Krakowianki jedne

Komentarze

Transkrypt

Krakowianki jedne
Detektyw Rutkowski znów w akcji
KSIĄDZ, MAFIA I PROSTYTUTKA
INDEKS 356441
ISSN 1509-460X
http://www.faktyimity.pl
Ü Str. 3
Nr 39 (186) 2 X 2003 r. Cena 2,20 zł (w tym 7% VAT)
Dobrze Ci jest, bo masz spokojne życie i zdrowe dzieci? No to ciesz się,
człowieku, bo nie wszyscy mogą takiej radości zakosztować.
Krzysztof Sambor z Wrocławia ma syna, któremu z miłości niespełnionej
trochę odbiło. Bezradny ojciec, w chwili słabości, wezwał policję.
Przyjechała brygada antyterrorystyczna i... odstrzeliła chłopakowi nogę.
Ü Str. 7
Boże, gdzie my żyjemy?!
Plan lekcji
Krakowianki jedne
Do niedawna tylko uczniowie i nauczyciele wiedzieli, co naprawdę dzieje się w szkole. Młodzi o lekcjach mówią niewiele – nie
zawsze zresztą mają się czym chwalić...
Ale są dzienniczki... A w nich zapisy
nauczycieli, często jedyne głosy rozpaczy,
na podstawie których możemy być prawie
naocznymi świadkami wydarzeń. „Marcin je
i pluje na lekcji religii”; „Karol rzuca krzesłami...”.
Zakonnice klauzurowe mają to do siebie, że
często się modlą i pracują na chwałę Bożą – tak
przynajmniej niektórzy mogli sądzić do niedawna. W rękach biskupów rewindykatorów – wciąż
żądnych nowych milionów i majątków – pobożne
mniszki, ot, choćby norbertanki, zamieniają się
w zastępy pazernych krzyżowców. Niestraszne im
wyrzucanie dzieci z przedszkoli, sportowców z szatni i klubów, gości z hoteli, najemców z kamienic.
Gdzie? Oczywiście w Krakowie!
Ü Str. 3, 6
Ü Str. 9, 11
2
Nr 39 (186) 26 IX – 2 X 2003 r.
KSIĄDZ NAWRÓCONY
KOMENTARZ NACZELNEGO
FA K T Y
POLSKA Po górnikach z zamykanych kopalń udały się do Warszawy ich żony. Swoje niepokoje i troski powierzyły macierzyńskiej
opiece Jolanty Kwaśniewskiej. Część kobiet protestowała także przed
mieszkaniem ministra Hausnera w Krakowie.
O mediacje samego Kwaśniewskiego nikt jakoś nie zabiega.
I słusznie. No bo co górniczy trud ma wspólnego z wartościami
chrześcijańskimi?
Naczelnik państwa Adam Michnik, oficjalnie zwalczający SLD aferą
Rywina, spotkał się przed kilkoma tygodniami z minister Jakubowską i udzielał jej rad, żeby odsunęła się w cień życia politycznego.
Czyżby cała ta kosztowna awantura to tylko rodzinna kłótnia?!
Delegaci na VII Krajowy Zjazd Lekarzy nie ulegli presji Kościoła
(telegram papieża) oraz dewotów we własnym gronie i nie przyjęli
do Kodeksu etyki lekarskiej większości zapisów proponowanych pod
dyktando biskupów. Zakazano jedynie udziału lekarzy w procedurach klonowania i eutanazji. Nie będzie też solidarności zawodowej w ukrywaniu błędów sztuki lekarskiej.
My, pacjenci, solidarnie dziękujemy za zbytek łask...
Czeka nas za to najprawdopodobniej wprowadzenie opłat za usługi medyczne. Zdaniem ekspertów ochrony zdrowia, którzy przygotowali oświadczenie dla wicepremiera Hausnera, należy wprowadzić
minimalne opłaty za każdą wizytę u lekarza (5 zł), receptę (2 zł)
oraz część leczenia rehabilitacyjnego i sanatoryjnego.
Wróć kumuno, bo naród kuno!!!
Marek Borowski zapowiedział ogólnopolską dyskusję na temat liberalizacji ustawy antyaborcyjnej. Zdaniem marszałka Sejmu, bez
debaty nie ma sensu zmieniać ustawy.
Po dwóch latach wchodzenia w tyłek biskupom „lewicowa władza” przypomina sobie o obietnicach przedwyborczych?
WARSZAWA Choć w jednym nie jesteśmy gorsi od USA, Iraku
czy Kenii – doczekaliśmy się ataku terrorystycznego! Młody człowiek na psychotropach zaatakował strażnika TVP, domagając się
wystąpienia na antenie. Po negocjacjach oddał się w ręce policji.
Szkoda, pewnie chciał powiedzieć to, co wszyscy już od dawna
czujemy...
ŁÓDŹ Specyficznie rozpoczęło weryfikację tutejsze SLD. Z partii wyrzucono posłankę Alicję Murynowicz za to, że na łamach „Polityki”
skrytykowała swoich partyjnych kolegów za pazerność i lewe interesy. Żona redaktora naczelnego łódzkiego dodatku „Trybuny” twierdzi, że „Polityka” przypisała jej słowa, których nie wyrzekła. Taki sam
los spotkał radną dwóch kadencji, Ewę Tomaszewską-Grzanek.
Teraz wiadomo, kto dla SLD jest wrogiem: nie oszuści i aferzyści, ale gaduły.
LUBLIN Policja zatrzymała matkę piątki zamordowanych noworodków z Czerniejowa. Udało się ją zatrzymać dopiero wtedy, gdy
organa ścigania wyznaczyły za jej głowę 5 tys. złotych nagrody...
Kobieta powiedziała policji, że mąż (podejrzany o współudział
w zamordowaniu dzieci) znęcał się nad nią.
Ooo, to w zupełności tłumaczy peklowanie dzieci w beczce...
TARNÓW Biskup Skworc stwierdził odkrywczo, że za wypadki drogowe współodpowiedzialność ponoszą rządzący (czyt. postkomuna), bo nie budują bezpiecznych dróg.
Święta prawda! I jeszcze opieprzający się patron kierowców, święty Krzysztof, i jeżdżący po pijaku duchowni...
WATYKAN Przygotowano pierwszą wersję dokumentu regulującego zasady sprawowania liturgii w Kościele. Kontrowersyjny projekt zabrania aktywnego udziału kobiet w nabożeństwach – nawet
w charakterze ministrantek – oraz wyklucza taniec w czasie mszy.
Dokument zaleca wiernym donoszenie władzom kościelnym o wszystkich nadużyciach liturgicznych.
Wojtyła zawsze ten sam, teraz i na wieki...
WŁOCHY Pod hasłem: „Nie dla Watykanu, nie dla Talibanu” obchodzono we Włoszech 133 rocznicę zagłady Państwa Kościelnego. Z tej
okazji organizacje lewicowe i humanistyczne zorganizowały międzynarodową sesję naukową i manifestację tuż obok Placu Św. Piotra.
Janie Pawle, nie przenoście nam stolicy do Lichenia!!!
SKANDYNAWIA Tym razem padło na Duńczyków i Szwedów – trzy
miliony ludzi, m.in. w Kopenhadze i Malmö, nagle zostało pozbawionych prądu. Stanęło metro i zamknięto most łączący oba kraje.
Na szczęście komputery nie sterują jeszcze spłuczkami w klozetach...
FRANCJA Prawicowy rząd zabrał się za dopracowanie zasad laickości w szkołach. Premier Raffarin powiedział, że szkoła nie jest
miejscem, gdzie dzieci afiszują się ze swoimi przekonaniami religijnymi i zakazał muzułmankom noszenia chust i zakrywania twarzy.
W szkołach Katolandu, póki co, księża mają obowiązek noszenia stroju duchownego.
SŁOWENIA Kościół odniósł znaczący sukces – w ogólnonarodowym referendum społeczeństwo (57 proc.) sprzeciwiło się handlowi w niedzielę. W referendum uczestniczyło zaledwie 27 proc. wyborców, czyli głównie ci, którzy głosowali po niedzielnej mszy.
Lenistwo wyborców (nawet w głupich referendach) bywa zgubne. Patrz: czerwona Łódź, która na podobnej zasadzie „wybrała” Kropiwnickiego.
IRAK Ginie tam dziennie nawet 10 Amerykanów. Tymczasem demokratyczny senator Kennedy, brat zamordowanego prezydenta, zarzucił
Bushowi oszustwo przy zbieraniu dowodów irackiej winy i stwierdził,
że nie rozlicza się on z 2 mld dolarów, tj. połowy tego, co wydaje miesięcznie na iracką awanturę. Rozliczyć się z nich nie może, bo zdaniem Kennedy’ego wydaje je na łapówki dla państw sprzymierzonych.
Ciekawe, na czyje konta te łapówki wpływają, bo te rządowe
w Polsce świecą pustkami...
ARGENTYNA Biskupi diecezji z północy kraju unieśli się świętym
oburzeniem po zniesieniu przez miejscowe władze karalności ulicznej prostytucji. Zdaniem purpuratów decyzja ta doprowadzi do upadku moralności, zagraża także interesom rodziny i edukacji.
Niestety! Wieki doświadczeń potwierdziły, że łatwy dostęp do prostytucji to gwarancja dobrej atmosfery i trwałości konserwatywnych rodzin...
Klęska urodzaju
M
iller i Glemp odnotowali wzrosty. Miller – gospodarczy,
Glemp – tzw. powołań do kapłaństwa. Wzrost Millera może zostać zahamowany przez wzrost Glempa. O ile tego pierwszego wzrostu możemy nigdy nie odczuć, to ten drugi da o sobie
znać z całą pewnością.
„Rzeczpospolita”, będąca najbliżej źródła, poinformowała
w ubiegłym tygodniu, że od pięciu lat przybywa nam kandydatów na księży, ale ten rok jest rekordowy – do seminariów diecezjalnych przyjęto w sumie 1059 młodzieńców, a do zakonnych
– 374. W takim np. Wrocławiu na pierwszy rok wstąpiły 62 osoby, a w Tarnowie, który zawsze był w czołówce – 53; w Warszawie – 48; w Radomiu – 43. Wszędzie więcej niż zwykle. Ksiądz
Wacław Depo, przewodniczący Konferencji Rektorów Wyższych
Seminariów Duchownych, twierdzi, że tak duży napływ „narybku
bożego” zaskakuje nawet samych hierarchów. Dlaczego tak się
dzieje? Odpowiada rektor Seminarium Warszawskiego, ks. Pawlina: „To boża tajemnica. Miałem obawy, że proces laicyzacji wpłynie na spadek powołań, ale okazuje się, że powołanie, to wszystko, co dzieje się w ludzkim sercu, jest tajemnicą”. Ksiądz Pawlina z pewnością ugryzłby się w język aż do krwi, gdyby przeczytał wywiad, jakiego w tym samym czasie dla „Dziennika Łódzkiego” udzielił biskup Adam Lepa. O ile bowiem – według Pawliny
– laicyzacja nie przeszkadza w kiełkowaniu powołań, to dla Lepy
jest ona głównym powodem upadku moralnego księży. Warto przytoczyć argumentację, a właściwie mowę obrończą biskupa, gdyż
upadków księżowskich – i tu się z ekscelencją zgadzamy – jest
co niemiara: „Jakie społeczeństwo, takie duchowieństwo. Jest
w tych słowach wiele prawdy. Cele i ideały, hierarchia wartości,
jakimi żyją ludzie, oddziałują z dużą mocą na wszystkich, również
na duchownych. Wpływ ten potęgowany jest przez media. Jest
też zjawisko, o którym wcale się nie mówi: propaganda konformizmu, który robi obecnie oszałamiającą karierę. Jego pokusa
wciska się do mentalności człowieka różnymi, z reguły
zakamuflowanymi drogami. Może to być poprawność polityczna lub medialna, daleko idąca tolerancja w sprawach etycznych, relatywizm moralny, akceptowanie
przeciętniactwa, lęk przed
tzw. wychyleniem się i podpadnięciem, wreszcie
brak mody na indywidualność”. Dodajmy
– indywidualność skutecznie niszczoną w seminariach. Naturalnie biskup nie omieszkał podsumować, że szczyt całościowego procesu laicyzacji, a w konsekwencji zachowań amoralnych
streszcza się w haśle: „Róbta, co chceta”, wszystkiemu zaś winne są „czasy komunistyczne”. Uff! Oto jak wiele zagrożeń czyha
dziś na wypielęgnowane w seminariach, nieskalane sumienia kapłanów katolickich!
Wróćmy do poprzedniej myśli – jeśli obydwaj znamienici duchowni mają rację, to księży w Polsce będzie coraz więcej i będą oni coraz gorsi. Dlaczego? Otóż nic nie wskazuje na to, by konformistycznym światem przestał rządzić pieniądz, żeby mężczyźni
przestali interesować się seksem, a w mediach komercyjnych zaczęto na wizji odmawiać różaniec. Kobiety nie chcą rodzić po
piętnaścioro dzieci, młodzież wali po łbach nauczycieli, a chłopy
pili, piją i pić będą. W takim środowisku na potęgę rodzą się nadprzyrodzone, lecz obarczone ziemskim garbem grzechu powołania, które coraz częściej kompromitują Kościół rektora Pawliny
i biskupa Lepy.
No to ja się grzecznie, psze Państwa, zapytuję – komu i po
jaką cholerę potrzebne są co roku półtoratysięczne, nowe zastępy inkasentów przebranych za pogrzebowe płaczki? Mamy ich już
wszelkiej maści w Katolandzie grubo ponad 30 tysięcy. I co, nasz
świat jest przez to lepszy, czy może raczej gorszy – głupszy
i biedniejszy? Skoro katolicka bozia nie może sobie dać rady z przerabianiem kleryckich grzesznych żywotów na żywoty świętych,
to może dać sobie spokój z ich masową produkcją? Co prawda
biskup Lepa mówi z naciskiem, że bozia daje „specjalne charyzmaty”, aby grzeszny ksiądz „mógł ofiarnie służyć ludziom”, ale
zaraz sam sobie zaprzecza, przyznając, iż księża są tacy jak inni
ludzie i otaczający ich świat – czyli do dupy.
Skąd się bierze coraz większa liczba księży w Polsce? Według
socjologa religii – Andrzeja Datki – powodów jest kilka: wpływ
nauczania Jana Pawła II, rozwój ruchów i wspólnot katolickich,
powołaniowe duszpasterstwo i... bieda w kraju. „Jest grupa
osób, która idzie do seminarium dla zdobycia zawodu, a nie z powodu głębokiego powołania” – mówi socjolog i katolik jak najbardziej. Z tym ostatnim nie zgadza się naturalnie ks. rektor Pawlina: „Ktoś, kto się kieruje takim motywem, nie wytrzyma w seminarium dłużej niż pół roku”.
Nooo, to ja miałem, proszę Pawliny, wyjątkowego pecha! Kiedy poszedłem do seminarium w 1986 roku – czyli w czasach, gdy
zwykli ludzie nie mogli nic kupić, a księżom w obórkach gniły dary z Zachodu – była podobna zwyżka powołaniowa jak obecnie.
Przez sześć długich lat na moich oczach kształciły się setki młodych facetów. I powiem Wam jedno, a znam się na ludziach: co
najmniej połowa „idzie na księdza” dla kariery. Dla reszty, tak jak
dla mnie, krok ten jest konsekwencją rodzinnej religijności i długoletniej ministrantury. Ponadto co najmniej 1/5 to młodzi homoseksualiści, których przyciąga męskie
środowisko. To prawda, średnio
po pół roku odchodzą... najbardziej gorliwi w wierze
– zawiedzeni seminaryjną
formacją nastawioną na
produkcję posłusznych
urzędników, zgorszeni
materializmem, dwulicowością biskupów
i przełożonych,
a także postawami własnych kolegów. Zostają
w seminarium,
kończą je i są księżmi do
dziś z reguły ci, którzy od samego początku wiedzą dobrze, czego
chcą. Oni nie szczędzą nigdy sił w swoiście
pojętej „ewangelizacji”, tj. dbaniu o własny tyłek poprzez wchodzenie w tyłek proboszczom i biskupom. A iluż pomimo to chętnie zrzuciłoby sutannę, gdyby nie bieda i bezrobocie
oraz ostracyzm środowiska, w tym najbliższej rodziny?!
Przy okazji wskazuję kościelnym analitykom pewną prawidłowość – w diecezjach, na terenie których funkcjonuje kilka wyższych uczelni, kleryków jest jak na lekarstwo (za moich czasów
w wielkiej Łodzi 5–6 sztuk rocznie). Tam zaś, gdzie tych uczelni
nie ma wcale – seminaria pękają w szwach, np. Włocławek (ok.
40 rocznie), Tarnów, Przemyśl. Świadczy to w sposób oczywisty
o wzmożonym działaniu Ducha Świętego na tych, którzy mają
ambicje zostania w życiu kimś, ale nie mają ochoty (albo pieniędzy) na studiowanie daleko od mamusi.
Paradoksalnie my – antyklerykałowie – martwić się nie powinniśmy wcale. Więcej księży to więcej etatów dla nich w parafiach, w wojsku, szpitalach, więzieniach, straży pożarnej – po
prostu wszędzie. To również więcej pieniędzy z budżetu państwa
m.in. na refundowanie składek ZUS dla duchownych. Przybędzie
nam też pobitych na katechezach dzieci, zgwałconych ministrantów, zarwanych oazowiczek, okradzionych parafii, petentów szantażowanych i złupionych w kancelariach przy okazji pogrzebu, ślubu, chrztu itp.
Słowem – zbliża się dzień, w którym powiemy: bój to ich będzie ostatni. A nam trzeba teraz siać, siać, siać...
JONASZ
Przed tygodniem zapraszałem do okienka tv, ale z powodu awarii nadajnika TV Centrum, czyli z przyczyn absolutnie niezależnych
ode mnie, powtórki audycji nadano w innym, niż było to podane, terminie. Po raz kolejny przekonałem się, że jak sam czegoś...
Oto najnowsza informacja z TV Centrum: powtórka programu – debaty nt. APP RACJA (z udziałem prof. M. Szyszkowskiej,
P. Musiała i moim) nastąpi w sobotę, 27.09.2003 r. o godz. 20.
TV Centrum jest dostępna w sieciach kablowych na terenie całego kraju i przez satelitę Eutelsat.
JONASZ
Nr 39 (186) 26 IX – 2 X 2003 r.
P
edofilia, karty, oszustwa, prostytutki... Skoro na wybryki
księży nie reagują biskupi, skoro pobłażliwie traktują ich sądy, to
„sprawiedliwość” wzięli w swoje
łapy gangsterzy.
Po niedawnym, spektakularnym
uwolnieniu księdza Przemysława I.
(z parafii w Bliżynach – diecezja radomska) od panienki, która po kilku
rozbieranych randkach zażądała od
swego partnera zadośćuczynienia za
rzekome poczęcie nowego życia
(„Rutkowski odebrał ciążę urojoną”
– „FiM” 37/2003), poseł-detektyw zdobył powszechne uznanie facetów
w sukienkach. Pomógł w tym również
nasz artykuł wzbogacony okładką
z detektywem, który na tle ołtarza rehabilituje duchownego w jego parafii. Przyznajmy, że Rutkowski jest
profesjonalistą najwyższej rangi i gdyby tylko stać nas było na jego usługi, nie pękalibyśmy przed nikim.
W kat. Kościele zapanowała więc
prawdziwa moda na usługi detektywa. Blady strach padł na sutenerów
próbujących podwajać stawkę za wypożyczenie księdzu dziewczyny, na
wierzycieli grożących kalectwem
w przypadku wymigiwania się plebana od spłaty karcianych długów oraz
na odtrąconych od sutanny młodocianych kochanków, kombinujących
mały szantażyk.
Że „Rutkowski dobry na wszystko”, pomyślał też 50-letni ks. K.
z diecezji warmińsko-mazurskiej.
18 września zgłosił się do biura detektywa i opowiedział taką oto księżycową historyjkę: „Przedwczoraj
w sposób wyjątkowo perfidny zostałem wywieziony ze swojej parafii przez
nieznaną mi wcześniej kobietę o imieniu Iza. Sam nie wiem, jak znaleźliśmy się w hotelu pod Łodzią. W pewnym momencie zaaplikowano mi
środki odurzające, po czym wprowadzono do pokoju hotelowego. Kilka
chwil później dwóch mężczyzn uzbrojonych w broń palną i kamerę wideo wtargnęło do pokoju. Sfilmowali mnie nagiego w wannie z dziewczyną i zażądali 315 tysięcy złotych.
GORĄCY TEMAT
który umożliwia tzw. pozycjonowanie, i udał się na miejsce przekazania haraczu. Później był krótki acz
efektowny pościg i pierwszy z szantażystów został przekazany w ręce
olsztyńskiej policji. Po 2 dniach policja samodzielnie ujęła drugiego
zażądali akurat 315 tys. a nie dajmy
na to 300 bądź 350 tys. zł? Po trzecie wreszcie – po jaką cholerę proboszcz z parafii pod Biskupcem wlókł
się z prostytutką aż pod Łódź? Czyżby na Mazurach nie było miejsca na
„umartwienie” członków?
Komornicy Pana B.
„Sam nie wiem, jak znaleźliśmy się w hotelu pod Łodzią...” – opowiaZdjęcie operacyjne
da ksiądz polskiemu Sherlockowi Holmesowi
Po pertraktacjach ustaliliśmy, że zapłacę 275 tys. w zamian za nieupublicznianie nagrania. Jednak przemyślałem sprawę i proszę o pomoc
w unieszkodliwieniu tych bezwzględnych szantażystów”.
Poseł-detektyw jest dżentelmenem w każdym calu, więc w szczegóły nie wnikał. Tym bardziej że czas
gonił – do przekazania okupu miało dojść w ciągu kilkunastu najbliższych godzin. Księżulo został zamieniony w nadajnik satelitarny GPS,
opryszka i tylko poszukiwania pani
Izy jeszcze trwają.
Zdawać by się mogło, że to historia typowa. Podstawiona prostytutka, zdjęcia i nadzieja na łatwe pieniądze od kapłana dbającego o świątobliwy image. Nas zastanowiło jednak
parę spraw: po pierwsze – astronomiczna wysokość okupu (wszak powszechnie w Kościele wiadomo, że
stawka za tego rodzaju wpadkę wynosi 50, no góra 60 tys. złotych),
a po drugie – dlaczego „szantażyści”
GŁASKANIE JEŻA
I śmieszno, i straszno
Nie przypuszczałem, że mój felieton „Stowarzyszenie umarłych uczniów” spotka
się z takim odzewem Czytelników. Warto więc, a nawet należy, do sprawy wrócić i spojrzeć na nią szerzej.
Kilkadziesiąt osób, które do mnie napisały (za co serdecznie dziękuję) reprezentowało dwa diametralnie spolaryzowane stanowiska: grupa pierwsza generalnie zgadzała się
ze mną, że z polską oświatą dzieje się coś bardzo, ale to bardzo niedobrego i obserwujemy
eskalację tego zjawiska; grupa druga twierdziła, iż nie ma co rozdzierać szat, bo młodzież
zawsze była mniej więcej taka sama i tylko
tetrycy (tacy jak ja?) od stuleci ciągle narzekają: „Za moich czasów...”.
Szanowni i Kochani Czytelnicy... paradoksalnie i jedni, i drudzy z Was mają rację. Nie
o młodzież bowiem tu chodzi, lecz o „jej chowanie”, czyli o model kształcenia, a ten z roku
na rok jest gorszy i moim zdaniem system polskiej oświaty wali się.
Oto nauczyciel ze stażem kilkunastoletnim w kraju nadwiślańskim może zarobić circa 2 tysiące złotych netto (wariant optymistyczny). No to ja się pytam, kto z pokolenia
młodych tygrysów, z populacji, której wtłacza
się do głowy, że tylko sukces, że tylko wielka
chata z basenem, że tylko luksusowa bryka
i stanowisko się liczą, pójdzie na studia pedagogiczne? Prawie nikt, więc na uczelniach kształcących nauczycieli obserwuje się zatrważający
dobór negatywny. To znaczy, że idą na kierunki pedagogiczne często (nie zawsze!) tacy, którzy już naprawdę nie mogą nigdzie indziej się
dostać. Że co? Że krzywdzę tak zwanych prawdziwych pedagogów z powołaniem? Otóż nie
krzywdzę, bo oni istnieją, tylko że według badań socjologicznych jest ich niecałe dziesięć procent (to bez wątpienia Czytelnicy „FiM”). Pozostałe zaś dziewięćdziesiąt chce jedynie mieć
mgr przy nazwisku i to jest ich życiowy cel.
Gwoli sprawiedliwości muszę dodać, że wcale nie lepiej jest z – na ten przykład – dziennikarzami. Wykładałem nie tak dawno na wydziale dziennikarstwa i na drugim jego roku z tzw.
nalotu poprosiłem studentów o przeanalizowanie „Cesarza” Ryszarda Kapuścińskiego. Ufałem bowiem durnie, że na takim mistrzu nad
mistrzami pokażę przyszłym żurnalistom, czym
może być genialny reportaż. Marzyłem idiotycznie, że pojmą, iż reportaż spod znakomitego
pióra staje się literaturą w najczystszej postaci.
No i co powiecie... ani jedna osoba (na 25)
w całym swoim dwudziestoletnim życiu nie słyszała o istnieniu dziennikarza Kapuścińskiego.
I to oni za rok odebrali dyplomy ukończenia
wydziału dziennikarstwa (studia licencjackie)...
Odwiedziliśmy Księże (nomen
omen) Młyny koło Poddębic, gdzie
– według księżula – doszło jakoby
do nagrania filmu porno z nim w roli głównej. Okazało się ponad wszelką wątpliwość, że w pięciu tamtejszych ośrodkach wczasowych i hotelikach (cztery od miesiąca zamknięte są „na głucho”), w podanym terminie absolutnie nikt nie mieszkał.
Ponieważ biuro detektywa odmawia
nam dodatkowych (poza oficjalnymi)
informacji, kopnęliśmy się do Olsztyna z nadzieją, że na miejscu dowiemy się więcej. Tamtejsza policja
raz dwa nadała sprawie klauzulę najwyższej tajności. Wiadomo, autorytet
kapłana...
Ustaliliśmy jednak, że „szantażystę” schwytanego przez ludzi Rutkowskiego zwolniono i poddano dozorowi policyjnemu. Okazało się bowiem, że został jedynie wynajęty jako kierowca Bartłomieja I. Tego
27-letniego mieszkańca Reszla (woj.
warmińsko-mazurskie) policja zatrzymała w niedzielę 21 bm. Sąd Rejonowy w Biskupcu, na wniosek tamtejszej prokuratury, postanowił o tymczasowym aresztowaniu B.I. na okres
3 miesięcy.
A co mówią w olsztyńskim półświatku? Ciekawie mówią...
I to oni teraz kształtują umysły Polaków (wszak
jedną z ważnych funkcji prasy jest funkcja
kreatywna), wypisując to i owo w gazetach
całego kraju.
Przykład ten przywołałem nie bez kozery.
Przecież tych młodych ludzi ktoś wcześniej uczył,
ktoś wychowywał, ktoś wreszcie „pchnął” na elitarny kierunek drogiej, prywatnej szkoły. Ja
Wam powiem, kto! Uczyli ich tacy sami niedouczeni pedagodzy, a „pchnęli” rodzice, którzy
nie pożałowali kasiory, by móc powiedzieć pomiędzy jednym a drugim łykiem koniaczku:
„Cóż, moja córeczka studiuje dziennikarstwo”...
Podczas innych wykładów, tym razem na
wydziale polonistyki (trzeci rok) uczelni pedagogicznej, zrobiłem taki test: – Proszę na kartkach zapisać we właściwej kolejności (według
epok, które reprezentują) następujące nazwiska: Kraszewski, Krasicki i Krasiński.
Chyba już nie będzie dla Was zaskoczeniem,
gdy powiem, że na 42 osoby dostałem tylko
9 poprawnych odpowiedzi. I znów powtórzę:
ludzie ci zapewne uczą już nasze dzieci języka
polskiego. Uczą za... powiedzmy 1200 zł w myśl
elementarnej zasady: jaka płaca, taka praca.
Tak oto koło się zamyka, a wąż zjada własny ogon: coraz gorzej wykształceni uczniowie
trafiają na studia pedagogiczne, aby potem coraz gorzej uczyć dzieci i młodzież. Ta z kolei –
już naprawdę mizernie wyedukowana – idzie
na pedagogikę itd.
Dam sobie łapę uciąć, jeśli nie na tym przede
wszystkim polega pauperyzacja polskiego systemu oświaty, i jeśli syn lub córa przychodzi
pewnego dnia ze szkoły, oznajmiając, że ma
głupiego nauczyciela – niekoniecznie musi być
3
– Ten klecha wisiał ludziom kupę szmalu. Brał panienki na krechę,
a potem nie chciał płacić. Puściliśmy
mu już te długi w niepamięć, ale od
jednego z chłopaków wziął grubszą
kasę do przeprania, jako darowiznę
na Kościół. Miał z tego oddać 90 procent, ale skusiło gnoja i zaczął się chować. Właśnie te 270 z 300 baniek miał
do oddania. Bartek początkowo zbytnio się połakomił. Ostatecznie zgodził się na pięć tysięcy za fatygę. Stąd
ta liczba 275” – informuje nas szef
jednej z agencji towarzyskich.
Księżulo został już przesłuchany
w Prokuraturze Rejonowej w Biskupcu. „Wypiłem z Izą po drinku i straciłem świadomość” – opowiadał niewątpliwie skręcającemu się od powstrzymywanego śmiechu prokuratorowi Tomaszowi Ślązakowi.
Tymczasem wszystkie media łkają: „Coraz więcej duchownych pada
ofiarą szantażystów”. No cóż, panowie gangsterzy wzięli na siebie rolę
komorników Pana Boga.
Detektyw Rukowski jeszcze we
wtorek 23 bm. zapewniał nas, że
ksiądz jest czysty jak łza. Dokładnie
w tym samym czasie nasz informator
z półświatka, do rozpuku zaśmiewał
się z tego certyfikatu moralności. Kto
ma rację? Pokaże czas i – być może
– prokuratura.
ANNA TARCZYŃSKA
MAREK SZENBORN
Za pośrednictwem „FiM” detektyw Krzysztof Rutkowski zwraca się do wszystkich księży i biskupów, którzy mieli jakiekolwiek kłopoty z prawem, szantażem, prostytutkami, wymuszeniami: „Masz problemy, przyjdź
do mnie albo zatelefonuj pod numer komórki 0 600 007 007”.
to nieprawda (nauczycielka biologii w gimnazjum mojego syna nie wiedziała, że w Europie
żyją małpy w stanie dzikim). O braku pedagogów wśród nauczycieli już nawet nie wspomnę.
Pozostaje nam jedno smutne, ale zawsze
pocieszenie: otóż w Europie Zachodniej jest
jeszcze gorzej. Nauczyciele z Niemiec i Francji
(z którymi prowadziłem kiedyś zajęcia w ramach jakiegoś programu UE) zadawali mi pytania: „Czy w Polsce wszystkie miasta mają elektryczność?”, „Czy uporamy się ze sforami wilków atakujących podróżnych?”, „Czy zostanie
w końcu zniesiony stan wojenny?”...
To były autentyczne pytania „wykształconych” ludzi z zachodniej Europy. I śmieszno,
i straszno.
Co więc nam pozostaje? Czy tędy droga
do świetlanej przyszłości świata? Są tacy, którzy twierdzą, że jak najbardziej, że tylko w głębokiej specjalizacji można dziś szukać sukcesu,
a genialny informatyk nic nie musi wiedzieć
o poezji Szymborskiej. Czy aby na pewno?
Wiele lat temu byłem w towarzystwie,
w którym brylował słynny teatrolog i literaturoznawca profesor Stefan Treugutt. Rozmowa
zeszła „na wykształcenie” i biesiadnicy przelicytowywali się w epatowaniu pozostałych, jakie to oni skończyli uczelnie i jakie mają tytuły. Treugutt zadumał się i po chwili oświadczył:
„A ja, panowie, ukończyłem przedwojenne gimnazjum i liceum”. Zapadła cisza.
MAREK SZENBORN
PS Jak dalece posunięta jest bezradność
– tym razem pedagogiczna – współczesnych nauczycieli, poczytajcie w artykule „Plan lekcji”
(str. 6).
4
Nr 39 (186) 26 IX – 2 X 2003 r.
Z NOTATNIKA HERETYKA
Jak długo jeszcze
W
e wrześniu rozpoczął się
w Warszawie proces o nielegalną aborcję; w wyniku zabiegu przerwania ciąży wykonanego w tzw. podziemiu aborcyjnym
zmarła młoda kobieta.
O tragedii tej pisaliśmy dwa lata temu w publikacji „Piekło kobiet
– historie współczesne”. Sprawa ta
była również prezentowana podczas
posiedzenia trybunału dotyczącego
kwestii prawa kobiet do aborcji,
a zorganizowanego przez Federację na rzecz Kobiet i Planowania
Rodziny w lipcu 2001 r. Nie ma wątpliwości, że tragedia ta jest skutkiem represyjnej ustawy i nie musiało do niej dojść. Gdyby nie zakaz przerywania ciąży, kobieta mogłaby skorzystać z fachowej pomocy medycznej w szpitalu – zarówno w przerwaniu ciąży, jak i w przypadku ewentualnych komplikacji.
Tymczasem lekarka ze strachu przez
konsekwencjami zwlekała do ostatniej chwili, zanim poprosiła szpital
o pomoc – niestety spóźnioną już,
więc nieskuteczną.
Na przykładzie tej historii widać
bardzo dokładnie, jak represyjne jest
prawo polskie. Na ławie oskarżonych poza lekarkami (druga to obecna przy zabiegu anestezjolog) siedzi też kierowca, który przywiózł kobietę i jej męża do lekarza, oraz mąż
K
to czytał i czyta literaturę sci-fi (zwłaszcza z naciskiem na
„fi”), nieraz napotkał opisy przyszłych społeczeństw, w których jednostka niczym jest. I praw żadnych
nie ma, nawet do prywatności, nie
mówiąc o prywatnych myślach (źle)
czy uczuciach (bardzo źle). Taki
problem ma nawet mrówka Z z filmu „komputerowanego”, chociaż
najbardziej znany jest „Rok
1984” Erica Blaira, którego
pseudonim pozwolił na
stworzenie przymiotnika – orwellowskie.
Proza wyprzedza
rzeczywistość, proza życia dogania literaturę.
Nosimy te wszystkie
NIP-y, Regony, telefony z GPS-em, kamery węszą
w supermarketach,
na ulicach i cholera wie, gdzie jeszcze, i coraz nam
bliżej do krainy Wielkiego Brata.
kobiety, który notabene jest opiekunem dziecka urodzonego przed
tą tragedią. Oskarżono zatem osoby, które bezpośrednio nie brały
udziału w aborcji, lecz tylko wspierały kobietę w jej decyzji. To mogłaby być także matka, która córce pożyczyła pieniądze na zabieg,
czy przyjaciółka, która dała adres
lekarki. To mógłby być każdy z nas,
kto chciałby pomóc zdesperowanej kobiecie. Prawo to de facto prowadzi do całkowitej izolacji kobiety stojącej wobec problemu niepożądanej ciąży, ponieważ wszelka pomoc i udzielone jej wsparcie mogą prowadzić do
konsekwencji
prawnych
wobec osób, które
okażą współczucie.
O represyjności ustawy antyaborcyjnej wiele się mówiło
przy
okazji
czerwcowej wizyty
„Langenorta” we
Władysławowie.
Również wówczas
okazało się, że polska ustawa narusza
standardy praw
człowieka, ograniczając prawo do
informacji, na przykład na temat
możliwości przerwania ciąży za granicą. Wizyta „Kobiet na Falach”
wpłynęła niewątpliwie na ostatnie
wyniki sondażu CBOS, który wykazał duży wzrost akceptacji społeczeństwa dla przerywania ciąży
z przyczyn społecznych. Za złagodzeniem ustawy antyaborcyjnej opowiada się 61 procent pytanych, zaś
56 procent społeczeństwa dopuszcza przerywanie ciąży w przypadku
trudnej sytuacji materialnej i osobistej kobiety; jest to więc o 12
punktów procentowych więcej niż
w badaniach sprzed roku.
Na wyniki tych badań powinni
zwrócić uwagę szczególnie politycy. W związku ze zbliżającymi się
nieubłaganie wyborami do Parlamentu Europejskiego, a wkrótce
potem do polskiego, jest to ostatni moment dla obecnej koalicji rządzącej, by wywiązać się ze swoich
przedwyborczych obietnic złagodzenia tej kompromitującej ustawy,
a także wyjść naprzeciw oczekiwaniom społecznym. Jeśli nie
podejmą żadnych kroków
w tym kierunku, ich wiarygodność we własnym środowisku niebezpiecznie zbliży się do zera.
A czas po temu właściwy.
Niebawem powinny być
rozpatrywane kolejne
dwa sprawozdania
rządu za rok 2001
i 2002 z realizacji
ustawy o planowaniu
rodziny, czyli ustawy antyaborcyjnej.
Skądinąd ciekawe,
dlaczego nasz parlament nie był
w stanie w stosownym czasie omówić sprawozdania za rok 2001. Czyżby
strach przed podejmowaniem tematu aborcji we wszelkiej postaci na
trwałe ogarnął rządzącą lewicę? Może teraz – rozpatrując, miejmy nadzieję, że rzetelnie i wnikliwie, dwa
sprawozdania łącznie – wyciągnie
narzucające się wnioski o represyjności, szkodliwości i nieskuteczności obecnego prawa i podejmie oczekiwaną inicjatywę legislacyjną. Oby
tragedie, jak ta opisana na wstępie,
już nigdy więcej nie miały miejsca.
WANDA NOWICKA
Prowincjałki
Pani Basia spędzała miło czas w sanatorium w Horyńcu Zdroju. Znalazła
tam pana Janeczka. Wybuchł gorący romans. Ponieważ z powodu głupawych przepisów nie mogli razem zamieszkać, całe dnie spędzali na spacerach, trzymając się za rączki i patrząc sobie w oczy. Aż... z krzaków wypadł
facet i zaczął okładać pana Janeczka. Pani Basia usiłowała go bronić, krzycząc przy tym głośno, ku uciesze licznej grupy gapiów. Z okrzyków wynikało, że ten, który bije, to jej rodzony mąż. Sprawa trafiła do sądu, gdyż ten,
który bił, czyli legalny mąż, w trakcie bójki ucierpiał. Ale jak mu złość przeszła, to sprawę wycofał. Pewnie kocha żonę, tylko czemu taki podejrzliwy?
Zamiast przytulić sąsiadkę pod nieobecność małżonki, tłukł się na koniec Polski, żeby oczy zobaczyły to, czego sercu żal. Faceci są dziwni.
EA
KOBIETY SĄ GORĄCE
Dyrektor MZK w Bielsku-Białej jedną
z młodych pracownic usiłował wciągnąć do swojego gabinetu. Napastowanej kobiecie pospieszyła z pomocą
główna księgowa, co skończyło się ostatecznie bijatyką i interwencją związkowców. Napalony dyrektor natychmiast został zdjęty ze stanowiska przez
prezydenta miasta. Teraz będzie musiał przejść przyspieszony kurs rozmawiania z ludźmi, niekoniecznie językiem miłości...
RP
KONWERSACJA SEKSEM
Małżonkowie R. z Głogowa, niegdysiejsi miłośnicy panny „S”, poznali się
– jak przystało na solidarnościowych działaczy – w kościele. Płomienna
miłość zawiodła ich również do ołtarza, ale po 12 latach małżeństwo rozsypało się niczym domek z kart. Gdy pan Krzysztof zapragnął wypłynąć na
szerokie wody i wystartował w wyborach prezydenckich, jego odsunięta
od łoża połowica wpadła we wściekłość i robiła wszystko, by ambitny
plan mężusia spalił na panewce. Tak się zresztą stało, ale niedoszły prezydent uznał, że winę za to ponosi jego żona. Właśnie oskarżył ją o to przed
sądem w Lubinie. Nie od dziś wiadomo, że kto jak kto, ale polityk powinien mieć żonę po swojej stronie.
RP
ETOS SKARŻY ETOS
Tadeusz K. z Mławy przejechał
na śmierć rowerzystę i uciekł
z miejsca wypadku. Był pod wpływem alkoholu. Miał pecha, bo zarówno
wypadek, jak i późniejsze porzucenie samochodu obserwowali żołnierze.
Pirat drogowy za faktyczne zabójstwo skazany został jedynie na... miesiąc
aresztu. Dopiero po interwencji jednego z parlamentarzystów i mediów sąd
wydał wyrok 4 lat więzienia i zakaz prowadzenia pojazdów przez 10 lat.
Skazany odwołał się, a zabawa w ciuciubabkę z Temidą trwa, choć od wypadku minęło już pięć lat. Tadeusz K., o dziwo, nadal jeździ samochodem
i sprawiedliwość ma w nosie. Poseł znów chce interweniować...
RP
ŚLEPA TEMIDA CHODZI W KÓŁKO
Dwie sprzedawczynie w jednym ze
sklepów spożywczych w Skierniewicach wykazały się niezwykłą odwagą w obronie całodziennego utargu. Napadnięte w godzinach wieczornych przez dwójkę rabusiów zbrojnych w pistolet odparły atak za pomocą... mopa do mycia podłogi i chlorowego wybielacza. Bandyci okładani i oblewani żrącym środkiem chemicznym uciekli taksówką, a po kilku minutach zostali zatrzymani przez policję, którą zaalarmowały sprzedawczynie.
A.C.
HEJ, MOPY W DŁOŃ!
TEKA TETRYKA
Masa górą
W Wielkiej Brytanii wymyślono, że pedofilom założy się
obroże z nadajnikami. I zawsze będzie wiadomo,
gdzie delikwent jest
i czy przypadkiem nie je kanapki koło szkoły albo
żłobka. Pedofilia nie
jest naszą ulubioną
rozrywką, ale obroża? Następny
logiczny
krok to
elektroniczny
chip wszczepiany w pupkę
każdego noworodka jeszcze na sali porodowej.
Nic dziwnego, że Anglicy obu
płci, rodacy Orwella, piją ostatnio
coraz więcej i – jak wynika z badań – za 10 lat będą na czele listy
narodów pijaków. Wyspiarscy
16-latkowie również piją dwukrotnie więcej niż przed dekadą...
Oni też czują, że nadchodzi era
globalnego mrowiska: test w zerówce powie ci, kim będziesz (na
przykład suwnicowym). Jeśli się
okaże, że masz lęk wysokości,
a zrobiono cię pilotem – trudno,
interes społeczny. Chcesz wymyślić
proch – nie da rady, jesteś kasjerem. Interes społeczny.
Idee Lenina wiecznie żywe
– masy górą.
MAREK SITKOWSKI
MYŚLI NIEDOKOŃCZONE, UROJONE
Tegoroczna susza była dla Europy pewną nauką i otwarciem oczu. Słyszymy bowiem nieraz, że ludziom brakuje pożywienia, umiera roślinność, ginie życie. (...) Susza to także straszliwy żywioł pożarów lasów, jak to widzieliśmy w Portugalii i Francji, przynoszący śmiertelne ofiary wśród ludzi.
(...) Obecne ciężkie lato niech będzie dla nas okazją podziękowania Panu
Bogu za Jego dobroć i miłosierdzie.
(„Niedziela” 36/2003)
¶¶¶
Trwa kampania kłamstw i oszczerstw wymierzonych w dobre imię i podstawy działania Radia Maryja. (...) To na takie – nikomu niepotrzebne
– zajęcia idą pieniądze podatników?! Od kiedy to nauczanie Kościoła,
Ojca Świętego i księży biskupów interpretuje urząd państwowy, który ośmiela się orzekać, co jest katolickie, a co nie? Dlaczego marnotrawi się czas
wielu ludzi, każąc im tropić nieistniejące zagrożenia ze strony katolickiego radia?
(„Nasz Dziennik” 214/2003)
¶¶¶
To Ona sprawiła (Matka Boska – dop. red.), że za kilka miesięcy cieszyłam się drugą ciążą.
(„Rycerz Niepokalanej” 9/2003)
¶¶¶
o. Mateusz Pindelski do o. Karola Meissnera: Czy Ojciec jako specjalista
(podkr. red.) zauważa, że Polacy lepiej znają swoją seksualność, niż znali
ją 20 lat temu?
(www.katolik.pl)
Wybrały O.H., PaS
Nr 39 (186) 26 IX – 2 X 2003 r.
BANKRUT RYDZYK?
Wkrótce Muchomorkowi zostanie tylko wspomnienie po mediach i władzy, bo jego imperium
znalazło się na granicy bankructwa – twierdzi tygodnik „Wprost”.
Gwoździem do trumny okazała
się telewizja „Trwam”, choć ojczulek przeholował z forsą, budując w Toruniu kompleks „naukowy” (800 mln zł). Prawie przestały się sprzedawać książki, kasety, albumy, nie ma forsy na satelitarne Radyjo, deficytowy jest
„Nasz Dziennik”. Słuchacze nie
odpowiadają na apele o finansowe wsparcie, a tak w ogóle, to ich
szeregi (w sposób naturalny) maleją. My jednak niezmiennie wierzymy w geniusz ojczulka, no i w
głupotę części polskiego narodu
też.
PaS
GŁUPOTY 1000-LECIA
IPN z triumfem ogłosił zakończenie śledztwa dotyczącego bezprawnego zatrzymania pół wieku temu
kardynała Stefana Wyszyńskiego.
Śledztwo trwało tyle, ile siedział
na przymusowym wypoczynku prymas wszech czasów, a więc trzy
lata. Przez ten okres kilkunastu
prokuratorów miało zapewnione
wynagrodzenie i chyba o to tylko
chodziło. Ogłoszono „zaskakujące” ustalenia: nie da się nikogo
oskarżyć, bo winni internowania
Wyszyńskiego nie żyją, podobnie
zresztą jak sam bohater i większość
świadków. Teraz proponujemy
śledztwo w sprawie niesłusznego
oskarżenia myszy o zjedzenie króla Popiela.
PaS
KROPNĄĆ ŁÓDŹ
Łódzkie władze chcą zapłacić
33 tysiące dolarów za promocję
miasta w popularnym londyńskim
dzienniku „The Times”. Urząd
Zamówień Publicznych zgodził
się na pominięcie procedur przetargowych, a reklamie ma towarzyszyć wywiad z prezydentem
Jerzym Kropiwnickim, mistrzem marnotrawienia społecznej kasy. Inne miasta, do których
zwrócił się dziennik, odrzuciły
ofertę. Wydawać na promocję
w taki sposób nie zamierzają
znacznie bogatsze od Łodzi:
Gdańsk, Kraków, Warszawa. Kropa jednak ma ambicje...
PaS
ŁAPÓWKA NA TACĘ
Zupełnie niechcący ujawniono mechanizm korupcyjny dotykający także łódzkiej kurii archidiecezjalnej. Otóż walcząca
o przejęcie autogiełdy w Łodzi
firma Kolor Metal kusiła ludzi
Kropiwnickiego skumplowanych
z kurią (za zgodę na przejęcie
giełdy organizacje kościelne miały otrzymać 1,2 mln zł). Na szczęście do wiązanej transakcji nie
doszło, bo w magistracie policzono, że straty miasta z tytułu pozbycia się autogiełdy byłyby wielokrotnie wyższe.
RP
PAPA NA GŁODZIE
Mnożą się ostatnio teorie na
temat kiepskiej formy Papy. Niektórzy podejrzewają, że leczenie
króla Watykanu jest celowo źle prowadzone. Kardynałowie mieliby namówić papieskiego lekarza, by przestał koksować JPII. Może za tym
stać każdy, bo postępowców z linii
soborowej wkurza konserwatyzm
Wojtyły, a ortodoksów, przeciwnych
np. wspólnym modlitwom z żydami czy buddystami, jego zapędy
ekumeniczne. Papa nie wstaje już
z wózka, ma kłopoty z koordynacją ruchów i wypowiadaniem się.
Mimo to jego rzecznik, Joaquin
Navarro-Valls, zapewnia, że JPII
nadal będzie podróżował. Nowa
forma męczeństwa?
PaS
„ZBRODNIA” I KARA
Miesiąc ograniczenia wolności
i 40 godzin prac społecznych – taką karę wymierzył sąd obywatelowi Niemiec – Andrzejowi S. – za
zakłócenie wraz z żoną Joanną
porządku publicznego w krakowskim kościele franciszkanów
(„FiM” 38/2002). W całej sprawie
bulwersuje fakt, że na czas trwania śledztwa sąd aresztował podejrzanych o tak błahe przewinienie
aż na dwa miesiące. A wszystko
to w kraju, gdzie oszuści i malwersanci chodzą bezkarnie po ulicach.
A.C.
WYGRAŁA
Z KSIĘDZEM!
Kazimiera Tomasiak z Lubartowa wygrała proces z księdzem
Andrzejem Tokarzewskim, zarządcą tamtejszego cmentarza katolickiego („FiM” 6/2003). Duchowny zlikwidował bezprawnie grób córki pani Tomasiak. Sąd przyznał matce odszkodowanie w wysokości
5 tys. złotych.
A.C.
WOJNA
SPRAWIEDLIWA
Kierownictwu polskiego Opus
Dei znudziło się olewanie przez
PiS. Specjalni wysłannicy dotarli do
otoczenia byłego AWS-owskiego
premiera Jerzego Buzka. Złożono atrakcyjną ofertę. – Wspólnie
5
NA KLĘCZKACH
będziemy zbierać kasę, a potem
stworzymy blok wyborczy. Nie ma
sensu gadać z Kaczorami, bo ci już
dziś nie chcą dzielić się stołkami
w Warszawie – płaczą opusdeiści.
Porozumienie na linii Dzieło
Boże–Jerzy Buzek testowano
w Krynicy podczas XIII Forum
Ekonomicznego. Na początek postanowiono sprawdzić sprawność byłego premiera w zdobywaniu kasy.
Pierwszymi darczyńcami mieli zostać biznesmeni z Donbasu (Rosja).
Jackowi Łęckiemu, dziennikarzowi i członkowi Opus Dei pomagali żebrać Jerzy Buzek i Teresa
Kamińska (była szefowa jego gabinetu).
A. Karw.
PRAWNIK
BEZPRAWNY
rozprawom. Bezpłatne pismo „Tygodnik Poznański” drukuje regularnie
informacje, kiedy i w jakim sądzie
będzie można posłuchać ciekawych
zeznań i pyskówek oraz obejrzeć znane osoby. W przypadku spraw cywilnych podawane są pełne dane osobowe zainteresowanych. Stanowi to
oczywiste naruszenie dóbr osobistych.
A już gotowi byliśmy uwierzyć słowom episkopatowców, że tylko dziennikarze „FiM” to hieny.
MP
OKTAWA
NIEPRAWOŚCI
Mirosława M. z Łodzi wynajęła mieszkanie, lecz po pewnym
czasie lokator przestał za nie płacić
i zniknął. Po długotrwałych poszukiwaniach kobieta zmieniła zamki.
Wtedy niespodziewanie odnalazł się
najemca, który... oskarżył Mirosławę M. o kradzież wielu kosztowności. Kobieta procesowała się przez
osiem lat, tracąc zdrowie i pracę.
Gdy wreszcie skierowała swoją sprawę do Europejskiego Trybunału
w Strasburgu, Sąd Okręgowy w Łodzi wreszcie ją uniewinnił. Strasburg
przyznał łodziance odszkodowanie
w wysokości 16 tys. złotych, ale Mirosława M. swoje krzywdy wyceniła znacznie wyżej.
RP
Takiej fuchy i takiego sprytu
można tylko pozazdrościć sędziemu Dariuszowi C. z Warszawy.
Przez kilka lat nadzorował likwidowanie bankrutów – bogatych niegdyś firm: Zakładów Radiowych
im. Marcina Kasprzaka, Mody Polskiej, Ledy i Clifa. Dziwnym trafem spieniężony majątek zasilał
konto pana sędziego i powiązanych
z nim kolesiów. Mechanizm działania obrotnego prawnika był prosty: choć nie zawsze istniały racjonalne przesłanki do likwidacji firm,
pan sędzia dbał, by je błyskawicznie dobić, a powiązany z nim bank
kupował za bezcen majątek pechowca. Tak było m.in. z „Kasprzakiem”. Obrotnym sędzią zajął się
prokurator, choć niektórzy twierdzą, że zgromadzone miliony i szerokie plecy uczyniły go bezkarnym.
Dariusz C. jest prezesem Związku Prawników Polskich i kanclerzem jednej z wyższych uczelni,
w której wykładają takie tuzy jak
Józef Oleksy, Jerzy Jaskiernia
i Ryszard Kalisz...
RP
Eduard Szewardnadze, prezydent Gruzji, zarządził, żeby nie podpisywać porozumienia, na mocy którego Watykan mógłby zacząć budować tam kościoły. Przeciwko porozumieniu protestował Kościół prawosławny, demonstracje organizowali też studenci i mieszkańcy Tbilisi. Maszerujący wykrzykiwali: „Gruzja bez Watykanu”, „Jesteśmy przeciwni zawieraniu poddańczego porozumienia z Watykanem”. Szewardnadze opamiętał się w ostatniej chwili i watykański sekretarz ds. stosunków z państwami arcybiskup Jean-Louis Tauran odjechał z kwitkiem.
Katolicy stanowią 2 proc. gruzińskiego społeczeństwa.
PaS
KOMU AKTA?
WIARA Z OGLĄDANIA
W polskich sądach zapanowała
nowa moda – wobec mizerii kadrowej w sekretariatach coraz częściej
zatrudnia się stażystów i praktykantów. Luka prawna pozwala podjąć
taką pracę złodziejowi czy wysłannikowi mafii, bo nie można sprawdzić, czy wcześniej kandydat nie miał
zatargów z prawem. Niekontrolowany dostęp do akt sądowych umożliwia wynoszenie czy kopiowanie dowolnych dokumentów. Szczególnie
zaniepokojeni powinni być przedsiębiorcy, gdyż podczas spraw gospodarczych do akt dołączane są dokumenty zawierające tajemnice biznesowe. Na szczęście „moda” na stażystów i praktykantów obejmuje na
razie tylko sądy rejonowe. A. Karw.
Brazylijscy katolicy nie poznali
się najwyraźniej na geniuszu papieża Polaka, bo każdego roku milion
z nich opuszcza Krk i wybiera wolność. Większość przechodzi do kościołów protestanckich. Watykańscy
zauważyli, że nasilone odstępstwa
występują tam, gdzie wierni mają
TEATR DLA UBOGICH
Mieszkańcy Poznania mają nową rozrywkę. Wolny czas mogą
spędzić w sądach, przysłuchując się
MAJĄ NOSA!
dostęp do protestanckich audycji
telewizyjnych. W tej sytuacji Krk
chce zwiększyć o połowę liczbę stacji katolickich w Brazylii. W walce o dusze i portfele Brazylijczyków kler kat. zainwestował nawet
2,5 mln dolarów w nowy film
o Matce Boskiej. Jeśli będzie to
nowa niewolnica Isaura – sukces
murowany!
A.C.
PREMIER
ODKRYWCA
Historię XX wieku na nowo
pisze premier Włoch, Silvio
Berlusconi. W wywiadzie dla
dziennika z San Marino oświadczył: „Mussolini nikogo nie zabił,
wysyłał ludzi na wakacje na wygnaniu. To, że niektórzy z owych urlopów nie wrócili, jest rzeczą normalną”. Lekceważenie ofiar faszystowskiego reżimu idzie w parze
z przywiązaniem do tradycji katolickich, bez których – według prawicowego rządu Włoch – europejska konstytucja będzie marna.
MP
CO MA WISIEĆ...
W Ofena na południu Włoch
pewien uczeń – syn Adela Smitha,
przewodniczącego Związku Włoskich Muzułmanów – powiesił
w szkole publicznej naprzeciwko
krzyża obraz z fragmentami Koranu. Następnego dnia jedna
z nauczycielek zdjęła islamską inskrypcję, krzyża oczywiście nie ruszając. Ojciec tylko na to czekał
i podał nieroztropną panią pedagog do sądu – za ewidentną dyskryminację religijną... Prowokacja, jak sądzimy, możliwa (a nawet wskazana) do skopiowania
w Polsce.
A.C.
BIBLIA NIE KŁAMIE
Naukowcy potwierdzili zgodność wieku tunelu, za pomocą którego zaopatrywano w wodę Jerozolimę, z datowaniem biblijnym.
Półkilometrowy tunel łączący źródło Gichon z sadzawką Siloe został – według Biblii – wykopany na
polecenie króla Ezechiasza około
700 lat p.n.e. Uczeni długo uważali, że jest on znacznie późniejszy. Do badań przeprowadzonych
metodą węgla aktywnego zespół
Amosa Frumpkina wykorzystał
znalezione we wnętrzu tunelu pozostałości roślin i stalaktyty.
PaS
6
M
iało być śmiesznie, zrobiło się strasznie... Gdy
zdobyliśmy dzienniczki,
w które nauczyciele jednej z łódzkich szkół ponadpodstawowych
wpisują uwagi pod adresem
uczniów, chcieliśmy przygotować
coś w rodzaju „Humoru belfrów”...
Jednak po aferze toruńskiej należy chyba na całą sprawę spojrzeć
w całkiem innym kontekście.
Dziś zwraca uwagę i przeraża raczej bezradność nauczycieli. Bezradność wobec zachowań kilkunastoletnich chłopców.
Przytoczone przez nas wpisy nauczycieli zachowują oryginalną pisow-
Grzegorz M. – Bluźni na lekcji
geografii.
Mariusz A. – Je kanapy na lekcji geografii.
Język polski
Dariusz K. – Nie uczestniczy
w lekcji języka polskiego, przeszkadza
kolegom, zachowuje się tak jak żaden
przyzwoity człowiek nie powinien.
Religia
Mateusz R. – Uczeń korzysta na
lekcji religii z telefonu komórkowego (bez zezwolenia).
Plan lekcji
nię (bo wiele uwag ma niewątpliwy
urok). Prawie 90 procent wpisów
w zeszytach dokonali katecheci. Albo to oni nie potrafią dać sobie rady z klasami, albo młodzież ma do
tego przedmiotu wyjątkowy stosunek.
Elektrotechnika
Adam M. – Złe zachowanie na
lekcji elektrotechniki. Podnosi krzesło do góry, zasłania się nim i zachowuje nienormalnie. Przeszkadza
nauczycielowi w prowadzeniu lekcji.
Proszę o ukaranie.
Grzegorz M. – Skandaliczne zachowanie ucznia na lekcji (ryczy na
lekcji, używa obelżywych słów).
Fizyka
Robert M. – Niewłaściwe zachowanie na lekcji – wychodzenie z klasy, arogancka postawa wobec nauczyciela, rzucanie papierami.
Mateusz K. – Nic nie robi na
lekcji – sam tak stwierdził.
Piotr K. – Niewłaściwe zachowanie na lekcji fizyki, uczeń po zwróceniu uwagi wyszedł z klasy.
Geografia
Jarosław M. – Używa dezodorantu („w nadmiarze”) na geografii.
Z
Nr 39 (186) 26 IX – 2 X 2003 r.
TAKIE JEST MŁODZIEŻY CHOWANIE...
Jarosław M. – Uczeń bluźni na
lekcji, arogancko odnosi się do nauczyciela, wyszedł z klasy bez pozwolenia, wnioskuję o udzielenie nagany.
Piotr D. – Krzyczy na kolegów,
używa przekleństw i bluźnierstw, siedzi „plecami” zwrócony w stronę tablicy, wypowiada się w sposób ordynarny.
Andrzej F. – Przeszkadza w prowadzeniu lekcji, rozrzuca kredę
po klasie, celując w kolegów
i nauczyciela, pluje przez okno,
chodzi po klasie.
Tomasz J. – Pije na lekcjach
religii.
Waldemar K. – Chodzi butami po ławce. Kilka miesięcy
później: Wywraca ławki w klasie,
rozbawiając klasę i bawiąc się
tym dobrze.
Łukasz K. – Zachowywał się
skandalicznie na lekcji religii,
w konsekwencji
kazałem mu iść do
p. dyrektora, ale
poszedł nie do
p. dyrektora, tylko
za okno pod klasę, gdzie paląc papierosy
dymem
dmuchał w szybę
pisząc na niej palcem, cytuję: „walę
budy. Czy spuścić ucznia z łańcucha? – zastanawia się Dariusz Chętkowski. W popularnej ostatnio książce polonista i filozof opowiada o szkole w sposób, w jaki nikt wcześniej tego nie robił.
Nie moralizuje, nie kryje faktu, że jego
pozycja wśród uczniów wynika z wieloletniej
praktyki w szkole. Uczelniane zajęcia z pedagogiki, psychologii i metodyki na niewiele się zdały. Dlatego zaraz po dyplomie parafrazował sobie Sokratesa, myśląc: „Wiem,
że gówno wiem”. Obok wynurzeń belfra mamy uwagi uczniów, którzy doskonale zdają
sobie sprawę, że polskie szkolnictwo jest chore – i chcą to zmienić. Sam autor przyznaje, że dyskusje, prowadzone z uczniami na
temat przyszłości polskiej szkoły, przeszły jego oczekiwania...
Już przy czytaniu pierwszego rozdziału
każdy, kto mniema, że przez lata niewiele
się w szkole zmienia, zostaje sprowadzony
na ziemię. Sam autor, człowiek niespełna
30-letni, nie może wyjść z podziwu, że wśród
religię”. Poważnie zastanawiam się
po co przychodzi na te lekcje!
Jacek M. – Zajmuje się na lekcjach religii zupełnie czymś innym
niż potrzeba, kłamie. Następny wpis:
Siedzi tyłem do tablicy i rozmawia
z W. i K.; śmieje się i kpi z tej uwagi mówiąc, że i tak już do końca
roku szkolnego nie będzie zebrania
rodziców.
Grzegorz M. – Przeszkadza
w prowadzeniu lekcji, nie chodząc
na religię otwiera drzwi, wchodzi,
wychodzi z klasy. Po kilku tygodniach,
recydywa: Ponownie przeszkadza
w prowadzeniu religii, nie uczęszcza
na zajęcia a przeszkadza. Wchodzi
i wychodzi z klasy, idzie za okno
opuszczając budynek szkolny i wali
rękami w szybę – rozpraszając klasę, przy tym używając wyzwisk.
Piotr B. – Je na lekcji religii, dyskutuje po chamsku, przerywa mi co
drugie zdanie, rozmawia z kolegami, przesadzony do pierwszej ławki
pcha ławkę w moją stronę. W konsekwencji kazałem mu iść do p. dyrektora, nie chciał wyjść, szarpie
się ze mną w drzwiach i trzaska
drzwiami.
Dariusz Cz. – Przeszkadza na
lekcji, rozmawia, chodzi, niszczy
krzesła, po wpisaniu tej uwagi
stwierdził, że „taka uwaga to mu...”
Przez całą lekcję zachowuje
jego podopiecznych kwitnie na przykład
– kiedyś nie do pomyślenia – handel notatkami i wypracowaniami. Ale właściwie nie
ma się co dziwić: jeden się natyra, a reszta
ma odpisać za frajer? Dzisiejsza młodzież
się skandalicznie, nadal krzyczy,
chodzi po klasie, maluje kredą po
tablicy, stoi nad biurkiem i nie chce
usiąść.
Dariusz K. – Przychodzi na lekcje religii aby specjalnie przeszkadzać, szarpie się ze mną, nie chce
wyjść.
Robert M. – Notorycznie je na
lekcjach religii. Przy wpisywaniu tej
uwagi krzyczy na mnie.
Marcin P. – Bawi się i niszczy
pomoce naukowe w sali 115 na lekcji religii.
Albert S. – Je na lekcji, przeklina, chodzi po klasie, pluje – splunął
w moją stronę mając chleb w ustach.
Kilka tygodni później, ponownie: Przeszkadza na lekcji religii, nie posiada
zeszytu, w sali 115 niszczy krzesła
i bawi się silnikami, używa skandalicznych słów, bez pozwolenia chodzi i wychodzi z klasy, uniemożliwiając prowadzenie lekcji. Rozśmiesza klasę swoim postępowaniem.
Piotr C. – Chodzi po klasie, w sali 115 niszczy silniki, prowokuje D.
do bójki, przeklina prawie jak D.
Wychowanie fizyczne
Michał C. – Uczeń bije się z kol.
F. Na lekcji wych-fiz – przeszkadza
na lekcji.
dyrekcją ucznia, który nasikał na korytarzu
(swoją drogą, szczery podziw dla belfra...),
ten wkrótce mu się odwdzięczył. Zmusił
kolesiów do posprzątania chlewu, jaki zostawili po szkolnej wyprawie do kina.
RECENZJA
Kaganiec oświaty
jest inteligentniejsza od tej sprzed kilku,
kilkunastu lat i wie, że w polskiej rzeczywistości bez kasy, kombinowania lub znajomości nie załatwisz nic.
A szkoła? Zawsze znajdzie się wśród
uczniów jednostka, która rządzi całą uczniowską hałastrą i jeśli nauczyciel chce coś
w szkole załatwić, to tylko przy jej pomocy.
Brzmi niedorzecznie? Tak też myślał autor,
ale... kiedy Chętkowski nie wsypał przed
Chętkowski z jednej strony chce być kumplem, z drugiej – umie zachować odpowiedni dystans. Sam przyznaje, że gorzej mu idzie
z nauczycielami. Wspomina wycieczkę,
podczas której, jeszcze w autokarze, towarzysząca mu nauczycielka powiedziała szeptem: „Nie podobało ci się coś, to mów mi od
razu. Pamiętaj, jak dojedziemy, trzymaj gębę
na kłódkę. Jeśli komuś się pożalisz, zrobią
z igły widły i tylko my będziemy mieć kłopoty.
Warsztaty
Piotr D. – Uczeń nieposłuszny,
nie chce się uczyć i pracować, wymądrza się ciągle, rzuca narzędziami
a w ustach co trzecie słowo to przekleństwo. Wyrzuciłem go z zajęć o godz.
11.15. Nie przyjmę go na zajęcia bez
rozmowy z którymś z Rodziców.
Wnioskuję o wyrzucenie ze szkoły D.
i C. – dla oczyszczenia klasy.
Kamil K. – W czasie zajęć warsztatowych zdemolował biurko (pokaleczył blat). Zobowiązałem go do
naprawy biurka i dokonałem wpisu
do dziennika z powiadomieniem rodziców. Kamil zachowuje się bardzo
chamsko i wulgarnie. Proponuję wizytę u psychiatry i psychologa.
Inne
Jarosław M. – Uczeń zabawia się
komórką.
Dawid K. – Uczeń wyrzucony
z klasy używa wulgarnych słów, na
zwróconą uwagę powtarza je do nauczyciela. Wnoszę o obniżenie oceny ze sprawowania.
Wszystkie cytaty układają się, jak
szkolne puzzle, w pełny obraz przekleństwa: Obyś cudze dzieci uczył!
Wybrał MAREK SITKOWSKI
Jak masz problem, musisz rozwiązać go sam,
bo w szkole nikt ci nie pomoże. Liczymy tylko na siebie: ty na mnie, ja na ciebie”.
Chętkowski próbuje zmieniać szkołę na
płaszczyźnie, na której najlepiej się zna:
w ramach lekcji literatury. Wie na przykład,
że postacie biblijne osadzone w historycznych realiach pasują do dzisiejszej rzeczywistości jak wół do karety – dlatego Hioba
przenosi do hipermarketu, opowiadając, jak
to był wierny jednemu sklepowi; nawet wtedy, gdy ten przestał nęcić go promocjami.
Pomysł zaskoczył, przecież hipermarket to
dzisiejsza świątynia, a uczeń zapamięta literacki utwór tylko wtedy, gdy odnajdzie
w nim cząstkę siebie.
A co można powiedzieć o uczniach,
współtwórcach książki? „Niestety”, nic złego... Są inteligentni, oczytani i – jak twierdzi autor – nie powinni zdać matury... Nie
powinni, bo będą stanowić zagrożenie na
rynku pracy. Są za dobrzy.
MARTA KACZMAREK
Nr 39 (186) 26 IX – 2 X 2003 r.
A TO POLSKA WŁAŚNIE
Z przyłożenia
Godzina 0.48 (ten fragment akcji
możemy zrekonstruować już tylko na
podstawie relacji Dominika) – Pierwsza kula dosięgła mnie w nogę
w przedpokoju. Upadłem i przeczołgałem się do pokoju obok. Wpadli
tam za mną. Byłem bity i kopany po
ściany, a ci ludzie w jakiś zdumiecałym ciele. Jeden z napastników przyMyślałem, że proszę o pomoc policjantów,
wający sposób sami zaczynają się
stawił mi lufę karabinu do rannej noa okazało się, że wezwałem do domu
nakręcać. Czułem, że coś złego,
gi i pociągnął za spust. Dalej już nic
bardzo złego, wisi w powietrzu, więc
pamiętam...
bandytów – mówi ojciec 29-letniego Dominika, błagałem, przekonywałem, że do- nie Godzina
1.05 – w oknach domu
któremu antyterroryści odstrzelili nogę.
mu nie trzeba zdobywać jak twierzapala się światło.
dzy, że po cichu można się doń
¤¤¤
dostać na kilka sposobów. Ale
Relacja ojca: – Zapadła złowróżbKilka tygodni temu sformułowaoni byli coraz bardziej podniena – zdawać by się mogło – wieczność
liśmy i udowodniliśmy tezę, że w Polceni i głusi na moje prośby.
trwająca cisza. Ta wieczność to pięć,
sce ludzie chorzy psychicznie (lub
Kręciła ich AKCJA. Kazali mi
może sześć minut, podczas których
choćby tacy, którzy popadli w głęboodejść. Potem... to już tylko
nic się nie działo, a ja nie wiedziałem,
ką depresję) są traktowani jako obykoszmar jak ze snu... Antyterco się stało z moim synem.
watele ostatniej kategorii („FiM” 29
roryści skupili się w dziwnym,
Godzina 1.10 – z zaparkowanej
i 37/2003). Nasze obserwacje potwiermagicznym dla nich kręgu,
na ulicy karetki pogotowia biegnie ledzają napływające do redakcji listy,
karz wraz z sanitaa w nich opisy dramatycznych wydariuszem. Po chwili
rzeń w rodzinach, w których żyją „dzieci gorszego Boga”.
z wnętrza domu zoOto kolejny szokujący przykład.
staje wyniesiony
Dominik Sambor mieszka we
nieprzytomny i blaWrocławiu. Ma 29 lat i jest absolwendy jak ściana Domitem miejscowego uniwersytetu. Młonik – później okady, delikatnej urody i skromnej poże się, że stracił praDyplom, łuski, a gdzie noga?
stury, inteligentny człowiek, przed któwie 3 litry krwi,
rym świat stał otworem. Stał... niea w międzyczasie
Babcia i ojciec nie mogą zrozumieć...
stety. Niczym w polsko-unijnej bajce
doszło do pierwszej
z komórki numer
zakochał się bez pamięci w turystce,
reanimacji.
997 i... Dziś wiem,
przemiłej Francuzce. Dziewczę zaproże to była najgorGodzina 1.35 – ambulans z Dosiło go do Francji, a kiedy Dominik
sza decyzja w mominikiem odjeżdża w nieznanym kieprzejechał pół Europy by zrobić swoim życiu.
runku. Ojciec bezskutecznie błaga, aby
jej ukochanej niespodziankę... zastał
mógł pojechać z synem. Prosi cho椤¤
ją w objęciach jakiegoś żabojada. Deby o informację, dokąd go zabierają.
Godzina 22.05
presja, już po przyjeździe do WrocłaW odpowiedzi słyszy... ciszę, bo tylko
– przybywa dwuPrzestrzeliny w boazerii
wia, z czasem przechodziła się w paona pozostaje na „placu boju”. Wchoosobowy patrol
ranoję. Cóż... podobno większość
dzi do domu i widzi horror. Wszęz Komendy Dzieluklękli, zaczęli szeptać jakieś zaz nas ma jakieś odchyły. Dominik
dzie krew, dosłownie brodzi we krwi.
nicowej Wrocław Krzyki. Dominik
klęcia i odprawiać tajemniczy ryz pewnością miał powód. Na szczęJej gruby, spulchniony „dywan” wypojawia się na schodach domu i hituał. Coś, jak mordercy ninja...
ście w tym nieszczęściu Dominik ma
pełnia niemal cały pokój.
sterycznie krzyczy do policjantów:
troskliwego ojca, który rozumie, że
„Wypierdalać!!!”. Po chwili cofa się
¤¤¤
¤¤¤
choroba psychiczna jest taką samą
Tymczasem w szpitalu wojewódzdo mieszkania i wraca, trzymając
Godzina 0.40 – grupa uderzedolegliwością jak każda inna i trzeba
kim przy ulicy Kamieńskiego lekarze
w ręku wiatrówkę. Na ten widok poniowa rusza do szturmu na drzwi
mieć nadzieję na jej wyleczenie. Padokonują cudu, ratując młodego człolicjant oddala się o kilka kroków i
wejściowe. Towarzyszą jej wielekroć
radoksalnie, to właśnie owa troskliwieka, który stracił, jak wynika z dospokojnie oświadcza: – Mógłbym cię
skandowane okrzyki (słyszeli to liczwość stała się przyczyną niedawnej
kumentacji, około 65 procent krwi.
teraz zastrzelić, ale tego nie zrobię.
ni sąsiedzi): – Chuju, nie żyjesz!
tragedii.
Jednak niemal całkowicie odstrzeloWezwę posiłki.
Idziemy po ciebie! Chuju, zabije– Nie chciał systematycznie przyjnej, wiszącej na resztkach ścięgien nomy cię!
Dominik ucieka do domu.
mować lekarstw, więc stan jego psygi nie zdołają uratować. Jeden z leGodzina 23.00 – Przybywa bryGodzina 0.47 – za pomocą spechiki był coraz bardziej niestabilny.
karzy potwierdza ojcu wrażenie zapagada antyterrorystyczna – dziewięcjalnego łomu drzwi zamieniają się
Choć przez większość czasu zachowymiętane przez Dominika: – To był
ciu uzbrojonych po zęby zuchów
w drzazgi. Atakujący wrzucają do
wał się zupełnie normalnie, to jednak
strzał „z przyłożenia”.
w kamizelkach kuloodpornych, hełśrodka granaty hukowe. Wpadają do
niekiedy popadał w apatię, a bywało,
Przez dwa tygodnie prób ratomach, z pałkami i długą bronią ostrą.
mieszkania i zaczynają strzelać na
że okazywał agresję – mówi pan
wania życia, a później zdrowia DoPrzywożą ze sobą dwóch negocjaoślep z broni automatycznej. AmuKrzysztof i minuta po minucie przedminika, pod drzwiami jego szpitaltorów. Młody mężczyzna zamyka się
nicja jest ostra. Do dziś w ściastawia nam przerażający ciąg zdarzeń,
nej sali policja wystawia posterunek:
w domu. Grupa kilkudziesięciu
nach przedpokoju widać przestrzektóre miały miejsce fatalnego dnia
– Nie wolno nam wpuszczać nawet
„zwykłych” policjantów otacza całą
liny. Z niektórych wystają czubki
15 sierpnia.
najbliższej rodziny – mówi jeden z
posesję.
pocisków.
Godzina
23.45
–
zasłonięci
plek¤¤¤
Godzina 18.00 – pomiędzy ojcem
siglasowymi tarczami negocjatorzy
a synem wywiązuje się sprzeczka. Popodchodzą do okna domu i próbują
szło o jakąś błahostkę.
bezskutecznie porozumieć się z DoGodzina 20.30 – Dominik jest cominikiem. Ten oddaje w ich kierunraz bardziej podekscytowany. Przeku trzy strzały z wiatrówki. Negocjachodzi do gróźb (w jego ręku pojajest – zawiadomił policję. Duchowtorzy odstępują, antyterroryści przyeśli myślisz, że twoje dzieci
wia się nóż) i nakazuje ojcu opuścić
nego zatrzymano w areszcie na 48 gogotowują się do ataku. Widząc, co
wysłane na oazę z księdzem
dom.
dzin. Cztery fotografie przedstawiasię dzieje, pan Krzysztof przekonusą bezpieczne, to masz rację. NaGodzina 20.30–21.30 – Krzysztof
ły śpiącą półnago 6-letnią dziewczynje, że syn nie ma już więcej śrutu
wet we śnie nic im się nie staSambor, już z zewnątrz, próbuje uspokę z rozchylonymi nogami i podwii „strzela” teraz samym już tylko ponie... no, prawie nic.
kajać syna. Na próżno.
niętą koszulką. Jak powiedziała „FiM”
wietrzem: – Błagam, nie zróbcie mu
40-letniemu księdzu Andrzejowi
rzecznik Prokuratury Okręgowej
krzywdy!
–
krzyczy.
Zemle,
wikariuszowi
parafii
w
Ska¤¤¤
Oddajmy znów głos ojcu: – WteMirosława Kalinowska-Zajdak, auwicy
k.
Suchej
Beskidzkiej,
nauczy¤¤¤
dy właśnie doszedłem do przekonatorowi fotosów wyraźnie chodziło
Ten fragment akcji ojciec kocielowi religii w miejscowym gimnania, że jedynie przymusowe leczenie,
o zbliżenia intymnych części ciała
mentuje tak: – Byłem przerażony
zjum, Prokuratura Okręgowa w Kranp. w szpitalu, może rokować nadziedziecka. Ksiądz przyznał się do wyi prosiłem policjantów, aby nie
kowie postawiła zarzut utrwalania (na
ję na radykalną poprawę. Zdawałem
konania zdjęć nocą na oazie. Twierprzesadzali. Powtarzałem im wiezdjęciach) treści pornograficznych
dził, że... na pamiątkę. Wyszedł za
lokrotnie, że moje dziecko jest zaz udziałem małoletniej osoby.
sobie sprawę, że sam nie zdołam
poręczeniem majątkowym w wysokołamane, psychicznie chore i że nie
Ksiądz w Krakowie oddał do wygo tam zawieźć. Postanowiłem więc
ści 5 tys. zł. Śledztwo przejmie jedna
siła, ale perswazja jest tu potrzebwołania kliszę fotograficzną, a prawezwać policję, ufny, że uzyskam
z prokuratur rejonowych.
JR
na. Nagle pojąłem, iż mówię do
cownik zakładu – widząc, co na niej
profesjonalną pomoc. Wykręciłem
Ksiądz działa nocą
J
7
funkcjonariuszy, ale że serce ma
miękkie, pozwala wejść ojcu.
¤¤¤
To właśnie oni, zwykli policjanci,
zachowali się w tej całej makabrze
normalnie, po ludzku, ze współczuciem, ale tylko oni, a nie ci Rambo
w polskim wydaniu – powie nam później pan Krzysztof.
¤¤¤
Młody mężczyzna cały czas jest
w malignie i półśnie. Nie przeszkodzi to przecież prokuratorowi pofatygować się do szpitala na przesłuchanie, by postanowić o przedstawieniu mu zarzutów popełnienia przestępstwa oraz o zatrzymaniu na 48 godzin. Na szczęście do
aresztowania nie dochodzi.
¤¤¤
9 września Dominik opuścił szpital. Wraca do życia – na jednej nodze. Kiedy następny raz pokłóci się
ze swoim ojcem, niewiele będzie już
miał do stracenia. Co najwyżej jeszcze jedną nogę...
MAREK SZENBORN
ANNA TARCZYŃSKA
PS Ojciec – Krzysztof Sambor
– zapowiada, że sprawy tak nie zostawi i będzie walczył o sprawiedliwość. Jego (i nie tylko jego) zdaniem, nadużyto środków przymusu
w sposób rażący. To tak, jakby strzelano z armaty do wróbla. Coś wskóra? Wątpliwe, bo niektóre dowody rzeczowe zaginęły. Np. z depozytu szpitalnego wydano mu jedynie koszulę
syna. Spodnie, które mogłyby nosić
ślady opisywanego strzału „z przyłożenia” jakoś dziwnie znikły...
Możliwe, że ciąg dalszy nie nastąpi.
O
d załogi upadającej Stoczni Gdynia odwróciła się „Solidarność”
wraz z byłym przewodniczącym tutejszego związku – Śniadkiem (dziś
na czele „S”). Trzeba było rozgonić
bractwo byłego prezesa, żeby powiodła się reanimacja.
Stocznia stanęła...
na nogi!
W stoczni, jeszcze kilka miesięcy temu stojącej na skraju przepaści, ponad 7-tysięczna załoga buduje 9 statków i posiada pełny portfel zamówień do końca 2005 r.
W perspektywie są kolejne zamówienia. Klimat stworzony przez
rząd, a przede wszystkim poręczenie kredytowe państwa dźwignęły
przedsiębiorstwo i uratowały tysiące miejsc pracy. Duża w tym
zasługa wiceministra finansów
Wiesława Ciesielskiego, który
wspólnie z nowym zarządem stoczni stworzył program jej ratowania.
Do pełnego optymizmu jeszcze daleko. Nadal istnieją zaległości w wypłacie wynagrodzeń,
które zarząd chce uregulować do
końca roku; wciąż dzielą załogę
związkowe przepychanki. Ludzie
coraz częściej odwracają się od
pseudodziałaczy panny „S”.
Szerzej na temat stoczni – w
najbliższym numerze „FiM”.
RP, MarS
8
Zakłady energetyczne
traktują swoich
klientów – a więc
wszystkich! – jak
niewolników. Na
każdym kroku starają
się udowodnić swoją
przewagę, w czym
pomagają im sądy.
Jest jednak światełko
w tunelu...
W Polsce, wzorem wielu cywilizowanych państw, działa Urząd
Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jego prezes nakazał wiosną
2003 roku przeprowadzenie kontroli wszystkich zakładów energetycznych. Podwładni prof. Cezarego
Banasińskiego zabrali wzory
umów, a sztab prawników zabrał się
do ich lektury. Wnioski są zatrważające, a lista nadużyć liczy kilkanaście stron.
O świetle w ciemno
Wszystkie umowy, które każą
nam podpisywać energetycy, odwołują się do taryf. Są to książeczki
zawierające ceny i stawki opłat; tam
też zapisano, kiedy klient może domagać się odszkodowania za straty wywołane skokami napięcia. Niektórzy energetycy przenieśli do taryf zasady opłacania rachunków za
prąd – tyle że... odbiorca nie ma
prawa otrzymać owej książeczki
do ręki. Podpisujemy umowę
w ciemno. Takie zasady łamią wszelkie kodeksy, z prawem cywilnym na
czele. Kolejnym przedziwnym zapisem są sformułowania typu: „w przypadku zmiany przepisów, na które
umowa się powołuje, automatycznie
P
Nr 39 (186) 26 IX – 2 X 2003 r.
CO BY TU JESZCZE SPIEPRZYĆ?
Nielegalne umowy
zmianie ulega jej treść”. Problem
w tym, że według energetyków, owymi przepisami mają być – choć nie
są – także taryfy.
Zdumienie prawników wywołały też inne zapisy w umowach, np.:
„regulowanie wszelkich należności
powinno nastąpić w terminie wskazanym na fakturze”. Nie zabezpiecza to zwykłego Kowalskiego przed
dowcipnymi energetykami. Elektrownia sama nadała sobie prawo
wyznaczania, ile dni da nam na zapłatę rachunków; może to być nawet jeden dzień. Inny zastosowany
chwyt polega na nałożeniu na odbiorców prądu obowiązku badania,
jak pracują banki i ile czasu potrzebują na dokonanie przelewu. Zwrot
„dzień uznania przez bank rachunku” oznacza, że nigdy nie możemy
być pewni, czy rachunki opłaciliśmy
w terminie.
Kontrolerzy urzędu z niemałym trudem przebijali się przez zapisy dotyczące praw klientów
w przypadku nagłych wahań napięcia. Rozporządzenie Ministra Gospodarki bardzo szczegółowo wymienia listę zakłóceń w dostawach,
za które należą się nam rabaty.
W umowach nie znajdziemy jednak jasnych określeń, jak i czego
możemy się domagać. Jeden z zakładów pobił rekord, wpisując
w umowę następujące zdanie:
„W przypadku niedotrzymania jakości, odbiorcy przysługuje prawo do
bonifikaty określonej w taryfie”. Czyli energetycy sami obliczą obniżkę
ceny i wpiszą ją w rachunek.
Taka interpretacja jest bezprawna.
odwładni Jerzego Hausnera wpadli na pomysł skoku na państwową kasę. W grę wchodzi 14 miliardów złotych. Tyle nas może kosztować kolejna reforma energetyki.
Złotówki zamienione w obligacje skarbowe dostanie specjalnie powołana spółka
Przedsiębiorstwo Rozliczeń Opłat Systemowych. Kluczem – a może wytrychem? – do
całej sprawy jest to, że firma faktycznie zostanie pozbawiona kontroli ze strony Skarbu Państwa. Niemożliwe? Możliwe!
Chętni do zakupu zakładów energetycznych ustawiali się w kolejkach, ale z trudem
udawało się opylić elektrownie. Powód prosty: w latach 90. producenci prądu zawarli
z Polskimi Sieciami Energetycznymi umowy nazywane fachowo kontraktami długoterminowymi, w skrócie KDT. Tłumacząc na
polski wygląda to tak: my, elektrownia, produkujemy prąd za cenę x (z możliwością jej
podwyższenia); wy, PSE, płacicie przez kilka, a nawet kilkadziesiąt lat. Wszyscy są zadowoleni. PSE uzyskuje stałe źródło prądu,
elektrownie – wiarygodnego partnera.
Niestety, Polskie Sieci Energetyczne potrzebowały olbrzymich pieniędzy na modernizację. Jedynym realnym źródłem kapitału były banki, które nie chciały udzielać kredytów bez zabezpieczenia – takim wiarygodnym papierem stały się umowy KDT. Według Mariana Babiucha (szefa Elektrociepłowni Zielona Góra), system: „uratował
Zapis zastosowany przez energetyków pozwala wywalać do kosza
nawet 80 procent reklamacji.
Prąd ci zabierzemy
Ustawa „Prawo energetyczne”
zawiera zamknięty katalog czterech
przypadków, które dają elektrowni
prawo do wstrzymania dostaw prądu. Energetycy swobodnie czytają
przepisy prawa: na przykład skrócili czas, w którym możemy bezkarnie (nie licząc odsetek) zalegać
z opłatami. Prawo mówi o miesiącu,
Elektrownię Turów i tysiące miejsc pracy”
(„Wokół Energetyki” 4/03). Teraz banki, mając w ręku dokumenty gwarantujące sprzedaż prądu, chętniej udzielały kredytów
i przeprowadzały emisję obligacji.
Rząd Leszka Millera zabrał się na nowo do układania klocków energetycznych.
Podstawowym założeniem było zwiększenie
ilości prądu dostępnego na tak zwanej Giełdzie Energii, co miało pomóc w wyborze
ale energetycy – o 14 dniach. Dalej: przyznali sobie prawo do odcinania licznika w przypadku, gdy
„nie daliśmy im prawa do sprawdzenia instalacji i dokonania odczytów”. Ustawa mówi jednak wyraźnie, że o kontroli powinni nas poinformować. Może się przecież zdarzyć urlop czy inny wypadek losowy. Według dostawców prądu naszym obowiązkiem jest widocznie
warowanie w domu i czekanie na
ich wysłanników.
Lektura zapisów, które dotyczą zasad, na jakich mogą być
do godziwej rekompensaty. Ma ją wypłacać specjalnie powołana firma – Przedsiębiorstwo Rozliczeń Opłat Systemowych.
Spółeczkę zakładają Polskie Sieci Energetyczne: w skład jej rady nadzorczej mają
wejść przedstawiciele ministerstw gospodarki, finansów, skarbu, urzędu regulacji energetyki oraz Polskich Sieci Energetycznych.
Można by się z tym zgodzić, gdyby szczegółowe zapisy nie czyniły iluzją nadzoru ze
Transformacja za 14 mld
dostawcy prądu. Tymczasem 70–80 procent mocy polskich elektrowni objęte było
sztywnym systemem KDT, uniemożliwiając
liberalizację rynku. Pomiędzy PSE, elektrowniami a urzędnikami krążyły pisma...
W końcu, wiosną 2003 roku, w resorcie
gospodarki opracowano projekt ustawy znoszącej KDT i wprowadzającej w zamian
opłaty systemowe.
Urzędnicy założyli sobie, że ustawa może rozwiązać prywatne umowy i jeden akt
prawny spowoduje, że w koszu wylądują prywatne kontrakty między elektrowniami
a Polskimi Sieciami. Jest to klasyczny przykład wywłaszczenia – konstytucja oraz zasady uczciwego obrotu zobowiązują państwo
strony państwa. Firma, która dostanie na
dobry początek 14 miliardów złotych, została zwolniona z obowiązku ogłaszania przetargów, nie ma ograniczeń w wysokości wynagrodzeń pracowników itp. I cokolwiek
by robiła – nie może upaść: za jej długi
(choćby kilkumiliardowe) odpowiada
Skarb Państwa i PSE. Nadzór zerowy, odpowiedzialność peeełna!
Cały projekt opiera się na założeniu,
że za całość zapłacą użytkownicy energii.
Firmy i zwykli obywatele będą wnosić
tak zwaną opłatę systemową, co ma ograniczyć koszty funkcjonowania systemu.
Haracz nie sfinansuje całości projektu,
wymyślono więc obligacje. PROS ma je
wypowiadane umowy, wywołała
u ekspertów szok. Okazało się bowiem, że energetycy nadali sobie
prawo wyrzucania umów do kosza
niemal zawsze. Co ciekawe, zwolnili się także z pisania uzasadnień.
Jest to sprzeczne z kodeksem cywilnym i nie do przyjęcia w państwach cywilizowanych. Ciekawe
jest zdanie znalezione w jednej
z umów: „W przypadku powzięcia
wiadomości o utracie przez odbiorcę tytułu prawnego do obiektu,
w którym zainstalowany jest licznik,
zakład energetyczny uprawniony jest
do natychmiastowego rozwiązania
umowy”. To znaczy, że jeśli zakład
dowie się o zakończeniu najmu
mieszkania, ma prawo zabrać licznik. Nie jest ważne ani źródło informacji, ani jej wiarygodność
(w grę wchodzą także plotki).
Energetycy uznali także, że gdy
nie wykonają przyłącza w odpowiednim czasie, nic właściwie się nie stanie. To problem klienta. Tutaj musimy pochwalić sprywatyzowany
Górnośląski Zakład Energetyczny:
po zwróceniu uwagi wyrzucił z umów
nielegalne zapisy. Inni nie byli tak
zgodni. Zakłady Energetyczne Okręgu Radomsko-Kieleckiego nadały
sobie nawet prawo wyznaczania sądu, przed którym będą rozpatrywane spory z klientami. Oni też
uznali, że nie ma powodu zwracać
odbiorcom pieniędzy, gdy nie zostaną podłączeni do sieci. W drugą stronę zasada oczywiście nie
obowiązuje, a klienci muszą płacić
gigantyczne kary umowne... Wreszcie deser: tylko zakład energetyczny ma prawo do wiążącej interpretacji umowy. Sami napisali, sami będą wyjaśniać.
Profesor Cezary Banasiński zapowiedział kolejną kontrolę. A może czas by już wyciągnąć konsekwencje?
ANNA KARWOWSKA
sprzedawać, a za otrzymaną gotówkę wypłacać elektrowniom odszkodowania. Rząd
zabezpieczył się jednak przed niepowodzeniem emisji. Jeżeli nie znajdą się chętni, niesprzedane obligacje PROS wręczy zamiast gotówki elektrowniom. Banki zapowiedziały, że oczywiście zgodzą się na spłatę kredytów papierami wartościowymi. Grożą jednak, że będą je wyceniać o 30, a nawet 40 procent poniżej ceny emisyjnej. Elektrowniom grożą więc straty.
Według specjalistów, przyjęty przez ministra Jerzego Hausnera system niesie ze
sobą znaczne ryzyko. Wymienia się tu niepokój inwestorów i banków kredytujących
inwestycje w energetyce oraz podważenie
zaufania do Polski i jej władz. Dla konsumentów, wbrew wyliczeniom urzędników,
proponowana ustawa może oznaczać stały wzrost cen. Po pierwsze, w latach
2004–2024 pobierana będzie opłata systemowa. Po drugie, po roku 2010 wisi nad nami (według Mariana Babiucha) groźba wyłączenia trzeciej części funkcjonujących elektrowni, bo już wtedy wszyscy będą musieli
wypełniać ekologiczne normy Unii Europejskiej. Szacuje się, że może to spowodować
kolejną podwyżkę cen energii o 25–35 procent – DLA NAS! Elektrownie będą potrzebowały gotówki, a banki (bez gwarancji, że
prąd się sprzeda), kredytów nie udzielą.
Zapłacimy za prąd i jeszcze trochę ekstra – za eksperymenty.
MP
Nr 39 (186) 26 IX – 2 X 2003 r.
N
ad Krakowem wiszą
czarne chmury w postaci pazernych sióstr
norbertanek. 5 hektarów w centrum miasta, łącznie
ze stadionem Cracovii, pójdzie
„do bozi”. Na deser chcą łyknąć
7 mln zł w gotówce lub... 8 kamienic z lokatorami.
KOŚCIELNY ROZBIÓR POLSKI
rolniczymi, choć istniał na tym terenie stadion sportowy i zabudowania klubu, wzniesione na podstawie
uprzednich umów dzierżawnych
z mniszkami. Norbertanki, kiedy
władały jeszcze spornym terenem
(przed rokiem 1950), nigdy nie
dokonały zmiany przeznaczenia,
choć miały taki obowiązek pod
żądań sióstr, całkowicie wstrzymano
proces wykupu lokali. – Od wielu lat
obiecywano nam możliwość zakupu,
a nagle wszystko się urwało – słyszymy w kamienicy przy ul. Pułaskiego
21, gdzie już nawet pomierzono mieszkania. – Czy teraz oddadzą nas zakonnicom, które będą mogły podnieść
czynsz lub wyrzucić na bruk? – pytają rozgoryczeni lokatorzy, wielokrotnie zapewniani o pomocy ze strony
miasta. Czarne widmo wisi niczym
miecz Damoklesa nad setkami mieszkańców, którzy znaleźli się
Krakowianki jedne
Mimo że klasztor Sióstr Norbertanek w Krakowie już dawno dostał
rekompensatę za upaństwowione dobra (prawie 60 ha), zakonnice wciąż
żądają więcej. Czyżby dla kilku klauzurowych mniszek myśl o bogactwach
tego świata była bardziej kusząca, niż
„oblubieńcze” chwile spędzone z Jezusem na modlitwie? Trudno się
oprzeć przekonaniu, że to krakowskie ekscelencje sterują całą akcją
wyłudzeń na masową skalę.
Przypomnijmy kilka szczegółów
skandalu, w którym głównymi bohaterkami są krakowskie norbertanki („FiM” 10/2001, „FiM” 16 /2002,
„FiM” 21/2002):
Po kilku latach sporów związanych z kolejnymi żądaniami, Komisja Majątkowa umyła ręce, wydając
w marcu 2001 r. następujący wyrok: „nie uzgodniliśmy orzeczenia”.
Orzeczenie dotyczące 6 hektarów
nieruchomości w okolicy ul. Focha
(wyceniono je na 25 mln zł!), poprzedziły krwawe zajścia w środę popielcową 2001 roku, kiedy kibice klubu Cracovia stanęli w jego obronie i starli się
z policją. Ale decyzja Komisji tylko na krótko uratowała
gminny majątek przed pożarciem, dała bowiem „pannom
folwarcznym” możliwość dochodzenia roszczeń na drodze
sądowej. Nie trzeba było długo czekać. Już w sierpniu tego samego roku pazerne zakonnice
na liście żądań
sankcją karną (art. 8 dekretu
o katastrze gruntowym i budynkowym z 1947 roku).
Sąd nie przyjął argumentów pozwanych. 20 lutego 2002 r. orzekł,
że roszczenia norbertanek są usprawiedliwione, pomijając całkowicie
fakt otrzymania przez nie odszkodowania. Wskazał również w uzasadnieniu wyroku, że nieruchomości winny być zwrócone. Gdyby zaś
nie można było przywrócić własności, należy dać działki zamienne lub wypłacić odszkodowanie.
W kwietniu gmina złożyła apelację
od wyroku.
Co działo się dalej? Sąd Apelacyjny w lipcu 2002 r. zaskarżony wyrok w części dotyczącej przywrócenia własności – o dziwo! – oddalił,
tłumacząc, że mniszki nigdy nie straciły prawa własności... W sprawie terenów rozdysponowanych (obecny
hotel Orbis SA – 9259 m kw.) sąd
uchylił zaskarżony wyrok i sprawę
pozwały gminę
Kraków i Skarb Państwa,
żądając zwrotu lukratywnych
nieruchomości przy ul. Focha
(57 tys. m kw.). Sąd Okręgowy w Krakowie odstąpił od Hotel Polonia – na niego także mają apetyt norbertanki
pobrania 2 mln zł wpisowew sprinterskim tempie wyszukały najprzekazał do ponownego rozpoznago (8 procent), które powinny uiścić
lepsze kąski wśród kamienic Skarnia Sądowi Okręgowemu. Uzasadzakonnice jako strona pozywająca...
bu Państwa usytuowanych w najlepnienie było – nawet według prawniMiasto wniosło o odrzucenie poszych rejonach Krakowa i
ków – tak zawiłe, że niejeden muzwu ze względu na bezzasadność
siał sobie strzelić strzemiennego, aby
żądań i przytoczyło swoje argumenje zrozumieć. Za skandaliczne uznaty. Zarzuciło mniszkom, że zmienizażądały
ją miejscy prawnicy również podpoły podstawę prawną żądań w stoodszkodowania.
wiadanie stronie kościelnej dalszych
sunku do wcześniejszych, formułokroków: to sąd wskazał w uzasadniewanych wobec Komisji Majątkowej,
Dokładnie 6 643 800 zł bądź – alniu wyroku, co zakon ma zrobić, by
co samo w sobie dyskredytuje droternatywnie – przyznania im ośmiu
osiągnąć swój cel, czyli że ma żądać
gę sądową. Przypomniało również,
konkretnych kamienic. Sąd Okręgowydania nieruchomości lub uzgodże siostry już dostały zadośćuczywy co prawda zawiesił rozprawy
nienia treści księgi wieczystej z rzenienie w postaci 60 ha nieruchomodo momentu wydania terenów kluczywistym stanem prawnym. Sąd
ści. Władze miasta zanegowały arbu i stadionu Cracovii zakonniApelacyjny stwierdził, że niższa ingument sióstr, że przejęto grunty
com, te jednak zaskarżyły decyzję
stancja wydała wyrok z naruszeniem
i Sąd Apelacyjny we wrześniu br.
z pogwałceniem ustawy o dobrach
art. 318 kpc, który dopuszcza wydaprzychylił się do ich opinii. Spra„martwej ręki”, ponieważ nieruchonie wyroku tylko wtedy, gdy pozowa może toczyć się równolegle.
mość nie podlegała upaństwowieniu.
staje do rozpoznania wysokość roszPrzejęcie terenów, gdzie znajduSporne grunty były w chwili przejczenia. Na to wszystko norbertanki
je się stadion i klub Cracovia, jest
mowania przez państwo terenami
9
kwestią kilku miesięcy. Nie wiadomo, co stanie się z najstarszym
w mieście klubem, który istnieje
od 1906 r. Trwają zakulisowe rozmowy czarnych dam, krakowskiej
kurii oraz klubu i miasta, które
ma 70 procent udziałów w klubie i to na nie spadnie zadanie
niedopuszczenia do likwidacji
Cracovii. Raczej absurdalne wydaje się wyrzucenie klubu przez
nowe właścicielki. – Im zależy
na intratnej dzierżawie i wykorzystaniu terenów przylegających,
z których mogłyby pompować na
konta klasztoru ogromną kasę
– mówią działacze krakowskiego
klubu. Jak nam powiedział Adam
Zięba, prezes KS Cracovia, sytuacja jest niewesoła. Wszystkie projekty modernizacji stadionu zostały zawieszone, oczywiście nie ma mowy
o żadnym (planowanym) centrum
sportowo-rekreacyjnym czy handlowym... Chyba że siostrunie będą chciały wybudować sobie market lub sprzedadzą tereny na działalność komercyjną. Czas pokaże, my napiszemy.
Również tylko kwestią czasu jest
ostateczny wyrok sądowy w sprawie
odszkodowania, jakiego żądają mniszki za teren, na którym stoi hotel Cracovia. Miasto ma twardy orzech do
zgryzienia: albo wypłaci prawie 7 mln
zł, albo odda osiem kamienic z lokatorami.
Wielu mieszkańców zagrożonych
domów mieszka w nich od pokoleń.
W większości, wraz z pojawieniem się
norbertanek. – Wszyscy obiecywali
(Skarb Państwa, urząd miasta), że to
tylko kwestia czasu, że kamienica
przeszła na własność gminy, a były
właściciel przebywający w USA dostał odszkodowanie. Niestety, wciąż
żyjemy w niepewności, co się z nami stanie – żalą się lokatorzy. Bronią się rękami i nogami, byle nie
zostali podarowani mniszkom. Były
już listy protestacyjne do prezydenta miasta, były rozmowy... I nic.
– Władza zapewnia, że będzie
bronić lokatorów – mówi mieszkanka kamienicy przy ul. św. Benedykta 11, po rozmowie z prezydentem,
Jackiem Majchrowskim. – Mam
nadzieję, że miasto dotrzyma słowa
i w końcu będziemy mogli wykupić
mieszkania, w których żyjemy, mieszkamy i remontujemy od kilku pokoleń – słyszymy w kamienicy przy
ul. Grunwaldzkiej 16. Przy ul. Lwowskiej 4 załamują ręce: – Co z nami
będzie, przecież dopiero co robiono
remont, a teraz chcą się nas pozbyć?
Według mieszkańców, Kościół planuje przy ul. Szujskiego 6 budowę
hotelu lub sal wykładowych dla Papieskiej Akademii Teologicznej. Niewesołe miny mieli również lokatorzy
przy Rynku Kleparskim 12. Przy ul.
Mitery 12 mieszkańcy nawet nie wiedzą, że norbertanki mają chrapkę na
ich kamienicę. Na liście żądań norbertanek znalazła się także kamienica najbardziej ekskluzywna, w której mieści się obecnie hotel „Polonia” – ul. Basztowa 25/Pawia 2.
Niecały hektar nieruchomości
pod hotelem Cracovia (który rzekomo straciły) norbertanki wyceniły na prawie 7 mln zł. – To nieporozumienie. Te tereny są warte może
800 tysięcy – słyszymy w Urzędzie
Miasta. Sprytne zakonnice skorzystały przy wycenie ze skandalicznego wewnętrznego protokołu Komisji Wspólnej Rządu RP i Konferencji Episkopatu Polski, podpisanego
22 czerwca 2001 r. przez Longina
Komołowskiego, ówczesnego wiceprezesa Rady Ministrów, i arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego. Zgodnie z tym zapisem za niewiele warte poletka państwo musi płacić odszkodowania wielokrotnie przekraczające rzeczywistą wartość utraconych majątków.
Wkrótce w Krakowie wybuchnie
burza, oczywiście skutecznie przemilczana przez inne media. Na razie panuje złowroga cisza. Ustawa
państwo–Kościół premiera Rakowskiego z 1989 r. otwarła duchowieństwu wrota do budowania ziemskiego raju... JAROSŁAW RUDZKI
Fot. Autor
10
OBLICZA RELIGII
Pastor w spódnicy
Wiera Jelinek z Zelowa to pierwsza
w Polsce ewangelicka kobieta
pastor. Kościół katolicki nadal widzi
panią Jelinek wyłącznie wśród
garów i pieluch.
To był historyczny dzień: 7 września 2003 r. kobieta została ordynowana pastorem Kościoła ewangelicko-reformowanego. Jej ordynacja ściągnęła do
Zelowa duchownych z całego świata (zaproszeni
duchowni katoliccy nie przybyli), w tym kobiety, m.in.
z Anglii i Stanów Zjednoczonych. Wiera Jelinek (fot. 1)
ma 43 lata, pochodzi z zelowskiej rodziny Smetanów.
Zanim została pastorem,
przeszła długą drogę z rodzinnego domu, pełnego
wspomnień o losach prześladowanych braci czeskich...
– Rodzice i dziadkowie
wpoili mi głęboką wiarę i nauczyli angażować się w codzienne życie parafii i społeczności, w której mieszkam. Tak było od dziecka. Gdy kończyłam liceum
i zbliżała się matura, musiałam wybrać zawód. Szkoła Biblijna była za daleko i okazała się niezbyt realna. Wybór padł na medycynę – leczenie ciała. Ale
„ktoś” chciał inaczej. Oblałam egzaminy wstępne;
wtedy Mirosław, mój przyszły mąż, też pastor, szczerze przyznał, że modlił się, bym poszła w jego ślady.
W 1979 roku Wiera rozpoczęła studia w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie, choć
decyzja nie była łatwa. – Praca z żywym słowem
i drugim człowiekiem była moim marzeniem – wspomina po latach, ale zaraz dodaje: – Nie przystawało to do ówczesnej rzeczywistości. W tamtych czasach rola kobiety w Kościele ograniczała się do wolontariatu.
P
anteiści – ludzie oddający cześć Naturze,
w której upatrują emanacji swych bogów
– spotkali się na VI Światowym Kongresie Religii Etnicznych. Jak co roku – w Wilnie.
Podczas pierwszego kongresu WCER (World
Congress of Ethnic Religions) w roku 1998 przedstawiciele 16 krajów przyjęli deklarację: „My, delegaci WCER (...) zebraliśmy się, by wyrazić naszą
solidarność ze wszystkimi etnicznymi, rodzimymi lub
tradycyjnymi religiami Europy i innych regionów świata (...). Powołujemy WCER, by pomóc wszystkim
grupom religii etnicznych przetrwać i umożliwić im
wzajemną współpracę. Nasze motto brzmi: Jedność
w różnorodności”.
Religie etniczne – zwane też naturalnymi – to
systemy światopoglądowe, które wyrosły w drodze
wieloletniej ewolucji ludzkiej myśli. Większość posiada wspólne cechy: ubóstwienie Natury, szacunek
dla ziemi (szczególnie
ojczystej), celebrowanie wspólnoty. Niezależnie od miejsca,
w których występują,
ze swej istoty i historii stoją w opozycji do
tzw. religii monoteistycznych, czyli objawionych, stworzonych
(bądź skodyfikowaGreckie naczynie na kanych) przez jednego
dzidło
człowieka i – z reguły
Jednak informacje nadchodzące m.in.
z Norwegii, czy z USA, gdzie już w latach
60. kobieta pastor nie była czymś wyjątkowym, nie dały jej przez lata spokoju. Pomagała mężowi, pastorowi w zelowskim zborze, dzieci uzyskały maturę, a pani Wiera
ukończyła studia. Dziś twierdzi, że to wszystko trwało stanowczo za długo, że czuje się
zmęczona czekaniem.
– W zborze zelowskim pracujemy oboje od 21 lat. Mąż otrzymał godność pastora od razu po zakończeniu studiów teologicznych; mnie spotyka to dopiero teraz.
Pani Wiera mówi o tym wszystkim
z goryczą, bo gdyby mieszkała w każdym innym kraju europejskim, już
dawno mogłaby być w swoim Kościele pastorem i ubiegać się o własną parafię.
Nastawiona na bezustanną pracę dla najbliższych i parafian, ta elegancka kobieta
zwykle ma bardzo mało cza1
su dla siebie. Nawet dziennikarzy, masowo pojawiających
się w miasteczku, by porozmawiać z pierwszą w Polsce ewangelicką kobietą pastor, odsyła grzecznie do
Internetu.
O pracy w parafii nie
chce mówić zbyt wiele,
chętniej opowiada o roli
kobiet w Kościele. Przypomina, że u progu chrześcijaństwa kobiety spełniały wiele funkcji duszpasterskich i stanowiły
część kleru. Z czasem, gdy
funkcja kapłańska zaczęła ograniczać się do sprawowania ofiary mszy, kobiety zostały odsunięte.
– narzuconych innym.
WCER zastrzega, że poza sferą jego zainteresowania leżą wszelkie systemy oparte na teoriach
okultystycznych oraz synkretyczne tzw. nowe ruchy
religijne – sekty i grupy
z nurtu New Age.
Ciekawe, że kierujące się zasadą poszanowania
bogów innych ludów religie etniczne traktowane
były przez te wielkie i objawione nie tylko jako pogańskie. Z czasem termin „poganin” nabrał absolut-
2
4
5
W czasach, gdy rozumiemy
i uznajemy, że różnorodność
flory i fauny jest niezbędna
dla przetrwania natury, takie samo przekonanie powinniśmy odnieść do ludzi:
przez wieki kultury etniczne
były zmiatane z powierzchni ziemi w imię niesprecyzowanej »lepszej« kultury lub
wiary. Często działo się to
(i nadal dzieje) poprzez brutalną fizyczną eliminację”.
– A przecież – dodaje
– Bóg stworzył człowieka
w podwójnej postaci – kobiety i mężczyzny.
Na konferencji kobiet
ze Światowej Federacji
Luterańskiej w Madison
(USA) w 1977 r. padło
pytanie: Co ulegnie zmianie, jeśli kobiety podejmą urząd duchowny? Pastor Eva Zbolai-Scekme
odpowiedziała, że osobliwości
kobiet (z natury opiekuńczych
się z biednymi, uciskanymi
tych słów podczas niedzielnej
5) nawiązał bp Kościoła ewan
go, Marek Izdebski, mówiąc
okresem nowej cywilizacji miło
bieta potrafi kochać drugiego
rody, naturę, troszczyć się o ś
Zdaniem Mirosława Jelin
ry, u którego żona będzie wikar
razie pierwsze kroki; ich wspó
– na płaszczyźnie religijnej – do
– Czy inne kobiety pójdą
my panią pastor.
– Myślę, że tak, choć ich d
Boję się o ich przyszłość, ale
ludzi całe
zamiar do
nizacji po
przy ONZ
Obrady
Święty ołtarz na Wzgórzu Giedymina
Poganie wszystkich krajów
nie negatywnego znaczenia (dzikus), a nawet zaczęto nim określać każdego innowiercę. Za czym, oczywiście, szedł absolutny nakaz jego nawrócenia.
WCER – legalna organizacja zarejestrowana na
Litwie jako instytucja publiczna – skupia przedstawicieli religii etnicznych z Litwy, Łotwy (Romuwa, religia Bałtów), Islandii, Szwecji, Norwegii, Danii (Asatru), Niemiec, Austrii (Osteriker, tradycje germańskie),
Polski, Rosji, Ukrainy, Białorusi (Rodzima Wiara
Słowian), Indii, Pakistanu (hinduizm, braminizm, sikhowie) Wielkiej Brytanii, Francji, Belgii (tradycje celtyckie, romańskie, normańskie), Grecji, Włoch, Hiszpanii, Japonii (religia shinto), Ameryki. WCER uważa, że „religiom etnicznym grozi dziś zupełny zanik.
Delegatki z USA, Litwy, Białorusi i Austrii z naczyniami obrzędowymi
tyn „The Oaks” (ang. Dęby), w
bieżących przedstawiane są tra
ludów i sytuacja wyznawców ro
Członkowie litewskiej Romuw
nia obrzędowych pieśni
Dlatego jej celem jest upowszechnianie wiedzy edukacyjnej na temat etnicznych kultur i ich religii, przy
jednoczesnym propagowaniu zaufania i tolerancji dla
Nr 39 (186) 26 IX – 2 X 2003 r.
Kobiety w kościołach protestanckich
6
3
ią urzędu duchownego
h) będzie utożsamianie
i zapomnianymi. Do
ordynacji (fot. 2, 3, 4,
ngelicko-reformowanec, że wiek XXI będzie
ości. Któż lepiej niż koczłowieka, świat przyśrodowisko naturalne?
nka (fot. 6), męża Wierym, kobiety stawiają na
ółpraca z mężczyznami
opiero się zaczęła.
w pani ślady? – pyta-
droga nie będzie łatwa.
liczę jednocześnie, że
ego świata. WCER ma
ołączyć do sieci orgaozarządowych (NGO)
Z. Wydaje także biuleWCER
w którym obok spraw
adycje poszczególnych
odzimych religii.
wy podczas śpiewa-
XVI-wieczni reformatorzy – mimo głoszenia zasady powszechnego kapłaństwa wszystkich wierzących – początkowo nie brali pod uwagę możliwości dopuszczenia kobiet do ołtarza. Pierwszą
kobietą, która ukończyła studia teologiczne i została ordynowana na pastora w roku 1853, była Antoinette Brown z Kościoła kongregacjonalnego w USA. Do wybuchu I wojny światowej
godność pastora otrzymało kilka kobiet.
W Holandii pierwszy taki przypadek odnotowano w 1922 r. Podczas II wojny światowej, gdy
znaczna część duchownych płci męskiej znajdowała się na froncie, zaczęto w Niemczech
dopuszczać do posług duchownych także kobiety. Dziś zjawisko to objęło protestanckie kościoły zarówno Europy jak Azji i Afryki. W Polsce do 14 września br. żaden z Kościołów ewangelickich nie mógł się zdecydować na równouprawnienie.
Polski Kościół ewangelicko-reformowany należy
do rodziny kościołów wywodzących się ze szwajcarskiego nurtu Reformacji XVI stulecia. Dysponuje 10 parafiami i 6 placówkami dojazdowymi.
W samym Zelowie jest pół tysiąca wiernych.
RYSZARD PORADOWSKI
może świat stanie się normalniejszy i za kilka lat nikt
już nie będzie zwracał uwagi na płeć sług Bożych.
Obawy nowej pani pastor są w pełni uzasadnione, o czym podczas uroczystości mówił z żalem
biskup Izdebski. W związku z ordynacją Wiery Jelinek już odezwały się głosy, że jej nominacja może przyczynić się do ochłodzenia stosunków między Kościołem ewangelicko-reformowanym a katolickim.
Wiera Jelinek twierdzi, że w jej dotychczasowym
życiu nic się właściwie nie zmieni. Nadal przecież
będzie żoną i matką. Jako pastor zyskała jedynie
możliwość udzielania sakramentów chrztu i komunii, czego jako katechetka czynić dotąd nie mogła.
Dla polskich księży katolickich i ich poddanych to
i tak wielki szok.
BARBARA SAWA
Fot. Autor
Tegoroczny zjazd w Wilnie odbywał się w pomieszczeniach Biblioteki Akademii Nauk i korzystał
z gościnności Rady ds. Ochrony Kultury Etnicznej
przy Litewskim Parlamencie – przy znacznym (i przychylnym!) zainteresowaniu litewskich
mediów.
Obrady rozpoczął poseł na Sejmas (litewski sejm), Gediminas
Jakavonis: – Świat ma wiele religii, wiele kultur i wiele imion bogów.
Jednak my szanujemy, wierzymy,
poddajemy się i modlimy do tego samego jedynego źródła życia całego
świata i ludzkości, które stymuluje
siłę twórczą wszystkich ludów.
W czasie konferencji wystąpili
m.in. przedstawiciele „neopogan”
z Francji, Danii, Szwecji, Grecji
i Białorusi (tu wyznawcy rodzimej wiary, aby kultywować swoje święta muszą potajemnie wyjeżdżać
za miasto i kryć się w lasach, gdyż nadal grozi im
uwięzienie), a także delegat sikhów. Delegacja polska przedstawiła wykład na temat pojmowania przez
Słowian roli religii i rytuałów.
W skład nowej rady WCER – po raz pierwszy
w jej historii – wszedł przedstawiciel krajów słowiańskich, czyli niżej podpisany. A wileńskie Wzgórze
Giedymina stało się świadkiem rytuału ognia – przy
zachodzącym słońcu zgodnie pobrzmiewała greka,
niemiecki, litewski, jeden z języków Indii i wiele innych...
IGOR GÓREWICZ
Fot. Autor
P
apieska (czyli ścisła)
klauzura obowiązuje
w Polsce w mniej
więcej dziewięćdziesięciu
klasztorach, które należą do
kilkunastu żeńskich zakonów
kontemplacyjnych. Ich jedynym celem jest wspomaganie Kościoła modlitwą i pokutą. W absolutnym odcięciu od świata przebywa półtora tysiąca kobiet. Kamedułki, klaryski, karmelitanki
bose, redemptorystki, wizytki i wszystkie pozostałe amatorki pustelniczo-pokutnego życia Watykan nazywa ozdobą Kościoła i zdrojem łask niebieskich.
Reguły w poszczególnych zakonach klauzurowych różnią się mało istotnymi szczegółami. Przepisy regulują tam
dokładnie wszystko, włącznie z rodzajem ogrodzenia i zamków w drzwiach. Mury klasztorne wolno siostrom opuścić
tylko w nadzwyczajnych sytuacjach, określonych przez
prawo kościelne i zakonne. Te „stany wyższej konieczności” to choroba wymagająca specjalistycznego leczenia szpitalnego (w klasztorach mają własny gabinet lekarski i stomatologiczny), głosowanie, zagrożenie życia (np. pożar) lub pogrzeby rodziców. Oczywiście, wszystkie tego rodzaju przypadki zdarzają się
sporadycznie.
Mimo wszystko ktoś musi zachowywać łączność
z normalnym światem i troszczyć się o tak przyziemne sprawy jak pieniądze czy codzienne zakupy. Wszystkie sprawy administracyjne, zakupy oraz obsługa gości należą do tzw.
sióstr zewnętrznych,
które nie składają ślubu klauzury.
Dzień mniszki,
który zwykle rozpoczyna się pobudką o godz.
5 i kończy o 22 – w całości podporządkowany jest modlitwie. Modły mogą zajmować
nawet siedem godzin.
Benedyktynki kontemplacyjne, zmieniając się co godzinę, przez całą dobę adorują Najświętszy Sakrament. Klaryski poświęcają się modlitwie w intencji różnych spraw świata oraz modlą się za
wszystkich, którzy modlić się nie potrafią lub nie chcą. Kar-
11
Więzienie
na własne
życzenie
melitanki swoje apostolstwo realizują
przez żarliwą modlitwę wstawienniczą
za cały Kościół, zwłaszcza za kapłanów
i teologów.
Resztę czasu wypełniają mniszkom
obowiązki związane z własnym utrzymaniem i praca zarobkowa (np. pieczenie
komunikantów, szycie i haftowanie szat
liturgicznych itp.), traktowana jednak
bardziej jako misja i rozrywka niż źródło dochodów. I tak bowiem utrzymują się z ofiar składanych na klasztor.
W ciągu dnia w klauzurze obowiązuje milczenie względne, wszelkie porozumiewanie się możliwe jest tylko
szeptem i w sprawach koniecznych. W nocnych godzinach
ścisłego milczenia nawet i to
jest zakazane. Jedyną rozrywką klauzurowego życia są tzw.
rekreacje po obiedzie i po kolacji (około dwóch godzin
dziennie), kiedy siostry mogą
sobie swobodnie porozmawiać.
W najsurowszej z reguł dotyczącej kamedułek (na całym
świecie posiadają zaledwie kilkanaście klasztorów, z tego aż
dwa w Polsce) tzw. rekreacja
przysługuje jedynie raz w tygodniu – w niedzielę.
W zależności od zakonu dopuszczalne bywa czytanie
gazet (tylko wybrane tytuły prasy katolickiej), słuchanie Radia Watykańskiego, a nawet – wyjątkowo – oglądanie w telewizji uroczystości z udziałem papieża. Wszelkie nośniki
informacji są dobierane tak, żeby „nie rozpraszały atmosfery życia kontemplacyjnego”.
Najbliższa rodzina może odwiedzić
mniszkę dwa, trzy razy w ciągu roku, nigdy jednak w czasie adwentu i wielkiego postu. Spotkania odbywają się
w rozmównicy, w której gęsta drewniana krata rozdziela od siebie obie strony.
Milczenie, samotność i całkowity brak
kontaktów ze światem zewnętrznym – to
praktyki mające prowadzić do zjednoczenia z Bogiem, który mieszka podobno w drugim człowieku... W zakonach klauzurowych rezygnuje się dosłownie ze wszystkiego po to tylko, aby oddawać się nikomu
niepotrzebnej pokucie za wyimaginowane winy. Na „radosne pełnienie pokuty” składają się posty, nocne czuwania i umartwiania zarówno ciała, jak i umysłu. Oprócz
postów nakazanych przez Kościół nie brak różnych postów zakonnych, a ponadto mniszki poszczą w różnych
szczególnych intencjach (np. ofiar kataklizmów, pokoju
na świecie, za misje itp.). Regularnie ćwiczą się w ograniczeniach i dyscyplinie. Noszą włosiennice i stosują biczowanie. Do tego dochodzi publiczne wyznawanie grzechów przed całą wspólnotą, połączone z padaniem na
twarz, czyli tak zwana kapituła win.
Do końca lat 70. klasztory klauzurowe cierpiały na
chroniczny brak powołań. Sytuacja zmieniła się po wyborze Polaka na papieża. Jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać nowe fundacje. W ciągu zaledwie dwóch
dekad w Polsce zbudowano kilkadziesiąt domów zakonnych. Jak dotąd – najbardziej przedsiębiorcze okazały się karmelitanki bose, które mają
obecnie 27 placówek. Szerzej jednak
znana jest bezwzględność, z jaką odbierają średniowieczne własności klasztorne (np. w Krakowie). Siostrom klauzurowym winniśmy wdzięczność choćby za to, że modlą się także za prześladowców Kościoła...
ANNA KALENIK
Fot. Alex Wolf
12
Pedofil karierowicz
K
siądz Daniel Pater z parafii św. Karola w Kettering w stanie
Ohio ma dwu aniołów stróżów. Oprócz prywatnego, do którego się mówi: „Ty zawsze przy mnie stój”, Pater ma jeszcze jednego: Watykan.
Stróż watykański baczył, by niedole omijały wiernego sługę, a kariera nie doznawała uszczerbku ani
zahamowań. Było to wielce pożądane, bo ks. Pater sam się o kłopoty prosił. Podczas siedmioletniej służby duszpasterskiej u św.
Karola kapłan molestował seksualnie 14-letnią dziewczynkę.
Dziś mamy w USA ciężkie czasy dla księży o tego rodzaju namiętnościach. Ale Pater korzystał
ze specjalnej ochrony. Kiedy ofiara oskarżyła go o przemoc seksualną w warunkach recydywy, ks. Pater przyznał się do molestowania,
a jego adwokaci (w roku 1995) załatwili sprawę ugodą i włos mu
z głowy nie spadł. Mało tego, ks.
Daniel (już monsignore) został
uhonorowany posadą w dyplomacji watykańskiej i awansował na stanowisko zastępcy szefa misji Watykanu w Indiach.
„Watykan znał jego sprawę”
– twierdzi rzeczniczka prasowa archidiecezji Cincinnati, Tricia Hempel.
Ówczesny bezpośredni zwierzchnik Patera, proboszcz Lawrence
Breslin informuje, że dwukrotnie
kontaktował się w jego sprawie
z Watykanem i rozmawiał z biskupem Jamesem Harveyem, długoletnim notablem w branży spraw zagranicznych Stolicy Apostolskiej,
a obecnie szefem osobistego personelu papieża. Biskup zapewnił go,
że informacja została przekazana
komu trzeba. Dziś Harvey mówi
dziennikarzom, że wiedział, iż są
pewne problemy z ks. Paterem, ale
nie znał szczegółów: „(...) Przyjąłem, że wszystko jest OK, że wszystkie oskarżenia były fałszywe”. Mając
takich szefów można naprawdę daleko zajść, i to nie wyrzekając się
upodobań do seksu z nieletnimi,
za które inni nieboracy płacą co najmniej wieloletnim więzieniem (stosunek z 14-latką to według prawa
USA „ustawowy gwałt”. Właśnie
skazano w Stanach świeckiego gwałciciela 8-latki na karę śmierci!
Jedyną przykrością, jaka spotkała monsignore Patera, była konieczność rezygnacji z dotychczasowej
posady. Jednak, wedle danych archidiecezji Cincinnati, wciąż jest on
księdzem cieszącym się dobrą opinią...
L.F.
Arcybiskup winny
Z
amieszanemu w afery gospodarcze („Stella Maris”) arcybiskupstwu gdańskiemu złej sławy pozazdrościło najwyraźniej inne
katolickie arcybiskupstwo – w morawskim Ołomuńcu.
Biznesmen Jaroslav Grmolec
wygrał właśnie proces z firmą Piwnice Arcybiskupie, należącą do
abp. Jana Graubnera. Grmolec
posiada nieco starszą firmę o niemal identycznej nazwie (Arcybiskupie Piwnice Winne), także
z kościelnym udziałem, ale mniejszościowym. Kiedy arcybiskup
Graubner zorientował się, jakie interesy można robić na winie, założył własne przedsiębiorstwo, które poprzedniemu ukradło etykiety
i znak handlowy. Na procesie dyrektor kościelnej firmy złodziejki
(niestety, nie arcybiskup...) dostał
osiem miesięcy w zawieszeniu,
a czeka go jeszcze proces o odszkodowanie – przynajmniej równowartości 210 tys. złotych. I pomyśleć, jak się historia powtarza:
ileż to lat temu niejaki papież
rzymski ukradł niejakiemu Jezusowi z Nazaretu i jego spadkobiercom etykiety i znak firmowy
dobrze prosperującego biznesu.
Też poszło m.in. o wino, klientów i duże pieniądze. Procesu
o odszkodowanie jak dotąd nie
było.
A.C.
Poszli won!
G
Nr 39 (186) 26 IX – 2 X 2003 r.
ZE ŚWIATA
orące uczucia wobec biurokratów żywi nie tylko zwykły obywatel, ale i pomniejsi urzędnicy. Przynajmniej w Czechach.
Gmina Jindrzichowice koło Liberca wprowadziła zwyczaj, że na
jej terenie mogą się pojawić tylko
ci urzędnicy państwowi, którzy mają zaproszenie albo uprzednio zgłosili swój przyjazd (prywatnie też mogą). Dla niezapowiedzianych „gości”, choćby samego prezydenta,
przewidziano cennik. Godzina rozmowy ze starostą kosztuje 1000 koron, ze zwykłym urzędnikiem – 500.
Kara za złamanie zakazu i nielegalny wjazd to 1000 koron. Niby niewiele, ale zawsze coś dla gminy kapnie. Zdaniem gminnej rady, 80 proc.
czasu pracy zajmuje lokalnym samorządowcom wykonywanie biurokratycznych poleceń państwowych,
a tylko 20 proc. zostaje na sprawy
najważniejsze, czyli samorządowe.
Stąd ten pomysł... Zdaniem prawników – bezprawny.
H.J.
Oto kulisy porozumienia
między archidiecezją
w Bostonie, a ofiarami
przemocy seksualnej
ze strony jej księży.
Archidiecezja (przed miesiącem
zarzekała się, że nie da grosza więcej niż 55 mln) zgodziła się wypłacić tytułem odszkodowań 85 mln
dolarów. Jest to jak dotąd najwyższa rekompensata wydarta Kościołowi za krzywdy doznane od jego
funkcjonariuszy. Wprawdzie w Dallas ława przysięgłych zasądziła od
tamtejszej archidiecezji 120 mln dla
11 ofiar ks. Rudy’ego Kosa, ale
w postępowaniu odwoławczym poszkodowani zgodzili się zaakceptować kwotę czterokrotnie niższą.
W Kalifornii przyznano 30 mln dwu
braciom gwałconym przez księży
diecezji Stockton, ale otrzymali 11
mln. Drugie co do wysokości
wypłaty porozumienie zapadło
w czerwcu w Louisville, gdzie 243
ofiary pedofilii duchownych dostały 25,7 mln dolarów.
Molestowani przez księży z Bostonu nie zrobią jednak podobnego biznesu: wysokość odszkodowań
na głowę waha się od 80 do 300 tys.
dolarów. Wśród przypadków pedofilii wykrytych w archidiecezji bostońskiej były sprawy wyjątkowo
drastyczne, na przykład wyciąganie chłopców z lekcji religii przez
księdza i gwałcenie ich w konfesjonale. Inny ksiądz uwodził dziewczęta
uczące się na zakonnice, przekonując je, że w jego osobie materializuje
się „drugie zstąpienie Chrystusa na
Kościół... płaci!
sprawy z zastrzeżeniem, że
przysługuje im 33 proc. wygranego odszkodowania
i zwrot poniesionych kosztów (zwykle ok. 2 proc. całej kwoty). Jeśli nie dojdzie
do wypłaty odszkodowania,
oni też nic nie dostają. Organizacja reprezentująca
ofiary, Coalition of Catholic and Survivors, orzekła, że
prawnicy mają wielkie zasługi w ujawnieniu skandalu.
Nowy arcybiskup Bostonu, Sean O’Malley, który zajął miejsce zmuszonego do
rezygnacji i doszczętnie skompromitowanego (choć wciąż
Wielebny Rudy Kos (po prawej) i dwu- cieszącego się względami
nastoletni J. Lemberger, ofiara jego i przyjaźnią papieża) kardynadługoletniego molestowania. Chłopak ła Bernarda Lawa, oświadpopełnił samobójstwo w wieku 21 lat czył, że archidiecezja zapożyczy się, sprzeda część posiadanych nieruchomości i wynegocjuziemię”. Kolejny kapłan zrobił koje wyższe płatności od firm ubezpiebiecie dwójkę dzieci, a potem, gdy
czeniowych. Porozumienie nazwał
przedawkowała leki, zostawił ją ko„odpowiedzią na swe modlitwy”. Jednającą bez pomocy.
nak w homilii 13 września ani słoNiektóre z 552 ofiar są rozgowem o ugodzie nie wspomniał...
ryczone faktem, że 30 mln z całej
kwoty zgarnie 57 reprezentujących
Prokurator generalny stanu Masich adwokatów. Prawnicy wskazusachusetts, Thomas Reilly, komenją, że sformułowanie oskarżenia
tując wynegocjowane porozumienie,
przeciw Kościołowi i doprowadzestwierdził, że przemoc seksualna
nie do porozumienia wymagało niemogła trwać dzięki „instytucjonalzliczonych godzin pracy, czemu sanemu przyzwoleniu” Kościoła, któme ofiary nigdy by nie podołały.
rego liderzy „odpowiadają za nieNie byłyby też w stanie płacić adwybaczalne błędy na masową skawokatom za godziny. W tego typu
lę”.
TOMASZ WISZEWSKI
przypadkach prawnicy przyjmują
Fot. archiwum
K
ościół – jak wiadomo z wielokrotnych, uroczystych zapewnień jego przedstawicieli – nie angażuje się w politykę ani nie usiłuje wpływać na
decyzje władz świeckich. Tylko religia, wiara, życie
po życiu. Wiadomo: królestwo nie z tego świata.
Za Polakami
I doprowadzić do jego obalenia, bo tak chce Kościół,
a więc Bóg.
Gdyby ktoś miał jakieś wątpliwości, to rozwieje je
znajdująca się w pakiecie agitacyjnym odezwa Serrin
Foster – „Kobieta zasługuje na coś lepszego niż aborcja”. W komplecie materiałów propagandowych znajdują się także broszurki, których celem jest obnażanie wypadków skracania przez lekarzy cierpień osób śmiertelnie chorych i dowodzenie, że klonowanie jest sprzeczne z „godnością ludzką”. Gdyby ktoś dał się nabrać
wierutnym bzdurom szerzonym przez świecką naukę,
że nadmierny przyrost naturalny zagraża ziemi, wróci na
drogę prawdy po przyswojeniu broszury „Mit o przeludnieniu i ludzie, którzy go szerzą”. Teraz czytelnikowi pozostaje napić się z krynicy wiedzy ostatniej ulotki,
która pouczy o politycznej odpowiedzialności katolików
i zaszczepi imperatyw wcielania wartości katolickich.
Tak przygotowany może zacząć budować królestwo
Boże w Ameryce, obalając pod katolickim przewodem bezbożne, świeckie ustawy i sprzeciwiając się
grzesznym prawom. Aby było rajsko – jak w Polsce.
T.W.
Kościół jak koń: jaki jest, każdy widzi. I słyszy. Jeśli myśli. Chociaż odrobinę. Przy Konferencji Biskupów
USA od ponad 30 lat funkcjonuje Secretariat for Pro-Life Activities. Gdyby istniał zwyczaj nazywania rzeczy po imieniu, ów „sekretariat” powinien się nazywać
Ośrodek Tajnego Sabotowania Poczynań Cywilnych
Władz Ustawodawczych, Wykonawczych i Sądowych,
nie Pasujących do Kościelnych Wytycznych. Sekretariat realizuje program „Respect Life”, który, jak deklaruje, „dostarcza informacji o nauczaniu Kościoła oraz
godności ludzkiego życia”. Udział jest obligatoryjny
dla wszystkich 195 diecezji amerykańskich, a polega
głównie na dystrybucji materiałów
nadsyłanych z Sekretariatu.
Motto tegorocznego programu
brzmi: „Życie jest cudem”. Prezes Pro-Life Activities Committee,
kard. Bevilaqua objaśnia: „Ta prosta prawda wydaje się dziś często
We Włoszech jak w Polsce
zapominana”. Wiodącym materia– prawie 90 proc. obywateli dełem agitacyjnym jest opracowanie
klaruje się jako katolicy. Tyle,
Susan Wills „Prawne przyczyny odże całkiem papierkowi.
rzucenia legalności aborcji”. Wills
Do kościoła chodzi tylko 30
z wprawą rasowego wywrotowca kreproc. wierzących Włochów. 20 proc.
śli 10 przyczyn, dla których należy
przyznaje, że nigdy się nie modliniezwłocznie przeciwstawić się prało. Spada też liczba ślubów kościelwu amerykańskiemu zatwierdzonenych: w 2001 roku zawarto ich
mu decyzją Sądu Najwyższego USA.
Papa mia!
o kolejne 10 proc. mniej niż rok
wcześniej. Rekordy biją północne
Włochy: wśród dzieci pochodzących
z katolickich rodzin są takie, które
nie potrafią się przeżegnać, a nawet takie, które nie wiedzą, kim był
Jezus. Bywają „katolicy”, którzy nie
chrzczą dzieci. Jak donosi KAI, na
peryferiach Mediolanu aż 60 proc.
uczniów szkół podstawowych nie
ma pojęcia o fundamentalnych symbolach katolicyzmu. Papa nie dopatrzył?
PaS, A.C.
Nr 39 (186) 26 IX – 2 X 2003 r.
T
rwają na świecie deliberacje, czy Kościół podejmuje
skuteczne działania i środki, by przezwyciężyć konsekwencje skandalu pedofilskiego, wyrugować zboczeńców i przestępców seksualnych z szeregów kleru i odzyskać autorytet moralny.
Aby to jednak nastąpiło, ludzie u jego steru
muszą w pełni pojąć, co
się stało i przyjąć to do
wiadomości. Są z tym poważne problemy.
Arcybiskup Julian Herranz,
przewodniczący Rady Pontyfikalnej
ds. Interpretacji Dokumentów Ustawodawczych i pełniący funkcję prokuratora generalnego Watykanu, już
wcześniej dał w publicznych wypowiedziach dowody, że dominującą reakcją na ujawnienie afery pedofilskiej
– tajemnicy pilnie strzeżonej przez
hierarchów – było u niego rozgoryczenie, że Kościół jest krytykowany. Konsekwencją tej postawy była chęć zdemaskowania i napiętnowania... „inicjatorów nagonki”.
Od tamtych wypowiedzi minął rok
z okładem, wiele się
wydarzyło, był czas na
ochłonięcie z emocji
i refleksje. 25 sierpnia
ukazał się na łamach rzymskiego
dziennika „La Repubblica” nowy wywiad z 73-letnim Herranzem. Arcybiskup ani na jotę nie odstąpił od
swych interpretacji.
Spytany przez dziennikarza, czy
Stolicy Apostolskiej udało się stawić czoła problemowi pedofilii
W
Bez przebaczenia
w Kościele, abp Herranz odpowiada:
„Nie rozumiem, dlaczego mówi się tylko o pedofilii w Kościele, tak jakby
ktoś pragnął skalać jego wizerunek
i pozbawić go siły moralnej. Pedofilia
tylko w minimalnym stopniu dotyczy
Kościoła, dotyka jedynie niewielkiego
odsetka księży. Kościół jako pierwszy
potępił pedofilię
jako odrażające
przestępstwo i z
tego
powodu
wprowadził w życie twarde sankcje dyscyplinarne, które trudno by znaleźć w świeckich społeczeństwach”.
Sankcje dyscyplinarne? Tysiące
księży gwałcących i molestujących seksualnie dzieci i młodzież w wielu krajach świata,
wykorzystujących do tego
swój unikany status sług Bożych i strażników moralności; dziesiątki kardynałów,
arcybiskupów i biskupów
chroniących ich latami
przed odpowiedzialnością
i karą, umożliwiających recydywę; Watykan nakazujący w piśmie do biskupów
trzymanie
wszystkiego w absolutnej tajemnicy... To są te
„sankcje” i to jest ten
„minimalny stopień”?
T.W.
Wiele hałasu o nic?
Seattle odbyła się konwencja Religion Newswriters
Association, organizacji skupiającej dziennikarzy pisujących na
tematy religijne. Gość, przewodniczący Konferencji Biskupów
USA bp Wilton Gregory, surowo
skarcił media za „obsesję” na
punkcie pedofilii kleru.
Kontynuacja tej problematyki powoduje „niepotrzebną utratę reputacji biskupów i szkody dla całej społeczności kościelnej”. Gregory utyskiwał, że eksponowane są w mediach
historie sprzed kilkudziesięciu lat. Poza tym – wywodził szef biskupów
– pedofilia nie jest problemem księży, lecz całego społeczeństwa. Dziennikarze powinni prowadzić dochodzenia w sprawie seksualnego wykorzystywania dzieci w domu i szkole...
Jednak nawet badacze sympatyzujący z programowymi celami macierzystej firmy Wiltona Gregory’ego
nie są w stanie wskazać grupy zawodowej równie głęboko skażonej
pedofilią. Nie jest od niej wolna
żadna ze 195 diecezji USA. Liczba krajów, w których wykryto molestowanie seksualne dzieci przez
katolicki kler, jest długa. I nie przestaje rosnąć.
Eksponowanie starych spraw...
Akurat wtedy, gdy Gregory udzielał wskazówek dziennikarzom, jak
i co pisać o zboczeniach i przestępstwach jego kolegów, tuż za biskupimi plecami, w tymże Seattle, wyszło dzięki dziennikarzom na jaw,
że tamtejsza archidiecezja, z arcybiskupem Hunthausenem na czele, wiedziała od lat z górą 40 o pedofilii swego księdza, a mimo to
Monsignore na bezrobociu
Najwyższym rangą duchownym odsuniętym od pracy duszpasterskiej w archidiecezji nowojorskiej jest monsignore Charles Kavanagh. Kardynał Edward
Egan wydał mu permanentny zakaz występowania w roli księdza.
Kavanagh nie chce swego przełożonego słuchać.
W roku 2002 były kleryk
Daniel Donohue oskarżył monsiniora, członka personelu Cathedral
Preparatory Seminary na Manhattanie, o molestowanie seksualne.
Wkrótce potem Kavanagh – duchowny wpływowy i powszechnie
znany, o świetnych koneksjach
w świecie nowojorskiej elity finansowej – został decyzją Egana usunięty ze stanowiska proboszcza parafii św. Raymonda i posady dyrektora odpowiedzialnego za zbieranie pieniędzy dla archidiecezji. Mimo zakazu kardynała, monsinior
pojawił się w czerwcu w stroju służbowym na uroczystości wydanej na
jego cześć. Kavanagh oświadczył,
że odwoła się od decyzji zwierzchnika do Watykanu.
Jak dotąd, co najmniej 14 księży zostało w archidiecezji NY odsuniętych od posług kapłańskich
z powodu pedofilii. 15 innych zawieszono.
T.SZ.
13
ZE ŚWIATA
wciąż pozwalała mu kontynuować
ów proceder. 20 osób oskarżyło ks.
Jamesa McGreala o molestowanie seksualne. On sam wyznał psychoterapeucie, że ma na sumieniu
„setki ofiar”. Pokazywał ministrantom (8–12 lat) pornografię, poił ich
mszalnym winem, obmacywał
i gwałcił. Kościół puszczał mimo
uszu liczne skargi i sygnały alarmowe. McGreal przeszedł na emeryturę i znajduje się w ośrodku dla
księży; gdyby nie sutanna, miałby
w USA pewne dożywocie. Teraz
chroni go przedawnienie. Pisanie
o takich przypadkach to dla Wiltona Gregory’ego „obsesyjne eksponowanie” starych spraw.
Zdanie Gregory’ego nie jest odosobnione. Jeszcze ostrzejsze były
opinie wyrażane przez kardynałów
i wysokich dostojników watykańskich (kard. Maradiaga, kard.
Rivera, abp Herranz i inni). Targa nimi furia, bo nie dość, że Kościół stał się obiektem otwartej krytyki i upokarzających oskarżeń, to
żadne fortele z zakresu public relations nie są w stanie tej krytyki
zneutralizować, uciszyć i zakończyć.
W USA, gdzie media błyskawicznie nudzą się wczorajszą sensacją
i węszą w poszukiwaniu nowej, to
absolutny ewenement.
Drogie eminencje: jedyna dla
was nadzieja to ta, że Bóg nie istnieje. W przeciwnym razie wasze
rokowania na „tamtym świecie” nie
przedstawiają się obiecująco. Ale
przynajmniej będziecie w towarzystwie ferajny, z którą trzymacie sztamę.
TOMASZ SZTAYER
Kibel w konfesjonale
W
łoska hierachia katolicka oburzona do szpiku kości: rozpusta, grzech, wyuzdanie, nieprzyzwoitość!!!
Wejście do bazyliki św. Marii
w Rzymie musiało zostać zamknięte, gdyż stało się miejscem schadzek
kochanków i azylem birbantów. We
Florencji władze kościelne rozpaczają, że schody kościelne zamieniają się w nocy w latrynę. W Wenecji purpuraci poszczuli policją turystów zostawiających resztki jedzenia wokół bazyliki św. Marka.
Niedawno monsignor Timothy
Verdon z Florencji zwołał konferencję prasową, podczas której żalił się, że świątynie zamieniane są
w „otwarte toalety”, ubolewał nad
przelewającymi się kubłami śmieci
i gromił za brak szacunku dla miejsc
świętych. Inny tamtejszy dostojnik,
Angelo Livi z kościoła San Lorenzo, sarka, że „coraz więcej i więcej
włóczęgów oraz turystów sypia na
schodach kościelnych”. Zaatakowany przez purpuratów mer Florencji Leonardo Domenici broni się,
wskazując, że jego miasto nie jest
gorsze niż inne we Włoszech.
A może tym razem nie jest winne przypadkowe społeczeństwo, które wyczuwa na kilometr, co jest warte obsikania...
T.SZ.
W pełni ludzcy
K
siądz David Kelley zrezygnował z pracy w parafii Little Flower
(Mały Kwiatek), gdy prokurator w Cincinnati oskarżył go o molestowanie seksualne dzieci w latach 70. i 80. Krzywda mu się jednak nie stała: uwił sobie lepsze gniazdko.
Telewizja z Cincinnati wyczaiła
go właśnie w Northland Intervention Center, ośrodku terapeutycznym pomagającym uzależnionym od
narkotyków, alkoholu i... seksu. Wielebny Kelley nie występował tam
w roli pacjenta, przeciwnie, był zatrudniony na etacie... terapeuty.
Z zapałem pomagał również nieletnim, od których, na mocy wyroku
sądowego, miał obowiązek trzymać
się na 100 metrów.
Archidiecezja nie ma co udawać, że nic nie wiedziała o nowej
pracy swego duszpasterza – oświadczyła telewizja. Przed podjęciem pracy w ośrodku badano przeszłość kandydata i archidiecezja słowem nie
pisnęła o jego zamiłowaniu do ciał
małolatów.
Ks. Kelley znów stracił pracę,
ale nie ma co popadać w defetyzm:
w archiwach archidiecezji wciąż figuruje jako kapłan o dobrej opinii.
Gdyby jednak dręczyły go przejściowe zgryzoty, może strzelić sobie kieliszek z kolegą, którego spotkała
podobna przykrość, jezuitą Johnem
Powellem. Ks. Powell był profesorem na Loyola University i autorem 24 bardzo świątobliwych książek, m.in. „Sekrety bycia kochanym”
i „W pełni ludzki, w pełni żywy”.
Prof. Powell był do tego stopnia
żywy, że przez kilka lat (co najmniej)
molestował seksualnie cztery (co najmniej) nieletnie dziewczynki, które
obecnie wytoczyły mu proces. Jedna z ofiar, Patrice Regnier, mówi,
że gdy miała 13 lat, ks. Powell pod
pretekstem spowiedzi wziął ją do sypialni rodziców w ich domu pod Chicago. Zamiast słuchać grzechów
dziecka sam się wziął za ich produkcję, molestując Patrycję seksualnie.
Może zbierał materiał do książki „Sekrety bycia kochanym”?
L.F.
W imię Busha
G
eorge junior Bush w marcu 2001 roku zabronił federalnej Agencji Rozwoju Międzynarodowego udzielania pomocy zagranicznym
organizacjom, które propagują kontrolę urodzin inną niż abstynencja.
Bushowe polecenie blokuje
wszelką pomoc w planowaniu rodziny (udzielaną
wcześniej przez Departament Stanu), powodując
katastrofalne skutki dla
zdrowia i standardu życia
milionów ubogich kobiet z krajów Trzeciego Świata. Ale to nieważne – grunt, że
słuszne religijnie i ideowo.
W listopadzie
zeszłego roku
przedstawiciele administracji Busha zagrozili
wycofaniem się USA
z porozumień ONZ-owskich dotyczących
kontroli przyrostu ludności
(które Ameryka współtworzyła
8 lat temu), jeśli nie
zostaną wykreślone
sformułowania dotyczące „ochrony zdrowia reprodukcyjnego”
oraz „praw reprodukcyjnych”, w których fundamentaliści republikańscy
węszyli zielone światło dla
aborcji.
T.N.
14
Nr 39 (186) 26 IX – 2 X 2003 r.
PRZEMILCZANA HISTORIA
„Żołnierze! Za chwilę
przekroczycie Olzę.
Skazaną w ciągu
długich lat na upoka rzającą służbę rzeki
oznaczającej granicę
nieistniejącą w ser cach tych, co oba jej
brzegi zamieszkują,
ani w sercach całego
narodu polskiego”.
W roku 1938 nad Czechosłowacją zbierały się chmury o brunatnym, faszystowskim odcieniu. Po
przyłączeniu Austrii do III Rzeszy
(13 marca) Hitler skoncentrował
się na Czechosłowacji. Żądał rozwiązania tzw. problemu Sudetów,
czyli przyłączenia do Niemiec zachodnich i północnych obszarów
Republiki Czechosłowackiej. Na powierzchni około 40 tys. km kw. (1/3
państwa), żyło 3,3 mln mieszkańców, w przeważającej części pochodzenia niemieckiego.
Czechosłowacja, nie szczędząc
kosztów, przez wiele lat zabezpieczała się przed niemiecką agresją.
przyznania
Sudetów
Niemcom Polska domagać się będzie Śląska Cieszyńskiego. Te żądania
nie zostały dobrze przyjęte przez opinię publiczną na Zachodzie, o czym
świadczy choćby tytuł na
pierwszej stronie brytyjskiego dziennika „Daily
Herald”: „Poland wants
to grab Czech territory
too” (Polska także chce
zagrabić czeskie terytoNiemieccy oficerowie na moście w Bo- ria). W archiwach MSZ
guminie podczas wkraczania polskich zachował się dokument
z 25 września 1938 roku.
wojsk na Zaolzie
Przytaczamy fragment:
„Ściśle tajne. Ambasador
Edward Raczyński do Pana Ministra Spraw Zagranicznych (...). 25 września wezwany zostałem
do Foreign Office przez
lorda Halifaxa. Spotkaodniosłem wrażenie, że jest to członie było jeszcze bardziej oschłe, jeszwiek, na którym można polegać”
cze chłodniejsze, niż poprzednio. (...)
(Keith Feiling „Życie N. Chamrząd brytyjski z niepokojem przyjął
berlaina”).
Gdy 15 września Hitler zażądał oddania Sudetów Niemcom
(w ciągu pięciu dni), konflikt postanowiono rozwiązać na konferencji czterech mocarstw, czyli Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec
i Włoch. Przed odlotem do Niemiec, brytyjski premier bezczelnie
W kolejnym tajnym raporcie
czytamy: „W wyniku akcji przeprowadzonej przez patrole będące w dyspozycji Ekspozytury 2, zostało zdemolowanych, w większym lub mniejszym stopniu, 16 szkół czeskich na
całym terenie Śląska, w tym gimnazjum państwowe w Cieszynie. Większość akcji polegała na wybiciu szyb
w lokalach szkolnych i mieszkaniach
nauczycieli. W kilku przypadkach
zniszczono pomoce szkolne i usunięto godła państwowe czeskie. Niektóre akcje przeprowadzono przeciw
szkołom pilnowanym przez żandarmerię. Były przypadki ostrzelania bojowców przez żandarmów”.
Postanowienia konferencji monachijskiej rozzuchwaliły Becka
i Śmigłego. Jeszcze tego samego
dnia, gdy ogłoszono decyzje czwórki (30 września), ambasador Polski w Pradze, Kazimierz Papee,
wręczył czechosłowackiemu ministrowi spraw zagranicznych ultimatum, którego treści nie powstydziłby się Adolf Hitler. Dokument zawierał żądanie przekazania Polsce
wiadomość o koncentracji
wojska polskiego na Śląsku przy granicy Czechosłowacji. Rząd brytyjski ma
nadzieję, że te wojska zostaną cofnięte i ostrzega
rząd polski przed uciekaniem się do faktów dokonanych na tym terenie. Lord Halifax
dorzucił jedno tylko zdanie, a mianowicie ostrzeżenie przed nabrzmiewającą przeciw nam angielską opinią
publiczną”.
Z innych dokumentów wynika,
że wkroczenie wojsk polskich na Zaolzie poprzedzone było akcjami dywersyjnymi, organizowanymi przez
wywiad wojskowy – dziś takie działania nazwalibyśmy terrorystycznymi... Dokumenty dotyczące akcji
o kryptonimie Łom, udostępniła
„Wojskowemu Przeglądowi Historycznemu” żona przedwojennego
pułkownika, p. Barbara Pluta-Czachowska. W jednym ze ściśle
tajnych raportów do Oddziału
II Sztabu Generalnego WP czytamy:
„14 września 1938 roku mjr Feliks
Ankerstein wydał patrolowi dywersyjnemu rozkaz przystąpienia do realizacji zaplanowanych akcji. Wieczorem tego dnia, jeden z patroli zaatakował posterunek policyjny w Skrzeczesiu i rozbił go (...). W okolicach
Ropicy zdemolowano placówkę żandarmerii czeskiej. Następnego dnia
obrzucono granatami czeską szkołę
koedukacyjną w Nieborach”.
Zaolzia, a także części Spisza i Orawy. W razie nieudzielenia pozytywnej odpowiedzi do... 1 października „rząd polski czyni jedynie rząd
czechosłowacki odpowiedzialnym za
dalszy ciąg zdarzeń”. Rząd czechosłowacki przyjął te żądania, bo nie
miał innego wyjścia, Hitler i Mussolini też wyrazili zgodę.
Dla III Rzeszy akcja ta była wyjątkowo korzystna, bo zdejmowała
z hitlerowców odium jedynego państwa, które zniszczyło słabszego sąsiada. Hitler stawał się tylko jednym z uczestników rozbiorów Czechosłowacji, obok Polski i Węgier,
które także skorzystały z okazji
i zajęły południową Słowację z Komarnem i Koszycami oraz znaczną
część Rusi Zakarpackiej.
Trudno odmówić sobie rodzinnego wspomnienia. Mój ojciec, lekarz, został we wrześniu 1938 roku wzięty na ćwiczenia wojskowe;
jego szpital polowy skierowano na
Zaolzie. Ojciec był świadkiem polskiej defilady zwycięstwa w czeskim
Cieszynie. Maszerującą piechotę witali niezbyt liczni Polacy z flagami,
a Czesi wyglądali z okien. Wielu
płakało. Ich nastrój szybko się zmienił, gdy po przemarszu piechoty
i szwadronu ułanów pojawił się oddział pancerny, czyli... kilka małych,
pyrkoczących tankietek. Z okien
rozległ się głośny śmiech...
JANUSZ CHRZANOWSKI
Fot. archiwum
Pod rękę z Hitlerem
To fragment rozkazu, który marszałek Edward Rydz-Śmigły wydał 2 października 1938 roku grupie operacyjnej Śląsk. Od tych wydarzeń mija właśnie 65 lat.
Polsko-czeski spór o Zaolzie
trwał od zakończenia I wojny światowej. W październiku 1918 roku
polskie stronnictwa polityczne na
Śląsku Cieszyńskim ogłosiły przejęcie władzy nad regionem i opowiedziały się za przyłączeniem go
do Polski. Zawarto umowę z czeskim Narodnim Vyborem na Śląsku i podzielono dawne Księstwo
Cieszyńskie na strefy wpływów
– polską i czeską. Powołano do życia Polski Tymczasowy Rząd Krajowy Księstwa Cieszyńskiego, który funkcjonował do 23 stycznia
1919 roku, kiedy to wojsko czechosłowackie zajęło polską część Śląska Cieszyńskiego. Układ polsko-czechosłowacki z 3 lutego 1919
roku przewidywał przeprowadzenie plebiscytu na Zaolziu, gdzie
mieszkało ćwierć miliona osób,
z których większość stanowili wówczas Polacy. Umowa z 6 listopada
1921 roku zatwierdzała terytorialne status quo, choć polski sejm
umowy nie ratyfikował. W kolejnej umowie polsko-czechosłowackiej, z 23 kwietnia 1925 roku, zawarto zasadę określania narodowości poprzez deklarację składaną przez obywateli, co miało ure-
Na granicy z Niemcami zbudowano pas umocnień. Rozwinięto przemysł zbrojeniowy, dzięki czemu armia czechosłowacka była wyposażona w nowoczesne czołgi i silne
lotnictwo. Mogła okazać się trudnym przeciwnikiem. W dodatku
Czechosłowacja miała podpisane
układy wojskowe z Francją i ZSRR,
a więc niemiecka agresja mogła doprowadzić do wybuchu wojny światowej. Hitler wolał zatem postawić
na „dyplomatyczne” załatwienie
sprawy, a jedynym narzędziem jego „dyplomacji” był szantaż.
Mocarstwa zachodnie nie zamierzały bić się za Sudety. Brytyjski premier Neville Chamberlain
spotkał się trzykrotnie z Hitlerem
Zaolzie po zajęciu Karwiny – przemawia generał Bortnowski
gulować sytuację Polaków na Zaolziu. Pretensji terytorialnych rząd
polski oficjalnie nie zgłaszał. Uczynił to dopiero w roku 1938. Dlaczego właśnie wtedy?
i był skłonny pójść niemal na wszelkie ustępstwa, by „uratować pokój”.
Wódz III Rzeszy wzbudził zaufanie
brytyjskiego premiera: „Mimo twardego i bezlitosnego wyrazu twarzy,
oświadczył: „Pomimo całego współczucia, jakie możemy mieć dla małego narodu zagrożonego przez potężnego sąsiada, nie możemy z tego
powodu brać na siebie zobowiązań
do wprowadzenia w wojnę całego
Imperium. Jeśli się mamy bić, to dla
celów szerszych”.
28 września do Monachium zjechali: Neville Chamberlain, francuski premier Edouard Daladier,
Adolf Hitler i Benito Mussolini.
Daladier wyznał później, iż czuł takie obrzydzenie wobec Hitlera
i Mussoliniego, że nie mógł ich słuchać i pragnął tylko, aby konferencja skończyła się jak najprędzej...
Obrady okazały się czystą formalnością, a podjęte decyzje były całkowicie zgodne z żądaniami Hitlera. Dopiero nazajutrz poinformowano o nich prezydenta Czechosłowacji Edwarda Benesza.
Cztery dni po sformułowaniu
przez Hitlera „ostatecznego żądania” przyłączenia Sudetów do Rzeszy, 19 września, minister spraw zagranicznych Rzeczypospolitej, Józef
Beck powiadomił rządy Wielkiej
Brytanii i Francji, że w przypadku
Nr 39 (186) 26 IX – 2 X 2003 r.
MITY KOŚCIOŁA
Niech stanie się piwo!
Czy klechy nie mogłyby robić tego, co potrafią
najlepiej – warzyć piwo? No więc warzą... tylko
niekoniecznie takie, jakie lubimy na co dzień.
Hierarchia piwa odpowiadała
oczywiście hierarchii zakonnej.
Mocno alkoholizowanym piwem najlepszej jakości raczyli się ojcowie
przełożeni, gorszym i słabszym
– braciszkowie, a najnędzniejsze,
określane wdzięcznym mianem
debilis, rezerwowano dla zakonnic,
nowicjuszy i ubogich pielgrzymów.
Przez wieki zakonnicy oddawali się udoskonalaniu kunsztu piwowarskiego. Datowane na koniec XII
wieku powszechne zastosowanie
Piwo – w przeciwieństwie do
„chrześcijańskiego” wina – uchodzi
za napój „pospolity i barbarzyński”.
Ta opinia jest spadkiem po starożytnych Rzymianach, którzy pogardzali złotym trunkiem jako nędznym „winem z jęczmienia”. To za
ich sprawą na początku naszej ery
omal nie upadła sztuka piwowarska. Przetrwała i odrodziła się jednak dzięki pobożnym mnichom
chrześcijańskim, którzy w zaciszu
klasztorów kontynuowali starożytne tradycje warzelnictwa. Na przestrzeni wieków szczególnie wyspecjalizowali się w tej profesji benedyktyni i cystersi oraz w nieco mniejszym stopniu augustianie, franciszkanie i paulini.
Początki klasztornego warzelnictwa sięgają końca IV wieku.
W VII wieku opactwo Saint-Denis
koło Paryża, a browary Saint Remy
i Corbie w Pikardii niewiele później, robiły najlepsze – zdaniem ówczesnych piwoszy – piwa w całej Europie. Z wyśmienitego piwa słynął
również klasztor założony przez
irlandzkich mnichów Saint Gall
w Szwajcarii. W VIII w. do najbardziej znanych piwowarów dołączyli benedyktyni z Westfalii i Anglii.
W klasztorach produkowano niskoprocentowe piwo słodowe wyrabiane z palonego ziarna i cykorii
według starożytnych przepisów
– początkowo głównie na własne
potrzeby (służyło zakonnikom jako
napój codzienny) i dla gości, a z
czasem niemal na przemysłową skalę. Już w X wieku trzy browary należące do opactwa w Saint Gall wytwarzały dziennie 1000–1200 litrów.
Warzelnie szybko zaczęły przynosić
klasztorom znaczne dochody, tym
bardziej że z surowcem do produkcji nie było problemów, bo pochodził z obowiązkowych dziesięcin.
Ówczesne piwo zawierało od
2 do 3 procent alkoholu i pito je
na co dzień zamiast wody. Traktowane było jako napój zwykły
lub... pokutny, w odróżnieniu od
wina uważanego za trunek odświętny.
Na przykład św. Benedykt
z Aniane w swoich klasztorach
zezwalał na dwa razy większe
porcje piwa niż wina, a benedyktynka z Nadrenii, święta Hildegarda, rekomendowała piwo jako napój zdrowotny, który należy pić
codziennie.
Nic
przeto
dziwnego, że w wielu klasztorach piwo lało się strumieniami. Podczas soboru w Akwizgranie (837 r.)
każdemu z kanoników przydzielano po 4 litry piwa na dobę. Ale skądinąd wiadomo, że w niektórych klasztorach żeńskich pobożne siostrzyczki potrafiły wypić nawet siedem litrów dziennie!
aczęło funkcjonować słowo
„kościół”, najpierw odnoszące się do samych chrześcijan, a później do budynków,
w których oddawali oni cześć Bogu. Sobór nicejski (325 r.) formalnie uznał sprawowany w miastach
urząd biskupa, a ci zapragnęli mieć
świątynie godne swego stanowiska.
Chcąc pokreślić swe znaczenie
i wielkość, zaczęli wznosić monumentalne budowle; francuski historyk Georges Duby nazwał ten okres
czasem katedr.
Od VII do XIV w. potroiła się
liczba mieszkańców Europy. W najbogatszych miastach, dokąd napływały największe pieniądze, zaczęto wznosić ogromne katedry, a ich
powstawaniu sprzyjała narastająca
adoracja Marii Panny i relikwii świętych. We Francji budowle te zaczęto nawet nazywać Notre Dame
(Nasza Pani), w tym katedrę paryską, wznoszoną pierwotnie pod wezwaniem św. Szczepana. W dziele
„W kręgu wielkich katedr” czytamy: „Żadna inna postać – nawet samego Chrystusa – nie zdominowała życia i myśli budowniczych katedr
tak bardzo, jak Maria Panna”, przy
czym rywalizacja bogatych miast
i lokalny patriotyzm dyktowały
Katedry
Z
chmielu do produkcji piwa oraz
przeniesienie fermentacji do zimnej piwnicy (1429 r.) zawdzięczamy
klasztorom bawarskim. W celu
schrystianizowania „pogańskiego”
trunku Kościół ustanowił licznych
patronów napitku (śś. Florian, Ambroży, Augustyn, Marcin, Bonifacy,
Po śmierci apostołów (nie bacząc na ostrzeżenia
Chrystusa), „starsi” grup chrześcijańskich zaczęli
wynosić się ponad innych. Tak powstali biskupi...
ogromne i coraz większe rozmiary
budowli.
Już w IV w. w niemieckim Trewirze i w szwajcarskiej Genewie
wzniesiono okazałe budowle sakralne (przy stosunkowo małej liczbie
wiernych), podobnie w niemieckim
mieście Spira. Rozmach, rozmiary
(budowle miały przeciętnie 100 m
długości, a celem konstruktorów było postawienie obiektu równie wysokiego, co długiego) i przepych
zdradzają przede wszystkim wyniosłą dumę biskupów lub opatów, którzy katedrom patronowali.
Do największych katedr Europy
należy długa na 169 m budowla w angielskim Winchesterze i mediolańska,
o długości 145 m. Hiszpański urzędnik z Sewilii w 1402 r. powiedział:
„Zbudujemy katedrę tak wielką, że ci,
którzy zobaczą ją ukończoną, posądzą
nas o szaleństwo”. Trudno o bardziej prorocze słowa – sklepienie
ma wysokość 56 m i jest drugie pod
tym względem na świecie. Wieża
katedry w Strasburgu ma 142 m
– tyle, co 40-piętrowy budynek. Jakże znamienne słowa wypowiedział
Pierre du Colombier, historyk
francuski: „Żadne wymogi kultu religijnego nie usprawiedliwiają tak kolosalnej przesady”.
Katedry są przy tym niewątpliwie świadectwem wielkiej inwencji
twórczej człowieka, powstawały bowiem za pomocą prymitywnych urządzeń technicznych. Na placach budów (niezbyt bezpiecznych: w 1284
roku we francuskim Beauvais z powodu zbyt dużej rozpiętości sklepienia runęła cała budowla) używano tak prostych sprzętów jak bloki
liniowe i kołowrotki; nie znano też
15
Arnold), którzy mieli zapewniać
udane warzenie. Na starych kuflach
i dzbanach zachowały się wizerunki apostołów i ukrzyżowanego Chrystusa, a cysterscy piwowarzy odmawiali nawet specjalną modlitwę,
w której dziękowali Bogu za genialny wynalazek piwa.
Tradycja piwa klasztornego jest
kultywowana do dziś. Wśród tysięcy rodzajów piw na
świecie niektóre
piwa klasztorne
stały się markami o silnej pozycji rynkowej, są
bardzo popularne
i doskonale się
sprzedają – to przeważnie piwa warzone tradycyjną metodą górnej fermentacji, o zróżnicowanej zawartości alkoholu, dodatkowo fermentowane
w butelce (charakterystyczny
osad drożdżowy
na dnie naczynia).
Jednak współczesne piwa klasztorne niekoniecznie muszą być warzone w zakonnych warzelniach, aczkolwiek wciąż istnieje sporo przyklasztornych browarów (głównie w Belgii, Niemczech,
Francji i Anglii) i produkujące je
browary z reguły mają luźne powiązania z klasztorami.
Spośród piw klasztornych do najbardziej znanych należą dziś piwa
belgijskie: St. Feuillien Triple (św.
Florenty) – poddawane potrójnej
fermentacji (8,5 proc. alk.) z zachowaniem dwunastowiecznych receptur; Maredsous Triple o intrygującym ziołowym smaku (10
proc. alk.), zawdzięczające nazwę
klasztorowi Maredsous; Leffe
(6,6 proc. alk.) uznawane za ,,ambasadora Belgii”; Grimbergen
Blonde – bardzo wytrawne o nieco winnym smaku (7 proc. alk.),
warzone na podstawie oryginalnej
średniowiecznej receptury powierzonej w 1956 r. przez zakon premontorystów.
Specyficznym typem piwa
klasztornego jest piwo trapistów,
produkowane przez milczących
mnichów z zakonu o regule najsurowszej w Kościele katolickim.
Nazwa i logo „Authentic Trappist
Berr” są zastrzeżone. Wyłączne
prawo do ich używania posiada jedynie siedem prowadzonych przez
trapistów browarów – sześć w Belgii i jeden w Holandii. Trapiści warzą swoje piwo osobiście, wewnątrz
klasztorów, zachowując starą technologię górnej fermentacji i przechowywane od wieków receptury.
Produkują piwa mocne (6–12 proc.
alk.) o różnej barwie (od jasnozłocistego do głębokiego brązu),
w różnych smakach (np. owocowy,
korzenny) i różnej gęstości. Charakterystyczne dla nich jest dosładzanie słodu i dojrzewanie piwa w butelkach. Najszlachetniejsze gatunki leżakują nawet do kilkunastu miesięcy.
Na koniec warto wspomnieć, że
w Polsce tradycje piwa klasztornego produkowanego według starej
receptury próbowali wskrzesić cystersi w latach 1993–97 w Szczyrzycu koło Limanowej. To jedyne
u nas opactwo, gdzie znajdował się
klasztorny browar.
ANNA KALENIK
wzorów matematycznych wykorzystywanych przez współczesnych konstruktorów. Wyjątkowo czasochłonne i kosztowne było wydobycie i transport materiałów. Jak twierdzi inny
francuski historyk, Jean Gimpel, pomiędzy rokiem 1050 a 1350 wydobyto we Francji więcej kamienia niż
w starożytnym Egipcie.
Katedry miały swoich sponsorów,
a ponadto duże środki uzyskiwano
z datków wiernych, sprzedaży odpustów i kar pieniężnych za grzechy. We
francuskim Rouen, aby nabyć prawo
do jedzenia nabiału podczas Wielkiego Postu, należało dokonać wpłaty na
rzecz wieży katedralnej nazywanej
wieżą Maślaną. Koszty budowy pokrywano również z wpływów diecezji, na które składały się podatki feudalne i dochody z posiadanych dóbr,
a te bywały niekiedy gigantyczne (na
przykład biskup Bolonii miał aż 200
majątków ziemskich!). Wydatki często przekraczały początkowy kosztorys, więc aby zapewnić stały dopływ
dużej gotówki, bogatych oskarżano
o herezję, a ich mienie konfiskowano – w taki właśnie sposób złupiono
katarów, a za ich dobra zbudowano
kilka wielkich kościołów.
Ostatnio jesteśmy świadkami
swoistego zmartwychwstania idei
wielkich kościołów. W Moskwie odbudowano sobór pw. Chrystusa Zbawiciela, zburzony w 1931 r. na rozkaz Stalina. Jego złote kopuły błyszczą teraz pełnym blaskiem; w podparyskim Évry ostatni szlif otrzymała jedyna zbudowana w XX w. (oczywiście, poza Polską!) katedra, do dziś
poddawana ostrej krytyce. Dla wierzących świątynie te są świadectwem
wiary w Boga, dla niewierzących
– perłami architektury, ale też dowodem na istnienie błędnej hierarchii wartości, która nie ma nic wspólnego z Bogiem i ewangelią. Kościoły powinny głosić prawdę o Bogu
duchowym, mieszkającym w sercu
człowieka, przeznaczać środki na
rzecz ludzi, a nie na kamienie. Jezus nigdy nie sugerował, by jego wyznawcy wznosili okazałe miejsca kultu. Oczekiwał oddawania czci w duchu i prawdzie – monumentalne katedry kłócą się z jego naukami.
Polscy hierarchowie kościelni
mają za to wyjątkową słabość do
blichtru, pod którym nie ma ani Boga, ani miłości bliźniego. Po kiczowatym Licheniu gubernator Glemp
buduje kolejnego molocha – Świątynię Opatrzności Bożej. Kolejny
pomnik ku chwale ludzi, nie Boga.
KRYSTYNA POTOCKA
16
Nr 39 (186) 26 IX – 2 X 2003 r.
MITY KOŚCIOŁA
K
ościół rzymskokatolicki mówi
chętnie o tym, że prawosławie
jest dlań siostrzanym, bliskim
doktrynalnie Kościołem. Być może.
Zobaczmy tymczasem, co o nowym ka techizmie sądzą duchowni prawosław ni z Francji.
w „Dialogu z Tryfonem” (88, 4). To
samo twierdzą Klemens z Aleksandrii i Grzegorz z Nazjanzu.
Ojcowie Kościoła uczyli, że Bóg
nie stworzył śmierci. Według pierwotnej wiary, Bóg nie jest twórcą
zła i nie okazuje ludziom ani swe-
zwierzchnictwo papieża Rzymu nad
całym Kościołem i dał mu władzę
uniwersalną nad wszystkimi wierzącymi. Ale nie można tego
zwierzchnictwa odnaleźć w tekście
Ewangelii. Piotr był pierwszym, który otrzymał błogosławieństwo Je-
honorowe pierwszeństwo biskupa
Konstantynopola przed biskupem
Rzymu. W Ewangelii nie ma mowy o władzy zwierzchniej Piotra
nad innymi apostołami i o przekazywaniu tego zwierzchnictwa następcom. Konsekwencją tej zafał-
Prawosławni kontra katechizm
Kościół papieski zwykł z upodobaniem powoływać się na starożytną tradycję oraz autorytet swych
„ojców”. Uważa się za kontynuatora myśli pierwszych teologów chrześcijańskich. Co o tym sądzą chrześcijanie nie należący do Krk? Oczywiście, krytykują mniej lub bardziej
odważnie. Najbardziej przekonująca jest krytyka dokonywana przez
prawosławnych powołujących się
przecież na autorytet tych samych
myślicieli wczesnochrześcijańskich.
Oto garść argumentów zaprezentowanych w książce „Nowy katechizm
przeciwko wierze ojców” napisanej przez Photisa i Philarere’a
– duchownych z Paryża.
Pierwsza rzecz – to sprawa grzechu pierworodnego. Prawosławni
zwracają uwagę, że koncepcja, którą proponuje katolicki katechizm, była nieznana w kościele starożytnym.
Skonstruowano ją według myśli
Augustyna z Hippony (V wiek po
Chrystusie). Otóż biskup ten doszedł do wniosku, że z powodu winy Adama wszyscy ludzie przychodzą na świat w grzechu i zasługują
na piekło. W epoce Augustyna traktowano takie poglądy jak herezję.
Apostołowie i ojcowie Kościoła nigdy nie nauczali, że ludzie rodzą się
w grzechu. Według nauki Cyryla
Jerozolimskiego, urodziliśmy się
bez grzechu (Katechezy 4, 19). Jan
Chryzostom mówi, że Adam przekazał potomkom słabość, ale nie
winę (Homilia o Liście do Rzymian 10–13). Podobnie Justyn
go gniewu, ani tym bardziej mściwości. Mówią tak w swoich pismach Grzegorz z Nyssy,
Teofil z Antiochii i Ireneusz z Lyonu. Dopiero
w średniowieczu, idąc za
Augustynem, Anzelmem z Canterbury
i Tomaszem z Akwinu, Krk wypracował
doktrynę konieczności
zadośćuczynienia za
grzechy, która nie była znana w czasach
apostolskich.
Następny błąd
to identyfikowanie Boga z jakąś
istotą rodem
z umysłowych
dywagacji. Dawni ojcowie Kościoła zakazywali tego, odradzając tworzenie filozoficznych koncepcji Boga. Przeciwny
sposób myślenia wniósł dopiero Tomasz z Akwinu. Nazywa się to lepszym rozwinięcim doktryny świętych: Hieronima, Ambrożego
i Hilarego z Poitiers. W rzeczywistości jednak scholastyka jest
z nimi w sprzeczności. To właśnie
z powodu abstrakcyjno-filozoficznych koncepcji Boga potrzebni są
pośrednicy między nim i ludźmi.
To dlatego rola papieża i kleru ma
tak wielkie znaczenie dla wiary
w Kościele rzymskim. Idąc dalej,
poprzez zmodyfikowanie pewnych
tekstów i poprzez zmianę interpretacji innych Zachód ustanowił
Przykład idzie z Rzymu
Według kościelnych autorytetów, „tylko taką kobietę nazwać
można prostytutką, która 23 000
razy zgrzeszyła cieleśnie” 1).
W papieskim Rzymie nierządnice miały swój cech oraz sztandar
cechowy, który podczas różnych
uroczystości był – jak każdy inny
– wyświęcany w kościele, a panie
zrzeszone w cechu ochoczo i nabożnie brały udział w procesjach.
Prostytucja sakralna uprawiana
była już w Rzymie przedchrześcijańskim – prawne pojęcia określiła „lex
Julia” za cesarza Augusta (63 p.n.e.
–14 n.e.), a niebawem jurysprudencja rzymska zajmowała się tym zagadnieniem na równi z innymi, ważnymi dla państwa sprawami. Zdefiniowano wówczas dokładnie pojęcia: „prostytucja” i „stręczycielstwo”.
Rejestracja kobiet publicznych w celu ściągania podatków (wpłacanych
do skarbu państwa) miała także inne znaczenie – rejestr podatkowy
służył jednocześnie jako swego rodzaju księga meldunkowa. Prostytucję tajną, nielegalną (na przykład
na ulicach i drogach) ścigano surowo, a jej krzewicielki wyganiano
z miasta.
Papieski Rzym bez cienia żenady kontynuował tę formę „dorabiania” do skarbca Namiestnika Chrystusa, gdyż była ona źródłem stałych i niemałych dochodów. Papieże nie tylko czerpali korzyści z tego procederu, ale niektórzy z nich
za kościelne pieniądze wystawiali
burdele, które następnie, za duże
sumy, puszczali w dzierżawę osobom trzecim...
Polski rząd powinien odważniej
sięgać do – akceptowanych, jak widać przez Kościół! – sprawdzonych
wzorców z historii.
BOGDAN MOTYL
PRZYPIS:
1) Weber C.I.; Das Papsttum
und die Päpste; Stuttgart 1834.
zusa (Mt 18. 18). Nie można
tego jednak inaczej interpretować niż jako przywództwa honorowego. Ojcowie nie przyzna-
wali Piotrowi roli większej, niż mieli pozostali
apostołowie, a pogląd ten
podzielali: Hilary z Poitiers,
Grzegorz z Nyssy, Ambroży, Hieronim, Jan Chryzostom, Cyryl
z Aleksandrii, Leon I, Grzegorz
Wielki i Jan z Damaszku. W dodatku trzeci kanon soboru w Konstantynopolu (381 r.) ustanawiał
szowanej doktryny jest uprawomocnienie monarchii zamiast kolegialności apostołów. Jest to
rzeczywistość odwrotna od tej,
jaką żyli pierwsi chrześcijanie.
Znaczenie sakramentów, takie jak je rozwija katechizm, jest
innowacją. Nie wierzono, że sakramenty działają automatycznie.
Słowa wypowiadane przez kapłana (na początku nie było też
kapłanów!) nie miały mocy magicznych zaklęć, które natychmiast
zmieniały rzeczywistość. Podobnie rzecz się miała ze spowiedzią.
W pierwszych wiekach chrześcijaństwa praktykowano jedynie samo wyznanie grzechów podczas
łamania chleba i wierzono, że ten
akt pozwala uwolnić się od nich.
Nie działo się to poprzez formułę absolucji, którą ksiądz wypowiada, świadomie utożsamiając
się z Bogiem.
Francuscy prawosławni piszą
jeszcze o zmianach dokonanych
w dogmacie Trójcy Świętej i o wymyśleniu nowości takiej jak wniebowzięcie Maryi. Jednym słowem,
pozostaje wrażenie, że wszystko
zostało zmienione i nic już nie jest
prawdziwe. Argumenty prawosławnych są druzgocące, tym bardziej
że podobną opinię mają na ten
temat współcześni historycy,
np. ekipa, która pod dyrekcją profesora Charles’a
Pierti opublikowała czternastotomowe dzieło pt. „Histoire du Christianisme”. Jedno jest zdecydowanie pewne – w porównaniu z pierwotnym Kościołem, zmiany
teologii i zwyczajów stały się
tak głębokie, że należy poważnie się zastanowić, czy ta
dobrze zorganizowana klerykalna
instytucja o nazwie Kościół rzymskokatolicki ma jeszcze jakiekolwiek prawo do powoływania się
na ewangelię Jezusa Chrystusa.
ALICJA DOAN
Eden istniał naprawdę?
T
ak zwany drugi opis stworzenia ukazuje świat jako
pełen przepychu ogród, w którym Bóg umieścił czło wieka. Nawet wierzący naukowcy dawno odrzucili historię
o Edenie jako biblijny mit. Tymczasem najnowsze badania...
„Potem zasadził Pan Bóg ogród w Edenie, na
wschodzie. Tam umieścił człowieka, którego stworzył
(...). A rzeka wypływała z Edenu, aby nawadniać
ogród. Potem rozdzielała się na cztery odnogi. Nazwa pierwszej: Piszon. To ta, która opływa cały kraj
Chawila, gdzie jest złoto. A złoto tego kraju jest wyborne. Tam jest wonna żywica i kamień onyksowy.
Nazwa drugiej rzeki: Gichon. To ta, która opływa
cały kraj Kusz. A nazwa trzeciej rzeki: Chiddekel. To
ta, która płynie na wschód od Asyrii. Czwartą zaś rzeką jest Perat” (Rdz 2. 8–15).
Ulegając sceptykom wątpiącym w Biblię, archeolodzy zredukowali zaufanie w historyczną wiarygodność Starego Testamentu. Jednak liczne odkrycia,
zwłaszcza dokonane w ostatnich trzydziestu latach,
dostarczyły obiektywnego świadectwa, że opowieści
znajdujące się w Biblii hebrajskiej nie muszą być legendami. Weźmy opis czterech rzek ogrodu Eden
w Księdze Rodzaju 2. 10–14. Dwie z nich, Tygrys
i Eufrat, są dobrze znane; jednak dwóch pozostałych,
Gichon i Piszon, nie udało się zlokalizować, więc sceptycy odrzucili ich istnienie.
Sceptycyzm ten zaczął jednak zanikać dzięki pracy prof. Jurisa Zarinsa z Southwest Missouri State University. W latach 80. Zarins odkrył, że północny koniec Zatoki Perskiej (gdzie kończą się Tygrys
i Eufrat) był kiedyś bujnym i żyznym regionem.
W okolicy terenu, który badał, znajdują się cztery rzeki: Tygrys, Eufrat, Karun w południowo-zachodnim
Iranie (Zarins postuluje, że jest to biblijna Gichon)
oraz łożysko obecnie wyschniętej rzeki Rimah-Batin, która według Zarinsa jest rzeką Piszon. Zarins
wysunął taką hipotezę, kiedy – badając fotografie satelitarne Bliskiego Wschodu – zwrócił uwagę na skamieniałe, czyli wyschnięte od setek lat koryto rzeki,
leżącej tam, gdzie powinna znajdować się rzeka Piszon.
W następnym dziesięcioleciu geolog z Boston University, Farouk El-Baz, zbadał dodatkowe fotografie satelitarne Półwyspu Arabskiego oraz terenu Zatoki Perskiej. Odkrył skamieniałą rzekę, która przecinała Arabię i kończyła się w Kuwejcie, w północnym krańcu Zatoki Perskiej – dokładnie tam, gdzie,
według spekulacji Zarinsa, zlokalizowany był ogród
Eden. Co więcej, dr El-Baz odkrył, że wyschnięte łożysko rzeki to Wadi Al-Batin, czyli Rimah-Batin – ta
sama rzeka, którą odkrył Zarins.
Jest zatem bardzo prawdopodobne, że skamieniała rzeka Kuwait/Batin jest rzeką Piszon z Edenu. Księga Rodzaju (2. 11) stwierdza, że Piszon płynie przez
ziemię, „gdzie się znajduje złoto”. Ciekawe, że skamieniała rzeka Kuwait/Batin biegnie przez Mahd edh-Dhahab (po arabsku – płuczka do rudy złotonośnej),
główne źródło tego szlachetnego metalu. Kolejny werset (2.12) stwierdza, że w ziemi, przez którą płynie
Piszon, znajduje się wonna żywica. Ta aromatyczna żywica jest powszechnie produkowana w południowo-zachodniej Arabii, niedaleko od rzeki Kuwait/Batin.
Po zapoznaniu się z tymi faktami dr James
Sauer, były kurator Muzeum Semickiego na Uniwersytecie Harvarda oraz dyrektor American Schools of Oriental Research, stwierdził: „Mówię jako
dawny sceptyk. (...) Teraz to odwołuję (...) żadna inna rzeka nie wydaje się pasować do opisu biblijnego.
Dlatego jestem skłonny sądzić, że rzeka Kuwait może być rzeką Piszon z Biblii. Jeśli tak, to należy wnioskować, że autorzy biblijni mieli nadzwyczajną pamięć, ponieważ rzeka ta wyschła w okresie 3500–2000
lat przed nasza erą”.
ROMUALD PANEK
Nr 39 (186) 26 IX – 2 X 2003 r.
WIARA I WĄTPIENIE
Pośrednicy
Historia pokazuje, że tak jak synagoga z czasów Jezusa,
również i Kościół papieski daleki jest obecnie od boskiego
ideału. Oba typy religijności – dewocyjny papizm
i faryzejski formalizm – uznają tradycję i nauki ludzkie
za najważniejszy element swojego przesłania „duchowego”.
Jezus, na którym rzekomo wzoruje się papizm, był postrzegany jako rewolucjonista, wywrotowiec, sekciarz próbujący stworzyć nowe ugrupowanie religijne. Nie zabiegał jednak o tytuły ani o wpływy w świecie
polityki. Wśród duchownych tamtych
czasów – faryzeuszy – uchodził za
przedstawiciela sekty „nazarejczyków” albo „ebionitów”, o czym wspomina relacja z Nowego Testamentu.
Pomijając teologię zbawienia, Jezus nie przyszedł na ziemię dlatego,
że w synagodze działo się dobrze, ale
dlatego, że toczył ją rak zgnilizny moralnej. To On ośmielił się zaprotestować przeciw „eklezjalnemu establishmentowi” tamtych czasów oraz tradycji unieważniającej przewidziane
przez Absolut zalecenia. Rozwalał
stoły handlujących w synagodze,
a „świątobliwym” wytykał hipokryzję. Innym znów razem żydowskich
duchownych chcących kamieniować
pewną kobietę uraczył słowami:
A co, wy to może lepsi jesteście?
Jakkolwiek oceniać postać Jezusa i Jego misję, był to na pewno ktoś,
kto pojawił się, aby zdemaskować zakłamanie wśród jaśnie panującego
kleru. A czy dziś reagowałby inaczej
na widok przedstawicieli rzekomo
„swojego” Kościoła?
Ubrany w Tradycję
Klasyczny kapłan Kościoła „powszechnego” w niczym nie ustępuje
faryzeuszom. Podobnie jak oni uważa się za przedstawiciela kasty lepszych, wybranych. Wciąż pokutuje
przekonanie, że ksiądz wie najlepiej. I rzeczywiście kler wyróżnia się
pośród szarego tłumu nie tylko dostojnym odzieniem, ale i stanem posiadania. Podobnie jak niegdyś uczeni w Piśmie, pozoruje swoją religijność. Innym przywiązuje do szyi nadmierne ciężary, podczas gdy sam niejednokrotnie pławi się w luksusie.
Hołduje mechanicznym rytuałom, zapominając o Bożych przykazaniach
unieważnionych naukami ludzkimi.
Powszechnie wiadomo przecież, że
katolicyzm zbudował swój majestat
na naukach tzw. ojców kościoła i na
tradycji, dopełniając to wszystko wybranymi cytatami z Pisma Świętego.
Czytając książkę ks. Mariana
Banaszaka „Historia Kościoła katolickiego”, wydaną przez Akademię
Teologii Katolickiej, dowiadujemy się,
w jaki sposób – wraz z upływem czasu – zostały wypaczone proste nauki
apostołów. Pisze więc ks. Banaszak,
jak to w okresie wczesnochrześcijańskim (30–140. r. n.e.) poganie
uznawali Kościół za „jakąś nową wiarę bez wizerunków bóstw” (str. 46).
Nawet synod w Elwirze (306 rok n.e.)
„postawił zasadę prawną: OBRAZY
są ZAKAZANE w kościołach, NIE
WOLNO na ścianach umieszczać
NICZEGO, CO BYŁOBY CZCZONE i do czego by się modlono”. Dalej jednak autor spokojnie konstatuje, że „chrześcijanie jednak nie oderwali się od upiększania swoich domów malowidłami i freskami, do
czego przywykli przed nawróceniem. Eliminowali to, co miało treść pogańską, symbolom zaś nadawali treść
chrześcijańską” (str. 94).
Z czasem Kościół przypieczętował swoim autorytetem
nowe praktyki, co widać
po licznych ołtarzach
ociekających złotem i drogimi
kamieniami.
Uczyniono to
wbrew przykazaniom oddanym swojemu
ludowi w depozyt przez
Chrystusa.
Na nic zdały się Jego słowa: „Jeśli mnie miłujecie, przykazań moich przestrzegać będziecie”. Inną wspomnianą przez księdza niechrześcijańską tradycją stała
się asceza przejęta z kultury greckiej i wprowadzona do terminologii
chrześcijańskiej przez Klemensa
Aleksandryjskiego po 140 roku.
Z ascetyzmu z kolei powstało życie
pustelnicze i klasztorne. Tzw. grupa
enkratytów próbowała narzucić
wszystkim bezżenność i praktyki samoumartwiające. Chociaż po pewnym czasie Kościół wyłączył enkratytów ze wspólnoty, to jednak „tolerował indywidualne praktykowanie tej
filozofii, podobnie jak i samookaleczenia dla wzniosłego celu” (str. 95).
I znów wraz z upływem czasu błogosławieństwo Boga dane człowiekowi w raju: „Idźcie i rozmnażajcie się”
– zastąpiła tradycja sprzeczna nawet
ze zdrową logiką.
Kolejnym przejawem źle rozumianej tradycji Kościoła jest praktykowanie kultu świętych jako pośredników – wbrew naczelnemu przykazaniu o oddawaniu czci Jedynemu
Bóstwu. Jak relacjonuje ks. Banaszak, kult tzw. męczenników zapoczątkowano dopiero w połowie
II wieku, kiedy to stali się oni „pośrednikami między Bogiem i żyjącymi” (str. 127). Stoi to w rażącej
sprzeczności z teologią Pisma Świętego, które twierdzi, że pośrednictwo
należy tylko i wyłącznie do centralnej postaci – Jezusa.
Gdzie szukać prawdy?
Jak najdalej od katolickiego faryzeizmu. Z dala od pustych, zewnętrznych form i bogatego rytuału, bliżej
krytycznego postrzegania współczesnej religijności. Katolicyzm w wydaniu narodowym to
nic innego, jak
kolejny monopol próbujący
stłamsić niezależne
myślenie swoich poddanych. W tym
sensie niczym nie różni się od
innych jedynie słusznych idei,
jedynie słusznych partii czy
jedynie słusznych programów gospodarczych.
Tam zaś, gdzie panoszy
się monopol, prędzej czy
później dojdzie do nadużyć.
Prawdy trzeba
poszukiwać u źródeł, a nie u pośredników. Tak jak Jezus wyrzucił handlarzy
ze świątyni, tak należałoby
usunąć ze swoich
umysłów wszystkich kupczących zbawieniem. To jednak wymaga odwagi.
Nie zawsze pływanie z prądem zapewnia odnalezienie zamierzonego
kierunku w życiu. Bezkrytyczne przyjmowanie rzeczywistości, pozbawione osobistych refleksji, skutkuje poddaniem się masowej manipulacji. „Jakże ciasna jest brama i wąska droga,
która prowadzi do życia, a mało jest
takich, którzy ją znajdują”.
BaP
Św. Joanno, módl się za nami!
Gdy miliony katolików zasypują codziennie różnych patronów rzeką próśb i błagań, jedna święta
permanentnie cierpi na bezrobocie. Jest nią (mało
znana w Polsce) patronka ludzi odrzucających religię – św. Joanna de Lestonnac.
Dlaczego wiodąca katolicki żywot francuska arystokratka (1556–1640) została obdarowana tak dziwaczną
misją? Jej życiorys świadczy o wielkiej pobożności. W wieku szesnastu lat wyszła za mąż za barona Gastona de
Montferrant, któremu – jak na prawdziwą katoliczkę
przystało – urodziła siedmioro dzieci. Po śmierci męża
postanowiła wstąpić do cysterskiego zakonu w Tuluzie.
Jednak reguła i dyscyplina w zakonie z bliżej nieznanych
przyczyn nie przypadły jej do gustu. Szybko więc z niego
wystąpiła i założyła własny zakon – Zgromadzenie Córek Najświętszej Maryi Panny – który zajął się katolickim wychowaniem dziewcząt. Obecnie zgromadzenie liczy ponad 2,5 tysiąca sióstr w 17 krajach. W 1900 roku
Joanna de Lestonnac dostąpiła beatyfikacji, a w 1949 została kanonizowana przez papieża Piusa XII.
Skoro istnieje taka patronka, to widocznie jest jeszcze dla nas szansa...
A.K.
17
Rozmowa z prof. Marią
Szyszkowską, filozofem,
senatorem RP
– Nie ma chyba w Polsce nikogo, kto byłby zadowolony z wymiaru sprawiedliwości: irytuje
i przeraża szalejąca przestępczość, bezradność organów ścigania, opieszałość sądów, niesprawiedliwość wyroków. Jedni głoszą potrzebę reform społecznych
i rozwoju resocjalizacji w więzieniach, widząc w tym ratunek
przed zalewem przestępczości.
Drudzy chcą straszyć karą śmierci i wieloletnimi wyrokami.
– Kara nie powinna być traktowana jak zemsta. Powinna mieć na
celu przywrócenie skazanego społeczeństwu. Z drugiej jednak strony powinna też odstraszać potencjalnych złoczyńców. Są ludzie, którzy nie mają wewnętrznych hamulców i tylko
Fot. Krzysztof Krakowiak
ale nie w sytuacji panującego obecnie powszechnego bezrobocia. Doprowadziliśmy do tego, że praca stała się przywilejem. Jaki zatem sens
miałoby uprzywilejowanie zatrudnieniem więźniów kosztem osób
przebywających na wolności?
– Czy nie należałoby jakoś
rozszerzyć repertuaru stosowanych kar?
– Brytyjczycy eksperymentowali kiedyś z koloniami karnymi w Australii, gdzie przestępcy skazywani
byli na własne towarzystwo. Sądzę,
że to nie był zły pomysł, ale teraz
chyba raczej niemożliwy technicznie do zrealizowania.
OKIEM HUMANISTY (43)
Wina i kara
strach przed wymiarem sprawiedliwości powstrzymuje ich przed szkodzeniem innym. Tym bardziej że
wiara religijna nie jest skuteczną zaporą dla przestępstw, chociaż kapłani wzniecają lęk przed karą Boga. Przecież w Polsce więzienia są
pełne ludzi wierzących, na ogół katolików. Choć zabrzmi to może
brzydko, uważam, że niektórych ludzi trzeba poddawać tresurze, a jej
narzędziem powinno być prawo.
– Czy to znaczy, że należy zaostrzać kary?
– Nie sądzę, aby długoletnie
przetrzymywanie skazanych było celowe. Gdyby jeszcze polskie więziennictwo oferowało solidną psychoterapię i resocjalizację, to może długi pobyt za murami więzień miałby
sens. Tymczasem tylko pomnaża
koszty, które musi ponosić pozostała część społeczeństwa. Rzecz, na
którą należy zwrócić uwagę, to dobór odpowiedniej kadry więziennej.
Niestety, dozorcy to często osoby
o skłonnościach sadystycznych, a to
u skazanych może rodzić tylko nienawiść, a więc raczej demoralizuje.
Interesowałam się kiedyś tym zagadnieniem, odwiedzałam więzienia
i spostrzegłam, że poziom niektórych pracujących tam osób pozostawia wiele do życzenia.
Ponadto uważam, że wielu winowajców można by – ze względu
na koszty – skazywać na ograniczenie wolności w formie swoistego aresztu domowego. Dysponuje
się już środkami technicznymi, które potrafią dobrze lokalizować oznakowane elektronicznie osoby. Nie
zapominajmy, że w obecnej sytuacji
pobyt w więzieniu demoralizuje.
– A praca przymusowa więźniów?
– Miałaby ona niewątpliwie sens
pewnego zadośćuczynienia, no i niebagatelne znaczenie wychowawcze,
Może to zbulwersuje wielu czytelników, ale jestem zwolenniczką
przywrócenia w jakimś wymiarze
kary chłosty. Nie chodzi oczywiście
o fizyczne znęcanie się nad kimś lub
powodowanie uszkodzeń ciała. Myślę jednak, że sprawienie – zwłaszcza w przypadku młodocianych
przestępców – dolegliwości fizycznej zamiast zamykania w domach
poprawczych byłoby skuteczniejszą
formą oddziaływania. Tak zwane poprawczaki to wylęgarnie przyszłych
kryminalistów. Chciałabym też przypomnieć, że legalne do niedawna
fizyczne karanie w szkołach i domach było właśnie formą chłosty.
– Wiele osób postuluje przywrócenie kary śmierci...
– Nie jestem jej zwolenniczką.
Po pierwsze, w historii było mnóstwo pomyłek w jej orzekaniu,
a przecież szkoda, jaką czynimy niesłusznie skazanemu na śmierć, jest
nieodwracalna. Poza tym nie sądzę,
abyśmy jako społeczeństwo mieli
prawo pozbawiać kogoś życia. Są
pewne granice, których nie powinniśmy przekraczać, nawet wobec
morderców. Jestem natomiast za
skazywaniem szczególnie niebezpiecznych kryminalistów na rzeczywiste kary dożywotniego więzienia. Mam na myśli osoby o trwale
wypaczonej psychice, niebezpieczne dla otoczenia.
– W Polsce szczególnie bezkarne pozostają osoby, które popełniły wielkie przestępstwa gospodarcze.
– Zdecydowanie popieram stosowanie kary przepadku mienia pochodzącego z przestępstwa. Szczególnie też należałoby badać, czy osoby bliskie przestępcy nie wzbogaciły się w niewyjaśnionych okolicznościach. W naszym kraju oszuści są
formalnie bardzo ubodzy.
Rozmawiał ADAM CIOCH
18
Nr 39 (186) 26 IX – 2 X 2003 r.
NASZA RACJA
OGŁOSZENIA PARTYJNE
Zarząd Krajowy APP RACJA – ul. Zegrzyńska 8,
05-110 Jabłonna, tel. (22) 782 45 86; strona internetowa: www.racja.org; e-mail: [email protected] Osoby zainteresowane finansowym
wspieraniem działalności partii prosimy o dokonywanie wpłat na konto: APP RACJA ING BANK
ŚLĄSKI Oddział w Łodzi; 041050146110000022
66001722. Wpłaty muszą zawierać imię, nazwisko, adres, PESEL darczyńcy i tytuł wpłaty.
DOLNOŚLĄSKIE
Wrocław – zarząd wojewódzki, ul. Braniborska
19/3, tel.(71) 355 45 03. Konto: PKO BP I/o
Wrocław 2910205226-128520231.
Wrocław – Urszula Bielska (71) 355 45 03; 0-609
113 566, Marek Grządziel (71) 361 60 34; 0-605
033 720; Edward Hołówko (71) 344 53 33; 0-600
856 904;
Bolesławiec – Antoni Liput 0-609 814 643;
Głogów – Marcin Malczyk 0-506 869 511;
Grudziądz – Teresa Nowaczyk, Edward Poraziński (56) 462 13 95; 0-603 703 904;
Jawor – Paweł Rybczyński (76) 870 20 04; 0-601
960 185;
Jelenia Góra – Andrzej Turkiewicz (75) 755 25 04;
0-502 049 532; Urszula Musielak (75) 761 19 02;
Kamienna Góra – Maria Lemańska (75) 742 65 96;
Kłodzko – Kazimierz Sobol (74) 647 04 86;
Legnica – Alfred Giebień (76) 856 13 22; 0-602
588 297;
Polkowice – Jan Forościej (76) 845 50 11;
0-604 577 561;
Strzelin – Roman Szwarc (71) 394 90 12;
Świebodzice – Krzysztof Filipiak (74) 666 88 01;
0-609 474 729;
Ząbkowice Śląskie – Marian Gawęda (74) 641
02 25; 0-600 552 449;
Zgorzelec – Jerzy Grzyb (75) 648 21 21; 0-607
915 612;
Złotoryja – Kazimierz Kozłowski 0-603 369 599;
Zarząd wojewódzki poszukuje osób do koordynacji działalności na terenie Wałbrzycha i okolic. Kontakt: Urszula Bielska.
Najbliższe zebrania:
Świdnica – 26.09, godz.17, ul. Armii Krajowej 10,
Dom Działkowca;
Zgorzelec – 27.09, godz.18, ul. Warszawska 1
(dawny ZUS) – zjazd powiatowy;
Wałbrzych – 28.09, godz. 11, klub „NOT”, ul.
Szmidta 4a.
KUJAWSKO-POMORSKIE
Bydgoszcz – zarząd wojewódzki i miejski, ul. 20
Stycznia 21, tel. (52) 347 83 60-62. Dyżury
w każdy czwartek w godz.17–19.
Przewodniczący zarządu wojewódzkiego – Leszek
Niedźwiecki 0-603 362 577;
Przewodniczący zarządu miejskiego – Stanisław
Kantorowski 0-606 358 817;
Wiceprzewodniczący – Franciszek Lemańczuk
0-601 617 385;
Wiceprzewodniczący – Marek Moszyński (52) 361
08 64;
Skarbnik – Grażyna Niewiadomska 0-607 852 753;
Członek – Hanna Rokicka 0-609 290 723;
Toruń – Stanisław Gęsicki (56) 651 93 58;
Chełmża – J. Kowalski (56) 675 67 54;
Najbliższe zebrania:
Toruń – 28.09, godz.15, ul. Sienkiewicza 35
(kasyno wojskowe) – zjazd miejski.
Grudziądz – 3.10, godz. 17, ul. Pułaskiego 10A/18,
siedziba zarządu.
LUBELSKIE
Lublin – zarząd wojewódzki, tel. (81) 746 97 24;
Lublin – Jerzy Majewski (81) 746 97 24; 0-693
378 871; Piotr Podstawka (81) 534 62 30; 0-601
165 841;
Biłgoraj – Stanisław Pułapa (84) 685 42 12;
Chełm – Zbigniew Pierściński 0-501 711 386;
Kraśnik – Olgierd Barcikowski (81) 825 82 11;
Puławy – Dariusz Filipek 0-693 388 945;
Włodawa – Edward Gorczycki (82) 572 21 01;
Zamość – Zbigniew Przepiórka 0-696 438 007;
Chętnych do zakładania struktur na terenie województwa prosimy o kontakt z Jerzym Majewskim
lub Piotrem Podstawką z Lublina.
Najbliższe zebrania:
Lublin – 26.09, godz.17, ul. Nałęczowska 53,
restauracja „Zacisze”.
Biała Podlaska – 28.09, godz.17, ul. Okopowa 18/3,
świetlica Spółdzielni Mieszkaniowej „Terebelska II”.
Łódź – Elżbieta Szmigielska 0-503 162 608;
Agata Szubka 0-507 345 522;
Tomaszów Mazowiecki – Jarosław Kość 0-602
586 646, dyżury: wtorek 17.30–19, ul. Żurawia 21;
Łowicz – Mirosław Iwański (46) 837 78 39;
Waldemar Szalewia (46) 837 46 46;
Piotrków Trybunalski – Waldemar Świder 0-601
346 223.
MAŁOPOLSKIE
Kraków – zarząd wojewódzki, ul. Wójtowska 3/39,
tel. (12) 634 54 53, dyżury: środy 16–18, piątki
12–14;
Kraków – Zbigniew Sawiński 0-502 715 902;
Stanisław Błąkała (12) 636 73 48; Olgierd Krupiński 0-603 420 074;
Andrychów, Wadowice – Jan Smolec (33) 875
85 20;
Chrzanów – Marian Wojnar (32) 623 22 92;
Nowy Sącz – Andrzej Idzik (18) 443 62 61;
Zbigniew Bosek (18) 441 54 65;
Olkusz – Tomasz Kulig (32) 643 40 90; Andrzej
Łukowski (32) 642 49 48;
Oświęcim – Tadeusz Paradysz 0-607 334 886;
Lucjan Fidyt (33) 843 28 48;
Proszowice – Janusz Skoczylas 0-602 382 135;
Tarnów – Bogdan Kuczek (14) 624 27 93.
Zarząd wojewódzki poszukuje chętnych do organizowania struktur partii w powiatach: Bochnia,
Brzesko, Dąbrowa Tarnowska, Myślenice,
Miechów, Sucha Beskidzka, Wieliczka
Najbliższe zebrania:
Andrychów – 3.10, godz. 16, ul. Lenartowicza 7,
klub osiedlowy.
MAZOWIECKIE
Warszawa – zarząd wojewódzki, ul. Zegrzyńska 8,
05-110 Jabłonna, tel. (22) 782 45 86. Dyżury: poniedziałki w godz.15–19. Konto APP RACJA: ING
BANK ŚLĄSKI Oddział w Warszawie nr
60105010381000002271547404.
Warszawa:
Bemowo – Alicja Dominiak 0-503 433 133;
Mokotów – Mirosława Zając 0-502 362 404;
Ochota – Marek Dembowski 0-691 539 445;
Praga – Marek Foryś 0-502 383 166;
Śródmieście – Michał Struszewski 0-504 150 733;
Targówek – Alfred Stęplewski 0-609 133 308;
Włochy – Piotr Skorko 0-506 979 978;
Wola – Waldemar Cieśluk 0-604 913 577.
Ciechanów – Lidia Cyranowicz (23) 671 35 20;
Nowy Dwór – Zbigniew Kwaśniewski 0-601 230
614;
Otwock – Stanisław Wiśniewski 0-601 761 652;
Płock – Gabriel Kemicer 0-504 587 261,
Płońsk – Stefan Kamiński 0-607 048 581;
Pruszków – Krystyna Laskowska 0-600 248 875;
Radom – Marek Motyka 0-603 196 411
Siedlce – Marian Kozak 0606 153 691;
Najbliższe zebrania:
Warszawa–Żoliborz – 28.09, godz.13, ul. Próchnika 8A, Dom Kultury – barek (na tyłach teatru
„Komedia”);
Warszawa – 4.10, godz. 16, ul. Kwatery Głównej 46, Wild West Saloon – spotkanie integracyjne członków i sympatyków Antyklerykalnej Partii
Postępu RACJA oraz czytelników FiM (piwo i grill
na koszt własny).
OPOLSKIE
Opole – zarząd wojewódzki, ul. Domańskiego 21,
tel. (77) 457 49 04; Stanisław Bukowski (77) 457
49 04; Stanisław Pokrywka 0-696 667 317.
Najbliższe zebrania:
Opole – 26.09, godz. 19, ul. Domańskiego 21.
PODLASKIE
Białystok – zarząd wojewódzki, ul. Zwycięstwa
8, tel. 651 25 70 (wew. 119), dyżury: wtorki, środy, czwartki 16–18;
Łomża – Grzegorz Kotarski 0-501 247 578, Radosław Zawojski 0-600 052 540;
Hajnówka – Stanisław Sobczak (85) 683 33 34.
Najbliższe zebrania:
Łomża – 28.09, godz. 16, ul. Długa 6, restauracja „Tango” (II p.).
PODKARPACKIE
Rzeszów – zarząd wojewódzki, ul. Słowackiego
24, dyżury: wtorki, czwartki 16–18, soboty 11–13.
Rzeszów – Jan Stępień (17) 857 82 57.
LUBUSKIE
Gorzów Wlkp. – Eugeniusz Mikołajczak (95) 737
10 58;
Zielona Góra – Konrad Ciesielski (68) 320 44 02;
Gubin – Mirosław Sączawa 0-609 591912;
Nowa Sól – Mieczysław Ratyniak (68) 388 76 20;
Sulechów Babimost – Piotr Kozyra 0-507 862 427;
Żary – Józef Abramowicz (68) 479 32 32.
Zarząd wojewódzki poszukuje osób chętnych do
tworzenia struktur na terenie powiatów: Przemyśl,
Kolbuszowa, Łańcut, Brzozów, Jasło, Lubaczów,
Nisko, Krzyżów, Krosno, Mielec, Przeworsk, Lesko
i Bieszczady.
Dębica – Piotr Michoń 0-503 177 859;
Najbliższe zebrania:
Dębica – 26.09, godz. 18, Rynek 14, budynek Rzemieślnik;
Rzeszów – 5.10, godz.11, ul. Kamińskiego 12.
ŁÓDZKIE
Łódź – zarząd wojewódzki, ul. Próchnika 1, pok.
307, tel. (42) 632 34 83, dyżury: poniedziałek
14–17.30, środa 10–18;
POMORSKIE
Gdańsk – zarząd wojewódzki, ul. Grodza Kamienna 1, tel. (58) 305 17 30, dyżury: środy 15–18,
soboty 10–14.
Gdańsk – Andrzej Kotłowski 0-601 258 016;
Zbigniew Krasnodębski 0-693 410 662;
Gdynia – Ziemowit Bujko 0-606 924 771;
Sztum – Andrzej Petrykowski 0-602 446 758;
Kwidzyń – Leszek Maroń 0-502 358 947.
ŚLĄSKIE
Bytom – zarząd wojewódzki, ul. Dworcowa 2,
dyżury: poniedziałki 14–16, kontakt: Tomasz Sroka 0-501 858 115. Konto: Zarząd Wojewódzki APP
RACJA, 41-902 Bytom, MILLENNIUM BIG BANK
S.A. o/Bytom nr 81116022020000000035906515.
Powiaty:
Bytom – Julian Marcichow 0-502 718 111;
Będzin – zarząd powiatowy, ul. Małachowskiego
29, tel. 265 86 54, dyżury: środy 11–13, piątki
16–18, Kazimierz Zych 0-601 404 945;
Chorzów – Tomasz Sroka 0-501 858 115; Rafał
Maćkowiak 0-600 299 101;
Cieszyn – Bogdan Starski 0-604 461 510;
Częstochowa – zarząd powiatowy, al. NMP 24
(II piętro, lokal PPS), dyżury: wtorki i czwartki
17–19, Andrzej Bak 0-502 085 148; Maciej Kołodziejczyk 0-601 505 890;
Gliwice – zarząd powiatowy, czytelnia EMPiK /pok
103/, dyżury we wtorki 15–17 i czwartki 11–13,
tel. 0-694 309 198;
Katowice – zarząd powiatowy, ul. Sokolska 10A/4,
tel. (32) 259 78 17, dyżur: czwartki 15–18.
Ruda Śląska, Wirek – zarząd powiatowy, ul.
1 Maja 270, tel. 242 30 33; 240 70 34, dyżury:
wtorki 17–19, piątki 10–12, Henryk Wiedehoeft
0-605 369 803;
Tarnowskie Góry – Mariusz Podgórny 0-609
068 592;
Tychy – siedziba: ul. Grota Roweckiego 10
(pok. 102), dyżury w środy 17–19.
Najbliższe zebrania:
Będzin – 29.09, godz. 18, ul. Małachowskiego 29.
Bielsko-Biała – 30.09, godz. 17, ul.1 Maja 45/4.
Jastrzebie Zdrój – 27.09, godz. 17, ul. Jasna,
bar „Caro”.
Katowice – 9.10, godz. 17, ul. Sokolska 10A/4.
Sosnowiec – 2.10, godz. 17, ul. Przyjaciół Żołnierza, hotel „Orion”.
Świętochłowice – 01.10, godz. 18 – Wirek, ul.
1 Maja 270, siedziba powiatowa w Rudzie Śląskiej.
Zabrze – 04.10, godz.15, ul. Szczęść Boże, pub
„Galeria”.
ŚWIĘTOKRZYSKIE
Kielce – zarząd wojewódzki, ul. Warszawska 6 /p.
7/, tel. (41) 344 72 73, dyżury: wtorki i czwartki
14–18, konto: APP Racja. ING Bank Śląski o/Kielce STAREO nr 50105014161000002272130010.
Kielce – Józef Niedziela 0-609 483 480;
Ostrowiec Świętokrzyski – Arkadiusz Freilich
0-503 021 744;
Pinczów – Andrzej Sedrowski 0-694 835 548;
Skarżysko-Kamienna – Przemysław Skorek 0-608
366 267; Wiesław Milczarczyk 0-693 424 226;
(41) 251 00 14;
Staszów – Dariusz Klimek 0-606 954 842;
Włoszczowa – Zbigniew Nowak (41) 394 38 20;
Starachowice – (41) 274 15 76;
Nowiny ,Chęciny, Małogoszcz – Mariusz Nowak
0-601 705 305; Paweł Jaworski 0-604 445 623;
Warszawsko-watykański spisek
4 października 2003 r. w Rzymie rozpocznie się konferencja
międzyrządowa, podczas której
ma zostać uzgodniony ostateczny
tekst unijnej konstytucji. W Polsce Kościół watykański wywiera
na rządzących presję, aby domagali się umieszczenia w preambule konstytucji odwołania do wartości chrześcijańskich. Polscy negocjatorzy liczą na poparcie m.in.
Włoch i Irlandii – eksportując tym
samym ciemnogród, który prowadzi do zaniechania postępu i rozwoju społeczeństw europejskich.
Utworzenie „europejskiej unii religijnej” pod egidą Watykanu jest jednym z głównych starannie ukrywanych
celów Karola Wojtyły. Odwołanie się
do katolickiego Boga w ustawie zasadniczej oznaczać będzie de facto kres
reformacji, gdyż zgodnie z deklaracją „Dominus Iesus” z 2000 r. jedynym pośrednikiem na drodze zbawienia jest Kościół katolicki. A gdzie
jest poszanowanie dla wyznawców innych religii i kościołów? A gdzie szacunek dla Konstytucji RP i jej zapisów o wolności sumienia i wyznania?
Rzym dąży do otoczenia swą kuratelą wspólnoty europejskiej od początku jej istnienia. Czy za taką Unią
głosowaliśmy w referendum?
Wiernymi „dywizjami” Watykanu są wszystkie partie chadeckie
i tzw. chrześcijańskie, jak również
sklerykalizowane SLD. To za ich pośrednictwem wmawia się opinii publicznej, że zjednoczenie Europy jest
wolą bożą, a prawo wspólnoty – prawem bożym. Nowa konstytucja europejska z katowartościami, jak to
proponuje rząd, oraz postępująca klerykalizacja życia społecznego i politycznego narzucą nam katolickiego
cezara, który stanie się zwierzchnikiem moralnej obłudy dla wszystkich
postępowych krajów, a światłe społeczeństwa (wzorem polskiego) staną się watykańskim wasalem. Zadaniem wasala będzie oddać cezarowi
to, co do niego należy – wolną, demokratyczną Polskę i Europę.
Antyklerykalna Partia Postępu
RACJA stanowczo protestuje przeciwko dalszemu życiu w czarnej rzeczywistości!
JERZY WRÓBEL
Sekretarz generalny APP RACJA
RACJA u Rybaka
W Krzeszowie, nieoficjalnej
letniej siedzibie biskupów legnickich, coroczną atrakcją jest odpust u stóp „cudownego” obrazu. W tym roku atrakcją stała
się akcja i stoisko APP RACJA.
Miejsce na przyklasztornym
parkingu zostało wykupione dużo
wcześniej i w dzień odpustu zjechali do Krzeszowa liczni członkowie partii: zarząd województwa dolnośląskiego, jeleniogórzanie, koledzy ze Świdnicy, Świebodzic, Kamiennej Góry (organizator). Większość pięknie odziana w antyklerykalne koszulki.
Reakcja sukienkowych – bezpłatny opieprz z ambony, spowodowała
większy wzrost zainteresowania i ludzie napłynęli szerokim strumieniem.
Po odpuście zgłosiło się wielu nowych
członków – co będzie, kiedy sukienkowi nagłośnią burdele i meliny?
Ciekawie było też w toalecie, poza klasztornym terenem, gdzie rozlegały się z głośników odgłosy mszy...
Wierni byli zbulwersowani.
Świętych miejsc, obrazów i odpustów jest w III RP dostatek – koledzy z innych rejonów kraju – korzystajcie!
HJ
Fot. Marek Grządziel
WARMIŃSKO-MAZURSKIE
Olsztyn – zarząd wojewódzki, ul. Panasa 1A, tel.
(89) 541 19 05, dyżury: środy 17–20, soboty 14–17;
Konto ZW APP RACJA, Bank Pocztowy S.A. Oddział Olsztyn ul. Kopernika 40 nr 1320110431299233-27006-21100-100010/0
Olsztyn – Bronisław Oleszkiewicz (89) 543 26
33; Grażyna Kurczewska 0-608 335 102; Anania
Toczko-Sandowicz 0-605 535 207;
Iława – Kazimierz Jeziorski 0-506 195 556;
Olecko – Zbigniew Kaczmarek 0-501 426 665;
Jerzy Woźniak 0-504 608 716;
Biskupiec – Tadeusz Markiewicz (89) 715 31 98;
Ełk – Zbigniew Draniewicz (87) 610 18 79;
Elbląg – Leszek Bogutyn 0-601391 586;
Giżycko – Grzegorz Rutkiewicz (87) 428 82 01;
Najbliższe zebrania:
Elbląg – 4.10, godz.16, ul. Grunwaldzka 31.
ZACHODNIOPOMORSKIE
Szczecin – Zbigniew Ciechanowicz 0-600 368 666;
Krzysztof Mościbroda 0-602 763 226;
Białogard – Jerzy Grzelak 0-604 914 621;
Choszczno – Lucjan Fałdrowicz 0-692 787 803;
Drawno – Adam Janił 0-505 702 412;
Goleniów – Ireneusz Kosmala 0-605 892 613;
Gryfice – Henryk Krajnik 0-603 947 963;
Gryfino – Henryka Pankowska 4161118
Kołobrzeg – Grzegorz Stelmach 0-505 155 172;
Koszalin – Jan Piechowski (94) 345 42 89;
Pyrzyce – Leopold Wolański 0-692 597 374;
Stargard Szczeciński – Wojciech Kłaczkiewicz
0-601 723 440;
Świnoujście – Jerzy Strymiński 0-604 797 181;
Wałcz – Józef Ciach 250 95 46.
Najbliższe zebrania:
Stargard Szczeciński – 28.09, godz.17, ul. Wieniawskiego, pub „YES”;
Szczecin – 28.09, godz. 17, hotel „Radisson”
– zjazd połączony z wyborem władz miejskich.
Dawny Dom Pielgrzyma, dziś domek biskupa Rybaka
Koszulki antyklerykalne przebiły różańce
Nr 39 (186) 26 IX – 2 X 2003 r.
LISTY
By żyć godnie
Nasz kraj osiągnął już dno. Dno
gospodarcze, społeczne i kulturowe.
Rządzą nami nieudacznicy i popaprańcy, którzy nie robią nic poza nabijaniem swojej kiesy naszymi pieniędzmi. My, młodzi ludzie, wbrew
pozorom interesujemy się polityką
i losem naszego kraju, tryskamy energią i mamy głowy pełne pomysłów,
jednak nikt się z nami nie liczy. Mamy być kwiatem młodzieży, a ja mam
wrażenie, że jesteśmy chwastem społeczeństwa polskiego. Chcemy żyć
godnie. Mamy w dupie Kościół
i całą czarną mafię, która chce się
wedrzeć w każdą dziedzinę życia. To
dzięki Wam zacząłem głośno mówić o tym, co myślę, to Wy pomogliście mi zrozumieć, że nie jestem
sam. Mam nadzieję, że uda mi się
wstąpić do APP RACJA, bo, jak na
razie, jesteście jedyną alternatywą na
normalne życie.
Tomek ze Szczecina
Młodzież przyszłością...
Pozwalam sobie skreślić te parę
słów jako stały i młody czytelnik „Faktów i Mitów” (mam 17 lat). Zostałem wychowany w całkowitych przekonaniach antyklerykalnych, z czego jestem dumny! Dlatego też cieszę
się, że jest gazeta niszcząca i ujawniająca afery związane z czarną szarańczą, wpieprzającą się z butami
w nasze życie!!! Czarne zgredy myślą, że w tym kraju można wszystko,
że jak lewicowy rząd liże dupy wszystkim, którzy są związani z klerem, to
naród się z tego cieszy! Ja mówię
NIE i tym brudnym politykom i całemu zasranemu Kościołowi.
Adam Dernoga, Piła
Przekupny ksiądz
Mam 13 wiosen, a Wasze pismo
czytam od dawna. Pokazała mi je
babcia, która zaczytuje się w Waszych, często szokujących, artykułach.
Chciałabym przytoczyć pewną
historię, która przydarzyła mi się,
kiedy byłam w piątej klasie. Otóż
ksiądz, który nas uczył religii zaproponował mojej koleżance (cytuję):
„Jeżeli obiecasz mi przed obliczem
naszego Stwórcy, że będziesz chodzić co niedziela do kościoła, to
postawię ci piątkę na świadectwie”.
To było najprostsze przekupstwo!
Mi też to zaproponował, lecz ja
– pewna swoich lekko ateistycznych
poglądów – wybrałam gorszą, ale
sprawiedliwą ocenę.
Z kolejną niemiłą sytuacją „religijną” spotkałam się później, po
3 miesiącach, tym razem z katechetką. Pani D. przepytywała nas z ostatniej lekcji. Podniosłam rękę i, zamiast udzielić poprawnej odpowiedzi na jej pytanie, zapytałam: „Dlaczego w Piotrkowie jest tak dużo kościołów?”, a ona na to: „Dziecko.
LISTY OD CZYTELNIKÓW
do figur i obrazów itp. No i co wtedy? Kasa pusta, datków nie ma i hierarchia kościelna więdnie jak niepodlewana roślina. Aż wreszcie – uschnięta – zostaje wyrzucona na śmietnik
historii. Piękne marzenia, chyba nie
do zrealizowania!
Ktoś powiedział, że głupota ludzka – tak jak wszechświat – nie ma
to fanatyczka Rydzyka, druga z kolei ma w rodzinie księdza.
Taka promocja obrazu proboszcza w telewizji to nic innego, jak
dobra reklama (darmowa!), a co za
tym idzie – to pielgrzymki i kasa.
I o to właśnie chodzi, a w ciemnogrodzie uwierzą we wszystko.
Była mieszkanka Bogdanowic
Najpierw pielgrzymka
Pomyśl, jeżeli ludzie nie chodzą do
kościoła, to co Kościół musi zrobić?
Oczywiście przyjść do ludzi!”. To było zarazem śmieszne i straszne. Po
tym wydarzeniu pani D. była w stosunku do mnie niesympatyczna i złośliwa.
Marysieńka
Piotrków Trybunalski
Polski cyrk
Ten cały grany bezustannie na
polskiej arenie „Cyrk według Monthy Papieża” dzieje się na oczach
dawno pozbawionych honoru parafian, którzy żyją w doktrynalnie obowiązującym systemie upodlenia,
charakteryzującym się m.in. takimi praktykami jak: przyklęki, walenie się na kolana na pokaz, padanie krzyżem na twarz, bicie się w piersi, samodonosicielstwo spowiedzi, wyznanie wiary depczące prawo do milczenia w sprawach przekonań czy
wreszcie żywcem zerżnięte ze zwyczajów pańszczyźnianych całowanie
kleru po rękach, podejmowanie „pod
kolana” zamienione w przyklęk z pochyleniem głowy, by mógł on położyć na niej rękę w geście błogosławieństwa. Podejmują tym samym decyzję o zawieszeniu swoich praw obywatelskich, tak ciężko wywalczonych
i okupionych krwią milionów bojowników o wyzwolenie mas spod
jarzma.
L.B.Bielski
Pomarzyć...
Wyobraźmy sobie, że kościoły opustoszały, wierni zrezygnowali z usług
księży, lud przestał pielgrzymować
granic. Jeżeli chodzi o wszechświat,
to mam pewne wątpliwości...
Józef P., Łódź
Propagandyści?
60 proc. Polaków przeciwnych
irackiej kompromitacji Wojska Polskiego nie natrafi w żadnej stacji telewizyjnej ani radiowej na choćby jeden głos zgodny z ich odczuciami.
Czy to dziennikarze „wolnych, niezależnych” mediów, czy tępi propagandyści, którzy otrzymali zadanie
ogłupienia ludzi i czynią to w sposób prymitywny, wywołujący mdłości? Chwała „Faktom i Mitom”, że
jako jedyne na rynku prasowym zachowują się godnie i rozumnie.
Andrzej K., Warszawa
Cuda dewotów
W niedzielę włączam telewizor
i kanał lokalny z Wrocławia. W programie emitują relację z Bogdanowic, gdzie w tamtejszym kościele znajduje się obraz M.B. z Monastyrza.
Tamtejszy proboszcz A. Szubka
bez zająknięcia opowiada, jakich łask
ludzie doznali, a nawet, że pojawiły
się łzy na obrazie. Cud to jest, ale
taki, że nikt o tym w Bogdanowicach
od czasów, kiedy obraz został przewieziony przez poprzedniego proboszcza śp. K. Jońca, nic nie słyszał. Gdyby były cuda, to i byłyby
pielgrzymki, tak jak do Oławy.
Ciekawostką był komentarz
dwóch pań, które jedzą księdzu
z ręki. Łask płynących z cudownego obrazu doznały takich: jedna
Kilka dni temu oglądałem reportaż telewizyjny o kłopotach bardzo biednej rodziny chłopskiej. Zabiedzona, sympatyczna z buzi kobieta, otoczona wianuszkiem umorusanych dzieci, mówiła o swych
niedostatkach. Mąż bez pracy, gospodarstwo malutkie, czasem z opieki społecznej kapnie kilka groszy.
Teraz, w lecie jest trochę lżej, bo
zbierają i sprzedają jagody, choć
z powodu suszy urodzaj niewielki.
Ale już pokazują się w lesie grzyby i z ich sprzedaży zbierze się trochę pieniędzy... na pielgrzymkę do
Częstochowy w sierpniu. Nie na treściwszą zupę dla dzieci, nie na kawałek mydła, by je umyć, nie na
puszkę farby, by odświeżyć mieszkanie itp., ale na pielgrzymkę!
Takich właśnie biednych i głupich rodaków kocha Kościół. Robić dzieci, bo tak podobno chce
Bóg, i żyć na melodię popularnej
niedawno pieśni patriotycznej
– oto ich cel.
Wszystko, co nasze klechom oddamy,
Wolność i portfel, i każdą myśl.
Cieszą się czarni: „Idą barany,
Otwórzcie bramy, będziemy
strzyc”.
Janusz Matyas, Wrocław
Komu bije...
To straszne. Od 2 lat mieszkam
w kamienicy, za którą znajduje się
kościół. Codziennie mój sen jest
przerywany o godz. 6.00 (potem
co godzinę) potężnym biciem dzwonów. Wstawiłam szczelne okna, ale
nie pomogło. Śpię przy zamkniętych i też nie wytrzymuję. Napisałam do tutejszej gazety „Express”.
Wydrukowali mały artykuł, ale co
to dało? Kiedyś wkurzona zadzwoniłam do proboszcza i najzwyczajniej w świecie wykrzyczałam, co
o tym myślę. Wszyscy mi mówią, że
nie wygram, że takich jak ja musiałoby się zebrać znacznie więcej,
ale wiem, że to jest niemożliwe.
Uważam to za ogromny problem.
Msze przez megafon i dzwony kościelne w XXI wieku to debilizm.
Jakim prawem ktoś katuje innych
swoją wiarą? Już widzę, jak np.
świadkowie Jehowy na swoich
19
„Salach królestwa” zawieszają dzwony i puszczają je w ruch od 6.00 do
23.00. Albo jeszcze lepiej – wszystkie wyznania zaczynają w ten sposób akcentować swoje istnienie. Możecie to sobie wyobrazić?
A.R.
Sprostowanie
W artykule pt. „Łatwiej, czyli
trudniej” („FiM” 33/2003) ukazały
się nieścisłe i wprowadzające w błąd
informacje dotyczące nowelizacji
przepisów w sprawie miejsc uznanych odpraw celnych.
Nowelizacja ustawy Kodeks celny przewiduje, że dotychczasowe
miejsca wyznaczone lub uznane stracą ważność po okresie trzech miesięcy od dnia wejścia w życie nowego rozporządzenia w sprawie miejsca wyznaczonego lub uznanego
przez organ celny, w którym mogą
być dokonywane czynności przewidziane przepisami prawa celnego.
Jednakże po upływie tego okresu
nastąpi utrata możliwości uzyskania zgody organu celnego w miejscu uznanym. Po wejściu w życie
ww. rozporządzenia zarówno osoby, które obecnie są adresatami decyzji o uznaniu miejsca, jak i osoby, które dopiero zamierzają ubiegać się o uznane miejsca, będą mogły wystąpić z wnioskiem o uznanie miejsca do właściwego dyrektora izby celnej.
p.o. Dyrektor Biura Prasowego Ministra Finansów
Izabella Laskowska
REWELACJA
DLA KONESERÓW
Już za tydzień zapraszamy
wszystkich PT Czytelników do
lektury niebywałej. Do lektury
jedynej w swoim rodzaju. Redakcja „FiM” odnalazła (i przetłumaczyła) książkę w Polsce
nieosiągalną od lat. Książkę tak
obrazoburczą, że sam autor nie
odważył się na publikację swojego dzieła.
Już w następnym numerze
„Faktów i Mitów” „Listy z Ziemi” Marka Twaina!
OGŁOSZENIE
Czytelników, którzy nie mogą kupić naszej gazety w którymkolwiek z punktów sprzedaży prasy, prosimy o zasięgnięcie informacji u sprzedawcy na temat
adresu punktu i nazwy kolportera dostarczającego gazety,
a następnie o kontakt (tel. 0-501
361 333).
Redakcja
TYGODNIK FAKTY i MITY Prezes zarządu i redaktor naczelny: Roman Kotliński (Jonasz); Zastępcy red. naczelnego: Marek Szenborn, Marek Sitkowski; Sekretarz redakcji: Adam Cioch – tel. (42) 637 10 27;
Dział reportażu: Anna Tarczyńska, Ryszard Poradowski – tel. (42) 639 85 41; Dział historyczno-religijny: Paulina Starościk – tel. (42) 630 72 33; Redaktor graficzny: Tomasz Kapuściński; Fotoreporter:
Marcin Bobrowicz; Dział promocji i reklamy: tel. (42) 630 73 27; Dział łączności z czytelnikami: (42) 630 70 66; Adres redakcji: 90-601 Łódź, ul. Zielona 15; e-mail: [email protected]; Wydawca:
„BŁAJA News” Sp. z o.o.; Sekretariat: tel./fax (42) 630 70 65; Druk: POLSKAPRESSE w Łodzi. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do adiustacji i skracania tekstów.
WARUNKI PRENUMERATY: 1. W Polsce przedpłaty przyjmują: a) Urzędy pocztowe i listonosze – do 25 listopada na pierwszy kwartał 2004 r. Cena prenumeraty – 28,60 zł za jeden kwartał; b) RUCH SA – do 25 listopada na pierwszy kwartał 2004 r. Cena prenumeraty – 28,60 zł kwartalnie. Wpłaty przyjmują jednostki kolportażowe RUCH SA w miejscu zamieszkania prenumeratora. 2. Prenumerata zagraniczna: Wpłaty przyjmuje jednostka RUCH SA Oddział Krajowej Dystrybucji Prasy na konto w PEKAO SA IV O/Warszawa nr 12401053-40060347-2700-401112-005
lub w kasie Oddziału. Informacji o warunkach prenumeraty udziela ww. Oddział: 01-248 Warszawa, ul. Jana Kazimierza 31/33, tel.: 0 (prefiks) 22 532 87 31, 532 88 16, 532 88 19, 532 88 20; infolinia 0 800 12 00 29. Ceny prenumeraty z wysyłką za granicę w PLN dla wpłacających
w kraju: pocztą zwykłą (cały świat) 132,–/kwartał; 227,–/pół roku; 378,–/rok; pocztą lotniczą (Europa) 149,–/kwartał; 255,–/pół roku; 426,–/rok; pocztą lotniczą (reszta świata) 182,–/kwartał 313,–/pół roku 521,–/rok. W USD dla wpłacających z zagranicy: pocztą zwykłą (cały świat)
88,–/rok; pocztą lotniczą (Europa) 99,–/rok; pocztą lotniczą (reszta świata) 121,–/rok. Prenumerata zagraniczna RUCH SA płatna kartą płatniczą na www.ruch.pol.pl 3. Prenumerata w Niemczech: Verlag Hûbsch & CO., Dortmund, tel. 0 231 101948, fax 0 231 7213326.
4. Dystrybutorzy w USA: New York – European Distribution Inc., tel. (718) 821 3290; Chicago – J&B Distributing c.o., tel. (773) 736 6171; Lowell International c.o., tel. (847) 439 6300. 5. Dystrybutor w Kanadzie: Mississauga – Vartex Distributing Inc., tel. (905) 624 4726.
Księgarnia „Pegaz” – Polska Plaza Wisła, tel. (905) 238 9994. 6. Prenumerata redakcyjna: do 5 grudnia na pierwszy kwartał 2004 r. Cena 28,60 zł. Wpłaty dokonywać na konto: BŁAJA NEWS, 90-601 Łódź, ul. Zielona 15, Bank Przemysłowo-Handlowy PBK SA o/Łódź 87 1060 0076
0000 3300 0019 9492. 7. Zagraniczna prenumerata elektroniczna: p–[email protected] 8. Prenumerata na całym świecie: www.exportim.com. Szczegółowe informacje na stronie internetowej http://www.faktyimity.pl
Prenumerator upoważnia firmę „BŁAJA News” Sp. z o.o. ul. Zielona 15, 90-601 Łódź, NIP: 725-00-20-898 do wystawienia faktury VAT na prenumeratę tygodnika „Fakty i Mity” bez podpisu.
20
Nr 39 (186) 26 IX – 2 X 2003 r.
JAJA JAK BIRETY
ŚWIĘTUSZENIE
W Niemczech też...
D
ochody czerpane ze sprzedaży widoku nagich ciał powinny być przekazywane na cele religijne – stwierdził Wojciech
Eichelberger w rozmowie z Renatą Arendt-Dziurdzikowską.
Tematem rozmowy (kwietniowe
„Zwierciadło”) było wykorzystywanie przez media i agencje reklamowe widoku nagich ciał kobiecych do
promocji produktów oraz fakt, że
dzięki prezentowaniu skąpo ubranych modelek wzrastają zyski prasy i producentów. Zyski, które firmy zatrzymują dla siebie, zamiast
dzielić się nimi na przykład z księżmi! Skandal! Zdaniem Wojciecha
Eichelbergera, psychologa, psychoterapeuty i... buddysty, korzyści
związane ze sprzedażą obrazów
atrakcyjnego ludzkiego ciała powinien czerpać Kościół.
Filozofia uprawniająca pana
Eichelbergera do takiego twierdzenia
Szkolny humor
Pamiętaj! Nigdy nie dyskutuj z dziećmi. Są cwane, przebiegłe i zagną cię bez trudu. Nie
wierzysz? Oto dowód:
Rys. Tomasz Kapuściński
Ulotka z „Der geistige Revolutionär Christus”:
„Zatrzymać pedofilów”; „Już teraz wystąp z Kościoła” – nawołują
antyklerykałowie
Na lekcji religii nauczyciel omawia z 5- i 6-latkami Dziesięcioro
Przykazań. Właśnie omówili przykazanie o szanowaniu rodziców
i nauczyciel spytał:
– A czy jest jakieś przykazanie,
które mówi o tym, jak traktować
braci i siostry?
Kościół alfonsem?
zawiera się w rozumowaniu, że nasze ciało wcale do nas nie należy.
Nie mamy prawa go sprzedawać,
ponieważ ciało nie jest produktem
naszej pracy; nie mamy też moralnego tytułu, aby za pokazywanie
go brać pieniądze. Kasowanie szmalu za sesje zdjęciowe jest naganne.
Ponieważ istnieje problem, do kogo w rzeczywistości należy nasze ciało, dochody czerpane z tej działalności są podejrzane i jako takie najlepiej przeznaczać je na wspieranie
ludzi i instytucji rozważających kwestię, kto jest właścicielem ludzkiego ciała – człowiek czy Bóg? Jeśli
Bóg, to oczywiście Krk.
Uważamy, że postulat Wojciecha
Eichelbergera jest jak najbardziej
słuszny. Kościół rzymskokatolicki jest
instytucją w pełni uprawnioną do
czerpania dochodów ze sprzedaży
ciał – robi to bowiem od wieków,
choćby poprzez handlowanie „ciałem Chrystusa”. Czerpie również
ogromne korzyści ze sprzedaży wizerunków ciała ukrzyżowanego Syna Bożego czy też twarzy i przeróżnych postaci Matki Boskiej i innych
świętych. Dlaczego nie może oficjalnie brać kasy za sprzedaż wizerunków roznegliżowanych panienek reklamujących luksusowe samochody,
mydła, kremy czy wodę mineralną?
Oczekujemy na szybkie inicjatywy
parlamentarne. Nie można pozwolić, by taka fura pieniędzy marnowała się, nie służąc ludziom i instytucjom poszukującym właściciela naszych ciał!
J. KOSER
Mały chłopiec (najstarszy z rodzeństwa) odpowiada:
– Nie zabijaj.
¤¤¤
Przedszkolanka przechadzała się
po sali, obserwując rysujące dzieci.
Od czasu do czasu spoglądała, jak
idzie praca.
Podeszła do dziewczynki pracującej w wielkim skupieniu i spytała ją, co rysuje.
– Rysuję Boga.
Nauczycielka wyraziła zdziwienie:
– Ale przecież nikt nie wie, jak
Bóg wygląda...
Dziewczynka, nie przerywając
pracy, odpowiedziała:
– Za chwilę będą wiedzieli.
¤¤¤
Do szkoły zaproszono fotografa i nauczyciel namawia dzieci, by
każde kupiło odbitkę zdjęcia grupowego.
– Pomyślcie tylko, gdy już będziecie dorosłe, popatrzycie na fotografię i powiecie: „To Ania, teraz
jest prawnikiem”. Albo: „To jest
Michał. Teraz jest lekarzem”.
Na to cienki głosik z tyłu sali:
– „A to jest nauczyciel. Teraz
już nie żyje”.