Nr 47 - Polonia Berlin

Komentarze

Transkrypt

Nr 47 - Polonia Berlin
Bezpłatny miesięcznik informacyjno-ogłoszeniowy
Nr 47
Luty 2015
Tel.: 0177 83 81 167
[email protected]
www.poloniaberlin.de
www.poloniaberlin.de
1
2
www.poloniaberlin.de
www.poloniaberlin.de
3
KOBIETA
NA KRAŃCU ŚWIATA
Ta seria „Kobiety na krańcu
świata” będzie pełna inspirujących, wzruszających, ale też
szokujących historii. Podczas podróży po czterech kontynentach
Martyna Wojciechowska pozna
kilka niezwykłych kobiet, którym
los nie zawsze sprzyja, a ich historie pełne są zaskakujących zdarzeń i dramatycznych wyborów.
Na program zapraszamy w każdą
środę od 24 grudnia o godz. 15.25
(CET – Berlin, Paryż) do ITVN.
Odważna i zawsze gotowa na
nowe przygody polska dziennikarka i podróżniczka Martyna
Wojciechowska wybiera się w
kolejną wyprawę. Podczas niej
zasmakuje odmiennych kultur,
odwiedzi ciekawe zakątki świata oraz miejsca, do których nie
każdy ma dostęp. Jednak przede
wszystkim spotka na swojej drodze interesujące kobiety żyjące
w skrajnie różnych warunkach.
To one będą głównymi bohaterkami „Kobiety na krańcu świata”,
pokażą, jak wygląda codzienność
4
www.poloniaberlin.de
danej społeczności, opowiedzą
o swoich obawach, marzeniach i
sukcesach.
Martyna przedstawi widzom
m.in. taksówkarkę z Kuby, poławiaczkę złota z Sudanu Południowego, zaprzysiężoną dziewicę
z Albanii, bokserkę z Tajlandii,
mieszkankę grobowca z Filipin
i przedstawicielkę płci pięknej,
która w Belize poskramia krokodyle – jedne z najbardziej niebezpiecznych gadów na świecie.
Jedne odcinki będą ucztą dla automaniaków i miłośników sportu,
inne zapewnią solidną dawkę
kubańskiej muzyki, afrykańskiego słońca i egzotycznego, lecz
ponadnarodowego humoru. Pojawią się też łzy wzruszenia i bezsilności oraz nieznane w Polsce
rytuały. Na koniec sezonu odsłonimy kulisy realizacji programu
i pokażemy pracę ekipy Martyny
zza kamery. Zapraszamy do ITVN!
TEKST NA PODSTAWIE MATERIAŁÓW TVN
FOTO TVN Radek Orzel
www.poloniaberlin.de
5
6
www.poloniaberlin.de
www.poloniaberlin.de
7
uznał, że musi ostro walczyć o wyborców.
A najlepiej zrobić to przejmując ich hasła.
– AfD jest zagrożeniem dla partii konserwatywno-prawicowych, jak CSU i CDU. Szczególnie dla tej pierwszej, ponieważ w ostatnich wyborach europejskich AfD uzyskało w
Bawarii 8 proc. – tłumaczy prof. Ireneusz Karolewski z Centrum im. Willy’ego Brandta we
Wrocławiu. Stąd np. pomysł, by imigranci posługiwali się w domach językiem niemieckim.
Jego autorem jest przewodniczący CSU Horst
Seehofer. To jego partia jest autorem hasła
„Wer betruegt, der fliegt”, czyli „kto oszukuje,
ten wylatuje”.
Szukać zatrudnienia w Niemczech będzie można tylko pół roku. Potem: do widzenia.
Nowelizacja ustawy o swobodnym przepływie osób ma walczyć z nadużyciami
w systemie opieki społecznej, których rzekomo dopuszczają się imigranci.
Za pracę na czarno dostawali dotąd grzywnę, teraz stracą prawo pobytu. Brytyjski
premier David Cameron i rząd Holandii zyskali potężnego sojusznika w walce
o uszczelnienie narodowych rynków pracy i systemów zabezpieczeń socjalnych.
Do koalicji przeciwników turystyki zasiłkowej dołączyły Niemcy. Właśnie weszło
w życie znowelizowane przez rząd Angeli Merkel ustawodawstwo pozwalające legalnie
pozbywać się z RFN uciążliwych gastarbeiterów z Europy Środkowej.
Berlin zmienił ustawę o swobodnym przepływie osób. Przewiduje ona m.in. wprowadzenie nowej sankcji dla obywateli krajów
UE, jaką jest odebranie pozwolenia na pobyt,
w przypadku jeśli imigrant nie będzie w stanie
znaleźć zatrudnienia przez sześć miesięcy lub
gdy udowodni mu się wyłudzenie zasiłków.
Rząd wypowiedział też wojnę osobom pozorującym samozatrudnienie. Przy czym sam nie
jest w stanie określić skali tego zjawiska. Kolejnym punktem jest większa kontrola udzielania zasiłków na dziecko.
Zmiany wprowadzono mimo braku dowodów, że imigranci z Polski, Rumunii czy Bułgarii nadużywają gościnności RFN. Według
niemieckiego Instytutu Badań nad Rynkiem
Pracy i Zawodami stopa bezrobocia wśród
mieszkających nad Szprewą Bułgarów i Rumunów w połowie 2013 r. wynosiła 7,4 proc.,
Polaków zaś – 12,2 proc. Te wyniki są niższe od
średniej dla wszystkich obcokrajowców, która
wyniosła 14,7 proc.
– To nie jest tak, że Niemcy nie lubią szczególnie Bułgarów i Rumunów. Imigracja ich
jednak jakoś uwiera, skoro w sondażach 17
proc. z nich przyznaje, że czuje się obco we
własnym kraju, a odsetek obcokrajowców
szacują na dziesięć punktów procentowych
większy, niż jest w rzeczywistości – podsumowuje analityk działu niemieckiego Ośrodka
Studiów Wschodnich Artur Ciechanowicz.
Kto oszukuje, ten wylatuje z RFN
Prawo pobytu stracą też ci, którzy po sześciu miesiącach od przyjazdu do Niemiec nie
będą mogli wytłumaczyć w urzędzie pracy,
dlaczego dalej są bezrobotni. Zmianie ma ulec
również sposób przyznawania zasiłków na
dziecko. Teraz matka zgłaszając się po Kindergeld, będzie musiała podać numer identyfikacji podatkowej swój i dziecka. Ma to zapobiec
wielokrotnemu składaniu wniosków o zasiłek
w różnych urzędach na to samo dziecko.
8
Skoro Rumun to oszust?
Według rządu w proceder wyłudzania
zasiłków na dziecko były zaangażowane
w Niemczech grupy przestępcze z Bułgarii
i Rumunii. Zresztą nie był to jedyny sposób,
w jaki zdaniem Berlina kryminaliści nabijali
sobie kiesy kosztem systemu opieki społecznej. Inną metodą było zmuszanie imigrantów
do rejestrowania działalności gospodarczej,
a następnie pobieranie w ich imieniu zasiłku
dla bezrobotnych. W Niemczech, jeśli samozatrudniony nie wykazuje dochodu, należy
mu się zasiłek. Rząd federalny nie był jednak
w stanie oszacować skali tych przestępczych
procederów. Co ciekawe, nowela została opracowana błyskawicznie, a koszt jej wprowadzenia został oszacowany na 3,6 mln euro (zmienia ona także brzmienie innych ustaw, w tym
o podatku dochodowym i zwalczającą pracę
na czarno). Rząd wprowadził ją mimo braku
dowodów na to, że imigracja zarobkowa z Europy Środkowej nadużywa gościnności RFN.
Dane potwierdzają raczej przeciwny trend. W
Niemczech toczy się zaledwie 195 dochodzeń
w sprawie oszustw zasiłkowych popełnionych
przez obywateli Europy Środkowej.
Jak przekonuje analityk działu niemieckiego Ośrodka Studiów Wschodnich Artur
Ciechanowicz, paradoksem jest to, że zarówno odpowiedzialny za przygotowanie noweli
minister spraw wewnętrznych Thomas de
Maiziere, jak i niemiecki resort pracy przyznały, że zjawisko nadużyć nie jest duże. Skąd
nagłe zaostrzenie retoryki względem imigrantów na dość wyważonej scenie politycznej
Niemiec? – Wieloletni przewodniczący CSU
Franz Josef Strauss miał zasadę: w Niemczech
nie może być nic na prawo od jego partii
– tłumaczy Ciechanowicz. W obliczu rosnącego poparcia i sukcesów wyborczych AfD (eurosceptyczna partia Alternatywa dla Niemiec)
obecny przewodniczący CSU Horst Seehofer
Strachliwi Niemcy
Wzrost nastrojów antyimigranckich jest
wypadkową kilku czynników. Po pierwsze:
podobnie jak w przypadku Wielkiej Brytanii
i Holandii – chociaż w mniejszym niż w tych
krajach stopniu – Niemcy przestraszyli się
otwarcia lokalnego rynku pracy dla obywateli
Rumunii i Bułgarii. Lęki te okazały się w dużej
mierze nieuzasadnione, bowiem w 2013 r. za
Odrą mieszkało 267 tys. Rumunów i 147 tys.
Bułgarów. Trudno więc mówić o zalewie imigracji zarobkowej z południowej Europy. Nie
pomaga też sytuacja na Bliskim Wschodzie.
Eskalacja konfliktów w Syrii i Iraku (połączona
z wprowadzeniem ruchu bezwizowego z krajami bałkańskimi) doprowadziła do wzrostu
liczby wniosków o azyl w Niemczech. Według
szacunków w 2014 r. może je złożyć nawet
200 tys. osób (dla porównania: w 2013 r. było
to 127 tys., a pięć lat wcześniej 28 tys.). Poszukujący azylu są na utrzymaniu samorządów
lokalnych, które skarżą się, że nie otrzymują
na ten coraz cel większych środków.
Rząd federalny zapowiadał, że ograniczenia w dostępie do zasiłków będą zaprojektowane w taki sposób, aby
pozostawać w zgodzie z unijną swobodą przepływu osób.
Wyrok Trybunału w Strasburgu z listopada zapewnił państwom członkowskim UE w tej sprawie pewną swobodę.
Sędziowie orzekli, że urzędnicy z Lipska mieli prawo odmówić przedłużenia zasiłku Elisabecie Dano, Rumunce
mieszkającej w Niemczech od czterech lat, na podstawie
tego, że nigdy nie poszukiwała pracy.
Zasiłek na dziecko w Niemczech przysługuje każdej
matce, bez względu na poziom dochodów i wynosi 184
euro miesięcznie na pierwsze i drugie dziecko, 190 euro na
trzecie i 215 euro na czwarte i kolejne. Wielodzietna rodzina otrzymuje miesięcznie ponad tysiąc euro. Zasiłek przysługuje na dzieci w wieku do 18 lat. Osoby, które znajdują
się w ciężkiej sytuacji i nie pobierają zasiłku dla bezrobotnych, mogą ubiegać się o zasiłek opiekuńczy w wysokości
140 euro, pod warunkiem że mieszkają z dzieckiem w tym
samym mieszkaniu i nie ma ono więcej niż 25 lat.
Bardziej skomplikowany jest sposób wyliczania zasiłku dla bezrobotnych. Zależy on od przeciętnego dziennego zarobku danej osoby na przestrzeni ostatniego roku,
a także tego, czy ma dzieci. Prawo określa maksymalną
jego wysokość – 5,8 tys. euro w starych landach i 4,9 tys.
euro w nowych.
W Niemczech toczy się zaledwie 195 dochodzeń
w sprawie oszustw zasiłkowych
www.poloniaberlin.de
Jakub Kapiszewski
Huczne bale,
liczne
spotkania
towarzyskie…
jak zachować
sylwetkę po
karnawale
rocznych, bowiem wówczas wszystko wydaje się proste
i łatwe - mówimy do swojego odbicia w lustrze: odchudzam się, w końcu schudnę, pójdę na kurs angielskiego,
zdam egzaminy w terminie. Poprawia się nam samopoczucie, czujemy się szczuplejsi, lżejsi, wspanialsi, mądrzejsi,
pewniejsi siebie... Mija kilka dni i napotykamy trudności,
często porzucamy nasze odchudzanie, kursy językowe po
tygodniu, miesiącu... Poddajemy się, czar i magia postanowień pryska... W tym roku nie musi tak być!
Dopilnujmy, aby tegoroczne postanowienia były realne do spełnienia, podzielmy je na mniejsze etapy, określmy terminy realizacji poszczególnych działań, określmy
datę, termin. Zamiast mówić – muszę dokonać tego
natychmiast, postanówmy zadanie rozłożyć na miesiące,
a w ciągu roku osiągniemy nasz cel główny! Postanowienia, które podejmujemy na początku nowego roku, wiele
o nas mówią, o naszych potrzebach, marzeniach, determinacjach, nadziei i odwadze. Uwierzmy, że tym razem nam
się uda! Musimy bardzo tego chcieć i dać z siebie jeszcze
więcej, a najważniejsze, by wytrwać mimo przeszkód
i trudności. Tegoroczne postanowienia są specjalne... i z
pewnością będą skuteczne, dostępne i realne.
Zrzucamy kilogramy
Karnawał to liczne bankiety
i bale i... oczywiście
pojawiające się na nich
przepyszne kuszące potrawy
przygotowane specjalnie na
tę okoliczność, no i częściej niż
zwykle serwowany alkohol.
W tym czasie również
kształtują się nasze
postanowienia noworoczne.
Często dotyczą tego, by zgubić zbyt dużą wagę, zrzucić
zbędne kilogramy przez rezygnację z kalorycznych przekąsek i modyfikację diety, wprowadzenie ćwiczeń gimnastycznych i systematyczną aktywność fizyczną na co dzień.
Jednak spotkania z przyjaciółmi, bale, bankiety czy
długie wieczory przed telewizorem nie sprzyjają zajadaniu się wyłącznie sałatą i gotowanymi na parze warzywami. Jak więc poradzić sobie z pokusami? Można to zrobić
w bardzo prosty sposób: zastąpić kaloryczne przekąski,
dania i alkohole ich lżejszymi odpowiednikami. Na przykład duży kufel piwa zamienić na lampkę białego lub czerwonego wina wytrawnego - zaoszczędzimy przez to aż
180 kilokalorii, a zamiast chipsów paprykowych wybierzmy chipsy z jabłek - zaoszczędzimy 200 kilokalorii. Takich
zdrowszych i mniej tuczących zamienników jest naprawdę
dużo, dlatego warto się wysilić i z nich skorzystać, a nie
narzekać na swoją sylwetkę.
Zbędne kalorie
Alkohol nie jest pozbawiony kalorii, a do tego pobudza łaknienie. Może trudno w to uwierzyć, lecz ma
on prawie tyle samo kilokalorii co... tłuszcz! Jeden gram
alkoholu zawiera 7 kilokalorii, a tłuszczu – 9 kilokalorii.
Nie ma natomiast żadnych wartości odżywczych. Wyjątek
stanowi czerwone wino, gdyż zawiera w swoim składzie
flawonoidy, które zwalczają wolne rodniki uszkadzające
komórki organizmu - by one zadziałały, wystarczy, że kilka
razy w tygodniu wypijemy lampkę wina do obiadu.
Szczególnie po wypiciu piwa spada poziom glukozy
we krwi, nasz apetyt na różne energetyczne przekąski
natychmiast wzrasta, odczuwamy silne ssanie w żołądku
i musimy zaspokoić głód. Poza tym najczęściej po alkohol
sięgamy wieczorem, a o tej porze wszelkie nadwyżki kilokalorii bardzo szybko się odkładają w postaci tkanki zapasowej, gdyż nasze spowolnione w godzinach wieczornych
przemiany metaboliczne nie są w stanie w inny sposób
ich rozprowadzić i przetworzyć. Alkohol blokuje również
spalanie tłuszczu, gdyż zostaje zaburzona gospodarka lipidowa. Na przykład, jeżeli wypijemy drinka, nasz organizm
najpierw będzie musiał rozłożyć alkohol, dopiero później
zacznie spalać tłuszcz. I z tych powodów właśnie, gdy nie
chcemy doprowadzić do odłożenia dodatkowych kilogramów, podczas obfitych karnawałowych posiłków powinniśmy zrezygnować z alkoholu, no może z wyjątkiem lampki
czerwonego wytrawnego wina do obiadu.
Kolorowe, kuszące wyglądem i apetyczne drinki to
bomba kaloryczna. Bogate w napoje gazowane, nektary, soki, barwniki nadające im egzotycznego wyglądu,
owoce kandyzowane lub z puszki albo wręcz miksowane
z dodatkiem cukru i lodu - to często 500-600 kilokalorii
w jednym drinku. Jeśli zatem przygotowujemy w domu
karnawałową imprezę, zadbajmy o odpowiednią oprawę
stołu, dekorację z owoców i warzyw, kolorowe koreczki,
chude wędliny z warzywami, podane na pierzynce twarożkowo-szczypiorkowej. Mile widziane są minikanapeczki
z pieczywa pełnoziarnistego z pastą łososiową i koperkiem
lub pastą jajeczną z listkiem bazylii, bułeczki koktajlowe
z ziarnami i amarantusem serwowane z masłem ziołowym, a na deser ciasto marchewkowe, ciasteczka korzenne i oczywiście owsiane z żurawiną. Zamiast kolorowych
drinków możemy zaserwować w wielkiej szklanej misie
poncz karnawałowy z wina czerwonego wytrawnego,
wody mineralizowanej, z lodem, kulkami z arbuza, plastrami cytryny i pomarańczy. Na stole będzie kolorowo,
apetycznie i... bardzo zdrowo!
Postanowienia noworoczne
Karnawał to również czas postanowień noworocznych,
kiedy to miliony ludzi na całym świecie o tej samej porze
roku obiecuje sobie, że z chwilą nastania nowego roku
zmieni swoje życie. Tylko nieznacznej części się to udaje.
Znakomita większość powtarza rytuał noworocznych postanowień co roku bez większych osiągnięć w ich realizacji. Ale na tym chyba polega magia postanowień nowo-
www.poloniaberlin.de
Jeśli myślimy o nadwadze i zrzuceniu kilku
zbędnych kilogramów, to konieczne jest wytyczenie sobie pewnych etapów w realizacji
głównego celu.
Na przykład zakładamy, że chcemy zgubić
3 kilogramy miesięcznie (w zależności od masy
ciała wyjściowej). Dotrzymujemy terminów,
musimy rozliczać się z wykonania zadania
cząstkowego...
Zaplanujmy zmiany w sposobie odżywiania stopniowo: jadam tylko pełnoziarniste
pieczywo, rezygnuję ze słodyczy – no może
w niedzielę na coś się skuszę..., omijam bary
szybkiej obsługi i dania gotowe, eliminuję
kolorowe napoje gazowane, ograniczam spożycie mięsa i wędlin, nie smażę. Wprowadzam
zmiany w jadłospisie, jadam więcej warzyw
i to w każdej postaci – smaczne zupy, warzywa
gotowane, przygotowane na parze, surowe,
kiszone..., zjadam dwa owoce dziennie lub
wypijam świeże soki Owocowe czy warzywne,
które samodzielnie przygotowuję, zjadam jogurt, twarożek, wypijam kefir lub mleczny napój fermentowany probiotyczny każdego dnia,
wprowadzam ryby do mojego zdrowego menu,
mięso podaję gotowane, pieczone, duszone,
z piekarnika lub przygotowane w folii – takie
smaczne bez panierki i bez tłustych cząstek,
zwiększam ilość wody wypijanej każdego dnia,
oczywiście niegazowanej, pamiętam też o dobrych gatunkowo węglowodanach złożonych:
pieczywo fitness, pełnoziarniste, orkiszowe,
„złoty kłos”. Wprowadzam do diety kasze, ryże,
makarony, płatki śniadaniowe... – oczywiście
w kontrolowanych porcjach!
Warto również pamiętać o systematycznej
aktywności fizycznej, bowiem w okresie
zimowym jest ona szczególnie ważna, aby
zachować sylwetkę i zwiększyć kondycję,
a zatem aerobik, pływanie, siłownia
i nordic walking pomogą nam w realizacji
postanowień noworocznych.
9
WOŚP 2015 w Pierogarni
Czym skorupka za młodu nasiąknie…
Setki myśli w głowie wciąż… myśli kolorowych i
wirujących jak symbol tegorocznego finału Orkiestry wiatraczków. To wszystko wydarzyło się naprawdę, a widok uśmiechniętych dziecięcych twarzy utwierdził mnie
w przekonaniu, że warto było zorganizować w „Pierogarni” zajęcia specjalnie dla dzieci. Już w grudniu miałyśmy
z p. Lidią (szefową lokalu oraz sztabu WOŚP) gotowy 3-godzinny plan aktywności dla milusińskich, który zawierał
m.in. akordeonowy minirecital p. Jasia, wykonanie przez
dzieci figurek zwierzątek, zagadki czy zabawy ruchowe.
Zaczęliśmy punktualnie o godz. 13. „Pierogarnia” błyskawicznie zaczerwieniła się od serduszek WOŚP, a puszka na
datki brzęczała co chwilę.
„W praniu” okazało się, że przygotowane
zajęcia plastyczne tak pochłonęły dzieci, że
nie chciałam rozpraszać ich uwagi zabawami
ruchowymi, udało mi się wcisnąć tylko kilka
zagadek o zwierzątkach, a p. Jasiu odśpiewał
takie polskie standardy jak „Hej sokoły” w wypełnionej po brzegi sali dla rodziców. Dziecięca frekwencja była równie wysoka! Dzięki pomocy wspaniałych wolontariuszy (szczególne
podziękowania dla p. Małgosi) dzieci ochoczo
zrobiły kolorowe figurki zwierząt z rolek po
papierze toaletowym, maski z papierowych
talerzyków, zwierzątka z origami, koguci-
ki z nadmuchanych gumowych rękawiczek,
a także inne balonowe zwierzątka. Udało mi
się przełamać lody z każdym milusińskim,
a tych najmłodszych lub bardziej nieśmiałych
przekonały przedstawiające zwierzątka kolorowanki, które dzieci mogły upiększać w towarzystwie swych mam.
Aby podkreślić cel naszego spotkania,
oprócz oferty „zwierzęcej” chętne dzieci mogły zrobić własne wiatraczki, serduszka z origami, a także wykonać laurki, które poszły na
licytację. Chyba udało się zaszczepić ideę „orkiestrową” u dzieci, gdyż starsze dziewczynki
z własnej woli naklejały na laurki symbole
WOŚP - serduszka i wiatraczki.
Prawie trzy godziny wspólnej zabawy minęły błyskawicznie i nadszedł czas na licytację.
Na aukcji można było zdobyć gadżety od Jurka
Owsiaka - takie jak kalendarze i koszulki, a także wylicytować dziecięce podarki plastyczne.
Z ogromnym zaskoczeniem obserwowaliśmy,
jak proponowana przez prowadzącą aukcję
p. Lidię początkowa kwota 10 eurocentów za
laurkę, rosła w ogromnym tempie, rekordowo
osiągając 10 euro! Udało nam się uzbierać pokaźną sumę, która okazała się dobrą wróżbą
na czekające nas po południu spotkanie w La
Luz.
Kibicuję Orkiestrze od początku, czyli 23.
raz. U mnie zaczęło się podobnie, jak u goszczących w „Pierogarni” dzieci - do puszki wrzuciłam pieniążek, dostałam naklejkę i słyszałam,
że pomogłam chorym dzieciom. Z roku na rok
wrzucałam pieniądze bardziej świadomie, odkładałam z kieszonkowego, potem pensji, by
w końcu zaangażować także swój czas jako
wolontariusz. Nie żałuję ani chwili, bo wiem,
że ta pomoc jest realna. Na sprzętach medycznych w polskich szpitalach roi się od czerwonych serduszek. Dobro dwa razy wraca, więc
warto poważnie zastanowić się, czym jako
rodzice / dorośli, chcemy zafascynować młode
pokolenie. Pamiętajmy, że czym skorupka za
młodu nasiąknie, tym na starość trąci.
Gosia Cieśla
Foto: Jacek Jara
10
www.poloniaberlin.de
WOŚP 2015
w La Luz
Od godz. 17 Wielką Orkiestrę Świątecznej
Pomocy przeniesiono do La Luz. Na sali koncertowej od samego początku pogrywał nam
Gon Charly następnie Pierogarnia Session
Band, Working Class Monkey, Stoneheads Taskafalar, Wojtek Sowiński, Edek i Andrzej. Na
tegorocznym finale Orkiestry każdy znalazł
swój gatunek muzyczny, jak to się mówi, dla
każdego coś dobrego. Co roku w organizowaniu imprezy bierze udział coraz więcej firm
działających na berlińskim rynku. Chcąc wymienić wszystkich po kolei, musielibyśmy napisać osobny artykuł na ten temat. Zachęcamy
wszystkich zainteresowanych WOŚP w Berlinie
do wspólnego działania, im więcej zainteresowanych, tym większa pula uzbieranych pieniędzy. W tym roku WOŚP w Berlinie nazbierała
2316 euro oraz 97 złotych, a wszystko to dzięki
Waszej ofiarności i wspólnemu poparciu akcji.
Polonia Berlin dziękuje bardzo wszystkim za
tak liczne przybycie i za rok zapraszamy już
dziś. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy
w Berlinie będzie grała dla Was do końca świata i o jeden dzień dłużej.
Dariusz Stańczyk
Foto: Jacek Jara
www.poloniaberlin.de
11
Walentynki
uczucie, kwiaty, miłość
dzo rozgniewało władcę. Biskup został pobity maczugami, a następnie
ścięty.
W miejscu, w którym święty został pochowany, już w IV w. papież
Juliusz I kazał wznieść nad grobem bazylikę.
Św. Walenty słynął również z tego, iż udzielał ślubu zakochanym
(niekoniecznie za zgodą rodziców).
Dzień św. Walentego stał się prawdziwym świętem zakochanych dopiero w średniowieczu, kiedy to pasjonowano się żywotami świętych
i tłumnie pielgrzymowano do ich grobów, aby uczcić ich relikwie.
Święto najbardziej rozpowszechniło się w Anglii i Francji. Dziewczęta 14 lutego starały się odgadnąć, za kogo wyjdą za mąż.
Od XVI w. w dniu św. Walentego ofiarowywano kobietom kwiaty.
Wszystko zaczęło się od święta zorganizowanego przez jedną z córek
króla Francji Henryka IV. Każda z obecnych dziewczyn otrzymała wówczas bukiet kwiatów od swego kawalera.
Przede wszystkim jednak narzeczony był obowiązany 14 lutego wysłać swej ukochanej czuły liścik nazwany walentynką.
W XIX w. Takie liściki uważano za najbardziej romantyczny sposób
wyznania miłości.
W 1800 r. Amerykanka Esther Howland zapoczątkowała tradycję wysyłania gotowych kart walentynkowych.
Do dziś w walentynki wysyłamy sobie kartkę z wierszykiem bądź
wyznaniem miłosnym (walentynkę) albo też obdarowujemy się prezencikami. Niektórzy dzień zakochanych chcą uczcić w inny sposób,
np. romantyczną kolacją przy blasku świec.
Walentynki to święto zakochanych, które obchodzone jest 14 lutego. Tego dnia wysyłamy do ukochanych walentynkę - wiersz albo
wyznanie miłosne. Niekiedy obdarzamy się upominkami. Walentynki
to święto wszystkich zakochanych, zarówno tych, którzy są zakochani, jak i tych, którzy są nieśmiali i obawiają się wyznać swoje uczucie.
Walentynki to szczególny dzień, na który warto starannie przygotować
coś wyjątkowego. Dzień zakochanych zbliża się wielkimi krokami, więc
warto przygotowania rozpocząć już dziś.
Nazwa „walentynki” pochodzi od imienia św. Walentego, patrona
zakochanych oraz osób chorych na epilepsję i choroby nerwowe. Św.
Walenty był biskupem i męczennikiem rzymskim, który poniósł śmierć
w czasach cesarza Klaudiusza II Gota ok. 269 r.
W czasie prześladowań uzdrowił on ze ślepoty córkę jednego ze
sług cesarskich i doprowadził do nawrócenia całej jego rodziny. To bar-
12
www.poloniaberlin.de
www.poloniaberlin.de
13
Berlin 1913 oczami polskiego turysty
Poniższy fragment pochodzi z przewodnika po
Berlinie, który ukazał się w 1913 roku nakładem
wydawnictwa „Warta”. Zapraszam na małą
podróż w czasie, na główne ulice Berlina, po
których niegdyś przechadzał się jeden z naszych
rodaków, podpisujący się jako „Viator Polonicus”.
Pierwsze kroki turysty kierują się zawsze, mimowolnie, pod Lipy
i na Frydrychówkę, gdzie przez dzień cały plączą się tysiące cudzoziemców, oglądających z nabożeństwem okna wystawowe bazarów, wabiące oczy niskiemi na pozór cenami.
Brat-polak dostrzega nagle coś, co omal nie wyciska mu łzy rozczulenia w oku… Oto dojrzał napis: „Tu się mówi po polsku!” Jak się
tam po polsku mówi, to już inna rzecz, ale w każdym razie mówi się
i kwita! Najczęściej mówi tylko kupujący, podczas gdy sprzedający
rozumie go zaledwie, a w końcu powiada mu: „Do swidania!” Ale
dobre chęci są. […]
Nad wieczorem dalsze zwiedzanie Berlina, to znaczy obejście
drugiej części alei Pod Lipami, aż po aleję Zwycięstwa, gdzie z poza angielskich krzewów wyglądają sztywne postacie marmurowych przodków obecnego władcy Niemiec zjednoczonych.
Turysta pokiwał głową, obliczył mniej więcej długość alei i ilość
pomników – i zrezygnował z ich oglądania. Natychmiast spojrzał
z namaszczeniem na Kolumnę Zwycięstwa, mruknął coś pod nosem i przespacerował się dookoła niezgrabnego posągu Bismarcka,
zwróconego plecami do parlamentu.
Wspaniały Tiergarten, płuca Berlina, przesiąknięty tak straszliwie
wonią benzyny, że lepiej nie oddychać takimi płucami… Odwrócił
się tedy przejezdny i poszedł z powrotem Lipami. Po drodze można
się przyjrzeć wystawom jubilerskim i coraz liczniej ukazującym się
niewiastom.
Damę berlińską wyobrażamy sobie najczęściej, jako bardzo okrągłą i niezgrabną, typową Niemkę. Omyłka! Nie należy zapominać,
że szykowny Berlin ubiera się w Paryżu, a lepsze magazyny strojów
damskich uważałyby sobie za największą hańbę, zaopatrywać swoje klientki w wyroby niemieckie. To też damy berlińskie odziane są
zawsze szykownie i elegancko, a smakiem nie ustępują wcale pokojówkom paryskim. Pozatem gustują wielce w dużych piórach, szerokich kapeluszach i ogromnie obcisłych sukienkach. […]
Pod Lipami widzi się je wszystkie i dlatego ten kto niema czasu
na zwiedzanie Bawarskiego Placu albo na przespacerowanie się po
północnej części Berlina, która bezpiecznie można oglądać tylko pod silna eskortą, może, stanąwszy na chwile na rogu Lip i Frydrychówki, przyjrzeć się defiladzie piękności berlińskiej. Zbudowany nadzwyczaj nie będzie. Prawdopodobnie ruszy ramionami
i za parę minut pójdzie dalej, ku zamkowi królewskiemu.
Ponury on i niewiele mówiący, ale ładne jest w tem miejscu zgięcie Sprewy i ładne światełka na brzegach i w wodzie i na galarach
ładownych, wychylających się z pod mostów, o zacięciu prawie że
weneckiem. Największy most, ozdobiony kilku nagusami ochrzcił
dowcip berliński „mostem lalek”.
Trzeba się jeszcze raz wrócić na Frydrychówkę, jeszcze raz przyjrzeć się ruchowi ulicznemu, dyrygowanemu przez pięciu policjantów, uzbrojonych w szable, rewolwery i trąbki. Potem znowu na
chwilę do Bauera, a potem jeszcze pod Lipy, gdzie można spotkać
stu naraz znajomych i ostatecznie możnaby na tem zakończyć zwiedzanie. Muzea obejrzy się innym razem, urządzenia techniczne i hygieniczne, to dla inżynierów, jednem słowem nie zostaje nic innego,
jak chyba noc berlińska, osławiona na świat cały, noc, dla których
zjeżdżają się tu ludzie z Petersburga i Kijowa i Warszawy, a w ostatnich czasach i z zachodniej Europy.
Inna rzecz, że każdy prawie rozczarowany jest po takiej nocy berlińskiej, ale czy istnieje miasto w Europie, w którem nieprzespana
noc nie pozostawiłaby „Katzenjammeru”? Pauzę pomiędzy wieczorem, a nocą, wypełni kolacja, zawsze jednako niestrawna i podlana tym samym sosem, który
jadło się na obiad. Można wreszcie zaryzykować jeden akt w jakim teatrze ale przeważnie turyści
nasi przekładają ponad to spacer pod Lipami, kręcąc się w kółko na przestrzeni jednego kilometra kwadratowego i mówiąc co chwilę: „Ale ten Berlin, to olbrzymie miasto!”
opracowanie Joanna Czupryna
14
www.poloniaberlin.de
Polscy lekarze w Berlinie
Interniści
Jan Grzegorz Blumenstock
Rüdesheimer Str. 8, 14197 Berlin (Wilmersdorf ) 030/8213737
Peter Dolniak
Anton Str. 2, 13347 Berlin (Wedding) 030/46179763
Karol Durawa
Haselhorster Damm 23, 13599 Berlin (Charllotenburg) 030/3345655
Urszula Renate Gora
Tempelhofer Damm 179, 12099 Berlin (Tempelhof ) 030/7517002
Beata Bylinski
Reginhardstraße 34, 13409 Berlin (Wedding) 030/4919195
Maria Cabaj-Piekarski
Schulstr. 18, 13347 Berlin (Wedding) 030/4690950
Okuliści
Barbara Jachnik-Mazan
Berliner Str. 37, 10715 Berlin (Wilmersdorf ) 030/8621267
Jolanta Kobligk
Kurfürstendamm 139, 10711 Berlin (Wilmersdorf ) 030/8927909
Barbara Szymankiewicz-Rak
Mariendorfer Damm 73, 12109 Berlin (Mariendorf ) 030/7059700
Barbara Wojdat
Waßmannsdorfer Chaussee 1, 12355 Berlin 030/6631075
Witold Szymanski
Seeburger Str. 8, 13581 Berlin (Spandau) 030/35105105
Malgorzata Rieken
Psychoterapeuci
Jerzy Szubist
Hornstr. 11, 10963 Berlin (Kreuzberg) 030/2161699
Paulstr. 23, 10557 Berlin (Tiergarten) 030/3915708
Galvanistr. 2, 10587 Berlin (Charlottenburg) 030/34099591
Danuta Kulesza-Walter
Müllerstr. 138, 13353 Berlin (Wedding) 030/4541544
Jaroslaw Walter
Izabela Maria Gogolewska
Agnieszka Rubinroth
Lietzenburger Str. 54, 10719 Berlin (Charlottenburg) 030/88708687
Müllerstr. 138, 13353 Berlin (Wedding) 030/4541544
Stomatolodzy
Pichelsdorfer Str. 61, 13595 Berlin (Spandau) 030/36282172
Waldstraße 27, 10551 Berlin (Tiergarten) 030/3959255
Jerzy Gintrowicz
Urszula Stellwag
Schloßstr. 54, 12165 Berlin, 030/7922529
Elzbieta-Irena Szylin
Bartningallee 29, 10557 Berlin 030/3944433
Grażyna Wnuk
Groß-Ziethener-Str. 81, 12309 Berlin 030/7457609
Janusz-Jerzy Brzuzy
Margarete Baier
Aida Bigus-Gdaniec
Mariendorfer Damm 147, 12107 Berlin (Mariendorf ) 030/7063828
Psychiatra
Marek Wasserman
Müllerstr. 156c, 13353 Berlin 030/4624001
Lipschitzallee 20, 12351 Berlin 030/6034051
Jerzy Zorga
Auguste-Viktoria-Allee 2, 13403 Berlin (Reinickendorf) 030/4139091
Ginekolog
Gregor Jakubek
Tempelhofer Damm 125, 12099 Berlin (Tempelhof ) 030/7516065
Laryngolodzy
Ewa Konopelska
Karl-Marx-Str. 124, 12043 Berlin (Neukölln) 030/6871066
Urolog
Albrechtstr. 36a, 12167 Berlin 030/7917002
Schulenburgring 130, 12101 Berlin 030/7855012
Lila Maria Zakościelna
Dermatolodzy, alergolodzy
Tomasz Gorka
Schönhauser Allee 118, 10437 Berlin (Pankow) 030/9338902
Katarzyna Hansen
Roman Wiśniewski
Neurochirurg
Christian Woiciechowsky
Tauentzienstr. 7B/C, 10789 Berlin 030/26396480
Grünberger Str. 43-45, 10245 Berlin (Friedrichshain) 030/29384129
Beata Trenkler-Tyczyński
Uhlandstr. 14 10623 Berlin (Wilmersdorf ) 030/7512030
Pediatra
Regina Kubik-Wronska
Chirurg ortopeda
Reginhardstr. 34, 13409 Berlin (Wedding) 030/4919195
Johann Kaminsky
Schloßstr. 5-6, 13507 Berlin (Reinickendorf ) 030/4121333
Dr. med. Marek Rutkowski
Orthopädiepraxis Gesundbrunnen
Badstraße 11, 13357 Berlin-Wedding
Telefon: 030 - 493 30 90
www.poloniaberlin.de
Radiolog
Martin Mazur
Schloßstr. 88,12163 Berlin (Steglitz) 030/7916059
15
Poszukuje pracy: sprzątanie, go-
towanie, prasowanie. Tel. 0152 147 448
57
Oferuję naukę gry na skrzypcach.
Wiek od 6 lat. Uczę indywidualnie lub w
grupach (max 3 os.). Uczę zarówno pod
kątem instrumentu, jak również ogólnej
wiedzy muzycznej. Oferuję lekcję próbną. Tel. 0157 318 536 21
Sprzedam dom nowy 93m kw
na dzialce 800m w Gdansku 3km do
centrum Kontakt 004915737973726,
04915787342292 email [email protected]
wp.pl
jednej osoby, łazienka, kuchnia, internet, Steglitz, 5 minut do U/S-banu. Tel.
0176 786 914 64
Kołobrzeg, do sprzedania umeblowane mieszkanie własnościowe 100
m do plaży. Salon z urządzonym aneksem kuchennym, sypialnia z wbudowaną szafą, łazienka z wanną i prysznicem,
balkon, garaż, 4. piętro bez windy.
Cena 390 000 zł do negocjacji. Info/
zdjęcia: [email protected] Tel. 06202
29982 lub 0048 91 4225523
Wykonuje fotografie okolicznościowe, koncerty, uroczystości. Tel. 030 /
625 8479 e-mail: [email protected]
Przyjmę zlecenia transportowe
na busa 1.5 tony, np,transport mebli,
materiały budowlane, przeprowadzki i
itp. Tel. 0152 134 156 06
Dla niezmotoryzowanych: wyjazdy busem do Słubic na zakupy, dwa razy
w tygodniu z kilkugodzinnym pobytem.
Tel. 0163 668 7208
Szukam pracy jako budowlaniec,
wykończenia wnętrz i kapitalne remonty
mieszkań. Moje umiejętności: murowanie, tynkowanie, gipsowanie, montaż
karton gips, ocieplenia, montaż okien
i drzwi, płytki, szalunki, posadzki, panele, elewacje, czytanie planów itp.
Posiadam ponad 25 lat oświadczenia
pracy w budownictwie w tym praca za
granicą. Posiadam polską działalność,
pełną dokumentację do podjęcia pracy w
Niemczech, oraz profesjonalne narzędzia
do pracy. Jestem mobilny, bez nałogów.
Wykonam również prywatne zlecenia. Tel. +48 726 303 329
Kursy komputerowe dla SENIORÓW - „obsługa komputera”. Po kilku
spotkaniach nie będziesz musiał prosić
wnuczka aby włączył komputer lub wyszukał coś dla ciebie w internecie. Wszelkie informacje pod tel. 030 / 588 523 96
kom. 0157 749 163 03
Serdecznie zapraszamy wszystkich polskich twórców, artystów, muzyków oraz miłośników muzyki na spotkania do „Pierogarni” w każdy czwartek od
godz. 18:00, Turiner Straße 21, 13347
Berlin-Wedding
Witam - szukam z dziewczyną
Lekcje gry na gitarze! Udziela
Legenda Polskiego Rocka Leader Zespołu
„BANK” Piotr Iskrowicz Kontakt: 0152 /
13058755
Wynajmę od zaraz w dwupokojo-
Doradztwo, księgowość, sprawy
urzędowe Marek Mosiej - Tel. 030 / 757
048 17 Mobil: 0176 483 02 400
mieszkania do wynajęcia w Berlinie do
600 euro. Pilne, mój tel. 0152 140 67
115.
wym mieszkaniu, samodzielny pokój dla
16
Granitowe blaty
Pewnego miłego wieczoru, kiedy w telewizji nie było za dużego wyboru
zainteresował nas program typu: „Sam remontuję”. Para z kilkuletnim stażem małżeńskim przeprowadziła się do nowego domu. Wszystko mieli już
przygotowane oprócz kuchni. Mimo że wyglądali na zgraną parę rozmowa przy wyborze kuchennego blatu była bardzo burzliwa. On był mocno
przekonany, że drewniany to super wybór, ona jednak obstawała bardzo
mocno przy kamiennym (granitowym!). Co z tego wynikło? Nam ich problem bardzo się udzielił. Mimo że jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami
całego kompletu kuchennych blatów zaczęliśmy dyskusję, kto ma rację,
jaki blat lepiej wybrać. Kiedy zaczęłam przekonywać o tym, że kamienny
bardzo trudny jest w Utrzymaniu, usłyszałam całą historię o tym, jak dbać
o granitowe ściany i blaty. Nawet nie miałam nigdy pojęcia, skąd mój partner ma o tym takie wiadomości. Wiem, że zawodowo nigdy się tym nie
zajmował, więc skąd wiedział? Nie bardzo chciał mi to wyjaśnić, ale jak się
okazało (bardzo naciskałam!) dbania o granit nauczył się w wojsku. Tak!
W wojsku, gdzie spędził 15 miesięcy, miał wiele razy przyjemność czerwoną cegłą i wodą szorować ściany i podłogi w łazience. Jak wam się wydaje,
czy robił to w nagrodę? Nie jest łobuzem, ale wspomnienia z wojska są bardzo interesujące. Wspomina wszystko to dzisiaj z uśmiechem, ale chyba
wtedy nie było mu do śmiechu. Jako, że w wojsku pobór odbywał się co
3 miesiące panowała hierarchia: młodzi, średni, starsi, i dziadkowie w
poborze na wiosnę, lato, jesień i zimę. Przez pierwsze 3 miesiące, dopóki
nie przyszli kolejni młodzi, nie było mowy o odpoczywaniu, spaniu. Zadaniem było tylko służyć najstarszym stażem – czyli „dziadkom”. Trzeba było
im parzyć herbatkę, kawę, gotować zupki, sprzątać. Łóżko przez pierwsze
3 miesiące musiało być pościelone w taki sposób, że od prześcieradła rzucona z góry moneta, musiała się odbić mocno do góry. Wydaje się to nie do
pomyślenia. Kilka razy dziennie padały hasła typu: buty, piana, cegła. Na
hasło „buty” należało idealnie wypastować buty wszystkich „dziadków”.
„Piana” - to szorowanie długich korytarzy szczotkami w pianie po kostki,
przygotowanej z szarego mydła. Zadanie było na tyle trudne, że po szorowaniu trzeba było się pozbyć piany, a potem ręcznikami wytrzeć do sucha.
„Cegła” była najgorsza. Należało wyjść na podwórko i na terenie jednostki
znaleźć sobie czerwoną cegłę. Zadaniem młodego było szorowanie granitowych ścian w łazience tak długo, aż cegła mieściła się w pudełeczku
zapałek. Z biegiem czasu wielkość cegły mogła mieć rozmiar mydła.
Jedzenie, picie, palenie papierosów też tylko za zgodą „starszych”. „Ja
kot szarobury z kitą zadartą do góry...” - to wspomnienia z wojska. Niestety,
te czasy niepowrotnie minęły. Trudno mi to ocenić. Po pierwsze, nie jestem
facetem, a po drugie, nie miałam okazji tego przeżyć. Cieszę się jednak, że
mój facet był w wojsku. Podobno ci po „wojsku” są lepszymi partnerami, no
i... znają się na kamiennych blatach.
Katarzyna Góreczna
www.poloniaberlin.de
www.poloniaberlin.de
17
UŚMIECHNIJ SIĘ
SUDOKU
Więzień zaczyna uciekać z więzienia przez wykopany
przez siebie tunel. Nagle spostrzega, że wejście do tunelu
zasłonił mu jakiś cień. Po chwili słyszy za sobą czyjeś kroki,
więc pyta:
- Uciekamy razem?
- Nie mogę.
- Dlaczego?
- Jestem strażnikiem!
Jedzie zajączek z niedźwiedziem na jeden bilet i przychodzi kanar. To niedźwiedź schował zajączka do kieszeni
w marynarce i pokazuje bilet.
Kanar się pyta: - A co pan tam trzyma w kieszeni marynarki? Niedźwiedź uderza się w pierś (tu powinien być taki
zamaszysty gest), wyciąga spłaszczonego zajączka i mówi:
- Zdjęcie kolegi.
Na sklep napada złodziej. Wchodzi, widzi tam starą kobiecinę i mówi:
- Dawaj kasę!
- Spokojnie. Jaką? Grycaną czy jęcmienną?
Szef pyta sekretarki:
- Czy wysłała pani fax do Kowalskiego?
- Tak wysłałam.
- To niech wyśle pani jeszcze do Nowackiego.
- Ale szefie, my nie mamy więcej faxów
KRZYŻÓWKA
Sędzia pyta recydywistę, notorycznego pijaka skazanego
właśnie na karę śmierci.
- Jaki rodzaj śmierci chce sobie skazany wybrać?
- Proszę o powolne zatruwanie organizmu alkoholem...
Podsądny opuszcza salę rozpraw.
- Ile ci dali - pyta kolega
- Trzy niedziele.
- To mało.
- Ale Palmowe.
Młody człowiek został uznany winnym zamordowania
rodziców. Przed ogłoszeniem wyroku sędzia przyznaje mu
prawo do ostatniego słowa.
- Proszę o łagodny wymiar kary. Jestem przecież biednym sierotą.
Rozmawia dwóch dyrektorów:
- Co u pana słychać?
- Same kłopoty, szukamy księgowego.
- Jak to, przecież w ubiegłym tygodniu zatrudniliście
nowego.
- Zgadza się i właśnie jego szukamy.
- Co to jest księgowość?
- Księgowość to są działy i wydziały, żeby cymbały nie
wiedziały, gdzie się pieniądze podziały.
Rozmawiają dwaj studenci:
- Jak mam napisać rodzicom, że znów oblałem egzaminy? - Napisz:... - odpowiada drugi. - „Już po egzaminach,
u mnie nic nowego!”.
Student pyta studenta:
- Powtarzałeś coś przed egzaminem?
- Tak
- A co?
- Będzie dobrze, będzie dobrze!
Czym się różni teściowa od terrorysty?
Z terrorystą można negocjować
18
Rozwiązania prosimy przesyłać pod adres: PoloniaBerlin, Barfusstraße 11, 13349 Berlin, z dopiskiem: „Krzyżówka”. Za prawidłowe rozwiązania czekają na Państwa atrakcyjne nagrody.
Za rozwiązanie krzyżówki z nr. 46 nagrody otrzymują: Krzysztof Baryla, Monika Kubala.
www.poloniaberlin.de
Opowiastki z życia blokowiska
Ile to już razy przymierzałem się do spraw związanych z wychowaniem
i ile to razy nic mi z tych przymiarek nie wychodziło, ten tylko stwierdzi,
kto na własnej skórze doświadczył, co to jest gadka nerwowego dziadka.
Większość potępia profilaktyczne wciry, rózgę, straszenie jej eksploatacją,
siłowe namawianie do posłuszeństwa. Większość jest za wytrwałą rozmową,
konsekwentną perswazją, benedyktyńskim tłumaczeniem, wyjaśnianiem,
dawaniem przykładu, pokazywaniem, jak trzeba iść, by nie wejść w placek.
Czytam swoje stare teksty na tematy pedagogiczne i czuję, że sprawa ta mało kogo
obchodzi, oczywiście poza mną i paroma zwolennikami używania wobec dzieci argumentu
pydy. A dlaczego, opowiem przytaczając zwierzenia sąsiada z bloku:
Też byłem wyznawcą miłości bez stosowania kar cielesnych, zagorzałym amatorem
partnerstwa w rodzinie, lecz przeszło mi, kiedy od własnego syna dostałem drzwiami w nos,
gdy dzieciak, z którym chciałem porozmawiać, spokojnie wyłuszczyć mu, co robi niedobrze,
zamknął je przede mną z hukiem, a zrobił to z oburzonym trzaśnięciem wzmocnionym ordynarną wiąchą, czym do reszty wyprowadził mnie z równowagi.
Nie wiem, skąd znał te słowa. U nas w domu nie ma zwyczaju przeklinania; lepsza połowa jest małomówna, opanowana, przedkładająca kompromis nad zapiekły jazgot, nigdy nie
podnosi głosu, mnie również trudno posądzić o rynsztokową polszczyznę.
Prowadzimy życie skromne, ja pracuję, żona też. We dwójkę udaje się nam powiązać koniec z końcem. Trochę to dziwne, bo u moich rodziców do roboty chodził tylko ojciec. Mama
nie, mama siedziała w chałupie jako zdeklarowana kura domowa, dbała o rodzinę i zajmowała się nią w sposób tradycyjny, to znaczy prała, sprzątała, ręce po łokcie urabiała, mimo to
przecież, kiedy ojciec przynosił pensję, mogliśmy sobie pozwolić na deczko więcej, na chwilę
wytchnienia, oderwania się od powszedniej orki.
Częściej bywaliśmy poza miastem, na łonie przyrody, a jak nie chcieliśmy wyjeżdżać
z miasta, to i w botaniku czy w parku.
Teraz zasuwam ja, połowica zapiernicza również, nie mamy chwili wolnej od syzyfowej
utyrki, a i tak ledwie starcza na utrzymanie. Wydatków mamy więcej, niż powodów do finansowego zadowolenia, musimy więc korygować zachcianki, pilnować się, by nikt nas nie
rąbnął na chudej kasie.
Nie szarpiemy się na luksusy, toteż ledwie raz w miesiącu stać nas na pójście do teatru czy
kupienie książki. Za to mały ma więcej niż my w jego wieku. Robimy, co możemy: chodzi do
kina, pozwalamy mu spraszać kumpli do domu, ale woli nie, woli, jak nikt go nie odwiedza,
a gdy go pytamy, dlaczego tak i czy ma o coś pretensje, patrzy spode łba i odpowiada, że są
z nas życiowe niezguły, że się nas wstydzi, bo niczego się nie dorobiliśmy, podczas gdy reszta
z jego klasy dysponuje własnymi pokojami, w których rządzi jak chce, z forsą się nie liczy, reszta ma obrotnych rodziców na opłacalnych stanowiskach i w częstych rozjazdach, rodziców,
co to staną w ich obronie i potrafią ustawić do pionu fikającego belfra.
A u nas bryndza, ciasnota, cała trójka na kupie no i muzy nie ma gdzie posłuchać, nie
mówiąc o tym, że komputer, to dla niego marzenie. Coraz częściej jest wobec nas bezczelny,
arogancki, opryskliwy, zamknięty w sobie, więc ostatnio, na osłodę, kupiliśmy mu komórkę,
bo narzekał, że tylko on jej nie ma i że się nabijają, mają go za ubogiego krewnego, za nic
nie znaczące popychadło, traktują z góry, z wyżyn swoich smartfonów, laptopów i kieszonkowego.
Lecz komórka nie pomogła. Była co prawda tania, ale ciut nie na czasie, retro i z lekka
obciachowa, jak nam wczoraj oznajmił, jak w nas bluznął w chwili paranoicznej złości.
Nawet go rozumiem; uczyliśmy go szacunku, miłości do człowieka, rzetelności, odpowiedzialności za własne czyny, podczas gdy podobne nauki budziły w jego koleżkach pusty
śmiech, rechot zastępujący jakiekolwiek argumenty. Nie byliśmy dzisiejsi; wpoiliśmy mu
nieaktualne zasady. Wymagaliśmy od niego przestrzegania wczorajszych norm i sensownych
praw; wszczepiliśmy w niego te, co obowiązywały nas, co nam wyznaczały miejsce w społecznej hierarchii. Przygotowaliśmy go do istnienia w świecie, którego już nie ma, w którym ojciec, to był wychowawczy autorytet, niekwestionowana głowa rodziny, mama to była mama,
kobieta, którą należało czcić, choćby za bezwarunkową czułość objawianą dzieciom.
Ale jak ojciec, czyli ja, nie jest już głową rodziny, tylko łysą pałą i żadna z niego alfa i
omega, lecz upierdliwy facet, tak i otaczający go świat sparszywiał i przeszedł gruntowną
metamorfozę: przeobraził się w powierzchowny stek guseł, sztuczek, bajkowych pewników
zaczerpniętych z niedouczenia, wyniesionych z podwórek czy ulic, owych jedynych akademii
obdarzonych wychowawczą charyzmą, tych ochlokracyjnych uniwersytetów taśmowo fabrykujących autorytety na miarę aktualnej epoki. Toteż zdezorientowany, pogubiony w nim,
nie bardzo się orientuje, w co ma wierzyć. Przerobiliśmy go na swoje kopyto zapominając,
że prawa i wymogi obowiązujące w naszym świecie, w dzisiejszym straciły poprzednią moc,
że mu tym samym zaszkodziliśmy.
Po tym przydługim i samokrytycznym zwierzeniu, mój poczciwy sąsiad zwiesił głowę
w nadziei, że zacznę mu współczuć, chwalić go za roztropność względem zachowania syna.
Wyraźnie oczekiwał, iż przyznam mu rację i oświadczę coś w rodzaju: „słusznieś uczynił, ziomal”. Ale się nie doczekał, ponieważ gdybym tak zrobił, wyszedłbym na durnia.
Rzekłem mu więc tymi słowy: „chamstwo tępić trzeba, a nie usprawiedliwiać. Nie wolno
mu pobłażać, bo jak pobłażasz, to odpuszczasz, automatycznie zgadzasz się z dzieciakiem,
a w efekcie wygląda, jakbyś mu pozwalał na wybór postępowania: we wtorek możesz być
kanalią, bo idziesz do szkoły, a w środę uczciwym człowiekiem, bo przychodzi babcia. Gnojek
powinien mieć określone granice, ma wiedzieć, co mu wolno, a czego nie. Otóż kanalią nie
może być ani we wtorek, ani w inny dzień tygodnia. I tak mu klaruj póki masz nieco sił w płuckach. A ty go uczysz niekonsekwencji. Już teraz jest z niego arogant i wulgarysta. Niedługo
doczekasz się, że sprawi ci solidne bęcki. I wtedy mów, że go rozumiesz.
Co powiedziałby ci psycholog, profesjonalista z wieloletnią praktyką w zawodzie. O ile
zostałby dopuszczony do zabrania głosu. O ile nie zakrzyczałby go jakiś cymbał wykształcony
na pedagogicznych nowinkach. Powiedziałby ci też, na czym polega całe to osławione wychowanie bezstresowe i jak ta słuszna koncepcja zamieniła się w karykaturę.
Między innymi toczone są niepotrzebne spory o bicie. Zdaniem każdego rozsądnego
pedagoga nie chodzi w nich o wywoływanie strachu przed sadystycznym katowaniem, ale
o klapsa, o napomnienie, zdyscyplinowanie, zademonstrowanie, że nie aprobuje się aspołecznych działań.
Najdalej w zakresie wzmiankowanej głupoty poszła Szwecja. Doprowadziła do tego, że
ojciec i matka boją się własnego dziecka, z czego wynika, że ma ono nieograniczoną władzę nad rodzicami. U nas obserwujemy tego początki w szkole. Widać to choćby po lekturze
Kodeksu Ucznia, gdzie większość z nich powołuje się na długą listę swoich praw, natomiast
o obowiązkach nie mówi nic.
Moim (i nie tylko) zdaniem, pomiędzy uczniem a nauczycielem muszą być zachowane
normy przestrzegania pełnionych ról. Gimnazjalista, to nie jest kumpel pedagoga i nie uchodzi iść z nim w tango czy mówić do niego per koleś lub zgred. Podobnie pedagog; nie może
traktować ucznia jak rówieśnika, tylko jak młodszego partnera, któremu trzeba pokazać,
którędy do wiedzy.
I tu wyłania się kolejny problem: władza rodzicielska. Często jest tak, że to rodzica należałoby wpierw wychować, a dopiero potem ucznia.
Dziwi mnie, że choć są to PODSTAWY psychologiczne, nikt ich nie zauważa. Ani szkoła,
ani rodzice.
Marek Jastrząb
Wydawca: Harald Alexa, Barfusstraße 11, 13349 Berlin
IMPRESSUM
Tel. 030 / 412 44 28, kom. 0177 83 81 167, [email protected]
Bezpłatny miesięcznik informacyjno-ogłoszeniowy
Zalożyciel: Dipl. -Ing. Peter Gnosdorf
www.poloniaberlin.de
Rachunek Bankowy: Postbank
Kontonummer: 0152 163 809 BLZ: 700 100 80
IBAN: DE 75 700 100 800 152163809
BIC: PB NK DE FF
Redakcja: Marcin Rebkowiec
E-Mail; [email protected]
Internet: www.gazeta.poloniaberlin.de www.poloniaberlin.de
Ogłoszenia modułowe: www.gazeta.poloniaberlin.de
Ogłoszenia drobne: prywatne do 25 słów - bezpłatnie,
komercyjne ogłoszenia do 25 słów 15 €, za każde
dodatkowe słowo 0,50 €. Reklamy przyjmowane są do
15-go każdego miesiąca z dowodem wpłaty.
19
20
www.poloniaberlin.de

Podobne dokumenty