Portfolio - Michal Barcik

Komentarze

Transkrypt

Portfolio - Michal Barcik
Wybrane publikacje 2014-2015
Michał Barcik
3-6
Rynek aukcyjny w Polsce. Podsumowanie roku 2014
Raport Rynek Sztuki 2014 – styczeń 2015
7-8
Rekordowa aukcja w Desie Unicum – podsumowanie
Portal Rynek i Sztuka – grudzień 2014
9-10
Rynek sztuki pod lupą: Jerzy Nowosielski
Portal Rynek i Sztuka – maj 2014
11-12
Wojciech Fangor – analiza rynku
Art Monitor – czerwiec 2014
13-15
Zrozumieć rynek fotografii
Przewodnik kolekcjonera sztuki – lipiec 2014
16-18
O katalogach aukcyjnych
Przewodnik kolekcjonera sztuki – grudzień 2014
19-20
Handel sztuką przenosi się do Internetu
Magazyn Deal – listopada 2014
21-22
Galerie i domy aukcyjne on-line: wady i zalety
Gazeta Finansowa – marzec 2015
23-24
Street art na aukcjach w Polsce
Rynek i Sztuka – maj 2014
25-26
Największe korporacyjne kolekcje dzieł sztuki
Rynek i Sztuka – maj 2014
27-28
A close look at Polish auction market: Tadeusz
Dominik
lipiec 2014
www.michal.barcik.pl
2
trzecim (3,7 mln zł), najwyższą natomiast w czwartym (29,7
mln zł). Wyjątkowo udany był zwłaszcza grudzień w którym
na aukcjach sprzedano sztukę o łącznej wartości 18,9 mln
złotych (ok. 35% obrotów w 2014 r. ). Tak wysoki wynik był
możliwy głównie dzięki sukcesowi dwóch aukcji: 11 grudnia
w Desie Unicum i 16 grudnia w Polswiss Art. Pierwsza z nich
zakończyła się wynikiem 8,2 mln, druga natomiast 5,05 mln
złotych (ok. 66% łącznych przychodów Polswiss Art
w 2014 r.).
Desa Unicum dominuje rynek
Spośród 8689 obiektów, jakie sprzedane zostały w 2014 r. na
aukcjach w Polsce, zdecydowanie najwięcej (27,3%)
licytowanych było w Desie Unicum. Złożyła się na to nie tylko
duża liczba aukcji młodej sztuki, ale także szeroka oferta
specjalnych aukcji tematyczny, takich jak coraz popularniejsze aukcje prac na papierze. Na drugim miejscu znalazł się
handlujący przede wszystkim młodą sztuką Sopocki Dom
Aukcyjny (należy do Desy) – sprzedało się w nim 10,6%
wszystkich prac. Nieco gorszy wynik wypracowała Agra-Art
w której kupionych zostało 9,5% łącznej ich liczby. Na
kolejnych miejscach znalazły się Polswiss Art i Rempex
z udziałami odpowiednio 6,1% i 2,8%.
Raport Rynek Sztuki 2014
styczeń 2015 r.
Rynek aukcyjny w Polsce.
Podsumowanie roku 2014
Liczba prac sprzedanych przez największe domy aukcyjne
Ubiegły rok na polskim rynku aukcyjnym pod wieloma
względami okazał się rekordowy. Pierwszy „liczony” obraz
Opałki, kolejne rekordy za prace Fangora i wielu innych
artystów, wreszcie największa dotychczas cena zapłacona za
pojedynczy obiekt. Podsumowujemy i przedstawiamy jego
szczegółową analizę.
Wartość obrotów
Łączna wartość obrotów na polskim rynku aukcyjnym
w 2014 r. wyniosła 60,6 mln złotych (w obliczeniach nie były
uwzględniane transakcje warunkowe i prowizje pobierane
przez domy aukcyjne). Zdecydowanie wzrosła jednak liczba
sprzedanych obiektów. W 2014 r. roku było ich aż 8689,
podczas gdy rok wcześniej jedynie ok. 6200.
Jeżeli chodzi o wartość obrotów dominacja Desy Unicum jest
nawet wyraźniejsza. Z wynikiem na poziomie 26,8 mln
złotych odpowiadała ona niemal za połowę rynku (jej udział
wynosił 49,6%). Gdyby uwzględnić również Sopocki Dom
Aukcyjny i doliczyć 6,4 mln złotych ze sprzedaży fotografii z
kolekcji FOZZ to łączny wynik grupy kapitałowej Desa
Unicum byłby jeszcze większy1.
Wartość obrotów w poszczególnych kwartałach 2014
(w mln PLN)
Organizowane raz na kwartał, „flagowe” aukcje sztuki
współczesnej wspomagane przez aukcje tematyczne i
cieszące się rosnącym zainteresowaniem aukcje młodej
sztuki wydają się być dobrze przemyślanym modelem
działalności. Sukces Desy to w równej mierze wynik
skupienia się na perspektywicznych segmentach rynku, co
zapewnienia nabywcom szerokiej i zróżnicowanej oferty.
Na drugim miejscu z wynikiem 9,6 mln złotych i udziałem w
rynku na poziomie 17,7% uplasowała się Agra-Art, trzeci był
Polswiss Art – 7,6 mln złotych i 14,1% udziałów. Wyraźnie
widać, że dom ten postanowił skoncentrować się na
1
Uwzględniając sprzedaż fotografii z kolekcji FOZZ za 6,4 mln złotych. Ze względu na
jednorazowy charakter tego wydarzenia i w trosce o możliwość porównywania wyników z
poprzednimi okresami we wszystkich pozostałych obliczeniach nie zostało ono
uwzględnione.
W 2014 r., podobnie jak w poprzednich latach, najniższą
wartość obrotów zaobserwować można było w kwartale
www.michal.barcik.pl
3
sprzedaży najdroższych prac z segmentu sztuki dawnej.
Liczba dokonywanych w nim transakcji nie jest więc duża,
jednak średnia osiągana za prace cena jest w Polswiss Art
najwyższa i wynosi ok. 14,5 tys. złotych. Dla porównania
Desa Unicum i Agra-Art sprzedają prace średnio po ok. 11
tys. złotych. Pomijając pracę Romana Opałki, to właśnie w
Polswiss Art sprzedano trzy najdroższe w 2014 r. obrazy –
Kislinga, Sokołowskiego i Malczewskiego.
prac tego artysty, głównie za sprawą organizowanej przez
Desę Unicum aukcji prac na papierze jego autorstwa.
Osiągane na niej ceny wahały się od 18 do 80 tys. złotych. Na
grudniowej licytacji w tym samym domu aukcyjnym niewiele
zabrakło, by pobity został wynoszący 490 tys. złotych rekord
za pracę Wróblewskiego. Obraz „Pejzaż z wysokim niebem”
(1953) sprzedano bowiem za 480 tys. złotych.
Artyści o największej wartości obrotów w 2014 r.
Z czwórki największych domów aukcyjny najsłabiej wypadł
natomiast Rempex – wynik na poziomie 2,1 mln złotych
oznacza, że miał 3,9% udział w rynku.
Wartość obrotów w największych domach aukcyjnych
(w mln zł)
Tradycyjnie wysokie były obroty pracami Jacka Malczewskiego, choć w tym roku na jego rynku miała miejsce tylko jedna
poważna transakcja – kupno obrazu „Autoportret z aniołem
na tle łąki” (1910) za 980 tys. złotych w Polswiss Art.
Aż 39 sprzedało się prac Jerzego Nowosielskiego, ale w
przeważającej mierze były to wyceniane na 3-5 tys. złotych
grafiki. Oprócz tego, po cenach między 130 a 270 tys. złotych
sprzedało się kilka droższych prac malarskich.
Fangor wciąż liderem
Powodzenie jakim w ostatnich latach cieszą się prace
Wojciech Fangora bez wahania uznać można za symbol
przemian, jakie dokonują się na rodzimym rynku aukcyjnym.
Ich fenomen w najlepszy sposób ilustruje bowiem mający
miejsce w Polsce zwrot – od sztuki dawnej w kierunku
współczesnej.
Do ciekawych wniosków dojść można, jeżeli łączną wartość
obrotów dziesięciu najpopularniejszych artystów porówna
się z ich całkowitą wartością w danym roku. W skali globalnej
odpowiadają oni za ok. 20%, podczas gdy w Polsce udział tej
grupy wyniósł w ubiegłym roku 29%. Taka koncentracja
świadczyć może m.in. o wciąż niewielkich rozmiarach
rodzimego rynku.
Obrazy Fangora regularnie sprzedają się za ceny między 300
a 500 tys. złotych i pełnią rolę kluczowych prac na każdej
aukcji, na której się pojawią. Konsekwentnie biją bowiem
kolejne rekordy – w październiku ubiegłego roku obraz
„M15” (1970) sprzedano za 540 tys. złotych, bijąc tym
samym poprzedni rekord z grudnia 2013 r. („M8” za 440 tys.
złotych). Łącznie, czternaście prac malarza sprzedało się w
2014 r. za 2,95 mln złotych.
Najdroższe prace sprzedane na aukcjach w 2014 r.
Na drugim miejscu w zestawieniu artystów o największej
wartości obrotów znalazł się Roman Opałka – dwanaście
prac i 2,05 mln złotych. Na wynik ten wpływ miała przede
wszystkim rekordowa sprzedaż jego obrazu „Detail
2890944-2910059”, który w grudniu nabyto w Desie
Unicum za 1,75 mln złotych. Tym samym stał się on
najdroższym kupionym w Polsce dziełem współczesnego
artysty. Mimo, że przed aukcją oczekiwania wydawały się
nieco wyższe, to transakcję tę traktować można jako bardzo
ważny krok w rozwoju polskiego rynku sztuki. Do tej pory
sprzedawały się bowiem jedynie niewielkie prace Opałki na
papierze. Te najsłynniejsze, pochodzące z „liczonej” serii były
jak na skromny rodzimy rynek zbyt drogie.
Rekordy i niskie ceny
Dzieła sztuki w Polsce wciąż są relatywnie tanie – w 2014 r.
aż 84,3% z nich sprzedano za ceny poniżej 5 tys. złotych.
Najwięcej, bo 43%, stanowiły transakcje poniżej 1 tysiąca
złotych. Za względnie drogie jak na nasz rynek uznać więc
można obiekty już od 5 tys. - łącznie było ich jedynie ok. 16%.
Z kolei prace najdroższe, czyli te, których ceny przekroczyły
pułap 50 tys. złotych stanowiły zaledwie 1,9% całkowitej
liczby dzieł sprzedanych na aukcjach w Polsce. Na taki
rozkład cen znaczący wpływ ma rosnąca popularność aukcji
młodej sztuki. Sprzedaje się na nich bowiem duża liczba prac,
osiągają one jednak stosunkowo niskie ceny. W 2014 r. na
polskim rynku aukcyjnym za pojedynczą pracę trzeba było
zapłacić średnio 6232 zł (za młodą sztukę 1538 zł), mediana
cen wyniosła natomiast 1100 zł.
Niewiele gorszy wynik wypracowały prace Andrzeja
Wróblewskiego, które sprzedały się za łączną kwotę 2,01 mln
złotych. W mijającym roku na rynek trafiło wyjątkowo wiele
www.michal.barcik.pl
4
Procent liczby prac sprzedanych w poszczególnych przedziałach cenowych
Biorąc pod uwagę wartość obrotów, dominacja malarstwa
była jeszcze wyraźniejsza. Ich suma dla tej właśnie kategorii
wyniosła 42,9 mln zł, co oznacza, że odpowiadało ono za
79% wartości wszystkich transakcji w 2014 r. To znacznie
więcej niż w przypadku rynku globalnego, gdzie udział ten w
ostatnich latach kształtuje się przeważnie na poziomie 50 54%. Grafika i rysunek, które łącznie sprzedały się za 5,2 mln
zł odpowiadają za 10% wartości polskiego rynku (na świecie
jest to około 35%). Z wynikiem 1,9 mln zł rzeźba ma 3%
udziałów w rynku, dla fotografii natomiast jest to
odpowiednio 1,05 mln zł i 2%.
Nie oznacza to jednak, że w 2014 r. nie byliśmy świadkami
kilku cenowych rekordów. Wręcz przeciwnie, prace
niektórych artystów na aukcjach radziły sobie wyjątkowo
dobrze.
Udział w całkowitej wartości obrotów w 2014 r.
Dobrą passę z 2013 r. kontynuował przede wszystkim
Ryszard Winiarski. Jego „Obszary” już drugi rok są jednymi z
najchętniej kupowanych przez kolekcjonerów. W grudniu po
raz kolejny padł rekord – za „Obszar 178” (1973) zapłacono
220 tys. złotych.
Na tej samej aukcji w Desie Unicum rekordowe ceny padły
również za prace Jana Tarasina – obraz „Komplikacja II”
(1991) sprzedany został za 190 tys. złotych, a „Relief nr 10”
(1964) Henryka Stażewskiego osiągając cenę 520 tys.
złotych trzykrotnie pobił poprzedni rekord za prace tego
artysty, stając się jednym z najdroższych dzieł współczesnego polskiego artysty.
Widać więc, że w dalszym ciągu bardzo skromny jest rodzimy
rynek rzeźby. Ceny najdroższych prac rzeźbiarskich bardzo
rzadko osiągają ceny powyżej 100 tys. W ubiegłym roku
transakcji tego typu było zaledwie 5, podczas gdy w
segmencie malarstwa aż 65. Co więcej, ceny najdroższych
rzeźb znacząco różnią się od tych osiąganych przez
najdroższe obrazy. Osiągnięta przez rzeźbę Stanisława
Szukalskiego „Mówca - Orator" (1913) cena 145 tys. złotych,
będąca najwyższą w segmencie rzeźby, wypada skromnie w
porównaniu z rekordowym obrazem Romana Opałki (1,75
mln zł), czy „Nagą” Mojżesza Kislinga (1,22 mln zł). Średnia
cena osiągana na aukcjach przez rzeźby (11,9 tys. zł) jest
jednak większa, niż w przypadku malarstwa (7,7 tys. zł). W
2014 r., oprócz wspomnianego Stanisława Szukalskiego,
najdrożej sprzedawały się prace klasyków: Magdaleny
Abakanowicz, Aliny Szapocznikow, Władysława Hasiora,
Augusta Zamoyskiego i Igora Mitoraja.
Wśród rekordowych transakcji na uwagę zasługują także
sprzedaż obrazu Mojżesza Kislinga „Naga” (1920), który na
grudniowej aukcji w Polswiss Art osiągnął cenę 1,22 mln
złotych, czy wystawiany niedawno w krakowski MOCAK-u
„Ochotnik” (1965) Władysława Hasiora, który w październiku wylicytowano w Desie Unicum za 120 tys. złotych.
Malarstwo wciąż najpopularniejsze
Podobnie jak w poprzednich latach, w 2014 r. na aukcjach w
Polsce dominowało malarstwo. Kategoria ta odpowiadała za
63% ogólnej liczby sprzedanych obiektów, wyprzedzając
grafikę i rysunek, które stanowiły 17%, a także fotografię
(5%) i rzeźbę (2%). Aż 13% spośród kupionych na aukcjach
obiektów nie reprezentowało jednak żadnej w wymienionych kategorii. Były to przede wszystkim licytacje mebli,
wyposażenia wnętrz, antyków, biżuterii, designu i sztuki
użytkowej, varia itp.
Dynamicznie rozwija się natomiast rynek fotografii – coraz
częściej pojawiają się aukcje poświęcone wyłącznie tej
dziedzinie sztuki. To właśnie w tym segmencie dokonana
została rekordowa w historii polskiego rynku aukcyjnego
transakcja. Trzy tysiące zdjęć Marilyn Monroe autorstwa
Miltona H. Greene'a kupionych zostało za 6,4 mln złotych
przez należącą do władz Wrocławia spółkę zarządzającą
tamtejszą Halą Stulecia. Ponieważ, będący wcześniej częścią
kolekcji FOZZ, pakiet fotografii Desa Unicum sprzedawała
jako jeden obiekt, transakcję tę uznać można za rekord
polskiego rynku aukcyjnego.
Udział w całkowitej liczbie sprzedanych obiektów w 2014 r.
Sukcesem zakończyły się także dwie kolejne edycje
współorganizowanego przez Rempex projektu Fotografia
Kolekcjonerska. Na kończących go aukcjach w czerwcu i
październiku po raz kolejny wysokie ceny osiągały prace
www.michal.barcik.pl
5
Stanisława Ignacego Witkiewicza. Podczas pierwszej z nich
jego zestaw dwóch fotografii zatytułowany „Zastrzyk
narkotyczny” (1931) sprzedany został za 68 tys. złotych. W
październiku natomiast, za rekordową w historii Fotografii
Kolekcjonerskiej kwotę 70 tys. złotych, kupiono pracę
„Przerażenie wariata” (1931).
Najwięcej aukcji, dwanaście, przeprowadził jednak Sopocki
Dom Aukcyjny. Łączna wartość sprzedanych prac wyniosła
natomiast 1,20 mln złotych (31% udziałów w rynku). Trzecie
miejsce, z 745 tys. złotych i 19,3% udziałów rynkowych
zajmuje dom aukcyjny Polswiss Art.
Biorąc pod uwagę, że Sopocki Dom Aukcyjny należy do grupy
kapitałowej Desa Unicum uznać można, że z łącznymi
udziałami w rynku na poziomie 73,2% podmioty te są jego
bardzo wyraźnymi liderami.
Młoda sztuka w natarciu
Trwający już od jakiegoś czasu boom na młodą sztukę
polskich artystów wydaje się nabierać rozpędu. W 2014 r.
wartość tego segmentu rynku aukcyjnego wyniosła co
najmniej 3,86 mln złotych w porównaniu do 3,06 mln złotych
w 2013 r. Oznacza to, że wartość obrotów na aukcjach
młodej sztuki wzrosła rok do roku aż o 26%.
Michał Barcik
Wartość obrotów na aukcjach młodej sztuki
Co więcej, wielkości te mogą być niedoszacowane, wciąż
obserwować można bowiem pojawianie się zupełnie nowych
inicjatyw pragnących skoncentrować swoją działalność
właśnie na tym obszarze rynku. Ich działalność szczególnie
zauważalna jest w Internecie. Biorąc pod uwagę zwiększające się na całym świecie zainteresowanie kupowaniem
sztuki on-line, niektóre z nich mają szanse odnieść sukces.
Rośnie nie tylko wartość obrotów, ale także liczba
organizowanych aukcji. W 2014 r. było ich 35, rok wcześniej
32. Przy nieznacznie większej ilości sprzedanych obiektów
(zmiana z 2469 na 2511) wyraźnie podniosła się ich średnia
cena. W 2013 r., za prace początkującego artysty nabywcy
płacili średnio 1243 złotych, w 2014 r. kwota ta wynosiła już
1538 złotych Wyraźnie świadczy to o zwiększającym się w
Polsce popycie na młodą sztukę.
Na uwagę zasługuje również znacznie wyraźniejsza, niż w
przypadku szerokiego rynku koncentracja na pracach
malarskich. Obrazy stanowiły tutaj aż 94,1% spośród
wszystkich sprzedanych w ubiegłym roku prac. Oprócz tego
kupowane obiekty to przede wszystkim grafika i rysunek
(2,5%), fotografia (1,4%) i rzeźba (0,4%).
Liderem w segmencie sztuki młodej jest Desa Unicum, na
dziesięciu przeprowadzonych przez ten dom aukcyjny w
2014 r. licytacjach łączna wartość obrotów wyniosła 1,63
mln złotych (42,2% udziałów w rynku). Zdecydowanie
wyższa, niż dla ogółu rynku była tu również średnia cena
pracy (1937 zł).
2
Uwzględniono te organizowane przez Desę Unicum, Polswiss Art, Sopocki Dom Aukcyjny,
Rynek Sztuki i Desę Kraków
www.michal.barcik.pl
6
wieczoru” było oczywiście płótno Romana Opałki „Detal
2890944-2910059” pochodzące z jego „liczonej” serii, która
przyniosła mu międzynarodową sławę i uznanie. Praca
wylicytowana została za 1,75 mln złotych (wszystkie ceny
przytaczane w artykule podawane są bez tzw. buyer's
premium, czyli opłaty pobieranej od kupującego) i tym
samym stała się najdroższą pracą polskiego artysty
sprzedaną na rodzimym rynku. Poprzedni rekord , 540 tys.
złotych za obraz Wojciecha Fangora „M15” z 1970 r., który
padł w październiku tego roku w Desie Unicum został więc
pobity ponad 3-krotnie. Rekordowy wynik Opałki cieszy, ale
można odnieść wrażenie, że oczekiwania cenowe przed
aukcją było trochę większe. Estymację ustalono na poziomie
2-2,8 mln złotych, gdzieniegdzie wspominało się nawet o
możliwości pobicia rekordu ustanowionego przez „Polskiego
Hektora” Jacka Malczewskiego (2,6 mln złotych w Polswiss
Art). Mimo iż tak się nie stało trzeba oddać Desie, że
wczorajszą aukcją wprowadziła polski rynek sztuki
współczesnej w zupełnie nową fazę rozwoju. Być możnie nie
jest on jeszcze gotowy na ceny tak wysokie jak zagranicą
(przykładowo „Detal 143362-185085” Opałki w Sotheby's
London sprzedano za 612 tys. funtów, czyli ponad 3 miliony
złotych), ale już sam fakt, że transakcja doszła do skutku jest
dobrym prognostykiem.
Portal Rynek i Sztuka
grudzień 2014 r.
Rekordowa aukcja w Desie
Unicum – podsumowanie
Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że o wiele ciekawsze niż
licytacja Opałki było to co wydarzyło się segmencie prac
wycenianych w przedziale 100-500 tys. złotych. Wystawiany
w Paryżu i Nowym Jorku „Relief” Henryka Stażewskiego
niemal trzykrotnie pobił poprzedni rekord tego artysty i
wylicytowany został za 520 tys. złotych – tym samym jest to
trzecia najdroższa praca współczesnego polskiego twórcy.
Dla rodzimego rynku grudniowa Aukcja Sztuki Współczesnej
w Desie Unicum była chyba najbardziej wyczekiwanym
wydarzeniem kończącego się roku 2014. Nie tylko ze
względu na fakt, że po raz pierwszy w Polsce miał być
licytowany obraz Romana Opałki z jego „liczonej” serii, ale
również ze względu na bardzo mocną ofertę jeżeli chodzi o
pozostałe prace.
Po raz kolejny rekord pobiła również praca Ryszarda
Winiarskiego („Obszar 178” z 1973 r. za 220 tys. złotych), w
ostatnich miesiącach jednego z najbardziej „gorących”
artystów na polskim rynku aukcyjnym. Jego twórczość
konsekwentnie wystawiana przez Desę zdrożała w ciągu
niecałych dwóch lat mniej więcej trzy-,czterokrotnie.
Zainteresowanie aukcją było tak duże, że na najwyższym
piętrze domu aukcyjnego Desa Unicum, gdzie odbywała się
aukcja, miejsce znalazło się jedynie dla biorących w niej
bezpośredni udział. Wszystkim pozostałym organizatorzy
zapewnili jednak możliwość śledzenia licytacji na ekranie
znajdującym się piętro niżej. Szybko okazało się, że tego
wieczora wysoka będzie nie tylko frekwencja.
Przez rynek wreszcie doceniony został Jan Tarasin, którego
wspaniały obraz „Komplikacja II” z 1991 r. sprzedał się za 190
tys. złotych, czyli o 50 tys. więcej niż wynosił poprzedni
rekord.
Tylko 10 tys. zabrakło by wyrównać rekord aukcyjny za pracę
Andrzeja Wróblewskiego – „Pejzaż z wysokim niebem” z
1953 r. wylicytowano za 480 tys. złotych. Wyjątkowo
zaciekła walka toczyła się o pracę Jerzego Kałuckiego
„Czterdzieścipięć, czterdzieściosiem" z 1997 r. Cena szybko
poszybowała z wywoławczych 15 tys. na 66 tys. złotych,
czyli niemal dwukrotnie więcej niż wynosiła górna estymacja.
Wciąż mocno trzyma się też op-art. Obraz Victora
Vasarelyego, prekursora tego kierunku, wylicytowano za 420
tys., czyli 110 tys. złotych drożej niż wynosił poprzedni
rekord. Bez rekordów obyło się jednak tym razem w
przypadku prac Wojciech Fangora – sprzedawały się drogo,
ale bez niespodzianek. Rekordy pobiły za to prace Juliana
Stańczaka i Edwina Mieczkowskiego. Po raz pierwszy na
aukcji w Polsce pojawiły się również prace Richarda
Rekordy dla polskiego rynku pobite na aukcji 11.12.2014
w Desie Unicum
Piętnaście rekordów
Aukcja była prawdziwym festiwalem rekordów – dla
poszczególnych artystów pobito ich aż piętnaście. „Gwiazdą
www.michal.barcik.pl
7
Anuszkiewicza – sprzedały się za 160 i 75 tys. złotych.
Widać wyraźnie, że napędzane rekordowymi rezultatami
Fangora apetyty kolekcjonerów na obrazy twórców op-artu
są ostatnio bardzo duże. To już kolejna aukcja na której to
właśnie przedstawiciele tego kierunku są jedynym
zagranicznymi twórcami uwzględnionymi w ofercie (patrz
Tadasuke Kuwayama, czy Victor Vasarely).
Łączna wartość prac sprzedanych przez Desę Unicum na
Aukcjach Sztuki Współczesnej w 2014 r.
Tak wysokie ceny osiągane przez prace z segmentu 100-500
tys. to bardzo dobry prognostyk na przyszłość. Widać, że
zainteresowanie sztuką w Polsce stale rośnie, a perspektywy
dla jej rynku wydają się systematycznie poprawiać.
Garść statystyk
Spośród 80 oferowanych obiektów sprzedać zdołało się aż
71 prac (w tym 9 warunkowo). To oznacza wynik znacznie
lepszy niż podczas poprzednich aukcji sztuki współczesnej.
Zarówno w październiku, jak i w maju nie sprzedało się
bowiem aż 20 prac i to przy nieco skromniejszej pod
względem liczby prac ofercie. Tegoroczna zimowa aukcja
wypadła również znacznie lepiej od ubiegłorocznej
grudniowej sprzedaży, kiedy to nabywców nie znalazło 15
obiektów. Nieznacznie więcej było wczoraj jednak sprzedaży
warunkowych (9), rok temu było ich jedynie 5, a na aukcjach
w 2014 r. na wiosnę i jesienią ich liczba również była mniejsza
– odpowiednio 6 i 7 transakcji.
Jednak by być precyzyjnym trzeba zauważyć, że mimo
rekordowej sumy sprzedaży i pobiciu wielu rekordów za
prace poszczególnych artystów podczas ostatniej aukcji nie
udało się przebić nawet dolnej granicy estymacji. Suma
dolnych estymacji wynosiła bowiem 8,54 mln złotych,
górnych natomiast równo 12 mln złotych. Wydaje się, że
czynnikiem, który wpłynął na to w największej mierze był
fakt, że „liczony” obraz Romana Opałki, mimo rekordu,
sprzedał się 250 tys. złotych poniżej dolnej estymacji. Gdyby
nie brać go pod uwagę, zsumowany wynik pozostałych prac
zamknąłby się niemal równo na poziomie łącznej dolnej
estymacji.
Liczba prac sprzedanych/ sprzedanych warunkowo/
niesprzedanych
Łączny wynik aukcji a suma dolnych i górnych estymacji
O tym jak mocna była oferta wczorajszej aukcji w Desie
najdobitniej świadczy chyba fakt, że średnia cena osiągnięta
przez prace (uwzględniając również te, które się nie
sprzedały) wyniosła aż 104 tys. złotych. Nawet nie biorąc
pod uwagę obrazu Opałki kwota ta jest wyjątkowo wysoka –
82,8 tys. złotych i znacząco przewyższa zarówno średnią z
ubiegłorocznej grudniowej aukcji (49,7 tys. złotych), jak i
wszystkich trzech tegorocznych licytacji (średnia między 32 a
45 tys. złotych).
Pod względem łącznej wartości sprzedanych prac
czwartkowa aukcja okazała się absolutnie rekordowa. Wynik
8,29 mln złotych wobec 3,23 mln złotych w roku 2013 r.
oznacza ponad 2,5-krotny wzrost.
Łączna wartość prac sprzedanych na grudniowych Aukcjach
Sztuki Współczesnej w Desie Unicum w latach 2013 i 2014
Średnie ceny osiągnięte przez prace na Aukcjach Sztuki
Współczesnej w Desie Unicum w 2014 r.
Jeżeli porównamy łączną wartość sprzedanych prac podczas
wszystkich Aukcji Sztuki Współczesnej organizowanych
przez Desę, to okaże się, że grudniowa aukcja wypracowała
wynik większy (8,29 mln złotych) niż wszystkie trzy
tegoroczne aukcje razem wzięte (7,86 mln złotych).
Michał Barcik
www.michal.barcik.pl
8
artysty na rynku i rosnących cen obiektów, które co jakiś czas
będą się pojawiały na aukcjach.
Liczba prac Jerzego Nowosielskiego sprzedanych na
aukcjach w latach 1991-2013
Domy aukcyjne według liczby prac Jerzego Nowosielskiego
sprzedanych w latach 1991-2013
Portal Rynek i Sztuka
maj 2014 r.
Rynek sztuki pod lupą:
Jerzy Nowosielski
Wyraźnym liderem w handlu aukcyjnym twórczością Jerzego
Nowosielskiego jest dom Agra-ART, który wyraźnie
wyprzedza drugą pod tym względem Desę Unicum i
znajdujące się na kolejnych pozycjach domy aukcyjne
Polswiss ART i Rempex.
O wyjątkowej pozycji Jerzego Nowosielskiego na polskim
rynku sztuki może świadczyć chociażby fakt, że od 2007
roku, kiedy to po raz pierwszy opublikowano ranking
„Kompas Sztuki”, utrzymuje się on w jego ścisłej czołówce.
Ponieważ „Kompas” to zestawienie przygotowywane na
podstawie punktacji przyznawanej poszczególnym artystom
przez galerie publiczne i prywatne można założyć, że dość
dobrze określa miejsce jakie zajmuje dany twórca na
rodzimym rynku sztuki.
Procent liczby prac sprzedanych na aukcjach w latach 19912013 wg wykorzystanej techniki
Pozycja Jerzego Nowosielskiego w rankingu „Kompas
Sztuki”
Na przestrzeni ostatnich 22 lat liczba prac Jerzego
Nowosielskiego, jaka była sprzedawana na aukcjach w Polsce
uległa znaczącej zmianie. Przez całe lata 90. transakcji
zawierano bardzo niewiele, a dopiero początek nowego
dziesięciolecia przyniósł lekką poprawę sytuacji. Prawdziwy
przełom nastąpił jednak w roku 2003 w którym sprzedano
rekordową liczbę 50 prac autorstwa tego malarza. W
kolejnych latach sytuacja była bardzo zmienna przynosząc
zarówno wzrosty, jak i spadki liczby sprzedawanych
obiektów.
Jerzy Nowosielski był artystą bardzo wszechstronnym.
Oprócz typowego malarstwa sztalugowego zajmował się
również malarstwem ściennym (wykonał wiele dekoracji w
kościołach katolickich i cerkwiach prawosławnych), był
wybitnym pisarzem ikon, tworzył scenografie i rysunki. Jeśli
jednak spojrzymy na to, jak wygląda podział prac sprzedanych na aukcjach w latach 1991-2013, to wyraźnie widać, że
największym zainteresowaniem cieszą się prace malarskie.
Stanowiły one około 62% wszystkich sprzedanych w tym
okresie dzieł twórcy. Prace na papierze to już niecałe 30%,
a pozostałe (m.in. fragmenty scenografii) jedynie 8%.
Obecnie, jeżeli chodzi o liczbę prac, można zaobserwować
trwający od 2010 trend wzrostowy, jednak mało prawdopodobne, by mógł on utrzymać się długo. Już niebawem
będziemy raczej świadkami zmniejszającej się podaży prac
www.michal.barcik.pl
9
Wartość prac Jerzego Nowosielskiego sprzedanych na
aukcjach w Polsce w latach 1991-2013
serigrafii). Do tak wysokiego wyniku walnie przyczyniła się
zorganizowana 7 marca 2013 r. przez Desę Unicum aukcja 22
prac artysty (11 obrazów i 11 prac na papierze). Na polskim
rynku sztuki było to wydarzenie bezprecedensowe, bo
właściwie nie zdarzają się u nas aukcje prac jednego artysty.
Podczas aukcji udało się ustanowić nowy rekord – obraz
„Dziewczyny na statku” z 1981 r. znalazł nabywcę za 360 tys.
złotych. Jest to obecnie najwyższa kwota, jaką zapłacono za
pracę Jerzego Nowosielskiego. Co ciekawe, katalog
przedaukcyjny podaje informację, że 45 tys. złotych, za które
kupiono tę samą pracę na aukcji w 1996 r. było wówczas
najwyższą kwotą zapłaconą za pracę żyjącego polskiego
artysty. Niestety, transakcji tej nie uwzględniają roczniki
aukcyjne (dlatego nie pojawia się w naszym zestawieniu), ale
jeżeli jest ona prawdziwa, to oznacza, że właścicielowi udało
się osiągnąć imponującą stopę zwrotu około 47% rocznie.
Twórczość zmarłego w 2011 r. artysty od kilku lat jest
„towarem” niezwykle pożądanym przez kolekcjonerów. W
analizowanym okresie jego prace sprzedały się za łączną
kwotę 20,64 mln złotych.
W latach 90., gdy na organizowanych w Polsce aukcjach
sprzedawano przede wszystkim sztukę dawną, wartość
obrotu pracami Nowosielskiego rosła bardzo powoli –
podobnie jak liczba wystawianych obiektów. Ta tendencja
zmieniła się dopiero w 2003 r., kiedy to na aukcje trafiła
rekordowa liczba 50 prac autorstwa krakowskiego artysty.
Lata 2003-2011 przyniosły bardzo zmienną sytuację. Od
trzech lat mamy jednak do czynienia ze zwyżkową tendencją,
która prawdopodobnie jest wynikiem wzrostu cen
najdroższych prac artysty – głównie obrazów.
Organizowana przez Desę aukcja zakończyła się sukcesem –
sprzedanych zostało 21 z 22 wystawionych prac, a łączne
przychody wyniosły prawie 1,5 mln złotych.
Obrazy Jerzego Nowosielskiego o największej stopie
zwrotu (wśród kupionych i sprzedanych na aukcjach)
Ranking najdroższych prac Jerzego Nowosielskiego, to
zestawienie zmieniające się niezwykle dynamicznie
(szczególnie w ostatnich latach). Aż 6 z 10 najdroższych
obrazów malarza zostało sprzedanych w ciągu ostatnich
dwóch lat. Kolejne rekordowe ceny w duży stopniu
przyczyniają się do powiększania się wartości obrotu
twórczością Nowosielskiego.
W analizowanym okresie dwadzieścia cztery prace
Nowosielskiego zostały kupione i następnie odsprzedane za
pośrednictwem domów aukcyjnych. Średnia roczna stopa
zwrotu dla tych inwestycji wyniosła ok. 7,99%. Niektórym
pracom udało się jednak uzyskać znacznie wyższe wyniki.
Czy obecny rok pod względem obrotu będzie równie
rekordowy jak ubiegłe lata? Na razie na aukcjach sprzedano
jedynie kilka prac na papierze i obrazów za niecałe 400 tys.
złotych. Trzeba jednak pamiętać, że przed nami jeszcze 7
miesięcy, a sytuację może diametralnie zmienić choćby jedna
lub dwie, bardzo udane licytacje.
Najdroższe prace Jerzego Nowosielskiego na polskim rynku
aukcyjnym
Prace Jerzego Nowosielskiego nie są jednak sprzedawane
jedynie na aukcjach. W ofercie swojej galerii obrazy artysty
ma chociażby Andrzej Starmach, znany krakowski marszand,
a prywatnie przyjaciel twórcy, który prace Nowosielskiego
prezentował m.in. na prestiżowych targach sztuki Art Basel w
Bazylei.
Szczególnie w ciągu ostatnich kilkudziesięciu miesięcy
zaobserwować można szereg rekordów aukcyjnych, wśród
których coraz częściej pojawiają się wyniki powyżej 200 tys.
złotych za płótno. Ubiegły rok okazał się najlepszy w historii,
jeżeli chodzi o sprzedaż prac Nowosielskiego – właściciela
zmieniły dzieła sztuki o łącznej wartości 2,86 mln złotych.
Wydaje się, że duży wzrost dynamiki cen ma bezpośredni
związek z niedawną śmiercią artysty. Popyt napędzają
wszyscy ci, którzy są zainteresowani pracami krakowskiego
malarza i chcą zdążyć z zakupem zanim prace staną się
naprawdę rzadkie i bardzo drogie.
Oprócz tego ciekawą ofertą, tzw. serigrafii, dysponuje Desa
Modern. Są to wysokiej jakości grafiki sygnowane podpisem
artysty, sprzedawane w limitowanych edycjach po 50 sztuk.
W ostatnim roku kilkanaście z nich pojawiło się również na
aukcjach, jednak nie braliśmy ich pod uwagę określając liczbę
prac sprzedanych w analizowanym okresie.
Michał Barcik
W roku 2013 właściciela zmieniło aż 47 dzieł autorstwa
Nowosielskiego (nie licząc sprzedawanych na aukcjach
www.michal.barcik.pl
10
W Polsce pierwsze prace malarza pojawiły się na aukcjach
dopiero w 2003 r. wraz z rosnącą popularnością sztuki
współczesnej. Prawdziwego przyśpieszenia wzrost cen
nabrał jednak dopiero od 2007 r., co tłumaczyć można m. in.
rosnącą popularnością zapomnianego nieco w poprzednich
latach malarstwa z lat 60.
O wysokich cenach prac Fangora decyduje w dużym stopniu
ich rzadkość. Pamiętać trzeba, że przez prawie 40 lat tworzył
on poza granicami naszego kraju, więc krajowa podaż siłą
rzeczy musi być mocno ograniczona. Nie dziwi więc fakt, że
część prac, jak chociażby obraz „M8” z 1969 r. polskie domy
aukcyjne pozyskują z USA lub państw Europy Zachodniej. W
latach 2003-2011 na aukcjach w naszym kraju sprzedało się
28 obiektów autorstwa Fangora. Zdecydowanymi liderami
były tutaj Polswiss Art, który sprzedał 11 prac oraz Desa
Unicum – 9. W latach 2003-2011 wartość sprzedanych
obiektów (głównie obrazów) autorstwa Fangora wyniosła
łącznie 2,4 mln złotych. Dla porównania w samym 2013 r.
wartość ta wynosiła 1,378 mln złotych.
Art Monitor
Roczna wartość prac Wojciech Fangora sprzedanych na
aukcjach w Polsce w latach 2003-2013
czerwiec 2014 r.
Wojciech Fangor
– analiza rynku
Wojciech Fangor to bez wątpienia jedno z najgorętszych
nazwisk na polskim rynku sztuki. Imponujący zróżnicowaniem dorobek, który obejmuje ponad 75 lat pracy twórczej,
międzynarodowa kariera i rekordowe w ostatnich latach
ceny obrazów sprawiają, że dla polskiej sztuki jest to postać
absolutnie wyjątkowa.
W Polsce ubiegły rok okazał się być dla obrazów Wojciecha
Fangora szczególny. Prawdziwe cenowe szaleństwo
rozpoczęło się już marcu, kiedy to na aukcji Polswiss Art
obraz „M71” z 1970 r. sprzedany został za rekordową kwotę
300 tys. złotych. Wtedy była to najwyższa cena, jaką ktoś
zapłacił za obraz Fangora w Polsce, jednak już w listopadzie
na kolejnej aukcji w Polswiss Art, kolejna praca, zatytułowana
„M53” również z 1970 r. została sprzedana za 400 tys.
złotych. Ostatnie słowo należało jednak do Desy Unicum –
należący w przeszłości do kolekcji Kennetha Battelle,
nowojorskiego fryzjera gwiazd, obraz „M8” z 1969 r.
wylicytowano za 440 tys. złotych (z opłatami aukcyjnymi 506
tys.).
Sukces rynkowy
Obrazy Wojciecha Fangora zagranicą funkcjonowały w
obiegu aukcyjnym już od lat 90. Regularnie pojawiają się na
aukcjach zarówno w Sotheby's, jak i Christie's (głównie w ich
nowojorskich oddziałach). Ceny przeważnie wahają się się
między 40 a 80 tys. dolarów za pracę, choć zdarzają się wyniki
o wiele lepsze, w granicach 100 tys. dolarów. Aktualny rekord
cenowy należy do sprzedanego w kwietniu 2008 r. w
Sotheby's New York za 157 tys. dolarów obrazu „M10”. Drugi
najwyższy wynik ustanowiony został za to niecały miesiąc
temu – płótno „M2” z 1969 r. sprzedano za 137 tys. dolarów
w nowojorskim oddziale Christie's. Tym, co rzuca się w oczy
jest fakt, iż prawie 2/3 sprzedawanych na zagraniczny
aukcjach prac polskiego artysty oferowanych było przez
Sotheby's NY.
Najdroższe prace Wojciech Fangora sprzedane na aukcjach
w Polsce
Najdroższe prace Wojciecha Fangora sprzedane na aukcjach
zagranicznych
www.michal.barcik.pl
11
W 2014 r. pierwsze aukcje z udziałem prac Wojciecha
Fangora już za nami. Na szczególną uwagę zasługuje dzieło
„M16” z 1970 r., które 12 marca na aukcji w domu Polswiss
Art kupiono za 480 tys. złotych. Tym samym praca stała się
nie tylko najdroższym dziełem Fangora, ale również najdroższym obiektem autorstwa żyjącego polskiego artysty. Co
ciekawe w odróżnieniu do poprzednich bijących rekordy prac
należy ona do cyklu „fal”, a nie „okręgów”. Z kolei licytowany
dosłownie przed kilkoma dniami w Desie Unicum obraz
„Pomarańczowy romb” z 1961 r., zmienił właściciela za 260
tys. złotych. Wynik niezły, jednak trudno było się oprzeć wrażeniu, że w kontekście ostatnich aukcji cena równa dolnej
estymacji była lekkim zawodem. Pamiętajmy jednak, że
najkorzystniejsze rezultaty padają zwykle na jesieni, więc
pozostaje nam cierpliwie czekać na kolejne, emocjonujące
aukcje.
Prace artysty z tego okresu zaliczyć można do popularnego w
latach 60. nurtu op-art. Sztuka optyczna miała przede
wszystkim oddziaływać na wzrok widza. Artyści posługiwali
się w tym celu licznymi zabiegami tak, by przy użyciu
abstrakcyjnych geometrycznych form stworzyć na dwuwymiarowej płaszczyźnie płótna złudzenia optyczne takie jak
np. wrażenie ruchu.
O docenieniu twórczości Fangora świadczy fakt jego
uczestnictwa w głośnej wystawie „The Responsive Eye” w
Museum of Modern Art w Nowym Jorku. Zorganizowana w
1965 r. ekspozycja prezentowała dorobek najważniejszych
twórców op-artu z całego świata. Wojciech Fangor miał więc
okazję zaprezentować jedną ze swoich prac (należącą do
cyklu „okręgów”) wspólnie ze światowej sławy artystami,
takimi jak chociażby prekursor sztuki optycznej Victor
Vasarely. Ciekawostką jest, że w wystawie brał udział
również Julian Stańczak, urodzony w Polsce malarz mieszkający na stałe w USA.
Sukces artystyczny
Urodzony 15 listopada 1922 r. w Warszawie, artysta swoje
pierwsze obrazy malował już w wieku kilkunastu lat. We
wczesnej twórczości Fangora wyraźnie widoczne są wpływy
awangardowych kierunków z początku XX w., szczególnie
kubizmu. Malarz miał okazję zetknąć się z nimi podczas
odbywanych w młodości podróży do krajów Europy
Zachodniej, m.in. Francji i Włoch.
Kolejnym sukcesem Fangora była indywidualna wystawa w
Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku w 1970 r. Tego
wyczynu jak do tej pory nie udało się powtórzyć żadnemu
polskiemu artyście. Z prezentowanych na wystawie 37
płócien przeważającą większość stanowiły obrazy z cyklu
„okręgów” i „fal”.
W 1946 artysta ukończył Akademię Sztuk Pięknych w
Warszawie. Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych
jedynym uznawanym przez komunistyczną władzę kierunkiem sztuki ustanowiony został socrealizm. Namalowane
przez Fangora w tym okresie obrazy „Postaci” (1950 r.,
Muzeum Narodowe w Warszawie) oraz „Matka Koreanka”
(1951 r., Muzeum Sztuki w Łodzi) stały się ikonami polskiego
malarstwa socrealistycznego.
To właśnie powstałe w latach 60. i 70. prace stały się swego
rodzaju wizytówką artysty i symbolem jego twórczości. Nie
dziwi więc fakt, że w ostatnich latach na rynku sztuki cieszą
się szczególnym zainteresowaniem, a osiągane przez nie ceny
od paru lat mocno zwyżkują.
Od 1975 r. Fangor powrócił do malarstwa figuratywnego,
tworząc kolejne cykle prac, takie jak chociażby „Obrazy
telewizyjne”. Nie odniosły one jednak tak spektakularnych
sukcesów jak wcześniejsze prace, dzięki którym zapewnił
sobie międzynarodowy rozgłos.
W roku 1958, wraz ze Stanisławem Zamecznikiem w Salonie
Nowej Kultury w Warszawie wystawił „Studium przestrzeni”
będące pierwszą w Polsce pracą o charakterze environment.
Wojciech Fangor był również współtwórcą tzw. polskiej
szkoły plakatu, której reprezentanci począwszy od lat 60.
odnosili na arenie międzynarodowej kolejne sukcesy.
Po koniec lat 90. Wojciech Fangor wrócił do Polski osiedlając
się we wsi Błędów niedaleko Radomia. Mimo słusznego
wieku w dalszym ciągu prowadzi działalność artystyczną,
m.in. zaprojektował tablice z nazwami stacji, które pojawią
się na peronach drugiej linii warszawskiego metra.
Niezwykle ważnym wydarzeniem w ostatnich latach była
przygotowana w 2012 r. przez Muzeum Narodowe w
Krakowie wystawa „Wojciech Fangor. Przestrzeń jako gra”,
która zgromadziła około 200 prac artysty pochodzących z
różnych okresów jego twórczości. Zaprezentowano
wówczas również kilka obrazów, które brały udział we
wspomnianej monograficznej wystawie w Muzeum
Guggenheima.
W 1961 r. Fangor na stałe wyjechał za granicę, początkowo
przebywał w Berlinie Zachodnim, Francji i Wielkiej Brytanii,
by ostatecznie w 1966 r. na ponad trzydzieści lat zamieszkać
w Stanach Zjednoczonych. To właśnie w latach 60. i 70.
powstały dwa najsłynniejsze i obecnie najbardziej pożądane
przez kolekcjonerów cykle prac, czyli obrazy przedstawiające
kolorowe koła i fale.
Płótna przedstawiające charakterystyczne obręcze o
mglistych, rozmywających się krawędziach, z przenikającymi
się wzajemnie kolorami wywołują u widza bardzo silne
wrażenie „pulsowania” obrazu. Zjawisko to artysta nazwał
tworzeniem się tzw. pozytywnej przestrzeni iluzyjnej. Stoi
ona w opozycji do stosowanego w sztuce od wieków zabiegu
perspektywy, mającego wywoływać wrażenie głębi. Obiekty
przedstawione na obrazach Wojciecha Fangora wprost
przeciwnie – niejako „wychodzą” z płócien w kierunku widza.
Na koniec zaś warto przytoczyć słowa samego artysty, który
ze sporą dozą autoironii tak oto skomentował wzrost
zainteresowania jego twórczością w ostatnich latach: „Dzięki
ożywionemu rynkowi, aukcjom i mediom – stałem się 90letnim celebrytą”.
Michał Barcik
www.michal.barcik.pl
12
wyższe niż te oferowane za malarstwo, czy rzeźby. W krajach
z dobrze rozwiniętym rynkiem sztuki ceny rzędu kilkudziesięciu tysięcy dolarów za odbitkę nikogo już nie dziwią. Również
kwoty po kilkaset tysięcy dolarów nie wzbudzają szczególnej
sensacji, wszak na rynku doszło już do kilkunastu transakcji
opiewających na ponad milion dolarów.
„Czemu tak drogo?”
Najdrożej sprzedanym zdjęciem jest obecnie praca „Rhein II”
autorstwa znanego niemieckiego fotografa Andreasa
Gursky'ego, która w 2011 r. zmieniła właściciela za 4,3
miliona dolarów. Tak wysokie kwoty oferowane za jedno
tylko zdjęcie wielu osobom mogą wydawać się niedorzeczne.
Zrozumieć rynek fotografii
Żyjemy przecież w czasach gdy niemal każdy posiada aparat
cyfrowy, dzięki któremu bez większego wysiłku wykonywać
może setki w miarę poprawnych fotografii. Do tego
dochodzą jeszcze coraz doskonalsze aparaty w telefonach
komórkowych i proste w obsłudze programy komputerowe
do obróbki zdjęć. Zaryzykować można stwierdzenie, że
obecnie zdjęcia „robią się same”. Czemu więc znajdują się
osoby, które gotowe są płacić setki tysięcy dolarów za jedno
jedyne zdjęcie? Mają zbyt dużo pieniędzy? A może to po
prostu przejaw snobizmu i ekscentrycznego zachowania?
Dlaczego niektóre zdjęcia sprzedają się na aukcjach tak
drogo? Jak w skrócie wygląda rynek światowy, a jak polski?
Jakie są szanse rodzimego rynku na szybszy rozwój?
Wreszcie, jakie są bariery, które stoją mu na przeszkodzie. Na
te właśnie pytania w niniejszym artykule postaramy się
znaleźć odpowiedź.
Rozumowanie tego typu zdaje się jednak pomijać pewien
istotny fakt – fotografię artystyczną (czyli tę, którą w
szczególności zainteresowani są kolekcjonerzy) należy
traktować jako pełnoprawną dziedzinę sztuki, nie zaś jak
rzemiosło. To prawda, że zdecydowana większość zdjęć
wykonywanych jest do celów użytkowych. Służą jako
pamiątki, dokumentują wydarzenia, są wykorzystywane w
reklamach, ilustrują teksty w prasie, internecie, czy książkach.
Fotografie artystyczne stanowią więc jedynie pewien
margines wyraźnie wyróżniający się na tle całej reszty.
Przewodnik kolekcjonera sztuki
czerwiec 2014 r.
Jej twórcy, podobnie jak malarze, czy rzeźbiarze mogą być
uznawani za artystów, ponieważ efekty ich pracy mają
szczególny charakter. Różny jest jedynie sposób działania i
wachlarz dostępnych twórcy technik. Wbrew powszechnemu przekonaniu proces wykonywania zdjęć nie jest wcale
czymś nieskomplikowanym i niewymagającym poświęcenia
dużej ilości czasu. Trudno jest nie tylko znaleźć dobre ujęcie,
ale przede wszystkim wykonać odbitki tak, by odpowiednia
była ich jakość. Nim powstanie ostateczna wersja pozytywu
autorzy często muszą wykonać wiele próbnych wersji, tak by
otrzymany na końcu efekt mógł być zgodny z ich oczekiwaniami i odpowiadać na wysokie wymagania kolekcjonerów.
Rzut oka na rynek światowy
Wprawdzie historia fotografii sięga pierwszej połowy XIX
wieku, jednak jej rynek uznać można za stosunkowo młody.
Pierwsza aukcja fotografii miała miejsce w Wielkiej Brytanii w
1854 r., ale za początek współczesnego handlu zdjęciami
uznaje się aukcję zorganizowaną w 1952 r. przez nowojorską
galerię Swann. Potem przyszła kolej na najbardziej
prestiżowe domy aukcyjne na świecie, takie jak Sotheby's,
Christie's, czy Philips, które w latach 60. i 70. zaczęły włączać
aukcje zdjęć do swojej stałej oferty.
Na Zachodzie fotografie już od dawana uznawane są za
pełnoprawne dzieła sztuki, wciąż jednak wartość sprzedawanych na aukcjach zdjęć ma bardzo niewielki udział w
całkowitej wartości globalnego rynku sztuki. W 2013 r. na
rynku fotografii dokonano transakcji o łącznej wartości 153
milionów dolarów, co stanowiło zaledwie 1,2% światowych
obrotów na rynku aukcyjnym. Dla porównania przychody ze
sprzedaży malarstwa i rysunku odpowiadały za 72% jego
przychodów, rzeźba natomiast za 8%.
W czasach gdy zdjęcia są jedynie plikami zapisanymi na
karcie pamięci lub twardym dysku komputera fotografia
artystyczna jest w stanie zaoferować coś „prawdziwego” i
namacalnego. Twórcy dokładają wielu starań, by końcowy
rezultat ich pracy był czymś wyjątkowym. Podobnie galerie i
domy aukcyjne posiadające w swojej ofercie fotografie
kolekcjonerską. Kupujący chcą mieć bowiem pewność, że
nabywają produkt wartościowy, trwały i oryginalny. Dlatego
niezwykle istotny jest dobry opis zdjęcia, jego sygnowanie,
datowanie, informacja o technice jaką wykonano odbitki, ich
stanie technicznym i tzw. edycji. Edycja to określony,
Nie oznacza to jednak, że osiągane przez fotografie ceny
zaliczyć można do niskich. Wprost przeciwnie, wiele z nich na
aukcjach zostaje wylicytowanych za kwoty niejednokrotnie
www.michal.barcik.pl
13
limitowany nakład w jakim wykonano daną fotografię. To
właśnie upowszechnienie się w latach 70. i 80. zwyczaju
„wypuszczania” na rynek ograniczonej i z góry zadeklarowanej liczby egzemplarzy przyczyniło się do uznania fotografii
za pełnoprawną dziedzinę sztuki.
Kategoria trzecia – Należą do niej dwie, równorzędne rodzaje odbitek, które różni jedynie czas wykonania. Są to:
Life time print (odbitka z przedłużonego czasu)
Do tej kategorii zaliczane są odbitki, które zostały wykonane
z oryginalnego negatywu, jednak dopiero po upływie
znacznego czasu od jego powstania. Czas ten nie jest
dokładnie określony, jednak przyjmuje się, że od powstania
negatywu do wykonania odbitki powinno upłynąć co
najmniej pięć do dziesięciu lat. Odbitki tego typu wykonywane są za życia autora – osobiście lub pod jego nadzorem.
Zdjęcia należące do tej kategorii muszą być opatrzone
informacją zarówno o dacie powstania negatywu, jak i dacie
wykonania odbitki.
Odbitka odbitce nierówna
O wartości kolekcjonerskiej odbitek możemy mówić, gdy
spełnione są pewne standardy. Niezwykle istotny jest też
przyjęty – zarówno w obrocie prywatnym, jak i muzealnym
podział odbitek na kategorie w zależności od czasu, sposobu i
okoliczności ich powstania. W odniesieniu do konkretnych
odbitek klasyfikacji tej dokonują z reguły galerie lub domy
aukcyjne.
Kategoria pierwsza – Unique print (odbitka niepowtarzalna)
By odbitkę móc zakwalifikować to tej najbardziej cenionej
przez kolekcjonerów kategorii muszą być spełnione dwa
podstawowe warunki. Po pierwsze fotografia musi być
jedynym istniejącym pozytywowym egzemplarzem. Ponadto
musimy być pewni, że nie istnieje negatyw zdjęcia.
Okoliczności jego zniszczenia mogą być różne – począwszy
od klęsk żywiołowych takich jak pożary, czy powodzie a
kończąc na celowym, komisyjnym zniszczeniu negatywu
przez autora w celach komercyjnych (możliwość sprzedaży
unikatowego egzemplarza po wyższej cenie). Czasami brak
negatywu może również wynikać z zastosowania określonej,
jednorazowej techniki wykonywania odbitek. Za unique print
uznaje się również fotografie, których negatyw zaginął w
wyniku wydarzeń losowych (np. działań wojennych). W
przypadku tej kategorii nie mamy do czynienia z kryterium
czasowym – za odbitkę niepowtarzalną uznajemy zarówno
współczesne fotografie wykonane w jednym tylko
egzemplarzu, jak i jedyne istniejące odbitki danego zdjęcia
jakie zachowały się z przeszłości (nawet jeśli oryginalnie
wykonano ich więcej). Upraszczając – z unique print mamy do
czynienia wtedy, gdy istnieje pewność, że dany egzemplarz
jest jedyną kopią fotografii i nie ma możliwości, by w
przyszłości powstały kolejne.
Modern print (odbitka współczesna)
Są to odbitki wykonane osobiście przez współczesnych
fotografów nie później niż kilka lat po powstaniu negatywu.
Bardzo ważne, by były sygnowane, datowane oraz
odpowiednio opisane. Autor powinien również określić
numer danej kopii i podać wielkość nakładu. Gdy przewidziany nakład zostanie już „wyprodukowany” często dokonuje się
zniszczenia negatywu lub obcięcia jego rogu. Do kategorii
modern print zaliczają się również odbitki wykonane
tradycyjnymi, tzn. „szlachetnymi” technikami, jeżeli tylko
procesu tego dokonał współczesny autor.
Kategoria czwarta – Reprint (odbitka wznowiona)
Za tego typu odbitki uznaje się te, które zostały wykonane
współcześnie z oryginalnych negatywów, jednak bez udziału
autora. Zazwyczaj tego rodzaju odbitki powstają już po
śmierci fotografa. Najczęściej są wykonywane przez jego
spadkobierców – osoby lub instytucje, które weszły w
posiadanie negatywów lub praw autorskich do zdjęć. Tak
przygotowane pozytywy mogą być podpisane lub ostemplowane przez kopiującego. W zdecydowanej większości
przypadków reprinty to fotografie z przeszłości, jednak mogą
to być również odbitki zdjęć żyjących autorów – pod
warunkiem, że nie zostały wykonane przez nich osobiście.
Kategoria druga
Vintage print (odbitka współczesna negatywowi)
To odbitki wykonane z oryginalnego negatywu w okresie
mniej więcej zbliżonym do czasu jego powstania. Wykonane
muszą być osobiście przez autora lub pod jego ścisłym
nadzorem, dodatkowo są przez niego sygnowane i datowane.
Wprawdzie ramy czasowe ich wykonania nie są dokładnie
określone, przyjmuje się jednak, że tego typu pozytywy
muszą powstać w okresie nie dłuższym niż pięć do dziesięciu
lat od powstania negatywu. Ponadto, by móc zakwalifikować
odbitkę jako vintage print nie może ona być fotografią
współczesną – powinna powstać najpóźniej pod koniec lat
80. Z tego powodu odbitki typu vintage nazywane są często
„zdjęciami z epoki”. Bez względu na wiek, do kategorii odbitek
współczesnych negatywowi nie zalicza się jednak zdjęć,
które zostały wykonane w celach reprodukcyjnych, czyli na
użytek różnego rodzaju publikacji takich jak książki, czy
czasopisma.
Kategoria piąta – Copy print (odbitka reprodukcja)
Do najmniej prestiżowej kategorii odbitek należą te wykonane z odbitki unikatowej lub innej oryginalnej, należącej do
pozostałych kategorii. W przeciwieństwie do wcześniej
omówionych rodzajów fotografii, w tym przypadku nie
używa się oryginalnego negatywu. Zamiast tego posługuje
się na przykład tzn. internegatywem. Odbitki należące do
kategorii copy print powinny być odpowiednio opisane –
zawierać informacje zarówno o autorze zdjęcia, wydawcy, jak
również precyzować kto jest właścicielem praw autorskich i
prawa do reprodukcji. Są to bowiem jedynie kopie oryginalnych prac.
Gdy jesteśmy świadomi istnienia wspomnianych kategorii
łatwiej zrozumieć, czemu niektóre odbitki są tak cenne, że
kolekcjonerzy są gotowi płacić za nie astronomiczne, wydawałoby się kwoty. Czym bowiem różni się unique print od –
dajmy na to – obrazu olejnego? Zarówno jeden, jak i drugi
obiekt traktować należy jako jedyne w swoim rodzaju,
wyjątkowe dzieło sztuki.
www.michal.barcik.pl
14
Rynek polski
W ubiegłym roku na aukcjach w Polsce sprzedano 396
fotografii, czyli około 6,42% łącznej liczby sprzedanych za
pośrednictwem domów aukcyjnych obiektów. Ich całkowita
wartość wyniosła 1 milion 354 tysiące złotych, a to oznacza,
że transakcje kupna-sprzedaży fotografii odpowiadały za
2,16% wartości rodzimego rynku aukcyjnego.
dowej, zachodnich twórców kolekcjonerzy nie wahali się z
niej skorzystać.
Taka, a nie inna sytuacja na polskim rynku wynika po części z
faktu, iż komercyjny obieg sztuki (w tym również fotografii) w
naszym kraju mamy stosunkowo od niedawna. W czasach
gdy nie istniał w Polsce wolny rynek artyści nie przykładali
specjalnej wagi do tych aspektów, które sprawiają, że odbitka
nabiera wartości kolekcjonerskiej. Nie zawsze prowadzono
ewidencje wykonanych pozytywów, nie kontrolowano
nakładów i nie opisywano ich tak dokładnie jak wymagają
tego rynkowe standardy. Takie postępowanie nie powinno
nas jednak dziwić, w ówczesnych warunkach nie było po
prostu takiej potrzeby. Niestety, brak tych, wydawałoby się
„szczegółów”, powoduje, że fotografie polskich autorów z
czasów PRL – często nie odbiegające specjalnie od prac
zachodnich twórców pod względami artystycznymi –
reprezentują mniejszą wartość kolekcjonerską i skazane są na
osiąganie niższych cen.
Takie wyniki – szczególnie jeśli popatrzymy na wartościowy
udział fotografii w polskim rynku sztuki – wydawać się mogą
całkiem niezłe. Wszak w perspektywie globalnej udział ten
jest prawie o połowę mniejszy i kształtuje się na poziomie
1,2%. To oznaczałoby, że rynek fotografii w Polsce ma się
nadspodziewanie dobrze. Niestety, wyciąganie tego typu
wniosków byłoby sporym nadużyciem. Pamiętać bowiem
trzeba, że aż 120 obiektów, których łączna wartość wyniosła
około 690 tys. złotych sprzedanych zostało na jednej tylko
aukcji prac z kolekcji należącej w przeszłości do Grace
Radziwiłł. To oznacza, że ta konkretna aukcja opowiada za
prawie 51% obrotów na aukcyjnym rynku fotografii w Polsce
w 2013 r.
Jednocześnie, polscy kolekcjonerzy chyba jeszcze nie do
końca przekonali się do twórczości współczesnych
fotografów. Najdrożej sprzedane prace, to w większości
przypadków starsze odbitki. Kupujący wydają się bardziej
preferować bezpieczniejsze prace uznanych klasyków.
Szczególnym zainteresowaniem cieszą się chociażby prace
Stanisława Ignacego Witkiewicza, Karola Hillera, czy
Zdzisława Beksińskiego. To właśnie pochodząca z 1931 r.
fotografia „Nieśmiały bandyta, Groźny bandyta” autorstwa
Witkacego była najdroższą tego typu pracą sprzedaną na
aukcji w 2013 r. – zmieniła właściciela za 60 tys. złotych (dwa
razy więcej niż wynosiła cena wywoławcza). Niestety takie
perełki na aukcjach pojawiają się bardzo rzadko i choć
osiągają z reguły wysokie jak na polski rynek ceny, to
niewielka liczba transakcji tego typu stoi na przeszkodzie w
wypracowaniu obrotów wyższych, niż dotychczasowe.
Podobnych aukcji, na których licytowano większe zbiory było
ostatnio zresztą kilka – dwie z nich odbyły się w listopadzie i
grudniu 2012 r., kolejna w czerwcu tego roku. Niestety aukcje
takie jak te należy uznać raczej za jednorazowe wydarzenia.
Wygenerowany przez nie wzrost wartości polskiego rynku
fotografii w ostatnich trzech latach nie może być więc
bezkrytycznie traktowany jako przejaw silnego i stałego
trendu. Z drugiej jednak strony możliwe, że sukces jaki
odniosły wspomniane aukcje zaowocuje pojawieniem się
większej ilości cyklicznych wydarzeń.
Polski rynek fotografii pozostaje bowiem wciąż w powijakach. W roku 2013 zaledwie 4 ze 129 przeprowadzonych w
naszym kraju aukcji były poświęcone tylko i wyłącznie
fotografii. Właściwie jedynym wydarzeniem, które odbywa
się cyklicznie jest aukcja Fotografia Kolekcjonerska, która z
przerwami organizowana jest od roku 2007. Fotografie od
czasu do czasu pojawiają się też na „normalnych” aukcjach
sztuki, szczególnie tej młodej.
Podsumowując, perspektywy rozwoju rynku fotografii w
Polsce, szczególnie tego aukcyjnego mimo pewnych
przeszkód wydają się być dobre. W miarę jak rosnąć będzie
poziom zamożności naszego społeczeństwa coraz więcej
osób zainteresowanych będzie tworzeniem własnej kolekcji
dzieł sztuki. Część z nich, chociażby ze względu na
stosunkowo niższą cenę dokonywać będzie decyzji, że swoje
wysiłki chce skupić właśnie na fotografii. Ze względu na
ograniczoną podaż starych odbitek nastąpić musi również
wzrost zainteresowania pracami współczesnych twórców.
Procesy te nie nastąpią jednak z dnia na dzień – rozwój
polskiego rynku będzie się więc dokonywał, jednak póki co
jego tempo raczej nie będzie zawrotne.
Mimo wszystko, dostrzec można pewne przesłanki, które
pozwalają być optymistami jeżeli chodzi o rozwój rynku
fotografii artystycznej w Polsce. Wspomniane już „duże
aukcje” jasno pokazały, że istnieje u nas popyt na wysokiej
jakości prace autorstwa znanych fotografów. Nie było
bowiem żadnych problemów ze znalezieniem chętnych na
odbitki, które wchodziły w skład licytowanych kolekcji.
Wprost przeciwnie – na aukcjach tych sprzedawały się
wszystkie lub prawie wszystkie oferowane obiekty (głównie
fotografie uznanych zachodnich twórców).
Michał Barcik
To pokazuje, że problemem, który stoi na przeszkodzie
szybszemu rozwojowi rodzimego rynku fotografii jest nie
brak popytu, a raczej brak podaży. Wydaje się, że brakuje
odbitek o określonej jakości i reprezentujących walory
kolekcjonerskie – takich, którymi najbardziej zainteresowani
są kupujący. Dlatego, gdy na rynku pojawiła się możliwość
nabycia zdjęć autorstwa uznanych na arenie międzynarowww.michal.barcik.pl
15
lub tym, na których sprzedana ma zostać część lub całość
znanej kolekcji.
Za dobrze przygotowany katalog można uznać taki, który nie
tylko „cieszy oko”, ale także dostarcza możliwie dokładne
informacje na temat oferowanych obiektów. Kluczowe
wydaje się znalezienie odpowiedniego balansu pomiędzy
jego funkcją promocyjną, a potrzebą szczegółowego opisu.
Pominięcie pewnych istotnych detali, takich jak np. uszkodzenia mogłoby bowiem narazić dom aukcyjny na niezadowolenie klientów i straty wizerunkowe. Nie oznacza to
jednak, że nie można ich przedstawić w sposób, który nie
będzie „odstraszał” potencjalnie zainteresowanych kupnem.
Opis obiektu widniejący w katalogu aukcyjnym obok jego
fotografii z reguły skonstruowany jest według następującego
schematu: numer aukcyjny, imię i nazwisko twórcy, data
urodzenia lub lata życia artysty, tytuł pracy (często kursywą),
rok powstania, technika wykonania, wymiary (wysokość x
szerokość), informacja o sygnaturze i jej położeniu (np.
sygnowany p.d. – jeżeli sygnatura znajduje się w prawym
dolnym rogu), cena wywoławcza, estymacja (w międzynarodowych katalogach często podawana w kilku walutach –
najczęściej w dolarach, funtach i euro).
Przewodnik kolekcjonera sztuki
grudzień 2014 r.
Katalogi aukcyjne
bez tajemnic
W tym miejscu warto zaznaczyć, że podawanie w katalogu
ceny wywoławczej praktykowane jest głównie przez krajowe
domy aukcyjne. Zagranicą zwykle podawana jest jedynie
estymacja, a cenę od której rozpocznie się licytacja według
własnego uznania każdorazowo określa aukcjoner.
Elementem, który nierozerwalnie wiąże się z aukcjami są bez
wątpienia katalogi. Elegancko wydane i starannie przygotowane są jednak czymś więcej, niż tylko zbiorem kolorowych fotografii opatrzonych opisem. To bezcenne źródła
informacji.
W przypadku niektórych obiektów (zwłaszcza starych prac
na papierze) oprócz podstawowych danych podawane są
również informacje o tym, w jakim stanie znajduje się praca wymieniane są m.in. wszystkie istotne defekty i uszkodzenia.
Ponieważ katalogi są jednym z kluczowych narzędzi w
procesie promocji aukcji ich należytemu przygotowaniu
organizatorzy poświęcają sporo uwagi. To przecież między
innymi za jego pomocą potencjalni nabywcy mają zostać
przekonani do wzięcia udziału w licytacji.
Jeżeli na odwrociu pracy znajdują się istotne szczegóły, takie
jak podpis artysty, opis pracy, naklejki potwierdzające udział
w wystawach lub przynależność do kolekcji, to informacja o
nich powinna zostać umieszczona tuż obok informacji o
sygnaturze i jej położeniu.
Bardzo ważna jest oprawa graficzna, przejrzysty układ
i właściwy dobór fotografii. Katalog musi robić dobre wrażenie, ale nie powinien być efekciarski. Już od jakiegoś czasu
domy aukcyjne przygotowując swoje katalogi wzorują się na
czołowych magazynach modowych. Typowy „nudny” spis
oferowanych obiektów wraz z ich fotografiami coraz częściej
ustępuje miejsca publikacjom w których przybliża się
sylwetki twórców, zarysowuje historię powsta-nia danej
pracy, umieszcza nieznane dotąd fotografie, cytaty artysty,
opinie krytyków lub uchyla rąbka tajemnicy co do technik
wykorzystywanych przez danego twórcę.
Często spotykanymi, dodatkowymi elementami opisu
umieszczanym nad lub pod ceną wywoławczą i/lub estymacją są nagłówki:
Krótko mówiąc, katalog ma w tym przypadku przekazać
fragment pewnej historii, a zawarte w nim prace umieścić w
należytym kontekście. Wszystko po to, by zainteresować i
przekonać do zakupu możliwe szerokie grono klientów.
Trzeba mieć jednak świadomość, że nie każdy katalog –
nawet starannie przygotowany – ma obecnie taką formę.
Towarzyszy ona z reguły najbardziej prestiżowym aukcjom

proweniencja – historia pochodzenia pracy, informacje o
znanych kolekcjach w skład których wchodziła, czasem
potwierdzenie autentyczności dzieła przez rodzinę
nieżyjącego już twórcy lub fundację zajmującą się
ochroną jego dziedzictwa,

wystawiany – wyszczególnione nazwy wystaw w których
praca brała udział, ich dat i instytucji je organizujących,

literatura – lista publikacji książkowych i katalogów wystaw w których znajdują się odniesienia do pracy.
Do opisu niekiedy dołączana jest również informacja o
miejscach, w których reprodukowana była dana praca
www.michal.barcik.pl
16
(czasopisma, albumy etc.) – dzieje się tak zwłaszcza w
przypadku grafik.
maniera (ang. manner) – praca nieznanego artysty wykonana
w stylu znanego mistrza. W przeciwieństwie do „naśladowcy” powstała ona jednak w okresie dużo późniejszym niż ten,
w którym tworzył kopiowany artysta,
Nie ulega wątpliwości, że jednym z podstawowych
czynników, który decyduje o popycie na poszczególne prace,
a w konsekwencji kształtuje ich ceny, jest stopień prawdopodobieństwa z jakim dany obiekt został wykonany przez
określonego artystę (tzw. atrybucja). By móc w sposób
możliwie zunifikowany informacje tego typu umieszczać w
katalogach domy aukcyjne wypracowały swego rodzaju
system klasyfikacji poszczególnych prac.
szkoła (ang. school) – dzieło, co do którego z dużym
prawdopodobieństwem stwierdzić można, że powstało w
określonym mieście lub kraju w danym okresie, np. „Szkoła
północnowłoska (po 1860 r.)”,
według (ang. after) – niemal pewne, że praca jest kopią dzieła
znanego twórcy.
Jednym z jego elementów może być (choć nie jest to regułą)
sposób zapisu imienia i nazwiska artysty. W zależności od
jego kształtu informuje on potencjalnych kupujących o tym,
że:
Uważny obserwator łatwo zauważy, że w krajowych katalogach trudno znaleźć tego typu oznaczenia. Podobnie, gdy
przejrzy się katalogi międzynarodowych domów aukcyjnych
przygotowywane przed aukcjami sztuki współczesnej. Nie
znaczy to jednak, że nie są one w ogóle używane – ich główne
zastosowanie to aukcje tzw. Starych Mistrzów, głównie zaś
te na których sprzedawane są prace z XV/XVI wieku (ciężko
jednoznacznie ustalić ich proweniencję i jednoznacznie
potwierdzić autorstwo).
pełne imię i nazwisko – według opinii ekspertów domu
aukcyjnego autorem pracy na pewno (lub z bardzo dużym
prawdopodobieństwem) jest artysta wymieniony w opisie
obiektu,
pierwsza litera imienia i pełne nazwisko - istnieją pewne
wątpliwości co do autorstwa danej pracy,
Czasami, by zaznaczyć pewne wątpliwości co do faktycznego
autorstwa pracy stosowane są znaki zapytania – mogą
występować zarówno przy podanym pełnym imieniu i
nazwisku, jak i w innych konfiguracjach.
Na światowym rynku jego użycie ograniczyło się w ostatnich
latach ze względu na prowadzoną przez duże domy aukcyjne
politykę ograniczania liczby oferowanych prac, co do których
pochodzenia istnieją jakieś wątpliwości. Z kolei na polskim
rynku aukcje tak starych obiektów praktycznie się nie
odbywają. Przytoczony tutaj system klasyfikacji nie jest więc
często używany – warto jednak być świadomym jego
istnienia.
Częściej jednak natknąć się można na trochę bardziej
precyzyjny system w ramach którego określone frazy
występują obok imienia i nazwiska autora. Definiują one w
dość jednoznaczny sposób stopień „pokrewieństwa” danej
pracy z określonym twórcą. Używane w katalogach frazy to:
Na marginesie można dodać, że choć zastosowanie tego
systemu przy okazji aukcji prac współczesnych twórców nie
jest niemożliwe, to należałoby tutaj zachować szczególną
ostrożność zwłaszcza przy okazji takich artystów-fabrykantów jak Damien Hirst, czy Takashi Murakami.
przypisywany (ang. attributed lub ascribed) – twórcą pracy
jest prawdopodobnie wymieniony w opisie artysta, istnieją
jednak pewne wątpliwości dotyczące jego autorstwa,
W katalogach międzynarodowych domów aukcyjnych
znajdziemy również dwa rodzaje oznaczeń, które odnoszą się
do podpisu i daty umieszczonej na pracy.
studio/warsztat (ang. workshop) – zakłada się, że dzieło
powstało w pracowni danego artysty, możliwe, że pod jego
nadzorem, według jego projektu lub szkicu i zgodnie z jego
wskazówkami, bezpośrednim wykonawcą (w całości lub
częściowo) był jednak jeden z uczniów lub asystentów,
artysta dokonywał zaś jedynie poprawek, ewentualnie
malował (w przypadku obrazów) pewne jego partie,
signed – praca posiada podpis i najprawdopodobniej został
on wykonany przez autora,
samo nazwisko – wątpliwości co do autorstwa pracy są duże.
with signature – praca posiada podpis, jednak w opinii
ekspertów dom aukcyjnego nie jest to podpis autora,
dated – praca posiada datę, która została na nią naniesiona w
momencie jej wykonania,
krąg (ang. circle) – praca została wykonana przez nieznanego
artystę, który najprawdopodobniej był jednak związany z
danym twórcą, choć niekoniecznie był jego uczniem,
with date – praca posiada datę, nie pokrywa się ona jednak z
rzeczywistą data jej naniesienia.
styl (ang. style) lub naśladowca (ang. follower) – dzieło
wykonał nieznany twórca, wyraźnie wzorując się jednak na
dokonaniach znanego artysty. Jeżeli praca pochodzi z tego
samego okresu co twórczość artysty będącego „inspiracją” to
adekwatnym będzie zapis „styl”. Jeżeli z nieznacznie
późniejszego – „naśladowca”,
W swoich katalogach aukcyjnych międzynarodowe domy
aukcje używają również całego szeregu graficznych oznaczeń, które najczęściej pojawiają się przy numerach
poszczególnych prac. Zarówno Sotheby's, jak i Christie's
największą liczbę specjalnych oznaczeń stosują w związku ze
zróżnicowanym statusem podatkowym oferowanych
www.michal.barcik.pl
17
obiektów. Pozostałe dotyczą kwestii takich jak możliwość
wywozu lub wwozu prac do określonego kraju (np. ze
względu na embargo, wyroby rzemieślnicze pochodzenia
irańskiego nie mogą być wwożone na teren USA –
traktowane jest to bowiem jako import). Oprócz tego,
specjalnie oznaczane są również prace, które w całości lub
częściowo zostały wykonane z elementów roślin lub zwierząt
uznawanych za chronione lub zagrożone. Stosowaną przez
domy aukcyjne praktyką jest również zaznaczanie, które z
prac są, chociaż w części, ich własnością. Stosowne
oznaczenia z reguły znajdują się również przy pracach, które
posiadają cenę gwarantowaną (dom aukcyjny zapewnia
sprzedającym pewną określoną sumę niezależnie od wyniku
aukcji), lub nie posiadają ceny rezerwowej (zawarta
transakcja nie będzie warunkowa niezależnie od wylicytowanej kwoty). Legenda w której znajdują się objaśnienia
poszczególnych symboli znajduje się zazwyczaj na końcu
katalogu, wraz z regulaminem aukcji i dodatkowymi
informacjami. Polskie domy aukcje również coraz częściej
sięgają po tego typu systemu oznaczeń, choć występują one
w o wiele bardziej okrojonej wersji.
Przykładowe oznaczenia stosowane przez Christie's:
† - przy zakupie pracy stawka VAT wynosi 20% wylicytowanej ceny powiększonej o prowizję
λ – „droit de suite”, prawo artysty do określonej prowizji w
przypadku odsprzedaży pracy
Ω – praca została sprowadzona spoza UE
Przykładowe oznaczenia stosowane przez Sotheby's:
△ – obiekt w całości lub częściowo będący własnością
Sotheby's
□ – obiekt bez ceny rezerwowej
Π – obiekt o niestandardowych wymiarach, monumentalny,
wymagający specjalnego transportu
Uważne czytanie katalogów aukcyjnych powinno być
nawykiem każdego kolekcjonera. Szczególną uwagę powinni
do tej czynności przywiązywać zwłaszcza początkujący i to
nie tylko dlatego, że to prawdziwe skarbnice wiedzy. Przede
wszystkim jednak po to, by swoich pierwszych zakupów na
aukcjach dokonywać z odpowiednią dozą rozwagi. Obraz
Nowosielskiego za kilka tysięcy? Niebywała okazja? Uważna
lektura katalogu szybko wyjaśnia sprawę – mamy do
czynienia z serigrafią. By to stwierdzić doświadczonym
kolekcjonerom wystarczyłaby oczywiście sama cena, jednak
rozpoczynających swoją przygodę z kupowaniem sztuki
uważne czytanie katalogów w wielu wypadkach może
uchronić przed błędami, których mogliby potem żałować.
Michał Barcik
www.michal.barcik.pl
18
Docelowo wprowadzone mają być również aukcje, które
przeprowadzane będą tylko i wyłącznie w sieci. Sam pomysł
wykorzystania potencjału jaki drzemie w obu firmach nie jest
nowy. Przedsiębiorstwa już raz podejmowały współpracę –
w 2002 r. Wtedy jednak zakończyła się ona niepowodzeniem
i została zawieszona zaledwie po roku. Wcześniej, w 1999 r.,
z podobnym skutkiem próbowano sprzedaży drobnych
przedmiotów kolekcjonerskich za pośrednictwem Amazona.
Ostatecznie obydwa projekty oznaczały dla Sotheby's
jedynie wielomilionowe straty. Napotkanych problemów
było kilka, jednak na tle pozostałych szczególnie istotny
okazał się być brak przekonania kupujących co do
autentyczności oferowanych obiektów. Na tego rodzaju
przedsięwzięcia było wtedy po prostu za wcześnie. Teraz, gdy
rynek zdążył dojrzeć, a konsumenci ostatecznie przekonali
się do internetowych zakupów przyszedł najwyższy czas, by
reaktywować projekt współpracy.
Ogromna liczba klientów eBaya (około 145 milionów) to dla
Sotheby's niepowtarzalna okazja, by wyjść ze swoją ofertą do
szerszej publiczności, a kupującym z całego świata w
znaczący sposób ułatwić nabywanie oferowanych obiektów.
Pozyskanie tak potężnego partnera może też być kluczem do
poprawy osiąganych przez Sotheby's wyników i skuteczniejszej niż dotychczas walki ze swoim głównym konkurentem –
Christie's. Nie jest bowiem tajemnicą, że ostatnimi czasy
firma była krytykowana za swój zbyt przestarzały model
biznesowy. Co więcej, w listopadzie 2013 r., nieoczekiwanie
współpracę z Sotheby's zakończył w dość niejasnych okolicznościach jeden z jej kluczowych pracowników, dyrektor
działu sztuki współczesnej i legendarny aukcjoner Tobias
Meyer. Nic dziwnego, że akcjonariusze zaczęli mocno
niepokoić się sytuacją firmy. Ceny notowanych na nowojorskiej giełdzie akcji Sotheby's w ciągu ostatnich miesięcy
systematycznie spadały. Z 55 dolarów na przełomie stycznia i
grudnia, obniżyły się do około 38 dolarów za sztukę w lipcu
2014 r.
Magazyn Deal
listopad 2014 r.
Handel sztuką przenosi się
do Internetu
W połowie lipca branżowe media obiegła informacja o
podpisaniu porozumienia, które ma szanse na stałe zmienić
sposób w jaki handluje się sztuką. Siły łączą bowiem
internetowy gigant eBay i jeden z dwóch największych
domów aukcyjnych na świecie – Sotheby's.
Sprzedaż w Internecie, w tym przy wykorzystaniu urządzeń
mobilnych, w niesamowitym tempie rewolucjonizuje kolejne
rynki. Ostatnio coraz śmielej zaczyna również wkraczać na,
wydawałoby się, konserwatywny i przyzwyczajony do
tradycyjnych form zawierania transakcji rynek sztuki.
Według raportu Deloitte „Rynek sztuki. Sztuka rynku” z 2013
r. aż 68 procent ankietowanych specjalistów wyraziło opinię,
że Internet w ciągu najbliższych 2-3 lat wywrze duży lub
bardzo duży wpływ na rynek sztuki. Zmiany te nie pozostają
bez reakcji czołowych domów aukcyjnych. Wprawdzie
składanie zleceń za pośrednictwem sieci możliwe jest już do
dawna, jednak by nadążyć za rynkiem i dopasować swoją
ofertę do nowych potrzeb klientów trzeba wykazać się
znacznie większą dozą elastyczności. Tradycyjny, oparty na
kilkusetletniej tradycji model stacjonarnych aukcji częściowo
ustępował będzie na rzecz aukcji internetowych. Dlatego nie
ma najmniejszych wątpliwości, że zapowiedź współpracy
Sotheby's z eBayem to jedno z najważniejszych wydarzeń na
rynku sztuki w tym roku i kolejny mocny dowód na to, że
handel sztuką w dużym stopniu przenosić się będzie do
Internetu.
Niedawne przetasowania we władzach spółki były sygnałem,
że czekają ją spore zmiany. Latem 2014 r. ogłoszono, że w
ramach restrukturyzacji część pracowników zostanie
zwolnionych lub przeniesionych do najdynamiczniej rozwijających się departamentów. Zmiany dotyczyć mają jednak
przede wszystkim pracowników zajmujących się wysyłką i
obsługą administracyjną firmy, nie zaś najbardziej wykwalifikowanej kadry. Zdaniem nowych władz takie posunięcia są
konieczne, by „odchudzić” strukturę organizacji, zredukować
koszty i zagwarantować wyższe niż dotychczas zyski.
Problemem pozostaje jednak jak dotrzeć do nowych
klientów tak, by nie stracić starych. Sotheby's jest (i trzeba
zakładać, że zamierza pozostać) przecież marką luksusową,
świadczącą profesjonalne usługi i skierowaną głównie do
stosunkowo niewielkiej liczby bardzo zamożnych osób.
Utrata tego budowanego przez dziesięciolecia wizerunku i
pewnej specyficznej aury, jaką roztaczają wokół siebie
czołowe domy aukcyjne oznaczałaby niechybny koniec
firmy. Dlatego teraz musi ona dołożyć jeszcze większych
starań do jakości oferowanych usług i przedmiotów.
Już na jesieni tego roku w specjalnej zakładce odwiedzający
eBay będą mieli możliwość oglądania transmisji na żywo z
aukcji organizowanych przez Sotheby's na całym świecie.
www.michal.barcik.pl
19
Tymczasem Christie's samodzielnie rozwija system
sprzedaży internetowej. W ciągu najbliższych miesięcy
zamierza wydać aż 50 milionów dolarów na wdrożenie
większej liczby aukcji organizowanych jedynie za
pośrednictwem sieci. W ciągu ostatniego roku, firma
przeprowadziła ich aż 60 i zapowiedziała, że zamierza tę
liczbę podwoić. Pozostała część przeznaczonych na inwestycje środków ma być przeznaczona na odpowiednią przebudowę witryny internetowej Christie's.
zakątków świata. Jak bardzo rozległa jest działalność portalu
Artsy niech świadczy fakt, iż obecnie współpracuje on z
około 2 tysiącami muzeów i galerii. Nowi gracze stawiają też
na innowacyjność. Paddle8 umożliwia dokonywanie wygodnych zakupów za pomocą aplikacji na iPada, a płatności
dokonywać można internetową walutą – bitcoinem.
Również w Polsce powstaje coraz więcej przedsięwzięć tego
typu. Po start-upach modowych, powoli przychodzi moda na
te skoncentrowane na sztuce. Młodzi przedsiębiorcy
decydują się sprzedawać przede wszystkim prace swoich
rówieśników. Zwłaszcza, że w ciągu ostatnich kilku lat
rosnącą popularnością cieszy się w naszym kraju tzw. „młoda
sztuka”, czyli prace studentów i świeżo upieczonych
absolwentów uczelni artystycznych. Raport Skate's „Poland's
Art Market” opublikowany w ubiegłym roku podaje, że w
2012 r. aż 44% spośród sprzedanych na aukcjach w Polsce
dzieł sztuki zaliczało się do kategorii „ultra-contemporary”.
Wprawdzie, transakcje te odpowiadały jedynie za 8%
wartości rynku, jednak trend wzrostowy w tym segmencie
wydaje się być wyraźny.
Jeżeli chodzi o liczbę wystawianych na internetowych
aukcjach przedmiotów to wydaje się, że mimo wszystko
będzie ona jednak ograniczona. Miejsce na nich znajdą
przede wszystkim przedmioty takie jak zegarki, biżuteria,
starodruki i cały szereg innych przedmiotów kolekcjonerskich. Ten proces zresztą już się dokonuje – wiele domów
aukcyjnych od jakiegoś czasu oferuje te mniej prestiżowe
obiekty właśnie na aukcjach w sieci. Choć tańsze dzieła
sztuki również oferowane są przez Internet, to całkowitej
rezygnacji z aukcji stacjonarnych zarówno w bliższej, jak i
dalszej przyszłości nie powinniśmy się raczej spodziewać.
Licytacje w Londynie, Nowym Jorku, czy Hong Kongu to nie
tylko okazja do nabycia obrazów lub rzeźb artystów
cieszących się międzynarodowym uznaniem. To przede
wszystkim wydarzenia o znaczeniu towarzyskim, prestiżowym. Na aukcjach o najwyższej randze tzw. „evening sales”
spotykają się czołowe osobistości świata sztuki i biznesu.
Cieszące się w ostatnich latach szczególnym zainteresowaniem aukcje sztuki współczesnej i powojennej, jako
„imprezy” na których warto bywać coraz częściej przyciągają
również gwiazdy showbiznesu. Najcenniejsze obiekty w
dalszym ciągu sprzedawane będą na tradycyjnych aukcjach
również dlatego, że „realne” wydarzenia cieszą się z reguły
większym zainteresowaniem mediów, tak pomocnym w
promocji działalności każdego domu aukcyjnego.
Czołowe polskie domy aukcyjne również starają się wdrażać
pewne rozwiązania, dzięki którym mogą nie tylko rozszerzyć
swoją ofertę, ale także ułatwić korzystanie z dostępnych już
wcześniej usług. W Desie Unicum za pośrednictwem
Internetu na żywo można składać oferty podczas aukcji
organizowanych w siedzibie firmy, Agra-Art organizuje
trwające kilka dni internetowe aukcje sztuki, a w Rempeksie
„sesje on-line” są uzupełnieniem większości tradycyjnych
licytacji. Konkurencja ze strony młodych i innowacyjnych
konkurentów powinna sprawić, że w najbliższych latach
największe polskie domy aukcyjne coraz większy nacisk
kładły będą właśnie na sprzedaż internetową. W przeciwnym
wypadku szybko mogą stracić swoją dotychczasową pozycję.
Zwiększone zaangażowanie się domów aukcyjnych w
działalność internetową to też sposób na ekspansję
geograficzną bez konieczności ponoszenia dodatkowych
kosztów. Dzięki temu rozwiązaniu nowe rynki obsługiwać
można nawet nie posiadając lokalnych oddziałów w
poszczególnych krajach. Oczywiście w tym przypadku
zakres świadczonych usług siłą rzeczy musi być znacznie
ograniczony w porównaniu do standardowej oferty, pozwala
jednak na dotarcie do klientów bez względu na ich miejsce
zamieszkania. Obecnie Sotheby's posiada około 90
placówek w 40 krajach, Christie's bezpośrednio obecne jest
na 43 rynkach krajowych. Przypuszczalnie rozwój sprzedaży
w sieci spowoduje, że liczby te nie będą się w kolejnych
latach drastycznie powiększały.
Michał Barcik
Jednak internetowa rewolucja to nie tylko globalny
pojedynek dwóch czołowych graczy. Jak grzyby po deszczu,
pojawiają się nowe galerie i domy aukcyjne, które działają
tylko i wyłącznie za pośrednictwem Internetu. Takie portale
jak Artsy, czy Paddle8 prężnie rozwijają swoją działalność
organizując internetowe aukcje, pośrednicząc między
kupującymi a galeriami, promując rozwijających się artystów
i prowadząc działalność edukacyjną. Oferują dziesiątki
tysięcy prac autorstwa niezliczonych twórców ze wszystkich
www.michal.barcik.pl
20
Ciekawym i przynoszącym wiele satysfakcji doświadczeniem
może być kupowanie prac bezpośrednio od artystów. W
Internecie znajdziemy setki stron na których prezentują oni
swój dorobek. Sieć daje nam możliwość dotarcia również do
tych, których prace choć wartościowe, nie znalazły
dotychczas uznania w oczach żadnej z galerii.
Większa płynność rynku
Jednym z najpoważniejszych mankamentów rynku sztuki jest
jego bardzo niewielka płynność. W odróżnieniu np. od rynku
akcji, z inwestycji w dzieła sztuki ciężko jest wyjść w
dowolnym momencie. Jeżeli posiadamy pracę, którą
chcielibyśmy sprzedać to możemy próbować szukać kupca na
własną rękę, robić to za pośrednictwem galerii lub przekazać
ją do domu aukcyjnego. Niestety, na kolejną licytację o
odpowiednim profilu możemy czekać bardzo długo.
Podobnie w przypadku galerii, nim znajdzie się odpowiedni
klient może minąć sporo czasu.
Na poprawę tej sytuacji korzystnie wpłynąć może jednak
pojawienie się internetowych domów aukcyjnych i galerii.
Kolekcjonerzy zyskują dodatkowy kanał za pośrednictwem
którego mogą próbować sprzedać swoje prace. Nieograniczony wręcz zasięg Internetu sprawia, że stosunkowo łatwiej
dotrzeć do osób potencjalnie zainteresowanych nabyciem
danej pracy. Co więcej, kolejne internetowe aukcje mają
szansę być organizowane ze znacznie większą częstotliwością niż te stacjonarne. Skróci to czas oczekiwania na
„właściwą” dla danej pracy aukcję.
Gazeta Finansowa
marzec 2015 r.
Galerie i domy aukcyjne
on-line: wady i zalety
Chcąc kupić obraz, zamiast udać się do galerii lub domu
aukcyjnego, coraz częściej zaglądamy do sieci. Jakie zalety, a
jakie wady mają internetowe galerie i aukcje?
Szybkość i wygoda
Niezależnie od tego, o jakim produkcie mowa, tym, co
wyróżnia zakupy w Internecie jest ich prostota. Nie inaczej
jest w przypadku dzieł sztuki. Wystarczy parę kliknięć myszą,
by wyjątkowy obraz lub rzeźba, stały się naszą własnością.
Dla osób, które nie mają czasu by odwiedzać wiele galerii lub
chcą mieć szybki dostęp do przekrojowej oferty może to być
rozwiązanie bardzo korzystne.
O tym, że Internet całkowicie zrewolucjonizował handel
nikogo chyba nie trzeba przekonywać. Kupujemy w nim
obecnie niemal wszystko - od żywności, przez telefony
komórkowe, a na wyposażeniu RTV i AGD kończąc. Trend ten
nie ominął również rynku dzieł sztuki. Świadczyć o tym mogą
chociażby decyzje podejmowane przez największe domy
aukcyjne na świecie. Latem ubiegłego roku Sotheby's
ogłosiło, że w zakresie internetowego handlu sztuką
podejmie współpracę z eBayem. Tymczasem Christie's
rozwija swój autorski system sprzedaży prac w sieci.
Wspomnieć warto również o 14-dniowym terminie w ciągu
którego odstąpić można od transakcji zawartych on-line.
Korzystając z usług tradycyjnych domów aukcyjnych klient
raczej nie może liczyć na równie korzystne rozwiązania.
Niższe koszty
Działające on-line galerie i domy aukcyjne mają o wiele niższe
koszty niż ich tradycyjne odpowiedniki. Biorąc to pod uwagę,
choć nie jest to reguła, transakcje zawierane w Internecie
mogą być tańsze. Chcąc przyciągnąć nowych klientów
internetowe domy aukcyjne mogą zaoferować zarówno
sprzedającym, jak i kupującym niższe stawki prowizji. Na
stosunkowo niższe poziomy cen w internetowych galeriach
wpływ może mieć z kolei fakt rosnącej konkurencji - liczba
podmiotów tego typu stale bowiem rośnie.
Z punktu widzenia kolekcjonera (nawet początkującego)
istotne wydaje się być jednak pytanie o skutki zachodzących
przemian. Co dokładnie ona oznaczają? Jakie niosą ze sobą
szanse, a jakie zagrożenia? Dlatego po krótce postaramy się
omówić najważniejsze zalety i wady kupowania sztuki w
Internecie.
Duża i zróżnicowana oferta
Kolejne internetowe galerie wyrastają jak grzyby po deszczu,
a dostępna w nich oferta stale się poszerza. Tutaj każdy
powinien znaleźć coś dla siebie, niezależnie od tego, jakim
stylem, techniką lub medium jest zainteresowany. Ograniczeniem przestaje być powierzchnia galerii – jednocześnie
prezentowane mogą być setki prac.
Brak osobistego kontaktu z pracą
Niestety, kupując pracę za pośrednictwem Internetu nie
zawsze jesteśmy w stanie właściwie ocenić stan w jakim się
ona znajduje. Nawet najlepsze zdjęcia nie zastąpią bowiem
osobistego kontaktu z dziełem sztuki. W przypadku jakichwww.michal.barcik.pl
21
kolwiek wątpliwość warto poprosić o przesłanie dodatkowych fotografii (np. konkretnych detali pracy) lub zapytać o
możliwość obejrzenia pracy „w realu”.
Niepokój kolekcjonerów budzi niekiedy także autentyczność
oferowanych dzieł sztuki. Trzeba jednak pamiętać, że
większość oferowanych w Internecie prac to powstałe
stosunkowo niedawno dzieła żyjących twórców. Skontaktowanie się z nimi i potwierdzenie autentyczności może
rozwiać nasze wątpliwości.
W przepadku dzieł sztuki dawnej trzeba się jednak wykazać
szczególną ostrożnością. Jeżeli nie jesteśmy pewni autentyczności pracy, warto zażądać informacji i dokumentów
uwiarygadniających jej pochodzenie.
Uboższe doświadczenia
Transakcje dokonywane w Internecie może i są wygodniejsze, jednak czy równie przyjemne jak te tradycyjne? Wiele
osób zgadza się z opinią, że osobiste wizyty w galeriach i na
aukcjach same w sobie mogą być pasjonujące. Przeżycia
związane z kupowaniem dzieł sztuki w sieci mogą być więc
czasem nieco rozczarowujące. Z drugiej jednak strony, aukcje
on-line nieraz dostarczają emocji równie silnych, jak te
organizowane stacjonarnie.
Jakie wnioski powinni zatem wyciągną kolekcjonerzy?
Wydaje się, że najrozsądniejszym rozwiązaniem będzie
potraktowanie internetowych galerii i domów aukcyjnych
jako kolejnych narzędzi, które umiejętnie wykorzystane,
pozwolą rozwijać zbiory w interesującym kierunku. Dlatego
oprócz zakupów w Internecie, warto zaglądać także do
tradycyjnych galerii i domów aukcyjnych. W ten sposób
będziemy mieli pewność, że wykorzystaliśmy wszystkie
dostępne możliwości.
Michał Barcik
www.michal.barcik.pl
22
Wątpliwości te wydają się być bardzo istotne w procesie
definiowania czym street art jest, a czym nie jest. Trzeba
jednak zaznaczyć, że mówimy tu o street arcie w bardzo
ścisłym znaczeniu. Tymczasem dla szerokiej publiczności
synonimem street artu są chociażby powstające w wielu
miastach murale, które w rzeczywistości nie mają z nim wiele
wspólnego.
Wydaje się jednak, że dyskusja to ma bardzo teoretyczny
charakter, a prowadzić ją powinni przede wszystkim
przedstawiciele środowiska street artu i krytycy sztuki. Z
punktu widzenia rynku istotniejsze od, skądinąd ciekawej
polemiki na temat istoty street artu, ważniejsze są jednak
pewne fakty.
W rzeczywistości, od paru lat do galerii sztuki i domów
aukcyjnych coraz śmielej wkraczają twórcy kojarzeni z
twórczością o typowo miejskim charakterze. Często
reprezentują oni bardzo różnorodne postawy artystyczne,
jednak w wielu ich pracach można doszukać się wspólnego
mianownika. Charakterystyczna jest chociażby ich stylistyka
i użycie typowych dla tego rodzaju twórczości technik, takich
jak np. szablon i malowanie sprayem. To sprawia, że często
wszystkie tego typu prace niesłusznie wrzucane są do
jednego worka i tagowane wspólną etykietką „street art”
(niekoniecznie w tym przypadku adekwatną). Być może,
mając na uwadze wątpliwości zarysowane na początku
artykułu bezpieczniej jest używać w odniesieniu do tych
prac, wydającego się być szerszym, określenia „urban art”.
Portal Rynek i Sztuka
maj 2014 r.
Street art na aukcjach
w Polsce
Gwałtownie rosnąca w ostatnich latach popularność
wszystkiego, co opatrzone metką „street art” sprawiła, że
prace kojarzonych z nim artystów zawędrowały również na
tradycyjne aukcje sztuki. Jednak w Polsce na rynkowy sukces
związanych z nim artystów przyjdzie nam jeszcze trochę
poczekać.
To właśnie taki tytuł nosiły dwie pierwsze i jak dotąd jedyne
zorganizowane w Polsce aukcje w całości poświęcone
twórcom reprezentującym „miejską” twórczość. Wyzwanie
podjął dom aukcyjny Rempex w którym 15 marca 2011 r.
odbyła się Pierwsza Polska Aukcja Street Art'u. Do kupienia
było 58 prac autorstwa prawie 30 artystów, w tym tych
najbardziej znanych, takich jak Peter Fuss, Czarnobyl, M-City,
czy Zbiok. Właściciela znalazło 31 obiektów, a najdroższą
sprzedaną pracą był, nomen omen, obraz „Art is a good deal”
Petera Fussa, którego cena z wywoławczego 1,5 tysiąca
poszybowała na 8 tys. Spektakularnie, z 600 zł na 3,2 tys.
wylicytowana została wtedy również para portretów
autorstwa gdańskiego artysty o pseudonimie Pikaso.
Wysokie ceny, po 7 tys. każde, uzyskały dwa płótna od MCity, jednego z najbardziej cenionych polskich street
artowców. Ostatecznie wszystkie prace sprzedały się za
łączną kwotę 73,4 tys. złotych, co można było uznać za
całkiem niezły wynik jak na pierwsze tego typu wydarzenie w
Polsce.
Mówienie o street arcie w kontekście rynku sztuki jest
problematyczne z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze,
wątpliwości może budzić już sama obecność tego typu
twórczości w komercyjnych galeriach i na aukcjach. Czy
działania, których istotą jest przede wszystkim kontestacja i
potrzeba spontanicznego komentowania otaczającej nas
rzeczywistości nie tracą kompletnie sensu w momencie, gdy
oferowane są przez podmioty, których celem, jak każdego
przedsiębiorstwa, jest osiąganie zysku?
Po drugie, wystawianie street artu na aukcjach i w galeriach
to swego rodzaju akt „włączania” go do głównego nurtu
sztuki. A to kłóci się z jego niezależnym charakterem,
dążeniem do pozostania poza polem oddziaływania
tradycyjnych instytucji kultury. Street art na aukcji czy w
galerii staje się czymś koncesjonowanym, częściowo tracąc
swój pierwotny, szorstki charakter.
Niestety, zorganizowana przez Rempex dokładnie rok
później aukcja okazała się być lekkim rozczarowaniem. 28
marca 2012 r. sprzedało się 28 z 57 oferowanych prac. Aż 9 z
nich ostatecznie uzyskało ceny poniżej ceny wywoławczej.
Tak było m. in. z tryptykiem „Uwaga Fabryka” (2002 r.) M-City
w przypadku którego 12 tys. złotych okazało się sumą zbyt
wygórowaną i ostatecznie praca została wylicytowana za 8
tys. Aukcja zakończyła się uzyskaniem łącznej sumy 71,65
tys. złotych, czyli mniejszej niż podczas poprzedniej. Biorąc
pod uwagę rosnącą z roku na rok popularność urban artu
Wreszcie, chyba najistotniejsza wątpliwość, czyli ta dotycząca formy. Czy praca wykonana technikami charakterystycznymi dla street artu na płótnie lub płycie MDF może być w
ogóle uznana za street art? Oderwana jest przecież od
niezwykle istotnego kontekstu otoczenia w którym się
znajduje.
www.michal.barcik.pl
23
wynik taki można było uznać za pewne rozczarowanie. Być
może dom aukcyjny trochę przesadził ustalając ceny
wywoławcze? Całkiem możliwe, że zabrakło również
wystarczającego nagłośnienia wydarzenia w mediach. W
przeciwieństwie do pierwszej aukcji, o drugiej nie było w nich
tak głośno.
Od tamtego wydarzenia nie mieliśmy już w Polsce żadnej
poważnej aukcji, która koncentrowałaby się na „miejskiej”
sztuce. Związani z nią artyści pojawiają się teraz raczej na
aukcjach młodej sztuki organizowanych głównie w Polswiss
Art i Desie Unicum. Stanowią tam jednak jedynie pewną
niewielką część całości oferty, a uzyskiwane przez nich ceny
nie są oszałamiające. Tymczasem na świcie, od kiedy w 2008
r. Bonhams zorganizował pierwszą aukcję „street artu”, święci
on coraz większe triumfy i bije kolejne rekordy cenowe.
Wszystko wskazuje jednak na to, że w Polsce na takie
szaleństwo będzie trzeba jeszcze trochę poczekać.
Michał Barcik
www.michal.barcik.pl
24
Te i inne korzyści sprawiły, że wiele instytucji finansowych
postanowiło zbudować kolekcje sztuki imponujących
rozmiarów. Poniżej prezentujemy największe i najciekawsze
spośród nich.
Deutsche Bank – 57 tysięcy obiektów
Największą korporacyjną kolekcję dzieł sztuki posiada
obecnie Deutsche Bank, którego zbiory liczą około 57 tys.
obiektów. Jej początki sięgają roku 1979, kiedy to bank
postanowił wspierać młodych niemieckich artystów kupując
ich prace. Z czasem Deutsche Bank stał się jedną z wiodących
instytucji finansowych na świecie, co nie pozostało bez
wpływu na charakter jego zbiorów. Obecnie w dalszym ciągu
stawia on na prace młodych artystów, jednak kolekcja
przybrała znacznie bardziej międzynarodowy charakter.
Znajdująca się we Frankfurcie centrala banku to prawdziwa
galeria sztuki. W kompleksie składającym się z dwóch
wieżowców, po 40 pięter każdy, aż 60 służy jako przestrzeń
do prezentowania bogatej kolekcji banku. Każde z pięter
poświęcone jest twórczości innego artysty. W pierwszym
budynku znajdują się prace artystów z Afryki, Bliskiego
Wschodu, Azji i Pacyfiku, natomiast w drugim podziwiać
można sztukę z Europy i Niemiec (oddzielna sekcja). Wartym
uwagi jest fakt, że swoje ekspozycje ma tu aż dwóch polskich
malarzy - Jakub Julian Ziółkowski i Wilhelm Sasnal. Raz w
miesiącu bank daje możliwość zwiedzania kolekcji w ramach
oprowadzenia kuratorskiego. Bank przygotował również
specjalną aplikację mobilną, która umożliwia przeglądanie
prac składających się na kolekcję.
Portal Rynek i Sztuka
maj 2014 r.
Największe korporacyjne
kolekcje dzieł sztuki
Od kilkudziesięciu lat zaobserwować można, szczególnie
wśród instytucji finansowych, rosnące zainteresowanie
tworzeniem firmowych kolekcji dzieł sztuki. Tak zwane
kolekcje korporacyjne są bowiem nie tylko atrakcyjną formą
dywersyfikacji portfela inwestycyjnego, ale przede wszystkim potężnym narzędziem budowania korzystnego wizerunku.
UBS – 35 tysięcy obiektów
Szwajcarski bank UBS również stara się wspierać rozwijających się artystów i budować swoją kolekcję kupując ich
prace. To nie oznacza jednak, że w zbiorach nie posiada
przykładów twórczości uznanych powojennych artystów,
takich jak Roy Lichtenstein, Jean-Michel Basquiat, czy Sol
LeWitt. UBS w przeciwieństwie do Deutsche Banku nie
stwarza jednak zbyt wielu możliwości podziwiania swojej
składającej się z ponad 35 tysięcy prac kolekcji. W pewnym
sensie jest to zrozumiałe – firma świadczy przede wszystkim
usługi dla klientów zamożnych, zależy jej więc na utrzymaniu
wokół siebie aury elitarności. Szczęśliwie, prace najbardziej
znanych artystów (w tym Magdaleny Abakanowicz) można
oglądać w internetowym katalogu. Przedstawiciele banku
tłumaczą, że motywacją do założenia kolekcji (miało to
miejsce w latach 60), była przede wszystkich chęć stworzenia
interesującego i stymulującego środowiska, które pozytywnie wpływałoby zarówno na klientów, jak i na pracowników. To właśnie dlatego większość dzieł sztuki należących do
UBS jest wykorzystywana jako wystrój wnętrz w biurach
firmy na całym świecie. Ciekawą praktyką jest rotacja
obrazów między oddziałami co rok lub dwa lata, tak by nie
zdążyły się znudzić. Bank znany jest ze swojej współpracy z
instytucjami kultury takimi jak Muzeum Guggenheima, czy
MoMA, któremu podarowali wiele należących do swojej
kolekcji prac.
To, że większość korporacyjnych kolekcji dzieł sztuki należy
do banków z całą pewnością nie jest dziełem przypadku.
Tworzenie kolekcji, która będzie reprezentowała określony
poziom wymaga bowiem pokaźnych nakładów finansowych.
Jednocześnie daje jednak możliwość potraktowania kupowanych prac jako formy inwestycji. Szczególnie interesującej
chociażby z uwagi na fakt, że rynek sztuki jest uważany za
nieskorelowany z tradycyjnymi rynkami finansowymi.
Kolekcje dają również możliwość czerpania dochodów w
postaci opłat za wypożyczanie prac do muzeów i galerii.
Korporacyjne kolekcje dzieł sztuki dobrze jest jednak
postrzegać przede wszystkim jako bardzo skuteczne
narzędzia budowania korzystnego wizerunku firmy.
Szczególnie bankom zależy na podkreśleniu swojej
wiarygodności, stabilności i długofalowego charakteru
działań. Użycie dzieł sztuki jako elementu wystroju wnętrz w
siedzibie i ważniejszych placówkach firmy to sposób na
wywarcie pozytywnego wrażenia na partnerach biznesowych i klientach. Z kolei zaangażowanie się w promocję
młodych artystów pozwala wzbudzić zaufanie, które jest
szczególnie potrzebne w przypadku firm wchodzących na
nowy, zagraniczny rynek (patrz akapit o Grupie ING).
JP Morgan Chase – 30 tysięcy obiektów
Powstałe w roku 1959 zbiory amerykańskiego banku JP
Morgan Chase uznawane są za pierwszą na świecie kolekcję
www.michal.barcik.pl
25
korporacyjną z prawdziwego zdarzenia. To właśnie wtedy
ówczesny prezes banku Chase Manhattan David Rockefeller,
skądinąd znany filantrop i kolekcjoner sztuki, zainicjował w
kierowanej przez siebie firmie program zakupów dzieł sztuki.
Wszystkie wybory były konsultowane z historykami sztuki,
co w latach kiedy powstała kolekcja nie było jeszcze
powszechną praktyką. Chase Manhattan było więc pierwszą
instytucją finansową, która postanowiła wykorzystać sztukę
nie tylko w celach dekoracyjnych, ale również wizerunkowych i inwestycyjnych. W miarę jak bank rozszerzał swoją
działalność na kolejne kraje, do kolekcji przybywały prace
artystów ze wszystkich zakątków świata. Obecnie, między
innymi w wyniku fuzji z bankiem JP Morgan, która miała
miejsce w roku 2000 kolekcja urosła do imponujących
rozmiarów. Składa się z ponad 30 tys. prac (w tym około 6 tys.
fotografii). Wśród artystów, których prace wchodzą w skład
kolekcji, znajdziemy nie tylko największe nazwiska
powojennej sztuki, takie jak Andy Warhol, czy Robert
Rauschenberg, ale także wielu mniej znanych artystów.
Grupa ING – 15 tysięcy obiektów
Powstała w 1974 kolekcja liczy obecnie około 15 tysięcy
obiektów i jest prezentowana w 550 biurach firmy na całym
świecie. Obecność sztuki w placówkach firmy ma pobudzać
pracowników do kreatywnego myślenia i sprawiać, że
miejsce pracy będzie bardziej przyjazne. Dlatego zatrudnieni
w banku mają możliwość wyboru dzieła, które najchętniej
widzieliby na ścianie biura. Posiadanie kolekcji jest również
bardzo ważnym elementem w budowaniu identyfikacji
wizualnej firmy. Dobrym przykładem są tu wydawane przez
ING Bank Śląski karty płatnicze z wizerunkami obrazów
należących do kolekcji Fundacji Sztuki Polskiej ING.
Holenderska grupa buduje swoją kolekcję w oparciu o sztukę
współczesną, zarówno cenionych, jak i rozwijających się
artystów. Co istotne, rozwój kolekcji nie jest kierowany
jedynie z centrali w Amsterdamie. Zbiory ING składają się
bowiem z autonomicznych kolekcji w Wielkiej Brytanii,
Belgii, Holandii i Polsce, a każda z nich rozwijana jest według
określonej koncepcji. Na przykład w Polsce są to jedynie
prace powstałe po roku 1990, kiedy to firma rozpoczęła
swoją działalność w naszym kraju.
Michał Barcik
www.michal.barcik.pl
26
1998 a gradual upward trend in total sales of his works has
been observed. Differences between values in particular
years tended to be minimal – up to few thousand PLN. The
biggest breakthrough came in 2013 when not only 17 of his
works were sold at auctions, but also a rapid increase in sales
was observed. From 187,500 PLN in 2012 it has raised to
485,000 PLN in 2013 exceeding cumulated sales from years
2010-2012 and accounting for 25% of total sales of his
paintings since 1991 (over analyzed period Dominik's works
generated 1.85 million PLN in revenue).
Annual turnover for Tadeusz Dominik market, 1991-20133
fot. Jacek Świerczyński
lipiec 2014 r.
In case of Tadeusz Dominik we can observe close correlation
between level of sales and his position in 'Kompas Sztuki’
(annual survey among Polish galleries and ranking of
contemporary artists) in particular years. During the years
when he was not high ranked sales were decreasing.
Conversely, when his position has improved sales were
increasing. Spectacular performance of Dominik's works in
2013 allowed him to enter TOP15 in most recent edition of
this ranking.
A close look at Polish auction
market: Tadeusz Dominik
Between 1991 and 2013 Polish auction houses sold 127
Tadeusz Dominik's works, of which 120 were offered at one
of four major auction houses in Warsaw. During the 90s
Dominik's works did not occur at auctions at all or there were
only single pieces. Situation has started to change since the
beginning of 2001 when his works were sold in a greater
number for the first time. In the following years the number
varied from four to ten every year. The exceptionally big
number of transactions might be observed between 2007
and 2009, however during the subsequent years it has
decreased significantly. Nevertheless, in 2013 number of
Dominik's works sold at auctions reached a peak with 17 lots
being sold.
Exhibit 3. Position in 'Kompas Sztuki’
Prices of the most expensive Dominik's works varies from
30,000 PLN to 90,000 PLN. Exactly half of them were sold
during the last year and only two before 2011. Polswiss Art
auction house with five transactions appears to be the
leading seller of high-end paintings by this particular artist.
Although Agra-Art sold only three pieces, two of them were
ranked at high places (as opposed to Polswiss Art which was
ranked in the middle). Despite the fact that Desa Unicum sold
only two objects, one of them 'Burning Warsaw' a 1962
painting set record-breaking price for Dominik's market –
92,000 PLN (without buyer's premium).
Number of lots by Tadeusz Dominik sold at auctions in
Poland, 1991-201
Top ten Dominik sales at auctions in Poland, 1991-2013
Above-mentioned ranking shows that the most desirable
works are early Dominik's paintings, especially the ones from
the 60s (six out of ten most expensive lots). However, prices
During the years when Polish auction market was still
forming, sales of Dominik's paintings were virtually zero due
to the fact that transactions were conducted rarely. Since
www.michal.barcik.pl
27
of all of his works seem to be quite low even for a small Polish
art market. None of them has gone beyond the symbolic
threshold of 100,000 PLN and only two sales were above
50,000 PLN. Instead of few record-breaking sales, Dominik's
works are sold for very close to each other medium-sized
prices.
Prices between 5,000 and 10,000 PLN accounted for 31 (or
24%) out of all lots sold at auctions and these with prices
varying from 15,000 to 20,000 PLN accounted for 27 (or
21%). Overall number of lots sold for 5,000 – 20,000 PLN
appears to be 77 (or 60%). Average hammer price for
Dominik's work was approximately 14,500 PLN.
Auction houses by total value of sales, 1991-2013
Results of auctions in 2014 should give us an answer whether
rapid growth of sales in 2013 was the beginning of a longterm rising tendency or just a coincidence. Another
important question to be answered is how will painter's
death in May this year affect market value of his works.
During the first half of 2014 no major transactions were
registered except for 'Landscape' a 2000 painting sold at
Polswiss Art auction for 35,000 PLN (seventh highest price
paid for Dominik's work). These results are far from being
impressive in comparison to 2013 when five of ten his most
expensive paintings were sold at auctions. However, we
should wait some time, as the most spectacular transactions
are usually being conducted in the last quarter of the year.
Price range comparison by number of lots
Most of the objects by this particular artist were sold at AgraArt - auction house based in Warsaw. During the period 1991
– 2013 they managed to conduct 63 transactions which is
virtually as many as all the other companies did (also those
not included in the chart). In the second place there is
Rempex which sold 27 lots, and in the third place Polswiss Art
with 17 lots sold.
Michał Barcik
Auction houses by total number of lots sold, 1991-2013
Agra-Art is also the leader in terms of value of sold objects.
Although Rempex sold more lots than Polswiss Art and Desa
Unicum its average hammer price was significantly lower and
total turnover of the auction house was only 233,100 PLN
(fourth place). In fact, Rempex did not sell any high-end
painting by Dominik (see table 'Top 10 sales'). On the other
hand, Polswiss Art which was selling fewer, but more
precious works became second in terms of value.
Performance of Desa Unicum is also quite effective as the
company generated revenue close to the results of Polswiss
Art with only 13 lots sold.
www.michal.barcik.pl
28

Podobne dokumenty