do pobrania w formacie pdf - Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i

Komentarze

Transkrypt

do pobrania w formacie pdf - Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i
sylwetka:
Paweł Głuszak
praca:
Dying to tell story
Zmiany, zmiany...
styl życia:
Licencja na zabijanie
redakcja
[email protected]
Spis Treści:
Wstępniak:
Notatki Redaktor:
WySPA nr 22 (Grudzień 2010)
2
3
Notatki Redaktor
Arktyczne Gadżety
Jarosławie, ogarnij się!
4
Z Wyspy: wszystkie twarze
Samorządu
Koła i kluby studenckie plus
kto wtyka samochód na nie
swoje miejsce
5
6
8
Katarzyna Krupka
Redaktor Naczelna
Nowy Rok, czy to akademicki czy kalendarzowy zawsze niesie za sobą
szereg zmian. U Nas nie było inaczej – zmienił się układ sił w samorządzie studentów, zmienił się również prawie cały zespół ,,Wyspy”, a wraz
z nim dotychczasowy sposób redagowania.
C
hcemy tworzyć ją przede wszystkim razem, ale zachowując przy tym nasze
indywidualne predyspozycje. Pokazać jak ważne jest wiedzieć wszystko
o czymś i coś o wszystkim. Dlatego jeśli jesteś fanem motoryzacji i nie odróżniasz spódnicy od sukienki, a Ska od Calypso – bądź spokojny, nie będziesz
,,zmuszony” ani do napisania relacji z pokazu mody ani recenzji najnowszej
płyty Vespy. Możecie się o tym przekonać na dwa sposoby. Po pierwsze czytając najnowszy numer naszego czasopisma, który już trzymacie w rękach.
Po drugie dołączając do naszego zespołu. Do czego was wszystkich serdecznie namawiam.
A teraz czas na życzenia. Z okazji zbliżających się Świąt i nadchodzącego Nowego Roku życzę Wszystkim odśnieżonych dróg i mnóstwa prezentów, zarówno tych w materialnym jak i duchowym wymiarze. Sobie natomiast życzę żeby już nigdy więcej! żaden z naszych wykładowców! nie polecał spotkań naszej
redakcji panom dyskryminującym kobiety! Dopóki Ja tu jestem – oni miejsca
tu nie znajdą!
Katarzyna Krupka
Poznaj swojego wykładowcę
– rozmowa z rektorem WSPA
- prof. dr hab. Zdzisławem
Jerzym Czarneckim
Kilka relacji z ubiegłego
miesiąca
10
11
Przystanek Lublin – Europa?
Na studia do Lublina. Czy
zagraniczni żacy potrafią się
tutaj zaklimatyzować?
12
Paweł Głuszak – ciekawy
student
Underground. Rozmowa
z jednym z lubelskich
grafficiarzy
13
14
16
Nowa Redakcja.
Polecamy – warto przeczytać,
posłuchać, obejrzeć
18
Praca. Jak ciężki jest zawód
fotoreportera...
Palenie, albo zdrowie
20
21
22
23
Hydepark. Coś dla
wszystkich gadżeciarzy
Lubelscy kierowcy w
krzywym zwierciadle
Propozycje na Sylwestra
CZASOPISMO STUDENTÓW WYŻSZEJ SZKOŁY PRZEDSIĘBIORCZOŚCI I ADMINISTRACJI W LUBLINIE
Wydawca: Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie,
ul. Bursaki 12, 20 – 150 Lublin,
Kontakt: [email protected]
Redaktor Naczelna: Katarzyna Krupka
Zastępca Redaktora Naczelnego: Marta Libich
Zespół Redakcyjny: Katarzyna Kinczkowska, Joanna Drobek, Ewelina Piasecka, Marcin Szuper, Anna Sławińska,
Aleksandra Cichańska, Sylwia Kuna, Kamil Zieliński, Daniel Pachla Współpraca: BST Selecta, Grzegorz Wierzchowski, Mag.
Zdjęcia: Piotr Kuszyk Korekta: Marta Libich, Katarzyna Krupka
Skład i grafika: Artur Gontarz | www.a2g.pl
Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania i adiustacji tekstów oraz zmiany ich tytułów. Materiałów nie zamówionych nie zwracamy. Przedruk z gazety dozwolony jest jedynie za pisemną zgodą wydawcy. Redakcja nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń. Wydawca ma prawo odmówić zamieszczania ogłoszenia i reklamy,
jeśli ich treść lub forma są sprzeczne z linią programową pisma oraz interesem wydawcy [art. 36 pkt 4 Prawa Prasowego].
na rozgrzewkę
Marcin Szuper, Grzegorz Wierzchowski
Arktyczne Gadżety Jarosławie,
ogarnij się!
Ja już wiem o jakie prezenty pod choinkę prosił będę Mikołaja. Pora byście i wy się dowiedzieli, bo przecież święta już niedługo.
stować w wieszaki a’la Ninja. Co to jest? Wyglądają jak śmiercionośne gwiazdki z azjatyckich filmów akcji ale taki wieszak, montowany kołkiem w ścianie, przykuje uwagę każdego gościa w naszym domu.
No a gości warto zaprosić choćby na bardzo
długi seans filmowy, który w mroźny zimowy
wieczór może okazać się dobrym pomysłem
na początek imprezki. Zwłaszcza ze względu
na to, że firma Intel przygotowała coś specjalnego dla wszystkich kanapowych kino maniaków. Do połowy stycznia można obejrzeć
hity kinowe w wysokiej rozdzielczości HD za
darmo tylko w Sali kinowej Intela, czyli na
stronie Iplex.pl . Intel stara się w ten sposób
spopularyzować format Wirless Display, który za pomocą kilku prostych czynności pozwala podłączyć bezprzewodowo laptop do
telewizora, a wtedy gwarantuję, że szybko od
niego nie odejdziecie.
Chyba, że sytuacja będzie kryzysowa, np. będziecie musieli wyjść do sklepu bo skończy
wam się jedzenie. Nie zapomnijcie o czapce,
no a jeśli do sklepu macie kawałek, to warto
pamiętać również o mp3 i słuchawkach.
Czy to nie za dużo do zapamiętania jak na
jeden raz? A może zamiast kupować czapkę
i słuchawki osobno, warto kupić jedną rzecz,
która spełni obie te funkcje? Czapka ze zintegrowanymi słuchawkami, to z pewnością ciekawe rozwiązanie dla osób uzależnionych od
mp3. Słuchawki umieszczone w grubej warstwie materiału, z którego wychodzi kabel
(98cm) ze standardowym wejściem mini jack
3,5mm pozwalającym podłączyć je do każdego odtwarzacza. Można cieszyć się muzyką, która przypomni wam o wakacjach, albo chociaż o majowych medykaliach… „Krakowskie Przedmieście zalane jest słońcem.
Wirujesz jak obłok wynurzasz się z bramy...”
Marcin Szuper
fot. iwantoneofthose.com
„Za oknem zimowo zaczyna się dzień, Zaczyna kolejny dzień życia...” Dlaczego? Dlaczego
lato się już skończyło? Zima jest jak dla mnie
za bardzo męcząca, dlaczego nie da się tego
zmienić? Żyjemy przecież w XXI wieku. Za 12
lat planowany jest mundial, z którego hologramy będą mogły być przesyłane na każde
boisko świata. Naukowcy pracują również
nad teleportacją! Póki co udało im się przenieść na niewielką odległość pojedyncze atomy, ale prace ponoć idą w dobrym kierunku. A my ciągle musimy męczyć się z tą zimą,
która z roku na rok wydaje mi się być dłuższa
i mroźniejsza. Na szczęście są na tym świecie
ludzie, którzy są bardziej kreatywni ode mnie
i zamiast tylko narzekać na to, że za oknem
robi się coraz zimniej, postanowili temu jakoś
przeciwdziałać i przy okazji jakoś na tym zarobić. Oto najciekawsze gadżety, które przydadzą się każdemu kto będzie musiał wyjść
z domu choć na moment na ten śnieg
i mróz.
Skarpetki na baterie? Tak, to nie żart. Wiem,
brzmi trochę dziwnie, mnie trochę się kojarzy
z krzesłem elektrycznym, ale skarpetki te są
ponoć bardziej humanitarne. Jak zapewnia
producent ciepło rozprowadzane jest po całej
powierzchni stopy dzięki zastosowaniu włókien węglowych. Bateria o pojemności 4400
mAh ma zapewnić od 3 do 10 godzin grzania, w zależności od ustawionej temperatury, a możemy wybierać aż z pięciu poziomów.
Okablowanie łączące baterię ze skarpetkami
podobno jest dyskretne i nie ogranicza ruchów. Cena to raptem 265$. Skarpetki dostępne są w dwóch rozmiarach małym (2325cm) i dużym (25-27cm).
Poza ciepłymi skarpetami warto mieć również ciepłą kurtkę, a gdy już taką mamy
warto ją na czymś zawiesić. Hmmm... zwykłe wieszaki to nuda! Dlatego warto zainwe-
-3-
Ostatnie wydarzenia
na polskiej scenie politycznej przyprawiają mnie o mdłości.
M
am już dosyć całej szopki
w PiS - budowania sobie elektoratu na kłótniach i międzypartyjnych wojnach.
Ostanie zachowania opozycyjnej
partii Prawo i Sprawiedliwość są poza granicami dobrego smaku.
Polska opozycja zamiast zająć się
pracą i podjąć próbę merytorycznej debaty z pozostałymi frakcjami w parlamencie, zajmuje się kłótniami wewnątrzpartyjnymi i ciągłym oczernianiem rządu Donalda
Tuska. Obawiam się, że po wyrzuceniu Joanny Kluzik- Rostkowskiej
i Elżbiety Jakubiak, wszyscy politycy PiS zastanawiają się jak długo
będą jeszcze w tej partii i czy w ogóle jeszcze w niej są.
Ciągłe oczernianie rządu polskiego
na tle katastrofy smoleńskiej jest
bezpodstawne i nieeleganckie. Pozwólmy prokuratorom pracować
i nie liczmy na to, że śledztwo dotyczące tak wielkiej tragedii zakończy
się w ciągu kilku miesięcy.
Dlaczego Pan Jarosław Kaczyński,
nie jeździ co miesiąc na Wawel do
Krakowa , by odwiedzić grób brata, tylko podjudza Polaków składając kwiaty pod Pałacem Prezydenckim i organizując kolejne manifestacje będące gwarantem dalszej wojny
polsko-polskiej? Dajmy wreszcie żyć
rodzinom tragicznie zmarłych. Ciągłe zastanawianie się nad winowajcą katastrofy, nad tym czy w trumnach ze Smoleńska wróciły odpowiednie ciała, są nieludzkie i obrzydliwe. Po obejrzeniu najnowszego
spotu Prawa i Sprawiedliwości jestem oburzony i uważam, że Jarosław Kaczyński powinien odejść
z polityki. Gra na uczuciach Polaków, którą stosuje od momentu katastrofy smoleńskiej Prezes PiS jest
niesmaczna i nieetyczna.
Mam nadzieję, że budowanie elektoratu na śmierci brata i bratowej,
zakończy się fiaskiem i odejściem
Jarosława Kaczyńskiego na polityczną emeryturę.
Gregor Wierzchowski
z wyspy
Samorząd Studentów
Poznaj ich!
Monika Stefaniuk
Skarbnik
Łukasz Wójcik
Sekretarz
Kamil Wertel
Przewodniczący
Grzegorz Wierzchowski
V-ve Przewodniczący
Zmiana warty
- czyli nowy Samorząd
Anna Żebrowska
Członek Samorządu
Edyta Batalia
Członek Samorządu
Aleksandra Smarsz
Członek Samorządu
Wioletta Pieczykolan
Członek Samorządu
Edyta Więch
Członek Samorządu
acja: padłeś na pomysł ąd
Inforrm
W
rz
oblem?
wać? Za
Wojciech Wypych
Członek Samorządu
Jakub Włodarczyk
Członek Samorządu
-4-
Krzysztof Bojarski
Członek Samorządu
o
Masz p
o zrealiz rasza.
g
k
a
j
z
s
w zap
i nie wie
tudentó pozycji cały
S
u
d
ą
z
dys
ój
Samor
ź! Nie b
Waszej
d
o
j
d
y
z
y
r
m
P
ś
.
Jeste
104a
pokoju
w
ń
e
i
z
tyd
y...
gryziem
się - nie
z wyspy
Kamil Zieliński, Joanna Drobek
Koła naukowe na WSPA
fot. Piotr Kuszyk
Na naszej uczelni od wielu lat działają różne organizacje studenckie. Dzielimy je na Koła Naukowe, działające
w obrębie kierunków do których przynależą i Kluby, zajmujące się organizacją imprez. Każde spośród tych grup, ma swojego przewodniczącego, a koła naukowe – opiekunów, czyli wykładowców.
Z każdym rokiem
zmienia się program i działania
kół. Wszystko zależy
od studentów, czym
chcą się zajmować
i jaka problematykę poruszać.
W ubiegłym roku funkcjonowało wiele tego typu organizacji,
takich jak:
Koło naukowe Studentów Informatyki, które np. prowadzi
forum studentów WSPA. Miejsce tutaj znajdzie każdy, pasjonujący się informatyką czy zakładaniem stron WWW. To koło dla tych którzy chcą poszerzyć swoje wiadomości w dziedzinie systemów operacyjnych
i sieci komputerowych.
Koło Naukowe Studentów Socjologii tzw. „Wyspa Socjologów”, to nie tylko zajmowanie
się sferą naukowo – badawczą,
ale również prowadzenie szkoleń dla członków grupy, debaty i wykłady mające na celu
poszerzanie wiedzy związanej
z socjologią.
Koło Naukowe Administratywistów, jest to Koło stworzone
z ramienia studentów Administracji, które zgłębia tajniki kierunku.
Koło Naukowe Studentów Stosunków
Międzynarodowych
znajdzie się tu miejsce dla każdego studenta, który chce być
na bieżąco w sprawach związanych z relacją między państwami.
Koło
Naukowe
Studentów
Transportu - członkowie koła
zajmują się poszerzaniem wiedzy w dziedzinie transportu,
spedycji oraz logistyki.
Koło Naukowe Studentów Zarządzania zrzesza osoby pragnące rozwijać swoje pasje
związane z kierunkiem. To Koło dla studentów, którzy chcę
współpracować z jednostkami
gospodarczymi, działającymi na
rynku lokalnym.
Koło Naukowe Studentów Finansów
i
Rachunkowości.
W Kole poruszane są tematy
związane stricte z problematyką kierunku, ale także polityką
fiskalną i pieniężną jak i transformacją gospodarczą.
Koło
Naukowe
Studentów
Dziennikarstwa i komunikacji społecznej - jednym z obowiązków Koła jest prowadzenie właśnie czasopisma „Wyspa”, w którym poruszamy tematy związane z Uczelnią, życiem studenckim. Tym co nas
ciekawi, intryguję i bawi. Kolejnym zadaniem jest organizacja Ogólnopolskich Warsztatów
Dziennikarskich, na których co
roku pojawiają się znane osobistości z mediów.
Od tego roku na WSPA ruszył
także nowy kierunek, a wraz
z nim koło naukowe, związane
stricte z tematyką Gospodarki
przestrzennej.
Joanna Drobek
Niepełnosprawność – czy tylko fizyczna?
Sobota, 6. Listopad. Przed godziną 9. na miejscu parkingowym przeznaczonym dla
niepełnosprawnych, dostrzec
można luksusowe volvo.
Przykuwa to uwagę, ponieważ w samochodzie, w widocznym miejscu, nie
ma żadnego oznaczenia, które uprawniałoby kierowcę do zatrzymywania się
na tym fragmencie parkingu. Po chwili do samochodu podchodzi młody mężczyzna, wyraźnie zadowolony i wyraźnie całkowicie zdrowy. Sytuacja powta-
rza się po kilkunastu minutach. Przed
godziną 11, ten sam mężczyzna, razem z
młodą, również wyraźnie zdrową dziewczyną, wsiadają do samochodu i odjeżdżają…
Nie potrafię zrozumieć postępowania
kogoś, kto świadomy przeznaczenia tego miejsca parkingowego, pomimo braku uprawnień, zatrzymuje się na nim,
tylko po to żeby mieć bliżej do drzwi.
Przedstawiona sytuacja nie jest jednak
jednorazowa. Często na tym miejscu
można dostrzec samochód, który zdecy-
-5-
dowanie nie należy do osoby niepełnosprawnej. A może jest zupełnie inaczej.
Może, po prostu taka osoba, bardzo pragnie mieć możliwość zatrzymywania się
na tym miejscu?
W zasadzie jeśli jest w pełni zdrowa fizycznie i zatrzymuje się na nim, to chyba ma jakieś podstawy do tego. Przecież niepełnosprawność może mieć różne wymiary, nie tylko fizyczny…
Być może następnym razem kierowca
tego pojazdu uszanuje miejsce dla niepełnosprawnych…
Kamil Zieliński
fot. Kamil Zieliński
Parking WSPA - w pobliżu wejścia do budynku, znajduje się miejsce parkingowe, przeznaczone dla osób niepełnosprawnych. Miejsce to zostało wyraźnie oznaczone, przez umieszczenie na nim białego znaku, przedstawiającego osobę na wózku inwalidzkim. W zamyśle miało ono służyć studentom, posiadającym pewne utrudnienia fizyczne w poruszaniu się.
Niestety, obserwując wyspowy parking, coraz częściej można dostrzec, że jest zupełnie inaczej.
poznaj wykładowcę
Podróże! To moja
SPA
W
m
e
r
o
t
k
e
ificencjąrRzym Czarneckim
n
g
a
M
o
g
e
J
Rozmowdar zhab. Zdzisławem Je
– prof.
Sławna kobieta którą podziwiam…
Podziwiałem i podziwiam nadal wiele kobiet, nie koniecznie sławnych. Odpowiedź na to pytanie dla wielu będzie banalna. Dla nas, środowiska tej uczelni,
która wyrosła w kontakcie między innymi także z UMCS oczywiście musi być to
Maria Skłodowska – Curie. Patrząc dalej
w przeszłość – pierwsze stulecie naszej
ery, jest to Hypatia, spadkobierczyni grecko-rzymskiej nauki, zlinczowana przez
rozfanatyzowany tłum.
Podziwiam te kobiety za konsekwencje
i wierność wobec własnych poglądów.
Jeśli mógłbym przenieść się w czasie
i porozmawiać z filozofem byłby to…
Apoloniusz z Apamei. Dawno temu, jeszcze chyba jako student natknąłem się na
jego nazwisko jako stoika i uczonego zarazem. Jego pisma zaginęły i znamy go jedynie z relacji. Apameja to jedno z najciekawszych miejsc zabytków z epoki hellenistycznej i rzymskiej w obecnej Syrii. Byłem tam, wyobrażałem sobie że tam właśnie się urodził i chciałbym z nim porozmawiać.
Drugim byłby brytyjski, a tak naprawdę
szkocki myśliciel David Hume. Jako jeden
z pierwszych z nowożytnych umysłów,
trzeźwo oceniał bez żadnego zacięcia metafizycznego: naturę ludzka, miejsce człowieka w społeczeństwie i naturę ludzkiego
poznania. Z nim bardzo chętnie bym sobie porozmawiał. Ale pewnie nie na zasadzie sporu ale… takiego wzajemnego zrozumienia.
Studenci nigdy by nie zgadli, że
w dzieciństwie marzyłem o…
Prawdziwych cukierkach. Moje dzieciństwo przypada na czas holokaustu.
Widziałem i byłem świadkiem tego co
się działo jako małe dziecko. To nie były czasy jakiś wielkich marzeń. W okresie
przedświątecznym, przybierając choinkę
w kolorowe papierki, w które wcześniej
zawijało się kamyczki, po to aby udawały że są cukierkami. To o czym się marzy jest trochę odzwierciedleniem historii. Różne generacje dzieci marzą o różnych rzeczach, bo żyją w różnych warunkach czy okresach. Teraz nikt nie może wyobrazić sobie dziecka marzącego
o cukierku prawdziwym, a nie kamyku
w bibułce.
Oczywiście marzyłem także, żeby być odkrywcą. Wędrować pod żaglami po świecie jak bohaterowie różnych powieści młodzieżowych, które się czytało. Na pewno
nie marzyłem o tym że, będę tutaj z państwem prowadził zajęcia czy takie rozmowy.
Mimo kilkudziesięciu lat wykładania
na uczelni studenci zaskakują mnie…
Hmm, czym mnie zaskakują studenci…
Po tylu latach, po pierwsze bycia studentem, bo najpierw nim byłem, dopiero później zacząłem pracę ze studentami muszę stwierdzić : Nie zaskakuje mnie chyba nic. Wbrew częstej opinii mam duże
uznanie dla studentów. Czasem się sądzi że, kiedyś studenci byli lepsi - otóż
nie. Studenci są teraz może trochę inni,
są bardziej otwarci, także ze względów
politycznych, kulturowych czy geopolitycznych. Przecież studenci macie świat
w garści, paszporty w kieszeni.
Mogę tylko zasygnalizować pewne zjawisko, któro zauważam w tej uczelni i ostatnio na Uniwersytecie. Chyba wyraźnie poważniejszy stosunek zarówno do studiów
jak i do nauki maja studenci niestacjonarni - zaoczni. To wynika w jakimś stopniu z ich doświadczeń życiowych. Podejmują pewne ryzyko. Najczęściej sami ponoszą koszty czesnego, chodź i to nie jest
regułą. Obserwuję się to z roku na rok.
Nic szczególnie złego o studentach nie powiem, nie ma nic takiego.
Gdybym mógł być kimś innym to byłbym…
Pewnie jeszcze raz ponowiłbym tę samą
próbę. Byłbym tym samym człowiekiem
jedynie bogatszym o dotychczasowe doświadczenia. Nie widzę jakiejś potrzeby
zmieniania tożsamości. Chciałbym może
trochę mniej czasu spędzić w społecznym
systemie nazwanym przez Karla Poppera
społeczeństwie zamkniętym. Za duży kawał życia na tamten okres mi przypada.
Poza tym nie zmienił bym zasadniczo nic.
Media które śledzę to…
Prasa, systematycznie „Gazetę Wyborczą”, tygodniki takie jak „Polityka”. Ostatnio ciekawym pismem stał się „Wprost”
-6-
a także przegląd prasy w „Angorze”.
Na bieżąco korzystam także z Internet.
Jeśli chodzi o telewizję to przede wszystkim „TVN24”. Nawet gdy mnie ktoś zmusza nie potrafię oglądać seriali i filmów,
chyba że są to w tym ostatnim przypadku arcydzieła. Patrząc na te programy myślę sobie – Co mnie to obchodzi, co mnie
to daje. Jest wiele ciekawszych programów informacyjnych takich jak „BBC
news” czy popularnonaukowych. Bardzo dużo oglądam także programu w stacji „Discovery” czy „Planet” oraz programy
publicystyczne w języku angielskim.
Chciałbym żeby studenci zapamiętali
mnie jako…
Jako profesora czy egzaminatora, który
próbuje, chyba ze skutkiem, być zarazem
wymagającym i życzliwym. Lubię studentów, szanuję ich i dlatego właśnie mam
w stosunku do nich wymagania. Gdybym
tego nie robił znaczyło by to że nie traktuje ich poważnie.
Gdybym miał wymienić książki które
wywarły na mnie największe wrażenie
w czasie studiów były by to…
Studiowałem w latach 50tych. Podczas
pisania pracy magisterskiej potrzebowałem źródeł, które dostępne były tylko
w bibliotece Uniwersytetu Katolickiego
(ja uczyłem się na UMCS). Chcąc korzystać z księgozbiorów potrzebnych mi musiałem uzyskać zaświadczenie z pieczątką
od dziekana, że jestem studentem i piszę
pracę na dany temat i zezwala się mu na
korzystanie z bibliotecznych zbiorów.
W momencie gdy dostałem to zezwolenie moja praca magisterska poszła
w kąt. Zacząłem czytać literaturę polityczną. Przeczytałem wtedy wszystkie
dzieła Piłsudskiego, które mnie zresztą głęboko rozczarowały. Czytając je byłem ukształtowany w kulcie piłsudczyk
owskim. Po przeczytaniu sprawy zaczęły
mi się trochę komplikować. W każdym razie ta lektura jakoś mnie uformowała.
W tym czasie, chyba też przeczytałem Koran, przetłumaczony przez wywodzącego się z Podlasia, z polskich tatarów Murzy Taraka Buczacki. Był on dostępny na
KULu , potem gdzieś zaginął. Lektura Koranu otworzyła mnie na gotowość ak-
Katarzyna Kinczkowska
wielka pasja
Wywiad
stwo alpejskie, które po dziś dzień jest
moją zimową pasją. Staram się zawsze zimą trochę czasu spędzić w Alpach, w tym
roku także. Za każdym razem próbuję wybierać inny region.
Alpy są zbyt wielkie i zbyt piękne aby
przywiązywać się do jednego miejsca.
Wspaniałe są Dolomity włoskie, otoczenie Mont Blank, północne lodowce
Austrii, mnóstwo jest pięknych miejsc.
Wracając do wcześniejszego pytania:
Zarzucam młodym ludziom że, nie jeżdżą
na nartach.
Najpiękniejsze miejsce jakie widziałem…
Najpiękniejsze miejsce to chyba na pewno
Nepal. Szczególnie oglądany bezpośrednio
po przekroczeniu granicy Indyjskiej. Wjeżdżając z Indii do Nepalu odczuwa się szok
kulturowy. Indie są malownicze, kolorowe,
bajeczne, biedne ale i przeraźliwie brudne. Zakorzeniony był tam system kastowy. Najniższa kasta społeczna zajmowała się sprzątaniem i to się chyba utrwaliło.
Nie wypada się mi schylić, podnieść śmieć,
posprzątać, jest obowiązek najniższej warstwy społecznej. W Nepalu tego nie ma, jest
ubogo ale schludnie i czysto. I tak właśnie
inaczej niż w zajętym przez Chiny Tybecie,
zachowały się przepiękne zabytki kultu-
ry buddyzmu tybetańskiego, przypadające
częściowo na czasy naszych Piastów.
Drugi ciekawy kraj, pod względem
malowniczości chyba na drugim miejscu
to Maroko. Egipt jest oklepany. W Europie
na pewno Sycylia, pełna zabytków doryckich. Dużo jest pięknych miejsc na świecie, nie da się ich wyliczyć.
Brakuje mi czasu na…
Podróże!! To moja wielka pasja.
Zawsze chciałem zwiedzić…
Na pierwszym miejscu Alaska. Na pewno też Daleki Wschód , Wietnam, Kambodża. Ameryka Południowa jakoś mnie
nie ciągnie.
Moje święta są zawsze…Święta.. Moje Święta. Nie chcę Was gorszyć ale uciekam w ciepłe kraje. Kilka lat temu święta spędzałem
na Nilu płynąc z Luksoru do Asuanu statkiem. W tym roku będzie to jakaś jedna
z wysp na Atlantyku Środkowym.
Jedno z moim noworocznych postanowień to…
Dochować wierności temu (Pan Rektor
pali e-papierosa). Paliłem całe życie, od
kilku miesięcy bawię się tym pseudo papierosem i chciałbym przy tym pozostać.
Rozmawiała:
Katarzyna Kinczkowska
- Lubię studentów,
szanuję ich i dlatego
właśnie mam w stosunku
do nich wymagania.
fot. Piotr Kuszyk
ceptacji różnych tradycji, różnych religii
i różnych kultur. Bez wątpienia więc jakoś
mnie ukształtowała.
Z reguły byłem studentem…
Na swoim indeksie mam dwie czwórki.
Poza tym same piątki. Jakoś tak przypadkiem wyszło…
Żarty które mnie śmieszą muszą być…
Inteligentne, nie śmieszą mnie żarty prymitywne, połączone z nadużywanie czy
w ogóle używanie słów nieprzyzwoitych,
prymitywny seksizm.
Nigdy nie zrozumiem dlaczego młodzi
ludzie…
Rozumiem wszystko, każdy albo jest młody albo był kiedyś młody i każdy powinien
potrafić zrozumieć młodych ludzi. Rozumiejąc młodzież rozumie siebie samego
z przed iluś tam lat. Nie ma takich rzeczy,
których ja nie jestem w stanie zrozumieć.
Nie ma co wybaczać błędów młodości, bo
to nie są błędy młodości, tylko cechy młodości. Na tym polega młodość, że jest trochę rozwichrzona. Dzisiejsza młodzież jest
bardziej ambitna, bo wie, że w decydującym stopniu to od niej zależy co w życiu
się osiągnie.
Na bezludną wyspę zabrałbym ze sobą…
Laptop z zasięgiem internetowym, oczywiście wtedy nie była by to bezludna wyspa,
aparat fotograficzny. Książek chyba bym
nie zabrał, za szybko bym je przeczytał.
Zabrałbym też narty, gdyby był tam śnieg.
Jednym z moich hobby jest dobra kuchnia azjatycka więc wziąłbym pewnie łok.
Jest to chińskie ustrojstwo do przyrządzania różnych orientalnych potraw.
Moją pasja to...
Podróże ale podróże po oriencie - po krajach arabskich. Dawno temu, gdy prowadziłem seminarium doktorskie, swoim
doktorantkom zadałem pytaniem, „gdzie
spędziły wakacje?” zaskoczyły mnie, powiedziały że autostopem pojechały do Syrii, do świata arabskiego. Dodały także, że
nie bały się bo nigdy wcześniej nie były
w tak życzliwym środowisku. Było to jakieś 20 lat temu. Od tego czasu zacząłem
mój filtr z kulturą arabską. Afryka, Azja
to letnie pasje.
Uprawiałem kiedyś alpinizm oraz narciar-
-7-
przystanek Lublin: relacje
Debata
Nic się nie stało...
W środę 17 listopada w księgarni „Świat
Książki” odbyło się spotkanie autorskie
z Andrzejem Łapickim.
fot. Piotr Kuszyk
Z
Pierwsze rozdanie
3 listopada w WSPA odbyła się debata kandydatów
na Prezydenta Miasta Lublina.
O
becni byli: Izabella Sierakowska, Lech
Sprawka, Zdzisław Podkański, Henryk Rozwadowski, Zbigniew Wojciechowski, Jerzy Gryz i Andrzej Bieńko. Zabrakło kandydata PO, Wiceprezydenta Miasta
Lublin dr Krzysztofa Żuka, który gościł w
tym dniu w Lublinie ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego. Debatę
poprowadziła dziennikarka TVP Anna Duda –Ziętek, gościem specjalnym z Ministerstwa Infrastruktury był Marek Wierzchowski, konsultant krajowy Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Cała debata była podzielona na trzy panele
tematyczne: Student w Lublinie, Infrastruktura i Miasto przyjazne mieszkańcom. W każdym panelu kandydaci mie-
li trzy minuty na prezentacje
swoich wizji, następnie odpowiadali na
pytania zadane przez studentów i gości zebranych w auli.
Zwycięzcą prawyborów przeprowadzonych na koniec debaty została Izabella Sierakowska uzyskując 60% głosów.
Retransmisje debaty można obejrzeć na
http://www.wspa.pl/uczelnia/aktualnosci/
3141-debata_prezydencka_na_wspa.
Gregor Wierzchowski
Diabeł ubiera się w szczegółach
Jak w prosty sposób zmienić zwyczajne, oklepane życzenia noworoczne,
świąteczne czy urodzinowe w coś niebanalnego i uroczego jednocześnie
- pokazała nam Pani Anna Witkowska otwierając w sobotę 20 listopada wernisaż swojej limitowanej kolekcji kartek okolicznościowych.
ystawa
rozpoczęła się o godzinie 16.00 w Sali
Szklanej Akademickiego Centrum
Kultury
,,Chatka Żaka”. Otwarcie
poprzedziła krótka prelekcja koordynatora galerii oraz wystąpienie artystki.
Wszystkie prace Pani Anna wykonuje metodą kolażową, dbając przy tym o
wszystkie, nawet najdrobniejsze szczegóły. Ozdobione błyszczącym brokatem, maleńkimi lusterkami, koronką czy welurowymi kokardami kartki zyskują niezwykle ro-
mantyczny klimat, bardzo
w stylu glamour. Na kartkach oprócz motywów typowo świątecznych takich
jak karp, choinka czy płatki śniegu znalazły się również m.in. błękitna suknia
od Zaca Posena (to moja ulubiona kartka), fragment zdjęcia z kampanii
odzieżowej przeciwko rasizmowi - domu mody United Colors of Benetton,
oraz piękne zakątki Lublina.
Wernisaż potrwa tydzień,
a podczas zamknięcia
każdy będzie mógł kupić
te śliczne maleństwa.
Ja już zarezerwowałam
dwie z nich.
Katarzyna Krupka
fot. Mag.
W
nany aktor wraz z żoną Kamilą promował swoją najnowszą książkę „Nic się nie stało”. Do
lubelskiej księgarni na Krakowskim Przedmieściu tłumnie przybyli miłośnicy i fani legendarnego
aktora. Spotkanie rozpoczęło się
od przeczytania przez Andrzeja Łapickiego
i jego żonę Kamilę fragmentu ich książki.
„Nic się nie stało” to zbiór felietonów i rozmów z artysty z małżonką. Książka z humorem opowiada o życiu, modzie, polityce, sporcie a nawet o paparazzich. Para opowiedziała co było inspiracją do napisania książki
i jak wyglądały prace nad nią. Andrzej i Kamila Łapiccy wspominali czasy kiedy się poznali. Opowiadali o ich spotkaniach w hotelu „Bristol”. Nie zabrakło pytań o karierę polityczną. Znany aktor i reżyser zapytany o epizod w polityce odpowiedział, że polityka to gra, a on nie
chce brać w niej udziału. Nie brakowało pytań o życie prywatne . Kamila Łapicka powiedziała, że mąż lubi oglądać serial
„M jak miłość”. Andrzej Łapicki odpowiedział na to uśmiechem i zdradził, że
już niedługo zagra w tym serialu bogatego wuja.
Para wspomniała też, że trwają
prace nad kolejną edycją książki.
Możliwe, że ukaże
się ona za rok. Andrzej Łapicki obiecał, że ponownie
odwiedzi Lublin.
Ewelina Piasecka
-8-
Kamil Zieliński
Relacja
Cyber
Falkon
Gdy udało mi się przebrnąć
przez wejście, moim oczom
ukazała się olbrzymia ilość stoisk, na których można było zakupić różnego rodzaju gadżety,
ale także książki, gry i inne rzeczy związane z fantastyką. Wyposażony w
książeczkę zawierającą szczegółowy plan
konwentu, wyruszyłem na poszukiwania
„czegoś dla siebie”. I znalazłem. Grzegorz
Jaśkiewicz prowadził ciekawą prelekcję
na temat powstawania gier komputerowych. Po przedstawieniu (w dużym skrócie) historii gier komputerowych, prowadzący przeszedł do omawiania gier typu
2D (na przykładzie Super Mario Bros),
2,5D oraz 3D. Dużo czasu poświęcono
właśnie grom 3D.
Autor wyjaśnił, w jaki sposób powstają
trójwymiarowe modele, które są wykorzystywane w grach komputerowych. Na zakończenie prelekcji Jaśkiewicz dokładnie
opisał drogę, jaką przechodzi gra komputerowa od pomysłu do wprowadzenia jej
na sklepowe półki.
Po tej bardzo przyziemnego wykładu, zapragnąłem wysłuchać czegoś niezwykłego. I w ten sposób podążyłem do sali,
w której Konrad Kowalski wygłaszał prelekcję „Tajemnice świata, czyli krótki rys
najsłynniejszych zagadek”. Autor rozpoczął od przedstawienia niewyjaśnionych
zagadek Lotu 401, Lotu 19, „Latającego
Holendra” i Stonehenge. Druga część wykładu poświęcona była zjawiskom nadprzyrodzonym, takim jak duchy i demony. Konrad Kowalski przedstawił przykłady miejsc w Polsce, gdzie wg przekazów, można spotkać np. białą damę.
Na koniec poruszony został temat UFO.
Prelekcja przerodziła się w prawdziwą
dyskusję, wszyscy bowiem zgromadzeni na niej, okazali się być fanami zjawisk
niewyjaśnionych…
Po pierwszym dniu przekonałem się, że
Falkon przepełniony jest ciekawymi wydarzeniami. Jest ich tak wiele, że nie sposób spróbować ich wszystkich. Dlatego
też drugiego dnia planowałem wybrać się
na spotkanie autorskie z Anną Brzezińską. Niestety, z powodu choroby pisarki,
ten punkt nie doszedł do skutku.
W związku z tym, udałem się do Sali gier
bitewnych, gdzie grupka pasjonatów, rozgrywała partię Warhammera 40k. Jest to
gra, do której wykorzystuje się figurki postaci i pojazdów oraz makiety ukształtowania terenu. Szczerze mówiąc sam zapatrzyłem się w rozgrywkę i nawet nie zauważyłem, gdy minęła prawie godzina od
mojego wejścia do tej sali. Cały pokaz gier
bitewnych koordynował Robert Pleskot.
O godzinie 17:00 Marek S. Huberath wygłosił wykład pt. „Przyszłość ateizmu, ateizm w przyszłości”. Aula nr 19 wypełniła
się niemalże do ostatniego miejsca. Autor
postawił niezwykle odważną teorię, wg.
której ateizm jest religią…
Później zamierzałem wybrać się na konkurs wiedzy o grze Heroes III. Niestety,
gdy dotarłem do sali, w której odbywał
się wspomniany konkurs, okazało się,
że przyszedłem zbyt późno. Chętnych było tak wielu, że praktycznie nie było już
możliwości wejścia do środka. Nieco zrezygnowany udałem się ponownie do sali 219, gdzie pasjonaci Warhammera 40k
nadal otaczali stół, na którym znajdowały się figurki i makiety… Chciałem jeszcze wybrać się na spotkanie z Mają Lidią
Kossakowską ale rozładowany akumulator aparatu wymusił moją wizytę w wyspowym „akwarium”, w celu uzupełnienia
energii (tej w akumulatorze, jak również
i mojej, dzięki kawie)…
W sobotę udałem się na spotkanie autorskie z Andrzejem Pilipiukiem. Aula wypełniła się prawie po brzegi. Autor odpowiadał na pytania czytelników. Mogliśmy
dowiedzieć się, dlaczego w książkach Pi-
-9-
lipiuka często pojawia się wątek Norwegii. Autor zdradził także, jak to się stało,
że został pisarzem. Bardzo szczerze przyznał, że jednym z czynników wpływających na jego decyzję, były pieniądze, jakie
można było zarobić na pisaniu książek.
Później wybrałem się (ponownie) do sali gier bitewnych, gdzie odbywały się pokazy. Można było tam, razem z prowadzącymi, rozegrać partię Warhammera
40k. Przy innym stoliku odbywał się pokaz malowania figurek do gier bitewnych.
Wszyscy mogli wymieć swoje opinie na temat malowania, oraz nauczyć się technik
tego precyzyjnego zajęcia.
Na wieczór zaplanowano galę przyznania
nagrody im. Jerzego Żuławskiego.
Główną nagrodę, za powieść „Struktura” otrzymał Michał Protasiuk. Za powieść „Przedksiężycowi” złote wyróżnienie otrzymała Anna Kańtoch. Srebrne
przypadło Łukaszowi Orbisowskiemu, za
książkę „Święty Wrocław”.
Nagrodę specjalną, za nowatorską prozę
najwyższej próby, przyznano Jackowi Dukajowi za książkę „Wroniec”.
W niedzielę już od rana dawało wyczuć
się, że Falkon dobiega końca. Uczestnicy powoli rozpoczynali pakowanie się,
w celu powrotu do domów. Z każdą kolejną godziną Wyspa przestawała być dużym
kempingiem, z korytarzy znikały namioty
i wypakowany po brzegi plecaki. Ostatecznie Cyber Falkon
2010 zakończył się po 4
dniach wykładów, prelekcji i spotkań autorskich. Następny już
za rok.
Kamil
Zieliński
fot. Archiwum
Już na dwie godziny przed rozpoczęciem konwentu, pod drzwiami WSPiA
czekały tłum fanów fantastyki, którzy
przejechali wiele kilometrów, by obcować z nią przez 4 dni. Na korytarzach
nerwowo biegali organizatorzy, którym
zależało, by o godzinie 16:00 wszystko
było w 100% przygotowane. Na ulicach
Lublina, już od południa, można było
zobaczyć ludzi, których celem podróży była WYSPA.
fot. Kamil Zieliński
2010
przystanek Lublin
Katarzyna Kinczkowska
Hurra, etap drugi!
W konkursie o miano „Europejskiej Stolicy Kultury 2016” starało się 11 miast polskich. 13 października do drugiego etapu przeszły tylko pięć z nich. Jednym ze szczęśliwców okazał się nasz
Lublin! Z opinii publicznej wynika, że jest on faworytem. Miasta konkurencyjne to: Warszawa,
Wrocław, Gdańsk i Katowice. To, czy Lublin będzie reprezentantem Polski, wraz z wybranym krajem Hiszpanii okaże się już w 2011 roku.
K
onkurs Europejskiego Miasta Kultury ogłoszono w
1985 roku przez Radę Ministrów Unii Europejskiej. Matką projektu została jej twórczyni, minister kultury – greczynka Melina Mercouri. Nikogo nie
zdziwi, że wygraną w konkursie jako pierwsze cieszyły się Ateny. Miasto o niezwykle bogatej historii, miejsce gdzie narodził się teatr
i igrzyska.
Duże zainteresowanie i poparcie pchnęło organizatorów do tworzenia dalszych edycji.
W 1999 roku nazwę zmieniono na Europejską Stolicę Kultury. Do dnia dzisiejszego tytuł ten przyznano już 50 miastom. Jako je-
dyny w Polsce pochwalić się nim może tylko
Kraków, był on finalistą w 2000 roku.
Początkowo miano stolicy kultury otrzymywało jedno miasto na okres 12 miesięcy. Dzięki dużemu zainteresowaniu i pozytywnym przyjęciu, zasady zmieniono
i finalistów było już dwóch. Wygrana oznacza
ogromny prestiż zarówno dla samego miasta
jak i regionu. W konsekwencji zyskuje turystyka jak i sama promocja miejsca. Laureat otrzymuje także środki finansowe na rozwój w 2010 roku (ok. 1,5mln euro). Przez cały okres kadencji wybrany ośrodek prezentuje swoje najmocniejsze strony. Organizowane
są tam także różnego rodzaju koncerty, premiery, pokazy czy konferencje. Bez wątpienia
mają one wzbudzić zainteresowanie przede
wszystkim u obywateli innych krajów jak
i obywateli.
Lublin, Lublin, Lublin…
Region lubelski chodź ubogi, jest jednym
z najpiękniejszych naturalnych miejsc zarówno w Polsce jak i Europie. Przeważa tu spokój
i tradycja. Spotkać można wsie oddalone od
wielkich miast i codziennego pośpiechu. Życie
płynie tu wolniej, a obszary leśne, jeziora, bagniska czy wąwozy należą do jedynych w swoim rodzaju i najczystszych w Europie. Piękno
tego regionu przyciąga uwagę wielkiego świata. Organizowane są tu różnego rodzaju festiwale i koncerty. W Kazimierzu Dolnym nad
Wisłą co roku odbywa się słynny już Ogólnopolski Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych
a także festiwal Dwa Brzegi. Patrząc w drugą
stronę w Zwierzyńcu organizowana jest Letnia
Akademia Filmowa. W okresie letnim w Krasnymstawie odbywa się Ogólnopolskie Święto Chmielarzy i Piwowarów Chmielaki. Perełką renesansu w województwie lubelskim
jest rynek główny w Zamościu, oraz uzdrowisko Nałęczów. Prócz pięknych i niespotykanych miejsc Lublin to także miasto pamięci ze
względu na wydarzenia związane z drugą wojną światową. Miasto, w którym Unia Lubelska
łączyła kulturę i religię.
Bez wątpienia miejsce to napędzają studenci i to oni głównie są odbiorcami wszelkiego
rodzaju kultury. Dzięki licznym uczelniom,
Lublin mogą odwiedzać w formie wymiany
osoby z innych państw, co poszerza reklamę
miasta jak i turystykę.
Co nam da wygrana?
fot. Marcin Gontarz
Przez 12 miesięcy Lublin będzie gromadził
dużą rzeszę artystów, muzyków, a także turystów. Dzięki temu poprawi się wizerunek
miasta i będzie ono rozpoznawalne w całym
obrębie Europy. Wzrośnie nakład na kulturę, turystykę i usługi. Organizowane będą
dodatkowe festiwale i koncerty. Pozwoli na
to wysoka nagroda pieniężna. Lublin będzie
miał za zadanie łączyć kulturę wschodu i zachodu, współpracować z miastami państw
Białorusi i Ukrainy.
Aby plany zmieniły się w realizację potrzebne
jest zaangażowanie wszystkich mieszkańców
oraz całego regionu! Musimy się sprężyć, by
było o NAS głośno…
Informacje czerpane
z www.kultura.lublin.eu
Katarzyna Kinczkowska
- 10 -
przystanek Lublin
Sylwia Kuna
Na studia do Lublina
fot. Piotr Kuszyk
Uwzględniając wszystkie za
i przeciw Lublin jest
atrakcyjnym miastem dla
obcokrajowców.
Nie od dziś wiadomo, że Lublin jest miastem studenckim, są tu żacy zarówno z kraju jak i ze świata. Można tu spotkać
osoby z sąsiednich państw takich jak Ukraina czy Czechy ale także z zupełnie odległych kontynentów takich jak RPA,
Kongo, Tajwan czy Floryda. Lublin był jedynym miastem z Polski wybranym do udziału w fazie pilotażowej programu
"Miasta Międzykulturowe", efektem tego była wizyta przedstawicieli Departamentu Kultury.
Dziedzictwa Kulturalnego i Naturalnego Rady Europy, która miała miejsce pod
koniec stycznia
2008 roku. Poza
tym jest znane Stowarzyszenie
Homo Faber, które rozpoczęło projekt "Welcome to Lublin"
w 2009 roku - działania na
rzecz integracji cudzoziemców.
Na pytanie dlaczego studiujesz
w Lublinie słyszałam mnóstwo wypowiedzi, niewiele się
od siebie różniły, a jeśli nawet,
to opinie były zróżnicowane w
zależności od uczelni na jakiej
studiują pytani przeze mnie
obcokrajowcy. Głównym powodem dlaczego studenci wybierali lubelskie uczelnie to, to
że mają dobre opinie, program
studiów w języku angielskim,
krótszy system kształcenia,
chęć poznania polskiej kultury
oraz możliwość uzyskania stypendium przyznawanego przez
Fundacje Jana Pawła II (dotyczy głównie studentów KUL).
W wielu przypadkach zagra-
niczni studenci nie byli zadowoleni z niezbędnej pomocy
miasta/uczelni w pierwszych
dniach pobytu, nie udzielono
im informacji o tym, gdzie mogą zgłaszać się w razie niebezpieczeństwa lub potrzeby opieki medycznej, nie poinformowano ich także o najważniejszych miejscach w mieście,
o tym jak poruszać się po nim,
lepszej organizacji na uczelni - niezrozumiałe plany zajęć, nietypowe oznaczenia
sal. Wielu zagranicznych studentów skarży się na biurokrację w urzędach, związaną
z uzyskaniem np. karty pobytu,
główne problemy to brak możliwości porozumiewania się
w języku angielskim, studentom brakowało również zorganizowanych przez władze
uczelni wycieczek po mieście
a także spotkań z policją.
Na pytanie o to, czy żacy z zagranicy czują się bezpiecznie w Lublinie, słyszałam zazwyczaj przeczące odpowiedzi, co skłoniło mnie do pytania: Co powinno się zmienić, aby czuli się bezpiecz-
- 11 -
nie? Odpowiedzi były jednoznacznie - zbyt mała ilość policji szczególnie nocą i w miejscach, gdzie gromadzi się dużo studentów a nawet, jeśli to
mundurowi nie posiadają wystarczająco komunikatywnej
wiedzy, aby porozumiewać się
z nimi, problemem jest również zbyt mała ilość świecących nocą latarni na ulicach,
niewiele miejsc monitorowanych. Często obcokrajowcy
spotykają się z aktami nietolerancji wobec siebie w tym
mieście, czują się dyskryminowani ze względu na swoją
narodowość, wyznanie, bądź
przynależność rasową. Twierdzą, że Lublin jest nietolerancyjnym miastem, niekoniecznie przez innych studentów,
lecz przez mieszkańców. Problemem miasta jest też słaba
komunikacja miejska, szczególnie brak autobusowej linii
nocnej w tygodniu.
Mimo wielu niedociągnięć
studentom bardzo podoba
się miasto, - „Lubię aktywnie spędzać czas odwiedzając puby, restauracje, kluby,
chodząc do Centrum Handlowego Plaza, spotykając
się ze znajomymi, spacerując po Starym Mieście” - mówi Ross - student 2 roku na
UMCS, pochodzący z Kongo.
Pisząc ten tekst błędem byłoby nie zapytać, co studenci
z kraju myślą o cudzoziemcach - „Co prawda mam tylko jednego obcokrajowca na
roku, jest to uchodźca z Kazachstanu, jest jednak osobą bardzo komunikatywną,
myślę że czuje się tu dobrze
i swobodnie, bardzo podoba
mu się miasto i nie miał większych problemów z zaklimatyzowaniem się w nim” - mówi
'Cichy' - student 2 roku Politechniki Lubelskiej.
Uwzględniając wszystkie za
i przeciw Lublin jest atrakcyjnym miastem dla obcokrajowców. Mała ilość wypowiedzi
konkretnych studentów z zagranicy świadczy o tym, iż wolą oni nie ujawniać swoich danych, boją się bowiem publicznie negatywnie wypowiadać
obawiając się konsekwencji.
Sylwia Kuna
Cieka
sylwetka
Paweł, podczas meczu w hokeja na lodzie.
P
fot. Archiwum prywatne (2)
aweł nie ukrywa, że jest bardzo towarzyską osobą, czas wolny uwielbia spędzać ze znajomymi. Jeśli ktoś
chciał z nim porozmawiać (co także lubi), to często przebywa w Klubie Archiwum. Zdarza mu się denerwować, za
czym nie przepada – ale każdy ma jakieś wady. Według niego są ciekawsze
rzeczy niż sprzątanie, więc mama nazywa go bałaganiarzem. Jak sam przyznaje sumienność, punktualność i chęć pomocy to jego pozytywne strony. Zawsze
stara się kończyć to, co zaczyna i dawać
z siebie przy tym 110%.
20-sto letni student UMCS-u oraz
KUL-u. Otwarcie przyznaje że matematyka w liceum nie była jego mocną stroną. Skąd wiec zarządzanie i ekonomia,
które studiuje? Twierdzi, że to przypadek, wiedza w przyszłości pomoże mu
w otwarciu własnego biznesu. Obie
uczelnie na których spędza połowę swojego czasu są dla niego przyjazne. Przyznaje jednak, że lepsza atmosfera panuje na UMCS – może dlatego, że na tej
uczelni zaczął studia.
Mali chłopcy często marzą by w przyszłości zostać: policjantami, strażakami czy piłkarzami. Tak też było w przypadku Pawła. Wspomina codzienne mecze piłki nożnej z kolegami pod blokiem. Przez pewien okres czasu Paweł
grał w klubie sportowym „Legion Lublin”, wtedy też marzył o sławie. Kariera piłkarska prysła, gdy bieganie za piłką stało się nudne. Nie był to jednak koniec przygody ze sportem. Murawę boiska zamienił na lodowisko, a piłkę na
krążek. Do stroju „służbowego” dołożył
kask, ochraniacze i kij. Hokej o którym
jest mowa do dzisiejszego dnia jest jego
ogromną pasją.
– Wszystko zaczęło się, kiedy siostra zabrała mnie po raz pierwszy na lodowisko, już wtedy wiedziałem że LUBIĘ TO!
Jako 15-sto letni chłopak wybrałem się
na trening drużyny hokeja. Osoba, która mnie na niego zaprosiła, stała się moim przyjacielem, a gra ogromnym zamiłowaniem. Hokej to wspaniała gra zespołowa, dzięki której mogę rozładować
swoją energię. Podczas meczy czuję napięcie, adrenalinę oraz chęć walki i zwycięstwa. Koledzy z drużyny „LHT” są dla
mnie jak bracia, trzymamy się razem
– opowiada.
Mroźna zima i upalne lato to idealna pogoda dla Pawła. Ferie zimowe uwielbia
spędzać na czeskich stokach, szusując
na nartach. Na wakacyjne wypady wybiera jezioro ze znajomymi gdzie zawsze
jest dobra impreza. Brazylijska plaża
Copacabana to idealne miejsce na wymarzone wczasy, gdzie ma nadzieje kiedyś je spędzić.
Ciepłe miesiące, to dla niego bez wątpienia możliwość do realizacji drugiej
pasji. Gdy kończy się sezon hokeja zaczynają się motory. Przyznaje, że jest to
bardzo niebezpieczny sport, łatwo można stracić życie, ale „jak się coś kocha to
nie zwraca się na to uwagi” – przyznaje.
W maju 2009 roku miał wypadek
- o konsekwencjach nie chce mówić.
Yamachę na której wtedy jechał trzeba było oddać na złom (pisząc te informacje sama boje się wyobrazić sobie jakie musiało być to groźne). Trauma po
Paweł Głuszak - zodiakalny koziorożec, mieszkaniec Lublina. Marzy, aby wraz z przyjacielem w przyszłości założyć własny biznes, a będzie nim restauracja i klub. Pomysł na otwarcie takich miejsc zrodził się „po prostu”, przy zwykłej rozmowie
o przyszłości i zarobkach. Wygląd klubu/restauracji to jak na
razie tajemnica, pewne jest to, że oba miejsce mieścić się będą w Lublinie.
- 12 -
awy student
Katarzyna Kinczowska
Paweł Głuszak
tym zdarzeniu trwała jakiś czas. Paweł
nawet nie chciał słyszeć o tych maszynach: „Przez dłuższy czas mówiłem sobie, że już nigdy nie wsiądę na motor.
Po jakimś czasie jednak wsiadłem na
Hondę kolegi. Pierwsze metry były trudne ale miłość do tego wszystkiego wróciła i znowu się zaczęło…. Aktualnie jestem w poszukiwaniu jakiejś nowej maszyny. Jazda na motocyklu i prędkość
to jest cos niesamowitego. Jadąc te ponad 200km/h czuje się taki wolny, nic
mnie nie obchodzi, to działa jak narkotyk, uzależnienie. Jestem świadomy ze
może to być mój ostatni raz, bo coś może się zepsuć – w końcu tylko maszyna.
Nie ma to znaczenia, wsiadam znowu
i odkręcam manetkę gazu. Jednak tak
szalony, jak się wydaje, to nie jestem.
Przy prędkości 250 km/h powiedziałem: stop więcej nie jadę - masakra...
czyli jednak mam jakieś granice” opowiada.
Tak jak każdy facet Paweł lubi dobrze
zjeść. Jego ulubiona potrawa? Kotlet
z piersi kurczaka w panierce z ziemniakami i świeża sałatą ze śmietana – tradycyjna polska kuchni w wykonaniu jego mamy jest wyśmienita – zapewnia.
Widać że rodzina to jego priorytet. Rodzice są jego autorytetem, zaznacza, że
stara się brać z nich przykład i uczy
się od nich dobrych cech ale w jakimś
stopniu też tych złych. W przyszłości
po skończeniu studiów prócz biznesu
chciałby założyć rodzinę, wraz z żoną
i dziećmi mieszkać we własnym domu
pod Lublinem.
Ostatnio zafascynowała go muzyka lat
80 i 90 . Według niego piosenki z tego okresu mają duszę. Ulubiony film
to Dangerous Minds – młodzi buntownicy – trochę tak jak ją, dodaje.
Po imprezach w Archiwum ciężko jest
go zbudzić, przyznaje, że ma mocy sen,
Gdy uda się to komuś w środku nocy
– potrafi usiąść, rozmawiać, a nawet coś
zrobić. Potem kładzie się spać dalej. Rano nic nie pamięta – czyżby Paweł był
lunatykiem?
Katarzyna Kinczkowska
fot. Archiwum prywatne
– Wszystko zaczęło się,
kiedy siostra zabrała
mnie po raz pierwszy
na lodowisko, już wtedy
wiedziałem, że LUBIĘ TO!
SYLWETKA
- 13 -
Ki jejasia
K
rupka
Grupka
Poznaj nową redakcję WySPY (od lewej)
Joanna Drobek - Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Szczęściara, bo moja pasja wiąże się
z wybranym przeze mnie kierunkiem.
W wolnym czasie spotykam się z przyjaciółmi i namiętnie czytam książki Lauren Weisberger. Kieruję się zasadą – kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał
siły do walki. Nienawidzę zimy.
Marcin Szuper - Skoro mowa jest srebrem a milczenie
złotem to nic o sobie nie powiem!
Kamil Zieliński - Na WSPA studiuję informatykę.
Niektórzy (delikatnie złośliwi) znajomi mówią na mnie
"noł-lajf"... Poza tym studiuję także socjologię (poszukuję przyczyn absurdalnych zachowań naszego społeczeństwa. Znajdę je. Kiedyś. Na pewno). W wolnych
chwilach zajmuję się dziennikarstwem (głównie sportowym), oraz kłóceniem się z innymi ludźmi... Lubię
swój komputer, książki Agathy Christie i polski hip
hop (ale nie ten z nurtu JP 100%).
Marta Libich - Luksusowo studiuje, ciężko pracuje
i czekam na teleturniej, w którym trzeba będzie opatrywać rany i rozwiązywać kazuski, aby wygrać milion
(zgłaszam się w ciemno!). W wolnych chwilach myślę
jak wygrać w totka, objąć władzę nad światem i schudnąć.
Katarzyna Krupka - ,,Może się zdarzyć, że urodziłaś
się bez skrzydeł, ale najważniejsze żebyś nie przeszkadzała im wyrosnąć” - Coco Chanel. Chcę mieć polski
odpowiednik Vogue, poznać Vivienne Westwood i przeprowadzić wywiad z Joanną Bojańczyk.
Aleksandra Cichańska - Narkomanka słowa pisanego. Fanatyczka muzyki rockowej. Infiltratorka życia
społecznego. To ja. P.S: I kocham kawę z miodem.
Sylwia Kuna - Zakręcona 20-latka, studiująca na co
dzień życie, od czasu do czasu resocjalizację społecznie nieprzystosowanych. Podobno posiada wielki potencjał aczkolwiek drzemie w niej bestia zwana leniwcem.
Katarzyna Kinczkowska - Niepoprawna... pesymistka
- mimo wszystko pisze...
Anna Sławińska - Zadałam sobie jedno bardzo, ale to
bardzo ważne pytanie – co chcę w życiu robić, a potem
zaczęłam to robić. Dlatego studiuję dziennikarstwo!
Uwielbiam amerykańskie kino z lat 50 i książki Paolo
Coelho, nie znoszę rutyny i owoców morza.
nowa redakcja wyspy
polecamy!
polecamy!
polecamy!
polecamy!
polecamy!
polecamy!
polecamy!
Nowy powiew Abradabingu
Płyta
Dwa lata od ostatniej solowej pozycji Abradaba znacząco ukształtowało się spojrzenie
na muzykę członka legendarnego
Kalibra 44. Czwarty album, to stopniowe odejście od
dotychczasowego
klimatu produkcji. Marcin Marten
do współpracy przy „Abradabingu” zaprosił O.S.T.R.a, który wyprodukował cały materiał. I jest to istotna cecha charakterystyczna dla tej płyty. Od początku słychać, że życzeniem Daba było, aby muzyka była bardziej instrumentalna niż do tej pory.
Wokal Abradaba to już zupełnie inna bajka w porównaniu
do tego, co prezentował z czasów zabawy muzyką
z Joką i Magikiem. Dojrzały raper wyluzował styl i poprawił się pod względem technicznym – nawet względem wcześniejszych solówek. Muzyka z „Abradabingu” nie nadaje się raczej na imprezę, koncertowo też nie wypada najlepiej. Jest to płyta idealna do domowego zacisza, mimo, że
posiada charakterystyczną energię, która nie pozwoli na
melancholię.
Po przesłuchaniu całości oczywistym jest fakt, że kolaboracja z Ostrym wyszła na dobre. Raper doskonale „oswoił” szybkie, energiczne bity Daba, co niekoniecznie musiało
być proste. Aby polubić tą płytę, trzeba lubić wokal Daba.
Gusta są podzielone, i może dlatego jego płyty nie potrafią
zawojować list sprzedaży. Marka Abradab jest wciąż ceniona, a jego albumy zauważalne. W tym przypadku „Abradabing” powinien być także doceniony.
Daniel Pachla
Lars Kepler „Hipnotyzer”
C
zytaliście książki Larssona albo
Mankella? Lubicie kryminały? Jeżeli tak to ta książka jest właśnie dla was.
„Hipnotyzer” to thriller długo wyczekiwany przez fanów skandynawskich kryminałów. Grudniowa noc - psychiatra Erika Maria Barka odbiera telefon. Komisarz Joona Linna prosi o pomoc, prosi
o hipnozę. Hipnozę chłopca, którego rodziców i siostrę brutalnie zamordowano.
Książka
Ale czy dzięki hipnozie uda się odkryć
tajemnicę morderstwa? Inteligentna i zaskakująca fabuła, mistrzowska intryga,
genialna konstrukcja. A do tego wszystkiego ostry i wyrazisty język. Historia
z kartki na kartkę coraz bardziej ciekawa i wyrafinowana. Jak z kapelusza czarodzieja wyskakują nowe historie, w takiej dawce że nie da się ochłonąć. Nic
tylko siadać i czytać! Ewelina Piasecka
VA – Nice Up The Dance: U.K. Bubblers 1984-87
K
iedy
rok
1984 przynosił wytwórni
Fashion
kolejne sukcesy
wydawnicze,
ludzie
związani z Greensleeves postanowili założyć
konkurencyjny label o nazwie U.K. Bubblers. Był to
projekt stworzony głównie
dla nowej generacji brytyjskich ”nawijaczy”. Nowy projekt skupiał się
na promowaniu młodych talentów dając im szanse zaistnienia na brytyjskiej scenie reggae.
Pierwsze utwory dla nowej wytwórni nagrali Tippa Irie,
Daddy Colonel oraz Daddy Rusty – członkowie jednego
z najlepszych brytyjskich soundsystemów Saxon.
Album składa się z dwóch płyt, na których znajdziemy wybuchową mieszankę dancehallu z lovers rockiem.
- 16 -
Płyta
Na track listę składa się 36 utworów, których głównym
tematem jest przedstawianie często szarej rzeczywistości
żyjących w brytyjskich miastach emigrantów pochodzenia karaibskiego.
Wszystko to ukazane w krzywym zwierciadle. Jak pisałem wcześniej na płycie znajdują się również utwory
spod znaku lovers rocka – czyli utwory miłosne, które są
doskonałym dopełnieniem całego albumu.
To wydawnictwo jest idealnym przykładem na t o, jak
w łatwy sposób można przedstawić historię jednej z najważniejszych wytwórni ery brytyjskiego dancehallu. Kolejnym elementem przemawiającym za tym, że warto kupić ten krążek jest dołączona książeczka, z której dowiemy się wielu informacji na temat powstania jak i szczegółów z życia legendarnego U.K. Bubblers.
Płytę polecam w szczególności osobom chcącym poznać
szerzej historię brytyjskiej sceny reggae lat 80.
Fanom, którzy kochają płyty winylowe radzę dokładnie
przejrzeć serwis aukcyjny Ebay, na którym znajdziecie
sporo utworów z tego albumu wydanych na 7 i 12 calowych singlach jak i na płytach długogrających.
BST Selecta
http://www.myspace.com/beesteselecta
N
areszcie Monika „zerwała
się ze smyczy” show biznesu i czym prędzej popędziła
do studia nagrać ten nowatorski i bardzo odważny niszowy
album. Młodziutka wokalistka
zrozumiała, że narzucony jej
styl który mogę określić jako
„popowo nijaki” nie oddaje jej
prawdziwego charakteru.
„Granda”
jest
rewelacyjna. Znakomite dźwięki połączone z ciekawym tekstem… te-
Płyta
go po prostu chce się słuchać. Stylistycznie trochę upodobnia się do koleżanek po fachu: Gaby Kulki czy Marii Peszek,
i dla mnie jest ciekawsza niż jej starsze inspiracje. Na płycie słychać góralskie instrumenty i zabawy z elektronicznym
brzmieniem. Kiedy Brodka erotyzuje w zmysłowym „Saute”,
grozi porachowaniem kości w „Grandzie”, radośnie podskakuje w „W pięciu smakach”, albo kołysze w balladzie „Syberia” można jej słuchać bez końca. Płyta jest ogromnym, bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Mimo. że zarzuca się Monice kopiowanie stylu innych artystów, ja uważam, że płyta jest
oryginalna, odważna i przede wszystkim z charakterem. Wielkie brawa, oby tak dalej.
Anna Sławińska
„ Soldier of Love” - mieszanka ciepła i melancholii
M
inęło 10 lat i mamy 42 minuty pięknie brzmiącego, głębokiego głosu. Sade mimo że ma
51 lat zachwyca tak samo
swoją muzyką, jak i wyglądem. Przez ostatnie 10 lat
fani wokalistki musieli odkurzać swoje półki w poszukiwaniu jej starych płyt.
Było warto czekać. Album
„Soldier of Love” to nic innego
jak
najprawdziwsza
Sade
z
nowszymi brzmieniami. Roman-
tyczne ballady połączone
z popem, r&b, a nawet reggae zachowują jej unikalny
styl utrzymując ją w dalszym ciągu na najwyższym
poziomie.
Pierwszy singiel pochodzący z płyty, zatytułowany jak sam krążek, to mocny i jak dla mnie zaskakujący utwór. Troszkę ciężkie
brzmienie jak na Sade, ale
z pewnością jest to najlepsza
pozycja na trackiliście. Piękna bogini soulu nie straci-
Płyta
ła nic ze swoich muzycznych mocy i hipnotyzuje jak tylko włącza się głośniki. Kołysze reggaeowym
bitem, jak w przypadku piosenki” Babyfather”
i uspokaja nucąc” The moon and the sky”.
Album z całą pewnością
nadaje się na długie jesienne wieczory - rozgrzewa
i budzi do życia, pozostawiając po sobie trochę ciepła
i uśmiech na twarzy.
Anna Sławińska
Santogold- Złoto dla odkrywców
W
okalistka raczej mało znana, nie rozpisują się o niej
na łamach kolorowych czasopism, a mimo to dała sobie radę i z pełną parą wdarła się do branży z całkiem niezłym wynikiem. Jej debiutancka płyta wydana tuż po małej produkcji „ I Belive In Santogold” w pierwszej kolejności zyskała popularność w sieci, dopiero potem docenio-
- 17 -
Płyta
no ją w szerszym muzycznym gronie. Szukając informacji o niej natknęłam się na muzyczną trójcę: Switch, Diplo
i M.I.A. Ich współpraca dała niezłe plony w postaci krążka
,,Santogold”. Pyskata i zadziorna Santi White stała się nadzieją na nowe brzmienie, niewykreowane przez wielkie fonograficzne koncerny i ludzi, którzy na muzyce znają się tyle, co ja
na budowie atomu. Santogold objawiła się jako artystka na
miarę dzisiejszych, wymagających czasów – ostra jak brzytwa,
a przy tym przebojowa.
Undergroundowe brzmienie czarnoskórej wokalistki opływa
złotem. Jej debiutancka płyta jest prawdziwą kopalnią skarbów. Połączenie reggae, grime oraz indie rocka z electro zawróciło mi w głowie. ..
Santi White wywodzi się z Nowego Jorku. Jest wokalistką, producentką i autorką tekstów. Jej pierwsze utwory pojawiły się
w internecie w 2007 roku. Sukces osiągnęła rok później, kiedy
magazyn Rolling Stone umieścił jej singiel na 2 miejscu najlepszych debiutów 2008 roku. Koncertowała między innymi
z Beastie Boys i Coldplay. Na swoim koncie ma również
współpracę z raperem Jayem-Z - ich utwór został wykorzystany w filmie ,,Notorious”. Jeśli ktoś nie miał okazji obcować
z Santi, serdecznie polecam.
Nie jest to typowa amerykańska gwiazda - bujającej się z Chanel w ręku i Diorem na nosie, ale w centkowanych leginsach
i żarówiastych Airmaxach świetnie sobie radzi. Ciekawe
dźwięki i nowa nadzieja w końcu warta złota.
Anna Sławińska
recenzje
„Granda” – nowa płyta, lepsza Brodka
,,Dying
to
tell
czyli koszmar fotoreporterów
praca
Czym jest dla mnie zawód dziennikarza? Niby proste pytanie, na które większość odpowiedziałaby coś w rodzaju: dziennikarz to osoba, która zbiera informacje. Powiedzieliby poprawnie. Okazuję się, ze zawód ten ma dużo do zaoferowania, niestety ma też dużo do zabrania.
E
tymologia słowa: dziennikarz, sprowadza się
do ogólnej charakterystyki. Przytoczę hasło z Wikipedii. Dziennikarz
– osoba zajmująca się
przygotowywaniem i prezentowaniem materiałów
w środkach masowego przekazu.
Pierwotnie termin ten oznaczał osobę piszącą teksty w gazetach, wraz
z rozwojem środków przekazu objął
także osoby zajmujące się przygotowywaniem materiałów w radiu, telewizji
i internecie.
Istnieją również specjalności dziennikarskie takie jak: dziennikarz sportowy, korespondent, dziennikarz muzyczny, reporter czy też fotoreporter.
Ten ostatni będzie przedmiotem mojej pracy, moich spostrzeżeń i przemyśleń.
Od zawsze chciałam być fotoreporterem. Być zawsze tam gdzie dzieje się
akcja, być w samym centrum zdarzenia. Wtapiać się wręcz w sam środek,
by wyłapywać to, co najważniejsze to,
co poruszy mnie i innych. Robiąc zdjęcia zatrzymujemy czas. Uwieczniamy
chwile, ułamki sekundy. Jedziemy na
koncert by pstryknąć parę fotek wokaliście, jedziemy na mecz by upamiętnić złotą bramkę Mistrzostw Świata,
jedziemy na wojnę by… No właśnie,
po co?
Reportażyści wojenni mają w swoim
zadaniu coś więcej niż tylko zrobić te,
parę zdjęć. To dzięki nim, my zwykli
ludzie dowiadujemy się o tych wszystkich okropnościach, jakie dzieją się na
świecie i niedaleko nas samych. Ich
praca ma zupełnie inne oblicze. Pełne
jest niebezpieczeństwa, bólu, łez i dylematów moralnych. Dziennikarz powinien być obiektywny. Czysto schematyczny, nastawiony precyzyjnie by
wykonywać dokładnie swoje zadanie.
Czyli, żeby być dobrym fotoreporterem
trzeba być pozbawionym uczuć, ludzkich odruchów?
Każdy człowiek inaczej zareaguje na
widok śmiertelnie wychudzonej dziewczynki, spragnionej do granic wytrzymałości, konającej na polanie.
Ale 99,9% pomoże jej. A dziennikarz?
Przepędzi tylko sępa czyhającego
by zaatakować bezsilną, malutką ofiarę. Kevin Carter za swoje zdjęcie sudańskiej dziewczynki i sępa otrzymał
nagrodę Pulitzera. To zdjęcie wstrząsnęło światem. Otworzyło oczy społeczeństwu na
to, co miało miejsce
w Sudanie.
Ale również
zrujnowało
utalentowanego fotoreportera. Susan
D Moeller
w
książ-
ce “Compassion Fatigue: How the Media Sell Disease, Famine, War and Death” pisze, że po tym wydarzeniu Carter ,,usiadł pod drzewem, rozmawiał
z Bogiem, płakał i myślał o swojej córce, Megan”. To ujęcie zmieniło jego życie. Wielu ludzi potępiło go za to, że nie
pomógł dziewczynce. On sam przeżywał z pewnością koszmar, załamał się,
zatapiał się w nałogu alkoholowym, popadł w kłopoty finansowe. Nie potrafił
sobie poradzić ze świadomością tego,
co go otacza. Był przerażony tym, co
widział i tym, co musiał fotografować.
Jego stan się pogarszał. Po powrocie
z Sudanu życie młodego dziennikarza
rozpadało się kawałeczek po kawałeczku. 27 lipca 1994 roku, w dwa miesiące po otrzymaniu nagrody Carter popełnił samobójstwo. Myślę, że mimo
świadomości, jaką posiadał, że robiąc
zdjęcia wśród cierpiących tysięcy ludzi,
robił jednak coś dobrego, nie potrafił
się z tym pogodzić. Mimo, że jego praca miała pomagać, miała poprzez zdjęcia nawołać do działania Carter czuł
się bezsilny. Nie wytrzymał tego ciężaru i się poddał.
Inną ofiarą wojennego dziennikarstwa
jest Dan Eldon. Film oparty na jego
pracy w Somalii „Dying to tell story”
poruszył moje serce, ale i popchnął do
zwątpienia w moje marzenie bycia fotoreporterem.
Dan był angielskim fotoreporterem.
Wraz z trzema kolegami dziennikarzami został zabity przez rozgniewany
tłum Somalijczyków. Pozostawił szereg
dzienników, które jego rodzina pokazywała po śmierci na całym świecie na
wystawie. W lecie 1992 roku nasilała
się klęska głodu w Somalii. Dan poleciał do obozów uchodźców w Kenii. Zatrudnił go Reuters. Był obecny w Mogadiszu podczas lądowania amerykań-
- 18 -
story”
Anna Sławińska
rzać sobie, po co tam jestem,po co
tam przyjechałem. Przed taką podróżą
trzeba nastawić się na najgorsze. Wojna niszczy nie tylko budynki, ale niszczy również ludzi, żołnierzy i cywilów
w tym także fotoreporterów. Fotoreporter staje z wojną oko w oko i musi walczyć, walczyć na swój sposób z aparatem przystawionym do głowy. Historię
Dana powinien znać każdy, kto planuje
rozpocząć karierę fotoreportera. Nawet
nie zdajemy sobie sprawy ilu dziennikarzy już nie wraca w takiej wyprawy.
Dane statystyczne są przerażające.
Oprócz dziennikarzy, w czasie wykonywania obowiązków służbowych
śmierć ponoszą również współpracownicy (technicy, kierowcy, tłumacze,
ochroniarze).
Liczba zabitych dziennikarzy rośnie.
Niepokojący wzrost liczby morderstw
potwierdzają statystyki za ubiegłe lata.
W całym 2006 roku zginęło 85 dziennikarzy, a rok wcześniej 63. 2004 rok
przyniósł 62 ofiary wśród ludzi mediów, a 2003 – 40. Najspokojniejszy
okres miał miejsce pięć lat temu, gdy
na całym świecie zginęło 20 dziennikarzy.
Okazuje się, że wciąż najbardziej niebezpiecznym miejscem pracy jest Irak,
gdzie tylko w tym roku śmierć poniosło 41 reporterów. Bardzo niebezpiecznie jest również w Somalii – 7 ofiar,
a także Pakistanie, gdzie zginęły 4 osoby. Kolejne miejsca na krwawej liście
zajmuje Sri Lanka (3 ofiary).
Zawód reportera jest bardzo specyficzny. Nie nadaje się dla ludzi, którzy
nie lubią ryzyka i nie szukają sensacji. Reporter widzi cierpienie ludzi częściej niż my. Przedstawia je za pomocą słów i obrazów. Opowiada nam historie. Dla mnie największym problemem, podejrzewam, że dla wspomnia-
- 19 -
nych tu dziennikarzy też, byłby problem dystansowania się do opisywanej
historii. Musimy umieć odnaleźć linię,
za którą fotoreporter przestaje nim być
a staje się uczestnikiem. Kiedy powinien włączyć ludzkie odruchy a wyłączyć lampę. Reporterzy otwierają nam
okna na świat. Niesprawiedliwe jest
myślenie, że skoro są na miejscu zdarzenia powinni pomagać pokrzywdzonym ludziom. Oni i tak płacą ogromną
cenę za wykonywanie swojego zawodu.
My widzimy tylko kawałeczek historii oni ją przeżywają w całości. Trzeba
pamiętać, kim jest fotoreporter i jakie
ma zadania. Oni są potrzebni, bez nich
wiele okrucieństw nie ujrzałoby światła dziennego.
Carter tak samo jak i Dan zapłacili najwyższą cenę, swoje życie. Zabiła
ich pasja, zabiło ich to, co kochali najbardziej. Carter balansował na krawędzi przez 11 lat. Całkowicie poświęcił
się pokazywaniu tej najgorszej strony
świata. Danowi życie prześlizgnęło się
przez palce. Obaj zrobili coś dobrego,
obaj opowiedzieli nam swoją historię.
Ja nie potrafię opisać jak dużym szacunkiem darzę fotoreporterów wojennych i nie tylko. Przypominając sobie
sceny z filmu i to słynne zdjęcie Cartera przechodzą mnie dreszcze. Ich praca zawsze wywierała na mnie ogromne wrażenie, ale teraz dopiero wiem tak
naprawdę, co to znaczy zawód dziennikarza.
Anna Sławińska
Źródła:
www.wiadomosci24.pl/artykul/
dziennikarze_na_celowniku_mordercow_43314.html
wikipedia.org/wiki/Dziennikarz
www.psz.pl/tekst-19390/Michal-Staniul-Sep-glodujace-dziecko-i-koszmary-reportera
fot. sxc.hu
skich oddziałów. Jego zdjęcia z Somalii
trafiały odtąd na okładki gazet i czasopism całego świata.
Zginął 12 lipca 1993 roku podczas
walk między Amerykanami a siłami
Aidida, gdy pomyłkowy ostrzał z helikopterów zabił 50 cywilów. Tłum pobił
i ukamienował przebywającą w pobliżu
czwórkę reporterów.
Dan kochał to,co robił. Na większości
zdjęć jest uśmiechnięty. Swoje zadania wykonywał z pasją, miał moc twórczą.
Film przywrócił mi trzeźwość umysłu. Przecież fotoreporterzy wojenni są
uczestnikami tych wojen. Otacza ich
tyle zła i spotyka tyle przykrości a oni
mimo to dalej muszą wykonywać swoją
pracę. Jak można być świadkiem tylu
okrucieństw, i łapać kolejne ujęcia?
Nawet nie potrafię pomyśleć, co oni
muszą czuć w takiej chwili. Co nimi kieruje? Chęć pstryknięcia dobrego zdjęcia, by zdobyć uznanie czy chęć
upamiętnienia tego, o czym my nie
mamy pojęcia. To dzięki fotoreporterom przecież stacje telewizyjne mają
materiał. Dan był bardzo młody, kiedy zginął, jego kariera dopiero nabierała rozpędu. Mimo tego już był doceniony. Mógł wrócić. Mógł opowiadać swoja historię, nie uczestnicząc już w tym
piekle. Nie zrobił tego. Czuł, że to nie
koniec, że nie ma jeszcze tego ujęcia.
Dziennikarstwo wojenne to ciężki kawałek chleba. Nie tylko z powodu warunków gdzie i jak muszą pracować,
ale też z powodów czysto psychicznych i fizycznych. Fotoreporter czasem
musi zapomnieć o ludzkim cierpieniu
i o tym, co się właśnie wokół niego dzieje by dobrze „ustawić lampę”.
Myślę, że takie wyłączenie się z rzeczywistości pomaga. Trzeba nauczyć
się tak żyć, trzeba codziennie powta-
styl życia
Aleksandra Cichalska
Licencja na zabijanie
zdrowie
Może ktoś mi wreszcie
wytłumaczy, co z tego ma. Jakie korzyści
(są jakieś?) lub przyjemności? Hej, hedoniści,
wypowiedzcie się! Czy palenie
należy do przyjemności? Powiecie, że to nałóg.
A z nałogów, jak każdy wie, trudno
wyjść. To tylko część prawdy.
Nikotyna, główny składnik papierosów, jest
najszybciej uzależniającym NARKOTYKIEM.
Szybciej niż heroina czy kokaina. Już po jednym papierosie można się uzależnić. Z drugiej strony, po trzech tygodniach od rzucenia palenia 99% nikotyny zostaje wydalone
z ciała palacza. Niezależnie od jego „stażu”!
Fakt, pierwsze tygodnie detoxu są najgorsze: każda komórka organizmu domaga się nikotyny. To dlatego, że alkaloid ten wiąże się trwale z krwią. Błyskawicznie. Po 30-60 min. od wypalenia papierosa jej poziom w organizmie spada
o połowę. Nikotyna w małych dawkach
stymuluje układ nerwowy, m.in. powodując wydzielanie adrenaliny, która jest naszym „ulubionym dopalaczem”. Po fajce znika więc uczucie głodu i strachu. Ale to bardzo złudne i nietrwałe. Za godzinę reakcja
się powtórzy.
W większych dawkach, np. po całonocnej
imprezie w zadymionym klubie pojawia się
zmęczenie, światłowstręt, obniżenie nastroju, myślotok, wymioty, halucynacje… Brzmi
znajomo? Odpowiedzialna za to jest nitrozamina – silnie toksyczna substancja, uwalniana z dymu bocznego, której stężenie rośnie
w pomieszczeniu nawet po zgaszeniu papierosa. Człowiek niepalący, przebywając godzinę
w zadymionym przez palaczy pomieszczeniu, przyswaja taką ilość nitrozamin, jaka
znajduje się w głównym dymie 35 papierosów z filtrem! Wypalenie jednego papierosa
w zamkniętym pomieszczeniu zanieczyszcza od 3 do 4 m3 powietrza. Według badań
amerykańskich, dla usunięcia zapachu dymu z pomieszczenia po wypaleniu jednego
papierosa, należy wymienić 50 m3 powietrza. Wymiana co najmniej 12 m3 wystarcza, żeby u palącego biernie ustąpiło pieczenie spojówek.
Mimo to, nikotyna ma jedną zaletę: nie
jest rakotwórcza! To nie z jej powodu co
roku umiera na świecie 4 mln ludzi (co
6 sek. jedna osoba). Odpowiedzialne za ten stan są substancje zapasowe, np. amoniak (po raz pierwszy zastosowany przez Marlboro) który pozwala łatwiej przyswajać nikotynę. Oprócz niego
jest jeszcze litania prawie 4 tys. substancji,
z czego 40 ma udowodnione działanie rakotwórcze, m.in. smoła, azot, WWA, tlenek węgla, fenol, krezol, benzopiren, nikiel, chlorek
winylu, DDT, cyjanowodór, metanol, formaldehyd… A każda z nich „wspaniale” wpływa na organizm żywy: drażni nabłonki, hamuje wydzielanie niektórych enzymów, zaostrza stany chorobowe (zwł. układu oddechowego), wykazuje działanie kancerogenne
(inicjujące powstanie nowotworów) i mutagenne. Nie będę wyliczać tu wszystkich chorób związanych z paleniem, bo mój artykuł
zająłby całą gazetkę;) Wiedzcie, że palenie
naprawdę wpływa na wszystko, a 90% nowotworów jest tytoniozależnych!
WHO szacuje, że od ponad 20 lat konsumpcja tytoniu w Polsce należy do najwyższych
na świecie. Palenie długotrwałe zabiera
średnio 20 lat życia (1 papieros = 5 minut).
Osoba wypalająca jedną paczkę papierosów
dziennie, po roku wprowadzi do swoich płuc
w postaci osadu 1 litr substancji smołowatych. Wyobraziliście sobie to? Nawet wasz
samochód lepiej się „odżywia”!
Drogie Panie, jeden papieros powoduje
skurcz naczyń krwionośnych twarzy na 90
minut, co zmniejsza przepływ krwi. Zakłócenie tego procesu zaburza produkcję kola-
- 20 -
genu i włókien elastylowych – skóra staje się
cieńsza, szara i szybciej powstają zmarszczki (tzw. „twarz palacza”). Natomiast substancje z dymu papierosowego obniżają poziom
estrogenów – przyspieszają nadejście menopauzy.
Panowie - do Was też słówko. Palenie tytoniu powoduje impotencję, to udowodnione! U palaczy w wieku 30-49 lat ryzyko wystąpienia impotencji zwiększa się aż
o 54%! Stąd tylko o krok do bezpłodności.
Jednym z najczęstszych złudzeń jest to,
że palenie relaksuje. Czy palacze są bardziej zrelaksowani niż pozostali? Nieprawda! Palenie wyzwala uczucie niepewności, a co za tym idzie – stres. Gdy mózg domaga się nikotyny, palacz się denerwuje, musi natychmiast zapalić. Po wypaleniu adrenalina podwyższa ciśnienie krwi,
a palacz znajduje się w stanie podwyższonej gotowości. Tak koło się zamyka.
I gdzie tu relaks?
Przemysł tytoniowy to obecnie najszybciej wzbogacająca się branża na świecie,
obok zbrojeniowej i farmaceutycznej. Cóż,
a pieniędzy z podatków płaconych przez palaczy nadal nie wystarcza na leczenie dolegliwości związanych z paleniem biernym i czynnym. Co ciekawe, producenci tytoniu od lat wiedzą, że można by było produkować „zdrowszy” tytoń, tzn. bez
substancji toksycznych z samą uzależniającą nikotyną. Jednak nie robią tego
z prostej przyczyny: smak papierosów byłby zupełnie inny, gorszy, spadłaby konsumpcja, a wraz z nią obroty (nawet
o 50-70%). A więc świadomie sterują naszym zdrowiem – posiadają niemalże „licencję na zabijanie”. Czym więc różnią się od mafii, która sprzedaje narkotyki
i broń? Znacie ulubione powiedzenie branży
tytoniowej: „Pal – umrzesz młodszy, państwo
zaoszczędzi na emeryturze”?
Zastanówcie się, czy chcecie opłacać mafię. Mamy teraz w sprzedaży tzw. e-papie-
styl życia
rosy, czyli inhalatory z nikotyną. Nie są
jeszcze zbyt popularne w Polsce, ale poczekajmy jeszcze parę lat. Prace nad tymi inhalatorami rozpoczęto w latach
60-tych ubiegłego wieku, w odpowiedzi na nagonkę medialną, związaną
z odkryciem szkód zdrowotnych związanych z paleniem. Koncerny tytoniowe
przez długie lata wstrzymywały wypuszczenie ich prototypów na rynek. Gdy nie
wiadomo, o co chodzi… Podobno palenie
e-papierosów przynosi ok. 50% oszczędności w stosunku do zwykłych papierosów.
À propos, liczyliście kiedyś ile rocznie wydajecie na papierosy? Starczyłoby na drugie czesne?
Palenie stało się passé. Nie jest już oznaką wysokiego statusu, poważania i władzy, jak to było jeszcze kilkanaście lat temu. Świadczy teraz o lekceważącym podejściu do norm społecznych, słabej woli albo niskiej wiedzy na temat zdrowia.
Także rozrzutności i braku świadomości ekologicznej. Dlatego też cieszę się,
że od 15 listopada weszła w życie ustawa
o niepaleniu w miejscach publicznych.
Nareszcie my, niepalący i bierni palacze
odetchniemy świeższym powietrzem, potańczymy w klubie bez zawrotów głowy,
zjemy obiad w restauracji czy barze bez
załzawionych oczu, postoimy na przystanku bez wszechogarniającego zapachu dymu tytoniowego.
Ta ustawa jest dla nas. Bo przecież nie
dla biednych palaczy: zniewolonych przez
nałóg, a teraz przez prawo. Nie zazdroszczę. Bądźmy realistami, prędzej splajtują drobne knajpki i bary, niemające oddzielnej sali dla palaczy, niż bywalcy przestaną palić, żeby przyjść do baru. Miałam okazję widzieć, jak to działa na Wyspach. Małe 3-4-osobowe stadka palaczy na dymku przed wejściem
co godzinę. Śmieszny widok. A na naszej Wyspie palarnia chyba wróci do łask.
Bo jakie inne wyjście?
Jest wiele sposobów rzucenia palenia
np. ostatnio sławne osoby polecają metodę Allena Carra. Zainteresowanych
odsyłam na stronę www.allen-carr.pl
i do książki tego samego pana pt. „Prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie”.
Najważniejsze to wiedzieć, co odzyskacie,
a czego byliście dotąd pozbawieni lub mieliście to ograniczone, mianowicie: WOLNOŚĆ, ZDROWIE, ENERGIĘ, SPOKÓJ
UMYSŁU, SZACUNEK DO SAMEGO SIEBIE, ODWAGĘ, PIENIĄDZE.
Podejmij decyzję, że rzucasz i zrób
to w jednej chwili. Bez żadnego „ostatniego dymka”, bez gum, drażetek i plastrów. To możliwe. Jak powiedziała genialna Maria Czubaszek, kobieta-komin
(3 paczki dziennie!): „młodość musi się
wyszaleć, starość musi się wypalić”.
A Wy, jak się czujecie?
Aleksandra Cichańska
Street art
sztuka, a nie bazgroły
Rozmowa z lubelskim grafficiarzem,
który wolał pozostać anonimowym.
,,Ty, jacy to artyści są, zobacz jak on
profesjonalnie tą ręką macha”. Odwaliłeś bracie dobrą robotę, kozak jesteś!”to słowa zwykłego przechodnia, świadka twojej akcji. Czy często słyszysz takie pochlebne opinie?
Nie. Najczęściej wypowiedzi ludzi, którzy
widzą, co robię nie są tak miłe: ,,Na czole
se namaluj ” słyszałem to wiele razy.
Od ilu lat malujesz?
Od 2002 roku, gdzieś tak.
A co najczęściej, w czym się najlepiej
czujesz?
Zaczynałem od legalnych, kolorowych
prac na ścianach specjalnie do tego przeznaczonych. Po paru latach poznałem
chłopaków, którzy wkręcili mnie do robienia miasta.
Robienie miasta, czyli?
Nielegalne malowanie na blokach, kamienicach, ogólnie budynkach. Od ostatnich
paru lat bardziej interesują mnie pociągi.
Od małolata miałem zajawkę na kolejki.
Czy kiedyś podczas akcji na pociągach
złapała cię Służba Ochrony Kolei?
Nie, nigdy. I mam nadzieje, że nigdy tak
się nie stanie. Nie chciałbym zjechać na
komendę, albo być dwie stówy w plecy,
nie wspomnę już o sprawie w sądzie.
Skąd bierzesz inspiracje? Twoje prace
mają charakterystyczny i prosty styl.
W sumie odkąd pamiętam inspirowały mnie sztokholmskie metro, szwedzkie
style, proste i tłuste litery.
Masz swoje ulubione kolejki?
Chyba jak każdy writer. Ja lubię malować
na podmiejskiej kolejce EN 57 i na jagodach, pociągach barwy żółto-niebieskiej.
Często jeździsz kolejkami?
Sporadycznie. Tylko jak muszę. Wolę je
malować niż nimi jeździć.
Czy wiążesz swoją przyszłość ze street-artem?
Raczej nie, choć chciałbym by ta pasja
trwała jak najdłużej, nie ma piękniejszej
rzeczy na świecie niż ta, gry się robi to co
się kocha.
Często zmieniałeś crew, w którym malowałeś, od czego zależy przynależność
do niej?
(śmiech) A skąd masz takie informacje?
Porządnie odrobiłam pracę domową.
Jesteś jednym z najlepszych writerów
w Lublinie. Widziałam mnóstwo Twoich prac podpisanym różnymi tagami.
No tak, zgadza się. Malowałam już z wieloma ekipami. Nie wiem sam czemu.
W jednej miałem spięcie z koleżką, odszedłem, bo dochodziło już do „koperkowych
akcji” to znaczy podkradał mi farby i gadał innym writerom bzdury na mnie.
Podobno zmiana crew to awans w hierarchii writerów?
Powiem tak: to zależy. Im starsza ekipa tym lepsza raczej. Ale nie zawsze, dużo ekip w Lublinie niby docenianych, nie
umie już wykrzesać z siebie nic więcej
i ciągle się powtarza. A tak naprawdę lecą
już po fejmie, wyrobili sobie opinie i resztę mają w d…
Na młodych patrzą z góry. Ja wolę malować wśród dobrej ekipy, z którą coś mnie
łączy, mamy wspólne tematy i możemy na
siebie liczyć.
Czy to hobby nie zakłóca Ci codziennego życia? Szkoła, rodzice, dziewczyna?
Czasem mam spięcia w domu, ale raczej rodzice nie wtrącają się za bardzo,
na uczelni nikt nie pyta, a dziewczyna
(śmiech) maluje czasem ze mną.
Nazwałbyś siebie artystą?
Nie wiem, ale graffiti, w ogóle street art
jest sztuką, więc może i ja jestem artystą.
Mam nadzieję, że zwykli ludzie zaczną tak
myśleć. Rozmawiała: Anna Sławińska
fot. sxc.hu
fot. Piotr Kuszyk
Anna Sławińska
- 21 -
w krzywym zwierciadle
Lubelska jazzzda
Artur Kosior
Lublin cudownym miastem jest, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Niestety, jazda po jego ulicach, to już nie zawsze
przyjemność . Zaproszę was dzisiaj do przejażdżki po naszym mieście, a startujemy natychmiast po zakończeniu zajęć…
ełni radości i nadziei po wykładach, wyruszamy w naszą podróż. To musi być
wspaniały dzień, w końcu dopiero piętnasta!
Ach, jak ja kocham jeździć po Lublinie! Wykrzykując z emocjami to hasło, włączamy się
do ruchu…
Już na pierwszym zakorkowanym skrzyżowaniu nasza uwagę przykuje pewien detal: biała czapeczka. Dumnie leżąca na łysej
głowie kierowcy nie byle jakiego auta. Połyskujące w słońcu białe BMW (kultowa, stara ‘piątka’), które lata swojej świetności ma
już daleko za sobą, jest nieco starsza od swojego posiadacza. W końcu doświadczony kierowca w doświadczonym aucie. Połączenie
idealne. Niestety tylko w teorii, bo praktyka,
jak uczy nas życie, często wygląda zupełnie
inaczej. Gdy tylko zapali się zielone światło,
a auta ruszą, natychmiast zobaczymy jak
(dres)owy kierowca jeździ. Z pewnością nie
należy do osób pokornych i spokojnych, raczej stara się pokazać wszystkim wokół piękno swojej maszyny i uważa że najlepiej wszyscy dojrzą je będąc za nim. A podmiejska rejestracja wcale tego piękna przecież nie zburzy – wręcz przeciwnie, uważają, pogłaśniając discopolowe hity w trzeszczącym radiu.
Przecież kolega z tej samej ‘miejscowości’
w Golfie III-ce obok nie może być głośniejszy!
Ale nie bacząc na nietypowego kierowcę z bawarskiej ‘limuzyny’ jedziemy dalej. Tuż przy
dojeździe do następnego skrzyżowania naszą
uwagę przykuje niewielkie miejskie auto segmentu A, które jakoś dziwacznie krąży od lewego do prawego pasa, co chwila hamując
i przyśpieszając. O nie! – pijany kierowca –
tak zareagujemy na początku, dopóki nie
podjedziemy bliżej i nie zobaczymy błyszczących czerwonych ust w odbiciu lusterka,
które pewna blondwłosa pani pragnie pomalować. Ale nie jest to łatwe zadanie, zwłaszcza w dwucentymetrowych tipsach. Oczywiście po co się denerwować? Nie bądźmy
zgryźliwi, na pewno wcześniej musiała wyprowadzić swojego pudelka, i obejrzeć najnowszy odcinek brazylijskiej telenoweli. Wyprzedzając ją z zachowaniem bezpiecznej odległości, (weseli że udało nam się ominąć kolejne „niebezpieczeństwo”) ruszamy w dalszą drogę.
Nie minie nawet parę minut, gdy tym razem zmuszeni będziemy do awaryjnego hamowania przed niewielkim autem, które wedle naszego pierwszego odczucia jest holowane przez inne. Wiadomo, stan naszych dróg
i mała odporności podzespołów aut jak: elementy zawieszenia czy przekazania napędu
powodują że samochody się psują. Zmienia-
my więc pas na lewy i wyprzedzając autko,
okazuje się że wcale nic złego mu się stało.
Jest w świetnym stanie, a problem tkwi raczej w jego kierowcy. Starszej daty osobnik
w okularkach o oprawkach pokaźnej grubości, który akurat wybrał się na samochodowy spacer krajoznawczy po ulicach miasta.
To co że jest 15.30 a za nim ustawił się już
kilometrowy korek? On też ma prawo jechać
i to tak jak mu się podoba! A przecież Lublin
pięknym miastem jest, i aby wszystko co w
nim piękne docenić, szybko jechać nie można. I kropka!
Na szczęście udaje nam się wjechać przed
starszego pana i brniemy dalej. Nagle słyszmy ZIUU, PIISSK i głośnie klaksony kierowców. Całe szczęście, że nie trzymaliśmy się blisko pojazdu przed nami, bo dziurę postanowił wykorzystać mistrz kierownicy – przedstawiciel handlowy. Co prawda jego Corsa już jęczy ze zmęczenia, chcąc wypluć tłoki z korbowodami, ale przecież kto by
się tam tym przejmował… On ma dotrzeć na
czas! Co tam krawężniki, piesi, korki - on jest
ponad tym. A auto jest służbowe, czyli nie
wymagające troski. Za chwilę mało co nie
powodując stłuczki, wyjedzie na inny pas i
pomknie co sił w kołach do przodu. Do upragnionego celu!
Kolejna stresująca sytuacja rozwiązała się
sama. Bacznie wyciągając wnioski z tego co
już przeżyliśmy jedziemy dalej. W końcu co
gorszego może nas dziś spotkać? Szczęśliwi, że wszystko pójdzie jak po maśle, nagle
uratuje nas tylko doświadczenie . Ledwo bowiem wyhamujemy przed starym polonezem
pick-up, który postanowi średnio bezpiecznie włączyć się do ruchu. Siedzący za kierownicą pan Wiesiek w wysokiej czarnej zimowej czapeczce nawet nie zauważy naszego
mrugania światłami, przecież wiezie z tyłu na
otwartej ‘pace’ chyba z pół tony jakichś sta-
rych rupieci (okien czy coś w tym rodzaju).
A siedzący na miejscu pasażera pan Edek też
nie zwróci mu uwagi – zapatrzony będzie bowiem w ruch na mieście, niedowierzając, że
to wszystko tak bardzo od czasów PRLu się
zmieniło. Nie będziemy się przecież denerwować, spokojnie zmienimy pas i pognamy dalej w swoim kierunku.
Gdy kultowego ,,poldka” uda nam się już wyprzedzić, za chwilę cudownym unikiem uratujemy się przed rozpędzonym busem. Nasze domysły, że gdzieś w Lublinie kręcą ujęcia do trzeciej części SPEEDA rozwieje znak
firmy kurierskiej na dostawczym samochodzie. Na pewno wiezie jakieś materiały wybuchowe, szybko psującą się żywność, albo wygłodniałe lwy do jakiegoś zoo. Ciężki zawód
wybrał ten kierowca, więc nie pastwimy się
nad nim klaksonem ani światłami.
Dojeżdżając do celu podróży, czyli naszego
domu, ostatnia niespodzianka spotka nas
na parkingu. Ciesząc się z przejechania cało i zdrowo przez dużą część miasta w godzinach szczytu, zapragniemy zaparkować
na stałym miejscu. No właśnie, tylko że ktoś
już nas uprzedził. Ale przecież nie będziemy
czekać na właściciela tego Tico i tłumaczyć
mu, że są sposoby na to żeby nie zajmować
trzech miejsc małym autkiem i że stawanie
w poprzek to nie zawsze najlepszy sposób. Po
prostu ‘przykleimy’ się gdzieś dalej i zamykając auto odetchniemy pełną piersią. Za chwilę oświeci nas wspaniała myśl – Przecież jutro mamy wolne! Uśmiech znów zagości nam
na twarzy i w podskokach idziemy do domu
na zasłużony odpoczynek…
Po czym zaskoczy nas telefon od koleżanki z roku:
Słuchaj zostawiłeś klucze od domu na sali
wykładowej, ale jeśli wrócisz szybko to mogę
zaczekać i Ci je oddać! Yyy…
Artur Kosior
fot. Archiwum
P
- 22 -
Marta Libich
Wielkimi krokami zbliżają się święta co
wywołuje w większości kobiet panikę
i szukanie odpowiedzi na pytanie: Jak
nie przytyć do Sylwestra. Problemów
związanych z nadejściem Nowego Roku jest
około 30 - lub coś koło tego.
DROGI Sylwku!
P
odstawowym, i niezmiennym
pytaniem od kilku stuleci jest: W co się ubrać?
Ja zostałam wytypowana do napisania o tym
gdzie można Sylwestra
spędzić, co wcale nie
okazało się łatwe.
Stan funduszy. Zacznijmy więc z górnej
półki: cały rok oszczędzałam pieniądze ze
stypendium (nie śmiejmy się) i jest: świeżutkie i pachnące 4 tysiące do wydania.
Też chcielibyście tak powiedzieć? Ja też;)
Przyjmijmy więc 1000zł na górną granicę naszych możliwości finansowych. Teraz potrzebny tylko pomysł.
Jeśli chcemy na Sylwestra zostać w Lublinie mamy naprawdę sporo możliwości. Różnie i pod względem formy jaki
i treści: hotele, kluby, ale i Sylwester pod
gwiazdami. W jednym z lubelskich Hoteli – obfity obiad, dobrze zaopatrzony barek
i „tylko” 650zł za parę… Ale w ofercie miedzy innymi: pikantny gulasz z lina z warzywami w pomidorach, carpaccio z marynowanych buraczków czy „łososiowa róża w winnej galaretce z owocowym garni”
– zapachniało luksusem…
Również luksusowy Dworek pod Lublinem – cena 300zł/os. –oferuje „Jeden rodzaj wódki dostępny bez ograniczeń do
spożycia na miejscu” – czyli Sylwester dla
naprawdę wytrwałych.
Hotel Victoria zaprasza na bal za 580zł/
od pary a na nim między innymi „Zabawa
taneczna na 2 parkietach równolegle przy
orkiestrze oraz muzyce mechanicznej”
– jak potańczyć to tylko tam;)
Świętować rok 2010 można również wybrać się do MC’s – 250zł/os. (2 sale
taneczne) lub po sąsiedzku na Bal Sylwestrowy w Teatrze Muzycznym – od 179zł/
os. i potańczyć przy muzyce z lat 80. i 90.
Nowy Rok można też powitać po prostu
pięknie. Niedaleko, w Nałęczowie, można wybrać się na „Sylwestra SPA”. Czyli
atrakcje w sam raz dla grupy koleżanek –
przyjemne z pożytecznym. Ceny od 600zł/
os. do 920zł/os. Zabiegi SPA&Wellnes
i Bal Sylwestrowy.
Ktoś chce wybrać się gdzieś dalej?
Może w Góry? Zamiast jechać standardowo do Zakopanego proponuję Szczawnicę. W ofercie noworocznych bali można znaleźć też te skierowane bezpośredni do studentów. W cenie 699zł/os. mamy pokój 2 osobowy z łazienką, wyżywienie, kulig, wycieczkę do Słowacji,
i bal sylwestrowy.
Jest też opcja sportowa – narciarski sylwester na stoku. Ceny od 599zł/os.
do 849zł/os. W cenie (oprócz pakietu
standardowego jak nocleg czy wyżywienie) kulig z pochodniami, ognisko z pieczeniem kiełbasek i uwaga! codzienny dowóz do ośrodka narciarskiego.
Jeśli natomiast wybieramy się na północ to zapraszam do Łeby – już po raz
4. odbędzie się tam Party Camp’10 – klu-
- 23 -
bowo-studencki sylwester. Można wraz
z 999 uczestnikami (ty będziesz tym
1000;)„uprawiać clubbing” na miasteczku
akademickim. Potem wrócić do pensjonatu lub domku (do wyboru) i… bawić się od
rana znowu, ponieważ impreza trwa 3 dni.
Ceny od 169zł do 649zł.
Jeszcze dalej? Proszę bardzo: 5 dni we
Francji od 599zł. Oglądamy Paryż, Wersal, cmentarz Père Lachaise…, mamy opłaconego przewodnika, podróż.
A reszta? Za resztę musimy zapłacić sami: bilety wstępu, jedzenie, komunikacja
miejska… Takie „złote okazje” się nie zdarzają także w szale planów Sylwestrowych
nie zapominajmy o „drobnym druczku”.
Jeśli ktoś naprawdę dostał porządny zastrzyk gotówki to w biurze podróży znajdzie coś dla siebie. Polecam Hiszapnię,
Włochy lub Grecję, albo inny kraj gdzie
nie zapowiadają 20 stopni na minusie.
Ceny? Od 2500zł/os. Możemy pić drinki
z parasolką na plaży, tańczyc salse do rana, zwiedzać i odpoczywać.
A co jeśli i funduszy i pomysłów w tym roku brak? Można zastosować tzw. „Zestaw
zawszesprawdzajacysię”. Podaje skład:
1 osoba ulubione (koleżanka, kolega lub
osoba ukochana – płeć do wyboru), butelka szampana (lub 2, lub 3, lub…). Cena
30zł (w zależności od jakości i ilości szampana;). Niezapominanie wrażenia: bezcenne.
Marta Libich

Podobne dokumenty