień.
W tym momencie drzwi otworzyły się i dołączył ostatni element pokoju, Karola. Wyglądała jak… bałwanek. Była cała oblepiona śniegiem i
ciągnęła za sobą walizkę na kółkach.
- Czołem... - wydyszała spod szalika.
- Czołgiem chyba - zaśmiała się Zaspana - tylko ta możliwość wchodzi w grę, jeżeli przejechałaś po chodniku tą walizką. Nie prościej byłoby
użyć sanek?
- Oj tam, aż tak źle nie było. - uśmiechnęła się.
- Widzę, że humorek dopisuje. - wtrąciła Zuza. - Marsz przez zasypany chodnik tak poprawia nastrój? A może walentynki się udały?
- A tak, nawet bardzo. - odpowiedziała wciąż rozradowana Karola.
- A ja nie dostałam żadnej kartki. - powiedziała smutno Pirania.
- Bo ci nie wysłałam. - odparowała Zaspana.
- Lepiej dajcie spokój Piranii! - próbowała uspokoić dziewczyny Zuza, ujrzawszy wzrok rzeczonej - Idziemy już do szkoły?
Ostatnim pytaniem sprawiła, że w pokoju nastała grobowa cisza. Tylko Karola nadal się uśmiechała. Widząc markotne miny koleżanek,
powiedziała:
- Nie opłaca się smucić. Ferie nie byłyby wcale takie zabawne, gdyby nie szkoła.
- Nie bierz się już nigdy więcej za pocieszanie. Lepsza jesteś w torowaniu drogi na zasypanym chodniku. - podsumowała Karolę Pirania.
- Lepiej chodźmy, zanim śnieg zasypie tę świeżo wydeptaną ścieżkę. Nie cierpię śniegu.
Przyjaciółki opuściły ciepłe lokum i chwilę później brnęły w zaspach. W połowie drogi do szkoły, Zuza stwierdziła prosty fakt:
- Zimą śnieg nie jest niczym zabawnym, bo jest zbyt zimno, by się nim cieszyć.
Gosia Łubik i Mirek Dobrowolski
STRONA 7
Z ŻYCIA SZKOŁY
Gazeta Królewska nr XI
KATARZYNA GAŁACHOWSKA - MIŁOŚĆ ŚPIEWAJĄCO
Kolejny Międzyszkolny Festiwal Piosenki Miłosnej, który honorowym patronatem objął Prezydent Miasta Siedlce, dobiegł końca.
Druga edycja konkursu odbyła się 24 lutego w naszej szkole. Impreza cieszyła się dużą popularnością, o czym świadczyć może pełna sala,
na której zgromadzili się uczniowie wielu siedleckich szkół. Gośćmi specjalnymi środowej imprezy byli: Wiceprezydent Miasta Siedlce
Marta Sosnowska, Skarbnik Miasta Siedlce Kazimierz Paryła, St. Wizytator Kuratorium Oświaty w Warszawie z delegaturą w Siedlcach Agata
Rogalska, Przewodniczący Rady Rodziców - Bogumił Kacprzak. Podczas ponad dwugodzinnego widowiska mogliśmy oglądać uczniów
zarówno gimnazjów, jak i liceów, prezentujących swoje wokalne talenty. Festiwal był doskonałą okazją do prezentacji aktualnych osiągnięć
wokalistów biorących w nim udział, jak również promocją twórczości amatorskiej oraz debiutów artystycznych. Uczestnicy udowodnili swój
talent, zaczarowując widownię na czas trwania konkursu. Każdy z uczestników wprowadził na sali wyjątkowy i niepowtarzalny nastrój, czyniąc
swój występ magicznym i jedynym w swoim rodzaju. Około godziny 21.00 jury w składzie: przewodniczący Mariusz Orzełowski - Naczelnik
Biura Prezydenta Miasta, Anna Marciniuk - nauczyciel II LO i koordynator festiwalu, dr Jan Jaroszyński - Dyrektor Cenrum Kultury i Sztuki
oraz Hubert Prekurat - wiceprezydent Królówki przedstawili swój werdykt. I miejsce zajęła Monika Sawicka z Zespołu Szkół
Ponadgimnazjalnych nr 2, która zaśpiewała piosenkę Chante Moore „My heart your home" przy gitarowym akompaniamencie. II miejsce
przypadło Dominice Ratyńskiej, uczennicy Publicznego Gimnazjum nr 1, oraz Jakubowi Badurce z II Liceum Ogólnokształcącego.
III miejsce otrzymała Natalia Wielogórska z Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 6. Oprócz tego wyróżnieni zostali: Monika Bieńkowska,
uczennica II LO, Anna Przedlacka z I LO oraz Natalia Sisik reprezentująca Publiczne Gimnazjum w Stoku Lackim.
Ze względu na swoje niezwykłe umiejętności i dar wzbudzania tak wielkich emocji w publiczności, debiutująca Nina Nowosielska z naszej
Królówki otrzymała ufundowane przez Centrum Kultury i Sztuki w Siedlcach zajęcia ze specjalistką od emisji głosu, panią Izabellą JaszczułtKraszewską. Z niecierpliwością czekamy na kolejną edycję konkursu, a tegorocznym laureatom życzymy dalszych sukcesów.
Natalia Wielogórska
Kuba Badurka i Jacek Wielgosz
Monika Sawicka
Szanowne jury
Dominika Ratyoska
Redaktor naczelny: mgr Anna Jaroszyńska
Redaktorzy:
Mirosław
Dobrowolski,
Katarzyna
Gałachowska,
Izabela
Jasińska,
Bartłomiej Kowalski, Małgorzata Łubik, Bartłomiej Nowak, Magdalena Soczewka, Marta Soszyńska, Jacek
Wielgosz, Klaudia Żydak
Korekta: Mirosław Dobrowolski, Izabela Jasińska, Bartłomiej Nowak, Magdalena Soczewka, Bartłomiej Kowalski
Nasze konferansjerki
Skład i grafika: Jacek Wielgosz
Zdjęcia ze strony głównej pochodzą kolejno ze stron: siedlce.pl i onlinephotographers.org
STRONA 8

Podobne dokumenty

numer 9 - Królówka

numer 9 - Królówka potwierdzenie tych słów, niebawem nasze aparaty słuchu rejestrują urywki informacji dobiegające z końca sali. Przy stoliku siedzi pięcioosobowa grupa absolwentów w średnim wieku. Ich śmiechy oraz ż...

Bardziej szczegółowo