sapere aude - Zespół Szkół Ogólnokształcących im. Stanisława

Komentarze

Transkrypt

sapere aude - Zespół Szkół Ogólnokształcących im. Stanisława
S
AP ER E AU
DE
S TR. 1
Gazeta
Społeczności
Szkolnej Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Zambrowie
sapere aude
Rok 10
Nr 2/57
listopad 2010
Miesięcznik. Wydaje zespół „Sapere aude”. ZSO w Zambrowie
Witajcie, stęsknieni czytelnicy Sapere ;)!
Spotykamy się już po raz drugi w tym roku. Jesień
generalnie kojarzy nam się niezbyt przyjemnie,
a zwłaszcza listopad. Właściwie to nie wiadomo,
dlaczego. To chyba wszystko przez ponurą pogodę,
deszcz, nawał nauki itd. Podobno ostatnimi czasy
wszyscy w naszej szkole mają tzw. doła: pierwszoklasiści, bo wciąż trudno im się zasymilować, drugoklasiści, bo mają tyle nauki na głowie i cudny plan
(ale na to pewnie narzekają wszyscy oprócz gimnazjum), a maturzyści z powodu zbliżających się
wielkimi krokami próbnych matur.
Ale nie martwcie się! Nasi Saperzy przygotowali
dla was kolejny numer pełen atrakcji. Zachęcam
do czytania, zwłaszcza że do naszej redakcji dołączyło wiele nowych twarzy ;D.
Kiedy Pan Dyrektor zaczął wypowiadać zdania, które miałam
powtórzyć, choć wydaje się to
bardzo łatwe, mnie słowa uwięzły w gardle.
Postanowiłam
jednak spróbować. I tak z moich
ust popłynął tekst ślubowania –
s. 4.
W TYM NUMERZE PONADTO:
Otrzęsiny. Pierwszak ślubuje
4
Co my tu mamy
6
Uwaga na dopalacze
8
Z dziennika maturzysty
11
Zamiast komiksu
15
Uwaga!
Odprawy Saperów odbywają się w każdy czwartek o
10.30 w sali 23,
w razie konieczności (sprawy składu, dystrybucji) –
także w poniedziałek o 8.00 w sali 29.
Zapraszamy do zespołu!
Ogłaszamy początek akcji Ożywić pola 2010/2011. Rok sarny!
Organizatorem jest redakcja
Łowca Polskiego. Funkcję koordynatora programu w naszej
szkole pełni p. Danuta Krajewska
Otrzęsiny w rysunku K. Kowalskiej. Tekst: A. Głębocka
S. 4 i 5
S TR. 2
R OK 10 2/57
Kalendarz
wrzesień– październik
29 września – otrzęsiny klas pierwszych liceum i gimnazjum,
czyli pożegnanie z kociakami. Koniec okresu ochronnego
dla pierwszoklasistów zwiastujący nieuchronny początek możliwości stawiania przez nauczycieli najmniej atrakcyjnych
dla uczniów ocen, jakimi są „pały” J. Na osłodę wieczorem
odbyła się dyskoteka szkolna dla gimnazjalistów.
30 września – zgodnie ze zwyczajem przyjętym w naszej szkole dzień po otrzęsinach odbywa się uroczyste ślubowanie
pierwszoklasistów, czyli oficjalne przyjęcie ich w poczet
uczniów naszej szkoły, z którą przez miesiąc zdążyli się z tego,
co było wyraźnie widać na otrzęsinach, dobrze zintegrować.
W tym dniu nasza szkoła obchodziła również Dzień swojego
Patrona – Stanisława Konarskiego. W tym roku przypadł jubileuszowo w 310 rocznicę jego urodzin. Po części oficjalnej
przyszła pora na przedstawienie w wykonaniu klasy II A liceum, która w dosyć oryginalny sposób przybliżyła wszystkim
sylwetkę i dokonania naszego patrona oraz realia szkolne tamtych czasów. Mogliśmy przenieść się do roku 2030 i przeżyć
małe deja vu, gdyż okazało się, że lekcje wyglądają zupełnie
jak za czasów Konarskiego. Na szczęście, wszystko dzięki
naszemu Patronowi dało się odkręcić. Wieczorem odbyła dyskoteka dla uczniów liceum.
5 października – W auli naszej szkoły odbyła się uroczysta
inauguracja wystawy „W imieniu Rzeczypospolitej” – skazani na karę śmierci w województwie białostockim w latach
1944-1956 przygotowana przez Biuro Edukacji Publicznej
białostockiego oddziału IPN. W uroczystości uczestniczyli:
Starosta Powiatu Zambrowskiego Stanisław Rykaczewski,
przedstawiciele Regionalnej Izby Historycznej oraz przedstawiciele Dyrekcji ZSO, nauczyciele historii i delegacje młodzieży zambrowskich szkół średnich, gimnazjów i Bursy nr 1. Pracownik IPN Łukasz Lubicz Łapiński wygłosił wykład wprowadzający w tematykę wystawy połączony z projekcją filmu zrealizowanego przez TVP w Białymstoku, będącego uzupełnieniem ekspozycji. Na zakończenie uroczystości inaugurującej
otwarcie wystawy dyrektor ZSO Jan Pilch zaprosił młodzież
i nauczycieli innych zambrowskich szkół oraz indywidualne
osoby do zwiedzania. Wystawa została zamknięta 18 października 2010r.
S AP ER E
AU D E
6-7 października - uczniowie klas z rozszerzonym programem
nauczania historii naszego liceum uczestniczyli w lekcjach
muzealnych prowadzonych przez pracowników IPN-u. Było to
związane z wyżej opisaną wystawą.
13 października – Dzień Edukacji Narodowej, czyli Dzień
Nauczyciela w naszej szkole. Oficjalna uroczystość rozpoczęła
się o godz. 1230 na hali gimnastycznej, pomimo tego, że już
od rana uczniowie składali życzenia i wręczali kwiaty swoim
nauczycielom. Na uroczystość przybyli zaproszeni goście
w osobach: Starosty Powiatu Zambrowskiego pana Stanisława
Rykaczewskiego, v-ce wójta Gminy Zambrów pana Jerzego
Baczewskiego, przewodniczącej Rady Rodziców pani Alicji
Białobłockiej oraz emerytowanych nauczycieli naszej szkoły.
W stronę nauczycieli, wychowawców, pracowników obsługi
i administracji popłynęły serdeczne życzenia ze strony dyrekcji, zaproszonych gości oraz uczniów. Oczywiście była to okazja również do nagrodzenia tych najlepszych z najlepszych.
Cztery osoby z pionu obsługowo-administracyjnego otrzymało
nagrody Dyrektora Szkoły. Takie same wyróżnienia trafiły
również do kilkunastu osób z kadry pedagogicznej, czyli p.
dyrektor Danuty Żyznowskiej, p. dyrektora Krzysztofa Wasiulewskiego, p. prof. Haliny Kozłowskiej, p. prof. Wiesławy
Iwanickiej, p. prof. Zbigniewa Rębisia, p. prof. Anny Średnickiej, p. prof. Małgorzaty Grudzińskiej, p. prof. Zofii Kapuśniak, p. prof. Grażyny Kośnik. Po wręczeniu wyróżnień przyszła pora na część artystyczną w wykonaniu klasy I A liceum.
Chyba wszystkim podobało się przedstawienie życia szkolnego
w krzywym zwierciadle przez tę klasę. Teraz już nikt nie zapomni na polskim, że Mickiewicz wyprzedził swoją epokę i kochał się w Maryli Rodowicz. Takie i inne kwiatki z zeszytów
szkolnych przeplatane piosenkami przez ok. dwadzieścia minut
skutecznie rozbawiły nauczycieli i uczniów.
27 października – odbyła się promocja Przewodnika po ścieżce dydaktycznej Grabówka. Publikacja powstała we współpracy pracowników Starostwa Powiatowego w Zambrowie i Nadleśnictwa Łomża.
W uroczystości, przygotowanej pod kierunkiem p. prof. Grażyny Szumowskiej, wzięli uczniowie klas biologicznochemicznych.
Przewodnik ma staranną szatę graficzną, jest ilustrowany wieloma fotografiami i mapkami, zawiera nie wszystkim znane
informacje na temat flory i fauny naszej najbliższej okolicy.
Zachęcamy do spacerów po ścieżce dydaktycznej Grabówka.
To tylko ok.. 4 km od Zambrowa.
S TR. 3
S TR. 4
R OK 10 2/57
Pierwszak ślubuje
W dniu 30 września odbyła się pierwsza ważna uroczystość w życiu szkolnym ucznia rozpoczynającego naukę w gimnazjum. Choć nie był to dzień zaliczany do najbardziej pogodnych i słonecznych, to jednak każdemu zaczynającemu nowy etap edukacji sprzyjał humor.
Około godziny 12.30 wszystkie" pierwszaki" weszły do naszej szkolnej hali sportowej. Dopiero
teraz zdałam sobie sprawę z powagi tej uroczystości.
Nie mogłam zaprzepaścić starań nauczycieli i wychowawców. Ja – pierwszoklasistka usiadłam
blisko innych, każda klasa usadzona była według kolejności alfabetycznej. Czekałam w napięciu
na rozpoczęcie ceremonii.
Po chwili zaczęła się część, w której miałam wypowiedzieć słowa ślubowania. Na próbach podchodziłam do tego ,,na luzie'', ale w tym momencie trudno było mi wymówić cokolwiek. Kiedy
Pan Dyrektor zaczął wypowiadać zdania, które miałam powtórzyć, choć wydaje się to bardzo łatwe, mnie słowa uwięzły w gardle. Postanowiłam jednak spróbować. I tak z moich ust popłynął
tekst ślubowania: " My uczniowie gimnazjum..." Poczułam się naprawdę wzruszona. I jakaś taka
dorosła?
Udając się wraz z koleżankami i kolegami do klasy, pod opiekuńcze skrzydła Wychowawczyni
cały czas myślałam o tym, co przyrzekaliśmy i już wiedziałam, że chcę dotrzymać tych obietnic.
Katarzyna Bagińska, kl. I A
Otrzęsiny w gimnazjum
29.09.2010r. na 3. i 4. godzinie lekcyjnej odbyły się otrzęsiny klas I gimnazjum. Każda klasa miała
za zadanie przygotować wybraną scenkę, okrzyk, transparent, przebrać jakąś osobę za kota oraz
założyć bluzki o wyznaczonych kolorach. Dodatkowo klasy mogły również przygotować piosenkę . Wszyscy czekali ze zniecierpliwieniem na tę zabawę.
Pierwsza konkurencja polegała na tym, że gospodarze klas musieli odpowiedzieć na pytania
lub wykonać określone zadania. W drugim zadaniu nr 1 w dzienniku musiał wypić mleko. Następną konkurencją było zmierzenie kotom ogonów. Wygrywał ten, którego ogon był najdłuższy. Później wybrane osoby przedstawiały scenki : klasa Ic musiała przedstawić ,,Kota w butach’’, klasa
Ia przypomniała nam fragment pt. ,,Garfield’’. Klasa Ib przedstawiła znaną chyba, każdemu bajkę pt. ,,Tom i Jerry’’. Klasa Id pokazała fragment bajki pt. ,, Kot Filemon’’. W czwartej konkurencji wybrani chłopcy musieli pomalować dziewczynki, czyli przygotować je do wyjścia na dyskotekę. Każdy na pewno przyzna mi rację, że chłopcy bardzo dobrze poradzili sobie z tą konkurencją Potem nr 19 musiał odnaleźć cukierek w mące bez użycia rąk. Przyznam szczerze, że była to
trudna konkurencja, ponieważ sama brałam w niej udział. Kolejna zabawa polegała na narysowaniu portretu wychowawcy mazakiem trzymanym w buzi. Ta konkurencja bardzo rozbawiła
uczniów. Pod koniec klasy, które przygotowały piosenkę, mogły ją wykonać. Całą zabawę oceniało jury w składzie: p. prof. Fabian Dzieżyc, p. prof. Bożena Rykaczewska, Kinga Frańczuk oraz
Katarzyna Bujko. Potem uczniowie składali zabawną przysięgę, w czasie której zobowiązali się
m.in. do ukłonów na powitanie starszych kolegów. Otrzęsiny wygrała klasa Ia, która w nagrodę
dostała tort, chociaż moim zdaniem, każda klasa wypadła świetnie. Tego samego dnia wieczorem
odbyła się dyskoteka szkolna dla wszystkich gimnazjalistów. Całe otrzęsiny przygotowała klasa
III a pod opieką p. prof. Anieli Bobryk. Należą im się podziękowania za wysiłek, abyśmy dobrze
się bawili. Od teraz nie jesteśmy już kociakami, tylko gimbusami.
Katarzyna Rykaczewska, Ic
S AP ER E
AU D E
S TR. 5
Już nie koty...
Otrzęsiny są znaną wszystkim tradycją szkolną, która niejednokrotnie wiąże się z panicznym
strachem pierwszoklasistów. W naszej szkole odbyły się one 29 września, a rozpoczęło je przemówienie uczniów klasy II c , tegorocznych organizatorów imprezy.
Pierwszym zadaniem „kotów” było przedstawienie swoich klas oraz zaprezentowanie przewodniego hasła. Najwięcej braw zdobyła klasa Ie, której wychowawczynią jest pani profesor Elżbieta Chmielewska. Mimo wszystko pozostałe klasy nie dały za wygraną i dalej z wielkim zaangażowaniem walczyły o główną wygraną.
Nasi starsi koledzy zafundowali nam niecodzienną rozrywkę. Mogliśmy wykazać się w różnych dziedzinach życia, począwszy od śpiewu, a skończywszy
na… fryzjerstwie. Każda kolejna konkurencja dostarczała wiele
radości nie tyle rozemocjonowanym pierwszakom, co obserwującym nas drugoklasistom.
Na własnej skórze przekonałam się, co to znaczy
„otrzęsinowy szał”. Jako jedna z „koconych” zostałam wybrana do
typowo tanecznego show. Towarzyszył mi kolega z klasy, który
okazał się wyśmienitym tancerzem. W rytmie przebojów z lat 60’
pary bawiły się bezstresowo pod czujnym okiem pięcioosobowego
jury.
Uważam, że tegoroczne otrzęsiny na długo pozostaną w pamięci wszystkich uczestników. Pozazdrościć tylko można zwycięskiej
klasie – Ie, która za swój występ otrzymała słodką nagrodę
w postaci tortu. Zobaczymy, jak w następnym roku sprawdzą się
w roli organizatorów. Już nie jako „koty”, ale pełnoprawni licealiści. Powodzenia!
Anna G., I A
Przedstawienie (ale nie o dopalaczach)
Dnia 20 października w naszej szkole odbyło się przedstawienie na temat tożsamości i patriotyzmu. Krakowscy artyści poruszyli w nim kilak ważnych pytań, m.in kim jest patriota, z czego jako
Polacy możemy być dumni? Spektakl miał na celu w przejaskrawiony sposób ukazać typowych
szowinistów i nacjonalistów ("kibol", "Marynara"). Osią przedstawienia było zadanie domowe
z historii, na temat: "Kto to jest patriotą". Aktorzy podeszli do tematu niezwykle humorystycznie,
tak, aby nas, widzów, zaciekawić. Jednak przedstawienie miało przede wszystkim nam przypomnieć, że ze swojej historii możemy być dumni. Mnie osobiście spektakl bardzo się podobał. Nakłonił do refleksji nad kwestią patriotyzmu na co dzień i stosunku do innych ludzi.
Justyna Chudzik
S TR. 6
R OK 10 2/57
Co my tu mamy
Alan Rashid
Historia naszej szkoły sięga roku 1945, kiedy to otwarto Prywatne Gimnazjum Ogólnokształcące,
które po trzech latach stało się Liceum. Stare, zamierzchłe dzieje… A może coś po nich zostało,
spytacie. Odpowiem Wam: tak, sporo.
A więc co my tu mamy?
Termometr ze Stalinogrodu
(przejściowa nazwa Katowic), z połowy lat pięćdziesiątych, który znajduje się
na ścianie w sali 37, na prawo od układu okresowego
pierwiastków. Dodam, iż to
on zainspirował mnie, żeby
się zająć tym tematem. Ładnie się prezentuje, czyż nie?
Niektóre pomoce szkolne też
mają swoje słuszne lata. Jak
stoły służące do używania
mikroskopów z sali 34, które
liczą ok. 30 lat. Nieźle.
Nic jednak nie pokona w tym
zestawieniu sędziwego sprzętu na lekcje przysposobienia
obronnego, zmagazynowanego w szafkach w sali 23.
Pomoce te mają bowiem
mniej więcej tyle lat, co ustawa z 1967 roku, która powo-
łała do życia tenże przedmiot.
Szybko licząc wychodzi, że
to staruszkowie w wieku 43
lat. Jacyś chętni do założenia
maski gazowej?
W tym momencie pozwolę
sobie na lekką zmianę tematu. Otóż w naszej szkole
zauważyłem także sporo
starych mebli (jak w salach 4
i 32), ale kogo by interesowały takie rzeczy? To nie katalog IKEI, proszę... Porządnie
wykonany mebel wytrzyma
mnóstwo czasu, a taka książka to co innego, skierowałem
zatem swe kroki do biblioteki. Strzał w dziesiątkę.
Na początku, gdy otwarto
szkołę, dużo ludzi znosiło
do nowej biblioteki różne
książki (pamiętajmy, że to
były czasy powojenne). Zatem, co mamy do przeczytania z tamtych czasów?
z Gimnazjum Męskiego Stowarzyszenia Nauczycieli
i Wychowawców. Cienka, ale
bardzo dobrze zachowana
książka. Jej rówieśniczką jest
praca n.t romantyzmu autorstwa Maurycego Mochnackiego.
Jej starszą „siostrą” jest powieść „Radość życia”, wydana w 1913 roku, autorstwa
niejakiego G. K. Chestertona,
w naszej bibliotece od lat
sześćdziesiątych. Wydrukowany w Bydgoszczy wolumin ma zachowaną na sobie
pieczątkę biblioteki 71 Pułku
Piechoty i jest w dobrym
stanie.
Wpierw ciekawostka: książką z numerem 1 w naszej
bi bl i ot e c e j e st „P o wracająca fala” autorstwa
B. Prusa, z roku 1949.
Najmłodszą z najstarszych
jest „Salony i zebrania literackie warszawskie”, z roku
1916, na której nadal widnieje cena 1 rubel. Przywędrowała ona tutaj aż z Wilna,
Drugie miejsce w naszym
rankingu staroci zajmuje
rozprawa „O klasyczności
S AP ER E
S TR. 7
AU D E
(Ciąg dalszy ze strony 6)
i romantyczności”, pochodząca z okolic 1900 roku, która
przywędrowała do nas w
niewyjaśnionych okolicznościach z Gimnazjum nr 1
w Łomży. Widać nawet rosyjską pieczątkę tej szkoły!
Ale laur „Najstarszej” przypada książce „Dzieje Narodu
Polskiego, cz. IV”, której
cena dawno temu wynosiła
40 kopiejek. Z przykrością
stwierdzam, że jest zrusyfikowana (widać po treści), ale
do dzisiaj pozostaje w do-
brym stanie. Aha, zapomniałem, wydana została w 1898,
zatem ma 112 lat! Najlepszego!
Staroci w naszej szkole
musiałem się nieźle naszukać. Jak więc widać, jesteśmy wyposażeni w stosunkowo nowoczesny sprzęt i nie
powinniśmy się go wstydzić.
Co do książek zaś mam jedno
spostrzeżenie: otóż książki
sprzed I wojny światowej są
w o wiele lepszym stanie niż
te z dwudziestolecia międzywojennego. Dziwne.
Dziękuję paniom E. Dąbrowskiej, B. Rakoczy, A. Gryce
i panu K. Wasiulewskiemu
za pomoc w zbieraniu materiałów.
(Ciąg dalszy ze strony 10)
Pan Tomasz swoją karierę zawodową rozpoczął od stałej pracy w państwowej firmie. Z czasem
jednak przekonał się, że to nie jest jego miejsce. Zdobył uprawnienia kierownicze i podjął decyzję
o rozpoczęciu własnej działalności. Przyznaje, że najgorsze były początki: odnalezienie się
na rynku pracy i poznanie konkurencji. Z czasem trzeba było się nauczyć zarządzania dużą grupą
ludzi, negocjowania i uatrakcyjniania swojej oferty.
Firma pana Tomasza specjalizuje się w budownictwie mieszkaniowym. Swoją działalnością obejmuje takie miasta jak: Łomża, Zambrów, Wysokie Mazowieckie, Warszawa. Ma za zadanie
nie tylko wybudowanie obiektu, lecz także przygotowanie terenu pod inwestycję.
Co ciekawego wynieśliśmy z tego spotkania?
Świadomość, że kluczem do sukcesu jest gra w siatkówkę?! Moim zdaniem, niewiele więcej. Wizyta pana Tomasza Strzelczuka stanowiła miłą pogadankę o czasach szkolnych i studenckich.
Na pytanie, ile pan zarabia, nie usłyszeliśmy konkretnej odpowiedzi. Każdy jest ciekaw, ile można
zarobić, pracując w biznesie budowlanym... Jak wiadomo tłumy lubią liczby. Brakowało mi także
w wypowiedzi pana Tomasza bardziej szczegółowego opisu ewolucji jego kariery, a tego właśnie
oczekiwałam.
Pytanie, które nurtowało wielu uczniów: ile wynosi 1 % podatku przeznaczonego na SKS, ofiarowany przez pana Tomasza pozostało bez komentarza. Dlaczego?!

S TR. 8
R OK 10 2/57
Uwaga na dopalacze
Już od kilku tygodni media żyją tematem
dopalaczy. Ale nie łudźmy się – problem nie
istnieje od wczoraj. Od kilku lat w Polsce
działają legalnie różnego typu "funshopy"
czy "sklepy kolekcjonerskie". Czy jest się
czego obawiać? Czy dopalacze są realnym
zagrożeniem (jak narkotyki), czy też kolejnym tematem zastępczym dla mediów
i władz?
Piguły, skręty (albo trutka na szczury).
Z ankiety przeprowadzonej w klasie IIIa
wynika, że znaczna część uczniów ma małą
wiedzę na temat tego, czym są właściwie
dopalacze. "O dopalaczach wiem mało", "nie
mam zielonego pojęcia, co to są dopalacze",
"wiem tylko tyle, że są szkodliwe dla zdrowia", "dowiedziałam się, że coś takiego istnieje dopiero, gdy sprawę nagłośniły media"
– to przeważająca cześć odpowiedzi na pytanie o znajomość tych produktów. Dopalacze
to substancje psychoaktywne o działaniu
zbliżonym do narkotyków. Funkcjonują
w legalnym obiegu tylko dlatego, że handlowcy często zmieniają nazwy i skład specyfików. Łatwo jest w laboratorium zmienić
jedną grupę funkcyjną, by otrzymać nową,
nieznana substancję. A już na pewno nieznane jest jej działanie, sposób zdrowego dawkowania (o ile można użyć tu słowa
"zdrowy"). Sprzedawcy rozprowadzają towar
jako "nie do spożycia" bądź "produkt kolekcjonerski", czym omijają prawo. Efekt? Kilkanaście osób co weekend na OIOM-ach,
walczących o życie. Wielu walkę przegrywa… O szkodliwym działaniu dopalaczy
przekonują eksperci. "Substancje powodują
zmiany w psychice, uczucie euforii i duże
pobudzenie.*, "pochodne piperazyny mają
na przykład działanie psychodeliczne, podobne do stanów po zażyciu narkotyków:
ecstasy i amfetaminy"*. Natomiast jeden
z uczniów twierdzi: „nie wiem, czy to prawda, że w dopalaczach znajdują się "trutki
na szczury, wydzieliny zwierząt egzotycz-
nych". Brr. Co sądzą o dopalaczach sami uczniowie? Czy może zażywają je sami?
Mess or bless?
Nie liczcie na sensację, nawet jeśli ktoś bierze ,
to się do tego nie przyzna: "Nie znam osób,
które biorą dopalacze", "Nie biorę, gdyż uważam to za całkowity śmieć" – Czytam w większości ankiet. "Kto to bierze, robi to z własnej
głupoty" – dodaje rozsądnie jedna z koleżanek.
Bardziej krytyczny w ocenie jest inny kolega:
"są ćpuny, którzy potrzebują jakiegoś <powerupa> na imprezie". "Dopalacze szkodzą tylko
kretynom, którzy nie potrafią określić swojej
granicy" – komentuje dobitnie jeden z moich
kolegów. "Wszystko zależy od rozsądnego
podejścia do sprawy" – z dystansem pisze inna
koleżanka. Rzeczywiście, jeśli ktoś potrafi
z rozsądkiem podejść do dopalaczy, mogą mu
wcale nie zaszkodzić. Jednak czy o rozsądku
i zdrowym dystansie można mówić np. na imprezie czy przed ważnym egzaminem? To są
przecież sytuacje, w których młodzi ludzie sięgają po dopalacz. Wpływ przyjaciół, ciekawość
odgrywają tu niemałą rolę. Swoje trzy grosze
do sprawy dorzucają również media. Codzienne
doniesienia o śmierci w wyniku przedawkowania jeszcze bardziej nakręcają ten biznes.
A spektakularne zatrzymania, zamykanie sklepów, mogą, paradoksalnie zachęcić do kupna.
Zakazany owoc smakuje bowiem najlepiej,
nieprawdaż? Ocenę pozostawiam Wam, czytelnicy. A od oceny już tylko krok do dyskusji
legalizować czy nie?
Kij czy marchewka
O ile we wcześniejszych aspektach klasa IIIa
zachowywała względną zgodność, tak na temat
legalizacji podzieliła się. Jedni kwitują to zdawkowym "niech robią, co chcą". Inni deklarują:
"Jestem za legalizacją". I dodają: "Lepiej kupić
stuff w sklepie, przebadany, bezpieczny. Towar
ze sklepu ma chociaż ulotkę". Po drugiej stronie
stoją ci, którzy twierdzą: "Jestem za likwidacją,
bo to po prostu narkotyki". A może jakiś kom-
S AP ER E
AU D E
S TR. 9
Człowiek a Matka Natura
Człowiek żyje związany setkami zależności ze swymi współlokatorami planety Ziemia:
prawem, ekonomią i innymi, których nie ma
sensu tu wymieniać. To jednak, te prawa, obyczaje, zależności to jedynie pikuś przy tym, co
wyczynia przyroda ze swoimi prawami. Ile tego
jest?
Ile jest spraw, których człowiek nie rozumie lub nie może kontrolować, może jedynie
w ograniczonym stopniu je wykorzystać na swą
korzyść. Przykład? Dobrze, idź w szczere pole
w środku burzy. Prawdopodobne, że będę się
tłumaczył w sprawie o doprowadzenie do zagrożenia życia/spowodowanie śmierci przez
piorun.
Jedyne,
co można
z
t y m
z r ob i ć ,
to do-
stosować się i uciec pod chroniony piorunochronem dach.
Kolejna sytuacja, w której jesteśmy zdani
na łaskę i niełaskę bożą: dedykowane m.in.
mieszkańcom Florydy zdanie o tornadach i
tajfunach przynoszących miliardowe straty,
śmierć i dramat ludzki. Czy możemy temu
zapobiec? Nie. Trzeba ukryć się lub uciekać.
Cóż można powiedzieć o trzęsieniach
ziemi i tsunami? Wykryj i zmykaj.
Przykłady takich sytuacji można by długo wymieniać, ale przejdę do meritum.
Nasza ukochana planeta jest straszliwie
kapryśna, a my stosunkowo późno zaczęliśmy
ją badać. Jesteśmy jak ten biedak, co po tzw.
„luźnym podejściu do nauki” ma w czerwcu
problem z 10 zagrożeniami.
Młodzieży! Do roboty! Nauka Was potrzebuje! Nobel czeka! Skupcie się na przedmiotach ścisłych i w liceum wybierzcie kierunki bardziej otwarte na planetę! Coś z Was
dobrego może powstać, kto wie?
Tyle przecież nie wiemy… Tyle do odkrycia… Ciekawi?
Pewnie zbyt entuzjastycznie:
Alan Rashid IB
(Ciąg dalszy ze strony 8)
promis? "Dopalacze powinny być dostępne od 18 lat" – uważa jedna z moich koleżanek. Nie można przewidzieć, co może się stać po całkowitym zakazie bądź legalizacji tych środków. Czy pójdziemy w stronę Holandii, gdzie legalna jest marihuana? Czy polskie społeczeństwo i władze stać
będzie na jakiś konsensus, z którego zadowoleni będą wszyscy? Wątpię. Uważam, że głośno będzie o tym problemie jeszcze przez jakiś czas, potem sprawa przycichnie, a pytanie: "Zakazać czy
nie?" zostanie. Podobno narkotyki też są nielegalne. To dlaczego istnieją ośrodki typu "MONAR"?
***
Jestem ciekawa Waszej opinii na ten palący temat, drodzy Czytelnicy. Jesteście za czy przeciw?
Podyskutujcie o tym w klasach. Niech puentą tego artykułu będzie ankieta Alberta"<Moi klienci to
debile> – to jest zdanie króla dopalaczy. Na wszystkie pytania znajdziemy odpowiedź w tej wypowiedzi".
Justyna Chudzik *źródlo:forum o dopalaczach
S TR. 1 0
R OK 10 2/57
Tydzień kariery w ZSO
Violly
Dni 18-24 października 2010 roku objęte zostały w ponadgimnazjalnych kampanią pod nazwą:
„Ogólnopolski Tydzień Kariery”. Także nasza szkoła włączyła się do tej chlubnej akcji. Głównym
jej koordynatorem została p. prof. Magdalena Gosiewska.
W ramach „Ogólnopolskiego Tygodnia Kariery” naszą szkołę odwiedzili: pani z Powiatowego Urzędu Pracy i pan Tomasz Strzelczuk –
absolwent naszego liceum.
Tydzień kariery miał za zadanie przybliżenie
uczniom spraw, którymi zajmują się urzędy
pracy i nakierowanie ich na właściwą ścieżkę
zawodową.
Okiem obserwatora
Wizyta doradczyni zawodowej polegała
na przedstawieniu danych statystycznych dotyczących problemu bezrobocia w naszym powiecie. Pokrótce opisała ona także działalność
Powiatowego Urzędu Pracy. Jej wystąpienie
miało za zadanie przybliżenie nam zawiłego
urzędniczego świata i lepszą orientację w nim.
Aby rozluźnić panującą atmosferę, swoją przemowę rozpoczęła nieco zabawnym porównaniem poszukiwania pracy do zabawy na skakance. Podkreślała wielokrotnie, iż należy samemu rozpocząć poszukiwania, gdyż nikt
za nas tego nie zrobi.
Czy to spotkanie było konieczne?
Więcej słów, mniej treści – tak można streścić
to spotkanie. Dla nastoletnich licealistów opowieści o zmaganiach z problemem bezrobocia
w naszym mieście nie są interesujące. Naszym
priorytetowym celem jest wybór studiów, które
zagwarantują nam dostatnie życie. Opis działalności PUP-u był naprawdę zbędny, a przynajmniej przedstawiony zbyt szczegółowo. Miałam
nadzieję, że to spotkanie pokaże nam zapotrzebowanie przedsiębiorców, zachęci do pozostania w naszym mieście. Myliłam się. Przecież
wiadomo, że uczniowie liceum to przyszli studenci, a nie osoby szukające pracy.
Spotkanie z absolwentem naszego Liceum –
Tomaszem Strzelczukiem
To spotkanie miało na celu pokazanie żywego
przykładu człowieka sukcesu. Opowieść o swojej karierze pan Strzelczuk rozpoczął od ścieżki
edukacji. Zdefiniował siebie jako średnio dobrego ucznia o zainteresowaniach matematyczno – fizycznych. Okres nauki w liceum postrzega jako bardzo interesujący, to właśnie wtedy
„były pierwsze pocałunki i ciekawe doznania”.
Przygoda z siatkówką
Oprócz rozwoju intelektualnego równie ważna
dla pana Tomasza była sprawność fizyczna.
Jako uczeń liceum należał do krajowej reprezentacji siatkówki. Jego zdaniem pochodzenie
z prowincjonalnego miasteczka wcale nie przeszkadzało mu w robieniu kariery. Przygoda
ze sportem wymagała jednak wielu wyrzeczeń
i sumiennej pracy. Treningi odbywały się trzy
razy w tygodniu, dochodziły do tego wyjazdy
na mecze w weekendy. W tym momencie nasuwa się pytanie: Jak pogodzić naukę ze sportem?
Otóż trzeba być systematycznym i dokładnie
planować dzień.
Studia... i co dalej?
Zdaniem pana Tomasza studia to najpiękniejszy
okres w życiu. Trzeba jednak wybrać kierunek,
który zarówno będzie przynosił nam profity
finansowe, jak i dużo satysfakcji. Szczególnie
polecał kierunki techniczne, które jego zdaniem
nie są zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn.
Na własnym przykładzie przekonał się, jak
trudno jest znaleźć inżyniera. Gdy zamieścił
ogłoszenie o propozycji pracy, nie mógł znaleźć
żadnej kompetentnej osoby w promieniu 50 km
od Zambrowa.
(Ciąg dalszy na stronie 7)
S AP ER E
S TR. 1 1
AU D E
Z dziennika maturzysty
4 października, poniedziałek
Leżę. Budzik brzęczał już 3 razy.
Czwarty nie zdążył, bo poleciał
gdzieś pod regał i zdaje się że, eeem
– jego czas dobiegł końca(?).
Za mną dopiero miesiąc, a już dosyć mam tej całej szkoły. Gapię się
w sufit, nie dam rady nawet mrugnąć. Cały cyrk rozkręcił się
na dobre, zabawa trwa – a po głowie krąży mi tylko ta jedna myśl.
Wstać? Nie wstać? Zjadłbym coś.
Mamo, przynieś. Już przyniosła,
acha, akurat. Siadam na brzegu
łóżka i standardowo dostaję porannej zawiechy. Przed sobą mam duże
okno z widokiem na rutkowskie
łąki. Szaro, buro, gęsta mgła, jakiś
grzybiarz pod płotem, widać skoczył sobie na opieńki.. Też bym
sobie skoczył. No cholera, październik. Gapię się tak przez chwilę,
mlaskam raz, drugi i – UHHHH* .
Wstaję. Czuję się jak żywy trup,
a cały dom zdaje się być jakimś
grobowcem, trumną. Ściany
na mnie napierają. Słońce dopiero
wstało. Drapię się po brzuchu,
na ślepo szukam drzwi od łazienki,
jakoś wtaczam się pod prysznic i…
chluszczę sobie po gębie zimną
wodą. Tego mi było trzeba. Moczę
się tak dziesięć minut, trzęsąc się
z zimna (zaraz znowu będę słuchał
o zgubnych skutkach mroźnej kąpieli. Zapalenie opon mózgowych, i
paraliż twarzy murowany, synu!).
I tak, świeży, rześki i pachnący,
biegnę na śniadanko. Oto kolejny
poranek, znowu do szkoły. cale nie
stękam. Bluzgam jak szewc. Ale nie
wypada pisać.
16 października, sobota
Cóż. Bez zbędnych ceregieli – dzisiaj dotarła do mnie
nieprzyjemna świadomość, że ciągle nie mam panny
na studniówkę. Zaraz listopad i jakby nie patrzeć,
każdy sobie kogoś powoli zaklepuje, a ja czuję, że nim
zdążę się konkretnie obejrzeć to zostanę na lodzie.
I studniówkę zaliczę z matulą, albo z babunią, albo
z ciotunią, albo z siostrzyczką. MOŻE jestem przewrażliwiony, ale kurczę. Nie mam najlepszych wspomnień po półmetku. Niby udało mi się zabrać naprawdę sympatyczną (sympatyczną?) i ładną (nogi do nieba) dziewczynę, ale – ona przecież była moją dobrą
kumpelą. Ostatnią deską ratunku.
WCALE NIE ROBIĘ Z SIEBIE SIEROTY. Nie jestem najlepszy w tego typu sprawach. Dlatego w mojej
głowie zrodził się chytry plan! Mianowicie, skoro już
prowadzę taki właśnie pamiętniczek, to dlaczego mam
się nie zareklamować? Poruszam odwieczny problem
maturzystów? Poruszam. Pisze o swoich przemyśleniach? Piszę. No więc wszystko jest zgodnie z.. prawem! Tak więc, drogie koleżanki… ];-) Samotny Ja,
szukam „partnerki na studniówkę”. Dla pań, które nie
wiedzą, jak wygląda i jaki jest tajemniczy (!) Czajkowski - kilka informacji:
- niski (bardzo)
- chudy (bardzo)
- kiepski tancerz (bardzo bardzo)
- mówią, że wredny
- źle prezentuje się na zdjęciach. Nie będziesz miała
cudownej pamiątki, droga kandydatko! :D
- Beata każe napisać że „odsuwam krzesła”
- koszula wiecznie wyłazi mi ze spodni
- nie sypię żartami z rękawa
- naprawdę źle tańczę
- ale za to jestem pełen zapału i nadziei!
- (Beata mówi jeszcze „ Dopisz, żeby nie liczyła na to,
że cokolwiek zje, bo pochłaniasz podwójne porcje
jedzenia :D I będzie pięknie!”)
Jeśli którąś z Was, drogie czytelniczki najukochańsze,
skusił nieporadny opis Czajkowskiego, to proszę
o jakiś znak. Jeśli jesteś za, widząc mnie przechadzającego się po korytarzu, podskocz dwa razy i obróć się
w prawo wokół własnej osi. Na pewno zauważę! J
S TR. 1 2
R OK 10 2/57
„Salt”, czyli akcja na najwyższych obrotach
"Who is Salt?" Owo zagadkowe pytanie pojawia się
na plakatach promujących film. Evelyn Salt poznajemy początkowo jako agentkę CIA oddaną służbie
dla dobra ojczyzny. Aczkolwiek jej rzetelność i lojalność zostają wystawione na bardzo ciężką próbę.
Kiedy bohaterka właśnie planuje spędzenie upragnionej rocznicy ślubu u boku ukochanego męża, w biurze
CIA zjawia się tajemniczy Rosjanin,Vassily Orlov
(Daniel Olbrychski), który oskarża ją o szpiegostwo
na rzecz Rosjan – bycie "uśpioną komórką", dzieckiem ściśle tajnego programu radzieckiego. Ażeby
uniknąć aresztowania, tytułowa bohaterka musi uciekać przed służbami specjalnymi i antyterrorystami.
Jednakże motywy jej działania pozostają niejasne,
a wysiłki wykonane w celu udowodnienia własnej
niewinności wzbudzają sporo wątpliwości.. Zatem
kim tak naprawdę jest Salt? Czy uda jej się dowieść
swojej czystości?
W ten sposób rozpoczyna się współczesny thriller
szpiegowski, a mianowicie "Salt", wyreżyserowany
przez znanego i cenionego reżysera, Phillipa Noyce'a.
Swoją premierę miał w Polsce 27 sierpnia 2010r.
W roli głównej wystąpiła Angelina Jolie, która jest
bez wątpienia ikoną światowego kina. Twarda, bystra i niestrudzona. Potrafi skonstruować bombę,
porządnie przyłożyć z półobrotu, a ponadto jest na
tyle odważna, by bez chwili zawahania zdecydować
się na skakanie po przejeżdżających autostradą tirach. Niczym James Bond.. Także warto zapamiętać:
Her name is Salt, Evelyne Salt! Co ciekawe, w filmie
Jolie możemy podziwiać w różnych wcieleniach –
brunetki, blondynki, a nawet... mężczyzny! Miłym
zaskoczeniem jest angaż Daniela Olbrychskiego,
wszystkim zapewne dobrze znanego jako Kmicica.
Wielu Polaków zdecydowało się na obejrzenie produkcji właśnie z powodu jego obecności, a właściwie
ciekawości co do tego, jak sobie poradził u boku
holywoodzkiej gwiazdy. Na ekranie wypadł dobrze –
występując w scenie u boku divy, nie pozostawał
w jej cieniu. Jego rola była wprawdzie mała,
lecz bardzo istotna dla rozwoju fabuły.
Niewątpliwą zaletą filmu jest scenariusz Kurta Wimmera, zręcznie łączący historyczne wątki (m.in.
nawiązania do zimnej wojny) z współczesnością.
"Salt" to akcja na najwyższych obrotach. Film trzyma widza w napięciu do ostatniej minuty. Początkowo prosta fabuła zaczyna się jednak szybko "plątać",
a kolejne zwroty akcji wywracają ją kompletnie
do góry nogami. Generalnie momentami można się
zupełnie pogubić – to kto tu w końcu gra tego złego,
a kto tego dobrego? Twórcy nie przestają zaskakiwać, co chwilę zmieniając całą sytuację. Taka zawrotność sprawia, że nie ma ani czasu, ani miejsca
na niepotrzebne przestoje (co jest oczywiście dużym
plusem), aczkolwiek w jej wyniku odbiorca w pewnej chwili nie rozumie, o co tak właściwie chodzi
w całym zajściu. W owym thrillerze istotną rolę
odgrywa absurd - świat w nim przedstawiony daleki
jest od realiów (Salt niestraszne są jakiekolwiek
prawa fizyki, toteż niczym Spiderman zwinnie porusza się na niebywałych wysokościach).
Mimo wszystko najnowsza produkcja Noyce'a jest
wartym do odnotowania comeback'iem, zwłaszcza
dla osób, które lubią kino o dynamicznym tempie,
gdzie dużo się dzieje.. nawet jeśli czasami nie wiadomo kto, gdzie, z kim i dlaczego:). Poza tym w roli
uważanej przez większość widzów za typowo męską
wystąpiła kobieta i co najważniejsze wyszła z tego
obronną ręką, a raczej nogą, bo jak pokazała na
planie filmu potrafi kopać i robi to jak prawdziwy
facet.
gCh
S AP ER E
S TR. 1 3
AU D E
WTF? – I tak nie ogarniesz!!! Cz.2
Blanka, Julka i Owsik to główni bohaterowie cyklu "Love from Biedronka". Jakimś cudem dotarli do 3 klasy liceum o profilu… właściwie nikt nie wie, jakiego. Mają swoje
miłostki, kłócą się, przeżywają niesamowite przygody. I o tym właśnie są te opowiadania,
o tym są one. O tym one są.
Po nocnych szaleństwach nad kampingiem IIIf leniwie wstał dzień. Wśród pochrapywań,
ziewnięć, tudzież innych odgłosów ludzkiej fizjonomii dawało się słyszeć ciche szepty:
"Która godzina?", "Kim ona jest" lub "Gdzie moje majtki".
Julki i Blanki też nie ominął syndrom "trzeźwego świtu". Dobra, ale co zrobić z tak mile
rozpoczętym dniem? Przy śniadaniu rozpoczęła się dyskusja na ten temat.
– Proponuję podchody – zawołał w duchu dawnej epoki Samotny. – Nie, tylko nie podchody. Moja ciocia kiedyś była i spotkała lemura. Zdewastował jej ogródek, pociął rabarbar i marakuję – wypowiedział się Owsik.
Lecz ciche protesty chłopca na nic się nie zdały. IIIf była żądna przygód i spotkań z nieznanym. Pech chciał, że w grupie naszych przyjaciół znalazł się wychowawca i kierowca
autobusu. Z przyklejonymi uśmiechami pomaszerowali za swymi wodzami. Samotny plótł coś o unasienieniu trzody, budowie kombajnu i Kulturkampfie.
Było to bez ładu, składu i gadu-gadu.
Już miał im pokazywać swoje zdjęcia z osiemnastki
(ryciny), gdy na swym szlaku spotkali wielkiego, oblazłego jak stary sweter szczura. A może jaszczurkę?
Nikt nie zastanawiał się nad biologicznym sklasyfikowaniem potwora Liczyło się tylko to, że patrzył na
nich swoimi wielkimi, czerwonymi oczami. Dziewczęta stały w miejscu i były cicho jak te trusie. Owsik
z kolei poczuł w spodniach coś gęstego. Natomiast
Samotny nie ugiął się i stanął oko w oko z wrogiem. Wziął jaszczurkę na ręce, grzecznie
się przywitał; postanowił zabrać ją do domu jako pamiątkę.
I tak spełniły się proroctwa wychowawcy IIIf – wróciło więcej niż pojechało. Z sympatycznym zwierzęciem w klatce powrócili do domu, by przeżywać nowe przygody.
I oczywiście pójść tam, gdzie najniższe ceny – do Biedronki.
Justyna Chudzik
S TR. 1 4
R OK 10 2/57
Co wkurza starych wyjadaczy?
Przeglądam jutuba, szukam nowych kawałków. Jeżdżę suwakiem od góry do dołu, szybko przewijam strony, wzrokiem przeskakuję od tytułu do tytułu. To słyszałem, to też, i to, i to, i to też. Nic
wartego uwagi. Zatrzymuję oko na jednym ze starych kawałków Metalliki. „Unforgiven” - Black
Album, rok 1991.
Nie było mnie jeszcze na świecie, a przecież
na tym się wychowywałem! Klasyka, którą
podzieliło się ze mną kilku starszych kolegów. Łezka się w oku kręci. Myślę – a! włączę sobie. Rozsiadam się wygodnie, biorę
słuchawki i przygotowuję się mentalnie
na wspaniałą wycieczkę do czasów dzieciństwa, kiedy razem z kumplami jarałem się tą
niemożliwą gitarą i „mocnym brzmieniem”,
które swego czasu było tak dorosłe i doskonałe, że nie czułem się godny słuchać tak potężnego zespołu.
Mija chwila. Coś tu nie gra, a raczej nie tak
jak powinno, bo wszystko zaczyna się jakoś
za słodko. Czekam jeszcze trochę, w międzyczasie czytam komentarze. Na pierwszy rzut
oka widać, że pisane przez słodkie 14. – Nie
no co jest! Podstawówka przerzuca się
na Metallice? Mija jeszcze chwila, iiii... zaczyna się. Jakieś babsko próbuje śpiewać.
A ja zaczynam się śmiać, bo brzmi to komicznie. Czekam, co będzie działo się dalej. Karłowatą gitarkę ze wstępu nagle zastąpił najbardziej żałosny bit, jaki w swoim nędznym
życiu słyszałem. Robi mi się gorąco. Pytam,
jak można tak zhańbić piosenkę zespołu,
który dla wielu stał się rockową świętością?
Kto w ogóle wpadł na durny pomysł, by mieszać pop z naprawdę mocną, konkretną muzyką? Nie przyczepiłbym się nigdy, do żadnego
coveru, który nagrywany był w domu, od tak,
po prostu, eksperymentalnie – dla siebie. Ale
to, co znalazłem, miało logo oryginalnej wytwórni. Później kilka razy słyszałem to
w radio.
Nie miałbym też nikomu za złe, gdybym trafił
po prostu na odosobniony przypadek. Jakiś
niewypał. Dobra! Każdemu mogło się zdarzyć. Zapominam i koniec. Mało to ludzi
żeruje na cudzych pomysłach?
Ale jakiś czas później znowu opada mi szczęka.
Lecz tym razem rozbijam ją sobie o podłogę,
do krwi. Bo słyszę TecHnOooo CoveEEr
„Smells Like Teen Spirit” Nirvany. Czy muszę
komukolwiek tłumaczyć, kim był Kurt Cobain?
Ten człowiek najpewniej przewraca się dzisiaj
w grobie. Fenomen tej śmiesznej przeróbki polega na tym, że po prostu kradnie najciekawsze,
wprawiające w euforię, fragmenty i przeplata je
z pieprzniętym elektronicznym brzęczeniem.
Wielu ludzi może nie rozumieć, na czym polega
mój gniew. Wyobraźmy sobie kilka prostych
sytuacji. Wpuśćmy Kupichę do opery, zagrajmy
Mozarta na kompozytorze Nokii 3300, rapujmy
utwory Kaczmarskiego. Brzmi nie bardzo? Tak
samo mają się elektroniczne brzdęki do Kurta
Cobaina. Najśmieszniejszy w tym wszystkim
jest fakt, że ludzie słuchają tego wszystkiego
i cieszą gęby, nie wiedząc, że mają do czynienia
tylko z okruszkiem tego, co jest naprawdę fajne.
No, ale co dalej. Nelly Furtado śpiewa Land Of
Confusion grupy Genesis. Jakiś Pseudo Dj dorwał się do One Step Closer kapeli Linkin Park.
Ile razy przewijały się przez te wszystkie remixy
motywy muzyki lat 60. Nazwałbym to wszystko
profanacją.
To nie jest tak, że jestem zażartym wrogiem
muzyki elektronicznej i ubzdurałem sobie jakiś
temat, tylko po to, by nękać i nawracać. Szanuję
i sam czasami dorwę jakiś zupełnie, całkowicie
elektroniczny Dark Ambient. Byłem nawet
na koncercie Fatboy Slim’a, który zaczynał
od Chemical Brothers. Ja tylko uważam, że (nie
bijcie), takie mieszanki nie są zdrowe ani
dla moich uszu, ani dla nikogo, kto swoje uszy
szanuje.
Czajkowski
S AP ER E
AU D E
S TR. 1 5
S TR. 1 6
R OK 10 2/57
Ta k i e ta m . . .
Mam doła...
Pierwsze skojarzenie człowieka szczęśliwego ze słowem „dół” to nic innego jak dziura w ziemi, zagłębienie
terenu (albo coś równie nieistotnego).
Uczeń – człowiek myślący najczęściej o sobie, o tym, ile trudności musi pokonać, aby dostać się do szkoły i ile
pokus przezwyciężyć, aby zostać tam do końca dnia, z pewnością pomyśli inaczej. Pomyśli, że „dół” to słowo
idealnie określające stan jego duszy i tego, co aktualnie dzieje się w jego życiu. Bo, tak dla jasności, z czego
uczeń ma się cieszyć? Czy powodem do radości może być codzienne wstawanie o 6:00, kiedy jest jeszcze
ciemno i zimno? A może fakt, że komuś (czyt. nauczycielom)
zależy na naszej przyszłości i dlatego tylko nieliczne lekcje w
całości poświęcane są przekazywaniu wiedzy, a nie ciągłemu
sprawdzaniu jej zakresu na naszym przykładzie?
Tak więc pytam: jakim cudem uczeń ma w swojej podświadomości zmienić definicję słowa „dół”?
Wszyscy wiemy, że nigdzie nie myśli się „o niczym” tak
dobrze, jak w szkole. Ale wszystko kiedyś się znudzi. Nawet
uczniowi.
Statystyczny licealista twierdzi, że po weekendzie najcięższy jest zawsze pierwszy tydzień. Pewnie miałoby to
jakiś głęboki sens, gdyby nie fakt, że licealistą zazwyczaj jest się jedynie przez trzy lata, a piękne chwile życia
czasami mają miejsce właśnie w szkole (a jeśli nie w szkole, to ze szkołą są
Szare związane).
komórki zawiodły? Oczywiście. Licealista w ZSO będzie narzekał na „nieogarnięte” gimnaJest na to rada! zjum, bo to przecież „takie dzieci”, a gimnazjalista nie byłby sobą, gdyby
nie odpyskował (zazwyczaj w nerwach i to w taki sposób, że nikt go nie
zrozumie) choćby kilkoma przekleństwami.
2– 2010/2011
ważne do 10.12.10
Wyżej zdefiniowane załamanie nerwowe jest najczęściej dolegliwością
uczniów klas pierwszych. Nikt nikogo nie zna, wszyscy się wszystkich
czepiają, albo przeciwnie – nie odzywają się. Nie mogą znaleźć sal, w których za trzy minuty ma zacząć się lekcja z nauczycielem mającym opinię
„najmniej wyrozumiałego w szkole”. Kiedy widzą tłok w szatni, od razu
staje im przed oczami odjeżdżający autobus. Nikomu nic się nie chce, a
trzeba tak wiele. Nie można przecież ściągać na każdej kartkówce, bo…
ściągi też kiedyś trzeba zrobić. A do soboty jeszcze tyle czasu… Wszystko
wydaje się takie trudne, a wakacje dopiero za osiem miesięcy. Aa… i jest
jesień. Najlepsza pora roku na chandrę. Tak więc: wszystko źle…
Karolina
sapere aude,
Gazeta społeczności szkolnej Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Zambrowie
Redakcja: B. Rykaczewska, J. Dąbrowska, W. Kazimierska, K. Dąbkowski, K. Czajkowski (IIIa LO), K. Piechocińska, E.
Mendalka, M. Bartnicka (IIbLO), M. Chrostowska (IIa LO). W poczekalni: Alan Rashid (Ib).
Kontakt z redakcją: 18 - 300 Zambrów, ul. M. Konopnickiej 16, tel. 086 271 27 08,
Opieka redakcyjna: Joanna Mrozowska
Skład i księgowość: Robert Mrozowski
Nakład: 120 egz.