Document 217769

Komentarze

Transkrypt

Document 217769
ROZMOWA O ZDROWIU:
12 2013 / 01 2014
P I S M O
s. 25
I Z B
L E K A R S K I C H
s. 50
s. 56
4
6
8
10
12
16
17
20
24
25
26
28
30
17
32
34
36
39
45
46
48
50
53
55
56
58
60
61
62
64
56
65
66
71
80
81
82
Po zjazdach, przed Świętami
Warto współdziałać
Lekarze lekarzom
Był raz bal na sto par
FDI w Polsce?
Ludzie listy piszą
Cenią ducha walki i rozwagę
Bądźmy dobrzy dla innych
Zawsze szukamy prawdy
Co z tą stomatologią?
Reklama a lekarze
Współczesna balneologia i medycyna fizykalna
Transgraniczna opieka medyczna
Medyczne Schengen z drutem kolczastym
Odwieczny problem raka
z nowego punktu widzenia
ia
26 styczn
XVII
Odbędą się
karzy
Mistrzostwa Polski Lewym
w Narciarstwie Biego
w Wiśle Kubalonce.
Bliższe informacje:
Maciej Pająkowski,
tel. 602 177 857.
o
28 lutegzeniem
Ministra Zdrowia
Zgodnie z rozporząd
z dnia 6 czerwca 2013 r. w sprawie bezpieczeństwa
i higieny pracy przy wykonywaniu prac związanych
z narażeniem na zranienie ostrymi narzędziami
używanymi przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych
(Dz.U. z 2013 r., poz. 969) do 28 lutego należy złożyć
pierwszy raport o bezpieczeństwie i higienie pracy
w podmiocie leczniczym w zakresie zranień ostrymi
narzędziami przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych.
Raport powinien zawierać informacje wskazane
w § 11 ust. 2 rozporządzenia. Kolejne raporty należy
sporządzać co najmniej raz na 6 miesięcy.
Autorytety – projekt seniorów 2011-13
Wokół dendrymerów
Czy to drogi kurs, czy specjalizacja?
Lekarzu, kształć się sam
„Gazeta Lekarska” Bene Meritus
Pewnego razu...
USA – system inny niż wszystkie
Po drugiej stronie lustra
Część artystyczna
Zastrzyk humoru… z karetki i szpitala
Medafora
W cieniu
Wieczór Andrzejkowy i VII Turniej Nalewek
/ Świat okiem lekarza
Dziennik martwego człowieka
20-22 marca
Odbędzie się
XII Krajowy
Zjazd Lekarzy.
Zyto, Koledzy…
3
Po zjazdach,
Ryszard
naczelny „GL”
W chwili, kiedy czytają Państwo ten numer naszego
pisma, zakończyła się już listopadowo-grudniowa seria
sprawozdawczo-wyborczych okręgowych zjazdów lekarzy.
W
ybraliśmy nowych prezesów, rzeczników, rady okręgowe i inne samorządowe władze. W izbach okręgowych zakończyła się szósta kadencja, rozpoczęła siódma.
Zjazdy kończące kadencję mają tę specyfikę, że myśli się
podczas nich przede wszystkim o przyszłości. Mówi się, że
są okazją do podsumowania czteroletnich dokonań, ale
delegaci mniej słuchają sprawozdań, a więcej myślą i mówią o wyborach. Dobrze, jeżeli oprócz spraw personalnych,
mówi się także o zadaniach, jakie należy sobie postawić na
początku czteroletniej kadencji. Dobrze, jeżeli mówi się
o oczekiwaniach, jakie wiążą lekarze ze swoim zawodowym samorządem. Za wcześnie na podsumowywanie
tegorocznych wyborów, ale dotychczasowe rozstrzygnięcia personalne nasunęły mi kilka refleksji. W kilku izbach
ponownie kandydujący prezesi nie mieli konkurentów
w wyborach. Według mnie jest to dowód na to, jaki zdobyli autorytet wśród kolegów i jak mocną uzyskali pozycję.
Nie wszystkim prezesom reelekcja się powiodła. Czasami
były to rozstrzygnięcia zaskakujące, ale czasami spodziewane. Z informacji Krajowej Komisji Wyborczej wynikało,
że wśród delegatów na zjazdy było wiele nowych twarzy.
Z informacji, które teraz do mnie docierają, wynika, że
w składach wybranych rad okręgowych nowych osób jest
znacznie mniej. Wiadomością, która daje do myślenia, jest
ta, że po raz kolejny nowe władze nie zostały istotnie odmłodzone. W większości izb młodzi lekarze nie garną się do
pracy w samorządzie. Może są zajęci kształceniem, karierą
zawodową, rodziną, zarabianiem pieniędzy? A może przyczyny są inne? Napisałem, że w okręgach rozpoczęła się
siódma kadencja izbowa. Na poziomie władz naczelnych
będzie teraz okres przejściowy. Rada naczelna składać
się będzie w części z nowo wybranych prezesów, w części z członków wybranych przez Krajowy Zjazd Lekarzy.
Kolejny zjazd odbędzie się 21-22 marca przyszłego roku.
Dopiero po dokonanych na nim wyborach rozpocznie się
naprawdę nowa kadencja. Powstał pomysł, aby zmienić
kalendarz wyborczy. Pisze o tym w swoim felietonie pomysłodawca, prezes Maciej Hamankiewicz.
Podczas zjazdów okręgowych delegaci wypełniali anonimową ankietę, dotyczącą „Gazety Lekarskiej”. Wszystkim
osobom, które zechciały to zrobić, serdecznie dziękuję
w imieniu kolegium redakcyjnego i redakcji. Wnioski wynikające z tej ankiety pozwolą nam zorientować się, co w piśmie podoba się Czytelnikom, co przeszkadza i czego brakuje. Jak należy zmieniać„GL”, aby była dla lekarzy ciekawsza
i bliższa. W kolejnym numerze przedstawimy podsumowanie wyników ankiety. Czekamy także na Państwa opinie.
Tymczasem w pokojach lekarskich czuje się już przedświąteczną atmosferę. Przywoływane są smaki ulubionych
potraw, zwłaszcza wigilijnych. Następuje wymiana informacji o kupowanych dzieciom prezentach oraz o najlepszych
i najbardziej sprawdzonych przepisach kulinarnych. W ten
świąteczny, magiczny czas zapomnijmy o trudach dnia codziennego i cieszmy się rodzinnym szczęściem.
NIE TYLKO TAM W BETLEJEM
PASTERZE WITALI CIĘ PANIE
TY PRZECIEŻ ZOSTAŁEŚ Z NAMI
NA CIĄGŁE RADOSNE WITANIE…
KOLEGIUM REDAKCYJNE I REDAKCJA
„GAZETY LEKARSKIEJ”
WRAZ ZE WSPÓŁPRACOWNIKAMI
I AUTORAMI SKŁADAJĄ
LEKARZOM I LEKARZOM DENTYSTOM
ŚWIĄTECZNE I NOWOROCZNE ŻYCZENIA ZDROWIA.
4
NAWET NA PUSTYNI MOŻEMY ZNALEŹĆ NADZIEJĘ.
JAROSŁAW WANECKI
RYSZARD GOLAŃSKI
A K C J A
I N F O R M A C Y J N A
G E D E O N
R I C H T E R
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
-
Pierwszym
Bardzo trudno jest przekonywać urzędników do spraw przez
nas uważanych za oczywiste, zgodne z rozsądkiem i logiką.
Maciej
Hamankiewicz
Prezes
Naczelnej Rady
Lekarskiej
O
statnio pojawił się pomysł wyeliminowania z płatności dla POZ osób „świecących się” w systemie
eWUŚ „na czerwono”. Pomysł moim zdaniem skrajnie
niedobry i nieuczciwy. Proponując go, zapomniano
o wyrównaniu przychodów zwiększeniem stawki za
zadeklarowanego pacjenta i nie wzięto pod uwagę, że
nadal sporo pacjentów świecących na czerwono ma
płacone składki i jest ubezpieczona. Z ulgą odnotowałem więc decyzję pani Prezes wycofania się z tego pomysłu, którego jeszcze nie tak dawno broniła w wielu
wystąpieniach publicznych. Tym razem udało się przekonać NFZ, że podcięcie finansowania POZ grozi załamaniem całego systemu opieki zdrowotnej. Sytuacja
pokazała, że wyciąganie wniosku z eWUS-ia prowadzi
do błędnych rozwiązań. Dodatkowym potwierdzeniem tej ostatniej tezy stała się skarga złożona przez
Prezes NFZ na Ministerstwo Zdrowia do sądu administracyjnego w sprawie finansowania świadczeń osób
nieubezpieczonych i zapłacenie za „świecących się na
czerwono” dodatkowego miliarda złotych.
R
lekarsko-
6
zadko które informacje napływające z NFZ są pozytywne. Teraz znów musimy przypominać, że
umowy pomiędzy lekarzami a NFZ uprawniające pacjentów do otrzymania refundacji za lek są zbędne.
Niektóre oddziały NFZ zwróciły się bowiem do lekarzy
nieposiadających umów na przepisywanie recept na
leki refundowane, by zwrócili pieniądze wydane dla
pacjenta w celu refundowania mu terapii. Absurd refundacyjny najlepiej obrazują skutki wejścia w życie
25 października dyrektywy unijnej: każdy lekarz europejski ma prawo zapisać lek dla polskiego pacjenta,
a NFZ według polskich zasad refundację pacjentowi
musi zwrócić. O tym, że celem NFZ jest wytworzenie
atmosfery strachu przy przepisywaniu leków, świadczy
fakt, że gdyby rzeczywiście NFZ chciał zabrać te pieniądze lekarzom, to powinien zwrócić się do właściwego
sądu i udowodnić, że poniósł stratę. Strata dla NFZ byłaby wówczas, gdyby lekarz przepisał lek człowiekowi
zdrowemu, bez odpowiedniej dokumentacji, w celach
handlowych itp.
Ale kiedy lek otrzymał człowiek chory, leczony zgodnie
z aktualną wiedzą medyczną, a potrzeba stosowania tego
leku została odpowiednio udokumentowana – to ja nie
widzę tu straty dla państwa. Chyba, że mówimy wyłącznie
o oszczędnościach. Właśnie NFZ opublikował informację
o kwotach refundacji, z której wynika, że w miesiącach
styczeń-październik procent wykonania całkowitego budżetu na refundację wyniósł 71,92 proc. Ciekawe, gdzie
jest punkt, w którym ogłoszony zostanie sukces? Czyżby
zero złotych na refundację?
P
o raz kolejny przychodzi mi dziękować Rzecznikowi
Praw Obywatelskich za wsparcie naszych działań.
W wystosowanym do mnie liście pani prof. Irena Lipowicz poinformowała, że zwróciła się do Ministra Zdrowia w sprawie dostępności do testów PES oraz LEK
i LDEK. Dostęp lekarzy do testów pozwala doskonalić
wiedzę i przygotowanie zawodowe. Z puli takich pytań
korzystają nie tylko zdający, ale praktycznie wszyscy lekarze i lekarze dentyści – pozwala to bowiem na stałą
samoocenę. Pani prof. Irena Lipowicz jest jedną z nielicznych w tym kraju, która wie, że wspierając w słusznych sprawach lekarzy, pomaga chorym. Tak uczyniła
poprzednio w sprawach: ustawy refundacyjnej, kiedy
mówiła, że „prawo nie może być pułapką zastawioną
przez władzę publiczną na obywatela”, zmian zasad
wynagradzania biegłych sądowych, ogólnych warunków umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej,
osób nieubezpieczonych i art. 68 Konstytucji RP.
W
okręgowych izbach lekarskich kończy się czas
wyborów na VII kadencję. W 2014 r. i w następnych czterech latach tym, którzy dali się namówić na
oddanie cząstki siebie samorządowej działalności lekarsko-dentystycznej, życzę wytrwałości i zrealizowania planów przedkładanych wyborcom. Zapoznałem
się z wieloma wystąpieniami i wydaje się, że delegaci
zjazdów mieli bardzo trudne zadanie, bo większość
kandydatów deklarowała podobne plany. Świadczy to
o tym, że cele dla tej kadencji są dosyć oczywiste, a delegaci wybrali spośród siebie realizatorów tych celów.
Wybranym gratuluję.
Z
jazdy okręgowe zakończą się w 2013 r., na wiosnę – wedle kalendarza wyborczego – przyjdzie
nam się znowu zebrać na wiosennych zjazdach okręgowych oraz na sprawozdawczo-wyborczym zjeździe
krajowym. Stąd mój pomysł przesunięcia terminów
zjazdów i wyrównania roczników kadencyjnych. Być
może uda się doprowadzić do sytuacji, w której kalendarz wyborczy na VIII kadencję spowoduje, że zjazdy
wiosenne będą zjazdami sprawozdawczo-wyborczymi
w okręgowych izbach lekarskich, a zjazd krajowy będzie odbywał się na przełomie maja i czerwca. Uniknęlibyśmy w ten sposób dodatkowych jesiennych
24 zjazdów, przeznaczając środki na inne cele, oraz wybieralibyśmy wszystkie władze samorządu w jednym
roku kalendarzowym. Pomysł poddaję pod dyskusję.
Wszystkim Wam, Koleżanki i Koledzy,
życzę radosnych Świąt Narodzenia Pańskiego
i spokojnego 2014 roku.
FOTO: Katarzyna Strzałkowska
Katarzyna
ORL VII kadencji
Do czasu zamknięcia tego numeru „Gazety Lekarskiej”
w 18 izbach okręgowych i izbie wojskowej odbyły się
Sprawozdawczo-Wyborcze Okręgowe Zjazdy Lekarzy.
Wybrano prezesów okręgowych rad lekarskich VII kadencji. Okręgowym radom przewodniczą: w Wojskowej Izbie
Lekarskiej – Jan Sapieżko, w Warmińsko-Mazurskiej Izbie
Lekarskiej w Olsztynie – Marek Zabłocki, w OIL w Krakowie – Andrzej Matyja; w OIL w Bydgoszczy – Stanisław
Prywiński, w OIL w Gdańsku – Roman Budziński, w OIL
w Gorzowie Wielkopolskim – Jacek Zajączek, w Świętokrzyskiej Izbie Lekarskiej – Paweł Barucha, w OIL w Koszalinie – Marek Janus, w OIL w Lublinie – Janusz Spustek,
w OIL w Łodzi – Grzegorz Mazur, w OIL w Szczecinie
– Magda Wiśniewska, w OIL w Tarnowie – Tomasz Kozioł,
w Dolnośląskiej Izbie Lekarskiej we Wrocławiu – Jacek
Chodorski; w OIL w Rzeszowie – Wojciech Domka, w Kujawsko-Pomorskiej Izbie Lekarskiej w Toruniu – Łukasz
Wojnowski, w Śląskiej Izbie Lekarskiej w Katowicach – Jacek Kozakiewicz, w OIL w Opolu – Jerzy Jakubiszyn, w OIL
w Płocku – Jarosław Wanecki, w Wielkopolskiej Izbie Lekarskiej w Poznaniu – Krzysztof Kordel. Wyniki wyborów
w pozostałych 6 izbach opublikowane zostaną w „Gazecie Lekarskiej Premium” na www.gazetalekarska.pl.
Uznawanie
Parlament Europejski oraz Rada Unii Europejskiej przyjęły
w październiku i listopadzie 2013 r. tekst nowelizacji dyrektywy w sprawie uznawania kwalifikacji zawodowych.
Nowe regulacje będą stosowane mniej więcej od początku 2016 r., choć poszczególne państwa mogą wdrażać
nowe postanowienia wcześniej.
Dyrektywa wprowadza m.in. Europejską Legitymację
Zawodową (European Professional Card), która będzie rodzajem elektronicznego certyfikatu zawierającego dane
8
osobowe lekarza i lekarza dentysty, posiadane dokumenty dotyczące kwalifikacji zawodowych i zaświadczenia.
Naczelna Izba Lekarska zabiegała o taką legitymację dla
polskich lekarzy.
Wymagany czas studiów lekarskich będzie wynosić co
najmniej 5 lat obejmujących co najmniej 5 500 godzin nauczania, a studiów lekarsko-dentystycznych co najmniej
5 lat obejmujących co najmniej 5 000 godzin nauczania.
Nastąpi włączanie do systemu uznawania automatycznego kolejnych specjalizacji lekarskich i lekarsko-dentystycznych (które w tym zakresie podlegać będą takim
samym regułom jak specjalizacje lekarskie), co oznacza
większe niż dotychczas możliwości włączenia w system
automatycznego uznawania np. periodontologii lub stomatologii dziecięcej. Naczelna Izba Lekarska zabiegała
o takie rozwiązanie.
Odpady
– kary niekonstytucyjne
3 grudnia 2013 r. został opublikowany wyrok Trybunału
Konstytucyjnego w sprawie niezgodności z Konstytucją
RP art. 79 c ust. 3 ustawy o odpadach z dnia 27 kwietnia
2001 r. Dzięki temu wyrokowi osoby ukarane w terminie obowiązywania ustawy, czyli od 12 marca 2010 r. do
19 lipca 2011 r. mogą żądać wznowienia postępowania
administracyjnego.
Skargę o wznowienie wnosi się do marszałka województwa,
który wydał decyzję nakładającą karę, w terminie jednego miesiąca od dnia wejścia w życie orzeczenia Trybunału
Konstytucyjnego (czyli od 3 grudnia 2013 r.). Wzór wniosku
o wznowienie postępowania na stronie www.nil.org.pl.
Klauzula sumienia
W związku z pojawiającymi się w ostatnim czasie medialnymi doniesieniami o stanowiskach różnych osób i instytucji
w sprawie korzystania z klauzuli sumienia w praktyce lekarskiej, Prezydium NRL przypomniało m.in., że: 1) lekarz ma
prawo do odmowy udziału w procedurach niezgodnych
reklama
z jego sumieniem; 2) korzystając z klauzuli sumienia, lekarz powinien przekazać swoje stanowisko pacjentowi
oraz odnotować je w dokumentacji medycznej; nie można jednak oczekiwać od lekarza korzystającego z klauzuli
sumienia, aby oświadczał, jaki reprezentuje światopogląd
i z jakich względów świadczenie uznał za niezgodne ze
swoim sumieniem; 3) korzystając z klauzuli sumienia, lekarz nie powinien wywierać wpływu na decyzję pacjenta,
ani narzucać mu swojego poglądu. Odmowa wykonania
świadczenia zdrowotnego ze względu na niezgodność
z sumieniem nie powinna także przyjmować formy uzasadniania medycznego (w szczególności co do skuteczności lub bezpieczeństwa procedury); 4) lekarz nie ma
obowiązku wcześniejszego określania swoich poglądów;
w związku z tym całkowicie nieuzasadnione są propozycje
ustalania list lekarzy o określonych przekonaniach i ewentualna dyskryminacja ich przy zatrudnianiu; 5) samorząd
lekarski powinien udzielać pomocy we wszystkich przypadkach nieuprawnionego nacisku na autonomię lekarzy
deklarujących wolę skorzystania z klauzuli sumienia.
Samorządy zaufania
Prezes NRL Maciej Hamankiewicz oraz wiceprezesi NRL
uczestniczyli w debacie „Samorząd zawodowy w demokratycznym państwie prawa”, zorganizowanej 12 listopada
w Senacie RP przez Komisję Praw Człowieka, Praworządności i Petycji oraz Mazowieckie Forum Samorządów Zawodów Zaufania Publicznego. Wzięli w niej udział przedstawiciele samorządów zawodów zaufania publicznego
z województwa mazowieckiego, organizacji pozarządowych i senatorowie. Oprócz samorządu lekarzy i lekarzy
dentystów zaprezentowano samorządy zawodowe radców
prawnych, adwokatów, architektów, inżynierów budownictwa, biegłych rewidentów, doradców podatkowych, lekarzy weterynarii, pielęgniarek i położnych, aptekarzy.
Szkolenia dla młodych
lekarzy w styczniu 2014
Rozpoczął się nabór na pierwszy kwartał 2014 r. na zajęcia „Ogólnopolskie szkolenia z zakresu funkcjonowania
systemu ochrony zdrowia oraz umiejętności komunikacji,
współpracy i budowania relacji z pacjentem dla lekarzy
rozpoczynających pracę”. Do udziału w szkoleniach zapraszamy lekarzy i lekarzy dentystów z całej Polski w wieku
do 35. r.ż. w trakcie stażu lub specjalizacji.
Szkolenia w styczniu 2014 r.:
SZCZYRK 6-11 stycznia; kontakt do organizatora: tel. 724 533 555
OPOLE 12-17 stycznia; kontakt do organizatora: tel. 32 285 63 68
WROCŁAW 12-17 stycznia; kontakt do organizatora: tel. 32 285 63 68
WARSZAWA 13-18 stycznia; kontakt do organizatora: tel. 22 559 13 52
CZĘSTOCHOWA 19-24 stycznia; kontakt do organizatora: tel. 32 285 63 68
KIELCE 19-24 stycznia; kontakt do organizatora: tel. 32 285 63 68
TORUŃ 20-25 stycznia; kontakt do organizatora: tel. 609 321 431
NAŁĘCZÓW 26-31 stycznia; kontakt do organizatora: tel. 32 285 63 68
RZESZÓW 26-31 stycznia; kontakt do organizatora: tel. 32 285 63 68
Szczegóły i rejestracja na stronie: www.mlodylekarz.org.
Obserwacje
Lekarze
lekarzom
Badurek
Choć tytuł może to sugerować, nie będę pisał o powołanej
przez NRL przed dwoma laty fundacji, której zadaniem
jest m.in. pomoc finansowa lekarzom w trudnej sytuacji
materialnej, ich szczególnie uzdolnionym dzieciom
oraz owdowiałym małżonkom lekarzy.
B
10
yłoby wspaniale móc pisać jedynie o tym, jak
prześcigamy się wobec siebie w życzliwości
i altruizmie. Dobrych przykładów nie brakuje, ale
bardzo dużo jest zachowań, które chwały nam nie
przynoszą. Mam wrażenie, w wielu przypadkach
równie bezinteresownych co te chwalebne...
Zapewne przypadkiem po moim felietonie na temat refundacji długo działających analogów insuliny, które mimo rozszerzenia wskazań chorych na
cukrzycę typu 2, stały się dla nich dostępne niczym
królestwo niebieskie ukryte za wrotami w formie
ucha igielnego, interweniował konsultant krajowy
w dziedzinie diabetologii. W piśmie z 7 października przesłanym do prezes NFZ Agnieszki Pachciarz,
prof. Krzysztof Strojek odniósł się do warunków refundacji bezszczytowych analogów insuliny, wyjaśniając m.in., że insulinami typu NPH są wszystkie
preparaty zawierające choćby jej domieszkę, czyli
także szeroko stosowane u nas mieszanki. To bardzo ważne, biorąc pod uwagę, że prawo do ulgi
dano jedynie tym chorym na cukrzycę typu 2, którzy wcześniej byli bezskutecznie leczeni insuliną
NPH. W sprawie możliwości kontynuowania terapii
przez pacjentów leczonych długo działającym analogiem przed zmianą wskazań refundacyjnych, profesor napisał: „Stoję na stanowisku, iż jeżeli w przeszłości chory był leczony insuliną NPH i w przeciągu
0,5 roku stwierdzono u niego niewyrównanie glikemii wyrażone stężeniem HbA1c ≥ 8% (dwa badania
w odstępie ≥ 0,5 roku), wówczas spełnia kryteria do
refundacji analogu długo działającego, tj. do kontynuacji leczenia tym preparatem (...)”. 29 października stanowisko konsultanta krajowego zostało
opublikowane na stronach Małopolskiego OW NFZ
jako informacja dla lekarzy z adnotacją „do wiadomości i stosowania”. Jak mają postępować lekarze
pracujący na obszarze pozostałych enefzetowskich księstw, tego nie wiemy, bo Polska, nie Stany
Zjednoczone, i zasada precedensu nie obowiązuje,
a stanowisko konsultanta nie jest źródłem prawa.
Nie trzeba byłoby – jakby to ujął Stefan Kisielewski – „bohatersko walczyć z problemami nieznanymi
w żadnym innym ustroju”, gdyby wcześniej nie wymyślono karkołomnych kryteriów refundacji bezszczytowych analogów insuliny dla chorych na cukrzycę typu 2. Rzecz jasna, nie stało się to bezosobowo.
Ktoś musiał dobrze nad tym pogłówkować i był to
z pewnością doskonale znający temat lekarz, a nie
urzędnik. I nie jest to bynajmniej wyjątek. Bo kryteria
włączenia do programów terapeutycznych, którymi tak często się bulwersujemy, to kto opracowuje?
Urzędnicy? Nie, „nasi”. A programy specjalizacji nie
do zrealizowania? Testy egzaminacyjne służące, by
oblać, a nie sprawdzić wiedzę? To także nasza lekarska robota. A minister zdrowia, który nie chce nawet
rozmawiać z przedstawicielami lekarzy, to kim jest
z zawodu? A biegli, biegli w przepisywaniu rozdziałów z podręczników, tworzący tyleż monstrualne co
krzywdzące opinie? To również „sami swoi”. Nie jest
wcale lepiej, jeśli przyjrzymy się mikrokosmosom
miejsc naszej pracy. Mobbingowanie podwładnych,
dyskredytowanie innych lekarzy przy pacjentach,
nieokazywanie szacunku lekarzom seniorom, podrzucanie sobie chorych niczym kukułczych jaj. Nieprzypadkowo do izb lekarskich trafia coraz więcej
spraw lekarzy przeciwko lekarzom.
Niełatwo mi o tym wszystkim pisać. W oparciu
o wyssane z palca dane oskarża się nas o powodowanie większej liczby zgonów niż pijani kierowcy.
Na portalu gazety, mającej obecnie ambicje stać się
najbardziej opiniotwórczym tabloidem w Polsce,
pacjentka z wyższym wykształceniem prawniczym,
walcząca o kilkumilionowe odszkodowanie z tytułu powikłań zakażenia szpitalnego, mówi o swoim
lekarzu per „straszne bydlę”. W tym samym czasie,
odziany dla niepoznaki w profesorką togę celebryta i polityczny harcownik w jednym, wylewa na nas
kubły pomyj, nazywając to udzielaniem bezpłatnych lekcji etyki. Czy naprawdę musimy jeszcze potykać się o kłody, które sami sobie rzucamy?
Lekarze lubią się bawić i są mistrzami łączenia dobrej zabawy
z działalnością na rzecz innych. Jedną z form tego rodzaju
aktywności są karnawałowe bale, organizowane przez część
okręgowych izb, a także towarzystw i fundacji lekarskich.
12
B
ale karnawałowe pozwalają lekarzom na chwilę oderwać się od szpitala, chorych i chorób, złapać oddech
po ciężkich operacjach i dyżurach. Wraz z wejściem na salę
balową, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki kitel chirurga zamienia się w smoking, a biały fartuch pani doktor
w błyszczącą cekinami kreację. Profesor do młodego lekarza
nie zwraca się ex cathedra, przechodzi na bardziej swobodny ton rozmowy, wznosi z nim toasty, tańczy z jego żoną. Tej
bliskości mistrza i ucznia nie zapomina się nigdy. W atmosferze dobrej zabawy otwierają się też głowy na nowe pomysły
i wzmaga hojność darczyńców. Na balach można spotkać
wielu znanych artystów, a bez nich nie sposób realizować
charytatywnych celów.
W międzywojennej Polsce karnawałowe bale organizowały
środowiska arystokratyczne, wojskowi, dyplomaci. Największe odbywały się w ekskluzywnych hotelach, salonach Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Opery Warszawskiej. Zbierano w ten sposób fundusze na
różne, zbożne cele. Zamożni filantropię traktowali jak swoją powinność. Nawiązując do
tamtych czasów, prof. Edward Rużyłło w jednym z pamiętników podkreślał, jak skromną
egzystencję wiedli wówczas lekarze, a uczestnictwo w karnawałowym balu elit wiązało się
przecież z kupnem fraka, wieczorowej sukni
dla małżonki, dodatków, a na taki wydatek
mało kogo było stać. Jednak to lekarze, choć
stali z boku, napędzali działania charytatywne
możnych, nakłaniali do zbiórek na budowę
szpitali, pomoc sierotom i wdowom. Historyk
Hanna Bojczuk z sekcji historycznej Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego mówi, że
lekarz był wtedy bardziej pożądany jako leczący skutki przeziębień dam towarzyszących
księżnej Potockiej w zbieraniu datków, niż jako
ich partner do tańca. Prof. Stefan Wesołowski,
wybitny polski urolog, jako młody lekarz miał
swój sposób na ich pozyskiwanie.„Szopka Medyczna”, z którą w karnawale regularnie jeździł
po całej Polsce (występowała w niej m.in. Elżbieta Barszczewska), przynosiła dochód, z którego można było zbudować otwarty w 1936 r.
w Warszawie Dom Medyka. Marzył, by zostać
aktorem, zdał nawet egzamin do Szkoły Dramatycznej, ale gdy już pracował jako lekarz,
Aleksander Zelwerowicz skreślił go z listy przyjętych, mówiąc, że kogoś takiego szkoda na aktora. Ani profesura, ani godności z tym związane nie przeszkodziły mu jednak występować
w kabarecie i świetnie się bawić. Być może to
dzięki temu żył aż 101 lat. Wydarzeniem przedwojennej Warszawy były bale karnawałowe
organizowane na Zamku Królewskim wydawane przez prezydenta z małżonką dla korpusu dyplomatycznego i śmietanki towarzyskiej.
Przedwojenne bale karnawałowe zaczynały
się polonezem, a kończyły nad ranem ma-
zurem. Zabawę organizował jeden lub kilku wodzirejów.
Bardzo ważna była też oprawa artystyczna – schody, pióra, diademy, treny i wielkie gwiazdy: Loda Halama, Hanka
Ordonówna. Do tych tradycji nawiązywało Polskie Towarzystwo Lekarskie. Pierwszy bal PTL odbył się w 1979 r.
w hotelu Forum w Warszawie, który stał się stałym lokalem
dla kolejnych 29 bali. – To było wtedy przedsięwzięcie
wyjątkowe, podjęte na przekór panującej dookoła szarzyźnie i marazmowi. Był to jedyny w Polsce bal lekarzy
zorganizowany na tak dużą skalę – wspomina prof. Jerzy
Woy-Wojciechowski, prezes PTL, pomysłodawca balu.
Było odpowiednie wnętrze, menu, grała orkiestra w stylu
Glenna Millera, co nadawało imprezie luksusowego wymiaru. Zapraszano najbardziej wziętych w tamtych czasach wykonawców. Maryla Rodowicz, Andrzej Rosiewicz,
Tercet Egzotyczny, Irena Santor, Alicja Majewska, Zbigniew
Wodecki, to tylko niektórzy z nich. – Ten bal podnosił nasz
prestiż i poczucie naszej wartości, a jednocześnie wzorem
przedwojennych bali z intencją dawał możliwość pozyskiwania darowizn – mówi prof. Jerzy Woy-Wojciechowski.
To z tamtych darowizn wybudowano Dom Seniora dla lekarzy w Warszawie. Ale – jak mówi profesor – najbardziej
pamięta bal zorganizowany w stanie wojennym w willi na
Mokotowie. Nazywa go tajnym, bo obowiązywała godzina policyjna i był zakaz organizowania imprez. Gospodyni
balu zdobyła jednak pozwolenie, przekonała władze, że
organizuje wesele, a ślub musi się odbyć, bo panna młoda jest przy nadziei. Profesor wspomina, jak skradali się do
willi, jak dla niepoznaki stawiali samochody kilka ulic dalej,
jak wchodzili pojedynczo, aby nie wzbudzać podejrzeń.
– Te bale integrowały środowisko, również młodzież lekarską, panowała na nich nadzwyczajna atmosfera – mówi
Felicja Łapkiewicz, lekarz stomatolog, która organizowała
bale PTL. W czasach strajków lekarzy, na znak solidarności
z protestującymi, prowadzącymi głodówki, okupującymi
szpitale, bale zawieszono. Po reaktywacji samorządu lekarze zaczęli organizować bale w swoich izbach. Po wielu
latach PTL wraca do idei balu charytatywnego i w nadchodzącym karnawale 18 stycznia w hotelu Hilton odbędzie
się 30. jubileuszowy bal, z którego dochód przeznaczy na
pomoc dzieciom z oddziałów onkologicznych warszawskich szpitali. Gwiazdami wieczoru będą m.in. Alicja Węgorzewska i Natalia Kukulska.
Płockie środowisko lekarskie nie jest liczne, ale potrafi się dobrze bawić, a na dodatek pokazać pazur. Tutejsze karnawałowe bale lekarza sięgają lat 70., czyli głębokiej komuny, a zaczęło być o nich głośno, kiedy doktor Grażyna Przybylska-Wendt,
anestezjolog i lekarz sądowy z łódzkiego WAM, przeniosła się
do Płocka i zorganizowała tam teatrzyk satyryczny. Pierwszy
występ zespół przygotował na bal lekarza odbywający się
w płockim Spółdzielczym Domu Kultury i były to mickiewiczowskie„Dziady” w wersji satyrycznej. – Sklepy świeciły pustkami, wszystko, co się znalazło na stołach, było więc zdobyczne, przygotowane przez lekarzy własnym sumptem, nawet
zaproszenia były wycinane z kartoników przez nasze dzieci
– wspomina Grażyna Przybylska-Wendt. „Dziady” w wersji
satyrycznej były strzałem w dziesiątkę, oddawały beznadzieję tamtych czasów, ośmieszały system, zakłamane relacje,
arogancję władz. Na balu zawsze grała orkiestra, ale nie było
występów wielkich gwiazd, bo to kosztowało, część artystyczną zapewniał więc niezmiennie lekarski kabaret. Zespół liczył
kilka osób, próby odbywały się w prywatnych domach, najczęściej tam, gdzie było pianino, aby jeden z kolegów lekarzy,
który potrafił grać, mógł akompaniować satyrykom. Lekarze
cudacznie poprzebierani, sami układali teksty, które na długo
po balu były cytowane w środowisku, stanowiły też swoisty
slang. Szczególnie zapamiętany jest występ, który odbył się
na balu karnawałowym w 1981 r., bo miał wymiar polityczny.
– Rozśmieszał, ale to był śmiech przez łzy. Popularną wówczas
piosenkę Jerzego Połomskiego „Cała sala śpiewa” wielokrotnie przerabialiśmy, a jedna z wersji traktowała o Lechu Wałęsie. Takie to były wtedy te nasze bale karnawałowe, słodkie
i gorzkie – opowiada Grażyna Przybylska-Wendt. Od dziewięciu lat izba płocka wznowiła organizację bali. – Zapraszamy
zawsze w ostatnią sobotę karnawału – informuje szefowa
Klubu Lekarza, Joanna Maślankowska.
14
Lekarze z Okręgowej Izby Lekarskiej w Zielonej Górze swoje karnawałowe bale organizują od lat w Palmiarni. Jest to
jedyny tego rodzaju obiekt w Polsce, gdzie funkcję ogrodu botanicznego łączy się z gastronomią. Bal odbywa się
w otoczeniu 200 gatunków egzotycznych roślin, a atrakcją
jest największa w Europie palma daktylowa. – To miejsce
robi wrażenie zwłaszcza w zimie, kiedy za oknami mróz
i śnieg, a w palmiarni bujna, soczysta zieleń, na tle której wieczorowe kreacje nabierają jeszcze większego blasku – mówi
dr Małgorzata Jankowska-Kuc, kierująca komisją kultury
w OIL w Zielonej Górze, organizatorka bali karnawałowych
lekarzy. Rośliny tworzą zakątki, gdzie ustawione są stoliki,
przez co bal może mieć charakter bardziej kameralny, intymny. Lekarze kochają Palmiarnię, mówią, że ma coś z czarodziejskiego ogrodu. Bal to dla nich wydarzenie towarzyskie,
o którym długo później mówią. Co roku ma inną oprawę artystyczną, utrzymaną w klimacie muzyki dance, melodii Elvisa Presleya czy Bony M. – To się bardzo podoba, prowadzący
spektakl jest kimś na wzór przedwojennego wodzireja i dba
o to, aby każdy czuł się wyjątkowo, a jednocześnie swobodnie i na luzie – przekonuje dr Jankowska-Kuc.
Lekarze z Wielunia swoje karnawałowe bale zaczęli organizować w czasach pierwszej kadencji OIL w Łodzi, do
której przynależą. Pierwszy bal odbył się w Wieluńskim
Domu Kultury położonym w parku i jego zaczynem była
30-osobowa grupa wodniaków, wspólnie pływających na
żaglach. – To był bal koszyczkowy, ale bardzo udany, przyszło 120 osób i zanim się skończył, już deklarowano udział
w następnym – opowiada Ireneusz Juzala, jego główny organizator. To taki bal wędrowniczek, bo każdego roku jest
organizowany w innym miejscu. Były więc bale w Załęczu
Wielkim, w pałacyku w Sokolniku. – Na naszych balach nie
ma przepychu, najważniejsza jest atmosfera, chodzi o to,
aby były w zasięgu możliwości finansowych każdego lekarza – z Wielunia, Pajęczna, Łasku i innych małych miejscowości, gdzie nie ma teatru, opery, pięciogwiazdkowych
hoteli, a mimo to można się szampańsko bawić – tłumaczy
doktor Juzala. Dodaje, że chodzi o to, aby było szampańsko, ale też ciepło i swojsko.
Zawsze szampańsko jest także na balu karnawałowym
lekarzy w Bydgoszczy. Ich Medyczna Noc w Operze to największy bal w mieście. 600 gości obejmuje wtedy w posiadanie całą operę. – Bal jest okazją, aby młodym lekarzom,
którzy najlepiej zdali LEK i LDEK, wręczyć dyplomy, a najbardziej zasłużonym dla środowiska lekarskiego statuetki ceredrum medici. Później jest część artystyczna, występowali dla
nas: Budka Suflera, Hanna Banaszak, Katarzyna Skrzynecka,
a na najbliższy bal zaprosiliśmy Skaldów. Tańce zaczynają
się dopiero po występach, a parkietem jest scena opery
– wylicza Stanisław Prywiński, prezes OIL w Bydgoszczy. Stoły
ustawione są w foyer, by goście w spokoju mogli konsumować, wznosić toasty, oddawać się rozmowom. Atrakcją balu
w operze (najbliższy 28 luty 2014 r.) jest występ lekarskiego
kabaretu, reaktywowanego przez prezesa Prywińskiego po
latach przerwy. – Kabaretowe doświadczenia mam z czasów,
kiedy byłem młodym lekarzem, ale ten kabaret ma zupełnie
nową formułę, w którą włączyliśmy nasz chór – mówi prezes.
Teksty do przedstawień piszą wyłącznie lekarze, a dotyczą
paradoksów, z którymi na co dzień się stykają.
Reaktywacja samorządu lekarskiego ożywiła dążenia lekarzy
do integrowania się poprzez karnawałowe bale w okręgach.
OIL w Krakowie organizuje je nieprzerwanie od początku
1990 r. Ich pomysłodawcą jest prezes Jerzy Friediger. Bal co
roku odbywa się w hotelu „Pod Różą” przy słynnej ul. Floriańskiej, a więc w samym centrum miasta i zawsze w drugą
sobotę stycznia. – Specyfiką tych bali jest, że goście (350 lekarzy) bawią się na dwóch niezależnych poziomach hotelu,
dzięki czemu udaje się zadowolić zarówno gusta muzyczne
młodych lekarzy, jak i starszyzny, która woli spokojniejsze rytmy – tłumaczy ich organizator Jacek Tętnowski, przewodniczący Komisji Kultury, Sportu i Rekreacji OIL w Krakowie. Dodaje, że później i tak granice wiekowe się zacierają i kończy
się na wspólnej zabawie, co ma swój niepowtarzalny urok.
Termin balu karnawałowego krakowskich lekarzy nie jest
przypadkowy. Następnego dnia, w niedzielę, gra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka, uczestnicy balu
zawsze w niej grają, a lekarska puszka jest najbogatsza w Krakowie. Przekazując hojne datki na WOŚP, lekarze zostawiali
jednocześnie swoje karty wizytowe, spośród których po północy losowano cenne nagrody – weekendy w najlepszych
hotelach Krakowa, uroczyste kolacje, pobyt w salonach
SPA. Przerywnikiem były występy artystów „Piwnicy pod
Baranami”, a niespodzianką występy jasełkowe zespołów
dziecięcych z Podhala. Pozwalały na chwile wytchnienia po
popisach tanecznych. Tu także nad koordynacją balu zawsze
czuwał wodzirej. Najwytrwalsi balujący opuszczali lokal około szóstej rano, udając się na spacer po Rynku Krakowskim
i na pierwszą mszę w Kościele Mariackim. Jacek Tętnowski
mówi, że marzy mu się, aby stworzyć Ogólnopolski Bal Lekarza, którego gospodarzem byłaby po kolei każda z izb.
– Uważam, że to świetny pomysł na integrację środowiska,
na poznanie kolegów z najodleglejszych stron Polski, na nawiązanie nowych znajomości – przekonuje J. Tętnowski.
Fundacja Pro Seniore im. Lekarzy Polskich Poległych i Pomordowanych w Czasie II Wojny Światowej swoje karnawałowe bale organizuje z wielkim rozmachem. Zawsze w warszawskim hotelu Marriott, z bogatą oprawą i znamienitymi
gośćmi. Jej prezes Andrzej Surowiecki mówi, że tak trzeba,
bo to jest fundacja z misją szczególną, ma gromadzić środki
na opiekę nad lekarzami seniorami samotnymi, nieuleczalnie chorymi, niepełnosprawnymi, którzy nie kwalifikują się
do pobytu w Domu Lekarza Seniora. Potrzebują więc pomocy specyficznej, często kosztownej. Zaproszenie na bal
karnawałowy traktuje się więc jak wyróżnienie, a zasilanie
jej konta jak powinność. Przyjaciółmi fundacji i gośćmi są
głowy państwa, politycy, biznesmeni, znani artyści, jednym słowem ludzie o szlachetnych sercach. Inicjatorem jej
utworzenia był prof. Tadeusz Chruściel (powołana uchwałą
IX Okręgowego Zjazdu Lekarzy w Warszawie w marcu 1996 r.).
Prezes A. Surowiecki zastrzega, że choć od tego czasu minęły lata, jej założenia nie straciły na aktualności, a bale karnawałowe lekarza obok gali przyjaciół fundacji są głównym
źródłem pozyskiwania środków na ich realizację. Gwoździem programu jest więc loteria fantowa, z której dochód
zasila konto fundacji. Fanty bywają przeróżne: obrazy, kosztowności, futra, zastawy stołowe. Prezydentowa Anna Ko-
morowska ufundowała swoją książkę kulinarną z dedykacją,
która także została wylicytowana za niemałe pieniądze. Co
roku blisko 40 firm ofiarowuje prezenty na licytację. Osobom, które wspomagają fundację, są też wręczane statuetki Benevolenti (łaskawcy życzliwemu). Otrzymała ją m.in.
prof. Teresa Ostrowska, która podarowała fundacji leśną działkę w Wildze o powierzchni 2,5 tys. m2 i prezydentowa, która
zawsze użycza swojej twarzy w tej charytatywnej imprezie.
– Przychodzą profesorowie, politycy, biznesmeni, prawnicy,
aktorzy, jesteśmy otwarci na wszystkie środowiska, bo tylko
wtedy możemy liczyć na utrzymanie imprezy na odpowiednim poziomie – przekonuje A. Surowiecki. O balach karnawałowych Pro Seniore mówi się, że są to obecnie ostatnie
ekskluzywne bale w Warszawie, które rangą i poziomem
artystycznym dorównują przedwojennym organizowanym
w Bristolu czy w hotelu Europejskim z udziałem elit.
Prof. dr hab. med. Jerzy Woy-Wojciechowski
Prezes Polskiego Towarzystwa Lekarskiego
oraz Fundacja Edulandia
mają zaszczyt i przyjemność zaprosić na
XXX JUBILEUSZOWY
CHARYTATYWNY BAL LEKARZY
który odbędzie się w sobotę 18 stycznia 2014 r.
w hotelu Hilton w Warszawie
Bilety w formie cegiełek w cenie 400 zł można rezerwować bezpośrednio w siedzibie Polskiego
Towarzystwa Lekarskiego Al. Ujazdowskie 22 lokal 2, telefonicznie: tel. (22) 6-288-699,
mob. 603-288-699, e-mail: [email protected] oraz ewentualnie u organizatorki bali lekarzy PTL
dr F. Łapkiewicz tel. 606 514 108.
Dochód z balu zostanie przeznaczony na zakup sprzętu komputerowego na hospicja i oddziały
dziecięce warszawskich szpitali.
Nasi
w Europie
FDI w Polsce?
P
Anna
Lella
Prezydent elekt
Europejskiej
Regionalnej
Organizacji
Dentystycznej
(ERO-FDI)
* Światowa Federacja Dentystyczna (World Dental Federation, FDI)
jest najstarszą i największą organizacją lekarsko-dentystyczną na
świecie, zrzeszającą ponad 200
krajowych organizacji stomatologicznych.
Założona została w Paryżu w 1900 r.
pod francuską nazwą Federation
Dentaire Internationale, od której
pochodzi do dzisiaj stosowany
skrót FDI.
olska jest poważnym kandydatem na organizację
Światowego Parlamentu Stomatologicznego FDI*,
któremu tradycyjnie towarzyszy Doroczny Światowy
Kongres Dentystyczny FDI. Oczywiście jest konkurencja – nie jesteśmy jedynym kandydatem. Jednak
wstępna ocena wypada dla nas pozytywnie.
Czy w związku z tym doczekamy się w Polsce najważniejszego wydarzenia dotyczącego lekarzy stomatologów organizowanego przez Światową Federację
Dentystyczną, FDI?
Czemu nie? Są na to realne szanse już w 2016 r.
Decyzję w sprawie wyboru państwa, w którym odbywa się Kongres i Parlament, podejmuje Zarząd FDI
na podstawie ofert zgłaszanych przez krajowe organizacje stomatologiczne, które pełnią potem rolę Lokalnego Organizatora Kongresu. Przy podejmowaniu
tej decyzji bierze się pod uwagę, czy organizator jest
w stanie zapewnić spełnienie wszystkich wymogów
FDI co do przebiegu Kongresu – zarówno Parlamentu Stomatologicznego i Światowego Forum Zdrowia
Jamy Ustnej oraz towarzyszących im sesji naukowych
i wystawy.
Naczelna Izba Lekarska od lat współtworzy wraz
z Polskim Towarzystwem Stomatologicznym tzw. Polski Komitet Narodowy, stanowiący wspólną reprezentację polskich stomatologów w strukturach FDI.
Miejscem organizacji Kongresu ma być Poznań.
Naturalnym partnerem dla lekarzy stomatologów do
pomocy w organizacji tego przedsięwzięcia jest firma, która od 23 lat z powodzeniem organizuje CEDE
– Środkowoeuropejską Wystawę Produktów Stomatologicznych i towarzyszący temu Zjazd Zespołów Stomatologicznych. Warto wspomnieć, że tradycja CEDE
wywodzi się z pomysłu prof. Włodzimierza Józefowicza.
Pod koniec listopada 2013 r. Poznań wizytowali trzej
przedstawiciele FDI – dyrektor wykonawczy, zastępca dyrektora oraz menedżer ds. organizacji Kongresu. Podejmowali ich wspólnie reprezentanci PTS, NIL,
Międzynarodowych Targów Poznańskich, EXACTUS,
a także władze miasta. Goście nie kryli, że są mile zaskoczeni, przede wszystkim byli pod wrażeniem Poznańskiego Centrum Kongresowego, które oferuje
doskonałe warunki zarówno wystawiennicze, jak i dla
przeprowadzenia sesji Zgromadzenia Ogólnego FDI
i spotkań Stałych Komitetów FDI. Wizyta w ratuszu
i spotkanie z wiceprezydentem Poznania ds. promocji,
baza hotelowa oraz inne atrakcje miasta też przypadły
do gustu wizytującym.
Niestety słabą stroną, którą wskazywali, jest komunikacja. Mimo długoletniej tradycji w organizacji międzynarodowych targów, możliwość dojazdu do Poznania wzbudziła wiele wątpliwości.
Ale kto wie, może w okrągłą rocznicę zaistnienia
państwowości Polski po przyjętym chrzcie w 966 r. będziemy mieli okazję okazać polską gościnność stomatologom i wystawcom z całego świata.
FOTO: Marta Jakubiak
Rozmowa
o zdrowiu
Ze Świętym Mikołajem rozmawiają
Katarzyna Strzałkowska i Jarosław Wanecki.
17
Listy do Świętego Mikołaja cieszą się w Polsce ogromną
popularnością, o jakie prezenty prosimy najczęściej?
Nowoczesność zagościła także w progi naszej instytucji.
Odbieramy już nie tylko listy w formie tradycyjnej, skreślone rękami dzieci czy w zastępstwie rodziców, ale także
listy elektroniczne od dorosłych obywateli. Naszą ideą jest
spełnianie marzeń, nie tylko infantylnych, ale także pragmatycznych, które z braku czasu osób pełniących władzę
nie znalazły się w korespondencji. Dlatego stworzyłem
nowe Centrum Sterowania Infrastrukturą i Obrotem
Zabawkami, w skrócie CSIOZ, które działa na zasadach
podobnych do innych platform rządowych. Centrum
prowadzą młode krasnale, jak to mówi posłanka Julia Pitera, „młode wilki”. Może zabrzmi to dziwnie, ale zbierają
w moim imieniu biały wywiad: artykuły prasowe, wypowiedzi telewizyjne i radiowe. Jesteśmy na nasłuchu, żadne
pobożne życzenie nie uchodzi naszej uwadze.
Co w takim razie szykujecie do tegorocznego worka w ochronie
zdrowia i czyje prośby w ten sposób zostaną zaspokojone?
Jak wiadomo, najważniejszy jest pacjent. Specjalny zespół
ekspercki bada konstytucyjność tej zasady. Muszę do Bożego Narodzenia uzyskać informację, który pacjent: uprawniony czy nieuprawniony, zielony, czerwony, pomarańczowy czy żółty, jest pacjentem w rozumieniu polskiej racji
stanu. Janusz Palikot mówił we wrześniu do mediów: „Nie
może być tak, że leczy się dziś tylko tę chorobę, za którą NFZ
zapłaci”. W związku z powyższym zadaję sobie pytanie dodatkowe: co mam włożyć do worka upominkowego, skoro
nie wiem, jaki stoi przed Polakami koszyk usług gwarantowanych? Bolesław Piecha, który do kwietnia przewodniczył sejmowej komisji zdrowia, powiedział dziennikarzom
podczas debaty zdrowotnej, że „obecny model jest tak zawirusowany, że należy go »zresetować«, czyli gruntownie
naprawić”. A Marek Balicki uznał za konieczny powrót do
społecznego systemu opieki zdrowotnej i wprowadzenie
zasady no-profit w służbie zdrowia. Czy oni wszyscy chcą
tego samego, czy ja jestem już zbyt stary, aby to zrozumieć?
Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, jeśli służba zdrowia
nadal będzie działać w obecnym kształcie, to doprowadzi
to do jej prywatyzacji, czego efektem będzie – w jego
ocenie – likwidowanie przez prywatne szpitale oddziałów,
które nie będą przynosić zysku.
Tak, tak. Według reformy proponowanej przez PiS, ratunkiem dla służby zdrowia ma być powrót do finansowania
budżetowego. Pieniądze mają być w budżecie państwa
wydzielone i zabezpieczone, tak aby nie można ich było
przeznaczyć na inne cele. Polska Agencja Prasowa zacytowała w maju Jarosława Kaczyńskiego: „Jednocześnie ta
metoda pozwoli na opanowanie gigantycznej patologii,
jaką mamy dziś w służbie zdrowia. Mamy sytuację drażniącej nierówności; to trzeba zmienić. Nie może być tak,
aby lekarze podczas konsyliów zastanawiali się, jak finansować leczenie, a nie, jak leczyć”.
Co w takim razie dalej? Może uda się
coś rozsądnego podrzucić przez komin?
Najprostsze byłoby wprowadzenie systemu dodatkowych ubezpieczeń. Byłby to największy prezent dla pra-
18
cowników ochrony zdrowia. „Ustawa musi być skonstruowana w taki sposób, żeby nie dzieliła Polaków na tych,
których stać na dodatkowe ubezpieczenia, którzy będą
mieli dostęp do procedur, do których ktoś inny dostępu
mieć nie będzie. Ten argument jest najważniejszy” – powiedział dziennikarzom pod koniec maja Bartosz Arłukowicz. A mimo to martwię się celnością słów Marka Balickiego: „na wykupienie dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego będzie stać maksymalnie kilkanaście procent
Polaków, a dla większości pacjentów takie ubezpieczenia
będą oznaczać pogorszenie dostępu do opieki medycznej”. Poseł Tomasz Latos, obecny przewodniczący sejmowej komisji zdrowia, poszedł dalej i zarzucił PO: „radykalne i skandaliczne rozwiązania, (...) sięgające do kieszeni
pacjentów”.
Partia rządząca odpiera zarzuty i mówi o braku kompetencji
albo złej woli opozycji, przy jednoczesnym zapewnieniu,
że „nie ma w planach wyciągania z koszyka bezpłatnych
świadczeń. W Polsce dwa miliony ludzi korzysta
z abonamentów medycznych, a kilkaset tysięcy osób
płaci za ubezpieczenie zdrowotne”.
Jeśli to prawda, to dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze? Ze Sławomirem Neumanem mam kolejny kłopot.
Cudu trzeba, aby jego słowa, że: „od przyszłego roku NFZ
będzie wydawał karty pacjenta i specjalisty medycznego”,
przekazane mediom w czerwcu, weszły w życie. Ze zdziwieniem czytam w raporcie: „nie ma opóźnienia w pracach nad elektronicznymi kartami. Wszystko idzie zgodnie
z planem. W pierwszej kolejności karty otrzymają lekarze
i pielęgniarki po to, żeby nauczyli się z nich korzystać,
a potem przekazywali tę wiedzę pacjentom”. Wygląda na
to, że mam konkurenta w rozdawaniu świątecznych paczek. Małym pocieszeniem jest asekuracyjne stwierdzenie: „Informatyzacja musi być wprowadzana stopniowo,
to proces kilkuletni, wymagający także oswojenia pacjentów z nowymi rozwiązaniami”. Ja znam informatyków,
oni chcą wszystko zrobić od jutra! I tak „do końca sierpnia
przyszłego roku powinny być przygotowane wszystkie
narzędzia elektroniczne: e-konto, e-recepta, e-zwolnienie, e-zlecenie. NFZ już rozpoczął testy Zintegrowanego
Informatora Pacjenta (ZIP), czyli internetowego konta, na
którym zapisywane są informacje o wizytach, poradach
lekarskich i kosztach ponoszonych przez NFZ.
Czyli będziemy mieli kolejny pakiet, tym razem elektroniczny?
Wszystko na to wskazuje.
Rada Unii Europejskiej już cztery lata temu wydała zalecenia
w sprawie bezpieczeństwa pacjentów. Tam mówi się
o eliminowaniu zdarzeń niepożądanych. Jak wskazuje Rada
– za większość z nich wydają się odpowiadać czynniki
systemowe i każde państwo powinno tworzyć systemy
zgłaszania zdarzeń i zachęcać do tego personel medyczny.
A Polska wprowadziła takie zasady? Przeglądając moje
notatki, przywołam ponownie stwierdzenie Marka Balickiego z października: „Niestety nie. Wręcz przeciwnie
– system przyspieszonego dochodzenia roszczeń wprowadzony przez minister Kopacz też jest w nurcie represyjnym. Jeśli potwierdzi się zdarzenie, to szpital czy jego
ubezpieczyciel płaci odszkodowanie. To sprzyja nieujawnianiu takich zdarzeń. Przy czym uważam, że zdecydowanie pacjenci mają prawo do odszkodowań, ale nie można
wyłącznie karać za ujawnianie błędów, powinien być też
system premiujący osoby, które ujawniają niedociągnięcia”. W moich notatkach przewija się ogromne niedofinansowanie, które towarzyszy ochronie zdrowia. Co chwilę
ktoś je przedstawia. Solidarna Polska w lipcu zauważyła, że na ochronę zdrowia w Polsce przeznacza się dużo
mniej niż w innych krajach UE. Arkadiusz Mularczyk mówił
dziennikarzom, że lekarze jako główny problem ochrony
zdrowia wskazują niedostosowanie koszyka świadczeń
zdrowotnych do zapotrzebowania szpitali: „Powoduje
to nadwykonania świadczeń, za które NFZ nie płaci, co
skutkuje kryzysem w szpitalach”. Worek dodatkowych
pieniędzy ma ponoć stworzyć propozycja umożliwienia
szpitalom publicznym świadczenia komercyjnych usług.
Wiceminister Neumann mówił dziennikarzom, że obecnie jest to teoretycznie możliwe, ale dyrektorzy szpitali
często w obawie przed NFZ tego nie robią: „Chcielibyśmy
jasno opisać, kiedy i jak można to robić. Kontrakt NFZ jest
kluczowy i musi być realizowany, ale wiemy doskonale,
że moce przerobowe naszych szpitali są znacznie wyższe
niż kontrakty, które daje im NFZ”. Pogubiłem się już z tymi
teoretycznymi możliwościami podawanymi jako sposoby
na wrzucenie monet do tego worka i ściganiem się, kto
jeszcze powie o braku pieniędzy.
Ale słyszymy przecież o przedsięwzięciach przynoszących
wielkie oszczędności dla budżetu. Popatrzmy na recepty.
Pięknie opakowaliśmy upominek receptowy, jednak
po odwiązaniu wstążeczki wyskoczył na moim i-padzie
już na początku roku wpis blogującego w Onecie posła
z pewnego Ruchu: „Urzędnik państwowy, minister w rządzie, napuszcza obywateli przeciw obywatelom – dajcie
po ryju lekarzom, jak Wam wypisują złe recepty! Niebywałe! Gdy Dorn chciał
lekarzy wziąć w kamasze, to media
na niego napadły, jakby łamał ustrój,
a Grasiowi, no bo to Platforma, wszystko uchodzi na sucho! Doprawdy, to pełzające państwo totalitarne! Tak być nie może!”.
I rzeczywiście wszystko uszło na sucho, chociaż
prezent był super zbójecki. Na swoją obronę
mogę dodać, że nie zawsze moja instytucja decyduje o tym, co komu dać, przyjmujemy również
zlecenia komercyjne i rządowe.
interpretacja była wieloraka w zależności od sytuacji.
Jest drożej. Ale przecież każdy chce żyć i nie zawsze ma
siłę protestować. Poseł PiS mówił, „że zaraz po wyborach
rozmawiał o tej sprawie z byłą minister zdrowia, obecną
marszałek Sejmu, Ewą Kopacz, która »Umyła ręce!«”.
Wróćmy do elektronicznej Weryfikacji Uprawnień
Świadczeniobiorcy. Czy fabryka prezentów wszystkich
zgłasza do ubezpieczenia?
Oczywiście, także tych, którzy pracują w naszych placówkach zagranicznych. Oni nadal są obywatelami swojego
kraju i mają prawo oczekiwać od niego minimum w postaci zabezpieczenia podstawowej opieki zdrowotnej, ale
o tym, to już może porozmawiamy za rok?
Ostatnią chwilę poświęćmy w takim razie likwidacji NFZ.
Nie wciągajcie mnie w tę dyskusję, ona ma charakter zastępczy. Dla pocieszenia doktora Jerzego Jakubiszyna
zdradzę tylko, że Ministerstwo Zdrowia zapewniło mnie:
„że jeśli dojdzie do przekształceń w NFZ, nie będzie likwidacji opolskiego oddziału. Będzie 16 regionalnych
oddziałów Funduszu, w tym oddział w Opolu. Będzie to
samodzielny, niezależny płatnik, który będzie miał własną
osobowość prawną”.
Dziękując za rozmowę, prosimy o życzenia na święta.
Oczywiście takie, które się spełnią.
W takich wypadkach niezawodnie sięgam do wypróbowanych polityków Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Ponieważ „Minęła dwudziesta”, oddam głos Janowi Buremu i mam nadzieję, że dzieci tego nie usłyszą i nie będą
śnić koszmarów: „Polska służba zdrowia od wielu lat ma
problemy, nad którymi trzeba dyskutować i debatować”.
Życzę wszystkim lekarzom zdrowia w niekończącej się
debacie.
O ile wzrosły każdemu Świętemu wydatki na
wykupienie leków?
Sporo, choć pewnie mogłem się na to przygotować, bo w styczniu Bolesław Piecha
mówił w mediach: „na nowych receptach lekarz
może się łatwo pomylić, więc również ma prawo
obawiać się kar. Sytuacja wygląda dzisiaj tak,
iż każdy zrzuca odpowiedzialność
na drugą stronę: lekarze na aptekarzy, aptekarze na NFZ”. Wszyscy
boją się leczyć. Prawo skomplikowano w taki sposób, aby jego
19
Okręgowa Izba Lekarska w Zielonej Górze
M
ałe izby musiały stoczyć walkę o to, aby istnieć i OIL
w Zielonej Górze nie była w tym odosobniona. Tutaj
ducha walki czuje się na każdym kroku. To na nim wyrosło
Porozumienie Zielonogórskie, to z niego zrodził się ruch
związkowy. Ta wojowniczość przenika się jednak z rozwagą, która cechuje tamtejszą społeczność lekarską. Kiedy
reaktywowano samorząd lekarski, pierwotny podział na
izby zakładał, że powstaną one tylko tam, gdzie są ośrodki akademickie. Już na I Zjeździe Okręgowym w Poznaniu
okazało się, że zdania delegatów na ten temat znacząco się
różnią. Ta różnica zdań ujawniła się także w grudniu 1989 r.
na I Zjeździe Krajowym, gdzie ostatecznie zdecydowano
o utworzeniu Okręgowej Izby Lekarskiej w Zielonej Górze. A o tym, jak pilno lekarzom było do samostanowienia,
świadczy fakt, że już 7 stycznia 1990 r. zorganizowali swój
I Zjazd Okręgowy, na którym wyłonili prezesa, wiceprezesów oraz skład Prezydium i Rady Lekarskiej. Od tego czasu
rozpoczęło się budowanie własnej legendy i tożsamości.
OIL w Zielonej Górze zrzesza lekarzy zamieszkujących południową część województwa lubuskiego, w którego
skład wchodzą także powiaty: Nowa Sól, Wschowa,
Żagań, Żary, Krosno Odrzańskie,
Świebodzin. – Przed reformą
administracyjną było tutaj
rozwijające się województwo zielonogórskie i wybudowano
20
wtedy w Zielonej Górze szpital wojewódzki, który w czasach prosperity zatrudniał blisko 2 tys. pracowników
– wspomina Mariusz Witczak, prezes OIL w Zielonej Górze.
Choć wielokrotnie reorganizowany, nadal jest głównym
miejscem pracy tutejszych lekarzy, stanowi też centrum
specjalistyczne i diagnostyczne dla miasta. Inne duże
ośrodki, gdzie lekarze znajdują zatrudnienie, to szpital
wielospecjalistyczny w Nowej Soli i dwa szpitale: cywilny
i wojskowy w Żarach. Całości dopełniają szpitale powiatowe: szpital pulmonologiczno-kardiologiczny w Torzymiu
oraz szpital dla psychicznie i nerwowo chorych w Ciborzu. – Każdy, kto mieszka w tej miejscowości, znalazł tam
pracę, można więc powiedzieć, że życie mieszkańców
Ciborza zależy od szpitala – tłumaczy prezes Witczak.
Początki nie były usłane różami. Nie było siedziby, nie było
też wzorców, które pozwoliłyby podpatrzeć, jak należy
tworzyć nowe struktury samorządowe, trzeba więc było
wszystko zacząć od zera. Pierwsze dwie kadencje OIL
w Zielonej Górze przebiegały więc pod znakiem
organizowania biura i pracy nad dokumentami, które określały
status zawodu
lekarza. Skupiły
się one na
kodeksie
etyki
FOTO: Archiwul OIL w Zielonej Górze
Kiedy przychodzi im bronić swoich racji, są twardzi i nieustępliwi,
ale też wyznają zasadę, że niezależnie od różnicy zdań, należy znaleźć
kompromis i jawić się jako spójna, mówiąca jednym głosem całość.
lekarskiej, objęciu pieczą praktyk lekarskich, działaniu na
rzecz rozpowszechnienia zasad etyczno-deontologicznych. Przez pierwsze dwie kadencje prezesem był Jacek
Mikulski, który przez 8 lat dwoił się i troił, aby sprostać
tym zadaniom. Z jednej strony była to żmudna praca
administracyjna, z drugiej tworzenie podstaw etycznych
i prawnych, na których można by się oprzeć. – Byłem
wtedy młodym lekarzem, ale pamiętam, jak udzielała się
nam atmosfera niezwykłości i podniosłości sytuacji, którą
wokół siebie roztaczał ówczesny prezes – mówi Mariusz
Witczak. Dodaje, że w tej niezapomnianej grupie twórców
OIL w Zielonej Górze był także pierwszy rzecznik odpowiedzialności zawodowej Władysław Kolbuszewski, który
przyciągał lekarzy do izby swoją charyzmą, i Tadeusz Zgorzalewicz – pierwszy prezes Okręgowego Sądu Lekarskiego. Choć skończył 90 lat, wciąż żyje sprawami samorządu
lekarskiego i pisze do izbowego biuletynu. Kiedy izba już
okrzepła, nastał czas niepokojów związanych z walką lekarzy o godziwe warunki zatrudnienia i płace. Prezesem
w tym czasie na dwie kolejne kadencje wybrano Mariusza
Witczaka. – Moja prezesura przypadła na czas walki lekarzy o lepsze życie i izba lekarska włączyła się w tę walkę
– tłumaczy prezes Witczak. Dodaje, że to był także okres
powstawania kas chorych, lekarze chcieli mieć wpływ na
zawieranie kontraktów, chcieli też, aby izba ich reprezentowała, pomagała w negocjacjach. – Kasy chorych to był
nowy twór, nikt z nas nie wiedział, jak poruszać się w tej
nowej rzeczywistości, co prowadziło do niesnasek, ale zawsze uważałem, że trzeba się jednoczyć, mówić jednym
głosem, nawet jeśli między sobą się spieramy, mamy różne zdania – podkreśla prezes Witczak. Wspomina, jak jeździł do kolegów lekarzy z Frankfurtu, aby od nich uczyć się
zbiorowego kontraktowania usług. Piąta kadencja i połowa szóstej należały do lekarza dentysty Anny Mackiewicz.
Wybór lekarza dentysty na funkcję prezesa izby był dowodem na to, że stomatolodzy nie stoją na uboczu. Anna
Mackiewicz była od początku w samorządzie lekarskim
i oddana jego sprawom do końca. Zmarła nagle w 2010 r.,
ale pamięć o niej jest wciąż żywa. Jako jedyna z OIL w Zielonej Górze, była delegatem na wszystkie zjazdy krajowe.
– Po jej śmierci znów zostałem prezesem izby i aktualnie
pełnię tę funkcję – konkluduje Mariusz Witczak.
OIL w Zielonej
Górze zrzesza
lekarzy
lubuskiego,
Na początku swojej działalności OIL w Zielonej Górze zajmowała dwa pokoje w Urzędzie Wojewódzkim. Dwa lata
później izba przeniosła się do biurowca w centrum miasta, do 5-pokojowego lokum. Biuro się jednak rozrastało,
przybywało zadań, trzeba więc było pomyśleć o własnej
siedzibie. Wtedy kupiono przestronną 350-metrową willę
wraz z działką przy ul. Braniborskiej. To był rok 1996 i niestety wkrótce okazało się, że choć lokum było przytulne,
bardziej nadawało się na dom mieszkalny niż biuro, co
sygnalizowały kontrole straży pożarnej. Jednym słowem
Krosno
Poza
w izbie
kursów
budynek nie miał wyjść ewakuacyjnych, dodatkowych
schodów i innych zabezpieczeń, które są konieczne do
funkcjonowania biura. Trzeba więc było rozejrzeć się za
nową siedzibą i wybrano posesję w stanie surowym do
rozbudowy z obszerną działką przy ul. Batorego 71. Jest
usytuowana na obrzeżach miasta, ale blisko centrum handlowego i nowego osiedla mieszkaniowego. Ma dobry
dojazd i sąsiedztwo, co lekarze bardzo sobie cenią. – Większość izb na siedziby adaptuje budynki z historią, a nawet
pałacyki, ale my nie mieliśmy na to pieniędzy, dopiero co
spłaciliśmy zaciągnięte kredyty, musieliśmy więc dokonać
takiego wyboru, który pogodziłby finanse, wygodę i estetykę, a także spełniał oczekiwania lekarzy – tłumaczy
prezes Witczak. OIL w Zielonej Górze do nowej siedziby
wprowadziła się w 2009 r. Lekarze lubią to miejsce, które
pachnie nowością i nowoczesnością, bo wystrój wnętrz
jest dostosowany do współczesnej architektury obiektu.
Jest przestronna sala szkoleniowo-wykładowa na prawie
100 osób, która w razie potrzeby spełnia rolę sali bankietowej. Odbywają się tu imprezy okolicznościowe, wystawy
fotograficzne, spotkania seniorów, wigilijne. – To przestronne i przyjazne miejsce – podsumowuje prezes.
Przestronność miejsca otworzyła nowe możliwości działania. Poza działalnością statutową, w izbie organizowanych jest szereg interesujących zajęć. Najnowsze to cykl
krótkich kursów językowych dla lekarzy pod hasłem „język
w podróży”. Są to kursy hiszpańskiego, francuskiego, włoskiego, prowadzone po to, by na wycieczce czy w czasie
urlopu w obcym kraju znać podstawy języka ułatwiające
poruszanie się. Najważniejsze są jednak szkolenia stricte
medyczne. – Na szkolenia udostępniamy salę nieodpłatnie,
może z niej skorzystać każda grupa lekarzy, niezależnie od
liczebności czy celu szkolenia – podkreśla prezes Witczak.
Uważa, że w tak małej izbie (zielonogórska liczy niewiele
ponad 2 tys. członków) każdy przejaw aktywności ze strony
lekarzy jest cenny. Szczególnie w obecnych czasach, kiedy
Warto wiedzieć
Metryka OIL w Zielonej Górze
Terytorium: południowa część województwa lubuskiego: Zielona Góra oraz powiaty:
świebodziński, krośnieński, nowosolski, wschowski, żarski, żagański
Adres siedziby: ul. Stefana Batorego 71, 65-735 Zielona Góra
Kontakt: tel. 68 320 79 00, 509 396 025, faks 68 320 78 15
e-mail: [email protected]
Strona internetowa: www.oil.zgora.pl
Liczba członków: 2025, w tym lekarzy 1517 i 506 lekarzy dentystów
Liczba delegatów na zjazd: 134 mandaty do obsadzenia, wybrano 126 delegatów
Liczba członków Okręgowej Rady Lekarskiej: 21
Prezes: Mariusz Witczak
Wiceprezesi: Marzenna Plucińska, Danuta Sorochan-Olszak, Jarosław Jernajczyk
Delegatury: brak
Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej: Piotr Dorocki
Przewodniczący Okręgowego Sądu Lekarskiego: Halina Łazaruk
Przewodniczący Okręgowej Komisji Rewizyjnej: Lidia Kardowska
Liczba pracowników etatowych: 5 + 2 prawników na umowach cywilnoprawnych
Liczba samorządowców pobierających wynagrodzenie: 0
22
część lekarzy prowadzi własne firmy, część podejmuje pracę w kilku placówkach, część jest w rozjazdach do Poznania
lub Wrocławia w ramach prowadzonej specjalizacji. – To
rozproszenie jest odczuwalne, dlatego staramy się robić
wszystko, aby integrować środowisko – zastrzega prezes
Witczak. Uważa, że w małych izbach udaje się to lepiej,
bo tu wszyscy się znają, spotykają na co dzień, łatwiej jest
o bezpośredni kontakt, łatwiej jest uzyskać pomoc. Od lat
prowadzone są tu tzw. systemy pomocowe dla lekarzy, np.
polegające na dofinansowaniu kursów specjalizacyjnych.
Ponieważ staże specjalizacyjne odbywają w klinikach poza
województwem, dofinansowanie jest dla nich znaczącą
pomocą. Wspierane są też wszelkie działania stomatologów, których droga do specjalizacji jest jeszcze trudniejsza.
Na terenie działania izby jest zaledwie kilka akredytowanych
miejsc specjalizacyjnych. – Praca administracyjna często nas
przytłacza, ale nie może przesłonić codziennych problemów lekarzy – twierdzi prezes. Uważa, że lekarze powinni
je rozwiązywać we własnym gronie, odważnie wytykać
sobie błędy, dyskutować o nich, bo tylko wtedy można je
naprawiać. Niepokoi się, że czynione są próby przekazania
kompetencji rzeczników odpowiedzialności zawodowych
i sądów lekarskich organom cywilnym. – To ogromny sukces, że sprawy zawodowe możemy rozstrzygać merytorycznie we własnym gronie i jeśli to zaprzepaścimy, będzie źle
– ostrzega. Niepokoi się także niedoborem kadr medycznych w swoim regionie. Uważa, że to skutek braku uczelni
medycznej. Tylko Opole i Zielona Góra nie mają jeszcze
wydziału lekarskiego. – Młodzi lekarze po studiach zostają
w miastach akademickich, tylko część z nich wraca w rodzinne strony, a my musimy tak skromnymi siłami zabezpieczyć potrzeby pacjentów – mówi.
Zielona Góra na mapie Polski zajmuje miejsce szczególne.To
tu znajdują się winnice i obchodzone jest święto wina przypadające na pierwszy tydzień września. Choć tutejsze wino
nie ma zezwolenia na akcyzę i nie można go sprzedawać
w sklepach, jego bukiet jest coraz bardziej rozpoznawalny
i ceniony. Coraz więcej osób chce posmakować tego trunku, a w środowiskach artystycznych obecność na święcie
wina stała się modna. – Wino pochodzące z tutejszych
winnic jest znakiem rozpoznawczym miasta, zresztą izba
swoim znamienitym gościom przy okazji różnych uroczystości jako suwenir także wręcza butelkę tego trunku – zaznacza prezes Witczak. Uważa, że Zielona Góra to
miasto z perspektywami. Ma wiele zabytków i leży w bezpośredniej bliskości Odry. Przed wojną kursowały tu stateczki wycieczkowe, rozbrzmiewała muzyka, przy której
bawiono się i wypoczywano. Są plany, by wrócić to tych
tradycji, połączyć je z winnicami i degustacją win. Kiedyś
był tu festiwal piosenki radzieckiej, który w nowej formule
jako festiwal piosenki rosyjskiej powrócił do Zielonej Góry,
przyciągając nowe rzesze turystów. Zielona Góra to także
sport. To tutaj jest królestwo żużla i koszykówki. Tu odbywają się najważniejsze zawody w żużlu i to tutejszy klub
Stelmet Falubaz zdobywa mistrzowskie trofea. To wreszcie
stąd pochodzi obecny mistrz Polski w koszykówce mężczyzn Stelmet Zielona Góra, który gra także w Eurolidze.
– Lekarze kochają sport, całymi rodzinami chodzą na mecze, podczas których często dochodzi do zabawnych sytuacji, kiedy obok siebie jak na zebraniu w izbie siedzą całe
rodziny lekarskie – żartuje prezes. W życiu izby ważną rolę
pełni Palmiarnia, gdzie w otoczeniu egzotycznych roślin
można zorganizować bal, bankiet czy pójść z gośćmi na
uroczysty obiad. Prezes Witczak mówi, że to jedyne takie
miejsce w Polsce, gdzie ogród botaniczny jest połączony
z gastronomią. – Jeśli do izby przyjeżdżają goście, zabieram ich do Palmiarni – mówi. Nie ukrywa, że sceneria robi
na nich wrażenie, a spotkaniom dodaje kolorytu.
Mariusz Janikowski,
Lekarze
„Aby Święta Bożego Narodzenia
były Bliskością i Spokojem,
a Nowy Rok – Dobrym Czasem”
Konstanty Ildefons Gałczyński
B
wspólnie
rozmowami,
24
ądźmy dobrzy dla innych. Święta, prezenty i przygotowywanie prawie zawsze zbyt dużych ilości
jedzenia, mimo wcześniejszych doświadczeń i deklaracji, że następnym razem tak nie będzie. Co roku
ogarnia nas szał zakupów i gonitwa po sklepach. Czy
wybierając prezenty, myślimy o tych, którym chcemy
sprawić nimi radość? Czy w świątecznej gorączce jest
miejsce i czas dla najbliższych?
Często obserwuję, że kupowane podarunki są na
pokaz i raczej ku radości darczyńcy, a nie obdarowywanego. Cóż z tego, że wydamy górę pieniędzy na
biżuterię, której wzór się nie podoba, drogie perfumy,
których zapach przyprawia o ból głowy. Kupimy dziecku supernowoczesną kolejkę za duże pieniądze, ale nie
będzie mogło się nią bawić, gdyż zbyt łatwo może ją
zepsuć, no i dla kogo ten prezent – dla taty czy dziecka.
Ono najchętniej bawiłoby się zwykłym drewnianym
pociągiem, w którym doczepia się wagoniki i ustawia,
jak się chce, można nimi rzucać i odkręcać kółka. Nasze
dziecko nie jest zadowolone i wcale go nie bawi oglądanie taty czy dziadka bawiących się jego prezentem.
Nadrabiając zaniedbania i brak czasu, dajemy upominki, którymi chcemy zagłuszyć własne sumienie, chcemy zabłysnąć i przebić ceną innych. A może prawda
jest taka, że zabrakło nam czasu na poznanie marzeń
i pragnień naszych bliskich…
Niech tegoroczne prezenty pod choinką będą darami serca. Przygotujmy podarunki zwyczajne, ale wyjątkowe zarazem – spełniające marzenia obdarowywanej
osoby. Zastanawiam się, czy czasem za kupowanymi
prezentami nie ukrywamy własnych niespełnionych
oczekiwań i głęboko skrytych kompleksów. Nie obdarowujmy ludzi, na których nam zależy i których kochamy, rzeczami. W ten sposób nie odkupimy własnych
niedoskonałości i niespełnionych wcześniej życzeń.
Poświęćmy odrobinę czasu na przeczytanie listów
do Mikołaja i postarajmy się, aby przynajmniej w niewielkiej części te prośby były spełnione. Znajdźmy
czas, aby napisać własne. Bądźmy dobrzy dla innych,
i naprawdę dobrzy dla siebie. Cieszmy się wspólnie
spędzanym czasem, rozmowami, śmiechem i tym, że
jesteśmy razem z rodziną i przyjaciółmi. Pozostawmy,
jak każe zwyczaj, jedno puste miejsce dla niespodzie-
wanego gościa i zastanówmy się, czy aby na pewno
ktoś z naszych znajomych nie spędza świąt samotnie.
Może warto zaprosić tę osobę na wigilijną kolację. Zaśpiewajmy przy roziskrzonej światełkami choince kolędy i nieważne, czy mamy ładny głos – sopran, bas czy
baryton – śpiewajmy.
Zwyczaj śpiewania kolęd dzisiaj zanika, a szkoda,
gdyż w ten sposób tak łatwo wyrazić radość wspólnego świętowania i przebywania ze sobą. Wtedy
zapominamy o kłopotach i problemach towarzyszących w codziennym życiu. Przecież każdemu należą
się chwile relaksu, spokoju i wytchnienia od trudów
dnia powszedniego. Zawsze będzie można do nich
wracać we wspomnieniach, gdy dopadną nas zwątpienia i smutki.
Zabierzmy radość świąt Bożego Narodzenia na cały
następny rok. Powitajmy go radośnie i wesoło, również
w naszej korporacji zawodowej.
Bądźmy dobrzy dla innych i otwarci na propozycje, jakie przyniesie Nowy Rok 2014. To przecież rok
rozpoczynającej się VII kadencji istnienia wspólnego
samorządu zawodowego lekarzy i lekarzy dentystów.
Czekają na nas nowe wyzwania i oczekiwania, ale
pamiętajmy, że nasz samorząd to nasza rodzina zawodowa i tak jak w rodzinie zawsze powinniśmy być
razem i razem pracować dla jej dobra i trwałości, mimo
pojawiających się prób negowania potrzeby istnienia
wszystkich samorządów korporacji zawodowych. Pracujmy razem i zgodnie bez względu na osobiste animozje i frustracje z powodu niezrealizowanych pomysłów. Nie oceniajmy wszelkich działań przez pryzmat
osobistej wizji świata, lecz posłuchajmy bez obrażania
się tego, co mówią inni. Porozmawiajmy z nimi i wsłuchajmy się w głos tych, którzy przed nami znajdowali
czas na pracę dla idei samorządności. Może warto zrobić coś lepiej, może czasem dobrze jest czerpać z wiedzy i doświadczeń innych. Razem – tak jak o własną
rodzinę – powinniśmy dbać o istnienie naszej rodziny
zawodowej. Niech w Nowym Roku dominuje zasada
bycia dobrym i lepszym człowiekiem.
Życzę wszystkim Koleżankom i Kolegom radosnych
Świąt Bożego Narodzenia, wiele dobroci i zrozumienia
w Nowym 2014 Roku.
Z Adamem Buschem, wiceprzewodniczącym Naczelnego Sądu
Lekarskiego, lekarzem dentystą, rozmawia Marta Jakubiak.
W jakich przypadkach i kiedy sprawy trafiają na wokandę
Naczelnego Sądu Lekarskiego?
Wszystkie skargi najpierw trafiają do okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Ten podejmuje
działania wyjaśniające, przeprowadzając postępowanie
dowodowe w danej sprawie, może powoływać biegłych.
Jeśli w toku postępowania wyjaśniającego stwierdzi nieprawidłowości to zawiadamia lekarza, że zostało podjęte
postępowanie wyjaśniające na podstawie skargi pacjenta
i podejmuje czynności prawne, przekazując sprawę do
okręgowego sądu lekarskiego. Jeżeli nie stwierdzi żadnych
uchybień, postępowanie umarza ze względu na brak dowodów. Może też odmówić wszczęcia postępowania, jeśli
uzna, że skarga jest niezasadna. W tych dwóch przypadkach niezadowolony pacjent ma prawo odwołać się do
okręgowego sądu lekarskiego na postępowanie rzecznika.
Kiedy jedna ze stron wnosi zażalenie na postępowanie
sądu okręgowego, sprawa trafia do Naczelnego Sądu Lekarskiego, którego zadaniem jest ocenić prawidłowość postępowania sądu pierwszej instancji. NSL nie przeprowadza
postępowania dowodowego, lecz jedynie weryfikuje prawidłowość wcześniej prowadzonych procedur. Czasem przekazuje sprawę do sądu okręgowego do ponownego rozpatrzenia, prosząc o uzupełnienie materiału dowodowego lub
powołanie dodatkowego biegłego. Od decyzji NSL można
się odwołać już tylko do powszechnego Sądu Najwyższego.
Ilu lekarzy dentystów orzeka w NSL?
W Naczelnym Sądzie Lekarskim jest 40 sędziów, a wśród
nich siedmiu lekarzy dentystów.
W jaki sposób ustalany jest skład sędziowski do poszczególnych spraw?
FOTO: Marta Jakubiak
Ustala go przewodniczący NSL, starając się, by wśród pięciu sędziów orzekających zawsze był jeden specjalista
w danej dziedzinie medycyny, której dotyczy analizowana
sprawa. To optymalizuje profesjonalizm orzecznictwa naszego sądu.
Ile rocznie spraw trafia do NSL?
W 2012 r. wpłynęło 177 spraw do rozpatrzenia. I na przestrzeni ostatnich dwóch lat można obserwować tendencję
wzrostową. Zwykle odwołań do NSL w sprawach stomatologicznych było około 25, w roku 2012 mieliśmy ich już
40, czyli dwa razy więcej. Według statystyk ogólnych, trzy
czwarte orzeczeń sądów okręgowych jest kwestionowana.
Zwiększa się również liczba spraw napływających do rzecznika i sądów okręgowych.
Z czego wynika ten wzrost?
Na pewno przyczynia się do tego większa świadomość
i roszczeniowość pacjentów. Zwiększająca się liczba spraw
to również wynik coraz częściej wypowiadanej do pacjentów krytyki lekarzy odnośnie pracy innych lekarzy. Kolejna
rzecz to pojawienie się na polskim rynku firm, które specjalizują się w świadczeniu usług prawnych w zakresie
doradztwa i reprezentacji w sprawach medycznych, a najchętniej pociągania lekarza do odpowiedzialności za błąd
w sztuce. Zaczyna się podobny proceder, który od lat praktykowany jest w Stanach Zjednoczonych – daj mi lekarza,
a znajdę na niego paragraf.
A może popełnianych jest więcej błędów?
Nie, lekarze wcale nie zaczęli gorzej leczyć. Większość skarg
jest niezasadna. A ponadto te, które napływają do rzecznika,
najczęściej odnoszą się do wystąpienia powikłań, a nie samego procesu leczenia. Dodatkowo zmiany w prawie, np. te
dotyczące prowadzenia bardzo szczegółowej dokumentacji
medycznej, sprawiają, że lekarzowi bardzo łatwo coś zarzucić.
Prawo nakazuje, aby pacjent przed każdym zabiegiem, a stomatologia to przecież specjalizacja zabiegowa, podpisał zgodę na leczenie. W przypadku dziecka powinni to zrobić rodzic
lub opiekun prawny, a jeśli pacjent ma ukończone 16 lat, to
również on sam. Nie wszyscy lekarze wypełniają ten obowiązek, co znajduje swoje odzwierciedlenie w formułowanych
zarzutach, jak np. oskarżenie z art. 4 i 31 ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty – nierzetelne prowadzenie dokumentacji medycznej i niepoinformowanie o ryzyku i ewentualnych powikłaniach lub art. 15 i 17 ust. z dn. 6 listopada 2008 r.
– wykonanie zabiegu bez zgody przedstawiciela ustawowego dziecka.
Błędy w sztuce zdarzają się, ale wciąż bardzo rzadko.
Jeśli lekarze popełniają jakiś błędy, to te proceduralne czy
komunikacyjne. Często„winą” stomatologów jest nieumiejętność skutecznego komunikowania się z pacjentem.
Na przykład protetyk opowiada o przebiegu i efektach
leczenia, roztaczając świetlane perspektywy – tu implant,
tam most i będzie pan pięknie wyglądał. Zapomina jednak
poinformować pacjenta o możliwości wystąpienia powikłań, a te przecież zawsze mogą wystąpić, mimo leczenia
przeprowadzonego zgodnie ze sztuką.
Niektóre skargi dotyczą zbyt późnego podjęcia leczenia w przypadku pacjenta onkologicznego. Jesteśmy lekarzami dentystami, a nie tylko dentystami. Powinniśmy
być bardzo uwrażliwieni na wszelkiego rodzaju zmiany
patologiczne w obrębie jamy ustnej i reagować. Jeśli zobaczymy coś niepokojącego, od razu skierować pacjenta
na konsultację do specjalisty i odnotować w dokumentacji medycznej, że takie zalecenie zostało pacjentowi przekazane. Mamy również obowiązek, jak każdy inny lekarz,
przeprowadzić szczegółowy wywiad z pacjentem, żeby
pozyskać wiedzę na temat ogólnego stanu zdrowia osoby,
którą będziemy leczyć.
25
Czy jest specjalizacja stomatologiczna, która wiedzie prym,
jeśli chodzi o liczbę składanych skarg?
Najwięcej spraw dotyczy protetyki stomatologicznej.
W 2012 r. było ich 17, podczas gdy tylko 1 dotyczyła chirurgii stomatologicznej, 1 chirurgii szczękowo-twarzowej,
1 ortodoncji, 2 stomatologii dziecięcej, 2 stomatologii zachowawczej.
Najczęściej skarżą się pacjenci, którzy nie są zadowoleni
z efektu leczenia, np. pod względem estetycznym. Czasem
bywa i tak, że nieusatysfakcjonowany pacjent idzie na
konsultację do innego lekarza, a ten jeszcze „podgrzeje”
atmosferę, stawiając chociażby takie pytania: co ma pan tu
porobione, kto pana leczył? Niestety, zdarza się tak coraz
częściej i takie postawy cechują lekarzy młodych.
Jakie najczęściej zapadają wyroki?
Umarzające postępowanie. Czasem wyroki upomnienia
lub nagany.
Czy zdarzało się, że lekarzowi dentyście zostało zawieszone lub
odebrane prawo wykonywania zawodu?
Tak. Były takie przypadki. Najczęściej jednak powodem
była niezdolność lekarza do pracy uwarunkowana jego
chorobami współistniejącymi. Typowych błędów w sztuce
jest naprawdę niewiele.
komunikowania
O co jeszcze pacjenci oskarżają stomatologów?
Zdarzały się sprawy o molestowanie pacjentek. U podstaw
skarg leżało też udzielenie informacji o stanie zdrowia chorego osobie nieupoważnionej, np. o zdrowie pewnego pana
T
ą ubezpieczeniową, finansowaną przez NFZ? Realizowaną przez lekarzy dentystów ograniczonych
niedostatecznym budżetem, limitami, przepisami
wymyślonymi przez urzędników. Krytykowaną wielokrotnie przez wszystkich, a mimo to działającą od
lat . Wielokrotnie o tym pisano i mówiono na różnych
forach i przy różnych okazjach. Bez widocznych efektów. Poniższy tekst jest próbą podsumowania stanu
aktualnego.
Błąd popełniono już w momencie wprowadzenia
ubezpieczeń zdrowotnych. Ustalono za małą składkę
i fakt ten odbija się czkawką do dziś. W całej służbie
zdrowia brakuje pieniędzy i dopóki nie znajdzie się ich
więcej, możemy zapomnieć o jakiejkolwiek poprawie.
Niektórzy twierdzą wprawdzie, że rezerwy są, że tak źle
by nie było, gdyby w szpitalach i przychodniach szerzej
stosowano oszczędności. Nie wiem. Może. W każdym
razie brak pieniędzy jest z pewnością problemem najważniejszym w stomatologii ubezpieczeniowej. Tak
było od zawsze. Nie wystarczało i nie wystarcza na leczenie dzieci i dorosłych. No, ale skoro w założeniach
miało być na naszą specjalność 5 proc. budżetu, a jest
poniżej 3 proc., a Fundusz uznaje, że mniej niż 50 zł na
Polaka rocznie, łącznie z zapłatą za ortodoncję i prote-
26
tego samego dnia spytały dwie żony, ta „nieprawdziwa”
przyszła jako pierwsza i lekarz udzielił jej informacji, nie legitymując jej, a za pół godziny pojawiła się kolejna żona – ta
„prawdziwa” i zrobiła awanturę, co zakończyło się w sądzie.
Ostatnio coraz częściej składane są skargi na leczenie
ortodontyczne, kiedyś nie było ich wcale. Zarzuty dotyczą
nieosiągnięcia deklarowanych efektów leczenia i wystąpienia zmian, które uniemożliwiają prawidłowe funkcjonowanie jamy ustnej, czyli wystąpienia powikłań, o których lekarz nie uprzedził pacjenta.
Skargi składane są również na implantologów, którzy
wykonują zabiegi bez uwzględnienia indywidualnych
uwarunkowań w jamie ustnej, jak np. chorób periodontologicznych, w efekcie czego prace są niestabilne i następują powikłania. Często też zarzuca się im nieosiągnięcie
deklarowanego efektu estetycznego.
Czy są tzw. recydywiści?
Tak, są. W stomatologii jest ich wielu. Najczęściej przyczyną powracania lekarza na wokandę jest upór, a dokładnie
– powielanie tego samego błędu i pójście drogą na skróty.
Jak ustrzec się błędów i nie trafić przed NSL?
Każdy lekarz powinien postępować zgodnie z zasadami
sztuki lekarskiej. Wiadomo, że błędów nie da się wyeliminować całkowicie, bowiem każda praca niesie ryzyko ich
popełnienia. Niedopuszczalne są jednak świadome zaniedbania. Te zawsze będziemy piętnować.
Dla własnego dobra trzeba pamiętać o obowiązkach
formalnych, jak na przykład o rzetelnym prowadzeniu
tykę, jest sumą w sam raz, to nie ma co się dziwić... Kontrakty są więc beznadziejne. Nie odkrywam tu Ameryki. Wszyscy o tym wiedzą, wielokrotnie było o tym
głośno. Problem w tym, że NFZ ma to nasze gadanie
za nic i nic nie robi, żeby coś zmienić. Z drugiej strony
Fundusz jest monopolistą i potrafi z tego faktu korzystać. Zresztą skąd niby ma brać dodatkowe pieniądze?
Bywa raczej odwrotnie: wcześniej przyznane fundusze
na stomatologię zabiera się na inne cele. A lekarze… ci
wezmą najgorsze nawet kontrakty… I to jest tajemnica
dlaczego mimo wszystko ubezpieczeniowa stomatologia jeszcze działa. Czasem wbrew ministerstwu i NFZ,
które zamiast poprawić czy lepiej organizować system,
działają odwrotnie. Pozwolono na przykład zlikwidować ważną część dawnej opieki dentystycznej – gabinety szkolne. Uznano, że są niepotrzebne i z powodzeniem zastąpi je świadomość samych rodziców, którzy
z własnej woli będą prowadzać dzieciaki do gabinetów
pozaszkolnych. No i statystyki stanu zdrowia zębów
dzieci są zastraszające.
Około 90 proc. gabinetów stomatologicznych powstało staraniem samych lekarzy, z ich pieniędzy, z kapitałów rodzinnych lub zaciągniętych kredytów. Leka-
dokumentacji medycznej. Po drugie, zawsze trzeba informować pacjenta o możliwości wystąpienia powikłań,
o ryzyku, które wiąże się z danym zabiegiem i realnych
możliwościach terapeutyczno-estetycznych leczenia. Jeśli
złamie się narzędzie w kanale, trzeba poinformować pacjenta o tym fakcie, bo jeśli trafi do innego lekarza i dowie
się o tym dopiero od niego, może czuć się skrzywdzony,
oszukany i zechce żądać zadośćuczynienia, składając skargę do rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Samo
złamanie narzędzia nie jest błędem w sztuce, ale nieodnotowania tego faktu w karcie i niepoinformowanie pacjenta może stać się przyczyną niepotrzebnych kłopotów.
W przypadku narzędzia zaaspirowanego do płuc sprawa
wygląda już zupełnie inaczej – tu można mówić, że popełniono błąd, gdyż źle został przygotowany do pracy sprzęt
endodontyczny. O zabezpieczeniu się przed takimi sytuacjami też należy pamiętać.
Każdy lekarz powinien mieć ważną polisę OC. Lekarze
dentyści bezwzględnie nie powinni o tym zapominać,
gdyż pacjenci stomatologiczni często żądają zwrotu kosztów leczenia.
Kolejna rzecz to przestrzeganie zakazu reklamowania
usług medycznych, zgodnie z art. 56 ust 1 ustawy z dnia
5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty
(Dz.U.08.136.857). Dozwolone jest informowanie o usługach medycznych, ale nie wolno ich reklamować, na
przyulicznych banerach, w reklamach prasowych czy radiowych zachwalać doskonałych usług w profesjonalnym
gabinecie, wyposażonym w najnowocześniejszy sprzęt
po promocyjnych cenach. To działania zabronione. Zapisy
dotyczące zakazu reklamy usług medycznych znajdują się
również w Kodeksie Etyki Lekarskiej, a dokładnie w art. 63,
mówiącym o tym, że lekarz tworzy swoją zawodową opinię jedynie na podstawie efektów pracy, a nie reklamy.
rze zainwestowali ogromne pieniądze. Gdyby nie te
w pełni prywatne placówki, Fundusz nie miałby z kim
podpisać kontraktów i zębów nie miałby kto ani gdzie
leczyć. O tym nikt nie pamięta i nikogo to nie obchodzi.
Ważne, że jakoś jest. Tymczasem brak stabilizacji finansowej, permanentny jej regres, powodują, że lekarze
mają coraz mniejsze szanse na odzyskanie zainwestowanych pieniędzy. Nie mają zatem ochoty na dalsze
inwestowanie w rozwój swoich przychodni i tworzenie
miejsc pracy nie tylko dla młodych lekarzy, ale także
związanego z lekarzami personelu średniego: rejestratorek, asystentek, higienistek, pomocy dentystycznych, a częściowo również techników dentystycznych.
O tym też nikt nie pamięta. Nikt nie pamięta także, że
stomatologia to specjalność powodująca chyba najwięcej chorób zawodowych wśród lekarzy. Skrzywienia kręgosłupa, zapalenie barku, łokieć tenisisty itp. to
codzienność dentystów. Są to kontuzje uniemożliwiające czasem dalszą pracę w zawodzie. No, ale jeżeli życie zmusza lekarzy do pracy po 10 godzin dziennie…
opieka zdrowotna należy do podstawowych powinności państwa wobec społeczeństwa. Administracja
ten obowiązek ceduje na służbę zdrowia, a zwłaszcza
lekarzy. Za wykonane świadczenia płaci im jednak tyle,
ile uznaje za stosowne, nie troszcząc się o koszty rzeczywiste. Nie mówiąc już o lekarskim honorarium za
wykonaną pracę, które to pojęcie zniknęło zupełnie
z urzędniczych dokumentów. To, co piszę, to również
nic nowego. Prawda ta powtarzana jest uparcie przez
samorząd od lat tylu, że nic z niej nie wynika. W efekcie
koledzy uważają, że trzeba sobie radzić. Jeżeli Fundusz
nie traktuje nas poważnie, jeżeli płaci po 40 czy 50 zł za
plombę, za usunięcie zęba tylko 50 zł, za zaopatrzenie
kieszonki dziąsłowej 2 lub 3 zł (co samo w sobie jest
skandalem), podczas gdy wiadomo, że posadzenie pacjenta na fotelu bez wykonania jakiegokolwiek zabiegu kosztuje 30 zł, to te wszystkie nieoficjalnie krążące
w gabinetach pieniądze, które nazywamy dopłatami
albo opłatami, albo współpłaceniem uważane są za
moralnie uzasadnione…
Lekarz, także stomatolog, w ramach pracy w wymiarze normalnego etatu powinien zarabiać tyle, aby
bez problemu starczyło na dostatnie i wygodne życie
jego i rodziny. Dlaczego niby nie? W końcu jest wysoko
wykształconym specjalistą, przedstawicielem zawodu
zaufania publicznego. Obok edukacji i wyżywienia, to
PREMIUM
Czy to dobrze, że lekarze orzekają
w sprawach przeciwko innym lekarzom?
Gdyby nie istniały sądy lekarskie, skargi pacjentów trafiałyby od razu do sądów powszechnych lub komisji kontroli
zawodowej, gdzie orzekają sędziowie niebędący lekarzami. Sprawy dotyczące błędów medycznych nie są łatwe,
szczególnie w stomatologii, niejednokrotnie rozpatrywane są po upływie pewnego czasu i nie można jednoznacznie stwierdzić, czy leczenie było przeprowadzone prawidłowo. W art. 7 Kodeksu postępowania karnego zapisano,
że organy postępowania kształtują swoje przekonanie
na podstawie przeprowadzonych dowodów ocenianych
swobodnie z uwzględnieniem zasad prawidłowego rozumowania oraz wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego. Żaden inny sędzia nie zna tak specyfiki pracy lekarza,
jak inny lekarz, dlatego wielu niuansów nie zdoła dostrzec,
nie rozpatrzy tak wnikliwie i obiektywnie sprawy. Są procesy, które toczą się równolegle – i w sądzie lekarskim,
i w sądzie powszechnym. Bardzo często sąd powszechny,
prowadząc swoje postępowanie, bazuje na materiałach
procesowych i orzeczeniach sądu lekarskiego. Jesteśmy
wiarygodnym i merytorycznym orzecznikiem. Zawsze
szukamy prawdy. Jeżeli lekarz jest niewinny, orzekamy
o jego niewinności. Jeśli jednak popełnił błąd w sztuce,
wyrokujemy stosownie do winy.
lekarskie,
skargi
komisji
27
Lekarz
Do końca lat 80. ze względu na istniejący system
gospodarczy, brak wolnego rynku i konkurencji
o reklamie uczyli się studenci jako o tworze
enigmatycznym, będącym wymysłem„zepsutej”
zachodniej demokracji i „brutalnego” kapitalizmu.
W
lekarskiej, za
w formie
28
raz ze zmianą ustroju politycznego w Polsce oraz
wprowadzeniem swobody gospodarczej pojawiła
się w naszym życiu reklama. Początkowo trochę nieudolna, raczkująca. Obecnie niemalże wszechobecna i na poziomie „zachodnim”. Warto zaznaczyć w tym miejscu, że
rozwój tego wyrazu swobody gospodarczej też musi podlegać ramom prawnym, by np. reklama nie była sprzeczna
z prawem, z dobrymi obyczajami i aby nie uchybiała godności człowieka.
W prawie polskim nie ma definicji legalnej reklamy.
Reklama, czyli „każdy przekaz zmierzający do promocji
sprzedaży, popierania określonych spraw lub idei”, dotyczy zarówno reklamy sfery gospodarczej, politycznej,
jak i społecznej. Po wejściu polski do Unii Europejskiej
pojęcie reklamy uzyskało inne brzmienie. Reklamą może
być każda wypowiedź towarzysząca np. wykonywaniu
wolnego zawodu, która zwiększy sprzedaż towaru lub
rozszerzenie wykonywania usług. Może też nią być każda wypowiedź zmierzająca do stymulowania sprzedaży usług, np. wypowiedź medialna, ogłoszenia uliczne
(szyldy, informacje świetlne), napisy na pojazdach, ulotki, druki etc.
Obecnie jesteśmy zalewani reklamą, jest ona wpisana
w naszą codzienność. Wielkie bilbordy informują nas o wyprzedażach, cenach produktów, a w czasie kampanii wyborczych o kandydatach. Reklamuje się prawie wszystko, z reklamą spotykamy się także, czytając podręczniki naukowe.
Zaczęła się ona również pojawiać w usługach medycznych. Kiedyś liderami w tej dziedzinie były usługi stomatologiczne, ale teraz obok nich pojawiły się reklamy dermatologiczne, ginekologiczne, a nawet kardiologiczne.
Nastąpiła zmiana podejścia do informacji o świadczonych
usługach. Małe białe tabliczki coraz częściej zostają zastąpione przez świecące neony o pięknej, przyciągającej
szacie graficznej. Pojawiają się kolorowe informacje w lokalnej i ogólnopolskiej prasie, wywiady z lekarzami opisującymi zakres świadczonych usług. Ta forma przekazu
informacji dotyczy również prywatnych szpitali zachwalających swoje usługi, kadrę, intymne wnętrza zapewniające
prywatność i rodzinny klimat.
Taka sytuacja jest zapewne wymuszona zmianami zachodzącymi w świecie, rozwojem internetu, a także nowymi
możliwościami docierania do pacjentów z informacjami. Na
rynku usług medycznych pojawiła się ogromna konkurencja,
która wymusza już inne niż kiedyś zachowania.
Mamy z tym do czynienia nie tylko w Polsce.
Dzieje się tak na całym świecie.
Oczywiście lekarz nie powinien się reklamować, choć pojęcie reklamy jest niejednoznaczne i rozmyte. Myślę, że warto pamiętać, iż obok
reklamy istnieje jeszcze tzw. neutralna informacja handlowa, która jest obiektywną informacją
o towarze lub usłudze. Reklamie towarzyszy
element przesady, wyolbrzymienia, zazwyczaj
odwołuje się do sfery emocjonalnej klienta
i wywołuje w nim uczucie zapotrzebowania na
dany produkt. Informacja handlowa ma na celu
dokładne zapoznanie z danymi o produktach
oferowanych na rynku. Oczywiście informacja
handlowa, podobnie jak reklama, pozostaje
pod kontrolą Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Nie może ona wprowadzać w błąd, musi być jasna, zrozumiała, uczciwa i dozwolona.
Pacjent ma prawo do informacji, łącznie
z wachlarzem świadczonych usług medycznych, a także z ich kosztami. Lekarz prowadzący gabinet lekarski, szczególnie w postaci
indywidualnej praktyki lekarskiej, za pomocą
tablicy ogłoszeniowej w formie krótkiej lapidarnej informacji ma poinformować pacjenta, czym się zajmuje. Jak to pogodzić? Należy
jeszcze dodać, że poza gabinetami są na rynku
liczne centra medyczne, których prawo korporacyjne dotyczące ogłaszania świadczeń medycznych nie obowiązuje. Na ulicach, w internecie, w prasie ekspansyjność reklamowa z ich
strony jest potężna. Jest to jeden z elementów
marketingowego zarządzania. Reklama ma
budować markę, wizerunek, co oczywiście
ma się przełożyć na „sprzedaż” świadczeń
medycznych. W przeciwieństwie do małych gabinetów, firmy te mają spory kapitał
z przeznaczeniem na tego rodzaju informacje,
lobbują na rzecz liberalizacji przepisów dotyczących reklamy usług medycznych. A jest
o co walczyć… Rocznie Polacy wydają ponad
20 mld zł na prywatną służbę zdrowia.
Czy małe gabinety lekarskie w takich realiach
są w stanie konkurować z wielkimi konsorcjami
medycznymi? Pewnie nie jest to łatwe, a będzie
coraz trudniej. Etykę łatwiej egzekwować od
pojedynczego lekarza niż od ogólnopolskiej
lub co gorsza międzynarodowej firmy. W tej
walce o rzetelną informację, a nie nachalne
promowanie usług, warto zapamiętać, że niewątpliwie najlepszą „reklamą” dla lekarza jest
polecenie go kolejnej osobie przez zadowolonego z usług pacjenta. To tzw. marketing szeptany. Pomimo tego uważam, że należy trzymać
rękę na pulsie, aby leczenie nie stało się usługą
rządzącą się jedynie prawami ekonomicznymi
i marketingowymi. Pozostaje mieć nadzieję, że
jest to jeszcze bardzo odległa przyszłość, a także wierzyć w rozsądek naszych pacjentów.
Balneologia i medycyna fizykalna jest dziedziną mało znaną
w środowisku lekarskim. Spowodowane jest to brakiem zajęć
dydaktycznych z tej dziedziny w uczelniach medycznych.
C
zęść lekarzy nie mając wiedzy, przyjmuje postawę bierną
w wydawaniu opinii czy kierowaniu chorych do uzdrowiska, część uczy się od pacjentów, a więc wykazuje jakieś
zainteresowanie, ale są i tacy, którzy nie mając podstawowej
nawet wiedzy, ustosunkowują się krytycznie. Pozwolę sobie
więc przedstawić w tym artykule kilka ogólnych informacji
na temat balneologii medycy fizykalnej i lecznictwa uzdrowiskowego w Polsce. Jest to szansa dla mnie jako krajowego
konsultanta na upowszechnienie wiedzy z dziedziny, którą
reprezentuję wśród kolegów lekarzy.
Balneologia i medycyna fizykalna to dyscyplina medyczna, której cechą charakterystyczną, odróżniającą ją od
innych, jest posługiwanie się w leczeniu chorych własnymi
naturalnymi metodami leczniczymi. Nic w tym dziwnego,
przecież każda dziedzina ma swoje metody lecznicze. Wiąże
się to jednak z odpowiednim doborem chorych, zgodnie ze
wskazaniami lekarskimi, wymaganym czasem leczenia, aby
uzyskać efekty lecznicze, wykształceniem kadry lekarskiej,
przygotowaniem warunków do wykonywania procedur
leczniczych itd. Stąd powstają więc pewne wymogi wynikające ze specyfiki dziedziny. Balneologia i medycyna fizykalna
realizowana jest w zakładach lecznictwa uzdrowiskowego
oraz ośrodkach poza uzdrowiskowych (zakładach, oddziałach medycyny fizykalnej i rehabilitacji, fizjoterapii). Metody
balneologiczne wykorzystują do leczenia wody mineralne,
gazy, peloidy, czynniki klimatyczne oraz czynniki fizyczne.
Poza własnymi metodami stosowane są również inne podstawowe metody, jak kinezyterapia, dieta czy farmakoterapia. Leczenie balneologiczne ma więc charakter kompleksowy. Balneologia i medycyna fizykalna opiera się na wiedzy
z zakresu wielu dziedzin, jak: fizjologia, chemia i biochemia,
geologia, klimatologia, fizyka, mikrobiologia, dietetyka, psychologia i większości dziedzin klinicznych. Balneoterapia
najpełniej jest realizowana w lecznictwie uzdrowiskowym,
a medycyna fizykalna w zakładach pozauzdrowiskowych.
Balneologa i medycyna fizykalna jest dziedziną komplementarną i integracyjną, co oznacza, że interesuje się
całym człowiekiem. Wspomaga i intensyfikując, uzupełnia
inne metody lecznicze. Medycyna integracyjna w obecnym czasie rozwija się dynamicznie, szczególnie w Stanach Zjednoczonych.
W Polsce rocznie we wszystkich 45 uzdrowiskach leczy
się około pół miliona chorych. Prowadzone są dwie formy
leczenia stacjonarnego i jedna ambulatoryjna. W uzdrowisku leczyć można choroby przewlekłe w różnych stadiach
30
zaawansowania choroby. Chorzy z zaawansowanymi chorobami i małej sprawności powinni leczyć się w szpitalach
uzdrowiskowych, natomiast osoby o mniejszym stopniu
zaawansowania choroby i bardziej sprawni powinni leczyć
się w sanatorium lub w poradni uzdrowiskowej. W uzdrowisku są znakomite warunki do wyrównania metabolicznego
cukrzycy, leczenia przewlekłych powikłań cukrzycowych,
zmniejszenia nadwagi i otyłości, usprawnienia układu krążenia czy oddychania, leczenia przewlekłych chorób reumatycznych czy ortopedycznych, neurologicznych oraz ginekologicznych, urologicznych, dermatologicznych i innych.
W uzdrowisku prowadzona jest systematyczna i programowa edukacja zdrowotna, są tu idealne warunki do racjonalnego wykorzystania wolnego czasu chorych w czasie pobytu
w uzdrowisku na edukację. Ponadto lecznictwo uzdrowiskowe może realizować programy profilaktyczne, w tym np.
leczenia i profilaktyki uzależnienia od nikotyny i innych nałogów. Niestety zbyt długie oczekiwanie na leczenie uzdrowiskowe często uniemożliwia leczenie tych chorych, którzy aktualnie tego leczenia najbardziej potrzebują. Termin leczenia
chorych określany jest przez wojewódzki oddział NFZ.
Jestem przekonana, że lecznictwo uzdrowiskowe i fizykoterapia, mając ogromny potencjał leczniczy, nie są w pełni
wykorzystane. Leczenie uzdrowiskowe jest jedną z najtańszych form leczenia chorób przewlekłych w różnym stopniu
zaawansowania. Nade wszystko powinno być lepiej wykorzystane do leczenia ludzi w podeszłym wieku z wieloma chorobami geriatrycznymi. Jest to najlepsze miejsce do prowadzenia profilaktyki w szerokim pojęciu, edukacji zdrowotnej
oraz rehabilitacji wybranych chorób. Metody lecznicze są nie
tylko skuteczne, łatwo dostępne, tanie, ale przede wszystkim
nie wywołują skutków ubocznych, co jest wielką zaletą tej
dziedziny. Tymczasem niskie finansowanie leczniczych usług
uzdrowiskowych przez NFZ i ograniczenia w kontraktowaniu
usług leczniczych powodują, że znaczna część byłych dobrze
prosperujących zakładów leczniczych zamieniana jest na
hotele. Nie sprzyja funkcjonowaniu i rozwojowi medycyny
uzdrowiskowej powszechna prywatyzacja uzdrowisk. Nieprawidłowości w kwalifikowaniu chorych utrudniają leczenie
najciężej chorych w szpitalach uzdrowiskowych. Jest to wielka szkoda, że generalnie dobrze zorganizowane lecznictwo
uzdrowiskowe z bogatą tradycją, dużym doświadczeniem
i wiedzą oraz dobrze wykształconą kadrą lekarską nie jest
w pełni wykorzystana. Mamy 700 lekarzy specjalistów z balneologii i medycyny fizykalnej, którzy są bardzo dobrze wykształceni, posiadają bowiem obligatoryjnie dwie specjalizacje: kliniczną i balneologiczną. Mamy ustawę uzdrowiskową,
wysokiej rangi akt prawny, który reguluje funkcjonowanie
lecznictwa uzdrowiskowego, a przede wszystkim chroni
środowisko uzdrowiskowe przed nadmierną urbanizacją
i w konsekwencji zanieczyszczeniem. Mamy dobrze rozwijające się jedno z najstarszych w Polsce medycznych towarzystw naukowych – Polskie Towarzystwo Balneologii i Medycyny Fizykalnej, założone w Krakowie w 1905 r. Wydajemy
systematycznie dobrej jakości kwartalnik „Acta Balneologica”
od 1905 r. Wydawane są nowoczesne podręczniki. Regularnie
organizujemy kongresy balneologiczne. Ostatni w Świeradowie odbył się we wrześniu br. Był to już 24. kongres balneologiczny. W naszych kongresach krajowych uczestniczą przedstawiciele z całego świata. Na ostatnim kongresie mieliśmy
przedstawicieli z 16 krajów świata, z 4 kontynentów. Nasi balneolodzy biorą również aktywny udział w kongresach balneologicznych międzynarodowych, gdzie prezentujemy nasze
osiągnięcia, nawet w tak egzotycznych częściach świata jak
Chiny. W przyszłym roku zaproszeni jesteśmy na zjazd naukowy balneologiczny w Japonii. Jeżeli przeanalizujemy stan
i rozwój balneologii i medycyny fizykalnej jako dziedziny naukowej w różnych krajach świata w odniesieniu do polskiej,
to z pewnością jesteśmy w tym rankingu w czołówce. Nie
musimy gonić Europy, jak to się dzieje w innych dziedzinach,
przeciwnie – inne kraje starają się podążać za nami.
Balneologia i medycyna fizykalna świadcząca usługi
nieinwazyjne, tanie, łatwo dostępne i skuteczne w wielu
chorobach przewlekłych będzie się rozwijać, mimo wielu
trudności natury finansowej i administracyjnej, ponieważ
istnieje potrzeba społeczna na tego rodzaju usługi.
Leczenie uzdrowiskowe ma charakter złożony – kompleksowy. Oznacza to, że równocześnie stosuje się kilka odpowiednio dobranych metod, tworząc program leczniczy.
Pozwala to na zwiększenie efektywności leczenia. Niektóre skojarzenia metod są szczególnie korzystne, gdyż
wzajemnie się intensyfikują. Do takich połączeń należy
np. stosowanie zabiegów światłoleczniczych z ciepłoleczniczymi, co zwiększa intensywność działania czy krioterapii z następową kinezyterapią oraz zastosowanie masażu
podwodnego czy kąpieli perełkowej po zabiegach kinezyterapeutycznych, co przyspiesza znacznie restytucję
powysiłkową, a więc zdolność do wykonywania dalszych
ćwiczeń. Szczególnie korzystne jest kojarzenie niektórych
procedur fizykoterapeutycznych z balneologicznymi, np.
galwanizację z zabiegami borowinowymi, światłolecznictwo z kąpielami mineralnymi. Ważna jest również kolejność stosowania zabiegów balneofizykalnych, stąd istotne jest prawidłowe ich planowanie w ciągu dnia.
PREMIUM
9 marca 2011 r. przyjęta została dyrektywa Parlamentu Europejskiego
i Rady 2011/24/UE w sprawie stosowania praw pacjentów
w transgranicznej opiece zdrowotnej (Dz.Urz.UE.L Nr 88, str. 45).
J
Przy
przepisów
ale
32
edną z podstawowych zasad Unii Europejskiej jest zasada swobody świadczenia usług. Usługi z zakresu opieki zdrowotnej,
mimo szczególnego charakteru, sposobu organizacji i finansowania nie są wyłączone spod działania tej zasady. Stąd podstawowym celem dyrektywy jest ustanowienie zasad ułatwiających
dostęp do bezpiecznej transgranicznej opieki zdrowotnej o wysokiej jakości, zapewnienie mobilności pacjentów oraz promowanie współpracy między państwami członkowskimi w zakresie
opieki zdrowotnej.
Zgodnie z przepisami dyrektywy państwa członkowskie miały
wprowadzić do 25 października 2013 r. przepisy ustawowe, wykonawcze i administracyjne niezbędne do jej wykonania. Polska
nie dochowała tego terminu. W listopadzie 2013 r. trwały jeszcze
prace rządowe nad projektami aktów prawnych, które miałyby
zostać skierowane do prac sejmowych do końca 2013 r. Po wejściu w życie tych przepisów pacjenci powinni mieć jasne reguły
ubiegania się o zwrot kosztów transgranicznej opieki zdrowotnej. Zgodnie ze stanowiskiem Ministerstwa Zdrowia do tego czasu nie ma podstaw do dokonywania przez Narodowy Fundusz
Zdrowia zwrotu takich kosztów. Możliwość zastosowania norm
zawartych w dyrektywie, jako bezpośrednio skutecznego źródła
prawa, należeć będzie do sądów.
Przy transpozycji przepisów dyrektywy do porządków krajowych państw członkowskich możliwe jest zastosowanie ograniczeń w swobodnym dostępie do transgranicznych usług opieki
zdrowotnej, ale podyktowanych wyłącznie nadrzędnymi względami o charakterze ogólnym.
Dyrektywa 2011/24/UE nie ma wpływu na prawa pacjentów
do pokrycia kosztów opieki zdrowotnej, która z powodów medycznych stała się niezbędna w czasie ich tymczasowego pobytu
w innym państwie członkowskim lub gdy spełnione są warunki
określone w przepisach dotyczących koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego, w szczególności dotyczących pracowników najemnych, osób prowadzących działalność na własny rachunek i do członków ich rodzin przemieszczających się we
Wspólnocie. Dyrektywa nie reguluje również kwestii dostępu do:
tǴXJBED[FǩX̓E[JFE[JOJFPQJFLJE’VHPUFSNJOPXFKLUØSFKDFMFN
jest wspieranie osób potrzebujących pomocy w zakresie wykonywania rutynowych czynności życia codziennego;
tQS[ZE[JB’VOBS[njEØXQS[F[OBD[POZDIEPQS[FT[D[FQØXJ̓EPTUǗpu do tych narządów;
tQSPHSBNØX QPXT[FDIOZDI T[D[FQJFǩ QS[FDJX DIPSPCPN [Bkaźnym mających na celu wyłącznie ochronę zdrowia ludności
na terytorium danego państwa i objętych szczegółowymi środkami planistycznymi i wykonawczymi.
Zgodnie z dyrektywą pacjentom należy zapewnić gwarancję,
że koszty takiej opieki zdrowotnej zostaną pokryte w co najmniej
takiej wysokości, jak w przypadku takiej samej opieki zdrowotnej
świadczonej w państwie, w którym są ubezpieczeni (jeśli mieści
się ona w zakresie świadczeń, do których są uprawnieni w swoim kraju) oraz wyłącznie do kwoty rzeczywiście poniesionych
kosztów (jeśli świadczenia za granicą są tańsze). Każdy pacjent
występujący o zgodę na skorzystanie z transgranicznej opieki
zdrowotnej musi ją otrzymać, jeżeli wnioskowane leczenie jest
wśród świadczeń przewidzianych w przepisach państwa jego zamieszkania i nie może uzyskać takiego leczenia w terminie uzasadnionym przesłankami medycznymi, z uwzględnieniem jego
aktualnego stanu zdrowia oraz prawdopodobnego przebiegu
choroby. Koszty leczenia mogą być zwracane lub płacone bezpośrednio przez państwo, w którym pacjent jest ubezpieczony.
Dyrektywa dopuszcza możliwość pokrywania pełnych kosztów
leczenia (powyżej kosztów pokrywanych przy leczeniu w kraju)
oraz zwrotu innych kosztów związanych z leczeniem.
Ograniczenia w korzystaniu z transgranicznej opieki zdrowotnej mogą polegać na wymogu konsultacji z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej przed konsultacją u specjalisty lub przed
skorzystaniem z opieki szpitalnej. Wszelkie ograniczenia muszą
być jednak stosowane w sposób obiektywny, przejrzysty i niedyskryminacyjny, muszą być znane z wyprzedzeniem, opierać się
przede wszystkim na względach medycznych oraz nie stwarzać
żadnych dodatkowych obciążeń dla pacjentów w porównaniu
z pacjentami państwa, w którym leczenie ma się odbywać. Decyzje w tych sprawach powinny być również podejmowane jak
najszybciej (z możliwością skracania procedury jeśli konieczne
jest niezwłoczne podjęcie leczenia). Podstawą odmowy udzielenia zgody nie może być istnienie listy osób oczekujących na
świadczenia, nie można jej również odmówić bez dokonania
obiektywnej oceny medycznej stanu pacjenta. Co do zasady,
gdy pacjent jest uprawniony do świadczeń, a nie można ich
zapewnić w terminie uzasadnionym względami medycznymi,
zgoda ma być udzielana. Ograniczeniu mogą podlegać również
świadczenia:
tQPEMFHBKnjDFXZNPHPNQMBOPXBOJBX̓DFMV[BQFXOJFOJBXZstarczającego i stałego dostępu do zrównoważonego zakresu
leczenia wysokiej jakości lub dotyczącym woli kontrolowania
kosztów i uniknięcia marnotrawstwa zasobów finansowych,
technicznych i ludzkich oraz obejmuje pobyt danego pacjenta
w szpitalu przez co najmniej jedną noc lub występuje konieczność użycia wysoce specjalistycznej i kosztownej infrastruktury
medycznej lub aparatury medycznej;
tPCFKNVKnjDFMFD[FOJFTUXBS[BKnjDFT[D[FHØMOFSZ[ZLPEMBQBDKFOta lub dla społeczeństwa; lub
tVE[JFMBOF QS[F[ ǴXJBED[FOJPEBXDǗ LUØSZ X̓ QPT[D[FHØMOZDI
przypadkach może budzić poważne i szczególne wątpliwości
związane z jakością lub bezpieczeństwem opieki, z wyłączeniem opieki zdrowotnej, która podlega prawodawstwu unijnemu zapewniającemu minimalny poziom bezpieczeństwa
i jakości w całej Unii.
Dyrektywa dotyczy również uznawania recept lekarskich i wydawania produktów leczniczych. Jeżeli są one dopuszczone
do obrotu w państwie członkowskim i zostały przepisane
w tym państwie przez osobę wykonującą zawód medyczny
na nazwisko określonego pacjenta, to co do zasady w innym
państwie członkowskim, w którym dopuszczono produkt leczniczy, recepty mają być uznawane. Może być to ograniczone
przez wprowadzenie wymogu udzielenia odpowiedniej zgody
przez lekarza prowadzącego, ale tylko gdy jest to konieczne
w celu ochrony zdrowia ludzkiego i proporcjonalne do tego
celu. Dla wykonania tych uprawnień pacjentów w porządkach
krajowych mają zostać wprowadzone niewyczerpujące wykazy elementów, które musi zawierać recepta, środki umożliwiające sprawdzenie autentyczności recepty, kontakt między
wystawiającym a realizującym receptę. Dyrektywa stawia
również wymagania świadczeniodawcom (każdemu podmiotowi świadczącemu legalnie opiekę zdrowotną na terenie Unii).
Świadczeniodawcy mają być zobowiązani do:
tQS[FLB[ZXBOJBQBDKFOUPNJOGPSNBDKJQPNBHBKnjDZDIX̓EPLPnaniu świadomego wyboru (możliwości leczenia, dostępności,
jakości i bezpieczeństwa świadczonej opieki zdrowotnej);
tXZTUBXJBOJBKBTOZDIGBLUVS
tQS[FLB[ZXBOJBKBTOZDIJOGPSNBDKJP̓DFOBDIQS[ZD[ZNǴXJBEczeniodawcy nie mogą stosować wobec pacjentów z innych
państw członkowskich odrębnej skali opłat za opiekę zdrowotną niż ta, która jest stosowana wobec pacjentów krajowych
w porównywalnej sytuacji zdrowotnej lub pobierania opłat
skalkulowanych zgodnie z obiektywnymi, niedyskryminacyjnymi kryteriami, jeżeli nie istnieje porównywalna cena dla pacjentów krajowych;
tQS[FLB[ZXBOJBKBTOZDIJOGPSNBDKJOBUFNBU[F[XPMFOJBOBE[JBłalność, rejestracji, zakresu swojego ubezpieczenia lub innych
środków ochrony w odniesieniu do odpowiedzialności zawodowej;
tPDISPOZEBOZDIPTPCPXZDIQBDKFOUØX[HPEOJF[̓QS[FQJTBNJ
krajowymi wdrażającymi normy unijne;
tXZEBXBOJBQBDKFOUPNDPOBKNOJFKKFEOFKLPQJJEPLVNFOUBDKJ
medycznej (lub umożliwienia zdalnego dostępu do tej dokumentacji), przy zapewnieniu pacjentom dostępu do dokumentacji w celu zachowania ciągłości leczenia.
Jeśli przepisy krajowe zobowiązują już do przekazywania
takich informacji pacjentom z kraju, w którym udzielane jest
świadczenie, to dyrektywa nie nakłada na świadczeniodawców obowiązku dostarczania bardziej szczegółowych informacji pacjentom z innych państw. Przepisy krajowe mogą
również nałożyć na świadczeniodawców obowiązek dostarczania pacjentom transgranicznym informacji w innych językach niż języki urzędowe danego państwa.
na wymogu
z lekarzem
opieki
niem z opieki
25 października upłynął termin na wdrożenie do prawa krajowego
przepisów dyrektywy o transgranicznej opiece zdrowotnej. Wcześniej,
w lipcu 2008 r., przedstawiono jej projekt, a dyrektywę przyjęto w marcu
2011 r. z 30-miesięcznym terminem transpozycji. Było więc dużo czasu,
aby przygotować się do jej implementacji.
Prawie
zablokowanie
polskim
opieki
uzyskania
zrealizowanie
w innym
kraju UE oraz
zawieszenie
34
egulacje krajowe, przewidziane przez dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/24/UE z 9 marca 2011 r.
w sprawie stosowania praw pacjentów w transgranicznej opiece zdrowotnej, nie przeszły w Polsce wymaganego trybu legislacyjnego i nie zostały wprowadzone w wymaganym przez
dyrektywę terminie. – Ponieważ dyrektywa nie została na czas
wdrożona do naszego systemu prawnego, już teraz należy się
zastanawiać, jakie będą tego konsekwencje – mówi mec. Marek Szewczyński, radca prawny NRL. I dodaje, że obecnie polski
ubezpieczony, który uzyska świadczenie zdrowotne w innym
państwie UE, może dochodzić od NFZ zwrotu kosztów wszystkich tych świadczeń, do których jest uprawniony w ramach
ubezpieczenia w NFZ. Jeżeli państwo, korzystając z wprowadzonych do dyrektywy możliwości nie przewidziało w przepisach krajowych, że takie czy inne świadczenie ma być uzależnione od zgody płatnika, pacjent nie jest zobligowany, aby taką
zgodę uzyskać. Tak długo więc, jak dyrektywa nie będzie wdrożona do polskiego prawa, ograniczenia nie obowiązują – choć
należy się spodziewać, że trzeba będzie tego rodzaju roszczeń
dochodzić sądownie, powołując się na zasadę tzw. skutku bezpośredniego. Czy rzeczywiście będzie to takie proste?
– Wszyscy mówią, że Polski rząd jest w niedoczasie i jako nieudolność jego działania poczytują opóźnienia dotyczące implementacji dyrektywy. Przewrotnie powiem, że polski rząd
działa bardzo sprawnie i w składzie najlepszym, jaki można
sobie wyobrazić, a obecne opóźnienia to wynik świadomego i celowego działania. Bowiem brak odpowiednich uregulowań prawnych jest „rozpoznaniem bojowym”, w którym
to czasie Polacy mają umożliwione leczenie poza granicami
kraju. Być może rząd w czasie, kiedy nie ma ustawy, zamierza
rozpoznać, ilu Polaków z tej możliwości skorzystało. Natomiast
projekt ustawy implementującej dyrektywę transgraniczną
zawierający większość dopuszczalnych ograniczeń jest niczym oplatanie pacjentów drutem kolczastym – komentuje
Maciej Hamankiewicz, prezes NRL.
Wyniki badania Eurobarometru z 2007 r. pokazują, że wśród
Europejczyków Polacy są w środku stawki pacjentów, którzy
zdecydowaliby się na podróż do innego kraju UE, aby otrzymać świadczenie medyczne (57 proc.). Z kolei opracowania
naukowe opublikowane w „British Medical Journal” pokazują,
że zagrożenie szukaniem świadczenia medycznego poza najbliższym miejscem zamieszkania jest minimalne. Na wszelki
wypadek polscy decydenci postanowili jednak nie dawać Polakom szansy na transgraniczną podróż medyczną, odwlekając
w czasie stworzenie jasnych i klarownych przepisów prawnych
korzystania ze świadczeń opieki medycznej w krajach UE.
Wraz z wejściem w życie 25 października dyrektywy polski
pacjent powinien otrzymać prawo do skorzystania ze świadczeń na terenie Unii Europejskiej, realizacji recept, leków, wyrobów medycznych, a także do uzyskania zwrotu kosztów opieki zdrowotnej udzielonej w innym państwie UE do poziomu
kosztów, które zostałyby poniesione, gdyby opieki tej udzielono mu w Polsce. Ten zapis dyrektywy to na razie jedynie teoria.
W zamierzeniach Ministerstwa Zdrowia polski pacjent, chcąc
skorzystać z leczenia w innym kraju, będzie musiał wielokrotnie zdobyć zgodę na takie leczenie: najpierw u lekarza, który
wystawi skierowanie, następnie potwierdzić je u płatnika krajowego oraz uzyskać od niego zgodę na zrealizowanie świadczenia poza granicami Polski. – Uważamy, że po wprowadzeniu dyrektywy, zasada powinna być prosta i działać tak, jak jest
obecnie: jeśli pacjent wymaga leczenia i dostaje skierowanie
od lekarza, kwestia, gdzie będzie realizował świadczenie, zależeć powinna tylko od pacjenta – mówi prezes Hamankiewicz.
Pomysł stworzenia wykazu świadczeń zdrowotnych, których wykonanie za granicą będzie wymagało zgody NFZ,
również budzi zastrzeżenia. Minister Zdrowia będzie mógł
kierować się względami gospodarności i celowości wydatkowania środków publicznych, umieszczając dane świadczenie
na tej liście. Jest to tak pojemne sformułowanie, że w zasadzie
pozwoli uzasadnić odmowę każdego świadczenia.
Prawie całkowite zablokowanie polskim pacjentom korzystania ze świadczeń w ramach zdrowotnej opieki transgranicznej umożliwia NFZ konieczność uprzedniego uzyskania
zgody płatnika na zrealizowanie świadczenia w innym kraju
UE oraz zawieszenie zwrotów kosztów. Kolejna rzecz to problem dotyczący definicji„dopuszczalnego czasu oczekiwania”,
która w polskich przepisach obecnie nie istnieje. Prawo do
odmowy zgody na leczenie za granicą z uwagi na możliwość
uzyskania takiego świadczenia w Polsce w terminie nieprzekraczającym dopuszczalnego czasu oczekiwania jest ogromnym polem do nadużyć. Samorząd lekarski już teraz postuluje,
by wprowadzono odpowiednie zapisy prawne, dzięki którym
termin ten zostanie jednoznacznie dookreślony i będzie wiadomo, po upływie ilu dni czy miesięcy można mówić o upływie„dopuszczalnego czasu oczekiwania”.
Wątpliwości budzi również kwestia rozstrzygania w trybie
administracyjnym o przysługującym ubezpieczonemu zwrocie kosztów za leczenie oraz wysokości tego zwrotu, a także
obowiązku zwrotu przez pacjenta przekazanej mu kwoty
w razie „uchylenia lub stwierdzenia nieważności decyzji”. Poprawki wymaga również zapis umożliwiający przedłużenie
sześciomiesięcznego terminu na zgłoszenie wniosku o zwrot
kosztów świadczeń w szczególnych okolicznościach, gdy pacjent nie ze swojej winy nie mógł zgłosić wniosku w wyznaczonym terminie.
Rzeczywistość wygląda więc tak, że przygotowując się do
wprowadzania dyrektywy, bardziej myślano o tym, co zrobić,
aby pacjenci nie mogli wyjechać z Polski na leczenie, niż o tym,
jak powinni funkcjonować polscy świadczeniodawcy, by skorzystać na wprowadzeniu dyrektywy transgranicznej.
Środowisko lekarskie zgodnie uważa, że implementowanie
dyrektywy nie powinno w żaden sposób rzutować na pracę
lekarza, wiązać się dodatkowymi obciążeniami biurokratycznymi czy administracyjnymi. To sprawa świadczeniodawcy
i usługobiorcy.
– Naczelna Rada Lekarska na każdym etapie powstawania
dyrektywy promowała wprowadzenie jej w pełnym zakresie.
Nasze środowisko dostrzega bowiem wielką szansę dla rozwoju rynku usług zdrowotnych w Polsce dzięki otworzeniu
granic pacjentom unijnym – podkreśla prezes Hamankiewicz.
I uważa, że dyrektywa wprowadzona w pełnym zakresie zmieniłaby cały system ochrony zdrowia.
Lekarze czekają na nowych pacjentów, którzy mogą przyjechać o Polski. Problem w tym, że nie dostali żadnych wytycznych, jak mają zachować się wobec pacjenta cudzoziemca. Nie
wiadomo, w jakim języku należy prowadzić dokumentację, co
powinno być na rachunku, jak ma być ustalany terminarz przyjęć dla takich osób? A przecież pacjenci z zagranicy mogliby
być ratunkiem dla finansów polskiej służby zdrowia. To, co po-
winno przynieść wzrost produktu krajowego brutto, jest wyhamowywane. – Myślę, że potencjał i baza świadczeniodawców
znacznie przekracza potencjał finansowy NFZ – zauważa Maciej Hamankiewicz. Nie wiadomo też, jak kwalifikować przyjmowanych pacjentów unijnych: czy jest to pacjent w ramach
turystyki medycznej, czyli prywatny, a może jest to chory, który
chce skorzystać z polskiej opieki zdrowotnej w sytuacji nagłej,
co umożliwia mu Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego. Świadczeniodawcy i indywidualni lekarze zgłaszają szereg
problemów z tym związanych. Niezbędne jest więc jak najszybsze właściwe i precyzyjne uregulowanie zasad, na jakich
podmiot medyczny ma przyjmować pacjentów zagranicznych
w ramach transgranicznej opieki medycznej.
Obecnie w ramach uprawnień wynikających z EKUZ publiczne jednostki świadczą pacjentom opiekę, za którą płaci
fundusz. Jednak pacjenci korzystający z pomocy na podstawie dyrektywy transgranicznej są już pacjentami komercyjnymi. Jak ich rozliczać? Szpital musi mieć cennik na świadczone
usługi – urealnione w stosunku do kosztów. Stworzenie takiego cennika jest niezbędne. Jednak czy polskie prawo dopuszcza podmiot posiadający kontrakt z NFZ do świadczeń komercyjnych? 99 proc. prawników twierdzi, że nie dopuszcza... Co
w tej sytuacji?
To, co jest ogromnym polskim potencjałem, na razie nie zostanie wykorzystane. Bez jasno określonych zasad, większość
dyrektorów będzie wolała uniknąć pacjentów z zagranicy. I nie
można się temu dziwić.
Kolejny problem to pobrane wcześniej dofinansowania
unijne. Placówki państwowe, które z nich skorzystały, bezwzględnie muszą różnicować pacjentów, bo jeśli zaczną świadczyć usługi płatne, mogą zostać poproszone o zwrot dotacji.
Dyrektywa o transgranicznej opiece zdrowotnej jest dla
wielu polskich świadczeniodawców ogromną szansą na rozwój. Być może to uwolnienie rynku usług medycznych w przyszłości sprawi, że również filozofia polskiej ochrony zdrowia
zacznie się zmieniać – i tak jak będą refundowane koszty usług,
z których pacjenci skorzystają w innych krajach UE, tak będą
zwracane koszty leczenia po przedłożeniu rachunku za leczenie w prywatnych placówkach w Polsce.
ogromnym
polskim
Bez jasno
Praktyka
lekarska
Rudolf
Klimek
Prof. dr hab.
med., profesor
Uniwersytetu
Odwieczny problem
raka z nowego punktu
widzenia
W grudniu 2013 r. w Auli PAN w Krakowie, przy ul. Św. Jana 28,
odbyło się Sympozjum„Psychocybernetic conquest of
carcinogenesis”, zorganizowane w 50. rocznicę początku
neurohormonalnego leczenia i przyczynowego zapobiegania
rakowi szyjki macicy [PTE Cracow, R. Klimek, W. Król (eds)].
Z
aproszeni uczestnicy sympozjum uzgodnili treść drugiego
tomu „Psychoneurocybernetyki”, który został wydany po zakończeniu sympozjum. Informując o tym zdarzeniu, pragniemy
zasygnalizować podstawowe zagadnienia i wyzwania naukowe, jakie to sympozjum przywołuje i stawia w centrum zainteresowania osób poszukujących nowych odpowiedzi na odwieczne pytania. Być może ta krótka notatka i przedstawione w niej
podstawowe tezy spowodują, że Czytelników zainteresuje szerzej temat sympozjum, a zawłaszcza związana z nim publikacja.
Ryszard
Tadeusiewicz
kierownik Katedry
Biomedycznej AGH,
Polskiej Akademii
Nauk w Krakowie
36
Punktem wyjścia w naszych rozważaniach jest uznanie nowotworów za naturalne, samoorganizujące się struktury dysypatywne, powstające spontanicznie w miejsce normalnych
komórek, zagrożonych kresem swego metabolizmu w wielokomórkowym organizmie. Co powoduje ich odmienność
funkcjonalną i strukturalną, chociaż zbudowane są one z tych
samych składników co zdrowa tkanka?
1. Nowotwór jest nową jednorazową komórkową formą istnienia życia, którego istotą jest spontaniczna wzajemna
zamiana materii i energii cząstek elementarnych z udziałem
informacji o ich stanie.
2. Komórka jako wyróżniony układ biologiczny posiada swoją niepowtarzalną tożsamość, którą określa zawarty w jej
jądrze i mitochondriach skład kwasów nukleinowych regulujących cały metabolizm komórkowy. Jest to zapis czysto informacyjny, który jednak manifestuje się w postaci
ogromnej liczby związków i pierwiastków chemicznych
oraz wzajemnych oddziaływań czystko fizycznych. O efektach tego metabolizmu decydują jednakowe dla całego
wszechświata prawa natury, a wśród nich już poznane zasady termodynamiki, mające także swój informacyjny wymiar,
manifestujący się tożsamością entropii termodynamicznej
(Boltzmanna) i entropii informacyjnej (Shannona). Prawa te
determinują relacje między każdym, nie tylko biologicznym
obiektem i jego otoczeniem, przy czym kluczową rolę odgrywa w ich związku konieczność przyrostu łącznej entropii
obiektu i otoczenia w obu wyżej wskazanych znaczeniach.
3. Jeśli komórka wraz ze swoim aktualnym otoczeniem nie
spełnia warunku systemowego wzrostu entropii, to musi
zginąć. Komórka może dążyć do utrzymania swego metabolizmu przez zmianę składu DNA, ale to oznacza zmianę
jej dotychczasowej tożsamości. Wówczas automatycznie
pozostałe komórki organizmu stają się dla niej otoczeniem.
Właśnie taki proces zmiany genomu poprawnie nazywa się
karcinogenezą, co klinicznie rozpoznaje się jako stan przedrakowy lub dysplastyczny komórki względnie tkanki. Fizycznie stan taki nosi nazwę stanu dysypatogennego układu.
4. Nowotwór rozważany z tego punktu widzenia nie jest tylko
zmienioną chorobowo częścią narządu. Jest on nowym układem dysypatywnym, tzn. zwiększającym rozpraszanie materii i energii w reszcie organizmu. Ta dysypacja jest przyczyną
nasilających się w miarę klonowania komórek nowotworu
dolegliwości i objawów choroby nowotworowej. Ludzie
typowo dostrzegają dopiero ostatni etap tego procesu, kiedy dochodzi już do wyniszczenia organizmu znanego pod
nazwą „rak”. Wcześniej szkodliwość nowotworowego rozwoju objawia się jednak inaczej: nasileniem już istniejących
zachorowań w rodzaju cukrzycy, osteoporozy, młodzieńczej
i pociążowej niewydolności neurohormonalnej, informatonoz, nerwic itp. oraz częstości i/lub nawracających stanów zapalnych, zakażeń lub uczuleń, wreszcie – i to najczęściej – po
prostu starzenia się całego organizmu. Niestety stwierdzenie
obecności klonu komórek nowotworowych zbyt często od
razu uznaje się za samodzielną chorobę, nie dbając o rozpoznanie i właściwe leczenie innych chorób, bez których (z wyjątkiem starości) nie ma warunków do powstawania i rozwoju nowotworów. Tymczasem leczenie tych pierwotnych
chorób jest istotnym elementem prewencji chorób nowotworowych właśnie na etapie poprzedzających je procesów
karcinogenezy w naturalnych komórkach organizmu.
5. Równocześnie z niszczeniem lub tylko usuwaniem tkanki
nowotworowej konieczne jest wspomaganie lokalnych
i ogólnoustrojowych mechanizmów obronno-naprawczych. Nakazuje to zwłaszcza ochronę komórek z bezpośredniego otoczenia nowotworu. Chirurdzy komórki te
często zaliczają do marginesu onkologicznej sterylności
operacyjnej, zamiast dostrzegać ich rolę najbardziej zaangażowanych w zwalczaniu nowotworu komórek organizmu.
Im większy margines usuniętej z nowotworem zdrowej
tkanki, tym większe istnieje ryzyko wznowy nowotworowej.
Tak termodynamika wyjaśnia znaną zasadę konieczności
usuwania guzów nowotworowych z tak małym marginesem ich otoczenia, jak tylko jest to możliwe. Stąd bierze się
wzrost znaczenia technik operacyjnych oszczędzających
nerwy i naczynia, a zwłaszcza niezajęte nowotworowo węzły chłonne.
6. Techniki hipertermiczne wykorzystują gwałtowne przyspieszenie metabolizmu, a immunopotencjalizacja wzmacnia
procesy obronno-naprawcze własnych komórek przeciwko
tkance nowotworowej. Techniki te, oparte dzisiaj głównie
na biofizyce i biochemii, powinny jednak także uwzględniać
w skojarzonym działaniu elementy podejścia neurocybernetycznego i neuropsychologicznego, co staramy się rozwijać w naszych najnowszych badaniach.
7. Zupełnie nowego znaczenia w prewencji i leczeniu chorób
nowotworowych nabiera informacyjne znaczenie krążenia
w ustroju krwi i limfy z decydującą rolą śródbłonka naczyń.
Wykorzystując magnetyczny rezonans jądrowy, można
obrazować zmiany mikrokrążenia w zależności od pierwotnych lub przerzutowych zmian nowotworowych bez konieczności wykonywania biopsji zaobserwowanych zmian
patologicznych.
8. Nagroda Nobla z medycyny przyznana w 2013 r. za badania
nad transportem wewnątrzkomórkowym wskazuje na jeszcze jedną drogę rozwoju dyskutowanych tu podejść i związanych z nimi metodologii. Tak jak w skali makro rozwój nowotworu wiąże się z patologiczną angiogenezą możliwą do
uchwycenia w badaniach morfologicznych prowadzonych
za pomocą typowych metod obrazowania, tak zmiany, jakim ulega metabolizm komórki przekształcającej się z formy
zdrowej do formy nowotworowo zmienionej, prowadzi do
zmian form i zakresu transportu wewnątrzkomórkowego.
Otwiera to nowe możliwości w zakresie wczesnego wykrywania procesu karcinogenezy, a to może być klucz do skuteczniejszego leczenia.
9. Rozpoznanie raka, a nawet samo podejrzenie zaistnienia choroby nowotworowej, stanowi dla pacjenta psychoemocjonalne obciążenie niespotykane w innych chorobach. Obciążenie to jest czynnikiem szkodliwym zarówno w odniesieniu
do prewencji i profilaktyki, jak i przede wszystkim do postępowań diagnostyczno-terapeutycznych. Tutaj także zastosowanie podejścia neurocybernetycznego i neuropsychologicznego może dać zupełnie nowe metody postępowania.
10. Niestety choroba nowotworowa dotyka także osobowości
człowieka, kiedy chory żyje i działa niezgodnie z dobrem
społecznym, ale w zgodzie ze swoim„ja”nazywamy sumieniem, samoświadomością, ego itd. Choroby te nazywamy
„informatonozami”, które jako nerwice mogą prowadzić
do schizofrenii jako nowotworowej choroby psychicznej,
gdy „infonotyk” staje się schizofrenikiem. Dysypatywny
charakter nowotworów pozwala odróżnić znerwicowanych„infonotyków”nie tylko od schizofreników, ale przede
wszystkim od cyników, którzy dla własnych korzyści z nienaruszoną świadomością zmuszają ludzi do życia i działania wbrew elementarnym zasadom naturalnego życia
społecznego. Temat ten jednak wykracza poza merytoryczny zakres tego opracowania.
nowotworów
mórkowym
BIULETYN
Nr 7 (152) Rok XXIV Naczelnej Rady Lekarskiej Warszawa, XII 2013
Posiedzenie NRL – 25 października 2013 roku
UCHWAŁA Nr 11/13/VI
NACZELNEJ RADY LEKARSKIEJ
z dnia 25 października 2013 r.
Kujawsko-Pomorska Okręgowa Izba Lekarska w Toruniu
w sprawie ustalenia liczby mandatów delegatów na Krajowy
Zjazd Lekarzy na okres VII kadencji 2013-2017
Na podstawie art. 39 ust. 1 pkt 5 ustawy z dnia 2 grudnia 2009 r.
o izbach lekarskich (Dz. U. Nr 219, poz. 1708 z późn. zm.) oraz § 16
ust. 1-3 w zw. z § 12 ust. 4 Regulaminu wyborów do organów izb lekarskich, na stanowiska w organach i trybu odwoływania członków
tych organów i osób zajmujących stanowiska w tych organach oraz
wyborów komisji wyborczych stanowiącego załącznik do uchwały Nr
12 X Krajowego Zjazdu Lekarzy z dnia 29 stycznia 2010 r., na wniosek
Krajowej Komisji Wyborczej uchwala się, co następuje:
§ 1.
Ustala się:
liczbę mandatów dla delegatów na Krajowy Zjazd Lekarzy na okres
VII kadencji 2013-2017 na 442, w tym 344 mandaty dla lekarzy i 98
mandatów dla lekarzy dentystów;
następujące liczby mandatów dla delegatów na Krajowy Zjazd Lekarzy wybieranych przez okręgowe zjazdy lekarzy na okres VII kadencji 2013-2017:
liczba delegatów na KZL
nazwa izby lekarskiej
lekarze
lekarze
łącznie
dentyści
Okręgowa Izba Lekarska w Białymstoku
12
3
15
Beskidzka Okręgowa Izba Lekarska w Bielsku-Białej
7
2
9
Bydgoska Izba Lekarska w Bydgoszczy
9
2
11
Okręgowa Izba Lekarska w Gdańsku
23
7
30
Okręgowa Izba Lekarska w Gorzowie Wielkopolskim
2
1
3
Śląska Izba Lekarska w Katowicach
33
8
41
Świętokrzyska Izba Lekarska w Kielcach
9
3
12
Okręgowa Izba Lekarska w Krakowie
30
9
39
Okręgowa Izba Lekarska w Lublinie
20
5
25
Okręgowa Izba Lekarska w Łodzi
25
7
32
Warmińsko-Mazurska Izba Lekarska w Olsztynie
7
2
9
Opolska Izba Lekarska
6
2
8
Okręgowa Izba Lekarska w Płocku
3
1
4
Wielkopolska Izba Lekarska w Poznaniu
26
8
34
Okręgowa Izba Lekarska w Rzeszowie
8
3
11
Okręgowa Izba Lekarska w Szczecinie
11
4
15
Okręgowa Izba Lekarska w Tarnowie
3
1
4
6
2
8
Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie
57
16
73
Dolnośląska Izba Lekarska we Wrocławiu
27
8
35
Okręgowa Izba Lekarska w Zielonej Górze
4
1
5
Wojskowa Izba Lekarska
9
1
10
Okręgowa Izba Lekarska w Koszalinie
3
1
4
Okręgowa Izba Lekarska w Częstochowie
Liczba mandatów na Krajowy Zjazd Lekarzy
4
1
5
344
98
442
§ 2.
Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia.
Sekretarz
Mariusz Janikowski
Prezes
Maciej Hamankiewicz
UCHWAŁA Nr 12/13/VI
NACZELNEJ RADY LEKARSKIEJ
z dnia 25 października 2013 r.
w sprawie regulaminu przyznawania lekarzom i lekarzom
dentystom pochodzenia polskiego pomocy finansowej w celu
doskonalenia zawodowego
Na podstawie art. 39 ust.1 pkt 4 ustawy z dnia 2 grudnia 2009 r.
o izbach lekarskich (Dz. U. Nr 219, poz. 1708, z 2011 r. Nr 112, poz.
654 i Nr 113, poz. 657 oraz z 2013 r. poz. 779) uchwala się, co następuje:
§ 1.
1. Ustala się Regulamin przyznawania lekarzom i lekarzom dentystom pochodzenia polskiego pomocy finansowej w celu doskonalenia zawodowego, stanowiący załącznik do uchwały.
2. Środki finansowe przeznaczone na pomoc, o której mowa
w ust.1, wypłacane są ze środków budżetowych Naczelnej Izby
Lekarskiej z części dotyczącej działalności Ośrodka Współpracy
z Polonią Medyczną.
§ 2.
Kierownik Ośrodka Współpracy z Polonią Medyczną przedstawia
raz w roku Naczelnej Radzie Lekarskiej sprawozdanie z działalności
Ośrodka w zakresie przyznawania pomocy finansowej lekarzom i lekarzom dentystom pochodzenia polskiego.
§ 3.
Traci moc uchwała Nr 89/04/IV z dnia 17 września 2004 r. w sprawie
regulaminu przyznawania lekarzom i lekarzom dentystom, pochodzenia polskiego, stypendiów oraz udzielania innej pomocy finansowej w celu doskonalenia zawodowego.
strona 1 BIULETYN 7/2013
Dokumenty NRL i Prezydium znajdują się na stronie internetowej NIL - www.nil.org.pl
Redaktor naczelny: Mariusz Janikowski
§ 4.
Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia.
Sekretarz
Mariusz Janikowski
Prezes
Maciej Hamankiewicz
Dokumenty NRL i Prezydium znajdują się na stronie internetowej NIL - www.nil.org.pl
Załącznik do uchwały Nr 12/13/VI NRL
z dnia 25.10. 2013 r.
Regulamin
przyznawania lekarzom i lekarzom dentystom pochodzenia polskiego pomocy finansowej w celu doskonalenia zawodowego
§ 1.
1. Lekarzom i lekarzom dentystom, pochodzenia polskiego,
mieszkającym stale poza granicami Polski, może być przyznana
pomoc finansowa w celu doskonalenia zawodowego.
2. Pomoc finansową przyznaje Rada Ośrodka Współpracy z Polonią Medyczną.
3. Pomoc finansowa może być przyznana w formie:
1. stypendium;
2. zwrotu kosztów zakwaterowania;
3. zwrotu kosztów zakupu fachowej literatury;
4. pokrycia kosztów opłaty za udział w kursie, zjeździe, kongresie,
konferencji lub sympozjum.
§ 2.
1. Stypendium może być przyznane w celu doskonalenia zawodowego.
2. Stypendium wypłacane jest w wysokości odpowiedniej do czasu trwania szkolenia.
3. Stypendium wypłacane jest w kwocie równej minimalnej miesięcznej stawce wynagrodzenia zasadniczego, przewidzianej dla
stanowiska starszego asystenta w podmiocie leczniczym, prowadzonym w formie jednostki budżetowej.
4. Stypendium może być przyznane na okres nie dłużej niż 2 miesiące; stypendium może otrzymać lekarz (lekarz dentysta), który
nie ukończył 60 roku życia.
5. Stypendium nie może być przyznane częściej niż raz na 3 lata.
§ 3.
1. W celu uzyskania stypendium lub innej pomocy finansowej zainteresowany lekarz (lekarz dentysta) obowiązany jest przedłożyć
następujące dokumenty:
1/ wniosek stanowiący załącznik do Regulaminu,
2/ oryginał dyplomu lekarza (lekarza dentysty), lub jego uwierzytelnioną kopię, a w razie gdy wymagają tego przepisy - także dowód nostryfikacji dyplomu,
3/ zaświadczenie o odbyciu stażu podyplomowego, o ile jest wymagany w państwie, z którego lekarz (lekarz dentysta) przybywa,
4/ oryginał dokumentu uprawniającego do wykonywania zawodu lekarza (lekarza dentysty) lub jego uwierzytelnioną kopię,
5/ zaświadczenie o przebiegu pacy zawodowej oraz uzyskanych
kwalifikacjach,
6/ świadectwo o stanie zdrowia,
7/ rekomendację właściwego dla miejsca zamieszkania lekarza
(lekarza dentysty) stowarzyszenia Polaków - najlepiej medycznego.
2. Do dokumentów, o których mowa w ust.1 pkt 2-6 należy dołączyć także ich tłumaczenie na język polski, dokonane przez tłumacza przysięgłego.
3. Lekarz (lekarz dentysta) odbywający praktykę kliniczną nie jest
uprawniony do udzielania świadczeń zdrowotnych i nie musi posiadać prawa wykonywania zawodu lekarza (lekarza dentysty) na
terenie Polski.
4. Lekarz (lekarz dentysta), któremu przyznano stypendium, obowiązany jest przed przyjazdem do Polski ubezpieczyć się od na-
głego wypadku i zachorowania (lub kosztów leczenia i NW).
5. Lekarz (lekarz dentysta) nie posiadający dowodu ubezpieczenia nie otrzyma stypendium.
§ 4.
1. Lekarz (lekarz dentysta), któremu przyznano stypendium
w celu odbycia praktyki klinicznej może ponadto otrzymać:
1/ zwrot kosztów przejazdu środkami transportu, z zastrzeżeniem
ust. 2, z miejsca zamieszkania do miejsca odbywania stażu i z powrotem - na podstawie przedstawionych biletów; w razie gdy
okres pobierania stypendium został podzielony, zwrot kosztów
przejazdu przysługuje tylko raz;
2/ ryczałt za noclegi w okresie odbywania praktyki klinicznej, o ile
zakwaterowania nie zapewniła Naczelna Izba Lekarska, w wysokości określonej w odrębnych przepisach dotyczących podróży służbowych na obszarze kraju pracowników zatrudnionych
w państwowej lub samorządowej jednostce sfery budżetowej;
3/ zwrot kosztów zakupu fachowej literatury w wysokości do 20%
przyznanego stypendium, po przedstawieniu rachunków.
2. Zwrot kosztów przejazdu transportem lotniczym następuje
wyłącznie w sytuacji, gdy podróż innym środkiem transportu jest
nadmiernie uciążliwa.
3. O przyznaniu dodatkowych środków finansowych, o których
mowa w ust. 1, decyduje Kierownik Ośrodka i 1 członek Rady
Ośrodka.
4. Wniosek w sprawie zwrotu kosztów zakupu literatury fachowej
nie może być złożony później niż w terminie 3 dni od zakończenia
stażu lub kursu.
§ 5.
Lekarzowi (lekarzowi dentyście), o którym mowa w § 1 pkt 1, może
być przyznana, nie częściej niż raz na rok, inna niż stypendium
pomoc finansowa w celu udziału w kursie medycznym, zjeździe
naukowym, kongresie, konferencji lub sympozjum naukowym
obejmująca:
1/ opłatę wpisową w kwocie nie przekraczającej 1000 zł,
2/ zwrot kosztów przejazdu, ryczałty za noclegi (jeżeli zakwaterowania nie zapewniła Naczelna Izba Lekarska) w wysokości ustalonej zgodnie z § 4,
3/ diety w wysokości i na zasadach określonych w przepisach
odrębnych dotyczących podróży służbowych na obszarze kraju
pracowników zatrudnionych w państwowej lub samorządowej
jednostce sfery budżetowej.
§ 6.
Czynności związane z uzyskaniem zgody właściwego podmiotu
leczniczego na odbycie praktyki klinicznej lub kursu medycznego
oraz rezerwację zakwaterowania dokonuje Ośrodek Współpracy
z Polonią Medyczną.
§ 7.
W terminie miesiąca po zakończeniu każdej formy doskonalenia
zawodowego lekarz (lekarz dentysta) składa Kierownikowi Ośrodka odpowiednio pisemne sprawozdanie z przebiegu doskonalenia zawodowego oraz kopię zaświadczenia o odbytym szkoleniu.
Załącznik do Regulaminu
OŚRODEK WSPÓŁPRACY z POLONIĄ MEDYCZNĄ NRL
WNIOSEK O PRZYZNANIE POMOCY FINANSOWEJ W CELU DOSKONALENIA ZAWODOWEGO W POLSCE
ORGANIZOWANY PRZEZ NACZELNĄ IZBĘ LEKARSKĄ
1/ Nazwisko i imię
2/ Data i miejsce urodzenia
strona 2 BIULETYN 7/2013
…………………………………………………………………………
Miejscowość i data Podpis wnioskodawcy
PROSIMY O CZYTELNE WYPEŁNIENIE WNIOSKU.
Załączniki, które powinny być dołączone do wniosku:
1/ oryginał dyplomu lekarza (lekarza dentysty), lub jego uwierzytelnioną kopię, a w razie gdy wymagają tego przepisy - także
dowód nostryfikacji dyplomu,
2/ zaświadczenie o odbyciu stażu podyplomowego, o ile jest
wymagany w państwie, z którego lekarz (lekarz dentysta)
przybywa,
3/ oryginał dokumentu uprawniającego do wykonywania zawodu lekarza (lekarza dentysty) lub jego uwierzytelnioną kopię,
4/ zaświadczenie o przebiegu pacy zawodowej oraz uzyskanych
kwalifikacjach,
5/ świadectwo o stanie zdrowia,
6/ rekomendację właściwego dla miejsca zamieszkania
lekarza (lekarza dentysty) stowarzyszenia Polaków najlepiej medycznego.
7/ tłumaczenie na język polski dokumentów, o których mowa
w pkt 1-6 dokonane przez tłumacza przysięgłego.
8/ zaświadczenie o zawarciu umowy ubezpieczenia od nagłego
wypadku i zachorowania (lub kosztów leczenia i NW).
UCHWAŁA Nr 13/13/VI
NACZELNEJ RADY LEKARSKIEJ
z dnia 25 października 2013 r.
w sprawie terminów posiedzeń Naczelnej Rady Lekarskiej
w roku 2014
Na podstawie art. 39 ust. 1 ustawy z dnia 2 grudnia 2009 r. o izbach
lekarskich (Dz. U. Nr 219, poz. 1708, z późn. zm.), uchwala się, co
następuje:
§ 1.
Ustala się terminy posiedzeń Naczelnej Rady Lekarskiej w roku 2014:
21 lutego, 4 kwietnia, 9 maja, 27 czerwca, 5 września, 24 października, 19 grudnia.
§ 2.
Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia.
Sekretarz
Mariusz Janikowski
Prezes
Maciej Hamankiewicz
Uchwała Nr 14/13/VI
Naczelnej Rady Lekarskiej
z dnia 25 października 2013 r.
w sprawie odmowy wyrażenia zgody na wypowiedzenie umowy o pracę członkowi Naczelnej Rady Lekarskiej
Na podstawie art. 11 ust. 1 i art. 39 ust. 1 pkt. 3 ustawy z dnia 2
grudnia 2009 r. o izbach lekarskich (Dz. U. Nr 219, poz.1708), po
rozpatrzeniu wniosku dyrektora Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie z dnia 11 października 2013 r. o wyrażenie zgody na wypowiedzenie umowy o pracę panu Andrzejowi Matyji, Naczelna Rada
Lekarska uchwala co następuje:
§ 1.
Odmawia się wyrażenia zgody na wypowiedzenie przez Szpital
Uniwersytecki w Krakowie umowy o pracę panu Andrzejowi Matyji.
§2
Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia.
Sekretarz
Mariusz Janikowski
Prezes
Maciej Hamankiewicz
STANOWISKO Nr 13/13/VI
NACZELNEJ RADY LEKARSKIEJ
z dnia 25 października 2013 r.
w sprawie projektu ustawy o zawodzie ratownika medycznego
i samorządzie zawodowym ratowników medycznych
Naczelna Rada Lekarska po rozpatrzeniu poselskiego projektu
ustawy o zawodzie ratownika medycznego i samorządzie zawodowym ratowników medycznych, przekazanego przy piśmie
Pana Adama Podgórskiego, Zastępcy Szefa Kancelarii Sejmu
z dnia 25 września 2013 r. zgłasza następujące uwagi do przedstawionego projektu:
1) do art. 4 pkt 3 lit. a, b i c - zawód ratownika medycznego powinien być realizowany przez osoby legitymujące się ukończeniem
strona 3 BIULETYN 7/2013
Dokumenty NRL i Prezydium znajdują się na stronie internetowej NIL - www.nil.org.pl
3/ Adres zamieszkania (do korespondencji)
4/ Wykształcenie:
Nazwa uczelni
Wydział
Rok uzyskania dyplomu
5/ Specjalizacja lekarska
6/ Tytuł naukowy
7/ Miejsce pracy
8/ Stanowisko
9/ Obywatelstwo
10/ Narodowość
11/ Pochodzenie
12/ Proszę określić stopień znajomości języka polskiego:
w piśmie (słabo, dobrze, bardzo dobrze)
…………………………………………….
w mowie (słabo, dobrze, bardzo dobrze)
……………………………………………..
13/ Proponowany temat i okres szkolenia: jeden, dwa miesiące
…………………………………………………………………………
14.1/ Proszę wskazać metody i umiejętności, w których chciałbym (chciałabym) się doskonalić:
…………………………………………………………………………
14.2/ Proponowana forma doskonalenia zawodowego: praktyka
kliniczna, kurs medyczny, zjazd, kongres, konferencja, sympozjum
…………………………………………………………………………
14.3/ Uzasadnienie
…………………………………………………………………………
14.4/ Proponowane miejsce odbywania praktyki klinicznej (podać ewentualnie uzgodnienie)
…………………………………………………………………………
15/ Uzasadnienie konieczności skorzystania z lotniczego środka transportu
…………………………………………………………………………
16/ Uczestniczyłem w doskonaleniu zawodowym w Polsce tak/nie (właściwe zaznaczyć), jeśli tak, proszę podać rok
…………………………………………………………………………
17/ Oświadczam, że mogę rozpocząć szkolenie w Polsce po otrzymaniu zawiadomienia o przyznaniu stypendium lub innej formy
finansowej.
18/ Uwagi
…………………………………………………………………………
Dokumenty NRL i Prezydium znajdują się na stronie internetowej NIL - www.nil.org.pl
studiów licencjackich na kierunku ratowniczo - medycznym szkoły
wyższej. Osoby które ukończyły tylko klasy ratownictwa medycznego w szkołach policealnych powinny mieć możliwość uzupełnienia
kształcenia drogą wyrównawczych studiów pomostowych. Podczas
spodziewanej weryfikacji uprawnień zawodowych z tytułu posiadanego wykształcenia, ujawni się z pewnością potrzeba gradacji zawodu ratownika medycznego na np. licencjonowany ratownik medyczny i ratownik medyczny - dla osób bez matury, które ukończyły
jedynie szkołę policealną;
2) do art. 11- w ust. 2 należy skreślić pkt 3 i 4 - kontynuowanie
zawodu ratownika medycznego wymaga ciągłości pracy z pacjentem. Wyłączna praca na stanowiskach administracyjnych nie
pozwala na utrzymanie prawa wykonywania tego zwodu. Przykładowo - w USA paramedyk musi certyfikować swoje uprawnienia
(licencję) co 3 lata;
3) należy skreślić art. 13 - ustalanie standardów postępowania
powinno być zadaniem środowisk naukowych i profesjonalnych,
a ustalone w ten sposób standardy nie powinny być regulowane
administracyjnie;
4) należy skreślić art. 14;
5) w art. 16 pkt 2 należy nadać brzmienie:
„2) udzielić pacjentowi lub jego przedstawicielowi ustawowemu
albo osobie wskazanej przez pacjenta informacji o rozpoznanym
stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego oraz o proponowanym
rodzaju i zakresie podjętych medycznych czynności ratunkowych.”;
6) art. 17 należy nadać brzmienie:
„Art. 17. Ratownik medyczny ma prawo do wglądu do udostępnionej przez pacjenta dokumentacji medycznej oraz do uzyskania od
lekarza, pielęgniarki, położnej informacji o stanie zdrowia pacjenta,
w zakresie niezbędnym do prawidłowego udzielenia medycznych
czynności ratunkowych.”
Proponowane w projekcie ustawy brzmienie przepisu o dokumentacji medycznej, do której ratownik miałby prawo wglądu oraz
o informacjach, których mógłby żądać od innych pracowników medycznych znacznie przekracza zakres niezbędny do podjęcia medycznych czynności ratunkowych. Nieuzasadnione jest np. żądanie
informacji o proponowanych metodach diagnostycznych, leczniczych, rehabilitacyjnych etc.;
7) w art. 19 ust. 4 powinien otrzymać brzmienie:
„4. Krajowa Rada Ratowników Medycznych akredytuje podmioty
prowadzące działalność gospodarczą, stowarzyszenia, fundacje
i inne organizacje zamierzające prowadzić doskonalenie zawodowe ratowników medycznych, na zasadach określonych w regulaminie.”;
8) do art. 20:
- należy skreślić ust. 1 – dopuszczając możliwość wykonywania
zawodu ratownika medycznego we wszelkich prawnie dopuszczalnych formach,
- należy skreślić ust. 2 - zgodnie z ustawą z dnia 2 lipca 2004 r.
o swobodzie działalności gospodarczej działalność regulowana
to działalność gospodarcza, której wykonywanie wymaga spełnienia szczególnych warunków, określonych przepisami prawa
i po uzyskaniu wpisu w rejestrze działalności regulowanej; proponowany projekt ustawy nie zawiera przepisów dotyczących
szczególnych warunków wykonywania takiej działalności, ani
dotyczących rejestru działalności regulowanej;
9) w art. 21. ust. 1 po słowie „ratownicy” należy dodać wyraz „medyczni”;
10) w art. 22:
-pkt. 9 powinien otrzymać brzmienie ,,prowadzenie badań w zakresie ratownictwa medycznego.”,
- należy skreślić pkt.11 i 12;
Naczelna Rada Lekarska stwierdza, że ocena przedmiotowego projektu ustawy i jej rozporządzeń wskazuje na konieczność prowadzenia dalszych prac nad tym dokumentem, deklarując jednocześnie
pomoc środowiska lekarskiego w tym zakresie.
Sekretarz
Mariusz Janikowski
Prezes
Maciej Hamankiewicz
STANOWISKO Nr 14/13/VI
NACZELNEJ RADY LEKARSKIEJ
z dnia 25 października 2013 r.
w sprawie projektu ustawy zmieniającej ustawę o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia
żywieniowego oraz wyrobów medycznych oraz niektórych
innych ustaw
Naczelna Rada Lekarska po rozpatrzeniu projektu ustawy zmieniającej ustawę o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych oraz niektórych innych ustaw, przekazanego przy piśmie
Podsekretarza Stanu Ministerstwa Zdrowia z dnia 19 września
2013 r., znak: MZ-PLR-460-16776-34/MKR/13, zgłasza następujące
uwagi do przedmiotowego projektu.
I Uwagi ogólne
Naczelna Rada Lekarska kolejny raz podkreśla, iż uprawnienie
pacjenta do leku refundowanego nie jest związane z jakimkolwiek uprawnieniem lekarza/lekarza dentysty wynikającym
z umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia. Uprawnienie lekarza/lekarza dentysty do wystawiania recept wynika z posiadanego przez niego prawa wykonywania zawodu, w ramach
którego przeprowadza on badanie pacjenta, stawia rozpoznanie i ordynuje leki, środki spożywcze specjalnego przeznaczenia lub wyroby medyczne, które są wskazane w tych okolicznościach. To ustawowe uprawnienie nie wymaga uzyskania
dodatkowych zezwoleń. Należy zatem zlikwidować obowiązek
zawierania umów na wystawianie refundowanych recept, jak
również z umów o świadczenia zdrowotne wykreślić zapisy dotyczące wystawiania recept.
Opiniowany projekt nie realizuje podnoszonych przez samorząd
lekarski postulatów zmian, które są niezbędne dla naprawy systemu refundacji leków w Polsce. Projekt ustawy nie likwiduje
szkodliwego dla pacjentów powiązania refundacji leków z treścią Charakterystyki Produktu Leczniczego, które często utrudnia
lub uniemożliwia prowadzenie najskuteczniejszej farmakoterapii. W szczególności projekt nie realizuje postulatów zawartych
w uchwale NRL nr 2/13/VI z 22 lutego 2013 r. i stanowisku NRL nr
5/13/VI z 24 maja 2013 r.
II Uwagi szczegółowe:
1) Projektowana zmiana definicji odpowiednika leku doprowadzi do sytuacji, w której pacjent w aptece będzie mógł
otrzymać lek inny, niż przepisany na recepcie nawet wówczas, gdy lek ten będzie miał inne wskazania rejestracyjne
zamieszczone w Charakterystyce Produktu Leczniczego. Powyższe podważa racjonalność nakładania na lekarzy i lekarzy
dentystów obowiązku wystawiania recept w oparciu o treść
wskazań rejestracyjnych. Jeśli na etapie realizacji recepty
wyznacznikiem do jej prawidłowego wykorzystania mają
być tożsamość substancji czynnej i dawka a nie wskazania
rejestracyjne, to przyznanie decydującego znaczenia wskazaniom rejestracyjnym na etapie wystawiania recepty jest
zupełnie niezrozumiałe. Jako uzasadnienie powiązania refundacji leków ze wskazaniami rejestracyjnymi wskazywano
wielokrotnie względy bezpieczeństwa stosowania leku. Projektowane zmiany umożliwiające zmianę przepisanego leku
strona 4 BIULETYN 7/2013
Sekretarz
Mariusz Janikowski
Prezes
Maciej Hamankiewicz
Stanowisko 15/13/ VI
NACZELNEJ RADY LEKARSKIEJ
z dnia 25 października 2013 r.
w sprawie projektu ustawy o zmianie ustawy o świadczeniach
opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych
oraz niektórych innych ustaw
Naczelna Rada Lekarska po rozpatrzeniu projektu ustawy o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze
środków publicznych oraz niektórych innych ustaw przekazanego
przy piśmie pana Sławomira Neumanna, Sekretarza Stanu w Ministerstwie Zdrowia z dnia 4 października 2013 r., znak: MZ-UZ-AK-70-25574-86/RB/13, przekazuje następujące uwagi:
Najpóźniej dnia 25 października 2013 r. powinna być do polskiego
porządku prawnego wdrożona dyrektywa nr 2011/24/UE w sprawie stosowania praw pacjentów w transgranicznej opiece zdrowotnej. Ze smutkiem należy stwierdzić, że nie przygotowano na
czas właściwych rozwiązań legislacyjnych, które wprowadzają do
polskiego porządku prawnego zapisy dyrektywy, a przedstawiony
do zaopiniowania projekt ustawy zmierza do jak największego
ograniczenia uprawnień pacjentów. Celem dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady nr 2011/24 w sprawie stosowania praw
pacjentów w transgranicznej opiece zdrowotnej było stworzenie
mechanizmu zapewniającego obywatelom krajów członkowskich
UE wymagającym pomocy medycznej podczas pobytu w innym
kraju członkowskim zwrot kosztów opieki zdrowotnej, jeśli świadczenie to mieści się w zakresie świadczeń, do których ubezpieczony jest uprawniony w swoim państwie ubezpieczenia, a przez to
likwidację jednej z barier dla przemieszczających się po krajach
Unii Europejskiej obywateli państw członkowskich. Zaproponowane rozwiązania ustawowe budzą zastrzeżenia co do zgodności
z celem dyrektywy i w opinii Rady w wielu miejscach zamiast ułatwiać, tworzą przeszkody w uzyskaniu opieki zdrowotnej, przez co
są wprost sprzeczne z jej duchem.
Rada zgłasza następujące zastrzeżenia do projektu ustawy:
Zbyt rygorystyczny jest zamieszczony w art. 42b ust. 3 wymóg
uzyskania przez pacjenta uprzedniego zlecenia lub skierowania
wydanego przez lekarza ubezpieczenia zdrowotnego. Stwarza
to dodatkowe bariery uniemożliwiające swobodne skorzystanie
z możliwości zaoferowanych w przepisach dyrektywy, ponieważ
pacjent, który zdecydował się na leczenie za granicą nie wymagające uprzedniej zgody Narodowego Funduszu Zdrowia i tak musi
uprzednio zweryfikować swoje prawo do świadczenia poprzez
uzyskanie skierowania od lekarza ubezpieczenia zdrowotnego.
Poważne zastrzeżenia budzi fakt, że projekt ustawy upoważnia
Ministra Zdrowia, aby w drodze rozporządzenia ustalił wykaz
świadczeń zdrowotnych, których wykonanie poza granicami kraju będzie wymagało uprzedniej zgody NFZ. Po pierwsze, projekt
ustawy przewiduje, że wprowadzenie zgody NFZ na leczenie zagraniczne można uzasadnić względami gospodarności i celowości
wydatkowania środków publicznych. Kierowanie się tymi względami sprawi, że ustalony w przyszłości wykaz świadczeń wymagających uprzedniej zgody Funduszu będzie na tyle obszerny, że
może niweczyć cele dyrektywy. Dyrektywa przewiduje wprawdzie
możliwość wprowadzenia obowiązku uzyskania uprzedniej zgody
władz krajowych na uzyskanie świadczenia zdrowotnego za granicą, niemiej jednak wyraźnie zastrzega, iż niedopuszczalne jest
tworzenie nieuzasadnionych przeszkód w swobodnym przepływie pacjentów.
Odesłanie w przepisach ustawy do nieistniejącego jeszcze rozporządzenia Ministra Zdrowia (którego projektu, niezgodnie z zasadami przyzwoitej legislacji, nie załączono) ustalającego katalog
świadczeń wymagających uprzedniej zgody Funduszu sprawia,
że bezpośrednio po wejściu w życie ustawy pacjenci będą mieli
problem ze skorzystaniem z prawa do leczenia za granicą. Mając
na uwadze bezpośredni skutek dyrektywy, która nie została implementowana w wyznaczonym do tego terminie, Naczelna Rada
Lekarska proponuje, aby wpisać do projektu ustawy, że do czasu
uchwalenia przez Ministra Zdrowia wykazu świadczeń wymagających uprzedniej zgody Funduszu, wszystkie świadczenia gwarantowane mogą być zrealizowane poza granicami kraju bez konieczności uzyskania uprzedniej zgody.
Niezasadne jest również przyznanie w art. 42f ust. 2 pkt. 2 projektu ustawy dyrektorowi oddziału wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia prawa do odmowy zgody na leczenie za
granicą w sytuacji, gdy istnieje możliwość uzyskania przez pacjenta takiego świadczenia w Polsce w terminie nie przekracza-
strona 5 BIULETYN 7/2013
Dokumenty NRL i Prezydium znajdują się na stronie internetowej NIL - www.nil.org.pl
na inny, zarejestrowany w odmiennych wskazaniach, w sposób oczywisty zaprzeczają prawdziwości takiej argumentacji.
Jeżeli bezpieczne jest, zarówno dla pacjenta jak i dla płatnika,
wydanie pacjentowi leku o tej samej nazwie międzynarodowej, dawce i postaci terapeutycznej lecz innych wskazaniach
rejestracyjnych, to niezrozumiałe jest zobowiązanie lekarzy
i lekarzy dentystów do ordynowania leków na podstawie
wskazań rejestracyjnych.
W obecnym stanie prawnym lekarz wystawiając receptę bez
adnotacji „NZ” ma pewność, że ewentualna zmiana leku w aptece nastąpi na lek o takich samych wskazaniach rejestracyjnych. W przypadku wprowadzenia projektowanej zmiany
w życie lekarz nie będzie wiedział, czy lek przepisany na recepcie nie zostanie zmieniony na inny o innych wskazaniach
rejestracyjnych. Otwarte jest zatem pytanie o zakres odpowiedzialności aptekarza w przypadku zmiany leku na zarejestrowany w innych wskazaniach i wystąpienia u pacjenta
zdarzenia niepożądanego w związku z użyciem tego leku.
2) Nie jest zasadna projektowana zmiana treści art. 2 pkt 14
lit. c ustawy o refundacji polegająca na wykreśleniu wyrazów
„który zaprzestał wykonywania zawodu, a”. Celem regulacji
zawartej obecnie w treści art. 2 pkt 14 lit. c ustawy o refundacji było umożliwienie wystawiania recept „pro familiae” i „ pro
auctore” lekarzom i lekarzom dentystom emerytom, którzy
zgłosili właściwej okręgowej izbie lekarskiej fakt zaprzestania
wykonywania zawodu. Projektowana zmiana może doprowadzić zatem do sytuacji, w której uprawnienie lekarzy i lekarzy dentystów, którzy zgłosili fakt zaprzestania wykonywania
zawodu, będzie kwestionowane. Dodatkowo należy wskazać,
że niepoprawnie sformułowane uzasadnienie projektowanej zmiany uniemożliwia odczytanie zamiaru projektodawcy
i celu projektowanej regulacji.
3) Stanowczy sprzeciw budzi przyznanie Prezesowi NFZ
uprawnienia do powoływania zespołów decydujących o włączeniu i wyłączeniu pacjentów do i z programów lekowych.
W ocenie Naczelnej Rady Lekarskiej nie jest rolą płatnika decydowanie o włączeniu pacjenta do programu lekowego. Decyzja o włączeniu do programu lekowego powinna spoczywać na lekarzu prowadzącym chorego, który posiada pełny
obraz jego choroby i stanu zdrowia. Sprzeciw budzi również
projektowane utworzenie Komisji Weryfikacyjnych przy Prezesie NFZ.
4) Niezrozumiała jest treść projektowanego art. 36a ustawy
o refundacji, który upoważnia ministra właściwego do spraw
zdrowia do wezwania wnioskodawcy do złożenia wniosku
o objęcie refundacją. Wobec braku możliwości wymuszenia
złożenia przez wnioskodawcę wniosku wątpliwa jest celowość wprowadzenia do ustawy przepisu uprawniającego do
wezwania wnioskodawcy do złożenia wniosku.
5) Naczelna Rada Lekarska zdecydowanie sprzeciwia się
projektowanym zmianom ustawy o swobodzie działalności
gospodarczej polegającym na wyłączeniu stosowania przepisów tej ustawy w przypadku kontroli podmiotów, które
zawarły umowy na realizację recept albo umowy upoważniające do wystawiania recept refundowanych.
Dokumenty NRL i Prezydium znajdują się na stronie internetowej NIL - www.nil.org.pl
jącym dopuszczalnego czasu oczekiwania. Przesłanka nigdzie
w polskich przepisach nie zdefiniowanego „dopuszczalnego
czasu oczekiwania” budzi obawy samorządu lekarskiego, ponieważ może posłużyć jako narzędzie do utrudniania dostępu
do leczenia za granicą.
Zastrzeżenia budzi planowany mechanizm ubiegania się o zwrot
kosztów transgranicznej opieki medycznej. Ustawa tworzy zbyt
skomplikowany i kosztowny system ubiegania się o zwrot kosztów wydatkowanych za granicą. W celu uzyskania zwrotu pacjent
zmuszony będzie do wypełnienia wniosku, którego wzór ustali
rozporządzenie Ministra Zdrowia. Brak rozporządzenia określającego wzór wniosku w okresie bezpośrednio po uchwaleniu
ustawy nie powinien stanowić przeszkody do odzyskania wydatkowanych środków. Naczelna Rada Lekarska proponuje wprowadzenie do ustawy zapisu gwarantującego, że do czasu ustalenia
wzoru wniosku, pacjent jest uprawniony do uzyskania zwrotu bez
konieczności składania wniosku na urzędowym formularzu. Niczym nieuzasadniony jest wymóg przedstawienia przez pacjenta
tłumaczenia dokumentacji medycznej sporządzonej za granicą.
Koszt tłumaczenia dokumentacji medycznej czasami może być
równy lub większy niż koszt samego świadczenia zdrowotnego,
a projekt ustawy nie przewiduje obowiązku zwrotu na rzecz pacjenta także kwoty wydatkowanej na tłumaczenie dokumentacji
medycznej. Naczelna Rada Lekarska proponuje zatem odstąpienie od tego wymagania.
Naczelna Rada Lekarska nie zgadza się również na propozycję zawartą
w art. 42d ust. 14 projektu ustawy, w myśl której pacjent ponosi koszty
przelewu bankowego lub przekazu pocztowego, które są potrącane
z kwoty należnej tytułem zwrotu kosztów leczenia zagranicznego.
W ocenie Rady, pacjent powinien otrzymać od Narodowego Funduszu Zdrowia zwrot kosztów leczenia dokładnie w takiej kwocie jaka
wynika z ustawy, nie jest kwestią pacjenta partycypowanie w kosztach
obsługi rachunku bankowego Narodowego Funduszu Zdrowia, ani
w innych kosztach transferu środków pieniężnych do pacjenta.
Na krytykę zasługuje także powierzenie rozpatrywania wniosków
o zwrot wydatków do wyłącznej kompetencji organów Narodowego
Funduszu Zdrowia. Szczególnie nietrafne jest przyznanie dyrektorowi
oddziału prawa do rozpatrywania odwołania od decyzji w sprawie odmowy zwrotu kosztów. Rozwiązanie takie stwarza jedynie pozór prawa do rozpatrzenia wniosku w dwuinstancyjnym trybie. Niezasadna
jest również przyjęta przez projektodawcę koncepcja rozstrzygania
o zwrocie wydatkowanych środków poprzez wydanie przez Fundusz
decyzji administracyjnej. Rozwiązanie takie nie uwzględnia, że roszczenia pacjenta o zwrot wydatków poniesionych na leczenie za granicą mają charakter czysto majątkowy wyrażający się określoną sumą
pieniężną i nadają się raczej do trybu cywilnoprawnego, a nie administracyjnego.
Naczelna Rada Lekarska zgłasza zastrzeżenia do art. 42d ust. 10, który
przewiduje, że po upływie 6 miesięcy od wystawienia rachunku pacjent, który nie zgłosi wniosku o zwrot wydatkowanej kwoty utraci
prawo do zwrotu. Ustawa powinna uwzględniać możliwość przedłużenia tego terminu w szczególnych okolicznościach, gdy pacjent bez
swej winy nie mógł zgłosić wniosku w terminie 6 miesięcy.
W art. 42d ust. 16 projektu ustawy przewiduje się obowiązek zwrotu
przez pacjenta przekazanej mu kwoty w razie uchylenia bądź stwierdzenia nieważności decyzji w sprawie zwrotu kosztów leczenia transgranicznego. Zapis ten budzi zastrzeżenia z uwagi na brak precyzji co
do tego, kto i w jakich okolicznościach będzie uchylał bądź stwierdzał
nieważność decyzji, w szczególności czy znajdują tu zastosowanie
wprost przepisy kodeksu postępowania administracyjnego.
Projektowana ustawa ma również tę wadę, że nie uregulowano
w niej w sposób kompleksowy trybu udzielania świadczeń medycznych przez polskie placówki pacjentom zagranicznym korzystającym
z prawa do leczenia w ramach transgranicznej opieki medycznej. Brak
takich regulacji może skutkować powstaniem wątpliwości interpretacyjnych na etapie stosowania ustawy. Celowe byłoby uregulowanie
takich kwestii, jak możliwość i tryb udzielania odpłatnych świadczeń
zdrowotnych przez samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej
i inne podmioty lecznicze sfery publicznej, zasady wykonywania w ramach jednego podmiotu świadczeń objętych kontraktem z Narodo-
wym Funduszem Zdrowia oraz świadczeń komercyjnych dla pacjentów z zagranicy.
Sekretarz
Mariusz Janikowski
Prezes
Maciej Hamankiewicz
Obwieszczenia Krajowej
Komisji Wyborczej
OBWIESZCZENIE KRAJOWEJ KOMISJI WYBORCZEJ
z dnia 8 listopada 2013 r.
o wygaśnięciu mandatu członka Naczelnej Rady Lekarskiej
Na podstawie art. 47 ust. 1 ustawy z dnia 2 grudnia 2009 o izbach
lekarskich (Dz.U. Nr 219, poz. 1708, z późn. zm.) oraz § 45 ust. 3
Regulaminu wyborów do organów izb lekarskich, na stanowiska
w organach i trybu odwoływania członków tych organów i osób
zajmujących stanowiska w tych organach oraz wyborów komisji
wyborczych, stanowiącego załącznik do uchwały nr 12 X Krajowego Zjazdu Lekarzy, na podstawie uchwały Krajowej Komisji Wyborczej Nr 2 z dnia 8 listopada 2013 r. w sprawie wygaśnięcia mandatu
członka Naczelnej Rady Lekarskiej lekarza Iwony Jakób, obwieszcza się co następuje:
Wygasa mandat członka Naczelnej Rady Lekarskiej na okres VI kadencji 2010-2013 lekarza Iwony Jakób.
Przewodniczący
Krajowej Komisji Wyborczej
Paweł Susłowski
OBWIESZCZENIE KRAJOWEJ KOMISJI WYBORCZEJ
z dnia 8 listopada 2013 r.
o uzyskaniu mandatu członka Naczelnej Rady Lekarskiej
Na podstawie art. 47 ust. 1 ustawy z dnia 2 grudnia 2009 o izbach
lekarskich (Dz.U. Nr 219, poz. 1708, z późn. zm.) oraz § 45 ust. 3 Regulaminu wyborów do organów izb lekarskich, na stanowiska w organach i trybu odwoływania członków tych organów i osób zajmujących stanowiska w tych organach oraz wyborów komisji wyborczych,
stanowiącego załącznik do uchwały nr 12 X Krajowego Zjazdu Lekarzy, na podstawie uchwały Krajowej Komisji Wyborczej Nr 3 z dnia 8
listopada 2013 r. uzyskania mandatu członka Naczelnej Rady Lekarskiej przez lekarza Krzysztofa Madeja, obwieszcza się co następuje:
Członkiem Naczelnej Rady Lekarskiej na okres VI kadencji 20102013 został lekarz Krzysztof Madej.
strona 6 BIULETYN 7/2013
Przewodniczący
Krajowej Komisji Wyborczej
Paweł Susłowski
Praktyka
lekarska
Autorytety
– projekt seniorów 2011-13
Zakończył się bezprecedensowy projekt czterech izb: płockiej,
łódzkiej, kujawsko-pomorskiej i warszawskiej, które umożliwiły
lekarzom seniorom wymianę doświadczeń, obejrzenie
nowych miejsc i wzajemne poznawanie.
W
wprowadzania młodych do zawodu, szpitalnymi i nie tylko, ku uciesze audytorium, anegdotami z życia znanych profesorów. Marianna
Rybicka, 77-letni, aktywnie pracujący rehabilitant i pediatra, szefowa seniorów w Płocku, przypomniała postacie: poznańskiego
profesora Wiktora Degi, na którego wzorcu
postępowania oparła realizację wielu projektów w walce z kalectwem oraz ordynatora
pediatrii Szpitala Miejskiego w Płocku Anny
Turkiewicz-Jabłczyńskiej. Danuta Pinrek-Miedzińska, ginekolog położnik, emerytowana
84-letnia profesor CMKP, przywołała ironiczne wymiany zdań z profesorem Walentym
Hartwigem i słowa Bolesława Górnickiego
podczas bankietu habilitacyjnego kolegi
w Hotelu Europejskim, znanego z przeszklonego dachu:„Jaka jesteś piękna w tym słońcu!”. Janina Gruca,
75-letnia specjalistka psychiatrii, przypominała wraz z innymi
profesora Bogusza, a Jolanta Świerczewska (70 lat, pediatra
i przewodnicząca Komisji Emerytów w Radomiu) mówiła
o spotkaniu z doktor Katarzyną Bogucką »… otoczyła mnie
opieką, której życzyłabym każdemu młodemu lekarzowi«.
Alicja Mazurek, absolwentka Akademii Medycznej w Krakowie z roku 1960, podsumowała: »autorytetami byli nasi profesorowie, którzy pokazywali, jak postępować z pacjentem
i jego rodziną oraz wobec kolegów. W tej chwili ja nie jestem
już lekarzem, a tylko pacjentem i patrzę na skandaliczne rzeczy, które związane są z administracyjnymi bublami«.
Słoneczny dzień dobiegł końca. Wiele wrażeń. Wiele opinii.
I jeden wniosek: nauczmy się wzajemnej sztuki słuchania potrzeb nie tylko pacjentów, ale także kolegów, a może wówczas
staniemy się dla kogoś, kto będzie z tego czerpał naukę, prawdziwymi autorytetami w swoim środowisku.
FOTO: Jarosław Wanecki
e wrześniowy pogodny dzień w salach Towarzystwa
Naukowego Płockiego rozmawialiśmy tym razem
o naszych mistrzach.
Wszyscy byli już u wszystkich. Ostatnim akordem
stała się wizyta komisji seniorów z Warszawy i Radomia
w Płocku. Program wypełniły: odwiedziny w izbie, zwiedzanie katedry, skarbca i Starego Miasta, zażarta dyskusja w TNP i specjalny dwuczęściowy spektakl teatralny
na podstawie tekstów Marka Nowakowskiego: „Kiedy
ranne wstają zorze” i „Wesele raz jeszcze”.
Na początku wspominaliśmy Marcina Kacprzaka i Bolesława Górnickiego, wybitnych rektorów Akademii Medycznej
w Warszawie, wychowanych w Płocku. Imię pierwszego nosi
Wojewódzki Szpital Zespolony. Drugi spoczywa w podziemiach neogotyckiej kaplicy rodzinnej na Starym Cmentarzu.
Przy grobie Kacprzaka na warszawskich Powązkach systematycznie i już symbolicznie spotykają się jego studenci i żyjący
współpracownicy. Górnicki patronuje sali szkoleniowej w Naczelnej Izbie Lekarskiej, a odwiedzający jego mieszkanie przypomnieli o niezliczonych etnograficznych eksponatach, które
przywoził ze swoich dalszych i bliższych podróży.
W rozmowie o autorytetach, niestety nie zabrakło narzekań na współczesność. Gorzkie stwierdzenia: „młode pokolenie nie patrzy na seniorów”, „po odejściu z pracy stajemy
się anonimowi”, „młodsza koleżanka po fachu powiedziała
mojej pacjentce, że jestem już za stara”, powinny zmuszać
do natychmiastowej refleksji. Według Włodzimierza Cerańskiego, 73-letniego chirurga po 40 latach pracy, będącego
emerytem od 10 lat, ale aktywnie działającego w izbie warszawskiej i znanego w środowisku malarza sztalugowego,
»nie można mówić o mistrzu, jeśli lekarz dzisiaj pracuje „przy
taśmie”«. Ale już w kolejnych zdaniach popłynęło wspomnienie o wychowawcy i mentorze Romanie Serafinie. I rozwiązał
się worek z nazwiskami pierwszych nauczycieli, zwyczajami
Wanecki
45
Praktyka
lekarska
dendrymerów
Krysiak
Nowotwory to plaga naszej cywilizacji i każde doniesienie
o nowych możliwościach ich leczenia jest przyjmowane
z wielkim entuzjazmem. Tak stało się z dendrymerami
polipropylenoiminowymi, chemicznymi związkami, które
wykazały hamowanie rozrostu komórek białaczkowych.
Czy odkrycie to może stanowić przełom w leczeniu
białaczki limfocytowej?
M
Dendrymery
to polimery,
czyli struktury
chemiczne
imo że badania nie wyszły poza etap in vitro
wzbudziły zainteresowanie środowisk naukowych, medycznych i pacjentów, a informacja na ten
temat swego czasu obiegła media jako news. Stoi za
nimi zespół prof. Marii Bryszewskiej, z Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Łódzkiego,
który na Międzynarodowych Targach Wynalazczości
„Concours Lepine 2013” w Paryżu, za badania nad
zastosowaniem dendrymerów w medycynie otrzymał Złoty Medal. W badaniach dotyczących białaczki
limfocytowej wykorzystano próbki krwi pacjentów
z Kliniki Hematologicznej Wojewódzkiego Szpitala
Specjalistycznego im. Kopernika w Łodzi, kierowanej
przez prof. Tadeusza Robaka. Dr Ida Franiak-Pietryga, analityk medyczny z tamtejszego laboratorium,
oddziałując na te próbki dwoma spośród całej gamy
dendrymerów, dostrzegła wzmożony mechanizm
samozniszczenia pod ich wpływem komórek rakowych. Okazało się, że te nanocząsteczki (dendrymery) potrafią je także precyzyjnie lokalizować. Oznacza
to, że mamy do czynienia z działaniem celowanym,
obejmującym tylko chore komórki, a oszczędzającym
zdrowe. Jak zaznacza prof. M. Bryszewska, odkrycie to,
choć obiecujące, jest dopiero wstępem do dalszych,
bardzo żmudnych i długotrwałych badań. Podkreśla
też, że nie było ono przypadkowe, miało swoje podłoże w wielu innych badaniach nad dendrymerami,
prowadzonymi w różnych ośrodkach naukowo-badawczych w Polsce i w Europie.
Dendrymery to polimery, czyli struktury chemiczne
o dużej masie cząsteczkowej, które składają się z jednostek zwanych merami, wielokrotnie powtórzonymi
w warstwach. Polimery naturalne są jednym z podstawowych budulców organizmów żywych, polimery
syntetyczne są budulcem tworzyw sztucznych. Den-
46
drymery, w odróżnieniu od klasycznych polimerów
liniowych, mają strukturę kulistą. Ten kształt otwiera
wiele możliwości wykorzystania ich w medycynie.
Dendrymery mogą być zbudowane z różnych cząsteczek chemicznych, ale na powierzchni tej kulistej
struktury są usytuowane grupy aktywne (np. aminowe, hydroksylowe czy karboksylowe), do których daje
się przyłączać różne leki. Można to robić na dwa sposoby: albo wbudowywać lek, czyli mówiąc językiem
nauki – łączyć go kowalencyjnie, lub – co jest częściej
praktykowane – przyłączać go na zasadzie oddziaływań elektrostatycznych. – Te dendrymerowe kulki
wielkości kilku nanometrów, posiadające w swojej
strukturze puste przestrzenie, mają też zdolność
zamykania związków (enkapsulacji), co sprawia, że
mogą stać się nośnikami różnych leków i dostarczania
ich w konkretne miejsca w naszym organizmie – tłumaczy prof. Maria Bryszewska. Oprócz leku można do
powierzchni dendrymeru przyłączyć jakąkolwiek inną
cząsteczkę, na przykład taką, która na komórce nowotworowej ma swój receptor, dzięki czemu będzie
do niej zmierzać. Będzie więc nośnikiem leku w terapii ukierunkowanej. W Europie są ośrodki zajmujące
się syntezą dendrymerów. Zespół prof. Bryszewskiej
współpracuje z trzema z nich i wykorzystuje syntezowane tam dendrymery w swoich badaniach. Ośrodek
w Hiszpanii wytwarza dendrymery karbokrzemowe,
we Francji – dendrymery fosforowe, w Niemczech
– modyfikowane dendrymery polipropylenoiminowe
(PPI). – Ośrodek niemiecki w Dreźnie jest najbliższy
naszym badaniom, dendrymery PPI otacza płaszczem
cukrów, co sprawia, że grupy aminowe znajdujące
się na powierzchni tracą swoją toksyczność – mówi
prof. Bryszewska. Dodaje, że neutralizacja toksyczności opracowana przez niemieckich naukowców była
wyjściowa w opracowaniu mechanizmu oddziaływania dendrymerów na limfocyty białaczkowe. Mechanizm ten polega na wprowadzaniu limfocytów
białaczkowych na drogę programowanej śmierci
(apoptozy). – Wiele osób pracowało nad tym odkryciem, część badań prowadzono w laboratorium szpitala im. Kopernika, część w Katedrze Biofizyki Ogólnej
– podkreśla prof. Bryszewska, dodając, że oddziaływanie dendrymerów na komórki rakowe to zaledwie wycinek realizowanych tu projektów. Jeden z nich dotyczy badania in vitro z zastosowaniem dendrymerów
jako nośników, np. krótkiego interferującego RNA
(siRNA). Jest to obiecująca terapia polegająca na wyciszeniu odpowiednich genów, odpowiedzialnych za
chorobę. W przyszłości może być stosowana w leczeniu wielu chorób o podłożu genetycznym, również
niektórych nowotworowych. Obecnie w Katedrze
Biofizyki Ogólnej UŁ realizowany jest międzynarodowy projekt pt. „Zastosowanie dendrymerów do
leczenia chorób nowotworowych”. Dendrymery same
w sobie mogą być lekami, mają np. działanie antybakteryjne, choć różne szczepy bakterii różnie reagują na
te związki. Prof. Bryszewska podkreśla, że wprawdzie
jest to początek drogi, ale perspektywiczny, ponieważ
działanie dendrymerów może wzmacniać działanie
antybiotyków i innych leków, pozwalając na zmniejszanie ich dawek. W przyszłości może więc stać się
alternatywą dla innych terapii.
Dendrymery od lat są nadzieją medycyny na skuteczniejsze leczenie wielu chorób, bo stwarzają możliwość na precyzyjne trafienie lekiem w cel. W wielu
nieuleczalnych chorobach odkrywa się coraz to nowe
substancje, które mogłyby uwolnić od tych chorób
wielu ludzi, ulżyć im w cierpieniu, ale nie znajdowano
odpowiedniego nośnika dla tych substancji. Przewlekła białaczka limfocytowa to właśnie jedna z takich
chorób. Czy dendrymery to terapie przyszłości? Prof.
Tadeusz Robak, kierujący łódzką Kliniką Hematologii
w szpitalu im. Kopernika, do dendrymerów w służbie onkologii podchodzi ostrożnie. Uważa, że dopóki odkrycie nie wyszło poza etap in vitro nie można
rozbudzać nadziei wśród chorych. – W ciągu wielu
lat pracy z chorymi na nowotwory spotkałem się
z bardzo wieloma odkryciami dotyczącymi nowych
terapii, ale niewiele z nich wyszło poza mury laboratoriów – mówi prof. T. Robak. Dodaje, że temat dendrymerów zarówno jako leków, jak i ich nośników jest
bardzo interesujący, ale dotychczas nikt nie podjął się
prowadzenia doświadczeń na zwierzętach i badań
klinicznych. Obawia się, że w najbliższym czasie nie
znajdą przełożenia na konkretne terapie. – Odkrycie
to nie znalazło dotąd odbicia w medycznej literaturze
fachowej, co oznacza, że nie ma zainteresowania nim
i podejmowania dalszych badań – zaznacza profesor.
Dodaje, że obecnie jest kilka nowych preparatów, które są w trakcie badań przedklinicznych i klinicznych I,
II i III fazy, przeznaczonych do stosowania w przewlekłej białaczce limfatycznej. Mimo że te substancje nie
są zarejestrowane, chorzy już je dostają w ramach
realizowanych tam programów badawczych. – Mam
na myśli inhibitory receptora komórek B, które testuje
cały medyczny świat i jest o nich głośno – tłumaczy
profesor.
Prof. Wiesław Jędrzejczak, konsultant krajowy ds.
hematologii, podkreśla, że wśród białaczek przewlekła białaczka limfocytowa występuje najczęściej, ale
u 25 proc. chorych nie wymaga leczenia. Jednym
słowem ci chorzy będą z nią żyć latami i umrą z powodu innego schorzenia. Kolejne 25 proc. wymaga
leczenia już od momentu rozpoznania i rokowania
są dla nich złe, co oznacza, że grozi im śmierć, chyba,
że przejdą przeszczep szpiku kostnego. Pozostałe 50
proc. chorych w chwili rozpoznania wprawdzie nie
wymaga leczenia, ale prędzej czy później będzie ono
konieczne i tym samym znajdą się w drugiej grupie
chorych. – Ich sytuacja jest różna, część chorych dobrze reaguje na leczenie, część niestety nie i każdy
nowy lek wprowadzany do lecznictwa jest dla nich
szansą na przeżycie – mówi prof. Jędrzejczak. Dodaje, że nowe odkrycia w tej dziedzinie są cenne, choć
także podkreśla, że droga od próbówki do terapii jest
długa. Czy dendrymery pokonają tę drogę i kiedyś
staną się skuteczną i uznaną formą terapii? – trudno
dziś odpowiedzieć na to pytanie. Wprowadziły jednak
sporo pozytywnego zamieszania w nauce, bez którego trudno o postęp.
Dendrymery
sze leczenie
chorób, bo
Prawo
Uzyskiwanie specjalizacji lekarskich i lekarsko-dentystycznych
poza granicami Polski i ich uznawanie.
J
Lekarska
szkolenie
szkolenie to
dyplom lub
48
ak wiadomo, w następstwie uzyskania członkostwa w Unii
Europejskiej w maju 2004 r. stosowane są w Polsce unijne
przepisy o wzajemnym uznawaniu kwalifikacji zawodowych1,
które z jednej strony umożliwiają w stosunkowo szybki i prosty sposób uzyskać uprawnienia do wykonywania zawodu
lekarza lub lekarza dentysty w innym państwie członkowskim
UE, a z drugiej pozwalają ubiegać się w Polsce o uznanie kwalifikacji uzyskanych za granicą, w tym kwalifikacji w zakresie
specjalizacji lekarskich i lekarsko-dentystycznych.
Celem niniejszego artykułu jest zasygnalizowanie istotnych
kwestii o charakterze formalnoprawnym związanych z uzyskiwaniem przez lekarzy i lekarzy dentystów tytułów specjalisty
podlegających następnie uznaniu na zasadach wynikających
z przepisów unijnych. Z kierowanych do organów samorządu
lekarskiego pytań wynika, że pewne zagadnienia mogące
mieć spory wpływ na aktualną lub przyszłą sytuację zawodową są dla niektórych nie w pełni jasne i bywają źle rozumiane.
Na wstępie warto podkreślić, że unijny system automatycznego uznawania kwalifikacji zawodowych (w przypadku zawodów lekarza i lekarza dentysty obejmujący tzw. kwalifikacje podstawowe, czyli kwalifikacje do wykonywania zawodu,
oraz kwalifikacje w zakresie określonych specjalizacji) opiera
się na uznawaniu tzw. kwalifikacji formalnych, czyli takich,
które są potwierdzone właściwymi dokumentami (dyplom,
świadectwo lub inny dokument) wydanymi przez uprawniony podmiot po odbyciu przewidzianego szkolenia – w Polsce
w zakresie specjalizacji lekarskich i lekarsko-dentystycznych
jest to obecnie dyplom uzyskania tytułu specjalisty wydawany
przez Centrum Egzaminów Medycznych.
W ramach procedury automatycznego uznawania kwalifikacji zawodowych nie dokonuje się zaś oceny rzeczywistych
kwalifikacji wnioskodawcy, czyli faktycznego zakresu posiadanej przez niego wiedzy i umiejętności zawodowych.
Mając to na uwadze, w odniesieniu do uznawania specjalizacji na podstawie przepisów dyrektywy 2005/36/WE należy
wskazać, że automatycznemu uznaniu podlegają w Polsce
specjalizacje lekarskie i lekarsko-dentystyczne w tych dziedzinach, które są wymienione odpowiednio w pkt. 5.1.3 oraz 5.3.3
załącznika V do dyrektywy 2005/36/WE2 w odniesieniu zarówno do Polski, jak i do danego państwa członkowskiego UE.
Podlegająca uznaniu specjalizacja powinna być uzyskana
w innym państwie członkowskim UE po odbyciu kształcenia
spełniającego wymogi określone w art. 25 (specjalizacje lekarskie) i 35 (specjalizacje lekarsko-dentystyczne) dyrektywy
i powinna być potwierdzona dokumentem, wymienionym
w pkt. 5.1.2 albo 5.3.3 załącznika V do dyrektywy, wydanym
przez właściwy organ w danym państwie.
Natomiast jeżeli specjalizacja uzyskana w innym niż Polska
państwie członkowskim UE nie jest wymieniona w załączniku
V do dyrektywy, a więc nie podlega uznaniu automatycznemu, można wystąpić do Ministra Zdrowia o uznanie takiej specjalizacji w trybie określonym w art. 16b ustawy o zawodach
lekarza i lekarza dentysty (tj. zgodnie z zasadami tzw. ogólnego systemu uznawania kwalifikacji zawodowych, o którym
mowa w Tytule III Rozdziału I dyrektywy 2005/36/WE). Warunkiem podjęcia takiego postępowania jest istnienie w Polsce
specjalizacji odpowiadającej specjalizacji uzyskanej w innym
państwie członkowskim UE.
Obecnie lekarze i lekarze dentyści mogą wybierać w szerokiej liczbie ofert szkoleniowych, także odbywających się
w innych państwach UE. O ile w przypadku szkoleń prowadzonych w Polsce dobrze wiadomo, czy jest to szkolenie
specjalizacyjne w rozumieniu ustawy o zawodach lekarza
i lekarza dentysty, o tyle w niektórych sytuacjach pojawiają się
wątpliwości co do charakteru prawnego szkoleń prowadzonych poza granicami Polski.
Zamierzając uzyskać za granicą specjalizację, która będzie
mogła następnie podlegać uznaniu w kraju, podstawowe
znaczenie – i to zarówno w kontekście uznania automatycznego, jak i uznania przez Ministra Zdrowia w tzw. trybie ogólnym – ma ustalenie, czy dane szkolenie faktycznie prowadzi
do uzyskania tytułu specjalisty w rozumieniu przepisów danego państwa. Każde państwo UE samo określa, jakie podmioty
są uprawnione do prowadzenia szkolenia specjalizacyjnego
lekarzy i lekarzy dentystów, przeprowadzania egzaminu i wydawania dokumentów potwierdzających uzyskanie kwalifikacji specjalisty. Przepisy krajowe określają także tryb szkolenia
specjalizacyjnego i dziedziny, w których jest ono w danym
państwie prowadzone.
W sytuacji, gdy lekarz odbędzie szkolenie nieprowadzące do uzyskania tytułu specjalisty w rozumieniu przepisów
danego państwa, szkolenie to i uzyskany dyplom lub świadectwo nie będą podlegać uznaniu i nie pozwolą uzyskać
uprawnień specjalisty – nawet jeżeli uzyskany dokument
posługuje się nazwą taką samą jak nazwa specjalizacji lub
nazwą do niej zbliżoną oraz nawet gdy jest wydany przez
instytucję, która ma także prawo wydawać dyplomy potwierdzające uzyskanie tytułu specjalisty (ale po odbyciu
innego szkolenia).
Przykładowo można wskazać, że:
tEZQMPNZXZEBXBOFQS[F[FVSPQFKTLJFPSHBOJ[BDKFP̓DIBrakterze stowarzyszenia (European Board of …, European
Society of…), zwykle wydawane po złożeniu egzaminu
przez lekarza o odpowiednim doświadczeniu zawodowym,
nie są dokumentami potwierdzającymi uzyskanie formalnych kwalifikacji lekarza specjalisty w rozumieniu prawa
unijnego3 – bez względu na to, jak prestiżowy tak uzyskany tytuł by nie był;
tEZQMPNZ XZEBXBOF QS[F[ OJFLUØSF VOJXFSTZUFUZ XF
Włoszech potwierdzające uzyskanie tytułu magistra
drugiego stopnia (master secondo livello) w dziedzinach
stomatologicznych nie są dokumentami potwierdzającymi uzyskanie specjalizacji lekarsko-dentystycznej i nie
przyznają we Włoszech żadnych dodatkowych kwalifikacji zawodowych.
Tego rodzaju dyplomy mogą ewentualnie być rozpatrzone przez organy samorządu lekarskiego jako dokumenty
potwierdzające odbycie określonego kształcenia w ramach
doskonalenia zawodowego.
Zaznaczam przy tym, że w żadnym razie celem niniejszego artykułu nie jest merytoryczna ocena przykładowo
wskazanych szkoleń i rzeczywistych kwalifikacji, które można uzyskać po ich odbyciu. Oczywiste bowiem jest, że także
szkolenia nie prowadzące do uzyskania formalnego tytułu
specjalisty mogą mieć dużą wartość w zakresie nabytej
wiedzy i umiejętności. Istotne jest jednak w mojej ocenie,
aby zdawać sobie sprawę także z formalnoprawnego charakteru danego szkolenia i na tej podstawie podejmować
decyzję o jego rozpoczęciu.
W przypadku wątpliwości w omawianym zakresie lekarze
mogą się kontaktować z samorządem lekarskim – okręgowymi izbami lekarskimi oraz Ośrodkiem Uznawania Kwalifikacji przy Naczelnej Izbie Lekarskiej – w celu ustalenia, czy
dane szkolenie jest szkoleniem prowadzącym do uzyskania
tytułu specjalisty.
Z wynikającej z systemu uznawania kwalifikacji możliwości uznania w Polsce specjalizacji uzyskanej w innych
państwach skorzystało już wielu polskich lekarzy, najczęściej wnioskujących o uznanie specjalizacji uzyskanych
w Niemczech. Biorąc pod uwagę ograniczenia miejsc szkoleniowych w Polsce (np. w dziedzinach stomatologicznych),
uzyskanie specjalizacji za granicą może być dla niektórych
bardzo korzystnym rozwiązaniem.
Uznanie przez okręgową radę lekarską lub Ministra Zdrowia zagranicznego tytułu specjalisty spełniającego wymogi
opisane w niniejszym artykule i wpisanie go do danych rejestrowych lekarza oznacza, że lekarz lub lekarz dentysta może
się posługiwać w Polsce tytułem specjalisty w danej dziedzinie i że posiada na terytorium Polski takie same uprawnienia
jak lekarze, którzy tytuł specjalisty w tej dziedzinie uzyskali
w Polsce (np. w zakresie kontraktowania świadczeń z NFZ,
wykonywania praktyki specjalistycznej, zajmowania określonych stanowisk, prowadzenia szkoleń).
1 Dyrektywa 2005/36/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 7 września
2005 r. w sprawie uznawania kwalifikacji zawodowych, która w zakresie kwalifikacji lekarzy i lekarzy dentystów wdrożona jest do polskiego prawa w przepisach ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty.
2 Są to 44 specjalizacje lekarskie oraz 2 specjalizacje lekarsko-dentystyczne – ortodoncja i chirurgia stomatologiczna.
3 Choć w kilku dziedzinach – anestezjologii i intensywnej terapii, urologii, chirurgii
klatki piersiowej, radiologii i diagnostyki obrazowej – egzamin przeprowadzony
przez europejskie towarzystwo naukowe jest jednocześnie polskim egzaminem
specjalizacyjnym i jego złożenie z wynikiem pozytywnym prowadzi, wraz z odbytym szkoleniem, do uzyskania polskiego tytułu specjalisty; to jednak musi
wyraźnie wynikać z polskich przepisów prawnych, a dyplom potwierdzający
uzyskanie tytułu specjalisty, taki sam jak w odniesieniu do pozostałych specjalizacji, wydaje CEM.
Praktyka
lekarska
Sulikowska
W tegorocznej, jesiennej sesji postępowania kwalifikacyjnego
na odbywanie specjalizacji w trybie rezydenckim lekarze złożyli
blisko 4 tys. wniosków. Tymczasem Ministerstwo Zdrowia przyznało
tylko 2464 miejsca. Co roku problem rezydentur wraca jak
bumerang, ale niestety, niewiele się w tej sprawie zmienia.
W
ielomiesięczne oczekiwanie na wizytę u specjalisty
znacznie przekracza w naszym kraju dopuszczalne normy. Jest to nie tylko efekt zbyt małych pieniędzy
w systemie, ale także braku specjalistów. Niedobory są
duże, ale mamy młodych lekarzy chętnych do pracy
i dalszego kształcenia. Niestety nasze państwo nie daje
im szansy na dalszą edukację – ocenia Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Sytuacja dotycząca braku wystarczającej liczby rezydentur powtarza się po każdej sesji rekrutacyjnej, problem
ten wystąpił więc i podczas ostatniego postępowania.
W woj. mazowieckim 785 lekarzy złożyło wnioski o odbycie specjalizacji w trybie rezydentury, a do rozdyspo-
nowania było tylko 347 miejsc. Podobna różnica była
w woj. śląskim – na 426 chętnych, tylko 251 rezydentur,
a także w woj. małopolskim i łódzkim (odpowiednio 432
i 315 chętnych, a miejsc 241 i 163). W mniejszych województwach różnice nie były tak duże, a czasem nawet
mniej więcej pokrywały się z liczbą wniosków: tak było
np. w woj. podlaskim (124 chętnych na 122 miejsca),
opolskim (47/42), świętokrzyskim (93/89) czy podkarpackim (118/116). W takich przypadkach, przynajmniej
teoretycznie, nie powinno być problemu w związku
z rekrutacją, ale problem był i to duży. Chodzi oczywiście o słabą popularność niektórych specjalizacji. Mimo
że ogólna liczba chętnych jako tako odpowiadała liczbie
przyznanych rezydentur, to okazało się, że wiele miejsc
pozostało niewykorzystanych. W woj. lubuskim na 57
miejsc nie wykorzystano 27, w świętokrzyskim – na 89
nie obsadzono 36, a podkarpackim – na 116 miejsc 49
pozostało wolnych. Chętnych zabrakło też na rezydentury w większych województwach, choć tu dysproporcje
nie były tak duże. W sumie w skali kraju ponad 500 rezydentur zostało nieobsadzonych. W tym roku najtrudniej
było znaleźć chętnych na odbywanie specjalizacji m.in.
z patomorfologii, mikrobiologii lekarskiej, rehabilitacji
medycznej, neonatologii i chorób zakaźnych. Mało popularne były także: medycyna ratunkowa i rodzinna,
neonatologia, onkologia kliniczna, radioterapia onkologiczna, pediatria, diagnostyka laboratoryjna, transfuzjologia kliniczna, a w niektórych województwach anestezjologia i intensywna terapia.
Powód takiej sytuacji jest znany – te specjalizacje są
niepopularne, bo późniejsza praca nie jest tak atrakcyjna (finanse, prestiż), jak po innych. Być może, gdyby te
specjalności zaczęły być bardziej doceniane przez NFZ
przy kontraktowaniu, to ich popularność by wzrosła,
a wówczas i chętni by się znaleźli. Ważne są i inne bodźce. Co prawda Ministerstwo Zdrowia określiło dziedziny
priorytetowe, więc jeśli dana specjalizacja* jest na tej liście, to lekarz rezydent odbywający szkolenie otrzymuje
wynagrodzenie zasadnicze wyższe od lekarza, który specjalizuje się w dziedzinie niepriorytetowej. Niestety, jak
pokazują wyniki jesiennego postepowania kwalifikacyjnego na odbywanie rezydentur, niewiele to pomogło. Na
przykład w woj. opolskim nie obsadzono m.in. czterech
miejsc dot. specjalizacji z medycyny rodzinnej, w woj.
łódzkim kilku z neonatologii, a w woj. małopolskim – aż
13 z medycyny ratunkowej. Na Mazowszu z kolei pustki są m.in. jeśli chodzi o onkologię kliniczną. W zasadzie
w większości województw nie udało się obsadzić wszystkich miejsc rezydenckich z dziedzin priorytetowych. Jak
zwykle, były również trudności z rozdzieleniem rezydentur z dziedzin, które nie doczekały się statusu priorytetowej. Rekord dotyczy specjalizacji z rehabilitacji medycznej – np. w woj. łódzkim pozostało aż 9 miejsc, a w woj.
mazowieckim – 12. Można się więc zastanawiać, czy wybór dziedzin priorytetowych był wystarczający.
A jakie specjalizacje miały w ostatniej sesji największe wzięcie? Najbardziej oblegane były m.in.: dermatologia i wenerologia, neurologia, okulistyka, ortopedia
i traumatologia narządu ruchu, otorynolaryngologia,
radiologia i diagnostyka obrazowa, chirurgia plastyczna oraz położnictwo i ginekologia, a wśród specjalizacji lekarsko-dentystycznych – chirurgia szczękowo-twarzowa, ortodoncja, periodontologia, protetyka
stomatologiczna. Na przykład w samym woj. śląskim 8
osób otrzymało rezydenturę z okulistyki, a pozostałe
29 wniosków odrzucono. Przykłady podobnych sytuacji można by mnożyć. Jak zawsze w takich sytuacjach
nasuwa się pytanie, że skoro chętnych było dużo
więcej niż miejsc, to czy ta pula nie powinna zostać
zwiększona. Z jednej strony trudno się dziwić resortowi zdrowia, że nie oferuje tylu rezydentur, ilu jest chętnych akurat na najbardziej „topowe” specjalizacje, bo
przecież listy te nie mogą być ustalane wyłącznie na
podstawie popularności wśród medyków. Niepokoi
jednak fakt, że część z tych specjalizacji, szczególnie
w przypadku dziedzin lekarsko-dentystycznych (choć
nie tylko), miało bardzo ograniczoną liczbę rezydentur
w skali kraju. Na przykład z ortodoncji przydzielono
tylko 13 rezydentur, periodontologii – 5, chirurgii stomatologicznej – 14, a chirurgii szczękowo-twarzowej –
17. Na całą Polskę było także tylko 21 miejsc na otorynolaryngologię, a 11 – na dermatologię i wenerologię.
System szkoleń specjalizacyjnych to oczywiście coś
więcej niż tylko problem ze zbyt małą pulą miejsc.
Problem tkwi nie tylko w liczbie rezydentur, ale także
sposobie ich rozdzielania. Obecnie jest tak, że minister zdrowia przydziela określoną liczbę miejsc w wybranych dziedzinach na poszczególne województwa.
W jaki sposób? Na wniosek wojewodów w oparciu
o opinie konsultantów wojewódzkich. – Prawda jest
taka, że zbyt często nie jest dokonywana rzetelna
analiza dotycząca potrzeb na danym terenie. Zapotrzebowanie jest kalkulowane na wyczucie, czasem
wyłącznie przez pryzmat kliniki, którą kierują poszczególni konsultanci wojewódzcy. Należałoby precyzyjniej określać zapotrzebowanie w danym regionie, nie
tylko w porozumieniu z konsultantami wojewódzkimi,
ale też z samorządem zawodowym – uważa prezes
NRL i dodaje, że problemem jest także to, że każde
województwo prowadzi odrębne postepowanie kwalifikacyjne, co powoduje, że w niektórych regionach
jest bardzo silna konkurencja (tam, gdzie działają duże
ośrodki medyczne), podczas gdy gdzie indziej na podobne miejsca dużo łatwiej się dostać. – To powoduje sztuczną migrację, bo ludzie składają podania tam,
gdzie w ostatnim postępowaniu było mało chętnych,
co zwiększa ich szanse. Nie pomaga to w utrzymaniu
właściwej jakości w ochronie zdrowia. Skoro lekarski
egzamin końcowy jest ogólnopolski, to może postępowanie na rezydentury też takie powinno być – zastanawia się Maciej Hamankiewicz. – Obecnie nie jest
planowana zmiana sposobu dystrybucji miejsc szkoleniowych objętych rezydenturą – informuje z kolei „GL”
Krzysztof Bąk, rzecznik prasowy MZ.
Oczywiście, przynajmniej teoretycznie, jeśli lekarzowi
nie uda się wywalczyć rezydentury, pozostaje możliwość
odbywania specjalizacji w trybie pozarezydenckim, choć
i w tym przypadku miejsc jest mniej niż chętnych, a na
dodatek – jest to zdecydowanie mniej atrakcyjny sposób
odbywania specjalizacji. Co z tymi, którym w ogóle nie
uda się „załapać” na specjalizację? – Oczywiście nie każdy
młody lekarz musi się specjalizować, ale ci, którzy chcą,
52
powinni mieć taką możliwość. Z kolei system ochrony zdrowia powinien być tak skonstruowany, aby było
w nim miejsce dla młodego lekarza bez specjalizacji.
NFZ jednak nie oferuje im żadnych kontraktów. W rezultacie człowiek, który przez wiele lat zdobywał wiedzę na
studiach, nie może wkroczyć na rynek pracy. Nie dziwmy
się więc, że młodzi ludzie wyjeżdżają do pracy za granicę, tam mają szansę na lepsze życie – konkluduje prezes
NRL.
Być może tegoroczne, jesienne postępowanie kwalifikacyjne do odbycia specjalizacji było ostatnim (lub
jednym z ostatnich) w obecnym kształcie. Jest szansa,
że już wkrótce wejdzie w życie modułowy model kształcenia specjalizacyjnego (wówczas, gdy zostaną opracowane nowe programy specjalizacji lekarskich i zostanie
przeprowadzony powtórny proces akredytowania jednostek, w których odbywać się będą specjalizacje), a co
za tym idzie – będą też zmiany w kwestii dostępności
rezydentur. Obecny podział na specjalizacje podstawowe i szczegółowe powoduje, że zgodnie z art. 16h
ust. 7 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty,
szkolenie specjalizacyjne w ramach rezydentury może
odbywać wyłącznie lekarz nieposiadający I lub II stopnia specjalizacji lub tytułu specjalisty, więc rezydentury w szczegółowych dziedzinach medycyny nie są
przyznawane. Gdy już będzie obowiązywał modułowy
system specjalizacji, będzie możliwe rozpoczynanie
specjalizacji dotychczas zaliczanych do szczegółowych
dziedzin medycyny lekarzom nieposiadającym żadnej
specjalizacji (po prostu lekarz, ubiegając się o rezydenturę, już na samym początku będzie musiał określić
swoją docelową ścieżkę specjalizacji).
Należy tylko mieć nadzieję, że nie zostanie wprowadzony w życie pomysł odpracowywania rezydentur
przez lekarzy, którzy zechcą wyjechać z Polski za granicę
tuż po uzyskaniu tytułu specjalisty, o czym wspominał
na posiedzeniu sejmowej komisji zdrowia 11 września
podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia Krzysztof
Chlebus, a co później dementował rzecznik prasowy MZ.
Na koniec pozostaje tylko wyrazić nadzieję, że resort
zdrowia będzie przygotowany na 2018 r. – wówczas
o rezydentury może wystąpić o wiele więcej osób niż
zazwyczaj (bo będzie kumulacja roczników: tego, który
właśnie skończył staż podyplomowy, i tego, który już nie
musiał tego robić). Można mieć jednak obawy o rezydentury dla tych osób, skoro już teraz MZ tłumaczy, że
liczba przyznanych miejsc jest uzależniona od możliwości finansowych, ale także odbywa się wtórnie do liczby
dostępnych miejsc akredytacyjnych, z czym już teraz, jak
widać, jest duży problem.
UWAGA – w chwili druku „Gazety Lekarskiej” mieliśmy
dostęp do danych z I postępowania kwalifikacyjnego
przeprowadzonego w terminie 01–31.10.2013, przed
rozdysponowaniem niewykorzystanych miejsc rezydenckich, które odbywa się po zakończeniu I postępowania, może się więc okazać, że pula niewykorzystanych
miejsc jest mniejsza.
* Do dziedzin priorytetowych należy kilkanaście specjalizacji, w tym kilka
szczegółowych. Rezydentury dotyczą tylko dziedzin podstawowych.
Praktyka
lekarska
Polskie Towarzystwo Lekarskie raz do roku przyznaje
osobom, które, zdaniem członków Zarządu Głównego
i Kapituły odznaczeń, szczególnie zasłużyły się dla środowiska
lekarskiego i pacjentów oraz dla samego Towarzystwa.
FOTO: Michał Ostaszewski (1), Marta Jakubiak (3)
O
dznaczeniem o najwyższej randze jest tytuł „Medicus Nobilis” oraz medal Gloria Medicinae. 8 listopada br. jak zwykle w pięknych wnętrzach Zamku
Królewskiego w Warszawie odbyła się kolejna uroczysta gala. Dla Kolegium redakcyjnego i redakcji „Gazety Lekarskiej” było to wydarzenie szczególne. Jarosław Wanecki, przewodniczący kolegium, otrzymał
tytuł „Zasłużonemu Polskie Towarzystwo Lekarskie”,
natomiast Ryszardowi Golańskiemu i zespołowi redakcji „Gazety Lekarskiej” nadano tytuł „Bene Meritus”.
Przyjęliśmy te wyróżnienia jako dowód, że ponad trzy
lata pracy nad kształtem i merytoryczną zawartością
pisma samorządu lekarskiego zostały pozytywnie
ocenione przez Czytelników. Jest to oczywisty powód do satysfakcji, ale przede wszystkim doping do
dalszych wysiłków. To niewątpliwy zaszczyt otrzymać
wyróżnienie z rąk tak zasłużonych dla lekarskiego
stanu osób jak prof. Jerzy Woy-Wojciechowski, prezes
Zarządu PTL oraz prof. Wojciech Noszczyk, kanclerz
Kapituły i prof. Tadeusz Tołłoczko, sekretarz Kapituły.
Było to dla nas ważne i wzruszające wydarzenie, ale
nie byliśmy tam najważniejsi. Tytuł „Medicus Nobilis”
otrzymał prof. Stefan Kruś z Warszawy. Medal Gloria
Medicinae otrzymali pleno titulo: Grażyna Zengteler z Poznania, Witold Mazurowski z Warszawy, Alicja Chybicka z Wrocławia, Janusz Skalski z Krakowa,
Leszek Romanowski z Poznania, Jerzy Goliszewski
z Warszawy, Janusz Limon z Gdańska, Anatol Święcicki z Kijowa, Małgorzata Szczerbo-Trojanowska z Lublina i Henryk Potrycha z Katowic. Wieczór uświetnili
swoimi występami lekarze o niezwykłych talentach
muzycznych: Anna Kutkowska-Kass (sopran) oraz Cezary Olszewski, wspaniale interpretujący utwory Fryderyka Chopina.
Czekamy
na Wasze
prace!
Pula nagród
to
Organizatorem konkursu jest
Kolegium Redakcyjne „Gazety Lekarskiej”.
:-) :-)
Zwycięską anegdotę przesłał doktor Maciej Biernacki. Gratulujemy wygranej!
Serdecznie dziękujemy wszystkim Czytelnikom, którzy przesłali swoje anegdoty na konkurs„GL” 11/2013.
Więcej nadesłanych anegdot publikujemy w„Gazecie Lekarskiej Premium” na www.gazetalekarska.pl.
:-)
:-)
:-)
:-)
W szpitalu rano na godzinę przed operacją internista ze względów kardiologicznych
zdyskwalifikował (w żargonie chirurgicznym: „zrzucił”) pacjenta, który miał przejść naczyniowy
zabieg pomostowania aortalno-dwuudowego (w żargonie chirurgicznym tzw. „majtki”).
W tym samym czasie karetka przywiozła potrącone przez samochód dziecko, które wymagało
natychmiastowej operacji z powodu pęknięcia śledziony.
Po informacji o zdyskwalifikowanym pacjencie naczyniowym i wiezionym na blok operacyjny
dziecku jedna z pielęgniarek pobiegła wezwać dyżurnego chirurga. Dostrzegła go na końcu
szpitalnego korytarza. Zaczęła biec przez korytarz pełen ludzi, krzycząc:
„DOKTORZE! ZRZUCAMY MAJTKI I ROBIMY DZIECKO!”.
Tekst nie powinien przekraczać 700 znaków.
Do wygrania weekend dla dwóch osób w Hotelu Białowieski!
Regulamin konkursu dostępny na stronie www.gazetalekarska.pl.
:-)
:-)
Czekamy na kolejne historie, opisujące najbardziej niezwykłe, zabawne lub absurdalne sytuacje z życia lekarza. Należy je przesyłać do 15 stycznia na adres [email protected]
Ochrona zdrowia
USA
Maria
N
a poziomie federalnym najważniejszy podmiot wykonawczy to Ministerstwo Zdrowia i Usług dla Ludności (Department of Health and Human Services, HHS). Odpowiada on
za realizację instrukcji Kongresu i Białego Domu dotyczących
finansów, planowania/koordynacji, zarządzania i regulowania
oraz dostarczania usług zdrowotnych. Administruje publicznymi programami ubezpieczenia Medicare i Medicaid (zob. dalej),
działa poprzez wyspecjalizowane agencje, np. ds. badań i jakości w służbie zdrowia, kontroli i zapobiegania chorobom, oceny
leków i żywności (Food and Drug Administration, FDA) i inne.
Publicznymi nabywcami usług są właśnie agencje – federalne i stanowe. Federalna Medicare ubezpiecza niemal
wszystkich powyżej 65. r.ż., osoby niepełnosprawne i z chorobami nerek. Stany administrują Medicaid i CHIP (Children’s Health Insurance Program) – pokrywają one koszty leczenia ubogich, wymagających długotrwałej opieki. Stany
i władze lokalne utrzymują publiczne szpitale, centra medyczne, komunalne ośrodki opieki dla niezamożnych. Prowadzą działania prewencyjne i z zakresu zdrowia publicznego, odpowiadają m.in. za wydawanie licencji lekarzom,
pielęgniarkom i innym profesjonalistom zdrowia.
Regulacje dotyczące rynku farmaceutyków i środków
medycznych to z kolei domena rządu federalnego. Ale
sprawy jakości, dostępności i kontroli kosztów w ochronie
zdrowia są regulowane przez podmioty publiczne i prywatne odrębnie na każdym poziomie (federalnym, stanowym,
lokalnym). Ograniczone planowanie powoduje często brak
koordynacji i nieprawidłowości.
By sobie z tym radzić, szpitale, spółki lekarskie i ubezpieczyciele łączą się w grupy, tzw. organizacje zintegrowanej
obsługi zdrowotnej (health maintenance organization,
HMO – istnieją od początku lat 30., niektóre nieprzerwanie) oraz organizacje preferowanych świadczeniodawców
(preffered providers organization, PPO). Zapewniają one
firmom ubezpieczeniowym usługi zdrowotne, kontraktując je u świadczeniodawców; same też są świadczeniodawcami. W 2012 r. 56 proc. ubezpieczonych pracowników
podlegało systemowi PPO, a 25 proc. – HMO.
56
Powstał już w latach 30. ub.w. (ubezpieczenie socjalne).
Od połowy lat 60. istnieją federalne programy Medicaid i Medicare tworzące publiczny system ubezpieczenia
zdrowotnego. Medicaid subsydiuje osoby o dochodach
poniżej federalnego poziomu ubóstwa (samotni: 11 179
USD rocznie i 4-osobowa rodzina: 23 050); obejmuje tylko
45 proc. takich osób (10 mln). Medicare składa się z kilku
części: np. A finansuje szpitale, B – opiekę podstawową, D
– leki. W 2010 r. większość Amerykanów była ubezpieczona
prywatnie – za pośrednictwem pracodawców (150 mln),
indywidualnie bez subsydium pracodawcy – 10 mln, natomiast ubezpieczenie publiczne w Medicare miało 46 mln,
a w Medicaid – 44 mln.
Ci, którzy nie mają innych możliwości, wykupują polisy
indywidualne, które zwykle nie są subsydiowane, a ich posiadacze ponoszą wyższe opłaty.
Zmniejszeniu liczby nieubezpieczonych ma służyć
ustawa z 23 marca 2010 r. o dostępnej opiece zdrowotnej
(Patient Protection and Affordable Care Act, ACA) zwana
Obamacare od nazwiska jej inicjatora – prezydenta Baracka Obamy. Zobowiązuje ona wszystkich (pod groźbą kary)
do posiadania jakiejś formy ubezpieczenia prywatnego
lub publicznego. Nieubezpieczonym oferuje się subsydia,
aby mogli ubezpieczyć się prywatnie; do systemu Medicaid włącza (przez podwyższenie progu dochodu) większą
grupę osób o niskich dochodach; ci z już ubezpieczonych,
których nie stać na szerszą polisę, mają otrzymać doubezpieczenie. ACA przewiduje też większe środki na POZ i programy zdrowia publicznego. Firmy zatrudniające ponad 50
pracowników mają być zobowiązane (pod groźbą kary) do
oferowania im ubezpieczenia, ubezpieczyciele nie będą
mogli odmawiać polis osobom chorym czy z grup podwyższonego ryzyka i będą musieli zapewnić im podstawowy
pakiet. Poprawić jakość i kontrolę wydatków mają np. zachęty do lepszej wydajności i kary za nieefektywność (np.
przy ponownych hospitalizacjach). ACA będzie wdrażana
do 2019 r., główne elementy mają działać już w 2014 r. Niezbędność reform w celu kontrolowania wydatków nie jest
kwestionowana, natomiast nie wszyscy popierają działania
FOTO: Photos.com
Nie jest to system jednolity, wręcz przeciwnie – tworzy go
wiele niezależnych systemów tylko czasem współpracujących
ze sobą. Realizacja polityki zdrowotnej jest w gestii stanów,
które wypełniają ją w różny sposób. Z jednej strony w Ameryce
są ogromne pieniądze, wielkie wydatki, wysokie technologie,
z drugiej – 50 mln (17 proc. społeczeństwa) nieubezpieczonych
o bardzo utrudnionym dostępie do ochrony zdrowia.
odgórne mające poprawić sytuację nieubezpieczonych i jakość opieki, nie każdy stan chce wprowadzać ACA. Ogólne
założenia mogą się więc zmienić.
Niekiedy nawet ubezpieczenie nie gwarantuje udźwignięcia
kosztów leczenia – powodem są wysokie OOP. Wydatki na leczenie odpowiadają za 60 proc. indywidualnych bankructw.
OOP to opłaty bezpośrednie za usługi, doubezpieczenie,
współpłacenie i potrącenia. Ich udział w całości wydatków
na zdrowie na jednego mieszkańca spada, ale w cenach
realnych bardzo wzrósł (w 1970 r. było to 128 z 319 USD,
czyli 40 proc., w 2011 r. – odpowiednio 1146 z 8187 USD,
czyli 14%). Najwięcej OOP pochłaniają leki: człowiek starszy
z trzema przewlekłymi chorobami wyda na leki 1292 USD,
niechorujący – 173 USD; chorowity młody – 951 USD, niechorujący – 45 USD. Klient Medicare z alzheimerem z własnej kieszeni wydaje tylko na leki 25% dochodów.
Wydatki na zdrowie na mieszkańca są wyższe niż gdziekolwiek indziej: aż o 53% więcej niż w drugiej pod tym względem Norwegii. To 17,9% PKB (2011). ACA ma zwiększyć
ten udział w 2019 r. do 19,3 PKB. Średnio na mieszkańca
wypada 6800 USD. Środki publiczne (federalne i stanowe)
stanowią 48 proc. wydatków, z prywatnego ubezpieczenia
pochodzi 40 proc., 12 proc. – OOP. Ale tylko 30 proc. populacji objęte jest finansowaniem publicznym – głównie przez
Medicare i Medicaid.
Pieniądze w systemie ochrony zdrowia pochodzą od
pracodawców, pracowników i indywidualnych obywateli
(składki, opłaty, podatki). W 2011 r. pracodawcy i pracownicy płacili na ubezpieczenie zdrowotne po 1,45 proc. wynagrodzenia, samozatrudniony do Medicare odprowadza
2,9 proc. dochodu. Działania na rzecz zdrowia publicznego opłacane są z różnych podatków (podatki federalne to
10–35 proc. zarobków, stanowe są różne – w niektórych nie
ma, w innych obejmują tylko zamożnych, niektóre nie stosują podatku od sprzedaży (sales tax), w innych jego stawki
wynoszą 2,9–8,25 proc., podatku VAT nie ma).
Środki płyną do prywatnych ubezpieczycieli zdrowia oraz
do rządów federalnego i stanowych, które poprzez różne
mechanizmy, zależne od rodzaju usługi i typu płatnika, przekazują je świadczeniodawcom. Na przykład Medicare szpitalom płaci wg DRG (diagnosis-related group), za poradę ambulatoryjną – stawki za usługę, za leki są dopłaty, za opiekę
długoterminową – ryczałt. Medicaid szpitalom płaci stawki
dobowe i refunduje rzeczywiste koszty. Wynagrodzenia profesjonalistów medycznych są finansowane z części B Medicare bezpośrednio albo przez współpracującą sieć HMO lub
PPO i są bardzo zróżnicowane. Medicaid płaci średnio lekarzom POZ tylko 66 proc. tego, co Medicare. Niektóre duże
organizacje, instytucje akademickie, płacą lekarzom pensje.
Średnie zarobki lekarza rodzinnego to 146 tys. USD rocznie, specjalisty – 236 tys. USD, chirurga – 273 tys. USD (ostatnie oficjalne dane z 2003 r.).
Technologia medyczna stoi na wysokim poziomie, specjalistycznego sprzętu jest bardzo dużo. Na przykład liczba apa-
ratów CT i MRI na milion ludności przekracza kilkukrotnie
poziom innych krajów OECD (CT: 40 w USA vs. 9 w Wielkiej
Brytanii, MRI: odpowiednio 30 vs. 6). Jest też 2-3-krotnie
więcej modułów do kardiochirurgii i bypassowania pod
kontrolą koronarografii, niż w innych najbardziej rozwiniętych krajach. Nie wszędzie jednak sprzęt jest właściwie wykorzystany, czasem go brakuje.
Dają natomiast o sobie znać niedobory lekarzy i pielęgniarek w POZ. Są znaczne dysproporcje między miastem
a wsią (100 GP na 100 tys. vs. 46/100 tys.). Zapotrzebowanie
na kadry wzrośnie w wyniku reformy ACA, rozwoju Medicaid, rozszerzenia ubezpieczeń, starzenia się społeczeństwa.
ACA przewiduje zwiększenie liczebności kadr poprzez finansowanie kształcenia, stypendia i zachęty dla podejmujących pracę na terenach, gdzie występują deficyty, oraz
tworzenie tam nowych praktyk.
Osoby ubezpieczone wchodzą do systemu poprzez lekarza rodzinnego, chociaż u niektórych ubezpieczycieli (np.
PPO) klient może iść bezpośrednio do specjalisty. Osoby
nieubezpieczone nie korzystają ze stałej placówki POZ, ale
w razie potrzeby udają się do komunalnego ośrodka zdrowia albo szpitalnego oddziału ratunkowego (co nie zapewnia ciągłości opieki); poza sytuacjami nagłymi dostęp do
specjalisty czy szpitala może być dla nich utrudniony z powodu opłat OOP. Oddziały ratunkowe w szpitalach finansowanych przez Medicare (czyli prawie wszystkie szpitale
w USA) mają prawny obowiązek udzielenia pomocy każdemu w sytuacji nagłej. Funkcję placówek pierwszej pomocy
pełnią także ambulatoria w centrach handlowych.
Zmniejszeniu liczby łóżek szpitalnych towarzyszy wzrost
wykonywanych ambulatoryjnie świadczeń pozabiegowych (rehabilitacja, opieka domowa, przejściowa) oraz
chirurgii jednego dnia. W USA stosuje się dużo leków w porównaniu z innymi bogatymi krajami. Obserwuje się też
wzrost popularności medycyny alternatywnej i komplementarnej (za opłatą OOP).
Wydatki na
zdrowie na
gdziekolwiek
pod tym
Norwegii.
W USA także rośnie średnia długość życia, spada śmiertelność niemowląt, choć wskaźniki są gorsze niż w krajach
zamożnych. Mocno zredukowano nikotynizm, hipercholesterolemię i próchnicę. Przybywa natomiast cierpiących
na choroby zależne od stylu życia, jak cukrzyca, nadciśnienie. Powód: niezdrowa dieta, brak ruchu, stres, a także
czynniki kulturowe i środowiskowe. Wskaźnik BMI powyżej 25 ma 67 proc. Amerykanów (odsetek najwyższy na
świecie); w ciągu ostatnich trzech dekad odsetek otyłych
dzieci i młodzieży wzrósł 3-krotnie. To jedna z istotnych
przyczyn wysokich kosztów ochrony zdrowia w USA: otyli
wydają o 41 proc. więcej. Duże różnice w stanie zdrowia
występują między białymi i Hiszpanolatynosami, Afroamerykanami, Azjatami, Indianami, rdzennymi mieszkańcami Alaski. Dla słabszych grup rząd federalny ma programy wyrównawcze.
Korzystałam z opracowania„Health Care Systems in Transition: United States
of America 2013”, przygotowanego przez European Observatory on Health
System and Policy, portali akson.sgh.waw.pl, polonia.net, rynekzdrowia.pl
oraz źródeł własnych.
57
Indeks
Za sprawą niewielkiego, ale jakże podstępnego mikroba,
zostałam pacjentem.
Z
jego winy, na skutek gorączki, czy może w efekcie reakcji anafilaktycznej po zażytym leku znalazłam się po
drugiej stronie lustra. I oto moim oczom pacjenta ukazał
się, zawieszony wśród plakatów propagujących szczepienia przeciwko grypie, uśmiech. „Widziałam już koty
bez uśmiechu” – pomyślałam jak Alicja – „Ale uśmiech
bez kota widzę po raz pierwszy w życiu. To doprawdy
nadzwyczajne!”. Zwłaszcza że poczekalnia szpitalnego
oddziału ratunkowego nie wyglądała na Krainę Czarów,
a uśmiech zadziwiająco przypominał nieszczery grymas
twarzy ministra Arłukowicza.
„Wszyscy mamy tutaj bzika. Ja mam bzika, ty masz bzika”
– zagadał do mnie, zupełnie jak w książce Lewisa Carrolla,
uśmiech.„Skąd może pan wiedzieć, że ja mam bzika?” – oburzyłam się, znów jak Alicja.„Musisz mieć. Inaczej nie przyszłabyś tutaj” – zabrzmiało złowieszczo, a uśmiech bladł wraz
z działaniem leku przeciwgorączkowego. Strach zaś narastał
we mnie, świeżo upieczonym pacjencie. A więc tego na co
dzień doświadczają ci, których los przyszło mi podzielić…
58
Ze świata tytanów w białych fartuchach wpadłam w otchłań systemu opieki zdrowotnej. Przed oczami stanęły mi
nagłówki gazet z ostatniego tygodnia. A jeśli dziennikarze
piszą prawdę? Przecież taka możliwość istnieje… Dając
wiarę prasowym doniesieniom, podzieliłam los trzydziestu
ośmiu milionów rodaków, na co dzień zaniedbywanych,
oszukiwanych i okradanych przez lekarzy. Ale czy bezbronnych wobec białej lekarskiej mafii?! Niknący uśmiech ministra przypomniał mi, że jest przy mnie Narodowy Fundusz
Zdrowia, który jak Gandalf Biały stoi na straży mojego zdrowia i moich zdrowotnych finansów.
Teraz, gdy już jesteśmy po jednej stronie barykady – pacjent i Urząd – możemy ramię w ramię śledzić i unicestwiać
lekarską niegodziwość. Mamy do tego oręż – Zintegrowany
Informator Pacjenta – sympatyczną i przyjazną człowiekowi
aplikację, pozwalającą na obserwowanie trasy i kosztorysu
swoich medycznych wędrówek. Z jego pomocą dzielni rodacy pomogli ująć i ukarać już wielu medycznych oszustów
żerujących na ludzkiej chorobie za publiczne pieniądze!
Bo oszukują wszyscy. Nawet bardziej oszukują, niż leczą!
A najbardziej dentyści i ginekolodzy! I wszędzie: w Olsztynie
i Nowej Soli, na Kujawach i na Pomorzu! Wszyscy wykorzystują tę samą metodę podwójnego wyłudzenia pieniędzy:
bezpośrednio od pacjenta i od NFZ! Kto nie wierzy, niech
zajrzy na Facebooka – znajdzie tam fanpage, na którym (czy
raczej – będąc w zgodzie z ortografią – na której) możemy
się my, pacjenci, podzielić swoimi szpiegowskimi sukcesami
z wykorzystaniem ZIP-u. Tą drogą możemy też dowiedzieć
się, jak wstąpić w szeregi tej specyficznej krucjaty i zostać
Pawlikiem Morozowem medycznego świata. A sprawa to
wszak patriotyczna, bo chodzi o nasze wspólne pieniądze!
Jakby dla potwierdzenia tego, czego nie chciałam widzieć w swoim poprzednim wcieleniu, dotarła do mnie
informacja o innym, powszechnie stosowanym procederze
naruszającym publiczne zasoby przeznaczone na leczenie.
Metoda ma tradycje literackie, a jej patronem niech będzie
Paweł Iwanowicz Cziczikow. Ten bohater gogolowskich
„Martwych dusz” skupował dane zmarłych chłopów pańszczyźnianych w celu zapewnienia sobie wiarygodnego wizerunku jako kredytobiorcy. Łapiduchy z POZ oszukują też
na, nomen omen, „martwe dusze” – wykazując na listach
swych podopiecznych osoby nieubezpieczone lub raczej
uznane za nieubezpieczone przez weryfikujący system
komputerowy. Nie wiem, czy ich dane nieuczciwi świadczeniodawcy skupują, czy nie, ale jak wykazuje sprytnie
wprowadzona w tym celu aplikacja eWUŚ, każdy z oszustów ma około siedem procent takich martwych dusz.
Na szczęście – już niedługo! Po wycofaniu naznaczonych
czerwonym kolorem „martwych dusz” z list pacjentów, co
nastąpi prędzej czy później, Narodowy Fundusz liczy na
wymierne oszczędności – z prostego rachunku matematycznego jakieś osiemnaście milionów. Moja wyobraźnia
pacjenta podpowiada, że co roku te osiemnaście milionów
było nieuczciwie zagospodarowane przez lekarzy na własne, wybujałe potrzeby. Zaoszczędzone pieniądze Urząd
zamierza przeznaczyć na tak zwane bilanse zdrowia wśród
dzieci i młodzieży oraz dodatkowy bilans w 45. roku życia.
Rozmarzyłam się: jak to dobrze, że już wszyscy będziemy
dokładnie zbadani, a może nawet zdiagnozowani. Trochę
mąci mój spokój myśl, że nikt na razie nie mówi o wzroście
kontraktów na leczenie wykrytych podczas badań dolegliwości – mam nadzieję, że moje obawy to li tylko podszepty
łapiducha wciąż siedzącego mi za skórą.
Jako świeżo upieczony pacjent, już w drodze do apteki
czułam się radośnie, mogąc wesprzeć system finansowo.
Byłoby mi wstyd, gdybym obciążyła go kosztami refundacji
mojego leczenia – wszak nikt nie wie do końca, czy taka refundacja mi się należy. Z dumą wykupiłam pełnopłatne leki.
Jednak w miarę postępów leczenia, mój entuzjazm pacjenta-neofity malał. Zastępowało go dawne lekarskie rozgoryczenie. Wiem już, jak trudno zbudować relację zaufania
pomiędzy leczącym i chorym, bo – jak większość z nas – byłam po obu stronach lustra. Czy taka relacja będzie możliwa,
gdy zwykły ludzki lęk przed wizytą w lekarskim gabinecie
zostanie jeszcze wzmocniony działaniami państwowego
Urzędu? Szukałam odpowiedzi wśród wystąpień przedstawicieli zajmującego się zdrowiem ministerstwa i Urzędu – moje
obawy, i lekarza, i pacjenta, ginęły przytłoczone kolumnami
cyfr, punktów poparcia w sondażach, kwot i paragrafów…
Kto żył w Polsce Ludowej, zapewne wielokrotnie uczestniczył w tzw. częściach
artystycznych. Były to koncerty rozpoczynające się po przemówieniach,
referatach, odznaczeniach i odśpiewaniu„Międzynarodówki” podczas akademii
z okazji 1 maja, 22 lipca, rewolucji październikowej, rozmaitych rocznic, dla
uczczenia kogoś, upamiętnienia czegoś, podkreślenia… itd.
P
rzypominam sobie scenografów dekorujących gmachy
partyjne, projektujących rekwizyty noszone na pochodach albo karykatury wrogów klasowych, przeciwników
ustroju i podżegaczy wojennych. Otrzymywali za to honoraria
o wiele wyższe niż dochody z teatralnych projektów scenograficznych, nawet tych, które miały wspierać budownictwo
socjalistyczne.
Podczas natłoku akademii rocznicowych aktorzy trzymali
w pogotowiu specjalnie wynajęte taksówki, aby zdążyć z monologami satyrycznymi, skeczami, wierszami o Stalinie, planie
6-letnim lub wyścigu pracy z jednej fabryki do drugiej, do
licznych świetlic, urzędów, a nawet szpitali, PGR-ów i domów
kultury. W głębokim PRL-u brałem udział w takiej właśnie, ale
nietypowej części artystycznej, zorganizowanej na terenie
jednego z wrocławskich szpitali, w obecności korpusu kadry
lekarskiej, sióstr miłosierdzia, pielęgniarek, salowych i służby
pomocniczej.
Mianowicie zgłosił się do mnie pewien utalentowany,
ceniony, ale już wieloletni artysta baletu, abym pomógł mu
odwdzięczyć się za uratowanie życia przez funkcjonariuszy
wrocławskiej medycyny. Ponieważ miałem do czynienia
z gwiazdą naszego repertuaru, natychmiast wziąłem się do
dzieła. Ustaliłem termin, obsadę i miejsce występu. Był nim
obszerny korytarz szpitalny, na którym ustawiliśmy podium
oświetlone przywiezionym sprzętem. Wokół zasiadła elita medyczna, pracownicy i pacjenci, którym w nagrodę za postępy
w zdrowieniu pozwolono wstać z łóżek.
Najpierw wygłosiłem płomienne przemówienie o niezapomnianym wkładzie tego szpitala w uratowanie życia i wyleczenie pioniera baletu dolnośląskiego. Potem wyłonieni
w drodze demokratycznej selekcji i zatwierdzeni przez operową POP soliści wykonali swe najlepsze „kawałki”. Preferowany
był repertuar patriotyczny, staż pracy, osiągnięcia w teatralnej
działalności społecznej i zaangażowanie polityczne.
Na początku przedstawicielka Ligi Kobiet zaśpiewała arię
z „Wesołej wdówki”. Potem przewodniczący związku zawodowego zaintonował „Ten zegar stary”. Następnie działaczka
ZMS-u wykonała „Miłość to cygańskie dziecię” z „Carmen”,
a sekretarz POP z trudem wyjęczał„Wielka sława to żart”. Natomiast ozdrowieniec w towarzystwie równie zasłużonej primabaleriny ostrożnie i pomału zatańczył ognisty taniec cygański
z operetki Jana Straussa.
Owacjom, ukłonom i wyrazom wdzięczności nie było końca. Ordynatorzy pytali, czy w Operze nie ma jeszcze kogoś do
wyleczenia, jak duża jest śmiertelność wśród załogi i czy istnieje plan jej zmniejszenia, np. w drodze profilaktyki lub szkolenia ideologicznego. W gronie lekarzy i artystów rozochocony
dyrektor szpitala zaprosił mnie do gabinetu na kieliszeczek
koniaku. Po opróżnieniu kolejnej butelki w atmosferze zbratania służby zdrowia z artystami skierował pytanie do naszego
ozdrowieńca: „No, jak tam czuje się nasza gwiazda po usunięciu tej przypadłości?”. „Doskonale!” – wykrzyknął leciwy,
lecz rześki tancerz. Usunięcie stulejki przywróciło mi formę
baletową, poprawiło poziom życia towarzyskiego. Mam teraz
jeszcze więcej wielbicieli, a niektórzy radzą mi nawet, abym się
przespał z kobietą!”.
Ta część artystyczna była moim początkiem związków medycyny ze sztuką, za pośrednictwem tej właśnie stulejki, a nie
jakichś tam kontuzji, afonii czy – nie daj Boże! – choroby zakaźnej. To przyszło dopiero później.
T
zrozumie. Dotyczy to szczególnie tej części książki, która nosi tytuł: „Po spożyciu”. Znajdujemy w książce realistyczny obraz pracy polskiego lekarza. To, że obraz ten
jest przedstawiony w formie żartobliwej, często nadaje
idiotyzmom, z którymi musimy się spotykać i zmagać
w naszej pracy zawodowej, bardziej dramatycznego
wymiaru. Ta uwaga dotyczy przede wszystkim zdarzeń
opisanym w rozdziale: „Na froncie”, w którym przedstawione są sytuacje przeżywane przez załogi pogotowia
ratunkowego. Sam mógłbym uzupełnić tę część książki o opowieści moich łódzkich kolegów, „niosących
pomoc przy dźwiękach karetkowych syren”. Sytuacje,
ak się złożyło w ostatnich miesiącach, że trafiają do
moich rąk książki napisane przez kolegów chirurgów. Tym razem to chirurdzy z Płocka: Adam Lewandowski i Witold Paszta. Jak sami piszą we wstępie, chcąc
napisać coś śmiesznego, zdali się na życie. Przez trzy
lata spisywali lekarskie przygody – swoje oraz kolegów.
Znajdziemy zatem w książce opis prawdziwych zdarzeń.
Trzeba przyznać, że niektóre z nich przekraczają obszar
wyobraźni najbardziej twórczego scenarzysty. Nie można tutaj przywoływać scenarzysty rodem z Hollywood,
albowiem opisane wydarzenia mają miejsce w specyficznych polskich realiach, których nikt poza nami nie
60
Zanim się użyje jakiegoś zgrabnego porównania czy wykwintnej
przenośni, trzeba się zastanowić, czy nie będzie to zbyt dosłownie
zrozumiane. Taką sytuację przeżyłem kilka dni temu, kiedy
usłyszałem w telewizji lekarza namawiającego ludzi kończących
czterdzieści lat, żeby zrobili sobie przegląd – cytat: „Tak samo, jak
się robi w samochodzie”.
P
o pierwsze – nigdy w życiu nie miałem czterdziestoletniego samochodu. Zmieniam częściej. Ale
może pan doktor użył skrótu myślowego? Pewnie
chodziło o to, żeby po czterdziestu latach człowiek sobie zrobił przegląd tak samo, jak robi w samochodzie
po roku lub przejechaniu piętnastu tysięcy kilometrów. Natychmiast uruchomiła mi się część wyobraźni
odpowiedzialna za porównania motoryzacyjne.
– Klocki hamulcowe mam prawdopodobnie zużyte, ale
czy to się opłaca wymieniać? Rzadko się już rozpędzam, więc
i z hamowaniem nie ma kłopotu. Owszem, mam parę zarysowań widocznych na nadwoziu, ale tego nie ma sensu polerować. Uważam nawet, że mężczyźnie w pewnym wieku
rysy dodają szlachetności. Poza tym, na ten model i rocznik
podrywać i tak raczej już się nie da. To jest typowo użytkowy
pojazd, służący głównie do pracy. Co najwyżej rysę mogę
sobie przerobić na tatuaż… Skrzydło orła lekko zasłaniające
pysk węża… Spalanie mam w normie, oleju nie biorę, bo
nie lubię… Właściwie jedyne, co mógłbym zrobić, to pojechać na myjnię. No może jeszcze sobie powieszę choinkę
zapachową. I wystarczy! Bardziej należałoby się zająć Martą.
Bo ta ma ewidentnie cofnięty licznik. Kto wie, czy nawet nie
posunęła się do sfałszowania karty pojazdu, bo to przecież
niemożliwe, żeby model wycofany z produkcji pod koniec lat
osiemdziesiątych, był z roku na rok coraz młodszy. Chociaż…
Teraz tuning czyni cuda…
Takie są efekty poszukiwania zgrabnych porównań. Prosta
droga na manowce. Wyobraźmy sobie, że każdy lekarz do-
o których czytamy, wydają się być znajome,
ale sposób ich przedstawienia powoduje, że
chętnie czytamy kolejne i nie mamy odruchu
odłożenia książki na bok. Należy pogratulować
autorom swady, z jaką opisują różnego typu lekarskie interwencje. Książka jest jednak specyficzna. Język, którym została napisana, oddaje
polskie realia, ale dla osób bardziej wrażliwych
na wulgaryzmy może być zbyt dosłowny
i dosadny. Ale z drugiej strony, kiedy weźmie
się do ręki polskie powieści współczesne, nagrodzone w literackich konkursach, język naszych ulic i bram brzmi tam jeszcze perliściej.
Podczas lektury nasunęła mi się następująca
refleksja. Dla lekarza omawiana książka jest
staje zalecenie posługiwania się metaforą (wymyśliłem nawet nazwę metafory używanej w medycynie – „medafora”),
stosowania w diagnozowaniu niedomówień i porównań. Co
ma zrobić biedny pacjent, słysząc w gabinecie taką odpowiedź na pytanie o dalszy ciąg leczenia:
– Wie pan, kardiologia jest piekarnią życia, a z arytmią jest
jak z chlebem…
albo:
– Serce ma pan z kamienia. Być może jest to nawet kamień
filozoficzny…
albo:
– Proszę pana, musi pan spojrzeć na swoje płuca, jak ratownik GOPR na wiosenny dzień budzący się nad bieszczadzkimi
połoninami…
(Przepraszam, dygresja – w tej chwili przypomniało mi się,
że jeden z moich znajomych, Wojciech, wybitny polski jazzman, swoją żonę, znaną polską satyryczkę, Marię, która pali
bardzo dużo i tylko mentolowe, nazwał „zielonymi płucami
Warszawy”. Koniec dygresji.)
A może nie wymyślać „medafor”, tylko spróbować zaadaptować metafory sprawdzone w innych sferach życia? Na przykład w środowisku literackim istnieje takie zgrabne powiedzenie, że„tłumaczenie jest jak kobieta – jak wierne, to nie piękne,
jak piękne, to nie wierne”. Ale do czego to może pasować?
„Przeziębienie jest jak kobieta?”. Bez sensu.
Do mnie proszę wprost, bez owijania: „Idź się przebadaj, bo
jak cię sieknie, to się już nie podniesiesz. Jak król Salomon, który, jak go siekło, to już się nie podniósł!”.
zbiorem zabawnych anegdot
z życia medyków. Bardzo jestem ciekawy, jak tę książkę
odbiorą nasi pacjenci. Na razie
poprosiłem o jej przeczytanie
moją żonę, która jest aptekarką. Osobom, które będą miały okazję książkę przeczytać,
przedstawiam mój ulubiony
fragment: wezwanie pogotowia
pod hasłem: „Ból za mostkiem”.
Osobom, które takiej okazji mieć
nie będą, wyjaśniam, że chodzi
o ból za mostkiem wykonanym
przez… stomatologa.
61
W
Ponad trzysta lat po tym, jak Ribera odłożył pędzel, kładąc ostatni błysk
światła w źrenice Magdaleny Venturo, irlandzki poeta Paul Muldoon napisze
o tym tajemniczym dziele: „Zupełnie mnie urzekła ta niezwykła Madonna”.
Nie tylko jego zresztą, bo sława Magdaleny, matki, która straciła trzech
synów, żony Feliciego di Amici, obiegła w XVII w. całą Hiszpanię.
W
1631 r. Jusepe Ribera poproszony został przez
hiszpańskiego księcia Alcala o namalowanie małżeńskiego portretu Feliciego de Amici i jego przykuwającej uwagę żony Magdaleny. W wyniku tego zamówienia powstał portret ze wszech miar niezwykły. Obraz
nie przedstawia młodej pary tuż po ślubie, ale dojrzałe
małżeństwo w wieku, który dziś nazwalibyśmy średnim. Mąż, Felici de Amici, pozostaje w cieniu, z tyłu swej
partnerki, lekko przyczajony ze zmarszczonym czołem
z pewną niepewnością patrzy w stronę widza.
Tymczasem jego żonie daleko do nieśmiałości, to ona
gra główną rolę w spektaklu dramatycznie kreślonym
przez Riberę. Na nią pada główne światło, wydobywając z mroku jej tajemniczą fizjonomię: męskie rysy i broda tworzą szokujący wręcz kontrast z obnażoną piersią,
którą kobieta karmi dziecko. Małżonkowie umieszczeni
są w niezidentyfikowanej, jakby ponadczasowej, ociera-
jącej się o sacrum przestrzeni. Zagadkowy nastrój sceny
podbija jeszcze tablica z inskrypcją opowiadającą historię życia Magdaleny, której powierzchowność zaczęła
gwałtownie się zmieniać gdy osiągnęła wiek 37 lat.
Zmianę tę tłumaczy Ribera jako „cud natury”. Cud natury zatem, jak pisze malarz, czy jednostka chorobowa?
Jeśli ta druga, to jak można zdiagnozować Magdalenę?
Choć Magdalena pozostaje niewątpliwą heroiną
dzieła Ribery, to – podobnie jak Muldoona i „[…] mój
wzrok przyciąga/ Niemal wbrew woli” – to, co ukryte
w cieniu. Cień jest bowiem u Ribery równie ważny jak
światło, jego połać skrywa Feliciego – skrzepniętego
bohatera drugiego planu, którego istotę pięknie puentuje irlandzki poeta: „Postać w półmroku/ Smukła
i ogolona/ Jakby trafiła tu po prostu/ Pomiędzy naprawieniem korka/ A zmyciem naczyń po śniadaniu”.
daleko do
Jusepe de Ribera,
„Kobieta z brodą”,
1631, Prado, Madryt
62
a
Obraz oryginalny: b
Wskaż oryginał i znajdź cztery szczegóły różniące
obrazy oraz postaw diagnozę:
na co choruje Magdalena?
Odpowiedź prześlij na
@
do 15 stycznia 2014 r.
W temacie maila należy wpisać GL12.
Proszę nie zapomnieć o podaniu danych
kontaktowych (imię i nazwisko, adres, telefon).
Dla jednej z osób, które prześlą prawidłowe
odpowiedzi, Hotel
Prezydent****
Medical SPA & Wellness
w Krynicy-Zdroju
ufundował voucher obejmujący m.in.:
t dwa noclegi dla dwóch osób w apartamencie
tdwa śniadania i dwa obiady w hotelowej Restauracji
Magnolia oraz uroczystą kolację dla dwojga
tpakiet zabiegów (dla dwóch osób) w hotelowej
Ambasadzie Zdrowia i Urody SPA (Masaż dla
dwojga, Ajurwedyjski masaż na „Talaxa Spa”, Złoty
zabieg na ciało)
t możliwość korzystania bez ograniczeń z basenu,
jacuzzi, 3 rodzajów saun, siłowni
Diagnoza:
Przypadłość ta była popularnym schorzeniem w średniowiecznej Europie. Informacje na ten temat znaleźć można nie tylko w tekstach medycznych z epoki, ale również w przedstawieniach plastycznych pochodzących z tamtego okresu. Przerośnięte wole traktowano wówczas jako
atrybut szczególnej brzydoty, wywołującej strach i obrzydzenie. Użycie
tej choroby jako inspiracji do postaci gargulca wydaje się zatem być wysoce prawdopodobne.
Głównym zadaniem funkcjonalnym gargulców było odprowadzanie
wody z dachów, stąd zawsze mają one otwarte usta, przez które przelatywała woda. W niektórych przypadkach w ustach pojawiają się dodatkowe elementy: rury ułatwiające przepływ wody. Na katedrze praskiej
znaleźć można szczególnie ciekawe przypadki, gdzie element rynny został tak wyprofilowany, że przypomina wyciągnięty język postaci.
Gargulce często przybierały postacie diabłów, stąd często spotyka się
przypadki z rogami, ogonem czy futrem.
Wole w wiekach średnich było częściej przypadłością kobiecą, a zatem
zaznaczenie płci gargulca nie pozostałoby tutaj nieuzasadnione. W średniowiecznych manuskryptach spotyka się liczne przedstawienia kobiet
z wolem osiągającym monstrualne rozmiary.
Skrzydła nawiązywałyby do jednego z najsławniejszych paryskich rzygaczy, który zresztą rzygaczem per se nie jest, ponieważ pozbawiony jest
funkcji odprowadzania wody. Tak zwany Myśliciel, melancholijnie oparty
o wieżę katedry, patrzy na dachy Paryża, szelmowsko wystawiając język.
*2
*1
Voucher do Hotelu
Prezydent**** Medical SPA & Wellness
w Krynicy-Zdroju otrzymuje
Anna Hawełka z Przewozu
Gratulujemy!
*4
*3
Gargulec z Katedry św. Wita w Pradze
Kultura
J
edna z październikowych niedziel to tradycyjny termin
wernisażu Ogólnopolskiej Wystawy Fotograficznej Lekarzy w Klubie Lekarza OIL w Łodzi. W tegorocznej edycji, odbywającej się pod hasłem:„Świat okiem lekarza”wzięły udział
zdjęcia dwudziestu lekarzy i sześciu lekarzy dentystów. Adresy autorów to oprócz Łodzi, Sieradza, Tomaszowa Mazowieckiego i Pabianic, także Bytom, Gliwice, Poznań, Olsztyn,
Parczew, Rybnik, Warszawa, Włocławek Zabrze i Zagnańsk.
Po raz pierwszy w historii łódzkich wystaw prace oceniało
profesjonalne jury. W jego skład wchodzili: Izabela Urbaniak,
wiceprezes Związku Polskich Artystów Fotografików Okręg
Łódzki jako przewodnicząca oraz członkowie jury: Piotr Nadolski, prezes Związku Polskich Fotografów Przyrody Okręg
Łódzki i Sławomir Grzanek, prezes Łódzkiego Towarzystwa
Fotograficznego. Złoty Obiektyw przyznano Małgorzacie
Majewskiej-Kawińskiej, Srebrny – Andrzejowi Chodackiemu,
Brązowy – Jerzemu Ratajskiemu. Przyznano także dwa wyróżnienia. Otrzymali je: Joanna Biernacka i Wojciech Dyk.
Ryszard
W
najlepszego, naszym zdaniem, wyrobu. W tegorocznej edycji
turnieju wzięło udział około stu jurorów. Największe uznanie
i tradycyjną nagrodę w postaci karafki otrzymała nalewka cytrynowa autorstwa Andrzeja Wojdy, informatyka w łódzkiej
OIL, drugie miejsce zajęła nalewka sygnowana: „Medycyna
Grabieniec”, a trzecie trunek autorstwa Łukasza Jaska. Wieczór
jak zwykle zakończyły tańce. Ostatnie pary opuszczały parkiet
w późnych godzinach nocnych. Moje opowieści o łódzkim Turnieju Nalewek zwykle wzbudzają zainteresowanie u kolegów
z innych izb, ale chyba nie znaleźliśmy naśladowców. A przecież,
z tego, co wiem, wielu lekarzy nalewki„nastawia”.
64
Klubie Lekarza funkcjonującym przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Łodzi zrodziło się wiele inicjatyw kulturalnych.
Tu od kilkunastu lat odbywa się ogólnopolska wystawa malarstwa lekarzy. Tutaj zapoczątkowano wystawy fotograficzne,
na których lekarze i lekarze dentyści prezentują swoje, czasami
wybitne artystycznie, fotografie. O tych wydarzeniach wielokrotnie informowaliśmy Czytelników „Gazety Lekarskiej”. Idea
wystaw fotograficznych została podchwycona przez inne izby
okręgowe. W tej chwili odbywa się co najmniej pięć lekarskich
konkursów fotograficznych. O pewnym dorocznym wydarzeniu, raczej o charakterze towarzyskim niż artystycznym (choć to
sprawa dyskusyjna), nie było do tej pory w naszym piśmie informacji. Od siedmiu lat, tradycyjnie w ostatni piątek listopada, ma
miejsce Wieczór Andrzejkowy połączony z Turniejem Nalewek.
Specyfiką tego wieczoru są wróżby, dlatego zainteresowani
mogą dowiedzieć się czegoś o swojej przyszłości od profesjonalnej wróżki. Co roku okazuje się, że bardziej zainteresowane
są informacjami tego typu nasze koleżanki. W długiej kolejce do
wróżki widziałem niewielu panów. Kwintesencją spotkania jest
jednak Turniej Nalewek. Udział w nim mogą wziąć nie tylko lekarze, ale każdy, kto dostarczy organizatorom nalewkę własnej
produkcji. Tegoroczny stół był dość obficie zastawiony: do turnieju zgłoszono 34 trunki. Jury to wszyscy obecni, którzy odważą się skosztować wszystkich „konkurentów”. Dla utrudnienia
identyfikacji wszystkie nalewki są w jednakowych, tradycyjnych
butelkach, owiniętych kolorową bibułą z nadanym numerem.
Głosowanie odbywa się przez wskazanie jednego numeru –
FOTO: Ryszard Golański
FOTO: Ryszard Golański
Ryszard
Kultura
Zgubiłem życie. Nie wiem dokładnie, kiedy to się stało.
Kiedy jechałem wczoraj do pracy, jeszcze je miałem. Miałem je
później, kiedy robiłem zakupy. Miałem je też, kiedy wyszedłem
wieczorem w celach, których wcześniej nie planowałem. Wróciłem do mieszkania późno, z procentami wesoło buzującymi
we krwi, niczego nie przeczuwając. Jego zniknięcie zauważyłem
dopiero wtedy, kiedy zacząłem go szukać. Nie było go. Musiało
wypaść mi z kieszeni. Kiedy sobie uświadomiłem jego brak, niewiele czasu dzieliło noc od świtu, ciemność... nie, czerń spowijała
okolicę, a ja nie mogłem znaleźć latarki, więc postanowiłem pójść
szukać go rankiem, kiedy zrobi się jasno. Problem w tym, że nie
wiedziałem też, gdzie go szukać. Wczoraj przemierzyłem spory
kawałek miasta. Wolałem nie myśleć o tym, że upłynęło już dosyć
czasu, aby ktoś sobie moje życie przywłaszczył.
Robaki spadają z kwiatków.
No i nie poszedłem. Zrezygnowałem z zamiaru. Wstałem późno, bolała mnie głowa. Poza tym i tak bym go nie znalazł.
Pewnie ktoś już je zabrał, a nawet jeśli nie, to taka była wczoraj
okropna pogoda, że mogło leżeć gdzieś w błocie, zadeptane.
Utopione. Nie wiem, co mam robić bez życia. Dziwnie się bez niego czuję. Niby wszystko, jak dawniej, a jednak czegoś brak. Dziś
jeszcze nikomu o tym nie mówiłem.
Robaki nadal spadają z kwiatków.
Zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Znajomi żadnej
zmiany nie zauważyli, ale ja tak. Jeden z kolegów przyszedł do
pracy, prowadząc na smyczy potwora. Zdziwiłem się nieco, bo
nie wspominał, że sprawił sobie nowego zwierzaka. Kiedy chciałem być grzeczny i powiedziałem:„Co za przemiły zwierzak.”, bo w
sumie rzeczywiście był miły, łasił się do mnie, kolega spojrzał na
mnie zaskoczony, z dziwnym wyrazem oczu, i odparł, że żarty się
mnie trzymają, podczas gdy on rozmawia ze mną o poważnych
sprawach. Wyszedłem na chama bez poczucia taktu.
Robaki – wiadomo.
Znowu wszystko w normie. Robię swoje. Kiedy myślę o tym, co stało się dwa dni temu (staram się zastosować, jak
stwierdził kiedyś mój psychoterapeuta, mechanizm wyparcia i
nie myśleć o tym, ale nie zawsze mi się udaje), głupio się czuję.
Doszedłem do wniosku, że ten wczorajszy potwór to przewidzenie związane ze stresem. Tak to jest, kiedy człowiek zbytnio się
czymś przejmuje.
Wpadłem w panikę. Rozhisteryzowany pobiegłem
szukać życia. Już dłużej tak istnieć nie mogłem. Przebiegłem dwa
razy całą trasę z owej nieszczęsnej nocnej eskapady, zaglądałem
do koszy na śmieci, wołałem do studzienek kanalizacyjnych, lecz
mojego życia nigdzie nie było. Miałem tylko nadzieję, że nic mu
się nie stało. Może przygarnął je jakiś dobry człowiek i będzie o
nie dbał. Modliłem się o to, chociaż dawno tego nie robiłem i nie
jestem w tym dobry. Nie mogłem jednak znieść myśli, że umarło
w tym błocie, podeptane, zbrukane.
Wyrzucam sobie wczorajszą chwilę słabości. Czuję
wstyd, że dałem się ponieść. Postąpiłem bezmyślnie. Mam na-
dzieję, że nikt, kto mnie zna, mnie nie widział. Żeby jednak nie
mieć wyrzutów sumienia, że zaniechałem poszukiwań, bądź co
bądź, mojego życia, pojechałem do biura rzeczy znalezionych.
Czego tam nie było! Kilka żyć (niestety nie było wśród nich mojego), parę miłości w różnym stanie, bez liku przyjaźni, nienawiści,
złości. Rozpoznałem jedną z miłości, mimo iż była mocno sfatygowana. Nic dziwnego, zgubiłem ją kilkanaście lat temu. Zapłaciłem parę groszy i zabrałem ją do domu. Dobre i to.
Kwiaty zwiędły, więc je wyrzuciłem. Razem z robakami.
Czuję się bardzo samotny bez życia. Mam wyrzuty
sumienia, że nie dbałem o nie do tego stopnia, że je zgubiłem.
To moja wina, zachowywałem się bezmyślnie. Jestem na siebie
wściekły. Miłość leży w przedpokoju. Jutro się nią zajmę. Dziś nie
mam już sił.
Zauważyłem, że przez noc miłość jakby trochę wydobrzała. Musiała nie czuć się najlepiej w biurze rzeczy znalezionych. Zrobiło mi się głupio, że zostawiłem ją w przedpokoju.
Ciekawe, co przeszła po tym, jak ją zgubiłem. Zważając na to, w
jakim stanie ją znalazłem, nie zawsze było jej różowo. Poczułem
litość, odezwało się też dobrze znane od kilku dni poczucie winy.
To przeze mnie. Gdybym bardziej o nią dbał, nie byłbym jej wtedy zgubił. Tak jak teraz życia. Umyłem ją, nakarmiłem i położyłem
spać, tym razem w pokoju gościnnym. Kiedy zasnęła, długo na
nią patrzyłem. Jak ona spokojnie i słodko śpi...
Dbam o nią. Muszę przyznać, że sprawia mi to wiele satysfakcji. A jak ona się dziś ucieszyła, kiedy wróciłem z pracy! Nie
pamiętam, by ktoś kiedykolwiek okazywał mi tyle wdzięczności
i przywiązania.
Moja miłość z dnia na dzień coraz piękniej wygląda. I
wielki z niej pieszczoch.
Kiedy wróciłem, nie było jej. Nigdzie. Przeszukałem
cały dom. Po tym, co dla niej zrobiłem, jak mogła mnie tak bez
słowa opuścić?! A może tylko chciała się zemścić za to, że ją wtedy zgubiłem? Czy możliwe, by była aż tak podła? A może ktoś ją
ukradł? Nie było jednak śladów włamania.
Dlaczego...
Nie byłem w stanie pisać przez ostatnie dni. Nie robiłem nic. Nie chodziłem do pracy, nie wychodziłem z domu, nie
jadłem. Zastanawiam się, dlaczego odeszła. Czuję się oszukany.
Wariuję. Tak bardzo jej potrzebuję.
Wróciła!
Wróciła. Wczoraj zbyt się cieszyłem, by napisać więcej.
Wróciła. Trochę brudna, trochę chudsza, ale piękna jak zawsze.
Nie wróciła sama. Zauważyłem, że przyprowadziła, a właściwie
przyniosła, coś ze sobą. W zawiniątku, które trzymała, było moje
życie. Bardzo zmaltretowane, ledwie żywe – moje życie. Delikatnie je z niego wyjąłem, żeby go nie uszkodzić.
Zgubiłem strach.
Sport
W dniach 24 i 25 sierpnia odbyły się Mistrzostwa Polski Weteranów oraz
II Mistrzostwa Polski Lekarzy w Lekkiej Atletyce. Rozmowa z Andrzejem
Rzepeckim, mistrzem ciężarka i młota.
rugiego dnia zawodów kolega Ryszard Krzesiński przedstawił mi wysokiego, barczystego mężczyznę: „Pani redaktor,
oto mistrz ciężarka i młota, i jednocześnie lekarz chirurg; o nim
warto coś napisać!”. Wymieniamy uprzejmości, lecz wkrótce
doktor Rzepecki jest wzywany na podium celem odebrania
pucharu dla najlepszego sportowca lekarza II MPL w Toruniu.
Już po dekoracji podchodzę i gratuluję tak zaszczytnego tytułu i wiem to z pewnością, dlaczego kolega Ryszard przedstawił
mi właśnie doktora Rzepeckiego. Długo nie zastanawiając się,
zapytałam wprost:
Możemy o tym porozmawiać, doktorze, jak w pana życiu
medycyna i sport splotły się ze sobą, jak to się zaczęło i ile to już lat?
[sympatyczny uśmiech i lekkie kiwniecie głową wystarczyło…]
Urodziłem się w 1936 r. w Iwaniskach, po wojnie szkoła
w Starachowicach, gimnazjum w Połczynie-Zdroju i matura
w 1953 r. Sportem interesowałem się w latach szkolnych, nie
wiedząc jeszcze, jaka dyscyplina odpowiada mi najbardziej.
Myślałem, by pójść na AWF, lecz ostatecznie rodzice przekonali mnie do medycyny. Równocześnie rozpocząłem studia na AM w Gdańsku i wstąpiłem do KS Lechia, gdzie pod
okiem trenera Sławomira Zieleniewskiego zacząłem przygodę z rzutem młotem, która – jak widać – trwa do dziś. Treningi godziłem z zajęciami na uczelni i tylko jeden egzamin
zaliczałem w trzecim terminie – z marksizmu. A były to lata
słynnego Wunderteamu, poznałem wtedy J. Sidłę, Z. Krzyszkowiaka, J. Szmita, T. Ruta. Z Elą Duńską-Krzesińską (złotą
medalistką olimpijską z Melbourne 1956 r.) byłem przez
pewien czas na roku. W 1961 r. otrzymałem dyplom lekarza
i równocześnie na MP byłem trzeci w rzucie młotem, za olimpijczykami: T. Rutem o 5 lat starszym i O. Ciepłym (rówieśnikiem). Zacząłem wówczas poważnie myśleć o zbliżających
się Igrzyskach Olimpijskich w Tokio (1964). Stało się inaczej.
Będąc na obozie sportowym w Oliwie, odwiedziłem klinikę
na Kieturakisa, gdzie odbywałem staż i dostałem propozycję pracy „od zaraz”. Dla młodego lekarza z zacięciem chirurgicznym była to okazja, że lepiej być nie mogło. A właśnie
prof. Kieturakis, a potem prof. Wajda byli tam moimi nauczycielami i im zawdzięczam najlepszy start do przygody z chirurgią. Treningi musiały odejść na plan dalszy.
Jeszcze dodać muszę, że dzięki zawodom sportowym
w 1962 r. poznałem atrakcyjną czeską dyskobolkę, która
w 1963 r. została moją żoną i jak z bieżącej daty wynika – jest
nią już całe okrągłe 50 lat. Mamy dwie córki: Ewę urodzoną
w Melniku k. Pragi i Olę urodzoną w Gdańsku oraz 5 wnucząt.
Jak doszło do tego, że po blisko 20 latach pracy w kraju los rzucił
doktora poza granice?
66
W 1971 r. w III Klinice Chirurgii na Kieturakisa uzyskałem specjalizację z chirurgii ogólnej, a w 1973 r. doktorat i tytuł adiunkta.
Lukę po treningach z młotem wypełniał mi w tym czasie tenis
na kortach w Sopocie. Z kolegą Rysiem Urbanowiczem grywaliśmy przed pracą, cieszyły nas wtedy sukcesy Wojtka Fibaka,
które śledziła cała Polska. Dopiero w 1979 r. w ramach Polserwisu z całą rodziną wyjechaliśmy na Maltę i tam zastał nas stan
wojenny w Polsce. Rozejrzałem się za pracą chirurga po świecie
i okazało się, że najlepsze warunki dla rozwoju znalazłem w Południowej Afryce.
Tam właśnie wylądowaliśmy z rodziną w 1983 r. Dostałem
pracę na dużym oddziale chirurgii, służbowy dom, pożyczkę
na samochód. Córki poszły do dobrych szkół. Po paru latach
byłem szefem 200-łóżkowego oddziału chirurgii aż do 2012 r.,
kiedy to oficjalnie przeszedłem na emeryturę (w wieku
76 lat!). Obecnie mieszkamy w Durbanie, gdzie jeszcze pracuję, ale już na części etatu.
Jestem pełna podziwu dla takiej formy i zdrowia, czas jakby dla
pana nie płynął! A sport – ten ulubiony – tam z daleka od kraju,
jak się domyślam, powrócił i treningi regularne również, bo takich
sukcesów, jak choćby dzisiejsze, zapewne by nie było?
Owszem, od 1987 r. zaczęliśmy z żoną przygodę w sporcie
weteranów lub masters – jak mówi się poza granicami kraju.
Startujemy regularnie w zawodach w RPA, mamy podwójne
obywatelstwo: polskie i południowoafrykańskie. Wybraliśmy się też kilkakrotnie na mistrzostwa świata weteranów
LA i w związku z tym w minionym roku okazało się, że mój
wynik w ciężarku 7,25 – 19 m 53 cm w mojej kategorii wiekowej, tj. +75, jest najlepszy na świecie. A w młocie najlepszy wynik miałem przed rokiem (4 kg – 46,79 m), co dało
mi miejsce w pierwszej trójce. W Toruniu młotem rzuciłem
43,20 m, co po zastosowaniu przelicznika wiekowego dało
najlepszy wynik open.
Wielkie gratulacje, doktorze Andrzeju. Takich sukcesów na
wszystkich płaszczyznach życia zawodowego, prywatnego
i sportowego należałoby życzyć wszystkim naszym kolegom
i koleżankom, którzy starają się godzić swoje zainteresowania
sportowe z medycyną. Jest Pan dla nas wzorem. Co chciałby
pan przekazać czytelnikom„Gazety Lekarskiej”, a może kogoś
pozdrowić?
Gorąco namawiam wszystkich – bez względu na wiek – do
uprawiania sportu. To on daje nam kondycję fizyczną, ale też
i psychiczną, bo obie są ze sobą powiązane. Chciałbym pozdrowić w kraju wszystkich, którzy mnie jeszcze pamiętają.
Dziękuję serdecznie za rozmowę i życzę dalszych sukcesów!
FOTO: Archiwum prywatne
D
30 listopada w Krakowie odbyła się impreza charytatywna organizowana przez fundację „Piękne Anioły”. Dochód przeznaczony był na
zakup pościeli i ciepłych kołder dla dzieci z najuboższych rodzin.
Gwoździem programu był mecz Hokejowej Reprezentacji Artystów Polskich przeciwko Kadrze Polski Lekarzy. Artystów wspomogli:
jako trener, legenda hokeja, Wiesław Jobczyk, a w bramce trzykrotny
olimpijczyk – Gabriel Samolej.
Między tercjami obejrzeć można było łyżwiarzy figurowych i pokaz hokeja w wykonaniu aktualnych mistrzów Polski oraz dzieci ze
szkółki Cracovii. Hokeiści i Artyści przekazali pamiątki, które będą licytowane przez WOŚP.
W meczu lekarze wygrali 6:3. Potem były rzuty karne, przy których
artyści rozbawiali publiczność, i… je wygrali. Więc w sumie remis. Po
ostatnim gwizdku na lód weszli kibice. Nadszedł czas na autografy,
zdjęcia, rozmowy z ludźmi ekranów, scen, lodowisk i… szpitali.
– Świetny mecz! Gratuluję zawodnikom, że podeszli do tego spotkania tak serio – komentował znany hokeista Daniel Laszkiewicz.
– Wygrali lekarze, ale moralne zwycięstwo odnieśli… wszyscy!
– Na lodowisku Cracovii Archanioł Gabriel czuwał nad bramką
artystów. Gabryś Samolej stanął na wysokości zadania! Zresztą tak
samo jak na igrzyskach olimpijskich, kiedy zatrzymywał Finlandię,
Stany Zjednoczone czy Kanadę – mówił Mariusz Gabrek, szef kadry
artystów.
Kadra Polski lekarzy gra od 2005 r. Spotyka się głównie na igrzyskach lekarskich. Gromadzi ponad 20 lekarzy z całej Polski. W ostatnim meczu wzięli udział: z Kujaw – Dariusz Możdżeń, Remigiusz
Tomczyk, Marcin Bania, Piotr Legan, Janusz Kwiatkowski; z Krakowa
– Sebastian i Mateusz Zalewscy, Mirosław Dolecki; z Dolnego Śląska
– Grzegorz Masternak; z Podkarpacia – Paweł Wołejsza (kapitan), Radosław Wojnarowski oraz z Podhala – Piotr Świst i Maciej Jachymiak
(menadżer zespołu). Na ławce zespół wspierał szef Komisji Kultury
i Sportu NIL – Jacek Tętnowski.
FOTO: rmf24.pl
Maciej Jachymiak
Sport
W dniach 23-24 listopada 2013 r. odbyła się
XIX edycja Mistrzostw Polski Lekarzy w Halowej Piłce Nożnej „Mielec 2013”. Impreza jak co
roku cieszyła się dużym zainteresowaniem
lekarzy piłkarzy. Do turnieju przystąpiło 16 zespołów z całej Polski na czele z ubiegłorocznymi zwycięzcami, zespołami OIL Warszawa i OIL
Łódź. Po raz pierwszy mecze były rozgrywane
na hali sportowej Gimnazjum nr 2 w Mielcu.
Organizator turnieju dziękuje za pomoc
w zorganizowaniu Mistrzostw Naczelnej Izbie Lekarskiej w Warszawie, Okręgowej Izbie Lekarskiej
w Rzeszowie oraz firmie FALCK Medycyna.
w Gazecie Lekarskiej PREMIUM
na www.gazetalekarska.pl
31.01.-02.02.2014
Tak jak w tytule epikryzy, rozpoczynała się każda elektroniczna
wymiana listów między prezesami izb okręgowych mijającej
kadencji. Na początku pisaliśmy: „Koleżanki i Koledzy”, bo w naszym
gronie była jeszcze Ania z Zielonej Góry, jedyny wśród nas lekarz
dentysta. Być może dlatego pożegnalny Konwent, poza niezwykłą
oprawą, stał się miejscem wspomnień ostatnich czterech lat:
sukcesów i porażek, ale przede wszystkim wspaniałych ludzi…
Z
akończone okręgowe zjazdy sprawozdawczo-wyborcze w naturalny sposób wymieniły skład prezesowskiego gremium. Ustawa nie pozwala na więcej
niż dwie kadencje pełnienia funkcji, stąd październikowe spotkanie przerodziło się, po części, w podziękowanie za pracę tym, którzy nie mogą po raz
kolejny reprezentować swojej izby. Przede wszystkim
ukłoniliśmy się naszej Zycie Zagórskiej-Kaźmierczak
z Bielska-Białej, jedynej kobiety wśród nas, ale również jednej z tych ciężko działających na rzecz całego
samorządu zawodowego lekarzy i lekarzy dentystów,
w różnych zespołach i komisjach, z ministerialnymi
włącznie. Pałeczkę przekazali też inni koledzy, a razem
przypominaliśmy sobie solidarne wystąpienia przeciw
marginalizacji izb przez Ministerstwo Zdrowia, nocne
negocjacje w sprawie ustawy refundacyjnej, protest
pieczątkowy, spory o regulamin wyborczy, debatę
w Senacie RP, burzliwe narady przywódców rozpoczynających swoje przemówienia od prezentacji sposobu
rozwiązywania problemów na swoim terytorium.
Mariusz Witczak, a za nim inni wspominali Anię
Mackiewicz. Wielu z nas było w Nowej Soli, aby oddać
Jej ostatni pokłon. W listopadowy czas prosiliśmy o zapalenie symbolicznego znicza na Jej grobie w naszym
imieniu. Zaledwie trzy dni później dowiedzieliśmy się,
że modlitwę i pamięć jesteśmy winni także Iwonie
Jakób z Wielkopolski, członkini Naczelnej Rady Lekarskiej, która tak szybko i niespodziewanie opuściła
obrady. Jej mądrość potrzebna była widocznie gdzie
indziej…
Po raz ostatni tak zaczynam do Was list, tym razem
otwarty, a przeczytacie go w czas świąteczny. Piszę
do Was 3 listopada z Płocka, miasta, w którym urodził
się Tadeusz Mazowiecki, w uroczystej gali odprowadzany dzisiaj na wieczny spoczynek. Jako chłopiec,
podczas niemieckiej okupacji był gońcem płockiego
Szpitala św. Trójcy, a później uczniem Małachowianki
– najstarszej polskiej szkoły średniej. Kiedy w 1989 r.
zostawał pierwszym niekomunistycznym Premierem
powojennej Polski, rozpoczynałem studia na wydziale
lekarskim, a po 40-letniej przerwie wznawiały działalność izby lekarskie. W 2000 r. rozmawiałem z Tadeuszem Mazowieckim o Jego ojcu Bronisławie, znanym
płockim lekarzu międzywojnia, naszym koledze, który
wychowany i wykształcony pod zaborem rosyjskim
doczekał wolnej Polski. Z okazji 20-lecia wyborów
czerwcowych realizowałem projekt teatralny dla dzieci: „Chłopcy z Placu Broni”. Wówczas zrodził się pomysł,
aby Pan Premier był naszym gościem. Niestety choroba i wiele wcześniejszych zobowiązań uniemożliwiły
kolejne spotkanie, ale przeprowadzona wtedy rozmowa telefoniczna zapadła głęboko w moją pamięć,
chociaż serce waliło jak młot, myśli goniły i wydawało
mi się, że nadużywam życzliwości, której byłem adresatem. Pozwólcie mi, w naszym wspólnym imieniu, że
tym skromnym, prywatnym wspomnieniem oddam
cześć Panu Premierowi i Jego ojcu.
Szósta kadencja pożegnała również prof. Tadeusza
Chruściela – twórcę i pierwszego Prezesa odrodzonego samorządu lekarskiego, którego ćwierćwiecze obchodzić będziemy w przyszłym roku.
Pośród obowiązków Prezesi sprawują także i ten,
w którym słowami próbują oddać zasługi Tych, którzy żyli wśród nas, uczyli, byli autorytetami. To jedno
z najtrudniejszych zadań, jakie wypełniamy. Niedoścignionym w dawaniu otuchy rodzinom i zawsze
pamiętającym o zmarłych jest w gronie izbowym
Krzysiek Makuch – najwytrwalej pilnujący ognia zapalanego na cmentarnych świecach. A ja w każde
Boże Narodzenie śpiewam refren: „Przyjdź na świat,
by wyrównać rachunki strat, aby zająć wśród nas, puste miejsce przy stole”.
Wanecki
*
Wspomnienie o premierze
Tadeuszu Mazowieckim
oraz relacja zdjęciowa
z pożegnania
w Multimediach na
www.gazetalekarska.pl
Objaśnienia 75 haseł podano w przypadkowej kolejności. W diagramie ujawniono wszystkie litery P i R. Na
ponumerowanych polach ukryto 32 litery hasła, które
stanowi rozwiązanie. Należy je przesłać na karcie pocztowej lub e-mailem na adres redakcji do 10 lutego 2014
r. Wśród autorów prawidłowych rozwiązań rozlosujemy
nagrody książkowe (prosimy o podanie specjalizacji).
Nagrody otrzymują: Małgorzata Jakubowska (Hrubieszów), Agnieszka Rewera (Kraków), Kamil Sarnecki
(Chojnice), Sławomir Szewczyk (Boguty-Pianki).
* noblista, ojciec neuroendokrynologii * kryształki lodu na powierzchni * od Mekongu do Rzeki Czerwonej * Światowa Organizacja Handlu * brutto minus
netto * przepuklina trzewna (łac.) * polska nazwa włókien akrylowych * twórca maszyny parowej * obrus zmywalny * nacięcie ściany pochwy * najmniejsza
porcja energii * ładunek statku morskiego * plemię i język z Biafry * geometria figur płaskich * zwyczajny na włókno i siemię * ser podpuszczkowy z dep.
Sekwany i Marny * tytanida wzroku * królewscy z Bernabeau * staroć, zabytek * chirurgiczne do nakładania szwów * naramiennik * stan z Salem * waluta
Słowenii * delfin amazoński * tańczona przed galiardą * gruby sznur * grupa etniczna * Bogdan, charyzmatyczny trener szczypiornistów * pożyteczna
pochodna amoniaku * generał, poległ w obronie Chartumu (1885) * postulat, wymaganie * cel karawany * infuzja * nauka o psach * stolica Korei Pd. *
program zadań * uszkodzenie maszyny * największy wytępiony nielot * pojazd dla zesłańców * Obywatel Orsona Wellesa * grubianin * cięta lub kłuta *
struga, potok * masyw w Ugandzie i Kongu (5109 m) * kulig * Budrysa synowe * osadzanie * buddyjski błogostan * Eugene, współtwórca teatru absurdu
* uczeń szkoły wojskowej * kaleka mowy * Kafr, bezbożnik * Rusin z Beskidu Niskiego * Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej * grządka * herbata
paragwajska * sopockie płatne i drewniane * spis omyłek * największa z Wysp Dziewiczych * ratujcie nasze dusze! * titrum * 2 tygodnie po pełni * między
Świną a Pianą * Buster, komik o kamiennej twarzy * źródło alony * minuje i rozminowuje * stolica Rzymskiej Cylicji * imię trenera Beenhakkera * paznokcie
krowy * czapla biała * osadowy pagórek w szczelinie lodowca * były wojewódzki gród nad Bobrem * francuski kapelusz słomkowy * dwułukowy znak
interpunkcyjny * nowotworowy wirus RNA
BJER
Wydawca:
Naczelna Rada
Lekarska
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie
Nakład: 163 150 egz.
Kolegium redakcyjne:
Jarosław Wanecki (przewodniczący)
Ryszard Golański
Mariusz Janikowski
Jolanta Małmyga
Wojciech Marquardt
Katarzyna Strzałkowska
Redaktor naczelny:
Ryszard Golański
Tel. 600 909 382
[email protected]
Zastępca redaktora naczelnego:
Marta Jakubiak
Tel. 608 316 248
[email protected]
Dziennikarze:
Lucyna Krysiak
Tel. 696 48 70 48
[email protected]
Lidia Sulikowska
Tel. 668 854 344
[email protected]
Redakcja:
Urszula Bąkowska
Tel. (22) 558 80 40, Fax (22) 558 80 42
[email protected]
[email protected]
Stale współpracują:
Artur Andrus (Warszawa)
Jerzy Badowski (Olsztyn)
Sławomir Badurek (Toruń)
Anna Lella (Olsztyn)
Agata Morka (Warszawa)
Sławomir Pietras (Poznań)
Małgorzata Serwach (Łódź)
Joanna Sokołowska (Płock)
Adres redakcji: 00-764 Warszawa,
ul. Jana III Sobieskiego 110
www.gazetalekarska.pl
Reklama i marketing:
Elżbieta Tarczyńska
Tel. (22) 559 13 26, Fax (22) 558 80 42
Tel. 606 699 830
[email protected]
Ogłoszenia:
Michał Ostaszewski
Tel. (22) 559 13 26, Fax (22) 558 80 42
[email protected]
Projekt i opracowanie graficzne:
Grzegorz Sztank
Druk: Drukarnia Quad/Graphics
Europe Sp. z o.o.
Materiałów niezamówionych redakcja nie
zwraca i zastrzega sobie prawo do skrótów,
adiustacji, zmiany tytułów. Redakcja nie
odpowiada za treść reklam i ogłoszeń.
Autorów prosimy o przysyłanie tekstów
zapisanych na CD, e-mail w edytorze
pracującym
w środowisku
Windows.
Publikacja ta przeznaczona jest tylko dla
osób uprawnionych do wystawiania recept
oraz osób prowadzących obrót produktami
leczniczymi w rozumieniu przepisów ustawy
z 6 września 2011 r. – Prawo farmaceutyczne
(Dz.U. nr 126, poz. 1381, z późn. zmianami
i rozporządzeniami).

Podobne dokumenty