Frassatianum, Kwiecień 2009, nr 1(27) Rok XII

Komentarze

Transkrypt

Frassatianum, Kwiecień 2009, nr 1(27) Rok XII
Frassatianum
Gazeta parafii bł. Piotra Jerzego Frassatiego w Lublinie – LSM – kwiecień 2009 1(27) Rok XII
„Alleluja, Chrystus żyje, zmartwychwstał, alleluja!”
Słowa paschalnej radości, której źródłem jest ZMARTWYCHWSTAŁY, winny przypominać nam potrzebę uwielbienia Boga i wyrażenia Mu wdzięczności za dar naszego odkupienia. To Zmartwychwstały Chrystus pozwala nam ową radość i zarazem wielkość
swej Paschy, przeżywać po raz kolejny i celebrować ją w Liturgii, we wspólnocie parafii,
a także w naszych rodzinach. Niech zatem ta radość, że On żyje, że „miłość mocniejsza
jest od śmierci”, gdyż zwyciężyła i zatriumfowała swoim pełnym blaskiem nad wszelkimi
przejawami śmierci, nad szatanem i sprawami jego, będzie również dla każdego z nas
źródłem wewnętrznej radości. Niech łaska Jego pokoju zagości w naszych sercach, byśmy
i my jego mocą, stali się siewcami Bożego pokoju. Życzymy tego Wszystkim naszym Parafianom, a także wiernym Czytelnikom i Przyjaciołom.
Dobrych i błogosławionych owoców świąt Zmartwychwstania Pańskiego! Chrystus zmartwychwstał, prawdziwie zmartwychwstał! Radujmy się w Panu, alleluja!
Redakcja Frassatianum
Ks. Jerzy Misiurek
PRZEZ KRZYŻ DO CHWAŁY
ZMARTWYCHWSTANIA
też zdolni do odkrywania również w naszych
małych i codziennych
sprawach
bogatego
i pełnego sensu sprawiającego przynoszenie owoców na życie
wieczne. Z Chrystusowego krzyża płyną
wciąż nowe siły, widoczne w pełnym blasku w czynach świętych, którzy ubogacili
dzieje Kościoła.
E
wangeliczny opis męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa angażuje nasze serca i naszą
wiarę. Przede wszystkim jednak z Chrystusowego
krzyża promieniują na całe ludzkie cierpienie moc
i nadzieja odkupienia: dramat i tajemnica cierpienia, będące w rzeczy samej dramatem i tajemnicą
naszego życia, nie zostają tym samym wyeliminowane, ale nie jawią się nam już jako coś mrocznego
i bezsensownego. Wobec ukrzyżowanego Jezusa
traci rację bytu wszelkie nasze wyobrażenie o niewinności, wszelka myśl o tym, że możemy własnymi siłami zbudować sprawiedliwy i doskonały
świat; nie znaczy to wcale, że powinniśmy ulegać
przesadnemu pesymizmowi albo też tracić ufność
w możliwości naturalne człowieka. Kiedy jednak
uznajemy, że jesteśmy słabi i grzeszni, wówczas odczuwamy ogarniającą nas i podtrzymującą miłość
Bożą silniejszą od grzechu i śmierci; stajemy się
2
Frassatianum
W życiu bł. Piotra Jerzego Frassatiego, patrona
naszej wspólnoty parafialnej, podziwiamy jego postawę nacechowaną zwyczajnością i bezpretensjonalnością, nawet w obliczu krzyża, a więc cierpienia i śmierci. Ten młody człowiek ukazał światu, że
można być świętym podziwiając piękno gór, służąc
z radością innym, przeżywając wielkie i małe sprawy, nieznośne cierpienie, jakie go dotknęło, także
cierpienie moralne; wzrastał on przecież w napiętej
sytuacji rodzinnej, choć usiłował ratować rodzinę
za cenę własnego szczęścia. Po śmierci jednego ze
swych kolegów w 1923 r. Piotr
Jerzy napisał do Antonia Villaniego: „Człowiek nie wie, kiedy
śmierć po niego przyjdzie, toteż
bardzo roztropnie będzie przygotowywać się do niej codziennie. A zatem od tej chwili będę
się starał każdego dnia czynić
małe przygotowanie do śmierci,
żeby nie zastała mnie nieprzygotowanego, żebym nie musiał
żałować pięknych lat młodości
– zmarnowanych duchowo”.
Cierpienie i śmierć bł. Piotra Jerzego mieściły w sobie jakąś dziwną tajemnicę. Przede
wszystkim bardzo trudno było
uwierzyć w to, że w tak młodym
wieku, stosunkowo silny i wysportowany człowiek, w ciągu zaledwie kilku dni, od 29 czerwca do 4 lipca
1925 r., znajdzie się w zupełnie innej niż nasza
Rzeczywistości. Na różne dolegliwości i cierpienia,
które w szybkim tempie go opanowywały, rodzina
– zajęta chorobą i śmiercią jego babci Lindy Ametis – nie zwracała uwagi. Z kolei dla Piotra Jerzego, który w ostatnich miesiącach swego życia wiele
mówił o śmierci, zwłaszcza przed kolejną wyprawą
w góry, była ona normalnym zjawiskiem, do przeżycia którego należy być jednak dobrze przygotowanym. W każdym bądź razie patrzył on na śmierć
nie tylko jako na najważniejszy akt, bo zamknięcie
jednego etapu życia oraz zadośćuczynienie za swoje i cudze grzechy, ale również jako na akt nadziei,
że przyjdzie nowe i bogatsze życie. W tym świetle
śmierć przestaje być dramatycznym i bezsensownym końcem.
Pierwsze niepokojące objawy choroby, słabość,
której dotąd nie doświadczał, spostrzegł Piotr Jerzy w dniu swoich imienin, 29 czerwca. Przed najbliższymi starał się ukryć fakt, że dzieje się z nim
kwiecień 2009
coś niepokojącego, swoje jednak myśli niemal instynktownie kierował ku Bogu. Tego dnia odwiedził on swą kuzynkę, zakonnicę Sylwię Torcello,
a po Mszy świętej w kościele Zwiastowania, był
w szpitalu u chorego kapłana, któremu zwierzał
się ze swoich planów związanych ze studiami i górskimi wyprawami; wzmagające się cierpienie, spowodowało wtedy wcześniejszy od zamierzonego
powrót do domu od zaprzyjaźnionej rodziny Luottów. Następny dzień przyniósł dalsze nasilenie
się objawów choroby, zwłaszcza szybkie zmęczenie
i wyczerpanie organizmu, był
jedynie na Mszy świętej. Rodzina prawie nie zareagowała
na silny ból głowy i wysoką gorączkę; nie rozpoznano jeszcze
atakującej go choroby Heinego-Medina, na którą mógł zarazić się od jednego ze swych
podopiecznych. Tego rodzaju
krzyż będzie towarzyszył Piotrowi Jerzemu do końca jego
ziemskiej wędrówki. Pomimo
ciężaru tego krzyża, gdy nawet
organizm odmawiał przyjmowania pokarmów, czytał on
fragmenty pism wielkiej mistyczki włoskiej św. Katarzyny
ze Sieny. Cierpienia, a zwłaszcza paraliż sprawiły, że nie
mógł znaleźć dla siebie wygodnej pozycji; całymi godzinami rozważał on w ciszy i skupieniu tajemnice różańcowe, powierzając
Bogu przez wstawiennictwo Maryi, swoje życie.
Łączył on zapewne swój krzyż z cierpieniami Jezusa Chrystusa, Jego męką i osamotnieniem. Kiedy
paraliż obejmował całe ciało, wezwano kapłana,
który udzielił Piotrowi Jerzemu sakramentów świętych na drogę do wieczności. Przygotowywał się on
nieustanną modlitwą, także podczas bezsennych
nocy do najważniejszego spotkania ze zwycięskim,
zmartwychwstałym Jezusem. Nic dziwnego, że wezwany kapłan wypowiedział przy jego łożu słowa:
„Twoja dusza Piotrze Jerzy jest piękna. Chrystus
wybrał cię spośród tysięcy i wzywa już do siebie”.
Piotr Jerzy Frassati zdał pomyślnie ostatni egzamin w dniu 4 lipca 1925 r. w Turynie. Jego siostra
Luciana napisała potem: „Od momentu, w którym
brat mój wśród grzmotu wstrząsającego niebem
spoczął w piaszczystej ziemi cmentarza w Pollone,
przestał należeć do nas, do Frassatich, i stał się jedną z wybranych dusz, należących do całego świata”.
3
Zbigniew Strzałkowski
Czekan Pier Giorgia Frassatiego
jak wysoko trzeba wbić czekan
by móc wydźwignąć się ponad codzienność
spojrzeć odważnie w perspektywę nowej teologii
znanej tylko szaleńcom bożej naiwności
oto otwarta przestrzeń wolności
łagodna pora ciszy i piękna
codziennie powtarza się przeistoczenie siklawic
zmartwychwstanie stalagmitów w ikonne barwy
zasłuchujesz się w pogłos gór bielą zmrożonych
wokół nas ciężkie odrzwia przemocy
i krzyczącego okrucieństwa
śmiertelna chwila jest stale w nas
najłatwiej jest uciec sprytnie
w etos nieliczenia się z życiem
oszukać śmierć nadziei wieczności
jak przenieść odpowiedzialność za prawdę
do wnętrza człowieka
chaosem splątanego w nieznaną przestrzeń
pozbawionego potrzeby modlitwy
chytrze skrytego za podwójną moralnością
wiesz że trzeba gwałtownie unieść się wzwyż
pokonać wszystkie lęki i kanony nieoznaczoności
by porażony stałym bólem niepewności
wbić czekan w ostatnią krawędź ufności
wokół ciebie łagodny uśmiech mroźnych szczytów gór
przed którymi klęczysz mistycznej kontemplacji
przeżywając stale imię miłości – imię kosodrzewiny nocą
najwyższy wymiar sakralności
dotknąć prezbiterium skał – dotknąć dłoni Boga
nadzieja powszechnego zbawienia
ukryta została w spojrzeniu skał
obsypanych deszczem światła wolności
4
Słowa te mają niewątpliwie swą głęboką
wymowę, bowiem święci są własnością
całego Kościoła.
Kiedy w związku z procesem beatyfikacyjnym otwierano w dniu 31 maja
1981 r. trumnę ze szczątkami Piotra
Jerzego na cmentarzu w Pollone, dało
się zauważyć, że jego ciało nie uległo
rozkładowi, a na twarzy widoczny był
uśmiech. Piotr Jerzy Frassati spotkał
się ze zmartwychwstałym Panem życia
i śmierci. Potwierdził to przekonanie
Sługa Boży Jan Paweł II, który w dniu 20
maja 1990 r. wyniósł Piotra Jerzego do
chwały błogosławionych. Wspominając jego młode życie i odejście do domu
Ojca w niebie, powinniśmy za jego
przykładem, całkowicie i bezgranicznie
zawierzyć się ukrzyżowanemu i zmartwychwstałemu Panu, składając w Jego
ręce nasze krzyże i nas samych. Bo do
chwały zmartwychwstania dochodzi
się przez dobrowolne podjęcie krzyża,
miłość zaś jest tą siłą, która sprawia, że
każdy krzyż jest łatwy i lekki: „W krzyżu
cierpienie, w krzyżu zbawienie, w krzyżu miłości nauka”.
Cierpienie ludzkie osiągnęło swój
zenit w Jezusie Chrystusie. On to przezwyciężył śmierć swoim zmartwychwstaniem. Dobrze to wyrażają słowa
wielkanocnego hymnu z Liturgii Godzin:
„Śmierć poniesiona na krzyżu
Zgładziła grzechy ludzkości;
Bóg swą potęgę ukazał,
Gdyż Pokonany zwyciężył”.
Dla tych zaś, którzy wznieśli się na
wyżyny miłości doskonałej, cierpienie
i śmierć są drogą prowadzącą do chwały zmartwychwstania. Tak więc z faktu
Chrystusowego zmartwychwstania płynie i dla nas nadzieja przezwyciężenia
cierpień i śmierci, nadzieja życia wiekuistego. Wyraża to dobrze wielkanocna
pieśń śpiewana od wieków w naszych
kościołach:
„Chrystus zmartwychwstan jest,
Nam na przykład dan jest,
Iż mamy zmartwychpowstać,
Z Panem Bogiem królować. Alleluja!”
Frassatianum
„...Miłuj bliźniego swego...”
Dlaczego ja?
Jest twoim bratem
w Chrystusie...
miłować?
tak
„jak siebie samego”.
Gdzie szukać?
Odwróć głowę,
stoi obok ciebie,
siedzi za tobą,
jest wszędzie
w domu, na ulicy...
potrąca cię właśnie,
przekleństwem obdarza
(co się pan pcha!)
Ty... ręka sama reaguje...
...czasem opada...
Nie! Mnie nie wypada!
Tylko dlatego?
A miłość? (Nie litość!)
To
szmatławiec,
obdartus,
drań...
a ty?
Masz pieniądze,
szafę ubrań,
pełną lodówkę,
uznanie,
ale
zostawiłeś rodzinę,
dzieciom zabrałeś ojca,
żonie męża
w swojej osobie,
obniżasz zarobki
pracownikom...
Kim jesteś?
Lepszym,
godnym podziwu,
szacunku,
miłości
tej prawdziwej?
(namiastek ci nie brak)
Ucz się myśleć
(nie tak, jak myśli świat).
Nerwowy kierowca
wpada na ciebie,
kraksa,
rozbity samochód,
kwiecień 2009
szpital,
życie na włosku...
domagasz się
od lekarzy:
ratujcie życie,
służcie mi!
A tamten szmatławiec...
zapija się...,
w rowie
jest mróz, koniec...Nie!
Jest nadzieja!
Ratuje go „bliźni”,
wiezie do szpitala...
A Bóg Ojciec patrzy –
z troską i miłością:
to moje dzieci.
Pokazałem im
dobrą drogę,
idą swoimi,
najważniejsze przykazania –
tworzą własne,
na swój użytek...
I to wszystko?
Nie! Gdy rozum ludzki
zawodzi –
oczekują pomocy
od Stwórcy...
Kręte są drogi
u ludzi – bez wyjścia,
nie u Boga!
Posłał Jedynego Syna
Jezusa –
Światłość Świata!
Można iść za tym
Światłem
Wybieraj!
Nie ma przymusu!
Pomyśl!
Życie jest darem
kruchym, twoja „siła” zasługi –
bez znaczenia,
możesz odejść
ze świata
z pustymi rękami...
(no, może różaniec
ktoś ci włoży do ręki)
A tylu bliźnich
czeka
na twój uśmiech,
dar ręki,
okruszek radości,
łyżkę strawy
(nie z nadmiaru)
ale z tego
czego ci nie zbywa...
użycz odrobinę
serca,
dobroci,
miłości braterskiej...
Chrystus z Krzyża
okazał miłość
łotrowi,
który przejrzał,
zrozumiał,
ukorzył się.
Jezus czeka
na każdego z nas,
przyjdź z bliźnim –
zachęca
przez Ewangelię,
liturgię,
sakrament
pokuty i pojednania,
Eucharystię...
Nawróć się dziś!
Miłuj bliźniego swego
nie na pokaz,
dla chwały
(niech ludzie widzą),
ale w ukryciu...
Bóg widzi
i odda tobie
w stosownym czasie.
I pamiętaj: miłość bliźniego
nie jest z nas, ale z Boga –
„Będziesz miłował Pana, Boga
swego, całym swoim sercem, całą
swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą”
(Mk 12, 30)
Wielkopostne
zamyślenie Teresy
Marzec 2009
5
Ks. Leszek Szuba
Z NOTATNIKA
PROBOSZCZA...
Wkroczyliśmy w nowy rok 2009 wizytą duszpasterską w domach wiernych naszej parafii. Za
szczere przyjęcie i gościnność dla każdego kapłana
serdecznie Bóg zapłać. Wyrazy wdzięczności składam też na ręce duszpasterzy, bez których wizyta
ta nie mogłaby się odbyć: ks. Piotrowi Kawałko –
dyrektorowi wydawnictwa archidiecezji lubelskiej
„Gaudium” i ks. Grzegorzowi Bogucie za wspólne
kolędowanie; ks. dr Adamowi Rybickiemu, ks. prof.
Jarosławowi M. Popławskiemu i ks. prof. Marianowi Ruseckiemu za służbę kapłańską w kaplicy podczas całego okresu kolędy. Dziękuję także Wszystkim, którzy przyjęli Matkę Boską Częstochowską
w kopii cudownego obrazu, do swych serc i domów.
W wigilię 24.12.2008 r. zakończyła się bowiem peregrynacja naszej Matki w naszej parafii.
Okres Bożego Narodzenia to czas rodzinnego
przebywania ze sobą, wizyty duszpasterskiej i śpiewania kolęd. Można powiedzieć, że tym razem, tak
jak Chrystus w kolędzie „Jezus Malusieńki”: „w nóżki zimno, żłóbek twardy, stajenka się chyli”, doświadczaliśmy chłodu szopki w kaplicy, kiedy to w okresie
świąteczno-zimowym były problemy grzewcze.
11 stycznia br. nasz kościelny-senior Kazimierz
Sasak skończył 80 lat. Z tej okazji otrzymał od ks.
abpa Józefa Życińskiego – archidiecezjalny medal „Lumen mundi”. Uroczystości jego wręczenia
przewodniczył ks. dziekan Józef Dziduch. Laudację okolicznościową wygłosił natomiast ks. prof.
Jarosław M. Popławski. Ten medal jest wyrazem
wdzięczności za piękną i bezinteresowną pracę dla
parafii bł. Piotra Jerzego Frassatiego, która trwa już
9-ty rok. Mamy nadzieję, że szlachetność postawy
pana Kazimierza wskaże drogę dla jego naśladowców, aby mogli w przyszłości doczekać się takiego
pięknego podziękowania.
11 stycznia złożył śluby wieczyste w kościele
na Poczekajce, a 8 marca przyjął święcenia diako6
natu w kościele Matki Bożej Ostrobramskiej brat
Łukasz Szokaluk. Od chwili istnienia parafii to
pierwszy owoc naszej modlitwy o powołania kapłańskie i zakonne. Gratulujemy rodzicom brata
Łukasza wspaniałego syna i wychowania, które zostało uwieńczone zakonnym powołaniem. Zachęcam także do modlitwy w jego intencji na początku
jego drogi ku Bogu. Miło mi też poinformować, że
z naszej parafii mamy też dwóch innych kleryków:
w zakonie Ojców Kapucynów – brat Borys, oraz
w Wyższym Seminarium Duchownym w Lublinie
– kleryk Piotr. Jest to owoc pierwszo-czwartkowych czuwań przed Najświętszym Sakramentem,
kiedy to modliliśmy się i wciąż modlimy o powołania kapłańskie w naszej wspólnocie.
I tak od radości Betlejemskiej Nocy, poprzez
Ogrójec i Krzyż przechodzimy do radości paschalnej. Do radości bożonarodzeniowych zaliczyć możemy wcześniej wyliczone uroczystości. Mianem
„Ogrójca” natomiast możemy nazwać śmierć ks.
kan. Jerzego Mariana Ochalskiego (lat 91), który był
związany z naszą wspólnotą poprzez siostrę, która jest naszą parafianką. Niemalże do końca o nas
pamiętał, poświęcając swoje cierpienie w intencji
naszej parafii. Co miesiąc składał również dar serca na konto budowy naszej świątyni. Odwiedziłem
go 10 grudnia 2008 w dzień urodzin. Choć ledwie
mnie poznał, był zainteresowany budową kościoła
i z radością słuchał sprawozdania z prowadzonych
prac. Niech spoczywa w pokoju wiecznym, będziemy pamiętać o nim w modlitwie.
Od smutków przeżywania wydarzeń naznaczonych krzyżem przejdźmy jednak do radości Zmartwychwstania Pańskiego. Mamy powody do zadowolenia, ponieważ w ostatnim czasie zakończono
prace przy układaniu posadzki w kościele i na prezbiterium, zamontowano drzwi główne i pozostałe
drzwi w budynku kościoła. Wkrótce zostanie dostarFrassatianum
czona zamówiona ambonka i ołtarz. Projektowane
są również kolejne elementy wystroju kościoła.
40 dni Wielkiego Postu przygotowało nas wszystkich do przywitania w naszych sercach Chrystusa,
który pokonał śmierć. Dni te są symbolem przebywania i postu Jezusa na pustyni oraz czasem
naszego przygotowania, a wręcz uporządkowania
naszego wnętrza z balastu grzechu. Robiąc wiosenno-świąteczne porządki: myjemy okna, trzepiemy dywany, odświeżamy zakurzone kąty naszych
mieszkań. Uczestniczymy także w wielkopostnych
nabożeństwach: Drodze Krzyżowej, Gorzkich Żalach oraz środowych i piątkowych adoracjach Najświętszego Sakramentu, rekolekcjach parafialnych,
korzystamy z sakramentu pokuty i pojednania z Bogiem, aby oczyścić nasze dusze do powitania Chrystusa, który przez mękę i ukrzyżowanie odkupił
grzechy ludzkości. Za przygotowanie duchowe naszej wspólnoty w czasie rekolekcji wielkopostnych
dziękuję serdecznie ks. Piotrowi Patykowi z parafii
Św. Rodziny w Lublinie, który pomógł nam zrobić
porządki duchowe, abyśmy mogli godnie przeżyć
Święta Wielkanocne.
„Bóg zapłać” także za przeprowadzenie zbiórki
wielkopostnej na budowę naszej świątyni. Każdemu ofiarodawcy dziękuję gorąco, bo wiem jak każdy, nawet najmniejszy dar jest ważny. Mam nadzie-
kwiecień 2009
ję, że zauważyliście kochani, że podobnych zbiórek
jest coraz mniej w innych parafiach. Z tego powodu
ciężar kosztów budowy spoczywa coraz bardziej na
nas samych. Dlatego musimy się bardziej mobilizować i aktywizować w poszukiwaniu darczyńców
i przyjaciół, którzy chcieliby przekazać swoje fundusze na nasz wspólny cel. W tak złożonej sytuacji
szczególnie dziękuję p. Wandzie Gawrońskiej, która w imieniu rodziny bł. Piotra Jerzego Frassatiego
przekazała ofiarę na budowę kościoła. Naszą motywację powinna podbudowywać myśl, że rok 2009
jest tym, który wprowadzi nas do nowej świątyni.
Im więcej wysiłku na krańcu drogi, tym większa
satysfakcja z osiągnięcia celu. Trzeba tylko dołożyć
starań, aby to oczekiwane zwieńczenie naszej pracy
mogło stać się naprawdę realne.
Na najbliższy czas, który niesie z sobą radość ze
Zmartwychwstania Pańskiego życzę wszystkim, aby
przesłanie tego doniosłego religijnie wydarzenia,
było zwiastunem obfitości Bożego dobra w naszych
sercach i domach. Niech ten pokój płynący ze źródła
Tajemnicy Odkupienia przenika naszą codzienność
i motywuje do ciągłego pokonywania siebie.
Z Bożym Błogosławieństwem
Wasz proboszcz
Ks. Leszek Szuba
7
PODZIĘKOWANIA...
W imieniu własnym i całej wspólnoty parafialnej bł. Piotra Jerzego Frassatiego
składam serdeczne podziękowania czcigodnym księżom proboszczom następujących
parafii za możliwość przeprowadzenia zbiórek na budowę naszej świątyni:
18 stycznia 2009 – Ks. Prałat Eugeniusz
22 marca 2009 – Ks. Proboszcz Paweł
Kościółko – parafia MB Częstochowskiej w Kazi- Słonopas – parafia Opatrzności Bożej w Bondyrzu
mierzówce (Ks. Prob. Leszek Szuba)
(Diecezja Zamojsko-Lubaczowska)
(Ks. Prob. Leszek Szuba)
1 lutego 2009 – Ks. Kan. Dr Eugeniusz
Szymański – parafia Miłosierdzia Bożego w Lubli29 marzec – 1 kwiecień 2009 – Ks. Proboszcz
nie przy ul. Nałkowskich 80b
Krzysztof Andrzej Szcześniak – Rekolekcje
(Ks. Paweł Gredka + wolontariusze)
Wielkopostne w parafii Św. Floriana i Św. Urszuli
w Wilkowie
8 lutego 2009 – Ks. Kan. Józef Gabriel
(Ks. Prob. Leszek Szuba)
Brzozowski – parafia Świętego Ducha w Poniatowej przy ul. Lubelskiej 5
(Ks. Prob. Leszek Szuba)
Szczególne podziękowanie kieruję pod
adresem naszych kapłanów, którzy
22 lutego 2009 – Ks. Kan. Waldemar Antoni
w ostatnim czasie niestrudzenie
Żyszkiewicz – parafia Świętego Józefa w Puławach
pełniąc posługę kapłańską pracowali
przy ul. Włostowickiej 61
nad duchowym i materialnym obliczem
(Ks. Prob. Leszek Szuba)
naszej parafii
26–28 lutego 2009 – Ks. Rektor Kan. Józef
Sarzyński – Rekolekcje Wielkopostne dla Zakonu
Rycerzy Kolumba i Bractwa Miłosierdzia Bożego
Św. Brata Alberta – Kościół Rektoralny Św. Jozafata w Lublinie przy ul. Zielonej 3
(Ks. Dr Adam Rybicki)
1 marca 2009 – Ks. Rektor Kan. Dr Cezary
Eugeniusz Kostro – Kościół Rektoralny Wszystkich Świętych w Lublinie przy ul. Lipowej 16
(Ks. Paweł Gredka)
13–15 marca 2009 – Ks. Proboszcz Vicedziekan Antoni Gębala – Rekolekcje Wielkopostne
w parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Tereszpolu (Diecezja Zamojsko-Lubaczowska)
(Ks. Prob. Leszek Szuba)
8
Ks. Prof. Jerzy Misiurek
Ks. Prof. Jarosław M. Popławski
Ks. Prof. Marian Rusecki
Ks. Dr Adam Rybicki
Ks. Dr Marek Grygiel TChr.
Ks. Dyr. Piotr Kawałko
Ks. Grzegorz Boguta
Ks. Radosław Gabrysz
Ks. Paweł Gredka
Ks. Marcin Sieńkowski
Dobry Bóg niech wszystkich naszych darczyńców, wolontariuszy, a także naszych kapłanów obdarza swoim szczodrym błogosławieństwem.
Wdzięczny i pamiętający w modlitwie
Proboszcz Parafii
Bł. Piotra Jerzego Frassatiego
Ks. Leszek Szuba
Frassatianum
Ks. Marian Rusecki
W obliczu ikony
Częstochowa jest dla katolików duchową stolicą
Polski. Przez wieki naród nasz pielgrzymował na
Jasną Górę do naszej Królowej i do naszej Matki. Zanosił przed Jej oblicze swoje troski, niepokoje, obawy, zagrożenia, niepewności losu i bytu
narodowego. Zanosił błagalne wołania o wolność
w czasach zniewolenia, cnoty obywatelskie, zdrowie, nawrócenie i powstanie upadłych, nadzieję
dla wątpiących. Ileż łez wylano przed wizerunkiem
Czarnej Madonny, która była świadkiem niewzruszonej wiary, niezłomnej nadziei.
Ile razy nasz naród wyruszał do Przenajświętszej
Panienki z wołaniem wdzięczności, podziękowaniem za wysłuchane modły, łaski, jakich za Jej pośrednictwem doświadczaliśmy. Ona została nam
dana jako cudowna pomoc i obrona i nigdy nie zawiedliśmy się.
W roku milenijnym z woli episkopatu Polski pod
przewodem Stefana Kard. Wyszyńskiego, Prymasa
Polski, Jej cudowny Wizerunek zaczął odwiedzać
nasze diecezje, by być jeszcze bliżej z nami, polskimi rodzinami. I choć polska Ikona została „aresztowana” przez peerelowskie służby bezpieczeństwa,
to same ramy obrazu Matki Bożej Częstochowskiej
– jako pewien symbol tej rzeczywistości wraz ze
świecą obrazującą Jej Syna, odwieczną światłość,
odwiedzały różne tereny Polski. Peregrynacji naszej narodowej Ikony było już kilka.
Mały socjologiczny obraz
parafii Piotra Jerzego
Frassatiego
Nasza parafia nie jest duża. Na jej terenie znajduje się około 2 tysięcy mieszkań. Trudno jest
dokładnie wskazać, ile osób naszego osiedla jest
wierzących (potrzebne byłyby dokładne badania
przeprowadzone pod tym kątem). Dane, jakie tu
podam, nie obejmują w pełni tego zagadnienia, ale
jakąś wymowę mają. Duszpasterze z wizytą pakwiecień 2009
sterską odwiedzają około 1400 mieszkań (w wielu
mieszkaniach w tym czasie nie ma nikogo – praca, wyjazdy, pustostany). Ofiary na budowę naszej
świątyni dość regularnie składa około 800 rodzin.
Przeciętnie niedzielne Msze św. frekwentuje około
1200 osób (niektóre osoby uczęszczają do innych
kościołów, jakaś część wyjeżdża na niedziele do
swoich rodzin, chorzy, małe dzieci). Socjologowie
zaliczają naszą parafię do starzejących się (brzydkie to określenie!). W ciągu ostatnich 10 lat zmarło
ponad 500 osób, a narodziło się około 300 dzieci.
Następuje pokoleniowa wymiana. Na miejsce stałych „słowacczyków” przybywają inne, często młode małżeństwa i rodziny. To drugie zjawisko cieszy,
ale niepokojący nieco jest fakt, że bardzo wolno, jeśli w ogóle – jak dotąd – integrują się one i identyfikują z parafią; być może jest to proces długotrwały.
Na przestrzeni wspomnianych 10 lat – jak relacjonuje ks. kan. Leszek Szuba liczba rodzin związanych z parafią zmniejszyła się o około 200. Jest to
liczba duża, niepokojąca.
W zaciszu domowego kąta
Między innymi dla ożywienia życia religijnego
i duchowego mieszkańców naszego osiedla odbyła
się peregrynacja obrazu Ikony Matki Bożej Częstochowskiej w naszej parafii.
Rozpoczęła się ona we wrześniu 2006 roku
i trwała ponad 2 lata do Wigilii Bożego Narodzenia
2008. Maryja w tej Ikonie odwiedziła ponad 800
mieszkań, tylu ich właścicieli zaprosiło ją (bez zaproszenia nie odwiedza nikogo).
Większość mieszkańców jej nie zaprosiło. Część
z nich pewnie należy do niewierzących, część zapewne nie miało czasu, część może nie wiedziała
jak i o czym z Nią rozmawiać. Ale zostawmy ten
problem im samym, także do przemyślenia.
Ci, co Ją przyjęli, byli bardzo zadowoleni, jak się
o tym słyszało. Czuli się zaszczyceni, że mogli cieszyć się wizytą tak Dostojnego Gościa, tak jak św.
9
Elżbieta, gdy ją nawiedziła Maryja w Ain-Karin:
„A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi
do mnie?” (Łk 1, 43). Radość ta była tym większa,
gdy wkraczała w progi mieszkań ludzi samotnych,
chorych, zapomnianych przez środowisko. To wyróżnienie dla domu i jego mieszkańców, szczególne Boże błogosławieństwo.
Obok tego najważniejsze jest to, co działo się podczas tej wizyty, którą można nazwać naszym małym
zwiastowaniem, na wzór Jej Zwiastowania. Ona
zwiastuje nam to, co powiedziała w Kanie Galilejskiej:
„zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (por. J 2, 5),
a więc przyjmijcie Jego całą naukę i do niej się stosujcie. Posłuszeństwo Maryjnemu zaleceniu przyniosło
efekt. Efekt pełnienia woli Syna będzie zawsze zbawczo widoczny na każdym polu. Nasza odpowiedź na
zalecenie Matki winna być taka, jak Jej podczas zwiastowania: „niech mi się stanie według woli Twojej”.
Te ogólne ramy spotkania twarzą w Twarz z Ikoną Maryi zakładają też zupełnie osobisty dialog
każdego z nas z Nią, w jakiś duchowy sposób jest
Ona obecna w zaciszu naszego mieszkania.
Być z nią twarzą w Twarz, to wyjątkowa chwila
osobistego intymnego spotkania z Ikoną Matki Bożej. Mieliśmy możliwość powiedzenia Jej wszystkiego, co jest treścią naszej egzystencji; wylania
całej „swojej duszy”; trosk, niepokojów, rozterek
życiowych, pragnień, dążeń, marzeń, zwątpień, załamań, próśb o zdrowie, powodzenie w życiu dzieci
i rodziców, o nawrócenie może najbliższych, także
sąsiadów, wyzwolenie z nałogów, porzucenie zgubnych dróg życiowych, o miłość w rodzinie, wierność i zgodę sąsiedzką; były zapewne słowa dziękczynienia za otrzymane łaski, wysłuchanie naszych
próśb, które zanosiliśmy może przez długie lata, za
zdrowie, pojednanie w rodzinie, sukcesy dzieci czy
rodziców, przezwyciężenie kryzysów i zwątpienia,
za odzyskanie świadomości bycia dzieckiem Bożym, za nawrócenia, za ..., za ..., za.
Każda osoba, która przeżyła osobiste spotkanie
z Ikoną Matki Pana i naszej Matki ma tylko sobie
właściwe doświadczenia, których nie odda właściwie
żaden opis. Są one tak osobiste, intymne, wewnętrzne, że wręcz prawie niewyrażalne, także sumaryczne ich uogólnienia nie są w stanie oddać ich głębi,
indywidualności, a nawet społecznego wymiaru.
alne doświadczenia każdej osoby, która miała odwagę stanąć twarzą w Twarz z Ikoną. Doświadczane
dobra duchowe w spotkaniu z Nią to jest już owoc
wspaniały. Może się on wyraża w nawróceniu, porzuceniu grzesznych upodobań, zwalczaniu wad,
pojednaniu z Bogiem i bliźnimi, poprawie życia,
uwrażliwieniu na braki i potrzeby bliźnich (samotnych, chorych, zaniedbanych społecznie) i przychodzenia im z pomocą, modlitwie za nich i wszystkich
innych (u Boga nie ma nic niemożliwego). Gdyby na
tym tylko poprzestać to trzeba stwierdzić, że pokłosie wizyty Ikony jest bardzo duże.
Ponadto, co trzeba z naciskiem podkreślić, parafianie aktywnie włączają się w akcje pomocowe:
charytatywne, misyjne, socjalne, losowe, wolnościowe itp. Świadczy to o ich otwartości na problemy społeczne, a nie tylko czysto kościelne.
Tomasz à Kempis pisał kiedyś, że jeśli przezwyciężasz skutecznie swoją wadę (wady), to zyskuje na tym świat, bo staje się „uboższy” o twoją
wadę (wady), tym samym zmniejszasz realność zła
w świecie. To stwierdzenie wyraźnie potwierdza
powyższe sądy, że autentyczni chrześcijanie naszej
parafii, między innymi pod wpływem wizytującej
nas Ikony, pomniejszają zło wśród nas dziejące się.
Od strony pozytywnej trzeba podkreślić, że pomnażają dobro (dobra) wśród nas.
Twierdzenie to nie jest bezpodstawne, gdyż według nawet zasad filozoficznych (metafizycznych)
i psychologicznych dobro jest rozlewne. Znaczy
to, że rzeczywistego dobra nie da się ograniczyć do
siebie samego, ono musi emanować i oddziaływać
na innych.
Mamy nadzieję, że dobra uzyskane przez 800
rodzin mających zaszczyt gościć Ikonę, będą emanować na innych w kierunku nie tylko przezwyciężania zła w naszym otoczeniu, ale krzewienia autentycznych wartości, które wnosi chrześcijaństwo
w czasach współczesnych, które w obecnym życiu
społeczno-politycznym nie mają żadnej sensownej
alternatywy, i mieć nie mogą!
Mając na uwadze fakt, jak trudne jest poprawienie własnego życia (eliminowania wad i wypracowywania odpowiednich dobrych sprawności
religijno-moralnych) niekoniecznie trzeba oczekiwać natychmiastowych owoców owej wizyty Ikony (choć i takie bywają), ale trzeba ich oczekiwać
w dalszej perspektywie. Tak jak każde autentyczne spotkanie międzyosobowe nie pozostaje bez
reperkusji między partnerami tego spotkania, tak
Tego nikt nie jest w stanie precyzyjnie określić. jest i z moim osobistym spotkaniem z Ikoną Matki
Składają się bowiem na nie owe osobiste indywidu- Bożej w naszej parafii.
Jakie pokłosie?
10
Frassatianum
Matka Boża nawiedza
ks. prof. Mariana Ruseckiego
Słowa na zakończenie peregrynacji w kopii cudownego
obrazu Matki Bożej Częstochowskiej
Błogosławiony czas peregrynacji dobiegł końca
Matki Bożej Częstochowskiej – kopii w cudownym obrazie
Czas pożegnania zrodził atmosferę gorąca
Nasycając wnętrza serc miłością wzniosłych wydarzeń
Zanurzone w głębi naszych serc odczucia doznane
Potęgują wiarę, miłość i uwielbienie Boga w nas
Każde słowo modlitw przez księży wypowiadane
Wrosły swą światłością w nasze serca jak w ziemię głaz
Zasiane ziarna słów nasączone wiarą, miłością i nadzieją
To plon modlitw rodzących moc doskonałości
W wierze jak w promieniach słońca pochmurne dni jaśnieją
Wiara to fundament, drogi naszego istnienia, jest ziarnem miłości
Matko Jasnogórska. Twoje przenajświętsze nawiedzenie
Naszych mieszkań to utkany z modlitw błogosławiony czas
Na zawsze pozostaniesz w naszych sercach w hołdzie uwielbienia
Peregrynacja jest odnową myśli. To żar co rozpala miłość w nas
Krystyna Barańska-Żylińska
kwiecień 2009
11
Matka Boża wraca do Kaplicy
Przekazywanie Betlejemskiego Światła Pokoju
12
Frassatianum
ks. Radosław Gabrysz
Pamiętaj,
człowiecze!
Z prochu powstałeś…
Tylko guziki nieugięte
przetrwały śmierć świadkowie zbrodni
z głębin wychodzą na powierzchnię
jedyny pomnik na ich grobie
są aby świadczyć Bóg policzy
i ulituje się nad nimi
lecz jak zmartwychstać mają ciałem
kiedy są lepką cząstką ziemi
W powyższym fragmencie wiersza Zbigniewa Herberta zatytułowanego „Guziki”
pojawia się pytanie o zmartwychwstanie, stawiane w perspektywie zbrodni katyńskiej. Jak
to bowiem możliwe by doczesne resztki miały kiedyś zmartwychwstać? Te i tym podobne pytania są często generowane przez ludzi,
którzy (po ludzku) pragną pojąć. Tymczasem
w chrześcijaństwie istnieje kilka paradoksów,
które stanowiąc dla człowieka nieprzekraczalną trudność, mówią za to coś o Bogu
i jego przymiotach.
Mimo rozwoju techniki i nauki, człowiek
wciąż może mało. Można za to
ulec wrażeniu, że cokolwiek po
ludzku nie da się rozwiązać –
tego nie da się rozwiązać wcale.
Gdyby wszystko można było rozwiązać po ludzku – to kim w takiej perspektywie byłby Bóg?
kwiecień 2009
Zdaniem niektórych, istnieją w Kościele pewne sformułowania, które tzw. współczesnego człowieka mogą
porazić albo i zrazić. Kiedy w Środę Popielcową słyszymy zdanie: „Pamiętaj człowiecze, żeś z prochu powstał i w proch się obrócisz”, mogą się w nas obudzić
dramatyczne pytania. Kim tak naprawdę jestem? Czy
tylko prochem bez znaczenia? I zasmucamy się na rozpoczęcie Wielkiego Postu… A może człowiek potrzebuje trochę smutku, przynajmniej raz na jakiś czas? Może
okazyjny smutek czyni człowieka lepszym? A może te
słowa – obecne przy posypaniu głów w Popielec – naruszają godność człowieka?
Jeżeli będziemy odmierzali fakt ludzki na podobieństwo Protagorasa, tzn. że „człowiek jest miarą wszechrzeczy” – to wówczas stajemy się oprawcami znanymi
z Pasji Wielkiego Piątku. Wtedy nie potrzebujemy już
Boga, ale w Jego miejsce wprowadzamy Człowieka. Taki
Człowiek obraża się, kiedy słyszy, że jest prochem. Taki
Człowiek nie szuka nawrócenia, bo musiałby zwrócić Bogu tron i znów Boga uczynić kryterium – miarą
wszechrzeczy. Wygodniej samemu być sobie sterem, a może przy
okazji posterować innymi.
Czasem możemy spotkać ludzi,
którzy twierdzą, że religia chrześcijańska za wiele wymaga – czasem niemożliwego. Znam ludzi,
którzy sądzą, że religia zasmuca człowieka (por. „prochem jesteś…”), że go straszy, że człowieka
pomniejsza. Ciekawe, co ci ludzie
13
odpowiedzą, gdyby ich zapytać, kim tak naprawdę
jest człowiek? I czy na pewno zachowają optymizm
humanistów ateistycznych, gdy będą mówić o perspektywie życia – niech tam – nawet stu lat. Czy
z niezachwianym optymizmem opiszą śmierć?
Możemy przyjąć jednak zgoła inną postawę: nie
czynić siebie miarą wszechrzeczy, ale pokutować
zgodnie z duchem Wielkiego Postu. Wówczas Bóg
jest dla nas kryterium. Wówczas mamy cel pokuty.
Mamy nadzieję! I nie zamykamy się w smutnych
spekulacjach. Jakkolwiek popiół symbolizuje nasze
przemijanie, to równocześnie wskazuje na kierunek tego przemijania, który nie jest pesymistyczny.
…lecz Pan cię wskrzesi
Bóg pragnie wybielić nasze szaty, ale tak, jak
żaden człowiek uczynić nie potrafi. Bóg daje nam
miłosierdzie – chce nam przebaczyć. Paradoks
czerwieni, która nad śnieg wybieleje, staje się zrozumiały tylko w horyzoncie miłosierdzia Bożego.
Nawet najlepsze porady, występ w telewizyjnym talk-show
nie da nam rozgrzeszenia. Może
tylko
zwierzymy
się wobec przyjaciół, telewidzów…
A może raczej ulegniemy złudzeniu,
że to jest moment
prawdy. Tylko, że
Bóg wie „coś więcej”
o prawdzie – zna nas lepiej niż telewizyjny wykrywacz kłamstw.
Skoro Bóg pragnie nas wskrzesić, tak jak Swojego Syna, to warto pochylić głowę na posypanie
popiołem. To gest pokory. To symbol oczyszczenia, ale i niezawodnej nadziei. Już starożytni Grecy posiadali pewną intuicję o odrodzeniu z popiołów – m.in. w podaniu o ptaku Feniksie. Chrystus
jest pełnią tych intuicji.
Światło zmartwychwstania pragnie rozbłysnąć
wszędzie.
Natomiast
uświadomienie
sobie
kruchości ludzkiej kondycji, pomaga w otwarciu na rzeczywistość:
Pan cię wskrzesi w dniu
ostatecznym.
Pytanie Herberta jak
zmartwychstać
mają
ciałem, kiedy są lepką
cząstką ziemi? (pisownia oryginalna) wydaje
się zatem retoryczne.
Obrazuje nasz ludzki
paradoks, nasze niezrozumienie. Obrazuje
wszechmoc Boga, który
jest Panem życia.
14
Frassatianum
Józef Nowak
Palma w tradycji
ludowej Lubelszczyzny
Szósta niedziela wielkiego postu od XX wieku
nazywana jest Niedzielą Palmową (łac. dominica
palmarum). Najdawniejszą i przez wieki podstawową nazwą było wyrażenie Niedziela Kwietn(i)a.
Jeszcze inna nazwa – Niedziela Wierzbna – wywodzi się z obrzędu święcenia gałązek wierzbowych. U podstaw
święcenia palm i wykorzystywania ich w życiu leży biblijne zdanie: „Nazajutrz wielki
tłum, który przybył na
święto, usłyszawszy, że
Jezus przybywa do Jerozolimy, wziął gałązki palmowe i wybiegł
Mu naprzeciw” (J 12,
12–13).
Na Lubelszczyźnie
do tworzenia palm używano gałązek kwitnącej
wierzby (określa się je
„baziami” i „kotkami”),
gałązek leszczyny, trzciny wodnej, barwinka, jałowca, tui, bukszpanu, widłaka, łozy, oczeretu (Trzeszczany), porzeczek i wiśni. Do palmy wkładano też
suszone, świeże (np. przylaszczki) lub bibułkowe
kwiaty. Z gałązek tworzono kompozycję (około 60
cm wysokości) obwiązując je nitką, następnie obwijano (białą, różową, niebieską) wstążką lub/i bibułą. Starsze kobiety i dziewczęta z efektownie
wykonaną palmą udawały się w gronie rodziny do
kościoła na mszę świętą, zwaną sumą.
W naszym kraju wierzbę darzono szczególnym
uznaniem, uważano ją za „drzewo polskie”, tworzące polski krajobraz. Zwyczaj przystrajania gałęzi wierzbowych lub leszczynowych o rozwiniętych
pąkach, gałązkami cisu, jałowca, a także kolorowymi wstążkami odnosi się również do pradawkwiecień 2009
nego święta wiosny obchodzonego przez Słowian
koło równonocy wiosennej. Wierzbę stosowano
w medycynie ludowej i praktykach rolniczych.
Teologiczną interpretację wierzby podaje św. Hilary: „Drzewa wierzbowe mają taką właściwość, że
choćby były uschnięte,
po podlaniu ich wodą
odzyskują zieloność.
(…) Powstaje bowiem
z martwych każdy, kto
przedtem usechł przez
grzechy i odcięty od
korzenia poprzedniego życia, teraz odżywa dzięki życiodajnym
wodom słowa Bożego
i sakramentu chrztu”.
Legendy ludowe wyjaśniają też stosowanie
wierzby jako głównego
składnika palmy. Przekaz
średniowieczny
mówi, że gdy po śmierci Chrystusa cała natura pogrążona była w smutku, wierzba babilońska
po usłyszeniu tej strasznej wiadomości westchnęła:
„On umarł, teraz smutne moje gałęzie zwieszać się
będą zawsze ku wodom Eufratu i płakać łzami Jutrzenki”.
Pobłogosławione gałązki wierzby posiadają życiodajną moc. Przez poświęcenie ich w czasie uroczystości kościelnych, zostały niejako zabrane ze
sfery życia nieoswojonego, świeckiego i włączone
w sferę świętą, potężną, Bożą, stąd ich nadzwyczajne właściwości. Matki po powrocie z kościoła
„uderzały” dzieci palmą dla zdrowia. Wypowiadały
przy tym przysłowia, np. w Tomaszowskiem: „Palma bije, ja nie biję, za sześć noc wielka noc, za sześć
dzień wielki dzień”. Na wsi z uderzaniem palmą
łączono przekazywanie pozytywnych mocy spły15
wających na konkretną osobę czy
zwierzę, chroniących przed niebezpieczeństwem. Gospodarz, wypędzając wiosną po raz pierwszy bydło
na pastwisko, uderzał krowy palmą
i kropił wodą święconą.
Mieszkańcy wsi gałązkom wierzbowym z palm przypisywali własności lecznicze. Połykano „bazie”
z palmy, co miało zapewnić zdrowie
gardła i płuc oraz urodę. Zwyczaj
ten praktykowano powszechnie od
XIV do XIX wieku. W Bełżcu, przed
1939 rokiem, trzy święcone „kotki”
mieszano z paszą i dawano krowom,
aby zabezpieczyć je przed działaniem złych sił mogących odebrać im
mleko. Palmą, święconą wodą i solą
błogosławił gospodarz pomieszczenia domu i budynki gospodarcze. W Hrubieszowskiem mężczyzna wypędzając w Wielkanoc złe
duchy mówił: „Poświęconą palmą wyganiam was
czarty, żebyście nie mieli przystępu do tej chaty”.
Na wschodniej Lubelszczyźnie w Poniedziałek
Wielkanocny gospodarz wczesnym rankiem jechał
na koniu w pole. Święcił ruń zbożową korzystając z palmy i wody poświęconej w Wielką Sobotę.
Czynność ta, powtarzana we wszystkich krańcach
pola (Lubycza Królewska), miała na celu zapewnienie obfitych plonów i zabezpieczenie zboża przed
złą aurą (grad, burza), plagami szkodników i innymi niebezpieczeństwami. W XIX wieku w Krynicach palmę wykorzystywano przy pierwszych pracach na roli. Takie postępowanie rolnika wynikało
z pewności, że
poświęcona palma, przechowuje
i transmituje moc
Bożą przez błogosławieństwo,
jakie kapłan wypowiedział nad
nią w czasie liturgii Niedzieli
Palmowej. Zanim
gospodarz pokropił zboże, modlił
się, a swoje intencje przedstawiał
Bogu, ufając Jego
opatrzności.
Pobłogosławio16
nej palmie lud wiejski przypisuje sakralne znaczenie (ochrona przed złem, burzami i piorunami, chorobą), dlatego przechowywano ją w domu. Zwykle
umieszczano ją na ścianie, za świętym obrazem.
Pozostawienie jej w widocznym miejscu świadczy
o poszanowaniu, jakim cieszyła się palma wśród
mieszkańców domu. Równie znanym zwyczajem
jest przechowywanie jej we flakonie stojącym na
stole lub w ołtarzyku domowym. Palmy wkładano
też pod dach wierząc, że będą chronić zabudowania
przed piorunami. Wykorzystywano je jako kropidło, np. w czasie wizyty duszpasterskiej, błogosławieństwa narzeczonych przed ślubem. O estymie,
jaką darzono palmy, świadczy fakt, że po upływie
roku, gdy nadszedł czas wykonania nowej, starą
należało spalić. Popiół ze spalonych starych palm
wykorzystuje się też do posypywania głów wiernych podczas nabożeństw środy popielcowej.
Tradycja wykonywania palm zachowała swą
żywotność do dziś. W przedszkolach, szkołach
i ośrodkach życia kulturalnego organizuje się konkursy na najwspanialszą palmę. Ich piękne okazy
przechowywane są w muzeach regionalnych i diecezjalnych. Palmy są też elementem świątecznego
wystroju mieszkań, stołów wielkanocnych, a także
stoisk i witryn sklepowych. Palm nie przechowuje
się jednak w celach terapeutycznych czy magicznych. Poświęcone zielone gałązki zachowywane
są na świadectwo wiary w Chrystusa, Króla mesjańskiego i Jego paschalne zwycięstwo. Obecność
palmy przypomina członkom rodziny o działaniu
Boga, Jego stałej, troskliwej opiece w codziennej
ludzkiej rzeczywistości.
Frassatianum
„Odwagi, Ja Jestem,
nie bójcie się!”
(Mk 6,50b)
zmartwień
jeziora cierpienia
które wciąga...
Cierpisz –
łódź twego życia
tonie
rozpacz
pcha na głębię
ogarnia
czarnowidztwo
rodzina
moje dzieci
zginą
wszechogarniający lęk
tracisz pracę
nadzieję
marzenia o przyszłości...
wali się
konstrukcja budowli
którą tworzyłeś...
Tylko zły triumfuje
mam go
będzie bluźnił
jest mój
Wokół cisza –
zamknięci ludzie
wpatrzeni w ekran
telewizora
komputera
omamieni
blichtrem świata
pustką...
nie widzą
ciebie
twojej rodziny
Bo ty nie widzisz
Boga
rozpacz przesłania
obraz Jezusowego Krzyża
na Golgocie
Miłosierdzia
Miłości
a On – Jezus
patrzy
na twoje zmagania
bezsilność
Jest obok ciebie
kroczy po jeziorze –
może cię ominąć –
wyciągnij ręce
krzycz
wołaj
przebacz Boże
w Trójcy Jedyny –
przyjdź
bo tonę
Jezus usłyszy
wejdzie do łodzi
twojego życia
„uciszy wiatr”
rozpaczy
złości
niedowiarstwa
wzbudzi nadzieję
uleczy pokorą
I chociaż milczy
mówi
do twojej duszy
„nie zostawię was sierotami”
przychodzę
bo cię kocham...
zostawiłem kapłanów
przez ich posługę
i konsekrowane ręce
– zawsze czekam
na ciebie...
Paschalna Noc
przed nami –
przyjdzie Zmartwychwstały
Zwycięski –
pokonał śmierć
wyjdź Jezusowi na spotkanie
witaj jak Maria
„Rabbuni” – Nauczycielu...
… a sercem zobaczysz Miłość
zaprasza Teresa
Wielki Post 2009
WIELKANOC
Droga, wierzbą sadzona wśród zielonej łąki,
Na której pierwsze jaskry żółcieją i mlecze.
Pośród wierzb po kamieniach wąska struga ciecze,
A pod niebem wysoko śpiewają skowronki.
Naprzeciw idzie chłopka. Ma kosy złociste,
Łowicka jej spódniczka i piękna zapaska.
Poznała Zbawiciela z świętego obrazka,
Upadła na kolana i krzyknęła: „Chryste!”
Wśród tej łąki wilgotnej od porannej rosy,
Drogą, którą co święto szli ludzie ze śpiewką,
Idzie sobie Pan Jezus wpół nagi i bosy
Z wielkanocną w przebitej dłoni chorągiewką.
Bije głową o ziemię z serdeczną rozpaczą,
A Chrystus się pochylił nad klęczącym ciałem
I rzeknie: „Powiedz ludziom, niech więcej nie płaczą,
Dwa dni leżałem w grobie. I dziś zmartwychwstałem”.
Jan Lechoń
kwiecień 2009
17
Ks. Paweł Gredka
ŚWIĘTY
NA KRYZYS
Potrzebna recepta
W czasie egzaminu z ekonomii profesor zapytał
studenta – proszę powiedzieć, jaka jest recepta na
kryzys światowy? Student świadomy tego, że najgorsze co może zrobić, to powiedzieć, że nie wie,
odpowiedział pytającemu – zapomniałem. Profesor spoglądając na studenta powiedział – szkoda,
że pan zapomniał, bo byłby pan jedynym człowiekiem na świecie, który to wie.
Taki drogowskaz
Jak żyć w czasie kryzysu światowego? Jak zaradzić temu, co nas dotyka, czy tego chcemy czy nie?
Ale także jak pomóc tym, których skutki recesji
dotkną najbardziej? To co dzisiaj zostało nazwane
światowym kryzysem, zawsze w jakiś sposób dotykało poszczególne osoby, rodziny i narody i zawsze
w takich momentach pojawiały się osoby, które
stawały się odpowiedzią i znakiem, osoby pokazujące kierunek. Taką osobą dla naszego narodu był
w XIX wieku św. Brat Albert Chmielowski, człowiek o którym możemy powiedzieć – człowiek na
kryzys.
Św. Brat Albert Adam Chmielowski urodził się
w 1845 r. w Igołomi k. Krakowa. W 1853 r. zmarł
mu ojciec, a w czternastym roku życia osierociła
go matka. Jako osiemnastoletni student Szkoły Rolniczo-Leśnej w Puławach brał udział w powstaniu
styczniowym. W przegranej bitwie pod Mełchowem został ranny, w wyniku czego amputowano
mu nogę. Wydostawszy się z niewoli, uciekł do
Paryża. Po amnestii w 1865 r. przyjechał do Warszawy, gdzie rozpoczął studia malarskie, które
kontynuował w Monachium. Wróciwszy do kraju
w 1874 r. tworzył dzieła, w których coraz częściej
pojawiała się tematyka religijna. W latach 80-tych
18
Frassatianum
powstał jego słynny obraz Ecce Homo, znamionujący zachodzące w nim przemiany. Adam Chmielowski postanowił oddać swe życie na wyłączną służbę
Bogu. Wstąpił do Zakonu Jezuitów, jednak po pół
roku opuścił nowicjat i wyjechał na Podole do swego brata Stanisława. Tam związał się z tercjarstwem
św. Franciszka z Asyżu i prowadził pracę apostolską wśród ludności wiejskiej. W 1884 r. wrócił do
Krakowa. Powodowany heroiczną miłością Boga
i bliźnich poświęcił swe życie służbie bezdomnym
i opuszczonym. Otwierał dla nich przytuliska, aby
przez stworzenie godziwych warunków życia ratować w nich ludzką godność i kierować ku Bogu.
W 1887 r. przywdział habit, a w rok potem złożył
śluby, dając początek nowej rodzinie zakonnej. Założone przez siebie Zgromadzenia: Braci Albertynów i Sióstr Albertynek oparł na pierwotnej regule
św. Franciszka z Asyżu. Centrum jego działalności
stanowiły ogrzewalnie miejskie dla bezdomnych,
które pracą apostolską przemieniał w przytuliska.
Nie dysponując środkami materialnymi kwestował
na utrzymanie ubogich, czasem sprzedawał namalowane przez siebie obrazy. Oddając się z biegiem
czasu coraz pełniej posłudze ubogim, odnawiał
piękno znieważonego oblicza Chrystusa w człowieku z marginesu społecznego i dna moralnego.
Zakładał również domy dla sierot, kalek, starców
i nieuleczalnie chorych. Pomagał bezrobotnym,
wyszukując dla nich pracę. Słynne są słowa Brata
Alberta, że trzeba każdemu dać jeść, bezdomne-
mu miejsce, a nagiemu odzież; bez dachu i kawałka chleba może on już tylko kraść albo żebrać dla
utrzymania życia.
Szukać człowieka
Postawa i życie Brata Alberta na owe czasy kryzysu, niewoli i zagubienia nie tylko dla narodów, ale
dla konkretnego człowieka jest dla nas wszystkich
drogowskazem. Albert Chmielowski nie planował
w ten sposób swojego życia, to potrzeba stawała się
jego przewodnikiem – walczył o wolność narodu,
gdy widział niewolę, opiekował się ubogimi materialnie i duchowo, ponieważ nie mógł się zgodzić
z poniżeniem człowieka przez grzech i brak środków do życia, przez to wszystko, co niszczy obraz Boga w sercu człowieka. Jego dyspozycyjność
i wrażliwość staje się dla nas podpowiedzią. Może
nie będziemy tymi, którzy rozwiążą kryzys światowy, ale jeśli rozejrzymy się wokół nas, zobaczymy
ludzi, którzy są w potrzebie, którzy właśnie teraz
przeżywają swój własny kryzys i to my będziemy
zaproszeni do tego by w tej konkretnej sytuacji
wspierać ubogich.
Brat Albert jest dziś patronem wielu dzieł miłosie rdzia, wiele stowarzyszeń charytatywnych nosi
jego imię. W czasie, kiedy wielu ekonomistów, polityków szuka recepty na recesję, Bóg stawia przed
nami człowieka, który szukał ludzi dotkniętych jej
skutkami.
MODLITWA DO DOBREGO ŁOTRA
O Święty Dobry Łotrze, Ty, który jako jedyny ze wszystkich wielkich świętych
pokutników zostałeś kanonizowany przez samego Chrystusa; który otrzymałeś
zapewnienie, że znajdziesz się z Jezusem w niebie w dniu swojej śmierci, dzięki
szczerej spowiedzi przed Nim na sądzie na Kalwarii i dzięki twojej prawdziwej
skrusze, gdy byłeś rozciągnięty na krzyżu u Jego boku jak w otwartym konfesjonale; Ty, który jednym aktem skruchy i miłości otworzyłeś Serce Jezusa dla miłosierdzia i przebaczenia, zanim zrobił to centurion swoją włócznią; Ty, którego głowa
była bliżej głowy Jezusa w Jego ostatecznej agonii, ofiarując Mu słowa pocieszenia,
bliżej nawet niż głowa ukochanej Matki, Dziewicy Maryi; Ty, który potrafiłeś tak
dobrze się modlić – naucz nas słów, jakimi powinniśmy prosić Jezusa o przebaczenie i łaskę wytrwania. Ty, Dobry Łotrze, który teraz jesteś tak blisko Niego w niebie, jak blisko byłeś w Jego ostatnich chwilach tu na ziemi, módl się za mną, bym
nie opuścił Go nigdy, a u kresu życia mógł usłyszeć słowa, które kiedyś skierował
do Ciebie: „Dziś ze Mną będziesz w raju”.
(Modlitwa pochodzi z książki: Andre Daigneault, Dobry łotr,
Warszawa 2002. s. 66
kwiecień 2009
19
MODLITWA, NAUKA I PRACA
Upłynęło już sześć miesięcy od momentu, gdy
przekroczyłem progi Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Lublinie i na podstawie dotychczasowego pobytu w tym „miejscu karmienia”
chciałbym krótko opisać rzeczywistość oraz cel naszej formacji.
Czas przeznaczony na formację w seminarium
duchownym przewiduje sześcioletni okres, przygotowujący alumnów do przyjęcia czynnej służby
pełnionej przy Chrystusowym Ołtarzu. Cały pobyt
w tym miejscu składa się głównie z trzech elementów, mających na celu ukształtowanie w nas ducha chrześcijańskiego, aby w pełni oddać się Bogu
i bliźniemu. Oprócz codziennej Eucharystii i modlitw nasze życie związane jest z nauką i pracą.
Codzienna modlitwa i poranna Eucharystia napełniają nas potrzebnymi łaskami i błogosławieństwem na dalsze chwile dnia. Napełnieni Słowem
Bożym przez medytację Pisma Świętego staramy
się postępować zgodnie z ewangeliczną nauką Jezusa Chrystusa.
W ciągu dnia modlimy się psalmami i hymnami
na brewiarzu, a każdego wieczora wspólnie adorujemy Najświętszy Sakrament do godziny 21.37,
wtedy odmawiamy modlitwę o rychłą beatyfikację
Sługi Bożego Jana Pawła II. Dzień kończymy poprzez całkowite wyciszenie i skupienie zwane czasem świętej ciszy – „Silentium Sacrum”, aby przy-
gotować się na kolejny nadchodzący dzień.
Nauka obejmuje okres sześcioletnich studiów
magisterskich na Wydziale Teologii Katolickiego
Uniwersytetu Lubelskiego. Przez pierwsze dwa
lata uczymy się filozofii, która ma nas wprowadzić
w kolejny czteroletni okres studiów teologicznych.
Na szczęście wykłady oraz wszystkie ćwiczenia odbywają się u nas w seminarium, co umożliwia nam
utrzymanie stałego porządku w ciągu dnia.
Praca przybiera często różnorakie formy – od
sprzątania gmachu i ogrodu po proste czynności
na kuchni przy przygotowywaniu posiłków. Dzięki temu możemy sprawdzać swoje umiejętności
w różnych dziedzinach, jak również eliminować
wszelkie objawy lenistwa. Do pracy trzeba także
zaliczyć angażowanie się w kręgi wspólnotowe takie jak Oaza, czy Odnowa w Duchu Świętym, ale
również jest to rozwijanie swoich talentów plastycznych, muzycznych a nawet sportowych. Jednak na pierwsze miejsce wysuwa się praca nad samym sobą, która w obecnym okresie liturgicznym
– Wielkim Poście powinna szczególnie odgrywać
decydującą rolę w naszym życiu, aby pełniej przeżywać zbliżające się Triduum Paschalne oraz Święta Wielkanocne. Należy pamiętać, że kształtowanie się ducha chrześcijańskiego dokonuje się przez
nasze wyrzeczenia.
Cały ten czas powinien rozpalić nasze serca do
służby Bogu oraz do budowania dobrych relacji międzyludzkich, aby
miłość do Boga i do bliźniego była
nie tylko uważana za najwyższą
wartość, ale także wypełniana w życiu codziennym.
Na koniec chciałbym gorąco pozdrowić wszystkich czytelników
gazety „Frassatianum”, a nawiązując
do słów Jezusa Chrystusa chciałbym zachęcić do modlitwy o święte powołania kapłańskie i zakonne:
„Proście Pana żniwa, żeby wyprawił
robotników na swoje żniwo”.
(Łk 10, 2)
alumn Piotr Wnuczek
20
Frassatianum
Rycerze Kolumba
w Lublinie
Wywiad z Wojciechem
Bylickim – Wielkim Rycerzem
Rady Lubelskiej Zakonu
Rycerzy Kolumba
Krzysztof Krupa: Zakon Rycerzy Kolumba to
dość archaiczna nazwa, czym w istocie jest ta
organizacja i jaka jest jej geneza?
Wojciech Bylicki: Wszystko zaczęło się wczesną wiosną 1882 r. Wówczas wikary niewielkiego
kościoła Najświętszej Maryi Panny w New Haven,
niedaleko Nowego Jorku, zebrał w podziemiach
świątyni 30 mężczyzn, którzy utworzyli pierwszą
Radę Zakonu. Chodziło mu o to, by katolicy, głównie imigranci z Irlandii, świadczyli sobie wzajemnie
pomoc i zacieśniali więzi rodzinne w uprzedzonym
rasowo i wyznaniowo ówczesnym społeczeństwie
amerykańskim. Odwołanie do Krzysztofa Kolumba
miało przypominać, że katolicy byli podstawą rozkwitu Ameryki, zaś nawiązanie do ideałów rycerskich – zachęcać do ofiarności i służby. Utworzone
wraz z Zakonem towarzystwo ubezpieczeniowe,
które miało wspierać członków rodzin zmarłych
Rycerzy lub tych, którzy utracili pracę, szybko stało
się jednym z największych na świecie. Dziś jego aktywne polisy ubezpieczeniowe grubo przekraczają
70 mld dolarów.
Historia Zakonu wskazuje na proroczą wizję
księdza McGivneya, którego proces kanonizacyjny jest w trakcie przygotowywania przez Watykan.
Wizja księdza McGivneya przyczyniła się do stworzenia organizacji, która stała się wiodącą katolicką,
bratnią organizacją wzajemnej pomocy na świecie.
Rycerze Kolumba rozwinęli się od jednej rady likwiecień 2009
czącej kilku członków do ponad 12 000 rad i 1,75
miliona członków w USA, Kanadzie, Meksyku,
Portoryko, Republice Dominikańskiej, Panamie,
Gwatemali, na Filipinach, Bahamach, Wyspach
Dziewiczych, Guam i Saipan, oraz w Polsce.
Rycerze Kolumba nie noszą zbroi, nie dźwigają
tarcz. Nie toczą pojedynków i nie trawią czasu na
ostrzeniu mieczy. Jedyne co łączy ich ze średniowiecznym rycerstwem, to ideały: jedność, braterstwo oraz patriotyzm. I najważniejsze: miłosierdzie.
Członkowie wraz z rodzinami, pomagają sobie
nawzajem w wypadku choroby, kalectwa, a także
w każdej potrzebie. Między członkami wytwarza
się więź intelektualna i towarzyska poprzez wspólne prace w dziedzinie charytatywnej, wychowawczej, religijnej, społecznej, pomocy bliźnim w wypadku wojny czy katastrofy.
Zakon pomaga rodzinom osiągnąć zabezpieczenie finansowe poprzez ubezpieczenie na życie, renty dożywotnie i długoterminowe programy ubezpieczeniowe, a także wszędzie na świecie poświęca
wiele czasu i energii służbie społeczeństwu.
KK: Skąd wziął się pomysł na rozwój Zakonu
w Polsce?
WB: Rycerze Kolumba zostali zaproszeni do Polski przez Ojca świętego Jana Pawła II. Następnie
realizując wolę Papieża zaproszenie do działania
w Polsce ponowił ks. Kardynał Stefan Macharski
21
i ks. Kardynał Stanisław Dziwisz. Rycerze Kolumba
rozpoczęli swoją działalność w Polsce w roku 2006.
A od roku 2008 działają na terenie Polski jako Stowarzyszenie z główną siedzibą w Krakowie. W Polsce działa 12 Lokalnych Rad, które prowadzą własne inicjatywy.
KK: Dlaczego organizacja o rodowodzie
z USA ma być dobrym pomysłem dla polskich
katolików?
WB: Zakon jest organizacją, tak jak już wspomniałem katolickich mężczyzn działających w Kościele dla Kościoła i dla bliźnich. „Specyfiką” Kościoła w Polsce jest to, że większość aktywnych
wiernych stanowią kobiety. Mało jest inicjatyw
typowo męskich. Obserwując działalność i rozwój
Rycerzy w USA, ich dynamiczne zaangażowanie
i liczebność, można wysnuć wniosek, że jest to
wspaniała i bardzo skuteczna formacja dla mężczyzn w Kościele. Rycerze Kolumba są organizacją
osób świeckich i duchownych. Nie ma tu potrzeby
rezygnowania ze swoich „pierwotnych powołań”
jakim są małżeństwo i rodzina. A wręcz przeciwnie
będąc członkiem Zakonu pomagamy sobie nawzajem we wzrastaniu w wierze i stawaniu się coraz
lepszym katolikiem, mężem i ojcem rodziny.
KK: Czytając dokumenty Zakonu można
dojść do wniosku, że jest on dość tajemniczą
organizacją o jeszcze bardziej tajemniczych wewnętrznych formułach i obrzędach. Niektórzy
porównują was do masonerii?
WB: Na pierwszy rzut oka to tak wygląda. – Każdy z czterech stopni rycerskich ma swoje, chronione sankcjami w postaci poważnych kar, tajemne
obrzędy inicjacyjne. Każdy ze stopni stawia też
nacisk na kolejną zakonną doktrynę: miłosierdzie,
jedność, braterstwo i patriotyzm. Właśnie rycerze
czwartego stopnia, ubrani w charakterystyczne
stroje z pióropuszami, stanowią rozpoznawalną
reprezentację Zakonu. Mają w szczególny sposób
być świadkami oddania Bogu i opoką umiłowania
ojczyzny.
Ale – obserwując historię powstania Zakonu zauważamy, że czasy jego powstania i rozwoju to czasy
bardzo silnego ataku masonerii na Kościół Katolicki.
Zakon miał za zadanie przeciwstawiać się tym atakom i walczyć w obronie Kościoła. Potrzebna więc
była formacja bardzo „hermetyczna”, aby obronić
się przed atakami wrogów Kościoła od wewnątrz.
22
Wszelkie
obrzędy
i formuły w istocie
stanowią
przysięgę oddania i służby
złożoną Bogu, Kościołowi i bliźniemu.
A kolejne stopnie
są jej rozwinięciem.
Zakon jest przeciwieństwem masonerii, bo jego celem jest
pomoc Kościołowi
w głoszeniu Chrystusa
Ukrzyżowanego, oraz pomoc
każdemu, kto jest
w potrzebie.
Rycerze Czwartego Stopnia
w Warszawie podczas III Krajowego
Kongresu Eucharystycznego
KK: Jakie są cele i zasady działania Rycerzy
w Polsce i w Lublinie?
WB: Każda Rada w Polsce podejmuje swoje różnorodne aktywności na rzecz społeczności lokalnej, wspólnoty parafialnej a szczególnie na rzecz
osób najbardziej potrzebujących pomocy.
Rycerze Kolumba są dumni ze swojej nieugiętej
postawy w kwestii obrony życia. W zgodzie z nauczaniem Kościoła Katolickiego, Zakon występuje
w obronie życia ludzkiego od momentu poczęcia
do naturalnej śmierci. Jednym z najważniejszych
celów do których dąży Zakon, jest stworzenie nowej „kultury życia”, w której każde życie ludzkie
będzie przyjmowane z radością, szanowane i chronione przez prawo. Temu mają służyć m. innymi
konferencje i inne działania, które Rada Lubelska
planuje zorganizować.
Zaangażowanie społeczne, w duchu wartości
chrześcijańskich, jest wyróżniającą cechą Rycerzy
Frassatianum
Kolumba, którzy swoje talenty i czas poświęcają
służbie Kościołowi, lokalnej wspólnocie, rodzinie,
młodzieży i braciom Rycerzom.
Od 2003 roku Rycerze Kolumba, razem z amerykańską organizacją Wheelchair Foundation, finansują zakup i prowadzą bezpłatną dystrybucję
wózków inwalidzkich.
Ostatnio 14 lutego br. na światowy dzień chorego w kilku miastach Polski, tam gdzie działają Rady
miała miejsce akcja rozdawania wózków inwalidzkich. W sumie Rycerze przekazali ponad 200 wózków inwalidzkich osobom niepełnosprawnym. Nasza Rada również przekazała 16 wózków dla dzieci
i młodzieży. Posiadamy jeszcze 14 wózków, które
niebawem trafią do osób potrzebujących.
Od momentu założenia Zakonu, jednym z głównych zadań Rycerzy Kolumba było wspieranie Kościoła Katolickiego. Rycerze Kolumba na świecie
służą Kościołowi w wieloraki sposób: od sponsorowania odnowy fasady Bazyliki Świętego Piotra
w Rzymie, po pomoc w lokalnych parafiach. Co
roku, Zakon zbiera i przekazuje na różne cele służące Kościołowi na szczeblu lokalnym, narodowym
czy międzynarodowym, ponad 45 milionów dolarów. Co roku Rycerze i ich rodziny przepracowują
społecznie w służbie Kościoła ponad 25 milionów
godzin.
Wspieranie powołań do kapłaństwa i życia zakonnego stanowi również jedno z najważniejszych
zadań Rycerzy Kolumba.
KK: Czy Lubelskim Rycerzom Kolumba udało się w wymiarze indywidualnym i społecznym
wprowadzić swoje zasady w życie i zrobić coś
dobrego dla mieszkańców regionu?
Chór Iubilaeum po dyrekcją Tomasza
Orkiszewskiego – Rycerza Zakonu Kolumba,
podczas koncertu charytatywnego w Kościele pod
wezwaniem Św. Jadwigi Królowej Polski w Lublinie
Trzecich koło Lublina. Bracia Rycerze pracowali
przy porządkowaniu terenu przed ośrodkiem.
O tym, że przekazujemy wózki dla niepełnosprawnych dzieci to już mówiłem. Ale powiem
jeszcze, że ta działalność będzie kontynuowana
i w najbliższym czasie otrzymamy nową partię
wózków do przekazania dla potrzebujących.
W 2008 r. zorganizowaliśmy kilka koncertów
chóru „Iubilaeum” w kilku parafiach, których celem
była promocja idei Rycerzy Kolumba oraz zebranie
środków finansowych dla Sebastiana Szafrańskiego na dofinansowanie zakupu specjalistycz-
WB: Bardzo ważną rzeczą dla rozwoju i wzrostu
Zakonu jest formacja duchowa rycerzy i dlatego
nasza Rada rozpoczęła swoją działalność od spotkań formacyjnych na temat „Duchowości mężczyzny”. Spotkania prowadził ks. dr Adam Rybicki
z Katedry Duchowości KUL. Pogłębiona refleksja
na temat roli mężczyzny w Kościele w rodzinie
i społeczeństwie połączona z otwarciem się na
działanie Łaski Bożej przyczyniła się do wzrostu
wiary i zaangażowania w działania na rzecz osób
potrzebujących.
Jednym z tych działań było wsparcie adaptacji
Ośrodka Aktywizacji Społecznej i Zawodowej dla
osób bezdomnych i bezrobotnych Bractwa Miłosierdzia im. św. Brata Alberta w Bystrzejowicach
kwiecień 2009
23
nego sprzętu komputerowego ułatwiającego pracę.
Sebastian jest chory na postępujący zanik mięśni
i bez tego sprzętu jego kontakt ze światem jest
utrudniony. Udało nam się zebrać 2650 zł.
Lubelscy Rycerze Zakonu Kolumba podczas
kwesty na rzecz osób niepełnosprawnych
rego założycielem był świętej pamięci ks. Jan Mazur. Od 5 lat jestem prezesem Bractwa. W tej służbie osobom ubogim i bezdomnym jaką jest praca
w Bractwie, istnieje potrzeba głębokiej formacji
duchowej, aby móc dawać siebie tak jak to czynił
św. Brat Albert, który jest też patronem naszej Rady.
Właśnie udział w Zakonie Rycerzy Kolumba daje
mi siłę i moc do dalszej pracy dla osób potrzebujących. Comiesięczne spotkania poprzedzone Mszą
świętą, wsparcie i zrozumienie ze strony braci są
czynnikiem bardzo budującym i mobilizującym do
dalszych działań i stawiania czoła nieraz bardzo
trudnym sytuacjom.
Ja z kolei służę Braciom Rycerzom i całej naszej Radzie moim wieloletnim doświadczeniem
w świadczeniu miłosierdzia dla najuboższych
mieszkańców naszego miasta.
KK: Dlaczego Pana zdaniem warto zaangażować się w działalność Rycerzy?
WB: W pojedynkę człowiek jest słaby. Częsty
i zmasowany atak krzykliwych reklam, lansowanie
życia bez Boga, kult „zdrowia” i młodości, życia
bez cierpienia, sprawia, że stajemy się zagubieni
i nie potrafimy się przeciwstawić temu co niesie
świat. Telewizja i inne media karmią nas różnego
rodzaju informacjami, z których wyziera relatywizm i brak wartości. Trudno w tych warunkach
samotnie trwać przy wartościach, których sens
jest podważany. A jeszcze trudniej walczyć o lepszy świat. Jedno z haseł ostatniego 126 konwentu
Rycerzy Kolumba, który miał miejsce w sierpniu
w 2008 roku w Kanadzie brzmiało „Razem budujemy lepszy świat”. Myślę, że warto zaangażować
się w działalność Rycerzy, bo tylko razem możemy
Na co dzień wielu braci Rycerzy jest zaangażo- zrobić dużo dobrego, tylko razem możemy zbudowanych w działania na rzecz osób ubogich i bez- wać lepszy świat. Ojciec święty Jan Paweł II czędomnych podopiecznych Bractwa Miłosierdzia im
św. Brata Alberta przy ul. Zielonej 3. Kilku Rycerzy
pracuje w Domach Pomocy Społecznej w Lublinie
lub innych organizacjach „zawodowo” pomagających osobom potrzebującym. Tak więc Rycerze
Kolumba służą w różnych miejscach niosąc pomoc
i wsparcie tym, którzy tego potrzebują.
KK: Czym dla Pana osobiście, oprócz dodatkowych obowiązków, jest udział w Zakonie Rycerzy Kolumba?
WB: Od ponad 9 lat jestem związany z Bractwem
Miłosierdzia im. św. Brata Alberta w Lublinie, któ24
Frassatianum
planuje zorganizować kilka działań skierowanych
właśnie do młodzieży.
Do bardzo istotnych planów należy zarejestrowanie naszej Rady jako stowarzyszenia. Działania
w tym kierunku już zostały podjęte i mam nadzieję,
że niebawem nasza organizacja uzyska osobowość
prawną. W niedługim czasie ruszy również nasza
strona internetowa, na której będzie można przeczytać o naszej działalności, o dalszych planach na
przyszłość. Obecnie działa już skrzynka mailowa
gdzie pod adresem: [email protected] można kierować wszelkie zapytania o Zakon Rycerzy Kolumba w Lublinie.
KK: Czy to oznacza, że jesteście organizacją
KK: Jakie są plany Pana organizacji na przyotwartą dla innych?
szłość?
sto powtarzał „zło dobrem zwyciężaj”. Walka ze
złem w pojedynkę jest często skazana na porażkę.
Co może uczynić jeden człowiek wobec ogromu
nieszczęść takich jak: klęski żywiołowe, choroby
i ubóstwo. Tylko „armia” Rycerzy wyćwiczonych
w „boju” w braterstwie i jedności, której nauczycielem przewodnikiem i wodzem jest Chrystus, może
dobrem zwyciężyć zło i zbudować lepszy świat.
Dlatego zapraszamy wszystkich mężczyzn, którym dobro jego własnej rodziny Kościoła i Ojczyzny leży na sercu, do zaangażowania się w działania Zakonu.
WB: Przede wszystkim planujemy rozwój liczebny rycerzy na Lubelszczyźnie. Mamy już kilka
zgłoszeń z Chełma, Zamościa i innych miejscowości naszego regionu. Lublin jest miastem młodzieży ze względu na wielość uczelni wyższych. Dlatego planujemy zachęcić do współpracy i wstąpienia
w nasze szeregi młodych mężczyzn – studentów.
Młodość to czas kształtowania postaw i wartości,
z tego względu wszelkie działania na rzecz dzieci
i młodzieży mają ogromne znaczenie. Nasza Rada
WB: Jesteśmy Rycerzami Kolumba. Jest nas
1.750.000 mężczyzn, którzy służą Kościołowi
wprowadzając wiarę w czyn.
Podam teraz sześć powodów, aby zostać Rycerzem Kolumba
1. Jako członek największej na świecie i najbardziej dynamicznej katolickiej, bratniej organizacji
będziesz we wspólnocie z 1,7 miliona braci i ich rodzinami w USA, Kanadzie, Meksyku, na Filipinach,
w Ameryce Centralnej, Karaibach i w Polsce.
Lubelska Rada Rycerzy Kolumba z Rycerzami Rady Starachowickiej
kwiecień 2009
25
Przyjęcie nowych rycerzy
2. Osobiste zaangażowanie w działalność Zakonu
dostarczy ci okazji służenia – w duchu braterstwa
i miłosierdzia – Kościołowi Rzymsko-Katolickiemu na szczeblu lokalnym, diecezjalnym i uniwersalnym, a także służenia twojej społeczności i tym
wśród nas których los najbardziej dotknął.
3. Aktywne uczestnictwo w działalności Rady –
duchowej, bratniej, społecznej, sportowej i rozrywkowej – będzie szkołą przewodzenia i da ci szansę
rozwoju osobistego.
4. Będziesz miał satysfakcję z przynależności do
organizacji podzielającej twoje religijne przekonania, która łączy mężczyzn o wspólnym światopoglądzie w dążeniu do wspólnego celu i stwarza
możliwości zawiązania i utrwalania na lata więzów
przyjaźni.
5. Odpowiedzią na troskę o rodzinę i lata kiedy
będziesz na emeryturze jest tani program ubezpieczeniowy prowadzony przez Braci Rycerzy dla
Braci Rycerzy, który zapewnia poczucie bezpieczeństwa i spokój ducha.
6. Słuszna duma, którą będziesz odczuwał jak
wszyscy Rycerze wiedząc, że wasza organizacja
nie ustępuje nikomu pierwszeństwa w służeniu
oparciem Ojcu Świętemu, biskupom i księżom;
w służbie bliźnim, szczególnie tym najbardziej po26
trzebującym a także staje zjednoczona w obronie
wartości chrześcijańskich wobec ataków na rodzinę i niewinne życie ludzkie.
KK: Jakie warunki trzeba spełniać, aby zostać
jednym z was?
WB: Rycerzem Kolumba może zostać mężczyzna, który ukończył 18 lat, jest głęboko wierzącym
i praktykującym katolikiem Kościoła Rzymskokatolickiego, czuje wewnętrzną potrzebę pomocy
bliźnim i pogłębiania swojej wiary. Warunkiem
udziału w Zakonie jest również zaproszenie przez
innego Rycerza lub dostarczenie zaświadczenia od
Proboszcza swojej Parafii potwierdzające, że jest
się praktykującym katolikiem.
Dołącz do najstarszej i największej na świecie katolickiej organizacji charytatywnej – Zakonu Rycerzy Kolumba – Razem zbudujemy lepszy świat.
KK: Co zdaniem Wielkiego Rycerza powinno
być najważniejszym przesłaniem dla czytelników „Frassatianum” w okresie Świąt Wielkanocnych?
Frassatianum
Wspólny Opłatek Lubelskiej Rady Rycerzy Kolumba i ich rodzin
WB: Święta Wielkanocne to czas wielkiej radości dla nas chrześcijan, bo nasz Pan Jezus Chrystus
zmartwychwstał, odkupił nasze winy i pokonał
śmierć. Natomiast zaraz w pierwszą niedzielę po
zmartwychwstaniu obchodzimy Niedzielę Bożego Miłosierdzia. Św. Siostra Faustyna ukazuje nam
Miłosierdzie Boże jako niekończący się ocean. Nie
jesteśmy w stanie pojąć jego głębi i wielkości. Ale
mimo tych naszych ograniczeń nie możemy zatrzymywać się na etapie brania. Choć bywa i tak czasami, że tej wielkiej miłości Boga nie jesteś w stanie
przyjąć.
Przeżywając radość odkupienia naszych win
i powołania do nowego życia, życzę wszystkim
Ks. Michael McGivney
czytelnikom „Frassatianum” tego abyśmy nie zapominali o tym, że „droga do Boga prowadzi przez
Siedziba Zakonu Rycerzy Kolumba, Bractwo
ludzi i to tych, którym najbardziej potrzeba miMiłosierdzia
im. Świętego Brata Alberta w Lublinie.
łości”. Dzielmy się miłością, dzielmy się chlebem
Lublin, ul. Zielona 3,
z potrzebującymi, dawajmy siebie samych, tak jak
Wielki Rycerz – Wojciech Bylicki.
Jezus siebie samego oddał za nas.
tel. komórkowy 696-674-323,
Na koniec w imieniu Rycerzy naszej Rady pragnę
Kapelan Archidiecezjalny –
przekazać dla wszystkich czytelników i ich rodzin
Ks. Kanonik Leszek Szuba,
najserdeczniejsze życzenia, radości i wszelkich
tel. komórkowy 604-291-651.
Łask Bożych od Jezusa Zmartwychwstałego.
www.kofc.org.pl
kwiecień 2009
27
Ks. Jarosław M. Popławski
Ołtarz czyli znak
Bożej obecności
Z utęsknieniem, ale i nadzieją, czekamy na możliwość „wejścia” w progi nowej, budowanej tak dużym nakładem sił i energii świątyni. Im bliżej tego
momentu, tym ta tęsknota bardziej się uwidacznia.
Warto zatem, by do tego, jakże ważnego momentu, dobrze się przygotować. Jest więc naszym zamiarem, by na łamach „Frassatianum” podjąć kilka
refleksji, których zamiarem jest przybliżenie tego,
czym wypełnione zostanie wnętrze nowego domu
Bożego. Poza słowem pojawią się rysunki, projekty,
a nawet coś w rodzaju wizualizacji, by każdy lepiej
mógł sobie uzmysłowić i wyobrazić zarazem, gdzie
będzie np. ołtarz, ambonka, chrzcielnica, czy inne
ważne przedmioty religijnego kultu. W tym przed- projekty i konkretne propozycje architektoniczsięwzięciu niezmiernie istotną rolę odgrywać będą nych i artystycznych rozwiązań, naszego Mistrza,
pana dra Andrzeja Widelskiego.
Pierwszym tematem, który pragniemy zaprezentować jest ołtarz. Warto zatem, by poza zamieszczonymi zdjęciami uzmysłowić sobie, czym
w istocie swej jest ołtarz i jaką pełni funkcję w przestrzeni świątyni. Otóż ołtarz, jak podają stosowne
źródła encyklopedyczne, „we wszystkich religiach
jest ośrodkiem kultu ofiarniczego”; jest on znakiem obecności Bożej. Początkowo, gdy człowiek
budował ołtarz, to dlatego, żeby Bogu, który go
nawiedzał, dać odpowiedź. Czytamy o tym m. in.
w Księdze Rodzaju (12, 7 n; 13, 18, 26). Na ołtarzu składano zatem ofiary z wonności, z czasem
także ze zwierząt, a wszystko po to, aby poprzez
ten, jakże ważny wymiar kultu, „wejść” w kontakt
z Bogiem.
W tym kontekście znaczenia szczególnego nabiera także ołtarz zbudowany w świątyni jerozolimskiej. Ten właśnie ołtarz (całopalenia) będzie
miejscem krystalizującym życie religijne Narodu
Wybranego, o czym wspominają m. in. liczne teksty
psalmów (Ps 26, 6; 43, 4; 84, 4; 118, 27). Dla naszej
refleksji ważny jest jednak opis przyszłej świątyni
z proroctwa Ezechiela, w którym także ołtarz staje
28
Frassatianum
się przedmiotem bardzo szczegółowych wskazań
(43, 13–17). Istotne jest także to, co starotestamentalny prorok pisze na temat „życiodajnego źródła”
(47, 1–12), które związane jest tak z samą świątynią, jak i jej przeznaczeniem. Chodzi mianowicie
o wytryskującą wodę, która jest symbolem życia;
widać to zresztą wszędzie tam, gdzie brak jest wody
i jakie są tego konsekwencje.
Dla nas uczniów Chrystusa, ołtarz w perspektywie Jego ofiary nabiera jednak znaczenia wyjątkowego. Z kolei Mistrz z Nazaretu podkreśla, że ołtarz pozostaje „święty”, ale tylko ze względu na to,
co oznacza. Mówi o tym wyraźnie w rozmowie z faryzeuszami, krytykując ich drobiazgowość ich prawa (por. Mt 23, 18 nn). Ołtarz tylko wtedy uświęca
ofiarę, gdy składa się ją z sercem przepełnionym
miłością. W tym kontekście należy spojrzeć także
na to, co uczynił ON sam, składając w ofierze siebie samego jako doskonałą „żertwę” (por. J 17, 19).
W perspektywie bowiem wydarzeń paschalnych,
to Jezus Chrystus jest równocześnie kapłanem i ołtarzem. Każdy zatem kto łączy się z Jego Ciałem
i Krwią, łączy się także z ołtarzem, na którym ofiara Nowego Przymierza jest sprawowana. Widzimy
więc, że dla dzieci Kościoła świątynia, a zwłaszcza
znajdujący się w niej ołtarz ma znaczenie nie tylko
symboliczne (choć i ten wymiar jest ważny); ołtarz
i sprawowana na nim ofiara, ma nas zawsze jednoczyć z jedyną i doskonałą ofiarą Chrystusa (por.
Hbr 10, 14), którą Kościół celebruje, by „głosić Jego
śmierć i wyznawać zmartwychwstanie”, co więcej, by także z nadzieją „oczekiwać Jego przyjścia
w chwale”.
To może nieco obszerne wprowadzenie w zagadnienie ołtarza, ma nam posłużyć jako intelektualno-duchowa „przestrzeń” do tego, by spojrzeć
kwiecień 2009
i właściwie ocenić projekt ołtarza, który znajdzie się już niebawem w nowej
świątyni. Pomoże nam w tym (choć ze
względów technicznych, zamieszczone
zdjęcie, nie do końca oddaje głębię idei)
dołączona do tekstu fotografia.
Jak widać na pierwszy „rzut oka” ołtarz na wygląd monumentalny; w swym
charakterze ma bowiem nawiązywać do
starych, by nie powiedzieć, pierwotnych
wzorców. Jednocześnie ma w sobie łączyć bogactwo symboliki starej tradycji z tym, czym dla nas jest ołtarz postrzegany w perspektywie ofiary Jezusa
Chrystusa i tej, którą „na Jego pamiątkę”
sprawuje dziś Kościół. Otóż pragniemy
nawiązać, tak gdy chodzi o bryłę, jak i o monumentalność kamienia do „mocnych” podstaw budowanych ołtarzy z czasów patriarchów, czasów
Abrahama i Mojżesza, czy czasów proroków (por.
prorok Ezechiel). Widzimy zatem swoistego rodzaju „surowość”, tak gdy chodzi o formę, jak i umieszczone w ołtarzu symbole. W nawiązaniu do jedynej
ofiary Chrystusa, który „daje swoje życie” dla wielu
(por. Mk 10, 45) umieszczono w dolnej części ołtarza symbol „fali”, która z jednej strony ma nam
przypominać ową „życiodajną wodę”, która wypływała spod świątynnego ołtarza w Jerozolimie;
przede wszystkim jednak ma nam przypominać
o drogocennej krwi Chrystusa przelanej w takiej
obfitości dla naszego zbawienia. To ona właśnie jest
tym „nowym” życiodajnym źródłem. Tak, jak woda
obmywa i daje potrzebną świeżość, tak ponawiana
na ołtarzu paschalna ofiara Chrystusa ma być dla
tych, którzy ją celebrują, źródłem siły i życia.
Warto także zauważyć, iż „surowość” kamienia
zaznaczona jest także w środkowej części ołtarza
(zwieńczenie „fali” umieszczonej w części górnej, tuż
pod mensą ołtarza). Ten sam element zamieszczony zostanie także w dolnej części ambonki (o czym
w następnej refleksji), jak i w ołtarzu głównym, gdzie
znajdzie się paschalny krzyż Chrystusa.
Niech zatem zamieszczony opis i fotografia ołtarza uzmysłowią nam, czym jest to ważne miejsce w świątyni, w której gromadząca się wspólnota
wiernych pragnie poprzez sprawowaną Eucharystię przeżywać obecność Boga, który daje nam
siebie w swoim Synu. Jego zaś ofiara przewyższająca swoją godnością wszystkie inne, nam, którzy
w niej uczestniczymy, daje nie tylko potrzebne
duchowe siły, ale i otwiera nową perspektywę, życie wieczne.
29
Ks. Adam Rybicki
OTOCZMY
TROSKĄ
ŻYCIE KRÓLA
Rozważanie na Wielki
Czwartek
W Wielki Czwartek jeszcze raz staje nam przed
oczami wieczerza Pańska i to wszystko, co się tam
stało: ustanowienie sakramentu kapłaństwa i Eucharystii. Jezus czyni tam kilka gestów, których
ówcześni obserwatorzy nie bardzo rozumieli. Czy
my dzisiaj rozumiemy? A czy rozumiemy, co Jezus
chciał i co chce nadal powiedzieć nam o Sobie,
gdy klęka przed uczniami i umywa im nogi lub
wtedy gdy bierze do ręki chleb i podaje im jako
swoje Ciało?
Jezus jest Kapłanem i Królem, widać to nie tylko wtedy, gdy jest wywyższany, lecz również wtedy, gdy jest poniżany i wzgardzony. To prawdziwy
Król, który jednak nie przyszedł żeby mu służono,
lecz aby służyć. Jego Królestwo jest Królestwem nie
z tego świata, nie można go porównywać do dawnych królestw czy obecnych państw. Jest On królem o wiele większym, o wiele bardziej „możnym”
i potężnym niż każdy z tych władców, których znamy z historii. Jest królem innym, zadziwiającym,
musimy się potrudzić, żeby chociaż trochę zbliżyć
się do tej tajemnicy „Króla, który daje się poniewierać”. Jeszcze jedna ważna rzecz: Jezus jest królem
wiecznym, a to znaczy, że króluje również teraz,
w roku 2009 jest On Tym najważniejszym, któremu mamy służyć.
Gdy uczniowie zostali przez Niego powołani do
specjalnej zażyłości i bliskości z Jezusem nie od
razu rozumieli co to oznacza, co w przyszłości będą
mieli robić i co ich spotka. Powoli jednak docierało do nich, że służyć Królowi-Jezusowi to wielka
30
przygoda życia, to wielki
zaszczyt ale i wielki wysiłek. Gdy Kościół się rozrastał, przybywało tych, którzy – w różny sposób
– odkrywali, że chcą służyć Królowi. Kapłaństwo
zatem to służba temu Jedynemu Królowi, ale o tym
mają pamiętać nie tylko ci, którzy zostali do jego
kapłaństwa włączeni, lecz wszyscy, bo za wszystkich przecież umierał Król.
Warto sobie o tym przypomnieć również dzisiaj. W tym roku hasłem duszpasterskim Kościoła w Polsce jest „otoczmy troską życie”. A odnosząc to do Wielkiego Czwartku, możemy dodać:
„otoczmy troską życie Króla-Kapłana”. Zadbajmy,
by żył On w nas, a także by nie umierał w swoich
wybranych kapłanach. Ta służba Królowi dotyczy
przecież wszystkich włączonych w Jego Królestwo, wszystkich, którzy z tego Królestwa korzystają, poprzez sakramenty czy słuchanie Słowa
Bożego. Niech pośród nas Jego życie będzie jak
najpełniejsze, abyśmy widzieli Jego majestat coraz
wyraźniej.
Życie w parafii jest bardzo dobrym przykładem
tej powszechnej służby Królowi. Inaczej proboszcz,
inaczej wikariusz, inaczej organista, inaczej murarz, ale wszyscy mają służyć Królowi. Wszyscy
mają służyć Jemu bezpośrednio, ale też służyć sobie nawzajem. Gdy tylko jedno ogniwo niedomaga,
gdy tylko ktoś zaczyna o tym zapominać, zaczyna
służyć sobie, wszystko zaczyna gnić. Jezus-Kapłan
w Wielki Czwartek ukląkł przed uczniami umywając im nogi. Czyli to nie była służba „z wysokości”
lecz „z niskości”. Przypomnijmy, Jezus umył nogi
również Judaszowi, chociaż wiedział dokładnie,
kim Judasz jest i co ma zaraz zamiar zrobić. Czy
Frassatianum
my kiedykolwiek będziemy w stanie tak służyć?
Nie „z wysokości” lecz „z niskości”? Czy będziemy
w stanie „otaczać troską” naszych „Judaszów”? Jednak na razie – być może – Jezus prosi nas o rzecz
prostszą: abyśmy służyli sobie nawzajem. Kapłan
ma służyć ludowi, a lud kapłanowi, wszyscy tak jak
potrafią. Nie wolno kapłana zostawiać samego. Nie
wolno mówić, że On, ponieważ ma specjalną władzę od Boga, na pewno da sobie ze wszystkim radę.
Jeśli oglądamy film „Popiełuszko”, to widzimy, jak
w pewnym momencie robotnicy, zorientowawszy
się, że ks. Jerzy jest zagrożony, zaczynają go pilnować, wyznaczają sobie dyżury, w dzień i w nocy.
Nie zostawiają go samego. On służy im, a oni służą
jemu. Jednak obie strony muszą pamiętać: poprzez
służbę i „pilnowanie” się nawzajem chodzi o służbę Jedynemu Kapłanowi i Królowi. Gdy Kain zabił
Abla, a Bóg pytał, gdzie on jest, bratobójca odpowiedział: czy ja jestem stróżem mego brata? Można to przetłumaczyć: a co, ja mam go pilnować?
A Abel wtedy już nie żył…
Tak więc, gdyby Bóg nas zapytał o naszych księży, nie możemy powiedzieć: czy ja jestem jego
stróżem? Powinniśmy powiedzieć wtedy: on jest
w moich modlitwach, jest „przyczepiony” do mojego różańca, jest razem ze mną przy ołtarzu, chociaż
ja jestem po jednej, on po drugiej stronie, jesteśmy
kwiecień 2009
razem, blisko. To właśnie oznacza, że realizujemy
hasło „otoczmy troską życie”. Podobnie kapłan nie
może powiedzieć: nie jestem stróżem moich parafian, czy ja wiem, co robią, co myślą, nie obchodzi
mnie to, czy się gdzieś nie pogubili? Kapłan-król
musi nieustannie spoglądać szeroko i głęboko,
widzieć wszystkich, ale i umieć dostrzec każdego
pojedynczego człowieka, podobnie jak Jezus-Król,
który mówił do tłumów, ale dostrzegł np. Zacheusza w gałęziach drzewa.
W naszej parafii jest bogaty przegląd kapłanów:
starsi i młodsi, chudsi i grubsi, włosy krótkie i długie, podobnie jak kazania. Można powiedzieć, co
jeden, to bardziej oryginalny. Jeśli ktoś chciałby zatrzymać się na tych cechach, niczego nie zrozumie.
Podobnie kapłan z ambony nie może patrzeć na
ludzi pod kątem tego, co widzi: ich ubrań, fryzur
i makijażu. Wielki Czwartek – prowokuje nas do
głębszego spojrzenia na siebie nawzajem i na to, że
każdy z nas pod ubraniem i wyglądem nosi ŻYCIE
KRÓLEWSKIE, CZYLI NALEŻĄCE DO KRÓLA.
Otoczmy je troską. To jest życie, które otrzymaliśmy nie tylko po to, by mieć je tutaj, na ziemi,
lecz również po to, bo ono przetrwało w nas także
wtedy, gdy nasze ciała zostaną złożone do grobu.
A w Wielki Czwartek uczcijmy Chrystusa Kapłana i Króla, bo to On obdarzył nas takim zaufaniem
31
Śluby wieczyste
naszego parafianina
br. Łukasza Szokaluka
„W imię Pańskie zaczyna się sposób życia braci
mniejszych. Reguła Życia braci mniejszych polega
na zachowywaniu świętej Ewangelii Pana naszego
Jezusa Chrystusa poprzez życie w posłuszeństwie
bez własności i w czystości. Brat Franciszek przyrzeka posłuszeństwo papieżowi Honoriuszowi
i jego prawnym następcom i kościołowi Rzymskiemu. A inni bracia mają obowiązek słuchać brata
Franciszka i jego następców”.
Pierwszy rozdział Reguły braci mniejszych
na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim im. Jana
Pawła II.
Obok niego w tym dniu stanęli bracia: Br. Adam
Zwierz, Br. Piotr Gudalewski, Br. Michał Kulczycki, Br. Wojciech Głowacki, Br. Piotr Owczarz i Br.
Zbigniew Fryska.
Na początku roku tj. 11 stycznia bieżącego roku
w naszej sąsiedniej parafii braci mniejszych Kapucynów na Poczekajce miało miejsce niezwykłe
wydarzenie. Niezwykłe szczególnie dla nas z kilku
względów. Po pierwsze dlatego, że siedmiu braci
z tego zakonu złożyło swoje śluby wieczyste, a po
drugie to to, że wśród tych braci znalazł się i nasz
parafianin zamieszkujący na terenie naszej parafii
br. Łukasz Szokaluk, który przez szereg lat wychoDzień ten był jednym z najważniejszych dni
wywał się pod skrzydłami naszej wspólnoty, przy- w ich życiu, ponieważ tego dnia na zawsze oddali
chodził tu posługiwać czy pomagać i czyni to do się Bogu na służbę w Zakonie Kapucyńskim potej pory w trakcie trwania sześcioletnich studiów przez profesję rad ewangelicznych. Ich śluby przy-
Brat Łukasz w otoczeniu rodziny i przyjaciół
32
Frassatianum
jął najwyższy przełożony w Warszawskiej Prowincji
Braci Mniejszych brat Prowincjał, Sławomir Maria
Siczek, w obecności licznie zgromadzonych braci
kapłanów, najbliższej rodziny i gości.
W wigilię swoich ślubów Bracia neoprofesi, w tym
także i nasz parafianin zrzekli się jakichkolwiek praw
do majątku, który przypadał im, lub mógłby przypadać w przyszłości. Tym samym oddali się całkowicie w opiekę Boga, który ubiera nawet lilie polne.
W Niedzielę Chrztu Pańskiego, podczas uroczystej
Eucharystii zobowiązali się Bogu wobec Kościoła
żyć do końca życia w posłuszeństwie, bez własności i w czystości. Tym samym oddali chwałę Panu,
świadcząc swym życiem, że to On jest Panem ludzkich losów. I choć ogołocili się ze wszystkiego z ich
twarzy promieniował nie strach, lecz entuzjazm, zakorzeniony w wierze. Po uroczystościach w Kościele, brać kapucyńska oraz licznie zaproszeni goście
udali się na obiad, aby wspólnie radować się z daru
tych siedmiu braci, którzy zaufali Panu.
Tym bardziej cieszy że to właśnie nasz parafianin
stał się już zakonnikiem. Kiedy tylko mógł – w czasie przerwy czy podczas uroczystości przychodził
służyć i do naszej parafii by tu propagować radość
i pokorę św. Franciszka i rozkrzewiać pomiędzy
naszymi parafianami charyzmat franciszkański.
Po przyjęciu ślubów wieczystych br. Łukasz stał
się pełnoprawnym członkiem instytutu, do którego
należy, przed nim otwiera się teraz droga do przyjęcia posługi diakonatu oraz święceń prezbiteratu, do
których się przygotowuje. Warto tu zaznaczyć iż my
parafianie cieszymy się z tego, że to właśnie z naszej
parafii w takich czasach powstało i wyszło nowe powołanie zakonne, ponieważ jak czytamy w Piśmie
Świętym: „Kapłan z ludzi wzięty, dla ludzi zostaje
ustanowiony”. Łukasz – bo tak można o nim napisać, nie wychowywał się gdzieś daleko – na innym
osiedlu, ale tu na miejscu pośród nas, bawił się w tej
piaskownicy, chodził do szkoły przy naszej parafii, tu
pośród nas dorastał i tu odkrył powołanie do życia
zakonnego i kapłańskiego, patrząc na nas, na nasze
rodziny, na nasz sposób bycia, zachowania i postępowania. Powinniśmy być dumni i jeszcze usilniej
modlić się o nowe, liczne i przede wszystkim święte
powołania kapłańskie i zakonne.
Święcenia diakonatu br. Łukasza
Nasza parafia przeżywała
w dniu 8 marca br. radość z powodu przyjęcia przez parafianina Łukasza Szokaluka, Brata
Mniejszego Kapucyna, święceń
diakonatu. Święcenia odbyły się
podczas niedzielnej Eucharystii
w kościele Braci Mniejszych Kapucynów w Olsztynie. Licznie
zgromadzili się tamtejsi parafianie, którzy chcieli być świadkami
tego nieczęstego u nich wydarzenia, zaproszeni goście, rodziny jak
i bracia zakonni, kapłani, księża –
kwiecień 2009
goście. Szafarzem święceń diakonatu był J. E. Ks. Bp Jacek Jezierski,
Biskup pomocniczy archidiecezji
warmińskiej. Tak się złożyło, że
Ks. Biskup w dniach poprzedzających to wielkie święto w życiu
Seminarium i Zakonu, obchodził
15-lecie sakry biskupiej, na co
zwrócił uwagę we wprowadzeniu
o. Gwardian z Olsztyna. Dziewięciu kandydatom do święceń
w stopniu diakona tak m. in. mówił Ks. Biskup w homilii: „Młodzi mężczyźni odczytując swoje
powołanie życiowe, postanowili
ofiarować swe życie, siły, umiejętności – Jezusowi Chrystusowi,
Kapłanowi i Pasterzowi, Jezusowi
Chrystusowi – Słudze. (...) Diakon
ma być przede wszystkim człowiekiem religijnym i mężem Bożym, człowiekiem Kościoła w najlepszym rozumieniu tego słowa.
(...) Trzeba stawać się eschatos
– ostatnim, tj. sługą i niewolnikiem. Świadomie żyć dla innych
a nie dla siebie. (...) Dla innych
w szerokim znaczeniu tego słowa.
33
Ci inni, to przede wszystkim słabsi, zmarginalizowani, przeciętni, szarzy, niezamożni. (...) Ofiarujcie swoje życie Jezusowi Chrystusowi i Jego Królestwu”.
Po uroczystej mszy św. zaproszeni goście udali się do sali
w klasztorze, gdzie był przygotowany obiad. Po obiedzie,
wspólnych chwilach radości, goście wraz z rodzinami udali
się w drogę powrotną.
Bratu Łukaszowi, życzymy, odwagi, wytrwałości oraz
wielu łask Bożych w posłudze diakońskiej.
Teksty opracował: Maciej Kowalski
Ten, kto wierzy – nie umiera
Ten, kto wierzy – nie umiera,
Ale żyje życiem wiecznem,
Śmiało patrzy w przyszłość swoją,
Która światłem lśni słonecznem;
Jemu znana jest nadziemska
Dni pośmiertnych gwiezdna sfera,
Ten, kto wierzy – żyje wiecznie,
Ten, kto wierzy – nie umiera.
Nic mu zdrady i zasadzki,
Co czyhają wciąż z ukrycia,
On w pancerzu chodząc wiary
Pewny duszy jest i życia;
Szatan nigdy go nie znęci,
Choć w strój złudny się ubiera,
Ten, kto wierzy – żyje wiecznie,
Ten, kto wierzy – nie umiera!
Żadne troski go nie złamią,
Żadne bóle nie upodlą,
Bo się modli jego serce,
Chociaż usta się nie modlą.
W jego piersi straż trzymają:
Miłość czysta, wiara szczera, –
Ten, kto wierzy – żyje wiecznie,
Ten, kto wierzy – nie umiera!
Autor nieznany
34
Frassatianum
Ks. Jarosław M. Popławski
„Lumen Mundi” dla Pana
Kazimierza SASAKA
Parafia nasza w krótkiej swej historii miała już
okazję przeżywać różne wydarzenia, uroczystości
i jubileusze. W ten niepowtarzalny „klimat” ważnych zdarzeń wpisuje się także uroczystość z 4
stycznia br. To właśnie wtedy w niedzielne popołudnie, w gronie Rodziny Różańcowej, pragnęliśmy
uhonorować i podziękować zarazem Dostojnemu
Jubilatowi, a od początku istnienia naszej wspólnoty
pełniącemu posługę kościelnego, Panu Kazimierzowi Sasakowi. Okolicznością zaś stały się „okrągłe”,
bo 80-te urodziny. Eucharystii przewodniczył ks.
Kanonik Józef Dziduch, Dziekan naszego Dekanatu, okolicznościową homilię wygłosił ks. Proboszcz,
kanonik Leszek Szuba, zaś koncelebrantem był także piszący te słowa. Warto również zaznaczyć, iż
na zakończenie Mszy św. Jubilat odznaczony został
medalem „Lumen Mundi”.
Dla niewtajemniczonych, warto dodać, że medal
„Lumen Mundi” (Światło świata) ustanowił ks. abp
Józef Życiński, Metropolita Lubelski. Otrzymują
go ludzie zaangażowani w działania społeczne lub
duszpasterskie; a więc osoby
dające szczególny przykład
postaw życiowych, będących syntezą wartości duchowych, humanistycznych
i ewangelicznych.
Dotychczas wyróżnienie
to otrzymali m. in. prof. Stefan Stuligrosz, dyrygent chóru chłopięcego „Poznańskie
Słowiki”, śp. Jan Nowak Jeziorański, prof. Jan Oleszczuk
(Uniwersytet Medyczny w Lublinie), dr Elżbieta Starosławska (Dyr. Centrum Onkologii
Ziemi Lubelskiej w Lublinie),
jak również „nasz” Artysta, dr
Andrzej Widelski.
kwiecień 2009
Przy okazji podobnych do naszej uroczystości,
wygłasza się stosowną „laudację”, która jest możliwością prezentacji osoby dekorowanej. W przypadku Pan Kazimierza, w rolę laudatora „wcielił
się” ks. Popławski. Starał się przybliżyć najistotniejsze momenty z życia Jubilata, jak i Jego samego. Wprawdzie P. Sasak mieszka na Osiedlu
Słowackiego, a więc wśród nas, prawie od półwiecza, mamy możliwość oglądać go krzątającego się
wokół ołtarza czy podejmującego inne inicjatywy
związane z funkcjonowaniem parafii, jednak dla
wielu jest nadal człowiekiem nieco „anonimowym”. Na prośbę piszącego P. Kazimierz „odsłonił” jednak nieco faktów ze swego życia, które
dają możliwość stworzenia pięknego „portretu”
człowieka, chrześcijanina, męża, ojca rodziny,
przyjaciela, parafianina…
Warto zauważyć, iż życiowa dewiza Jubilata
brzmi następująco: „Przez życie z Maryją i różańcem w ręku”. Jak się wydaje, świadomość obecności w życiu Najlepszej z Matek, formowała i kształ-
35
towała osobowość P. Kazimierza, tak zresztą jest
po dzień dzisiejszy.
KAZIMIERZ SASAK, urodził się 11.01.1929
roku w Głowaczowej k/Dębicy. Rodzice, ojciec
Franciszek i mama Maria oprócz Jubilata, który był
najstarszym z trojga rodzeństwa, wydali na świat
siostrę śp. Janinę i brata śp. Stanisława, który zmarł
przed paroma tygodniami w Warszawie.
Okres edukacji podstawowej przypadł na
trudny czas wojny i okupacji, jednak pomimo
wspomnianych trudności Kazimierz zdobywał
pierwsze „szlify” intelektualne w rodzinnej miejscowości (Głowaczowa), a jego najbardziej ulubionym przedmiotem była matematyka. Uzupełnienie
programu nauczania z zakresu szkoły podstawowej miało miejsce już po wyzwoleniu, zaś dalsze
kształcenie odbywało się najpierw w gimnazjum,
a potem także w Liceum im. Władysława Jagiełły
w Dębicy, gdzie P. Kazimierz uzyskał świadectwo
dojrzałości. Z kolei w roku 1952 Jubilat rozpoczął
studia na Wydziale Filozofii KUL na specjalizacji
„Filozofia teoretyczna”. Od tego też czasu związał
się z Lublinem, a także poprzez pracę zawodową,
i z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim; najpierw
pracował bowiem w Towarzystwie Przyjaciół KUL
w charakterze pracownika administracyjnego, by
następnie objąć stanowisko „asystenta technicznego” w Zakładzie Biologii kierowanym przez o. doc.
Włodzimierza Kałkowskiego.
Ważnym wydarzeniem w życiu P. Kazimierza był
dzień 15 sierpnia 1957 roku, kiedy to odbył się ślub
z Marianną Heleną Tuszyńską, absolwentką historii
KUL; małżeństwo to w kościele akademickim KUL
pobłogosławił ówczesny duszpasterz akademicki
KUL, o. Stefan Miecznikowski. Rodzina Sasaków
doczekała się dwóch potomków: w roku 1958 na
świat przyszedł pierworodny syn Stanisław, a dwa
lata później młodszy Krzysztof.
Kolejnym ważnym etapem w życiu Jubilata był
rok 1961, kiedy to rozpoczął on pracę zawodową
w Wyższej Szkole Rolniczej – później Akademii
Rolniczej, a dziś jest to Uniwersytet Przyrodniczy.
P. Kazimierz zatrudnienie uzyskał w Zakładzie
Botaniki (później przekształconym w Instytut)
w charakterze „asystenta technicznego”. Owocem
zawodowych wysiłków były m. in. częste i liczne
wyjazdy naukowe w plener, tj. na Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie, z którymi łączyły się badania jezior, a więc stanu wód, jak i zamieszkującej
ją fauny i flory. Jubilat będąc ważnym „ogniwem”
w zespole naukowym, do którego należał, przyczynił się do powstania i opublikowania licznych,
36
ciekawych i ważnych, gdy chodzi o naukę, opracowań. Za swoją sumienną i odpowiedzialną pracę
był wielokrotnie nagradzany i odznaczany, mimo,
iż w tych trudnych ideologicznie czasach nie należał, tak do „postępowej siły narodu”, czyli partii,
jak i innych organizacji związanych i promujących
ówczesny system komunistyczny. We wspomnianym środowisku Akademii Rolniczej doczekał zasłużonego stanu „emeryta”. Jednak ze względu na
fakt, iż pasją Jubilata, i to od czasu dzieciństwa,
była przyroda, nie narzekał na brak zajęć, czy nudę,
pracował na działce (mimo nagabywań, że już czas
przekazać ją „komuś innemu”, posiada ją do dzisiaj). Tu z dala od zgiełku miasta, lubił nie tylko
obserwować przyrodę, ale poprzez pracę aktywnie
uczestniczył w „cudzie” rodzenia i „upiększania”,
co więcej, pasjonował się śpiewem ptaków, dla których „skonstruował” także nie jedną budkę lęgową,
czego dowody widoczne są także na drzewach rosnących wokół kaplicy. Przejawem wspomnianej
pasji była także hodowla królików.
Jubilat pytany o hobby, wymienia śpiew; ok. 20 lat
był członkiem chóru parafialnego. Przejawem religijnej aktywności P. Kazimierza jest także jego udział
w różnych wspólnotach religijnych i kościelnych.
Wymienić tu należy przede wszystkim Oazę Rodzin, z którą związał się już od ponad 20 lat (najpierw
z żoną); następnie Koło Żywego Różańca Świętego –
od 1986 r. Jubilat jest członkiem Jasnogórskiej Rodziny
Różańcowej, a poza tym należy do Straży Honorowej
Najświętszego Serca Pana Jezusa i Straży Honorowej
Niepokalanego Serca Maryi; od lat poświęcił się także idei Adopcji Dziecka Poczętego.
W roku 1998 r. Pan powołał do siebie żonę Jubilata, śp. Helenę, z którą wspólnie przeżyli 40 lat
w małżeństwie. W tym miejscu warto zaznaczyć,
iż rodzina miała dla P. Kazimierza zawsze priorytet. Za największy sukces w życiu uważał rozwój
wiary. Te wartości, które sam wyniósł z rodzinnego
domu, starał się również przekazać swoim synom
i uczynić je fundamentem swojej rodziny. Pielęgnował w niej zatem ducha modlitwy, ze szczególnym wskazaniem na modlitwę różańcową, której
umiłowanie zawdzięcza, jak sam podkreśla, swojej
mamie Marii. Zatem w tym klimacie przenikniętym duchem modlitwy, szacunku i wzajemnego
zatroskania, starał się Jubilat, wespół z małżonką,
stworzyć właściwą atmosferę, która miała sprzyjać
dobremu i szlachetnemu wychowaniu synów. Dziś
najstarszy Stanisław, jest prof. Akademii Sztuk
Pięknych we Wrocławiu, a młodszy Krzysztof,
absolwent Politechniki Lubelskiej (dwóch kierunFrassatianum
Ad Multos Annos Drogi Jubilacie
Foto.: Stanisław Sadowski
kwiecień 2009
37
Ad Multos Annos Drogi Jubilacie
38
Frassatianum
ków), spełnia się zawodowo jako specjalista ds.
urządzeń elektrycznych.
Dla wspólnoty parafialnej osoba P. Kazimierza
ma znaczenie wyjątkowe, gdyż od początku funkcjonowania naszej kaplicy, a więc od roku października 2000, Jubilat pełni tu funkcję kościelnego.
Swoje obowiązki spełnia z niezwykłym poświęceniem i oddaniem, a wszystko, co warto podkreślić, czyni bezinteresownie. Do tego warto jeszcze
wspomnieć angażowanie się na rzecz budującego
się kościoła poprzez zbieranie ofiar.
Widzimy zatem, że ta krótka i pobieżna prezentacja osoby Jubilata tworzy ciekawą ikonę człowieka, który w pełni zasłużył na przyznane przez Pasterza naszej archidiecezji wyróżnienie. W imieniu
ks. Arcybiskupa, medalem „Lumen Mundi” udekorował P. Kazimierza ks. Dziekan Kanonik Józef
Dziduch, który pogratulował Jubilatowi i życzył, by
w zdrowiu nadal mógł służyć Kościołowi; parafii
zaś życzył, aby w ślady Jubilata podążali inni.
Na zakończenie przemówił także P. Kazimierz.
Wyraźnie wzruszony ale i radosny zarazem, podziękował Bogu za dar życia i Matce Najświętszej
za opiekę i prowadzenie przez życie. Wyraził także
wdzięczność Ks. Arcybiskupowi za wyróżnienie,
którego się nie spodziewał. Słowa podziękowania
skierował także do obecnych kapłanów, dziękując
szczególnie ks. Dziekanowi za wręczenie medalu,
jak i ks. Proboszczowi za wszelką życzliwość i okazane zaufanie oraz ks. Jarosławowi za wieloletnią
przyjaźń. Należy zatem mieć nadzieję, i tego życzymy, by Jubilat z Bożą pomocą nadal cieszyć się
mógł dobrym zdrowiem, pogodą ducha i ludzką
życzliwością. Ad multos annos i Szczęść Boże Panie Kazimierzu!
Jeszcze tylko zdążyć
wymieść z duszy pychę
i próżność
i głośne nazywanie rzeczy
potem z ufnością
na krzyż podnieść oczy
gdzie miłość ukryta
pod ciężarem powiek
wśród tych ran
co jeszcze krwią cieczą
za naszą zwyczajność
tak Konał
za kruchość
i trwogę człowieczą
Andrzej Namiota
kwiecień 2009
HOSANNA
Nie w tym pierwsza chwała Panu,
Że mu dzwonią z Watykanu,
Że w Piotrowej bazylice
Pyszną ma stolicę.
I nie temu Pan odwdzięczy,
Co nad świętą księgą ślęczy,
I nie temu się pokaże
Matka Boska w tęczy.
Ale temu, który w trwodze
Widzi ciemność na swej drodze,
Temu wskaże srebrną gwiazdę,
Temu poda wodze.
Bo dopiero niebo pęka,
Kiedy wielki grzesznik klęka;
Wtedy radość wśród aniołów,
Wtedy Pańska ręka.
Jan Lechoń
39
Żyją wśród nas...
To inny świat
Żyją pośród nas, spotykamy ich na Mszy świętej,
osiedlowej uliczce, w sklepie. Znamy z widzenia,
ale nie wiemy, czym się zajmują. A niektórzy mają
niezwykłe zajęcia. Swoje serce i czas poświęcają
słabszym i potrzebującym. Pani Anna Prokopiak z naszej parafii do takich osób należy.
rych dzieci dotknął ten problem stawali wobec
nieznanego, co budziło lęk. Dziś większość z nich
postanawia wziąć przysłowiowego byka za rogi
i dowiedzieć o problemie jak najwięcej. Efekt jest
taki, że rodzina zaczyna inaczej funkcjonować.
Pewne zachowania i reakcje dziecka, które do tej
pory były zaskakujące i niezrozumiałe, dają się wyjaśnić a podjęta z nim odpowiednia praca przynosi
zaskakujące efekty. Nie da się jednak ukryć, że to
ciężka praca i spore wyzwanie. Najlepiej wiedzą
o tym ci, którzy doświadczyli takich trudów na
własnej skórze. Rafał Motriuk, tata autystycznego Bartka, na swoim blogu przyznaje, że łatwo nie
jest, ale i czasami jest cudnie. – Dziewiątego stycznia 2006 roku jechałem autobusem, w trzęsących
się rękach trzymałem lekarski raport i dzwoniłem
do Oli. To już było oficjalne. Diagnoza – autyzm.
To były ciężkie trzy lata. Były jednak lżejsze niż
mogłyby być, dzięki tym wszystkim wspaniałym
ludziom, którym nigdy nie będę mógł równoważnie się odwdzięczyć. Więc dziś, proszę, przyjmijcie
ode mnie wielkie dzięki – pisze Rafał Motriuk.
Pani Anna pracuje z dziećmi z autyzmem. Żeby
dotrzeć do ich świata, trzeba znaleźć odpowiedni klucz. W zasadzie nie jeden klucz, ale tysiące
kluczy, bo każdy przypadek autyzmu jest jedyny
w swoim rodzaju. Fundacja Alpha jest jedną z nielicznych na Lubelszczyźnie, która pomaga dostać
się do tego zamkniętego świata.
Zazwyczaj nie patrzą ludziom w oczy, mają problemy w relacjach społecznych, trudno im się porozumieć z otoczeniem, denerwują ich inni ludzie, bawią
się w tylko jeden ściśle określony sposób. W wielu
przypadkach oznacza to autyzm. Na czym on polega, wie coraz więcej osób. – Rodzice, którzy zgłaszają się do nas najczęściej, nie szukają informacji tylko
potwierdzenia diagnozy postawionej przez siebie na
podstawie informacji wyczytanych w internecie –
mówi Anna Prokopiak szefowa lubelskiej fundacji
Alpha. Ile dzieci na Lubelszczyźnie dotyka autyzm
Im wcześniej zdiagnozuje się autyzm, tym lepsze
nie wiadomo. Na pewno bardzo dużo, bo w niewie- efekty można osiągnąć. Nie jest to jednak sprawa
lu placówkach, które zajmują się tym problemem nie prosta. W niektórych przypadkach dziwne zachoma miejsc i tworzą się kolejki oczekujących. Funda- wania dzieci przejawiają już od samego początku,
cja Alpha, która prowadzi poradnię dla osób z autyzmem działa od marca 2008 roku. Od tego czasu po
pomoc zgłosiło tutaj 150 rodzin. – Większość z nich
to mieszkańcy Lublina, ale i zdarzają się przypadki
z innych miejscowości, a nawet województw. Obecnie pod naszą opieką znajduje się 72 dzieci będących
w trakcie terapii. Cały czas prowadzimy także badania
diagnostyczne, które potwierdzają kolejne przypadki
autyzmu – mówi szefowa Fundacji.
Im wcześniej tym lepiej
Oswoić byka
Jeszcze kilka lat temu diagnoza autyzm była
czymś przerażającym i nieznanym. Rodzice, któ40
Im wcześniej zacznie się pracę z dziećmi
autystycznymi, tym większe szanse na sukces
Frassatianum
ale są i takie przypadki, gdzie nagle po kilku latach
wydarza się coś, co uaktywnia autyzm. Mówi się, że
najwięcej objawów widać około 5 roku życia, jednak
w Alphie diagnozowane są już także trzylatki. Jeśli
pracę zacznie się z trzylatkiem to np. jako dziesięciolatek będzie on miał znacznie lepsze efekty niż
jego rówieśnik, z którym nie prowadzono terapii.
Im wcześniej się zacznie, tym większe są szanse na
przygotowanie dobrego indywidualnego programu
pracy i postępy dziecka są najbardziej widoczne.
– Od samego początku, czyli od marca ubiegłego
roku jest z nami Antoś, z którym wydarzyło się tak
coś bardzo dobrego, że rodzice zastanawiają się
nawet czy to dalej jest jeszcze autyzm – mówią terapeuci. Autyzmu nie da się jednak wyleczyć, ale
można nauczyć się tak z nim funkcjonować, że jest
on niemal niezauważalny. Wymaga to jednak wiele
pracy, terapii, ćwiczeń i specjalnej diety.
Maszyna do przytulania
Na świecie są osoby z autyzmem, które ukończyły studia, pracują. Taki przykładem jest Raun Kaufmann. Został zdiagnozowany w wieku 18 miesięcy
jako autysta cofnięty w rozwoju, z IQ poniżej 30. Nie
załamując się jego rodzice Barry i Samahria Kaufmann, stworzyli unikalny program terapeutyczny,
dzięki któremu Raun funkcjonuje dziś zupełnie
normalnie. Jego niezwykła historia została zrelacjonowana w filmie nakręconym przez telewizję NBC
Son-Rise; A Miracle of Love. Raun udokumentował ją ukończywszy na Ivy League University etykę
biomedyczną. Jest teraz jednym z dyrektorów Score Educational Center. Sam przyznaje, że ma swoje
kłopoty. Generalnie nie lubi ludzi, ale przyzwyczaił
się, że nie patrzy na nich, kiedy do nich mówi.
Autyzm to nie choroba, to określony sposób
funkcjonowania
kwiecień 2009
Drugim najbardziej znanym na świecie przypadkiem osoby z autyzmem, która funkcjonuje normalnie jest Templa Grandin – weterynarz. Templa
pracuje głównie z krowami, które sobie upodobała.
Zdaje sobie sprawę z tego, że ma kilka dziwnych
zachowań, które muszą się wydarzyć, aby mogła
dobrze funkcjonować. Skonstruowała maszynę do
uspokajania bydła, a także swoją własną „maszynę do przytulania”. Co jakiś czas musi do niej wejść
i zostać w odpowiedni sposób ściśnięta, by mogła
dobrze sobie radzić.
Jasno określone zasady
Autyzm to nie choroba, to określony sposób
funkcjonowania. Każdy organ badany przez lekarza wydaje się być zdrowy, a jednak ci ludzie widzą
trochę inaczej, słyszą inaczej, inaczej się porozumiewają. W lubelskiej Alphie każdego dnia trwa
żmudna praca. Zajęcia z psychologiem, logopedą,
fizjoterapeutą. – Każdemu dziecku stworzyliśmy
określony plan terapii, który ono na swój sposób
rozumie. Gdy jest inaczej, dzieci autystyczne się gubią, stają się niespokojne, trudno do nich dotrzeć.
U nas każdy, kto przychodzi, dostaje swoją kartę
ze zdjęciem, na której ma wypisany na dany dzień
plan zajęć w sposób dla niego czytelny. W wolne
miejsca przyklejane są zdjęcia osób, z którymi danego dnia dziecko ma zajęcia. Wiedzą wtedy, że
najpierw spotkają się z tą panią, potem z tym panem itp. Prosty porządek pozwala im funkcjonować – wyjaśnia Anna Prokopiak.
Przed ludźmi z autyzmem długa i trudna droga. Jaka będzie ich przyszłość? Tata autystycznego
Bartka pisze „Czasem wydaje mi się, że przyszłość
jest trudniejsza od teraźniejszości. Bezustannie powraca pytanie: „Co będzie?”. Moje spekulacje bywają
bardzo różne, w zależności od nastroju. Prawdopodobnie okres szkolny będzie bardzo trudny – życie
i literatura pełna jest opisów, z których wynika, że
dzieci szkolne są dla „tych innych” w najlepszym
wypadku bezwzględne, w najgorszym okrutne.
Czy uda się Bartka odpowiednio zabezpieczyć?
A potem? Czy będą znajomi, praca, narzeczona?”.
Na te pytania odpowie czas. I choć przyszłość jest
niepewna, warto podjąć nawet najcięższą pracę by
była najlepsza z możliwych.
Agnieszka Gieroba
41
Renata Krupa
Świętość czy jakość życia?
25 marca w uroczystość Zwiastowania Pańskiego obchodzimy Dzień Świętości Życia. Kościół
Katolicki głosi, że źródłem świętości życia człowieka jest jego genealogia, Boże pochodzenie człowieka. Bóg-Stwórca, obdarzając człowieka istnieniem
i życiem obdarza go podobieństwem do siebie, obdarza go nieśmiertelną duszą, która ciało ludzkie
uświęca. To Boże pochodzenie nadaje właściwy
wymiar człowiekowi i życiu człowieka. Ta wartość
świętości nie odnosi się do człowieka, ale do jego
życia. Niezależnie od tego, w jakim stadium rozwoju człowiek się znajduje i niezależnie od tego, jaki
jest, człowiek-stworzenie Boże otrzymuje tchnienie życia od Boga i ma powrócić do
Stwórcy. I choć człowiek może nie
osiągnąć świętości, życie jego jest
święte – nietykalne. Fakt uznania
świętości życia ludzkiego pociąga
za sobą konkretne następstwa – zobowiązuje do uznania nietykalności
ludzkiego życia.1
Współczesny świat zamiast świętości życia proponuje nam pojęcie jakości życia”, według którego,
życie posiada swoje uzasadnienie
oraz swój sens, jeżeli reprezentuje
„odpowiednią jakość”. Na temat tej sytuacji papież
Jan Paweł II stwierdza: „Dzisiaj w wyniku postępu
medycyny i w kontekście kulturowym zamkniętym
często na transcendencję […] zaczyna przeważać
tendencja do uznawania życia za wartościowe
tylko w takiej mierze, w jakiej jest ono źródłem
przyjemności i dobrobytu, cierpienie jawi się jako
nieznośny ciężar, od którego trzeba się za wszelką
cenę uwolnić” (Evangelium vitae, nr 64).2
Wiele osób może postawić pytanie czy zasada
świętości życia nie dotyczy tylko katolików? Godząc się na jakieś działania akceptujemy również
jego skutki. Nikt, niezależnie od wyznawanej wiary, swojego światopoglądu; nie ma prawa decydować o tym, kiedy życie drugiego człowieka ma
1
Wanda Półtawska. Świętość życia. Wychowawca III/2005
Ks. Artur Katolo. Wartość życia ludzkiego w bioetyce teologicznej
http://apologetyka.katolik.net.pl/content/view/922/85/
2
42
się skończyć, ani oceniać, czyje życie jest bardziej
wartościowe. Jeżeli damy sobie takie prawo, życie
żadnego człowieka nie będzie bezpieczne. Zalegalizowanie eutanazji w Holandii spowodowało, że
niektórzy lekarze nie podejmują leczenia starszych
osób z góry zakładając, że nie warto. Przewlekła
choroba, niepełnosprawność, wady wrodzone coraz częściej spostrzegane są z perspektywy kosztów
ekonomicznych dla społeczeństwa. Wprowadza
się kategorię niechcianych dzieci w miejsce nieplanowanych. Dzięki temu terminowi podnoszone są
głosy, że gdyby nie rodziły się niechciane dzieci, nie
byłoby dzieci maltretowanych i porzuconych. Eutanazja i aborcja ukazywane są jako
jedyne remedium na te problemy.
Świat nauki proponuje niepłodnym
osobom metodę in vitro, przy czym
już nawet nie zważa się na to, czy
są małżonkami i osobami o różnej
płci. Zarodkowi odmawia się człowieczeństwa, poddaje się go selekcji
i jeśli spełni określone normy (płeć,
wielkość, nie posiadanie pewnych
wadliwych genów itp.) ma szanse na
wszczepienie do macicy i dalszy rozwój. W przeciwnym razie ginie.
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w ciągu ostatnich kilku tygodni mamy do czynienia w polskich
mediach ze zmasowaną próbą przekonania odbiorców do słuszności tych działań. Być może odbywa
się to na zasadzie: skoro nie wychodzi nam dyskusja na temat kryzysu, to porozmawiajmy o aborcji,
o eutanazji i in vitro. Wszystkie te „newsy” mają
wspólne cechy:
– opierają się na wywołaniu u odbiorcy współczucia, aborcja, eutanazja i in vitro przedstawione
są jako jedyne (choć trudne) rozwiązanie problemu.
Trudno nie współczuć ciężko chorym osobom
– pytanie czy rzeczywiście eutanazja to jedyne
wyjście by ulżyć czyjemuś cierpieniu? Dramatyczny apel o eutanazję własnego syna Barbary Jackiewicz spowodowany był jej potwornym zmęczeniem wieloletnią, całodobową opieką nad chorym.
Frassatianum
Janusz Świtaj prosił o eutanazję dla siebie, bo nie
widział sensu swojego bezproduktywnego życia.
Wystarczyła pomoc Fundacji Anny Dymnej, by
sam zaczął pomagać innym. Również w wypadku
p. B. Jackiewicz okazało się, że możliwa jest pomoc. Smutne jest to, że przez wiele lat nikt z tą
pomocą nie śpieszył i to, że sytuacje te stanowią
zamiast do dyskusji na temat usprawniania form
pomocy powód do dyskusji na temat jak zalegalizować eutanazję.
– atakują tych, którzy ośmielają się bronić świętości życia ukazując ich jako agresorów.
Przykładem jest nowy proces pani Alicji Tysiąc,
który tym razem wytoczyła Wydawnictwu „Gość
Niedzielny” jako wydawcy i księdzu Markowi
Gancarczykowi jako redaktorowi naczelnemu tygodnika „Gość Niedzielny”.
Kobieta chciała usunąć ciążę, bo urodzenie
dziecka mogło grozić jej nawet utratą wzroku. Po
porodzie jej wzrok pogorszył się. Przyznano jej
pierwszą grupę inwalidzką. Na brak możliwości
aborcji poskarżyła się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który przyznał jej 25 tys.
euro odszkodowania. Sprawę kilkakrotnie opisywał „Gość Niedzielny”. Pani A. Tysiąc poczuła się
dotknięta sugestiami, że usiłowała dopuścić się
zabójstwa, że nie chciała swojego dziecka, uważa za bezprawne ingerowanie w sferę życia prywatnego poprzez opublikowanie jej zdjęcia bez
jej zgody. Ponadto p. A. Tysiąc uznała, że zostały
naruszone jej dobra osobiste i że używano wobec
niej języka nienawiści.
Mamy tu do czynienia z sytuacją postawienia
problemu do góry nogami. Ksiądz, który opisywał tę sytuację z perspektywy obrony życia musi
bronić się oskarżany o używanie „języka nienawiści” (skojarzenia z „seansami nienawiści” jakie wg
J. Urbana miał odprawiać Ks. Jerzy Popiełuszko
kwiecień 2009
nasuwają się same). „Napisałem coś takiego: pani
Tysiąc otrzymała 25 tys. euro odszkodowania plus
koszty postępowania za to, że nie mogła zabić
swojego dziecka. Mówiąc inaczej, żyjemy w świecie, w którym mama otrzymuje nagrodę za to, że
bardzo chciała zabić swoje dziecko, ale jej nie pozwolono. Taką sytuację rozważał trybunał w Strasburgu. Czy w tych słowach jest jakaś przesada?
Ja tylko i wyłącznie opisałem sytuację” – mówi
ksiądz3. Pani Alicja Tysiąc chciała dokonać aborcji.
Nikt nie może zaprzeczyć, że w trakcie tej procedury życie traci człowiek na etapie swojego rozwoju płodowego. Rozumiem, że p. A. Tysiąc bała
się utraty swojego wzroku, ale decydując się na ten
krok decydowała się na zabicie dziecka (czy też
jak wolą inne środowiska płodu). Pozywając rząd
polski do Strassburga i godząc się na nagłośnienie
medialne sprawy przez popierająca ją Federację na
rzecz Kobiet i Planowanego Rodzicielstwa upubliczniła swój wizerunek (publikowały je wszystkie
liczące się dzienniki w Polsce). Czyli problemem
nie jest to, że dziecko mogło stracić życie, ale to,
że o tym się pisze a prawo do publikacji zdjęć mają
tylko te media, które wypowiadają się neutralnie
lub pozytywnie.
Biskup Tadeusz Pieronek w wywiadzie dla Onet.
pl powiedział: „Rodzice będą wybierać płeć, kolor
oczu, włosów, wzrost, geny geniusza lub zbrodniarza. Będą jak twórcy Frankensteina. Czymże jest
literackie wyobrażenie Frankensteina, czyli istoty
powołanej do życia wbrew naturze, jak nie pierwowzorem in vitro? To makabryczna perspektywa,
ale ona istnieje”. Został za to medialnie zlinczowany, chociaż taka selekcja genetyczna niektórych
cech już się odbywa. W swojej wypowiedzi nie
zaatakował dzieci poczętych w ramach procedury
3
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,5435676,_
Gosc_Niedzielny__ws__Alicji_Tysiac__Potepiamy_grzech_.html
43
in vitro. Również Kościół w żadnej swojej wypowiedzi nigdy nie określał tych dzieci jako gorsze,
potępiał natomiast samą technikę, jako godzącą
w świętość życia. Reakcją na to działanie Kościoła
jest takie przedstawienie sprawy przez zwolenników in vitro, jakby dzieci były przedmiotem ataku.
„Chcę, aby moja córka miała prawo do godnego
życia. Aby jej rówieśnicy nie wytykali jej palcami.
By nie musiała słuchać dłużej, że jej rodzeństwo
zostało zamordowane – tłumaczy inicjatorka stowarzyszenia Małgorzata Saramonowicz, mama
11-letniej Konstancji, która przyszła na świat po
czterech latach starania właśnie dzięki in vitro –
Co mam jej odpowiedzieć, gdy słyszy, że pierwowzorem in vitro jest Frankenstein? – pyta”4. Podczas procedury in vitro giną ludzkie embriony,
przeżywa zaledwie ok. 20–30% z nich. Wiele tzw.
nadliczbowych embrionów jest zamrażanych, nie
wszystkie, doczekają się rozmrożenia i ponownego wszczepienia – w samych Stanach Zjednoczonych jak podaje amerykańskie centrum ds. kontroli
schorzeń (Center for Disease Control) rocznie zostaje zniszczonych ok. 170 000–200 0005. Wynika
z tego, że dziecko, które przychodzi na świat, rodzi
się kosztem życia swojego rodzeństwa. Oczywiście
to nie ono ponosi za to winę i to nie ono powinno ponosić tego ciężar. Nikt nie ma prawa ich za
to obwiniać, są to takie same dzieci jak wszystkie
inne i takie same prawa jak innym im przynależą.
Ale to nie znaczy, że w imię dobrego samopoczucia
(i to raczej rodziców i lekarzy przeprowadzających
te procedury) mamy przemilczeć
fakty o in vitro.
– tezy świadczące na korzyść
eutanazji, aborcji i in vitro prezentowane są jako niepodważalne i uzasadnione naukowo choć
autorzy nie podają na to żadnych
dowodów.
Na stronie http://www.proinvitro.pl prowadzonej przez Stowarzyszenie Nasz Bocian czytamy;
»iż z całą stanowczością „zarodek
nie jest osobą”.. Ale naukowych
dowodów nie przedstawiono…«
„Są jakieś powikłania po in
vitro? To pytanie zadała B. Pietkiewicz panu prof. Marianowi Szamotowiczowi
(Polityka 10.03.2009) Jednym z powikłań jest brak
ciąży. Nie wszystkim parom możemy pomóc”.
Pan Profesor M. Szamotowicz – „twórca” pierwszego polskiego dziecka „z probówki” w tej odpowiedzi pominął wiele konsekwencji medycznych
opisanych w międzynarodowej literaturze medycznej:
• ryzyko śmiertelności noworodka poczętego metodą „in vitro” jest dwukrotnie wyższe niż
dziecka poczętego naturalnie,
• 9% dzieci z „in vitro” rodzi się z wadami
wrodzonymi, u pozostałych dzieci odsetek ten wynosi 4,2%,
• procedura „in vitro” obarczona jest 2,6krotnym wzrostem ryzyka urodzenia się dziecka
z niską masą urodzeniową (w przypadku ciąży
mnogiej ryzyko to wzrasta jeszcze bardziej),
• 8,8% dzieci „z probówki” rodzi się jako
wcześniaki, gdy tylko 4,1% pozostałych dzieci,
• ryzyko ciąży pozamacicznej przy jednej
z technik „in vitro” wzrasta dwukrotnie,
• występowanie syndromu Beckwitha-Wiedermana prowadzącego do powstawania guzów
u dzieci jest 9 razy częstsze niż u dzieci poczętych
w sposób naturalny,
• ryzyko mózgowego porażenia dziecięcego
jest 60% większe niż u pozostałych dzieci (gdy przy
„in vitro” stosowana jest procedura zamrażania
embrionów ryzyko wzrasta o kolejne 23%)6
25 marca obchodzimy Dzień Świętości Życia.
Módlmy się aby, nikt nie godził w jego świętość.
4
Ewa Zwierzchowska In vitro to nie wstyd. Życie Warszawy
06.03.09.
5
Dane za: Medyczne konsekwencje in vitro. Służba życiu I/20008,
s. 17
44
Dane za: Medyczne konsekwencje in vitro. Służba życiu I/20008,
s. 16–17
6
Frassatianum
Nasza parafia jak co roku w uroczystość Zwiastowania Pańskiego przystąpiła do dzieła Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. Serdecznie dziękujemy tym, którzy podjęli się tego ważnego dzieła i życzymy im aby wytrwali w swym
postanowieniu.
Co to jest Duchowa Adopcja?
Jest to modlitewne zobowiązanie, podjęte przez konkretną osobę, w celu uratowania jednego dziecka, zagrożonego
zabiciem w łonie matki. Imię tego dziecka znane jest jedynie Panu Bogu – On powierza modlitewnej opiece konkretne
dziecko. Przez dziewięć miesięcy, każdego dnia, ogarniamy modlitwą dziecko i jego rodziców, prosząc Boga nie tylko
o jego szczęśliwe narodzenie, ale i prawe wychowanie i życie po urodzeniu.
Na modlitwę duchowej adopcji składają się:
•
jedna tajemnica (dziesiątek) Różańca św.
•
specjalna modlitwa, której tekst otrzymuje się podczas składania przyrzeczenia,
•
dodatkowa dobrowolna modlitwa lub inne postanowienie (Komunia i Msza św., post,
zyskanie odpustu, walka z nałogiem, pomoc bliźniemu itp.).
Można podejmować ją wielokrotnie, pod warunkiem wypełnienia poprzednich zobowiązań, za każdym razem trzeba składać przyrzeczenie. Naszą pewność tego, że Bóg wysłucha
naszej modlitwy opieramy na wierze we Wszechmoc i nieograniczone Miłosierdzie Boże. Bóg
jest Dawcą Życia i Jego wolą jest, by każde poczęte dziecko żyło i było otoczone miłością rodziców.
Jakie są owoce duchowej adopcji?
Wielostronne. Oprócz uratowania życia dziecka, duchowa adopcja wyprasza modlącemu się liczne łaski, uczy ofiarności
i odpowiedzialności za drugiego człowieka, leczy głębokie zranienia, wywołane grzechem aborcji, może się stać czynnikiem odrodzenia wspólnej modlitwy i miłości w rodzinie. Świadectwa wielu kobiet ukazują, że poprzez podjęcie duchowej
adopcji, Bóg pomaga im uwolnić się od bólu i ciężaru popełnionego grzechu aborcji. Owoce te mają także wymiar społeczny, przynosząc pokój i pogłębienie więzi społecznych, wpływając na stan świadomości w odniesieniu do ludzkiego życia.
I ty możesz uratować dziecko – wystarczy tylko kilka minut
modlitwy dziennie…
Michał Kotyra
Zabić wolność, „zabić księdza”
Gdy w mrok wieczorny, północ wybiła, w wielu
mieszkaniach rozległo się walenie do drzwi. I krzyk:
„stan wojenny, ubrać się i wychodzimy”. Mężowie
internowani. Nie wiadomo gdzie ich miejsce pobytu, miejsce kaźni, opozycjonista zamordowany
przez niewiadomych sprawców. Czołgi wyjeżdżają na ulice miast. Szara milicja ruszyła spokojnym
krokiem, waląc pałkami w tarcze, chcą tym zgiełkiem wykurzyć odwagę i męstwo wrogów-rodaków. Lecz to nic nie pomaga, trzeba przyłożyć po
plecach, aż ofiara padnie pod nogi oprawcy.
Ostatnio nasz KSM „Pulsare Deum” przygotował koncert z okazji rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. Dziękuję Wam wszystkim za liczne
przybycie na uroczystość. Wspominaliśmy czasy
„oblężonej ojczyzny” przy archiwalnych zdjęciach,
kwiecień 2009
45
piosenkach i balladach Jacka Kaczmarskiego oraz
różnych wspomnieniach i poezji. Nie chcemy by
bogata i bolesna historia naszego kraju była zapomniana. Chcemy świadczyć o dawnych bohaterach, którzy są dla nas wspaniałym przykładem
walki o wolność.
Pragnę również wspomnieć o kapłanie, który na
podobieństwo Chrystusa, przelał swą krew, abyśmy
mogli żyć w wolnej ojczyźnie – o księdzu Jerzym Popiełuszce. Byliśmy z naszym parafialnym oddziałem
KSM na filmie „Popiełuszko – wolność jest w nas”.
Pomimo, że film trwa dość długo (ponad 2 godziny)
w ogóle nie odczuwałem płynącego czasu. Polecam
szczerze obejrzenie dzieła Wieczyńskiego. Film jest
pełen, ciekawostek i anegdot z życia kapelana Solidarności – tych smutnych i wesołych, radosnych
i tragicznych. Niewiele wiedziałem o tym wielkim
człowieku przed pójściem do kina na film, lecz teraz mam wymalowaną postać tego skromnego a zarazem wielkiego bohatera, męczennika. Ukazanie
postaci Popiełuszki, jest wyważone i zwyczajne tzn.:
przedstawiony jest jak normalny człowiek, ze swoimi słabościami i strachem przed śmiercią, nie jak
jakiś odległy heros. Jedna z najbardziej wzruszających scen to jak ks. Jerzy zanosi w termosie ciepłą
herbatę „tajniakom”, którzy non stop obserwują go
i śledzą. Następną wymowną sceną jest ta, gdzie Popiełuszko prosi pewnych ludzi, aby modlili się o naocznego świadka, gdy on będzie umierał. A scena
mordu... Wiele mógłbym przytaczać tutaj wzruszających i ciekawych chwil z filmu, ale nie będę zdradzał fabuły i psuł przyjemności z oglądania. Sami
zobaczcie, naprawdę warto! Zainteresowany postacią księdza, zacząłem sięgać do jego kazań i ogólnie
materiałów o nim. Znalazłem w jednym z jego przemówień litanię Solidarności, piękną modlitwę, której większość wezwań również teraz jest aktualnych,
a oto jej fragment:
Matko oszukanych, módl się za nami.
Matko zdradzonych, módl się za nami.
Matko w nocy pojmanych, módl się za nami.
Kancelaria Parafii pw. bł. Piotra Jerzego
Frassatiego
czynna codziennie: godz. 17.00-18.00
Ks. Proboszcz Leszek Szuba
tel. (0-81)5263987, 0604291651
Ks. Wikariusz Grzegorz Boguta
tel. (0-81)5265666, 0721145246
46
Matko uwięzionych, módl się za nami.
Matko na mrozie trzymanych, módl się za nami.
Matko przerażonych, módl się za nami.
Matko przesłuchiwanych, módl się za nami.
Matko niesłusznie skazanych, módl się za nami.
Matko prawdomównych, módl się za nami.
Matko nieprzekupnych, módl się za nami.
Matko niezłomnych, módl się za nami.
Matko osieroconych, módl się za nami.
Matko bitych w dniu Twojego święta Królowej
Polski, módl się za nami.
Matko zmuszanych do podpisywania deklaracji
niezgodnych z sumieniem, módl się za nami.
Matko dzieci tęskniących za uwięzionymi matkami i ojcami, módl się za nami.
Matko matek płaczących, módl się za nami.
Matko ojców zatroskanych, módl się za nami.
Matko poniżanych uczonych i pisarzy, módl się
za nami.
Królowo Polski cierpiącej, módl się za nami.
Królowo Polski walczącej, módl się za nami.
Królowo Polski niepodległej, módl się za nami.
Królowo Polski zawsze wiernej, módl się za nami.
Módlmy się czasem tą litanią za naszą ojczyznę,
ale również za kraje teraz okupowane, najeżdżane, bombardowane, aby wszystkie narody w końcu usłyszały dzwon wolności. A gdy przyjdą znów
czasy nienawiści, zwracajmy się do Matki, Królowej
polskiego narodu, Wolności w czasie niewoli i Nadziei, gdy w sercach jej brak. Na koniec chciałbym
przytoczyć jeszcze słowa ks. Popiełuszki: „Prawda
ma w sobie znamię trwania i wychodzenia na światło dzienne, nawet, gdyby starano się ją skrupulatnie
i planowo ukrywać. Kłamstwo zawsze kona szybką
śmiercią. Prawda zawsze jest zwięzła, a kłamstwo
owija się w wielomówstwo. Korzeniem wszelkich
kryzysów jest brak prawdy”. Walczmy o tę prawdę,
bowiem, „Gdyby większość Polaków w obecnej sytuacji wkroczyła na drogę prawdy, stalibyśmy się narodem wolnym już teraz”.
P.S. Polecam stronę internetową: www.popieluszko.pl
Ofiary na budowę kościoła można wpłacać
na konto: Parafia pw. bł. Piotra
Jerzego Frassatiego
20-601 Lublin, ul. Skierki 12
Bank PKO BP Oddział VI w Lublinie
nr konta PLN:
73102031760000540200442475
nr konta USD:
77102031760000580200145193
Frassatianum
Prace kamieniarskie
przy układaniu
posadzki
i prezbiterium
Foto: Stanisław
Sadowski
kwiecień 2009
47
Z placu budowy... (zima 2008/2009)
Montaż zewnętrznych
drzwi w kościele. Projekt:
Andrzej Widelski.
Wykonawca: Jan Pietras
Foto: Stanisław
Sadowski
w
48
w
w
.
f
r
a
s
s
a
t
i
.
k
u
r
i
a
.
l
u
b
l
i
n
.
p
l
Frassatianum

Podobne dokumenty

zbroja - Rycerze Kolumba

zbroja - Rycerze Kolumba koncentrujemy się dzisiaj. Nie chodzi więc o deprecjację ziemskiego zaangażowania „zwykłych” ludzi (ani tym mniej o uznawanie jej za coś złego) ale o pokazywanie, że poza sprawami nawet dobrymi i b...

Bardziej szczegółowo

zbroja - Rycerze Kolumba

zbroja - Rycerze Kolumba w domu Ojca. Wniebowzięcie Maryi jest konsekwencją Niepokalanego Poczęcia. "Coś", co jest bez grzechu,

Bardziej szczegółowo