Radości, szczęścia, zdrowia oraz wielu

Komentarze

Transkrypt

Radości, szczęścia, zdrowia oraz wielu
UKAZUJE SIĘ OD
25 XI 1990
NR 1 (1050) 2 I 2011 R.
CENA 2,90 zł (w tym VAT 7%)
Nr indeksu 378968
ISSN 1231 - 4013
www.tygodnikzuzlowy. pl
TYGODNIK
ŻUŻLOWY
Radości, szczęścia, zdrowia
oraz wielu sportowych emocji
na stadionach w kraju i świecie w sezonie 2011
życzy Wydawca i Redakcja
Głosujemy na Tomka i Jarka
Tomasz Gollob i Jarosław Hampel zostali nominowani
w 76. Plebiscycie „Przeglądu Sportowego”. Tym samym
kibice żużla właśnie ich mogą wybrać do czołowej dziesiątki najpopularniejszych sportowców roku 2010.
Głosowanie w pierwszym etapie plebiscytu będzie
trwało do 5 stycznia. Tym razem kibice najlepszego
sportowca Polski 2010 roku wybiorą spośród dwudziestu pięciu nominowanych. Pierwszy etap to głosowanie w Internecie. W drugim etapie należało będzie
wysyłać SMS-y.
Zasady głosowania (za „Przeglądem Sportowym”): 1.
rejestracja na stronie www.mistrzowiesportu.pl (adres
e-mail, imię, nazwisko, numer telefonu, pełny adres:
miejscowość, ulicę, nr domu i mieszkania, kod pocztowy), 2. wiadomość z linkiem na adresie e-mail, w
który głosujący musi kliknąć, aby potwierdzić swoją rejestrację i oddać głos. Link umożliwia oddanie jednego
głosu. Link jest generowany automatycznie w chwili rejestracji i może zostać wykorzystany w dowolnym czasie trwania głosowania, 3. wypełnienie ankiety z 10
polami, 4. wybór dziesięciu sportowców z listy nominowanych, 5.
głos jest ważny, gdy dla każdego
miejsca, w polach od 1 do 10,
głosujący wybierze innego sportowca z listy Nominowanych Sportowców, 6. każdy z głosujących
poprzez internet może oddać swój
głos raz w trakcie trwania pierwszego etapu. Spośród wszystkich
prawidłowo oddanych drogą internetową głosów komisja wylosuje
500, które wezmą udział w losowaniu nagrody.
Tomasz Gollob wygrał Plebiscyt
„Przeglądu Sportowego” w 1999
roku. W tym roku jest jednym z
głównych kandydatów do triumfu.
Przy okazji transmisji z niedzielnego
(19 bm.) konkursu skoków narciarskich, Tomasz Gollob gościł w studio
TVP.
Jak
podkreślał
prowadzący, Maciej Kurzajewski,
żużlowy mistrz świata wymieniany
jest wśród potencjalnych triumfatorów. Głosy kibiców żużla na pewno
się przydadzą Tomaszowi Gollobowi i Jarosławowi Hampelowi.
PRZEMYSŁAW SZYMKOWIAK
Fot. Jarosław Pabijan (PhotoPress)
Amerykanie
w DMŚJ!
USA zadebiutuje w Drużynowych
Mistrzostwach Świata Juniorów.
DMŚJ rozgrywane są od 2005 roku,
ale jeszcze nigdy z udziałem USA. Jedyną drużyną spoza Europy była jak
dotąd Australia.
Krajowa federacja motocyklowa
Stanów Zjednoczonych (AMA) zdecydowała się oficjalnie powołać reprezentację narodową do lat 21 i
zgłosić drużynę do DMŚJ.
Amerykanie będą walczyć w rundzie
kwalifikacyjnej w Równem (1.05.2011)
a ich rywalami o dwa premiowane
awansem miejsca do półfinału będą
Ukraina, Słowenia i Finlandia.
Ścisły skład reprezentacji zostanie
wyłoniony po tournee młodych Jankesów na Wyspach Brytyjskich,
które zaplanowano na kwiecień 2011.
W dniach 7-17 kwietnia drużyna pod
nazwą USA Touring Team rozegra siedem meczów kontrolnych z zespołami
wszystkich brytyjskich lig, a także młodzieżową reprezentacją Skandynawii.
Do startu w DMŚJ przede wszystkim
są przymierzani następujący zawodnicy, najbardziej znany junior Ricky
Wells (finalista ostatniego jednodniowego finału IMŚJ w sezonie 2009), aktualny indywidualny mistrz USA
juniorów Bryce Starks, a także Gino
Manzares, Brad Pappalardo, Russell
Green, Mike Buman i John Marquez.
W walce o awans do najlepszej
ósemki DPŚ reprezentacja seniorska
USA będzie walczyła w rundzie kwalifikacyjnej w Landshut z Niemcami,
Ukrainą i Finlandią. Awansuje tylko
zwycięzca. Szeroką kadrę tworzą:
Greg Hancock, Ryan Fisher, Chris Kerr,
Ricky Wells, Kenny Ingalls, Billy Janniro, Buck Blair, Tyson Burmeister,
Brent Werner, Gino Manzares.
Niestety, oddala się wizja organizacji jednego z finałów IMŚJ w sezonie
2012 w miejscowości Daytona
Beach, gdzie jedynie rozpoczęto budowę toru żużlowego.
Do DMŚJ 2011 pierwszy raz w historii zgłosili się Amerykanie, a sensacją w środowisko jest brak
Brytyjczyków, którzy jeszcze w sezonie 2010 na własnym torze zorganizowali finał, w którym zajęli czwarte
miejsce.
ML
Wyścigowe
abecadło
W wydaniu nr 2 ,,Tygodnika Żużlowego” zainaugurujemy cykl publicystyczno-zdjęciowego poradnika dla
kibiców żużla, w którym przedstawiać będziemy co tydzień przebieg
wyścigu. W każdym z odcinków zilustrowany i opisany będzie specyficzny dla speedwaya manewr
wykonywany przez zawodników na
torze. Nieobca będzie nam typowo
slangowa nomenklatura, a w celu wizualizacji przewodnika każdą część
cyklu wzbogacimy adekwatnymi do
treści zdjęciami.
Jako pierwszy pojawi się jeden z
najważniejszych żużlowych tematów
- start.
2
Adrian ma w głowie kilka
Rozmowa z Adrianem Miedzińskim - zawodnikiem Unibaksu Toruń
- Jak się przygotowujesz do sezonu? Rutynowo czy może wprowadziłeś coś nowego?
- Przynajmniej na razie to zdecydowanie rutyna. Niemniej będę dodawał
pewne rzeczy, które sam wymyśliłem w
trakcie sezonu i na pewno je wprowadzę. Tak więc będzie rutyna z małym
dodatkiem...
- Możesz zdradzić co?
- Więcej ćwiczeń dynamicznych, więcej „rozciągania”, więcej pracy z fizjoterapeutą. Każdy ma swoje metody i ja
także...
- Na pewno trening ogólnorozwojowy urozmaicasz w jakieś gry, a
więc jakie?
- Bardzo lubię piłkę nożną. Gram w tej
samej ekipie od jakiegoś czasu. Spotykamy się na hali i po prostu kopiemy.
Rzadziej grywam w hokeja na lodzie,
ale ostatnio za to coraz częściej w
squasha.
- Już wcześniej wiedziałeś gdzie
będziesz jeździł w sezonie 2011...
- Tak. Mój kontrakt z Unibaksem jest
ważny do końca przyszłego sezonu.
Zresztą w Szwecji i Danii też mam
ważne umowy. Te trzy ligi są dla mnie
najważniejsze. Być może coś jeszcze
dojdzie, ale na razie nie mam pojęcia.
- Mówiąc „coś” masz na uwadze
ligę angielską?
- Niewykluczone, ale w tym wypadku
wiele zależy od zasad jakie będą panowały w Elite League. Anglia to generalnie „grubszy” temat. System rozgrywek
jest tam bardzo rozproszony. Każda
drużyna jeździ w inny dzień tygodnia.
Ja zdecydowanie wolę tak jak w Szwecji czy Danii, że kolejki są w konkretne
dni. W Anglii jest natomiast mały
bałagan. Jeżeli jeszcze do tego dojdzie
zła pogoda, to terminy tak bardzo się
nawarstwiają, że można jeździć w
każdy dzień tygodnia, a to nie dla mnie.
- Wróćmy do kontraktu z Unibaksem. To chyba komfort dla zawodnika, że tak szybko wie, gdzie będzie
jeździł...
- Zdecydowanie tak. Zawsze staram
się jak najszybciej dogrywać kwestie
kontraktów z klubem i sponsorami, aby
móc skupić się wyłącznie na przygotowaniu do sezonu. Dla mnie to bardzo
ważne.
- Czy decyzja o zakończeniu kariery
twojego kolegi Wiesława Jagusia zaskoczyła cię, czy wiedziałeś o tym
wcześniej i spodziewałeś się tego?
- Było to dla mnie duże zaskoczenie.
Co prawda wiedziałem, że nosi się z
takim zamiarem, że ma nastąpić to w
najbliższym czasie, ale sądziłem, że pojedzie ten dwudziesty sezon, że emocje
odpadną, że będzie chciał się odkuć za
rok 2010.
- Jak się o tym dowiedziałeś?
- Przypadkowo. Wszedłem na stadion
i zobaczyłem małą grupkę ludzi przy boksie
Wiesława.
Podszedłem
i
usłyszałem, że postanowił zakończyć
karierę. Wtedy ta informacja była już w
mediach.
- Rune Holta jest nowym zawodnikiem Unibaksu i twoim nowym klubowym kolegą...
- Mieliśmy wiele okazji żeby porozmawiać. Znamy się przede wszystkim z
dwóch Pucharów Świata. Spaliśmy jak
zresztą cała reprezentacja w tym
samym hotelu.
- Holta to duże wzmocnienie?
- To nie ulega wątpliwości. Jest bardzo
Jarosław Hampel i Janusz Kołodziej mieli wystąpić w turnieju pożegnalnym Leigha Adamsa, który 5
stycznia 2011 zaplanowano w miejscowości Mildura w stanie Victoria.
Ostatecznie obaj do Australii się nie
wybierają.
Turniej Adamsa to miał być hit zimy i
nawiązanie do tradycji cyklu turniejów
organizowanych w Australii w latach
dziewięćdziesiątych pod nazwą „International Speedway Masters Series”, w
których startowała większość zawodni-
ków ze światowej czołówki.
Niemniej start w Mildurze wciąż potwierdza Jason Crump, ale definitywnie zabraknie Hampela i Kołodzieja.
- Zrezygnowałem z wyjazdu do Australii, bo kolidowałoby to z przygotowaniami do nowego sezonu - mówi
Janusz Kołodziej. - Po prostu nie
miałbym odpowiedniej ilości czasu przygotować się w stu procentach tak jak
sobie zaplanowałem.
Nieoficjalnie wiadomo, że Kołodziej
decyzję o tym, że wystartuje w Mil-
dobrym żużlowcem i zazwyczaj bardzo
szybkim.
- Odszedł Andersen, przyszedł, a
właściwie wrócił Kus i Ząbik. Będziecie mocniejsi?
- Trudno oceniać siłę drużyny pod
względem nazwisk. Prawdę mówiąc po
wszystko zależy od indywidualnej formy
zawodnika w danym sezonie.
- Jakie będą cele Unibaksu na
sezon 2011?
- Zdecydowanie awansować do finału
Ekstraligi. Finał rządzi się już swoimi
prawami i tu nie ma co planować. Spo-
Adrian Miedziński od kilku sezonów utrzymuje równą, wysoką formę.
Fot. Sebastian Stankiewicz (PhotoPress)
tym względem - czyli na papierze - lepiej wyglądaliśmy w sezonie 2010, bo
przecież byli Jaguś i Hans Andersen.
Niemniej w latach poprzednich wyniki
były znacznie lepsze niż ten w sezonie
2010, a składy jakby słabsze, bo przecież pomimo wpadek na przykład Zagara czy Drymla zdobywaliśmy tytuł,
czy byliśmy w finale. Tak naprawdę to
tykają się dwie najsilniejsze drużyny, a o
tym kto wygra decyduje dyspozycja
dnia. Oczywiście chcemy wywalczyć
złoto, ale najpierw musimy być w finale.
- Dlaczego sezon 2010 był dla ciebie gorszy niż poprzedni?
- Słabsze były na pewno w moim wykonaniu play-offy. Rok wcześniej
miałem zdecydowanie więcej szczęś-
durze podjął w momencie, gdy nie
wiedział jeszcze, że otrzyma stałą
dziką kartę na cykl Grand Prix 2011 i
stąd teraz nastąpiła zmiana planów.
W Australii nie zobaczymy też wicemistrza świata Jarosława Hampela.
- Proszę nie doszukiwać się w tym
żadnych podtekstów - wyjaśnia Hampel. - Bardzo chciałem polecieć na Antypody i wystąpić w tych ostatnich
zawodach Adamsa. Jednak pewne
sprawy „zablokowały” mi wyjazd i z
przykrością musiałem zrezygnować.
Żałuję bardzo, bo wiele lat przejeździliśmy razem z Leighem. Rywalizowaliśmy ze sobą, ale też startowaliśmy w
tych samych klubach. Adamsa szanuję
nie tylko jako zawodnika, ale przede
wszystkim jako człowieka. To naprawdę
bardzo pozytywna postać w sporcie
żużlowym. Szkoda, że kończy karierę.
Australijski turniej pożegnalny
Adamsa zostanie rozegrany na torze
Olympic Park w Mildurze. Gościem
honorowym będzie Tony Rickardsson, który jednak nie pojawi się na
torze w roli zawodnika, ale zapowiedział, że wsiądzie na motocykl i pokona kilka kółek. Z bardziej znanych
żużlowców zobaczymy natomiast m.in.
Jasona Crumpa, Fredrika Lindgrena,
Simona Steada, Chrisa Holdera, Tai
Woffindena, Troya Batchelora, Darcy
Warda i Tyrona Proctora. Oficjalna
lista startowa nie jest jednak jeszcze
znana.
Leigh Adams w dość oryginalny
sposób postanowił pożegnać się z
torem. Zdecydował się bowiem na
organizację trzech turniejów towarzyskich. Pierwszy odbył się w Lesznie
(10.10), drugi w Swindon (17.10), a
trzeci zaplanowano właśnie we wspomnianej Mildurze (5.01.2011). Przypomnijmy, że w Lesznie w obecności aż
10 tysięcy widzów zwyciężył Adrian
Miedziński, a w Swindon Leigh Adams.
Dla przypomnienia wyniki obu turniejów
Leszno (10.10.2010): 1. Adrian Miedziński, 2. Leigh Adams, 3. Greg
Hancock, 4. Jason Crump, 5. Damian
Baliński, 6. Chris Holder, 7. Rafał Dobrucki, 8. Maciej Janowski, 9. Janusz
Kołodziej, 10. Jarosław Hampel, 11.
Przemysław Pawlicki, 12. Jurica Pavlić,
13. Grzegorz Zengota, 14. Simon
Stead, 15. Darcy Ward, 16. Troy Batchelor, 17. Sławomir Musielak, 18. Piotr
Pawlicki.
Swindon (17.10.2010): 1. Leigh
Adams, 2. Chris Holder, 3. Matej
Zagar, 4. Simon Stead, 5. Mads Korneliussen, 6. Richard Sweetman, 7. Tai
Woffinden, 8. Hans N. Andersen, 9.
Troy Batchelor, 10. Darcy Ward, 11. Cameron Woodward, 12. Steve Johnston,
13. Shane Parker, 14. Justin Sedgmen,
15. Brian Karger, 16. Jason Lyons.
Hampel i Kołodziej nie lecą do Australii!
Jarosław Hampel (z lewej) i Janusz Kołodziej, podczas turnieju pożegnalnego Leigha
Adamsa w Lesznie, który był bardzo udaną imprezą i zgromadził tysiące kibiców.
Fot. Rafał Paszek
TYGODNIK ŻUŻLOWY
MIŁOSZ LIPPKI
pomysłów...
cia. Sprzęt który zakupiłem, okazał się
bardziej trafiony. W sezonie 2010 muszę przyznać - trochę się pogubiłem
w tych sprawach. W pewnym momencie zacząłem dużo inwestować, szukałem różnych rozwiązań. Zamiast iść
lepiej szło w „drugą stronę”. Ale tak czasami jest, że jak człowiek chce dobrze,
to nie wychodzi. Z perspektywy czasu
wiem, że błędem było to, że zamiast
wrócić do starych sprawdzonych rozwiązań wciąż próbowałem nowych...
- Zdaniem fachowców wciąż jesteś
tym zawodnikiem, który prędzej czy
później znajdzie się w Grand Prix. A
więc prędzej czy później, czyli kiedy?
- Na pewno będzie to mój główny cel
na sezon 2011. Mam z głowy eliminacje
krajowe (Adrian zakwalifikował się do
eliminacji z finału Złotego Kasku) i to
jest naprawdę duże ułatwienie. To naprawdę są trudne turnieje i można w
dość prozaiczny sposób pożegnać się
z nadziejami, czego przecież w przeszłości doświadczyło już wielu zawodników. A ja jestem już w rundzie
kwalifikacyjnej IMŚ i się z tego cieszę.
- Do Grand Prix Challenge droga
jednak daleka...
- Tak, ale liczę, że dojdę do finału bez
żadnych przeszkód. W Challenge zrobię natomiast wszystko żeby awansować. W sezonach 2009 i 2008 byłem w
tych turniejach. Teraz jednak jestem
dużo bardziej doświadczony pod wieloma względami, także mentalnie.
- Janusz Kołodziej przed sezonem
2010 zmienił prawie wszystko. Klub,
dietę, sprzęt. Efekt był piorunujący,
bo znalazł się w Grand Prix. Czy nie
potrzebujesz podobnej rewolucji?
- Janusz miał kiedyś bardzo dobry
sezon, potem było gorzej i znowu „wystrzelił”. U mnie jest trochę inaczej. Cały
czas trzymam jakiś tam poziom. Nie
było nigdy tak, że „wystrzeliłem”, a
potem spadłem dużo niżej. Z tego powodu tak znaczna „rewolucja” w moim
przypadku nie może wchodzić w grę.
Nie chcę bowiem przedobrzyć. Mam
pewne swoje pomysły, których nie będę
jednak zdradzał. Bynajmniej nie wszystkich. A jak „wypali” w sezonie to co
założyłem, to potem powiem co było
kluczem do sukcesu. A mam w głowie
kilka rzeczy, które chcę wprowadzić w
życie. Jeżeli chodzi o przygotowanie, to
wiem teraz, że mogę dać z siebie jeszcze o dwadzieścia procent więcej niż w
latach poprzednich.
- Byłeś na wakacjach?
- Tak. Niedawno wróciłem z Tajlandii.
- Maciej Janowski z WTS-u też tam
był!
- Wiem, ale wcześniej niż ja. Pierwsza
opcja była taka, że chciałem polecieć
na Dominikanę, ale ze względu na wybuch epidemii w pobliskim Haiti, aby nie
kusić losu, odpuściłem ten „temat”.
- Jak podobało ci się w Tajlandii?
- Bardzo. Zdecydowanie odpowiadał
mi klimat. Naprawdę odpocząłem.
- Jak spędzisz Sylwestra?
- Nie mam planów. Będzie to raczej
decyzja spontaniczna. Podjęta w ostatniej chwili.
- Jak udaje ci się pozyskiwanie
sponsorów na nowy sezon?
- W dziewięćdziesięciu procentach
będę miał tych sponsorów, których
miałem w sezonie 2010. Cieszę się, że
mnie wspierają. To taka „moja paczka”.
Być może znajdzie się ktoś nowy. Sponsorzy w speedwayu na ogół trafiają się
w sytuacji, gdy ktoś naprawdę kocha
ten sport.
Rozmawiał:
MIŁOSZ LIPPKI
Doskonały
Doskonały prezent
prezent dla
dla kibica
kibica żużla
żużla
SEZON 2010 W ,,ŚWIECIE ŻUŻLA”
Zgodnie z wieloletnią już tradycją po zakończeniu kolejnych rozgrywek przygotowaliśmy unikatowe
wydanie kwartalnika „Świat Żużla”, zawierające wyniki sezonu 2010 i liczące 68 stron. Część po-
święcona polskim rozgrywkom ligowym oraz kalendarzowym imprezom o charakterze mistrzowskim
została przygotowana w sposób umożliwiający odtworzenie każdego meczu i turnieju na zasadzie
„wyścig po wyścigu”, co pozwoli wypełnić lub stworzyć program z danych zawodów.
Są też wyniki rozgrywek o medale mistrzostw świata i Europy, rezultaty ważniejszych turniejów to-
warzyskich oraz inne istotne dla kibiców sportu żużlowego informacje.
„Świat Żużla” Nr 4 Sezon 2010 zawiera obustronny plakat. Na nim mistrz świata Tomasz Gollob i
wicemistrz świata Jarosław Hampel.
Wydanie to, wraz z poprzednimi, stanowić będzie nigdzie indziej niespotykaną kopalnię wiedzy o
sporcie żużlowym, służącą kibicom przez wiele kolejnych lat.
(w)
,,ŚWIAT ŻUŻLA” W SPR ZEDAŻY D O 31.12 B R.
Widziane z Rusi Czerwonej (123)
Siedzi człowiek na rusińskim zagumniu,
miętę popija (bez rumianku, bo żadnej
mołodyci w okolicach; a zwłaszcza bez procentowej wkładki, albowiem i zainteresowania
chwilowo nie te, a i wątroba leciwa), ucha nadstawiając na wieści z szerszego świata. A one,
jużci, dochodzą, a one, jużci, psotne. Oraz
mocno osobliwe - że ulubionym zwrotem się
dziarsko podeprę.
W macierzy otóż krakowskiej, gdzie zacna rezydencja Pana Marszałka Województwa, wielkie
trzęsienie, by nie rzec brutalnie tudzież bezobcesowo: totalna rozpierducha! Z 21 departamentów
urzędu wojewódzkiego ma zostać bodaj 14: to
oznacza, że potrzebny będzie nowy schemat organizacyjny, nowe zakresy obowiązków dla
każdego z zatrudnionych. A właśnie: urząd ma
(ładna liczba, symetryczna) 1010 etatów, po rewolucji będzie o... ledwie 43 mniej.
Więc o co w tym wszystkim chodzi? O oszczędności na płacach? E, tam: wiadomo, że najwyższe
gaże się rozdysponuje, zagospodaruje jakoś, na
bruk zaś pójdą maluczcy... Więc może o skuteczność działań: aby urzędnicy w lot łapali potrzeby
petentów? Wykluczyć nie mogę, aczkolwiek
wątpię, ażeby po tak totalnej itd. wielka instytucja
błyskawicznie się przeorganizowała... Więc co?
Mądrzejsi i bardziej doświadczeni sugerują, że
chodzi o sztukę dla sztuki. Czyli o patent, sprawdzony w poprzednim już ustroju. Żeby gdy nie wiadomo co zrobić, trzeba zrobić reorganizację.
Mietek na miejsce Staszka, Staszek za Józka,
Józek za Franka, a Franek - na Mietkowe miejsce,
naturalnie. Zarzuty, że nic się nie dzieje, że rutyna,
że stara bieda, mamy odparte; a jeśli się okaże, że
chłopy niespecjalnie sobie radzą, zawsze można
za rok, dwa zrobić powtórkę. I znowu szafa grać
będzie.
Inni - złośliwcy - twierdzą, że reorganizacja to
elegancka metoda pozbywania się - jakby rzekł
pewien subtelny prawicowiec, „rzucony” na publiczne radio - złogów. Likwidując departamenty, likwidujemy stanowiska ich dyrektorów; będą
konkursy, zatrudni się innych, ci zaś, teraz demode, odejdą bez problemów z odprawami, odszkodowaniami.
To wszystko rozumiem, to jest prawdopodobne. Ale o co chodzi z wynalazkiem - o którym wiadomość też na moje sanockie
zagumnie doleciała - pod tytułem „międzynarodowe mistrzostwa Speedway Ekstraligi”? O,
tu już jestem dureń większy, niż na co dzień,
dureń kompletny. Nie wiem.
Chociaż - może? Eureka! To nowy produkt! Za
Peerelu robiło się reorganizacje, w III RP premier
Buzek fundował na dzień dobry „pinkowanie” niemiłych ideowym lub partyjnym rodowodem urzędników, w IV RP prawicowy dominator usuwał złogi
- ludzie zaś inteligentni, wykształceni, pracują nad
produktami. Czyż nie tu jest nasz pies pogrzebany?
Produkt - dumny z bystrości tak na to patrzę i pod
takim kątem to będę lustrował - prima sort, pycha,
wręcz de lux. Jak wszystko, co wychodzi z tęgich
głów nowej fali decydentów sportu żużlowego, tak
spowity w gorset przepisów, zapisów, dyrektyw i
ustaleń, że ani zipniesz człowieku małej wiary!
Wszystko dopracowane, wszystko jasne, od początku do samego końca. Nagrody i kary, precyzyjnie określone. Gdyby każdy projekt ustawy,
przygotowywany przez kształconych kauzyperdów, nicowany na niezliczonych posiedzeniach komisji, głosowany w sejmie, a następnie w senacie,
był w podobnym stopniu wycyzelowany, nie narzekalibyśmy na niedoróbki legislacyjne, nie potrzebowali trybunałów żadnych ani prezydenckich
kontrasygnat. Pięknie i wyczerpująco.
Oczywiście, jestem za. Wprawdzie nie przepadam za nowościami, i gdybym mógł, chętnie np.
jeździłbym do dziś polonezami, albowiem bydlątka
były to obszerne, pakowne, nawet wygodne - ale
też nie jestem zagorzałym wrogiem produktów,
które mogą kogoś uszczęśliwić. A taki turniej - nie
byle co, względnie nie w kij dmuchał.
Markotno mi jednak z powodu głupiego: tradycji mianowicie. Nie wiem, czy wszyscy
słyszeli, że jest takie coś jak indywidualne
mistrzostwa Polski, impreza fajna, rozgrywana
rok w rok tak długo, że pewnie ze świecą szukać kogoś, kto w pełni świadomie obserwował
pierwszą jej edycję - i interesuje się żużlem
nadal. I chyba jest też takie coś nie mniej pasjonujące, co nazywa się chyba Złoty Kask. To
coś miało swój odrębny regulamin (swoją
drogą, na jego podobieństwo skonstruowano
po latach didko o nazwie Grand Prix) i jeśli
TYGODNIK ŻUŻLOWY
kogoś było stać na to, aby w tym samym roku
wygrać jedno i drugie - o, to już był wyjątkowy
gość!
A obie imprezy coś ostatnimi laty kuleją, nie
wszyscy są skłonni przystępować do eliminacji, a
mówi się nawet, że nie każdemu chce się fatygować na finały; ponoć były takie przypadki.
Mam więc zapowiedź nowego produktu, który
będzie jakością tak doskonałą i wyborną, że nikt
nie podskoczy - i mam stare, zacne produkty, nad
którymi nikt nie umie w sposób odpowiedzialny i
kompetentny zapanować. Pytanie natomiast - nie
chce?; nie umie?; nie widzi potrzeby? - wisi nade
mną bez odpowiedzi.
Bo widzę to jakoś tak: gdyby istniejące produkty
były doprowadzone do takiej doskonałości i powszechności, że nie znajduje się na nie kupiec jasne, że trzeba żwawo ruszać głową nad stworzeniem nowego, oczekiwanego przez PT Klientelę. Kiedy jednak coś, co dobrze działa, ma tylko
nieciekawą politurę, to obiecanki skonstruowania
nowego mechanizmu jedynie dlatego, że ktoś znalazł fajny lakier, wydaje mi się trochę zbyt ekstrawaganckim pomysłem. Co, rzecz jasna, ma
oczywiście swoje zalety - rzecz w tym, że otoczenie intensywnym nadzorem organizacyjnym nowych mistrzostw pachnie mi tzw.
położeniem lagi nad starymi, bogatymi w tradycje.
Mogę się mylić i mylić się chciałbym. Taki to
ze mnie marzyciel - na zagumniu rusińskiej
chałupy nad kubkiem mięty deliberujący...
WALDEMAR BAŁDA
3
FIUT, czyli:
Film I Uwentualnie Telewizja
Na Biegunie Północnym spotykają się dwaj
Święci Mikołajowie.
- Dlaczego jesteś taki smutny?
- Bo w tym roku znów wypadło na mnie, że musiałem roznosić prezenty w Polsce.
- Przecież Polacy to wspaniali ludzie!
- Możliwe, ale zawsze, tak jak i tym razem, po
powrocie od nich znów przez cały rok będę miał
kaca!
To jeden tzw. objaw poświąteczny. Są też
inne. Po tzw. wielkim żarciu występują: nadmierne pocenie się, ospałość, uczucie duszności, uderzenia gorąca. Plus ostry nieżyt
żołądkowy czy jelitowy, który objawia się bólami, najczęściej w nadbrzuszu i objawami
kolki wątrobowej. Pojawiają się także nudności i biegunka lub zaparcia. Czyli nie trzeba
było tyle się objadać i już!
A więc święta, święta i po świętach. Dajmy im
już spokój i dziś porozmawiajmy o... hobby.
Niektórzy są tak gnuśni, że ich hobby to nasz
tytułowy FIUT, czyli Film I Uwentualnie Telewizja. Są też inne przypadki:
Pani pyta Jasia:
- Jakie masz hobby?
- A co to jest?
- Hobby to coś, co lubisz najbardziej.
- Aaa, to zupa grzybowa.
Najlepiej, gdy ktoś uprawia zawód, który zarazem jest jego hobby. Dostawać kasę za swoją
pasję, za przyjemność? Toż to ideał i szczęście
absolutne! Tak właśnie mają żużlowcy, ale do
nich przejdziemy troszkę później. Kiedyś i ja
tak miałem za młodu, gdy dziennikarstwo było
właśnie moją pasją. Już dawno się z tego wyleczyłem i teraz się tylko męczę tym pisaniem.
I Czytelników też. No, ale z czegoś człek żyć
musi. Bozia manny z nieba nie da. Nawet wody
w wino nie chce zamienić. Ale na starość znalazłem sobie inne hobby: rajdy samochodowe,
w których startowałem, boks, który sobie czasem potrenuję oraz jazda na motorze żużlowym, niestety z bardzo mizernym skutkiem.
W zeszłym tygodniu w „TŻ” pisałem o dwóch
wrocławskich zapaleńcach Robercie Ciupaku i
Marku Olszewskim, uprawiających speedway
amatorsko. Rzecz się nazywała: „Amatorzy ryzyka”. Zapomniałem dodać coś o trzecim, 38letnim Wojtku Marciniaku (ma leżącego i wciąż
szybkiego stojącego GM-a!). Im za jazdę nikt
nie płaci. Oni po pracy zasuwają „na szlace” za
swoje zaskórniaki, a łamią kości tak samo jak
zawodowcy, albo i bardziej. Podobnych „wariatów” w Polsce jest ze stu! Zapytałem ich,
dlaczego wybrali takie dziwne, niebezpieczne i
kosztowne hobby.
- Każdy może grać w piłkę, w brydża itp., ale nie
każdy może jeździć na żużlu. To taka ekskluzywna, niecodzienna pasja, prawda? - wyjaśnili.
Coś w tym jest. Namówili mnie. Są już więc
Olszewski, Ciupak, Marciniak i młody Michał
Wróblewski z Wołowa. Jest jeszcze dwóch
chętnych, w tym jeden ponoć z Wiszni Małej. I
ja nieszczęśnik (właśnie negocjuję kevlar z
prestiżową firmą KW). Ale i były rajder Krzysiek
Jankowski z synem Krystianem, Waldek Szuba
oraz cała famuła Bębasów też chce się pościgać amatorsko. To już jakaś epidemia szaleńców! Tak więc może się zdarzyć, że we
Wrocławiu będą startować dwie drużyny
Sparty: jedna w Ekstralidze, druga w tzw. nieprofesjonalnej dywizji! Są trzy opcje: dogadamy się z panią prokurent WTS-u Krysią Kloc,
albo z prezesami TMSM mec. Andrzejem Malickim i Lucjanem Korszkiem... lub z prężnym
Chełmcem Wałbrzych. Dlaczego nie? Tamtejszy prezes Paweł Isański również chce sobie
pojeździć „szlace”. Zaś działacz Piotr Filipek
złożył już wstępną propozycję.
Dla nas speedway to jeno hobby, a dla zawodowych żużlowców to praca i hobby. Fajowo mają. Ale im wciąż mało adrenaliny! Otóż
od kilku lat, najpierw za sprawą mistrza świata
w boskie tajskim i w kick-boksingu Mariusza
Cieślińskiego (opiekował się zawodnikami
WTS-u, a teraz Jarkiem Hampelem), obecnie
zaś dzięki Tomkowi Skrzypkowi (przejął on we
Wrocku rolę „Cieślika”), ale nie tylko, chyba
najmodniejszym wśród rajderów sposobem
kondycyjnych przygotowań do sezonu jest
właśnie kick-boksing. Dobry w te klocki jest
ponoć Grzesiek Zengota, ale to co wyprawia na
przyrządach, na tarczy i w zadaniowych sparingach Maciek Janowski (dzielnie sekunduje
mu Piotr Świderski), to już jest kadra narodowa
w kick-boksingu, jak żartobliwie zapewnia jej
selekcjoner Skrzypek. Co więcej, Janowski nie
uważa kick-boksingu li tylko za formę przygotowań do żużlowego sezonu. On chce trenować ten sport walki intensywniej i nie
wyklucza, że kiedyś, w przyszłości mógłby
spróbować swych sił na ringu!
- To musiałaby być daleka przyszłość. Może za
parę lat? Na razie najlepiej wychodzi mi uciekanie
po całej sali, gdy z kimś walczę, he, he. Można jednak powiedzieć, że ogólnie lubię kick-boksing śmieje się Maciek i już poważniej dodaje: - W
minionym sezonie, dzięki takim treningom, byłem
bardzo dobrze przygotowany kondycyjnie i siłowo
do żużla. Nie odczuwałem zmęczenia na torze.
Tak czy siak, będę nadal ćwiczył sporty walki.
- Te treningi wyrabiają siłę, koncentrację, refleks
i wytrzymałość. I pobudzają chęć do rywalizacji.
To się przyda na torze - dodaje Piotrek Świderski.
Zaczepiam popularnego „Świdra”: - Treningi
kick-bokserskie podnoszą testosteron, a ty i
bez tego uważany jesteś za żużlowego walczaka. Nie będziesz więc za bardzo pobudzony? Piotrek: - Nie wyprzedzam po plecach
rywali. Panuję nad swoimi akcjami na żużlowym
torze. Staram się atakować z jakimś pomysłem.
Polonii się udało
Tomasz Gapiński w sezonie 2011 będzie zawodnikiem Polonii Bydgoszcz. Po kilku latach prób bydgoskim działaczom udało się skusić wychowanka
Polonii Piła, aby w końcu trafił nad Brdę. Zdziwiony
decyzją Gapińskiego jest prezes Stali Gorzów,
Władysław Komarnicki. Gapiński otrzymał od klubu
z Gorzowa ofertę, na którą przystał.
- To była trudna decyzja, bo chciałem zostać. Ale ze
względu na kontuzję, przeniosę się do pierwszej ligi. To
teraz dla mnie najlepsze wyjście. Prawdopodobnie będzie to Polonia Bydgoszcz - powiedział PAP Tomasz
Gapiński, który podczas finału IMP, 18 września w
Zielonej Górze, złamał kość udową. - Chodzę już bez
kul i z dnia na dzień czuję się coraz lepiej.
- Prowadziliśmy rozmowy między innymi z Grzegorzem Zengotą i Arturem Mroczką, ale nie zakończyły się
one powodzeniem. Piąty senior w składzie kończy jego
budowanie. Być może zakontraktujemy jeszcze tylko zagranicznego młodzieżowca bez gwarancji startów i zarobków. Na razie trudno powiedzieć kto nim będzie.
Temat współpracy ze skautem z Wielkiej Brytanii jest aktualny, dostałem nawet SMS-a z informacjami od niego
4
- A czy tak ciężkie treningi kick-bokserskie, aż
do skrajnego zmęczenia, nie przeszkadzają ci
w wypełnianiu obowiązków małżeńskich, bo
przecież wiemy, że jesteś nowo poślubionym
żonkosiem?
Piotrek: - He, he, wiem, o co ci chodzi. Nie jest
źle, ale na ten temat musiałaby się wypowiedzieć
moja żona. Myślę, że jednak daję radę.
Oczywiście każdy żużlowiec kocha też poskakać na motocrossie, a zobaczcie co wyprawia Tomcio Gollob. Jak nie speedway, to cross,
albo inne skutery wodne. Nawet, jak słyszałem,
przymierzał się kiedyś do startu w rajdzie Paryż
- Dakar, ale ponoć nie na motorze, tylko samochodem.
Są ludzie uzależnieni od adrenaliny. Żużlowcy
na pewno. Ja również. Skoro śliczna Martyna
Wojciechowska może...
Taki Adaś Łabędzki. Na żużlu wspaniale, widowiskowo i walecznie jeździł na torach klasycznych, długich i trawiastych. Kiedy
skończył ze speedwayem, to się przesiadł na...
wyścigowe łodzie, gdzie został mistrzem
świata i Europy. Zapytałem „Łabędzia”, co jest
niebezpieczniejsze, ściganie się na żużlu, czy
na motorówkach?
- To zależy. Jeśli sobie tylko „pyrkasz”, to łatwiej
ci zapanować zarówno nad motorem żużlowym jak
i nad wodnym ścigaczem. Trudność i niebezpieczeństwo wzrastają, gdy naprawdę walczysz o jak
najlepszy rezultat, gdy celujesz w mistrzostwo. W
speedwayowym biegu startujesz w czterech, rywalizujesz bark w bark na małej powierzchni. I
osiągasz prędkość rzędu niecałych 100 kilometrów na godzinę. Na wodzie zaś walczysz z prawie
dwudziestoma rywalami naraz, do tego dochodzi
fala i wiele niespodzianek. I nawet w „wolniejszych” klasach np. T 550 czy S 550 śmigasz
ponad 120 km/godz. i to się naprawdę odczuwa.
W łódkach „przywala się” rzadziej, za to mocniej! odpowiedział.
- Ale więcej kontuzji chyba odniosłeś na
żużlu?
- Nie da się ukryć. Przegrywałem starty i potem
musiałem odrabiać straty na dystansie. Przez to
na „szlace” połamałem wszystko co się dało: nogi,
ręce, barki, a nawet kręgosłup i generalnie skończyłem swoją karierę w „czarnym sporcie” także
właśnie ze względów zdrowotnych. Ale i potem w
wyścigach motorowodnych także złamałem kręgosłup. Jakoś mnie wtedy wyciągnęli z wody i
opatrzyli. Miesiąc później wywalczyłem mistrzostwo świata - śmieje się Adaś Ł.
A więc sport to zdrowie. Za owo zdrowie wypijmy na Sylwestra. Sposób na kaca? Albo w
ogóle nie „dawać w szyję”, albo do kaca nie dopuszczać. Do przyszłego roku Drodzy Żużlotelnicy (inaczej: żużlowi czytelnicy)! Oby nam
się!
- powiedział Jacek Wojciechowski, prezes Polonii
Bydgoszcz.
Bydgoski klub miał w tegorocznym okresie transferowym wielkie powodzenie wśród średniej klasy
żużlowców. - Sami się do nas zgłaszali - informuje
Piotr Januszkiewicz, menedżer marketingu Polonii. Byli wśród nich Peter Ljung lub Patrick Hougaard. Gdybyśmy chcieli, to z średniej klasy zawodników
zgłaszających się do nas moglibyśmy stworzyć trzy
drużyny.
Zaskoczony decyzją Tomasza Gapińskiego jest
Władysław Komarnicki, który jeszcze tydzień temu
dawał osiemdziesiąt procent szans, że zawodnik zostanie w Gorzowie. - Jego zachowanie trzeba potępić,
bo rozmawiał z klubami z pierwszej ligi, ale nas o tym
nie informował - powiedział szef Stali Gorzów.
Do kadrowej sytuacji Polonii Bydgoszcz, planów
klubu w zakresie marketingu i awansu do Ekstraligi,
wrócimy w kolejnym wydaniu, gdzie wypowiedzą się
Jacek Wojciechowski, Marek Bąkowski i Piotr Januszkiewicz, działacze klubu.
(szyk)
TYGODNIK ŻUŻLOWY
Dozowanie
emocji
Już po zamknięciu bieżącego numeru „TŻ” w
czwartek 23 grudnia w Zielonej Górze odbyła
się konferencja prasowa z udziałem prezesa
zielonogórskiego klubu Roberta Dowhana.
ZKŻ nie chciał wcześniej ujawnić, kto oprócz
Roberta Dowhana pojawi się na konferencji. W
ostatnim czasie zielonogórski klub dozował
emocje.
Najpierw podpisano kontrakt z Andreasem Jonssonem, potem z Jonasem Davidssonem, Rafałem Dobruckim i Gregiem Hancockiem. W
ZKŻ-cie nadal wolne pozostawało miejsca na stanowisku szkoleniowca, gdyż dotychczasowy menedżer zespołu Piotr Żyto zakończy pracę 31
grudnia br. Następcą Żyty ma być Marek Cieślak, o którego zabiegał także jego pierwszy
klub Włókniarz Częstochowa.
60-letni szkoleniowiec reprezentacji Polski ma
podpisać z zielonogórskim klubem dwuletnią
umowę. Marek Cieślak dotychczas prowadził
ekipy: Włókniarza Częstochowa (1994-97), Van
Pur Rzeszów (1998-99), Polonię Piła (2000) i od
2001 roku WTS Wrocław. W latach 1996 i 2006
ekipy prowadzone przez Marka Cieślaka wygrywały rozgrywki ekstraklasy. Jako coach narodowej
reprezentacji prowadził biało-czerwonych do mistrzostwa świata w latach 2007, 2009 i 2010.
Przymierzany do składu wicemistrzów Polski
Kacper Gomólski podjął decyzję odnośnie
swojej przyszłości. Wychowanek Startu
Gniezno, którego pozyskaniem zainteresowany był także Falubaz Zielona Góra, nadal będzie bronił barw macierzystego klubu.
Gomólski podpisał nowy, dwuletni kontrakt.
- Zaraz po zakończeniu sezonu mówiłem, że interesują mnie dwa rozwiązania: pozostanie w
Gnieźnie lub występy w Ekstralidze. Nie zrezygnowałem z marzeń o występach z najlepszymi
żużlowcami na świecie, ale nie jest wykluczone,
że uda mi się zrealizować ten cel wspólnie ze Startem. Dziękuję klubom za zainteresowanie moją
osobą, to dla mnie powód do satysfakcji. Jednocześnie proszę o uszanowanie mojej decyzji - powiedział na łamach oficjalnej strony Startu
Kacper Gomólski.
Tak więc wszystkie tajemnice związane ze
składem zielonogórskiego zespołu zostały rozwiane. Sześciu seniorów to: Piotr Protasiewicz,
Rafał Dobrucki, Grzegorz Zengota, Greg Hancock, Andreas Jonsson i Jonas Davidsson, a o
dwa miejsca juniorskie powalczą Patryk Dudek,
Kacper Rogowski i Adam Strzelec. Menedżerem
pierwszego zespołu będzie Marek Cieślak, a
szkoleniem młodzieży zajmie się Andrzej Huszcza.
MAREK STANISZEWSKI
Kasprzak w Birmingham
BARTŁOMIEJ CZEKAŃSKI
Krzysztof Kasprzak - chyba najbardziej
doświadczony Polak w Elite League
ostatnich lat - podpisał kontrakt na starty
w sezonie 2011 z Birmingham.
- Cieszę się, że nadal będę mógł startować
w Anglii. Wszystko wskazywało na to, że
będę musiał odpuścić Elite League, bo mój
dotychczasowy klub wycofał się z rozgrywek. Otrzymałem jednak konkretną propozycję z Birmingham i właśnie w tej drużynie
będę startował w sezonie 2011 - powiedział
Kasprzak na swojej stronie internetowej.
Birmingham to piąty w karierze brytyjski klub Kasprzaka. Wychowanek Unii
Leszno zaczynał starty w Elite League w
2003 roku w barwach Poole. Po trzech sezonach spędzonych w tym klubie (20032005) zrobił sobie roczny rozbrat z Anglią.
W 2007 roku jeździł już dla Lakeside, w
2008 wrócił do Poole, a w 2009 związał się
z Belle Vue. W 2010 roku najpierw repre-
zentował Lakeside (wystąpił w 10 meczach
i uzyskał średnią na bieg 2,043 pkt.), a w
drugiej części sezonu Coventry (pojechał w
23 spotkaniach i wykręcił przeciętną 2,255
pkt.), z którym zdobył mistrzostwo. W przyszłym sezonie „Pszczół” w Elite League jednak nie będzie i został zmuszony szukać
nowego klubu. Wybór padł na beniaminka z
Birmingham. Oprócz Kasprzaka działacze
związali się już z Danielem Kingiem i Duńczykiem Rene Bachiem.
Żużel powrócił do Birmingham stosunkowo niedawno, bo w 2007 roku. Klub
użytkuje obiekt Perry Barr Stadium. Znajduje się na nim 292-metrowy tor, którego rekordzistą jest Jason Lyons. 25 czerwca
2008 roku cztery okrążenia pokonał w czasie 56,6 s. Menedżerem drużyny jest Graham Drury (jednocześnie jeden z trzech
promotorów).
MIŁOSZ LIPPKI
Janusz będzie bił się
o mistrza świata!
Kontrakt Ruuda
przesłany faksem
David Ruud oficjalnie w GTŻ-cie
Grudziądz przez najbliższy sezon.
do nas Szweda.
Rozmowa z Jackiem Rempałą - zawodnikiem Orła Łódź
Kolejny termin spotkania, czyli 22
Stosowny kontrakt został przez
grudnia, także spalił na panewce. Aura
grudnia i tegoż dnia znalazł się „na
względna, że sparaliżowała połączenia
przeciętną w sezonie 2010! Dość po-
jego samolot z Tajlandii do Szwecji ma
lidze. Jak udało ci się tego dokonać?
nie chce przed świętami ryzykować
wia mi to wiele satysfakcji.
Szweda parafowany we wtorek, 21
faksie” klubowym.
Przypomnę, że działacze GTŻ-u z za-
wodnikiem, który w minionych rozgrywkach występował w Stali Gorzów, list
w Europie okazał się być na tyle bezlotnicze. - David telefonował do nas, że
19 godzin opóźnienia i w związku z tym
intencyjny podpisali 18 listopada. Z
przyjazdu do Grudziądza - tłumaczy
umową prezes Zbigniew Fiałkowski
wiliśmy się, że podpisany kontrakt trafi
kolei na oficjalne złożenie podpisu pod
umówił się z Ruudem na jego przyjazd
do Grudziądza.
- Mieliśmy dwa terminy spotkania -
Zbigniew Fiałkowski. - Dlatego umódo nas drogą faksową. Natomiast mimo
wszystko, jeśli pogoda pozwoli, to za-
- Masz 39 lat, a osiągnąłeś świetną
wiedzieć że byłeś najlepszy w drugiej
czenie?
mogłaby mu jeszcze bardziej pomóc. Ja
- Myślę że tak. Wszystko zmierza w
dobrym kierunku.
- Masz oferty z innych klubów?
dziesz mieć z niego pociechę - powie-
częły się schody, a ściślej kłopoty z
pogodą, która uniemożliwiła dotarcie
dział Zbigniew Fiałkowski.
TOMASZ SMOLAREK-CZAPIEWSKI
Prezes GKP Gorzów
przeprasza kibiców
W numerze 51 z 19 grudnia 2010
roku „Tygodnika Żużlowego”, w tekście „Duńskie kontrakty w Stali Gorzów”, pisaliśmy o podpisaniu przez
duńskich żużlowców umów ze Stalą
Gorzów oraz późniejszej prezentacji
w miejscowej galerii handlowej Askana. Prezentację zakłócili piłkarscy
pseudokibice GKP Gorzów. Na nieprzyzwoite zachowanie fanów piłki
nożnej, szybko zareagował prezes
GKP, Sylwester Komisarek...
W oświadczeniu napisał między innymi: - „W związku z nagannym zachowaniem kibiców Gorzowskiego
Klubu Piłkarskiego na prezentacji zawodników Klubu Sportowego Stal Gorzów w Askanie, chcę przeprosić w
imieniu własnym i zarządu obecnego na
tej prezentacji Pana Prezydenta Tadeusza Jędrzejczaka, cały Zarząd Stali Gorzów oraz ich zawodników. Osobiście
uważam, że są inne sposoby i miejsce
na manifestowanie swojego niezadowolenia. Zachowania takie niweczą trud
włożony w promowanie piłki nożnej w
naszym mieście”.
Znając od kilkudziesięciu lat Sylwestra Komisarka osobiście potwierdzam, że jego słowa przeprosin
płyną z głębi serca. To były
zasłużony piłkarz Stilonu Gorzów
oraz innych drużyn okręgu gorzowskiego, a dzisiaj biznesmen, prezes
GKP, a jednocześnie kibic speedwaya i nie tylko... To właśnie on na
wszystkich balach charytatywnych Stali
Gorzów na rzecz Hospicjum Świętego
Kamila w Gorzowie bije rekordy licytacji i zachęca innych do wspierania zakupu sportowych souvenirów, przez co
rosną kwoty tak potrzebne gorzowskiemu hospicjum. To właśnie on zainicjował zakup motocykla „Kamil”,
wartego dzisiaj kilkaset tysięcy złotych i
powtórne przekazywanie go na następne licytacje. To on kupował kaski
Tomasza Golloba i Rune Holty za 8.000
złotych, przekazując je po roku na następne bale.
Zarówno tym działaniom jak i prezesowaniu GKP należy jak najbardziej przyklasnąć, a w Gorzowie i
całej Polsce, niechaj wszyscy kibice
sportu wiedzą, że Sylwester Komisarek to kibic na równi speedwaya, jak
i piłki nożnej oraz biznesmen nie
obojętny na ludzkie cierpienia...
MIROSŁAW WIECZORKIEWICZ
dziej. Robiłem wszystko, żeby drużyna
wydaje mi się, że moja obecność
będę pracował przy silnikach, ale w
swoimi warsztacie. Na pewno będę robił
wszystko, aby poszło mu najlepiej.
- No właśnie, na co stać Janusza w
No i był awans. Niemniej samej decyzji
elicie?
sprawa zawodników.
powinien być w ścisłej czołówce. Robił
- Przy jego ambicji i dążeniu do celu
myślą przystępowałem do sezonu. Nie
wyobrażam sobie teraz odejść. Z tego
co wiem działacze „są za mną”.
- W sezonie 2009 jeździłeś dla KMŻ
Lublin. W 2010 roku zmieniłeś barwy
i punktowałeś dla Orła. Z perspek-
tywy czasu to był dobry ruch...
- Na pewno tak. Sezon 2009 był dla
mnie smutny. Nie udało się awansować.
Wierzyłem, że w Łodzi tak nie będzie.
Działacze zbudowali silny skład, które
dawał duże nadzieje. Decyzję podejmo-
wałem bardzo szybko. Teraz mogę po-
wiedzieć, że to był świetny ruch.
- Sezon 2010, w którym brylowałeś
w drugiej lidze to jednak już historia.
Czy wiesz co zrobić, aby podobną
formę prezentować w pierwszej?
- To jest kwestia przygotowania,
zwłaszcza sprzętowego. Niemniej, proszę mi wierzyć, w drugiej lidze poziom
jest naprawdę wysoki. Nie da się wygrywać „jedną ręką”. Pewne porównanie mam,
bo w trakcie sezonu
trenowaliśmy we Wrocławiu czy Ostro-
wie z zawodnikami z pierwszej ligi.
- Sprzęt załatwi wszystko?
- Na pewno nie. Ja całą karierę prak-
Jacek Rempała zamierza startować do czasu, aż przestanie dobrze punktować. - Żużel
to moje życie - zapewnia.
Fot. Rafał Paszek
- Wciąż niewielu wie, że ty nie tylko
jesteś żużlowcem, ale coraz bardziej
znanym tunerem...
- Zawsze, a jeżdżę już 20 lat, przygo-
towywałem silniki.
- Teraz jest o tobie jednak głośno,
bo Janusz Kołodziej jest w Grand
Prix!
- To prawda. Janusz zrobił wynik i nie
mogę
narzekać
na
brak
pracy.
tycznie jeździłem w Ekstralidze. Nie
Współpracuje nam się świetnie. Jest
który czeka mnie teraz. Sprzęt i kondy-
magam innym, ale w szczególności
doświadczałem zatem takiego skoku,
cja to podstawa. Mogę jednak powiedzieć, że jestem w stanie zdobywać
dużo punktów. Zrobię wszystko, żeby
być jednym z najlepszych.
- Działacze Orła nie chcą wiele
mówić. Nieoficjalnie wiadomo, że
Orzeł mają wzmocnić Trojanowski,
bracia Szczepaniakowie, Drabik...
nasze miejsce w pierwszej czwórce.
- Jak układa ci się współpraca z Wi-
toldem Skrzydlewskim?
- Od początku bardzo dobrze.
-
Drużynie
sponsora
Witolda
Skrzydlewskiego udało się awanso-
wać dopiero za trzecim razem. Dlaczego?
- Pan Witold wiele się nauczył przez te
lata. Nabrał doświadczenia. Wcześniej
myślał, że pieniądze spowodują, że momentalnie wywalczy awans, ale prze-
TYGODNIK ŻUŻLOWY
nie. Teraz będzie w czołówce. Powiem
więcej, będzie bił się o mistrza świata!
- Co sądzisz o nowych tłumikach?
- Na razie nie wiadomo co nas czeka.
Dla nas mechaników to naprawdę duży
problem. Najgorsze, że jest koniec roku,
i nie ma informacji. A najlepszą byłaby
ta, że zostaje „po staremu”. Przy no-
zadomowić się w speedwayu na dobre.
- Wielu z krajowej czołówki...
defektów, ale przede wszystkim także
- Innym, czyli...
gorzej. Nie wyobrażam sobie, aby miały
Jeżeli tak się stanie, to czeka nas plaga
- Nie myślałeś, przepraszam, masz
swoje lata, może lepiej skupić się
upadków.
- Mówi się, że podstawowym pro-
tylko na „tunerce”?
blemem młodych polskich zawodni-
sezonie jak ten miniony, że udało mi się
mechanice i nie znają się na moto-
giej lidze, to już w ogóle. Dopóki moje
- Rzeczywiście, podstawy silnika po-
- Jazda wciąż mnie cieszy. A po takim
wyniki będą dobre, będę jeździł. Żużel
spodzianek, a tę najważniejszą będzie
podporządkował. I spełnił swoje marze-
jemu. Na pewno się nie nudzę.
pewno nie będziemy chłopcami do
się utrzymamy, ale sprawimy wiele nie-
lepszych. Praktycznie całe życie temu
wych tłumikach silniki naprawdę pracują
wygrać klasyfikację indywidualną w dru-
bicia. Sądzę, że nie tylko bez problemu
wszystko, aby znaleźć się wśród naj-
moim zawodnikiem numer jeden. Po-
- Wiem, że są prowadzone rozmowy z
wieloma zawodnikami. Myślę, że na
Sylwester Komisarek (z prawej) w towarzystwie Rune Holty na jednym z charytatywnych balów Stali Gorzów na rzecz Hospicjum Świętego Kamila.
Fot. autor tekstu
cowało nam się bardzo dobrze. Inni
nie będę komentował. To nie jest
Jednak wtedy David wyjechał na
wczasy do Tajlandii i wówczas za-
dzieć złego słowa na trenera. Współpra-
bie. Przyznam, że nie biorę w ogóle pod
awansowała do pierwszej ligi. Z tą
krótko: warto mieć go w składzie, bę-
- Zdecydowanie tak. Nie mogę powie-
zawodnicy byli chyba też zadowoleni.
deczny przyjaciel szef Stali powiedział
umówieni byliśmy na 10 grudnia.
Ruteckiego. Czy dla ciebie to zasko-
- Pewne propozycje są, ale dla mnie
wiskowym w Daugavpils. Następnie
Władysław Komarnicki. - Mój ser-
- Nie przewiduję tego, chyba że sobie
tego zażyczy. Od sierpnia w jego teamie
- Zostaniesz w Orle na sezon 2011?
uwagę tego, że mogę jeździć gdzie in-
gdyż uczestniczyłem w zebraniu środo-
- Orzeł awansował, ale nieoczeki-
jest mój brat Grzegorz. Są też inni. Nie
dziądzanom prezes Stali Gorzów
Warto dodać, że Ruuda polecił gru-
radości.
dził na każde zawody?
wanie pozbył się trenera Zdzisława
liczy się Orzeł. Chcę zostać w tym klu-
przyznaje sternik GTŻ-u. - W pierw-
wiele nerwów, ale teraz ma powody do
cyklu Grand Prix. Będziesz z nim jeź-
- Po prostu lubię jeździć i wciąż spra-
wita do nas po świętach.
szym niestety nie udało się spotkać
cież żużel to sport. Stracił na pewno
ków jest to, że niewiele wiedzą o
cyklu....
winien znać każdy. Ale z drugiej strony
to moje życie. Kocham ten sport. Za-
młody zawodnik powinien mieć obok
ników
wiele
Najlepiej jak będzie to były zawodnik.
- Niewielu zapewne wie, że nie tylko
ci, których ojcowie w przeszłości ścigali
równo jazda jak i przygotowywanie silprzynosi
satysfakcji...
mi
bardzo
byłeś najlepszym jeźdźcem Orła, ale
czuwałeś nad sprzętem kolegów...
- Gdy ktoś miał jakiś problem, to sta-
rałem się go rozwiązać. Dzięki temu atmosfera w drużynie była naprawdę
świetna. Tworzyliśmy zgraną paczkę.
Wynik nie wziął się jednak znikąd. Nie
wszystko da się „wyjeździć” na torze.
Musi być jeszcze to „coś”.
- Janusz Kołodziej zadebiutuje w
siebie kogoś, kto go w to wprowadzi.
Nie przez przypadek sukcesy osiągają
się na żużlu. Inni, pozbawieni tego,
często są bezradni, choć talentu im nie
brakuje.
- Co będziesz robił w Sylwestra?
- Spędzę go w domu...
- Jesteś za stary na „balety”?
- Chyba nie! Nie wiem. Dawno nie tań-
czyłem. Być może czas to zmienić!
Rozmawiał:
MIŁOSZ LIPPKI
5
Kennett skupia się Kibice wskażą zasłużonych Artykuł dyskusyjny
Na ruchomych
tylko na Elite League
W minionym sezonie Edward Kennett
jeździł słabiej, choć chciał być skuteczniejszy.
Fot. Tomasz Rosochacki
Dla Edwarda Kennetta sezon 2010
nie był zbyt udany. Nie udało mu się
dostać do reprezentacji narodowej,
w polskiej lidze bardzo zawiódł kierownictwo GTŻ-u Grudziądz. Jedyny
sukces, jaki udało się osiągnąć Brytyjczykowi, to mistrzostwo Elite League z Coventry „Bees”.
- Miałem dobry sezon 2009 i nie powi-
nienem był robić tak wielkich zmian, ale
chciałem być lepszy. Jednak przyniosło to odwrotny skutek. Miałem problemy ze swoimi silnikami, co nie
dodało mi też pewności siebie. Musiało
upłynąć trochę czasu zanim wróciłem
do dobrej dyspozycji - mówi Edward
Kennett.
Jego angielski zespół jednak postanowił wycofać się z rozgrywek,
tym samym zawodnicy tego klubu
zostali postawieni w trudnej sytuacji.
- Czekamy co się wydarzy, my nic nie
możemy w tej sprawie zrobić.
Chciałbym jeździć dalej dla Coventry,
jednak jeśli nie będzie takiej możliwości
to będę musiał szukać sobie nowego
klubu. Moje KSM nie jest wygórowane,
dzięki czemu mogę znaleźć miejsce w
wielu drużynach - mówi 24-letni Brytyjczyk.
W nowym sezonie chce się skupić
na lidze brytyjskiej i gdy będzie formie, to wtedy poszuka klubów w innych ligach.
- Na początku sezonu nie planuję jeździć w ligach zagranicznych. Chcę zobaczyć w jakiej jestem formie. Jeśli
będę w gazie, to w połowie sezonu
chciałbym rozpocząć starty w Polsce.
Dlatego ostatnie wydarzenia mogą być
dla mnie niepokojące, ale wierzę, że to
wszystko dobrze się zakończy - dodał
Edward Kennett.
(joj)
W ubiegłym sezonie nie brakowało
głosów sprzeciwu ze strony weteranów toruńskiego żużla, że Unibax nie
zapewnia darmowych wejściówek
dla tych, którzy w przeszłości reprezentowali barwy miejscowej drużyny.
Przed świętami klub ogłosił więc, że
wspólnie z lokalną redakcją „Gazety
Wyborczej” organizuje swoisty plebiscyt
wśród kibiców, którzy mają wybrać dzie-
sięciu byłych żużlowców, startujących w
LPŻ, Stali, Apatorze, czy Unibaksie.
Dziesiątka, która otrzyma największą
liczbę głosów, dostanie W nagrodę
wejściówkę na cały sezon na mecze
toruńskiego zespołu. W pierwszych
dniach głosowania najwięcej kibiców
(blisko połowa) zdecydowało się
wskazać Wiesława Jagusia.
D.L.
Pod takim hasłem rozegrany zostanie w niedzielę, 9 stycznia, w Ostrowie Turniej Halowej Piłki Nożnej
Żużlowców i Mechaników. W zmaganiach weźmie ekipa żużlowców
„Speedway Stars”, a dochód z imprezy wesprze Wielką Orkiestrę
Świątecznej Pomocy.
W hali gimnazjum nr 4 przy ulicy Krotoszyńskiej zagra dziesięć drużyn sześć zespołów złożonych z mechaników, reprezentacja ŻKS Ostrovia,
drużyna żużlowców oraz dwie ekipy reprezentujące sponsorów imprezy - firmy
Alpodach oraz Auto Partner Mercedes
Garcarek z Ociąża.
- Rozpoczniemy od rywalizacji w pięciozespołowych grupach. Tam każdy
mecz potrwa 10 minut. Dwie najlepsze
ekipy z każdej grupy awansują do półfinałów. Od tej fazy mecze będą trwały
2x10 minut. Początek imprezy zaplanowaliśmy na godzinę 12.00. Zakończenie przewidziane jest około 19:00-19:30
- mówi Adam Jaziewicz, jeden ze
współorganizatorów turnieju.
Swój udział w zmaganiach potwierdziły ekipy mechaników z Ostrowa,
Bydgoszczy, Torunia, Zielonej Góry,
Leszna i Częstochowy. W drużynie
„Speedway Stars” zagrać mają m.in.:
Piotr Protasiewicz, Grzegorz Walasek,
Patryk Dudek, Grzegorz Zengota, Przemysław Pawlicki, Maciej Janowski.
- Prowadzimy także rozmowy z menedżerem Tomasza Golloba. Nie chodzi
o to, by mistrz świata zagrał w naszym
turnieju, ale by pojawił się w Ostrowie,
spotkał się z kibicami i rozdawał autografy - dodaje młodszy z braci Tajchertów.
Jak to bywało w latach poprzednich, impreza ma szczytny cel. - Co
roku organizujemy turnieje piłkarskie
mechaników oraz żużlowców. W tym
roku wypadło na Ostrów. Jesteśmy
prężną grupą mechaników żużlowych z
Ostrowa i działamy tak, by impreza wypadła jak najlepiej. Jeszcze walczymy o
sponsorów, by dopiąć budżet i jak najlepiej ugościć zawodników i mechaników. Warto podkreślić, że dochód z
turnieju zostanie przeznaczony na cele
charytatywne, bo gramy w tym samym
terminie co Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy - dodaje Przemysław Tajchert.
MACIEJ KMIECIK
Metanol w żyłach - pomoc w sercach
Wakacje w Ameryce
Rozmowa z Mariuszem Puszakowskim - zawodnikiem KMŻ Lublin
- Szybko zdecydowałeś się na
przedłużenie kontraktu z KMŻ Lublin
na sezon 2011. Co cię do tego
skłoniło?
- Atmosfera panująca w klubie i ludzie,
którzy tam pracują. Lublinianie wyciągnęli do mnie rękę przed sezonem
2010, bo wiadomo na jakim byłem dnie
sportowym. Miałem pewne oferty kontraktowe, ale nie było to wtedy nic konkretnego i właśnie oni dali mi w miarę
przyzwoite warunki. Na początku nie
była to żadna rewelacja, ale w trakcie
minionego sezonu było coraz lepiej.
KMŻ pomógł mi jeszcze sprzętowo, bo
zauważono, że dobrze sobie radzę. W
związku z tym, gdy tylko wróciłem z wakacji po sezonie, od razu przystałem na
przedłużenie umowy, nawet nie spotykaliśmy się już z działaczami, lecz
drogą
elektroniczną
zapięliśmy
wszystko na ostatni guzik.
- Czy miałeś propozycje z innych
klubów?
- Nie ukrywam, że GTŻ Grudziądz coś
tam mi proponował, a trener Zdzisław
Rutecki rozmawiał ze mną o Orle Łódź,
ale szczerze powiem, że zbyt długo nie
zastanawiałem się nad drugą ligą.
Stwierdziłem, że daje mi ona dużo więcej jazdy, prawie w każdym meczu pięć
lub sześć wyścigów, a to mnie satysfakcjonuje. Postanowiłem skusić się na
jeszcze jeden rok w drugiej lidze, żeby
zobaczyć co z tego wyjdzie, a jestem
też przekonany, że za rok awansujemy
z KMŻ do pierwszej ligi i jeszcze w niej
pojeżdżę.
- Podpisałeś jednak kontrakt jako
jeden z pierwszych zawodników i nie
wiesz na dobrą sprawę jakim KMŻ
będzie dysponował składem...
6
- Zgadza się. To co się dzieje wśród
polskich działaczy jest dziwne. Ustala
się jakieś reguły finansowe, a potem się
je łamie. Widać, że nie było sensu się
spieszyć, ale ja nie chciałem też zwlekać z umową. Regulamin finansowy był
w pewnym sensie postrachem, ale nie
do końca. Najpierw miał on od razu
obowiązywać, potem od pierwszego
grudnia, a skończyło się na tym, że
pewnie wcale nie będzie aktywny w tym
sezonie. Tym się nie kierowałem, bo
wiem, że jeżdżąc w Lublinie mam
dobre warunki. Wolę być w drugiej lidze
pierwszym lub drugim zawodnikiem
drużyny niż piątym w pierwszej lidze.
- Czy w lubelskim klubie poczułeś
wiatr w żaglach i sądzisz, że możesz
jeszcze coś osiągnąć w sporcie
żużlowym?
- Nie chciałbym wybiegać zbyt daleko
w przyszłość, bo cóż ja mogę w tym
żużlu osiągnąć? Na pewno jadąc na
każde zawody daję z siebie wszystko,
ale jestem tylko człowiekiem i raz wychodzi mi lepiej, a raz gorzej. Druga liga
nie jest już tą samą ligą co kiedyś,
można zapytać o to każdego zawodnika. Chłopacy mocno się dosprzętowili
i nie zdobywa się łatwych punktów. Niektórzy zawodnicy w drugiej lidze męczą
się strasznie, a w Anglii robią komplety.
Na moim przykładzie widać, że można
coś osiągnąć, bo przecież dostałem się
do półfinału IMP, a na zawodach w
Łodzi popełniłem błąd, bo miałem
szansę nawet na finał. Wystartowałem
też jesienią w zawodach jubileuszowych Piotr Śwista. Rozumiem, że koledzy przyjechali tam testować sprzęt, ale
w takiej stawce zająłem trzecie miejsce
za Jarosławem Hampelem i Rafałem
Okoniewskim w całkiem doborowej
stawce. Wydaje mi się, że psychika,
inny sposób myślenia i pewność siebie
- to są elementy, które odbudowałem w
drugiej lidze. Cieszę się po każdym wygranym wyścigu i jestem zadowolony z
ostatniego sezonu.
- Jesteś wychowankiem Apatora
Toruń i przeżyłeś już sportowo
Wiesława Jagusia, bo on zakończył
karierę. Zaskoczyła cię jego decyzja?
- Przyjaźnimy się dość blisko i wiedziałem o tym już w trakcie sezonu, że
Wiesław nosił się z tym zamiarem. On
przebąkiwał po prostu o tym, ale ostateczna decyzja mnie zaskoczyła, bo
znając jego charakter i podejście do
tego sportu liczyłem, że pojeździ dłużej.
Wiesław Jaguś mnie rozczarował, ale
szanuję jego decyzję, nadal się przyjaź-
Mariusz Puszakowski zimą musi odpocząć od żużla, by na wiosnę poczuć głód jazdy.
Fot. Adrian Skorupski
TYGODNIK ŻUŻLOWY
piaskach
Ani to żart, ani też poważna rzeczywistość. Z reformy wyszła antyreforma. Na każdym możliwym froncie
upiory reorganizacji straszą pomysłami i żenującym niezrozumieniem powagi sytuacji. Towarzystwo
decydujące o obliczu polskiego żużla
postawiło na chaos. Sztuka ratowania dyscypliny przeradza się w niepokojący dramat.
Najwidoczniej ciemna strona mocy
zawładnęła żużlowym światkiem. Od
Ekstraligi po drugą ligę. Nic tylko
ciemność. Co pomysł to ryzyko. Co decyzja to zdrada. Można mieć nieodparte
wrażenie, że rodzimy żużel wszedł na
ruchome piaski, które niestety nie prowadzą ku lepszej przyszłości.
KSM już był. Został wygwizdany i
schowany głęboko do szafy. Żeby już
nie straszył. A tu pojawia się nowa
wróżba. Tym razem KSM ma być lekiem na całe zło. Miał przynieść ograniczenia wydatków. Już wiemy, że nic
z tego.
Ważnym ogniwem najlepszej żużlowej ligi świata mają stać się krajowi
juniorzy. Ci sami, którzy jeszcze w
ubiegłym sezonie byli niemal niepotrzebni i często odgrywali rolę statystów. Teraz nagle mają wpływać na
nimy i do siebie dzwonimy oraz rozmawiamy o żużlu. Szkoda mi po prostu, że
tak doskonały zawodnik, były uczestnik
cyklu Grand Prix, a przede wszystkim
mój partner z treningów ogólnorozwojowych już nie uprawia żużla. Cóż, teraz
muszę trenować zimą razem z młodzieżowcami Unibaksu Toruń, ale też jest
przyjemnie.
- Czy zimą będziesz jeszcze wyjeżdżał do innych krajów, a może pościgasz się na lodzie?
- Lód mnie nie interesuje. To kiedyś
było zabawą, a w ostatnich latach stało
się niebezpieczne. Wiadomo, że
chłopacy przygotowują teraz na zawody
specjalne silniki, a ja pojechałem kiedyś
do Opola i „skasowałem” cały przód motocykla. Jeździłem za darmo, a przez
upadek straciłem około sześciu tysięcy
złotych. Teraz zimę spędzam już tylko
na treningach ogólnorozwojowych. Ćwiczę sześć razy w tygodniu.
- Spędziłeś, jak co roku, atrakcyjne
wakacje w USA. Co robiłeś w Ameryce?
- Chciałbym podziękować kolegom, a
zwłaszcza Tomaszowi Hampelowi, zawodnikowi, który ściga się w Kalifornii i
nie ma między nim i znanym nam Jarosławem Hampelem żadnego pokrewieństwa. W Costa Mesa ugościł mnie
bardzo miło. W USA byłem na torze,
także w Aubourn, gdzie w zawodach
ścigał się Tomasz Bajerski. Dostałem
propozycję startu w turnieju od Davida
Joinera, lecz zrezygnowałem. W tym
roku miałem dużo jazdy, a będąc w USA
całkowicie wyłączyłem się już z uprawiania sportu. Wiadomo, że takie zawody czasami różnie się kończą. Nie
chciałem nabawić się kontuzji i musiałem odmówić.
- Czy kiedyś wystartujesz w mistrzostwach Australii lub polecisz na
mecze rozgrywane w USA?
- Nie. Jestem takim zawodnikiem,
który ma inny charakter. Zimą muszę
odpocząć od żużla, bo wtedy na wiosnę
czuję głód jazdy. Siadam po prostu na
wyniki meczów. Ze skrajności w skrajność. W
tym przypadku ekstremizm nie był jednak konieczny.
No i jeszcze jeden jakże drażliwy problem.
Osiem czy dziesięć drużyn wystartuje w naj-
wyższej klasie rozgrywkowej w 2012 roku?
Swoje trzy grosze dokładali w tym temacie
„spółkowicze” z Ekstraligi, telewizja i szef PZM.
Niemal codziennie decyzja zmieniała swój cha-
rakter. Stanęło chyba na dziesięciu drużynach.
Choć zdecydowanie podkreśliłbym słowo chyba.
Największy zamęt wprowadziło jednak towa-
rzystwo z I i II ligi. To oni przygotowali regulamin
finansowy. Ten miał przedłużyć żywot klubów, a
przy okazji pognębić zawodników. Autorzy pomysłu piali z zachwytu. Żużlowcy rzucili się z kry-
tyką. Regulamin finansowy jednak nie funkcjonuje.
I już chyba nikomu nie zależy, aby wszedł w życie.
Po co, więc było tyle zamieszania? Zamiast
pisać regulaminy proponuję zachować umiar i
roztropność.
GKSŻ też ma „ciekawe” i niepotrzebne po-
mysły.
Choć
kalendarz
rozgrywek
prze-
pełniony jest do bólu. Pomimo faktu, że kibice
zapatrzeni są przede wszystkim na ligę. To i tak
Piotr Szymański chce, aby o tytule indywidualnego
mistrza Polski decydowały aż trzy turnieje. Wyklu-
czone, więc będą niespodzianki. Koronę zaś już
przed sezonem najlepiej będzie zanieść Tomaszowi Gollobowi.
Mam wrażenie, że polski żużel obiera angiel-
ski kierunek. KSM-y, sztuczne osłabianie
drużyn, status gościa. Te wynalazki ostatecz-
nie pogrążyły żużel na Wyspach. I pewnie po-
dobnie
będzie
w
Polsce.
Już
niedługo
Ekstraliga straci miano najlepszej żużlowej ligi
na świecie.
DAWID LEWANDOWSKI
motocyklu i bawię się jazdą, a gdy startuję non
stop, to nie mogę sobie znaleźć miejsca. Obecnie
ładuję akumulatory, jak to mówi trener Jan Ząbik,
a potem lepiej się z tym czuję na wiosnę, gdy bez
kontuzji rozpoczynam sezon.
- Robert Dados i Paweł Staszek, czyli wychowankowie Motoru Lublin, trafili kiedyś do klubu
z Grudziądza i przeprowadzili się tam na stałe,
a czy tobie spodobał się Lublin i pomyślisz o
przeprowadzce?
- Szczerze mówiąc, to miasto jest piękne, a starówka przypomina mi toruńską. Nie mam jednak
planów związanych z przeprowadzką. Mieszkam
z rodzicami i muszę opiekować się swoim domem
oraz gospodarstwem. Rok temu zastanawiałem
się nad wyjazdem na stałe do USA, a byłem wtedy
w kryzysie i też nie podjąłem takiej decyzji. Za
dużo spraw trzyma mnie w Polsce.
- Czyli jesteś skazany na dojazdy do Lublina?
- Tak, ale nie jest to problem. Jadę tam w piątki,
a jeżeli mamy zawody wyjazdowe, to trenuję na torach w Grudziądzu i Toruniu, za co dziękuję miejscowym działaczom.
- A Amerykę już skreśliłeś z planów?
- Nigdy nie można mówić nigdy, ale raczej moje
myśli skupiają się na Polsce. Jeżeli tylko będzie
mnie stać, to co roku polecę do USA na wakacje,
bo wizę mam ważną jeszcze przez siedem lat. Odwiedzam tam znajomych, mam ich z roku na rok
coraz więcej. Gdy lecę na wakacje, to o mało nie
pobiją się o mnie, gdyż każdy chce, abym był u
niego chociaż przed dwa, trzy dni. Podróżowanie
po USA nie jest kłopotliwe, bo siedemset kilometrów przejeżdża się tam w siedem godzin. Teraz
byłem nad samym oceanem, w Los Angeles i w
skateparku. Zabawa na kolejkach górskich i adrenalina, która tam się wydziela są nieporównywalne
do żużla. Po takim czymś nie miałbym żadnych
obaw przed meczem. Polubiłem Amerykę, bo zawsze wyrywam się tam z ponurej pogody w Polsce. W listopadzie jest tam około trzydziestu
stopni. Zazwyczaj przebywam w USA trzy, cztery
tygodnie. Naładowuję się tam słońcem i wracam
opalony, z chęcią do życia. Korzystając z okazji
pozdrawiam wszystkich sponsorów, którzy wspierali mnie w sezonie 2010, a także kibiców w całej
Polsce.
Rozmawiał:
PRZEMYSŁAW SZYMKOWIAK
Piłka po stronie Unii Leszno
Rozmowa z Władysławem Komarnickim - prezesem Stali Gorzów
- Czy Stal Gorzów jest jeszcze zainteresowana pozyskaniem braci Pawlickich?
- Dla mnie sprawa wydaje się oczywista. Właścicielem, nazwijmy to karty zawodniczej, jest Unia
Leszno. W związku z tym, że zarząd tego klubu
podjął suwerenną decyzję, dla mnie jasnym jest,
że nie ma innego stanu jak pogodzenie się z tym,
że bracia Pawliccy są zawodnikami Unii Leszno.
- Ale bracia i ich ojciec nie mogą porozumieć
się ze swoim klubem...
- To taka subtelność, o której nie chciałbym się
wypowiadać. Nie wiem co jest tego powodem.
Bardzo mi szkoda, że Przemysław Pawlicki nie będzie u mnie jeździł. Nie ukrywam, że on tego
chciał, bo mógłby ścigać się u boku mistrza świata.
- Zapytania do Leszna w sprawie braci złożyły
kluby z Bydgoszczy i Gdańska. Prezes Józef
Dworakowski zapowiedział, że może wypożyczyć ich do pierwszej ligi, czyli w zasadzie
temat Stali Gorzów od początku nie istniał...
- Ja też tak to zrozumiałem. Moim zdaniem ta decyzja była nieodwołalna, gdy prezes Dworakowski
powiedział o tym na posiedzeniu Ekstraligi i potem
publicznie kilka razy. Od samego początku rozmawiałem z prezesami Dworakowskim i mecenasem Ślotałą o tym, że ewentualnie Przemysław
Pawlicki zostanie w Stali Gorzów, a Piotr w Unii
Leszno. Innych klubów ekstraligowych nie rozpatrywałem. Ale, jak powiedziałem, to już kwestia Unii
Leszno.
- Dlaczego drugi rok z rzędu toczy się sprawa
Pawlickich i tak trudno ją rozwiązać?
- Przemysław Pawlicki na pewno jest zawodnikiem, który powinien jeździć w Ekstralidze. To
żużlowiec kompletny i ładnie się rozjeździł w Stali
Gorzów. Decyzje, które zapadają w zarządzie Unii
Leszno nie mogą być przeze mnie komentowane.
Moje trzymiesięczne zabiegi o zawodnika skończyły się jak się skończyły. Podejrzewam, że teraz
iskrzy na linii Pawliccy z ojcem na czele a Józef
Dworakowski. Mnie nie wypada tego komentować.
- Co pan teraz zamierza?
- Czekam, jeżeli zarząd Unii Leszno zmieni zdanie, to jestem na tyle wiarygodnym partnerem, że
zarząd Unii może ze mną wrócić do stołu rozmów
o każdej porze dnia.
- To znaczy, że żadnych kwot odstępnego za
wypożyczenie nie ustaliliście?
- Były tylko rozmowy wstępne pod tytułem: wola
obu stron, ale to się wszystko zmieniło.
- Sugerowano, że jesteście w Gorzowie
uparci i wyślecie do Leszna prezydenta Tadeusza Jędrzejczaka, aby przekonał Unię...
- To była irracjonalna plotka, kaczka dziennikarska. Prezydent nie zajmuje się takimi sprawami.
- Podpisał pan kontrakty z Nielsen Krystianem Iversenem i Hansem Andersenem. Ten
pierwszy nie chciał walczyć o miejsce w składzie Falubazu Zielona Góra z Grzegorzem Zengotą, a w Stali ma być w takim samym
położeniu - rywalizować o skład z Gapińskim,
Zagarem i Andersenem?
- Jeżeli wierzyć w słowa, a nie mam powodów,
żeby nie wierzyć, to Iversen skwapliwie skorzystał z naszej propozycji, bo w Stali jeździć ma trzy
czwarte duńskiej drużyny narodowej. Andersen,
Pedersen i Iversen doskonale się dogadają w Gorzowie.
- Jak pan przyjął wybór Tomasza Golloba na
Osobowość Roku 2010 w FIM?
Prezes Władysław Komarnicki nie zamierza komentować tego, co dzieje się między teamem Pawlickich a Unią Leszno.
Fot. Rafał Paszek
- Polski żużel, a szczególnie PZM, powinien zrobić wszystko, aby czerpać z tego korzyści przez
lata, bo taka sytuacja nigdy się już nie powtórzy.
Jeśli zaniedbamy coś, to inne pokolenia będą na
nas wściekłe. Nie oszukujmy się, nie mamy w
sportach indywidualnych takich sukcesów. To, że
Gollob został twarzą dyscyplin motorowych na
świecie jest ewenementem w skali świata. Sporty
motocyklowe są za Formułą 1, a nasz Gollob jest
pierwszy. Pokolenia nas znienawidzą, gdy tego
nie wykorzystamy.
- Grzegorz Ślak, przyjaciel Tomasza Golloba,
proponuje, aby powołać Superligę Żużlową,
czyli coś na wzór Ligi Mistrzów w piłce nożnej.
Czy to może być strzał w dziesiątkę w kwestii
promocji żużla?
- Nie chcę się w tym względzie wypowiadać, bo
za małą mam wiedzę. Można dywagować, ale
Bóg wie jakby to wyszło. Do tego problemu powinni zabrać się ludzie o wysokim anturażu i oddaniu sportowi oraz menedżerowie.
- W zeszłym sezonie mówił pan, że Oskar
Atrakcje na siłę
Zapytam wprost. Po co polskim kibicom trzy finały indywidualnych mistrzostw Polski? Ani to wielce
wyjątkowe, ani też spektakularne. I co najważniejsze
jedna seria Grand Prix w zupełności wystarczy i jest
dostatecznie nużąca.
Prawda jest taka, że polskich kibiców interesuje przede
wszystkim liga. Inne turnieje już nie są specjalną atrakcją
dla kibiców. W ostatnich latach finały indywidualnych
mistrzostw Polski nie gromadziły na trybunach kompletu widzów. A przecież finał był tylko jeden. Niepowtarzalny. Trzy turnieje siłą rzeczy rozbijają emocje.
Mniejsze emocje, mniej kibiców. Z zainteresowaniem
może być jeszcze gorzej, jeśli szybko wykreują się faworyci. O co w przypadku rodzimego żużla nie jest trudno.
A co z niespodziankami? Piękny był sukces Adama
Gollob uzyska licencję żużlową w barwach
Stali Gorzów. Dlaczego nie przystąpił do jesiennego egzaminu?
- On jest prowadzony w sposób bardzo rozumny.
Ojciec i wujek bardzo ładnie i powoli wprowadzają
go w świat żużla. Gdy uznają, że nastąpił odpowiedni moment, to Oskar będzie żużlowcem.
Może tak się stanie, że wujek – Tomasz Gollob będzie odchodził, a bratanek przyjdzie na jego
miejsce.
- W Bydgoszczy zmienił się prezydent. Rafał
Bruski jeszcze przed wyborami obiecał bydgoszczanom, że zrobi wszystko, aby Tomasz
Gollob wrócił do Polonii po wypełnieniu kontraktu ze Stalą...
- Nauczyłem się jednej rzeczy: retoryka przedwyborcza to tak jakby próbować złapać w powietrzu babie lato. Podchodzę do tego bez emocji.
- Czy uważa pan, że Władysław Gollob powinien zostać prezesem Polonii Bydgoszcz?
- Na miejscu pana Władysława głęboko bym się
nad tym zastanowił.
- Biorąc pod uwagę wiek?
- Nie. Można się przecież otoczyć ludźmi
młodymi i wiele osiągnąć. Dzisiaj bycie prezesem
to wyzwania. Trzeba włożyć w to mnóstwo pracy.
Jeśli ktoś chce pracować ciężko, to musi się na to
nastawić. Gdybym miał dzisiejszą wiedzę dziesięć
lat temu, to głęboko bym się zastanowił nad podejmowaniem się funkcji prezesa Stali.
- Czy odetchnął pan z ulgą po tym, gdy
Włókniarz Częstochowa i Betard WTS Wrocław
zaczęły kompletować składy na nowy sezon i
nie będą raczej chłopcami do bicia?
- Bardzo się z tego ucieszyłem. Bałem się
słabych drużyn w Ekstralidze, bo mogły one powodować wyniki w stylu 60:30. Zabrałoby to innym
pieniądze, bo jednak większość z nich wynika z
punktówek.
- Czy Ekstraliga 2011 będzie ciekawa?
- Głęboko w to wierzę, a jeśli Marek Cieślak trafi
do Częstochowy, to będzie naprawdę wyrównana.
- A jeśli będzie w Falubazie?
- Tam mają tak napakowany zespół, że może go
poprowadzić nawet Robert Dowhan (śmiech).
- Czy Tomasz Gollob wygra plebiscyt „Przeglądu Sportowego” na najpopularniejszego
sportowca 2010 roku?
- Liczę na to. Byłby to skandal, gdyby tak się nie
stało.
- Zadecydują jednak głosy kibiców różnych
dyscyplin sportu...
- Dlatego proszę kibiców żużla o każdy głos.
Człowiek, który wygrał plebiscyt FIM na świecie,
musi też wygrać w Polsce.
- A co z Justyną Kowalczyk?
- Ona jest mistrzynią olimpijską, a po drugie
teraz znajduje się na topie w telewizji. Liczę jednak, że wygra Tomasz Gollob.
Rozmawiał:
PRZEMYSŁAW SZYMKOWIAK
Skórnickiego na torze w Lesznie. Miał swój
wyjątkowy charakter. Właśnie ze względu na nieprzewidywalne rozstrzygnięcia kochamy sport. Proponowane trzy turnieje zapewne wyeliminują
niespodzianki. Historia Skórnickiego pewnie już
się nie powtórzy.
Jest również bardziej praktyczny powód, dla
którego seria turniejów o indywidualne mistrzostwo Polski nie ma racji bytu. Brak miejsca w kalendarzu. Już w tym roku sytuacja z brakiem
wolnych dat przyprawiała o ból głowy. Kalendarz nie
jest z gumy.
Trzy turnieje w identycznej obsadzie i z zawodnikami, na co dzień startującymi w lidze nie
są wyjątkową ofertą. To już może być przesyt dla
kibiców. A przy mizernym zainteresowaniu
ranga finału drastycznie spadnie.
TYGODNIK ŻUŻLOWY
DAWID LEWANDOWSKI
7
Błyskawiczna decyzja
- Czeka cię trudne zadanie, bo nie unikniesz
porównań z Markiem Cieślakiem.
- Nie chcę być do nikogo porównywany. Cieślak
to prawdziwa ikona polskiego żużla. On ma
ogromne osiągnięcia. Ja chciałbym czerpać z doświadczeń znanych trenerów, ale mam też własne
pomysły i idee, które zamierzam realizować.
Pierwsze rozmowy z panią Krysią Kloc oraz z zawodnikami na ten temat już były i jeśli zostałem zaangażowany, to myślę, że moje pomysły się
spodobały. Nie jestem jednak magiem i nie wiem
wszystkiego, dlatego na pewno będę czasem
dzwonił, czy to do Marka, czy do Janka Ząbika, bo
warto zawsze o niektóre rzeczy pytać i myślę, że
pomocy mi nie odmówią. Współpracowałem też
przecież z trenerem Nieścierukiem, od którego
można się było wiele nauczyć.
- Jesteś na stopie koleżeńskiej z niektórymi
zawodnikami, co może okazać się trudne w
prowadzeniu zespołu...
- Koledzy kolegami, a praca pracą. Wiem, za co
będę w klubie rozliczany i na pewno będę umiał
zmobilizować zawodników do ciężkiego treningu.
Umiem te sprawy oddzielić od siebie. Będę chciał
unikać błędów. A czy będę miał autorytet u zawodników? Na niego trzeba sobie zapracować, a
ja jestem dopiero na początku tej drogi.
- Nie miałeś wpływu na budowę składu
drużyny...
- To nic nie szkodzi. Ważne jest dla mnie, że
Marek Cieślak zaakceptował kandydatów. Mamy
zawodników może bez wielkich nazwisk, ale za to
takich, którzy potrafią walczyć na torze. Wierzę, że
pokażą na co ich stać, że zostawią serce na torze
i poradzimy sobie. Zresztą jak przeanalizowałem
to wszystko, nie powinno być tak źle, jak nam
większość wróży. Regulamin jest naszym sprzymierzeńcem. Ponieważ nikt bezpośrednio nie
spada, można jeździć bez presji. Na pewno będzie
nam potrzebne trochę czasu, by się to wszystko
dopracowało, bo to będzie zupełnie nowa drużyna.
Wyrozumiałość kibiców też nam się przyda. Z nimi
chcielibyśmy się spotykać po meczach, by podyskutować o pojedynku i o tym, co będzie dalej.
Ostatnio we Wrocławiu odbyło się spotkanie kibiców i widać było, że zainteresowanie żużlem w
mieście jest duże, bo w sali zabrakło miejsc. To
dobry prognostyk na przyszłość. Chcielibyśmy, by
na trybunach znowu zasiadało ich dużo więcej,
niż bywało to ostatnio.
- Tomek Jędrzejak i Adam Shields, to jednak
już nie pierwszoplanowe gwiazdy.
- Mówią, że Tomek ma świetny sezon co trzy
lata. Ja liczę, że to będzie teraz! Zresztą podobno
na treningach we Wrocławiu lał w tym roku
wszystkich. A Australijczyk to doświadczony zawodnik i jeśli tylko dopasuje sprzęt do naszego
toru, może być bardzo wartościowym nabytkiem.
Mam nadzieję, że będziemy zaskoczeniem dla
niejednego faworyta. Myślę, że szybko wejdziemy
na tor, żeby wszystko dograć. Teraz zawodnicy
przejdą badania wydolnościowe, później ciężka
praca u Tomasza Skrzypka, by kondycja dopisała,
oraz obóz w Cetniewie.
- Żaden z zawodników chyba nie będzie
chciał pełnić roli strażaka?
- Mogę obiecać, że u mnie nie będą jeździły nazwiska, ale zawodnicy prezentujący najwyższą
formę!
- Jest też nieopierzony Patryk Malitowski,
który nie ma ligowego doświadczenia.
- Będziemy nad nim bardzo mocno pracowali z
Heniem Jaskiem. On musi jeździć jak najwięcej,
bo tylko tak stanie się wartościowym zawodnikiem. Mamy kilku młodzieżowców, a w przyszłości
chcemy zainwestować w szkolenie. Moim dodatkowym marzeniem jest zbudowanie silnej ekipy z
wrocławskich wychowanków. Rozmawiałem już
na ten temat z panią Krysią Kloc i jest nadzieja, że
pójdziemy właśnie tą drogą. Liczymy, że miasto
nam w tym pomyśle pomoże i w Polsce pojawi się
kilka utalentowanych rodzynków, wywodzących
się z Wrocławia.
- Kolejny problem, to Maciek Janowski. W
meczu będzie miał zagwarantowane tylko trzy
starty, a takiego asa nie można trzymać na
ławce...
- To wszystko jest do obgadania. Na razie nie
było na to czasu, bo to działo się tak szybko. Dla
mnie jest oczywiste, że Maciek będzie musiał jeździć, bo to nasza wrocławska, ale i krajowa,
wielka nadzieja. Będziemy go umieszczać w
składzie, żeby jeździł. Na razie mamy jeszcze
czas na analizy.
Rozmawiał:
DARIUSZ JÓZEFCZAK
Na nowy sezon 2011 Stal Gorzów przygotowała dla najwierniejszych kibiców kilka niespodzianek. Ceny karnetów na zawody DMP
zostały ustalone na niemal niezmienionym poziomie w porównaniu do roku 2010. Nabycie
karnetu jest ściśle powiązane z rozgrywanymi
w nadchodzącym sezonie w Gorzowie zawodami międzynarodowymi, finałem DPŚ oraz
Grand Prix Polski.
Posiadacz karnetu oraz karnetu Prestige z sezonu 2010 ma możliwość utrzymania „swojego”
miejsca na stadionie na sezon 2011 oraz zakupu
po najniższej cenie biletów na DPŚ i GP. Dodatkowo na wszystkie zawody juniorskie, sparingi
oraz baraż DPŚ wstęp jest bezpłatny. Nowa
akcja marketingowa klubu – Life Stal bezpośrednio odwołuje się do wartości jaką jest lojalność: kibice poczują się w ten sposób
nagrodzeni za swą dotychczasową lojalność w
stosunku do żółto-niebieskich barw.
Ceny karnetów na zawody DMP na sezon
2011:
Trybuna wysoka: normalny – 400 PLN, ulgowy –
300 PLN.
Trybuna niska: normalny – 300 PLN, ulgowy –
220 PLN.
Karnet Prestige – 1000 PLN (obejmuje możliwość wejścia do parku maszyn).
Karnet VIP – 2500 PLN (obejmuje wejścia do
parku maszyn oraz catering).
Termin rozpoczęcia sprzedaży karnetów zostanie podany do wiadomości już niebawem.
Cena obejmuje wstęp na wszystkie mecze DMP
rozgrywane w Gorzowie, zawody juniorskie, baraż
DPŚ oraz sparingi.
Uwaga Nowość! Począwszy od 3 kwietnia będzie istniała możliwość nabycia biletów na
każdy mecz rundy zasadniczej o DMP.
Ceny na DPŚ – 16.07.2011 (z wyłączeniem trybuny głównej – sektory 18-21): na zawody bez
podziału na trybuny, sprzedaż od 26.04:
120 PLN normalny (100 ulgowy) 26.04 do 22.05
100 normalny (80) od 23.05 do 12.06
75 normalny (60) od 13.06 do 26.06
55 normalny (45) od 27.06 do 15.07
75 normalny (60). Bilety VIP – 400 PLN (sektory
19-21) – z cateringiem.
Posiadacze karnetów i karnetów Prestige na
sezon 2011 mogą kupić „swoje” miejsca po
najniższej cenie. Termin zakupu biletów w cenie
55 PLN normalny (45 ulgowy) dla posiadaczy karnetów od 11.04 do 24.04.
Ceny na baraż DPŚ – 14.07.2011 (bez podziału
na trybuny): normalny - 20 PLN, ulgowy - 15 PLN.
Bilety VIP – 200 PLN (sektory 19-21) z cateringiem.
Wstęp dla posiadaczy karnetów gratis.
Ceny na GP w Gorzowie – 8.10.2011
200 PLN (26.04 – 12.06), 180 (13.06 – 24.07),
150 (25.07 – 4.09), 125 (5.09 – 25.09), 100 (26.09
– 7.10), 125 w dniu meczu (8 października).
Posiadacze karnetów i karnetów Prestige na
sezon 2011 od początku nabywają bilety po
100 PLN. Termin zakupu biletów w najniższej
cenie dla posiadaczy karnetów od 11 kwietnia
do 24 kwietnia.
GP – bilety: VIP - 600 PLN, BSC - 300 PLN (dla
członków Business Speedway Club oraz posiadaczy karnetów VIP).
SWC – bilety: VIP - 400 PLN, BSC - 200 PLN
(dla członków Business Speedway Club oraz posiadaczy karnetów BSC).
BARAŻ SWC – bilety: VIP - 200 PLN, BSC –
GRATIS (dla członków Business Speedway Club
oraz posiadaczy karnetów BSC).
Wejście na bilety ulgowe przysługuje
wyłącznie młodzieży uczącej się, studentom
do 25 roku życia, kobietom, rencistom i emerytom za okazaniem dokumentu uprawniającego do zniżki.
Dzieci do lat 7 – wstęp bezpłatny (bez rezerwacji miejsca).
DANIEL SICZYŃSKI
rzecznik prasowy Stali Gorzów
Rozmowa z Piotrem Baronem - nowym trenerem WTS-u Wrocław
To była prawdziwa mikołajkowa niespodzianka. Marka Cieślaka w prowadzeniu wrocławskich żużlowców zastąpi najmłodszy trener w Ekstralidze, który dopiero na początku przyszłego roku może zdobyć odpowiednie uprawnienia. Czy Piotr Baron poradzi sobie z
arcytrudnym zadaniem, w sytuacji, gdy WTS jest zmuszony wdrożyć plan oszczędnościowy?
Przed laty wspólnie z Darkiem Śledziem tworzyli superparę Sparty Wrocław, która miała
ogromny wkład w trzy tytuły mistrzowskie wrocławskich żużlowców. Teraz Baron może zapisać kolejną wartościową kartę w historii klubu.
- Wracasz do Wrocławia niczym diabeł z pudełka! Po odejściu Marka Cieślaka na giełdzie
rozpatrywano inne kandydatury.
- Dla mnie propozycja ze strony WTS-u też była
niespodziewana. Od września mieszkam we
Wrocławiu, w dodatku od dawna nosiłem się z zamiarem uzyskania uprawnień instruktorskich,
więc gdy otrzymałem propozycję, zdecydowałem
się natychmiast! Bardzo się z tego cieszę, bo we
Wrocławiu tak naprawdę się wychowałem i
ukształtowałem jako zawodnik. I zawsze byłem tu
miło przyjmowany przez kibiców.
- Te papiery to teraz chyba najpilniejsza
sprawa?
- Jestem na etapie kompletowania dokumentów.
Niektóre z nich już złożyłem w PZM, więc sprawa
ruszyła z miejsca. Kurs zaczyna się w lutym i mam
nadzieję, że w marcu ukończę go z pozytywnym
wynikiem. Tak, że do rozpoczęcia sezonu
wszystko powinno być już zamknięte.
- Podążasz śladem Darka Śledzia. Wcześniej
w nim upatrywano następcy Marka Cieślaka...
- Nic straconego, bo na razie nie wiadomo, jak
mi pójdzie (śmiech). Darek świetnie się sprawdza
w nowej roli, ostatnio wprowadził Marmę do Ekstraligi. Od jedenastego roku życia jestem związany
mocno ze sportem, więc trochę doświadczenia w
tym wszystkim mam. Teraz nie jestem już zawodnikiem, ale mogę nadal realizować się w speedwayu. I bardzo mnie to cieszy.
- Świetnie się realizowałeś jako telewizyjny
komentator meczów żużlowych.
- Bardzo się cieszę, że jest taka opinia o mojej
współpracy z TV. Jak ktoś kocha ten sport, to łatwo
się o tym mówi. Teraz inni będą mogli się wykazać. Lubiłem to zajęcie i miałem z niego sporo satysfakcji, jednak teraz muszę się z tym rozstać, tak
Z O POL A
Trzon utrzymany...
Trwa kompletowanie kadry w Kolejarzu.
Przedłużono kontrakty z: Adamem Czechowiczem, Rickym Klingiem i Michałem Mitko oraz pozyskano Rafała Flegera. Pierwszy jeździec jest
związany z drużyną już ponad dekadę. W poprzednim sezonie powrócił - po groźnej chorobie
- w połowie rozgrywek, wystartował w czterech
spotkaniach i uzyskał średnią biegową 2,38 pkt.
Ricky Kling i Michał Mitko przybyli z Rybnika.
Obaj jeźdźcy udowodnili, że są solidnymi punktami zespołu i każdy z nich może okazać się liderem. Natomiast dla Rafała Flegera będzie to
powrót do Kolejarza. Rybnicki wychowanek
startował już w Opolu w 2008 jako junior. Nadchodzący sezon będzie dla niego pierwszym w
roli seniora.
W niedzielę, 19 grudnia, opolscy włodarze
poinformowali o kolejnych kontraktach. Kadrę
zespołu uzupełni Ben Barker, który przywdziewał plastron Kolejarza w minionym sezonie. Anglik charakteryzował się walecznością
na torze i szybko podbił serca miejscowych kibiców. Pod koniec rozgrywek na linii zawodnik-klub
zaczęły się tarcia i nieporozumienia. Ostatecznie
zawodnik nie wystartował w ważnych spotkaniach w Lublinie i Ostrowie oraz przeciwko Orłowi
w Opolu.
- Były między nami różnice zdań. Ben to młody
chłopak i waleczny zawodnik lubiany przez
fanów. Zarówno on jak i my przemyśleliśmy parę
spraw. Mam nadzieję, że będzie pewnym punktem zespołu - mówił prezes Kolejarza Jerzy
Drozd.
Nowi zawodnicy
Kolejnym jeźdźcem, który zasili drużynę prowadzoną przez Andrzeja Maroszka, jest Travis
McGowan. Australijczyk reprezentował barwy
ekstraligowego klubu z Leszna i Wrocławia. For-
8
Piotr Baron dobrze sprawdzał się w roli telewizyjnego komentatora. Jak poradzi sobie jako trener?
Fot. Michał Szmyd (PhotoPress)
samo z prowadzeniem sprzedaży akcesoriów motocyklowych. Chcę się w stu procentach poświęcić
pracy trenerskiej. To nowe wyzwanie mnie teraz w
pełni pochłania. Wielu zawodników marzy, by po
zakończeniu kariery zawodniczej, zostać cenionym trenerem. Ja realizuję teraz to marzenie. Jestem ciekawy, jak mi się powiedzie w nowej roli.
mację juniorską uzupełni Justin Sedgmen.
Jeździec z Antypodów miał już możliwość startów
w polskiej lidze, gdyż w minionym sezonie reprezentował barwy Speedway Miskolc.
- Cieszymy się z tych kontraktów. Justin jest
dobrze zapowiadającym się juniorem i chciałbym,
aby zdobywał dużo punktów - powiedział prezes
Drozd.
To nie koniec wzmocnień
- W drodze są również umowy Jana Holuba i
Igora Kononowa. Są to zawodnicy, którzy reprezentowali już nasz klub i z chęcią widzimy ich
dalej w naszym zespole. Zamierzamy rozmawiać
z Łukaszem Bojarskim, startującym w zeszłym
sezonie głównie w imprezach juniorskich. Natomiast Łukasz Piecha zostaje w Rybniku. Jeżeli
chodzi o Christiana Ago, to wysłaliśmy do niego
propozycję kontraktu i czekamy na odpowiedź.
Nie ukrywamy, że są zawodnicy, którzy sami
zgłaszają się do nas, na przykład Tomasz Rempała. Niewykluczone, że jeszcze ktoś dołączy do
kadry - poinformował prezes klubu.
Inauguracja na wyjeździe?
- Chcielibyśmy i czynimy w tym względzie starania, by inauguracja sezonu w Opolu wypadła w
Wielkanocny Poniedziałek - mówi prezes Kolejarza. - Jesteśmy nawet w stanie pierwszą kolejkę
odjechać w dalekim Równem na Ukrainie, byleby
tylko GKSŻ przyznała nam ligę na święta. Ponadto zabiegać będziemy o organizację półfinału
krajowych eliminacji indywidualnych mistrzostw
świata juniorów oraz półfinału indywidualnych
mistrzostw Polski. Poza tym chcielibyśmy, aby
turniej Mistrz Świata Jerzy Szczakiel zaprasza
odbył się na początku sezonu.
Aktualny skład Kolejarza Opole:
Ben Barker (W. Brytania), Adam Czechowicz,
Rafał Fleger, Ricky Kling (Szwecja), Travis McGowan (Australia), Michał Mitko, Piotr Czerwiński,
Kamil Lisoń, Justin Sedgmen (Australia).
ŁUKASZ JAŻDŻEWSKI
Stalowe karnety w Gorzowie
TYGODNIK ŻUŻLOWY
SPONSOR
STRATEGICZNY
ZAWODÓW
T u r n i e j w G ni e ź ni e - z apr a sz am y !
Już w niedzielę, 2.01.2011 roku na
gnieźnieńskim jeziorze Winiary (potocznie zwanym Łazienki) odbędzie
się międzynarodowy turniej towarzy-
ski w wyścigach motocyklowych na
lodzie o puchar prezydenta Miasta
Gniezna. Początek planowany jest na
13.00. Będzie to pierwsza po czterdziestoletniej przerwie oficjalna impreza
w
lodowej
odmianie
speedwaya rozegrana w Polsce na
torze naturalnym!
Pierwotnie turniej planowano rozegrać
na terenie żwirowni Krawczyk w Cielimowie k. Gniezna. Ze względu na problemy z uzyskaniem odpowiedniej
grubości tafli lodowej, Paweł Ruszkiewicz i Bronisław Hahn zdecydowali się
poszukać alternatywnej lokalizacji. Z
pomocą pospieszył Urząd Miasta
Gniezna oraz Gnieźnieński Ośrodek
Zaraz po zakończeniu konferencji
prasowej w Sanoku doszło do spotkania grupy roboczej ds. wyścigów
motocyklowych na lodzie działającej
przy Polskim Związku Motorowym.
Głównym tematem był zakres przygotowań ICE Racing Team Polska do
sezonu 2010/2011. Grupa została
oraz w dalszym ciągu rzecznika ICE
Racing Team Polska. Jednogłośną decyzją do grupy roboczej dołączono
także Tomasza Dańczyszyna, który będzie odpowiedzialny za przygotowanie
tafli lodowej na sanockie zawody.
Kolejne spotkanie grupy roboczej odbędzie się 20.01.2011 r. w Sanoku,
Sportu i Rekreacji, który zaproponował
rozegranie turnieju na gnieźnieńskich
Łazienkach.
W zawodach udział wezmą najlepsi
zawodnicy z Polski, Czech, Szwajcarii, Niemiec oraz Holandii. Z polskich
zawodników na pewno zobaczymy
Grzegorza Knappa, Mirosława Daniszewskiego oraz Piotra Hejnowskiego.
Ten pierwszy będzie należał do największych gwiazd turnieju obok Niemca, Stefana Pletschachera oraz
Czecha, Andrieja Divisa.
Wejście dla kibiców od ul. Orchowskiej (przejście pod Trasą Zjazdu
Gnieźnieńskiego) otwarte zostanie o
godzinie 11.00. Prezentacja zawodni-
ków o godzinie 13.00. Wyjazd do
pierwszego wyścigu o 13.15. Bilety
kosztować będą 10 zł (dzieci do lat 6
wchodzą za darmo). Będzie można
również nabyć okolicznościowy program w cenie 5 zł. O 20.00 w Piwiarni
Warki przy ul. Roosevelta odbędzie
się ICE Racing after-party.
Obecnie (22.12.2010) grubość tafli lodowej spełnia wymogi regulaminowe.
Organizatorzy apelują o ciągłe monitorowanie
strony
internetowej
www.iceracing.pl, na której będą na
bieżąco publikowane informacje na
temat organizacji zawodów. Być
może tydzień wcześniej odbędzie się
trening polskich zawodników. Prognozy
pogody są optymistyczne.
ICE Racing Team Polska
SPONSORZY
GENERALNI KADRY
Jankowski i Dańczyszyn Zgrupowanie w Szwecji
w grupie ds. wyścigów
zaliczone na piątkę
na lodzie
Paweł Strugała zakończył pierwszy
etap przygotowań do sezonu lodowego 2010/2011. Przebywał na trzydniowym zgrupowaniu w Szwecji,
gdzie na zamarzniętych jeziorach trenował razem z grupą skandynawskich zawodników w Funasdalen.
Jak podkreśla promotor zawodnika,
Arek Kucharski treningi były doskonałą
okazją do testów sprzętu. Paweł Strugała będzie w zbliżającym się sezonie startował z licencją szwajcarską.
Temperatura spadła nawet do minus
30 stopni i Pawłowi zamarzła w pewnym momencie linka gazu, w wyniku
czego zaliczył upadek. Mimo to nowy
motocykl spisywał się na piątkę i
możemy być zadowoleni z dopasowania sprzętu - mówi Arek Kucharski,
opiekun Kucki-Motos Team. Paweł
Strugała na zgrupowaniu przebywał
razem z mechanikiem. Richi Czech
przez wszystkie dni treningu opiekował
się sprzętem Pawła.
Rozegrano (11.12) miniturniej. Zawodników podzielono na dwie grupy.
Paweł wygrał wszystkie swoje biegi
w słabszej grupie i awansował do
grupy silniejszej. - Ze względu na kilka
groźnie wyglądających upadków zawodnicy przerwali turniej i później jeździli już tylko treningowo. Organizacja
zgrupowania była jednak bardzo dobra
i jesteśmy bardzo zadowoleni z pierwszych jazd w tym roku - dodaje Arek
Kucharski.
Paweł Strugała zaprezentuje się
przed polską publicznością w zawodach w Cielimowie k. Gniezna, Poznaniu oraz w Sanok Cup.
PARTNERZY
ICE Racing Team Polska
Wojciech Jankowski został jednym z nowych członków grupy roboczej do spraw wy-
ścigów motocyklowych na lodzie działającej przy Polskim z Związku Motorowym.
także rozszerzona o dwóch nowych
członków: Wojciecha Jankowskiego
oraz Tomasza Dańczyszyna.
W spotkaniu udział wzięli: Andrzej
Grodzki, Włodzimierz Kowalski, Paweł
Ruszkiewicz, Damian Delekta oraz
nowy członek grupy, Wojciech Jankowski. Będzie on pełnił po raz drugi z
rzędu funkcję rzecznika zawodów
przed rundą eliminacyjną do Indywidualnych Mistrzostw Świata. Wcześniej
kierownictwo kadry: Paweł Ruszkiewicz i Wojciech Jankowski, dokona
wyboru
zawodników
reprezentujących Polskę w sanockiej eliminacji.
ICE Racing Team Polska
BILET NA SANOK!
Do Polski wreszcie zawitała tak
upragniona przez wszystkich sympatyków ścigania na lodzie sroga
zima. To niezawodny znak, że sanockie turnieje coraz bliżej. Przypominamy, że za pośrednictwem
portalu www.eurobilet.com można nabywać bilety zarówno na rundę kwalifikacyjną do IMŚ (21.01.2011), jak i
V
ICE
Racing
Sanok
Cup
(22.01.2011). Ceny uległy nawet minimalnej obniżce w porównaniu z
ubiegłym rokiem. Najtańsze wejściówki można dostać już od 10 zł. W
sprzedaży znajdują się również pakiety VIP. Bilet na sanockie zawody
będzie z pewnością wspaniałym prezentem pod choinkę!
- Po internetowej sprzedaży widać,
że bilety cieszą się zdecydowanie
większym zainteresowaniem niż o tej
samej porze w ubiegłym roku. Mamy
mnóstwo zapytań z zagranicy. Ponownie na stadionie Błonie pojawią się zorganizowane grupy kibiców z Austrii i
Holandii. Zakupy biletów dokonywane
są z najróżniejszych miejsc na świecie
- mówi Paweł Ruszkiewicz, główny
organizator turnieju.
Przypominamy, że dzięki moderni-
zacji sanockiego stadionu zawody
obejrzy zdecydowanie większa
liczba kibiców. Dyrektor sanockiego
MOSiR-u, dr Damian Delekta ocenia,
że pojemność obiektu zwiększy się
o ok. 1,5 do 2 tysięcy miejsc. Poprawie ulegnie również komfort oglądania widowiska. Wały ziemne na
przeciwległej prostej zapewnią
dobrą widoczność z każdego punktu.
„Bilety do nabycia na www.eurobilet.com.
Więcej informacji na www.iceracing.pl.
Wszelkich informacji na temat sanockich zawodów udziela rzecznik zawodów,
Wojciech Jankowski (+48 606 538 719; e-mail: [email protected]).”
TYGODNIK ŻUŻLOWY
ORGANIZATORZY
9
Zmiana formuły IMP
musi czemuś służyć
Rozmowa z Zenonem Plechem - trenerem żużlowym
- Sezon 2011 spędzi pan na trenerskiej emeryturze, czy będzie pan
szkoleniowcem któregoś z zespołów
ligowych?
- Raczej chcę dać sobie spokój z trenowaniem. Uważam, że trzeba dać
szansę innym, bo widać, że mają pomysły. Myślę, że mógłbym dać jeszcze
Zenon Plech uważa, że wyścigi muszą
być przede wszystkim ciekawe dla widzów.
Fot. archiwum
pomysły poniektórym jak poukładać
drużyny, ale zobaczymy jak będzie w
ostateczności.
- Nie uwierzę, że nie ma pan propozycji z klubów...
- Mam, ale jeszcze poczekajmy,
mamy czas. Nic się wielkiego nie stanie
jak trochę odpocznę, a mogę być
dobrym konsultantem, bo wydaje mi się,
że co nieco wiem o zabawie w żużel.
- Do ligi wchodzi nowa fala trenerska. We Wrocławiu Piotr Baron, w
Rzeszowie jest Dariusz Śledź...
- To prawda. Dariusz Śledź już od kilku
sezonów jest znakomitym mentorem
dla rzeszowskich zawodników. Trzeba
stawiać na młodych. A co do nowego
trenera we Wrocławiu, to pamiętam go
jeszcze za czasów, gdy sam tam prowadziłem zespół. Baron ma znakomite
rozeznanie w sytuacji. Nie trzeba czekać za długo, gdy jest propozycja, więc
uważam, że dobrze się stało, iż Piotr
zgodził się na rolę trenera.
- Jak pan ocenia reformy regulaminowe i wprowadzenie KSM do polskich lig żużlowych?
- Już od dawna o tym mówiłem i
wreszcie wróciliśmy do tego przepisu.
Dziwi mnie jednak sytuacja żużla w An-
glii, bo nie ma tam dobrej reprezentacji,
a dodatkowo stawiane są warunki, które
powodują, że coraz mniej zawodników
chce jeździć w Elite League. Uważam,
że oni mogą dużo przegrać. Nie wygląda to za dobrze dla przyszłości żużla
na świecie. Trudno teraz coś wyrokować. Co prawda do początku rozgrywek
jeszcze trochę czasu zostało, ale poprawy nie widać.
- Czy to dla pana niespodzianka, że
Wiesław Jaguś w kwiecie wieku zakończył karierę?
- To pytanie do włodarzy klubu z Torunia. Jaguś był znakomitym zawodnikiem. Na pewno nie musiał jeszcze
kończyć z żużlem. Wszyscy nie bardzo
wiemy dlaczego już nie będzie jeździł.
- Planuje się wprowadzenie trzech
finałów IMP. Jest pan drugim zawodnikiem pod względem liczby zdobytych złotych medali w tych
zawodach. Jak pan postrzega ten
projekt?
- Nie za bardzo wiem dokąd ma to doprowadzić, bo jak najbardziej jestem za
wszelkimi nowościami w żużlu, lecz musimy sobie odpowiedzieć na pytanie co
mają nam dać trzy finały IMP? Jeśli będzie to zmiana dla zmiany, to mówię
„nie”.
- Chodzi o wypromowanie mniejszych klubów, którym przekaże się
organizację finałów Złotego Kasku i
MPPK, a czołowa trójka DMP zorganizuje finały IMP...
- Nie wiem czy to jest najlepsze rozwiązanie. Mamy znakomitych żużlowców, którzy jeżdżą w różnych ligach, ale
czy od razu trzeba zmieniać system,
który przez lata się sprawdził? Szkoda
mi tych finałów, bo to była frajda.
- Teraz trudniej będzie zostać mistrzem Polski?
- Ale czy o to chodzi? Jestem daleki
od tego, żeby sądzić, że ktoś chce źle
dla naszej dyscypliny, ale uważam, że
musimy tworzyć widowisko. Regulaminy można zmieniać co chwilę, ale
ktoś musi potem przyjść na zawody i je
oglądać. Dążmy do tego, aby nasze
tory i zawody na nich były ciekawe. Dla
mnie zawodnicy nie mogą rozciągać się
w stawce na dystansie okrążenia.
Pierwszy ma być trzydzieści metrów
przed czwartym i czuć oddech drugiego
na plechach. To podoba się kibicom.
- Czy modernizacje torów we
Wrocławiu, Zielonej Górze i budowa
nowego w Toruniu to dobry kierunek,
aby poprawiać atrakcyjność meczów?
Na długie wieczory
Zimowe wieczory są długie - i nie
bardzo czasem wiadomo, czym je
wypełnić. A może by tak - nauką?
Doświadczenie pokazuje, że zdecydowana większość polskich sportowców,
choć
narzekają
oni
na
niewystarczająco godziwe apanaże, potrafi jednak w trakcie sezonu zgromadzić dość funduszów, aby poza nim
starczyło na chleb i coś do niego. Treningi - nawet jeśli ktoś jest tytanem
pracy - nie mogą trwać od rana do nocy,
konferencje z potencjalnymi lub faktycznymi sponsorami też nie zajmują
wielu godzin. Zostaje więc sporo czasu,
10
jakby na to nie patrzeć...
A zatem - może by tak przysiąść
fałdów? Kupić samouczek, słownik,
załadować empetrójkę albo innego ipoda lekcjami; i do roboty! Wszak
bez angielszczyzny - tej łaciny
współczesnego świata - ani rusz,
zwłaszcza w sporcie żużlowym. Po
co potem wymachiwać rękoma, obrażać się, że ktoś nie zrozumiał intencji,
że suto opłacany tuner nie pojmuje, dlaczego „szafa nie idzie”, choć użyło się
wszelkich sposobów wyłożenia mu istoty tego problemu we własnym narzeczu?
- Próbować trzeba wszystkiego. Do tej
pory nie zrobiliśmy nic, żeby żużel był
atrakcyjniejszy. Zawodnicy z czołowych
klubów powinni też pomyśleć o widzach. Kiedyś mój promotor z Anglii powiedział, że może przegrać wszystkie
mecze, ale po znakomitych widowiskach. Jesteśmy już po okresie tak zwanych lotnisk w Polsce. To się nie
sprawdziło. Teraz oczekuję po meczu,
że mnie zainteresuje, a zawodnicy będą
ze sobą walczyli przez cztery okrążenia.
- Nowy tor w Toruniu daje kibicom
niepowtarzalne emocje, których brakuje często w innych miastach...
- To się chwali, bo w Toruniu mecze są
ciekawsze.
- Czy dziesięć klubów w Ekstralidze
od 2012 roku spowoduje większe zainteresowanie żużlem w Polsce?
- Nie wiem, ale boję się, że może być
tak, iż kluby nie zabezpieczą nam zawodników na odpowiednim poziomie.
Żeby tylko nie było kiepskich składów i
nudnych meczów. Nie chcę być pesymistą, ale zobaczmy na mecze zespołu
z Miskolca w sezonie 2010 w pierwszej
lidze. Czy oni dostarczali kibicom emocji? Na pewno nie. To było ośmieszanie
naszych kibiców.
- Falubaz Zielona Góra stał się filią
Polonii Bydgoszcz, mając w składzie
Piotra Protasiewicza, Andreasa Jonssona i Jonasa Davidssona. Co pan
sądzi o polityce kadrowej prezesa
Dowhana?
- Nie wiem czy to przyniesie spodziewany efekt. Przed Falubazem wyzwanie, ale trudno powiedzieć co z tego
wyniknie.
- Czy według pana Stal Gorzów pozyskując Duńczyków: Nielsa Kristiana Iversena i Hansa Andersena,
ma szanse na upragnione mistrzostwo?
- Uważam, że skład Stali Gorzów powinien gwarantować dobre emocje i wyniki.
- Od dwóch lat Leszek Blanik zapowiada, że będzie z panem trenował
na torze. Czy w 2011 roku wreszcie to
zrealizujecie?
- Trzeba powiedzieć sobie jak ma to
wyglądać. Postaramy się coś zrobić, ale
nie wiem jak to będzie wyglądało. Leszek musi dostać swoją szansę, żeby
zobaczyć jak wygląda żużel od środka.
Rozmawiał:
PRZEMYSŁAW SZYMKOWIAK
I niech nikt nie mówi, że żużlowiec
nie ma głowy do nauki. Osobisty kolega, zafascynowany w wieku 50+ Afryką, tak się rzucił na język francuski, że
po trzech miesiącach intensywnej edukacji bez większego problemu był w stanie
nawiązać
porozumienie
z
mieszkańcami trzech postkolonialnych
krajów - i to porozumienie, pozwalające
mu na napisanie cyklu bynajmniej nie
powierzchownie potraktowanych esejów.
Pół grudnia, styczeń, luty, kawałek
marca - górę przez ten czas można
przenieść w inne miejsce, a nie tylko
opanować angielszczyznę. Do roboty, panowie!
(wald)
TYGODNIK ŻUŻLOWY
Po odejściu Łagutów...
W Daugavpils wierzą
w nowy skład
- Nie widzę niczego nadzwyczajnego
w tym, że nasz klub opuścili bracia
Łagutowie - mówi Nikołajs Kokins,
trener w klubie Lokomotive Daugavpils.
Pochodzący z dalekiego Władywostoku braterski duet w sezonie
2011 postanowił związać się z
Włókniarzem Częstochowa.
- Nie mam też żalu do nich, że postanowili zdecydować się na starty w Ekstralidze. To normalna kolej rzeczy, że
zawodnik chcąc się rozwijać przenosi
się o klasę wyżej. W jakimś sensie sami
jesteśmy sobie winni, bo mogliśmy
awansować, ale się nie udało – dodaje
Nikołajs Kokins.
Lokomotive Daugavpils jeździ w
Polsce od sezonu 2005. Grigorij
Łaguta zadebiutował natomiast w lidze
polskiej w 2006 roku i startował przez
cztery kolejne lata, z kolei Artem Łaguta
zakładał plastron w latach 2008-2010.
Grigorij posiada kartę stałego pobytu na Łotwie i licencję łotewskiej
federacji motorowej (LAMSF). Dzięki
temu mógł startować na prawach zawodnika krajowego. - Dziękujemy im
za wszystkie lata startów i za to, co zrobili dla żużla w Daugavpils. Nigdy im
tego nie zapomnimy - podkreśla Kokins.
Łotysze już pracują nad tym, aby
uzupełnić kadrę zawodniczą. Na
pewno w drużynie zostaną Maksims
Bogdanovs (czeka go pierwszy rok startów jako senior), Kjastas Poudżuks,
Vjaceslavs Giruckis (będzie seniorem),
Jevgienijs Karavackis (ostatni rok w
gronie juniorów), Leonids Paura oraz
szesnastolatkowie Igors Antonienko i
prawdziwy brylant w osobie Adrzejsa
Lebiedevsa.
Prawdopodobnie uda się też porozumieć z Rosjanami Wadimem Tarasenko,
Romanem
Povazhnym.
Przesądzone jest odejście Pawła
Miesiąca. Nie wiadomo co z Andriejsem Korolovsem, który w sezonie
2010 bronił barw Polonii Piła. - Chce
u nas jeździć Charlie Gjedde, z którym
mamy bardzo dobry kontrakt i który w
minionym sezonie leczył kontuzję zdradza Kokins. - Robimy wszystko,
aby zakontraktować takich zawodników,
którzy zagwarantują spokojny byt w
pierwszej lidze.
Sezon 2011 będzie dla Lokomotive
szóstym w ligach polskich i trzecim
w I lidze.
MIŁOSZ LIPPKI
Na naszej stronie
www.tygodnikzuzlowy.pl
zobacz zapowiedź
najnowszego wydania
Czas siewu,
Niesporo człowiekowi zajmować się prywatnymi sprawami rodziny Pawlickich. Niesporo tym bardziej, że z przyczyn oczywistych nie mam pełnej
wiedzy o pobudkach, kierujących seniorem familii w podejmowaniu przezeń
decyzji co do sportowych losów jego progenitury. Jako jednak, że nie tak
dawno apelowałem do starszego z synów mistrza Piotra o powrót na leszczyńskie śmieci, ośmielam się znów zająć w tej kwestii stanowisko.
Perturbacji, o jakich donoszą lepiej
poinformowani, nie pojmuję. Wydawało
się, ze po zeszłorocznym starciu, zakończonym pomyślnie dla młodego talentu, który tylko wielkoduszności
prezesa Unii zawdzięcza, że sezonu nie
spisał na straty, lecz miał okazję zdobywać tytuły, a zwłaszcza doświadczenia,
rodzinny team nie zechce powtarzać
starych błędów i iść na wojnę z poważnym kontrahentem. Niestety, wiele
wskazuje, że z lekcji tej Pawliccy niewiele zrozumieli, i że przyszłość już
nie jednego zdolnego, ale dwóch, ponownie stoi pod znakiem zapytania.
Doprawdy, osobliwy to rozwój sytuacji. A raczej - osobliwa troska. Z
dochodzących z Leszna przekazów
wnoszę, iż Piotr senior znów idzie va
banque i ponad stworzenie synom
optymalnych warunków zdobywania
sportowej klasy stawia pieniądze płacone już, teraz. Nie ganię, nie gromię; jestem w stanie zrozumieć, że
jako były żużlowiec, któremu dramatyczny w skutkach wypadek przerwał
nie tylko karierę, ale i poważnie
skomplikował
wszelkie
plany
życiowe, stara się być przezornym i
ustrzec synów przed niebezpieczeństwem znalezienia się w podobnej
sytuacji: bez zdrowia i bez materialnego zabezpieczenia. Rozumiem, ale
nie akceptuję. Chłodne godzenie się z
taką perspektywą nie przemawia do
mnie; zresztą - po co ludzkość wymyśliła polisy ubezpieczeniowe? Zaczynający karierę sportowiec nie powinien
myśleć, że straci na boisku czy torze
życie albo zdrowie, bo w przeciwnym
razie popadnie w przedwczesne kunktatorstwo, przesadną ostrożność, i
nigdy nie dojdzie do mistrzostwa.
Porządek świata jest niezmienny:
czas żniw musi być poprzedzony
czasem siewu. Odnoszę wrażenie, że
w menedżerskim zapale Piotr Pawlicki senior pragnie odwrócić tę kolejność, że chciałby najpierw zebrać,
a dopiero potem ewentualnie zasiewać. Jego prawo, jego wybór; czy
jest to jednak postępowanie logiczne?
Zdolni bracia tak naprawdę są dopiero
kandydatami na mistrzów czarnego
toru. Na razie powinni się uczyć - uczyć
jak najwięcej, jak najpilniej, jak najlepiej.
Szanse mają: w dobrze zorganizowanym, święcącym tryumfy klubie, w
otoczeniu, które im sprzyja, ma dla
nich sympatię, darzy względami. Mówiąc brutalnie: powinni - jak to w
życiu bywa! - najpierw dać coś od
siebie, a dopiero potem oczekiwać
wyrazów wdzięczności, zapłaty. Oni
jednak - tak to widzę - pragną pierwej
brać niż dawać.
Słyszę, że zniechęceni stanowi-
Porozumienie z nowym trenerem w minutę
Rozmowa z Dariuszem Cieślakiem - prezesem Kolejarza Rawicz
- Jak przygotowania do przyszłorocznego sezonu i jak przedstawia się plan działania klubu
na najbliższy okres?
- W ostatnich dniach rozpoczęliśmy przygotowania do XIII już Wielkiego Balu Żużlowca. Odbędzie
się on w sobotę, 29 stycznia, w Hotelu Maria w Dębnie Polskim koło Rawicza. Przy okazji serdecznie zapraszamy wszystkich kibiców do udziału we
wspólnej zabawie. Warto zaznaczyć, że jest to najstarszy bal karnawałowy organizowany przez klub
żużlowy. Dzień wcześniej rawickich kibiców zapraszamy na oficjalną prezentację, podczas której
zgodnie z planem powinni pojawić się wszyscy zakontraktowani przez nas zawodnicy. Natomiast w
niedzielę, 30 stycznia 2011 roku, Kolejarz Rawicz
weźmie udział w turnieju charytatywnym. Szczegóły tej imprezy podamy już wkrótce.
- Kolejarz jest bez trenera. Czy pojawił się już
kandydat na miejsce Henryka Jaska?
- Nasz dotychczasowy szkoleniowiec Henryk
Jasek otrzymał bardzo dobrą propozycję z
Wrocławia. Jak tylko tak się stało, skontaktował się
ze mną i o tym poinformował. Mieszka we
Wrocławiu, tam też prowadzi własną działalność i
zdecydowanie lepiej byłoby mu wypełniać rolę trenera właśnie we wrocławskim klubie. Decyzję tę w
pełni rozumiem i szanuję. Tym samym Kolejarz
został bez szkoleniowca. Wspólnie z kolegami z
zarządu uzgodniliśmy, że rozmowy z potencjalnymi kandydatami rozpoczniemy w styczniu. Na
początku grudnia doszło jednak do pewnych wydarzeń i tym samym można stwierdzić, że mamy
świetnego kandydata na to stanowisko. Praktycznie w ciągu minuty doszliśmy do porozumienia i
tuż po Nowym Roku spotkamy się w celu podpisania umowy. Z pełną odpowiedzialnością mogę
stwierdzić, że tylko kataklizm sprawi, że osoba, o
której mówię, nie będzie naszym szkoleniowcem.
Nazwiska jednak do momentu podpisania umowy
nie zdradzę. Przy okazji bardzo serdecznie dzię-
kuję Henrykowi Jaskowi za to wszystko, co dla nas
przez cztery lata zrobił. Dla klubu był to wspaniały
okres i pracę Henryka zapamiętamy na bardzo
długo.
- Konflikt Unii Leszno z rodziną Pawlickich
pokrzyżował dalsze starty Tobiasza Musielaka
w Rawicz i zostaje on z jednak „Bykami”. Czy
klub rozgląda się za kimś, kto mógłby zająć
jego miejsce i dorzucać do wyniku ważne
punkty?
- Ważną umowę z Kolejarzem z polskich juniorów ma jak do tej pory tylko Marek Łozowicki. Pod
koniec minionego sezonu było widać u niego
postępy w jeździe i mam nadzieję, że ta progresja
będzie systematyczna. Być może już niedługo
dołączą do niego kolejni zawodnicy, którzy powinni
zdecydowanie wzmocnić pozycję młodzieżowca.
Skoro mowa o juniorach to nie możemy zapominać o Antonie Rosenie. Dziewiętnastolatek ze
Szwecji bardzo szybko zaskarbił sobie serca naszych kibiców i w sezonie 2011 powinien być jeszcze silniejszym punktem drużyny.
- Do składu dołączył też znany w Rawiczu
Piotr Dziatkowiak. Zawodnik ten sam zgłosił
się do klubu, czy był to ruch ze strony Kolejarza?
- Piotr skontaktował się z nami w listopadzie i
wówczas daliśmy sobie kilka tygodni na przemyślenia. W połowie grudnia Piotr kolejny raz przyjechał do Rawicza i wyjechał z podpisaną umową.
Chce walczyć o miejsce w składzie i być jego silnym elementem. Cieszę się również, że zrozumiał
niektóre sprawy i wie, że Kolejarz Rawicz nie jest
jednak aż tak złym klubem.
- Lista stranieri wzmacniających skład „Niedźwiadków” jest już spora. Alden, Andersson,
Rosen, Vissing oraz Walker i Schaaf. Jak natomiast przedstawia się sytuacja z Toernqvistem
oraz z jednym z najbardziej lubianym za brawurową jazdę Gołubowskim?
czas żniw
skiem prezesa Dworakowskiego,
który nie kwapi się sypać bez opamiętania groszem, zamierzają odejść
do Bydgoszczy. Oczywiście: miasto
ładne, klub utytułowany, kibice jak
wszędzie - wierni i oddani. Czy jednak
pierwsza liga jest miejscem dla chłopaków, mających wysokie, bardzo wysokie aspiracje? Czy nie lepiej byłoby dla
nich podnosić kwalifikacje pośród
czołówki światowej, z którą kontakt zapewniają im występy w Unii Leszno?
Być może Pawlicki senior ma jakieś
urazy do macierzystego klubu i dlatego odreagowuje je w negocjacjach,
prowadzonych w imieniu synów.
Jeśli takie jest istotnie tło jego wolt,
źle to wróży przyszłości synów.
Łatka kłótników, ludzi pazernych,
bezwzględnych przylepia się szybko,
ale odkleić ją bywa bardzo trudno. A
taka łatka może wiele popsuć...
Żal mi Przemka i Piotrka młodszego,
bo zamiast być bohaterami zimowych
doniesień o treningach, o przygotowaniach sprzętowych, o planach i aspiracjach są tematami dysput toczących się
w bynajmniej nie pozytywnym dla nich
tonie. Sam wysłuchiwałem już pytań:
kim są ci młodzi, którzy jeszcze niczego tak naprawdę nie osiągnęli, a
już dopominają się milionów...
Nie wiem, jak jeździ młodszy Pawlicki,
bo na torze go nie widziałem, ale starszy - pomimo zeszłorocznych perturbacji - był wyraźnie na krzywej wznoszącej
się. Wątpię, aby więdnący żużel
made in Poland stać było na zmarnowanie jego talentu. Obawiam się za
to, że grozi mu stagnacja, jeśli w porę
nie dokona gruntownej rewizji poglądów. W jego wieku, na jego etapie
sportowego zaawansowania, priorytetem powinno być stałe, uparte i konsekwentne podnoszenie umiejętności, a nie
kłótnie o wysokość gaży. Na zbieranie
owoców przyjdzie czas. Powinien przyjść.
I jeśli jestem przeciwny kolejnym
peregrynacjom leszczyńskich nastolatków, to także z autentycznej (choć
być może wypowiadanej prawem kaduka) troski o nich. Żużel bowiem nie
powinien wypełniać im całego życia w ich wieku ważna jest również
szkoła, i to szkoła traktowana nie na
zasadzie odbębniania uciążliwego
obowiązku, ale nie zastąpiona
pomoc w meblowaniu głowy. Podróże, związane z uprawianiem
sportu, same z siebie utrudniają edukację - czy więc szukanie pracodawcy szmat drogi od rodzinnego
domu, nie utrudni nadmiernie nauki?
Bo
nie
wierzcie
półgłówkom
twierdzącym, że na co komu wykształcenie - byle miał forsę. To kretyńska demagogia; życie trwa dłużej niż
kariera na żużlu, a za pieniądze i tak
wszystkiego kupić nie można.
Panowie trzej: usiądźcie raz jeszcze
przy domowym stole i zastanówcie
się starannie. To nie jest dyshonor
odstąpić od żądań, zwłaszcza przesadnych. Często warto zrobić krok
wstecz, aby móc potem ruszyć naprzód - z kopyta.
Czas siewu zawsze wyprzedza porę
żniw. Nigdy nie jest odwrotnie. A
skoro już przy tej metaforze jesteśmy: nie słyszeliście, że kto sieje
wiatr, zbiera burzę?
Naprawdę tego chcecie?
(wald)
- O nowym sezonie z Toernqvistem rozmawialiśmy tuż po zakończeniu ostatniego meczu w Rawiczu. Przedstawiliśmy mu naszą ofertę, która
niewiele różniła się od tegorocznej. Wiem, że Robinowi zależało na gwarancji startów, której nie
było w umowie. Niestety, ale pewnego miejsca w
rawickiej drużynie nie ma nikt. Nie mogliśmy więc
robić dla niego wyjątku. Jeżeli chodzi o Wiktora
Gołubowskiego to sądzę, że sprawa wyjaśni się w
ciągu kilkunastu dni. Rosjanin w ostatnim czasie
doszedł do porozumienia z jednym z rawickich
Prezes Kolejarza Dariusz Cieślak zapewnia, że rawicki klub nigdy nie będzie uczestniczył w ,,licytacji” o zawodników.
Fot. Rafał Paszek
sponsorów i tym samym zwrócił się do naszego
klubu z propozycją dalszych startów. Jednak tak
jak wspomniałem wszystkie niewiadome zostaną
wyjaśnione na początku stycznia.
- Rawiczanie jako jedna z nielicznych drużyn
otrzymali bezwarunkowo licencję na sezon
2011. Wielkie wyrazy uznania, zwłaszcza, że
jest to najmniejszy ośrodek żużlowy na mapie
Polski. Jak udało się to osiągnąć?
- Wiadomo, że problemy finansowe mają niemal
wszystkie kluby w Polsce. Jedne większe, drugie
mniejsze. I my właśnie należymy do drugiej grupy.
W Kolejarzu kontrakty podpisywane są na podobnym poziomie od kilku lat. No bo skoro nasz
budżet się nie zmienia, to zmianie nie mogą ulec
również wartości kontraktów. Nigdy nie będziemy
uczestniczyli w licytacji zawodników doskonale
wiedząc, że nas na nich nie stać. Przecież to jest
chore, co inni wyprawiają. Podpisywanie umów na
chybił trafił w naszym klubie nigdy nie będzie miało
miejsca. Zawodnicy już się do tego przyzwyczaili
i doskonale wiedzą, na co mogą liczyć w Rawiczu.
Nie ukrywam, że zaległości po sezonie do zawodników mieliśmy, ale nie były to jednak ogromne
kwoty.
- Jakie są cele drużyny na przyszły sezon?
Czy awans do wyższej klasy rozgrywek jest
celem numer jeden i jakie są szanse na jego
osiągnięcie?
- Awans do pierwszej ligi będzie w nadchodzącym sezonie naszym najważniejszym
założeniem. Jednak nie za wszelką cenę. Nadal
najważniejsza będzie dla nas atmosfera w zespole
i przejechanie sezonu bez większych kłopotów finansowych. Jeżeli jako kierownictwo klubu będziemy widzieli, że zbyt duża chęć awansu będzie
mogła pogrążyć finansowo nasz klub to z pokorą
powiemy „pas”. Jednak mam nadzieję, że do takiej sytuacji nie dojdzie i na zakończenie sezonu
będziemy mogli wspólnie cieszyć się z ponownego awansu. Sądzę, że nasze założenia są jak
najbardziej realne.
Rozmawiała:
Na torze nie ma kumpli
WERONIKA WARESIAK
Rozmowa z Marcinem Wawrzyniakiem – zawodnikiem Startu Gniezno
- W Gnieźnie pojawiło się wielu
uzdolnionych wychowanków. Wygląda na to, że Start dba o młodzież.
- Klub może być zadowolony z takich
juniorów. Nadal się rozwijamy. Nasza
współpraca z działaczami układa się
bardzo dobrze. Zawsze znajdziemy wyjście z trudnej sytuacji.
- Masz dopiero 16 lat, ale zaliczyłeś
już kilka udanych występów w zawodach młodzieżowych.
- Niektóre zawody mogę zaliczyć do
udanych. Cały czas pracuję nad tym,
aby poprawiać swoje umiejętności.
Chcę być coraz lepszy i pokazać na co
mnie stać. Teraz jest okres kiedy przygotowujemy się fizycznie i kondycyjnie.
Sprzęt w przyszłym sezonie będę miał
przygotowany na sto procent.
- Zostajesz w Gnieźnie na sezon
2011?
- Nie ukrywam, że chcę iść na wypożyczenie do drugoligowego zespołu.
Rozmawiałem już z działaczami i
myślę, że nie będą robili problemu.
Chcę się rozwijać, a to jest możliwe poprzez częste starty nie tylko w gronie juniorów, ale i w lidze. Jestem
zainteresowany jazdą w Polonii Piła.
Zarząd pilskiego zespołu chętnie widzi
mnie w swojej kadrze na przyszły
sezon.
- Jakie są twoje wady i zalety?
- Moją największą zaletą są starty. Pytają mnie, jak to robię. Jednak nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.
Sporym niedociągnięciem jest moja sylwetka na motocyklu. Muszę nad tym
popracować. Obiecałem sobie, że to
zmienię i tak się stanie.
- Czy pierwszy sezon zweryfikował
TYGODNIK ŻUŻLOWY
twoje wyobrażenie o żużlu?
- Do czasu zdania licencji jazda na
żużlu to zabawa. Po zaliczeniu egzaminu zaczyna się inna bajka. Trzeba
walczyć o każdy centymetr toru. Doskonale o tym wiedziałem i byłem gotowy na ostrą rywalizację. Jeśli ktoś
myśli, że żużel jest łatwym sportem i
bez problemu wsiądzie na motor, to zapraszam wiosną. Chętnie użyczę swój
sprzęt i wtedy okaże się, jakie to trudne.
- Na treningach twardo rywalizujesz
z Oskarem Fajferem i Wojtkiem Lisieckim?
- Powiem tak, na torze nie ma kumpli.
W parkingu można się poklepywać,
opowiadać sobie kawały. Jednak podczas jazdy każdy chce pokazać się z jak
najlepszej strony. Trener patrzy, a my liczymy na swoją szansę. Na treningach
walczymy i nikt nie odpuszcza.
- Jak na twoją żużlową przygodę
reagują znajomi?
- Koledzy znają mnie od dawna i doskonale wiedzą o moich startach na
żużlu. Poza tym, mój krąg znajomych
opiera się praktycznie na środowisku
żużlowym. Podczas prywatnych spotkań z przyjaciółmi staram się nie myśleć
o żużlu.
- Twój żużlowy idol to...
- Hans Andersen. Na nim staram się
wzorować. Podoba mi się jego sylwetka
i styl jazdy. Oczywiście podpatruję też
innych zawodników ze światowej
czołówki.
- Jak opisałbyś przyszłym adeptom
żużla swoją przygodę ze szkółką
żużlową?
- By opisać wszystko ze szczegółami,
musiałbym zająć cały „Tygodnik
Żużlowy”. Do egzaminu przygotowywałem się trzy lata. Swoją przygodę z
żużlem wspominam dobrze, chociaż
jestem jeszcze bardzo młody i tych
wspomnień za wiele nie ma. Może w
przyszłości spotka mnie coś ciekawego
i intrygującego. Chętnie wam o tym opowiem. Dzięki szkółce żużlowej poznałem wielu ciekawych ludzi, z którymi
spędzam większość czasu. Gdy ktoś
lubi ryzyko i wie, że chce tego spróbować, to zachęcam do uprawiania żużla.
Pozdrawiam i do zobaczenia w sezonie
2011.
Rozmawiał:
PRZEMYSŁAW DEKA
Marcin Wawrzyniak chce być coraz lepszy i pokazać na co go stać.
Fot. Michał Szmyd (PhotoPress)
11
* XX I P L E B I S CY T , , TY G O
GŁOSUJEMY...
To już XXI Plebiscyt na Najpopu-
larniejszych Żużlowców, Trenerów
i Działaczy 2010 roku. Mamy na-
dzieję, że tak jak poprzednie, ten
będzie cieszył się dużym zainteresowaniem.
Publikujemy listę nominowanych
na podstawie propozycji naszych
Czytelników do poszczególnych
kategorii (kolejność alfabetyczna).
W
każdym
wydaniu
nadal
przedstawiać będziemy typowania
naszych Czytelników, które można
przesyłać pocztą, bądź w formie
elektronicznej.
A więc głosujemy...
Aby wziąć udział w plebiscyto-
wym głosowaniu należy wysłać
SMS-a na numer 71068 o treści
TC.TYGODNIK, wpisując dalej kolejność dziesiątki najpopularniejszych
zawodników,
stosując
goriach, stosując przyznane w „Nominacjach” numery oraz oznaczenia
literowe
dotyczące
poszczególnych kategorii. Trenerzy
to na przykład: T2, T3, T1 (wybieramy trzech). Obcokrajowcy to litera „O” z odpowiednim numerem
(wybieramy piątkę), podobnie w
przypadku innych kategorii (wybie-
ramy jedną osobę). Oznaczenia literowe
podane
zostały
przy
nazwach plebiscytowych kategorii
w „Nominacjach”.
Koszt SMS-a 1,22 zł brutto. Ser-
wis przeznaczony wyłącznie dla
osób pełnoletnich. Usługa działa w
sieciach operatorów Plus GSM,
Era, Orange. Właściciel serwisu:
redakcjatygodnikzuzlowy.pl.
Mi-
kropłatności SMS obsługuje AllPay.pl
Po przesłaniu SMS-a dostaną
przypisane im numery w zamiesz-
Państwo kod potwierdzający odda-
Każdy numer poprzedzony musi
przyszedł, wejdź na https://ssl.al-
czonych
obok
„Nominacjach”.
być literą „Z”. Na przykład: Z1,Z2,
Z3,Z12, Z19... razem dziesięć pozycji.
Kolejnym
SMS-em
można
przesłać propozycje w innych kate-
Witam wszystkich
czytelników Tygodnika!
Chciałbym przedstawić moje propozycje w XXI Plebiscycie Tygodnika Żużlowego.
Dziesięciu
Najpopularniejszych Żużlowców
1. Tomasz Gollob – dwukrotny mistrz
świata
2. Jarosław Hampel – wicemistrz
świata, złoto DMŚ i DMP
3. Rune Holta – czwarty na świecie i
złoto DMŚ
4. Janusz Kołodziej – złoto DPŚ,
awans do GP, znakomite wyniki w lidze
5. Adrian Miedziński – złoto DMŚ
6. Rafał Dobrucki – srebro DMP oraz
brąz w IMP
7. Krzysztof Kasprzak – obronił srebro
w IMP
8. Damian Baliński – dobra jazda w
lidze, wrócił po słabym sezonie i pomógł
„Bykom” odzyskać złoto w DMP
9. Maciej Janowski – zdecydowanie
najlepszy polski junior, zdobywca
srebra w IMŚJ
10. Sebastian Ułamek – zdobywca tytułu IME
Pięciu
Najpopularniejszych Trenerów
1. Marek Cieślak – sukcesy z kadrą
2. Roman Jankowski – doskonała
współpraca ze swoim zespołem i efekty
już po pierwszym roku pracy w Lesznie
3. Piotr Żyto – po nieudanym początku
udało mu się odbudować zespół i zdobyć srebro z Falubazem w DMP
4. Jan Ząbik – pomimo obniżki formy
torunian potrafił zmobilizować swój zespół i zdobył brąz w DMP
5. Dariusz Śledź – za wkład w upragniony awans rzeszowian do Ekstraligi
Objawienie Sezonu
Senior: Rafał Szombierski – zawod-
12
nie głosu w ankiecie. Jeśli kod nie
lplay.pl/reklamacja
Wśród tych, którzy wezmą udział
w typowaniu laureatów XXI Plebiscytu, rozlosujemy nagrody.
nik, który praktycznie dwa lata nie jeździł poważnie na żużlu, otrzymał
szansę od prezesa Maślanki i skrupulatnie ją wykorzystał, znacznie przyczynił się do utrzymania Włókniarza w
Ekstralidze
Junior: Przemysław Pawlicki – 23.
średnia biegopunktowa w Ekstralidze,
podpora i silny punkt gorzowskiej Stali,
wielokrotnie ciągnął wynik „Staleczki” ,
potrafił bardzo szybko przestawić się po
kilku przegranych biegach i zdobywać
ważne punkty
Fair Play
Kacper Gomólski – podczas finału
MIMP w Toruniu w trakcie ostatniego
swojego biegu zanotował upadek, ale
szybko podniósł się z toru, wiedząc
przy tym, że stracił szansę na złoty
medal, takich reakcji powinniśmy wymagać od najmłodszych jeźdźców
Junior Roku
Maciej Janowski – indywidualny wicemistrz świata juniorów
Najsympatyczniejszy
Janusz Kołodziej – zawsze uśmiechnięty, szanuje kibiców i potrafi odwdzięczyć się im dobrą jazdą
Widowiskowa Jazda
Janusz Kołodziej – nie odpuszcza i
zawsze „gryzie tor” do końca
Mister Elegancji
Jarosław Hampel – może być wzorem
do naśladowania dla każdego
Impreza Roku
Grand Prix w Toruniu – wielkie widowisko i najlepszy stadion żużlowy na
świecie, dodatkowo świetny występ Polaków na inaugurację cyklu w Toruniu
NOMINOWANI
Dziesięciu
Najpopularniejszych Żużlowców (Z)
1. Damian Baliński (Unia Leszno)
2. Tomasz Chrzanowski (GTŻ Grudziądz)
3. Rafał Dobrucki (Falubaz Zielona
Góra)
4. Patryk Dudek (Falubaz Zielona
Góra)
5. Tomasz Gollob (Stal Gorzów)
6. Jarosław Hampel (Unia Leszno)
7. Rune Holta (Włókniarz Częstochowa)
8. Maciej Janowski (WTS Wrocław)
9. Krzysztof Kasprzak (Unia Tarnów)
10. Janusz Kołodziej (Unia Tarnów)
11. Adrian Miedziński (Unibax Toruń)
12. Robert Miśkowiak (PSŻ Poznań)
13. Artur Mroczka (GTŻ Grudziądz)
14. Rafał Okoniewski (Stal Rzeszów)
15. Przemysław Pawlicki (Stal Gorzów)
16. Piotr Protasiewicz (Falubaz Zielona Góra)
17. Jacek Rempała (Orzeł Łódź)
18. Sebastian Ułamek (Unia Tarnów)
19. Grzegorz Walasek (Polonia Bydgoszcz)
20. Grzegorz Zengota (Falubaz Zielona Góra)
Najpopularniejsi Trenerzy (T)
1. Marek Cieślak (WTS Wrocław)
2. Roman Jankowski (Unia Leszno)
3. Dariusz Śledź (Stal Rzeszów)
4. Jan Ząbik (Unibax Toruń)
5. Piotr Żyto (Falubaz Zielona Góra)
Najpopularniejsi Obcokrajowcy
1. Jason Crump – wicemistrz świata
2. Leigh Adams – zawsze zostanie zawodnikiem światowej klasy, godne
pożegnanie z żużlem
3. Greg Hancock – wysoka forma,
piąty na świecie
4. Ryan Sullivan – dobry sezon, najlepszy z torunian
5. Darcy Ward – dwukrotny IMŚJ z
rzędu
Dętka 2010
1. Nowe tłumiki – forsowanie na siłę
projektu nowych tłumików przez PZM i
FIM wbrew negatywnej opinii żużlowców, zmiany niepoparte żadnymi sensownymi wytłumaczeniami, czemu
żużel musi się dostosować do ochrony
środowiska, a Formuła 1 nie!
2. GKSŻ i Ekstraliga SA – za niekonsekwencje w poczynaniach, najpierw
wprowadzają nowe przepisy dotyczące
powiększeniu ligi i zmian w spotkaniach
ligowych, a potem się z tego wycofują
Działacz Roku
Józef Dworakowski – zrobił wszystko,
aby Unia mogła powrócić na tron, poukładał sprawy finansowe klubu oraz
prowadzi dobrą politykę transferową
Pechowiec
Tomasz Gapiński – pechowa kontuzja
pod koniec sezonu podczas finału IMP
w Zielonej Górze, dobrze, że „Gapa”
szybko wraca do zdrowia
Z żużlowym pozdrowieniem
Marcin Markowicz
Dziesięciu Najpopularniejszych
1. Tomasz Gollob - za mistrza swiata i
poprowadzenie reprezentacji jako kapitan w DMŚ
2. Janusz Kołodziej - mistrz Polski i
TYGODNIK ŻUŻLOWY
Fair Play (F)
1. Kacper Gomólski (Start Gniezno)
2. Jarosław Hampel (Unia Leszno)
3. Jan Ząbik (Unibax Toruń)
Objawienie Sezonu (OS)
1. Kacper Gomólski (Start Gniezno)
2. Maciej Janowski (WTS Wrocław)
3. Janusz Kołodziej (Unia Leszno)
4. Przemysław Pawlicki (Stal Gorzów)
5. Rafał Szombierski (Włókniarz
Częstochowa)
Junior Roku (JR)
1. Patryk Dudek (Falubaz Zielona
Góra)
2. Kacper Gomólski (Start Gniezno)
3. Maciej Janowski (WTS Wrocław)
4. Przemysław Pawlicki (Stal Gorzów)
5. Emil Pulczyński (Unibax Toruń)
Pechowiec (P)
1. Tomasz Gapiński (Stal Gorzów)
2. Emil Sajfutdinow (Polonia Bydgoszcz)
3. Karol Ząbik (Wybrzeże Gdańsk)
Najsympatyczniejszy (N)
1. Jarosław Hampel (Unia Leszno)
2. Janusz Kołodziej (Unia Leszno)
3. Piotr Protasiewicz (Falubaz Zielona
Góra)
4. Adam Skórnicki (PSŻ Poznań)
Działacz Roku (DR)
1. Robert Dowhan (Falubaz Zielona Góra)
2. Józef Dworakowski (Unia Leszno)
3. Władysław Komarnicki (Stal Go-
dwukrotny zdobywca Złotego Kasku
3. Jarek Hampel - wicemistrz swiata
4. Rune Holta - czwarty w GP
5. Maciej Janowski - wicemistrzostwo
świata juniorów
6. Adrian Miedziński - za cenne punkty
w DPŚ
7. Rafał Okoniewski - polski lider zespołu awansującego do Ekstraligi
8. Grześ Walasek - polski lider spadkowicza
9. Damian Balinski - czwarty lider
mistrza Polski (nie mylić z drugą linią
składu)
10. Przemek Pawlicki - wartościowy
pomocnik Tomasza i Nickigo!
Pięciu
Najpopularniejszych Trenerów
1. Marek Cieślak - DMŚ
2. Roman Jankowski - złoto DMP
3. Piotr Żyto - srebro DMP
4. Dariusz Śledż - awans do Ekstraligi
5. Jan Ząbik - brąz DMP
Najpopularniejszy Obcokrajowiec
1. Leigh Adams, 2. Jason Crump, 3.
Nicki Pedersen
Fair Play: Jarek Hampel
Pechowiec Roku: Emil Sajfutdinow
Objawienie Sezonu: Piotr Pawlicki
Junior Roku: Maciej Janowski
Widowiskowa jazda i najsympatyczniejszy zawodnik: Janusz Kołodziej - dwa góra trzy lata i znów
będziemy mieć mistrza świata...
Mister Elegancji: Tomasz Gollob
Impreza Roku: GP Leszno - wspaniała oprawa
Działacz Roku: Marta Półtorak i
Władysław Komornicki
KRZYSZTOF GREGORCZYK
Waćmierz
rzów)
4. Marta Półtorak (Marma Rzeszów)
Widowiskowa Jazda (W)
1. Damian Baliński (Unia Leszno)
2. Tomasz Gollob (Stal Gorzów)
3. Janusz Kołodziej (Unia Leszno)
Mister Elegancji (M)
1. Jarosław Hampel (Unia Leszno)
2. Janusz Kołodziej (Unia Leszno)
3. Piotr Protasiewicz (Falubaz Zielona
Góra)
4. Sebastian Ułamek (Unia Tarnów)
Najpopularniejsi
Obcokrajowcy (O)
1. Leigh Adams (Australia)
2. Kenneth Bjerre (Dania)
3. Jason Crump (Australia)
4. Greg Hancock (USA)
5. Nicki Pedersen (Dania)
Impreza Roku (IR)
1. Grand Prix Leszno
2. Grand Prix Toruń
3. Drużynowy Puchar Świata Leszno
4. Pożegnanie Adamsa
Dętka 2010 (D)
1. Wprowadzenie przez FIM nowych
tłumików
2. Ekstraliga za ciągłe zmiany regula-
minu
3. „Wojenka” pomiędzy klubami Falu-
baz Zielona Góra i Stal Gorzów
Najpopularniejsi Zawodnicy:
1. Jarosław Hampel (Unia Leszno) indywidualny
wicemistrz
świata,
drużynowy mistrz polski, Szwecji oraz
świata. Janusz Kołodziej (Unia Leszno)
- drużynowy mistrz Polski, Szwecji oraz
świata, IMP, Złoty Kask (x2). Przy tylu
sukcesach trudno wskazać kto ma mieć
pierwsze, a kto drugie miejsce, więc ex
aequo na pierwszym.
3. Damian Baliński (Unia Leszno) drużynowy mistrz Polski. Ogólnie kapitalny sezon.
4. Rune Holta (Włókniarz Częstochowa) - najlepszy w karierze sezon w
SGP. Lider zespołu z Częstochowy.
5. Maciej Janowski (WTS Wrocław) drugie miejsce w IMŚJ, trzecie miejsce
w DMŚJ, DMEJ, MIMP, Srebrny Kask.
6. Krzysztof Kasprzak (Unia Tarnów) indywidualny wicemistrz Polski. Pierwsza część sezonu słabsza, w drugiej
zdecydowanie lepiej.
7. Rafał Dobrucki (Falubaz Zielona
Góra) - drużynowy wicemistrz Polski,
trzecie miejsce w IMP.
8. Przemysław Pawlicki (Stal Gorzów)
- wicemistrz Europy juniorów, indywidualny wicemistrz Polski juniorów , trzecie miejsce w DMŚJ, DMEJ.
Najpopularniejsi Trenerzy:
1. Roman Jankowski (Unia Leszno) powrót do Unii Leszno i... DMP. W razie
potrzeby stosował świetne rezerwy taktyczne (idealnym przykładem może być
tu mecz Unii Leszno w Toruniu - półfinał
DMP). Ogromne doświadczenie.
2. Jan Krzystyniak (Włókniarz Częstochowa) - Mmło kto się tego spodziewał,
a jednak Włókniarz zdołał utrzymać się
w Ekstralidze.
3. Marek Cieślak (Reprezentacja Polski WTS Wrocław) - DMŚ.
Najpopularniejsi Obcokrajowcy:
1. Leigh Adams (Australia, Unia
OD N I K A Ż U Ż L O W E G O ’ ’ *
Leszno) - drużynowe mistrzostwo Polski było tym o czym marzył na zakończenie kariery. Udało się. Profesor
speedwaya. Świetna sylwetka w czasie
jazdy. W IMŚ nie zdobył tego upragnionego złotego medalu, ale dla mnie był,
jest i zawsze będzie MISTRZEM. 15 lat
startów i 15 lat liderowania w Unii
Leszno, to musi robić wrażenie.
KLASA!
2. Jason Crump (Australia, WTS
Wrocław) - Kklejny sezon zakończony
zdobyciem medalu IMŚ. Tym razem jest
to medal brązowy.
3. Ryan Sullivan (Australia, Unibax
Toruń) - lider zespołu z Torunia.
Działacz Roku:
Józef Dworakowski (Unia Leszno) świetne ruchy kadrowe przed sezonem
2010. Bardzo rozsądne prowadzenie
klubu. Inni prezesi mogą tylko brać
przykład.
Objawienie Sezonu:
Rafał Szombierski (Włókniarz Częstochowa) - zaliczył udany powrót czym
bardzo pozytywnie zaskoczył. Obok
Holty stał się liderem zespołu.
Pechowiec Roku:
Karol Ząbik (Wybrzeże Gdańsk) pech to raczej mało powiedziane. Cały
sezon zmarnowany.
Najsympatyczniejszy:
Jurica Pavlić (Unia Leszno) - świetnie
ubarwia swoje wypowiedzi . Bardzo
sympatyczny zawodnik.
Widowiskowa Jazda:
Damian Baliński & Janusz Kołodziej
(Unia Leszno) - jeżdżą efektownie, a
przy tym efektywnie. Kapitalna
współpraca na torze. Pomagają sobie
jak tylko mogą.
Mister Elegancji:
Leigh Adams (Unia Leszno) - świetny
wygląd na torze jak i poza nim.
Impreza Roku:
Finał DMP w Lesznie: Unia - Falubaz,
to był wymarzony finał. Złoto dla Unii!
Dętka Roku:
Wprowadzenie nowych tłumików (FIM)
MaRat
Witam, chciałbym
zaproponować swoje typy:
Dziesięciu
Najpopularniejszych Zawodników:
1. Tomasz Gollob, 2. Janusz Kołodziej, 3. Jarosław Hampel, 4. Maciej Janowski, 5. Adrian Miedziński, 6.
Grzegorz Walasek, 7. Piotr Protasiewicz, 8. Krzysztof Kasprzak, 9. Rafał
Dobrucki, 10.Sebastian Ułamek.
Najpopularniejsi Trenerzy:
1. Marek Cieślak, 2. Roman Jankowski, 3. Jan Ząbik, 4. Dariusz Śledź.
Pięciu Najpopularniejszych
Obcokrajowców:
1. Jason Crump, 2. Leigh Adams, 3.
Chris Holder, 4. Chris Harris, 5. Greg
Hancock.
Junior Roku: Maciej Janowski
Widowiskowa Jazda: 1. Tomasz Gollob, 2. Janusz Kołodziej, 3. Piotr Świ-
derski.
Pechowiec: Emil Sajfutdinow
Dętka: Piotr Żyto, FIM za nowe
tłumiki.
Najsympatyczniejszy:
Sławomir
Drabik
TOMASZ OSIŃSKI
z Obornik Śląskich
Kamil Cieślar to największy w sezonie 2010 pechowiec
w kadrze Włókniarza. Osiemnastoletni jeździec podczas
czerwcowej rundy Młodzieżowych Drużynowych Mistrzostw Polski na torze w Częstochowie zaliczył bowiem
upadek, po którym wciąż walczy o powrót do pełnej
sprawności. Najpierw w Górnośląskim Centrum Rehabilitacji „Repty” w Tarnowskich Górach, a od połowy listopada w Klinice „RehaPlus” w Krakowie.
- Widać postęp w rehabilitacji Kamila. Wraca bowiem już
czucie w jego lewej nodze i zaczyna ona normalnie funkcjonować. Niestety, prawa kończyna jeszcze nie nadąża. Przed
Kamilem jest więc jeszcze sporo tytanicznej pracy do wykonania. Zrobimy jednak wszystko, aby pozostał on w krakowskiej klinice do momentu, kiedy wyjdzie z niej sam, na
własnych nogach - poinformował prezes Włókniarza, Marian Maślanka, który kilka razy w tygodniu odwiedza Cieślara.
Pobyt w specjalistycznej klinice w Krakowie do najtańszych
nie należy. Miesięczny koszt rehabilitacji wynosi bowiem
około 15.000 zł. Na szczęście Kamil Cieślar i jego bliscy w
tych trudnych chwilach nie zostali sami. Cały czas mogą li-
Pechowiec: Emil Sajfutdinow (dwa
razy złamana ręka)
Najsympatyczniejszy:
Janusz
Kołodziej (zawsze uśmiechnięty)
Mister Elegancji: Jarosław Hampel
(zawsze elegancki)
Impreza Roku: GP w Toruniu
Najpopularniejsi Obcokrajowcy: 1.
Jason Crump (trzecie miejsce w GP), 2.
Greg Hancock (zawsze waleczny na
torze), 3. Andreas Jonsson (zawsze
zdobywa cenne punkty), 4. Nicki Pedersen (wciąż walczy o mistrza świata),
5. Tai Woffinden (podstawowy junior
Włókniarza), 6. Ryan Sullivan (lider Unibaksu Toruń)
Objawienie Sezonu: Rafał Szombierski (wrócił na tor i jeździ fenomenalnie)
KAROLINA WOTEK
z Częstochowy
Dziesięciu
Najpopularniejszych Żużlowców
1. Tomasz Gollob – najlepszy żużlowiec na świecie
2. Jarosław Hampel – wicemistrz
świata
3. Janusz Kołodziej – świetny sezon,
być może następca Tomasza Golloba
4. Rune Holta – czwarty żużlowiec
świata
5. Maciej Janowski – przyszłość polskiego żużla
6. Damian Baliński – jeden z filarów
Unii Leszno, bardzo dobry sezon tego
zawodnika
7. Adrian Miedziński – złoto w DPŚ
8. Krzysztof Kasprzak – dobra druga
część sezonu
9. Piotr Protasiewicz – nierówny
sezon, srebro DMP
10. Przemysław Pawlicki – duża przyszłość przed tym zawodnikiem
Najpopularniejsi Obcokrajowcy: 1.
Jason Crump, 2. Greg Hancock, 3.
Leigh Adams, 4. Nicki Pedersen, 5.
Ryan Sullivan
Junior Roku: Maciej Janowski
Pechowie Roku: Emil Sajfutdinow
Najsympatyczniejszy:
Janusz
Kołodziej
Widowiskowa Jazda: Tomasz Gollob
Mister Elegancji: Piotr Protasiewicz
Impreza Roku: Grand Prix Polski w
Toruniu
MICHAŁ KUPCZYK
z Częstochowy
Pięciu
Najpopularniejszych Trenerów
1. Marek Cieślak – trener drużyny
mistrzów świata, 2. Roman Jankowski
– drużynowy mistrz Polski, 3. Jan Ząbik
– dobra praca z młodzieżą, 4. Piotr Żyto
– wicemistrzostwo Polski, 5. Dariusz
Ponad 11.000 dla Cieślara
XX Plebiscyt. Józef Dworakowski - prezes Unii Leszno (z prawej) w rozmowie z trenerem drużyny Unibaksu, Janem Ząbikiem.
Śledź – awans do Ekstraligi
JACEK NAPIERAŁA
z Łodzi
Krzysztof Kasprzak ze swoją mamą Wandą.
czyć wszak na częstochowski klub.
W pomoc zawodnikowi włączyło się zresztą całe żużlowe
środowisko. Kwestę na rzecz Cieślara podczas jednego z
meczów ligowych pod Jasną Górą przeprowadzili kibice
„Lwów”. 19 grudnia 2010 roku w częstochowskim klubie
Carpe Diem zorganizowano z kolei charytatywną imprezę,
która miała charakter licytacji gadżetów żużlowych, przekazanych przez wielu jeźdźców oraz osoby dobrej woli. Największym zainteresowaniem na wspomnianej aukcji cieszył
się kevlar Sebastiana Ułamka, który osiągnął cenę 1.500 zł.
W sumie na rzecz Kamila Cieślara tego dnia udało się zebrać
aż 11.115,40 zł.
Nie jest to jednak finalna kwota, jaka zostanie przekazana
na jego leczenie. Nie wszystkie gadżety ofiarowane przez
żużlowców udało się bowiem na czas dostarczyć do Częstochowy. W efekcie już wkrótce ruszyć mają aukcje internetowe, na których zakupić będzie można pamiątki przekazane
m.in. przez Tomasza Golloba, Janusza Kołodzieja, czy też
Krzysztofa Kasprzaka.
RAFAŁ PIOTROWSKI
TYGODNIK ŻUŻLOWY
Fot. (2x) Rafał Paszek
SPONSORZY
PLEBISCYTU
PATRONAT
MEDIALNY
NIEPOWTARZ ALNA
O K A Z JA
Ogłoszenie wyników Plebiscytu
zaplanowaliśmy na 5 marca 2011
roku w Lesznie w lokalu ,,Finezja”
(dawny klub Relax w budynku na
stadionie Alfreda Smoczyka). Uroczystość połączona będzie z wręczeniem
nominacji
Głównej
Komisji Sportu Żużlowego do
kadry narodowej juniorów i seniorów oraz tradycyjnym Balem
Żużlowców. Udział w tej imprezie
może wziąć każdy kto wykupi
kartę wstępu, która może być
wspaniałym prezentem, bowiem
jest to ostatnia sobota karnawału i
odbędzie się kilka dni przed bardzo ważnym dla Pań – Świętem
Kobiet.
Karta wstępu dla dwóch osób
(udział w uroczystości ogłoszenia
wyników Plebiscytu i Balu
Żużlowców) to koszt 380 złotych.
Zgłoszenia przyjmowane są pod
numerem telefonu: 65 529 9594 lu
pocztą elektroniczną:
[email protected]
W częstochowskim klubie Carpe Diem zorganizowano imprezę charytatywną dla Kamila Cieślara. Na zdjęciu prowadzący Ireneusz Bieleninik (z lewej) oraz prezes Włókniarza, Marian Maślanka, który wygrał licytację żużlowej „skóry”.
Fot. Tomasz Kudala
13
Trzeba zmienić otoczenie
Rozmowa z Rafałem Flegerem - zawodnikiem Kolejarza Opole
- Zdecydowałeś się na zmianę
klubu i z RKM-u Rybnik trafiłeś do
Kolejarza Opole. Czym się kierowałeś?
- Po prostu chciałem zmienić otoczenie, bo dawno tego nie robiłem.
- Czyli nie brałeś pod uwagę pozostania w rybnickim klubie?
- Początkowo dostałem nawet taką
propozycję od rybnickich działaczy.
Potem drugą i trzecią. Rozważałem je
po kolei, aż w końcu zdecydowałem się
jednak odejść.
- Co wzięło górę: gwarancja większej liczby startów w nowym sezonie?
Rafał Fleger przed Szymonem Kiełbasą.
- Nie. O to już nie chodzi, bo nikt mi
tego nie gwarantował. Zresztą z tego co
się orientuję, niewiele klubów coś takiego zapisuje w kontraktach z zawodnikami.
- Czy miało to dla ciebie znaczenie, że
odchodzisz do klubu, który już znasz?
- Tak. Byłem przecież wypożyczony
do Kolejarza, spędziłem tam bardzo
fajny okres, świetnie się tam jeździło i
mam nadzieję, że w 2011 roku będzie
podobnie.
- Czy to oznacza, że opolski tor bardziej ci odpowiada?
- W Rybniku także świetnie się czuję.
Unia Leszno
w komplecie
W czwartek (23.12) dwuletnią
umowę z leszczyńską Unią podpisał
Damian Baliński. Sezon 2010 może
uznać za jeden z najlepszych w jego karierze. Pierwszy raz od kilkunastu lat
uzyskał średnią powyżej dwóch punktów (2,098 pkt./bieg) i zajął ósme
miejsce wśród ekstraligowców.
Po podpisaniu umowy przez Balińskiego, mistrz Polski ma już gotowy
skład na sezon 2011. Jedynym
wzmocnieniem unistów jest Adam
Skórnicki.
(joj)
Gala w styczniu
Speedway Gala Lodowa Sławomira
Drabika to turniej indywidualny, który
już na stałe wpisał się w kalendarz
imprez sportowych w Częstochowie.
Zazwyczaj zawody te organizowane
były w połowie grudnia. W tym sezonie
zimowym remont częstochowskiego lodowiska przy ulicy Boya-Żeleńskiego
przeszkodził jednak w przeprowadzeniu
imprezy w terminie.
Ostatecznie dziewiąta już edycja
Gali Lodowej odbędzie się 29 stycznia 2011 roku.
14
R.P.
To nie było decydujące. Mogę powiedzieć, że generalnie wszędzie mi się
dobrze jeździ, a jedynym takim torem,
gdzie nie umiem się znaleźć jest obiekt
w Gdańsku.
- Sezon 2010 możesz chyba zaliczyć do udanych?
- Można powiedzieć, że jestem trochę
zadowolony. Jakiś niedosyt jednak pozostał. Były złe momenty, trochę meczów mi nie wyszło, ale staram się nie
rozpamiętywać przeszłości. Co dobre i
złe szybko zapominam, bo skupiam się
już na nowym sezonie.
- Czy w drugiej lidze będzie ci
Fot. Jarosław Pabijan
łatwiej o punkty?
- Nie wiadomo. Baraże w Lublinie pokazały, że z drugoligowcem wcale nie
jest łatwo wygrać. KMŻ Lublin stawiał
nam duży opór na swoim torze, ale
ostatecznie zespół z Rybnika wygrał baraże. Mnie pokazało to siłę drugiej ligi.
Nie można jej oceniać negatywnie.
- Nie żal ci odchodzić z Rybnika, bo
przecież znasz kibiców, środowisko i
klub?
- Trochę żalu jest, ale staram się o tym
nie myśleć. Już postanowiłem, decyzja
zapadła i nie mogę jej zmienić.
- Jak przygotowujesz się do no-
wego sezonu?
- Od początku grudnia trenuję indywidualnie. Ćwiczę razem z Michałem
Mitko, Sławomirem Pysznym i swoim
bratem Kamilem. Kładę duży nacisk na
wydolność organizmu, bo dużo biegam.
Nie wiem jeszcze czy okres przygotowawczy zakończę jakimś obozem z
drużyną z Opola, bo nie znam planów
klubu, ale jeśli nie, to może sam zorganizuję sobie jakiś wyjazd kondycyjny.
- Jakie masz plany sprzętowe?
- Nie złożyłem jeszcze nowego zamówienia, ale w najbliższym czasie to
uczynię. Nie będę kupował nowych silników, mam w planach wyremontowanie używanych w sezonie 2010.
Podwozia, gaźniki i sprzęgła to są rzeczy, w które chcę się zaopatrzyć jak
nowe. Jeśli chodzi o sprzęt, to nie przygotowywałem go w sezonie 2010 w
Rybniku, a silnikami zajmował się mechanik z Bydgoszczy i duński tuner. Nie
będę tym samym jakoś mocno uzależniony od pobytów w rybnickim klubie
w przeciągu nowego sezonu.
- Do sportu żużlowego przebojem
wchodzi twój brat Kamil. Jak się wam
razem jeździ?
- Jest łatwiej. Kiedy jeden czegoś nie
wie, to drugi mu podpowie. W ten sposób wszystko się nieźle kula. Kamil robi
postępy. Miał pewien progres na początku sezonu 2010, a potem przytrafiła
mu się kontuzja i jakby przestał się rozwijać. Generalnie urazy często mu przeszkadzają.
- Niezbyt często jeździliście w karierze razem. Jak to wspominasz,
gdy stawałeś obok brata pod taśmą?
- Na pewno w takich sytuacja zawsze
patrzyłem na niego. Tych okazji do
jazdy razem nie było wiele. W lidze było
tak chyba tylko w dwóch wyścigach. Nie
ustalaliśmy żadnej taktyki przed wyjazdem na tor. Jeżeli coś planuję, to potem
mi to nie wychodzi. Zawsze wolę wyjechać na tor spontanicznie. Wychodzę z
założenia, że co ma być - to będzie.
- Czy w nowym sezonie będziesz
jeździł w Danii lub Czechach?
- Na razie jeszcze nie wiem. Może coś
wymyślę, ale to jeszcze nic pewnego.
Rozmawiał:
PRZEMYSŁAW SZYMKOWIAK
Debiut Urugwajczyka!
Faworyt Norbert Magosi zwyciężył
w pierwszej rundzie Indywidualnych
Mistrzostw Argentyny, która odbyła
się w Bahia Blanca (21.12.2010). Węgier nie był jednak bezbłędny. W rundzie zasadniczej przegrywał z
gospodarzami, najpierw z Covattim,
a następnie z Carricą.
Pierwszy raz w zawodach o IM Argentyny (seniorów grupa A) wystartował mieszkaniec stolicy Urugwaju
21-letni Facundo Albin.
Na starcie stanęło sześciu Europejczyków. Czterech z nich wystąpiło w finałach. Większej roli nie odegrali
natomiast Bułgar Manew i Włoch
Seren.
Na starcie zabrakło obrońcy tytułu
Czecha Adriana Rymela (zrezygnował
z wyjazdu do Argentyny) oraz najbardziej znanego Argentyńczyka Emiliano
Sancheza (zapowiada start w kolejnych
turniejach).
Po XX wyścigu rundy zasadniczej
(ścigano się w pięciu, każdy zawodnik
wystąpił po cztery razy) rozegrano finał
B (o miejsca 6-10) i finał A (o miejsca 15, punktowany w inny sposób niż poprzednie wyścigi).
Wyniki finałów: Finał A: Magosi (8
pkt.), Allende (7), Hauzinger (6, Carrica
(5), Covatti (4). Finał B: L. Husman (3
pkt.), Iturre (2), Franchetti (1), F. Husman (0), Carpanese (0).
Klasyfikacja: 1. Norbert Magosi
(Węgry) 18 pkt. (2,3,3,2,8), 2. Lucas
Allende 15 (2,2,2,2,7), 3. Manuel Hauzinger (Austria) 16 (3,3,2,2,6), 4. Cristian Carrica 13 (1,3,1,3,5), 5. Nicolas
Covatti 16 (3,3,3,3,4), 6. Lisandro Husman 11 (w,2,3,3,3), 7. Jonatham Iturre
8 (1,3,0,2,2), 8. Guglielmo Franchetti
(Włochy) 8 (2,2,3,0,1), 9. Flavio Husman 5 (3,1,1,1,0), 10. Mattia Carpanese
(Włochy) 7 (3,0,3,1,0), 11. Facundo
Albin (Urugwaj) 6 (3,1,1,1), 12. Jonatha
Seren (Włochy) 5 (0,0,2,3), 13. Milen
Manew (Bułgaria) 5 (0,d,2,3), 14. Antonio Moyano 4 (2,2,0,0), 15. Julio Romano 4 (2,1,0,1), 16. Matias Lopez 4
(1,2,w,1), 17. Sebastian Clemente 3
(0,0,1,2), 18. Fernando Garcia 3
(1,0,2,0), 19. Martin Albanese 2
(0,1,1,0), 20. Maximiliano Westdorp 1
(1,0,0,0), 20. Facundo Gruat 1 (0,1,0,0),
22-25. Santiago Martinez 0 (0,0,0,0),
22-25. Luciano Delgado 0 (0,0,0,0), 2225. Gustavo Curzio 0 (0,0,0,0), 22-25.
Pablo Mendez 0 (0,w,0,0). Wyścigi odbywały się w pięcioosobowej obsadzie. Punktacja oprócz finału:
3:2:1:0:0. W ramach IM Argentyny zaplanowano piętnaście turniejów.
MIŁOSZ LIPPKI
TYGODNIK ŻUŻLOWY
Galicyjskie donosy
Niech się darzy!
Jak Szanowny Redaktor wie doskonale, bo znamy się już dwie dekady, jestem w wieku, w którym coś
takiego jak nastanie Nowego Roku
zmusza raczej do refleksji nad czasem upływającym niemiłosiernie
niż jest okazją do hucznej zabawy i
świętowania. Cóż, serducho by się
może i rwało do uciech tego życia
różnorakich, ale jak całkiem
niegłupio mawia pewien mój znajomy, metryka i lustro są dla człeka
bezwzględne. Nie ma uproś. Zamiast więc puszczać bąble sylwestrowego szampana puszczam
wodze wspomnień nieodległych,
resztki wigoru zachowując na tradycyjny tygodnikowy Bal Żużlowców
podsumowujący
kolejne
wydanie naszej plebiscytowej zabawy.
Mijający rok był dla naszego żużla
wyjątkowo dobry, przynajmniej
biorąc pod uwagę sukcesy na arenie międzynarodowej. Wreszcie
sięgnęliśmy po sportową konfiturę,
która wyleczyła nas z kompleksów
wiecznie niezadowolonych. Ileż to
razy narzekaliśmy na tych łamach
chociażby, że mamy najlepszą ligę,
najlepszą frekwencję na widowni i
przed
telewizorem,
najwięcej
płacimy zawodnikom, tylko jak
przyjdą mistrzostwa świata to
ciągle wygrywa ktoś inny. W tym
roku było wreszcie tak jak sobie
przez lata życzyliśmy i marzyliśmy.
Po długich jak wieczność niemal
czterech dekadach Polak został najlepszym żużlowcem na świecie.
Nasza drużyna też wygrała i to na
zagranicznym torze, co było dotąd
często piętą achillesową naszych
ścigantów. Ale jak mogło być inaczej, skoro miała w składzie trzech
zawodników z pierwszej czwórki
Grand Prix, a na dodatek chyba największe odkrycie tegorocznego sezonu jeżeli chodzi o starty w elicie,
czyli Janusza Kołodzieja. To
wszystko są plusy, które rok
żużlowy 2010 zapisze niewątpliwie
na swoje konto.
Ale nie mogą przysłonić całkowicie pewnym trendów niekorzystnych. Widać niestety jak na dłoni,
że te wszystkie osiągi nie zostały
marketingowo wykorzystane, przynajmniej nie widać efektów. Bo
przecież nie chodzi wcale o to, że
Tomasz Gollob goni od telewizji do
telewizji. Żużel chyba po prostu
skazany jest, aby być sportem, w
którym mieszają się niczym w tyglu
pojęcia elitarność wraz z zaściankowością. Przyniosło ostatnie dwanaście miesięcy także refleksje nad
stanem szkolenia. Zapatrzeni w Janowskiego, Dudka czy Pawlickiego
nie możemy nie zauważyć, że coraz
mniej mamy zdolnej młodzieży, co
rodzi pytanie, kto za kilka czy kilkanaście lat zastąpi na podium mistrzów świata naszych dzisiejszych
liderów. Coś nam w ostatnich latach
umknęło najwyraźniej i czas szybko
zacząć wyciągnąć z tego wnioski.
Na zakończenie jeszcze podziękowanie dla Głównej Komisji Sportu
Żużlowego. Różnie o niej pisałem,
bo też często nie zgadzałem się z
tym co robi i z jej decyzjami. Ale
ostatnia, aby zachować indywidualne mistrzostwa Polski w dotychczasowej formie, a więc w
formule jednodniowego finału bardzo do gustu mi przypadła, bałem
się bowiem o jego przyszłość
gdyby finał został rozmyty pomiędzy trzy turnieje. Rozsądek i przywiązanie do tradycji jednak wygrały.
I to naprawdę doskonała wiadomość
na
ostatnie
godziny
kończącego się roku. A w następnym niech Wam się darzy! Po prostu...
ROBERT NOGA
Świąteczny
Wiele niewiadomych
w Częstochowie
prezent dla Stali Gorzów...
Zawodnicy, działacze i sponsorzy
Stali Gorzów, spotkali się w przedświąteczną środę na „Opłatku Wigilijnym”, podczas którego prezes
Władysław
Komarnicki
sprawił
wszystkim świąteczny prezent.
przedstawiając nowego żużlowca
klubu. Stał się nim 21-letni reprezentant Polski juniorów i wychowanek
oraz
dotychczasowy
zawodnik
pierwszoligowego GTŻ-u Grudziądz
- Artur Mroczka.
Ta wiadomość dla wielu kibiców w Gorzowie nie była zaskoczeniem. W mieście od początku tygodnia mówiło się,
że prezes miejscowej Stali jeszcze
przed świętami sprawi fanom swojej
drużyny niespodziankę. Artur Mroczka
rekomendował trener reprezentacji Polski Marek Cieślak.
- Artur Mroczka to niewątpliwie talent powiedział prezes Stali, Władysław
Komarnicki. - Jest to wielokrotny reprezentant kraju w rozgrywkach młodzieżowych.
Trzykrotny
medalista
Drużynowych Mistrzostw Świata Juniorów, w tym dwukrotnie złoty, a raz
srebrny. W związku z tym to nie jest też
przypadek. Doszedł do wniosku, że
jeżeli w przyszłości chce w sporcie
żużlowym zrobić krok do przodu, to
musi startować w Ekstralidze. To podstawowy warunek. A jest to zawodnik,
który nie boi się stanąć w szranki z najlepszymi u mnie w klubie, w rywalizacji
o miejsce w składzie. Ja takich młodych
Artur Mroczka (z prawej) ze swoim nowym pracodawcą na najbliższe dwa sezony, prezesem Stali Gorzów Władysławem Komarnickim.
Fot. autor tekstu
Najpierw
zaległości
W czasie kiedy inne kluby kompletują
ligowe składy, w Pile działacze skupiają
się na pozyskaniu sponsorów. Sytuacja
finansowa Speedway Polonii nie uległa
większym zmianom. Nadal klub ma
spore zaległości wobec zawodników. Z
tego też powodu niedawno Zespół ds. Licencji dla Klubów Ekstraligi, I i II Ligi Żużlowej nie przyznał pilanom licencji na starty
w sezonie 2011.
Pilscy działacze na razie nie zdecydowali się na porozumienia z zawodnikami
w sprawie spłaty zadłużenia. Nie ma bowiem aktualnie gwarancji na wywiązanie
się z zaległych zobowiązań. Sternicy Speedway Polonii liczą, że ich sytuacja finansowa wkrótce się zmieni. Prowadzone są
bowiem zaawansowane rozmowy z potencjalnymi sponsorami, ale dopóki nie
zostaną one sfinalizowane, władze
klubu nie chcą zdradzać szczegółów.
Po ostatnich wyborach w pilskim ratuszu
zaszły spore zmiany. Klub liczy także na
pomoc z miasta, zgodnie z wcześniejszymi
obietnicami. Może nastąpić ona jednak najwcześniej na początku przyszłego roku.
Kwestia budowania zespołu została
więc odłożona na później. Wiadomo już,
że w pilskim teamie nie zobaczymy Anglika
Simona Steada, który zdecydował się na
starty w Lublinie. Prawdopodobnie klub
zmieni Aleksiej Charczenko. Kilku innych
jeźdźców, którzy reprezentowali Speedway
Polonię w 2010 roku, także rozpatruje występy w innych zespołach.
Działacze z Piły poczynili jednak przymiarki dotyczące uzupełnienia składu.
Jednym z pozyskanych juniorów ma
być Marcin Wawrzyniak z Gniezna. Mówi
się także o transferze Damiana Celmera.
WIESŁAW SZMAGAJ
Z G K SŻ. . .
IMP jednodniowy
Zrezygnowano z pomysłu, aby
przyszłoroczny finał IMP zastąpiły
trzy turnieje i powstał cykl zawodów o Czapkę Kadyrowa. Chociaż
początkowo wydawało się, że będzie to realne, Piotr Szymański,
szef GKSŻ wyjawił, iż nie ma
mowy o zmianie zasad w sezonie
2011.
- Tradycja spowodowała, że nie
chcemy przerywać czegoś, co się
utrwaliło. Były obawy, że co prawda
pierwszy turniej będzie jeszcze ciekawy, ale już po tym, gdy zawodnicy
stracą szanse na dobry wynik, w kolejnych mogą nie chcieć jeździć powiedział Piotr Szymański.
ludzi z ambicjami bardzo cenię. Dlaczego Stal Gorzów? Otóż Przemek
Pawlicki mówił mu same ochy i achy o
naszym klubie. Mówił o wielkim żalu, że
sam nie może być w naszym klubie.
Artur Mroczka kontrakt ze Stalą Gorzów podpisał na dwa najbliższe sezony. Stwierdził, że starty w klubie
obok mistrza świata Tomasza Golloba i trzykrotnego championa Nicki
Pedersena to spełnienie jego marzeń.
- Myśl, że w tym roku miałem udany
sezon. Starty w ligach zagranicznych
wyszły mi super - powiedział Artur
Mroczka. - W Grudziądzu było dobrze,
ale... Chyba najwyższy czas, żeby spróbować sił z najlepszymi. Wiem, że w
Stali nie mam pewnego miejsca w
składzie. Będę walczył i myślę, że
miejsce w drużynie na mecze ligowe
postaram sobie zapewnić. Jestem zawodnikiem, który potrzebuje presji i
walki o coś. Niestety w pierwszj lidze
tego nie odczuwałem tego. Chcę to
zmienić. Ponoszę ryzyko, ale wiem, że
jestem w stanie być w pierwszej piątce.
Cieszę się, że nie mam zapewnionego
miejsca w składzie, bo będę musiał na
to pracować, a to może prowadzić do
jeszcze większych sukcesów.
Artur Mroczka zastąpi w Stali Gorzów Tomasza Gapińskiego, który
zrezygnował ze startów w Gorzowie i
prawdopodobnie znajdzie zatrudnienie w pierwszoligowej Polonii Bydgoszcz. Natomiast prezes Stali
Władysław Komarnicki zapewnił, że
skład jego drużyny jest już praktycznie w komplecie, a Artur Mroczka jest
ostatnim nabytkiem. Jednak jeśli
chodzi o Przemysława Pawlickiego,
to ostatniego słowa jeszcze nie powiedział...
MIROSŁAW WIECZORKIEWICZ
Kara została
Lee Richardson i Paweł Miesiąc
wysłali pismo do GKSŻ, w którym
zwracają się z prośbą o anulowanie
kary nałożonej na nich po meczu
Marmy-Hadykówki Rzeszów z Lokomotivem Daugavpils w sezonie 2010.
Sędzia Marek Wojaczek z Godziszki
ukarał obu żużlowców wykluczeniem do
końca zawodów za sprowokowanie
bójki po jedenastym wyścigu. Zgodnie z
regulaminem - wiąże się to z zawieszeniem w jednych zawodach następujących po meczu, w którym
wymierzono karę. Choć Anglik i Polak
wszystko już sobie wyjaśnili i ukorzyli się, to GKSŻ pozostała nieugięta. - Tu nie było żadnej nowej
decyzji - jest kara regulaminowa wymierzona niejako „z automatu” i jest ona
nie do cofnięcia - wyjaśnił Piotr Szymański.
(szyk)
„Papa” nie dla Polonii?
Niewiele wskazuje na to, aby
Władysław Gollob miał zostać prezesem ŻKS Polonia Bydgoszcz po
zmianie prezydenta Bydgoszczy.
Spekulacje tego typu obiegły w
ostatnim tygodniu Bydgoszczy. - To
pytanie nie do mnie - odpowiada
Jacek Wojciechowski, aktualny
prezes klubu.
Pakiet większościowy w bydgoskiej spółce posiada miasto. Mniejszościowy należy do Bydgoskiego
Towarzystwa Żużlowego „Polonia”,
którego prezesem jest Marek
Bąkowski. - To właśnie miasto posiada władzę. Rada Nadzorcza może
odwołać prezesa lub go powołać. BTŻ
będzie stało na stanowisku, że nie ma
podstaw merytorycznych, aby dokonywać zmian - powiedział Marek
Bąkowski. Jego zdaniem potrzebne
są trzy lata na uzdrowienie bydgoskiego żużla. - Właściciel, a takim jest
miasto, może w każdej chwili bez powodu odwołać zarząd. Na głowie prezesa jest upominanie się o spółkę,
aby wszystko w niej grało - powiedział Jacek Wojciechowski.
Nowy prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski - jest uznawany za
człowieka sportu. Jego syn gra
nawet w piłkę nożną w bydgoskiej
Polonii. Jacek Wojciechowski jest
już po pierwszych dwóch spotkaniach z nowym włodarzem miasta.
(szyk)
TYGODNIK ŻUŻLOWY
Tuż po otrzymaniu licencji na starty
w Ekstralidze w sezonie 2011
działacze
częstochowskiego
Włókniarza rozpoczęli budowę nowego zespołu. W ciągu zaledwie
kilku dni umowy z „Lwami” parafowali: Daniel Nermark, bracia Grigorij
i Artem Łagutowie, Rafał Szombierski oraz Peter Karlsson. Ważne kontrakty z klubem ma także szerokie
grono krajowych juniorów.
- Ten skład jest adekwatny do naszych
możliwości finansowych i do sytuacji w
jakiej się znaleźliśmy. Nie mogliśmy i co
więcej nie chcieliśmy brać udział w licytowaniu zawodników. Postawiliśmy na
negocjacje z żużlowcami i myślę, że to
dobry kierunek dla tego sportu. Nasi zawodnicy z entuzjazmem podchodzą do
startów w Ekstralidze. Będą chcieli udowodnić swoją wartość na torze i jestem
przekonany, że im się to uda - ocenił
swoich podopiecznych prezes Marian Maślanka.
Wspomniani jeźdźcy to być może
nie koniec kontraktów pod Jasną
Górą. - Próbujemy jeszcze pozyskać
jednego, bądź dwóch zawodników,
żeby wzmocnić nasz skład - wyjawił
sternik „biało-zielonych”.
Nazwiska potencjalnych kandydatów
do startów z lwem na piersi jak na razie
owiane są tajemnicą. To jednak nie koniec niewiadomych pod Jasną Górą. Ze
względu na zbyt niski KSM, niepewna jest bowiem przyszłość Taia
Woffindena w Częstochowie. Nie
wiadomo także kto poprowadzi ekipę
Włókniarza w nowym sezonie.
Jeszcze kilkanaście dni temu wszystkie znaki wskazywały, że funkcję trenera obejmie jeden z najlepszych
wychowanków w historii „biało-zielonych”, Marek Cieślak. 17 grudnia
udzielił on jednak wywiadu TVP, z
którego wywnioskować można było,
że znacznie bliżej mu do podpisaniu
umowy z Falubazem, niż z jego ma-
cierzystym klubem. - Wypowiedź Cieślaka jest da nas zaskakująca. Nikt nie
będzie przecież rozczarowany, kiedy
przegramy trzy, czy też cztery mecze z
rzędu. Sezon 2011 jest rokiem przejściowym. Chcielibyśmy, aby z tej nowej
drużyny Cieślak wybrał kandydatów do
jazdy w barwach Włókniarza na kolejne
sezony. Dwuletni kontrakt z nim jest już
przygotowany i gotowy do podpisania.
Jestem przekonany, że w Częstochowie
Cieślak ma fantastyczny klimat do powrotu i nikt nie skreśli go po kilku porażkach. Liczy się przecież wynik
końcowy, a z takim trenerem byłby on
na pewno bardzo dobry - powiedział 20
grudnia Marian Maślanka.
Co ciekawe, Cieślak we Włókniarzu
miał pracować na trochę innych zasadach niż jego poprzednik, czyli
Jan Krzystyniak. Wychowanek Falubazu zatrudniony był bowiem zarówno w spółce, jak i w
stowarzyszeniu, gdzie trzymał pieczę
nad żużlowym narybkiem. - Cieślak
skupiony byłby na pracy w spółce.
Opiekowałby się także juniorami już po
licencji. Szkoleniem podstawowym w
stowarzyszeniu zajmowałby się natomiast już ktoś inny - wyjaśnił sternik
Włókniarza.
21 grudnia doszło do spotkania pomiędzy zainteresowanymi stronami.
Konsensusu jednak nie osiągnięto.
Czy wobec tego częstochowianie
mają jakieś wyjście awaryjne? Oczywiście. Zresztą tak naprawdę nie
rozstaliśmy się z Janem Krzystyniakiem. Po sezonie powiedzieliśmy sobie,
że wrócimy jeszcze do rozmów, jeżeli
zaistnieje taka sytuacja. W naszym mieście jest jednak duże ciśnienie na powrót Marka Cieślaka. Jeżeli wybierze on
inny klub, to na pewno uszanujemy tę
decyzję. Z drugiej jednak strony będziemy trochę rozczarowani - zakończył prezes Maślanka.
RAFAŁ PIOTROWSKI
Prezydium ZG PZM 17 grudnia 2010
roku zdecydowało przekazać prawa
medialne i pochodne do zawodów
żużlowych o Drużynowe Mistrzostwo
I i II ligi żużlowej w 2011 roku, w zakresie przekazu telewizyjnego, radiowego i internetowego klubom -
organizatorom zawodów DM I i II ligi
w sezonie 2011 za kwotę 1000
złotych od klubu za sezon. Prawa do
transmisji Speedway Ekstraligi niezmiennie posiada TVP SA, zgodnie z
zawartą wcześniej umową.
(PS)
Prawa TV dla klubów
ZKŻ wspiera schronisko
Powstaje kalendarz z żużlowcami
ZKŻ-u Zielona Góra. Dochód z jego
sprzedaży zostanie przeznaczony na
potrzeby schroniska dla zwierząt w
Zielonej Górze. Przedstawiciele zielonogórskiego klubu pozowali już do
zdjęć z czworonogami.
- Te psiaki potrzebują pomocy,
dobrych właścicieli. A jeśli ktoś nie może
zabrać psa do siebie na stałe, to warto
choć przygotować dla niego paczkę z
przysmakami - powiedział Grzegorz
Zengota.
To kolejna charytatywna akcja zielonogórskiego klubu w tym roku.
Wcześniej ZKŻ pomagał m.in. powodzianom z Bogatyni, a także ofiarom
wybuchu gazu w Zielonej Górze.
M.S.
Grzegorz Zengota pozuje do zdjęcia z
jednym z podopiecznych schroniska.
Fot. Marek Staniszewski
15
Wyścigi lodowe na Stegnach w 2012 roku!
Rozmowa z Pawłem Ruszkiewiczem - menedżerem żużlowym
- Na jakim etapie przed kolejnym sezonem w
wyścigach motocyklowych na lodzie, znajduje
się podkomisja tego sportu działająca przy
PZM?
- Najtrudniejszym, czyli organizowania budżetu i
zbierania pieniędzy przed zawodami. To dla nas
rzecz najważniejsza. Chcemy wzbogacić Grzegorza Knappa o drugi poważny motocykl, na którym
będzie mógł ścigać się w Grand Prix. Do tej pory
jego zapasowy sprzęt nie był z najwyższej półki,
teraz ma mieć dwa równorzędne motory. Ciągle
szukamy też poważnych partnerów biznesowych.
- Czy nowi zawodnicy wzmocnią polską reprezentację w ice racingu?
- Opieramy się na sprawdzonej trójce: Grzegorzu Knappie, Mirosławie Daniszewskim i Michale
Widerze. Oni jeździli w MŚ i ME. Jeśli Paweł Strugała, który jest Polakiem i nie ma powodów, żeby
nie reprezentował nas będzie chętny, choć on ma
licencję szwajcarską, to kto wie. Może jeździć jako
Polak, ale nie w MŚ i będzie nas reprezentował w
Poznaniu i Sanoku, lecz nie w zawodach tej rangi.
Ponadto to jest jeszcze dwóch ludzi, którzy mają
zamiar poważnie podejść do żużla. Jeden pochodzi z Krosna i jeśli poważnie podejdzie do tematu,
to ma spore szanse. Drugi to żużlowiec - Marcin
Sekula. Czekam na jego decyzję. Co roku ma problemy zdrowotne, a teraz miał umówioną operację
na grudzień. Jeśli jej nie przejdzie, to obiecał, że
wystartuje.
- Skupia się pan teraz na lodowym żużlu czy
jest też czas na kontraktowanie zawodników
do klubów żużla klasycznego?
- Lód pochłania mnie bez reszty. Bardzo dużo
mamy zapytań, planów i sugestii, aby organizować
kolejne imprezy. Nie chcemy być do końca uzależnieni od warunków pogodowych, które na razie
są idealne i wszystko wskazuje na to, że imprezy
w Cielimowie koło Gniezna oraz Poznaniu, dojdą
tej zimy do skutku. Poza tym czynię poważne starania, aby ice racing wrócił do Warszawy. Mamy
poważne ustalenia na 2012 rok. Są podchody innych ośrodków: Łodzi i Gorzowa. Czasu na klasyczny żużel, poza tym co robię przy Grand Prix,
nie mam. Pomagam kilku zawodnikom w związku
z kontraktami, ale to ograniczona sprawa.
- Na czym będzie polegała reaktywacja wyścigów na lodzie w Warszawie?
- W grę wchodzą Stegny. Jesteśmy po rozmowach z Warszawskim Ośrodkiem Sportu i Rek-
Sprawy związane z organizacją zawodów na torach
lodowych bardzo pochłaniają Pawła Ruszkiewicza.
Fot. Paweł Wilczyński (PhotoPress)
reacji, a także ze Związkiem Łyżwiarstwa Szybkiego, który ma decydujący głos w sprawie
obiektu. Łyżwiarze mają teraz okres olimpijski i nie
ma opcji, aby w trakcie sezonu zagościć tam z motocyklami. Z prezesem tego związku umówiliśmy
się tak, że po zakończeniu sezonu 2012 w pierwszy weekend marca zorganizujemy na Stagnach
zawody w wyścigach motocyklowych na lodzie.
Przychylił się do tego pomysłu Wiesław Wilczyński, czyli szef warszawskiego sportu w stołecznym
urzędzie. Rozmawialiśmy na ten temat i powiedział, że jeśli nie będzie to kosztowało Warszawy,
nie zaburzy też planów łyżwiarzy szybkich, to on
będzie za. Pójdziemy w tym kierunku, a ma to być
też pierwszy krok do odbudowania żużla w Warszawie. Mnie zależy na rozwoju ice racingu. Stolica jest idealnym strzałem marketingowym, bo
mamy już sugestie kibiców i mediów, że to byłoby
dobre. Na ile dopiszą kibice - tego nie wiemy. Musimy to sprawdzić. Pod względem promocyjnym
dla całego żużla uważam, że GKSŻ powinna za
punkt honoru postawić sobie kwestię powrotu
żużla w jakiejkolwiek formie do stolicy. W Londynie
nie ma żużla i jest kłopot od paru lat z promocją
tej dyscypliny. U nas finansowo i marketingowo nie
jest źle, ale żużel na lodzie na pewno pomoże
jeszcze w promocji klasyka. Przecież łączników
mamy wielu i wierzę, że będzie to bodziec dla
prężnie działającego Warszawskiego Towarzystwa
Speedwaya.
- Wspomniał pan o Poznaniu, Łodzi i Warszawie. Czyżby duże miasta miały stać się
niedługo żużlowymi stolicami Polski w okresie
zimy?
- Jeśli prześledzi się ostatnie trzydzieści lat, to
można zobaczyć, że ta odmiana żużla trafiała do
wielkich miast: Moskwy, Sztokholmu, Goeteborga,
Grenoble, Helsinek, Eindhoven lub Heerenven i
Berlina. Może to jest metoda? Byłem z Witoldem
Skrzydlewskim w hali Atlas Arena. Mamy dokładne
dane i nie ma przeciwwskazań, żeby zorganizować zawody, a tym bardziej, że tam zamraża się
nawierzchnię i można stworzyć niezłe warunki.
Może uda się tam wytyczyć tor długości około
dwustu metrów. Na razie to plany na przyszłość.
Pięć lat temu rozmawialiśmy, jak pan pamięta, że
w Sanoku trzeba wszystko robić starannie i powoli,
czekając na rozwój. Taka jest też sytuacja na Malcie w Poznaniu. Tamtejszy tor jest świetny, lecz
musimy mocno się modlić o mróz. Będzie tam
udana impreza. Mamy propozycje z Krakowa i
Wałbrzycha, gdzie również jest zainteresowanie
takimi zawodami. Pracy jest dużo, a perspektywy
są jasne i oby tylko starczyło czasu.
Rozmawiał:
PRZEMYSŁAW SZYMKOWIAK
Młodzi do wzięcia
Anton Goethberg (ur. 10.02.1991)
16
Chociaż lekarze są pesymistami, może okazać się, iż Anthon Goethberg da radę jeszcze
wsiąść na motocykl i w sezonie
2011 wróci na tor po ciężkiej
kontuzji. 30 czerwca w drugim
wyścigu meczu Nassjo Nassjo Gnistorna Malmoe w ramach
szwedzkiej Division 1 (trzecia
klasa rozgrywkowa), młody
Szwed uległ kontuzji.
- Doznałem złamania kręgosłupa, niestety, banda okazała
się dla mnie za twarda, a była z
drewna! - wspomina żużlowiec. Gdyby nie moja kontuzja, może
już w sezonie 2010 wystartowałbym w Polsce na kilku torach.
Miałem zamiar pojechać do Polski
na treningi, pokazać się z dobrej
strony i być może zakotwiczyć na
stałe, ale nie wyszło...
Nie można zabierać zawodnikom nadziei. Być może kontrakt
w Polsce wydaje się nierealny,
ale tylko na razie. - Sytuacja wygląda w ten sposób, że nie wiem
czy będę jeszcze chodził. Lekarze
nie są optymistami, ale zobaczymy co wydarzy się, gdy będę
zdrowy - przekonuje żużlowiec,
dla którego sezon 2010 nie za-
TYGODNIK ŻUŻLOWY
czął się źle, bo niewiele mu zabrakło do uzyskania awansu do
finału MEJ. - Odpadłem na etapie
półfinału w Elgane. Po tych zawodach nie byłem zadowolony.
Miałem na torze odpowiednią
prędkość, ale tor się zmieniał i nie
szło mi już dobrze, a dodatkowo w
jednym z wyścigów upadłem na
prowadzeniu. Potem nie miałem
już szczęścia. W sumie mogłem
zdobyć więcej punktów.
Zawodnik do czasu pechowego dla siebie meczu w Szwecji reprezentował dwa kluby. Gnistornie i Ornarnie wiele zawdzięczam. Mogłem jeździć dla
nich w wielu zawodach. Kiedy
uległem kontuzji, otrzymałem
stamtąd wsparcie. Lejonen nie
dało mi nigdy prawdziwej szansy.
Rok i dwa lata temu tylko w finałach, gdy zdobywałem punkty,
ale po nich już nie miałem możliwości zaprezentowania się dla zespołu - kończy żużlowiec.
Być może kontrakt w polskiej
lidze podbudowałby psychicznie szwedzkiego żużlowca,
który zapewnia, że ciągle walczy o powrót do zdrowia.
(PS)
Rafał
obiecał
Po ośmiu latach sprawowania władzy Konstanty Dombrowicz przestał być prezydentem
Bydgoszczy. W drugiej turze wyborów samorządowych przegrał z Rafałem Bruskim - dotychczasowym
wojewodą
kujawsko
pomorskim, który był popierany przez Platformę Obywatelską. Nowy włodarz miasta został już zaprzysiężony. Co to oznacza dla
bydgoskiego sportu, a przede wszystkim
żużla? Na razie trwają spekulacje, pojawiają się
plotki, a także domysły.
Fakty są takie, że w kampanii wyborczej Rafał
Bruski uzyskał poparcie od Tomasza Golloba.
Był obecny w sztabie wyborczym nowego prezydenta, gdy ogłaszano wyniki wyborów i szczerze
gratulował wyboru. Wcześniej Bruski mówił o
potrzebie powrotu Tomasza Golloba do Polonii
Bydgoszcz. Na konferencjach prasowych i spotkaniach towarzyszył mu Jerzy Kanclerz, były
działacz Polonii (kiedyś był przez jeden sezon menedżerem drużyny). Co z tego wyniknie?
Bruski swoje expose po zaprzysiężeniu okrasił
wątkami sportowymi. Jego prawą ręką w dziedzinie sportu został były dziesięcioboista Zawiszy, Sebastian Chmara. Wiceprezydent wywodzący się ze
świata sportu ma pomóc Rafałowi Bruskiemu w
odnowieniu wizerunku Bydgoszczy, choć przyznać
trzeba, że wiele będzie w tym względzie zależało
od radnych. Tutaj do dyspozycji Platformy Obywatelskiej będzie bardzo dużo głosów. Przewodniczącym nowej Rady Miasta został były prezydent
Bydgoszczy (sprzed ośmiu lat) Roman Jasiakiewicz (kojarzony z lewicą). Za jego czasów bracia
Gollobowie święcili sukcesy w Polonii, a Tomasz był nawet członkiem zarządu klubu BKS
Polonia.
- Projekt budżetu wymaga weryfikacji pod kątem
realności - zaznaczył Rafał Bruski. Wiadomo, że
w bydgoskich realiach żużlowych uwarunkowania
budżetowe będą miały wpływ na ewentualną modernizację stadionu. Odchodzący prezydent Konstanty Dombrowicz zakładał, że inwestycja będzie
miała charakter partnerstwa publiczno-prywatnego, a więc prezes Polonii Jacek Wojciechowski
znajdzie nie tylko inwestora gotowego wesprzeć
przebudowę stadionu, ale także bank chętny
udzielić kredytu gwarantowanego przez miasto (to
jest głównym udziałowcem spółki ŻKS Polonia).
Bruski też zakłada takie rozwiązania, choć nie powiedział jeszcze niczego konkretnego o stadionie
Polonii.
Wiadomo, że zdaniem nowego prezydenta,
Bydgoszcz zaprzepaściła szansę na kontynuo-
Pierwsze
tytuły rozdane!
20-letni Dale Finch obronił tytuł mistrza
Nowej Zelandii Juniorów. Finał za sezon 2011
rozegrano jeszcze w „starym roku”, 18 grudnia
na torze Moore Park w Christchurch. Tytuł
wicemistrzowski wywalczył Sean Mason, a
brązowy medal Jamie Moohan.
Tydzień wcześniej na torze Rosebank Domain w
Auckland (12.12) odbył się turniej o Mistrzostwo
Wyspy Północnej (Nowa Zelandia podzielona jest
na dwie wyspy). W zawodach tych przypomniał się
Andrew Bargh, który pewnie wygrał, a jeszcze niedawno ten 24-latek zapowiadał się na rasowego
jeźdźca i próbował swych sił w Wielkiej Brytanii.
Bargh w nagrodę otrzymał 600 dolarów nowozelandzkich (ok. 1400 złotych). Drugie miejsce
zajął Dylan Moohan, a trzecie obrońca tytułu doświadczony 30-latni Dylan Hancock. Najważniejszą imprezą sezonu w Nowej Zelandii, finał
Indywidualnych mistrzostw seniorów, zaplanowano na 27 lutego w Auckland.
ML
Bruski
Golloba...
wanie organizowania turniejów Grand Prix, bo
oferta była złożona za późno. Z tym poglądem
nie zgadza się Konstanty Dombrowicz.
Nowy włodarz Bydgoszczy zapowiedział, że
zmieni się styl promowania Bydgoszczy. Chciałbym, aby Bydgoszcz była kojarzona z najwyższą jakością i to w każdej dziedzinie - przyznał w expose Rafał Bruski. Być może oznacza
to również jakość żużlową, a ta, niewątpliwie,
jest kojarzona jedynie z Grand Prix i Drużynowym Pucharem Świata oraz Ekstraligą. - Bydgoszcz to sport. Aby mógł się rozwijać, trzeba
stworzyć prawidłowe podstawy jego finansowania. Problem ten trzeba zacząć postrzegać w kilkuletniej perspektywie, by kluby mogły spokojnie
realizować swoje strategie. Budżet miasta powinien być tylko jednym, a nie jedynym źródłem finansowania sportu. Sport jest dla kibiców. To oni
poprzez swoją aktywność, przez swój udział na
trybunach, powinni decydować gdzie kierowane
są środki. Zarządzanie klubami trzeba pozostawić
specjalistom - menedżerom sportu, a nie wiernym
urzędnikom prezydenta - wyznał Rafał Bruski.
Po zaprzysiężeniu prezydenta w bydgoskim
środowisku sportowym zawrzało. Z tej racji, że
miasto jest udziałowcem spółek sportowych (m.in.
piłkarskiego Zawiszy i żużlowej Polonii), zaczęto
spekulować o zmianach personalnych. W Zawiszy nie trzeba było długo czekać na ruch kadrowy.
Maciej Skwierczyński, prezes, oddał się do dyspozycji Rady Nadzorczej spółki WKS Zawisza
Bydgoszcz SA. Kibice żużla zastanawiają się
teraz co będzie działo się z Jackiem Wojciechowskim, prezesem ŻKS Polonia Bydgoszcz
SA. „Gazeta Wyborcza” spekuluje o ewentualnym
zaproponowaniu
stanowiska
Władysławowi Gollobowi. Wiekowy już senior
klanu Gollobów wydaje się średnio zainteresowany tak odpowiedzialną i nową dla niego rolą
(prezesura 2011 roku to nie to samo co z lat dziewięćdziesiątych). Kibice jednak roztaczają wizję
nowej-starej Polonii. Nowej, bo z Oskarem Gollobem, synem Jacka, byłego reprezentanta Polonii. Starej - w przyszłości także z Tomaszem,
którego nadal wiąże dwuletnia umowa ze Stalą
Gorzów. Warto przy tej okazji przypomnieć wypowiedź Rafała Bruskiego (pisaliśmy o tym w
relacji z jego spotkania z dziennikarzami
żużlowymi), który zapewnił, że jako prezydent
zrobi wszystko, aby Tomasz Gollob żużlową
karierę zakończył w Bydgoszczy. Czy teraz
prezydent dotrzyma obietnicy?
PRZEMYSŁAW SZYMKOWIAK
Rozwiązanie
„UKOŚNIK 1”
3
LEIGH ADAMS
W POLSKIEJ LIDZE
Kolejno: data, miejscowość - zespół gości,
wynik meczu - punkty Leigha Adamsa
Leigh Adams przejedzie do historii sportu żużlowego nie tylko w Lesznie ze
względu na niespotykaną wśród zawodników zagranicznych wierność barwom jednego klubu w naszym kraju. W barwach leszczyńskich ,,Byków” startował przez
piętnaście lat, zawsze będąc ich czołowym zawodnikiem. Odegrał też znaczącą
rolę w rozgrywkach o medale mistrzostw świata, stając na podium rywalizacji indywidualnej i drużynowej. W cyklu tym przybliżona zostanie sylwetka Australijczyka, jego dorobek w meczach polskiej ligi oraz sukcesy na arenie
międzynarodowej. Kolejne odcinki ukazywać się będą w tej samej formule, więc
jeśli ktoś zechce, może je zebrać w całość jako jedną publikację.
Do startów w Anglii namawiało go wiele
osób, ale decydujące znaczenie miała opinia
Neila Streeta, byłego żużlowca, a w tamtych
latach menedżera w brytyjskich klubach, później także reprezentacji Australii. Neil to prywatnie teść australijskiego indywidualnego
wicemistrza świata Phila Crumpa i dziadek Jasona Crumpa, który już niebawem miał stać się
jedną z największych żużlowych gwiazd. Przyjazd Leigha Adamsa na Wyspy mocno rekomendował też Todd Wiltshire, będący w
tamtych latach podporą australijskiej drużyny
narodowej. Pomysł ten popierali gorąco także
wspomniani już wcześniej John Bougler i Phil
Crump.
Decyzja okazała się trafna. Już w pierwszym
roku startów w Anglii, w sezonie 1989, Leigh
zanotował znaczące sukcesy. Trafił, też zgodnie z sugestią starszych, bardziej doświadczonych rodaków, nie do najwyższej ligi na Wyspach,
ale do National League, będącej odpowiednikiem
trzeciej ligi. Już drugi sezon w zespole Poole, z
którym Leigh podpisał kontrakt, występował Craig
Boyce, który po odejściu do innej drużyny Anglika
Steve Schofielda, był niekwestionowanym liderem „Piratów”. To u boku Craiga, Leigh Adams
poznawał tajniki brytyjskich torów, a że
uczniem był niezwykle pojętnym, szybko stał
się, obok rodaka, najskuteczniejszym zawodnikiem zespołu. To głównie za sprawą tej
dwójki Australijczyków Poole wygrało rozgrywki w swojej klasie, o pięć meczowych
punktów wyprzedzając drugi w tabeli zespół
Wimbledonu.
Leigh pojechał w sezonie 1989 w czterdziestu ligowych spotkaniach swej brytyjskiej
drużyny, siedmiokrotnie zdobywając komplety punktów. Ze średnią 9,21 pkt. na mecz
zajął szesnaste miejsce wśród zawodników National League, a drugą lokatę w drużynie Poole.
Lepszy, ze średnią 9,33, był w zespole tylko Craig
Boyce. W ekipie „Piratów” w 1989 roku występo-
Rozwiązanie krzyżówki „Ukośnik 1” z wydania „Tygodnika Żużlowego” nr 44 (2010) brzmi:
„Wojciech Grodzki”. W wyniku losowania nagrody otrzymują: Jan Szołomicki z Gorzowia –
książka „Liga Polska” tom II; Marta Hanusek z
Wijewa oraz Tadeusz Walencik z Lublina – plakaty z Januszem Kołodziejem.
Już niebawem zaprezentujemy rozwiązanie
krzyżówki „Jubileuszowej”, która była zamieszczona w wydaniu „Tygodnika” nr 48
(2010).
Nagrody wyślemy pocztą. Gratulujemy!
Dobre starty w lidze oraz innych imprezach sprawiały Leighowi dużo satysfakcji, był coraz pewniejszym i skuteczniejszym zawodnikiem, jednak...
Fot. Stanisław Malas
wali ponadto: Alun Rossiter, Alastair Stevens,
Gary Allan, Tony Langdon, Kevin Smart, Mike
Lewthwaite, Jon Surman, Stele Leigh.
Mistrzowskie debiuty
Startom syna na europejskich torach kilka
razy przyglądał się ojciec. John Adams miał
powody do satysfakcji, bowiem syn, będąc
właściwie debiutantem, świetnie spisywał się
nie tylko w rozgrywkach ligowych. Nie brakowało także udanych startów w innych impre-
...coraz częściej marzył o tym, by móc reprezentować swój kraj w mistrzostwach świata.
Fot. Tomasz Rosochacki
zach. Towarzyskich, ale nie tylko.
Leigh pojechał do duńskiego Slangerup, gdzie
7 maja 1989 roku rozgrywany był jeden z ćwierćfinałów Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów. Miał nadzieję, że powalczy o miejsce w
czołowej ósemce, ale gdy po dwóch seriach startów okazało się, że jest jedynym zawodnikiem
bez porażki, pojawiła się ochota na pozycję co
najmniej medalową. Było jeszcze lepiej, bo zgromadził w sumie trzynaście punktów, tyle samo co
Szwed Henrik Gustafsson i Anglik Dean Standing. O kolejności na trzech czołowych lokatach
zadecydował wyścig barażowy, który, po odparciu zdecydowanego ataku „Henki” w pierwszym
wirażu, Leigh pewnie wygrał i wracał do Poole
jako triumfator tej pierwszej przeszkody w drodze
do młodzieżowego finału.
Jak to mówią, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Po udanym ćwierćfinałowym występie jechał Adams do szwedzkiego Mariestad z
wiarą, że też powalczy o jedno z czołowych
miejsc. Tymczasem zaczął od czwartej lokaty w
pierwszym starcie, w drugiej serii nawet wygrał,
ale później męczył się bardzo i z trudem zgromadził osiem punktów, co dało mu awans z ósmej
pozycji bez potrzeby walki w barażu. Na torze Ornarny Mariestad królowali młodzi Szwedzi, wygrał
Niklas Karlsson, przed Henrikiem Gustafssonem
i Peterem Karlssonem. Awansowali też Polacy,
Sławomir Dudek i Piotr Świst, Klaus Jacobson
z Danii oraz sklasyfikowany tuż przed Adamsem
jeszcze jeden Szwed, Kenneth Lindby. (cdn)
TYGODNIK ŻUŻLOWY
2000 - DMP (VII miejsce) - UNIA LESZNO
02.04 Leszno - Włókniarz Częstochowa 44:42 13 (3,3,3,1,3)
16.04 Wrocław - Unia Leszno 44:46 - 10
(3,3,1,1,2)
24.04 Leszno - Pergo Gorzów 46:42 - 15
(3,3,3,3,3)
07.05 Leszno - Polonia Piła 43:47 - 16
(3,3,3,3,2,2)
28.05 Leszno - Wybrzeże Gdańsk 47:43 - 14
(3,3,2,3,3)
11.06 Piła - Unia Leszno 49:40 - 13 (2,3,3,2,0,3)
18.06 Leszno - Apator Toruń 47:43 - 14
(3,3,2,3,3)
25.06 Gorzów - Unia Leszno 51:39 - 16
(3,2,2,3,3,3)
02.07 Leszno - WTS Wrocław 48:42 - 13
(3,3,3,3,1)
18.07 Leszno - Polonia Bydgoszcz 43:47 - 10
(2,3,2,d,1,2)
23.07 Częstochowa - Unia Leszno 54:36 - 13
(2,2,3,3,3,d)
13.08 Gdańsk - Unia Leszno 52:38 - 11
(2,2,3,3,1)
20.08 Leszno - Włókniarz Częstochowa 47:43 12 (3,2,3,1,3)
03.09 Wrocław - Unia Leszno 51:32 - 11
(2,2,3,3,1)
10.09 Leszno - WTS Wrocław 44:46 - 14
(3,3,3,3,2)
24.09 Leszno - Wybrzeże Gdańsk 49:41 - 11
(3,3,3,1,1)
01.10 Częstochowa - Unia Leszno 42:47 - 14
(3,3,2,3,3)
mecze - 17, biegi - 90, punkty - 228, średnia 2.533
2001 - DMP (VII miejsce) - UNIA LESZNO
01.04 Piła - Unia Leszno 55:33 - 15 (3,3,2,2,3,2)
16.04 Leszno - Polonia Bydgoszcz 35:55 - 13
(2,1,2,3,3,2)
22.04 Gorzów - Unia Leszno 49:40 - 13
(2,2,2,3,1,3)
23.04 Leszno - Apator Toruń 32:58 - 15
(3,2,3,2,3,2)
03.05 Leszno - WTS Wrocław 44:46 - 10
(3,2,2,2,1)
13.05 Częstochowa - Unia Leszno 57:33 - 11
(3,2,2,3,1,0)
20.05 Leszno - ZKŻ Zielona Góra 64:26 - 12
(2,2,3,3,2)
03.06 Zielona Góra - Unia Leszno 45:27 - 10
(1,3,1,3,2)
14.06 Leszno - Włókniarz Częstochowa 53:37 13 (3,3,3,3,1)
08.07 Leszno - Pergo Gorzów 49:41 - 13
(3,2,3,3,2)
22.07 Bydgoszcz - Unia Leszno 42:48 - 15
(3,3,3,3,3)
05.08 Leszno - Polonia Piła 48:42 - 13 (1,3,3,3,3)
19.08 Częstochowa - Unia Leszno 57:33 - 12
(2,3,3,d,2,2)
02.09 Leszno - Polonia Piła 40:50 - 17
(3,3,2,3,3,3)
16.09 Leszno - ZKŻ Zielona Góra - 13 (3,3,2,2,3)
17.09 Zielona Góra - Unia Leszno 43:47 - 10
(3,3,3,0,1)
23.09 Leszno - Włókniarz Częstochowa 51:39 13 (2,3,2,3,3)
mecze - 17, biegi - 92, punkty - 226, średnia 2.457
2002 - DMP (srebrny medal) - UNIA LESZNO
01.04 Toruń - Unia Leszno 53:37 - 11
(2,1,3,2,1,2)
14.04 Wrocław - Unia Leszno 41:41 - 9 (2,3,2,2)
01.05 Bydgoszcz - Unia Leszno 47:43 - 14
(3,3,3,3,2)
03.05 Leszno - Włókniarz Częstochowa 49:41 12 (3,3,2,3,1)
19.05 Piła - Unia Leszno 43,5:46,5 - 11,5
(3,3,3,1,1.5)
26.05 Leszno - Polonia Piła 51:39 - 12 (2,3,3,3,1)
30.05 Częstochowa - Unia Leszno 50:40 - 12
(3,3,2,2,2)
23.06 Leszno - Polonia Bydgoszcz 47:43 - 13
(3,3,1,3,3
17
TYGODNIK ŻUŻLOWY
Mirosław Cierniak. Niestety, szkoleniowiec zrezygnował ze współpracy po zdarzeniu z 19 czerwca kiedy to jego zespół
przegrał z Kolejarzem Opole 42:47. Kibice
długo nie mogli się pogodzić z tą porażką,
a głównym winowajcą uznali właśnie
Cierniaka. Wszystko dlatego, że świetnie
dysponowany w tym dniu Andriej Kudriaszow tylko cztery razy wyjechał na tor.
Cierniaka na stanowisku zastąpił menedżer Michał Widera.
Właśnie Andriej Kudriaszow był objawieniem krakowskiej drużyny. 19-letni
Rosjanin, uwielbiany przez krakowskich kibiców, jeździł nie tylko skutecznie, ale bardzo
ofensywnie. Na początku lipca miał pecha.
W meczu ligi rosyjskiej doznał złamania pięty
lewej nogi i praktycznie do końca sezonu nie
odzyskał wcześniejszego „wigoru”.
Z bardzo dobrej strony pokazał się także
jego rodak Władimir Borodulin. To właśnie
ten 18-latek był ojcem wspomnianego sensacyjnego remisu w Opolu, w którym zdobył
aż 12 punktów.
Przeciętny sezon zanotowali natomiast
Semen Własow oraz Danił Iwanow, który w
marcu wywalczył tytuł wicemistrza świata w...
mistrzostwach świata w wyścigach na lodzie.
Najlepszy jeździec Wandy w lidze
Roman Chromik próbował swoich sił w
IMP, ale podobnie jak Grzegorz Stróżyk
nie przebrnął przez ćwierćfinał. Półfinału
MIMP nie zdołał „przejść” junior Bartosz Szymura. W jakimś sensie powetował to sobie w
finale Srebrnego Kasku w Bydgoszczy, w
którym zajął przyzwoite dwunaste miejsce.
Krakowianie całkiem nieźle wypadli w
MDMP. W swojej grupie eliminacyjnej zajęli
trzecie miejsce i awansowali do półfinału, w
którym zajęli czwartą pozycję - ostatnią nie
premiowaną awansem do finału! Wandę w
MDMP prezentowało trio: Janusz Baniak,
Mateusz Konsek i Bartosz Szymura.
Świetną promocją żużla w Krakowie był
drugi rocznik Pucharu Prezydenta Miasta.
Październikowe zawody przyciągnęły na
stadion aż cztery i pół tysiąca kibiców!
Obsada musiała budzić jednak szacunek.
Zaproszono m.in. aktualnego jeszcze wtedy
IMŚ Jasona Crumpa. Turniej - ku uciesze fanów zakończył się sukcesem Janusza
Kołodzieja, który w finale pokonał Zengotę,
Miedzińskiego i właśnie Crumpa. Najlepszy z
gospodarzy - Patryk Pawlaszczyk - był jedenasty.
Trener: Mirosław Cierniak (do 20.06.2010) oraz Michał Widera
64. Maksim ŁOBZENKO, Rosja (ur. 1992) 1 0 (3) 0,000 dom - wyjazd 1 0 (3) 0,000
Mówili w trakcie sezonu
- Dzisiaj było wszystko z walką i kibicami
na czele, zabrakło tylko szczęścia - Mirosław Cierniak po przegranej z Orłem
Łódź 44:46, w obecności 4 tysięcy widzów.
- Wszyscy skazywali nas na porażkę, a my
byliśmy blisko wygranej i to nawet z bonusem - Bartosz Szymura, po sensacyjnym
remisie w Opolu.
- W klubie się nie przelewa i jedziemy
składem oszczędnościowym - Grzegorz
Stróżyk po jednym z meczów w połowie
rundy zasadniczej.
- Mój los w rękach prezesa - Patryk Pawlaszczyk, po tym jak stracił swój najlepszy sprzęt.
- Kilka lat temu w II lidze było totalne amatorstwo, dzisiaj jest zupełnie inaczej - Pawlaszczyk w jednym z wywiadów.
- Zawodnicy naprawdę walczyli bardzo ambitnie, a nasz skład - z czterema juniorami był przecież daleki od optymalnego - Michał
Widera, trener po meczu w Pile, przegranym tylko 41:49.
W kolejnych rubrykach: numer kolejki,
termin meczu, rywal (dużymi literami
mecze na własnym torze), D - dom, W wyjazd, wynik, liczba widzów, sędzia, najlepszy czas dnia.
Opracował: MIŁOSZ LIPPKI
46. Mariusz KONSEK (ur. 1990) 5 12+1 (17) 0,765 dom 1 2 (3) 0,667 wyjazd 4 10+1 (14) 0,786
42. Władimir DUBININ, Rosja, lic. ukraińska (ur. 1976) 3 10 (11) 0,909 dom 2 3 (5) 0,600 wyjazd 1 7 (6) 1,167
34. Semen WŁASOW, Rosja (ur. 1981) 5 25+2 (24) 1,125 dom 3 22 (15) 1,467 wyjazd 2 3+2 (9) 0,556
29. Claes NEDERMARK, Dania (ur. 1989) 3 10+2 (9) 1,333 dom 1 2 (3) 0,667 wyjazd 2 8+2 (6) 1,667
17. Hynek STICHAUER, Czechy (ur. 1987) 2 10+1 (7) 1,571 dom 1 7+1 (4) 2,000 wyjazd 1 3 (3) 1,000
15. Danił IWANOW, Rosja (ur. 1986) 6 38+2 (23) 1,739 dom 5 38+2 (22) 1,818 wyjazd 1 0 (1) 0,000
10. Władimir BORODULIN, Rosja (ur. 1992) 4 27+1 (15) 1,867 dom 1 6 (3) 2,000 wyjazd 3 21+1 (12) 1,833
NIESKLASYFIKOWANI
45. Janusz BANIAK (ur. 1989) 11 28+4 (39) 0,821 dom 5 17+1 (15) 1,200 wyjazd 6 11+3 (24) 0,583
39. Bartosz SZYMURA (ur. 1989) 13 63+8 (55) 1,291 dom 6 27+4 (22) 1,409 wyjazd 7 36+4 (33) 1,212
36. Grzegorz STRÓŻYK (ur. 1988) 13 77+8 (60) 1,417 dom 7 35+5 (28) 1,429 wyjazd 6 42+3 (32) 1,406
26. Patryk PAWLASZCZYK (ur. 1988) 11 78+5 (52) 1,596 dom 5 33+4 (22) 1,682 wyjazd 6 45+1 (30) 1,533
22. Andriej KUDRIASZOW, Rosja (ur. 1991) 9 64+4 (38) 1,789 dom 5 46+4 (23) 2,174 wyjazd 4 18 (15) 1,200
15. Roman CHROMIK (ur. 1981) 8 78+8 (43) 2,000 dom 6 62+8 (31) 2,258 wyjazd 2 16 (12) 1,333
WANDKA KRAKÓW W STATYSTYCE
SZCZEGÓŁOWE STATYSTYKI SEZONU 2010 W , ,ŚWIECI E ŻUŻLA’ ’ NR 4 W SPRZEDAŻY DO 3 1.12. 2010.
Drużyna Speedway Wanda Karaków. Stoją od lewej: Janusz Baniak, Władimir Dubinin, Grzegorz
Stróżyk, Mirosław Cierniak (trener) i Mateusz Gielas (kierownik drużyny). Klęczą od lewej: Roman
Chromik, Bartosz Szymura i Patryk Pawlaszczyk.
Fot. Rafał Paszek
Łódź, a przegrała tylko 44:46.
Potem odniosła trzy zwycięstwa, a także
wywalczyła cenny remis w Opolu, który
uznano za sporą niespodziankę.
Przed sezonem działaczom udało się
zmontować całkiem niezły skład. Przede
wszystkim pozyskano ze Speedway Miskolc
dwóch liderów, Adriana Rymela i Semena
Własowa. Niestety, Czech w trakcie sezonu
przeszedł do KMŻ Lublin, a Własow zanotował najgorszy sezon w swojej karierze.
Drużynę od początku sezonu prowadził
były świetny zawodnik tarnowskiej Unii
LIGOWA STATYSTYKA 2010 - II LIGA - SPEEDWAY WANDA KRAKÓW - VIII MIEJSCE
Wanda Kraków po pięciu latach przerwy
powróciła na żużlową mapę Polski. Krakowianie zajęli wprawdzie ostatnie
miejsce w tabeli II ligi, ale wstydu nie przynieśli. W niedalekiej przeszłości Wanda
słynęła z tego, że nie kończyła rozgrywek.
Tym razem do tego jednak nie doszło i
pierwszy raz od 2003 roku przejechała
cały sezon.
Ostatnie miejsce to na pewno nie powód
do chluby, ale Wanda miała swoje małe
sukcesy. Na inauguracje była o włos od pokonania późniejszego zwycięzcy ligi Orła
18
Listy * Listy * Listy
Droga Redakcjo !
Jaki wynik? Dlaczego?
Wiele kontrowersji i reakcji wzbudził ostatni wyścig drugiego meczu barażowego o Ekstraligę, pomiędzy Włókniarzem a Lotosem Gdańsk,
rozgrywanym w Częstochowie. Na bazie tych wydarzeń zwracamy się do Was Żużlowej Centrali o
interpretację wydarzeń, po ostatnim wyścigu, bowiem uważamy, że sędzia popełnił błąd regulaminowy odbierając punkty Rune Holcie. W
konsekwencji zrobiono korektę wyniku.
W osłupienie nas wprowadził wynik zweryfikowanego meczu, który wynosi 61:29, czyli punkty zabrane Rune Holcie przez sędziego Piotra Lisa, były
zabrane niezgodnie z regulaminem.
Prosimy o umieszczenie wyjaśnień tych faktów na
łamach „Tygodnika Żużlowego”. Jeżeli został popełniony błąd przez sędziego, to winien on ponieść
konsekwencje. Dlaczego wynik tego spotkania był
tak długo weryfikowany przez Żużlową Centralę?
Nieformalnie wiadomo, że weryfikacja przez GKSŻ
Szanowna Redakcjo
Chciałbym podzielić się swoim zbulwersowaniem
po przeczytaniu wywiadu z Panem Andrzejem Witkowskim - wiceprezydentem FIM oraz prezesem
PZM, który uważam za skandaliczny.
Pan prezes usiłuje robić z zawodników i kibiców
durniów, którzy nie wiedzą co się wokół nich dzieje
cyt. „To jest tylko polski problem i podnoszony tylko
przez polskich zawodników (...) prosiłem żeby nie
dali się podpuszczać zwłaszcza Krzysztofowi Cegielskiemu (...) cały żużlowy świat do 10 grudnia
podpisze się pod stosowaniem nowych tłumików.
Jeżeli tego nie zrobią zostaną z ręką w nocniku.
Jeżeli nie chcą korzystać z nowych tłumików, to nie
będzie ich w GP i zaręczam pana, że mistrzostwa
świata odbędą się bez nich”.
Uważam że Pan Prezes wykazał się niebywałą
arogancją. Po pierwsze jest Polakiem i przedstawicielem naszego kraju we władzach FIM, kraju który
od lat ciągnie za uszy światowy żużel i powinien
dbać o nasze interesy, a dla pana Witkowskiego
żadnym problemem nie jest to, że w GP może zabraknąć polskich zawodników, którzy nie godzą się
na nowe tłumiki, a nad którymi ma władzę jako prezes PZM i niech nie ważą się protestować, czy pan
tak nie myśli panie prezesie? Dla mnie to próba zastraszania. Według niego zawodnicy nie mają
prawa protestować w sprawie, która ich bezpośrednio dotyczy. Zawodnicy inwestują gigantyczne
pieniądze w sprzęt, który i tak jest bardzo drogi, a
przez nowe niedopracowane tłumiki stanie się jeszcze bardziej awaryjny i niebezpieczny, ale co tam,
grunt że FIM postawi na swoim. Tak naprawdę to
tylko zawodnicy są kompetentni, aby się w tej sprawie wypowiadać fachowo.
Bardzo ładnie i zwięźle powiedział to Piotr Protasiewicz cyt. „ktoś na pozycji działacza nie może takich spraw czuć, a nowe tłumiki są po prostu złe.
Powodują masę niepotrzebnych kosztów i maja
wiele wad”. Tak jak Piotrek myśli wiele zawodników.
Słowo zawodnika, który jeździł już na nowych tłumikach i wie czym pachną przeciwko słowu działacza.
Ja wierzę Protasiewiczowi, który na żużlu jeździ już
wiele lat i wie co mówi. Podobnie wypowiada sie
mistrz świata Tomasz Gollob. Skoro pan Witkowski
tak intensywnie zabiega o wprowadzenie nowego
sprzętu, to może ma w tym interes jak i cały FIM,
skoro nie chce słuchać głosu rozsądku? Ja tylko
nastąpiła przez głosowanie. Jeżeli to prawda, to
prosimy podać zapis regulaminowy dający taką
możliwość GKSŻ.
Dlaczego w zawodach finałowych o IMP w Zielonej Górze zawodnik miejscowy G. Zengota brał
udział w kolejnych wyścigach nie będąc zgodnie z
RSŻ do tego uprawnionym (brak rotacji zawodników rezerwowych, brak określenia statusu zawodnika rezerwowego po pierwszej serii startów).
Dlaczego w zawodach pożegnalnych L. Adamsa
w Lesznie brał udział zawodnik Piotr Pawlicki - junior, nie mając na te zawody pozwolenia, bowiem
mógł on w roku 2010 brać udział w tylko w zawodach do lat 16.
W/w przypadki stanowiły dla nas źródło intensywnych dyskusji.
Aby uciąć wszelkie spekulacje prosimy o interpretację przedstawionych faktów przez władze zarządzające polskim żużlem.
Sylwester i Leszek Zawiślakowie
Marcin Kociemba
Zarośla Osiedle k/Częstochowy
pytam. Jeżeli nie widzi protestujących polskich zawodników w światowej elicie, to jego też powinno
zabraknąć we władzach światowego żużla jako naszego przedstawiciela, ale do tego trzeba mieć
honor, o który pana Witkowskiego nie podejrzewam, stołek jest najważniejszy. Przedstawiciel
żużlowej władzy nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji braku naszych zawodników w GP? Nasz kraj
jest lokomotywą światowego żużla, to my mamy
najwięcej zawodników i kibiców, którzy jeżdżą po
całej Europie, bez nas ten sport upadnie, najgorsze
jest to, że te słowa wypowiedział Polak.
Pan Witkowski jest we władzach światowego
żużla nie po to aby dbać o swoje interesy, ale po to,
aby ten sport rozwijać. Z tego co mówi wynika, że
ma inne zdanie. Może jest już wypalony działaniem
w sporcie, więc może czas zrobić miejsce młodszym.
Uważam, że kłamstwem i ignorancją jest mówienie, że to tylko polski problem. Wielu zawodników
światowej czołówki popiera Polaków w walce z FIM,
między innymi Emil Sajfutdinow, Greg Hanckok, Andreas Jonsson. Nasi zawodnicy wiodą prym w tym
proteście, bo polski żużel wiedzie prym na świecie.
Widzę, że panu Witkowskiemu trudno się pogodzić
się z tym że to swoi mu przeciwstawiają.
Kolejnym niemiłym akcentem tego wywiadu było
stwierdzenie że cyt. „Rozmawiałem z niektórymi zawodnikami i prosiłem żeby nie dawali się podpuszczać zwłaszcza Krzysztofowi Cegielskiemu”,
wypowiadać się w ten sposób o zawodniku tak doświadczonemu przez żużel, który mimo wszystko
chce w tym sporcie działać i robić coś dobrego w
odróżnieniu od pana Witkowskiego świadczy o
bucie i niebywałej arogancji tego człowieka. Może
boli go, że „Metanol” któremu Krzysiek przewodzi,
walczy z tym głupim pomysłem. Przypominam petycję zorganizowaną przez to stowarzyszenie, które
podpisało wielu zawodników i kibiców (prawie
16000), dla niego to nic nie znaczy.
Nie pozostaje nic innego jak zjednoczyć siły zawodników, trenerów i działaczy klubowych oraz kibiców w walce z głupotą działaczy FIM, którzy
dbają o swoje interesy, a nie tych, dla których ten
sport istnieje. Zachęcam do pisania listów, petycji i
innych form protestu, bo najgorsze to nie robić nic.
Pozdrawiam zawodników i kibiców w całym kraju oraz
oczywiście redakcję.
Wojciech Tomczyk Bydgoszcz
Dezerter i zdrajca?
Jest wrzesień 1958 roku. Drużyna Sparty
Wrocław kończy tournee po Holandii. Ostatni
punkt pobytu to wizyta w kinie na filmie, którego w Polsce nie można obejrzeć - „Most na
rzece Kwai”. Prawdopodobnie w trakcie
seansu, kino opuszcza jeden z żużlowców,
wcześniej oddający towarzyszom paszport,
jako rękojmię powrotu...
Tadeusz Teodorowicz, bo o nim mowa, więcej nie spotkał się z większością kolegów z
toru. W Holandii poprosił o azyl polityczny i
pozostał w Królestwie Niderlandów. Jednak po
powrocie żużlowców, w gazetach jego nazwisko
wymieniano obok pozostałych uczestników tournee, którzy zameldowali się w kraju.
Po kilku dniach temat Teodorowicza nie istniał,
a nazwisko reprezentanta Polski zastępowano
milczeniem. Żużlowiec rozpoczynający swoją karierę w Gwardii Gdynia jakby zapadł się pod ziemię. Dopiero „Słowo” i „Trybuna Ludu”
poinformowały na swoich łamach o tym, że
Tadeusz Teodorowicz nie powrócił do kraju,
mocno piętnując takie zachowanie.
Losy byłego finalisty IMP 1955 (VIII), 1956
(VI) oraz 1957 (VI) nie są do końca wyjaśnione.
Pewne jest to, że holenderskie władze nie były
skłonne, aby wydać paszport buntownikowi, potępionemu przez władze PRL oraz wykluczonemu z szeregów klubu Sparta Wrocław.
Teodorowicz nie potrafił zaaklimatyzować się w
miejscu zatrudnienia. Praca na roli nie była tym,
czego oczekiwał. Kilka niewybrednych słów
sprawiło, że trafił do więzienia.
Holenderscy żużlowcy robili wszystko, aby
uwolnić utalentowanego zawodnika. Podobno
jeden z nich, Nick van Gorcum, napisał nawet list
do królowej Holandii, przychylnej sportowcom, z
prośbą o wstawiennictwo w sprawie żużlowca.
Czy ten list pomógł Polakowi? Nie wiadomo.
Faktem jest, iż Teodorowicz został zwolniony
z aresztu w połowie lutego 1959 roku.
Kilka dni później trzymał już w dłoniach holenderski paszport. Zamieszkał w Amsterdamie,
u australijskiego zawodnika Noela Conwaya, jednocześnie pracując jako mechanik. Roy James,
ówczesny kolega „po fachu”, skonektowany
z brytyjskimi promotorami, pomógł mu znaleźć klub na Wyspach.
Ucieczka, urodzonego w Wilnie w czerwcu
1931 roku zawodnika, stała się przyczyną
burzy wokół Sparty oraz szukania winnych
jego ucieczki, lub tych, którzy pomogli mu
tego, nawet nieświadomie, dokonać.
Tymczasem zawodnik przystąpił do sezonu
na Wyspach. Po kilku spotkaniach został ukarany
międzynarodowym
zawieszeniem,
będącym konsekwencją ucieczki. Reakcja kibiców oraz czynnych żużlowców była natychmiastowa.
FIM, pod naporem
ludzi
związanych z czarnym sportem w Anglii, cofnęła swoją decyzję. Teodorowicz mógł zatem
kontynuować sportową karierę.
Upór, ambicja oraz wola walki doprowadziły go
do stadionu marzeń. 14 września 1963 roku Tadeusz Teodorowicz pełnił rolę rezerwowego w fi-
Tadeusz Teodorowicz na Wyspach Brytyjskich w
barwach zespołu Swindon.
Fot. z archiwum Marka Smyły
nale na Wembley, który zakończył triumfem Ove
Fundin. W Polsce w tematycznych gazetach oraz
rubrykach sportowych wyczytać można było: „w
stawce finalistów zabrakło Polaków”.
Startujący z brytyjską licencją żużlowiec, nazywany przez Brytyjczyków „Teo”, nosił się
powoli z myślą o zakończeniu kariery. Niebezpieczny upadek podczas Finału Brytyjskiego A.
D. 1964 wykluczył go z jednego spotkania. Kilkadziesiąt godzin później, 1 września, pomimo bólu,
postanowił wystartować w spotkaniu Swindon z
West Ham. W trzech pierwszych wyścigach zdobył zaledwie dwa „oczka”. W XII biegu dnia po raz
ostatni pojawił się na torze... na ostatnim łuku,
ostatniego okrążenia doszło do tragedii.
Niegroźnie wyglądający upadek miał większe konsekwencje niż początkowo się wydawało. W drodze do szpitala Teodorowicz
stracił przytomność. Okazało się, że ma pękniętą czaszkę. 142-dniowa walka o życie zakończyła się porażką 21 stycznia 1965 roku.
Porażką boleśniejszą, niż każde z zer...
Ciało żużlowca, o którym krążyły legendy
dotyczące splendoru jakim otaczał się we
Wrocławiu, spoczęło na cmentarzu w Swindon. Być może płoną na nim znicze zapalane
przez tamtejszą „Polonię”?... Znicze na grobie człowieka, który przez niektórych okrzyknięty dezerterem i zdrajcą, dziś będący
postacią prawie zapomnianą, postanowił
uciec tam, gdzie czekać miała na niego wolność i spełnione marzenia...
BARTŁOMIEJ JEJDA
BIO G RAFIA JAN A ZĄB IKA
TO Ś W I ET N Y PR EZ E N T N A K A ŻD Ą O K A ZJ Ę!
Książka opisuje karierę toruńskiego żużlowca, jego życie prywatne i pracę trenerską. Przy
okazji poznać można spory kawałek historii czarnego sportu w Toruniu, od czasów Mariana Rose
po sukcesy ostatnich lat. Książka ma miękką oprawę, 256 stron i jest bogato ilustrowana. Cena
– 29 złotych (w tym jest już koszt przesyłki.
POLECAMY TAKŻE:
„ŻUŻLOWCY ZNANI I LUBIANI – JAROSŁAW HAMPEL” - 29 zł.
„ŻUŻLOWE ABC”: tom I - 29 zł, II - 29 zł, III - 24 zł, IV - 24 zł, VI - 29 zł, VII - 29 zł, VIII – 29 zł, IX
– 31 zł; za dziewięć tomów - 189 zł.
„ASY ŻUŻLOWYCH TORÓW”: - Jan Ząbik - 29 zł, Andrzej Wyglenda - 32 zł, Henryk Żyto – 31
zł, za trzy tomy (Ząbik, Wyglenda, Żyto) – tylko 65 złotych.
,,ŻUŻLOWE MISTRZOSTWA”: tom I (MIMP) - 21 zł, II (MPPK) – 21 zł, III (MDMP) – 22 zł, IV
(MMPPK) – 18 zł, V (IMP 1932-68) – 21 zł, VI (IMP 1969-85) – 21 zł, VII (IMP 1986-2009) – 21 zł; za
siedem tomów – 109 zł.
„PASJE LUDWIKA DRAGI” - 33 zł.
Wszystkie kwoty zawierają koszt przesyłki. Aby nabyć książki należy wymienione kwoty
przesłać przekazem pocztowym na adres: FIRMA WYDAWNICZA ,,DANUTA” DOBRUSZEK; skr.
pocztowa 19; 64-100 Leszno 6 w miejscu na korespondencję wpisując tytuły zamawianych
książek. Możesz ułożyć swój dowolny zestaw książek – napisz meila: [email protected] lub
zadzwoń: 695 934-936. Więcej na stronie: www.ksiazkizuzlowe.pl
TYGODNIK ŻUŻLOWY
19
SPEED WAY NA ŚWIECIE
U K R A I NA
Drugi sezon Ukraińskiej Ligi Speedwaya (ULS) okazał się zwycięski
dla gościnnie startującej rosyjskiej
Turbiny Bałakowo.
Tytułu tym samym nie obronił
Szachtar Czerwonograd.
Do ligi przystąpiła o jedna więcej
drużyna niż w sezonie 2009. Niestety,
po rozegraniu jednego spotkania z
rozgrywek wycofał się Uragan
Równe.
Liga nie była też tak wyrównana jak w
pierwszym sezonie. SKA Lwów - poza
jednym zwycięstwem z Uraganem,
które i tak zostało anulowane - przegrał
wszystkie spotkania.
Zdecydowanie najlepszą ekipą okazała się Turbina, która najpierw wygrała
wszystkie spotkania w rundzie zasadniWYNIKI
Turbina Bałakowo
Szachtar Czerwonograd
Kaskad Równe
SKA Lwów
czej, a następnie w finałowym dwumeczu nie dała szans Szachtarowi.
Najlepszym zawodnikiem ULS okazał się Roman Povazhny, który przegrywał niezmiernie rzadko i wykręcił
znakomitą średnią 2,7 pkt. na wyścig.
Regularnie startowała piątka Polaków, a więc Okoniewski, Dym, Suchecki, Trojanowski i Miesiąc.
Oprócz nich z mniejszym natężniem
widywaliśmy Hliba, Kuciapę, Jędrzejewskiego, Chrzanowskiego i Jacka
Rempałę.
Trudno powiedzieć jakie będą losy
ULS w sezonie 2011. Tym bardziej, że
Ukraińcy zamierzają startować w
lidze polskiej. Być może w ULS zobaczymy natomiast ... Speedway Miskolc lub drużynę z Gyuli, bowiem
jest możliwość, że Węgrzy nie
zgłoszą się do rozgrywek w Polsce.
Turbina
X
44:45
39:53
-
Szachtar
56:36
X
39:50
39:52
Kaskad
68:24
63:30
X
44:49
SKA
59:31
54:36
51:40
X
Mecz Uragan Równe - SKA Lwów
(36:52) został anulowany, bo drużyna
Uraganu wycofała się z rozgrywek. Ze
względu na brak terminów nie udało się
rozegrać meczu SKA Lwów - Turbina
Bałakowo.
Finał play-off
Szachtar Czerwonograd - Turbina
Bałakowo 42:48 i 31:61 (w dwumeczu
73:109, Turbina została mistrzem ULS)
TABELA KOŃCOWA RUNDY ZASADNICZEJ
1. Turbina Bałakowo (Rosja)
5
15
+107
2. Szachtar Czerwonograd
6
14
+54
3. Kaskad Równe
6
10
-86
4. SKA Lwów
5
5
-75
Punktacja: zwycięstwo 3 pkt., remis 2 pkt. porażka 1 pkt.
KLASYFIKACJA INDYWIDUALNA
1. Roman Povazhny (Turbina)
2,700
15. Paweł Miesiąc (SKA Lwów)
3. Andriej Karpow (Szachtar)
2,327
17. Władimir Dubinin (SKA Lwów) 1,000
2. Rafał Okoniewski (Kaskad)
4. Denis Gizatullin (Turbina)
2,500
2,125
5. Zbigniew Suchecki (Szachtar) 2,095
6. Ilia Czałow (Turbina)
2,050
8. Piotr Dym (SKA Lwów)
1,833
7. Rafał Trojanowski (Szachtar)
9. Denis Sajfutdinow (Turbina)
1,885
1,808
16. Witalij Lisak (Kaskad)
18. Andriej Kobrin (Szachtar)
19. Władimir Tejgeł (Szachtar)
1,625
1,045
1,000
0,879
20. Jarosław Poliuchowicz (Kaskad) 0,688
21. Michaił Oneszko (SKA Lwów) 0,364
Zasady klasyfikacji: Minimum 11 star-
10. Kirył Cukanow (SKA Lwów) 1,771
tów dla SKA Lwów, 13 startów dla Kas-
12. Denis Nosow (Turbina)
Bałakowo, 17 startów dla Szachtara Czer-
11. Aleskandr Loktajew (Szachtar) 1,733
1,684
13. Aleksandr Borodaj (Kaskad) 1,667
14. Andriej Kudriaszow (Turbina) 1,667
20
kad Równe, 15 startów dla Turbiny
wonograd.
PARADA DRUŻYN
TURBINA BAŁAKOWO (ROSJA)
Roman Povazhny
7
107+1
(40)
2,700
Denis Gizatullin
7
78+7
(40)
2,125
Ilia Czałow
5
32+9
(20)
2,050
Denis Sajfutdinow
5
39+8
(26)
1,808
Denis Nosow
4
25+7
(19)
1,684
Andriej Kudriaszow
7
54+6
(36)
1,667
--------------------------------------------------------------------------------------------------------Emil Sajfutdinow
2
26+1
(9)
3,000
Renat Gafurow
1
12+2
(6)
2,333
Władimir Borodulin
2
15+2
(11)
1,545
Maksim Łobzenko
1
2
(3)
0,667
SZACHTAR CZERWONOGRAD
Andriej Karpow
8
111+3
(49)
2,327
Zbigniew Suchecki (Polska)
4
38+6
(21)
2,095
Rafał Trojanowski (Polska)
5
43+6
(26)
1,885
Aleksandr Loktajew (Rosja, lic. ukraińska) 8
71+7
(45)
1,733
Andriej Kobrin
6
20+3
(23)
1,000
Władimir Tejgeł
7
24+5
(33)
0,879
-------------------------------------------------------------------------------------------------------Paweł Hlib (Polska)
2
23+6
(12)
2,417
Tomasz Chrzanowski (Polska)
2
22
(13)
1,692
Siergiej Darkin (Rosja)
2
13+2
(11)
1,364
Kjastad Puodżuks (Łotwa)
1
3
(5)
0,600
KASKAD RÓWNE
Rafał Okoniewski (Polska)
4
58+2
(24)
2,500
Aleksandr Borodaj
6
58+2
(36)
1,667
Witalij Lisak
5
11+1
(22)
1,045
Jarosław Poliuchowicz
3
11
(16)
0,688
-------------------------------------------------------------------------------------------------------Artem Łaguta (Rosja)
1
16
(6)
2,677
Maciej Kuciapa (Polska)
2
27
(12)
2,250
Semen Własow (Rosja)
2
18+2
(11)
1,818
Władimir Kołodij
1
6
(5)
1,200
Ilia Bondarenko (Rosja)
2
8
(10)
0,800
Stanisław Ogorodnik
3
7
(11)
0,636
Władimir jr Kołodij
2
3+1
(9)
0,444
Paweł Kondratiuk
4
4
(11)
0,364
Władimir Omelian
1
0
(5)
0,000
SKA LWÓW
Piotr Dym (Polska)
5
42+2
(24)
1,833
Kirył Cukanow (Rosja/Ukraina)
5
56+6
(35)
1,771
Paweł Miesiąc (Polska)
4
37+2
(24)
1,625
Władimir Dubinin (Rosja, lic. ukraińska) 5
27+2
(29)
1,000
Michaił Oneszko
3
3+1
(11)
0,364
------------------------------------------------------------------------------------------------------Marcin Jędrzejewski (Polska)
1
6
(4)
1,500
Danił Iwanow (Rosja)
1
8
(6)
1,333
Jurij Pietrow
1
4+1
(5)
1,000
Siergiej Borisenko
1
1
(3)
0,333
Witalij Biełousow (Rosja)
1
0
(4)
0,000
Taras Fedorenko
1
0
(1)
0,000
Barwy SKA reprezentował ponadto Jacek Rempała, który wystąpił w meczu
przeciwko Uraganowi. Meczu Uragan - SKA nie zaliczono do średnich
Andriejs Korolovs (Łotwa)
Paweł Miesiąc (Polska)
Wiktor Gołubowskij (Rosja)
Władimir Trofimow
Siergiej Juzepczuk
Petr Legieckij
URAGAN RÓWNE
1
1
1
1
1
1
13+1
12
8
3+1
0
0
(7)
(6)
(6)
(4)
(4)
(3)
2,000
2,000
1,333
1,000
0,000
0,000
Drużyna Uragana rozegrała jeden mecz i wycofała się z rozgrywek. Zawodnicy mogli podpisać kontrakty w innych klubach.
Opracował: MIŁOSZ LIPPKI
W.B RYTA NIA
ELITE LEAGUE
Maciej Janowski jest pierwszym
Polakiem, który podpisał kontrakt na
starty w Elite League w sezonie 2011!
Wychowanek WTS-u Wrocław w
piątek (17.12) dogadał się z
działaczami Swindon, a więc klubu,
w którym startował w sezonie 2011.
W minionych rozgrywkach Janowski
debiutował w Anglii, ale miało to miejsce
w końcowej fazie sezonu. Z tego powodu wystąpił w zaledwie sześciu meczach i uzyskał średnią na wyścig
1,654. Jego postawa zadowoliła jednak
działaczy „Robins”, którzy postanowili
związać się z Polakiem na kolejny
sezon. Oficjele klubu stwierdzili, że
Maciej jest jednym z najbardziej utalentowanych zawodników na świecie
i wielka kariera stoi przed nim otworem.
Nie próżnują pozostałe kluby Elite
League. Praktycznie gotowy wyjściowy
skład ma beniaminek, King's Lynn.
„Gwiazdom” brakuje jeszcze jednego
zawodnika, którego średnia nie może
być wyższa niż 3,48 pkt (KSM). King's
Lynn kadrę oparło o Duńczyków, których ma aż czterech. Liderem zespołu
powinien być uczestnik Grand Prix,
Kenneth Bjerre.
Pracodawcę zmienił Scott Nicholls,
który w sezonie 2011 bronił barw Ipswich (przeniosło się do niższej Premier
League). Nicholls związał się ze Swindon i będzie klubowym kolegą Janowskiego!
Warto przy tej okazji podkreślić, iż w
sezonie 2010 w Swindon jeździł Grzegorz Zengota (pojechał w 31 meczach i
uzyskał średnią na wyścig 1,630). Zielonogórzanin powinien przedłużyć
umowę w najbliższym czasie.
Przypomnijmy, że ze Swindon rozstał
się Leigh Adams, który zakończył karierę. To wielkie osłabienie, bo Australijczyk był najlepszym zawodnikiem
„Robins”, a średnia 2,476 pkt. na wyścig
dała mu drugie miejsce w rankingu indywidualnym całej ligi.
Na duże przetasowania zanosi się w
Lakeside. W ekipie „Młotów” na pewno
nie będą startowali mistrz świata na
długim torze Joonas Kylmaekorpi oraz
Jonas Davidsson. Pierwszy nie porozumiał się z działaczami Lakeside, a drugi
Najmłodszy Honorowy
TYGODNIK ŻUŻLOWY
Zrzeszeni w Radzie Niepełnosprawnych
Studentów
Państwowej
Wyższej Szkoły Zawodowej w Gorzowie żacy, zorganizowali spotkanie wigilijne, na które zaprosili gości ze
świata polityki, sportu, kultury i biznesu, chociaż nie tylko. Bowiem
najmłodszym z zaproszonych gości
był 12-letni Patryk Nisiewicz, cierpiący od lat na zanik mięśni, którego
prezes Stali Gorzów Władysław Komarnicki, mianował Honorowym Kibicem Stali Gorzów.
W gościnnych progach PPP-H „PUH”
Ireny i Janusza Woźnych w Gorzowie,
już od samego wejścia, znamienitych
gości witały pastorałki śpiewane przez
przyjaciółkę studenckiej braci - Elżbietę
Kuczyńską.
Po złożeniu sobie życzeń świątecznych i tradycyjnym przełamaniu się
opłatkiem, przyszedł czas na wigilijną
kolację, później na prezenty. Nie mogło
być inaczej, jak od uhonorowania
najmłodszego gościa - 12-letniego
Patryka Nisiewicza, którego już kilka
tygodni wcześniej, zrzeszeni w Radzie Niepełnosprawnych Studentów
PWSZ żacy, objęli przyjacielskim pat-
Wręczając Patrykowi Nisiewiczowi klubowy szalik, prezes Władysław Komarnicki, mianował go Honorowym Kibicem
Stali Gorzów.
Fot. autor tekstu
SPEED WAY NA ŚWIECIE
podpisał już Michał Rajkowski, który
związał się ze szkockim Glasgow.
Dwie ciekawe umowy podpisał Leicester, który po wielu latach powrócił na
żużlową mapę Wielkiej Brytanii. „Lwy”
związały się z dwójką Rosjan, Siergiejm
Darkinem i Ilią Bondarenką. Tradycyjnie popytem cieszą się Australijczycy, których w kadrach jest aż
dziewiętnastu. W tym wypadku należy
wymienić bardzo utalentowanego Taylora Poole, którego „przechwycił” spadkowicz z Elite League, Ipswich
(formalnie drużyna nie spadła, ale się
przeniosła). Najbardziej australijskie jest
Somerset, w którego siódemce jest aż
pięciu Kangurów.
PREMIER LEAGUE...
Z czternastu drużyn Premier League sześć ma kompletne wyjściowe
zestawienia na sezon 2011. Kontrakt
KONTRAKTY W PREMIER LEAGUE
Berwick: Lee Complin, Josef Franc.
Edinburgh: Matthew Wethers, Andrew
Tully, Ashley Morris, Kevin Woelbert.
Glasgow: Joe Screen, Josh Grajczonek, James Grieves, Christian Henry,
Theo Pijper, Michał Rajkowski, Nick
Morris. Ipswich: Kevin Doolan, Chris
Schramm, Taylor Poole, Morten Risager, Lasse Bjerre, Chris Mills, Jerran
Hart. Leicester: Siergiej Darkin, Ilia
Bondarenko, Jamie Courtney, Jan Graversen, John Oliver. Newcastle: Mark
Lemon, Rene Bach, Stuart Robson,
Kyle Newman, Ritchie Worrall, Derek
Sneddon, Jason King. Newport: Todd
Kurtz, Mark Jones, Kim Nilsson, Robin
Aspegren, Alex Davies, Leigh Lanham,
Kyle Legault. Plymouth: Jason Bunyan, Lee Smart, Ben Barker, Nicki
Glanz. Redcar: Aaron Summers, Adam
Roynon, Gary Havelock, Robert Branford. Rye House: Jordan Frampton,
Chris Neath, Steve Boxall, Ritchie Hawkins, Luke Bowen, Tyson Nelson, Ben
Morley. Scunthorpe: Thomas Joergensen, David Howe, Tero Aarnio, Carl Wilkinson. Sheffield: Josh Auty, Hugh
Skidmore, Simon Lambert, Emiliano
Sanchez, Ricky Ashworth, Shane Parker. Somerset: Travis McGowan, Kyle
Hughes, Christian Hefenbrock, Sam
Masters, Cory Gathercole, James Holder, Dakota North. Workington: Richard Lawson, Rusty Harrison, Kenny
Ingalls, Tomas Topinka, Peter Kildemand, James Wright.
MIŁOSZ LIPPKI
ronatem. Patryk otrzymał koszulkę
wicemistrzyń Polski w koszykówce z
autografami oraz klubowe souveniry.
Prezes Stali Gorzów Władysław Komarnicki, przywdziewając na szyję
chłopcu żółto-niebieski klubowy szalik,
mianował Patryka Nisiewicza - Honorowym Kibicem Stali Gorzów. - Przyjmując zaproszenie na wigilię od
niepełnosprawnych studentów, liczyłem, że oni sami będą potrzebowali
jakiejś pomocy - powiedział prezes
Władysław Komarnicki. - Jakże byłem
mile zdziwiony i zaskoczony na plus, że
zatroszczyli się o młodego i borykającego się ze zdrowotnymi problemami, ucznia szóstej klasy Szkoły
Podstawowej numer 16 w Gorzowie. To
cieszy i jeszcze bardziej zachęca do
otwarcia ludzkich serc...
Dodatkowo Patryk otrzymał klubowe
gadżety oraz karnet i kartę wjazdową
na wszystkie imprezy żużlowe, organizowane przez gorzowską Stal na stadionie Edwarda Jancarza. Studenci,
wspólnie z prezesem Władysławem Ko-
marnickim, obiecali także najmłodszemu, honorowemu kibicowi Stali, zorganizowanie spotkań z żużlowcami, w
tym z mistrzem świata Tomaszem Gollobem, a także obejrzenie jednego z treningów
niemalże
„od
środka”.
Wojewoda Jan Świrepo, wręczył Patrykowi barwne wydanie „Pana Tadeusza”
Adana Mickiewicza, przyrodniczy
album, przedstawiający piękno Ziemi
Gorzowskiej, przybory szkolne oraz zestaw mininarzędzi ze scyzorykiem
włącznie. Studenci przekazali swojemu
podopiecznemu „Encyklopedię Odkryć”
oraz zestaw multimedialny do intensywnej nauki słówek języka angielskiego.
Wszyscy uczestnicy wigilijnego
spotkania otrzymali dekoracyjne
aniołki i gwiazdki. A prezes
Władysław Komarnicki obiecał, że te
artystyczne rękodzieła, wykonane przez
niepełnosprawnych studentów, będą
zdobiły choinkę w jego domu i żużlowym klubie.
MIROSŁAW WIECZORKIEWICZ
Pierwszym polskim zawodnikiem, który
podpisał kontrakt na Wyspach, jest junior
wrocławskiego klubu, Maciej Janowski.
Fot. Jarosław Pabijan
Jonas Davidsson. Pierwszy nie porozumiał się z działaczami Lakeside, a drugi
prawdopodobnie w ogóle nie będzie
startował w Anglii.
W ostatnich dniach kontrakty podpisali
natomiast Daniel King (z beniaminkiem
z Birmingham) oraz Davey Watt (z
Poole). Poole rozmawia też z Rosjaninem Gafurowem.
Przypomnijmy, że w Elite League
2011 wystąpi osiem drużyn. Do ligi
nie przyjęto Coventry (mistrz 2011) i
Peterborough.
KONTRAKTY W ELITE LEAGUE
Belle Vue: Patrick Hougaard. Birmingham: Daniel King, Rene Bach. Eastbourne: Bjarne Pedersen. Kings
Lynn: Kenneth Bjerre, Niels K. Iversen,
Oliver Allen, Mads Korneliussen, Tomas
Topinka, Lasse Bjerre. Lakeside: Lee
Richardson, Peter Ljung. Poole: Chris
Holder, Darcy Ward, Dennis Andersson,
Davey Watt. Swindon: Scott Nicholls,
Maciej Janowski, Simon Stead, Cory
Gathercole. Wolverhampton: Fredrik
Lindgren.
Kibic Stali Gorzów...
Jak rozgrzać
zmarzniętych kibiców?
Michał Łopaciński jest znany kibicom sportu żużlo-
wego z transmisji telewizyjnych z cyklu Grand Prix oraz
Drużynowego Pucharu Świata. Podczas tych zawodów
przekazuje najświeższe wiadomości z parku maszyn,
gdzie przeprowadza wywiady z zawodnikami. Podczas
ubiegłorocznego sanockiego weekendu z wyścigami
motocyklowymi na lodzie pełnił funkcję spikera. Jego
najważniejszym zadaniem był rozgrzanie zmarzniętych
kibiców.
- Jak wspominasz zawody w Sanoku?
- Przede wszystkim było koszmarnie
zimno (śmiech). A tak poważnie, to
wspominam je bardzo pozytywnie.
Chciałbym podkreślić wspaniałą atmosferę na trybunach. Jeśli miałbym porównać ją do zawodów typowo
żużlowych, mam tu na myśli Grand Prix,
to było bardziej „rodzinnie”. I nie chodzi
tu wcale o pojemność trybun, która i tak
zwiększona, ale przede wszystkim o relacje kibiców. Najlepszym przykładem
niech będzie fakt, że w jednym sektorze
znaleźli się kibice z Gorzowa i Zielonej
Góry! Naprawdę serce rosło, ponieważ
wszyscy, którzy oglądali te zawody zarówno na żywo, jak i w telewizji, mogli
przekonać się, że nieważne skąd się
jest - liczy się pasja i wspólna zabawa.
Od strony sportowej, nie mogło być lepiej. Oczywiście kapitalny show stworzyli Rosjanie, ale co najważniejsze
także nasi zawodnicy byli w tym wszystkim widoczni z tej pozytywnej strony, a
pamiętajmy, że w naszym kraju ICE Racing dopiero się rozwija. Najkrócej mówiąc: piątka z plusem! Dlaczego nie
szóstka? Bo myślę, że Sanok 2011 będzie jeszcze gorętszy, zarówno od
strony sportowej - większe doświadczenie naszych zawodników - jak i kibiców,
którzy mam nadzieję, że dopiszą jeśli
nie w większej, to na pewno w takiej
samej liczbie.
- Czym różni się atmosfera znana z
żużlowych turniejów Grand Prix od
atmosfery na zawodach lodowych?
- Muszę powiedzieć szczerze, że
trudno to porównać. Mimo wszystko to
są dwa różne światy i ja też jako takie je
odbieram. Zawody Grand Prix mam
przyjemność śledzić z parku maszyn.
Tam panuje ogromne skupienie i wielki
chaos - biegający mechanicy, jeżdżące
motocykle i trzeba mieć oczy dookoła
głowy. ICE Racing pod tym względem
jest troszeczkę inny. Nie oceniam broń
Boże, czy jest gorszy czy lepszy - po
Troy Batchelor
nie obroni srebra
Troy Batchelor nie wystartuje
w mistrzostwach Australii,
które zostaną rozegrane w
styczniu 2011 roku. Australijczyk tym samym nie obroni tytułu wicemistrza kraju, ale
także nie wystartuje w eliminacjach do Grand Prix 2012.
Podstawowym warunkiem, by
dostać powołanie do reprezentacji narodowej jest udział w mistrzostwach
kraju,
a
jego
niespełnienie powoduje wykluczenie z drużyny narodowej.
Federacja australijska zrezygnowała z przeprowadzenia eliminacji i spośród zawodników,
którzy
wyrazili
gotowość
udziału w mistrzostwach, wybrano szesnastu i dwóch rezerwowych. Zrezygnowano także
z udziału obcokrajowców.
TYGODNIK ŻUŻLOWY
Pierwszy turniej odbędzie się 12
stycznia w Parramatta, trzy dni
później żużlowcy zawitają do Kuri
Kuri, 22 stycznia rozegrana zostanie rudna w Gillman, 26 stycznia w
Broken Hill, a finał
odbędzie się w Mildurze, 29
stycznia. Tytułu mistrzowskiego
będzie bronił Chris Holder.
Lista startowa IM Australii: 1.
Jake Anderson, 2. Tyron Proctor,
3. Brenton Barnfield, 4. Justin
Sedgmen, 5. Mitchell Davey, 6.
Rory Schlein, 7. Jason Doyle, 8.
Kozza Smith, 9. Cory Gathercole,
10. Richard Sweetman, 11. Chris
Holder, 12. Darcy Ward, 13. Sam
Masters, 14. Davey Watt, 15. Taylor Poole, 16. Cameron Woodward, Rezerwowi: Arlo Bugeja i
Daine Stevens.
(joj)
prostu inny. Może jest większy ład. Mechanicy oczywiście też pracują w pocie
czoła, ale da się wyczuć pewnego rodzaju większy spokój. Może to wynika
także z wieku zawodników (śmiech)?
Jeśli chodzi o trybuny, to tak jak mówiłem w poprzedniej odpowiedzi - publiczność mimo wszystko jest w bardziej
„kameralnej” konfiguracji, co automatycznie wpływa na pewnego rodzaju integrację, ale doping w obu przypadkach
jest kapitalny i jako zawodnik myślę, że
nie czułbym dużej różnicy.
- Co jest najtrudniejsze w pracy spikera, który ma za zadanie rozgrzać
zmarzniętych kibiców?
- Rozgrzać zmarzniętych kibiców
(śmiech)! A tak bardziej poważnie, to
najtrudniejsze jest chyba znalezienie
kontaktu w publicznością. Wiadomo, że
każdemu się nie dogodzi. Jednemu kibicowi będzie podobało się to, co robię,
inny zaś stwierdzi coś zupełnie innego.
I to jest chyba ten drugi najtrudniejszy
aspekt - zdać sobie sprawę, że wszystkim się nie dogodzi - jak w życiu. A najważniejsze w tym wszystkim jest to,
żeby być w tym wszystkim autentycznym i profesjonalnym. Po pierwsze, to
jest trochę jak praca aktora na scenie,
a po drugie zdarza się też wiele nieprzewidzianych sytuacji, na które należy
szybko reagować.
- Gdzie można usłyszeć twój głos i
jakie dyscypliny sportu komentujesz?
- Przede wszystkim stacje telewizyjne
Canal+ i Sportklub. Kibice żużlowi mogą
mnie zobaczyć właśnie w Canale+,
podczas moich wywiadów w trakcie zawodów z cyklu Grand Prix, a od zimy
także na koszykarskiej Eurolidze. W
Sportklubie zajmuję się sportami motorowymi. Komentuję mecze pierwszej ligi
żużlowej na zmianę z Michałem Stencelem oraz przygotowuję magazyny
motoryzacyjne.
WOJCIECH JANKOWSKI
ICE Racing Team Polska
Fot. archiwum
U NA S ZA W SZ E
S Z Y B KO I TA N I O !
Przyjmujemy ogłoszenia drobne dotyczące
różnych spraw i dziedzin życia.
Ich treść można przesłać
e-mailem na adres:
[email protected]
lub pocztą:
ul. Niepodległości 55 64-100 Leszno.
Treść ogłoszenia do 25 słów
kosztuje 15 zł + VAT= 18,30 zł.
Sposób płatności. Na konto:
0206000760000402360000771,
lub przekazem pocztowym
(wraz z treścią) na podany wyżej adres.
Ogłoszenie przesłane do piątku
ukaże się we wtorek.
Jak widać koszty są małe, a ogłoszenie trafi
do wielu zainteresowanych,
bowiem ,,Tygodnik Żużlowy’’
jest kolportowany w całym kraju,
a na rynku czytelniczym jest już od 20 lat.
Informacje w sprawie ogłoszeń
telefon 65 5299594
21
Z toru do Rady Miasta...
Rozmowa z Piotrem Paluchem - byłym kapitanem Stali Gorzów, a obecnie
trenerem juniorów w macierzystym klubie i radnym miasta Gorzowa z Komitetu Wyborczego prezydenta Tadeusza Jędrzejczaka.
Piotr Paluch to obok Edwarda Jancarza kolejna ikona Stali Gorzów.
Przejeździł w macierzystym klubie aż
21 lat, tyle co legendarny „Eddy”.
Przez całą swoją sportową karierę
był niezwykle skromny, spokojny i
wszystkim zawsze pomocny.
Urodzony w 1970 roku, bardzo wcześnie rozpoczął treningi na torze gorzowskiej Stali, dzięki czemu udanie
zadebiutował w wieku 17 lat. Dla Stali
najpierw zdobywał laury w kategorii juniorów, a następnie srebrne i brązowe
medale Drużynowych Mistrzostw Polski
oraz inne liczne trofea. Niestety, nie
udało mu się wywalczyć złotego medalu
DMP. Był finalistą Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów w 1991 roku w
Coventry.
cjalnie uczyniłeś to na koniec minionego sezonu. Łezka w oku niejednokrotnie się zakręciła?
- Tak. Bardzo trudno było mi powstrzymać łzy. Zawsze mówiłem synowi, że trzeba być twardym. A tu przy
nim płakałem. Jednak to były łzy wzruszenia i nie do powstrzymania. Żal było
rozstawać się z torem, kibicami, ale niestety, taka jest kolej rzeczy. Kończy się
pewien etap w moim życiu, zaczyna kolejny. Już od dwóch sezonów pracuję w
Stali z młodzieżą. Szkolę następców,
wprowadzam ich w arkana speedwaya.
Jedno jest w tym wszystkim pocieszające, że dzięki temu będę miał więcej czasu dla rodziny.
- Podczas pożegnalnych zawodów
w Gorzowie i Gnieźnie otrzymałeś od
przyjaciół z toru, działaczy i kibiców
wiele dowodów sympatii. Nie brakowało okolicznościowych pucharów,
souvenirów i niezliczonej ilości kwiatów. Wszyscy mówili o twoim przywiązaniu do barw klubowych. To
budujące?
- Uważam, że najważniejszy jest szacunek u innych i to jak się ludzi traktuje.
Podobnie mówię wszystkim podopiecznym, których trenuję i wychowuję.
Wszyscy marzą o wielkiej sportowej karierze, tytułach, medalach i laurach. A
prawda jest taka, że te osiągnięcia z
czasem przemijają. Gdzieś tam pozostają wzmianki, że ten lub tamten był
mistrzem. Jednak najważniejsza jest
ludzka pamięć. To jak zostaniemy zapamiętani w sercach. Dlatego tak
ważne dla mnie osobiście jest również
to, co moi wychowankowie będą dalej
robili po zakończeniu sportowych karier.
- Ty już znalazłeś swoje miejsce. Za
czasów kiedy rozpoczynałeś karierę,
popularne było hasło - ,,Silna Stal to
młoda Stal''. Czyżbyś marzył o powrocie to tamtych czasów, szkoląc
utalentowaną młodzież?
- Sezon 2010 pokazał, że szkolenie w
Stali idzie w dobrym kierunku. Dwa
złote medale mistrzostw Polski i zwycięstwo w Lidze Juniorów to mocne argumenty. Ale przed każdym z
zawodników jeszcze sporo pracy. W kolejce czekają już następni, z których Gorzów może mieć pociechę.
- Jakie epizody w swojej karierze
najmilej wspominasz?
- Było ich wiele. Debiut, występy w kadrze z orzełkiem na plastronie, powrót
Stali do Ekstraligi. Medale mistrzostw
Polski. Pierwsze zwycięstwa z mistrzami świata na torze Stali w Gorzowie
z Hansem Nielsenem czy Pery Jonssonem, na długo pozostaną w mojej pamięci. Wzruszam się też na myśl o
kibicach, którzy wiele razy udowadniali,
jak mocno doceniają moje zaangażowanie i wierność Stali. Trudno o
tym zapomnieć. Zawsze byli ze mną i ja
byłem z nimi. Za te wszystkie chwile radości, które im dostarczyłem, odwdzięczyli się licznym przyjściem na moje
pożegnalne zawody. I za to bardzo, bardzo im dziękuję!
- Był też wyjazd na turnieje do Argentyny?
- Był to wielki organizacyjny niewypał,
o którym nie ma co mówić. Amerykę
Południową odwiedziłem, trochę tam
wypocząłem, ale sportowych doświadczeń tam nie zdobyłem.
- Czy można powiedzieć, że wprost
z toru wjechałeś do Rady Miasta Gorzowa?
- Tak! Miałem małą kampanię na
torze. Ale termin turnieju pożegnalnego
nie miał z tym nic wspólnego. Tak się po
prostu złożyło.
- Kandydowałeś z Zawarcia. Tutaj
mieszkałeś, wychowałeś się, trenowałeś i startowałeś?
- Tak. Całemu Gorzowowi, Zawarciu
oraz jego mieszkańcom przez lata przynosiłem radość i chlubę. To cieszy.
Myślę, że też dzięki temu mieszkańcy
obdarzyli mnie zaufaniem i swoimi blisko 400 głosami zadecydowali, że zostałem radnym. Zdaję sobie sprawę, że
do rady wszedłem dzięki sportowi.
Ponad dwadzieścia lat startów zrobiło
swoje. Zawsze byłem związany z klubem, kibice też zawsze dobrze o mnie
mówili i to zaowocowało. Kandydowałem z komitetu prezydenta Tadeusza
Jędrzejczaka, który przez swoje kadencje wiele dla Gorzowa uczynił dobrego i
dlatego też kolejny raz wygrał wybory w
pierwszej turze.
- Jak widzisz swoją czteroletnią kadencję?
- Najpierw muszę w to wejść i się z
tym bliżej zapoznać. Wiadomo, że nowy
człowiek tam przychodzący, jeszcze nie
zna wszystkich realiów. Ale przede
wszystkim sprawy sportu są mi najbliższe. Nie ukrywam, że sprawy
społeczne, które dzieją się na Zawarciu,
będą mi także bliskie.
- Myślę, że pełnienie funkcji radnego nie stanie na przeszkodzie
szkolenia młodzieży?
- Jestem przekonany, że podołam
godnie sprawować obie funkcje. Korzystając z okazji dziękuję moim wyborcom i obiecuję, że podobnie jak na
torze, nigdy ich nie zawiodę.
- Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia na obu frontach.
MIROSŁAW WIECZORKIEWICZ
Zastępca redaktora naczelnego:
Mateusz Zając
Sekretarz redakcji:
Wiesław Dobruszek
[email protected]
Redaktor techniczny:
Artur Jóska
[email protected]
Członkowie kolegium:
Adam Jaźwiecki,
Miłosz Lippki, Przemysław Szymkowiak,
Jerzy Rusko - PhotoPress
Zespół i współpracownicy:
Waldemar Bałda - Kraków, Krzysztof Błażejewski - Bydgoszcz, Bartłomiej Czekański - Wrocław, Jarosław Galewski-Poznań, Jarosław Handke-Rawicz, Bogdan
Hućko - Krosno, Łukasz Jażdżewski-Opole, Mikołaj
Juskowiak - Leszno, Dariusz Józefczak - Wrocław,
Tomasz Kabat-Wrocław, Maciej Kmiecik-Ostrów, Radosław Kossakowski - Gniezno, Grzegorz Leśniak Krosno, Miłosz Lippki - Bydgoszcz, Daniel Ludwiński-Toruń, Rafał Piotrowski-Częstochowa, Łukasz
Mordarski - Tarnów, Robert Noga - Tarnów, Jacek
Portala - Poznań, Tomasz Rosochacki - Gdańsk,
Magdalena Skorupska-Łódź, Tomasz SmolarekCzapiewski - Grudziądz, Marek Staniszewski - Zielona Góra, Wiesław Szmagaj - Piła, Przemysław
Szymkowiak - Bydgoszcz, Wojciech Szubartowski Lublin, Mirosław Wieczorkiewicz - Gorzów, Andrzej
Zaguła - Częstochowa.
Korespondenci zagraniczni:
Jerzy Kraśnicki - Anglia, Jiri Kotek - Czechy, Magnus
Larsson - Szwecja, Artem Szewczenko - Rosja, Niels
Wedel - Dania
Fotoreporterzy:
Edward Baldys - Leszno, Mieczysław Bielak - Lublin,
- Miałem łzy w oczach. Dziękowałem
wszystkim za przybycie. Z tych minionych prawie 25 lat nie żałowałem niczego. Powiedziałem wówczas, że nie
rozstaję się z motocyklem. Obiecałem,
że szkoląc młodzież, będę starał się
adeptom demonstrować jazdę na torze.
- Czy synowi Oskarowi także?
- Jak będzie chciał, to zostanie
żużlowcem, ale nic na siłę. Jeśli będzie
chciał jeździć, to niech to robi. Ma smykałkę do motorów, czuje zapach żużla.
Już teraz woła mnie i pyta czy pojeździmy. Po raz pierwszy na stadionie był,
jak miał ledwie roczek i może stąd to zamiłowanie? Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
- Decyzję o zakończeniu kariery
podjąłeś znacznie wcześniej, ale ofi-
Piotr Paluch (z lewej) z jednym ze swych utalentowanych podopiecznych, Pawłem
Zmarzlikiem.
Fot. Ireneusz Romanek (PhotoPress)
Na żużlowych torach przejeździł blisko ćwierć wieku. Z tego aż 21 sezonów w macierzystej Stali. Nie opuścił
klubu w trudnych chwilach. Po
spadku Stali z ekstraklasy, zapewnił
prezesa Władysława Komarnickiego,
że zostaje w klubie i może jeździć
nawet za miskę zupy. Prezes oraz gorzowscy fani nigdy mu tego nie zapomnieli. Miejscowi kibice na
inaugurację sezonu 2010, podczas
meczu z Unią Leszno, dla uwielbianego przez siebie „Bola” wywiesili
wielki transparent o treści - „Tamtego
dnia stanąłeś po stronie bezgranicznej
wierności... Dziś oddajemy Ci chwałę za
czyny, które przeszły do wieczności”.
Trzy lata wcześniej, po awansie Stali
do Ekstraligi, odstępując miejsce w
drużynie pewniejszym zawodnikom,
wieloletni kapitan gorzowskiej drużyny
zdecydował się na zmianę klubu. Jednak nie odszedł ze Stali, ale na zasadach wypożyczenia, przez dwa sezony,
bronił barw Startu Gniezno.
Piotr Paluch, podczas pierwszego
październikowego weekendu 2009
roku, najpierw w Gorzowie, a następnie w Gnieźnie, oficjalnie pożegnał
się z torem. Na szczęście dla swoich
kibiców, nie pożegnał się ze speedwayem, biorąc na swoje barki funkcję trenerem gorzowskiej młodzieży.
Gdy w sobotę, 2 października, Piotr
Paluch pojawił się na torze stadionu
imienia Edwarda Jancarza ze swoim
synem Oskarem, który być może pójdzie w ślady taty, kibice na stojąco
skandowali jego imię i nazwisko. A on
potem płakał...
22
Nr indeksu 378968 ISSN 1231- 4013
Adres Redakcji:
64-100 Leszno, ul. Niepodległości 55
Fax: 65 6195072, tel: (0-65) 529-95-94
Poczta elektroniczna e-mail:
[email protected]
www.tygodnikzuzlowy.pl
REDAGUJE KOLEGIUM
Redaktor naczelny
Adam Zając
[email protected]
TYGODNIK ŻUŻLOWY
Katarzynka dla Jagusia?
W Toruniu już od lat co roku dwie
wybitne osoby związane z miastem
zostają wyróżnione umieszczeniem
metalowego odlewu swojego autografu w formie piernika-katarzynki w
Piernikowej Alei Gwiazd, która znajduje się przed Dworem Artusa na
Rynku Staromiejskim.
W poprzednich latach swoje katarzynki odsłonili już między innymi Bogusław Linda, Leszek Balcerowicz, a
także Łukasz Pawłowski. Ten ostatni,
medalista igrzysk olimpijskich w Pekinie
w wioślarstwie, jest jak dotąd jedynym
sportowcem w gronie wyróżnionych.
Niewykluczone, że już wkrótce to
się zmieni, gdyż kibice toruńskiej
drużyny ze stowarzyszenia Net Fans
postanowili zgłosić kandydaturę
Wiesława Jagusia. Żużlowiec Unibaksu zakończył karierę i fani zdecydowali, że w nagrodę za wiele lat
udanych startów należy mu się takie
wyróżnienie.
Mieszkańcy miasta mogli zgłaszać
swoich kandydatów mailowo. Ta proce-
Stanisław Malas - Poznań, Jarosław Pabijan - Bydgoszcz, Rafał Paszek - Leszno, Jacek PiotrowskiGrudziądz, Adrian Skorupski - Łódź, Michał Szmyd Bydgoszcz, Jerzy Rusko - Wrocław, Stanisław Szalak - Lublin.
Materiałów nie zamówionych redakcja nie
zwraca. Zastrzega sobie prawo do opracowania
redakcyjnego i skracania tekstów. Za treść
ogłoszeń redakcja nie odpowiada.
WYDAWCA: Leszno, ul. Niepodległości 55
Dział Wydawniczo-Kolportażowy
Dyrektor
Sylwia Zając-Jóska
[email protected]
Skład i łamanie komputerowe:
Artur Jóska, Aneta Lisiecka.
dura już się zakończyła, a wkrótce
okaże się, jakie dwie postacie dołączą
w czerwcu 2011 roku do grona tych, którzy odsłonili swoje katarzynki w trakcie
corocznego święta Torunia.
DANIEL LUDWIŃSKI
Fot. Michał Szmyd (PhotoPress)
Ogłoszenia do ,,Tygodnika Żużlowego’’
i ,,Świata Żużla’’ przyjmowane są:
Leszno, ul. Niepodległości 55
Tel. 065 529-95-94
Active V Media Sp. z o.o.
ul. Grzybowska 35, 00-855 Warszawa
Tel. 022 6200477
Druk: POLSKAPRESSE S półka z o.o.
Warszawa, ul. Matuszewska 14.
Prenumerata krajowa:
Poprawił technikę jazdy
Rozmowa z Łukaszem Bojarskim - zawodnikiem Włókniarza Częstochowa
- Za tobą pierwszy sezon startów w
profesjonalnym speedwayu. Jak go
oceniasz?
- Na pewno mogę go uznać za udany.
Startowałem przecież praktycznie we
wszystkich zawodach młodzieżowych,
w jakich mogłem. Poprawiłem także
swoją technikę jazdy i z tego się bardzo
cieszę. Z drugiej strony wiem jednak, że
jeszcze dużo pracy przede mną.
- W czerwcu 2010 roku w barwach
stowarzyszenia CKM Włókniarz przebrnąłeś przez egzamin na certyfikat
„Ż”. Niedługo po tym wydarzeniu, już
jako zawodnik Kolejarza Opole, zaliczyłeś natomiast swoje pierwsze biegowe zwycięstwo...
- Z pewnością na długo zapamiętam
ten wyścig, gdyż to w końcu moja pierwsza „trójka” na klasycznym torze. Przyznam szczerze, że po tym biegu z
wrażenia mało nie przewróciłem się na
mecie (śmiech - dop. aut.). To jednak
nie jedyne miłe dla mnie wspomnienia z
dotychczasowej kariery. Z okresu startów na miniżużlu najbardziej zapadło mi
w pamięci zajęcie piątego miejsca w
ostatniej edycji Grand Prix w Stanowicach. Moim największym sukcesem
było natomiast zdobycie mistrzostwa
Polski wraz z częstochowską drużyną.
Nie ukrywam, że zawsze bardzo miło
wspominam te czasy.
- Na żużlu jeździsz już ładnych parę
lat. Zaczynałeś przecież od minispeedwaya, później była liga amatorska,
a obecnie ścigasz się już zawodowo.
Przez ten czas współpracowałeś z
kilkoma szkoleniowcami. Którego z
nich oceniasz najlepiej?
- Trudno wyróżnić któregoś z moich
dotychczasowych trenerów. Ze wszyst-
Łukasz Bojarski w czerwcu 2010 roku
wywalczył certyfikat „Ż”. Kilka dni po tym
wydarzeniu częstochowian wypożyczony
został natomiast do Kolejarza Opole, gdzie
mógł liczyć na regularne starty we wszelakich imprezach młodzieżowych.
Fot. autor tekstu
kimi miałem bowiem bardzo dobry kontakty. Przy okazji tego pytania serdecznie dziękuję: Wiktorowi Jastrzębskiemu,
Andrzejowi Jurczyńskiemu, Janowi
Krzystyniakowi oraz Andrzejowi Maroszkowi. Zawsze mogę liczyć na cenne
uwagi tych fachowców.
- Twoje wypożyczenie z Włókniarza
Częstochowa do Kolejarza Opole dobiegło już końca. W 2011 roku zamierzasz powalczyć o miejsce w
składzie
swojej
macierzystej
drużyny, czy będziesz skłaniał się raczej do odejścia na mały kontrakt do
jakiegoś zespołu z niższej klasy rozgrywkowej?
- Niebawem wszystko powinno się wyjaśnić. Nie ukrywam jednak, że
chciałbym regularnie startować w rozgrywkach ligowych.
- Rozglądasz się za jakimiś klubami
zagranicznymi?
- Na razie skupiam się na polskiej
lidze. Na pewno w nowym sezonie
chciałbym jednak wystartować w kilku
turniejach zagranicznych.
- Od sezonu 2011 w Ekstralidze na
pozycjach juniorskich startować
będą wyłącznie Polacy...
- To bardzo dobry pomysł, gdyż w
końcu krajowi juniorzy będą mieli okazję
do regularnych startów. Moim zdaniem
ten przepis wprowadzony powinien zostać również w pierwszej i drugiej lidze.
Wtedy bowiem młodzi zawodnicy, tacy
jak chociażby ja, będą mogli rywalizować z bardziej doświadczonymi żużlowcami, a to z kolei pomoże w rozwoju ich
umiejętności.
- Za trzy lata skończysz wiek juniora. Gdzie widzisz siebie wówczas
w speedwayu?
- Nie myślę o tym. Trzy lata to przecież
bardzo dużo czasu. Na razie skupiam
się po prostu na tym, co muszę poprawić w swojej jeździe i nad czym powinienem jeszcze popracować, aby mój
poziom był jak najlepszy. Co osiągnę w
tym sporcie, czas pokaże. Chciałbym
zdobyć kiedyś tytuł indywidualnego
mistrza świata, ale to na razie tylko marzenia.
Rozmawiał:
RAFAŁ PIOTROWSKI
TYGODNIK ŻUŻLOWY
Niewiadoma jest
niebezpiecznie piękna
Niewiadoma jest niebezpiecznie
piękna
Zanim poznamy nowe dni roku
2011, jeszcze upłynie trochę czasu.
Nowy rok musi się rozkręcić, a my
jeszcze tkwimy w starym, jeszcze
jakby związani wspomnieniami, emocjami jesteśmy przy tych faktach, wydarzeniach, które zapadły nam w
różny sposób w pamięci. Jesteśmy w
tych starych dniach, a już bije dzwon
noworoczny. Jakie będą owe dni,
które powoli, acz systematycznie
będą rozkręcać machinę następującego czasu?
CZAS. Biegnie szybko i odkrywa
dobre i złe strony życia. Od jakiegoś
czasu, muszę to przyznać otwarcie
wszem i wobec, nie lubię ostatniego
dnia starego roku i pierwszego nowego. Perspektywa gniecie, a poza
tym... z czego mam się cieszyć? Z
tego, że jestem starszy? Moja psychika nie znosi granicznych dni, bo
lepiej się witać niż żegnać. Przypomniał mi się taki dowcip, który mam
nadzieję nie obrazi nikogo. Dlaczego
pewien dżentelmen wstaje zawsze o
piątej rano? Żeby się dłużej w tym
dniu lenić...
JAKI BĘDZIE NOWY ROK na torach
żużlowych? Dla polskiego sportu.
Apetyty zostały podkręcone maksymalnie i szykuje się eskalacja oczekiwań. Nie lubię za bardzo
wyśrubowanych ambicji i warto zawsze realnie patrzeć na codzienność.
Polska reprezentacja żużlowa przyzwyczaiła nas do złotych medali, do
medali w ogóle, co jest zjawiskiem
niebezpiecznie
rutynowym.
Wszystko wskazuje na to, że i w tym
nowym roku polscy żużlowcy będą
złotymi medalistami. Indywidualnie
Tomasz Gollob spełnił swoje ambicje
i wielu fanów, toteż nie tylko on, ale i
jego sympatycy chcieliby, żeby było
kolejne złoto i kolekcjonowanie tytułów mistrzowskich świata. Trudna
sztuka, bo speedway nie jest sportem pozbawionym ryzyka kontuzji,
która nagle w uciekającym sezonie
wyeliminowała z gry Emila Sajfutdinowa. Już wydawało się, że wraca na
dobre do gry, lecz jeden moment z
udziałem Golloba posłał sympatycznego Emila do kąta. Szkoda, bo na
pewno walka w wykonaniu Sajfutdinowa byłaby barwna i podnosiła adrenalinę na każdym stadionie. Emil,
rosyjska dusza podparta młodzieńczością jest przykładem nowej fali w
sporcie, który zgnuśniał nie z powodu uczestników serialu Grand
Prix, tylko z przyczyn zastygłej koncepcji rozgrywek zarządzających
ludzi tym cyrkiem.
Czy Tomasz Gollob ma szanse na
powtórkę wyczynu? Oczywiście. Potrafi niemal wszystko, doskonały nie
jest, bo takich ludzi przecież nie ma,
choć kręcą się po świecie jak wiemy
omnibusy z nosem w chmurach. Niektórzy mają daleko do tych chmur,
nawet jak noszą buty na obcasach
jak koturny.
Co będzie, to będzie... nowy rok odkryje karty na nowo, nawet te przykryte pod dywanem.
A polska młodzież? Duża siła, musi
jednak być bardziej przygotowana na
podium. Kiedy generalnie speedway
dołuje, u nas nie brakuje nie tylko
wiernych fanów, lecz również talentów. Tylko szlifować diamenty nadziei. Cierpliwie i nie dać poszaleć
fantazji na boki.
SPEEDWAY jest obciążony mnogością imprez bez granic, sam serial
Grand Prix wydłuża niemiłosiernie
czas. Starty w ligach gdzie tylko się
da i za ile się da, wykańczają niektórych skutecznie. Paranoja, nikt nad
tym nie panuje z rozsądkiem. FIM?
Ach, pilnują tam przede wszystkim
obsad sędziowskich oraz obrad Jury.
Ważniejsze są tłumiki i tasiemiec turniejowy SGP. Schemat działań żużlowych prominentów na forum FIM jest
archaicznym sumowaniem wyjazdów
na imprezy. Logistyka turniejowa
musi być raczej klarowna i niemęcząca nawet najtwardszych zawodników. Bo nie ma siły i tam gdzie
nie ma rutyny, jest przemożna ambicja i popędy niezmierzone, zmęczenie bywa bardzo groźne dla
organizmu i o eliminację łatwo. Widowiska tracą potem aktorski sens, z
placu boju zostają wykastrowani
główni bohaterowie i łamie się scenariusz emocji.
POLSKI KRAJOBRAZ. Na powierzchnię wyjeżdża coraz bardziej
lodowa zabawa z Sanokiem w tle.
Może nawet nie w tle. A rozruszał ten
interes nie sztab ludzi, nie Pezetmotowski Giekażet, tylko Paweł Ruszkiewicz.
Mozolnie
wchodził
straganami w ten sport, kulinariami,
pamiątkami i opanował rynek od Vojens po Tarnów. Nie wsydził się sam
podawać kiełbasę z rusztu i nie nie
miał żadnych oporów, by postawić
na absolutnie niszową dyscyplinę:
wyścigi na lodzie. Ba! Ten sport nie
istniał w Polsce, bo próby na warszawskich Stegnach za sprawą Ryszarda Opary, mimo pokaźnego jego
wkładu sponsorskiego, nie dały jednak prolongaty na kontynuację imprez. W Sanoku chwyciło i główny
animator może mieć powody do satysfakcji. Takich przedsiębiorców potrzebuje każdy sport. Karkołomne
wyścigi na lodzie mają więc już korzenie nad Sanem.
Czy frekwencja w nowym roku obniży się na polskich stadionach? Nie
sądzę. Powinna utrzymać się na
takim samym poziomie, gdyż nie
liczę, że wzrośnie, bo raczej mamy
status quo, a jedynie rozgrywki na
najniższym poziomie mają niezadowalającą publiczność. Kibice doskonale wiedzą, gdzie i kiedy mają
zobaczyć mecz, turniej. Polska widownia żużlowa jest wyjątkowa i nie
ma równych od lat na europejskiej
arenie. Światowej także.
Mamy na karku nowe dni, których
nie znamy. Poznamy. Próg starego i
nowego jest zawsze otoczony niepokojem niewiadomej, która nadejdzie.
Nie sieję pesymizmu, podnoszę
obiektywizm i realistyczne patrzenie
na czas, który dla jednych jest nadzieją, dla drugich tradycją, dla innych hipnotycznym wyzwaniem
ponad wszystko.
Czy to nie jest tajemniczo dzikopiękne? Takie jak film „Jedz, módl
się, kochaj” z Julią Roberts i Javierem Bardemem. Historia uczy, że
każdy może znaleźć nawet drobne
szczęście. Tego życzę w roku 2011
każdemu.
23

Podobne dokumenty