PLUS 63 - Bełchatowskie Stowarzyszenie Samorządowe PLUS

Komentarze

Transkrypt

PLUS 63 - Bełchatowskie Stowarzyszenie Samorządowe PLUS
25 marca 2010 r.
Numer 3/10
Biuletyn
Bełchatowskiego
Stowarzyszenia
Samorządowego
PLUS
Beł­cha­tów
Więcej informacji — www.plusbelchatow.pl
Egzemplarz bez­płat­ny — prze­czy­ta­łeś, podaj da­lej!
Motto:
Ludzie mówią - „czas
to pieniądz”. Ja mówię
inaczej - „czas to miłość”.
Pieniądz jest znikomy,
a miłość trwa.
Stefan Wyszyński
str. 2
Déjà vu
Edward Olszewski
Euro w mundurze
str. 3
Centrum Bełchatowa z gwiazdami siatkówki
Marek Chrzanowski
Biorę kredyt, innym nie
pozwolę
str. 4
Za udział w konkursach Starostwo musi słono zapłacić
Dariusz Matyśkiewicz
Konkurs Bełchatowianka Roku
2009 rozstrzygnięty
Kamila Dziadoń
str. 5
Hołd bohaterom AK
„Fakty” przegrały w sądzie
z ADM Sp. z o.o.
str. 6
10. urodziny Regionalnego
Stowarzyszenia Społeczno
– Kulturalnego
str. 7
Współczesny patriotyzm
młodych
Anna Szczęsna
str. 8
Samorząd pracowniczy
Edward Olszewski
Na zbliżające się
Święta Zmartwychwstania Pańskiego
życzenia
wiary, nadziei i miłości,
zdrowia i wiosennej pogody ducha
oraz
wszelkiej pomyślności i obfitości łask Bożych
składają
członkowie PLUS-a
25 marca 2010 r.
Déjà vu
Déjà vu to odczucie, które występuje wtedy, gdy ma się wrażenie, że
już kiedyś w życiu zdarzyła nam się
sytuacja, którą właśnie przeżywamy.
Takie wrażenie miałem podczas sesji
Rady Miejskiej w dniu 11 lutego.
Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym wystąpiło
z wnioskiem o podjęcie uchwały,
w związku z planowanym w czasie obchodów 30. rocznicy powstania NSZZ
„Solidarność”, odsłonięciem przy
kościele NMP Matki Kościoła na os.
Dolnośląskim tablicy pamiątkowej,
poświęconej działalności podziemnych struktur NSZZ „Solidarność”
i Duszpasterstwa Ludzi Pracy, która
dzięki wsparciu księży Sercanów była
tam prowadzona w latach osiemdziesiątych. Ponieważ przewodniczący
Rady Miejskiej Włodzimierz Kuliński
prosił, aby podczas dyskusji nad tym
punktem był obecny przedstawiciel
wnioskodawców, ja, jako członek
zarządu Stowarzyszenia, zostałem wydelegowany na to posiedzenie Rady
Miejskiej. Po wstępnych informacjach
o naszej inicjatywie, kilka pytań postanowił zadać wiceprzewodniczący
Rady Miejskiej Dariusz Kubiak. Ilu
członków liczy Stowarzyszenie, ilu
prowadzi działalność polityczną oraz
co sądzę o ostatnich wypowiedziach
Ryszarda Wyczachowskiego? Przez
grzeczność i szacunek do miejsca
i celu obrad Rady Miejskiej odpowiedziałem, ze działamy w oparciu
,,PLUS — Bełchatów’’.
Wydawca:
Bełchatowskie Stowarzyszenie
Samorządowe — PLUS
Adres:
97-400 Beł­cha­tów,
ul. Hellwiga 11.
Redaktor naczelny:
Edward Olszewski
Autorzy numeru:
Marek Chrzanowski
Kamila Dziadoń
Dariusz Matyśkiewicz
Edward Olszewski
Sylwester Paradecki
Anna Szczęsna
Skład i korekta własne.
o ustawę o stowarzyszeniach i jesteśmy od czerwca 2009 r. zarejestrowani
przez sąd rejestrowy, a w sprawie
ostatnich wypowiedzi Ryszarda Wyczachowskiego odpowiedziałem,
że tych ludzi, którzy przed 30 laty
zakładali „Solidarność” i po doświadczeniach życiowych, które przeszli,
nic nie jest w stanie ich zadziwić czy
zaskoczyć i przekazałem radnemu
stanowisko zarządu na piśmie w tej
sprawie. Radnemu moja odpowiedź
wystarczyła, bo głosował wraz ze swoim klubem radnych PiS za przyjęciem
uchwały, podobnie jak kluby radnych
PLUS i Platformy Obywatelskiej.
Wstrzymali się od glosowania radni
SLD i Ziemi Bełchatowskiej. Czyżby
byli wciąż po tej samej stronie, a więc
z SB i PZPR?
To, że nie odpowiedziałem precyzyjnie na pytania zadane mi przez
radnego Kubiaka, wypomniała mi
w artykule próbującym ośmieszyć
działalność naszego Stowarzyszenia,
dziennikarka tygodnika „Fakty” Anna
Staniaszek, która niestrudzenie, mniej
więcej od 10 lat, śledzi każdą moją
wypowiedź po to, by ją potem, po
zmanipulowaniu, przedstawić w zamierzonym przez siebie znaczeniu
opinii publicznej. Tym razem zwróciła uwagę na to, że nie odpowiedziałem
na postawione mi pytania. Żeby
ulżyć Annie Staniaszek i zaspokoić
jej uczucie niedosytu informacji,
postanowiłem odpowiedzieć w tym
artykule.
A więc Stowarzyszenie liczy więcej
niż 15 osób (minimalna ilość wymagana przez ustawę o Stowarzyszeniach),
a działalność polityczną do niedawna
prowadziły dwie osoby, ale po rezygnacji Ryszarda Wyczachowskiego,
który był członkiem LPR, pozostała
już tyko jedna. Na dodatek jest to
członek PiS. O pozostałych osobach,
członkach naszego Stowarzyszenia,
nic mi więcej nie wiadomo, żeby byli
członkami jakichkolwiek partii politycznych. Odpowiedziałem szczerze,
jak na przesłuchaniu. Ale dlaczego
nie powiedziałem tego na sesji? Właśnie przez deja vu. Przypomniało mi
się, że kiedyś już podobną sytuację
przeżywałem. W 1988 roku, kiedy
prowadziliśmy już jawną działalność
w KWB „Bełchatów”, jako Komitet
Założycielski NSZZ „Solidarność”,
mój kierownik oświadczył mi któregoś dnia, że w ramach obowiązkowej
procedury – okresowej oceny rezer-
wowej kadry kierowniczej, wystawił
mi ocenę negatywną za postawę
polityczną i zapytał, czy się z nią
zgadzam. Kiedy odpowiedziałem, że
nie, to powiedział, że muszę w takim
razie stanąć przed komisją, której
przewodniczącym jest dyrektor naszego pionu ds. pracowniczych Jan
Ciecieręga. Na drugi dzień stawiłem
się w gabinecie dyrektora, w którym
zastałem wysoką komisję, liczącą 11
osób. Dwie godziny rozmawialiśmy
na mój temat i pozostaliśmy przy
własnych zdaniach. Więc na zakończenie odpowiedziałem, że rozumiem
doskonale ich ocenę mojej postawy
politycznej, ale to ich ocena jest
właśnie polityczna, gdyż wszyscy są
członkami PZPR, a ja nie należę do
żadnej partii, a jedynie mi chodzi o to,
żeby mógł działać związek zawodowy,
który powstał i działał w 1980 i 1981
roku.
Mam nadzieje, Panie Darku, że
mi Pan wybaczy, że nie udzieliłem
Panu pełnej odpowiedzi na zadane
mi przez Pana pytania, ale dzięki dociekliwości Anny Staniaszek staram
Edward Olszewski
się to nadrobić. Muszę Panu jeszcze
dopowiedzieć, że przy okazji tej walki
o prawo do swobodnej działalności
związkowej, udało się, jak gdyby
przy okazji, załatwić jeszcze parę
rzeczy, takich jak: niepodległość,
demokracja, wolny rynek. I dobrze,
że nie musimy ponownie przechodzić
walki o to, żebyśmy mogli podejmować swobodnie, według własnego
uznania, działalności politycznej
w partiach politycznych, jak również
działalności społecznej poprzez
możliwość swobodnego zrzeszania
się w stowarzyszeniach.
Edward Olszewski
Bełchatów • • • • • • Województwo • • • • • • Polska • • • • • • Europa
Euro w mundurze
Jest oficjalne porozumienie w sprawie organizacji Mistrzostw
Europy w Piłce Nożnej Służb Mundurowych „Bezpieczne Euro
2012”. Liderem projektu jest miasto Sieradz. Oprócz Bełchatowa,
w przedsięwzięciu uczestniczą Wieluń i Pabianice. Mistrzostwa
są wspierane przez Ministra Obrony Narodowej, Marszałka
Województwa Łódzkiego oraz 15. Sieradzką Brygadę Wsparcia
Dowodzenia.
„Bełchatów jest do mistrzostw już przygotowany. Dysponujemy jednym z najlepszych w województwie łódzkim zapleczem
treningowym, mamy świetne boisko główne oraz bazę noclegową” – mówi Marek Chrzanowski, prezydent Bełchatowa. Szczegóły dotyczące turnieju, w tym ilość drużyn, które będziemy gościć
i meczów, jakie będą tu rozgrywane, zostaną doprecyzowane
w perspektywie czasu.
„Dla Bełchatowa udział w projekcie Euro w mundurze to
przede wszystkim szansa na zapewnienie bełchatowianom
ciekawych widowisk sportowych, ale i okazja do promocji
miast organizujących turniej i całego województwa” – dodaje
prezydent.
Euro w mundurze będzie bardzo ważnym wydarzeniem.
Rozgrywane równolegle do Euro 2012, będzie niejako uzupełnieniem tych piłkarskich mistrzostw.
25 marca 2010 r.
Centrum Bełchatowa z gwiazdami
siatkówki
Roli, jaką spełnia bełchatowska
siatkówka, nie sposób przecenić.
Zawodnicy SKRY zawsze gwarantują
sportowe widowiska na najwyższym
poziomie. Dają niezmierną radość
wszystkim kibicom siatkówki, a nas,
bełchatowian, napawają olbrzymią
dumą. Dzięki siatkówce o Bełchatowie słyszy cała Polska, Europa i świat.
Jestem więc przekonany, że jako
bełchatowianie, powinniśmy czuć się
zobowiązani, by uhonorować wszystkich byłych i obecnych trenerów
i zawodników SKRY, którzy, działając
w naszym mieście, stanowili o sile
nie tylko bełchatowskiej siatkówki.
Właśnie stąd pomysł, by w zrewitalizowanym centrum naszego miasta
powstała siatkarska aleja gwiazd.
We współpracy z EKS SKRĄ Bełchatów uzgodniliśmy, że na początek
wmurowanych w chodnik pamiąt-
kowych tablic będzie 18. Znajdą
się na nich nazwiska zasłużonych
siatkarzy i trenerów, którzy związani
byli z bełchatowską siatkówką i zdobywali laury igrzysk olimpijskich,
mistrzostw Europy czy świata. Pojawi
się m. in. pamiątkowa płyta trenerów
Wiesława Czai i Daniela Castellaniego
oraz zawodników, m. in. Mariusza
Wlazłego, Michała Winiarskiego,
Daniela Plińskiego, Piotra Gruszki
czy Krzysztofa Ignaczaka. Na tablicy,
obok imienia i nazwiska, wygrawerowane będą też osiągnięcia gwiazdy.
Otwarcie alei zaplanowaliśmy na
miesiące wakacyjne. Nie ukrywam, że
bardzo zależy mi, by na uroczystości
odsłonięcia pamiątkowych tablic
obecni byli siatkarze.
Dziennikarze pytali mnie, czy jest
szansa, by w przyszłości obok alei
siatkarskiej pojawiła się aleja dla
piłkarzy. Marzeniem moim i chyba
każdego kibica GKS-u jest to, by nasza
piłka nożna stała na coraz wyższym
poziomie. Marzy nam się mistrzostwo
Polski, o które już się otarliśmy, czy
udział w europejskich pucharach,
które są niewątpliwie przepustką
do wielkiego grania. Póki co, czynimy starania, by GKS bezpiecznie
w perspektywie czasu funkcjonował
w ekstraklasie.
Aleja siatkarzy to nie pierwsza aleja, poświęcona ważnym dla Bełchatowa osobom. Od kilku lat w okolicach
parku przy Dworku Olszewskich
istnieje tzw. Rajska Aleja, poświęcona
Honorowym Obywatelom Miasta
Bełchatowa. Obok każdej z pamiątkowych płyt rośnie rajska jabłoń.
Ta inicjatywa spotkała się z bardzo
ciepłym przyjęciem nie tylko wśród
nas, bełchatowian. Spacery po Raj-
Marek Chrzanowski
skiej Alei, zwłaszcza w słoneczne
popołudnia, niezmiennie cieszą
się dużą popularnością. Wierzę, że
z równie pozytywnym odbiorem spotka się siatkarska aleja gwiazd, która
uatrakcyjni zrewitalizowane centrum
Bełchatowa.
Marek Chrzanowski
Bełchatów • • • • • • Gmina • • • • • • Miasto • • • • • • Powiat
Radni, którzy nie chcą udzielić zgody na kredyt dla naszego miasta, często sami są
zadłużeni po uszy.
Biorę kredyt, innym nie pozwolę –
mówią niektórzy miejscy radni
Od kilku miesięcy piszemy o tym, że radni nie zgadzają się na zaciągnięcie przez
miasto kredytu, który ma być przeznaczony na finansowanie inwestycji. Swoją decyzję radni argumentują lękiem przed zbyt wielkim zadłużaniem Bełchatowa. Ale,
jak wynika z opublikowanych w Internecie oświadczeń majątkowych, ci sami radni,
którzy na Sali Herbowej walczą z kredytami, w życiu prywatnym z kredytów bardzo
chętnie korzystają. Najczęściej ich zadłużenie jest niewspółmiernie wyższe do tego,
które mógłby osiągnąć Bełchatów, gdyby kredyt zaciągnął i wykorzystał w całości.
Zadłużenie miasta oblicza się, porównując zobowiązania (kredyty, pożyczki i inne)
do dochodu budżetu (podatki dotacje i inne). Określa się to procentowo. Na dzień
dzisiejszy zadłużenie wynosi 40,85 %. W momencie zaciągnięcia kredytu w kwocie
25 mln zł dług będzie wynosić 49,72%. Tak samo policzymy zadłużenie radnych
przeciwnych kredytowi na miejskie inwestycje. Weźmiemy dochód stały, pewny,
wynikający z umowy o pracę danego radnego (zestawienie obok).
Gdzie tu logika i konsekwencja? Czy aby na pewno radnym głosującym na NIE
chodzi o merytorykę? Przecież jeśli w życiu osobistym uważam, że trzeba się zadłużyć,
by się rozwijać to, dlaczego w życiu samorządowym mam już zupełnie inne zdanie,
zatrzymując tym samym rozwój miasta? Oceńcie Państwo sami.
Ewa Matysiewicz Zadłużenie ok. 600%
zarobki ze szkoły 890,48 zł
- emerytura 17.955,12 zł
Kredyt hipoteczny 125.000,00 zł
Dariusz Kubiak Zadłużenie ok. 300%
Dochód 69553, 22 zł za pracę w KWB
Kredyt 204.100,08 zł, hipoteczny 64.471,25 CHF (173.427,66
zł) + kredyt konsumpcyjny 30.672,42 zł
Szczepankowski–Chełmoński Piotr Zadłużenie ok. 50 %
- 119.017,56 zł – zarobki z KWB
Kredyt 60.000,00 zł
Krzysztof Pierzchała Zadłużenie ok. 25%
- 200.340,12 zł – zatrudnienie
Kredyt 50.000,00 zł
25 marca 2010 r.
Za udział
w konkursach
Starostwo
musi słono
zapłacić
Konkurs
Bełchatowianka Roku 2009
rozstrzygnięty
Kamila Dziadoń
Dariusz Matyśkiewicz
Za statuetki i nagrody dotyczące ekologii
tylko w 2009 roku Starosta Brózda i Zarząd
zapłacił ponad
16 tysięcy złotych – tyle kosztują uzyskane
tytuły
Dla dzieci, które trenują sport, szczególnie
karate, Pan Starosta nie ma pieniędzy. Mało
tego – twierdzi, że ta dyscyplina propaguje
agresję wśród dzieci i młodzieży.
Szanowni Państwo, wiem, ile trudu trzeba
włożyć, by w dobie komputerów, od których
ciężko odciągnąć nasze pociechy, zachęcić je
do uprawiania jakiegoś sportu. Niejednokrotnie rodzice sami zawożą dzieci na treningi,
turnieje po to, by angażowały się one w sport.
Karate w Bełchatowie ma długoletnie tradycje; dzięki działającym klubom nasze pociechy mają gdzie trenować i osiągają sukcesy
w zawodach różnego szczebla. Stanowczo
protestuję przeciwko określaniu sportu, jakim jest karate, jako propagującego przemoc
i agresję wśród dzieci i młodzieży.
Karate to doskonalenie możliwości fizycznych, a także oddziaływanie na własny
charakter i wolę; nauka koncentracji, a poprzez nią kontroli ciała i umysłu; technika
samoobrony, czyli unikania zagrożenia, a nie
poszukiwania go.
Szanowni Trenerzy, Rodzice, nie zrażajcie się
tymi durnymi słowami Starosty, bo inaczej
nie sposób nazwać tego, co nam wszystkim
zrobił swoją wypowiedzią.
Dariusz Matyśkiewicz
Anna Figlus — Bełchatowianka Roku 2009
8 marca rozstrzygnięty został konkurs „Bełchatowianka Roku 2009”. Do uczestnictwa
w konkursie nominowanych zostało 18 osób
w kategoriach konkursowych: przedsiębiorczość,
kultura, oświata i aktywność społeczna.
Na pierwszym etapie konkursu, 25 lutego,
spośród zgłoszonych do konkursu nominacji, Kapituła Konkursowa wybrała cztery zwyciężczynie
konkursu w poszczególnych kategoriach:
- Annę Łastowską – właścicielkę Biura Podróży LEXAN – zwyciężczynię w kategorii A.
– Przedsiębiorczość
- Magdalenę Forusińską – Dyrektor Miejskiej
i Powiatowej Biblioteki Publicznej w Bełchatowie
– zwyciężczynię w kategorii C. – Kultura
- Annę Figlus – do 2009 r. Dyrektor, obecnie
nauczycielkę języka polskiego w Zespole Szkół
i Placówek Oświatowych BSTO im. Z. Herberta
– zwyciężczynię w kategorii D. – Oświata
- Jadwigę Tumidajewicz – Prezes Fundacji
„Pomagamy Dzieciakom Ziemi Łódzkiej”, właścicielkę firmy PIP INKOM Sp. z o.o. – zwyciężczynię w kategorii E. – Aktywność społeczna.
Spośród wyróżnionych przez Kapitułę kobiet,
w drodze plebiscytu internetowego, przeprowadzonego na stronach www.belchatow.pl oraz
www.belchatow.naszemiasto.pl, internauci wybrali „Bełchatowiankę Roku 2009”. Została nią
Anna Figlus – z zawodu dziennikarz i nauczyciel
języka polskiego, założycielka Bełchatowskiego
Społecznego Towarzystwa Oświatowego; za
całokształt działań realizowanych w ramach projektów, prowadzona przez nią szkoła otrzymała
prestiżowy tytuł Szkoły z Klasą, a pani Figlus
– tytuł Nauczyciela z Klasą. Ponadto aktywnie
włączyła się w ideę powołania w Bełchatowie
Uniwersytetu III Wieku.
Zwyciężczyni otrzymała 1067 głosów poparcia. W sumie internauci zagłosowali ponad 2,5
tysiąca razy.
„Bełchatowianka Roku 2009”, a także pozostałe laureatki konkursu, dostały dyplomy
oraz statuetki. Anna Figlus otrzymała nagrodę
ufundowaną przez sponsora konkursu – firmę
ZUPRB Karol Szklarek. Ponadto będzie miała
możliwość reprezentowania Bełchatowa podczas
święta partnerskiego miasta Aubergenville we
Francji w maju 2010 r.
Nagrodę specjalną dla osoby zgłaszającej nominację w drodze losowania wygrała Ewa Żuber,
która otrzymała bon upominkowy o wartości
500 zł.
Kamila Dziadoń
25 marca 2010 r.
„Fakty” przegrały w sądzie
z ADM Sp. z o.o.
Hołd
bohaterom
AK
W dniu 14 marca, w 68. rocznicę rozstrzelania przez hitlerowców bełchatowskich żołnierzy Armii Krajowej, odbyły się
uroczystości na cmentarzu przy pomniku,
upamiętniającym te tragiczne wydarzenia,
jakie miały miejsce w naszym mieście podczas II wojny światowej.
Na uroczystości przybył generał Stanisław Burza-Karliński, przewodniczący Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej
Okręgu Piotrkowskiego, który podziękował
wszystkim, przyczyniającym się do podtrzymania pamięci o tych mieszkańcach,
którzy zapłacili najwyższą cenę – poświęcili
własne życie w walce o ojczyznę. Generał
wspomniał również tych bełchatowian,
którzy współpracowali z nim długo po wojnie, jak Józef Budzisz, Eugeniusz Szubert,
czy też Konrad Leśniewski „Orlik” – jego
adiutant (jedyny bełchatowianin – kawaler
Orderu Virtuti Militari). Głos zabrał również
Franciszek Zochniak, przewodniczący bełchatowskiego oddziału ŚZŻAK i wyraził żal,
że w książce, wydanej nie tak dawno przez
Stowarzyszenie Przyjaciół Bełchatowa pt.:
„Bełchatowianie. Historia Miasta i Regionu”,
nie znalazła się nawet jedna wzmianka
o żołnierzach AK, którzy przecież swoją
odwagą zapisali tak tragiczną, a zarazem
bohaterską kartę w historii miasta. Fakt ten
budzi duże zdziwienie, tym bardziej, że na
ostatniej stronie książki wydawca pisze cyt.:
„jednym z najważniejszych zadań Stowarzyszenia jest ocalenie pamięci o ludziach,
miejscach i wydarzeniach znaczących dla
historii”.
Uczestniczący w uroczystości przedstawiciele władz samorządowych powiatu,
miasta i gminy i organizacji społecznych
– ŚZŻAK, PLUS, RSSK, O.S.W. „Strzelec” i Muzeum Regionalnego, złożyli kwiaty pod pomnikiem. Uroczystość została poprzedzona
mszą św., odprawioną w kaplicy cmentarnej
przez ks. prałata Janusza Krakowiaka.
W dniu 10 marca br. odbyła się rozprawa w Sądzie Apelacyjnym w Łodzi. Wniesiona przez redaktor naczelną tygodnika „Fakty” apelacja od wyroku
Sądu Okręgowego w Piotrkowie Tryb. z dnia 30
października 2009 r., skazującego Annę Staniaszek
na przeproszenie ADM Sp. z o.o., została odrzucona. Tym samym wyrok stał się prawomocny i został
już wykonany, gdyż zasądzony tekst przeprosin
ukazał się już w „Faktach” z dnia 17 marca.
W kwietniu i w maju 2008 roku na łamach
tygodnika „Fakty” ukazał się cykl artykułów, oczerniających firmę ADM Sp. z o.o. Głównym zarzutem
pod adresem spółki było to, że pracownicy spółki
dopuścili się fałszowania kart pracy, wystawionych
po pracach wykonanych na rzecz administrowanych przez siebie wspólnot mieszkaniowych.
Prezes spółki ADM Sp. z o.o. uznał, że treść artykuł
zawiera nieprawdę i narusza dobra osobiste spółki,
wobec czego skierował sprawę do sądu, domagając
się przeprosin. Sąd Okręgowy w Piotrkowie Tryb.
w listopadzie 2008 r. wydał wyrok skazujący Annę
Staniaszek, lecz ta się odwołała od wyroku i Sąd
Apelacyjny w Łodzi w marcu 2009 r. uchylił wyrok
i skierował do ponownego rozpatrzenia w I instancji. Tak więc dwukrotnie wypowiadały się w tej
sprawie obydwa sądy, a całość sprawy trwała prawie
dwa lata. Mamy więc pewność, że sprawa została
rzetelnie zbadana i wynik końcowy jest bezsporny.
Tak długo trwają, niestety, sprawy o naruszenie
dóbr osobistych. Bardzo łatwo i bardzo szybko
rozchodzą się szkalujące informacje, natomiast
wyprostowanie całej sprawy jest długotrwałe
i nawet wygrana po dwóch latach nie daje w pełni
satysfakcji, gdyż trudno jest naprawić coś, co w wyniku negatywnej kampanii mogło się przyczynić do
trudności w funkcjonowaniu firmy.
Jak jest wymowa końcowa tej sprawy? Gdyby
powiedzieć, że redaktor naczelna „Faktów” nie
utrzymuje standardów rzetelnego dziennikarstwa,
byłaby to tylko połowa prawdy. Nie jest przecież
tajemnicą, że zapotrzebowanie na krytykę ADM
Sp. z o.o. w tygodniku „Fakty”, wzrosło szczególnie
po objęciu funkcji prezesa firmy przez Edwarda
Olszewskiego w lutym 2008 r. Zbieżność terminu
oszczerczej kampanii była więc nieprzypadkowa.
Takie było zapotrzebowanie i każda, nawet nie
sprawdzona, a tylko zasłyszana historia, nadawała
się do wykorzystania, tylko po to, by dokonać
politycznego ataku na osobę, która oprócz pełnienia funkcji prezesa firmy, pozostaje nadal
aktywna politycznie, gdyż jest radnym powiatu
oraz redaktorem naczelnym biuletynu PLUS. Chęć
dokopania przeciwnikowi politycznemu, była tak
silna, że Anna Staniaszek dała się ponieść własnym
emocjom i nie zachowała zwykłej dziennikarskiej
staranności. Ale czy możemy w ogóle używać tak
górnolotnych słów, jak rzetelność dziennikarska,
wobec tego, co na terenie Bełchatowa wyprawia
Anna Staniaszek – mieszkanka Piotrkowa Tryb.,
nieustannie obrażająca mieszkańców Bełchatowa
i organizacje społeczne, działające na rzecz lokalnej
społeczności? Dlaczego głównym adresatem agresji
Anny Staniaszek jest PLUS i wszyscy, którzy się jej
z PLUSem kojarzą? Zainteresowanych odsyłamy do
publikacji w biuletynie PLUS z 30 września 2009 r.
(dostępny na stronie internetowej PLUSa – www.
plusbelchatow.pl), gdzie opisujemy w dwóch artykułach pt. „Wykiwana „Solidarność” i „Fundacja
„Solidarni” – czyli ukryta prywatyzacja”, w jaki
sposób Anna Staniaszek (wiceprezes Fundacji),
wraz z Grzegorzem Stępińskim (fundator Fundacji i prezes spółki El-Bat) i jego żoną Mirosławą
Stępińską (prezes Fundacji), dokonali faktycznej
prywatyzacji publicznego majątku, należącego do
fundacji, eliminując przy tym z zarządzania Fundacją „Solidarni” dwie Komisje Zakładowe NSZZ
„Solidarność” i jedną osobę fizyczną – Zbigniewa
Marciniaka. Do tej pory do przedstawionych w nim
faktów nie ustosunkowała się publicznie ani Anna
Staniaszek ani Grzegorz Stępiński, o którym wciąż
Anna Staniaszek mówi w czasie teraźniejszym
„polityk”, mimo że Grzegorz Stępiński, praktycznie
od czasu przegranej w wyborach do Rady Powiatu
w 2002 r., nie uczestniczy w życiu publicznym.
Jedynym jego udziałem w życiu publicznym jest
wydawanie tygodnika „Fakty” i próby manipulacji
lokalną sceną polityczną, której bardzo usilnie
dokonuje tą drogą. I częściowo mu się udaje.
Przecież radni miejscy nie odważyli się zapytać
fundatorów Fundacji „Solidarni”, na co idą pożytki
z Ośrodka Babie Lato – przekazane Fundacji przez
Radę Miejską w 1992 r., a starosta Jarosław Brózda,
członek PiS, wspiera tygodnik „Fakty”, kierując
wszystkie urzędowe ogłoszenia do tej gazety, za
co gazeta odwdzięcza mu się kilkoma miłymi
zdjęciami w każdym numerze. Jak się to ma do
sztandarowego hasła tej partii, a więc likwidacji
dziwnych układów – niech na to odpowiedzą sobie
członkowie tej partii. O ile oczywiście zależy im na
wiarygodności politycznej na terenie Bełchatowa,
a nie wpisywaniu się w takie układy.
Jaką grupę polityczną reprezentują Grzegorz
Stępiński i Anna Staniaszek? Czy dalej jest to ta
sama grupa byłych polityków ze Stanisławem Wojtasikiem i Włodzimierzem Majewskim, pragnących
wrócić do władzy, z którymi walczyli w wyborach
samorządowych w 2006 r., w ramach Powiatowej
Inicjatywy Samorządowej (w skrócie PIS)? Nie
zdobyli żadnego mandatu w Radzie Miejskiej i Radzie Powiatu, ale domyślamy się, że przygotowują
kolejną konstelację wciąż tęskniących za utraconą
władzą byłych polityków? Jak to się będzie nazywało tym razem i jakie osoby się przyłączą – o tym
dowiemy się niebawem.
25 marca 2010 r.
10. urodziny Regionalnego Stowarzyszenia
Społeczno – Kulturalnego
12 marca w Dworku Olszewskich odbyło się spotkanie działaczy i sympatyków RSSK, poświęcone 10. rocznicy powstania Stowarzyszenia. Gratulacje
i podziękowania na ręce prezesa Antoniego Owczarka złożyli: prezydent
Marek Chrzanowski, starosta Jarosław Brózda oraz ksiądz prałat Janusz
Krakowiak. Najbardziej zasłużeni działacze otrzymali medale pamiątkowe,
przygotowane specjalnie na tę okazję. Prezes Antoni Owczarek starał się
krótko i dowcipnie przypomnieć najważniejsze inicjatywy, podjęte przez
społeczników z RSSK.
Inicjatywa organizacji wypoczynku letniego dla młodzieży polskiej zza
wschodniej granicy spotkała się z dobrym przyjęciem sponsorów oraz
mieszkańców miasta i powiatu, którzy licznie włączali się w pomoc poprzez
przyjęcie młodzieży do własnych domów. Akcja zbiórki polskich książek dla
tych dzieci zaowocowała kilkoma transportami, wysłanymi za wschodnią
granicę. Wybudowanie na cmentarzu w Bełchatowie pomnika, poświęconego zabitym żołnierzom AK, udało się, mimo że władze wojewódzkie
przeznaczyły na to o połowę mniej pieniędzy niż faktycznie było potrzebne.
Niezwykle istotna była także inicjatywa odsłonięcia tablicy pamiątkowej,
poświęconej pamięci polskich oficerów zamordowanych w Katyniu, w kościele na os. Binków. Odsłonięcie tablicy nastąpiło w 2000 roku, przy udziale
Lecha Wałęsy i ks. prałata Zdzisława Peszkowskiego – kapelana Rodzin
Katyńskich. Organizacja konkursu piosenki żołnierskiej na stałe weszła do
kalendarza imprez patriotyczno – kulturalnych w dniu 11 listopada. 10 edycji
tego konkursu mobilizowało każdorazowo kilkaset dzieci i ich rodziców,
a ksiądz prałat Janusz Krakowiak dla potrzeb konkursu wybudował nawet
Oratorium. RSSK przyczyniło się do przypomnienia osób, związanych z historią Bełchatowa – Nelly i Stefana Hellwigów – podczas obchodów święta
15 sierpnia, znalezienia członków rodziny Hellwigów, spisania ich historii
i zapraszania do udziału w uroczystościach na terenie Bełchatowa. Opieka,
jaką roztoczyło RSSK nad harcerzami z Łękawy, zaowocowała przypomnieniem historii Ośrodka Kursów Instruktorskich ZHP i corocznymi zjazdami
„Łękawiaków” z całej Polski. Odkrycie historii generała Janusza Głuchowskiego, urodzonego w pobliskim Bogdanowie, sprowadzenie jego rodziny
aż z Brazylii i spopularyzowanie tej postaci, przyczyniło się do nadania jego
imienia jednostce bełchatowskiego „Strzelca”. Marsze szlakiem Powstania
Styczniowego z Parzna do Kurnosa gromadzą, co roku w pierwszą niedzielę
zimowych ferii, kilkaset chętnych do przejścia trasy bez względu na warunki
atmosferyczne, jak również wpisały się w kalendarz zajęć osób, współpracujących z organizatorami, poczynając od księdza Leszka Drucha, państwa
Pawełoszków z Gospodarstwa Agroturystycznego „Kardynał”, popularnie
zwanego „Groblą”, aż do dyrektor Szkoły w Kurnosie Danuty Braun i mieszkańców Kurnosa, którzy zawsze na zakończenie, oprócz części artystycznej,
przygotowują słynny już bigos i mielone dla uczestników marszu. Przy
Stowarzyszeniu działa Grupa Rekonstrukcji Historycznej, która zajmuje się
znajdowaniem zaginionych mogił, odtworzeniem historycznych mundurów,
odtworzeniem schronu bojowego z 1939 r., itd. Przez długi okres Stowarzyszenie prowadziło sekcję turystyczną, zajmującą się organizacją ciekawych
i tanich wycieczek, a nawet wydawaniem lokalnej prasy pt. „Gazeta Bełchatowska”. Do stałych punktów programu należy również ambitna inicjatywa,
podjęta przed laty i kontynuowana do tej pory – prowadzenie świetlicy dla
dzieci w tzw. „Setce” przy ul. Czaplinieckiej 100. Stało się to możliwe tylko
dzięki stałym sponsorom i współpracy z mieszkańcami „Setki”.
Po tej długiej wyliczance można powiedzieć, że nie ma takiego zadania,
którego działacze Stowarzyszenia nie byliby gotowi podjąć, gdyby się okazało,
że jest taka społeczna potrzeba. Redakcja PLUSa przyłącza się do wszystkich
podziękowań i gratulacji, życząc wszystkim działaczom nieustających źródeł
sił witalnych i ciekawych pomysłów na następne 10 lat.
25 marca 2010 r.
Współczesny patriotyzm młodych
Wielu zarzuca dziś nauczycielom
i wychowawcom brak treści patriotycznych we współczesnej szkole.
Tymczasem tylko nieznajomość
rzeczy może skłaniać do takich wniosków. Na przykładzie własnej szkoły,
szkoły, w której nauczam i którą kieruję, przybliżę tematykę patriotyzmu
młodych.
Publiczne Gimnazjum nr 4 w Bełchatowie bierze udział w Ogólnopolskim Programie Rozwoju Chórów
Szkolnych „Śpiewająca Polska”, dofinansowanym przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Już
same nazwy mówią, że poznajemy tu
i promujemy polską muzykę, polską
Anna Szczęsna
pieśń i piosenkę. Dzięki uczestnictwu
w programie chór szkolny, zawsze
wysoko oceniany, rozrósł się do 60 osób i zdobywa najlepsze szlify. Uświetnia
uroczystości nie tylko szkolne, ale i miejskie. Całkiem niedawno zaśpiewał
gościnnie na uroczystości poświęconej X-leciu Regionalnego Stowarzyszenia
Społeczno – Kulturalnego. Kiedy zabrzmiały utwory „Rota” i „Kocham Cię,
Polsko”, wykonane wielogłosowo, co wrażliwszych przeszywały dreszcze. A chór
zaśpiewał tam dlatego, że wcześniej, w listopadzie 2009 r., zdobył nagrodę „Grand
Prix” w X Regionalnym Przeglądzie Piosenki Patriotycznej i Żołnierskiej „Moja
Ojczyzna” . Czyż to wszystko to nie jest patriotyzm? I to, że młodzież śpiewa,
i to, że chce śpiewać taki właśnie repertuar?
Szkoła nosi zaszczytne imię K. K. Baczyńskiego. Corocznie przed obchodami
Święta Patrona organizowane są konkursy towarzyszące – literacki, plastyczny,
recytatorski oraz konkurs wiedzy o życiu i twórczości poety. Konkursy mają
zasięg od szkolnego do powiatowego i cieszą się dużym zainteresowaniem.
W czasie bardzo uroczystego apelu uczniowie śpiewają hymn państwowy lub
hymn szkoły oraz recytują poezję Krzysztofa Kamila. Potrafią przy tym – przynajmniej w przeważającej większości – zachować powagę i podkreślić uroczystość
odpowiednim strojem.
Młodzież zawsze pamięta o rocznicach pontyfikatu i śmierci Papieża Polaka
– Jana Pawła II. Gimnazjaliści z „czwórki” corocznie w październiku i w kwietniu
tłumnie maszerują do parafialnej świątyni, by tam oddać hołd Ojcu Świętemu
poprzez recytację i śpiew. W szkole dodatkowo towarzyszą temu wystawy
i konkursy. Może nie zawsze uczniowie robią to wszystko wyłącznie z własnej
inicjatywy, ale… od czego są wychowawcy młodych pokoleń, czyli my – rodzice
i nauczyciele?! I czy te wszystkie działania to nie jest współczesny patriotyzm?
Kolejnym świętem patriotycznym w kalendarzu szkolnym PG nr 4 są
uroczystości katyńskie. Właśnie jesteśmy w trakcie przygotowywania się do
obchodów 70. rocznicy zbrodni. Występy naszych uczniów, wystawiane z tej
okazji dwukrotnie – raz w kościele Miłosierdzia Bożego na Binkowie, drugi
raz w auli szkolnej, zawsze wzruszają publiczność. A sama młodzież chętnie się
angażuje. Jaki to piękny widok – rzesza młodych ludzi, w galowych strojach,
z należyta powagą.
W szkole od początku bieżącego roku szkolnego funkcjonuje klasa, realizująca
innowację pedagogiczną „Cudze chwalicie, swego nie znacie”, zawierającą treści
z wychowania patriotycznego.
Nauczyciele włączają młodzież także do obchodów kolejnych rocznic wrześniowych, np. delegacja corocznie wyrusza na Górę Borowską, by oddać hołd
lokalnym bohaterom. Pamiętamy także o Święcie Niepodległości, o rocznicy
stanu wojennego, Konstytucji 3 Maja.
Patriotyzmu uczymy nie tylko przygotowując apele, akademie i uroczystości.
Uczymy go także poprzez sumienną pracę… Najlepiej – dając osobisty przykład.
Wskazujemy wzorce i autorytety. Negujemy zachowania niechlubne i niegodne.
Choć nie jest dziś łatwo zainteresować książką, organizujemy liczne akcje czytelnicze, promujące rodzimą literaturę. Korzystamy z lekcji bibliotecznych i muzealnych, by poznawać kulturę regionu. Uczymy młodzież szacunku do symboli
narodowych, rozmawiamy o godnym reprezentowaniu Polski poza jej granicami.
To wszystko nie jest niczym innym, jak rozwijaniem uczuć patriotycznych.
Podobne działania mają miejsce w wielu, jeśli nie we wszystkich, placówkach
oświatowych. Nie musimy, na szczęście, udowadniać patriotyzmu w taki sposób, jak nasi przodkowie, chociażby ci z pięknego, ale tragicznego pokolenia
Kolumbów.
I choć wiek młody to „wiek górny, ale durny” i nie wszyscy od razu chłoną treści
patriotyczne, to jesteśmy pewni, że „zasiane ziarno nie pójdzie na marne”.
Anna Szczęsna
25 marca 2010 r.
Z najnowszej historii
Wprowadzenie samorządu terytorialnego w 1990 roku poprzedzało
wprowadzenie w przedsiębiorstwach państwowych, jeszcze na
bazie postulatów „Solidarności”
z 1981 roku, samorządu pracowniczego. Na fali wychodzenia z podziemia i dużych przemian w kraju
w okresie 1989-1990, wielu działaczy angażowało się w działalność
samorządową na terenie swoich zakładów pracy. Najbardziej burzliwy
okres samorządności pracowniczej
na naszym terenie miał miejsce
w tym czasie w KWB „Bełchatów”.
Wybory do Rady Pracowniczej
odbyły się wiosną 1989 r., tuż po
największym w historii Kopalni
strajku w lutym 1989 r., równolegle
do odbywającego się w Warszawie „Okrągłego Stołu”. Ponieważ
Samorząd pracowniczy
w Kopalni pracowało wówczas
ponad 12 tys. pracowników, Rada
Pracownicza również była liczna
i liczyła sobie 35 członków. Idąc do
wyborów wiedzieliśmy, że musimy
mieć więcej członków Rady niż
PZPR, żeby mieć cokolwiek do
powiedzenia. Wygraliśmy, gdyż po
wyborach okazało się, że z list „Solidarności” do Rady Pracowniczej
weszło 19 osób. Przed pierwszy
posiedzeniem, w maju 1989 r.,
odbyliśmy naradę w swoim gronie,
podczas której ustaliliśmy, że na
przewodniczącego Rady wystawimy
Józefa Pólkowskiego. Niestety, dały
o sobie znać już pierwsze podziały
i osobiste ambicje, gdyż ku naszemu
zdziwieniu, oprócz uzgodnionego
kandydata, zgłoszony został przez
Ryszarda Wyczachowskiego inny
Dyrektor Publicznego Gimnazjum nr 4
im. K.K. Baczyńskiego w Bełchatowie,
ul. Budryka 7 (os. Binków) informuje, iż
od 1.09.2010r.
w szkole funkcjonować będzie
klasa integracyjna
Zgodnie z aktualnymi wymogami prawnymi klasa
liczyć może do 20 osób, w tym 3-5 uczniów niepełnosprawnych.
Klasa integracyjna to wspaniała idea włączenia dzieci niepełnosprawnych w normalne, szkolne życie,
w normalnie funkcjonujący system społeczny. To
piękna, wartościowa oferta także dla dzieci zdrowych
– wspaniała lekcja tolerancji, akceptacji, wrażliwości,
niesienia pomocy drugiemu człowiekowi.
Niektóre szkoły już się tego nauczyły. Teraz nauczymy
się my!
Przyjmujemy uczniów z wszystkimi rodzajami niepełnosprawności, oprócz ruchowej. Pierwszeństwo
zapisu mają absolwenci Szkoły Podstawowej nr 12.
Zapisy trwają do 31 marca.
Informacje o naszej szkole i zasadach rekrutacji znaleźć można na stronie internetowej: www.pg4.dolsat.
pl lub uzyskać pod nr tel. 44 634 80 98.
kandydat z naszego grona – Jan
Skrobisz. Tzw. „czerwony stolik”
szybko się połapał w tej grze i poparł
go wraz z naszymi rozłamowcami. Musieliśmy przełknąć gorycz
pierwszego potknięcia, ale na brak
zajęć nie narzekaliśmy – przecież
trzeba było odtworzyć związek
i przygotować się do wyborów 4
czerwca.
Nie lekceważyliśmy jednak Rady
Pracowniczej i po bardzo burzliwych 4 miesiącach prowadzenia
Rady Pracowniczej przez Jana
Skrobisza, podczas których wykazał
się dużą nieudolnością, zgłosiliśmy
wotum nieufności pod adresem
prezydium Rady. Wniosek przeszedł
i na tej samej Radzie, na początku
września 1989 r., zostało wybrane
nowe prezydium z przewodniczącym Wiesławem Dobkowskim. Ja
również wszedłem do prezydium,
obejmując funkcję sekretarza. Od
tego momentu działalność Rady
nabrała przyspieszenia. Podjęliśmy
uchwałę o wyprowadzeniu Komitetu PZPR poza teren Kopalni do
końca września 1989 r. Próby mediacji przez ostatniego I sekretarza
Komitetu Zakładowego PZPR Jana
Góry nie powiodły się, gdyż wykazaliśmy brak podstaw prawnych
do działalności takiej struktury
na terenie firmy. Uchwała została
wykonana, a więc udało nam się
wyłączyć KZ PZPR z życia Kopalni,
zanim ona sama się zlikwidowała
(raczej przekształciła) w styczniu
1990 r.
Ponieważ cieszyliśmy się dużym
zaufaniem załogi, wpływało do
nas od pracowników dużo spraw,
które chcieli, żebyśmy załatwili jak
najszybciej. Pamiętam, że to właśnie
na jesieni 1989 r. przesądziliśmy
o tym, że piłkarze GKS nie mogą
być fikcyjnie zatrudniani na oddziałach Kopalni, lecz należy stworzyć
warunki do ich zatrudnienia w GKS
„Bełchatów”. Tak powstały, w trzecioligowym wówczas klubie, podwaliny pod zawodową piłkę nożną.
Również podobnie rozwiązaliśmy
problem z Orkiestrą Zakładową,
tworząc odrębny oddział w ramach
struktury Kopalni. Do tej pory orkiestra w tej formie organizacyjnej
funkcjonuje i jest w dalszym ciągu
dumą całej Kopalni.
Były też sprawy cięższego kalibru, jak wyprzedaż z magazynu
inwestycyjnego towarów po cenach
księgowych, przy inflacji sięgającej
w 1989 r. kilkuset procent, na rzecz
spółki z o.o., w której figurowały,
jako wspólnicy, osoby … z rodziny
dyrektora inwestycyjnego, za co
błyskawicznie stracił stanowisko,
czy też ujawnienie utworzenia
spółki z o.o. przez innego dyrektora
z zakresem działania pokrywającym
się z jego obowiązkami w firmie.
Przypadki te dały podstawę do
podjęcia, jakbyśmy to teraz nazwali – uchwały antykorupcyjnej,
ale również przyczyniły się do
pogorszenia relacji pomiędzy Radą
Pracowniczą a dyrektorem Stanisławem Drozdowskim. Na początku
stycznia 1989 r., podczas obrad
Rady Pracowniczej, Jan Skrobisz,
który postanowił dalej grać lojalnie
z „Solidarnością”, zgłosił wniosek
o wotum nieufności wobec dyrektora. Wobec tego, że taki wniosek,
zgodnie z wymogami ustawy, powinien jednak zawierać uzasadnienie,
rozpoczęła się gorąca dyskusja nad
tym wnioskiem. Ostatecznie wniosek został przegłosowany, ale po
bardzo burzliwych dyskusjach na
Radzie Pracowniczej i na Zebraniu
Delegatów Załogi. W lutym 1990 r.,
pod siedzibę dyrekcji Kopalni (tzw.
„Pentagon”) przyszło ok. 2 tys. pracowników, z żądaniem ustąpienia
dyrektora Drozdowskiego. Po tym
wydarzeniu Stanisław Drozdowski
złożył rezygnację, która została
przyjęta przez ministra przemysłu.
Na pełniącego obowiązki dyrektora
został powołany Władysław Pawlikowski, którego zastąpił po kilku
miesiącach, już po przeprowadzeniu postępowania konkursowego
przez komisję, powołaną przez
ministra, Jerzy Wagenknecht.
A to już się działo równolegle
do przygotowań do pierwszych demokratycznych wyborów do Rady
Miejskiej w Bełchatowie, o czym
napiszę w następnym Biuletynie
PLUSa.
Edward Olszewski
25 marca 2010 r.
Schronisko – zastępczy dom
Bełchatowskie Schronisko dla Bezdomnych,
prowadzone przez Stowarzyszenie Rodzin
Katolickich Archidiecezji Łódzkiej Oddział
w Bełchatowie, jest jednym z ok. 300 noclegowni
i schronisk działających w Polsce. O tym, jak bar-
dzo ta placówka jest potrzebna w naszym mieście,
świadczą chociażby statystyki. I tak, w 2009 roku
schronienie znalazło tam łącznie 109 osób, w tym:
77 mężczyzn, 17 kobiet i 15 dzieci (!). Stuprocentowe oblężenie schronisko przeżywa zwłaszcza
Stowarzyszenie Rodzin Katolickich jest od lat jedyną
organizacją pozarządową, która startuje w otwartym konkursie
ofert na prowadzenie schroniska dla osób bezdomnych.
XII Droga
Krzyżowa
ulicami Bełchatowa
Wielki Piątek,
2 kwietnia
rozpoczęcie 2000
Parafia Narodzenia NMP
Organizatorzy:
Parafie Bełchatowa
Stowarzyszenie Rodzin Katolickich
w okresie zimowym,
kiedy to każdej nocy
przebywa w nim ok.
50 osób. Lokatorzy
schroniska otrzymują
nie tylko dach nad
głową i łóżko do spania, lecz także mają
możliwość wykonania
Sylwester Paradecki
zabiegów sanitarnych,
związanych z utrzymaniem higieny osobistej, w miarę
możliwości dostają także odzież oraz żywność. Ponadto
przebywający w placówce mogą liczyć na pomoc w załatwianiu ich własnych potrzeb bytowych czy otrzymaniu
stosownych świadczeń. Nie do przecenienia jest również
wsparcie, związane z readaptacją społeczną. Powrót każdego
z nich do normalnego życia – bez alkoholu czy przemocy
– to jeden z podstawowych celów działań resocjalizacyjnych,
podejmowanych przez pracowników placówki. W schronisku obowiązuje czytelny i egzekwowany regulamin,
a bezwzględny zakaz picia alkoholu, jak również zakaz
przyjmowania osób pod jego wpływem, niewątpliwie mają
znaczący wpływ na pomoc w powrocie do „normalności”. Jak
stwierdził jeden z mieszkańców „To i dobrze, schronisko to
nie melina, a i terapia zarazem…”. Za pomoc w egzekwowaniu wspomnianych zapisów należą się także podziękowania
funkcjonariuszom Straży Miejskiej, policjantom z Powiatowej Komendy Policji w Bełchatowie oraz pracownikom
bełchatowskiego Szpitala Wojewódzkiego.
Niepokojącym zjawiskiem, które zaobserwowaliśmy
w roku 2009, jest zwiększająca się liczba samotnych kobiet
z nieletnimi dziećmi. Niezbędne, w świetle zaistniałej sytuacji, wydaje się zintensyfikowanie działań w celu stworzenia
powiatowych (ten szczebel administracji jest zobligowany
przepisami prawa) ośrodków wsparcia, zmierzających do
zapewnienia opieki matkom z małymi dziećmi. Stworzenie
im miejsca, w którym będą czuły się bezpieczne, a co najważniejsze – objęcie ich specjalistyczną pomocą terapeutyczną
– to cel nadrzędny.
Od ubiegłego roku w schronisku trwają prace remontowe,
związane z przystosowaniem obiektu do wymogów bezpieczeństwa. Została już wymieniona instalacja elektryczna,
zamontowano też system przeciwpożarowy. W perspektywie
pozostają jeszcze do wykonania prace, związane z obłożeniem ścian płytami karton – gips, które otrzymaliśmy
nieodpłatnie od firmy Knauf. Nie udałoby się zapewne
w tak szybkim tempie wykonać wymienionych prac i zebrać
odpowiedniego materiału, gdyby nie pomoc z zewnątrz, za
którą serdecznie dziękujemy.
Stowarzyszenie Rodzin Katolickich działa w Bełchatowie
od 15 lat. Od roku 2007 jest organizacją pożytku publicznego. Każdy, kto zechce wesprzeć działania Stowarzyszenia,
tj. prowadzenie schroniska dla bezdomnych, świetlicy
środowiskowej ARKA, poradni życia rodzinnego, grup
terapeutycznych dla niepijących alkoholików i ich rodzin czy
organizowanie wyjazdu letniego dla dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, może przekazać nam 1% swojego podatku.
Za wsparcie serdecznie dziękujemy.
Stowarzyszenie Rodzin Katolickich Archidiecezji Łódzkiej
Oddział w Bełchatowie
Os. 1 –go Maja 4A, 97-400 Bełchatów
KRS 0000102199
Sylwester Paradecki
10
25 marca 2010 r.
Stanowisko Zarządu Stowarzyszenia Osób
Represjonowanych w Stanie Wojennym
w Bełchatowie w sprawie wniosku
Ryszarda Wyczachowskiego złożonego w dniu
8.12.2009 r. o wyjaśnienie powodów zablokowania
wręczenia mu Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia
Polski podczas uroczystości miejskich obchodów
92. rocznicy odzyskania niepodległości
w dniu 11 listopada w Bełchatowie.
W dniu 8 12.2009 r. podczas posiedzenia Zarządu Stowarzyszenia członek Zarządu Ryszard
Wyczachowski zgłosił wniosek o wystąpienie do Prezydenta Miasta Marka Chrzanowskiego o
pisemne wyjaśnienie powodów zablokowania wręczenia mu Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski podczas uroczystości miejskich obchodów w dniu 11 listopada 2009 r.
Zarząd wystąpił pismem z dnia 11.12.2009 r. z prośbą o wyjaśnienie tej sprawy do Prezydenta Miasta Marka Chrzanowskiego. Otrzymaliśmy odpowiedź pismem z dnia 15 grudnia
2009 r. W dniu 18 grudnia 2009 r. odbyło się posiedzenie Zarządu Stowarzyszenia, podczas
którego kol. Ryszard Wyczachowski zapoznał się z wyjaśnieniami Prezydenta Miasta Marka
Chrzanowskiego.
Z pisma wynikało, że Prezydent Miasta Marek Chrzanowski nie był poinformowany ani
przed dniem 11 listopada, ani w dniu 11 listopada 2009 r. o decyzji prezydenta Rzeczypospolitej
Polskiej, przyznającej Ryszardowi Wyczachowskiemu Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski,
w związku z czym nie mógł osobiście w żaden sposób wpłynąć na to, w jaki sposób ma być mu
wręczone przyznane odznaczenie. Ponadto Prezydent Miasta wyjaśnia, iż o zaistniałym incydencie dowiedział się z prasy lokalnej. Podejście i zwrócenie się do pracownika Urzędu Miasta odpowiedzialnego za organizację uroczystości – p. Lidii Domagały przez asystenta starosty p. Grzegorza
Lorka, o odczytanie jakiegoś pisma, w trakcie uroczystości, po Apelu Poległych, ocenił jako brak
odpowiedzialności, a może wręcz chęć świadomego zakłócenia obchodów uroczystości.
Po zapoznaniu się z odpowiedzią Prezydenta Miasta Marka Chrzanowskiego kol. Ryszard
Wyczachowski w dniu 18 grudnia 2009 r., zgłosił wniosek, aby Zarząd Stowarzyszenia wystąpił
również do Starosty Bełchatowskiego Jarosława Brózdy o wyjaśnienie pisemne zaistniałego
incydentu.
Zarząd Stowarzyszenia pismem z dnia 21 grudnia 2009 r. zwrócił się do Starosty Bełchatowskiego Jarosława Brózdy o wyjaśnienie tej sprawy. Starosta Bełchatowski Jarosław Brózda przesłał
pismem z dnia 7 stycznia odpowiedź na nasze wystąpienie. Starosta potwierdził, iż jego asystent
zwrócił się do osoby z Urzędu Miasta, odpowiedzialnej za organizację uroczystości w dniu uroczystości, o umożliwienie Staroście Bełchatowskiemu udekorowania Ryszarda Wyczachowskiego,
okazując jej tekst pisma o przyznaniu odznaczenia. Na to, jak pisze – pani stanowczo odmówiła.
Jeszcze raz na polecenie Starosty asystent podszedł do pani Lidii Domagały, domyślając się, że
w międzyczasie być może rozmawiała z Prezydentem Miasta i zmieniła decyzję. Jednak pani
również i tym razem stanowczo odmówiła.
Z ubolewaniem stwierdzamy, że kol. Ryszard Wyczachowski, mimo iż zwrócił się do Zarządu
Stowarzyszenia z wnioskiem o wyjaśnienie tej sprawy, nie czekając na ostateczne wyjaśnienie
tej sprawy przez Zarząd przy udziale bezpośrednio zainteresowanych, sam dokonał oceny tej
sytuacji, winiąc za cały incydent Prezydenta Marka Chrzanowskiego. Takiej publicznej oceny
dokonał podczas wywiadu w Twojej Telewizji Bełchatów w dniu 9 grudnia 2009 r., w wywiadzie dla tygodnika „Fakty” z dnia 16 grudnia 2009 r. oraz w wywiadzie dla „Echa Powiatu” z
grudnia 2009 r. Wobec powyższego, w świetle faktów, czujemy się zobowiązani do stwierdzenia,
że opinie i poglądy, wyrażone przez kol. Ryszarda Wyczachowskiego w sprawie zablokowania
mu wręczenia Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski przez Prezydenta Miasta Marka
Chrzanowskiego, są nieprawdziwe.
Jednoznacznie stwierdzamy, że odpowiedzialność za organizację godnego wręczenia odznaczeń
państwowych zawsze leży po stronie wnioskodawcy, czyli w tym przypadku Starosty Bełchatowskiego. Jeżeli uznał, że powinien wystąpić o wysokie odznaczenie państwowe dla Ryszarda
Wyczachowskiego do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, to szanując ten najwyższy organ
państwa, jak również samego zainteresowanego, powinien dopilnować spraw, związanych z
uroczystością godnego wręczenia mu tego odznaczenia. Starosta Bełchatowski nie podjął takiego
wysiłku, aby zgodnie z obowiązującymi zasadami, zgłosić bezpośrednio Prezydentowi Miasta,
jako organizatorowi, swoje propozycje do porządku obchodów miejskich 92. rocznicy odzyskania niepodległości oraz uzgodnić z nim szczegóły uroczystości z odpowiednim wyprzedzeniem.
Swoim działaniem natomiast stworzył sytuację, w której w oparciu o domysły formułuje niczym
nie uzasadnione zarzuty wobec Prezydenta Miasta, wprowadzając w błąd samego zainteresowanego Ryszarda Wyczachowskiego i – jak się dowiadujemy z mediów – również Prezydenta
Rzeczypospolitej Polskiej.
Zarząd Stowarzyszenia postanowił wypowiedzieć się w tej sprawie publicznie, gdyż sprawa
ta był przedmiotem wielu wypowiedzi publicznych, jak również w nadziei, że podobne sytuacje
nie będą się więcej powtarzać.
Bełchatów 2.02. 2010 r.
Prezes Zarządu – Kazimierz Kasprzak
Zasłyszane - Kącik Satyryczny
Budujemy mosty dla
Pana Starosty
Wzięli się urzędnicy starościńscy za drogi. Drogi są drogie. Pan
Starosta też jest drogi. Na Pana Starostę jakoś wystarcza, na drogi,
niestety, nie. Chyba że drogi powiatowe, zawiadywane przez niejakiego
Kijankę, mają mieć strukturę zbliżoną do szwajcarskiego sera? Jeśli
tak, to już się udało. Fajnie, że kierowcy mogą przynajmniej cieszyć
oczy termometrem za 50 tysięcy – tym, co to zdobi ścianę starostwa,
a który – jak pamiętamy – właśnie dla nich został zakupiony. Prawdopodobnie po to, żeby nie jeździli za szybko. I znowu się udało! Na
drogach powiatowych z pewnością wiele rzeczy można robić, ale na
pewno nie jeździć, zwłaszcza szybko. Podobno to z troski o podróżujących. Wiadomo, im wolniej jeżdżą, tym mniej wypadków. Jak tak
dalej pójdzie, to drogi te staną się niemal w stu procentach bezpieczne,
co nastąpi wraz z całkowitym wyeliminowaniem ruchu kołowego.
Tylko nieliczni piesi, którym niestraszne dziury, mogą być narażeni
na urazy kończyn dolnych przy przeskakiwaniu przez ubytki w jezdni. W skrajnych wypadkach, na przykład po intensywnych opadach
deszczu, mogą wystąpić również wypadki utonięcia w rzeczonych
ubytkach, przed czym lojalnie ostrzegamy. Ale co tam, nie będziemy
się czepiać dziur w drogach. Dziury na drogach były, są i pewnie będą.
Wiadomo, nie ma na nie dość pieniędzy. Na drogi, a nie na dziury. Ale
uwaga, uwaga! Co można spieprzyć, kiedy pieniądze są, a nawet jest
ich więcej niż potrzeba. Odpowiedź na to frapujące pytanie odnalazł
Pan Dyrektor Kijanka, a dzięki niemu poznało je także kilkudziesięciu
mieszkańców gminy Drużbice. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych
i Autostrad wyasygnowała 12 mln złotych na remont drogi Kącik
– Mzurki. Fachowcy od Pana Starosty w trymiga wzięli się do roboty
i drogę wyremontowali. Wydali na to 6 mln 700 tys. złotych. Zbędne
pieniądze, czyli całą resztę, zwrócili do drogowej centrali. Pan Starosta
jest zadowolony, Pan Kijanka jest zadowolony, tylko mieszkańcy miejscowości znajdujących się przy wyremontowanej trasie nie są. Okazało
się, że w zapale twórczym zapomniano o około trzydziestu mostkach,
po których rolnicy zjeżdżali z drogi na pola. No cóż, zdarza się. Pan Kijanka obiecał rolnikom pomoc. Obiecał i słowa dotrzymał. Wprawdzie
wyobrażenia, jakie mieli o pomocy chłopi, dość znacznie rozminęły
się z realiami, ale nie można przecież wymagać za wiele, zwłaszcza od
Kijanki. Otóż rolnikom wydawało się, że Kijanka po prostu odbuduje
im mostki, ale okazało się, że tego akurat zrobić nie może, bo mostki
są nielegalne. Co więc Pan Kijanka może? Może pomóc rolnikom
poprzez załatwienie im w starostwie pozwoleń na budowę mostków,
a nawet, żeby wiedzieli, jaki z niego fajny gość, wypożyczyć im znaki
drogowe do oznakowania ewentualnych robót mostkowych. Zdziwili
i wkurzyli się rolnicy, wkurzyli i zdziwili. Nie wiadomo, co bardziej.
Jak to – mówili – to przez 30 lat mostki były legalne, a teraz nie są? Rozebrać mostki miał kto, a odbudować nie ma? Urzędnicy starościńscy
cierpliwie uparciuchom tłumaczą, że mostki są nielegalne, bo ich nie
było na mapach. Nie było na starych, to nie zaprojektowano ich też
na nowych. Proste? Proste! Dziwią się tylko ludziska, dlaczego nikt ze
starostwa, a choćby i Pan Kijanka osobą swoją własną, nie pofatygował
się, żeby obejrzeć drogę przed remontem, co by z pewnością pozwoliłoby uniknąć takich dokuczliwych i kosztownych baboli. Odpowiadamy
– nie po to Pan Kijanka, jako Dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg,
zafundował sobie za jakieś drobne pieniążki program do inwentaryzacji
dróg, żeby musiał się tłuc po powiecie. A w ogóle ludzie, czy wam się w
głowach nie poprzewracało? Czy to starosta ma wam budować mosty!
Do szkoły żeście nie chodzili, czy jak? Zapomnieliście już zabawę w
„budujemy mosty dla Pana Starosty”? To wy macie wybudować, a Pan
Starosta w przypływie dobrego humoru, może je uroczyście odebrać,
a nawet zrobić sobie na ich tle kilka fotografii do „Echa Powiatu”. Że
co, że w piosence jest mowa o mostach, a nie o mostkach? Moi drodzy,
to akurat jest oczywiste – jaki starosta, takie mosty!
11
25 marca 2010 r.
Pan Starosta walczy z karate
Wpadł w nasze brudne łapy list, który nasz umiłowany Pan Starosta był uprzejmy napisać do Uczniowskiego Klubu Sportowego „Dwójka”. Sportowcy – żacy
zwrócili się do Pana Starosty o wsparcie finansowe, co pozwoliłoby im rozwijać
umiejętności w sporcie pod nazwą karate. My tak dobrze, jak Pan Starosta, na
sporcie się nie znamy, więc z zainteresowaniem przestudiowaliśmy wykład, jaki
umieścił w liście, a z którego jasno wynika, że karate to sport walki. Dla nas myśl
Pana Starosty była prawdziwym objawieniem, nie można jednak wykluczyć, że
młodzi sportowcy wi edzieli już o tym trochę wcześniej. Uważamy jednak, że
wiedzy – zwłaszcza tej płynącej obfitym strumieniem z głowy Pana Starosty
– nigdy nie za wiele, no to i teraz niech się dzieciska z radością słowem mędrca
kontentują. Okazało się jednak, że ta uczniowska radość tym razem specjalnie
wielka nie była, jako że Pan Starosta swojego wsparcia młodzieży odmówił.
Otóż, po głębokim namyśle, Pan Starosta „postanowił w bieżącym roku nie
promować sportów walki budzących przemoc i agresję wśród dzieci i młodzieży”. No i niech ktoś teraz powie, że Pan Starosta nie myśli. Toż w tym krótkim
zdaniu, jak w soczewce, został skupiony i objawiony cały skomplikowany proces
twórczy, jaki wykonał mózg naszego Pana Starosty. Oto dowiedzieliśmy się, że
sporty walki budzą agresję. Uczniom, a nawet ich rodzicom, wydawało się do
tej pory, że jest akurat na odwrót i że uprawianie sportów walki prowadzi do
rozładowania emocji i nadania im pożądanego kierunku. Byli przekonani, że
sport wyzwala szlachetną rywalizację, która prowadzić może do autentycznych
sportowych sukcesów. Nie mówiąc już o tym, że dzieciska, zamiast szwendać
się po mieście lub wystawać w klatkach schodowych, robią coś sensownego,
w dodatku pod opieką dorosłych. Dzięki Panu Staroście okazało się jednak,
że wszyscy tkwiliśmy w błędzie i nieświadomości, czyli krótko mówiąc – w
ciemnocie. Pan Starosta, jak przystało na Słoneczko na tranzystorach za pół
milina złotych, ciemnotę naszą zakrył iluminacją wiedzy swojej przeogromnej.
My się z Panem Starostą całkowicie zgadzamy i w ślad za nim żadnych sportów walki, tych co to rodzą przemoc i agresję, popierać nie będziemy. Precz z
karate, judo, zapasami (w obu stylach), boksem itp., itd. Wprawdzie rzeczone
dyscypliny należą do sportów olimpijskich, ale niewątpliwie po zapoznaniu
się z dziełem umysłu Pana Starosty, Międzynarodowy Komitet Olimpijski w
te pędy zweryfikuje listę dyscyplin sportowych i te „budzące agresję” usunie, a
wszystkich stosujących przemoc sportowców pośle w diabły, czyli w miejsce,
gdzie będą mogli się nawalać do upadłego. Naszym zdaniem, głęboką myśl Pana
Starosty należy rozwinąć i dokonać lustracji innych dyscyplin sportowych. Ot
i kilka, jakże oczywistych, przykładów: strzelectwo i łucznictwo (uczą umiejętności strzelania, które prostą drogą wiedzie do zabijania!), biathlon (tak
samo), wyścigi samochodowe (mało mamy wypadków drogowych, żeby jeszcze
propagować takie nieodpowiedzialne z punktu widzenia bezpieczeństwa ruchu
drogowego zachowania!), hokej – ten na lodzie i na trawie (toż młodzi, a więc
niedojrzali emocjonalnie osobnicy, dostają do rąk kije, a wszyscy wiemy, czym
to może się skończyć), rzut dyskiem i oszczepem (dziwimy się, dlaczego jeszcze
MKOL toleruje te dyscypliny!). A skoro jesteśmy przy lekkiej atletyce, to w tym
kontekście rozumiemy już, dlaczego Pan Starosta lekką ręką wydał na funkcjonowanie Bełchatowskiego Klubu Lekkoatletycznego zawrotną kwotę pięciu
tysięcy złotych. Naszym zdaniem pieniążki te pragnął Pan Starosta przeznaczyć
na, jakże modny w naszym kraju, chód sportowy. Według naszych obliczeń,
kwota ta spokojnie pokryje koszty treningu jednego chodziarza. Oczywiście pod
warunkiem, że buty będzie miał swoje. Dlaczego Pan Starosta nie dał kasy na
dwóch adeptów chodu? Toż w świetle jego wykładu sprawa jest jasna jak słońce,
a nawet jak Słoneczko na tranzystorach! Trening dwóch chodziarzy niewątpliwie
prowadziłby do ich rywalizacji, a więc do walki, co prostą drogą prowadzi już
do „budzenia agresji”. Proste? Proste! A tak z pewnością agresji nie będzie, no
chyba, że młodych sportowców, rozbestwionych hojnością Pana Starosty, po
prostu trafi jasny szlag. Jako znawcy i miłośnicy talentu Pana Starosty, poza jego
zrozumiałym zaangażowaniem w walkę (kurde, wygląda na to, że Pan Starosta
też walczy, ale zapewne bez agresji) ze sportami „budzącymi przemoc i agresję”,
w całej tej sprawie wyraźnie dostrzegamy drugie dno. Nie, nie, wcale nie chodzi
o dno intelektualne. Otóż, jak wszyscy wiemy, nasz umiłowany Pan Starosta
jest wybitnym miłośnikiem curlingu. Aby móc spokojnie oddać się swej umiłowanej dyscyplinie sportu, pożyczył był nawet jakieś sześć milionów złotych,
co pozwoli mu wybudować drugie w Bełchatowie lodowisko. Tak przy okazji
przywali Prezydentowi Markowi Chrzanowskiemu (oczywiście bez agresji!),
który wprawdzie już przed dwoma laty wybudował bełchatowianom lodowisko,
Zasłyszane - Kącik Satyryczny
ale lodowisko Pana Starosty będzie większe! Dlaczego? Bo Pan Starosta też jest
wielki. Może nie wzrostem, ale rozumem na pewno, co niniejszym udowodnił
po raz nie wiadomo już który. Wróćmy jednak do umiłowanego curlingu. Sport
to zdrowy, bezpieczny, a rzec by można nawet, że rodzinny. Jakże pięknie prezentowałby się Pan Starosta na kolorowej fotografii w „Echu Powiatu”…
Czyżby nowa cenzura?
Dopiero co były studniówki, a tu już za pasem matury. Pewnie już dawno
zapomnielibyśmy o balach studniówkowych, gdyby nie nasz niezrównany Pan
Starosta, który utrwalił w pamięci rodziców, nauczycieli, a przede wszystkim
przyszłych abiturientów ich pierwszy bal. Nie, nie, nie o wszystkich uczniów
i nie wszystkie bale chodzi. Ten jeden, szczególny, miał miejsce w restauracji
„Jan”, a urządzili go uczniowie Liceum Kochanowskiego. To ta szkoła, gdzie kilka
miesięcy temu rządząca powiatem ziemniaczano – pisowska koalicja przeprowadziła konkurs, zastępując niewłaściwą Panią Dyrektor Agnieszkę Ludwiczak
– Maszewską, jak najbardziej właściwą niejaką Panią Sokół. Manewr ze zmianą
nazwy szkoły w celu pozbycia się niewygodnego dyrektora, jak pamiętamy, nasz
ulubiony Pan Starosta przetestował przed dwoma laty w Liceum Broniewskiego,
usuwając niesłuszną Panią Dyrektor Barbarę Barasińską. Teraz pojawił się jednak
mały problem, bo sposób przeprowadzenia konkursu w „Kochanowskim” został
zakwestionowany przez wojewodę. A co gorsza, sprzeciw wojewody, mimo
odwołania Pana Starosty do sądu, został przez sąd podtrzymany. Kurde balans,
no pech prawdziwy. Co prawda zdaniem niektórych bardzo szybko Pani Sokół
udowodniła, że orłem nie jest, ale nam się oczywiście bardzo podobała. Zwłaszcza, jak swoim zastępcą uczyniła ziemniakowego radnego Gryczkę, znanego
specjalistę od ślizgania. Stan na dziś jednak w szkole dobry nie jest, bo Pani Sokół
dyrektorować już nie może, poprzednia Pani Dyrektor jeszcze nie może, więc z
konieczności zawiaduje szkołą jeszcze inna Pani Dyrektor, powszechnie uważana
za przejściową. Skomplikowane to wszystko, ale Pan Starosta, jako autor zaprezentowanego porządku, a ponadto człowiek o niezmiernie rzadko spotykanej
inteligencji, podobno na wszystkim się jeszcze wyznaje. Co więcej, swoją równie
rzadko spotykaną sympatię do uczniów „Kochanowskiego”, postanowił objawić
obecnością na studniówce. Zabawa udała się znakomicie, zwłaszcza, że w trakcie
zabawy swoją sympatię do Pana Starosty uzewnętrzniła także młodzież. My tam
w życiu na żadnej studniówce jeszcze nie byliśmy, to i nie wiemy, jak można w
trakcie zabawy wyznać miłość Panu Staroście, ale młodzież wiedziała. Podobno
był kabaret, czy jakieś inne krotochwile wystawione przez uczniów, które się
wszystkim bardzo podobały. Sądząc z natężenia śmiechu i braw, było fajnie. Pan
Starosta też się śmiał i też bił brawo. Powszechnie wiadomo, że występ tak mu
przypadł do gustu, że już po zabawie zaprosił do swojego urzędu przejściową
Panią Dyrektor. Podobno żeby jej podziękować. Wygląda jednak na to, że
przejściowa Pani Dyrektor nie za bardzo zrozumiała Pana Starostę, bo po tym
spotkaniu zebrała nauczycieli i ich ochrzaniła. Następnie niektórzy nauczyciele
opieprzyli młodzież, a na koniec, zapewne na wszelki wypadek, przejściowa
Pani Dyrektor też obsobaczyła uczniów. Na oficjalnym studniówkowym filmie
występ kabaretu został pominięty. My, rzecz jasna, dajemy zdecydowany odpór
złośliwcom głoszącym, że tak oto Pan Starosta został pierwszym cenzorem III
RP. Pan Starosta ma bowiem poczucie humoru i chętnie się śmieje. Śmieje się
z … z różnych takich śmiesznych. My oczywiście zgadzamy się z Panem Starostą, że z kogo jak z kogo, ale z niego jaj sobie robić nie wolno, bo Pan Starosta
śmieszny nie jest. Twórczość ośmieszającą Pana Starostę, należy usunąć. Naszym
zdaniem jeszcze lepiej byłoby publicznie spalić na stosie. Ową twórczość, a nie
Pana Starostę, naturalnie. Byłby to zabieg w interesie demokraty, jakim jest
niewątpliwie Pan Starosta, a więc także w interesie społeczeństwa. Broń Boże,
nie można tu mówić o żadnej cenzurze. Jaka cenzura? Ot, porządek i tyle. W
ramach utrwalania owego porządku proponujemy dokonanie drobnych korekt
w kodeksie karnym, które zaczynałyby się od słów: kto naśmiewa się z Pana
Starosty nie ma racji, a ponadto podlega karze do lat …(tu do uzgodnienia).
Drodzy Czytelnicy, a zwłaszcza Wy, kochana młodzieży, pamiętajcie, że najlepszym sposobem zamanifestowania swoich uczuć do naszego drogiego Pana
Starosty& Co. będzie masowy udział w jesiennych wyborach samorządowych,
czego wszystkim serdecznie życzymy.
12
25 marca 2010 r.
Powiedzieli o ludziach
Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem, ale dla
niektórych ludzi jesteś całym światem.
Gabriel García Márquez
Ludzie byli dawniej bliżsi sobie. Musieli. Broń nie niosła
daleko.
Stanisław Jerzy Lec
Gdyby ludzie rozmawiali tylko o tym, co rozumieją,
zapadłaby nad światem wielka cisza.
Albert Einstein
Nie wystarczy mówić do rzeczy, trzeba mówić do ludzi.
Stanisław Jerzy Lec
Dobrzy ludzie śpią lepiej niż źli, ale złym lepiej się wstaje.
Woody Allen
Mądrość ludzi jest szaleństwem w oczach Boga. Jeśli
posłuchamy głosu dziecka, które mieszka w naszej duszy,
oczy nasze znowu nabiorą blasku.
Paulo Coelho
Nie śmierć rozdziela ludzi, lecz brak miłości.
Jim Morrison
Ludzie to anioły z jednym skrzydłem, dlatego aby się
wznieść, musimy trzymać się razem.
Maria Konopnicka
Najgorsze, to jak się zorientujemy, że to co ludzie o nas
gadają za plecami jest prawdziwe.
Oscar Wilde
Ludzie, zauważyłem, lubią takie myśli które nie zmuszają
do myślenia.
Stanisław Jerzy Lec
Uszczęśliwianie innych jest marzeniem ludzi szczęśliwych.
Phil Bosmans
Postępuj zawsze właściwie. Da to satysfakcję kilku
ludziom, a resztę zadziwi.
Mark Twain
Piotrek, nic
się nie martw,
przyjdzie Ania,
to nam coś
poradzi.
A więc, panowie radni, wy blokujecie
wszystkie pomysły inwestycyjne
prezydenta Chrzanowskiego,
a ja napiszę w „Faktach”, że on nic
nie robi, OK?

Podobne dokumenty

Wydanie 2/2009 - Powiat bełchatowski

Wydanie 2/2009 - Powiat bełchatowski Mecenasa Polskiej Ekologii w X Edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni Środowisku” pod Honorowym Patronatem Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Ta nominacja i pozostałe zdobyte dotychczas...

Bardziej szczegółowo