Lu bię każ dy ję zyk świa ta

Transkrypt

Lu bię każ dy ję zyk świa ta
Lubię każdy język świata
Prof. Michaił Kotin protestuje, gdy nazywam go poliglotą. A przecież mówi świetnie po rosyjsku, co oczywiste, bo jest
Rosjaninem, ale też po niemiecku, angielsku i polsku. Czyta po niderlandzku i ukraińsku. To jednak nie wszystko.
nr 3(13)/2014 | redaktor prowadzący Grażyna Zwolińska, 68 328 25 93, e-mail: [email protected]
Fot. Wojciech Grzędziński/KPRP
Z
na też łacinę, język
starogrecki, a mianowicie koine, w
której napisano Nowy Testament. A
także gocki i staro-wysoko-niemiecki. To języki martwe,
ale potrzebne mu do pracy
naukowej.
Prof. dr hab. Michaił Kotin
pracuje w Instytucie Germanistyki Uniwersytetu Zielonogórskiego. Mieszka w Zielonej Górze od dwunastu lat.
Niedawno otrzymał polskie
obywatelstwo, a 14 bm. z rąk
prezydenta RP Bronisława
Komorowskiego odebrał nominację profesorską.
Mówi, że uwielbia wszystkie języki świata, bo każdy
jest interesujący. Jak przyjechał do Polski, znał tylko kilka polskich słów. Stwierdził,
że nieważne jak długo tu będzie mieszkał, polskiego
chce się nauczyć. Dziś mówi
po polsku doskonale. Teraz
uczy się japońskiego, korzystając z tego, że na uniwersytecie jest wykładowca z Japonii.
Michaił Kotin pochodzi z
Moskwy. Jego przygoda z językiem niemieckim zaczęła
się znacznie wcześniej zanim
wybrał studia germanistyczne. Jego ojciec, jeszcze jako
dziecko, dostał niemiecką
książkę w prezencie od niemieckiego jeńca, który pracował w Moskwie na budowie. W ten sposób Niemiec
chciał się odwdzięczyć za to,
że ciocia ojca dawała mu jedzenie.
Z czasem ojciec stał się miłośnikiem tego języka. Usilnie namawiał syna, żeby też
się go uczył. Michaił trafił do
szkoły z rozszerzonym niemieckim. Zwyciężył w olimpiadzie moskiewskiej. Poszedł na germanistykę, co było już naturalną koleją rzeczy. Na II roku studiów zaproponowano mu wyjazd do
Berlina. Na tamtejszym Uniwersytecie im. Humboldta
skończył studia. Wrócił do
Moskwy. Potem były: stypendium naukowe w Berlinie,
doktorat w Moskwie, habilitacja w Berlinie i projekty badacze, w ramach których
musiał często jeździć do Niemiec. Kiedy dostał zaproszenie na polską uczelnię, doszedł do wniosku, że stąd będzie miał znacznie bliżej do
Berlina niż z Moskwy. Najbliżej jest z Zielonej Góry.
Kariera naukowa prof. Kotina związana jest z badaniem szeroko pojętych języków germańskich, głównie w
aspekcie historycznym. To
języki starogermańskie: staro-wysoko-niemiecki, śred-
- Wizyta w Belwederze i odebranie nominacji profesorskiej z rąk prezydenta RP Bronisława Komorowskiego to było dla mnie wielkie przeżycie - mówi prof. dr hab. Michaił Kotin.
nio-wysoko-niemiecki, gocki. Profesor zajmuje się też
lingwistyką typologiczną. Porównuje języki germańskie i
słowiańskie. Bada, jak na
przestrzeni wieków zmienia
się ich słownictwo, struktury
gramatyczne, brzmienie. Buduje własną teorię, która mówi, że różne płaszczyzny języka rozwijają się w różnym
tempie. Najszybciej rozwija
się płaszczyzna semiotyczna,
związana ze znaczeniem
słów.
Jeśli chodzi o języki germańskie i słowiańskie, zmiany w gramatyce są porównywalne. A co ze słownictwem?
Na świecie dominuje dziś język angielski. Różne języki są
nim zainfekowane. Polski na
pewno, a jak to wygląda w
niemieckim, w rosyjskim?
- W niemieckim angielszczyzny jest jeszcze więcej niż
w polskim lub rosyjskim. Ale
nie uważam, że słowo „zainfekowanie” jest właściwym
określeniem - podkreśla prof.
Kotin. - Języki zawsze wpły-
wały na siebie. Teraz akurat
żyjemy w takich czasach, gdy
angielski ma największy
wpływ. Kiedyś tę rolę pełnił
francuski. A w XI w. język angielski ulegał wielkim wpływom języka starofrancuskiego. Do tej pory w języku angielskim mamy 60 proc.
słownictwa, które jest zapożyczone z języków romańskich. A jednak angielski nie
umarł, bo to nie jest zainfekowanie. To są po prostu
wpływy między językami. To
czynnik, który niekoniecznie
powinniśmy oceniać negatywnie. Nie widzę w nim żadnego zagrożenia dla rodzimych języków. Widzę natomiast zagrożenie dla samego
języka angielskiego. Koledzy
z Wielkiej Brytanii, z którymi
rozmawiałem, mówią, że
strasznie się czują, jak słyszą
język, który nie ma nic
wspólnego z językiem angielskim, a jako taki jest używany
przez obcokrajowców.
Obok angielskiego, na
świecie króluje hiszpański.
Niemiecki trochę traci na
znaczeniu. Czy warto więc
się go uczyć?
- Jesteśmy przy granicy
niemieckiej i ja mam zachęcać do nauki niemieckiego?
- dziwi się prof. Michaił Kotin. - Oczywiście, że w firmach w Niemczech można
się też porozumiewać po angielsku, ale po co? W takich
regionach nadgranicznych
jak nasz, szczególnie ważne
jest znać język sąsiada, żeby
utrzymywać kontakty. A Polska, już jako cały kraj, powinna dbać o znajomość
wśród mieszkańców zarówno języków słowiańskich,
rosyjskiego, ukraińskiego,
białoruskiego, jak i niemieckiego. Zawsze namawiam do
uczenia się, a potem może i
studiowania, języków najbliższych sąsiadów. To przynosi wymierne korzyści:
ekonomiczne, gospodarcze,
kulturalne. Polska jest naturalnym mostem między
Wschodem a Zachodem Europy. Dlaczego tego nie wy-
korzystywać we wszystkich
sferach?
Czy bliskość niemieckiej
granicy wpływa na kondycję
zielonogórskiej germanistyki? Czy więcej jest młodych
ludzi chętnych do jej studiowania?
- Na pewno. Mimo niżu
demograficznego, u nas to
wahnięcie liczby studentów
nie jest aż tak duże - mówi
profesor. - Germanistyka zielonogórska to już kierunek z
tradycjami. W tym roku obchodzi 40-lecie. Zarówno naukowcy, jak i studenci mają
tu świetne warunki do rozwoju. Nie jest tak, że automatycznie większy ośrodek
jest lepszy niż mniejszy. Poziom merytoryczny jest u nas
absolutnie porównywalny z
innymi ośrodkami. Nasi studenci dostają ofertę na wysokim poziomie. Korzystają z
takich samych możliwości
wyjazdu na zagraniczne stypendia jak studenci z Poznania czy Wrocławia. Nasza dyrekcja dąży do tego, żeby
stworzyć może niewielką, ale
bardzo skutecznie funkcjonującą germanistykę. Dobrze mi się tu pracuje. Także
dzięki temu, że granica jest
tak blisko, łatwiej nam robić
wspólne projekty naukowe z
naukowcami z Berlina.
Przypominając sobie niedawną wizytę z Belwederze,
podkreśla, że było to dla niego wielkie przeżycie. Nie zna
innego kraju, gdzie tytuł profesorski byłby wręczany
przez prezydenta państwa.
- Prezydent Komorowski
powiedział, że tytuły profesorskie nie są tylko wyróżnieniem dla poszczególnych
naukowców, ale też wyróżnieniem dla uczelni, na których pracują. To dla mnie
bardzo ważne, że podczas
tych dwunastu lat pobytu w
Polsce mogłem się przyczynić do promowania Uniwersytetu Zielonogórskiego i
Zielonej Góry - podkreśla
prof. Kotin.
Grażyna Zwolińska
2
strefa nauki
Do koñca miesi¹ca w Galerii Uniwersyteckiej Rektorat,
ul. Licealna 9, mo¿na obejrzeæ wystawê bêd¹c¹ przegl¹dem
wspó³czesnej litografii polskiej.
wtorek 25 marca 2014 | www.uz.zgora.pl
W Ameryce Polak też potrafi
Zdjęcia: archiwum Sławomira Łotysza ze zbiorów Springfield Science Museum
Cudze chwalicie, swego nie znacie, chciałoby się powiedzieć po przeczytaniu książki „Wynalazczość polska w Stanach
Zjednoczonych”. Jest w niej m.in. o kamizelce kuloodpornej z jedwabiu, o oponie z ziemniaka i latającym bananie.
Frank Korkosz przy projektorze, który skonstruował dla planetarium Spotkanie zarządu American Helicopter Museum, West Chester w Pensylwanii, 2004 r. Wokół siedzącego Franka Piaseckiego stoją (od lewej):
syn Fred Piasecki, Elisabeth Sikorsky (synowa Igora Sikorsky’ego, wynalazcy śmigłowca), Sławomir Łotysz.
w Springfield, 1937.
A
utorem
książki
jest dr hab. Sławomir Łotysz z Instytutu Budownictwa Uniwersytetu
Zielonogórskiego. To jego
rozprawa habilitacyjna. Materiały do niej zbierał dziesięć lat.
- Jako historyk techniki,
natknąłem się na ślady działalności polskich wynalazców i inżynierów w Stanach
Zjednoczonych. Ku mojemu
zaskoczeniu okazało się, że o
zdecydowanej większości z
nich nikt do tej pory nie napisał. Odkryłem białą plamę i
naturalną stała się chęć jej
zapełnienia - opowiada Sławomir Łotysz.
No dobrze, ale jak dotrzeć
do informacji o takich osobach? Gdzie szukać materiałów źródłowych, skoro nikt o
nich wcześniej nie pisał?
- Można wertować zasoby
amerykańskiego urzędu patentowego, ale tam jest 8 mln
patentów! Poza tym kierowanie się polskim brzmieniem
nazwisk może być mylące.
Np. wynalazca o dużych
osiągnięciach w lotnictwie
balonowym to Tadeusz Sobieski Lowe. Okazuje się, że
Sobieski to… imię, bo jego
matkę urzekła książka o polskim królu, a Lowe to nazwi-
sko jak najbardziej anglosaskie. Na tę „minę” wpadło już
kilku polskich historyków.
Podobnego zamieszania narobił mimowolnie Antoni
Gazda, wynalazca jednego z
modeli helikoptera. Okazało
się, że był Węgrem - mówi
naukowiec.
Czasem podpowiedzi są w
nekrologach. Tam mamy i
dowód na związki z polskością, i opis osiągnięć wynalazczych. Ale to po pierwsze
szukanie igły w stogu siana, a
po drugie w relacjach rodzinnych osiągnięcia te bywały
zwykle wyolbrzymiane.
- Musiałem dokonywać
wyborów, kogo włączę do
swojej pracy, a kogo nie. W
sumie przywołuję ok. stu nazwisk, z czego, jak uważa jeden z recenzentów, jakieś 85
proc. była dotychczas nieznana.
Podczas prac nad swoją
książką Sławomir Łotysz dosyć często bywał w USA. Podkreśla dużą pomoc polonijnych stowarzyszeń i organizacji. Spotykał także samych
wynalazców i członków ich
rodzin. Ci chętnie pomagali
udostępniając fotografie i inne pamiątki. Sporo materiałów, nietkniętych jeszcze ręką badacza, znalazł w Muzeum Polskim w Chicago. W
ciągu lat zebrało się tego tyle,
że wyszła książka.
- Już w latach 30 XIX w. Polacy w USA zaczęli uzyskiwać pierwsze patenty. Nie
były może zbyt istotne, ale
jednak warto je odnotować.
Później jest piękny okres lat
20. XX w. i działalność polskich racjonalizatorów, ludzi, którzy pracowali w przemyśle amerykańskim, np. w
fabrykach Forda. Henry Ford
miał bardzo wysokie zdanie
o swoich polskich robotnikach. Mówił, że wyróżniają
się na tle innych. Później do
głosu dochodzą kolejne pokolenia tych, którzy w Ameryce już się urodzili i tam
zdobyli wykształcenie, Reprezentują oni ten sam wysoki poziom, co wynalazcy
pochodzący z innych grup
etnicznych - podkreśla naukowiec.
Do sztandarowych postaci
zalicza na pewno zakonnika
Kazimierza Żeglenia, wynalazcę kamizelki kuloodpornej.
- W Polsce mówi się, że wynalazł ją Jan Szczepanik. Ja w
swojej pracy dowodzę, że było inaczej. Od wielu lat pracuję nad tym, aby przywrócić
należną chwałę Żegleniowi.
To on jako pierwszy wynalazł
i opatentował w 1897 r. je-
dwabną tkaninę o niezwykłych właściwościach. Przy
grubości ok. 1 cm potrafiła
zatrzymać kulę wystrzeloną z
rewolweru, nawet z bliskiej
odległości. Prezentował tę
kamizelkę na sobie. Przeżył
kilkadziesiąt pokazów, podczas których strzelano do
niego. A Szczepanik? Żegleń
zlecił mu opracowanie metody maszynowego tkania tej
tkaniny. Szczepanik z zadania się wywiązał, ale sam zaczął przedstawiać się jako
wynalazca pancerza, stąd całe zamieszanie - podkreśla
Sławomir Łotysz.
Mówiąc o osiągnięciach w
dziedzinie konstrukcji śmigłowców, nie można pominąć Franka Piaseckiego. W
1945 r. skonstruował pierwszy śmigłowiec typu tandem
dwurotorowy, nazywany latającym bananem. Była to
konstrukcja przełomowa.
- Jeśli chodzi o Piaseckiego,
to był on wcześniej opisywany - przyznaje naukowiec. Ale już Frank Korkosz, syn
polskiego górnika w USA, to
postać zupełnie dotąd nieznana. Tymczasem w latach
30. skonstruował z dwoma
braćmi niewielkie planetarium, które oferowało zdecydowanie ciekawsze efekty
wizualne niż duże profesjo-
nalne planetaria budowane
przez Zeissa, choć było wielokrotnie tańsze. Było to
pierwsze planetarium skonstruowane w całości w Ameryce.
Dr hab. Sławomir Łotysz
badał też historię Wacława
Szukiewicza - chemika, który
w latach 30. uzyskał kauczuk
syntetyczny ze spirytusu. To
dzięki niemu przedwojenna
Polska stała się trzecim krajem na świecie, który uruchomił taką produkcję. W
czasie wojny uciekł do USA
przed Niemcami, chcącymi
wykorzystać jego wiedzę. O
mały włos nie doszło do tego,
by cały amerykański przemysł gumowy oparł się na
polskiej metodzie. W Waszyngtonie starło się lobby
rolnicze z naftowym. Jedni
chcieli dostarczać spirytus, a
drudzy ropę. Ostatecznie to
nafciarze przejęli kontrakt
wart setki milionów ówczesnych dolarów. Nawiasem
mówiąc, polska opona była w
1939 r. pokazywana na Wystawie Światowej w Nowym
Jorku z dość niefortunnym
podpisem mówiącym, że jest
wykonana z …ziemniaka.
Nie wszyscy wówczas zrozumieli, że to nie żart, a wielkie
osiągnięcie polskiej nauki i
techniki.
Podczas pobytów w USA
Sławomit Łotysz regularnie
informował społeczność polonijną o tych i innych osiągnięciach polskich techników, w większości dotąd nieznanych. Zainteresowanie
było duże. Nic dziwnego, bo
te wiadomości mogą służyć
zmianie wizerunku Polaków
w Ameryce i łamaniu krzywdzących stereotypów rodem
z niesławnych dowcipów,
tzw. Polish Jokes.
- Niektóre z tych dowcipów odnoszą się do rzekomo
niskich zdolności technicznych Polaków. Ci którzy je
opowiadają sami jednak dowodzą swojej ignorancji. Tak
jak w pytaniu o to jak działa
polski wykrywacz min? Saper sprawdza teren stopą, a
żeby nie ogłuszył go huk wybuchu dłońmi zaciska mocno uszy... Śmieszny? Może,
ale paradoks polega na tym,
że w czasie II Wojny Światowej to właśnie Polacy wynaleźli najlepszy wówczas wykrywacz min. Odegrał on
wielką rolę w walkach m.in.
w Afryce Północnej. Byli to
wprawdzie Polacy działający
w Wielkiej Brytanii, ale to
niewiele zmienia - kończy
naukowiec.
Grażyna Zwolińska
Dużo o głosie
Współczesne i historyczne metody kształcenia głosu były
tematem niedawnej konferencji naukowej na UZ.
Przez pryzmat wiktymologii, socjologii i psychologii przedstawiono tematykę samobójstw na konferencji „Samobójstwa - jeden
problem, trzy spojrzenia”. Zorganizowały ją 6 bm. trzy studenckie
koła naukowe z UZ.
BIAŁORUSKI NAUKOWIEC
O AKUSTYCE
Insty tut Bu downic twa UZ od wie dził dr inż. Jury Muzych kin,
szef La bo ra to rium Akustyki i
Wibra cyjnego Bezpie czeń stwa w
Miń sku z re fe ra tem Ba da nia
do świad czal ne z za kre su aku styki i drgań obiek tów bu dow la nych.
Fot. Kazimierz Adamczewski
PREZYDENT OPOWIE
O ZARZĄDZANIU
Gościem Forum Politycznego, organizowanego przez Instytut Politologii UZ, będzie prezydent Zielonej Góry Janusz Kubicki. 31 bm. o
godz. 16.00 w auli C przy al. Wojska Polskiego 69 będzie mówił o
zarządzaniu miastem na prawach
powiatu.
Rozmowy z sali konferencyjnej przenosiły się do kuluarów. Tematów do omówienia nie brakowało.
Zorganizował ją w dniach
od 18 do 20 bm. Instytut Muzyki. Jej kierownikiem naukowym była dr hab. Bogumiła Tarasiewicz, prof. UZ.
Na konferencji spotkali się
uznani nauczyciele śpiewu,
wokaliści, soliści teatrów
muzycznych, trenerzy wokalni, logopedzi, lekarze foniatrzy i muzykolodzy z całego kraju. Przyjechali z Wrocławia, Warszawy, Łodzi,
Gdańska, Poznania i Częstochowy.
Kształcenie głosu to zagadnienie obszerne, odnoszące się zarówno do śpiewu artystycznego oraz estradowego, jak i mowy. Pod-
strefa nauki
PROBLEM SAMOBÓJSTW
Z TRZECH STRON
czas konferencji podejmowa ne by ło sze ro kie spek trum zagadnień. W odniesieniu do śpiewu pojawiły
się odwołania do różnych
wokalnych estetyk: od klasyki, przez musical, rock do
heavy metalu. Wiele uwagi
referenci poświęcili technikom mowy oraz patologiom
wy ni ka ją cych z nie pra wi dło we go uży wa nia gło su.
Znalazły się także wątki doty czą ce hi gie ny na rzą du
głosu.
Konferencja była płaszczyzną wymiany poglądów
przez naukowców i praktyków zajmujących się głosem.
To obecnie istotne, szczegól-
Szansa na rozwój
czy zło konieczne
nie wobec obserwowanego
w ostatnich latach znacznego wzrostu zainteresowania
śpiewem, kształceniem wokalnym i technikami mowy.
Wielość możliwych rozwiązań skłania do swoistego
przeglądu metod kształcenia
głosu: historycznych, jak i
przede wszystkim współczesnych. Na konferencji zastanawiano się, jaka jest ich natura, istota, techniki i przydatność dla aktywności
ludzkiego głosu: śpiewu i
mowy. Dyskutowano, czy
poza różnicami, łączą je jakieś wspólne elementy fizjologiczne, metodyczne, estetyczne.
KOLEJNE DWA KIERUNKI
MAJĄ POZYTYWNĄ OCENĘ
Kierunki zarządzanie oraz ekonomia uzyskały ocenę pozytywną
Polskiej Komisji Akredytacyjnej.
Oznacza to, że Wydział Ekonomii i
Zarządzania UZ spełnia wszystkie
wymogi kadrowe, programowe i
organizacyjne. Oceny przyznawane są na 5 lat.
ODWIEDZILI SZPITAL
I DPS W COTTBUS
Grupa studentów UZ z kierunku
Pielęgniarstwo odwiedziła Carl-Thiem-Klinikum oraz Dom Pomocy Społecznej Medikus w
Cottbus. Obejrzeli szpital, oddział chirurgiczny oraz geriatryczny.
Projekt, który jest
w piątce najlepszych
Czy żłobek daje szansę na
rozwój dziecka? Czy tylko ma
pomóc rodzicom, gdy są w
pracy? A może to zło konieczne dla tych, którzy nie mają z
kim zostawić malucha, a muszą pracować? O znaczeniu
wczesnych lat życia człowieka,
o roli żłobków i stereotypach z
nimi związanych dyskutowali
uczestnicy II Seminarium Naukowego „Żłobek - szansa na
rozwój dziecka, wsparcie rodziny czy zło konieczne”. Zorganizowały je: Katedra Pedagogiki Przedszkolnej i Wcze-
snoszkolnej Wydziału Pedagogiki, Socjologii i Nauk o Zdrowiu UZ i Studenckie Koło Naukowe Kooperacja. Wykłady
prowadzili naukowcy z Uniwersytetów Zielonogórskiego,
Warszawskiego i UAM w Poznaniu, a w dyskusji udział
wzięli dyrektorzy żłobków z
Zielonej Góry i Poznania. Wykładom towarzyszyły warsztaty masażu Shantala, chustonoszenia, umuzykalniania
dzieci w żłobku czy twórczego
wykorzystania książki i robienia książeczek sensorycznych.
DLA BEZPIECZEŃSTWA
I EDUKACJI
ZA PROJEKT STUDIÓW PODYPLONOWYCH O STREFIE EURO
NOMINACJA DO TYTUŁU EUROSYMBOL 2014
DOSTĘPNOŚĆ TECHNOLOGII
INFORMATYCZNYCH
„Szkoła wspierająca - edukacja i
poczucie bezpieczeństwa najmłodszych” to tytuł konferencji,
jaką dla dyrektorów szkół i przedszkoli oraz nauczycieli edukacji
wczesnoszkolnej i przedszkolnej
zorganizowała Katedra Pedagogiki
Przedszkolnej i Wczesnoszkolnej
Wydziału Pedagogiki, Socjologii i
Nauk o Zdrowiu UZ.
Redakcja Monitora Rynkowego
(dodatek do Dziennika Gazety
Prawnej) od kilku lat nagradza instytucje samorządowe, uczelnie
wyższe, instytuty PAN i duże firmy,
które w latach 2007-2013 pozyskały
środki unijne i w efektywny sposób je wykorzystały. W tym roku
nominację do tytułu EuroSYMBOL
Nowoczesnego Kształcenia 2014 za
Studenci Instytutu Informatyki i
Zarządzania Produkcją Wydziału
Mechanicznego UZ uczestniczyli w
zajęciach prowadzonych przez
prof. Irene Krebs z Brandenburgische Technische Universität Cottbus-Senftenberg w Niemczech.
Zajęcia dotyczyły dostępności
technologii informatycznych dla
osób niepełnosprawnych.
Przedstawiciele japońskiej
fundacji Tanita wręczyli 18
bm. prof. Wojciechowi Błogowskiemu z Wydziału Pedagogiki, Socjologii i Nauk o
Zdrowiu UZ symboliczny czek
na realizację grantu, którego
celem jest poznanie wpływu
metabolizmu tkanki tłuszczowej na metabolizm kości. Fundacja corocznie ogłasza międzynarodowy konkurs na projekty badawcze dotyczące
problematyki utrzymania prawidłowej masy ciała lub badań
nad tkanką tłuszczową i otyło-
projekt studiów podyplomowych
„Mechanizmy funkcjonowania
strefy euro”, którego celem jest
przekazanie uczestnikom studiów
podyplomowych wszechstronnej
wiedzy na temat procesu wymiany narodowej waluty oraz mechanizmów funkcjonowania strefy
euro, otrzymał Uniwersytet Zielonogórski.
3
wtorek 25 marca 2014 | www.uz.zgora.pl
Nieograniczony
dostęp
Zielonogórska Biblioteka Cyfrowa, działająca w ramach Biblioteki UZ, powstała w 2005 r.
Zbiory są podzielone na cztery grupy: dziedzictwo kulturowe, nauka i dydaktyka, habilitacje i doktoraty oraz regionalia. W jej ramach
istnieje też Zielonogórska Biblioteka Cyfrowa
dla Niewidomych.
Od początku funkcjonowania Zielonogórską
Bibliotekę Cyfrową odwiedziło prawie 7 milionów czytelników. Jak pokazują statystyki, każdego dnia publikacje przegląda ok. 2 tysięcy
internautów z całego świata. Cyfrowy zasób
powiększa się z każdym rokiem i obecnie liczy
prawie 13 tysięcy dokumentów.
ZBC należy do Federacji Bibliotek Cyfrowych, zrzeszającej ponad sto polskich bibliotek
cyfrowych i udostępniającej obecnie ponad 1,7
mln publikacji. Ponieważ jest ona także częścią
wielu serwisów europejskich, mamy dostęp do
wielu milionów różnego rodzaju dokumentów
(książek, czasopism, filmów, audycji radiowych
i telewizyjnych, obiektów graficznych i innego
rodzaju kolekcji) całą dobę każdego dnia.
Nie bez znaczenia pozostaje także fakt, iż w
jednym czasie dostęp do interesującej publikacji może mieć praktycznie nieograniczona
liczba użytkowników. Dzięki temu dokumenty,
które w tradycyjnej formie w jednym czasie
mogła czytać niewielka grupa ludzi, zyskują
wielu odbiorców.
Za przykład niech posłuży zdigitalizowany
dokument dostępny w Bibliotece Uniwersyteckiej także w formie tradycyjnej - wydana w
roku 2004 rozprawa habilitacyjna pt. „Polska
katolicka w myśli politycznej II RP”. Z raportu
wypożyczeń wynika, iż książka została wypożyczona sześć razy od momentu jej zakupu, tj.
od roku 2005. Kiedy przyjrzymy się liczbie zarejestrowanych wyświetleń, zauważymy, że od
daty wprowadzenia publikacji w marcu 2006
r., przejrzało ją 14 587 osób. Niewspółmierna
liczba w porównaniu z tradycyjnym wypożyczeniem dokumentu. Oczywiście, nie znaczy
to, że tyle osób przeczytało książkę. Dla tylu
jednak była ona dostępna i tyle przynajmniej
zajrzało na jej strony.
Poznawali warunki
i organizację pracy
ścią u ludzi. W ramach tych
konkursów każdego roku
przyznawane jest ok. 5-6 grantów na realizację projektów,
które zostały najwyżej ocenione. W 2013 r. spośród 50 projektów z całego świata, dotyczących badań w zakresie
tkanki tłuszczowej, przyznano
zaledwie pięć grantów - w tym
jeden realizowany będzie na
Uniwersytecie Zielonogórskim, a po dwa w USA i w Europie. Postać prof. Wojciecha
Błogowskiego przedstawimy
bliżej w kwietniowym numerze.
Fot. Kazimierz Adamczewski
Dziœ i jutro odbywaj¹ siê na UZ Dni Frankofonii. Na
spotkania, wystawy i do kawiarenki frankofoñskiej
zapraszaj¹ wyk³adowcy i studenci romanistyki.
W ramach zajęć, jakie prowadzi prof. Hans-Peter
Müller z Instytutu Socjologii UZ, studenci II roku socjologii odwiedzili fabrykę samochodów volkswagen
w Poznaniu.
4
strefa nauki
Oficyna Wydawnicza UZ wyda³a w³aœnie ksi¹¿kê autorstwa
prof. Tadeusza Biliñskiego i mgr Emilii Kucharczyk: Prawo
budowlane z omówieniem i komentarzem.
wtorek 25 marca 2014 | www.uz.zgora.pl
Szukać porządku w bałaganie
Rozmowa z prof. dr. hab. ANDRZEJEM DRZEWIŃSKIM z Instytutu Fizyki Uniwersytetu Zielonogórskiego, fizykiem,
popularyzatorem nauki i pisarzem science fiction
W
ygłosił pan
niedawno
wykład „Fizyka - wielki
plac budowy”. Skąd taki tytuł?
- Fizyka nie jest gotowym
gmachem, gdzie wszystko,
do przysłowiowego szóstego
miejsca po przecinku, jest
już wiadome i przebadane.
My wciąż szukamy, wciąż pojawiają się nowe problemy
do rozwiązania, choć już sto
lat temu z okładem mówiono
w kręgach uniwersyteckich,
że fizyka jest nauką zakończoną i trudno z nią wiązać
ekscytującą naukową karierę.
najróżniejszych odbiorców,
zwykle mało związanych z
nauką. Ale o to chodziło. Zaproponowałem,
pracując
wtedy w PAN we Wrocławiu,
dyskusje panelowe, na które
zapraszałem ludzi z literatury i nauki.
- Nawet Stanisława Lema
Pan zaprosił…
- On miał już swoje lata i
przyjazd byłby kłopotliwy,
ale zrobiliśmy telekonferencję. We Wrocławiu na sali sto
osób, na telebimie - Lem. Zapraszałem też inne ciekawe
osoby. Kiedy przeniosłem się
na Uniwersytet Zielonogórski, kontynuowałem takie
działania. Np. dwa lata temu,
razem z ornitologiem prof.
Kosińskim z UAM w Poznaniu, zrobiliśmy wykład „Ptasia szkoła latania”. Ja opowiadałem, dlaczego, z punktu
widzenia fizyki, ptaki latają,
on - z punktu widzenia biologa.
- Jaki jest krąg Pana naukowych zainteresowań?
- Zajmuję się fizyką statystyczną. Czyli fizyką, która
opisuje zachowanie wielu
cząstek, których nie można
opisywać
indywidualnie.
Gdybym opisywał człowieka
biegającego po stadionie jako jedną cząstkę, to wiedziałbym, jaką np. na tym wirażu
ma prędkość. Ale jeśli będę
miał tłum ludzi, a jeszcze taki, który chce gwałtownie
opuścić salę, bo ktoś krzyczy,
że jest pożar, to tego tłumu
już w taki sposób nie mam
najmniejszej szansy opisać.
Po prostu jest zbyt wiele danych. Mało tego, ci ludzie
przecież silnie na siebie oddziałują. Jedni są histerykami, drudzy są bardziej opanowani. Mamy tu rzeczy nieprzewidywalne, więc taki
sposób opisu odpada.
- Co więc można zrobić?
- Potraktować ten tłum jako całość, gdzie właśnie olbrzymia liczba cząstek sprawia, że w bałaganie pojawia
się porządek, tym zaś zajmu-
Fot. Kazimierz Adamczewski
- Ale pojawiają się opinie,
że w fizyce panuje zastój…
- Są niesprawiedliwe, acz
zrozumiałe. Fizyce początku
XX wieku zawdzięczamy teorię kwantową i szczególną
teorię względności, które
obaliły koncepcję ciągłości
zjawisk oraz absolutnego
czasu i absolutnej przestrzeni. Później była jeszcze ogólna teoria względności, bomba atomowa (niestety) czy
odkrycie licznej menażerii
cząstek elementarnych. W
ubiegłym roku świętowaliśmy odkrycie bozonu Higgsa. Pomimo to ostatnio faktycznie pojawiają się opinie o
zastoju. Brak jest czegoś, co
ponownie zatrzęsłoby podstawami naszego rozumienia
świata. A wiele świadczy, że
coś jest „nie tak”, np. kłopoty
z ożenkiem mechaniki kwantowej z grawitacją czy zagadka nieoczekiwanej ekspansji
Wszechświata.
je się fizyka statystyczna.
Nasz tłum, mimo pozorów
nieprzewidywalności, ma
pewne zachowania wspólne.
Chociażby to, że w razie niebezpieczeństwa pędzi w stronę otwartych drzwi. Nawiasem mówiąc, naprawdę stosowano modelowanie cząsteczkowe do budowy sal i
proszę sobie wyobrazić, że jeden z wniosków był taki, że
lepiej, żeby wyjścia awaryjne
np. z olbrzymiej sali koncertowej, były przedzielone pośrodku słupem. To się wydaje
absurdalne, ale chodzi o to,
że ludzie widząc jedną przestrzeń, pędzą w stronę jej
środka, a jak widzą dwie, to
dzielą się na dwie grupy i
Chyba coraz trudniej popularyzować fizykę. Jest hermetyczna.
- Fizyka to sposób rozumienia świata. Odpowiednio
nauczana w szkole, a nie
przekazywana, jako magiczne regułki, które nie wiadomo skąd się biorą, jest pasjonująca. Wracając do książek
popularnonaukowych. W
„Opowieściach z historii fizyki”, razem w Jackiem Wojtkiewiczem, opisaliśmy, jak
zmieniała się fizyka od starożytnych Greków do początku
XX wieku, starając się opowiedzieć to na tle zmian społecznych, różnych koncepcji
- Napisał Pan też książkę poznania natury, światopopopularnonaukową o fizyce. glądów. Bo fizyka nie jest
ewakuacja przebiega sprawniej. Zajmuję się właśnie tego
typu rzeczami, a precyzyjniej
mówiąc, wykorzystuję modele fizyki statystycznej do analizy przepływu prądu protonowego w niektórych kryształach, a prąd to nie tylko poruszające się elektrony. Modeluję też zachowanie zawiesin koloidalnych w cieczach,
które są bliskie przejścia fazowego oraz transport polimerów, takich jak DNA - cząstek odpowiedzialnych za
przechowywanie i przekazywanie informacji genetycznej
- poprzez błony komórkowe.
- Zaproszenie Lema nie
było przypadkowe. Jest Pan
też przecież pisarzem science fiction.
- To prawda. Pierwsze opowiadanie napisałem, jak
miałem 18 lat. Byłem w klasie
maturalnej i współpracowałem ze studenckim Radiem
Index. Zostało odczytane na
antenie, z czego byłem bardzo dumny. Trzy lata później
inne moje opowiadanie ukazało się drukiem, a pierwszą
książką był zbiór opowiadań
,,Zabawa w strzelanego”
opublikowany w 1983 roku.
Kolejne dwie powieści, ,,Zabójców szatana” oraz ,,Nostalgię za Sluag Side”, napisałem wspólnie z Andrzejem
Ziemiańskim. Jestem współautorem dwóch zbiorów
opowiadań: ,,Posłaniec”, napisanych wspólnie z Mirosławem Jabłońskim oraz ,,Bohaterowie do wynajęcia” napisany z Jackiem Inglotem. Razem z Adamem Cebulą, Eugeniuszem Dębskim i Piotrem Surmiakiem tworzymy
grupę autorską Kareta Wrooderwana od świata, lecz jest cławski - ostatnio ukazał się
częścią szeroko rozumianej nasz zbiorek pt. „Upalna zikultury. Książka miała być ma”.
dostępna dla 13-15-latków, a
ja już wcześniej publikowa- Bycie fizykiem pomaga
łem artykuły w piśmie Młody pisarzowi science fiction?
Technik. Uważałem i nadal
- Tak. Wśród fizyków jest
uważam, że naukowiec, któ- zresztą
nadreprezentacja
ry siedzi w wieży z kości sło- czytelników fantastyki. Czy
niowej i każe się za to jakoś fizyka inspiruje? Raczej jest
szczególnie cenić, to bez- tak, że znajomość fizyki pozwala pewne pomysły włożyć
sens.
w literaturę. Jacek Dukaj, na- Stąd pewnie Pana aktyw- zywany drugim Lemem,
ny udział w Festiwalach Na- choć trudno porównywać pisarzy, otwarcie mówi, że szuuki?
- Ich pomysł wypłynął na ka inspiracji w nauce i jej popoczątku lat 90. na kanwie graniczach, a na ich kanwie
wcześniejszych
Pikników tworzy fabuły.
Naukowych organizowanych
w Warszawie. Przyciągały Grażyna Zwolińska

Podobne dokumenty