raport - Regionalny Kongres Kultury

Komentarze

Transkrypt

raport - Regionalny Kongres Kultury
RAPORT
SPIS TREŚCI
WSTĘP
DOROTA WODNICKA, Założenia do Programu Rozwoju Kultury Województwa Łódzkiego 7
AGNIESZKA NOWAK, Kultura u podstaw: założenia programu strategicznego 14
KRZYSZTOF DUDEK, Kongres na dobry początek 18
Łódzki Manifest Kreatywności 20
ŁUKASZ BISKUPSKI, Kulturalny Reaktor Atomowy 21
WYNIKI BADAŃ
QUESTION MARK, Preferencje kulturalne mieszkańców województwa łódzkiego 26
EWA PATURALSKA-NOWAK, Diagnoza do Programu Rozwoju Kultury Województwa Łódzkiego 41
SPRAWOZDANIA
Zawód artysty: jak wspierać rozwój młodej łódzkiej sceny artystycznej?
– moderacja: TOMASZ ZAŁUSKI 46
Edukacja kulturalna: jak stymulować uczestnictwo w kulturze?
– moderacja: LESZEK KARCZEWSKI 49
Jakich instytucji kultury potrzebujemy?
– moderacja: PIOTR OLKUSZ 50
Dziennikarstwo kulturalne: PR działań na rzecz kultury, zaangażowanie dziennikarzy w debatę o stanie kultury
– moderacja: MARIUSZ SYTA 53
Rewitalizacja: jak wykorzystać dziedzictwo kulturowe w rozwoju miasta i regionu?
– moderacja: JACEK WESOŁOWSKI 54
Warunki prawne działania instytucji kultury
– moderacja: JACEK WAWRZYNKIEWICZ 55
Obywatele Kultury – jak przełożyć postulaty ruchu na poziomie lokalnym?
– moderacja: HANNA GILL-PIĄTEK 57
Współpraca UM i UMŁ z NGO
– moderacja: JACEK GRUDZIEŃ 58
Instytucje kultury jako centra aktywności lokalnej
– moderacja: JOLANTA WOŹNICKA, ZBIGNIEW PLACZYŃSKI 59
Diagnoza stanu kultury i potrzeby kulturalne mieszkańców województwa łódzkiego
– moderacja: KAROL FRANCZAK 60
1. Jak pokazywać, że kultura jest ważna? Współpraca pomiędzy instytucjami kultury w regionie a samorządami
2. Łódź a region: integracja kulturalna województwa łódzkiego
– moderacja: TOMASZ LASOTA 62
DYSKUSJA
JAROSŁAW SUCHAN, Instytucje publiczne, czyli jakie? 66
PIOTR OLKUSZ, Instytucja kultury: płatnik – artysta – odbiorca 71
JOLANTA WOŹNICKA, Jakich instytucji kultury potrzebujemy? – Centra Aktywności Lokalnej 74
Zawód artysty: głos łódzkich artystów i artystek (wyniki ankiety – opracowanie Tomasz Załuski) 76
TOMASZ ZAŁUSKI, Zawód artysty: polityka lokalności i praca u podstaw 81
MARCELO ZAMMENHOFF, Kilka słów w sprawie pracowni dla artystów 84
JACEK OWCZAREK, Taniec współczesny w Łodzi 87
PATRYCJA WOJTASZCZYK, Prawo do miasta – prawo do kultury 89
PIOTR BIELSKI, Łódź – czas na rewolucję wyobraźni! 91
ARTUR CELIŃSKI, Strategia kultury mieszkańców 95
URSZULA NIZIOŁEK-JANIAK, Jaka Piotrkowska? 98
ALEKSANDRA SUMOROK, Prawo do miasta to także prawo do socrealizmu i powojennego modernizmu 100
MACIEJ TRZEBEŃSKI, Przemysły kreatywne – pytania/obawy/zmiany? 103
TOMASZ KUKOŁOWICZ, Dwa przepisy na przemysły kreatywne 105
KRYSTYNA POTOCKA, Kapitał symboliczny dla Łodzi 108
TOMASZ MAJEWSKI, Kultura dobrej przestrzeni albo sztuka (prze)trwania miasta 111
WACŁAW IDZIAK, Gospodarka kreatywna na wsi i kreatywne regiony 113
RENATA JESIONOWSKA-ZAWADZKA,
Kreatywny region w praktyce. Wioski tematyczne na obszarze działania Fundacji PRYM 118
PIOTR GROBLIŃSKI, Po kongresie 122
ZBIGNIEW PLACZYŃSKI, Spotkajmy się jeszcze raz 124
WYWIADY
TOMASZ BĘBEN, Łódzkie mieni się kolorami... Polski!
128
MARCIN POLAK, Teraz czas na miasto... 132
TOMASZ RODOWICZ Oratorium Dance Project, czyli edukacja przez sztukę 135
PIOTR SZCZEPAŃSKI, Łódź to inwestycja nieoczywista 137
PAWEŁ OLSZEWSKI, Koniec z narzekaniem 141
WSTĘP
Regionalny Kongres Kultury już za nami. Tak jak oczekiwano – stał się forum wymiany poglądów,
zderzenia koncepcji i wizji oraz sformułowania, czasami zaskakujących, wniosków.
Rozpoczęta na kongresie debata nad kierunkami niezbędnych zmian w obszarze kultury, to inspiracja do innego myślenia o tym sektorze oraz przeciwdziałania jego marginalizacji. Kongres uświadomił też absolutną konieczność udziału w tym wyzwaniu jak najszerszej reprezentacji środowisk zainteresowanych kwestiami kultury, w pełnym tego słowa rozumieniu.
Czas, aby przedstawione materiały stały się inspiracją i zachętą do podjęcia konkretnych działań,
które w dalszej perspektywie sprawią, że postrzeganie kultury i uczestnictwo w niej będzie bardziej
satysfakcjonujące – zarówno dla jej organizatorów, jak i uczestników.
Hanna Zdanowska
Prezydent Miasta Łodzi
Wstęp
RAPORT
RAPORT
6
Witold Stępień
Marszałek Województwa Łódzkiego
DOROTA WODNICKA
dyrektor Departamentu Kultury i Edukacji
Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi
Założenia do Programu Rozwoju Kultury
Województwa Łódzkiego
„(…) wydaje mi się, że zatracamy zdolność do szerszej oceny zjawisk poprzez pryzmat
osiągania wymiernych celów o znaczeniu strategicznym”1
KRZYSZTOF MARKIEL
Przez niemal dwanaście lat funkcjonowania
samorządu województwa nie powstał żaden
sektorowy dokument definiujący politykę kulturalną w odniesieniu do województwa łódzkiego.
Pomimo tego, iż od samego początku w zakresie
kompetencji samorządu regionalnego istnieją zadania związane z kulturą, nie postarano się
o ukierunkowanie polityki w tej sferze. Nie były
także gromadzone dane dotyczące sektora kultury w województwie. Powodowało to dodatkową
dysfunkcję systemu, ponieważ brak możliwości
obserwowania bieżącej sytuacji oraz zachodzących trendów uniemożliwia podejmowanie odpowiedzialnych i racjonalnych decyzji mających
na celu długofalowy rozwój danej dziedziny życia
publicznego.
DLACZEGO PROGRAM
ROZWOJU KULTURY?
W roku 1999 Samorząd Województwa, wraz z jego
powołaniem, został zobowiązany zapisem ustawowym do opracowania strategii rozwojowej,
określającej cele i priorytety polityki rozwoju prowadzonej w danym regionie. Pierwsza Strategia
Rozwoju Województwa Łódzkiego została przyjęta w roku 2000. Jednak z uwagi na zachodzące zmiany w życiu politycznym i gospodarczym,
Wstęp
w szczególności przystąpienie Polski do Unii Europejskiej, przed samorządami województw zostały
postawione nowe wyzwania, dlatego też dokumenty strategiczne musiały zostać zaktualizowane. W roku 2006 przyjęta została zaktualizowana
Strategia Rozwoju Województwa Łódzkiego na
lata 2007-2020. Dokument stał się podstawą negocjacji funduszy dla regionu na lata 2007-2013.
Kolejne zmiany w zarządzaniu rozwojem kraju
oraz nowa perspektywa finansowa Unii Europejskiej (2014-2020) wymuszają kolejną aktualizację.
W ten sposób pod koniec roku 2012 przyjęta zostanie druga aktualizacja Strategii Rozwoju Województwa Łódzkiego na lata 2007-2020. Sceptycy
mogliby zarzucić regionom zbyt częste zmiany
kierunków rozwojowych, na co wskazywałyby
kolejne aktualizacje. Niektórym województwom
daje to jednak okazję, aby poważnie zastanowić
się, na ile stworzone dokumenty strategiczne były
dokumentami dojrzałymi, odpowiedzialnymi
i świadomie kreującymi jak najlepsze warunki do
życia na danym terenie. Województwo Łódzkie
jest tego doskonałym przykładem.
Dokument strategiczny przygotowywany na
tym poziomie będzie z założenia koncentrował się
na najważniejszych z punktu widzenia województwa obszarach i celach rozwojowych. Wśród nich
7 RAPORT
RAPORT
z pewnością nie zabraknie zagadnień związanych
z kulturą. Zaplanowanie efektywnych ścieżek dojścia do zakładanych celów będzie jednak rolą Programu Rozwoju Kultury Województwa Łódzkiego.
Z uwagi na obszerność zagadnień i skomplikowany proces (m.in. szeroko zakrojoną diagnozę, powołanie podmiotów konsultacyjnych) prace nad
dwoma dokumentami odbywają się równolegle
i rozpoczęły się w 2010 roku. Data ich ukończenia
jest jednakowa – grudzień 2012 roku.
JAKIE ZAŁOŻENIA
DO PROGRAMU ROZWOJU KULTURY?
„Założenie” to zgodnie ze słownikową definicją
zasada stanowiąca podstawę dalszych wywodów lub dalszego postępowania. Poniżej przedstawiam sześć ogólnych założeń, które staną się
wytycznymi dla zespołu pracującego nad stworzeniem Programu Rozwoju Kultury Województwa Łódzkiego. Bardzo skrótowo zasygnalizowane wątki nie uwzględniają szeregu argumentów
i podstaw teoretycznych, mają na celu tylko wskazanie pewnych ram dalszych dyskusji.
1. PRK WŁ – odpowiedzią na wyniki diagnozy
W roku 2009, przystępując do prac zmierzających
do ukierunkowania polityki kulturalnej województwa łódzkiego, Urząd Marszałkowski stanął
przed problemem braku informacji obrazujących
stan sektora kultury w regionie. Pomimo usilnych
starań nie mogliśmy pozyskać w krótkim odstępie czasu porównywalnych danych, które byłyby
zbierane w sposób systemowy i pozwoliłyby wychwycić istniejące tendencje. Na szczeblu ogólnopolskim już w roku 2005 mówiło się na temat
obserwatoriów kultury,2 jednak jednostka taka
nie powstała w regionie łódzkim. Ten dokuczliwy
brak wydłużył znacznie proces planowania rozWstęp
RAPORT
RAPORT
8
woju sektora kultury. Oczywiście, chcąc zadziałać
jak najszybciej, można było zapoznać się z kolejnymi strategiami opracowanymi już wcześniej
przez inne województwa lub miasta i stworzyć
swój dokument na ich podobieństwo. Świadomie
wybrano inne rozwiązanie. Zdecydowano się wykorzystać tzw. dobre praktyki w celu usprawnienia bieżącej pracy departamentu, a jednocześnie
rozpoczęto zbieranie dostępnych danych. Proces
diagnozowania stanu kultury w województwie
składa się z kilku elementów: analizy danych ilościowych, analizy danych jakościowych, analizy
SWOT oraz – wyników badania potrzeb kulturalnych mieszkańców województwa łódzkiego.
Chociaż część problemów zilustrowanych danymi
statystycznymi dało się określić już wcześniej, to
informacje te w zestawieniu z tendencjami ogólnopolskimi z dużą mocą unaoczniły istniejące
dysproporcje międzyregionalne.3 Już teraz wiadomo, że dzięki kompleksowej diagnozie będziemy w stanie zaprojektować narzędzia kreowania
długofalowej polityki kulturalnej. Zaplanowane
w programie instrumenty z jednej strony będą
niwelowały negatywne tendencje dostrzeżone
w regionie łódzkim, z drugiej zaś będą wzmacniały te obszary, które mogą najszybciej dać mu
przewagę konkurencyjną.
2. PRK WŁ – dokumentem o charakterze praktycznym
Program Rozwoju Kultury jako dokument sektorowy (wsparty wykonaną diagnozą) wskaże
praktyczne sposoby realizacji priorytetów nakreślonych w zaktualizowanej Strategii Rozwoju Województwa Łódzkiego na lata 2007-2020.
Zgodnie z zasadami planowania strategicznego, dokument ten powinien przede wszystkim
określać cele ogólne oraz uszczegółowiające je
cele cząstkowe. Cele ogólne będą usytuowane
w dość elastycznych ramach czasowych, natomiast do celów cząstkowych przypisane zostaną
konkretne terminy ich realizacji. Dla każdej grupy
celów cząstkowych zostaną określone środki do
ich osiągnięcia oraz wskaźniki pozwalające ocenić postępy prac. Z kolei podział na etapy i wyodrębnienie tzw. „kamieni milowych” da możliwość
zarówno weryfikowania efektywności dobranych
narzędzi, jak i ich ewentualnej modyfikacji. Precyzyjne określenie celów, sposobów ich realizacji
oraz kryteriów oceny podjętych działań pozwoli
wszystkim mieszkańcom województwa oraz pozostałym interesariuszom na bieżące śledzenie
postępów pracy.
3. PRK WŁ – dokumentem redefiniującym rolę
samorządu województwa
Czym powinien zajmować się samorząd województwa w sferze kultury? W trakcie procesu
transformacji ustrojowej nastąpiła decentralizacja
władzy państwowej. Konieczne stało się stworzenie nowych organów terenowych administra-
Wstęp
cji publicznej, które będą realną reprezentacją
mieszkańców danego terenu. W tym celu powołano samorządy terytorialne, które uzyskały status
wspólnot składających się z mieszkańców danej
jednostki podziału administracyjnego.4 Zasadniczego rozdzielenia kompetencji – podziału administracji publicznej na rządową i samorządową
– dokonano w 1990 roku, jednak wówczas stworzono tylko samorząd na poziomie gminnym.
Przez osiem lat gminy były jedyną jednostką samorządową, natomiast władzę w województwach
sprawowały nadal urzędy wojewódzkie, narzędzie
administracji rządowej. Do nich należały wszystkie
kompetencje związane z rozwojem województw.
Dopiero w 1999 r. weszła w życie reforma administracyjna, zgodnie z którą powstał samorząd
szczebla wojewódzkiego i powiatowego. Proces
zmian następował stopniowo i z perspektywy
czasu wydaje się, że nie był do końca zaplanowany i konsekwentny. W efekcie dla przeciętnego
obywatela różnice między czterema strukturami
(trzy samorządowe i jedna rządowa) są zupełnie
nieczytelne. Natomiast fakt ten wyznacza nowy
9 RAPORT
RAPORT
horyzont dyskusji o administracji publicznej oraz
kompetencjach różnych jej szczebli. Sprowadzanie w dyskusjach w różnych środowiskach administracji publicznej do jednego mianownika jest
daleko idącym uproszczeniem. Dlatego zrozumienie relacji między urzędami gmin, powiatów, województw jest tak ważne. Brak tej świadomości już
w tym momencie prowadzi do szeregu nieporozumień, nakładania się kompetencji, nieefektywności wydawania pieniędzy i przede wszystkim
do braku poczuwania się poszczególnych części
tego systemu do narzuconych przez ustawodawcę obowiązków.
Po raz kolejny pojawia się pytanie, na ile tak
ogólne założenie może przełożyć się na konkretne wytyczne do tworzonego Programu Rozwoju
Kultury Województwa Łódzkiego. Rozróżnienie
zadań, na których powinien skoncentrować się
samorząd szczebla lokalnego i wojewódzkiego,
leży u podstaw skutecznego zaplanowania rozwoju regionalnego w obszarze kultury. Poszczególne samorządy funkcjonują jako autonomiczne byty (co jest zgodne z samą ich nazwą) i nie
podlegają w żaden formalny sposób kolejnym
szczeblom (ani powiatowi, ani województwu).
O ile samorządy gmin administrują bezpośrednio
posiadanym terenem, zaspokajają różne potrzeby (np. kulturalne) swoich mieszkańców, o tyle
województwa raczej spełniają funkcje koordynacyjne, wspierające i inspirujące. Opracowując dokument programowy definiujący politykę samorządu województwa, będziemy brać pod uwagę
zasadnicze role, które ma on do spełnienia. Samorząd województwa w tej sytuacji jest podmiotem tworzącym warunki wspólnego rozwoju
wszystkich będących na jego terenie jednostek
administracyjnych i ustanawia mechanizmy, które będą je integrowały i wytyczały kierunki komWstęp
RAPORT
RAPORT
10
plementarnego rozwoju. Nie zastąpi jednak gmin
i powiatów w ich zadaniach w sferze kultury.
4. PRK WŁ – kultura jako gwarant zintegrowanej społeczności regionalnej
Ideą przyświecającą Programowi Rozwoju Kultury Województwa Łódzkiego będzie odejście
od romantycznego mitu kultury, widzianej jako
wieża z kości słoniowej.5 W tym obowiązującym
przez wiele lat modelu działań artystycznych
i kulturalnych, podkreślającym jej niedostępność i elitarność, tkwi jedna z wielu przyczyn
postępującej dezintegracji społeczeństwa. Najnowsze strategie rozwoju kraju, w tym Strategia
Rozwoju Kapitału Społecznego, oferują nową
perspektywę ujmującą kulturę jako element
polityki społecznej. Również na szczeblu regionalnym kultura będzie traktowana jako spoiwo
społeczne. Oznacza to, iż uwypuklone zostaną
funkcje „wspólnototwórcze” tego obszaru aktywności ludzkiej. Powszechnie wiadomo, że
działania integrujące ujawniają się wtedy, gdy
członkowie danej społeczności mają coś, do czego wspólnie mogą się odwołać i z czym mogą
się identyfikować. Zasadnicza rola w tym procesie przypada edukacji kulturalnej, ponieważ
przygotowanie do rozumienia kultury jest gwarantem utrzymania zintegrowanego społeczeństwa. Chcąc zobrazować wzajemne połączenie
opisanych części składowych, można odwołać
się do przykładu słuchania muzyki poważnej.
Warunkiem koniecznym zrozumienia utworu
klasycznego jest umiejętność słuchania. Jednak
samo wysłuchanie utworu, bez wiedzy na temat
kompozytora, jego życia i znaczenia dla historii
danego kraju może zubożyć odbiór dzieła. Brak
tej umiejętności i wiedzy sprawia, że emocje,
które są wspólne dla członków danej społeczno-
ści staną się nieczytelne w opisywanym jednostkowym przypadku. Jak pokazuje ten przykład,
nieprzygotowanie do odbioru kultury będzie
oznaczało pewnego rodzaju wykluczenie ze
społeczności. Stąd tak istotne jest traktowanie
kultury jako nieustannej wielkiej rozmowy ukazującej jej historyczną ciągłość. Przyjęcie funkcji
integracyjnej to nie tylko skupienie się na edukacji kulturalnej, ale także na funkcjonowaniu
w stałym obiegu zasobów dziedzictwa kulturowego oraz tworzenie nowych treści kulturowych,
z których będą korzystały kolejne pokolenia.
5. PRK WŁ – podkreślając wspólną odpowiedzialność
Społeczności organizują się wokół wspólnych
celów i wartości, można je zdefiniować przez
właściwy im rodzaj dobra wspólnego, tej wartości i celu, który wiąże i porządkuje. Zasadę dobra
wspólnego, w kontekście szeroko rozumianej
kultury, można opisać jako sumę tych warunków
życia społecznego, w jakich ludzie mogą najpełniej i najszybciej osiągnąć swoją osobistą doskonałość. Jeśli przyjmiemy, iż kultura jest dobrem
wspólnym, musimy zgodzić się także co do tego,
iż od wszystkich podmiotów (jednostki i organizacje) zależy jej utrzymanie i rozwój. Takie rozumowanie, oprócz wszelkich korzyści z tego płynących, nakłada na pojedyncze osoby także szereg
obowiązków. Należy zdać sobie sprawę z tego, iż
oczekiwanie od administracji publicznej zaczarowania rzeczywistości i nagłej zmiany świata na
lepszy jest myśleniem naiwnym. Rola obywatela
przestaje polegać na formułowaniu żalów i oczekiwań. Powinien on włączać się w procesy zmian,
tworzyć konkretne propozycje i wdrażać je na
swoim poziomie. Na poziomie Programu Rozwoju
Kultury będzie to miało odzwierciedlenie w przyWstęp
jętej formule tworzenia programu, ale także jego
realizacji i ewaluacji. Do tworzenia Programu Rozwoju Kultury zaproszeni zostaną przedstawiciele
różnych środowisk, począwszy od odbiorców, poprzez twórców, edukatorów, naukowców, organizatorów i menadżerów. O powodzeniu całego
przedsięwzięcia zdecyduje uświadomienie sobie
przez nich wszystkich wspólnej odpowiedzialności za kształt wykreowanej rzeczywistości. Dlatego
też, rysując krąg zadań mających doprowadzić do
osiągnięcia założonych w Strategii Rozwoju Województwa celów, będziemy przypisywać dane obszary odpowiedzialności do poszczególnych grup
interesariuszy, co więcej, uruchomione zostaną
mechanizmy, które będą wspierały współpracę
między nimi.
6. PRK WŁ – stawiając na zrównoważony rozwój
Pojęcie zrównoważonego rozwoju bywa często kojarzone z zagadnieniami ekologicznymi,
natomiast ma ono dużo szersze znaczenie. Jest
definiowane jako rozwój, w którym potrzeby
obecnego pokolenia mogą być zaspokojone
bez umniejszania szans przyszłych pokoleń na
ich zaspokojenie.
Dbanie o kulturę i jej harmonijny rozwój nie
oznacza dążenia za wszelka cenę do wygospodarowania coraz większych środków na ten cel.
Oczywiście, pieniądze są istotne, jednak nie są
najważniejsze. Analizując wydatki na kulturę
w Polsce, należy na chwilę zapomnieć o nominalnym porównywaniu kwot, jakie desygnują inne
kraje na tę sferę życia. Zdajemy sobie sprawę
z tego, że od przychodów państwa zależą jego
wydatki, jeśli nominalnie te przychody są zdecydowanie niższe, to także wydatki w naturalny
sposób muszą być mniejsze, ta zależność jest już
w Polsce oczywista. Dlatego też dyskusje w tym
11 RAPORT
RAPORT
momencie dotyczą wielkości procentowej wydatków na kulturę w wydatkach ogółem.6
Pobieżna analiza wydatków na kulturę w stosunku do ogółu wydatków budżetowych kilku
państw ukazuje, że mityczny 1% jest dużym luksusem, z czego z pewnością należy się tylko cieszyć. Dla przykładu w 2009 roku w Polsce było to
0,53%, w Niemczech 0,38%, w Wielkiej Brytanii
0,70%, a w Finlandii 0,99%.7 Oczywiście budżet
państwa to nie jedyne źródło finansowania, można byłoby zatem stwierdzić, że to inne szczeble
powinny zwiększyć swoje nakłady, ale to także
weryfikują dane liczbowe. Ze wszystkich wydatków na kulturę w Polsce 19,6% przekazuje poziom
centralny, czyli ministerstwo, 48,12% samorządy
województw, a 32,28% samorządy gmin. Dla porównania w Niemczech udział poszczególnych
szczebli to: 13,54%, 41,75%, 44,71%, w Wielkiej
Brytanii – 14,17%, 43,18%, 42,65%.8 Oczywiście
każdy kraj ma zróżnicowane kompetencje przypisane do określonego szczebla administracji publicznej, każdy też jest na innym etapie rozwoju.
Jednak mimo wszystko dane te obrazują jedno
– trudno oczekiwać od samorządów województw,
gmin, a także, jak widać, rządu, ciągłego zwiększania środków na ten cel. Zwłaszcza że kultura nie
jest jedyną dziedziną, w której odbiegamy od
standardów przyjętych za obowiązujące w krajach
Europy Zachodniej (można dla przykładu wymienić obszar zdrowia). Te szczegółowe dane mają na
celu uwypuklenie pojawiającego się ostatnio dość
często postulatu bardziej krytycznego spojrzenia
na zarządzanie tą sferą publiczną. W tym kontekście kluczowe staje się zachęcenie podmiotów
dysponujących środkami publicznymi do zwiększenia efektywności swoich działań (oczywiście
tych, które do tej pory tego nie uczyniły).9 Zawsze
w takiej sytuacji odwołać się można do procesu,
Wstęp
RAPORT
RAPORT
12
który rewiduje ponoszone koszty (głównie administrowania), mianowicie do procesu wprowadzania „mechanizmów konkurencyjnych”. Mechanizm
konkurencyjny to w uproszczeniu proces PORÓWNYWANIA.10 Odzwierciedlenie tego założenia
w dokumencie to przede wszystkim stawianie
na uzyskiwanie jak najlepszych rezultatów z zainwestowanych pieniędzy publicznych. Także
wykorzystywanie wszystkich dostępnych źródeł
finansowania, w tym również zrewidowanie zapisów programowych regionalnie dystrybuowanych funduszy unijnych tak, aby instytucje kultury mogły z nich swobodnie korzystać. Odpowiedzialność za efektywne wydawanie środków
publicznych jest już nie tylko koniecznością spowodowaną kryzysem finansów samorządowych,
ale przede wszystkim zobowiązaniem wobec
obecnych i przyszłych pokoleń.
ZAŁOŻENIA DO PRK WŁ
– PRÓBA PODSUMOWANIA
Zarysowane powyżej założenia do tworzonego
Programu Rozwoju Kultury Województwa Łódzkiego mają na celu wskazanie szerszego kontekstu zagadnień, z którymi codziennie się stykamy.
Pragmatyzm i bardzo konkretne rozwiązania to
ważny element planowania tego rozwoju, jednak
na początku najistotniejsza zdaje się wiedza i zgoda co do kwestii fundamentalnych. Jakakolwiek
ocena zachodzących zjawisk powinna następować w kontekście przyjętych założeń i osiąganych
celów strategicznych. Jednak do dokonania rzetelnej oceny potrzebny jest czas. Zapoczątkowane
zmiany unaocznią się z całą siłą dopiero po latach.
Miejmy nadzieję, że jednostki w nie bezpośrednio
zaangażowane będą próbować odczytywać ich
sens na bieżąco, a opracowany program będzie
pomagał utrzymać kurs i konsekwencję.
Przypisy:
1
K. Markiel, Syndrom odpowiedzialności – oportunizm, deklaratywność, klientelizm, w: Instytucje kultury w czasach
kryzysu, pod red. J. Sójki, P. Kieliszewskiego, P. Landsberga,
M. Poprawskiego, Bogucki Wydawnictwo Naukowe, Poznań 2009, s. 185.
2
W roku 2005 została wydana przez Narodowe Centrum Kultury, w ramach cyklu „Raporty, analizy, opinie”, publikacja
autorstwa Małgorzaty Kisilowskiej zatytułowana „Obserwatorium kultury, jako ośrodek zarządzania wiedzą”.
3
Warto powołać się na badania klasyfikujące struktury rozwojowe działające w regionie łódzkim jako „kryzysogenne”,
czyli takie, które prowadzą do nieuchronnej ekonomicznej i społecznej degradacji regionu, w odróżnieniu od
struktur „ekspansywnych”, które z kolei tworzą szanse na
przyspieszony rozwój w oparciu o potencjał własny oraz
czynniki zewnętrzne. Zob. W. Budner „Zmiany zależności
ekonomicznych polskiej gospodarki w okresie transformacji
w wymiarze regionalnym”, Wydawnictwo Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, Poznań 2006, s. 28-29.
4
Wspólnotom tym została nadana osobowość prawna oraz
zdolność do posiadania majątku i wykonywania zadań własnych oraz zleconych.
5
J. Purchla, Dziedzictwo a transformacja, Międzynarodowe
Centrum Kultury w Krakowie, Małopolska Szkoła Administracji Publicznej Akademii Ekonomicznej w Krakowie, Kraków 2005, s. 22.
Wstęp
6
Podkreślmy, iż postulaty wcześniej definiowane tylko na
poziomie rządowym przez ruch Obywateli Kultury schodzą
na szczebel samorządowy. O ile na poziomie rządowym
określenie pułapu odbyło się dość szybko, na poziomie
samorządów (z rozróżnieniem na szczeble) trwa już chwilę
i jak do tej pory pułap taki nie został podany.
7
Dane pochodzą z dokumentów analizujących polityki kulturalne państw europejskich, zamieszczonych na stronie
www.culturalpolicies.net.
8
Ibidem.
9
Mówiąc o efektywności, należy brać pod uwagę efektywność krótkoterminową (produktową) oraz długofalową
(efekt oddziaływania), zob. Study on the Contribution of
Culture to Local and Regional Development – Evidence
from the Structural Funds (final report), Centre for Strategy
& Evaluation Services, UK, 2010, s. 51-52.
10
Zasadniczą kwestią staje się, co do czego należy porównywać. Czynność ta musiałby dotyczyć: porównywania jednej i tej samej instytucji w czasie, instytucji danego typu
z innymi instytucjami tego samego typu w innych regionach i krajach. Porównywanie może obejmować planowane efekty działalności danej instytucji ze zrealizowanymi.
Innym rodzajem porównania jest także odniesienie działalności danej organizacji do zdefiniowanych i funkcjonujących standardów.
13 RAPORT
RAPORT
AGNIESZKA NOWAK, wiceprezydent Łodzi
Kultura u podstaw:
założenia programu strategicznego
Rozwój kapitału społecznego, kulturowego,
kreatywnego Łodzi oraz poprawa jakości przestrzeni publicznej będą w najbliższej przyszłości
strategicznym celem naszego miasta. Kapitał społeczny – deficyt, który jest w Łodzi bardzo widoczny – rozumiem jako wynikającą z zaufania oraz
obowiązujących norm zdolność obywateli do
współdziałania i angażowania się w życie miasta.
Zaufanie, zdolności komunikacyjne i kreatywność
wymagają przede wszystkim stabilnego wsparcia
w infrastrukturze społecznej: instytucjach, sieciach wymiany i przestrzeniach kontaktu, wśród
których poczesne miejsce zajmują prężnie działające, otwarte na otoczenie instytucje kultury oraz
dostępne dla wszystkich, atrakcyjne przestrzenie publiczne. Ten cel wspierać będą programy
szczegółowe, zakładające rewitalizację społeczną i urbanistyczną centrum Łodzi, partycypację
obywatelską, poprawę wykorzystania potencjału
instytucji i środowisk oraz programy wspierania
młodych talentów. Będę zabiegać w tym zakresie
o rozwój formalnej i nieformalnej edukacji kulturalnej oraz obywatelskiej. Realizację tych celów
strategicznych umożliwi opracowywany przez
nas w tej chwili program „Kultura u podstaw”,
zogniskowany na efektywnym wykorzystaniu
potencjału kulturalnego miasta.
Kultura to przestrzeń ludzkiego porozumiewania się, wymiany doświadczeń, rozwijania potencjału, kreatywności, nabywania kompetencji.
RAPORT
RAPORT
14
Kultura wspiera w tym sensie rozwój kapitału
społecznego w wielu istotnych obszarach. Działania, które chcemy podjąć, będą tym samym logicznie powiązane z procesami rewitalizacji społecznej i wyrównywania szans najmłodszych łodzian, jak również ze wspieraniem kulturowej aktywizacji pokolenia trzeciego wieku. Powstający
program będzie obejmował działania z obszaru
kilku polityk sektorowych. Zakłada on zwiększenie uczestnictwa mieszkańców miasta w kulturze, lepsze wykorzystanie obecnego potencjału
kulturowego (w tym zasobów instytucji kultury)
oraz podjęcie współpracy między placówkami
edukacyjnymi, instytucjami społeczno-kulturalnymi, organizacjami pozarządowymi (NGO), artystami, niezależnymi animatorami. Współpraca ta
będzie miała na celu edukację ukierunkowaną na
kooperację, kreatywność i rozwój kompetencji
komunikacyjnych. Wymienione tutaj zdolności
warunkują bowiem dziś możliwość skutecznego
funkcjonowania w dynamicznie zmieniającej się
rzeczywistości.
Kulturowa aura miasta i jego kapitał kreatywny tworzą rzeczywisty potencjał rozwojowy. Czynią je atrakcyjnym jako miejsce zamieszkania
i inwestycji dla nowo przybyłych – co jest szczególnie ważne w kontekście obecnego wyludniania się Łodzi. Wiąże się z tym potrzeba rozwijania
funkcji kulturalnych metropolii łódzkiej, profesjonalizacji zarządzania kulturą, ściślejszej współpra-
cy z samorządem wojewódzkim. Ważnym celem
będzie dla nas przekształcenie dziedzictwa filmowego, awangardowego oraz industrialnego
Łodzi w symboliczny zasób istotny dla tożsamości dzisiejszych mieszkańców miasta. Powiązanie
projektów wchodzących do strategii rozwoju
kultury w Łodzi z marketingiem miasta oraz budową jego wizerunku jako miasta sztuki i przemysłów kreatywnych ma szansę doprowadzić
do przekształcenia metropolii łódzkiej w ośrodek
atrakcyjny dla samych mieszkańców, w jedno
z polskich centrów kulturalnych – silnie promieniujące na cały region, przyciągające gości z kraju
i zagranicy.
CELE MIEJSKIEJ POLITYKI KULTURALNEJ
 z większenie uczestnictwa mieszkańców miasta
w kulturze
• poprawa dostępności i różnorodności oferty
kulturalnej
• rozwijanie potrzeb i kompetencji odbiorców
(edukacja wszystkich grup wiekowych)
 t worzenie klimatu zachęcającego do oddolnej,
pozainstytucjonalnej aktywności kulturalnej
(street art, muzyczna i teatralna scena offowa)
 lepsze wykorzystanie zasobów instytucji kultury
• otwarcie instytucji na społeczne otoczenie
• profesjonalizacja: rozwijanie kompetencji
i kwalifikacji kadr kultury, poprawa sposobu
zarządzania
• umocnienie na arenie ogólnopolskiej i międzynarodowej flagowych instytucji kultury
 zatrzymanie
w Łodzi twórców oraz przyciągnięcie nowych
 przekształcenie
dziedzictwa filmowego, awangardowego i industrialnego Łodzi w zasób
symboliczny
Wstęp
• istotny dla tożsamości mieszkańców miasta
• będący narzędziem promocji miasta
ROZWIĄZANIA
1. Instytucje kultury
 analiza korzyści płynących z funkcjonowania
ważnych dla miasta instytucji kultury
•n
iewykorzystany potencjał; niesprecyzowane
funkcje dzielnicowych domów kultury wobec
rejonów, w których działają
 konieczne jest unowocześnienie zarządzania:
tworzenie własnych strategii przez instytucje
kultury
•w
izja, misja, cele
• z arządzanie projektowe (budżety zadaniowe)
•m
onitoring (ocena efektywności i jakości pracy)
– ewaluacja jakościowa
– ewaluacja ilościowa dostosowanych do profilu działania instytucji (domy kultury, teatry,
muzea, galerie miejskie)
• s zkolenia/wymiany/staże podnoszące kompetencje osób pracujących w instytucjach kultury
 konieczna jest współpraca z innymi instytucjami
miejskimi, instytucjami marszałkowskimi, NGO,
indywidualnymi twórcami i animatorami kultury
 konieczny jest rozwój współpracy ponadregionalnej i międzynarodowej (wspólne projekty,
koprodukcje)
 konieczny jest parytet edukacyjny – wyodrębniony w ramach miejskich dotacji dla instytucji
(nakłady na rozwój kompetencji odbiorców)
2. Partnerstwa międzysektorowe
 zachęcanie instytucji kultury do współpracy
z NGO, a w dalszej perspektywie wprowadzenie
statutowego obowiązku współpracy z NGO
 procedury współpracy z podmiotami nieinstytucjonalnymi (indywidualnymi twórcami i nie-
15 RAPORT
RAPORT
zależnymi animatorami kultury) proponującymi własne projekty
 wypracowanie jednolitych zasad udostępniania
przestrzeni i infrastruktury instytucji kultury dla
grup i organizacji pozarządowych nie posiadających stałej siedziby (przede wszystkim w przypadku realizacji projektów niedochodowych)
 wypracowanie mechanizmów wspierających
współpracę pomiędzy sektorem biznesu a sektorem kultury
 wypracowanie zasad współpracy pomiędzy sektorem kultury a edukacji (współpraca organizacji
i instytucji kultury ze szkołami, przedszkolami)
 stworzenie ram współpracy pomiędzy sektorem kultury a instytucjami naukowymi
3. Wymiar aglomeracyjny kultury
 próba uzgodnienia miejskiej i wojewódzkiej
polityki kulturalnej („Łódzka aglomeracja kulturalna”)
 program finansowania projektów twórców indywidualnych bez osobowości prawnej (1-2 tys. zł)
 nowe programy dotacyjne, m.in.: „Edukacja kulturalna”
 wsparcie dla współpracy międzynarodowej
(projekty, współpraca z sieciami międzynarodowymi, granty na mobilność etc.)
 współfinansowanie (m.in. promesy finansowe)
– zachęta do pozyskiwania środków z innych
źródeł, np. MKiDN, programów UE, instytucji
i organizacji międzynarodowych, środków
prywatnych
5. Wspieranie twórców i profesjonalistów
 grupa docelowa – osoby zawodowo związane
z sektorem kultury. Przede wszystkim:
– twórcy,
– animatorzy kultury,
– badacze kultury,
– krytycy artystyczni
 współpraca instytucji, sieć wymiany doświadczeń, wspólne projekty artystyczne i edukacyjne realizowane w regionie
 narzędzia (dostępne dla wszystkich ww.):
• stypendia
• granty wspierające mobilność
• program rezydencji artystycznych (stypendia
na pobyt i wykonanie projektu) – oraz rezydencje dla innych osób zawodowo związanych
z sektorem kultury
•n
agrody miasta i programy służące odkrywaniu i promowaniu młodych twórców/talentów/pomysłów
4. Konkursy i finansowanie
6. Sprawny Urząd
 zwiększenie poziomu finansowania w trybie
konkursowym
 dialog społeczny dla kultury
• stałe konsultacje ze środowiskiem kultury, komunikowanie postulatów, wypracowanie nowych rozwiązań formalno-prawnych
 uzgodnienie profilu miejskich i wojewódzkich
instytucji kultury działających w Łodzi
 opracowanie wspólnych wskaźników w zakresie monitorowania kultury (zarówno ilościowych, jak i jakościowych)
 mikrogranty przyznawane w trybie ciągłym
(np. do 10 tys. zł)
 konieczność dalszego uporządkowania miejskiego systemu finansowania festiwali
 wprowadzenie dotacji wieloletnich (do 3 lat)
RAPORT
RAPORT
16
 współpraca Wydziału Kultury, Wydziału Edukacji, Wydziału Spraw Obywatelskich, Biura Promocji i Współpracy z Zagranicą, Biura Przedsiębiorczości i Rozwoju Miejsc Pracy
7. Rewitalizacja i kultura
 koordynacja programów rewitalizacyjnych
(społecznych i urbanistycznych) z polityką kulturalną miasta
 włączanie miejskich instytucji kultury w projekty rewitalizacyjne
 stworzenie koncepcji przyszłej Dzielnicy Sztuki
• lokalizacja, uregulowanie stanu prawnego budynków, opracowanie zasad ich udostępniania
twórcom sztuki i animatorom kultury
 propozycja stworzenia bazy lokali miejskich
udostępnianych na preferencyjnych warunkach
twórcom i sektorowi przemysłów kreatywnych
(pracownie artystyczne, galerie, klubokawiarnie, butiki)
 wspieranie przez władze miasta projektów artystycznych realizowanych w przestrzeni publicz-
Wstęp
nej – w tym działań adresowanych do wspólnot
sąsiedzkich zamieszkałych w przestrzeniach
zdegradowanych
Regionalny Kongres Kultury stanowił okazję do
przedstawienia powyższych założeń oraz zebrania
głosów, postulatów i rekomendacji. Kolejnym krokiem jest przygotowanie Raportu o Stanie Kultury
Łodzi. Będzie to diagnoza określająca atuty i deficyty łódzkiej kultury; analizująca postulaty twórców i animatorów kultury i badająca uczestnictwo
w kulturze mieszkańców miasta, jak również działania podejmowane przez instytucje i organizacje
w obszarze rozwoju widowni. Obecnie przygotowywany jest szczegółowy harmonogram pracy
nad programem rozwoju kultury dla Łodzi „Kultura u podstaw”, z uwzględnieniem aktywnego
udziału mieszkańców w określaniu miejskiej polityki kulturalnej. Czas na pracę u podstaw.
17 RAPORT
RAPORT
KRZYSZTOF DUDEK
Dyrektor Narodowego Centrum Kultury
Kongres na dobry początek
Potrzebny i na czasie – te słowa najlepiej opisują łódzki Regionalny Kongres Kultury. Tworzone
obecnie wieloletnie strategie rozwoju miasta i regionu zrodziły realną potrzebę rozmowy o szansach i wyzwaniach. Rzeczywiste oddziaływanie
powstających strategii zależy od zaangażowania
w prace wszystkich aktorów życia społecznego,
a więc nie tylko władz, lecz także pracowników
instytucji publicznych, szkół wszystkich szczebli,
przedstawicieli biznesu i organizacji pozarządowych, w końcu wszystkich mieszkańców. Kongres stworzył przestrzeń do szczerej rozmowy
– momentami gorzkiej, ale zawsze ukierunkowanej na szukanie konstruktywnych rozwiązań.
Aktualność kongresu wynikała zarówno
z uwarunkowań lokalnych, jak i z trwającej od
miesięcy ogólnopolskiej debaty poświęconej
funkcjonowaniu sektora kultury. Fakt, że w miesiącu poprzedzającym łódzki kongres podobne
wydarzenia miały miejsce w Lublinie i Bydgoszczy, a na początku grudnia odbywał się Poznański
Kongres Kultury, pokazuje wysoki poziom mobilizacji środowiska. Fala kongresów, jaka przetacza
się przez Polskę, jest zjawiskiem bez precedensu
w naszej historii.
Dużą rangę wydarzenia potwierdza zainteresowanie przebiegiem łódzkiego kongresu ludzi
kultury z innych regionów. Wśród uczestników
znajdowały się m.in. osoby z Poznania, Gdańska,
Koszalina i Warszawy. W grupie gości „z zewnątrz”
warto odnotować przedstawicieli instytucji kul-
RAPORT
RAPORT
18
tury szczebla centralnego niezaangażowanych
bezpośrednio w organizację kongresu. Cieszy
obecność minister Moniki Smoleń, Pawła Potoroczyna (Instytut Adama Mickiewicza), Magdaleny
Kopczyńskiej-Zych (Departament Mecenatu Państwa MKiDN) oraz fakt prowadzenia studia kongresowego przez TVP Łódź.
Łódzki kongres pod wieloma względami wypadł bardzo korzystnie. Dopisały frekwencja, organizacja i poziom merytoryczny dyskusji. Gdyby szukać cechy, która zdecydowanie wyróżnia
ten kongres na tle innych podobnych wydarzeń,
to byłaby nią ogromna rola, jaką odegrali liczni przedstawiciele świata kultury spoza stolicy
regionu. Odważnie zabierali głos, prezentując
swoje potrzeby i swój punkt widzenia i opisując
wyzwania, z którymi muszą się zmagać.
Obserwując przebieg sesji plenarnych i panelowych, zastanawiałem się nad relacjami Łodzi
i regionu. Wynikły z tego dwa wnioski. Po pierwsze istnieje wyraźna różnica w sposobie funkcjonowania sektora kultury w dużych miastach
i w małych miejscowościach. W Łodzi funkcjonują instytucje kultury zatrudniające w niektórych
przypadkach około stu osób. Ich skuteczność
zależy od profesjonalizmu kadry i efektywności
procedur. W małych miejscowościach i na wsi
kluczową rolę odgrywają lokalni liderzy – ludzie,
którzy dzięki energii i zaangażowaniu potrafią
robić rzeczy z pozoru niemożliwe. Ta różnica powoduje, że wiele się można od siebie nauczyć,
ale wymusza też wprowadzanie odmiennych
rozwiązań w zakresie polityki kulturalnej. Druga uwaga dotyczy dysproporcji pomiędzy Łodzią i regionem. Choć badania zrealizowane
na potrzeby kongresu potwierdziły powszechne odczucie, że istnieje duża różnica zarówno
w ofercie kulturalnej, jak i preferowanych sposobach uczestniczenia w kulturze, to sam kongres pokazał, że współpraca jest możliwa. Łódź,
której miejskość jest uderzająca, pod pewnymi
względami niemal archetypiczna, sąsiaduje ze
społecznościami o bardzo silnej i żywej kulturze
ludowej. Wydaje się, że jest to układ, w którym
współdziałanie nie zagraża utratą tożsamości
przez żadną ze stron, a wzbogaca je.
Trzydniowe obrady obfitowały w gorące dyskusje. Przywołanie ich – choćby tylko z nazwy
– wykracza poza ramy tak krótkiego podsumowania. Nie można jednak całkowicie przemilczeć problemu edukacji kulturalnej. Dobra
sztuka musi mieć kompetentnych odbiorców.
Bez języka rozmowa nie jest możliwa. Co więcej,
jak pokazują ekonomiści, dobra kultury należą
do kategorii dóbr, na które apetyt rośnie w miarę jedzenia. Rozbudzanie potrzeb kulturalnych
poprzez działania edukacyjne jest kluczowe dla
funkcjonowania sektora kultury i powinno znaj-
Wstęp
dować się na liście priorytetów polityki kulturalnej miasta i regionu.
Ostatnia sesja plenarna i towarzysząca jej
moderowana dyskusja pokazały, że kultura może
być czynnikiem sprzyjającym rozwojowi miasta
i regionu, a ludzie kultury chcą aktywnie na jego
rzecz działać. Choć wszyscy zgadzają się, że istnieje szereg poważnych problemów, przykładowo stan zabytkowych kamienic w centrum Łodzi
czy niski odsetek ludzi uczestniczących w kulturze wysokiej, to nie brakuje też pomysłów, jak tę
sytuację zmienić. Jest jeszcze wiele możliwości,
które mogą miastu i regionowi przynieść pomyślną przyszłość.
W kongresie aktywnie uczestniczyli przedstawiciele władz miasta i regionu. Obok wiceprezydent miasta Łodzi Agnieszki Nowak, odpowiedzialnej za kulturę, obradom przysłuchiwali się
także prezydent Hanna Zdanowska i wiceprezydent Marek Cieślak oraz marszałek województwa
łódzkiego Witold Stępień. Fakt ten niezależnie od
siebie podkreślili na swoich blogach Edwin Bendyk (tygodnik „Polityka”) i Michael Dembiński
(Brytyjsko-Polska Izba Handlowa). Trzeba mieć
więc nadzieję, że dobra atmosfera, jaka powstała wokół sektora kultury, znajdzie potwierdzenie
w konkretnych działaniach.
19 RAPORT
RAPORT
Łódzki Manifest Kreatywności
Nie każdy człowiek jest artystą, ale wszyscy ludzie mają w sobie twórczy potencjał, który może
służyć pozytywnej zmianie egzystencji indywidualnej i społecznej: rozmaitych wspólnot, lokalnych
społeczności, mieszkańców miast i regionów.
W czasach silnej konkurencji i nagłych przemieszczeń kapitału, pogłębiającego się kryzysu
i rozwarstwienia społecznego, swobodnie kreują
swój los te jednostki i społeczności, które umiejętnie łączą własną wyobraźnię, wolę działania, dobrą organizację i przedsiębiorczość.
Siłą regionu i Łodzi, ziemi łódzkiej, jest różnorodność wpisana w przeszłość i tradycję tej
krainy geograficznej, która narodziła się wraz
z nowoczesnością i przemysłową funkcją oraz
wielokulturowością miast i miasteczek. Bowiem
to, co łączy Łódź, Pabianice, Tomaszów Mazowiecki, Zgierz, Ozorków oraz inne miasta regionu,
to ewolucja tych ośrodków jako miejsc rozwoju
XIX-wiecznego przemysłu. Z drugiej strony Łódzkie
charakteryzują silne i różnorodne kulturowo subregiony, jak: łowicki, łęczycki, sieradzki, opoczyński, których tradycje powiązane są z historycznymi
krainami Polski: Wielkopolską, Mazowszem, Kujawami i Śląskiem. Pamiętamy, że krajobraz kulturowy Łódzkiego był kształtowany w średniowieczu,
a Sieradz, Piotrków i Łęczyca z Tumem to kolebki
polskiej państwowości i tożsamości. Zarówno
zabytki pochodzące z dalszej przeszłości, jak i te
z ery przemysłowej powinny być pielęgnowane
i odpowiednio promowane.
Różnorodność i nowoczesność, oto fundamenty tożsamości Łodzi i województwa.
To nowoczesność zrodziła przemysł filmowy,
awangardę i sztukę współczesną, modę i powieść
jako gatunek literacki. Te dziedziny współtworzą
wizerunek Łodzi. Dlatego różnorodność i nowoczesność są odpowiednimi podstawami rozwoju
współczesnej kultury i przemysłów kreatywnych.
Uważamy, że pilną potrzebą naszego miasta i wo-
RAPORT
RAPORT
20
jewództwa jest stworzenie systemów kooperacji
sfer kultury, nauki i przedsiębiorczości, instytucji
publicznych, władzy samorządowej i organizacji
pozarządowych, których wspólne funkcjonowanie powinna łączyć odpowiednia strategia.
1. W wielu kwestiach różnimy się. To dobrze, bo różnorodność jest podstawą twórczego myślenia.
2. Twórzmy odpowiednie warunki, aby każdy
mógł być kreatywny, bo kreatywność buduje
potencjał społeczny i gospodarczy.
3. Myślmy odważniej. Oryginalne pomysły są bezcenne.
4. Działajmy i pomóżmy działać innym. Wartość
rodzi się z pomysłów zrealizowanych.
5. Budujmy atmosferę współpracy i zaufania. Losy
jednostek i społeczności lokalnych są ze sobą
splecione.
6. Pamiętajmy, że nie ma kreatywności bez edukacji i odnowy społecznej. Kapitał kulturowy
jest warunkiem twórczego działania.
7. Doceńmy wszystkich, którzy dzięki swojej kreatywności odnoszą sukces w różnych dziedzinach.
8. Sięgajmy po nowe idee, technologie i łączmy je
z tradycją. Niech pomagają nam wyrażać nasze
myśli i uczucia.
9. Nie narzekajmy – to zabiera siłę do działania.
10. Uwierzmy w pomyślną przyszłość Łodzi
i regionu.
My, niżej podpisani, działamy na rzecz stworzenia w Łodzi i regionie warunków do rozwoju
kreatywności, kultury i przemysłów kreatywnych.
ŁUKASZ BISKUPSKI, kierownik programowy
Regionalnego Kongresu Kultury
Kulturalny Reaktor Atomowy
Trzymają państwo w rękach raport podsumowujący Regionalny Kongres Kultury w Łodzi. Wydarzenie to, zorganizowane przez Urząd
Marszałkowski w Łodzi i Urząd Miasta Łodzi we
współpracy z Narodowym Centrum Kultury, miało charakter wyjątkowy, a jednocześnie stanowiło część szerszego zjawiska w polskiej kulturze.
Rok 2011 stoi bowiem pod znakiem kongresów.
Oprócz wrześniowego Europejskiego Kongresu
Kultury we Wrocławiu, wydarzenia szczególnego jako zwieńczenia polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej, zorganizowano szereg lokalnych i środowiskowych wydarzeń tego typu.
W maju odbył się w Warszawie Kongres Obywateli Kultury, który zakończył się przyjęciem „Paktu dla Kultury” deklarującego wolę zmian w zarządzaniu kulturą w Polsce. Podpisanie go przez
premiera i powołanie stałego zespołu doradczego daje nadzieję na wprowadzenie jego postulatów w życie i reformy na poziomie centralnym.
W maju w Poznaniu doszło do zorganizowania
Kongresu Ruchów Miejskich, ogólnopolskiego
spotkania osób i organizacji angażujących się
w życie swoich wspólnot lokalnych. Uchwalone
tam 10 „Tez o mieście” stanowi mocny głos upominający się o „prawo do miasta”, czyli uwzględniania potrzeb mieszkańców w procesie rządzenia wspólnotą lokalną, również w sferze kultury.
We wrześniu bydgoszczanie zainteresowani dobrem kultury w swoim mieście doprowadzili do
Bydgoskiego Kongresu Kultury, pomyślanego
Wstęp
jako kontynuacja procesu rozpoczętego wraz
z ubieganiem się Bydgoszczy o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Zaowocował on przyjęciem
deklaracji uchwalenia „Masterplanu dla bydgoskiej kultury”, strategii rozwoju kultury Bydgoszczy – do wprowadzenia której wezwano lokalne
władze – oraz powołaniem Obywatelskiej Rady
ds. Kultury. Z kolei od stycznia trwają prace grup
roboczych „Sztabu antykryzysowego na rzecz
poznańskiej kultury”, których zwieńczeniem jest
grudniowy poznański kongres.
Wydarzenia te pokazują, że w Polsce osiągnęliśmy kulturalną masę krytyczną. Dzięki niej
możliwe jest rozpoczęcie reakcji łańcuchowej
działań mających na celu poprawę sytuacji kultury. Jak głoszą prawa fizyki, do rozpoczęcia takiej reakcji może dojść wskutek samorzutnego
rozszczepienia atomu. Tak stało się w Bydgoszczy i Poznaniu, gdzie z inicjatywą kongresu wyszła grupa obywatelska niezadowolona z kulturalnej polityki władz. Zainicjowany przez władze
samorządowe kongres łódzki porównać można
z kolei do reaktora atomowego, w którym reakcje łańcuchowe zachodzą wskutek umyślnie wysłanego impulsu. W przypadku takiej odgórnej
inicjatywy dużym wyzwaniem było zdobycie zaufania środowiska, jak również jego ogólnowojewódzki charakter i konieczność uwzględnienia
bardzo różnorodnych przestrzennie i środowiskowo realiów i oczekiwań. Zapewne udało się
to tylko częściowo.
21 RAPORT
RAPORT
Sesje plenarne miały umieścić regionalny
kongres w ogólnopolskich dyskusjach dotyczących polityki kulturalnej, zmian w uczestnictwie
w kulturze, aktywności obywatelskiej (w tym
ruchu Obywateli Kultury) oraz nowej relacji pomiędzy kulturą a gospodarką charakteryzowanej przez pojęcie „przemysły kreatywne”. Ponadto zaprezentowane zostały diagnozy stanu kultury i potrzeb kulturalnych Łodzi i województwa
oraz założenia miejskiej i wojewódzkiej polityki
kulturalnej. Wystąpienia plenarne naszkicowały
tło dla dyskusji panelowych poświęconych zagadnieniom szczegółowym, takim jak edukacja
kulturalna, integracja kulturalna województwa
łódzkiego czy oczekiwania wobec instytucji kultury. Dyskusje miały charakter otwarty (chociaż
w kilku przypadkach specyfika tematu wymagała zaproszenia ekspertów) bez podziału na
siedzących za stołem zaproszonych gości oraz
publiczność, która może jedynie słuchać i ewentualnie zadać jakieś pytanie. To właśnie otwarte
dyskusje dały okazję do wytworzenia się kulturalnej masy krytycznej.
Celem, który miał zrealizować kongres, było
zebranie postulatów i rekomendacji dotyczących
Programu Rozwoju Kultury Łodzi oraz Programu
Rozwoju Kultury Województwa Łódzkiego. Wiele
tropów zostało na kongresie wskazanych. Należy
rozwijać programy wsparcia dla oddolnych inicjatyw kulturalnych, udostępniać miejskie lokale na
działalność kulturalną, aby ożywić miasto, wprowadzić system stypendiów twórczych i wspierać
mądrą edukację kulturalną. Mądrą, czyli taką, która nie będzie edukacją twórców-amatorów, lecz
nauczy, jak rozumieć współczesną kulturę. Podkreślano, że wiele (z chlubnymi wyjątkami) łódzkich instytucji kultury, zwłaszcza tych największych, nie podejmuje działań zmierzających do
RAPORT
RAPORT
22
kształtowania przyszłego odbiorcy swojej oferty.
Padały również głosy o tym, że powinniśmy lepiej wykorzystywać zasoby flagowych łódzkich
instytucji i być może warto przemyśleć formułę
ich działania. Dyskusje regionalne jako główne
wyzwanie wskazały brak zainteresowania lokalnych samorządów kulturą, brak integracji kulturalnej województwa oraz potrzebę częstszego
spotykania się przedstawicieli środowiska kultury
z różnych ośrodków. Duże nadzieje, jeśli chodzi
o próbę poprawy tego stanu rzeczy, jak podkreślano, wiązane są z działalnością Łódzkiego
Domu Kultury.
Masa krytyczna, w moim przekonaniu,
z pewnością została osiągnięta podczas dyskusji
o tym, jak stwarzać warunki dla młodych artystów i artystek oraz o edukacji kulturalnej. Panel
„Zawód artysty” był kontynuacją dwóch wcześniejszych dyskusji, które odbyły się w kwietniu
i czerwcu 2011 roku. W efekcie tych inicjatyw
grono łódzkich artystów postanowiło stworzyć
własną diagnozę sytuacji, w jakiej znajduje się
dziś lokalna scena artystyczna. Powstała w tym
celu ankieta, mająca zebrać i uporządkować
cząstkową wiedzę, spostrzeżenia i pomysły poszczególnych twórców. Kongres stanowił okazję
do podsumowania tej pracy oraz przedstawienie konkretnych wniosków i postulatów. Znajdą je państwo w niniejszej publikacji. Również
uczestnicy debaty „Edukacja kulturalna: jak stymulować uczestnictwo w kulturze” byli zgodni, a ich rozmowa zaowocowała ogłoszeniem
swoistego manifestu edukatorów kulturalnych.
Działania rozpoczęte na kongresie w tych obszarach z pewnością znajdą swoją kontynuację.
Z dyskusji wyłoniła się gorzka diagnoza stanu
łódzkiej kultury. Jednocześnie wskazywano na
problematyczny charakter dokonywanych ocen.
Tak naprawdę nie dysponujemy pełnym obrazem kultury – brakuje danych i analiz. A przede
wszystkim nie mamy sensownych kryteriów
oceny działania instytucji. Wszyscy są zgodni,
że istniejące kryteria ilościowe (liczba widzów,
budżety, ilość wydarzeń) są, co najmniej, niewystarczające, a co do jakościowych (poziom
oferty, oddźwięk medialny) zgody nie ma. Dlatego kilkakrotnie podczas kongresu powracał
postulat powołania Regionalnego Obserwatorium Kultury, jednostki pełniącej funkcję kulturalnego think-tanku monitorującego kulturę
w województwie i nakierowanego na wypracowywanie i popularyzowanie nowoczesnych
standardów prowadzenia działalności kulturalnej. Takie obserwatoria istnieją lub powstają
w kilku miastach, między innymi w Krakowie
i Bydgoszczy. Nie ulega bowiem wątpliwości, że
badania kultury należy prowadzić systematycznie, a nie jedynie przy okazji takich świąt jak Regionalny Kongres Kultury.
Mówiono również o pozytywach. Przychylnie przyjmowane są działania w zakresie reformy systemu podziału (wprawdzie niewielkich)
środków przyznawanych przez Wydział Kultury
UMŁ w ramach konkursów grantowych. Podobnie chwalone są dotacje pozakonkursowe
(z projektem do 10 000 zł można zgłosić się
w dowolnym momencie) i system stypendialny
Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi. To jaskółki
przyszłych zmian. Jako pozytywne przykłady
edukacji kulturalnej podawano programy edukacyjne Teatru Pinokio, Filharmonii Łódzkiej czy
Muzeum Sztuki. Kilkakrotnie przywoływano,
jako dobrą praktykę, sieć współpracy stworzo-
Wstęp
ną przez instytucje, organizacje pozarządowe
i grupy artystyczne w ramach akcji „Dotknij teatru”. To model działania, który warto powtórzyć
w przypadku innych obszarów kultury. Jesteśmy
na początku drogi do tego, aby chlubne wyjątki
stały się regułą.
W niniejszym raporcie podejmujemy próbę przybliżenia toczonych debat. W pierwszej
części znajdą Państwo sprawozdania z dyskusji
panelowych przygotowane przez ich moderatorów. Następna sekcja, złożona z nadesłanych
tekstów, przywołuje głosy zabierane w dyskusji
przedkongresowej toczącej się w Internecie. Publikujemy również założenia programu rozwoju
kultury dla Łodzi „Kultura u podstaw”, Założenia
Programu Rozwoju Kultury Województwa Łódzkiego oraz omówienie wyników badań potrzeb
kulturalnych mieszkańców województwa łódzkiego wykonanych na potrzeby kongresu. Pełna
wersja raportu z badań oraz inne diagnozy znajdują się na stronie www.kongres-kultury.pl.
Naszkicowany w niniejszej publikacji obraz
kongresu jest z pewnością niepełny i stanowi
wypadkową perspektyw przyjętych przez poszczególnych autorów. Przedstawione diagnozy
i postulaty powinny stać się przedmiotem dalszej publicznej i możliwie najszerszej dyskusji
tak, aby reakcja łańcuchowa w kontrolowany
sposób zainicjowana na kongresie, odbywała
się już w sposób samoczynny. Jak uczą nas prawa fizyki, w masie mniejszej od masy krytycznej
reakcja szybko zaniknie. Z kolei w przypadku jej
przekroczenia, będzie przebiegała w sposób lawinowy i nie do powstrzymania. Jak będzie z tą
zapoczątkowaną na łódzkim kongresie?
23 RAPORT
RAPORT
WYNIKI BADAŃ
Question Mark
Biuro Planowania Przestrzennego
Województwa Łódzkiego
Wyniki badań
QUESTION MARK
Preferencje kulturalne mieszkańców
województwa łódzkiego
Badania na temat preferencji kulturalnych
mieszkańców województwa łódzkiego przeprowadzono od lipca do września 2011 roku. W jego
ramach zrealizowano sześćset wywiadów kwestionariuszowych, a także zrobiono kilkadziesiąt
fotografii miejsc wskazanych przez respondentów,
jako przestrzenie, w których toczy się szeroko rozumiane życie kulturalne. Projekt został wykonany
przez Biuro Badań Społecznych „Question Mark”.
Badanie przygotował i opracował wyniki zespół
pięciu badaczy, a prace w terenie przeprowadziło
około trzydziestu ankieterów.
W ramach głównej części badania przeprowadzono wywiady kwestionariuszowe zrealizowane
w domach respondentów. Badanie obejmowało
zarówno mieszkańców miast, jak i wsi. Dobór respondentów miał charakter kwotowy. Próba odzwierciedlała strukturę populacji województwa
pod względem wieku (od 16 roku życia) i płci.
Dodatkową zmienną, którą badacze kontrolowali, było wykształcenie. Dobór respondentów
odbywał się na poziomie powiatu. Do badania
wybrano miasta na prawach powiatu: Łódź,
Piotrków Trybunalski i Skierniewice oraz sześć
innych powiatów: radomszczański, skierniewicki,
sieradzki, łaski, kutnowski oraz zgierski. Spośród
sześciuset kwestionariuszy 180 zrealizowano
w Łodzi, a pozostałe 420 na terenie województwa
łódzkiego. Badanie realizowano przy użyciu dwu
wersji kwestionariusza, osobnej dla Łodzi i dla
reszty województwa. Większa część pytań w obu
RAPORT
RAPORT
26
kwestionariuszach pokrywała się, część jednak
pozostała różna.
Kwestionariusz dzielił się na cztery części:
kultura a przestrzeń, kultura zinstytucjonalizowana, kultura a sieć, ekonomia kultury. Badanie
wychodziło poza wąskie, zinstytucjonalizowane spojrzenie na kulturę. Pytania o zachowania
mieszkańców województwa, miejsca, w których
lubią przebywać, w których spotykają się ze znajomymi, mówiły więcej o ich preferencjach kulturalnych niż zapytanie wprost o ich potrzeby.
Tym bardziej że w morzu potrzeb mieszkańców
województwa, te związane z kulturą często nie
są nawet uświadamiane lub są rozumiane bardzo wąsko, jedynie jako działania mieszczące się
w obszarze tzw. kultury wysokiej.
PREFERENCJE KULTURALNE
W REGIONIE ŁÓDZKIM
(Z WYŁĄCZENIEM ŁODZI)
Badanie preferencji kulturalnych rozpoczęto od
pytania dotyczącego tego, gdzie najczęściej,
spontanicznie i bez żadnej okazji spotykają się
zarówno młodzi, jak i starsi mieszkańcy województwa łódzkiego. Wyniki pokazały, iż młodzież
najczęściej spotyka się „na łonie natury”. Prawie
1/3 badanych wskazała na miejsca takie, jak:
park, las, staw lub zalew oraz działka. Popularne
okazały się także miejsca, gdzie można uprawiać
sport czy spędzić aktywnie czas (27% wskazań).
Młodzież można także spotkać w przestrzeniach
publicznych, takich jak place, rynki, starówki, ulice, deptaki, amfiteatry, place zabaw, przystanki,
okolice sklepów, kościoły czy cmentarze (łącznie 26% badanych). Co ciekawe, młodzi rzadziej
wskazywali na puby, bary, piwiarnie, a także
dyskoteki czy kluby jako miejsca spotkań (1/5
respondentów). Młodzież spotyka się również
w mieszkaniach i domach (13%) oraz na ławkach
przed blokami (11%). Zaledwie co 10 badany był
zdania, że takim spotkaniom służą miejsca aktywności kulturalno-oświatowej (jak świetlice,
szkoły, miejskie ośrodki kultury, domy kultury),
czy same wydarzenia kulturalne (różne festyny, imprezy kulturalne czy sportowe). Opinie te
różnicuje miejsce pochodzenia respondentów.
Mieszkańcy miast częściej wskazują na centra
handlowe, lokale komercyjne i ławki w okolicy
miejsca zamieszkania jako lokalizacje spotkań
młodzieży, zaś mieszkańcy wsi na własne domy,
miejsca aktywności kulturalno-oświatowej oraz
lokalne wydarzenia kulturalne.
Nieco inne miejsca spontanicznych spotkań
wskazywali starsi mieszkańcy województwa. Ciągle największą popularnością cieszyły się miejsca
zielone i działki (24%), ale prawie tyle samo badanych (po 23%) jako miejsce do spotkań wybrało
własne domy, mieszkania lub przestrzeń miejską.
Starsi często spotykają się również w najbliższej
okolicy zamieszkania, a zatem na ławkach, osiedlu, pod blokiem (tak uznało 14% badanych). 9%
respondentów uznało, że miejscami spotkań dla
osób starszych są także kawiarnie, herbaciarnie
oraz restauracje, natomiast znacznie mniej starszych niż młodzieży wybiera na takie spotkania
puby, bary i piwiarnie (8% wskazań). Także 8%
badanych stwierdziło, że miejscami spotkań
osób starszych są placówki kulturalno-oświatowe, koła zainteresowań i siedziby stowarzyszeń.
Wyniki badań
Najrzadziej osoby starsze wybierają aktywną formę spędzania czasu (3%). Miejsce zamieszkania
także różnicuje opinie respondentów co do tego,
gdzie spotykają się starsi mieszkańcy województwa. Mieszkańcy miast częściej wskazują na lokale komercyjne oraz parki miejskie i inne miejsca
zielone, a mieszkańcy wsi na własny dom.
Co ciekawe, własny dom lub mieszkanie zostały wskazane przez większość respondentów,
jako miejsca spotkań towarzyskich (68%), chociaż osoby starsze częściej niż młodsze wskazywały właśnie taką formę spotkań ze znajomymi.
Na wybór miejsca spotkań z przyjaciółmi ma
także wpływ fakt posiadania lub nie, dzieci. 74%
rodziców, w porównaniu do 56% osób nieposiadających dzieci, wskazało na dom jako miejsce
spotkań ze znajomymi.
Większość badanych (67%) wskazało na brak
miejsc w okolicach zamieszkania, w których mogliby spotykać się ze znajomymi. Jedynie dla 30%
jest ich wystarczająco dużo, a tylko 3% uznało, że
takich miejsc jest zbyt wiele. Trochę częściej na
brak takich przestrzeni narzekają mieszkańcy wsi
(76% z nich) niż miast (61% z nich). 50% badanych
uznało, że w ich miejscowości najbardziej brakuje lokali gastronomicznych – kawiarni, restauracji
czy pizzerii. 36% respondentów chętnie widziałoby w swojej miejscowości więcej miejsc związanych z rozrywką – dyskotek, dancingów, klubów
bilardowych czy też kin, a puby, bary czy pijalnie
piwa to obiekty, których brakuje 27% badanych.
Na brak placówek kulturalno-oświatowych (m.in.
galerii, muzeów, teatrów, domów kultury czy
kół zainteresowań) wskazało jedynie 16% osób,
a 15% chętnie widziałoby w swojej miejscowości
więcej miejsc w przestrzeni publicznej przystosowanych do spotkań, w tym także terenów zielonych oraz służących do rekreacji czy do uprawia-
27 RAPORT
RAPORT
nia sportu, a jedynie 5% wspomina, że przydałoby się więcej placówek z ofertą dla ludzi starszych
oraz dzieci.
Respondenci potwierdzają, że mają możliwość uczestniczenia w różnego rodzaju działaniach związanych z kulturą czy działaniach na
rzecz danej społeczności. Jednak oferta miast w
województwie łódzkim jest dużo bogatsza niż
oferta na wsiach. Mieszkańcy miast częściej deklarują, że w ich miejscowościach istnieją: chóry,
zespoły teatralne, zespoły pieśni i tańca, grupy
zainteresowań, nieformalne grupy artystyczne
czy zespoły muzyczne. Na wsiach widać większą
aktywność ochotniczych straży pożarnych.
Przed przystąpieniem do badania preferencji
kulturalnych zakładano, że na terenie województwa są obecne organizacje oraz stowarzyszenia
działające na rzecz kulturalnej aktywizacji społeczności lokalnej. Podczas przeprowadzania wywiadów, jedynie 1/3 mieszkańców województwa
potwierdziła, że w ich miejscowości rzeczywiście
działają takie organizacje. Wiele z nich wspiera
rozwój kulturalny dzieci – organizuje zajęcia teatralne, plastyczne, muzyczne, ale też pomaga
w wyjazdach wakacyjnych czy organizuje czas
w wakacje. Organizacje oferują też spotkania dla
seniorów, integrują społeczność lokalną, działają
na rzecz promocji miejscowości, organizują wycieczki i wyjazdy turystyczne, ale też spotkania
z artystami, muzykami czy podróżnikami. Dużą
część działalności takich organizacji zajmuje
przygotowanie różnorodnych imprez, koncertów,
festynów, a także spotkań okolicznościowych, jak
„opłatek”, sylwester i Dzień Dziecka.
Badanie preferencji kulturalnych pokazało, że
zdecydowana większość respondentów z terenu
województwa łódzkiego (74%) najczęściej bierze
udział w życiu kulturalnym w zaciszu własnego
RAPORT
RAPORT
28
domu/mieszkania, gdzie spędza czas, oglądając
telewizję, czytając czy używając komputera. 22%
osób zadeklarowało, iż najczęściej bierze udział w
życiu kulturalnym w swojej miejscowości, najbliższej okolicy, a jedynie 4% korzysta z oferty poza
swoją miejscowością. Bardzo niewiele osób, bo
tylko 5%, skorzystało w ciągu ostatniego roku
z oferty kulturalnej poza granicami Polski. Zwiedzali oni miasta europejskie i pozaeuropejskie,
a w nich obiekty kulturalne: muzea, galerie, teatry.
Celem części wypraw były koncerty muzyczne
– zarówno muzyki popularnej, jak i klasycznej.
Spytaliśmy również badanych, dlaczego najczęściej typują dom jako miejsce partycypacji w życiu kulturalnym. Aż 40% respondentów stwierdziło, że najczęściej korzysta z oferty kulturalnej
we własnym domu, gdyż nie ma możliwości, aby
inaczej uczestniczyć w życiu kulturalnym. Prawie
1/3 badanych właśnie taki sposób uczestniczenia w kulturze uważa za najbardziej atrakcyjny,
a 19% osób jest na tyle zadowolonych ze sposobu, w jaki uczestniczy w kulturze, że nie mają one
motywacji, aby zaspokajać swoje potrzeby kulturalne w inny sposób czy w innym miejscu.
Badani zapytani o to, co zasługuje na uznanie lub rozpropagowanie w całej Europie, wymienili szereg zabytków, wydarzeń, osób czy
zespołów, z których są dumni. Nie zapomnieli
też o tradycji ludowej, mocno zakorzenionej
w województwie łódzkim.
Respondenci mieli wyraźny problem z wymienieniem przykładowych ośrodków kultury, jakie
znają u siebie w miejscowości, w powiecie czy
w województwie. Kłopot sprawiła też badanym
ocena wymienionych instytucji. Najbardziej pozytywnie została oceniona oferta kulturalna, jaką
zapewniają placówki w województwie (58% badanych jest zadowolona lub raczej zadowolona).
Stosunkowo najgorzej wypadła ocena instytucji
kultury w miejscowościach, w których mieszkają
badani (46% ocen negatywnych).
Badanie wykazało również, jakie jest uczestnictwo mieszkańców w imprezach kulturalnych
organizowanych w województwie łódzkim,
w powiecie oraz tam, gdzie stale zamieszkują.
Najbardziej popularne okazały się imprezy organizowane w miejscu zamieszkania. Częściej
w imprezach organizowanych na poziomie lokalnym uczestniczą mieszkańcy miast niż wsi. Jedną
z przyczyn takiej sytuacji może być mniejsza liczba imprez organizowanych w miejscowościach
wiejskich. Daje się również zauważyć, że wydarzenia cieszące się dużą popularnością wśród badanych, to przede wszystkim „dni” różnych miast,
a także festyny czy jarmarki oraz imprezy organizowane przez centra handlowe. Z wydarzeń,
które odbywają się na terenie Łodzi, najbardziej
znane są łódzkie festiwale oraz koncerty czy wydarzenia kulturalne organizowane przez instytucje prywatne, jak np. Manufaktura, Port Łódź czy
Atlas Arena. Popularne są też wydarzenia „miejskie” – rocznica nadania Łodzi praw miejskich,
Jarmark Wojewódzki i Dni Łodzi. Badani odwiedzają stolicę województwa także po to, aby pójść
do kina czy do teatru lub wziąć udział w imprezie
sportowej.
Uczestnictwo w kulturze przybiera różne
formy. Okazuje się, że najbardziej popularną aktywnością kulturalną wśród mieszkańców województwa łódzkiego jest oglądnie filmu w telewizji
(79% badanych robi to bardzo często). 36% osób,
więcej niż 5 razy w ciągu ostatniego roku oglądało też film na komputerze, a 37% wychodziło do
restauracji czy kawiarni. Warto zauważyć, że 71%
badanych nie było w ciągu ostatniego roku ani
razu w teatrze, 61% w galerii czy muzeum, 46%
Wyniki badań
nie wzięło udziału w żadnej imprezie kulturalnej
czy festiwalu, 45% nie było na koncercie, a 44%
w ciągu ostatniego roku nie było nawet w kinie.
Nie ma znaczących różnic w częstotliwości uczestnictwa pomiędzy mieszkańcami miast i wsi.
Badanie mierzyło również poziom czytelnictwa wśród mieszkańców województwa łódzkiego. Prawie 1/3 osób nie przeczytała ani nie
przesłuchała w formie audiobooków żadnej
książki w przeciągu ostatnich 6 miesięcy. 3%
zaczęło jedną książkę, ale jeszcze nie skończyło
jej czytać. Jednak 23% badanych pochwaliło się
przeczytaniem 4 i więcej książek. Jedną książkę
udało się przeczytać 12% respondentów, dwie
przeczytało 14% z nich, a po 3 książki sięgnęło
ponownie 12% badanych.
Najwięcej badanych jako główne źródło dostępu do książek podaje biblioteki (42%), nieco mniej
pożycza książki od znajomych lub rodziny (32%).
28% respondentów kupuje nowe papierowe książki, a jedynie 3% odsłuchuje książki w formie audiobooków. Ponadto badani wyszukują książki w sieci
(7%), kupują je w wersji cyfrowej (2%), jak również
w antykwariatach i komisach (4%).
Chcieliśmy dowiedzieć się, skąd mieszkańcy
województwa czerpią wiedzę na temat wydarzeń kulturalnych. O interesujących wydarzeniach kulturalnych w kraju, województwie czy
mieście/powiecie badani czerpią informacje najczęściej z telewizji. Ważnym medium zarówno
na poziomie wojewódzkim, jak i lokalnym jest
także prasa. Duża część badanych (42%) o różnych wydarzeniach lokalnych dowiaduje się po
prostu od sąsiadów, znajomych lub rodziny. 1/3
respondentów korzysta z Internetu, aby znaleźć
informacje o imprezach o charakterze ponadlokalnym, a 1/4 w Internecie szuka doniesień
o wydarzeniach lokalnych.
29 RAPORT
RAPORT
Internet nie znalazł się w czołówce środków
masowego przekazu, które przynoszą respondentom informacje o wydarzeniach kulturalnych.
Do korzystania z Internetu przyznało się jednak
dużo więcej badanych, bo 64%, z czego 75% posiada stałe łącze w swoim mieszkaniu. Badani często korzystając z Internetu, biorą aktywny udział
w życiu kulturalnym. Ponad 3/4 badanych korzysta z Internetu, aby słuchać muzyki on-line, a 69%
szuka informacji o filmach, sztukach teatralnych
czy dziełach sztuki. Niewiele mniej (po 65%) szuka także informacji o artystach oraz ogląda filmy
on-line. Ponad połowa deklaruje, że w Internecie
czyta artykuły dotyczące kultury. Prawie połowie
badanych zdarzyło się też kupować w sieci płyty, książki oraz bilety na wydarzenia kulturalne
(po 48%). 1/3 respondentów zadeklarowała, że
zdarza im się przeglądać zasoby muzeów, galerii
czy też szukać informacji o nich. Nieco mniejszą
popularnością cieszą się dyskusje na temat kultury na forach internetowych (27% bierze w nich
udział), a 17% propaguje w sieci wydarzenia kulturalne, które uważa za ciekawe.
Niektóre formy uczestnictwa w życiu kulturalnym wymagają dysponowania środkami
finansowymi. Badanie preferencji kulturalnych
próbowało wykazać, na jaką formę uczestnictwa
w kulturze mieszkańcy województwa wydają
najwięcej. Połowa mieszkańców województwa
łódzkiego najwięcej wydaje na wyjścia do lokali
gastronomicznych. Popularne są także wyjścia
do kina (35% wskazań), a 1/5 respondentów wydaje najwięcej na książki.
Badani zostali też poproszeni o zsumowanie swoich miesięcznych wydatków na kulturę.
Okazało się, że 43% mieszkańców województwa wydaje miesięcznie na kulturę do 50 złotych
(przeważają tu mieszkańcy wsi – ponad połowa
RAPORT
RAPORT
30
z nich wydaje do 50 złotych miesięcznie), 1/3
przeznacza na kulturę około 51-100 złotych. 1/5
respondentów przeznacza na ten cel od 100 do
300 złotych, a powyżej 300 złotych wydaje jedynie 3% badanych.
Najbardziej popularne imprezy, w których
z chęcią uczestniczą mieszkańcy województwa,
to festyny i jarmarki (38% respondentów uczestniczy w nich najchętniej). Niemal równie chętnie
badani wybierają się do kina (35%), a 1/5 lubi też
uczestniczyć w koncertach polskich gwiazd. 16%
respondentów dobrze bawi się podczas widowisk
kabaretowych, a 12% podczas koncertów klubowych. Tylko 1 na 10 badanych chętnie chodzi do
teatru. Mieszkańcy miast preferują uczestnictwo
w koncertach, festiwalach filmowych, wyjściach
do kina i do teatru, a także pokazy lotnicze i rekonstrukcje historyczne, podczas gdy mieszkańcy wsi wolą festyny, jarmarki, widowiska folklorystyczne oraz kabaretowe.
Mieszkańcy województwa łódzkiego najczęściej wskazywali na brak czasu (33%), jako na
powód nieuczestniczenia w życiu kulturalnym.
Na drugim miejscu uplasował się brak pieniędzy
(24%). Trzeci w kolejności problem, na jaki wskazywali mieszkańcy województwa, to brak imprez,
w których chętnie by uczestniczyli (18%). 8% badanych narzekało także na brak osób, z którymi
mogliby się udać na różne wydarzenia, 5% na
skomplikowany dojazd do najciekawszych atrakcji, a jedynie 3% na brak informacji o imprezach
oraz brak możliwości uczestnictwa w interesujących imprezach ze względu na ich ekskluzywny
(zamknięty) charakter. Mieszkańcy miasta i wsi
byli zgodni co do podstawowych czynników, które przeszkadzają im w uczestnictwie w imprezach
kulturalnych, choć mieszkańcy wsi minimalnie
częściej wskazywali na brak czasu niż mieszkań-
cy miast, a ci drudzy minimalnie częściej od osób
pochodzących ze wsi, podawali brak pieniędzy
oraz brak osób do towarzystwa.
Większość mieszkańców województwa
łódzkiego zgodziła się z tym, że kultura powinna decydować o rozwoju województwa (56%),
podczas gdy 36% badanych uważa, że nie jest
to najważniejsze.
PREFERENCJE KULTURALNE
MIESZKAŃCÓW ŁODZI
Badanie na terenie Łodzi rozpoczęto również
od zapoznania się ze spontanicznymi miejscami spotkań zarówno młodszych, jaki i starszych
mieszkańców miasta.
Młodzi mieszkańcy Łodzi najczęściej spontanicznie spotykają się w miejskiej przestrzeni publicznej, na wszelkiego rodzaju placach i rynkach,
w bramach kamienic i pod osiedlowymi sklepikami, jak również na placach zabaw, w centrum miasta i na głównych ulicach Łodzi. Taka odpowiedź
była udzielana przez respondentów najczęściej
i podało ją 25% badanych. Kolejnymi popularnymi miejscami do spontanicznych spotkań młodych są miejsca zielone: parki miejskie oraz stawy
(24% badanych). 16% respondentów wskazało
na ławki przed blokami, ale warto nadmienić, iż
osoby z wykształceniem poniżej średniego pięć
razy częściej niż osoby z wykształceniem średnim
i wyższym wskazywały na ławki pod blokiem jako
miejsce spontanicznych spotkań ze znajomymi.
13% badanych uznało, iż młodzi najczęściej spotykają się w pubach, barach oraz klubach, 12%,
że są to miejsca rekreacji czy aktywności sportowej, takie jak siłownie, baseny, boiska, skateparki
i orliki. Również 12% badanych uznało za takie
miejsca lokale gastronomiczne: kawiarnie, pizzerie oraz wszelkiego rodzaju restauracje, a 9%,
Wyniki badań
iż młodzi spotykają się spontanicznie w centrach
handlowych, takich jak Galeria Łódzka, Manufaktura czy Port Łódź (odsetek kobiet jest tutaj 3 razy
większy niż mężczyzn). Najrzadziej pojawiającą
się odpowiedzą były miejsca aktywności kulturalno-oświatowej, czyli wszelkiego rodzaju świetlice, miejskie ośrodki kultury czy kluby młodzieżowe i spółdzielnie, na które wskazało jedynie 2%
respondentów.
Starsi łodzianie natomiast najczęściej spontanicznie spotykają się w miejscach zielonych,
gdzie można pospacerować. Do takich miejsc
zaliczają się wszelkiego rodzaju parki oraz stawy.
Taka odpowiedź była udzielana przez respondentów najczęściej i wskazało na nią aż 41% badanych. Drugą najczęściej udzielaną odpowiedzią
były miejsca związane z okolicami zamieszkania,
czyli własne domy, ogródki, przestrzenie pod
blokami oraz klatki schodowe (24%). 12% badanych uznało, iż najczęstszym miejscem spontanicznych spotkań ludzi starszych jest przestrzeń
publiczna, czyli miejsca takie, jak: rynki, skwery,
sklepiki osiedlowe, bramy, place zabaw, centrum
miasta oraz główne ulice, a 14% badanych za takie miejsca uznało kościoły oraz cmentarze. Najrzadziej pojawiającą się odpowiedzią były tutaj
lokale gastronomiczne oraz puby, bary, kluby
i pijalnie piwa. Prawie równie rzadko badani wymieniali miejsca aktywności kulturalno-oświatowej: świetlice, domy kultury, kluby i spółdzielnie
oraz miejsca specjalnie przeznaczone dla osób
starszych, takie jak Klub Seniora i Emeryta, Klub
Samotnych Serc, Stowarzyszenie Osób Starszych
oraz Uniwersytet III Wieku.
Badanie preferencji kulturalnych pokazało, iż
łodzianie najczęściej spędzają czas ze znajomymi
w zaciszu własnych domów/mieszkań. Taką formę
spotkań zadeklarowało aż 39% respondentów.
31 RAPORT
RAPORT
Drugim ulubionym miejscem spotkań są komercyjne lokale usługowe, np. kawiarnie czy pizzerie
(20% badanych). Następnie łodzianie wskazywali
na centra handlowe oraz miejsca zaaranżowane
we własnym zakresie (odpowiednio 9% i 8%).
Miejscem, gdzie łodzianie najrzadziej spotykają
się ze znajomymi, są instytucje publiczne przeznaczone do takich spotkań oraz kościoły i instytucje
przykościelne (odpowiednio 4% i 1%).
Ludzie młodzi o wiele częściej niż ludzie starsi
wybierają na miejsce spotkań komercyjne lokale
usługowe oraz centra handlowe. Natomiast ludzie
starsi preferują spotkania we własnych domach.
Respondenci pytani o miejsce, w którym
najczęściej spędzają czas poza domem, najchętniej wskazywali na najbliższą okolicę lub dzielnicę. Aż 38% badanych w Łodzi wybierało taką
formę spędzania wolnego czasu poza domem.
Częstości rozkładały się bardzo równomiernie
w przypadku innych miejsc wskazanych w kwestionariuszu i wynosiły odpowiednio 20% dla
ulicy Piotrkowskiej i jej okolicy, 17% dla Manufaktury i 18% dla innych lokalizacji niewyszczególnionych w kwestionariuszu. Tymi innymi lokalizacjami były różnego rodzaju parki, działki oraz
miejsca zielone (np. ogród botaniczny, zoo, palmiarnia), jak również Port Łódź, Księży Młyn oraz
mieszkania członków rodziny oraz przyjaciół.
Warto zauważyć, iż najmłodsi respondenci
z Łodzi (16-24 lata) preferują spędzanie czasu
wolnego na ulicy Piotrkowskiej i w jej okolicy
i taką odpowiedź podała prawie połowa (48%) badanych z tej kategorii wiekowej. Wśród starszych
respondentów istnieje tendencja odwrotna. Preferują oni własną okolicę lub inne lokalizacje niż
centrum miasta. Uzasadniając wybór miejsca,
w którym respondenci z Łodzi przebywają
w czasie wolnym poza domem, najczęściej poja-
RAPORT
RAPORT
32
wiały się odpowiedzi związane z ofertą obiektu
(rozrywka, zakupy, sprzedaż alkoholu oraz oferta
gastronomiczna), lokalizacją danego miejsca, bliskością i łatwością dojazdu (22%) oraz walorami
danej lokalizacji, takimi jak bezpieczeństwo, możliwość udania się tam samemu, uroda, bliskość
natury i świeże powietrze.
W pytaniu dotyczącym środków, które mogłyby przyczynić się do ożywienia życia towarzysko-kulturalnego w miejscu zamieszkania respondenta, łodzianie najczęściej wskazywali na
większy nakład środków finansowych na kulturę
(22%). Prawie równie często badani wskazywali
również na większe zaangażowanie mieszkańców
(19%) oraz ławki i miejsca, gdzie można przysiąść
na świeżym powietrzu (17%).
74% łodzian wybrało własny dom jako miejsce, gdzie najczęściej biorą oni udział w życiu
kulturalnym poprzez oglądanie telewizji, używanie komputera oraz czytanie. Kolejne 23%
łodzian wybrało Łódź. Jedynie 3% respondentów deklaruje, że najczęściej bierze udział
w życiu kulturalnym poza Łodzią. Przyzwyczajenie łodzian do pozostawania w domu wydaje się
bardzo silne. W uzasadnieniu wyboru miejsca,
w którym badani najczęściej biorą udział w życiu
kulturalnym, respondenci przyznają, że nie uważają oferty, jaką wybrali, za atrakcyjną, ale nie
mają możliwości, aby w inny sposób uczestniczyć w życiu kulturalnym (36% badanych). Drugą najczęściej pojawiającą się odpowiedzią było
uzasadnienie, iż ta oferta jest najbardziej atrakcyjna (28%). Równie często badani przyznawali,
iż dana oferta jest dla nich na tyle atrakcyjna, że
nie mają motywacji i chęci, aby zaspokajać swoje potrzeby gdzieś indziej (28%).
Badani z Łodzi zostali zapytani o to, jakie wydarzenie czy przedsięwzięcie jest dla nich naj-
bardziej atrakcyjne w województwie oraz w najbliższej okolicy ich zamieszkania. Respondenci
wymienili szereg imprez, które w większości odbywają się na terenie Łodzi. Wśród atrakcji w regionie łódzkim, które zasługują na uznanie i rozpropagowanie w Europie, 64% łodzian wskazało
na zabytki oraz architekturę. Drugą najczęściej
wybieraną odpowiedzią były niektóre imprezy
organizowane w naszym województwie, wskazało na nią 22% badanych. 17% respondentów
wskazało na łódzkich artystów, pisarzy, malarzy,
plastyków oraz architektów, jako wartych uznania w Europie. Jedynie 15% respondentów uważa, iż tradycja oraz kultura ludowa regionu łódzkiego zasługuje na uznanie i rozpropagowanie
na naszym kontynencie. Nasze zespoły teatralne, operowe, orkiestrowe itd., jako rzeczy warte
uznania w Europie zostały wskazane przez 12%
łodzian. Co warto podkreślić, jedynie 7% respondentów uważa, iż w regionie łódzkim nie ma ani
jednej rzeczy zasługującej na uznanie i rozpropagowanie w Europie. Respondenci, konkretyzując
swoje wypowiedzi odnośnie atrakcji w regionie
łódzkim, wartych rozpropagowania w Europie,
podawali między innymi ul. Piotrkowską, Manufakturę, Księży Młyn, imprezy takie, jak festiwal
Łódź Czterech Kultur, Fashion Week, nazwiska:
Andrzeja Sapkowskiego, Borysa Szyca, Katarzyny
Kobro, Juliana Tuwima, Władysława Reymonta.
Pojawiły się również sporadycznie miejsca spoza
Łodzi: zamek w Łęczycy, kolegiata w Tumie oraz
Lipce Reymontowskie.
Osoby z wykształceniem średnim i wyższym
częściej niż osoby z wykształceniem poniżej
średniego są zadowolone z oferty kulturalnej,
jaką zapewniają placówki kulturalne na terenie
miasta Łodzi. Podczas gdy osób zadowolonych
z wykształceniem wyższym jest 68%, a z wykształWyniki badań
ceniem średnim 69%, osób z wykształceniem niższym jest jedynie 45%.
Rodzi się pytanie, czy oceny respondentów
podyktowane są ich udziałem w wydarzeniach
kulturalnych? Większość badanych (58%) zadeklarowało, iż w przeciągu ostatniego roku chociaż raz uczestniczyło w imprezie/wydarzeniu
kulturalnym na terenie miasta. 13% wskazało na
wielokrotne uczestnictwo, 20% badanych zadeklarowało kilkakrotny udział w takich wydarzeniach, a 24% raz lub dwa. Osoby z wykształceniem wyższym prawie dwa razy częściej niż osoby
z wykształceniem podstawowym lub niższym
oraz zasadniczym zawodowym biorą udział w
imprezach organizowanych w Łodzi. W ciągu
ostatniego roku 47% osób z grup o najniższym
wykształceniu zadeklarowało, iż nie uczestniczyło w ogóle w imprezach organizowanych w Łodzi,
podczas gdy wśród respondentów z wykształceniem wyższym ten odsetek wynosił jedynie 25%.
Wyniki badań preferencji kulturalnych pokazały, iż łodzianie najchętniej korzystają z takich rozrywek kulturalnych, jak: wyjścia do kina, koncerty, oglądanie filmów w telewizji i na komputerze
oraz wyjścia do komercyjnych lokali usługowych.
Najrzadziej natomiast uczestniczą w festiwalach
i imprezach kulturalnych oraz korzystają z dyskotek i dancingów. Nie dziwi, że ludzie młodsi
są bardziej aktywni we wszystkich kategoriach
uczestnictwa od starszych. Warto jednak zauważyć, że najstarsza grupa 65+ wcale nie jest najmniej aktywna. Dzieje się tak jedynie w przypadku aktywności związanych z komputerem (gry,
filmy) i wyjściami do lokali gastronomicznych.
Większość respondentów z Łodzi (61%) zadeklarowała, iż chociaż raz w przeciągu ostatnich
12 miesięcy była w kinie. Kino jest najczęstszą
i najbardziej popularną rozrywką kulturalną
33 RAPORT
RAPORT
wśród mieszkańców Łodzi. 39% respondentów
z Łodzi potwierdziło, iż chociaż raz w ciągu ostatniego roku wybrało się do teatru. Podobnie do
sytuacji z teatrem prezentuje się chodzenie do
muzeum lub galerii sztuki (40% respondentów).
50% zadeklarowała, iż chociaż raz brała udział
w koncercie w ciągu ostatnich 12 miesięcy,
a 37% respondentów zadeklarowało uczestnictwo w festiwalu lub imprezie kulturalnej w przeciągu ostatniego roku.
Aż 80% respondentów z Łodzi deklaruje, iż
przeczytało lub wysłuchało co najmniej jedną
książkę w ciągu ostatnich 6 miesięcy, w tym aż
42% przeczytało ich cztery lub więcej. 16% badanych przeczytało tylko jedną książkę, lub zaczęło
jedną, ale nie skończyło. 12% respondentów przeczytało dwie książki, podczas gdy bardzo podobna liczba badanych (11%) deklaruje przeczytanie
trzech pozycji. Jedynie 18% łodzian przyznaje
się do nieprzeczytania ani jednej książki w ciągu
ostatniego pół roku. Respondenci z Łodzi, jako
źródła otrzymywania książek najczęściej wskazywali pożyczanie ich od rodziny i znajomych (38%
respondentów). Następną najczęściej wybieraną
odpowiedzią był zakup nowych książek papierowych (35%). Trzecim, najczęstszym źródłem
otrzymywania książek okazało się wypożyczanie
ich z biblioteki, co zadeklarowało 20% badanych.
Najrzadziej wskazywanym źródłem dostępu do
książek był zakup pozycji w wersji cyfrowej.
Przy ocenie oferty kulturalnej w Łodzi możemy zauważyć, iż większość respondentów postrzega ją pozytywnie, wskazując na ocenę dobrą
lub bardzo dobrą (41%). Relatywnie wysoki odsetek respondentów przychylił się do oceny przeciętnej (30%). Łódzka oferta kulturalna otrzymała
negatywną ocenę od 21% badanych, w tym 15%
oceniło ją jako słabą, a 6% jako bardzo słabą.
RAPORT
RAPORT
34
Większość respondentów z Łodzi w przeciągu
ostatniego roku nie korzystała z oferty kulturalnej poza województwem łódzkim i było to 71%
badanych. Największy odsetek badanych, którzy
korzystają z oferty kulturalnej poza województwem łódzkim, znajduje się wśród osób w wieku
25-34 i wynosi aż 49%. Większość respondentów
z Łodzi w przeciągu ostatniego roku nie korzystała również z oferty kulturalnej poza granicami
Polski i było to aż 88% badanych. Wśród respondentów, którzy skorzystali z takiej oferty w ciągu
ostatnich 12 miesięcy, były głównie osoby z wykształceniem wyższym.
Skąd mieszkańcy Łodzi czerpią informacje
o wydarzeniach kulturalnych? Prym wiedzie
telewizja. Łodzianie dowiadują się o interesujących imprezach kulturalnych w województwie
łódzkim (z wyłączeniem miasta Łodzi) przede
wszystkim z telewizji. Była to najczęściej wybierana odpowiedź i wskazało na nią 50% badanych. Innymi źródłami wiedzy na temat imprez
kulturalnych w województwie są dla respondentów z Łodzi: prasa lokalna (34%), sąsiedzi,
znajomi lub osoby z rodziny (31%) oraz Internet
(30%). Łodzianie również z telewizji najczęściej
dowiadują się o interesujących imprezach kulturalnych na terenie miasta. Na tę odpowiedź
wskazało 43% badanych. Innymi źródłami wiedzy na temat imprez w Łodzi są dla respondentów najczęściej: prasa lokalna (38%), sąsiedzi,
znajomi lub osoby z rodziny (39%), plakaty, afisze i billboardy na ulicach (30%) oraz Internet,
na który wskazało 32% badanych.
Zdecydowana większość respondentów z Łodzi korzysta z Internetu (71%) oraz posiada stałe
łącze internetowe w swoim mieszkaniu (69%), przy
czym nie należy zapominać, że jest to zdecydowanie medium ludzi wykształconych. Bardzo wysoki
odsetek, bo 90% respondentów z wykształceniem
wyższym deklaruje korzystanie z Internetu. Również bardzo wysoki odsetek badanych w tej samej
kategorii (90%) deklaruje posiadanie w domu
łącza internetowego. Odsetek osób z wykształceniem średnim oraz zasadniczym zawodowym,
podstawowym lub niższym jest znacząco niższy i
wynosi odpowiednio 63% oraz 60%.
Respondenci z Łodzi, którzy korzystają
z Internetu najczęściej wykorzystują go w celu
słuchania muzyki on-line, co zadeklarowało aż
71% badanych. Drugą najczęściej wykonywaną
czynnością w Internecie jest szukanie informacji
o filmach lub dziełach sztuki, którą zadeklarowało 65% respondentów z Łodzi korzystających
z sieci. Kolejnymi czynnościami są: szukanie informacji o artystach (61%), czytanie artykułów
dotyczących kultury (62%) oraz oglądanie filmów
on-line (59%). Najrzadziej łodzianie wykorzystują
Internet do tworzenia sztuki lub kultury on-line
(11% głównie z najniższej grupy wiekowej). Kolejnymi czynnościami, do których respondenci
wykorzystują Internet w najmniejszym stopniu,
są: dyskutowanie o kulturze na forach internetowych lub portalach społecznościowych (18%)
propagowanie kultury bądź wydarzeń kulturalnych uważanych za ciekawe (28% rekrutowanych
głównie z dwu najmłodszych grup wiekowych)
oraz do zamieszczania własnych plików (33%).
Prawie połowa badanych korzystających z sieci
używa Internetu, aby przeglądać zasoby muzeów, galerii czy szukać informacji o nich (43%), kupuje książki i płyty przez Internet (45%), kupuje
bądź rezerwuje bilety na wydarzenia kulturalne
(47%) oraz gra w gry on-line (44%).
Respondenci z różnych form uczestnictwa
w kulturze najwięcej wydają na wyjścia do kina
(44%), na wyjścia do lokali gastronomicznych
Wyniki badań
(40% badanych) oraz na książki (32%). Najmniej
łodzianie wydają na kupowanie muzyki, filmów
i książek w wersji cyfrowej przez Internet. Wydatki na taką formę uczestnictwa w kulturze
deklaruje jedynie 2% badanych. Bardzo niski
odsetek badanych został również odnotowany
w przypadku wydatków na takie formy uczestnictwa w kulturze, jak wyjścia do filharmonii
oraz opery (7%).
Łodzianom najbardziej w uczestnictwie w imprezach kulturalnych przeszkadza brak pieniędzy.
Taką odpowiedź wskazało 34% respondentów.
Drugą najczęściej wybieraną odpowiedzią był
brak czasu, na co wskazało 32% badanych. To, co
najmniej przeszkadza łodzianom w uczestnictwie
w imprezach kulturalnych, to skomplikowany dojazd do miejsca, gdzie odbywa się impreza (1%
badanych) oraz zamknięty charakter i ekskluzywność interesujących imprez (3%). Na brak imprez,
w których chętnie by uczestniczyli badani, wskazało 13%, na brak osoby, z którą badany mógłby się wybrać 5%, a na brak informacji o imprezach wskazało jedynie 6% badanych. Kobietom
(44%) dwa razy częściej niż mężczyznom (23%)
w uczestnictwie w kulturze przeszkadza brak pieniędzy. Proporcje te odwracają się w przypadku
czasu i tutaj dwa razy więcej mężczyzn (43%) niż
kobiet (26%) podaje jego brak jako przeszkodę
w uczestnictwie w życiu kulturalnym.
Na koniec zasięgnęliśmy opinii łodzian w kwestii oparcia rozwoju województwa na kulturze.
Zdecydowana większość respondentów z Łodzi
uważa, że rozwój województwa łódzkiego powinien być oparty przede wszystkim na kulturze
(72%). 25% badanych odpowiedziało na to pytanie „zdecydowanie tak”, podczas gdy 47% „raczej
tak”. Tylko 18% badanych uważa, iż rozwój województwa powinien być oparty na czymś innym
35 RAPORT
RAPORT
niż kultura, w tym 12% zadeklarowało umiarkowany sprzeciw, a 6% sprzeciw zdecydowany.
Przeprowadzone badanie potwierdziło, że
myśleniem o kulturze rządzą stereotypy. Kultura jako taka kojarzy się z czymś podniosłym,
bytem lepszym, któremu nie należy stawiać
wymagań, dlatego respondentom trudno było
wyrażać własne potrzeby, dokonywać ocen. Dla
większości respondentów kultura jest kategorią odświętną. Części swoich działań, takich jak
oglądanie telewizji czy bywanie w lokalach gastronomicznych, wcale nie utożsamiają z działaniem w obszarze kultury. Respondenci uważają,
że potrzeba większych nakładów na kulturę, by
ją ożywić, warto na niej oprzeć strategię rozwoju regionu, jednocześnie deklarują brak udziału
w niej z różnych powodów.
Preferencje kulturalne w województwie łódzkim
w tabelach (podobieństwa i różnice)
Tabela nr 1
Co jest najbardziej potrzebne, aby ożywić życie kulturalne w Pana/Pani miejscowości? (porównanie)
Co byłoby najbardziej potrzebne,
aby ożywić życie kulturalne
w Pana/Pani miejscowości?
% wskazań
Miasta
(bez Łodzi)
Wieś
Łódź
Więcej środków finansowych
27%
30%
27%
22%
iejsca, gdzie mogłyby się
M
odbywać wydarzenia kulturalne
20%
20%
25%
14%
iększe zaangażowanie
W
mieszkańców
17%
17%
14%
18%
L okale, w których można
coś zjeść, napić się kawy
14%
13%
19%
9%
Ł awki, miejsca, w których można
przysiąść na świeżym powietrzu
10%
7%
8%
17%
7%
10%
1%
10%
ardziej intensywna
B
promocja niektórych wydarzeń
RAPORT
RAPORT
36
Tabela nr 2
Co w naszym regionie zasługuje na rozpropagowanie w Europie? (porównanie)
Co w naszym regionie zasługuje
na uznanie, rozpropagowanie
w całej Europie?
% wskazań
(ogółem)
Miasta
(bez Łodzi)
Wieś
Łódź
Siła związku
(V Kramera)
Zabytki, architektura
48%
44%
37%
64%
0,19%
Tradycja regionu,
kultura ludowa
19%
24%
17%
15%
0,17%
Niektóre imprezy
organizowane
w naszym województwie
17%
16%
14%
22%
0,15%
Nie ma takiej rzeczy
15%
13%
26%
17%
0,23%
Wielu naszych artystów
13%
14%
9%
17%
0,15%
Zamek w Oporowie
Wyniki badań
37 RAPORT
RAPORT
Tabela nr 3
Częstość uczestnictwa w poszczególnych obszarach kultury a miejsce zamieszkania
Ani razu
Podejmowane
działanie
M
W
Dwa lub
trzy razy
Raz
Ł
M
W
Ł
M
W
Cztery lub
pięć razy
Więcej niż
pięć razy
Ł
M
W
Ł
M
W
Ł
Jak często? (% respondentów)
Wizyta w kinie
42
45
39
18
19
16
17
19
23
7
8
10
12
3
12
Wizyta w teatrze
70
72
60
15
13
20
7
8
14
4
0
4
1
0
2
izyta w galerii/
W
muzeum1
60
62
59
24
16
13
11
13
13
1
1
9
1
1
4
dział
U
w koncercie 2
34
58
49
28
12
16
23
15
19
7
6
5
6
2
10
dział w imprezie
U
kulturalnej/
festiwalu
39
54
62
32
15
23
20
17
8
3
5
2
2
2
3
1
5
3
0
3
2
5
3
3
7
7
4
82
77
88
ranie w gry
G
komputerowe
53
55
62
6
7
6
9
5
4
9
5
4
20
23
24
glądanie filmu
O
na komputerze
38
44
48
5
5
5
9
7
6
5
4
2
39
33
39
dział w jarmarku,
U
pikniku
31
32
51
35
27
20
23
26
20
2
4
5
4
4
4
yjście
W
do dyskoteki,
na dansing
55
61
64
12
9
8
11
9
8
6
5
5
13
9
15
yjście
W
do restauracji,
kawiarni
21
26
23
12
8
6
14
20
23
7
9
6
42
31
42
glądanie filmu
O
w telewizji
M – Miasto
W – Wieś
Ł – Łódź
RAPORT
RAPORT
Przypisy:
1
Zależność jest na granicy słabej i przeciętnej, VK=0,20
Zależność jest przeciętna, VK=0,21
2
38
Tabela nr 4
Ocena oferty kulturalnej miejscowości a miejsce zamieszkania
Ocena oferty kulturalnej
miejscowości zamieszkania
%
Miasta
(bez Łodzi)
Wieś
Łódź
Bardzo dobra i dobra
24%
19%
12%
41%
Przeciętna
32%
39%
24%
31%
Słaba i bardzo słaba
36%
34%
55%
21%
Trudno powiedzieć
8%
8%
10%
7%
Galeria staroci i pamiątek regionalnych – Lipce Reymontowskie
Wyniki badań
39 RAPORT
RAPORT
Tabela nr 5
Wydatki na określoną formę uczestnictwa w kulturze a miejsce zamieszkania
a jaką formę uczestnictwa
N
w kulturze wydajesz najwięcej?
% wskazań
(ogółem)
Miasta
(bez Łodzi)
Wieś
Łódź
Wyjścia do lokali gastronomicznych
47%
53%
46%
40%
Wyjścia do kina
38%
38%
32%
43%
Książki
25%
21%
21%
32%
Koncerty
12%
14%
7%
15%
Wyjścia do teatru
9%
5%
5%
18%
Zakup płyt z muzyką
9%
7%
4%
16%
Filmy na DVD
8%
8%
6%
9%
akup muzyki, filmów, książek
Z
w wersji cyfrowej przez Internet
5%
5%
9%
2%
Zakup gier komputerowych
5%
4%
4%
7%
Udział w festiwalach
3%
2%
2%
6%
Wyjścia do filharmonii, opery
2%
1%
1%
7%
Pełna wersja Raportu z badań znajduje się na stronie
www.kongres-kultury.pl w zakładce „Diagnoza”.
RAPORT
RAPORT
40
EWA PATURALSKA-NOWAK
Diagnoza do Programu Rozwoju
Kultury Województwa Łódzkiego
Diagnoza do Programu Rozwoju Kultury Województwa Łódzkiego opracowywana jest przez
Biuro Planowania Przestrzennego Województwa
Łódzkiego, przy współudziale Departamentu
Kultury i Edukacji Urzędu Marszałkowskiego.
Diagnoza obejmuje:
• analizę danych GUS na rok 2004 i 2009 z określeniem trendów zachodzących zmian w zakresie infrastruktury kulturalnej oraz uczestnictwa w kulturze. Dane zostały zagregowane
na poziomie regionalnym i gminnym, co pozwoliło wskazać obszary koncentracji instytucji kultury na terenie województwa w powiązaniu z wykorzystaniem tych obiektów
• badanie ankietowe instytucji kultury – 1139
ankiet (60,1% frekwencji). W badaniu wykorzystano m.in. współczynnik Pearsona określający poziom zależności liniowej między
analizowanymi zmiennymi losowymi
• analizę danych ilościowych i jakościowych
w zakresie NGO, imprez kulturalnych i wykorzystania zabytków na potrzeby kultury
w oparciu o dane pozyskane z Urzędu Marszałkowskiego, Urzędu Miasta Łodzi Stowarzyszenia Klon/Jawor, Regionalnej Organizacji
Turystycznej oraz Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków
• analizę wywiadów skierowanych do reprezentacyjnej grupy respondentów w celu oceny
potrzeb kulturalnych mieszkańców województwa w podziale na obszary miejskie i obszary
wiejskie (badanie zlecone – wykonane przez
Biuro Badań Społecznych QUESTION MARK
w Łodzi)
• analizę źródeł finansowania kultury.
Podsumowaniem diagnozy jest analiza
SWOT wskazująca na silne i słabe strony kultury
w regionie.
Rynek w Sieradzu
Wyniki badań
41 RAPORT
RAPORT
RAPORT
RAPORT
42
Wstępnie zarysowane wnioski wynikające
z diagnozy to m.in.:
• niski poziom udziału mieszkańców województwa w kulturze przy relatywnie dobrej lub
średniej bazie infrastruktury kulturalnej
• unikatowy potencjał wyższych uczelni artystycznych o znaczeniu krajowym i międzynarodowym (Akademia Sztuk Pięknych, Państwowa
Wyższa Szkoła Filmowa Telewizyjna i Teatralna, Akademia Muzyczna, Wyższa Szkoła Sztuki
i Projektowania), lecz brak współpracy nie tylko
między uczelniami przy kreowaniu wspólnych
projektów, ale również z przedsiębiorcami
• różnorodne specjalizacje teatralne (dramatyczne, ze scenami zamiejscowymi w Sieradzu,
Skierniewicach, Piotrkowie Trybunalskim, Radomsku; lalkowe, muzyczne, filharmonia) z niewielką liczbą widzów i słuchaczy (11. miejsce
w kraju) oraz słaby udział Łodzi w krajowym
i europejskim rynku kultury. Utrudniona dostępność do oferty kulturalnej przy braku elektronicznego systemu rezerwacji i zakupu biletów
• rozwinięty przemysł filmowy i muzyczny (m.in.
Wytwórnia Filmów Oświatowych, Studio Sema-for, Opus Film, Toya Studios – największy
w Polsce kompleks studiów dźwiękowych)
z bogatą ofertą, przy jednoczesnej dezintegracji środowisk i grup działających w sektorze filmowym, braku promocji dorobku „Łodzi
filmowej” oraz rozpoznawalnej marki festiwali
filmowych w skali kraju, a także braku cyfryza-
cji kin w znacznej części regionu, ze słabą ich
dostępnością w części południowo-zachodniej województwa
• unikatowy potencjał muzealiów o znaczeniu międzynarodowym i krajowym przy niewielkiej liczbie zwiedzających (12. miejsce
w kraju), braku nowoczesnych form przekazu,
promocji, audioprzewodników, infrastruktury
okołomuzealnej, niewykorzystanie potencjału do kształtowania wizerunku regionu itd.
• duża liczba bibliotek przy słabym zainteresowaniu czytelnictwem (10. miejsce w kraju),
z niewielką liczbą komputerów podłączonych
do Internetu dostępnych dla czytelników
(13. miejsce w kraju), ze słabo zaawansowanym
procesem cyfryzacji zasobów i usług bibliotecznych z wyjątkiem koordynującej Miejska
i Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Łodzi
• wykorzystanie obiektów zabytkowych na potrzeby kultury przy braku dostosowania ich
dla osób niepełnosprawnych.
Z punktu widzenia rozwoju regionu, województwo posiada niewykorzystany potencjał
kultury w tworzeniu produktów turystyki kulturowej i festiwalowej oraz dla rozwoju przemysłów
kreatywnych (moda, film, muzyka, wzornictwo).
Ograniczeniem dla rozwoju kultury jest niewystarczające finansowanie działań kulturalnych
z budżetów samorządów lokalnych.
43 RAPORT
RAPORT
SPRAWOZDANIA
Moderatorzy dyskusji panelowych:
Tomasz Załuski
Leszek Karczewski
Piotr Olkusz
Mariusz Syta
Jacek Wesołowski
Jacek Wawrzynkiewicz
Hanna Gill-Piątek
Jacek Grudzień
Zbigniew Placzyński
Karol Franczak
Tomasz Lasota
Sprawozdania moderatorów
moderacja: TOMASZ ZAŁUSKI
Zawód artysty: jak wspierać rozwój
młodej łódzkiej sceny artystycznej?
Pierwszego dnia kongresu odbył się otwarty panel dyskusyjny „Zawód artysty: jak wspierać rozwój młodej łódzkiej sceny artystycznej?”.
Spotkanie miało nieco odmienny przebieg od innych dyskusji kongresowych, stanowiło bowiem
swego rodzaju kontynuację dwóch wcześniejszych paneli, również zatytułowanych „Zawód
artysty”. Odbyły się one w kwietniu i czerwcu
2011 roku w gościnnie użyczonych salach Muzeum Sztuki w Łodzi. W efekcie tych inicjatyw
grono łódzkich artystów i artystek postanowiło
stworzyć własną diagnozę sytuacji, w jakiej znajduje się dziś lokalna scena artystyczna. Powstała
w tym celu ankieta, mająca zebrać i uporządkować cząstkową wiedzę, spostrzeżenia i pomysły
poszczególnych twórców.
Okazją do prezentacji syntetycznie opracowanych wyników tej swoistej „burzy mózgów” stało
się właśnie spotkanie kongresowe. Zamiast próbować tworzyć od podstaw, „od zera”, diagnozę
sytuacji i myśleć o propozycjach ewentualnych
zmian, uczestnicy spotkania mogli zatem wykorzystać efekty wcześniejszej, „warsztatowej” pracy i odnieść się do gotowego zestawu obserwacji
i postulatów. Dzięki temu dyskusja panelowa zyskała dość konkretny, merytoryczny charakter.
Odpowiadając na ankietę, łódzcy twórcy stworzyli wyrazistą i krytyczną diagnozę warunków,
w jakich przychodzi im dzisiaj funkcjonować.
Zwracali przede wszystkim uwagę na fakt, że
nie ma w Łodzi miejskiej instytucji artystycznej,
RAPORT
RAPORT
46
która potrafiłaby skutecznie, w sposób aktywny i
przemyślany wspierać łódzką sztukę, szczególnie
tę „młodą”. Nie lepiej rzecz wygląda, jeśli chodzi
o wsparcie władz miejskich – wciąż brakuje mechanizmów obecnych już w innych dużych miastach polskich, czyli systemu stypendiów, mikrograntów i pracowni artystycznych. Mocno odczuwalny jest też brak konsultacji środowiskowych
i społecznych przy podejmowaniu przez urząd
strategicznych decyzji w obszarze kultury. Padły
zarzuty niekompetencji urzędników, z którymi
stykali się artyści i artystki, wytykano też to, że nie
funkcjonują procedury czy też może po prostu
zwyczajowe formy współpracy między urzędem
a twórcami. W diagnozie ważne miejsce zajmowały kwestie ekonomiczne, w tym problem braku
w Łodzi prężnych galerii komercyjnych i rozwijającego się rynku sztuki. Wskazywano, że sama
praca artystyczna jest powszechnie traktowana
jako rodzaj „hobby”, czego wyrazem jest fakt, że
twórcy często nie są za nią wynagradzani – nawet
w przypadku, gdy realizują projekty na zaproszenie publicznych instytucji artystycznych. Wszystko to sprzyja „prekaryzacji” zawodu artysty.
Wśród propozycji działań naprawczych, na
pierwszym miejscu lokowały się postulaty jak najszybszego wprowadzenia systemu stypendiów
i mikrograntów oraz przejrzystego uregulowania
kwestii dostępności i sposobu przyznawania pracowni artystycznych. Pojawił się też postulat wyznaczenia komórki w urzędzie, która zajmowa-
łaby się kontaktami ze środowiskiem twórczym,
a także uruchomienia przez urząd elektronicznego newslettera z informacjami na temat możliwości zdobycia funduszy, wynajmu pracowni itp. Za
niezbędną uznano aktywizację miejskich instytucji artystycznych, które powinny unowocześnić
swój sposób działania i inicjować projekty, które
wspomagałyby twórczość artystyczną w mieście
oraz promowały ją poza Łodzią. Dopuszczenie
do głosu młodej generacji kuratorów i kuratorek, stały „wywiad” kuratorski w środowisku artystycznym, śledzenie na bieżąco i prezentowanie
nowych tendencji, cykliczne przeglądy dokonań
twórczych, program wyszukiwania i wspomagania młodych talentów, wdrożenie działań edukacyjnych, współpraca instytucji miejskich z organizacjami pozarządowymi i niezależnymi animatorami kultury, rozbudowanie sieci kontaktów i wymiany z instytucjami w kraju oraz za granicą – oto
główne pomysły naprawcze w tym względzie. Ze
wszystkich tych obserwacji i sugestii płynął jeden
ogólny wniosek: konieczne są zmiany systemowe, nie zaś tylko „kosmetyczne”.
Po prezentacji wyników ankiety, w trakcie samej dyskusji domagano się zmiany miejskiej polityki dystrybuowania środków na kulturę. Wciąż
bowiem pokutuje idea „Łodzi festiwalowej”, która
powoduje, że ogromne sumy są przeznaczane na
wszystko, co choćby z nazwy wpisuje się w „format” festiwalu. Postulowano więc dywersyfikację
„formatów” zdarzeń kulturalnych, na które powinny być przeznaczane środki i uwzględnienie
również imprez mniejszych, tańszych, ale częstszych i skierowanych do konkretnych grup adresatów. Kolejny postulat dotyczył wypracowania
przez urząd mechanizmów współpracy z indywidualnymi twórcami, animatorami i organizatorami kultury – w analogii do tych zasad, jakie już
Sprawozdania moderatorów
teraz regulują współpracę urzędu z organizacjami pozarządowymi. Dzięki temu twórcy mogliby
bezpośrednio składać projekty swoich przedsięwzięć i ubiegać się o ich finansowanie. Powróciła też sprawa braku kompetencji urzędników,
którzy – jak wskazywano – nie wyrażali zgody na
realizację projektów artystycznych w przestrzeni
miejskiej, opierając się jedynie o własną ocenę
ich wartości estetycznej. Pojawiły się głosy, iż jest
to niedopuszczalne, gdyż o stronie merytorycznej projektów powinny się wypowiadać – i na
tej podstawie powinno się podejmować decyzję
o zgodzie na ich realizację – eksperci związani
z daną dziedziną artystyczną.
Cennym elementem spotkania była obecność
urzędniczek z Wydziału Kultury Urzędu Miasta
Łodzi – twórcy mieli okazję bezpośrednio zadać
im wiele „niewygodnych” pytań. Małgorzata Gaduła-Zawratyńska, zajmująca się w Wydziale Kultury miejskimi instytucjami kulturalnymi, przyjęła krytyczną ocenę działań urzędników, wskazała
też jednak, że trwają już prace nad rozwiązaniem
niektórych spośród problemów sygnalizowanych przez środowisko artystyczne. Chodziło tu
przede wszystkim o uregulowanie kwestii pracowni artystycznych oraz wprowadzenie systemu
stypendiów. Okazało się też, że wiele pomysłów
szczegółowych rozwiązań, jakie zgłaszano z sali,
rozbija się o bariery prawne – przedstawicielki
urzędu podkreślały, że istniejące przepisy zawężają w wielu wypadkach swobodę ich działania.
Te zapewnienia i uwagi nie zawsze były w stanie
przekonać dyskutantów i wówczas temperatura
dyskusji znacząco rosła. Twórcy wyrażali oczekiwanie, że za obietnicami zmian pójdą realne działania; mnie zaś, jako moderatorowi, pozostaje się
pod tym tylko podpisać i również wypatrywać
konkretnych efektów działań urzędu.
47 RAPORT
RAPORT
W ostatniej części spotkania dyskusja dotyczyła kwestii miejskich instytucji artystycznych,
problemu ich pasywności, inercji oraz braku inicjatyw, szczególnie skierowanych ku młodym
artystom i artystkom. Obecna na sali dyrektor
Miejskich Galerii Sztuki, Elżbieta Fuchs, podała
przykłady przeszłych działań swej instytucji, które miały wspierać młode łódzkie środowisko artystyczne. Gdy jednak przywołano fakt, że ostatnia
wystawa zbiorowa młodych artystów i artystek,
dająca się potraktować jako manifestacja nowych tendencji w sztuce łódzkiej, odbyła się tam
w 2005 roku i była dziełem kuratorów spoza galerii, dyrektor Fuchs wskazała na niski budżet
swej instytucji jako powód, który nie pozwala jej
zaspokajać ambicji całego środowiska artystycznego Łodzi. Wypowiedź ta sugerowała, że galeria dąży do zaspokojenia ambicji przynajmniej
pewnej części tego środowiska – wypada jednak
zapytać, czy program instytucji publicznej powinien być w ogóle tworzony w oparciu o klucz „zaspokajania ambicji” środowiskowych.
Dyskusja na temat misji i celów Miejskich Galerii Sztuki została również podjęta następnego
dnia kongresu, w trakcie panelu „Jakich instytucji kultury potrzebujemy?”, prowadzonego przez
Piotra Olkusza. Pojawił się wówczas zarzut, że
Miejskie Galerie Sztuki prowadzą zachowawczą
politykę wystawienniczą i nie prezentują sztuki
aktualnej, multimedialnej, podejmującej twórczy dialog ze współczesnością. Dyrektor Fuchs
RAPORT
RAPORT
48
nie przyjęła tego stwierdzenia jako krytyki, lecz
po prostu przyznała, że w odróżnieniu od innych
galerii, prowadzona przez nią instytucja preferuje i będzie preferować bardziej tradycyjne formy
oraz wartości artystyczne.
Nasuwają się tu pytania: czy można się zgodzić z tak jednostronną wizją działania Miejskich
Galerii Sztuki? Czy ta instytucja miejska, obejmująca pod jednym kierownictwem trzy różne miejsca i przestrzenie wystawiennicze, nie powinna
zdywersyfikować swych celów i wyraziście sprofilować charakteru tych miejsc? Osobiście, jako historyk sztuki i krytyk zajmujący się sztuką współczesną – a także, po prostu, jako mieszkaniec tego
miasta – chciałbym, aby w Łodzi istniała przynajmniej jedna miejska instytucja wystawiennicza,
która prezentowałaby (w sposób profesjonalny, na odpowiednim poziomie merytorycznym
i technicznym) najbardziej aktualne działania
artystyczne, aktywnie wspomagała ich rozwój,
stymulowała powstawanie interdyscyplinarnych
projektów artystyczno-naukowo-społecznych,
a także, poprzez edukację, budowała społeczną
wiedzę na temat sztuki współczesnej. Sztuki powstającej w Łodzi, jak i poza nią, sztuki „młodej”,
jak i „dojrzałej” – być może po prostu dobrej. Czy
stać nas na to – i nie myślę tu o kwestiach finansowych – aby w naszych miejskich galeriach, tak
jak dzieje się to w analogicznych instytucjach
w wielu innych miastach, tworzona była historia
aktualnej sztuki polskiej?
moderacja: LESZEK KARCZEWSKI
Edukacja kulturalna: jak stymulować
uczestnictwo w kulturze?
Dla nas, uczestników debaty, oczywistym celem edukacji kulturalnej jest zwiększenie uczestnictwa w kulturze.
Zgadzamy się, że barierę dla zwiększenia
uczestnictwa w kulturze stanowi podwójna fetyszyzacja: fetyszyzacja artysty i fetyszyzacja
instytucji. W naszej ocenie doprowadziła ona
do fetyszyzacji stereotypu edukacji kulturalnej,
pojmowanej jako edukacja artystyczna, edukacja twórców oraz do petryfikacji edukacji instytucjonalnej, rozumianej jako edukacja w ramach
formalnego systemu kształcenia od wychowania
przedszkolnego do egzaminu maturalnego.
My, uczestnicy debaty poświęconej edukacji
kulturalnej podczas Regionalnego Kongresu Kultury Łódź 2011, zgadzamy się, że edukacja kulturalna w dobie płynnej nowoczesności, w miejsce
wspomnianych koncepcji powinna stać się przestrzenią tworzenia kapitału społecznego. Kapitał
społeczny rozumiemy tu, za rządową Strategią
Rozwoju Kapitału Społecznego, jako kształtowanie postaw i kompetencji sprzyjających kooperacji, kreatywności i komunikacji zarówno
na drodze formalnej, jak i nieformalnej. Wiemy,
że działania edukacji kulturalnej powinny prowadzić do ciągłego wzbogacania pola szans indywidualnego rozwoju, na każdym jego etapie,
poszczególnych mieszkańców regionu i miasta.
Jesteśmy świadomi, że edukacja kulturalna jest
platformą rozwoju nie artystycznego, lecz przede
wszystkim osobowego. Jesteśmy przekonani, że
Sprawozdania moderatorów
edukacja kulturalna nie jest przywilejem utalentowanych artystów-miłośników, lecz prawem
każdego człowieka, każdego z odbiorców kultury, różniących się od siebie postawami i kompetencjami. Tym samym zgadzamy się, że edukacja
kulturalna winna stać się podstawowym celem
strategii rozwoju regionu i miasta.
W przekonaniu, że edukacja kulturalna możliwa jest jedynie przy akceptacji kluczowych interesariuszy, zaproszonych do wielostronnych
konsultacji społecznych:
Postulujemy wypracowanie mechanizmów
stałej, systemowej współpracy między edukatorami formalnymi i nieformalnymi a wydziałami edukacji i kultury zarówno Urzędu Marszałkowskiego,
jak i Urzędu Miasta Łodzi oraz kuratorium oświaty.
Postulujemy powołanie stałej, wielostronnej
edukacyjnej grupy eksperckiej, złożonej z twórców, publiczności, organizatorów, animatorów,
menedżerów, naukowców, przedsiębiorców kreatywnych i przedstawicieli innych grup uczestniczących w kulturze, jako obligatoryjnego zespołu
doradców wyżej wymienionych urzędów.
Postulujemy udział edukacyjnej grupy eksperckiej w zapowiadanej ewaluacji istniejących działań
edukacyjnych na poziomie miejskich instytucji
kultury i wskazujemy na potrzebę jej ciągłego,
a nie doraźnego funkcjonowania oraz konieczność
jej systemowości i transparentności, sugerując jednocześnie wprowadzanie podobnego rozwiązania
w instytucjach regionu łódzkiego.
49 RAPORT
RAPORT
Postulujemy zastąpienie w wyżej podniesionej weryfikacji wskaźników ilościowych merytorycznymi kryteriami miękkimi.
Postulujemy stworzenie regionalnego i miejskiego programu kształcenia edukatora jako tutora, współdoświadczającego – aktywizowanego
przez niego samego – procesu rozwoju kompetencji i umiejętności.
Postulujemy powołanie systemu obustronnych staży pomiędzy formalnymi i nieformalnymi działaniami edukacyjnymi.
Pozytywnie oceniając zapowiedź parytetu
edukacyjnego w budżetach miejskich instytucji
kultury, postulujemy wprowadzenie takiego rozwiązania w instytucjach kultury naszego regionu.
Postulujemy stworzenie równych szans finansowania dla pozainstytucjonalnych oraz
instytucjonalnych form prowadzenia edukacji,
w tym powołanie zespołu menedżerów edukacji, starających się o różnorakie – europejskie,
krajowe, wojewódzkie i miejskie granty na poziomie regionu i miasta – na rzecz edukatorów
nieformalnych.
Leszek Karczewski
(w imieniu grupy inicjatywnej)
moderacja: PIOTR OLKUSZ
Jakich instytucji kultury potrzebujemy?
Jakich instytucji kultury potrzebujemy? – To
pytanie ogólne, choć wymagające wartościujących i opisujących odpowiedzi; możliwie jak najmniej subiektywnych, a jednocześnie biorących
pod uwagę naturę sztuki i działań artystycznych.
Zaproponowałem, aby odpowiedź na pytanie:
„Jaki?” uwzględniała trzy czynniki – finansowy,
frekwencyjny (zainteresowanie odbiorców) oraz
związany z wartością działań artystycznych.
O ile czynniki finansowy i frekwencyjny są łatwo
definiowalne, o tyle ocena wartości artystycznej – co nie dziwi – jest już trudniejsza, zwłaszcza że nie może być mierzona na podstawie
frekwencji (zaproponowałem zatem – zależną
od skali działań instytucji – regułę obecności
instytucji w świadomości krytyków sztuki, rów-
RAPORT
RAPORT
50
nież branżowych, w wydarzeniach artystycznych
typu festiwalowego, regułę współpracy instytucji
z ważnymi artystami). Szukając instytucji modelowych, zaproponowałem instytucje zagraniczne
i krajowe, które zestawiłem z jedną z instytucji
kultury województwa łódzkiego, próbując ocenić
ją w tej zaproponowanej przeze mnie potrójnej
perspektywie (co doprowadziło do oceny negatywnej – choć zakwestionowano później prawdziwość moich przesłanek i metod). Jednocześnie
uznałem, że odpowiedź na pytanie, jakich instytucji kultury potrzebujemy, kryje się – częściowo
– w raportach nt. kultury prezentowanych
w trakcie kongresu (zwracających uwagę na niską
wartość kapitału społecznego w regionie i brak
zainteresowania mieszkańców ofertą kulturalną).
Zasugerowałem, że takie składniki ewaluacyjne
muszą znaleźć odbicie w codziennym funkcjonowaniu kultury, choć jednocześnie muszą wpłynąć
na ich cele długofalowe (stąd silny postulat działań o charakterze edukacyjnym).
Taki wstęp do dyskusji wiązał się z ryzykiem
sprowadzenia debaty do rozmowy o rzeczach
zbyt ogólnych bądź zbyt szczegółowych, a jednocześnie – poprzez wprowadzenie konkretnego przykładu – prowadził do wzrostu temperatury rozmowy. Podstawowym zarzutem uczestników rozmowy wobec moich tez i przykładów,
było: 1) zbyt silne powiązanie pytania po części ogólnego z jedną instytucją (przestała być
ona w debacie przykładem, a stała się jednym
z głównych tematów) oraz 2) zasadność zaproponowanych metod ewaluacyjnych. W drugim
wypadku zwrócono uwagę, iż nie wszystkie instytucje – nie tylko z racji budżetu, ale także misji
czy charakteru – mogą być oceniane choćby pod
kątem ich powiązania z tzw. sztuką wysoką czy
wydarzeniami festiwalowymi, a przede wszystkim trudne jest ustalenie, od jakiej instytucji
należy wymagać uznania krytyków ogólnopolskich bądź branżowych (problemem jest także
wiarygodność tych ocen). Część rozmówców zakwestionowała zasadność prób ewaluacji jakości
w ogóle, domagając się ich porzucenia. Bardzo
często krytykowano także metody i celowość raportów o stanie kultury w Łodzi i województwie,
przez co wnioski z nich płynące nie inspirowały
uczestników debaty do wypowiedzi na temat
nowych celów i nowych działań bliskich im instytucji. Żaden z uczestników rozmowy nie wskazał
również słabości swojej instytucji kultury.
Zwrócono uwagę, że pozytywna ewaluacja instytucji nie prowadzi do promowania czy nagradzania osób odpowiedzialnych za tę instytucję.
Sprawozdania moderatorów
W trakcie rozmowy wielokrotnie podkreślano potrzebę docenienia różnorodności instytucji
kultury i – co za tym idzie – bardzo trudne odnalezienie wspólnego mianownika w zakresie kształtowania stawianych im oczekiwań zewnętrznych
(ze strony podmiotu finansującego).
Skrytykowano także zbyt silne łączenie oceny
instytucji kultury z jej wskaźnikami frekwencyjnymi, choć – w trakcie kolejnych wypowiedzi – wskazywano także na istnienie w Łodzi i regionie instytucji cieszących się dużym uznaniem odbiorców.
W jednej z wypowiedzi podważono sens edukacyjnych działań instytucji teatralnych, sprowadzając działalność instytucji teatralnej do aktywności stricte teatralnej (spektakl).
Wielokrotnie zwracano uwagę na sprowadzanie dyskusji o instytucjach kultury do dyskusji o dużych instytucjach i pomijanie roli małych
instytucji (zarzut ten stawiano nie tylko dyskusji
o kulturze w ogóle, ale także tej konkretnej debacie).
Debata ujawniła także dużą solidarność łódzkiego środowiska instytucji kultury oraz silnie
rysujący się podział na instytucje ze stolicy województwa i pozostałe. Jednocześnie zauważalna
była jasna opozycja części uczestników debaty
(niezwiązanych zawodowo z instytucjami kultury) wobec tego środowiska.
Debata – również ze względu na jej temperaturę wywołaną wstępem (często krytycznym
wobec aktualnego stanu niektórych dużych instytucji kultury regionu) – nie doprowadziła do
wytworzenia idealnego modelu instytucji kultury
bądź idealnego modelu ewaluacji tej instytucji.
Co więcej, zanegowano także potrzebę zmian
(wielu kwestionowało krytykę, niewielu kwestionowało samoafirmację środowiska pracowników
instytucji kultury). Zwrócono uwagę na częstszą
51 RAPORT
RAPORT
potrzebę prezentacji pozytywnych wzorców
– zwracano uwagę na szkodliwość krytyki szczegółowej (często zarzucając jej subiektywność).
Czy zatem debata była zbędna? Uważam,
że jej podstawową wadą było zamknięcie się na
środowisko małych instytucji kultury (choć zwracałem uwagę na takie niebezpieczeństwo, to sam
– jako animator debaty – jemu uległem). Nie udało się też przełożyć wyrazistych tez na rozważania
ogólne. Jednak sama rozmowa uwiarygodniała
wnioski płynące z prezentowanych w trakcie kongresu raportów. Ilustracją wniosku o słabej ofercie
działań zmierzających do kształtowania przyszłego uczestnika kultury była wypowiedź dyrektora
teatru, który twierdził, że w jego instytucji takie
działania są niepotrzebne (przeciw czemu nie
zaprotestował publicznie żaden przedstawiciel
innych instytucji). Zamknięcie instytucji na odbiorców ilustruje emocjonalny komentarz: „Co ty
powiesz dziewczynko?” (była to spontaniczna odpowiedź pracownika instytucji kultury na wypowiedź jednej z uczestniczek spotkania, niezwiązanej zawodowo z instytucjami, o potrzebie wyjścia instytucji w stronę nowych odbiorców). To, że
w debacie nie uczestniczyli czynnie twórcy kultury świadczyć zaś może o oderwaniu tychże instytucji od środowiska artystycznego oraz braku
wzajemnego zaufania i zainteresowania. Wymowna jest także początkowa nieobecność na debacie
niektórych dyrektorów instytucji kultury, którzy
dotarli na nią dopiero, gdy zostali telefonicznie
zaalarmowani o trwającej krytyce ich instytucji.
Wydaje się, iż celowe byłoby stworzenie
w Łodzi i województwie niezależnego organu oceniającego działalność instytucji kultury
RAPORT
RAPORT
52
(zwłaszcza tych, których główną domeną jest
działanie w zakresie tworzenia i propagowania
sztuki) w kontekście efektywności i jakości ich
działań (w trakcie Regionalnego Kongresu Kultury mówiono niekiedy w tym kontekście o Regionalnym Obserwatorium Kultury). Ważne jest,
by był to twór niezależny od samych instytucji
kultury i ich organów założycielskich, bowiem
obserwowałby kulturę w regionie w ujęciu szerszym. W takim obserwatorium powinni znaleźć
się ludzie niezwiązani z bieżącą działalnością
instytucji kultury i nie powinni być oni urzędnikami (wskazana byłaby także ich kadencyjność).
W trakcie prowadzonej przeze mnie debaty łatwo
można było zauważyć, że obrońcami efektów
działań instytucji kultury byli przede wszystkim
ich wieloletni dyrektorzy oraz ci urzędnicy, którzy – czasem od kilku dekad – byli lub są związani
z organizowaniem kultury w Łodzi i regionie. Jest
to postawa całkowicie zrozumiała, ale nie można
przemilczeć pytania o związek tej relacji z alarmującymi danymi płynącymi z prezentowanych
w trakcie kongresu raportów. Wydaje się, że odpowiedzi na pytanie „Jakich instytucji kultury potrzebujemy?” powinni udzielać przede wszystkim
odbiorcy tych instytucji – w mniejszym stopniu
ich twórcy. To też wniosek płynący z kongresowych raportów, ale także wniosek z tej debaty,
w której dynamika dyskusji przebiegała wzdłuż
linii „my, zarządzający kulturą” – „my, odbierający
kulturę”. Pomiędzy jednymi a drugimi była – niestety – przepaść. Odczułem to także jako moderator dyskusji, któremu wielokrotnie „zarządzający kulturą” odbierali prawo do wyrażania sądów
o charakterze ewaluacyjnym.
moderacja: MARIUSZ SYTA
Dziennikarstwo kulturalne: PR działań
na rzecz kultury, zaangażowanie
dziennikarzy w debatę o stanie kultury
Kryzys lokalnego dziennikarstwa kulturalnego, spadek jakości i ilości materiałów kulturalnych
w mediach regionalnych – te hasła zdominowały spotkanie i były powtarzane przez wszystkich
uczestników dyskusji, zarówno przedstawicieli
środowiska artystyczno-kulturalnego, jak i samych
dziennikarzy. Wszyscy podkreślali także znaczenie
regionalnych mediów publicznych w prezentowaniu aktualnych wydarzeń artystycznych oraz wychowywaniu kolejnych pokoleń odbiorców kultury. Zdaniem uczestników dyskusji, TVP Łódź oraz
Polskie Radio Łódź obecnie nie realizują w pełni
swojej misji. Pojawiły się także głosy, że Regionalny
Kongres Kultury powinien zakończyć się rodzajem
apelu o większą obecność wydarzeń artystycznych
na antenach łódzkich mediów publicznych.
Sprawozdania moderatorów
Mnie osobiście – uderzyła jednostronność
opinii, które pojawiły się w czasie dyskusji.
Czy naprawdę odpowiedzialni (winni?) są tylko dziennikarze i redaktorzy naczelni mediów
lokalnych? A czy organizatorzy nie mają sobie
nic do zarzucenia? Czy w wystarczający sposób potrafią zachęcić i zainteresować swoimi
imprezami i ofertą programową? Czy tworząc
tę ostatnią z wymienionych – naprawdę myślą
o odbiorcy i jednocześnie o tym, który w dotarciu do widza ma pomóc – czyli o dziennikarzu?
Te pytania nie zostały wyraźnie zwerbalizowane
i – skutkiem tego, co oczywiste – nie uzyskaliśmy na nie odpowiedzi. Traktuję to jako osobistą porażkę związaną z bardzo zresztą ciekawą
dyskusją.
53 RAPORT
RAPORT
moderacja: JACEK WESOŁOWSKI
Rewitalizacja: jak wykorzystać
dziedzictwo kulturowe w rozwoju
miasta i regionu?
Materiałem wstępnym do dyskusji były dwa
krótkie sprawozdania z przedsięwzięć stanowiących dwa zupełnie różne podejścia do rewitalizacji. Pierwszym był „Projekt Księży Młyn”, będący
próbą rewitalizacji przeprowadzanej z szerokim
udziałem mieszkańców. Z wypowiedzi wynikało,
że miasto uzyskało w maju br. szereg studiów,
mających stać się podstawą budowy strategii
działania w tym obszarze, tworzonej w ramach
specjalnie powołanego zespołu. Jednakże, prace
nad strategią, jak się zdaje, nie postępują należycie, a mieszkańcy czują się pomijani i zlekceważeni w pragmatyce postępowania zespołu.
Drugie przedsięwzięcie to „Nowe Centrum
Łodzi”; zostało ono omówione ze szczególnym
uwzględnieniem adaptacji zabudowy pozostałej
po starej elektrowni. Głęboka wiara przedstawicieli organizacji prowadzącej inwestycję „EC1
– Łódź Miasto Kultury” w powodzenie przedsięwzięcia, którego celem jest oparcie przyszłości
miasta na dostępie do dobrego transportu i na
szeroko rozumianej kulturze, stanowiącej znaczną część funkcji NCŁ, została skonfrontowana ze
sceptycyzmem uczestników debaty. Podnoszono
nieadekwatność metodologii badań społecznych
do treści i ciężaru gatunkowego inwestycji. Poddano też w wątpliwość możliwość poniesienia
kosztów budowy i przyszłej eksploatacji nowych
instytucji kultury, które mogą oznaczać problemy z finansowaniem struktur już istniejących.
Przejawem „niezdrowego” konkurowania NCŁ
RAPORT
RAPORT
54
o środki miasta może być brak postępu w pracach
nad rewitalizacją Księżego Młyna, w tym nawet
odmowa przeprowadzenia stosunkowo niskokosztowych działań mających na celu tworzenie
zespołu „działań kreatywnych”.
Jak można zauważyć, wśród tematów wstępnych prezentacji zabrakło spraw dotyczących tej
większości obszaru śródmieścia, która wypełniona jest zabudową historyczną i obciążona deprecjacją materialną, środowiskową i społeczną.
Wygląda na to, że brakuje determinacji miasta
w radzeniu sobie z rewitalizacją historycznego
centrum. Tymczasem to właśnie ono powinno
znajdować się w centrum uwagi, ponieważ jego
stan decyduje o odbiorze miasta. Zamierzenia
związane z budową NCŁ zanadto przesłaniają
obraz pierwszoplanowych potrzeb i zbyt wiele pochłaniają uwagi decydentów. Nie ma też
gwarancji, że NCŁ wygeneruje korzystne procesy
synergii, tym bardziej że miasto lekką ręką zrezygnowało z jednego z istotnych stymulatorów aktywizacji, jakim byłyby stacje kolei regionalnej na
planowanej podziemnej linii średnicowej. Można natomiast z dużym prawdopodobieństwem
przewidzieć, że NCŁ uruchomi procesy gentryfikacji, czyli gwałtownej zmiany charakteru otaczającego obszaru, ze wszystkimi konsekwencjami
społecznymi. Nie jest to pożądany sposób prowadzenia rewitalizacji w obszarach kryzysowych.
Obserwując zatem rozwój wypadków można
odnieść wrażenie, że władze miasta nie dostrze-
gają potencjału tkwiącego w historycznej strukturze i substancji. Tymczasem przykład działań
opartych na wykorzystaniu historycznych zasobów przy docenianiu czynnika społecznego znajduje się niedaleko od Łodzi – w Zgierzu. Może
on stanowić inspirację chociażby dla polityki
wobec zabytkowego Księżego Młyna i zespołów
pofabrycznych doliny Jasienia (zwłaszcza wykończalni scheiblerowskiej), których przetrwanie jest
coraz bardziej zagrożone. Zgierz może też być
atrakcyjnym przykładem rodzącej się dbałości
o przestrzeń, którą widać zarówno w działaniach
władz miasta, jak i – coraz częściej – mieszkańców
obszarów kryzysowych.
Należycie prowadzone prace nad strukturalną modernizacją miasta, której wyrazem jest
NCŁ, nie mogą tłumaczyć indolencji w sprawach
rewitalizacji obszarów dziedzictwa. Należy przynajmniej podjąć wszelkie działania (w tym korektę złych decyzji już podjętych), by NCŁ możliwie najszerzej mogło pozytywnie oddziaływać
na śródmieście i centrum, które dramatycznie
wymaga lepszego gospodarza.
moderacja: JACEK WAWRZYNKIEWICZ
Warunki prawne
działania instytucji kultury
Uczestnikami panelu byli posłowie kierujący
w poprzedniej kadencji Sejmu Komisją Kultury
i Środków Przekazu – Iwona Śledzińska-Katarasińska (przewodnicząca komisji) i Sylwester
Pawłowski (zastępca przewodniczącego), a także praktycy – dyrektorzy Wojciech Nowicki (Teatr Wielki i Teatr Jaracza) i Waldemar Wolański
(Teatr Arlekin).
Przedmiotem pierwszych wystąpień panelistów były przepisy prawa wprowadzone nowelizacją ustawy o organizowaniu i prowadzeniu
działalności kulturalnej, które wchodzą w życie
1 stycznia 2012 roku. Najważniejsze zmiany, które
wprowadza ustawa, to:
1. utworzenie instytucji artystycznych jako szczególnego rodzaju instytucji kultury – zróżnicowanie form działania instytucji kultury polega
Sprawozdania moderatorów
na wyodrębnieniu wśród nich kategorii instytucji artystycznych
2. wprowadzenie pojęcia sezonu artystycznego,
który ma być podstawą organizacji i realizacji
zadań instytucji artystycznej. Wprowadzono
plany repertuarowe, które mają swoje odniesienie do kontraktów dyrektorskich czy sposobu
zatrudniania dyrektora instytucji artystycznej
3. wprowadzenie nowych zasad powoływania
dyrektorów. Nowelizacja przewiduje zrezygnowanie z możliwości powołania dyrektora
na czas nieokreślony, precyzuje tryb przeprowadzania konkursu na to stanowisko i warunki
powoływania dyrektora bez przeprowadzenia
konkursu
4. możliwość powierzania zarządzania instytucją
kultury osobie prawnej i fizycznej – podmioto-
55 RAPORT
RAPORT
wi wyłonionemu zgodnie z ustawą Prawo zamówień publicznych – w formie umowy, która
będzie szczegółowo określać prawa i obowiązki organizatora oraz zarządcy
5. obowiązek uzyskania zgody pracodawcy na zawieranie przez artystów dodatkowych umów
6. umożliwienie łączenia różnych form działania
w ramach jednej instytucji kultury – np. muzeów i bibliotek z innymi instytucjami kultury.
Dotyczyć to może np. połączenia teatru i galerii, orkiestry i ogniska muzycznego lub nawet
teatru i domu kultury.
Paneliści zgodnie stwierdzili, że zmiana ustawy była oczekiwana przez środowisko, jednakże zaproponowane przez ustawodawcę nowe
przepisy nie do końca spełniły oczekiwania i posłów, i praktyków.
Wprowadzono wprawdzie pojęcie instytucji
artystycznej, ale nie końca zostały zdefiniowane
jej zakres i sposób działania. Przyznano, że część
środowiska oczekiwała zmian w kierunku odmrożenia dotychczasowego stanu polegającego na
tym, że państwowe i samorządowe instytucje
artystyczne będą mogły prowadzić działalność
repertuarową, a nie jak dotychczas instytucjonalną ze wszystkimi wynikającymi z tego utrudnieniami (utrzymywanie dużej ilości etatów, utrud-
RAPORT
RAPORT
56
nienia ustawowe wynikające choćby z przepisów
prawa pracy w kształtowaniu przez dyrektorów
zespołów artystycznych).
Zwrócono również uwagę na brak w ustawie
konkretnych przepisów dotyczących źródeł finasowania prowadzenia działalności kulturalnej
przez instytucje kultury i instytucje artystyczne.
Praktycy stwierdzili, że jako wieloletni dyrektorzy teatrów w codziennej pracy muszą zmagać
się z gąszczem przepisów utrudniających działalność instytucji. Wskazali również, że pracę instytucji zgodnie z aktualnie obowiązującymi przepisami prawa nadzoruje i kontroluje kilkanaście
organów, które nie zawsze potrafią zrozumieć
specyfikę instytucji kultury.
Sprawy stosowania innych ustaw w działalności instytucji kultury, z uwagi na ograniczony czas
dyskusji zostały jedynie zasygnalizowane, ze zwróceniem uwagi na to, że w stosunku do nich powinny być uproszczone przepisy prawa zamówień publicznych i ustawy o finansach publicznych.
Wszyscy uczestnicy dyskusji zgodzili się, że
zmiany prawa regulującego działalność instytucji kultury i instytucji artystycznych powinny być
początkiem, a nie końcem budowy systemu, który z jednej strony w sposób jasny i wyraźny określi zasady działania, a z drugiej – będzie pozwalał
na sprawne i innowacyjne zarządzanie.
moderacja: HANNA GILL-PIĄTEK
Obywatele Kultury – jak przełożyć
postulaty ruchu na poziomie lokalnym?
Panel poprzedziło otwarte spotkanie 3 X 2011
w Teatrze Nowym, współorganizowane przez Klub
KP w Łodzi, poświęcone zagadnieniom wdrażania
w Łodzi „Paktu dla kultury”. Gośćmi debaty byli:
Beata Chmiel, współtwórczyni ruchu Obywatele
Kultury, z-ca dyr. Muzeum Narodowego, Krzysztof
Dudek, dyr. Narodowego Centrum Kultury oraz
Paweł Łysak, dyr. Teatru Polskiego w Bydgoszczy.
Spotkanie miało na celu poszerzenie wiedzy
uczestników na temat ruchu Obywateli Kultury
i uzgodnienie chęci przystąpienia do lokalnego
„Paktu dla kultury”. Do udziału w debacie zaproszone były wszystkie chętne osoby i środowiska
identyfikujące się z kulturą w Łodzi. Na spotkaniu omówione zostały najważniejsze zagadnienia: cele ruchu, obecna sytuacja, tworzenie paktów lokalnych (Bydgoszcz, Warszawa, Kraków,
Poznań). Najważniejsze pytania z dyskusji:
• czy środki z 1% trafią proporcjonalnie do Łodzi i regionu, czy zostaną „zjedzone” przez instytucje centralne?
• jak monitorować działalność władz lokalnych,
będąc jednocześnie beneficjentem funduszy
publicznych?
• czy istnieje wystarczające zainteresowanie
współpracą różnych środowisk?
W panelu, który odbył się 27 października
2011 podczas Regionalnego Kongresu Kultury,
wzięli udział uczestnicy o zróżnicowanym poSprawozdania moderatorów
ziomie przygotowania, a także przedstawiciele
z innych miast i regionów. Po wstępnej prezentacji rozpoczęła się dyskusja. Jej przebieg był dość
chaotyczny: część dyskutantów chciała rozmawiać o lokalnym „Pakcie dla kultury”, pozostali
w widoczny sposób szukali możliwości poruszenia innych problemów, co również było wartością
wobec dość ograniczonej przestrzeni wymiany
doświadczeń, jaką oferowały uczestnikom poranne sesje kongresu.
Najważniejsze pytania i wnioski z dyskusji:
– czy lokalny „Pakt dla kultury” ma mieć wymiar
regionalny? (nie ustalono)
–p
akt ma mieć charakter regulatywny zarówno
w stosunku do władz, jak i do samego środowiska
– każdy aktor kultury chce szacunku i podkreślenia swojej centralnej pozycji, trzeba negocjować wspólne przedsięwzięcia wewnątrz paktu
– finansowanie kultury w Łodzi jest na poziomie
3,6%, środki te się nie zwiększą, można zadbać
o lepszą ich alokację
– kultura nie daje widocznych, przeliczalnych
i natychmiastowych korzyści. Pakt powinien
stać się gwarantem ważności kultury na poziomie lokalnym
– to ruch Obywateli Kultury najbardziej potrzebuje lokalnych paktów, bowiem większość
środków na ten cel pochodzi z samorządów
– lokalny pakt ma strzec zasad finansowania kultury na danym obszarze
57 RAPORT
RAPORT
– pakt ma zaprojektować nowe rozwiązania
– władzy przyda się mocny społeczny partner,
który konsultuje dokumenty, strategie, zasady
– pakt nie służy do naprawy kultury, ale do poprawy zarządzania kulturą.
moderacja: JACEK GRUDZIEŃ
Współpraca UM i UMŁ z NGO
Współpraca samorządu, instytucji kultury i organizacji pozarządowych wymaga zmian, które
nie będą możliwe bez zmian ustawowych. Polskie prawo nie nadąża za ewolucją organizacji
pozarządowych, które coraz częściej wypełniają
zadania instytucji kultury. To jedna z przyczyn
utrudniających współpracę z instytucjami kultury.
Organizacje zajmujące się animowaniem kultury
słabo ze sobą współpracują, wyraźna jest atomizacja szczególnie odczuwalna w przedsięwzięciach,
gdzie współpraca wydaje się wręcz konieczna dla
RAPORT
RAPORT
58
osiągnięcia sukcesu. Źródłem konfliktów są też
niejasne zasady przyznawania środków na projekty kulturalne. Brak stabilności w tej sprawie
z pewnością hamuje wiele przedsięwzięć. W działaniach samorządu odczuwana jest „akcyjność”,
brak spójnej strategii i konkretnych komunikatów,
jakie są priorytety. NGO oczekują także od władz
miasta współpracy przy pozyskiwaniu sponsorów,
fachowych porad i wspierania promocyjnego oraz
planu promocji wzajemnej działań współfinansowanych przez miasto.
moderacja: JOLANTA WOŹNICKA
ZBIGNIEW PLACZYŃSKI
Instytucje kultury jako centra aktywności lokalnej
1. Ogólnie
Półtorej godziny to za mało czasu na podjęcie
głębszej analizy, która powinna być oparta na
wielości wypowiedzi. Dobrą praktyką byłoby
dostarczenie uczestnikom materiałów, z którymi
powinni się wcześniej zapoznać i w konsekwencji
przygotować sobie przemyślane stanowiska. Panel okazał się sondażem, pozwolił skonfrontować
poglądy uczestników, a w konsekwencji ujawnił
wiele ciągle otwartych pytań.
w Łodzi wydają się wyraźnie różnić od potrzeb
instytucji regionu.
2. Misja (misje) instytucji kultury
Na pytania o misje instytucji kultury nie znaleźliśmy odpowiedzi, co może oznaczać jedynie
pewne zagubienie w definiowanych celach i zadaniach, jakie stoją przed instytucjami funkcjonującymi w przestrzeni kultury. Wydaje mi się, że
to władza powinna poprzez strategie wskazywać
misje, jakie powinny przyświecać instytucjom,
między innymi po to, by ta strategia była realizowalna. Posiadanie zdefiniowanej misji wyraźnie
wzmacnia poczucie roli instytucji.
5. Oczekiwania
Z dyskusji na naszym panelu wynika, że współpraca, a nie rywalizacja w przestrzeni kultury powinna być metodą. W Programie Rozwoju Kultury
Województwa Łódzkiego i w Programie Rozwoju
Łodzi w punkcie wydatków na kulturę nie powinno znaleźć się stwierdzenie, że „konkurencja podmiotów ubiegających się o pieniądze publiczne
podniesie efektywność działań”, tylko „działania
wspólne oparte na partnerstwie instytucji działających na określonym obszarze są warunkiem
efektywniejszego wykorzystania środków publicznych”. Prawa wolnego rynku w przestrzeni
kultury są pomysłem chybionym. Osobiście uważam, że wydatki powinny być raczej monitorowane, a nie przyznawane na podstawie atrakcyjności
argumentów na ich uzyskanie, co przewijało się
w wielu, również kuluarowych wypowiedziach.
Współpraca w uprawianiu kultury powinna występować nie tylko pomiędzy lokalnymi insty-
3. Potrzeby
Potrzeby zarówno mieszkańców Łodzi, jak i regionu, ciągle są w fazie definiowania i badania,
co świadczy o uporczywych próbach znalezienia
odpowiednich obszarów działań i metod pracy
podejmowanych przez ludzi uprawiających kulturę w bibliotekach, domach kultury czy świetlicach. Natomiast potrzeby instytucji działających
Sprawozdania moderatorów
4. Model (modele) instytucji
Proponowany model instytucji opartej na CAL,
czyli lokalnego centrum aktywności, w opinii
uczestników panelu jest pożądany. Dobrze by
było, aby władza zaproponowała podległym instytucjom podążanie w kierunku takiej zmiany
jakościowej i strukturalnej.
59 RAPORT
RAPORT
tucjami a organizacjami pozarządowymi, co się
wydaje bezdyskusyjnym sposobem likwidacji napięć, ale również przebiegać pomiędzy instytucjami Łodzi i regionu. Być może trzeba to wzmocnić dodatkowymi pieniędzmi, co świadczyłoby
o tym, że władza upatruje w tym środek do realizacji polityki kulturalnej regionu. Uczestnicy kongresu mają nadzieję, że nie jest on jednorazowym
zdarzeniem ufundowanym przez władzę, tylko
stanie się stałą praktyką badania stanu i potrzeb
kultury. Jestem bardzo usatysfakcjonowany tym,
że mogłem usłyszeć tak trafną diagnozę dotyczącą kondycji instytucji kultury w naszym kraju wyrażoną przez pana dyrektora Jarosława Suchana.
Dziękuję Panu.
Zbigniew Placzyński
moderacja: KAROL FRANCZAK
Diagnoza stanu kultury
i potrzeby kulturalne mieszkańców
województwa łódzkiego
Zaproszeni goście:
Izabela Franckiewicz-Olczak – współautorka raportu „Preferencje kulturalne mieszkańców województwa łódzkiego” przygotowanego przez
Biuro Badań Społecznych Question Mark, magister kulturoznawstwa i socjologii.
Dorota Wodnicka – od 2009 roku pełniąca obowiązki Dyrektora Departamentu Kultury i Edukacji Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi. Doktorantka na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu
Łódzkiego.
Przemysław Owczarek – poeta i antropolog
kultury. Odpowiada za Dział Kultur Miejskich
w Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym
w Łodzi.
1. Diagnoza
Punktem wyjścia rozmowy były wyniki badań socjologicznych „Preferencje kulturalne mieszkańców województwa łódzkiego”, przeprowadzone
w 2011 roku w Łodzi i regionie. W pierwszej części
RAPORT
RAPORT
60
spotkania uczestnicy omawiali potrzebę kontynuowania pogłębionych analiz socjologicznych,
dotyczących uczestnictwa lokalnej społeczności
w kulturze. Konsens dotyczył m.in. konieczności
przeprowadzenia dalszych badań, głównie o charakterze jakościowym, które w niedalekiej przyszłości mogłyby stać się podstawą pogłębionej
refleksji nie tylko nad strategiami uczestnictwa
obywateli w kulturze, ale również nad stanem infrastruktury kulturalnej oraz sposobami pracy wybranych instytucji. Zapotrzebowanie na bardziej
pogłębione studia wyrażali także – biorąc czynny udział w dyskusji – przedstawiciele instytucji
publicznych oraz organizacji pozarządowych.
W ich opinii wiedza pozyskana w badaniach społecznych w istotny sposób przyczyniłaby się do
lepszego rozpoznania preferencji mieszkańców
regionu i wzbogacenia oferty kulturalnej.
Ważnym punktem dyskusji stała się próba
sproblematyzowania odmiennych sposobów rozumienia kategorii „aktywność kulturalna” przez
władze lokalne, organizatorów życia kulturalnego
oraz respondentów, udzielających odpowiedzi
w badaniach. W opinii panelistów rozbieżności
pomiędzy poszczególnymi podmiotami w istotny sposób wpływają na politykę kulturalną władz
i diagnozowane niedopasowanie pomiędzy autorami inicjatyw i ich odbiorcami. Dostrzegano, że
obiegowe opinie respondentów o kulturze różnią
się od założeń organizatorów kultury, a działania i pomysły placówek odbiegają znacząco od
oczekiwań odbiorców. Towarzyszy temu dylemat
związany z wyborem określonej strategii działania
i tworzeniem instytucjonalnego wyobrażenia
„człowieka kulturalnego”. Instytucje i organizacje
kultury muszą często wybierać między koniecznością „wychowania do kultury” – licząc się z zarzutem elitarności, hermetyczności i niezrozumiałości
– a zainteresowaniami odbiorców, nietożsamymi
zwykle z programem instytucji edukacyjnych
i pedagogizującymi projektami instytucji kultury.
Jednocześnie dyskutanci podkreślali, że przedstawicielom władz lokalnych i pracownikom instytucji kultury trudno uniknąć przypisywania odbiorcom określonych tożsamości, motywacji, gustów,
dominujących form spędzania czasu wolnego
oraz preferowanych „wydarzeń” i „atrakcji” o charakterze kulturalnym i rozrywkowym. W związku
z powyższą diagnozą akcentowano konieczność
uwzględnienia zrekontekstualizowanych sposobów rozumienia aktywności kulturalnej przez
członków społeczeństwa, którzy własnymi wyborami w czasie wolnym często manifestują niechęć
do kultury instytucjonalnej. Ujawnione w badaniu
deklaracje respondentów potwierdzały przekonanie o przypadkowym charakterze kontaktu z tego
rodzaju ofertą, odrzucanie tradycyjnych hierarchii
wartości kulturowych, poszukiwanie przystępnej
propozycji o charakterze rozrywkowym oraz wySprawozdania moderatorów
bieranie aktywności bardzo często ograniczonych
do przestrzeni prywatnej.
2. Rekonstrukcja
W drugiej części dyskusji uwaga skupiła się na
określeniu genezy niezadowalającego stanu
aktywności kulturalnej mieszkańców Łodzi i regionu oraz na poszukiwaniu możliwych dróg rekonstrukcji powiązań między instytucjami kultury i ich potencjalnymi odbiorcami. Dominująca
perspektywa wpisywała się w analizy „długiego
trwania” – dostrzegano historyczną perspektywę
kształtowania się Łodzi jako ważnego ośrodka
przemysłowego, w ramach którego wykształciła się specyficzna struktura społeczna i specyficzna publiczność. W wielu głosach pojawiało
się założenie, że bez pogłębionej refleksji nad
tożsamością kulturową regionu i lokalnym kontekstem, dopasowanie oczekiwań mieszkańców
i oferty kulturalnej nie będzie możliwe. Wśród
dyskutowanych zagadnień pojawiła się m.in.
konieczność rekonstrukcji i odbudowy więzi
społecznych, osłabionych w wyniku procesów
społecznych, gospodarczych i politycznych, które dotykały Łódź i region na przestrzeni XX wieku: od rozpadu wielokulturowej społeczności po
marginalizację gospodarczą na przestrzeni ostatnich 20 lat. Dyskutanci podkreślali konieczność
reaktywowania zaniedbanych przestrzeni publicznych oraz potrzebę rewitalizacji przestrzeni
spoza dominujących centrów społeczno-rozrywkowych. W opisie możliwych zmian przeważała
perspektywa uwzględniająca lokalną specyfikę
miasta i regionu.
3. Wyzwania przyszłości
Ostatnia część dyskusji udowodniła, że refleksja nad transformacją aktywności kulturalnej
61 RAPORT
RAPORT
mieszkańców Łodzi i regionu nie może obyć
się bez uwzględnienia zmian zachodzących
w obszarze instytucji kultury. Warto dostrzec tu
pewne niebezpieczeństwa, które w przyszłości
mogą osłabić ich autonomię, upodobnić organizacje kultury do szerszego tła społecznego
i zdecydowanie wpłynąć na kontrproduktywność prowadzonych działań. Niekwestionowalne wydaje się już m.in. wyobrażenie o rzekomej oczywistości związków kultury i ekonomii.
Jednym z głównych zagrożeń pozostaje w tym
kontekście brak refleksji na temat tzw. „kultury
projektowej” – trendu związanego ze współczesnymi sposobami pozyskiwania środków finansowych, który przyczynia się do umocnienia
„projektowej” mentalności organizatorów życia
kulturalnego. Sprzyja to m.in.: niekorzystnemu przekształcaniu dotychczasowych kategorii sztuki, tworzeniu hybryd instytucjonalnych
z udziałem przedstawicieli biznesu, obniżeniu
poziomu intelektualnego przygotowywanych
inicjatyw i deprofesjonalizacją pracowników
instytucji kultury. Logika grantowa zdaje się
być efektem ubocznym ekonomizacji życia artystycznego i kolejnym przejawem kolonizacji
kultury przez reguły przedsiębiorczości i świata
gospodarki. Istotnym zagrożeniem pozostaje
również przejęcie przez instytucje kultury języka przedsiębiorczości, używanego głównie do
uzasadnienia bieżących działań. Konsekwencją
tych zagrożeń jest postępująca dewastacja autonomii kultury w sferze praktyki i w sferze uzasadnień prowadzonej aktywności. Deklarowane
przez instytucje cele systematycznie mijają się
z codziennym doświadczeniem, a inicjatywy
kulturalne bardzo często wpisują się w nowe
tendencje i je obsługują, zbyt łatwo rezygnując
z ich krytycznej analizy i poszukiwania możliwych sposobów rekonstrukcji społecznej rzeczywistości.
moderacja: TOMASZ LASOTA
Jak pokazywać, że kultura jest ważna?
Współpraca pomiędzy instytucjami
kultury w regionie a samorządami
Łódź a region: integracja kulturalna
województwa łódzkiego
1. Czy istnieje region łódzki?
Problem integracji regionalnej. Czy mieszkańcy
Łódzkiego czują więź ze stolicą województwa, czy
mówią o sobie – jestem z Łódzkiego, czy raczej –
jestem z łowickiego, wieluńskiego, sieradzkiego.
Zdaniem uczestników dyskusji potrzeba większej
RAPORT
RAPORT
62
integracji mieszkańców nie tylko administracyjnej,
ale poprzez wzajemne zainteresowanie i zbudowanie więzi. Kultura jest do tego świetnym pretekstem. Jako dobry przykład wszyscy wskazali festiwal „Kolory Polski”. Domagali się większej liczby
takich wydarzeń dziejących się nie tylko w Łodzi,
ale właśnie w regionie. Festiwal ma naśladowców
– jak się okazało w trakcie debaty, podobny wymiar może mieć niebawem ŁÓPTA – Łódzki Przegląd Teatrów Amatorskich. W Radomsku powstaje
jego pierwsza edycja „zamiejscowa” . Kolejny przykład to Festiwal Flamenco i jego pierwsza edycja
regionalna.
Uczestnicy wskazywali też na potrzebę większej informacji o wydarzeniach kulturalnych
w regionalnych mediach.
2. Współpraca między samorządami a ludźmi
kultury
W wielu mniejszych ośrodkach wskazywano na
brak takiej współpracy, zwłaszcza jeśli chodzi o ludzi kultury działających w nieformalnych grupach.
Akcentowano brak zainteresowania ze strony lokalnych samorządów. Gdzie szukać wsparcia?
3. A może kina?
Pomysł, aby wzorem regionalnych scen Teatru im.
St. Jaracza powołać sieć regionalnych kin. Jako
przykład podano salę w Skierniewicach. Podobne mogłyby powstać w innych miastach regionu.
W niektórych (np. Sieradzu) powstają inicjatywy mieszkańców wzywające do otwarcia takich
miejsc. Pytanie o źródło finansowania pozostało
bez odpowiedzi.
Sprawozdania moderatorów
4. Mediateki w bibliotekach w regionie
Bibliotekarze w regionie marzą o nowoczesnych centrach multimedialnych. Chcą, aby region wzbogacił się w biblioteki XXI wieku, gdzie
obok książek znajdą się nowoczesne technologie. To będzie doskonała szansa na popularyzację kultury w mniejszych ośrodkach – mówili.
5. ŁDK czy może Regionalne Centrum Kultur
Uczestnicy debaty chcieliby, aby Łódzki Dom
Kultury stał się w większym zakresie ośrodkiem
integrującym region i jego kulturalne przedsięwzięcia. Oczekują spotkań, seminariów, szkoleń
dla animatorów kultury w ośrodkach kultury
w regionie. Pojawił się pomysł zmiany nazwy,
która oddałaby lepiej cel działalności placówki.
Należałoby rozważyć wzmocnienie personalne,
infrastrukturalne i oczywiście finansowe ośrodka.
Wprowadzenie większej interaktywności. Dlaczego ŁDK nie miałby stać się tym dla regionu łódzkiego, czym dla kraju jest np. Centrum Nauki Kopernik. Miejscem, w którym młodzi mieszkańcy
regionu poznawaliby w interesującej i nowoczesnej formie historię, obyczaje, zabytki i dzień dzisiejszy regionu. Miejscem, w którym odbywałaby
się nowoczesna edukacja regionalna i kulturalna.
Może wtedy za kilka lat nikt by już nie pytał,
czy istnieje region łódzki?
63 RAPORT
RAPORT
DYS KUSJA
Jakich instytucji kultury potrzebujemy?
Zawód artysty
Prawo do miasta
Przemysły kreatywne
Jakich instytucji kultury potrzebujemy?
JAROSŁAW SUCHAN
Instytucje publiczne, czyli jakie?
Wiele mówiono podczas kongresu o konieczności aktywizowania społeczeństwa, o wspieraniu
inicjatyw obywatelskich, o znaczeniu trzeciego
sektora dla rozwoju kultury, zwłaszcza dla poszerzenia zakresu partycypacji w kulturze. I słusznie.
Ja jednak chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że to
instytucje stanowią potencjalnie najpotężniejsze
narzędzie uprawiania polityki kulturalnej.
Od jakiegoś czasu jednak instytucje spotykają się w naszym kraju z silną krytyką. Jedni widzą
w nich pozostałości po PRL-u: źle zarządzane,
kosztochłonne, wytwarzające niepotrzebny nikomu produkt zakłady pracy. Inni zarzucają elitaryzm, oderwanie od spraw, jakimi żyje współczesne społeczeństwo, brak sprecyzowanej misji.
Jeszcze inni oskarżają o uwikłanie w polityczne
zależności, biorące się z tego asekuranctwo i zamknięcie na żywą twórczość. Krytyka instytucji
płynie zarówno ze strony zwolenników państwa-minimum, jak i prospołecznych aktywistów trzeciego sektora. Na tle tak postrzeganych instytucji
publicznych na pozytywnego bohatera wyrastają
– w zależności od opcji światopoglądowej – prywatni przedsiębiorcy działający w przemysłach
kultury, bądź też różnego rodzaju inicjatywy
związane z aktywnością obywatelską, przybierające formę fundacji czy stowarzyszeń.
Oczywiście, w bardzo wielu przypadkach
krytyka taka wydaje się jak najbardziej zasadna.
Prawdą jest, że wiele instytucji wymaga radykalnych zmian, ponieważ ich jedyną racją bytu
RAPORT
RAPORT
66
wydaje się być dzisiaj jedynie tego bytu podtrzymywanie. Prawdą jest też, że instytucje bywają
przedmiotem politycznych nacisków. Prawdą jest
wreszcie, że w wielu instytucjach zarówno twórca, jak i odbiorca mogą czuć się intruzami.
Tego rodzaju instytucji nie zamierzam bronić. Nie uważam jednak, że instytucja publiczna
jako forma prowadzenia działalności kulturalnej
jest anachroniczna i że rozwój kultury powinien,
i że w ogóle może, dokonywać się tylko poprzez
aktywizację drugiego i trzeciego sektora. Po
pierwsze, zmarginalizowanie instytucji publicznych byłoby przejawem nieprawdopodobnego
marnotrawstwa – instytucje to przecież potężne
zasoby: budynki, infrastruktura, profesjonalne
zespoły, kapitał wiedzy, zbiory, prestiż itd. Po
drugie: marginalizacja taka prowadziłaby do
dalszego ograniczania – i tak wciąż się kurczącej
– przestrzeni publicznej.
Instytucje publiczne są nam bowiem potrzebne jako miejsca urzeczywistniania wolności twórczej, jako miejsca, w których zawieszona
zostaje władza dominującego w naszym świecie
porządku celowości i wynikającej z niego polityki ekonomizacji wszystkich obszarów ludzkiego
życia. Instytucje są nam potrzebne jako miejsca,
w których zjawiska kultury mogą stawać się faktami społecznie istotnymi.
Oczywiście, wolność twórcza również i w tych
miejscach – o czym wszyscy doskonale wiemy
– bywa ograniczana. Jednakże tylko w przypad-
ku jej ograniczania w instytucjach publicznych
społeczeństwo może zareagować, może wyrazić
swój sprzeciw, może domagać się respektowania
konstytucyjnie gwarantowanych praw do swobody artystycznej wypowiedzi.
To prawda też, że instytucje uwikłane są na
różne sposoby w grę rynkową. Niemniej, to w nich
kultura ciągle ma największe szanse, by wymknąć
się logice powszechnej ekonomizacji celów.
Nie tylko jednak z tych względów instytucje
publiczne są nam potrzebne. Istnieją też powody
bardziej prozaiczne. Po prostu – pewne zadania
w obszarze kultury tylko w ograniczonym wymiarze będą mogły zostać przekazane innym organizacjom, czy to reprezentującym drugi, czy to trzeci
sektor. Mam tu na myśli zadania, które potrzebują
stałych olbrzymich nakładów, a nie gwarantują
zysków, zadania wymagające utrzymywania dużych zespołów ludzkich oraz te, które realizowane
są w sposób ciągły i opierają się na konieczności
systematycznych działań. Trudno sobie wyobrazić
powstawanie w Polsce na jakąś znaczącą skalę
prywatnych czy społecznych filharmonii, teatrów
operowych lub muzeów sztuki. W świetle znowelizowanej ustawy o prowadzeniu działalności
kulturalnej możliwe jest, co prawda, powierzanie
prywatnym firmom bądź fundacjom zarządzania
już istniejącymi instytucjami. Abstrahując jednak
od poważnych niebezpieczeństw, jakie to rozwiązanie ze sobą niesie, raczej należy wątpić w pojawienie się dużego zainteresowania nim ze strony
drugiego lub trzeciego sektora.
Tak więc, zamiast stawiać instytucje publiczne
na cenzurowanym, należałoby się raczej zastanowić nad tym, co sprawia, że nie spełniają one
takiej roli, jaką spełniać powinny?
Niewątpliwie, i nie ma się co tutaj oszukiwać,
odpowiedzialność za to w dużej mierze ponoszą
Jakich instytucji kultury potrzebujemy?
kierujący instytucjami. Jednak najpoważniejsze
przyczyny tego stanu rzeczy leżą poza nimi i wiążą się z kontekstem, w jakim instytucje polskie
zmuszone są funkcjonować. Dwa elementy tego
kontekstu chciałbym teraz państwu przybliżyć.
Pierwszy – to pewien deficyt idei. Można odnieść ogólne wrażenie, że w Polsce władza publiczna nie posiada klarownego wyobrażenia na temat
misji, jaką winny wypełniać instytucje, za które
odpowiada. Mało tego, nie posiada odpowiednich mechanizmów, które pozwalałyby taką misję
w sposób społecznie legitymizowany konstruować. A skoro brak jasno zdefiniowanego misyjnego celu, to trudno się dziwić, że instytucje się nie
reformują. Jak tu bowiem reformować cokolwiek,
jeśli się nie wie, co miałoby być tego efektem?
Większość istniejących w Polsce teatrów, galerii, bibliotek, domów kultury została utworzona
w czasach PRL-u i miała służyć realizacji polityki
kulturalnej wynikającej z ideologicznych założeń,
na których ufundowany był ówczesny ustrój. Ponieważ ustrój się zmienił, mogło się wydawać, że
społeczna misja tych instytucji również zostanie
przedefiniowana, a przynajmniej poddana weryfikacji. Jak wiadomo, w większości przypadków
nic takiego nie nastąpiło. Po 1989 roku większość
instytucji prowadziła działalność tak, jak gdyby
rzeczywistość wokół nie uległa żadnej zmianie.
Władza zaś nadal je utrzymywała, bardziej jednak
siłą rozpędu, niż dlatego, że była w stanie rozpoznać ich znaczenie dla kształtującego się demokratycznego społeczeństwa. Jeżeli pojawiały się
wówczas próby przemyślenia i zdefiniowania
na nowo misyjnych założeń, to tylko dlatego,
że taka potrzeba rodziła się wewnątrz instytucji
– a nie dlatego, że publiczna władza w braku misji dostrzegała problem. Z tego względu społeczny wymiar działalności instytucji pozostawał na
67 RAPORT
RAPORT
ogół nierozpoznany, co rzecz jasna przekładało
się na marginalizowanie tego sektora w polityce
państwa. Instytucje finansowano do poziomu,
który nie pozwalał im upaść, ale zarazem uniemożliwiał albo też poważnie utrudniał rozwój.
W rezultacie większość instytucji wegetowała,
a jeżeli niektórym udawało się poszerzać i wzbogacać swoją działalność, to tylko dzięki olbrzymiej determinacji pracujących w tych instytucjach zespołów.
Od jakiegoś czasu sytuacja ta zaczyna ulegać zmianie. W kalkulacjach władzy publicznej kultura pojawia się już nie tylko po stronie
wydatków, ale także po stronie korzyści, jakie
może przynieść. Problem jednak w tym, że dostrzegłszy kulturę – przesunąwszy ją z marginesów bliżej centrum polityki rozwojowej miast,
regionów i państwa – równocześnie zaczęto ją
instrumentalizować, rozpoznając w niej przede
wszystkim narzędzie pozwalające stymulować
pożądane procesy ekonomiczne. Co prawda, ta
reorientacja polityki kulturalnej nie przekłada się
na masową akcję formalnego redefiniowania celów misyjnych instytucji publicznych, niemniej
w pustce, jaką wytwarza brak zaktualizowanej
misji wielu z nich, to właśnie ta reorientacja zaczyna określać społeczne cele ich funkcjonowania. Oznacza to, że instytucje stają się ważne na
tyle, na ile to, co robią – i tu mój ulubiony cytat z portalu Kongresu Kultury Polskiej w 2009
– „wpływa na atrakcyjność osiedleńczą i lokalizacyjną regionów dla mieszkańców i inwestorów,
determinuje rozwój turystyki, tworzy rynek pracy, kreuje przemysły kulturowe, wzbudza mnożnikowe procesy gospodarcze współokreślane
rozwojem infrastruktury społecznej, współokreśla funkcje metropolitalne miast, sprzyja alokacji
zasobów ludzkich w sektorach rozwojowych”.
RAPORT
RAPORT
68
Chcę od razu podkreślić: rzecz nie w tym,
że instytucje publiczne nie mogą wspomagać
działań nakierowanych na osiąganie wspomnianych celów. Prestiżowe muzeum, teatr czy
filharmonia realizujące atrakcyjny i oryginalny
program z pewnością przyciągają turystów, budują korzystny wizerunek miasta lub regionu
itd. – i nie ma w tym nic złego. Problem pojawia
się jednak wówczas, gdy zadanie osiągania tych
celów postrzega się – niekoniecznie formułując
to expressis verbis – jako główne zadanie instytucji. A dzieje się tak, gdy ich misja pozostaje
niezdefiniowana, niezaktualizowana lub pozostaje martwym zapisem.
Jeśli zatem myślimy o przeprowadzeniu reformy w tych instytucjach kultury, które tego
wymagają, i nie chcemy, by o kierunku ich przekształcania decydowały jedynie racje podobne
do wymienionych, powinniśmy na nowo nakreślić ich cele misyjne.
Pytanie kluczowe brzmi: kto powinien to zrobić? Tak, by misja nie była zbiorem sloganów nie
wiążących nikogo, ale stała się zobowiązaniem
poważnie traktowanym przez kierujących instytucjami, przez pracowników, ale także przez
właściciela instytucji, czyli władzę publiczną?
Na to pytanie nie chciałbym teraz odpowiadać. Proponuję, by stało się ono jednym z przedmiotów debaty, jaką powinien zainicjować ten
kongres. Teraz natomiast chciałbym wrócić do
kwestii poruszonej na początku, czyli do ograniczeń utrudniających właściwy rozwój instytucji.
O jednym już wspomniałem, czyli braku misji.
Drugie jest z owym brakiem w pewien sposób
powiązane. To drugie ograniczenie to fatalne
otoczenie prawne, w jakim instytucje są zmuszone funkcjonować. I mam tu na myśli zarówno
akty prawne wyższego rzędu, czyli ustawy, jak
i cały szereg administracyjnych regulacji, które codzienną działalność instytucji zamieniają
w pokonywanie toru z przeszkodami. Dlaczego ów
stan prawny wiążę z brakiem misji? Otóż i jedno,
i drugie jest wyrazem tego samego, a mianowicie
przekonania żywionego przez klasę polityczną
en masse, że kultura nie jest istotna, a jeżeli jest
istotna, to nie jako zjawisko samo w sobie, tylko
jako środek pomagający realizować zadania w innych, „naprawdę” ważnych sektorach działalności
państwa. Skąd taki wniosek? Otóż wystarczy poddać analizie którąkolwiek z uniwersalnych (czyli
nie dotyczących tylko kultury) ustaw: Ustawę
o zamówieniach publicznych, Ustawę o finansach
publicznych, Ustawę o dyscyplinie finansów publicznych, Ustawy budżetowe – żadna z nich nie
uwzględnia specyfiki działalności kulturalnej i raczej wątpić należy, by ich twórcy w ogóle zadawali sobie pytanie o to, jakie skutki ich uchwalenie
przyniesie w tym obszarze.
Oczywiście, pojawiają się symptomy zmiany
tego myślenia. Podpisanie przez Premiera Rządu
Polskiego „Paktu dla kultury”, odbywające się od
kilkunastu miesięcy w różnych miastach kraju Regionalne Kongresy Kultury, ten kongres, który, co
warto podkreślić, powstał z inicjatywy władz miejskich i wojewódzkich – to wszystko pozwala żywić pewną nadzieję na zmianę. O tym jednak, czy
ona naprawdę nastąpi będzie świadczyło nie tylko
zwiększenie budżetowych środków na kulturę, ale
przede wszystkim uwzględnianie kultury przy ustalaniu ogólnych zasad funkcjonowania państwa.
W tym momencie instytucje publiczne, ale
także inne podmioty działające w sferze kultury,
marnotrawią mnóstwo czasu i energii na pokonywanie przeszkód, jakie stwarza obowiązujące
prawo i istniejące procedury administracyjne.
Drobny przykład z własnego podwórka: 5 lat
Jakich instytucji kultury potrzebujemy?
temu w Muzeum Sztuki rozpoczęła się reorganizacja, efektem której było przejście na tak zwany
system zarządzania przez jakość. Potwierdzeniem, że proces zakończył się powodzeniem, było
uzyskanie przez muzeum certyfikatu normy ISO
9001, a dowodem na to, że system działa sprawnie, zdobycie po trzech latach od jego wprowadzenia Polskiej Nagrody Jakości. Muzeum Sztuki
stało się tym samym pierwszą instytucją kultury,
która uzyskała to prestiżowe wyróżnienie. Oznacza to, że w kwestii racjonalizacji zarządzania
w łódzkim muzeum udało się osiągnąć pułap
w polskich warunkach prawdopodobnie maksymalny. Dzięki wprowadzonym usprawnieniom
organizacyjnym dużo bardziej intensywny i rozbudowany program mógł być realizowany bez
powiększania zespołu merytorycznego i administracyjnego. Obecnie jednak, ze względu na
czasochłonność procedur administracyjnych,
którymi jesteśmy objęci, stajemy przed koniecznością zatrudnienia dodatkowych osób. Jak widać zatem, obowiązujące prawo bynajmniej nie
sprzyja redukowaniu przerostów zatrudnienia,
a to przecież redukcja etatów bardzo często bywała wskazywana jako pożądany efekt reformy
instytucji kultury.
Innym pożądanym efektem takiej reformy
miałaby być intensyfikacja działań programowych, zróżnicowanie oferty, otwarcie się na niekonwencjonalne formy aktywności i komunikacji
z odbiorcą. Ale i tutaj obowiązujące regulacje
prawne zamiast zachęcać, raczej zniechęcają. Im
bardziej bowiem rozbudowany i niekonwencjonalny program instytucja chce realizować, w tym
bardziej rozbudowane i skomplikowane procedury musi się wikłać. W rezultacie – to nie merytoryczna praca nad ofertą programową ogniskuje wysiłek zespołu, ale administracyjna obsługa
69 RAPORT
RAPORT
programu. Taki system paradoksalnie faworyzuje
te instytucje, które robią niewiele i które nie podejmują ryzyka innowacji i eksperymentu. Wielokrotnie krytykowany brak elastyczności instytucji
– którym jako pozytywny wzór przeciwstawia się
w tym względzie organizacje trzeciosektorowe
– w pewnej mierze jest zawiniony również tym:
koniecznością wpasowywania się w sztywny
i uszyty zdecydowanie nie na miarę gorset ustaw,
którym aktywność podmiotów działających
w sferze finansów publicznych podlega.
Kiedy wskazuje się na te ograniczenia, niektórzy sugerują, że niewiele da się z tym zrobić, ponieważ są one rezultatem konieczności dostosowania polskiego prawa do tego, które obowiązuje
w Unii Europejskiej. Dziwnie się jednak składa, że
realizując dosyć często projekty w innych krajach
europejskich, z takimi utrudnieniami formalnoprawnymi, jakie obowiązują w Polsce, się nie
spotykaliśmy. Natomiast za każdym razem, gdy
naszym zagranicznym partnerom przychodziło
zetknąć się z naszymi procedurami administracyjnymi, było to dla nich przeżycie traumatyczne.
Argumentuje się też często, że prawo jest
tak restrykcyjne, ponieważ ma chronić przed
nieprawidłowym wydatkowaniem środków publicznych. Stąd z roku na rok coraz bardziej rozbudowywane systemy nadzoru i kontroli. Jak się
jednak wydaje, jedynym, co system ów wymusza,
jest wydatkowanie środków publicznych zgodnie
z prawem, co w żadnym wypadku nie znaczy – racjonalnie i oszczędnie. W tym samym czasie, gdy
drobne przesunięcia w budżecie dofinansowywanej imprezy kulturalnej – jeśli nie są potwierdzone odpowiednimi dokumentami – mogą
skutkować koniecznością zwrotu dofinansowania, całkowicie zgodnie z prawem pozwala się na
wydatkowanie olbrzymich środków publicznych
RAPORT
RAPORT
70
poza wszelką społeczną kontrolą. Mamy niedawny przykład z Warszawy, gdzie organizacja,
mająca przygotować aplikację na konkurs o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, dostała na ten
cel z budżetu miasta ogromne środki i została
zobowiązana do rozliczenia tej kwoty jedną fakturą! W obecnym reżimie prawno-admistracyjnym bardziej istotna zdaje się być kwestia, czy
parafka znajduje się w odpowiednim miejscu,
niż to, czy wysokość wydatkowanych środków
publicznych jest wprost proporcjonalna do uzyskanego efektu.
Jak z tego wynika, istniejący w Polsce system
nie dość, że jest uciążliwy, to jeszcze nieskuteczny.
Nie chroni przed marnotrawieniem środków publicznych, a równocześnie zniechęca do podejmowania działań reformatorskich, do większej aktywności, do otwierania się na eksperyment. System
ten zamiast uwalniać kreatywność, o której w Łodzi teraz tak dużo mówimy, tak naprawdę nakłania
do przyjmowania postawy pasywnej, niewychylania się, podążania utrwalonymi ścieżkami. Za chęć
działania karze godzinami spędzonymi nad setkami formularzy i strachem przed postawieniem pieczątki w niewłaściwym miejscu.
Nie chodzi tu przy tym o złą wolę tego lub
innego urzędnika. Zarówno my, jak i urzędnicy jesteśmy w pułapce nieubłaganej logiki tego
samego systemu. Systemu, który określają następujące współrzędne: niespójne prawo, ustawodawstwo tworzone z myślą o głównych sektorach gospodarki narodowej i nie uwzględniające
specyfiki działalności kulturalnej, olbrzymi deficyt zaufania społecznego, który przekłada się na
procedury w każdym widzące potencjalnego aferzystę, nieefektywny system kontroli i ewaluacji,
który większy nacisk kładzie na ocenę zgodności proceduralnych niż na ocenę merytoryczną,
i wreszcie – sztywne regulacje, w które usiłuje się
wtłoczyć całą zróżnicowaną rzeczywistość działalności instytucji kultury.
Dlatego chciałbym zaapelować do Was
wszystkich: urzędników, władz samorządowych,
twórców, animatorów: jeżeli zależy Wam na dobrych instytucjach, zdolnych odpowiadać na
wyzwania współczesnego świata i na potrzeby
nowoczesnego społeczeństwa, to podejmijcie
wraz z nami, pracownikami instytucji, wspólne
działania na rzecz uwolnienia kultury z sieci złego
prawa i absurdalnych przepisów. To leży w inte-
resie nas wszystkich, a przede wszystkim – w interesie tych, którym winniśmy służyć, czyli naszej
publiczności.
Jarosław Suchan – historyk sztuki, krytyk i kurator. Od 2006 r. dyrektor Muzeum Sztuki w Łodzi.
W latach 1999-2002 kierował Galerią Bunkier Sztuki
w Krakowie, przekształcając ją w jedno z najbardziej
dynamicznych miejsc na artystycznej mapie Polski.
Laureat Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego za rok 2009.
PIOTR OLKUSZ
Instytucja kultury:
płatnik – artysta – odbiorca
Jaki jest cel instytucji kultury – to najważniejsze pytanie, jakie trzeba sobie postawić, zanim
rozpocznie się jakąkolwiek dyskusję o instytucjach
kultury. Z tym pytaniem wiążą się kolejne: czy cel
ten jest stały, czy zmienia się zależnie od miejsca
i czasu? Czy instytucja kultury ma być oazą stabilizacji w zmieniającym się świecie, czy też rytm jej
zmian ma bić wraz z rytmem zmieniającego się
świata (a może powinien go wyprzedzać)? Kto
powinien stać na czele instytucji kultury – artysta
czy urzędnik? Czy instytucja służy realizowaniu
polityki artystycznej, a jeśli tak, to czyjej?
Pytań jest dużo, możliwych odpowiedzi jeszcze więcej. Spróbujmy konkretniej: po co w Łodzi
i w województwie łódzkim instytucje kultury? Po
co były trzydzieści lat temu, po co były dziesięć
lat temu, po co są teraz i po co wciąż mają istnieć?
Jakich instytucji kultury potrzebujemy?
Czy instytucje te zmieniają się wraz z miastem
i regionem? Co zmienia się szybciej? A może nie
zmieniają się w ogóle? Kto (jak długo i z jakimi
efektami) stoi na czele naszych instytucji kultury?
Czy instytucje te realizują jakąkolwiek politykę
artystyczną, a jeśli tak, to czyją?
Jednym z podstawowych problemów pojawiających się w dyskusjach o instytucjach kultury
jest utożsamianie ich z samą kulturą – tak, jakby
muzeum było tym samym, czym jest malarstwo,
a filharmonia tym samym, czym muzyka. To zamyka drogę do wszelkiej dyskusji, bo okazuje się,
że tak jak nie sposób kwestionować potrzeby istnienia sztuki, niektórzy nie chcieliby kwestionować sensu istnienia instytucji kultury. Tak jak nie
sposób obiektywnie i bezsprzecznie ocenić wartości dzieła sztuki, tak niektórzy odmawiają pra-
71 RAPORT
RAPORT
wa do dyskusji o jakości działań instytucji kultury.
Te absurdy idą dalej: tak jak nie sposób wymagać
od sztuki charakteru utylitarnego, tak niektórzy
buntują się, gdy takiego charakteru wymaga się
od instytucji kultury. Tak jak wymaga się wolności twórczej dla artystów, tak niektórzy chcieliby wszelkiej wolności dla dyrektorów instytucji
kultury. I jeszcze dalej: tak jak istnieje sztuka dla
sztuki, tak niektórzy wierzą, że instytucje mogą
istnieć same dla siebie…
Obserwując nowoczesne instytucje kultury
dostrzegamy, że są one przede wszystkim pośrednikiem między płatnikiem (państwem, sponsorem), artystą a publicznością. Są pośrednikiem
dosyć szczególnym, bowiem nie koncentrującym
się na pobieraniu tzw. kosztów manipulacyjnych,
ale zajmującym się optymalizacją działań – zarówno w zakresie zarządzania środkami finansowymi (ich pozyskiwaniem i wydatkowaniem)
– jak i optymalizacją działań artystycznych (polegających na pozyskiwaniu i produkcji działań
artystycznych oraz na udostępnianiu efektów
tych działań). Instytucja kultury nie istnieje bez
płatnika, artysty, publiczności, ale istnieje dla
płatnika, dla artysty, dla publiczności. To, komu
służy bardziej (płatnikowi, artyście czy publiczności), wiąże się z profilem instytucji i zależne jest
– w znacznej mierze – od oczekiwań płatników,
artystów, publiczności; od tych oczekiwań, którym służy osoba kierująca instytucją. Dyrektor
instytucji kultury jest więc rzecznikiem wielu
podmiotów jednocześnie – płatnika, artysty, publiczności i służy wielu podmiotom: istnieje dla
płatnika, dla artysty, dla publiczności.
W niektórych wypadkach instytucje kultury
wydają się bez wpływu na podmioty, dzięki którym istnieją. Często za jedyną dynamiczną relację, a więc taką, którą można lub należy zmieniać,
RAPORT
RAPORT
72
dyrektorzy instytucji kultury uważają związek
między ich instytucją a płatnikiem. I choć tej zależności nie należy bagatelizować, to nie jest ona
jedyną, która powinna łączyć instytucję z otaczającą ją rzeczywistością. Niestety, jeśli mówimy
dziś o kryzysie instytucji kultury, to dlatego, że
zatraciły one umiejętność budowania żywej wymiany z artystami i publicznością. Instytucje bardzo rzadko stają się partnerem działań twórczych
najciekawszych artystów (najwięksi nie ufają instytucjom, zaś najmłodszym nie ufają instytucje)
i bardzo rzadko wchodzą w interakcję z publicznością. Te słabości doskwierają wielu.
Nie należy sprawy upraszczać – tego, czy instytucja jest partnerem działań twórczych nie liczy się tylko ilością zawieszonych obrazów, ilością
koncertów czy przedstawień, tak samo jej dialogu
z publicznością nie ocenia się tylko na podstawie
ilości widzów (podobnie zresztą, jak odpowiedzialnej polityki finansowej organu założycielskiego danej instytucji nie sprowadza się tylko do
wysokości subwencji). Wspólnym mianownikiem
ocen trzech relacji może być zaś pytanie o cel.
Czemu akurat ten artysta? Do kogo chcemy dotrzeć? Na co chcemy przeznaczyć pieniądze?
I właśnie pytanie o cel jest jednym z tych pytań, z którymi instytucje kultury mają największy
problem – to niechlubne prawo inercji instytucji.
Pytanie o cel jest w gruncie rzeczy pytaniem o ideę
– uwolnionym jeszcze od rozważań o zasobach
lokalowych, kadrowych, finansowych, skierowanym przede wszystkim w stronę widza i oddziaływania sztuki. To pytanie – sformułowane w świetle potrójnej relacji instytucji kultury – brzmiałoby
następująco: Jak działanie instytucji podejmującej się realizacji projektu ukształtuje publiczność,
jacy artyści są do tego działania potrzebni (i jaka
będzie wartość ich działania) oraz jakie środki fi-
nansowe są niezbędne? Innymi słowy instytucja
w każdym przypadku powinna na nowo określić
swoją grupę docelową, stworzyć nową wartość
artystyczną, określić budżet na zadanie.
Instytucja sztuki i sztuka nie są tym samym,
ale podlegają podobnym zagrożeniom. Wspólnym wrogiem sztuki i instytucji kultury jest stabilizacja (i sztuka, i instytucje kultury mają sens
tylko wówczas, gdy są stale kwestionowane,
gdy znajdują się pod wpływem tego, co Peter
Szondi nazwał „nieustannym kryzysem”). Sztuka
i instytucje kultury tracą sens, gdy nie zmieniają
i nie poszerzają swojej grupy odbiorczej. Sztuka
i instytucje kultury umierają, gdy nie zmieniają formy. Sztuka i instytucje kultury degenerują
się, jeśli nie dążą nieustannie do zmian. Sztuka
i instytucje kultury nie mają sensu, gdy nie podejmuje się krytycznej dyskusji na ich temat. Sztuka
i instytucje kultury są bez życia, jeśli nie są tworzone przez pasjonatów. Zagrożeniem dla sztuki
jest afirmacja tradycji jako cel w sam sobie – zagrożeniem dla instytucji kultury jest stanie na
straży utartych schematów.
Wróćmy zatem do pytań z początku tego tekstu: Dlaczego w Łodzi i województwie łódzkim
Jakich instytucji kultury potrzebujemy?
potrzebujemy instytucji kultury i ilu instytucji
potrzebujemy? Jaki był cel tych instytucji kiedyś,
jaki jest dziś i jaki jest cel ich istnienia jutro? Czy
instytucje te zmieniły się w zmieniającym się otoczeniu? Czy zmieniły swoje działania artystyczne
i ich poziom? Jaki jest ich poziom? Jakie cele swoim instytucjom wyznaczają ich dyrektorzy? Czy są
to cele czytelne? Jak długo długofalowe powinny
być to cele i jak długo powinny być realizowane
przez te same osoby? Czy polityka instytucji kultury jest działaniem mającym swój cel, czy tylko
działaniem inercyjnym?
I dodajmy kolejne pytania: o publiczność
i działania artystyczne. Czy odpowiada nam stopień uczestnictwa publiczności w działaniach instytucji kultury? Czy jesteśmy zadowoleni z działań artystycznych naszych instytucji?
Piotr Olkusz – adiunkt w Instytucie Teorii Literatury,
Teatru i Sztuk Audiowizualnych Uniwersytetu Łódzkiego oraz redaktor odpowiedzialny za dział zagraniczny w miesięczniku Dialog. Zajmuje się teatrem
najnowszym oraz zagadnieniami współczesnej organizacji życia kulturalnego w Europie; jest także
tłumaczem tekstów literackich i teoretycznych.
73 RAPORT
RAPORT
JOLANTA WOŹNICKA
Jakich instytucji kultury potrzebujemy?
– Centra Aktywności Lokalnej
Domy kultury i biblioteki gęstą siecią pokrywają cały kraj. Każda z gmin w kraju prowadzi
przynajmniej jedną taką instytucję, najczęściej
bibliotekę. W Polsce są gminy, które w każdej
małej wsi utrzymują świetlicę wiejską pełniącą
funkcję domu kultury – zdarza się, że pracownikami są instruktorzy zatrudnieni przez dom kultury. Jakość oferty tych instytucji jest różnorodna.
W wersji minimalnej pracownicy ograniczają się
do otwierania i zamykania drzwi, udostępniania
zasobów i pilnowania porządku.
Współtworząc od lat Centrum Promocji i Rozwoju Inicjatyw Obywatelskich OPUS mam kontakt z instytucjami i organizacjami w miastach,
na wsiach, w regionie. Wiele z nich uczestniczy
w naszych spotkaniach edukacyjnych, jest udziałowcem partnerstw lokalnych itp. W 2003 roku
po raz pierwszy byliśmy realizatorami cyklu edukacyjnego dla instytucji kultury. Uczyliśmy pracowników, jak lepiej zarządzać i jak przygotować
ofertę. Do dziś uważam, że lokalne ośrodki kultury powinny w swoich społecznościach pełnić rolę
centrów aktywności lokalnej i być współzarządzane przez lokalną społeczność.
Takie myślenie wpisuje się w ideę programu
Centrum Aktywności Lokalnej (CAL), który promuje model działania instytucji publicznej w środowisku lokalnym jako animatora aktywizującego daną
społeczność. Model CAL zakłada, że instytucja czy
organizacja staje się miejscem społecznościowym
– oddaje swoje zasoby mieszkańcom (nie tylko
RAPORT
RAPORT
74
„oczywistym” odbiorcom, np. uczniom w szkole
czy uczestnikom kursów, ale ogółowi społeczności). Praca ze społecznością zaczyna się od diagnozy lokalnego środowiska w zakresie najistotniejszych potrzeb i zagrożeń w podstawowych
obszarach rozwoju, tj. ekonomicznym, społecznym, ekologicznym i kulturowym, a następnie, na
tej podstawie, planowanie działań, zmian. Instytucja będąca centrum aktywności lokalnej nie tylko
proponuje ofertę mieszkańcom, ale też im oddaje
przestrzeń do podejmowania inicjatyw. Innowacyjność koncepcji CAL polega na tym, aby nie
koncentrować się na jednym tylko obszarze działania, lecz patrzeć na daną społeczność całościowo, ku rozwojowi. W zadaniu, jakim jest ożywianie
społeczności lokalnej, potrzebna jest współpraca
różnych podmiotów, ich zaangażowanie. Koordynacja tych działań oraz świadomość celu – dotyczą
animatora i wszystkich włączających się w budowanie wspólnot. Aby uruchomić prawdziwy rozwój lokalny, należy poruszyć całe środowiska oraz
połączyć wszystkie siły dla osiągnięcia wspólnego
celu. Rolę takiego inicjatora, katalizatora, ożywiacza mogą spełniać domy kultury, świetlice wiejskie, biblioteki czy organizacje lokalne.
Nie oznacza to, że instytucja pracująca modelem CAL (co ważne – bycie „CAL-em” nie oznacza
powoływania nowej instytucji, tylko zmianę sposobu działania dotychczas funkcjonującej, zakorzenionej w lokalnej społeczności) staje się odpowiedzialna za wszelką aktywność w środowisku,
jego rozwój, dobrostan obywateli. Szkoła-CAL
swoje cele kieruje w stronę rozwoju, współpracy,
dawania przestrzeni, zachęcania innych do włączania się – jest otwarta na inicjatywy i potrzeby.
Aby dom kultury czy biblioteka mogły stać się
Centrami Aktywności Lokalnej, muszą spełniać
następujące standardy:
• mieć swoją stałą siedzibę, która jest otwarta
dla mieszkańców, grup, partnerów środowiskowych
• mieć rozpoznane i oszacowane zewnętrzne
i wewnętrzne zasoby instytucji
• włączać cały zespół do pracy środowiskowej
– myślimy tu zarówno o pracownikach merytorycznych, jak i administracyjnych
• mieć zbadane potrzeby społeczności lokalnej
(zidentyfikowane główne problemy)
• funkcjonować na różnych polach, nie zawężając swojej aktywności do jednej grupy celowej
lub jednego obszaru
• pracować metodą projektów – we współpracy
z innymi instytucjami i organizacjami
• mobilizować ludzi w społeczności do działania
– poprzez zorganizowany wolontariat, tworzenie grup obywatelskich i samopomocowych
• inicjować i organizować spotkania głównych
aktorów społeczności lokalnej w celu budowania lokalnego partnerstwa
• tworzyć programy informacyjne i edukacyjne
dla społeczności lokalnej
• inicjować oraz włączać się czynnie do wydarzeń lokalnych (imprez okolicznościowych,
festynów).
Wymienione działania muszą być wpisane
w strategię pracy ośrodka kultury i powinny mieć
umocowanie w planowanych działaniach.
Przekształcenie instytucji kultury w centra aktywności lokalnej to współczesne wyzwanie. WyJakich instytucji kultury potrzebujemy?
maga jednak od pracowników instytucji i osób
zarządzających instytucjami publicznymi sporego wysiłku. Przede wszystkim potrzebne są działania edukacyjne – w instytucjach kultury pracują
przede wszystkim animatorzy kultury, a my potrzebujemy animatorów społecznych z innymi
zadaniami i kompetencjami. Poza tym potrzebujemy zmiany myślenia wśród osób zarządzających instytucjami (myślę tu i o kierownikach,
dyrektorach, jak i samorządach lokalnych). Nowa
rola instytucji kultury to zmiana zadań: zamiast
sekcji i instruktorów – grupy edukacyjne i hobbystyczne współprowadzone przez mieszkańców,
zamiast imprez i pikników z gwiazdą – prezentacja lokalnej twórczości i integracja społeczności.
Jak wprowadzać to do działań instytucji kultury? Jak oddawać przestrzeń mieszkańcom / społeczności lokalnej? Jak przekonać do tego lokalne
samorządy i jak angażować mieszkańców?
W Polsce są przykłady, że można. Nadal jednak aktualne jest pytanie: jak zrobić z tego standard, a nie tylko dobrą praktykę?
Jolanta Woźnicka – współtwórczyni Centrum OPUS,
od 2009 roku prezeska Centrum OPUS, doradczyni
i trenerka z zakresu animacji lokalnej, funduszy unijnych i przygotowania wniosków. Certyfikowana trenerka STOP III stopnia (superwizorka), ekspert animacji lokalnej. Z wykształcenia polonistka, absolwentka
Szkoły Trenerów STOP, Studium Ekonomii Społecznej
na Akademii Ekonomicznej w Krakowie, Podyplomowych Studiów Superwizji Współpracy i Animacji
Środowiskowej na Uniwersytecie Gdańskim. Od początku drogi zawodowej związana z sektorem pozarządowym i edukacją.
75 RAPORT
RAPORT
Zawód artysty
Zawód artysty: głos łódzkich artystów i artystek
(wyniki ankiety – opracowanie Tomasz Załuski)
Oto wyniki ankiety przeprowadzonej we
wrześniu-październiku 2011 roku wśród młodych
łódzkich artystów i artystek, działających głównie
na polu sztuk wizualnych. Była ona skierowana
przede wszystkim do członków grupy dyskusyjnej, mającej służyć wymianie informacji i koordynacji działań na rzecz zmiany polityki kulturalnej w Łodzi (grupa ta powstała po spotkaniach
„Zawód artysty”, zorganizowanych w kwietniu
i czerwcu 2011 roku przez Marcina Polaka oraz Tomasza Załuskiego w gościnnie udostępnionych
przestrzeniach Muzeum Sztuki w Łodzi). Trafiła
też jednak oczywiście do osób spoza grupy. Do
chwili obecnej na pytania dotyczące m.in. kondycji łódzkiej sceny artystycznej, funkcjonowania
miejskich instytucji kultury, możliwości wynajmu
pracowni artystycznych czy też dobrych praktyk
znanych z innych polskich miast odpowiedziały
dwadzieścia dwie osoby.
Nie jest to zapewne wynik imponujący, gwarantujący reprezentatywność badania itp. Lecz
nie ilość ankietowanych tu się liczy, lecz „jakość”,
treść i różnorodność ich odpowiedzi – szczególnie tych, które zawierają propozycje działań naprawczych. Celem tego przedsięwzięcia miało
być przede wszystkim skonfrontowanie i akumulacja cząstkowej wiedzy, jakiej poszczególne
osoby nabywały „doświadczalnie”, zderzając się
z urzędniczymi, instytucjonalnymi, ekonomiczno-społecznymi i kulturowo-artystycznymi realiami dzisiejszej Łodzi. Dlatego też większość pytań
RAPORT
RAPORT
76
miało charakter otwarty i wymagało odpowiedzi
opisowych, a sama ankieta nie spełnia zapewne
kryteriów metodycznej poprawności ani nie stanowi wdzięcznego materiału do statystyk i diagramów procentowych. Tym niemniej dostarcza
wyrazistej, krytycznej diagnozy sytuacji, w jakiej
dziś, w swym własnym przekonaniu, znajduje się
młode łódzkie środowisko artystyczne i zawiera
propozycje konkretnych rozwiązań, które mogłyby sytuację tę odmienić.
Diagnoza i postulaty zawarte w punktach 3 i 4
zostały zaprezentowane w trakcie panelu dyskusyjnego „Zawód artysty: jak wspierać rozwój młodej łódzkiej sceny artystycznej?” i były wstępem
do dalszej, ożywionej dyskusji. Panel ten należał
do strefy tematycznej „Prawo do miasta” Regionalnego Kongresu Kultury. I właśnie tego domagają
się artyści i artystki: obywatelskiego prawa do
miasta, do dyskusji nad jego polityką kulturalną
i dystrybucją finansów w sferze kultury, jak również do aktywnego uczestnictwa w określaniu
zadań, jakie powinny być realizowane przez publiczne instytucje artystyczne w Łodzi.
1. Z
czego płaci rachunki artyst(k)a?
• z „drugiej” pracy zarobkowej, najczęściej niemającej nic wspólnego z twórczością artystyczną, z „fuch” i „chałtur”, ze wsparcia finansowego
rodziny, z pracy w charakterze animatora kul-
tury, nauczyciela lub wykładowcy, z zaciągniętych kredytów, ze sporadycznych zleceń projektowych itp.
2. Co dają studia w wyższej szkole artystycznej?
Czego nie dają? Co mogłaby zrobić szkoła artystyczna dla swoich studentów/absolwentów,
jeśli chodzi o przygotowanie do życia po studiach, rozpoczęcia pracy artystycznej i/lub zarobkowej w zawodzie?
• zbyt mały nacisk położony na przysposobienie
studentów do życia po studiach, na przekazanie im praktycznej wiedzy o funkcjonowaniu
we współczesnym świecie sztuki, współpracy
z instytucjami, ekonomicznych i prawnych zasadach określających działalność artystyczną
oraz projektową, budowaniu własnej kariery,
zdobywaniu funduszy na działalność artystyczną, aplikowaniu o granty itp.
• częste lekceważenie sztuki aktualnej przez
wykładowców przedmiotów artystycznych,
a w efekcie niezdolność kształconych przez
nich absolwentów do tego, by po studiach
płynnie, bez uprzedzeń, twórczo wkroczyć na
teren sztuki współczesnej
• brak nacisku na możliwość łączenia w działaniach twórczych treści artystycznych i społecznych
• postulat wprowadzenia praktycznych zajęć
uczących dokumentowania i prezentacji własnego dorobku
• postulat cyklicznej organizacji konkursu
o większej randze niż konkurs im. W. Strzemińskiego, np. o randze ogólnopolskiej,
z zewnętrznym jury oraz nagrodami, które pozwalałyby w dłuższej perspektywie budować
karierę artystyczną laureatów
Zawód artysty
• postulat większego wsparcia udzielanego
przez uczelnię studentom i absolwentom,
umożliwianie im uczestnictwa w ogólnopolskich i międzynarodowych projektach, aby
już w trakcie studiów mogli nabyć doświadczenia w funkcjonowaniu we współczesnym
świecie sztuki
• postulat utrzymywania przez uczelnię kontaktu z absolwentami, prezentowania ich dorobku na arenie ogólnopolskiej, np. na wystawach
międzyuczelnianych, co pozwoliłoby też budować prestiż czy kapitał symboliczny uczelni
i promować ją
• postulat stworzenia i udostępniania na stronie
internetowej uczelni bazy danych z sylwetkami absolwentów oraz spisem ich osiągnięć.
3. Jakie są obecnie warunki do rozwoju młodej
– i nie tylko młodej – sztuki w Łodzi?
Większość ankietowanych uznała je za złe lub
niedostateczne, szczególnie w porównaniu z innymi ośrodkami miejskimi w Polsce, pojawiły się
też jednak głosy, że warunki te są dostateczne
i że wszystko zależy tu od samych twórców, którzy muszą dbać o swój rozwój.
• obecnie najważniejszą rolę w rozwoju sztuki
łódzkiej odgrywają inicjatywy oddolne, niezależne, dysponują one jednak zwykle niewielkim budżetem, niewystarczającym do pokrycia
wszystkich kosztów, a w efekcie funkcjonują
„hobbystycznie”, w oparciu o entuzjazm organizatorów i twórców
• brak wsparcia ze strony władz miejskich oraz
miejskich instytucji artystycznych, brak realnego zainteresowania problemami sceny artystycznej, nie jest realizowany żaden długofalowy program wynajdowania młodych talentów,
77 RAPORT
RAPORT
pomocy w ich samorozwoju i w budowaniu
ich kariery artystycznej
• brak w Łodzi instytucji artystycznej, która
byłaby w stanie skutecznie wspierać sztukę
łódzką, prezentować i promować ją w mieście oraz w całej Polsce, budować współpracę
z innymi ośrodkami artystycznymi – nie spełnia tej roli w szczególności instytucja, jaką są
Miejskie Galerie Sztuki
• brak możliwości regularnego prezentowania aktualnych działań środowiska łódzkiego, w ostatnich latach zrezygnowano nawet
z takich imprez, jak Salon Jesienny i Salon
Wiosenny; jedyna cyklicznie organizowana przez Miejskie Galerie Sztuki impreza to
Międzynarodowe Triennale Małych Form
Graficznych
• zaproszenie do udziału w ciekawych wystawach i projektach artystycznych zwykle nadchodzi z innych miast, z bardziej aktywnych
instytucji artystycznych
• brak nagłośnienia i promocji wydarzeń artystycznych, wąskie grono odbiorców
• nieliczne osoby zajmujące się krytyką i publicystyką sztuki, brak czasopisma artystycznego, które byłoby wydawane w Łodzi, a jednocześnie funkcjonowało w skali ogólnopolskiej
• brak w Łodzi ciekawych i prężnie działających
galerii komercyjnych, brak rynku sztuki, pojedyncze prace zakupione w ostatnich latach
przez Muzeum Sztuki oraz Miejskie Galerie
Sztuki, brak kultury sponsorowania sztuki oraz
inwestowania w nią
• brak możliwości pozyskiwania funduszy na
finansowanie realizacji projektów artystycznych, brak programu stypendialnego i systemu minigrantów, jakie są oferowane artystom
w innych miastach
RAPORT
RAPORT
78
• brak informacji o możliwości zdobywania funduszy na realizację projektów artystycznych,
o konkursach stypendialnych, wolnych pracowniach itp.
• powszechny „prekaryzacyjny” scenariusz: często w trakcie realizacji konkretnego projektu
okazuje się, że brak wystarczającej ilości pieniędzy, co powoduje, że twórca musi częściowo sam pokryć koszty realizacyjne, a jeśli już
instytucje artystyczne dysponują funduszami
na techniczną realizację samych projektów
artystycznych, na materiały itp., to nie przewidują wynagrodzenia dla twórców – brak jest
honorariów autorskich za wystawy i realizację
projektów artystycznych
• brak możliwości wynajmu nisko oczynszowanej pracowni artystycznej
• brak czasu na sztukę: artyst(k)ę pochłania „druga” działalność, czyli praca zarobkowa
• „hobbystyczny” model twórczości: pracownia
znajduje się w mieszkaniu, a fundusze na pracę
artystyczną odkładane są z pracy zarobkowej
• nadmierna biurokracja po stronie urzędu, brak
kompetencji urzędników zajmujących się kulturą, decyzyjność rozproszona po różnych wydziałach, komórkach itd.
• brak konsultacji urzędników ze środowiskiem
artystycznym przy podejmowaniu kluczowych
decyzji dotyczących kultury i sztuki w Łodzi.
4. Jak wygląda kwestia dostępności pracowni artystycznych?
• istnienie przepisów ograniczających możliwość
uzyskania pracowni z puli niskoczynszowych
lokali oferowanych przez miasto: konieczność
posiadania formalnego dyplomu ukończenia
wyższej szkoły artystycznej, konieczność bycia
zameldowanym w Łodzi oraz konieczność posiadania, stałych, miesięcznych dochodów
• brak przejrzystości w procesie przyznawania
pracowni przez miasto
• miasto nie oferuje wystarczającej ilości tanich
lokali z przeznaczeniem na pracownie: wszystkie pracownie o zadowalającym standardzie
są „wiecznie” wynajęte, a pozostałe nie nadają
się do użytku – są za niskie, ciemne, zdewastowane, pozbawione koniecznej infrastruktury,
wymagające kapitalnego remontu
• pracownie należące obecnie do spółdzielni
mieszkaniowych są tak samo wysoko oczynszowane, jak lokale na działalność komercyjną
• problem z udostępnianiem („po godzinach”)
sal instytucji kulturalnych na potrzeby prób
zespołów muzycznych.
5. Jakie działania mogłyby poprawić obecną sytuację?
Większość ankietowanych przedstawiła pozytywne postulaty podjęcia określonych działań
naprawczych. Pojawiły się też jednak głosy osób
zrezygnowanych, które nie widzą dla siebie szansy rozwoju artystycznego oraz zawodowego
w Łodzi i deklarują chęć wyjazdu z miasta.
• zmiana przepisów określających zasady przyznawania pracowni artystycznych: likwidacja
wymogu bycia zameldowanym w Łodzi, możliwość otrzymania pracowni przez osoby nieposiadające formalnego dyplomu artysty, ale
prowadzące faktyczną twórczość artystyczną
i mogące ją udokumentować
• powiększenie puli niskoczynszowych pracowni artystycznych, postulat remontu pustostanów i wynajmu ich jako pracowni artystycznych, skomasowanie pracowni w jednym
Zawód artysty
miejscu, w jednym budynku, co sprzyjałoby
także integracji środowiska
• przejrzyste zasady przyznawania pracowni artystycznych
• pracownie przyznawane na pewien czas, np.
na dwa lata, po którym to okresie następowałaby ocena aktywności twórczej i decyzja
o ewentualnym przedłużeniu wynajmu
• stworzenie wyposażonych w odpowiednią infrastrukturę pracowni „jednorazowych”, wykorzystywanych na potrzeby realizacji pojedynczego projektu artystycznego
• konkursy stypendialne, rozstrzygane w sposób jawny, przez jury złożone z ekspertów,
artystów i kuratorów z innych ośrodków artystycznych w Polsce
• wprowadzenie, na wzór innych miast w Polsce,
mikrograntów dofinansowujących realizację
konkretnych projektów artystycznych
• dyskusja nad misją i celami, jakie powinny
realizować poszczególne łódzkie instytucje
artystyczne
• stały „wywiad” kuratorski w młodym łódzkim
środowisku artystycznym, wprowadzenie
przemyślanego i długofalowego programu
wyszukiwania i promocji młodych lokalnych
talentów na scenie łódzkiej, ogólnopolskiej
i za granicami kraju
• większa aktywność instytucji artystycznych
i organizacji pozarządowych, które powinny
wychodzić z programami wystaw, projektów artystycznych i artystyczno-społecznych,
warsztatów itp., do których mogliby być angażowani łódzcy artyści
• cykliczna organizacja przeglądu dokonań artystycznych sceny łódzkiej, stworzenie konkursu dla młodych twórców, który miałby rangę ogólnopolską
79 RAPORT
RAPORT
• dopuszczenie w łódzkich instytucjach artystycznych do głosu młodych, aktywnych pracowników, kuratorek i kuratorów, którzy mogliby
blisko współpracować z młodym środowiskiem
artystycznym, tworzyć i realizować autorskie
koncepcje organizacyjne oraz wystawiennicze
• rozbudowanie i aktywne wykorzystywanie
kontaktów z innymi instytucjami zajmującymi
się sztuką współczesną w Polsce i za granicą,
uruchomienie programów wymiany, rezydencji artystycznych itp.
• większa współpraca publicznych instytucji
kulturalnych i artystycznych z organizacjami
pozarządowymi, większa otwartość na współpracę przy konkretnych projektach z niezależnymi kuratorami sztuki, organizatorami i animatorami kultury
• współpraca międzyinstytucjonalna nie tylko
„od święta”, czyli np. z okazji Nocy Muzeów
• większe zaangażowanie mediów lokalnych
w informowanie o przedsięwzięciach artystycznych oraz ich promocję
• kształcenie publiczności: wprowadzenie programu edukacji artystycznej i kulturalnej od
najmłodszych lat
• odejście od strategii wyłącznego skupiania się
na dużych, drogich imprezach (festiwale) na
rzecz częstszych, mniejszych, tańszych, za to
skierowanych do konkretnych odbiorców
• stworzenie komórki Urzędu Miasta Łodzi,
w której kompetentne osoby – znające specyfikę współczesnej sztuki – informowałyby
o możliwościach stypendialnych, grantowych
itp., pomagałyby w zdobyciu funduszy na realizację projektów artystycznych, wypełnianiu
RAPORT
RAPORT
80
wniosków grantowych, uzyskaniu urzędowej
zgody na działania związane z realizacją określonych typów projektów artystycznych
• uruchomienie przez Urząd Miasta Łodzi elektronicznego newslettera, w którym pojawiałyby się informacje o wolnych pracowniach,
konkursach, grantach itp.
• rozwinięcie współpracy artystów z organizacjami pozarządowymi: oprócz prezentacji aktualnych działań artystycznych i artystycznospołecznych, NGO mogłyby wspierać twórców
pomocą organizacyjną, doradztwem finansowym i prawnym
• samoorganizacja: stworzenie spółdzielni, stowarzyszenia lub kooperatywy artystów.
6. Jak oceniasz ideę Łodzi – „stolicy kultury”
i hasło budowania „marki” miasta w oparciu
o „przemysły kreatywne”?
Wszyscy ankietowani podkreślali rozziew między ideą a stanem faktycznym – realną sytuacją
Łodzi, uznając, że idee „stolicy kultury” i „miasta
przemysłów kreatywnych” są, jak na razie, kompletnie oderwane od rzeczywistości. Pojawiały
się głosy osób, które w propagowaniu tego typu
idei dostrzegały tylko strategie PR-owe i chwyty
reklamowe. Wielu ankietowanych oceniło jednak
samą ideę „miasta przemysłów kreatywnych” za
ciekawą i obiecującą. Wskazywali oni, że jeśli „za
słowami pójdą czyny” i realność zacznie dorastać do idei, wówczas przemysły kreatywne będą
wpływały pozytywnie na możliwość rozwoju
działalności artystycznej w Łodzi.
opracował: Tomasz Załuski
TOMASZ ZAŁUSKI
Zawód artysty: polityka lokalności
i praca u podstaw
Czy w dobie budowania nowej tożsamości Łodzi wokół „przemysłów kreatywnych” jest jeszcze
miejsce na konsekwentną politykę kulturalną oraz
długofalowe przedsięwzięcia zarówno instytucjonalne, jak i pozainstytucjonalne, które wspierałyby
lokalną twórczość artystyczną? Czy stać nas na wypracowanie i realizowanie dobrze pojętej „polityki
lokalności”, która obejmowałaby łódzkie środowisko artystyczne – szczególnie to młode?
Pytania te oczywiście sugerują, że takiej polityki już od dłuższego czasu nie ma. Nie ma
w Łodzi przemyślanych, długofalowych działań
na rzecz wspierania procesów kształtowania się,
integracji i samoorganizacji młodego środowiska
artystycznego. Nie robimy w tym kierunku wystarczająco dużo, a może nawet, wbrew pozorom,
robimy coraz mniej. Nasze działania, okazjonalne,
rozproszone, zatomizowane, nie przynoszą zadowalających efektów, pozostają nieskuteczne. Nie
działamy, a przede wszystkim nie myślimy w kategoriach dobrze pojętej polityki lokalności.
Dobrze pojętej – czyli zakładającej wiarę
w potencjał łódzkiej sceny artystycznej oraz podjęcie działań na rzecz stworzenia odpowiednich
warunków do rozwoju, systematycznej pracy
i prezentacji dokonań łódzkich artystów i artystek, do realizacji, promocji i recepcji ich projektów artystycznych oraz artystyczno-społecznych.
Dobrze pojętej – czyli promującej scenę łódzką poza Łodzią, wspierającej współpracę łódzkich
twórców z artystami z innych ośrodków w Polsce
Zawód artysty
i za granicą, organizującej na zasadach partnerskich wspólne przedsięwzięcia, wymianę, programy rezydencji artystycznych itp. Dobrze pojęta polityka lokalności musi być bowiem polityką
translokalności, dbającą o to, by „lokalność” nie
obróciła się w ciasny prowincjonalizm.
Tymczasem łódzka polityka kulturalna, szczególnie w zakresie sztuk wizualnych, coraz wyraźniej oscyluje między biegunem prowincjonalizmu i autokolonializmu. Pierwsze z tych określeń
nie wymaga, jak sądzę, szerszych wyjaśnień,
wszyscy wiemy, o co chodzi. Mówiąc zaś o „autokolonializmie” mam na myśli założenie, które
zdaje się przyświecać rozmaitym przedsięwzięciom kulturalnym i artystycznym z ostatnich lat,
jak też ogólnemu myśleniu o tworzeniu wizerunku i promocji miasta: chodzi o założenie, iż ludzie
przyjadą do nas, do Łodzi, z zewnątrz, z Polski i ze
świata, jeśli to, co im pokażemy, też będzie zasadniczo pochodziło z zewnątrz, z Polski i ze świata
– z Łodzi zaś co najwyżej „na doczepkę”. Nie trzeba dodawać, że zachowując się tak, jakby Łódź
nie posiadała własnego potencjału twórczego
i z góry spisując ją na straty, mimowolnie urzeczywistniamy scenariusz samospełniającej się
przepowiedni lub samonakręcającej spirali...
Chcę być dobrze zrozumiany, wiem bowiem,
że hasło „polityki lokalności” może budzić kontrowersje i wywoływać irytację – często niepotrzebną. Powtórzę zatem, że polityka lokalności, o jaką
tu chodzi, absolutnie nie kłóci się z ideą współpra-
81 RAPORT
RAPORT
cy i wymiany z innymi ośrodkami artystycznymi
w Polsce i za granicą, jest wręcz jej niezbędnym
warunkiem. Zainicjowanie i prowadzenie tego
rodzaju polityki nie może jednak opierać się na
szumnych, promocyjnych hasłach, które niczego
praktycznie nie zmieniają. Potrzeba nam raczej
czegoś, co – z braku lepszej nazwy – określiłbym
skromniejszym hasłem „pracy u podstaw”.
Zmiana, jakiej wymaga obecna sytuacja,
musi mieć charakter systemowy. Trzeba reanimować łódzkie życie artystyczne, zreformować,
zrekonstruować lub najczęściej stworzyć od
nowa te jego składniki, które niegdyś wyznaczały jego rytm, obecnie zaś już nie istnieją lub
funkcjonują niewydolnie. Lista spraw, którymi
trzeba się zająć, jest długa:
• edukacja artystyczna, przysposobienie absolwentów szkół artystycznych do funkcjonowania
w instytucjonalnym i rynkowym obszarze sztuki
• przejrzystość i elastyczność procedur urzędniczych, podnoszenie kompetencji urzędników
zajmujących się kulturą, konsultacje środowiskowe i społeczne
• stypendia, granty i dofinansowania do realizacji projektów artystycznych
• pracownie artystyczne, przestrzenie wystawiennicze i prawo do działań na terenie miasta
• reforma publicznych instytucji artystycznych,
aktywna polityka instytucjonalna – programy
mające na celu wynajdowanie utalentowanych młodych twórców i pomoc w budowie
ich kariery artystycznej
• udział stowarzyszeń artystycznych, niezależnych galerii i organizacji pozarządowych w aktywizacji i rozwoju sceny artystycznej
• współpraca między instytucjami publicznymi,
organizacjami pozarządowymi, indywidualnymi animatorami kultury, kuratorami i twórcami
RAPORT
RAPORT
82
• cykliczne przeglądy i projekty, integrujące środowisko artystyczne; tworzenie warunków do
realizacji przedsięwzięć interdyscyplinarnych,
łączących aspekty artystyczne, naukowo-badawcze i społeczne
• polityka prowadzenia kolekcji artystycznych
• aktywizacja lokalnej krytyki artystycznej,
kwestia drukowanych i elektronicznych pism
o sztuce; informacja i promocja medialna
• edukacja publiczności
• wreszcie, kwestia nie mniej ważna, czyli honoraria artystów...
Wszystko to jest oczywiście dobrze znane
– o tych rzeczach od lat rozmawia się w łódzkim środowisku artystycznym. Tym, czego wciąż
jednak brakuje, jest całościowa, szczegółowa
diagnoza, która zaistniałaby jako fakt w sferze
publicznej, jako fakt instytucjonalny, „urzędowy”
i jako taki mogła być podstawą do działań naprawczych. Diagnoza ta musi być twarda i realna.
Powoływanie się na nominalne osiągnięcia nie
powstrzyma cisnącego się na usta pytania: „dlaczego, skoro jest tak dobrze, jest aż tak źle?” Na
samej diagnozie nie można też jednak poprzestać
– powtarzanie w kółko, że „jest źle” donikąd nas
nie doprowadzi. Czeka nas mnóstwo pracy zarówno organizacyjnej, jak i ideowej – nas wszystkich, od urzędników po artystów.
Praca u podstaw, o jakiej mowa, jest też
bowiem pracą do wykonania przez samych
twórców. Łódź posiada długą historię samoorganizacji artystycznej, która – co tu dużo mówić – zobowiązuje... Choć przez ostatnie lata
w młodym łódzkim środowisku artystycznym
przeważała atomizacja, niechęć czy niezdolność
do zorganizowania się i publicznego zabrania
głosu we własnej sprawie, to teraz zaczyna się
coś zmieniać.
W kwietniu tego roku w łódzkiej Galerii
Wschodniej odbyła się wystawa „Zawód artysty”.
Jej pomysłodawcą, kuratorem, a także jednym
z uczestników był Marcin Polak. Jego pomysł
polegał na tym, aby młodzi łódzcy artyści i artystki pokazali „obiekty” nie będące wytworami
ich działalności artystycznej, lecz pracy zarobkowej – dzięki której utrzymują się, płacą rachunki,
wiążą (lub nie...) przysłowiowy „koniec z końcem”.
Chcąc wykorzystać energię i kapitał społeczny,
jakie wyzwoliło to przedsięwzięcie, Marcin Polak
i ja zorganizowaliśmy w ms2, dzięki uprzejmości
dyrektora Jarosława Suchana, otwartą dyskusję „Zawód artysty” z udziałem Wiceprezydent
Miasta Agnieszki Nowak, kierowników łódzkich
instytucji artystycznych oraz licznego grona
młodych łódzkich artystów i artystek. Spotkanie
nie przyniosło wymiernych efektów, odegrało
jednak rolę czynnika integrującego samo środowisko artystyczne. Dość powiedzieć, że wkrótce
miało miejsce drugie spotkanie, w trakcie którego grono łódzkich artystów i artystek, krytyków
i kuratorek sztuki utworzyło grupę dyskusyjną.
Ma ona wspierać samoorganizację łódzkiego
środowiska artystycznego, w szczególności wymianę informacji i koordynację działań na rzecz
zmiany polityki kulturalnej Łodzi.
Zawód artysty
W trakcie dyskusji zrodził się pomysł przeprowadzenia szczegółowej ankiety, dzięki której swą
diagnozę mogliby stworzyć sami artyści i artystki. Jak można się było spodziewać, w odpowiedziach na ankietę zdecydowanie dominuje ton
krytyczny. Nie jest to jednak ogólnikowe narzekanie – łódzcy twórcy nie tylko precyzyjnie wypunktowali realne problemy, z którymi muszą się
mierzyć na co dzień, ale też w wielu wypadkach
zaproponowali szczegółowe rozwiązania i mechanizmy naprawcze. Prezentacja wyników tej
ankiety otworzyła spotkanie „Zawód artysty: jak
wspierać rozwój młodej łódzkiej sceny artystycznej?”, które odbyło się w ramach łódzkiego Regionalnego Kongresu Kultury. Spotkanie było okazją
do tego, by rozszerzyć, uzupełnić i ugruntować
diagnozę kondycji łódzkiej sceny artystycznej.
Tomasz Załuski – ukończył historię sztuki i filozofię na Uniwersytecie Łódzkim, obecnie pracuje jako
adiunkt w Katedrze Mediów i Kultury Audiowizualnej UŁ oraz w Zakładzie Teorii i Historii Sztuki ASP
w Łodzi. Moderator sesji „Zawód artysty: jak wspierać rozwój młodej łódzkiej sceny artystycznej?”.
83 RAPORT
RAPORT
MARCELO ZAMMENHOFF
Kilka słów w sprawie pracowni
dla artystów
16 lat temu, po kilku latach zmagań z rzeczywistością, założyłem pracownie twórcze na św.
Jerzego – chyba największy taki kompleks w Łodzi, skupiający naraz artystów różnych dziedzin,
z których wielu również tu mieszka. Jednak, aby
pracownie mogło otrzymać kilka osób, z których
większość była studentami bądź nie miała po prostu dyplomów – musieliśmy założyć Stowarzyszenie. Założyłem też legendarną Galerię Xylolit,
którą jednak po roku musieliśmy oddać miastu.
Cóż, był rok 1996, a my młodzi i niedoświadczeni
organizacyjnie, nie umieliśmy na siebie zarabiać
i galeria popadła w długi.
Gdyby życie nie podsuwało kłód pod nogi,
dziś być może tkwiłbym w jakimś idealnym stanie
harmonii z wszechświatem, zajmując się wyłącznie sztuką. Jednak dzięki temu oraz kilku innym,
niespodziewanym problemom, zacząłem po latach na powrót drążyć temat PRACOWNI TWÓRCZYCH. A konkretnie przepisów dotyczących ich
przyznawania, ponieważ są absurdalne i o 180
stopni odwrotne do takich, które powinny funkcjonować. Okazało się bowiem, że gdybym teraz
chciał znaleźć sobie jakieś inne (np. większe i bardziej indywidualne) miejsce do działania, nie byłoby to wcale łatwe. Mimo iż mam całkiem spory,
wieloletni dorobek, są też nagrody... Od kilku lat
spotykam się z różnymi osobami w tej sprawie,
jednak moje znajomości i wpływy są najwyraźniej
niewystarczające. Do niedawna, dla skostniałego
Wydziału Kultury byłem jedynie kolejnym peten-
RAPORT
RAPORT
84
tem. Być może ostatnie personalno-polityczne
zmiany mogą rokować jakieś nadzieje.
Słyszałem też o przygotowywanej nowej
ustawie, w związku z którą pracownie twórcze
nie będą już w grupie lokali użytkowych, dzięki
czemu koszty eksploatacji będą niższe. To dobra
nowina, choć nie wiem, kiedy ta ustawa wejdzie
w życie. Jest jednak kilka kiepskich przepisów lokalnych, które natychmiast należałoby zmienić,
jeśli wzniosłe slogany o inwestowaniu w kulturę
i sztukę mają być czymś poparte.
Pragnę zatem uświadomić, że przepisy dotyczące przyznawania pracowni twórczych są fatalne,
zaś w Łodzi jedne z najgorszych. Zamiast wspomagać rozwój kultury i sztuki przez wspieranie artystów (zwłaszcza MŁODYCH!), w obecnej formie go
HAMUJĄ. To choćby jeden z powodów, dla którego
Łódź nie została Europejską Stolicą Kultury.
Spośród wszystkich znanych mi miast w Polsce, tylko w Łodzi istnieje bowiem wymóg posiadania przez wnioskodawcę DYPLOMU ukończenia szkoły artystycznej, a ponadto przynajmniej
3-letniego dorobku artystycznego, nie wspominając jeszcze o bezsensownym wymogu zameldowania również w Łodzi.
Myślę, że obecna świadomość społeczna jest
na tyle wysoka, by zdać sobie sprawę, że – PO
PIERWSZE – ARTYSTY nie określa żaden dyplom.
Artystą się jest poprzez swoje działanie, swój DOROBEK właśnie. Artysta to ktoś przeświadczony
o swojej misji i zdecydowany na taką działalność.
Bycie artystą to przywilej, który nie podlega żadnym zaświadczeniom. Zaś wiele znanych przypadków ukazuje, że niejedna osoba z dyplomem
szkoły artystycznej, nigdy później artystą nie została. Skądinąd wiem, że jest sporo takich „artystów”, którzy posiadając dyplomy, wcale sztuką
się nie zajmują, natomiast wykorzystali możliwość otrzymania pracowni i np. je wynajmują
(co akurat jest nielegalne).
PO DRUGIE: taki przepis już na wstępie odbiera możliwość otrzymania pracowni przez np.
aktywnego studenta szkoły artystycznej (choć,
jak wyżej wspomniałem, można być artystą, niekoniecznie kończąc jakąkolwiek szkołę). Można
też być artystą, posiadając dyplom z całkiem innej dziedziny. Przykładów artystów bez dyplomów można podać wiele, także ze współczesnej
historii: ot, choćby Zbigniew Libera (bezsprzecznie jeden z najwybitniejszych żyjących, polskich
artystów), nieżyjący malarz Zdzisław Beksiński,
Edward Dwurnik, kompozytor Zbigniew Preisner,
reżyser Tadeusz Konwicki, nie wspominając choćby o znanych malarzach-prymitywistach, jak Erwin Sówka, Ociepka, Nikifor... czy wreszcie patron
łódzkiej ASP – Władysław Strzemiński!... Czy im
również nie przyznalibyście Państwo pracowni,
gdyby byli w takiej potrzebie? Według przepisów,
w Łodzi by jej nie dostali.
PO TRZECIE: skąd młody artysta ma mieć ten
3-letni dorobek, skoro nikt mu tego nie ułatwia?
To pracownia, posiadana na szczególnych warunkach, byłaby tym ułatwieniem. Studentom
powinny być przyznawane pracownie na preferencyjnych warunkach. Oczywiście studentom
produktywnym, z dorobkiem – i od tego właśnie
powinna być komisja selekcyjna. Na pewno na
luksusową pracownię bardziej stać starszą, wyrobioną osobę z dużym dorobkiem, w skrajnym
Zawód artysty
przypadku wręcz uznaną i zarabiającą spore pieniądze. Może więc czynnikiem preferencyjnym
powinny być dochody? Jeżeli artysta udokumentuje, że nie ma dochodów (jest studentem,
żyje ze stypendium lub dorabia od umowy do
umowy), powinien w pierwszej kolejności dostać
pracownię przed tym, kto doskonale radzi sobie
z zarabianiem. Taki system wydaje się logiczny.
Może warto, by kryterium przyznania pracowni była rekomendacja innego, bardziej „uznanego” artysty? To by była sensowna weryfikacja.
Dlaczego wreszcie muzykom i bodajże filmowcom pracowni się nie przyznaje? Czy ma to być
zrozumiane w ten sposób, że muzyk nie potrzebuje przestrzeni, bo może sobie komponować ze
słuchawkami na uszach, a reżyserowi filmowemu
wystarczy notatnik?
Czemu istnieją ograniczenia w przyznawaniu
artystom pracowni? Czy ktoś się boi, że artyści
przejmą wszystkie możliwe lokale, podczas gdy
wiele rodzin potrzebuje godziwego dachu nad
głową? Rozwieję tę wątpliwość u podstaw: pracownia twórcza to zupełnie inna kategoria lokalu,
niekoniecznie sprzyjająca wielodzietnej rodzinie
w trudnej sytuacji. Pracownie muszą mieć swoją
specyfikę – coś pomiędzy szeroko pojętym „lokalem użytkowym” a miejscem wysokiego skupienia.
Złe jest zatem podejście. Pracownia jest traktowana jako lokal użytkowy. Nie wiem, dlaczego
zakłada się, że artysta od razu będzie zarabiał
duże pieniądze? (patrz – artykuł M. Brzezińskiego: Przestrzeń wroga sztuce – w debacie na stronie kongresu). Przecież fotograf nie musi koniecznie robić komercyjnych zdjęć modelek w swoim
atelier, aby się utrzymać – ale czy to znaczy, że
należy mu przyznać jakąś zagrzybioną norę do
remontu? A głównie takie lokale są w ofercie
Urzędu Miasta Łodzi...
85 RAPORT
RAPORT
W innych dużych miastach Polski sytuacja
jest kompletnie odwrotna: władze chętnie przekazują artystom duże obiekty do zagospodarowania, przyznawanie artystom przestrzeni na ich
działalność jest wręcz priorytetem władz miasta.
Wystarczy wymienić kilka takich miejsc w innych
miastach, aby zaobserwować odmienny stosunek
ich władz do artystów. Pracownie dostają i plastycy, i muzycy, i filmowcy, a także twórcy dziedzin
nieskonkretyzowanych. Niech wymienię choćby
„Kolonię Artystów” na terenie stoczni w Gdańsku,
„Projekt Praga” w Warszawie (ogromna przestrzeń
po Państwowych Zakładach Optycznych), „Bazę
Zbożową” w Kielcach czy „Centrum Reanimacji
Kultury” we Wrocławiu.
Tymczasem do tej pory w Łodzi nigdy nie
powstał porządny, duży obiekt przeznaczony do
zagospodarowania przez artystów (pomijając
rewitalizowane obiekty na Księżym Młynie, na
które prawdopodobnie nikogo nie będzie stać).
Wydaje się, że znów miastem kierują wyłącznie
materialne korzyści zamiast dalekowzrocznego
spojrzenia w przyszłość na prawdziwe wartości,
które odziedziczą po nas przyszłe pokolenia.
Pracownie powinny mieć najniższy czynsz,
zaś możliwie komfortowe warunki. Jasne, mówi
się, że sztuka rodzi się w bólach (podejrzewam, że
niejeden sławny dziś impresjonista paryski zaczynał na ciasnym i dusznym strychu), jednak – jako
państwo socjalne – chyba stać nas na to?
W naszym mieście Łodzi znajduje się najwięcej w Polsce pustostanów: zarówno mieszkalnych, jak i fabrycznych, należących do skarbu
państwa. Niejedna z takich opuszczonych fabryk
doskonale nadawałaby się do tego celu, niejednemu artyście ułatwiłoby to znacznie życie i dzia-
RAPORT
RAPORT
86
łalność. Sam chętnie bym sobie coś odremontował, przynajmniej urządziłbym sobie to tak, jak
mi odpowiada.
Za to miasto chętnie rzuca się na drogie inwestycje i imprezy, nie kryjąc swoich wydatków.
Nie chcę się wypowiadać w tej kwestii (mogę
mieć mylne pojęcie), ale np. niegdysiejsze zaproszenie Placido Domingo za sumę 1,5 mln zł
to chyba lekka przesada. Za nawet niewielką
część tej sumy można by wyremontować kawał
porządnej fabryki, z przeznaczeniem na pracownie dla artystów lub przynajmniej wyremontować jakąś ulicę (krzywe i dziurawe ulice to też
świadectwo kultury, a Łódź, niestety, w dziurawych ulicach przoduje).
Mogę się z całym przekonaniem uważać za
specjalistę ds. pracowni twórczych, ponieważ,
prócz wspomnianych na wstępie pracowni na św.
Jerzego, zasiedlałem także kilka innych, ponadto
zwiedzałem setki różnych pracowni z prawdziwego zdarzenia, w kraju i za granicą. Sam będąc artystą, wiem doskonale, czego potrzeba innym artystom, co jest priorytetem, a co jest nieistotne.
Zmieńmy zatem myślenie i zacznijmy od
zmian przepisów. To moje wielkie życzenie, choć
myślę, że pod tym podpisałoby się wielu innych,
zwłaszcza młodych, artystów.
Piotr Wygachiewicz (pseudonim artystyczny Marcelo Zammenhoff lub Marcelo) – twórca wideo, fotografik, performer, designer, kompozytor. W 1992
założył Teatr Elektryczny, a w 1996 – grupę filmową Plazma TV oraz Galerię Xylolit w Łodzi (w latach
1995-96). Współzałożyciel Ośrodka Działań Twórczych Forum Fabricum – 1998-2005.
JACEK OWCZAREK
Taniec współczesny w Łodzi
Od czterech lat środowisko tańca w Łodzi dynamicznie się rozwija. Ważnym czynnikiem było
powstanie w 2007 roku specjalizacji choreografia
i techniki tańca na Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi oraz decyzje
doświadczonych choreografów i tancerzy o związaniu się z Łodzią.
Łódzkie środowisko twórców, tancerzy i pedagogów zajmujących się tańcem współczesnym
i improwizacją oraz managerów tańca, jako jedyne
w Polsce zrzeszyło się w 2010 roku, zakładając Stowarzyszenie MOVIN‘ ŁÓDŹ (www.movinlodz.com).
Każdy z członków działa na polu tańca od wielu
lat, realizując spektakle, międzynarodowe projekty i festiwale, warsztaty oraz projekty animacyjne
i społeczne. Do MOVIN‘ ŁÓDŹ należą: Teatr Tańca
PRO, Grupa SkłAd, Pracownia Fizyczna, Teatr Tańca
„Alter“, „Ananda“, Grupa KIJO / contactimprovisation.eu, Łódź w Ruchu oraz Fundacja Kino Tańca.
W Łodzi nie istnieje żadna instytucja publiczna, której statutowym celem jest regularna działalność na polu tańca współczesnego. Żadna
z ww. grup nie posiada stałego miejsca do pracy
i prezentacji spektakli ani stałego finansowania
działalności. Próby i warsztaty odbywają się w każdorazowo wynajętych salach. Premiery powstają
własnym nakładem środków lub z pozyskanych
dotacji celowych, są to jednak odosobnione przypadki. Nie istnieje w Łodzi żadna scena prezentująca stale spektakle tańca współczesnego. Teatry
instytucjonalne czy ośrodki kultury oraz teatry
Zawód artysty
prywatne w Łodzi prezentują gościnnie spektakle tańca łódzkich twórców na zasadzie wynajmu
sceny i obsługi technicznej lub sporadycznie w
ramach festiwali. Eksploatacja istniejących spektakli i realizacja premier odbywa się w Łodzi za
każdym razem na innej scenie, najczęściej jednak
poza Łodzią, wyłącznie dzięki zaangażowaniu
choreografów i tancerzy. Taniec współczesny nie
ma stałego miejsca w ofercie kulturalnej miasta.
Taniec współczesny jest sztuką, której niezbędna jest infrastruktura pozwalająca na codzienną pracę z ciałem, intensywne próby do
spektakli, dająca przestrzeń wymiany metod
i doświadczeń. Ponadto baza ta jest niezbędna
do regularnej eksploatacji spektakli powstałych
w Łodzi, prowadzenia sceny impresaryjnej, zapraszania najlepszych spektakli, pedagogów i teoretyków tańca z Polski i zagranicy, realizacji koprodukcji z partnerami polskimi i zagranicznymi,
coachingów i rezydencji. Ważne jest długofalowe
prowadzenie działalności teoretycznej, badawczej, programów edukacyjnych dla praktyków
i publiczności oraz intensywna promocja spektakli i innych inicjatyw łódzkich twórców.
W kwietniu 2011 odbył się w Warszawie
I Kongres Tańca zorganizowany przez powstały
rok wcześniej Instytut Tańca i Muzyki. W kończącej kongres mowie minister Bogdan Zdrojewski
wymienił taniec jako dziedzinę sztuki będącą
w Polsce w najbardziej dramatycznej sytuacji, tak
pod względem infrastrukturalnym, jak i finanso-
87 RAPORT
RAPORT
wym. Na kongresie tym silne środowisko tańca
współczesnego w Łodzi zostało dostrzeżone
– Łódź, obok Krakowa, Gdańska i Warszawy została wymieniona jako miasto, w którym w pierwszej
kolejności powinno zostać utworzone centrum
tańca. Łódzkie środowisko tańca współczesnego, zrzeszone w Stowarzyszeniu MOVIN’ ŁÓDŹ,
w 2010 roku wystąpiło z inicjatywą utworzenia
takiej instytucji w Łodzi, działającej pod patronatem istniejącej instytucji kultury lub poprzez
stworzenie nowej.
MOVIN’ ŁÓDŹ opracowało szczegółowy program i cele Centrum, do którego zadań należałaby promocji tańca współczesnego jako pełnoprawnej dziedziny sztuki, produkcja i prezentacja
spektakli, realizacja projektów interdyscyplinarnych, międzynarodowych, goszczenie projektów spoza Łodzi oraz współprodukcja wydarzeń
z innymi instytucjami i ośrodkami tańca. Ważnym elementem opracowanego programu jest
działalność edukacyjna (warsztaty, coachingi, wykłady, treningi), badawcza (gromadzenie
i opracowywanie dokumentacji związanej z polskim tańcem, gromadzenie i udostępniane materiałów dot. tańca współczesnego, projekty badawcze, wydawanie publikacji publicystycznych
i naukowych) oraz społeczna. Centrum realizować powinno długofalowy plan rozwoju i współpracować z twórcami i ośrodkami kultury w regionie łódzkim.
Postulaty środowiska tańca współczesnego:
• stworzenie lub adaptacja infrastruktury dla
tańca współczesnego, poprzez wyspecjalizowanie jednej z istniejących lub powołanie no-
RAPORT
RAPORT
88
wej instytucji, której celem byłaby promocja
tańca współczesnego
• wpisanie rozwoju i promocji sektora tańca do
planu rozwoju kulturalnego miasta
• regularne wspieranie indywidualnych działań
twórców poprzez uruchomienie systemu konkursów stypendialnych
• wprowadzenie regularnych mikrograntów dofinansowujących realizację konkretnych projektów artystycznych
• dofinansowanie kluczowych projektów poprzez granty wieloletnie
• wspieranie aktywności międzynarodowej
łódzkich twórców poprzez dofinansowanie
wyjazdów spektakli, udziału w festiwalach,
warsztatach, coachingach i seminariach
• nieodpłatne udostępnianie infrastruktury kultury w Łodzi, polegające na współorganizowaniu konkretnych projektów artystycznych,
edukacyjnych i społecznych.
Jacek Owczarek – choreograf, tancerz, pedagog
tańca i improwizacji. W latach 1994-2003 zatańczył
w kilkunastu spektaklach Teatru Tańca ALTER Witolda Jurewicza. Brał udział w międzynarodowych
projektach, współpracował z Teatrem Bretoncaffe
w Warszawie oraz przy filmach Michała Tywoniuka
i Darii Kopiec. Tworzył ruch sceniczny i występował
m.in. w Teatrze Dramatycznym w Warszawie, Teatrze Starym w Krakowie, Teatrze Nowym w Łodzi.
Od 2007 roku jest wykładowcą na Akademii Muzycznej w Łodzi. W 2007 roku założył w Łodzi grupę
Pracownia Fizyczna.
Prawo do miasta
PATRYCJA WOJTASZCZYK
Prawo do miasta – prawo do kultury
Zastanawiając się nad kontekstem prawa do
miasta w odniesieniu do kultury, pozwoliłam sobie sięgnąć do ustawy zasadniczej, określającej
ustrój Polski, gdyż wydaje mi się, że często zapominamy o zawartych tam zapisach.
„My, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, (…) ustanawiamy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej jako prawa podstawowe
dla państwa oparte na poszanowaniu wolności
i sprawiedliwości, współdziałaniu władz, dialogu społecznym oraz na zasadzie pomocniczości
umacniającej uprawnienia obywateli i ich wspólnot. (Art. 4.) 1. Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu. 2. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub
bezpośrednio. (Art. 6.) 1. Rzeczpospolita Polska
stwarza warunki upowszechniania i równego dostępu do dóbr kultury, będącej źródłem tożsamości narodu polskiego, jego trwania i rozwoju”.
Wszelkie dziedziny życia, w tym kultura, powinny podlegać mechanizmom dialogu społecznego, być tworzone we współdziałaniu
administracji rządowej i samorządowej oraz
mieszkańców w taki sposób, by nie wyręczać aktywności oddolnej, ale ją wspierać. Prawo do miasta w tym kontekście polecam odczytywać jako
realizację podstawowych założeń ustrojowych
– rzeczywiste przekazanie władzy w istotnych
sprawach w ręce narodu, w ręce obywateli i ich
wspólnot. Czynić to należy tak, by decyzje były
podejmowane w sposób jak najbardziej przejPrawo do miasta
rzysty i demokratyczny, z zastosowaniem metod
zapewniających szeroki udział mieszkańców.
Jakie zatem wyzwania stoją przed chętnymi
do realizowania „prawa do miasta” w kontekście
kultury?
Prawo do miasta oznacza aktywizację i zaangażowanie mieszkańców. Idzie o tworzenie takiego systemu podejmowania decyzji, w którym
każdy jest w stanie w sposób intuicyjny odnaleźć
swój „punkt zaczepienia”, gdzie potencjał każdej
jednostki jest jak najpełniej wykorzystywany.
System taki Krzysztof Nawratek w swojej książce
Miasto jako idea polityczna określa systemem lub
obywatelstwem „plug-in”. Kultura może i powinna być narzędziem służącym włączaniu obywateli do dialogu publicznego i szeroko rozumianego życia społecznego. Z drugiej strony wybór
kierunków rozwoju polityki kulturalnej, poziomu
dofinansowania konkretnych działań zdecydowanie powinien mieć partycypacyjny charakter.
Wartością nie jest tu tylko lepsze poznanie potrzeb i oczekiwań lokalnych społeczności lecz
przede wszystkim poczucie współodpowiedzialności i zrozumienie dla podjętych wspólnie decyzji, a także angażowanie obywateli do realizacji
wypracowanych postanowień.
Pamiętając, że kultura wiąże się z budowaniem kreatywności, innowacyjności i tożsamości lokalnej wspólnot, powinniśmy traktować ją
jako element tworzenia wysokiej jakości życia.
Postrzeganie działań kulturalnych z perspektywy
89 RAPORT
RAPORT
„ekwiwalentu reklamowego” i potencjału promocyjnego jest zaprzeczeniem prawa do miasta. Kultura nie ma służyć zwiększaniu sprzedaży dobra,
jakim jest miasto – czy coraz częściej jego marka
– ale budowaniu wspólnoty, pielęgnowaniu jej
rozwoju, wychodzeniu naprzeciw zdiagnozowanym potrzebom.
Nie powinno zatem dziwić, że w ramach dyskusji o prawie do miasta poruszone powinny zostać kwestie takie, jak: wykorzystanie kultury jako
elementu angażującego i służącego aktywizacji
mieszkańców, wzmacnianie roli mieszkańców
przede wszystkim jako twórców, a nie tylko jako
konsumentów kultury; budowanie uczestnictwa
w procesach zarządzania kulturą – w tym szerokie wykorzystanie procedur konsultacyjnych czy
budżetu partycypacyjnego, edukacja obywatelska w zakresie egzekwowania prawa do miasta
i prawa do kultury oraz dziedzictwa lokalnego
(szczególnie istotne np. w opiece nad zabytkami),
a także w obszarze obowiązków wobec dóbr kultury, edukacja regionalna, integracja kulturalna
RAPORT
RAPORT
90
miasta i regionu, rewitalizacja oraz wykorzystanie dziedzictwa kulturalnego zarówno przed, jak
i powojennego czy kultura i jakość przestrzeni
publicznej. Kluczowym wyzwaniem jest zaś dostępność kultury, a także wychowanie do kultury,
co służyć powinno wyrównywaniu szans, zwłaszcza w grupach defaworyzowanych, oraz stymulowaniu zrównoważonego rozwoju miast i osiedli
w naszym województwie.
Patrycja Wojtaszczyk – z wykształcenia politolog, europeistka; od kilku lat aktywnie zaangażowana w działania na rzecz Łodzi w ramach m.in.
Grupy Pewnych Osób, Ruchu Społecznego „Szacunek dla Łodzi”, współtwórca i prezes (do końca
2010 r.) Fundacji Normalne Miasto Fenomen, członkini Towarzystwa Opieki nad Zabytkami, od lutego
2011 koordynatorka ds. współpracy z organizacjami pozarządowymi w Urzędzie Marszałkowskim
w Łodzi; uczestniczka Kongresu Ruchów Miejskich
w Poznaniu.
PIOTR BIELSKI
Łódź – czas na rewolucję wyobraźni!
Łódź, pomimo głośnej i wyróżniającej się
w Polsce kampanii o tytuł Europejskiej Stolicy
Kultury, odpadła w przedbiegach z rywalizacji.
Jakkolwiek, jak chyba każdemu z zaangażowanych mieszkańców miast wyeliminowanych,
zdarzyło mi się narzekać na niejasne kryteria wyboru czy po łódzku na odwieczną niechęć warszawskich elit do miasta ochrzczonego w czasach
PRL mianem „złego”– to jestem jednak optymistą
i zwolennikiem przekuwania porażek w sukcesy.
Wydarzenie to zwiastować może początek końca
pewnego snu o tym, że wielcy tego świata dostrzegą i pokochają Łódź, a droga, elitarna „kultura, która się liczy” (w euro) będzie procentować.
Teraz nadszedł moment dla mieszkańców i władz
Łodzi, który można wykorzystać w kierunku ponownego przemyślenia wizji miasta. Nie będziemy „stolicą kultury”, więc czy trzeba postawić na
sport w formie megadotacji dla dużych klubów
sportowych? Czy kontynuować dotychczasowe
działania zmierzające do budowania marki miasta przemysłów kultury, tak jakby nic się nie stało?
A może spojrzeć prawdzie w oczy, dostrzec zasoby, jakimi miasto dysponuje i odważyć się marzyć
o mieście kultury przyjaznym ludziom, a nie tylko
dumnym z kilkunastu festiwali?
Choć władze miasta i moi serdeczni znajomi,
zwolennicy Łodzi schludnej i kulturalnej, mogą
mieć mi to za złe, uważam, że trzeba to przyznać:
pomimo istnienia tu kilku instytucji kultury na
europejskim poziomie, Łodź jest miastem semiPrawo do miasta
peryferyjnym, mocno naznaczonym biedą, alkoholizmem, bezdomnością. Tak w terapii indywidualnej, jak i terapii miasta, akceptacja tego, co
jest, to pierwszy warunek zmiany. Pod względem
wskaźników jakości życia (średnich i niskich jak
na Polskę), ze względu na malejącą, lecz ciągle
trzecią w Polsce liczbę mieszkańców, w sam raz
Łódź pasuje na stolicę Polski B, notabene alternatywną stolicę Polski. Słowem, transformacja
ustrojowa w Łodzi to nie jest żadne success story. Ba, jak pokazują wyniki najnowszych badań
biedy – zespołu prof. Warzywody-Kruszyńskiej
z Uniwersytetu Łódzkiego – Łódź charakteryzuje
się wyższymi wskaźnikami biedy niż reszta miast
w województwie i oferuje najgorsze warunki do
rozwoju dla biednej młodzieży.
Jeśli chodzi o drobny biznes, który świadczy
o atrakcyjności miasta, to w Łodzi co chwila powstawały ciekawe sklepy – z czekoladą, zdrową
żywnością czy stylowe herbaciarnie tworzone
przez odważnych bezrobotnych, którzy uwierzyli w ten system i odbyli szkolenia, dostali dofinansowanie z urzędu lub Unii i... zbankrutowali
po kilku miesiącach. „Bo rynek tak chciał” – takie
epitafium można by napisać na smutnych opuszczonych księgarniach, przyjaznych herbaciarniach czy sklepie czekoladowym. Na dodatek nie
jest to przypadek, że to chyba jedyne miasto, w
którym powstały trzy salony z dopalaczami na
jednej krótkiej ulicy i właśnie tu zaczęło swe ekspansje imperium rzekomego „króla dopalaczy”.
91 RAPORT
RAPORT
Co więcej, na każdym rogu widać salonik z jednorękimi bandytami, a liczne „Źródełka” wytryskują
z tej ubogiej w wodę ziemi, jak nigdzie indziej,
urządzają się coraz nowe „Bimberki” i „Kapselki”.
Jedyny optymistyczny akcent, jeśli chodzi o rodzaj powstających sklepów, to najlepsza chyba
w Polsce dostępność dobrych piw regionalnych,
ale to, że u nas tak łatwo o ciechana, jak u innych
o fulla mocnego jeszcze miasta kultury nie czyni.
Lumpeksy, niekiedy ku pewnemu estetycznemu
zgorszeniu klas średnich, trzymają się tu lepiej niż
sklepy z markową odzieżą, a po opanowaniu ulic
centrum, wkroczyły na główną ulicę miasta.
Ciągle jest to miasto, w którym kolejne roczniki wrażliwych studentów będą pisać prace
o jego melancholii, a młodzi filmowcy uwieczniać rozpad miasta, może nie tak spektakularny
jak na miarę Detroit, ale jak na Europę ŚrodkowoWschodnią znaczący. Plakaty uśmiechniętych
studenciaków z akcji „Młodzi w Łodzi” wydawały
mi się zawsze nieszczere w konfrontacji z tym, co
ciągle słyszę od moich znajomych, którzy ciężko
pracują w fabrykach czy marketach i z trudem
znajdują na jedzenie i czynsz. Jest to miasto raczej w wersji slow – do spoczynku i picia kawy,
nie ma tu za czym biegać, wiem, że przesadzam
ale od lat czuję, że ludzie spieszą się jedynie na
poranne pociągi do Warszawy lub ze spuszczoną
głową zmierzają do pracy, za którą dostają grosze
(„tak jakby mi ktoś w twarz splunął” – jak mówił
o swojej wypłacie bohater „Dnia świra” ). Artykuł
Tomasza Piątka stanowi nieco egzaltowaną lecz
w dużej mierze trafną ilustrację ubogiej i chorej
Łodzi, jednocześnie śniącej o przyjściu bogatych
„Wspanialców”.
Niemniej w trakcie 4 lat trwania kampanii
Łódź ESK 2016 sporo się zmieniło w moim mieście, które, jak wierne dziecko lub dobry rodzic,
RAPORT
RAPORT
92
kocham szczerze i bezwarunkowo. Po pierwsze,
powstał ruch miłośników miasta wierzących
w jego lepszy los. Choć kwestia może dotyczyć
kilkuset lub w porywach maksymalnie kilku tysięcy mieszkańców, pojawił się trend na lubienie
tego miasta, poznawanie jego historii, eksplorowanie jego tajemnic, którego ilustracją były tysiące ludzi chodzących na spacerowniki, wszechobecne koszulki i magnesy z logami Łódź ESK
2016, a nawet kilkaset osób, które zgromadziło się
w przededniu ogłoszenia decyzji, by wyrazić swoje poparcie. Pojawiło się więcej festiwali i lepszy
system informacji o wydarzeniach kulturalnych,
a nawet kilka ciekawych pikników w miejscach
o rodowodzie robotniczym, mających zainteresować ideą ESK 2016 także ludzi wykluczonych
z kultury. Wreszcie, pojawiła się inna opowieść
o Łodzi, którą zdarzało mi się niekiedy słyszeć
w Warszawie czy Wrocławiu, że Łódź się zmienia,
że są ciekawe festiwale.
Ale pomimo ciekawej i momentami mocno egalitarnej kampanii hasło konkursowe Łodzi „®EWOLUCJA WYOBRAŹNI” było dla mnie
sztandarem, pod którym trudno mi było stanąć,
jakkolwiek „kibicowałem” mojemu miastu. Jak
wyjaśniają sami autorzy aplikacji, „copywriterski znaczek®” miał wskazywać na patenty, jakie
tutaj powstaną, stworzone przez tzw. przemysły kultury czyli np. mody, designu. Widać było
wyraźnie inspiracje twórców aplikacji Richardem Floridą i jego książką Narodziny klasy kreatywnej, czuć było chęć przyciągnięcia do Łodzi
tolerancyjnych, utalentowanych, obeznanych
z najnowszymi technologiami i zasobnych nomadów. Koncepcja ta stanowi krok naprzód
w stronę eschatologii biznesowej ery industrialnej – wiary w wielki kapitał poprzedniej ekipy
rządzącej odwołanego w referendum prezy-
denta Kropiwnickego, która, niestety, nie zgasła wraz z jego odwołaniem. Kropiwnicki, choć
sam uczył ekonomii na uniwersytecie, zdawał
się nie dostrzegać zmian w systemie produkcji
i wykazał się naiwnością, pokładając nadzieje
na lepszy los tego miasta w lojalności wielkiego kapitału przemysłowego. Oprócz korporacji przemysłowych, prezydent wierzył również
w „Camerimage gang”, jak żartobliwie określał
swoją ekipę Marek Żydowicz – człowiek, który
trzymał w szachu prezydenta, regularnie publicznie strasząc go zabraniem z miasta prestiżowego festiwalu, o ile ten nie wpompuje
dodatkowych potężnych środków z miejskiej
kasy w festiwal i jego wątpliwe przedsięwzięcie
biznesowe: nowe centrum Łodzi, które przywiezione w walizce z Ameryki zastąpiłoby to stare,
skazane na powolną agonię. Dając preferencje
wielkim eventom, były prezydent zorganizował
kilka drogich koncertów – wydatki na koncert
sylwestrowy z Dodą czy Placido Domingo znacząco przekraczały sumę, którą Wydział Kultury
dostawał w ciągu roku na otwarte konkursy dla
organizacji i instytucji kultury.
I tak, w cieniu powstających wielkich pomników, blaszanych fabryczek i marketów, Łódź przechodziła i przechodzi proces degradacji i proletaryzacji głównej ulicy miasta – Piotrkowskiej
– i centrum. Ekskluzywne sklepy przeniosły się
do centrów handlowych, zwłaszcza Manufaktury,
której będący prywatną własnością rynek urósł
do rangi głównej przestrzeni publicznej miasta.
Na Piotrkowską zawitały ku zgorszeniu klas średnich sklepy z odzieżą używaną i budki z kurczakami. Z Piotrkowskiej znikają księgarnie, sklepy,
domy towarowe, znane restauracje, pojawia się
coraz więcej pustostanów. Akcja artystyczna Łódź
Biennale 2010 ukazała możliwości zaadaptowaPrawo do miasta
nia tej nieprawdopodobnej ilości pustostanów
na potrzeby sztuki, w zrujnowanych i zaśmieconych kamienicach gdzieniegdzie umieszczono
projektor lub grafiki, ludzie przebijali się między
gruzami by doświadczyć sztuki.
Niestety, moje miasto ciągle żyje snem o nowej ziemi obiecanej, że biznes zacznie się kręcić
i zajmie frontowe lokale, że na miejsce najstarszej
księgarni wejdzie w końcu jakiś bank lub choćby
w łódzkim, semiperyferyjnym wydaniu centrum
kredytów-chwilówek. Pewną alternatywę dla tej
wizji przedstawiają zespoły Sztabu Piotrkowskiej
i inicjatorzy ®ewolucji z Łódź Art Center (stawiają
na preferencje czynszowe dla butików z modą)
– jakkolwiek lepszą i ciekawszą, to ciągle z wyższej półki, nastawioną na upper middle class. Ale
moim zdaniem te butiki z modą byłyby trochę
fałszem przykrywającym prawdziwe oblicze ulicy, po której błądzi tylu ludzi dotkniętych traumą
miasta. Istnieje bowiem ta Łódź uboga, o której
wielu mówi z pogardą. Mnie obca jest pogarda
dla innych ludzi, a bliska postawa obecna np.
w książce Arnolda Mindella Cienie miasta, wskazująca, że ludzie stwarzający „problemy” są ważną częścią miasta, niosącą istotną informację dla
całości jego mieszkańców.
Moja wizja Łodzi to tworzenie miasta egalitarnego i prospołecznego, nastawionego na
człowieka. Jakkolwiek na poziomie haseł brzmi
to populistycznie, wytłumaczę dokładnie, o co
mi chodzi.
Chciałbym, aby miasto udostępniło dawne
księgarnie i puby organizacjom społecznym,
które miałyby ciekawy pomysł na ich zagospodarowanie, a nawet aktywnie uczestniczyło
w badaniu potrzeb, jaki rodzaj strefy społecznej
mógłby powstać w tym mieście. Dobrego przykładu udzielił Uniwersytet Łódzki, udostępniając
93 RAPORT
RAPORT
w tym roku Stowarzyszeniu „Topografie” nieużytkowaną część dawnego kina Prexer na stworzenie Miejskiego Punktu Kultury. Wyobraźmy sobie,
że nagle w zimnej i smutnej przestrzeni po księgarni na Piotrkowskiej przy Zielonej ktoś postawi
piecyk, kilka foteli, regał z ciekawymi książkami
dostępnymi na miejscu, półkę do book-crossingu
i będzie serwować darmową herbatę każdemu
kto tam zawita, także bezdomnym. Taki punkt,
w którym każdy mieszkaniec miasta i przyjezdny
jest mile widziany niezależnie od zawartości jego
portfela. Póki co, prasa celuje w nagonce na bezdomnych, a ci czekają, aż otworzy im się wrota
śmietników.
Kolejna liczna grupa to młodzież zagrożona wykluczeniem społecznym, niekiedy paląca
odkąd zaczęła mówić, korzystająca z dopalaczy
i kradnąca. Pracując kilka lat w centrum Łodzi poznałem wiele dzieciaków, które czują się odrzucone przez to miasto, również te, które chodzą
mazać, tagować i sprayować elewacje kamienic
na Piotrkowskiej, „by tam było tak brzydko, jak
u nas”. Ważną formą docenienia ich byłoby oddanie któregoś z lokali przy głównej ulicy na punkt
rozwijania pasji i czasu wolnego, gdzie mogliby
miksować, grać na bębnach czy tańczyć break
dance. Miejsce, gdzie mogliby szaleć i tworzyć je,
stopniowo włączając się w jego prowadzenie.
Tomasz Piątek rzucił ideę stworzenia w Łodzi Europejskiej Stolicy Skłotów – zamiast liczyć
na przypływ do Łodzi tych, co mają dużo euro
na koncie, postawmy na artystów lokalnych, ale
i też międzynarodowych, których obecnie wyrzucają ze skłotów władze Berlina czy Amsterdamu.
Tych, dla których kultura musi się liczyć w euro,
przekonać możemy teorią Richarda Floridy, że
niosący twórczy ferment tolerancyjny, międzynarodowy i artystyczny element napływowy (tzw.
RAPORT
RAPORT
94
bohemians) to podstawa rozwoju kreatywnego
miasta w nowej gospodarce. Miasto nastawione
nie na pomoc wielkiemu kapitałowi i patenty, lecz
na tworzenie miasta dobrego i przyjaznego, oznaczałoby poważne zmiany. Tym, którzy myślą ekonomicznymi kanonami, powiedziałbym, że chodzi
o nastawienie na kapitał ludzki i społeczny i możliwe wykorzystanie istniejących zasobów zamiast
oczekiwania na napływ zasobów z zewnątrz.
Chciałbym, żeby moje miasto wspierało
tworzenie kultury typu copyleft, egalitarnej,
dostępnej dla wszystkich. Może też staniemy
się transition town, pierwszym polskim miastem, które w ślad za licznymi brytyjskimi czy
amerykańskimi, spróbuje zredukować swoją
emisję CO2 i uzależnienie od ropy? Takie kierunki rozwoju jawią mi się jako ciekawe wyzwania
stojące przed Łodzią: zająć się „cieniami miasta”
(bezdomnymi, alkoholikami) i wykazać się solidarnością na europejskim poziomie, powalczyć
o zaludnienie pustostanów, rozwój oddolnych
działań artystycznych, twórczy ferment, zieleń
i niskobudżetowe rozwiązania. Domyślam się, że
krytycy powiedzą: no fajnie, ale kto to sfinansuje? Uważam, że wszystkie punkty społeczne przy
Piotrkowskiej – powinny być w znacznej części
finansowane z pieniędzy miejskich; i tak koszty
utrzymania kilku-kilkunastu punktów społecznych byłyby niższe niż dotychczasowe wydatki
na promocję miasta w postaci reklam i klipów.
Za to zyski, jakie by przyniosły w zakresie poprawy wizerunku miasta, zainteresowania ludzi
i mediów byłyby ogromne, nie wspominając
o dodatkowych korzyściach, takich jak wzrost
bezpieczeństwa (niedawny sondaż wskazał, iż
97% mieszkańców Łodzi uznaje poprawę bezpieczeństwa za główny priorytet. Ostatecznie
zamiast sprzedawania dobrego wizerunku na
wyrost, poprawiono by realny poziom życia
w mieście, co mogłoby również przyciągnąć łatwiej przemysły kreatywne, wielki świat mody
i sztuki. Zgadzam się, że moda plus Łódź w wersji copyright i miasto prospołeczne mogą się
świetnie dogadać. I podkreślmy, tworzenie miasta prospołecznego i egalitarnego, dążącego do
pojednania ze swoimi cieniami, to rozwiązanie
copyleft, niech inne miasta je kopiują do woli,
a będziemy żyć w nieco lepszym świecie.
Piotr Bielski – socjolog, doktorant w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego, animator działań
społeczno-kulturalnych, współtwórca Fundacji na
Rzecz Kultury Żywej „Białe Gawrony”. ARTUR CELIŃSKI
Strategia kultury mieszkańców
Pod koniec 2008 r. Res Publica Nowa wydała
numer poświęcony kształtowaniu polityki kulturalnej (Histerycy czy baronowie, Res Publica
Nowa nr 194). Bezpośrednim pretekstem było
stanowisko władz Warszawy, reprezentowanych
przez wiceprezydenta Wojciechowicza twierdzącego, że środowiska kultury to histerycy, którym
do zrozumienia, na czym polega władza i odpowiedzialność za finansowanie kultury, potrzeba
realizmu – stołków. Nie mogąc się zgodzić z taką
tezą zaproponowaliśmy dyskusję o tym, kto tworzy współczesną politykę kulturalną – w jakim
stopniu powinna ona podlegać politykom, a jaki
wkład mogą wnieść tutaj obywatele? Ponad dwa
lata, jakie minęły od tego czasu, pokazały, że zarówno władze, jak i obywatele zrozumieli, że kultura jest zbyt poważną sprawą, aby pozostawiać
ją w rękach urzędników i polityków.
Dowodem na to jest m.in. sposób przygotowania warszawskiego Programu Rozwoju
Kultury do 2020 r. Do współpracy przy tworzePrawo do miasta
niu miejskiej polityki kulturalnej ratusz zaprosił
20 ekspertów – grupę warszawskich twórców
i animatorów. Powierzono im przygotowanie założeń i kierunków rozwoju, które będą wiążące dla
przyszłych decyzji i szczegółowych programów
operacyjnych. Tworzenie polityki wyszło tym samym poza mury ratusza, a urzędnicy i politycy pełnili tu przede wszystkim rolę pomocniczą. Podobne działania i zamiary większego uspołecznienia
prac nad strategią kultury można zaobserwować
w kilkunastu innych miastach. Również w Łodzi,
w której jesienny Regionalny Kongres Kultury stał
się pierwszym krokiem do oddolnego tworzenia
miejskiej i wojewódzkiej polityki kulturalnej.
W STRONĘ MIESZKAŃCÓW
Dotychczasowe sukcesy powinny przynieść rozszerzenie procesu uspołeczniania i włączenia
wszystkich mieszkańców w dyskusję o tym, czego oczekują od kultury i w jaki sposób chcieliby
w niej uczestniczyć. Celem takich działań jest nie
95 RAPORT
RAPORT
tylko uwzględnienie opinii nieprofesjonalistów
i okazjonalnych uczestników wydarzeń kulturalnych, ale również zwiększenie zainteresowania
mieszkańców potencjalnymi korzyściami wynikającymi z uczestnictwa w życiu kulturalnym ich
dzielnic, miast czy województwa. To zaś powinno
być celem nadrzędnym każdej polityki kulturalnej
– zwiększanie uczestnictwa w kulturze i poprawa
jej jakości, a więc również wpływu na funkcjonowanie danej społeczności.
Szerokie włączenie mieszkańców oparte na
partycypacji pozwala uniknąć również zamknięcia procesu dyskusji o kulturze w środowiskach
zajmujących się nią profesjonalnie, a więc swoistej gettoizacji kultury. Ważne jest oczywiście,
aby wypracowana strategia uwzględniała doświadczenia i potrzeby instytucji – zarówno tych
publicznych, jak i prywatnych oraz indywidualnych twórców kultury. W tym sensie musi zawierać zasady współpracy z administracją, warunki
i możliwości ubiegania się o wsparcie finansowe oraz klarowne zasady podziału pieniędzy. Te
dziedziny są niezwykle trudne do wypracowania
w trybie otwartej partycypacji i rzeczywiście powinny zostać powierzone specjalistom. Polityka
kulturalna to jednak również ogólna wizja kultury
i priorytetowe kierunki jej rozwoju. W pracę nad
tymi obszarami można, a nawet trzeba włączyć
całą społeczność.
UTOPIA W BUDOWIE
Oczywiście udział mieszkańców, szczególnie
tych niezainteresowanych kulturą, w tworzeniu strategii rozwoju kultury może się wydawać
pomysłem nazbyt optymistycznym. Warszawa,
która zaprosiła mieszkańców do rozmowy o tym
„Jaka kultura powinna być w Warszawie”, organizowanej w ramach konsultacji wspomnianego
RAPORT
RAPORT
96
powyżej Programu Rozwoju Kultury do 2020 r.,
w odpowiedzi na mój zarzut o niedostatecznym
udziale mieszkańców napisała, że: „Zadawanie
podczas konsultacji społecznych szerokiemu
gronu uczestników ogólnych pytań o to, jakiej
kultury życzą sobie w swoim mieście?, doprowadziłoby – jak wynika z naszego doświadczenia
– do uzyskania odpowiedzi bardzo życzeniowych,
bardzo ogólnych i trudnych do wprowadzenia
w powstający dokument, przez co byłby on niekonkretny i nieprzekładalny na rzeczywistość”.
Jest w tym zdaniu część prawdy – poziom aktywności obywatelskiej w naszym kraju jest dosyć niski. Jeśli jednak z drugiej strony zadaje się ogólne
pytanie, będąc przekonanym, że odpowiedzi na
nie będą bezwartościowe, trudno oczekiwać, że
mieszkańcy się w tym nie zorientują i masowo
wezmą udział w pozbawionych sensu konsultacjach. Nad udziałem mieszkańców trzeba pracować – nie tylko poprzez edukację, ale również
angażowanie w poważne działania, z poważnymi
zamiarami i szacunkiem dla ich pracy i czasu.
Rozmowa o rozwoju kultury jest doskonałym momentem, aby angażować mieszkańców
właśnie w taki sposób. Oczywiście, że odpowiedzi mogą mieć charakter życzeniowy i być oparte na braku wiedzy lub błędnej ocenie rzeczywistości. Przy odpowiedniej organizacji procesu
da się jednak takie zagrożenie minimalizować.
Warto docenić dotychczasowy sposób prac
nad warszawskim dokumentem – powierzenie
misji jego stworzenia społecznym ekspertom
i uruchomienie różnych możliwości zgłaszania
uwag i opinii. Problematyczne jest jednak to, że
chociaż dokument zakłada wizję „miasta kultury i obywateli” – dosyć idealistyczną, odważną
i trochę życzeniową – to samą dyskusję o tym,
jaka powinna być kultura w Warszawie, przepro-
wadza się niezwykle pragmatycznie. Nie wolno
dopuścić do tego, żeby konsultacje dotyczące
kultury przypominały te, które odbywają się wokół tematów niezwykle profesjonalnych i wymagających eksperckiej wiedzy.
Każdy organizator procesów uspołecznienia
oraz pracy nad dokumentami określającymi politykę kulturalną powinien, przynajmniej odrobinę, wierzyć, że da się zrealizować utopię masowego uczestnictwa mieszkańców. Oczywiście nie
można po prostu wysłać maila z zaproszeniem,
powiesić plakat i czekać, aż ktoś się pojawi. Nie
mam tu żadnych złudzeń. Trzeba do mieszkańców wyjść i zachęcać ich wszystkimi możliwymi
sposobami. Jakimi? Jeżeli będzie to wymagało
chodzenia od drzwi do drzwi – trzeba to zrobić.
Jeżeli najbardziej skuteczny będzie grill dla sąsiadów – trzeba go zorganizować. Być może jednak
wystarczy np. seria lokalnych warsztatów lub debat. Niezależnie jednak od kontekstu trzeba jednak podjąć takie działania, które z jednej strony
wzbogacą przygotowywaną strategię o opinię
nieprofesjonalistów, a z drugiej zwiększą ogólne
zainteresowanie kulturą.
DNA MIASTA
Taki cel przyświeca właśnie programowi „DNA
Miasta”, który będzie realizowany w Łodzi do końca czerwca 2012 r. „DNA Miasta” od 2009 r. upomina się o włączenie mieszkańców miast – ich
opinii, oczekiwań i potrzeb – do kształtowania
Prawo do miasta
miejskiej polityki. Interesuje nas przede wszystkim kultura miejska. Nie tylko ta, którą można
spotkać w teatrach, kinach i na koncertach, ale
przede wszystkim taka kultura, która dzieje się
w przestrzeni publicznej i decyduje o jakości
życia. Chcemy urzeczywistnienia „prawa do miasta”, czyli idei miasta obywatelskiego, w którym
mieszkańcy mają prawo do decydowania o tym,
jak miasto ma wyglądać, czemu miasto ma służyć
i jak miasto ma funkcjonować. Promujemy kulturę budowaną poprzez dialog, opartą na interakcji
mieszkańców, twórców i władz miejskich. Szukamy odpowiedzi na pytanie o tożsamość miasta
– jego kod DNA, aby na tej podstawie budować
świadomą i opartą na zasadach współuczestniczenia i współodpowiedzialności strategię rozwoju kultury.
Artur Celiński – absolwent nauk politycznych
UKSW w Warszawie. Pracuje nad rozprawą doktorską poświęconą innowacyjnym metodom
udziału obywateli w demokracjach. Od 2009 r.
zastępca wydawcy kwartalnika Res Publica Nowa.
Współtwórca metody i szef zespołu „DNA Miasta”,
który od 2009 r. realizuje projekty mające na celu
tworzenie platformy współpracy pomiędzy władzami miast a ich mieszkańcami. Autor publikacji
w magazynach: Res Publica Nowa, Kultura Liberalna, Social Europe Jurnal, OstEuropie oraz w Samorządzie Terytorialnym.
97 RAPORT
RAPORT
URSZULA NIZIOŁEK-JANIAK
Jaka Piotrkowska?
Od lat trwają utarczki i rozważania co do losu
dla wielu najważniejszej, a niezaprzeczalnie głównej ulicy Łodzi. Kolejne władze podejmują mniej
lub bardziej konsekwentne próby jej ratowania.
Wyznawcy wolnego rynku, wierzący, iż potrzeby
konsumentów i chęć zarobienia na realizacji tych
potrzeb w końcu doprowadzą do stworzenia
atrakcyjnej dla mieszkańców miasta i przyjezdnych oferty, ścierają się ze zwolennikami nadzoru
nad funkcjonowaniem lokali przy Piotrkowskiej.
Czy są to poglądy nie do pogodzenia?
Musiałam zmierzyć się z tym problemem,
gdy Rada Miejska miała zdecydować o umożliwieniu sprzedaży lokali gminnych na rzecz dotychczasowych najemców oraz, być może, części
w przetargach. Mając świadomość, iż wymarzonym najemcą lokalu według każdego właściciela
kamienicy czy wspólnoty jest niekłopotliwy i solidnie płacący bank, salon telefonii komórkowej,
należało zadać sobie pytanie, czy zależy nam na
ulicy, na którą nie ma sensu wyruszać z przyjaciółmi po 18.00, w soboty czy niedziele, za to
będącej cichym, wygodnym miejscem zamieszkania i w dużej mierze parokilometrową wystawą – może po latach ekskluzywną, lecz nudną.
Odpowiedź dla mnie jest oczywista – nie wolno
nam zamieniać miejsca najsilniej kojarzonego
z Łodzią w banner reklamowy!
Jest jednak i druga strona medalu – straszy
nas ona tandetnymi witrynami sklepów z używaną odzieżą i nikomu niepotrzebnymi towarami
RAPORT
RAPORT
98
za 5 zł, różniącymi się od tych ze Wschodniej czy
Wólczańskiej jedynie brakiem możliwości legalnego zaparkowania przed drzwiami sklepu... To
też przejaw działania wolnego rynku w mieście
ludzi o niskich dochodach.
Często padają też pytania, czego łodzianie potrzebują, może wystarcza im kebab i piwo w stylizowanym na wiejski, jakże swojsko kojarzonym
ogródku piwnym na wytartym drewnianym podeście? Jeśli tak miałoby być, to czemu większość
z nas szuka „cywilizacji” w centrach handlowych?
I czy jest szansa konkurować z tymi, bardzo dochodowymi miejscami?
Tak, właśnie w nastawieniu głównie na dochodowość i masowość Portu czy Manufaktury
można upatrywać według mnie szansy dla Piotrkowskiej – spróbujmy przekonać do niej indywidualistów, ludzi wybierających w czasie wakacji
szwendanie się po uliczkach starówek, antykwariatach i muzeach Europy, uciekających od
hałaśliwych kurortów, ludzi szukających miejsc
i towarów wyjątkowych. Jest to trudniejsze?
Z pewnością. Niemożliwe? W to nie uwierzę, potrzeba tylko woli i konsekwencji.
Mamy w mieście ogromny, niewykorzystany
potencjał wyższych uczelni, nie tylko artystycznych, i ogromną rzeszę ich absolwentów, zbyt
często opuszczających Łódź z braku możliwości
rozwoju zawodowego. Mamy pracownie architektoniczne, fotograficzne, agencje reklamowe,
firmy designerskie czy fantastycznych muzyków.
Dlaczego dotąd na głównej ulicy miasta nie mają
oni możliwości pochwalenia się swoimi umiejętnościami, dokonaniami, nagrodami w konkursach, wynalazkami, patentami czy choćby wizjonerskimi pomysłami? Może czas udostępnić im
przestrzeń wystawienniczą – w lokalach gminnych, w podwórkach czy na samej ulicy? Warto
spróbować?
Śmiem twierdzić, że Łódź jest miastem inicjatyw oddolnych – organizacji pozarządowych
i ruchów nieformalnych, rzesz pasjonatów miasta. Zbyt mało widać je, rozproszone i niedofinansowane, na Piotrkowskiej, zbyt mało dajemy
im możliwości pokazania tego, czym się zajmują,
co robią dla łodzian. Przecież poza niepozornymi słupami CIK-u na głównej ulicy miasta nie ma
żadnej możliwości zaproszenia na bezpłatny koncert, wystawę, otwarcie muralu czy do udziału
w grze miejskiej!
Nie ma oczywiście niezawodnej recepty, jak
i co należy zrobić. Ale można zaproponować, jak
wprowadzić szeroko rozumianą kulturę na Piotrkowską, jak połączyć „potrzeby wyższego rzędu”
(nie lubię tego określenia) z komercyjną działalnością handlową, gastronomiczną. Nie odkryjemy Ameryki, korzystajmy z doświadczeń innych,
nie tylko polskich miast i w maksymalnym stopniu z tego, co jest siłą Łodzi.
Otwórzmy gminne podwórka i miejskie lokale w bramach na pracownie artystów i twórczych
rzemieślników, zobowiązując ich do wystawiania
prac, tworzenia galerii autorskich np. łączonych
z minikawiarniami. Zapewnijmy pierwszeństwo
najmu i preferencyjne warunki w wyznaczonych
lokalach frontowych należących do gminy firmom projektującym i sprzedającym designerskie
produkty – odzież, meble, dodatki, niespotykane
w sieciówkach, bo nie przeznaczone dla masowePrawo do miasta
go odbiorcy, zobowiązując najemców do promowania łódzkich twórców. Część lokali „poświęćmy” na z założenia niedochodową działalność
organizacji społecznych, zapraszających na aktywizujące mieszkańców debaty, pokazy trudnych
filmów i dyskusje.
Udostępnijmy pasaże na bezpłatne koncerty,
pokazy i wystawy, zapewniając możliwość bezpłatnego wydrukowania grafiki czy fotografii.
Stwórzmy generator designu, mody, filmu, muzyki – miejsca wspierające początkujących twórców, projektantów czy kreatywne firmy, udostępniając im miejsce do pracy, narzędzia, doradztwo
i, co bardzo ważne, poszukujące dla nich możliwości rozwoju poprzez kontakt z producentami
czy agentami.
Zaoferujmy estetyczne, regularnie czyszczone
tablice na bezpłatne plakaty imprez i reklamy wydarzeń zw. z działalnością tych miejsc, tak, by każdy łodzianin czy turysta właśnie na Piotrkowskiej
szukał informacji co w mieście się dzieje konkretnego dnia czy weekendu. Niech wszystkie te wydarzenia trafią na specjalną stronę internetową
i do użytkowników telefonów komórkowych.
Zachęćmy lokale gastronomiczne w lokalach
prywatnych do organizowania wystaw, nauki
tańca czy wieczorów z muzyką na żywo np. za pomocą obniżenia opłat za ogródek letni, a „zwykłe”
sklepy z odzieżą czy nawet szmateksom zaoferujmy w określone dni lekcje stylizacji, modelingu
w ramach współpracy z uczelniami kształcącymi
przyszłych projektantów mody, fotografików czy
fryzjerów.
To naprawdę jest wykonalne i nie wykracza
poza możliwości finansowe miasta. Wpisuje się
w strategię promocji marki Łodzi, wymaga tylko solidnego przygotowania. Od paru miesięcy grupka wierzących w taką możliwość osób,
99 RAPORT
RAPORT
w tym troje radnych pracuje nad takim programem. Wyznaczyliśmy już lokale, które chcielibyśmy zarezerwować „na kreatywność” – frontowe,
w podwórkach i pasażach, w większości w nieruchomościach w 100% należących do miasta. Podzieliliśmy Piotrkowską na tematyczne odcinki,
na których byłyby ulokowane generatory wspierające konkretny rodzaj działalności kreatywnej,
a lokale frontowe i miejsca w pasażach miałyby
wspierać tę funkcję. Chcemy zaproponować władzom miasta różne możliwości zachęcania twórczych firm do lokowania działalności w nierucho-
mościach gminnych na „Pietrynie”, a najemców
lokali, będących własnością prywatną, do włączenia się w proces zmiany wizerunku i charakteru
tej wyjątkowej ulicy. Zapraszamy do współpracy,
każda uwaga jest cenna.
Urszula Niziołek-Janiak – artysta plastyk, absolwentka Wydziału Wzornictwa Przemysłowego
łódzkiej ASP, projektant wnętrz i designer. Bibliotekarz na UŁ. Obecnie radna Rady Miejskiej w Łodzi
z ramienia PO.
ALEKSANDRA SUMOROK
Prawo do miasta to także prawo
do socrealizmu i powojennego modernizmu
Warto zwrócić uwagę na zagadnienie percepcji łódzkiej przestrzeni, która oscyluje wokół
kilku stereotypowych reprezentacji. Te dzisiaj
szczególnie eksponowane to m.in.: „miasto 100
kamienic”, „miasto fabryk”, „miasto czterech kultur” i bardziej współczesne – „nowe miasto na
miarę XXI wieku”, „nowe centrum”, „miasto zrewitalizowanego industrialnego dziedzictwa”.
Dyskurs związany z miejskimi narracjami ulega,
w związku z uwikłaniem w kontekst polityczny,
ekonomiczny, socjologiczny, architektoniczny,
swoistej ideologizacji. W efekcie mamy do czynienia ze zniekształconym, zbyt uproszczonym
wizerunkiem, który jednak wykorzystywany jest
w kampaniach promocyjnych, a także wpływa na
decyzje związane z polityką przestrzenną (np. tak
– dla Nowego Centrum, nie – dla Starego Rynku).1
RAPORT
RAPORT
100
Mamy więc „legitymizującą” XIX-wieczną tradycję
oraz nadzieję na lepsze jutro. Czy aby tylko na
pewno możliwe i sensowne jest wymazywanie,
odkształcanie 50-letniej niemal historii miasta
powojennego, które w dużym stopniu, niezależnie od chęci, niechęci czy preferencji przeobraziło Łódź i jego mieszkańców? Szczególnie
niebezpiecznie taka strategia niepamięci rysuje
się w kontekście kolejnych planów naprawczych,
modernizacyjnych, kreacyjnych (Nowe Centrum)
związanych z łódzkim kompleksem braku centrum i braku „miasta”. Istotna zaś wydaje się różnorodność, zrównoważony rozwój i naturalność,
nie sztuczność, „skansenowość” tkanki miejskiej.
Ignorowanie (bardziej i mniej świadome), zamykanie oczu na miasto powojenne z jego zarówno
problemami, wadami, ale i wielkim zaletami nie
rozwiązuje problemu i pozbawia je wartościowych i ważnych przestrzeni.
Szeroko zaś rozumiane dziedzictwo powojenne w Łodzi to często dobra jakościowo struktura,
pozytywnie zweryfikowana przez czas, spełniająca wiele z postulowanych w odniesieniu do
dziedzictwa powojennego kryteriów oceny.2 Ta
dobra zbudowana przestrzeń przekształcić się
może w przestrzeń społeczną, żywą, pozytywną, w której przeplatają się arcyciekawe narracje architektoniczne (np. osiedle Bałuty I). Mamy
bowiem do czynienia z obiektami i zespołami
silnie osadzonymi we współczesnym miejskim
pejzażu, krystalizującymi przestrzeń, które budują miejską tożsamość od ponad pół wieku
(w przypadku socrealizmu). Dla kilku już pokoleń
to obiekty i przestrzenie własne, z którymi nierozerwalnie się związali. W przypadku Łodzi (młodego i specyficznego kulturowo organizmu, który
w zasadzie tworzył się od podstaw w 1945 r.) zachowanie tkanki miejskiej, także tej powojennej,
to element starań o akcentowanie ciągłości życia
społecznego. Degradacja założeń istotnych dla
pejzażu powojennego (zwłaszcza socrealistycznego – chociażby Starego Rynku), selektywność
i upraszczanie (nowe ideologizowanie) miejskich
narracji przyczynia się do destrukcji i tak problematycznej tożsamości.
Problem powojennego dziedzictwa przywoływany zostaje w dyskursie zarówno naukowym, jak i społecznym, coraz częściej ulegając
pogłębieniu oraz swoistej aktualizacji. Wydaje
się jednak, że podejmowane chętniej, i bardziej
konsekwentnie wielopłaszczyznowe, działania
edukacyjne, artystyczne promujące zbudowane
dziedzictwo powojenne mają wciąż zbyt nikłe
przełożenie praktyczne na konkretne działania
zmierzające do ochrony obiektu przed całkowiPrawo do miasta
tą destrukcją lub pomysłową „modernizacją”.3
Znaczącą przeszkodę stojącą na drodze do realizacji tego założenia stanowi brak wiedzy oraz
świadomości znaczenia i wartości powojennego
dziedzictwa, niestety nie tylko wśród użytkowników przestrzeni miejskiej, ale też i czasami decydentów oraz samych środowisk tzw. fachowych.
Uświadamiać należy zaś, że „sukces” miasta, także
w wymiarze ekonomicznym, warunkowany jest
w znacznym stopniu emocjami, miasto musi bowiem wyzwalać pozytywne odczucia, przez co
przyciągać będzie ludzi, a odarte z autentyczności i tożsamości takim się nie stanie.
Istotny wydaje się tu jednak czynnik czasu.
Pozbawione bowiem zainteresowania i ochrony
konserwatorskiej obiekty (w najlepszym razie
uznane za dobra kultury współczesnej) ulegają
same, lub wraz ze swoim otoczeniem, znaczącym,
niekorzystnym przekształceniom. Szczególnym
zagrożeniem wydaje się obecnie zmiana kolorystyki elewacji na rażąco ahistoryczną (dokonana
m.in. w obecnym gmachu sądu, al. Kościuszki),
zabudowa osi widokowych wykazująca niezrozumienie zasad pierwotnej koncepcji przestrzennej (modernizacja pl. Dąbrowskiego i fontanna
przed Teatrem Wielkim),4 zmiany układu wnętrz
historycznych, niszczenie detalu (attyk, gzymsów, podziałów) poprzez dokonywanie m.in.
termomodernizacji (szpital im. W. Biegańskiego,
ul. Kniaziewicza, osiedle Bałuty I) czy gruntowna
przebudowa i zmiana pierwotnego charakteru
(Teatr Muzyczny, ul. Północna).
Kolejny problem wiąże się z emocjonalnym
nastawieniem do architektury powojennej. Za
dobrze wróżące na przyszłość uznać chyba można działania związane z „oswajaniem” miasta powojennego poprzez inicjatywy społeczne, gry
miejskie (organizowane m.in. przez stowarzysze-
101 RAPORT
RAPORT
nie Topografie w Łodzi), skłaniające do myślenia
o dziedzictwie historycznym, służące jego rewaloryzacji i nawiązaniu bliższej (i lepszej) relacji architektury już dawnej – socrealistycznej/modernistycznej, z tą współczesną.
Warto może zastanowić się nad skoordynowaną akcją zmierzającą do promocji wiedzy o Łodzi
powojennej (by uniknąć nowych reprezentacji),
a także działaniem inicjującym społeczną dyskusję dotyczącą zabytków najnowszych, ich znaczenia w przestrzeni miejskiej. Pomysł oczywiście nie
jest nowy i realizowany w wielu miastach Polski.
Może sprawdziłby się także zamysł związany
z tworzeniem subiektywnych list „zabytków” architektury powojennej Łodzi uwzględniających
kryteria konserwatorskie oraz bardziej „ludzkie”,
osobiste, emocjonalne. List otwartych, opracowywanych zarówno przez mieszkańców, jak i tzw.
ekspertów, decydentów oraz samych projektantów z tamtych lat. Akcja uzupełniania wizerunku miasta o czasy powojenne, „uświadamiania”
socjalistycznego dziedzictwa, jeżeli miałaby być
skuteczna, winna być publiczną dyskusją skierowaną do szerszego grona odbiorców, nie zaś panelową, akademicką sesją.
podczas seminarium poznańskiego: Kryterium nowatorstwa architektonicznych, przestrzennych i technicznych
rozwiązań, Kryterium kontekstu na etapie tworzenia, jak
i późniejszej lokalizacji, Kryterium tradycji miejsca, Kryterium symbolu, Kryterium uznania współczesnych, Kryterium próby czasu i zachowania walorów przestrzennych
i estetycznych, Kryterium unikalności i kompletności, Kryterium konserwatorskiej autentyczności materii, Kryterium reprezentatywności.
Wartościowe obiekty i zespoły w świetle prawa, a i często
jupiterów, ulegają dewastacji, bezplanowym przekształceniom. A najbardziej spektakularne ubytki to choćby warszawski Supersam czy katowicki dworzec.
3
Ten ważny miejski plac, położony wyjątkowo w układzie
miasta na osi wschód – zachód, uzyskał wyrazistość w okresie realizmu socjalistycznego dzięki usytuowaniu w pierzei
północnej jednego z najwyższych, największych i najbardziej reprezentacyjnych wówczas miejskich obiektów, Teatru Wielkiego. Budynek Teatru (proj. J. Korski, W. Korski,
R. Szymborski) stanowi wybitny przykład architektury
socrealistycznej w Polsce, ważniejszy obiekt tej kategorii
w kraju. Plac zaś – ważna śródmiejska przestrzeń – wielokrotnie służył jako miejsce koncertów, spotkań miejskich.
W 2009 roku dokonano jednak modernizacji całości założenia, która polegała na usunięciu zieleni, „wybetonowaniu” płyty i wybudowaniu monumentalnej fontanny
o miękkiej, organicznej formie zaburzającej oś widokową.
W rezultacie, choć sam plac się „oczyścił”, w jakimś sensie
może i uporządkował, to poprzez pozbawienie go programu usługowego nie nastąpiło jego funkcjonalne ożywienie, a atmosferę wyludnienia pogłębia jeszcze wizualna
pustka (niemal całkowity brak małej architektury). Przykład
ten dobrze pokazuje, że nie wystarczy tworzyć miejsc powierzchniowo „ładnych”, bo istnieje groźba powołania do
życia przestrzeni jałowych.
4
Przypisy:
Dodać można, że miasto, z uwagi na swoją historię zawsze
miało szczęście do etykiet i niebywałe zapotrzebowanie na
„wizerunki”. Współczesne postrzeganie miasta i „kreacja”
jego „tożsamości” wiąże się oczywiście z negacją komunistycznego wizerunku „nowego, radosnego, robotniczego
miasta jutra”.
1
Kryteria wyróżniające dobra kultury współczesnej opracowane przez warszawski oddział SARP-u i uzupełnione
2
RAPORT
RAPORT
102
Aleksandra Sumorok – historyk architektury i autorka książki Architektura i urbanistyka Łodzi okresu realizmu socjalistycznego (wyd. Neriton 2011).
Adiunkt w Międzywydziałowym Zakładzie Teorii
i Historii Sztuki Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi.
Przemysły kreatywne
MACIEJ TRZEBEŃSKI
Przemysły kreatywne
– pytania/obawy/zmiany?
Przełom XX i XXI wieku wyznacza diametralną zmianę środowiska kulturowego i sposobu
rozumienia kultury. Coraz rzadziej postrzega się
ją jako sferę sakralną, wyłączoną z codzienności,
czystą „słodycz i światło” jak to ujmował brytyjski krytyk kultury z końca XIX wieku Mathew
Arnold. Wytwory działań kulturalnych nabierają
charakteru produktów i stają się częścią szeroko
rozumianej gospodarki, której przydaje się określenie kreatywnej.
W wyniku tego procesu rodzą się tak kluczowe pytania:
Czy działalność kulturalna to przemysł? Czy artysta/twórca to przedsiębiorca? Czy instytucja kultury to firma działająca w oparciu o te same zasady
rachunku ekonomicznego, co np. producent mebli
ogrodowych? Czy kultura powinna być postrzegana jako narzędzie realizacji celów gospodarczych?
Tak postawione pytania w świetle zmian, które następują, wymagają głębszej analizy samej
struktury zmian oraz wymuszają w sposób oczywisty sformułowanie nowej definicji dla tworzącego się czy istniejącego już sektora. Za jego
definicją podąża określenie potrzeb i możliwych
kierunków rozwoju. Niezależnie od przyjętej metodyki prac nad nową definicją sytuujacą kulturę
jako szerszy element polityki gospodarczej, musimy pamiętać, że wszelka aktywność kulturalna,
artystyczna jest wartością samą w sobie i może
istnieć/istnieje samodzielnie, nie jako dodatek do
przedsiębiorczości, promocji czy marketingu.
Przemysły kreatywne
Próby wykorzystania kultury do realizacji
doraźnych celów – takich jak promocja regionu lub miasta, mogą doprowadzić do jej powolnego marginalizowania i degradowania. Tylko
umiejętne wykorzystanie potencjału sfery kultury w połączeniu z kształtowaniem nowej polityki może przynieść właściwe efekty dla rozwoju
społeczno-gospodarczego.
Siła kultury jako czynnika wpływającego na
szeroko rozumiany rozwój przejawia się w jej
szczególnych właściwościach. Kultura odgrywa
ważną rolę społeczną, sprzyja budowaniu więzi
międzyludzkich, jest czynnikiem stymulującym
rozwój kapitału społecznego, będąc jednocześnie obszarem dominacji eksperymentu i refleksji. Kultura to edukacja w najlepszej z możliwych
formie kształcenia.
Z punktu widzenia rozwoju społeczeństwa
(także rozwoju gospodarczego) najistotniejsze
powinny być te formy kulturowego działania,
które polegają na spontanicznej aktywności jednostek i grup. W ten sposób stworzona zostanie
przestrzeń do samorealizacji i demokratycznej debaty społecznej oraz gospodarczej. W tak definiowanej polityce sektorowej, kultura bezpośrednio
wpływa na gospodarkę, stając się współcześnie
czynnikiem rozwoju ekonomicznego na równi
z pracą, kapitałem i technologiami. Sektor kultury
stwarza miejsca pracy, jest jednym z elementów
bazy rozwoju ekonomicznego miast i regionów,
wpływa na atrakcyjność określonych lokalizacji.
103 RAPORT
RAPORT
Wpisywanie wytworów/produktów kultury
jako znaczącego elementu działań gospodarczych jest obecnie drogą do kształtowania polityki rozwoju regionalnego, rozumianego jako
zespół działań strategicznych trwających w czasie i przynoszących dodatnie efekty w długiej
perspektywie.
Należy jednak pamiętać, aby nie tworzyć rozwiązań strukturalnych, które będą sytuować kulturę jako dodatek do działań promocyjnych, marketingowych czy eventowych. Dlatego warto jest
podjąć wyzwanie budowania nowego, spójnego
systemu, w którym kultura staje się dominantą
zmian społecznych, jest centralnym punktem budowania nowego paradygmatu gospodarczego
opartego na innowacji i kreatywności.
Obecnie jesteśmy w momencie, w którym
możemy zadbać o właściwe umiejscowienie zjawisk kultury w szerszym kontekście przygotowywanych strategii rozwoju miasta czy regionu.
RAPORT
RAPORT
104
To od nas, ludzi kultury, w dużej mierze zależy,
czy instytucje, osoby odpowiedzialne za przygotowanie programów rozwoju regionalnego lub
lokalnego, zrozumieją, jak istotnym elementem
tożsamości społecznej jest kultura i jak ważne
jest stworzenie odpowiednich warunków do jej
nieskrępowanego i stabilnego rozwoju.
Maciej Trzebeński – dyrektor naczelny Fabryki
Sztuki w Łodzi. Łodzianin, kulturoznawca. Członek
nieistniejącej już alternatywnej grupy teatralnej
Biuro Usług Dramatycznych. Producent Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego „Ziemia Obiecana” i „Archipelag Ziemi Obiecanej”. Współtwórca
realizowanego przez Fabrykę Sztuki innowacyjnego projektu „Art_Inkubator", którego celem jest
przygotowanie i prowadzenie pierwszego w Polsce inkubatora przeznaczonego dla małych firm,
fundacji, stowarzyszeń działających na polu kulturalno-społecznym.
TOMASZ KUKOŁOWICZ
Dwa przepisy na przemysły kreatywne
W centrum łódzkiej dyskusji o przemysłach
kreatywnych znajduje się książka Richarda Floridy Narodziny klasy kreatywnej. Tymczasem na
świecie debata na ten temat ma kilka ważnych
nurtów. Jeden tworzą prace Floridy, które wyróżniają się oryginalnością i kontrowersyjnością oraz
szerokim ujęciem kreatywności. Inne dokumenty
publikowane są przez instytucje publiczne (rządowe i międzynarodowe), których autorzy koncentrują się na zagadnieniach związanych z sektorem przemysłów kreatywnych, uznając go za
ten sektor gospodarki narodowej, który istotnie
wpływa na dynamikę tworzenia nowych miejsc
pracy i przyszłość regionów, a w związku z tym
jego rozwój powinien być stymulowany przez
państwo. W niniejszym tekście chciałbym krótko
scharakteryzować ten „urzędowy” nurt, a następnie porównać go do podejścia Floridy.
Moment przełomowy w rozwoju koncepcji
przemysłów kreatywnych to utworzenie Creative Industries Task Force w zreformowanym ministerstwie kultury Wielkiej Brytanii (Department
for Culture, Media and Sport) w 1997 r. Zespół
ten w 1998 r. zaproponował następującą definicję przemysłów kreatywnych: „określone mogą
być jako te przemysły, które mają źródło w indywidualnej kreatywności, umiejętnościach oraz
talencie i które wykazują potencjał do tworzenia
dobrobytu i miejsc pracy poprzez generowanie
i wykorzystywanie własności intelektualnej”.
Określono też po raz pierwszy obszary należąPrzemysły kreatywne
ce do przemysłów kreatywnych: reklama, handel antykami, architektura, rękodzieło, design,
moda, film, gry komputerowe i wideo (programy
służące rozrywce), muzyka, sztuki performatywne, działalność wydawnicza, oprogramowanie
komputerowe, TV i radio. Według tej definicji
przemysły kreatywne są więc pojęciem znacznie szerszym od przemysłów kultury, o których
dyskutowano w latach 80., a które obejmowały
branże wytwarzające na skalę masową i metodami przemysłowymi dobra i usługi będące przedmiotem konsumpcji kulturalnej. Opublikowany
raport zawierał szacunki liczby zatrudnionych
(w 1998 r. w Wielkiej Brytanii ogółem 754 tysiące
osób) i dochodów (w 1998 r. w Wielkiej Brytanii
41,7 mld £ łącznie we wszystkich branżach).
Nowatorstwo koncepcji brytyjskiego ministerstwa kultury polegało na tym, że zdefiniowało ono
na nowo, jako jedną całość, dziedziny charakteryzujące się wspólnymi cechami, a traktowane do tej
pory jako niezależne od siebie. W praktyce było to
zadanie trudne, ponieważ w statystyce publicznej
każdy rodzaj działalności gospodarczej miał już
swoje miejsce, zazwyczaj określone wiele lat wcześniej. Stary porządek należało zburzyć i zaproponować nową klasyfikację. Okazało się to możliwe
tylko częściowo. Ministerstwo kultury musiało prowadzić własne rachunki równolegle do prac urzędu
statystycznego. Dzięki temu przemysły kreatywne
zaistniały – w głowach i na papierze. I to jako duży
gracz, a z takimi politycy muszą się liczyć.
105 RAPORT
RAPORT
Czy wynika z tego, że przemysły kreatywne
zrodziły się tylko ze zmiany definicji i sposobu
myślenia o rozwoju, narzuconej społeczeństwu
przez polityków? Mogłoby się tak wydawać. Ale za
zmianą tą stały realne procesy gospodarcze, takie
jak wzrost wydatków gospodarstw domowych
na sprzęt radiowo-telewizyjny, rozwój Internetu,
przenoszenie produkcji do Chin, a pozostawianie
w Europie jedynie biur projektowych. Poza tym
nie ma powodu, żeby uważać sposób klasyfikacji działalności gospodarczej przyjmowany przez
urzędy statystyczne za naturalny bądź konieczny.
Twórcy koncepcji przemysłów kreatywnych wykazali się umiejętnością krytycznego myślenia.
Potrafili zauważyć zmiany otaczającej ich rzeczywistości i opisać ją w nowy sposób.
Ukazanie się pierwszego raportu Creative Industries Task Force wywołało lawinę publikacji.
Wydano zbiór wystąpień Chrisa Smitha, brytyjskiego ministra kultury, zatytułowany Creative
Britain (1998), książkę Richarda E. Cavesa Creative
Industries: Contracts between Art and Commerce
(2000), opisującą specyfikę działalności przemysłów kreatywnych, pracę Johna Howkinsa The
Creative Economy. How People Make Money from
Ideas (2001), będącą pierwszą naukową publikacją zawierającą podstawowe definicje i szacunki
dotyczące wielkości przemysłów kreatywnych na
świecie, bestsellerowe Narodziny klasy kreatywnej (2002) Richarda Floridy i wiele innych pozycji.
Obszerną bibliografię liczącą 26 stron zawiera
dostępny w Internecie raport organizacji Creativity, Culture & Education The cultural and creative
industries: a literature review (2010).
Rozwiązania brytyjskie stały się przedmiotem
debaty w Unii Europejskiej. W 2006 r. w Brukseli
ukazał się raport The Economy of Culture in Europe
opracowany przez zespół KEA European Affairs
RAPORT
RAPORT
106
kierowany przez Philippe Kerna. Było to pierwsze systematyczne i kompletne studium porównawcze europejskich przemysłów kreatywnych
zawierające dane dla poszczególnych krajów. Raport zawierał interesującą część metodologiczną
(lektura obowiązkowa!). Pokazywał, że koncepcja
przemysłów kreatywnych może być stosowana
poza Wielką Brytanią. Zawierał najczęściej chyba
cytowane statystyki dotyczące wielkości przemysłów kreatywnych (w 2003 r. odpowiadały za
2,6 % PKB w Europie) oraz zatrudnienia (3,1 %
pracujących, czyli 5,8 mln osób).
Wielka Brytania nie była jedynym krajem prowadzącym aktywną politykę w odniesieniu do
przemysłów kreatywnych. W 2005 r. w Holandii
ukazał się raport Our creative potential zawierający kompleksową propozycję prowadzenia polityki w obszarze przemysłów kreatywnych. Do
konkretnych rozwiązań należał system wsparcia
powstawania małych firm w tej branży. Holandia
może także pochwalić się posiadaniem klastra
przemysłów kreatywnych o światowym znaczeniu – Brainport Eindhoven, w którego skład
wchodzą m.in. firma Philips i Design Academy
Eindhoven. Z nowatorskich rozwiązań znane są
także kraje skandynawskie.
Konferencja
Narodów
Zjednoczonych
ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD) w 2008 roku
opublikowała obszerny raport Creative Economy.
Report 2008 zawierający dane dla krajów całego
świata. Zaproponowała w nim własną definicję,
zgodnie z którą przemysły kreatywne:
• są cyklami tworzenia, produkcji i dystrybucji
dóbr i usług, które wykorzystują kreatywność
i kapitał intelektualny jako podstawowy wkład
• tworzą zestaw działań opartych na wiedzy,
skoncentrowanych wokół sztuki, ale nie ograniczających się do niej, potencjalnie generują-
cych dochody z handlu i praw własności intelektualnej,
• obejmują policzalne produkty oraz trudną do
policzenia pracę umysłową i usługi artystyczne
mające kreatywną treść, wartość ekonomiczną
i cele rynkowe
• stoją na skrzyżowaniu rzemiosła, usług i przemysłów
• stanowią nowy dynamiczny sektor w handlu
międzynarodowym.
Kolejny raport UNCTAD – Creative Economy.
Report 2010 – dowodzi, że w okresie od 2002 r. do
2008 r. wielkość światowego eksportu wytworów
przemysłów kreatywnych wzrosła z 205 mld $ do
407 mld $. Przywołane dokumenty brytyjskie,
holenderskie i UNCTAD różnią się zasadniczo od
ujęcia zaproponowanego w Narodzinach klasy
kreatywnej. Definicje Richarda Floridy były bardzo szerokie. Do klasy kreatywnej zaliczył aż 30
% pracujących Amerykanów. Według Kerna (KEA
2006), co ciekawe krytykowanego za nadmiernie
swobodne prowadzenie obliczeń, w przemysłach
kreatywnych pracuje 3,1 % mieszkańców Unii
Europejskiej. Dla Floridy istotą kreatywności jest
charakter pracy, w dokumentach „urzędowych”
kluczowe znaczenie ma fakt, że twórczość jest
jednym z najważniejszych czynników produkcji,
Przemysły kreatywne
a prawa autorskie twórców, których pomysły zostały wykorzystane, podlegają ochronie.
Skuteczne kształtowanie polityki wsparcia
i promocji przemysłów kreatywnych będzie możliwe tylko wtedy, gdy osoby uczestniczące w jej
tworzeniu, będą podobnie rozumiały podstawowe pojęcia. Książka Floridy zawiera wiele cennych
wskazówek, jak budować klimat i wizerunek miasta. Raporty brytyjskiego ministerstwa kultury
i UNCTAD mogą być pomocne przy projektowaniu narzędzi służących wspieraniu gospodarki.
Myśląc o stworzeniu kreatywnego miasta,
trzeba pamiętać o obu zaprezentowanych tu podejściach, a w konsekwencji wspierać zarówno
twórców, jak i przedsiębiorców tworzących miejsca pracy w sektorze kreatywnym.
Tomasz Kukołowicz – członek Zespołu Obserwatorium Kultury Narodowego Centrum Kultury. Przygotowywał polskie wydania m.in. Narodzin klasy
kreatywnej Richarda Floridy oraz Ekonomii i kultury
Davida Throsby’ego. Doktorant w Zakładzie Metod
Badania Kultury Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW. Zainteresowania naukowe skupia na
twórczości młodzieżowej (hip-hop) oraz socjologii
młodzieży.
107 RAPORT
RAPORT
KRYSTYNA POTOCKA
Kapitał symboliczny dla Łodzi
Galeria Manhattan, którą od dwudziestu lat
prowadzę w Łodzi, jak lustro odbija problemy
świadczące o niedomaganiach łódzkiej kultury,
trwających mimo dokonywanych w tym czasie
przeobrażeń życia społecznego zapoczątkowanych przez transformację ustrojową w kraju.
Bezpośrednio doświadczam skutków tego stanu.
Warto i trzeba zapytać o jego przyczynę.
Uważam, że to nie tylko brak systemowych
rozwiązań w resorcie kultury i dziedzictwo PRL,
którym Łódź szczególnie jest doświadczona. To
przede wszystkim jednak brak troski o wspólne
dobro, jakim jest miasto, brak silnych osobowości
i liderów tworzących idee, brak animatorów wydarzeń o dużym potencjale kulturowym w Łodzi
integrujących środowisko i lokalną społeczność.
No cóż, wreszcie brak lokalnej polityki kultury.
Przy tej okazji chcę przypomnieć, że w październiku 1997 w Galerii Manhattan zawiązała się
Inicjatywa Obywatelska „Kultura Łodzi”. Jej autorzy
i sygnatariusze zniechęceni jednak brakiem oczekiwanego odzewu i perspektyw zawodowych w Łodzi, tacy jak Dariusz Bugalski czy Magdalena Ujma,
wyemigrowali z naszego miasta, a Józef Robakowski, Ryszard Waśko, Bogusław Sułkowski, Aleksandra Mańczak „wrócili” do swojej pracy twórczej,
naukowej i pedagogicznej. Ja natomiast zaczęłam
tworzyć i organizować z udziałem czołowych postaci polskiej sceny artystycznej tzw. miejskie projekty. Był to mój głos o mieście i jego problemach.
Wskazane przeze mnie niektóre przyczyny i skutki
RAPORT
RAPORT
108
niedomagań życia społecznego w Łodzi świadczą
o słabości jej kapitału symbolicznego w stosunku
do innych miast w Polsce. Myślę tu o Warszawie,
Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu.
W swojej wypowiedzi chciałabym się skupić właśnie na tym problemie – zasadniczym
dla strategii rozwoju miasta, której motorem
ma być kultura. W europejskim rankingu kreatywności (Design Creative Index) Polska zajęła trzecie miejsce od końca, wyprzedzając jedynie Rumunię i Bułgarię (Polityka nr 36/2772
z 4 września 2010). Właśnie dlatego Łódź chce
budować swój wizerunek jako centrum przemysłów kreatywnych, a z tym zadaniem wiąże się
określenie stanu naszego kapitału symbolicznego (wg francuskiego socjologa Pierre’a Bourdieu
to suma kapitału kulturowego, ekonomicznego,
politycznego, społecznego).
Dziś w miastach o rozwiniętej demokracji
w tworzeniu kapitału symbolicznego istotną rolę
odgrywają wyższe uczelnie nie tylko ze względu
na kształcenie kadry i wychowanie nowych pokoleń, ale także prowadzoną działalność naukowobadawczą, artystyczną. Są one jednym z elementów kreatywnego tygla, dają miastu potrzebny
napęd, tworzą jego wizerunek na zewnątrz. Dziś
dobre kształcenie to klucz do sukcesu miasta. Łódź jest dużym ośrodkiem akademickim,
w którym działa 26 uczelni, w tym trzy publiczne
uczelnie o profilu artystycznym i jedna prywatna. Studiuje na nich ponad 113 tysięcy studen-
tów, w rankingach nasze uczelnie znajdują się
w pierwszej dziesiątce najlepszych szkół wyższych w Polsce. Łódź zatem potencjalnie dysponuje ogromnymi zasobami ludzkimi, które mogą
być wykorzystane w tworzeniu kapitału symbolicznego. Czy jednak ten potencjał przekłada się
na jakość życia społecznego miasta, jego perspektywy i rozwój, wizerunek w kraju, dynamikę,
klimat i atmosferę? Uzasadnione może być pytanie: „Jaka jest siła tego kapitału lub też jaka jest
jego kreatywność?” Niestety nie przekłada się to
na jakość życia społecznego miasta.
Niepokoi niedostateczne uczestnictwo środowiska akademickiego w debatach publicznych i brak oddolnych inicjatyw inspirujących te
debaty. Brak publicznych opinii środowisk akademickich i twórczych w kwestii stanu, jakości
i sytuacji miasta, w tym także jego kultury. Jak
dotąd, mimo wielu przesłanek, nie powstało
w Łodzi „żyzne podglebie” dla rozwoju przemysłów kreatywnych.
Brak krytycznych postaw wobec negatywnych zjawisk w mieście czy też nietrafnych decyzji władz miasta, a dotyczących problemów jego
rozwoju, wizji czy też ich braku (np. koncepcja
urbanistyczno-architektoniczna i programowa
Nowego Centrum Łodzi). Wyczuwam klimat apatii i stagnacji intelektualnej środowisk akademickich i twórczych.
Ze względu na swoje zainteresowania zawodowe chciałabym skupić się na niektórych
problemach funkcjonowania wyższych uczelni
artystycznych w Łodzi, których kadra, absolwenci
i studenci są kulturotwórczym nośnikiem, dokonującym zmian jakościowych nie tylko w swoich
środowiskach. Te środowiska są istotnym elementem klasy kreatywnej. A jakie jest w istocie
to środowisko w Łodzi? Z całą pewnością nie jest
Przemysły kreatywne
to ten potencjał twórczy, o którym przez wiele lat
tworzono opinie i mity. Świadczyć o tym mogą:
Brak wydarzeń artystycznych o charakterze
ponadlokalnym. Po 1990 r. nie powstała żadna
inicjatywa powołująca wydarzenia artystyczne
w Łodzi, które by podkreślały znaczenie miasta jako ważnego miejsca sztuki w Polsce (Fokus Łódź Biennale jest kontynuacją Konstrukcji
w Procesie z lat 80.).
Brak ciekawych i oryginalnych wydarzeń artystycznych o charakterze lokalnym, ważnych dla
miasta i samego środowiska, zainspirowanych
przez środowiska artystyczne po 1990 r.
Niewspółmiernie mała w stosunku do ilości
absolwentów liczba twórców uczestniczących
w ogólnopolskim i międzynarodowym obiegu
sztuki (chodzi o tzw. główny nurt sztuki).
Niewielka ilość oryginalnych miejsc sztuki,
galerii, klubów, pubów, które mają wyrazistość
programową i indywidualny rys. Te, które istnieją
i powstają są do siebie podobne.
Brak integracji środowisk twórczych. Najciekawsze przecież sytuacje powstają na styku różnych dyscyplin artystycznych, różnych dziedzin
sztuki, we współpracy różnych środowisk. Dziś
to szczególnie ważne i to nie tylko ze względu na
wyróżnianą i podkreślaną performatywność i interaktywność sztuk.
Zastanawiać może nieobecność studentów
i absolwentów Akademii Muzycznej i Państwowej
Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej
w bieżącym życiu kulturalnym miasta.
Żyjemy w czasie, który docenia tożsamość
miasta. Bo miasta powinny mieć swoją duszę.
W oparciu o nią buduje się jego wizerunek, jak
również tworzy strategie rozwojowe. Trzeba przyznać, że Łódź zaczęła czerpać energię ze swojej
wielokulturowości, jednak w dalszym ciągu nie
109 RAPORT
RAPORT
docenia swoich tradycji awangardowych, których
źródła tkwią w tradycji i historii miasta (kolekcja
grupy a.r. Muzeum Sztuki, Warsztat Formy Filmowej). Myślę tu nie tylko o zasobach materialnych,
ale o ideach i utopiach, które kształtują i rozwijają
myślenie, otwartość i innowacyjność.
Bazą dla takiego myślenia mogłaby być nasza
łódzka ASP, która nosi imię Władysława Strzemińskiego. Ta największa uczelnia artystyczna
w Łodzi, choć powołuje się na pioniera nowoczesności, to w coraz powszechniejszej opinii
środowisk twórczych, a nawet studentów, w kontekście przemian cywilizacyjnych przełomu XX
i XXI w. zatraca zdolność bycia nośnikiem zmian
i przewartościowań, jakie zaczęły dokonywać się
w sztuce już w latach 90. XX w. To profesorowie
i nauczyciele tej uczelni tworzą opinie o sztuce aktualnej, tkwiąc w swoim myśleniu w latach 70. XX
w., oddziałując na smak i wybory przyszłych galerzystów, designerów, managerów, mieszkańców
miasta, ale i władz. To z tej uczelni dochodziły do
mnie opinie, że sztuka, którą prezentuje Galeria
Manhattan nie jest sztuką (chodzi o czołowych
w Polsce artystów sztuki głównego nurtu, m.in.
Katarzynę Kozyrę, performances Jerzego Beresia
i Zbigniewa Warpechowskiego, filmy Artura Żmijewskiego, działania Pawła Althamera, akcje artystyczne Ewy Partum).
W kontekście przewartościowań sztuki końca
XX wieku, krytycznego spojrzenia wymaga również system i metody kształcenia projektantów
mody i designu na tej uczelni. Oglądając kolejne
pokazy mody i wystawy designu wciąż szukam
indywidualności i innowacyjnych rozwiązań,
choćby czegoś, co wyrasta ponad przeciętność
RAPORT
RAPORT
110
– i nie odnajduję tego. Ciągłe odwoływanie się do
Marcina Paprockiego i Mariusza Brzozowskiego,
a ostatnio do Agaty Wojtkiewicz, to stanowczo
za mało, by wygenerować nową jakość i zwrócić
uwagę na Łódź jako ważne miejsce przemysłu
modowego w Europie. Pomimo dużych wysiłków
reklamowych związanych z Fashion Week niewiele to zmienia.
Bo dziś liczy się osobowość i oryginalność,
a projektantem może być osoba, która nie ma statusu ukończenia wyższej uczelni artystycznej – jest
czymś oczywistym, że niewłaściwy system i metody kształcenia niszczą lub blokują kreatywność.
O czym zatem wszystko to może świadczyć?
O niskich kwalifikacjach kadry akademickiej
tworzącej kapitał kulturowy w tym mieście, anachronicznych programach szkoły i o zamknięciu
we własnym, lokalnym świecie. Wreszcie o stanie
świadomości osób, które pracują dziś nad wytwarzaniem kapitału symbolicznego.
W swoim tekście zasygnalizowałam jedynie
istniejącą sytuację, z której powinniśmy zdać sobie sprawę, by nie brnąć ścieżkami kolejnych utopii, marnując czas i środki finansowe.
Uważam, że za ten problem jesteśmy odpowiedzialni my wszyscy, jednak w pierwszej kolejności kolejne ekipy władz miasta, które mają od
dawna kłopoty z jego zarządzaniem.
Krystyna Potocka – założycielka i kuratorka Galerii Manhattan w Łodzi. Absolwentka Uniwersytetu
Łódzkiego, autorka projektów artystyczno-społecznych o Łodzi z udziałem czołowych artystów
sceny polskiej.
TOMASZ MAJEWSKI
Kultura dobrej przestrzeni
albo sztuka (prze)trwania miasta
W głośnej książce The Art of City-Making,
Charles Landry, autor pojęcia „twórcze miasto”,
daje wyraz przekonaniu, że miasto nie może być
czymś kreowanym przez samoistne „niech tak
się stanie!” polityków, urbanistów i architektów.
Tworzenie miasta jest subtelną sztuką, nieskodyfikowaną metodą, a skoro tak to należy porzucić
złudzenia spod znaku technokratycznej urban
engineering. To istotna zmiana perspektywy – inżynieria społeczna i miejska wymagają z definicji
zupełnie innych kwalifikacji niż proces tworzenia
oparty na podłożu żywych, miejskich praktyk.
Ów proces zależy od tego, jak korzystamy z miasta oraz w jaki sposób sztuka, w wymiarze edukacyjnym i krytycznym, tworzy zasób kompetencji
kulturowych przydatnych w codziennym życiu.
W procesie budzenia twórczego miasta istotne znaczenie ma jego całościowe otoczenie
wpływające na nasze działania. Jakość miejskiej
przestrzeni publicznej, to, co Landry nazywa
„wielozmysłowym pejzażem miasta”, zachęca
mieszkańców, aby ich kreatywność była kreatywnością „dla świata”, adresowaną do miejsca, po
którym się na co dzień poruszają i w którym żyją.
I nie jest to zakamuflowane wezwanie do inżynierii wizualnej, szybkich i doraźnych zabiegów
mających na celu powierzchniową, „punktową”
estetyzację miasta. Chodzi raczej o to, że przestrzeń, którą uznajemy za dobrą, wartościową
i sprzyjającą życiu – samorzutnie chcemy chronić
i rozwijać, pragniemy do jej wzrostu wnieść właPrzemysły kreatywne
sny wkład. W ten sposób odnajdujemy podstawową „etyczną więź” pomiędzy własną kreatywnością a miejscem, w którym żyjemy.
Jednak przestrzeń miasta może być również
w swojej charakterystyce „blokująca”, „zamrażająca kreatywność” – czego nie należy postrzegać
w kategoriach nieuchronnego fatum – kojarzyć
się może ona z przeszkodą, problemem do tego
stopnia, że egzystencja „tutaj” jest odbierana jako
forma upośledzenia, marginalizacji. Ten dysfunkcyjny obraz miasta nie jest czymś, co daje się
wyczytać wyłącznie z jego układu urbanistycznego, danych ekonomicznych, szlaków komunikacyjnych, gęstości infrastruktury lub nominalnej
obecności ważnych instytucji kultury. Poczucie
równości w dostępie do miejskich dóbr to sprawa delikatna, dotykająca naszego poczucia podmiotowości i godności, związana z porządkiem
niemej wiedzy codziennego doświadczenia.
Kreatywność miasta – eliptyczne określenie na
kreatywność mieszkańców miasta – zostaje zablokowana, kiedy dominuje wśród nich pogląd,
że „nie możemy z tym nic zrobić”, kiedy oddolne
inicjatywy artystyczne i obywatelskie zostają pozbawione minimum sprawczości.
To, co Landry nazywa „the sensory landscape of the city” tkwi przede wszystkim w naszych
głowach jako budowana z okruchów zdarzeń
– mapa mentalna. W percepcji łodzian są to
najczęściej zdegradowane przestrzenie, które
w nużący sposób trzeba omijać, w których – jak
111 RAPORT
RAPORT
się wydaje – nie sposób się zadomowić, uznać ich
za swoje, aby je twórczo zmieniać, które trzeba
nauczyć się „ignorować”, aby przetrwać. Krzywe
chodniki, z których unosi się charakterystyczny
zapach moczu i psich fekaliów, ulice pozbawione
zieleni, pierzeje pełne kamienic nie remontowanych od dekad, czekające, ot tak, na wyburzenie
– akt nazywany sarkastycznie w wielu miejscach
kraju „łódzką szkołą renowacji”; brud strzępiących
się ogłoszeń, rozjeżdżonych, łysych trawników.
Upadłe centrum miasta otoczone jest wianuszkiem w miarę komfortowych osiedli zamkniętych,
wielkopłytowych blokowisk z PRL oraz mieszczańskich suburbiów. Te wyobrażenia stanowią
potencjalną mapę – podstawę codziennych działań (i zaniechań) wielu łodzian. To oczywiście tylko przypuszczenie, bardzo chciałbym, żeby było
mylne. Nie przeprowadzono bowiem jak dotąd
badań z zakresu mentalnej organizacji informacji przestrzennej w różnych grupach wiekowych,
ekonomicznych i społecznych, z uwzględnieniem
takich zmiennych, jak kapitał kulturowy, poziom
wykształcenia. Badania te przeprowadzić wszakby
należało – zbierając opisy ustne, fotografie, dane
frekwencyjne na temat ulubionych miejsc rozrywki, gastronomii i instytucji kultury – nanosząc
je na topograficzny schemat miasta. Może warto
zobaczyć, dlaczego tak wielu mieszkańców widzi
to miasto jako „nie-swoje” i własną kreatywnością
obdarza finalnie inne miasta? Może dowiemy się,
kim jest już w tej chwili adresat nowego centrum
Łodzi i czy wirtualny, słabo zdefiniowany zespół
instytucji sztuki, które mają tam powstać, znajdzie się na przecięciu się szlaków obecnych poszukiwań łodzian?
Tak się złożyło, że lektura Landry’ego i jego
koncepcja „twórczego miasta” zmusiła mnie do
RAPORT
RAPORT
112
zastanowienia się na tym, dlaczego w ostatnio
opublikowanej Diagnozie Społecznej zadowolenie z miejsca zamieszkania zadeklarowało
tylko 5% łodzian, co czyni z Łodzi ewenement
wśród dużych polskich miast. Etyczna więź zadzierzgnięta pomiędzy twórczością i własnym
miejscem nie rozwija się – jak wiadomo – tam,
gdzie miejsce to uznajemy za „nie nadające się
do dobrego życia”. Jeżeli ktoś szuka zalążków
prawdziwie „twórczej Łodzi”, niech przemyśli zatem ostatni projekt Muzeum Sztuki – „Ekologie
miejskie”. Edukacyjny i krytyczny potencjał sztuki
w mieście oraz sztuki dla miasta wyrasta tu z próby przywrócenia mieszkańcom starego Polesia
skrawka „dobrej przestrzeni”: rekultywacji zieleni
na skwerze przy Wólczańskiej, zlokalizowanym
w miejscu dawnej synagogi. Instytucja sztuki
i organizacje społeczne dokonały przez tydzień
czegoś, do czego nie była przez lata zdolna zarażona poczuciem niemożności – administracja
miejska. Patrząc na rzecz z perspektywy inżynierii miejskiej jest to bowiem miejsce bez prestiżu
i znaczenia, zdegradowany społecznie obszar,
gdzie robienie „podobnych rzeczy” i tak nie ma
większego sensu. Źródłem szeregu zaniechań
i blokady kreatywnego myślenia okazuje się brak
związku z przestrzenią, która jest w powszechnym odczuciu „nie-nasza” i niewiele warta.
Tomasz Majewski – kulturoznawca, adiunkt w Zakładzie Teorii Kultury, Katedry Mediów i Kultury Audiowizualnej UŁ, wykładowca w PWSFTViT. Autor
tekstów poświęconych pamięci zbiorowej, filmowi
dokumentalnemu, teorii kultury popularnej, stale
współpracuje z Muzeum Sztuki w Łodzi oraz Centrum Dialogu im. Marka Edelmana w Łodzi.
WACŁAW IDZIAK
Gospodarka kreatywna na wsi
i kreatywne regiony
Nieustanne, a ostatnimi laty coraz szybsze
zmiany w gospodarce skłaniają do szukania jej
nowych określeń. Pojawiają się takie terminy, jak
np. gospodarka: usług, gospodarka cyfrowa, postfordyzm, gospodarka wiedzy, gospodarka kreatywna, gospodarka doznań. Mówi się też ogólnie
o „nowej gospodarce”. Ich cechą wspólną jest to, że
mieszczą się w tzw. trzecim sektorze, czyli w sektorze usług. Zdetronizował on dominujące wcześniej
sektory rolniczy i przemysłowy. Wyznacznikiem
nowych gospodarek jest też wykorzystywanie niematerialnych czynników rozwoju określanych jako
kapitał symboliczny, kapitał kreatywny i kapitał
wiedzy. Według Richarda Floridy, autora koncepcji
klasy kreatywnej, do konkurowania w nowej globalnej gospodarce niezbędne są wartości określane, jako „3T”: Talent, Technologia, Tolerancja. Talent
rozumiany jest tu jako rodzaj wyobraźni, wiedza
jest utożsamiana z technologią, tolerancja otwiera
natomiast przestrzeń dla wolności. R. Florida utrzymuje, że najlepszym środowiskiem dla „3T” są miasta charakteryzujące się największym odsetkiem
przedstawicieli klasy kreatywnej. W tej sytuacji regiony położone z dala od metropolii, skupisk klasy
kreatywnej, mają coraz słabszą pozycję konkurencyjną. Słabnie ich potencjał gospodarczy, opuszczają je przedstawiciele klasy kreatywnej, szukając
gdzie indziej szans na rozwój. Twierdzi się przy
tym, że nowa gospodarka wymaga zwiększonych
nakładów na badania i rozwój oraz inwestycje
w przemysły kreatywne. Na takie nakłady stać tylPrzemysły kreatywne
ko najmożniejszych. Biedni stają się jeszcze biedniejsi, koło się zamyka.
Jak w takiej sytuacji mogą się rozwijać regiony
peryferyjne? Czy mogą skorzystać ze współczesnych trendów rozwojowych i stawać się regionami kreatywnymi? Z teorii wynika, że raczej nie.
Można jednak zaryzykować tezę, że problemowa
sytuacja wielu regionów i ich słabe dopasowanie
do nowej gospodarki stanowić może wyzwanie
dla twórczego myślenia i prowadzić do tworzenia nowatorskich przedsięwzięć w miejscach,
w których na pozór jest to niemożliwe. Dotyczy
to szczególnie wsi położonych z dala od głównych dróg i ważnych centrów rozwojowych.
WIOSKI TEMATYCZNE
Tworzenie wiosek tematycznych – albo mówiąc inaczej „tematyzacja wsi” – jest zjawiskiem
stosunkowo nowym i słabo opisanym w literaturze naukowej. Więcej uogólnień o charakterze
naukowym z tej dziedziny można znaleźć w pracach poświęconych „tematyzacji miast”. Chodzi
tu szczególnie o publikacje takich autorów, jak:
Sharon Zukin, John Hannigan, Dennis R. Judd
i Susan S. Fainstein oraz Mark Gottdiener.
Tematyzacja (theming) jest projektowaniem
przestrzeni (środowiska), które zaczyna opowiadać swoją nową historię. Początków współczesnej
tematyzacji upatruje się w dziewiętnastowiecznych Wystawach Światowych, Ogrodach Tivoli
w Kopenhadze oraz Luna Parku Freda Thompso-
113 RAPORT
RAPORT
na na Coney Island (Nowy Jork). Tematyczność
znalazła swój perfekcyjny wymiar wraz z otwarciem w 1955 roku Disneylandu.
Tematyzacja jest odpowiedzią miast i wsi na
zmiany zachodzące w gospodarce. Miasta, w których upada przemysł oraz wsie, w których jest coraz mniej rolników szukają nowych podstaw rozwoju, nowych opowieści, nowych tożsamości.
Robocza definicja wsi tematycznej przedstawiona została w raporcie przygotowanym pod
kierunkiem J. Brunmayera. Według tej definicji
wieś tematyczna to wieś, której rozwój podporządkowany jest wiodącej idei, tematowi. Wieś dzięki
temu staje się wyróżnialna i jedyna w swoim rodzaju. Wieś koncentrująca się na określonym kierunku,
temacie rozwoju, w porównaniu z innymi wsiami
o podobnym stanie wyjściowym rozwija się lepiej
pod względem gospodarczym i społecznym.
Pod nazwą wioska tematyczna (theme village)
funkcjonuje wiele różnego typu przedsięwzięć,
począwszy od oferty turystycznej naturalnej wsi,
przykładem mogą tu być austriackie wioski tematyczne (Armschlag – Wioska Makowa, Herrnbaumgarten – Wioska Nonsensu), skończywszy na
parkach tematycznych tworzonych od podstaw
jako inwestycje biznesowe, np. Wioska Świętego
Mikołaja w Jefferson w USA. Wioski tematyczne
powstające od kilkunastu lat w Polsce, to przedsięwzięcia realizowane w naturalnych wsiach.
Tworzone są one głównie wysiłkiem samych
mieszkańców przy większym lub mniejszym
wsparciu ze strony gmin, programów pomocowych i doradców zewnętrznych.
Wioski tematyczne to jeden ze sposobów na
wprowadzenie wsi do nowej gospodarki. Są one
propozycją dla wsi i regionów, w których kończą się
dotychczasowe sposoby zarobkowania związane
z rolnictwem i dodatkową pracą w przemyśle. Jest to
RAPORT
RAPORT
114
sposób na tworzenie, przy minimalnych nakładach,
nowej oferty wsi lub pojedynczych gospodarstw.
Główne działania skierowane są tu nie na rozwijanie zwykłej infrastruktury turystycznej (pokoje
w gospodarstwach agroturystycznych, pensjonaty,
przystanie, ścieżki rowerowe, stadniny itp.), lecz na
tworzenie oferty związanej z doznaniami, edukacją
i twórczością. Przy jej opracowywaniu główny wysiłek skierowany jest na przygotowanie gier, zabaw,
zajęć warsztatowych i programu edukacyjnego.
POLSKIE WIOSKI TEMATYCZNE
Wioski tematyczne powstają w Polsce od 1999
roku. Jedną z pierwszych wiosek tematycznych,
która funkcjonuje do dzisiaj, jest Wioska Hobbitów w Sierakowie Sławieńskim. Doświadczenia
zebrane przy tworzeniu tej wioski zostały wykorzystane w Dąbrowie (Wioska Zdrowego Życia),
w Iwięcinie (Wioska Końca Świata), w Paprotach
(Wioska Labiryntów) oraz w Podgórkach (Wioska
Bajek Rowerów). Wszystkie te wioski rozwijane
były, w latach 2005-2008, przez Partnerstwo Razem w ramach Programu Inicjatywy Wspólnotowej Equal. Następne wioski tematyczne zaczęły
powstawać w procesie upowszechniania rezultatów działań Partnerstwa Razem. Można wyróżnić kilka skupisk wiosek tematycznych na terenie
Polski, znajdują się one w województwach: warmińsko-mazurskim, podlaskim, lubelskim, kujawsko-pomorskim, łódzkim. Kilka pojedynczych
wiosek powstaje w innych regionach. Wioski te są
na różnym poziomie rozwoju i nie wszystkie dysponują ofertami rynkowymi.
PRZYKŁADOWE OFERTY
WIOSEK TEMATYCZNYCH
Oferty wiosek tematycznych związane są głównie z ich specjalizacją. W Wiosce Hobbitów pro-
ponuje się odwiedzającym trzy gry terenowe
na wątkach prozy J.R.R. Tolkiena, a do tego zajęcia rękodzielnicze oraz gry i zabawy hobbickie.
W Paprotach (Wioska Labiryntów) skorzystać
można z gier labiryntowych, z zajęć wikliniarskich
oraz z innych gier i zabaw. Do Paprot od kilku
lat przyjeżdżają artyści, aby tworzyć żywe formy
z wierzby oraz rzeźby i instalacje z drewna i innych
materiałów. Obydwie wioski nie były wcześniej
wioskami turystycznymi. Nie ma tu jezior ani innych wyraźnych atrakcji. Turyści odwiedzający te
wsie nie mają tu zbyt wiele do oglądania. Najważniejsze jest to, co mogą przeżyć i czego mogą się
nauczyć. Czas pobytu w wioskach przepełniony
jest emocjami i okazjami do zabawy i uczenia się.
ZROBIĆ COŚ Z NICZEGO
Uczestnicy wizyt studyjnych z innych regionów
Polski i Europy, goszczący w wioskach tematycznych Partnerstwa Razem, mówią często, że zrobiono w nich „coś z niczego”. Świadczy to o utrwalonych wzorcach myślenia o przedsiębiorczości
– żeby zarobić, trzeba zainwestować w coś materialnego. Zarabianie, szczególnie na wsi, kojarzy
się najczęściej z wytwarzaniem czegoś namacalnego. Nie docenia się tu jeszcze niematerialnych
czynników rozwojowych. Również turyści oczekują zwykle czegoś do oglądania – atrakcji, na
tle których można się sfotografować albo miejsc
zwyczajowej konsumpcji turystycznej typu słońce, woda, plaża. Tymczasem wioski tematyczne
zaczynają oferować doznania i twórczość. Można
w nich poznać smak aktywnej zabawy i własnoręcznej wytwórczości.
NOWA SZKOŁA
Metoda Escuela Nueva (Nowa Szkoła) opracowana w latach osiemdziesiątych XX wieku w KoPrzemysły kreatywne
lumbii przez Vicky Colbert, jest odpowiedzią na
problemy edukacyjne peryferyjnych i ubogich regionów tego kraju. Tradycyjny system edukacyjny nie daje tu gwarancji przygotowania uczniów
do radzenia sobie w dorosłym życiu. Zamiast starać się o fundusze na zwykłe szkoły Vicky Colbert
postanowiła stworzyć całkiem nową szkołę. Escuela Nueva stawia w centrum uczniów traktując
na równi wiedzę, twórczość i emocje. Nie chodzi
tu o tradycyjnie pojmowane zadanie szkoły, czyli
„przekazywanie wiedzy”, czy tradycyjne zadanie
uczniów – „przyjmowanie wiedzy” („zdobywanie
wiedzy”), lecz także o tworzenie wiedzy – użytecznej. Nauczyciele są w tej szkole organizatorami procesu uczenia się, tworzenia wiedzy, zdobywania umiejętności i rozwijania kreatywności.
Uczniowie pracują w zespołach, zdobywając
(tworząc) wiedzę i umiejętności przydatne tu i teraz. Szkoła działa na rzecz społeczności lokalnej,
włączając jej przedstawicieli do swojej pracy. Metoda Escuela Nueva jest obecnie upowszechniana w całej Kolumbii i ze wsi przechodzi także do
miast. Zainteresowanie tą metodą rozszerza się
na wiele krajów Ameryki Południowej, Azji i Afryki. Jej wdrażanie stało się źródłem zysków, Escuela Nueva zarabia na sprzedaży swojej metody.
RADOWO MAŁE
Trochę podobnie jak Escuela Nueva działa Zespół Szkół Publicznych w Radowie Małym, wsi
w powiecie łobeskim. Stosowana jest tu z powodzeniem metoda Projektowanych Sytuacji
Edukacyjnych. W miejsce tradycyjnego podziału
na przedmioty, w Radowie Małym uczy się poprzez tworzenie okazji do uczenia się, działania
i rozwijania umiejętności. Uczniowie i nauczyciele tej szkoły wspólnie pracują i bawią się. Zamiast
zwykłych klas, z biurkiem nauczyciela i ławkami
115 RAPORT
RAPORT
uczniów, są tu różnorodne pracownie, np. matematyki uczy się w prawdziwej kuchni, przy prawdziwym gotowaniu. Szkoła w Radowie Małym,
podobnie jak Escuela Nueva zarabia na swoich
patentach, prowadząc zajęcia dla dzieci i nauczycieli z innych szkół. Do małej wsi, w biednym regionie, przyjeżdżają po wiedzę i umiejętności nauczyciele z miast wojewódzkich.
Wioski tematyczne są też miejscami, w których młodzież z miast może z korzyścią dla
siebie i wsi spożytkować swoją energię. Kiedy
policzy się koszty związane z naprawą skutków źle ukierunkowanej energii młodych ludzi, to może się okazać, że warto zainwestować
w ofertę wiosek dla młodzieży. Przykładem
takiej oferty mogą być zajęcia we wsi Karwno
(Wioska Fantazji).
KTO ZA TO ZAPŁACI?
– LUDZIE NIE MAJĄ PIENIĘDZY!
KAPITAŁY UKRYTE W SZKOŁACH
Przekonywanie mieszkańców wsi do oferowania produktów emocjonalnych i związanych
z twórczością spotyka się często z uwagami typu
„Kto za to zapłaci? – ludzie nie mają pieniędzy!”.
Czy rzeczywiście ich nie mają? Przekonanie
o braku pieniędzy wynika najczęściej z obserwacji najbliższego otoczenia. Sytuacja finansowa
mieszkańców wielu wsi jest rzeczywiście trudna. Nie są oni jednak głównymi klientami wiosek tematycznych. Są nimi zwykle mieszkańcy
miast. Wszelako o ich pieniądze zabiega bardzo
wielu oferentów swoich towarów i usług. Jakie
to są pieniądze? Inaczej mówiąc, na jakim rynku
występują usługi wiosek tematycznych? Można
przypuszczać, że jest to przede wszystkim rynek
usług związanych z emocjami i rozrywką.
W Wiosce Hobbitów usłyszałem kiedyś rozmowę młodych ludzi przebywających tam na
zajęciach: „Tak jesteśmy nakręceni, tak jesteśmy
nakręceni! A nic nie braliśmy!” Zdarzyło się zapewne tak, że doznania, które stały się ich udziałem, były silniejsze od tych, które towarzyszą
korzystaniu z narkotyków i dopalaczy, ale także z innych legalnych środków poprawiających
nastrój i pobudzających emocje. Rynek tych
środków oblicza się Polsce na wiele miliardów
złotych. O ten rynek można i trzeba walczyć.
Obok pieniędzy, które we wsi można zarobić,
są także pieniądze, które można inaczej spożytkować. Są to między innymi pieniądze wydawane na oświatę. Takich szkół, jak w Radowie
Małym jest w Polsce niestety niewiele. Większość polskich szkół, na każdym z poziomów,
bardziej szkodzi niż pomaga. Stworzone dla
innych czasów, służą dziś w większym stopniu
zatrudnionym w nich nauczycielom i administracji niż uczniom i gospodarce kraju. Mówimy
o potrzebie wchodzenia do gospodarki wiedzy,
a nasze szkoły, zamiast tworzyć wiedzę, zajmują się wtłaczaniem i egzekwowaniem informacji. Chcemy rozwijać gospodarkę kreatywną,
a w szkołach brakuje czasu i miejsca na rozwijanie twórczości i talentów wśród uczniów
i nauczycieli. Szkoły zajęte sobą, opanowane
przez „testomanię”, nie mają ani obowiązku, ani
sposobności, by przyczyniać się do rozwoju gospodarki lokalnej. Kiedy w nowej gospodarce
zarabia się na wiedzy i twórczości, to czas na
nowo przemyśleć rolę szkół i sposoby ich finansowania. Jak można tak wiele dokładać do działalności, która powinna przynosić dochód? Jak
można marnować przyrodzoną dzieciom kreatywność, w kraju, którego gospodarka należy
do najmniej innowacyjnych?
RAPORT
RAPORT
116
MYŚLENIE PROJEKTUJĄCE
I UCZENIE SIĘ W DZIAŁANIU
Do nowej rzeczywistości coraz trudniej przygotować się w normalnej szkole i na zwykłych
kursach. Trudność ta wynika przede wszystkim
z tego, że jest to rzeczywistość płynna, zmieniająca się. Coraz bardziej liczy się w niej to, co
pierwsze, niepowtarzalne. A szkoły uczą tego,
co już było. Edward de Bono, światowy autorytet w dziedzinie badań nad ludzkim myśleniem,
stwierdza, że w nowym tysiącleciu potrzebujemy nowego typu myślenia. Nazwał je „myśleniem projektującym”. Myślenie tradycyjne, ćwiczone w szkole, opiera się na analizie, ocenie
i logice. W myśleniu projektującym ważne jest
„postrzeganie, możliwość i praktyczność”. Oczekiwanym wynikiem myślenia opartego na logice jest prawda, myślenie projektujące prowadzi
natomiast do wartości. W myśleniu tradycyjnym
trudno oderwać się od tego, co jest. Na gruncie
tego myślenia zakłada się, że drobiazgowa analiza problemu doprowadzi do znalezienia sposobów jego rozwiązania. W wielu przypadkach
założenie to sprawdza się. Są jednak problemy,
np. problem tworzenia regionów kreatywnych
daleko od metropolii, do rozwiązania których
nie wystarczą szczegółowe analizy.
Wchodzeniu w nową rzeczywistość towarzyszy niepewność i niedostatek wzorów. To już nie
czas naśladownictwa, to czas tworzenia, kreowania nowych jakości i eksperymentowania. Projektowanie wymaga twórczości i wyobraźni, nie jest
jednak bujaniem w obłokach, zakłada, że to, co
wymyślone, powinno być wcześniej czy później
możliwe do realizacji. Marzenia, twórcze idee nabierają znaczenia, gdy mogą znaleźć praktyczne
zastosowanie. Liczy się także koszt ich wdrażania,
im mniejszy tym lepiej. Najlepsze są pomysły,
Przemysły kreatywne
które są możliwe do realizacji przy niewielkich
nakładach i w stosunkowo krótkim czasie.
Myśleniu projektującemu sprzyja uczenie się
w działaniu. Jest to uczenie się wykorzystujące
konkretną sytuację, problem do rozwiązania, rzeczywiste potrzeby. Uczymy się, pracując i tworząc
w realnych warunkach. Uczymy się nowej oferty,
tworząc ją, uczymy się obsługi klientów, obsługując ich. Uczenie takie powiązane jest niestety
z większym ryzykiem, stąd należy je prowadzić
ostrożnie i dawkować zadania.
***
Problemowa sytuacja wsi i jej niedopasowanie
do nowej gospodarki stanowić może wyzwanie
dla kreatywności. Twórcze idee rodzą się bowiem
z potrzeby alternatywnego rozwiązania problemów i na styku odległych od siebie miejsc i dziedzin. Rozwój gospodarki kreatywnej w metropoliach jest zwykłym wykorzystaniem oczywistych
już trendów. Tworzenie przedsięwzięć z tego
zakresu na wsi jest wyzwaniem wykraczającym
poza schematy myślowe, zmuszającym do reinterpretacji zasobów wsi oraz do poszukiwania
całkiem nowych pomysłów na przedsiębiorczość.
Wieś oferuje przedsiębiorcom nowej gospodarki
przestrzeń w mniejszym stopniu zdominowaną
przez wytwory cywilizacji i mniej nasyconą informacjami. Wieś to także, dzięki oderwaniu od
sztucznego środowiska dużych miast, przestrzeń
terapii zaburzeń emocjonalnych i problemów interpersonalnych. Na wsi można testować i wdrażać
nowe metody uczenia się i rozwoju talentów, wykorzystujące wyniki badań nad funkcjonowaniem
mózgu, szczególnie koncepcję neuroplastyczności. Może to być swego rodzaju laboratorium dla
myślenia i wyobraźni, przestrzeń eksperymentów
związanych z tworzeniem przedsięwzięć gospo-
117 RAPORT
RAPORT
darki kreatywnej i regionów kreatywnych. Żeby
powstały takie regiony, potrzebne są ich zalążki,
miejsca, które można odwiedzać, by doświadczać
nowego, uczyć się i nabierać odwagi do realizacji
własnych pomysłów.
Wacław Idziak – członek Międzynarodowego Stowarzyszenia Innowatorów Społecznych
„Ashoka”, wykładowca studium MBA Uniwersytetu
Szczecińskiego. Od 15 lat realizuje projekty związane z wprowadzaniem obszarów wiejskich do
gospodarki wiedzy, doznań i kreatywności, w tym
projekty poświęcone tworzeniu wiosek tematycznych. Autor wielu publikacji na ten temat. Autor
i współautor licznych projektów rozwoju lokalnego, nagrodzonych w konkursach ogólnopolskich,
członek Grupy Roboczej ds. Krajowej Sieci Rozwoju Obszarów Wiejskich.
RENATA JESIONOWSKA-ZAWADZKA
Kreatywny region w praktyce.
Wioski tematyczne na obszarze
działania Fundacji PRYM
Idea wsi tematycznych pojawiła się w Europie po roku 1990, w ramach takich programów
jak „Leader”, Inicjatywa Wspólnotowa EQUAL
czy „Odnowy wsi w Dolnej Austrii”. Do Polski
nurt dotarł około 10 lat później, głównie dzięki
jego aktywnemu propagatorowi, socjologowi
Wacławowi Idziakowi oraz działaniom Fundacji
Wspomagania Wsi. Jedną z pierwszych zorganizowanych w Polsce wiosek tematycznych było
Sierakowo Sławieńskie w województwie zachodniopomorskim.
W 2007 r. Fundacja Wspomagania Wsi w Warszawie ogłosiła konkurs „EQUAL – upowszechnianie dobrych praktyk na obszarach wiejskich”.
W jego ramach powstał projekt Fundacji PRYM
pod tytułem: „Między beznadzieją a sukcesem”,
który wykorzystywał produkty i rezultaty projektu Partnerstwa Razem, czyli pomysł tworzenia wiosek tematycznych jako rozwiązania ułatwiającego wchodzenie i powrót na rynek pracy
RAPORT
RAPORT
118
mieszkańcom wsi. To właśnie idea wiosek tematycznych stworzonych w województwie zachodniopomorskim (Sierakowo Sławieńskie, Iwięcino,
Dąbrowa, Podgórki, Paproty) była wzorem i przykładem dobrych praktyk, które Fundacja PRYM
wykorzystała w swoim projekcie.
Realizacja projektu rozpoczęła się od spotkania z mieszkańcami pięciu gmin tworzących
Fundację PRYM, którzy współpracowali z pracownikami Fundacji w ramach grup odnowy wsi. Na
spotkaniu przedstawiono pomysł projektu i jego
ogólne zarysy. Do udziału zgłosili się przedstawiciele wsi: Lubień (gm. Łęczyca), Domaniew (gm.
Dalików), Śniatowa (gm. Parzęczew) oraz wsi: Biała, Ciosny, Dzierżązna i Rosanów (gm. Zgierz) na
terenie których funkcjonuje wiele gospodarstw
agroturystycznych i które łączy tematyka zanikających zawodów.
Projekt składał się z kilku rozłożonych w czasie
etapów:
1. Wyjazd studyjny do modelowych
wiosek tematycznych
Uczestnicy projektu podczas wyjazdu zwiedzili
wsie tematyczne utworzone w województwie zachodniopomorskim, uczestnicząc w oferowanych
przez nie działaniach oraz w warsztatach prowadzonych przez przedstawicieli Partnerstwo Razem.
2. Warsztaty specjalizacji wsi
Oprócz wykładów odbyły się również zajęcia
praktyczne w formie zabaw i gier: prezentowano
zajęcia, jakie mogą być prowadzone w ramach
oferty wioski tematycznej (zajęcia cyrkowe z chustą KLANZY, siatkówka balonowa itp.). Warsztaty
prowadzone były przez dr. Wacława Idziaka, liderów wsi tematycznych z województwa zachodniopomorskiego oraz trenerów Partnerstwa Razem. Poza mieszkańcami wsi uczestniczyli w nich
też studenci-wolontariusze, ich opiekun naukowy dr Andrzej Pilichowski, pracownicy Fundacji
PRYM oraz zaproszeni goście. W poszczególnych
miejscowościach odbywały się również „warsztaty w działaniu”, które prowadzili i w których
uczestniczyli sami mieszkańcy wsi, m.in.: warsztaty stolarskie we wsiach Śniatowa (budowa wiaty biesiadnej) i Lubień (budowa toru przeszkód
i placu zabaw), warsztaty malarsko-remontowoartystyczne w budynku poszkolnym adaptowanym na galerię we wsi Domaniew, warsztaty
hafciarskie również w Domaniewie i warsztaty
rewitalizacji kuźni we wsi Dzierżązna.
3. Tworzenie podstaw specjalizacji wsi
Działania z zakresu tworzenia podstaw specjalizacji wsi opierały się przede wszystkim na badaniach
prowadzonych przez ośmiu studentów socjologii,
konsultacjach ze specjalistami oraz przygotowaniu analiz dotyczących różnorodnych aspektów
Przemysły kreatywne
planowania rozwoju wsi. Przygotowywano również konkretne elementy ofert wiosek tematycznych wypracowane dzięki doradztwu ekspertów
i pracom prowadzonym przez wolontariuszy (studenci przebywali na wsiach przez kilka weekendów kwietniowych i majowych 2008 r., podczas
których, prowadząc rozmowy i współpracując
z mieszkańcami, wypracowywali razem z nimi pomysły ofert specjalizacji wiosek).
W ramach tego etapu mieszkańcy uczestniczyli w różnorodnych warsztatach, podczas
których nabywali umiejętności stanowiące
uzupełnienie ofert poszczególnych wsi, np.
w warsztatach garncarstwa, papieroplastyki,
baśniowo-teatralno-cyrkowych,
warsztatach
przybliżających tradycje wypieku chleba i budowę pieca chlebowego oraz ginącego zawodu
zduna. Razem z wolontariuszami mieszkańcy
każdej wioski prowadzili też we własnym zakresie działania kształtujące przyszłą ofertę, np. zrewitalizowali zabytkową kuźnię w miejscowości
Dzierżązna, zaaranżowali tereny zielone we wsi
Domaniew przy budynku poszkolnym, w którym
miała zostać utworzona galeria.
W efekcie dokonano wyboru specjalizacji wiosek tematycznych i trasy tematycznej, powstały
także trzy plany rozwoju wsi oraz plan rozwoju
trasy tematycznej.
W ten sposób powstały następujące specjalizacje wsi: Kuźnia Talentów – Lubień; Biesiadny
Zakątek – Śniatowa; Wioska Artystyczna – Domaniew; trasa tematyczna – Śladami tradycji,
zanikających zawodów i umiejętności w gospodarstwach agroturystycznych – Biała, Ciosny,
Dzierżązna, Rosanów (szczegółowa oferta).
W charakterze podsumowania projektu
zorganizowano konferencję, która miała spe-
119 RAPORT
RAPORT
cyficzny przebieg – do poszczególnych wiosek
tematycznych zostały zaproszone grupy gości,
w tym również dzieci. Podczas tej wizyty mieli
oni okazję zapoznać się już praktycznie z ofertą
danej wioski. Odbyły się ponadto warsztaty polegające na przygotowaniu przez mieszkańców
i studentów-wolontariuszy makiet swoich wsi
i plakatów promujących ich ofertę. W ramach
projektu wykonano również materiały promocyjne – plakaty informacyjne oraz drewniane
tablice z informacją o miejscowościach tworzących trasę tematyczną.
Obecnie, czyli trzy lata po zakończeniu realizacji projektu „Między beznadzieją a sukcesem”
można dokonać już pewnej analizy zrealizowanych działań, a co najważniejsze można też ocenić ich rezultaty. Pierwszym z najważniejszych
efektów realizacji projektu była aktywizacja społeczna uczestników oraz propagowanie idei „wsi
tematycznych”, która integruje mieszkańców wokół wspólnego pomysłu. Spowodowało to, może
zbyt krótkotrwałą, ale pewną dyskusję środowisk
lokalnych oraz ich bezpośrednie zaangażowanie
w proces tworzenia wiosek tematycznych i promocję regionu łódzkiego. Udało się nam również zidentyfikować i pozyskać do współpracy
lokalnych liderów i pokazać mieszkańcom wsi,
że można mieć pomysł na poprawę jakości życia
i możliwości rozwoju gospodarczego na obszarach wiejskich. Rzeczywistość zweryfikowała to,
jak pomysł przerodził się w działania.
Najlepszą ocenę należy wystawić trasie tematycznej. To właśnie „Wozem drabiniastym przez
wieś…” funkcjonuje do dziś, głównie dzięki osobie pana Zbigniewa Hauke – właściciela gospodarstwa agroturystycznego i prezesa Stowarzyszenia Agroturystycznego Ziemi Zgierskiej, który
jest osobiście zaangażowany w propagowanie
RAPORT
RAPORT
120
idei trasy tematycznej, jako, z jednej strony, sposobu na spędzanie wolnego czasu dla turystów,
a z drugiej, jako sposobu na zarabianie na tym pieniędzy przez mieszkańców wsi. Śniatowa i Lubień
również na zlecenie organizują pobyt na swoim
terenie, wykorzystując elementy działań wypracowanych w projekcie, np. podczas ferii i półkolonii czy podczas wizyt studyjnych organizowanych
dla grup z całej Polski na terenie, działania Fundacji PRYM. Lepszą ocenę za aktywność w zakresie
wykorzystywania wypracowanych pomysłów należy jednak wystawić mieszkańcom Śniatowej.
Można zauważyć, że w tych wsiach, gdzie
mieszkańcy są formalnie zrzeszeni w organizacji
pozarządowej idea wypracowana w projekcie
w mniejszym czy większym stopniu przetrwała.
Tak stało się właśnie w przypadku trasy tematycznej (gdzie działa Stowarzyszenie Agroturystyczne Ziemi Zgierskiej, ale również indywidualne
gospodarstwa agroturystyczne), wsi Śniatowa
(Stowarzyszenie Wiejski Ośrodek Kultury) oraz
wsi Lubień (OSP w Lubieniu).
W Domaniewie, niestety, pomysł pozostał tylko pomysłem, choć udało się zorganizować kilka
wycieczek dla dzieci i zagrać z nimi w grę terenową Krasnoludki sierotki Marysi. Częściowo jest
to na pewno spowodowane brakiem aktywnie
działającego stowarzyszenia, gdyż miejscowe, archaiczne kółko rolnicze funkcjonuje już tylko na
papierze. Mieszkańcy Domaniewa od początku
najmniej aktywnie uczestniczyli w realizacji projektu, a tych, którzy się zaangażowali, w dłuższej
perspektywie w końcu zniechęciła do działania
dezaprobata pozostałych.
Na pewno nie można porównywać naszych
wiosek tematycznych z choćby Wioską Hobbitów
w Sierakowie Sławieńskim. Składa się na to kilka czynników, a wśród nich najważniejszym jest
czas. W Sierakowie mieszkańców przekonywano
do udziału w projekcie przez kilka lat, my mieliśmy na to tylko kilka miesięcy. Druga ważna różnica to sytuacja ekonomiczna mieszkańców wsi
– w województwie zachodniopomorskim można
ją określić jako bardzo złą. Partnerstwo Razem
pracowało na terenach popegeerowskich, gdzie
możliwości podjęcia zatrudnienia są bardzo niewielkie, a wieś jest ciągle dotknięta „syndromem
PGR-u”. U nas sytuacja finansowa mieszkańców
wsi może nie jest najlepsza, ale trudno nazwać
wsie, które uczestniczyły w naszym projekcie,
bardzo biednymi i bez możliwości jakiegokolwiek rozwoju. Idea wsi tematycznej nie jest dla
naszych mieszkańców jedyną szansą zarobkowania, a raczej staje się pewnym dodatkowym,
okazjonalnym źródłem uzyskania przychodów.
Przemysły kreatywne
Te dwie główne przyczyny spowodowały, że idea
wsi tematycznych nie rozwinęła się u nas z takim
sukcesem, jak stało się to w województwie zachodniopomorskim. Mimo wszystko jednak pomysł tworzenia wiosek tematycznych jako przedsięwzięcie służące rozwojowi wsi i aktywizacji jej
mieszkańców wart jest kontynuacji.
Renata Jesionowska-Zawadzka – absolwentka
Uniwersytetu Łódzkiego, pracowniczka Fundacji
Rozwoju Gmin PRYM, koordynatorka projektów
finansowanych ze środków unijnych i krajowych,
w tym m.in. projektu „Między beznadzieją a sukcesem” poświęconego upowszechnianiu idei wsi tematycznych na obszarach wiejskich.
121 RAPORT
RAPORT
PIOTR GROBLIŃSKI
Po kongresie
Poproszony przez redakcję „Dziennika Łódzkiego” o tekst przedkongresowy, byłem sceptyczny co do szans powodzenia imprezy. Z przyjemnością muszę zmodyfikować swoje zdanie.
Przed kongresem pisałem o złym doborze gości, złych tematach i pretensjonalnym języku.
Po kongresie zmieniłbym diagnozę – ciekawi,
choć jednostronnie dobrani goście, niepełna
lista tematów. Zarzut pretensjonalnego języka
podtrzymuję w stosunku do większości dyskutantów. Miłym zaskoczeniem była natomiast
bardzo dobra organizacja (działały wszystkie
rzutniki, dyskusje rozpoczynały się punktualnie,
sale obrad były czytelnie oznaczone).
Na kongresach kultury wolno cytować jedynie Zygmunta Baumana, ale w tekstach o kongresie mogę już zacytować Norwida:
„Bo piękno na to jest, by zachwycało
Do pracy – praca, by się zmartwychwstało”.
Na kongresie słowo „piękno” nie pojawiło się
ani razu. Podobnie inne niemodne słowa: prawda, hierarchia, wzniosłość. Dobro – tylko jako dobro wspólne, naród – tylko w nazwie Narodowe
Centrum Kultury.
Z kolei wyrażenia „kapitał społeczny”, „przemysły kreatywne”, „strategie rozwoju”, „partycypacja i wykluczenie” były odmieniane – co prawda z pewnymi problemami – przez wszystkie
przypadki. Na kongresie rządziła lewica. Albo –
w języku obowiązującym wśród panelistów – pa-
RAPORT
RAPORT
122
radygmat postępowy zawłaszczył pole dyskursu.
Można było odnieść wrażenie, że kultura jest jedną z form pomocy społecznej i opieki nad trudną
młodzieżą.
Tymczasem kultura od początku swego istnienia różnicuje i hierarchizuje. Sztuka jest ze swej
natury niedemokratyczna, elitarna. Strój, sposób
mówienia, tematy rozmowy, oczytanie – wszystko to pozwalało przez lata odróżnić prostaka od
człowieka wykształconego. Obecnie te granice
się zacierają. Znaleźć na kongresie mężczyznę
w krawacie było równie trudno, jak wysłuchać kogoś, kto prawidłowo powiedziałby „w dwa tysiące
jedenastym”. Nawet dyrektor Instytutu Adama
Mickiewicza czy redaktor największego w Polsce
tygodnika mówili z uporem maniaków „w dwutysięcznym jedenastym”. Zgroza, ale tylko dla nielicznych. Od wykładowcy UŁ usłyszałem, że nie
można wykluczać z dyskusji o kulturze ludzi mówiących niepoprawnie.
No dobrze, nawet jeżeli nie mam racji, nawet
jeśli głównym celem kultury jest budowanie kapitału społecznego, to tym bardziej nie wolno
wykluczać z rozmowy tych 30%, które triadę
TALENT, TECHNOLOGIA, TOLERANCJA wolałyby w wersji TALENT, TECHNOLOGIA, TRADYCJA.
Tymczasem osoby, które wolą oglądać kolekcję
Krzysztofa Musiała niż notatki Beuysa, nie zostały
na kongresie dopuszczone do głosu. Lewicowa
optyka grupy programowej doprowadziła do wyraźnie jednostronnego doboru gości. Owszem,
poznałem osoby fascynujące i mądre, jak choćby
Wojciecha Kłosowskiego z PAN-u czy Wacława
Idziaka z Uniwersytetu Szczecińskiego. Bardzo
ciekawie mówili też dyrektor Jarosław Suchan
i dyrektor Paweł Potoroczyn, ale brakowało przynajmniej trzech ważnych grup:
1. Intelektualistów, publicystów, twórców z prawej strony sceny politycznej – kogoś w rodzaju
Jadwigi Staniszkis, Bronisława Wildsteina, Ryszarda Legutki. Tydzień wcześniej byli w Łodzi
A. Zybertowicz, Z. Krasnodębski, R. Ziemkiewicz
i B. Wildstein – zapewniam, że ich wystąpienia
były co najmniej równie ciekawe. Notabene nie
było też twórców z innych opcji.
2. Biznesmenów finansujących kulturę – dlaczego nie zaproszono choćby Andrzeja Walczaka
czy Jerzego Czubaka?
3. Zabrakło też oczywiście duszpasterza środowisk twórczych, bo przecież i tak wiadomo, co
by powiedział.
Niektórych nie było, inni byli za to w trzech
osobach. Redaktor Jacek Grudzień nie tylko prowadził (zresztą bardzo sprawnie) cały kongres,
ale i relacjonował go dla radia i telewizji. Ponadto prowadził jeden z paneli, więc trzeciego dnia
sam sobie udzielał głosu. Tak się tym wszystkim
zmęczył, że zapomniał o najważniejszym punkcie programu – dyskusji podsumowującej. Głos
dostali tylko dygnitarze, którzy powiedzieli mniej
więcej to samo, co na otwarciu. Do mikrofonu
dorwał się ponadto dyrektor Andrzej Strąk, który
godnie zastąpił kolejnego nieobecnego na kongresie – Henryka Zasławskiego.
Jakie wnioski wypracowano przez trzy dni?
• Za najważniejszą sprawę uznano edukację
kulturalną. Do wszystkich już chyba dotarło, że
Przemysły kreatywne
odbiorcę należy sobie wychować. To nie tylko
patriotyczny obowiązek instytucji kultury, to
być albo nie być ludzi żyjących z kultury.
• Zupełnie słusznie wskazano na bariery biurokratyczne jako na przeszkodę w lepszym funkcjonowaniu instytucji i organizacji pozarządowych.
• Instytucje kultury i organizacje trzeciego sektora (granica jest coraz trudniejsza do jednoznacznego określenia) muszą ze sobą współpracować.
• Choć nikt do końca nie wie, czym są przemysły kreatywne i czym jest rozwój („rozwój jest
zwiększeniem szans rozwoju”), ustalono, że
przemysły kreatywne są szansą rozwoju dla
Łodzi i regionu. Przy czym okazało się, że hasło
„Łódź miastem przemysłów kreatywnych” jest
jedynie strategią promocji marki Łódź, a nie
strategią rozwoju miasta.
• Wśród postulatów do władz państwowych
znalazł się również ten o powołaniu w Łodzi
choć jednej narodowej instytucji kultury. Ciekawe, że ludzie uważający naród za wymysł romantyków i nacjonalistów tak bardzo potrzebują narodowej instytucji kultury.
Piotr Grobliński – poeta, krytyk i felietonista m.in.
„Kalejdoskopu”, prowadzi spotkania autorskie z pisarzami. Obecnie redaktor naczelny serwisu Reymont.pl. Od 2007 kieruje Ośrodkiem Literacko-Wydawniczym ŁDK, redaguje tomiki wydawnictwa
Kwadratura.
123 RAPORT
RAPORT
ZBIGNIEW PLACZYŃSKI
Spotkajmy się jeszcze raz
Co kongres uzmysłowił pracownikom kultury?
Spotkaliśmy się i udało nam się policzyć.
Z tych rachunków – niestety – wynika, że w Łodzi i regionie kultura nie należy do mocnych
stron. Czy znaleźliśmy metodę skuteczniejszego
uprawiania kultury? Z przykrością trzeba stwierdzić, że nie. Domy kultury, świetlice, biblioteki
i organizacje pozarządowe nie umówiły się też
na wspólne uprawianie kultury – a szkoda. Władze miasta i regionu gotowe są do wspierania
kultury, upatrują w tym nawet priorytety, ale nie
usłyszeliśmy, jak będzie to realizowane. Skąd
czerpać pieniądze na zadania z dziedziny kultury? Odpowiedź brzmi: szukajcie a znajdziecie.
Co kongres dał władzy?
Władze regionu i Łodzi zorientowały się
w posiadanym inwentarzu. Zaproszenia na kongres potraktowane wybiórczo, nie uwzględniające znacznej grupy pracowników kultury, nie
ustrzegły włodarzy przed głosami niezadowolenia z obecnego stanu. Nieobecność na kongresie nauczycieli (a wszyscy głośno artykułowaliśmy priorytet edukacji kulturalnej), brak
przedstawicieli biznesu wspierającego rozwój
kultury (nie było wśród nas przedstawicieli
firmy „Atlas”, W. Grochowalskiego itd.) jedynie
zubożyło naszą refleksję. Nieobecność ludzi
uprawiających kulturę z pozycji prawicy (brak
środowisk katolickich), niestety nie zaowocuje
ustaleniem stanowiska powodującego wzrost
kultury Łodzi i regionu.
RAPORT
RAPORT
124
UWAGI OBSERWATORA
Moda na wielkie przedsięwzięcia przesłania to,
co jest podstawowe w dyskursie o kulturze, czyli
organizację życia społecznego. Czas zacząć inwestować w rozwój społeczny poprzez politykę
samorządową i państwową, a nie ograniczać się
do unijnych pomysłów typu kapitał ludzki. Kultura to nie tylko budynki na miarę pałacu kultury, ale przede wszystkim czyste ulice, zielone
trawniki itp. Kultura to nie tylko wielkie festiwale
i wydarzenia rozrywkowe, ale codzienne spotkania mieszkańców. Pomyślmy o miejscach, które
byłyby w zasięgu ręki, blisko naszych domów, na
każdym osiedlu, gdzie można by kulturalnie się
rozwijać. Zastanówmy się nad tym, jak wspólnie
celebrować święta państwowe, regionalne czy
wyznaniowe. Po to, by nie budzić demonów nienawiści religijnej, rasowej czy światopoglądowej.
Zastanówmy się, jak „odchamić” ulice, tramwaje
czy rodziny. Jaką rolę mają do spełnienia media
publiczne, jak mogłyby stać się współtwórcą
pozytywnych postaw i propagatorem wydarzeń
z przestrzeni kultury.
Zjawiska wolnego rynku korzystne dla ekonomii biznesu mogą zabić to, co nazywamy duchem
kultury. Kultura i sztuka to zjawiska wymagające
wsparcia, a właściwie mecenatu państwa i samorządu lokalnego, w przeciwnym wypadku obniżą
swe loty i uzależnią się od wpływów tandety i populizmu. Jak to zrobić, aby nie zagłaskać, ale i nie
zniszczyć tego, co tak ważne i wartościowe.
W każdym z nas jest żyje twórca. Trzeba stworzyć warunki umożliwiające rozwój twórczego
uczestnictwa w kulturze, powołać nowe domy
kultury, świetlice środowiskowe i tym podobne
instytucje. Nie ograniczajmy się do konsumpcji.
Społeczeństwo wychowane do aktywnego
uczestnictwa w kulturze przejmie przestrzeń naszego miasta spod władania chuliganów.
Mieszkańcy naszego miasta sami spowodują, że pojawi się więcej wydarzeń tzw. kultury
wysokiej, bo takie będą ich potrzeby. Wielkie
indywidualności – postacie kultury i sztuki – potrafią zrealizować swoje cele w realiach każdego
systemu ideologicznego i finansowego, ale brak
wsparcia ze strony rządzących w uprawianiu
kultury przez zwykłych ludzi zepchnie ich w otchłanie ciemności.
Przemysły kreatywne
Spróbujmy realizować wizję społeczeństwa
podzielonego na dwie klasy: kulturalnych i niekulturalnych. Zróbmy to tak, aby każdy chciał być
tym kulturalnym, należącym do klasy ludzi kulturalnych. Taki snobizm jest motorem pozytywnych
zmian. Porozmawiajmy właśnie o tym.
Porozmawiajmy o tym z władzami Łodzi i naszego regionu.
Spotkajmy się jeszcze raz.
Zbigniew Placzyński – pedagog, plastyk, filmowiec-amator. Absolwent Instytutu Teologicznego
Sekcji Teoretycznej w Łodzi. Od 1987 roku instruktor
i animator społeczno-kulturalny w Bałuckim Ośrodku Kultury. Współtwórca i jeden z liderów Koalicji na
rzecz Bałut. Twórca i koordynator Ogólnopolskiego
Festiwalu Filmów Komórkowych „OFFK-a”.
125 RAPORT
RAPORT
WYWIADY
Tomasz Bęben
Marcin Polak
Tomasz Rodowicz
Piotr Szczepański
Paweł Olszewski
Wywiady
TOMASZ BĘBEN
Łódzkie mieni się kolorami... Polski!
Majka Justyna: – Jakie były początki Wędrownego Festiwalu Filharmonii Łódzkiej „Kolory
Polski”?
Tomasz Bęben: – Za nami dwunasta edycja festiwalu. Rozpoczynając lata temu organizację tego
wydarzenia, nie sądziłem, że festiwal tak się rozwinie. Obecnie organizowany przez Filharmonię
Łódzką, kiedyś przygotowywany w ramach rodzinnej agencji. Z założeń miała to być kameralna,
ciepła, wakacyjna inicjatywa kulturalna zorientowana wokół jednego miejsca – klasztoru Sióstr
Urszulanek w Sieradzu, mieście mojego urodzenia.
Inspirując się podobnymi wydarzeniami na Pomorzu, np. w Kamieniu Pomorskim, Gdańsku Oliwie
czy w Świętej Lipce, w swojej naiwności – dzisiaj
to wiem – zamierzałem skoncentrować uwagę
mieszkańców regionu na Sieradzu i spowodować,
że w okresie wakacyjnym do mojego miasta rodzinnego tłumnie przyjeżdżać będą melomani na
sobotnio-niedzielne sesje organowe.
Moja inicjatywa spotkała się z dużym wsparciem ze strony mediów lokalnych i przedstawicieli biznesu, którzy zechcieli sponsorować festiwal
w zamian za reklamę wizerunkową pozyskaną
w ramach patronatów medialnych. Pomoc otrzymałem również w sieradzkim Urzędzie Miasta.
Choć mechanizm ten nie wytrzymał próby czasu, to sam stosunek włodarzy miast i gmin do
festiwalu nie zmienił się. Generalnie gospodarze
miast i gmin zainteresowani są lokowaniem pu-
RAPORT
RAPORT
128
blicznych środków w różnych imprezach kulturalnych, najczęściej organizowanych przez dedykowane jednostki. W stosunku do inicjatyw
„zewnętrznych” panuje natomiast ograniczone
zaufanie. Już w trakcie przygotowywania drugiej
edycji wakacyjnego festiwalu zorientowałem
się, że w dalszej perspektywie nie skoncentruję
w jednym mieście takich środków, żeby zorganizować cykl koncertów trwający dłużej niż trzy,
cztery weekendy. Dlatego rozpocząłem współpracę z innymi miejscowościami województwa,
starając się wyrobić festiwalowi szerzej rozpoznawalną markę. Cykl koncertów z pierwotnie pomyślanego „Sieradzkiego Lata Muzycznego” przemianowany został na Festiwal Muzyki Kameralnej
i Organowej „Kolory Polski”. Wędrowny charakter
festiwalu oraz jego obecna formuła są pomysłem
późniejszym, który powstał w odpowiedzi na potrzeby odbiorców i uwarunkowania rynkowe. To
w jakimś stopniu również próba odważniejszego
pod względem marketingowym myślenia o organizowaniu sztuki.
W 2003 roku organizację festiwalu przejęła
Filharmonia Łódzka.
Włączenie się filharmonii w tworzenie festiwalu, było ewenementem i to w skali całego regionu. Łamało konwencję myślenia o sposobie
działania publicznej instytucji kultury. Teatry, filharmonie, opery działały niegdyś w ramach czasowych wyznaczanych przez sezony artystyczne.
Instytucje te zamykane w czerwcu, rozbudza-
ne były dopiero we wrześniu. Lipiec i sierpień,
również w zakresie budżetowania, był okresem
„odpoczynku”. Znalezienie środków na organizację cyklicznego, wakacyjnego wydarzenia
firmowanego przez filharmonię było niezwykle
skomplikowane. Niemniej Filharmonia Łódzka
w rzeczywistości „uratowała” „Kolory Polski”, podejmując się organizacji festiwalu, gdy w roku
2002 prywatna inicjatywa musiała poddać się
pod naporem trudnej rzeczywistości. Chcąc działać w wyobrażonej przeze mnie skali, rodzinna
agencja nie była w stanie udźwignąć finansowania licznych koncertów muzyki poważnej, które
przecież nie przyciągają uwagi tak szerokiego
grona odbiorców, jak imprezy masowe. O tym
wiedzieli i sponsorzy, i partnerzy instytucjonalni.
Do tego niepokojące wydawało mi się ówczesne
wyobrażenie o festiwalu jako zaspokajającej ambicje partnerów, niezwykle kameralnej imprezie
lokalnej. Wiedzieliśmy, że jedynym ratunkiem dla
wakacyjnego cyklu koncertów jest ucieczka „do
przodu”. Wymarzoną metą stała się Filharmonia
Łódzka. Byliśmy szczęściarzami z tą uwagą, że
szczęściu najzwyczajniej pomogliśmy.
– Obecnie „Kolory Polski” to nie tylko koncerty muzyki kameralnej i organowej, ale także
bogaty wybór imprez towarzyszących, warsztatów, a nawet wycieczek krajoznawczych.
Na czym opiera się formuła festiwalu?
– Z roku na rok program festiwalu rozbudowuje się. Staramy się nie poprzestawać na tym,
co już osiągnęliśmy i nie pławimy się w samozadowoleniu. Wyobraźnią sięgamy wciąż dalej
i przekraczamy kolejne granice. W tym tkwi istota siły i motywacji do myślenia o adekwatnym
do otoczenia sposobie organizacji kultury: nie
Wywiady
zatrzymywać się, być niepokornym, zaskakiwać,
tworząc nową jakość w sposobie odbioru szeroko pojętej kultury.
Wraz z całym zespołem zorientowaliśmy się
w pewnym momencie, że jeśli „Kolory Polski”
mają być czytelną marką wakacyjną – letnim
obliczem Filharmonii Łódzkiej, śmiejącej się do
mieszkańców mniejszych i większych miejscowości województwa – powinniśmy sprawić, by
odbiorcy przestali myśleć o naszej instytucji
jako trudno dostępnej. Wiedzieliśmy, że korzystamy z budynku wyjątkowego, imponująco zaprojektowanego, z piękną grą świateł we foyer,
z obecnymi wszędzie metalowymi poręczami,
szkłem i wielką salą koncertową, w której – tu
pokutuje cały czas błędne wyobrażenie – wykonuje się trudną muzykę. A przecież zależało nam
na tym, by wzrosła liczba tych, którzy zdecydują się przekroczyć nasze progi. Chcąc przełamać
nieadekwatne wyobrażenia, postanowiliśmy do
pierwotnej formuły Kolorów jako cyklu koncertów organowych i kameralnych dodać coś, co
będzie interesujące dla aktywnych melomanów,
którzy są też turystami: atrakcyjnie zaaranżowane wycieczki. To był strzał „w dziesiątkę”! Dowiedliśmy, że połączenie słuchania ze zwiedzaniem
może być „wybuchowe”. Poza wsłuchiwaniem się
w dźwięki, zaczęliśmy zwiedzać region.
Istotną nowością w pewnym momencie stało się takie aranżowanie koncertów, by ich treść
inspirowana była przekazem wypływającym
z miejsc, w których się pojawiamy. Dla przykładu:
w ramach tegorocznej edycji w Wolborzu zorganizowaliśmy koncert honorujący odzyskanie przez
miasto praw miejskich. W Tumie „pojazzowaliśmy
po łyncycku”, korzystając z dorobku artystów poruszonych ludowymi melodiami z Parzęczewa
spod Łęczycy. Przykładów jest naprawdę dużo.
129 RAPORT
RAPORT
W ten sposób nawiązujemy do legend lokalnych
i gramy dla odbiorcy, który rozumie nasz przekaz i tym samym rozumie bardziej filharmonię.
W warstwie organizacyjnej festiwal skupia się na
czterech wątkach: muzycznym o podstawowym
znaczeniu, nie mniej ważnym turystycznym, edukacyjnym i raczkującym kulinarnym. Chcemy, by
w każdej miejscowości, w której gramy, zapraszani przez nas artyści zaproponowali słuchaczom
coś „szytego na miarę”. Razem z naszymi partnerami interpretujemy genius loci miejsc, z których
pochodzą. To zupełnie wyjątkowa sytuacja – niemalże 100-letnia filharmonia organizuje zróżnicowane wydarzenie, angażując się bardzo aktywnie
w życie społeczności lokalnej.
Z tych doświadczeń czerpiemy, prowadząc
Salon Przyjaciół FŁ, chór dla (nie)opornych, spotkania w ramach „szkoły słuchania”, a nawet organizując gry miejskie czy warsztaty z „Arturem
– chłopcem z Łodzi” w roli głównej. Wprowadzając nowe cykle koncertów, nie tylko symfonicznych, a także różnego rodzaju warsztaty i imprezy, otwieramy się na potrzeby publiczności, która
zaczyna mienić się różnorodnością i znajduje powód, by do nas trafić. Nasz budynek stoi otworem
nie tylko dla tych, którzy wieczorami chadzają
w smokingach, ale i tych, którzy nie wpisują się
w wyobrażenie eleganckiego melomana. Nie
czcimy budynku, szkieł, wind i krętych schodów.
To przecież zewnętrzność, czasami niezbędna, by
zaimponować, czasami pancerz, który aż krępuje
ruchy, najczęściej jednak przystań – schronienie
dla ludzi o różnym poczuciu estetyki. Wszystkich
ich zapraszamy do tego zaczarowanego miejsca.
Wierzymy, że filharmonia to nie martwe
muzeum z muzycznymi eksponatami. To miejsce ożywiane emocjami nie tylko artystów, ale
przede wszystkim melomanów. To miejsce,
RAPORT
RAPORT
130
w którym krzyczy się „bis!”, „brawo!”, czasami tupie z emocji i klaszcze tak mocno, że niemalże nie
wytrzymują tego dłonie! Myślę, że formuła samego festiwalu w ciągu najbliższych trzech lat znów
ulegnie zmianie. Wątek muzyczny pozostanie
centrum inspiracji, ale współpracując z różnymi
podmiotami i lokalnymi firmami, realizującymi
poszczególne wątki na zasadzie outsourcingu,
obudujemy go kontekstami.
– Na jakie problemy i ograniczenia napotyka się,
organizując tak duże wydarzenie w regionie?
– Myślę, że problemy głównie wynikają ze standardowego sposobu myślenia o instytucji naszego typu. Filharmonia jawi się jako organizacja,
które ma coś dać, bo przecież jest wielka, jedyna
i marszałkowska – czyli centralna. Oczywiście,
kiedy przyjeżdżamy do urokliwych, spokojnych
miejscowości, jesteśmy symbolem marki i gwarantem jakości. Stoi za nami ogromne doświadczenie, narzędzia, kontakty czy umiejętność
współpracy z mediami. Mam jednak często wrażenie, że wciąż pokutuje silne przyzwyczajenie, że
filharmonia zorganizuje wszystko sama. Czasami
niezwykle trudno jest nakłonić naszych partnerów, by włączyli się aktywnie w organizację dnia
pełnego atrakcji. Szczególnie jest to widoczne
w przypadku miejsc, z którymi współpracujemy od dawna, kiedy festiwal był jeszcze stricte
muzycznym wydarzeniem. Nie potrafimy przewartościować naszej współpracy i zmotywować partnerów, żeby w ramach mechanizmów
marketingu zapewnianych przez „Kolory Polski”
promowali siebie samych i swój urok. Nie wszyscy dostrzegają, że festiwal to świetne narzędzie
stworzone także i w tym celu, by pokazać to, co
własne, niezwykłe, jedyne w swoim rodzaju.
„Nowe” miejscowości, które się do nas przyłączają, myślą już innymi kategoriami. Poprzez liczne
atrakcje dodatkowe starają się skorzystać z koła
zamachowego, jakim jest marketing oferowany
przez filharmonię.
Tu, w filharmonii, musimy nauczyć się, jak
przełamywać w niektórych miejscowościach regionu tradycyjny sposób myślenia o organizacji
życia kulturalnego. Wciąż niewystarczająco silna
jest świadomość, że turyści przede wszystkim
poszukują uroku lokalnego, czegoś indywidualnego, wyjątkowego dla danej okolicy. To tak,
jakbyśmy nie wierzyli, że możemy pochwalić się
potrawą, zabytkiem, legendą. I właśnie przełamanie tego sposobu myślenia sprawia nam najwięcej kłopotu. Niby wszyscy wiedzą, że należy
stawiać na siebie poprzez kreowanie własnej
marki, własnej twarzy, a jednak rzadko ta świadomość ma praktyczne przejawy. Jeśli festiwal
pomoże przełamać ograniczenia w tym zakresie,
współpraca między dużą instytucją a lokalnymi
partnerami stanie się bardziej owocna.
Wierzymy, że uda się nam zbudować poczucie
dumy z tego, jacy jesteśmy i gdzie się wychowaliśmy. Chcemy, żeby festiwal „Kolory Polski” był czasem rozbarwienia całego regionu, aby w okresie
wakacyjnym mienił się smakami, kolorami, zapachami. Chcemy pokazać mieszkańcom, że wystar-
Wywiady
czy pojechać do miejscowości odległej o kilkadziesiąt kilometrów, by przeżyć coś niezwykłego,
a w finale wakacji spotkać się w centrum regionu.
Tam, w ramach kilkudniowego święta kultur, ciesząc się własną odrębnością, wykrzyczymy kiedyś:
Łódzkie mieni się kolorami… Polski.
Rozmawiała Majka Justyna
Tomasz Bęben – pianista i menedżer, absolwent
Akademii Muzycznej w Łodzi w klasie fortepianu
prof. Zbigniewa Szymonowicza. Od 2001 roku
związany z Filharmonią Łódzką im. Artura Rubinsteina, w której przechodził kolejne szczeble zawodowej kariery począwszy od specjalisty ds. organizacyjno-programowych. Dziś jest dyrektorem
naczelnym Filharmonii Łódzkiej. Pomysłodawca
i organizator festiwalu „Sieradzkie Lato Muzyczne”
(1999-2001), który jako cykl pod nazwą „Kolory
Polski” wprowadził do Filharmonii Łódzkiej (2002),
a następnie wspólnie z grupą młodych pasjonatów
z filharmonii przekształcił w dzisiejszy Wędrowny
Festiwal Filharmonii Łódzkiej „Kolory Polski”, który
został nagrodzony Certyfikatem Najlepszego Produktu Turystycznego Województwa Łódzkiego
przyznanym przez Polską Organizację Turystyczną
w 2007 roku.
131 RAPORT
RAPORT
MARCIN POLAK
Teraz czas na miasto...
Majka Justyna: – Czy Łódź to dobre miejsce do
mieszkania?
Marcin Polak: – Raczej nie. Ostatnio czytałem
w gazecie recenzję książki, w której padło takie zdanie na temat Łodzi: „To miasto jest podłe,
trzeba mieć końskie zdrowie, żeby tutaj żyć”. Wystarczy rozejrzeć się dookoła, żeby stwierdzić, że
nie ma lekko. Jakość przestrzeni publicznej jest
bardzo uboga, szczególnie w centrum. Siedzimy
akurat w dość zadbanym parku Staromiejskim, ale
z jednej strony mamy Stary Rynek, a z drugiej plac
Wolności, które są kompletnie niewykorzystane
i zaniedbane. Widziałem na facebooku nawet
stronę pt. „Ratujmy łódzki Stary Rynek” i zawsze
zadziwia mnie fakt, że fanami takich inicjatyw
zostają politycy. Świetnie, tylko to nie wystarczy
– za pomocą jednego kliknięcia w Internecie nic
się nie zmieni. Czytałem wypowiedź Hanny Zdanowskiej, że kiedy powstanie EC1 zmieni się też
Piotrkowska i Stary Rynek. To samo się nie zrobi,
jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przykładem otoczenie Manufaktury. Gdyby tak było,
nie musielibyśmy organizować festiwalu błota
przed Pałacem Poznańskiego.
– Dlaczego więc tutaj zostałeś?
– Chyba najłatwiej jest po prostu wyjechać. Tutaj
mam rodzinę, znajomych, przyjaciół. Poza tym
uważam, że Łódź jest potencjalnie wspaniałym
RAPORT
RAPORT
132
miejscem i pięknym miastem. Ale trzeba działać,
wiele jest do zrobienia – może to mnie właśnie
tutaj wciąż trzyma. Poprzez akcje artystyczne
i społeczne, które organizujemy, próbujemy
zmieniać tę przestrzeń, zwracać uwagę na największe problemy i powoli przywracać temu
miastu normalność.
– Organizujesz m.in. cykl akcji „Miej miejsce”.
W jaki sposób chcecie zmieniać i ożywiać łódzki
krajobraz?
– Założenie jest takie, żeby skupiać nasze działania i happeningi w miejscach, które są naprawdę
zdegradowane czy też potrzebują interwencji.
Dobrym przykładem jest plac przy ul. Wólczańskiej przed Teatrem Arlekin, zwany wcześniej
potocznie „największą sralnią w mieście”. Staramy się najpierw zwrócić uwagę na dany problem
i miejsce, np. akcją „Będzie świetlnie” chcieliśmy
trochę wydobyć z mroku ten zapuszczony skwer.
Pokazać, że to przestrzeń, która ma potencjał
i może stać się wspólnym, przyjaznym miejscem,
jeśli się o nią zadba. Następnie wracamy do tych
miejsc już z konkretnymi działaniami. Wspólnie
z Muzeum Sztuki podczas akcji „ZieleniMY” sadziliśmy na skwerku rośliny, sialiśmy trawę i przywracaliśmy tej okolicy normalny wygląd. Udało
się to przeprowadzić dzięki realizowanemu przez
muzeum projektowi „Ekologie miejskie” oraz zaangażowaniu i pracy okolicznych mieszkańców.
Innym przykładem jest akcja „Gramurek” zorganizowana w słynnym łódzkim miejscu spotkań
– murku przy stacji benzynowej na pl. Komuny
Paryskiej. Pojawiły się sygnały, że ma tam powstać
wielopoziomowy parking, który kompletnie
zmieniłby i zaburzył tę przestrzeń. Zaprosiliśmy
więc łódzkich artystów, którzy przygotowali koncert-happening w obronie murku. Następnie we
współpracy z festiwalem Łódź Design wróciliśmy
tam, realizując przy pomocy zaprzyjaźnionych
architektów „100 metrów projektów”. Rozwinęliśmy po prostu przy murku wielki rulon tektury,
zachęcając łodzian, aby podzielili się swoimi pomysłami na zagospodarowanie tej przestrzeni.
Największym sukcesem cyklu „Miej Miejsce”
okazał się, jak dotąd, Festiwal Błota, który urządziliśmy na parkingu naprzeciwko pałacu Poznańskiego. Celem akcji było zwrócenie uwagi
na skandaliczny stan placu znajdującego się
w najbardziej reprezentacyjnym miejscu Łodzi,
zaraz obok Manufaktury, Muzeum Miasta i pięciogwiazdkowego hotelu. Po ulewnych deszczach parking zmieniał się w wielkie bajoro, stąd
pomysł, żeby zorganizować tam Festiwal Błota
i poprzez zabawę (np. rzut kaloszem w kałużę,
zapasy w błocie czy skate błoting, czyli wjeżdżanie deskorolką w błoto) zwrócić uwagę na zaniedbanie tej przestrzeni. Dzięki naszym działaniom
urzędnicy w końcu zainteresowali się tym miejscem: zlecono posianie trawy, ułożenie chodników oraz postawiono ławki. Zastanawiam się,
czy jedynym sposobem na to, żeby Urząd Miasta
Łodzi zajął się poprawą przestrzeni publicznej
w Łodzi, szczególnie obszarów w centrum, jest
organizowanie takich „wygłupów”. Ostatecznie
można powiedzieć, że odnieśliśmy sukces i parking został uporządkowany – są to jednak zmiany na poziomie minimalnym.
Wywiady
– Jakie, twoim zdaniem, są największe problemy związane z przestrzenią miejską w Łodzi?
– Myślę, że problemem jest przede wszystkim
nastawienie miejskich urzędników odpowiedzialnych za jakość i wygląd tej przestrzeni. I nie
mówię tylko o zrujnowanych i zaniedbanych
miejscach w centrum, ale też o nowych inwestycjach. Dlaczego fontanna na pl. Dąbrowskiego tak
wygląda, że właściwie bardziej się jej trzeba wstydzić niż nią chwalić? Dlaczego większość łódzkich
budynków jest malowana na pistacjowo? Dlaczego naprzeciwko reprezentacyjnego pałacu i wielkiego kompleksu Manufaktury był rozjeżdżony
przez samochody plac? Za te sytuacje odpowiadają konkretni ludzie i od tego trzeba by zacząć.
Cieszę się, że architektem miasta został Marek
Janiak, może wniesie nową jakość na to stanowisko. Kolejnym problemem jest jakość konkursów
architektonicznych organizowanych przez miasto – często nie przyznaje się pierwszych nagród,
przykładem ostatni konkurs dotyczący ulicy Piotrkowskiej. Być może wynika to z niskiego poziomu
prac i małego zainteresowania ze strony architektów, a to z kolei – z nieodpowiedniego sposobu
przeprowadzania konkursów i słabej promocji.
Warto by było szerzej reklamować te konkursy,
aby przyciągnąć dobrych architektów, nawet zza
granicy. Skoro nie ma zainteresowania konkursami, to trudno się dziwić, że jakość nowych realizacji architektonicznych w Łodzi jest taka słaba.
Większość z nich nadaje się co najwyżej do konkursu „Makabryła”.
Najbardziej poraża mnie brak chęci działania
i brak pomysłów na to, żeby ten łódzki krajobraz ulepszać. Wiele miejsc w centrum wygląda
tak samo od czasów wojny, np. ulica Zachodnia,
i mam wrażenie, że tego nikt nie zauważa, że przy-
133 RAPORT
RAPORT
zwyczailiśmy się do mieszkania w tej zastanej,
zrujnowanej przestrzeni. A przecież to ogromnie
wpływa na jakość życia.
– Wiosną tego roku zorganizowałeś w Galerii
Wschodniej wystawę „Zawód artysty” podejmującą temat warunków ekonomiczno-społecznych, w jakich funkcjonują współcześni artyści. Kolejnym krokiem było założenie grupy
roboczej, która opracowuje konkretne rozwiązania mające na celu poprawę sytuacji. Jakie
są wasze postulaty?
– Naszym głównym postulatem jest wprowadzenie w Łodzi systemu stypendiów dla artystów. Czasem mam wrażenie, że łódzką kulturę
tworzą jedynie festiwale, które pochłaniają duże
środki finansowe. Kulturę również tworzą artyści
i potrzebny jest system, który będzie ich w tym
wspierał. Systemy stypendialne funkcjonują w innych miastach, więc dlaczego ich nie ma w mieście przemysłów kreatywnych?
Na przykładzie powyższej wystawy można
było zobaczyć, z czego artyści żyją: z roznoszenia
ulotek, projektowania skarpetek i pończoch czy
robienia zdjęć ślubnych. Ważnym postulatem jest
udostępnienie artystom pracowni. Trochę takich
lokali jest, ale nadają się bardziej na przechowywanie węgla niż pracę twórczą.
Mam nadzieję, że nasze postulaty zostaną
zrozumiane. Miasto prowadzi intensywną kampanię „przemysłów kreatywnych” – trzeba przyznać, że na dobrym poziomie. Oglądamy fajne
filmy, fajne reklamy fajnych chłopaków. Na razie
RAPORT
RAPORT
134
jednak „przemysły kreatywne” wspierane są przez
prywatne osoby, które udostępniają miejsca do
działania, np. Bajkonur, off Piotrkowska czy Willa
Grohmana. Teraz czas na miasto...
– Co, według Ciebie, powinien przynieść Regionalny Kongres Kultury w Łodzi?
– Myślę, że to dobra inicjatywa i potrzebna jest
możliwość przedstawienia swoich postulatów na
szerszym forum. Ale Kongres będzie mieć sens
jedynie wówczas, gdy wnioski z prowadzonych
dyskusji będą następnie wdrażane w życie i realizowane. Mam wrażenie, że w Łodzi jesteśmy mistrzami debat, budowania strategii i powoływania
kolejnych sztabów. Chciałbym, żeby to się przełożyło na konkretne regulacje i działania. Ważne też,
żeby nie zaczynać od początku, tylko nawiązywać
i korzystać z już wcześniej opracowanych dokumentów np. Strategii Promocji Miasta Łodzi czy
też strategii przygotowywanych w ramach konkursu na ESK. Potrzebna jest diagnoza, ale przede
wszystkim musimy zacząć działać.
Rozmawiała Majka Justyna
Marcin Polak – w 2006 roku ukończył fotografię
w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. L. Schillera w Łodzi. Fotografia stanowi jednak przede wszystkim środek
dokumentowania działań realizowanych przez
niego w przestrzeni miejskiej. Pomysłodawca akcji: „LipowaOdNowa” „Punkt dla Łodzi”, „Miej Miejsce”, „Ratujmy Łódzkie Murale”.
TOMASZ RODOWICZ
Oratorium Dance Project,
czyli edukacja przez sztukę
Majka Justyna: – Chorea realizuje międzynarodowy projekt artystyczno-edukacyjny
Oratorium Dance Project, którego zwieńczeniem jest spektakl w Klubie Wytwórnia. Bierze
w nim udział ponadstuosobowa grupa młodzieży oraz orkiestra i chór Filharmonii Łódzkiej. Projekt przygotowywany jest we współpracy z brytyjską fundacją United Dance?
Tomasz Rodowicz: – Tak, projekt inspirowany jest
działaniami fundacji United Dance, która zrealizowała podobne spektakle m.in. w Londynie i Berlinie,
pracując z młodzieżą ze środowisk defaworyzowanych. Prowadziliśmy z nimi rozmowy: cała organizacja i struktura pracy została przez nich zainspirowana. Ostatecznie zdecydowaliśmy się jednak
samodzielnie zrealizować projekt. Wprowadziliśmy
również pewne modyfikacje, łącząc warstwę taneczną z partiami śpiewanymi. Stąd finalna nazwa:
Oratorium Dance Project. Taniec został wpisany
w strukturę Oratorium, tworząc integralną całość,
która ma jeden charakter i myśl. Nad choreografią
pracował z młodymi ludźmi Robert Hayden, wybitny choreograf ze Stanów Zjednoczonych. Razem
z młodzieżą, podczas dwumiesięcznych warsztatów, wspólnie stworzył materiał, pokazany podczas
spektaklu 8 i 9 grudnia w Klubie Wytwórnia.
– W Berlinie młodzież zatańczyła do „Święta
wiosny” Igora Strawińskiego. Jaki utwór został
wykorzystany w łódzkim projekcie?
Wywiady
– W Łodzi usłyszymy Oratorium skomponowane
specjalnie na potrzeby naszego projektu. To ponad godzina muzyki, śpiewu i tańca rozpisana na
orkiestrę i chór Filharmonii Łódzkiej oraz dwie
grupy młodzieży, każda licząca po 50 osób. Utwór
inspirowany jest zachowanymi fragmentami
Hymnów Delfickich zaaranżowanych we współczesne kompozycje przez kompozytorów Chorei:
Macieja Maciaszka i Tomasza Krzyżanowskiego.
To niezwykła konfrontacja współczesnej muzyki
pisanej na bazie najstarszych ocalałych materiałów pochodzących z antyku – z najmłodszym pokoleniem, które próbuje odnaleźć w tych słowach
i dźwiękach siebie. Odczytać je i zinterpretować
na swój sposób. Dopełnieniem jest współczesny
ruch i stworzona wspólnie choreografia.
– Oratorium ma na celu spotkanie różnych światów: antycznej muzyki ze współczesną formą,
ale także profesjonalnych artystów z młodymi
ludźmi, którzy wcześniej śpiewali i tańczyli tylko amatorsko. Kto bierze udział w projekcie?
– Bardzo istotne dla nas jest to zderzenie. Zaangażowaliśmy do projektu profesjonalistów najwyższej klasy: znakomitą orkiestrę i chór filharmonii
oraz najlepszych choreografów i tancerzy z Łodzi
działających m.in. w Pracowni Fizycznej. Ci artyści pracują wspólnie i równorzędnie z amatorami,
którzy często wcześniej nie tańczyli i nie śpiewali
albo mieli tylko śladowe doświadczenia na tym
135 RAPORT
RAPORT
polu. Chcieliśmy pokazać, że to jest możliwe. Jeśli
tylko uda się znaleźć odpowiednią metodę pracy
i dobrze zmotywowanych uczestników, można
udowodnić, że nie sposób zobaczyć różnicy między profesjonalnym muzykiem lub tancerzem
a młodym człowiekiem, który dopiero zaczyna.
Najważniejszym celem projektu jest integracja różnych środowisk, grup społecznych i wiekowych poprzez najbardziej uniwersalny język
muzyki i ruchu. Dlatego do udziału w projekcie
angażujemy młodych ludzi z rodzin biednych
lub patologicznych, domów dziecka, świetlic
środowiskowych i placówek opiekuńczo-wychowawczych, którzy mają bardzo ograniczony
dostęp do edukacji artystycznej. W ostatniej fazie pracy dołączyła do nas również grupa dzieci
w wieku od 8 do 13 lat oraz osoby starsze. Zależy nam, żeby nikogo nie wykluczać, żeby dotrzeć
do wszystkich wrażliwych osób i dać im szansę
kreatywnego działania. W ten sposób powstaje
ogromna, jednorodna grupa posiadającą wspólną ideę, przekaz i obraz sceniczny.
– Przygotowując się do projektu w pierwszym
półroczu 2011 roku, przeprowadziliście wiele
warsztatów teatralnych i muzycznych w szkołach, świetlicach, domach dziecka. Na czym
opiera się wasza metoda pracy?
– Nasze działania są odpowiedzią na wadliwy i źle
funkcjonujący system edukacji. Stosowane metody są schematyczne, przestarzałe i niedostosowane do współczesnych realiów, zmian technologicznych i cywilizacyjnych. Wiele środowisk jest
przez to marginalizowanych. Dobrze rozumiana
edukacja to umiejętność trafienia do wszystkich
tych, którzy mają jakąkolwiek motywację i chęć
do działania, pracy i zmiany swojego życia.
RAPORT
RAPORT
136
Wierzę, że należy młodym ludziom stawiać
wysoko poprzeczkę, a najlepsze efekty przynosi
edukacja poprzez najwyższy rodzaj sztuki. Warsztaty, które prowadziliśmy, np. cykl „Lato w teatrze”
pozwoliły nam nie tylko ukształtować metody
pracy, ale też je uwierzytelnić. Wiemy, że to faktycznie działa. Jeżeli się postawi młodych ludzi
w pozycji partnerów, jeśli nie ma podziału na belfrów i uczniów, wtedy wytwarza się atmosfera
wspólnej pracy, komunikacji i odpowiedzialności.
Ważne jest to, żeby tej sytuacji nie infantylizować,
żeby traktować się na równych prawach i stosować te same zasady i wymagania. W ten sposób
buduje się relacje oparte na szacunku. Oczywiście
może to nie jest jedyna uniwersalna metoda, którą można wszędzie stosować i która do wszystkich
trafia. Ale my tak pracujemy: bez manipulacji, bez
nadmiernego stresu, ale też bez przekupywania
czy prób „kolegowania się” z młodzieżą. I jesteśmy
skuteczni – stawiając wysokie wymagania, ale
i uczciwe warunki, udaje nam się utrzymać dyscyplinę wśród młodych ludzi. Każdy może wyjść, ale
oni zostają – bo im zależy, bo chcą.
Pracujemy nad bardzo wymagającą materią
– często trudno jest wytłumaczyć uczestnikom,
dlaczego antyczne pieśni, dlaczego w obcym
języku. Ale okazuje się, że to nie jest ważne. Praca w zespole buduje bowiem wspólną energię,
daję im radość i siłę, pozwala uwolnić potencjał
twórczy.
I tu muszę podkreślić niezwykłą i ogromną
pracę dydaktyczną mojego zespołu, w tym także kompozytorską Tomasza Krzyżanowskiego
i Macieja Maciaszka oraz organizacyjną Mateusza
Cieślaka. Mam ogromną przyjemność pracować
z silną grupą wszechstronnych instruktorów
i kreatywnych twórców, którzy dzięki swojemu
entuzjazmowi, talentom i niezwykłemu zaan-
gażowaniu potrafią pociągnąć młodzież do najtrudniejszych wyzwań i sprawić, że młodzi ludzie
bez doświadczenia muzycznego w ciągu 10 dni
zaczynają czytać nuty i umieją zaśpiewać trudne
wielogłosowe kompozycje. Wiem, że w tym zespole jest największa siła Chorei.
Jeśli nam się uda przeprowadzić ten projekt
w zamierzonym kształcie do końca, nie tylko wypracujemy niezwykle silną i skuteczną metodę
pracy z młodzieżą, ale też stworzymy wspaniałe
i przejmujące widowisko.
Współtwórca Ośrodka Praktyk Teatralnych „Gardzienice” i jego członek w latach 1977-2003. Współzałożyciel Stowarzyszenia Teatralnego CHOREA i jego lider
od 2004 roku. Dyrektor artystyczny Fabryki Sztuki
w Łodzi od 2007 roku. Twórca Międzynarodowego
Festiwalu Teatralnego RETRO/PER/SPEKTYWY CHOREA. Wykładowca na Uniwersytecie Łódzkim i Akademii Teatralnej w Krakowie (filia w Bytomiu).
Rozmawiała Majka Justyna
Tomasz Rodowicz – aktor, reżyser, muzyk, pedagog, filozof. Absolwent Wydziału Historii Filozofii na
Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Współzałożyciel pierwszego w Polsce ośrodka socjoterapii
dla młodzieży uzależnionej od narkotyków. Współpracował z Jerzym Grotowskim w latach 1974-1979.
PIOTR SZCZEPAŃSKI
Łódź to inwestycja nieoczywista
Łukasz Biskupski: – Pracujesz przede wszystkim w Warszawie. Dlaczego ciągle mieszkasz
w Łodzi?
Piotr Szczepański: – Traktuję to miasto jako
inwestycję życiową. Na giełdzie inwestuje się
w te akcje, które spadają. Łódź jest właśnie takim
oznaczonym na czerwono indeksem giełdowym.
Ale mam nadzieję, że ten indeks kiedyś pójdzie
Wywiady
w górę. Dla mnie to inwestycja – nieoczywista
i niekonformistyczna. Ja po prostu cały czas wierzę w to miasto. Wydaje mi się, że dotarliśmy do
dna, więc może wreszcie się od niego odbijemy...
Z punktu widzenia filmowca mogę powiedzieć, że być może wreszcie coś dobrego zacznie
się tu niedługo dziać. Mam nadzieję, że uda się
doprowadzić do końca sprawy związane z Nowym Centrum Łodzi, że EC1 zostanie zbudowa-
137 RAPORT
RAPORT
ne i uda się rozwiązać konflikt z Camerimage,
z Davidem Lynchem i Markiem Żydowiczem.
A w efekcie rzeczywiście powstanie tutaj planowane studio postprodukcji dźwięku. To byłby ważny
punkt nie tylko na mapie Polski, ale i Europy.
– Robisz film dokumentalny o Łodzi. Co to za
projekt?
– Mieszkam w Łodzi, a pracuję w Warszawie,
więc chciałem stworzyć coś, co dawałoby mi
poczucie ciągłości, co trzymałoby mnie tu. Ten
film jest rejestracją upływającego czasu, to zapis
przemiany miasta oraz ludzi, którzy w nim żyją.
Punktem zaczepienia jest budowa EC1. To ciekawe, że kilka lat temu powstała idea, żeby z pustostanu stojącego w środku miasta zrobić centrum kultury i ta wizja zaczęła się rozrastać tak,
że z przebudowy jednej elektrowni narodziła się
idea przebudowy miasta. Ta przemiana mnie fascynuje i chciałbym ją zarejestrować kamerą. Ale
to tylko tło dla sportretowania ludzi i ich nadziei
na to, że Nowe Centrum kiedyś rzeczywiście
powstanie. Wychodzę z założenia, że robię film
o pozytywnej przemianie tego miasta, bo jestem po stronie nadziei.
Moimi bohaterami są różni ludzie: architekci,
wykonawcy, robotnicy, ludzie mieszkający w pobliżu EC1. Z jednej strony przedstawiam np. starsze małżeństwo emerytów, które mieszka niedaleko i bardzo się cieszy, że coś nowego w Łodzi
powstaje. Z drugiej strony, rozmawiam z ludźmi,
których domy zostały spekulacyjnie kupione
przez prywatne firmy i w wyniku rewitalizacji
będą mieli widok na tylną ślepą ścianę powstającego muzeum techniki. Oni całe życie czują się
oszukiwani i traktowani jak plankton w łańcuchu
pokarmowym – zawsze na samym końcu, bez
RAPORT
RAPORT
138
żadnych perspektyw. Na tym przykładzie, jak
w kropli wody, widać, co czuje większość łodzian,
z których zdaniem nikt się nie liczy.
W tle dokumentu trwa budowa. Rejestruję jej
kolejne etapy, jak np. stawianie dźwigu – to naprawdę piękna wizualnie, bardzo poetycka scena. Ustawiłem też kamery poklatkowe w różnych
punktach; jedna pokazuje bardzo szeroki plan
budowy, druga rejestruje EC1 Zachód, a trzecia
EC1 Wschód. Jak ruszy budowa dworca chciałbym
umieścić jeszcze kolejne kamery, np. na wieżowcu przy ul. Węglowej lub na cerkwi św. Aleksego.
Efekt będzie niesamowity, bo dzięki technice time
lapse będzie widać, jak to miasto powstaje na naszych oczach.
– Wcześniej nakręciłeś „Aleję Gówniarzy”, film
fabularny o Łodzi, z którego wiele cytatów,
takich jak na przykład „Polska jest jak dupa,
w środku tej dupy jest dziura i tą dziurą jest właśnie Łódź”, weszły do języka potocznego. Czemu zdecydowałeś się zrobić ten film?
– „Aleja Gówniarzy” to dla mnie rozliczenie z pewnym okresem mojego życia. To miała być prowokacja, w której padło wiele gorzkich słów. Ten film
był zresztą bardzo różnie odbierany. Łodzianie,
którzy oglądali go w Warszawie, reagowali melancholijnie i z rozczuleniem, bo widzieli miejsca,
które były im bliskie. Natomiast część osób z Łodzi
krytykowała ten film za to, że jest niesprawiedliwy, że zamiast dawać nadzieję, raczej ją odbiera.
– Kto finansuje twój aktualny łódzki projekt?
– Kiedy rozpoczynałem kręcenie swojego filmu, zakładałem, że będzie to jedna całość kręcona przez
kilka lat. Nie mogłem jednak znaleźć źródła finanso-
wania całego filmu. Dlatego zdecydowałem się podzielić go na części. Wszystko zaczęło się od tego,
że dostając pieniądze z Łódź Film Commission musiałem po roku zaprezentować gotowy obraz, ponieważ takie są wymogi funduszu. Ale po roku tak
naprawdę nie było co pokazać, bo budowa na EC1
nawet nie ruszyła! Za te pieniądze zrealizowałem
więc pierwszą część, która opowiada o przygotowaniach do przedsięwzięcia w latach 2009-2010,
a kończy się strajkiem w Radzie Miasta w obronie
Camerimage Łódź Center. Następnie dostałem
środki finansowe od PISF-u, ale była to tylko ¼
wnioskowanej kwoty, więc znów za mało na realizację całości. I ta druga część opowie o rewitalizacji
EC1 w latach 2011-2013. Ostatecznie więc część
pierwszą zrobiłem za pieniądze z Łodzi, drugą
– z PISF-u i nie wiem jeszcze, skąd wezmę środki na
część trzecią, która opowie o budowie dworca.
– Jak oceniasz działania Łódź Film Commission?
– Wiedząc, jakim dysponują budżetem, oceniam
te działania pozytywnie. Żeby można było mówić
jednak o realnym wpływie, Łódź Film Commission
powinna dysponować środkami rzędu 5 milionów,
a nie 700 tys. złotych z budżetu miasta. Przykładem
podobnej, dobrze funkcjonującej jednostki jest
Fundusz Świętokrzyski finansowany z unijnych pieniędzy przeznaczonych na turystykę. Dzięki temu
ich budżet sięga kilku milionów złotych, a fundusz
inwestuje w projekty promujące region, jak np. serial „Ojciec Mateusz”. Może to jest jakiś sposób na
pozyskanie większych funduszy?
– Można odnieść ostatnio wrażenie, że Łódź staje się swego rodzaju „problemem egzystencjalnym”, z którym trzeba sobie poradzić. Nie masz
poczucia, że musisz sobie „radzić” z Łodzią?
Wywiady
– Myślę, że każdy z nas buduje sobie świat wokół ludzi, których spotyka, wokół książek, które
czyta, filmów, które ogląda. Jeśli są w mieście wydarzenia kulturalne, które zaspokoją twój głód,
a w Łodzi jest ich coraz więcej, to jest dobrze.
Oczywiście, gdyby mierzyć to wszystko jakąś
miarą bezwzględną, to trzeba by było wyjechać
do Londynu czy Nowego Jorku, ale jednak jest
coś, co łączy cię z tym miejscem, z tym krajem.
I ja właśnie w ten sposób „przetrawiłem” Łódź
– znalazłem tutaj miejsca takie, jak Muzeum Sztuki, Łódź Art Center, Prexer, Świetlicę Krytyki Politycznej… To miejsca, w których dobrze się czuję.
Ale nie lubię też postawy hurraoptymizmu,
bo prawda jest taka, że w naszym mieście nie jest
dobrze i trzeba o tym głośno mówić. Druga część
mojego filmu dokumentalnego zaczyna się sceną,
kiedy po przegraniu przez Łódź konkursu na Europejską Stolicę Kultury, rozentuzjazmowany tłum
krzyczy „nic się nie stało!”. Ale właśnie „stało się”
i trzeba zastanowić się – dlaczego? Wyciągnijmy
jakieś wnioski! Dlaczego tak łatwo jest zamieść nas
pod dywan? Dlaczego w skali kraju nikt nie wstawi
się za Łodzią? A chyba od tego są politycy, nie?
– Co Twoim zdaniem powinno robić miasto,
żeby poprawić sytuację kultury?
– Jeśli chodzi o moją branżę, myślę, że przede
wszystkim powinno się wypełnić lukę po Camerimage. Powinna powstać jakaś impreza o podobnym, kilkumilionowym budżecie. Trzeba znaleźć pomysł na wydarzenie filmowe, które znów
przyciągnie ludzi z całego świata; i nie chodzi
o wielkie gwiazdy, ale chociażby o studentów,
którzy co roku tutaj przyjeżdżali, wymieniali się
doświadczeniami, pomysłami. To był jeden tydzień w roku, kiedy trzeba było tutaj być. I Łódź
139 RAPORT
RAPORT
istniała w ten sposób w świadomości ludzi tworzących filmy na całym świecie.
W branży filmowej bardzo ważna jest kwestia
dofinansowania z sektora publicznego. Niech za
przykład posłuży tutaj łódzki epizod firmy Breakthru Films, która realizowała film o Chopinie
„Latająca maszyna”. Gdy dostała dofinansowanie
z Gdyni, przeniosła tam całą produkcję, a przy
projekcie pracowali animatorzy z Łodzi, m.in.
z łódzkiego Se-ma-fora. I następna produkcja tej
firmy powstanie w innym mieście. Powinnością
władz miasta jest skupiać talenty, które są tutaj
na miejscu, nie pozwolić tym ludziom wyjechać.
A talent skupia się pieniędzmi. Dofinansowanie filmu fabularnego kwotą 200 tys. złotych to
niewiele przy budżecie 3,5 mln złotych. Miasto
powinno mieć fundusze na inicjatywy związane
z rozwojem nowych technologii, na tworzenie
trwałej infrastruktury, bo to zatrzyma tutaj ludzi
z różnych zawodów filmowych. Można np. dofinansować firmy, które będą miały sprzęt i ludzi
wyspecjalizowanych w realizacji filmów w 3D.
Takie wsparcie pozwoliłoby zatrzymać tutaj ludzi
z inicjatywą. Mam wrażenie, że to jest ciągle dyskusja akademicka, czysto teoretyczna, bo politycy mówią, że Łódź pieniędzy nie ma, a do tego są
długi i mnóstwo innych potrzeb. Skąd w takim razie wziąć jeszcze pieniądze na kulturę? Wydaje mi
się, że kluczowe jest, by jasno określić priorytety.
– Najważniejsze są więc pieniądze?
– Od dwóch lat robię film dokumentalny, który jest dofinansowany właśnie przez Łódź Film
Commission. Można powiedzieć, że dzięki tym
pieniądzom robię coś dla Łodzi, ale tak naprawdę
to jest pojedyncze działanie, a chodzi o to, żeby
stworzyć sprawnie działający system. Nie chodzi
RAPORT
RAPORT
140
o pakowanie środków finansowych w dzieło, ale
w organizację, która to dzieło stworzy. Tak jak
w przypadku Łódź Art Center, które dzięki zaufaniu i wsparciu miasta mogło rozpocząć działalność, a następnie zacząć szukać pieniędzy gdzie
indziej. Ten pierwszy „ruch finansowy” powinien
iść ze strony miasta. Najważniejsze to znaleźć pieniądze, nawet w formie pożyczki, dla firm, które
zrobią z nich pożytek tutaj na miejscu.
Wzorcowym przykładem w Łodzi jest Opus
Film, który powstał 20 lat temu z prywatnej inicjatywy i skupił ludzi z wielu zawodów filmowych,
którzy dzięki temu zostali w Łodzi. Trzeba takich
ludzi odławiać, dać im możliwość rozwijania swoich możliwości i zarabiania. Ja zostaję – lubię to
miasto i ciągle w nie wierzę.
Rozmawiał Łukasz Biskupski
Piotr Szczepański – łodzianin, reżyser. Z wykształcenia operator – absolwent PWSFTViT w 1999. Pracował jako operator kamery przy „Dniu świra” Marka
Koterskiego, realizował zdjęcia do teatrów telewizji:
Krzysztofa Zanussiego „Sesja kastingowa” oraz Sławomira Fabickiego „Wesołe miasteczko”. Za reżyserski debiut dokumentalny „Generacja C.K.O.D.” został
nagrodzony w 2004 roku Grand Prix – Złotym Lajkonikiem na 44. Krakowskim Festiwalu Filmowym.
W roku 2005 otrzymał Grand Prix Nokia Mobile
Movie Competition na XXI Warszawskim Festiwalu
Filmowym za krótki film dokumentalny „Przyszłość
polskiej kinematografii”. Jego pełnometrażowy debiut fabularny „Aleja Gówniarzy” otrzymał nagrodę
specjalną Prezesa SFP na XXXII FPFF w Gdyni 2007.
Obecnie pracuje nad wieloletnim filmem dokumentalnym „Łódź 2009 – ∞” o budowie Nowego
Centrum Miasta.
PAWEŁ OLSZEWSKI
Koniec z narzekaniem
Anna Ciarkowska i Marta Madejska: – Jak to się
stało, że kilkoro ludzi, którzy prowadzą własny,
prężny biznes, zakłada nagle takie miejsce jak
Bajkonur?
Paweł Olszewski: – To wszystko bardzo prosta sprawa – myśmy szukali miejsca dla siebie,
a ponieważ znamy Łódź od lat, wiemy, że jeśli
w tym mieście czegoś nie ma, to trzeba to sobie samemu stworzyć. Podobnie było z AMG.net
– chciałem pracować w fajnej firmie informatycznej, ale w 1996 roku nie było tu takich firm,
więc ją założyliśmy.
To, co było nam potrzebne przy zakładaniu
własnego biznesu, wykorzystujemy przy tworzeniu Bajkonuru – przede wszystkim ukierunkowanie naszych pasji tak, aby te pasje miały drugi
dom. Nie lubię robić rzeczy, które mnie nie pasjonują, więc to był bardzo ważny motyw, mój sposób na spędzenie kolejnych lat w Łodzi. To nie
jest pomysł stricte biznesowy, on ma za zadanie
utrzymać się, finansowo wyjść „na zero”.
– Więc czym będzie Bajkonur?
– Bajkonur to będzie miejsce dla przedsięwzięć
artystycznych, dla społeczności nie tylko muzycznej. Początkowo projekt miał być przeznaczony dla nas, muzyków, ale okazało się, że istnieją
jeszcze inne pomysły, które tam można włożyć
i dzięki temu wykorzystać potencjał mieszania się
Wywiady
różnych osób, potencjał miejsca, w którym zdarzy się coś nowego.
Skąd ta nazwa? Bajkonur to działający do dziś
kosmodrom w Kazachstanie, czyli miejsce, z którego się lata w kosmos. Nazwę wymyśliliśmy trochę
pod wpływem wyglądu, bo przestrzeń wygląda
bardzo industrialnie, a trochę pod wpływem takiej właśnie wizji, żeby to było miejsce, z którego
można odbić się i polecieć w jakieś nieznane kierunki. Zespoły będą mogły grać, bo będą tam sale
do ćwiczeń, nauczyciele dający prywatne lekcje.
Ale dzięki temu, że mamy tam również scenę, będzie można organizować wydarzenia, prowadzić
działalność artystyczną. Chcemy robić warsztaty,
otworzyć przestrzeń wymiany, żeby młodzi mogli
się pytać starszych, pożyczać, inspirować.
Od wielu lat szukaliśmy takiego miejsca, długo
nie mogliśmy znaleźć właściwej przestrzeni. Latami graliśmy po domach, po kanciapach i stwierdziliśmy, że to nie to, że niefajnie się tam tworzy, one
nie wpływają dobrze na psychikę, a to jest podstawowy warunek tworzenia. Trafiliśmy w końcu na
pana Stanisława Zarębę [prezesa spółki, będącej
właścicielem obiektów dawnej Widzewskiej Manufaktury – przyp. red.], który okazał się niesamowitym mecenasem. Myśleliśmy na początku
o miejscu tylko dla siebie, ale okazało się, że takich
jak my, którzy marzą o czymś podobnym w Łodzi,
jest więcej. Połączyliśmy siły i dzięki temu możemy
to zrobić na większą skalę. Trzeba coś zacząć, żeby
inni mogli się z tym zidentyfikować i połączyć.
141 RAPORT
RAPORT
Zgadzam się z tym, co powiedział dyrektor
Suchan, że dzisiaj Łódź nie ma zbyt wielu produktów, które sprawdziłyby się poza Łodzią, że jesteśmy zaściankowi. Moim marzeniem jest, żeby
Bajkonur wyszedł poza Łódź, żeby to nie był tylko
łódzki projekt.
– Na ile to będzie dostępne, skoro robicie to dla
siebie?
– Dla siebie – to znaczy dla społeczności twórczej,
otwarte dla wszystkich. Będzie się utrzymywało
z wynajmu sal do prób na zasadach komercyjnych, czyli według stawek, jakie mają sale prób
w Łodzi. W ramach tego proponujemy jednak
lepszy standard plus to, czego żadna z tych sal
nie ma, czyli aspekt społecznościowy. To ma być
tygiel, w którym spotkają się różne talenty, różne
przedsięwzięcia, gdzie ludzie się ze sobą poznają,
nawzajem inspirują. Chcielibyśmy zapraszać artystów, twórców i uczyć się od nich, robić warsztaty,
ale niekoniecznie szukając odbiorcy przez media
– chcemy działać raczej wewnętrznie.
produkty, które już funkcjonują. To wszystko jest
strasznie spolaryzowane, z jednej strony długi
ogon twórców, którzy robią fajne rzeczy i nikt
o nich nie wie, z drugiej ci, którym udało się
wyjść ponad tę kreskę – to oni skupiają całą
uwagę i docierają do świadomości. To jest też
specyfika rynku…
Wyjeżdżałem, każdy próbował wyjeżdżać, zobaczyć, jak świat wygląda poza Łodzią, ale to tu
postanowiłem mieszkać. Z Arturem [Urbańskim,
współzałożycielem firmy AMG.net – przyp. red.]
stwierdziliśmy: koniec z narzekaniem. Kiedy ktoś
narzeka, wychodzimy. To jest choroba i odbijanie
rzeczywistości w krzywym zwierciadle. Uważamy, że nie ma co czekać, aż ktoś za nas coś zrobi. Moim zdaniem w Łodzi teraz coś się zaczyna
ruszać, ludzie się zaczynają pojawiać. Brakuje
jeszcze jakiegoś elementu, ale jeżeli rewolucja
się wydarzy, to myślę, że nie będzie pochodzić od
włodarzy, tylko właśnie od jakiś grup oddolnych.
Dobrym przykładem jest Berlin – to zaskakujące,
jakie niszowi artyści mają tam „branie”.
– Czy u nas tego nie ma, bo nie ma takich ludzi?
– Jesteście z Łodzi, ale nie myśleliście, że łatwiej
byłoby zacząć gdzieś indziej?
– Nie. Dlatego, że tutaj nie ma takiego miejsca,
a wydaje nam się, że jest potrzebne. Społeczność twórców nie jest może tak bardzo liczna,
ale ma potencjał. Chcemy sprawdzić taką hipotezę, czy rzeczywiście istnieje coś takiego, jak tygiel. Nie mówić wiecznie o tym potencjale, tylko
go sprawdzić.
Widzimy, że trudno ruszyć z czymś takim, zachęcić ludzi, żeby przychodzili po darmową wiedzę. Musi być element jakiegoś „hype’u”, marketingu, bo ludzie chętniej chodzą na markowe
RAPORT
RAPORT
142
– To kwestia innej mentalności, wiąże się też
z innym poziomem rozwoju cywilizacji. Działamy
w kulturze nie dlatego, że uważamy, że dobrze się
tym zajmować, że to „piękny kwiat” i szlachetne
zajęcie, tylko dlatego, że kultura ma kształtować
naszą świadomość. Mamy sami o sobie więcej się
dowiedzieć. To jest ta ważna rzecz.
– A jak miasto pomaga artystom w Berlinie?
– Tam jest tak, że władza nie ingeruje. Jest pewna pula pieniędzy na różne działania twórcze, na
eksperymenty. Nie kontrolują ściśle ich przebie-
gu i efektów, oni uważają, że to jest inwestycja,
pewien kapitał społeczny.
W ogóle uważam, że jeśli chodzi o finansowanie kultury, to dobrze by było wymyślić taki system, aby można było dotrzeć ze środkami, które
są, do tych, którzy naprawdę mają fajne pomysły.
Nie tylko za wielkie pieniądze da się coś zrobić.
Nie wiem, czy nie lepiej byłoby dać stu różnym
artystom po tysiąc złotych i zobaczyć, co z tego
wyjdzie, niż wydać sto razy tysiąc na jakąś jedną
markę. Nie wiem, jak to powinno być pomyślane,
ja wolę działać tu i teraz, coś robić. Jestem człowiekiem czynu.
– Jako człowiek czynu, czego byś oczekiwał od
włodarzy? Żeby ten czyn umożliwiali?
– Wydaje mi się, że brakuje dialogu. Ale takiego
prawdziwego, nie takiego, że siadamy pod krawatami i każdy mówi swoje, a potem nic z tego
nie wynika, tylko żeby to przybrało formę jakiejś
stałej strategii miasta, podzielonej na różny kaliber wydarzeń. Wiadomo, że urzędy mają swoją
zdolność przetwarzania wydarzeń i projektów,
Wywiady
być może z tego wynika chęć dawania większych
pieniędzy na kilka projektów, bardziej zachowawczych, co do których nikt nie będzie miał wątpliwości, że to jest kultura. Może trzeba zobaczyć,
jaka jest prawdziwa nowa energia w tym mieście,
otworzyć się na wydarzenia w nowej formule.
Można by spróbować razem popracować nad
mentalnością ludzi, żeby nie bali się wyjść i zrobić
czegoś w swoim mieście.
Rozmawiały: Anna Ciarkowska
i Marta Madejska
Paweł Olszewski – przedsiębiorca, gitarzysta
i kompozytor. Urodzony w Łodzi w 1975 r., absolwent Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego. Współzałożyciel i dyrektor ds. technologii
łódzkiej spółki informatycznej AMG.net. Student
Jazzschule Berlin. Fundator i prezes zarządu Fundacji Brandsa w Łodzi, zajmującej się wspieraniem
rozwoju kultury i pomocą społeczną. Współtwórca
łódzkich projektów „Jazztime” i Bajkonur. Poświęca
się obecnie projektom muzycznym oraz działalności fundacji.
143 RAPORT
RAPORT
Wydawca:
Łódzki Dom Kultury
ul. Traugutta 18
90-113 Łódź
Redakcja: Bogdan Sobieszek
Skład: Paulina Narolewska-Taborowska
Projekt okładki: Ortografika

Podobne dokumenty