Nie Samym Chlebem… - Franciszkanie Bronowice

Komentarze

Transkrypt

Nie Samym Chlebem… - Franciszkanie Bronowice
NIE SAMYM CHLEBEM...
Biuletyn Parafii p.w. Stygmatów Świętego Franciszka z Asyżu, Kraków – Bronowice Wielkie
nr 84
Adwent
listopad–grudzień 2015
egzemplarz bezpłatny
www.franciszkanie-bronowice.pl
LIST DO MOICH PARAFIAN
(19)
Kochani!
Przed nami ostatnie tygodnie Starego Roku,
które rozpoczynamy liturgicznym okresem Adwentu, przygotowując się duchowo do narodzin
Zbawiciela. Papież Franciszek postanowił, iż nowy
Rok Liturgiczny 2015/2016 będzie w całym Kościele Powszechnym ROKIEM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO. Ojciec Święty oznajmił to 14 marca 2015 r. mówiąc:
„Drodzy bracia i siostry. Często
myślałem o tym, jak Kościół
może uczynić jeszcze bardziej
oczywistym swe posłannictwo bycia świadkiem miłosierdzia. Jest to droga, która
rozpoczyna się od nawrócenia duchowego. I dlatego
postanowiłem ogłosić Jubileusz Nadzwyczajny, którego ośrodkiem będzie miłosierdzie Boże. Będzie to Rok
Święty Miłosierdzia. Chcemy
przeżywać go w świetle słów
Pana: «Bądźcie miłosierni, jak
Ojciec wasz jest miłosierny» (Łk 6,
36)”. Dla nas Polaków ma to szczególne znaczenie, zwłaszcza że Ojciec
Święty Franciszek w przyszłym roku będzie
gościł w naszym kraju w 1050. rocznicę Chrztu
Polski i weźmie udział w Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie. Kościół i świat potrzebuje
takiego duchowego odnowienia zwłaszcza teraz,
kiedy gubi się coraz bardziej w człowieku wiara, a Bóg zostaje spychany na odległy margines
ludzkich planów i ambicji. Jako parafia jesteśmy
przecież odpowiedzialni za głoszenie Chrystusowej
Ewangelii w każdym miejscu i w każdym czasie.
Swoim codziennym życiem, świadectwem oraz
dojrzałym i świadomym zaangażowaniem we
wspólnotę Kościoła, pielęgnujmy zatem tę świętą
tradycję, opartą na Dekalogu i prawości sumienia, która przez wieki kształtowała język, wiarę
i religię Polaków. Mamy tym większą radość
i duchowe zobowiązanie wobec Boga, patrząc w naszej świątyni na oblicze Matki Bożej Bronowickiej i modląc się do
Niej przed odnowionym niedawno
obrazem młodopolskiego mistrza
Włodzimierza Tetmajera. Jesteśmy narodem ukształtowanym
w szkole Maryi, tej pokornej
Służebnicy Pańskiej w Nazarecie,
która otworzyła swoje serce na
Boży plan zbawienia człowieka,
wypowiadając z drżeniem ust
pełne wiary FIAT – niech mi się
stanie, bez zbędnych pytań i pustych słów. Zachęcam więc Was do
wyruszenia w „góry” Waszych marzeń
i pragnień z tą właśnie radosną nowiną,
aby i inni usłyszeli o miłosiernym Bogu,
przychodzącym do każdego człowieka, który chce
uciszyć każdą burzę ludzkich trudów, zmagań
i kłopotów. Adwentowa nadzieja na spotkanie
z Nim, niechaj już dziś rozbrzmiewa echem przyszłych wydarzeń, tak w wymiarze ziemskim, jak
i eschatologicznym, których uczestnikiem może
być każdy z nas, jeśli tylko otworzy swoje serce
i skieruje całe życie ku dobru, które może przezwyciężyć wszelką ludzką słabość i zło.
Ojciec Proboszcz
nr 84
Nie samym chlebem...
Adwent
ROK ŚWIĘTY MIŁOSIERDZIA
W poprzednim numerze naszego biuletynu parafialnego pisaliśmy o Roku Świętym w Kościele ogólnie: jaka jest jego geneza, odkąd jest obchodzony,
z jaką częstotliwością, jego cele itd. Przypomnijmy
tylko, że jest rok Święty Zwyczajny i Rok Święty Nadzwyczajny. Pierwszy jest obchodzony co 25 lat, natomiast drugi w zależności od jakichś ważnych rocznic
w historii zbawienia czy innych wydarzeń. Najbliższy
Rok Święty Zwyczajny będzie w 2025 roku. Ostatni
Rok Nadzwyczajny był obchodzony za pontyfikatu
św. Jana Pawła II w 1983 roku, dla uczczenia 1950-tej
rocznicy Odkupienia dokonanego na krzyżu przez
Jezusa Chrystusa. Nadzwyczajnym Rokiem Świętym
będzie także ten, który już wkrótce się rozpocznie.
Będzie to Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia. Zapowiedział go Ojciec Święty Franciszek w ubiegłym
roku, a oficjalnie ogłosił wydanym uroczystym dokumentem zwanym bullą zaczynającą się od słów „Jezus
Chrystus jest obliczem miłosierdzia Ojca”, podpisaną
11 kwietnia 2015, w wigilię Święta Bożego Miłosierdzia. Z tego dokumentu zaczerpniemy niektóre myśli,
które tutaj przedstawimy, aby przybliżyć sobie, czym
powinien być dla Kościoła i wszystkich jego członków,
a więc i dla nas, ten szczególny czas przeżywania i doświadczania Bożego Miłosierdzia.
Nowy Rok Święty zainauguruje Papież Franciszek
dnia 8 grudnia 2015, w uroczystość Niepokalanego
Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Będzie to zarazem
w 50. rocznicę zakończenia Soboru Watykańskiego II,
który „wytyczył nowy bieg historii Kościoła”, otworzył
nowy czas na głoszenie Ewangelii w nowy sposób, aby
jeszcze wyraźniej być „żywym znakiem miłości Ojca”
(nr 4 bulli). Symbolem rozpoczęcia Roku Miłosierdzia
będzie otwarcie Świętych Drzwi w Bazylice Watykańskiej św. Piotra i w pozostałych trzech bazylikach
większych w Rzymie. W Bazylice św. Piotra dokona
tego sam Ojciec Święty Franciszek właśnie 8 grudnia, a w innych nastąpi to w III Niedzielę Adwentu,
czyli 13 grudnia. Te otwarte Święte Drzwi to „Brama
Miłosierdzia”, widzialny znak, że otwarte będzie dla
nas szeroko Boże przebaczenie i zmiłowanie. Ojciec
Święty postanowił, aby w tę samą niedzielę (13 XII)
„w każdym Kościele lokalnym, w katedrze, która jest
Kościołem – Matką dla wszystkich wiernych, bądź też
w innych kościołach o szczególnym znaczeniu, została
otworzona na cały rok taka sama Brama Miłosierdzia”. Tak więc Jubileusz będzie świętowany w Rzymie
i w Kościołach lokalnych „jako widzialny znak komunii całego Kościoła” (nr 3). Rok Święty Miłosierdzia
zakończy się 20 listopada 2016 roku, w uroczystość
Chrystusa Króla Wszechświata, i wtedy też zostaną
zamknięte Drzwi Święte w Wiecznym Mieście i we
wszystkich kościołach, w których były otwarte przez
cały ten rok.
Bóg jest Bogiem miłosierdzia. Kiedy objawił On
swoje imię Mojżeszowi, objawił się jako „Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność”
(Wj 34,6). W sposób ostateczny objawił On nam swoją
miłość i miłosierdzie w Osobie swego Syna, Jezusa
Chrystusa, który stał się człowiekiem i narodził się
2
z Dziewicy Maryi. A kto widzi Syna, widzi też i Ojca.
Tę tajemnicę Boga trzeba nieustannie poznawać
i kontemplować. Jest ona bowiem dla nas „źródłem
radości i pokoju”. Co więcej, „jest warunkiem naszego
zbawienia” (nr 2). Są jednak chwile, „w których jeszcze
mocniej jesteśmy wezwani, aby utkwić wzrok w miłosierdziu” (nr 3). Taką chwilą jest właśnie Rok Miłosierdzia „jako pełen łaski czas dla Kościoła, aby stał
się on jeszcze skuteczniejszym znakiem Bożego miłosierdzia w świecie”. Miłosierdzie Boże nie jest znakiem
słabości, lecz przejawem wszechmocy Boga, jak Kościół modli się we Mszy św. w jednej z niedziel: „Boże,
Ty poprzez przebaczenie i litość najpełniej okazujesz
swoją wszechmoc” (nr 6).
Poznając i doświadczając nieustannie miłosierdzia
Bożego, trzeba, abyśmy i my okazywali miłosierdzie
wobec każdego człowieka, którego spotykamy na drodze naszego życia. Jak kocha Ojciec niebieski, „tak też
powinni kochać i synowie. Jak Ojciec jest miłosierny,
tak też i my jesteśmy wezwani, by być miłosiernymi:
jedni wobec drugich” (nr 9). Uczniowie Jezusa powinni zawsze pamiętać o Jego słowach „Błogosławieni
miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt
5,7). Błogosławieństwo to winno stać się dla nas natchnieniem w tym Roku Świętym. Cała również działalność Kościoła powinna być „otulona czułością,
z jaką kieruje się do wiernych; nic też z jego nauczania
i z jego świadectwa nie może być pozbawione miłosierdzia”. Taka postawa jest sprawdzianem jego wiarygodności wobec świata (nr 10).
Szczególnym znakiem Roku Świętego jest pielgrzymka. Ona bowiem „jest ikoną drogi, którą każda
osoba przemierza w czasie swojej egzystencji. Życie
jest pielgrzymką, a istota ludzka to viator, pielgrzym,
który przemierza drogę aż do osiągnięcia pożądanego
celu”. Stąd też w tym świętym czasie jesteśmy wezwani
do odbycia pielgrzymki do wyznaczonych miejsc, aby
„dotrzeć do Drzwi Świętych w Rzymie i w każdym
innym miejscu”. Pielgrzymka to trud, który musimy
podjąć, aby dostąpić miłosierdzia i pozwolić się „objąć
miłosierdziu Bożemu” (nr 14).
Papież gorąco wzywa nas wszystkich, abyśmy
w świętym Roku Miłosierdzia przypomnieli sobie i odkryli na nowo uczynki miłosierdzia względem ciała
i względem ducha, których jest po siedem. Uczynki
miłosierdzia względem ciała: głodnych nakarmić,
spragnionych napoić, nagich przyodziać, przybyszów
w dom przyjąć, więźniów pocieszać, chorych nawiedzać, umarłych pogrzebać. Natomiast uczynki miło‑
sierdzia względem ducha to: wątpiącym dobrze radzić,
nieumiejętnych pouczać, grzeszących upominać, strapionych pocieszać, krzywdy cierpliwie znosić, urazy
chętnie darować, modlić się za żywych i umarłych.
Praktykowanie tych uczynków będzie sprawdzianem,
„czy żyjemy jak uczniowie Jezusa, czy też nie” (nr 15).
Szczególne wskazania na ten Rok Święty daje Papież na okres Wielkiego Postu w 2016 roku, ale o nich
powiemy w stosownym numerze naszego biuletynu.
Wacław Michalczyk OFM
www.franciszkanie-bronowice.pl
Nie samym chlebem...
listopad–grudzień 2015
WYKAZ DOTYCHCZASOWYCH JUBILEUSZY ZWYCZAJNYCH
I NADZWYCZAJNYCH W KOŚCIELE KATOLICKIM:
22 II – 25 XII 1300: Bonifacy VIII
24 XII 1924 – 25 XII 1925: Pius XI
1350: Klemens VI (ale był to „Jubileusz bez papieża”
w Rzymie, zwany potocznie „Jubileuszem św. Brygidy
Szwedzkiej i Petrarki”)
1 IV 1933 – 2 IV 1934: Pius XI – Rok Święty Odkupienia
11 IV 1389 – 30 IX (?) 1390: ogłoszony przez
Urbana VI, przeprowadzony przez Bonifacego IX
1400: Bonifacy IX (niewiele o nim wiadomo)
1423: Marcin V
24 XII 1449–1450: Mikołaj V
1475: ogłoszony przez Pawła II, przeprowadzony
przez Sykstusa IV
24 XII 1949 – 25 XII 1950: Pius XII
24 XII 1974 – 24 XII 1975: Paweł VI
25 III 1983 – 22 IV 1984: Jan Paweł II – Rok Święty
Odkupienia (II)
24 XII 1999 – 6 I 2001: Jan Paweł II
8 XII 2015 – 20 XI 2016: Franciszek – Rok Nadzwyczajny Miłosierdzia Bożego
22 XII 1499 – XI 1500: Aleksander VI
17 XII 1524 – XII 1525: Klemens VII
10 II 1550 – 6 I 1551: ogłoszony przez Pawła III,
przeprowadzony przez Juliusza III
24 XII 1574 – 25 XII 1575: Grzegorz XIII
31 XII 1599 – 13 i 1601: Klemens VIII
24 XII 1624 – 24 XII 1625: Urban VIII
24 XII 1649 – 24 XII 1650: Innocenty X
24 XII 1674 – 24 XII 1675: Klemens X
24 XII 1699 -24 XII 1700: rozpoczęty
przez Innocentego XII, zakończony
przez Klemensa XI
17 XII 1724 – 24 XII 1725: Benedykt XIII
24 XII 1749 – 25 XII 1750: Benedykt XIV
26 II – 25 XII 1775: ogłoszony przez Klemensa XIV, przeprowadzony przez Piusa VI
19 XII 1824 – 25 XII 1825: Leon XII
1875: Pius IX
24 XII 1899 – 25 XII 1900: Leon XIII
W latach 1800 i 1850 Jubileusze się nie odbyły ze względu na napiętą sytuację polityczną tamtych czasów.
Należy jeszcze dodać, że trzej ostatni papieże ogłaszali w różnych okresach specjalne lata poświęcone różnym
dziedzinom życia duchowego i kościelnego. Były to:
8 IX 1953 – 1 XI 1954 – Pius XII – Rok Święty Maryjny
Rok Maryjny (7 VI 1987 – 15 VII 1988) – ogłoszony
przez św. Jana Pawła II
Rok Rodziny (26 XII 1993 – 30 XII 1994) – ogłoszony
przez św. Jana Pawła II
Rok Różańca (16 X 2002 – 31 X 2003) – ogłoszony
przez św. Jana Pawła II
Rok Eucharystii (17 X 2004 – 23 X 005) – ogłoszony
przez św. Jana Pawła II
Rok św. Pawła (28 VI 2008 – 29 VI 2009) – ogłoszony
przez Benedykta XVI
Rok Kapłański (19 VI 2009 – 11 VI 2010) – ogłoszony
przez Benedykta XVI
Rok Wiary (11 X 2012 – 24 XI 2013) – ogłoszony
przez Benedykta XVI
Rok Życia Konsekrowanego (30 XI 2014 – 2 II 2016) –
ogłoszony przez Franciszka.
3
nr 84
Nie samym chlebem...
Adwent
ŻYĆ W PEŁNEJ ŁĄCZNOŚCI Z PAPIEŻEM,
BISKUPAMI I KAPŁANAMI
MIŁOŚĆ ŚW. FRANCISZKA DO KOŚCIOŁA RZYMSKIEGO
ORAZ SZACUNEK I CZEŚĆ DLA DUCHOWIEŃSTWA
Biedaczyna będąc świadomy, że hierarchia kościelna
została ustanowiona przez Chrystusa, by Go reprezentowała po wszystkie czasy i wobec wszystkich ludzi, zawsze
kochał Kościół rzymski, zawsze żywił synowską uległość
papieżowi, okazywał też bezwzględne posłuszeństwo
kardynałowi protektorowi, szanował i czcił duchowieństwo. Święty Franciszek „we wszystkim i przede wszystkim uważał, że musi zachowywać, szanować i postępować według zasad wiary Kościoła rzymskiego, w którym
jedynie jest zbawienie” (1 Cel 62). Pragnął, by jego naśladowcy byli we wszystkim wierni Kościołowi katolickiemu. W Regułach pisał: „nikogo nie wolno przyjmować wbrew praktyce i przepisom Kościoła Świętego”
(RN 2,12); „wszyscy bracia niech będą katolikami, niech
żyją i mówią po katolicku. Gdyby który słowem lub postępowaniem odstąpił od wiary i nie poprawił się, należy
go z naszego braterstwa zupełnie usunąć” (RN 19, 1–2).
Aby okazać się wiernym Kościołowi, Asyżanin ułożywszy regułę, „udał się do Rzymu ze wszystkimi braćmi, pragnąc gorąco, by papież Innocenty III zatwierdził
to, co napisał” (1 Cel 32; ŻW III,8). W Testamencie
wspomina: „A gdy Pan dał mi braci, nikt mi nie wskazywał, co mam czynić, lecz sam Najwyższy objawił mi, że
powinienem żyć według Ewangelii Świętej. I ja kazałem
to spisać w krótkich i prostych słowach, a Ojciec św. potwierdził mi” (T 14–15). Po otrzymaniu zatwierdzenia:
„Brat Franciszek podziękował Bogu i uklęknąwszy na
ziemi, w pokorze i z pobożnością przyrzekł posłuszeństwo i cześć papieżowi” (3 T 12). Dlatego św. Patriarcha
w regule podkreślił: „Brat Franciszek... przyrzeka posłuszeństwo i szacunek papieżowi Innocentemu III i jego
następcom” (RN 1.2).
Aby być wierniejszym Kościołowi, Asyżanin potrzebował kardynała protektora. Celano opowiada: „Skoro
Zakon Braci Mniejszych z pomocą łaski Bożej zaczął się
rozrastać jak cedr w Bożym raju, wznosząc ku niebu koronę swoich zasług, i jak wybrany krzew winny rozciągał
święte gałązki po całej ziemi, św. Franciszek stawił się
przed papieżem Honoriuszem, głową Kościoła rzymskiego w tym czasie, i prosił go, aby przydzielono mu
Hugolina, biskupa Ostii jako ojca i pana swego oraz swoich braci” (1 Cel 100). „Ojciec św. wysłuchał tych próśb
i łaskawie zlecił biskupowi swą jurysdykcję nad Zakonem. Hugolin podjął się tego obowiązku z uszanowaniem i uległością, a będąc rozsądnym i wiernym sługą,
wybranym do tak wielkiego zadania, wszelkimi sposobami starał się odpowiednio rozdzielić pokarm wiecznego
życia wszystkim powierzonym jego trosce. Dlatego Święty ze swej strony starał się pod każdym względem być
mu poddanym i szanował go z należną czcią” (1 Cel 100).
Również w „Regule” akcentuje potrzebę istnienia
kardynała protektora: „Nakazuję ministrom na mocy
posłuszeństwa prosić Ojca św. o jednego z kardynałów
Kościoła rzymskiego, by kierował tym braterstwem,
4
opiekował się nim i utrzymywał je w karności, abyśmy
zawsze poddani i położeni pod stopy tego św. Kościoła,
ugruntowani w wierze katolickiej, zachowywali ubóstwo
i pokorę, i św. Ewangelię Pana naszego Jezusa Chrystusa,
jak to stanowczo przyrzekaliśmy” (RZ 12, 3–4).
Biedaczyna ze swej strony „był uległy kardynałowi Hugolinowi jak «oddany syn» (1 Cel 100), którego wybrał na ojca i pana całego Zakonu swoich braci”
(1 Cel 99) i nazywał go Panem i ojcem. Legenda Trzech
Towarzyszy opowiada, że „św. Franciszek prosił kardynała Hugolina w Zielone Święta, by zechciał wziąć udział
w obradach kapituły braci; zgodził się z ochotą i odtąd
corocznie uczestniczył w tych kapitułach. A gdy przybywał na kapitułę, wszyscy bracia tam zebrani wychodzili
mu naprzeciw z procesją. On zaś zbliżając się do braci,
schodził z konia i szedł z nimi pieszo, na dowód przywiązania aż do kościoła Matki Bożej, a potem mówił do
nich kazanie i odprawiał Mszę Świętą w czasie której sługa Boży Franciszek śpiewał Ewangelię” (3 T 15).
Asyżanin władzę kościelną widział i uznawał w całym duchowieństwie, któremu chciał zawsze służyć.
Dlatego też szanował i czcił wszystkich duchownych
oraz był posłuszny biskupom. Święty Patriarcha „otaczał czcią dostojników i kapłanów św. Kościoła” (3 T 14),
a Celano podkreśla, że „czcił kapłanów i żywił ogromną miłość do całej hierarchii kościelnej” (1 Cel 62). Po
sprzedaniu tego, co miał ze sobą, wracając z Foligno,
wszedł do kościoła św. Damiana i „spotkał tam pewnego
ubogiego kapłana, z wielką wiarą ucałował jego święte
ręce” (1 Cel 9). Odmawiając stawienia się w magistracie
dla obrony przed oskarżeniami ojca, zjawił się u biskupa, stwierdzając: „chcę stawić się przed oblicze biskupa,
gdyż on jest ojcem i panem dusz” (3 T, 6). Po wysłuchaniu Ewangelii w Porcjunkuli „prosił kapłana, by mu
ją wyjaśnił” (1 Cel 22); gdy Bernard chciał iść za nim,
powiedział mu: „Chodźmy razem do pałacu biskupiego, gdzie przebywa pewien dobry ksiądz i poprośmy go
o odprawienie mszy św. (...). A potem, gdy po wysłuchaniu Mszy św. trwali w modlitwie aż do trzeciej, kapłan,
na prośbę św. Franciszka, wziął mszał i uczyniwszy znak
krzyża św., otworzył go trzy razy w imię Pana naszego
Jezusa Chrystusa” (Kwiatki 2). W „Regule Niezatwierdzonej” napisał: „Wszystkich kleryków i zakonników
uważajmy za naszych panów w sprawach dotyczących
duszy i niesprzecznych z naszym życiem zakonnym. Szanujmy w Panu ich stan, urząd i posługę” (RN 19, 3–4).
Pisząc do wszystkich wiernych, zachęcał: „Powinniśmy
szanować duchownych, nie tylko dla nich samych, bo
mogą być grzesznikami, ile dla ich stanowiska i posługi
Najświętszego Ciała i Krwi Pana naszego Jezusa Chrystusa, które oni konsekrują na ołtarzu, sami przyjmują
i innym udzielają. I bądźmy głęboko przekonani, że nikt
nie może inaczej się zbawić, jak tylko przez Krew Pana
naszego Jezusa Chrystusa i przez święte słowa Pańskie.
www.franciszkanie-bronowice.pl
Nie samym chlebem...
Duchowni te słowa wymawiają i głoszą (...). I tylko oni
mogą tę czynność wykonywać, nikt inny” (2 LW 33–35).
Asyżanin błogosławionymi nazywa tych, którzy mają
„zaufanie do duchownych uczciwie żyjących według zasad Kościoła rzymskiego. A biada tym, którzy nimi gardzą; choćby bowiem byli oni grzesznikami, jednak nikt
nie powinien ich sądzić, bo Pan sam zastrzega sobie prawo sądu nad nimi. O ile bowiem większa jest ich posługa
wobec Najświętszego Ciała i Krwi Pana naszego Jezusa
Chrystusa, które oni sami przyjmują i sami tylko innym
udzielają, o tyle większy grzech mają ci, którzy grzeszą
przeciwko nim niż przeciwko innym ludziom na tym
świecie” (Np. 26, 1–4).
W „Testamencie” zwraca szczególną uwagę na ten
problem: „Potem dał mi Pan i daje tak wielkie zaufanie do kapłanów, którzy żyją według zasad św. Kościoła rzymskiego ze względu na ich godność kapłańską, że
chociaż prześladowaliby mnie, chcę się do nich zwracać.
I chociaż miałbym tak wielką mądrość jak Salomon,
a spotkał bym bardzo biednych kapłanów tego świata,
nie chcę wbrew ich woli nauczać w parafiach, w których
oni przebywają. I tych, i wszystkich innych chcę się bać,
kochać i szanować jako moich panów. I nie chcę dopatrywać się w nich grzechu, ponieważ rozpoznaję w nich
Syna Bożego i są moimi panami. I postępuję tak, ponieważ na tym świecie nie widzę niczego okiem cielesnym
z Najwyższego Syna Bożego, tylko Jego Najświętsze
Ciało i Najświętszą Krew, które oni przyjmują i oni tylko innym udzielają” (T 6–10). Również w bardzo krótkim testamencie, jaki podyktował w Sienie w kwietniu
1226 r., gdy na skutek upływu krwi zdawało się, że zakończy życie, jest wzmianka o dostojnikach kościelnych
i o kapłanach: „aby (bracia) zawsze byli wierni i ulegli
dostojnikom i wszystkim duchownym świętej matki Kościoła” (TS 5).
Celano podkreśla: „Pragnął, by okazywano wielki szacunek dla rąk kapłana, gdyż posiadają one boską
władzę przygotowywania tak wielkich tajemnic. Często
mawiał: «Gdyby zdarzyło mi się spotkać w tym samym
czasie jakiegoś świętego, który zstąpił z nieba i jakiegoś
biednego kapłana, najpierw okazałbym uszanowanie kapłanowi, podbiegając doń i całując mu ręce; rzekłbym:
Zaczekaj św. Wawrzyńcze, gdyż jego ręce dotykają słowa
życia i posiadają moc nadludzką»„ (2 Cel 201).
Szczególny szacunek i posłuszeństwo okazywał biskupom. Asyżanin mówił: „Zostaliśmy posłani (jako
bracia mniejsi) na pomoc duchownym dla zbawienia
dusz, a także by uzupełniać lukę, jeśli ich zabraknie.
Każdy otrzyma zapłatę nie według piastowanej godności, lecz według tego, co uczynił. Wiecie, bracia, że Bogu
najmilsze jest dobro dusz i że to łatwiej można osiągnąć,
żyjąc z duchowieństwem w pokoju niż w niezgodzie (...),
dlatego bądźcie posłuszni dostojnikom kościelnym, ażeby, o ile to od was zależy, nie szerzyła się złość. Jeśli będziecie synami pokoju, pozyskacie Panu i kler, i lud, to
będzie milsze Bogu, niż gdybyście pozyskali tylko sam
lud, pozostając w niezgodzie z duchowieństwem. Nie
zwracajcie uwagi na ich upadki, uzupełniajcie ich liczne
niedociągnięcia, wykonując to wszystko, bądźcie jeszcze
bardziej pokorni” (2 Cel 146).
Nasz św. Patriarcha do końca życia pozostawał na
służbie duchowieństwa i dlatego szanował i czcił dostojników i kapłanów; uważał swego biskupa za ojca
listopad–grudzień 2015
i pana, obdarowywał biednych kapłanów paramentami
kościelnymi; najpierw udawał się do biskupów lub kapłanów, gdy przybywał na ich teren duszpasterzowania;
w oddawaniu czci dawał pierwszeństwo kapłanom przed
świętymi; szanował również duchownych grzeszących;
uważał, że jego zadaniem jest pomagać klerowi; odrzucał możliwość zdobycia od papieża przywilejów, które
pozwoliłyby mu głosić kazania wbrew woli biskupów.
Ta część i szacunek Biedaczyny dla duchowieństwa
spotkała się ze wzajemnością, bo kapłani cieszyli się, gdy
przybywał do jakiegoś miasta; kardynałowie pragnęli
gościć go w swoich kuriach (3 T 12); biskup Asyżu, Gwido, zaniepokoił się, spotykając go w Rzymie, gdyż sądził,
że zamierza opuścić jego miasto (1 Cel 32).
Święty Franciszek, człowiek prawdziwie katolicki,
przez swą miłość do Kościoła, Ojca świętego, biskupów
i duchowieństwa przypomina nam, że:
ӼӼ tylko Kościół autentycznie interpretuje Ewangelię
i autorytatywnie wskazuje drogę ewangeliczną;
ӼӼ powinniśmy zawsze mieć gwarancję katolicyzmu
poprzez zależność od władzy kościelnej;
ӼӼ powinniśmy zawsze okazywać uszanowanie i posłuszeństwo papieżowi, spełniając jego wskazania;
ӼӼ powinniśmy kapłanów uznawać za szafarzy słowa
Bożego i boskich tajemnic, nie biorąc pod uwagę
ich wad;
ӼӼ powinniśmy zawsze pomagać duchowieństwu i szanować jego wolę.
Marek Ślewa OFM
Teresa Wiącek
ANIOŁ STRÓŻ
Tobie...
Oddaję sny moje niespokojne
Ciebie wołam
Gdy się boję
Kiedy zapukam
Do bram Nieba
Otworzysz mi
Bez wahania
Bo znasz mnie najlepiej
Przecież jesteś
Moim Aniołem.
ZMARSZCZKI
Matka
Nigdy się...
Nie starzeje
To tylko czas
Gromadzi się
W zakamarkach twarzy.
5
nr 84
Nie samym chlebem...
Z NAUCZANIA OJCA ŚWIĘTEGO FRANCISZKA
Trzy wymiary życia rodzinnego:
święto, praca, modlitwa
Święto
Święto jest wynalazkiem Boga. Nie jest leniwym siedzeniem w fotelu,
lub upojeniem, głupią ucieczką od obowiązków, nie. Święto to nade wszystko życzliwe i wdzięczne spojrzenie na dobrze wykonaną pracę, świętujemy
pracę... To czas, aby spojrzeć na dzieci lub wnuki, które dorastają, i pomyśleć – jakie to wspaniałe! To czas, aby spojrzeć na nasz dom, przyjaciół, których gościmy, otaczającą nas wspólnotę i pomyśleć: jakie to dobre! Bóg tak
uczynił, stwarzając świat. I nieustannie tak czyni, bo Bóg stwarza zawsze...
Prawdziwy czas świętowania wstrzymuje pracę zawodową i jest święty, ponieważ przypomina mężczyźnie i kobiecie, że są stworzeni na obraz Boga,
który nie jest niewolnikiem pracy, ale jest Panem, a zatem także i my nigdy
nie możemy być niewolnikami pracy, ale „panami”... Wreszcie czas święta
jest święty, ponieważ Bóg w nim przebywa w sposób szczególny. Niedzielna Eucharystia sprowadza na święto całą łaskę Jezusa Chrystusa, Jego
obecność, Jego miłość, Jego ofiarę, Jego przebywanie z nami. W ten sposób
wszystko otrzymuje pełny swój sens: praca, rodzina, radość i trudy każdego
dnia, nawet cierpienie i śmierć; wszystko jest przemienione łaską Chrystusa. Święto jest cennym darem Boga i nie niszczmy go!
Audiencja ogólna,
środa 12 sierpnia 2015
Praca jest święta
Zazwyczaj mówi się, że praca jest potrzebna, aby utrzymać rodzinę,
wychowywać dzieci, aby zapewnić naszym bliskim godne życie. O osobie
poważnej, uczciwej mówimy: „to człowiek pracowity”, to znaczy taki, który nie żyje kosztem innych (...) A gdzie uczymy się tego pracowitego stylu
życia? Przede wszystkim w rodzinie. Rodzina wychowuje do pracy poprzez
przykład rodziców: ojca i matki pracujących dla dobra rodziny i społeczeństwa. W Ewangelii, Święta Rodzina z Nazaretu jawi się jako rodzina ludzi
pracujących, a sam Jezus jest nazywany „synem cieśli”, a nawet „cieślą”.
Zaś św. Paweł ostrzega chrześcijan: „Kto nie chce pracować, niech też nie
je”. Apostoł odnosi się wyraźnie do fałszywej duchowości pewnych ludzi,
którzy w istocie żyją kosztem innych braci i sióstr, „wcale nie pracują”.
W koncepcji chrześcijańskiej zaangażowanie w pracy i życie duchowe nie
są wcale ze sobą sprzeczne. Praca w tysiącu różnych form jest właściwa
osobie ludzkiej. Wyraża jej godność bycia stworzoną na obraz Boga. Dlatego mówimy, że praca jest święta. Trzeba się modlić, aby rodzina nie była
pozbawiona pracy.
Audiencja ogólna,
środa 19 sierpnia 2015
Modlitwa
Jeśli miłość do Boga nie rozpala ognia, to duch modlitwy nie rozgrzewa czasu. Jezus powiedział, że możemy nawet mnożyć nasze słowa, „jak
poganie”, lub ukazywać nasze obrzędy, „jak czynią to faryzeusze”. Serce,
w którym płonie miłość do Boga, sprawia, że modlitwą stają się także myśli bez słów lub wezwanie przed świętym obrazem, albo gest miłości i szacunku, gdy mijamy kościół. Jakże to piękne, kiedy matki uczą małe dzieci
gestów miłości do Jezusa i Maryi. Jakże w tym wiele czułości. Wówczas serce dzieci zamienia się w miejsce modlitwy. I to jest dar Ducha Świętego...
Modlitwa wypływa ze słuchania Jezusa, z czytania Ewangelii, z zażyłości
ze Słowem Bożym. Czy w naszej rodzinie istnieje ta zażyłość? Czy mamy
w domu Ewangelię? Czy otwieramy ją niekiedy, żeby przeczytać ją razem?
Czy ją rozważamy modląc się na różańcu? Ewangelia czytana i rozważana
w rodzinie jest jak dobry chleb, który karmi serca wszystkich. A rano i wieczorem, czy też gdy siadamy do stołu, nauczmy się wspólnego odmawiania
z wielką prostotą modlitwy: to Jezus przybywa między nas, jak udawał się
do rodziny Marty, Marii i Łazarza.
Audiencja ogólna,
środa 26 sierpnia 2015
6
Adwent
ZAKON
FRANCISZKANÓW
(OFM)
Trwa jeszcze w Kościele Rok Życia Konsekrowanego, rozpoczęty w I Niedzielę Adwentu, 30 listopada
2015, a zakończy się 2 lutego 2016. W naszej parafii od
samego początku, od 1909 roku, pracę duszpasterską
pełnią zakonnicy, duchowi synowie i naśladowcy św.
Franciszka z Asyżu. Dlatego warto podać trochę danych statystycznych dotyczących tegoż Zakonu. Naszą
oficjalną nazwą jest: Zakon Braci Mniejszych (po łacinie: Ordo Fratrum Minorum – stąd skrót OFM), popularnie Franciszkanie. Zakon nasz jest jednym z najliczniejszych w Kościele. Według oficjalnej statystyki
z 31 grudnia 2014 liczy obecnie 13632 członków, czyli
kapłanów (ojców) i braci zakonnych. W tej liczbie jest
także 6 kardynałów, 20 arcybiskupów i 93 biskupów.
Zakon jest podzielony na jednostki administracyjne,
tak zwane prowincje i kustodie, obejmujące po kilka,
kilkanaście czy kilkadziesiąt klasztorów; jest ich 102.
Zakon ma na świecie 2148 klasztorów i prowadzi 1803
parafii. Jesteśmy obecni i pełnimy naszą posługę apostolską w 116 krajach świata, w tym jako misjonarze
w wielu krajach misyjnych Afryki, Ameryki Południowej, Azji i Oceanii. Główna siedziba Zakonu znajduje
się w Rzymie, a kieruje nim minister generalny (skrótowo: generał), wybierany demokratycznie co 6 lat,
obecnie jest nim zakonnik z USA, o. Michael Perry.
W Polsce Zakon nasz liczy pięć prowincji, z siedzibami głównymi w Krakowie (dwie prowincje),
Katowicach‑Panewnikach, Wrocławiu i Poznaniu.
Na czele każdej prowincji stoi minister prowincjalny
(skrótowo: prowincjał), wybierany też co kilka lat
na określoną kadencję. Wszystkie polskie prowincje
razem liczą 1006 zakonników i mają 101 klasztorów.
Nasza prowincja, do której należy również klasztor
w Bronowicach Wielkich, ma tytuł: Prowincja Matki
Bożej Anielskiej. Jej główny dom jest przy ul. Reformackiej 4 w Krakowie. W jej skład wchodzi 20 klasztorów w Polsce i 7 poza jej granicami (Australia,
Niemcy, Włochy) i liczy 236 zakonników. Pod względem liczebności zakonników jesteśmy na 13. miejscu
w Zakonie. Kilkudziesięciu naszych współbraci pracuje także w różnych krajach europejskich, na misjach
i w Ziemi Świętej.
„Reguła i życie braci mniejszych polega na zachowywaniu świętej Ewangelii Pana naszego Jezusa
Chrystusa przez życie w posłuszeństwie, bez własności i w czystości” (Reguła Zakonu 1,1).
Wacław Michalczyk OFM
www.franciszkanie-bronowice.pl
Nie samym chlebem...
listopad–grudzień 2015
IMPERATYW MIŁOŚCI
„Nienawiść nie jest twórcza,
tylko miłość jest twórcza”
Maksymilian Kolbe (1894–1941)
Nasza skomplikowana „teraźniejszość” eliminuje świadomie imperatyw miłości chrześcijańskiej ze
wszystkich dziedzin ziemskiego życia.
Czyni to skrycie, wszelkimi sposobami, zastępując
jednocześnie imperatyw miłości sloganem, pustosłowiem w szumie informacyjnym. Nieprzytomnie zagoniony świat nie ma czasu i chęci na rozważenie skutków pozbawienia człowieka umiejętności kochania,
prowadzących do wyjałowienia duchowego.
Nie samym chlebem, o który tak zabiegamy, żyje
człowiek. Człowiek żyje myślą, akceptacją samego siebie, bliźnich. W niepojętej rozumem miłości bliźnich
otrzymaliśmy życie ziemskie, jako czas na okazanie
miłości Bogu i ludziom. „Bóg jest zawsze w pobliżu
ludzi okazujących sobie miłość” (Johann Heinrich Pestalozzi, 1746–1827) i wszelkie postępowanie, płynące
z miłości, spotyka się z jego aprobatą.
„Kochać, znaczy czynić dobro” (Lew Tołstoj, 1828–
1910), czyli dobroć i miłość są nierozłączne. Ponadto
miłość daje nam poczucie szczęścia. Charles Nodier
(1780–1844) zauważa, że „jedynie dwie rzeczy czynią
nas szczęśliwymi: wiara i miłość”.
Człowiek zawsze marzy o szczęściu, ale często nie
wie, że bez miłości staje się pusty wewnętrznie, jak
dzwon pozbawiony serca.
Bywa, że często nadużywamy słowa „kocham” dla
rzeczy błahych, nieistotnych, gubiąc po drodze jego
głęboki sens.
Jak pisze Thornton Niven Wilder (1897–1975),
„miłość istnieje w każdej chwili swego trwania, wiecznie, to jedyne przelotne spojrzenie w wieczność” i o tej
wiecznej potędze miłości musimy pamiętać.
Miłość jest bogata w wiele odcieni, dlatego wymaga altruizmu, wybaczania, miłosierdzia.
„Kochać to znaczy zapomnieć o sobie” twierdził
starożytny filozof i poeta – Seneka (ok. 4 r. p.n.e. –
65 r. n.e.), a więc nauczyć się też słuchać innych:
„Pierwszym obowiązkiem miłości jest słuchać” (Paul
Tillich, 1896–1965), jeżeli tego nie umiemy, nie potrafimy zrozumieć bliźniego, będziemy stać obok i nie
włączymy się w różaniec miłości.
Współczesny świat powoli usuwa z życia bezinteresowną miłość, zabierając mu równocześnie siłę do
walki ze złem. Zło eliminuje z życia człowieka miłość,
spycha w pustkę uczuciową, odbiera też wiarę i nadzieję.
Mahatma Gandhi (1869–1948) pisze: „Miłość jest
czymś najmocniejszym na świecie, a jednak nie można
sobie wyobrazić, nic bardziej skromnego, bo „miłość
się nie wywyższa, nie potępia, lecz dźwiga i oczyszcza
(Henryk Ibsen, 1828–1906).
„W miłości, która ma swoje źródło w sercu Chrystusa, jest nadzieja na przyszłość świata”: «A w Jego
ranach jest nasze uzdrowienie» (Iz 53, 51, cyt. za Jan
Paweł II w: Pamięć i tożsamość, ss. 172).
Kochać aż do bólu i poświęcenia, jak czynił to Zbawiciel, to najwyższe stadium miłości.
A więc, „nie dość kochać dobrych, ale trzeba kochać złych, gdyż tylko miłością można z nich zło wyplenić” (Henryk Sienkiewicz, 1846–1916).
Wiara, miłość i nadzieja są naszą ziemską ostoją,
wzbogacają nasze życie duchowe, bowiem jesteśmy
stworzeni do rzeczy naprawdę wielkich, które zaowocują w życiu przyszłym i pozwolą odnaleźć podstawowy sens bycia człowiekiem.
Pozwolę sobie, w tym miejscu, przytoczyć myśl św.
Jana Pawła II (Rozmowy z Janem Pawłem II, 1982, ss.
230): „Jaki jest «świat», ku któremu idziemy? Myślę,
że sytuacja człowieka w świecie współczesnym uległa
znamiennym modyfikacjom. Mamy powody lękać się,
że oblicze, jakie nam odsłoni, będzie groźniejsze niż
wszystko, co znamy z przeszłości” – to prorocze słowa
Ojca świętego.
Tracimy intelektualne i moralne zasady, zaczyna
nam brakować wiary, nadziei i miłości.
Świat rozpada się na wiele „różnych” światów, często od siebie oddalonych, napiętnowanych grzechem,
często nieludzkich, a przecież zostaliśmy odkupieni
przez Miłość przybitą do Krzyża.
Jedynie wszechogarniająca ludzkie sprawy miłość
daje pełnię życia i bytowania w Bogu, czyni świat bardziej doskonałym i ludzkim.
Miłość jest trwale związana z miłosierdziem, ofiarowaniem siebie bliźniemu w czasie ziemskiego pielgrzymowania. O tym należy pamiętać!
Wszystko
Wszystko się zaczyna
i wszystko się kończy
w ziemskim trwaniu.
Dopiero wieczna brama
uchyli rąbka tajemnicy
czasu i przestrzeni.
Pozwoli doznać olśnienia
i pojąć istotę miłości
sprawcy impulsu bytu.
(BMK, Czas uskrzydlony, 2015)
Oprac. Barbara Mikuszewska‑Kamińska
Cyt. Księga mądrości, Katowice 2010
7
nr 84
Nie samym chlebem...
Adwent
Z LITURGII KOŚCIOŁA
SYMBOLE I ZWYCZAJE
ADWENTU
Bóg w swojej wielkiej miłości do człowieka dał swego
Jednorodzonego Syna, który przyszedł na świat by dokonać dzieła odkupienia ludzi. Jednak tę łaskę każdy z nas
musi osobiście przyjąć. Zadaniem Kościoła jest przygotowanie ludzi na godne przyjęcie Chrystusa. Kościół czyni to,
między innymi, poprzez ustanowienie roku liturgicznego.
Adwent rozpoczyna nowy rok kościelny. Jest on pełnym
tęsknoty oczekiwaniem na Boże Narodzenie, na przyjście
Chrystusa. Adwent to okres oczyszczenia naszych serc
i pogłębienia miłości i wdzięczności względem Pana Boga
i Matki Najświętszej.
Wieniec adwentowy
Wieniec adwentowy wykonuje się w kształcie koła
z gałązek szlachetnych drzew iglastych, takich jak: świerk
srebrzysty, jodła pospolita, daglezja zielona lub sosna
zwyczajna. Wieniec może być wykonany również z liści
laurowych lub mahoniowych. Do dekoracji można użyć
szyszek, jesiennych liści, owoców głogu lub jarzębiny itp.
Pośród wieńcowych gałązek umieszcza się cztery świece symbolizujące cztery niedziele adwentu. Trzy świece
powinny być koloru fioletowego a jedna, symbolizująca
trzecią niedzielę adwentu – różowa, co odpowiada barwom liturgicznym tego okresu. Wieniec mogą też zdobić
wstążki różnych kolorów np. w pierwszą niedzielę wstążki
czerwone, w drugą żółte, w trzecią srebrne, w czwartą złote. Każdą z poszczególnych świec zapala się w kolejną niedzielę adwentu. Przypominają one o upływającym czasie
do narodzin Małego Boga i o naszym obowiązku przygotowania się na spotkanie się z Nim. Zapalanie ich to także
stawianie sobie pytania – „czy jestem gotowy”? Pierwszą
świecę zapala się w I Niedzielę Adwentu – symbolizuje ona
przebaczenie grzechu nieposłuszeństwa Adamowi i Ewie
przez Boga. Drugą zapala się w II Niedzielę Adwentu – symbolizuje ona wiarę patriarchów Narodu Wybranego w dar
Ziemi Obiecanej. Trzecią świecę zapala się w III Niedzielę
Adwentu – symbolizuje ona radość króla Dawida świętującego przymierze z Bogiem. W IV Niedzielę Adwentu zapala
się ostatnią ze świec – symbolizuje ona nauczanie proroków zapowiadających przyjście Mesjasza i Jego Królestwa
pokoju i sprawiedliwości.
8
Wieniec adwentowy ma dość rozbudowaną symbolikę.
Jego kolisty kształt oznacza, że Bóg jest wieczny, nie ma
początku ani końca. Wykonany z gałązek drzew iglastych
a więc wiecznie zielonych ma oznaczać życie wieczne jakie daje Chrystus wszystkim w niego wierzącym. Zapalanie
świeczek jest symbolem światłości, jaką nazwał się sam Jezus: „Jam jest światłość świata, kto idzie za Mną, nie chodzi
w ciemnościach, ale będzie miał światłość żywota” (J 8,12).
Wieniec jest także symbolem rodziny oczekującej i przygotowującej się na godne spotkanie z Jezusem w Betlejem jak
i w dniu Jego powtórnego przyjścia na ziemię.
Wieniec adwentowy należy umieścić w domu na honorowym miejscu. Można go postawić na stole bądź podwiesić pod sufitem. Świece mogą się palić w czasie rodzinnej
modlitwy, a także podczas wspólnych spotkań i posiłków.
Przy ich płomyku mogą zasypiać również dzieci. W sobotę przed I niedzielą Adwentu można dokonać poświęcenia
wieńca. Jeśli istnieje taki zwyczaj w parafii, możemy dokonać błogosławieństwa wieńca w kościele. Praktyczniej jest
jednak dokonać tego obrzędu w gronie rodziny. Będzie to
najlepszy sposób rozpoczęcia przeżywania Adwentu w rodzinie jako domowym Kościele.
Zwyczaj umieszczania w domu zielonego wieńca z czterema świecami zrodził się w Niemczech w 1839 roku. Do
Polski wieniec przywędrował w roku 1925, najpierw do
Wrocławia. Wszystko jednak zaczęło się dzięki pomysłowi
ewangelickiego teologa i działacza społecznego z Hamburga, pastora Johanna Heinricha Wicherna (1808–1881).
12 września 1833 roku otworzył on w swym rodzinnym
mieście szkołę‑przytułek dla sierot i nazwał ją „Das Rauhe
Haus”. Było to pierwsze z jego dzieł charytatywnych. Później Wichern zasłynął z organizowania tzw. misji wewnętrznej w Kościele ewangelickim i stworzył wiele podobnych
instytucji. Pastor bardzo troszczył się o wychowanie swych
podopiecznych. Chciał, by dzieci czuły się jak w rodzinie.
W Adwencie 1839 roku wpadł na pomysł, jak zmienić
wystrój świetlicy, by wprowadzić nastrój sprzyjający modlitwie. Sporządził szczególny wieniec. Na obrzeżu koła
o średnicy 2 metrów umieścił 24 małe świeczki. Każda miała być zapalana w kolejny zwyczajny dzień Adwentu. Wokół
tego wieńca podopieczni pastora gromadzili się codziennie na wspólne spotkania i śpiewy. Początkowo ozdabiano
zielenią tylko ściany sali. Potem zamiast ścian przystrajano
wieniec.
Z czasem pastor swój pomysł przenosił do innych niemieckich miast. W Adwencie zapraszał ludzi na coniedzielne rozważania, dlatego zmienił trochę wygląd wieńca. Zamiast 24 świec umieszczał tylko cztery, oznaczające cztery
niedziele Adwentu. Zwyczaj sporządzania wieńca adwentowego (niem. Adventkranz) rozprzestrzenił się bardzo
szybko w całych Niemczech, również w części katolickiej,
a wkrótce potem na całym świecie.
Zwyczaj sporządzania wieńca adwentowego jest więc
stosunkowo nowy, choć jego korzenie tkwią prawdopodobnie w starogermańskich obrzędach pogańskich.
www.franciszkanie-bronowice.pl
Nie samym chlebem...
W środku zimy na okręgu z zielonych gałęzi, symbolizującym słońce, zapalano ogień na znak nadziei, że przyjdzie
wiosna i słońce znów zaświeci mocniej. Nie wiadomo
jednak, czy dla Wicherna inspiracją był ten stary zwyczaj,
czy też judaistyczne, trwające osiem dni święto Chanuka.
Każdego dnia tego święta zapala się kolejną świecę na
ośmioramiennym świeczniku. Podobna zasada, zapalania
kolejno o jedną świecę więcej, obowiązuje w wieńcu adwentowym.
Symbolika światła
W okresie Adwentu bardzo ważnym, wymownym i często stosowanym znakiem w domowej liturgii jest świeca.
Świece i lampiony posiadają bogatą symbolikę.
W ciemności człowiek czuje się źle i niepewnie, nawet
znając drogę, może zbłądzić. Światłość jest darem Bożym:
„Wtedy to rzekł Bóg: Niech się stanie światłość. I stała się
światłość. Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją
od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność
nazwał nocą” (Rdz 1, 3–5).
Chrześcijanie od początku używali światła podczas
zgromadzeń liturgicznych, które często były celebrowane
wieczorem lub nocą. Światło rozpraszające ciemności stosowane więc było głównie z pobudek praktycznych.
Symbolika światła w liturgii
Chociaż o symbolice światła, o świeczniku i lampach
mówi Pismo Święte tak w księgach Starego, jak i Nowego Testamentu (Wj 25, 31–40; Mt 25, 1–12; Łk 12,35; Ap
1, 12.4, 5.22,16), to w liturgii Kościoła jako znak, symbol,
światło stosowane jest od IV wieku. Św. Hieronim napisze:
„We wszystkich kościołach Wschodu zapala się świece, gdy
Ewangelia ma być czytana, chociaż już słońce świeci. Dzieje się to oczywiście nie dlatego, aby ciemność rozproszyć,
lecz aby dać wyraz radości”. Światło jest więc symbolem
radości.
Głównie jednak światło jest symbolem Chrystusa, gdyż
prorocy zapowiadali Go jako światłość (Iz 49,6), a także
sam Chrystus mówi o sobie: „Ja jestem światłością świata,
kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8,12). Jezus jest prawdą, a więc
źródłem oświecenia. On sam, Jego życie, głoszona Ewangelia, każdy Jego czyn są dla nas światłością.
Szczególne znaczenie ma zapalanie światła przed nieszporami, na rozpoczęcie Wigilii Paschalnej, podczas pogrzebu, w czasie modlitw przy grobie, a także wręczenie
światła nowo ochrzczonemu. Kapłan po Chrzcie Świętym
wręczając świecę mówi: „Stałeś się światłem w Chrystusie.
Postępuj nieustannie jak dziecko światłości, trwaj w wierze, abyś ze wszystkimi świętymi mógł wyjść na spotkanie
przychodzącego Pana w królestwie niebieskim”.
Świeca jest również symbolem życia chrześcijanina,
zgodnego z przykazaniami Bożymi, który jest włączony
w Chrystusową światłość. Jest także znakiem gotowości na
spotkanie Jezusa na progu wieczności.
Staropolski zwyczaj nakazywał przy zapalaniu światła mówić: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” na
znak, że światło jest znakiem obecności „prawdziwej światłości” – Jezusa Chrystusa.
listopad–grudzień 2015
Udział w Roratach
W Polsce od wielu wieków we wszystkich kościołach
odprawia się codziennie lub w niektóre dni tygodnia jedną Mszę św. wotywną o NMP tzw. roratnią, z wyjątkiem
niedziel i uroczystości. Od 17 do 24 grudnia, zachowując
tradycyjny charakter tej Mszy św., a więc kolor biały, śpiewając hymn „Chwała na wysokości Bogu”, bez „Wierzę”,
używa się formularzy przewidzianych na te dni w „Mszale”,
ponieważ mają one charakter wyraźnie maryjny.
Zwyczajowo Msza św. roratnia rozpoczyna się o brzasku dnia. Na ołtarzu oprócz świec mszalnych pali się świecę
roratnią, przewyższającą pozostałe świece i przewiązaną
białą wstążką. Dawniej paliło się sześć świec, a roratnia
była siódmą, i wyobrażały one siedem stanów przygotowujących się na spotkanie Chrystusa.
Wiele osób bierze udział codziennie we Mszy św. roratniej. Każda rodzina winna zatroszczyć się o to, by przynajmniej raz w tygodniu wziąć udział w roratach. Dzieci
bardzo lubią w tym czasie wstawać wcześnie rano i bardzo
chętnie śpieszą na roraty.
W bardzo wielu parafiach zachował się zwyczaj, że
wierni gromadnie idą na roraty ze światłami (lampionami). W wielu parafiach ten piękny i wymowny zwyczaj jest
świeżo wprowadzony.
Msza święta roratnia wzięła swoją nazwę od pierwszych słów antyfony na wejście: „Rorate coeli, desuper et
nubes pluant justum”. Jest to modlitwa proroka Izajasza,
błagająca Boga o rychłe przyjście Zbawiciela.
Słowa tej modlitwy niech nam towarzyszą i staną się
adwentowym błaganiem tak w czasie drogi do kościoła, jak
też i w czasie celebrowanej radosnej Eucharystii roratniej.
Świeca roratnia – Roratka
Zazwyczaj jest to wysoka świeca koloru białego lub jasnożółtego, przewiązana białą wstążką i udekorowana zielenią, najczęściej mirtem. W kościołach umieszczana jest
na ołtarzu i zapalana w czasie roratnich Mszy świętych. Na
ich wstępie jest ona jedynym płomieniem, które świeci się
w kościele przy zgaszonych światłach; zapalają się one dopiero podczas uroczystego hymnu „Chwała na wysokości
Bogu”. Jest to jeden z nielicznych przypadków w roku liturgicznym, kiedy hymn ten śpiewa się każdego dnia, chociaż
wyłącznie podczas rorat. W domach roratkę umieszcza się
na ołtarzyku domowym, w kąciku religijnym, bardzo często
obok figurki lub obrazu Matki Bożej. Zapalana jest w czasie
wieczornic i modlitw rodzinnych. Symbolizuje Maryję, która w mroczny czas adwentowy w swoim łonie niesie światu
Chrystusa – Światłość Prawdziwą.
Lampion adwentowy
Lampion adwentowy – jest to rodzaj lampki, wykonanej w kształcie czworoboku zamkniętego, którego ścianki
przypominają gotyckie witraże z symbolami chrześcijańskimi lub scenami biblijnymi. Wewnątrz nich umieszcza się
świece lub małą żarówkę na baterię. Idąc na roraty dzieci
zabierają je ze sobą do kościoła – oświetlają sobie drogę
pośród ciemności. Lampionami oświetla się pierwszą część
Mszy świętej roratniej, podczas której w kościele pogaszone są światła i panuje symboliczna ciemność. Lampion jest
symbolem przypowieści Jezusa o roztropnych pannach,
które z płonącymi lampami oczekiwały na przyjście Oblubieńca (por. Mt 25, 1–13).
9
nr 84
Nie samym chlebem...
Wędrująca figura Matki Bożej
Zwyczaj ten praktykowany jest w wielu polskich parafiach. Znany jest także w Niemczech pod nazwą „Frauentragen”. Polega na przyjmowaniu figury Matki Bożej z kościoła
po roratach przez to dziecko, którego serduszko, z zapisanymi dobrymi uczynkami wykonanymi dnia poprzedniego,
zostało wylosowane przez księdza odprawiającego roraty.
Najczęściej rodzina ta wraz z dziećmi przyjmuje figurę Matki Bożej na jeden dzień. Przyjmując posąg Matki Bożej celebrują wszyscy rodzinną liturgię, śpiewając pieśni adwentowe i maryjne, czytając i rozważając Pismo Święte oraz
odmawiając różaniec i inne modlitwy. Ta forma adwentowego przeżycia daje bardzo dużo możliwości wprowadzenia do rodziny ducha modlitwy i adwentowego nastroju.
Rodzina w znaku figury zaprasza Maryję do swego domu.
W ten sposób ponawia się scena sprzed 2000 lat, kiedy to
Maryja udała się do domu Elżbiety i Zachariasza by przed
przyjściem na świat św. Jana Chrzciciela usłużyć swojej
krewnej Elżbiecie.
Pień adwentowy
Zwyczaj pnia adwentowego pojawił się pod koniec
XIX wieku i najprawdopodobniej jest pochodzenia amerykańskiego. Dzisiaj szeroko praktykowany w Europie Zachodniej. Pień adwentowy wykonany jest z surowego, nie
korowanego kawałka drewna. Jest nacięty w ten sposób,
aby był stabilny i aby na całej jego długości można było
zrobić otwory lub uchwyty na świece. Czasami są to ucięte
z okrągłego kawałka krążki z pięknymi słojami i artystycznym skosem. Na takim krążku można również umieścić
tylko jedną świecę adwentową. Mogą być na nich umieszczone cztery świece symbolizujące niedziele adwentowe
(trzy fioletowe i jedna różowa lub wszystkie czerwone)
i w środku najwyższa świeca koloru białego, symbolizująca
Chrystusa. Czasami na tak przygotowanym pniu adwentowym umieszczonych jest tyle świec, ile dni adwentowych
w danym roku, a pośrodku najwyższa świeca bożonarodzeniowa. Tak wykonany pień ze świecami ozdobiony jest
szyszkami i gałązkami ukazującymi piękno natury. Mówi
on o życiu w jego naturalnym stanie i o pięknie i wspaniałości dzieła stworzenia. Ukazuje on ścisły związek między stworzonym światem a Bogiem, który do niego przychodzi. Pień adwentowy umieszczony jest w centralnym
miejscu w domu, na stole, na pianinie lub na ołtarzyku
domowym. Coraz częściej, szczególnie na Zachodzie, pojawia się w sklepach jako dekoracja adwentowa wykonana
z kawałka drewna i z pięcioma świeczkami elektrycznymi.
Umieszczane są one w oknach domów na okres Adwentu. Najpiękniej jednak wygląda wykonany z surowego kawałka drewna z umieszczonymi na nim świecami na każdy
dzień Adwentu. Świece zapala się, kolejno każdego dnia:
jednego dnia z prawej strony, drugiego z lewej, a w wigilię
Bożego Narodzenia zapalamy świecę środkową, najwyższą.
Świece tak przygotowane można pobłogosławić. Świece
palą się w czasie modlitw, wspólnych posiłków i spotkań
rodzinnych. Raz przygotowany pień adwentowy może być
używany każdego roku po ułożeniu na nim nowych świec
i gałązek.
Kalendarz adwentowy
Zbliżanie się Świąt Bożego Narodzenia w wielu rodzinach oznaczane jest poprzez kalendarz adwentowy. Zwy10
Adwent
czaj ten znany jest i pielęgnowany w wielu krajach na całym świecie, nie tylko w rodzinach katolickich, lecz także
innych wyznań chrześcijańskich. Różnego rodzaju gotowe
kalendarze adwentowe możemy kupić w sklepach z dewocjonaliami. Lepiej jest jednak, aby każde dziecko wykonało samo tego rodzaju kalendarz. Czasami wykonują je
uczniowie na lekcji religii wraz z katechetą w szkole. Każdy
nowy dzień w kalendarzu wskazuje na zbliżanie się przyjścia Jezusa i budzi w sercach uczucie radości. Każdy dzień
Adwentu zawiera drzwiczki lub okienko, które otwiera
się każdego dnia ukazując obraz sceny biblijnej, cytat na
dany dzień z czytań biblijnych lub głęboką myśl. Mogą to
być również puste okienka, w których wpisywane będą adwentowe myśli i zobowiązania np. udział w roratach, rekolekcjach, katechezach adwentowych, pomoc chorym, słabszym, potrzebującym. Dzieci z niecierpliwością oczekują na
otwarcie drzwiczek kalendarza adwentowego, który każdego dnia wzywa do pełnienia uczynków miłości i do coraz
większej radości. Kalendarze adwentowe, a także świece
kalendarzowe, dopomagają w realizacji słów św. Pawła
Apostoła: „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Pan jest blisko” (Flp 4,4–5). Kalendarz
adwentowy wskazuje nie tylko na zbliżające się święta lecz
na czas zbawienia dany nam dzisiaj. Przypomina wypełnianie się czasu przed powtórnym przyjściem Zbawiciela i wypełnianie proroctw z nim związanych.
Róża adwentowa
Ozdobny krzew o nazwie „róża adwentowa” lub czasami „róża Chrystusa” jest symbolem nadziei mesjańskiej
wypełniającej czas adwentowego oczekiwania. Jako symbolu adwentowego zaczęto używać jej w Palestynie już
w XIII wieku. Dzisiaj zwyczaj ten znany jest w wielu krajach europejskich i w Ameryce. Róża adwentowa rozkwita w grudniu. Jej kwiat opisywany jest w literaturze jako
nośnik symboliki królewsko‑mesjańskiej. Płatki w kolorze
głębokiego żółcienia tworzą złotą koronę królewską; białe końce płatków symbolizują niewinność Mesjasza: „On
grzechu nie popełnił...” (1P 2,22); purpurowe pręciki mówią o krwi przelanej w ofierze, której skutkiem jest pokój
mesjański: „Zechciał bowiem Bóg, ...aby przez Niego znów
pojednać wszystko z sobą:...wprowadziwszy pokój przez
krew Jego krzyża” (Kol 1,19–20), a zielone wypustki pomiędzy płatkami przypominają o adwentowej nadziei radosnego spotkania z Panem. Róża Chrystusa staje się coraz bardziej popularna na Zachodzie Europy. Często umieszczana
jest na stole lub ołtarzyku liturgicznym w połączeniu ze
złotym świecznikiem podtrzymującym białą świecę. Kombinacja ta wskazuje na wypełnienie starotestamentowych
proroctw i obietnic Bożych w Chrystusie, który jest dla nas
„światłością świata” (J 8,12).
Różdżka Jessego
Adwentowy zwyczaj tzw. „drzewka Jessego” nie jest
znany w Polsce. Opisywany jest głównie w literaturze pastoralnej rodzin w USA. Jest to bardzo ciekawa ilustracja
mesjańskiego proroctwa Izajasza zawartego w r.11,1–9.
Tych kilka wersetów księgi Izajasza zawiera słynny poemat
mesjański wskazujący na istotne rysy sylwetki oczekiwanego Mesjasza. Otóż będzie On królem z rodu Dawidowego,
napełnionym pełnią darów Ducha Świętego, darami mądrości i rozumu, rady i męstwa, wiedzy i bojaźni Pańskiej
www.franciszkanie-bronowice.pl
Nie samym chlebem...
tak bardzo koniecznymi w wypełnianiu misji prorockiej,
czyli nauczycielskiej. Zapowiedziany Mesjasz zaprowadzi
wśród ludu tak bardzo upragnioną sprawiedliwość i powszechny pokój. Mesjasz, przynosząc ludziom odpuszczenie grzechów, przywróci pierwotną, utraconą przez grzech
pierworodny harmonię i pokój. „Pień Jessego” w proroctwie Izajasza oznacza ród królewski Dawida. Natomiast
różdżka, odrośl tego pnia wskazuje na Chrystusa, który pochodził z pokolenia Judy i rodu Dawida. Podobnie jak dzieci
pragną poznać swoje drzewo genealogiczne, czyli swoich
rodziców, dziadków, pradziadków i dalszych przodków oraz
krewnych, tak również chrześcijanie powinni poznać drzewo genealogiczne swego Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Celowi temu służy adwentowy zwyczaj umieszczania w domu
„Różdżki Jessego”. Jest to średnich rozmiarów gałązka jabłoni, wiśni, śliwy, gruszy, forsycji lub innego drzewa kwitnącego, którą w sobotę przed I Niedzielą Adwentu wkłada
się do wazonu z wodą, a następnie w czasie adwentowych
wieczorów czyta się w gronie rodziny odpowiednie teksty Pisma Świętego mówiące o przodkach Chrystusa Pana,
wykonuje się symbole ich wyrażające i zawiesza się na gałązkach począwszy od najniższych. Na samym szczycie rozkwitającej gałęzi zostanie w wigilię umieszczony znak Chrystusa (Hiro: Pax). Symbole te możemy wykonać z brystolu,
cienkiego kartonu lub kolorowego dekoracyjnego papieru.
Ten obrzęd adwentowy najbardziej nadaje się do przeprowadzenia z dziećmi starszych klas szkoły podstawowej.
Sianko dobrych uczynków
Adwent jest okresem przemiany i przygotowania serc
na przyjście Pana, który zjednoczy całe stworzenie w swej
chwale. Najlepszym sposobem przemiany jest pełnienie
dobra w swoim środowisku, pełnienie czynów wynikających z miłości, zgodnie ze słowami Chrystusa: „Wszystko,
co uczyniliście jednemu z tych braci moich, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Temu celowi służy francuski zwyczaj zbierania siana dobrych uczynków. W pierwszą niedzielę Adwentu każde dziecko otrzymuje od rodziców pusty żłóbek.
Odtąd każdego dnia, wieczorem przy modlitwie, dziecko
robi rachunek sumienia i za każdy dobry uczynek wkłada
jedną słomkę siana do żłóbka. Jest to dar dziecka dla Bożego Dzieciątka na pamiątkę Jego urodzin.
Udramatyzowany Adwent
Zwyczaj ten sięga korzeniami średniowiecznych misteriów, poprzez które starano się przybliżyć wiernym treści
biblijne. Misteria oparte na Biblii pomagały ludziom przeżywać niemalże całą historię zbawienia. „Udramatyzowany
Adwent” polega na odczytywaniu w gronie rodziny wybranych fragmentów Biblii, po czym dzieci dzielą się odpowiednimi rolami i odtwarzają dane opowiadanie biblijne
w formie scenicznej. Należy pamiętać o tym, że dziecko
poprzez zabawę poznaje świat, a także lubi grać role postaci przez siebie ulubionych, z którymi często się utożsamia.
Dopomaga w tym również bardzo rozbudzona wyobraźnia
dziecka.
W Adwencie dzieci zazwyczaj odtwarzają takie wydarzenia biblijne, jak: grzech Adama i Ewy, wypędzenie z raju,
potop, wieżę Babel, powołanie Abrahama, św. Jan Chrzciciel nad Jordanem, zwiastowanie Zachariaszowi w świątyni, zwiastowanie Najświętszej Maryi Pannie, nawiedzenie
św. Elżbiety i wędrówka Maryi i Józefa do Betlejem.
listopad–grudzień 2015
W modlitwie wieczornej rodzice winni zawsze nawiązać do treści, które dzieci przeżywały, przedstawiając dane
wydarzenia biblijne.
Ozdoby choinkowe
Stanowią one jeden z ważnych elementów religijnego
przeżywania uroczystości Bożego Narodzenia, a przygotowywanie ich stanowi element składowy obrzędowości
rodzinnej w Adwencie. Zofia Kossak, pisząc o zwyczaju
ustawiania choinki na Boże Narodzenie, pisze również
o ozdobach, jakimi dekorowano „staropolską jodełkę”.
Niegdyś w polskich chatach, w czasie godów zawieszano
w pułapie świetlicy ścięty czubek jodły lub świerku, ustrojony tradycyjnie w wydmuszki jaj, piernikowe figurki, jabłka znamionujące zdrowie i „światy” z opłatków. Według
autorki typ choinki zwany jodełką „widywał jeszcze Oskar
Kolberg i ją opisał”. Oto jego słowa: „Niektórzy, osobliwie
po dworach i miastach, ubierają sad, wieszając u sufitu
wierzchołki osiny zdobne w jabłka, orzechy, gruszki, pierniki, już to dla czeladzi (w piekarni), już to dla dzieci (w komorze). Wisi to u powały i dopiero w dzień św. Szczepana
przysmaki te obrywają”.
W dawnej Polsce ozdoby choinkowe stanowiły głównie
wyroby ręczne rodziców i dzieci. Wykazywała w tym często
cała rodzina uzdolnienia artystyczne i je doskonaliła. Choinka ma charakter chrześcijański i dlatego ozdoby na niej
winny jej sakralność jeszcze bardziej podkreślać. Mogą to
być symbole chrześcijańskie lub też postacie biblijne. Po
wieczornicy adwentowej dzieci mogą wykonać postacie
Adama i Ewy, których grzech pierworodny odkupił Chrystus na drzewie krzyża. Do tej myśli nawiązuje modlitwa
błogosławieństwa choinki.
Przygotowanie upominków gwiazdkowych
Zwyczaj ten ma swoje głębokie uzasadnienie teologiczne. Upominki są symbolem największego daru, jaki został
nam dany: Syna Bożego, a wraz z Nim ogromne bogactwo
darów duchowych, nadprzyrodzonych. Ponieważ Pan Bóg
nas tak hojnie obdarował, winniśmy również obdarowywać się wzajemnie. Szczególnie dzieci mają prawo do tego,
aby przeżyć w wieczór wigilijny radość płynącą z przyjścia
Boga do ludzi. Tej prawdy teologicznej upominki nie powinny przesłaniać, ale ją uwydatniać. Przeżywając Adwent i przygotowując się na pamiątkę przyjścia Boga do
ludzi staje się znowu jasne, że Bóg nas kocha, dlatego dał
nam Swego Syna. W tej wielkiej radości okazujemy sobie
nawzajem szczególne wyrazy życzliwości i obdarowujemy
się upominkami. Sprawiamy radość przede wszystkim tym,
o których nikt nie pamięta, o ubogich i samotnych oraz
cierpiących i smutnych.
***
Te i wiele innych obrzędów i rytuałów możemy znaleźć
w znakomitej książce biskupa Józefa Wysockiego „Rytuał
rodzinny” (Wydawnictwo Duszpasterstwa Rolników, Włocławek 1999), z której korzystaliśmy w opracowaniu tego
tekstu. Znajdziemy tam również przykładowe modlitwy, litanie i całe schematy nabożeństw, które można odprawiać
w domu w czasie wszystkich okresów liturgicznych. Gorąco ją polecamy szczególnie rodzicom, chcącym przekazać
swoim dzieciom piękną tradycję świętowania!
Opr. Red.
11
nr 84
Nie samym chlebem...
ŚWIADKOWIE ŚWIĘTOŚCI
29
BŁ. MARCIN OPRZĄDEK OFM
Po przedstawieniu sylwetek naszych błogosławionych Współbraci – kapłanów, którzy ponieśli śmierć
męczeńską w obozie koncentracyjnym w Dachau,
w rubryce „Świadkowie świętości” przedstawiamy
jednego z dwóch braci zakonnych, którzy należą do
108 Męczenników II wojny światowej, a mianowicie
bł. brata Marcina Oprządka OFM. Podobnie jak już
wcześniej prezentowani Męczennicy z naszej Prowincji, także i on został aresztowany we Włocławku,
a śmierć męczeńską poniósł w tzw. „transporcie inwalidów”
Bł. Marcin, Jan Oprządek urodził się 4 marca 1884
roku we wsi i parafii Kościelec k. Chrzanowa. Jego rodzicami byli Stanisław i Julianna z d. Cupryan. Jan był
piątym ich dzieckiem z sześciorga potomstwa, jakie
posiadali (trzech synów i trzy córki). Rodzina Oprządków żyła dość biednie z niewielkiego gospodarstwa.
Już jako dziecko był angażowany przez rodziców do
pracy w gospodarstwie, a później pracował także jako
robotnik we dworze lub przy wyrobie cegły. Rodzice
obumarli go dość wcześnie, bo ojciec zmarł w pażdzierniku 1901 roku, w wieku 58 lat, a matka w październiku 1907 roku, w wieku 57 lat.
Do Szkoły Ludowej uczęszczał w latach 1891–1897
w Kościelcu, gdzie ukończył sześć klas. Świadectwo
szkolne świadczy o tym, że był bardzo pilnym uczniem
i robił w nauce duże postępy.
Już wcześniej odczuwał powołanie zakonne, ale
to pragnienie mógł spełnić dopiero w roku 1912, mając ukończone 28 lat. W prośbie skierowanej do ojca
Prowincjała o przyjęcie do Zakonu Braci Mniejszych
napisał: „Od kilku lat nosiłem się z zamiarem wstąpienia do Zakonu, by w tym świętym stanie zapewnić
sobie zbawienie duszy. Jednakowoż, żyjąca staruszka
matka, a także chory brat, byli przeszkodą w wypełnieniu tego zamiaru. Teraz po śmierci matki i brata,
jestem zupełnie wolny w rozporządzeniu sobą, dlatego postanowiłem ten zamiar wypełnić. (...) Najprzewielebniejszy Ojcze, proszę cię pokornie, racz udzielić
najłaskawiej zezwolenia na przyjęcie mnie do Zakonu. Pragnę w świętym Zakonie św. Ojca Franciszka,
jako brat służyć Bogu”. Ta pokorna jego prośba oraz
bardzo pozytywne opinie ks. proboszcza, naczelnika
gminy i jego nauczycielki i kierowniczki szkoły spowodowały, że do Zakonu, w Prowincji Matki Bożej Anielskiej został przyjęty 16 października 1912 roku. Habit
zakonny i nowe imię Marcin otrzymał niebawem po
wstąpieniu do Zakonu. Po pewnym czasie został skierowany do klasztoru w Sądowej Wiszni. Niestety nie
dane mu było spokojnie przejść okres próby, nowicjatu i złożyć śluby zakonne. W sierpniu 1914 roku został
wcielony do wojska austriackiego w związku z wybu12
Adwent
chem I wojny światowej. Walczył w 13. pułku krakowskim m.in. pod Lublinem i Kraśnikiem, gdzie mocno
się wykrwawił, a w końcowej fazie wojny walczył na
froncie włoskim nad rzeką Piava. Prawdopodobnie
w listopadzie 1918 roku, wraz z innymi żołnierzami,
powrócił z frontu włoskiego do Krakowa. Z pobytu
w wojsku i na wojnie wyniósł wielkie doświadczenie
życiowe oraz okaleczoną lewą rękę (stracił palec). Nie
utracił jednak swojego powołania franciszkańskiego.
Ponownie wdział habit franciszkański i odzyskał imię
Marcin otrzymane w czasie obłóczyn w 1912 roku.
Po krótkim pobycie w klasztorze krakowskim został
w 1919 roku skierowany do Włocławka, ale jego pobyt tam nie trwał długo, bo już w styczniu 1920 roku
został skierowany do Lutomierska k. Łodzi, gdzie próbowano objąć na nowo klasztor, skasowany w 1864
roku przez władze carskie. Później jednak odstąpiono
od tego zamiaru, a br. Marcin został przeniesiony do
Wieliczki celem odbycia nowicjatu. Tutaj pod okiem
o. Hipolita Dzielskiego, magistra nowicjatu, zagłębiał
się w modlitwę, życie sakramentalne i ascezę zakonną. Poznawał historię Zakonu, jego Założyciela św.
Franciszka z Asyżu i jego świętych naśladowców
oraz prawo zakonne i na czym polegają śluby
zakonne. Rok po rozpoczęciu nowicjatu we
wrześniu 1921 roku złożył pierwsze śluby
zakonne. Następnie przez trzy lata pełnił
funkcję furtiana w klasztorze św. Kazimierza w Krakowie, gdzie 4 października 1924
roku złożył uroczyste śluby zakonne. Pod
koniec 1924 roku został skierowany do
klasztoru w Przemyślu, a następnie do
Konina i Brzezin k. Łodzi, zaś w roku 1929
do klasztoru Świętej Rodziny we Lwowie.
W 1933 roku przeniesiono go do klasztoru we Włocławku, skąd po trzech latach
został skierowany do Kazimierza Dolnego. Nie zabawił tu jednak zbyt długo, bo
po paru miesiącach znowu wrócił do
Włocławka, gdzie pozostał aż do aresztowania przez Gestapo w 1940 roku.
W klasztorach pełnił różne obowiązki:
furtiana, kwestarza, gospodarza, zakrystiana w zależności od potrzeb danej
wspólnoty.
W życiu zakonnym był człowiekiem
prawym, szczerym, prostolinijnym
w postępowaniu z ludźmi i współbraćmi zakonnymi. Powierzone sobie obowiązki wypełniał sumiennie w duchu
ślubów, które złożył Bogu. Był szczerze pobożny, wpatrzony w Chrystusa
www.franciszkanie-bronowice.pl
Nie samym chlebem...
Ukrzyżowanego i Jego Bolesną Matkę, stojącą pod
krzyżem Syna. Jego główną modlitwą była koronka
franciszkańska, Droga Krzyżowa i adoracja Najświętszego Sakramentu. Był więc bratem franciszkaninem
nie tylko z nazwy, ale także i z ducha.
O sytuacji klasztoru i duchowieństwa włocławskiego w czasie II wojny światowej pisaliśmy przy
prezentowaniu życiorysów bł. Narcyza Turchana i bł.
Krystyna Gondka. Br. Marcin w uroczystość Matki
Bożej Częstochowskiej, 26 sierpnia 1940 roku, otrzymał wezwanie, wraz z innymi Współbraćmi z klasztoru z wyjątkiem gwardiana, na Gestapo. Mieli zostać
skierowani na naukę języka niemieckiego, aby posługiwać duszpastersko także Niemcom. W rzeczywistości zostali aresztowani i najpierw wywiezieni do
obozu przejściowego w majątku Szczeglin k. Poznania, a stamtąd wraz z innymi duchownymi do obozu
koncentracyjnego Sachsenhausen koło Oranienburga
pod Berlinem. Bramy obozu przekroczyli 29 sierpnia
1940 roku. Obóz w Sachsenhausen to wioska olimpijska z 1936 roku. Tak więc z wioski olimpijskiej,
która miała być wyrazem idei pokoju i braterstwa
między narodami, uczyniono miejsce kaźni dla setek tysięcy ludzi. Brat Marcin wraz ze Współbraćmi
z włocławskiego klasztoru został umieszczony w baraku nr 18. Pozbawieni rzeczy osobistych otrzymali
strzępy starych pruskich mundurów i drewniane chodaki. Pozbawiono ich także imion i nazwisk, a stali
się numerami. Pierwsze tygodnie były czasem
kwarantanny, która polegała na przyuczeniu
do życia obozowego. Był to czas tak okrutnych szykan, że wielu więźniów przypłaciło życiem, inni kalectwem, chorobami, a wszyscy ogólnym wycieńczeniem
organizmu. Brat Marcin, chociaż liczył
już 56 lat, przeżył ten okres, bo trudy
życiowe nie były mu obce. W grudniu
1940 roku dotarła wieść, że wszyscy duchowni mają być przeniesieni do innego obozu, gdzie panują lepsze warunki.
Tak więc 12 grudnia 1940 roku br. Marcin wraz z innymi duchownymi udał się
w głąb Niemiec. Obozem tym okazał się
obóz koncentracyjny w Dachau, gdzie
postanowiono zgromadzić wszystkich
duchownych przebywających w innych
obozach. Obóz był zaplanowany na
osiem tysięcy więźniów, a w grudniu
1940 roku było ich już kilkanaście tysięcy. Otrzymali tutaj nowe ubrania –
pasiaki i nowe numery. Br. Marcin od
tej pory był numerem 22618, którego
nie mógł zapomnieć ani na chwilę. Duchownych zgromadzono w dwóch barakach nr 28 i 30.
To, co miało być lepszymi warunkami bytowania, okazało się złudne.
W obozie panował głód. Ciężka praca
listopad–grudzień 2015
na plantacjach i w cieplarniach esesmańskich, zbierała śmiertelne żniwo. Ci, co nie pracowali, byli poddawani nieustannie wyrafinowanym szykanom, ćwiczeniom lub staniu na placu apelowym. Śmiertelność
była więc bardzo duża. Każdego dnia umierali dziesiątkami chorzy więźniowie, zwłaszcza starsi. Wielu
zostało wprost zamordowanych przez esesmanów
lub funkcyjnych więźniów niemieckich. Również podalpejski klimat nie sprzyjał więźniom. Surowe zimy
i gorące lata także dawały się więźniom we znaki,
z powodu braku odpowiedniego odzienia.
Od 4 kwietnia do 15 września 1941 roku dzięki
staraniom Stolicy Apostolskiej duchowni wszystkich
narodowości zostali zgromadzeni w trzech barakach
(26, 28 i 30) i wyłączeni z pracy. Mieli też kaplicę,
w której każdego dnia była sprawowana Msza św.,
we wczesnych godzinach porannych. Baraki te jednak
otoczono drutem kolczastym, co spowodowało, że
kapłani zostali pozbawieni wpływu na osoby świeckie, a fakt, że nie pracowali, budził zazdrość i podejrzenia. Musieli za to trzy razy dziennie, „usługiwać do
stołu”, czyli roznosić kotły z jedzeniem dla kilkunastu
tysięcy więźniów. Spotykali się przy tym z różnymi
szykanami. Dnia 15 września 1941 roku duchownym
zgromadzonym na placu apelowym zaproponowano,
aby „stali się Niemcami”. Niestety nikt się nie zgłosił.
Rozwścieczony komendant obozu oznajmił, „przestają być duchownymi”, zabronił wszelkich praktyk religijnych, od tej chwili będą pracowali i będą traktowani jak wszyscy przestępcy.
Po koniec 1941 roku zaczęła się selekcja więźniów
do tzw. transportów inwalidów, obiecując im lepsze
warunki życia w innym obozie. Wielu uwierzyło tym
obietnicom, wśród nich także br. Marcin Oprządek.
Jak się później okazało, były to transporty śmierci.
Przewożąc więźniów do jakoby innego obozu uśmiercano ich gazem w specjalnie do tego przygotowanych
samochodach, a następnie ich ciała palono w krematoriach. Br. Marcin z transportem inwalidów udał się
18 maja 1942 roku, w czasie którego został zagazowany. Transportów takich od 2 stycznia do 9 listopada
1942 roku odbyło się 32, w których zagazowano 3166
więźniów, w tym 700 Polaków.
Br. Marcin umarł za wiarę w Boga, bo nie było
żadnej innej przyczyny jego uwięzienia i skazania, bez
dochodzenia i sądu, na śmierć tylko dlatego, że był
franciszkaninem, katolickim zakonnikiem. Umarł za
Polskę, bo był Polakiem i kochał swoją Ojczyznę, jak
przystało każdemu chrześcijaninowi i katolikowi.
Do grona błogosławionych męczenników II wojny
światowej wraz ze 107 Towarzyszami niedoli, został
zaliczony przez papieża Jana Pawła II 13 czerwca 1999
roku w Warszawie. Dzień liturgicznego wspomnienia
tychże męczenników przypada 12 czerwca.
Opracował
Stanisław Mazgaj ofm
na podstawie: o. Bogdan Brzuszek OFM, Błogosławiony br. Marcin Oprządek. Męczennicy 1939–1945.
13
nr 84
Nie samym chlebem...
Adwent
POCZĄTKI CHRZEŚCIJAŃSTWA (1)
Rozwój chrześcijaństwa w pierwszych wiekach
Pierwszy Kościół chrześcijański powołany został przez samego Jezusa Chrystusa, narodzonego
ok. 8–4 r. p.n.e. w Betlejem w Judei, w Palestynie, leżącej w owym czasie w granicach Imperium Rzymskiego,
a rządzonej wówczas przez króla Heroda Wielkiego.
Po męczeńskiej śmierci i wniebowstąpieniu Chrystusa, wpływ na rozwój i kształt wczesnego chrześcijaństwa mieli apostołowie. Byli oni odpowiedzialni za powstałą w ciągu krótkiego życia Chrystusa wspólnotę
chrześcijańską oraz za obronę i szerzenie nowej wiary
na odległe tereny.
Chociaż początki religii chrześcijańskiej sięgają
okresu sprzed ponad 2000 lat, mamy możliwość poznać je dzięki wielu źródłom historycznym. Zaliczyć do
nich można przedmioty codziennego użytku, budowle
sakralne i sepulkralne oraz źródła pisane. Te ostatnie
podzielić można na chrześcijańskie i niechrześcijańskie. Znakomitymi materiałami przybliżającymi życie
pierwszych wyznawców Chrystusa są księgi Nowego
Testamentu, czyli Ewangelie, Dzieje Apostolskie i Listy
Apostolskie – dzieła napisane w drugiej połowie I w.
n.e. Sam św. Łukasz w pierwszych wersach swej Ewangelii informuje o licznych pismach chrześcijańskich
opowiadających o życiu Jezusa: „Wielu już starało się
ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od
początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa.
Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od
pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu,
abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk,
których ci udzielono” (Łk 1, 1–4).
Niewątpliwie obraz początków chrześcijaństwa dopełniają świadectwa niechrześcijańskie, opierające się
na tym, co usłyszano o Chrystusie lub na obserwacji
życia chrześcijan. Znajdujemy w nich kilka informacji
o Jezusie oraz o Jego wyznawcach, którzy określani są
między innymi jako wspólnota odprawiająca dziwne
obrzędy.
W dziele jednego z historyków rzymskich żydowskiego pochodzenia, w Dawnych dziejach Izraela
Józefa Flawiusza, odnaleźć można zapisy potwierdzające istnienie i działalność Jezusa Chrystusa i Jego wyznawców: „W tym czasie żył mąż mądry o imieniu Jezus. Jego zachowanie było dobre i znany był ze swych
cnót. A wielu pośród Żydów i innych narodów stało się
jego uczniami. Piłat zasądził go na śmierć krzyżową,
ale jego dawni wyznawcy nie wyrzekli się jego nauki.
Opowiedzieli, że trzeciego dnia ukazał się im znów
jako żywy; i być może dlatego był Mesjaszem, o którym wiele zdumiewających rzeczy przepowiedzieli
prorocy. (...) Jeszcze dzisiaj istnieje społeczność, która
od jego imienia otrzymała nazwę chrześcijan (...)”.
Inny historyk rzymski – Tacyt, wymienia chrześcijan jako sektę żydowską, prześladowaną na rozkaz Nerona po pożarze Rzymu w 64 r.: „Początek tej nazwie
dał Chrystus, który za panowania Tyberiusza skazany
został na śmierć przez Poncjusza Pilatusa; a przytłumiony na razie zgubny zabobon znowu wybuchnął,
nie tylko w Judei, gdzie się
to zło wylęgło, lecz także
w stolicy, dokąd wszystko,
co potworne albo sromotne,
zewsząd napływa i licznych
znajduje zwolenników” (Tacyt, Roczniki XV). Natomiast
Swetoniusz, pisarz rzymski,
wspomina o wygnaniu ich
z Rzymu za czasów cesarza
Klaudiusza.
Już po tych kilku przykładach wyobrazić sobie
można, jak trudne było
życie wyznawców religii
chrześcijańskiej w pierwszych wiekach naszej ery.
Ekspansja chrześcijaństwa do II w., opracowanie własne na podstawie I. Barnes, Świat
Biblijny, Warszawa 2008, s. 334–335
14
www.franciszkanie-bronowice.pl
Nie samym chlebem...
listopad–grudzień 2015
Dyptyk ukazujący sceny z życia św. Pawła, w trakcie podróży misyjnych –
dyskusja z ateńskimi filozofami, ukąszenie przez żmiję, uzdrowienie chorych
(za I. Barnes, Świat Biblijny, Warszawa 2008, s. 295)
Mimo to następowała ciągła ekspansja i rozwój Kościoła chrześcijańskiego. W II w. n.e. można mówić
o istnieniu kilku ośrodków chrześcijaństwa: o pierwszym i fundamentalnym Kościele w Jerozolimie,
o wspólnotach istniejących w Rzymie, na wschodnich wybrzeżach Morza Śródziemnego z Antiochią,
w Aleksandrii, w Egipcie oraz w Kartaginie w północnej Afryce.
Pierwsza wspólnota zrodziła się właśnie w Jerozolimie, skąd nowa wiara dotarła do Damaszku. Pierwszy
Kościół skupiał się wokół Piotra, Jakuba Starszego oraz
pozostałych apostołów. Odmienne poglądy i nauka
głoszona przez chrześcijan napotykały na sprzeciw Żydowskiej Wysokiej Rady, co doprowadziło do bardzo
wczesnych prześladowań wyznawców Chrystusa. Już
w roku 32 doszło do ukamieniowania św. Szczepana,
który otwarcie krytykował tradycyjne zwyczaje żydowskie i wszedł w konflikt z kapłanami żydowskimi.
Po jego śmierci członkowie wspólnoty rozproszyli się
na północ, docierając do Antiochii. Pod koniec II wieku, na terenie Azji Mniejszej, chrześcijanie stanowili liczną wspólnotę, której członkowie zamieszkiwali
liczne miasta i wioski.
Członkowie wspólnoty aleksandryjskiej wywodzili się ze społeczności żydowskiej, a założycielem Kościoła miał być na tym terenie św. Marek Ewangelista.
Z czasem wspólnota rozrosła się do znaczącego centrum kultury chrześcijańskiej, skąd pochodziło wielu
wybitnych biskupów i teologów.
Przez dwa stulecia rozrosło się również chrześcijaństwo w Afryce północnej. Wiarę tę wyznawali
przedstawiciele wszystkich warstw społecznych.
Z pewnością na rozwój, siłę i żywotność Kościoła
chrześcijańskiego złożyło się wiele czynników. Jedną
z przyczyn była tęsknota człowieka za nowym ładem
i porządkiem, jaki przyniosła nowa religia, jaki gwarantowała Ewangelia miłości i sprawiedliwości. Ludzie
czerpali z nauki Chrystusa, która umożliwiała im rozwiązywanie swoich własnych problemów egzystencjalnych. Ponadto Ewangelia pozwalała zrozumieć
fundamentalne kwestie o istnieniu Boga, nieśmiertelności duszy, celu życia człowieka i jego znaczeniu. Bardzo istotna dla przyjmowania i rozkwitu nowej wiary
była niewzruszona postawa chrześcijańskich męczenników, broniących swych poglądów mimo licznych
prześladowań. Potrafili oni udowodnić swymi czynami potrzebę wiary, miłości i postępowania zgodnie
z nauką Ewangelii. To ich postawa była świadectwem
wiary, nieraz najbardziej pożądaną drogą do osiągnięcia zbawienia.
Rozpowszechnianiu się chrześcijaństwa poza Palestyną sprzyjał również wprowadzony przez Oktawiana Augusta, Pax Romana – pokój rzymski, który
ułatwiał misjonarzom podróżowanie po terenach Imperium oraz dominujące we wschodniej części basenu
Morza Śródziemnego – grecka kultura i język. Jedność
językowa umożliwiała dotarcie do mieszkańców tych
terenów, objętych właśnie greckimi wpływami kulturowymi. Właściwie to język grecki pozwalał na komunikację między pierwszymi chrześcijanami, a lokalną
ludnością Bliskiego Wschodu. Do II wieku, biskupi
15
nr 84
Nie samym chlebem...
Rzymu byli greckojęzyczni, także Pismo święte zostało
spisane po raz pierwszy w tym języku.
Od początku istnienia wspólnot chrześcijańskich
pilnowano, by ich członkowie wyrzekali się pogańskich uciech i rozrywek, takich jak pijaństwo, rozpusta, życie w luksusie. Nauczano, by w życiu i relacjach
międzyludzkich kierować się słowami Ewangelii. Każdy chrześcijanin musiał dokonać w swym życiu radykalnych zmian. W drugim stuleciu n.e. kandydat do
chrztu był bardzo dokładnie egzaminowany, a same
przygotowania trwały dwa albo trzy lata. W pierwszym etapie audientes byli pouczani o zasadach życia
chrześcijańskiego i ćwiczyli, jak przestrzegać zasad,
w kolejnym electi otrzymywali bezpośrednie przygotowanie do chrztu, by na koniec poprzez potrójne
zanurzenie stać się pełnoprawnym chrześcijaninem.
Sam chrzest poprzedzany był czuwaniem, po nim zaś
następował obrzęd nakładania rąk, jako sakrament
bierzmowania.
Hipolit Rzymski w dziele Tradycja Apostolska
z 211 roku zapisał, takie oto Wymagania stawiane ka‑
techumenom:
„(...)
II, 1. Nowo przybyłych, zgłaszających się na katechizację, należy zaraz prowadzić do nauczycieli, zanim
jeszcze lud się zbierze. Nauczyciel zapyta ich o motywy, jakie ich skłoniły do szukania wiary, ci zaś, którzy
ich przyprowadzili, złożą oświadczenie o ich zdolności
do słuchania nauk. Trzeba też wybadać warunki ich
życia: czy żyją w małżeństwie, czy są niewolnikami,
czy wolnymi.(...)
II, 2. Należy ponadto zbadać, jakie rzemiosło lub
zawód uprawiają przyprowadzeni na katechizację. (...)
II, 3. Katechumen winien uczęszczać na naukę trzy
lata. Jeśli jednak uczył się pilnie i z zamiłowaniem,
o długości jego katechumenatu ma decydować raczej jego prowadzenie się niż
Adwent
czas.(...) Jeśli któryś z katechumenów został uwięziony
za wiarę, nie należy go pozostawić w niepewności co
do wartości wyznania; mimo bowiem, że nie otrzymał
jeszcze odpuszczenia grzechów, już samo prześladowanie i skazanie na śmierć przyniesie mu usprawiedliwienie jako ochrzczonemu własną krwią”.
Na koniec dodać należy, iż w początkowym okresie, modlitwy i nabożeństwa odbywały się w prywatnych domach bogatszych przedstawicieli gmin
chrześcijańskich. Od II w. celom tym służyły również
podziemne cmentarze, gdzie ludność mogła gromadzić się i modlić w okresie prześladowań. Jednym ze
spektakularnych odkryć archeologicznych było odkopanie w Dura Europos nad środkowym Eufratem
chrześcijańskiej budowli kultowej, prywatnego domu‑kościoła datowanego na pierwszą połowę III w.
We wnętrzu jego babtysterium odsłonięto sceny ze
Starego i Nowego Testamentu. Podobne domy znajdowały się również na innych terenach zamieszkiwanych przez gminy chrześcijańskie, jednak nie zawsze
udaje się rozpoznać ich przeznaczenia ze względu na
brak materialnych dowodów na odprawianie modlitw
i celebrację Eucharystii. Zazwyczaj pomieszczenia służące do owych celów nie różniły się od pozostałych
izb, a także od izb domów pogańskich. Chrześcijanie
nie posiadali również ołtarza, który miałby być przeznaczony do odprawiania mszy. Taki stan rzeczy wiązał się zapewne z wiary w słowa zawarte w Dziejach
Apostolskich: „Bóg, który stworzył świat i wszystko na
nim, On, który jest Panem nieba i ziemi, nie mieszka
w świątyniach zbudowanych ręką ludzką” (Dz 17, 24)
oraz słowa św. Pawła, który pisał, iż to ludzie wybrani (ecclesia), a więc społeczność gminy jest ziemską
świątynią Boga. Społeczność ta, w której zamieszkał
Duch Boży, była ziemskim urzeczywistnieniem Sanktuarium niebiańskiego, a nie miejscem, w którym się
gromadziła.
Bez wątpienia Kościół chrześcijański, głoszący miłość i równość kształtował się w cierpieniu, w świecie
przemocy, pogardy i zła.
Potrafił powstać i rozwinąć się dzięki działalności garstki ludzi, których orężem było słowo
i wiara. I to wystarczyło,
by zwyciężyć i trwać.
Dominika Mazur
Dom‑kościół w Dura
Europos nad Eufratem,
lata 232–257, przekrój
(za: F.W. Deichmann, Archeologia chrześcijańska, Warszawa 1994, il. 12)
i rzut poziomy (źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Dura_Europos#/media/File:Church_dura.jpg)
16
www.franciszkanie-bronowice.pl
Nie samym chlebem...
listopad–grudzień 2015
INDIAŃSKI RZEŹBIARZ Z KRÓLEWSKIEGO
RODU INKÓW KANDYDATEM NA OŁTARZE
12 grudnia obchodzimy święto Matki Boskiej z Guadalupe, która miała objawić się Aztekowi św. Juanowi
Diego Cuauhtlatoatzinowi na wzgórzu Tepeyac, obecnie
w granicach miasta Meksyk. Jak głoszą przekazy, w ostatnim dniu objawień, 12 grudnia 1531 roku dojść miało do
powstania obrazu Matki Bożej z Guadalupe. Jest to najstarsze objawienie maryjne oficjalnie uznane przez Kościół katolicki. Postać św. Juana Diego, kanonizowanego
31 lipca 2002 roku przez papieża Jana Pawła II (liturgiczne wspomnienie tego świętego obchodzimy 9 grudnia),
a przede wszystkim wizerunek Guadalupanej, wywarły
zasadniczą rolę w ewangelizacji ludów centralnej Ameryki.
O wiele mniej znaną postacią jest inny Indianin, Francisco Tito Yupanqui (1550–1616), katolicki artysta rzeźbiarz,
wywodzący się królewskiego rodu Inków, twórca najbardziej znanego wizerunku Matki Bożej w Boliwii, znajdującego się w narodowym sanktuarium w Copacabana nad
jeziorem Titicaca. Podobnie jak wizerunek Matki Bożej
z Guadalupe, odegrał on główną rolę w procesie ewangelizacji indiańskich plemion Andyjskiego Płaskowyża.
Francisco Tito Yupanqui urodził się w Khota Kawana
(obecnie jeden z najbardziej znanych punktów widokowych na najwyżej położone żeglugowe jezioro świata) jako
syn Toli i Francisco, chrześcijańskich rodziców należących
do rodu władców plemienia Inków. Był to początek ewangelizacji plemion andyjskich i wielu Indian pieczołowicie
strzegło swoich pierwotnych kultów pogańskich. Region
nad jeziorem Titicaca stanowił centrum andyjskiego życia
religijnego i dlatego wiele zakonów prowadziło na tych terenach ożywioną działalność ewangelizacyjną. Na miejscu
dawnych kultów ku czci Matki Ziemi (Pachamama) powstała wówczas świątynia katolicka (obecne sanktuarium
Matki Bożej w Copacabana) obsługiwane pierwotnie przez
dominikanów (od 1539 do 1574), następnie w krótkim
okresie przez kler diecezjalny, od 1589 przez augustianów,
a od 1894 roku do dnia dzisiejszego przez franciszkanów.
Będąc osobą wywodzącą się z rodu szlacheckiego (Hiszpanie nadali tytuł szlachecki członkom królewskiej rodziny
Inków) młody Yupanqui pobierał nauki w szkole prowadzonej przez dominikanów. Wzrastał duchowo podziwiając
dzieła sztuki sakralnej sprowadzane z Europy i stanowiące
wystrój kościoła.
Według legendy pewnej nocy ukazała mu się przepiękna pani z dzieckiem na ręku. Objawienie to stało się punktem zwrotnym w życiu Francisco; odkrył on swoje powołanie pragnąc dla potomnych utrwalić wizerunek Pani, której
oblicze dane mu było oglądać. Wykonał figurę z gliny, którą
proboszcz Antonio de Almeida umieścił w ołtarzu bocznym
świątyni obok wspaniałych figur sprowadzonych z Europy.
Jednak nowy proboszcz, Antonio Montoro, kazał usunąć
figurę jako zbyt prymitywną i szpecącą wystrój świątyni.
Zawstydzony Yupanqui postanowił uczynić wszystko, aby
w przyszłości figura przez niego wykonana, nie tylko była
godną, aby być w kościele, ale co więcej, aby mogła znaleźć
się w centralnym miejscu ołtarza. Postanowił udać się do
najbogatszego miasta ówczesnej Ameryki, Potosi, aby tam
zdobyć konieczne wykształcenie i móc rozwinąć artystyczny talent. Za wstawiennictwem krewnych został przyjęty do
pracowni rzeźbiarskiej, gdzie uczył się pod okiem mistrza
Diego Ortiza. Francisco dość dokładnie opisuje czas zdobywania wiedzy w swojej autobiografii napisanej w języku
hiszpańskim z licznymi naleciałościami języka aymara. Bazując na tej autobiografii ówczesni kronikarze piszą, m.in.:
„zjednoczenie kunsztu indiańskiego i europejskiego nastąpiło na drodze bólu i poświęcenia, było konsekwencją wysiłku, a nie jakiegoś spontanicznego wylania. Indianinowi
udało się osiągnąć mistrzostwo poprzez siłę samozaparcia,
ogrom pracy i wyrzeczenia” (Guillermo Francovich). „Jego
pierwsze prace spotykały się z licznymi szyderstwami, były
wyśmiewane i musiał znosić liczne kpiny. Cierpiał, wylewał
zły, lecz nie poddawał się” (Antonio de la Calancha).
Yupanqui stał się artystą dzięki sile wiary. Trwał w modlitwie i zamawiał intencje Mszy świętej prosząc Boga
i Matkę Najświętszą, aby obdarzyła go potrzebnym talentem i mógł stworzyć godny Jej wizerunek. Uczynienie
Go jednak w materiale właściwym dla andyjskich Indian,
czyli w maguey (rodzaj agawy) było o wiele trudniejsze
niż rzeźba w drewnie. Materiał ten wymagał starannej obróbki, pokrycia płótnem i gipsem. Francisco wielokrotnie
ponawiał próby. W końcu udało mu się stworzyć figurę,
która spotkała się z aprobatą mistrza Ortiza, który poradził
mu, aby pokazał ją arcybiskupowi La Platy (Sucre) i uzy-
17
nr 84
Nie samym chlebem...
skał aprobatę na umieszczenie tego wizerunku w świątyni.
Biskup jednak zdecydowanie sprzeciwił się intronizacji
figury; co więcej zakazał Yupanqui rzeźbienia kolejnych
wizerunków, stwierdzając, że tubylcy nie są osobami zdolnymi do tworzenia dzieł sztuki. Według przekazu samego
Yupanqui, słowa biskupa spowodowały, że prawie stracił
przytomność, jednakże pełen pokory podziękował biskupowi, jako temu który reprezentuje autorytet Kościoła.
Wytrwał w przeciwnościach i nadal kontynuował pracę,
ponawiając próby celem oddania w rzeźbie piękna Matki
Najświętszej.
Wysiłki te doprowadziły do tego, że kolejna figura spotkała się z aprobatą biskupa. Yupanqui, pragnąc jeszcze ją
dopracować, udał się w podróż i w La Paz zatrudnił się
u artysty malarza o nazwisku Vargas, który pracował nad
ozłacaniem głównego ołtarza kościoła św. Franciszka. Korzystając z pomocy udało mu się nadać ostateczny kształt,
pomalować i pokryć złotem figurę Matki Bożej.
Z ukończoną figurą indiański rzeźbiarz wrócił do swej rodzinnej osady. Wizerunek spotkał się z bardzo przychylnym
przyjęciem i miał wpływ na pojednanie dwóch zwaśnionych
rodów. Został on uroczyście wprowadzony w procesji do
świątyni. 2 lutego 1583 roku, w święto Matki Bożej Gromnicznej, miała miejsce uroczystość intronizacji wizerunku,
który został umieszczony w ołtarzu centralnym, stając się
w krótkim czasie obiektem szczególnej czci, a kościół największym ośrodkiem pielgrzymkowym Płaskowyżu Andyjskiego. Liczne cuda i łaski uzyskiwane przed tym wizerunkiem rozsławiły miejsce i przyczyniły się do ewangelizacji
ludów regionu. Hiszpański poeta Pedro Calderón de la Barca
poświęcił temu wizerunkowi utwór La Aurora en Copacaba‑
na, który stał się bardzo popularny. Francisco Tito Yupanqui
zmarł w 1616 roku.
1 sierpnia 1925 roku, w stulecie niepodległości Boliwii,
wizerunek Matki Bożej z Copacabana, został uroczyście
koronowany. Matka Najświętsza, czczona w tym wizerunku została ponadto ogłoszona Królową Boliwii. Koronacji
w imieniu papieża dokonali arcybiskup La Paz Augusto
Sieffert i nuncjusz apostolski Gaetano Cicognani. W akcie
tym uczestniczył Prezydent Republiki Bautista Saavedra.
Łaski, jakie zaczęły być wiązane z wizerunkiem ślicznej
Pani z nad brzegów jeziora, sprawiły, że pojawiły się liczne
kopie wizerunku, które obecnie znajdują się w wielu miejscach Ameryki. Sam Tito Yupanqui uczynił podobny wizerunek, który obecnie znajduje się w miejscowości Cocharas
w Peru. Kolejny wizerunek został przekazany ludowi Pucarani (niestety zaginął) oraz mieszkańcom Tucumán w północnej Argentynie.
Najbardziej znaną kopią wizerunku znad jeziora Titicaca jest wizerunek Matki Bożej z plaż Copacabany w Brazylii. Znalazł się on tam za przyczyną hiszpańskiego kupca,
który wracał do ojczyzny płynąc wzdłuż wybrzeży Argentyny i Brazyli. Statek zatonął przy brzegach Brazylii i kupiec
obiecał Matce Najświętszej, której wizerunek przewoził, że
wybuduje ku Jej czci kościół, jeżeli tylko uda mu się dopłynąć do brzegu i ocalić życie. Plaża, gdzie został wybudowany kościół (obecnie już nieistniejący) w pobliżu Rio
de Janeiro nosi nazwę plaży Copacabana i to ona stanowiła miejsce spotkania młodzieży w czasie Światowych Dni
Młodzieży w Brazylii w 2013 r.
Sanktuarium maryjne w Copacabana znajdujące się na
brzegach jeziora Titicaca corocznie odwiedzane jest przez
tysiące pielgrzymów, którzy jednak często nie wiedzą, że
cudowny wizerunek, któremu oddają cześć, jest autorstwa
indiańskiego rzeźbiarza Tito Yupanqui. Artysta ten może
18
Adwent
stać się pierwszym świętym boliwijskim. Postać mało znana, jednakże według tego, co przekazują historyczne źródła, Francisco prowadził życie naznaczone praktyką cnót
w stopniu heroicznym. Był człowiekiem artystycznego talentu zrodzonego z żywej wiary. Znosząc wiele prób i drwin
z powodu swego indiańskiego pochodzenia wykonał cudowny wizerunek Matki Bożej, ukoronowanej na Królową
Boliwii.
Proces kanonizacyjny Sługi Bożego Francisco Tito
Yupanqui rozpoczął się w 2007 r. z inicjatywy ówczesnego
ordynariusza diecezji El Alto, biskupa Jezusa Suares. Obecnie zbliża się ku końcowi etap diecezjalny procesu. Jeden
z członków komisji historycznej, jezuita Miguel Manzanera, w tych słowach wyraził się o tym kandydacie na ołtarze:
„Francisco Tito Yupanqui należy uznać za prekursora inkulturacji poprzez sztukę, nośnika religijnego przekazu, który
jest podstawowy w katechezie ludów indiańskich. Świętość
Yupanqui dostrzec można poprzez wytrwałość, z jaką dążył
do uczynienia godnego wizerunku Matki Bożej, przezwyciężając nie tylko brak wykształcenia artystycznego, ale także kpiny ze strony najbliższych oraz tych, którzy posiadali
wówczas jakąkolwiek władzę. Historia jego życia ukazuje,
że już w pierwszych latach konkwisty istnieli na tych terenach święci, co więcej wywodzący się z miejscowego ludu”.
Kasper Kaproń OFM
Modlitwa z prośbą o otrzymanie łask
za wstawiennictwem
Sługi Bożego Francisco Tito Yupanqui
Wszechmogący, wieczny Boże,
w swojej wielkiej łaskawości
wlałeś w czciciela Matki Twego Syna,
Franciszka Tito Yupanqui,
pragnienie uczynienia Jej wizerunku
i intronizacji tej figury w Copacabana,
dzięki czemu liczne narody Kontynentu Amerykańskiego
zaczęły oddawać cześć Bogarodzicielce Maryi.
Prosimy Cię, abyś odarzył chwałą Świętych
Twego Sługę Franciszka Tito Yupanqui,
a nam udzielił przez jego wstawiennictwo łaski,
o którą pokornie Cię prosimy.
Przez Chrystusa, Pana naszego.
Amen.
O łaskach otrzymanych przez wstawiennictwo Sługi Bożego
Franciszka Tito Yupanqui prosimy informować wicepostulatora:
Santuario Mariano de Copacabana
Casilla Postal 2011, La Paz – Boliwia
www.franciszkanie-bronowice.pl
Nie samym chlebem...
listopad–grudzień 2015
DUCHOWOŚĆ
FRANCISZKAŃSKIEGO ZAKONU ŚWIECKICH
Trzy lata po pierwszym Kongresie, około 100 świec‑
kich franciszkanów i członków Młodzieży Franciszkańskiej
(MF), wraz z ich asystentami duchowymi, pochodzącymi
z 22 krajów europejskich, zebrało się na II Europejskim Kon‑
gresie Franciszkańskiego Zakonu Świeckich (OFS) i MF, któ‑
ry odbył się w Mostarze (Bośnia i Hercegowina), w dniach
od 17 do 23 sierpnia 2015 r.
Pełni wdzięczności Bogu za ten niezapomniany czas, za‑
nosimy tę wiadomość, mając nadzieję, że to pomoże pełniej
przeżyć swoje powołanie i rozwój twórczych projektów, aby
stwierdzić, że Franciszkański Zakon Świeckich i Młodzież
Franciszkańska są w stanie coraz bardziej stawać się świat‑
łem w Kościele i w świecie.
Przesłanie do Europejskiego Kongresu
Franciszkańskiego Zakonu Świeckich i Młodzieży Franciszkańskiej
Temat przewodni Kongresu Franciszkańskiego Zakonu Świeckich i Młodzieży Franciszkańskiej „Żyjcie życiem
godnym powołania, którym zostaliście wezwani!” (Ef 4, 1) –
wzywa nas w samym środku naszego dziękczynienia podczas Roku Życia Konsekrowanego.
W ciągu 2015 roku, cały Kościół rozważa swoje bogactwo,
udzielone przez Boga za pośrednictwem wielkich założycieli
zgromadzeń zakonnych, jak św. Franciszek z Asyżu i poprzez
jego zakon. Wasza obecność tutaj jest więc cenna, ponieważ
stanowi świadectwo, że franciszkański sposób życia nie jest
tylko wąską ścieżką dla powołanych do życia zakonnego,
ale także dla tych, którzy chcą podążać drogą duchowości
świętego Franciszka w świecie, duchowością charakteryzującą się modlitwą i braterską miłością. Jak Biedaczyna, jego
zwolennicy nadal wyrażają swoją miłość do Boga i ludzi,
i rozpoznają powołanie Ducha Świętego w ich życiu. Dlatego
zachęcam was w tych dniach, aby studiować i pogłębiać swoją
świadomość tego, jak Franciszek z Asyżu doświadczył wiary,
miłości i modlitwy, i identyfikować się z nim i jego duchowością. W ten sposób będziecie w stanie rozpoznać to, co ma
być osiągnięte przez proste naśladowanie go, i to, co ma być
ponownie rozważane. To jest sposób, w jaki będziecie zdolni
odpowiedzieć na wezwanie apostoła: „Żyjcie życiem godnym
powołania, którym zostaliście wezwani!” (Ef 4, 1).
Środowisko historyczne i geograficzne, w którym odbywa się Wasz kongres, zwraca naszą uwagę na moment
w historii Zakonu, który może być również rozumiany
jako znak czasów. Przypomnijmy jedną z dobrze znanych
opowieści z życia św. Franciszka. Kiedy przechodząc obok
zamku bogacza, zachęcał swojego towarzysza do wejścia do
zamku, aby Ewangelia była głoszona także w tym miejscu.
Jak wiemy, owocem tej wizyty była Góra La Verna, która
stała się miejscem łaski Bożej dla św. Franciszka i dla wielu jego zwolenników. Dla św. Franciszka, nawet bogactwo
nie było przeszkodą, która zwalniałaby go z odpowiedzialności niesienia miłości Boga do każdego stworzenia. Jeśli
spojrzymy na historię Zakonu, widzimy, że moc może formować codzienne życie i społeczeństwo w całości. Przez
głoszenie Ewangelii, przez czynienie widocznymi radości
i smutku tych, którzy są w różnych sytuacjach życiowych,
Franciszek był w stanie łączyć biednych i bogatych, czynił
przyjaciół z wrogów, aby przynieść pokój i zgodę między
różnymi kulturami oraz formował ludzi, którzy chcą przekraczać granice swoich możliwości w codziennym życiu.
Dzisiaj, za pomocą środków komunikacji, mieszkańcy
różnych kontynentów mogą ze sobą łączyć się błyskawicznie. Jednak, niestety, nadal istnieją i rosną granice między
Bogiem i człowiekiem, oraz między osobami, które żyją ze
sobą na co dzień. Te granice mogą być zniszczone tylko
przez Ewangelię, zgodnie z tym, jak jesteśmy przekonani
w naszej wierze. To jest miejsce, gdzie Wasze powołanie lokuje się dzisiaj! Ta praca może być uruchamiana w waszym
wnętrzu i być świadczona, gdy jako członkowie Młodzieży Franciszkańskiej, jesteście na tyle odważni, aby myśleć
o tym, będąc powołanymi przez Boga zarówno do kapłaństwa, jak do życia zakonnego lub do życia rodzinnego. Żywe
są chwile, gdy wspieracie się nawzajem w swoich wspólnotach, w podejmowaniu radykalnych decyzji, nawet jeśli te
przychodzą z jakimiś stratami, ponoszonymi w imię Chrystusa. Te chwile są żywe, gdy niesiecie inspiracje, osobiste
świadectwa i wzajemny zapał do pełnego naśladowania
Chrystusa w codziennym życiu, zamiast otwierania drzwi
oportunizmowi. Nawet dzisiaj, radykalne podejście św.
Franciszka z Asyżu, i radość życia Młodzieży Franciszkańskiej oraz Wasze wspólnoty, mogłyby stworzyć nowy świat,
przynieść owoce nawrócenia i nowe powołania do kapłaństwa, życia zakonnego i życia rodzinnego!
Podobnie, możemy zastanowić się nad Franciszkańskim
Zakonem Świeckich i jego członkami, których życie ma pokazać, jak szanują Kościół i Eucharystię, w jaki sposób angażują się w różne formy pobożności eucharystycznej, jak
cenią służbę kapłanów, i jak ich zdaniem Ewangelia może
zmienić kontekst życia, nawet jeśli czasem wywołuje to
wrogość, zwłaszcza przy odwiedzaniu biednych i dzieleniu
się swoim doświadczeniem z innymi. Należy unikać pokusy, aby jawić się jako „quasi‑zakonni”; zamiast być dobrymi
świeckimi, świętymi osobami świeckimi, które mogą żyć
i przekazywać światu radykalizm niezbędny do życia religijnego zgodnie z Chrystusem, w świecie, a nie z tego świata.
„Żyjcie życiem godnym powołania, którym zostaliście
wezwani!” (Ef 4, 1).
Proszę was, aby zachować ubogacanie Kościołów lokalnych Europy, idąc dalej po drodze tego wielkiego człowieka, który urodził się na tym kontynencie i usiłował go
odnowić, który doświadczył Boga i który kochał bliźniego
swego. Wiele obszarów, nawet najbardziej świeckich z naszego codziennego życia, posiada ślad wpływu pomysłów,
praktycznych inicjatyw i wynalazków poprzednich pokoleń
franciszkanów, i opiera się na wierze oraz na ich bezpośredniej bliskości realiów życia wokół nich – na przykład apteki
czy lombardy franciszkańskie [pierwszy lombard w Europie został otworzony przez franciszkanów w Perugii w 1462
roku, dla udzielania biednym pożyczek w formie uregulowanej, celem unikana lichwiarstwa – dopisek tłumacza].
Postępujcie zgodnie z Waszą wiarą, z kreatywnością, która
może tworzyć, przekształcać i przenikać rzeczywistość codziennego życia w Europie!
Budapeszt, 7 sierpnia 2015 r.
+ Kard. Péter Erdő
UWAGA! Spotkania Wspólnoty Franciszkańskiego Zakonu Świeckich w naszej parafii, odbywają się
w każdą drugą niedzielę miesiąca o godz. 1600. Jeśli chcesz dołączyć do nas – serdecznie zapraszamy!
19
nr 84
Nie samym chlebem...
DWADZIEŚCIA LAT TEMU
Stowarzyszenie Miłośników Bronowic Wielkich powstało dwadzieścia lat temu w nietypowych okolicznościach. Jako radna tego rejonu interesowałam się planami rozbudowy Bronowic Wielkich i okazało się, że „Plac
Omłotowy” ma chętnych do jego zabudowy, a przetarg na
jego sprzedaż jest tuż, tuż... Zebraliśmy więc grupę znaczących ludzi z Bronowic i po rozmowie z prezydentem Krakowa, panem Józefem Lassotą, wywnioskowaliśmy, że jedynie
zarejestrowanie Stowarzyszenia upoważni nas do starań
o dzierżawę tego placu na rzecz społeczności bronowickiej.
W czerwcu 1995 roku zostało zarejestrowane w Sądzie Rejonowym Stowarzyszenie Miłośników Bronowic
Wielkich, którego celem było m.in. zintegrowanie społeczności lokalnej, poprawa warunków życia, ze szczególnym
uwzględnieniem ochrony środowiska oraz pomoc w wychowaniu młodzieży przez pracę, zabawę i sport we współpracy ze Szkołą Podstawową, klubem sportowym „Bronowicki” i parafią. Priorytetem było wstrzymanie sprzedaży
„Placu Omłotowego”. Aby uchronić ten jedyny zielony teren
przed zabudową, by mógł nadal służyć wszystkim mieszkańcom, trzeba było wielu starań.
Dzięki podjętym działaniom grupy ludzi zrzeszonych
w Stowarzyszeniu, Gmina Miejska Kraków przychyliła się
do dwuletnich starań i przekazała plac wraz z budynkiem
gospodarczym w użytkowanie na 10 lat Stowarzyszeniu Miłośników Bronowic Wielkich. Po dziesięciu latach, na skutek
starań ówczesnej prezes Stowarzyszenia Marii Filipowskiej,
dzierżawa dla Stowarzyszenia została przedłużona na czas
nieokreślony. Udało się więc wstrzymać sprzedaż placu!
Grupą inicjatywnych ludzi bardzo zaangażowanych
w początkowe prace byli m.in. Małgorzata Szymczyk, Zofia Jaworska, Michalina Kula, Janina Baczyńska, Marianna
Ziarko, ojciec Jacek Koman, dr Józef Jarosz, Józefa Pietrzyk,
Zbigniew Ziarko, Józef Gałązka, Grażyna Palka, Regina Kotarba, Maria Filipowska, Łukasz Cepuch, Urszula Patena,
Józef Adamski i śp. Jacek Łabuda.
Bardzo dużą pomoc w pierwszych działaniach okazał
nam ówczesny proboszcz naszej parafii ojciec Jacek Koman.
Udostępnił młodym salkę w podziemiu kościoła na próby
„Jasełek”, wypożyczał nagłośnienie na festyny, po prostu był
jednym z nas, za co do dzisiaj jesteśmy mu bardzo wdzięczni.
Wiele wysiłku i czasu zajęły nam prace remontowe terenu placu. Wykonaliśmy przy udziale Rady Dzielnicy
IV ogrodzenie placu, wyremontowaliśmy szopę, w której
wcześniej młócono plony rolników (stąd nazwa plac omłotowy), doprowadziliśmy prąd. Gmina Kraków wspólnie
z Dzielnicą IV wspierały nas finansowo i merytorycznie.
Kolejno zostało wykonane boisko do koszykówki i miniboisko do piłki nożnej, wybudowana została estrada, na której
co roku odbywają się festyny. Ludzie w Stowarzyszeniu pokazali, jak wiele można osiągnąć pracując wspólnie.
Stowarzyszenie nie prowadzi działalności gospodarczej,
a wszystko jest dziełem bezinteresownych starań i trudu
tych, którzy chcą zmienić coś na lepsze w swoim otoczeniu.
Stowarzyszenie nie ma dochodów, a jedynym jego majątkiem są ludzie i ich ręce do pracy.
Należy też przypomnieć, że w pierwszej kadencji nawiązaliśmy ścisłą współpracę z klubem sportowym „Bronowicki”, którego prezesem był pan Marian Ćwiertniak.
Jako radna załatwiłam dofinansowanie z Gminy Kraków na
remont bardzo zniszczonego budynku klubu sportowego
„Bronowicki”. Wspólnie z Marianem Ćwiertniakiem, Cześkiem Bartosikiem i Małgosią Szymczyk dopilnowywaliśmy
prac remontowych tego budynku. W zamian za pomoc Stowarzyszenia w remoncie, podpisaliśmy z Klubem Sportowym umowę na 10 lat bezpłatnego użyczenia dużej sali na
potrzeby Stowarzyszenia. W ten sposób mieliśmy na 10 lat
swoje lokum.
20
W klubie, którego salę nazwaliśmy „Bronowicką Chatą”, organizowaliśmy Jasełka, wieczory kolęd,
potańcówki dla młodzieży, przez
pewien czas odbywały się zajęcia
fitness dla pań.
Organizowaliśmy tutaj liczne
spotkania okolicznościowe. Niektórzy może jeszcze pamiętają przepięknie zorganizowany Dzień Seniora, gdzie wspomnieniom nie było końca. Ludzie do wystroju sali przynieśli
dawniej używany sprzęt domowy, maślnice, żarna, kołowrotki, stroje bronowickie, chusty, gorsety, korale, zapaski,
a także slajdy ze zdjęciami placu omłotowego, na którym
widoczne były jeszcze nie zasypane stawy. Było to duże
przeżycie dla tych starszych, często zapomnianych ludzi. To
specjalnie dla nich zorganizowany był ten dzień.
Na naszych spotkaniach często gościli zapraszani przedstawiciele z Magistratu, dyrektorzy różnych Wydziałów
Gminy, radni Miasta i Dzielnicy. Z naszymi gośćmi dyskutowaliśmy o potrzebach i sprawach do załatwienia dla Bronowic. Były to okazje, aby przybliżyć problemy związane
z osiedlem, a także okazja, by udowodnić, że warto pomagać tym, którzy sami chcą sobie pomóc.
Jednym z najważniejszych problemów była sprawa budowy wodociągu i kanalizacji w Bronowicach Wielkich.
Sprawa ta od wielu lat nie była możliwa do załatwienia.
Tłumaczono nam w Magistracie, że Bronowice Wielkie to
najbardziej depresyjny teren w Krakowie i raczej niemożliwy do zrealizowania jest nasz plan. Bronowice były terenem
pozbawionym sieci miejskiej w zakresie doprowadzenia
wody i odprowadzenia ścieków, a gospodarstwa domowe
posiadały studnie z niezdatną do spożywania wodą nawet
po przegotowaniu. Ścieki odprowadzane były do przydomowych szamb, najczęściej nieszczelnych, skutecznie zanieczyszczających środowisko.
Wobec niewielkich możliwości inwestycyjnych Gminy
Kraków, Bronowice do zmiany sytuacji miały przed sobą
perspektywę dziesiątek lat. W ramach programu inwestycyjnego miasta, noszącego nazwę Lokalnych Inicjatyw Inwestycyjnych (lokalne inwestycje realizowane przy współudziale gminy), w Bronowicach zawiązał się komitet do
którego przystąpiła zdecydowana większość mieszkańców.
Tak więc społeczność lokalna zjednoczyła się mając na
względzie wspólny cel. Za własne pieniądze komitet zlecił
wykonanie projektu budowy kanalizacji i wodociągów dla
Bronowic. Wówczas była to karta przetargowa do rozmów
z Gminą Kraków. I udało się. Dużą pomoc w realizacji tej
sprawy okazał nam były wiceprezydent Krzysztof Adamczyk, ówcześni radni miasta Krakowa Andrzej Ciepiela
i Barbara Mirek‑Mikuła. Pamiętamy festyn bronowicki, na
którym prezydent wręczył nam prawomocną decyzję na
budowę kanalizacji i wodociągu dla Bronowic Wielkich.
Być może niektórzy powiedzą, że prace trwają zbyt długo.
Obecnie zakończono prace na ul. Sosnowieckiej i częściowo Okrężnej. Wiele spraw nie zależy od komitetu bronowickiego, a realizacja budowy w dalszym ciągu jest etapowana.
W ciągu 20 lat działalności Stowarzyszenie zorganizowało wiele pięknych pikników i festynów. Mogliśmy zawsze
liczyć na pomoc szkoły i Klubu Sportowego „Bronowicki”.
Młodzież ze szkoły i dzieci z przedszkola często miały przygotowane specjalne programy artystyczne na wspólne świętowanie. Szczególnie wzruszające były „maluszki”, które
wczuwały się w role jak prawdziwi aktorzy. Chłopcy z klubu
sportowego przed festynem mają rozgrywki sportowe. Panie ze stowarzyszenia pieką ciasta, przygotowują poczęstunek, a to wszystko daje nam ogromną satysfakcję.
Adwent
www.franciszkanie-bronowice.pl
Nie samym chlebem...
Wyjątkowo uroczysty charakter miał festyn w 2010 r.
Prezydent Miasta Krakowa Jacek Majchrowski, za społeczną działalność na rzecz środowiska lokalnego, wręczył
odznaczenia „Honoris Gratia”. To wyjątkowe wyróżnienie
za całokształt pracy otrzymali: Zofia Jaworska, Małgorzata Szymczyk, Maria Filipowska, Marianna Ziarko, Tadeusz
Zdziarski, Urszula Patena, Regina Kotarba, Grażyna Palka,
Roman Dziedzic, Kazimierz Trzaska.
Na festynie tym obecny był też Wojewoda Małopolski
Stanisław Kracik, który wraz z ówczesną wiceprzewodniczącą Rady Miasta Krakowa panią Martą Pateną wręczył
również wyróżnienia za wkład pracy na rzecz społeczności
lokalnej. Otrzymali je: Michalina Kula, Ewa Chudzik, Józefa Pietrzyk, o. Jacek Koman, Józef Jarosz, Józef Stachnik,
Zbigniew Ziarko, Łukasz Cepuch, Robert Konik, Marian
Ćwiertniak.
W Bronowicach Wielkich na różnych okolicznościowych spotkaniach naszymi gośćmi byli wszyscy urzędujący
prezydenci Miasta Krakowa, radni Miasta i Rady Dzielnicy
IV. Zawsze mogliśmy liczyć na pomoc w trudnych sprawach m.in. Teodozji Maliszewskiej i Marty Pateny, którym
dziś z serca bardzo dziękujemy.
Wspominając minione 20 lat, nie sposób szczególnie wyróżnić zaangażowania pani Małgorzaty Szymczyk.
Wszystkie najtrudniejsze sprawy w początkowym okresie
przez pierwsze 10 lat rozwiązywałyśmy wspólnie z Małgosią, która wspierała nas także w Radzie Dzielnicy IV podczas swojej kadencji. Mamy obecnie bardzo aktywnego
radnego Tomka Regulskiego, który jest także prezesem Stowarzyszenia. Pilnuje naszych bronowickich spraw w Radzie
Dzielnicy IV, a także inspiruje działalność Stowarzyszenia.
Według jego relacji, jeszcze w bieżącym roku ma być postawione ogrodzenie na placu zabaw przy ul. Nawojowskiej,
a także zrobione nowe ogrodzenie placu omłotowego.
Wiele z zamierzeń Stowarzyszenia realizuje się. Mamy
swoją małą ojczyznę i nie narzekamy. Staramy się wspólnie
listopad–grudzień 2015
coś robić. Aby odnieść sukces, potrzebny jest upór, ogromna motywacja, czasem poświęcenie, zużycie sił i umiejętność podejmowania ryzyka, trwające często lata. Bardzo
dużo zmieniło się w minionym czasie, a my staliśmy się
także starsi, ostrożniejsi... Serce jednak pozostało to samo.
Dobrze, że są ludzie którym zależy i są gotowi pomagać
sobie wzajemnie, aby żyło się nam lepiej i wygodniej, żeby
serdeczność i uśmiech były codziennością.
Przesłanie dla młodych, przed którymi przyszłość – nie
czekajcie – bierzcie sprawy w swoje ręce, praca społeczna
nie hańbi, lecz dodaje sił, stwarza także barierę przed agresją bezimienności, jaką niesie aglomeracja wielkiego miasta, gdzie sąsiad często nie zna sąsiada, a byt jednostki staje
się produktem.
Z biegiem lat, niepostrzeżenie miasto „przybliżyło” się
na tyle, by Bronowice stały się jego znaczącą częścią. Zmieniły się codzienne realia, a w konsekwencji charakter osiedla. Po prostu nastąpiły zmiany ułatwiające życie. Jednak
ciągle jest to miejsce peryferyjne, skazane na braki finansowe, ale także miejsce dające szanse, by uczynić życie lepszym.
Można by wymienić jeszcze wiele spraw czekających na
realizację i wiele inicjatyw, które zainspirowaliśmy. Cieszymy się z tego, co udało się nam już osiągnąć, czekamy na
młodzież, która przejmie tę piękną inicjatywę i będzie ją
z zapałem kontynuować.
Nie wiem, czy nie pominęłam kogoś, czy należycie
uhonorowałam wszystkich pracujących na rzecz Stowarzyszenia Miłośników Bronowic Wielkich? Czy oczekiwania
wszystkich zostały spełnione? Pewnie nie. Dużo jeszcze
można zrobić dla siebie i innych. Dołączcie do nas! Zapraszamy.
Z pozdrowieniami dla wszystkich, którzy nam sprzyjają
Zofia Jaworska
prezes honorowy Stowarzyszenia
KANCELARIARADCYPRAWNEGO
EwaGawin
ul.Gó rna5A/6,30-094Krakó w
tel.502660435
e-mail:[email protected]
NIP9441990864
21
nr 84
Nie samym chlebem...
Adwent
KSIĘDZA JANA KACZKOWSKIEGO
„ŻYCIE NA PEŁNEJ PETARDZIE”
Od kilkunastu miesięcy autentyczne zainteresowanie
wzbudza osoba, działalność i obecność w mediach księdza
Jana Kaczkowskiego. Ten młody kapłan urodzony w 1977
roku, wstąpił do Seminarium Duchownego w Gdańsku
zdawałoby się wbrew okolicznościom, które po ludzku rozumując, w żaden sposób nie sprzyjały wyborowi kapłaństwa. Pochodzi z rodziny niewierzącej, na religię chodził
przez krótki czas, wraz z kolegami z liceum z zapałem oddawał się młodzieńczym rozrywkom, które z poczciwością
miały niewiele wspólnego.
Urodził się jako wcześniak z wieloma chorobami i dysfunkcjami zdrowotnymi, ale był otoczony miłością i troską rodziny, zwłaszcza matki walczącej o poprawę zdrowia
i jakości życia syna. O dotychczasowych doświadczeniach
Jana Kaczkowskiego dowiadujemy się z książki opartej na
wielogodzinnej rozmowie Piotra Żyłki prowadzonej na
przełomie 2014 i 2015 roku. W udzielanym wywiadzie ks.
Kaczkowski odnosi się do takich zagadnień jak: dom rodzinny, edukacja, powołanie, seminarium, kapłaństwo, hospicjum, bioetyka, autorytety, Kościół, sumienie, choroba,
Ewangelia. Odpowiedzi, jakich udziela są błyskotliwe, mądre, często dowcipne, czasem ironiczne. Babci Wincentynie
mieszkającej w Krakowie zawdzięcza pierwsze kontakty
z kościołami i udział w nabożeństwach oraz doświadczenie
niezwykłej magii kościołów. Wiele lat później przy konfesjonale w Toruniu, usłyszał pytanie, czy nie myśli o kapłaństwie. Zdziwił się słysząc je, gdyż podszedł do konfesjonału
nieprzygotowany do spowiedzi, jeszcze nie całkiem trzeźwy po libacji, którą wraz z kolegami z liceum parę godzin
wcześniej zorganizowali podczas wycieczki szkolnej. Wychodząc na ranny spacer nie planował pójścia do kościoła, a tymczasem niemal bezwiednie tam wstąpił. Pytanie
nieznajomego księdza powracało do Jana i jak już wiemy,
zaowocowało decyzją o wstąpieniu do seminarium duchownego. Do obowiązków kapłana podszedł z dużą odpowiedzialnością i zaangażowaniem. Złożył też Bogu osobisty
ślub, cytowany w wywiadzie Życie na pełnej petardzie, który
przytoczę: „Panie Boże, nie mam Ci wiele do ofiarowania,
ja Tobie ofiaruję mój prywatny czas jako ofiarę oddania się
w całości. To mój ślub dla Ciebie” (tamże, s. 46–47). Dalej
mówi, że chce też być dla innych, cały czas „być dla”. Na
pytanie dziennikarza, dlaczego warto być kapłanem, ks.
Kaczkowski mówi, że dla piękna Eucharystii, dla piękna
tego, z czym człowiek spotyka się dzięki spowiedzi, a z osobistej perspektywy kapłana pracującego w hospicjum dodaje, że ze względu na istotę towarzyszenia umierającemu,
gdyż wówczas ważą się rzeczy między życiem a śmiercią,
zbawieniem, a potępieniem. Tu jest wielkość i bezradność
kapłaństwa. Wypowiada się na temat celibatu, według ks.
Kaczkowskiego, celibat jest ważny.
W sprawie posłuszeństwa księży, ks. Jan wyraża taką
opinię: „W polskim Kościele posłuszeństwo podnosi się do
rangi dogmatu. Ono nie zwalnia ani przełożonego ani podwładnego z myślenia i wartościowania moralnego” (tamże,
s. 51). O sobie mówi: „Zdarzyło mi się kilkakrotnie polemizować z przełożonym. Nie wiem, czy potraktował mnie poważnie, czy nie. Ale muszę powiedzieć, że wbrew pozorom,
pomimo mojego niewyparzonego języka, czuję się w Kościele wolny” (tamże, s. 52).
Chwilami w rozmowie z Piotrem Żyłką ks. Jan dowcipnie mówi o niektórych sprawach, jak np. jakość kazań.
Cytuje proboszcza ze Swarzewa ujmującego celnie tę sprawę; „Świetne kazanie musi mieć trzy elementy: porywający
wstęp, jeszcze bardziej porywające zakończenie i jak najmniej pomiędzy nimi”. Do żartobliwych wypowiedzi należy też ta, że czasami obserwując postępowanie niektórych
księży, należałoby wprowadzić certyfikat „Ksiądz przyjazny
człowiekowi”. O sobie mówi z dystansem, że jest „onkocelebrytą”. Ksiądz Jan uznaje zasadę bycia przyzwoitym wobec
drugiego człowieka. Uważa, że nie należy się bać iść pod
prąd fizycznie i duchowo oraz być czytelnym znakiem.
Ksiądz Jan Kaczkowski mimo słabego zdrowia (od
2012 r. walczy z nowotworem złośliwym mózgu), zmaga się
ze słabym wzrokiem i innymi kłopotami zdrowotnymi, nie
zaniedbuje obowiązków kapelana i dyrektora Hospicjum
pw. św. Ojca Pio w Pucku, prowadzi warsztaty z tematyki
hospicyjnej i z zakresu etyki dla studentów medycyny, napisał pracę doktorską o tematyce bioetycznej „Godność osób
umierających i terapia osób w stanie terminalnym” na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. Znajduje
czas na wizyty w mediach, prowadzenie vloga i publikowanie filmów na portalu Boska TV.
Tak szeroka i wspaniała praca została dostrzeżona i wielokrotnie nagrodzona. Otrzymał m.in. Krzyż Kawalerski,
medal „Curate Infirmos”, jest laureatem Nagrody Ślad im.
bp. Jana Chrapka, otrzymał również Medal św. Jerzego od
„Tygodnika Powszechnego”.
W „Posłowiu” do omawianej książki napisał od siebie:
„Jestem najzwyklejszym, błądzącym księdzem i chrześcijaninem, waszym bratem Janem, który często się w życiu
gubił”.
Dziękujmy Bogu, że mamy takich kapłanów. Prośmy
Pana o siły i zdrowie dla ks. Jana.
Zofia Rogowska
22
www.franciszkanie-bronowice.pl
Nie samym chlebem...
W A R T O
listopad–grudzień 2015
P R Z E C Z Y T A Ć
Książki zazwyczaj dostępne są w bibliotece przy ul. Ojcowskiej 27 (za sklepem)
Paweł Zuchniewicz, Zakochany
mnich. Biografia o. Leona Knabita,
Kraków 2014, ss. 384.
Eric Metaxas, Cuda. Czym są, czemu się zdarzają I jak mogą odmienić
twoje życie? Kraków 2015, ss. 478.
Książka jest historią człowieka
szukającego przez całe życie woli Bożej. Opowiada o dzieciństwie, rodzinie, czasach okupacji, decyzji związania swojego życia z Tyńcem, mówi
„kocham Tyniec”. Jest kapłanem od
ponad 60 lat, żyjącym zgodnie z surową regułą zakonu, jest duchowym
autorytetem i jednocześnie posiada niezwykłe poczucie humoru,
wieczny optymista.
BMK
„Cuda nie są sprzeczne z naturą.
Są jedynie sprzeczne z tym, co wiemy
o naturze” powiedział św. Augustyn.
Autor książki doświadczył prawdziwego cudu. Postanowił więc zebrać świadectwa innych osób. Przekonuje, że poznanie rozumowe nie
wystarcza, istnieje coś więcej poza
kosmosem.
Pisze o cudzie nawróceń, uzdrowień i dotyku wieczności.
Książka niezwykle ciekawa.
BMK
Joachim Badeni, Leon Knabit,
Sekrety mnichów, czyli sprawdzone
przepisy na szczęśliwe życie, oprac.
Judyta Syrek, Kraków 2007, ss. 156.
Ojcowie Badeni i Knabit dzielą
się z czytelnikami swoim doświadczeniem życiowym i udzielają rad na
pokonanie codziennych problemów
z dużą dozą humoru.
Mówią o próżności, pysze, łakomstwie, bigoterii, lenistwie, przyjaźni ziemskiej i „niebieskiej”.
Sposób na pokonanie ludzkich słabości to miłość i modlitwa,
jak piszą w posłowiu.
BMK
Informacja
o Korespondencyjnym
Kursie Biblijnym
Chor Omni Die
ogłasza nabór chórzystów
Nie martw się o nuty!
Nauczymy Cię wszystkiego!
Przyjdź w najbliższy wtorek
PRÓBY: Każdy wtorek – godz.20:30
SALA PRZY KANCELARII PARAFIALNEJ
Wydział Pedagogiczny Akademii Ignatianum w Krakowie organizuje Korespondencyjny Kurs Biblijny. Celem kursu jest ułatwienie poznania i rozumienia ksiąg Pisma Świętego. W kursie może brać udział każdy zainteresowany Pismem Świętym. Podstawowe informacje o kursie można uzyskać na
stronie internetowej www.kursbiblijny.deon.pl oraz pod podanymi adresami e‑mailowymi oraz pocztowym. Na adresy te można wysyłać zgłoszenia
udziału w kursie:
[email protected], [email protected]
albo: ks. Zbigniew Marek SJ
ul. Zaskale 1, 30-250 Kraków
„Kurs Biblijny”.
Z GABLOTY PARAFIALNEJ
PORZĄDEK NABOŻEŃSTW W KOŚCIELE:
Msze święte w niedziele: 7.00, 9.00 (dla młodzieży), 10.30 (dla dzieci),12.00 (suma), 18.00. Msze święte w dni powszednie: 7.00, 18.00
W uroczystości i święta nieobowiązkowe dodatkowa Msza święta o godz. 9.00. Nabożeństwa okresowe: 17.30
Spowiedź podczas każdej Mszy świętej. Odwiedziny chorych – I piątek miesiąca od godz. 8.30
Kancelaria parafialna czynna w poniedziałki, środy i piątki w godzinach 18.00–19.30
tel. 12 637 55 96, tel. kom. 0662 380 402, e-mail: [email protected], http: //www.franciszkanie-bronowice.pl/
Konto parafii: Krakowski Bank Spółdzielczy, nr 73 8591 0007 1040 0598 1098 0001
Redakcja biuletynu: o. Eligiusz Dymowski (red. nacz.), o. Stanisław Mazgaj, o. Wacław Michalczyk, Barbara Mikuszewska-Kamińska,
Małgorzata Palimąka, Agnieszka Konik-Korn, Marcin Konik-Korn, Zofia Rogowska, Marcin Herzog (red. techn.)
Adres do korespondencji: Klasztor OO. Franciszkanów, ul. Ojcowska 1, 31-344 Kraków, tel. 12 637 55 96, 12 626 46 40
Wszystkich sympatyków i chętnych do współpracy przy redagowaniu niniejszego biuletynu zachęcamy do nadsyłania propozycji
i ewentualnych materiałów do druku oraz prosimy o kontakt pod adresem mailowym: [email protected]
23
nr 84
Nie samym chlebem...
Adwent
KALENDARZ DUSZPASTERSKI
LISTOPAD – GRUDZIEŃ 2015
01.11.Uroczystość Wszystkich Świętych.
Pierwszy Piątek Miesiąca
godz. 1400 – procesja na cmentarzu
godz. 1430 – Msza św. za wszystkich zmarłych spoczywających na naszym cmentarzu Pasternik
02.11.Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych (Dzień Zaduszny). Do 8 listopada za nawiedzenie cmentarza można uzyskać odpust zupełny pod zwykłymi warunkami
03.11.Wspomnienie Zmarłych Braci, Sióstr, Rodziców, Krewnych i Dobroczyńców Zakonu Serafickiego
04.11.Wspomnienie św. Karola Boromeusza, biskupa
06.11.Pierwszy Piątek Miesiąca – od godz. 830 – odwiedziny
chorych w parafii
08.11.32. Niedziela Zwykła – Dzień Solidarności z Kościołem
Prześladowanym
09.11.Święto rocznicy poświęcenia Bazyliki Laterańskiej
10.11.Wspomnienie św. Leona Wielkiego, papieża i doktora
Kościoła
11.11.97. rocznica odzyskania Niepodległości – Modlitwy za
Ojczyznę
12.11.wspomnienie św. Jozafata, biskupa i męczennika
13.11.wspomnienie świętych: Benedykta, Jana, Mateusza,
Izaaka i Krystyna – Pierwszych Męczenników Polskich
15.11.wspomnienie św. Dydaka z Alcali, zakonnika, patrona
braci zakonnych.
Światowy Dzień Pamięci o Ofiarach Wypadków Drogowych. Zachęta do modlitwy za tych, którzy zginęli na
drogach lub zostali poszkodowani oraz za ich bliskich,
przeżywających z tego powodu tragedie rodzinne i osobiste
17.11.Święto św. Elżbiety Węgierskiej, zakonnicy, patronki
Franciszkańskiego Zakonu Świeckich
18.11.wspomnienie bł. Karoliny Kózkówny, dziewicy i męczennicy, patronki Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży
19.11.wspomnienie św. Salomei, zakonnicy
21.11.wspomnienie Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny
22.11.Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata.
Święto patronalne Akcji Katolickiej oraz Katolickiego
Stowarzyszenia Młodzieży
26.11.wspomnienie św. Leonarda z Porto Maurizio, kapłana
29.11.Pierwsza Niedziela Adwentu.
W tygodniu, Msza św. o Matce Bożej, zwana roratnią,
o godz. 1800, w dolnej kaplicy kościoła. Święto Wszystkich Świętych Zakonu Serafickiego.
Pierwszy dzień Nowenny przed uroczystością Niepokalanego Poczęcia NMP.
Godz. 1730 – Godzinki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny.
Zakończenie roku liturgicznego 2014/2015
30.11.Święto św. Andrzeja, Apostoła
04.12.wspomnienie św. Barbary, dziewicy i męczennicy, patronki górników.
Dzień modlitw za bezrobotnych.
Pierwszy Piątek Miesiąca – od godz. 830 – odwiedziny
chorych w parafii
06.12.II Niedziela Adwentu. Dzień Modlitw w intencji Kościoła
na Wschodzie
08.12.Uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP, Patronki
i Królowej Zakonu Serafickiego.
Dodatkowa Msza św. o godz. 900.
Odpust zupełny dla trzech Zakonów Franciszkańskich
13.12.III Niedziela Adwentu (Gaudete).
Dzień Modlitw za ofiary stanu wojennego
14.12.wspomnienie św. Jana od Krzyża, kapłana i doktora Kościoła
16.12.Pierwszy dzień Nowenny do Dzieciątka Jezus
17.12.Rocznica urodzin papieża Franciszka. Polecajmy go
Panu Bogu w naszych modlitwach
20.12.IV Niedziela Adwentu
24.12.Wigilia Bożego Narodzenia.
O godz. 2400 – Uroczysta Pasterka w intencji parafian
i dobroczyńców kościoła i klasztoru. Taca z Pasterki
przeznaczona jest na wsparcie kościelnego Funduszu
Obrony Życia, m.in. na domy samotnych matek
25.12.Uroczystość Narodzenia Pańskiego – Msze św. w porządku niedzielnym
26.12.Święto św. Szczepana, pierwszego męczennika. Msze
św. jak w Dzień Bożego Narodzenia
27.12.Święto Świętej Rodziny z Nazaretu: Jezusa, Maryi i Józefa. Odnowienie przyrzeczeń małżeńskich oraz błogosławieństwo małżonków
28.12.Święto Świętych Młodzianków, męczenników
31.12.Zakończenie Starego Roku.
O godz. 1715 – nabożeństwo błagalno‑dziękczynne na
zakończenie roku; godz. 1800 – Msza św.
Tu może być Twoja reklama
tel. 12 637 55 96,
tel. kom. 0662 380 402
24

Podobne dokumenty