zeszyt wiejski 17

Transkrypt

zeszyt wiejski 17
UNIWERSYTET ŁÓDZKI
INTERDYSCYPLINARNY ZESPÓŁ BADANIA WSI
ZESZYTY WIEJSKIE
(XVII)
ZESZYT SIEDEMNASTY
ŁÓDŹ 2012
Rada Naukowa:
prof. nadzw. dr hab. Władysław Baranowski – Przewodniczący Rady (Łódź),
prof. dr hab. Wiesław Caban (Kielce), prof. nadzw. dr hab. Tadeusz Grabarczyk (Łódź), prof. nadzw. dr hab. Jarosław Kita (Łódź), prof. dr hab.
Bronisława Kopczyńska-Jaworska (Łódź), prof. dr hab. Albin Koprukowniak (Lublin), mgr Maria Kostrzewska (Łódź), prof. nadzw. dr hab. Andrzej
Lech (Łódź), prof. dr hab. Giennadij F. Matwiejew (Moskwa), prof. nadzw.
dr hab. Leszek Olejnik (Łódź), prof. dr hab. Marek Przeniosło (Kielce), mgr
Henryk Siemiński (Łódź), prof. dr hab. Ryszard Szwed (Częstochowa), dr
Janina Tobera (Łódź).
Redakcja:
Andrzej Lech – redaktor naczelny
Jarosław Kita – zastępca redaktora naczelnego
Damian Kasprzyk – sekretarz redakcji
Tomasz Lech – redaktor techniczny
Katarzyna Walińska – redaktor językowy
Wojciech Ziomek – redaktor strony www
Recenzenci tomu:
prof. dr hab. Krzysztof Baranowski
prof. dr hab. Zygmunt Kłodnicki
Projekt okładki:
Marian Jagodziński
ISSN 1506-6541
Adres Redakcji:
Interdyscyplinarny Zespół Badania Wsi UŁ
90-243 Łódź, ul. Jaracza 78
tel. 42 635 61 58
http://www.zw.uni.lodz.pl/
Druk:
Oficyna Drukarska „Marland2”
Marek Rusak
97-425 Zelów, ul. Poznańska 8a
tel. 44 633-54-49
Spis treści
STUDIA
Maciej Kokoszko, Łukasz Erlich
Rola roślin strączkowych (ospria) w diecie późnego antyku i wczesnego
Bizancjum (IV–VII w.) na podstawie wybranych źródeł ..................................... 8
Maciej Kokoszko, Krzysztof Jagusiak
Zboża Bizancjum. Kilka uwag na temat roli produktów zbożowych
na podstawie źródeł greckich ........................................................................19
Tomasz Andrzej Nowak
Udział chłopów w życiu Wielunia w pierwszej połowie XVI wieku ................. 39
Janusz Skodlarski
Działalność gospodarcza księżnej Anny Jabłonowskiej (1728–1800) ............... 53
Daria Domarańczyk
Obraz XIX-wiecznej francuskiej prowincji Berry w świetle pamiętnika
George Sand „Dzieje mojego życia” .................................................................. 67
Anna Gawryszczak
Żydzi jako wiejscy dzierżawcy karczm w XIX wieku ....................................... 77
Henryk Cimek
Ukraińcy w ruchu rewolucyjnym w II Rzeczypospolitej ................................... 95
Marcin Matusiak
Realizacja reformy rolnej w Polsce w latach 1934–1939 ................................. 107
Leszek Olejnik
Z dziejów Polskiego Stronnictwa Ludowego w powiecie sieradzkim
(1945–1947) ..................................................................................................... 134
Paweł Dzieciński
Problemy wiejskie w systemie bezpieczeństwa wewnętrznego
w ujęciu geopolitycznym .................................................................................. 157
3
Władysław Baranowski
Kultura społeczna Buriatów w polskich relacjach ............................................ 174
Joanna Książek
Struktura i idea kołchozu a wspólnoty lokalne tradycyjnych społeczeństw
Azji Środkowej ................................................................................................. 183
Małgorzata Woźniak
Biesiada, muzyka, taniec, czyli współczesne wesele jako forma zabawy
w powiecie garwolińskim ................................................................................. 195
Jacek Kapuściński
Szkice z dziejów wsi w Radomszczańskiem (XIX–XX w.).
Wydobycie torfu w Woźnikach ........................................................................ 225
Łukasz Kopera
Przemiany społeczno-kulturalne wsi Sudzin i Sudzinek na przestrzeni XX
i początku XXI wieku ....................................................................................... 240
Jan T. Siciński
Flora i roślinność (szata roślinna) synantropijna wsi
oraz małych miasteczek .................................................................................... 256
Monika Mularska-Kucharek
Korzyści z zaufania społecznego ...................................................................... 272
MATERIAŁY
Nina Kapuścińska
Projekty ochronek dla dzieci wiejskich w świetle „Kroniki Rodzinnej” .......... 284
Michał Abramowicz, Jan Abramowicz
Odkrycia naukowe w medycynie i ich wpływ na zdrowotność ludności
wiejskiej ............................................................................................................ 297
4
AUTOREFERATY
Piotr Czepas
Tradycyjne budownictwo chłopskie w Polsce środkowej
w XIX i XX wieku ........................................................................................... 310
Barbara Chlebowska
Żebractwo wiejskie w II RP ............................................................................. 319
RECENZJE
[Rec.:] Albin Głowacki, Krzysztof Lesiakowski, Maria Nartonowicz-Kot,
Leszek Olejnik: Gmina Zadzim 1919–2009, Łódź 2010,
ss. 402 + mapa i nlb. il. (Rafał Chojnacki) ....................................................... 330
[Rec.:] „Nasze Korzenie”. Półrocznik popularnonaukowy Muzeum Mazowieckiego w Płocku poświęcony przyrodzie, historii i kulturze północnozachodniego Mazowsza, 2011, nr 1, ss. 52 (Grzegorz Gołębiewski) ............... 333
[Rec.:] „Zeszyty Radomszczańskie”. Prace z dziejów Radomska i powiatu
radomszczańskiego, tomy I–V, 2007-2011, ss. 203, 328, 347, 400, 339
(Damian Kasprzyk)........................................................................................... 338
INFORMACJE NAUKOWE
Sprawozdanie z sesji towarzyszącej obchodom 800-lecia Dobryszyc
(Tomasz A. Nowak)........................................................................................... 346
Muzeum w Żyrardowie (Magdalena Bieniek).................................................. 349
5
PRO MEMORIA
Profesor Stefan Wojtkowiak – karty z bogatego życiorysu
(Leszek Olejnik) ................................................................................................ 361
Profesor Arkadiusz Kołodziejczyk (1957–2011)
(Andrzej Lech) .................................................................................................. 369
Contents ............................................................................................................ 373
6
STUDIA
Maciej Kokoszko, Łukasz Erlich
Uniwersytet Łódzki
Rola roślin strączkowych (ospria) w diecie późnego antyku
i wczesnego Bizancjum (IV–VII w.) na podstawie wybranych źródeł1
W IV w. n.e. rośliny strączkowe, czyli po grecku ospria, stanowiły od tysiącleci istotną część diety ludzi zamieszkałych w basenie Morza Śródziemnego.
Były one uprawiane powszechnie, a ceny na nie były wygórowane. Stanowiły
zatem pożywienie popularne, ale mniej cenione przez ludzi antyku niż produkty
zbożowe2. Niektóre spośród roślin strączkowych (a zwłaszcza wzmiankowana
poniżej wyka) uważane były za pokarm wart uwagi tylko w okresach głodu3.
Nic nie wskazuje, by w tym schemacie zamieniło się cokolwiek w okresie
pomiędzy IV a VII wiekiem. Potwierdzają to wyniki badań Phedona Koukoulesa4, których jak dotąd nikt nie zakwestionował. Wprost przeciwnie. Zdanie to
nadal utrwalane jest w nauce XXI w., na przykład, przez Johannesa Kodera5 oraz
Marcusa Louisa Rautmana6. Sugerują oni, że rośliny strączkowe były nadal pożywieniem podstawowym i tanim, ale ciągle niecieszącym się zbytnią estymą
__________
1
Artykuł został napisany w związku z grantem UMO 2011/01/B H33/01020. Treść studium jest rozszerzoną i zmodernizowaną wersją rozważań zamieszczonych w pracy M. Kokoszko, Smaki Konstantynopola, [w:] Konstantynopol. Miasto i ludzie w okresie wczesnobizantyńskim, pod red. M. J. Leszka, T. Wolińska, Warszawa 2011, s. 471–575.
2
A. Dalby, Food in the ancient world from A to Z, London–New York 2003, s. 194 (dalej:
Food); K. B. Flint-Hamilton, Legumes in ancient Greece and Rome: food, medicine or poison,
„Hesperia” 68 (1999), s. 371–385. Por. L. Foxhall, H. A. Frobes, Sitomereia: the role of grain
as staple food in classical antiquity, „Chiron” 12 (1982), s. 41–90.
3
P. Garnsey, Food and society in classical antiquity, Cambridge 2002, s. 37–38.
4
Ph. Koukoules, Byzantinon tropai kai pota, Epeteris tes Hetaireias Byzantinon Spoudon
17 (1941), s. 70–71 (dalej: Trophai kai pota); tenże, Byzantinon bios kai politismos, vol. V,
Hai trophai kai ta pota…Athènes 1952, s. 96–97 (dalej: Byzantinon).
5
J. Koder, I kathemerini diatrophi sto Byzantio me basi tis piges, [w:] Byzantinon
diatrophi kai mageireiai. Praktika imeridas “Peri tis diatrophis sto Byzantio. Food and cooking in Byzantium. Proceedings of the symposium “On food in Byzantium”. Thessaloniki Museum of Byzantine Culture 4 November 2001, ed. D. Papanikola-Bakritzi, Athens 2005, s. 23
(dalej: Kathemerini); tenże, Stew and salted meat – opulent normality in the diet of every day?
(dalej: Stew and salted), [w:] Eat, drink and be merry (Luke 12:19). Food and wine in Byzantium. In honour of Professor A. A. M. Bryer, ed. L. Brubaker, K. Linardou, Aldershot, Hampshire 2007 (dalej: Eat, drink), s. 59–72, zwłaszcza 61, 67, 69–70.
6
M. L. Rautman, Daly life in Byzantine Empire, Westport, Connecticut 2006, s. 252.
8
wśród smakoszy7. Ten brak entuzjazmu podzielali zresztą lekarze Bizancjum,
promując pogląd, że omawiana grupa pokarmów jest trudna do strawienia i powodująca wzdęcia8. Z drugiej strony warto jednak również zauważyć, że omawiane pokarmy, chociaż niedoceniane, wykorzystywane były na tyle często, by
warto było poświęcić ogólnym zasadom ich gotowania cały rozdział w Geoponica. Rada tam zamieszczona była zresztą dość prosta, a zarazem praktyczna,
i brzmiała, że trzeba je gotować z gorczycą9. Jeżeli dołożyło się jej wystarczająco
dużo, groch, bób, soczewica i inne pokarmy rozgotują się szybko, tworząc jednolitą papkę stanowiącą podstawę zupy, czyli najczęstszej formy serwowania
wzmiankowanych specjałów10.
Oczywiście informacje zawarte w Geoponica sygnalizują jedynie podstawowa metodę obchodzenia się z tego typu pokarmem w kuchni. Traktaty medyczne, De re coquinaria i De observatione ciborom udowadniają, że osiągnięto
znaczną biegłości, gdy chodzi o wykorzystanie roślin strączkowych w kuchni,
a nawet wskazują, że były one niekiedy podstawą bardzo wyszukanych dań11. Co
istotne, umiejętność wykorzystywania tego surowca do przygotowywania luksusowych potraw nie zanikła wraz z końcem antyku12. Athanasius Louvaris utrzymuje, że zyskiwały one nawet coraz większe znaczenie z powodu nakazów
i zakazów kościelnych, a zwłaszcza w związku z długimi okresami ograniczeń
diety nałożonymi przez Kościół, które zmuszały mistrzów kuchni do specjalnej
kreatywności w tworzeniu urozmaiconych potraw w czasie, gdy nie wolno było
spożywać mięsa13. Opinia Louvarisa nie jest odosobniona i podziela ją Andrew
Dalby, znakomity znawca tego zagadnienia14. Pomimo starań bizantyńskich
kucharzy rośliny strączkowe pozostały jednak typowym pokarmem postnym15,
a najbardziej gorliwi rezygnowali w rzeczonych okresach wyrzeczeń z jakich-
__________
7
L. Garland, The rhetoric of gluttony and hunger in twelfth-century Byzantium, [w:] Feast,
fast or famine. Food and drink in Byzantium, ed. W. Mayer. S. Trzcionka, Brisbane 2005
(dalej: Feast, Fast), s. 48 (bób).
8
Por. informacje na temat wyki.
9
Przyprawa ta uważana była za dodatek redukujący niebezpieczeństwa dla organizmu wynikające z ich spożycia. Por. fragment na temat gorczycy w niniejszej publikacji.
10
Geoponica sive Cassiani Bassi Scholastici de re rustica eclogue II, 41, ed. H. Beckh,
Lipsiae 1895 (dalej: Geoponica).
11
Zwłaszcza por. Apicius. A critical edition with an introduction and an English translation of the Latin recipe text Apicius V, 3, 2, ed. Christopher Grocock and Sally Grainger,
Prospect Books, Blackawton, Totnes, Devon 2006 (dalej: De re coquinaria).
12
A. Dalby, Flavours of Byzantium, Blackawton, Totnes, Devon 2003, s. 80 (dalej: Flavours).
13
Athanasius N. J. Louvaris, Fast and abstinence in Byzantium, [w:] Feast, fast or famine.
Food and drink in Byzantium, ed. W. Mayer. S. Trzcionka, Brisbane 2005 (dalej: Feast, fast),
s. 196.
14
A. Dalby, Flavours, s. 80.
15
K. Parry, Vegetarianism in Late Antiquity and Byzantium: The transmission of a regimen, [w:] Feats, fast, s. 184.
9
kolwiek dodatków do gotowanego bobu, soczewicy czy grochu16. Niektórzy
jednak właściwie zawsze nie doprawiali omawianych pokarmów w sposób wyszukany, ponieważ byli po prostu zmuszani do jedzenia moczonego jedynie bobu
przez ubóstwo17.
Rozważając kwestie wykorzystania najpopularniejszych roślin omawianego
typu w kuchni Konstantynopola pomiędzy IV a VII w., chcielibyśmy poczynić
zastrzeżenie, że wyczerpanie tego zagadnienia w ramach krótkiego rozdziału
niniejszej pracy jest niemożliwe. Dokonaliśmy zatem wyboru najistotniejszych
pozycji w menu Konstantynopolitańczyka, prezentując je w układzie alfabetycznym wedle ich nazw polskich. Za każdym razem, zgodnie z przyjętą przez nas
ogólną zasadą, staraliśmy się również zasygnalizować, jakie były sposoby ich
przyrządzania oraz zaprezentować opinie dietetyków epoki na ich temat.
Bób
Bób, po grecku kyamos lub faba, był bardzo istotnym źródłem pożywienia.
Nie należał też do produktów drogich18. Najstarsze archeologiczne dowody na
uprawę tej rośliny pochodzą z czwartego tysiąclecia p.n.e. z obszarów Hiszpanii,
południowej Italii i Tesalii. Raz udomowiony był na tyle popularnym pokarmem
w antyku, aby zasłużyć sobie na cały rozdział w Deipnosofistach Atenajosa
z Naukratis19. Spożycia nie zmniejszyła nawet niechęć Pitagorasa do tego pożywienia. W Geoponica, w którym to dziele zresztą jest także wzmianka na temat
słynnego filozofa, uprawa kyamos omówiona zaś została ze szczegółami20, co
w sposób dobitny podkreśla stałe znaczenie tego pokarmu w okresie postantycznym.
Ze źródeł dowiadujemy się, że bób był jedzony w postaci surowej, gotowany, smażony oraz prażony. Stanowił albo główne danie albo niekiedy przekąskę,
czyli tragema. Smaczniejszy i łatwiejszy do spożycia był bób łuskany. Wystarczyło jednak namoczyć suszony bób, by zjeść go nawet bez gotowania. Ten
sposób jego podawania był charakterystyczny dla wspólnot mnisich i dla ascetów
__________
16
A. N. J. Louvaris, dz. cyt., s. 192.
A.-M. Talbot, Mealtime in monasteries: the culture of the Byzantine refectory, [w:] Eat,
drink, s. 118.
18
Diokletians Preisedikt I, 9-10. Texte und Kommentare V, Berlin 1971 (faba fressa).
19
Athenaei Naucratitae dipnosophistarum libri XV, IX 406 b-408 b (71, 1-74, 13, Kaibel),
ed. G. Kaibel, vol. I–III, Lipsiae-Berolini 1887–1890 (dalej: Atenajos z Naukratis, Deipnosofiści). Por. A. Dalby, Food, s. 49–50; D. Zohary, M. Hopf, Domestication of plants in the old
worlds. The origin and spread of cultivated plants in West Asia, Europe and the Nile Valley,
Oxford 1993, s. 106–110. Bób jako symbol por. A. C. Andrews, The bean and Indo-European
totemism, „American Anthropologist” 51 (1949), s. 274–295; F. J. Simoons, Plants of life.
Plants of death, Madison 1998, s. 192–266.
20
Geoponica II, 35.
17
10
w ogóle21. Ziarna mielono również i sporządzano z nich mąkę, aleuron eregmion22, z której można było przygotowywać różnorodne wypieki. Robiono
z niego także zupę analogiczną do fake, a nazywaną etnos. Ten rodzaj potrawy
wymieniało wielu, a dokładnie jej cechy dietetyczne omawiał Orybazjusz23.
Mark Grant dał nań uwspółcześniony przepis24.
Antimus polecał gotowanie bobu w wywarze mięsnym i smażenie w oliwie.
Powinno się jednak używać całych ziaren. Rozłupane bowiem szkodzą żołądkowi25. De re coquinaria ma kilka przepisów. Jeden z nich przewiduje podanie
ugotowanego bobu z garum, oliwą, zieloną kolendrą, kminkiem i posiekanymi
porami26.
Dietetycy poświęcali bobowi (więcej) niż dużo uwagi w swych traktatach.
Pisał o nim między innymi Galen27, Orybazjusz28, Aecjusz z Amidy29 i Paweł
Eginy30. Aecjusz z Amidy, który pozostawił dla nas charakterystykę tego produktu podsumowująca niejako poglądy wcześniejszych autorów, oceniał bób
w następujący sposób. Umiarkowanie ochładza oraz wysusza. Jest też delikatnie
ściągający, a właściwość tę zyskuje za sprawą łuski, która go otacza. Oczywiście
ona sama ma wzmiankowane działanie w znacznie większym stopniu niż ziarno.
Dowiadujemy się również, że cecha ta była wykorzystywana w praktyce lekarskiej – niektórzy mistrzowie sztuki medycznej bowiem gotowali bób z łuskami
w mieszaninie wody i octu, czyli oksykraton, i podawali cierpiącym na dyzenterię, problemy jelitowe oraz wymioty31. Generalnie uważano, że bób jest pokarmem ciężkostrawnym i powodującym gazy. Zielony pobudza jelita do pracy
i szybko przez nie przechodzi, ale mniej odżywia niż wysuszony. Bób prażony
nie powodował już powstawania gazów w przewodzie pokarmowym. Niestety,
staje się także jeszcze trudniejszy do strawienia, wolniej przechodzi przez prze-
__________
21
Por. Ph. Koukoules, Trophai kai pota, s. 71; tenże, Byzantinon, s. 97–98.
Pedanii Dioscuridis Anazarbei de materia medica libri quinque III, 59, 2, 3, ed. M.
Wellmann, vol. I–III, Berolini 1906–1914 (dalej: Dioskurides, De materia medica)
23
Oribasii collectionum medicarum reliquiae I, 18, 1, 1-5, 3, ed. I. Raeder, vol. I–IV,
Lipsiae-Berolini 1928–1933 (dalej: Orybazjusz, Collectiones medicae I, 18, 1, 1-5, 3).
24
M. Grant, Roman Cookery. Ancient recipes for modern kitchens, London 2002, s. 68.
25
Anthimus, On the observance of foods. De observatione ciborum 65, ed. and transl. M.
Grant, Totnes, Blackawton, Devon, 2007 (dalej: De observatione ciborom).
26
De re coquinaria V, 6, 1. Por. De re coquinaria V, 6, 2-4.
27
Galeni de alimentorum facultatibus libri 529, 7-532, 3, [w:] Claudii Galeni opera omnia, ed. D. C. G. Kühn, t. VI, Lipsiae 1823 (dalej: Galen, De alimentorum facultatibus).
28
Orybazjusz, Collectiones medicae X, 1:10, 80, 1-3.
29
Aetii Amideni libri medicinales I–VIII I, 233, 1-22., ed. A. Olivieri, Lipsiae-Berolini
1935–1950 (dalej: Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri).
30
Paulus Aegineta VII, 3, 10, 364-369, ed. I. L. Heiberg, t. I–II, Lipsiae-Berolini 1921–
1924 (dalej: Paweł z Eginy, Epitome).
31
Łuski i oksykraton miały bowiem właściwości ściągające i tamowały niechciane wypróżnienia, a wzmacniając przewód pokarmowy, zwłaszcza żołądek, kładły tamę nudnościom.
22
11
wód pokarmowy i powoduje powstanie w organizmie jedzącego gęstych soków32.
Ciecierzyca
Ciecierzyca (inaczej cieciorka), czyli w mowie Greków erebinthos, została
udomowiona najprawdopodobniej na Bliskim Wschodzie. Uprawiano ją w Palestynie jeszcze przed początkiem ósmego tysiąclecia p.n.e. W obszarze śródziemnomorskim roślina ta występowała w stanie dzikim33. Antyk wykorzystywał
zasoby białka w niej zawarte na dużą skalę. Pokarm ten był bowiem wszechobecny w kuchni, a nadto tani34. Nic nie wskazuje na to, że jego rola zmieniła
w się w okresie późniejszym. Wprost przeciwnie, Geoponica ma dość szczegółowe informacje na temat uprawy ciecierzycy35. Mówi o niej też Antimus36.
W sztuce kulinarnej cieciorka miała różnorodne zastosowanie. Jedzono ją
surową. Można z niej było przyrządzić zupę analogiczna do tej, jaką sporządzano
z bobu, czyli etnos. Antimus rekomenduje gotowanie tej odmiany grochu do
miękkości i doprawienie jej solą oraz oliwą. Receptura zawarta w De re coquinaria jest nieco bardziej skomplikowana i poleca serwowanie gotowanej ciecierzycy z solą, kminem, oliwą i odrobiną wina37. Oczywiście, dobrze było cieciorkę
namoczyć przed gotowaniem, o czym wiedział dobrze autor Geoponica.
Charakteryzując właściwości ciecierzycy, dietetyka antyku szła szlakiem
wyznaczonym jeszcze w antyku przez Dioskuridesa38. Aecjusz z Amidy, wyraźnie wzorując się na ustaleniach swego wielkiego poprzednika, określał ją jako
pokarm powodujący wzdęcia, ale pożywny, dobry dla jelit i sprzyjający produkcji moczu. Powoduje też wydzielanie mleka u kobiet oraz obfite krwawienia
miesięczne. U mężczyzn za to sprzyja produkcji nasienia. Wywar z grochu ma
właściwości rozpuszczania kamieni nerkowych39. Ta ostatnia właściwość
wzmiankowana jest również przez Antimusa, który radzi dodatkowo, by nie jeść
cieciorki w formie surowej. Niegotowana bowiem powoduje silne wzdęcia oraz
rozwolnienie40.
__________
32
Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri I, 233, 1-22. Por. A. Dalby, Flavours, s. 133, 150–
151, 156–159.
33
J. P. Alcock, Food in the ancient world, s. 36, 151; A. Dalby, Food, s. 84: D. Zohary, M.
Hopf, dz. cyt., s. 101–106.
34
Atenajos z Naukratis, Deipnosofiści II, 54 e-55 b (44, 1-49, Kaibel).
35
Geoponica II, 36. Por. Por. Ph. Koukoules, Trophai kai pota, s. 72; tenże, Byzantinon,
s. 98.
36
De observatione ciborom 66.
37
De re coquinaria V, 8, 1. Por. De re coquinaria V, 8, 2.
38
Dioskurides, De materia medica II, 104, 1, 1-2, 8.
39
Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri I, 145, 1-8.
40
A. Dalby, Flavours, s. 133, 150–151, 157–159.
12
Groch
Groch, po grecku pissos lub pisos, był bardzo popularnym pożywieniem.
Siany w Palestynie jeszcze przed ósmym tysiącleciem p.n.e., jadany były potem
przez wszystkich, którzy mieszkali na brzegami Morza Śródziemnego41. Znakomicie znany Grekom i Rzymianom (co znajduje odbicie we fragmentach zebranych przez Atenajosa z Naukartis42), pozostał pożywieniem Bizantyńczyków43.
Zebrany groch, łuskano a potem suszono z przeznaczeniem na zapasy zimowe. Przed spożyciem moczono go i gotowano do miękkości lub rozgotowywano do postaci gęstej zupy, etnos, zwanej też pisinon etnos lub konchos44. Orybazjusz twierdził, że potrawa ta nie powoduje takich gazów, jak zupa z bobu.
Dlatego można ja podawać także osobom chorym45. De re coquinaria z kolei
zawiera kilka przepisów na potrawy z grochu46. Jeden z nich doradza gotować go
w wodzie z dodatkiem pora, kolendry oraz kminu. Oddzielnie należało rozdrobnić w moździerzu pieprz, lubczyk, kmin rzymski, koper ogrodowy i zieloną
bazylię. Do tych roztartych składników wlewano garum oraz wino. Płyn doprowadzano do wrzenia, a potem ugotowany groch łączono z tym sosem i podawano47.
Orybazjusz charakteryzował omawiany pokarm jako, co do swych właściwości, podobny do bobu. Nie powoduje on jednak wzdęć w takim stopniu jak
bób i nie ma wcale właściwości ściągających. Wolniej też przechodzi przez
przewód pokarmowy niż bób48.
Soczewica
Soczewica, po grecku określana jako fakos, była jedną z najważniejszych,
gdyż najbardziej rozpowszechnionych roślin strączkowych starożytności.
W Syrii zbierana była już przed dwunastym tysiącleciem p.n.e. Na terenach
zamieszkanych potem przez Greków znana była już w siódmym tysiącleciu
p.n.e.49. Z czasem stała się jednym z trzech (obok pszenicy i jęczmienia) podstawowych źródeł węglowodanów i białka roślinnego dla ludzi antyku i tematem,
__________
41
A. Dalby, Food, s. 252; D. Zohary, M. Hopf, dz.cyt., s. 94–101.
Atenajos z Naukratis, Deipnosofiści IV, 59 f-160 b (50, 11-29, Kaibel).
43
Ph. Koukoules, Trophai kai pota, s. 72; tenże, Byzantinon 1952, s. 98.
44
Atenajos z Naukratis, Deipnosofiści IV, 59, f (50, 13-14, Kaibel); Por. J. P. Alcock, dz.
cyt., s. 151, 183.
45
Orybazjusz, Collectiones medicae IV, 8, 14, 1-16, 1.
46
De re coquinaria V, 3, 1-5, 4, 6
47
De re coquinaria V, 3, 1
48
Orybazjusz, Collectiones medicae I, 19, 1, 1-5.
49
A. Dalby, Food, s. 194.
42
13
o którym pisali litterati antyku50, a potem także Bizancjum51. O popularności
soczewicy decydował fakt, iż nie była ona produktem drogim. Atenajos z Naukratis zachował powiedzenie „dodawać mirry do zupy z soczewicy”52. Drogiej
mirry, czy też bardzo kosztownego olejku mirrowego, nie należało bowiem dolewać do bardzo taniej i mało wyszukanej potrawy, jaką było danie, o którym
jest mowa.
Antyk i Bizancjum pozostawiły nam liczne charakterystyki dietetyczne soczewicy. Dioskurides opisując jej działanie na organizm, zaczął od niepokojących objawów jej spożywania. Mianowicie, miała osłabiać wzrok, być trudna do
strawienia, zła dla brzucha, powodować gazy w żołądku oraz jelitach, a nadto
spowalniać i blokować ich pracę do tego stopnia, żeby być w stanie powodować
zatwardzenia53. Tak opisywane symptomy były oczywiście skutkiem opierania
diety wyłącznie na spożyciu soczewicy.
Orybazjusz z kolei twierdził, że łuski nasion soczewicy mają działanie
ściągające. Samo ziarno ma w sobie gęste soki, jest ziemiste (ma strukturę złożoną, jakby powstało z drobinek podobnych do cząstek, z jakich formuje się gleba)
i nieco kwaskowe. Za tę ostatnią właściwość odpowiedzialne są przede wszystkim jego łuski. Sok wyciśnięty z ziarna ma właściwości przeczyszczające. Dlatego, jeżeli ktoś ugotuje nasiona soczewicy w wodzie, dodając sól albo garum
i oliwę, ten wywar po wypiciu przyczynia się do przeczyszczenia przewodu
pokarmowego54.
Orybazjusz pozostawił nieco informacji na temat różnorodnych wariantów
przygotowywania soczewicy do spożycia, które dają wgląd w tajemnice przyrządzania tego produktu. Istniały dwa podstawowe sposoby. Pierwszy i najprostszy,
to gotowanie soczewicy w jednej wodzie do miękkości. Orybazjusz jednak poświęca uwagę drugiemu wariantowi, a czyni to z powodu jego godnego polecenia wpływu na wartości dietetyczne produktu końcowego. Pisze on, że, jeżeli
soczewica zostanie ugotowana dwa razy (to znaczy, jeśli wpierw odgotuje się ją,
a potem, przełoży do drugiego garnka i będzie się ją trzymać na ogniu aż stanie
się miękka55), uzyskana w ten sposób potrawa wysusza soki znajdujące się
w żołądku i przywraca jego wewnętrzny balans. Tak samo zresztą działa na jelita
i całą jamę brzuszną. Antimus dodaje nieco szczegółów na temat drugiego etapu
gotowania soczewicy. Do wody dobrze było dodać nieco oliwy z niedojrzałych
__________
50
Atenajos z Naukratis, Deipnosofiści IV 156 c-160 c (44, 21-51, 18, Kaibel). Por. D. Zohary, M. Hopf, dz. cyt., s. 88–94.
51
Geoponica II, 37. Por. Por. tenże, Trophai kai pota, s. 72; Ph. Koukoules, Byzantinon,
s. 98.
52
Atenajos z Naukartis, Deipnosofiści IV 160 C (51, 13, Kaibel).
53
Dioskurides, De materia medica II, 107, 1, 1-3, 9.
54
Orybazjusz, Collectiones medicae I, 17, 1, 1-2, 1.
55
Informacje na temat techniki gotowania podaje Galen (De alimentorum facultatibus 460,
4–462, 14) i Aecjusz z Amidy (Iatricorum libri I, 402, 1-5).
14
oliwek, czyli omfakinon, oraz kolendry (także jej korzenia), a na koniec tego
procesu jeszcze nieco soli56.
Dalej lekarz wskazywał, iż soczewica gotowana była w formie łuskanej lub
nie. Jeżeli soczewica zostanie obrana, traci ona swe cechy ściągające. Staje się
też bardziej pożywna od niełuskanej. Z drugiej strony tak przygotowana zawiera
gęste soki i wolno przechodzi przez organizm, a nadto nie wysusza tak jak wariant przygotowywany z niełuskanych ziaren. Zakłóca jednak balans humorów
i przyczynia się do powstania w organizmie czarnej żółci. Doprowadza też do
osłabienia wzroku. Gdy jednak problemy z ostrością widzenia są spowodowane
nadmiarem wilgoci w oczach, wtedy leczy57.
Z soczewicy przygotowywano zwłaszcza, wspomnianą już powyżej, słynną
zupę zwaną fake. Ponieważ dietetycy poświęcali jej dużo miejsca (oprócz wymienionych Dioskuridesa i Orybazjusza pisali o niej Galen58, Aecjusz z Amidy59
i wielu innych) w swoich rozważaniach, wypada domyśleć się, że potrawa ta
była jedzeniem lubianym, a więc delektowali się zarówno biedni jak i bogaci.
Podstawowy przepis na rzeczoną potrawę był bardzo prosty. Gotowano soczewicę w wodzie, aż nasiona rozpadły się, tworząc gęstą papkę. Ta mogła być doprawiana różnymi przyprawami. Antimus sugerował do tej potrawy ocet winny
i sumak garbarski60. Oba te dodatki ani nie były drogie ani też wyszukane. Zupa
taka jedzona była powszechnie. Mamy informacje, że stanowiła podstawowe
pożywienie mnichów przebywających we wspólnotach klasztornych61.
Oprócz opisanej wyżej fake (z łuskanych i niełuskanych ziaren) gotowano
także bolbofake, która była zupą z soczewicy gotowaną z bulwami hiacyntów62.
Z burakami gotowano teutlofake, a pisali o niej między innymi Galen63 oraz
Orybazjusz64. Do jej przygotowania używano liści białych buraków. Orybazjusz,
pisał, że dokładano ich znaczną ilość w stosunku do całości potrawy. Do smaku
dokładano soli lub słodkawego garum65. Uważano, że tak przyrządzona zupa ma
właściwości przeczyszczające66.
__________
56
De observatione ciborom 67.
Orybazjusz, Collectiones medicae I, 17, 1, 1-4, 2.
58
Por. wyżej.
59
Por. wyżej.
60
Współczesna interpretacja została podana przez Marka Granta (dz. cyt., s. 138–139). Na
temat sumaka garbarskiego (Rhus coriaria) por. M. Kokoszko, Ryby i ich znaczenie w życiu
codziennym ludzi późnego antyku i wczesnego Bizancjum (III–VII w.), Byzantina Lodziensia,
vol. IX, Łódź 2005, s. 388.
61
A.-M. Talbot, dz. cyt., s. 121.
62
Atenajos z Naukratis, Deipnosofiści IV 158 b (47, 18-19, Kaibel). Na temat bulw por. A.
Dalby, Food, s. 63–64; Ph. Koukoules, Byzantinon, s. 99–102.
63
Galen, De alimentorum facultatibus 477, 529.
64
Orybazjusz, Collectiones medicae IV, 1, 26, 1-27, 1. Por. J. P. Alcock, dz. cyt. s. 52.
65
Zapewne garum z moszczem winnym lub miodem.
66
Pr. A. Dalby, Flavours, s. 134, 152–155, 157, 159–160.
57
15
Z kaszy jęczmiennej i soczewicy przygotowywano fakoptisane. Gotowano
ją w ten sposób, że mieszano w nierównych proporcjach kaszę jęczmienna
i soczewicę. Ta pierwsza bowiem bardzo pęcznieje w czasie gotowania, gdy ta
druga tylko nieco powiększa swoją objętość w czasie gotowania. Do zupy dodawano cząbru i mięty polej. Z tymi dodatkami, jak utrzymywał Orybazjusz, jest
nie tylko smaczniejsza, ale i łatwiejsza do strawienia. Do fake niektórzy dolewali
zredukowanego moszczu winnego, czyli siraion, ale Orybazjusz nie polecał tego
dodatku. Rekomendował za to dodawanie wieprzowiny, najlepiej zaś nóżek
wieprzowych67. Na koniec wypada wspomnieć, że dokładne receptury na przygotowanie soczewicy zostały zachowane także w De re coquinaria68.
Wyka
Wyka, po grecku arakos, bikos, orobos lub orobion, należy do roślin dziko
rosnących w basenie Morza Śródziemnego69. Chociaż wykorzystywana przede
wszystkim jako pasza dla zwierząt, jedzona była także przez ludzi, zwłaszcza
w momentach braku innych pokarmów70. Pisze o tym Orybazjusz, który utrzymuje, że wyka (nazywana przez niego bikos) spożywana była zwłaszcza w okresach głodu, które najczęściej przypadały wiosną. Wtedy zbierano ją, gdy była
jeszcze zielona71.
Wyka z wyglądu przypomina soczewicę, ale różni się od niej gorzkim smakiem. Gorycz można jednak usunąć poprze kilkakrotne odgotowywanie w wodzie. Kulinarnie wykorzystywana była w sposób analogiczny do pozostałych
roślin strączkowych (o czym zresztą pisze Orybazjusz).
Roślina ta uważana była przez Aecjusza z Amidy za odmianę ciecierzycy.
Nazywał on ją orobion i twierdził, że ma właściwości absorpcji soków występujących w organizmie, neutralizacji ich i oczyszczania ciała. Odblokowuje
zwłaszcza wątrobę, śledzionę i nerki. Wyka może być także stosowana zewnętrznie (w postaci kataplazmów), na przykład do usuwania dolegliwości dermatologicznych72.Ta charakterystyka jest analogiczna do tej, jaką odnaleźć można wcześniej w dziełach Dioskuridesa73. Orybazjusz uzupełnia ten obraz.
Utrzymywał on, iż wyka nie jest całkowicie niejadalna (choć trudno powiedzieć,
__________
67
Orybazjusz, Collectiones medicae IV, 1, 22, 1-26, 1. Por. J. P. Alcock, dz. cyt., s. 37.
De re coquinaria V, 2, 1-3.
69
A. Dalby, Food, s. 342–343.
70
D. Zohary, M. Hopf, dz. cyt., s. 110–114.
71
Orybazjusz, Collectiones medicae I, 34, 1, 1-2, 3.
72
Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri I, 145, 4-8.
73
Dioskurides, De materia medica II, 104, 1, 1-2, 8.
68
16
że jest smaczna), ale trudna do strawienia, sprzyja zatwardzeniom, i powoduje
powstawanie w organizmie czarnej żółci74.
Zielony groszek
Jedzono także zielony groszek, który określano jako dolichos, fasiolos, faseolos, lobos etc. Udomowiony na Bliskim Wschodzie, spożywany był powszechnie przez ludzi zamieszkujących cały basen Morza Śródziemnego75. Ta
uwaga dotyczy także czasów Bizancjum76.
Jedzono go w całości w raz ze strączkami, póki był jeszcze młody. Mógł
być rodzajem deseru lub przekąski. Łuskano go, gdy był już dojrzały i suszono,
a potem gotowano z niego zupę zwaną etnos.
Z tekstu traktatów Orybazjusza wynika, że ceniono go jako produkt spożywcze. Uważano, że stosunkowo dobrze przechodzi przez przewód pokarmowy
i nie powoduje silnych wzdęć. Jest też pożywny77. Zdanie Orybazjusza potwierdzają doktryny Aecjusza z Amidy78 i Pawła z Eginy79.
Powyższe rozważania wskazują na istotną rolę ospria w sztuce kulinarnej
oraz na istnienie swoistej teorii tłumaczącej ich dzianie na organizm ludzki.
Abstrahując od współczesnej wiedzy na ten temat, trzeba docenić spójność doktryn antycznych i bizantyńskich, które, jak to zostało zaprezentowane ściśle
łączyły się z praktyką ówczesnej sztuki kulinarnej.
__________
74
A. Dalby, Flavours, s. 155, 159.
A. Dalby, Food, s. 56.
76
A. Dalby, Flavours, s. 80, 134, 150, 157, 160; Ph. Koukoules, Trophai kai pota, s. 71;
Ph. Koukoules, Byzantinon, s. 97.
77
Orybazjusz, Collectiones medicae I, 26, 1, 1-2, 2; III, 13, 9, 1-10, 1.
78
Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri I, 93, 1-6.
79
Paweł z Eginy, Epitome I, 79, 1, 14-15.
75
17
Summary
Legumes were one of staple foods of antiquity and Byzantium. They appear
to have been definitely less favored that grain but at the same more available to
the Byzantines in terms of their price.
The present text tries to analyze the corpus of data on the topic inserted in
medical writings (mostly authored by Dioscurides, Galen, Oribasius, Aetius of
Amida, Paul of Aegina) and culinary treatises (De re coquinaria and De
observatione cibroum) in order to present both culinary methods employed in
processing and preparation of the foodstuff in question as well as demonstrating
pertaining dietetic theories which were in force between the IVth and the VIIth
centuries.
18
Maciej Kokoszko, Krzysztof Jagusiak
Uniwersytet Łódzki
Zboża Bizancjum. Kilka uwag na temat roli produktów zbożowych
na podstawie źródeł greckich1
Zboża były w czasach antyku podstawowym produktem żywnościowym
ludności zamieszkującej basen Morza Śródziemnego. Stanowiły one około 70–
75% wszystkich produktów spożywanych przez ludzi2. Drugie miejsce zajmowały rośliny strączkowe3.
Brak dowodów na zmianę tej proporcji w okresie Bizancjum4. Dlatego
słusznym wydaje się wniosek badaczy, że pozostawały one podstawą wyżywienia ludności Imperium Byzantinum, w tym także mieszkańców stolicy tego państwa, to znaczy Konstantynopola, w okresie pomiędzy IV a VII w. Źródła lite-
__________
1
Artykuł został napisany w związku z grantem UMO 2011/01/B H33/01020. Treść studium jest rozszerzoną i zmodernizowaną wersją rozważań zamieszczonych w pracy M. Kokoszko, Smaki Konstantynopola, [w:] Konstantynopol. Miasto i ludzie w okresie wczesnobizantyńskim, pod red. M. J. Leszka, T. Wolińska, Warszawa 2011, s. 471–575.
2
A. Dalby, Food in the ancient world from A to Z, London–New York 2003 (dalej: Food),
s. 45–47, 311, 348–349; L. Foxhall, H. A. Frobes, Sitomereia: the role of grain as staple food
in classical antiquity, „Chiron” 12, 1982, s. 41–90; P. Garnsey, Famine and food supply in the
Graeco-Roman world, Cambridge 1988, passim; tenże, Food and society in classical antiquity,
Cambridge 2002 (dalej: FAS), s. 119–121 etc.
3
A. Dalby, Food, s. 162–163.
4
J.-C. Cheynet, La valeur marchande des products alimentaires dans l’Empire byzantin,
[w:] Byzantinon diatrophi kai mageireiai. Praktika imeridas “Peri tis diatrofis sto Byzantio”.
Food and cooking in Byzantium. Proceedings of the symposium “On food in Byzantium”.
Thessaloniki Museum of Byzantine Culture 4 November 2001, ed. D. Papanikola-Bakritzi,
Athens 2005 (dalej: Byzantinon diatrophi), s. 35–39; E. Kislinger, Les chrétiens d’Orient:
règles et réalités alimentaires dans le monde byzantin, [w:] Historie de l’alimentation, ed. J.L. Flandrin, M. Montanari, Paris 1996, s. 327–332, 337–340; J. Koder, I kathemerini diatrofi
sto Byzantio me basi tis piges, [w:] Byzantinon diatrophi, s. 19–21; tenże, Stew and salted
meat – opulent normality in the diet of every day? (dalej: Stew and salted), [w:] Eat, drink and
be merry (Luke 12:19). Food and wine in Byzantium. In honour of Professor A. A. M. Bryer,
ed. L. Brubaker, K. Linardou, Aldershot, Hampshire 2007 (dalej: Eat, drink), s. 65–66, 72; Ph.
Koukoules, Byzantinon bios kai politismos, vol. V, Hai trophai kai ta pota. Ta geumata. Ta
deipna kai ta sympodia. Ho choros. Ho georgikos bios. He melissokomia. He ampelourgai. Ta
pomnika. He halieia. Ho nautikos bios. He thera, Athènes 1952 (dalej: Byzantinon), passim,
zwłaszcza s. 12–35; D. Stathakopoulos, Between the field and the palate: how agricultural
products were processed into food, [w:] Eat, drink, s. 28; A.-M. Talbot, Mealtime in monasteries: the culture of the Byzantine refectory, [w:] Eat, drink, s. 114 etc.
19
rackie analizowane w niniejszym tekście potwierdzają przynajmniej znaczną rolę
tego pokarmu i rozmaitość jego form w praktyce kulinarnej
Do najważniejszych zbóż uprawianych w starożytności i okresie, który jest
przedmiotem naszego zainteresowania w niniejszej publikacji, należały pszenica
i jęczmień. Owies, proso i ryż, choć odnotowywane w źródłach, nie mogły
z obydwoma wcześniej wymienionymi, rywalizować.
Pszenica po grecku nazywana była pyros. Jak ustalamy to z perspektywy
współczesnej wiedzy, w starożytności i w okresie, o którym mówimy, ludzie
znali przynajmniej kilka jej odmian. Jedzono zatem przede wszystkim pszenicę
zwyczajną, to znaczy Triticum aestivum, pszenicę karłowatą, czyli Triticum
aestivum compactum, dalej pszenicę twardą (zwaną też durum), a więc Triticum
turgidum durum, a oprócz tego także pszenicę płaskurkę, Triticum dicoccum,
pszenicę samopszą, to jest Triticum monococcum, a w końcu także i orkisz, czyli
Triticum spelta. Ten ostatni rodzaj odgrywał jednak tak znikomą rolę w diecie
w okresie między IV a VII w. na obszarach bałkańskich, że zostanie on pominięty w niniejszych rozważaniach5. Przedstawione poniżej materiały wskazują, iż
świadomość tej różnorodności istniała w czasach, które są przedmiotem naszego
zainteresowania, a swoiste właściwości poszczególnych odmian były znane
dietetykom i wykorzystywane w kuchni.
Za stałe zaopatrzenie Konstantynopolitańczyków w pszenicę odpowiedzialny był prefekt miasta od momentu, gdy tylko ta funkcja została stworzona
w roku 3596. Aż do VII wieku Konstantynopol zależał od dostaw tego zboża
z doliny Nilu, a więc z Egiptu. System ich organizacji był analogiczny do tego,
jaki sprawdzono przez wieki przy zaopatrywaniu Rzymu. Specjalna flota wyruszała wraz z końcem lata na morze z Aleksandrii w celu przewiezienia 80 000
jednostek objętości zboża. Ponieważ nie było wystarczających środków transportowych do przemieszczenia tak wielkiej ilości pszenicy za jednym razem, flota ta
odbywała swoje podróże przynajmniej trzy razy w roku. Akcja zaopatrzenia
miasta finalizowana była zatem na przełomie jesieni i zimy, gdy warunki pogodowe były już trudne, a żegluga niebezpieczna7.
Nie zostało jeszcze dotąd ustalone, jak wiele zboża trzeba było przewieźć
z Aleksandrii do Konstantynopola. Ewald Kislinger, na przykład, szacuje ilość
ziarna na około 245 tysięcy ton. Zboże to trafiało do państwowych spichrzy,
usytuowanych w samym Konstantynopolu oraz na wyspie Tenedos8, a potem do
piekarni, które pod nadzorem władz państwowych wypiekały chleb, dostępny
mieszkańcom stolicy po cenie preferencyjnej lub nawet rozdawany za darmo.
W V w. w Konstantynopolu działało przynajmniej dwadzieścia państwowych
__________
5
A. Dalby, Food, s. 309.
J. Durliat, L’approvisionnement de Constantinople, [w:] Constantinople and its hinterland, ed. G. Dagron, C. Mango, Cambridge 1995 (dalej: CAIH), s. 19–20.
7
M. L. Rautman, Daly life in Byzantine Empire, Westport, Connecticut 2006, s. 153.
8
J. Durliat, dz. cyt., s. 28–31.
6
20
piekarni, które z pewnością skoncentrowane były w dzielnicy zwanej Artopoleia,
znajdującej się w samym centrum miasta, na północ od portu Juliana. Chleb
dystrybuowano w nie mniej niż 107 punktach. Oczywiście obok warsztatów
piekarniczych pod nadzorem państwa działało wiele zakładów prywatnych, które
zaopatrywały okoliczną ludność w świeże pieczywo9.
System ten trwał tak długo, jak Egipt znajdował się w rękach Bizancjum.
Pierwsze poważane zakłócenie opisanej organizacji aprowizacji ludności stolicy
przyniosła perska okupacja doliny Nilu, rozpoczęta w roku 616, a ostateczny
upadek przyniosło zajęcie Egiptu przez Arabów, które przypada na lata 641–642.
Od tego czasu Konstantynopol zaczął polegać na dostawach zboża z terenów
bliżej położonych, a szczególnie z Tracji oraz Bitynii10.
Wedle Orybazjusza zboże, które my dziś określamy w języku potocznym
jako pszenicę, dzielono na dwa różne rodzaje. Pierwszy to pyros sitanios lub
aleurites11, drugi zaś to pyros semidalites12. Zboże typu sitanios, jak twierdził ten
znawca dietetyki, jest delikatne, charakteryzuje się raczej porowatą strukturą
wewnętrzną, a kolor jego jest biały. Stanowi ono pokarm godny polecenia, ponieważ jest łatwe do strawienia. Sprzyja bardziej utrzymaniu zdrowia niż sile
fizycznej. Pyros semidalites odznacza się za to, ciągnął autor, bardziej zbitą
strukturą, a zatem jest twardszy. Choć trudniej go przyswoić, daje człowiekowi
siłę fizyczną13. W VII w., w krótkiej charakterystyce dietetycznej tego produktu
podsumowującej wiedzę poprzedników, Paweł z Eginy stwierdził, że pszenica
ma generalnie właściwości rozgrzewające i ani nie wysusza, ani też nie nawilża
ciała. Odznacza się nadto lepkimi sokami, które mogą doprowadzić do zablokowania organów wewnętrznych14.
Nie ma wątpliwości, iż omawiane zboże zajmowało poczesne miejsce
w diecie. Jeżeli tak, to wypada się także domyślać, że wykorzystywano je na
bardzo wiele sposobów w kuchni. W istocie prace bizantyńskich dietetyków
pełne są informacji na ten temat. Ponieważ jednak opisanie i zanalizowanie całości materiału zajęłoby zbyt wiele miejsca, w niniejszym fragmencie spróbujemy
ukazać jedynie podstawowe metody stosowane przy jego przygotowaniu jako
pokarmu, tak aby czytelnikowi dać choć wyobrażenie tej różnorodności.
__________
9
M. L. Rautman, dz. cyt., s. 102; J. Durliat, dz. cyt., s. 20–21.
J. Durliat, dz. cyt., s. 26; E. Kislinger, dz. cyt., s. 328–329. Por. P. Magdalino, The grain
supply of Constantinople, ninth-twelfth centuries, [w:] CAIH, s. 35–47; J. L. Teall, The grain
supply of the Byzantine empire, 330–1025, „Dumbarton Oaks Papers” 13, 1959, s. 87–139.
11
Najprawdopodobniej chodzi o pszenicę zwyczajną, czyli Triticum aestivum.
12
Prawdopodobnie chodzi o pszenicę durum, czyli Triticum turgidum.
13
Oribasii, Collectionum medicarum eclogae medicamentorum I, 2, 1, 1-14, 6, [w:]
Oribasii collectionum medicarum reliquiae, ed. I. Raeder, vol. I–IV, Lipsiae-Berolini 1928–
1933 (dalej: Orybazjusz, Collectiones medicae).
14
Paulus Aegineta VII, 3, 16, 159-160, ed. I. L. Heiberg, t. I–II, Lipsiae-Berolini 1921–
1924 (dalej: Paweł z Eginy, Epitome). Późniejsze doktryny dietetyczne por. A. Dalby, Flavours of Byzantium, Blackawton, Totnes, Devon 2003 (dalej: Flavours), s. 133.
10
21
Całe ziarna pszenicy były używane do przyrządzania gęstych zup przypominających zapewne nasz krupnik. Potrawa taka była zwana pyroi hefthoi. Próbował jej w swej młodości Galen i opisał nam to doświadczenie w szczegółach.
Zupa sporządzana była wedle bardzo prostej receptury. Mianowicie do wody
wrzucano ziarno, doprawiano je solą i gotowano do miękkości. Powstawała
z tego zapewne gęsta, papkowata masa, skutki konsumpcji której ocenił potem
Galen, już jako dojrzały lekarz, negatywnie. Czuł bowiem ciężar w żołądku,
a cały następny dzień nie miał apetytu. Cierpiał nadto na ból głowy, miał mroczki przed oczami oraz gazy. W konsekwencji doszedł do wniosku, że tak gotowane ziarna są pożywieniem ciężkim i trudnym do strawienia15. Wypada dodać, że
potrawa opisana przez lekarza z Pergamonu, była ciągle jedzona po II w. Jej
wartości bowiem analizował Orybazjusz, zapisując swe refleksje w IV stuleciu.
Z jego słów wynika, że generalnie podzielał zdanie Galena na temat tego pokarmu, tyle że bardziej dobitnie podkreślał jego zalety, a mianowicie fakt, iż daje on
spożywającemu siłę16. Pyroi hefthoi wzmiankowane zostały potem także przez
Aecjusza z Amidy17, a więc przyrządzano je ciągle jeszcze w VI w. Spożywanie
gotowanych ziaren pszenicy nie zniknęło zresztą z praktyki kulinarnej również
w późniejszym okresie, czego dowodzi istnienie dania zwanego kollyba18,
uwzględniającego w recepturze pszenicę jako główny swój składnik. Przy okazji
warto pamiętać, że Aecjusz pozostawił nam krótką i spójną charakterystykę
pszenicy i produktów z niej uzyskiwanych jako środków medycznych (stosowanych zewnętrznie). O ziarnach tego zboża używanych w kataplazmach pisał, że
są one nieco rozgrzewające i ani nie wysuszają, ani też nie nawilżają miejsc, do
których są przyłożone19.
Mielona pszenica typu sitanios dawała mąkę określaną przez Greków jako
aleuron, z której przede wszystkim wypiekano chleb, jak, na przykład, gatunek
tego pieczywa zwany kollabos20. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że Galen
pozostawił w swej spuściźnie pisarskiej wzmiankę, że za jego czasów wieśniacy
gotowali zupę także z wymienionej mąki pszennej aleuron. Lekarz dodaje, że dla
wzbogacenia smaku i wartości tego przysmaku dolewali oni do potrawy również
__________
15
Galeni de alimentorum facultatibus libri 498, 5-500, 3 (dalej: Galen, De alimentorum
facultatibus), [w:] Claudii Galeni opera omnia, ed. D. C. G. Kühn, t. VI, Lipsiae 1823.
16
Orybazjusz, Collectiones medicae I, 4, 1, 1-3.
17
Aetii Amideni libri medicinales I–VIII I, 250, 11, ed. A. Olivieri, Lipsiae-Berolini 1935–
1950 (dalej: Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri). Późniejsze źródła por. A. Dalby, Flavours, s.
158.
18
K. Parry, Vegetarianism in Late Antiquity and Byzantium: The transmission of a regimen, [w:] Feast, fast or famine. Food and drink in Byzantium, ed. W. Mayer. S. Trzcionka,
Brisbane 2005 (dalej: Feast, fast), s. 184.
19
Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri I, 338, 1-6.
20
Athenaei Naucratitae dipnosophistarum libri XV, III 110 f (75, 41-44, Kaibel), ed. G.
Kaibel, vol. I–III, Lipsiae-Berolini 1887–1890 (dalej: Atenajos z Naukratis, Deipnosofiści). Na
temat pszenicznego chleba w okresie Bizancjum por. Ph. Koukoules, Byzantinon, s. 23.
22
mleka. Wedle jego zdania był to jednak pokarm nie do końca godny polecenia.
Choć bowiem zawiera w sobie dobre soki i jest pożywny, ci którzy go często
jadają muszą się liczyć z tym, że skutkiem takiej diety będzie zablokowanie
wątroby, a także formowanie się kamieni w nerkach. Te ostatnie będą się tworzyły z racji na znaczną lepkość soków powstałych w procesie trawienia rzeczonej
zupy21. Trzeba też pamiętać, że Antimus znał analogiczną potrawę o gęstej konsystencji gotowaną z mąki pszenicznej na kozim mleku. Była ona zalecana przez
niego osobom, które cierpiały na dyzenterię22.
Z pszenicy uzyskiwano też produkt zwany amylos lub amylon, to znaczy
skrobię, której używano do przyrządzania potraw. W De re coquinaria była ona
częstym środkiem zagęszczającym rozliczne sosy wzbogacające aromat potraw23. Amylos/amylon oceniany był przez Galena jako mało pożywny i nierozgrzewający24. Jego walory w przypadku zastosowań zewnętrznych charakteryzował Aecjusz z Amidy. Amylos/amylon jest według niego w swej naturze
stosunkowo chłodne i ma raczej silne działanie wysuszające25.
W końcu należy pamiętać, że pszenica była wykorzystywana w procesie
warzenia napojów alkoholowych, a zwłaszcza piwa26, choć oczywiście podstawowym surowcem do produkcji tego trunku był jęczmień.
Pszenica samopsza, po grecku tife, rosła dziko w basenie Morza Śródziemnego. Zbierano ją jeszcze przed dwunastym tysiącleciem p.n.e. Z czasem jednak
uprawa tego zboża zmniejszała się, a prawdopodobnie około V w. p.n.e., przynajmniej w obszarze Morza Egejskiego, gatunek ten został wyparty przez pszenicą płaskurkę i pszenicę zwyczajną27. Tym niemniej tife była nadal uprawiana,
a z racji na jej rolę w diecie uwzględnił ją w swych rozważaniach Mnesitheos
(IV w. p.n.e.), który uważał, że chleb z tej odmiany pszenicy jest pożywny
i raczej łatwy do strawienia28.
__________
21
Galen, De alimentorum facultatibus 494, 16-496, 2.
Anthimus, On the observance of foods. De observatione ciborum 82, ed. and transl. M.
Grant, Totnes, Blackawton, Devon, 2007 (dalej: De observatione ciborum).
23
Na przykład – Apicius. A critical edition with an introduction and an English translation
of the Latin recipe text Apicius IV, 2, 30, ed. Ch. Grocock and S. Grainger, Blackawton, Totnes, Devon 2006 (dalej: De re coquinaria). Por. J. Solomon, The Apician Sauce. Ius
Apicianum (dalej: The Apician Sauce), [w:] Food in Antiquity, ed. J. Wilkins, D. Harvey, M.
Dobson, Exeter 1995 (dalej: FIA), s. 125; J. Wilkins, S. Hill, The Sources and Sauces of
Athenaeus, [w:] FIA, s. 429–438.
24
Galen, De alimentorum facultatibus 500, 4-16.
25
Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri I, 338, 1-6. Późniejsze źródła por. A. Dalby, Flavours, s. 134.
26
D. Dzino, Sabaiarius: Beer, wine and Ammianus Marcellinus, [w] Feast, fast, s. 60.
27
J. P. Alcock, Food in the ancient world, Westport, Connecticut–London 2006, s. 32; A.
Dalby, Food, s. 130; D. Zohary, M. Hopf, Domestication of Plants in the Old Worlds. The
Origin and Spread of Cultivated Plants in West Asia, Europe and the Nile Valley, Oxford
1993, s. 32–38.
28
Atenajos z Naukratis, Deipnosofiści III 115 f (83, 30-37, Kaibel).
22
23
W okresie Bizancjum znano ją także29. W IV w. n.e. Orybazjusz pisał, że
rzeczona tife nadaje się do przetworzenia na mąkę i następnie do wypieku chleba. Gotuje się ją nadto w wodzie i otrzymuje rodzaj zupy zwany hypothermon.
W trakcie jej przyrządzania do smaku dodawano siraion, czyli zredukowany
moszcz winny, oraz sól. Jadana ona była za czasów tego lekarza głównie przez
ludność wsi30. W VI w. informacje o omawianym zbożu zachował leksykon
skomponowany przez Hesychiosa31. Piszący mniej więcej w tym samym czasie
Aecjusz z Amidy wymienia je również, gdy w swoim dziele omawia te produkty
spożywcze, które doprowadzają do powstania czarnej żółci w organizmie ludzkim32. Lekarz pisał w nim o chlebie robionym z tego zboża, określając jednak
samo ziarno jako przynoszące szkodę zdrowiu33. Doktryny przekazane przez
obydwu są pochodnymi poglądów wyrażanych przez Dioskuridesa34 i Galena35.
Pszenica płaskurka, po grecku zeia, była jednym z najwcześniej uprawianych w starożytności zbóż. Jej wysiew i zbiór stwierdzony jest jeszcze przed
przełomem dziesiątego oraz dziewiątego tysiąclecia p.n.e. w okolicach Jerycha36.
W Grecji zrazu tak popularna jak jęczmień37, została przez niego wyparta,
z powodu wyższej produktywności tego drugiego. Zbiory jego bowiem w warunkach klimatycznych Półwyspu Bałkańskiego były mniej podatne na wahania38. Przez cały antyk i Bizancjum uprawiano jednak ciągle płaskurkę, o czym
świadczą między innymi świadectwa przytoczone poniżej, a źródła przynoszą
bogaty zasób informacji na temat produktów zbożowych otrzymywanych z tej
odmiany.
Z pszenicy płaskurki przygotowywana była potrawa zwana athera. Przysmak ten był dobrze znany antykowi39 i nie zapomniano go także w okresie Bizancjum40. Wedle definicji Dioskuridesa, był to rodzaj kleiku lub zupy, który, jak
pisał ten lekarz, gotowano przede wszystkim dla małych dzieci. Autor twierdził
również, że athera używana była jako swoisty medykament, to znaczy wykorzy-
__________
29
A. Dalby, Flavours, s. 154–155.
Orybazjusz, Collectiones medicae I, 13, 5, 1-6, 1.
31
Hesychii Alexandrini lexicon, t, t…fai, 1003, 1 post I. Albertum recensuit M. Schmidt,
vol. I–V, Ienae 1859–1868 (dalej: Hesychios, Lexicon).
32
Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri II, 246, 1-9.
33
Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri II, 246, 8.
34
Pedanii Dioscuridis Anazarbei de materia medica libri quinque II, 89, 1, 1-4, ed. M.
Wellmann, vol. I–III, Berolini 1906–1914 (dalej: Dioskurides, De materia medica).
35
Galen, De alimentorum facultatibus 510, 15-522, 14.
36
D. Zohary, M. Hopf, dz. cyt., s. 39–47.
37
P. Garnsey, FAS, s. 119–121 (na temat konkurencji między jęczmieniem a różnymi odmianami pszenicy).
38
A. Dalby, Food, s. 131–132.
39
Tamże, s. 132.
40
Ph. Koukoules, Byzantinon trophai kai pota, „Epeteris tes Hetaireias Byzantinon
Spoudon” 17, 1941 (dalej: Trophai kai pota), s. 13–14; tenże, Byzantinon, s. 38–39.
30
24
stywano ją zewnętrznie jako kataplazm41. Nieco późniejszy, Galenowy opis
niewiele różni się od tego, który cytowaliśmy powyżej. Lekarz z Pergamonu
pisał, że przygotowuje się ją z drobno mielonego ziarna. Jest to rodzaj zupy,
który odznacza się raczej wodnistą konsystencją42. Definicja skomponowana
przez Pawła z Eginy w VII w. nie odbiega od dwu poprzednich43.
Z omawianego zboża wytwarzano również rodzaj grubej mąki lub drobnej
kaszy nazywany chondros (lub aliks)44. Produkt ten był na tyle znany, by zasłużyć sobie na omówienie w Deipnosofistach Atenajosa z Naukratis45. Na początku
IV w. znalazł się także w edykcie Dioklecjana o cenach46 i był nadal spożywany
w czasach późniejszych47.
Zastosowanie tego surowca w kuchni było różnorodne, ale istniały dwa
główne sposoby jego wykorzystania. Po pierwsze, z chondros przygotowywano
kolejny rodzaj gęstej zupy. Aecjusz z Amidy pisał, że potrawę tę gotowano na
mleku48. Orybazjusz z kolei twierdził, że chondros poddawano temu procesowi
po prostu w wodzie (tak przyrządzony miał w sobie lepkie soki). W czasie tej
czynności trzeba było taką zupę często mieszać i dolać oliwy oraz dosypać
szczyptę soli. Autor nadmienił też, że do potrawy dodawano do smaku (i dla
poprawienia jej właściwości dietetycznych) wina z miodem, oinomeli, albo też
innego trunku tego typu czy to słodkiego czy też wytrawnego. Kolejny wariant
tego samego smakołyku otrzymuje się, jeżeli doprawi się zupę octem winnym.
Potrawa przyrządzona w ten ostatni sposób nazywana jest chondros ptisanisti,
czyli chondros przyrządzany na sposób ptisane. Po drugie, z chondros wypiekano chleb49. Orybazjusz twierdził, że jest on bardzo pożywny i szybko przechodzi
przez organizm50.
Starożytność i Bizancjum wypracowały także spójny pogląd na dietetyczne
walory chondros. Dioskurides określał go jako bardziej pożywny od ryżu. Chroni
on wnętrzności oraz jest dobry dla żołądka. Gotowany z octem używany jest do
kataplazmów leczących trąd. Wywar z niego sporządzony leczy ponadto dyzenterię51. Wiele miejsca poświęcił temu produktowi także Galen52, którego wykład
zawiera poglądy analogiczne do Dioskuridesowych. Doktryny obydwu stały się
__________
41
Dioskurides, De materia medica II, 92, 1, 1-3.
Galen, De alimentorum facultatibus 517, 9-11.
43
Paweł z Eginy, Epitome VII, 3, 1, 48-49.
44
A. Dalby, Food, s. 132.
45
Atenajos z Naukratis, Deipnosofiści IV, 126 f - 127c (101, 1-28, Kaibel).
46
Diokletians Preisedikt. Texte und Kommentare V 1, 25, Berlin 1971.
47
A. Dalby, Flavours, 79, 204; Ph. Koukoules, Trophai kai pota, s. 15; tenże, Byzantinon,
s. 40, 59, 119.
48
Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri II, 97, 7-11.
49
T. Braun, Barley cakes and emmer bread, [w:] FIA, s. 25–37.
50
Orybazjusz, Collectiones medicae I, 5, 1, 1-2, 2. Por. Ph. Koukoules, Byzantinon, s. 26.
51
Dioskurides, De materia medica II, 96, 1, 1-6.
52
Galen, De alimentorum facultatibus 496, 3-498, 4, Kühn VI.
42
25
podstawą zaprezentowanych powyżej ustaleń promowanych przez Orybazjusza
i późniejszych lekarzy bizantyńskich.
Krimnon, a więc następny produkt uzyskiwany z zeia, to jeszcze jeden rodzaj mąki (lub kaszy)53. Aecjusz z Amidy określa ten produkt zbożowy jako
stosunkowo grubo mielony. Jest on pożywny, ale i trudny do strawienia. Z krimnon przyrządza się, kontynuuje autor, gęstą zupę, której spożycie powoduje
delikatne spowolnienie pracy jelit, zwłaszcza jeżeli zrobiona jest z ziarna prażonego54. Jesteśmy też poinformowani, że z mąki tej wypiekano rodzaj placka,
który określano jako plakous krimnites55.
Olyra to termin, który zwykle używano zamiennie z zeia na oznaczenie
pszenicy płaskurki56. Dioskurides jednak stosuje tę nazwę, by określić wariant
wzmiankowanej odmiany, który jest mniej pożywny od zeia. Robiło się z niej
chleb, a nadto uzyskuje mąkę jeszcze drobniejszą, która określana była jako
krimnon57. Aecjusz z Amidy klasyfikuje olyra jako gorszą od pszenicy zwyczajnej, ale znacznie lepszą od owsa58. Opinia ta zgadza się z poglądami Galena59.
Na koniec stwierdzić trzeba, że z pszenicy płaskurki wytwarzano także tragos. Rzeczony produkt to rodzaj suszonych kluseczek, które produkowano
z chondros lub innego rodzaju mąki pszennej. Gotowano ją z mlekiem, tak by
powstała gęsta masa. Formowano z niej drobne grudki, które potem suszono.
Dawały się one bardzo długo przechowywać. Następnie, zalawszy wodą lub
mlekiem, rozgotowywano je do postaci gęstej zupy. Produkt ten przetrwał do
dziś, a współcześni Grecy nazywają go trachanas60.
Aecjusz z Amidy rekomendował gotowanie tragos w mleku61. Z pewnością
także często poddawano je temu procesowi w wodzie, co zaświadcza Orybazjusz. Utrzymywał on, że odlewano ją potem, by dodać do potrawy zredukowany
moszcz winny, siraion, lub wino słodzone miodem, oinomeli. Niektórzy także
__________
53
Dioskurides, De materia medica II, 91, 1, 1-3. Por. A. Dalby, Food, s. 349.
Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri I, 288, 1-5. Pszenica płaskurka była prażona w celu
łatwiejszego pozbawienia ziarna osłon nasiennych.
55
Atenajos z Naukratis, Deipnosofiści III 112 b (77, 15, Kaibel); XIV 646 a (54, 30-31,
Kaibel).
56
A. Dalby, Food, s. 131.
57
Dioskurides, De materia medica II, 91, 1, 1-3.
58
Aecjusz, z Amidy, Iatricorum libri II, 253, 13-14.
59
Galeni de victu attenuante 41, 1-42, 1, [w:] Galeni de sanitate tuenda, de alimentorum
facultatibus, de bonis malisque sucis, de victu attenuante, de ptisana, ed. K. Koch, G. Helmereich, C. Kalbfleisch, O. Hartlich, Lipsiae-Berolini 1932. Olyra w Bizancjum por. Ph.
Koukoules, Byzantinon, s. 23, 130, 259.
60
A. Dalby, Food, s. 132; tenże, Flavours, s. 79, 155, 180, 234; S. Hill, A. Bryer, Byzantine Porridge: Tracta, Trachanás and Trahana, [w:] FIA, s. 44–54; J. Solomon, Tracta:
A versatile Roman pastry, „Hermes” 106, 1978, s. 539–556.
61
Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri II, 97, 9.
54
26
dokładali do potrawy orzeszków piniowych, uprzednio namoczonych, by spęczniały62.
Tragos był na tyle znany w antyku, że pisał o nim Dioskurides. Twierdził
on, że smakołyk ten to rodzaj produktu ze zboża podobnego do chondros. Jest
jednak znacznie mniej pożywny, ponieważ w konsystencji swej jest miałki jak
plewy. Jest też trudniejszy do przyswojenia i powoduje zmiękczenie jelit63.
Oczywiście jego spożycie w czasach Bizancjum zostało dobrze zaświadczone. Dowodem na to są nie tylko wymieniane traktaty medyczne cytowane
powyżej, ale i przepis na tragos znajdujący się w Geoponica64.
Jęczmień, w języku Hellenów krithe, był jednym z dwu (obok pszenicy)
najważniejszych zbóż starożytności, a sytuacja ta nie uległa zmianie ani w okresie pomiędzy IV a VII w., ani też później. Zatem z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić można, iż w okresie będącym przedmiotem naszych rozważań,
tak jak i przed nim oraz po nim, uprawiano dwa najważniejsze podgatunki tego
zboża. Pierwszym było Hordeum vulgare distichum, drugim zaś Hordeum vulgare vulgare65.
Dziki jęczmień rósł w obszarze egejskim i był zbierany przez ludność ziem
zajętych potem przez Greków jeszcze przed jedenastym tysiącleciem p.n.e.
W okresie klasycznym był on tak samo cenionym produktem jak pszenica. Ta
ostania jednak, z racji na zawartość w niej glutenu bardziej nadawała się, a zatem
częściej używana była, do pieczenia chleba, gdy jęczmień pozostawał podstawą
takich produktów jak maza66. O jego pozycji decydowało to, że udawał się znakomicie w greckich warunkach glebowych i klimatycznych, podczas gdy pszenica nie przynosiła na tym terenie wysokich plonów i musiała być zwykle importowana drogą morską, co oczywiście podnosiło jej cenę. Jęczmień był zatem
tańszy od ziarna pszenicznego. W Italii za to, gdzie z uprawą pszenicy nie było
większych problemów, ceniono go niżej.
W konkretnych warunkach Konstantynopola, w którym zorganizowano
sprawny system dowozu pszenicy, jęczmień odgrywał zapewne rolę drugoplanową. Spożywała go ludność biedniejsza, nieuprawnieni do korzystania z państwowego rozdawnictwa chleba pszennego, okoliczni rolnicy oraz smakosze
wyrobów takich jak tradycyjna maza albo zupa ptisane67. Kwantyfikowanie
jednak tego zjawiska, to znaczy różnicy między spożyciem pszenicy i jęczmienia
w stolicy nad Bosforem, jest, w naszym głębokim przekonaniu, niemożliwe
__________
62
Orybazjusz, Collectiones medicae I, 13, 6, 1-6, 5.
Dioskurides, De materia medica II, 93, 1, 1-3.
64
Geoponica sive Cassiani Bassi Scholastici de re rustica eclogae III, 8, recensuit H.
Beckh, Lipsiae 1895 (dalej: Geoponica). Por. Ph. Koukoules, Trophai kai pota, s. 15; tenże,
Byzantinon, s. 40, 119.
65
A. Dalby, Food, s. 45–47; D. Zohary, M. Hopf, dz. cyt., s. 54–56.
66
Por. niżej.
67
Por. niżej.
63
27
z powodu braku znanych i precyzyjnych danych. Z pewnością natomiast można
stwierdzić, że jadany był zarówno przez cywilów68 jak i żołnierzy69.
Lekarze bizantyńscy pozostawili w swych pracach spójną teorię na temat
jęczmienia i produktów z niego otrzymywanych. Gdy chodzi o te ostatnie najważniejszymi były mąka jęczmienna alfiton (w źródłach często używana była
liczba mnoga tego rzeczownika, czyli alfita), tak zwana maza oraz rodzaj kleiku
(albo krupniku) jęczmiennego określany jako ptisane.
I tym razem poglądy dietetyczne Bizantyńczyków na temat jęczmienia są
spójne. Orybazjusz, opierając się na ustaleniach Galena70, twierdził, że zboże to
ma działanie ochładzające organizm niezależnie od tego, jak zostanie przetworzone71. Co istotne, powoduje też powstanie soku oczyszczającego organizm, co
przekłada się na użycie tych produktów w procedurach medycznych. Gdy chodzi
o chleb wykonany z jęczmienia, ma on luźniejszą konsystencję nie tylko od
wypiekanego z pszenicy płaskurki, to znaczy olyra, ale także z pszenicy samopszej, czyli tife, i w ogóle nie posiada w sobie lepkich soków. Pokarm taki zatem
nie daje organizmowi wiele pożywienia72.
Aecjusz z Amidy, choć doszedł do analogicznych wniosków, uzupełnił
w niektórych przynajmniej aspektach, refleksje zapisane przez Orybazjusza.
Uwypuklił bowiem użycie jęczmienia w terapeutycznych zastosowaniach zewnętrznych, to znaczy w kataplazmach. Lekarz z Amidy uwzględnił w swoich
rozważaniach także doktrynę, według której jęczmień po strawieniu powoduje
powstanie rzadkiego soku o właściwościach oczyszczających. Nie rozgrzewa
ciała, a za to nawilża lub wysusza w zależności od tego, jak jest przetworzony.
Omawiany autor miał na myśli to, że mąka z jęczmienia, zrobiona z prażonego
zboża, jest w znacznym stopniu wysuszająca73, ptisane za to nawadnia organizm,
gdy jest przygotowana jak należy74. Natomiast wszystkie rodzaje chleba wypiekane z jęczmienia dają organizmowi mniej pokarmu od pszennych i szybciej od
nich przechodzą przez żołądek75. Należy dodać, że Paweł z Eginy pozostawał
w tej samej tradycji co jego poprzednicy76.
__________
68
Na przykład por. Geoponica II, 16, 30, 34. Por. Ph. Koukoules, Byzantinon, s. 17, 22,
130, 259–261, 266; A. Stone, Eustathios and the wedding banquet for Alexios
Porphyrogennetos, [w:] Feast, fast, s. 37–38.
69
J. Haldon, Feeding the army: food and transport in Byzantium, ca 600–1100, [w:] Feast,
fast, s. 88, 90–91, 93–96.
70
Galen, De alimentorum facultatibus 501, 11-502, 1.
71
Zarówno w formie chleba, jak i jako ptisane albo alfiton.
72
Orybazjusz, Collectiones medicae I, 10, 1, 1-2, 4.
73
Ziarno w czasie tego procesu, jak wszystkie pokarmy pod działaniem ognia, stało się
rozgrzewające i nabyło właściwości wysuszających.
74
Właściwości tych nabywa w czasie długiego moczenia i gotowania w wodzie. Procedura
przygotowywania pisane por. niżej.
75
Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri I, 225, 1-14.
76
Paweł z Eginy, Epitome I, 78, 1, 11-17.
28
Już powyżej było wzmiankowane, że z jęczmienia wytwarzano mąkę alfiton77. Jedzono ją od czasów antycznych78, a produkcji tej nie zaprzestano
w okresie wczesnego Bizancjum ani też później79. Nic dziwnego, że Geoponica
wymienia ten termin wiele razy80.
Galen chwalił tę mąkę, gdy jest sporządzona ze świeżo zebranego i równomiernie uprażonego ziarna. Pisał, że przygotowywano z niej napój, mieszając ją
z wodą i dodając do smaku zredukowany moszcz winny, siraion, słodkie wino
oraz miód. Pito go latem przed kąpielą, a taki napitek dobrze gasił pragnienie81.
Paweł z Eginy zachował analogiczną uwagę także w swoim dziele82. Galen
i rozliczne inne źródła zaświadczają również fakt, że z omawianego gatunku
mąki wypiekano chleb, artos krithinos, który był generalnie uważany za mniej
pożywny i bardziej ciężkostrawny niż pszeniczny83.
Ocena dietetyczna alfiton w czasach Bizancjum szła ścieżką wyznaczoną
przez Galena. Udowodniają to refleksje na ten temat zachowane u Orybazjusza84
i Aecjusza z Amidy85. Wedle tej opinii omawiany produkt jest bardziej wysuszający organizm niż samo ziarno jęczmienne oraz daje ciału jedynie niewiele pożywienia i to tylko wtedy, gdy zostanie właściwie strawiony. Dodać wypada, że
w świecie medycznym panowało powszechne przekonanie o wysuszającym
działaniu (na przewód pokarmowy) mąki alfiton zmieszanej z wytrawnym winem.
Z rozlicznych wzmianek źródłowych na temat maza wypada konkludować,
iż była ona głównym i najbardziej rozpowszechnionym86 produktem spożywczym uzyskiwanym z mąki jęczmiennej. Źródła medyczne udowodniają, że
jadano maza także w okresie, który jest przedmiotem naszego zainteresowania87.
Nazwa wskazuje, że pod tym terminem kryła się mąka jęczmienna zagnieciona88, z dodatkiem płynów oraz substancji nadających całości odpowiedni
smak. Tak przygotowany półprodukt miał, wedle tego, co pisał Galen89 i wielu
__________
77
A. Dalby, Food, s. 46.
T. Braun, dz. cyt., s. 113–117.
79
Por. wyżej. Na temat chleba jęczmiennego por. Ph. Koukoules, Byzantinon, s. 21; M. L.
Rautman, dz. cyt., s. 104.
80
Geoponica V, 41; VII, 15; XII, 4 etc.
81
Galen, De alimentorum facultatibus 506, 14-508, 2.
82
Paweł z Eginy, Epitome I, 78, 1, 14-15.
83
Ph. Koukoules, Byzantinon, s. 22, 30.
84
Orybazjusz, Collectiones medicae I, 12, 1, 1-2.
85
Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri I, 226, 1-4.
86
J. P. Alcock, dz. cyt., s. 154; A. Dalby, Food, s. 47; P. Schmitt Pantel, Le repas grecs, un
rituel civique, [w:] Histoire de l’alimentation, ed. J.-L. Flandrin, M. Montanari, Paris 1996, s.
153; J. Wilkins, The boastful chef. The discourse of food in ancient Greek comedy, Oxford
2000, s. 16.
87
Por. niżej.
88
Atenajos z Naukratis, Deipnosofiści XIV 630 b (83, 22-25, Kaibel).
89
Na przykład – Galen, De alimentorum facultataibus 508, 3-510, 14.
78
29
innych, przynajmniej trzy główne zastosowania, które ostatnio jasno wyłożyli
w swej książce John Wilkins i Shaun Hill90.
Po pierwsze, można było go pozostawić we wzmiankowanej powyżej formie jako sui generis zapas żywności, na przykład, na okres niedostatku. W takim
przypadku, suszono maza w formie bochenka, czy placka (być może kruszono ją
czasami również po to, by zaoszczędzić na przestrzeni w miejscu składowania),
który w spiżarni, chroniony przed gryzoniami91, przy zachowaniu odpowiedniej
temperatury i wilgotności powietrza, nie podlegał zepsuciu, a więc mógł być
magazynowany nawet przez długi czas. Był on zatem analogicznym półproduktem żywnościowym do wzmiankowanego gdzie indziej w niniejszym tekście
tragos. W odpowiednim momencie mógł być zjedzony pomimo swej twardości,
jak dzisiaj spożywa się suchary, lub rozmiękczony (być może także rozgotowany), by nadać mu konsystencję płynną, lub nawet upieczony do postaci placka.
Po drugie, istniała możliwość sporządzania z maza płynnej potrawy, którą
nazwalibyśmy zupą. Do zagniecionej mąki alfiton dolewano wtedy tyle płynów,
by całość uzyskała konsystencję gęstej papki. Do maza dodawano zatem oliwy,
octu, zredukowanego moszczu winnego, miodu etc. Do smaku dosypywano soli,
dokrawano pora i podobnych dodatków. Z danych wypada wnioskować, że były
przynajmniej dwie podstawowe wersje płynnej maza92, to znaczy słona (z oliwą,
solą, octem winnym, porem etc.) i słodka (ze zredukowanym moszczem winnym,
miodem etc.).
Po trzecie, zagniecione z dodatkami alfiton można było poddać procesowi
pieczenia (przedtem pozwoliwszy masie wyrosnąć lub nie), nadając mu formę
plakous, czyli płaskiego placka, czy to w wersji słonej, czy też słodkiej.
Ogólne właściwości dietetyczne omawianego produktu sprecyzował Galen.
W okresie późnego antyku i wczesnego Bizancjum, Orybazjusz93, Aecjusz
z Amidy94 i Paweł z Eginy95, powtarzali jedynie doktryny wielkiego poprzednika, poddając je ewentualnie delikatnemu retuszowi. Najbardziej spójną analizą
spośród tych, które pozostawili naśladowcy mistrza z Pergamonu, jest fragment
pracy Aecjusza. Ujął on zagadnienie zwięźle, ale całościowo, pokazując wartość
omawianego pokarmu na tle innych produktów otrzymywanych z jęczmienia.
Pisał więc, że maza jęczmienna to produkt wyrabiany z mąki typu alfiton zagniecionej z jakimś płynem, na przykład, ze zredukowanym moszczem winnym,
__________
90
Por. J. Wilkins, S. Hill, Food in the ancient world, Malden, Mass.–Oxford–Victoria
2006, s. 125–126. Oparli on swe przypuszczenia na danych dostarczonych w przepisie na
ptisane. Wypada tu wspomnieć też o wcześniejszych ustaleniach na ten temat Thomasa Brauna (dz. cyt., s. 25–37).
91
O gryzoniach w spiżarni z okresu Bizancjum por. M. Grünbart, Store in a cool and dry
place: perishable goods and their preservation in Byzantium, [w:] Eat, drink, s. 42.
92
Zapewne były tez przynajmniej dwie główne odmiany ptisane.
93
Orybazjusz, Collectiones medicae I, 12, 1, 1-3, 3.
94
Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri I, 227, 1-14.
95
Paweł z Eginy, Epitome I, 78, 1, 17-17.
30
siraion, albo miodem, jedzony bez poddania go obróbce termicznej. Po zjedzeniu, jest on trawiony wstępnie w żołądku znacznie gorzej niż chleb wypiekany
z tego samego zboża. Powoduje także powstanie w tym organie dużej ilości
gazów. Jeżeli zatem pozostanie w nim zbyt długo, może doprowadzić do zaburzeń w jego pracy. Powodem problemów z przyswojeniem tego pokarmu jest
fakt, że jęczmień ma w sobie wiele substancji, które są z natury swej bardzo
twarde i niemożliwe do strawienia. Zalegają one zatem w żołądku. Dopiero
drobno zmielony i zagnieciony, ma szansę na szybsze przejście przez jelita
i wydalenie, zwłaszcza jeżeli doda się do niego miodu.
Z jęczmienia przygotowywano też słynną zupę zwaną ptisane. Przepis na
nią pozostawił piszący w IV w. Orybazjusz, który cytował go za Galenem96.
Ptisane powstawała z namoczonego jęczmienia. Wyjęte z wody ziarna zalecano
(jeszcze przed poddaniem ich działaniu temperatury) zmiażdżyć. Następnie powinno się było gotować je na małym ogniu tak, by jak najbardziej napęczniały.
W czasie tej czynności dodawano do zupy octu winnego i oliwy. Gdy ziarna były
już prawie miękkie, dosypywano także drobnej soli, a nie zaszkodziło też wrzucić przypraw, takich jak por oraz koper włoski. Nie należało jednak dodawać do
potrawy ani słodkiego moszczu winnego ani miodu97. Tak przygotowana zupa
nawilżała organizm98 i oczyszczała go99. Wypada dodać, że przepisy na ptisane
zachowały się także w De re coquinaria100.
Owies to po grecku bromos. Choć jego uprawa zaczęła się prawdopodobnie
w czasach prehistorycznych, nie był doceniany ani przez Greków ani też Rzymian101. Odbiciem tych poglądów są słowa Galena, które pozostawił nam
w swym dziele o właściwościach pokarmów. Pisał on, że owies rósł za jego
czasów w Azji, a szczególnie zaś w Myzji w stosunkowo dużej obfitości. Przeznaczany był jednak głównie na paszę dla zwierząt. Ludzie jedli go tylko w okresach głodu. Wtedy zmuszeni byli także i z niego wypiekać chleb, ten ostatni zaś,
w opinii Galena, nie odznaczał się przyjemnym smakiem. Poza okresami braku
ziarna innych zbóż, przyrządzano z owsa zupę (owsiankę), gotując go w wodzie.
By dodać potrawie smaku, dolewano słodkiego wina lub wina z miodem, czyli
oinomeli102. W późniejszych czasach, choć ogólnie nie był doceniany, i ciągle
pozostawał traktowany jako pokarm na okresy głodu103 lub pasza, rolnicy bizan__________
96
Galen, De alimentorum facultatibus 502, 7–504, 4. Na temat rozważań dietetyków o ptisane por. E. Darmstaedter, Ptisana: ein beitrag zur Kenntnis der antiken Diaetetik, „Archeion”
15, 1933, s. 181–201.
97
Orybazjusz, Collectiones medicae IV, 1, 15, 1-22, 1.
98
Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri I, 225, 11-12.
99
Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri II, 260, 1. Por. Geoponica II, 34.
100
De re coquinaria IV, 4, 1-2; V, 5, 1-2.
101
A. Dalby, Food, s. 236; D. M. Peterson, J. P. Murphy, Oat, [w:] The Cambridge world
history of food, ed. K. F. Kiple, K. C. Ornelas, vol. I, Cambridge 2000, s. 121–132.
102
Galen, De alimentorum facultatibus 522, 15-523, 8.
103
A. Dalby, Flavours, s. 77–78.
31
tyńscy nie zaprzestawali jego uprawy, o czym świadczą odpowiednie fragmenty
w Geoponica104.
Z punktu widzenia wiedzy dietetycznej obowiązującej w okresie, o którym
mówimy, wypada stwierdzić, że owies oceniano jako pokarm posiadający właściwości rozgrzewające. Ponieważ jednak nie jest wystarczająco twardy, daje
ciału jedynie niewiele pokarmu. Gdy zaś chodzi o jego działanie na przewód
pokarmowy, jest ono neutralne – ani bowiem nie pobudza jelit do pracy ani też
jej nie spowalnia. Ta opinia Orybazjusza105 oparta jest na wcześniejszych ustaleniach Galena, a zasadnicza cześć tych doktryn powtórzona została także przez
późniejszych od pierwszego z wymienionych znawców. Mianowicie Aecjusz
z Amidy charakteryzował owies jako umiarkowanie chłodzący i posiadający
właściwości ściągające, które są wykorzystywane przez lekarzy w przypadkach
poważnych rozwolnień106. Według Pawła z Eginy z kolei bromos raczej podwyższa temperaturę ciała, wysusza i ułatwia oczyszczanie organizmu przez perspirację (a czyni to bardzo łagodnie). Także i lekarz z Eginy przypisywał temu zbożu
właściwości ściągające i działanie terapeutyczne przy leczeniu biegunek. Dodawał również, że owies generalnie nie jest jednak pożywny107.
Proso to po grecku kenchros. Zostało ono udomowione około pięciu tysięcy
lat p.n.e. w rejonie Kaukazu. Galen pisał, że to, które rosło w Italii108, było
znacznie lepsze od małoazjatyckiego109. W okresie będącym przedmiotem naszego zainteresowania proso było relatywnie powszechne na terenie Imperium Byzantinum110, co sugerują miedzy innymi wzmianki na jego temat w Geoponica111.
Pieczono z niego chleb112. Pisał o nim Dioskurides, który dodatkowo odnotował, iż gotowano z prosa także zupę113. Galen wyjaśnił, że jedzona była ona
głównie przez wieśniaków, którzy przy jej sporządzaniu dodawali do niej mleka.
Orybazjusz, zresztą przytaczając ustalenia Galena, pisał, że potrawa taka odznaczała się dzięki temu dodatkowi nie tylko lepszym aromatem, ale także była
bardziej pożywna niż samo ziarno w swej czystej postaci i łatwiejsza do strawie-
__________
104
Geoponica VII, 34 (mowa jest o jakimś rodzaju napoju alkoholowego, być może piwa,
sporządzanego z owsa); XVIII, 2 (pasza dla owiec); XX, 8 (przynęta na sumy). Por. Ph.
Koukoules, Byzantinon, s. 230, 259.
105
Orybazjusz, Collectiones medicae I, 14, 1, 1-2, 5.
106
Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri I, 73, 1-2.
107
Paweł z Eginy, Epitome I, 78, 1, 17-18; VII, 3, 2, 77-79.
108
A. Dalby, Food, s. 218–219; M. S. Spurr, The cultivation of millet in Roman Italy, „Papers of the British School at Rome” 51, 1983, s. 1–15; D. Zohary, M. Hopf, dz. cyt., s. 78–83.
109
Galen, De alimentorum facultatibus 523, 9-524, 10.
110
Ph. Koukoules, Byzantinon, s. 130–131; A. Stone, dz. cyt., s. 37.
111
Geoponica II, 38.
112
L. Garland, The rhetoric of gluttony and hunger in twelfth-century Byzantium, [w:]
Feast, fast, s. 49.
113
Dioskurides, De materia medica II, 97, 1, 1-4.
32
nia114. W innym miejscu swego dzieła, tym razem idąc za Filotimosem, radził
rozetrzeć dobrze zboże przed gotowaniem115.
Oceny dietetyczne prosa były takie same w antyku i Bizancjum, od Dioskuridesa, poprzez Galena, Orybazjusza, Aecjusza z Amidy116 aż do czasów Pawła
z Eginy117. Pisali oni, że zboże to ma dość słabe właściwości ochładzające. Ziarno jego zbudowane jest z bardzo drobnych cząstek, dlatego też jako pokarm
odżywia ciało tylko w tak nieznacznym stopniu, że jest oceniane jako najmniej
pożywne niemal ze wszystkich pokarmów. Trzeba jednak przyznać, że ma właściwości osuszania jelit. Jako okład nadaje się dla tych, którzy cierpią na wysoką
gorączkę, a których organizmy potrzebują środka redukującego ilość płynów
charakteryzującego się łagodnym działaniem.
Ryż jest zbożem, które pierwotnie rosło w południowej lub południowowschodniej Azji. Hellenowie nazywali je oryza, a zetknęli się z nim w czasach
Aleksandra Wielkiego, którego towarzysze znaleźli je w Suzjanie. W okresie
hellenistycznym ryż rozprzestrzenił się w Babilonii i w południowej Syrii118, ale
eksport spowodował jego znajomość nawet w Galii. Takie dane mamy przynajmniej dla VI w. n.e.119.
Ryż nie był nigdy popularną uprawą w antyku. Tym niemniej zasłużył sobie na wzmianki w dziele Atenajosa z Naukratis, który nawet wiedział, że gotuje
się go w sposób analogiczny do tego, jaki stosuje się przy przyrządzaniu chondros120. Pokarm ten nie cieszył się nazbyt dobrą opinią dietetyków starożytności.
Dioskurides, na przykład, oceniał go jako średnio pożywny i powodujący zaparcia121. Galen był jeszcze mniej entuzjastycznie nastawiony. Uważał, że ryż jest
trudny do strawienia i mało pożywny, a jedyne jego zastosowanie to podanie go
osobom, których dolegliwości wymagają spowolnienia pracy żołądka i jelit.
Lekarz utrzymywał jednak, że potrawy z niego przygotowane nie są smaczne122.
Te poglądy pozostały aktualne w czasach późnego antyku i Bizancjum.
Orybazjusz powtórzył bowiem niemal verbatim ewaluację wypracowaną przez
Galena123. Powstrzymał się jedynie przed tak jednoznacznie negatywną oceną
walorów smakowych tego zboża. Być może świadczy to o stopniowo zachodzącej zmianie postawy w stosunku do potraw z niego przyrządzanych. W każdym
razie na to, że ryż zadomowił się w kuchni wskazuje fakt, że jadano go w VI w.
Tworzący bowiem wtedy Aecjusz z Amidy włączył rozważania na temat jego
__________
114
Orybazjusz, Collectiones medicae I, 15, 1,1-4, 4.
Orybazjusz, Collectiones medicae IV, 10, 1, 1-2, 5.
116
Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri I, 188, 1-6.
117
Paweł z Eginy, Epitome I, 78, 1, 18-19.
118
A. Dalby, Food, s. 281–282; D. Zohary, M. Hopf, dz. cyt., s. 84–85.
119
Pisał o nim Antimus. Por. poniżej.
120
Atenajos z Naukratis, Deipnosofiści IV 153 e (39, 5-6, Kaibel).
121
Dioskurides, De materia medica II, 95, 1, 1-2.
122
Galen, De alimentorum facultatibus 525, 1-5.
123
Orybazjusz, Collectiones medicae I, 16, 1, 1-2.
115
33
walorów do swego dzieła. Twierdził on, że pokarm taki jest delikatnie ściągający, dlatego umiarkowanie spowalnia pracę żołądka, a nadto jest trudny do strawienia124. Piszący w mniej więcej tym samym czasie Antimus był już wyraźnie
lepiej nastawiony do potraw opartych na omawianym zbożu. Widział jego zastosowanie w przypadkach dyzenterii. I on jednak uważał, że ryż może źle działać
na zdrowie, jeżeli jedzony jest niedogotowany. Dlatego zwracał uwagę, że trzeba
dołożyć wszelkiej staranności w procesie przyrządzania tego specjału.
Dla naszych rozważań szczególnie istotne jest to, że Antimus pozostawił
nam recepturę na coś w rodzaju puddingu ryżowego. Ziarna gotowano w świeżej
wodzie. Gdy stawały się już miękkie, odcedzano je i dodawano do całej objętości
ryżu koziego mleka, poczym ponownie stawiano na ogniu i trzymano na nim, aż
ziarna wchłonęły je całe, stając się jednolitą masą. Jedzono potrawę, jak wskazuje na to autor, na ciepło bez dodatku soli i oliwy125. Wypada także wspomnieć, że
ryż wymieniony został jako składnik zagęszczający w De re coquinaria126. Jego
zastosowanie zatem w raczej wykwintnej kuchni musiało być dość rozpowszechnione jeszcze przed IV w. n.e. W końcu trzeba stwierdzić, że używano go
w bizantyńskiej sztuce kulinarnej także po VI w., gdyż literatura medyczna tego
okresu pozostawiła nam kilka uwag na ten temat127. Spożycie to potwierdzają
także niemedyczne świadectwa źródłowe128.
Chleb, po grecku artos lub w języku codziennym psomion/psomin129, to
wynik pieczenia w stałej i wysokiej temperaturze ciasta sporządzonego z mąki
zagniecionej z płynem. Zachowane piece chlebowe wskazują, iż nauczono się
tego około szóstego tysiąclecia p.n.e. na Bliskim Wschodzie130. Pomimo istnienia rozlicznych innych form wykorzystania zbóż w sztuce kulinarnej, chleb był
najbardziej docenianym spośród podstawowych produktów żywnościowych
zarówno przez Greków, jak i przez Rzymian131 i nie dość, że cieszył się taką
samą opinią w Bizancjum, to również pozostał podstawą wyżywienia ludzi
w okresie, który opisujemy w niniejszej pracy132. Na jego znaczenie w Konstantynopolu pomiędzy IV a VII w. wskazuje choćby fakt, iż organizacją jego dostawy dla mieszkańców stolicy nad Bosforem zajęły się władze państwowe133.
__________
124
Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri I, 305, 1-2.
De observatione ciborum 70.
126
De re coquinaria II, 2, 9. Por. J. Solomon, The Apician Sauce, s. 125.
127
A. Dalby, Flavours, s. 80, 133, 153, 157.
128
S. Hill, A. Bryer, dz. cyt., s. 51.
129
H. Eideneier, Yèmisma, „Byzantinische Zeitschrift” 57, 1964, s. 338–339; tenże,
Sogenannte christlichr Tabuwörter im Giechischen, München 1966, s. 1–54.
130
A. Dalby, Food, s. 58–61.
131
N. Jasny, The daily bread of the ancient Greeks and Romans, „Osiris” 9, 1950, s. 227–
253; K. D. White, Cereals, bread and milling in the Roman world [w:] FIA, s. 38– 43.
132
A. Dalby, Flavours, s. 77–81; J. Koder, Stew and salted, s. 65–66; M. L. Rautman, dz.
cyt., s. 46.
133
Por fragmenty niniejszej publikacji poświecone omówieniu pszenicy.
125
34
Oczywiście chleb wypiekano nie tylko w dużych warsztatach, ale także w domu134. Zawód piekarza, artopoia, był oddzielny od profesji kucharza, mageireia.
W antyku uważano, że najlepsi piekarze pochodzili z Lidii i Fenicji. W czasach
Imperium Romanum podobną sławę uzyskali piekarze z Kapadocji135.
Szczególnie często chleb był wypiekany z pszenicy zwyczajnej. Mąka z tego ziarna bowiem, z racji na obecność w niej stosunkowo dużej ilości glutenu,
najbardziej nadaje się do poddania ciasta z niej wyrobionego procesowi fermentacji136. Drugie miejsce zajmował chleb jęczmienny. Wypieki takie były wytwarzane jednak również z innych gatunków roślin zbożowych, a także z mąki uzyskiwanej z roślin strączkowych137.
Chleb był sporządzany na różne sposoby. Można go było upiec po prostu
w popiele. Często stosowaną techniką było poddawanie go temu procesowi w tak
zwanym klibanon lub kribanon. Termin ten oznaczał metalowy lub ceramiczny
piekarnik, kształtem przypominający kopułę. Kładziono go bezpośrednio na
rozgrzanym palenisku, tak by przykrywał produkt poddawany obróbce termicznej, a na boki owego sui generis piekarnika nagarniano żar. Choć przeznaczony
był przede wszystkim do pieczenia chleba, przygotowywano w nim także inne
produkty, na przykład potrawy mięsne138. Innym specjalnie przeznaczonym do
tego celu sprzętem był piec chlebowy, określany jako ipnos. Jego budowa i technika wypieku była analogiczna do stosowanej i dzisiaj. Wewnątrz pieca rozpalano ogień, a gdy został już odpowiednio rozgrzany, wygarniano z niego popiół, by
włożyć chleb do środka. Oczywiście także i w ipnos można było poddać obróbce
innego typu pokarmy139.
Klasyfikacja chleba zależała od wielu czynników. Jedną z kategorii, którą
stosowano przy wyodrębnieniu rodzajów tego pożywienia, był sposób upieczenia. Bochenki przyrządzane po prostu w żarze paleniska nazywano artoi enkryfiai lub spoditai140. Wypiekane w klibanos/kribanos nazywano artoi klibanita__________
134
J. Frayn, Home Baking in Roman Italy, „Antiquity” 52, 1978, s. 28–33.
A. Dalby, Food, s. 59.
136
Gluten to mieszania białek, mianowicie gluteniny i gliadyny, które w objętości ciasta
tworzy tak zwana siatkę glutenową, zatrzymującą w chlebie dwutlenek węgla powstający
w procesie fermentacji ciasta.
137
Dioskurides, De materia medica III, 59, 2, 3. Por. informacje w niniejszej publikacji na
temat bobu. Por. Ph. Koukoules, Byzantinon, s. 22–23.
138
Por. A. Cubberley, Bread-baking in ancient Italy. Clibanus and sub testu in the Roman
world: Further thoughts, [w:] FIA, s. 55–68; A. Dalby, Food, s. 101; J. Liversidge, Roman
kitchens and cooking utensils, [w:] The Roman cookery book. A critical translation of „The art
of cooking” by Apicius for use in the study and the kitchen, ed. and transl. B. Flower, E. Rosenbaum, London–Toronto–Wellington–Sydney 1958, s. 29–38, zwłaszcza 31–32; B. Sparkes,
The Greek kitchen, „Journal of Hellenic Studies” 82, 1962, s. 121–137; tenże, The Greek
kitchen; Addenda, „Journal of Hellenic Studies” 85, 1965, s. 162–163.
139
Na temat pieczenia chleba por. D. Thurmond, A handbook of food processing in classical Rome. For her bounty no in winter, Leiden–Boston 2006, s. 68–72.
140
Atenajos z Naukratis, Deipnosofiści III 110 b (74, 63, Kaibel).
135
35
i/artoi kribanitai141, te z kolei, które sporządzono w ipnos określano jako artoi
ipnitai142. Oprócz wymienionych powyżej istniał cały szereg innych gatunków
nazywanych wedle zastosowanej technologii poddania ciasta obróbce termicznej143.
Chleb dzielono również w zależności od rodzaju ziarna, z którego go wypieczono. Wtedy do określenia tego pokarmu posługiwano się epitetem pochodzącym od gatunku zboża. Znano zatem artos krithinos (chleb jęczmienny)144,
artos pyrinos (chleb z pszenicy zwyczajnej)145 etc. Najlepszy spośród nich był
chleb pszenny, najgorsze zaś były wypieki z namiastek mąki zbożowej, jak chleb
z roślin strączkowych.
Klasyfikowano także chleb w zależności od tego, czy poddawano go procesowi fermentacji, czy też nie. Ten, który wypiekany był z fermentowanego,
a zatem rosnącego ciasta, określano jako artos zymites146. Przaśny z kolei nazywano artos azymos147.
W końcu należy wspomnieć, że nomenklatura odnosząca się do omawianego pokarmu urabiana była w zależności od stopnia oczyszczenia mąki, z której
owe wypieki powstawały. Bogaci jadali chleb biały, określany jako artos katharos, czyli czysty, ponieważ pozbawiony był zmieniających jego kolor domieszek148. Średniozamożnych stać było na chleb wykonywany z mąki nie do końca
oczyszczanej, który określany był jako artos synkomistos. Jeszcze biedniejsi
musieli się zadowolić chlebem ciemnym, artos ryparos. Najmniej cenionym,
a wedle lekarzy najmniej pożywnym i najdłużej trawionym, był chleb wykonywany z resztek mąki z dużą domieszką otrąb, czyli tak zwany artos pityrites149.
Klasyfikacja dietetyczna odzwierciedlała podane powyżej schematy. Najlepsze chleby typu artos katharos wykonywane były z białej, pszennej mąki typu
silignis i dlatego znamy je pod nazwą artoi silignitai. Te były oceniane jako
najbardziej pożywne. Drugie miejsce w tej kategorii zajmowały artoi semida-
__________
141
Artos klibanites – Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri II, 240, 12. Por. Ph. Koukoules,
Byzantinon, s. 27–28.
142
Artos ipnites – Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri II, 241, 1.
143
III księga dzieła Atenajosa z Naukratis jest w ogóle kopalnią wiedzy na temat rodzajów
chleba wytwarzanego w starożytności. Por. A. Dalby, Food, s. 60.
144
Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri II, 258, 4-6.
145
Galen, De alimentorum facultatibus 504, 6-7.
146
Orybazjusz, Collectiones medicae IV, 11, 2, 5.
147
Galen, De alimentorum facultatibus 486, 8.
148
M. L. Rautman, dz. cyt., s. 102.
149
Galen De alimentorum facultatibus 483, 13-484, 5; Orybazjusz, Collectiones medicae
III, 13, 5, 1-7, 1; IV, 1, 3, 2-4,; Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri I, 250, 10-11; Paweł
z Eginy, Epitome I, 78, 1, 8-9. Por. J. Koder, Stew and salted, s. 66; Ph. Koukoules, s. 15–18,
20–21.
36
litai, wykonane z pszenicznej mąki typu semidalis. Pozostałe, z racji na swoje
domieszki, ewaluowane były jako mniej pożywne150.
Galen pisał, że najlepsze są chleby dobrze wyrośnięte, a następnie upieczone równomiernie przez wystarczająco długi czas. Niestety czasami zdarzało się,
co wspomniany medyk potwierdza w swych uwagach, że proces ten miał miejsce
w zbyt wysokiej temperaturze151. Doprowadzał on do spieczenia skórki (która
stawała się twarda niczym skorupa), gdy środek bochenka pozostawał jeszcze
surowy. Taki chleb był trudno trawiony w żołądku i w efekcie szkodliwy dla
zdrowia152.
Z mąki zbożowej powstawały także suchary. Pieczono je zwykle dwa razy,
co odzwierciedliło się w ich nazwie, to znaczy w określeniu „chleb dwa razy
wypiekany”, artos dipyros153. W grece codziennej zwane one były paksamas154
lub paksimadion155.
Zwykle był to rodzaj chleba jęczmiennego, który, choć jedzony także przez
cywilów, stanowił raczej przeważnie wyżywienie żołnierzy. Pisze o tym między
innymi Prokopiusz z Cezarei w swej Historii sekretnej156. Pieczywo to bowiem
nie było trudne do wykonania157 i odznaczało się trwałością. Odmianę tego wypieku stanowiło tak zwane boukellaton, czyli owalne precle wypiekane w analogiczny sposób158.
Wedle ewaluacji dietetycznych suchary takie są pożywne i powodują rozgrzanie organizmu, gdyż przejęły tę zdolność od ognia, któremu poddane zostały
dwa razy w czasie obróbki termicznej159.
Podsumowując powyższe rozważania musimy stwierdzić, że analizowane
materiały wspierają obowiązującą w nauce tezę o podstawowym znaczeniu produktów zbożowych w diecie bizantyńskiej w omawianym okresie. Z tej roli zbóż
__________
150
Por. źródła cytowane powyżej.
Zwłaszcza gdy proces ten następował w kribanon.
152
Galen, De alimentorum facultatibus 484, 6-485, 3.
153
Atenajos z Naukratis, Deipnosofiści III, 110 a (74, 51-54, Kaibel).
154
Suidae lexicon D…puroj ¥rtoj, d, 1265, 1-3, recensuit A. Adler, vol. I–IV, Lipsiae
1928–1935.
155
A. Dalby, Flavours, s. 17, 22. Świadectwa źródłowe por. Ph. Koukoules, Byzantinon, s.
29–30.
156
Procopii caesariensis historia arcana VI, 3, 1-6, [w:] Procopii Caesariensis opera omnia, ed. G. Wirth, vol. 3, Leipzig 1963.
157
Zwłaszcza nie potrzeba było używać do jego wyrobu drobnej mąki, a wypiekano je
przy użyciu klibanos – J. Haldon, dz. cyt., s. 87.
158
A. Dalby, Food, s. 53–54; R. W. Davies, The Roman military diet, „Britannia” 2, 1971,
s. 122–142; J. Haldon, dz. cyt., s. 86–89, 91, 98; T. Kolias, Eßgenohnheiten un Verpflegung im
byzantinischen Heer, [w:] Byzantios. Festschrift für Herbert Hunger zum 70. Geburtstag, ed.
W. Hörander, J. Koder. O. Kersten, E. Trapp, Wien 1984, s. 197–199.
159
Orybazjusz, Collectiones medicae I, 9, 2, 1,1-3, 3.
151
37
zdawali sobie sprawę zarówno koryfeusze medycyny, jak i władze państwowe,
które organizowały sprawny system ich dystrybucji.
Traktaty medyczne są dobrym materiałem dla rekonstrukcji bogactwa wiedzy kończącego się antyku i Bizancjum w omawianej kwestii, ponieważ ze
szczegółami omawiają rodzaje produktów zbożowych oraz ich wartości dla
zdrowia ludzkiego. Pokazują także, że to, co my nazywamy pokarmami, traktowano jako sui generis medykamenty. Refleksje medyków bizantyńskich w ogóle
sprawiają wrażenie, że istniał spójny corpus doktryn na ten temat, który znajdował zastosowanie zarówno w medycynie jak i praktykach kulinarnych (obie
dziedziny niekiedy trudno zresztą od siebie oddzielić).
Na koniec wypada dodać, że choć nasz artykuł nie rości sobie pretensji do
kompletnego przedstawienia i omówienia wszystkich sposobów wykorzystania
zbóż i bazujących na nich wiktuałów w sztuce kulinarnej i medycznej Bizancjum, wierzymy, że zaprezentowane w nim opinie ówczesnych fachowców
z dziedziny gastronomii i lecznictwa, oraz przykłady przepisów zaczerpnięte ze
źródeł, dadzą czytelnikowi pogląd na trudną do przecenienia rolę tych upraw
w życiu codziennym przedstawicieli wczesnobizantyńskiego społeczeństwa.
Summary
The present article researches into the wide variety of cereal products available on the market of Byzantium, and especially in its capital, namely the city
Constantinople, in the late antique and early Byzantine period.
The authors try to outline the most popular cereal foods (concentrating on
wheat and barley products) and establish their dietetic evaluation present in the
writings of Galen, Oribasius, Aetius of Amida, Anthimus and others dieticians
who formulated doctrines accepted in Byzantium.
They also make use of dietetic treatises to retrieve basic information on the
culinary art of the period between the IVth and VIIth centuries.
38
Tomasz Andrzej Nowak
Muzeum Regionalne im. S. Sankowskiego
w Radomsku
Udział chłopów w życiu Wielunia w pierwszej połowie XVI wieku
Miasto to miejsce, gdzie krzyżowały się od zawsze drogi różnych stanów
społecznych. Wobec tego sama społeczność miejska to składowa wszystkich
ówczesnych warstw stanowych. Nowi mieszczanie rekrutowali się nie tylko
z innych ośrodków miejskich, ale również spośród szlachty i chłopów. Zazwyczaj w badaniach nad dziejami składu społecznego mieszczaństwa śledzi się losy
szlachty związanej z miastem. Tutaj natomiast chciałbym pochylić się nad zagadnieniem udziału chłopów (stanu najniższego) w życiu Wielunia, sprawdzić
w jakim kontekście odnotowano ich bytność w najstarszych księgach tego miasta.
Im mniejsze miasto, tym większą rolę mogli w nim odgrywać mieszczanie
pochodzenia chłopskiego, zwłaszcza ci, którzy osiedlili się w nim stosunkowo
niedawno. Małe miasta często niewiele różniły się od wsi, a dominującą gałęzią
działalności zawodowej było rolnictwo. Wieluń w XVI w. zaliczany był do miast
II kategorii1 z ok. 2 000 mieszkańców2, był więc ośrodkiem średniej wielkości.
Wśród miast wielkopolskich Jacek Wiesiołowski klasyfikuje je jako miasto duże3. Na przełomie XV i XVI w. Wieluń terytorialnie należał do województwa
__________
1
M. Bogucka, H. Samsonowicz, Dzieje miast i mieszczaństwa w Polsce przedrozbiorowej,
Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk–Łódź 1986, s. 115. W 1520 r. Wieluń był jedynym
miastem w tej kategorii z terenu województwa sieradzkiego – J. Wiesiołowski, rec. Urszula
Sowina, Sieradz. Układ przestrzenny i społeczeństwo miasta w XV–XVI w., „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej”, R. XLI, 1993, nr 2, s. 330.
2
T. Grabarczyk, T. Nowak, Mieszczanie wieluńscy do początków XVI wieku. Biogramy,
Łódź–Wieluń 2008, s. 62; T. Grabarczyka i T. Nowaka, Ludność miasta, [w:] Wieluń. Dzieje
miasta do 1792 roku, pod redakcją Alicji Szymczak, Łódź–Wieluń 2011, s. 139. Ośrodków
z liczbą mieszkańców w przedziale 2000–3000 było na przełomie XVI i XVI wieku 80 na
ogólną liczbę 600–700 miast. Znamienita większość z nich miała 500–1500 mieszkańców –
M. Bogucka, Miasto i mieszczanin w społeczeństwie Polski nowożytnej (XVI–XVII wiek),
„Społeczeństwo Staropolskie”, t. 22, 2009, s. 14.
3
J. Wiesiołowski, Sieć miejska w Wielkopolsce w XIII–XVI wieku. Przestrzeń i społeczeństwo, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej”, 1980, nr 28, z. 3, mapa 4 i 5, 385–399.
39
sieradzkiego, sam był stolicą powiatu (ziemi wieluńskiej)4, a w strukturach kościelnych siedzibą archidiakonatu i oficjalatu5.
Duża część nowych mieszczan, przybywających do miasta w celu osiedlenia się w nim na stałe, pochodziła ze wsi. Formalnie ustawodawstwo Rzeczpospolitej jasno określało przynależność stanową i przechodzenie z jednej grupy do
drugiej winno być niemożliwe. Rzeczywistość jednak powodowała, że żadna
z granic nie była nie do przebycia i migracje można obserwować we wszystkich
kierunkach. Przejście ze stanu chłopskiego do mieszczańskiego czy duchownego
stanowiło awans społeczny. O chłopskich korzeniach przypominały niezerwane
kontakty z krewnymi i czasami długo jeszcze istniejące powiązania majątkowe.
O tym jednak nie zawsze źródła informują. Wcześniej czy później zatracano
pamięć i formalne znamiona przynależności do stanu chłopskiego czy szlacheckiego.
Szacuje się, że ok. 20% przyjmowanych do prawa miejskiego stanowili
chłopi, a ok. 3% to szlachta6. W Wieluniu aż w 40% należałoby się doszukiwać
chłopskiego pochodzenia. Wśród tych ostatnich dominowali mieszkańcy okolicznych wsi (w promieniu do 20 km): Krzyworzeka (11 osób), Mokrsko (7
osób), Raczyn (5 osób), Turów (4 osoby), Bolesławiec (4 osoby), Pątnów (4
osoby), Dąbrowa (3 osoby), Niedzielsko (3 osoby), Kamion (3 osoby), Sokolniki
(3 osoby), Komorniki (3 osoby), Bieniec (2 osoby), Niemierzyn (2 osoby), Wiktorów (2 osoby), Skrzynno (2 osoby), Radoszewice (1 osoba), Popowice (1 osoba), Grębień (1 osoba), Strobin (1 osoba), Sieniec (1 osoba), Naramice (1 osoba),
Słupsko (1 osoba), Rudlice (1 osoba)7. Ze względu na fakt opublikowania przeze
mnie osób przyjętych do wieluńskiego prawa miejskiego nie będę w tym miejscu
powtarzał tych ustaleń. Muszę natomiast stwierdzić, że w większości przypad-
__________
4
Jako siedziba ziemi wieluńskiej występuje od XIV w. – R. Rosin, Ziemia wieluńska
w XII–XVI wieku. Studia z dziejów osadnictwa, Warszawa–Łódź 1961, s. 121; W. Szczygielski, Dzieje ziemi wieluńskiej, Łódź 1969, s. 15.
5
S. Zabraniak, Wieluński ośrodek kościelny w okresie staropolskim, Lublin 2004, s. 39,
41.
6
M. Bogucka, H. Samsonowicz, Dzieje miast ..., s. 132; G. Jawor, Ludność chłopska i społeczności wiejskie w województwie lubelskim w późnym średniowieczu, Lublin 1991, s. 78. Na
temat szlachty w Wieluniu zob. pracę T. Grabarczyka i T. Nowaka, Ludność miasta, s. 152–
160. W okresie do 1560 r. odnotowałem kilkanaście osób pochodzenia szlacheckiego (co daje
właśnie 3%), dla których określono pochodzenie szlacheckie lub też udało się ono stwierdzić
w trakcie badań.
7
T. A. Nowak, Przyjęcia do prawa miejskiego w Wieluniu w latach 1514–1535, „Rocznik
Wieluński”, t. 6, 2006, s. 43; tenże, Przyjęcia do prawa miejskiego w Wieluniu w latach 1540–
1569, „Rocznik Wieluński”, t. 7, 2007, s. 71–72; J. Małecki, Studia nad rynkiem regionalnym
Krakowa w XVI wieku, Warszawa 1963, s. 72–74; G. Jawor, Ludność…, s. 81. Wielkości te
były różne, w zależności od miasta i okresu – zob. S. Gierszewski, Obywatele miast Polski
przedrozbiorowej, Warszawa 1973, s. 95–102.
40
ków nowi przybysze chłopskiego pochodzenia nie pojawiają się już w źródłach8.
Cokolwiek więcej można powiedzieć o nielicznej grupie z chłopskim rodowodem. Grzegorz Jawor dochodzi do wniosku, że duża część migracji chłopskich
do miasta dotyczyła właśnie najbiedniejszych9. Takich osób praktycznie nie ma
wśród miejscowej elity finansowej i urzędniczej, choć dla osób wymienionych
niżej już samo uzyskanie prawa miejskiego mogło być dużą wartością. Do przedstawicieli elity można zaliczyć Daniela powroźnika i rymarza, który pochodził
z Raciborowic koło Krakowa (przy założeniu, że był chłopem) i prawo miejskie
przyjął w 1518 r.10 Znacznie mniejszą pozycję miał Marcin Gołybrzuch, pochodzący z Walknowych, który prawo miejskie miał od 1532 r.11 Trzeba też wspomnieć o Wojciechu Parzochu, synu Grzegorza, karczmarza z Mokrska. Parzoch
był szewcem i prowizorem kościoła szpitalnego (1531, 1532). Prawo miejskie
przyjął w 1523 r. W latach 1524–1525 był właścicielem kramu, dawniej należącego do Wąsa. W 1531 r. kupił dom od Jana Wzamborka12. W pozostałych przypadkach nie odnotowałem uczestnictwa w jakiejkolwiek formie sprawowania
władzy w mieście. Oto kilkanaście osób, w przypadku których jestem we stanie
__________
8
G. Jawor, Ludność…, s. 78 podaje przegląd stanowisk w kwestii zamożności chłopów
osiedlających się w mieście. Jedni uważają, że na przenosiny mogli sobie pozwolić tylko
najbogatsi, inni natomiast wręcz odwrotnie, podkreślając, że miasta potrzebowały niewykwalifikowanej siły roboczej.
9
G. Jawor, Ludność chłopska…, s. 86.
10
Archiwum Główne Akt Dawnych, Księgi Miejskie, Wieluń 1 (dalej KMW 1), k. 193v,
203, 212, 225, 234, 237v–238v,262v, 271v, 281, 301v–302; KMW 2, s. 262–263, 347; KMW
3, s. 474, 477–478, 690, 732–733; Archiwum Diecezjalne we Włocławku (dalej ADWł), Akta
Konsystorza Wieluńskiego (dalej AKW) 4, k. 4, k.9v,47; T. A. Nowak, Przyjęcia...1514–1535,
nr 52, 162, s. 50, 65; tenże, Przyjęcia...1540–1569, nr 73, s. 76; tenże, Świeccy opiekunowie
kościołów wieluńskich w świetle najstarszych ksiąg miejskich, „Częstochowskie Studia Teologiczne”, t. XXXVII, 2009, s. 114. Był ławnikiem (1527–1531, 1533–1535) i prowizorem
kościoła augustianów (1540). Udzielał poręczenia przyjmującym prawo miejskie: Wacławowi
ślusarzowi (1532) i Tomaszowi krawcowi (1546). W 1530 r. miał żonę Katarzynę (żyła jeszcze w 1542 r.), siostrę ks. Franciszka i śp. ks. Bartłomieja. W 1533 r. Daniel pożyczył od
Marcina Wszołka 7 grz. i zabezpieczył to na domie Stanisława Krupki, na którym miał 7,5 grz.
Występuje 1545 r. jako poręczyciel oraz zaciągający kredyt u szl. Jana Wolickiego w wysokości 5 grz. W 1547 r. Daniel występował z żoną Agnieszką, która sprzedała pole między polami
Tomaszowej i Szpitalińskiej Katarzynie Lorinczikowej za 3 grz. i 6 gr. W 1555 r. Jan Kolano
i Daniel rymarz byli w jakimś sporze, obrzucali się wyzwiskami i ustanowiono między nimi
wadium 30 grz. W 1552 r. mieszkał na ul. Mnisiej. Miał syna Jana zwanego Danielek, córki
Jadwigę Piekoszową (1544) oraz Annę Brudnową.
11
KMW 2, s. 473; KMW 7, k. 362v; T. A. Nowak, Przyjęcia...1514–1535, nr 171, s. 66;
tenże, Świeccy opiekunowie..., s. 108, 114. W 1553 r. był prowizorem kościoła szpitalnego.
W 1549 r. odebrał 2 grz. od szl. Marcina Bieniądzkiego za stodołę. Zapewne jego synem był
Jan Gołybrzuch, mieszkający w 1577 r. na ul. Pastusiej.
12
KMW 1, k. 155, 166, 240; T. A. Nowak, Przyjęcia...1514–1535, nr 92, s. 55; tenże,
Świeccy opiekunowie..., s. 113. Prawo miejskie przyjął w 1523 r. W latach 1524–1525 był
właścicielem kramu, dawniej należącego do Wąsa. W 1531 r. kupił dom od Jana Wzamborka.
41
powiedzieć cokolwiek więcej aniżeli tylko to, że byli mieszczanami: Marcin
Brzoza13, Marcin Golski14, Jakub garncarz15, Jakub powroźnik16, Maciej Kalwa17, łucznik Stanisław Kmita18, Kacper Komorek19, rymarz Maciej Krupa20,
Stanisław Kupka21, Krzysztof Rożyncz22, przedmieszczanin Maciej garncarz23,
kowal Maciej24, Szymon Małysza25, Jan Orzeł26, krawiec Jakub Rogacz27, Grzegorz Sosna28, Stanisław kowal29, kowal/mieczownik Jakub Świerk30.
__________
13
KMW 1, k. 61v. W 1518 r. prowadził spór o krowy i jałówki z braćmi Klemensem
i Andrzejem, kmieciami z Kurowa. Być może byli spokrewnieni ze sobą. Najprawdopodobniej
jego synem lub zięciem był Stanisław Brzóska.
14
KMW 3, s. 663–664; T. A. Nowak, Przyjęcia...1540–1569, nr 138, s. 80. Pochodził
z Gaszyna koło Wielunia, prawo miejskie przyjął w 1552 r. Pożyczył wraz z żoną Zofią
w 1557 r. 5 grz. Wojciechowi Pruszykowi i jego żonie Barbarze pod zastaw ogrodu, leżącego
koło bramy Rudzkiej.
15
KMW 2, s. 532–533; T. A. Nowak, Przyjęcia...1540–1569, nr 72, s. 76. Syn przedmieszczanina zwanego Noczisko pochodził z Osjakowa, prawo miejskie otrzymał w 1546 r.
W 1550 r. pożyczył 12 grz. od wikariuszy wieluńskich, zabezpieczył to na części swoich dóbr,
tj. na predium obok Kacpra Ranomądra, polu pod Łęgiem między Rudzkim i Sebastianem
Ranomądrem i na polu na wprost kaplicy św. Barbary.
16
KMW 3, s. 675, 904; T. A. Nowak, Przyjęcia...1540–1569, nr 130, s. 79. Wywodził się
z Masłowic koło Wielunia, prawo miejskie otrzymał w 1551 r. W 1557 r. kupił za 13 grz. od
Stanisława Thurzyka ogród na wprost cegielni. Jako zmarły występuje w 1560 r., wdowa po
nim (bez imienia) mieszkała na ul. Piekarskiej.
17
KMW 3, s. 32–33, 621–622; T. A. Nowak, Przyjęcia...1540–1569, nr 39, s. 75. Przybył
z Kamiona koło Wielunia, prawo miejskie otrzymał w 1543 r. Mieszkał w pobliżu bramy
Rudzkiej, o czym wspomniano w 1551 r. W 1557 r. pożyczył 2 grz. Tomaszowi Lupka.
18
KMW 1, k. 72v-73,139; T. A. Nowak, Przyjęcia...1514–1535, nr 75, s. 53. Pochodził
z Czerchowa koło Łęczycy, prawo miejskie przyjął w 1520 r. W tym roku władze miasta
zamówiły u niego wykonanie kuszy. Od 1521 r. widnieje w spisach podatkowych wśród
kowali.
19
KMW 2, s. 180–181. W 1543 r. już nie żył, wiadomo jednak, że miał rodzonego brata
pracowitego Pawła z Turowa, który po nim odziedziczył pole.
20
T. A. Nowak, Przyjęcia...1514–1535, nr 96, 181, s. 56, 67. Syn Stanisława, pochodził ze
wsi Kałek koło Piotrkowa, prawo miejskie przyjął w 1524 r. W tym czasie był mężem Doroty
Barańczykowej, mieszkanki przedmieścia. W 1534 r. poręczył za Mikołaja Górę z Radomska,
który wtedy przyjął prawo miejskie.
21
KMW 1, k. 7v, 22v, 110v; T. A. Nowak, Przyjęcia...1514–1535, nr 48, s. 50. Syn Jakuba, pochodził z Raczyna koło Wielunia, prawo miejskie przyjął w 1518 r., choć być może to
on występuje już w 1514 i 1515 r. wśród pospólstwa. W 1518 r. występuje Anna Kupczyna.
22
KMW 3, s. 757. Był synem Feliksa i Zofii, brat Piotra. W 1559 r. pracowity Maciej Rożyncz z Komornik skwitował go wraz z bratem Piotrem z 3,5 grz.
23
KMW 1, k. 25v-26, 41, 111v; 200v, 261; T. A. Nowak, Przyjęcia...1514–1535, nr 10, s.
46. Pochodził z Mokrska, prawo miejskie otrzymał w 1514 r. Był właścicielem kramu (1515,
1516 i 1518). W 1528 r. sprzedał na wyderek łąkę zwaną Baranowska koło brodu wsi Niedzielsko Maciejowi Olszowskiemu. W 1532 r. już nie żył, pozostawił wdowę Dorotę i synów
Pawła i Grzegorza.
24
KMW 2, s. 8–9, 205, 284–285; T. A. Nowak, Przyjęcia...1514–1535, nr 190, s. 68. Pochodził z Gomolina. W 1535 r. był zięciem Papieża. W tym samym roku przyjął prawo miej-
42
W kilku innych przypadkach trafiłem na informacje, mówiące o współmałżonku pochodzenia chłopskiego. Także i współmałżonka szukano w odległości
15–20 km31. Szewc Marcin Kiernosek w źródłach pojawia się w 1489 r., kiedy za
żonę miał Małgorzatę, córkę Błażeja Gładkiego z Dzietrzkowic. Zmarł przed
1552 r.32 Żoną Jakuba Chrojskiego była w 1550 r. Agnieszka, córka pracowitego
Macieja Prusa z Niedzielska33. W 1555 r. Błażej Golisza ożenił się z Dorotą
Jarzebianką z Pątnowa i wziął za nią 20 grz., co zapisał jej na wszystkich swoich
dobrach34. Wąska baza źródłowa nie pozwala na porównanie wysokości wypłacanych w małżeństwach z chłopami wian i posagów. Ich kwota, w porównaniu
skie. W 1545 r. już nie żył. Miał żonę Zofię, która w tym czasie wyszła już za Wojciecha
Kompochę. Doszło do podziału majątku między nią a dziećmi Andrzejem i Barbarą. Dzieci
dostały 12 grz., narzędzia kowalskie warte 7 grz., natomiast 4 grz. były u ich opiekuna Jana
Papieża. Zofia dostała dom drewniany wraz z wyposażeniem domu i ogród.
25
KMW 1, k. 244v. Syn Szymona szewca kmiecia z Osieka, brat Stefana i Walentego.
W 1531 r. między innymi oni poręczyli za Szymona, że nie dopuści się żadnej kradzieży
w mieście pod wadium 30 grz.
26
KMW 3, s. 324; T. A. Nowak, Przyjęcia...1514–1535, nr 117, s. 59. To prawdopodobnie
on uzyskał w 1526 r. prawo miejskie, wywodził się z Turowa. W 1554 r. miał syna Marcina
zwanego Orlik, któremu przekazał należną mu część majątku. Szwagrem Orlika był ks. Maciej
mansjonariusz wieluński i pleban w Wydrzynie.
27
T. A. Nowak, Przyjęcia...1514–1535, nr 97, s. 56. Pochodził z Baranowa koło Kępna.
Był zięciem Mrzygłodka, prawo miejskie przyjął w 1524 r.
28
KMW 3, s. 432–433; KMW 7, k. 256; T. A. Nowak, Przyjęcia...1540–1569, nr 151, s.
80. Pochodził z Krzyworzeki, prawo miejskie otrzymał w 1553 r. W 1555 r. Jakub Czarny
sprzedał mu za 5 grz. ogród na ul. Dąbrowskiej. Wzmiankowany jest jeszcze pod 1576 r.
29
KMW 3, s. 652, 825, 884–885; KMW 5, k. 88v; T. A. Nowak, Przyjęcia...1540–1569,
nr 67,132, s. 76, 79. Pochodził z Sokolnik, prawo miejskie otrzymał w 1546 r. W 1551 r.
poręczył za Sebastiana z Widawy, który przyjmował prawo miejskie. W 1559 r. pożyczył 6
grz. od Macieja Kapinos, a w 1560 r. od Andrzeja Rudzkiego 18 grz., które zapisał to na
połowie majątku. Zapisał też 6 grz. żonie Zofii. Mieszkali w domu na rogu rynku, który
w 1561 r. sprzedali za 60 grz. Janowi kotlarzowi, zięciowi Gumczynej.
30
KMW 1, k. 310v; KMW 2, s. 23; Acta capitolorum nec non iudiciorum ecclesiasticorum
selecta, vol. III, pars 1. Acta iudiciorum ecclesiasticorum dioecesis Plocensis, wladislaviensis
et Gneznensis (1422–1533), wyd. B. Ulanowski, Kraków 1908, nr 844, J. Szymczak, Rzemiosło zbrojeniowe w Łęczyckiem, Sieradzkiem i Wieluńskiem w średniowieczu, „Rocznik Łódzki”, t. XI, 1993, s. 160; A. Bołdyrew, Produkcja i koszty uzbrojenia w Polsce XVI w., Warszawa 2005, s. 284, 290; T. A. Nowak, Przyjęcia...1514–1535, nr 123, s. 60. Pochodził
z Wiktorowa koło Wielunia, prawo miejskie nadano mu w 1528 r. W 1535 r. pożyczył od
Marcina Wszołka starszego 10 grz. pod zastaw domu w rynku między Wojciechem Sadło
i Mikołajem Okrągłym. W 1539 r. miał żonę Zofię Łamiogonową, zmarłą około 1539 r. Mieli
córki, z których najmłodsza była Anna, która pożyczyła Marcinowi Wszołkowi starszemu 10
grz. pod zastaw pola.
31
G. Jawor, Ludność chłopska…, s. 96.
32
KMW 1, k. 6, 83v-84,91v,305v; KMW 3, s. 225–226, 667; ADWł, AKW 4, k. 4, k.
13,37v; T. Grabarczyk, T. Nowak, Mieszczanie wieluńscy ..., nr 321 s. 162.
33
KMW 2, s. 188–189, 506–507; KMW 2, s. 417–418; KMW 3, s. 103.
34
KMW 3, s. 453.
43
z podobnymi wypłatami wśród szlachty i mieszczan, pozwoliłaby wyciągnąć
wnioski o kondycji finansowej.
Poza przypadkami, gdy mieszkańcy wsi osiedlali się na stałe w mieście,
wyodrębnić należy jeszcze kilka celów, w jakich okoliczni chłopi nawiedzali
Wieluń. W przypadku niektórych nie posiadam możliwości opisania szczegółów
i muszę się ograniczyć tylko wymienienia danej możliwości. Byłaby to w tej
sytuacji kategoria tzw. przemieszczeń dobowych, czyli takich, które nie pociągały za sobą zmiany miejsca zamieszkania35. Do tej kategorii zaliczę powody religijne. Do parafii wieluńskiej należało poza samym miastem kilka wsi (Niedzielsko, Dąbrowa i Gaszyn)36. Poza tym mieszkańców okolicy (rzecz jasna nie tylko
chłopów, ale i szlachtę oraz duchownych) ścigały tu odpusty37. Zdarzały się też
zapisy od chłopów na rzecz wieluńskich kościołów. W 1506 r. Stanisław Kosek,
kmieć z Raczyna, nadał kościołowi augustianów 33 gr, także w tym roku Jadwiga Kupczowa, sołtysowa z Bieńca, nadała kanonikowi Janowi Szwrocowi i wikariuszowi Aleksemu kilka wierzytelności posiadanych u swoich dłużników38.
Kolejną sferą wzajemnych kontaktów były kwestie gospodarczo-handlowe.
Podobnie jak w przypadku odpustów magnesem były jarmarki, odbywane kilka
razy w roku, oraz cotygodniowe targi. Jarmarki przypadały w następujące święta:
św. Agnieszki (21 stycznia, ustanowiony w 1518 r.), św. Piotra i Pawła (29
czerwca, ustanowiony w 1457 r.)39, Nawiedzenia NMP (2 lipca), św. Michała
Archanioła (29 września), św. Andrzeja (30 listopada). Każde miasto stanowiło
centrum rynku lokalnego, gdzie w drodze wymiany nabywano środki żywnościowe oraz wyroby rzemieślnicze40. Miasto tej wielkości co Wieluń oddziaływało w ten sposób w promieniu 15–20 km41.
Osobista znajomość mieszczan z chłopami, bardzo często poparta więzami
krwi, ułatwiała kontakty kredytowe. Chłopi, którzy zjawiali się w mieście, by
__________
35
J. Wiesiołowski, Szlachta w mieście. Przemieszczenia i migracje szlachty między wsią
a miastem w Polsce XV wieku, „Studia i Materiały do Dziejów Wielkopolski i Pomorza”, nr
27, t. XIV, z. 1, 1980, s. 48.
36
J. Łaski, Liber beneficiorum archidiecezji gnieźnieńskiej, t. 2, wyd. J. Łukowski, Gniezno 1881, s. 94; J. Związek, Parafia kolegiacka w Wieluniu w świetle wizytacji arcybiskupa
Jana Łaskiego, „Rocznik Wieluński”, t. 1, 2001, s. 54; S. Zabraniak, Wieluński ośrodek kościelny w okresie staropolskim, Lublin 2004, s. 61.
37
S. Zabraniak, Wieluński ośrodek…, s. 192–194
38
T. Grabarczyk, T. Nowak, Mieszczanie wieluńscy…, nr 162, 186, s. 118,126.
39
Lustracja województw wielkopolskich i kujawskich 1789, cz. 2 województwo sieradzkie,
t. 2 powiaty piotrkowski, radomszczański, wieluński, ostrzeszowski, wyd. Ryszard Kabaciński,
Krzysztof Mikulski i Jan Pakulski, Toruń 2007, s. 188, 190; A. Młyńska, Sumariusz praw
i przywilejów miasta Wielunia z 1781 r., „Rocznik Wieluński”, t. 8, 2008, nr 10, s. 165.
40
S. Mielczarski, Rynek zbożowy na ziemiach polskich w drugiej połowie XVI i pierwszej
połowie XVII wieku. Próba rejonizacji, Gdańsk 1962, s., s. 139, 189–190.
41
R. Rosin, Ziemia wieluńska..., s. 247–248; zob. S. Krakowski, Uwagi w sprawie genezy
Łodzi – miasta, „Rocznik Łódzki”, t. II (V), 1959, s. 198; W. Szczygielski, Dzieje ziemi ..., s.
47.
44
zainwestować w kredyt swe pieniądze wywodzili się z najbliższej okolicy Wielunia, choć raz odnotowałem mieszkańca Wielogomłyn z powiatu radomszczańskiego. Najaktywniejszy na tym polu był z 4 transakcjami Maciej Rożnicz
z Komornik – 20 grz. (1549)42, 24 grz. (1550)43, 3,5 grz. (przed 1559)44, 3,5 grz.
(1560)45. Za nim z 3 transakcjami uplasował się Wojciech Jarząb z Niedzielska –
4,5 grz. (1552)46, 14 grz. (1555)47 i 3,5 grz. (1555)48. Być może jest tożsamy
z Jarząbkiem z Niedzielska – 5 grz. (1553)49. Po 2 razy widzimy Franciszek
Zaręba z Turowa – 9 wiard. (1552)50 i 5 grz. (1552)51 oraz sołtysa Marka z Wydrzychowa: 5 grz. (1553)52 i 6 grz. (1553)53. Pozostali to: Grzegorz kmieć
z Krzyworzeki – 7 grz. (1517)54, Bartłomiej z Bieniądzic – 4 grz. (1519)55, Grzegorz Reska z Krzyworzeki – 3 grz. (1523)56, Maciej Rączka zw. Markowicz
z Konopnicy – 2 kopy (1525)57, Marcin Koszyra z Białej – 1 grz. (1529)58, Jan
Golecz kmieć z Pychlic – 6 grz. (1530)59, dzieci śp. Jaskiela z Mokrska – 2 grz.
(1533)60, dzieci śp. Starego Gruszki z Kurowa – 55 grz. (1536)61, Jan Strach
młynarz z Sokolnik – 8 grz.62, Jakub Zaręba z Turowa – 9 grz.63, Wojciech Coszka de pago Piechlycze – 3,5 grz. (1541)64, Wojciech Kosi z Rychlic – 2 grz.
(przed 1544)65, Maciej z Wielgomłyn – 0,5 grz. (przed 1547)66, Jurga Krok ze
Słomkowic i Wojciech sołtys z Wróblewa – 9 fl. (1548)67, Maciej Prus z Nie-
__________
42
KMW 2, s. 468.
KMW 2, s. 459–450.
44
KMW 3, s. 757.
45
KMW 3, s. 846.
46
KMW 3, s. 231.
47
KMW 3, s. 503–504.
48
KMW 3, s. 504.,613–614.
49
KMW 3, s. 255.
50
KMW 3, s. 186.
51
KMW 3, s. 194.
52
KMW 3, s. 255–256, 287–288.
53
KMW 3, s. 290–291.
54
KMW 1, k. 33.
55
KMW 1, k. 68v-69.
56
KMW 1, k. k 89v.
57
KMW 1, k. 93v.
58
KMW 1, k. 220.
59
KMW 1, k. 231v.
60
KMW 1, k. 279v.
61
KMW 1, k. 317. Tyle chyba warty był cały majątek.
62
KMW 2, s. 10–11.
63
KMW 2, s. 102–103.
64
KMW 2, s. 109.
65
KMW 2, s. 242.
66
KMW 2, s. 340.
67
KMW 2, s. 402.
43
45
dzielska – 5 grz. (1548)68, Marek sołtys z Wydrzyna – 20 grz. (1549)69, dzieci śp.
Sołtysa z Kurowa 4 grz. (1549)70, Andrzej Simaniecz ze Słupska – kopa
(1551)71, Tomasz Orzeł z Rudy –3 grz. (1551)72, Jan zw. Szusz z Komornik –
1 grz. (1551)73, Wawrzyniec Bajorek karczmarz z Białej – 12 grz. (1551)74, Mazgaj z Raczyna – 2 grz. (1552)75, Stanisław Zaręba z Turowa 2 grz. (153)76, Walenty sołtys z Krzyworzeki – 9 grz. (1553)77, Maciej Kołaczek kmieć z Turowa
2,5 grz. (1555) – pożyczył innemu chłopu z tej wsi78, Paweł Włodarczyk z Ropowic? – 4,5 grz. (1558)79, Ciborek z Łagiewnik – 7 grz. (1559)80, Mikołaj Markowicz z Olewina – 5,5 grz. (1559)81, Marcin z Chotkowa – 5,5 grz. (1560)82,
Maciej Pandorka z Sokolnik – 2 fl. (1560)83, Grzegorz Sarna z Krzyworzeki –
1 grz. (1560)84, Tomasz Drygała z Krzyworzeki – 9 grz. i 8 gr85. Na udzielanie
kredytów mogli sobie pozwolić najbogatsi chłopi. Widzimy tu więc kilku sołtysów (5), karczmarza (1), młynarza (1), pozostali to zapewne kmiecie, choć
z takim określeniem spotykam się 3 razy. Rozpiętość tych kredytów zamyka się
w kwotach od wiardunkowych do 20, 24 i 55 grz. Dwa razy odnotowałem sumy
we florenach (2 i 9). W XVI w. trwał jeszcze proces wychodzenia chłopów
z gospodarki naturalnej. Jak pisze Piotr Guzowski ze względu na prowadzony
przez siebie rodzaj gospodarki kmiecie nie potrzebowali mieć dużo pieniędzy.
Zaznacza jednocześnie, że nie oznacza to, iż byli biedni. By zaspokoić wszystkie
zobowiązania chłop u schyłku XVI w. powinien posiadać od 1,5 do 3 grz.86.
Przytoczone tu przykłady pokazują, że posiadali kwoty znacznie większe.
__________
68
KMW 2, s. 402–403.
KMW 2, s. 451–452.
70
KMW 2, s. 480–481.
71
KMW 3, s. 55–56.
72
KMW 3, s. 68.
73
KMW 3, s. 72.
74
KMW 3, s. 89.
75
KMW 3, s. 125–126.
76
KMW 3, s. 248.
77
KMW 3, s. 285.
78
KMW 3, s. 430–431.
79
KMW 3, s. 682.
80
KMW 3, s. 758, 855.
81
KMW 3, s. 791.
82
KMW 3, s. 849–850.
83
KMW 3, s. 895.
84
KMW 3, s. 915.
85
KMW 3, s. 916; T. A. Nowak, Przyjęcia...1540–1569, nr 230, s. 84.
86
P. Guzowski, Ile pieniędzy mieli chłopi w XV i XVI w.? Próba sondażu, [w:] Cała historia to dzieje ludzi...Studia z historii społecznej ofiarowane profesorowi Andrzejowi Wyczańskiemu w 80-tą rocznicę urodzin i 55-lecie pracy naukowej, pod redakcją Cezarego Kukli przy
współudziale Piotra Guzowskiego, Białystok 2004, s. 31, 38.
69
46
Z pewnością mamy tu do czynienia z zamożnymi osobami. Poza sferą poznania
pozostają osoby najbiedniejsze, nie odnotowywane w księgach miejskich.
Materiał źródłowy wspomina również o chłopach w kontekście spraw testamentowych, jakie między sobą załatwiali. W roku 1540 Andrzej Orzeł z Rudy
skwitował Marcina Miko i Łukasza rzeźnika, wykonawców testamentu śp. Marcina, swego kuzyna87. Rok później pracowity Grzegorz Stanisz kmieć z Raczyna
odebrał od Jana rymarza 3 grz. bez 8 groszy, była to spłata zapisu testamentowego od śp. Macieja Nabsdyszyw88. W 1548 r. Grzegorz Czolkocz z żoną Dorotą
z Naramic skwitowali z dóbr po rodzicach sołtysa Rebelię, brata Doroty
(1548)89. W 1553 r. Małgorzata, córka śp. kołodzieja Macieja zwanego Niedziela, wraz ze swym mężem Jakubem odebrali od Wawrzyńca Niedziela swego
brata stryjecznego i jego żony Zapolskiej 5,5 grz. i 4 gr, które miała zapisane
przez ojca.
Do Wielunia należało kilka wsi, które nabywano w XIV i XV w. Miasto
w średniowieczu posiadało niewiele pól uprawnych, dlatego też decydowano się
na wykup wsi od okolicznej szlachty90. Władze miasta przeniosły swoje wsie na
prawo niemieckie. Miało to miejsce w 1547 r., co oddawało mieszkańców tych
wsi pod sądownictwo miejskie91. Przed miejskimi instancjami załatwiali swoje
sprawy gospodarcze i rodzinne, mieszczanie byli opiekunami ich osieroconych
dzieci, świadkami na dokumentach itp. Na tej podstawie można poznać część
mieszkańców tych wsi. W takiej sytuacji można uznać, że dzieje tych wsi są
poniekąd dziejami miasta.
W XIV i XV w. nabyto Kurów92. Jakub Goldberg i Tadeusz Olejnik podają,
że do połowy XVII w. dzierżawcami tej wsi byli przede wszystkim burmistrzowie i rajcy wieluńscy, a w następnym okresie wyłącznie szlachcie93. Hanka Żerek-Kleszcz pisze, że w drugiej połowie XVI w. powstałymi we wsi folwarkami
zarządzali ekonomii, a jednym z nich był przeważnie któryś z rajców94. Spisy
podatkowe przekazują informacje o mieszczanach, którzy posiadali pola pod
__________
87
KMW 2, s. 72.
KMW 2, s. 95.
89
KMW 2, s. 396.
90
R. Rosin, Miasta do 1572 r., [w:] Szkice z dziejów Sieradzkiego, Łódź 1977, s. 81–82;
M. Kulesza, Pierwotne rozplanowanie miast obecnego województwa sieradzkiego w okresie
przedrozbiorowym (Zarysowanie zagadnienia), „Rocznik Łódzki”, t. 43, 1996, s. 76.
91
Ryszard Rosin podaje datę wystawienia tego dokumentu na rok 1549, a Tadeusz Olejnik
na 1545 r. – R. Rosin, Słownik …, s. 102–103; T. Olejnik, Leksykon… s. 100, 122, 206; T.
Grabarczyka i T. Nowaka, Ludność miasta …, s. 133.
92
T. Stolarczyk, Szlachta wieluńska od XIV do połowy XVI wieku, Wieluń 2005, s. 214,
216–218; A. Młyńska, Sumariusz..., nr 52–54, 62, 67, s. 170–172.
93
J. Goldberg, Stosunki agrarne w miastach Ziemi Wieluńskiej w drugiej połowie XVII
i w XVIII wieku, Łódź 1960, s. 35; T. Olejnik, Leksykon miasta Wielunia, wyd. I, Wieluń 1998,
s. 157.
94
H. Zerek-Kleszcz, Ustrój miasta, [w:] Wieluń…, s. 399.
88
47
wsiami. Pod Turowem w latach 1515–1517 pola miało 37 mieszczan (oraz pola
klasztoru paulinów), a pod Niedzielskiem 36 (tu też miał pola klasztor pauliński)
95
. W pierwszych dwóch dekadach XVI w. we wsi tej było kilkunastu kmieci
(w latach 1514–1525 ich liczba nieznacznie się wahała od 14 do 15 i w jednym
przypadku 16)96. Miasto ścigało od nich w granicach 8 grz. rocznie97. W spisach
tych pojawiają się następujący płatnicy: Stanisław Niewola (1515–1519), Tomasz Myrzwa (1514–1525), Marcin Schelar (1515–1524), Łukasz Schelar
(1520–1525), Kołaczek (1514), Marcin Brzoza (1515–1519), Gąsiorek (1514–
1516), Jan Gruszka zwany Starym (1514–1519), Marcin Gruszka (1514–1525),
Wojciech Gruszka (1514–1517), Feliks Urbanczyk (1515–1525), Czyrzyk
(15140, Dorota Giechna (1515–1518), Maciej Szlachta (1514–1519), Błażej
Gruszka (1514), Marek (1515–1525), Raczma (1515–1516), Błażej Kot (1515–
1519), Wojciech Kot (1520–1525), Wojciech Kościanik (1516–1525), Paweł
Panczyk (1517–1524), Bronek Jajko (1518), Wojciech Biersz (1518–1521),
Klemens Brzoza (1519–1525), Stanisław Gruszka (1520–1524), Stanisław Bieniecki (1519–1521), Tomasz Bieniecki zwany Czarny (1519–1525), Marcin
Giechna (1519–1524), Maciej Giechna (1525), Łukasz Chromy z Białej (1519–
1525), Wojciech Orzeł (1524–1525), Mikołaj Nowak, który płacił z Gąsiorowskiego (1524–1525), Stanisław Małysza (1525), Wojciech Ślaski (1525). W tym
okresie identyfikowałem łącznie 35 osób będących płatnikami podatków98.
Niektórzy z nich występują na kartach ksiąg miejskich biorąc udział w różnych transakcjach, czy też załatwiając przed rajcami swoje kwestie sporne.
W 1516 r. był to Wojciech Gąsiorek, a rok później Marcin Brzoza99. W 1530 r.
Jadwiga, córka Grzegorza Gruszki wraz z mężem Maciejem, kmieciem z Czastar, uregulowała sprawy spadkowe po śp. Marku Gruszce100. W 1536 r. mieszczanin wieluński Jan Ożarowski pożyczył 5 grz. bez 5 gr od dzieci po zmarłym
Starym Gruszce pod zastaw wszystkich swoich dóbr101. Około 1545 r. zmarł
Bartłomiej, sołtys tej wsi. Pozostawił siostry Agnieszkę Maślaczankę z Kurowa
i Magdalenę Kuligową z Krzyworzeki102. W 1552 r. Marek Maślanka z Kurowa
__________
95
KMW 1, k. 9, 23v, 39-39v, 197. Na temat dziejów tych wsi w późniejszych wiekach
zob. H. Zerek-Kleszcz, Ustrój miasta, [w:] Wieluń…, s. 399–404.
96
Polska XVI wieku pod względem geograficzno-statystycznym, t. II: Wielkopolska [w:],
Źródła dziejowe, wyd. A. Pawiński, t. XIII, Warszawa 1883, s. 292; T. Grabarczyka i T. Nowaka, Władze miasta. Finanse miejskie, [w:] Wieluń. Dzieje miasta..., s. 132.
97
KMW 1, k. 10, 25, 40, 54-54v, 111, 122v-123, 134, 144v, 154, 165, 174, 181v; T. Grabarczyka i T. Nowaka, Ludność miasta …, s. 132.
98
KMW 1, k. 9v-10, 25, 40, 54-54v, 111, 122v-123, 133v-134,144-144v, 154-154v, 165,
173v-174, 181v.
99
KMW 1, k. 47v, 61v.
100
KMW 1, k. 234v.
101
KMW 1, k. 317.
102
KMW 2, s. 276.
48
sprzedał pole Janowi Grzegrza ze wsi Bieniec za 7 grz.103 W 1554 r. wielunianie:
Maciej Krzywonos, Jan Fundusz, Witek Taczka oraz Kołaczek z Kurowa byli
rozjemcami w sporze pomiędzy Markiem sołtysem w Kurowie i Klemensem
Brzozą z tej samej wsi104. Rok później Maciej Kołaczek i Jan Kapusta (kiedyś
sołtys w Kurowie), Jan Mierzwa i Wawrzyniec Norka kmiecie z Kurowa byli
świadkami podziału dóbr po rodzicach między braćmi Wojciechem i Łukaszem
rymarzami. Wojciech wypłacił bratu 10 grz.105 Także w tym roku Marcin Chudzik kmieć z Kurowa wypłacił bratu Adamowi 2,5 grz. i 12 gr spadku po rodzicach. Rozjemcami w sporze byli Marek sołtys i Marcin Gruszka kmiecie z tej
wsi106. Adam Kościanek z Kurowa w 1558 r. skwitował ojca Wojciecha z 10 grz.
jako spłaty z należnych mu dóbr107. W 1559 r. Marcin Gruszka z Kurowa zeznał,
że po śmierci swego brata Piotra a ojca Grzegorza Gruszki wziął 4 grz.108
Posiadam kilka wzmianek o transakcjach kupna-sprzedaży ziemi w tej wsi.
W 1519 r. Tomasz Szlachta z Kurowa sprzedał za 6 grz. pole z narzędziami
Tomaszowi z Bieniądzic, w 1528 r. Maciej Głuch z Kurowa połowę swoich dóbr
sprzedał za 3 grz. Stanisławowi Malysza z tej wsi109. W 1547 r. pracowity Feliks
Mora kmieć z Kurowa sprzedał 7 zagonów pola Maciejowi Kołaczkowi za kopę
groszy. Tego samego dnia Kołaczek kupił 7 sulcos pola od Wojciecha Kocziana
z Kurowa za 1,5 grz.110
Drugą wsią miejską był Turów, który zaczął przechodzić na własność Wielunia także w XIV stuleciu111. W tej wsi było 11–13 kmieci. Była tam też karczma112. W Turowie w tym czasie mieszkali i płacili podatki: Maciej Szydło
(1514–1525), Maciej/Matysek (1514–1525), sołtys Rębielka (1514–1525), Walek Komorek (1514–1525), Wojciech Wylęga (1515–1525), Jan Wolny (1514–
1525), który dzierżawił pole Zubkowskiego, Groszel (1514–1516), Jakub Zaręba
(1514–1525), Olszowski (1514), Wojciech Orzeł (1514–1525), sołtys Wacław
(1517–1525), Jakub Szczak (1515–1516) – tożsamy z Jakubem Kubą (1517–
1519), Marcin Jądro (1517–1524), być może jego synem był Jan Jądrek (1525),
__________
103
KMW 3, s. 175.
KMW 3, s. 387–388.
105
KMW 3, s. 432.
106
KMW 3, s. 422, 431.
107
KMW 3, s. 747.
108
KMW 3, s. 801–802.
109
KMW 1, k. 67, 207v.
110
KMW 2, s. 348–349.
111
KMW 1, k. 9v, 25, 40, 54, 111, 122v, 133v, 144-144v, 154, 165, 173v, 181; T. Grabarczyka i T. Nowaka, Ludność miasta …, s. 133.
112
Polska XVI wieku …, s. 292; T. Olejnik, Leksykon… s. 322; T. Grabarczyka i T. Nowaka, Ludność miasta …, s. 133.
104
49
Grzegorz Orzeszek (1517–1519), Maciej Nowak (1523–1525). W tej wsi podatki
łącznie płaciło 16 osób113.
Także w przypadku tej wsi mogę wymienić kilka transakcji z udziałem
mieszkańców wsi. W 1522 r. Stanisław Gruszka z Turowa zastawił łąkę za 3
wiardunki u Jakuba pisarza114. Natomiast Florian zwany Tworek z Turowa
sprzedał swe pole wraz z dobytkiem (krowa i 3 konie) Franciszkowi Zarębka za
10 grz.115 W 1552 r. Jan, syn Wacława zwanego Kurasek, sołtysa z Turowa,
skwitował swego brata Marcina, kiedyś sołtysa w Turowie a teraz karczmarza
w Szczytach z wszystkich należnych mu dóbr116. Natomiast w 1555 r. Urban
Morka kmieć z Turowa pożyczył 2,5 grz. od Macieja Kołaczka kmiecia z Turowa117. Także w tym roku Mikołaj syn śp. Pawełka z Turowa w obecności rozjemców: Krzysztofa Tomaszowicza wójta i Jana Fundusza, kmieci Wojciecha
Zaremby z Turowa i Błażeja z Kurowa, odebrał od Marcina Bedlka i jego żony
a swojej macochy 2 grz. jako spadek po rodzicach118. W 1556 r. odebrał od nich
kolejne 2 grz.119 W 1555 r. Franciszek Zaremba kmieć z Turowa sprzedał Wojciechowi Kozaczkowi kmieciowi z Turowa pole zwane Jędrowska za 8 grz.120.
W 1551 r. doszło do transakcji, której przedmiotem było całe gospodarstwo
sołeckie. Marcin Kurasek sołtys z Turowa (wraz z żoną Anną) sprzedał braciom
Michałowi i Feliksowi Rebelia z Turowa sołectwo, dom, sprzęty domowe, konie,
krowy, woły, jałówki, kury, koguty, wszystkie swoje łąki i pola za 75 grz.121
W 1546 r. kmieć Wojciech Zaremba został osadzony przez władze miejskie
na półtorałanowym gospodarstwie zwanym Ryczowskie. Na zagospodarowanie
otrzymał 2 grz. ze skarbca miejskiego oraz zboże na zasiew. Zwolniono go na 4
lata z podatków, a po ich upływie powinien płacić 40 gr czynszu rocznie122.
Własnością miasta było też Niedzielsko. Proces przejmowania wsi zachodził już w początkach XV w. W pierwszej połowie XVI w. do miasta należało 2–
3 kmieci. W spisach podatkowych występują: Maciej Prus (1514–1525), Maciej
Jarząb (1514–1525) i Marcin Jarząb, który płacił z pola Choraścińskiego (1524–
1525) oraz szlachetny Stanisław Madaliński (1517–1523)123. Obok stawek czyn-
__________
113
KMW 1, k. 9v-10, 25, 40, 54-54v, 111, 122v-123, 133v-134,144-144v, 154-154v, 165,
173v-174, 181v.
114
KMW 1, k. 82v-83.
115
KMW 3, s. 52.
116
KMW 3, s. 141.
117
KMW 3, s. 430–431.
118
KMW 3, s. 499–500.
119
KMW 3, s. 530.
120
KMW 3, s. 483–484.
121
KMW 3, s. 42–43, 141–142.
122
T. Grabarczyka i T. Nowaka, Ludność miasta …, s. 134.
123
Stanisław Madaliński posiadał dział w Niedzielsku. Część swych dóbr w tej wsi sprzedał w 1511 r. za 200 grz. Katarzynie Spiczyńskiej, wdowie po burmistrzu wieluńskim Bartło-
50
szu (łącznie 70 gr) składali oni też daninę w owsie, kogutach i jajach124. Podobny
stan utrzymywał się w połowie XVI w. Lustracja podaje, że 2 kmieci gospodarzyło na 4,5 łanach125.
Od 1431 roku miasto posiadało szóstą część Kopydłowa126, ale nie zanotowałem z tego tytułu żadnych dochodów na rzecz miasta. W roku 1471 szl. Andrzej z Wierzchlasu odstąpił za 45 grz. mieszczanom swoją połowę wsi Kochlew
(Chochlów). Podobnie jak w przypadku poprzednich wsi posiadam dane na temat
dochodów, jakie Chochlów przynosił miastu. Do miejskiego skarbu podatki
płaciły dwie osoby, każda z nich po pół grzywny: Kosman (1514–1525) i Janeczka (1514–1525). Kochlew figuruje w spisach podatkowych do 1523 r.127
W 1518 roku był tam młyn128. W zamian za wójtostwo wieluńskie 1529 r. miasto
oddało połowę wsi. Akt ten potwierdzono w 1537 r.129
Kmiecie z wsi wieluńskich płacili podatki na rzecz miasta. Z tego tytułu
miasto osiągało następujące dochody: z Turowa: 1514 – 7 grz. i 4 gr, 1516 – 7
grz. i 16 gr, 1518 – 6 grz. i 18 gr oraz 1524 – 4 grz. i 20 gr., Kurowa: 1516 – 7
grz i 4 gr, 1518 – 8 grz. i 2 gr, 1523 – 8 grz. i 10 gr, 1524 – 8 grz. i 4 gr. Z 3 wsi
w 1514 r. miasto uzyskało 16 grz. i 2 gr, a w 1574 r. 54 grz. i 4 gr130. Posiadanie
wsi wiązało się również z pewnymi inwestycjami w należyte utrzymanie miejscowej infrastruktury, np. naprawę dróg, mostów itp.131
Na tej podstawie omawianych tu spisów podatkowych udało się zidentyfikować mieszkańców wspomnianych wyżej wsi. Ogółem w źródłach podatkowych rozpoznałem w: Kurowie – 36 płatników, Turowie – 16 płatników, Niedzielsku – 4 (w tym dziedzic części wsi) i Kochlewie – 2. Z tym jednak, że
w dwóch ostatnich wsiach miasto Wieluń posiadało tylko działy.
Najogólniej związki chłopów z miastem można podzielić na 3 kategorie.
Mieszczan, wywodzących się ze wsi i utrzymujących przez jakiś czas kontakty
z pozostałą w rodzinnej wsi rodziną. Jednak w przeważającej części nowi mieszczanie pochodzenia chłopskiego nie robili kariery urzędniczej. Zapewne osiedlamieju Polkonie – T. Stolarczyk, Szlachta wieluńska…, s. 29; T. Grabarczyk, T. Nowak, Mieszczanie wieluńscy…, nr 53, s. 85.
124
KMW 1, k. 10v, 25, 40, 54v, 111, 123, 134, 144v, 154v, 165; T. Grabarczyka i T. Nowaka, Ludność miasta …, s. 133.
125
Polska XVI wieku …, s. 288.
126
R. Rosin, S Słownik historyczno-geograficzny ziemi wieluńskiej w średniowieczu, Warszawa 1963, s. 97; A. Młyńska, Sumariusz..., nr 66, s. 172.
127
KMW 1, k. 10v, 25, 40, 54v, 111, 123, 134, 144v, 154v, 165.
128
KMW 1, k. 57v
129
R. Rosin, Słownik …, s. 94; A. Młyńska, Sumariusz..., nr 23, 24, 69, s. 167, 172–173;
T. Grabarczyka i T. Nowaka, Ludność miasta …, s. 133.
130
T. Grabarczyka i T. Nowaka, Ludność miasta …, s. 133.
131
T. A. Nowak, Wydatki Wielunia związane z funkcjonowaniem miasta w pierwszej połowie XVI wieku, „Studencki Biuletyn Historyczny Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie”, nr 2, 2010, s. 62.
51
jąc się w mieście nie mieli dobrego wykształcenia rzemieślniczego. Nie przynosili ze sobą dużego kapitału132, pozwalającego na zakup nieruchomości, otwarcie
warsztatu, czyli w konsekwencji uzyskania silnej pozycji w społeczności miasta.
Drugą grupą były osoby przybywające do miasta okresowo i na krótki czas.
Skłaniała ich do tego konieczność załatwienia spraw gospodarczych i/lub religijnych. Ostatnią kategorią, byli chłopi mieszkający we wsiach należących do miasta. Z tego względu podlegali władzom miejskim w kwestiach gospodarczych
i prawnych.
Summary
The town is the place where from the outset, ways of life of different social
states were crossing. New town – dwellers were coming not only from other
town centers but also from nobility and peasants. Usually, in investigations on
history of social nobility's composition, representatives of nobility connected
with town are being observed. However, here I would like to concentrate on the
problem of peasants participation in Wielun's life, to see in which context their
existing in the oldest books of this town was written down. Generally, connections of peasants with town can be divided into 3 cathegories. First category was
nobility who came from the village. For some time they were having contacts
with their family living still in that village. The second group were people who
came to town for short periods. They were forced to take care of economic or /
and religious matters. The last category were peasants living in villages belonging to town.
__________
132
52
G. Jawor, Ludność…, s. 83.
Janusz Skodlarski
Uniwersytet Łódzki
Działalność gospodarcza księżnej Anny Jabłonowskiej
(1728–1800)
Anna Paulina z Sapiehów księżna Jabłonowska urodziła się w 1728 r. Anna
była najstarszą córką Kazimierza Karola Sapiehy, starosty oniksztyńskiego
i wołpińskiego – generała artylerii litewskiej oraz Karoliny z Radziwiłłów, kanclerzanki litewskiej. Mając lat dziesięć straciła ojca, który zmarł nagle w 1738 r.
Matka w niespełna dwa lata później wyszła drugi raz za mąż za księcia Józefa
Aleksandra Jabłonowskiego, wojewodę nowogródzkiego.
Księżna Anna Jabłonowska prowadziła przez 36 lat działalność gospodarczo-społeczną w ogromnych dobrach książęcych, obejmujących klucze: siemiatycki, kocki i wysocki, dobra wołyńskie, strzelińskie, kukizowskie mariampolskie i jezupolskie oraz pomniejsze, na które składało się 11 miast, 107 wsi,
w tym 24 folwarki1.
Księżna Jabłonowska przejęła ogromne dobra, ale były one mocno zaniedbane i poważnie zadłużone. Książę Kajetan źle zarządzał majątkiem, a tak naprawdę, to niewiele się nim zajmował. Jego wystawne życie pochłaniało ogromne sumy, zaciągał więc książę na lewo i prawo długi, nie tylko u równych sobie,
ale także i u zamożniejszej szlachty. Nie oddawał ich latami, powodując dalszy
wzrost zadłużenia w wyniku narastających odsetek. Dużo spraw książę załatwiał
nieumiejętnie, czasami nieuczciwie, co w rezultacie pogłębiało i tak trudną sytuację włości. Liczne zatargi i procesy ciągnęły się latami. Z wieloma z nich uporała się księżna Anna dopiero po śmierci męża. Po 11 latach przegrała sprawę
o majątek kaniowski (nabyty nie od właścicieli), a po kilkunastu latach doprowadziła do ugody z Lubomirskimi o dobra żabotyńskie oraz ostatecznego podziału
włości strzeliskich ze spadkobiercami księcia Kajetana2.
__________
1
J. Berger-Mayerowa, Jabłonowska z Sapiehów Paulina, PSB, Kraków 1937, s. 211.
W liście do siostry skarży się wojewodzina na fatalny stan prawny swoich dóbr: „Interesa
na nasze teraz takie spadają głowę moia kochana Siostrzyczko, że ledwo oprzeć się y wystarczyć najgwałtowniejszą możemy pracą. Zakwestionowane mamy niemal wszystkie dziedzictwa, w których dać sprawę, albo w Parlamencie, albo w delegacyi przymuszeni jesteśmy. Ta
nieszczęśliwość, gdy y nayodlegleyszych dosięga dziś y mnie przymusza na kilka miejsc
rozesłać ludzi, archiwum więc całe trzęsę, każdy coś nad głową krzyczy y ten cały harmider
sunie się koło słaby głowy moiey” (Koc, 4.XII.1773 r.); (J. Bergerówna, Księżna pani na
Kocku i Siemiatyczach, Lwów 1936, s. 18–19).
2
53
Po śmierci męża księżna zmuszona była spłacać ogromne długi różnym
wierzycielom. Wypłacane sumy szły w dziesiątki i setki tysięcy złotych.
Uwzględniając tylko informacje zawarte w lwowskich aktach grodzkich i ziemskich długi księcia przekraczały 60 tys. złp3. Księżna-wdowa płaciła je z trudem
i aby podołać licznym zobowiązaniom, sama zaciągała pożyczki, zaciskając
wokół siebie pętlę zadłużenia.
Będąc w tak trudnym położeniu, przystąpiła Jabłonowska z niezwykłą
energią do tytanicznej pracy, mającej na celu rozwój ekonomiczny podupadłych
dóbr. Podjęła różnorodną działalność gospodarczą, ale główny wysiłek skoncentrowała na sprawach rolnictwa. Było to zrozumiałe, ponieważ posiadała ogromne
obszary ziemi i darmową pańszczyźnianą siłę roboczą. Poziom agrotechniki był
jednak niski, a praca chłopska – mało wydajna. Księżna po wprowadzeniu zmian
w zarządzaniu i uregulowaniu stosunków z włościanami dążyła do podniesienia
poziomu gospodarowania.
Jabłonowska wniosła znaczny wkład w tworzenie naukowej, przyrodniczej
podbudowy do stosowanych wówczas metod gospodarki rolno-hodowlanej.
W swych radach rolniczych daje cały szereg cennych wskazówek przyrodniczych. W związku z kwestią nawożenia roli uzasadniła naukowo współdziałanie
cząstek soli alkalicznych i cząstek saletry oraz jego znaczenie dla wegetacji
roślin. Znała dość dobrze nowoczesne zachodnioeuropejskie rolnictwo. Będąc
w Holandii i Szwajcarii „uczyła się tamtejszego gospodarstwa poprawnego”.
Śledząc jej działalność nie dostrzega się jednak praktycznego zastosowania zagranicznych wzorów w dobrach siemiatyckich, czy kockich. Znała się księżna na
jakości gleby, sposobach jej nawożenia, dostosowaniu upraw do rodzaju gleby,
wyliczyła ilość wysiewu zboża (żyta, pszenicy, jęczmienia, owsa, gryki, grochu)
na jeden mórg, zaleciła właściwie układanie kop siana („aby wiązki tarniny
wkładane były, dla ułatwienia przejścia powietrza”). Upowszechniła nowe gatunki roślin – koniczynę, wykę, lucernę, ziemniaki, lepszą odmianę trawy. Sprowadziła do kraju nasiona owsa duńskiego, którym można było obsiewać grunty
piaszczyste. Wysiewano żyto egipskie. Nie były to zmiany rewolucyjne. Polegały one głównie na racjonalnym przystosowaniu niektórych innowacji do tradycyjnych metod gospodarowania4.
Dzięki wysiłkom księżnej udało się podnieść poziom gospodarowania
i uzyskać dobre plony. Na podstawie rachunków oficjalistów dworskich i „Raptularza rachunków” zbiory zbóż w kluczu kockim w latach 1667–1672 przedstawiały się następująco: żyta zebrano ponad 16 tys. korców, owsa – około 4,5 tys.,
jęczmienia – ponad 4 tys., pszenicy – ponad 915 korców; a w kluczu wysockim
odpowiednio: żyta – ponad 2,7 tys. korców, owsa – około 1,5 tys., jęczmienia –
__________
3
Wyliczone na podstawie informacji zebranych przez J. Bergerównę, op. cit., s. 19.
Na podstawie poszczególnych rozdziałów i artykułów Ustaw powszechnych dla dóbr moich rządców podług egzemplarza drukowanego w Siemiatyczach w 1783 r. z rozkazem J. O.
Xsiężny Jabłonowskiej Wojewodziny Bracławskiej, t. 8, Warszawa 1987. Zbiory Ossolineum.
4
54
około 1,8 tys., pszenicy – około 5 tys. korców. Ponadto w dobrach książęcych
uprawiano na znaczną skalę hreczkę, groch, proso oraz konopie, len i rzepak5.
Grunty orne w kluczu kockim zajmowały około 31 łanów, czyli w przybliżeniu 500 ha (31 łanów x 16 ha). Mając zatem dane dotyczące plonów żyta,
pszenicy, owsa i jęczmienia można wyliczyć w dużym przybliżeniu przeciętne
wyniki zbioru czterech podstawowych zbóż. W okresie pięciu lat zebrano
w kluczu kockim 25.415 korców zboża, tj. 5.083 rocznie. Jeśli przyjmiemy, że
jeden korzec ważył średnio 90 kg6, to otrzymamy 456 670 kg, czyli około 4567 q
z 500 ha. Zatem plony czterech podstawowych zbóż w dobrach kockich wynosiły 9,1q z ha z gleb o średniej jakości (świadczą o tym małe zbiory pszenicy).
Obliczenia moje są niedokładne, ponieważ dane archiwalne są niekompletne
i mocno zróżnicowane, a przeliczenia dawnych miar na współczesne – niezbyt
ścisłe. Były to jednak zbiory dużo wyższe od średniej krajowej, ponieważ
u schyłku XVIII w. szacowano je na 5q z ha (A. Wawrzyńczyk), między 5,7
a 6,7 (B. Baranowski), ponad 7 (K. Kluk), a od 3,6 do 7q z ha (S. Staszic)7.
Księżna Jabłonowska przykładała dużą wagę do rozwoju hodowli. Zabiegała usilnie, aby jej inwentarz był doborowy. W tym celu sprowadzała do swych
folwarków zagraniczne krowy, owce i trzodę chlewną. Ważna rolę spełniało
racjonalne odżywianie i właściwa opieka nad zwierzętami8. Dokonała istotnego
postępu w zakresie zapobiegania i leczenia chorób u zwierząt9. Dbała też o ich
staranne utrzymanie i higienę10. Pozwoliło to jej na osiąganie doskonałych wyników.
Brak kompletnych materiałów nie pozwala na całościowe zestawienie produkcji zwierzęcej. Możemy podać jedynie kilka przykładów. W latach 1769–
1773 sprzedano w dobrach kockich 174 sztuki wołów, a w majątku wysockim –
63 krowy za 2.900 zł. Znaczną „intratę” czerpał dwór ze sprzedaży nabiału.
Roczny dochód z 24 folwarków sięgał 4.800 zł rocznie. Rozwijała się hodowla
__________
5
J. Bergerówna, op. cit., s. 78 i 344–345.
I. Ihnatowicz, A. Biernat, Vademecum do badań nad historią XIX i XX wieku, PWN,
Warszawa 2003, s. 77.
7
A. Wawrzyńczyk, Plony zbóż, Encyklopedia historii gospodarczej Polski do 1945 r.,
Warszawa 1981, t. II, s. 74–76; B. Baranowski, Gospodarka chłopska i folwarczna we
wschodniej Wielkopolsce w XVIII wieku, PWN, Warszawa 1958, s. 149–151.
8
W Ustawach tym sprawom poświęcone były następujące rozdziały i artykuły: „O dozorze krów”, „Powinność pasterza do bydła rogatego”, „Powinności owczarza owiec”, „Powinności pasterza świń”, „Jaka proporcja być ma w Hollendarni dla krów”, „Sposób karmienia
wołów”, „Tabele żywienia bydła (t. 1, s. 86–90, 127–156, 171–179).
9
„Nauki natury każdego bydła i sprawowanie się podług niego tak w stanowieniu jak
i w chorobie”, „Lekarstwo na zarazę bydła”, „Powinności owczarza znać każdy powinien dla
ocalenia onej” (t. 1, s. 136–140, 179–180).
10
W obowiązkach gmińskiego czytamy: „… czy bydlęta iego maią troskliwe staranie, czystość i wygodę, czy w gnoiu po brzuchy wraz z niecnoty pełnym swoim gospodarzem nie
siedzą? czy porządnie po napoieniu go do rąk pasterza Miejskiego wszystkie są oddane? czy
się po ulicach bydło nie włóczy…” (t. 7, s. 53).
6
55
owiec, ponieważ rosło zapotrzebowanie na wełnę. W okresie 1769–1772
w „Raptularzu rachunków” w dobrach kockich wyliczono 852 sztuki, a w dobrach wysockich – 775. Nadwyżki wełny zostały sprzedane za kilka tysięcy złotych. Duże rozmiary osiągnęła hodowla trzody chlewnej. Tylko w czterech folwarkach dóbr kockich było na stanie 562 sztuk świń. Niedowierzanie wzbudza
wyjątkowo krótki okres „ukarmiania” (tuczenia) świń, tj. „za 10 niedziel na
słoninę, a 8 na domowe potrzeby kuchenne”. Wątpliwości jednak częściowo
nikną, kiedy zapoznamy się ze sposobem ich karmienia. W zależności od wieku
i przeznaczenia podawano świniom: żołędzie, otręby, plewy, kukurydzę lub
jarzynę, mąkę hreczaną zasypaną solą i zalaną serwatką, brahę i słodziny, pokrzywy i inne chwasty, jarzyny i ich nać, głąby kapusty, czyste ziarno, poślad
oraz świński bób. W większości folwarków i gospodarstw chłopskich w Polsce
świnie wypasano w lasach 6 lub 7 miesięcy w roku. Osiągały one wagę rzeźną
dopiero po trzech – czterech latach11. Przepisowy skład drobiu przypadający na
jeden folwark był następujący: 10 kur, 2 koguty, 10 gęsi, 2 gęsiory, 6 indyczek,
1 indor, 10 kaczek, 1 kaczor12.
Poważnym problemem było przechowalnictwo płodów rolnych i żywności.
Księżna radziła sobie i z tym problemem. Budowała „lodownie”, spiżarnie i magazyny13. Największą pasją księżnej Anny było ogrodnictwo. Zamiłowanie do
ogrodnictwa wiązało się z jej zainteresowaniami przyrodniczymi. W 1780 r. wydala książkę pt.: Porządek robót miesięcznych ogrodnika, której pierwowzorem było
obszerne dzieło ogrodnicze (618 stron), autorstwa Richarda Bradley’a (Londyn
1726). Na Porządek robót składa się właściwy kalendarz ogrodniczy oraz różne
„traktaty” z dziedziny sztuki ogrodniczej14. W pracy tej zadziwia ogromna ilość
gatunków roślin. J. Rostafiński podaje, że wyliczył ich 590; pokaźna też jest ilość
warzyw15. Znajdujemy w niej ciekawe i trafne wskazówki dla ogrodników. Nowatorski charakter ma zwłaszcza część dotycząca wprowadzania inspektów i ich
urządzania. „Porządek robót miesięcznych” nie miał jednak większego znaczenia
praktycznego. Część rad i zaleceń nie była bowiem dostosowana do polskich wa-
__________
11
J. Bergerówna, op. cit., s. 107–117.
B. Baranowski, Hodowla. Encyklopedia historii gospodarczej…, t. I, s. 258–259.
13
„Powinności Dworników względem utrzymania spichlerza”, „Sposób robienia lodowni”, „Powinności strażników magazynu publicznego” (1, s. 79–84, s. 197; t. 8, s. 96–101).
14
Każda część poświęcona danemu miesiącowi składała się z trzech fragmentów: 1) „Roboty w ogrodzie kuchennym”, 2) „Roboty w tymże miesiącu koło kwiatów w y trebhauzu”, 3)
„Co się znayduie użytecznego do kuchni w tymże miesiącu”. Dalej „Porządek” zawierał
„traktaty”, uwagi i zalecenia – m. in.: „Traktat o sadzeniu kwiatów”, „Traktat o ogrodzie
warzywnym”, „O sposobie polewania”, „O nasionach w pestkach”, „Jak sadzić szafran”,
„O inspekcie z kory dębowej”, „Traktat o winogradzie” (J. Bergerówna, op. cit., s. 54–56).
15
J. Rostafiński, Księżna wojewodzina bracławska jako przyrodniczka. Księga pamięci ku
czci B. Orechowicza, Kraków 1916, s. 293.
12
56
runków klimatycznych16. W ogrodach dworskich sadzono i wysiewano 22 gatunków warzyw.
W jej dobrach, podobnie jak i w innych folwarkach, istotne znaczenie odgrywało przetwórstwo. Podstawowe jego działy stanowiło: browarnictwo i gorzelnictwo, przerób drewna, przędzalnictwo i tkactwo, młynarstwo oraz tłoczenie
oleju.
Największe dochody czerpała księżna z propinacji, a w szczególności
z piwnych browarów: „Piwo dobre treść pryncypalną czyni intraty dla skarbu,
żeby zaś było dobre, dependuie od kilku rzeczy, 1 wsza żeby jęczmień był nayczyścieyszy, 2 ga żeby słod był dobrze ugodzony, 3 cia żeby naczynia wszystkie,
iako to kilsztoki, beczki, kadzie etc. były zawsze czyste: tak więc urządzone
piwo, dopiero zabezpieczyć pewną intratę skarbowi może, przez wsławienie się
powszechne”17. Dochody roczne jednego z browarów kockich przekraczały 16
tys. zł.
Propinacji w Ustawach poświęcone są trzy rozdziały. Gros zaleceń dotyczy
jakości wytwarzanego piwa i wódki. Szczególną uwagę zwraca się na staranny
proces produkcji, higienę browaru i gorzelni (pomieszczeń, urządzeń, naczyń,
beczek, surowca), jakość surowca, pedantyczne przestrzeganie norm, odpowiedni nadzór18 oraz na bezpieczeństwo przeciwpożarowe i trzeźwość personelu
i pracowników.
Wielkim bogactwem w dobrach książęcych były lasy. Eksploatowano je intensywnie, ale nie rabunkowo. Drewno do tartaków spławiano Muchawcem
i Bugiem. Było to zajęcie na dużą skalę, ponieważ rocznie z każdej włości zatrudniano 24 flisaków. Sprzedawano drewno głównie na różnego rodzaju budowy, ale także na sprzęt gospodarski, meble, narzędzia i wyposażenie wnętrz.
Wytwarzano także węgiel drzewny, potaż, smołę, dziegieć oraz stępki do szkut
i wręgi do łodzi19. W gospodarce leśnej księżnej eliminowano marnotrawstwo.
__________
16
J. Bergerówna, op. cit., s. 56–57.
Ustawy powszechne…, t. 3, rozdz. II, s. 18.
18
„…mayster iako zawsze iest żadany naylepszy, tak sposobny doskonałą robotą umieć
musi zawsze, ale iako każdey zwiechności, iest ten pierwszy obowiązek mieć gruntowną tey
rzeczy znajomość czym dysponuje, bo znaczy albo oszukaniu podlegać będzie, albo tey
wzgardzie od podległych sobie, która powszechnie udzielona zostaie tych rządców, którzy
pomierne światło maią w rzeczy tey czym chcą dysponować…” (tamże).
19
O randze gospodarki leśnej świadczą rozporządzenia i zalecenia zamieszczone w piątym
tomie Ustaw: „Opisanie powinności Ober-Strażnika”, „Co do zachowania Lasu”, „Co do
rozchodu Lasu”, „Co do oprawy drzewa kostkowego”, „Co do drzew na wiązki”, „O sposobie
palenia węgli”, „Z drzew różnych uczyniona próba”, „Stępki do Szkut”, „O grubości belek”,
„O zyskach z lasów”, „Taxa drzewa”, „Opisanie użytku różnych drzew kraiowych” (tamże, s.
1–66).
17
57
Naprawdę wszystko to, co mogło znaleźć jakieś zastosowanie w gospodarstwie,
przetwórstwie i przemyśle było w pełni wykorzystywane20.
Ważnym działem wytwórczości było przędzalnictwo i tkactwo. W poszczególnych folwarkach wysiewano znaczne ilości lnu i konopi. Pieleniem,
zbieraniem, suszeniem, łamaniem, przędzeniem, tkaniem i bieleniem płótna
zajmowali się chłopi w ramach powinności pańszczyźnianych. Księżna zatrudniała też tkaczy zawodowych. Z inicjatywy dworu budowano domy do suszenia
lnu i konopi. Dziedziczka ustanowiła też nagrodę przyznawaną za „piękną przędzę”21. Duże dochody w dobrach książęcych przynosiło młynarstwo. Młyny
wydzierżawiano niejednokrotnie Żydom. W dokumentach dochody z młynów
podaje się łącznie z dochodami z myta i dlatego nie można ustalić samego czynszu od młynów. Łączny dochód roczny jednego z młynów wynosił ponad 7 tys.
zł. Zajęciem chałupniczym było tłoczenie olejów, których używano do celów
jadalnych oraz do oświetlenia. Olej wytwarzano z rzepaku, lnu i konopi i przeznaczano przeważnie na własne potrzeby. W okresie sześciu lat wytłoczono
w dobrach kockich ponad 725 garncy oleju22.
W Ustawach i listach A. Jabłonowskiej spotykamy informacje o wielu innych zajęciach ludności np. rybołówstwie, pszczelarstwie, uprawie tytoniu, sposobach wyrabiania różnych krup (kasz) ze zbóż, a także z ziemniaków (zapewne
jakiś rodzaj klusek). Od czasów Jabłonowskiej rozpoczyna się wprost niewiarygodna kariera ziemniaka na Podlasiu. Z biegiem czasu pojawi się na tym obszarze wiele rodzajów ziemniaczanych potraw.
Księżna Jabłonowska kładła główny nacisk na rozwój rolnictwa i przetwórstwa. Zdawała sobie jednak doskonale sprawę ze znaczenia dla kraju i własnych
dóbr przemysłu i handlu. Dostrzegała wzajemne związki, jakie zachodziły między tymi działami gospodarki. Starała się zatem usilnie pobudzać ich rozwój na
terenie swych posiadłości.
Księżna ustrzegła się błędu wielu polskich magnatów, którzy zakładali manufaktury artykułów luksusowych. Przyjęła inny kierunek rozwoju przemysłu,
a mianowicie zakładała w swych dobrach „fabryki’ wyrobów pierwszej potrzeby.
Uzasadniała to w sposób następujący: „W narodzie naszym, w którym handel
wewnętrzny bardziej ieszcze iak zewnętrzny szczególniejszego potrzebuie
__________
20
Pożytecznym produktem była żywica i soki z drzew, mające zastosowanie w lecznictwie
i przemyśle. Korę dębową sprzedawano garbarzom, brzozowej używano do produkcji dziegciu; z kory i liści niektórych drzew wytwarzano farby i lekarstwa. Gąbkę modrzewiową stosowano do tamowania krwi (apteki drogo za nią płaciły). Żołędzie stanowiły wyborną karmę dla
świń. Liście i korę składowano w gnojownikach jako zaprawę do gnoju, bądź też używano do
wytwarzania nawozu „saletrzanego”. Owoce, jagody i orzechy leśne służyły za pokarm,
a także do wyrobu octu, wódek i lekarstw. Mchy zbierano do uszczelniania budowli (tamże, t.
5, s. 4–46).
21
Tamże, t. 1, s. 94–105 i 130–131. Księżna zamierzała w 1773 r. założyć „sukienną fabrykę” w Kocku.
22
J. Bergerówna, op. cit., s. 129–131.
58
wsparcia y zachęty, myślić nie powinniśmy o zakładaniu fabryk galonów, adamitów, atłasów i koronek”23. Zgodnie z tym założeniem budowała w swych posiadłościach hamernie (kuźnice wytwarzające narzędzia rolnicze), cegielnie, piece
wapienne oraz majdany saletrzane24. Przemysł metalowy reprezentowany był
głównie przez hamernie. Wytapiano w nich rudę miedzianą na sprzedaż oraz
wytwarzano z miedzi i mosiądzu kotły, banie, rury oraz różnego rodzaju naczynia. Jedna hamernia była w Siemiatyczach, a druga w dobrach wołyńskich,
prawdopodobnie w Karpiówce. W związku z rozwojem budownictwa wzrosło
zapotrzebowanie na cegłę i dachówkę. Zawód strycharza (wypalał cegłę) uważano za jeden z najpotrzebniejszych. Strycharz Eliasz wypalił w okresie sześciu lat
232 800 cegieł i 9 250 dachówek. W tym też celu budowano w dobrach książęcych wapienniki o dużych piecach, które miały pojemność 40 korcy wapna.
W Siemiatyczach założyła księżna majdan saletrzany. Saletrę wytwarzano do
produkcji prochu oraz do użyźniania gleby. Na Podlasiu, ze względu na niezbyt
urodzajne gleby, używano jej jako nawóz. Do produkcji saletry stosowano metodę opracowaną przez Jabłonowską (połączyła wiedzę przyrodniczą z własnym
doświadczeniem)25.
Wojewodzina angażowała się także w rozwój handlu. Ożywienie wymiany
handlowej wiązała z procesem urbanizacji miast i rozbudową infrastruktury.
Księżna Jabłonowska włożyła wiele wysiłku, aby uporządkować stan formalno-prawny handlu w swych posiadłościach. Przygotowała szereg ustaw,
mających udoskonalić jego funkcjonowanie. Wydała m. in. rozporządzenie dotyczące opłat targowych, które należało pobierać od kupców. Z czasem doszedłszy
do przekonania, że opłaty utrudniają rozwój handlu, zniosła je, o czym dowiadujemy się w Ustawach: „Myto targowe (że się sprzeciwia ludności targów y wiele
zdzierstwa z ubogich ludzi daie okazayą) kassuią na zawsze” (t. 7, s. 147). Za
nieprzestrzeganie tego zakazu groziła kara grzywny w wysokości trzech czerwonych złotych.
Podejmowała też decyzje co do regulacji cen towarów, zwłaszcza tych, które odbiegały od taksy wojewódzkiej. Handel kramarski pozostawał pod stałą
kontrolą władz miasta. Przestępstwa kramarzy podlegały karze 30 plag, które
były wymierzane na rynku. Fałszowaniu wag i miar zabiegała waga publiczna
ustawiona przy ratuszu26.
Największe zyski przynosił handel zbożem, piwem i wódką. Żydom nie
wolno było kupować zboża bezpośrednio od chłopów oraz sprowadzać wszelkich wyrobów alkoholowych i soli, ponieważ te towary były zastrzeżone dla
__________
23
Cyt. za: J. Bergerówna, op. cit., s. 322.
Ustawy powszechne…, t. 4, s. 9–22 i t. 6, s. 5–21.
25
Tamże, s. 135–141.
26
Waga została ustawiona „… ażeby każda rzecz ważona była przy wadze publicznej
y tamże, ażeby zboże na targ wywożone i mierzone zostało przy dniach targowych” (tamże,
t. 7, s. 133).
24
59
dworu. Zboże transportowano Bugiem i Wisłą szkutami do Gdańska, a na tratwach do Warszawy. W mniejszych ilościach sprzedawano je także na miejscu.
Flisacy prócz zapłaty dostawali na czas spławu wyżywienie i gorzałkę. Dochody
z eksportu zboża stanowiły więcej niż połowę wszystkich dochodów za produkcje rolną. W okresie trzech lat wyniosły one 52 245 zł, a za wszystkie produkty
w okresie pięciu lat – 109 760 zł. Oprócz zboża sprzedawano nadwyżki wszystkich płodów rolnych, w tym także warzywa. Intratną gałąź handlu stanowił zbyt
drewna, które spławiano Bugiem i Wisłą do Gdańska (w stanie surowym i przetworzonym). W handlu jarmarcznym największy udział miały artykuły spożywcze oraz sprzęty domowe i gospodarskie. Dostępne były również towary kolonialne (korzenie, rodzynki, pieprz, ryż), ryby pruskie i futra moskiewskie27.
Jabłonowska przejawiała inicjatywę i fachowość zarówno w handlu wewnętrznym, jak i zagranicznym. Interesowała się żywo koniunkturą na rynku
wewnętrznym i zagranicznym. Wiedziała, gdzie i kiedy można sprzedać i nabyć
na najlepszych warunkach wszelkie towary. Posiadała specjalny wykaz miejscowości ułożonych alfabetycznie, który zawierał różne uwagi o jarmarkach w Polsce i na Litwie oraz sąsiednich państwach. Udziela w tych sprawach fachowych
rad m. in. królowi Stanisławowi Augustowi. Dla dóbr siemiatyckich sprowadzała
dość duże ilości towarów zagranicznych28.
Dzięki staraniom księżnej Siemiatycze uzyskały przywilej na jarmarki. Reklamowała je w „Gazecie Warszawskiej” (24.02.1776): „Donosi się publice jako
podług dawnych przywilejów w Dobrach Dziedzicznych Księżny Jey z Książąt
Sapiehów Jabłonowskiey, w Województwie Ziemi Drohickiey będących Siemiatyczach dwa jarmarki teraz są teraz są odnowione, ieden na św. Macieja (24 II)
w lutym, drugi na św. Kajetana (7 VIII) w sierpniu przypadają, na które wszystkich kupców kraiowych i zagranicznych zapraszaią y onym wszelkie bezpieczeństwo od agrawacyi i wolność w handlu na wszekjie gatunki towarów
w wygodnemi składami, stajniami etc. etc. upewniają”29.
Pod jej zarządem Siemiatycze stały się ośrodkiem handlu i przemysłu na
Podlasiu. Księżna nie szczędziła na ten cel grosza. Wybudowała na rynku wspaniały dwupiętrowy ratusz ze sklepami. Znajdowała się tam siedziba władz miejskich i centrum handlowe, w którym mieściło się 100 sklepów. O przebudowie
Siemiatycz wspomina Rolle: „Licha mieścina, która zamieniła się z czasem na
kolonię fabryczną, na zwykle zaśmieconym jej rynku wyrósł ogromny ratusz
obsadzony sklepami, w których sprzedawano miejscowe wyroby, co więcej,
powstała tu szkoła położnicza, może jedyna w całej Polsce, powstała i drukarnia
podręczna, tak zwana „pokojowa”30.
__________
27
A. Chorobińska-Misztal, Z dziejów Siemiatycz, drugiej połowy XVIII wieku. Działalność
reformatorska Anny Jabłonowskiej, Białystok 1978, s. 85–86.
28
Tamże, s. 87.
29
Cyt. za: A. Chorobińska-Misztal, op. cit., s. 84.
30
Tamże, s. 111.
60
Miasto rozbudowało się, powstało dużo murowanych domów. W 1775 r.
było ich blisko 300. Dzięki staraniom księżnej wybudowano szpital, oddany pod
opiekę sióstr miłosierdzia, którym ufundowała klasztor. Założyła też instytut
położniczy i odnowiła kościół, wybudowany przez Michała Sapiehę. Wzniosła
w Siemiatyczach wspaniały pałac otoczony parkiem, sadem i ogrodem warzywnym. Jabłonowska dokonała również radykalnej przebudowy Kocka. Dysponując
swobodnie terenami miejskimi mogła realizować śmiałe koncepcje architektoniczne31.
Niezbędnym warunkiem właściwego funkcjonowania gospodarki w dobrach książęcych była odpowiednia infrastruktura. Jej podstawę stanowiły drogi,
mosty i groble. Za ich rozbudowę i utrzymanie odpowiedzialna była administracja dworska. Koszty materiałów ponosili po połowie mieszkańcy i dwór. Roboty
wykonywano w ramach obowiązku szarwarcznego. Główną drogą był tzw. „gościniec warszawski” ciągnący się z Siemiatycz aż do granicy z Rosją. Ponadto
budowano i utrzymywano drogi z poszczególnych miast do wsi. Opiekę nad
drogami we wsiach powierzono odcinkami, kolejnym gospodarzom. Ważną rolę
odgrywał też transport konny (przewóz płodów rolnych, transport „fabryczny”),
rzeczny (szkuty i tratwy) oraz poczta32.
Księżna Jabłonowska przeprowadziła szereg ważnych reform, usprawniła
administrację i zarządzanie dobrami, inwestowała w rolnictwo, wytwórczość
przemysłową i handel oraz podniosła poziom agrotechniki. Nie ulega wątpliwości, że kilkadziesiąt lat jej ciężkiej pracy przyniosło dobre efekty gospodarcze.
Dzięki niej wzrósł wydatnie poziom ekonomiczny klucza kockiego i siemiatyckiego. Przynosiły one duże dochody; „według zaprzysiężonej intraty dóbr
z 1791 r. – 100 tys. złp rocznie”33. W normalnej sytuacji, przy ciągłej aktywności
gospodarczej, można było powiększyć wielokrotnie ten stan posiadania. Księżna
jednak od samego początku borykała się z trudnościami finansowymi i z roku na
rok zaciągała nowe pożyczki. W jak straszliwą pułapkę zadłużenia zabrnęła
księżna świadczy wykaz weksli wystawionych na nazwisko Jabłonowskiej przez
jej siostrzeńca Prota Potockiego, doradcę finansowego księżnej. W okresie
1792–1793 wystawione weksle opiewały na sumę 378 436 złp34.
__________
31
Tamże, s. 110–111; J. Bergerówna, op. cit., s. 329.
Ustawy powszechne…, t. 1, s. 180–182; t. 4, s. 10–13; t. 8, s. 12.
33
J. Bergerówna, op. cit., s. 360.
34
„Pierwszy na sumę 28 436 zł. p. 6 gr. w Warszawie dnia 11.VI.1792 na papierze stemplowanym ceny 18 zł. p. Drugi na sumę 50 000 w Warszawie dnia 11.V.1792 na papierze
stemplowanym ceny 30 zł. p. Ponadto trzy jeszcze weksle, na 50 000 każdy z tą samą datą,
„wszystkie na osobę J. O. X. Anny Jabłonkowskiej… dane y podpisane w aktach ziemskich
powiatu grodzieńskiego dnia 2 marca 1793 oblatowane w grodzie warszawskim wszystkie
miały być płatne 24.V.1793 roku. Równocześnie oblatował Koniński weksel na 150 000 zł. p.
przez urodzonego Piotra Teppera y kompanyę na rzecz y osobę. J. O. X. Jabłonowski … W. B.
w Warszawie dnia 16.V.1792 na papierze stemplowanym na cenę zł. po 246 dany i podpisany
w aktach ziemskich powiatu grodzieńskiego” (tamże, s. 361).
32
61
Trudności finansowe nie skłoniły pani na Kocku i Siemiatyczach do
zmniejszenia wydatków. Wydawała masę pieniędzy na cele polityczne, społeczne, humanitarne, wystawne utrzymanie dworu i zamiłowania naukowe oraz na
inwestycje gospodarcze. Nie szczędziła grosza dla kraju, popierając wydatnie
każdą jego „potrzebę”, zwłaszcza w okresie konfederacji barskiej. Niemniej
hojną była w okresie insurekcji kościuszkowskiej35. W czasie powstania doszczętnie zniszczono jej dobra; ich odbudowa pochłonęła duże sumy.
Duży wpływ na losy fortuny Jabłonowskiej miała sytuacja politycznogospodarcza kraju. Życie gospodarcze znajdowało się w opłakanym stanie.
Zniszczenia wojenne, przemarsze wojsk, rabunki oraz liczne przymusowe świadczenia na rzecz wojsk polskich i cudzoziemskich pogłębiały i tak już fatalne
położenie polskich ziemian. Tymczasem księżna, nie licząc się ze stanem faktycznym, inwestowała w swoje dobra. Kapitał lokowany w inwestycje nie zwracał się jednak. Zwiększanie produkcji rolniczej i przemysłowej w takich warunkach nie miało uzasadnienia ekonomicznego, ponieważ ustawicznie zmniejszał
się popyt. Co gorsza, wojewodzina prowadziła nadal wystawne życie. Przeznaczała setki tysięcy złotych na urządzenie wspaniałych pałaców i parków oraz na
cele naukowe, filantropijne i społeczne36. Zastanawiające jest, dlaczego tak wykształcona i inteligentna kobieta, nie była w stanie przyjąć planu oszczędnościowego? Wydaje się, że można znaleźć odpowiedź, interpretując teorię abstynencji.
Nassau W. Senior, uważany za ojca tej teorii (1836 r.), rozróżniał elementarne
narzędzia produkcji: pracę i siły przyrody, ale twierdził, że „Nie wystarczają one
jednak dla otrzymania całkowitych wyników, jeśli nie są podtrzymane przez
trzeci pierwiastek. Za ten trzeci pierwiastek uważa Senior wstrzemięźliwość
(abstynence), rozumiejąc pod tym słowem „zachowanie się osoby, która albo
powstrzymuje się od nieprodukcyjnego użytkowania posiadanych środków, albo
świadomie przenosi uzyskanie odleglejszych wyników produkcji nad wyniki
bezpośrednie”37.
A. Jabłonowska nie powstrzymywała się „Od nieprodukcyjnego użytkowania posiadanych środków”, w związku z czym nie mogła uzyskać „odleglejszych
wyników produkcji”. Jeszcze na bardziej precyzyjne wyjaśnienie tej kwestii
pozwala interpretacja teorii abstynencji, dokonana przez H. Landrechta i D. C.
Colandera. Piszą oni, że właściciele nie będą mogli powstrzymać się od kon-
__________
35
„Gdy do wojny przygotowania czyniono, przybyła do księżny okoliczna szlachta przedstawiając swoich synów, którzy mieli chęć zaciągnienia się do wojska, księżna dawała im
konie i asygnacje do kassy na 2, 4 i 6.000. Wydatnej pomocy udzielała także księżna rannym,
wysyłając do obozu całemi brykami bieliznę, szarpie, opatrunki i lekarstwa dla lazaretów
polowych” (tamże, s. 34).
36
Tamże, s. 36–37 i 360–362.
37
E. Böhm-Bawerk, Kapitał i zysk z kapitału, pod red. W. Zawadzkiego, Nakład Gebethnera i Wolffa, Warszawa–Kraków–Lublin–Łódź–Poznań–Wilno–Zakopane, Kraków 1924, s.
279.
62
sumpcji „jeżeli nie będą wynagradzani za związaną z tym przykrość”38. Zatem
jeśli właściciel nie wstrzymał się od konsumpcji szeroko rozumianej, to nie mógł
otrzymać „wynagrodzenia za przykrość”. Dla A. Jabłonowskiej „przykrość”
z powodu wstrzymania się od konsumpcji, tj. rezygnacja z wystawnego stylu życia, gromadzenia kosztownych zbiorów oraz działalności humanitarnej stanowiła
psychologiczną barierę nie do pokonania. I dlatego musiała przegrać.
Był moment, kiedy zdawało się, że pani na Kocku i Siemiatyczach zdoła
uratować się od ruiny. Z próbą ratunku pospieszył jej Prot Potocki, który zaproponował czteromilionową pożyczkę na 4% z banku holenderskiego. Księżna
miała z niej spłacić we długi, a resztę ulokować w bankach warszawskich, które
wypłacały rocznie 6% prowizji. Propozycja była korzystna, gdyż bez zbytniego
trudu, bez obciążenia swych dochodów, mogłaby wojewodzina spłacać dług
i procenty. Pożyczka holenderska nadeszła w początkach powstania kościuszkowskiego, więc zdecydowano, że jest to niestosowna pora spłaty długów (zawierucha wojenna). Pieniądze leżały więc bez oprocentowania, część z nich
wydał księżna na powstanie kościuszkowskie. Pokryła też z nich część długów
prywatnych oraz przeznaczyła dużą kwotę na zagospodarowanie zniszczonych
dóbr39. Pożyczka zatem rozeszła się, nie przynosząc poprawy stanu finansowego
księżnej, a kiedy jeszcze zaczęła zalegać bankowi holenderskiemu ze spłatą
odsetek, nastąpił przymusowy zarząd, zajęcie dochodów i całego majątku. Tak
więc kredyt holenderski nie tylko nie uratował dóbr, ale przyspieszył ich katastrofę. Włości Jabłonowskiej przeszły w części na Sapiehów, a w części wróciły
do Jabłonowskich40. Z wielkiej fortuny pani na Kocku i Siemiatyczach nie zosta-
__________
38
H. Landrecht, D. C. Colander, Historia myśli ekonomicznej. Przekład K. Szeworski,
PWN, Warszawa 2005, s. 175.
39
Tamże, s. 362–363.
40
Jak w akcie plenipotencji czytamy, spadkobiercami dóbr dziedzicznych księżny byli
książę Franciszek Sapieha, hrabina Anna z Sapiehów Sewerynowa Potocka i hrabina Karolina
z Sapiehów Stanisławowa Sołtykowa. Spadek po księżnie przypadający wyżej wymienionym
obejmował „w Pruskiem państwie majętność Siemiatycze w departamencie Regencyi Białostockiey. Dwa domy w Warszawie, jurysdykcyę na Pradze, dom w Gdańsku y w cesarsko
Galicyjskim kordonie majętność Kock cum attinentiis, majętność Wysokie Lubelskie oraz
prawem zastawu posiadane majętności Kukizow w cesarsko-rosyjskim kordonie oraz dobra
Siedliczów Pieczywody. Ponadto dostały się im jeszcze „niektóre prawa z zastawow y innych
użytków dóbr do śmierci dożywociem posiadanych iako to na przykład z Maryampola
y Jezupola przynależne”.
Według aktu plenipotencji przysługiwało wyżej wymienionym spadkobiercom także prawo do części ruchomości pozostałych po księżnie „również wszelka ruchoma pozostałość sum,
praw y przymierzów (sic) nieograniczonej plenipotencji podlega, Księstwo berezdowskie
i dobra wołyńskie, a także klucze leżące w Małopolsce, przeszły powrotem do Jabłonowskich.
Spadkobiercy przy większej części dóbr się nie utrzymali; i tak w ręce bankiera Meyznera,
głównego wierzyciela księżny, poszły dobra kockie i siemiatyckie, księstwo berezdowskie
zostało też niebawem sprzedane przez księcia Stanisława Jabłonowskiego (tamże, s. 39–40).
63
ło śladu. Wraz podziałem dóbr między spadkobierców i wierzycieli upadły także
reformy przez nią wprowadzone.
Czy efekty wprost heroicznej działalności Jabłonowskiej były odczuwalne?
Nie ulega wątpliwości, że na pewien okres czasu tak, gdyż podniosła poziom
gospodarczy dóbr oraz przyczyniła się do poprawy sytuacji bytowej włościan
i mieszczan. Wzrosły dochody księżnej i jej poddanych. Zniszczenie archiwum
dworskiego nie pozwala jednak określić w jakim stopniu one się zwiększyły.
Księżnę Jabłonowską postrzega się głównie jako reformatora rolnictwa
i stosunków wiejskich. Nie dostrzega się jej zasług w zakresie urbanizacji,
uprzemysłowienia i unormowania stanu prawnego mieszczan. Za jej rządów
wzrósł status materialny ludności miejskiej i ograniczony został wyzysk oraz
negatywne zjawiska społeczne w mieście.
W Ustawach stworzyła stałe podstawy prawne dla wzajemnych stosunków
dworu i poddanych. Był to postęp wobec braku państwowych norm w tej newralgicznej kwestii. Zarzuca się niekiedy księżnej, że nie zniosła pańszczyzny, i że
nie wprowadziła oczynszowania, jak to uczynili inni reformatorzy. Księżna Jabłonowska, podobnie jak Stanisław Małachowski, poszła drogą pośrednią,
zmniejszając pańszczyznę i zapewniając chłopom większą stabilizację materialną41. Sądzę, że miała jednak, przynajmniej częściową rację, stojąc na stanowisku,
że nadanie pełnej wolności chłopom, bez ich edukacji i wzrostu zamożności,
może spowodować skutki negatywne. Większość włościan nie była przygotowana do samodzielnego gospodarowania. W dobrach bieżuńskich oczynszowanych
przez A. Zamoyskiego chłopi nie mogąc sprostać nowym wymogom, powrócili
do pańszczyzny. Rygorystyczne ograniczenie swobody poddanych miało zapewnić wzrost własnych dochodów oraz podniesienie stopy życiowej mieszkańców
wsi i miast. Większość posiadaczy w Rzeczypospolitej normowała w ten sposób
wzajemne relacje dwór–wieś. Zatem Władysław Grabski nie ma racji, twierdząc,
że księżna „…wprowadziła surowy regulamin oparty na systemie kar nieustannych, tak, że cała jej reforma nosi charakter bardzo wątpliwego postępu”42.
Analiza Ustaw powszechnych oraz głównych przejawów działalności gospodarczej księżnej pozwala na sformułowanie kilku ogólniejszych uwag. A.
Jabłonowska stworzyła w swoich dobrach „państewko” magnackie, w którym
sprawowała władzę patrymonialną. W jej systemie rządzenia pojawiły się jednak
elementy samorządowe zarówno na wsi, jak i w mieście. Samorządy były rzecznikami interesu publicznego, pełniły funkcje opiniotwórcze oraz w pewnej mierze kontrolne i sądownicze.
Gospodarka w kluczu kockim i siemiatyckim była kierowana i regulowana
odgórnie (zużycie surowców i materiałów, siła robocza, wydajność pracy, ceny,
podatki, przewidywane efekty, budownictwo, zagospodarowania terenów zielo__________
41
42
212.
64
W. Rusiński, Rozwój gospodarczy ziem polskich w zarysie, Warszawa 1969, s. 161.
W. Grabski, Społeczne gospodarstwo agrarne w Polsce, „Książka”, Warszawa 1923, s.
nych); mechanizm rynkowy ujawniał się dopiero w kontaktach zewnętrznych.
Księżna podjęła kompleksową próbę regulacji prawnych, ekonomicznych, technologicznych, organizacyjnych i społecznych – począwszy od zasad władzy
i własności aż po receptury technologiczne.
W jej opracowaniach i działalności praktycznej dominuje myśl mikroekonomiczna, nie zaś globalna. Doszukać się w niej możemy zaczątków nowoczesnej
myśli organizacyjnej, podstaw naukowych agronomiki, ergonomii pracy (np. 9-cio
godzinny dzień pracy), prawa pracy, czy nawet zasad BHP43. Trudno dzisiaj dociec, z jakich źródeł korzystała księżna, podejmując działalność reformatorską
w swoich dobrach. Jedno jest pewne: podstawą jej wiedzy była „księga życia”;
potrafiła obserwować i zbierać informacje od swoich współpracowników. Korzystała też z bogatej literatury krajowej i zagranicznej, mając do dyspozycji ogromny
księgozbiór. W jej opracowaniach i działalności praktycznej można dostrzec ślady
myśli fizjokratycznej i merkantylistycznej. Jeśli chodzi o konkretnych autorów, to
czerpała wiedzę ze wspomnianej pracy Bradley’a oraz osiągnięć Pawła Brzostowskiego. J. Bartoszewicz ocenia reformy jako „zacne i szlachetne”, ale dodaje, że
„były w znakomitej części naśladownictwem” i wymienia: P. Brzostowskiego, I. J.
Massalskiego, A. Czartoryskiego, S. Poniatowskiego i J. Chreptowicza44. Sądzę, iż
pierwowzorem dla A. Jabłonowskiej była praca Anzelma Gostomskiego Gospodarstwo (1588 r.), pierwsze oryginalne polskie opracowanie dotyczące rolnictwa45.
Analiza tego dzieła przypomina łudząco podejście metodologiczne autorki Ustaw
powszechnych. Jabłonowska wchodzi, podobnie jak Gostomski w najdrobniejsze
szczegóły wewnętrznego życia swych poddanych, a więc w takie sprawy, jak:
życie rodzinne, moralne i towarzyskie. W jednym, jak i w drugim dziele, przedstawiona jest szczegółowa organizacja gospodarstwa, obowiązki urzędników
i oficjalistów, powinności poddanych, rady agronomiczne oraz szczegółowy ka__________
43
Ustawa zakazywała zatrudniania w „fabryce” jako pomocników dzieci i kobiet. Kobiety
przynosiły tylko pożywienie dla pracowników. Szczegółowe rozporządzenie normowało
obowiązki parobków fabrycznych: „…wozy nasmarować samym się ochędożnie ubrać
y wyjeżdżać z niemi na fabrykę o godzinie 4tey latem, a zimą o 5tey; latem więc od godziny
9ty z rana, a po obiedzie od godziny 4ty do 8, a zimą z rana od 5tey do godziny 11, a po południu od 1, do 5tey pracować niemi każe, to jest: latem y zimą po 9 godzin na dzień cały,
w letni zaś czas w godziny koniom do spoczynku wyznaczone, gdy ich parobcy odprowadzą
rano, w południe, y w wieczór, zaraz płachtą zetrzeć z nich po y proch powinni, daź im ieść,
pić, y spokojnie w stayni lub w cieniu spoczywać pozwolić, do godzin do pracy im wyznaczonych, sami zaś oprzątnowszy konie y śniadanie ziadłszy; do roboty iść maią tey, która im
będzie wyznaczona, to iest: albo na pomoc cieśliom, grabarzom, mularzom, lub też na inney
iakiey usługi sprawowanie, a od godziny 11 do 1, po południu znowu wypoczniecie maiąc
sobie pozwolone, powracać do swoich robotmaią, y poty te wykonywać, poki czas zaprzężenia
znowu koni nie nastąpi. Powróciwszy zaś iuż w wieczor z roboty po nakarmieniu, iak się
wyżey rzekło, koni” (Ustawy powszechne…, t. 4, s. 10–11 i 13).
44
J. Bartoszewicz, op. cit., s. 319.
45
A. Gostomski, Gospodarstwo. Oprac. S. Inglot, Zakład Narodowy Imienia Ossolińskich,
Wrocław 1951.
65
lendarz prac w kolejnych porach roku. We wstępie zaś autorzy odwołują się do
porządku „boskiego”.
Działalność reformatorska A. Jabłonowskiej oraz jej sprawne administrowanie i zarządzanie dobrami, nie przyniosły oczekiwanych prze nią efektów
ekonomicznych. Nie mamy wprawdzie dokładnych danych, ale na podstawie
ogólnych szacunków, można śmiało stwierdzić, iż gospodarstwa czynszowe
osiągały większą wydajność, a tym samym i większe dochody. Stąd nasuwa się
oczywisty wniosek, że nawet najlepiej zarządzany system folwarcznopańszczyźniany nie mógł stanowić konkurencji dla powstającej gospodarki rynkowej. J. Wybicki, gorący zwolennik oczynszowania pisał, że „trzech poddanych
nie zrobi tyle, co dwóch wolnych”46. Sądzę, że nie zmieni tej oceny uwzględnienie niekorzystnych uwarunkowań, ani też błędy, przez nią popełnione (pułapka
zadłużeniowa, przeinwestowanie, zaniedbanie edukacji rolniczej).
Annie Jabłonowskiej należy się jednak uznanie za jej ofiarną i racjonalną
działalność praktyczną. Jej zmodyfikowany system gospodarki folwarcznopańszczyźnianej mógł ułatwić przejście do dalszych przemian ekonomicznych
i społecznych.
Summary
Duchess Anna Jabłonowska is one of the most prominent, albeit less known
reformers of the Polish economy in the second half of the 18th century. She won
recognition for selfless and practical regional activity in the field of modification
of feudal service system. Implementation of her reforms facilitated upgrading of
the Polish agriculture. Duchess’s activity was not a lordly whim but it was upright and arduous work aiming at enhancing social-economic life in the vast
regions of the declining First Republic.
Translated by Katarzyna Walińska
__________
46
66
Cyt. za: W. Rusiński, op. cit., s. 159.
Daria Domarańczyk
Uniwersytet Łódzki
Obraz XIX-wiecznej francuskiej prowincji Berry w świetle pamiętnika
George Sand „Dzieje mojego życia”
Wieś, osada, miasteczko, czy wreszcie prowincja – to tylko niektóre z licznych nazw określających obszary położone z daleka od miast i ich aglomeracji.
Ostatnia z nich, to także jednostka administracyjna funkcjonująca w wielu krajach na całym świecie. Wymieniona w tytule francuska prowincja Berry, to również kraina historyczna znajdująca się w departamentach Cher i Indre w północno-środkowej części tego kraju. Wreszcie prowincja i jej mieszkańcy to
w większości unikalna łącząca ich więź. Jest to także specyficzna mikrokultura,
obyczaje, niekiedy gwara a także przez lata wytworzona mikrohistoria. Powyższe cechy opisała w swym pamiętniku jedna z najbardziej znanych francuskich
pisarek i charyzmatycznych kobiet XIX wiecznej Europy – George Sand, którą
Berryjczycy nazywali po prostu „dobrą Panią z Nohant”1.
Amandine Aurore Lucile Dupin (znana jako George Sand) przyszła na
świat 1 lipca 1804 roku w Paryżu. Matką przyszłej pisarki była Antoinette
Sophie-Victoire Delaborde, zaś ojcem kapitan Maurice François Dupin. Za
sprawą swego pochodzenia i licznych koligacji rodzinnych była spokrewniona
z królem Polski Augustem II Mocnym i francuską dynastią Burbonów2.
Pisarka spędziła dzieciństwo w Paryżu i w rodzinnym majątku ojca w Nohant (prowincja Berry). W lipcu 1808 roku urodził się brat Aurory – Louis, który
jednak zmarł po kilku miesiącach. Kolejna rodzinna tragedia miała miejsce niewiele dni później. Dnia 16 września ojciec pisarki, Maurice spadł z konia
i w wyniku złamania karku zginął na miejscu. Matka, która nie była w stanie
sama utrzymać dziewczynki podpisała z teściową 3 lutego 1809 roku umowę, na
mocy której ta ostatnia trafiła pod opiekę babci3. Ucząca się początkowo pod
opieką babci Aurora została w styczniu 1818 roku oddana do szkoły prowadzo-
__________
1
G. Sand, Dzieje mojego życia, Warszawa 1968 r., s. 15, wstęp autorstwa Marii Straszew-
skiej
2
J. Barry, George Sand. Żywot jawnogrzesznicy, Warszawa 1996, s. 13.
B. Jack, George Sand, Warszawa 2002, s. 32–67. Marie-Aurore Dupin de Francuel
(1748–1821) – wnuczka króla Polski, Fryderyka Augusta III i jego kochanki Aurore de Koenigsmark, córka z nieprawego łoża Księcia Maurycego Saskiego i Marie Rainteau. W 1777
roku wyszła za mąż za Louisa-Claude’a Dupin de Francueli, zaś w następnym roku urodził się
im syn – Maurice (ojciec George Sand). Po śmierci męża i syna zarządzała majątkiem Nohant
i wychowywała wnuczkę Aurorę.
3
67
nej przez ugustianki Angielskie4. Przebywała tam do kwietnia 1820 roku, kiedy
to podupadająca na zdrowiu babcia uznała, iż trzeba przygotować wnuczkę do
przejęcia obowiązków właścicielki Nohant5.
Po powrocie do domu Aurora opiekowała się sparaliżowaną panią Dupin
i uczyła się zarządzania majątkiem. W tym samym czasie pojawił się w jej życiu
Stéphane Grandsagne, pierwsza wielka miłość przyszłej pisarki6. Związek przetrwał kilka miesięcy, gdyż matka pisarki była mu przeciwna. Śmierć babci, która
miała miejsce 26 grudnia 1821 roku spowodowała przeprowadzkę Aurory do
mieszkającej w Paryżu matki. Podczas pobytu w stolicy za sprawą przyjaciela
ojca z wojska, Jamesa du Plessis, poznała 19 kwietnia 1822 roku swojego przyszłego męża – podporucznika Casimira Dudevanta7.
Młodzi od razu przypadli sobie do gustu i po kilku tygodniach znajomości
zostały ogłoszone zaręczyny. Po pokonaniu oporów matki Aurory 24 sierpnia
1822 roku podpisano kontrakt ślubny. Sama ceremonia zaślubin miała miejsce
17 września w Paryżu, a niespełna rok później urodził się pierworodny syn państwa Dudevant-Maurice. Niewątpliwie pierwszym związkiem pozamałżeńskim
dla Aurory był ten z poznanym wcześniej Stéphanem Grandsagne, który w 1826
roku pojawił się w okolicy Nohant. Owocem romansu była prawdopodobnie
urodzona 13 września 1828 roku córka pani Dudevant – Solange8. W następnym
roku powstały też pierwsze literackie dzieła pisarki: Podróż Pana Blaise, Historia jak ze snu oraz Nie opublikowane wspomnienia9.
Rok 1830 był przełomowym nie tylko dla historii Francji, ale i dla samej
Aurory. W cieniu paryskich wydarzeń rewolucji lipcowej poznała jednego
z ważniejszych mężczyzn w jej życiu, dziennikarza Julesa Sandeau10. Wiedzący
o romansie mąż pisarki napisał list z najgorszymi epitetami pod jej adresem.
Małżonkowie w styczniu 1831 roku uzgodnili, iż pisarka będzie spędzać czas na
zmianę: trzy miesiące w Paryżu i trzy w Nohant. Dzieci miały na razie pozostać
pod opieką ojca11. Mieszkająca już wówczas w stolicy Aurora dostała pracę
u Henri’ego de Latouch’ego w satyrycznym piśmie „Le Figaro”12. W lipcu 1831
roku początkująca dziennikarka zaczęła pracę nad powieścią Róża i Blanka,
__________
4
J. Barry, dz.. cyt., s. 74–81.
Tamże, s. 82.
6
B. Jack., dz. cyt., s. 89–92.
7
Tamże, s. 103–106. Casimir François, baron Dudevant (1795–1871) – nieślubny, ale
uznany syn płk barona Jaen’a-Françoisa de Dudevanta i służącej Augustine Soulès.
8
B. Jack, op. cit. s. 132–136.
9
A. Thibaudet, Historia literatury francuskiej. Od Rewolucji Francuskiej do lat trzydziestych XX wieku, Warszawa 1997, s. 129–130.
10
B. Jack, dz.cyt., 142–143. Julesa Sandeau (1811–1883) – francuski pisarz i dziennikarz.
Wspólnym dziełem literackim kochanków była powieść „Róża i Blanka”.
11
J. Barry, dz., cyt., s. 142–144.
12
Tamże, s. 147–148.Henri de Latouche (1785–1851) – francuski poeta i pisarz. W 1830
roku kupił wydawany od 1826 roku tygodnik „Le Figaro”.
5
68
publikowaną w odcinkach właśnie w „Le Figaro”. Doceniona przez czytelników
zaczęła pracę nad powieścią Indiana, która otworzyła jej później drzwi do kariery literackiej. Charyzmatyczny wizerunek artystki i odważne przemyślenia zawarte w utworach sprawiły, iż powieści podpisane jej pseudonimem błyskawicznie zyskiwały status bestsellerów. Nie powinien zatem dziwić fakt, iż François
Buloz – redaktor naczelny konkurencyjnego dla „Le Figaro” miesięcznika
„Revue des Deux Mondes” pozyskał pisarkę do swojego zespołu13. Już 9 grudnia
na łamach „Revue” wyszła pierwsza część noweli Markiza.14.
Początek roku 1833 przyniósł Sand zakończenie burzliwego związku
z Sandeau i zauroczenie sławną aktorką Marią Dorval15. Elementy romansu
pisarka wykorzystała w powieści Lelia, opublikowanej w maju 1833 roku na
łamach „Revue des Deux Mondes”. Utwór uczynił z Sand najbardziej poczytną
we Francji autorkę16. Po około półrocznym związku półrocznym związku z Marią Dorval pisarka związała się ze zdolnym młodym literatem Alfredem de Musset17. Wkrótce u partnera Sand wystąpiły pierwsze symptomy choroby psychicznej. Podczas wspólnej wyprawy do Włoch zachorował na chorobę weneryczną,
efekt przelotnych przygód z prostytutkami. Opiekująca się nim Sand również nie
stroniła od przelotnych związków, m. in. z lekarzem Musseta18. Następnie pisarka przerwała romans i skupiła się na pracy nad psychologiczną powieścią Mauprat. Zaprzyjaźniła się również z Eugène Delacroix, który namalował jej portret19. Wzmożoną aktywność polityczną pisarki można zaobserwować od maja
1835 roku. Sand prezentowała na forum publicznym odważne poglądy republikańskie. Niestety dobra passa została przerwana, gdyż 19 sierpnia 1837 zmarła
matka pisarki. Jesienią pisarka wróciła do Nohant, gdzie napisała powieści
Ostatnia z Aldinich i Orco. Nie pozostała tam jednak długo. Za namową swych
__________
13
J. Barry, dz.cyt,. s. 149–180. François Buloz (1803–1877) – francuski dziennikarz, dyrektor czasopisma oraz administrator teatru. W 1831 roku został właścicielem i redaktorem
naczelnym drugiego pod względem opiniotwórczości czasopisma we Francji Revue des Deux
Mondes.
14
B. Jack, dz. cyt., s. 186–187.
15
J. Barry, dz. cyt., s. 180–184. Marie Dorval (1798–1849) – francuska aktorka. Od 1813
żona Alaina Dorvala, a po jego śmierci w 1829 roku dziennikarza Marie Jean ToussaintMerle. Znana ze swojego bujnego życia towarzyskiego i skłonności homoseksualnych.
16
B. Jack, dz.cyt., 188–202.
17
Tamże, s. 203–206. Alfred Louis Charles de Musset (1810–1857) – francuski pisarz
i poeta, członek Akademii Francuskiej. Po rozstaniu z Sand napisał w 1836 roku słynną powieść Spowiedź dziecięcego wieku.
18
J. Barry, dz.. cyt., s. 211–226.
19
Tamże, s. 233.Ferdinand Victor Eugène Delacroix (1798–1863) – francuski malarz,
przyjaciel Fryderyka Chopina. Do jego najbardziej znanych prac należą “Rzeź na Chios”,
„Wolność wiodąca lud na barykady” czy „Portret Chopina”.
69
paryskich przyjaciół – Marie d'Agoult, Franza Liszta oraz Honoré’a de Balzac’a
– powróciła do stolicy w kwietniu 1838 roku20.
W tym samym roku w Paryżu pisarka poznała najsłynniejszego ze swoich
partnerów – Fryderyka Chopina21. Kompozytor chorował na płuca i zalecono mu
zmianę klimatu. W listopadzie kochankowie i dzieci pisarki udali się na Majorkę.
Pogorszenie się stanu Chopina, kłopoty finansowe i wyczerpująca podróż sprawiły, że do Nohant wrócili dopiero w maju 183922. W domu Sand rozpoczęła
pisanie wspomnień z tej wyprawy, które ukazały się w lutym 1842 roku pod
tytułem Zima na Majorce. Prawdziwymi bestsellerami okazały się jednak dzieła
oddające feministyczne poglądy pisarki – Konsuelo i jego kontynuacja Hrabina
z Rudolstad.
We wrześniu 1842 roku Chopin i Sand postanowili wynająć kamienicę
w centrum Paryża. Tam powstała Lucrezia Floriani, na poły autobiograficzna
powieść miłosna23. Do Nohant powracali głownie latem. W wiejskim domu
zaczęły jednak stopniowo narastać problemy, związane m.in. z afektem Solange
do przyjaciela matki.
Koniec romansu Sand z kompozytorem nastąpił w 1847 roku. Powodem
rozstania było poparcie udzielone przez Chopina małżeństwu Solange ze znienawidzonym przez pisarkę rzeźbiarzem Augustem Clésingerem. Pisarka rozpoczęła wtedy pracę nad swoistą autobiografią noszącą tytuł Dzieje mojego życia24.
George Sand była bezpośrednim świadkiem Rewolucji lutowej, jak i samej Wiosny Ludów we Francji. Z nieukrywaną radością przyjęła fakt abdykacji króla
Ludwika Filipa, a w konsekwencji proklamację II Republiki Francuskiej. Była
autorką Listów do ludu, w których apelowała do społeczeństwa – zwłaszcza
mieszkańców prowincji, by nie zaprzepaszczono szansy na przebudowę kraju.
Sama pisarka została również zgłoszona jako kandydatka do przyszłych wyborów do Zgromadzenia Narodowego. Autorem wniosku był Ernst Legouvé,
członek Club de l’Émancipation des Peuples. Sand odmówiła tłumacząc, iż nie
będzie reprezentować kobiet, wybrana jedynie przez mężczyzn. Z niepokojem
przyjęła również fakt wygranej w wyborach prezydenckich 10 grudnia 1848 roku
Ludwika Napoleona Bonapartego.25
Wielkie zmiany następowały także w życiu prywatnym Sand. Dnia 28 lutego 1848 roku po raz pierwszy została babcią – Solange urodziła córkę Jeanne-
__________
20
Tamże, s. 240–244. Marie Catherine Sophie de Flavigny, wicehrabina de Flavigny, znana bardziej jako Marie d'Agoult (1805–1876) – francuska pisarka tworząca pod pseudonimem
Daniel Stern. Towarzyszka życia pianisty i kompozytora Franza Liszta.
21
J. Barry, dz. cyt. s. 300–307.
22
A. Zamoyski, Chopin, Warszawa 1985, s. 143–156.
23
A. Thibaudet, dz.cyt., s. 129–132.
24
Tamże,s. 265.
25
J. Dautry, Historia rewolucji i kontrrewolucji we Francji w latach 1848–1851, Łódź
1950, s. 70–88, 107, 161.
70
Gabrielle, Niestety, dziewczynka zmarła po tygodniu. W grudniu następnego
roku Sand poznała swoją ostatnią wielką miłość – młodszego o trzynaście lat
miłośnika sztuk dramatycznych, Alexandra Manceau26. Kochankowie wspólnymi
siłami unowocześnili prowadzony przez Sand od kilkudziesięciu lat amatorski
teatr w Nohant. Razem wychowywali także kolejną córkę Solange – JeanneGabrielle Béatrice (Nini). Niestety, także i ta wnuczka zmarła w skutek nagłej
i ciężkiej choroby w styczniu 1855 roku27. Pociechę w tych chwilach stanowiło
dla pisarki zaaranżowane przez nią małżeństwo syna Maurice’a z Marceliną
Callmatą28. Już rok po ślubie para doczekała się synka, urodzonego 14 lipca 1863
roku Marka-Antonie’a, nazywanego Cocoton (Pisklę).Niestety również ten wnuk
zmarł niespełna rok później na skutek bardzo ciężkiej choroby. Również Manaceau, który od dłuższego czasu walczył z zaawansowaną gruźlicą czuł się coraz
gorzej. Umarł dokładnie miesiąc później, pozostawiając Sand w rozpaczy. Niezwykle oddanym przyjacielem okazał się w tych trudnych chwilach dla pisarki
Gustave Flaubert, z którym korespondowała do końca życia29.
Swoje ostatnie lata pisarka spędziła z rodziną w Nohant. Do jej codziennych zajęć należała opieka nad wnuczkami: urodzoną w 1868 roku Aurore (Lolo) i młodszą o dwa lata Gabrielle (Titite). Poza córkami Maurice’a stała się
również babcią dla potomków swego przyrodniego brata, Hyppolite’a. Dla nich
napisała Opowieści babci. J George Sand zmarła 8 czerwca 1876 roku prawdopodobnie na raka żołądka. Jej pogrzeb zgromadził elitę intelektualną Francji30.
Pierwsze spotkanie przyszłej pisarki z prowincją Berry i samym Nohant
miało miejsce w sierpniu 1808 roku, po ciężkiej podróży rodziny Dupin z Hiszpanii. W domu babki Aurora odzyskała szybko zdrowie i siły do zabawy z przyrodnim bratem Hippoyte’m. Z pamiętnika Sand możemy się dowiedzieć w co
najchętniej bawiła się jako mała dziewczynka z dziećmi okolicznych chłopów
(babcia nie zabraniała jej kontaktów z rówieśnikami pochodzącymi z wiejskich
domów, dopóki nie zaczęła przyjmować od nich złych nawyków w zachowaniu).
W Dziejach mojego życia możemy przeczytać: (…) wtajemniczył mnie wówczas
w różne przyjemne zabawy, między innymi w przyrządzanie tak zwanych „babek
z błota”. Trochę piasku albo ziemi z kompostu trzeba było zmoczyć wodą i dobrze ugnieść, potem nadać temu formę babek i ustawić na dolnych tafelkach
łupkowych. Następnie Hipolit wsuwał to ukradkiem do pieca (…) 31. W kolejnym
rozdziale pamiętnika Sand zapisała: Mój brat i ja mieliśmy we wsi sporo przyja-
__________
26
B. Jack, dz.cyt., s. 278–279.Alexandre Manceau (1817–1865) – rzeźbiarz, pisarz, dramaturg.
27
J. Barry, dz.cyt., s. 393.
28
Tamże, s. 405. Marceline Calamatta-Dudevant (1842–1901) – córka Luigi Callamata.
W 1862 roku wyszła za mąż za Maurice’a Dudevanta, z którym miała trójkę dzieci.
29
B. Jack, dz. cyt., s. 290–294, 295–304.
30
A. Maurois, Lelia, czyli życie George Sand, t. II, Warszawa 1976, s. 223.
31
G. Sand, dz.. cyt., s 84
71
ciół, chłopców i dziewczynek, z którymi bawiliśmy się to biegając, to łazęgując,
to wspinając się na górki. Ja bawiłam się najczęściej z córkami jednego z naszych dzierżawców (…). Prawie codziennie, między dwunastą a drugą biegłam
do fermy, gdzie moje małe przyjaciółki zajęte były właśnie doglądaniem jagniąt,
zbieraniem jajek zagubionych przez kury w zaroślach, zrywaniem owoców
w sadzie albo pasieniem „gęsiczek”, jak to się u nas mówi, lub też zbieraniem
ściółki na zimę32.
Z tego okresu pochodzi także wspomnienie dotyczące pogrzebu Maurice’a
Dupin – ojca Sand. Mieszkańcy Nohant i okolicznych wsi tłumnie zebrali się,
żeby pożegnać swojego dziedzica. Wszyscy swym śpiewem i modlitwami pokazywali jak bardzo współodczuwają z rodziną utratę bliskiej im osoby. Pierwsze
miesiące pobytu u babci, to także debiut malej Aurory w roli ogrodnika. Pisarka
pełna wzruszenia wspominała po latach pierwsze zasiane przez nią kwiaty
i grządki z warzywami, nad którymi czuwał Deschartres33. Założony wiele lat
wcześniej ogród i pozostałe tereny zielone przy dworze w Nohant zostały także
wielokrotnie opisane przez pisarkę: Na naszej posesji znajdował się mały lasek,
w którym rosły graby, klony, jesiony, lipy i bzy.(…) ścieżkę obsadziliśmy fiołkami, pierwiosnkami i barwinkami, które od tamtej pory tak się rozkrzewiły, że
można je spotkać w prawie całym lasku. (…) w cieniu bzów i głogów ustawiliśmy
ławeczkę, a gdy była piękna pogoda, przychodziłam tam się uczyć i odrabiać
lekcje34. Ważną inicjatywą, która była dziełem nie tylko rodziny Dupin, ale także
okolicznych mieszkańców była budowa groty skalnej i kaskady wodnej w parku
przy Nohant. Do przewożenia materiałów (głównie kamieni i drewnianych elementów do podtrzymania konstrukcji) wykorzystano mieszkającego w gospodarstwie starego osiołka. Zwierzę nazywane przez rodzinę „patriarchą kłapouchów”
zawoziło także Aurorę i jej koleżankę co niedziela do kościoła: Zabierałyśmy ze
sobą śniadanie, żeby po mszy zjeść je w starym zamku Saint-Chartier, przylegającym do kościoła. Zamku pilnowała stara kobieta, przyjmowała nas ona w rozległych, opuszczonych komnatach starodawnej siedziby (…) Wtedy pojechać do
Saint-Chartier to była prawdziwa wyprawa. Drogi były niedostępne przez dziewięć miesięcy w roku. Trzeba było iść polnymi ścieżkami albo zaryzykować jazdę
na biednym osiołku, który niejeden raz ugrzązł w glinie razem ze swym ładunkiem. Dziś wspaniała, obsadzona pięknymi drzewami droga zawiedzie nas tam
w przeciągu kwadransa, ale w czasach, gdy podróż do zamku kosztowała tyle
trudu, czynił on na mnie dużo silniejsze wrażenie35.
Prowincja Berry podobnie jak cała Francja była świadkiem chwały, a następnie upadku wielkiego cesarza – Napoleona Bonaparte. W 1813 roku przez
__________
32
Tamże, s. 187.
J. Barry, dz.cyt., s. 53; Deschartres François (1761–1828) – guwerner Maurice’a Dupin
I jego córki Aurory (znanej jako George Sand).
34
G. Sand, dz. cyt., s. 107.
35
Tamże, s. 111–112.
33
72
okolicę Nohant przeszła fala niemieckich jeńców, którą dokładnie zapamiętała
dorastająca Aurora: Wszystkich niemieckich jeńców internowanych w naszej
prowincji traktowano łagodnie i przyjmowano z gościnnością właściwą niegdyś
mieszkańcom Berry, ale sympatię i dobre traktowanie zawdzięczali oni nie tyle
litości, którą mogliby wzbudzać, co swoim śpiewom i talentom do walca. Jeńcy
stali się towarzyszami i przyjaciółmi rodzin, u których zamieszkali, a niektórzy
z nich nawet znaleźli żony36.
Charakterystyczną cechą dla prowincji są również przekazywane sobie
wzajemnie przez jej mieszkańców plotki i nowiny. Różnica między wsią angielską a francuską widoczne są w przekazach pozostawionych przez osoby żyjące
w tym okresie. Z Listów Wybranych Jane Austen z lat 1796–1817 czytelnik może
dowiedzieć się jak ważne i wielofunkcyjne dla mieszkańców okolicznych wiosek
były organizowane bale i przyjęcia. Poza wspomnianymi wcześniej różnymi
typami wiadomości, były także omawiane na nich sprawy kultury, polityki
a także kojarzono małżeństwa37. Nieco inaczej wyglądało to we Francji, gdzie
bogatsi mieszkańcy prowincji nie uczestniczyli tak często w hucznych balach.
Życie kulturalno-towarzyskie skoncentrowane było bardziej w prywatnych salonikach i ogrodach przy kawie lub herbacie. Takie właśnie spotkania odbywały
się w pokojach Nohant u babci przyszłej pisarki, gdzie przyjeżdżały jej koleżanki
nazywane przez Sand „starymi hrabinami’38. Spośród wielu plotek i anegdot
usłyszanych przez Aurorę, szczególne miejsce zajmują te poświęcone polityce.
Po latach już jako pisarka wspominała: Codziennie docierały do nas jakieś zakulisowe dowcipy, którymi pan de Talleyrand godził w swego mocodawcę. Raz
Cesarz miał pobić cesarzową, to znów urwać brodę Ojcu Świętemu. Ponadto
Cesarz rzekomo bał się i chodził ciągle opancerzony.(…) Według innych znów
plotek Cesarz okazał się szaleńcem, plunął w twarz panu Cambacérès. Na domiar złego jego syn, wydarty kleszczami z łona matki, miał zemrzeć zaraz po
narodzeniu, a mały król rzymski był w rzeczywistości dzieckiem paryskiego piekarza. Lub w innej wersji: ponieważ kleszcze zgniotły dziecku czaszkę, musiało
ono być z cała pewnością kretynem: zacierano wtedy ręce z radości, tak jakoby
opatrzność miała w taki sposób ukarać Francję za to, że przywróciła dziedziczność tronu na rzecz żołnierza fortuny, a nie umiała jej zachować dla swoich
królewskich kretynów39.
Niezwykle ważne miejsce dla dorastającej pisarki zajęła prowincja Berry
i rodzinne Nohant w czasie choroby babci. Aurora opiekująca się najbliższą jej
sercu osobą w wolnych chwilach korzystała z uroków okolicznych pól i lasów.
Nieodłącznym towarzyszem dziewczyny w tym trudnym okresie stał się dla niej
przyrodni brat Hyppolite, który zaszczepił w niej miłość do jazdy konnej. Sensa__________
36
J. Barry, dz. cyt., s. 66.
Jane Austen. Listy wybrane 1796–1817,wybór R.W. Chapman, Warszawa 1998
38
B. Jack, dz. cyt., s. 62–63.
39
G. Sand, dz. cyt., s. 158–159.
37
73
cją dla mieszkańców wsi nie był fakt galopującej wierzchem na klaczy Colette
Sand, ale to, że odważyła się jeździć „po męsku” i to w spodniach. Strój młodej
dziedziczki składający się właśnie ze spodni i dopasowanego płaszcza, początkowo był przez nią zakładany dla wygody przy pracach gospodarskich, ale
z czasem okazało się, iż był początkiem rewolucji w modzie kobiecej40. Z miłością do swobodnej jazdy konnej (za którą pisarka bardzo tęskniła w Paryżu) było
także „otworzenie się” na piękno berryjskiej przyrody, która wielokrotnie była
później opisywana w utworach Sand: (…) to zapomnienie o wszystkim, którego
dostarcza nam widok przyrody, kiedy to koń idący stępa, z puszczonymi cuglami,
zatrzymuje się niepostrzeżenie, szczypiąc liście krzewów; to powolne lub szybkie
następstwo krajobrazów, to smętnych, to znów pełnych wdzięków; ta włóczęga
bez celu, ten swobodny nurt ulatującego czasu, te malownicze spotkania pasących się stad i wędrujących ptaków, cichy odgłos wody klaskającej pod kopytami
koni. (…) Tak oto zaczęłam odczuwać przyrodę, jak odczuwają ją poeci i to
jedynie dzięki mojej naturze, niepostrzeżenie i nie wiedząc o tym41.
W tym samym czasie dorastająca Aurora rozpoczęła naukę u Deschartresa,
który miał ją przygotować do przejęcia obowiązków właścicielki Nohant. Pod
jego okiem ćwiczyła rachunki, kwestię związane z zarządzaniem majątkiem oraz
poznawała podstawowe pojęcia z zakresu rolnictwa i hodowli. Wreszcie z osobą
sędziwego guwernera związane są wielokrotnie wykorzystywane w dorosłym
życiu przez Sand umiejętności medyczne. Aurora z niebywałym zaangażowaniem asystowała swojemu nauczycielowi przy zabiegach chirurgicznych (zdarzały się często u mieszkańców okolicznych wiosek w wyniku urazów spowodowanych pracą na roli) i przy odbieraniu porodów. Nie obce było dla niej także
upuszczanie krwi, zszywanie ran a nawet amputacje zmiażdżonych palców i rąk.
Jak przystało na prawdziwą gospodynię zbierała również zioła, które albo suszyła albo sporządzała z nich nalewki. W tym samym czasie opanowała do perfekcji
dialekt powszechnie używany przez mieszkańców prowincji – berrichon42.
W dorosłym życiu Aurory Nohant to przede wszystkim miejsce, w którym
odpoczywała po nieudanych związkach z mężczyznami i czerpała natchnienie do
pracy twórczej. Nazywana przez zaprzyjaźnionych mieszkańców okolicznych
osad „Dobrą panią z Nohant” albo „Dziedziczką” Sand spędzała w rodzinnej
posiadłości całe lato, a po zwycięstwie w wyborach prezydenckich Ludwika
Napoleona Bonaparte w 1848 roku przeniosła się tam na stałe. Podczas jej pobytu dworek pełnił funkcję swoistego centrum kultury dla najbliższej okolicy.
W czasie trwania związku z Fryderykiem Chopinem odbywały się w nim koncerty – nie tylko polskiego kompozytora, ale także Franciszka Liszta. Natomiast
w późniejszym czasie działał w Nohant powołany z inicjatywy Sand i jej przyja__________
40
Kralkowska-Gątkowska K, Surdut George Sand, czy ogon Helenki. O kobiecie, modzie
i nowoczesności w literaturze XIX wieku, „Świat i słowo”, Nr 4, 2005, s. 148–149.
41
Tamże, s. 250.
42
J.Barry, dz. cyt., s. 87.
74
ciela Aleksandra Manaceau amatorki teatr. W przebudowanym salonie mieszkańcy prowincji Berry mieli, więc okazję oglądać premierowe spektakle pióra
ich znanej sąsiadki. W tym samym czasie powstały także ogromne zapasy dżemów truskawkowych i powideł śliwkowych, z produkcji których słynęła „Dobra
Pani z Nohant” i które po dziś można zobaczyć w przydomowej spiżarni. Wreszcie Nohant to także azyl, miejsce spotkań z przyjaciółmi i medytacji po burzliwym życiu w ogarniętym rewolucjami Paryżu: Poszłam, aby wypłakać, do małego lasku w moim ogrodzie w Nohant, w to miejsce, gdzie kiedyś moja matka
budowała dla mnie i ze mną małą, śliczną grotę43. Rodzinne strony, do których
tak często tęskniła pisarka, stały się także miejscem, gdzie zachorowała i umarła
(nowotwór, który ją uśmiercił nazywała „diabłem w żołądku). W jednym z ostatnich z jej zachowanych listów z 21 lipca 1873 roku napisała: Leżąc w wodzie
(rzeka Indre) myślę o tych, którzy ogniś kąpali się tu razem z nami: Paulina i jej
matka, Chopin, Delacroix, mój brat…Kąpaliśmy się nawet w nocy. Przychodziliśmy na piechotę i tak samo wracaliśmy. Wszyscy umarli z wyjątkiem pani Viardot i mnie. Ten biedny wiejski zakątek nawet nie wie, ilu przezeń przewinęło się
sławnych ludzi….44
Czytelnik wspomnień George Sand powinien zwrócić uwagę na brak opisów obrzędów, zwyczajów i tradycji, które są charakterystyczne dla życia mieszkańców prowincji. Zarówno w pozostawionych zapiskach osób przebywających
na wsiach w Polsce czy Anglii zwrócona była uwaga, iż czas rolnikom wyznaczały mijające pory roku, święta kościelne, lokalne rocznice i festyny. W Dziejach mojego życia autorka Indiany pokazała przede wszystkim piękno francuskiej przyrody i walory mieszkania z daleka od aglomeracji miejskich. Należy
jednak pamiętać, iż ukazana we wspomnieniach mikrohistoria XIX-wiecznej
francuskiej prowincji Berry jest obrazem subiektywnym, widzianym oczami
pisarki. Lektura tego opublikowanego w 1854 roku pamiętnika dostarczy czytelnikowi także niezapomnianych wrażeń i refleksji o przemijaniu, pojęciu szczęścia i hierarchii ziemskich potrzeb.
__________
43
44
J. Sand, dz. cyt., s. 342.
A. Maurois, dz. cyt, s. 227
75
Summary
The article’s aim is to present the unique character of French province on
the example of Berry – the region known from the diary of the famous writer,
George Sand (1804–1876). In her book published in 1854, the accomplished
writer and feminist dedicated much attention to nature of the Indre valley and to
the inhabitants of Nohant – her place of birth. The writer was famous for being
an acute observer of human emotions and behavior, and her, mostly life-long,
friendly relationships with the inhabitants of the nearby villages enabled her to
describe the country life of that period. The mansion which belonged first to her
grandmother and later to George Sand had multiple functions, one of them being
the centre of culture for the inhabitants of the surrounding areas (e.g. an amateur
theatre, Franz Liszt and Frederic Chopin’s piano concerts).Thanks to the diary,
the reader can find out how the French province reacted to the revolutionary
events taking place in Paris, what the life of both ordinary and rich inhabitants
looked like and what were the typical pastimes of the region. The discrepancies
between the English, Polish and French province of that time are so distinct
mainly due to the witnesses’ account. The reader will probably find it surprising
that Story of My Life does not contain descriptions of customs and traditions
which are so typical of Berry, and without which we cannot fully reconstruct its
microhistory.
76
Anna Gawryszczak
Uniwersytet Łódzki
Żydzi jako wiejscy dzierżawcy karczm w XIX wieku
Karczmy lub inaczej zajazdy stanowiły nieodłączny element polskiego krajobrazu dawnych lat. Były miejscem, gdzie podróżny mógł znaleźć odpoczynek,
nocleg dla siebie i koni, spożyć posiłek czy porozmawiać ze znajomymi. Poza
dworem stanowiły one główny ośrodek życia społeczno-gospodarczego ówczesnej wsi. Były najważniejszą i niezbędną instytucją, zarówno miejscem zebrań
sąsiedzkich, jak i praktykowania wszelkiego rodzaju zwyczajów i obrzędów1.
Jeden z wybitnych polskich etnografów, historyków i jednocześnie archeologów Zygmunt Gloger w napisanej w latach 1900–1903 Encyklopedii Staropolskiej stwierdził, że: "Już za doby piastowskiej karczmy pospolite były po
wsiach i miasteczkach polskich, jako gospody dla podróżnych i miejsca do narad
i biesiad miejscowej ludności. W czasach, gdy kościoły były rzadko po kraju
rozsiane, ludność, przybywająca w dnie świąteczne z daleka, musiała mieć przy
kościele dach gościnny na popas, sami więc proboszcze starali się o to, aby
w pobliżu świątyni była obszerna gospoda"2.
Tematykę dotyczącą powstania i funkcjonowania karczm na przestrzeni kolejnych wieków poruszano już w wielu publikacjach, zarówno słownikach, encyklopediach czy monograficznych opracowaniach o charakterze naukowym
i popularno-naukowym3. Celem niniejszego artykułu jest podjęcie problemu,
__________
1
J. Burszta, Wieś i karczma. Rola karczmy w życiu wsi pańszczyźnianej, Warszawa 1950,
s. 30–31.
2
http://pl.wikisource.org/wiki/Encyklopedia_staropolska/Karczma, 27.03.2011 r., godz.
20:15; Encyklopedia Staropolska, red. Z. Gloger, t. III, 1900–1903.
3
Zob. m.in.: Słownik etymologiczny języka polskiego, red. A. Brückner, wyd. VIII, 1998;
T. Lalik, Encyklopedia historii gospodarczej Polski do 1945, t. I, Warszawa 1981; B. Baranowski, Polska karczma. Restauracja. Kawiarnia, Wrocław 1979; M. Szczepaniak, Karczma,
wieś, dwór. Rola propinacji na wsi wielkopolskiej od połowy XVII do schyłku XVIII wieku,
Warszawa 1977; T. Chrzanowski, Karczmy i zajazdy polskie, Arkady 1958; J. Burszta, Społeczeństwo i karczma. Propinacja, karczma i sprawa alkoholizmu w społeczeństwie polskim XIX
wieku, Warszawa 1951. Autorzy książek podkreślają, że karczmy od dawien dawna zajmowały
w krajobrazie wsi bardzo ważne miejsce. Samo słowo karczma (łac. tawerna, taberna) ma
dawne słowiańskie pochodzenie. Jest to termin wywodzący się od słowa krczag, oznaczającego dzban. Z czasem karczmę zaczęto określać różnymi innymi nazwami, z reguły przyjmowanymi z języków obcych: gospoda, gościniec, osteria, austeria, wirkausz, karwaster, oberża.
Karczma był to budynek, w którym warzono i sprzedawano, a później głównie szynkowano
piwo, miód pitny oraz gorzałkę. Karczmy wiejskie mieściły się zazwyczaj w centrum wsi.
Odkąd od XIII w. zaczęły się one powszechnie pojawiać we wsiach – były zazwyczaj najokazalszą po kościele budowlą, najczęściej stawianą w jego okolicy. Karczma odgrywała bowiem
77
który bywał tylko sygnalizowany w tych publikacjach, a mianowicie przybliżenie działalności Żydów jako wiejskich karczmarzy, jak również kwestii ustawodawstwa poszczególnych władz zaborczych w stosunku do ich działalności jako
dzierżawców w okresie XIX w.
Warto nadmienić, że o karczmach usytuowanych przy ważnych traktach
czy na rozstajach dróg wspominało wielu pisarzy, zaczynając już od Galla Anonima, który w pisanej w I połowie XII w. "Kronice polskiej" porusza tę tematykę. Wspominając o śmierci Bolesława Chrobrego pisał on, że po jego zgonie ani
klaskania, ani dźwięku cytry nie słyszano w gospodach. Na podstawie jego dzieła można stwierdzić, że karczmy zaczęły już powstawać w X w., natomiast coraz
więcej informacji na ich temat pojawia się w materiałach źródłowych już od XIII
stulecia4.
W XVII–XVIII w. z upływem czasu stopniowo wzrastał wyszynk gorzałki,
co przyczyniło się do faktu, że rola karczm w społeczności wsi pańszczyźnianej
stawała się coraz większa. W XVIII w. w wyniku propinacji dworskiej doszło do
ograniczenia liczby karczm w miasteczkach, natomiast znacznie wzrosła w tym
okresie liczba karczm dworskich, istniejących lub powstających teraz w większości wsi5. Od tego czasu, zwłaszcza od II połowy XVII w., wśród karczmarzy
wiejskich zaczęli przeważać Żydzi, głównie na ziemiach wschodniej Rzeczypospolitej6. Pisano, że „W wieku XV przybyła do miodu i piwa gorzałka, a w XVII
w. zaczęła szlachta wypuszczać karczmy w arędę żydom, czem się z początku
bardzo gorszono, dopóki za czasów saskich zwyczaj ten nie stał się powszech-
ważną rolę w życiu lokalnej społeczności. Niekiedy jednak karczmę budowano w pewnym
oddaleniu od danej miejscowości np. przy trakcie czy na granicy dwóch wsi. We wczesnym
średniowieczu na przełomie X/XI w. karczmy znajdowały się przede wszystkim na podgrodziach, w miejscowościach targowych i kościelnych, przy przeprawach oraz na skrzyżowaniach dróg. W XII w. karczmy zaczęły przechodzić w posiadanie wielkich właścicieli ziemskich. W procesie kolonizacji na prawie niemieckim stały się przynależnością gruntową pana
feudalnego, który przy lokowaniu wsi lub miasta nadawał prawo posiadania karczm sołtysom
lub wójtom. W karczmach tych osadzano karczmarzy wiejskich, zajmujących się przede
wszystkim produkcją i sprzedażą piwa. Za prowadzenie wyszynku karczmarze otrzymywali
zróżnicowane wynagrodzenie, często w postaci określonej części sprzedanego trunku.
W wyniku zajmowanych przez siebie określonych pozycji musieli także świadczyć bardzo
zróżnicowane czynsze i robocizny. Już od początków średniowiecza karczmy mieściły się
przeważnie w specjalnych budynkach, drewnianych lub krytych słomą. Wewnętrzne wyposażenie karczmy składało się z prostych drewnianych stołów, ław i stołków. Przeważały głównie
budynki liche, niezapewniające wygód podróżującym.
4
B. Baranowski, dz. cyt., s. 7–8.
5
M. in. w II połowie XVIII wieku w dobrach wielkiej własności w Wielkopolsce karczmy
funkcjonowały w około 70% wszystkich wsi. Zob. T. Lalik, dz. cyt., s. 296–298
6
T. Lalik, dz. cyt., s. 296–298; J. Burszta, Społeczeństwo i karczma…, s. 10–16.
78
nym. Za Stanisława Augusta pisze już Krasicki: „Żydami, według dawnego zwyczaju, osiadłe karczmy’’'7.
Również wielu cudzoziemców, jak i Polaków podróżujących nie tylko po
ziemiach polskich, podkreślało pojawianie się coraz to liczniejszych karczm
żydowskich arendarzy. Tytułem przykładu Ludwik z Pokiewia obrazuje w swoich relacjach oberże prowadzone przez Żydów, udzielając jednocześnie rad do
korzystania z zajazdów innych niż żydowskie. Pisze, że: „gdy się komu nadarzy
podróżować po Litwie i Żmudzi, gdy o karczmy wygodne zbyt trudno, bo chociaż
są gęsto i wspaniale zabudowane, lecz nasiadłe niechlujnym żydostwem, niech
nie waha się zajechać do pobliskiej wioski: tam znajdzie wygodny odpoczynek
dla siebie, smaczną strawę dla służącego, a dla koni wonne siano i perlisty
owies. I to wszystko nic kosztować nie będzie, bo chłopak żadnej zapłaty nie
przyjmie. Wielkie to dla niego szczęście, gdy kto w chateczkę zawita; przybycie
gościa jest to przybycie Boga, to jest litewskiego i żmudzkiego kmiotka przysłowie”8.
Także Tadeusz Padalica pisząc o rodzajach występujących karczm, ze
względu na miejsce ich położenia (karczma rywalka – położona na skrzyżowaniu, karczma-arystokratka w okolicy traktu pocztowego, karczma-dorobkiewicz
położona na pagórku, karczma-kokietka oddalona nieco od miasteczka, karczmazłodziej znajdująca się w lesie) podkreśla, że „Jak Anglicy poobsiadali przesmyki i cieśniny na morzach9, tak Żydzi u nas pozajmowali te strategiczne punkta na
tasiemkach dróg naszych. Zaledwie ujechałeś wiorst kilka, aż oto na linii widnokręgu postrzegasz w oddali czarną jakąś, spiczastą głowę, leżącą głową na ziemi,
z przymrużonemi oczami i rozdziawioną gębą”10.
Duże znaczenie ma fakt, że wraz z pojawieniem się Żydów jako arendarzy
zmienił się wygląd karczm, powiększyły się ich rozmiary: budowano większe
zajazdy, zwane austeriami. W II połowie XVIII w. wiele karczm było już murowanych, niejednokrotnie z sienią wjezdną i boksami dla koni11. Z czasem zaczęły
pojawiać się coraz to liczniejsze tzw. jadłodajnie zwłaszcza w większych miastach, przyczyniając się jednocześnie od schyłku XVIII w. do ograniczenia roli
karczm do szynku. W XIX w. karczma wiejska pozostawała nadal w kręgu gospodarki dworskiej, już nawet po zniesieniu propinacji, funkcjonując często do
I wojny światowej, a na niektórych obszarach nawet dłużej12.
__________
7
http://pl.wikisource.org/wiki/Encyklopedia_staropolska/Karczma, 27.03.2011 r., godz.
20:40; Encyklopedia Staropolska, red. Z. Gloger, t. III, 1900–1903.
8
L. A. Jucewicz, Litwa pod względem starożytnych zabytków, obyczajów i zwyczajów,
skreślone przez Ludwika z Pokiewia, Wilno 1846, s. 173–174.
9
Odnośnie Anglików możemy także dowiedzieć się o wyglądzie karczm przez nich prowadzonych, jak również i o panującej wewnątrz atmosferze. Zob. Angielskie tawerny, „Wędrowiec” 1863, t. II, nr 28, s. 42–43.
10
T. Padalica, Karczmy, „Tygodnik Ilustrowany” 1864, t. IX, nr 234, s. 103.
11
T. Lalik, dz. cyt., s. 296–298; J. Burszta, Społeczeństwo i karczma…, s. 10–16.
12
T. Lalik, dz. cyt., s. 296–298; J. Burszta, Społeczeństwo i karczma…, s. 10–16.
79
Historia karczmy jak można się domyśleć z powyższych informacji ściśle
wiąże się z prawem propinacji13, znanym od okresu wczesnego średniowiecza.
Łączy się także typowo z zagadnieniami społeczno-gospodarczymi obyczajowego i towarzyskiego życia wsi14. W przeciągu swojego istnienia karczmy-zajazdy
służyły różnym celom. Były miejscem, w którym można było zjeść posiłek,
napić się miodu lub piwa, przenocować czy zabawić się. Były miejscem rozrywki i jednocześnie sprzedaży wielu towarów potrzebnych społeczności wiejskiej
lub miejskiej. Tu często także urzędowali poborcy ceł i myta. W karczmie można
też było sprzedać produkty rolne lub kupić wyroby rzemieślnicze. Miejsca te
służyły wszystkim, zarówno możnym panom jak i chłopom, starym i młodym,
„swoim” jak i przyjezdnym. Karczma będąc centrum gospodarczego życia wsi
stanowiła jednocześnie centrum skupienia społecznego. W karczmie odbywały
się posiedzenia sądu wiejskiego. Wydawano w niej na chłopów surowe wyroki,
ogłaszano różnego rodzaju ustawy, stąd rządzono i regulowano życie społeczności nie tylko wiejskiej. Karczma była miejscem zdobywania wiedzy, jak i przekazywania wiadomości o świecie oraz praktykowania różnego rodzaju przesądów czy zabobonów. Jeśli we wcześniejszym okresie karczmę posiadał sołtys
była ona centrum administracyjno-samorządowym (sołtys ściągał daninę, czynsze, sądził czy wymierzał kary). Jeśli karczma należała np. do plebana to skupiało się w niej życie religijne wraz z odbywającymi się tam licznymi obrzędami
kościelnymi. Karczma spełniała szereg wspomnianych funkcji. Była równocześnie: karczmą, sklepem, restauracją, bankiem, szynkiem, hotelem itp.15.
__________
13
Propinacja – prawo do wytwarzania, sprzedawania i szynkowania piwa, wina, miodu
i wódki. W XVI–XVII wieku prawo propinacji należało wyłącznie do posiadaczy ziemskich.
Oznaczało to, że produkować i sprzedawać alkohol mógł tylko król, szlachecki lub duchowny
będący właścicielem danego obszaru oraz ci, którym za odpowiednią opłatą udzielono takiego
pozwolenia (tzw. monopol propinacyjny). Zwykle arendarze wraz z karczmami dzierżawili
również prawo do produkcji trunków. W miastach prywatnych teoretycznie było tak samo,
jednak często właściciele wydzierżawiali lub nawet nadawali miastu prawo propinacji na
własność – wówczas produkcję i handel trunkami nadzorowała rada miejska, tak jak w miastach królewskich. Obowiązujące od 1494 r. prawo propinacyjne a z nim również tzw. przymus propinacyjny zastrzegało dla właścicieli wiosek w celu zwiększenia dochodu z karczem
wyłączność sprzedaży trunków w obrębie ich włości. Wieśniacy byli zmuszeni do zaopatrywania się w napoje alkoholowe w karczmie wskazanej przez pana. Od tego też czasu gorzałka
zastępuje i stopniowo wypiera piwo, wino i miody. Zob. J. Burszta, Społeczeństwo i karczma…, s. 8–10; tenże, Wieś i karczma…, s. 13–23. Zagadnienia dotyczące propinacji poruszają
także inni autorzy, m. in.: W. Dąbrowski, S. Dmochowski, Przemysł spirytusowy w Królestwie
Polskim, cz. 1, b. m. w. 1918; J. Kleczyński, Propinacja i szynkarstwo, Kraków 1888; Tenże,
Wyrób piwa i wódki w latach 1876–1878, Lwów 1880; H. Rożenowa, Produkcja wódki
i sprawa pijaństwa w Królestwie Polskim 1815–1863, Warszawa 1961.
14
J. Burszta, Społeczeństwo i karczma…, s. 8–9.
15
Tenże, Wieś i karczma…, s. 32–33, 207–208.
80
W życiu wsi odgrywała ona ogromną rolę16 również w XIX wieku. Józef
Ignacy Kraszewski podkreślał jej znaczenie pisząc: „Gdzieś jest wieś bez karczmy? Byłoby to stworzenie bez głowy. Karczma bowiem jest miejscem schadzki,
rady i wesela, w niej się wszystko nawiązuje i zawiązuje, w niej żal jeden drugiemu wylewa, w niej się kłócą i biją, i swarzą, i godzą – i kochają! Karczma to
serce wsi”17.
Problematyka karczm ściśle łączy się z pojawieniem się ludności żydowskiej18 na terenach wiejskich. Wraz z ich przybywaniem od II połowy XVII w.,
wraz z zubożeniem chłopów, Żydzi przejmowali arendy19, jak również rzemiosło
wiejskie. W niektórych miejscowościach jeszcze w I połowie XVIII w. karczmarzami zazwyczaj byli miejscowi chłopi. Nie ulega jednak wątpliwości, że
w okresie wojen i wstrząsów politycznych, które miały miejsce od połowy
XVII w. (po 1648 r.) doszło do spadku zaludnienia Rzeczpospolitej. Jednocześnie był to okres, w którym wyznawcy religii mojżeszowej opuszczający miasta
i miasteczka przenosili się na tereny wiejskie, wypełniając jednocześnie powsta-
__________
16
Wraz ze stworzeniem odrębnych instytucji administracyjnych, rola karczmy w wielu
dziedzinach maleje, staje się ona przede wszystkim miejscem zebrań i rozrywki. Im bliżej
czasów dzisiejszych, tym ściślej karczma zrastała się z codziennym życiem obyczajowym wsi.
Tutaj odbywają się uroczystości rodzinne: wesela, chrzciny i stypy pogrzebowe. W karczmach
zawiera się interesy, tu odbywają się niedzielne tańce i zapustne zabawy. Zżycie się ludności
wsi z karczmą, wzrost pijaństwa, częste huczne zabawy, nawet w czasie zakazanym, zaniedbywanie nawet obowiązku niedzielnej Mszy św., zmusiło Kościół do ostrej walki ze złymi
skutkami oddziaływania karczmy. Wiąże się to z powstawaniem bractw i kółek wstrzemięźliwości, gorliwie popieranych przez publicystykę XIX wieku, która, zaniepokojona wzrostem
pijaństwa wśród chłopów, atakuje karczmy jako źródło tego stanu. Zob. B. Baranowski, dz.
cyt., s. 54–56.
17
B. Baranowski, dz. cyt., s. 56.
18
Wielu historyków interesujących się kwestiami dotyczącymi ludności żydowskiej porusza także w swoich monografiach i opracowaniach zagadnienia związane z wydzierżawianiem
i prowadzeniem przez nich karczm. M. in.: D. Tollet, Historia Żydów w Polsce od XVI wieku
do rozbiorów, Warszawa 1999; W. Puś, Żydzi w Lodzi w latach zaborów 1793–1914, Łódź
1998; M. Fuks, Żydzi w Warszawie. Życie codzienne, wydarzenia, ludzie, Poznań–Daszewice
1992; A. Eisenbach, Z dziejów ludności żydowskiej w Polsce w XVIII i XIX w., Warszawa
1983; I. Schiper, Dzieje handlu żydowskiego na ziemiach polskich, Warszawa 1937; F. Friedman, Dzieje Żydów w Łodzi od początków osadnictwa do roku 1863, Łódź 1935; S. Hirszhorn,
Historia Żydów w Polsce (1788–1914), Warszawa 1921 itp.
19
Arenda (arenta, arendarz – nazwa pochodząca ze średniowiecznej łaciny) czyli wydzierżawianie karczm, browarów i gorzelni za określoną roczną sumę. Oznaczała rezygnację
z bezpośredniego udziału w procesie produkcji i przejście na stanowisko pewnego rodzaju
rentiera (osoby utrzymującej się z dochodów płynących od posiadanego kapitału). Początkowo
osoba biorąca w dzierżawę zwała się arendarzem lub arendatorem. Z czasem gdy nazwa arendarza dotyczyła w zasadzie jedynie dzierżawiących młyny i karczmy (z reguły Żydów), dzierżawcę dóbr ziemskich zwano posesorem. Zob. http://pl.wikisource.org/Wiki/Encyklopedia
_staropolska/Arenda, 27.03.2011 r., godz. 21:00; Encyklopedia Staropolska, red. Z. Gloger, t.
I, 1900–1903.
81
jące w nich luki demograficzne, co w ostateczności musiało doprowadzić do
przeobrażeń w stosunkach ekonomicznych i strukturze społecznej tych miejscowości. Dochodzi w tym czasie także do coraz częstszych kontaktów między
Żydami a magnaterią i szlachtą20.
W XVIII i I połowie XIX w. Żydzi tak naprawdę nie odgrywali jeszcze dużej roli gospodarczej i ekonomicznej we wsiach21. W dokumentach z II połowy
XVIII w. można spotkać pojedyncze informacje dotyczące żydowskich transakcji kupieckich, ukazujących ich jako dzierżawców karczm, browarów i gorzelni.
Z czasem, gdy zaczęto zakazywać duchownym, jak i szlachcie prowadzenia
zajazdów pod groźbą utraty pozycji społecznej, dochodziło do oddawania
karczm w arendę, czyli dzierżawę Żydom, którzy powoli zaczęli zajmować pozycję chrześcijańskich karczmarzy wiejskich. W konsekwencji zaczęła w tym
okresie rozpowszechniać się arenda karczm, browarów jak również folwarków.
Szlachta w tym samym czasie, zwiększając zakres swojej własnej gospodarki,
potrzebowała dobrych pośredników, którymi w dużej mierze zostawali wspomniani Żydzi22. Upowszechnienie się tego typu dzierżawy, a także nadzór nad
dworem oraz gospodarką folwarczną (zarządzanie majątkiem, prowadzenie kontaktów handlowych itp.) zapewniał sporej części społeczeństwa żydowskiego
środki utrzymania23. Z czasem wielu spośród ludności żydowskiej zostało głównymi arendarzami. Już w XVIII w. w ich rękach pozostawała większość karczm
i szynków znajdujących się we wsiach, w zależności od zamieszkiwanego przez
nich regionu. Żydzi osiedlali się głównie w wiejskich dobrach prywatnych, handlując jednocześnie towarem wytwarzanym w danym majątku, z reguły zakładając karczmy w zniszczonych budynkach, propagując jednocześnie bardzo
skromne warunki życia24.
Pochodzenie narodowe i społeczne karczmarzy wiejskich było ogólnie bardzo różnorodne. Na ziemiach wschodnich dawnej Rzeczypospolitej a także na
ziemiach położonych po prawej stronie Wisły tymi karczmarzami zostawali
najczęściej Żydzi. Natomiast jeśli chodzi o ziemie leżące na lewym brzegu Wisły, większość karczmarzy stanowili Polacy. Znaczną część karczmarzy wiejskich stanowili również Niemcy, głównie na obszarze Śląska, Mazowsza, Pomorza Zachodniego czy Mazur. Jednakże w najbardziej negatywny sposób
odnoszono się do żydowskich arendarzy, którzy dzierżawili nie tylko karczmy,
__________
20
D. Tollet, dz. cyt., s. 77–97.
W XIX w. znaczne zyski przynosiła dzierżawa podatków od propinacji. W regionie
łódzkim od końca XVIII w. do lat 60-tych XIX w. dzierżawcami byli wyłącznie Żydzi. Zob. F.
Friedman, dz. cyt., s. 171–175.
22
D. Tollet, dz. cyt., s. 77–97.
23
I. Ihnatowicz, A, Mączak, B. Zientara, J. Żarnowski, Społeczeństwo polskie od X do XX
wieku, Warszawa 2005, s. 326; B. Baranowski, dz. cyt., s. 12–14.
24
A, Leszczyński, Rzemiosło żydowskie ziemi bielskiej od poł. XVII w. do 1798 r., Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historii 1977, nr 101, s. 17–40.
21
82
ale często także całą propinację stanowiącą jedną z najbardziej dochodowych
pozycji w odniesieniu do całości dochodów wsi25.
Już w momencie przejmowania przez ludność żydowską karczm (czyli od
XVII w.) wielu pisarzy ekonomicznych26 krytykowało zachowanie szlachty
oddającej tej ludności w arendę swoje własności. Przeciwko arendowaniu przez
Żydów nie tylko karczm, ale także miasteczek, wsi, myt, ceł czy młynów występowano już nawet od XVI wieku, poprzez wydawane rozporządzenia z lat 1563
i 1565. Także później wydawano szereg ustaw sejmowych (aż do końca
XVIII w.) krytykujących takie zachowania. Jednak poprzez niestosowanie się do
określonych zarządzeń przez szlachtę dochodzi do faktu, że coraz więcej Żydów
zostaje karczmarzami, a arendy żydowskie stają się zjawiskiem powszechnym.
Nadto J. Burszta podkreśla, że w tym okresie zdecydowanie „wzrasta” współpraca szlachty z ludnością żydowską będąca rezultatem przeciwstawnych cech charakteru szlachty oraz Żydów. Podkreśla on, że szlachta „grzeszyła kardynalnym
brakiem rządności”, natomiast Żydzi byli „wzorem najdalej posuniętej i najbardziej drobiazgowej skrzętności, oszczędności i pracowitości”. Według autora
skrajnie różne zasady życiowe były przyczyną ich współpracy, zaznaczając, że
„żaden inny arendarz nie dałby panu tyle dochodu z karczmy co Żyd przy swojej
gospodarności a równocześnie skromnym trybie życia”27.
Wraz z coraz częstszym zajmowaniem przez Żydów pozycji gospodarza
karczmy spotykamy się również z negatywnym odniesieniem do tej grupy ze
strony szlachty. Jej stanowisko było dwustronne. Z jednej strony wymagano od
Żydów uzyskiwania jak najwyższych dochodów, a z drugiej nie uznawano ich
jako pełnoprawnych obywateli. Dla szlachty najważniejsza była bowiem przedsiębiorczość Żydów, której zawdzięczali swoją pozycję społeczną. Natomiast
karczmarze żydowskiego pochodzenia dzięki swojej umiejętności obchodzenia
się ze szlachtą a zarazem swoim cechom charakteru, starali się zajmować określoną pozycję w kręgu gospodarczym28.
Podobne poglądy wyrażał goszczący w Polsce w końcu XVIII w. francuski
jezuita Hubert Vautrin z Nancy, który podkreślał, że prowadzenie karczmy przez
Żyda stanowiło podstawę jego współpracy z dziedzicem. Pisał on, że: „Wyrób
i sprzedaż napojów wyskokowych i alkoholu, młyny i karczmy to w ręku żydowskich dzierżawców prawdziwe kopalnie zysków dla dziedzica (…) Żyd-karczmarz
przysparza najwięcej dochodu właścicielowi ziemskiemu (…) dlatego też zainteresowany dziedzic chwyta się wszelkich sposobów, aby przyciągnąć jak najwięcej
gości i pomnożyć liczbę karczem”. Współpraca ta polegała także na tym, że
w zamian za dzierżawę karczmy arendarze musieli natomiast wywiązywać się
__________
25
B. Baranowski, dz. cyt., s. 14–16.
Przeciwko arendowaniu karczm przez Żydów już w XVII wieku występowali m. in.:
Grodwagner, Miczyński, Kmita, Słupski, Haur, Klonowicz czy Krzysztof Opaliński.
27
J. Burszta, Wieś i karczma…, s. 203–204.
28
Tamże, s. 130.
26
83
z różnego rodzaju świadczeń, zwłaszcza Żydzi stanowiący główne źródło dochodów właścicieli ziemskich. Musieli opłacać m.in. czynsze od nieruchomości,
opłaty z zakresu handlu czy transportu, opłaty od wykonywanych zawodów,
świadczenia z tytułu wspomnianej arendy, zwłaszcza ściśle związanej z nią propinacji trunków29.
Przybywający do Polski lub podróżujący po niej cudzoziemcy poza poglądami na temat wydzierżawiania przez Żydów karczm, dostrzegali także specyfikę prowadzonych przez nich własności. W swoich opisach ukazywali wygląd
karczm żydowskich, w których trudno było znaleźć jakiekolwiek ślady luksusu.
W większości opinie cudzoziemców o polskich karczmarzach i prowadzonych
przez nich zajazdach były dość negatywne. M. in. wspomniany przed chwilą H.
Vautrin podkreślał, że zajazdy prowadzone przez Żydów w żaden sposób nie
przypominały swoim wyglądem tego, na co wskazywałaby ich nazwa. Opisywał
on, że karczmy żydowskie były rodzajem szopy stanowiącej jednocześnie stajnię, wozownię, jak i kwaterę dla ludzi. Najczęściej złożone były one z dwóch
izb: jednej przeznaczonej dla rodziny gospodarza, drugiej dla przyjezdnych.
Zaznaczał on, że: „podróżny musi brać ze sobą kucharza, zastawę, żywność
i łóżko, jeśli nie chce postępować jak szlachcic, który żyje na koszt karczmarza,
zabiera mu drób, chleb, łóżko, wypędzając go bezlitośnie z domu wraz z żoną
i dziećmi”. Zdaniem podróżujących cudzoziemców w chwili ich przybycia do
karczmy żydowskiej, Żyd ma do zaoferowania „jedynie nocleg, siano, owies
i trunki (ponieważ) są to jedyne towary, za które otrzymuje zapłatę”30.
Podobnego zdania był podróżujący po Polsce pod koniec lat 70-tych
XVIII w. astronom i matematyk Johann Bernoulle, z którego relacji dowiadujemy się o nie przyjmowaniu przez Żydów gości w czasie szabatu, jak również
o warunkach panujących w karczmach żydowskich. Autor pisze, że: „do zajęcia
kwatery u Polaka zmusił nas szabat, w którym to dniu nie można liczyć na żadne
usługi od Żydów trzymających karczmy. Żydówka, oberżystka w Mereczu,
w żaden sposób nie dała się nakłonić do rozpalenia ogniska dla nas nawet
w południe. Kiedy jednak przyszło do płacenia i trzeba było zmienić dukata,
umieli, szachraje dać sobie radę doskonale, mimo że zakon zabrania w tym dniu
dotykać pieniędzy: Żydówka i jej mąż liczyli pieniądze owinąwszy palce chusteczką do nosa”31. Podróżnik podkreśla w swoich relacjach, że kwatery u Żydów
pod względem wygody czy obsługi niewiele były lepsze od polskich, ponieważ
karczmarze żydowscy ze względów religijnych (koszerne jedzenie) niewiele
mogli dostarczyć żywności. Dodatkowo dodaje, że „u brudnych Żydów (…) nie
można było liczyć na smaczne potrawy, czyste naczynia, łóżka itd. Co zamożniejsi Polacy przywykli w czasie podróży wozić z sobą jeszcze dotychczas łóżka,
nakrycia stołowe, żywność – słowem, połowę gospodarstwa, stąd też oberżyści
__________
29
D. Tollet, dz. cyt., s. 91.
D. Tollet, dz. cyt., s. 92, 107; B. Baranowski, dz. cyt., s. 27–28.
31
J. Gintel, Cudzoziemcy o Polsce. Relacje i opinie, t. II, Kraków 1971, s. 54–55.
30
84
nie uważają za warte zachodu i wydatków obfitsze zaopatrzenie się, nawet gdyby
leżało to w granicach ich możliwości”32.
Według jednego z XVIII-wiecznych poradników dla szlachty napisanego
przez Jakuba Kazimierza Haura „Ekonomika ziemiańska generalna”, wydanego
w Krakowie w 1774 roku możemy dowiedzieć się, poza opisem wyglądu takich
zajazdów oraz warunków w nich panujących, także o charakterystyce karczmarza. Autor sformułował w niej bardzo wyraźnie, że: „karczmarz powinien być
zawsze trzeźwy, czujny, baczny, i ostrożny na wszystkie strony, dla jakiej przygody, bo w takowym na ten czas ludzi zgromadzeniu, różne w różnych głowie muszą
być fantazje i zamieszania: znajdują się tanecznicy, są też napaśnicy i złodzieje
na nieszczęście ludzkie; jedni piją, drudzy się biją. Powinien być też karczmarz
na to czułym i ostrożnym, ma być także ludziom ochotny, ludzki, przychylny,
i każdemu wygodny, tak swojej drużynie, jako też i gościnnym ludziom. … aby się
który do jakiej nie porwał broni, aby temu zaraz zabiegał karczmarz, jako tego
domu własny gospodarz, i nie dopuszczał żadną miarą, żadnego czynić hałasu;
bo inaczej, nie tylko takowego zuchwalca, ale i karczmarza, jako tego domu
niedbałego i niebacznego gospodarza, nazajutrz zaraz karać potrzeba… Zaś
karczmarka, aby żłobku w krydze nie wyrzynała, dwie za jedne, gdy się chłop
zapije nie nakreśliła, z góry także w konewki nie pieniła piwa, ani nie przypisywała, sprawiedliwe naczynia do szynku miała, i onych ne odmieniała, przy tym
aby nie była swarliwa i fukliwa, ale owszem ma być z ludźmi ludzką, łaskawą
i ochotną33.
Niezależnie od tego czy karczmarzem był Żyd czy miejscowy chłop, to
i tak w centrum polskiej wsi był on jedną z najbardziej ciekawych osób ze
względu na zajmowaną pozycję. Dla społeczności wiejskiej karczmarz był zarówno sklepikarzem, szynkarzem, kupcem, lichwiarzem, przyjacielem, doradcą,
lekarzem itp. W swoim ręku trzymał całość życia społeczno-gospodarczego wsi.
Zajmował się m. in. zbieraniem podatków, wymierzaniem kar, był „okiem
i uchem” całego dworu34. Za idealnego karczmarza uważano osobę, która odznaczała się określonymi cechami charakteru35: obrotnością, pracowitością, sprytem,
przedsiębiorczością, jak i umiejętnością dopasowywania się do różnych gustów,
czyli cechami najlepiej pasującymi do arendarzy żydowskich. Mówiono, że
„chłop, traktowany z góry przez dziedzica, widzi w Żydzie jedynego pocieszyciela. Mówi z nim otwarcie, słucha jego rad, przyjmuje jego pomoc, ucieka się do
jego protekcji. Nadto Żyd jest szafarzem wódki-pocieszycielki, odgrywającej
w życiu włościanina tak ważną rolę. Dzięki wódce chłop zagląda częściej do
__________
32
Tamże, s. 55.
J. Burszta, Wieś i karczma…, s. 82–83; J. K. Haur, Skład albo skarbiec znakomitych sekretów o ekononiey ziemianskiey, Kraków, wyd. III, s. 115–117.
34
M. Szczepaniak, dz. cyt., s. 115–117.
35
B. Kopczyńska-Jaworska, Swój czy obcy – rodzaj dystansu kulturowego, [w:] Polacy –
Niemcy – Żydzi w XIX–XX wieku. Sąsiedzi dalecy i bliscy, red P. Samuś, Łódź 1998, s. 353.
33
85
Żyda, który z nim pogwarzy, wysłucha cierpliwie skargi, nie poskąpi rady (…).
Ten sam wieśniak, który bez wyrzutów sumienia oszuka swego pana, przestrzega
uczciwości w stosunku do Żyda”. Z czasem jednak wraz z powstawaniem nowych instytucji karczmarze żydowscy traktowani są jako „wiejskie pijawki” 36,
wiodące prym w „szerzeniu demoralizacji i uwodzeniu”37.
Od I połowy XIX w. zaczęła zmieniać się utrzymująca od wielu stuleci atmosfera panująca w karczmach. Wcześniej stanowiły one miejsce zabawy całej
społeczności wiejskiej, stając się w tym okresie jedynie miejscem picia wódki.
Coraz trudniej także było przychodzić i przebywać w karczmie kobietom, którym z czasem nie wypadało zjawiać się tam poza odbywającymi się uroczystościami rodzinnymi czy zabawami przy wiejskiej orkiestrze. Coraz częściej
karczmy określane były „pijackimi melinami”38, natomiast karczmarze i szynkarze żydowskiego pochodzenia oskarżani byli o „niedolę” i pijaństwo chłopów
polskich, przez co pogłębiało się zacofanie tej warstwy społecznej. Głoszono
także, że Żydzi działają na szkodę chrześcijan wypierając ich z handlu jak
i przemysłu39. Twierdzono, że są grupą w całości „szkodliwą” dla całego społeczeństwa polskiego, grupą najbardziej zacofaną społecznie, której działalność
należy likwidować głównie w sferze handlowej, w celu uratowania społeczeństwa od „całkowitego zżydzenia i upadku”40.
W XIX w. karczmy, wraz z końcem wyłącznego prawa do produkcji piwa,
gorzałki i miodu oraz przywileju do sprowadzania tych trunków, przeszły pod
nadzór władz państw zaborczych i podlegały kontroli odpowiednich urzędów. Na
poszczególnych obszarach ziem polskich powstawał bardzo różny model karczmy wiejskiej. W przypadku zaboru pruskiego prowadzenie karczmy było ściśle
związane z wielką własnością ziemską. Nadal w ręku wielkich właścicieli znajdował się przemysł gorzelniczy i browarniczy. Władze zaborcze wprowadzały
szereg instrukcji mających na celu określanie kwestii dotyczących prowadzenia
__________
36
J. Burszta, Społeczeństwo i karczma…, s. 173–176; S. Schnür-Pepłowski, Cudzoziemcy
w Galicyi (1787–1841), Kraków 1898, s. 50–51.
37
Z różnych stron, „Głos” 1899, t. II, nr 42, s. 874.
38
B. Baranowski, dz. cyt., s. 51–52.
39
A. Eisenbach, Emancypacja Żydów na ziemiach polskich 1785–1870 na tle europejskim,
Warszawa 1988, s. 199–203.
40
A. Jaszczuk, Spór pozytywistów i konserwatystów o przeszłości Polski 1870–1903, Warszawa 1986, s. 210–220. Tego typu poglądy w XIX wieku głosił przede wszystkim jeden
z zagorzałych antysemitów Jan Jeleński – właściciel „Tygodnika Rolniczego”, któremu
z czasem zmienił nazwę na „Rola”. Uważał on, że jedyną pożyteczną „prawdziwie uspołecznioną” grupę społeczeństwa żydowskiego stanowili postępowi inteligenci. Pozostała część
Żydów, przede wszystkim Polacy wyznania mojżeszowego byli jego zdaniem „najszkodliwszym elementem” tej społeczności. Dzielił on Żydów na trzy grupy społeczne: 1. Plutokracja,
2. Inteligencja, 3. Masa zacofanych Żydów. Jan Jeleński twierdził, że należy czynić wszystko,
aby pozbawić Żydów jakichkolwiek możliwości działania na różnych polach działalności,
głównie w dziedzinach ekonomicznych.
86
karczm. W jednej z nich, wydanej w 1810 roku, podkreślano, że karczmy przy
głównym trakcie może prowadzić karczmarz-katolik, zaś w przypadku Żydów
pozostawiono im karczmy zajezdne przy traktach bocznych oraz karczmy wiejskie, znosząc jednocześnie bez wynagrodzenia prawo wyłączności produkcji.
Coraz częściej we wsiach zaczynały powstawać karczmy prywatne, nie stanowiące własności dworu. Z biegiem lat karczmy dworskie stały się nieopłacalne,
w wyniku czego likwidowano je lub sprzedawano „zawodowym karczmarzom”.
Karczmarstwem w tym czasie trudnili się przeważnie Polacy, wypierani jednak
przez karczmarzy niemieckich41. W przypadku wiejskich karczmarzy żydowskich, których liczba nie była zbyt wysoka na tym terenie już w okresie wcześniejszym, dochodziło do procesu wycofywania się Żydów z zawodu karczmarza
wiejskiego, gdyż karczmarz musiał mieć między innymi jasną sytuację prawną
i dobrą opinię, czym z całą pewnością w tym okresie nie mogli poszczycić się
arendarze żydowscy42. W jednym z artykułów „Dziennika Praw Księstwa Warszawskiego” podkreślano, że „Żydzi do dzierżawienia Dóbr Narodowych zdolnemi nie są”43. Do tego dochodziły ciągłe opłaty pobierane od karczmarzy za
arendowanie np. tzw. „czopowe wiejskie” – podatek kwartalny, który od
1 czerwca 1812 roku miał obowiązek płacić każdy, mający wyłączne prawo
propinacji lub prawa tego używający w dobrach wiejskich44. Od tej daty wprowadzono także całoroczny podatek patentowy od kunsztów, handlów, profesji,
rzemiosł i rękodzieł. Miał on być pobierany w miesiącu marcu do Skarbu Publicznego. Taryfa podatku patentowego była bardzo zróżnicowana, w miastach
płacony był w zależności od liczebności mieszkańców, natomiast na wsi różnice
dotyczyły jedynie zajmowanej profesji. Interesujący nas karczmarze, arendarze
i szynkarze musieli na terenie Księstwa Warszawskiego uiszczać opłatę roczną
__________
41
M. in. na terenie Wielkopolski w XVIII i początkach XIX w. z reguły karczmarzami byli Polacy. Inne narodowości reprezentowali przede wszystkim Niemcy, stanowiący pod koniec
XVIII stulecia wśród karczmarzy wiejskich około 5%. Drugą niepolską grupę narodowościową stanowili Żydzi. Na terenie Wielkopolski zajmowali się karczmarstwem dość sporadycznie, zajmując się głównie krótkoterminową dzierżawą monopolu propinacji, zwłaszcza wyrobem i sprzedażą wódki. Po koniec XVIII w. Żydzi stanowili mniej niż 0,5% ogółu karczmarzy
wiejskich. Nawet coraz liczniejsze pojawianie się Żydów jako wiejskich arendarzy karczm
w końcu XVIII w. nie miało większego znaczenia wskutek małej ich liczebności, co miało
także swoje przełożenie na początku XIX w. Zob. M. Szczepaniak, dz. cyt., s. 65–66.
42
I. Ihnatowicz, A, Mączak, B. Zientara, J. Żarnowski, dz. cyt., s. 466; B. Baranowski, dz.
cyt., s. 52–53; J. Burszta, Społeczeństwo i karczma…, s. 21–24.
43
Dziennik Praw Księstwa Warszawskiego (dalej: Dz. Pr. Ks. Warsz.) 1811, t. IV, nr 43, s.
278–288. W numerze 43 Dziennika zaznaczono komu „przysługiwała” możliwość dzierżawienia dóbr narodowych, określono także czym powinien zajmować się dzierżawca.
44
Tamże, nr 38, s. 39–40. Podatek miał być płacony w wysokości 20 groszy od osoby we
wsiach, w których nie było ani kościoła ani traktu pocztowego. Natomiast jeśli znajdowały się
one we wsi to podatek miał wynosić 25 groszy.
87
w wysokości 5 złotych45. Poza powyższymi kwestiami uważano również, że
prowadzenie przez Żydów handlu, rzemiosł czy szynkowania trunków jest szkodliwe dla wszystkich mieszkańców Księstwa Warszawskiego ze szczególnym
uwzględnieniem ludności włościańskiej. Pisano, że w związku z tym od dnia 1
lipca 1814 roku „nie będzie wolno żadnemu żydowi ani żydówce bądź w mieście
bądź na wsi handlować, fabrykować ani szynkować żadnego gatunku trunków,
czy to pod własnem, czy pod cudzem imieniem, czy na własny czy na cudzy rachunek, pod nazwiskiem kompanistów, faktorów, pomocników, służących, wyrobników lub pod jakiemkolwiek innym tytułem. Nie będzie wolno również mieszkać żydom po karczmach, szynkach lub browarach”. Każdy pomagający Żydowi
będzie zobligowany do poniesienia odpowiedniej kary lub kosztów. Jedynie
właścicielowi gorzelni wolno było do dnia 1 lipca 1815 r. zatrudniać Żyda jako
palacza czyli gorzelnika, traktowanego jako rzemieślnika, który również nie
mógł szynkować, wyrabiać i sprzedawać trunków pod groźbą surowej kary46.
Na terenie zaboru austriackiego przepisy wprowadzane już na przełomie
XVIII i XIX stulecia zabraniały ludności pochodzenia żydowskiego zajmowania
się karczmarstwem wiejskim47. Początkowo ustawodawstwo austriackie zdecydowanie występowało przeciwko Żydom-karczmarzom. Już w 1789 r. wprowadzono ustawę, na mocy której zabroniono Żydom szynkowania na wsi, jak również prowadzenia hurtowej sprzedaży napojów alkoholowych pod karą grzywny.
Zgodnie z następnym rozporządzeniem z 1790 r. na wsi mogli zamieszkiwać
tylko ci spośród nich, którzy zajmowali się rolnictwem i przemysłem a nie jedynie handlem. Kolejne ustawy z 1792, 1797, 1805 czy 1807 r. pozbawiają Żydów
jakichkolwiek praw do wyszynku na wsi48. Powyższe rozporządzenia nie były
jednak ściśle i bezwzględnie wprowadzane w życie, nie stanowiąc jednocześnie
jakichkolwiek barier, które mogłyby uniemożliwiać zajmowanie się im tą działalnością. Pisano, że w wyniku tego „w każdej wsi galicyjskiej siedzą Żydzi
i szynkują tak dobrze w karczmach jak i własnych mieszkaniach, we wsiach odległych lub przy gościńcu, pod okiem urzędników leżących”. Oddawanie karczm
w arendę Żydom przysparzało bowiem właścicielom ziemskim wielu korzyści,
co podkreślało fakt, że w większości karczm dworskich gospodarzem zostawał
głównie Żyd49.
__________
45
Tamże, nr 38, s. 81–110. Patent mógł służyć jedynie osobie, na którą był wystawiony
przez okres 1 roku. Uzyskiwało się go za opłaceniem podatku na papierze stemplowym
w wysokości 10 groszy.
46
Tamże, nr 47, s. 393–397.
47
B. Baranowski, dz. cyt., s. 53; J. Kleczyński, Stosunki propinacyjne w Galicyi, Lwów
1876.
48
J. Burszta, Społeczeństwo i karczma…, s. 28–35; W. Kalinka, Galicya i Kraków, Kraków 1898, s. 59.
49
B. Baranowski, dz. cyt., s. 53; J. Burszta, Społeczeństwo i karczma…, s. 28–35; W. Kalinka, dz. cyt., s. 112.
88
Podobna sytuacja miała miejsce na terenie Królestwa Polskiego, którego
władze także wydawały rozporządzenia zabraniające Żydom zajmowania się
karczmarstwem. Wspomniany już wcześniej, wydany jeszcze w czasach Księstwa Warszawskiego w październiku 1812 r. dekret zabraniający od 1 czerwca
1814 r. fabrykacji oraz szynkowania trunków przez Żydów mieszkających na
wsi, pozostawiał im jednak możliwość przeniesienia się do miast i tam zajmowania się propinacją50. Dekret ten nie wszedł jednak wówczas w życie z powodu
wojny i dlatego wznowiono go w 1816 r., pozwalając Żydom na powyższą działalność za odpowiednim konsensem51. Coroczne konsensy wraz z każdym kolejnym rokiem były podwyższane, co przyczyniało się do wycofywania się przez
arendarzy żydowskich z dzierżawienia karczm, ponieważ „Żydzi nie będąc już
w stanie opłacić podwyższenia, z wiejskich arend ustąpili, a karczmy przez właścicieli osadzone zostały chrześcijańskimi szynkarzami”52. W roku 1822 pod
„karą pieniężną i utratą prawa do szynku” zakazano Żydom dawać trunki na
kredyt ludności włościańskiej53. Rok później w 1823 r. wydano rozporządzenie
zabraniające im zajmowania się arendowaniem i szynkowaniem karczm, które
znajdowały się przy traktach bitych, natomiast jeśli ktoś uzyskał prawo do postawienia nowej karczmy starano się, aby były one w miarę możliwości karczmami murowanymi54. W 1824 r. pozwolono każdemu Żydowi na prowadzenie
różnego rodzaju rzemiosła i profesji, poza wspominaną możliwością sprzedaży
trunków na terenach wiejskich55. Z kolei w 1830 r. wprowadzono nową ustawę
dotyczącą sposobu pobierania podatku konsumpcyjnego od produkcji i sprzedaży
trunków56. W kolejnych latach wydawano jeszcze inne rozporządzenia, przyczyniając się jednocześnie do zupełnego pozbawienia Żydów prawa do prowadzenia
wyszynku na wsi57. Ze względu na znaczny wzrost produkcji wódki w Królestwie Polskim oraz zwiększenie się liczby miejsc jej sprzedaży, jak również
szkodliwy wpływ na „moralny i fizyczny byt” wszystkich mieszkańców starano
się ograniczyć możliwości wyrobu i szynku tego trunku poprzez wprowadzanie
__________
50
Dziennik Praw Królestwa Polskiego (dalej: Dz. Pr. Kr. Pol.) 1844, t. XXXIV, nr 109, s.
189–191.
51
Opłaty od dzierżawy lub prowadzonej działalności.
52
J. Burszta, Społeczeństwo i karczma…, s. 27–28.
53
Dz. Pr. Kr. Pol. 1822, t. VII, nr 32, s. 401–403. Art. 1 brzmi: ”Nie wolno jest szynkarzom Żydom pod jakimkolwiek pozorem dawać włościanom trunków na kredyt lub w zamian
za produkta”.
54
Tamże 1844, t XXXIV, nr 109, s. 375–379.
55
Tamże 1824, t. VIII, nr 33, s. 57–58. Art. 17 brzmi: „Jak mieszkańcom innych wyznań,
wolno jest równo każdemu Żydowi sprawować bez żadnej przeszkody wszelki kunszt, rzemiosło lub profesyą, wyiąwszy roboty przedaży trunków po wsiach, chociażby do żadnego zgromadzenia rzemieślniczego nie należał”.
56
Tamże 1830, t. XIII, nr 53, s. 439–452. Artykuły dotyczą poboru podatków od wódki,
araku, piwa, miodu, wiśniaku, maliniaku itp.
57
J. Burszta, Społeczeństwo i karczma…, s. 27–28.
89
licznych opłat skarbowych, nakładanych także na gorzelnie oraz znaczne ograniczenie liczby karczm wiejskich. Od 19 czerwca 1845 r. zabroniono sprzedaży
jakichkolwiek trunków jak również wydano zakaz udzielania w przyszłości patentów szynkarskich58. Pisano, że: „Od dnia 19 czerwca (1 lipca) br. nie jest
wolno żadnemu Żydowi bez względu na płeć po wsiach dzierżawić propinacji
tudzież fabrykować, destylować lub szynkować trunków krajowych czy to pod
własnym, czy pod cudzym imieniem, czy na własny czy na cudzy rachunek, jak to:
pod nazwiskiem kompanistów, faktorów, pomocników, pisarzy prowentowych,
służących i wyrobników, czy wreszcie pod jakimkolwiek innym tytułem. Nie jest
wolno również mieszkać Żydom po karczmach, szynkach, gorzelniach lub browarach”59.
W późniejszym okresie – w II połowie XIX w. – już tylko na niektórych
ziemiach polskich Żydzi w dużej części nadal pełnili funkcję karczmarza wiejskiego. Konstatacja ta dotyczy głównie terenu Galicji. Na ziemiach zaboru pruskiego większość karczm prowadzona była już przez Polaków i Niemców, podobnie jak na terenie Śląska, Pomorza czy Mazowsza i Mazur. Na obszarze
Królestwa Polskiego karczmarstwem zajmowali się przeważnie Polacy, w niewielkim tylko stopniu osoby spośród ludności żydowskiej i niemieckiej. Podkreślić jednak trzeba, że w ciągu całego XIX stulecia w przypadku Królestwa Polskiego dość znacznie powiększyła się jednak liczba żydowskich karczmarzy
wiejskich60. Żydowscy arendarze szczególnie w Galicji stanowili duży odsetek,
jednakże należały do nich zdecydowanie gorsze szynki, czego powodem było nie
podawanie w nich wędlin, wynikające z przepisów religijnych Żydów. Wielu
jednak spośród nich mimo obowiązującym zasad sprzedawało tego typu wyroby,
samemu ich nie spożywając61.
Mimo, że wiele rozporządzeń pozostawało jedynie na papierze, to i tak
przyczyniły się one do faktu, że tylko nieliczni spośród Żydów z upływem lat
pełnili funkcje gospodarza karczmy. Z czasem miejsce to zajmowali głównie
Polacy, ale częściowo także Niemcy. W większości przypadków karczmy wiejskie już w I połowie XIX w. stawały się własnością zawodowych karczmarzy62.
W tym czasie nastąpił zdecydowany nacisk na karczmarzy żydowskich celem
usunięcia ich z zajmowanych przez nich pozycji63, co przyczyniło się do masowego exodusu Żydów ze wsi i osiedlania się przez nich w miastach, w których
__________
58
Dz. Pr. Kr. Pol. 1844, t. XXXIV, nr 109, s. 176–451. W numerze 109 Dziennika znajdujemy liczne informacje dotyczące kwestii związanych z propinacją trunków m.in.: funkcjonowanie gorzelni, nadawanie patentów, podatki od wyrobu wódki, miejsca budowy karczm, kary
za nie stosowanie się do określonych przepisów itp.
59
Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1845, s. 930.
60
B. Baranowski, dz. cyt., s. 70.
61
Tamże, s. 60.
62
Tamże, s. 70; J. Burszta, Społeczeństwo i karczma..., s. 24–28.
63
J. Burszta, Społeczeństwo i karczma…, s. 32, 229.
90
znajdowali oni większe możliwości do rozwoju swojej działalności handlowoprzemysłowej64. W nieco szerszym aspekcie stopniowe zanikanie arendarzy
żydowskich w wieku XIX miało także związek z kształtowaniem się nowej warstwy społecznej – drobnomieszczaństwa65, które przyczyniło się do usunięcia
Żydów z arend, szczególnie miejskich66.
Podsumowując rozważania dotyczące Żydów jako wiejskich dzierżawców
karczm należałoby podkreślić, że zdecydowanie stanowili oni na przestrzeni
wielu wieków jedną z głównych grup zajmujących się działalnością karczmarską. Bez względu na to czy karczmarzem był Żyd czy miejscowy chłop ciągle
podkreśla się jego ogromną rolę w życiu społeczno-gospodarczym, nie tylko
XIX-wiecznej wsi. Jednocześnie należy pamiętać, że to właśnie wyznawcy religii mojżeszowej, mimo wielu skierowanych przeciwko nim rozporządzeniom,
byli najlepszym przykładem osobistych zalet każdego karczmarza. Dzięki swoim
cechom charakteru: przedsiębiorczości i pracowitości prowadzili oni długotrwałą
współpracę z właścicielem ziemskim, zajmując określoną pozycję na polu gospodarczym w lokalnej społeczności wiejskiej. Występowały jednak w tym
względzie dosyć wyraźne różnice międzyzaborowe, dając największe możliwości żydowskim arendarzom na obszarze Galicji, szczególnie wschodniej.
Summary
The aim of this article is first of all an attempt to bring the part of the Jewish community that dealt with the lease and rural inn running closer to readers.
The authors tried also to present their economic activity in the light of legally
binding regulations in the areas of three partitioning countries. They attempted
to describe the specificity of the way the Jews ran rural inns, their grooming and
functioning. Moreover, the article presents the characterization of an inn owner
who was not necessarily of the Jewish origin and definitely was one of the most
important figures in the Polish village community. The paper also describes the
process of gradual disappearance of the Jewish arendars, which was closely related to the emergence of a new social class. The consequence of this process
was an utter exclusion of the Jews from their arendas, as a result of which they
abandoned the countryside and moved to towns.
__________
64
R. Kołodziejczyk, Miasta, mieszczaństwo, burżuazja w Polsce w XIX w., Warszawa
1979, s. 8–263.
65
Tamże, s. 9.
66
W kwestii odsunięcia Żydów od arendowania karczm zabierało głos wielu pisarzy
i działaczy. M. in. w 1881 rok podczas jednej z dyskusji Aleksandr Świętochowski nie radził
wyrzucać Żydów z karczm. Zamiast tego zalecał oddziaływanie na wyznawców mojżeszowych w celu zatarcia śladów ich odrębności kulturowej. Uważał, że to będzie lepsze wyjście,
które przyczyni się do polepszenia kontaktów z ludnością żydowską. Zob. J. Burszta, Społeczeństwo i karczma…, s. 229–230.
91
Żyd-karczmarz z okolicy Sieniawy, „Tygodnik Ilustrowany” 1866, t. XIV, nr 378, s. 304.
92
Karczma, „Tygodnik Ilustrowany” 1866, t. XIV, nr 374, s. 244.
93
Henryk Cimek
Uniwersytet Rzeszowski
Ukraińcy w ruchu rewolucyjnym w II Rzeczypospolitej
Dzieje ruchu rewolucyjnego w Galicji (Małopolsce) Wschodniej łączą się
ze zmiennymi losami tych terenów po I wojnie światowej, do których pretensje
rościli sobie zarówno Ukraińcy, jak i Polacy. Pojęcie Galicji Wschodniej wprowadzili Austriacy w połowie XIX w., dzieląc ją na dwie części według kryterium
administracyjnego i sądowego, które były nazywane Galicją Wschodnią i Galicją
Zachodnią. Granicę administracyjną między nimi wytyczono w przybliżeniu
wzdłuż linii Sanu i Wisłoka. Galicja Wschodnia sięgała po rzekę Zbrucz, która
stanowiła granicę austriacko-rosyjską, dzieląc sztucznie ziemię zamieszkaną
przez ludność rusińską (ukraińską) na dwie części. Galicji nie podzielono natomiast według kryterium etnograficznego, czego domagali się Ukraińcy, a co było
bardzo trudne. Podział ten obowiązywał do października 1918 r. Po odzyskaniu
niepodległości Polacy zaczęli posługiwać się coraz częściej nazwą wschodnia
Małopolska lub Małopolska Wschodnia, a Ukraińcy używali dotychczasowej
nazwy Galicja Wschodnia, później Ukraina Zachodnia. Ten ostatni termin
w ruchu komunistycznym obowiązywał do II Zjazdu Komunistycznej Partii
Robotniczej Polski (19 września – 2 października 1923 r.). Kilka miesięcy wcześniej pojęcie Galicji Wschodniej jako jednostki polityczno-terytorialnej zniknęło
z międzypaństwowej korespondencji dyplomatycznej1.
Galicja Wschodnia miała mieszany skład narodowościowy, ludność rusińska (ukraińska) przeważała nad ludnością polską. W około 90% był to kraj rolniczy, z bardzo wysokim odsetkiem analfabetów (63,9% w 1910 r.) zwłaszcza
wśród Ukraińców (79,8%)2.
W latach 1914–1920 na terytorium Galicji Wschodniej toczyły się trzy
wojny: rosyjsko-austriacka, polsko-ukraińska i polsko-radziecka. Polskie i ukraińskie programy terytorialne dla Galicji Wschodniej były rozbieżne. Jedna strona
__________
1
Szerzej patrz T. Dąbkowski: Ukraiński ruch narodowy w Galicji Wschodniej 1912–1923.
Warszawa 1985, s. 23 i nn.; H. Batowski: Pojęcie polityczne Galicji Wschodniej. [W:] Ukraińska myśl polityczna w XX wieku. Kraków 1993, s. 33 i nn.; M. Kozłowski: między Sanem
a Zbruczem. Walka o Lwów i Galicję Wschodnią 1918–1919. Kraków 1990, s. 69–70; H.
Cimek: Przynależność Galicji (Małopolski) Wschodniej w koncepcjach polskich klubów
ludowych w 1919 r. „Polityka i Społeczeństwo” 5/2008, s. 9 i nn.; Tenże: Walka ludowców
o Polskę, jej granice i ustrój w latach 1914–1922. Rzeszów 2008, s. 57 i nn.
2
T. Dąbkowski: Ukraiński ruch narodowy…, s. 35, 40.
95
widziała te ziemie w granicach II Rzeczypospolitej, a druga dążyła do utworzenia państwa ukraińskiego3.
Dla KPRP poważnym problemem było porozumienie się z ukraińskim ruchem komunistycznym w Galicji Wschodniej. Zmienne losy tych ziem w latach
1918–1920 rzutowały na charakter i rozwój ukraińskiego ruchu komunistycznego na tych terenach. Po zakończeniu wojny polsko-radzieckiej i zawarciu traktatu ryskiego 18 marca 1921 r. Galicja Wschodnia znalazła się ostatecznie w granicach państwa polskiego, co zadecydowało o organizacyjnej przynależności
działających na tych terenach struktur komunistycznych.
8 lutego 1919 r. odbyła się w Stanisławowie konferencja organizacji i grup
komunistycznych, na której powołano do życia Komunistyczną Partię Galicji
Wschodniej. 12 maja 1919 r. Komitet Centralny Komunistycznej Partii (bolszewików) Ukrainy uznał KPGW za swoją organizację okręgową. Od 1919 r.
KPGW była samodzielną sekcją Międzynarodówki Komunistycznej. 8 lipca
1920 r., przed wkroczeniem Armii Czerwonej do Galicji Wschodniej, utworzono
Galicyjski Rewolucyjny Komitet („Galrewkom”), który miał być tymczasowym
rządem w Galicyjskiej Socjalistycznej Republice Rad.
Po wojnie polsko-radzieckiej KPGW znalazła się w Polsce, gdzie istniała
już inna partia komunistyczna – KPRP. W związku z tą sytuacją przedstawiciele
KC KP/b/U i KC KPRP ustalili w grudniu 1920 r. w Moskwie, że KPGW będzie
okręgową organizacją KPRP. Kwestia stosunku do KPRP podzieliła jednak
KPGW. Jedna grupa, na czele z Osypem Kriłykiem-Wasylkiwem, dążyła do
zapewnienia samodzielności partii jako sekcji MK oraz opowiadała się za utrzymywaniem związków z KP/b/U. Druga grupa, związana z KW MK, postulowała
połączenie KPGW z KPRP na prawach organizacji autonomiczno-terytorialnej.
Początkowo interwencje Komitetu Wykonawczego MK nie przynosiły efektów4.
W komunistycznym ruchu ukraińskim występowały bowiem tendencje separatystyczne, duża wrażliwość na punkcie narodowym i zamiar utworzenia partii
niezależnej od KPRP. Podczas gdy np. część KPGW opowiadała się za koncepcją rewolucji ogólnopolskiej, to grupa działaczy pochodzenia ukraińskiego orien-
__________
3
Szerzej patrz W. Serczyk: Historia Ukrainy. Wyd. III. Wrocław 2001; J. Pisuliński: Nie
tylko Petlura. Kwestia ukraińska w polskiej polityce zagranicznej w latach 1918–1923. Wrocław 2004; R. Galuba: „Niech nas rozsądzi miecz i krew…”. Konflikt polsko-ukraiński
o Galicję Wschodnią w latach 1918–1919. Poznań 2004; M. Klimecki: Galicyjska Socjalistyczna Republika Rad. Okupacja Małopolski (Galicji) Wschodniej przez Armię Czerwoną
w 1920 r. Toruń 2006; Z. Zaks: Radziecka Rosja i Ukraina wobec sprawy państwowej przynależności Galicji Wschodniej 1920–1923. Z dziejów stosunków polsko-radzieckich. Studia
i materiały. T. VI. Warszawa 1970.
4
M. Papierzyńska-Turek: Sprawa ukraińska w Drugiej Rzeczypospolitej 1922–1926. Kraków 1979, s. 72 i nn.; Z. Zaks: Rosja Radziecka i Ukraina…, s. 72; M. Klimecki: Galicyjska
Socjalistyczna Republika…, s. 115 i nn.
96
towała się na powstanie zbrojne i przyłączenie ziem ukraińskich do USRR5.
Oprócz tego istniały i inne rozbieżności, które spowodowały rozłam w KPGW,
trwający z przerwami od lutego 1921 r. do maja 1923 r., a właściwie do II Zjazdu
KPRP6.
Do rozłamu doszło 15 lutego 1921 r., kiedy to niedawno wyłoniony czteroosobowy KC KPGW rozpadł się na zwolenników KPRP: Nestor Chomyn i Leon
Pasternak, oraz rozłamowców: Sydor Senyk i Osyp Kriłyk-Wasylkiw. Do grupy
rozłamowej należeli także Fiodor Bej, Wasyl Korbaciuk, Pantelejmon Krajkiwski, Paweł Ładan, Piotr Łyszega, Roman Rozdolski-Prokopowicz, Ludwik Rozenberg-Lwiwski, Karol Sawrycz-Maksymowicz i Michał Teśluk. Kapeerpowcami, oprócz przedstawicieli KPRP (Kazimierza Cichowskiego, Czesławy
Groserowej i Stefana Królikowskiego), byli komuniści ukraińscy, w tym m.in.
Grzegorz Iwanenko, Iwan Majenta i Iwan Wantuch, a także działacze nie związani organizacyjnie z KPRP, m.in. Adolf Langer-Dłuski.
Grupę rozłamową tworzyli prawie wyłącznie Ukraińcy. Janusz Radziejowski doliczył się w jej składzie tylko dwóch Żydów: A. Junga-Szanina i Ludwika
Rozenberga. Natomiast wśród kapeerpowców znajdowali się Ukraińcy, Polacy
i Żydzi. W Galicji Wschodniej, w przeciwieństwie do Wołynia, byli to głównie
robotnicy oraz studenci i uczniowie, sympatycy legalnego Związku Proletariatu
Miast i Wsi, utworzonego w 1922 r. do udziału w wyborach parlamentarnych7.
II Zjazd KPRP przyjął uchwały w kwestii narodowej i chłopskiej, które zadowalały, choć nie do końca komunistów ukraińskich. Na tym Zjeździe, w przeciwieństwie do poprzedniego, zaniechano negacji suwerennego państwa polskiego. Problem ten postawił zwłaszcza Adolf Warski. Jego zdaniem, komuniści
w 1918 r. nie zdawali sobie sprawy ze znaczenia państwa narodowego. Zamiast
postulować bezpośrednią walkę o socjalizm, partia powinna walczyć o niezrealizowanie zadania rewolucji burżuazyjno-demokratycznej, w tym m.in. o utrwalenie niepodległości8. Również inni mówcy krytykowali dotychczasowe stanowisko KPRP w kwestii narodowej. Z podnoszenia sprawy polskiej niezadowoleni
__________
5
Szerzej na temat KPGW patrz G. Iwański: Z dziejów KPGW. „Z Pola Walki” 1967, nr 4,
s. 27 i nn.; J. Radziejowski: Ideologiczne i organizacyjne kształtowanie się ruchu komunistycznego na terenie Ukrainy Zachodniej w latach 1918–1923. „Z Pola Walki” 1971, nr 2, s.
27 i nn.; Tenże: KPZU 1919–1929. Węzłowe problemy ideologiczne. Kraków 1976; E. Hałuszko: Narysy istoriji ideołohicznoji ta orhanizacyjnoji dijalnosti KPZU w 1919–1928 rr.
Lwiw 1965.
6
G. Iwański pisze (Z dziejów KPGW…, s. 51), że rozłam w KPGW zakończyła „ostatecznie” konferencja w maju 1923 r. O. Kriłyk-Wasylkiw twierdzi natomiast, że rozłamowcy,
do których należał, ostateczne połączenie uzależnili od stanowiska II Zjazdu KPRP. IV Konferencja KPP (24 XI – 23 XII 1925). Protokoły obrad i uchwały. Cz. I., Warszawa 1972, s. 434.
7
J. Radziejowski: KPZU…, s. 24–25.
8
II Zjazd KPRP (19 IX – 2 X 1923). Protokoły obrad i uchwały. Warszawa 1968, s. 176
i nn.
97
byli komuniści ukraińscy, którzy opowiadali się za oderwaniem od Polski byłej
Galicji Wschodniej9.
II Zjazd KPRP uznał negowane na I Zjeździe prawo do samookreślenia narodów. Przyznano je Białorusinom i Ukraińcom, postulując „przyłączenie” Białorusi Zachodniej i Ukrainy Zachodniej do BSRR i USRR. Nazwy Białoruś Zachodnia i Ukraina Zachodnia przyjęto dla terenów nazywanych wcześniej
Kresami Wschodnimi.
Konsekwencją uznania przez II Zjazd KPRP prawa narodów do samookreślenia było zakwestionowanie ówczesnej wschodniej granicy Polski. Postulowano przyłączenie Białorusi Zachodniej i Ukrainy Zachodniej na życzenie obecnych na Zjeździe delegatów KPGW. Było to rozstrzygnięcie arbitralne,
kolidujące z zasadą samookreślenia. Proponowano gotowe rozwiązanie bez
uwzględnienia stanowisk obu zainteresowanych społeczności: białoruskiej
i ukraińskiej. Zgodnie ze stanowiskiem MK zakładano, że najpierw powinna
dokonać się rewolucja w Polsce, a dopiero później miało nastąpić wspomniane
oderwanie Kresów Wschodnich.
II Zjazd KPRP podjął decyzję o utworzeniu Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, jako autonomicznej organizacji obwodowej KPRP, co w zasadzie
zadowalało komunistów ukraińskich. W skład KPZU weszła KPGW oraz organizacje komunistyczne z Wołynia i Chełszczyzny. Zdaniem Janusza Radziejowskiego, decyzje II Zjazdu oznaczały właściwie zwycięstwo wasylkiwców, choć
nie uznano ich postulatu przyznania niezależności organizacyjnej i krytykowano
akcje sabotażową. Rozbieżności między KPZU i KPRP co jakiś czas jednak
odżywały. KPZU np. nie podnosiła kwestii polskiej na UZ i nigdy nie wypowiadała się na temat losu Polaków po ewentualnym przyłączeniu części kresów do
USRR10.
Sytuacja wewnętrzna w KPZU spowodowała, że radykalna partia chłopska
w Polsce najpóźniej powstała na wsi ukraińskiej, mimo iż decyzja w tej sprawie
zapadła na V Konferencji KPZU (kwiecień 1924 r.), która zobowiązała Komitet
Centralny tej partii do powołania wielonarodowościowej, legalnej organizacji
robotniczo-chłopskiej, w celu ułatwienia komunistom działalności masowej11.
__________
9
H. Cimek: Komuniści – Polska – Stalin. Białystok 1990, s. 37. Delegatami KPGW na II
Zjazd KPRP byli: Adolf Langer (Ostap Dłuski), Ludwik Rozenberg-Lwiwski, Seweryn Świętochowski i Osyp Kriłyk-Wasylkiw.
10
J. Radziejowski: KPZU…, s. 46, 106, 221.
11
Pjata konferencija Komunisticznoi partii Zchidnoi Ukrainy. Pro sialańsku sprawu. Lwiw
1924, s. 21–22, 24–25. Organizacyjne decyzje V Konferencji spowodowały konflikt między
kierownictwem KPZU i organizacją borysławsko-drohobycką, na którą większość delegatów
nie dotarła. Uchwałę dotyczącą utworzenia legalnego związku robotniczo-chłopskiego organizacja ta traktowała jako zamiar likwidacji Związku Proletariatu Miast i Wsi, który na Ukrainie
Zachodniej znajdował się pod wpływami zwolenników ścisłej współpracy KPZU
z KPRP i składał się w dużym stopniu z Polaków. J. Radziejowski: KPZU…, s. 56 i nn.
98
Podobną uchwałę przyjął także II Zjazd KPZU (październik 1925 r.)12. W tej
sprawie istniały też odpowiednie wytyczne MK i Międzynarodówki Chłopskiej.
Na utworzenie ukraińskiej legalnej partii chłopskiej w znacznym stopniu
oddziaływała sytuacja wewnętrzna w KPZU i jej nadal nie najlepsze stosunki
z KPP. Część działaczy KPZU, głównie pochodzenia ukraińskiego, opowiadała
się – wzorem KPGW, poprzedniczki KPZU – za powstaniem zbrojnym tylko na
Ukrainie Zachodniej i przyłączeniem tych ziem do USRR. Natomiast MK głosiła
hasło rewolucji ogólnopolskiej. W KPZU – podobnie jak wcześniej w KPGW –
propagowano pogląd, że rewolucji mogą dokonać sami chłopi. Przekonanie takie
pozostawało w ścisłym związku ze składem socjalnym partii. W KPZU występowały też tendencje nacjonalistyczne, a działalność sabotażową uznawano za
formę walki rewolucyjnej. W związku z narastaniem nastrojów powstańczych
w latach 1924–1925, głównie na Wołyniu, część działaczy KPZU bardziej liczyła na pomoc Armii Czerwonej niż na rewolucję w Polsce. Równocześnie nasiliły
się w partii tendencje separatystycznew stosunku do KPP.
Wystąpienie takich poglądów opóźniło działania na rzecz utworzenia ukraińskiej legalnej organizacji rewolucyjnej, która – zgodnie z panującymi wówczas
poglądamiw międzynarodowym ruchu komunistycznym – mogłaby istnieć tylko
do czasu zwycięstwa rewolucji. W latach 1924–1925 znaczna część komunistów
ukraińskich nie widziała sensu w tworzeniu takiej partii. Na drodze do jej utworzenia stały też inne przeszkody, w tym organizacyjne. Otóż w maju 1923 r.
w łonie parlamentarnego Klubu Ukraińskiego powstała frakcja socjalistyczna.
Czterech najbardziej lewicowych jej członków wstąpiło do Ukraińskiej SocjalDemokratycznej Partii (USDP), a następnie do KPZU13, pozostali zaś: Andrzej
Bratuń, Maksym Czuczmaj, Stepan Makiwka i Pawło Wasyńczuk, utworzyli
w 1924 r. organizację pod nazwą Ukrajinśke Socialistyczne Objednannia – Sielanśkyj Sojuz (Ukraińskie Zjednoczenie Socjalistyczne – Związek Włościański),
w skrócie Sel-Sojuz. Zjazd założycielski tej partii odbył się 17 sierpnia 1924 r.
w Chełmie. Do Sel-Sojuza wkrótce wstąpili kolejni posłowie ukraińscy: Serhij
Kozicki, Serhij Nazaruk i Wasyl Dmitriuk, a także senator Jan Pasternak. Początkowo związek posiadał wpływy głównie w kilku powiatach na Lubelszczyźnie, a następnie rozszerzył je na Polesie i Wołyń14.
Głównym zadaniem Sel-Sojuza była walka o ziemię dla chłopów bez wykupu. Związek głosił socjalistyczne hasła przebudowy ustroju społecznego
i powołania rządu chłopsko-robotniczego. W praktyce kładł jednak większy
nacisk na cele narodowe niż klasowe, zwalczając wszystkie polskie partie polityczne, które działały na terenach zamieszkałych przez ludność ukraińską, w tym
__________
12
Archiwum Akt Nowych (dalej AAN), KPZU, 165/I-2, s. 12–13. Szerzej o dyskusji na
ten temat patrz J. Radziejowski: KPZU…, s. 83 i nn.
13
Patrz przypis 21.
14
Z. Urbański: Mniejszości narodowe w Polsce. Wyd. 2. Warszawa 1933, s. 53.
99
również partie rewolucyjne15. Jednocześnie Sel-Sojuz eksponował coraz przychylniejsze stanowisko wobec USRR.
Drugą organizacją, z którą komuniści wiązali nadzieje była Partija Narodnoj Woli (PNW – Partia Wolności Ludu), używająca tej nazwy od 1924 r.16
Działała na terenach wschodniej Małopolski. Swój rodowód wywodziła z lewicowego odłamu stronnictwa moskalofilskiego, negującego istnienie narodu ukraińskiego. Mocno akcentowała konieczność przestrzegania zasad internacjonalizmu i opowiadała się za samookreśleniem narodów. Stopniowo PNW
przechodziła na pozycje ukraińskie. W sprawach społecznych głosiła hasła bliskie komunistycznym17.
Odejście PNW od moskalofilstwa (I Zjazd 25 kwietnia 1926 r.), zbliżenie
stanowiska Sel-Sojuza w kwestii narodowej do założeń lewicy rewolucyjnej
(konferencja 13–14 marca 1926 r.) oraz zaakceptowanie przez te partie uchwał II
Zjazdu KPZU (październik 1925 r.) w sprawie ich zjednoczenia – wszystko to
usunęło zasadnicze przeszkody na drodze do urzeczywistnienia tego celu. Fuzja
Sel-Sojuza i PNW nastąpiła 10 października 1926 r., a w jej wyniku powstało
Ukrajinśko-Robitnycze Socialistyczne Objednannia – Sel-Rob (Ukraińskie Włościańsko-Robotnicze Zjednoczenie Socjalistyczne), zwane w skrócie Sel-Rob18.
Konsolidacja Sel-Robu i przekształcenie go w organizację masową przebiegły z oporami. Głównym źródłem nieporozumień był stosunek do kwestii
narodowej. Utrzymywała się też wzajemna nieufność obu byłych organizacji,
które oskarżały się albo o nacjonalizm, albo o nihilizm w kwestii ukraińskiej.
Rozbieżności potęgowały się dodatkowo wskutek sporów na temat polityki narodowościowej w USRR, przeniesionych następnie do KPZU19.
KPRP dążyła do pozyskania nie tylko lewicowych organizacji i grup opozycyjnych, ale także posłów z innych klubów parlamentarnych, głównie niektórych posłów ukraińskich. Sytuacja taka nadarzyła się w 1923 r., kiedy to Ukraińska Socjal-Demokratyczna Partia na swym zjeździe 18 marca zajęła stanowisko
zbliżone do komunistów, po czym została zdelegalizowana (30 stycznia 1924 r.).
__________
15
M. Feliński [R. Różycki]: Ukraińcy w Polsce odrodzonej. Warszawa 1931; A. Szcześniak, W. Szota: Droga donikąd. Warszawa 1973.
16
Organem prasowym PNW była „Wola Naroda”. J. Radziejowski (KPZU…, s. 110–111)
używa nazwy Partia Woli Naroda, wywodząc ją zapewne od tytułu jej organu prasowego.
17
Na temat historii tej partii piszą m.in. Z. Urbański: Mniejszości narodowe…, s. 52 i H.
Syzonienko: Selrob u borot’bi za wozz’jednannia. Lwiw 1971, s. 24 i nn.
18
Zjazd zjednoczeniowy nie dokończył obrad z powodu interwencji policji. Wspólnej platformy programowej nie zaakceptowało 5 delegatów Sel-Sojuza w Włodzimierza Wołyńskiego,
z posłem S. Nazarukiem na czele. 1 marca 1927 r. przyłączył się do nich drugi poseł – P.
Wasyńczuk ze swoimi zwolennikami z organizacji chełmskiej. Kontynuowali oni działalność
Sel-Sojuza, który zwalczał Sel-Rob.
19
AAN, KPP, 158/I-4/1, s. 105. Posłowie Sel-Robu założyli odrębny klub poselski dopiero
9 września 1927 r., a więc bezpośrednio przed rozłamem w tej partii. J. Radziejowski:
KPZU…, s. 177.
100
Przeszkodziło to w połączeniu USDP ze Związkiem Proletariatu Miast i Wsi
Galicji Wschodniej w jedną legalną partię, działającą wśród robotników i chłopów wszystkich narodowości zamieszkałych na tym terenie20. Wskutek tego
członkowie zdelegalizowanej USDP zasilili szeregi KPZU.
Po opanowaniu USDP, będącej partią robotniczą, komuniści dążyli również
do pozyskania – jak już wspomniałem – niektórych posłów ukraińskich. Kilku
z nich nawiązało kontakt z USDP, a w lutym 1924 r. wystąpiło z Klubu Ukraińskiego i utworzyło Klub USDP, do którego weszli: Wasyl Mochniuk, Andrzej
Paszczuk, Tomasz Prystupa i Jakub Wojtiuk. Posłowie ci, z wyjątkiem Mochniuka, utworzyli 7 listopada 1924 r., w rocznicę rewolucji październikowej,
wspólnie z posłami ZPMiW (Stefanem Królikowskim i Stanisławem Łańcuckim)
Komunistyczną Frakcję Poselską21.
KPZU skupiała przede wszystkim chłopów, których liczba rosła. Wpłynęło
na to głównie umocnienie się pozycji wasylkiwców, związanych z wsią ukraińską od czasów KPGW. Ponadto napływ chłopów do KPZU spowodowany był
podobnymi okolicznościami jak w Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi,
przy czym nastroje powstańcze przyczyniły się do rozwoju wiejskich organizacji
partyjnych tylko na Wołyniu22.
Pod koniec 1923 r. KPZU liczyła 1379 członków, a w lutym 1924 r. jej szeregi wzrosły do 1702 członków, wśród których było 1326 Ukraińców, 227 Żydów i 149 Polaków. Na V Konferencji KPZU (kwiecień 1924 r.) stwierdzono, że
55% członków partii pochodzi z wiejskiego proletariatu i niezamożnych chłopów, a w związku z tym – jak oceniono – skład społeczny partii nie odpowiada
stojącym przed nią zadaniom. Zalecono m.in. oparcie się w większym stopniu na
robotnikach oraz podjęcie działalności za pośrednictwem organizacji legalnych23.
W następnych latach liczba chłopów z KPZU nadal rosła, osiągając w połowie
1926 r. 87% jej stanu osobowego24.
W latach 1927–1928 nasilił się kryzys wewnętrzny w KPZU. Jego istotę
stanowiły rozbieżności w kwestii narodowej, przeniesione do KPZU z Komunistycznej Partii (bolszewików) Ukrainy. Zrodziły się one w 1923 r. na tle żądań
przeprowadzenia ukrainizacji (w zakresie nauczania i posługiwania się językiem
ukraińskim) w Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej. W czasie
rozpoczętej w 1925 r. dyskusji padały często oskarżenia o szowinizm rosyjski
__________
20
II Zjazd KPRP…, s. 549.
IV Konferencja KPP…, s. 412, 421–423, 436; Z. Urbański: Mniejszości narodowe…, s.
49–51.
22
S. Zawadzki [M. Zdziarski]: Kartki pracy mej w KPZU. AAN, KPZU, 165/V-75, s. 53–
54.
23
Tamże, 165/II/1, s. 10–11, 14.
24
AAN, MK, 151/VII-1/6, s. 12. Sprawozd. KC KPP za czas 1 I – 15 IV 1926 r.; H. Cimek: Sojusz robotniczo-chłopski w Polsce 1918–1939. Warszawa 1989, s. 309.
21
101
lub nacjonalizm ukraiński. Do tych sporów dołączyły się również sprawy kadrowe25.
Na zaostrzenie się dyskusji w kwestii narodowej w USRR i w KPZU wpłynęły m.in. wypaczenia stalinowskie w polityce narodowościowej. Na tym tle
dojrzewał rozłam także w Sel-Robie, gdyż ta właśnie kwestia w zasadniczy sposób różniła Sel-Sojuz i Partię Wolności Ludu (PNW), z których połączenia powstał Sel-Rob. Walka frakcyjna w Sel-Robie splotła się z kryzysem w KPZU,
z tym, że do zasadniczego konfliktu doszło wcześniej w tej pierwszej partii. Byli
członkowie Sel-Sojuza popierali większość w KPZU, której przewodził Osip
Kriłyk-Wasylkiw i Roman Kuźma, natomiast narodowolcy byli bliżsi KPP, choć
nie odnosiła się ona do nich bezkrytycznie. Narastające sprzeczności doprowadziły w Sel-Robie do rozłamu. Stanowisko byłych narodowolców popierała
Sekcja Młodzieży Sel-Robu; 11 września 1927 r. opublikowali oni oświadczenie
o zerwaniu kontaktów z byłymi członkami Sel-Sojuza i utworzyli nowe ugrupowanie, które nazywali Sel-Rob – Lewicą. Na określenie ugrupowania ich przeciwników przyjęła się nazwa Sel-Rob (Prawica), choć ono samo nadal posługiwało się nazwą Sel-Rob26. Kryzys w Sel-Robie skomplikował sytuację w KPZU,
w której w styczniu 1928 r. również doszło do rozłamu27.
Po rozłamie w Sel-Robie podjęto kroki mające na celu jego likwidację. By
ułatwić zjednoczenie Sel-Robu – Lewicy i Sel-Robu (Prawicy) powstał – z inicjatywy KPZU – trzeci ośrodek, skupiający głównie działaczy komunistycznych.
W organizowanych przed wyborami do sejmu w marcu 1928 r. przez Michała
Durdełłę, byłego działacza Sel-Robu (Prawicy), komitetach Jedności Sel-Robu
znajdowali się wprawdzie przedstawiciele obu odłamów partii, jednak początkowo przeważali w nich członkowie Sel-Robu (Prawicy). Kongres Zjednoczeniowy Sel-Robu odbył się 24 maja 1928 r. we Lwowie. Powołano na nim do
życia nową partię: Ukrajinśke Selanśko-Robitnycze Socialistyczne Objednannia
Jednist – Sel-Rob Jednist (Ukraińskie Włościańsko-Robotnicze Zjednoczenie
Socjalistyczne Jedność – Sel-Rob Jedność)28, która w 1932 r. liczyła około 10
tys. członków.
Rozłam w KPZU w styczniu 1928 r. odbił się negatywnie na jej rozwoju
organizacyjnym. Jeszcze pół roku później w partii było tylko 629 członków,
w tym 265 chłopów. Spadła więc nie tylko liczba członków KPZU, ale przede
wszystkim udział w niej chłopów z 80–88% do 42%. Wynikałoby z tego, że za
__________
25
H. Cimek, L. Kieszczyński: KPP 1918–1938. Warszawa 1984, s. 181 i nn.
Wojewódzkie Archiwum Państwowe w Lublinie (dalej WAPL), Kom. Woj. Policji Państwowej, 47, s. 31.
27
Szerzej patrz J. Radziejowski: KPZU…, s. 159 i nn.
28
Szerzej patrz H. Cimek: Legalne chłopskie partie rewolucyjne w Drugiej Rzeczypospolitej. Białystok 1988, s. 76 i nn.
26
102
wasylkiwcami opowiedziały się przede wszystkim organizacje wiejskie i ukraińskie29.
Problemami tymi zajął się szerzej III Zjazd KPZU (21 czerwca – 8 lipca
1928 r.), który zarzucił wasylkiwcom separatyzm i poświęcenie zbyt małej uwagi
działalności organizacyjnej. Zjazd po raz pierwszy w dziejach KPZU zwrócił
uwagę na problem pracy nie tylko wśród Ukraińców, ale także wśród innych
narodowości na Ukrainie Zachodniej30. W KPZU w dalszym ciągu istniał jednak
problem pracy wśród chłopów polskich, którą uznawano za niedostateczną31.
Odczuwalny był także brak działaczy pochodzenia chłopskiego. Rozwój organizacyjny KPZU i Komunistycznego Związku Młodzieży Zachodniej Ukrainy
ukazuje tabela 1.
Tabela 1
Rozwój organizacyjny KPZU i KZMZU w latach 1924–193632
Członkowie
Data
Liczba
1924
XI 1924
1702
1925
1925
VI 1926
1743
1926
III 1927
II 1927
VI 1928
VII1 928
1929
I 1929
2000
1000
629
•
KPZU
% ogółu
członków
KPP
Liczba
KZMZU
% członków
%
KZMP
Ukraińców
w KZMP
25,4
430
11,9
•
500
14,3
•
400
10,8
•
360
6,9
10,2
350
7,0
5,0
520
8,3
8,4
24,9
32,3
14,3
12,4
•
__________
29
AAN, KPZU, 165/I-3/1, s. 59, 69; tamże, t. 10, s. 20; J. Radziejowski: KPZU…, s. 221;
H. Cimek, L. Kieszczyński: KPP…, s. 179–182; III Zjazd KPZU. Lwów 1928, s. 26.
30
Tamże, s. 26; Uchwały III-go Zjazdu KPZU. Wydanie pełne. Lwów 1929, s. 88.
31
AAN, KPP, 158/I-6, t. 3, s. 27; tamże, t. 4, s. 14.
32
Tamże, t. 26, s. 66; tamże, 158/I-5, t. 12, s. 3; tamże, MK, 151/VII-1, t. 13, s. 28; tamże,
t. 16, s. 25; H. Cimek, L. Kieszczyński: KPP…, s. 148 i nn; 190 i nn; H. Cimek: Sojusz…, s.
226–227, 309, 312, 377, 382, 447 i nn; Tenże: Polityka narodowościowa w KPP. [W:] Radykalna lewica na ziemiach polskich w latach 1893–1938. SDKPiL, KPRP, KPP. Zielona Góra
2009, s. 7 i nn.
103
Członkowie
Data
Liczba
VI 1930
II 1930
VIII 1930
III 1931
VII 1931
X 1931
1931
III 1932
1932
III 1933
X 1933
XII 1934
VI 1934
XI 1935
1935
IX 1936
1936
1300
600
2500
KPZU
% ogółu
członków
KPP
Liczba
KZMZU
% członków
%
KZMP
Ukraińców
w KZMP
19,7
907
1240
22,1
25,3
18,0
19,8
1300
18,6
•
•
•
•
•
•
•
3900
20,6
16,7
3100
22,6
•
•
•
•
•
•
•
8,6
21,6
3600
23,8
4600
25,8
3400
19,8
4157
26,2
4719
34,0
Początkowo wzrost szeregów organizacyjnych KPZU i KZMZU hamowały
spory wewnętrzne w ukraińskim ruchu komunistycznym i represje policyjne.
Tendencje do spadku liczby członków nasiliły się po rozłamie w partii w styczniu 1928 r., a wzrost w drugiej połowie 1931 r. Osiągnięcie 4600 członków przez
KPZU w marcu 1933 r. i 3900 członków przez KZMZU w październiku 1933 r.
było w dużym stopniu wynikiem pozyskania byłych członków Sel-Robu Jedności, która została zdelegalizowana 26 września 1932 r. W KPZU nastąpił nieznaczny wzrost liczby robotników, choć chłopi stanowili chyba nie mniej niż 70–
80% składu członkowskiego.
Liczbę Ukraińców w KPP i KZMP trudno jest ustalić z powodu fragmentarycznych danych. Łatwiej wyliczyć procent członków KPZU i ZMKZU, do
których należeli nie tylko Ukraińcy, w stosunku do ogólnej liczby członków KPP
i KZMP, co ukazano w powyższej tabeli. Wynika z niej, że KPZU najlepszy
wynik pod tym względem osiągnęła w 1936 r., kiedy to jej członkowie stanowili
34,0% stanu organizacyjnego całej KPP, a KZMZU w 1930 r., osiągając odpowiednio 25,3% liczby członków KZMP. W przypadku liczby Ukraińców w ru-
104
chu komunistycznym w Polsce, to np. w 1933 r. według fragmentarycznych
danych i szacunków na łączną liczbę 32 800 członków KPP i KZMP ponad 6300
członków było Ukraińcami. Razem z Białorusinami i Żydami stanowili około
70% członków KPP i KZMP, uwzględniając cały okres ich działalności.
Stosunkowo łatwiej jest ustalić liczbę Ukraińców we władzach partyjnych,
np. w grudniu 1936 r. na 15 członków i zastępców członków KC KPP było 2
Ukraińców. Ze składu narodowościowego aktywu partyjnego nie były zadowolone władze KPP, wśród których przeważali Żydzi. Podobnie było w KPZU, np.
w styczniu 1936 r. w KC tej partii było po 3 Ukraińców i Żydów oraz 1 Polak33.
Działalność KPZU osłabła w okresie walki o antyfaszystowski front ludowy (1935–1937). Partia ta nie była zainteresowana obroną II Rzeczypospolitej.
Popierała jednak hasło wprowadzenia narodowo-terytorialnej autonomii dla
Ukrainy Zachodniej z sejmem krajowym we Lwowie, które wysunęła KPP
w październiku 1935 r.34 KPZU akcentowała jednocześnie rzekomo imperialistyczny charakter Polski. Postulowała utworzenie „antyokupacyjnego frontu
ludowego” i stawiał sobie historyczne zadanie zjednoczenia wszystkich ziem
ukraińskich35. Nic nie mówiła już o „przyłączeniu” Ukrainy Zachodniej do
USRR.
Dla komunistów ukraińskich niezbyt zrozumiała była strategia frontu ludowego, w myśl której m.in. zalecano obronę niepodległości II Rzeczypospolitej,
zagrożonej przez Niemcy hitlerowskie. Komuniści ci, przyzwyczajeni do postulatu obalenia kapitalizmu na drodze rewolucji, nie mogli zrozumieć zalecenia
obrony ustroju burżuazyjno-demokratycznego ani niepodległości państw kapitalistycznych przed agresją państw faszystowskich.
Ci z komunistów ukraińskich, którzy nadal dążyli do wywołania powstania
zbrojnego przy pomocy Armii Czerwonej i oderwania Kresów Wschodnich od
II Rzeczypospolitej, nie chcieli zaakceptować pierwszeństwa hasła rewolucji
ogólnopolskiej, a dopiero później realizacji postulatu samookreślenia narodów.
Tym bardziej trudna była do zaakceptowania dla nich obrona państwa, od którego chcieli oderwać część terytorium i zmienić jego ustrój.
KPZU została rozwiązana podobnie jak KPP i KPZB wraz z ich organizacjami młodzieżowymi. Decyzję w tej sprawie podjął KW MK 28 listopada
__________
33
Rossijskij Gosudarstwiennyj Archiw Socyalno-Politiczeskoj Istorii, MK, fond 495, opisi
123, dieło 223, s. 67–68, 134 i nn.; tamźe op. 18, d. 1128, s. 216.
34
G. Rwal: Walka o prawo do samookreślenia i żądanie autonomii. „Nowy Przegląd”, XI
1935, nr 8, s. 780 i nn.: Dokumenty KPP 1935–1938. Oprac. S. Ajzner i Z. Szczygielski.
Warszawa 1968, s. 68–69. Zdaniem J. Kowalskiego (KPP 1935–1938. Warszawa 1975, s.
215), hasło to wysunięto dopiero na IV Plenum KC KPP (luty 1936 r.).
35
O wolność, o szczęśliwą przyszłość ludu ukraińskiego. Manifest KC KPZU, XI 1936 r.
„Przegląd”, III 1937, nr 2, s. 13–14.
105
1937 r., a 2 grudnia zaakceptował ją J. Stalin. Nie stało się to jednak z powodu
jej stosunku do KPP, Polski czy Polaków36.
KPZU walczyła o realizację hasła prawa do samookreślenia narodów aż do
oderwania się Ukrainy Zachodniej od Polski, ale nie formułowała odrębnych
postulatów dla Polaków mieszkających na Kresach Wschodnich i zwalczała II
Rzeczpospolitą. Wasylkiwcy negowali też potrzebę troski o to państwo w okresie
przedrewolucyjnym. Nie interesowali się pracą wśród Polaków, zwłaszcza do
1928 r. W KC KPZU nie istniał np. odrębny wydział polski, natomiast był wydział żydowski. KPZU nie wydawała też prasy w języku polskim. Odmiennie
wyglądała sytuacja na terenach, na których Ukraińcy stanowili niewielką mniejszość, jak na Lubelszczyźnie, gdzie znajdowali korzystny klimat do działalności
także w organizacjach polskich, jak np. w Zjednoczeniu Lewicy Chłopskiej
„Samopomoc”.
W KPZU występował też problem z pojmowaniem internacjonalizmu.
Summary
Following the end of the Polish-Soviet war and the conclusion of the Riga
Treaty as of March 18 in 1921, Galicja (Małopolska) Wschodnia [Eastern Galicia
(Little Poland)] was placed within the boundaries of the Polish state. The province’s national composition was mixed, whereby the Rusyn population (Ukrainian) prevailed over the Polish one. In about 90% it was a rural region, with a very
high share of illiterate people which reached almost 80% in the case of Ukrainians. The Ukrainians constituted 14,3% of Poland’s population according to the
national census of 1921 and 13,9% according to the census of 1931. Initially,
those where the areas where Komunistyczna Partia Galicji Wschodniej [Communist Party of Eastern Galicia] was active (since February 1919), and then
Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy [Communist Party of Western
Ukraine] (since October 1923) which was an autonomous district organization of
Komunistyczna Partia Polski [Communist Party of Poland]. There were also
legal Ukrainian revolutionary organizations, inter alia, Sel-Rob Jedność [Sel-Rob
Unity]. The relations between Polish and Ukrainian communists were not very
good, especially at the beginning, which is particularly focused upon in the present paper.
__________
36
106
Szerzej patrz H. Cimek: Komuniści-Polska-Stalin…, s. 112 i nn.
Marcin Matusiak
Uniwersytet Łódzki
Realizacja reformy rolnej i towarzyszących jej procesów w Polsce,
w latach 1934–1939
Analizując treść ustaw traktujących o reformie rolnej, przyjętych w dwudziestoleciu międzywojennym, a poprzedzonych uchwałą Sejmu Ustawodawczego z 10 VII 1919 r., można było dojść do fałszywego przekonania, że
zagadnienie to ograniczało się w zasadzie wyłącznie do kwestii parcelacji ziemi,
precyzując jedynie kolejność i sposób wywłaszczenia gruntów, które miały być
spożytkowane na ten cel. Przyjęcie takiego punktu widzenia byłoby jednak błędnym uproszczeniem jednego z najważniejszych zagadnień społecznogospodarczych w dziejach II Rzeczypospolitej. Swój pogląd w tej kwestii, choć
skryty pod pseudonimem Grzegorz Turowski, dał na łamach dwutygodnika „Gospodarka Narodowa”, sam Juliusz Poniatowski, minister rolnictwa i reform
rolnych, w latach 1934–1939, główny architekt i wykonawca niniejszego zagadnienia, w artykule zatytułowanym „Przebudowa”, stwierdził w nim, że: „Reforma rolna stanowi na odcinku wiejskim poczynanie najpoważniejsze
i o najszerszym zasięgu oddziaływania, wiodące do zorganizowania życia wiejskiego na nowych podstawach, dostosowanych do warunków „rzeczywistej rzeczywistości”1. Trudno nie podzielić zdania autora, w podobny sposób kwestię tą
widziała również redakcja tygodnika „Polska Gospodarcza”, która na łamach
tegoż pisma zamieściła, można by rzec bardziej akademicką definicję reformy
rolnej, postrzeganej, jako proces obejmujący całokształt zabiegów, zmierzających w kierunku zmiany już istniejących stosunków agrarnych, a więc: parcelację, komasację, likwidację służebności, uwłaszczenie dzierżawców, meliorację,
budownictwo itd. Z grona wymienionych za szczególnie istotne, w ich ocenie,
należało uznać dwa zagadnienia: parcelację i komasację. Pozostałe działania,
stawiali tym samym na dalszym planie, nie negując jednak ich znaczenia, jednocześnie pamiętając, że w wielu przypadkach były one związane organicznie
z działaniami zasadniczymi2. W niniejszym artykule uwagę swą będziemy kierowali zasadniczo ku dwóm podstawowym zagadnieniom reformy rolnej, czyli
parcelacji, postrzeganej łącznie z osadnictwem i tworzeniem nowopowstałych
zagród oraz komasacji.
__________
1
2
„Gospodarka Narodowa”, nr 21, 1 XI 1936, s. 297.
„Polska Gospodarcza”, zesz. 48, 28 XI 1936, s. 1425.
107
Do zagadnienie reformy rolnej w II Rzeczypospolitej odnosiły się trzy akty
prawne: przywołana już uchwała o zasadach reformy rolnej, powzięta przez
Sejm Ustawodawczy, w dniu 10 VII 1919 r.3; ustawa o wykonaniu reformy rolnej z dnia 15 VII 1920 r.4; oraz ustawa o wykonaniu reformy rolnej z dnia 28 XII
1925 r.5. Ostatnia z wymienionych ustaw, kończyła zarazem etap działań parlamentarnych, zmierzających do nakreślenia podstaw prawnych, koniecznych dla
przeprowadzenia omawianego procesu, choć wiele kwestii wynikających z zapisów wymienionych ustaw, było w późniejszym okresie doprecyzowywanych
poprzez kolejne akty prawne. Jednak do końca trwania II Rzeczypospolitej Polskiej, główną podstawą prawną reformy rolnej była ustawa z 28 XII 1925 r.
Pierwszy artykuł ustawy o wykonaniu reformy rolnej z 1925 r., pokazywał
intencje ustawodawcy, stwierdzał, że: „Ustrój rolny Rzeczypospolitej Polskiej
oparty będzie na silnych, zdrowych i zdolnych do wydatnej produkcji gospodarstwach różnego typu i wielkości, stanowiących prywatną własność ich posiadaczy”6. Jednocześnie ustawa precyzowała, jakie grunty oraz w jakiej kolejności
i wymiarze mogły być spożytkowane na potrzeby realizacji reformy, ponadto
pozwalała odpowiedzialnemu ministrowi na przeprowadzenie przymusowego
wykupu ziemi, która byłaby następnie przeznaczona na cele niniejszej reformy7.
W dziale drugim w artykule 11, punkt 1., ustawodawca określił także coroczny
kontyngent ziemi, jaka powinna być rozparcelowana w ramach reformy, ustalając ów pułap na poziomie 200 tys. ha, w ten sposób wyznaczając niejako tempo
prowadzonej reformy, a w artykule 12, punkt 1., nakładał na Radę Ministrów
obowiązek ustalania rocznego planu parcelacyjnego8. Kształt i zapisy ustawy
o wykonaniu reformy rolnej z 1925 r., były mocno krytykowane przez stronnictwa polityczne, a także przez środowiska, których jej skutki bezpośrednio dotykały, w zasadzie już od momentu jej uchwalenia. Wielki kryzys gospodarczy
zmusił jednak polski rząd i ówczesne środowiska polityczne w latach 30. XX w.,
do porzucenia dalszych prac idących w kierunku kolejnych zmian ustawodaw-
__________
3
Sprawozdanie Stenograficzne z 67. Posiedzenia Sejmu Ustawodawczego w dniu 10 VII
1919 r., ł. 20; W. Sułkowska, Reformy w polskim rolnictwie na tle reform w rolnictwie europejskim (1850–1939), Kraków 1994, s. 97–101.
4
„Dziennik Urzędowy Rzeczypospolitej Polskiej”, nr 70, 9 VIII 1920, poz. 462, s. 1229–
1237. W. Sułkowska, dz. cyt., s. 101–107.
5
„Dziennik Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej”, nr 1, 9 I 1926, poz. 1, s. 2–19. W. Sułkowska, dz. cyt., s. 108–132.
6
Tamże, s. 2; W. Sułkowska, dz. cyt., s. 108.
7
Tamże, s. 2–5; W. Sułkowska, dz. cyt., s. 108–112.
8
Plan parcelacyjny przygotowywany był na następny rok kalendarzowy, w pierwszych
dniach stycznia każdego roku, najpóźniej jednak do 10-tego tego miesiąca. Następnie ów plan
winien być ogłoszony publicznie w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej, nie później
jednak niż do końca stycznia roku, w którym został ustalony, a odpowiednie wyciągi zeń
miały być następnie publikowane w jednym z najbliższych numerów gazet wojewódzkich,
szerzej: Tamże, s. 4–5; W. Sułkowska, dz. cyt., s. 112.
108
czych, a wysunął na plan pierwszy zagadnienie walki ze skutkami kryzysu gospodarczego, jaki dotknął również, a może przede wszystkim polskie rolnictwo.
W styczniu 1932 r. do Sejmu trafiła ustawa, która wraz z późniejszymi rozporządzeniami wykonawczymi, mówiła kluczowe znaczenie dla tempa prowadzenia reformy, de facto zawieszała, niektóre postanowienia ustawy o wykonaniu reformy rolnej. Ograniczała prawa małorolnych i bezrolnych do zakupu
ziemi, preferując w tym względzie rolników zamożniejszych. Ustawa ta miała
ułatwić i przyśpieszyć parcelację zadłużonych majątków ziemskich, pozwalając
im w ten sposób na spłacenie najbardziej pilnych zobowiązań i tym samym poprawienie własnej kondycji finansowej9. Była to ustawa tzw. „Lex Ludkiewicz”
(określenie pochodziło od nazwiska pierwszego Ministra Rolnictwa i Reform
Rolnych Seweryna Ludkiewicza), która zajmowała się przede wszystkim procesem oddłużania rolnictwa, ale także zmierzała w swym zamyśle do uproszczenia
przepisów ustawy o wykonaniu reformy rolnej i odrzucenia zeń zapisów ograniczających parcelację. Wobec jej nieskuteczności w sierpniu 1932 r. ogłoszono
kolejny pakiet ustaw mających zlikwidować zadłużenie i przeciwdziałać szerzącej się lichwie. Przy okazji uzupełniono też zapisy ustawy „Lex Ludkiewicz”,
ułatwiając tym samym przejmowanie ziemi przez wierzycieli. Działania państwa
zmierzające do ochrony sektora rolniczego przed skutkami trwającego kryzysu,
to także emisja listów zastawnych przez Państwowy Bank Rolny, którymi można
było również regulować niektóre obciążenia podatkowe, stosowne rozporządzenie Prezydenta RP zezwalało rolnikom na odroczenie spłat, a także zawieranie
układów rozjemczych z wierzycielami10.
W ramach sprawniejszej walki ze skutkami kryzysu w rolnictwie przeprowadzono także reorganizację struktur urzędniczych, której efektem było połączenie: Ministerstwa Rolnictwa z Ministerstwem Reform Rolnych, tworząc w ten
sposób jeden urząd, tj. Ministerstwo Rolnictwa i Reform Rolnych, ponadto połączono także: Państwowy Fundusz Kredytu na Melioracje Wodne, Fundusz Zapomóg i Kredytu Ulgowego z Funduszem Obrotowym Reformy Rolnej11, nowopowstały twór pozostał wówczas przy nazwie Funduszu Obrotowego Reformy
__________
9
Z. Landau, J. Tomaszewski, Gospodarka Polski międzywojennej, T. III Wielki Kryzys
(1930–1935), Warszawa 1982, s. 175.
10
W. Sułkowska, dz. cyt., s. 61–62.
11
Sam Fundusz Obrotowy Reformy Rolnej powołała do życia ustawa z dnia16 II 1928 r.,
podlegał on zarządowi Ministra Reform Rolnych, a tworzyły go: nieruchomości ziemskie wraz
z inwentarzem żywym i martwym, będące własnością skarbu państwa; wpływy i należności
pochodzące ze sprzedaży lub nadania odpłatnego gospodarstwa, parcele gruntowe i inne
obiekty z państwowych nieruchomości ziemskich, itp.; wpływy z dotacji gotówkowych skarbu
państwa i In. Jego głównym zadaniem było pokrycie potrzeb i kosztów płynących z realizacji
reformy rolnej, a swe nadwyżki mógł również spożytkować na cele kredytów podnoszących
produktywność gospodarstw, „Dziennik Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej”, nr 21, 1 III 1928,
poz. 175, s. 344–345.
109
Rolnej (dalej FORR)12. FORR miał za zadanie racjonalizację i uporządkowanie
finansowej strony prowadzonej reformy rolnej, zaś majątek tak powstałego funduszu, na dzień 1 IV 1933 r., obliczano na ok. 901 mln zł13. W maju 1933 r.
uczyniono kolejny krok zmierzający do oddłużenia rolnictwa, mianowicie utworzono Bank Akceptacyjny, który miał się zająć konwersją krótkoterminowych
zobowiązań rolniczych na średnioterminowe, przy równoczesnym obniżeniu
oprocentowania tychże zobowiązań14.
W sytuacji gospodarczej ukształtowanej w dużej mierze przez kryzys gospodarczy, stanowisko Ministra Rolnictwa i Reform Rolnych objął J. Poniatowski, nominacja nastąpiła w dniu 28 VI 1934 r. Głównym zadaniem, przed jakim
stanął nowo powołany minister, było dalsze prowadzenie reformy ustroju polskiego rolnictwa, a jednym z jej istotnych czynników była parcelacja. Jakiego
rodzaju grunty należało rozparcelować dla potrzeb reformy rolnej, w jakiej kolejności i w jaki sposób, określała ustawa z 1925 r. Natomiast warto było sobie
uzmysłowić, że potrzeby parcelacyjne były olbrzymie. Według ostrożnych szacunków poczynionych na bazie spisu powszechnego z 1931 r. co najmniej 7%
całej ludności wiejskiej w Polsce15, stanowiło grupę potrzebującą natychmiast
zupełnie nowych gospodarstw, co tym samym wymagało stworzenia „od ręki”
ok. 220–270 tys. nowych gospodarstw, dla tej grupy ludności. Dalsze 30 tys.
gospodarstw było potrzebnych corocznie w związku ze skalą ówczesnego przyrostu naturalnego, co łącznie rodziło zapotrzebowanie na ok. 250–300 tys. nowych zagród. Na realizację tych potrzeb należało zgromadzić odpowiedni zapas
ziemi, a przyjmując wielkość każdego gospodarstwa na jedyne 5 ha, koniecznym
stawało się zgromadzenie ok. 1250–1500 tys. ha ziemi. Jednocześnie należało
pamiętać, że ok. 30–40% już istniejących gospodarstw, czyli innymi słowy ok.
1 mln gospodarstw, było gospodarstwami karłowatymi, na których upełnorolnienie, bądź przynajmniej powiększenie do wielkości rzędu 4–5 ha, potrzeba było
aż 2500 tys. ha ziemi16. Przed realizacją tak skomplikowanego i trudnego wyzwania stanął właśnie J. Poniatowski.
Znając skalę potrzeb, nowy minister rozpoczynając swoje urzędowanie musiał również z całą pewnością dokonać pewnego bilansu otwarcia, będącego
swoistym podsumowaniem dotychczasowych dokonań na tym polu, a zarazem
stanowiącego punkt wyjścia do rozpoczęcia już własnych działań w tym zakre-
__________
12
Z. Landau, J. Tomaszewski, Gospodarka Polski Międzywojennej…, s. 175–176.
„Polska Gospodarcza”, zesz. 28, 13 VII 1935, s. 861.
14
Z. Landau, J. Tomaszewski, Gospodarka Polski Międzywojennej…, s. 170.
15
Według spisu powszechnego z 1931 r., liczbę ludności wiejskiej szacowano na 23226,8
tys. osób, czyli tym samym ok. 1625876 osób wymagało natychmiastowego stworzenia nowych gospodarstw, zob.: Mały Rocznik Statystyczny 1939, Warszawa 1939, s. 11.
16
„Polska Gospodarcza”, zesz. 28, 13 VII 1935, s. 862.
13
110
sie. Do 1934 r. państwo zdołało łącznie rozparcelować ok. 2 250 tys. ha 17, tworząc w ten sposób ok. 188 tys. gospodarstw, czyli dużo mniej niż wynosiły tylko
bieżące potrzeby. Z tej ogólnej liczby, ok. 608 tys. ha rozparcelowanej ziemi
pochodziło z majątków państwowych oraz z zasobów Państwowego Banku Rolnego (dalej: PBR), a ziemia ta trafiła w ręce 135 636 nabywców. Z majątków
prywatnych rozparcelowano 1 496 tys. ha, które przypadły w udziale dalszym
461 398 osobom, utworzono też 7870 osad wojskowych na obszarze 142 681 ha,
czyniąc to w ramach parcelacji rządowej. Z tej ogólnej liczby obszarów rozparcelowanych, aż 37,9% ziemi sprzedano posiadaczom gospodarstw karłowatych,
jako uzupełnienie, dokonując tzw. parcelacji adjacentalnej18, a 54,1% ziemi
nabyli bezrolni tworząc zupełnie nowe warsztaty rolne, tj.: pełnorolne, warzywniczo-ogrodnicze oraz robotnicze i rzemieślnicze19. Pozostałe 8% gruntów zużytkowano na, jak to określił Alfred Okołowicz, publicysta tygodnika „Polska
Gospodarcza”: „utworzenie większych (wzorowych) gospodarstw rolnych oraz
na różne cele rolnicze i państwowe”. Ziemię z reformy rolnej nabyły łącznie
604 904 osoby, wśród tej liczby, aż 68,7% to adjecenci (czyli posiadacze gospodarstw karłowatych – przyp. M.M.), zaś 31,3% stanowili bezrolni tworzący nowe
gospodarstwa20. Do 1934 r. parcelowane grunty pochodziły przeważnie
z terenów województw: wołyńskiego, wileńskiego, lubelskiego i poleskiego,
w mniejszym zaś stopniu z obszarów województw: krakowskiego i śląskiego.
W związku z czym w okresie urzędowania J. Poniatowskiego, siłą rzeczy uwaga resortu w tym względzie kierowała się ku miejscom, które w dalszym ciągu
dysponowały zapasem ziemi, czyli ku województwom: poznańskiemu i pomorskiemu. Istniejący zapas gruntów chciano spożytkować, prowadząc przymusowy
wykup, z majątków prywatnych, na podstawie imiennego wykazu21 ziem podlegających parcelacji22. Wyliczenia te podane syntetycznie przez A. Okołowicza,
na łamach tygodnika „Polska Gospodarcza”, można traktować, jako rzetelne
__________
17
Według danych statystycznych w ww. okresie rozparcelowano 2 246,2 tys. ha, zob.:
Mały Rocznik Statystyczny 1939, Warszawa 1939, s. 70.
18
parcelacja adjacentalna – była to parcelacja, która zajmowała się upełnorolnieniem gospodarstw karłowatych.
19
Ustawa o wykonaniu reformy rolnej obok tworzenia nowych gospodarstw rolnych, dopuszczała w swej treści na tworzenie małych gospodarstw owocowo-warzywniczych oraz
ogródków robotniczych, urzędniczych itp. w pobliżu miast i ośrodków przemysłowych, Zob.:
„Dziennik Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej”, nr 1, 9 I 1926, poz. 1, s. 2.
20
„Polska Gospodarcza”, zesz. 28, 13 VII 1935, s. 862.
21
Wykaz imienny nieruchomości podlegających przymusowemu wykupowi, był przygotowywany i uchwalany w stosownym rozporządzeniu Rady Ministrów, wchodziło w życie
wraz z jego ogłoszeniem i było wykonywane przez Ministra Rolnictwa i Reform Rolnych,
jeden z tego typu wykazów stanął na Radzie Ministrów w dn. 28 IX 1936 r., Archiwum Akt
Nowych, Prezydium Rady Ministrów, Protokoły Posiedzeń Rady Ministrów, Protokół z 18.
posiedzenia Rady Ministrów RP w dniu 28 IX 1936, tom 80, mikrofilm 20122, k. 402–413a.
22
„Polska Gospodarcza”, zesz. 46, 16 XI 1935, s. 1426
111
i wiarygodne. Przyjmując zaś prawdziwość tego założenie, można było wyrobić
sobie pogląd na skalę procesu przed realizacją, którego postawiono
J. Poniatowskiego.
Wedle obliczeń, poczynionych przez publicystów „Polski Gospodarczej”,
w okresie poprzedzającym nominację J. Poniatowskiego, czyli w latach 1919–
1934 państwo wyłożyło na cele sfinansowania przebudowy ustroju rolnego ponad 830 mln zł. W kwocie tej znalazły się środki budżetowe w wymiarze 41 mln
zł, przeznaczone na ten cel w okresie 1919–1923, a w okresie 1924–1934, aż
473 mln zł, ponadto rozparcelowano majątki państwowe o łącznej wartości 233
mln zł. Państwo wyłożyło również na kapitał zakładowy PBR – 75 mln zł, do
sumy tej należało doliczyć kwotę 8 mln zł pochodzących z innego typu działań,
a przeznaczonych również na cele przebudowy polskiej wsi. Drugim źródłem
finansowania reformy rolnej były kredyty, zarówno długo, jak i krótkoterminowe, zarówno gotówkowe, jaki w listach zastawnych23, łącznie wynoszące ok.
320 mln zł. Trzecim źródłem finansowania zarazem największym, były środki
prywatne (poza kredytowe) uczestników reformy rolnej wynoszące wedle przybliżonych szacunków ok. 600–700 mln zł. Łącznie można z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć szacunki dowodzące, że do 1934 r., na cele przebudowy
ustroju polskiej wsi wydano już wówczas ok. 1,7 mld zł, z czego jak widać większość tych środków pochodziła z kieszeni samych mieszkańców wsi24.
Tempo prowadzenia akcji parcelacyjnej w całym okresie II Rzeczypospolitej było bardzo nierównomierne, co doskonale prezentuje tabela 1. Po uchwaleniu ustawy z 28 XII 1925 r., przez trzy kolejne lata 1926–1928, udawało się
zrealizować założony w niej cel parcelacyjny nawet z pewną nawiązką. Sytuację
tą diametralnie zmienił kryzys gospodarczy. W okresie od 1929 r., aż do wybuchu wojny nie osiągnięto nigdy założonego minimum 200 tys. ha rocznej parcelacji. Co więcej przyjmowane w tym okresie czasu, przez Radę Ministrów plany
parcelacyjne, uwzględniały bieżące trudności gospodarcze i były znacznie niższe
od ustawowych 200 tys. ha, a mimo tej zachowawczej postawy, również nie były
realizowane w pełni. W ożywieniu tego procesu nie pomogła ustawa „Lex Ludkiewicz”, o czym mówił w dniu 15 I 1935 r., poseł sprawozdawca budżetu FORR
Władysław Kamiński, podczas dyskusji w Komisji Budżetowej Sejmu RP, prowadzonej w obecności ministra J. Poniatowskiego25. W dniu 25 II 1932 r. weszła
__________
23
Listy zastawne – rodzaj listu kredytowego, papier wartościowy o stałym oprocentowaniu, emitowany przez towarzystwo kredytowe i lokowany przez nie na rynkach pieniężnych
w celu zdobycia środków na działalność kredytową, spłatę listu zastawnego zabezpieczają
hipoteki majątków należących do członków towarzystwa kredytowego, Złota encyklopedia
PWN, Warszawa 2002.
24
„Polska Gospodarcza”, zesz. 28, 13 VII 1935, s. 861.
25
Wysokość emisji serii pierwszej wynosiła 50 mln zł, a Państwowy Bank Rolny przyznał
z tego źródła pożyczek w listach zastawnych na kwotę 3,9 mln zł, z czego wypłacono zaledwie
0,9 mln zł, poseł W. Kamiński wskazywał też przy tej okazji na bardzo skomplikowaną procedurę prawną towarzyszącą przejmowaniu majątków zadłużonych, co również zapewne wpły-
112
w życie ustawa, odnosząca się do wykonywania planów parcelacyjnych. Zgodnie
z jej art. 2, plany parcelacyjne na rok 1931 i 1932, ustalone rozporządzeniami
Rady Ministrów z dnia 7 II 1930 r. i 12 II 1931 r., uległy zmniejszeniu o obszary,
które dla poszczególnych okręgów ziemskich ustaliła Rada Ministrów biorąc
przy tym pod uwagę potrzeby agrarne i ogólną koniunkturę gospodarczą. Jednocześnie plany parcelacyjne na lata 1933 i 1934 miały być sporządzane w oparciu
o jak to określono aktualne możliwości finansowe państwa, ponadto niniejsza
ustawa zmieniała: „(…) niezależnie od postanowień (…) ustawy o wykonaniu
reformy rolnej. Termin ogłoszenia wykazu imiennego na rok 1932 i planu parcelacyjnego na rok 1933 przedłuża się do dnia 1 kwietnia 1932 r.”26. W roku 1932
plan parcelacyjny określono na poziomie 100 tys. ha, a Rada Ministrów postanowiła dodatkowo odstąpić od sporządzenia i ogłoszenia wykazu nieruchomości
podlegających parcelacji, mimo tej ostrej korekty i tak nie zrealizowano założonego planu, parcelując jedynie 74,1 tys. ha. W 1933 r. tendencja wyhamowywania parcelacji trwała nadal, gdyż w planie na rok 1934 mimo przyjętych 75 tys.
ha (w tym 25 tys. ha gruntów państwowych i należących do PBR oraz 50 tys. ha
pochodzących z gruntów prywatnych27), udało się rozparcelować jedynie 56,5
tys. ha, w zasadzie najmniej od 1920 r.28. W dniu 5 III 1934 r. weszła w życie
kolejna tego typu ustawa: „o zmianie ustawy z dnia 25 lutego 1932 r. w sprawie
wykonywania planów parcelacyjnych”, która zmieniała treść przywoływanego
art. 2 ustawy z 1932 r., i zezwalała rządowi na tworzenie planów parcelacyjnych
na kolejne lata 1935 i 1936, również kierując się przy tym możliwościami budżetowymi, pozwalając jednocześnie na sporządzenie wykazu imiennego nieruchomości podlegających przymusowemu wykupowi na rok 1935 i planu parcelacyjnego na rok 1936 do 1 IV 1935 r., czyli znacznie później niż wynikało to
z ustawy z 28 XII 1925 roku29.
Podczas posiedzenia Sejmu w dniu 8 II 1935 r., wśród poruszanych spraw,
zajęto się również koniecznością przyśpieszenia procesu parcelacji i towarzyszącego jej osadnictwa. W swym przemówieniu sejmowym J. Poniatowski bez
cienia złudzeń stwierdził: „Nie sądzę też, aby najbliższe lata dawały pole Państwu polskiemu do wykonywania wielkiej akcji osadniczej”30.
nęło na skalę oddziaływania, Archiwum Akt Nowych, Biuro Sejmu RP. Komisja Budżetowa –
Diariusze posiedzeń 1935, sygn. 51, k. 175.
26
„Dziennik Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej”, nr 25, 30 III 1932, poz. 216, s. 401.
27
„Dziennik Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej”, nr 8, 13 II 1933, poz. 52, s. 118.
28
Z. Landau, J. Tomaszewski, Gospodarka Polski Międzywojennej…, s. 176–177.
29
„Dziennik Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej”, nr 24, 22 III 1934, poz. 178, s. 360.
30
„Polska Gospodarcza”, zesz. 7, 16 II 1935, s. 235.
113
Tabela 1. Parcelacja gruntów w latach 1928–1934 w Polsce
Utworzone kolonie
i parcele w tys.
1919
2,1
1920
11,5
1921
29,7
1922
41,2
1923
43,4
1924
30
1925
28,6
1926
59,4
1927
67
1928
72,8
1929
55,9
1930
49,4
1931
36,4
1932
30,8
1933
28,7
1934
18,7
1935
24,5
1936
28,5
1937
37,7
1938
37,7
Źródło: Mały Rocznik Statystyczny, Warszawa 1939, s. 70–71.
Wyszczególnienie
Powierzchnia rozparcelowana w tys. ha
11,8
54,3
180,4
254,2
201,7
118,3
128,3
209,8
245,1
227,6
164,5
130,8
105,3
74,1
83,5
56,5
79,8
96,5
113,1
119,2
W okresie ministrowania J. Poniatowskiego, udało się doprowadzić do
pewnego ożywienia tego procesu, aczkolwiek w dalszym ciągu wyniki, jakie
wówczas notowano były daleko poniżej 200 tys. ha rocznego kontyngentu parcelacyjnego. Podobnie, jak to miało miejsce we wcześniejszym okresie, także teraz
problemem nie do przezwyciężenia było zrealizowanie przyjętych planów parcelacyjnych. W 1935 r. z planowanych 120 tys. ha (w tym 20 tys. ha z gruntów
państwowych i należących do PBR oraz 100 tys. ha pochodzących z gruntów
prywatnych)31 zrealizowano jedynie 79,8 tys. ha, tj. 66,5% założonego planu
parcelacyjnego. Dużo lepiej pod tym względem było w 1936 r. z planowanych
100 tys. ha (w jego ramach było założonych: 20 tys. ha z gruntów państwowych
i PBR oraz 80 tys. ha gruntów prywatnych32), rozparcelowano 96,5 tys. ha. Pamiętając o mechanizmie uchwalania planów parcelacyjnych, które były przyjmowane przez Radę Ministrów na początku roku budżetowego, a odnosiły się
w swej treści do przyszłego roku kalendarzowego, należało zaznaczyć, że plan
dotyczący 1936 r., był pierwszym uchwalony w okresie ministrowania
J. Poniatowskiego. W związku z dalej istniejącą potrzebą wzmożenia akcji parce-
__________
31
„Dziennik Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej”, nr 28, 31 III 1934, poz. 223, s. 462–463.
„Dziennik Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej”, nr 9, 14 II 1935, poz. 49, s. 176; „Dziennik Urzędowy Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych”, nr 3, 15 III 1935, poz. 21, s. 71–72.
32
114
lacyjnej oraz na fali „sukcesu” roku bieżącego. Rada Ministrów przyjęła na 1937
r. plan przewidujący zwiększenie swych założeń o 50% i tym samym parcelację
150 tys. ha. W tej wielkości zakładano parcelację 30 tys. ha z gruntów państwowych i należących do PBR oraz 120 tys. ha pochodzących z gruntów prywatnych. W uzasadnieniu tego posunięcia Rada Ministrów dodatkowo zaznaczyła
potrzebę wzmożenia parcelacji prywatnej między innymi poprzez likwidację
nadmiernie zadłużonych majątków cytowanych przez Towarzystwo Kredytowe
Ziemskie w Warszawie, do czego dawała podstawę uchwała KEM z dn. 10 I
1936 r.33. Wynik pokazał, że nie do końca udało się zrealizować postawiony cel.
W 1937 r. udało się parcelację przeprowadzić na obszarze 113,1 tys. ha. Rekordowym pod tym względem był rok 1938, gdyż udało się wówczas rozparcelować
największą ilość ziemi w okresie urzędowania J. Poniatowskiego, bo 119,2 tys.
ha i było to więcej niż zakładane w planie parcelacyjnym 100 tys. ha (w tym 20
tys. ha z gruntów państwowych i należących do PBR, a 80 tys. ha pochodzących
z gruntów prywatnych34). Plan parcelacyjny na 1939 r. ustalał poziom 147 tys.
ha, z czego zaledwie 15 tys. ha miało pochodzić z gruntów państwowych i z zasobów PBR, a pozostałe 132 tys. ha z gruntów prywatnych35. Podobnie rzecz się
miała z 1940 r., w którym przewidywano parcelację 170 tys. ha, w ramach których podobnie jak to miało mieć miejsce w 1939 r., zaledwie 20 tys. pochodziło
z gruntów państwowych i zasobów PBR, a 150 tys. ha, miała pochodzić z gruntów prywatnych36. Jak więc było widać zakładano wzrost, jeśli chodziło o tempo
parcelacji, choć nadal nie osiągała ona wysokości przewidzianej w ustawie
z 1925 r., czyli 200 tys. ha.
W kontekście szans ponownego rozkręcenia tempa parcelacji,
J. Poniatowski stwierdził w parlamencie: „Nie umiem dokładnie określić, na ile
poważne zmiany zajdą w samym społeczeństwie rolniczym, zarówno na tle dekretów regulujących zadłużenia, jak i na tle przemian, które przechodzi społeczeństwo pod koniec okresu kryzysowego i przystosowania się do nowej sytuacji, aby
móc powiedzieć, na ile i jak szybko wzrośnie prężność i gotowość do przyjęcia
zobowiązań przez nowonabywcę rozparcelowanej ziemi”37. Jak więc było widać
początek pracy w resorcie oraz ówczesna sytuacja gospodarcza państwa, najwy-
__________
33
Archiwum Akt Nowych, Prezydium Rady Ministrów, Protokoły Posiedzeń Rady Ministrów, Protokół 18. Posiedzenia Rady Ministrów RP z 28 IX 1936, tom. 80, mikrofilm 20120,
k. 412.
34
„Dziennik Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej”, nr 10, 15 II 1937, poz. 75, s. 122; „Dziennik Urzędowy Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych”, nr 3, 13 III 1937, poz. 21, s. 91–92.
35
„Dziennik Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej”, nr 9, 23 II 1938, poz. 57, s. 97–98;
„Dziennik Urzędowy Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych”, nr 3, 15 III 1938, poz. 13, s.
40–42.
36
„Dziennik Urzędowy Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych”, nr 3, 15 XII 1939,
poz. 19, s. 81–83; Z. Landau, J. Tomaszewski, Gospodarka Polski Międzywojennej 1918–
1939, T. IV Lata interwencjonizmu państwowego 1936–1939, Warszawa 1989, s. 264.
37
„Polska Gospodarcza”, zesz. 7, 16 II 1935, s. 235.
115
raźniej nie upoważniały do odważnego stawianie hipotez w tym względzie, nie
był też minister całkowicie pewien skuteczności już podjętych działań w tym
zakresie. Nieco później J. Poniatowski ostrożnie dostrzegał pewną szansą, jaką
mógł dać spadek cen ziemi, o czym mówił podczas swego przemówienia w senacie w dniu 4 III 1935 r. Stwierdził wówczas, że wobec spadku cen produktów
rolnych, z całą pewnością także spadkowi ulegnie cena ziemi, choć w znacznie
łagodniejszy sposób, niż w przypadku cen na artykuły przemysłowe i rolnicze.
Spadek cen ziemi, w jego opinii, będzie miał charakter długofalowy, choć prognozował w tym względzie pojawianie się pewnych wahań. Przewidywał spadek
cen ziemi nawet o 40–50%, choć nie był całkowicie pewny tej wielkości. Był
jednak przekonany, że spadek ten przekroczy próg 25%, przewidywany też przez
szereg instytucji kredytowych38. Podczas konferencji prasowej w dniu 5 VI 1936
r. J. Poniatowski zapoznał słuchaczy ze sposobem kredytowania procesu parcelacji państwowej mówiąc, że: „(…) jest prowadzona przy zasadzie, że nowonabywca wpłaca 10%, a uprzywilejowani, którymi są pracownicy ze służby folwarcznej, płacą 5%. Dalsze spłaty rozłożone są na lat kilkadziesiąt przy
oprocentowaniu 3% i oparte są na normalnej dochodowości gospodarstwa”39.
Jak więc widać ciężar finansowy parcelacji był przerzucony na barki państwa, co
wobec jego ówczesnej kondycji, siłą rzeczy nie pozostawało bez wpływu na
tempo prowadzonych prac.
Starając się o jak najefektywniejsze przyśpieszenie parcelacji, J. Poniatowski przejawiał również inicjatywę ustawodawczą, o czym poinformował, na
specjalnej konferencji, zebranych posłów i senatorów, w dniu 6 XII 1938 r. Projekt ustawy o nabywaniu na własność państwa nieruchomości ziemskich zbytych
w drodze egzekucji, przygotował KEM i był on rezultatem wspólnego pomysłu
wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego i J. Poniatowskiego. Przyjęto ów
projekt, na 21. posiedzeniu Rady Ministrów w dniu 7 XII 1938 r.40, zaś ustawa
o nabywaniu na własność Państwa nieruchomości ziemskich zbytych w drodze
egzekucji, weszła w życie 10 III 1939 r. Dawała ona państwu, a konkretnie wojewodom, 6 tygodni czasu, liczonych od wydania wyroku sądu o tzw. „przybiciu”, na podjęcie decyzji o ewentualnym nabycie nieruchomości ziemskiej poddanej egzekucji. W chwili podjęcia przez wojewodę decyzji o nabyciu danej
nieruchomości na własność, skarb państwa wchodził w postępowaniu egzekucyjnym w prawa i obowiązki nabywcy z egzekucji, z pewnymi zmianami wpro-
__________
38
„Polska Gospodarcza”, zesz. 10, 9 III 1935, s. 334–335.
„Polska Gospodarcza”, zesz. 24, 11 VI 1936, s. 675.
40
Archiwum Akt Nowych, Prezydium Rady Ministrów, Protokóły Posiedzenia Rady Ministrów, Protokół z 21. posiedzenie Rady Ministrów w dniu 7 XII 1938, tom 87, mikrofilm
20127, k. 304, 496–500.
39
116
wadzonymi niniejszą ustawą41. Ustawa ta, obok likwidacji nadmiernie zadłużonych majątków, prowadziła do zapewnienia wierzycielom korzyści, ponieważ
cena, jaką uzyskiwali przy parcelacji ziemi, była z reguły wyższa od ceny licytacyjnej42. W założeniu ustawa niniejsza, miała także powiązać akcję parcelacyjną
z porządkowaniem zadłużeń przedkryzysowych co miało również przyśpieszyć
sam proces43. Ocenę skuteczności niniejszej inicjatywy uniemożliwił wybuch
wojny, który przerwał jej oddziaływanie zaledwie kilka miesięcy po wejściu
w życie. Sam zamysł był niewątpliwie bardzo ciekawy.
Tempo realizacji procesu parcelacji to jedno, a inną kwestią było jej właściwe przeprowadzenie. Zwłaszcza w trakcie parcelacji prywatnej dochodziło do
naruszeń zasad zawartych w ustawie z 1925 r., odniósł się do tego zjawiska J.
Poniatowski, w piśmie okólnym skierowanym do wojewodów, z dnia 24 III 1937
r. Konkretnie do sprawy ignorowania praw służby folwarcznej, wynikających
z zapisów ustawy. Problem ten starał się właściwie naświetlić za pośrednictwem
wojewodów, przedstawicielom administracji publicznej, uczestniczącym w realizacji reformy rolnej, jak pisał: „W praktyce właściciele nieruchomości rozprzedają często parcelowane grunty z pominięciem uprawnień służby folwarcznej.
W celu przeciwdziałania wytwarzaniu się takiego stanu rzeczy polecam w każdym zezwoleniu na parcelację umieszczać zastrzeżenie o konieczności zaspokojenia uprawnień stałej służby folwarcznej, tracącej pracę w skutek parcelacji”44.
Wobec osób starających się ominąć ten obowiązek instruował, aby: „(…) odmawiać zatwierdzania projektu parcelacji lub wykazu nabywców, przy czym,
w razie wprowadzenia nabywców w posiadanie działek przed zatwierdzeniem
projektu parcelacji, należy niezwłocznie uciekać się do stosowania rygorów
przymusowego wykupu…”45. Jednocześnie upoważniał starostów do każdorazowego proponowania właścicielom parcelowanego gruntu, załatwienia za nich,
powinności wobec służby folwarcznej. W takich przypadkach MRiRR miałoby
nabyć potrzebny dla tego celu obszar, a jego wartość ustalić na podstawie szacunków towarzyszących parcelacji gruntów państwowych, a stosowny ekwiwalent państwo wypłaciłoby: w 20% gotówką, a w 80% w postaci obligacji państwowej renty ziemskiej46.
__________
41
„Dziennik Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej”, nr 21, 21 III 1939, poz. 133, s. 133–134;
„Dziennik Urzędowy Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych”, nr 4, 15 IV 1939, poz. 23, s.
101–103.
42
M. M. Drozdowski, Polityka rolna rządu polskiego w latach 1936–1939, „Roczniki
Dziejów Ruchu Ludowego”, nr 1, 1959, s. 103.
43
„Polska Gospodarcza”, zesz. 50, 10 XII 1938, s. 1808.
44
„Dziennik Urzędowy Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych”, nr 5, 15 V 1937, poz.
41, s. 151–152.
45
Tamże, s. 152.
46
„Dziennik Urzędowy Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych”, nr 5, 15 V 1937, poz.
41, s. 153.
117
Na słabe wyniki parcelacji, w głównej mierze wpływ miał brak potrzebnych funduszy, które w okresie przedkryzysowym pochodziły w znacznej mierze
ze środków własnych społeczności wiejskiej, a o jakie trudno w dobie kryzysu,
ale w pewnym stopniu, wpływ na tempo realizacji, miała także rezygnacja Polski
w 1929 r. z prawa do przymusowego wykupu majątków należących do Niemców. Zmienić ten fakt mogła jedynie reforma rolna, albo inne zabiegi prawne47,
na które niemieccy posiadacze ziemscy słali skargi na Polskę do Ligii Narodów.
W 1931 r. tzw. Komitet Trzech w Genewie ustalił, w tym względzie parytet,
wprowadzający zasadę proporcjonalnego udziału w wykonaniu reformy rolnej,
na obszarze dwóch województw zachodnich, w zależności od stanu posiadania
obu narodowości na tym obszarze (w woj. poznańskim 65%, a w woj. pomorskim 39,5% ziemi posiadali Polacy)48. Sytuacja w tym kontekście uległa dalszemu usztywnieniu wraz z zawarciem polsko-niemieckiego paktu o nieagresji
w 1934 r., względy polityki zagranicznej znajdowały wyraźne odzwierciedlenie
na gruncie parcelacji niemieckich majątków49. Jak oceniał J. Poniatowski:
„Wielka własność niemiecka z reguły nie podejmowała parcelacji prywatnej
i oczekiwała wywłaszczenia w pełni formalności. Czyniła tak naturalnie ze
względów politycznych i niewątpliwie była odszkodowana z tajnych funduszy
niemieckich”50. Zresztą kwestia parcelacji majątków niemieckich była kwestią
bardzo drażliwą, osobiście miał się o tym przekonać również sam J. Poniatowski,
natrafiając w tym względzie na opór, wychodzący zwłaszcza z MSZ, który blokował szereg poczynań resortu rolnictwa tłumacząc to racją stanu51.
Zapewne szczupła ilości ziemi, jaką szef rolnictwa mógł rozdysponować
w ramach realizacji reformy rolnej, była jedną z przyczyn wydania okólników,
które dawały podległym mu strukturom wskazówki i zalecenia w celu właściwego kwalifikowania nabywców przy zakupie ziemi pochodzącej z parcelacji rządowej. W dniu 17 III 1937 r., J. Poniatowski wystosował pismo okólne do
wszystkich urzędów wojewódzkich oraz do PBR, w którym zaznaczył, że nabywcami działek mogły być wyłącznie: „(…) osoby, których główne zajęcie
i podstawę utrzymania stanowi produkcja rolnicza lub warzywniczoogrodnicza”52. Jednocześnie odmawiał możliwości zakupu ziemi: zawodowym
__________
47
Zob.: Dla celów przejmowania majątków niemieckich władze polskie wykorzystywały
również fakt niepłacenia podatków, np. sprawa księcia Pszczyńskiego (von Pless), Z. Landau,
J. Tomaszewski, Gospodarka Polski Międzywojennej (1918–1939), T. III Wielki Kryzys
(1930–1935), Warszawa 1982, s. 179.
48
Tamże, s. 179.
49
Tamże, s. 180.
50
J. Poniatowski, Cele i założenia Reformy Rolnej w X-leciu Niepodległości, Warszawa
2004, s. 26.
51
Archiwum Zakładu Ruchu Ludowego, Pamiętniki, Tadeusz Wróblewski, Wspomnienia
dotyczące Juliusza Poniatowskiego, sygn. P-345, k. 61.
52
„Dziennik Urzędowy Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych”, nr 4, 15 IV 1937, poz.
32, s. 121.
118
wojskowym, zarówno w służbie czynnej, jak i w stanie spoczynku, pracownikom
państwowym i komunalnym. Mogli jedynie wziąć udział w nabywaniu działek
o charakterze nierolniczym, np. mieszkaniowym i letniskowym. Ograniczenia te
nie dotyczyły w przypadku kwalifikowania kandydatów, posiadających rolnicze
kwalifikacje, na nabywców gospodarstw wzorowych, sprzedawanych w przetargu, o ile złożą zaświadczenie, iż wniosły prośbę o zwolnienie ze służby lub przynajmniej złożyły zobowiązanie, że tak uczynią w przypadku przyznania im gospodarstwa. Jak zalecał zasady te winny być również stosowane w przypadku
parcelacji prywatnej, zwłaszcza na terenach mocno przeludnionych53. Resort do
kwestii tej powrócił raz jeszcze 5 V 1937 r., kiedy to wyjaśniał, że zastrzeżenia
dotyczące osób, które nie powinny być brane pod uwagę przy kwalifikacji nabywców, wyrażone w piśmie z 17 III nie odnosiły się do członków ich rodzin,
o ile ci ostatni odpowiadali wszelkim wymaganiom, stawianym nabywcom przy
parcelacji rządowej54. Zastrzeżenia te szczególnie wyrażane wobec wojskowych,
były obiektem gwałtownego ataku na osobę ministra J. Poniatowskiego, zwłaszcza ze strony wileńskiego „Słowa”, a konkretnie jego redaktora naczelnego
Stanisława Mackiewicza55.
Jak już wspominałem, reforma rolna była zjawiskiem złożonym, a jej immanentną częścią, towarzyszącą procesowi parcelacji, było zagadnienie osadnictwa. Budownictwo nowych zagród dla osadników, na terenach parcelacyjnych
nie było niczym nowym i towarzyszyło reformie rolnej od jej początku. Dotychczas zasadą było, że przy tej okazji państwo prowadziło zabudowę na tzw. sposób niemiecki, czyli stawiając budynki murowane, tj. budynek mieszkalny połączony z gospodarczym. Jednak tempo i koszty prowadzenia tego typu zabudowy
nie odpowiadały ówczesnym potrzebom, także możliwościom finansowym.
Znaczne zwiększenie tempa budowy nowych zagród stawało się więc niezbędne,
jeśli na serio myślano o przyśpieszeniu samej parcelacji. Rzeczą oczywistą było,
że budowa nowej zagrody pociągała za sobą koszty, które przy tak olbrzymiej
skali zapotrzebowania oraz w dobie kryzysu gospodarczego i kompresji budżetu
państwa, nie były do przecenienia. W ocenie J. Poniatowskiego wyjściem z sytuacji mogło być ograniczenie zabudowy do niezbędnego minimum, licząc że
rozwinięcie produkcji w latach następnych pozwoli na stopniową rozbudowę
zagrody i stosunkowo szybkie uzupełnienie braków w tym względzie. W ówczesnych realiach, przy braku kapitałów i wobec dużych obciążeń finansowych
ludności wiejskiej, Minister za błędne uważał wyposażanie osadnika w okazałe
budynki murowane, czemu dał jasny wyraz w dniu 5 VI 1936 r. podczas konferencji prasowej: „O ileż to jest naturalniejsze od tego, aby wyposażyć osadnika
w pokaźne budowle murowane, budowle drogie – w imię tego, że przy wysokim
__________
53
Tamże
„Dziennik Urzędowy Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych”, nr 6, 15 VI 1937, poz.
53, s. 193–194.
55
„Słowo”, nr 229, 20 VIII 1937, s. 1.
54
119
poziomie gospodarstwa, będą mu one kiedyś potrzebne, obciążając osadnika
odsetkami za kapitał, który będzie włożony w zbyt kosztowne budowle (…)
a skoro taki budynek damy od razu, to obciążenie przyjdzie również od razu”56.
Wywód swój poparł konkretnym wyliczeniem, które wskazywało, że wartość
gruntu gospodarstwa 10–12 ha w tym okresie, to ok. 6–7 tys. zł, zaś koszt budynków murowanych, dla takiego gospodarstwa mógł przewyższyć wartość
samego gruntu nawet o kilkadziesiąt procent57. Stojąc przed realizacją założonych zadań trzeba więc było zacząć budować taniej i znacznie szybciej, w wymiarze podstawowy niezbędnym dla uruchomienia nowopowstałego gospodarstwa. Wychodząc z takich przesłanek powstał pomysł budownictwa
drewnianego. Rozumianego nie jako rozwiązanie najlepsze z możliwych, ale
w ówczesnej sytuacji de facto jedyne możliwe, jak tłumaczył J. Poniatowski:
„(…) niewątpliwie dobrym domem mieszkalnym jest dostatnio wykonany budynek murowany, ale jest rzeczą niewątpliwą, że budynek murowany, wykonany ze
skrajną oszczędnością, jest budynkiem mieszkalnym z punktu widzenia higienicznego gorszym od budynku drewnianego (…) A skoro nie stać nas na te budynki,
dostatnio murowane, to winniśmy się trzymać drzewa”58. Użycie tańszego surowca drewnianego, było ponadto korzystne dla szybkości tworzenia nowych
osad: „Przy budownictwie drewnianym osiągamy to, że nowonabywca wprowadzony zostaje przed sprzętem i dokonywa sprzętu, a więc w tym czasie winien
mieć postawioną stodołę, w której przez czas żniw sam ze swoją rodziną się lokuje i w krótkim przeciągu czasu, następnych tygodni czy paru miesięcy ma również
postawiony budynek gospodarczy i mieszkalny. Czyli, że tej samej jesieni,
w której gospodarstwo objął, ma budowlę przygotowaną do zamieszkania na
zimę”59. Realizacja tak zarysowanej koncepcji przyniosła wymierne efekty.
Rozmiary zabudowy drewnianej w 1935 r. przyniosły więcej osiedli niż w ciągu
poprzednich 8 lat, a w czasie 1936 r. zabudowa została powiększona o kolejne
kilkadziesiąt procent, ten skok zapewne nie bez satysfakcji ocenił J. Poniatowski:
„(…) z tej zabudowy, która miała charakter przywileju dla niektórych osadników, dochodzimy do działania powszechnego, do możności wprowadzania większej liczby osadników do domów własnych w toku pierwszego roku”60. Koncepcja zabudowy osadniczej realizowana przez Ministra Rolnictwa i Reform
Rolnych napotykała jednak na krytykę, także ludności zamieszkującej dotychczas tereny parcelowane, w odpowiedzi na stawiane zarzuty J. Poniatowski odpierał: „Charakterystyczne jest i to, że krytyka tej budowy jest dokonywana
znacznie częściej przez ludzi, nie bezpośrednio zainteresowanych (…) zdawna
osiadły gospodarz w Poznańskim, czy na Pomorzu z pewnym lekceważeniem
__________
56
„Polska Gospodarcza”, zesz. 24, 13 VI 1936, s. 675.
Tamże, s. 676.
58
Tamże
59
Tamże
60
Tamże
57
120
patrzy na budynki drewniane, które się teraz wprowadza, albowiem to nie odpowiada tradycji gburskiej gospodarstwa, która tam jest utrwalona”61. Pozytywnie
do tego typu zabudowy, odniosła się Maria Dąbrowska, przyjaciółka rodziny
Poniatowskich, która miała możliwość naocznego zapoznania się z nowoutworzonymi w ten sposób osadami, jak zanotowała w swych dziennikach: „Po południu zwiedzam ze Stachnem (Stanisławem Stempowskim, życiowym partnerem M.
Dąbrowskiej – przyp. M.M.) osadnictwo nad Świętem. Śliczne domki kolonistów.
Są to owe sławne „Poniatówki”, co do których ziemiaństwo zarzucało Poniatowskiemu (uważanemu za komunistę i wroga Polski), że tworzy małorolne gospodarstwa „biedoty wiejskiej”, niezdolne się utrzymać”62.
Do przełomu lat 1935/1936 zabudowę osad powstałych z parcelacji prowadzono przeważnie systemem kredytowania osadnika, który następnie sam się
budował pod nadzorem państwa, w latach następnych dla usprawnienia i przyśpieszenia tego procesu, zaczęto budować osady wyłącznie systemem tzw. własnej zabudowy, wykonywanej przez aparat państwowy, oddając następnie osadnikowi gotowe zabudowania63. Sprawie gospodarstw powstałych z parcelacji,
a ściślej rzecz biorąc ich zabudowaniom, we wrześniu 1937 r., miejsce na swych
łamach poświęciła „Gazeta Polska”64. Pisała że z końcem września 1937 r.,
zostanie ukończona zabudowa, powstająca stopniowo, przy okazji rządowej
parcelacji przeprowadzonej w województwach: poznańskim i pomorskim, już od
1935 r., przy tej okazji donoszono, że ze względu na jej masowy charakter
i potrzebę przyśpieszenia ich wykonywania zastosowano standaryzację typu
budowli. Typ budowli, stosowany w poszczególnych przypadkach uzależniano
od wielkości tworzonego gospodarstwa, gospodarstwa od 8 do 12 ha były wyposażane w 3 oddzielne budynki: mieszkalny, inwentarski i stodołę; gospodarstwa
powyżej 12 ha również otrzymywały trzy oddzielne budynki: mieszkalny, stodołę i inwentarski, ale już o większej powierzchni użytkowej; gospodarstwa robotniczo-rolne zajmujące od 2 do 5 ha, otrzymywały zaś dwa oddzielne budynki, tj.:
mieszkalny oraz stodółkę z oborą znajdującymi się pod jednym dachem65. Przy
okazji podano też garść danych statystycznych, informujących czytelnika, że
w bieżącym roku zabudowano 1508 nowo powstałych osad (gospodarstw),
z czego gospodarstw o powierzchni od 8 do 12 ha było 1024, gospodarstw ponad
12 ha – 153. W gospodarstwach tych wówczas kończono budować 4055 budynki, w tym wykańczano 1396 budynków mieszkalnych, inwentarskich 1151, stodół 1177 oraz budynków łączonych 33166. Zauważono również, że w 1937 r.
przy tworzeniu zabudowy zwiększyła się ilość budynków murowanych, w obu
__________
61
Tamże.
M. Dąbrowska, Dzienniki 1933 – 1945, t. II, Warszawa 1988, s. 171–172.
63
„Polska Gospodarcza”, zesz. 52, 24 XII 1938, s. 1884.
64
„Gazeta Polska”, nr 248, 7 IX 1937, s. 8.
65
Tamże
66
Tamże
62
121
omawianych województwach wzniesiono ich 1763 sztuki. Do każdej z wznoszonych osad wprowadzono przeciętnie 5 osobowe rodziny, co pozwalało autorowi
artykułu na stwierdzenie, że od 1935 r. na terenach tych województw osiedlono
ok. 16 tys. osób, pochodzących z miejscowych gospodarstw małorolnych, ale
również przybyszów z innych terenów Rzeczypospolitej67.
Do przełomu lat 1935/1936 osad typu własnego wybudowano ok. 100,
w okresie późniejszym odsetek ten był znacznie większy: w roku 1935/1936 –
851, 1936/1937 – 1103, 1937/1938 – 1666 osad, a do chwili publikacji tych
danych rok 1938/1939 przynosił wynik – 1762 osady, utworzone przy okazji
parcelacji, co dawało łączny rezultat ok. 6,5–7 tys. osad68. Podczas konferencji
z udziałem parlamentarzystów, Podsekretarz Stanu Maurycy Jaroszyński przedstawił prognozę resortu dotyczącą parcelacji i osadnictwa dla województw: poznańskiego, pomorskiego i tarnopolskiego. Przyjmując pewne dane wyjściowe,
stwierdził że dla celu upełnorolnienia na wymienionych obszarach, ministerstwo
będzie dysponowało ok. 284 tys. ha, tworząc zaś z tego zapasu gospodarstwa
o średniej powierzchni 9 ha, powstałoby wówczas ok. 31,6 tys. osad, na zabudowę których średnio potrzebne będzie w przybliżeniu 8,5 tys. zł, dla każdego
gospodarstwa, co automatycznie rodziło potrzebę przeznaczenia na ten cel blisko
268 mln zł. Przyjęte przez resort tempo zakładało tworzenie 2 tys. osad w skali
roku, co pozwoliłoby zamknąć ten proces w przeciągu kolejnych 14 lat69. Jak
więc widać także w tym przypadku o szybkości realizacji decydowały przede
wszystkim możliwości finansowe, a ściśle rzecz biorąc ich brak, co czyniło również z tego elementu reformy proces o wymiarze długofalowym.
W roku 1938 akcję osadniczą prowadzono generalnie na obszarze trzech
województw: poznańskiego, pomorskiego i tarnopolskiego, choć nie tylko. Budownictwo osadnicze było kredytowany z FORR. Jak podał wiceminister M.
Jaroszyński, do lat 1934/35 na zabudowę własną przeznaczono 58 mln zł, FORR
udzielił też w tym okresie osadnikom wojskowym zapomóg budowlanych,
w sumie na ok. 4.432.000 zł, do tego należało doliczyć 1 mln zł wydanych na
podobne cele przez PBR, przy okazji własnej parcelacji. W kontekście budownictwa wiejskiego, M. Jaroszyński informował, że kredyty inwestycyjne udzielane przez FORR, uczestnikom parcelacji prywatnej, nie miały z góry precyzyjnie
określonego przeznaczenia i w części szły także na budownictwo. Na tego typu
cele przeznaczono 100 mln zł, z czego jak ocenił ok. 30% spożytkowali kredytobiorcy właśnie na zabudowę70. W kwestii budownictwa dodatkową pomoc
świadczyła Centralna Kasa Spółek Rolniczych, udzielająca pożyczek poprzez
swe kasy pożyczkowo-oszczędnościowe, jako kredyt budowlany, o czym przy-
__________
67
Tamże
„Polska Gospodarcza”, zesz. 52, 24 XII 1938, s. 1884; „Polska Gospodarcza”, zesz. 6, 5
II 1938, s. 211–212.
69
Tamże, s. 1884–1885.
70
Tamże, s. 1884.
68
122
pomniał J. Poniatowski, członkom komisji budżetowej sejmu, w dniu 5 II 1937
r., mówiąc: „W roku ostatnim (tj. 1936 przyp. M.M.) po raz pierwszy został ten
kredyt zastosowany (…) na sumę 2 mln złotych i doświadczenie wykazało, że
przeciętna tego kredytu wynosi zł 200. Jest to kredyt, przyśpieszający zabudowanie, przyśpieszający może nieraz poważniejszy remont budynku, polepszający
stan budowli na wsi”71. Mimo szczupłości tych środków, minister nie bagatelizował znaczenia tej formy wsparcia dla wsi polskiej, widząc jej istotę nawet
w kontekście rozwoju całego państwa, gdyż jak twierdził: „Jeżeli nawet przyjąć
założenie, że nie wpływa on bezpośrednio na produkcję (…) to jest rzeczą niewątpliwą, że wpływa on w sposób bezpośredni bardzo silnie na stan zdrowia
ludności, a zatem i na stan siły Państwa”72, a nie były to jedyne korzyści jakie ta
forma kredytowania pociągała za sobą. Można domniemywać, że rezultaty tej
akcji zostały odczytane z zadowoleniem.
Sprawę kredytów budowlanych J. Poniatowski raz jeszcze poruszył na kolejnym posiedzeniu komisji budżetowej, w dniu 29 I 1938 r. Informował wówczas, że środki przeznaczane na kredyty budowlane ulegały zwiększeniu,
w 1937 r., było to już 2,5 mln zł, a w rządowym projekcie ustawy inwestycyjnej,
na kredyty rozprowadzane, poprzez tzw. spółdzielcze kasy stefczykowskie
w 1938 r., zapisano już kwotę 5 mln zł, podobną sumę planowano przeznaczyć
na ten cel w roku następnym73. Jak przekonywał posłów komisji, środki przeznaczone w budżecie na ten cel, absolutnie nie były zmarnowane, gdyż obok poprawy ogólnej kondycji społeczeństwa, o czym już wspominał, to olbrzymia ich
większość i tak ponownie wracała do przemysłu, poprzez zakup materiałów
budowlanych, zwiększając tym samym chłonność rynku wewnętrznego na produkty przemysłowe, czyli pośrednio przyczyniała się do zwiększenia ożywienia
gospodarczego. Tym sposobem kredytowania dotarto w 1937 r. do 18,5 tys.
osób, jak oceniał Minister: „Liczba korzystających z tego kredytu sama za siebie
mówi; jest to forma kredytu o rozległym zasięgu”74. Zwracał też uwagę członków
komisji, że szczególną opieką w tym względzie należało otoczyć gospodarstwa
scalające się, których fala w tym okresie narastała75. Bez wątpienia tego typu
kredyty były elementem zachęty, czy też argumentem ułatwiającym podjęcie
decyzji przez gospodarza zgadzającego się na przeniesienie zagrody w związku z
prowadzoną parcelacją, czy też komasacją.
Kolejnym niezwykle ważnym działem prac składających się na reformę
rolną, była komasacji, czy też scalanie gruntów, w sposób likwidujący rozdrobnienie poszczególnych obszarów rolnych, czyli likwidujący tzw. szachownicę
pól. Jak już wspominałem ustawa o wykonaniu reformy rolnej, koncentrowała
__________
71
„Polska Gospodarcza”, zesz. 7, 13 II 1937, s. 222.
Tamże, s. 222.
73
„Polska Gospodarcza”, zesz. 6, 5 II 1938, s. 211.
74
Tamże
75
Tamże, s. 212.
72
123
się zasadniczo na kwestii parcelacji gruntów państwowych i prywatnych, natomiast scalanie gruntów odbywało się na bazie zapisów ustawy z 31 VII 1923 r.
i towarzyszących jej aktów wykonawczych76. Podobnie jak to miało miejsce
w poprzednim dziale reformy, także przy komasacji konieczne było dokonanie
swoistego bilansu otwarcia, pokazującego miejsce, w który wówczas znajdował
się ów proces. W okresie 1919–1934 proces scalenia gruntów przeprowadzono
w 6 709 miejscowościach, a objął on 505 560 gospodarstw włościańskich,
o łącznym obszarze 3 578 442 ha, czemu towarzyszyło całkowite upełnorolnienie, bądź przynajmniej powiększenie obszaru istniejących gospodarstw karłowatych, lub też przenoszenie zabudowań gospodarskich, na ich nowe, scalone już
działki. Jak oceniał w połowie 1935 r., przywoływany już A. Okołowicz: „Prac
scaleniowych, prowadzonych w dotychczasowym tempie, jest jeszcze na dobrych
kilkanaście lat”77. W podobnym tonie wypowiadał się podczas posiedzenia komisji budżetowej sejmu, w dniu 20 I 1938 r., sam J. Poniatowski twierdząc: „(…)
iż przy obszarze 12 mln ha potrzeb komasacyjnych mamy za sobą 5 mln, a przed
sobą 7 mln ha (…) W 1938 r. mielibyśmy przy pełnym wykorzystaniu zdolności
technicznej możność wykonania ok. 520 tys. ha tzw. obliczeniowych. Byłby to
wzrost o ok. 15% w stosunku do lat ostatnich, kiedy wykonywaliśmy 470–480 tys.
ha. W latach następnych, ciągle pracując z maksimum natężenia technicznego,
moglibyśmy z tych 520 tys. ha przejść na 550, 570 i 600 tys., i wtedy przy poziomie 600 tys., osiągniętym po 4 latach, mielibyśmy przed sobą jeszcze blisko 10
lat do ukończenia tego procesu”78. Nie trzeba było być jednak fachowcem w
dziedzinie komasacji, aby stwierdzić, że to nieco karkołomne wyliczenie, nie
miało większych szans wyjścia poza status rozważania czysto teoretycznego, a
jak pokazały wyniki, o których jeszcze będzie mowa, prognozy w tym zakresie,
były rzeczywiście nad wyraz optymistyczne w stosunku do osiągniętych wyników.
J. Poniatowski przywiązywał niezwykłą wagę do procesu komasacji, chciał
też żeby partnerem na tej płaszczyźnie były Izby Rolnicze. To właśnie do nich
wystosował specjalny okólnik w dniu 30 I 1935 r. (Nr Sc.R./0/20). W piśmie tym
zaprosił rzeczone izby do udziału w akcji scaleniowej, przedstawianej, jako proces podnoszący poziom gospodarstw, co też należało do zadań ustawowych Izb
Rolniczych. Rolę izb widział w sposób bardzo precyzyjny, jak pisał: „Współpraca Izb Rolniczych w postępowaniu scaleniowym musi z konieczności ograniczyć
się do niewielkiego odcinka, mianowicie w tej fazie pracy scaleniowej, gdzie jest
bezwzględnie potrzebna opinia fachowca-rolnika, tj. przed zaprojektowaniem
__________
76
„Dziennik Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej”, nr 92, 21 IX 1923, poz. 718, s. 1050–
1056.
77
„Polska Gospodarcza”, zesz. 28, 13 VII 1935, s. 862; Mały Rocznik Statystyczny 1939,
Warszawa 1939, s. 70.
78
„Polska Gospodarcza, zesz. 5, 29 I 1938, s. 180.
124
wytycznych projektu scalania”79. Zalecał ze swej strony, aby Izby Rolnicze wykonywały to zadanie przede wszystkim w oparciu o instruktorów, rekrutujących
się spośród personelu prowadzącego akcję przodowniczych gospodarstw i w tym
celu wyznaczyły na każdy powiat, jednego lub więcej przedstawicieli,
w zależności od stopnia rozwoju akcji scaleniowej. W takim przypadku dane
kontaktowe tychże osób należało udostępnić odpowiednim urzędom wojewódzkim i starostwom powiatowym, urzędy te miały współpracować z przedstawicielami Izb Rolniczych, w zakresie opiniowania strony gospodarczej danego projektu scaleniowego. Taka opinia trafiałaby w formie pisemnej na ręce mierniczego,
jeszcze przed podjęciem przezeń działań scaleniowych. J. Poniatowski otwarcie
liczył na pokrycie kosztów delegowania przedstawicieli ze środków budżetowych Izb Rolniczych80. Zachęcał do tej współpracy, pomimo braku umocowań
ustawowych Izb Rolniczych, w przedmiocie scalania, zapewniając jednocześnie
stanowczo, że mimo braku tychże umocowań: „Fachowe (…) opinie z zakresu
rolnictwa, udzielane przez przedstawicieli Izby w związku z opracowaniem wytycznych projektu scalenia, będą należycie rozważane i nieuwzględnienie tych
opinii będzie szczegółowo uzasadniane przez mierniczego, prowadzącego scalenie, a następnie przez komisarza ziemskiego”81. Izby Rolnicze były w opinii
J. Poniatowskiego niezwykle ważnym ogniwem, które chciał jak najmocniej
zaangażować w proces rozwoju rolnictwa, o czym wielokrotnie mówił, także
podczas dyskusji nad budżetem MRiRR, w komisji budżetowej sejmu w dniu 15
I 1935 roku82
Tabela 2. Scalanie gruntów w latach 1934–1938 w Polsce
Wyszczególnienie
Ilość gospodarstw w tys.
1934
59,9
1935
83,3
1936
86,2
1937
93,7
1938
90,3
suma
413,4
źródło: Mały Rocznik Statystyczny, Warszawa 1939, s. 70–71.
Powierzchnia w tys. ha
352,7
473,4
471,6
470,2
429,6
2197,5
__________
79
„Dziennik Urzędowy Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych”, nr 2, 15 II 1935, s.
56.
80
Tamże, s. 56–57.
Tamże, s. 57.
82
Archiwum Akt Nowych, Biuro Sejmu RP. Komisja Budżetowa – Diariusze posiedzeń
1935, sygn. 51, k. 116.
81
125
Według danych statystycznych, w momencie objęcia stanowiska
w MRiRR, przez J. Poniatowskiego, tempo scalania, tak jak i wszystkich procesów składających się na reformę rolną było wyraźnie spowolnione. W roku 1934
skomasowano zaledwie 59,9 tys. gospodarstw o łącznej powierzchni 352,7 tys.
ha, co z całą pewnością wynikało również z ówczesnego niskiego poziomu samej
parcelacji (56,5 tys. ha – przyp. M.M.), która użyczała części swych zasobów
również na potrzeby komasacyjne, ale niski poziom scalania wynikał także
z mniejszych nakładów finansowych przeznaczonych na ten cel w budżecie83.
W roku następnym, udało się dokonać ożywienia parcelacji gruntów, co automatycznie znalazło swe odzwierciedlenie, także w lepszych wynikach prac scaleniowych. Ilość gospodarstw scalonych w 1935 r. wyniosła 83,3 tys., o łącznej
powierzchni 473,4 tys. ha. Tempo to utrzymano w 1936 r., a w zasadzie na identycznym poziomie zamknięto też wyniki prac komasacyjnych w roku następnym,
tj. 1937, bo choć ilość gospodarstw objętych pracami scaleniowymi wyniosła
więcej niż poprzednio, konkretnie 93,7 tys. gospodarstw, to obszar ich obejmował 470,2 tys. ha. W 1938 r. spadło tempo prac, a skomasowany obszar wyniósł
429,6 ha, na które złożyło się 90,3 tys. gospodarstw. Na tej podstawie można
wysnuć wnioski, iż proces scalania zaczął dotykać coraz większą ilość gospodarstw, dla których nie zawsze starczało dostatecznej ilości gruntu dla ich upełnorolnienia. Prace komasacyjne zaczynały obejmować w tym okresie obszar
Małopolski, na którym stan rozdrobnienia i wielu zaszłości prawnych był stosunkowo największy. Również poziom przeludnienia w tym rejonie rodził
w naturalny sposób dużo większe potrzeby, niż na kresach wschodnich, jedyną
szansą uzdrowienia struktury rolnej w tym regionie mogła być akcja osadnicza
rozładowująca ten stan, ale jej szerokie przeprowadzenie wiązało się ze znacznie
większymi nakładami finansowymi, niż sam proces scaleniowy. Widać też, że
nie udało się wykorzystać do maksimum wszystkich technicznych możliwości,
o których wspominał wcześniej Minister, gdyż rok 1938 przyniósł dużo niższe
wyniki od prognozowanych 520 tys. ha, a co za tym idzie realizacja procesu
komasacyjnego musiała zostać automatycznie wydłużona nawet o kolejne lata.
Znacznie ostrożniej co do możliwego tempa prac komasacyjnych wypowiadał się J. Poniatowski podczas drugiej konferencji z udziałem posłów i senatorów, jaka miała miejsce w dniu 14 XII 1938 r. Zapewne już z perspektywy
pewnych doświadczeń, stan prac scaleniowych ocenił wówczas na wykonane
50%, a możliwe do osiągnięcia roczne tempo na poziomie 500 tys. ha, czyli ok.
90–95 tys. gospodarstw, jak więc oceniał wówczas: „Przy tym tempie po upływie
10 lat pozostanie nam już tylko 1 czy 1 ½ mln ha do scalenia, co po scaleniu w
najbliższych 10 latach następnych 5 mln ha nie będzie stanowić już problemu
o większym znaczeniu”84. Jak więc widać nie było w tej prognozie niczego
__________
83
84
126
Archiwum Akt Nowych, Biuro Sejmu RP…, k. 174.
„Polska Gospodarcza”, zesz. 52, 24 XII 1938, s. 1881.
szczególnie zaskakującego, była to raczej chłodna kalkulacja, bieżących możliwości państwa polskiego. Za takim znacznie bardziej wyważonym podejściem,
dodatkowo przemawiał fakt, że w pracach scaleniowych resort zbliżał się od tzw.
„łatwiejszego wschodu do Małopolski, gdzie trudności wybitnie rosły”, ponadto
w ocenie Ministra nie było możliwym, ani sensownym, dalsze powiększanie
liczby techników przeprowadzających komasacje, gdyż zbytni pospiech odbijał
się negatywnie na jakości prowadzonych prac. Ponadto personel techniczny
rokrocznie pochłaniał kwotę 11 mln zł z budżetu ministerstwa85, a w kwestii tej,
tak jak we wszystkich dotychczasowych, tempo prac scaleniowych, tak jak całej
reformy rolnej, zależało w dużej mierze od posiadanych środków finansowych.
W swym sprawozdaniu złożonym posłom i senatorom, J. Poniatowski informował: „Skala kosztu scalenia 1 ha jest w Polsce zmienna i waha się od 11 na terenach najtańszych wschodnio-północnych do 60 kilku złotych na terenach najdroższych w Małopolsce, przy czym kwota ściągana od właścicieli gospodarstw,
jest zawsze niższa od rzeczywistych kosztów. Ogólny koszt dotychczas poniesiony
na komasację, wynosi ok. zł 140 mln, z czego ok. 80 mln zł przypada na scalenie
gospodarstwa; 30 mln zł gospodarstwa te już wpłaciły, ok. 50 mln zł pozostaje do
zapłaty”86. Kwestia kosztów towarzyszących procesowi scalenia, pojawiła się
przy okazji dyskusji przy okazji rozprawy szczegółowej w sejmie nad budżetem
MRiRR, omawiając ten dział prac towarzyszących reformie rolnej, posełsprawozdawca Władysław Kamiński zauważył: „Na tym odcinku spotykamy się
z coraz lepszą akcją, natomiast obserwujemy zjawisko, które jest trochę niepokojące, aczkolwiek jego ewolucja jest pożyteczna i wskazana. Mianowicie widzimy
jeszcze nadmierne wysokie koszta scalenia 1 ha ziemi na terenie województw
południowo-wschodnich. Wysoka Izbo! Te koszta w roku 1932/33 wynosiły 91,42
zł, w roku 1935/36 już bardzo poważnie spadły, ale wynosiły jeszcze 57,81 zł.
Gdy to porównamy z kosztami scalenia na terenie województw wschodnich, gdzie
koszta scalenia 1 ha wynosi 12 zł z groszami, a w centralnej Polsce 18 zł
z groszami, to niewątpliwie koszta scalenia na terenie Małopolski ze względu na
specyficzne warunki tamtejsze są niewątpliwie bardzo a bardzo wysokie”87. Na
szczególną uwagę zasługiwał fakt, że blisko połowa ogólnych nakładów na komasację była pochłaniana przez szereg czynników towarzyszących scalaniu, jak
np. sprawa regulacji stanu prawnego gospodarstw. Należność za przeprowadzenie scalenia była rozkładana na kilkuletnie raty, a gospodarz rozpoczynał ich
spłatę dopiero kilka lat po komasacji, ale i z tym było różnie, jak mówił J. Poniatowski: „Spłacalność sum, które od rolników są jako koszty scaleniowe ściągane,
nie jest doskonała. Korzystamy tu z przywilejów, przysługujących Funduszowi
Obrotowemu Reformy Rolnej, i w wypadkach trudniejszych, cięższych dokonuje__________
85
Tamże, s. 1882.
Tamże, s. 1881.
87
Sprawozdanie Stenograficzne z 42 posiedzenia Sejmu IV Kadencji w dniu 19 II 1937 r.,
ł. 13.
86
127
my na podstawie oceny własnej odpisów i pomniejszeń należności”, kredyty
scaleniowe stanowiły pokaźną pozycję budżetową ministerstwa88. W przypadku
działań scaleniowych o tempie prac nie decydowały wyłącznie posiadane środki
finansowe. Do jej sprawnego przeprowadzenia konieczne było również stworzenie specjalnego aparatu mierniczego oraz regulacyjno-prawnego. Prac scaleniowych dokonywali zaś geometrzy państwowi, bądź prywatni, przyjęci dla wykonania określonych robót za wynagrodzeniem z hektara89. Na samym scaleniu
gospodarstw sprawa się nie kończyła, gdyż tak powstałe osady, wymagały dalszej opieki państwa. Na posiedzeniu komisji budżetowej J. Poniatowski zaznaczył, że większość uporządkowanych gospodarstw wymagała dalszego kredytu
na przeniesienie zabudowań w nowe miejsce90. Sprawie tej dużo uwagi poświęcił
M. Jaroszyński, podczas już przywoływanej konferencji, w swym referacie prezentując stanowisko resortu stwierdził, że konieczność przeniesienia budynków
mieszkalnych i gospodarskich pojawiała się bardzo często przy pracach komasacyjnych. Jak zaznaczył ok. 1/3 gospodarstw komasowanych, potrzebowała przenosin budynków, czyli innymi słowy ok. 413 tys. gospodarstw. Wedle analiz
ministerstwa, na jedno gospodarstwo potrzebnych było ok. 500 zł, co przy tej
skali zjawiska automatycznie rodziło konieczność znalezienia 200 mln zł, użycie
zaś takich środków: „wyczerpałoby tę akcję bez radykalnej zmiany jej obecnego
charakteru (…) potrzeby tu są naprawdę większe od zaspokajanych w tej chwili”91. Rzeczywistość w tym względzie raz jeszcze okazała się odmienna od potrzeb, gdyż mimo poczynionych wyjaśnień, na ten cel udało się wyasygnować
łącznie ok. 50 mln zł z FORR, a udzielane pożyczki nie przekraczały 300 zł 92.
Czy dział prac komasacyjnych to była porażka J. Poniatowskiego? Z całą pewnością nie, gdyż mimo trudności nierozłącznie towarzyszących wychodzeniu z
kryzysu, w okresie 1935–1938 udało mu się doprowadzić do komasacji ok. 2,1
mln ha, co zestawiając z dorobkiem wcześniejszego piętnastolecia, czyli ze skomasowanymi 3,6 mln ha, nie wyglądało już tak mizernie. Również Mieczysław
Mieszczankowski uważał, że scalanie było w okresie międzywojennym prowadzone w sposób dość forsowny, a prace te przybrały szczególnie na intensywności w latach 1928–1929 i 1935–1938, wcześniej zaś nie poświęcano im zbyt
wiele uwagi. Sytuacje zmienił dopiero prof. Witold Staniewicz, który jako Minister Reform Rolnych wyszedł z założenia, mówiącego, że komasacja była podstawowym ogniwem reformy rolnej93. Jak widać identyczną wagę do procesu
przykładał także J. Poniatowski, który jak podkreślał: „Dział inwestycji scaleniowych traktuję jako likwidację przeszłości, likwidację niezbędną, od której nie
__________
88
„Polska Gospodarcza”, zesz. 52, 24 XII 1938, s. 1881–1882.
Tamże, s. 1881.
90
„Polska Gospodarcza”, zesz. 6, 5 II 1938, s. 212.
91
„Polska Gospodarcza”, zesz. 52, 24 XII 1938, s. 1884.
92
Tamże
93
M. Mieszczankowski, Rolnictwo II Rzeczypospolitej, Warszawa 1983, s. 82–83.
89
128
możemy się cofnąć, a koszty, związane z tym, traktuję jak swoisty kredyt państwowy, niezastępowalny przez żaden inny, bo nikt inny niż Państwo tego rodzaju
zabiegu nie przeprowadzi”94. Zrozumienie istoty rzeczy w przypadku zabiegów
komasacyjnych, wymagało uzmysłowienia sobie, iż celem głównym całej reformy rolnej, było doprowadzenie do intensyfikacji produkcji polskiego rolnictwa.
Tym samym do jego unowocześnienia, a szybkość realizacji tego nadrzędnego
celu, zależała w dużej mierze właśnie od sprawnego przeprowadzenie komasacji,
gdyż w ówczesnych realiach, był to wbrew pozorom proces wymagający stosunkowo najmniejszych nakładów, zwłaszcza w zestawieniu z kosztami tworzonych,
zupełnie od podstaw, nowych warsztatów rolnych. Istotną rolę w realizacji tego
przedsięwzięcia rezerwował J. Poniatowski dla struktur samorządu rolniczego,
raz że takie ujęcie procesu odciążało struktury centralne, a dwa sprowadzenie
etapu decyzyjnego do poziomu lokalnego, mogło zapobiec wielu błędom, jakie
często towarzyszą odgórnie wydawanym instrukcjom oraz zminimalizować
groźbę ewentualnych nieprawidłowości.
W wielu rejonach kraju zanim można było przystąpić do realizacji działań
komasacyjnych należało wpierw uporządkować stan prawny gospodarstw oraz
dokonać likwidacji wspólnot gruntowych95. Podczas posiedzenia komisji budżetowej sejmu w dniu 20 I 1938 r., J. Poniatowski w kontekście tych zagadnień
stwierdził, że paradoksalnie problem ten rozwiązać można najłatwiej na wschodzie kraju i to mimo tego, że tam skala problemu była największa, ponieważ jak
uzasadniał: „Na całym wschodzie, gdzie nie mamy uporządkowanej hipoteki, nie
mamy katastru96, a tylko dawne nadziały gruntowe wsi i nabycia parcelacyjne,
nie mogło zajść rozdwojenie miedzy księgą, a rzeczywistością. I dlatego w zabiegach komasacyjnych możemy tam wyjść z założenia faktycznej rzeczywistości”97,
w jego opinii sytuacja znacznie gorzej wyglądała na terenach południowych,
o czym już sygnalizowałem przy okazji tempa prac scaleniowych, gdzie miało
miejsce zarejestrowanie stanu własności w księgach, ale później już nie dochodziło do korekty ksiąg, w zgodzie z mającymi miejsce zmianami. W takich przypadkach natrafiano na duże sprzeczności pomiędzy zapisami ksiąg, a rzeczywi-
__________
94
„Polska Gospodarcza”, zesz. 52, 24 XII 1938, s. 1882.
Grunty stanowiące wspólną własność (także będące w użytkowaniu lub posiadaniu)
wszystkich lub tylko części mieszkańców danej wsi, powstały w Polsce głównie w wyniku:
nadań podczas uwłaszczenia chłopów szczególnie na terenie byłych zaborów rosyjskiego
i austriackiego; darowizny; nabycia na wspólną własność; zniesienia powinności włościańskich (gruntowych; wielkość udziałów poszczególnych mieszkańców jest w połowie określana
wg liczby uprawnionych, a w połowie proporcjonalnie do posiadanych przez nich powierzchni
gruntów, Złota encyklopedia PWN, Warszawa 2002.
96
Kataster (łac.) kadaster, urzędowy opis gruntów i budynków, służący do oznaczenia nieruchomości przy zakładaniu i prowadzeniu ksiąg wieczystych, wodnych i in. oraz przy wymiarze podatku, zawiera m.in. dane o właścicielu, o powierzchni gruntu, dochodowości, Złota
encyklopedia PWN, Warszawa 2002.
97
„Polska Gospodarcza”, zesz. 5, 29 I 1938, s. 180.
95
129
stością, w przypadku Małopolski sprawę dodatkowo komplikowało stosowanie
tzw. zapisu w idealnej części własności, czyli zapis w ułamkach dla spadkobierców. Jak stwierdził J. Poniatowski, tego typu zapisy idealne pojawiały się tu już
w 1874 r.98, czyli do okresu międzywojennego ilość tego typu przemian, jaka
teoretycznie mogła zajść na jednej działce była ogromna, a same nadziały wręcz
mikroskopijne, starając się ukazać skalę zjawiska, mówił: „Natrafiłem na tego
rodzaju wypadek, że sędzia Sądu Apelacyjnego, pracujący przy pracach komasacyjnych w jednej wsi, nie przekraczającej 2000 ha, spędził półtora roku, porządkując tylko stan prawny, starając się uzgodnić zapisy ksiąg z rzeczywistością…”99. Skala zjawiska i możliwe tempo jego realizacji była więc ważnym
czynnikiem negatywnie wpływającym na szybkość przebudowy polskiej wsi.
Dodatkowo porządkowanie stanu prawnego gruntów wymagało olbrzymich
nakładów finansowych, o czym też mówił posłom J. Poniatowski, na początku
1938 r., państwo polskie założyło ok. 50 tys. ksiąg hipotecznych, nakładem
1 mln zł, przy skomasowaniu 600 tys. gospodarstw: „Wobec tego musi sobie
Państwo zadać pytanie, czy miałoby cel zakładać te księgi dla ogółu gospodarstw
skomasowanych, kosztem 5–6 mln zł i dalej obserwować stan rzeczy, przy którym
nie zachodzą zapisy w tych księgach. Niepodobna się nie zawahać. Rzecz ta
wymaga śmielszego i prostszego postępowania – zmiany dotychczasowego układu formalno-prawnego, ażeby można było porządek prawny własności zbieżny
z rzeczywistym stanem posiadania na dłuższy dystans utrzymać. Te prace są
w toku”100. Podczas posiedzenia komisji budżetowej senatu w dniu 15 II 1938 r.,
w kontekście regulacji stanu prawnego gruntów J. Poniatowski zaznaczył, że
w tej sprawie nie zamierzał iść najłatwiejszą drogą, a właściwe rozwiązanie tej
sprawy, miało w jego opinii również walor wychowawczy, jak mówił: „Oczywiście, gdybyśmy chcieli uprościć zagadnienie, moglibyśmy powiedzieć: spalmy te
wszystkie księgi i zacznijmy od ustalania obecnego stanu posiadania. Pracujemy
inaczej. szanujemy poczucie własności (…) gdyż chcemy utrwalić, a nie podważać poczucie własności w umysłach społeczeństwa wiejskiego”101. W dniu 6 XII
1938 r., podczas konferencji J. Poniatowski raz jeszcze podkreślił wobec zebranych, że: „Nie ulega wątpliwości, że upowszechnienie i uporządkowanie hipotek
wymaga zmiany systemu dziś istniejącego, ponadto zaś olbrzymiej pracy realizacyjnej”102. Likwidacja wspólnot połączona z komasacją, w opinii Ministra, byłaby doskonałą okazją szczególnie dla Małopolski, w zlikwidowaniu przynajmniej
części gospodarstw karłowatych. Jak twierdził, likwidacja wspólnot w południo-
__________
98
„Polska Gospodarcza”, zesz. 8, 19 II 1938, s. 316.
„Polska Gospodarcza”, zesz. 5, 29 I 1938, s. 180.
100
Tamże, s. 181.
101
„Polska Gospodarcza”, zesz. 8, 19 II 1938, s. 317.
102
„Polska Gospodarcza”, zesz. 50, 10 XII 1938, s. 1804.
99
130
wej części Polski, mogłaby dać te same rezultaty co parcelacja w rejonach zasobniejszych w ziemię103.
Reasumując zadanie przed realizacją, którego stanął J. Poniatowski, było
olbrzymim przedsięwzięciem społeczno-gospodarczym, o wymiarze wręcz pokoleniowym, a biorąc pod uwagę ówczesne uwarunkowania politycznogospodarcze, zdaniem autora nie można było realnie myśleć, o jego nader szybkiej realizacji, a perspektywa kilkunastoletnia, a może nawet dłuższa, była z całą
pewnością rozsądną cezurą czasową, potrzebną dla pełnej przebudowy polskiej
wsi, z czego jak można było się przekonać doskonale zdawał sobie sprawę sam
J. Poniatowski. Sławoj F. Składkowski, dostrzegał systematyczność i realność
w prowadzeniu przebudowy polskiej wsi przez swego ministra, wskazał też na
czynnik, który w ówczesnej sytuacji był nadrzędnym wobec wszelkich działań
rządu, jak pisał reforma: „(…) wymagała dużych pieniędzy, nie tyle na wykup
ziemi, ile na zagospodarowanie rolników, nadzielonych ziemią. Stąd wobec wielkich sum idących na zbrojenia, reforma rolna nie szła tak szybko, jak tego wymagało życie Polski. Mimo ciągłych protestów i żądań ministra Poniatowskiego,
trzeba było najpierw myśleć o obronie Polski, a później o jej porządkowaniu
nawet w najdonioślejszych dziedzinach jej życia”104. Warto też podkreślić, że
realizacja przebudowy polskiej wsi, nie ograniczała się wyłącznie do kwestii
parcelacji ziemi, do czego ją sprowadzali szczególnie przeciwnicy reformy rolnej, ale był to proces wielopłaszczyznowy, którego przedstawione elementy
składowe miały w końcowym efekcie stworzyć nowy warsztat rolny, łącznie
z jego budynkami i wyposażeniem. J. Poniatowski nie postrzegał też reformy
rolnej, jako działań narzucanych odgórnie, centralnie, a wręcz odwrotnie, sądząc
po stopniu zaangażowania samorządu rolniczego i terytorialnego, były to działania prowadzone przy szerokiej współpracy środowisk lokalnych. W ocenie autora, choć nie tylko, jedynie J. Poniatowski podejmując się zadania przebudowy
polskiej wsi, starał się dokonać tego w oparciu o realizację własnego, w gruncie
rzeczy autorskiego programu, często też w sposób wyraźny odchodząc od założeń przyjętych w przywoływanej ustawie o wykonaniu reformy rolnej105.
Summary
This article attempts to analyze the course of one of the most important socio-economic processes in interwar Polish history, the agrarian reform implemented in years 1934–1939. This period is the time when the office of the Minis__________
103
„Polska Gospodarcza”, zesz. 5, 29 I 1938, s. 180.
S. F. Składkowski, Nie ostatnie słowo oskarżonego. Wspomnienia i artykuły, Warszawa 2003, s. 213–214.
105
W. Sułkowska, dz. cyt., s. 86–87.
104
131
ter of Agriculture and Agrarian Reform held Juliusz Poniatowski, holding this
function the longest in the Second Republic. The article attempted to draw the
reader's attention to the multi-faceted approach to this issue by J. Poniatowski,
who did not only brought the reform to the parceling of land and the mechanical
division of the land, but he saw it much more broadly, as the process of colonization dealing with overpopulation in rural areas, regrouping liquidating so called
land checkerboard, melioration which allowed to increase the supply of land by
drained soils, or liquidation of the land communities, etc. In short, J. Poniatowski
implemented agrarian reform in a comprehensive way, as the process of arranging and modernizing agricultural structure of the Polish countryside.
132
Fot. 1. „Poniatówka” we wsi Bietowo, pow. starogardzki,
budynek mieszkalny stan współczesny.
Fot. 2. „Poniatówka” we wsi Bietowo – stodoła stan współczesny
Fot. 3. „Poniatówka” Bietowo – chlew i obora – stan współczesny
133
Leszek Olejnik
Uniwersytet Łódzki
Z dziejów Polskiego Stronnictwa Ludowego w powiecie sieradzkim
(1945–1947)
1. Uwagi wstępne
O dziejach niezależnego ruchu ludowego po II wojnie światowej – przede
wszystkim Polskiego Stronnictwa Ludowego – ukazało się już kilka wartościowych prac1. Odmiennie sytuacja wygląda w przypadku badań PSL w regionie
łódzkim, które nie są zaawansowane. Właściwie należałoby powiedzieć, że takich badań brak. Barierą w podejmowaniu tej problematyki jest niewystarczający
stan zachowania archiwaliów, ich rozproszenie, luki w materiale źródłowym.
Z czasów PRL mamy nieliczne publikacje, w których znajdujemy wzmianki
o PSL2. Zresztą są pełne niedopowiedzeń (co można w części tłumaczyć istnieniem cenzury). Przykładem tego typu publikacji są materiały z sesji popularnonaukowej, odbytej w Łodzi w dniach 14–15 października 1965 r., pt. Ruch ludowy w województwie łódzkim, pod redakcją Eugenii Podgórskiej. Znajdujemy tam
niezwykle „cenne” ustalenie – w wypowiedzi Jana Dąba-Kocioła – jakoby na
terenie województwa łódzkiego „nie było ani jednego zarządu powiatowego
PSL. To jedyne województwo, gdzie organizacji oficjalnej na szczeblu powiatowym PSL nie miało”3. Te opinie były łódzki wojewoda, a następnie przez szereg
lat minister powtórzył w wydanych w 1967 r. wspomnieniach4. Tu także dowodził, że: „W województwie łódzkim nie udało się Mikołajczykowi stworzyć ani
jednej organizacji na szczeblu powiatowym. Powiedziałem otwarcie i stanowczo,
że nie pozwolę na rozbijacką robotę na terenie naszego województwa; chcecie
zakładajcie sobie swoje koła PSL, ale tam, gdzie nie ma naszych kół! Nie przypuszczam, żeby te zastrzeżenia wzięli sobie do serca działacze PSL, ale faktem
__________
1
Por. np.: R. Buczek, Na przełomie dziejów. Polskie Stronnictwo Ludowe w latach 1945–
1947, Toronto 1984; A. Paczkowski, Stanisław Mikołajczyk czyli klęska realisty (zarys biografii politycznej), Warszawa 1991; R. Turkowski, Polskie Stronnictwo Ludowe w obronie
demokracji 1945–1949, Warszawa 1992; P.E. Wardecki, Historia PSL 1945–1949, Warszawa
1985.
2
A. Dąbrowski, Ruch ludowy w województwie łódzkim w latach 1945–1949, [w:] Ruch
ludowy w województwie łódzkim. Sesja popularno-naukowa Łódź 14–15 X 1965, pod red. E.
Podgórskiej, Łódź 1968.
3
J. Dąb-Kocioł, Uwagi do dziejów ruchu ludowego w województwie łódzkim, [w:] Ruch
ludowy..., s. 306.
4
Tenże, Moje życie, praca, myśli, Warszawa 1967.
134
jest, że niewiele zdziałali. Województwo łódzkie (a zapisuję to po równi na konto
moich współpracowników) było się zdaje się jedynym województwem w Polsce,
gdzie mikołajczykowcy musieli się zadowolić głównie organizacyjną wrzawą
zamiast konkretnej roboty i nie udało się im zorganizować ani jednej organizacji
powiatowej PSL...
Nie wyglądało to jednak tak różowo, jak się pisze. Miałem ja z PSL kłopotu
po uszy...[...]. 5.
Cóż powiedzieć – kłamstwo miesza się z elementami prawdy. Kłamstwem
są oceny dotyczące funkcjonowania PSL w pierwszych latach powojennych,
elementy prawdy dostrzec można w kategorycznych stwierdzeniach, że
zwierzchnik wojewódzkiej administracji w Łódzkiem, zarazem lider łódzkiej
organizacji prokomunistycznego SL, nie mógł pogodzić się z masowym rozwojem wpływów PSL. Jana Dąb-Kocioła uznać można za jednego z głównych –
obok struktur UBP – sprawców zagłady PSL w regionie łódzkim.
Poniższy artykuł jest próbą wypełnienia luki w badaniach dziejów ruchu
ludowego w regionie łódzkim. Nie wyczerpuje niewątpliwie problemu. Może
być jednak przyczynkiem do poznania skomplikowanej historii ludowców, ich
walki o realizację ideałów chłopskich. Przybliża mechanizmy, jakie władze komunistyczne zastosowały do zniszczenia PSL. Autor te problemy przedstawia
przede wszystkim przez pryzmat sytuacji w trzech ówczesnych gminach powiatu
sieradzkiego: Krokocice, Wierzchy i Zadzim. Warto nadmienić, iż po utworzeniu
w 1956 r. powiatu poddębickiego większość tych terenów znalazła się na jego
obszarze. Zainteresowania autora tym obszarem wiążą się przede wszystkim
z faktem, iż pochodzi on z pogranicza Ziemi Sieradzkiej i Łęczyckiej, jak też
w związku z prowadzeniem badań z zakresu historii regionalnej, których efektem
była praca czterech autorów z łódzkiego środowiska historycznego pt. „Gmina
Zadzim1919–2009”6.
2. Sytuacja w ruchu ludowym w regionie łódzkim w 1945 r.
Po wyzwoleniu Ziemi Łódzkiej spod okupacji hitlerowskiej w styczniu
1945 r. odradzały się struktury terenowe ruchu ludowego. Chłopi skupiali się
ponownie w szeregach Stronnictwa Ludowego (SL), choć w tym przypadku
chodzi o tzw. „lubelski” SL, powołany jesienią 1944 r. na bazie powstałego na
początku tegoż roku prokomunistycznego SL „Wola Ludu”. Wielu jednak działaczy chłopskich nie miało pełniejszej orientacji o genezie stronnictwa. Grupowali się pod sztandarem znanej partii, współtworzyli ją. W działalność SL zaangażowało się w regionie łódzkim wielu działaczy ludowych, aktywnych podczas
__________
5
Tamże, s. 214.
A. Głowacki, K. Lesiakowski, M. Nartonowicz-Kot, L. Olejnik, Gmina Zadzim 1919–
2009, Łódź 2010.
6
135
okupacji w strukturach SL „Roch” i w Batalionach Chłopskich. Znaleźli się oni
także w strukturach władz lokalnych, szczególnie na szczeblu gmin. Dla rozwoju
powojennego SL w województwie łódzkim istotny wpływ miały dwie okoliczności. Pierwsza z nich to obecność we władzach „lubelskiego” SL działaczy ludowych znanych w regionie. Szczególnie chodzi tu o Stanisława Bańczyka, wówczas prezesa NKW SL. Także znani i aktywni tu byli m.in. Bronisław
Drzewiecki, Edward Bertold i Michał Rękas. Spod Brzezin pochodził jeden
z liderów ZMW RP „Wici” (związanego wtedy z SL) Bolesław Ścibiorek. To
uwiarygodniało nowe stronnictwo. Drugim ważnym czynnikiem rzutującym na
rozwój SL w regionie łódzkim było to, że na czele administracji lokalnej stał Jan
Dąb-Kocioł, od czasów schyłku okupacji kierujący prokomunistycznym SL
„Wola Ludu” w Łódzkiem, od czerwca 1944 r. przewodniczący konspiracyjnej
łódzkiej Wojewódzkiej Rady Narodowej, podległej Krajowej Radzie Narodowej
(KRN). Od lutego 1945 r. pełnił funkcję wojewody. Był zwolennikiem ścisłej
współpracy z PPR. Jako wojewoda sprzyjał on rozwojowi struktur SL, wykorzystując do tego podległych sobie urzędników w powiatach i gminach województwa.
Już niedługo po wyzwoleniu – w dniach 4 i 5 marca 1945 r. – odbył się
w Łodzi pierwszy wojewódzki zjazd działaczy SL i ZMW RP „Wici” z udziałem
– jak podkreślano w relacji prasowej – ponad 500 delegatów ze wszystkich powiatów. Obradom przewodniczył S. Bańczyk. Obok niego za stołem prezydialnym zasiedli: tymczasowy jeszcze wtedy wojewoda J. Dąb-Kocioł, B. Drzewiecki, M. Rękas i Antoni Mitura. Obecni byli przedstawiciele partii robotniczych
oraz komendant wojenny Armii Czerwonej gen. Porfirij Furt 7. W następnym
miesiącu – 17 kwietnia – odbył się zjazd prezesów i sekretarzy zarządów powiatowych SL. W świetle ówczesnych ocen, w 14 powiatach województwa istniały
„biura SL”, 235 zarządów gminnych, 1329 zarządów kół. Łącznie wojewódzka
organizacja SL miała skupiać – co wydaje się wielce wątpliwe – aż 62 313
członków 8. W dniu następnym ukonstytuował się ZW SL w Łodzi. Na jego
czele stanął J. Dąb-Kocioł, a wiceprezesami zostali Piotr Szymanek i B. Ścibiorek.
Część działaczy ludowych w Łódzkiem pozostała jednak poza strukturami
legalnego SL. W wypowiedzi przedwojennego prezesa ZW SL w Łodzi J. Balcerzaka na I Wojewódzkim Zjeździe PSL w Łodzi w grudniu 1945 r. znajdujemy
na ten temat następujące uwagi:
[...]„Wielu działaczy stoi na uboczu, wyczekując, wielu wybitnych nie było,
czy zginęli, czy nie powrócili. Zarząd Wojewódzki Łódzki przechodzi różne przeobrażenia. W dalszym ciągu jest i z początkiem maja, w końcu kwietnia również
przechodzi pewne zmiany, mianowicie wchodzi część ludzi, którzy byli poza gra__________
7
Zjazd działaczy ludowych województwa łódzkiego, „Zielony Sztandar”, nr 8, 11 III
1945, s. 4.
8
Wycinek z życia organizacyjnego SL, tamże, nr 14, 29 IV 1945, s. 4.
136
nicami województwa łódzkiego i przybywali na ten teren, wprawdzie żadnej
konspiracyjnej pracy nie prowadzili, jednak nie uznają istniejącego SL za stronnictwo ludowe faktyczne, przedwojenne, natomiast uznają to stronnictwo, które
jest nieujawnione. Konspiracyjnej roboty nie prowadzi, jednak prowadzi porozumiewawczą robotę i informacyjną. Informuje o wszystkich wypadkach i o stanowisku władz naczelnych SL. Jednocześnie komunikuje się z działaczami SL
przedwojennego, którzy stali na uboczu a jednocześnie i utrzymuje kontakt z tymi
członkami SL, którzy weszli w szeregi SL utworzonego w Lublinie. Daje się zauważyć wśród nich pewne zaniepokojenie, że to jest coś nie naszego. Prości
chłopi, którzy nie znają się na jakiejś dyplomacji, nie mają zgłębionych zagadnień politycznych czy innych, zaczęli się zwracać do członków Zarządu Wojewódzkiego: słuchajcie, co to jest, ja stary ludowiec wprawdzie nie mieszam się
do wyższej polityki, ale z tego co się orientuję, to mi się zdaje, ze to nie jest nasze
SL”[...]9.
Dla rozwoju sytuacji w ruchu ludowym przełomowym wydarzeniem był
powrót do kraju w końcu czerwca 1945 r. – po rozmowach moskiewskich, których rezultatem było powołanie Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej –
byłego premiera rządu RP na uchodźstwie i zarazem przedwojennego i podczas
II wojny światowej na emigracji prezesa SL Stanisława Mikołajczyka 10. Wobec
podeszłego wieku i choroby Wincentego Witosa właśnie Mikołajczyk stał się
liderem niezależnego ruchu ludowego. Wobec jego powrotu ujawniło się wielu
działaczy okupacyjnego SL „Roch”. Uaktywnili się inni działacze chłopscy,
niezaangażowani w działalność konspiracyjną w czasie okupacji, a związani z
ruchem ludowym od lat. Latem 1945 r. istniały więc dwie partie używające nazwy SL, przy czym oczywiście tylko stronnictwo kierowane przez S. Mikołajczyka było pełnym sukcesorem tradycji ruchu ludowego. W obu partiach silne
były tendencje zjednoczeniowe, choć oczywiście istniały zasadnicze rozbieżności co do zasad, wedle których zrealizowana miałaby być jedność organizacyjna
ruchu ludowego. Wkrótce po podjęciu rozmów na temat zjednoczenia, w „lubelskim” SL ujawniła się polaryzacja stanowisk. Grupa działaczy skupionych wokół
prezesa Bańczyka optowała za porozumieniem (choć wysuwała też własne postulaty i warunki). Była ona ponadto traktowana przez stronnictwo Mikołajczyka
za reprezentację autentycznego ruchu ludowego. Na czele drugiej orientacji –
przeciwników jedności – stał Władysław Kowalski (ich Mikołajczyk i jego
współpracownicy określali jednoznacznie jako „PPR-owców”)11.
22 sierpnia NKW SL, kierowany przez Mikołajczyka podjął decyzję
o zmianie nazwy na Polskie Stronnictwo Ludowe. Rozpoczął się intensywny
__________
9
Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Łodzi (dalej: AIPN Łd), sygn. pf
10/692, t. I, brak tytułu dokumentu [Zapis przebiegu obrad I Wojewódzkiego Zjazdu PSL
w Łodzi], k. 143.
10
Por. szerzej: R. Turkowski, dz. cyt., s. 26 i nast.
11
R. Turkowski, s. 32.
137
rozwój struktur stronnictwa12. Miało to wpływ na pogłębienie podziałów w SL.
Do kontrakcji przystąpili – sięgając do sprzecznych ze statutem metod – propeperowscy działacze tej partii, którzy na posiedzeniu Rady Naczelnej 23 września
usunęli prezesa NKW S. Bańczyka i grono jego zwolenników. Na czele nowego
NKW stanął Wincenty Baranowski. W dwa dni później – 25 września – nowy
NKW zawiesił w prawach członkowskich Bańczyka i jego stronników. Powstała
więc de facto trzecia partia chłopska określana jako SL-„grupa Bańczyka”13.
Podjęła ona próby zalegalizowania się. Bezskutecznie jednak zabiegano o to
w Centralnej Komisji Porozumiewawczej Stronnictw Demokratycznych oraz
w Prezydium KRN. W dniu pogrzebu Wincentego Witosa (zmarł 31 października 1945 r.) – 6 listopada – grupa Bańczyka dołączyła do PSL. Jej lider objął
funkcję wiceprezesa NKW PSL.
W regionie łódzkim z uwagą obserwowano spory „na górze” między kierownictwami SL i PSL. Szczególnie zwracano uwagę na poczynania S. Bańczyka, cieszącego się tu dużą popularnością. Odbywały się rozmowy między działaczami obu partii, także między działaczami SL a tymi, którzy pozostawali dotąd
na uboczu. Prawdopodobnie uzgodniono zjednoczenie obu środowisk w regionie
łódzkim. Wskazuje na to wypowiedź Józefa Balcerzaka na I Wojewódzkim
Zjeździe PSL: [...] „Już był taki moment, żeśmy uzgodnili to połączenie bez
względu na to, czy centrale się połączą. Jeżeli w centrali dojdą do porozumienia,
to będziemy mieli jedność w woj. łódzkim”. Jak dodał Balcerzak, tej formule
zjednoczenia przeciwstawili się dwaj członkowie Zarządu Wojewódzkiego14.
Chodzi niewątpliwie o J. Dąb-Kocioła i P. Szymanka, którzy optowali za ścisłą
współpracą z komunistami.
Prawdopodobnie już we wrześniu 1945 r. w Łódzkiem podjęte zostały próby stworzenia struktury wojewódzkiej PSL. Z tych prób wyłonił się w następnym
miesiącu Tymczasowy Zarząd Wojewódzki na czele z przedwojennym prezesem
J. Balcerzakiem, który wiosną powrócił w rodzinne strony z wojennej tułaczki na
kresach wschodnich.15.
__________
12
Tamże, s. 33–35.
Por. szerzej: tamże, s. 39–40.
14
AIPN Łd, pf 10/692, t. I, brak tytułu dokumentu [Zapis przebiegu obrad I Wojewódzkiego Zjazdu PSL w Łodzi], k. 144.
15
Józef Balcerzak (ur.1909) – absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Gospodarstwa
Wiejskiego w Cieszynie. Od lat 20. aktywny działacz ZMW w Rydzynach pow. łaski, w latach
1932–1937 prezes ZW ZMW RP w Łodzi, współorganizator i redaktor „Chłopskiego Życia
Gospodarczego”, 1934–1939 członek ZG ZMW RP. Od 1928 w PSL „Wyzwolenie”, od 1931
w SL, w 1932 prezes ZP SL w Łasku, 1933–1936 sekretarz i 1936–1939 prezes ZW SL, członek RN i NKW SL. Za działalność polityczną represjonowany przez władze sanacyjne.
W czasie okupacji początkowo przebywał w Grodnie, po 1941 przeniósł się do Warszawy.
W IV 1942 mianowany zastępca komendanta głównego BCh (funkcji tej nie objął). W następnych latach organizował BCh na Grodzieńszczyźnie. W IV 1945 przybył z kresów wschodnich
w rodzinne strony. W latach 1945–1947 był prezesem ZW PSL, członkiem RN i NKW PSL,
13
138
Władze administracyjne i kierownictwo PPR z uwagą i z narastającym niepokojem obserwowały sytuację w strukturach lokalnych SL, gdzie silnie akcentowano w dyskusjach przywiązanie do tradycji partii, deklarowano jedność, ale
coraz wyraźniej pod przywództwem znanych, przedwojennych przywódców –
przede wszystkim Wincentego Witosa i Stanisława Mikołajczyka.
Na posiedzeniu egzekutywy KW PPR w Łodzi w dniu 22 października
1945 r. I sekretarz komitetu Ignacy Loga–Sowiński tak charakteryzował sytuację
w ruchu ludowym w województwie: „[...] po rozbiciu SL na dwie grupy, sytuacja komplikuje się tym bardziej, że Bańczyk i Balcerzak stoją daleko od nas.
Z nami pozostali Szymanek i Dąb-Kocioł. Kołacz przeszedł do PSL wraz z zarządem łódzkiego powiatu. Istnieje niebezpieczeństwo, że grupa Dąba i Szymanka
zostanie osamotniona i może się zdarzyć, że całe zarządy powiatowe mogą
przejść do PSL. Drzewiecki i Bańczyk ciążą ku prowadzeniu rozmów z nami.
Zarządy powiatowe: Piotrkowski, Łaski, Wieluński, Radomski [winno być: Radomszczański – przyp. L.O.], Konecki i Łowicz przeszły do PSL. Większość przeszła. Trzeba mocno zastanowić się nad sytuacją”16. Lider wojewódzkiej instancji
PPR dokonał trafnej analizy sytuacji. Powyższe posiedzenie Egzekutywy KW
odbyło się w dzień po zjeździe ludowców powiatu łódzkiego, gdzie podjęto
uchwałę o przekształceniu struktur SL w PSL. Był to dopiero początek procesu
zmian w ruchu ludowym województwa łódzkiego. W poszczególnych powiatach
odbywały się zjazdy SL, na których podejmowano – przeważnie jednomyślnie –
uchwały o przechodzeniu do PSL: 25 października 1945 r. tak zadecydowali
ludowcy w Skierniewicach, 28 października 1945 r. w Brzezinach, Kutnie i Łasku, 4 listopada w Łowiczu i Radomsku, 9 listopada w Końskich 17. W opisywanym dalej powiecie sieradzkim taki zjazd powiatowy odbył się 17 listopada.
Istotne znaczenie miała też decyzja liczącego wówczas kilkuset członków Koła
Grodzkiego SL w Łodzi, które jednomyślnie podjęło 9 listopada 1945 r. uchwałę
o przejściu do PSL Niewątpliwie na tę decyzję wpływ miała komentowana na
spotkaniu informacja o połączenia się z PSL grupy S. Bańczyka 18.
Oczywiście podany wyżej zestaw faktów związanych z przechodzeniem
struktur SL do PSL w województwie łódzkim nie oddaje dramaturgii tych wydarzeń. Władze administracyjne i UBP starały się przynajmniej utrudniać zjazdy
(konferencje), na których zasadnie spodziewano się jednoznacznych deklaracji
działał też w ZMW RP „Wici. W latach 1947–1949 wiceprezes WZ tzw. „odrodzonego” PSL
Poseł do KRN (1945–1946). W latach 50. pracował we własnym gospodarstwie. Po 1956
wznowił aktywną działalność społeczno-polityczną w ZSL, był m.in. wiceprezesem ZW ZSL
i członkiem NKW ZSL (1956–1959); poseł na sejm PRL II kadencji (1957–1961). Por. szerzej: Słownik biograficzny działaczy ruchu ludowego. Makieta, Warszawa 1989, s. 26–27.
16
APŁ, KW PPR, sygn. 4, Protokół z posiedzenia Egzekutywy KW PPR w łodzi, odbytego 22 X 1945 r., k. 48.
17
Województwo łódzkie – w szeregach PSL, „Gazeta Ludowa”, nr 14, 17 XI 1945, s. 3.
18
Por. Koło Grodzkie SL przechodzi do PSL, „Chłopski Sztandar”, nr 7, 25 XI 1945, s. 8;
Województwo łódzkie – w szeregach PSL, „Gazeta Ludowa”, nr 14, 17 XI 1945, s. 3.
139
na rzecz PSL. Na zjeździe wojewódzkim w grudniu 1945 r. w referacie J. Balcerzaka znajdujemy odniesienia do tych działań, mających na celu powstrzymanie
rozwoju PSL w województwie. Lider łódzkiego PSL wspomniał w swym referacie:
„[...]Były momenty nieraz ciężkie, a nieraz i przykre. Przykre, kiedy się słuchało przedstawicieli, a zresztą co tu owijać w bawełnę, gdy się słyszało od ob.
Wojewody, że zwolenników PSL będzie się zamykać, że będzie się aresztować,
gdy nawet taki przypadek miał miejsce, że na jednym ze Zjazdów, gdzie otrzymałem oficjalne zaproszenie od zarządu SL, pojechałem tam na zaproszenie, jako
gość na Zjazd, ażeby przedstawić i zreferować stanowisko PSL, a z drugiej strony był ob. Wojewoda, który również miał możność referowania i żeby się ludowcy tego powiatu wypowiedzieli, to najlepszym argumentem przekonywującym
i demokratycznym był argument, że przez policję wyprowadzono mnie z gmachu,
poza teren miasta Łęczycy, żebym się nie mógł skontaktować”19.
W innym powiecie województwa – koneckim – wicestarosta nadzorujący
zjazd SL, w chwilę po podjęciu przez uczestników decyzji o przejściu do PSL,
zakazał dalszych obrad, bowiem – jak dowodził – była wydana zgoda na zjazd
SL a nie PSL20.
Zwieńczeniem tego etapu przemian w ruchu ludowym w regionie łódzkim
był wzmiankowany, odbyty 8 grudnia 1945 r. w Sali Teatru Powszechnego zjazd
wojewódzki PSL. Był on wielką manifestacją siły ruchu ludowego pod sztandarami PSL. Wedle relacji prasowych zebrało się ponad 2 tysiące osób, których
sala teatralna nie mogła pomieścić, więc niektórzy zajęli miejsca w hallu, a nawet przed wejściem21. Zjazd odbywał się w szczególnych okolicznościach,
w kilka dni po niewyjaśnionej tragicznej śmierci posła do KRN, sekretarza NK
PSL i sekretarza ZG ZMW RP „Wici”, popularnego w regionie łódzkim Bolesława Ścibiorka, zamordowanego w swym mieszkaniu w Łodzi przy ul. Przejazd
30. Wydarzenie to powszechnie traktowano jako mord polityczny, zainspirowany
przez władze komunistyczne. Zebrani uczcili minutą ciszy pamięć B. Ścibiorka.
Oczywiście uczestnicy zjazdu uczcili także uroczyście zmarłego w końcu października 1945 r. przywódcę ruchu ludowego – W. Witosa.
Do prezydium opisywanego zjazdu wojewódzkiego PSL zaproszono wiceprezesa NKW PSL S. Bańczyka, członka NKW Edwarda Bertolda, komendanta
głównego BCh z czasów okupacji płk Franciszka Kamińskiego i M. Rękasa.
Zjazd otworzył i prowadził prezes Tymczasowego Zarządu Wojewódzkiego J.
Balcerzak. On też wygłosił sprawozdanie z działalności od 1938 r., czyli od
ostatniego zjazdu wojewódzkiego SL. Po nim wystąpił Józef Krzemiński, ostatni
__________
19
AIPN Łd, pf 10/692, t. I, brak tytułu dokumentu [Zapis przebiegu obrad I Wojewódzkiego Zjazdu PSL w Łodzi], k. 146.
20
Tamże.
21
(L.P.), Pod sztandarami zbratania chłopów i robotników. Wojewódzki zjazd PSL w Łodzi, „Gazeta Ludowa”, nr 37, 20 XII 1945, s. 1..
140
dowódca BCh w województwie łódzkim, który zdał sprawozdanie z działalności
tej formacji w okresie okupacji hitlerowskiej. To wystąpienie przerwane zostało
w związku z przybyciem na obrady gościa honorowego – prezesa NKW PSL
i zarazem wicepremiera TRJN Stanisława Mikołajczyka. Witano go entuzjastycznie.
Na opisywanym zjeździe wybrano władze wojewódzkie PSL w Łodzi.
W skład ZW weszli: J. Balcerzak (prezes ZW), S. Bańczyk, J. Krzemiński, Stanisław Araszkiewicz, Piotr Chwaliński, Jan Boniecki, Władysław Głobiński, Jan
Król i Jakub Baran22.
Do połowy roku 1946 niezależny ruch ludowy w Łódzkiem rozwijał się
niezwykle dynamicznie, mimo różnych utrudnień ze strony władz administracyjnych i bezpieczeństwa. PSL –owcy obejmowali funkcje wójtów w gminach, byli
widoczni w terenowych radach narodowych. Oczywiście udział przedstawicieli
PSL w strukturach władzy terenowej nie odpowiadał zakresowi wpływów tej
partii. Tym niemniej wówczas PSL-owcy byli widoczni na terenie województwa
łódzkiego. Przed referendum ludowym (w czerwcu 1946 r.) członkowie PSL
pełnili nawet – ale tylko w dwóch przypadkach (na 14 powiatów) – funkcje
przewodniczących Powiatowej Rady Narodowej: Józef Janiaczyk (Łask) i Kazimierz Wyszomirski (Łowicz)23.
3. PSL w powiecie sieradzkim
Po wyzwoleniu omawiane tereny tradycyjnie były pod wpływami politycznymi ruchu ludowego. Na obecnym etapie badań trudno precyzyjnie odtworzyć
proces tworzenia struktur władz lokalnych w powiecie sieradzkim. Niewątpliwie
w procesy te zaangażowane były osoby aktywne w konspiracji antyhitlerowskiej.
W pierwszym rzędzie byli to właśnie ludowcy i osoby związane ze strukturami
ZWZ-AK. Tak było m.in. we wspomnianych wcześniej trzech gminach powiatu:
Krokocice, Wierzchy i Zadzim24. Przykładowo w gminie Krokocice w strukturach podziemia podporządkowanego rządowi polskiemu na uchodźstwie działali
pierwsi wójtowie gminy: Józef Biernat i Antoni Staszczyk (komendant Rejonu
BCh) oraz m.in. Tadeusz Kłos. Podobnie było w sąsiedniej gminie Wierzchy.
__________
22
Tamże.
Archiwum Akt Nowych w Warszawie (AAN), KC PPR, sygn. 295/XIV-17, Wykaz
przewodniczących powiatowych i miejskich rad narodowych woj. łódzkiego (18 VI 1946), k.
70.
24
Por. Archiwum Państwowe w Łodzi Oddział w Sieradzu (APŁ OS), ZWZ-AK Obwód
Sieradz, sygn. 5, Relacja Stanisława Brzozowskiego z 5 VIII 1974 r.; tamże, sygn. 8, Relacja
Jana Budy z Ralewic z 4 VII 1982 r.; tamże, Relacja Jana Ciołkowskiego, ps. „Krysia” z IV
1969 r.; AIPN Łd, sygn. pf 10/698, Analiza aktualnej sytuacji politycznej i operacyjnej po
zagadnieniu prawicy w ruchu ludowym na terenie powiatu poddębickiego (19 V 1958 r.), k.
95–98.
23
141
Działaczami konspiracyjnymi ruchu ludowego byli także pierwsi wójtowie:
Florian Kornacki i Jan Zborowski oraz pierwszy przewodniczący Gminnej Rady
Narodowej (GRN) Stanisław Kubiak (w czasie okupacji komendant Rejonu
Wierzchy BCh)25. W gminie Zadzim z konspiracyjnym ruchem ludowym związani byli m.in.: Józef Błaszczyk, Antoni Cyrański (komendant Rejonu Zadzim
BCh) i pierwszy wójt po wojnie Stanisław Kwiatosiński. Także kolejny wójt
Bolesław Bratek był ludowcem. Można przypuszczać, że w wielu gminach powiatu sieradzkiego sytuacja była podobna i właśnie ludowcy budowali zręby
struktur władz lokalnych. Oni organizowali życie gospodarcze w pierwszych
tygodniach po wyzwoleniu, zabezpieczali porządek publiczny. Na tych terenach
nie było podczas wojny komórek PPR, komuniści nie byli więc tu widoczni na
początku 1945 r.
Już w pierwszych miesiącach 1945 r. powstawały w Sieradzkiem koła SL.
Jednym z pierwszych było koło w Zadzimiu, o którym brak jednak bliższych
informacji. Koła SL powołane zostały również w gminie Krokocice, m.in.
w Bogucicach (prezes A. Staszczyk), Dzierżąznie (Władysław Wawrzyniak),
Rudzie (Piotr Filiński) i Zygrach (Stanisław Łukasiewicz)26. Na omawianych
terenach przedstawiciele SL zdominowali gminne rady narodowe. Przykładowo
w końcu maja 1945 r. wszyscy (24 osoby) członkowie GRN w Wierzchach reprezentowali SL, w GRN Krokocice było 16 przedstawicieli SL i 3 bezpartyjnych, a w radzie gminnej w Zadzimiu – 15 członków SL, 7 PPR i 2 bezpartyjnych27.
Sieradzkie to teren wiejski, władze więc były zainteresowane pozyskiwaniem tu wpływów. Udawało im się również już wtedy – w pierwszych miesiącach po wyzwoleniu – dość skutecznie sterować masowymi imprezami z udziałem ludowców. Przykładem jest zorganizowany 15 marca 1945 r. – z wielkim
rozmachem – zjazd powiatowy SL i ZMW RP „Wici”. Wzięło w nim udział –
jeśli wierzyć relacji dziennikarskiej – ponad 2500 osób. Miało to dowodzić prężności ruchu ludowego w powiecie sieradzkim28. Jeszcze większą frekwencję
odnotowano na obchodach Święta Ludowego w Sieradzu w dniu 20 maja 1945 r.
W największym w całym województwie zgromadzeniu z tej okazji miało uczestniczyć ok. 20 tys. chłopów. W relacji prasowej odnotowano okrzyki, przede
wszystkim na cześć Rządu Tymczasowego i Armii Czerwonej29.
__________
25
Komendant Rejonu Wierzchy-Zadzim ZWZ-AK Jan Ciołkowski od pierwszych dni po
wyzwoleniu do czerwca 1945 r. pełnił funkcję sekretarza Zarządu Gminy Wierzchy.
26
APŁ OS, Akta Gminy Krokocice, sygn. 1753, Wykaz stowarzyszeń istniejących na terenie gminy Krokocice (5 V 1945 r.).
27
APŁ, KP PPR w Sieradzu, sygn. 7, Sprawozdanie PK PPR w Sieradzu z 28 V 1945 r., k.
14–15; A. Głowacki, K. Lesiakowski, M. Nartonowicz-Kot, L. Olejnik, dz. cyt., s. 161.
28
Zjazd powiatowy Stronnictwa Ludowego i młodzieży wiciowej w Sieradzu, „Zielony
Sztandar”, nr 9, 25 III 1945, s. 4.
29
Przebieg Święta Ludowego w całym, kraju, tamże, nr 19, 3 VI 1945, s. 4.
142
Już na przełomie lata i jesieni 1945 r. rozpoczął się proces rozkładu propeperowskiego SL. Na interesującym nas obszarze powiatu sieradzkiego poszczególne koła gromadzkie i zarządy gminne SL podejmowały uchwały o przekształceniu w odpowiednie struktury PSL. Tak było np. w gminie Krokocice, skąd
w sprawozdaniu GRN za listopad 1945 r. relacjonowano, że: „Istniejące Zarządy
Kół Stronnictwa Ludowego na terenie gminy przeszły do Polskiego Stronnictwa
Ludowego” 30. PSL działało w tej gminie bardzo aktywnie. Na czele organizacji
gminnej stal wójt A. Staszczyk – jak już wspomniano w czasie okupacji działacz
ruchu ludowego, komendant Rejonu Krokocice BCh (w stopniu kapitana)31.
Jedną z kluczowych postaci PSL w tej gminie był też Tadeusz Kłos, w maju
1946 r. wybrany do składu ZP PSL w Sieradzu.
Na czele gminnej organizacji PSL w Wierzchach stał – jako jej prezes –
Franciszek Miłosz (z miejscowości Pałki). Najliczniejszą i najbardziej dynamiczną strukturą PSL w tej gminie było koło w Pudłowie. Aktywne było też koło
w Pietrachach, kierowane przez ówczesnego przewodniczącego GRN w Wierzchach, Stanisława Kubiaka, członka władz powiatowych PSL.
Również jesienią 1945 r. koło gminne SL w Zadzimiu przekształciło się
w koło PSL. Być może, na jego czele stanął początkowo wspomniany B. Bratek,
działacz ruchu ludowego, członek ZP Związku Inteligencji Ludowej „Orka”,
w czasie okupacji związany ze strukturami rządu polskiego na emigracji32. Po
nim funkcję tę sprawował A. Cyrański z Marcinowa, znany już przed wojną na
tym terenie działacz SL i ZMW „Wici”, w czasie okupacji komendant Rejonu
Zadzim BCh w stopniu porucznika (ps. „Kartofel”)33. Koło gminne PSL w Zadzimiu miało własny sztandar. Ten sam, którego ufundowanie zainicjowano
jeszcze w 1945 r., gdy działało tu koło SL.34. W gminie Zadzim koła PSL działa-
__________
30
Tamże, Starostwo Powiatowe Sieradzkie, sygn. 12, Sprawozdanie z działalności GRN
w Krokocicach za listopad 1945 r., k. 115.
31
Wg innego, niestety nie datowanego dokumentu, w skład ZG PSL w Krokocicach
wchodzili: Stanisław Łopatecki, wiceprezes W. Solarek, sekretarz M. Rogalski, skarbnik Józef
Majchrzycki, członkowie zarządu: J. Woźniak, J. Wawrzyniak i Tadeusz Lemira. Prawdopodobnie w tym składzie ZG funkcjonował już po objęciu stanowiska wójta gminy Krokocice
przez dotychczasowego prezesa ZG PSL A. Staszczyka. Por. tamże, Notatka dot. składów ZP
i ZG PSL w pow. sieradzkim (b.d), k. 3.
32
AIPN Łd, sygn. pf 12/2514, Protokół przesłuchania podejrzanego Jana Błaszczyka z 4 V
1947 r., k. 2.
33
Antoni Cyrański (1909–1969) – służył w 38 pp w Przemyślu, przed II wojną światową
działacz SL i ZMW. W okresie okupacji w BCh – komendant Rejonu w stopniu porucznika,
pseudonim „Kartofel”.. Po 1945 r. wpierw w SL, następnie w PSL – prezes ZG; podwójci
gminy Zadzim, członek Powiatowej RN. Aktywny także w ZMW RP „Wici”. Por. tamże,
Protokół przesłuchania Antoniego Cyrańskiego z 28 XII 1946, k. 4–5; tamże, Protokół przesłuchania A. Cyrańskiego z 20 VIII 1947 r., k. 8.
34
W 1947 r. sztandar ten został ukryty przez działaczy PSL A. Cyrańskiego i J. Błaszczyka w miejscowym kościele. Jesienią 1949 r. gminne koło SL w Zadzimiu zabiegało o odzy-
143
ły bardzo prężnie. Działał tu, wspominany wcześniej, weteran ruchu ludowego
w powiecie sieradzkim Józef Błaszczyk. Na I zjeździe wojewódzkim PSL
w Sieradzu 12 maja 1946 r. nadano mu godność Honorowego Prezesa Zarządu
Powiatowego35. Prezesem ZG był – jak już wspomniano – A. Cyrański. W składzie ZG byli ponadto: były wójt S. Kwiatosiński (wiceprezes ZG i prezes Koła
w Adamce, od 12 maja 1946 r. zastępca członka ZP PSL w Sieradzu), sekretarz
T. Tokarek, skarbnik W. Sołtysiak, członkowie zarządu: Józef Błaszczyk, Stanisław Strzelczyk i J. Kowalczyk36. Znanym w tej gminie działaczem PSL był też
Stefan Szuszwedyk z Ralewic, który w czasie okupacji działał w strukturach
ZWZ-AK..
Podobnie sytuacja kształtowała się w innych częściach powiatu sieradzkiego. Lokalne struktury SL przekształcały się w PSL. Niezależny ruch ludowy
rozwijał się bardzo dynamicznie. Zwieńczeniem tego procesu był zjazd powiatowy w Sieradzu, który odbył się 17 listopada 1945 r. Wzięło w nim udział 276
delegatów. Uchwalono na nim, iż wszystkie istniejące dotychczas w powiecie
koła SL wstępują niezwłocznie do PSL wraz z całym majątkiem ruchomym
i nieruchomym. W przyjętej rezolucji zebrani oświadczyli, że „za właściwy Ruch
Ludowy, w którym pracowali a wielu nawet cierpiało i ginęło za sprawę chłopską, sprawę demokracji i Polski uważają Polskie Stronnictwo Ludowe”37. Zjazd
wezwał chłopów z Sieradzkiego i „wszystkie czynniki społeczne” do udzielenia
pomocy powracającym z obozów koncentracyjnych bądź z robót przymusowych
mieszkańcom regionu. Prezesem Zarządu Powiatowego PSL w Sieradzu został
Jan Plewiński, znany już przed II wojną światową działacz ludowy i zarazem
ostatni prezes ZP SL38.
Obrady w Sieradzu odnotowano także w stenogramie z I wojewódzkiego
zjazdu PSL w Łodzi, który odbył się 8 grudnia 1945 r. Znajdujemy tam następujący zapis: „Powiat sieradzki – odbyła się konferencja zarządu powiatowego
i delegatów poszczególnych kół, tak że właściwie był to zjazd w liczbie 150 saskanie tego sztandaru. Nie wiadomo jednak z jakim skutkiem. Por. tamże, Pismo GK SL
w Zadzimiu do PUBP w Sieradzu z 16 X 1949 r., k. 32.
35
Tamże, sygn. pf 10/693, t. I, Protokół z walnego powiatowego zjazdu PSL pow. sieradzkiego w dniu 12 V 1946 r., k. 19.
36
Tamże, Notatka dot. składów ZP i ZG PSL w pow. sieradzkim (b.d), k. 4.
37
Z życia PSL. Sieradz, „Gazeta Ludowa”, nr 29, 3 XII 1945, s. 3.
38
Jan Plewiński (1898–1970), urodził się w Strzałkach pow. Sieradz. Działalność społeczno-polityczną rozpoczął w 1919 r. w szeregach ZMW RP. Od 1923 r. członek PSL „Wyzwolenie”, następnie w latach 1931–1939 prezes Powiatowego Zarządu SL. Za działalność polityczną kilkakrotnie był aresztowany przez władze sanacyjne. Organizator komórek
konspiracyjnych ruchu ludowego w Sieradzkim podczas okupacji hitlerowskiej. Po wyzwoleniu prezes ZP SL, pełnomocnik ds. reformy rolnej na powiat sieradzki, także członek Powiatowej RN w Sieradzu i WRN w Łodzi. Prezes ZP PSL (1945–1947). Po 1956 r. stanął na czele
ZP ZSL. Por. Słownik biograficzny działaczy ruchu ludowego. Makieta, Warszawa 1989, s.
323.
144
mych delegatów i jednogłośnie przystąpił do PSL. Później oczywiście miał być
zjazd statutowy, na którym miano zorganizować władze, jakkolwiek cały zarząd
przeszedł”39.
Warto wspomnieć, iż na tych terenach prężnie działały koła ZMW RP „Wici”, przeważnie będące pod wpływami PSL. Wielu aktywistów stronnictwa działało zarazem w organizacji „wiciowej” (np. prezes ZG PSL w Zadzimiu A. Cyrański).
Na opisywanych terenach PSL miało silne wpływy. Nie dysponujemy statystykami liczebności organizacji gminnych. Musiały być one liczne skoro wg
stanu z 1946 r. w powiecie sieradzkim PSL liczył ok. 3700 członków 40.
Stronnictwo to uzyskało bardzo silną pozycję w strukturach władzy w terenie. Przykładowo w 1946 r. niemal wszyscy wójtowie z powiatu sieradzkiego
należeli do PSL. Prezes powiatowej organizacji PSL J. Plewiński uczestniczył
w obradach I Zjazdu Wojewódzkiego PSL w Łodzi w grudniu 1945 r.. Został
wtedy wybrany do Komisji Rewizyjnej. Na I Kongresie PSL w Warszawie
w styczniu 1946 r. uczestniczyli z omawianego powiatu następujący działacze
stronnictwa: prezes Plewiński, Szczepan Stępień, Józef Strumiński i Józef Krzywański41. Jesienią 1946 r. Plewiński wybrany został do ZW PSL w Łodzi 42.
Najsilniejszą pozycję PSL osiągnęło wiosną 1946 r. W dniu 12 maja w Sali
Teatru Miejskiego w Sieradzu odbył się pierwszy (zarazem jedyny) powojenny
zjazd powiatowy PSL. Dysponujemy protokołem z tego zjazdu 43. Dokument ten
zapewne został przejęty przez UBP w nieznanych okolicznościach, być może
podczas aresztowania prezesa ZP PSL J. Plewińskiego jesienią 1946 r. W zjeździe powiatowym PSL uczestniczyło 257 delegatów z powiatu, liczna rzesza
członków stronnictwa (wg cyt. dokumentu – 1700 osób) oraz zaproszeni goście.
Wspomniany zjazd powiatowy otworzył dotychczasowy prezes Plewiński. Powitał zaproszonych gości, a wśród nich starostę powiatowego Bogusławskiego
[imię nieustalone]. Honorowym gościem zjazdu był prezes Zarządu Wojewódzkiego PSL J. Balcerzak. Wygłosił on referat „polityczno-gospodarczy”, w któ-
__________
39
AIPN Łd, sygn. pf 10/692, t. 1, [Stenogram I zjazdu wojewódzkiego PSL w Łodzi, 8 XII
1945 r.], k. 89.
40
Tamże, sygn. 091/152, Ryszard Walisiak, Geneza Polskiego Stronnictwa Ludowego
oraz jego działalność regionalna na terenie województwa łódzkiego w latach 1945–1947, praca
dyplomowa, Legionowo 1988.
41
AIPN Łd, sygn. pf 10/692/t. III, Wykaz delegatów z woj. łódzkiego na Kongres PSL, k.
53 i nast.
42
W skład ZW PSL w Łodzi wybranego 13 X 1946 r. weszli: prezes Józef Balcerzak, wiceprezes Józef Krzemiński, sekretarz Józef Kuydowicz, Stanisław Kołacz, członkowie Zarządu: Andrzej Witos, Władysław Głobiński, Jan Plewiński, Piotr Chwaliński, Józef Berenc, Jan
Król i Florczak [imię nie ustalone]. Por. AIPN Łd, sygn. pf 10/692, t. I, Spis Wojewódzkiego
Zarządu PSL (wybrany 13 X 1946 r.), k. 42.
43
AIPN Łd, sygn. pf 10/693, t. 1, Protokół z walnego Powiatowego Zjazdu Polskiego
Stronnictwa Ludowego pow. sieradzkiego, odbytego w dniu 12 V 1946 r., k. 18–20.
145
rym scharakteryzował skrótowo burzliwe lata w działalności ruchu ludowego.
Podkreślił m.in. duży udział chłopów w walce przeciw hitlerowcom. Jak zaznaczył, „Bataliony Chłopskie są tego najlepszym dowodem, dowiodły one, że chłop
ludowiec potrafi nie tylko żywić, ale i czynnie bronić i przelewać krew”44. Odrzucił stawiane PSL zarzuty o reprezentowanie „tendencji reakcyjnych”. Prezes
wojewódzki PSL tak odniósł się do tych opinii, lansowanych przez propagandę
PPR:
„[...] PSL jest wyrazicielem uczuć najbardziej demokratycznych co niejednokrotnie stwierdzono przez oficjalne oświadczenia i pozytywne ustosunkowanie
się do zagadnień państwowych bądź to w polityce zagranicznej i w polityce wewnętrznej. Stosunek PSL do ZSRR jest oparty na największym zrozumieniu
wspólnych interesów i szczerej przyjaźni. Jeżeli PSL podchodzi krytycznie do
niektórych zagadnień naszych wewnętrznych stosunków, to robi to jedynie
w dobrze pojętej odpowiedzialności za losy Państwa i w imię sprawiedliwości
i równości społecznej. Z obranej drogi PSL nigdy nie zejdzie, bo wytknięty kierunek jest uczciwy i sprawiedliwy i zapewnia zwycięstwo Ruchu Ludowego, który
jest fundamentem Ludowej Demokratycznej Polski”. Słowa te przyjęte zostały
burzliwymi oklaskami. Nad głównymi tezami referatu wywiązała się burzliwa
dyskusja. Można rzec, że sprowokował ją swoim wystąpieniem gość zjazdu,
lokalny lider PPR Konstanty Rosiak, który sformułował tezę, że „góra PSL nie
jest zgodna z dołami tej partii”. Wypowiedź ta wywołała żywiołowe protesty na
sali. Ostro odpowiedział na nie jeden z delegatów, Franciszek Kozieł. Stwierdził
on („w mocnym swym przemówieniu”), że:
„[...] wytrwałość chłopa polskiego [w] wytkniętym kierunku jest niezniszczalna. Nawet krematoria niemieckie nie potrafiły załamać chłopa ludowca,
z tego wniosek, że wszelkie próby odosobnienia kierunku ludowego na wpływ
życia państwowego spełzną na niczym. Krytycznie odniósł się do stosowanych
przez niektóre organa państwowe represji na poszczególnych działaczy PSL”.
W podobnym duchu wypowiedział się Stanisław Potyrała (z gminy Brzeźnio), który zarzucił czynnikom rządowym faworyzowanie jednej partii. Potępił
zarazem nagonkę na PSL prowadzoną przez PPR.
Z uwagą wysłuchano głosu Józefa Błaszczyka z gminy Zadzim, nestora ruchu ludowego w powiecie:
„Obyw[atel] Józef Błaszczyk z Zadzimia – najstarszy ludowiec w powiecie
sieradzkim z bogatego swego doświadczenia oświadczył, że najwyższy czas skończyć z tymczasowością, a najlepszym rozwiązaniem tego zagadnienia będzie
rozpisanie jak najrychlejszych wyborów wg konstytucji z 1921 r. Proponując
wniosek swój jako jeden z punktów rezolucji uchwalonej przez Walny Zjazd.
Walny Zjazd przemówienie Obyw[atela] Błaszczyka przyjął z żywiołową manife-
__________
44
146
Tamże, k. 18.
stacją, wyrażając zgodę na dołączenie wniosku w sprawie wyborów do rezolucji”45.
Delegat z Krokocic, Tadeusz Kłos natomiast podkreślił w swej wypowiedzi
dojrzałość ruchu ludowego i gotowość do uczestnictwa w sprawach państwowych. W zakończeniu swego wystąpienia stwierdził, że „ruch ludowy przeszedł
już z polityki klasowej na politykę ogólnonarodową”46.
Tę część obrad podsumował prezes wojewódzki PSL J. Balcerzak, który
podkreślił chęć uczestnictwa PSL w pracy państwowotwórczej „z innymi partiami jak równy z równym”. Odczytał też przygotowaną rezolucję zjazdu. Przyjęta
ona została przez aklamację47.
W kolejnej części obrad zebrani udzielili absolutorium ustępującemu zarządowi. Następnie przystąpiono do wyborów władz statutowych. Zostało to jednak
poprzedzone rozpatrzeniem wniosku członków Komisji Matki o nadanie tytułu
Prezesa Honorowego Powiatowego PSL Józefowi Błaszczykowi z gminy Zadzim, najstarszemu działaczowi ruchu ludowego w powiecie, od 50 lat działającemu na wsi. Stawiano go jako „wzór wytrwałości i poświęcenia w sprawie ludowej”. Wniosek o to honorowe wyróżnienie weterana sieradzkiego ruchu Ludowego zebrani oczywiście zaaprobowali. Na funkcję prezesa Zarządu
Powiatowego zgłoszono dwie osoby: dotychczasowego prezesa J. Plewińskiego
i Adama Kobielę. Ten pierwszy większością głosów został wybrany, natomiast
jego konkurent Kobiela objął funkcję wiceprezesa. W skład Zarządu Powiatowego – zgodnie z propozycjami Komisji Matki – (przez aklamację) wybrano 9
osób. Byli to: Franciszek Kozieł (gmina Szadek), Stanisław Golczyk (gm. Zduńska Wola), Tadeusz Kłos (gm. Krokocice), Józef Strumiński (miasto Sieradz),
Józef Krzywański (również z Sieradza), Franciszek Olejniczak (gm. Charłupia
Wielka), Adam Walaszczyk (gm. Bartochów), Wacław Dobrzyński (gm. Barczew) i Jan Mysiorek (gm. Klonowa). Łącznie więc z prezesami ZP liczył 11
osób. Na zastępców członków tego gremium wybrani zostali: Stanisław Kubiak
(gm. Wierzchy), Stanisław Kwiatosiński (gm. Zadzim), Władysław Widera (gm.
Majaczewice) i Stanisław Guć (gm. Wojsławice). Natomiast Komisję Rewizyjną
tworzyli: Stefan Pokraka (gm. Brzeźnio), Janusz Kaczmarkiewicz (gm. Rossoszyca), Józef Konieczny (gm. Brzeźnio) i Marcin Zabiegała (gm. Złoczew).
W toczącej się wówczas walce politycznej ważną rolę odgrywały kampanie
polityczne referendum ludowego z 30 czerwca 1946 r. i wyborów do Sejmu
__________
45
Tamże, Protokół z Walnego Powiatowego Zjazdu PSL pow. sieradzkiego w dniu 12 V
1946 r., k. 18. Do przygotowanego już tekstu Rezolucji tego zjazdu dodano następujące zdanie, nawiązujące do wniosku J. Błaszczyka: „Zjazd Powiatowy PSL w Sieradzu domaga się od
Rządu Jedności Narodowej przeprowadzenia w jak najkrótszym czasie swobodnych, opartych
na ordynacji wyborczej i konstytucji z 1921 r. wyborów do parlamentu”. Por. tamże, Rezolucja [Zjazdu Powiatowego PSL w Sieradzu], k. 20.
46
Tamże.
47
Tekst rezolucji Zjazdu Powiatowego PSL w Sieradzu zamieszczony został w Aneksie.
147
Ustawodawczego z 19 stycznia 1947 r. Zarówno rezultaty referendum, jak
i wyborów zostały – jak wiadomo – sfałszowane. Kampanie te zostały wykorzystane przez komunistów (PPR) i podległy im aparat bezpieczeństwa do rozbicia
PSL m.in. w powiecie sieradzkim. Niestety brak źródeł pozwalających w sposób
szczegółowy opisać zmiany w ówczesnej sytuacji społeczno-politycznej na tych
terenach.
W szerokim zakresie podjęte zostały działania polityczne i represyjne.
Przed referendum ludowym podjęto w powiecie sieradzkim działania zmierzające do utworzenia kół PSL „Nowe Wyzwolenie”, dywersyjnej wobec S. Mikołajczyka, rozłamowej struktury w ruchu ludowym. Przykładowo działali w nim
m.in. Bogumił Palczewski i Czesław Siekierski z gminy Zadzim Na opisywanym
terenie pojawiły się też specjalne wojskowe ekipy propagandowe. Niewiele
wiemy o nich. Jednak echa ich aktywności znajdujemy w źródłach. Taka ekipa
pojawiła się np. w Zadzimiu48.
Już bezpośrednio przed wspomnianym referendum próbowano zastraszyć
działaczy PSL w gminie Zadzim. Do gminy skierowano ekipę funkcjonariuszy
UBP, którzy wpierw chcieli zatrzymać prezesa ZG PSL A. Cyrańskiego (wówczas członka Wydziału Powiatowego i radnego Powiatowej RN w Sieradzu),
mieszkańca Marcinowa. Wobec jego nieobecności w domu, skierowali się do
wiceprezesa gminnego S. Kwiatosińskiego w Adamce. Jego również nie zastali
w domu. Wówczas udali się do Zadzimia, gdzie aresztowali działacza PSL (najstarszego działacza ruchu ludowego w powiecie sieradzkim) Józefa Błaszczyka
i jego syna Jana. Tego drugiego, gdy próbował uciec, „ubowcy” dotkliwie pobili
kolbami karabinów49. W dniu referendum – 30 czerwca – ekipa sieradzkiego
PUBP ponownie próbowała zatrzymać A. Cyrańskiego, kolejny raz bezskutecznie. Cyrański w meldunku przesłanym do Sieradza zasadnie twierdził, iż powodem aresztowania Błaszczyków oraz próby aresztowania jego i Kwiatosińskiego
była „nasza aktywność jako PSL-owców, a np. Józef Błaszczyk ostatnio występował z krytyką w czasie wieców propagandowych, urządzanych przez obóz stronnictw zblokowanych”50. UBP wiedziała już też o wystąpieniu Błaszczyka na
I zjeździe powiatowym PSL w Sieradzu 12 maja 1946 r.
Błaszczyków jakiś czas potem zwolniono – po protestach w powiecie sieradzkim (już po przeprowadzeniu referendum ludowego). Wcześniej – w końcu
czerwca 1946 r. – na zjeździe sołtysów w Sieradzu (z udziałem wojewody łódzkiego J. Dąb-Kocioła) w obronie aresztowanych wystąpił jeden z uczestników
__________
48
Fakt obecności krewnego prezesa gminnego PSL A. Cyrańskiego – Stefana, na podwodzie z żołnierzami WP w czerwcu 1946 r. jeszcze w kolejnym roku był przyczyną rodzinnych
rozrachunków. Por. AIPN Łd, pf 12/2514, Meldunek Posterunku MO Zadzim do PUBP
w Sieradzu z 17 VIII 1947, k. 37.
49
AIPN Łd, sygn. pf 10/693, t. I, Meldunek A. Cyrańskiego dla ZW PSL z 1 VII 1946 r.,
k. 28.
50
Tamże.
148
spotkania. Wojewoda miał wtedy odpowiedzieć, że „Takich złodziei PSL-owców
trzeba wszystkich zamknąć”51. Taka bezzasadna i przesycona politycznymi emocjami ocena nie wystawia pozytywnego świadectwa pełniącemu najwyższy urząd
w województwie łódzkim. Można ją jednak zrozumieć. J. Dąb-Kocioł był czołowym działaczem propeperowskiego SL, zaangażowanym czynnie w zwalczanie konkurencyjnego PSL. Musiały go bardzo „uwierać” wpływy PSL na podległym mu terenie.
Działania represyjne i propagandowe przed referendum nie wpłynęły znacząco na wynik referendum z 30 czerwca 1946 r. Oficjalne jego wyniki zostały
sfałszowane. Ujawnione w latach 90. XX wieku przybliżone dane dotyczące
rzeczywistych wyników głosowania wskazują na bardzo duży odsetek głosujących tu przeciw stanowisku władz. Tzw. Blok Demokratyczny – jak wiadomo –
agitował za zgodnym głosowaniem „3 x tak”52. Opozycyjne PSL natomiast
optowało za głosowaniem „nie” na pierwsze pytanie referendum i pozytywnie na
dwa pozostałe. Niektóre środowiska konspiracji niepodległościowej natomiast
propagowały „3 x nie”. Według danych podanych przez prof. Andrzeja Paczkowskiego, mieszkańcy Sieradzkiego zdecydowanie poparli stanowisko PSL. Na
pierwsze pytanie referendum aż 85,9% uczestników głosowania udzieliło odpowiedzi „nie” (średnia dla województwa osiągnęła poziom 77,4%), na drugie –
odsetek głosów „nie” wyniósł 76,5% i tylko na trzecie pytanie, głosy sprzeciwu
nie przeważały – osiągając poziom 41,6%53. Mniej korzystne dla siebie wyniki
„władza ludowa” osiągnęła jedynie w powiatach: Rawa Mazowiecka, Wieluń
i Łask.
Nacisk na PSL wzmógł się w toku kampanii przed wyborami do Sejmu
Ustawodawczego. Na porządku dziennym były aresztowania i szykanowanie
członków i działaczy PSL, m.in. w październiku 1946 r. został aresztowany
prezes Zarządu Powiatowego PSL w Sieradzu Jan Plewiński54. W końcu grudnia
aresztowano prezesa ZG PSL w Zadzimiu A. Cyrańskiego. Śledczy UBP przypomnieli mu rzekome (a może nie rzekome) wypowiedzi sprzed roku, z przeglądu koni w Szadku. Można się domyślać, że długo oczekujący na spóźniającego
się powiatowego lekarza weterynarii niektórzy mieszkańcy gminy Zadzim, próbowali „wzmocnić się” sięgając po alkohol. Wypowiadane przez nich przy tej
okazji opinie zostały odnotowane przez UBP. Wspomniany A. Cyrański zaprze__________
51
Tamże, Meldunek A. Cyrańskiego..., k. 28.
Głosujący w referendum ludowym 30 czerwca 1946 r. mieli odpowiedzieć na trzy pytania: 1) Czy jesteś za zniesieniem Senatu?; 2) Czy chcesz utrwalenia w przyszłej konstytucji
ustroju gospodarczego wprowadzonego przez reformę rolną i unarodowienie podstawowych
gałęzi gospodarki narodowej z zachowaniem podstawowych uprawnień inicjatywy prywatnej?;3) Czy chcesz utrwalenia zachodnich granic państwa polskiego na Bałtyku, Odrze i Nysie
Łużyckiej?
53
Referendum z 30 czerwca 1946 r. Przebieg i wyniki, oprac. A. Paczkowski, Warszawa
1993, s. 113.
54
Tamże, Wykaz aresztowanych członków PSL w pow. sieradzkim (1946 r.), k. 69.
52
149
czył w śledztwie – co zrozumiałe – jakoby mówił, że „obecny ustrój p... i mam
wszystkich w d.....” (miał także przy tej okazji niezbyt pochlebnie wypowiedzieć
się o milicji i funkcjonariuszach UBP)55. Przypomnienie tych spraw sprzed roku
przez sieradzki PUBP było bez wątpienia elementem nacisku na działaczy PSL.
Przed wyborami w teren ruszyły specjalne wojskowe ekipy propagandowopolityczne, jedna z nich była w gminach Wierzchy i Krokocice. Środowisko PSL
było coraz bardziej zastraszone. Na tym tle zapewne rozpatrywać należy symptomy całkowitego rozkładu tej partii w Sieradzkiem od przełomu lat 1946/1947.
Bezpośrednio przed wspomnianymi sfałszowanymi wyborami – 5 stycznia
1947 r. – wójt gminy Wierzchy, J. Zborowski, na zwołanym zebraniu publicznym, zadeklarował wystąpienie z PSL i zaapelował o poparcie dla Bloku Demokratycznego56. Zapowiedział przystąpienie do SL. Podobnie uczynił wójt z Krokocic, A. Staszczyk (wszedł on w 1947 r. do Prezydium ZP SL w Sieradzu)57.
W dniu następnym również w gminach Klonowa i Godynice odbyły się zebrania,
na których złożono legitymacje PSL i rozwiązano miejscowe struktury stronnictwa58. Trudno rozstrzygnąć na ile wspomniane zmiany w postawach działaczy
PSL, aktywnych w gminnych radach narodowych i urzędach gminnych, były
skutkiem nacisków władz zwierzchnich i aparatu bezpieczeństwa, a na ile rezultatem koniunkturalnych kalkulacji tych osób. Być może były one przejawami
„realizmu politycznego” i umiejętności przystosowywania się do zmieniającej się
sytuacji politycznej. Skutkiem zachodzących przewartościowań ideowopolitycznych było jednak rozwiązanie PSL w powiecie sieradzkim już na początku 1947 r. Odnotujmy jeszcze szereg aresztowań działaczy PSL na kilka dni
przed terminem wyborów. 12 stycznia aresztowano mieszkańca Leszkomina
Adama Mochalskiego, uczestnika konferencji działaczy PSL w Izabelowie (gm.
Wojsławice w sąsiednim powiecie łaskim). Trzy dni później funkcjonariusze
UBP aresztowali Jana Mochalskiego (sekretarz gminny PSL w Krokocicach),
Tomasza Mochalskiego oraz Stefana Nowaka (z Bogucic)59.
Krótko przed wyborami – wobec działań zastraszających, nękających, podejmowanych przez aparat bezpieczeństwa i aparat administracji państwowej –
koła PSL w gminie zaniechały działalności. Część członków PSL: zdecydowała
się przejść do prokomunistycznego SL, niektórzy zasilili PSL „Nowe Wyzwole__________
55
Tamże, sygn. pf. 12/2514, Protokół przesłuchania A. Cyrańskiego z 28 XII 1946 r., k. 4–
5. Podobnie niepochlebne dla rządu opinie wyrażał brat Antoniego, Stanisław Cyrański. Odnotowano, że rzucał obelgi na rząd, milicję i władze bezpieczeństwa, że „ma je w d.....”, oraz że
„s... na obecny Rząd demokratyczny”. Por. tamże, Akt oskarżenia w sprawie przeciwko Stanisławowi Cyrańskiemu z 14 I 1946 r., k. 18.
56
Blok Demokratyczny to w latach powojennych układ 4 partii: PPR, PPS, SL i SD. Kluczową rolę odgrywała tu PPR. W wyborach do Sejmu Ustawodawczego z 19 I 1947 r. Blok
wystawił wspólną listę wyborczą.
57
APŁ, KW PPR w Łodzi, sygn. 63, Meldunek do KW PPR, k. 3.
58
Tamże.
59
AIPN Łd, sygn. pf 10/693, t. I, Notatka pt. Powiat Sieradz (b.d.), k. 25.
150
nie”. Jednak zdecydowana większość w tamtej sytuacji wybrała status „bezpartyjnego”. Inaczej to relacjonowali w 1949r. działacze SL: „Z chwilą ujawnienia
wrogiej i szkodliwej działalności dla Państwa Polskiego PSL-u, większość członków wystąpiła z PSL, będąc jakiś czas bezpartyjnymi, zaś w okresie przedwyborczym skupiła się w PSL „Nowe Wyzwolenie”, w roku zaś 1947 przeszła w szeregi
Stronnictwa Ludowego”60.
Jak już wspomniano, wybory zostały sfałszowane. Mimo atmosfery zastraszenia część wyborców m.in. w Zadzimiu głosowała jednak na listę PSL. Można
o tym wnosić z treści donosu informatora PUBP w Sieradzu ps. „Sęk”, mającego
– z racji pełnionego urzędu (wójt gminy) – więcej informacji z przebiegu wyborów na tym terenie. Jak donosił w 1952 r., charakteryzując działalność A. Cyrańskiego, prezesa ZG PSL: „Owoc jego pracy uwidocznił się w kartkach do głosowania 2-ki, które na terenie gm. Zadzim reprezentowały stronnictwo
Mikołajczyka”61. Warto nadmienić, iż w wyborach z 19 stycznia 1947 r. utworzony został okręg wyborczy nr 9, obejmujący powiaty Łask, Sieradz i Wieluń.
Na liście nr 2 (PSL) umieszczeni tu zostali znani działacze stronnictwa w regionie: Piotr Chwaliński, Józef Balcerzak i Jan Plewiński62. Tylko ten pierwszy –
przywódca ludowców wieluńskich – uzyskał mandat posła do Sejmu Ustawodawczego63.
Po porażce PSL w sfałszowanych wyborach o Sejmu Ustawodawczego rosła siła wpływów SL w województwie, w tym i w powiecie sieradzkim. Niemało
członków PSL przeszło do SL. Organizowane też były nowe struktury propeperowskiego SL. Przykładowo 31 stycznia 1947 r. powstało koło grodzkie SL
w Sieradzu, do którego zapisało się 30 członków. 21 lutego odbyły się wybory
władz tego koła64.
Kluczowym wydarzeniem dla istnienia PSL w Sieradzkiem była narada
działaczy ludowych zorganizowana 9 marca 1947 r. Spotkało się kilkudziesięcioosobowe grono aktywistów SL, PSL i PSL –„Nowe Wyzwolenie”. Jak relacjonowano w „Dzienniku Ludowym”:
„Oto w tym dniu istniejące w powiecie trzy polityczne organizacje chłopskie
– SL, PSL i „Nowe Wyzwolenie” – połączyły się w jednej organizacji Stronnictwa Ludowego. Od tego dnia na terenie powiatu sieradzkiego wszyscy chłopi –
__________
60
Tamże, Doniesienie Gminnego Komitetu SL do UBP w Seradzu z 16 X 1949 r., k. 32.
Tamże, sygn. pf.12/2514, Doniesienie inf. ps. „Sęk” z 4 VIII 1952 r., k. 29. Lista wyborcza PSL w tym okręgu miała nr 2. Por. także: A. Głowacki, K. Lesiakowski, M. Nartonowicz-Kot, L. Olejnik, dz. cyt., s. 162.
62
Listy kandydatów do Sejmu, „Gazeta Ludowa”, nr 5, 5 I 1947, s. 1.
63
Opozycja parlamentarna w Krajowej Radzie Narodowej i Sejmie Ustawodawczym
1945–1947, wybór, wstęp i opracowanie R. Turkowski, Warszawa 1997, s. 292. W regionie
łódzkim mandaty z list PSL uzyskali – poza Piotrem Chwalińskim – także: Stanisław Bańczyk
(okręg w Piotrkowie) i Andrzej Witos (Zgierz).
64
Prace Stronnictwa Ludowego, „Zielony Sztandar”, nr 10/9 III 1947, s. 12; Z życia
Stronnictwa Ludowego. Sieradz, „Dziennik Ludowy”, nr 57/1 III 1947, s. 5;
61
151
ludowcy są znów zjednoczeni, wchodząc na drogę, jaką w 1931 roku wskazali
Wincenty Witos („Piast”), Stanisław Thugutt („Wyzwolenie”) i Jan Dąbski
(Stronnictwo Chłopskie), tworząc Stronnictwo Ludowe.[...] 65.
W relacji prasowej ważną rolę w doprowadzeniu do porozumienia różnych
odłamów ruchu ludowego w Sieradzkiem przypisano Stanisławowi Janczakowi,
wójtowi z Charłupi Małej.
Ukoronowanie procesu zmian w ruchu ludowym w Sieradzkiem był zjazd
powiatowy SL odbyty w niedzielę 30 marca 1947 r., połączony z uroczystością
wręczenia i poświęcenia sztandaru tej struktury. W relacji organu prasowego SL
„Dziennika Ludowego” tak oceniano to wydarzenie:
„Głównym aktem zgromadzenia było poświęcenie i wręczenie Sztandaru SL
ufundowanego przez chłopów Sieradzan, którzy – jedni z pierwszych – stanowią
zwarty front zgrupowany w Stronnictwie Ludowym. Stało się to 9 marca br. Na
wspólnym zebraniu wszystkich odłamów stronnictw chłopskich, gdzie postanowiono zjednoczyć się celem wzmocnienia własnej pozycji w powiecie i w państwie, dając tym samym przykład wszystkim chłopom całej Rzeczypospolitej”66
Uroczystościom w Sieradzu nadano bardzo wysoką rangę. Obecni na nich
byli m.in. prezes NKW SL Wincenty Baranowski, delegat NKW SL wiceminister Tadeusz Rek, nowo mianowany wojewoda łódzki Piotr Szymanek, posłowie
SL, starosta powiatowy, przedstawiciele partii robotniczych.. Po uroczystej mszy
świętej w kolegiacie sieradzkiej odbyło się poświęcenie sztandaru, po czym
w pochodzie zebrani udali się do Sali Teatru Miejskiego, gdzie przeprowadzono
dalszą część ceremonii. Wedle relacji prasowych, dla części zgromadzonych
zabrakło miejsca w sali teatralnej. W końcowej części uroczystości: „uchwalono
spontanicznie rezolucję, domagającą się utrwalenia naszych praw do Ziem Zachodnich, jak również wezwano wszystkich chłopów na całym obszarze państwa
do jednoczenia się w Stronnictwie Ludowym”67.
Zamykając tę imprezę prezes ZP SL Władysław Domagała zaprosił zebranych na wieczorne przedstawienie w miejscowym teatrze.
Formalnie data ta – 30 marca 1947 r. – kończy powojenny etap historii PSL
w Sieradzkiem. Jednak nie wszyscy pogodzili się z likwidacją swojego stronnictwa. Niewiele pozostało na ten temat źródeł. Te zachowane szczątkowe relacje
wskazują na próby wznowienia wiosną 1947 r. działalności PSL w Sieradzkiem.
Być może – a raczej prawdopodobnie – jakiś delegat niezależnych ludowców
z powiatu sieradzkiego uczestniczył w konferencji wojewódzkiej PSL w Łodzi,
odbytej 15 marca, czyli już po opisywanym „zjednoczeniowym” spotkaniu lu-
__________
65
Dobry przykład Sieradza, „Dziennik Ludowy”, nr 89/ 2 IV 1947, s. 1. Por. także: Prace
SL, „Zielony Sztandar”, nr 13/30 III 1947, s. 12. Wg tego czasopisma w konferencji sieradzkiej wzięło udział „trzydziestu kilku” działaczy,
66
Wielka manifestacja chłopów sieradzkich. Nowy sztandar Powiatowego Zarządu SL,
„Dziennik Ludowy”, nr 89/2 IV 1947, s. 3.
67
Tamże.
152
dowców sieradzkich. We wspomnianej konferencji wzięli udział m.in. S. Mikołajczyk i S. Bańczyk oraz nie wymienieni z nazwiska posłowie PSL. Jak relacjonowano w „Gazecie Ludowej” „Wszystkie powiaty województwa delegowały
swoich przedstawicieli celem złożenia sprawozdań z sytuacji powyborczej i organizacyjnej” [...]68. Konferencja ta była chyba ostatnim takim publicznym wystąpieniem ludowców w Łódzkiem z poparciem polityki prezesa stronnictwa S.
Mikołajczyka.. Równocześnie jednoznacznie wypowiedziano się przeciw działaniom opozycyjnej grupy w PSL, skupionej wokół Józefa Niećki i wydawanego
przez niego czasopisma „Chłopi i Państwo”.
Wkrótce po opisywanej konferencji aktywu PSL w Łodzi – w kwietniu
1947 r. podjęta została próba reaktywowania działalności PSL w powiecie sieradzkim. Dysponujemy jednak na ten temat niezwykle szczątkowymi materiałami. Dotyczą one głównie gminy Zadzim. Wtedy to A. Cyrański, wcześniej jak
wiadomo gminny prezes PSL, w porozumieniu z ZW PSL w Łodzi zaczął rozprowadzać nowe legitymacje PSL zaufanym osobom69. Zapewne ówczesne działania PSL były już dokładnie „monitorowane” przez UBP. Cyrański przekazał
kilku osobom wspomniane legitymacje, ale już na początku maja część z nich
była zatrzymana i przesłuchiwana przez funkcjonariuszy sieradzkiego PUBP.
Zatrzymano i przesłuchiwano m.in. Jana Błaszczyka i Stanisław Kubiaka. Zatrzymanie tego drugiego mogłoby świadczyć o tym, że akcja reaktywowania
działalności PSL w powiecie sieradzkim nie ograniczała się do gminy Zadzim..
Kubiak był jednym z liderów PSL w gminie Wierzchy (wedle jego twierdzeń był
wtedy prezesem KG PSL w Wierzchach)70. Po maju 1947 r. nie odnotowujemy
jakichkolwiek przejawów działalności PSL na opisywanych terenach. Antoni
Cyrański zdecydował się na wyjazd do rodziny, do Łodzi, choć nie zerwał całkowicie kontaktów z dotychczasowym środowiskiem.
Rozkład PSL w powiecie sieradzkim doprowadził do wzmocnienia siły SL.
Wielu bowiem dotychczasowych działaczy i członków ogniw terenowych stronnictwa S. Mikołajczyka zasiliła propeperowskie ugrupowanie na wsi. SL było
zdominowane przez działaczy, którzy przynajmniej werbalnie deklarowali ścisłą
współpracę z PPR.
Proces przechodzenia działaczy PSL do SL był obserwowany przez aktyw
PPR. W Ankiecie sprawozdawczej Koła PPR w Wierzchach za listopad 1947 r.
odnotowano, że prawie wszyscy członkowie PSL przeszli do SL. W relacji sekretarza koła wiejskiego PPR w Chodakach, PSL legalnie nie istniał, jednak
__________
68
Konferencja wojewódzka PSL w Łodzi, „Gazeta Ludowa”, nr 81, 23 III 1947, s. 3.
Dostarczył legitymacje PSL: Janowi Błaszczykowi, Stanisławowi Kwiatosińskiemu,
Marii Gruchot i Wincentemu Liseckiemu. Por. tamże, Protokół przesłuchania podejrzanego
Antoniego Cyrańskiego z 20 VIII 1947 r., k. 7.
70
Tamże, Protokół przesłuchania podejrzanego Stanisława Kubiaka 4 V 1947 r., k. 3.
69
153
dalej „prowadzi podziemną robotę i sieje propagandę polityczną”71. Miesiąc
wcześniej w Ankiecie Koła Wiejskiego w Zalesiu znajdujemy taką ocenę: „Ludność w większej części jest zapatrywań senacyjnych [sanacyjnych? – przyp.
L.O.]. Pomimo, że nie widzą przyszłości swej, lecz jednak wierzą w swą organizację PSL i swego wodza Mikołajczyka”72. W sprawozdaniu KG PPR w Zadzimiu za kwiecień 1948 r. narzekano, iż: „Współpraca między PPR a SL nie układa
się pomyślnie, gdyż na czołowych stanowiskach [w] SL są [osoby wywodzące się
z] PSL”73.
W listopadzie 1949 r. miało miejsce połączenie resztek PSL opanowanych
przez zwolenników współpracy z komunistami z SL. W konsekwencji powstało
Zjednoczone Stronnictwo Ludowe (ZSL). W przypadku powiatu sieradzkiego
nie było wtedy „zjednoczenia”, a jedynie zmiana nazwy z SL na ZSL, bowiem
jak już wspomniano struktury PSL w powiecie zostały zlikwidowane w pierwszych tygodniach 1947 r.
Aneks
Rezolucja Zjazdu powiatowego PSL w Sieradzu w dniu 12 maja1946 r.
„Rezolucja
Zjazd Powiatowy PSL pow. Sieradzki w dniu 12 maja 1946 r. po wysłuchaniu referatu politycznego stwierdza, że:
a) zdecydowane były wystąpienia nasze przed wojną przeciw prohitlerowskiej polityce [Józefa] Becka i [Józefa] Piłsudskiego. W związku z tym
konfiskowano pisma nasze i aresztowano działaczy za przemówienia
publiczne.
b) Nigdy nie zrzekliśmy się na korzyść Niemiec Gdańska i Śląska.
c) Niezwłocznie po wkroczeniu Niemców rozpoczął Ruch Ludowy zdecydowaną walkę z okupantem. Nie czekaliśmy z tym kilka lat, jak pewne
grupy, które dziś gołosłownie zarzucają nam bierność.
d) Pierwsi w Polsce rozpoczęliśmy jeszcze w roku 1942 zaczepną walkę
partyzancką (w Zamojszczyźnie). Uczyniły to Bataliony Chłopskie. Jest
to chluba chłopów i ich organizatorów – Ruchu Ludowego. Tym zaś,
którzy chcą chłopów zepchnąć na szary koniec w rządzeniu krajem
przeszkadza fakt, że my byliśmy pierwszymi na froncie zbrojnej walki
__________
71
APŁ, KP PPR w Sieradzu, sygn. 10, Ankieta sprawozdawcza Koła w Chodakach za listopad 1947 r. , k. 86.
72
Tamże, Ankieta sprawozdawcza z Zadzimia (Koło w Zalesiu) za październik 1947 r., k.
114.
73
Tamże, sygn. 14, Miesięczne sprawozdanie KG PPR w Zadzimiu za IV 1948 r., k. 43.
154
z hitleryzmem. Starają sie więc przemilczeć to lub gołosłownie zaprzeczać.
e) Ruch ludowy wytworzył jedyną w Polsce masową, obejmującą cały kraj
organizację chłopską polityczno-wojskową (BCh). Objął rząd dusz całej
wsi. N a Ruchu Ludowym głównie oparte były tajne rządy, które na wielu połaciach kraju, wbrew okupantowi, rzeczywiście kierowały w podziemiach walka z okupantem.
f) W wyniku naszej działalności masy chłopskie miały zdecydowana
i ofiarna postawę przeciwko okupantowi, czego między innymi wyrazem była ofiarna pomoc dla wszystkich oddziałów partyzanckich antyniemieckich, zarówno polskich jak i sowieckich. Należy podkreślić, że
ze strony chłopów nie było denuncjacji, chociaż cała wściekłość okupanta zwracała się przeciw bezbronnej ludności wiejskiej.
g) Ten masowy ruch nasz wespół z Kierownictwem Walki Cywilnej głównie wytwarzał opór czynny i bierny ludności. Jak stwierdził niedawno
w rozmowie z delegacją Polskich Związków Zawodowych Generalissimus Stalin, Niemcy na polskim froncie wewnętrznym musieli trzymać
10 dywizji i była to wielka pomoc, odciążając front bojowy sowiecki
(przemówienie nie było publikowane).
h) Ruch ludowy walczył w czasie konspiracji w prasie i w terenie z wszelkimi dążeniami NSZ-tu do osłabienia walki z Niemcami. Ruch ludowy
piętnował publicznie wszelkie mordy bratobójcze i podawał fakty
(zwłaszcza w agencji „wieś”) mordów, napaści lub denuncjacji NSZ dokonywanych na członkach Ruchu Ludowego i innych organizacji.
i) Wystąpienia [Tomasza] Arciszewskiego krytyczne odnośnie naszej granicy zachodniej, spotkały się ze zdecydowanym odporem Ruchu Ludowego nie tylko na terenie zagranicznym na czele z prezesem [Stanisławem] Mikołajczykiem, ale i w kraju.
j) Dziś nie zawsze możemy wyrazić swą jednomyślność z Narodem
w sprawie granic zachodnich i wrogości do Niemców. Z jakichś niezrozumiałych względów np. podczas uroczystości w Szczecinie członkowie
PSL byli zatrzymywani przy wjeździe do miasta, a ci którzy zdołali się
dostać i zorganizować w liczbie tysiąca, nie byli dopuszczeni do pochodu.
Niemcy są naszymi wrogami śmiertelnymi.
Chłopi i ich reprezentacja PSL niezachwianie walczyli i walczą z hitleryzmem.
Zdecydowanie będziemy odpierać gołosłowne oszczerstwa – nie damy się
zepchnąć z naszej drogi.
155
Zjazd Powiatowy PSL w Sieradzu domaga się od Rządu Jedności Narodowej przeprowadzenia w jak najszybszym czasie swobodnych, opartych na ordynacji wyborczej i Konstytucji z 1921 r. wyborów do parlamentu.
Jan Plewiński” [podpis odręczny]
Źródło: AIPN Łd, sygn. pf 10/693, t. I, k. 20.
Summary
In the article introduced selected problems of the functioning of an independent
peasant movement in district Sieradz in the first years after the Second World War.
After the creation of the Provisional Government of National Unity and after
the return of former Prime Minister in Exile Stanisław Mikołajczyk to the country
there are major changes in the peasant movement. Formed an independent Polish
Peasants Party, which is popular opposition to strengthen their authority Communists.
In province of Łódź the party formed in the autumn 1945. This happens
through massive transformation of local organizations already existing Peasants Party
(Stronnictwo Ludowe – SL) in the structure of the Polish Peasants Party (Polskie
Stronnictwo Ludowe – PSL). Of the constitution – 17th November 1945 – for about
half of next year PSL in district Sieradz developed fast. Since then, Communists
authorities have intensified the fight against the party led by S. Mikołajczyk. Secessions were inspired in the ranks of PSL, eliminated the influence of this group in
local power structures and above all, party activists were repressed in a wide range.
Mass arrests were intended to intimidate that political environment. Consequently of
such actions at the turn of 1946 and 1947 the activities of PSL froze. In March 1947
some members and activists of PSL in district Sieradz went to the pro-Communist
SL.
Spring 1947, inspired by The Provincial Board of PSL in Lodz, in district
Sieradz have been made recovery attempts of indepentent PSL. Communist Security
Apparatus prevented them effectively.
156
Paweł Dzieciński
Absolwent Uniwersytetu Łódzkiego
Problemy wiejskie w systemie bezpieczeństwa wewnętrznego
w ujęciu geopolitycznym
Zachodzące ostatnio w świecie wydarzenia pokazują wyraźnie z jak poważnymi zagrożeniami bezpieczeństwa wewnętrznego muszą się liczyć poszczególne państwa i całe regiony. Dotyczy to oczywiście nie tylko państw arabskich,
ale i innych, wyżej od nich rozwiniętych. Bynajmniej nie są wolne od tego typu
niebezpieczeństw, jak to zresztą znakomicie pokazują wydarzenia ostatnich lat
w Grecji, na Węgrzech i w innych krajach, państwa należące do intensywnie
jednoczącej się Unii Europejskiej1.
W poszczególnych krajach, jeśli chodzi o bezpieczeństwo wewnętrzne oraz
stabilność systemów politycznych, dane regiony grają określoną rolę w zależności od warunków lokalnych. Szczególnie specyficzny wpływ na kształtowanie się
bezpieczeństwa krajowego mają tereny wiejskie będące specyficznym obszarem
ze względu zarówno na rozległość, problemy komunikacyjne, jak i różną od
rejonów zurbanizowanych sytuację społeczno-ekonomiczną. Specyfiki problemu
dopełnia stosunek zamieszkującej tereny wiejskie ludności do głównych nurtów
przemian społeczno-politycznych, zachodzących z reguły w pierwszym rzędzie
w głównych ośrodkach kraju, a dopiero potem rozprzestrzeniających się na
mniejsze ośrodki2. Specyficzną cechą tego obszaru, bardzo istotną z punktu widzenia bezpieczeństwa kraju jest silniejsze w porównaniu z ośrodkami miejskimi
przywiązanie do tradycji i związanych z nią wartości. Istotną rolę pełni też wyższy niż w miastach stopień zdyscyplinowania społecznego. Większe jest też
poczucie odpowiedzialności za losy najbliższego rejonu i silniejsze są też z nim
związki emocjonalne3.
Z drugiej jednak strony istnieje tradycyjny konflikt ekonomiczno-mentalny
na linii miasto–wieś, w normalnych warunkach utajony, odżywający jednak
w warunkach kryzysowych, jak to wielokrotnie miało miejsce w przeszłości4.
Istotnym więc pytaniem jest to czy w warunkach możliwych zagrożeń tereny
wiejskie tereny wiejskie w przyszłości staną się oazą spokoju czy też z nich
wyjdzie kiedyś mniej lub bardziej groźna burza.
__________
1
P. Moszyński, Nienawidzimy Europy, „Newsweek”, 3 VII 2011, s. 64.
Ł. Wójcik, Oszukać przeznaczenie, „Przekrój”, 27 VI 2011, s. 16.
3
Z. Rykiel, Podstawy geografii politycznej, Warszawa 2006, s. 91.
4
D. J. Walmsley, G. J. Lewis, Geografia człowieka. Podejścia behawioralne, Warszawa
1997, s. 132.
2
157
W minionych okresach dziejów Europy tereny wiejskie były wielokrotnie
obszarem zaburzeń i zagrożeń dla wewnętrznego bezpieczeństwa. Wiązały się
one w czasie przeważnie z okresami spowodowanych przez różne przyczyny
/wojny, nieurodzaje itp./ długotrwałych załamań ekonomicznych owocujących
sytuacją głodową5. W średniowieczu poziom gospodarki rolnej był bardzo niski
i nawet stosunkowo niewielkie zawirowania prowadziły do istotnych braków
żywnościowych. W dodatku ucisk feudalny potrafił się w takich wypadkach
nasilać, gdyż panowie feudalni lubili koszty kryzysów przerzucać na barki biedujących chłopów, a mieli taką możliwość z uwagi na ich dominującą pozycję
w ówczesnym systemie politycznym6.
Poziom kontroli państwowej był na terenach wiejskich zawsze utrudniony
z uwagi na odległość od centrów sprawowanie władzy oraz warunki terenowe
umożliwiające często uciskanej ludności stosowanie różnych form biernego
i czynnego oporu. Z drugiej strony warunki życia na obszarach wiejskich wytwarzały pewien rodzaj silnego konserwatyzmu i przywiązania do tradycji oraz co za
tym idzie znaczną odporność ludności na wszelkie formy wywrotowej i obrazoburczej agitacji dokonywanej z zewnątrz7. W toku rozwoju systemu feudalnego
nastąpiło wykształcenie się form organizacyjno-ustrojowych, których kształt stał
się w dużym stopniu wykładnią istniejących na danym obszarze warunków naturalnych. Generalnie panowała zasada, że im lepsze do uprawy ziemie i im lepsza
dostępność terytorialna osad ludzkich, tym większe mogli feudałowie narzucać
chłopom ciężary i bardziej ich od siebie uzależniać. Tereny bagienne, lesiste czy
górzyste sprzyjały uzyskiwaniu przez ludność wiejską większych swobód
i uprawnień. Przykładem może być specyficzna pozycja górali w większości
europejskich krajów8.
Większej niezależności i swobodom ludności wiejskiej sprzyjały też będące
obszarem konfliktów tereny pogranicza, często położone na ważnych strategicznie i handlowo szlakach. Feudalni władcy starając się zabezpieczyć swoje interesy w danym rejonie nadawali zamieszkującej te ziemie ludności określone przywileje. Tak było w przypadku alpejskich kantonów Uri oraz Schwytz, których
ludność otrzymała od cesarza Fryderyka II przywileje, równające się faktycznej
niezależności, w zamian za pilnowanie przejścia przez przełęcz św. Gotarda.
Obrona tych praw wobec zakusów Habsburgów doprowadziła w konsekwencji
do wywalczenia przez Szwajcarów niepodległości9. Osiedlający się na pograni-
__________
5
Z. Lach, J. Skrzyp, Geopolityka i geostrategia, Warszawa 2007, s. 103.
L. Dumont, Homo hierarchicus, System kastowy i jego implikacje, Kraków 2009, s. 131.
7
P. Bartosiewicz, Geografia polityczna i geopolityka, Chełm 2008, s. 164.
8
P. M. Regan, Civil Wars and Foreign Powers Outside Intervention in Intrastate Conflict,
Michigan 2000, s. 29.
9
B. Zientara, Historia Powszechna Średniowiecza, Warszawa 1996, s. 431.
6
158
czu polsko-tatarskim kozacy szybko stali się na terenach rozciągających się wokół Dzikich Pól istotnym czynnikiem militarno-politycznym10.
Generalnie bunty o większym zasięgu na obszarach wiejskich różniły się od
buntów miejskich swoim pulsacyjnym charakterem. Bunty czy powstania na
terenach silnie zurbanizowanych miały często gwałtowny i masowy charakter
połączony z silną kulminacją energii powstańczej i często z szybko wyłaniającym się przywództwem, które dość łatwo potrafiło znaleźć sobie posłuch szerszych mas. Było to w znacznym stopniu związane z lepszymi możliwościami
komunikacyjnymi i większą podatnością bardziej pozytywnie psychicznie nastawionej do wszelkich zmian ludności miast. Dodatkowym czynnikiem było to,
iż środowisko miejskie było zawsze wewnętrznie mniej zróżnicowane od wiejskiego i bardziej podatne na jednoczesne uderzenia zjawisk kryzysowych /głód,
niedostatek/, niż rozrzucona w przestrzeni o zróżnicowanych warunkach terytorialnych odpowiadająca mu liczebnie społeczność wiejska. Dodatkowo jeszcze
mieszkańcy jednego lub kilku blisko położonych miast czuli się często zagrożeni
wyzyskiem przez jeden ośrodek, zaś ludność chłopska poddana była uciskowi
różnych panów feudalnych11. Na obszarach wiejskich bunty obejmowały przeważnie nieduży i stosunkowo jednorodny obszar, a jeśli objęły już większy, to
kulminacje poszczególnych zajść przypadały na różnych terenach w innych
terminach, szczytując wtedy, gdy gdzie indziej napięcie już wygasało, co ułatwiało władzom tłumienie tych zajść. Istniał również problem z wyłonieniem
przez szeregi powstańcze ścisłego kierownictwa. Przeważnie odbywało się to
tak, iż idee powstańcze przenosiły z jednego rejonu do drugiego grupy uzbrojonych aktywistów, co sprzyjało wygaszaniu powstania na terenach, które opuścili12.
Bunty na obszarach zurbanizowanych były zawsze groźniejsze dla państwa,
gdyż uderzały bezpośrednio w główne centra życia politycznego i gospodarczego
zagrażając czasem bezpośrednio głównemu ośrodkowi władzy. Bunty i powstania na obszarach wiejskich odbywały się też przeważnie w poważniejszej skali
na terenach pogranicznych i nawet, jeśli kończyły się sukcesem, to nie stanowiły
zagrożenia dla samego centrum władzy państwowej13.
Większa skala buntu na terenach wiejskich miała z reguły miejsce na skutek uciążliwości bytowych stworzonych przez długotrwałe działania wojenne
łączące się z osłabieniem władzy. Przykładem takiego masowego buntu zrozpaczonych chłopów może być francuska żakeria z 1358 roku, kiedy to działania
wojenne czasów wojny stuletniej wyniszczyły tereny północnej Francji przyczy-
__________
10
A. Wyczański, Szlachta polska XVII wieku, Warszawa 2001, s. 204.
R. L. Hughes, R. C. Ginnet, G. J. Curphy, Leadership Enhancing the Lessons of Experience, New York 2006, s. 281.
12
K. Schloegel, W przestrzeni czas czytany: o historii cywilizacji i geopolityce, Poznań
2009, s. 83–85.
13
B. Russel, Władza Nowa analiza społeczna, Warszawa 2001, s. 107.
11
159
niając się do wybuchu żywiołowego powstania chłopskiego, które jednak mimo
swego masowego charakteru nie było w stanie zagrozić ówczesnemu systemowi
władzy. O wiele groźniejszy był dla monarchii francuskiej współczesny tym
wydarzeniom bunt Stefana Marcela w Paryżu, który wskutek prężniejszej organizacji był w stanie wymusić przynajmniej częściowe ustępstwa korony. Natomiast powstanie chłopskie zostało utopione we krwi zbiorowym wysiłkiem przerażonych feudałów14.
Innym wybitnym przykładem charakterystycznego wielkiego powstania
chłopskiego późniejszego o prawie 200 lat jest tzw. wojna chłopska w Niemczech z lat 1524–1525. Rozgrywała się ona na kanwie ogólnego zarówno ideowego jak i organizacyjno-gospodarczego kryzysu feudalizmu. Nie było to
oczywiście jedno ściśle zorganizowane powstanie, ale rodzaj wielkiego fermentu
społecznego przyjmującego formę zbrojną, który rozlał się na rozległych przestrzeniach między Renem, Łabą a Alpami i Morzem Północnym dezorganizując
kompletnie na tym obszarze życie społeczno-polityczno-gospodarcze. Powstańcy
jednakże z trudem jedynie potrafili wyartykułować swoje postulaty, a już zupełnie nie byli w stanie wykreować jednolitego przywództwa i skoordynować działań zbrojnych. Do wystąpień dochodziło raz po raz w poszczególnych rejonach
na zasadzie pulsacji. W jednych częściach objętego wojną chłopską obszaru
wybuchały walki, podczas gdy w innych właśnie wygasały. Wystąpienia te nie
osiągnęły nigdy wspólnej kulminacji, w rezultacie czego mogły być sukcesywnie
tłumione przez znacznie słabsze liczebnie, ale sprawniejsze siły feudałów. Na
tych rozległych obszarach powstańców zawiodła komunikacja między poszczególnymi ośrodkami buntu. Z drugiej strony istniejące na obszarze Rzeszy rozdrobnienie władzy oraz występujące równolegle w społeczeństwie konflikty
ideowo-religijne również utrudniały feudałom odpowiednio szybką reakcję powodując trudności ze stłumieniem ruchu. Ostatecznie klęska Tomasza Muenzera
pod Frankenhausen doprowadziła do zdławienia oporu powstańców. Jak w wielu
tego typu przypadkach najpierw musiał wyładować się zapas nagromadzonego
od dłuższego czasu gniewu ludności uciskanej wsi. Potem dopiero wraz z opadaniem emocji i słabnięcie powstańczego zapału mogło nastąpić stłumienie ruchu
zakończone oczywiście okrutnymi represjami15. Cechą charakterystyczną buntów wiejskich było również to, że czynnik czasu działał na niekorzyść powstańców. Ponieważ rewolta w żadnym momencie nie osiągała wspólnej dla całego
obszaru objętego buntem kulminacji, a w poszczególnych częściach tego terenu
występowała ona kolejno w miarę rozszerzania się powstania, to władze po
opadnięciu fali emocji mogły wybiórczo podjąć kontrakcję izolując i niszcząc
poszczególne grupy powstańców.
__________
14
15
160
J. Baszkiewicz, Historia Francji, Wrocław 1974, s. 152–154.
W. Czapliński, A. Galos, W. Korta, Historia Niemiec, Wrocław 1990, s. 241–243.
W Europie Zachodniej po ugruntowaniu się monarchii absolutnych bunty
na obszarach wiejskich przestały stanowić wielkie zagrożenie. Mimo, iż występowały wielokrotnie jak np. powstanie kamizardów za Ludwika XIV i nie ominęły nawet czasów rewolucyjnej Francji jak tzw. wielka trwoga czy powstanie
w Wandei, to z uwagi na ograniczony terytorialnie zasięg nie były w stanie naruszyć struktury narodowego państwa. Bunty na terenach wiejskich miały wówczas
różne przyczyny, ale zawsze były z uwagi na swoją żywiołowość i ograniczony
zasięg terytorialny skazane na porażkę w starciu z potężnym aparatem biurokratycznym nowoczesnego państwa16.
Trochę inaczej wyglądała sprawa powstań chłopskich na wschodzie Europy. Główną różnicę stwarzały tu warunki geograficzne. Małe zróżnicowanie
pionowe rozległych przestrzeni powodowało dość łatwe i w stosunkowo szybkim
tempie rozprzestrzenianie się powstań pozwalając im uniknąć typowego dla
zachodniej Europy pulsacyjnego charakteru. Dość łatwo również udawało się
wytwarzać w miarę ścisłe kierownictwo powstańcze. Wynikało to głównie
z tego, iż powstania te miały z reguły charakter rewolt kozackich i rodziły się na
obrzeżach pogranicznych zamieszkałych przez ludność zorganizowaną wojskowo, a wszelkie postępy terytorialne powstań polegały głównie na przemieszczaniu się powstańców, do których dołączały się rzesze zrewoltowanych chłopów.
Tego typu powstania miały miejsce zarówno na południowo-wschodnich terenach Rzeczypospolitej Szlacheckiej jak i w Rosji. Ostatnie z nich to powstanie
Jemieliana Pugaczowa na Powołżu w latach 1773–177417.
Wygaśnięcie buntów chłopskich wraz z końcem XVIII wieku w większości
krajów europejskich wiązało się z zajściem ważnych procesów rozwojowych.
Z jednej strony nastąpiło poważne wzmocnienie narodowych państw, które dzięki potężnie rozwiniętym aparatom wojskowo-policyjno-administracyjnym posiadały skuteczne narzędzia do łatwego tłumienia słabo skoordynowanych buntów
na terenach wiejskich. Z drugiej strony na obszarach Europy Zachodniej pod
wpływem rewolucji francuskiej i wojen napoleońskich nastąpiło zlikwidowanie
tradycyjnych stosunków feudalnych, a chłopi francuscy uczestnicząc w wyprawach „małego kaprala” uzyskali niepodważalną świadomość narodową. Głównie
na terenach wiejskich Francji rozwinęła się za czasów restauracji legenda napoleońska18. Z czasem nastąpił też dość wyraźny postęp kulturalno-oświatowy
i wieś zaczęła też korzystać z ogólnego postępu. Zburzenie stosunków feudalnych i rozwój kapitalizmu sprawiły, że główne epicentrum konfliktów społecznych przeniosło się do miast i ośrodków rozwijającego się przemysłu. Tam dochodziło do zasadniczych konfliktów klasowych i ideologicznych. Rolę wentyla
bezpieczeństwa na wsi pełniła nasilająca się stale emigracja ze wsi do szybko
__________
16
17
M. Garaud, R. Szramkiewicz, La Revolution Francaise et la Famille, Paris 1978, s. 82.
C. J. H. Hayes, M. W. Baldwin, Ch. W. Cole, History of Europe, New York 1956, s.
604.
18
R. Price, Historia Francji, Poznań 2001, s. 168.
161
rozwijających się obszarów zurbanizowanych najbardziej rzutkiego, a jednocześnie buntowniczego i niezadowolonego ze swojej sytuacji elementu, co pozbawiało tereny wiejskie ludzi mogących stanowić kadrowy trzon ewentualnego
buntu. W dodatku rozwój miast stwarzał popyt na artykuły rolne, który przy
ówczesnej technice nie mógł być całkowicie zaspokojony krajową produkcją.
W rezultacie producenci rolni mieli w zasadzie stale zapewniony zbyt na swoje
wyroby, a ich głównym problemem było uzyskiwanie odpowiednich plonów19.
Ludzie nie znajdujący na terenach wiejskich odpowiednich dla siebie środków
utrzymania przenosili się do miast, gdzie tymczasem nasilały się konflikty
i niepokoje. Natomiast wskutek tych procesów wieś francuska i ogólnie rzecz
biorąc zachodnioeuropejska zamieniała się w oazę względnego spokoju społecznego i w stosunku do terenów silnie zurbanizowanych zaczęła stawać się obszarem o silniejszych nastrojach prawicowych20. Skutek był taki, że tereny wiejskie
przestały sprawiać problemy władzy państwowej, a co więcej stały się filarem,
na którym opierały się rządy II Cesarstwa i III Republiki21.
W Europie Środkowej likwidacja zdruzgotanych zawieruchą napoleońską
stosunków feudalnych przebiegała wolniej niż na Zachodzie, jednakże przeprowadzona w państwie pruskim reforma uwłaszczeniowa spowodowała rozładowanie napięć na wsi. Konflikty, które wybuchały w pierwszej połowie XIX wieku, szczególnie na terenie pruskiego Śląska związane były z rozwojem
przemysłu nakładczego i rodziły z siebie bunty tkaczy. W rezultacie skutecznie
kontrolowane przez junkrów tereny wiejskie stały się w Prusach stabilnym obszarem oparcia dla konserwatywnych rządów zarówno przed jak i po zjednoczeniu Niemiec22. Wyjątek stanowiły oczywiście ziemie polskie, ale tu źródłem
konfliktów były problemy narodowościowe.
Przyczyny dominacji konserwatywnych poglądów na terenach wiejskich
Prus były podobne do tych w zachodniej części Europy. Systematyczny odpływ
niezadowolonej z panujących na wsi stosunków części ludności do miast oraz do
zachodniej części Niemiec, a nawet za ocean prowadził do eliminacji z tych
obszarów ludzi aktywnych a jednocześnie niezadowolonych, tworzących swoją
obecnością w określonych warunkach wybuchowo-buntowniczą mieszankę.
Z drugiej strony szybko rosnące miasta Niemiec tworzyły duży popyt na produk-
__________
19
R. Schnerb, Europa im 19 Jahrhundert Europa als Weltmacht / 1815–1914/, Muenchen
1983, s. 490–491.
20
J. Agnew, S. Corbridge, Mastering Space Hegemony, territory and international political
economy, London and New York 1995, s. 96.
21
Y. Lemel, Les classes sociales, Paris 2004, s. 34.
22
R. Dahrendorf, Klasy i konflikt klasowy w społeczeństwie przemysłowym, Kraków
2008, s. 97.
162
ty żywnościowe stwarzając ludziom żyjącym z rolnictwa i obsługującego je
przemysłu stabilne źródło dochodu23
Również w Austrii, mimo początkowego braku reformowania stosunków
wiejskich, władzom państwowym szermującym propagandowym hasłem przeciwstawiającym „dobrego cesarza” „złym panom feudalnym” udało się pozyskać
poparcie ze strony ciemnych i zacofanych chłopów przeciw faktycznie dążącym
do zniesienia ograniczeń feudalnych liberałom i opozycyjnie nastawionej ze
względów narodowych szlachcie. Właśnie przeciw patriotycznie nastawionej
szlachcie wspierającej antyaustriackich powstańców skierowany był ostatni
wielki bunt chłopski na ziemiach polskich tzw. rabacja galicyjska24. Niepohamowany wybuch chłopskiego gniewu skłonił jednak do namysłu zarówno władze austriackie jak i opozycję, czego efektem było dość łatwe przeprowadzenie
oczekiwanego przez chłopów uwłaszczenia. W późniejszym okresie praktyka
współpracy władz potężnego jeszcze mocarstwa z arystokracją i szlachtą zależnych narodów spowodowała skuteczne sparaliżowanie większych buntów ludności wiejskiej, mimo iż w zacofanych rejonach Austro-Węgier panowała nędza25.
W przeciwieństwie do bardziej rozwiniętych obszarów Europy producenci rolni
nie odczuwali tu dobrodziejstwa koniunktury, ponieważ rynek lokalny z powodu
małego zurbanizowania nie dawał możliwości korzystnego zbytu. Możliwości
eksportu nie było z uwagi na rosyjskie czy pruskie taryfy celne, a na rynku cesarstwa królowało zboże węgierskie. Ponieważ jedynie w zachodniej części AustroWęgier szybsze procesy urbanizacyjne dawały możliwość odpływu nadmiaru
ludności wiejskiej do miast, to na pozostałych obszarach w tym w Galicji, tą rolę
mogła spełniać tylko emigracja za ocean. Mimo jednak nędzy i raz po raz
wstrząsających terenami wiejskimi napięć klasowych nowoczesne struktury
państwa wraz z podniesieniem wśród chłopów oświaty i wciągnięciem ich przedstawicieli do działalności politycznej były w stanie zapobiec z zadziwiającą
skutecznością większym antysystemowym wystąpieniom na terenach wiejskich26.
Na wschodzie Europy państwo carskie zdołało sobie pozyskać do współpracy najbardziej buntowniczy żywioł wiejski czyli kozaków. Zanik płonącego
i niczyjego pogranicza oraz rozwój struktur państwowych przyczyniły się do
zlikwidowania ich samodzielności politycznej27. Władze rosyjskie doskonale
zdawały sobie sprawę z tego, iż mimo zaniku w warunkach nowoczesnej wojny
__________
23
K. Szafer, Ziemiaństwo jako elita społeczeństwa polskiego w Wielkopolsce na przełomie XIX i XX wieku, Zielona Góra 2005, s. 38.
24
H. Hantsch, Die Geschichte Oesterreichs, Graz–Wien–Koeln 1962, t. II, s. 322.
25
R. A. Kann, Geschichte des Habsburgerreiches 1526 bis 1918, Wien–Koeln 1990, s.
578.
26
E. Niederhauser, A History of eastern Europe since the middle ages, New York 2003, s.
358.
27
M. Heller, Historia Imperium Rosyjskiego, Warszawa 2000, s. 624, 631.
163
bojowego znaczenia struktur kozackich, to jednak siły ludzkie kozaków stanowiły znakomity materiał wojskowy, a ich znaczenie dla utrzymania porządku było
wprost nieocenione28. Zważywszy ich buntowniczy w razie przejścia do opozycji
charakter nie można ich było pozostawić własnemu losowi, gdyż niosło to groźbę ich niebezpiecznych buntów. Najlepszym rozwiązaniem, które właśnie zastosowano, było wciągnięcie ich do dyscyplinującej służby wojskowo-policyjnej na
korzystnych dla nich warunkach materialnych. W rezultacie w ostatnich dziesiątkach lat istnienia reżimu carskiego byli jego podporą29.
Opóźnienie w rozwoju społeczno-gospodarczym sprawiło, iż Rosja później
niż inne kraje europejskie stanęła w obliczu konieczności zreformowania systemu pańszczyźnianego. W tym wypadku początek wrzenia i wzrostu nastrojów
buntowniczych na wsi zbiegł się z narastającym w szerokich kręgach społeczeństwa oraz na samym carskim dworze przekonaniem o konieczności zmiany anachronicznych wobec szybko rozwijającej się Europy stosunków wiejskich. Ukazała tą potrzebę wyraźnie klęska w konfrontacji militarnej z państwami Zachodu
w czasie wojny krymskiej30. Rozwiązanie problemu pańszczyźnianego umocniło
na wsi autorytet cara na tyle, że tereny wiejskie dalej mogły być uważane za
miejsce oparcia politycznego caratu w przeciwieństwie do szybko rozwijających
się wraz z postępem kapitalizmu ośrodków robotniczych31.
Zawiodły pierwsze próby narodników wywołania rewolucyjnych wystąpień
na wsi. Tzw. „szalone lato’ w 1874 roku, kiedy to grupy rewolucyjnie nastawionych młodych ludzi wyruszyły na rosyjską wieś, aby namawiać chłopów do
buntu przeciw carskiemu reżimowi, skończyło się aresztowaniami i głośnym
procesem32.
W obliczu zagrożenia ruchem rewolucyjnym carat próbował jeszcze bardziej szukać poparcia w środowisku wiejskim starając się pozyskać bogatszych
chłopów, czemu miała służyć reforma znienawidzonego przez rewolucjonistów
Stołypina. Ponieważ i tak nie rozwiązywała ona głodu ziemi na wsi, bo do tego
konieczne byłoby oddanie chłopom ziemi obszarniczej /czego rząd carski oparty
na tej klasie społecznej nie mógł i nie chciał zrobić/, popierano więc emigrację
osób nie mogących utrzymać się na wsi na Syberię, gdzie znajdowały się możliwości kolonizacyjne33.
__________
28
E. Pczełov, Monarchii Rossiji, Moskva 2004, s. 342.
A. J. Dvorniczenko, E. Ilin, J. V. Krivoszejev, J. V. Tot, Russkaja istorija C drevniejszich vremien do naszich dniej, St. Petersburg 2002, s. 288.
30
J. M. Thompson, Russia and the Soviet Union An Historical Introduction from the
Kievan State to the Present, Oxford 2004, s. 276.
31
V. V. Koczetkov, Civilizacjonnaja identicznost Rossiji, [w:] Problemy cywilizacyjnego
rozwoju Białorusi, Polski, Rosji i Ukrainy od końca XVIII do XXI wieku, red. P. Franaszek,
A. N. Nieczuchrin, Kraków 2007, s. 121.
32
H. W. Williams, Russia of the Russians, London 1904, s. 389.
33
H. Carrere d’Encausse, L’Empire d’Eurasie, Une histoire de l’Empire russe de 1552
a nos jours, Paris 2005, s. 182.
29
164
Jedną z przyczyn, dzięki którym rząd carski nie mógł opanować buntowniczych nastrojów na wsi w przededniu pierwszej wojny światowej było to, że
wolniej niż w Europie Zachodniej rozwijający się w Rosji przemysł nie był
w stanie wchłonąć nadwyżek siły roboczej ze wsi, w rezultacie czego istniało
tam względne przeludnienie. W tych warunkach pozostawała tam duża grupa
energicznych ludzi sfrustrowanych brakiem dla siebie jakichkolwiek perspektyw.
Stwarzało to dobry klimat dla przyjmowania przez wieś obiegających kraj rewolucyjnych idei oraz utratę tym samym prestiżu przez carat34. Na skutki tej sytuacji trzeba było czekać tylko do poważniejszego kryzysu.
Nastąpił on podczas pierwszej wojny światowej. Zmęczeni bezcelowym
wysiłkiem wojennym chłopi najpierw bez słowa protestu rozstali się z carem,
któremu wydawało się, że są wierną podporą tronu. Następnie dość łatwo dali się
zaagitować bolszewikom możliwością zajmowania obszarniczej ziemi i grabieży
pańskiego mienia35. Nagromadzona od wieków nienawiść eksplodowała ze
wzmożoną siłą. Całe terytorium Rosji objęte zostało typowym pulsacyjnym
buntem wiejskim. Walki wybuchały w kolejnych regionach, to znowu gasły, by
później znów eksplodować. Toczyła się walka wszystkich przeciw wszystkim.36.
Bunty te odbywały się jakby na tle głównego konfliktu między białymi a czerwonymi. Chłopi atakowali najpierw obszarników, a po opanowaniu terenu przez
bolszewików buntowali się przeciw oddziałom rekwizycyjnym37. Na terenach
opanowanych przez białych, którzy usiłowali przywracać stare porządki, rozwijała się chłopska partyzantka, w walce z którą wyczerpywał się potencjał białogwardzistów38. Przez całą Rosję przewalały się różnego typu bandy dokonujące
napadów i grabieży. Wydawało się, że nikt nie kieruje tym żywiołowym ruchem.
W miarę przebiegu wojny domowej sytuacja zaostrzała się z uwagi na postępujący brak żywności i szerzący się w jego następstwie głód39.
Pierwsze lata rządów bolszewików obfitowały w bunty chłopskie z powstaniem Antonowa na czele, które to swymi rozmiarami i rozmachem przypominało
dawne bunty kozackie na terenie Rosji. W podobnie krwawy sposób zostało
zresztą stłumione40. Ostatnia fala buntów chłopskich nie mających szans powodzenia miała miejsce podczas kolektywizacji. Miały one charakter drobnych i nie
powiązanych z sobą aktów rozpaczy, których jedynym skutkiem było pogłębienie załamania się produkcji rolnej. Nie przeszkodziły ani deportacjom zamoż__________
34
35
A. Ł. Janov, Rossija protiv Rossiji, Novosybirsk 1989, s. 302.
H. McClosky, J. E. Turner, The soviet dictatorship, New York–Toronto–London 1960,
s. 72.
36
A. G. Saryczev, Oktjabrskaja revoliucija v Rossiji i piervyje szagi sovietskoj vłasti /
oktjabr 1917 – viesna 1918/, Voroneż 2000, s. 75.
37
B. A. Sziszkin, Vłast Politika Ekonomika Postrevolucjonnaja Rossija /1917–1928/, St.
Petersburg 1997, s. 179.
38
E. Radziński, Stalin, Warszawa 1996, s. 181.
39
E. Mawdsley, Wojna domowa w Rosji 1917–1920, Warszawa 2010, s. 308–309.
40
V. Buszujev, Svet i teni: ot Lenina do Putina, Moskva 2006, s. 76, 79.
165
nych chłopów ani zagarnięciu ich mienia i utworzeniu kołchozów41. Terrorystyczne metody stalinowskiego systemu oraz zmiany w organizacji życia społeczno-polityczno-gospodarczego na terenach wiejskich trwale wyeliminowały
możliwość buntu na tych obszarach, mimo tragicznych warunków bytowych
ludności42. Efekt działania tych metod sięgnął nawet poza okres istnienia Związku Radzieckiego. Po jego upadku wieś zaczęła się bowiem po prostu wyludniać,
a poszczególne miejscowości, w których zostali w przeważającej części starsi
ludzie, wymierać. Ludzie młodzi i energiczni opuszczają mniejsze miejscowości
udając się do miast, gdzie mogą liczyć na lepsze warunki życia43. Odpływ najbardziej dynamicznej części ludności i brak punktu spornego /ziemi uprawnej
jest dosyć, produkcja ma zbyt/ powoduje, że tereny wiejskie w tamtych warunkach nie stanowią dla władzy zbyt wielkiego niebezpieczeństwa, a prawdopodobieństwo wystąpienia na tych obszarach buntów jest znikome.
Innym przykładem kraju, gdzie ważność polityczna terenów wiejskich
znacznie zmalała są Stany Zjednoczone. W dziejach tego kraju rozległe przestrzenie rolnicze odegrały olbrzymią rolę zarówno poprzez narodowy etos płonącego i przesuwającego się na zachód pogranicza jak i wpływ farmerów na życie
polityczne kraju. To posuwający się na zachód rolni osadnicy tworzyli ten kraj
oraz poczuwali się do posiadania decydującego wpływu na jego losy44. Już zaraz
po odzyskaniu niepodległości doszło do pierwszego konfliktu, w którym stroną
stali się farmerzy przeciwstawiający się federalistycznym koncepcjom Hamiltona. Efektem było tzw. powstanie Shaysa, które zostało dość łatwo stłumione45.
Konflikty na obszarach wiejskich łagodził fakt łatwej możliwości pozyskiwania
ziem uprawnych na nowo opanowywanych terytoriach. W ten sposób najaktywniejsi ludzie, niezadowoleni z sytuacji w miejscu swojego zamieszkania, szukali
szczęścia dalej na zachód i napięcia w skolonizowanych już wcześniej okręgach
rozładowywały się. Stosunkowo niewielkie znaczenie w tym procesie miało
przenoszenie się mieszkańców wsi do miast. Status farmera był stosunkowo
atrakcyjny. Ludzie ci dość łatwo organizowali się i potrafili skutecznie wpływać
na politykę władz zarówno stanowych jak i federalnych. Z ich dążeniami liczyli
się nie tylko lokalni politycy, ale również kandydaci na urząd prezydencki46.
Rezerwuar wolnych ziem do zasiedlenia skończył się pod koniec XIX wieku. W związku z tym, że utracony został ważny wentyl bezpieczeństwa napięcia
__________
41
A. J. Bondarenko, N. N. Efimov, Ujemnyje stranicy sovietskoj istorii, Moskva 2007, s.
114, 118.
42
D. R. Marples, Historia ZSRR. Od rewolucji do rozpadu, Wrocław 2006, s. 264.
43
Y. A. Nikonov, Epocha Pieriemien Rossija 90-ch głazami konserwatora, Moskva 1999,
s. 581.
R. Sakwa, Putin Russia’s choise, London–New York 2004, s. 194.
44
A. Wallis, Ameryka – Miasto, Warszawa 1987, s. 32.
45
H. Katz, Historia Stanów Zjednoczonych, Wrocław 1971, s. 160–161.
46
A. Majes, Duże miasta Ameryki „Kryzys” i polityka odnowy, Łódź 1997, s. 33.
166
na terenach wiejskich zaczynały wzrastać, aby osiągnąć swój szczyt w czasie
wielkiego kryzysu, który odbił się na społeczności wiejskiej znacznie bardziej
niż na mieszkańcach terenów zurbanizowanych. Rolnicy pragnąc zmodernizować swoje gospodarstwa i uczynić je bardziej konkurencyjnymi zaciągali kredyty w rezultacie czego padli ofiarą tzw. nożyc cen. Skutek był taki, iż wielu utraciło swoje gospodarstwa i uległo pauperyzacji. Zawód i pozycja społeczna farmera
zaczęły tymczasem na skutek coraz szybszego rozwoju i przekształcania się
społeczeństwa przemysłowego w postindustrialne tracić w ocenie społecznej na
wartości. Nasiliły się procesy migracyjne ze wsi do miast wiążące się m.in.
z mechanizacją i koncentracją produkcji w rolnictwie. W związku z tym malała
liczebność i znaczenie polityczne farmerów47. Jeszcze w latach sześćdziesiątych
dwudziestego wieku kandydaci biorący udział w wyborach prezydenckich ze
szczególną atencją odwoływali się do farmerów. Pod koniec tego wieku tematyka ta zupełnie zeszła na margines tak samo jak zmalało polityczno-gospodarcze
znaczenie farmerów48. Dziś nikt nie obawia się w Stanach Zjednoczonych buntu
mieszkańców terenów wiejskich zarówno z uwagi na ich małą relatywną liczebność jak i niezbyt duży wpływ na całość gospodarki narodowej.
Natomiast w Europie Środkowej procesy zmiany roli społecznej regionów
wiejskich przebiegały zupełnie inaczej. Swoistym przykładem jest na pewno
Polska. W momencie odzyskania niepodległości państwo polskie odziedziczyło
problemy na terenach wiejskich po zaborcach. Najpoważniejszym był niewątpliwie głód ziemi. Ważył on głównie na buntowniczych nastrojach wśród chłopów49. Władze II Rzeczypospolitej usiłowały go rozwiązać za pomocą reformy
rolnej, co jednak przyniosło jedynie połowiczne rezultaty. Na przeludnionej wsi
istniało olbrzymie ukryte bezrobocie. Działo się tak dlatego, iż wskutek słabego
tempa rozwoju gospodarczego nie było zbyt dużego odpływu ludności ze wsi do
miast. Równocześnie problemy ze zbytem produktów rolnych powodowały sytuację, w której szczególnie w biednych rejonach Polski południowo-wschodniej
dochodziło do wybuchów niezadowolenia – strajki rolne50.
Stan ten przetrwał do wybuchu II wojny światowej. Po jej zakończeniu
i przesunięciu granic oraz przemianach ustrojowych dokonały się zmiany w układach panujących w środowisku wiejskim. Przede wszystkim nastąpiło rozładowanie przeludnienia wsi i zlikwidowanie głodu ziemi. Najpierw reforma rolna
z 1944 roku, a później zasiedlanie Ziem Zachodnich stworzyło nowe możliwości
pozyskania przez bezrolnych i małorolnych chłopów upragnionej od pokoleń
__________
47
T. Dębowski, M. Sienkiewicz, Z badań nad geografią polityczną i gospodarczą, Wrocław 2008, s. 67.
48
N. Ferguson, Kolos Cena amerykańskiego imperium, Warszawa 2010, s. 263, 272.
49
S. Kieniewicz, Historia Polski 1795–1918, Warszawa 1996, s. 521.
50
H. Zieliński, Historia Polski 1914–1939, Wrocław 1985, s. 248.
167
ziemi do uprawy51. Następnie szybki rozwój industrializacji stworzył dla bardziej
aktywnych młodych ludzi szanse awansu społecznego poprzez przeniesienie się
do miast w celu pracy lub nauki. Nowa rzeczywistość stwarzała ludności, która
ją poparła szerokie możliwości awansu w hierarchii społecznej. Wszystko to,
mimo rozwijającego się w kraju terroru oraz toczonych przeciw nowym władzom przez podziemie walk, wpływało na uspokojenie sytuacji i nastrojów na
terenach wiejskich. Zwrot nastąpił w czasie realizacji planu sześcioletniego,
kiedy zaczęto forsować siła koncepcję kolektywizacji usiłując zabrać chłopom
ich ukochaną i często niedawno zdobytą ziemię. Równolegle w związku z realizacją wzorowanego na stalinowskim planie uprzemysłowienia zaczęła się rozwijać bezwzględna eksploatacja ludności wiejskiej. Walka z kułactwem polegająca
na administracyjno-policyjnym niszczeniu najbardziej wydajnych gospodarstw
oraz nakładanie na ogół rolników coraz większych ciężarów doprowadziła wieś
do stanu wrzenia52. Nie bez znaczenia była tu też polityka walki z mającym duże
wpływy na wsi Kościołem. Wskutek tych wszystkich zdarzeń tereny wiejskie
stały się w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku głównym
obszarem oporu wobec peerelowskich władz tłumionego przy pomocy ostrych
represji.
Załamanie się polityki kolektywizacji oraz drakońskiej eksploatacji wsi po
śmierci Stalina i Bieruta jedynie częściowo poprawiło sytuację na terenach wiejskich, bowiem władze peerelowskie nie zrezygnowały z docelowej idei kolektywizacji, tylko chciały ją przeprowadzić innymi metodami i w znacznie dłuższym
czasie. W bieżącej chwili przeważała jednakże konieczność zapewnienia wyżywienia ludności, co wymusiło szczególnie w pierwszej fazie rządów Władysława
Gomułki poluzowanie polityki wobec wsi53. Rolnicy stali się nawet obok górników, hutników i stoczniowców jedną z grup pracowniczych opiewanych przez
partyjną propagandę. W rzeczywistości jednak w nakładach inwestycyjnych
rolnictwo pozostawało daleko w tyle za przemysłem, a mimo wysiłków władz
promujących rozwój kultury na wsi, tereny wiejskie pozostawały nadal obszarem
cywilizacyjnie zapóźnionym w stosunku do miast. Władze popierały emigrację
młodych ludzi ze wsi do miast potrzebując rąk do pracy w przemyśle, a także
sądząc, że ułatwi to z czasem przekształcenie jak uważano obcego klasowo
drobnotowarowego rolnictwa w prawdziwie socjalistyczny dział gospodarki.
Złagodzenie metod polityki wobec wsi zaskutkowało uspokojeniem sytuacji
i tereny wiejskie nie sprawiały w sumie kierownictwu partyjnemu zbyt dużych
kłopotów w czasie, gdy ścierało się ono z Kościołem i inteligencją. Decydujący
zaś cios gomułkowskiemu kierownictwu zadali hołubieni przez partyjnych ide-
__________
51
E. Widawska, Totalitaryzm a władza legalna Przypadek Polski 1945–1989, Toruń 2007,
s. 56–57.
52
A. Paczkowski, Pół wieku dziejów Polski 1939–1989, Warszawa 1996, s. 231, 236–237.
53
A. Jezierski, Historia gospodarcza Polski Ludowej 1944–1968, Warszawa 1971, s. 313–
314.
168
ologów robotnicy buntując się w 1970 roku przeciw bodźcom ekonomicznym
i podwyżkom cen żywności54.
Ekipa Edwarda Gierka doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że poziom
stopy życiowej w ówczesnej Polsce był w dużym stopniu od wyników produkcyjnych rolnictwa, dlatego też po przejęciu władzy wyraźnie poprawiła politykę
wobec środowiska wiejskiego znosząc dostawy obowiązkowe, obejmując chłopów ubezpieczeniem, umożliwiając im dostęp do tanich kredytów itp. Mimo, iż
teoretycznie kierownictwo partyjne nie zrezygnowało z dalekosiężnego celu
w postaci kolektywizacji, a nawet podejmowało w tym kierunku pod koniec
dekady nieśmiałe i dziwaczne próby, to jednak przez cały okres rządów Edwarda
Gierka wieś pozostawała w stanie względnego spokoju i z tej strony nie groziło
ówczesnym władzom żadne niebezpieczeństwo. Nawet kryzys i schyłek systemu
lat osiemdziesiątych nie naruszył aż tak bardzo jak na terenach zurbanizowanych
tej sytuacji. Ekipę Gierka odsunął od władzy bunt gloryfikowanej przez partyjnych ideologów wielkoprzemysłowej klasy robotniczej55.
W okresie schyłku główne niebezpieczeństwo dla systemu czaiło się na ulicach miast, a wbrew teoretycznym założeniom główne oparcie ludzkie dla ówczesnej władzy rekrutowało się z terenów wiejskich. Przyczyn tego stanu było
kilka. Przede wszystkim poprawiły się względne relacje dochodów między miastem a wsią, co w dużym stopniu wynikało z istnienia na wsi dużej szarej strefy.
W epoce wielkich gierkowskich inwestycji nastąpiła duża migracja ludzi zbędnych na wsi do miast, a duża część rolników pozyskała dodatkowe źródło dochodów dorabiając w przemyśle czy budownictwie. Kryzysowa inflacja uderzająca głównie w ludność miejską czyniła często prawie darmowymi zaciągnięte
przez rolników kredyty. Poza tym wieś w stosunku do miasta była bardziej odporna na typowe dla tamtego ustroju kryzysy niedoboru towarów. Ważnym
czynnikiem był też dużo większy w małych ośrodkach niż w wielkich miastach
wskaźnik dyscypliny społecznej. Oprócz tego w tym okresie w porównaniu do
miast dawał się na wsi zauważyć większy skok cywilizacyjny w stosunku do
okresu minionego56.
Tymczasem po II wojnie światowej w Europie Zachodniej nastąpiły poważne zmiany, które podważyły stabilność rejonów wiejskich. Spadek przyrostu
naturalnego wraz ze wzrostem poziomu produkcji rolnej spowodował właściwie
po raz pierwszy w historii tej części świata sytuację pojawienia się nadwyżek
produkcji rolnej57. Przedtem przez setki lat Europa Zachodnia musiała importować zboże i mięso z Europy Wschodniej, a później zza oceanu. Teraz pojawił się
__________
54
Zarys Historii Polski, red. J. Tazbir, Warszawa 1979, s. 793.
A. Dudek, Z. Zblewski, Utopia nad Wisłą Historia Peerelu, Warszawa–Bielsko–Biała
2008, s. 228.
56
J. Rolicki, Edward Gierek Życie i narodziny legendy, Warszawa 2002, s. 225.
57
The Globalized City Economic Restructuring and Social Polarization in European Welfare States, ed. By F. Moulaert, A. Rodrigues and E. Swyngedouw, Oxford 2003, s. 79.
55
169
problem ze zbytem, który dotknął przede wszystkim rolnictwo francuskie, ale też
również niektóre gałęzie rolnictwa włoskiego. Od momentu powstania EWG
główne kontrowersje gospodarcze ze Stanami Zjednoczonymi dotyczyły importu
na teren Wspólnoty produktów rolnych. Obrót żywnością wywoływał konflikty
również w samym Wspólnym Rynku58. Stale dochodziło do protestów rolniczych
przeważnie we Francji, Włoszech czy Belgii, ale również w innych krajach europejskich. Nie łagodził tych konfliktów tak jak kiedyś odpływ ludności wiejskiej
do miast, gdyż ich przyczyną nie był tak jak kiedyś nadmiar ludności na wsi, ale
nadmiar niezbywalnej produkcji. W obliczu tego ciągłego wrzenia w wiejskich
okręgach państwa EWG wypracowały skuteczny, aczkolwiek bardzo kosztowny
sposób ochrony interesów producentów rolnych, który zapewnił względny spokój na obszarach wiejskich, ale zamienił producentów rolnych dawniej niezależnych kapitalistycznych przedsiębiorców w beneficjentów regulowanego przez
władze Wspólnoty systemu pomocy państwowej59. Dopłaty, kwoty produkcyjne,
środki pomocowe itp. spowodowały petryfikację europejskiej wsi. Powierzchnia
gospodarstw nie rosła wraz z postępem mechanizacji, automatyzacji i wydajności. Rosły natomiast koszty obsługi całego systemu. Był on wprowadzany
w kolejnych krajach przystępujących do EWG a potem do UE z tym, że w momencie przyjmowania Polski i pozostałych krajów Europy postradzieckiej okazało się, iż na okazałym gmachu unijnej regulacji rolnictwa pokazały się wyraźne
rysy i system finansowy nie może tak swobodnie dźwigać tak dużego ciężaru.
Efektem tego jest przyjęcie zasady niższych dopłat do powierzchni rolnych
w krajach nowych członkach UE niż w starej Unii.
W Polsce zmiana systemu społeczno-polityczno-ekonomicznego w 1989
roku wywołała na wsi poważne, nieznane od dawna problemy. Kryzys, który
objął całą nieprzystosowaną do rynkowej rzeczywistości gospodarkę, szczególnie ciężkie reperkusje przyniósł środowisku wiejskiemu. Załamały się pozbawione z dnia na dzień opieki państwa PGR-y i wiele Spółdzielni Produkcyjnych.
Załamał się eksport na Wschód, a przeładowany swoją żywnością Zachód nie
miał jeszcze ochoty masowo przyjmować polskich wyrobów. Co więcej zaczęła
napływać na nasz rynek dotowana żywność z krajów Wspólnoty60. Rynek ten
zresztą raptownie się skurczył na skutek urealnienia cen oraz gwałtownego spadku dochodów dotkniętej bezrobociem ludności. Spadły więc możliwości zbytu
towarów rolnych, a ich ceny zjechały w dół. Kiepską sytuację na wsi pogłębiało
załamanie się rynku pracy w miastach. Wobec konieczności masowych zwolnień
w pierwszym rzędzie usuwano z pracy osoby dojeżdżające. Upadek zakładów
__________
58
J. Clasen, Reforming European Welfare States Germany and the United Kingdom Compared, Oxford 2005, s. 168–169.
59
P. Taylor-Gooby, New Risk and Social Charge, [w:] New Risk New Welfare The Transformation of the European Welfare Stae, ed. P. Taylor-Gooby, Oxford 2005, s. 14–15.
60
A. Stępińska, Marketingowe strategie wyborcze, Wybory prezydenckie w Polsce 1990–
2000, Poznań 2004, s. 76, 94, 103, 127.
170
położonych w terenie oznaczał niekiedy całkowitą katastrofę dla okolicznej
ludności, której były często jedyną możliwością zatrudnienia61. Osoby nie mające ziemi lub będące właścicielami niewielkich gospodarstw traciły realne możliwości godziwego utrzymania. W miejscach, gdzie do niedawna funkcjonowały
PGR-y i fabryki tworzyły się zagłębia nędzy. Nie lepsza była sytuacja prężnych,
produkujących na rynek rolników. Nagle arbitralną decyzją zmieniono zasady
oprocentowania zaciągniętych dawniej na innych zasadach kredytów.
W trudnych warunkach rynkowych rolnicy nie byli w stanie ich spłacać i popadali w spiralę zadłużenia, co niekiedy prowadziło do licytacji majątku.
Nic więc dziwnego, że w tej sytuacji zaczęli się pojawiać chętni do wykorzystania powoli narastającego na obszarach wiejskich wrzenia populistyczni
i demagogiczni politycy. Najskuteczniejszym z nich okazał się Andrzej Lepper62.
Początkowo nie odnosił większych sukcesów. Część elektoratu wiejskiego widziała bowiem w roli swoich reprezentantów polityków PSL. Poza tym środowisko wiejskie po raz kolejny wykazało odporność na trudności i kryzysy oraz
niezbyt gwałtowne uleganie zbiorowym emocjom63. Rewolucyjno-buntowniczopopulistyczna retoryka Andrzeja Leppera wzbudzała zainteresowanie w terenie,
ale nie była w stanie wzniecić dla niego dużego poparcia w ogarniętym
w znacznym stopniu apatią środowisku. Miarka chłopskiej cierpliwości przebrała
się jednak w połowie okresu sprawowania władzy przez nieudolny rząd Jerzego
Buzka. Wieś stała się widownią protestów i zaburzeń, wysypujący importowane
zboże i organizujący blokady drogowe Andrzej Lepper stał się idolem Polski
prowincjonalnej i dwa lata później założona przez niego Samoobrona RP znalazła się w sejmie z ponad dziesięcioprocentowym poparciem64. Jego populistyczny program uwiarygodniony wywrotowo-blokadową działalnością uczynił go
rodzajem trybuna ludowego, a stworzona przez niego organizacja funkcjonowała
w sejmie w latach 2001–2007. Zaczęła tracić wpływy po wstąpieniu Polski do
UE, by po wyborach 2007 roku rozpłynąć się w politycznym niebycie65.
Przystąpienie Polski do UE było dla środowiska wiejskiego niezwykle korzystne. Nastąpił gwałtowny wzrost eksportu polskich produktów rolnych na
rynek unijny. Również na rynku krajowym zdecydowanie wzrosły ceny. Tylko
w 2007 roku dochody rolników w Polsce wzrosły o 13,7%. W tym samym roku
__________
61
J. Dzwończyk, Populistyczne tendencje w społeczeństwie postsocjalistycznym /na przykładzie Polski/, Toruń 2000, s. 57, 62.
62
T. Sasińska-Klas, Medialny wizerunek Andrzeja Leppera, [w:] Populizm na przełomie
XX i XXI wieku. Panaceum czy pułapka dla współczesnych społeczeństw, red. M. Marczewska-Rytko, Toruń 2006, s. 250–251.
63
O. V. Johnson, The Media and Democracy in Eastern Europe, [w:] Communicating Democracy, The Media and Political Transitions, ed. P. H. O’Neil, London 1998, s. 104, 116.
64
A. Stępińska, Wizerunek medialny Andrzeja Leppera, [w:] W kręgu mediów i polityki,
red. B. Piontek, Poznań 2003, s. 141–143.
65
„Wprost”, 14 X 2007, s. 30–33.
171
dochody rolników były dwukrotnie wyższe niż w kryzysowym 2000 roku, a 80%
tego wzrostu nastąpiło podejściu Polski do UE66.
Wydawać by się mogło, iż w tej chwili zarówno w Polsce jak i w Europie
tereny wiejskie są oazą w niczym niezamąconego spokoju. Ceny żywności rosną,
a pomysły produkcji biopaliw wskazują kierunek popularnego dziś proekologicznego zagospodarowania nadwyżek. Obszary wiejskie omijają kłopoty związane z napływem imigrantów, którzy przeważnie osiadają w dużych ośrodkach.
Nie dociera tam zagrożenie terroryzmem, gdyż akty terroru mając charakter
spektakularny i muszą mieć odpowiednią widownię oraz wymiar, co jest możliwe do osiągnięcia tylko w dużych ośrodkach67. Braki siły roboczej w najwyżej
rozwiniętych krajach stwarzają sytuację, w której każda nadwyżka ludnościowa
z terenów wiejskich zostanie tak czy inaczej zagospodarowana.
Są to jednak tylko pozory spokoju i stabilizacji. Rozwój przemian cywilizacyjnych doprowadził do sytuacji, iż w dobie ułatwień komunikacyjnych, powszechnego dostępu do telefonii i internetu dawna przepaść między głównymi
centrami cywilizacyjnymi, a rozległymi przestrzeniami wiejskimi została
w dużym stopniu zniwelowana68. Tereny wiejskie żyją dziś tymi samymi problemami jak obszary zurbanizowane. Wskutek postępu cywilizacyjnego niemożliwe dziś byłoby powstanie na tym obszarze o charakterze pulsacyjnym, gdyż
stopień skomunikowania ludzi niezadowolonych na wsi może dzięki Internetowi
z łatwością osiągnąć podobny poziom jak w mieście69. Problem polega również
na tym, iż rolnictwo w UE pozbawione konkurencyjności uzależnione jest
w swoim trwaniu od unijnych subwencji. Jak to jest już dzisiaj widoczne finanse
UE nie wytrzymują już dzisiaj zbyt rozdętego systemu socjalnego i niebawem
dla utrzymania płynności finansowej całego systemu konieczne będą zdecydowane cięcia70. System dopłat dla rolników jest dość powszechnie krytykowany
i szczególnie Niemcy domagają się jego likwidacji. Ostatnie wydarzenia w Grecji wyraźnie pokazują do czego może doprowadzić finansowanie systemów
zabezpieczeń socjalnych ponad możliwości finansowe państwa. Likwidacja
przywilejów prowadzić będzie niewątpliwie do buntów osób je tracących.
Szczególnie może to być niebezpieczne w przypadku dużej skali tego zjawiska.
W Polsce oprócz dopłat takimi problemami, których nie chcą i boją się ruszyć
kolejne rządy jest Krus oraz kwestia pobieranych od rolników podatków. Oczy__________
66
„Wprost”, 23 III 2008, s. 47.
P. Gawliczek, Terroryzm z wykorzystaniem broni masowego rażenia /mega terroryzm/
jako zagrożenie asymetryczne. Formy przeciwdziałania, Warszawa 2007, s. 43.
B. G. Putilin, Tierroristiczeskij internacjonał, Moskva 2005, s. 290.
G. Martin, Understanding Terrorism Challenges Perspectives and Issues, Thousand Oaks
2006, s. 106.
68
P. Baczek, Zagrożenie informacyjne w bezpieczeństwie państwa polskiego, Toruń 2006,
s. 95.
69
H. Muenkler, Die neuen Kriege, Berlin 2001, s. 162.
70
W. Smolczyński, Europa się chwieje, „Polityka”, 29 VI – 5 VII 2011, s. 12.
67
172
wiście odkładanie w czasie decyzji prowadzi tylko do kumulacji problemów
w przyszłości i wykorzystywania ich przez populistycznych demagogów. Skala
komunikacji dziś jest taka, iż bunt na terenach wiejskich jakiegokolwiek kraju
europejskiego może wywołać zasadę domina, czyli rodzaj buntu może przypominać sytuację jaka miała niedawno miejsce i ma cały czas miejsce w krajach
arabskich. Może więc być trudny do powstrzymania. Jeśli niezadowolenie społeczne przekroczy punkt krytyczny, to władza i cały system społecznopolityczno-gospodarczy mogą znaleźć się w trudnej sytuacji w poszczególnych
krajach lub całej UE. Wydaje się, że nie można lekceważyć zagrożeń płynących
z ewentualnego wzrostu niezadowolenia mieszkańców regionów wiejskich
przede wszystkim dlatego, iż w odróżnieniu od przeszłości problemy te są ściśle
sprzężone z innymi kwestiami o życiowym znaczeniu dla całego systemu i nie
sposób dziś rozwiązywać poszczególnych spraw na tradycyjnej zasadzie przeciwstawiania interesów poszczególnych regionów i grup ludności.
Reasumując można stwierdzić, że na obecnym etapie konieczności cięć
i reform finansowych kwestia zachowania stabilności społecznej i bezpieczeństwa wewnętrznego na terenach wiejskich ma kluczowe znaczenie dla ogólnej
stabilizacji i dalszego bezkonfliktowego rozwoju integracji europejskiej.
Summary
In the present full of dangers and threats world one attach great significance
to the public safety question. Until recently we seemed, that the developed countries are the oasis of peace and safety. The acts of terrorism in New York, Madrid
and London proved, that this opinion was wrong. It turned out too, that not only
terrorist are dangerous for the political system.
The social unrest in EU countries showed, that domestic security of a country may be endangered too. The violent clashes between the demonstrators and
the police in Greece and the financial crisis in Spain and Portugal are the serious
warning.
The country terrains are the special areas in internal security question. A
history demonstrate that in the part on the country lands broke out of the revolts.
These revolts was different as revolts in cities. It arise because of geographical
and social factors. The country revolts broke out always in critical and hopeless
for country peoples situations. If these revolts spread the more extensive areas
then took on a pulsating character. The revolt centers relocated to another places
and at previous places the revolt came to end. As a result these revolts wasn’t
hazardous for the political system. It was otherwise, if the revolt threatened to
a main political centre. Today the situation is altered. The technological development a town with countryside. The recent events in Arabic countries and
Greece establish that for the safety contemporary state very dangerous are the
subversive of the different populists.
173
Władysław Baranowski
Uniwersytet Łódzki
Kultura społeczna Buriatów w polskich relacjach
Praktycznie we wszystkich relacjach polskich autorów dotyczących Syberii
można zauważyć, że znacznie więcej miejsca poświęcali oni opisom dotyczących
kultury materialnej miejscowych autochtonów. Kultura społeczna czy też duchowa wyraźnie cieszyła się ich mniejszym zainteresowaniem. Wynikało to
między innymi z faktu, że praktycznie wszyscy oni nie znali języka buriackiego,
z miejscową ludnością porozumiewali się przy pomocy języka rosyjskiego. Ponadto znaczna ich część nie zdradzała zresztą większego zainteresowania mieszkańcami Zabajkala. Traktując ich najczęściej jako egzotycznych sąsiadów, nie
nawiązywali z nimi bliższych kontaktów. W takiej sytuacji ograniczali się oni
najczęściej do opisów jurt czy domów budowanych przez Buriatów, odzieży czy
też pożywienia. Natomiast znacznie trudniej było pisać o skomplikowanej strukturze społecznej, stosunkach rodzinnych, wierzeniach, czy tym bardziej folklorze. Jedynie tylko niektórzy z polskich autorów potrafili w swoich relacjach
przedstawić pełniejszy kultury społecznej i duchowej tego ludu. Dlatego też ich
znaczenie jest znacznie mniejsze niż tych, w których zawarte były informacje
dotyczące kultury materialnej.
Należy jednak podkreślić, że wśród polskich autorów relacji z tego terenu
byli także tacy, którzy interesowali się problematyką społeczną Buriatów.
Z pewnością na plan pierwszy wysuwa się tu twórczość znakomitego polskiego
mongolisty Józefa Kowalewskiego, który przez długi okres czasu przebywał
wśród Buriatów i w wnikliwy sposób pisał o ich kulturze społecznej i duchowej.
Również Agaton Giller przebywając przez kilka lat na Zabajkalu i stykając się
z Buriatami, starał się poznać ich język, strukturę społeczną, obrzędy rodzinne,
wierzenia i folklor. Dlatego też podane przez niego informacje z pewnością posiadają dużą wartość dla poznania ówczesnej kultury tego narodu. Do autorów
piszących między innymi także na ten temat, zaliczyć można wybitnego antropologa i etnografa Juliana Talko-Hryncewicza. Prowadząc wśród Buriatów badania
antropologiczne, interesował się także zagadnieniami natury społecznej. Do
autorów, którzy z pewna znajomością pisali o problemach buriackiej kultury
społecznej i duchowej, zaliczyć również można przebywającego na Syberii
w okresie pierwszej wojny światowej i rewolucji październikowej, Przecława
Smolika. Znalazł się on tam jako austriacki jeniec wojenny. Z pewnością jego
umiejętności z zakresu prowadzenia badań etnograficznych, nie były zbyt duże.
Z drugiej jednak strony, jako wnikliwy obserwator kultury buriackiej, pozostawił
174
wartościowe opisy interesujących nas tu zagadnień. Natomiast znacznie mniejszą
wartość poznawcza przedstawiają relacje innych polskich autorów, piszących
także o kulturze społecznej i duchowej Buriatów.
Struktura społeczna. Tak w XIX jak i w pierwszych latach XX wieku
w społeczności buriackiej silne były jeszcze relikty dawnej struktury społecznej,
pochodzącej sprzed stuleci. 1 Polscy obserwatorzy nie zawsze potrafili zrozumieć
i prawidłowo ocenić te skomplikowane, a zarazem obce dla nich zagadnienia.
Niektórzy z nich podali jednak sporo ciekawych informacji z tego zakresu.
Materiały dotyczące struktury społecznej Buriatów zbierał mongolista Józef
Kowalewski. Niestety zarówno materiały źródłowe, jak i brulion zawierający
notatki dotyczące tego zagadnienia, uległy zniszczeniu w Warszawie w 1863 r.,
gdy po zamachu na namiestnika carskiego hr. Berga, dokonanego z okna domu,
w którym mieszkał ów uczony, znaczna część mebli, książek i rękopisów została
wyrzucona na bruk i spalona. Natomiast tylko stosunkowo niewielki materiał
z tego zakresu, znajduje się w opublikowanej twórczości tego autora. Natomiast
nie bardzo wiadomo co zawierają jego dzienniki, sporządzane na polecenie
władz uniwersytetu w Kazaniu, z których jedynie niewielka część zachowała się
w rękopisach na terenie Rosji.
W połowie XIX stulecia sporo miejsca w swojej pracy o Zabajkalu, poświęcił Agaton Giller problemom dotyczącym struktury społecznej Buriatów.
Autor ten w dość kompetentny i ciekawy sposób pisał o lokalny samorządzie,
z którego korzystali mieszkańcy Zabajkala. Stwierdzał on, że „prawa, którym
Buriaci podlegają są mieszaniną ich obyczajowego prawa, z prawem pisanym.
Hordy ich oddzielone są od gmin chrześcijańskich, a władzę nad nimi są oddawane Buriatom. Horda, czyli plemię dzieli się na rody. Naczelnikiem rodu jest
tohołoj. Urząd jego odpowiada urzędowi naszego sołtysa na wsi. Tohołoj zbiera
zbiera podatki, naznacza podwody, sądzi polubownie małe sprawy; ma prawo
karać przestępców porządku policyjnego; sam zaś przez czas swego urzędowania
uwolniony jest od kary cielesnej. Tohołoja wybierają na trzy lata; najczęściej
wybierają spośród członków jednej rodziny”.2
Szereg połączonych rodów tworzył gminę, na czele której stał Zajsan, wybierany również przez członków danej społeczności. Z kolei kilka gmin tworzyło
hordę, czyli tzw. dumę stepową. Była to już instytucja o charakterze administracyjno-sądowym. Posiadała ona znaczne uprawnienia zarówno w zakresie prawa
cywilnego, jak i w rozstrzyganiu drobniejszych spraw kryminalnych. Jedynie
tylko poważniejsze sprawy kryminalne oraz te cywilne, które dotyczyły wzajemnych stosunków rosyjsko-buriackich, podlegały kompetencji sądów państwowych. Na czele hordy, czyli dumy stepowej stał wybierany dostojnik, zwany
tajszą, którego wybór musiał być zatwierdzony przez wyższe rosyjskie władze
__________
1
E.M. Załkin, Iż istorii obycznogo prawa zapadnich Burjat, „Sowietskaja Etnografija”,
1952, nr.1; K.W. Wjatkina,Oczierki kultury i byta Burjat, Leningrad 1969.
2
A. Giller, Opisanie Zabajkalskiej Krainy w Syberii, Lipsk 1867, t. 3, s. 114–115.
175
administracyjne. Według kryteriów rosyjskich „tajsza posiada prawo osobistego
szlachectwa, urząd jego jest honorowy, pensji nie pobiera, ludność go poważa
i rozkazy pilnie spełnia”. Taisza posiadał pomocników, również wybieranych
przez ludność, którzy też nie otrzymywali żadnej pensji. Natomiast pensję
otrzymywali kanceliści, a więc tłumacz i pisarz. Kancelaria tajszy prowadzona
była w języku buriackim, alfabetem mongolskim. Jednak wszystkie pisma kierowane do władz państwowych pisane były po rosyjsku.3
Buriaci obowiązani byli do płacenia podatków, czyli tzw. jasaku. Ponieważ
jednak w odróżnieniu od innych narodów zamieszkujących Syberię, stosunkowo
rzadko zajmowali się myślistwem, opłacali więc jasak nie w skórach zwierząt
futerkowych, ale w gotówce. Jak zresztą stwierdzał Giller podatki płacone przez
Buriatów były niewielkie, znacznie niższe w Rosji czy też Królestwie Polskim.4
Buriaci zwolnieni byli od służby wojskowej. Jedynie tylko niektóre gminy
zapisane zostały do kategorii kozaków. Wiązało się to ze zwolnieniem ich od
płacenia podatków ale zobowiązywało do pewnych posług wojskowych. Natomiast dość częste były wśród nich przypadki, iż młodzi mężczyźni otrzymując
wynagrodzenie, szli do służby wojskowej jako zastępcy rekrutów. W połowie
XIX w Rosji było przyjęte, iż powołany jako rekrut młody mężczyzna miał prawo wynająć sobie zastępcę, który za niego szedł służyć do wojska. Takie sytuacje były dość częste wśród Buriatów, do czego skłaniały ich znaczne sumy
pieniędzy otrzymywane od rodzin, powołanych do wojska rekrutów. Według
relacji Gillera los tych zastępców rekrutów był nie do pozazdroszczenia „pieniądze, za którą sprzedali swą wolność prędko tracą, żołnierze zaś, którzy nie lubią
najemników, bardzo im dokuczają, i ci biedacy albo uciekają w końcu z wojska
i wchodzą na drogę prowadzącą pod pałki i do aresztu, albo nie mogąc przyzwyczaić się do życia koszarowego, umierają”.5
Buriatów, którzy w jakiś sposób zasłużyli się w stosunku do władz rosyjskich, bądź też przeszli na prawosławie, dekorowano specjalnymi wyróżnieniami. Np. na wniosek gubernatora otrzymywali przyznane jakoby przez cara medale, honorowe kaftany obszyte srebrnymi lub złotymi galonami a także kindżały.
Odznaczenia te w środowisku buriackim były wysoko cenione. Tego rodzaju
wyróżnieniami starano się zachęcać Buriatów do przyjęcia prawosławia. Tak
opisywał to Giller; „ Roku 1857 tunkijski tajsza Zangiej Hama i syn jego Danga
Zangiej porzucili wiarę buddyjską i pociągnęli za sobą do chrztu przeszło 720
Buriatów, których zaraz zapisali w liczbę Moskali. Nowoochrzczony tajsza
otrzymał...order św.Włodzimierza, bogate kaftany, a żony obu tajszów krzyżyki
i złote broszki, a wszyscy szulebowie /vel Zajsanowi/ również hojnie za odmianę
wiary wynagrodzeni”. Wspominał również Giller o innym wydarzeniu; „ Tajsza
bałagański w roku 1850 przyjął prawosławie...Za jego przykładem poszła część
__________
3
Tamże, t. 3, s. 116.
Tamże, t. 3, s. 111.
5
Tamże, t. 3, s. 117.
4
176
bałagańskich Buriatów i 4760 ludzi przyjęło nową wiarę. Wybudowano dla nich
nową cerkiew. Chodzi do niej przez ciekawość wielu ludzi szamańskiej wiary,
oswajają się i przyzwyczajają takim sposobem do nowych obrzędów, a chęć
nagrody popchnie ich dalej”.6
O strukturze społecznej Buriatów pisał także Julian Talko-Hryncewicz.7
Podobno ów autor zagadnieniom tym poświęcił znacznie więcej miejsca w rękopisie rozszerzonej pracy na ten temat, który jednak nie zachował się. Trudno jest
więc ocenić wartość tych materiałów, zebranych przez uczonego, który będąc
z zawodu lekarzem, naukowo zajmował się antropologią i etnografią.
Trochę drobnych, ale ciekawych informacji z tego zakresu zamieścił
w swojej pracy Przecław Smolik, przebywający na Zabajkalu w latach Pierwszej
Wojny Światowej.8
Oceniając jednak relacje z tego terenu, trzeba przyznać, iż polscy autorzy
na ogół słabo zorientowani w problematyce społecznej, traktowali ją w sposób
marginalny.
Życie rodzinne. Dla społeczności buriackiej w XIX i początkach XX stulecia typowe były małe rodziny, składające się z rodziców i dzieci, a także rodziców ojca. Taka właśnie rodzina stanowiła tam jednostkę gospodarczą.
Przeważająca część Buriatów posiadała tylko jedną żonę. Co prawda dopuszczalne było wielożeństwo, ale występowało ono tylko wśród najbogatszych
Buriatów. Za żonę bowiem rodzina pana młodego, bądź on sam, musieli wnieść
tzw.kałym. Był to zwyczaj występujący u niemal wszystkich ludów stepowych
Środkowej i Wschodniej Azji, zarówno mongoło jak i turkojęzycznych.9 Wysokość kałymu była bardo różna. Przeważnie zależała od pozycji dwojga młodych
ludzi. Natomiast znacznie mniejszą rolę odgrywały takie czynniki jak uroda
panny młodej, cechy charakteru itp. Kałym przeważnie wypłacany był w zwierzętach gospodarskich. U Buriatów obowiązywała egzogamia, nie wolno się było
żenić z dziewczyną pochodzącą z tego samego rodu. Pokrewieństwo liczyło się
tylko w linii męskiej, nie obowiązywało zaś w linii żeńskiej. O wyborze małżonki dla młodych ludzi decydował ojciec przyszłego pana młodego. Często zaręczane były jeszcze dzieci, a bywały także wypadki, że zawierano małżeństwa
z dziewczętami, które dopiero miały się urodzić. Najczęściej jednak wydawane
za mąż dziewczęta liczyły po kilkanaście lat /11–16/.10
__________
6
Tamże, r. 3, s. 119.
J.Talko-Hryncewicz, Materiały do etnologii i antropologii Azji Środkowej. Mongołowie.
Buriaci i Tunguzi, Kraków 1910, s. 30–31 i in..
8
P.Smolik,Wśród wyznawców Burchan-Buddy. Szkice z życia, opowieści i legendy Mongoło-Buriatów, Kraków 1925, s. 16–66.
9
Odnośnie tego zagadnienia por.np A,Podwarkow, Brak i rozwod u Kirgizow, w: Sriednaja Azija, Taszkient 1910, t. 2, s. 62–64; N. P. Łobaczowa, Swadiebnyj obrad kak istorikoetnograficzeskij istocznik, „Sowietskaja Etnografija”, 1981, s. 36–50 i in..
10
D.Klemienc, O swadiebnych obriadach u zabajkalskich Burjat,”Izwiestija WostocznoSibirskogo Otdieła Russkogo Geograficzeskogo Obszciestwa”. T.22, 1891; E.Petri, Bracznyje
7
177
Zagadnieniem przedstawionym w bardzo różny sposób przez polskich autorów, była pozycja kobiety w rodzinie buriackiej. Wielu z naszych obserwatorów,
najzupełniej chyba słusznie, zwracała uwagę, że sytuacja kobiety buriackiej była
o wiele lepsza niż u innych autochtonów na Syberii czy w Środkowej Azji. Na
marginesie można tu wspomnieć, że niektórzy badacze rosyjscy wysuwają przypuszczenie, że wśród Buriatów zachowały się pewne relikty charakterystyczne
dla matriarchatu.11 Tak np. brat matki posiadał cały szereg uprawnień w stosunku
do swych siostrzeńców. Poglądy te spotykają się jednak z wieloma zastrzeżeniami, trudno więc jest jednak stwierdzić czy są one w zupełności słuszne.
Kilka polskich relacji przynosi szereg informacji o weselnych obrzędach
Buriatów. Szczególne znaczenie ma w tym zakresie relacja Józefa Kowalewskiego. W tym miejscu należy wspomnieć, że do zagadnień tych pochodzących
z pierwszej połowy XIX stulecia, nie ma zbyt wielu źródeł. Niemal wszystkie
znane etnologom opisy, pochodzą z drugiej połowy XIX oraz pierwszych lat XX
wieku.12 Dlatego też pisany z dużą erudycją opis buriackich obrzędów weselnych, dokonany przez wymienianego już wcześniej mongolistę Józefa Kowalewskiego, zasługuje na specjalną uwagę.13 Młody orientalista wysłany w stepy
buriackie dla pogłębienia znajomości miejscowego języka oraz poznania zasad
religii lamaistycznej, z polecenia władz Kazańskiego Uniwersytetu prowadził
specjalny dziennik, w którym zapisywał ważniejsze wydarzenia oraz informacje
dotyczące autochtonicznej ludności Wschodniej Syberii, Mongolii i Chin. Zachowała się jedynie niewielka część tego wielotomowego dziennika. Wykorzystując ją profesor mongolistyki Uniwersytetu Lwowskiego Władysław Kotwicz,
opublikował bardzo ciekawy opis buriackich obrzędów weselnych.14 Jest to
z pewnością najwartościowszy opis buriackich obrzędów weselnych z pierwszej
połowy XIX wieku.
Sporo informacji o małżeństwach buriackich zamieścił w swoich relacjach,
wielokrotnie tu wspominany Agaton Giller. Pisał on, że Buriatów obowiązywała
opłata za żonę tzw. kałym. W środowisku uboższym wynosił on około 30 sztuk
bydła, „bogaci płacą całymi stadami”. Jeśli poślubiona żona uciekła od męża,
miejscowy dostojnik administracyjny, tzw. taisza udzielał jej upomnienia i kazał
wymierzyć chłostę. O ile takie ucieczki powtarzały się kilka razy, ojciec młodej
mężatki zobowiązany był zwrócić kałym i wówczas miał prawo powtórnie wynormy u siewiernych Burjat, Irkutsk 1924; P.Triebuchowskij, Swadba bałagańskich Burjat
w proszłom i nasto jaszczem, Wierchnieudinsk 1929.
11
K.W.Wjatkina, Piereżytki matierinskogo roda u burjat-mongołow, „Sowietskaja Etnografija”, 1946, nr 1; .Szarakazinowa, Piereżitki matriarchata w gieroiczeskom eposie Burjat,
w: Pamjati akademika B.J.Władimirowa. Moskwa 1958.
12
Por.np.N.Szczukin, Swadiebnyje obrjady u Burjat, „St.Pietierburskije Wiedomosti”,1850, nr 149, s. 597–599.
13
J.Kowalewski, Obrzędy weselne Burjatów /Z dziennika ...wydał W.Kotwicz/, „Rocznik
Orientalistyczny”, 1936, t. 12, s. 143–158.
14
Tekst Kowalewskiego, tamże, s. 147–158.
178
dać córkę za mąż. W wypadku kiedy mąż nie zapłacił kałymu, poślubiona żona
mogła swobodnie od niego odejść i wyjść za mąż za innego mężczyznę. Z pewnym zgorszeniem Giller stwierdzał, że „łatwość w obcowaniu z kobietami, niedbanie o wierność małżeńską, bardzo strasznie rozszerza... syfilis. W wielu jurtach nie tylko rodziców, ale wszystkie dzieci widziałem obsypane krostami
wenerycznymi.” 15
W dzień wesela pan młody przybywał w orszaku swych przyjaciół do jurty
poślubianej dziewczyny. Przez całą noc goście zabawiali się wesoło, śpiewając
i tańcząc. Spożywając przy tym baraninę i pijąc alkoholowy napój z mleka tzw.
araki. Przez ten czas panna młoda nie pokazywała się gościom. Dopiero następnego dnia matka wyprowadzała zakrytą pannę młodą i w momencie odsłonięcia
twarzy, oddawała ją młodzieńcowi. Państwo młodzi po oddaniu ofiary rodzinnemu ognisku, opuszczali jurtę panny młodej i wyjeżdżali do jurty młodzieńca.
Tam świeżo poślubiona mężatka obowiązana była rzucać kawałki mięsa „na
ogień, pod ściany i przez otwór u góry, którym wychodzi dym z jurty”. Wypowiadała wówczas specjalną formułę skierowaną do ognia. Giller przytoczył jej
tekst, funkcjonujący u Buriatów wyznających szamanizm.16
W niektórych okolicach według informacji Gillera utrzymywał się zwyczaj
pozorowanego porywania panny młodej. W innych znów swaci, którzy przynieśli ojcu dziewczyny kałym, zabierali ją ze sobą, okrywali białą zasłoną i wieźli
do jurty pana młodego, który tam czekał na przybycie małżonki. W tym momencie odbywał się tam obrzęd oddania ofiary ognisku. Z kolei podał Giller informację, co do której można mieć pewne zastrzeżenia, "tu i ówdzie istnieje między
Buriatami dziwny zwyczaj, że pierwszą noc po weselu, żona nie z mężem spędza, ale z dawnym kochankiem, jeżeli go miała, albo też z jakimkolwiek kawalerem będącym na weselu, a dopiero potem obcuje z mężem”.17
O płaconym za żonę przez Buriatów kałymie pisał także Eugeniusz Żmijewski. „Każdy mężczyzna, który stara się o żonę, zobowiązany jest zapłacić za
nią ojcu lub jej bratu tak zwany kałym, czyli okup z pewnej ilości sztuk bydła,
owiec lub koni składający się; jest to jeden z warunków istotnych związku małżeńskiego pod względem cywilnym uważanego, i dopiero po zadośćuczynieniu
mu, związek ten otrzymuje swą sankcję religijną wobec lamów.”18
Także J.Talko-Hryncewicz sporo miejsca poświęcił buriackim małżeństwom. Pisał on, iż dawniej na porządku dziennym były małżeństwa, w których
chłopcy mieli po 15–16 lat, a dziewczęta 14–15. Ale zdarzały się i takie sytuacje,
w których rodzice żenili zupełnie jeszcze niewyrośniętego chłopca, ze znacznie
starszą od niego kobietą. W ten sposób pozyskiwali dla rodziny nową siłę roboczą. W latach w których Talko-Hryncewicz przeprowadzał swe badania, małżeń__________
15
A.Giller, Opisanie Zabajkalskiej Krainy w Syberii, Lipsk 1876, t. 3, s. 101.
Tamże, t. 3, s. 102.
17
Tamże, t. 3, s. 102.
18
E.Żmijewski, Sceny z życia koczującego, Warszawa 1859, t. 1, s. 21.
16
179
stwa zawierano już w późniejszym wieku, gdy mężczyzna miał 20–22 , a kobieta
16–18 lat. Przy wyborze przyszłej małżonki decydujący głos miał lama, który
„wskazuje z jakiego rodu i kości musi pochodzić, zwraca uwagę na zachodzące
między nimi pokrewieństwo..., na czas urodzeń pobierających się, bo to może
przynosić szczęście lub nieszczęście, jak np. bezpłodność małżeństwa, śmiertelność dzieci, choroby, pomór bydła; tylko w części zapobiegają temu modły zwane gorumy.”19
Talko-Hryncewicz wysuwał przypuszczenie, że w czasach, w których przeprowadzał on swe badania „kupno córki u rodziców traci swe dawne znaczenie,
kiedy to mężczyzna zawierał formalną umowę z rodzicami żony i małżeństwo
nosiło charakter sprzedaży i kupna”.20 Wydaje się jednak, że autor ten wysuwając takie wnioski mijał się w pewnym sensie z prawdą. Zaprzeczają temu stwierdzenia innych autorów, którzy w tych samych latach zaobserwowali jeszcze
funkcjonowanie na tych terenach zjawiska wnoszenia opłat, najczęściej w inwentarzu, które były swego rodzaju ekwiwalentem za otrzymaną żonę. O funkcjonującym jeszcze takowym procederze słyszałem w Kazachstanie w połowie lat
siedemdziesiątych ubiegłego stulecia.
W książce Talko-Hryncewicza znalazły się także opisy ceremonii ślubnych
u Buriatów. Trwały one przez kilka dni i połączone były z pijaństwem i zabawami, jak np. wyścigami konnymi, strzelaniem do celu, zapasami i in.. Pisał on
o nich tak; „W obrzędzie ślubnym zauważyć można dwie strony: religijną i obrzędową, w których występują przeżytki różnych zwyczai, dla współczesnych
nie zawsze zrozumiałych.” Inny charakter miały obrzędy małżeńskie u Buriatów
wyznających szamanizm, „u których obrządek ślubny ma tylko stronę zewnętrzną: kupno panny młodej i ujęcie jej krewnych przez robienie podarków”.21
Talko-Hryncewicz pisał, że w dawniejszych czasach zarówno u Buriatów,
jak i u innych okolicznych ludów, istniała prawdopodobnie poliandria. Kupiona
czy też pochwycona kobieta stanowiła własność całej rodziny, a prawo do niej
mieli zarówno teść, jak i szwagrowie. Wdowa została żoną jednego z braci bądź
teścia. Syn po śmierci ojca żenił się z macochą, o ile była młoda i miał też prawo
żyć z młodszymi żonami ojca. Odnieść można jednak wrażenie, że TalkoHryncewicz w tym przypadku zbyt przejaskrawił swoje wnioski dotyczące reliktów poliandrii wśród Buriatów.
W dalszych fragmentach pracy tak charakteryzował ten naród. „Wolność
obyczajów i nieprzestrzeganie do wyjścia za mąż niewinności nie jest potępiane,
Zamężne najczęściej są wierne mężom. Gościnny heteryzm, który przed 40–50
laty był w użyciu powszechnie, nie tylko wśród Buriatów, lecz i Rosjan w głu-
__________
19
J.Talko-Hryncewicz, Materiały do etnologii i antropologii ludów Azji Środkowej. Mongołowie, Buriaci i Tungusi, Kraków 1910, s. 56,
20
Tamże, s. 56.
21
Tamże, s. 57.
180
chych zakątkach kraju zabajkalskiego, dziś zachował się tylko w pełnej sile
u Mongoło-Chałkasów.”22
Przecław Smolik w swojej książce zamieścił niewielki opis uroczystości
weselnych u Buriatów, wyznawców szamanizmu.23 W znacznym stopniu wykorzystał on w tym przypadku relacje znajdujące się w rosyjskiej literaturze etnograficznej. W minimalnym zaś przedstawił tu wyniki własnych obserwacji. Dlatego też wartość naukowa tego tekstu, faktycznie jest niewielka, chyba, że
potraktujemy go tylko jako próbę zapoznania polskich czytelników z buriackimi
zwyczajami weselnymi.
Z wykształcenia lekarz, później wybitny uczony Benedykt Dybowski,
przedstawił opis wychowania niemowląt u Buriatów. „ Kołysek nie mają, układają dziecko w małej zgrabnej budce wpółkrytej, z fartuchem zakrywającym
przód cały. Tułów dziecka spowijają tak, że rączki nieruchomo są do niego
utwierdzone i wyciągnięte równolegle do tułowia. Nóżki również są wyciągnięte
lecz bywa ją spowite, już po ułożeniu dziecka w budce, a to dlatego, że obejmują
one słupek przytwierdzony do dna budki, obwinięty dokładnie skórą. Słupek
zajmuje miejsce pomiędzy nóżkami, tuż przed nim znajduje się otwór w dnie
budki, nad nim ułożona gruba warstwa suchego mchu sięgająca po pośladki
niemowlęcia. Po ułożeniu dziecka, okrywa się go starannie, na głowę wdziewają
rodzaj ciepłego kapturka i ono spoczywa na dosyć twardej poduszce. Ze sklepienia budki spuszcza się na cienkim sznureczku umocowany kawałek kurdiuka,
ogona baraniego, gotowanego w mleku, a tak dopasowany jest sznurek, że koniec kurdiuka trafia akurat na usta niemowlęcia, by ono mogło go ssać jak się
przebudzi. Ostatecznie naciąga się fartuch od sklepienia budki ku brzegom
i zapina się naokoło szczelnie. Ułożone niemowlę leży noc całą, do rana nikt
w nocy do niego nie zagląda...”24
Jak dalej opisywał Dybowski: „We dnie dziecko jest ciągle na rękach, bawią się nim i ono się bawi, przywyka nie spać we dnie.” Według jego opinii ów
system wychowania niemowląt dawał bardzo dobre skutki, gdyż „chorowitych,
bladych niemowląt nie widziałem wcale, wszystkie są tłuściutkie, pulchniutkie
jak prosiaczki.”25
Autorzy, którzy w swoich relacjach pisali o Buriatach zwracali uwagę na
rolę jaką duchowni buddyjscy – lamowie, odgrywali w ich życiu. Ten wpływ
miał miejsce przez cały żywot człowieka, od narodzin aż do śmierci. Niektórzy
z nich pisząc o śmierci i pogrzebie zwracali uwagę na udział w nich duchownych
buddyjskich. Do umierającego, czy też nawet ciężko chorego Buriata, rodzina
sprowadzała duchownego, który dawał pouczenie o zbliżającej się śmierci. Wy-
__________
22
Tamże, s. 57
P.Smolik, op. cit., s. 67–78.
24
Pamiętniki dra Benedykta Dybowskiego od roku 1862 zacząwszy do roku 1878, Lwów
1930, s. 241.
25
Tamże, s. 241.
23
181
głaszał przy tym specjalne modlitwy, mające chorego doprowadzić do wyzdrowienia. Po śmierci tylko lama mógł dotykać nieboszczyka. On też go obmywał
i ubierał. Obrzędy pogrzebowe u wyznawców lamaizmu były dość rozbudowane.
Należało ich jednak dokładnie przestrzegać, gdyż od tego w dużym stopniu zależał dalszy los nieboszczyka. Lama wyznaczał dzień i godzinę pogrzebu, oraz
ustalał całą ceremonię pogrzebową. „Do wyjątkowych wypadków należy palenie
ciał i zakopywanie zwłok; zwykle wyrzucają ciało zmarłego na step oblewając je
wodą.” Na Zabajkalu już w czasie badań prowadzonych przez TalkoHryncewicza, pod naciskiem rosyjskich władz policyjnych, począł przyjmować
się zwyczaj sporządzania z cienkich desek trumny i przykrywania jej cienką
warstwą ziemi. Nabożeństwa żałobne za zmarłych trwały u ubogiej ludności od 7
do 21, u bogatych aż do 49 dni. Później odbywały się raz do roku.26 W wypadku
Buriatów szamanistów autor ów zauważył, iż u nich ceremonie pogrzebowe były
uboższe, a np. ciało nieboszczyka zakopywano w ziemi.27
Pisał o tym także B. Dybowski: „Buriaci nie grzebią umarłych, wywożą ich
na stepy i tam kładą na ziemi. Psy i wilki rozrywają go na części, wrony i kruki
dokonują reszty. Zbierając w późniejszych czasach czaszki Buriatów dla muzeum w Irkucku znajdowałem po dniu jednym od daty wywiezienia trupa, już
rozerwanego na części z odgryzioną czaszką. Po obecności wron i kruków, łatwo
znaleźć miejsce na stepie, gdzie leży trup świeżo wywieziony.”28
Polskie relacje, w których autorzy poruszali problemy społeczne Buriatów,
nie były zbyt liczne, w porównaniu np. z kulturą materialną miały mniejszą wartość naukową. Mimo wszystko warto także o nich wspomnieć, gdyż także w tym
zakresie należy podkreślić wkład Polaków w badaniach nad kulturą Buriatów.
Summary
Among Polish authors writing about Buriats in the late 19th century and early 20 century there were those who paid special attention on the scila culture
descriptions. First of all I should mention J.Kowalewski, A.Giller, J.TalkoHryncewicz,, B.Dybowski, P.Smolik. On one hand they focused on the social
structure and on the pother hand they were interested in family life of Buriats,
rising the children and the position of women. The mentioned authors focused on
family rituals, describing the functioning habits closely connected to wedding
and funeral ceremonies.
th
__________
26
J. Talko-Hryncewicz, Materiały..., s. 58.
Tamże, s. 59.
28
Pamiętniki dra Benedykta Dybowskiego..., s. 78.
27
182
Joanna Książek
Uniwersytet Mikołaja Kopernika
w Toruniu
Struktura i idea kołchozu a wspólnoty lokalne
tradycyjnych społeczeństw Azji Środkowej
Niegdysiejsze radzieckie republiki Azji Środkowej stanowią swoiste peryferia względem oddziaływania ideologii komunistycznej zarówno w sensie geograficznym, politycznym, jak i kulturowym. Sposób istnienia ideologii komunistycznej na tych obszarach, strategia indoktrynacji, a także recepcja oraz sposób
oddziaływania tej ideologii uzależnione są od lokalnych właściwości społeczeństwa i specyfiki kulturowej regionu. Jednym ze sposobów podporządkowywania
władzy radzieckiej społeczeństw azjatyckich oraz zakorzeniania struktury i ideologii sowieckiej, podobnie, jak na innych obszarach objętych wpływami komunizmu, była kolektywizacja. W porównaniu z obszarami np. europejskimi przebiegała ona w specyficzny sposób, głównie za sprawą przystosowywania oraz
przebudowywania tradycyjnych wspólnot społeczeństw Azji Środkowej w wyniku powstania kołchozów i sowchozów, które stały się nowym wcieleniem tradycyjnych grup wspólnotowych. Analiza zjawiska kolektywizacji oraz jej skutków
w krajach Azji Środkowej, którą postaram się naszkicować w niniejszym artykule, naświetli jednocześnie fragment rozległego i długotrwałego procesu przeszczepiania idei powstałej w kręgu kultury europejskiej na grunt jakże odmiennej
kultury republik Azji Środkowej.
Przeprowadzając kilka lat temu badania wśród ludności Kirgistanu spotykałam się, zwłaszcza na terenach wiejskich, z wielokrotnie wyrażaną nostalgią za
czasami ZSRR, kiedy to „pracowało się w kołchozie”. Częstotliwość występowania „wspomnień kołchozowych” w relacjach moich informatorów oraz rozbieżność między podejściem do tej instytucji np. w Polsce1, a tym, które prezentowali niektórzy Kirgizi, kazało mi bliżej przyjrzeć się kwestii kolektywizacji na
terenach Azji Środkowej w kontekście specyfiki tego kręgu kulturowego.
Niniejszy temat wymaga krótkiego wprowadzenia dotyczącego wielowymiarowości sposobów identyfikacji społeczeństw Azji Środkowej. Tożsamość
etnokulturowa społeczeństw Azji Środkowej funkcjonowała zawsze na kilku
poziomach. Zarówno wtedy, gdy społeczności te wchodziły w skład struktury
państwowej, jak i wtedy, gdy jej jeszcze nie było, a ludność podlegała zwierzch-
__________
1
Zob. np. T. Skonieczny, Postawy chłopów wobec koncepcji i poczynań PPR (PZPR)
w początkowej fazie kolektywizacji polskiego rolnictwa (1948–1949), Słupsk 2009
183
nictwu chanatu, czy emiratu, istniała z jednej strony lojalność wobec władzy lub
struktury nadrzędnej – np. chana, lub republiki tytularnej, z drugiej strony, ludność identyfikowała się, a właściwie funkcjonowała na zasadzie przynależności
do różnego rodzaju grup wspólnych interesów, zjednoczonych najczęściej na
osnowie rodowej lub regionalnej. Jak pisze Andrzej Wierzbicki, „w społeczeństwach Azji Centralnej zarówno tożsamość etniczna, jak i narodowa, nie ma
charakteru typowego dla narodów europejskich. Na tożsamość jednostki w regionie składa się sieć różnorodnych powiązań, przedmodernizacyjnych identyfikacji grupowych, które przeważały i niekiedy obecnie nadal przeważają nad
identyfikacją narodową. Mogła to być wspólna religia, wyznanie, region, więzy
pokrewieństwa (ród, plemię), przynależność państwowa, czy terytorialna. Te
różne identyfikacje nakładały się na siebie i zyskiwały na znaczeniu zależnie od
sytuacji”.2 Autor sugeruje także, że „bardziej właściwe dla Azji Centralnej jest
zastępowanie tożsamości pojęciem lojalności i wynikających z niej zobowiązań”.3 Istotnie, z tego względu więzi trybalne zawsze miały olbrzymie znaczenie
w aspekcie ekonomicznym, społecznym i politycznym, jednak właśnie dlatego
stanowiły one podstawę identyfikacji danej grupy społecznej. Wspólnota taka
funkcjonowała jako sieć kontaktów poziomych lub pionowych i opierała się na
lojalności, zaufaniu i wzajemnej pomocy jej członków, przez co określała stopień
samowystarczalności grupy.
Powszechnie przyjmuje się, że ludność osiadłą zamieszkującą Azję Środkową charakteryzował silny regionalizm. Także dziś mieszkaniec Pamiru określa
się Pamirczykiem, a mieszkaniec Samarkandy, w pierwszym rzędzie nazwie
siebie Samarkandczykiem zanim przejdą do identyfikacji na poziomie np. narodowym, czy państwowym. Natomiast wśród ludów o tradycjach koczowniczych
duże znaczenie zawsze miała, i ma do dziś, przynależność do wspólnoty rodowej
lub klanowej, odgrywająca kluczową rolę w funkcjonowaniu społeczeństwa
i jego życiu politycznym.
Zarysowany powyżej podział na osiadłych i koczowników w kontekście
znaczenia dla tożsamości jest podziałem uproszczonym – tożsamość jednostki
najczęściej określa się poprzez przynależność do grupy identyfikującej się na
podstawie kilku złożonych czynników. Oprócz grup łączących swych członków
na zasadzie wspólnoty rodowej, klanowej, czy regionalnej, dochodzą różnego
rodzaju kombinacje oparte na czynnikach etno-lingwistycznych, socjo-religijnych, czy ideologicznych. Funkcjonują one bardzo często jednocześnie obok
siebie i zdarza się, że jedne z nich ożywają i intensyfikują się, natomiast inne
bledną w wyniku zaistniałych okoliczności.
Wspólnej płaszczyzny identyfikacyjnej dostarcza oczywiście wspólna religia w swym ogólnym wymiarze. Jednakże islam w krajach Azji Środkowej jest
__________
2
3
184
A. Wierzbicki, Etnopolityka w Azji Centralnej, Warszawa 2008, s. 181
Tamże, s. 181
przede wszystkim częścią kultury i tradycji narodowej. Dla niektórych badaczy
jest to „głównie cecha etniczna, nosząca tylko znamiona religijności”.4 Zajmujący się fenomenem religii w Kazachstanie Tomasz Zieliński podkreśla fakt utożsamienia etniczności z konfesyjnością, co pozwala Kazachom być Kazachem,
muzułmaninem i jednocześnie ateistą, bądź komunistą.5 „Fakt, że przodkowie
byli wyznawcami islamu automatycznie determinuje przynależność konfesyjną.
Tutaj większa rolę odgrywa nie przynależność do religii, a przynależność do
etnosu. Kazach uważa się za muzułmanina (religia jest jak język, jawi się przymiotem narodu). Kazach jest więc muzułmaninem dlatego, że jest Kazachem”.6
Sposób pojmowania i doświadczania religii obecny wśród Kazachów nie może
stanowić postawy uogólnienia dla wszystkich nacji tytularnych Azji Środkowej,
może być jednak argumentem świadczącym o ogromnym znaczeniu zachowywania tradycji przodków w ciągłym kształtowaniu się etnosu i poczuciu identyfikacji etnicznej, charakterystycznej dla całego obszaru. Rola przodków, a więc
rodziny, rodu, klanu, a co za tym idzie – więzi trybalne, będą miały decydujące
znaczenie także w interesującym nas temacie.
Rozmaite rodzaje identyfikacji, mające znaczenie także w dzisiejszym
świecie politycznym, nie są prostą kontynuacją podziałów w wyniku zamierzchłych konfliktów między grupami ludności, lecz swoistą rekompozycją owych
podziałów dokonującą się na przestrzeni lat i pod wpływem różnych czynników.7
Tożsamości kształtujące się na podstawie przynależności do grup są często wynikiem gry politycznej, zmieniającej z zewnątrz lub z inicjatywy samych członków grupy rodzaj „odmienności” legitymizującej jej istnienie.
Zasada politycznej dominacji i kontroli resortów przez pojedynczą grupę,
przeszła doskonale z epoki chanatów w epokę ZSRR, a potem w okres niezależności.8 Przed erą sowiecką grupy i frakcje były odpowiedzialne za podatki, posiadały określone prawa (dotyczące ziemi i wody) oraz określone obowiązki
i zbiorową odpowiedzialność. Po rewolucji bolszewickiej ważnym dla grupy
stała się m. in. wysoka pozycja kołchozu, do którego grupa należała. Jeszcze
później ważnym stało się członkostwo w grupie wcielonej w ważne jednostki
administracyjne, polityczne i ekonomiczne. W dzisiejszych czasach wspomniane
podziały funkcjonują nadal w świadomości społeczeństw środkowo-azjatyckich
i są kluczowe dla życia politycznego byłych republik Azji Środkowej. Istnieją
one zarówno w życiu codziennym (preferencje małżeńskie, sąsiedztwo, sieć
klientów, mafia), jak i politycznym (frakcje polityczne, społeczne pochodzenie
__________
4
A. Zamaraeva, P. Załęski, Tożsamość kulturowa narodów Azji Centralnej, Społeczeństwo i Polityka 2006 nr 3, s. 83.
5
T. Zieliński, Między islamem a komunizmem, Lębork 2001, s. 90
6
Tamże, s. 91
7
O. Roy, The New Central Asia. The Creation of Nations, New York, 2000, s. 14
8
Tamże, s. 20
185
szefa partii itp.).9 Wystarczy wspomnieć, że dwie główne frakcje polityczne
walczące ze sobą w Tadżykistanie to tzw. wspólnoty regionalne Kulabi i Gharmi, obydwie pochodzenia tadżyckiego. Władza w Uzbekistanie należy głównie
do frakcji Jizak-Samarkand, w Turkmenistanie do rodu Tekke, a w Kazachstanie
do Starszego żuzu.10
Tożsamość etniczna narodów Azji środkowej podlegała rozmaitym wpływom od niepamiętnych czasów i jest to naturalne zjawisko warunkujące dynamikę procesu kształtowania się etniczności. Kluczowe dla tradycyjnych społeczeństw tego obszaru związki rodowo-plemienne ulegały przeobrażeniom.
Z czasem, m. in. także w okresie kolonizacji rosyjskiej, genealogiczny fundament wspólnoty zaczął, pod wpływem argumentów politycznych i ekonomicznych, zmieniać charakter na bardziej umowny, formalny, dodatkowo, w wyniku
oddziaływania gospodarki kapitalistycznej oraz przymusowej sedentaryzacji
koczowników na tradycyjne rodowo-plemienne podziały społeczne zaczęły nakładać się podziały klasowo-warstwowe.11 Jednak w specyficznym okresie ingerencji sowieckich, natężenie zmian osiągnęło swoje apogeum. Rozmiar manipulacji dokonywanych na środowisku rozumianym zarówno kulturowo, jak
i dosłownie jako ekosystem, nienaturalne zmiany konstelacji elementów wpływających na obraz etniczności wymuszały reakcje społeczeństwa na poziomie
identyfikacyjnym.12
Już samo ustanowienie republik wprowadziło olbrzymie zmiany w sposobach identyfikowania się grup ludności. Czynniki, które grały tu główną rolę to:
wytyczenie granic oraz zmiany administracyjno-terytorialne skutkujące masowymi przesiedleniami ludności, sedentaryzacja koczowników (przesiedlenia
i sedentaryzacja wywoływały często rywalizację o ziemię i wodę), rusyfikacja
ludności, próba wprowadzenia ponadnarodowej kategorii identyfikacyjnej tzw.
homo sovieticusa. Należy także pamiętać, że w efekcie utworzenia republik powstały państwa wieloetniczne, w związku z czym nastąpiła swoista mobilizacja
etniczna mniejszości narodowych i etnicznych, stanowiąca kolejny komponent
kształtujący poczucie tożsamości zbiorowej.
Poprzez zmianę jednego lub kilku spośród wymienionych czynników zmienia się cała „konstelacja” stojąca u źródła takiej a nie innej identyfikacji etnokulturowej – jeśli powstaje granica, lub zmienia się sąsiedztwo czy tryb życia, do-
__________
9
Tamże, s. 12
Według A.M. Khazanowa w Kazachstanie nadal panuje niepisane prawo zachowywania
względnej równowagi liczebnej reprezentantów poszczególnych żuzów wśród państwowej
nomenklatury. Zob. A.M. Khazanow, After the USSR. Ethnicity, Nationalism, and Politics in
the Commonwealth of Independent States, Wisconsin 1995, s. 126
11
K. Kozłowski, Rewolucja tulipanów w Kirgistanie. Geneza,przebieg, następstwa. Warszawa 2009, s. 91
12
Por. J. Książek, Od tradycji do kreacji – wymiary i losy tożsamości centralnoazjatyckich, [w:] „Sprawy Narodowościowe Seria Nowa” 2011, zeszyt 39, s. 84
10
186
chodzi do konieczności przystosowania się do nowego układu, zajęcia wobec
niego stanowiska i przeorganizowania dotychczasowych zasad identyfikacji.
Dobrym przykładem może być tutaj sytuacja, kiedy transfer populacji redukuje
opozycję np. między plemionami i konsoliduje identyfikację terytorialną w sensie miejsca pochodzenia. W ten sposób przesiedlenia paradoksalnie wzmagają
tożsamość regionalną w taki sposób, że przymusowo przesiedlona grupa określa
się odtąd według miejsca, z którego przybyła, podczas gdy ich dotychczasowa
podstawa identyfikacji przestaje mieć znaczenie.13
W końcu, elementem, który miał ogromny wpływ na zmiany sposobów
identyfikacji był tworzony w latach 20. i 30. system kołchozów i sowchozów.
Zadaniem kolektywizacji zainicjowanej podczas pierwszego planu pięcioletniego
(1928–1932) było wyrugowanie wszelkich form nomadyzmu i pół-nomadyzmu
na terenach Azji Środkowej oraz zlikwidowanie tradycji ludności tytularnej,
które uznawane były za wsteczne. Dlatego pożądanym była likwidacja typowej
w tym regionie struktury społecznej opartej na tradycyjnych rodowych, klanowych lub innych wspólnotach lokalnych, a także tradycyjnych elitach władzy
(bej, manap) będących generatorem relacji patronalno-klientalnych. Modernizacja społeczeństwa doprowadzić miała do postępu, oraz utworzenia nowego systemu społecznego i nowych elit politycznych. Miano nadzieję, że tradycyjne
struktury ulegną samoczynnemu rozsadzeniu w wyniku wcielenia społeczności
wiejskich w nowe ramy organizacyjne, jakimi były kołchozy. Jednak nieoczekiwanie okazało się, że nowe, narzucone przez państwo struktury stwarzają możliwość kontynuowania w ich ramach egzystencji tradycyjnych grup wspólnotowych w nieco zmienionej formie. Wśród powodów, dzięki którym stało się to
możliwe, badacze i znawcy regionu wymieniają bardzo często elastyczność społeczeństwa i umiejętność zaadaptowania tradycyjnych struktur współżycia społecznego do nowych warunków14. Czynnikiem sprzyjającym było tutaj wykorzystywanie przy zakładaniu jednostek pracy kolektywnej, istniejących już wspólnot
rodowo-plemiennych. „Kołchozy i sowchozy były często tylko nową nazwą
kilku zgrupowanych starych osiedli z czasów carskich lub wcześniejszych”.15
Niekiedy zaś „ich nazwy były ukrytym indykatorem pochodzenia rodowoplemiennego.”16 Zdaniem radzieckiej Komisji Studiów Trybalnych wcielanie
jednostek trybalnych do jednego kołchozu miało być korzystne z punktu widze__________
13
Por. O. Roy, The New Central Asia. The Creation of Nations, New York, 2000, s. 97
Wstępowanie do partii i korzystanie z beneficjów z tym związanych nie było przez ludność rdzenną uznawane za formę zdrady narodowej, na ogół kojarzono je z dostosowywaniem
się, adaptowaniem do nowych warunków życia społeczno politycznego. A. Zamaraeva, P.
Załęski, Tożsamość kulturowa..., s. 97
15
S.M. Abramzon, Kirgizy i ich ètnogenetičeskie i istoriko-kul’turnye svâzi, Frunze–
Leningrad 1997 ; A. Sobânin, Aktualnye voprosy nacional’noj bezopasnosti Kirgizii, PROFI,
nr. 11/1999, s. 15–15, cyt. za K. Kozłowski, Rewolucja..., s. 102
16
T. Bodio, P. Załęski, Elity władzy w Azji Centralnej. Tradycja–modernizacja–
etnopolityka, Warszawa 2008, s. 148
14
187
nia efektywności gospodarczej17. Jeśli chodzi o wymiar ideologiczny, idea kolektywu rozpowszechniana wśród mieszkańców Azji Środkowej trafiła na bardzo
podatny grunt. Dzięki temu kołchoz został wykorzystany przez nich jako nowe
środowisko, w które przenieść, i do którego zaadoptować się miały lokalne
wspólnoty grupowe. Jak zaznacza Andrzej Wierzbicki „ (...) wspólnoty rodowoplemienne doskonale nadawały się do budowy społeczeństwa socjalistycznego.
Sprzyjało to wzmacnianiu więzi solidarności grupowej pracowników i mieszkańców kołchozu.”18 Podsumowując wspólne cechy tradycyjnych kirgiskich wspólnot rodowo-plemiennych Krzysztof Kozłowski wylicza wśród nich „głębokie
zakorzenienie norm współżycia społecznego w kolektywistycznych tradycjach
lokalnych; w warunkach stepowych przynależność do wspólnoty w rozstrzygający sposób decydowała o statusie, jak i losach jej członków”.19 Trzeba zaznaczyć,
że praktyka życia wśród małych wspólnot, bazująca na sieci kontaktów była
utrwalana wśród tych ludów od wieków. Podyktowana potrzebą samowystarczalności w ramach małej wspólnoty stanowiła ona optymalną formę współżycia
społecznego i bytu w ogóle. Zweryfikowana wielokrotnie przez trudne warunki
bytowe, opierała się na sieci współzależności, wzajemnym zaufaniu do członków
grupy, lojalności oraz wzajemnej pomocy.
W systemie sowieckim, zgodnie z komunistyczną ideą kolektywu, egzystencja społeczna była skonstruowana wokół przynależności do grupy i obligowała jednostkę do identyfikowania się z nią. Grupa pełniła rolę społecznego
mediatora dla jednostki – na podstawie członkostwa w konkretnej grupie otrzymywano dokument potwierdzający tożsamość, poprzez grupę istniał dostęp do
podstawowych usług społecznych, prawo do przemieszczania się, budowy domu,
itd.20 Sowiecka socjotechnika w tym przypadku wpisywała się częściowo
w mentalność i zasady funkcjonowania omawianego społeczeństwa tradycyjnego, dlatego z taką łatwością, tradycyjne struktury zostały przeniesione na teren
nowych.
Tak więc poszczególne grupy społeczne – całe klany, mahalle (rodzaj
wspólnoty sąsiedzkiej), czy grupy rodowe – zostały wcielone do kołchozu. I tak,
albo kołchoz tworzyła jedna wspólnota, np. jeden klan, albo też poszczególne
grupy stanowiły podjednostki, tzw. brygady i pod-brygady kołchozu. Czasami
w wyniku umieszczenia w jednym kołchozie kilku grup sprzecznych interesów
następowała reorganizacja sympatii i antypatii grupowych, tworząc nowe koalicje i układy zależności, lub też kołchoz, skupiając różnorodne „niezrzeszone”
wcześniej grupy, sam stawał się czymś na kształt wielkiego klanu podkreślające-
__________
17
Por. K Collins, Clan Politics and Regime Transistion in Central Asia, Cambridge 2006,
s. 94–95, cyt za A. Wierzbicki, P. Załęcki, Trybalizm a władza w Azji Centralnej, Pułtusk
2008, s. 200.
18
A.Wierzbicki, Etnopolityka...., s. 281
19
K. Kozłowski, dz. cyt., s. 86
20
Por. O. Roy, dz. cyt., s. 86
188
go swą zbiorową tożsamość na zasadzie odrębności od innego kołchozu. Wewnętrzne podziały, hierarchia i konflikty nie były rzadkością w kołchozie, zazwyczaj był on zarządzany przez dominującą frakcję, z której wybrany zostaje
także przewodniczący kołchozu. W ten sposób sieć kooperacji i porozumienia
łącząca poszczególne części wspólnoty została w dużej części zachowana albo
też na nowo stworzona.
Niepowodzenie w rozbijaniu tradycyjnych struktur społecznych spowodowało niezadowolenie władz oraz reakcję, którą było łączenie kołchozów funkcjonujących teoretycznie na zasadzie spółdzielczości w większe jednostki –
sowchozy, będące własnością państwa, które otrzymywały tym razem zwierzchnika z centrum. Lecz nie na wiele się to zdało: kołchozy stawały się brygadami
sowchozu i zachowywały swoją specyficzną tożsamość, tracąc nieco na autonomii.21
Kołchoz korzystał z administracyjnej, ekonomicznej, społecznej, a nawet
politycznej instytucjonalizacji w ramach systemu sowieckiego, a jego status
w związku z niedoborem kadr „centralnych” na niższych, lokalnych szczeblach
administracyjnych był względnie autonomiczny. Kołchoz funkcjonował jako
globalna wspólnota – posiadał swojego przewodniczącego obranego drogą wyborów, zajmował się pracą, administracją, podziałem dochodów, ale także zapewniał opiekę swoim członkom poza zasięgiem swego terytorium, na przykład
w przypadku emigracji do miasta. O tym, że kołchoz nie stanowił tylko zwyczajnego miejsca wspólnej pracy, lecz stał się ośrodkiem życia społecznego funkcjonującego na wzór tradycyjny świadczy fakt, że członkowie kołchozu mogli liczyć na solidarność swej wspólnoty, włącznie z wykorzystaniem kontaktów
przewodniczącego w sieci znajomości partyjnych, administracyjnych, czy na
rynku pracy. Ktoś, kto znalazł pracę w mieście był niejako zobowiązany pomóc
w jej znalezieniu innemu członkowi rodzimego kołchozu używając swych kontaktów. Wydaje się zatem, że Oliver Roy zasadnie używa terminu „kołchozowa
tożsamość” (kolkhozian identity), podkreślając jednocześnie, że jej bazą był
tradycyjny rodzaj grupy wspólnotowej, która zachowywana była nawet po jego
opuszczeniu.22 23
Niebagatelne znaczenie dla zachowywania tradycyjnych struktur społecznych miała też zapoczątkowana w latach 20. XX wieku korenizacja władzy.
Miała ona ułatwić zadomowienie się ideologii i całej struktury politycznej na
gruncie Azji Środkowej za pośrednictwem członków społeczności autochtonicznych i pośrednio podnieść efektywność systemu kontroli ludności miejscowej.
__________
21
O. Roy, dz. cyt. s. 88
Tamże, s. 91
23
Przyczynkiem do uzasadnienia istnienia czegoś na kształt kołchozowej tożsamości mogą
być przywołane przez Tomasza Zielińskiego przypadki nadawania dzieciom w Kazachstanie
okresu sowieckiego nowo powstałych imion, do których należy m. in. Kołchozbek. Zob. T.
Zieliński, dz. cyt, s. 58
22
189
Wykorzystany miał tu zostać potencjał zaufania wobec członków własnej grupy
rokujący o wiele lepsze rezultaty w porównaniu ze skrajną nieufnością wobec
delegatów z centrum. Mimo, iż konsekwencją działań aparatu sowieckiego wymierzonych w społeczeństwa centralnoazjatyckie miało być rozsadzenie elit
starego typu, a także pozbycie się inteligencji wykształconej przed rewolucją,
w wyniku korenizacji w skład aparatu partyjnego wchodzili często członkowie
starych elit, m. in. ze względu na wykształcenie właśnie. Nowo wprowadzone
elity lokalne, mające za zadanie pośredniczyć między centralną władzą państwową, a jej odległymi prowincjami, to jest nie tylko kontrolować w imieniu
władzy społeczeństwo, ale i je reprezentować, nie tworzyły osobnej i niezależnej
klasy rządzących, lecz ich pozycja i prestiż zależały od grupy ludzi, nad którymi
sprawowały pieczę. Według teorii Olivera Roya siła nowych członków elity
pochodziła z dobrego – korzystnego dla obu stron pośredniczenia między grupą
wspólnotową, a władzą centralną, a nie z wykorzystywania grupy w celu osiągnięcia dóbr własnych. Ta współzależność notabli i społeczeństwa wspomagała
w zasadzie tradycyjne formy stosunków patrona i klienta.24
Wspomnieć tu należy, iż z aparatem władzy i nadzoru państwa reprezentowanego przez rady większej jednostki terytorialnej – rejonu, czy obwodu, współzawodniczyła nieformalna samoorganizacja w wioskach wchodzących w skład
kołchozu – rada starszych – oraz pomniejsi notable pełniący swą rolę za pomocą
nieformalnych spotkań oraz wykorzystywania sieci powiązań.
Przywołani już Andrzej Wierzbicki i Piotr Załęski analizując, skądinąd bardzo zróżnicowany, w zależności od okresu i trendu w polityce, proces korenizacji w Azji Środkowej, nawiązując do relacji trybalnych i patronalno-klientalnych,
kreślą jego osobliwości wynikające ze specyfiki kulturowej omawianych społeczeństw. Ujawnia się ona m. in. w sposobach ominięcia centralnego nadzoru
i wcielenia, choćby pośredniego, do nowo powstających elit partyjnych, tzw.
starych, przedrewolucyjnych i tradycyjnych elit społecznych. Autorzy podkreślają, że w wyniku korenizacji autorytety rodowe przenikają do partii aby wykorzystać nowe porządki w interesie rodowym i własnym, mimo, że od końca lat 20.
władze wyższego szczebla rozbijają istniejące układy i przy wyborze nowych
członków rad i oddziałów wykonawczych decyduje poparcie z góry, „pozbawiani głosu przedstawiciele elit wystawiali jako kandydatów do rad własnych klientów i dzięki temu mogli kontrolować ich działalność”.25 Autorzy przytaczają też
uwagę Muchtarbeka Madalieva, na temat działalności bolszewików w tradycyjnym aule kirgiskim. Twierdzi on, że „aby móc uczynić prawdopodobnym wypełnienie określonych zadań postawionych przez partię, musieli oni uzyskać
zgodę przywódcy rodowego. Stąd dla efektywności działań kontaktowali się
z ludźmi określanymi jako 'elementy kułackie i baj-manapskie'”.26
__________
24
O. Roy, dz. cyt., s. 85–96
A. Wierzbicki, P. Załęski, Trybalizm...., s. 191–192
26
Tamże, s. 195
25
190
Podczas analizy procesu kolektywizacji na terenie Azji Środkowej, elementy charakterystyczne dla tego obszaru, uzupełniające obraz kulturowy społeczeństwa je zamieszkującego, narzucają się jako efekt porównania z przebiegiem tego
procesu na terenie Europy.
Uwypuklając odmienny charakter kołchozów środkowoazjatyckich wynikający ze specyfiki kulturowej, która, jak widzieliśmy, została wchłonięta przez tę
instytucję, Roy notuje ważne spostrzeżenie. Otóż inaczej niż w kołchozach rosyjskich, gdzie kariera zawodowa przewodniczącego kołchozu uwarunkowana była
relacjami z osobami równymi rangą, a kolejne awanse pociągały za sobą zmianę
miejsca pobytu, gdzie w związku z tym kontakty z pracownikami kołchozu były
zatem zawsze czasowe i ograniczone do minimum, w Azji Środkowej sytuacja
była odwrotna. Zarządzający kołchozami zawsze i na zawsze związany był
z jednym regionem, nawet jeśli jego kariera polityczna łączyła się z miastem –
wtedy zależała ona od wsparcia i lojalności ludności terytorium, które opuścił.
Był on także uważany za reprezentanta interesów swojego regionu pochodzenia.
W przypadku konfliktu politycznego mobilizowałby on z kolei swoich ludzi
oczekując od nich wsparcia. Tak więc funkcjonowanie pracowników kołchozu
i jego zwierzchnika, tworząc sieć wzajemnych interesów, przypominało swoistą
symbiozę pomiędzy tymi dwoma poziomami. W interesie przewodniczącego
kołchozu leżało dobre kierowanie jego zaopatrzeniem i rozchodami, zapewnianie
ludziom pracy, negocjowanie z państwem korzystnych cen, a także nawiązywanie relacji z robotnikami, oni byli bowiem oparciem i zapleczem politycznym dla
jego przyszłej kariery. Także jego dobrobyt zależał od efektywności kołchozu,
czyli od pracujących, produkujących ale i wzbogacających się (raczej dzięki
kontaktom, a nie dochodom z kołchozu) chłopów. Głównym źródłem dochodu
kołchozu był surowiec przez ten kołchoz produkowany. Zwiększenie produkcji
oznaczało zwiększenie prestiżu i dobrobytu przewodniczącego, który ten manifestował – znowu, zupełnie inaczej niż jego rosyjski odpowiednik wypoczywający
w wąskim gronie w swej podmiejskiej daczy – zapraszając do udziału w ucztach
i uroczystościach w swoim domu znajomych, sąsiadów albo całą społeczność
wioski. Nikt nie widział w tym nic niestosownego czy pogłębiającego różnicę
statusu społecznego pomiędzy pracownikiem kołchozu a jego nadzorcą. Wręcz
przeciwnie, z uwagi na wspomnianą sieć powiązań sięgającą przez przewodniczącego wzwyż aż do głów aparatu partyjnego, mieć dobrze usytuowanego
przewodniczącego oznaczało mieć samemu możliwość szerokich wpływów
i dojść.27
Autorzy „Trybalizm a władza w Azji Centralnej” w podobny sposób rysują
sytuację przedstawicieli nowej, powojennej, zrusyfikowanej i „ewoluowanej”
nomenklatury autochtonicznej: „(...) funkcyjnym autochtonom nie mogła wystarczyć tylko akceptacja centrum moskiewskiego, ale byli oni także zobligowani do
__________
27
O. Roy, dz. cyt., s. 92–94
191
pracy w określonym otoczeniu, którego poparcie musieli zdobyć. Stąd elity te za
pośrednictwem osób mniej zrusyfikowanych starały się być reprezentantem
określonej (na ogół swojej) grupy etnoterytorialnej, trybalnej, czy klanowej”.28
W okresie sowieckim notable ci należeli obowiązkowo do partii komunistycznej, a po odzyskaniu niepodległości wstąpili do różnych innych partii, nie są
bowiem zdeklarowanymi komunistami. Rolę i znaczenie notabli prowadzących
kołchozy podkreśla fakt, iż po 1991 roku kołchozy przemianowywano z dotychczasowych sowieckich nazw na imiona ich przewodniczących.29
*
*
*
Tradycyjne struktury społeczne społeczeństw Azji Środkowej, oparte na
podziałach trybalnych, nie uległy programowemu rozpadowi, zostały natomiast
zredefiniowane i przeorganizowane w ramach nowego systemu. Władza radziecka zdawała się nie dostrzegać drugiego dna rzekomego sukcesu wspólnot kołchozowych utworzonych często na bazie powiązań trybalnych. Mimo najróżniejszych zabiegów ze strony aparatu centralnego mających wyrugować wszelkie
formy tradycyjne, za fasadami organizacji partii komunistycznej przez cały czas
kryły się tradycyjne struktury podziałów socjopolitycznych. Zdaniem Kathleen
Collins, jak na ironię, sowieckie instytucje, takie jak m. in. kolektywizacja, stworzone by dekonstruować więzi klanowe na korzyść nowej, narodowej tożsamości, faktycznie przyczyniły się do ich wzmocnienia.30 Wydaje się, że poniższą
opinię Krzysztofa Kozłowskiego dotyczącą Kirgizów, można rozciągnąć także
na inne społeczeństwa obszaru Azji Środkowej: „pomimo wysiłku włożonego
w budowę socjalizmu, instytucje społeczne i ekonomiczne wprowadzone przez
ZSRR wzmacniały społeczne, ekonomiczne, a w konsekwencji polityczne fenomeny odwrotne do zamierzonych”31.
W niezależnych państwach Azji Środkowej system grup wspólnotowych
w postaci kołchozów został częściowo zachowany, to znaczy o tyle, o ile wolno
przebiega tam proces prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych, do których
kołchozy należą. Struktura kołchozu, umożliwiająca działania funkcjonującej za
jego pomocą sieci powiązanych ze sobą osób, przeciwdziała drastycznemu zubożeniu społeczeństwa związanemu z upadkiem ZSRR. Prywatyzacja kołchozu
oznaczać może zatem rozbicie układu, w którego ramach dana grupa osób się
utrzymywała. Z drugiej strony jednak, często dzieje się tak, że prywatyzacja jest
iluzoryczna i okazuje się operacją przeprowadzoną na korzyść grup wspólnotowych – klanów sprawujących władzę na poziomie lokalnym lub krajowym.
__________
28
A. Wierzbicki, P. Załęski, Trybalizm...., s. 209
O. Roy, dz. cyt., s. 94
30
K. Collins, Clans, Pacts and Politics in Central Asia, “Journal of Democracy”, Vol. 13,
Number 3 July 2002, s. 144
31
K. Kozłowski, dz. cyt., s. 100
29
192
W praktyce oznaczać to może prosty transfer własności państwowej w ręce klanu, a nie równy podział ziemi pomiędzy osoby indywidualne.32 Złożona sieć
grup i klanów w powiązaniu z prywatyzacją własności państwowej oraz płynącą
z tego możliwością korzyści dla jednych i strat dla drugich poważnie upośledza
system kontroli prywatyzacji (prawie każdy urzędnik państwowy ma swoje korzenie lub powiązania z konkretnym obszarem wiejskim) i staje się przyczyną
zahamowania tego procesu w wielu krajach.
Należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt hamujący prywatyzację –
aspekt psychologiczny, związany ze społeczną rolą przynależności do kołchozu
i tłumaczący po części swoistą nostalgię za tym systemem i trudności w rozstaniu się z nim. Silne do dziś sentymenty sowieckie mają w krajach Azji Środkowej swoje uzasadnienie nie tylko w tęsknocie za organizującą życie i opiekuńcza
rolą państwa, ale i tęsknotą za zorganizowaną, oswojoną, dającą poczucie bezpieczeństwa wspólnotą jaką był kołchoz. Rozstanie się z kołchozem implikuje
nie tylko utratę „bazy ekonomicznej”, ale i utratę identyfikacji społecznej opartej
na tej instytucji. Przeorganizowana po raz kolejny identyfikacja i zawiązana sieć
kontaktów tworzące pewien trwały układ ulegają rozchwianiu.
Wracając do silnych układów trybalnych przybierających także formę frakcji regionalnych – są one dziś krytykowane jako elementy tradycyjne sprzeczne
z duchem demokracji. Zastanawiając się nad kierunkiem procesu narodotwórczego badacze obszaru zadają sobie pytanie w jakim stopniu tożsamość
narodowa kształtowana w niepodległych państwach zdoła zastąpić tradycyjne
wymiary tożsamości społeczeństw Azji Środkowej.33
Próbując udzielić odpowiedzi na to pytanie należy być świadomym, że właśnie tradycyjne formy identyfikacji pozwalały społeczeństwom Azji Środkowej
przetrwać, dając poczucie bezpieczeństwa, którego nie mogła zapewnić żadna
inna forma oparta na lojalności nadrzędnej. Następujące po sobie zmiany systemów władzy, terytoriów, granic, trybu życia, sposobów pracy, utwierdzały ludność w przekonaniu o konieczności samowystarczalności, która była zapewniona
w ramach małych jednostek powstałych pierwotnie na zasadach pokrewieństwa.
Wydaje się zatem, że dopóki współczesnym społeczeństwom Azji Środkowej nie
zostanie zagwarantowane bezpieczeństwo, a jego świadomość nie zadomowi się
w umysłach zwykłych ludzi, dotąd obecne będą wywodzące się z tradycyjnych,
lecz zmutowane formy wspólnot i identyfikacji grupowych przeciwdziałające
rozwojowi demokracji.
__________
32
33
O. Roy, dz. cyt., s. 184
A.Wierzbicki, Etnopolityka..., s. 32
193
Summary
Diverse kinds and levels of the ethno-cultural identity of a tribal or terriorial
origin is a distinctive feature of the traditional societies of the Central Asia. During the Soviet period one of the factors interfering with the comlpex constelation
of this identity layers was collectivisation on the rural areas. The point was to
destroy the traditional society in favour of the homo sovieticus. How it comes,
that the kolkhos became a part of the framework of the traditional tribal-based
networks? In what way did the Soviet practices leave their stamp on the solidarity groups present on that area? Does something like kolkhosian identity really
exist? Is it still a part of the present-day identity of the citizens from the independent states of Central Asia? All this questions I would like to answer in this
article.
194
Małgorzata Woźniak
Uniwersytet Łódzki
Biesiada, muzyka, taniec, czyli współczesne wesele jako forma zabawy
w powiecie garwolińskim
„Niezwykły czas pór roku wkracza niezależnie od ludzi, wynika
z przyrody. Niezwykły czas początku ludzkiego życia nastaje z chwilą poczęcia.
Niezwykły czas zaślubin jest jakby zaspokojeniem wymagań ludzi, gdyż inaczej
związek kobiety i mężczyzny, a także międzyrodzinne alianse byłyby nie tylko
nieprawne, lecz w ogóle bezprawne”1
Wesele samo w sobie stanowi bogactwo wzoru kulturowego, w związku
z czym, zawiera ono wiele aspektów, które stanowią punkt dociekań antropologicznych. W zależności od zainteresowań badacza, a także kontekstu kulturowego, obrzędowość weselna bywa rozpatrywana z wielu perspektyw. Poszczególne
regiony Polski doczekały się własnych, weselnych opracowań monograficznych.
Obfitość omawianej problematyki może potwierdzić fakt stworzenia przez Małgorzatę Maj oddzielnej bibliografii dotyczącej wesela. Niemniej jednak kultura
nie jest niezmienną stałą, a wręcz przeciwnie, pod wpływem wielu czynników
ulega radykalnym i gwałtownym przeobrażeniom, dlatego permanentnie zachodzące zmiany wymagają ciągle nowych, etnologicznych analiz, stąd mój wybór.
Postanowiłam skoncentrować się na współczesnym weselu na wsi jako jednej
z form zabawy. Inspiracją owych rozważań było stwierdzenie przez Jadwigę
Klimaszewską, iż „(…) należy wyraźnie podkreślić, że nie można przeciwstawiać sobie jako dwu odrębnych światków: chłopskiej kultury XIX-wiecznej,
tradycyjnej kulturze współczesnej. To, co obserwujemy dziś na wsi, stanowi
tylko dalszy etap procesu przemian obrzędów i ich funkcji na wsi, przemian
dokonujących się obecnie dużo szybciej, w niejednakowym zresztą tempie
w poszczególnych regionach Polski. (…) Przy nieznacznej stosunkowo zmienności obrzędów w zakresie formy, częściej stwierdzamy zmiany interpretacji, co
zwykle pozostaje w związku ze zmianą światopoglądu (…) Najsilniejszym
i najczęstszym zmianom ulega jednak funkcja obrzędów i zwyczajów, głównie
pod wpływem podnoszącego się poziomu kultury i oświaty na wsi. Były one i do
dziś są nadal mniej lub bardziej uroczyście obchodzone, ale częściej dla innych
już celów, nie dla tych, które je do życia powołały.”2
__________
1
A. Zadrożyńska: Powtórzyć czas początku, Warszawa 1988, s. 82.
J. Klimaszewska: Zmiany kultury chłopskiej. Problematyka i metody prac etnograficznych, pod red. K. Zawistowicz-Adamskiej, Warszawa–Wrocław–Kraków–Gdańsk 1973 s.
138.
2
195
W efekcie współczesnego przemieszczenia się funkcji obrzędu z przywołującej mityczne struktury poznawania i doświadczania świata, na podkreślające jej
związek z czasem wolnym i ludycznością, celem przeprowadzonych badań oraz
niniejszych rozważań jest zobrazowanie współczesnej uroczystości weselnej jako
jednej z form zabawy, a także analiza tego, w jakich proporcjach tworzy się owa
mieszanina mody i tradycji. Co stanowi filtr przepuszczający pewne elementy,
a odrzucający inne? Jak zatem w praktyce przekładają się ludowe porzekadła
„jeden dzień wesela, całe życie biedy”, czy może „jakie wesele, takie potem
życie”?
Interesującym terenem do prowadzenia tego typu badań okazały się wsie
powiatu Garwolińskiego. Powiat garwoliński, położony jest w południowowschodniej części województwa mazowieckiego. Zasięg moich etnologicznych
dociekań skupił się głównie w granicach trzech gmin tego powiatu – gminie
Parysów, gminie Górzno oraz gminie Garwolin. Zgodnie z podziałem geograficznym Polski gminy te usytuowane są na nizinie Środkowomazowieckiej. Należy zwrócić szczególną uwagę na dystans owych gmin do aglomeracji miejskich. Odległość z Parysowa do Warszawy wynosi 68 km., do Siedlec 63 km.,
a do Garwolina 12 km. Taka lokalizacja kształtuje specyficzny typ kultury.
Wpływ miast zauważalny jest nie tylko w kwestii kreowania mody, czy stylu
życia. Mieszkańcy, szczególnie Ci młodzi, coraz częściej emigrują do Warszawy
w celu zdobycia wiedzy, następnie znajdują tam pracę, co wcale nie oznacza
zmiany miejsca zamieszkania. Oczywiście taki stan rzeczy nie dotyczy wszystkich mieszkańców, wiele młodych osób decyduje się także pozostać w rodzimej
miejscowości, starać się tutaj znaleźć pracę, bądź też podjąć pracę na roli
(z czym częściej spotkałam się podczas rozmów z mieszkańcami gminy Górzno)
Niemniej jednak wpływ miejskich wzorów kultury jest nieuchronny. Wśród
mieszkańców tego terenu zdarza się mówić, iż są to wsie z miejskim stylem
życia. Stąd bardzo ciekawa jest analiza owego tygla miejskości i wiejskości oraz
wyłaniający się unikalny typ kultury, jaskrawo uwidaczniający się w obrzędowości weselnej oraz sposobie jej organizowania i obchodzenia.3
__________
3
Zastrzec muszę, iż dwa zasadnicze względy zdecydowały o wyborze miejsca badań,
przede wszystkim, w latach 2002–2005, jako studentka regularnie uczestniczyłam w badaniach
terenowych, organizowanych na tym terenie w miejscowości Miętne, co rozbudziło moje
zainteresowania niniejszym regionem oraz pozwoliło na głębsze poznanie kultury terenu,
a także nawiązanie znajomości umożliwiających przeprowadzenie ciekawych wywiadów
i zdobycie odpowiednich informacji. Ważny w odniesieniu do tej pracy jest fakt, iż badania na
analizowany temat przeprowadzałam w 2006 roku, śledząc tempo transformacji zachodzących
w kulturze, należy wziąć pod uwagę zamiany, które od tego czasu mogły zajść, szczególnie,
tam gdzie analizie poddajemy szeroko rozumianą modę. Badania przeprowadzałam według
opracowanego przez siebie kwestionariusza, obejmującego zagadnienia takie jak: ogólne
cechy i przebieg współczesnego wesela, przygotowania związane z uroczystością, tradycyjne
i innowacyjne elementy obrzędowości, a także formy zabawiania gości. Respondentów zasadniczo mogę podzielić na 2 grupy, pierwsza z nich to młode mężatki, które odpowiadały na
196
1. Zabawa w kulturze – teoretyczne ujęcie ludyczność wesela
Człowiek, jako twór złożony, od zarania dziejów organizował swój czas, co
najmniej według dwóch podstawowych kategorii: homo faber oraz homo ludens.
Oba te modele nie wykluczały się, a wręcz przeciwnie stanowiły konieczne
i wzajemne uzupełnienie ludzkiego bytu.
Homo faber, to człowiek twórczy, niemniej jednak zdolność kreacji charakteryzuje także niejedno zwierzę. Anna Zadrożyńska podejmując się analizy kultury tradycyjnej i współczesnej za pomocą owych modeli, pojęciu homo faber
nadaje znaczenie teoretycznej konstrukcji, zorganizowanej wokół pracy oraz
reguł z nią związanych. Przeciwieństwem, a jednocześnie koniecznym uzupełnieniem sfery życia człowieka związanej z pracą jest, zdaniem Zadrożyńskiej,
model homo ludens, czyli ludzka działalność formalnie związana z zabawą.
Człowiek bawiący się jest nieodłącznym ogniwem każdego typu kultury, a tym
samym J. Huizinga sklasyfikował zabawę jako jedno ze źródeł kultury. Zabawa
staje się swoistą, samodzielną kategorią, pierwotniejszą od kultury. Urzeczywistnia się już w „(…) igraszkach zwierząt (…) Można wręcz spokojnie powiedzieć,
że obyczajowość ludzka nie dołączyła do ogólnego pojęcia zabawy żadnych
istotnych cech szczególnych.”4, co dodatkowo uzupełnia swoim zdaniem F.
Schiller, twierdząc, iż: „człowiek bawi się tylko, kiedy jest człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu; i jest całym człowiekiem, kiedy się bawi”5
„Zabawa jest formą nie-pracy. Mogła, więc zawierać różnorakie treści, nie
zawsze kojarzone jedynie z odprężeniem i wesołością, lecz mające również dla
człowieka istotne znaczenie symbolicznej re-kreacji życia.”6 Chociaż potocznie
bardzo często kojarzymy zabawę z uciechą i wesołością, to jednak nie są to jej
formalne wyznaczniki. Zabawa zawsze posiada pewne reguły, ma przypisany
głęboki sens społeczny, jest dokonywana w określonych granicach czasowych
oraz przestrzennych. Zabawa to specyficzny okres czasu, przeciwny codzienności, bez wątpienia nosi ona znamiona święta oraz odwróconego porządku. Zabawa sama w sobie kreuje odrębną rzeczywistość, nowy ład zamknięty w obrębie
umownie wytyczonego czasu i przestrzeni. Cechy te przybliżają zabawę do
czynności sakralnych. J. Huizinga twierdzi wręcz, że nie ma żadnej klarownej
różnicy między tymi dwoma zjawiskami, pod żadnym formalnym względem.
pytania z perspektywy stałych weselnych bywalczyń, jak również niedawnych panien młodych. Druga grupa to starsi informatorzy, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, którzy dokonywali porównań dawnych i współczesnych wesel. Specjalnym i niezwykle cennym informatorem
był dla mnie lokalny, rodzinnym zespół weselny „Sami Swoi”.
4
J. Huizinga: Homo Ludens, zabawa jako źródło kultury, Warszawa 1985, s. 11.
5
F. Schiller: Listy o ostetycznym wychowaniu człowieka i inne rozprawy, List XV, Warszawa 1972 s. 87.
6
A. Zadrożyńska: Homo faber i homo ludens. Etnologiczny szkic o pracy w kulturach tradycyjnej i współczesnej, Warszawa 1983, s. 179.
197
Zabawa posiada w sobie jakiś niebywale atrakcyjny czynnik, który przyciąga wielu jej uczestników. Oczywiście włączenie się ludzi do jej reguł ma charakter dobrowolny, aczkolwiek uczestnictwo w niej obliguje do pewnych zachowań,
chociażby do odwzajemnienia. „Reguły zabawy klasyfikowały również jej
uczestników. Ludzie włączeni w czas i przestrzeń zabawy podlegali wymogom
zróżnicowania według jej zasad. (…) To właśnie z zabawy wynikały podziały
ludzi na jej uczestników i na biorących w niej udział (lub biorących bierny w niej
udział) (…)”7 Spośród typów ludzi zabawy, wyróżnionych przez Rogera Caillois
najbardziej charakterystyczna dla weselnych biesiadników jest postawa „mimicry”, która kształtuje niecodzienną rzeczywistość przy pomocy naśladowania,
przebierania i przedstawiania. Owe postaci demonstrują swym zachowaniem
odmienność i odświętność dziejącej się chwili, oraz typ „illinx”, czyli oszołomienie, mające na celu wyrwanie uczestnika z świadomej codzienności i wprowadzenie w inny stan odczuwania. Jest to wkraczanie w czas niezwykły drogą
zatracania świadomości np. poprzez upojenie alkoholowe. R. Caillois uważa, że
reguły stanowiące o charakterze „mimicry” oraz „illinx” w ogromnej mierze
przynależą do zasad charakteryzujących święto, tym samym odpowiednio odnoszą się one także do rodzaju zabawy jakim jest wesele.
„Święto łączy się semantycznie z czasem wolnym, czasem próżnowania,
odpoczynku, i z radością, wesołością, z określonym rytuałem, tańcem, przyjęciem, ucztą”.8. Możemy zaryzykować stwierdzenie, że święto to jedna z kategorii
charakteryzujących zabawę, a jednocześnie to właśnie zabawa zamyka się
w ramach święta. Zgodnie z tym, co pisze K. Żygulski, czynniki, które są podstawą społecznej potrzeby świętowania, mają charakter trwały. Zaliczają się do
nich: powtarzające się etapy przyrody oraz życia człowieka, jak również odmienność odcinków czasowych. Święto, to swoisty rodzaj instytucji, odwiecznie
związany z egzystencją człowieka. Świętowanie nie jest działalnością dowolną,
odbywa się według ściśle określonych, a nawet zrytualizowanych reguł. „Święto
powołuje do życia, na czas swego trwania, swoistą organizację grupy, w tej organizacji pojawiają się funkcje i role, zadania i obowiązki, normy, nakazy i zakazy, których nie zna dzień powszedni”.9
Uroczystość weselna, w swej tradycyjnej formie, to doskonały przykład na
zjawisko święta i świętowania. Święta są jedną z najważniejszych form regulowania życia społecznego, jest to rodzaj instytucji służący ochronie, propagowaniu i odnawianiu wartości kultury. Jest to również sposób na atrakcyjne spędzenie czasu. Bardzo typowe dla współczesności jest współistnienie przywdziewanie nowych treści, przez stare tradycje świąteczne.
Snując teoretyczne rozważania nad pojęciem święta oraz zabawy w kontekście wesela, warto również zwrócić się w kierunku współczesnych wyznaczni__________
7
Tamże: s. 183.
K. Żygulski: Święto i kultura, Warszawa 1981, s. 16.
9
Tamże, s. 52.
8
198
ków wesela jako zabawy. Trzy zasadnicze kategorie, zawarłam w tytule niniejszego artykułu. Wydają się być one najłatwiejsze do wychwycenia w trakcie
uroczystości weselnej. Stanowią trzon zabawy, wokół którego skupiają się pozostałe elementy.
Biesiada jest nierozerwalnym elementem wesela, ale również wesele jest
formą biesiady. W związku, z czym formalne cechy biesiady wpisują się w teoretyczną stronę weselnej ceremonii. Ponadto, uroczystość weselna, to z pewnością
jeden z głównych pretekstów biesiadnych. Wydarzenie to, pośród wszystkich
obrzędów rodzinnych, absorbuje największą liczbę osób, zarówno krewnych, jak
i sąsiadów. Za Bogusławem Bednarkiem „(…) uczta (biesiada) jest zdarzeniem,
ewentualnie aktem, procesem, stanem), którego uczestnicy spożywają pokarm
(lub pokarmy), przy czym owo spożywanie łączy się z określonym aksjologiczno-symbolicznym porządkiem. Inaczej mówiąc o istocie uczty decydują wartości
usytuowane „ponad” czysto biologiczną potrzebą zaspakajania głodu i pragnienia.”10 Biesiada, to nie tylko ostentacyjne, wspólne spożywanie pokarmu. Na
ową ucztę składa się bardzo wiele elementów, zaczynając od miejsca, przestrzeni
biesiadnej, poprzez konsumpcję specjalnie na tę okazję zaplanowanego menu,
spożywanie alkoholu, a kończąc na aktorach biesiadnego spektaklu, którzy to
w największej mierze kreują atmosferę uczty. Uczestnikiem biesiady jest osoba,
specjalnie na tę uroczystość zaproszona. Uczestnictwo w uczcie biesiadnej zobowiązuje do przyjęcia odpowiedniej roli, która jest przypisywana w zależności
od stopnia pokrewieństwa, bądź pozycji społecznej.
B. Bednarek podaje w swoim artykule kwalifikatory uczty, należą do nich
między innymi: ontyczny wymiar biesiadowania. Niektóre biesiady istnieją zwyczajnie jako „(…) przekaz folklorystyczny, inne natomiast jako byt realny
(…)”11. Cele uczty to przede wszystkim ustanowienie wspólnoty, rozładownie
napięcia, co więcej w zależności od przyczyny organizacji uczty, jedne z nich
realizują cel sakralny, inne akcentują ważność momentów związanych z cyklem
życia człowieka, jeszcze inne upamiętniają wydarzenia istotne dla danej zborowości. Co do pokarmu biesiadnego, to obowiązuje tutaj jedna, główna zasada –
obfitość. Jest to wyznacznik dostatku, nieumiarkowania oraz szerokiego gestu.
Ponadto wymyślne potrawy dodają poczucia splendoru. Osobną kwestią jest tzw.
trójkąt kulinarny, który wskazuje na opozycje binarne między potrawami pieczonymi, a gotowanymi. Kiedy straty w trakcie przyrządzania potraw są większe,
produkt jest bardziej wystawny, zatem pieczenie to rozrzutność, a więc hojność
i gościnność.
Kolejną cechą uczty jest jej temporalny charakter, co oznacza, że biesiada
jest zamknięta w ramach czasowych, które również posiadają znaczenie symboliczne. Z aspektem czasowym łączy się również aspekt przestrzenny. Przestrzeń
__________
10
B. Bednarek, Kwalifikatory uczty. Przyczynek do sympozjologii [w:] Oczywisty urok biesiadowania, pod red. P. Kowalskiego, Wrocław 1998, s. 7.
11
Tamże, s. 8.
199
może być „obca” lub oswojona, otwarta, bądź zamknięta. „Semiotykę przestrzeni, w której odbywa się uczta, współtworzą wielorakie stany rzeczy – układ stołów, wysokość ław i krzeseł, rozlokowanie uczestników itd. (…) Niezliczone
elementy, pełniące role semiotycznych sygnałów, modelują przestrzeń, w której
odbywają się uczty. Istotny jest choćby architektoniczny wystrój, rodzaj umeblowania, typ oświetlenia, układ naczyń, sztućców (…)”12 Z sytuacją biesiadną
zespolone są także przedmioty, posiadają one zawikłane znaczenie semiotyczne,
tworzą aurę estetyczną, czasami są znakiem przepychu i prostoty, czasami wyrafinowanego smaku, bądź nowobogackiego bezguścia. W toku biesiady bardzo
często rozgrywają się także inne wydarzenia, które nadają jej zabarwienie spektakularne. Do wydarzeń dziejących się w tle biesiady, a jednocześnie będących
jej elementem składowym, zaliczamy: skecze, konkursy, wznoszenie toastów,
a czasami bójki i bijatyki. Nie można również zapomnieć, na co wskazuje B.
Bednarek, o konwencjonalizacji biesiady: rytualizacja biesiadnych zachowań,
„(…) katalog gestów, formuł i przedmiotów decydujących o etykietalnoceremonialnej oprawie biesiady. (…) Biesiadny savoir-vivre promuje zachowania w danej kulturze uznawane za wytworne, bądź dopuszczalne.”13 Na koniec
przytaczania owych wyznaczników biesiady, chcę jeszcze zwrócić uwagę na jej
rangę w społeczeństwie, gdyż może być traktowana jako filar ładu kosmicznego,
bądź zdarzenie akcydentalne, oraz na jej estetyczny wymiar. Różne są jego źródła, aczkolwiek jest on związany z określonym kanonem piękna, mody, stosowności i wdzięku.
Tańce powszechnie służyły przede wszystkim do zabawy. Chętnie uczestniczono w zabawach i bardzo lubiono tańczyć”14 Taniec oraz muzyka to nieodłączne elementy zabawy weselnej. To one wprawiają uczestników biesiady
w stan, radości, zadowolenia, a nawet oszołomienia.
„Muzyka wywołuje określone stany emocjonalne już samym tylko materiałem dźwiękowym”15. Emocje w muzyce pojawiają się na skutek miejsca i specyfiki przestrzeni oraz obecności i zachowania pozostałych biesiadników. Muzyka
może wprowadzić uczestników w stan oszołomienia, które z kolei powoduje
rozprężenie atmosfery w trakcie zabawy. Specyfika uroczystości weselnej wymaga, żeby muzyka porywała gości do tańca, a przez to rozbawiała i kreowała
miłą atmosferę. Jak to powiedział jeden z respondentów, muzyka musi się nadawać „(…) do kotleta i pod nogę (…) musi wpadać w ucho”16. Wyjątek stanowiły
tzw. „głuche wesela”, bądź też „wesela w beczce”, były to uroczystości organi-
__________
12
Tamże, s. 14.
Tamże, s. 16.
14
G. Dąbrowska: Taniec ludowy,[w:] Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, pod
red. M. Biernackiej, M. Frankowskiej, W. Paprockiej, t. II, Wrocław 1981, s. 316.
15
G. Filipiak, Muzyka – zabawa i oszołomienie, [w:] Ludyczny wymiar kultury, pod red. J.
Grad i H. Mamzer, Poznań 2004, s. 50.
16
„AIEiAK”, nr 4, s. 3.
13
200
zowane bez udziału zespołu weselnego oraz bez muzyki. Taki rodzaj wesel wyprawiano najczęściej, gdy rodzina, któregoś z państwa młodych była pogrążona
w żałobie.
W trakcie obrzędowości weselnej śpiew oraz taniec, posiadają ściśle określone miejsce i czas, by uwydatnić ważne momenty obrzędu. Aktualnie, coraz
częściej wartość funkcjonalna tańców i muzyki przygrywanej podczas wiejskich
wesel, przeważa nad ich estetycznym wymiarem. Melodie i tańce typowo obrzędowe odeszły praktycznie w zapomnienie. Nieliczne treści ludowe można dostrzec w trakcie śpiewania przyśpiewek „do wianka”.
Reasumując teoretyczne rozważania, na podstawie przeprowadzonych rozmów z mieszkańcami badanego terenu, nasuwa się jeden zasadniczy wniosek,
a właściwie teza, na potrzeby niniejszych rozważań, mianowicie, współczesna
obrzędowość weselna pod pewnego rodzaju „przymusem” mody oraz pop kultury, zrzekła się swojej symbolicznej funkcji obrzędowej na rzecz funkcji zabawowo-rozrywkowej. Wesele to także spektakl wykorzystujący szeroką gamę
rekwizytów, ma określony czas trwania akcji, ma swoją obsadę i dramaturgię.
A skoro używam tutaj pojęcia spektakl, oznacza to, że wiążą się z nim długotrwałe przygotowania postępujące zgodnie z tymczasową modą i tradycyjnymi
powinnościami. Uczestnicy biesiady weselnej widzą jedynie efekt kosztownych,
pracochłonnych i niejednokrotnie stresujących przygotowań, oraz poddają go
ocenie. Wesele gromadzące znaczną liczbę osób jest widowiskiem, które poddawane jest sankcji opinii publicznej.„Każdy chciałby dobrze wypaść, żeby wesele
było udane, goście dobrze się bawili i długo wspominali. Niestety nie ma sprawdzonej recepty na udane wesele.”17
2. Współczesność tradycji
„(…) obrzędowość rodzinna. Z natury rzeczy bardziej prywatna
i zamykająca się w obrębie rodziny, z jednej strony zachowała dużo form archaicznych, szczególnie w sferze zakazów i nakazów magicznych, z drugiej zaś
mniej do niej przenikało wzorów obcych (…).”18 Zanikanie niektórych elementów rytuału weselnego wprowadza nieuniknione zmiany w przebiegu uroczystości. Zmienia się funkcja poszczególnych aspektów dramatycznej struktury wesela. Słabnie rytualna moc słowa, banalizują się zużyte w obrzędzie formuły
słowne, wzrasta ich rola ceremonialna i zabawowa, zastępując wagę dawnych
funkcji magicznych i kreatywnych rytuału. Wesele jednak, jako jeden z najistotniejszych rytuałów społecznych, przy zmianie zewnętrznego szafarzu zachowało
swoje kulturowe i legitymizujące role. Obrzędowość stanowi jeden z najbogat-
__________
17
18
„AIEiAK”, nr 1, s. 5.
A. Szyfer: Jest taka wieś. Typowa czy inna?, Wągrowiec 2000, s. 72.
201
szych przekaźników tradycji. Wraz z upływem czasu, szerszym dostępem do
edukacji, migracją ludności, a co za tym idzie otwarciem wsi polskiej na wpływy
z zewnątrz, zarówno forma wesela, jak i jego rola uległa przeobrażeniom. To, co
pozostało niezmienne, to jego ludyczny charakter. Na wsiach powiatu garwolińskiego w szczątkowej formie zachowały się elementy symboliki weselnej. Do
owych pozostałości nacechowanych semantycznie, współcześnie należy zaliczyć: udzielanie błogosławieństwa parze młodej, powitanie nowożeńców
w progu domu weselnego po zawarciu związku małżeńskiego oraz oczepiny.
„Błogosławieństwo, jak podaje encyklopedia katolicka, to życzenie lub
uzyskanie specjalnej przychylności Bożej dla jednostki lub wspólnoty poprzez
odpowiednie słowa lub symboliczne gesty sakralne(…).”19 W kulturze tradycyjnej, zawarcie związku małżeńskiego w kościele, poprzedzone było udzieleniem
błogosławieństwa parze młodej przez jej rodziców, a także drużbów. Zwyczaj
ten jako jeden z niewielu przetrwał w powiecie garwolińskim do dzisiaj, co więcej przetrwał w nieznacznie zmienionej formie. W tradycyjnym paradygmacie
myślenia, jednakowo skuteczne były błogosławieństwa udzielane przez osoby
duchowne, jak i przez wybrane osoby świeckie, w swoiście wyodrębnionym
czasie i przestrzeni. Ową przestrzenią była zarówno świątynia, jak dom rodzinny
panny młodej, do którego już nigdy nie miała ona wrócić jako panna. Błogosławieństwo „(…) nie jest żadnym pobożnym życzeniem, (…) lecz udzielaniem
dóbr za pomocą słowa (…) jest, więc bardzo konkretną mocą”20 Waga błogosławieństwa wynikała także z magicznego aspektu samego gestu. Rodzice dają
młodej parze do pocałowania krucyfiks oraz czynią znak krzyża, czasami kropią
wodą święconą. Owe gesty miały walor sprawczy, jako akt inicjujący wszelkie
dobra w życiu małżeńskim, a także narzędzie magicznej obrony. Współcześnie
symbolika owych gestów praktycznie została zapomniana, jest to tylko powielanie tego, co czynili pradziadowe, bez zagłębiania się w znaczenie czynności.
Błogosławieństwo oznaczało przyzwolenie osoby błogosławiącej na zawarcie
owego związku małżeńskiego.21 Wykonywane przez starszego drużbę lub starszą
druhnę przybiera formę rozbudowanej oracji, wykonywane przez rodziców
sprowadza się do kilkuzdaniowej wypowiedzi, której często towarzyszy wzruszenie. W przypadku błogosławieństwa udzielanego przez rodziców „Patos wypowiedzi, swoiste towarzyszące jej namaszczenie, odświętny styl, dramatycznie
odmienny od używanego, na co dzień języka był narzucony przez niezwykłość
sytuacji, w jakiej czasowo znaleźli się wszyscy uczestnicy obrzędu”22 W przy-
__________
19
K. Łeńska-Bąk: Błogosławieństwo w tradycyjnym obrzędzie weselnym, „Literatura ludowa”, Nr (43), 1999, s. 15.
20
Tamże, s. 16.
21
Nawet kolejność udzielanego błogosławieństwa jest ściśle określona, zaczynając od
matki panny młodej, później ojciec, następnie mama pana młodego i jego ojciec. Jeśli, któreś
z rodziców nie żyje, przy błogosławieństwu zastępuje go ojciec lub matka chrzestna.
22
K. Łeńska-Bąk, Tamże, s. 21.
202
padku oracji wygłaszanej przez starszego drużbę lub starsza druhnę, jest ona
nasycona elementami, które pełnią funkcję mitycznej sprawczości. Zawiera liczne wątki, obrazy oraz symbole, „(…) których znaczenie rozgrywa się między
obrzędowym reaktualizowaniem rzeczywistości mitycznej, a kodem społecznym
i wymogami społecznymi.”23
Powitanie nowożeńców przybywających z kościoła do sali weselnej, po
zawarciu związku małżeńskiego, ma w sobie również coś z błogosławieństwa.
Tradycyjnie młodzi witani są w progu sali chlebem i solą. Próg od zawsze
w kulturze tradycyjnej obwarowany był różnorakimi zakazami i nakazami. Jest
to miejsce sakralne, a jednocześnie demoniczne, bowiem rozgranicza orbis exterior i orbis interior. Młodzi witani są właśnie w progu sali, który symbolizuje
przejście do nowego stanu, stanu bycia mężem i żoną. Całowanie chleba ma tutaj
symbolikę płodnościową i budzenia mocy witalnych, co więcej jego obecność
i całowanie ma zapobiec jego brako w przyszłości. „To przypisanie chleba do
miejsca wymagającego mediacji pozwala na traktowanie go jako mediatora ułatwiającego przejście młodych z jednego statusu społecznego do następnego”24
Jak wynika z opowieści respondentów, dawniej na badanym terenie istniał zwyczaj krążenia chleba po stole weselnym, wszyscy weselnicy dzielili się chlebem,
na znak jedności i wspólnoty.
Kulminacyjnym punktem współczesnej uroczystości weselnej są oczepiny.
Aktualnie zarówno ich forma, jak i funkcja uległy całkowitej zmianie. Można
powiedzieć, iż współcześnie jest to cząstkowy zlepek, wszelkich zapomnianych
obrzędów. W tradycyjnej kulturze ludowej, była to niebywale rozbudowana
forma obrzędowa, ze szczególnym uwzględnieniem symboliki koła oraz liczby
trzy, istotną funkcję semantyczną pełniły także pieśni wyśpiewywane w tym
momencie uroczystości. W tradycyjnym ujęciu, zdjęcie wianka, symbolizującego
panieństwo oraz cnotę, co dokonywało się podczas oczepin, zamykało rytualne
przechodzenie panny młodej do grona mężatek. Dzisiaj tak rozumiane oczepiny
praktycznie nie istnieją. Zwracałam już uwagę, iż magiczno-symboliczna funkcja
obrzędu, została zastąpiona jego ludycznym aspektem, fakt ten doskonale obrazuje zwyczaj organizowania oczepin, który przede wszystkim ma za zadanie
rozbudowanie atmosfery zabawy, radości, poczucia wspólnoty, czemu służą
chociażby przyśpiewki śpiewane do wianka.25
„Elementy symboliki i kultywowane formy rytualne nie posiadają już pierwotnej mocy sprawczej (na skutek, rzecz jasna, braku wiary w magiczne skutki
obrzędu), początkowo usunięte na dalszy plan, uległy całkowitemu zanikowi,
__________
23
Tamże, s. 23.
K. Łeńska-Bąk: Pokarmy obiecane. Między konwenansem a symboliką weselnych oracji
zaprosinowych [w:] Oczywisty urok biesiadowania, pod red. P. Kowalskiego, Wrocław 1998,
s. 65.
25
Istnieje ogromna ilość wariantów tego samego utworu.
24
203
dokumentując postępujące procesy laicyzacji”26 Warto zatem przyjrzeć się
z bliska, temu co pozostało oraz co i w jakim stopniu uległo transformacji.
Obrzędowość weselna, tworzy cały kompleks zwyczajów. W tradycji ludowej rozpoczynał go zwyczaj kojarzenia małżeństw. Był to cykl swatów, zwiadów, oględzin i na samym końcu zaręczyn między przyszłymi małżonkami.
„W interesie mężczyzny leżało, aby wiedzieć, czy w ogóle można liczyć na jakieś podarowanie. Nie wypadało, aby sami zainteresowani o to pytali. Tym bardziej nie mogła to być propozycja panny. Nieobyczajne byłoby też zwykłe rozpytywanie. Natomiast każda metoda okrężna i niebezpośrednia była dozwolona.
Upoważniono, zatem do tego specjalnego człowieka. Był to swat, swach, rajko,
dziewosłąb albo żeński jego odpowiednik. On to, jako pośrednik, agent, wywiadowca, musiał się wywiedzieć, kto i kiedy miał dziewczynę godną podarowania.
Dopiero wówczas rodzina mężczyzny mogła o nią zabiegać.”27 Aktualnie zupełnie zanikła rola owych osób pośredniczących. Jak wynika z wypowiedzi wszystkich moich respondentów, współcześnie młodzi są bardziej niezależni, rodzice,
w przeciwieństwie do tego co było dawniej, nie mają prawa decydować o doborze współmałżonka. W opozycji do naszych pradziadów, podstawowym bodźcem do zawarcia związku małżeńskiego są uczucia. Nie można również zaprzeczyć pewnej liczbie małżeństw zawartych z tzw. rozsądku, przyczyn materialnych, bądź po prostu z konieczności. Ową „koniecznością” moi rozmówcy
nazywają ciążę dziewczyny. Mimo wielu zmian, jakie zaszły na polskiej wsi,
samotna matka z dzieckiem wciąż nie jest dobrze postrzegana. Ciąża nieje nokrotnie staje się przyczyną przyspieszonej organizacji uroczystości weselnej, a wszystko w myśl zachowania porządku boskiego i społecznego: najpierw
zaręczyny, potem ślub i wesele, a dopiero później potomstwo.
Miłość to aktualny magnes łączący ludzi w pary, zdarzają się jednak także
małżeństwa z miłości do bogactwa, aczkolwiek te, w opozycji do przeszłości są
jawnie negowane i krytykowane. W dawnej kulturze tradycyjnej, małżeństwo
z miłości, było przejawem głupoty i bezmyślności, dziś mamy sytuację odwrotną. Małżeństwa z rozsądku są napiętnowane przez społeczeństwo, stanowią
wyraz wyrachowania i braku lojalności.
I tak po zaręczynach wkraczamy w okres narzeczeństwa. W tradycyjnej
kulturze ludowej, rozpoczynało go pomyślne zakończenie swatów, a stan ten nie
trwał dłużej niż trzykrotne zapowiedzi. Współczesnym znakiem zawarcia zaręczyn jest ofiarowanie dziewczynie pierścionka. Z tradycji pełni on funkcję
ochronną przed zalotami innych mężczyzn. Jest ów symbol wierności dosyć
użytecznym sygnałem, a także symbolem czegoś głębszego.
Współczesne zaręczyny, to zazwyczaj wcześniej przemyślana decyzja
obojga zakochanych. Weszło w obyczaj, iż przyszli nowożeńcy najpierw sami
__________
26
K. Łeńska-Bąk: Błogosławieństwo w tradycyjnym obrzędzie weselnym, „Literatura ludowa”, Nr (43), 1999, s. 17.
27
A. Zadrożyńska: Powtórzyć czas początku, Warszawa 1988, s. 86.
204
organizują to wydarzenie i przeżywają je tylko we dwoje. Po czym o swojej
decyzji informują rodziców. Chcę, zauważyć, iż w opozycji do przeszłości, bardzo „modne” i na badanym terenie coraz bardziej powszechne stało się zaręczanie, aczkolwiek bez najbliższej prognozy, na ślub, czy wesele. Taki stan rzeczy,
można wytłumaczyć na podstawie symboliki pierścionka. „Jak każdy magiczny
krąg, tak i pierścionek zamykał, wyłączał, brał w posiadanie (…) Podarowanie
więc pannie pierścienia, choćby zupełnie niewielkiego, niepozornego przekazywało ważne treści. Znaczyło zobowiązanie ofiarodawcy do wierności wobec
obdarowywanej panny. Ale także znaczyło wzięcie panny w posiadanie, naznaczenie jej piętnem swej własności. Był to zarazem dar i zobowiązywał dziewczynę do wzajemności”28 W odwołaniu do tradycji, zaręczyny rozpoczynały
okres przedślubny, współcześnie, tę ich definicję wykorzystuje się, by uwydatnić
powagę związku. Niemniej jednak zarówno dawniej, tak i teraz jeszcze łatwiej,
zaręczyny można zerwać.
„Zrywano je w każdej społecznej warstwie, chociaż nie było to dobrze widziane przez opinię publiczną. Gdy panna młoda zrywała wstępne porozumienie,
najczęściej oddawała wszelkie podarunki i zaręczynowy pierścionek eksnarzeczonemu. Zdarzało się, że zrywający porozumienie kawaler, żądał oddania
mu pierścionka i pierwszych prezentów. Wtedy, wcale nierzadko panna odmawiała zwrotu, traktując dary jako pewną rekompensatę dyshonoru. W każdym
z tych wypadków ten, kto wycofał się z umowy bez wystarczająco umotywowanych powodów, tracił dobre imię.”29 Współcześnie zrywanie zaręczyn oczywiście nie jest czymś niezwykłym, czy odosobnionym, należy jednak nadmienić, iż
zdecydowanie w mniejszym stopniu problem ten dotyczy środowiska wiejskiego,
a niżeli miejskiego.
Zanalizowany przebieg oraz okoliczności zaręczyn, jest wersją bardziej popularną i optymistyczną, nie zakładającą żadnych przeciwwskazań, ani ponagleń.
Nie ulegając jednak zbytniemu idealizmowi, nie można również zapomnieć,
o takich sytuacjach, gdzie rodzice zdecydowanie nie akceptują małżeństwa.
Bywa i tak, że młodzi informują rodziców dopiero o wyznaczonej dacie ślubu.
Dziewczyna i chłopak poznają się, zaczynają spotykać, zakochują, zaręczają, jest okres narzeczeństwa, aż w końcu zostaje podjęta decyzja o zawarciu
związku małżeńskiego i organizacji wesela. Organizacji uroczystości poprzedzona jest miesiącami żmudnych i kosztownych przygotowań. Oczywiście nie ma
wesela bez gości weselnych, których na uroczystość należy odpowiednio wcześniej zaprosić. Tradycyjne zapraszanie gości, miało charakter uroczysty, charakterystyczny dla określonego regionu. W dawnym tradycyjnym weselu uczestniczyła w mniejszym lub większym stopniu prawie cała wieś. „Na ogół gości
zapraszano dwukrotnie: na tydzień przed weselem i w wieczór przedślubny.
__________
28
29
Tamże, s. 94.
Tamże, s. 95.
205
Zwyczajowe formy zapraszania były rozmaite. Na czoło wysuwa się jednak
postać starszego drużby i panny młodej. Formę zaprosin stanowiła zwykle wierszowana oracja, której towarzyszył obchód zaprosinowy panny młodej mający
potrójny aspekt: obrzędowy, ekonomiczny i społeczny. Aspekt obrzędowy przejawiał się ponawianą w każdym domu prośbą o błogosławieństwo, ekonomiczny
– zwyczajem obdarzania zapraszającej naturaliami, społeczny – aprobatą ogółu
związku, kojarzącego się w sposób powszechnie uznawany”.30
Teraźniejszość jest jednak zgoła odmienna. To, co pozostało, to zwyczaj
osobistych zaprosin. Prawie wszyscy z miejscowych respondentów stwierdzili,
że zwykle para młoda na jeden do dwóch miesięcy przed zaplanowaną uroczystością odwiedza wszystkich zaplanowanych gości, informując o zamiarze zawarcia związku małżeńskiego oraz wręczając zaproszenie. Nie jest dobrze widziany brak osobistego zaproszenia, aczkolwiek odstępstwa od tej reguły dotyczą
daleko zamieszkałej rodziny, do której zaproszenie można wysłać pocztą, przy
czym należy jeszcze raz potwierdzić telefonicznie.
Obrzędowe czynności przedślubne, tak Henryk Biegelaisen zatytułował jeden z rozdziałów swojej pracy „Wesele”, w którym opisuje organizację wieczoru
panieńskiego: przygotowanie korowaja, wicie wianków, powitanie orszaku pana
młodego, upatrywanie miejsc obrzędowych młodej parze, targowanie wianka
oraz wypijanie likputu. Dla współczesnych są ta zagadkowe słowa, za którymi
kryją się tajemnicze czynności, co świadczy, że niewiele z tej tradycyjnej obrzędowości przedślubnej przetrwało do dziś. Posługując się powyższym pojęciem,
mam współcześnie na myśli organizację wieczoru panieńskiego i kawalerskiego
oraz czynności dokonywane przed wyjazdem pary młodej do ślubu.
Współczesne wieczory panieńskie i kawalerskie odbywają się zazwyczaj
w ostatnią sobotę przed ślubem i mają charakter czysto rozrywkowy. Przyszły
pan młody, jak i panna młoda spotykają się osobno ze swoimi koleżankami/
kolegami. Zazwyczaj cała zabawa zaczyna się w domach rodzinnych przyszłych
małżonków, skąd przyszła mężatka ze swoimi koleżankami oraz przyszły mąż za
swoimi kolegami udają się na dyskotekę. Bardzo często jest to jeden z garwolińskich klubów. Z założenia, tego wieczoru panny i kawalerowie powinni bawić
się osobno, nie można jednak zapomnieć, że całe wydarzenie rozgrywa się środowisku wiejskim lub małomiasteczkowym, gdzie zazwyczaj znajduje się tylko
jedno miejsce, przeznaczone do zabawy, dlatego też bardzo często panny i kawalerowie spotykają się i bawią razem. Jedna z informatorek, wyznała, że gdy ona
była w tej sytuacji, to z wielkim zaciekawieniem szła na dyskotekę, żeby się
przekonać czy jej przyszły mąż też się tam pojawi. Zatem, po wieczorach panieńskim oraz kawalerskim, nadchodzi ten upragniony i długo oczekiwany dzień
zaślubin oraz zabawy weselnej. Wszelkie czynności obrzędowe tego dnia zaczy__________
30
K. Kwaśniewicz: Zwyczaje i obrzędy rodzinne, [w:] Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, pod red. M. Biernackiej, M. Frankowskiej, W. Paprockiej, t. II, Wrocław 1981, s.
94.
206
nają się na około dwie godziny przed uroczystością ślubną, kiedy do domu pana
młodego przyjeżdżają goście, tworząc namiastkę dawnej drużyny pana młodego.
Rodzice udzielają mu błogosławieństwa i udają się do domostwa jego przyszłej
żony. Tam oczywiście brama wjazdowa i dom są odpowiednio przyozdobione.
Na przyjazd pana młodego czeka już orkiestra oraz goście jego przyszłej żony.
W bramie znajduje się stół przykryty białym obrusem, a wokół niego zgromadzeni są młodzi mężczyźni spośród gości panny młodej, najczęściej są to bracia
lub przyjaciele. Orkiestra zaczyna grać marsza weselnego, „…starszy drużba
wysiada z samochodu z dwiema butelkami dobieranej wódki, żeby wykupić
pannę młodą i móc wjechać na podwórko....”31 Rozpoczynają się negocjacje. Pan
młody musi się wkupić w łaski rodziny swojej narzeczonej. Goście młodej
sprawdzają, czy jej przyszły mąż ma dobry alkohol. Koniec z końcem, mężczyźni z rodziny panny młodej decydują się wpuścić jej przyszłego męża i samochód
weselny wjeżdża na podwórko domostwa. Przed drzwiami domu, młodego wita,
jeszcze nie ubrana w suknię ślubną, jego przyszła żona. Pan młody wręcza jej
ślubny bukiet kwiatów. Po powitaniu swego przyszłego męża, młoda przy pomocy mamy, matki chrzestnej oraz starszej druhny zakłada suknię ślubną. Starsza
druhna wpina jej welon we włosy, po czym, przychodzi pan młody i zakłada
buty swojej przyszłej żonie. Wówczas następuje moment wspomnianego wcześniej błogosławieństwa, po którym młodzi wyjeżdżają do ślubu. Podczas drogi
do kościoła, orszak weselny często napotyka przeszkody na drodze w postaci
tzw. „bram”, kiedy to okoliczni sąsiedzi blokuję trasę przejazdu wesela, domagając się wykupnego alkoholu Zdarza się również, że dzieci blokują drogę, za co
wówczas otrzymują słodycze.
W tradycyjnej kulturze ludowej cały cykl weselny był bardziej złożony.
Należy zwrócić uwagę na to, że przede wszystkim do XVI wieku obrzęd zaślubin nie uwzględniał ślubu kościelnego. Jednak operując tutaj terminem „tradycyjnej kultury ludowej”, mam na myśli głównie okres od połowy XIX wieku, do
II wojny światowej. Wówczas to, w dniu zaślubin miał miejsce zwyczaj wywodzin do ślubu, na który składały się przeprosiny oraz błogosławieństwo. Do
dzisiejszych czasów przetrwało tylko opisane wcześniej błogosławieństwo.
W zależności od okresu, o którym mówimy w kontekście wesela, inne
czynności zawierały się pod pojęciem ślubu. Do 1563 roku, w którym, to po
soborze trydenckim, małżeństwo zostało uznane jako jeden z sakramentów, nie
praktykowano ślubów kościelnych. Rytuałem kulminacyjnym, były pokładziny,
które „(…) miały stanowić wyłącznie sprawdzian tak pospolitych walorów
i zdolności, jak cnota dziewczyny i potencja mężczyzny”32. W tamtych czasach
obrzęd ten stanowiło zawarciu małżeństwa. Po wprowadzeniu ślubu kościelnego,
__________
31
Tamże, s. 3.
K. Kwaśniewicz: Zwyczaje i obrzędy rodzinne, [w:] Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, pod red. M. Biernackiej, M. Frankowskiej, W. Paprockiej, t. II, Wrocław 1981, s.
94.
32
207
zwyczaj ten stopniowo został wyparty z uroczystości weselnych. Zawarcie ślubu
w kościele, przed Bogiem, było wystarczającym usankcjonowaniem związku
małżeńskiego.
W 1945r., dekretem z dnia 25.09, została ustanowiona świecka forma zawarcia małżeństwa w Urzędzie Stanu Cywilnego, jednolita dla całego kraju.
Została ona poparta konstytucyjną zasadą rozdziału kościoła od państwa oraz
dekretem o aktach stanu cywilnego, zgodnie, z którymi, udzielanie ślubu kościelnego może nastąpić wyłącznie pod warunkiem uprzedniego zawarcia małżeństwa przed urzędnikiem stanu cywilnego. Od tego, zatem czasu, odbywały się
dwa śluby, pierwszy w USC, a drugi w kościele. Często, odbywały się one tego
samego dnia, a niejednokrotnie, ślub cywilny odbywał się z np. 4-miesięcznym
wyprzedzeniem w stosunku do ślubu kościelnego. Wszystko zależało od decyzji
państwa młodych. Od lipca 1998r. mamy jeszcze jedno, najbardziej powszechne
na polskiej, katolickiej wsi rozwiązanie, a mianowicie ślub konkordatowy, który
jest zarówno ważny przed Bogiem, jak i w świetle prawa cywilnego.
Para młoda przyjeżdża do kościoła, gdzie rozpoczyna się msza święta wraz
z udzieleniem sakramentu zawarcia związku małżeńskiego. Cała uroczystość
trwa nie dłużej niż godzinę. Po zawarciu związku małżeńskiego i zakończeniu
mszy świętej, ksiądz składa nowożeńcom życzenia, zostaje odegrany marsz
weselny i młoda para wychodzi z kościoła. Przy wyjściu oczekują jej zgromadzeni już goście obsypujący młodą parę ryżem. Dawniej w zwyczaju było rzucanie monet, które nowożeńcy musieli razem wyzbierać, na znak bogactwa.
Współcześnie, z tego, co mówili moi rozmówcy, coraz modniejsze jest obrzucanie młodej pary płatkami kwiatów, co stanowi kolejny dowód na wyparcie
aspektu symbolicznego przez estetyczny.
Zgromadzeni przed kościołem goście uczestniczący w uroczystości składają życzenia nowożeńcom oraz wręczają im kwiaty. Ci, którzy byli zaproszeni
tylko na ślub, czasami mają przygotowane także jakieś drobne prezenty. Następnie cały orszak weselny udaje się do miejsca, gdzie odbywać się będzie zabawa
weselna. Przyjazd młodej pary witają goście wraz z orkiestrą przygrywającą
marsza weselnego. W progu domu weselnego witają nowożeńców rodzice odmawiając tradycyjną formułę: „Witamy Was młodzi chlebem i solą. Co wybierasz pani młoda? Chleb, sól, czy pana młodego.”33 Panna młoda odpowiada:
„Chleb i pana młodego, żeby pracował na niego.”34 Po czym nowożeńcy dostają
do zjedzenia kawałek chleba i troszkę soli i wypijają po kieliszku wódki. Następnie pan młody bierze swoją żonę na ręce i przenosi ją przez próg sali weselnej. Po wypiciu przez gości szampana oraz odśpiewaniu pierwszego „Sto lat…”
orkiestra rozpoczyna zabawę weselną, natomiast weselnicy udają się za stoły.
W trakcie biesiadowania orkiestra zabawia biesiadników, chodząc między stoła-
__________
33
34
208
„AIEiAK”, nr 9880, s. 6.
Tamże, s. 7.
mi i śpiewając specjalnie na tę okazję przygotowane przyśpiewki. Po zakończeniu konsumpcji pierwszego gorącego posiłku, młoda para proszona jest na salę
taneczną, żeby zainaugurować zabawę tańcem. Bardzo często młodzież uczestnicząca w zabawie weselnej, na środku sali układa ogromne serce z kwiatów, wewnątrz którego nowożeńcy tańczą swój pierwszy taniec małżeński. I tak pomiędzy tańcem, śpiewem i spożywaniem posiłków oraz napojów alkoholowych
bawią się weselnicy, aż do północy, kiedy to ma miejsce kulminacyjny punkt
zabawy weselnej – oczepiny. O tradycyjnej symbolice oczepin wspomniałam już
wcześniej, natomiast przebieg oraz rola ich współczesnej wersji posiada niewielkie znamię tradycji.
Zazwyczaj po północy zespół weselny zaprasza wszystkich gości oraz parę
młodą na oczepiny. Wnoszony jest stół nakryty białym obrusem, za którym zasiada para młoda, za nimi zaś stają świadkowie. Wokół zgromadzeni są goście
weselni. Jeszcze nie dawno obowiązek śpiewu do wianka spoczywał na starszej
druhnie, aktualnie dziewczyny nie chcą niczego odśpiewywać, wymawiając się
brakiem talentu wokalnego. Cały zatem obowiązek organizacji oczepin spoczywa w rękach orkiestry. Zespół zaczyna przygrywać pieśni oczepinowe, po których śpiewane są pieśni do wianka, mające nieco rzewny charakter o ironicznym
zabarwieniu. Po odpięciu welonu i muchy parze młodej, orkiestra zaczyna przygrywać weselsze melodie wyśmiewające nowożeńców o raz poszczególnych
gości. Następnie, tradycyjnie odbywa się rzucanie welonu przez pannę młodą
oraz muchy przez pana młodego. Kawaler oraz panna, którzy złapią welon oraz
muchę, zostają ogłoszeni nową parę młodą weseliska. Po tym zwyczaju, w zależności od tego jak się bawią goście, orkiestra czasami organizuje więcej różnorodnych konkursów, by dłużej podtrzymać atmosferę zabawy. Niemniej jednak
oczepiny po woli dobiegają końca. Na omawianym terenie, panuje zwyczaj, że
orkiestra sugeruje jeszcze tzw. „zbieranie ma wózek”, jest to jeden utwór muzyczny przeznaczony na taniec z panem młodym lub panią młodą, za który należy zapłacić. Na sam koniec oczepin, następuje moment, w którym goście wręczają prezenty weselne. Zakończenie oczepin dopełnia sensu zabawy weselnej.
Niektórzy z gości po woli zbierają się już do domu, inni zostają do białego rana.
Z relacji informatorów wynika, iż od nie dawna weszło do nowego zwyczaju, tzw. organizowanie podziękowań dla rodziców. Wówczas to para młoda
w tajemnicy przed rodzicami przygotowuje dla nich ogromne wiązanki z kwiatów. Nowożeńcy wygłaszają wcześniej przygotowaną mowę dziękczynną dla
rodziców i wręczają kwiaty. Zespół zaczyna grać utwór „Cudownych rodziców
mam”, a młodzi tańczą razem ze swoimi rodzicami. Zwykle jest to bardzo emocjonalnie nacechowany i wzruszający moment dla obu stron.
W taki sposób zostają dopełnione wszelkie zaplanowane punkty uroczystości weselnej. Później trwa tylko biesiada i zabawa, tak długo aż orkiestra gra
i goście mają siłę, czyli zwykle do ok. 5–6 nad ranem.
209
Wesele, to kompleks uroczystości: przed-weselnych, tradycji weselnych
i jeszcze uroczystości po-weselnych. Do po-weselnych biesiad współcześnie
należą tzw. „poprawiny”. Dawniej miały one zupełnie inny charakter „ W tydzień po weselu, zwykle w niedzielę, rodzice młodej mężatki wyprawiali w kole
najbliższych krewnych, starszej swachy i starszej druhny poprawiny. (…) były
one poczęstunkiem zbliżonym w charakterze do innych biesiad po-weselnych.”35
W kulturze tradycyjnej do innych biesiad po–weselnych należały tzw. okruchy
i przytuliny. Dzisiaj ich „zlepek” stanowią poprawiny. Jak wynika z informacji
udzielonych mi przez rozmówców, nie zawsze i nie wszędzie zwykło się je organizować. Jeśli jednak organizatorzy wesela podejmują się takowej organizacji, to
zwykle odbywają się one na drugi dzień po uroczystości weselnej, czyli w niedzielę i mają charakter swoistego „przeglądu weselnej prasy”. Zaczynają się
obiadem ok. godziny 15, goście czasami bawią się do muzyki granej z płyt CD,
a wszystko kończy się nie później niż o godzinie 22.
Obraz rysujący się z opowieści moich respondentów, wskazuje na stopniowe odchodzenie od organizacji jakichkolwiek biesiad po-weselnych, co więcej,
na badanym terenie, na pewno nie mają one jak dawniej hucznego charakteru.
Zmiany te zaszły na przestrzeni dziesięciu lat. Wówczas to, bowiem, kiedy moi
rozmówcy sięgali pamięcią, poprawiny niejednokrotnie były bardziej huczne niż
samo wesele i bardziej zapadały w pamięć ich uczestników.
3. To, co dla oczu gości niewidoczne – moda i estetyzacja a przygotowania
i zaplecze uroczystości
Moda to zjawisko charakterystyczne, praktycznie dla każdej dziedziny życia. Nic, zatem dziwnego, że swym zasięgiem obejmuje ona także te aspekty
ludzkiej egzystencji, które swymi korzeniami sięgają do czegoś zupełnie opozycyjnego, a mianowicie – do tradycji. Trendy wkradają się wszędzie, zatem także
we współczesną obrzędowość wiejską. „(…) Współczesna moda dąży do ogarnięcia wszystkich warstw społecznych. Ponieważ zawsze była oznaką przynależności do określonej warstwy społecznej i ponieważ ludzie zawsze odczuwali
potrzebę zbliżenia się do klasy uznawanej za wyższą niż własna, przez to moda
zawsze była przyjmowana przez kręgi o niższym statusie społecznym. Upodabnianie się mieszkańców wsi pod względem wyglądu do ludzi z miasta, często
pełni funkcję nobilitacji, zmieniając tym samym status społecznym środowiska
wiejskiego.”36
__________
35
S. Dworakowski, Zwyczaje rodzinne w powiecie wysoko-Mazowieckim, Warszawa 1935
s. 93.
36
M.Kurek: Wiejskie wesele jako zjawisko estetyczne, [w:]Polska Sztuka Ludowa, nr 1–2,
t. XXXVII, Wrocław 1983, s. 87.
210
„(…) Niezależnie od indywidualnych gustów i poglądów istnieje zespół
powszechnie w danej grupie społecznej przyjętych norm estetycznych. Normy te
powstają w wyniku odwołań do uznanego wzorca, albo są nieświadomym wyrazem nawyków estetycznych, utrwalonych i przekazywanych z pokolenia na
pokolenie bądź powstających w szybko zmieniających się warunkach życia”37
Bycie modnym, oryginalnym, wyjątkowym we współczesnym środowisku
wiejskim stanowi o prestiżu, dlatego, ma ono tak ważne znaczenie dla wszystkich mieszkańców, którzy podlegają ciągłej kontroli społecznej. Współczesne
trendy w organizacji wiejskiego wesela kreują się głównie poprzez tzw. „podglądanie”. „Ktoś był gdzieś w Warszawie, w restauracji na weselu, zobaczył jakieś
nowości dotąd niespotykane na wiejskich weselach, to na pewno to wykorzysta”38. Z relacji informatorów wynika, że przyszłe panny młode czasami kupują
magazyny specjalizujące się w tej tematyce, zachowania takie jednak nie wpisują
się w lokalny wzór kulturowy. Mimo aktualnego, ogromnego wpływu środków
masowego przekazu na rozwój, obraz oraz stan kultury współczesnej, czynności
takie jak słuchanie radia, oglądanie filmów i telewizji, czytanie prasy i książek
kształtują, aczkolwiek nie w największym stopniu rozwój mody weselnej oraz
wprowadzanie wszelkich innowacji. Nie można, bowiem zapomnieć, iż z modą
we współczesnej wsi także nie można „przesadzić”. Wszelkie, bowiem nowatorskie pomysły przechodzą przez „filtr” opinii społecznej, wskutek czego albo są
akceptowane, albo odrzucane. Jak podaje Eugenia Jagiełło– Łysiowa, we współczesnej wsi istnieje rodzaj symbiozy, bądź też koegzystencji elementów dawnych
i nowych, co prowadzi do powstania specyficznej odmiany kultury wiejskomiejskiej, o zróżnicowanych proporcjach elementów jednej i drugiej, w zależności od społeczno-ekonomicznych właściwości regionu, społeczności lokalnej, jej
tradycji, a także rodziny.
Moda i jej wpływy oraz proces estetyzacji, nie są tworami naszych czasów,
znane były od dawien dawna zarówno w kulturach antycznych, jaki i wśród
plemion pierwotnych. Poza ponadczasowością, nieubłagalnym faktem jest także
szerokość ich wpływów oraz silne ugruntowanie w kulturze. Podczas rozmów
z respondentami, przeprowadzonych na terenie wsi powiatu garwolińskiego
wyłonił się kanon podstawowych czynności przedślubnych tzw. rzeczy niezbędnych do zorganizowania. Należą do nich przede wszystkim wyznaczenie miejsca
i daty uroczystości, znalezienie zespołu muzycznego, zorganizowanie zaproszeń,
pojazdu weselnego, obrączek ślubnych, bukietu panny młodej, zorganizowanie
kamerzysty oraz fotografa, wystrój kościoła, a przede wszystkim sam wygląd
pary młodej. Każdy z wymienionych elementów podlega modzie uwarunkowanej czasowo oraz terytorialnie. Postaram z bliska przyjrzeć się owym czynnikom.
__________
37
E. Kotulska: Przemiany wzorca estetycznego – wzory, poglądy, modele, [w:] Polska
Sztuka Ludowa, nr 1, t. 35, Wrocław 1981, s. 12.
38
„AIEIAK” nr 2, s. 8.
211
Wyznaczenie daty ślubu inicjuje wszystkie pozostałe czynności. Preferowane są zwykle miesiące letnie, w nazwie których występuje litera „R”. Ów
przesąd z nieco mniejszym natężeniem, jednak nadal jest podtrzymywany. Chętnie organizowane są również wesela w okresie świąt Bożego Narodzenia oraz
Wielkiej Nocy. Wielu respondentów podkreślało znaczenie oraz wpływ pór roku,
w rezultacie, krzyżując wszystkie wyznaczniki, najbardziej weselnym miesiącem
okazała się wrzesień. W realiach współczesnej społeczności wiejskiej bardzo
często zdarza się jednak tak, iż wyznaczenie daty ślubu uzależnione jest od możliwości wynajęcia upatrzonej sali weselnej. To nie data ślubu decyduje o miejscu
zabawy, ale preferowane miejsce uroczystości decyduje o wyznaczeniu konkretnej daty ślubu. Zwykle współczesne wiejskie wesela organizowane są w remizach strażackich, bądź w domach weselnych. Ślub cywilny, kościelny oraz uczta
weselna odbywają się w ciągu jednego dnia. Poszczególne akty dzieli jedynie
kilka godzin. Praktycznie zawsze jest to sobota, z wyjątkiem okresu świątecznego. Jak wynika z informacji respondentów, termin rezerwacji sali wymaga czasem nawet półtora rocznego wyprzedzenia. Oczywiście rozważam tutaj planowane śluby, które nie wymagają trybu przyspieszonego z powodu sytuacji
życiowej bądź ciąży dziewczyny.
Niemniej jednak przestrzeń, w której rozgrywa się cała akcja uroczystości
weselnej, stanowi bardzo ważne tło zabawy. Doświadczanie przestrzeni oraz
sposób, w jaki jest ona zorganizowana wpływa na nasze samopoczucie, wywołuje konkretne emocje, dlatego też miejsce jest tak ważne w kreowaniu atmosfery,
a skoro czas obrzędu weselnego to czas niezwykły, który burzy zwykłość codzienności, należy zatem przyporządkować temu niezwykłość przestrzeni. Służą
temu różne zabiegi odświętnego przyozdabiania miejsca. Jak wynika z przeprowadzonych rozmów, na terenie gminy Garwolin, jeszcze kilka lat wstecz, nikt
nawet nie myślał o wynajmowaniu firmy, która zajmuje się dekoracją sal weselnych. Dawniej, mam tutaj na myśli trzy, do pięciu lat wstecz, młodzież wiejska
zbierała się w przeddzień uroczystości, „…dmuchała i wiązała balony, cięła
bibułę, tworząc w ten sposób dekorację sal, ktoś inny z kolei potrafił ładnie przygotować serwetki na stole i tak wspólnymi siłami przyozdabiano miejsce uroczystości”39 Dzisiaj dekorator nikogo już na wsi nie dziwi, jeśli nawet firma nie
zajmuje się przyozdobieniem sali, to młodzi udają się po projekt i poradę. Balony
i bibuła już dawno wyszły z mody, aktualnie używa się materiałów bądź kwiatów, kolory uzależnione są od gustu organizatorów.
Ważnym elementem scenografii zabawy weselnej są stoły oraz sposób ich
ustawienia i udekorowania. Ustawienie stołów zależy głównie od liczby gości,
niemniej jednak, nie powinny one być tak ustawione, by goście siedzieli plecami
do siebie. Dużą uwagę zwraca się na estetykę nakrycia i wygląd stołu weselnego.
„Ustalenie jadłospisu i sposobu nakrycia stołu powierza się najczęściej kucharce,
__________
39
212
„AIEiAK”, nr 1, s. 4.
której należy przypisać znaczną rolę w inspirowaniu nowych wzorów zachowań.
Hołdowanie modzie, dające się zaobserwować we współczesnych wzorach spożycia na pokaz, przejawia się przede wszystkim we wprowadzeniu miejskiego
stylu życia (…).”40Dawno przeminęły czasy, gdy stół weselny przykryty był
ceratą, bądź obrusem nakrytym folią. Współcześnie wszystko musi do siebie
pasować obrusy, serwetki, kwiaty w wazonikach.
Ważny element scenografii obrzędu weselnego stanowi dekoracja miejsca
młodej pary przy stole. Na ścianie za plecami nowożeńców zawieszona jest zwykle kapa, w kolorze dobranym do reszty wystroju, na niej umieszczony jest obraz
Matki Boskiej Częstochowskiej, bądź Matki Boskiej Karmiącej, czasami wizerunek Świętej Rodziny, Uzyskałam również informację od jednej z mieszkanek
Parysowa, że istnieje lokalny zwyczaj, by obrazek będący elementem owej dekoracji, był podarunkiem ofiarowanym córce przez jej matkę. Poza dekoracją oraz
ustawieniem stołu ważne, jeśli nie ważniejsze, jest to, co na tym stole się znajdzie. Dobra kucharka, która zajmuje się ułożeniem jadłospisu oraz przygotowaniem potraw, to podstawa udanej biesiady. Mówiąc kucharka, oczywiście nie
mam tutaj na myśli jednej osoby, a zgranego zespołu, który zajmuje się przyrządzaniem posiłków, a także podawaniem do stołu w trakcie uczty weselnej. Kucharka wkracza w akcję przygotowań uczty najwcześniej, bo nawet do pięciu dni
przed uroczystością, jej rola kończy się w zależności od tego czy są organizowane poprawiny, czy też nie, dzień po zakończeniu wesela. Współcześnie goście
zajmują dowolne miejsca przy stole, dobierając się zwykle w kilka par, które
lubią razem się bawić. Punkt orientacyjny stanowią miejsca przeznaczone dla
państwa młodych, gdzie zwykle skupiają się młodsi uczestnicy zabawy weselnej.
Aktualnie, zajmowane miejsce przy stole biesiadnym nie wskazuje na status
społeczny biesiadnika. Najważniejsza jest, jakość, różnorodność i bogactwo
potraw. Dążenie do estetycznego wyglądu stołu, przejawia się w ustawianiu na
nim przedmiotów przyciągających wzrok wchodzących weselników, jak np.
bogato zdobione i ciekawie ustawione słodkie wypieki, różnorodne figury rzeźbione w owocach, kolorowe sałatki, bądź oryginalne zdobienia wędlin i mięs.
Niebagatelną rolę pełni także zastawa, na której wszystko jest podawane. Analiza
rzeczywistych zachowań mieszkańców badanych przeze mnie wsi wskazuje, że
współczesna biesiada weselna składa się z czterech do sześciu gorących posiłków, które są oddzielane deserami w postaci modnych aktualnie płonących lodów bądź kilku piętrowego tortu. „Współcześnie podawane potrawy stanowią
dość jednolity i ustalony zestaw, odpowiadający wzorom posiłku odświętnego”41. Dawno już przeminęły czasy, gdy przygotowania do uczty weselnej wymagały zabicia kilku sztuk inwentarza domowego, a wyroby miały zupełnie inny
„swojski” smak. Dzisiaj zaistniała moda, na inscenizowanie tzw. wiejskiego
__________
40
Z. Szromba-Rysowa: Biesiady wiejskie, „Etnografia Polska”, t. XXVIII, z.1, 1984, s.
117.
41
Z. Szromba-Rysowa, Tamże, s. 120.
213
stołu, gdzieniegdzie można tam znaleźć potrawy własnej roboty. Czasami jednak, również w realiach wsi, pełni on tylko funkcje estetyczną, a wyroby znajdujące się na nim pochodzą ze sklepu.
Istotą biesiady jest spożywanie pokarmów i picie alkoholu, co niejednokrotnie w trakcie obrzędu weselnego przybiera skrajną postać. Związane jest to
z nagromadzeniem olbrzymiej ilości żywności robionej „na zapas”. Jej nadmiar
może ulec zepsuciu, jednak nie może jej zabraknąć w trakcie uczty. Z tego
względu stół biesiadny ugina się pod ciężarem jadła. Jest to obfitość nie tylko
ilości, lecz także różnorodności i inwencji kulinarnej.
Wspólne spożywanie posiłków ma w sobie coś magicznego. Zwykła fizjologiczna czynność przemienia się w niezwykłe misterium jednoczące ludzi. Obficie zastawiony stół, mnogość potraw i napojów alkoholowych – wizualne
symptomy uczty biesiadnej, są tylko celem, służącym do wytworzenia specyficznego biesiadnego nastroju, owej aury życzliwości i wzajemnego zbliżenia.
Przy stole weselnym poza spożywanymi posiłkami pity jest również alkohol. Generalnie alkohol jest jedną z podstaw tradycyjnego wiejskiego wesela
i bez przyczyny nie organizuje się wesel bezalkoholowych. Ułatwia on, bowiem
nawiązywanie kontaktów i prowadzenie swobodnej rozmowy, tak ważnej dla
ogólnej atmosfery zabawy. „Wzajemne przepijanie do siebie miało służyć pozyskiwaniu przychylności, symbolizowało zbratanie i akceptację. Nic dziwnego, że
towarzyszyła mu cała etykieta. Rytuał picia określał min. osobę fundatora, kierunek picia, kolejność i sposób przepijania oraz towarzyszące temu słowa”42 Na
współczesnych weselach wiejskich, pod pojęciem „alkohol” nie kryje się jedynie
wódka lub bimber, często obecne na weselnym stole są wina oraz piwa. Nie
można również zapomnieć, iż oficjalnie całą uroczystość otwiera wypicie przez
wszystkich gości oraz parę młodą lampki szampana. Osobą, która pilnuje, by na
żadnym stole nie brakowało alkoholu jest czasami, zgodnie z tradycją starszy
drużba, ale coraz częściej ojciec lub brat panny młodej. Ma on zwykle specjalnie
przygotowany wiklinowy kosz, w którym roznosi wódkę. Na współczesnych
weselach nie pija się już ze wspólnego kieliszka, „młodzi to już nawet nie pamiętają czasów, kiedy wódka, zakąska i kieliszek wędrowały po całej izbie”43 Nie
spotykają już gości reprymendy z powodu uchylania się od picia, aczkolwiek
takie perswazje w dalszym ciągu mają miejsce przy biesiadnym stole. Teraz
każdy z weselników ma swój kieliszek, własną szklankę i literatkę. Gospodarze
wesela nie są w stanie kontrolować sytuacji, ponaglać do picia, na weselu ma
miejsce podział gości na małe grupy skupione w kręgu jednej butelki. W grupach
tych zawsze znajdzie się jedna osoba, która dopilnowuje sytuacji przy stole nadaje rytm picia i podtrzymuje dawny zwyczaj prynuki, czyli zapraszania, a raczej
przymuszania gości do nadmiernego jedzenia i picia. Wszyscy, zatem uczestnicy
__________
42
43
214
Tamże, s. 125.
„AIEiAK”, nr 6, s. 3.
zabawy weselnej piją niezależnie od siebie, a do synchronizacji dochodzi tylko
przy toastach wznoszonych na cześć młodej pary. Co do toastów, to aktualnie
owa rozbudowana forma oracyjna po woli zamiera, bądź też zostaje zastąpiona
nowym skromniejszym wytworem, zachęcającym gości do picia, jak np. „pijmy,
bo tak młodo się nie spotkamy”.
Związki człowieka z alkoholem sięgają sześciu tysięcy lat. Zdążył w tym
czasie, alkohol, odcisnąć własne piętno w dziejach człowieka. Pojawił się przy
obrzędach religijnych, w sytuacjach biesiadnych, zdobył uznanie jako środek
leczniczy, stał się nade wszystko panaceum na uciążliwości codziennego życia
człowieka.
Kolejnym istotnym elementem wpływającym na jakość zabawy jest organizacja oraz zagospodarowanie czasu. Wszystko powinno być dobrze „wyważone”. Uroczystość nie może być ani za długa, ani zbyt krótka. Godzina ślubu,
powinna być rozważnie przemyślana, aby zabawa weselna nazbyt nie zmęczyła
lub, co gorsza znudziła gości. W odpowiednie zagospodarowanie czasu wpisane
są posiłki i pory ich podawania, jak również przerwy między utworami przygrywanymi przez zespół muzyczny, nie mogą być one, bowiem zbyt długie. O dobrze zorganizowanym czasie zabawy możemy powiedzieć, wówczas, gdy goście
nie spoglądają na zegarek, a nie obejrzawszy się nawet nadchodzi poranek.
Łatwo zauważalnym elementem wesela, stanowiącym wizualizację procesu
estetyzacji jest forma zapraszania gości weselnych. Zaproszenia weselne stanowią jedną z form wyrażenia wyjątkowości. Owo dążenie do oryginalności przejawia się w estetyce zaproszeń, oraz ich pisemnej formie. Są one zwykle kupowane w sklepach poligraficznych. Zdarza się również, że są specjalnie
projektowane zgodnie z życzeniem i upodobaniami pary młodej. Nadal jednak
jest zauważalna różnica między „wiejskimi” i „miejskimi” zaproszeniami. Te
pierwsze charakteryzuję większy przepych, obfitość barw, koloru złotego. Co do
tekstu zaproszenia jest to zwykle prosty, krótki wierszyk lub myśl o istocie miłości, zawarta informacja, gdzie i kiedy odbędzie się ślub oraz uroczystość weselna, kto zamierza wstąpić w związek małżeński oraz do kogo kierowane jest zaproszenie.
„Według norm społecznie akceptowanych kawaler jest zobowiązany do pokrycia wydatków weselnych obejmujących: opłaty ślubne, orkiestrę, zakup obrączek, bukietu ślubnego, alkoholu i napojów przeznaczonych na biesiadę weselną…”44 oraz opłacenie pojazdu ślubnego.
Pojazd ślubny, to kolejny z grupy elementów weselnych stanowiący nie
tylko o prestiżu uroczystości weselnej, ale także o społecznej pozycji rodziny
pary młodej.
__________
44
Tamże, s. 4.
215
„(…) Heńka córka jechała limuzyną do ślubu to dla mojej samolot wynajmę
jak będzie trzeba”45 To zdanie wypowiedziane przez jednego z informatorów
najlepiej oddaje znaczenie pojazdu ślubnego. Ważny jest sam rodzaj pojazdu,
kolor, jak również jego przybranie. Co do wyboru rodzaju pojazdu, panują dwie
zasady, musi być on albo bardzo elegancki i ekskluzywny, albo bardzo oryginalny. W zasadę elegancji wpisuje się moda na wynajmowanie limuzyn, w przypadku terenu, który stanowi przedmiot moich zainteresowań, są one sprowadzane z Warszawy, bądź: „Jeden tutaj u nas taki facet z okolic Garwolina ma taką
limuzynę i od niego ludzie często wynajmują”. Często również młoda para jedzie
do ślubu jakimś innym ekskluzywnym samochodem, pożyczonym od kogoś
z rodziny, bądź spośród grupy znajomych. Jak wynika z relacji mieszkańców
miejscowości Górzno, coraz częściej do łask wracają odrestaurowane bryczki.
Co do koloru pojazdu, to zdecydowanie dominuje czerń. Jeszcze do niedawna istniała zasada bogatego przyozdabiania weselnego pojazdu. Modne były
specjalnie na tę okazję kupowane ozdoby w postaci dwóch białych słoni lub
gołębi trzymających serce bądź obrączki. Owe ozdoby zwykle stawiane na
przedniej masce samochodu sygnowały pojazd młodej pary. Dzisiaj ta moda
całkowicie zanikła, a mówiąc dokładniej została przetransformowana, bądź zastąpiona nową. Aktualnie coraz częściej można spotkać się ze zdaniem, że urok
pojazdu wynika z samego pojazdu, a nie z jego wystroju. Sygnowanie, iż właśnie
tym samochodem jedzie młoda para, odbywa się za pomocą specjalnie na tę
okazję przygotowanych tablic rejestracyjnych z napisem „Młoda Para”, albo
„Nowożeńcy”. Tak prezentuje się pierwsza zasada wyboru pojazdu weselnego,
podstawą, której jest elegancja. Druga, podstawą, której jest oryginalność, wskazuje głównie nie na wygląd pojazdu, ale na jego, unikatowość, pomysłowość
organizatorów wesela i poczucie humoru pary młodej. Do takich pojazdów weselnych moi rozmówcy zaliczyli np. starą Warszawę, rower, amerykańskiego
Hammera, jak wynika z relacji mieszkanki Parysowa, zdarzyło się również, iż
w jednej z okolicznych wsi para młoda jechała do ślubu tirem, gdyż ojciec panny
młodej miał firmę przewoźniczą.
Jednym z nielicznych elementów ślubnych, którego symbolika, króluje nad
modą, są obrączki ślubne, niosące symboliczną informację o utwierdzeniu
związku, wierności, wzięciu w „posiadanie”. Symbolika obrączek weselnych
związana jest generalnie ze znaczeniem pierścienia w kulturze, okręgu, który
zamyka, wyłącza, owo przesłanie w odniesieniu do ślubnej obrączki ma jeszcze
bardziej intensywną wymowę niż w przypadku pierścionka zaręczynowego.
Młoda para dokonuje zakupu obrączek z założeniem, iż jest to zakup na całe
życie, a także pamiątka dla potomnych.
Młodzi zwykle udają się do sklepu jubilerskiego do miasta, w przypadku
analizowanego terenu jest to Garwolin, albo Warszawa. Współczesny wybór
__________
45
216
„AIEiAK”, nr 4, s. 4.
obrączek jest ogromny, jak wynika z relacji informatorów, w tej kwestii jednak
młodzi są stosunkowo konserwatywni. Nie przyjęły się miejskie innowacje w tej
kwestii np. na tatuowane obrączki, jedyne, co weszło w użycie to umiejscawianie
graweru na wewnętrznej stronie obrączki. Zwykło się grawerować datę zawarcia
związku małżeńskiego lub inicjały imion współmałżonka. Z obrączką ślubną
związanych jest wiele wierzeń i przesądów. Przede wszystkim powinna być ona
noszona na czwartym, parzystym palcu prawej dłoni, „noszenie obrączki ślubnej
na lewej ręce przynosi nieszczęście, najczęściej spowodowane przez istoty
o charakterze demonicznym (…) noszenie obrączki na palcu nieparzystym powoduje niewierność współmałżonka. (…)Pęknięcie obrączki, tak ślubnej, jak
zaręczynowej zwiastuje rozpad małżeństwa przez odejście lub śmierć jednego
z współmałżonków lub narzeczonych”46 Obrączka ślubna to, zatem jeden z tych
przedmiotów, które w kulturze typu ludowego uważane były, a gdzieniegdzie
nadal są, za magiczne.
Zupełnie innego rodzaju kwestią jest dobór zespołu weselnego, a co z tym
się wiąże całej oprawy muzycznej. Zespół weselny jest jednym z tych elementów
wesela, który ze względu na ważność możemy uznać za podstawowy. Grupę
owych podstawowych czynników, których przygotowanie i rezerwacja wymaga
znacznego wyprzedzenia czasowego i które jako pierwsze stanowią o udanej
zabawie, to: sala weselna, zespół weselny oraz kucharka i proponowane przez
nią menu weselne. Znalezienie dobrego zespołu weselnego teoretycznie należy
również do powinności pana młodego, tym niemniej współcześnie młoda para
wspólnie dokonuje wszelakich wyborów dotyczących organizacji wesela, dzieląc
się kosztami. Wiejskie wesele to nie jest uroczystość gdzie możemy zetknąć się
z muzyką graną z komputera, czy płyt CD. Na badanym terenie rzadko pojawia
się idea wynajęcia Dj-a. Zgodnie ze zwyczajem oraz wymogami stawianymi
przez tzw. opinię publiczną, muzyka musi być grana na żywo, „(…) bo przecież
nie na umarło, tylko na żywo”47 i musi porywać do tańca wszystkie pokolenia.
Rola orkiestry zwykle zaczyna się przed domem panny młodej, w momencie
przyjazdu orszaku pana młodego, a cała uroczystość z akompaniamentem muzyki kończy się ok. piątej, szóstej nad ranem. Rezerwacja dobrego, upatrzonego
zespołu weselnego, niejednokrotnie wymaga półrocznego wyprzedzenia. Z relacji respondentów wynika, iż jest to dość duży problem, gdyż natężenie wesel
w pewnych okresach roku jest większe niż w innych, w związku, z czym zespoły
bardzo często mają znacznie wcześniej pozajmowane terminy. Dla organizatorów uroczystości weselnej, dobry zespół to podstawa weselnego prestiżu i niezapomnianej zabawy. Z muzyką związany jest taniec, a ten szczególnie, pierwszy,
inaugurujący, tańczony przez parę młodą, stanowi jeden z najbardziej stresujących momentów uroczystości. Coraz częściej przyszli nowożeńcy na długo przed
__________
46
A. Kutrzeba-Pojnarowa, L. Stomma: Struktury elementarne i współczesne zmiany zwyczajów dotyczących małżeństwa., „ Etnografia Polska” t. XXI, z. 1, 1977, s. 87.
47
„AIEiAK”, nr 4, s. 10.
217
weselem przygotowują się do owego pierwszego tańca, często uczestnicząc
w specjalnie do tego przygotowujących kursach organizowanych w Warszawie
lub Garwolinie. „(…) Młodzi dzisiaj to już nie mają takich nóg jak dawniej i się
specjalnie uczyć tańczyć razem muszą”48 Młoda para podczas obrzędu weselnego wiele razy poddawana jest sankcji publicznej, szczególnie ma to miejsce
podczas tańca. Dlatego też, mając ową świadomość i chcąc wypaść jak najlepiej
młodzi coraz częściej decydują się na podjęcie kilku lekcji tańca. Pierwszy grany
na zabawie weselnej utwór, z reguły jest w tempie i rytmie walca, dlatego też
„nie wypada, żeby młoda para nie potrafiła razem walca zatańczyć”49.
Kolejnym punktem na liście przygotowań jest organizacja weselnej pamiątki. Pod pojęciem pamiątki rozumiem wszystko to, co upamiętnia ów dzień, a co
także zalicza się do weselnych przygotowań. Mam tutaj na myśli głównie zdjęcia
pamiątkowe oraz obecność kamerzysty. Nie ulega wątpliwości, iż pamiątki
z wesela także ulegają wpływom i przemianom mody. Dzisiaj już nikt nawet nie
potrafi sobie wyobrazić nieuwiecznionej uroczystości weselnej. Kamerzysta,
współcześnie wydaje się być jednym z elementów weselnej całości. Jest on wybierany przez parę młodą głównie na podstawie czyjegoś polecenia Kamerzysta
musi być wszędzie tam gdzie dzieje się coś ważnego. Jego rola zaczyna się zwykle wcześniej, niż rola orkiestry. Musi być on bowiem obecny w domu pana
młodego, następnie w domu pani młodej przed przyjazdem orszaku weselnego
pana młodego, uwiecznione powinno zostać ubieranie pary młodej oraz wszelkie
ważne zwyczaje. Kamerzysta obecny jest w trakcie ślubu oraz zabawy weselnej.
Wszystko powinno być uchwycone przez czujne oko kamery, a dopiero później
nastąpi selekcja scen. Kamerzysta powinien być obecny na weselu, co najmniej
do oczepin. Kaseta, a obecnie płyta z wesela krąży później między uczestnikami
zabawy, „(…) przecież każdy chce zobaczyć siebie i skomentować innych, a przy
okazji trochę się pośmiać i powspominać.”50 To, że obecność kamery stała się
scalonym elementem zabawy weselnej, potwierdza chociażby fakt, iż niejednokrotnie zespół ma przygotowane prześmiewcze przyśpiewki również na kamerzystę.
Innym rodzajem pamiątki z wesela są bardziej tradycyjne zdjęcia. Mam tutaj na myśli zarówno te nieprofesjonalne, robione przez znajomych i rodzinę, jak
i te oficjalne, profesjonalne, uzgadniane z fotografem z odpowiednim wyprzedzeniem. W kwestii zdjęć bardzo wyraźnie można zaobserwować zmieniającą się
modę. Związane jest to zarówno z postępem technicznym, jak i zmianą upodobań. Dawniej zdjęcia były głownie czarno-białe, następnie nadeszła era intensywnych kolorów, współcześnie młoda para zwykle chce mieć zarówno kolorowe i czarno-białe zdjęcia bardzo modne są te zrobione w trybie sepia. Zmieniają
się fotografowane pozy, przestały być modne sztuczne tła, ostatnim hitem mody
__________
48
„AIEiAK”, nr 4, s. 5.
„AIEiAK”, nr 1, s. 4.
50
„AIEiAK”, nr 3, s. 4.
49
218
są zdjęcia wykonane w plenerze o poranku w dzień uroczystości weselnej lub
w kilka dni po weselu. Pamiątka, uwiecznienie uroczystości jest zatem koniecznym elementem wesela, który służy nie tylko młodej parze, ale wszystkim
uczestnikom zabawy. Nie ulega wątpliwości, że także podlega ono wpływom
mody, wymaga wcześniejszych uzgodnień, rezerwacji, przygotowań i oczywiście
odpowiedniego nakładu finansowego.
„(…) następował dzień ślubu. Młodych ubierano w specjalne stroje. Odnosi
się to szczególnie do panny młodej, której strojenie odbywało się prawie rytualnie.(…) Strój młodego nie była aż tak ważny (…) szaty natomiast panny młodej
zawsze były inne”.51
Dawniej strój miał znaczenie symboliczne, zaznaczał powagę dziejących
się wydarzeń był kostiumem i tak, jak w widowisku teatralnym wyraźnie komunikował widzom odgrywaną przez dziewczynę rolę. Takiego stroju nie zakładało
się nigdy poza obrzędem. Tylko raz, bowiem w tak oczywisty i jaskrawy sposób
inscenizowało się obrzęd przejścia Współczesny strój weselny pary młodej, to
ogromny wydatek sięgający nawet rzędu kilku bądź kilkudziesięciu tysięcy złotych. „Obowiązujący strój, zarówno państwa młodych, jak też członków orszaku
ślubnego i zaproszonych gości, oparty jest na wymogach aktualnej mody miejskiej przyswajanej nieraz jednak w swoisty sposób. Rozbudowane w tym zakresie ambicje, doprowadzają wielokrotnie do paradoksalnych sytuacji”52 Nadal
zdarza się, że młodzi zamawiają strój weselny u lokalnej krawcowej. Wzorce
czerpane są głownie z różnego rodzaju katalogów, czasami na podstawie filmów,
mody miejskiej, bądź są wytworem wyobraźni panny młodej zgodnie z podpowiedziami krawcowej. Niemniej jednak szycie sukni na zamówienie nie jest
aktualnie zbyt popularne, młodzi zwykle udają się do miasta – Warszawy, na
zakupy. Oczywiście w przypadku dziewczyny, wyprawa nie kończy się na jednej
wizycie, jest to trudna decyzja, wymagająca przymiarek i wielu przebytych kilometrów. W przypadku mężczyzny, jest znacznie łatwiej, decyzje zapadają
szybciej i nie wymagają takiego wysiłku.
Co do współczesnej mody ślubnej na badanym terenie, to w przypadku
panny młodej nadal króluje biel. Suknia powinna być długa, stosunkowo obszerna i reprezentatywna, od kilku lat nie wychodzą z mody gorsety. Panna młoda
powinna mieć w kościele przykryte ramiona, co do dodatków preferowane są
długie welony. „O ile kolorowe suknie dla młodej nie przyjęły się ze względu na
powszechnie przez ludzi starszych uznawaną symbolikę koloru (…) to moda na
kolorowe garnitury na kolorowe garnitury dla młodego stała się obowiązującą
normą”53 Współcześnie męski garnitur nie powinien być czarnego koloru, aktu-
__________
51
M. Kurek, Tamże, s. 83.
K. Kwaśniewicz: Zwyczaje i obrzędy rodzinne, [w:] Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, pod red. M. Biernackiej, M. Frankowskiej, W. Paprockiej, t. II, Wrocław 1981, s.
94.
53
M. Kurek, Tamże, s. 85.
52
219
alnie najmodniejszy w badanym środowisku jest kolor grafitowy, ale dopuszczalne są także odcienie beżu, brązu, w zasadzie wszelkie stonowane kolory, co
do koszuli jednak – koniecznie powinna być biała. „(…) Moda stanowi system
normatywny. Funkcja systemu normatywnego polega na tym, że wskazuje jednostce jak powinna postępować i wyznacza granice, których nie wolno przekroczyć, ze względu na to, że nieprzestrzeganie określonej normy wywołuje określony typ sankcji.(…) Jednocześnie strój powinien być inny, róży od pozostałych
(…). Cała sztuka polega, więc na tym, by znaleźć taką formę, która będzie nowa,
a nie ekstrawagancka, modna, ale nie szokująca. Do tych wymagań, każdy musi
dostosować własne upodobania. Powstają, zatem sytuacje konfliktowe (własny
gust a opinia środowiska)”54
Wygląd pary młodej, szczególnie w przypadku dziewczyny, to nie tylko
ubiór, to także wszelkiego rodzaju dodatki oraz fryzura. Przygotowania zaczynają się znacznie wcześniej, zwykle dość ostrą dietą. Obowiązkowe są wizyty
u kosmetyczki, w celu zadbania o cerę, manikiurzystki, fryzjera oraz regularne
wizyty w solarium w Garwolinie. Celem tych wszystkich zabiegów jest oczywiście uzyskanie efektu zachwycającego zaskoczenia. Para młoda musi tego dnia
wyglądać olśniewająco, często niezależnie od poniesionych kosztów i wielu
wyrzeczeń.
O ile wpływ mody w kwestę wyglądu nikogo nie dziwi, o tyle mechanizmy
estetyzacji w trakcie mszy potrafią jeszcze zaskoczyć. Moda weselna dociera
nawet do kościoła, wiele zależy od miejscowego proboszcza, tym niemniej zwykle młodzi mogą wybrać czytania, rodzaj odśpiewywanych pieśni, a także tematykę kazania. Osobnym tematem jest także wystrój kościoła. Co do panujących
na tę chwilę ślubnych trendów, to zgodnie z informacjami przekazanymi przez
respondentów praktycznie na wszystkich ślubach, jako Ewangelia odczytywany
jest list Św. Pawła o miłości, następnie ksiądz wygłasza kazanie odnośnie powagi zaistniałej sytuacji, często również mówi o roli miłości w życiu człowieka,
bądź roli rodziny jako komórki społecznej. Zdaniem moich informatorów, jest to
dość typowy i utarty schemat. Zdarza się również, że młodzi nie chcą, aby podczas ślubu śpiewał organista, czasami ktoś z członków rodziny, bądź spośród
znajomych, ma okazały głos, wówczas ta osoba odpowiedzialna jest za oprawę
wokalną podczas mszy. Oczywiście taka decyzja wymaga wcześniejszych ustaleń z księdzem oraz organistą, a także kilku prób i przygotowań.
Co do wystroju kościoła, to na współczesną wieś zaczęła wkraczać moda
zaadoptowana z miasta, a mianowicie wynajmowanie firmy, która zajmuje się
dekoracją. Ważnym elementem tutaj jest zdobienie drogi do ołtarza, którą pokonuje para młoda, wszystko na wzór amerykański, niejednokrotnie podpatrzony
z filmów. Nie jest to jednak obowiązująca norma, można napotkać także sytuacje, że organizatorzy uroczystości weselnej kupują kwiaty i przy pomocy rodzi-
__________
54
220
Tamże s. 85.
ny oraz przyjaciół sami, zgodnie z własnym gustem i za przyzwoleniem proboszcza przystrajają kościół na ten dzień.
„Niezachowanie zwyczaju sprawiania wystawnego i bardzo kosztownego
wesela na wsi, – mimo że chętnie nieraz byłoby widziane przez młodych, chcących raczej otrzymać wyposażenie mieszkania – nie daje się pogodzić z aspiracjami rodziców młodych, ich chęcią utrzymania prestiżu na wsi, pokazania, że
osiągają standard życia pozwalający im na sprawienie takiego wesela, jakiego po
nich spodziewa się społeczność wiejska”55 Niestety, zgodnie ze staropolskim
przysłowiem, chęć pokazania się niejednokrotnie wiąże się z koniecznością zastawienia się. Z przeprowadzonych przeze mnie rozmów wynika, iż we współczesnym środowisku powiatu garwolińskiego istnieje pewnego rodzaju sprzeczność, polegającą na „(…) racjonalnym w większości przypadków podejściu do
organizowania wesel, podczas, gdy z drugiej strony obserwuje się chęć uczestniczenia w obrzędowości skupiającej większą liczbę osób, która stwarza atmosferę
niepowtarzalności.”56 Jednakże, mimo tego, iż współczesne wsie, szczególnie te
podmiejskie, które stanowią tutaj przedmiot moich rozważań, adaptują miejskie
wzory, to jednak żyją one własnym życiem i liczą się z sankcjami opinii lokalnej.
Poprawa sytuacji gospodarczej wsi oraz wpływy miejskie podnoszą poprzeczkę
stawianych wymagań oraz rozbudowują nowe zwyczaje, „(…) likwidując te –
istotne dla dawnych obrzędów, – które nie są wymierne w kategoriach wymiany
świadczeń towarzyskich, prestiżu i rywalizacji społecznej”57 W efekcie tych
wszystkich czynników, racjonalizm i rozsądek bardzo często schodzą na boczny
plan, organizacja uczty weselnej pochłania dziesiątki tysięcy złotych, przy czym
jej wielkość i wystawność nie zawsze jest proporcjonalna do warunków materialnych rodzin. Dla wielu są one uciążliwym obowiązkiem zmuszającym do
zaciągania kredytów, aby „pokazać się, co w pewnym stopniu stanowi kontynuację formalistyki prawno-społecznej obowiązującej w tradycyjnej kulturze wsi,
gdzie wielkość orszaku weselnego i ilość pojazdów podkreślały prestiż społeczny organizującego wesele.”58 Powszechne znane są przypadki praktycznego
zastosowania przysłowia „jeden dzień wesela całe życie biedy”, ale przecież
z drugiej strony „jakie wesele, takie potem życie”.
4. Współczesny status i funkcja wesela – zamknięcie rozważań
Współczesny obrzęd weselny, to „(…) forma będąca mieszaniną rozmaitych porządków znakowych, różnych kodów, wszelkiego rodzaju nawarstwień
__________
55
A. Kutrzeba-Pojnarowa, L. Stomma, Tamże, s. 85.
K. Wołos, Obrzędowość weselna na tle zmian modelu małżeństwa i rodziny na wsi, Koszalin 1980, s. 115.
57
A. Kutrzeba-Pojnarowa, L. Stomma, Tamże, s. 86.
58
K. Wołos, Tamże, s. 116.
56
221
i zapożyczeń, jawiąca się w związku z tym, raczej jako mgławica znaków i znaczeń, niż uporządkowany system. W weselu – podobnie jak w wielu innych
formach kultury współczesnej obserwujemy – zadziwiający wprost – wzrost
semiotyczności zachowań i współwystępowanie różnych, niekiedy sprzecznych –
konwencji semiotycznych”59
Obrzęd weselny traktować można jako swoistego rodzaju mikrokosmos,
stanowiący odzwierciedlenie sytuacji współczesnej kultury. Przemiany w obchodach uroczystości weselnych stanowią zwierciadło przemian kulturowych, jest to
„(…) odbicie jej zawikłań i wewnętrznych spięć, rozdarcia między odchodzącą
tradycją i nadchodzącym „Nowym”(…)”60
Starałam się zwrócić szczególną uwagę na wszelkie wzory zachowań, gestów, czynności, przygotowań, jakie nieodłącznie wiążą się z obrzędowością
weselną. Miałam na celu ukazanie czynników, składających się na tę głównie
prestiżowo-reprezentacyjną oraz ludyczną funkcję współczesnego wesela. Gospodarze uroczystości podejmują każdą możliwość, na którą w miarę rozsądku
pozwala sytuacja ekonomiczna, by wykreować niezapomnianą atmosferę zabawy, dodać splendoru całemu przedsięwzięciu, a jednocześnie godnie wywiązać
się z obowiązków wynikających z faktu przynależności do tej, a nie innej społeczności lokalnej.
Wesele to zabawa, zabawa stworzona w efekcie dużego nakładu finansowego, ogromnego stresu, wysiłku, pogoni za modą, wielu wyrzeczeń i przygotowań. Niemniej jednak, jak wynika z relacji moich respondentów, nie to jest ważne, „(…) ważne jest, żeby ludzie się, wybawili, wytańczyli, do syta najedli,
a potem przez długie lata wspominali i po wsi wychwalali”61
Z relacji moich informatorów, aczkolwiek nie tylko z treści przekazywanych informacji, ale także z formy owego przekazu, klarownie wynika, iż nastąpiło przesunięcie funkcji obrzędowości weselnej z magicznej na ludyczną. Ze
swej definicji, w tradycyjnym ujęciu, obrzędy wyrażają symboliczne poczucie
wspólnoty, stanowią kulturowe instrumenty socjalizacji, są trwałymi łącznikami
między tradycją, a nowoczesnością, a także zaspokajają wiele różnorodnych
potrzeb psychologicznych i społecznych. Obrzędy, niosą w sobie także potrzebę
funkcjonalnego dostosowania się do zmiennych realiów i warunków życia.
Zmiany zachodzące na wsi po drugiej wojnie światowej, mam tutaj na myśli
otwarcie się wsi, rozwój oświaty oraz postępujący proces laicyzacji spowodowały stopniowe wzrost znaczenia ludycznej funkcji obrzędów, przy zachowaniu
także ich integracyjnej roli, jednakże w zmienionej formie. Współcześnie,
w początkach XXI wieku, na formę wiejskiej obrzędowości w ogóle, a w przypadku tych rozważań, kompleksu obrzędów weselnych, znaczny wpływ ma
__________
59
H. Szewczyk,: Wesele raz jeszcze. Kurpie 1975–1983, „Polska Sztuka Ludowa”, t.
XXXVII, nr 1–2, 1983, s. 59.
60
Tamże, s. 59.
61
„AIEiAK” nr 4, s. 6.
222
rosnące zróżnicowanie społeczności wiejskiej pod względem kulturowym, migracje przestrzenne ludności na terenie kraju oraz całego świata. Znamienna jest
również zmiana warunków ekonomicznych, społecznych i kulturowych, wynikająca z postępu cywilizacyjnego. Wszystkie owe czynniki inicjują proces przeobrażenia wzoru kulturowego w ramach rodziny, a przez to także obrzędowości
rodzinnej, w ramach, której mieści się uroczystość weselna. „Redukując część
ceremonialną, zachowała ona głównie te formy i środki, które wiążą się z jej
ludyczną stroną”62 Współczesne wesele musi być przede wszystkim udaną zabawą, zapadającą w pamięć jej uczestników. Nie sposób wyliczyć wszystkie
elementy konstytuujące wesele jako zabawę, należałoby bowiem objąć zachowania, gesty, stroje, menu, podziały ról, teksty werbalne i niewerbalne, oprawę
muzyczną, lokalne obyczaje itd. Fakt obecności owych czynników w uroczystości weselnej ma swoje źródło w tendencji do wystawności, która w różnym stopniu wpływa na chęć „pokazania się” i „bycia w porządku wobec rodziny i znajomych”, dokumentuje to także „(…) potrzebę wyróżnienia się, społecznego
uznania lub dążności do tego uznania”63 Niemniej jednak w realiach współczesnej wsi nadal żywe jest powiedzenie „nie ma weseliska bez obmówiska.”.
Współczesna uroczystość weselna integruje mieszkańców wioski, zacieśnia
i podtrzymuje więzy ich łączące. Pozwala spotkać się rozproszonej rodzinie,
umożliwia włączenie znajomych z pracy i ze szkoły do kręgu osób bliskich. Jest
to jedna z rozrywek w życiu wsi, która pozwala wyrwać się z nużącego rytmu
codziennej pracy, pobawić się, zapomnieć o nurtujących problemach codzienności i przenieść w czas święta i wyjątkowości. A wszystko to dobywa się w atmosferze zabawy i radości podszytej stresem pary młodej, obawami organizatorów przed komentarzami weselników, a czasami także żalem gości weselnych
z tytułu wydatków poniesionych na tę okazję.
Jak to podsumował jeden z informatorów, mieszkaniec Parysowa: „Oj wesele na wsi to jest super, a takiego jak tutaj u nas, to pani już nigdzie nie zobaczy,
no może u Górali, ale oni tam to wszystko po swojemu mają. U nas to ludzie
i pojeść lubią, i popić i potańczyć, potem trochę obmówić, i za miesiąc, albo dwa
od nowa (…)”64
__________
62
K. Wołos, Tamże, s. 120.
Tamże, s. 123.
64
„AIEiAK”, nr 7, s. 9.
63
223
Summary
Polish traditional wedding shows varieties of cultural patterns, that’s why it
contains many elements, that are very interesting to research from anthropological point of view. Depending on researcher’s interestings and cultural context, it
was considered from many different perspectives. But we live in fast developing
world, socio-cultural context is changing, so there is also needed the reconsideration of some elements of culture. This is why I wanted to show transformation of
functions of wedding rituals at the polish village. The change of magical symbolism for the entertaining symbolism. My idea was to show contemporary wedding
ritual more as a party, where the old mixes with the new. What elements of tradition survived and how they were transformed. Underlining the influence of fashion and pop culture I wanted to prove that saving traditional form and idea, general function of wedding ritual has been changed. Today, traditional polish
wedding is more a party than ritual, party that needs long time prepartion, money, party that marks social status of organizers and that is under the influence
more of fashion than tradition.
224
Jacek Kapuściński
Wyższy Instytut Teologiczny
w Częstochowie
Szkice z dziejów wsi w Radomszczańskiem (XIX–XX w.).
Wydobycie torfu w Woźnikach
Wprowadzenie
Badania naukowe nad przeszłością „małych ojczyzn” wniosły już wiele
cennych i interesujących publikacji w historiografię polską. Tego rodzaju inicjatywy naukowe są od dawna podejmowane przez ośrodki akademickie w Łodzi,
Piotrkowie Trybunalskim i Częstochowie oraz środowiska naukowe Radomska
i Wielunia. Dzięki temu, znajdujący się w granicach wspomnianych miast obszar, doczekał się znacznej literatury o swoich dziejach. Na podstawie tych prac
można dojść do wniosku, iż przedmiot niniejszych badań historycznych w pierwszej kolejności zdaje się być kształtowany poprzez przynależność administracyjną. W przypadku administracji państwowej będą to dzieje wsi, miast, gmin
i powiatów, natomiast w przypadku administracji kościelnej będą to dzieje parafii lub dekanatów. Ponadto w grę mogą wchodzić inne aspekty badawcze: obyczajowość, religijność, językoznawstwo czy szeroko rozumiana kultura.
W tak zarysowaną z grubsza problematykę wpisuje się niniejsze opracowanie. Dotyczy ono przeszłości jednej wsi, oddalonej ok. 10 km od Radomska.
Ponadto podejmowana tematyka wydaje się zahaczać także o obyczajowość
i kulturę miejscowej ludności. Warto nadmienić, iż przeszłość tej wsi w jakiejś
mierze została opracowana w książce pt. „Z dziejów Woźnik (XX wiek)”1. Niemniej dalsze wysiłki naukowe przynoszą nowe postulaty badawcze, czego przykładem jest niniejsza praca. Sam tytuł niejako wskazuje na możliwość pojawienia się kolejnych opracowań. Tym razem zaś starano się przedstawić wydarzenia,
dotyczące wydobywania torfu w tej miejscowości, z uwzględnieniem jej położenia i topografii.
__________
1
Z dziejów Woźnik (XX wiek), red. J. Kapuściński, Radomsko 2006; Woźniki. Poczwórny
jubileusz w Woźnikach, „Po Prostu Informacje”, 2006, nr 39, s. 4; Książka na jubileusz, „Gazeta Radomszczańska”, 2006, nr 39, s. 7; Poczwórny jubileusz w Woźnikach, „Komu i Czemu”,
2006, nr 39, s. 4.
225
1. Położenie geograficzne Woźnik
Miejscowość Woźniki, na tle zróżnicowanej rzeźby terenu Polski, jest położona pomiędzy pasem Nizin Środkowopolskich (zwanych Krainą Wielkich
Dolin) a Wyżyną Małopolską. Z kompleksu nizinnego na uwagę zasługuje Wysoczyzna Bełchatowska, w której wzniesienia przekraczają wysokość 200 m
n.p.m. i występują jako typowe na obszarze Woźnik. Charakterystyczne ponadto
dla tego regionu są wzgórza żwirowe. Z kompleksu wyżynnego natomiast najbliżej Woźnik rozciągają się Wzgórza Radomszczańskie, stanowiące cześć Wyżyny
Przedborskiej. Na zachód od Pilicy przybierają one postać wzniesień, zbudowanych z piaskowców kredowych i wapieni jurajskich. Zatem dokładne położenie
geograficzne Woźnik określa się pomiędzy Wysoczyzną Bełchatowską a Wzgórzami Radomszczańskimi. Taka lokalizacja jest nacechowana wzajemnym przenikaniem się form nizinnych i wyżynnych2.
Granice terytorialne Woźnik początkowo pokrywały się z granicami własności ziemskich miejscowych dziedziców. Źródła historyczne już od XV w.
wymieniają tę miejscowość jako sąsiadującą od północy z terenami Wiewiórowa
i Zalesic, od wschodu z terenami Dobryszyc, Zdani i Rożnów, od południa
z terenami Długiego, zaś od zachodu z terenami Woli Blakowej (Wrzesina)
i Lgoty Wielkiej3. Zarysowana w ten sposób średniowieczna linia graniczna
Woźnik nie uległa radykalnym zmianom i obowiązuje do dzisiaj. Obejmuje ona
obecnie obszar o powierzchni 546 ha, co stanowi 8, 6% całego terytorium gminy
Lgota Wielka w powiecie radomszczańskim4.
Z części wyżynnej terenów woźnickich należy wyróżnić dwa wzniesienia,
które mają decydujący wpływ na hydrosferę wsi. Jedno wzgórze jest położone od
strony południowej i rozciąga się od Łąk Wolskich, aż po tereny Pastwisk. Ze
względu na dogodne warunki na początku XX w. Tomasz Więcławski postawił
tam młyn – wiatrak. Drugie natomiast wzniesienie znajduje się na Hubach, czyli
terenach położonych na północ od Stawu Ogólnego wzdłuż drogi głównej do
Lgoty Wielkiej. Te dwa pagórki mają wysokość ponad 220 m n.p.m. To właśnie
z tych wzgórz, po ulewnych deszczach lub roztopach wiosennych, wody spływają na tereny nizinne wsi, zasilając tym samym sieć miejscowych stawów i tworząc tereny podmokłe wzdłuż głównego traktu łączącego Rożny z Lgotą5.
W części nizinnej terenów woźnickich, wysuniętych najbardziej na południowy wschód, wije się rzeka Kręcica (lewy dopływ Widawki), która źródła
__________
2
A. Dylikowa, Geografia Polski. Krainy geograficzne, Warszawa 1973, s. 500–501; J.
Kondracki, Geografia regionalna Polski, Warszawa 2001, s. 179–206.
3
J. Kapuściński, Wydobycie torfu w Woźnikach koło Radomska (cz. I), „Komu i Czemu”,
2008, nr 22, s. 10.
4
J. Kotlewski, Przedmowa, [w:] Z dziejów Woźnik…., s. 5.
5
J. Kapuściński, Przedstawiciele rodów szlacheckich i ich miejsca pochówku na terenie
parafii w Lgocie Wielkiej, „Zeszyty Radomszczańskie”, T. 3, 2009, s. 195.
226
swoje ma w miejscowości Krępa. Na rzece tej powstała naturalna granica z terenami należącymi do mieszkańców Rożnów, Zdani i Dobryszyc. Koryto rzeki
z czasem uległo przesunięciu i trudno ustalić kiedy to nastąpiło (na pewno przed
poł. XIX w.). Wiadomym natomiast pozostaje, że zmiana koryta rzeki była spowodowana postawieniem w tamtych okolicach młyna wodnego6. Po uwłaszczeniu chłopów młyn ten stał się własnością prywatną, niezależną od miejscowego
folwarku. Pod koniec XIX w. należał do Szymona Gdańskiego, od którego
prawdopodobnie odkupił go Marcin Rochowski ze Zdani. Pierwotnie przez terytorium Woźnik rzeka Kręcica płynęła od Łąk Wolskich wzdłuż granicy łąk woźnickich z łąkami rożnowskimi i zdańskimi7.
Na pozostałych obszarach nizinnych wsi występowało duże nawodnienie
terenu, co w konsekwencji skutkowało budową przez mieszkańców wielu
sztucznych zbiorników wodnych, zwanych stawami lub sadzawkami. Można je
było spotkać na terenie gospodarstw u Marcina Rochowskiego, Juliana Jansona,
Adama Białka, Antoniego Króla, Józefa Kowalczyka (obecnie H. Miller), Walentego Gackiego (obecnie M. Kowalczyk), Franciszka Kisiołka (obecnie S.
Michalczak), Stanisława Lasonia (obecnie I. Wilk), Michała Brzeźniaka (obecnie
R. Siewier), Stanisława Rozpędowskiego (obecnie M. Brzeźniak), Marcina Kapuścińskiego, Piotra Kępy (obecnie T. Sukiennik), Walentego Klimczyka (obecnie H. Ktacz) i Stanisława Gackiego8. Na szczególną uwagę zasługuje Staw
Ogólny, który z czasem przejęła na własność miejscowa jednostka OSP. Od tego
stawu w kierunku wschodnim odchodził rów regulujący poziom wód, który
w okolicach Błot wpadał do rzeki Kręcicy. Wzdłuż tego rowu, jak pamiętają
najstarsi mieszkańcy, zawsze tworzyło się rozlewisko wód, które zimą zamarzało, tworząc tym samym olbrzymią płytę lodowiska. Wówczas był to paradise
zabaw zimowych dla miejscowych dzieci9.
Jak niesie wieść gminna w XIX w., ze względu na podmokłe tereny wsi,
został wyznaczony specjalny dział ziemi z posesji Walentego Klimczyka tuż
przy głównej drodze. Pobudowano tam następnie piwnicę, w której mieszkańcy
wsi składowali ziemniaki i inne płody ziemi. Tereny te znajdowały się na niewielkim pagórku i stanowiły odpowiednie zabezpieczenie przed gromadzącą się
w prywatnych piwnicach wodą10. Po drugiej zaś stronie drogi znajdowały się
tereny bogate w glinę, skąd mieszkańcy kopali ten budulec do budowy domostw
__________
6
G. Wachowiak, Prognozowanie a rzeczywiste straty w odpływie średnim w zlewni Widawki w skutek odwadniania złoża węgla brunatnego <<Bełchatów>>, „Studia Regionalne”,
T. 7–8, 1985, s. 127; J. Kapuściński, Wydobycie torfu…, s. 10.
7
J. Kapuściński, Zarys przeszłości Woźnik (do 1918 r.), [w:] Z dziejów Woźnik…, s. 15.
8
Relacja Teresy Kapuścińskiej (ur. 1928 r.) z Woźnik w posiadaniu autora (15 lutego
2008 r.).
9
Relacja Mieczysława Kapuścińskiego (ur. 1951 r.) z Woźnik w posiadaniu autora (15 lutego 2008 r.).
10
Relacja Aleksego Zielińskiego (ur. 1938 r.) z Woźnik w posiadaniu autora (20 lutego
2008 r.).
227
i klepisk w stodołach. Z czasem na tych terenach osiedlił się Wojciech Woch
i Stanisław Gacki. Glinę ponadto pozyskiwano także w terenów koło Stawu
Ogólnego11.
W geografię Woźnik wpisują się zatem zarówno cechy krajobrazu wyżynnego, jak i nizinnego. Takie ukształtowanie terenu przez wieki wywierało wpływ
na życie miejscowej ludności. Zdarzało się także, że decydowało ono o losach
niektórych rodzin. W okolicy nie było drugiej takiej miejscowości, która by
miała w swoich granicach tyle zbiorników wodnych. Odpowiednie nawodnienie
terenu z czasem przyczyniło się do powstania wzdłuż rzeki Kręcicy torfowisk, co
miało nie bagatelne znaczenie w codziennym życiu lokalnej wspólnoty12.
2. Topografia Woźnik
Rozległość terytorium Woźnik z czasem wygenerowało wśród mieszkańców mechanizm precyzyjnego określania w nim konkretnych miejsc. Oczywiście
podyktowane to było ułatwieniem organizacji życia tego społeczeństwa. Jako
narzędzie posłużyło do tego słownictwo gwarowe, które było tutaj nad wyraz
bogate i urozmaicone. Posługując się zatem wypracowanymi wśród tej ludności
terminami słownymi, zaczęto dzielić obszar woźnicki na mniejsze jednostki
terytorialne. W takich okolicznościach wytworzyły się nazwy miejscowe, charakterystyczne dla tej wsi. Powstała w ten sposób gwara wskazuje na bogactwo
tradycyjnej kultury ludowej. Przekazywana następnie kolejnym pokoleniom
woźniczan została ocalona od zapomnienia, i w pewnym sensie mogła by posłużyć za podstawę do doszukiwania się w niej pewnych właściwości ukazujących
istotę tradycyjnej polskiej wsi13.
Początkowo, kiedy jeszcze istniał w Woźnikach folwark, terytorium to było
dzielone na Dwór, Woźniki Wieś, Kolonia I, Kolonia II, Kolonia III i Pustkowie14. Z czasem zaczęły wyodrębniać się inne nazwy, które z większą dokładnością lokalizowały dane miejsca. I tak dla oznaczenia terenów na północy wsi,
począwszy od rzeki Kręcicy w kierunku zachodnim, funkcjonowały nazwy:
Błota, Ogóły, Torfiane i Kwatery. Także na północy, jednak zaczynając od drogi
Brudzkiej w kierunku wschodnim, zostały wypracowane nazwy: Brzezie, Pod
Lgotą i Huby. Od strony południowej, począwszy od rzeki Kręcicy w kierunku
zachodnim obowiązywały nazwy: Wolskie, Kolonia, Dłuskie i Wrzesina. Ponadto dość znaczącym punktem orientacyjnym był Staw Ogólny. Od tego stawu
w kierunku zachodnim ciągnęły się Pastwiska, zaś w kierunku wschodnim Szerokie. Tereny położone pomiędzy starym korytem Kręcicy a nowym określano
__________
11
Relacja Mariana Wocha (ur. 1937 r.) z Woźnik w posiadaniu autora (18 lutego 2008 r.).
J. Kapuściński, Wydobycie torfu…, s. 10.
13
Tamże; J. S. Bystroń, Etnografia Polski, Poznań 1947, s. 50–51.
14
J. Kapuściński, Zarys przeszłości Woźnik…, s. 14–15.
12
228
od strony południowej Przykopem, a od strony północnej Za Młynem. Na uwagę
zasługują jeszcze dwa miejsca w centrum wsi: Działki i Glinianki. W taki oto
sposób powstało 18 słów gwarowych, które służyły do określania konkretnych
miejsc na mapie Woźnik15.
Wszystkie te terminy mają także swoją etymologię. Twórcami ich była
miejscowa ludność, zaś okoliczności powstawania poszczególnych słów da się
logicznie wytłumaczyć na podstawie szczegółowej analizy:
1. Błota – tereny bagniste i błotne.
2. Brzezie – tereny, na których rósł las bogaty w brzozę.
3. Dłuskie – pola sąsiadujące z polami mieszkańców Długiego.
4. Działki – pola, które w postaci niemal jednakowych działów otrzymali
po uwłaszczeniu rolnicy.
5. Glinianki – tereny bogate w zasoby gliny.
6. Huby – zamieszkałe tereny oddalone od centrum wsi w kierunku Lgoty.
7. Kolonia – tereny położone w pewnej odległości od centrum wsi w kierunku Długiego.
8. Kwatery – łąki, które są położone obok siebie i mają jednakową wielkość.
9. Ogóły – obszar łąk dworskich, w których po parcelacji majątku dworskiego swoje udziały mieli miejscowi rolnicy.
10. Pastwiska – obszar łąk dworskich, na których po reformie uwłaszczeniowej mogli wypasać bydło chłopi.
11. Pod Lgotą – pola położone pomiędzy Hubami a Brzeziem, sąsiadujące
z terenami Lgoty.
12. Przykop – obszar łąk, położony na zachód od głównej drogi łączącej
Woźniki z Rożnami. Zaczyna się od mostu na Kręcicy i obejmuje tereny
pomiędzy starym korytem rzeki a nowym. Nazwa ta powstała w wyniku
wykonania przekopu (wykopu, rowu), w celu skierowania biegu rzeki
nowym korytem.
13. Staw Ogólny – zbiornik wodny, który po parcelacji majątku dworskiego
przeszedł na własność wszystkich mieszkańców wsi.
14. Szerokie – obszar łąk ciągnący się wzdłuż rowu regulującego poziom
wody od Stawu Ogólnego w kierunku wschodnim. Nazwa powstała na
podstawie wymiarów łąk. Posiadają one szerokość zbyt dużą w stosunku
do długości.
15. Torfiane – tereny bogate w zasoby torfu.
16. Wolskie – obszar łąk dworskich, ciągnący się od Długiego wzdłuż rzeki
Kręcicy aż do Przykopu. Według miejscowej tradycji, nazwa powstała
w XIX w. w dość ciekawych okolicznościach. Właściciel Woźnik przegrał tę część swego majątku podczas gry w karty z dziedzicem Woli
__________
15
Relacja Henryka Białka (ur. 1937 r.) z Woźnik w posiadaniu autora (23 lutego 2008 r.).
229
Blakowej. W wyniku tego, przez ok. 3 lata chłopi z Woli Blakowej wypasali tutaj bydło. Łąki więc należały przez ten czas do Woli, stąd nazwa
Łąki Wolskie.
17. Wrzesina – pola sąsiadujące z polami Wrzesiny.
18. Za Młynem – obszar łąk położony w sąsiedztwie młyna wodnego, pomiędzy starym a nowym korytem Kręcicy16.
Wypracowanie przez miejscową ludność powyższych terminów wskazuje
w pewien sposób na zdolność i zręczność gromady wiejskiej do działań zmierzających do poprawy i ułatwienia własnej egzystencji. Powstały w ten sposób zbiór
słów może stanowić przyczynek do opracowania w przyszłości Słownika Gwary
Woźnickiej. Na uwagę zasługuje jeszcze fakt, że tego rodzaju słownictwo gwarowe funkcjonuje w życiu mieszkańców także dzisiaj17.
W krajobraz wsi wpisują się bardzo wyraźnie poszczególne budynki mieszkalne i gospodarcze. Do początku XX w. w skład społeczeństwa woźnickiego
wchodziła szlachta (ziemianie) i chłopi. Wówczas to decydującą rolę we wsi
spełniał dwór, który położony był niemal pośrodku wsi. Chłopi mieszkali
w chałupach, budowanych na terenach położonych na zachód od folwarku. Początkowo wieś stanowiły tylko te domostwa, które były wybudowane przy głównej drodze począwszy od dworu aż do pierwszego zakrętu (obecnie M. Paradziński i R. Zasada)18. W miarę wzrostu liczby mieszkańców zaczęto w XVIII w.
zamieszkiwać tereny nieco bardziej oddalone na zachód. Ze względu na występowanie tam podmokłych terenów wyszukiwano przejezdny trakt w kierunku
Lgoty, a następnie wzdłuż niego osuszano działki i budowano domostwa. W taki
sposób, na północnej stronie traktu, osiedliły się rodziny Lasoniów, Brzeźniaków
i Kapuścińskich19. W drugiej poł. XIX w. za posiadłościami Kapuścińskich majątek zakupił Walenty Klimczyk. Po stronie południowej traktu w drugiej poł.
XIX w. mieszkały rodziny Kucharskich (obecnie M. Brzeźniak), Krakowskich
(obecnie G. Łuszczyn), Mękarskich (obecnie A. Osiewak i T. Sukiennik), Nowaków (obecnie M. Woch) i Gackich (obecnie P. Piotrowski, W. Kapuściński i A.
B. M. E. Kaczmarek). W taki oto sposób do końca XIX w. powstała główna
część wsi20. Dopiero po parcelacji majątku ziemskiego (ok. 1900 r.) zaczęły
osiedlać się pozostałe rodziny, które stanowiły już ludność napływową. Rodziny
te przybywały przeważnie z terenów powiatu noworadomskiego (radomszczań-
__________
16
J. Kapuściński, Wydobycie torfu…, s. 10.
M. Ślęzak, Słownictwo gwarowe w Woźnikach koło Radomska, Częstochowa 1998 (Praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. dr hab. Feliksa Pluty, przechowywana w Archiwum Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie).
18
J. Kapuściński, Przedstawiciele rodów…, s. 195; K. Broniszewska, Woźniki małą ojczyzną, „Komu i Czemu”, 2006, nr 41, s. 6.
19
Tenże, Zarys przeszłości Woźnik…, s. 11.
20
Relacja Teresy Kapuścińskiej… (15 lutego 2008 r.).
17
230
skiego). Zakupywały one obszary ziemskie i następnie stawiały tam swoje domostwa. Do takich rodzin należy zaliczyć Susków (obecnie: A. Zieliński), Starosteckich (obecnie T. Biernacki), Krentów, Białków, Jansonów, Gorczyńskich,
Bednarków (obecnie: J. Rek i W. Sukiennik), Łuszczynów, Rybaków (obecnie:
D. Witczyk i J. Jagusiak), Kucharskich (obecnie J. Kulka), Drogoszów, Ociepów, Retyków (obecnie R. Zagaj), Wrońskich (obecnie T. Kruszyński), Michałków (obecnie M. Szczepaniak), Kierlików (obecnie: Z. Siwczyk) i Kaczmarków
(obecnie: D. Koźlik). W takich zatem okolicznościach wykształcił się ogólny
obraz rozmieszczenia domostw na mapie Woźnik21.
Ukształtowanie terenu woźnickiego miało wpływ na układ lokalnych dróg.
Z Rożnów do Woźnik droga główna biegła od mostu na Kręcicy w okolicach
Łąk Wolskich, koło domostwa Susków, aż łączyła się z drogą prowadzącą
z Woźnik do Długiego. Przez Woźniki w kierunku Lgoty Wielkiej główny trakt
biegł wzdłuż terenów nizinnych, stąd tyle zakrętów, bowiem tam gdzie było
bardziej sucho starano się poprowadzić drogę. Biegła ona następnie koło Stawu
Ogólnego i Stawu Gackiego, a następnie niejako omijała wzgórze na Hubach od
zachodniej strony i docierała do terenów lgockich. To właśnie na Hubach wzdłuż
tej drogi stawiano początkowo budynki mieszkalne. Oprócz głównych dróg łączących Woźniki z Rożnami, Długiem i Lgotą, należałoby jeszcze wskazać drogę łączącą Woźniki z Zalesicami. Biegła ona od posiadłości szlacheckich
w kierunku północnym, a następnie skręcała na zachód koło Torfianych i Kwater, omijając wzgórze na Hubach od północnej strony. Również od Stawu Ogólnego prowadziła droga wzdłuż rowu regulującego poziom wody, a następnie
łączyła się z droga omijającą wzgórze na Hubach od północnej strony. Tak początkowo przedstawiała się sieć dróg głównych w Woźnikach22. Pozostała ona
niezmienna aż do pierwszej wojny światowej (1914–1918). Wówczas to Niemcy
w celu stworzenia lepszej komunikacji pomiędzy Radomskiem a Sulmierzycami
poprowadzili nową drogę przez Woźniki. Budowa drogi Radomsko–Sulmierzyce
w 1916 r. miała także znaczenie gospodarcze, toteż zaangażowali się w nią właściciele majątków ziemskich ze Stobiecka Szlacheckiego i Zdani. Jaskłoski ze
Stobiecka wybrukował trakt kamieniami na odcinku Radomsko–Stobiecko, natomiast Krynke ze Zdani postąpił podobnie na odcinku Stobiecko–Rożny23. Od
Rożnów droga biegła prostym odcinkiem w kierunku północnym, przecinając
rzekę Kręcicę i wpadała do Woźnik w okolicach posiadłości Krentów. Przez
Woźniki biegła ona dawnym traktem niezmiennie na odcinku aż do Stawu Ogólnego. Od tego miejsca dopiero została poprowadzona nowym szlakiem przez
wzgórze na Hubach do Lgoty24.
__________
21
Relacja Aleksego Zielińskiego… (20 lutego 2008 r.).
J. Kapuściński, Wydobycie torfu… (cz. II), „Komu i Czemu”, 2008, nr 23, s. 9.
23
Relacja Aleksego Zielińskiego… (20 lutego 2008 r.).
24
Relacja Mieczysława Kapuścińskiego… (15 lutego 2008 r.).
22
231
Obok dróg głównych występowały także drogi podrzędne, które umożliwiały rolnikom dotarcie do poszczególnych pól i łąk. Sieć tych dróg była zatem
uzależniona od układu własności ziemskiej wśród miejscowej ludności, a także
od warunków geograficznych Woźnik25.
W topografii Woźnik można wyróżnić mniejsze jednostki terytorialne, które ze względu na warunki geograficzne i specyficzną działalność człowieka,
otrzymały swoją nazwę. Przy ich określaniu miejscowa ludność posłużyła się
specjalnymi terminami, które zebrane w całość dają pewien obraz słownictwa
gwarowego tutejszej wsi. Do szczególnych miejsc woźnickich zalicza się układ
dróg i przede wszystkim układ poszczególnych domostw, których rozmieszczenie na mapie Woźnik skłania do refleksji na dziejami miejscowych rodów26.
3. Torfowiska woźnickie
Przez słowo „torfowiska” rozumie się pewien typ mokradeł, w których dochodzi do przemiany obumarłych szczątków roślinnych w taki sposób, iż wyniku
tego zachodzą procesy torfienia. Szczątkami roślinnymi w tym przypadku są
pozostałości po drzewach, które porastały dany obszar przed setkami i tysiącami
lat. Następnie zostały one pochłonięte przez bagna i utworzyły powłokę, która
pod ciężarem kolejnych warstw osadów została sprasowana. Wytworzone wówczas ciśnienie spowodowało usunięcie tlenu ze sprasowanej warstwy szczątków
drzew i w takich okolicznościach powstał torf27.
Torf poddany takim procesom przez kolejne miliony lat przekształca się
w węgiel brunatny, ten z kolei zmienia się z czasem w węgiel kamienny. Torf
zatem pod względem opałowym zajmuje miejsce pomiędzy drewnem a węglem
brunatnym28. Wartość takiego torfu mierzy się poprzez jego kaloryczność. Jeśli
torf posiada dużą kaloryczność można go wydobyć za pomocą wykopu, gdzie
następnie w postaci wyciętych pacyn poddaje się go suszeniu. Gdy kaloryczność
torfu jest niska, wówczas wydobywa się go i umieszcza w specjalnych matrycach. Następnie poprzez proces deptania uzyskuje się jego zwartą konsystencję,
a później poddaje się go suszeniu. W ten sposób można mówić o torfie kopanym
i torfie deptanym. Właśnie tych słów używano w regionie radomszczańskim do
oznaczenia rodzaju torfu29.
__________
25
Relacja Henryka Białka… (23 lutego 2008 r.).
J. Kapuściński, Wydobycie torfu… (cz. II), s. 9.
27
W. Matuszkiewicz, Torfowisko, w: Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, red. B. Suchodolski, Warszawa 1968, t. 11, s. 586–587; P. Ilnicki, Torfowiska i torf, Poznań 202.
28
S. Liwski, Torf, w: Wielka Encyklopedia…, s. 585–586; Torf, w: Nowa Encyklopedia
Powszechna PWN, red. B. Petrozolin–Skowrońska, Warszawa 1996, t. 6, s. 418.
29
Relacja Mieczysława Brzeźniaka (ur. 1942 r.) z Woźnik w posiadaniu autora (26 lutego
2008 r.).
26
232
Torfowiska z reguły bywają porośnięte roślinnością bagienną i bagiennołąkową. Na terenach woźnickich taka roślinność występuje wzdłuż koryta rzeki
Kręcicy począwszy od Długiego aż po Dobryszyce. Tak więc obszar torfowisk
woźnickich ciągnął się niezbyt szerokim pasem z południa w kierunku północnowschodnim i obejmował kolejno tereny określane w miejscowej gwarze nazwami: Łąki Wolskie, Przykop, Za Młynem, Torfiane i Błota30. Woźniki zatem pod
względem występowania torfowisk zaliczały się do rzędu miejscowości bogatych
w te zasoby. Torf woźnicki był torfem kopanym, a zatem posiadał wysoką kaloryczność. Żadna inna miejscowość w okolicy nie posiadała takiej odmiany torfowisk. Głównym czynnikiem powodującym taki stan rzeczy było środowisko
geograficzne (rzeźba terenu i układ wód powierzchniowych). Mieszkańcy Woźnik posiadali więc szlachetniejszą odmianę torfu niż mieszkańcy innych miejscowości w tym regionie, co nie było bez znaczenia w codziennym życiu poszczególnych domostw31.
4. Wydobycie torfu
Kopanie torfu zależało przede wszystkim od posiadania przez mieszkańców
Woźnik działek ziemi, na których rozciągały się torfowiska. W drugiej poł.
XIX w. prowadził dość prężnie swoją działalność miejscowy folwark, i część
torfowisk woźnickich leżało w jego granicach (Łąki Wolskie, Przykop i Torfiane). Folwark ten należał wówczas do Leona Grabiańskiego h. Świeńczyc. Jego
niewielki drewniany dworek usytuowany był pośrodku wsi na pagórku, otoczonym wąską fosą (obecnie W. Janson)32. W tradycji ustnej mieszkańców wsi
zachowały się wspomnienia o jego dobrym i rzetelnym kierowaniu gospodarstwem. Długo pozostawał kawalerem. I to właśnie na ten czas przypadają najlepsze lata świetności tego majątku33. Dość wspomnieć, że w 1886 r. na terenie
folwarku mieszkało 57 osób. Poza tym umiał on dobrze ułożyć się z miejscowymi gospodarzami w sprawie serwitutów, czyli wypasu chłopskiego bydła na
pastwiskach dworskich. W tym czasie obejmowały one tereny, które w gwarze
woźnickiej określane były nazwami: Pastwiska i Łąki Wolskie. Jak zatem łatwo
zauważyć rozciągały się one po części również na obszarze torfowisk, jednak
właścicielem ich był wciąż miejscowy dziedzic34. Wyjątek stanowiły torfowiska
Za Młynem i Błota, które po reformie uwłaszczeniowej (1864 r.) przypadły
__________
30
J. Kapuściński, Wydobycie torfu… (cz. II), s. 9.
Relacja Henryka Białka… (23 lutego 2008 r.).
32
J. Kapuściński, Dzieje rodu Białków z Woźnik k. Radomska, „Częstochowskie Studia
Teologiczne”, T. 39, 2011, s. 168.
33
Relacja Aleksego Zielińskiego… (20 lutego 2008 r.).
34
J. Kapuściński, Zarys przeszłości Woźni…, s. 14.
31
233
w udziale chłopom. Od tej pory niemal każdy gospodarz ze wsi mógł prowadzić
wykopy torfu w obrębie własnych gruntów35.
Nieco inaczej sytuacja wyglądała w przypadku miejscowych lasów. Porastały one tereny, które w późniejszym czasie otrzymały nazwę Brzezie, Pod
Lgotą i Ogóły. To właśnie tam w ramach układów serwitutowych miejscowi
gospodarze mogli zbierać drewno na opał. Gospodarzy tych wówczas nie było
zbyt dużo, bowiem, dla porównania z danymi o folwarku, w 1886 r. zamieszkiwali oni 28 domów. Nie należy przy tym zapominać, że rodziny chłopskie były
wówczas bardzo liczne i miały nawet ponad 10 dzieci, stąd liczba 287 mieszkańców wsi nie wydaje się być zbyt imponująca (obecnie mieszka 427 osób w 95
domach)36. Jako materiał opałowy w tym czasie w powszechnym użyciu było
drewno. Łatwo można zauważyć, że palenie chrustem (chłop mógł wynieść
z lasu tylko te gałęzie, które same spadły z drzewa) powodowało, iż w chatach
chłopskich zimową porą było bardzo zimno. Dotyczyło to jednak rodzin chłopskich okolicznych miejscowości. Mieszkańcy Woźnik natomiast ogrzewały swoje domostwa spalanym torfem, i to jak było wcześniej zaznaczone o wysokiej
kaloryczności37. Warto przy tym dodać, iż w drugiej poł. XIX w. chałupa wiejska
była zbudowana z drewna, kryta strzechą i posiadała wewnątrz: sień, izbę i komorę. Izba stanowiła główne pomieszczenie chałupy. Tam też stała kuchnia,
którą stawiano z cegieł i oblepiano gliną. Integralną jej częścią był daszek zwany
okapem. Do kuchni następnie przylegały mury pieca do pieczenia chleba i mury
pieca do ogrzewania. Te drugie były bardziej wysunięte względem kuchni tworząc zapiecek (miejsce spania i ulubione miejsce dzieci) oraz posiadały ławę
(umocowaną na stałe lub przystawioną) zwaną przypieckiem38.
Podobnie rzecz się miała w dworku szlacheckim. Tutaj oprócz drewna, które miał pod dostatkiem właściciel folwarku, zimową porą spalano w piecach torf.
Oczywiście różnica w otrzymywaniu ciepła ze spalania tych dwóch rodzajów
paliw była znacząca. Torf palił się dłużej i dawał więcej ciepła. Grabiański zatem
dysponował jak na tamte czasy wysokiej jakości materiałem opałowym, i pod
tym względem wyróżniał się w gronie okolicznych właścicieli ziemskich39. Sytuacja miejscowych gospodarzy uległa jeszcze poprawie, kiedy folwark woźnicki
zaczął podupadać, aż w końcu właściciel zmuszony był go sprzedać. Wówczas
to, tuż przed 1900 r., doszło do parcelacji posiadłości dworskich. W wyniku tego
cześć torfowisk należących do dziedzica przeszła na własność miejscowych
__________
35
Tenże, Wydobycie torfu… (cz. III), „Komu i Czemu”, 2008, nr 24, s. 9.
Woźniki, [w:] Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich,
red. F. Sulimierski, B. Chlebowski, W. Walewski, Warszawa 1895, t. 14, s. 13; J. Kotlewski,
dz. cyt., s. 5.
37
J. Kapuściński, Wydobycie torfu… (cz. III), s. 9.
38
T. A. Nowak, Chełmo. Zarys dziejów do 1945 roku, Radomsko 2005, s. 106.
39
J. Kapuściński, Wydobycie torfu… (cz. III), s. 9.
36
234
rolników40. Stąd wydaje się uzasadnione nabywanie od tego momentu tutejszych
gruntów przez nowych osadników, którzy przybywali z różnych stron powiatu
radomszczańskiego. Posiadając w obrębie swoich włości pokłady torfu mieszkańcy Woźnik łagodniej przeżywali trudny okres zimowy, a tym samym miało to
przełożenie na kondycję zdrowotną poszczególnych domowników41.
Wydobycie torfu nie było łatwą pracą. Dość wspomnieć, że trzeba było
zorganizować specjalny zespół, który składał się z kilku osób. Każdy miał tam
wydzieloną funkcje i musiał jej sprostać, inaczej nie chciano z nim współpracować. Taki zespół pracował jeden dzień u poszczególnego członka ekipy. Wydobycie torfu na sposób ręczny wymagało dużej tężyzny od pracujących. Do drugiej wojny światowej i przez cały czas jej trwania tylko taką metodą mieszkańcy
Woźnik pozyskiwali torf42. Dobieranie się w konkretny zespół przeważnie odbywało się w ramach koneksji rodzinnych lub sąsiedzkich. W wyniku tego było
tworzonych kilka takich ekip. Po pierwszych pracach polowych na wiosnę,
a przed pierwszymi sianokosami (koniec maja – początek czerwca), przypadał
odpowiedni czas do montowania ekip i przystępowania do wykopu43.
Każdy gospodarz po rozeznaniu się, z którego torfowiska będzie mu najlepiej pozyskać torf, przygotowywał się do tego przedsięwzięcia dość starannie.
Było to bowiem ważne wydarzenia w życiu wiejskiej gromady. Od niego zależała w jakimś sensie egzystencja całej rodziny zimową porą. Z tego powodu wszyscy członkowie domostwa podejmowali związane z tym zadania. Na głowie
gospodyni było zawsze przygotowanie posiłków dla pracujących osób. Również
i dzieci, które wykazywały wystarczająco dużą siłę, były często angażowane do
tego rodzaju prac. Zdarzało się i tak, że pracowały one ponad własne możliwości. O pójściu w tym czasie do szkoły nie było mowy44. Należy zaznaczyć, że
działalność oświatowa w Woźnikach była prowadzona od 1911 r. Prace polowe
często stawały na przeszkodzie właściwej edukacji młodych woźniczan. Brak
odpowiedniej mechanizacji był w tym przypadku zastępowany wysiłkiem fizycznym wszystkich domowników45.
Ustalone na konkretny dzień działania wydobywcze rozpoczynały się we
wczesnych godzinach rannych, po uprzednim zakończeniu przez rolników prac
w obejściach gospodarczych. Przeważnie była to godzina 800. Po dodarciu na
obszar torfowiska robotnicy musieli przygotować grunt pod kopanie. Polegało to
na zdjęciu wierzchniej warstwy ziemi (darniny), tak, aby stworzyć bezpośrednie
dojście do torfu. Następnie pracownicy dzielili między siebie poszczególne funk-
__________
40
Tenże, Dzieje rodu Białków…, s. 168.
Tenże, Wydobycie torfu… (cz. III), s. 9.
42
Relacja Aleksego Zielińskiego… (20 lutego 2008 r.).
43
Relacja Mieczysława Kapuścińskiego… (15 lutego 2008 r.).
44
Relacja Teresy Kapuścińskiej… (15 lutego 2008 r.).
45
A. Dudzic, Dzieje szkoły w Woźnikach, [w:] Z dziejów Woźnik…, s. 20–21.
41
235
cje, i stawali na wyznaczonych stanowiskach46. Główną rolę spełniał robotnik,
który posługiwał się nożem do cięcia torfu. To od niego zaczynał się cały proces
wydobywania. Nóż ten pod względem budowy był nieco podobny do szpadla.
Składał się ze styliska zakończonego poprzeczną rączką i części żelaznej, która
miała za zadanie wcinać się w ziemie. Z tego powodu elementy tnące stanowiły
dwa (niekiedy trzy) zaostrzone pióra, ułożone prostopadle względem siebie. Za
pomocą takiego noża cięło się bryły torfu na głębokość ok. 0.5 m. Szerokość
bryły natomiast regulował ten, który posługiwał się nożem47. Taka pacyna mogła
nawet ważyć 40 kg, a zatem osoba, która ją odbierała musiała posiadać dość
znaczną siłę, by wydobyć ją na zewnątrz. Tam następnie ustawiał się szereg
osób, którzy na zasadzie przekazywania sobie tej pacyny, transportowali ją na
określoną odległość. W zależności od długości odcinka na jaki trzeba było przenieść bryły torfu ustalano wielkość zespołu pracującego. Z rąk do rąk pacyny
trafiały do osób, których końcowa praca polegała na ułożeniu ich w małe sterty
zwane koziołkami. Budowa koziołków też miała określone zasady. Należało je
tak konstruować, aby powietrze mogło swobodnie przez nie przepływać, a tym
samym, by bryły torfu mogły przez czas letni odpowiednio schnąć48.
W wyniku przygotowania gruntu pod kopanie należało więc wyznaczyć
długość i szerokość powierzchni, gdzie był robiony wykop. Następnie poprzez
cięcie warstwy torfowej tworzył się dół. Głębokość wcięcia noża nazywano
w woźnickiej gwarze sztychem. Na jakieś 3–4 sztychy przeważnie były głębokie
wykopy49. Z racji, iż torfowiska ze swej natury rozciągały się na terenach podmokłych, to kopane doły dość szybko były wypełniane przez wodę. Z tego tytułu
po wykopaniu jednego dołu, pozostawiano ścianę boczną, i dopiero przystępowano do planowania rozmiarów drugiego wykopu. Wówczas to nagromadzoną
wodę w ten sposób izolowano od drugiego dołu, który zaczynano kopać. Jeden
taki dół kopano ok. 2 godz., zatem dziennie zdołano wykopać 4 doły50.
W okresie letnim trzeba było także dbać o odpowiednie suszenie torfu.
Ustawione z pacyn torfu koziołki były w tym czasie przestawiane 3–4 razy, tak,
aby uzyskać optymalny proces schnięcia. Dopiero w okolicach żniw lub wczesną
jesienią zwożono torf do własnych gospodarstw i palono nim w piecach51.
W wyniku zmożonych działań wydobycia torfu przez mieszkańców Woźnik
zaczęły tworzyć się w miejscu torfowisk liczne rozlewiska wód. Najbardziej
znanym rozlewiskiem było to, które powstało Za Młynem w sąsiedztwie łąk
zdańskich. Wielkość tego rozlewiska, jak i bogactwo w ryby i raki, spowodowało, iż wielu mieszkańców z okolic, a nawet pobliskiego miasta Radomska, przy-
__________
46
Relacja Henryka Białka… (23 lutego 2008 r.).
Relacja Mieczysława Brzeźniaka… (26 lutego 2008 r.).
48
Relacja Mieczysława Kapuścińskiego… (15 lutego 2008 r.).
49
Relacja Henryka Białka… (23 lutego 2008 r.).
50
Relacja Mieczysława Brzeźniaka… (26 lutego 2008 r.).
51
Relacja Teresy Kapuścińskiej… (15 lutego 2008 r.).
47
236
bywało w te strony w celach rekreacyjnych. Taki stan rzeczy istniał do przeprowadzonych w latach 1966–1969 prac melioracyjnych na terenie całej wsi. O tego
momentu rozlewiska zaczęły stopniowo zanikać52.
W pamięci niektórych miejscowych gospodarzy do dzisiaj zachowały się
szczegółowe informacje o wydobywaniu torfu po zakończeniu drugiej wojny
światowej. Wiadomości te są tym cenne, iż to właśnie owi mieszkańcy doświadczyli trudu pracy przy torfie. Na podstawie ich relacji można więc dość dokładnie odtworzyć ten wycinek z życia woźnickiej gromady. Jak zostało nadmienione
powyżej, w pracy przy wydobywaniu torfu brały udział kilkuosobowe zespoły.
Zespoły te były tworzone według różnych reguł. Do najbardziej powszechnych
zaliczano koneksje rodzinne lub pomoc sąsiedzką53. Po 1945 r. w Woźnikach
funkcjonowało kilka takich grup. Jedną z nich stanowili: Janina Brzeźniak, Józef
Kapuściński, Stanisław Kapuściński, Piotr Kapuściński, Wacław Kapuściński,
Janina Kępa, Piotr Kępa, Franciszek Krakowski i Marcin Krakowski54. Zespół
ten zbierał się do pracy tyle razy, ile osób wchodziło w jego skład. W taki oto
sposób rodziny poszczególnych robotników pozyskiwały materiał opałowy na
trudny czas zimy. Mniej więcej do czasu wspomnianych wyżej prac melioracyjnych eksploatowano woźnicki torf. W ostatnich latach nawet został utworzony
tzw. zespół młodzieżowy, który był wynajmowany do pracy za określoną opłatą.
Te osoby, które nie mogły pracować lub niezorganizowały wymaganej grupy,
często korzystały z usług młodych robotników55. Z czasem coraz bardziej dostępny dla mieszkańców wsi stawał się węgiel. Jako materiał opałowy był on
o wiele lepszy niż torf. Ponadto do powszechnego użycia zaczęły wchodzić
kuchnie kaflowe na węgiel, i tym samym torf stawał się być sukcesywnie wypierany. Pod koniec lat sześćdziesiątych XX w. w Woźnikach zaprzestano wydobywania torfu na skalę masową56.
Dość precyzyjnie można odtworzyć z lat 1945–1969 dzienny przebieg pracy i rodzaj posiłków spożywanych przez robotników. Po wykopaniu jednego
dołu (ok. 1000 godz.) następowała przerwa, podczas której jedzono podobiadek
przyniesiony przez gospodynię. Stanowił go zazwyczaj chleb, masło, jaja i kawa
zbożowa z mlekiem. Później kopano drugi dół i następowała przerwa obiadowa
(ok. 1300 godz.). Posiłek ten również przynosiła gospodyni. Składał się on
z dwóch dań. Najpierw podawano makaron z rosołem, a później ziemniaki
i mięso z kury. Do picia była cały czas kawa zbożowa, którą przywożono rankiem przeważnie w 30-to litrowej bańce od mleka. Po obiedzie znowu kopano
dół i wyglądano na gospodynię, która przynosiła podwieczorek (ok. 1600 godz.).
Był on niemal identyczny jak podobiadek, z tą jednak różnicą, iż zamiast kawy,
__________
52
Relacja Mieczysława Kapuścińskiego… (15 lutego 2008 r.).
J. Kapuściński, Wydobywanie torfu… (cz. IV), „Komu i Czemu”, 2008, nr 25, s. 10.
54
Relacja Teresy Kapuścińskiej… (15 lutego 2008 r.).
55
Relacja Mieczysława Kapuścińskiego… (15 lutego 2008).
56
Relacja Henryka Białka… (23 lutego 2008 r.).
53
237
która uległa skwaszeniu, podawano do picia herbatę. Ostatni, czwarty, dół był
kopany po podwieczorku. W końcu ok. 1900 godz. po całym dniu pracy wracano
do domu57.
Wydobywanie torfu należało do ciężkich prac gospodarskich. Był to także
czas, kiedy robotnicy prowadzili między sobą ważkie rozmowy na różne tematy.
Poruszano wówczas m.in. kwestie z życia lokalnej społeczności. Rozmowy ich
skupiały się wokół tematów obyczajowych, społecznych, religijnych i politycznych. Opowiadano wydarzenia z przeszłości wsi, poruszano problemy obecnego
dnia oraz zastanawiano się co jeszcze czeka mieszkańców w przyszłości. Taka
luźna wymiana spostrzeżeń była niezwykle ubogacająca. Szczególnie młodzi
robotnicy wynosili wiele korzyści z takich spotkań, bowiem słyszeli od starszych
czym należy kierować się w życiu, jakie wartości pielęgnować, a czego unikać.
Tym sposobem niektóre wydarzenia woźnickie zostały przekazane z pokolenia
na pokolenia kolejnym mieszkańcom wsi. Dla młodzieży była to niejako „szkoła
życia”, którą po latach wspominali z szacunkiem i uznaniem58.
Do końca drugiej wojny światowej wydobywanie torfu odbywało się na
sposób ręczny. Z czasem zaczęto unowocześniać proces pozyskiwania materiału
opałowego. Było na to stać tylko bogatszych mieszkańców wsi. W takich zatem
okolicznościach w Woźnikach pojawiły się 2 maszyny do kopania torfu. Jedną
z nich zakupił Julian Janson, zaś właścicielami drugiej byli Bolesław Krent,
Franciszek Wilk i Władysław Woch59. Maszyna taka składała się z korpusu,
w którym pracował element tnący, dwóch kół napędowych i odpowiednio długiej
trakcji kolejowej z wózkiem. Do obsługi maszyny potrzeba było dwóch osób,
które kręciły kołami, osobę odbierającą pacynę torfu, osobę ładującą torf na
wózek i transportującą go na odpowiednią odległość oraz osobę stawiającą koziołki. Za pomocą maszyny wydobywało się słup torfu o szerokości 0,3–0,4 m
i długości nawet 4 m. Trzeba go było później pociąć na mniejsze pacyny. Te 2
maszyny do kopania torfu mogli mieszkańcy Woźnik wypożyczyć od właścicieli
za odpowiednią zapłatą. Tak też czyniono, bowiem w ten sposób można było
z danego torfowiska pozyskać więcej torfu, gdyż prowadzony wykop sięgał
głębokości nawet 4 m. Metodą ręczną natomiast niemożliwe było zejście tak
nisko60. Niestety maszyny te w całości nie zachowały się do dzisiaj. Jeszcze
niedawno można było popatrzeć na 2 koła napędowe, jak przez długi czas stały
oparte o mury stodoły K. Jansona. Dzisiaj już ich tam nie ma61.
__________
57
Relacja Mieczysława Kapuścińskiego… (15 lutego 2008 r.).
Relacja Aleksego Zielińskiego… (20 lutego 2008 r.).
59
Relacja Mariana Wocha… (18 lutego 2008 r.).
60
Relacja Mieczysława Brzeźniaka… (26 lutego 2008 r.).
61
Relacja Mieczysława Kapuścińskiego… (15 lutego 2008 r.).
58
238
Zakończenie
Studia nad przeszłością wsi w okolicach Radomska wnoszą wiele interesujących informacji, które z perspektywy czasu nabierają coraz większej wartości.
Tym bardziej, że dotyczą one codzienności życia wiejskiego, będącej wciąż
wyzwaniem dla kolejnych pokoleń historyków. Interesującym źródłem historycznym w tym względzie pozostają wspomnienia. Rzeczą wielce pożądaną
byłoby, aby zostały one spisane, ale zazwyczaj przekazywane są w formie ustnej.
Właśnie w dużej mierze na podstawie takich relacji zostało oparte niniejsze
opracowanie. Posiada ono tym samym cenną rangę, gdyż porusza zagadnienia,
które w niedługim czasie, a więc po śmierci świadków, zostałyby niemal całkowicie zapomniane. Praca ta prezentuje wydarzenia, dotyczące wydobycia torfu
w jednej z małych wiosek w Radomszczańskiem. Ażeby można było dokonać
właściwej analizy historycznej tego fenomenu, należało najpierw zaprezentować
położenie geograficzne i topograficzne badanej wsi. Dopiero na kanwie tychże
ustaleń podjęto próbę przybliżenia okoliczności wydobycia torfu.
Tytułem ciekawostki warto wspomnieć, że obecnie można ujrzeć na torfowiskach woźnickich na Błotach ustawione koziołki torfu, co znaczy, że jeden
z mieszkańców wsi nadal praktykuje wydobycie tego paliwa. Okazuje się, że torf
wciąż może być cennym materiałem opałowym.
Summary
The article presents traditions, conditions and methods of peat extraction in
Woźniki – a locality situated about 10 kilometres from Radomsko in the Łódzkie
Voivodeship. The issue of peat extraction has been extended to questions related
to customs and culture of the local population. Moreover, the author describes
the proprietary, economic, topographic and toponomastic issues. The paper has
been mainly elaborated on the basis of stories of living village inhabitants. Peat
as heating material has been ousted by coal, wood, gas and electricity. Presumably there is only one inhabitant in Woźniki who still continues quarrying this raw
material.
Translated by Katarzyna Walińska
239
Łukasz Kopera
Sudzin–Częstochowa
Przemiany społeczno-kulturalne wsi Sudzin i Sudzinek
na przestrzeni XX i początku XXI wieku
Zagadnienie przemian społeczno-kulturalnych osad Sudzin i Sudzinek
w XX i na początku XXI wieku, może stanowić przyczynek do szerszych analiz
przemian wsi powiatu radomszczańskiego we wspomnianym okresie. Na problematykę składa się złożony zestaw zagadnień obejmujących nie tylko tradycje,
obrzędy, życie zbiorowe i rodzinne. Niemałą rolę odgrywają także warunki życia
mieszkańców: zabudowa, infrastruktura, źródła zarobku oraz sposoby wykonywania różnych prac domowych. Niestety mało znajdujemy przekazów źródłowych traktujących o życiu tak małych społeczności lokalnych. Niniejszy artykuł
jest właściwie pierwszą próbą ukazania społeczno-kulturalnego oblicza Sudzina
i Sudzinka w XX i na początku XXI wieku. Obraz wsi sprzed II wojny światowej
przekazują jej najstarsi mieszkańcy, dziś mający blisko 80–90 lat. Są wśród nich
tacy, którzy tutaj się urodzili, wyjechali „w świat” lub zamieszkują nadal oraz
tacy, którzy do tych miejscowości przybyli, choćby na skutek zawarcie związku
małżeńskiego. Zagadnienia religijno-obrzędowe omówiono tutaj na szerszym tle
powiatu radomszczańskiego oraz regionu łódzkiego.
Sudzin Wielki i Sudzin Mały (pod taką nazwą pierwotnie występowały
wsie Sudzin i Sudzinek) na początku XX wieku były wsiami, w których znajdowały się tylko drewniane domy i budynki gospodarcze pokryte strzechą, a przez
wieś prowadziła piaszczysta droga. Domy składały się najczęściej z dwóch izb,
komory i sieni o podłogach glinianych. Okna były małe, zazwyczaj skierowane
na trzy strony świata. W izbie był duży piec, najczęściej z przypieckiem i ubogie
meble: proste łóżka, kufer lub skrzynia na bieliznę, stół i ławy1. Na oknach kwiaty w doniczkach (najczęściej pelargonie). Ściany ozdabiane były świętymi obrazami, na których wieszano ręcznie wykonane stroiki z papierowych kwiatów.
Wieszano także ozdobnie tkane makaty i koronki. Istotną część domu stanowiła
__________
1
A. Bachmann, Dach w słowiańskim budownictwie ludowym, Lwów 1929, s. 61–70; J.
Basara, Terminologia budownictwa wiejskiego w dialektach polskich, cz. 1, Dom mieszkalny,
Warszawa 1964, s. 10–14; J. Burszta, Od osady słowiańskiej do wsi współczesnej. O tworzeniu się krajobrazu osadniczego ziem polskich i rozplanowaniu wsi, Wrocław 1958, s. 154–
157; G. Ciołek, Budownictwo drewniane, [w:] Historia sztuki polskiej, t. II, Sztuka nowożytna, Kraków 1962, s. 338–339.
240
obszerna komora, gdzie przechowywano zapasy zboża, żywności i odzież2. Bardzo
praktyczne w każdym domu były wysokie progi, na których najchętniej przesiadywały dzieci oraz starsi. W każdym domu były żarna służące do mielenia zboża
na mąkę. Kobiety piekły z niej razowe ciemne pieczywo, które dziś nazywane
jest gruboziarnistym. Naczynia były proste, początkowo drewniane, jednak niezwykle praktyczne. Przed domem najczęściej stała studnia cembrowana, a przed
nią duża drewniana balia na wodę. Podwórze w tej części porośnięte było trawą.
Chlew i stodoła stanowiły niejednokrotnie całość3. Dalej rozciągał się obowiązkowo sad z drzewami owocowymi, a potem łąki i długie wąskie pola, oddzielone od
siebie miedzami. Na łąkach i pastwiskach odbywało się wspólne wypasanie bydła. Pasący nie mogli na chwilę pozostawić bydła bez opieki, aby nie wyrządziło
ono szkód. Ważną rolę w życiu codziennym mieszkańców Sudzina i Sudzinka
odgrywała rzeka Pilica, gdzie gospodynie urządzały pranie i płukanie bielizny.
Latem w Pilicy kąpały się dzieci, a zimą urządzały sobie na niej ślizgawki. Cechą
wsi była ich bardzo gęsta zabudowa. Uroku wsi i poszczególnym domostwom
dodawały ogródki przed domami, pielęgnowane przez młode dziewczyny.
W obejściu każdego domostwa rosło wiele drzew, często były to lipy i kasztanowce, w cieniu których odpoczywano po trudach pracy.
Nieliczni gospodarze posiadali proste maszyny rolnicze, jak kieraty, które
służyły do napędzania sieczkarni lub prymitywne maszyny omłotowe. Oprócz podstawowych zbóż uprawiano jeszcze proso, len i grykę. Siłę pociągowa stanowiły
konie, które odgrywały dużą rolę w komunikacji i transporcie. Kronikarz dziejów
gminy Maluszyn w 1935 roku zanotował liczbę koni odpowiednio dla Sudzina
szesnaście, dla Sudzinka czterdzieści trzy4. W tym czasie w Sudzinie było
osiemnaście gospodarstw chłopskich, w Sudzinku trzydzieści trzy5. Oznacza to,
że prawie każdy gospodarz miał przynajmniej jednego konia, a w większych
__________
2
Mieszkańcy, a głównie kobiety często zajmowały się domowym tkactwem. Odpowiednią
porą do wyrobów tego typu materiałów była późna jesień i zima, kiedy zamierała praca w polu
i obejściu gospodarskim. W domowych warsztatach, tzw. krosnach powstawały wówczas
ozdobne maty, chodniki, narzuty oraz pościel. Maty wieszane były zwykle nad łóżkiem, bądź
stanowiły tło dla jakiegoś świętego obrazu. Zob.: B. Paszkowska-Wróblewska, Elementy
zdobnicze izby wiejskiej na terenie Polski środkowej, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi” (Seria Etnograficzna) nr 25, 1984–85, s. 200–215; Z.
Neymanowa, Wnętrze chaty we Włynicach i okolicy, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi” (Seria Etnograficzna) nr 7, 1963, s. 76–77, 94–100.
3
B. Baranowski, Życie codzienne wsi między Wartą a Pilicą w XIX wieku, Warszawa
1969, s. 48; J. Basara, Terminologia…, cz. 2, Pomieszczenia gospodarskie, ogrodzenia, zamknięcia, Wrocław 1965, s. 7–17.
4
I. Jezierski, Maluszyn, gmina powiatu radomszczańskiego województwa łódzkiego.
Wiadomości zebrał i opracował (…) Rok 1935, s. 28. (Mps w kancelarii Rrzymsko-Katolickiej
Parafii Św. Mikołaja w Maluszynie), s. 33.
5
Tamże, s. 28.
241
gospodarstwach było ich dwa lub więcej (obecnie na całą wieś przypada jeden
koń)6.
Sudzin i Sudzinek były terenem należącym do majątku Ostrowskich, a następnie Potockich z Maluszyna. Źródłem utrzymania miejscowej ludności pozostawała praca na roli. Zdarzały się sytuacje opuszczania chłopów przez wieś na
emigrację zarobkową do krajów zachodnich, głównie do Niemiec.
Każda rodzina starała się być samowystarczalna, dlatego w domu wypiekano chleb, robiono przetwory z warzyw, owoców i mleka. Główną spiżarnią dla
kuchni był las i pole, czyli to wszystko co udało się wyhodować na nienajlepszych glebach i zebrać w okolicznych lasach. Tradycyjną potrawą tamtejszych
mieszkańców pozostawała zalewajka, zwana „królową zup”7. Gotowana była
z zakwasu–barszczu, który robiono z mąki żytniej uzyskiwanej z żyta uprawianego we własnym gospodarstwie, wyrabianej w żarnach, potem w młynach. Do
kiszenia barszczu–żuru używano glinianych garnków zwanych żurokami. Bardzo
istotnym składnikiem zalewajki były suszone grzyby gąski, w tamtejszych okolicach zwane „zieleniatkami” lub „członkami”. Ubóstwo i trwające długo przednówki sprawiły, że ludność wiejska zalewajkę jadała zwykle dwa razy dziennie,
na śniadanie i kolację. Tylko w czasie świąt, takich jak Boże Narodzenie, czy
Wielkanoc na stole pojawiały się obfitsze pokarmy. Należały do nich, zgodnie
z tradycją wieczerzy wigilijnej: pierogi z kapusta i grzybami, kluski z kompotem,
kasza jaglana, kiszona kapusta z grzybami, kapusta z grochem oraz śledź lub
inna ryba.
Mieszkańcy żyli i ubierali się dość skromnie. W oczy rzucało się specyficzne nakrycie dla kobiet tzw. zapaska. Mieniła się tęczą barw, robiona ręcznie na
krosnach. Kobiety prześcigały się w tej modzie. Każda starała się, aby zrobić
sobie jak najpiękniejszą i najbardziej kolorystycznie dobraną zapaskę. Aby jakość takiej zapaski była dobra, używano do jej wykonania lepszych materiałów8.
Latem ludzie chodzili boso, a buty najczęściej drewniaki (trepy) zakładali na
jesień i zimę. Ludność nie umiała w większości czytać ani pisać. Podpisywano
się krzyżykami9.
__________
6
Najdłużej koń jako siła pociągowa, wykorzystywany był w gospodarstwie Kazimierza
Kościańskiego we wsi Sudzin.
7
J. P. Dekowski, Pożywienie ludu radomszczańskiego, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi” (Seria Etnograficzna) nr 7, 1963, s. 105; Tenże, Przemiany
tradycyjnego pożywienia wiejskiego na obszarze Polski Środkowej, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi” (Seria Etnograficzna) nr 20, 1979, s.
190–191.
8
Relacja Zenobii Sękowskiej i Józefy Poszepczyńskiej z dnia 10 listopada 2009 roku.
9
Stan piśmiennictwa mieszkańców tutejszych terenów przedstawia kronikarz gminy Maluszyn – Ignacy Jezierski: „Z dawnych dokumentów gminy Maluszyn /do 1872/ widać, że
ludność gminy jeszcze w tym czasie w ogóle pisać nie umie, a czytających jest bardzo mało.
Wszelkie dokumenty podpisywane są przez zainteresowanych w sposób następujący <zeznanie… zgodę… lub wolę moją lub naszą, zależnie jaki to był dokument – znakiem trzech krzy-
242
Miejscem zaopatrywania się w wyroby rzemieślnicze, czy też np. ubrania
były jarmarki. W każdy poniedziałek i piątek mieszkańcy Sudzina i Sudzinka
mogli udawać się na zakupy do Włoszczowy lub Wielgomłyn. We wtorek odbywał się jarmark w Przedborzu, w środy w Żytnie, a w czwartek w Radomsku
i Koniecpolu. Rolnicy na jarmarki i targi udawali się także ze swoimi towarami
i wyrobami. Handlowano trzodą chlewną, nabiałem i jajkami. Dzień jarmarku
miał podobne znaczenie jak odpust, czy inne święta kościelne, ponieważ przyjeżdżała wtedy ludność ze wszystkich pobliskich wiosek10. W miarę upływu
czasu zmniejszyła się rola tej formy sprzedaży i zaopatrywania gospodarstwa
w niezbędne produkty wyłącznie na targowisku. Jednak po mimo wielu zmian
i upływu czasu i w dniu dzisiejszym dużą rolę odgrywa sprzedaż na straganach,
w tym samym miejscu.
Na początku XX wieku zaopatrywaniem ludzi w potrzebne wyroby zajmowali się drobni handlowcy, przede wszystkim Żydzi. W samym Maluszynie na
siedem sklepów przed wojną cztery z nich były w rękach żydowskich11. W Sudzinku znajdował się jeden sklep polski należący do Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Maluszynie12.
Ważnym elementem życia społeczności wiejskiej była praca na roli. Wiosną przygotowywano ziemię pod uprawę, następnie siano zboża jare, to jest:
owies, jęczmień, pszenicę. Siewu dokonywano ręcznie, następnie przy pomocy
siewnika. Wiosną również sadzono ziemniaki, początkowo jedynie przy pomocy
łopaty, a w późniejszych czasach wykorzystywano pług – tak zwane sadzenie
pod skibę (obecnie stosuje się sadzarki przypinane do ciągnika). Prace te piętrzyły się na przełomie marca i kwietnia. Wiosną wysiewano również saradelę, łubin
oraz wszystkie warzywa, w tym buraki cukrowe, które były pokarmem dla bydła.
Po zakończeniu wiosennych prac rolnicy czekali aż trawa na łąkach będzie dostatecznie dojrzała. Trawę kosiło kilku mężczyzn, gospodynie przynosiły na łąkę
jedzenie, głównie mleko, chleb, jaja i sery. Po skoszeniu rozpoczynał się proces
suszenia za pomocą grabi i wideł13.
Kolejnym i bardzo ważnym elementem w cyklu prac na roli były żniwa.
Czas ich przypadał na przełom lipca i sierpnia. „Na święty Wawrzyniec, przez
żyków podpisuję, lub podpisujemy>. Tu następowało napisanie znaków <+++>, a dalej nazwisko i imię piszącego znak, które to zwykle wypisywał piszący dane dokument”. I. Jezierski,
dz. cyt., s. 40.
10
Relacja Władysława Nowaka z dnia 24 grudnia 2009 roku.
11
I. Jezierski, dz. cyt., s. 60–61.
12
Sklep we wsi Sudzinek mieścił się w izbie prywatnej, podobnie jak szkoła powszechna.
Mieszkańcy wspominają, że siedzibą sklepu był dom Kazimierza Musiała, Franciszka Kopery,
Włodzimierza Stępnia. Obecnie prywatny sklep spożywczo-przemysłowy w Sudzinku jest
własnością Joanny i Dariusza Cisowskich. Relacja Jana i Walentego Kopery z dnia 8 września
2009 roku.
13
Relacja Władysław Nowaka z dnia 24 grudnia 2009 roku; Relacja Zenobii Sękowskiej
i Józefy Poszepczyńskiej z dnia 10 listopada 2009 roku.
243
pola gościniec” – głosi miejscowe przysłowie. Wspomnienie św. Wawrzyńca
przypada w dniu 10 sierpnia, kiedy to odbywał się już pierwszy odpust dożynkowy – w Kluczewsku. Żniwa to nie tylko czas koszenia zbóż, ale również ciągła
troska gospodarzy o to, aby bydło i trzoda miały przez cały rok pożywienie.
Dlatego też po zakończeniu żniw wysiewano dodatkowe poplony, m.in. seradelę,
koziołek i łubin.
Na początku września zaczynały się wykopki ziemniaków, zwykle po odpuście maluszyńskim 8 września. Ziemniaki wykopywano ręcznie, za pomocą
motyki. W latach późniejszych pojawiły się kopaczki konne, następnie tzw.
dwurzędówki, a najnowszym wynalazkiem do tej czynności jest kombajn. Wykopane ziemniaki składowane były w kopcach, czy też w piwniczkach. Tam
również przechowywano warzywa. Wrzesień to również miesiąc wysiewu żyta,
ale wcześniej należało przygotować odpowiednio rolę, nawieść ją nawozem –
obornikiem.
Wczesną jesienią zbierano wszystkie warzywa i owoce oraz odpowiednio je
konserwowano, aby nadawały się w czasie zimy i wiosny do spożycia. Wkładano
więc do słojów owoce, a ogórki kiszono przeważnie w garnkach kamiennych.
Charakterystyczny był proces kiszenia kapusty, którą wpierw szatkowano, następnie wkładano do drewnianej beczki, gdzie ubijano ją nogami. Napełnioną
beczkę przyciskano ciężkim kamieniem. Innym sposobem przechowywania
kapusty było wkładanie do beczki całych jej głów14.
Latem i jesienią korzystano również z darów lasów: jagód, poziomek, grzybów i jerzyn, które marynowano lub suszono. Z jagód i poziomek robiono soki
i kompoty. W końcu października zamierały roboty w polu, a rozpoczynały się
prace gospodarskie w domach. Tak więc mężczyźni naprawiali i konserwowali
narzędzia, wyjeżdżali do lasu po drewno. Tutaj chodziły również kobiety po
chrust na opał. Wieczorami zbierano się przeważnie w kilka osób w jednym
domu i darto pierze. Kolejno u każdej gospodyni. Towarzyszyły temu wesołe
przyśpiewki, rozmowy, czy też czytanie na głos książki.
Każdego dnia gospodarz, oprócz poszczególnych prac przypadających na
daną porę roku, musiał wykonywać stałe czynności, związane z hodowlą zwierząt, nazywane obrządkiem. O wschodzie słońca kobiety doiły krowy, mężczyźni
karmili konie. W zależności od pory roku krowy, konie i owce albo pozostawiano w oborze, albo wyprowadzano na pastwiska. Pożywienie dostawała także
trzoda chlewna, wypuszczano z kurnika i karmiono kury. Wszystkie zwierzęta
gospodarskie karmione były trzy razy w ciągu dnia.
Do wszelakich prac gospodarskich absorbowani byli wszyscy członkowie
rodziny, łącznie z dziećmi i osobami starszymi. Ta najmniejsza komórka społeczna różniła się od dzisiejszej, gdyż w jednym domu zamieszkiwały często trzy
pokolenia. Charakterystyczny był stosunek dzieci do rodziców, który odznaczał
__________
14
244
B. Baranowski, dz. cyt., s. 48–49.
się dużym szacunkiem, ci z kolei traktowali je bardzo surowo. Każda rodzina
posiadała od ośmiorga do dziesięciorga dzieci. W początku XX wieku ilość
mieszkańców Sudzina przekraczała liczbę stu, a w Sudzinku liczbę dwustu.
W 1903 roku urodzonych i ochrzczonych łącznie w obu miejscowościach zanotowano jedenastu, a zmarłych dziewięciu15. Do końca lat dwudziestych XX wieku liczba urodzin wahała się w granicach sześciu–dziesięciu. W 1934 roku
w Sudzinie na świat przyszło dwoje, a w Sudzinku pięcioro dzieci16. Ponowną
tendencję wzrostową urodzeń obserwuje się po drugiej wojnie światowej, kiedy
utworzono w Sudzinku ośmioklasową szkołę podstawową. Ponowny i stale
obecny spadek tej liczby nastąpił w latach siedemdziesiątych, kiedy rozpoczął się
odpływ ludności do miast i nastąpiła likwidacja szkoły w Sudzinku (w 1975
roku).
Analizując zmiany demograficzne, dostrzegamy zmniejszenie się liczby
dzieci, przy takiej samej ilości zmarłych. Rodzina, która na początku XX wieku
liczyła kilkanaście osób, w miarę kolejnych dziesięcioleci stopniowo się zmniejszała. W latach pięćdziesiątych w każdej rodzinie było czworo–pięcioro dzieci,
od lat siedemdziesiątych tylko dwoje–troje, a w latach dziewięćdziesiątych
w poszczególnych rodzinach wychowywało się jedno–dwoje dzieci. W pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku ilość zgonów i urodzeń w ciągu roku zachowała
równowagę, ale w ostatnich latach obserwuje się spadek liczby zawieranych
małżeństw, które chciałyby pozostać na wsi, przy jednoczesnym stałym odchodzeniu ludzi starych.
W miarę upływu czasu przemiany zachodziły we wszystkich dziedzinach
życia. Źródłem utrzymania przestawało być tylko rolnictwo. Coraz częściej jedna
osoba w rodzinie znajdowała pracę, czy to w handlu, czy też w powstającej po
wojnie Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”17 w Maluszynie lub wyjeżdżała do miasta, aby tam zarabiać na utrzymanie rodziny.
__________
15
Archiwum Państwowe w Częstochowie, Akta Stanu Cywilnego Parafii Maluszyn, sygn.
1911.
16
I. Jezierski, dz. cyt., s. 48–49.
17
Utworzone w okresie PRL Gminne Spółdzielnie miały wówczas praktycznie
monopol handlu na wsi (w miastach ich odpowiednikami były w pewnym zakresie
spółdzielnie spożywców „Społem”). Poza działalnością gospodarczą niektóre GS-y
zajmowały się także aktywizacją lokalnej społeczności poprzez prowadzenie Klubów
Rolnika. GS-y powstały jako rolnicze spółdzielnie zaopatrzenia i zbytu zajmujące
się: sprzedażą wszelkich artykułów, od spożywczych począwszy, poprzez wszelkie
artykuły przemysłowe (narzędzia, naczynia, meble, rowery i motocykle, odzież
i obuwie), aż do nawozów, materiałów siewnych, budowlanych i węgla na opał;
skupem żywca; przetwórstwem spożywczym, prowadząc piekarnie, rzeźnie, masarnie, rozlewnie piwa, wytwórnie wód gazowanych, restauracje i bary. W. Pronobis,
Polska i świat w XX wieku, Warszawa 1992, s. 356.
245
Warunki mieszkaniowe również ulegały stopniowej zmianie. Lata czterdzieste i pięćdziesiąte XX wieku to okres odbudowy zniszczeń wojennych.
W miejscowości Sudzin etap ten dodatkowo przyspieszył pożar wsi wiosną 1957
roku, który pochłonął jej znaczną część. Spłonęło wówczas 9 zabudowań gospodarskich, wśród nich: gospodarstwo Honoraty i Aleksandra Kościańskich (spłonęła dziewczynka Ania), Heleny i Jana Nowaków, Elżbiety i Antoniego Nowaków, Bronisława Nowaka, Eleonory i Józefy Nowaków, Zofii i Józefa
Nowaków, Janiny i Andrzeja Olaków, Katarzyny i Romana Zasadów, Apolonii
i Antoniego Zawady (spłonęła 1 kobieta)18. Mieszkańcy podjęli wówczas trud
odbudowy, w przypadku niektórych gospodarstw, doszczętnie zgorzałego majątku. Materiałem budowlanym stawała się wówczas cegła i pustaki. Kryte strzechą
dachy zastępowano dachówką. Domy te nie posiadały jeszcze stropów, a tylko
tak zwaną podbitkę z trzciny. Wznoszone budynki stawały się wyższe, zasadniczo zmieniał się ich wystrój wnętrz. Meble miały zadanie nie tylko funkcjonalne,
ale także estetyczne. Coraz większą rolę zaczęło odgrywać radio, adapter oraz
telewizor19.
Również w sposobie gospodarowania zaznaczył się postęp. Lata czterdzieste i pięćdziesiąte XX wieku to jeszcze dominacja konia jako siły pociągowej,
jednak zaczęły pojawiać się nowe maszyny tj. kosiarki, siewniki, kopiarki. Maszynę do omłotu posiadał we wsi jeden gospodarz, który wypożyczał ją następnie
sąsiadom. Pracę w suszeniu siana zaczęła ułatwiać grabiora. Posiadanie tego typu
narzędzi pracy było uzależnione od zamożności gospodarzy. Zazwyczaj wyposażeni w nie byli posiadacze większej ilości ziemi, to jest od pięciu do ośmiu hektarów. Różnice te występowały w ciągu kolejnych lat i następnych zmian, kiedy
w latach sześćdziesiątych w najbogatszych gospodarstwach pojawił się ciągnik
i wszystkie narzędzia do pracy w polu przystosowane do tej siły pociągowej.
U mniejszych rolników nadal prace polowe wykonuje się w tym czasie jeszcze
za pomocą konia.
Sudzin i Sudzinek w latach dziewięćdziesiątych w bardzo małym stopniu
przypominały już wieś z początku XX wieku. Drewniane budowle prawie w stu
procentach zostały zastąpione przez budynki murowane. Wieś została zelektryfikowana, podjęto utwardzenie drogi, budowę nowych mostów, zaprowadzono
telefonizację. Na początku XXI wieku podciągnięto wodociąg oraz pojawił się
dostęp do sieci internetowej.
__________
18
Relacja Zenobii Sękowskiej z dnia 10 listopada 2009 roku.
Pierwszy radioodbiornik we wsi Sudzin pojawił się w domu Honoraty i Aleksandra Kościańskich w latach 50-tych ub. wieku, natomiast pierwszy telewizor został zakupiony do
Szkoły Podstawowej w Sudzinku w latach 60-tych ub. wieku. Spośród najnowszych zdobyczy
cywilizacyjnych w miejscowościach Sudzin i Sudzinek nastąpiło upowszechnienie telefonii
komórkowej, telewizji satelitarnej oraz internetu (2006 r.). Relacja Władysława Nowaka z dnia
24 grudnia 2009 roku.
19
246
Należy zwrócić uwagę także na rozwój komunikacji. Do lat czterdziestych
XX wieku jedynym środkiem lokomocji były bryczki i wozy konne. W obecnym
czasie każda rodzina posiada własny samochód, często kilka. Jedynym utrudnieniem dla starszych ludzi jest fakt pięciokilometrowego oddalenia miejscowości
Sudzin i Sudzinek od głównej drogi powiatowej w Maluszynie, gdzie znajduje
się przystanek autobusowy oraz przychodnia, poczta i świątynia parafialna. Najbliższa stacja kolejowa to Włoszczowa-Północ, oddalona o dwadzieścia kilometrów, skąd istnieją dogodne połączenia z Warszawą, Krakowem, czy Katowicami.
Każda grupa społeczna wytwarza własną kulturę, na którą składają się obyczaje, tradycja i wierzenia (często w formie przesądów). Te elementy kultury
najmocniej przechowywane są w mniejszych społecznościach takich jak wsie,
które w pewnym stopniu są odizolowane od reszty świata, chronią się przed jego
wpływami zewnętrznymi, tworzą własny stosunek do przyrody i spraw związanych z przyszłością człowieka.
Ważną sferą życia mieszkańców Sudzina i Sudzinka pozostawała przynależność do wspólnoty parafialnej św. Mikołaja w Maluszynie i ich życie religijne. Obecność działania Boga w pracach ludności wsi szczególnie mocno wyraża
powiedzenie zaczerpnięte ze Starego Testamentu: „Próżno wstawać po północy
jeśli Pańskiej nie ma się pomocy”. Mieszkańcy Sudzina i Sudzinka z pewnością
byli niezwykle silniej związani z Bogiem i Kościołem niż obecnie. Księża byli
szanowani i cieszyli się dużym uznaniem20. Żyjący mieszkańcy jeszcze dziś
opowiadają o wspólnych modlitwach i uczestnictwie w obrzędach religijnych.
W domach śpiewano godzinki, odmawiano w południe Anioł Pański, różaniec,
gorzkie żale, brano udział w nieszporach i jutrzniach. Każdy czuł potrzebę
uczestniczenia w niedzielnej mszy świętej. Do kościoła chodziło się przeważnie
pieszo i boso, a buty zakładano przed samym wejściem do świątyni. Sam kościół
był ładnie ustrojony. Mieszkańcy z utęsknieniem czekali na odpust w parafii
własnej, a także w sąsiednich. Dla dzieci zawsze największą ciekawość wzbudzały ustawione przed kościołem kramy z różnościami. W parafii Maluszyn
pierwszy odpust odbywał się na 28 sierpnia (świętego Augustyna) i był nazywany „odpustem pastuchów”. Kolejny przypadał na święto Narodzenia NMP
w dniu 8 września i zwany był „odpustem dworusów”. W dniu odpustu organi-
__________
20
Najbardziej w pamięci tutejszych mieszkańców pozostał ks. Henryk Antkiewicz, proboszcz maluszyński w latach 1944–1959. Kapłan ten nie tylko odznaczył się gorliwością
duszpasterską, ale szczególnie dał się poznać jako dobrodziej i ofiarodawca. Tutejsi mieszkańcy Sudzina najlepiej doświadczyli jego ofiarności i wrażliwości po pożarze wsi w 1957 r. Ks.
H. Antkiewicz udzielił wówczas wsparcia finansowego najbardziej potrzebującym, a także
pośrednio przyczynił się pogorzelcom przez wykup mąki na wypiek chleba w młynie Stanisława Cheby w Błoniu. Relacja Jana Stacherskiego z dnia 3 maja 2010 roku; Por. także: J.
Związek, Ks. Antkiewicz Henryk (1908–1979), „Częstochowskie Wiadomości Diecezjalne”
R. 54, 1980, s. 233.
247
zowane były zabawy taneczne na świeżym powietrzu bądź w remizie strażackiej.
Do domu wracało się późno lub nad ranem i kładło się spać na sianie. Na 6 grudnia dochodził jeszcze odpust w dniu patrona św. Mikołaja. Mieszkańcy każdej
parafii nie zamykali się tylko w swoim obrębie, ale na święta parafialne przenikali do sąsiednich miejscowości: na 29 czerwca (Piotra i Pawła) udawali się do
Borzykowy, na 26 lipca (św. Anny) do Kurzelowa, 10 sierpnia (św. Wawrzyńca)
do Kluczewska, a także na 4 marca (św. Kazimierza) do Niedośpielina i na 8
maja (św. Stanisława) do Wielgomłyn. Co roku liczni mieszkańcy Sudzina
i Sudzinka uczestniczyli w pieszej pielgrzymce parafialnej na Jasną Górę21.
Do czasów obecnych we wsi Sudzinek, zachował się zwyczaj śpiewania
w miesiącu maju przy miejscowych kapliczkach Litanii Loretańskiej do NMP,
tzw. majówki, którą podejmują przeważnie kobiety i dzieci, nie tylko miejscowe.
W obu miejscowościach corocznie odbywa się nabożeństwo poświęcenia pól
z udziałem proboszcza. Na te okazje mieszkańcy wsi przygotowują przydrożne
krzyże i figurki przez stosowny ich wystrój wstążkami i kwiatami.
Udając się do kościoła, mieszkańcy Sudzina i Sudzinka nie zapominali
o swoich bliskich spoczywających na cmentarzu parafialnym. Groby zmarłych
nie były tak pielęgnowane jak czyni się to obecnie. Początkowo nie stawiano
żadnych płyt nagrobnych, a jeżeli ktoś stawiał, to z piaskowca. W pamięci
mieszkańców cmentarz w Maluszynie był zarośnięty krzewami i trawami.
W większości rodziny były wielodzietne, ale i umieralność wśród noworodków
i niemowląt była bardzo duża. Porody odbierały kobiety wiejskie, które spełniały
pracę akuszerek i położnych. Dzieci chrzczono krótko po urodzeniu w obecności
rodziców, a także rodziców chrzestnych. Tych ostatnich wybierało się, zaś wybór
stanowił powód do dumy. Uważano bowiem, że część charakteru przejdzie
z nich na chrześniaka. Dzieciom nadawano imiona biblijne, najczęściej po
przodkach. Młodzi ludzie zawierali związki małżeńskie przeważnie w obrębie
wsi lub parafii, przy czym raczej nie wchodziły tu w grę uczucia i miłość, ale
względy natury gospodarskiej i bytowej (sąsiedztwo pola, wielkość posagu panny młodej). Ziemię dzielono pomiędzy potomków w rodzinie. Kawałki ziemi
miały swoje odpowiednie nazwy. I tak pola za wsią Sudzin w kierunku Błonia
nazywano „górkami”, te bardziej oddalone zwano „w chojnie”, na łąki rozciągające się wzdłuż rzeki Pilica za wsią mawiano „na dzienicach”, a te które leżały za
rzeką w kierunku wsi Ciemiętniki określano „w stykaniu”, pola rozciągające się
w kierunku wsi Sudzinek nazywano „granicznikiem”, a samo centrum wsi Sudzin
nosiło nazwę „kałuży”. W obrębie Sudzinka funkcjonowały takie nazwy jak:
„budy” – łąki rozciągające się za rzeką Pilicą; „dzięcioł” – pola leżące przy drodze w kierunku wsi Kąty; „za ługiem” – lasy w kierunku wsi Ciężkowiczki;
„robione łąki” – pastwiska i łąki rozciągające się między wsią Kąty a Ciężkowiczkami, niegdyś odpowiednio nawadniane systemem kanałów melioracyjnych;
__________
21
248
Relacja Stefanii Pawlik, Jana i Walentego Kopery z dnia 8 września 2009 roku.
„Maksanów”, bądź „Żabiniec” to zachodnia części wsi Sudzinek przy drodze do
Ciężkowiczek; nazwą „krzemieńcem” określano lasek wyrosły za wsią przy
drodze do Sudzina22. Wszystkie nazwy lokalne funkcjonują w mowie mieszkańców Sudzina i Sudzinka po dzień dzisiejszy, wprowadzając często przyjezdnych
w niemałe zakłopotanie.
Szczególnym dniem była pasterka i święta. Przed świętami w postach
czyszczono garnki, aby nie pozostał żaden tłuszcz. Noc wigilijna miała w tradycji szczególną moc. Zaklinano drzewa owocowe, wierzono w duchy i czarownice, chodzono po kolędach, świętowano Trzech Króli i bawiono się w zapustach,
czyli karnawale. Do ważnych świąt należało święto Matki Boskiej Gromnicznej,
gdyż poświęconej w tym dniu świecy przypisywano szczególne znaczenie. Wierzono, że ma ona moc uzdrawiającą i chroni gospodarstwo od nieszczęść.
W czasie silnych burz i grzmotów poświęconą świecę zapalano i ustawiano
w oknie, aby odpędzała pioruny i błyskawice. Cały dobytek spakowany był do
szybkiego wyniesienia. Podobnych właściwości po poświęceniu nabierały palmy
w niedzielę palmową, gałązki brzóz łamane podczas procesji Bożego Ciała oraz
wianki, przygotowywane z okolicznych kwiatów i zbóż na ostatni dzień oktawy
uroczystości Ciała i Krwi Pańskiej, tzw. ostatni nieszpór23.
Pomysłowo odbywało się w Sudzinie i Sudzinku pożegnanie starego roku.
W noc sylwestrową przeważnie młodzież zdejmowała miejscowym gospodarzom całe bramy i furtki, zdarzało się także ukrycie całego wozu, który wyprowadzano gdzieś w ustronne miejsce. O północy rozlegał się dźwięk syreny strażackiej i nieliczne fajerwerki, które wówczas zastępowano karbidem. Liczni
mieszkańcy w kilka minut po północy udawali się procesjonalnie przez wieś
uderzając w rozliczne narzędzia i przyrządy gospodarsko-kuchenne witając w ten
sposób nowy rok. Dziś mieszkańcy chętnie podejmują wspólne biesiadowanie
przy stole i przy muzyce w oczekiwaniu na wybicie godziny dwudziestej czwartej. Nieliczni, a w tym szczególnie młodzież, udają się na sylwestrowe zabawy
taneczne organizowane w okolicznych lokalach, bądź uczestniczą w powitaniu
nowego roku na odbywających się koncertach w miastach.
Ostatkowym zwyczajem we wsi było zamalowywanie białym wapnem lub
farbą okien domów, w których mieszkali panna, bądź kawaler, nakłaniając ich
w ten sposób do ożenku, czy zamążpójścia. Przed Wielkanocą, w wielki piątek,
trzeba było obowiązkowo w kościele złożyć hołd Chrystusowi w grobie, potem
uczestniczyć w liturgii wigilii paschalnej w Wielką Sobotę, kiedy dokonuje się
poświęcenia ognia i wody, a następnego dnia wziąć udział w mszy rezurekcyjnej.
__________
22
Nazewnictwo lokalne funkcjonuje w potocznej mowie mieszkańców, znane także auto-
rowi.
23
J. Łuczkowski, Wierzenia związane z budynkiem mieszkalnymi jego wnętrzem, „Łódzkie Studia Etnograficzne” t. XXII, 1980, s. 149; B. Baranowski, dz. cyt., s. 86–87; W. Drozdowska, Magiczne normy postępowania w życiu codziennym Załęcza Wielkiego, pow. Wieluń, „Łódzkie Studia Etnograficzne” t. V, 1963, s. 113–114.
249
Wydarzeniom tym towarzyszyło wiele barwnych elementów, takich jak wystrojony grób Chrystusa, a przy nim strażacy w galowych mundurach i ozdobnych
hełmach na głowie, pełniący wartę jako straż grobu. Rankiem Wielkiej Soboty
odbywało się po wsiach święcenie pokarmów24. Zwyczajem mieszkańców Sudzina jest przynoszenie przygotowanych święconek do domu Zenobii Sękowskiej, gdzie miejscowy proboszcz dokonuje ich poświęcenia. W Sudzinku miejscem święcenia pokarmów obecnie (2012) jest dom Państwa Sikorów.
Dopełnieniem tradycji wielkanocnej był lany poniedziałek, kiedy szczególnym
celem ataków były we wsi panny, oblewane wiadrami wody nawet zaraz po
wyjściu z kościoła.
W każdej wsi był ktoś zdolny do rzucania lub zdejmowania uroków, zaklęć.
Wierzono, że ludzie mają moc, by odebrać mleko krowom, zepsuć wodę w studni. W obronie przed urokami wiązano koniom przy ogonie lub uździe czerwone
kokardki25. Części uprzęży i wozu miały swe nazwy: kantar, chomąto, luśnia,
orczyk. Wśród ludzi krążyło wiele zabobonów i przesądów.
Wiele tradycji związanych było ze żniwami, które w oczach każdego
mieszkańca wsi miały szczególne znaczenie. W czasach koszenia zbóż kosą
szczególną funkcję pełniła kobieta, która poruszała się za gospodarzem wzdłuż
pokosu i wiązała słomę w snopki. Po wykoszeniu całego pola z zawiązanych
snopów ustawiało się mendle, które w czasach kombajnów są już bardzo rzadkim
widokiem. Żeńcy na pole wychodzili w swych najlepszych białych strojach,
a przed przystąpieniem do pracy odmawiano krótką modlitwę, wyznając przekonanie, że zboże, które będą kosić, stanie się pożywieniem dla nich i zwierząt jako
dar samego Boga. W następnej kolejności żeńcy obwiązywali się w pasie powrósłami uwitymi z pierwszych zżętych kłosów zbóż, co miało zapobiec bólom
krzyży. Ostatnie kłosy zboża ścinano uroczyście, by z najładniejszych uwić dożynkowy wieniec. Pracy tej zawsze towarzyszył wesoły śpiew26.
Dożynki w parafii Maluszyn odbywały się zwykle 8 września, kiedy
wszystkie prace w polu zostały ukończone i były świętem dziękczynnym za
zebrane plony. Główną rolę odgrywały wieńce uwite przez mieszkańców poszczególnych wsi, często przybierające kształt różnych figur i postaci świętych.
Misternie wyplatane ze wszystkich gatunków zbóż, wyklejane ziarnem, stawały
się swoistymi dziełami sztuki ludowej. Wieńce składano w kościele przy ołtarzu,
__________
24
I. Lechowa, Tradycyjny rok obrzędowy we wsiach Polski środkowej, „Prace i Materiały
Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi” (Seria Etnograficzna) nr 24, 1983, s.
49–51; Por.: T. Ciołek, J. Olędzki, A. Zadrożyńska, Wyrzeczysko. O świętowaniu w Polsce,
Białystok 1976, s. 152–153.
25
B. Baranowski, dz. cyt., s. 100–101.
26
I. Lechowa, Zwyczaje doroczne i gospodarskie w materiałach uczestników Wielkiego
Folklorystycznego Konkursu Ziemi Łódzkiej, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego
i Etnograficznego w Łodzi” (Seria Etnograficzna) nr 14, 1970, s. 87–88; W. Drozdowska,
Magiczne normy…, s. 116.
250
wraz z bochnami chleba upieczonymi z zebranego świeżo ziarna. Po zakończonej mszy świętej procesja dożynkowa udawała się na dziedziniec pałacu Ostrowskich i Potockich, gdzie rozpoczynała się dalsza część uroczystości z udziałem
dworu. Właściciel majątku podejmował gości, zasiadając wraz ze swoją rodziną
na ganku pałacu. Następowały specjalne mowy i pochwała dla wykonania żniwnej pracy, a następnie dokonywano przekazania uroczystego wieńca dziedzicowi.
Całości tym obrzędom towarzyszył śpiew charakterystycznych pieśni27:
W imię Ojca i Syna
nasz śpiew się zaczyna
i Ducha Świętego
śpiewamy dla niego.
Przyśliśmy tu z tym wianeczkiem
już późna godzina,
bo już nam się zakończyły
Jaśniepańskie żniwa
Roztwieraj nam pański stróżu
szeroko wrota,
bo już nam się zakończyła
w polu robota.
Nadciągnęła ciemna chmura
stanęła nad gankiem,
przyjmijże nas, panie hrabio
z maluszyńskim wiankiem.
Uroczystość Bożego Ciała była zawsze dniem wielkich, majestatycznych
procesji. Biły dzwony, grały trąbki, rozbrzmiewały śpiewy, a nad głowami wiernych unosiły się baldachimy, chorągwie, sztandary, feretrony i posągi. Procesje
w tym dniu wyróżniały się barokowym przepychem, a wieś dbała o strojność jej
trasy, tworząc ołtarze, przystrojone zielenią i wielobarwnymi wstęgami28. Zwyczajem mieszkańców parafii Maluszyn jest ustrajanie okien swych domów
w święte obrazy, nie tylko przy trasie procesji. W pierwszej połowie XX wieku
barwna procesja Bożego Ciała udawała się w trasę wyłącznie na dziedziniec
__________
27
I. Lechowa, Dożynki w Radomszczańskiem, „Łódzkie Studia Etnograficzne” t. IV,
1962, s. 88–90.
28
Taż, Tradycyjny rok…, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi” (Seria Etnograficzna) nr 24, 1983, s. 65–66; Zob. także: B. Ogrodowska, Polskie
obrzędy i zwyczaje doroczne, Warszawa 2004, s. 35–38.
251
dworski, gdzie obchodziła cztery ołtarze, przygotowane specjalnie na tę okazję29.
Udawało się tam wówczas tysiące parafian, chcąc zobaczyć rozległą posiadłość
dworską, zwyczajnie dla nich na co dzień niedostępną. Po wojnie trasa procesji
została zmieniona i przebiega głównie wzdłuż ulic wiodących przez Maluszyn,
najczęściej ulicą Wolności w stronę remizy strażackiej.
Przed uroczystością Bożego Ciała dzieci przygotowywały się do przyjęcia
pierwszego sakramentu pokuty i Komunii Świętej. Nauka katechizmu odbywała
się w kościele, a sam dzień uroczystości był bardzo skromny, obowiązkowo
uczestniczyli w niej rodzice chrzestni. Dzieci po Mszy Świętej, w której pierwszy raz w pełni mogły uczestniczyć, były zapraszane na plebanię, gdzie odbywał
się dla nich poczęstunek w postaci kawy zbożowej na mleku i ciasta drożdżowego. Uroczystość na tym się kończyła i wszyscy wracali do swoich obowiązków30.
Dzieci uczestniczyły następnie w swych komunijnych strojach w nabożeństwach
tzw. białego tygodnia, który wyznacza kolejne 8 dni (oktawa) po uroczystym
dniu pierwszej Komunii Świętej. Biały tydzień kończył się uroczystością Bożego
Ciała, podczas której dzieci pierwszokomunijne uczestniczyły w procesji sypiąc
kwiaty przed Najświętszym Sakramentem. Taki obraz życia religijnego najmłodszych mieszkańców wsi przetrwał do czasów obecnych, z większym naciskiem
na obchodzenie go jako uroczystości rodzinnej.
Jesienią po zakończeniu prac polowych, nastawał czas, kiedy ludność Sudzina i Sudzinka pracowała tylko we własnych zagrodach. Wtedy w listopadzie
przychodził dzień Zaduszek. W tym dniu wszyscy podążali na cmentarz, aby
wspomnieć zmarłych. Głęboką tradycją i szczególnie ważną w parafii Maluszyn
jest sposób wspominania bliskich zmarłych w tzw. wypominkach, połączonych
z modlitwą oraz msze święte sprawowane za zmarłych. Dopiero w ostatnim
czasie, staraniem proboszcza ks. Jerzego Grzyba, została odnowiona i oddana do
użytku wiernych kaplica cmentarna św. Barbary31. Odbywają się w niej nabożeństwa w dzień uroczystości Wszystkich Świętych, dzień Zaduszny oraz w dzień
wspomnienia św. Barbary, patronki. Kaplica ponadto służy za miejsce ostatniego
__________
29
A. J. Zakrzewski, Osiem wieków Żytna. Zarys społeczności lokalnej, [w:] A. J. Zakrzewski, J. Związek, Żytno (1198–1998), Żytno 1998, s. 75.
30
Relacja Zenobii Sękowskiej i Józefy Poszepczyńskiej z dnia 10 listopada 2009 roku; Relacja Władysława Nowaka z dnia 24 grudnia 2009 roku.
31
Kaplica św. Barbary na cmentarzu parafialnym w Maluszynie została wybudowana
w 1895 r. przez Aleksandra Ostrowskiego i stanowi mauzoleum rodziny Ostrowskich, dziedziców Maluszyna. Konsekracji świątyni dokonał dnia 29 IV 1896 r. proboszcz Franciszek Staliński. Murowany kościołek posiada w swoim wnętrzu zakrystię i kryptę grobową, w której
spoczywają członkowie rodziny Ostrowskich. Kaplica należy do najciekawszych obiektów
architektonicznych w regionie częstochowskim. Zob.: M. Zwoliński, Poczet rodów herbowych
ziemi częstochowskiej, Częstochowa 2009, s. 202–203; J. Związek, Kościelna przeszłość
gminy Żytno. Borzykowa–Maluszyn–Żytno, [w:] A. J. Zakrzewski, J. Związek, Żytno…, s.
73; Katalog zabytków sztuki w Polsce, t. II, województwo łódzkie, powiat radomszczański,
oprac. Hohensee-Ciszewska, J. Łoziński, Warszawa 1953, s. 2.
252
pożegnania bliskich zmarłych, skąd wyruszają w ostatnią drogę do świątyni
parafialnej i ponownie na cmentarz.
W okresie jesiennym nastawał także czas wesel. Z tą uroczystością wiązało
się również wiele zwyczajów i tradycji. Zanim ustalono dzień zaślubin najpierw
odbywały się tzw. zrękowiny. W przeddzień wesela przyszły pan młody organizował wieczór kawalerski dla swych kolegów, zaś narzeczona odpowiednio
wieczór panieński, podczas którego po raz ostatni młode dziewczyny zaplatały
jej warkocze. Z wyjściem za mąż łączył się także posag, który dziewczyna przygotowywała przez cała swa młodość32.
W dniu zaślubin zwracano uwagę na wiele zjawisk, które miały decydować
o szczęściu na nowej drodze życia. Najważniejsza była pogoda. Dzień słoneczny
wróżył życie pełne szczęścia, natomiast pogoda deszczowa wyznaczała parze
młodej życie przepełnione łzami. Zaślubiny nie odbywały się w miesiącach maju
i listopadzie. Oba miesiące symbolizowały śmierć. Mawiano: „W maju ślub,
szykuj grób”, zaś listopad uważano za miesiąc wyłącznie poświęcony zmarłym.
Przestrzegano także przed zawieraniem związku małżeńskiego w trakcie trwania
żałoby.
Wesela, na które zapraszano bliskich krewnych i sąsiadów odbywały się
zwykle w dwóch domach. Dom panny młodej służył za miejsce poczęstunku, zaś
miejscem tanecznym stawała się izba wynajęta najczęściej u sąsiada33. Bywało
także, że wesele odbywało się na powietrzu, ale to szczególnie porą letnią. Uroczystość miała swe stałe punkty: błogosławieństwo pary młodej przez rodziców,
rodziców chrzestnych; przywitanie przez matkę w drzwiach domu rodzinnego
panny młodej chlebem i solą; oczepiny o północy, które to pannę młodą przeradzały w gospodynię. Zewnętrzną cechą tego obyczaju było zastąpienie wianka na
głowie panny młodej czepkiem. W tradycji mieszkańców Sudzina i Sudzinka jest
budowanie przeszkody na trasie przejazdu pary młodej tzw. „brama”. Jej zastawienie odbywa się przeważnie poprzez rozciągnięcie w poprzek drogi sznurka,
bądź ustawienia wozu w celu wyłudzenia od nowożeńców weselnej wódki, wypijanej następnie za zdrowie pary młodej. W niedawnym czasie wesela na wsi
odbywały się w specjalnie ustawionym na tę okazję domku. Obecnie miejscem
weselnej zabawy stały się remizy strażackie i prywatne lokale przystosowane do
tego typu imprez. Zawsze uroczystości weselnej towarzyszyła orkiestra, a pójściem za mąż panny, czy ożenkiem kawalera interesowała się cała gromada wiejska.
Grudzień to czas adwentu, kiedy obowiązywał post. Kończył się Świętami
Bożego Narodzenia, które poprzedzały różnorakie przygotowania, to jest: wypiek ciast, chleba, wizyta organisty z opłatkami oraz gruntowne porządki. Ubie__________
32
J. P. Dekowski, Charakterystyczne momenty wesela radomszczańskiego, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi” (Seria Etnograficzna) nr 7, 1963,
s. 178–180.
33
Relacja Zenobii Sękowskiej i Józefy Poszepczyńskiej z dnia 10 listopada 2009 roku.
253
ranie choinki stało się zwyczajem dopiero w okresie międzywojennym, do tej
pory domy przystrajano gałązkami jedliny i kolorowymi wycinankami. Dzień
Wigilii był obchodzony bardzo uroczyście. Przez cały dzień obowiązywał ścisły
post oraz należało zachować szczególną grzeszność wobec siebie. Dzieci przestrzegano: „We wigilię dzieci biją, za piec wsadzają i jeść nie dają”. W kącie
izby stawiano od wschodu snop zboża, stół okrywano białym obrusem, podkładano sianko oraz zostawiano wolne miejsce przy stole dla niespodziewanego
gościa, bądź przywoływano tym pamięć bliskich zmarłych w ostatnim czasie 34.
Wieczorem po zabłyśnięciu pierwszej gwiazdki całą rodziną zasiadano przy
stole. Zanim zaczęto wieczerzać odmawiano modlitwę, następnie gospodarz
dzielił się ze wszystkimi opłatkiem, po czym następowało spożywanie dwunastu
potraw. Wśród nich kompot z suszu, kluski, pierogi z grzybami i kapustą, kasza
z grzybami, ryba35. Po spożyciu wieczerzy śpiewano kolędy, albo rozmawiano
o sprawach rodzinnych, dzieląc się wspomnieniami. Przed północą wszyscy
podążali na pasterkę. Z uwagi na sporą odległość od świątyni parafialnej mieszkańcy Sudzina i Sudzinka udawali się w drogę pieszo, aby nie trzymać koni na
mrozie.
Pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia spędzano w domu, w gronie najbliższych, spożywając wspólnie obiad i podejmując kolędników z radosną nowiną narodzin Bożego Syna36. Dzień świętego Szczepana był dla gospodarzy
szczególnym błogosławieństwem owsa i zwierząt, do których udawali się
z opłatkiem. Rozpoczynał się czas karnawału, czas zabawy i wesela, trwający
przez cały styczeń do ostatków. Po uroczystości Objawienia Pańskiego – Trzech
Króli, rozpoczynała się w parafii kolęda37. Do wsi Sudzin i Sudzinek ksiądz
zwykle był przywożony, w zależności od aury pogodowej, bryczką, albo saniami. Zwyczaj ten zachowuje się do dnia dzisiejszego.
Tradycja świąt Bożego Narodzenia na wsi w niektórych swych elementach
zanikła, w niektórych została wzbogacona. Do takowych należy coraz rzadsze
wnoszenie do domu snopów zboża, przy jednoczesnym strojeniu coraz bogatszej
choinki. Żywe drzewko często zostaje zastąpione sztucznym. Kolędy rzadko
obecnie płyną z ust domowników, częściej z głośników telewizora i płyt. Na
wszystkie nabożeństwa podróżuje się samochodem. Zachowano zwyczaj święcenia owsa i dzielenia się opłatkiem ze zwierzętami gospodarskimi, głownie bydłem. Odrodziła się także na początku XXI wieku tradycja wędrownych kolędników.
__________
34
T. Ciołek, J. Olędzki, A. Zadrożyńska, Wyrzeczysko…, s. 128–135; I. Lechowa, Tradycyjny rok obrzędowy…, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego
w Łodzi” (Seria Etnograficzna) nr 24, 1983, s. 29–31.
35
B. Baranowski, dz. cyt., s. 52.
36
I. Lechowa, Szopka – widowisko obrzędowe, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi” (Seria Etnograficzna) nr 7, 1963, s. 217–219.
37
B. Baranowski, dz. cyt., s. 82–83.
254
Po karnawale mieszkańcy wsi wkraczali ponownie w okres Wielkiego Postu, który dziś nie jest tak surowo i ściśle przestrzegany jak dawniej. W czasie
jego trwania postne potrawy spożywa się dziś przeważnie już tylko w samą środę
popielcową i piątki.
Cykl obchodzonych świąt i uroczystości zatacza swoiste koło, co jest charakterystyczne dla życia na wsi. Zmieniają się pory roku, a czas i pogoda jest
nieubłaganym wyznacznikiem dla pracy rolnika.
Summary
This article is the first attempt to depict the socio-cultural aspects of the villages Sudzin and Sudzinek in the twentieth and twenty-first century. These villages are located in the south-eastern boarder of the Łódź region (Żytno community) and they used to be owned by the Ostrowskich family estate, and then
Potockich’s from Mulszyn. The view of villages, over seventy / eighty years ago,
show us the oldest citizens, who are now eighty or even ninety years old. Among
them there are people who were born here, who went “into the world” or who are
still living here, and also those who came to these villages, for example by marriage. The article is an interesting contribution to the issues of regionalism, which
consists of community matters, buildings, infrastructure, traditions, and sources
of income. Issues such as beliefs and rituals have been widely considered in the
Radomszczański county and the region of Łódź.
255
Jan T. Siciński
Uniwersytet Łódzki
Flora i roślinność (szata roślinna) synantropijna
wsi oraz małych miasteczek
Zazwyczaj wsie i małe miasteczka otoczone są ogrodami lub polami
uprawnymi, a za nimi zwykle usytuowane są łąki, torfowiska, lasy i bory oraz
inne rodzaje roślinności (murawy, wrzosowiska itd.). Taki charakterystyczny
obraz widoczny jest na mapach poszczególnych miejscowości, podziwiać można
go również jadąc samochodem lub pociągiem przez Polskę.
Ze względu na objętość artykułu ograniczono go do omówienia towarzyszącej flory i roślinności obszarów najbliższych, a więc terenów w sąsiedztwie
zabudowań (przychacia, przypłocia, podwórka, niezabudowane place, przydroża,
place targowe, śmietniki, wysypiska gruzu, boiska, nasypy kolejowe) oraz
ogródków i pól uprawnych. Można uznać, że wszędzie tam, gdzie celowo lub
przypadkowo została zniszczona naturalna szata roślinna, pojawia się roślinność
synantropijna (Kornaś 1972; Kurowski 1979, 2009; Olaczek 1971).
Tytuł niniejszego artykułu i terminy użyte w artykule mogą wywołać zakłopotanie niektórych przyszłych Czytelników, nieznających ich, więc należy
wyjaśnić pojęcia, znane specjalistom zajmujących się niniejszą tematyką.
Flora to ogół gatunków roślin występujących na danym obszarze. Może to
być flora współczesna, np. obecna flora Polski, jakiegoś powiatu lub wsi, albo
kopalna flora z okresu lodowcowego, zwana również florą dryasową ze względu na częstą obecność w jej składzie szczątków dębika ośmiopłatkowego Dryas
octopetala L. Przedstawicielem flory jest np. stokrotka pospolita Bellis perennis
L. lub brzoza brodawkowata Betula pendula Roth. (Mowszowicz 1978, Siciński
1980).
Roślinność, czyli zbiorowisko roślinne, to każde realnie istniejące zgrupowanie roślin (fitocenoza) występujące w przyrodzie, stanowiące pewną przestrzenną całość np.: las bukowy, bór bagienny, łąka, torfowisko, zbiorowisko
chwastów upraw zbóż ozimych itd. Rośliny nie rosną pojedynczo w przyrodzie,
ale tworzą skupienia, czyli zbiorowiska. Niezmiernie rzadko bywają jednogatunkowe, a najczęściej budowane są przez kilka lub bardzo liczne gatunki. Jeśli
wszystkie okazy dorastają do jednakowej wysokości – wtedy zbiorowisko określamy jako jednowarstwowe, np. porosty rosnące na skale, bądź zbiorowisko
mchów. Łąki często wyróżniają się dwoma warstwami: trawy i inne rośliny oraz
mchy. Wieloma warstwami odznacza się las: drzewa wysokie i niższe, podszyt
krzewów, runo roślin zielnych oraz przyziemnie rosnące mchy, porosty i grzyby.
256
Badaniem funkcjonowania zbiorowisk roślinnych zajmuje się gałąź botaniki zwana socjologią roślin, czyli fitosocjologią lub fitocenologią, oparta na podobieństwie florystycznym i teorii gatunków charakterystycznych (Pawłowski
1972).
Natomiast zespół roślinny to podstawowa jednostka fitosocjologicznej klasyfikacji i systematyki zbiorowisk roślinnych, obejmująca ściśle określony oraz
zdefiniowany rodzaj fitocenozy. To abstrakcyjnie ujęty najniższy typ fitocenozy,
wyróżniający się obecnością gatunków charakterystycznych.
Te dwa terminy można porównać z popularnymi określeniami: zbiorowisko
ludzi na placu targowym, przystanku autobusowym oraz zespół muzyczny, pieśni i tańca lub piłkarski (drużyna). Pojęcia wskazują na odmienne relacje w tych
dwu rodzajach zgrupowań.
Zbiorowiska autogeniczne (gr. autos – sam, gennao – rodzę) powstały pod
wpływem różnych czynników ekologicznych całkowicie niezależnych od człowieka. Stanowią one kombinację gatunków rodzimych dla danego terenu. Dzisiaj
możemy jedynie przypuszcza jakie to były zespoły leśne, wodne i torfowiskowe,
występujące na obszarze dzisiejszej Polski w najdawniejszych czasach.
Wśród nich możemy wyróżnić zbiorowiska pierwotne bez jakichkolwiek
śladów wpływu człowieka oraz zbiorowiska naturalne wykazujące oznaki
degeneracji, podobne do spotykanych w warunkach naturalnych (np. umiarkowany wypas, pożar itd.).
Zbiorowiska półnaturalne, czyli seminaturalne, mają charakter pośredni
między zbiorowiskami naturalnymi a synantropijnymi. Powstały one na siedliskach wtórnych, są złożone z gatunków rodzimych z niewielkim udziałem obcych. Do tej grupy można zaliczyć większość zbiorowisk łąkowych i pastwiskowych. Te możemy obecnie obserwować w dolinach Wisły, Odry, Warty, Pilicy
i wśród pól.
Zbiorowiska łąkowe są w przeważającej części wtórne, bowiem zawdzięczają swe powstanie i utrzymanie człowiekowi, bez jego ciągłej ingerencji zarosłyby lasem w krótszym lub dłuższym czasie. Charakter gospodarki człowieka –
koszenie, wypas, nawożenie lub jego brak, wpływają w zasadniczy sposób na
skład florystyczny zbiorowisk łąkowych oraz ich zróżnicowanie. To układy
półnaturalne – zbudowane z trwałych roślin zielnych, głównie traw, podlegają
regularnemu 1–2 (3) -krotnemu koszeniu w ciągu roku. Składają się głównie
z gatunków miejscowych (spontaneofitów).Łąki spotykamy zwykle na siedliskach wilgotnych i żyznych, gdzie zajęły miejsca łęgów i niskich grądów.
W potocznym języku pod określeniem „łąka” rozumie się łąkę właściwą kośną,
pastwisko i niektóre turzycowiska (złożone zwykle z różnych gatunków turzyc),
czyli trwałe użytki zielone.
Zbiorowiska łąkowe należą do najbogatszych florystycznie, bowiem obok
wielu gatunków traw, jak np. kostrzewy łąkowej Festuca pratensis Hudson,
tymotki łąkowej (brzanka pastewna) Phleum pratense L., wiechliny łąko-
257
wej(gęsia trawka) Poa pratensis L, wyczyńca łąkowego Alopecurus pratensis L.,
spotykamy w nich wiele gatunków roślin dwuliściennych, jak :jaskier ostry Ranunculus acris L., szczaw zwyczajny Rumex acetosa L., rdest wężownik Polygonum bistorta L., firletka poszarpana Lychnis flos-cuculi L., koniczyna łąkowa
(konicz) Trifolium pratense L., komonica zwyczajna Lotus corniculatus L., jastrun zwyczajny (złocień właściwy) Leucanthemum chrysanthemum L., ostrożeń
warzywny Cirsium oleraceum (L.)Scop. itd.
Do najczęściej występujących nad naszymi rzekami zespołów łąkowych należą: ostrożenia warzywnego i rdestu wężownika Cirsio-Polygonetum = Angelico-Cirsietum oleracei R.Tx.1937em.Oberd.1967, śmiałka darniowego Deschampsietum caespitose Horvatić, rajgrasu wyniosłego (łąka owsicowa)
Arrhenatheretum elatioris Br.-Bl. ex Scherr.1925, turzycy darniowej Caricetum
caespitosae (Steffen 1931) Klika et Šmarda 1940 i inne (Kucharski 1999).
Zachodzące na dużą skale przemiany gospodarcze pociągają za sobą poważne zmiany zbiorowisk łąkowych. Należą one do bardzo zagrożonych, a jest
ono powodowane osuszaniem siedlisk, zaniechaniem koszenia oraz nowymi
sposobami gospodarowania (podsiewanie różnych gatunków traw). Ich areał
ulega zmniejszeniu, skład florystyczny ubożeje, a same zespoły przechodzą do
historii.
Prawie cały obszar wsi i miasteczek oraz najbliższego otoczenia, bo poza
różnego rodzaju budowlami: budynkami mieszkalnymi, zabudowaniami gospodarczymi, szkołami, kościołami, obiektami użytku publicznego, szosami, drogami i chodnikami, zajmują zbiorowiska antropogeniczne (gr. antropos – człowiek, gennao – rodzę), wtórne, powstałe pod wpływem czynników zależnych od
człowieka. Te zbiorowiska powstały i utrzymują się dzięki działalności człowieka . Są one zbudowane głównie z gatunków obcych (antropofitów), z niewielkim
udziałem gatunków rodzimych.
Roślinność synantropijna (gr. syn – razem, z + anthropos – człowiek) to
roślinność towarzysząca człowiekowi, powstała i utrzymująca się dzięki jego
stałej ingerencji. Na skutek zniszczenia przez człowieka pierwotnej roślinności,
na tych siedliskach powstała nowa, odmienna kombinacja gatunków, w której
pojawiło się wiele taksonów o innych wymaganiach ekologicznych, głównie
edaficznych (Kornaś 1972).
Wpływ na środowisko przyrodnicze zaczął się z chwilą przybycia pierwszych plemion na te tereny. Procesowi zasiedlania ich sprzyjały dogodne warunki przyrodnicze: doliny rzek, rozległe lasy, w miarę urodzajne gleby itp. Działalność ówczesnych myśliwych w niewielkim stopniu wpływała na otaczającą
przyrodę. Przejście do gospodarki pasterskiej i rolniczej wpłynęło w znaczącym
stopniu na środowisko. Pozyskiwanie terenów leśnych pod uprawę roli oraz
hodowlę udomowionych zwierząt, a także rozwój nowych specjalistycznych
gałęzi gospodarki coraz wyraźniej zmieniał pierwotny krajobraz przyrodniczy
w kulturowy. Przemiany w życiu gospodarczym prowadziły do zmian w składzie
258
flory, roślinności oraz krajobrazie. Przekształcenia siedlisk oraz rozwój transportu sprzyjał pojawianiu się nowych roślin na tych terenach.
Te zmienione siedliska otwarte są na wnikanie różnych gatunków roślin,
głównie obcego pochodzenia (antropofitów). Często one stanowią podstawę
składu florystycznego budującego te zbiorowiska, a odznaczają się szczególnymi
cechami, jak:
zdolność wydawania wielkiej liczby nasion,
przystosowania ułatwiające rozsiewanie się nasion,
krótki cykl rozwojowy (kilka pokoleń w okresie jednego sezonu wegetacyjnego),
kiełkowanie nasion w różnych warunkach,
szybkie i nierównomierne kiełkowanie,
zdolność kiełkowania przez wiele lat,
możliwości rozmnażania wegetatywnego,
bardzo zróżnicowana wrażliwość na działanie herbicydów,
odporność na herbicydy (kompensacja ekologiczna),
oraz inne.
Odznaczająca się pionierskim charakterem flora i roślinność opanowuje
siedlisko i trwa na nim dzięki działalności człowieka, a ustępuje, gdy ona ustanie.
Roślinność synantropijna łączy dwa typy zbiorowisk: segetalne i ruderalne.
Zbiorowiska ruderalne (łac. rudus – gruz, ruiny) powstały mimo woli
człowieka, jako towarzyszące zabudowaniom ludzkim, miejscom hodowli zwierząt gospodarskich oraz szlakom komunikacyjnym. Na siedliskach ruderalnych
roślinność pojawia się samorzutnie, zazwyczaj bez świadomej ingerencji człowieka. Silnie zaburzone warunki glebowe sprzyjają jej rozwojowi. To one aktualnie dominują i przesądzają w dużym stopniu o charakterze szaty roślinnej wsi
i małych miasteczek. Jedne zbiorowiska ruderalne zajmują niewielkie powierzchnie, ale występują często w dużym rozproszeniu, inne natomiast spotykamy na znacznych powierzchniach, co uwarunkowane jest czynnikami siedliskowymi.
Zbiorowiska segetalne (łac. seges – zasiew, rola, zasiane pole) to zbiorowiska powstałe wbrew woli człowieka i towarzyszące uprawom polnym. Stanowią je zbiorowiska chwastów upraw zbożowych i lnu oraz upraw okopowych
(i w ogrodach). Cechuje je krótkotrwałość, przewaga gatunków jednorocznych,
zależność składu florystycznego od sposobu uprawy, a mniej od gatunku rośliny
uprawnej.
Na polach mamy skupienia roślin uprawnych, zwykle jednego gatunku,
świadomie utworzonych przez człowieka i pozostających pod jego stałą opieką,
do których wkraczają gatunki obce – chwasty, zwalczane różnymi metodami.
Zbiorowiska segetalne (polne) mają zazwyczaj charakter wielkoobszarowy.
259
Oba rodzaje siedlisk wykazują jednak cechy wspólne, jak choćby ich gleba
wzbogacona jest w rozmaite, rozpuszczalne sole mineralne, a przede wszystkim
azotany, fosforany i sole potasowe. Dlatego roślinność w obu przypadkach ma
najczęściej charakter nitrofilny.
Zbiorowiska ruderalne
Siedliska ruderalne to stare mury, podwórza, przychacia, przypłocia, śmietniki przydomowe, wysypiska śmieci i gruzu, rowy, zarośla przydrożne, ogródki
przydomowe, sady i cmentarz oraz zabrukowane lub zabetonowane powierzchnie (np. rynek)(Sowa 1971, 1999; Sowa, Siciński 1982).
Naturalne zbiorowiska szczelin skalnych dość rozpowszechnione są w niższych położeniach górskich oraz na wyżynach w zasięgu skał wapiennych (np.
w jaskiniach koło Częstochowy i Krakowa), natomiast na niżu jako zbiorowiska
antropogeniczne na siedliskach wtórnych, w postaci zubożałej, występują
w szczelinach murów o zaprawie wapiennej. Ten interesujący zespół Asplenietum trichomano-rutae-murariae (Kuhn1937) T. Tx.1937 zasiedla małymi płatami stare mury otaczające kościoły, cmentarze oraz stare zabudowania. Najczęstszą w nim jest drobna, zimotrwała paproć – zanokcica murowa Asplenium
ruta-muraria L. Inne gatunki spotykane w tym zespole to rośliny ruderalne, np.
bylica pospolita Artemisia vulgaris L., przymiotno kanadyjskie Conyza canadensis (L.) Cronq.), łąkowe: to mniszek pospolity (zwyczajny) zwany mleczem
Taraxacum officinale Web., trawa kostrzewa czerwona Festuca rubra L.) oraz
inne.
Sisymbrietum sophiae Kreh.1935 – Zespół stulichy psiej.
To przykład jednego z najczęstszych ruderalnych zbiorowisk terofitów, notowanych na terenie całego kraju. W początkowej fazie zasiedla tereny ruderalne,
ale spotykany bywa również na różnych składowiskach, śmietnikach miejskich,
przypłociach, terenach kolejowych itd. Gatunkami charakterystycznymi zespołu
są: łoboda połyskująca (błyszcząca) Atriplex nitens Schkuhr, stulicha psia Descurainia sophia (L.) Webb ex Prantl (opt.) i stulisz lekarski Sisymbrium officinale
(L.)Scop. Oprócz nich swoistą fizjonomię nadają mu: stulisz Loesela Sisymbrium
loeselii L. i stulisz pannoński S. altissimum L.
W jego strukturze obserwuje się warstwowy układ roślin. Wyższą warstwę
tworzą gatunki charakterystyczne zespołu, a niższą m.in.: stokłosa dachowa
Bromus tectorum L., bodziszek drobny Geranium pusillum L., pieprzyca gruzowa Lepidium ruderale L. i ślaz zaniedbany Malva neglecta Wallr.
Hordeetum murini Libb.1933 [ = Hordeo-Brometum (Allorge 1922)
Lohm.1950] – Zespół jęczmienia płonnego.
Płaty zespołu występują na przydrożach miejskich, przy murach budynków,
wzdłuż parkanów i płotów, poboczach ulic, na trawnikach, placach budów oraz
260
podwórkach. Można go obserwować w miejscach suchych, nasłonecznionych
oraz umiarkowanie nawożonych. Charakterystyczną fizjonomię zbiorowisku
nadaje masowo występująca w nim trawa – jęczmień płonny Hordeum murinum
L., będąca gatunkiem charakterystycznym zespołu. Innym gatunkiem charakterystycznym jest stokłosa płonna Bromus sterilis L., a wyróżniającym stokłosa
miękka Bromus hordeaceus L.
Cechuje go ubóstwo florystyczne ze względu na małą liczbę budujących go
gatunków.
Jeszcze niedawno notowany był jedynie w zachodniej Polsce, ale szybko
rozprzestrzenia się na wschód.
Urtico-Malvetum neglectae (Knapp 1945) Lohm. 1950 – Zespół pokrzywy
i ślazu zaniedbanego.
Urtico-Malvetum najczęściej notowany bywa na peryferiach dużych miast,
w miasteczkach i na wsiach, przy płotach, przymurzach zabudowaniach gospodarczych, na podwórkach, wysypiskach śmieci i gruzu, poboczach placów targowych zwierząt, otoczeniu miejsc kopcowania ziemniaków i innych okopowych, płytkich rowach przydrożnych, głównie w miejscach zasobnych w związki
azotu itp.
Ten wybitnie nitrofilny zespół ma wiele gatunków charakterystycznych:
komosa murowa Chenopodium murale L., k. mierzliwa Chenopodium vulvaria
L., bieluń dziędzierzawa Datura stramonium L., lulek czarny Hyoscyamus niger
L., ślaz zaniedbany Malva neglecta Wallr., ś. drobnokwiatowy Malva pusilla
Sm. i pokrzywa żegawka Urtica urens L., a wyróżniającymi są: komosa wielonasienna Chenopodium polyspermum L. oraz przymiotno kanadyjskie Conyza
canadensis (L.) Cronq.
W tym pionierskim zespole dominują przeważnie gatunki jednoroczne
i dwuletnie. Jego skład florystyczny jest ubogi i mało urozmaicony. Mała stabilność sprawia, ze pod wpływem zwiększenia żyzności, bądź zubożenia podłoża
i nasilenia wydeptywania, przekształca się w inne zespoły. Natomiast na skutek
porządkowania miejsc jego występowania zanika, co prowadzi w konsekwencji
do zmniejszania się jego areału.
Należy, obok Lolio-Plantaginetum, do najpospolitszych zespołów ruderalnych w środkowej Polsce.
Artemisio-Tanacetum vulgaris Br.-Bl. 1931 corr.1949 – Zespół bylicy
i wrotycza pospolitego.
Różne gatunki roślin, a szczególnie wysokie byliny, sprawiają, że w terenie
wyraźnie wyróżnia się spośród innych zbiorowisk ruderalnych.
Zbiorowisko zawierające w swym składzie florystycznym różne gatunki,
stwierdzane jest na trwałych siedliskach ruderalnych miejskich i wiejskich: rumowiskach, gruzowiskach, wysypiskach śmieci, przypłociach, przydrożach polnych, cmentarzach, nieużytkach, miedzach itd. Z tego wynika, że płaty tego
zespołu mogą rozwijać się na różnych siedliskach pod względem żyzności
261
i wilgotności. Dominuje w nich wrotycz zwyczajny (pospolity) Tanacetum vulgare L., który dzięki swej wysokości i obfitości, nadaje mu specyficzną fizjonomię. Wyróżnia się warstwowością i luźną budową. Interesującym jest występowanie w płatach zespołu wielu przedstawicieli roślin wijących się jak np. powój
polny Convolvulus arvensis L., rdestówka powojowa Fallopia convolvulus
(L.)Löve i różnych gatunków rodzaju wyka Vicia (wyka drobnokwiatowa V.
hirsuta (L.)S. F. Gray, w. wąskolistna V. angustifolia L. oraz w. czteronasienna
V. tetrasperma (L.)Schreber). Artemisio-Tanacetum vulgaris bywa zbiorowiskiem trwałym, utrzymującym się na tym samym miejscu przez kilka lat. Natomiast pozostawione przez dłuższy czas bez ingerencji przekształca się powoli
w zarośla z udziałem: dzikiego bzu czarnego Sambucus nigra L., klonu jesionolistnego Acer negundo L. oraz młodych wierzb i topoli, a w dalszych etapach
sukcesji w zbiorowisko leśne. Gatunki charakterystyczne zespołu to: bylica pospolita Artemisia vulgaris L.(opt.), lnica pospolita Linaria vulgaris Miller i wrotycz zwyczajny (pospolity)Tanacetum vulgare L.
W środkowej części Polski spotykany jest stosunkowo często na śmietnikach, gruzowiskach, przychaciach i przydrożach oraz cmentarzach i miedzach.
Leonuro-Ballotetum nigrae Slavn.1951 – Zespół serdecznika i mierznicy
czarnej.
Zespół stanowi przykład zbiorowiska ziołoroślowego, nitrofilnego, obserwowanego często na żyznych siedliskach grądowych, związanych z osadami
ludzkimi, (przychacia, przypłocia, śmietniki i kompostowniki), wzbogacone
odpadkami organicznymi, a także użyźnione przez zwierzęta domowe. Płaty tego
wybitnie nitrofilnego zespołu odznaczają się dość dużą zmiennością składu florystycznego. Jego gatunkami charakterystycznymi są: mierznica czarna Ballota
nigra L. i serdecznik pospolity Leonurus cardiaca L.; a wyróżniającymi: łopian
pajęczynowaty Arctium tomentosum Miller, bylica piołun Artemisia absinthium
L. i poziewnik miękkowłosy Galeopsis pubescens Besser.
W regionie łódzkim jest dość często obserwowany, głównie na wsiach
i w małych miasteczkach.
Lolio-Polygonetum arenastri Br.-Bl. 1930 em. Lohm.1975 – Zespół życicy
i rdestu równolistnego, wcześniej wymieniany pod nazwą Lolio-Plantaginetum
Beger 1932.
Zespół ma kosmopolityczny zasięg, spotykany w różnych strefach klimatycznych. Występuje również w całym kraju, z wyjątkiem wyższych położeń
górskich, szczególnie na terenach silnie wydeptywanych (ścieżkach, przydrożach, poboczach, podwórkach, boiskach sportowych, placach zabaw i innych
miejscach pozostających pod presją człowieka lub zwierząt). W składzie zbiorowiska występują taksony znoszące umiarkowane i silne wydeptywanie i rozjeżdżanie. Są to zwykle skupienia niskich roślin, tworzących zwarte darnie, które ze
względu na swój specyficzny wygląd i charakter można określić jako zbiorowiska dywanowe, zwane również „spadzichami”. W tym zespole stosunki wilgot-
262
nościowe oraz gleba (skład i pochodzenie) odgrywają mniejszą rolę. Są one
zazwyczaj dość zbite, mało przepuszczalne i zeutrofizowane. Zróżnicowanie
wewnętrzne zespołu to rezultat różnic siedliskowych oraz stopnia natężenia
oddziaływań człowieka i zwierząt. Gatunkami charakterystycznymi tego bardzo
rozpowszechnionego zespołu są: rumianek bezpromienny Chamomilla suaveolens (Pursh)Rydb. (Matricaria discoidea DC.), życica trwała (rajgras angielski)
Lolium perenne L., rdest równolistny Polygonum arenastrum Bor, a wyróżniającymi: tasznik pospolity Capsella bursa-pastoris (L.) Med. oraz babka większa
Plantago major L. Obecność wyżej wymienionych roślin w płatach zbiorowiska
przesądza o jego specyficznej fizjonomii.
Ubogi pod względem florystycznym zespół i podzespół jest wyjątkowo interesujący ekologicznie.
W Łodzi, miastach, miasteczkach i wsiach województwa łódzkiego jest
bardzo rozpowszechniony, podobnie jak i w całej Polsce.
Zespół wykazuje niewielkie zróżnicowanie wewnętrzne na niższe jednostki
syntaksonomiczne. Podzespół Lolio-Polygonetum puccinellietosum distantis R.
Tx. 1950 rozpowszechnił się w ostatnich latach skutkiem zwiększonego zasolenia podłoża wzdłuż dróg i ulic, w efekcie posypywania ich w okresie zimy solą.
Zbiorowiska segetalne
Zbiorowiska chwastów upraw zbóż jarych i ozimych
Zbiorowiska upraw zbożowych w typowy sposób wykształcają się w oziminach, gdyż w nich najczęściej występują gatunki charakterystyczne, natomiast
w jarych spotykane są rzadziej, a często ich miejsce zajmują chwasty właściwe
uprawom okopowych. Spowodowane jest to odmiennym rocznym cyklem rozwojowym, który w zbożach jarych ma charakter pośredni między zbożami ozimymi a uprawami okopowymi. Zespoły zbożowe mogą zatem występować
w dwu formach: typowej w oziminach oraz zubożałej w zbożach jarych (Siciński
1974, 2003; Warcholińska 1974; Warcholińska, Tyczkowska 2000; Wiśniewski
1978; Wnuk1988).
Uwarunkowania edaficzne (glebowe)
Zespoły zbożowe wykazują wyraźne zróżnicowanie związane z charakterem gleby. Jedne gatunki chwastów występują jedynie na glebach kwaśnych,
a inne tylko na obojętnych, bądź zasobnych w węglan wapnia.
Arnoserido-Scleranthetum (Chouard 1925) R. Tx 1937 – Zespół chłodka
drobnego i czerwca rocznego – o charakterze subatlantyckim występuje w zubożałej postaci w zachodniej i środkowej części kraju. Wykształca się na siedli-
263
skach boru mieszanego Pino-Quercetum (Querco roboris – Pinetum (W.
Mat.1981) J. Mat.1988) – kontynentalny bór mieszany). Jego płaty najlepiej
rozwijają się w uprawach zbóż ozimych, przede wszystkim żyta, na glebach
bardzo ubogich, mało urodzajnych i kwaśnych (pH 4,0–5,0, rzadziej 5,5). Wykazuje wewnętrzne zróżnicowanie, uwarunkowane czynnikami siedliskowymi
i antropogenicznymi
Zespół wyraźnie wyodrębniają następujące gatunki charakterystyczne i wyróżniające: chłodek drobny Arnoseris minima (L.) Schweigger et Koerte,
chroszcz nagołodygowy Teesdalia nudicaulis (L)R. Br., czerwiec roczny Scleranthus annuus L., sporek wiosenny Spergula morisonii Bor., kłosówka miękka
Holcus mollis L. i szczaw polny Rumex acetosella L.
W ostatnich latach nieraz w płatach wymienionego zespołu masowo pojawia się tomka oścista Anthoxantum aristatum Boiss.
Obserwuje się również obecność gatunków roślin z sąsiadujących zbiorowisk wydmowych – rzędu Corynephoretalia.
Papaveretum argemones (Libb.1932) Krusem. et Vlieg. 1939 – Zespół
maku piaskowego. Jest jednym z ciekawszych zespołów wśród zbiorowisk
chwastów upraw zbożowych. Występuje, poza lokalnie większymi obszarami,
niezbyt często na niewielkich i rozproszonych powierzchniach. Obserwowano go
głównie w uprawach żyta ozimego, choć sporadycznie również w uprawach
pszenicy. Wskazuje na siedliska dąbrów Potentillo albae-Quercetum Libb. 1933
– świetlista dąbrowa.
Odznacza się bogatym składem florystycznym. Jego gatunkami charakterystycznymi i wyróżniającymi są: mak piaskowy Papaver argemone L., mak wątpliwy Papaver dubium L., przetacznik bluszczykowaty Veronica hederifolia L.,
p. trójlistkowy V. triphyllos L., rzodkiewnik pospolity Arabidopsis thaliana (L.)
Heynh. i złoć łąkowa Gagea pratensis (Pers.) Dum..
Wyróżnia się bardzo wyraźnie zaznaczonym aspektem wczesnowiosennym.
Płaty tego zespołu na polach można obserwować dość często.
Vicietum tetraspermae (Krusem. et Vlieg.1939) Kornaś 1950 – Zespół wyki czteronasiennej.
Płaty jego należą do najczęściej występujących wśród upraw zbożowych
w Polsce, choć nie w całym kraju (północno-zachodnia część i tereny podgórskie). Spotykane są w uprawach zbóż ozimych, żyta, pszenicy i jęczmienia.
Rozwijają się w szerokim zakresie warunków siedliskowych – różne typy gleb
i skład mechaniczny. Ten zajmujący największą powierzchnię w środkowej
Polsce zespół wykazuje tutaj największą zmienność pod względem florystycznym i ekologicznym, a co za tym idzie zróżnicowanie na niższe jednostki syntaksonomiczne (podzespół, wariant, facja itd.).
Spośród gatunków charakterystycznych zespołu na szczególna uwagę zasługuje wyka czteronasienna Vicia tetrasperma (L.)Schreber, przywiązana do tej
fitocenozy oraz stokłosa żytnia Bromus secalinus L. – dobry gatunek diagno-
264
styczny, rzadko notowany ze względu na stosowanie do siewu kwalifikowanego
ziarna. Inne gatunki, przywiązane regionalnie lub lokalnie do tego zespołu, mogą
być gatunkami charakterystycznymi lub wyróżniającymi.
Mając szeroką skalę wymagań edaficznych, charakteryzuje się niską specjalizacją. ekologiczną.
Na obszarze środkowej Polski w płodozmianie zastępowany jest przez
Echinochloo-Setarietum.
Zbiorowiska chwastów upraw okopowych
Digitarietum ischaemi R. Tx. et Prsg. (1942) 1950 – Zespół palusznika nitkowatego
Płaty tego zespołu spotyka się głównie w uprawach ziemniaków, ale także
kukurydzy, łubinu i tytoniu. Częściej są notowane w zachodniej i północnej,
a rzadziej w środkowej części kraju, ze względu na atlantycki charakter. Występuje zwykle na siedliskach ubogich, o odczynie wybitnie kwaśnym, na glebach
kompleksu żytniego słabego oraz żytnio-łubinowego. Jego niewielkie powierzchnie sąsiadują zazwyczaj z borami i zagajnikami sosnowymi. Gatunkami
charakterystycznymi omawianego zespołu są: palusznik nitkowaty Digitaria
ischaemum (Schreber)Mühl., od którego pochodzi jego nazwa, a także włośnica
zielona (dziki ber) Setaria viridis (L.)P.B. Skład florystyczny zespołu jest ubogi.
Obserwowany bywa na polach uprawnych, gdzie w zbożu notowano ArnoseridoScleranthetum i go zastępuje w płodozmianie.
Echinochloo-Setarietum Krusem. et Vlieg. (1939) 1940 (= SperguloEchinochloëtum R. Tx.1959) – Zespół chwastnicy jednostronnej i włośnicy
zielonej.
Zbiorowisko to należy do najczęściej notowanych w naszym kraju,
w uprawach okopowych, a także innych, mających podobną rytmikę rozwojową
oraz strukturę (ziemniaki, buraki pastewne i cukrowe; polowe uprawy warzyw,
kukurydzy zwyczajnej i inne). Gatunki charakterystyczne zespołu, jak: chwastnica jednotronna (kurze proso) Echinochloa crus-galli (L.)P.B., palusznik krwawy
(seroczeń) Digitaria sanguinalis (L.)Scop., włośnica sina (brzyca) Setaria pumila (Poir.) Schultes, żółtlica drobnokwiatowa Galinsoga parviflora Cav. i ż. włochata (owłosiona) Galinsoga ciliata (Rafin.) S. F. Blake, osiągające w płatach
zazwyczaj wysokie stopnie pokrycia i klasy stałości, dobrze wyróżniają tę agrofitocenozę. Godnym odnotowania jest także znaczny udział gatunków: Ch. SecaliVioletalia arvensis: rzodkiew świrzepa Raphanus raphanistrum L., chaber bławatek Centaurea cyanus L., fiołek polny Viola arvensis Murray, itd. oraz Ch.
Rudero-Secalietea: komosa biała (lebioda), Chenopodium album L., perz właściwy Elymus repens (L.) Gould, ostrożeń polny Cirsium arvense L.(Scop.),
powój polny Convolvulus arvensis L. i inne, będące wysokim okazami, często
265
wyrastającymi ponad rośliny uprawne. To one nadają określoną fizjonomię płatom zbiorowiska. Również działalność człowieka (nawożenie naturalne i mineralne, zabiegi pielęgnacyjne – pielenie oraz stosowanie środków ochrony roślin)
w znacznym stopniu wpływa na jego ostateczny wygląd. Zachwaszczenie wtórne, po wykonanych pieleniach, przypada na okres – krótko przed zbiorami (październik). Panującym typem biologicznym w omawianym zespole są terofity.
Jego płaty wykształcają się zwykle na siedliskach pogrądowych.
Podobnie jak w kraju, tak i na polach środkowej Polski należy do najczęstszych zbiorowisk okopowych.
Wyróżniany przez niektórych autorów Galinsogo-Setarietum (R. Tx. et
Beck.1942) R.Tx.1950, występujący w ogródkach przydomowych, działkowych
oraz przyzagrodowych, na glebach żyznych i wilgotnych, bardzo bogatych
w azot, jest prawdopodobnie facją Echinochloo-Setarietum, przy znacznym
udziale żółtlicy włochatej (owłosionej) Galinsoga ciliata (Rafin.) S. F. Blake
i żółtlicy drobnokwiatowej G. parviflora Cav.
Roślinność rzeczywista to taka, która w określonym przedziale czasowym
występowała lub aktualnie występuje w obszarze jakiejś wsi lub miasteczka,
wśród zabudowań, na rynku, cmentarzu oraz na polach w ich sąsiedztwie .
Wyobraźmy sobie sytuację, że ustała nagle wszelka działalność człowieka
na tym obszarze. Wówczas mielibyśmy do czynienia z potencjalną roślinnością
naturalną. Byłaby ona rezultatem działania sił przyrody, miałaby charakter
naturalny i odpowiadałaby warunkom klimatycznym oraz glebowym. W pewnym stopniu byłaby ona zbliżona do roślinności pierwotnej występującej tu przed
pojawieniem się pierwszych osadników, ale nieco inna, bo działalność wielu
pokoleń ludzkich zmieniła w znacznym stopniu warunki siedliskowe. Powstałby
tu przede wszystkim zbiorowiska leśne i zaroślowe. To tylko przypuszczenia,
jakiej przemianie uległaby roślinność. Pofantazjować można!
Szata roślinna to ogół gatunków i zbiorowisk roślinnych występujących
na określonym obszarze, na które składają się zarówno flora, jak i roślinność.
Zatem, chcąc przedstawić jej całość należałoby wymienić wszystkie gatunki
roślin oraz zbiorowiska roślinne odnotowane na badanym obszarze – w tym
przypadku określonych wsi lub miasteczek. Ona stanowi najistotniejszy element
krajobrazu, a w nim najbardziej zauważalne drzewa.
Flora i zespoły synantropijne w ostatnich latach ulegają gwałtownym przemianom, powodowane ogólnymi zmianami gospodarczymi. Zanik tradycyjnych
sposobów hodowli zwierząt gospodarczych oraz porządkowanie wsi i miasteczek
(układanie chodników, betonowanie podwórek itd.) przyczynia się do kurczenia
bądź eliminacji wyspecjalizowanych zbiorowisk roślinnych, rozwijających się
wcześniej w sąsiedztwie obór, domostw i podwórek.
Podobne zjawisko, i również na ogromną skalę, ma miejsce na polach
uprawnych. Na skutek zmian technik uprawy roli i roślin, a głównie ze względu
na powszechne stosowanie oczyszczonego materiału siewnego oraz środków
266
ochrony roślin – herbicydów, doszło do wyjątkowo szybkiego zaniku tzw. „starych towarzyszy roślin uprawnych”, jak mak polny Papaver rhoeas L., kąkol
polny Agrostemma githago L., chaber bławatek Centaurea cyanus L. i wielu
innych. Zmienił się koloryt pól. Wielobarwne łany zbóż zastąpiła monotonna
zieleń..
Względna równowaga wewnętrzna naszych zbiorowisk synantropijnych,
ustalona w okresie wielu wieków ich rozwoju, przy nieznacznej zmieniającej się
ingerencji człowieka, w pewnym okresie uległa gwałtownym zmianom. Zbiorowiska chwastów upraw polnych, powstałe i istniejące dzięki działalności człowieka, zagrożone są w swoim istnieniu przez tę działalność.
Wielu badaczy krajowych i zagranicznych zbiorowisk segetalnych proponuje ochronę rzadkich i zagrożonych wyginięciem chwastów w poletkach ogrodów botanicznych, skansenów oraz tworzenia agrorezerwatów.
Ochrona przyrody
Rzeczpospolita Polska strzeże niepodległości i nienaruszalności swojego terytorium, zapewnia wolności prawa człowieka i obywatela oraz bezpieczeństwo
obywateli, strzeże dziedzictwa narodowego oraz zapewnia ochronę środowiska,
kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju.(Konstytucja RP z 02.04.1997 r.
(Dz.U.97.78.483, Art.5).
Ochrona przyrody w Polsce polega na zachowaniu, zrównoważonym użytkowaniu oraz odnawianiu zasobów, tworów i składników przyrody: dziko występujących roślin, zwierząt i grzybów objętych ochroną gatunkową; siedlisk
przyrodniczych; siedlisk zagrożonych wyginięciem, rzadkich i chronionych
gatunków roślin, zwierząt i grzybów; tworów przyrody żywej i nieożywionej
oraz kopalnych szczątków roślin i zwierząt; krajobrazu; zieleni w miastach
i wsiach oraz zadrzewień (Ustawa z 16.04.2004 r. o ochronie przyrody, Art.
2.1.).
W/w ustawa wyróżnia 10 form ochrony przyrody, w tym formy obszarowe
– 5 (parki narodowe, rezerwaty przyrody, parki krajobrazowe, obszary chronionego krajobrazu i obszary Natura 2000), składające się na krajowy system obszarów chronionych; formy obiektowe w drodze uznania – 4 (pomniki przyrody,
stanowiska dokumentacyjne przyrody nieożywionej, użytki ekologiczne i zespoły przyrodniczo-krajobrazowe) oraz ochronę gatunkową roślin, grzybów i zwierząt.
Ochrona gatunkowa ma na celu zapewnienie przetrwania i właściwego stanu ochrony dziko występujących roślin, zwierząt i grzybów oraz ich siedlisk,
gatunków rzadko występujących, endemicznych, podatnych na zagrożenia
i zagrożonych wyginięciem oraz objętych ochroną na podstawie umów międzynarodowych, a także zachowanie różnorodności gatunkowej i genetycznej. Ta
forma ochrony spełnia ważną funkcję wychowawczą, kształtując świadomość
267
ekologiczną społeczeństwa. Zapobiega niszczeniu roślin narażonych na bezpośrednie działania człowieka (wyjątkowej urody, wczesnowiosenne, zimotrwałe,
lecznicze itp.).
Przedstawiciele flory, zbiorowiska roślinne, a zatem szata roślinna odgrywały, odgrywają i zapewne nadal będą spełniały ważną rolę w życiu człowieka.
Uprawy zbóż, okopowych i roślin przemysłowych oraz warzyw zapewniają
wyżywienie człowieka. Z wielu roślin robiono odzież (len, konopie).W wielu
chorobach były i są bardzo przydatne liczne rośliny lecznicze. Trudno wyobrazić
sobie wyżywienie zwierząt udomowionych bez paszy z łąk i pól.
Las dostarczał i nadal dostarcza wysokiej jakości budulca dla różnych celów i drewna na potrzeby ogrzewania, owoców i grzybów.
Rośliny wypełniają wszystkie wolne miejsca, rosnąc na poboczach dróg,
gruzowiskach, śmietnikach, nieużytkach, zakrywając owe brzydkie miejsca.
Zapobiegają erozji wodnej i wietrznej. Mają różne kolory i zapachy.
Tych kilka przykładów wystarczy, aby uświadomić sobie wielką rolę poszczególnych gatunków oraz zbiorowisk roślinnych, jaką spełniają w życiu
człowieka oraz w przyrodzie. To wystarczające powody, aby innymi oczyma
spojrzeć na szatę roślinną, która jest jednym z istotniejszych elementów ojczystego krajobrazu.
Obiekty chronione można spotkać w sąsiedztwie wsi i miasteczek, spełniając ważną rolę w ochronie przyrody i krajobrazu, zapewniając jego przetrwanie
przyszłym pokoleniom i stąd ich rola jest niezmiernie istotna.
Morris mówił: „Szata zewnętrzna kraju jest własnością ogółu i ktokolwiek
ją szpeci, jest wrogiem publicznego porządku”, a wybitny myśliciel i wychowawca J. Ruskin pisał: „ Krajobraz jest ukochanym obliczem matki Ojczyzny.
Im piękniejszy jego widok, tym silniej kochać będziemy Ojczyznę, której jest on
obrazem”...
Literatura uzupełniająca:
Czyżewska K., 1992, Syntaksonomia śródlądowych, pionierskich muraw napiaskowych.
Monographiae Botaniceae 74: 1-174.
Kucharski L.,1999, Szata roślinna łąk Polski Środkowej i jej zmiany w XX stuleciu. Wyd.
Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź.
Kornaś J., 1972, Zespoły synantropijne [W:] W. Szafer, K. Zarzycki (red.) Szata roślinna
Polski. I, PWN, Warszawa,442–463.
Kurowski J.K., 1979, Bory i lasy z antropogenicznie wprowadzoną sosną w dorzeczu Pilicy
i Warty. Acta Univ. Lodz., Zesz. Nauk UŁ, ser. II, 29: 1-156.
Kurowski J.K. (red.), 2009, Szata roślinna Polski środkowej. Towarzystwo Ochrony Krajobrazu, Wyd. Eko-Graf, Łódź, 1-236.
Matuszkiewicz W., 2007, Przewodnik do oznaczania zbiorowisk roślinnych Polski. Wyd.
Nauk. PWN, Warszawa, 1-537.
Mowszowicz J., 1978, Conspectus florae Poloniae Medianae (plantae vasculares).Przegląd
flory Polski Środkowej (rośliny naczyniowe). Wyd. UŁ, Łódź.
Olaczek R., 1971, Nasza przyroda – przewodnik po województwie łódzkim. Liga Ochrony
Przyrody, Warszawa, 1-223.
268
Pawłowski B., 1972.Skład i budowa zbiorowisk roślinnych oraz metody ich badania [W:] W.
Szafer, K. Zarzycki (red.) Szata roślinna Polski. I, PWN, Warszawa, 237–269.
Siciński J. T., 1974, Zbiorowiska segetalne Kotliny Szczercowskiej (Widawskiej). Acta Agrobot. 27,2: 5-94.
Siciński J. T., 1980, Flora.(W:) Województwo sieradzkie. Uniwersytet Łódzki i Urząd Wojewódzki w Sieradzu, Łódź–Sieradz.
Siciński J. T., 2003, Agrofitocenozy dorzecza środkowej Warty i Bzury – stan, dynamika
i zagrożenia. Wyd. UŁ., Łódź, 1-70.
Sowa R., 1971, Flora i roślinne zbiorowiska ruderalne na obszarze województwa łódzkiego ze
szczególnym uwzględnieniem miast i miasteczek. Wyd. UŁ, Łódź. 1- 282.
Sowa R., 1999, Flora synantropijna Praszki [W:] T. Krzemiński (red.) Nad górną Prosną.
Monografia Praszki. Wyd. UŁ, Łódź, 171-180.
Sowa R., Siciński J. T., 1982, Flora synantropijna Szczercowa. Spraw. z Czynności i Posiedz.
Nauk, ŁTN, 36(1):1-5.
Warcholińska A. U., 1974, Zbiorowiska chwastów segetalnych Równiny Piotrkowskiej i jej
współczesne przemiany w związku z intensyfikacją rolnictwa (Mezoregion Nizin Środkowopolskich). Acta Agrobot. 27, 2:94-194.
Warcholińska A. U., Tyszkowska A., 2000, Flora segetalna Nieborowa. Acta Univ. Lodz.,
Folia bot. 15: 49-67.
Wiśniewski J., 1978, O zmianach zachwaszczenia upraw roślin okopowych i warzywnych
w wybranych stanowiskach na obszarze Polski Środkowej. Acta Univ. Lodz. Zesz. Nauk. UŁ,
ser. II, 20:85-122.
Wnuk Z. 1988, Zbiorowiska segetalne Wyżyny Częstochowskiej na tle zbiorowisk segetalnych
Polski. Zesz. Nauk. AR im. H. Kołłątaja w Krakowie, Rozprawy habil. 125:1-34.
Summary
Villages and small towns are usually surrounded by gardens and crop fields.
These areas are associated with the flora and synanthropic vegetation that have
appeared as a result of natural communities (mostly forest ones) having been
destroyed by Man.
Small towns are associated with ruderal (Latin ruderus – rubble, ruins)
communities occurring spontaneously at household buildings, domesticated
animal farming places, and transport routes. Such strongly human impacted areas, specific plants, mostly non-indigenous ones (anthropophytes), are invaded
despite human effort, taking advantage of habitats that are overfertilized, mainly
with nitrogen compounds.
On the other hand, gardens and crop fields are colonized by segetal (Latin
seges – crop, plough-field) communities, which are associated with crop fields,
root crop fields, and industrially used plants. Crop fields, usually of single species, are invaded by alien species – weeds, whose spreading crop farmers try to
prevent with various methods. Both types of habitats have common features, and
the most important of them is soil rich in various nitrogen, phosphorus and potassium compounds. These areas are colonized by vegetation of a nitrophilous character.
It is paradoxical that communities created by Man are now most threatened
by his activity.
269
Wiatrak w Siemkowicach k. Pajęczna pośród zbiorowisk segetalnych
(fot. Jan T. Siciński)
270
Strach polny wśród upraw polnych w Izydorowie k. Widawy (powiat łaski)
(fot. Jan T. Siciński)
271
Monika Mularska-Kucharek
Uniwersytet Łódzki
Korzyści z zaufania społecznego
Problematyka zaufania od wielu lat stanowi przedmiot zainteresowania nauk społecznych. Przegląd literatury dotyczącej zaufania potwierdza przekonanie,
że wspomnianym zjawiskiem świadomościowym zajmują się przedstawiciele
różnych dyscyplin naukowych: psychologowie, filozofowie, etycy, pedagodzy
i oczywiści socjolodzy. Sam zaś termin „zaufanie” definiować można wielopłaszczyznowo.
W kategoriach psychologicznych zaufanie rozumiane jest m.in. jako „całkowite zawierzenie komuś, wiara w kogoś; ufność. A człowiek zaufany to taki,
na którym można polegać, któremu się ufa; pewny (Słownik Języka Polskiego
2002) Zaufanie można również postrzegać jako swoistego rodzaju kalkulację
(Coleman 1990, Hardin 2002), efekt prawidłowej socjalizacji (Uslaner 2002),
czy społecznego uczenia się (Bandura 2007) Inni badacze proponują pojmować
zaufanie w kategoriach zakładu w sytuacji niepewności (Uslaner 2002, Sztompka
2007). Zdaniem P. Sztompki (2007, s. 70) „zaufanie jest zakładem podejmowanym na temat niepewnych, przyszłych działań innych ludzi.” Polega na zawierzeniu, natomiast nieufność – jest po prostu podejrzliwością (Covey 2009).
Nieco inne rozumienie zaufania prezentuje F. Fukuyama. Jego zdaniem
„…zaufanie to mechanizm oparty na założeniu, że innych członków danej społeczności cechuje uczciwe i kooperatywne zachowanie oparte na wyznawanych
normach” (1997, s. 38). Jak twierdzi jeden z niemieckich ekspertów z dziedziny
zarządzania „ zaufanie stanowi skuteczniejszą kontrolę niż jakikolwiek system
kontrolny. Zaufanie tworzy większą wartość niż jakakolwiek wartościowa koncepcja zarządzania” (Sprenger 2009, s. 7).
A zatem, zaufanie ma także wartość pragmatyczną. Definiuje się je wówczas jako „nieformalną normę”, która zmniejsza koszty ekonomicznej transakcji,
czyli koszty kontroli, zawierania kontraktów, rozsądzania sporów i egzekwowania formalnych porozumień (Inglehart 1997). Wiele wskazuje na to, że ma postać
wartości zdeterminowanej kulturowo ponieważ jest „dziedziczone” (Putnam
1995, Fukuyama 1997, Guiso, Sapienza, Zingales 2008)
Oznacza to, że poziom zaufania społecznego jest względnie trwałą cechą
każdego społeczeństwa i stanowi odbicie jego historycznych doświadczeń. Jak
twierdzi, Inglehart (1997) społeczeństwa stabilne, które cechują się pewnością
i przewidywalnością sytuacji, stabilnymi i przestrzeganymi regułami prawnymi,
moralnymi i zwyczajowymi, charakteryzują się wysokim poziomem zaufania.
A zatem, zaufanie zależy w dużej mierze od tego, czego Polacy nie potrafili
wypracować ze względu na szczególne doświadczenia historyczne ostatnich
dwustu lat. Wśród tych negatywnych doświadczeń szczególne miejsce zajmuje
okres komunizmu, którego atrybutem stała się bierność, apatia, ucieczka obywateli w prywatność, atomizacja społeczna i ostry podział „władza – społeczeństwo”, a tym samym rozbicie „miękkich” więzi społecznych z zaufaniem na
czele. Jednakże, istotnym ogniskiem zapalnym jeśli chodzi o zaufanie jest nie
tylko dziedzictwo komunizmu, ale także trauma postkomunistyczna. Jak wiadomo, zmiany nagłe, niespodziewane, głębokie i o szerokim zakresie są z definicji
traumatogenne, nawet jeśli ze swej natury mają charakter pozytywny. Społeczeństwo wybijane jest bowiem z rutyny, co powoduje rozchwianie we wszystkich
sferach życia. Dotyczy to między innymi znajomości i zrozumiałości świata,
chaosu normatywnego, spadku poziomu bezpieczeństwa ontologicznego, przewidywalności sytuacji, zatraceniu więzi społecznych czy wreszcie kryzysu zaufania.
Zdaniem wielu badaczy kluczem do uporania się z komunistyczną spuścizną i do odbudowania zniszczonych więzi społecznych jest wzrost zaufania do
systemu politycznego, jego instytucji i klasy politycznej. Jest to warunek konieczny do stopniowego ukształtowania się zaufania, jako normy kulturowej
(Miszalska 2004). Biorąc jednak pod uwagę fakt, że w przypadku społeczeństwa
polskiego od wielu lat mamy do czynienia z wysokim poziomem nieufności
w stosunku do wyżej wymienionych adresatów zaufania, jego odbudowa wydaje
się być dość trudna. Osobliwością Polaków jest, zatem niski poziom zaufania
społecznego, co wielokrotnie potwierdzają przeprowadzone badania (CBOS
2002, Frykowski 2003, Fedyszak-Radziejowska 2006, CBOS 2007, CBOS 2008,
CBOS 2010). Na wysokim poziomie utrzymuje się przede wszystkim zaufanie
w sferze prywatnej. Niestety, ten typ zaufania nie rokuje zbyt dobrze, ponieważ
ogranicza się do współpracy tylko z tymi, którzy należą do tego prywatnego
świata. Zaufanie spełni swoje funkcje, jeśli wykroczy poza granice grupy i przyczyni się do budowania więzi międzyludzkiej także z tymi, których nie znamy.
Tylko w takiej sytuacji ludzie są w stanie współpracować na rzecz swojej lokalnej społeczności, podejmować różnego rodzaju akcje społeczne, rozwiązywać
lokalne problemy czy też przyczyniać się do poprawy funkcjonowania systemu
społecznego, politycznego, gospodarczego. A ma to szczególne znaczenie
w sytuacji zmian i niepewności! Takim okolicznościom, bez wątpienia towarzyszy poczucie lęku o przyszłość, o powodzenie podejmowanych działań,
o współpracę z anonimowymi ludźmi itp. Jeśli założymy, że działania innych
będą miały dla nas charakter negatywny możemy nie zdecydować się na zmiany
albo uczestniczyć w nich w sposób bierny. A zatem, „aby aktywnie i konstruktywnie zmierzyć się z przyszłością, musimy okazywać zaufanie: politycy muszą
ufać w skuteczność dla proponowanych przez siebie strategii, (…) wynalazcy
muszą ufać w niezawodność i użyteczność swoich nowych produktów, a zwy-
273
czajni ludzie muszą ufać tym wszystkim, którzy angażują się w działania reprezentacyjne, występując w obszarach władzy politycznej, gospodarki, techniki,
nauki i etc. (Sztompka, 2007, s. 45–46)
Powyższe słowa Sztompki nabierają znaczenia w kontekście rozważań nad
społecznościami wiejskimi, przed którymi szereg wyzwań i modernizacji.
W związku z członkowstwem w Unii Europejskiej rolnictwo polskie wymaga
głębokich zmian strukturalnych zarówno w zakresie samej produkcji rolnej, jak
w wielkości gospodarstw, infrastruktury instytucjonalnej, struktur demograficznych, przestrzennych, ale także mentalności mieszkańców wsi. Społecznościom
wiejskim potrzeba, zatem zaufania, które w takich warunkach jest niezbędną
strategią działania gwarantującą, przynajmniej w pewnym zakresie, spokój
i bezpieczeństwo (Beck, 2004). Potrzeba kultury zaufania, gdyż sprzyja ona
otwartym, innowacyjnym i spontanicznym działaniom, wpływa pozytywnie na
budowanie więzi społecznych, kształtuje podmiotowość społeczeństwa i jego
zdolność do mobilizacji, aktywności i samoprzekształcania się (Sztompka 2002).
Zaufanie staje się zatem niezbędnym zasobem pozwalającym poradzić sobie ze zmiennością życia społecznego! Tym bardziej, że jest ono wkomponowane w struktury polityczne, ekonomiczne i społeczne.
„Polityczne korzyści większego zaufania polegają na wzmacnianiu stabilności systemu społecznego i legitymizacji klasy rządzącej” (Domański 2009, s.
143). Zdaniem P. Paxton (1999) wysoki poziom zaufania społecznego jest niezmiernie ważny w systemie demokratycznym, gdyż jednostki muszą powierzyć
władze w ręce „ludu”. Zaufanie do tych, którzy reprezentują społeczeństwo jest
istotnym czynnikiem kształtowania decyzji wyborczych. Według Ingleharta
(1999) istnieje nierozerwalny związek zaufania ze stabilnym i trwałym systemem
demokratycznym. Dlatego też można powiedzieć, że zaufanie społeczne kształtując postawy obywatelskie stanowi ważny element kultury politycznej. Innymi
słowy mówiąc, wysoki poziom zaufania społecznego ma istotne znaczenie dla
ugruntowywania wartości demokratycznych, przyczynia się do stabilności
i trwałości systemu politycznego, społecznego i gospodarczego.
Zaufanie ma również wymiar ekonomiczny. Dowodzi tego Francis Fukuyama w książce „Zaufanie. Kapitał społeczny a droga do dobrobytu”, w której
rozwija tezę, że dobrobyt danego kraju, jego zdolność do rywalizacji są uzależnione od poziomu zaufania w danym społeczeństwie. Zaufanie, jak zostało to już
zaznaczone, ma w tym ujęciu wartość pragmatyczną. Potwierdza to zdecydowanie amerykański laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, Douglass North,
który twierdzi, że źródłem zarówno historycznej stagnacji, jak i obecnego niedorozwoju krajów Trzeciego Świata jest niezdolność społeczeństw do stworzenia
warunków obniżających koszty transakcji. (za: Zack, Knack 2000) Nie dziwi
zatem fakt, że zaufanie coraz częściej stanowi przedmiot analiz także w świecie
biznesu. W tym kontekście jest ono postrzegane jako coś obliczalnego i staje się
elementem racjonalnej polityki przedsiębiorstw. W jednej ze swoich książek
Sprenger udowadnia, że po pierwsze: zaufanie jest głównym czynnikiem liczącym się w przedsiębiorstwie, po drugie, że stanowi podstawę w relacjach menedżer – współpracownicy i po trzecie, iż zaufanie prowadzi do uzyskania wartości, które bez niego pozostają nieosiągalne (Sprenger 2007).
Reasumując, zaufanie społeczne przynosi korzyści nie tylko w polityce
i ekonomii ale także w życiu codziennym. Ufając innym mamy poczucie bezpieczeństwa i swoistego komfortu psychicznego. „Czujemy się wszyscy lepiej,
pewniej, bezpieczniej, odnosimy się do innych z tolerancją, otwartością, życzliwością, uśmiechamy się do ludzi na ulicy – a rządzący, przeniknięci duchem
consensusu, wzajemnego zrozumienia i współpracy w imię dobra wspólnego,
uśmiechają się do nas z ekranów telewizorów” (Sztompka 2008, s. 24).
A wszystko dlatego, że w kulturze zaufania dominują zakłady o pozytywnym
przebiegu ewentualnych relacji interpersonalnych.
Biorąc zatem pod uwagę korzyści płynące z zaufania społecznego, zarówno
w odniesieniu do sfery politycznej, ekonomicznej jak i codziennego życia, bez
wątpienia należy o nie zabiegać. Tym bardziej, że jak się okazuje społeczeństwo
polskie cierpi na jego deficyt. „Według porównawczych danych europejskich
Polacy od wielu lat zajmują najniższe miejsca w rankingach, a tzw. uogólnione
zaufanie jest u nas trzykrotnie niższe niż przeciętne w UE i sześciokrotnie niższe
niż w krajach o najwyższych wskaźnikach (Halamska 2008). Według danych
ESS 2002/2003 Polska znalazła się na przedostatnim miejscu, jeśli chodzi
o poziom zaufania społecznego w krajach europejskich. Miejsca sąsiednie zajęły
inne kraje post-socjalistyczne, takie jak Czechy, Węgry, Portugalia, Słowenia
i Grecja, która miała najniższy poziom zaufania społecznego. Ranking otwierały
natomiast państwa skandynawskie, takie jak Dania, Norwegia, Finlandia. Przeprowadzone kilka lat później badania dały podobny obraz zaufania społecznego.
Polska znalazła się wówczas na czwartym miejscu od końca. Najniższy poziom
zaufania społecznego odnotowano w takich krajach jak, Bułgaria, Rosja i Ukraina, a najwyższy ponownie w krajach skandynawskich (ESS 2006/2007).
Badania przeprowadzane przez polskie ośrodki badawcze również potwierdzają tezę o niskim poziomie zaufania w Polsce. Wskaźnik wzajemnego zaufania
w społeczeństwie polskim, wyrażony pytaniem „ czy zdaniem P. większości
ludzi można ufać” – u progu transformacji wynosił 35% i był na poziomie progu
dla rozwiniętych społeczeństw zachodnich spadając w roku 2006 do 16%. Kolejne badania, z roku 2002 pokazały, że wskaźnik ten nieznacznie wzrósł i wynosił
19, 7%, nadal jednak pozostawał bardzo niski. Zdecydowana większość Polaków
(79%) była wówczas zdania, że „ w stosunkach z innymi ludźmi trzeba być
ostrożnym. (CBOS, 2002) W latach kolejnych, czyli 2002–2006 dało się zauważyć stabilność poglądów odnośnie ogólnego poziomu zaufania. W ciągu ostatnich kilku lat nastąpiła zmiana i liczba osób nieufnych zmniejszyła się (zmiana
na poziome 7 punktów procentowych), a deklarujących zaufanie wzrosła. Według badań ze stycznia 2008 z opinią, że „większości ludzi można zaufać”
275
(CBOS 2008) zgadza się 26% badanej populacji. Odmiennego zdania jest 72%
badanych. Oznacza to, że zdecydowana większość dorosłych Polaków opowiada
się za przekonaniem, że „ w stosunkach z innymi trzeba być bardzo ostrożnym”.
Identyczne wyniki uzyskano badając zaufanie społeczne Polaków na początku
roku 2010 (CBOS 2010).
Okazuje się, że postawa uogólnionej podejrzliwości i nieufności jest bardziej typowa dla ludzi o niższym statusie społecznym, mieszkańców wsi i małych miast niż osób mieszkających w większych środowiskach miejskich. (CBOS
2002, 2004, 2007, 2010) Przeczy to klasycznym teoriom i wynikom badań
w społeczeństwach zachodnich, które potwierdzają tezę, że zbiorowości tradycyjne uważane są za ostoję życia wspólnotowego. W sytuacji polskiej wsi na tak
niski poziom zaufania społecznego złożyło się wiele czynników historycznych
(patologizacja lokalnych układów wiedzy, ekonomiczna degradacja społeczności
wiejskiej, utrata poczucia bezpieczeństwa), które pokutują po dzień dzisiejszy.
Bo, jeśli "zaufanie to mechanizm oparty na założeniu, że innych członków danej
społeczności cechuje uczciwe i kooperatywne zachowanie oparte na wyznawanych normach" (Fukuyama 1997, s. 38) to szereg wydarzeń historycznych, które
stały się udziałem polskiej wsi sprzyja budowaniu raczej kultury nieufności niż
kultury zaufania. Podobnie rzecz się ma w przypadku badanej społeczności!1
Jak wynika z uzyskanych danych, zgeneralizowany poziom zaufania
mieszkańców terenów wiejskich województwa łódzkiego jest relatywnie niski.
Większość badanych (58%) jest zdania, że w kontaktach z innymi ludźmi należy
być ostrożnym, ponad 30% badanej populacji przyznaje, że – ogólnie rzecz biorąc – większości ludzi można ufać.
Wyniki te są bardziej optymistyczne niż dane pochodzące z Diagnozy społecznej 2007, gdzie zaufanie na wsi wynosi prawie 13% i jest nieznacznie wyższe niż w mieście. Przeprowadzone w podobnym czasie badanie CBOS-u pokazuje jeszcze inny wynik poziomu zaufania społecznego. Według tych danych
ponad trzy czwarte ankietowanych (79%) uważa, że w stosunkach z innymi
ludźmi należy być ostrożnym, tylko jedna piąta jest zdania, że większości ludzi
można zaufać. Z tą pierwszą opinią częściej zgadzają się mieszkańcy wsi i małych miast, z drugą natomiast osoby mieszkające w większych środowiskach.
(CBOS 2006) Tegoroczne badania dotyczące zaufania społecznego dają podobny
obraz zgeneralizowanego zaufania Polaków. Nadal zdecydowana większość
ankietowanych opowiada się za zachowaniem ostrożności w relacjach z innymi
ludźmi. W porównaniu z latami ubiegłymi, osób tych jest jednak nieco mniej
(72%). Zwolennicy zaufania do większości ludzi stanowią 26%, czyli o 7% więcej niż w roku 2006. Wśród najbardziej nieufnych wymienia się osoby z wy__________
1
Analizowane dane empiryczne uzyskano w latach 2005–2006 realizując projekt badawczy (nr 1 H 02 E 06027) finansowany przez Komitet Badań Naukowych – „Kapitał społeczny
i partycypacja obywatelska a rozwój gospodarczy na obszarach wiejskich województwa łódzkiego” Badan zbiorowość jest próbą reprezentatywną (N=977).
kształceniem zawodowym i podstawowym, mieszkańców wsi, robotników niewykwalifikowanych i rolników, emerytów, osoby o niskich dochodach a także
tych, którzy negatywnie oceniają swoją sytuacje materialną. (CBOS 2010)
Podstawowa konkluzja odnośnie porównywania wyżej zaprezentowanych
wyników badań sprowadza się do stwierdzenia, że w małych społecznościach
lokalnych mamy do czynienia raczej z kulturą nieufności niż zaufania! Dominuje, zatem zasada rozpowszechnionej i uogólnionej podejrzliwości, a system reguł
dotyczących zaufania i wiarygodności istnieje w ograniczonym stopniu. Potwierdzeniem tego jest atrofia norm moralnych, na co zwraca uwagę Lucjan
Kocik (Kocik 2002). Okazuje się, że w społeczności wiejskiej mamy do czynienia z „zanikaniem koherentnego systemu wartości i norm społecznych bezapelacyjnie uznawanych i przestrzeganych przez wszystkich mieszkańców danej wsi,
co skutkuje nie tylko stosunkowo niskim poziomem aprobaty owych norm, ale
coraz to powszechniejszym permisywizmem, relatywizmem, czy też wybiórczym akceptowaniem norm społecznych”. (Mularska 2008) W obliczu tak niskiej
akceptacji norm budujących zaufanie społeczne (lojalności, wzajemności, prawdomówności itp.) trudno się dziwić, że zdecydowana większość badanych wskazuje na zachowanie ostrożności w swoich działaniach. Przecież, jak pisze Fukuyama „zaufanie to mechanizm, oparty na założeniu, że innych członków danej
społeczności cechuje uczciwe i kooperatywne zachowanie oparte na wspólnie
wyznawanych normach etycznych.” (Fukuyama 1997, s. 38) Mając jednak świadomość istniejącej miniaturyzacji społeczno-moralnej trudno być może założyć,
że potencjalny partner interakcji okaże się osobą wiarygodną, lojalną, czyli godną zaufania.
Stabilność normatywna odgrywa, bowiem istotna rolę w generowaniu zaufania. Zdaniem Sztompki (2002, s. 318), „jeśli system reguł społecznych wskazujących pożądane cele i właściwe środki działań ludzkich jest dobrze artykułowany, spójny, przejrzysty, legitymizowany, wytwarza się poczucie porządku,
przewidywalności, regularności, bezpieczeństwa egzystencjalnego” a tym samym rodzi się zaufanie i przekonanie o przewadze dobra nad złem. Przeciwieństwem jest anomia moralna, która tworząc poczucie zagrożenia, braku bezpieczeństwa i niepewności staje się inhibitorem utrudniającym wytworzenie się
kultury zaufania.
Należy jednak mieć świadomość, że stabilność normatywna to nie jedyna
determinanta uogólnionego „klimatu” zaufania. Znaczenie mają również inne
czynniki tworzące aktualny kontekst strukturalny, wśród których wymienić można: przejrzystość organizacji społecznej, trwałość porządku społecznego, podporządkowanie władzy regułom prawa, konsekwencja w realizowaniu uprawnień
i egzekwowaniu obowiązków (Sztompka 2002) Nie bez znaczenia jest również
to, na co wpływu już niestety nie mamy, czyli historia! W przypadku społeczeństwa polskiego dziedzictwo historyczne w sposób istotny wpływa na poziom
zaufania społecznego. Negatywne doświadczenia Polaków skłaniają raczej do
277
pesymizmu, podejrzliwości i w końcu – do nieufności. Biorąc jednak pod uwagę
korzyści płynące z zaufania należy owy syndrom nieufności eliminować i promować kulturę. Dzięki zaufania można osiągnąć zdecydowanie więcej. Po
pierwsze: zaufanie mobilizuje do aktywności, po drugie: wpływa na podejmowanie inicjatyw społecznych, po trzecie: wyzwala kreatywność i innowacyjność, po
czwarte: stanowi niezbędny warunek kooperacji i po wtóre: sprzyja partycypacji
obywatelskiej, która w ówczesnej debacie nas społecznościami lokalnymi zajmuje ważne miejsce.
Niestety, jak pokazują badania, polskie społeczeństwo obywatelskie jest
jeszcze w fazie konstruowania. Zdecydowana większość naszego społeczeństwa
nie wykazuje zainteresowania sprawami wykraczającymi poza życie prywatne,
nie podejmuje działań obywatelskich w celu współtworzenia świata wokół siebie
i nie jest również chętna do angażowania się w rozwiązywanie problemów społecznych (CBOS 2006, 2008). Podobnie rzecz się ma w przypadku społeczności
wiejskiej. Dorośli mieszkańcy obszarów wiejskich województwa łódzkiego są
tego przykładem. Sumaryczny wskaźnik aktywności społecznej jest tutaj bardzo
niski i biorąc pod uwagę znaczenie partycypacji mieszkańców w rozwoju społeczności lokalnej nie napawa optymizmem. Powodów tak niskiej aktywności
społecznej jest wiele. Jedną z kluczowych przyczyn jest niewątpliwie szeroko
pojęta mentalność Polaków, w tym nieufne nastawienie do innych.
Jak wynika z teoretycznych przesłanek i przeprowadzonych analiz zaufanie
nie pozostaje bez związku z aktywnością obywatelską. Tam gdzie utrwala się
kultura zaufania, pisze Sztompka (2008, s. 24) „obywatele idą na wybory, tworzą
stowarzyszenia, udzielają się w organizacjach pozarządowych, wspierają samorządność, podejmują inicjatywy lokalne, przyłączają się do ruchów społecznych
– w rezultacie rozkwita demokracja i społeczeństwo obywatelskie”. Potwierdzają
to m.in. badania CBOS-u, z których wynika, że osoby ufające innym charakteryzują się postawami obywatelskimi nastawionymi na współtworzenie świata wokół siebie poprzez dobrowolną i bezpłatną pracę na rzecz swojego środowiska.
Częściej także, niż osoby nieufne, angażują się w społeczną działalność w organizacjach pozarządowych (CBOS 2004, 2008, 2010) Nieufność staje się, zatem
inhibitorem utrudniającym budowanie społeczeństwa obywatelskiego.
Podobnie rzecz się ma w przypadku badanej społeczności. Wyniki przeprowadzonych badań wskazują na istnienie związku pomiędzy poziomem deklarowanego zaufania do większości ludzi a aktywnością społeczną w przypadku
trzech z sześciu badanych wymiarów partycypacji społecznej. Istotna statystycznie korelacja zachodzi pomiędzy zaufaniem społecznym a udzielaniem porad
w rozwiązywaniu problemów, bezpłatnym wykonywaniem prac na rzecz swojej
miejscowości a także pomiędzy aktywnością polegająca na zbieraniu podpisów.
Tabela 1
Zaufanie a partycypacja społeczna
Zaufanie społeczne
Wymiary aktywności społecznej
P
V
Wykonywanie bezpłatnie prac na rzecz własnej miejscowości
0,001
0,118
Udzielanie porad w rozwiązywaniu problemów
0,000
0,128
Zbieranie podpisów
0,000
0,101
Przekazywanie pieniędzy
b.z.
Wysyłanie zażaleń do władzy
b.z.
Informowanie środków masowego przekazu
b.z.
Źródło: opracowanie własne
Z analiz wynika, że natura społeczników jest bardziej typowa dla osób ufających niż dla tych, którzy są nastawieni nieufnie. Wszystkie z trzech wymienionych wyżej wymiarów, które pozytywnie korelują z zaufaniem, cieszą się większym zainteresowaniem wśród osób deklarujących gotowość do ufania
większości ludziom.
Tabela 2
Zaufanie a wymiary aktywności społecznej
Zaufanie społeczne
Wymiary aktywności społecznej
Mam
Nie
mam
Wykonywanie bezpłatnie prac na rzecz własnej miejscowości
33,9%
23,0%
Udzielanie porad w rozwiązywaniu problemów
31,3%
19,4%
Zbieranie podpisów
13,1%
6,9%
Źródło: opracowanie własne
Biorąc pod uwagę fakt, że większe zaangażowanie obywateli i przejęcie
przez nich odpowiedzialności za dobro wspólne traktuje się, jako jedną z wielu
strategii radzenia sobie ze skutkami transformacji, promowanie kultury zaufania
ma swoje uzasadnienie. Tym bardziej, że jak się okazuje zaufanie społeczne
sprzyja demokratyzacji systemu, głównie poprzez większe uczestniczenie społeczeństwa w działalności różnych organizacji i większą partycypację wyborczą
(Putnam 2000).
Wpływ zaufania na aktywność polityczną odnotowano także w przypadku
mieszkańców terenów wiejskich. Jak wynika z poniższej tabeli zaufanie jest
279
zmienną, uzależniającą partycypację polityczną w sposób istotny statystycznie
w przypadku wszystkich rodzajów wyborów oraz referendum.
Tabela 3
Partycypacja polityczna a zaufanie
Partycypacja polityczna
Zaufanie
Wybory do PE
P
0,001
V
0,109
Referendum unijne
0,000
0,120
Wybory parlamentarne
0,000
0,150
Wybory prezydenckie
0,008
0,105
Kampania wyborcza
0,848
0,030
Źródło: opracowanie własne
Wybory do Parlamentu Europejskiego cieszą się większym zainteresowaniem wśród osób deklarujących gotowość do zaufania większości ludziom –
w głosowaniu uczestniczyło 54,6% z nich. Osoby wykazujące ostrożność
w nawiązywaniu relacji z innymi głosowały rzadziej (43,3%). Podobna prawidłowość istnieje w przypadku wyborów parlamentarnych: badani o większym
zaufaniu do innych częściej deklarowali udział w każdych wyborach parlamentarnych (57,8% z nich) aniżeli osoby nieufne (odsetek ten wyniósł 42,2%), które
z kolei częściej potwierdzały całkowity brak uczestnictwa w tym głosowaniu.
W przypadku referendum unijnego, w każdej z grup o różnym stosunku do zaufania, udział głosujących przeważył nad deklarującymi absencję, przy czym
osoby chętniej darzące zaufaniem innych ludzi, głosowały częściej (72,2% do
60,2%). Każdorazowy udział w wyborach prezydenta, również deklarowano
częściej w grupie osób skłonnych do zaufania aniżeli osób zdystansowanych do
innych ludzi (64,2% do 53,4%).
Podsumowując, powyższe analizy potwierdzają tezę, że korzyści z zaufania
społecznego jest wiele. Po pierwsze: pozytywnie wpływa ono na partycypację
społeczną, a przecież zaangażowanie mieszkańców w działania na rzecz swojego
środowiska daje zdecydowanie lepsze efekty i przyśpiesza procesy rozwojowe.
Po drugie: zaufanie ma niewątpliwie wpływ na partycypację polityczną i przyczynia się do rozkwitu demokracji.
Krótko mówiąc, w dobie doceniania walorów demokracji oraz dążenia do
pełnego i świadomego uczestnictwa w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego, nie tylko europejskiego, narodowego, ale przede wszystkim regionalnego, na
poziomie społeczności lokalnej, problem zaufania wydaje się szczególnie istotny.
Zdecydowanie lepiej, mówiąc językiem ekonomistów, jest bowiem otrzymywać
dywidendy od zaufania niż płacić od niego podatek. A gdy poziom zaufania jest
wysoki, dywidenda jaką otrzymujemy pomnaża wyniki nie tylko w ekonomii, ale
także w takich dziedzinach życia społecznego, jak polityka i życie codzienne.
Mówiąc słowami Covey’a „zaufanie jest drożdże w cieście – powoduje wzrost
wszystkiego wokół” (Covey 2009, s. 36)
Bibliografia:
Beck U., Społeczeństwo ryzyka: w drodze do innej nowoczesności, tłum. Stanisław Cieśla,
Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR, Warszawa 2004
Bandura A., Teoria społecznego uczenia się, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa
Coleman J., Foundations of Social Theory, Cambridge, Harvard University Press 1990
CBOS, Jacy jesteśmy? Zaufanie Polaków do ludzi i instytucji publicznych oraz gotowość do
współpracy, Warszawa 2002
CBOS., Społeczeństwo obywatelskie 1998–2004, Warszawa 2004
CBOS, Jacy jesteśmy? Zaufanie Polaków do ludzi i instytucji publicznych oraz gotowość do
współpracy,Warszawa 2002
CBOS, Zaufanie w sferze prywatnej i publicznej a społeczeństwo obywatelskie, Warszawa
2006
CBOS, Zaufanie społeczne w latach 2002–2008, Warszawa 2008
CBOS, Czy można ufać ludziom?, Warszawa 2007
CBOS, Zaufanie społeczne, Warszawa 2010
Coleman J., Foundations of Social Theory, Cambridge, Harvard University Press 1990
Covey S., Szybkość zaufania, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2009
Delhey J., Newton K., Predicting cross – national levels of social trust, European Sociological
Review, 21, 2005
Domański H., Społeczeństwo europejskie. Stratyfikacja i systemy wartości. Wydawnictwo
Naukowe SCHOLAR, Warszawa 2009
Diagnoza społeczna 2007”,www.diagnoza.com.pl
Fedyszak-Radziejowska B., Czy kapitał społeczny bez społecznego zaufania jest możliwy? [w]
Szafraniec (red.) Jednostkowe i społeczne zasoby wsi. IRWiR PAN Warszawa 2006
Frykowski M., Zaufanie mieszkańców Łodzi, Wydawnictwo UŁ, Łódź 2006
Fukuyama F. Zaufanie. Kapitał społeczny jako droga do dobrobytu. PWN, Warszawa 1997
Halamska M., Kapitał społeczny wsi: próba rekonstrukcji. [w] Przegląd Socjologiczny, Tom
LVII/1, ŁTN, Łódź 2008
Guiso L., Sapienza P., Zingales L., Social Capital as Good Culture, Jornal of the European
economic Association, vol. 6, 2008
Hardin R., Trust and Trustworthiness, Russell Sage Foundation, New York 2002
Hardin R., Zaufanie, Wydawnictwo Sic, Warszawa 2009
Inglehart R. Modernization and Postmodernization. Cultural, Economic and Political Change
in 43 Societies, Princeton University Press, Princeton, 1997
Inglehart R. 1999, Trust, well-being and democracy [w:]: Mark Warren (ed.) Democracy and
Trust, New York and Cambridge: Cambridge Univ. Press
Kocik L., Anomia moralno-obyczajowa wsi polskiej, [w] J. Mariański (red.) Kondycja moralna społeczeństwa polskiego, Wydawnictwo WAM, Polska Akademia Nauk, Komitet Socjologii, Kraków 2002
Mularska M., Aprobata wybranych norm społecznych na obszarach wiejskich województwa
łódzkiego. Referat na konferencji „Kapitał społeczny i partycypacja obywatelska a rozwój
gospodarczy. Teoria i badania” Łódź 2006, maszynopis.
Mularska M., Typy orientacji normatywnych mieszkańców obszarów wiejskich województwa
łódzkiego, [w:] Kapitały ludzkie i społeczne a konkurencyjność regionów, (red.) Szczepański
M., Bierwiaczonek K., Nawrocki T., Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2008
281
Misztal B., Trust in Modern Societies, Polity Press, Cambridge 1996
Paxton P. Is the Social Capital Declining in the United States? A Multiple Indicator Assessment. AJS, vol. 105 Number 1, July 1999.
Putnam R. D., Bowling Alone. The Collapse and Survival of American Community, Touchstone, New York 2000
Słownik Języka Polskiego, Warszawa 2002
Sprenger R., Zaufanie #1, MT Biznes, Warszawa 2009
Sprenger R., Vertrauen fuhrt, Campus Verlag GmbH, Frankfurt 2007
Sztompka P., Society in Action. The Theory of Social Becoming, Polity Press, Cambridge
University of Chicago Press, Chicago 1991
Sztompka P. Kulturowe imponderabilia szybkich zmian społecznych. Zaufanie, lojalność,
solidarność. Studia Socjologiczne 4/1997
Sztompka P. Socjologia. Analiza społeczeństwa, Znak, Kraków 2002
Sztompka P. Trauma kulturowa. Druga strona zmiany społecznej, P.S. Nr 1/2000
Sztompka P., Zaufanie. Fundament społeczeństwa, Znak, Kraków 2007
Sztompka P., Zaufanie: fundament społeczeństwa, [w] Zaufanie a życie społeczne, (red.)
Mamzer H., Zalasiński T., Wydawnictwo Fundacji Humaniora, Poznań 2008
Uslaner, E.M., The Moral Foundations of Trust, Cambridge, Cambridge University Press 2002
Volken T. Elements of Trust: The Cultural Dimension of Internet Diffusion Revisited, Electronic Journal of Sociology 2002
Whiteley P., Economic growth and social capital, Political Studies, 2000
Zack P. J., Knack S. Trust and Growth, The Economic Journal, Apr.2000, Blackwell, Oxford
Summary
The paper’s chief objective is to analyse some of the benefits of social trust
on the example the study of the country districts in the Łódź voivodeship.
The interest in social trust is undoubtedly manifold and has many sources.
These include: the transition from a society based on fate to one based on human
subjectivity, global interdependence, heterogeneous social structure, new threats
and dangers, unpredictability of human actions, limited transparency of social
surroundings and increasing anonymity of people who influence our lives
(Sztompka 2007). Furthermore, the level of social trust exert an influence on
political, social and economical dimension of society and local community and is
vital in stabilising and strengthening the political, social and economic system.
MATERIAŁY
Nina Kapuścińska
Uniwersytet Łódzki
Projekty ochronek dla dzieci wiejskich w świetle „Kroniki Rodzinnej”
Ochronka stanowiła jedną z możliwych form dziewiętnastowiecznej działalności filantropijnej ukierunkowanej na niesienie pomocy dzieciom, o tyle
specyficzną, iż zapewniającą jednocześnie cenne wsparcie rodzicom. Bezpośrednie korzyści czerpali z niej zatem jej małoletni użytkownicy, a przy okazji pożyteczna instytucja znacząco ułatwiała życie dorosłym. Postulat zakładania, poczynionych przedmiotem artykułu, ochronek wiejskich wychodził na przeciw
palącej, aczkolwiek nie zawsze uzmysłowionej wśród ludu, potrzebie rozciągnięcia opieki nad najmłodszymi jego przedstawicielami. Los dziecka w rodzinie
chłopskiej, szczególnie tej najuboższej, godny był najwyższego pożałowania.
Wystarczy wspomnieć syna komornicy Janka Muzykanta z noweli Sienkiewicza,
aby dotknąć ogromu niedoli włościańskiego dziecięcia. Przyjście dziecka na
świat nie miało prawa zakłócić zwyczajnego rytmu życia, zachwiać na dłużej
porządkiem codziennych obowiązków. Matka zabierała niemowlę wraz z sobą
w pole, „gdzie mu zagon lub bruzda kolebką, a krzak jaki, snopek lub drzewo od
skwaru zasłoną”1. W razie niepogody maleństwo zostawało w domu pod opieką
niewiele starszego rodzeństwa, a w wypadku jego braku całkiem samo zasypiało
wycieńczone kwileniem. Już zaledwie kilkuletnie dziecko stopniowo przysposabiano do pomocy w gospodarskich czynnościach, polecając mu zbieranie grzybów, poziomek, karmienie trzody, obieranie ziemniaków, noszenie dwojaków
z jadłem dla zatrudnionych pracą na roli. Około ósmego, najpóźniej dziesiątego
roku życia dziecko stawało się prawdziwym robotnikiem w rodzicielskim domu,
w zasadzie zarabiało na powszedni chleb, najczęściej pasąc bydło. Wincenty
Witos jako składniki dziecięcego jadłospisu wymieniał ziemniaki i jałową kapustę, konstatując, iż dzieci, które nie znały smaku bułki ani ciepłego mleka, podatne były na wszelkie choroby, toteż masowo przenosiły się na tamten świat2. „Na
__________
1
A. Goltz, Ochronki wiejskie, Warszawa 1861, s. 8.
„Tą śmiertelnością nikt się jednak zbytnio nie przejmował, bo dzieci sypały się masami
i śmierć dziecka, szczególnie chorowitego albo skaleczałego, przynosiła prawdziwą i pożądaną
ulgę dla rodziny”. W. Witos, Moje wspomnienia, Warszawa 1981, s. 39.; Maria Konopnicka
ubolewała nad dolą chłopskiego dziecięcia:
„Ten szereg drobnych grobów wśród cmentarza, (...)
To siew bez plonu, który ziemia czarna
Tak pochłonęła, jak niewzeszłe ziarna. (...)
O bracia! czy w nas wcale nie ma winy,
2
284
pół nagie wałęsały się po całych dniach bez żadnej opieki. (...) Dokuczały im też
na przemian upał, chłód, niepogoda, a prawie zawsze nieodstępny głód”3. Małemu dziecku pod nieobecność zapracowanych rodziców, groziła w każdym razie
samotność, a co za tym idzie wynikające z niej poważne niebezpieczeństwa.
Żywo zatroskani położeniem chłopskiej latorośli, społecznicy wskazywali na
podwójny wymiar zagrożeń. W pierwszej kolejności na ryzyko narażenia pozostawionych samym sobie dzieci na najróżniejsze wypadki, kończące się w najlepszym razie kalectwem, kiedy indziej śmiercią. Prowincjonalne, jak również
warszawskie gazety nieustająco relacjonowały tragiczne zdarzenia. Na łamach
tygodnika „Zorza” czytamy: „Dzieci ciągle się palą! z niedozoru rodziców”,
„topienie się dzieci w rzekach, stawach, a nawet w rowach, kałużach przy kąpieli
nie ustaje”, dowiadujemy się też o czteroletnim malcu, który zabawę nożem
przypłacił życiem4. Po drugie, zwracano uwagę na szkodliwy wpływ odosobnienia na dziecięce usposobienie, kształtujący się charakter, dowodząc, iż bez nadania właściwego kierunku wychowaniu dziecka zezwala się na samorzutny rozwój
wrodzonych przywar charakteru, zgubnych nałogów5. Stąd powtarzający się
żarliwy apel: „Starajcież się co najprędzej o ochronki wiejskie, postanówcie je na
zebraniach gminnych, aby dziatki wasze nie marnowały się, gdy idziecie w pole
do roboty, aby miały ciągle nadzór nad sobą stale na to ugodzonych ludzi...”6.
W Encyklopedii Powszechnej Samuela Orgelbranda ochrona zdefiniowana została jako: „zakład wychowania ubogich dzieci dla zasłonienia ich od zgubnych
skutków samotności w chwilach, gdy rodzice pracą poza domem zajęci, opieką
swą otaczać ich nie mogą”7. W związku z rosnącym zaangażowaniem matek ze
Że słonka Jaś nie doczekał?” M. Konopnicka, Jaś nie doczekał, „Tygodnik Ilustrowany”,
1880, nr 234, s. 386.
3
W. Witos, dz. cyt., s. 39.
4
„Zorza. Pismo ilustrowane tygodniowe dla ludu wiejskiego i miejskiego”, 1878, nr 4, s.
4; nr 32, s. 4; nr 35, s. 4.; Niezwykle często pozbawione dozoru dzieci padały ofiarą wilków
czy wściekłych psów. A. Cieszkowski, O ochronach wiejskich, Poznań 1849, s. 14.
5
A. Goltz, dz. cyt., s. 3.; „dzieci włościańskie pędzą przytłumiony poranek życia
w jedynym towarzystwie krowy, świni i gęsi, a to dopóty, dopóki sami nie zamienią tego
półbydlęcego życia na całkowicie bydlęce przez nadużycie wódki”. A. Cieszkowski, dz. cyt.,
s. 15.; W konsekwencji korespondenci „Roczników Gospodarstwa Krajowego” najczęściej
notowali „demoralizację ludu, lenistwo i ciągle nieustające pijaństwo”. „Roczniki Gospodarstwa Krajowego”, 1860, t. XLI, s. 647.
6
„Zorza...”, 1878, nr 32, s. 4.
7
A. Grąbczewski, Ochrona, [w:] Encyklopedia Powszechna S. Orgelbranda, t. XIX, Warszawa 1865, s. 693–695.; Utrwalił się pogląd, iż ochrony nie powinny stanowić przytułków dla
sierot. M. Piotrowska-Marchewa, Nędzarze i filantropi. Problem ubóstwa w polskiej opinii
publicznej w latach 1815–1863, Toruń 2004, s. 229. Już sama encyklopedyczna definicja
ochronki wykluczała udzielanie schronienia sierotom. Jednakże nieraz, założenia zakładu
wykraczały ponad jego zasadniczy cel, przykładowo w Ochronce Św. Kamilli w Piotrkowie
w ustawie regulującej zasady jej funkcjonowania określono, że otwarta będzie na przyjmowanie trzech grup dzieci: sierot, przypadkowo zabłąkanych oraz „przychodnich”, czyli tych,
285
środowisk robotniczych w pracę zawodową w powstających fabrykach, sale
ochrony przyjęły się najpierw na gruncie miejskim. Pierwsza ochronka została
powołana do istnienia w Warszawie w 1839 r. z inicjatywy Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności, otwierając drogę wartkiemu rozwojowi idei zakładania tego typu placówek opiekuńczych8. W dziedzinie organizacji ochronek
wiejskich pierwszorzędną rolę odegrał w zaborze pruskim August Cieszkowski –
wynosił wagę znaczenia omawianych instytucji, odwoływał się do sumień: „czas
już na wychowanie włościańskich dzieci, które dotąd losowi i szczęściu było
oddane (...). Czas już dla nich ślepe przeznaczenie czujną opatrznością zastąpić”9. Niepoślednia rola przypadła w udziale również Edmundowi Bojanowskiemu – założycielowi, działającego na terenie Wielkiego Księstwa Poznańskiego, Bractwa Ochroniarek – kółka wiejskich dziewic oddających się „posłudze drobnych dziatek”10. O ile w miastach liczebność ochron wykazywała
ciągły wzrost, inaczej w realiach wsi odnotowywano w tym względzie widoczną
stagnację11. W przekonaniu Adama Goltza – autora rozprawy poświęconej zagadnieniu ochronek wiejskich, teoria tychże nie była po prostu należycie dostosowana do potrzeb i obyczajów ludu wiejskiego12. Matki niejednokrotnie żywiły
obawę oddania swych potomków w obce ręce, pod pieczę osób odległych stylem
których rodzice zajęci byli pracą albo podupadłszy moralnie, nie byli zdolni wywiązywać się
z rodzicielskich obowiązków. Archiwum Państwowe w Łodzi [dalej APŁ], Rada Opiekuńcza
Zakładów Dobroczynnych Powiatu Piotrkowskiego, sygn. 38, Akta Ogólne od czasu zaprowadzenia Sali Ochrony. Ustawa dla Ochronki Św. Kamilli w Piotrkowie. Dla porównania, burmistrz Sieradza za jeden z powodów odmówienia miejsca w tamtejszej ochronce uznawał
okoliczność, iż rodzice dziewczynki „lubo w sile wieku, lecz zamiast oddawać się pracy oddają się nałogowemu pijaństwu”. APŁ, Rada Opiekuńcza Zakładów Dobroczynnych Powiatu
Sieradzkiego, sygn. 56, Akta Sali Ochrony Miasta Sieradza ds. wszelkich korespondencji co
do dzieci będących w Ochronie.
8
Pierwsze ochrony w 1770 r. na terenie wschodniej Francji założył ksiądz pleban Jan Fryderyk Oberlin, w dalszej kolejności podobne placówki powstały w Szkocji, Anglii, Austrii,
Prusach, Saksonii. S. Lipiński, Zakłady dobroczynne i domy poprawy w dawnej Polsce, Łódź
2010, s. 290.; W Warszawie w 1838 r. powołano Wydział Ochron Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności (na czele z hrabią Piotrem Łubieńskim, zastępcą Teofilem Janikowskim). W celu zdobycia niezbędnego doświadczenia wydelegowano za granicę dyplomowanego nauczyciela Teofila Nowosielskiego, przewidzianego na kierownika pierwszej polskiej
ochrony. Nowosielski wzorował się w szczególności na metodach czeskich. C. Kępski, Idea
miłosierdzia a dobroczynność i opieka, Lublin 2002, s. 74.
9
A. Cieszkowski, dz. cyt., s. 13.
10
Zrodziło się tym sposobem Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej. „Każda ochronka ma służebniczek wykwalifikowanych trzy;
z których jedna oddana jest posłudze dzieci, dwie inne zaś w pracy w domu lub w polu, tak,
aby siebie i trzecią mogły własną pracą utrzymać, a tym samym ochronkę uczynić zakładem
jak najmniej kosztownym”. A. Goltz, dz. cyt., s. 20–21.
11
L. Górski, Ochronki wiejskie, Warszawa 1899, s. 3.
12
A. Goltz, dz. cyt., s. 6, 18.
286
życia i nawyknieniami13. Ważkie zadanie należało na tym polu do ziemianek,
które jeśli zdecydowałyby się na pokierowanie salą ochrony, wyłącznie poprzez
życzliwość, szczerą chęć poświęcenia, daleką od zaspokajania własnej próżności
czy hołdowania modzie na dobroczynność, byłyby zdolne zasłużyć na zaufanie
ludu14. Dopiero wtedy chłopki doceniłyby zbawienne możliwości, jakie ochronki
stwarzały ich pociechom, a jednocześnie z wdzięcznością przyjmowałyby przysługę przysporzenia swobodnego czasu do pracy, wolnego od niepokoju o pozostawione na pastwę losu dzieci15. Od przedstawicielek środowiska ziemiańskiego
oczekiwano nie tyle bezpośredniego sprawowania opieki nad wychowankami
placówek, co w ogóle wyjścia z inicjatywą i objęcia protekcją. Za wzór w tej
mierze mogła uchodzić Kamilla Wolska – dziedziczka dóbr Kociszew w okręgu
piotrkowskim. Cierpiąca na gruźlicę, w kwiecie wieku przeniosła się „zbyt wcześnie dla ludzkości niestety do nieskazitelnego świata Aniołów, jakim była na
ziemi”16. W 1861 r. testamentem urzędowym poczyniła hojne zapisy na cele
dobroczynne: na szpital w rodzinnej wsi przeznaczyła największą sumę w wysokości 60000 złp, w drugiej kolejności – na ochronkę wiejską 25000 złp, dla starców, kalek i sierot kociszewskiej parafii – 8000 złp, oraz na ochronkę w mieście
Piotrkowie 4000 złp17. W ostatniej swej woli nie zapomniała zatem o potrzebach
najuboższych dzieci. Wracając do wątku niedoboru wiejskich ochron, Ludwik
Górski (podobnie jak wspomniany wyżej Goltz, czołowy działacz Towarzystwa
Kredytowego Ziemskiego, Towarzystwa Rolniczego i podległego mu Komitetu
Ochron Wiejskich) ponad problem nieufności ludu wyniósł okoliczność innego
rodzaju18. Otóż zauważył, iż organizowanie sal ochrony nie leżało w żywotnym
interesie zamożniejszych włościan. Ci, pracując na własnej roli, nienagleni ko-
__________
13
August Cieszkowski tłumaczył: „Ochrony (...) nie wyrwą bynajmniej dzieci z łona rodziny ani pozbawią ich nieocenionego wpływu macierzyńskiej pieczołowitości”. A. Cieszkowski, dz. cyt., s. 17.
14
Ksiądz Karol Antoniewicz-Bołoz przestrzegał: „jeśli nie czynisz tego dla miłości Boga,
jeśli nie duchem miłosierdzia, miłości katolickiej, ale duchem filantropii światowej ożywiony
jesteś, jeśli te dzieci zbierać będziesz po ulicach, jak zbierasz kwiatki po polu, aby na kilka
chwilek z nimi się pobawić, a potem odrzucić i zapomnieć, o wtenczas niebo i ziemia żadnej
po twojej ochronce nie doczeka się pociechy! Jeśli masz pieniądz, to dzieci będą dobrze nakarmione, przyodziane, jeśli nie masz serca, dusza ich naga i głodna zostanie!”.
K. Antoniewicz-Bołoz, Ochronka, Piekary 1849, s. 22–23.
15
A. Goltz, dz. cyt., s. 6–7.; Ochronki „dając przytułek dzieciom bez opieki zostającym,
kiedy biedni rodzice na utrzymanie pracują, obdarzają serce rodzicielskie spokojem”. „Roczniki Gospodarstwa Krajowego”, 1859, t. XXXVI, s. 246.
16
APŁ, Rada Opiekuńcza Zakładów Dobroczynnych Powiatu Piotrkowskiego, sygn. 38,
Akta Ogólne od czasu zaprowadzenia Sali Ochrony.
17
Los trzech pierwszych zakładów dobroczynnych testatorka powierzyła kurateli brata –
Władysława Wolskiego i stryja – Wojciecha Wolskiego. APŁ, Rada Opiekuńcza Zakładów
Dobroczynnych Powiatu Piotrkowskiego, sygn. 12, Akta w przedmiocie Ochronki w Piotrkowie. Testament Kamilli Wolskiej.
18
L. Górski, dz. cyt., s. 10–11.
287
niecznością poszukiwania zarobku w folwarkach, zazwyczaj potrafili umiejętnie
pogodzić powinności gospodarskie i wychowawcze. Przeciwnie – usytuowana na
drugim biegunie, liczna grupa ludności chłopskiej pozbawiona własności ziemskiej, utrzymująca się ze służby. Jeżeli decyzję o założeniu ochronki podejmowała gmina, wówczas to gmina łożyła fundusze na jej utrzymanie. Niepopularność
wiejskich ochronek wydawała się Górskiemu bardziej zrozumiała, wobec faktu,
iż bezrolni nie mieli udziału w zarządzie gminy, należeli doń wyłącznie chłopi
posiadający grunty, ci zaś niezmiernie rzadko zdolni byli wczuć się w trudne
położenie uboższych współziomków.
Zasadniczy cel ochronki wiejskiej sprowadzał się do zatroszczenia się
o bezpieczeństwo dziecka podczas absencji rodziców, i choć priorytetowy nie
zamykał w sobie jednakże całego sensu funkcjonowania ochron. Niezmiernie
istotną misję stanowiło bowiem rozbudzanie umysłu, nauka pacierza, katechizmu, niekiedy podstaw czytania i pisania19, wpajanie w dziecinne serca chrześcijańskiej moralności, miłości do Stwórcy, litości, miłosierdzia, poszanowania
wspólnoty rodzinnej20. Drobne roboty w obrębie ogródka ochrony, wdrażanie
dziewcząt w robótki ręczne: szycie, cerowanie, z kolei chłopców w wyplatanie
kapeluszy i sieci, w założeniu uczyć miały szacunku dla wartości pracy, skutecznie wyperswadować unoszenie się zachwytem nad „powabem rumianych jabłuszek w ogrodzie sąsiada, lub słodyczą obfitych strąków grochu na polu koło
drogi”21. Nacisk kładziono również na prawidłowy rozwój fizyczny poprzez
codzienne: gimnastykę i zabiegi higieniczne. Do ochronki wiejskiej z reguły
przyjmowano nieodpłatnie dzieci w wieku od trzech do ośmiu lat22. Należy podkreślić, iż uczęszczanie dziecka do ochrony nie zwalniało rodziców z obowiązku
jego żywienia i odziewania. Tylko niektóre placówki zapewniały dzieciom cało-
__________
19
Co do nauki alfabetu zdania działaczy społecznych były podzielone. Adam Goltz twierdził: „Jak każda troskliwa i umiejętna matka (...) wskazuje początki czytania i pisania oraz
znaczenie liter i pierwsze ich kombinacje, tak i przełożona ochrony o tym wszystkim dla dobra
wychowanków swoich zapominać nie powinna”. A. Goltz, dz. cyt., s. 31. Inaczej Ludwik
Górski przekonany był, jakoby nauka czytania i pisania „stanowczo wyłączoną i zabronioną
być powinna”. W przeciwnym razie ochronka zatraciłaby właściwy charakter placówki dobroczynnej. L. Górski, dz. cyt., s. 16. Podobnie August Cieszkowski sądził, że najważniejszy cel
skupiać się winien na nauce dobrych obyczajów i wdrożeniu do życia praktycznego, przestrzegał zatem, by „Ochrony nigdy nie usiłowały w szkołę się zamienić, bo w takim razie nie
byłyby ani szkołą ani Ochroną, a uganiając się za obcym ich naturze celem, własnego tak
wzniosłego i ważnego dopiąć by nie zdołały” A. Cieszkowski, dz. cyt., s. 38, 40.
20
A. Goltz, dz. cyt., s. 26–31.
21
Tamże, s. 27.; Należało przypominać dzieciom, iż kradzież jest grzechem, tym bardziej,
że to sami rodzice częstokroć chwalili dzieci za przywłaszczanie cudzego mienia: „kiedy
narwie karpieli i to w pańskim polu, albo (...) zwędzi żelazko i do chałupy przyniesie, (...) to
rodzice się cieszą i powiadają: że zmyślny będzie chłopak i jedyny na te prześpiegi”. W.
Wielogłowski, Grzeszni rodzice i występne dzieci, [w:] Obrazki z obyczajów ludu wiejskiego,
Kraków 1857, s. 344–345.
22
L. Górski, dz. cyt., s. 16.
288
roczne bezpłatne posiłki23. Wewnętrzne urządzenie ochronki wiejskiej winno
odznaczać się prostotą i schludnością. Stosownie do liczebności dzieci obszerna24, czysto wybielona, sucha, jasna i ciepła izba z ogródkiem wystarczająco
nadawała się do przyjęcia małych podopiecznych25. Kuratelę nad wychowankami sprawowała tak zwana dozorczyni, pod koniec XIX wieku określana także
mianem „ochroniarki”26. Wymagano od niej nie tyle wyższych kwalifikacji naukowych, co przede wszystkim widocznego zamiłowania do dzieci, religijności,
roztropności i sumienności27.
Tematyka dobroczynności zajmowała poczesne miejsce w dziewiętnastowiecznym dyskursie publicystycznym. Obok szeregu zagadnień, między innymi:
działalności przytułków dla sierot, starców i kalek, żłobków, zakładów wychowawczych dla moralnie upadłych, poruszano kwestię otwierania ochron na terenie miast i wiosek. Interesujący mnie problem projektów wiejskich ochronek
omówię na przykładzie wybranych numerów wydawanej w Warszawie „Kroniki
Rodzinnej”. Uwagę skupię na egzemplarzach dwutygodnika z lat 1873–1898,
a zatem z okresu, gdy jego redaktorami byli wspominani już autorzy prac szcze-
__________
23
Ludwik Górski dowodził, iż żywienie dzieci w ochronie zbytecznie podnosiłoby koszty
jej utrzymania, „dzieci zatem na obiady i wieczerze do domów rodzicielskich wracać mogą”.
Tamże, s. 16–17.
24
Liczebność dzieci, zwłaszcza w ochronce miejskiej, ulegała ciągłym zmianom. Przykładowy raport ochronki piotrkowskiej z działalności za rok 1865 dostarcza informacji na temat
„ruchu ludności doznającej opieki zakładu”. Z dniem 1. stycznia 1865 r. ochronka liczyła 26
dzieci (w tym 10 chłopców i 16 dziewcząt). W ciągu roku przybyło 50 podopiecznych (20
chłopców i 30 dziewcząt), podnosząc stan liczebności do 76 (30 chłopców, 46 dziewcząt).
W ciągu roku „przez wyjście z zakładu” ubyło 49 podopiecznych (17 chłopców i 32 dziewcząt), szczęśliwie nie odnotowano ubytku „przez zejście ze świata”. Na rok następny pozostało
wobec tego 27 dzieci (13 chłopców i 14 dziewcząt). APŁ, Rada Opiekuńcza Zakładów Dobroczynnych Powiatu Piotrkowskiego, sygn. 46, Akta dotyczące składanych raportów Radzie
Głównej o działaniach Sali Ochrony.
25
L. Górski, dz. cyt., 16–17.
26
C. Kępski, dz. cyt., s. 86. Spotykamy także nazwy: przewodniczka, ochmistrzyni. A.
Cieszkowski, dz. cyt., s. 22; Ludwik Górski apelował do ziemian o ponoszenie kosztów pieniężnego wynagrodzenia ochroniarki oraz jej utrzymania (opłacenia mieszkania, opału). L.
Górski, dz. cyt., s. 17.
27
Z ochroniarką współdziałać powinien proboszcz, dostarczając wzorca moralnego oraz
lekarz obwodowy periodycznie nadzorujący ochronkę. A. Cieszkowski, dz. cyt., s. 40.
Zwłaszcza konsultacje lekarskie okazywały się nad wyraz przydatne. Dzieci łatwo zapadały na
różnorodne choroby. W aktach sieradzkiej ochronki (założonej w 1869 r.) zachowały się dwa
listy pochodzące z 1870 r. W pierwszym, Rada Opiekuńcza Ochronki zwróciła się do burmistrza miasta z prośbą o wydelegowanie człowieka odpowiedzialnego za dopilnowanie, aby
córka niejakiej Grojanowskiej, zarażona świerzbem, do czasu całkowitego wyleczenia, zaprzestała uczęszczania do ochronki. Jeszcze tego samego dnia adresat listu udzielił odpowiedzi
potwierdzającej zalecenie matce dziewczynki zaprowadzenia jej do lekarza. APŁ, Rada Opiekuńcza Zakładów Dobroczynnych Powiatu Sieradzkiego, sygn. 56, Akta Sali Ochrony Miasta
Sieradza ds. wszelkich korespondencji co do dzieci będących w Ochronie.
289
gółowo zgłębiających problematykę ochronek wiejskich: Adam Goltz i Ludwik
Górski28. Warto dodać, że pierwszej redaktorce pisma, działaczce społecznej,
pisarce książek dla dzieci – Aleksandrze z Chomętowskich Borkowskiej (której
nazwisko mimo zmiany redakcji nadal widniało w stopce redakcyjnej najprawdopodobniej ze względu na cenzurę) równie bliskie było zrozumienie potrzeby
tworzenia ochronek29. Profil czasopisma klarownie sprecyzowany został już
w samym jego podtytule: „Pismo dwutygodniowe poświęcone literaturze, sprawom społecznym i domowym”, nadanym przez nową redakcję. Obok głównych
działów poświęconych poezji, prozie, wiadomościom literackim, prezentujących
fragmenty pamiętników, opisy podróży i miejscowości, mieścił się ów zawierający artykuły z zakresu filozofii, pedagogiki, nauk przyrodniczych i spraw społecznych, w którym wyszukać możemy teksty sięgające po temat ochronek.
Chociaż, co z uwagi na miejsce wydawania pisma, wydaje się oczywistym,
przeważało podjęcie wątku ochronki miejskiej, wyraźne zajęcie budziło również
przedsięwzięcie rozpowszechnienia ochronek na gruncie wiejskim.
Analiza prześledzonych materiałów prasowych umożliwia scharakteryzowanie nastawienia wobec idei ochronki wiejskiej, spojrzenia na pełnione przez
nią funkcje oraz przewidywane problemy, a także pozwala na przybliżenie oryginalnych pomysłów na jej utworzenie, a następnie dalsze funkcjonowanie.
W pierwszej kolejności, jako fakt bezdyskusyjny, należy odnotować dające się
zauważyć uświadomienie potrzeby istnienia zarówno pośród miejskiej, jak
i wiejskiej społeczności sal ochrony, zrozumienie, iż „dzieci nie są wyłączną
własnością rodziców, że społeczeństwo powinno wglądać w to, jak są wychowywane, ażeby na przyszłość nie stanowiły groźby dla ogółu”30. Ochronki nie
prezentowano zatem tradycyjnie – wyłącznie jako wyrazu aktu miłosierdzia, lecz
w szerszym wymiarze – jako owoc wypełnienia społecznego obowiązku31. Przypominano, że zastęp kryminalistów rekrutował się nie tylko z dzieci porzuconych, ale także spośród tych, których rodzice z racji konieczności zdobywania
ciężką pracą powszedniego chleba, nie byli w stanie podołać czasochłonnym
rolom opiekunów i wychowawców. Zamysł wyciągnięcia wobec rodziców, pozostawiających dzieci bez nadzoru, konsekwencji prawnych w postaci kar pie-
__________
28
Szerzej o „Kronice Rodzinnej”, jej losach, profilu, ludziach z nią związanych, zob. M.
Sikorska-Kowalska, „Kronika Rodzinna” Aleksandry Borkowskiej (1867–1872), „Acta
Universitatis Lodziensis Folia Historica”, 1998, t. 61, s. 17–32.
29
H. Cichowski, Borkowska z Chomętowskich Aleksandra, [w:] Polski Słownik Biograficzny, t. II, red. W. Konopczyński, Kraków 1936, s. 327–328.
30
Z. M., Niedole dziecięce, „Kronika Rodzinna”, 1882, nr 21, s. 641.
31
Dzieci „mścić się mogą kiedyś straszliwie za brak opieki dla umysłowego i moralnego
rozwoju, na tym społeczeństwie, które pozwoliło im wyróść w ciemnocie, zepsuciu, złych
nałogach na własną swą szkodę”. Jeszcze o losach opuszczonych dzieci, „Kronika Rodzinna”,
1891, nr 22, s. 676.
290
niężnych bądź aresztu, spotkał się z krytyką publicystów32, argumentujących:
„złe nie leży tyle w usposobieniu lub obojętności rodziców, ile w koniecznościach życiowych (...) Warunki te w umysłach niewykształconych wyrabiają
koniecznie pewną wiarę w fatalizm, równającą się w skutkach swoich obojętności i sprawiającą, że nie przedsiębiorą żadnego środka ustrzeżenia się od złego”33, „kara (...) powiększyłaby tylko nędzę ludzi, którzy dozorować dzieci
swych nie są w możności, a tym samym niedozór ten zwiększyła”34. Stwierdzano
zresztą, iż przeważnie kapitałem rodziców mogły być co najwyżej dobre chęci,
brakowało im natomiast odpowiednich predyspozycji, elementarnych kompetencji – „nie mają żadnego pedagogicznego pojęcia, rządzą się uniesieniem chwili,
nie stosują kar do przewinień, i z tego powodu są jednocześnie zbyt surowymi
i zbyt pobłażliwymi, bo karcą często bez miłosierdzia niewinną w gruncie swawolę, a nie rozumieją nieraz ważności drobnych objawów, zasługujących na
ostrą naganę”35. Problem przestępczości wśród małoletnich dotyczył w głównej
mierze miast, gdzie już kilkuletni dopuszczali się rozmaitych nadużyć: kradzieży
czy nawet rozbojów, jednakże także w środowisku wiejskim na porządku dziennym występowała nieuczciwość dzieci wobec sąsiadów czy dziedzica36. Dlatego
__________
32
Co innego, jeśli rodzice rozmyślnie znęcali się nad dzieckiem. Kronika kryminalna „Gazety Sądowej Warszawskiej” streściła tragedię, jaka rozegrała się w rodzinie wyrobników
Antoniego i Wiktorii Jędrochów: maltretowanie niepełnosprawnej córki przez ojczyma i wyrodną matkę stało się bezpośrednią przyczyną zgonu pięcioletniej dziewczynki. Sąd skazał
małżonków na dożywotnie zesłanie na Syberię, w tym Antoniego na pięć lat ciężkich robót
w tamtejszych zakładach fabrycznych. Apelacja Jędrochowej o skierowanie w to samo miejsce, w które trafi jej mąż, została odrzucona. W. Sadkowski, Sprawa małżonków Jędrochów,
o udręczenia obwinionych, „Gazeta Sądowa Warszawska”, 1877, nr 15, s. 118–119, nr 34, s.
270–271.
33
W sprawie maluczkich, „Kronika Rodzinna”, 1878, nr 16, s. 549.; „trudno wymagać od
biedaków, ciężko pracujących dzień cały na kawałek chleba, ażeby czuwali nad dziećmi”. A.
Gr., Przestępstwa dzieci, „Kronika Rodzinna”, 1893, nr 21, s. 642.; „Nieraz też biedni
a uczciwi ludzie, przy najlepszych chęciach zajęci pracą nie mają czasu czuwać nad dziećmi
i chronić ich od złego”. J. Olszyc, Towarzystwo opieki nad dziećmi, „Kronika Rodzinna”,
1881, nr 8, s. 233.; „najbardziej nawet staranne, pracujące matki, nie mają gdzie pozostawić
dzieci na dzień cały”. Jeszcze o losach opuszczonych dzieci..., s. 677.
34
A. Gr., Przestępstwa dzieci..., s. 642.
35
Groźne opuszczenie, „Kronika Rodzinna”, 1890, nr 3, s. 68.; „Bo na wsi to tak bywa: że
rodzice za lada co, zeklną dziecko, pomstują, biją i za łeb targają, np. jeżeli garnek dziecko
stłucze, albo w rzece miskę źle wymyje, albo wodę rozleje”. W. Wielogłowski, dz. cyt., s. 344.
36
Wiejskie dzieci częstokroć lubowały się w okrutnych zabawach. Mokrenia i Sak – mali
bohaterowie „Hrywdy” z radością zbili i zdeptali porwane z gniazda sowie pisklęta. Sami bici
przez ojca – pijaka, wyładowali agresję na bezbronnych ptaszkach. M. Rodziewiczówna,
Hrywda, Warszawa 1992, s. 72–73. Niehumanitarna postawa chłopskiego dziecka mogła też
znajdować swoje źródło w zwykłej naiwności. Nieraz dzieci nieświadomie czyniły krzywdę
zwierzętom. Parobek Witek z „Chłopów” Reymonta, by sprawić przyjemność chorej na ospę
Józce, przyniósł jej żołnę (charakteryzującą się kolorowym ubarwieniem), i dla uniemożliwie-
291
też niebezpodstawnie ubolewano: „Nie ma nic ohydniejszego i boleśniejszego
zarazem, niż zepsucie dziecięce. Patrząc na te jasne główki, podobne nieraz do
malowanych cherubinów, na te różane usteczka i przejrzyste oczy, chciałoby się
je ucałować (...). Ale jeśli z tych różanych ust wychodzą ohydne słowa, a oczy
mają wyraz zezwierzęcenia i bezwstydu, żal i zgroza przejmuje”37. Silnie akcentowano wobec tego dwojaką funkcję ochrony – prewencyjną, mającą za zadanie
uchronić dziecko od złej przygody38, oraz pedagogiczną, zauważając, iż z uwagi
na ubytek bezpłatnych szkół elementarnych, dla ubogich ochrona stanowiła często jedyną szkołę, wyłączny ośrodek krzewienia cywilizacji39. W związku
z powyższym alarmowano o niepokojąco niskiej liczebności placówek dobroczynnych, niedostatecznej wobec ogromu zapotrzebowań40. Rozumiano, że droga prowadząca do ukonstytuowania się wiejskiej ochrony wyłożona była wieloma komplikacjami, na czele z niechęcią ludu wobec jakichkolwiek
innowacyjnych rozwiązań oraz właściwymi mu: niedbalstwem i fatalistyczną
wiarą w nieuniknienie przeznaczonego losu. W tak wyjątkowo niesprzyjających
okolicznościach niezbędna była inicjatywa osoby wrażliwej na nędzę bliźniego,
więcej: osoby światłej, dysponującej wystarczającym funduszem, potrafiącej
zatroszczyć się o zapewnienie lokalu i odnalezienie stosownej opiekunki41. Auto-
nia ucieczki spętał nogi i skrzydła ptaka, a oczy zalał smołą. W. S. Reymont, Chłopi, t. II,
Warszawa 1997, s. 471.
37
Groźne opuszczenie..., s. 68.
38
„Co parę dni niemal, kronika prowincjonalna, notuje smutne wypadki brzmiące prawie
identycznie: Dzieci zostawione bez dozoru spaliły się, utopiły, uległy zmiażdżeniu, zostały
pokąsane, a czasem niestety! i pożarte przez domowe zwierzęta”. Kroniki informowały zwykle
o tragicznych zgonach, pomijały kwestię kalectw i chorób wynikających z niedozoru, nie
nadążyłyby bowiem donosić o „niezliczonych upadkach, powodujących głuchotę, jąkanie,
stępienie władz umysłowych; o przeziębieniach i przepaleniach głowy”. A. Gr., Ochrony dla
wiejskich dzieci, „Kronika Rodzinna”, 1893, nr 9, s. 257–258.
39
J. Olszyc, dz. cyt., s. 233.; „dzieci wiejskie spędzają zwykle młode lata w opuszczeniu
graniczącym z dzikością, są one zbyt często podobne obyczajami do zwierzątek, bo rozwijają
się w nich swobodnie zwierzęce instynkty, które później czynią z człowieka szkodliwego
członka społeczeństwa”. A. Gr., Ochrony dla wiejskich dzieci..., s. 258.
40
Za dziewczętami, „Kronika Rodzinna”, 1890, nr 8, s. 225.; A. Gr., Przestępstwa dzieci...,
s. 642.; J. Olszyc, dz. cyt., s. 233; Jeszcze o losach opuszczonych dzieci..., s. 676.
41
A. Gr., Ochrony dla wiejskich dzieci..., s. 257.; August Cieszkowski nie wątpił, iż każdy
dziedzic lub choćby dzierżawca za obowiązek musiał poczytać sobie przeznaczenie pod
ochronkę osobnego budynku w zabudowaniach folwarcznych. Od szczodrobliwości ziemiańskiej oczekiwał również wspomożenia ochrony w dziele wyżywienia jej podopiecznych.
Ofiarność dziedzica miałaby przynieść dla niego nadspodziewane korzyści, mianowicie wychowawcza funkcja ochron zapobiegłaby szkodom wypływającym z nieporządnego, leniwego
życia wieśniaków. A. Cieszkowski, dz. cyt. s. 30–31, 42.; O „fundatorach” ochronek z przyjemnością donosiła prasa, w przeglądzie wiadomości nadsyłanych przez korespondentów
Towarzystwa Rolniczego w Królestwie Polskim niejednokrotnie napotykamy na informacje,
przykładowo: „o dwóch nowo staraniem miejscowych dziedziców założonych ochronkach
292
rzy artykułów zdawali sobie sprawę, iż sala ochrony z reguły służyć będzie dobru najbiedniejszych włościan42, toteż nie spodziewali się uzyskiwać od nich za
jej użytkowanie choćby najmniejszej opłaty43. O ile za najłatwiejszą do przezwyciężenia z przewidywanych trudności, na jakie napotkać miało już samo zapoczątkowanie działalności ochronki, zgodnie uznawano możliwy do sprostania dla
średniozamożnej kieszeni „koszt wynajmu lub wybudowania izby z dziedzińcem
ogrodzonym, ażeby dzieci uchronić od napaści złośliwych psów, bydła, (...)
indorów i gąsiorów”44, za prawdziwe wyzwanie uchodziło zatrudnienie godziwej
dozorczyni45. Niełatwym bowiem zadaniem okazywało się wyszukanie kobiety
skupiającej w sobie liczne przymioty: odpowiedzialność, cierpliwość, delikatność, w dodatku zdrowej i energicznej, skorej do podjęcia pracy z gromadką
niesfornych „szkrabów”46. Zwalczano błędne zapatrywanie, jakoby „każda wiejska baba” nadawała się do doglądania dzieci47. Co najwyżej zdolna była ustrzec
je przed czającymi się zagrożeniami, podczas gdy granice jej możliwości przekraczałoby wywieranie na nie zbawczego wpływu, wpajanie gruntownych zasad
religii i moralności48. Tym też należało tłumaczyć postulat przykładania wagi do
starannego przygotowywania kobiet z ludu do kierowania salami ochrony. Prasowy organ Towarzystwa Rolniczego w Królestwie Polskim – „Roczniki Gospodarstwa Krajowego” – już wcześniej – rzuca nieco więcej światła na proces
kształcenia przyszłych ochroniarek. Mianowicie, w 1859 r. Towarzystwo Rolnicze zatwierdziło specjalny fundusz szkoleniowy. Szkolenie miało mieć charakter
praktyczny i odbywać się przy ochronkach miejskich prowadzonych przez siowiejskich, mianowicie: w Płockiem w dobrach Chociszewie, w Bialskiem w Witulinie”.
„Roczniki Gospodarstwa Krajowego”, 1859, t. XXXVI, s. 612.
42
Dla gospodarzy wielomorgowych, mających w chacie liczną rodzinę i służbę, ochrony
w zasadzie były zbyteczne. W rodzinie kmiecej matka-gospodyni w większości nie była zmuszona opuszczać domostwa. Dlatego publicysta pisał: „O ile bowiem znam naszych chłopów,
żaden z nich nie zgodzi się na utrzymanie ciężaru najpożyteczniejszej instytucji, z którejby
sam nie korzystał”. A. Gr., Ochrony dla wiejskich dzieci..., s. 257.
43
Chyba że zamożniejsi spośród ubogich, po posłaniu dzieci do ochronki, potrafiliby ocenić jej pożytek, może wówczas przyjęłaby się dobrowolna, minimalna opłata. Tamże, s. 257–
258.
44
Tamże.
45
Twierdzono, iż ochronki wiejskie „więcej się mnożyły, gdyby dobór odpowiednich indywiduów, ochronki prowadzić zdolnych, tak wielkich jak dotąd nie przedstawiał trudności”.
„Roczniki Gospodarstwa Krajowego”, 1859, t. XXXVI, s. 202.
46
Również w przywoływanych już kilkakrotnie „Rocznikach Gospodarstwa Krajowego”
zwrócono uwagę: „do utworzenia ochron sam zamiar nie wystarcza; wyszukanie dozorcy
często jest nie do przełamania trudnością, bo mało się kto temu oddaje zawodowi. (...) Ażeby
być przydatnym, właściwie potrzeba powołania i nic innego zastąpić go nie może”. Tamże, s.
246.
47
A. Gr., Ochrony dla wiejskich dzieci..., s. 258.
48
Tymczasem ochroniarka zobowiązana była zwracać baczną uwagę już na sam dobór zabaw, „jeśli bawić się będą w rabusiów – wyrosną z nich zbóje”. Tamże, s. 259.
293
stry zakonne. W tym celu zawarto stosowne umowy z przełożoną klasztoru felicjanek w Warszawie oraz benedyktynek w Łomży49. Uściślono kryteria decydujące o przyjęciu na praktykę, między innymi: minimalny wiek – dwudziestu
czterech lat, umiejętność czytania i pisania, znajomość katechizmu, podstaw
arytmetyki, wreszcie robót kobiecych50. „Kandydatka powinna prócz tego złożyć
świadectwo moralnego prowadzenia się, przez proboszcza miejscowego poświadczone”51. Postawienie niezbędnych do spełnienia warunków, służyło już na
wstępie wyeliminowaniu praktykantek nienadających się do zawodu. Uczestniczka szkolenia, obligatoryjnie składała deklarację, iż po jego ukończeniu przynajmniej przez trzy lata pracowała będzie jako ochroniarka, z kolei członek Towarzystwa Rolniczego zgłaszający jej kandydaturę zobowiązywał się założyć
i co najmniej przez trzy lata utrzymywać wiejską ochronkę52. Oprócz ustanowienia procedury kształcenia dozorujących ochrony, na dalszym etapie skutecznym
środkiem kontrolowania, a zarazem doskonalenia ich działalności poprzez motywację, stawać się miało przyznawanie nagród wzorowo wywiązującym się
z nałożonych obowiązków53.
Reasumując dotychczasowe rozważania, za reprezentatywną cechę ochronki uważano wypełnianie dualistycznej roli: opiekuńczej i wychowawczej. Jednakowoż doktor Jan Olszyc wyszedł z propozycją, aby w ostateczności, w razie
niemożności utworzenia we wsi placówki dla dzieci, jako jej zastępczą formę
zaadoptować dom schronienia dla podeszłych w latach włościan. Pod opieką
staruszków-pensjonariuszy matki zostawiałyby swoje pociechy, i chociaż tego
rodzaju prowizoryczne sale ochrony nie realizowałyby arcyważnego założenia
__________
49
Ustalono, iż dziewczęta przysposabiające się na dozorczynie ochron, przez cały czas
trwania praktyki mieszkały będą w klasztorze i podlegały jego zwierzchności. Czas trwania
szkolenia oznaczono przynajmniej na pół roku (kandydatki przyjmowane być miały wyłącznie
w półrocznych terminach, to jest 1. stycznia i 1. lipca), z zastrzeżeniem całego roku dla panien
mniej uzdolnionych. Liczba jednocześnie przygotowujących się do zawodu nie mogła przekraczać ośmiu osób. Koszta utrzymania i wyżywienia praktykantek zobowiązywało się ponosić Towarzystwo Rolnicze. „Roczniki Gospodarstwa Krajowego”, 1860, t. XXXVIII, s. 789–
791.
50
„Kandydatka przed przyjęciem egzaminowana będzie przez osoby w tym celu wyznaczone dla przekonania się, czyli posiada kwalifikacje”. Oczekiwano od niej dodatkowo dysponowania określonym ubiorem, „koszul dobrych sześć, pończoch par sześć, trzewików par
dwie, spódnic letnich dwie, zimową jedną”. Sumę przeznaczoną na resztę odzieży, zakup
przyborów do szycia i materiałów piśmienniczych, na ręce przełożonej złożyć miała sama
kandydatka lub osoba oddająca ją na naukę. Tamże, s. 789–790.
51
Tamże, s. 790.
52
Tamże, s. 790–791.
53
Odnajdujemy sprawozdanie za rok 1859 z przyznania nagród ochroniarkom, między innymi obok wzorowych przedstawicieli czeladzi dworskiej i włościan. Listy pochwalne otrzymały w guberni lubelskiej: Konstancja Sokołowska prowadząca ochronkę w Żabikowie i Julia
Kuczborska – w Konstantynowie. „Roczniki Gospodarstwa Krajowego”, 1859, t. XXXVI, s.
235, 247.
294
pedagogicznego, „przynajmniej pod względem fizycznym dzieci znalazłyby
w nich bezpieczeństwo równe temu, jakie im daje dom rodzicielski”54. Obok
zapewniania poczucia bezpieczeństwa i spełniania misji umoralniającej, zdarzało
się, że dostrzegano potrzebę poszerzenia zakresu wytycznych o cel edukacyjny.
Zaznaczmy, iż stanowisko to należało do rzadkości, gdyż dominował pogląd,
w myśl którego: „ochrona ze szkołą nie ma nic wspólnego”55, toteż publicyści
„Kroniki Rodzinnej” nie wysuwali projektów wprowadzenia do niej nauki czytania i pisania. Skupiając się na pierwszorzędnych przesłankach, nie upatrywali
w wiejskiej ochronce narzędzia walki z chłopskim analfabetyzmem56.
W kwestii wieku podopiecznych przyjmowanych do ochronki nie próbowano wytyczać sztywnych granic, określano, iż opieka należała się dzieciom
małym, mniej więcej od pierwszego do przynajmniej szóstego roku życia, niewykorzystywanym jeszcze do pilniejszych prac w gospodarstwie, dolna cezura
wykluczała natomiast niemowlęta, „bo matki mogą się na chwilę oderwać od
roboty, ażeby zaspokoić głodne dziecko, ale niepodobna im wracać do wsi
z odległości nieraz kilku wiorst dla ich pokarmienia”57. Za ideał uznano, gdyby
dozór pełniony przez salę ochrony mógł być całoroczny, ponieważ groźne wypadki przytrafiały się dzieciom nie tylko w najbardziej pracochłonnej porze
żniw, lecz w ciągu całego roku58. Sugerowano, aby dzienny czas otwarcia
ochronki ściśle uzależnić od godzin wyznaczających rytm pracy rodziców59.
Ochronki wiejskie stanowiły wdzięczny temat dla „Kroniki Rodzinnej”, już
ze względu na samą społeczno-rodzinną orientację czasopisma. Co więcej, dwutygodnik wydawany był w Warszawie, której przypadła wszakże w udziale doniosła prekursorska rola w dziedzinie organizacji ochron. Autorzy tekstów, występując w służbie rodzinie, w szczególności wyczuleni byli na niedolę dzieci, na
sercu leżało im dobro tych najdotkliwiej poszkodowanych, wywodzących się ze
środowisk robotniczych i chłopskich. Ochronka jawiła się skutecznym lekarstwem na wybitnie destruktywne w swych skutkach dziecięce opuszczenie, zaniedbanie w sensie fizycznym i duchowym. Niestety, publikowane na łamach
„Kroniki Rodzinnej”, jak zresztą w ogóle w ówczesnej prasie, postulatywne
artykuły nie znajdowały oczekiwanego oddźwięku w rzeczywistości. Powstające
__________
54
J. Olszyc, Wiejskie przytułki, „Kronika Rodzinna”, 1884, nr 23, s. 710.
A. Gr., Ochrony dla wiejskich dzieci..., s. 257.
56
W odniesieniu do ochronek miejskich pojawiła się natomiast propozycja zaprowadzenia
funkcjonujących przy nich szkół rzemiosł. Szkoła rzemiosł przy ochronie, „Kronika Rodzinna”, 1893, nr 8, s. 227–230.
57
„Trzeba też przyznać, że niemowlęta spoczywające w bruzdzie lub w improwizowanym
hamaku na polu, mniej ulegają wypadkom, niż pozostawione we wsi albo w izbie bez żadnego
dozoru: najprzód są zbyt małe, by same sobie krzywdę uczynić, a potem matka czuwa nad
nimi z daleka”. A. Gr., Ochrony dla wiejskich dzieci..., s. 258.
58
Zamknięcie ochrony w wybranych miesiącach zależeć miało od miejscowych warunków. Tamże, s. 258.
59
Jeszcze o losach opuszczonych dzieci..., s. 677.
55
295
ochronki były kroplą w morzu potrzeb. Możliwość realizacji sformułowanych
postulatów ograniczały trzy zasadnicze czynniki: brak środków, z jednej strony
niechęć ludu, a z drugiej – niewystarczające poparcie ze strony środowiska ziemiańskiego.
296
Michał Abramowicz
Jan Abramowicz
Wojskowy Instytut Medyczny w Warszawie
Odkrycia naukowe w medycynie i ich wpływ na zdrowotność
ludności wiejskiej
Medycyna była od wieków profesją szczególną. Trudniący się nią uzdrowiciel, znachor, kapłan czy lekarz byli w stanie oferować choremu człowiekowi dar
najwyższy i najcenniejszy – zdrowie, a bardzo często również życie. Jednocześnie mimo ogromnych wysiłków medycyna pozostawała nauką i sztuką zatrważająco bezradną wobec ogromu chorób i urazów nękających dawne społeczeństwa. Sytuacja w środowiskach wiejskich była pod tym względem jeszcze
trudniejsza niż w miastach. Przed wiekami choroba i śmierć w okolicach trzydziestki były perspektywą nieuniknioną. Każdy nowy pomysł, jak leczyć, każde
wynalezione narzędzie medyczne, każda roślina, której ekstrakt przynosił ulgę
i uzdrowienie, były na wagę złota. Krok po kroku poszerzały one granice wiedzy
medycznej. Czasem jednak obdarzeni genialną intuicją odkrywcy dokonywali
w medycynie przełomu. Ich odkrycia do dziś są fundamentem lekarskiej praktyki
medycznej, a oni sami, choć z reguły byli ludźmi skromnymi, pochłoniętymi
przez pracę, byli traktowani jak cudotwórcy. Jeszcze półtora wieku temu szpitale
były miejscami budzącymi powszechnie przerażenie. Pacjenci leżeli w brudnych,
ciemnych, niewietrzonych, cuchnących krwią i ropą salach. Chirurdzy nigdy nie
spłukiwali skalpeli, po operacji ocierali je jedynie o połę fartucha i chowali do
kieszeni. Ręce myli dopiero po operacji – mycie przed według ówczesnych poglądów nie miało sensu, skoro podczas kolejnego zabiegu ponownie brudzili się
krwią operowanego. W takich warunkach na oddziałach chirurgicznych królowała zgorzel szpitalna ran, która bardzo często kończyła się ogólnym zakażeniem
i śmiercią. W renomowanych europejskich szpitalach operację, choćby i drobną,
przeżywał ledwie co czwarty pacjent. Lekarzy statystyki te w ogóle nie przerażały. Tak przecież było od zawsze1.
Pierwszy wojnę zakażeniom szpitalnym wydał w połowie XIX wieku lekarz I Kliniki Położniczej w Wiedniu węgierski lekarz Ignacy Filip Semmelweis
(1818–1865). Nie znano wtedy jeszcze istoty zakażeń, nikt nie wiedział o bakteriach. Semmelweisa zaintrygowało to, że na oddziale położniczym, który odwiedzali studenci kliniki, w ciągu kilku lat śmiertelność położnic wskutek gorączki
połogowej wzrosła z 6,5 proc. do niemal 10 proc., a na oddziale, na który wpusz-
__________
1
J. Barski, Penicillina, Warszawa 1946, s. 16.
297
czano jedynie położne, śmiertelność spadła z 5,5 proc. do nieco ponad 3 proc.
Semmelweis dedukował, że studenci sami z siebie nie zarażają. Co więc było
źródłem zarazy? Studenci musieli regularnie prowadzić sekcje zwłok w prosektorium. To stamtąd musieli na brudnych rękach przenosić to tajemnicze „cos”, co
powodowało gorączkę. Semmelweis zarządził zatem na oddziale obowiązkowe
przed zbadaniem pacjentek, mycie rąk przez badającego w chlorowanej wodzie.
Śmiertelność położnych niemal natychmiast spadła o ponad połowę. Gdy Semmelweis wprowadził dodatkowo dezynfekowanie narzędzi lekarskich i opatrunków oraz oddzielenie chorych położnych od zdrowych, śmiertelność spadła do
1 proc. Lekarze nie docenili jednak geniuszu odkrywcy aseptyki – sztuki unikania zakażeń. Poirytowany brakiem uznania i niepowodzeniami w życiu Semmelweis skończył w 1865 roku w zakładzie dla psychicznie chorych w Wiedniu2.
Dwa lata po jego śmierci angielski chirurg z Glasgow Joseph Lister (1827–
1912) dokończył rewolucji. Był on już bogatszy o wiedzę o istnieniu drobnoustrojów odkrytych właśnie przez Ludwika Pasteura (1822–1895; rycina 1),
który dowiódł, że same mikroby nie powstają z materii nieożywionej, lecz dostają się z zewnątrz do materii pozbawionej wcześniej zdolności rozmnażania.
Dzieło Pasteura otworzyło wówczas złotą epokę w rozwoju bakteriologii jako
nowej, wiodącej dziedziny medycyny pod koniec XIX wieku. Lister wyciągnął
z rewelacji Wielkiego Francuza wniosek, że za infekcją ran kryć się muszą drobnoustroje.
W sierpniu 1865 roku Lister spryskał ranę jedenastoletniego, wiejskiego
chłopca ze skomplikowanym, otwartym złamaniem podudzia kwasem karbolowym. Dlaczego akurat toksyczną pochodną smoły węglowej, używaną w miejscowej stacji ścieków do dezynfekcji? Dlatego, że w dziele francuskiego aptekarza Francois`a Lemaire`a wyczytał, że wydestylowany przez niego kwas
karbolowy zapobiega powstawaniu strupów na ranach. Jednak ze swego odkrycia
autor pracy nie wyciągnął dalszych wniosków. Zoperowany przez Listera chłopiec ku zdziwieniu wszystkich wyzdrowiał. Po tym sukcesie Lister zarządził
obfite polewanie ran chorych kwasem karbolowym, sterylizowanie narządzi
chirurgicznych karbolem, bardzo częste mycie rąk przez chirurgów zwykłym
mydłem, a nawet opracował urządzenia, które rozpylały opary karbolu w formie
aerozolu nad stołem operacyjnym. Fakt ten wywoływał dużą niechęć i protesty
Angielskiego Towarzystwa Naukowego. Po pięciu latach, chirurgów ze szpitala
Listera można było łatwo poznać po zniszczonych od nieustannego mycia dłoniach i po kaszlu spowodowanym oparami karbolu. Jednak śmiertelność na oddziale chirurgii spadła z 50 do 15 procent. Choć karbol dawno już wywietrzał ze
szpitalnych sal, bez sformułowanych przez Listera zasad i procedur postępowania nie byłoby dziś nowoczesnej chirurgii.
__________
2
298
T. Brzeziński /red./, Historia medycyny, Warszawa 2004, s. 44.
Nazwisko Listera przetrwało do dnia dzisiejszego w nazwie popularnego
płynu do dezynfekcji jamy ustnej – listerine, a on sam w uznaniu szczególnych
zasług doczekał się tytułu szlacheckiego3. W tym miejscu warto wspomnieć, że
zaskakująco szybko metodę Listera przybliżył polskim lekarzom chirurg ze szpitala Św. Trójcy w Piotrkowie Trybunalskim Marian Wygrzywalski, który już 20
lipca 1867 roku opublikował w „Gazecie Lekarskiej” obszerne streszczenie słynnej na ten temat pracy Listera zamieszczonej wcześniej w „Lancecie” z własnym,
obszernym komentarzem i uwagami dotyczącymi konieczności roztoczenia
szczególnej opieki nad dziećmi w środowisku wiejskim4.
Podobnie było z poszukiwaniem metod uśmierzania wszechobecnego
w medycynie bólu. „Niebolesna operacja to mrzonka, która nigdy nie zostanie
urzeczywistniona” – powiedział w 1839 roku jeden z najwybitniejszych chirurgów XIX wieku Francuz Alfred Velpeau (1895–1867)5. Bo i cóż mieli do zaoferowania swoim pacjentom chirurdzy tamtego okresu? Wino, rum, whisky.
I laudanum – nalewkę z opium na słodkim winie, z ziołami, od połowy XVII
wieku królującą w domowych apteczkach Europejczyków. Uzależniające laudanum zawierało ok. 1 proc. morfiny – za mało, by znieczulić chorego przed operacją. Trudno wyobrazić sobie męki pacjenta, któremu za całe znieczulenie przy
amputacji nogi, z odpiłowywaniem masywnej kości udowej, musiała wystarczyć
szklanka rumu. W salach operacyjnych krępowano więc chorych jak rzeźne
zwierzęta. Wielu umierało wskutek wstrząsu. Groza operacji bez znieczulenia
powodowała, że chorzy zgłaszali się do szpitali za późno, by można było zastosować skuteczne leczenie chirurgiczne6.
Dla chirurgów i pacjentów decydujące znaczenie miała więc szybkość operowania. Bo im krótszy czas – tym mniej bólu i większa szansa uniknięcia
wstrząsu. Nacisk na skrócenie czasu operacji miał również swoje dobre strony.
Chirurdzy swoje operacje musieli dogłębnie przemyśleć, przeanalizować i przećwiczyć na zwłokach. Ale nic nie równoważyło jednak ogromu cierpień pacjentów.
Tymczasem substancję znieczulającą odkryto już dawno. W 1800 roku angielski chemik Humphy Davy (1778–1829) opublikował pracę o właściwościach
znieczulających podtlenku azotu, który nazwał „gazem rozweselającym”. Odkryciem tym zamiast chirurgów zainteresowali się wędrowni sprzedawcy chemikaliów odurzających chętnych dla rozrywki. Dopiero w grudniu 1844 roku amerykański lekarz Horace Wells (1815–1848) zauważył, że podczas takiego seansu
jeden z wdychających gaz z balonika nie odczuł, że skaleczył się w nogę. Wells
natychmiast zaczął eksperymentować na sobie. Pierwszy publiczny pokaz znie-
__________
3
Tamże, s. 69.
Kronika medycyny, Warszawa 1994, s. 276.
5
J. G. Mayer, Tajemnice sztuki medycznej średniowiecznych zakonnic, Warszawa 2011, s.
4
73.
6
E. W. Straus, A. Straus, 100 największych osiągnięć medycyny, Warszawa 2009, s. 49.
299
czulenia, jaki zorganizował, zakończył się spektakularną klęską. Pacjentowi
podano zbyt mało gazu i obudził się podczas operacji7. Pokaz Wellsa obserwował lekarz dentysta Wiliam Morton (1819–1868), który w lot pojął finansowe
perspektywy tej metody (rząd amerykański ufundował bowiem dla odkrywcy
znieczulenia nagrodę 100 tys. dolarów).
Morton wyciągnął od zaprzyjaźnionego chemika Charlesa Jacksona bardziej szczegółowe informacje na temat znieczulających właściwości eteru i sam
zorganizował pierwsze skuteczne znieczulenia przedoperacyjne. To zrewolucjonizowało chirurgię. Do szpitali ruszyły tłumy ciężko chorych, których wcześniej
nie zapędziłoby tam nawet widmo śmierci. Ale odkrywcom znieczulenie szczęścia nie dało. Kłócący się o palmę pierwszeństwa Wells, Morton i Jackson tak
zirytowali amerykańskie władze, że obiecanej nagrody nie przyznały nikomu.
Rozgoryczony takim obrotem sprawy Wells popełnił samobójstwo, Jackson
oszalał, a Morton zmarł w skrajnej nędzy. Trzy lata po odkryciu Wellsa odkryto
kolejny środek znieczulający – chloroform. A dwadzieścia lat później perfumująca się młoda dama przez nieuwagę chlapnęła wodą kolońską na czoło adorującego ją angielskiego lekarza Beniamina Richardsona. Doktor poczuł na skórze
nagły chłód, skłonił się i rzekł: ”Dziękuję pani!”, bo w tym bowiem momencie
zrozumiał, że odkrył istotę znieczulenia miejscowego8. Warto w tym miejscu
wspomnieć, że pierwszą w Polsce operację w narkozie eterowej wykonał w Krakowie doktor Ludwik Bierkowski 6 lutego 1847 roku9.
O krok od odkrycia, że do znieczulenia miejscowego nadaje się również
kokaina był młody wówczas austriacki lekarz Zygmund Freud (1856–1939), ale
sprawdzenie swoich przypuszczeń doradził swojemu koledze. I to właśnie jego
kolega, okulista Karl Koller, przeszedł do historii jako odkrywca znieczulającego
działania kokainy. Rozgoryczony tym faktem Freud zajął się leczeniem udręczonych dusz pacjentów. Stał się później sławny jako twórca psychoanalizy.
Dziś, gdy dentysta przed wstawieniem plomby pyta: „ ze znieczuleniem czy
bez?”, warto pamiętać, że przed dwustu laty chirurg przygotowujący się do obcięcia nogi zapytałby uprzejmie: „co podać żeby mniej bolało szklankę wina czy
rumu?”10.
Medycy przez tysiąclecia dysponowali tym samym arsenałem diagnostycznym: oglądali, obmacywali, opukiwali i osłuchiwali ciało pacjenta. Uważnie
oglądali stolec i mocz chorego. Jeszcze dziś w antykwariatach zdarzają się czasem XVIII i XIX wieczne kryształowe kieliszki lekarskie do oglądania, wąchania, a nawet smakowania moczu pacjenta. Marzeniem jednak każdego lekarza
było zajrzenie do wnętrza ciała pacjenta. Znaczącym wynalazkiem był zaprojektowany na początku XIX wieku przez francuskiego lekarza René Laënneca
__________
7
Tamże, s. 63.
Kronika medycyny, dz. cyt., s. 302.
9
T. Brzeziński /red./, dz. cyt., s. 136.
10
S. Storkebaum, Dar życia: wszystko o przeszczepach narządów, Warszawa 1999, s. 33.
8
300
(1781–1826) stetoskop – drewniana lejkowata rurka służąca do osłuchiwania
chorego. W 1819 roku opublikował on słynne dzieło „O osłuchiwaniu”, które
stanowiło przełom w diagnostyce chorych. Potem wielokrotnie udoskonalany,
aż w 1963 roku David Littman, profesor Harvard Medical School, opatentował
stetoskop, jaki znamy do dziś11. W drugiej połowie XIX wieku medycy i inżynierowie skonstruowali narzędzia pozwalające zajrzeć, nawet dość głęboko, do
otworów ludzkiego ciała: oftalmoskopy, otoskopy, gastroskopy. Ale zamknięte
przestrzenie ciała chorego nadal pozostawały jeszcze niedostępne. Aż do 8 listopada 1895 roku.
Tego dnia bowiem Wilhelm Conrad Röntgen (1845–1923; rycina 2) pięćdziesięcioletni profesor fizyki na uniwersytecie w Würzburgu, mający już na
swoim koncie odkrycia z dziedziny kryształów, gazów i polaryzacji światła,
eksperymentował z lampą katodową. Zatopiona z obu końców szklana rurka,
pozbawiona we wnętrzu powietrza, z dwiema elektrodami, była wówczas ulubioną zabawką fizyków. Po podłączeniu do prądu lampa katodowa emitowała
przenikające szkło promienie katodowe.
Gdy zawiniętą w czarny papier lampę włączył – w zaciemnionym laboratorium – do prądu, z zaskoczeniem zauważył, że pozostawiony przypadkiem
w pobliżu lampy ekran fluorescencyjny rozjarzył się słabym, bladozielonym
światłem. Jakieś dziwne promienie przechodziły przez szkło i czarny papier! Im
solidniejsze przedmioty ustawiał między lampą katodową, a ekranem, tym bardziej rosło jego zdziwienie. Nieznane promieniowanie przenikało grube książki,
przedmioty z gumy, a nawet cienkie paski folii aluminiowej. Röntgen zrozumiał,
że bliski jest przełomowego i niebywałego odkrycia właściwości tych dziwnych
promieni. Zamknął się na kilka tygodni w laboratorium, by eksperymentować.
Gdy 22 grudnia 1895 roku zaprosił do laboratorium swoja żonę Bertę, był już
pewien, że odkrył nowy rodzaj promieniowania. Nazwał je roboczo promieniowaniem ”X”. Położył rękę Berty na płycie fotograficznej i naświetlał ją przez 20
minut odkrytymi przez siebie promieniami. Przestraszona pani Röentgen widok
szkieletu własnej dłoni potraktowała jako zapowiedź rychłej śmierci (rycina 3)
Pierwsza prezentacja promieniowania Röntgena była zarazem pierwszym zdjęciem rentgenowskim. Odbyła się w dniu 13 stycznia 1896 roku na zaproszenie
niemieckiego cesarza Wilhelma II w jego zamku w Berlinie12. Odkrycie Wilhelma Röntgena niosło życie milionom ludzi na świecie. W pierwszej kolejności –
żołnierzom na froncie. Zdjęcia rentgenowskie po raz pierwszy pozwalały zlokalizować odłamki i pociski w ciele rannych, pokazywały złamania i przemieszczenia kości wskutek doznanych obrażeń. Röntgen zauważył także, że długotrwałe naświetlanie skóry promieniami nazywanymi jego imieniem, powoduje jej
zapalenie i martwicze owrzodzenia. Stąd był już tylko mały krok do zastosowa-
__________
11
12
J. Thorwald, Pacjenci, Warszawa 2009, s. 16.
Kronika medycyny, dz. cyt., s. 332.
301
nia promieni do naświetleń terapeutycznych. Już trzy lata później pionierzy radioterapii naświetlali nimi trudne przypadki nowotworów piersi, skóry i nosa. Za
odkrycie i skuteczne zastosowanie w medycynie tych promieni Wilhelm Röentgen został w 1901 roku pierwszym laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki, a zdjęcia wykonywane z wykorzystaniem tej metody do dziś nazywany potocznie „zdjęciami rentgenowskimi”. Z tego odkrycia „wypączkowały” niejako
później kolejne metody diagnostyczne, które zrewolucjonizowały medycynę:
tomografia komputerowa, której twórcy Godfrej Hounsfield i Allan Cormack
uhonorowani zostali nagrodą Nobla w 1979 roku, pozytronowa tomografia emisyjna PET i ultrasonografia13. Warto w tym miejscu również podkreślić, że
o wielkości Röentgena świadczy również fakt, że nie chciał on opatentować
swojego wynalazku gdyż uznał, że będzie to stanowiło dużą przeszkodę w jego
powszechnym wykorzystaniu dla potrzeb medycyny, szczególnie zaś w środowiskach wiejskich, gdzie dostępność specjalistycznej służby zdrowia jest znacznie
gorsza niż w mieście.
Na początku XX w. miliony kobiet i noworodków na świecie umierało
wskutek zakażeń okołoporodowych; każda angina, zapalenie płuc, czy na pozór
niewinne skaleczenie mogły okazać się biletem w zaświaty. Gruźlica i kiła były
śmiertelnym przekleństwem milionów ludzi. Na wojnach co dziesiąty żołnierz
ginął wskutek infekcji ran – słowo „gangrena” oznaczało w zasadzie wyrok
śmierci, a w najlepszym przypadku – amputację kończyny. Również na wsiach
dochodziło masowo do wypadków i ciężkich okaleczeń. Arsenał leków był
wówczas skąpy – aspiryna, chinina, chloroform, i inne – zmieściłyby się zaledwie w niewielkiej podręcznej apteczce. Brakowało środka przeciw bakteriom.
Pierwszy krok na drodze ich poskromienia zrobił genialny niemiecki lekarz
i badacz Paul Ehrlich (1854–1915)14. Na przełomie XIX i XX wieku zainspirowany rozwojem chemii barwników tkanin Ehrlich opracował nowatorską teorię
działania substancji leczniczych. Uznał bowiem, że skuteczność leku wynika ze
swoistego działania jego cząsteczek, które przyczepiają się do błony komórkowej
drobnoustrojów w ściśle określonych miejscach – tzw. receptorach. Cząsteczki
doskonałego leku powinny pasować tylko do receptorów danej bakterii, jak klucz
do zamka, nie powinny zaś szkodzić zdrowym komórkom organizmu człowieka.
Takie precyzyjne związki chemiczne Ehrlich nazwał „magicznymi pociskami”.
Pierwszy z nich zsyntetyzował sam15. Od dawna było wiadomo, że na krętki
blade, sprawców kiły, działają związki arsenu, które są jednak bardzo toksyczne
dla człowieka. Zażywanie arszeniku likwidowałoby kiłę wraz z pacjentem. Ehrlich zsyntetyzował więc ponad 600 rozmaitych związków arsenu, szukając takiego, który zwalczałby krętki, a oszczędzał chorego. Takie właściwości wykazał
__________
13
H. Filser, Za kulisami nagrody Nobla, Warszawa 2004, s. 221.
J. Thorwald, Stulecie chirurgów: według zapisków mojego dziadka, chirurga H. St.
Hartmana, Warszawa 2008, s. 36.
15
J. Thorwald, Triumf chirurgów, Warszawa 2009, s. 29.
14
302
dopiero 606 związek, który trafił do gabinetów lekarskich w roku 1910 pod nazwą „Preparat 606”. Przemianowano go potem na „Salvarsan”, czyli „zbawczy
arsen”. Lek ten stał się zbawieniem dla milionów chorych wówczas na kiłę,
dotąd dręczonych przez lekarzy – wobec braku skuteczniejszych leków – związkami rtęci. Dwa lata później Ehrlich wyizolował nowy związek – „Preparat 914”,
który stał się bardziej udoskonaloną wersją salwarsanu o mniejszej ilości skutków ubocznych. Lek ten został nazwany nazwał neosalvarsan16.
Kolejnego „magicznego pocisku” naukowcy szukali kilkanaście lat. Aż
w 1927 roku Gerhard Domagk (1895–1964), badacz niemieckiego koncernu
chemicznego IG Farbenindustrie, odkrył, że jeden z produkowanych przez niego
barwników do tkanin – czerwona chryzoidyna – po niewielkiej modyfikacji leczy
białe myszki zakażone paciorkowcami. Żaden z lekarzy nie miał jednak odwagi
podać barwnika płótna zakażonym pacjentom. Jak często w takich odkryciach
pomógł przypadek. Czteroletnia córeczka Domagka, Hilmgarda podczas zabawy
ukłuła się w palec. Wywiązało się zakażenie, które zajęło całą rękę. Jedynym
ratunkiem była amputacja. Zdesperowany ojciec podał dziecku na własną odpowiedzialność zsyntetyzowany przez siebie związek i ku radosnemu zaskoczeniu
wszystkich córeczka wyzdrowiała. Cudowny lek Domagka trafił do medycyny
pod nazwą „Prontosil”. Gdy podanie go w podobnych okolicznościach choremu
synowi Franklina Delano Roosevelta, ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych uratowało mu życie, z dnia na dzień stał się on najpopularniejszym
lekiem na świecie. Za to odkrycie Domagkowi przyznano w 1939 roku Nagrodę
Nobla w dziedzinie medycyny17. W ślad za prontosilem na rynku pojawiły się
kolejne sulfonamidy. W 1939 roku szwajcarska firma Ciba zsyntetyzowała sulfatiazol, lek pięćdziesięciokrotnie silniejszy od prontosilu. Sulfaguanidynę – skuteczny lek na zakażenia przewodu pokarmowego – lekarze przypisują chorym od
1945 roku do dziś. Sulfonamidy były w walce z infekcjami bakteryjnymi bronią
przełomową, ale niedoskonałą. Miały nieprzyjemne skutki uboczne, a na wiele
bakterii w ogóle nie działały. Ostatecznym przełomem okazały się antybiotyki.
Ich odkrywca, brytyjski lekarz Aleksander Fleming (1881–1955), był w Londynie bardzo popularny wśród syfilityków, bo jako jeden z pierwszych zastosował
„Preparat 606” Ehlicha. Zachowała się nawet narysowana w 1911 roku karykatura Fleminga jako „Szeregowca 606”, żołnierza w mundurze strzelców szkockich
trzymającego w rekach zamiast karabinu gigantyczną strzykawkę z „Preparatem
606”. Lata I wojny światowej Fleming spędził w szpitalach wojskowych we
Francji, patrząc na udrękę tysięcy żołnierzy z zainfekowanymi ranami.
Po wojnie poświęcił się badaniom nad zwalczaniem groźnych bakterii. We
wrześniu 1928 roku prowadząc badania przypadkowo zajrzał do naczynia z hodowlą gronkowca, jednego z najbardziej niebezpiecznych drobnoustrojów. Za-
__________
16
17
J. Thorwald, Stulecie chirurgów..., s. 49.
H. Filser, dz. cyt., s. 225.
303
proponowano mu bowiem napisanie rozdziału do pomnikowego dzieła „ System
of Bacteriology". Na jednej z płytek Petriego, standardowego podłoża do hodowli bakterii, ujrzał że przypadkowo zaprószona zielona pleśń zwana Penicillinum
zabiła wszystkie gronkowce w sąsiedztwie. Skupiony na pracy badacz gronkowców najpewniej ze złością wyrzuciłby felerną hodowlę. Ale nie dr Fleming! Po
serii eksperymentów wykazał, że tajemniczy czynnik zabija nie tylko gronkowce, ale też paciorkowce, pałeczki okrężnicy, bakterie gnilne, pałeczki duru
brzusznego i czerwonki, gonokoki rzeżączki, meningokoki zapalenia opon mózgowych, laseczki zgorzeli gazowej. Fleming po raz pierwszy użył nazwy „penicylina” 7 marca 1929r. Wcześniej posługiwał się – jak to wykazują osobiste
notatki – takimi określeniami jak „sok pleśniowy”, „filtr pleśni”, lub „płyn pleśniowy”18. Ale zanim penicyliną wyleczono pierwszego pacjenta, minęło jeszcze ponad 10 lat. Dopiero w 1940 roku brytyjski badacz Ernst Chain uzyskał
prawie czystą penicylinę – 100 mg ciemnobrązowego proszku. W maju 1940 r.
po raz pierwszy penicylina wyleczyła śmiertelnie zainfekowane paciorkowcami
myszy. A 12 lutego 1941 r. prof. Florey po raz pierwszy wstrzyknął penicylinę
człowiekowi. Pacjent, policjant Albert Aleksander, zadrapał policzek kolcem
róży. Infekcja gronkowców zajęła mu policzek, potem całą twarz, oczy, wreszcie
głowę. Końskie dawki sulfonamidów nie pomagały. Dobę po pierwszym zastrzyku stan chorego znacznie się poprawił. Niestety, penicyliny było za mało.
Gdy niedoleczona choroba zaatakowała powtórnie, Aleksandra nie było już czym
ratować. Zmarł19. Penicylina uratowała dopiero drugiego pacjenta – piętnastoletniego chłopca umierającego na zakażenie po operacji biodra. Zmagająca się
z niemieckimi nalotami Wielka Brytania nie miała możliwości rozwinięcia produkcji penicyliny na wielka skalę. Odkrycia brytyjskich uczonych udostępniono
Stanom Zjednoczonym. Amerykańskie koncerny farmaceutyczne błyskawicznie
zorganizowały ogromne linie produkcyjne. Ale i tak penicylina była piekielnie
wówczas droga. W 1943 r. najmniejszy flakon leku kosztował 5 dolarów. Penicylina uratowała podczas II wojny światowej i wojny koreańskiej życie setkom
tysięcy alianckich żołnierzy. Fleming, Florey i Chain otrzymali za prace nad
pierwszym antybiotykiem Nagrodę Nobla w 1945 roku. Rok wcześniej amerykański naukowiec prof. Selman Abraham Waksman (1888–1973), wyizolował ze
szczepu promieniowców Streptomyces griseus następny antybiotyk. Badał żyjące
w glebie drobnoustroje w poszukiwaniu skuteczniejszych leków przeciwbakteryjnych. Streptomycyna, bo tak nazwał się nowy lek, okazała się skutecznym
środkiem przeciwko prątkom gruźlicy. Waksman wymyślił też nazwę nowej
grupy leków – antybiotyki, czyli związki „przeciwne życiu”, niszczące szkodliwe mikroorganizmy. Są one fundamentem nowoczesnej medycyny. Otoczyły
ludzi bezpiecznym murem przed światem chorobotwórczych zarazków i wyru-
__________
18
19
304
Kronika medycyny, dz. cyt., s. 334.
J. Barski, dz. cyt., s. 43.
gowały niewyobrażalny już dziś strach przed infekcjami. Umożliwiły też rozwój
nowoczesnej chirurgii20. W 1952 r. za to odkrycie został uhonorowany Nagrodą
Nobla w dziedzinie medycyny.
Co robić, gdy część ciała pacjenta jest tak zniszczona przez chorobę lub
uraz, że nie nadaje się do niczego? W przypadku kończyn odpowiedź znaleziono
już dawno – protezy znane od wieków. Dawna medycyna hinduska oferowała
skazańcom, którym za karę obcięto nos, wszczepienie protezy nosa. A nawet
więcej – w istocie rzeczy zainstalowanie rogowej lub drewnianej protezy połączone było z przeszczepem naciągniętych płatów skóry oszpeconego pacjenta.
Ale jak ratować pacjenta, gdy straci narząd wewnętrzny? W przypadku nerki
odpowiedź znalazł w okupowanej przez III Rzeszę Holandii dr Willem Johan
Kolff (1911–1998). W prowincjonalnym Kampen, z dala od okupanta, skonstruował on sztuczna nerkę – filtr z długiego węża z celofanu osadzony na łożysku
z pompy wodnej samochodu marki Ford. Całość zanurzył w wannie w roztworze
zbliżonym do płynu fizjologicznego. Przepuszczając krew chorej na mocznicę
sprzątaczki Janny Schrivner przez tak prymitywną machinę, oczyścił ją z mocznika. Dokonał w ten sposób pierwszej w świecie udanej dializy nerek21. W 1944
roku Kolff razem z innymi autorami opublikował artykuł o sztucznej nerce. Ukazał się on w jednym ze skandynawskich czasopism fachowych pod tytułem:
„Nadszedł czas dializy nerek”. W latach 50-tych dokonano w Stanach Zjednoczonych i w Europie pierwszych pomyślnie zakończonych przeszczepów nerek.
Chirurdzy w zasadzie nie mieli większych problemów z techniczną stroną operacji. Największym problemem było stłumienie reakcji odpornościowej organizmu
i uniknięcie infekcji.
Z sercem natomiast było zupełnie inaczej. Nawet jeszcze w XX wieku pozostawał jednak cień odwiecznej wiary, że serce stanowi o naszym człowieczeństwie, o tożsamości. I jest nietykalne. Lekarze wierzyli, że samo tylko dotkniecie
bijącego serca spowoduje, iż się ono bezapelacyjnie zatrzyma. A o krojeniu
i szyciu serca nie było co marzyć. W 1896 roku niemiecki chirurg Louis Rehn
w szpitalu we Frankfurcie otworzył klatkę piersiową ugodzonego nożem w serce,
umierającego pacjenta i cienką, jedwabną nicią zszył ranę prawej komory. Operacja się powiodła. Ale trzeba było jeszcze 70 lat do odkrycia antybiotyków
i środków obniżających reakcję organizmu na obce ciało, jakim jest przeszczep,
by ktoś zaryzykował wymianę zniszczonego ludzkiego serca na całkowicie
sprawne22.
Amerykański chirurg James D. Hardy w 1964 roku w Jackson, Missisipi,
z braku dawcy przeszczepił nieuleczalnie choremu 70-letniemu pacjentowi serce
szympansa. Dzielnie biło tylko przez dwie godziny. Pacjent zmarł, bo serce małpy było za małe dla człowieka. Ten niewątpliwy, choć ograniczony sukces pozo__________
20
Kronika medycyny, dz. cyt., s. 420.
Tamże, s. 468.
22
Tamże, s. 474.
21
305
stał jednak niezauważony. Chirurdzy w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Afryce Południowej, mozolnie ćwicząc na psach, przygotowali się do pierwszego przeszczepu ludzkiego serca. Amerykańskich chirurgów w wyścigu do
wieczystej sławy ubiegł w grudniu 1967 roku ich uczeń, dr Christiaan Neethling
Barnard (1922–2001), chirurg szpitala Groote-Schuur w Kapsztadzie. Serce
ofiary wypadku drogowego, 25-letniej urzędniczki Denise Darvall, przeszczepił
54-letniemu handlowcowi Louisowi Washkansy`emu, którego serce zniszczyły
przebyte zawały. Miesiąc później dr Barnard przeszczepił serce śmiertelnie choremu dentyście Philipowi Blaibergowi. Washkansky zmarł po 18 dniach z powodu zakażenia układu oddechowego, ale Blaiberg przeżył z darowanym sercem
ponad 19 miesięcy23.
Dziś przeszczepy serca, nerek, trzustki, płuc, jelit, wątroby, szpiku nie są
już niczym nadzwyczajnym. Dwa lata temu chirurdzy z Barcelony dokonali
całkowitego przeszczepu twarzy pacjentowi, który twarz stracił w wypadku
z bronią. Na swoim miejscu pozostaje jak dotychczas jeszcze tylko ludzki mózg.
Odkrycia te są ogromną szansą na poprawę komfortu życia ludności szczególnie w środowisku wiejskim, gdzie dostęp do usług specjalistycznej służby
zdrowia jest jeszcze nie tylko w polskich warunkach znacznie bardziej ograniczony aniżeli w miastach. Samorządy gminne i powiatowe coraz częściej jednak
decydują się na finansowanie funkcjonowania szpitali na swoim terenie, które
wyposażane są w coraz nowocześniejszy sprzęt diagnostyczny, który służy okolicznej ludności. To budzi ogromną nadzieję na poprawę dotychczasowej sytuacji
zdrowotnej ludności wiejskiej.
__________
23
306
J. Thorwald, Triumf chirurgów…, s. 45.
Rycina 1. Francuski odkrywca Ludwik Pasteur
w swoim laboratorium.
Rycina 2. Wilhelm Conrad Röntgen
– odkrywca promieni „X”.
Rycina 3. Prześwietlenie ręki promieniami Röntgena. Ilustracja pochodzi z 1896 roku.
307
AUTOREFERATY
Piotr Czepas
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne
w Łodzi
Tradycyjne budownictwo chłopskie w Polsce środkowej
w XIX i XX wieku
Przedmiotem mojej pracy doktorskiej było zagadnienie budownictwa
chłopskiego na obszarze Polski środkowej. Do napisania rozprawy poruszającej
problematykę architektury chłopskiej skłonił mnie brak dla wymienionego obszaru nowych ogłoszonych drukiem prac mogących uzupełnić stan naszej wiedzy
w tym zakresie.
Celem pracy było całościowe opracowanie problematyki budownictwa
chłopskiego. Ostatnia praca autorstwa Józefa Lecha pt. „Tradycyjny dom chłopski i jego użytkowanie na obszarze środkowej Polski” została bowiem opublikowana ponad trzydzieści lat temu1. Od tego czasu narosła znaczna ilość, nieopublikowanych materiałów wytworzonych wskutek prac badawczych nad
budownictwem chłopskim. W oparciu o zgromadzone nowe materiały podjąłem
próbę dyskusji z ustaleniami zawartymi w dotychczasowych opracowaniach na
polu przestrzenno-czasowym i terminologicznym.
Moja dysertacja doktorska formalnie ma postać klasycznej monografii budownictwa chłopskiego. Jest złożona z dwunastu rozdziałów, których zawartość
kolejno przedstawię.
W rozdziale pierwszym pt. „Zagadnienia wstępne” spróbowałem udzielić
odpowiedzi na pytanie, czy problematykę architektury chłopskiej należy uznać
za definitywnie zamknięty przedmiot poznania naukowego. Wskazywałoby na to
choćby jego poważne i postępujące, nieodwracalne fizyczne zniszczenie. Za
próbę odpowiedzi może posłużyć fakt ogłaszania drukiem nowych opracowań
dotyczących chłopskiej architektury. Uzupełniają one stan naszej wiedzy, odkrywając wcześniej nie dostrzeżone fakty. Taką pozycją jest np. monografia
architektury chłopskiej na ziemi dobrzyńskiej napisana przez Jana Święcha2 lub
opracowanie problematyki domu chłopskiego autorstwa Jerzego Czajkowskiego3. Ogłaszane są również prace wskazujące dalsze możliwości eksploracji pól
__________
1
Wymienione opracowanie zostało opublikowane w 1979 roku. Zob.: J. Lech, Tradycyjny
dom chłopski i jego użytkowanie na obszarze środkowej Polski, „Prace i Materiały Muzeum
Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. Seria Etnograficzna”, t. XX, 1979, s. 5–170.
2
J. Święch, Architektura chłopska ziemi dobrzyńskiej od połowy XVIII wieku do lat czterdziestych XX wieku, Toruń 2002.
3
J. Czajkowski, Dom drewniany w Polsce. Tysiąc lat historii, Kraków 2011.
310
badawczych związanych z zagadnieniami kultury materialnej np. „Świat rzeczy.
Zarys antropologiczny” autorstwa Janusza Barańskiego4. Nie można także pominąć faktu powstawania serii wydawniczych mających na celu spopularyzowanie
problematyki budownictwa np. „Ocalić od zapomnienia”5.
Przesłanką do powstawania nowych prac o budownictwie jest również zapotrzebowanie lokalnych społeczności na wiedzę o dziejach i kulturze obszaru
przez niezamieszkiwanego. Wobec tego, co powiedziano wyżej trudno jest uznać
problematykę chłopskiej architektury za zamkniętą, zarówno na polu badawczym, popularno-naukowym, czy promocyjno-edukacyjnym.
W rozdziale drugim sformułowałem zakres i metodę pracy. Zakres terytorialny pracy stanowi obszar Polski środkowej posiadający przejściowy charakter
pomiędzy terytoriami Wielkopolski, Kujaw, Mazowsza, Małopolski i Śląska,
w ramach którego w wyniku istnienia podłoża historycznego ukształtowały się
subregiony etnograficzne. W swojej pracy nie utożsamiałem jednakże administracyjnego zasięgu województwa łódzkiego z terenem środkowej Polski. Zakres
chronologiczny pracy obejmuje drugą połowę XIX stulecia i pierwszą połowę
XX wieku, a w szczególności okres od 1864 roku do 1939 roku. Jest to stosunkowo krótki dystans czasowy wynoszący zaledwie niecałe osiem dekad. Przyczyną podjętego wyboru jest fakt dysponowania największą liczbą źródeł etnograficznych dla podanego przedziału czasu. Źródła dla budownictwa chłopskiego
z okresu przed uwłaszczeniem o tym charakterze są niewystarczające. Jednym
z głównych powodów tego stanu rzeczy było stosunkowo późne podjęcie, bo
począwszy od lat dwudziestych XX wieku, systematycznych badań nad budownictwem chłopskim na obszarze Polski środkowej. Zdecydowaną ich większość
wykonano w okresie jeszcze późniejszym, bo od schyłku lat czterdziestych do
połowy lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Wpłynęło to bardzo niekorzystnie na
możliwości pełniejszego udokumentowania budownictwa powstałego przed
uwłaszczeniem, z powodu niemal całkowitego fizycznego zniszczenia budynków
zwłaszcza z XVIII wieku, jak również znacznego uszczuplenia obiektów
z pierwszej połowy XIX stulecia. Znalazło to swoje odzwierciedlenie w materiałach archiwalnych zwłaszcza w odniesieniu do budownictwa gospodarczego
i inwentarskiego. Materiały te nie zawierają praktycznie żadnych przykładów
budownictwa tego typu starszych niż druga połowa XIX stulecia.
Wprawdzie tradycyjne budownictwo chłopskie wznoszono jeszcze w latach
czterdziestych XX wieku, lecz z okresu II wojny światowej i powojennego posiadamy niewielką liczbę materiałów archiwalnych. Przyczyną tego stanu jest
fakt, że obiekty wybudowane po 1939 roku były dokumentowane sporadycznie.
__________
4
J. Barański, Świat rzeczy. Zarys antropologiczny, Kraków 2007.
W ramach serii wydawniczej pt. „Ocalić od zapomnienia” ukazała się praca autorstwa
Tomasza Czerwińskiego dotycząca problematyki budownictwa w Polsce. Jest ona poświęcona
nie tylko architekturze chłopskiej, lecz również sakralnej, przemysłowej oraz użyteczności
publicznej. Zob.: T. Czerwiński, Budownictwo ludowe w Polsce, Warszawa 2006.
5
311
Uwaga ówczesnych badaczy ze zrozumiałych względów koncentrowała się na
znacznie starszym budownictwie chłopskim.
W pracy wykorzystałem kompletną bazę źródłową, co nie powiodło się
z różnych przyczyn w przypadku wcześniejszych opracowań. Są to w przeważającej mierze skrócone inwentaryzacje budownictwa chłopskiego, wywiady, fotografie czarno-białe oraz rysunki. Moja dysertacja wykorzystuje ponad 1750 inwentaryzacji budynków chłopskich, dotychczasowe zaś opracowania maksymalnie 300.
Sięgnąłem również do źródeł historycznych odnoszących się do okresu
przed uwłaszczeniem. Umożliwiło to wykazanie, że niektóre ze stosowanych
konstrukcji np. zrębowa, czy sumikowo-łątkowa, lub rozwiązania podziału
wnętrz np. domy z centralnie usytuowaną izbą stanowią tradycję budowlaną
okresu wcześniejszego kontynuowaną po uwłaszczeniu.
Rozdział trzeci stanowi przegląd dotychczasowych badań nad budownictwem oraz będących ich wynikiem publikacji. Wykorzystane w pracy materiały
archiwalne są pokłosiem działalności wielu instytucji, także tych, które posiadają
swe siedziby poza granicami Polski środkowej. Na rozpatrywanym obszarze
badania nad budownictwem prowadziły bowiem: Zakład Architektury Polskiej
oraz Katedra Architektury i Planowania Wsi Politechniki Warszawskiej, Katedra
Architektury i Planowania Wsi Politechniki Gdańskiej, Instytut Sztuki Polskiej
Akademii Nauk w Krakowie oraz następujące muzea: Muzeum Archeologiczne
i Etnograficzne w Łodzi, Muzeum Okręgowe w Sieradzu, Muzeum w Łowiczu,
Muzeum w Tomaszowie Mazowieckim oraz Muzeum Ziemi Wieluńskiej. Na
polu badań nad architekturą chłopską aktywne było również Polskie Towarzystwo Ludoznawcze – Oddział w Łodzi, i Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Łódzkiego. Polska środkowa znalazła się również w zasięgu
badań nad Polskim Atlasem Etnograficznym prowadzonych z ramienia Polskiego
Towarzystwa Ludoznawczego, przekazanych następnie w ręce ówczesnego Instytutu Historii Kultury Materialnej Polskiej Akademii Nauk. Były one kontynuowane przez Zakład Etnografii (później Zakład Polskiego Atlasu Etnograficznego) we Wrocławiu. Liczne prace dokumentacyjne wykonane zostały również
przez Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków.
Spośród autorów opracowań dotyczących obszaru Polski środkowej mających niezaprzeczalny wkład na polu budownictwa chłopskiego należy wymienić
m. in.: Bożennę Paszkowską-Wróblewską, Zofię Neymanową, Józefa Lecha, Jan
Piotra Dekowskiego, Annę i Henryka Świątkowskich, Ignacego Tłoczka, Mariana Pokropka.
W rozdziale czwartym dotyczącym procesu kształtowania się budownictwa
chłopskiego przedstawiłem warunki fizjograficzne Polski środkowej i ich wpływ
na formy budownictwa. Prześledziłem również historię podziałów administracyjnych rozpatrywanego terytorium. Zaprezentowałem także w szerszej perspektywie czasowej, sięgając do okresu wczesnego średniowiecza, kwestie związane
312
z rozwojem sieci osadniczej i kształtami wsi. Zabieg ten umożliwił wykazanie,
że na obraz osadnictwa po uwłaszczeniu złożyły się elementy starsze genetycznie
i chronologicznie.
Rozdział piąty pt. „Rozplanowanie i typy zagród” posłużył mi do stworzenia systematyki zagród chłopskich, które budowano na terenie Polski środkowej.
Pozwoliło to na zobrazowanie całego bogactwa zagród występujących na omawianym obszarze.
Rozdział szósty pt. „Budownictwo mieszkalne” poświęciłem zagadnieniom
związanym z domem mieszkalnym. Podjąłem w nim próbę opracowania nowej
systematyki domów chłopskich. W rozdziale tym skoncentrowałem się na prezentacji rodzajów materiałów budowlanych i sposobów ich pozyskiwania, omówiłem techniki wznoszenia fundamentów, konstrukcje ścian zewnętrznych, działowych, ich ocieplenie, konstrukcję drzwi i okien, podłóg, stropów, wreszcie
sposoby pokrycia i formy dachów. Rozdział ten zakończyłem opracowaniem
zagadnień związanych z urządzeniami paleniskowo-dymnymi oraz zdobnictwem
budynku. W rozdziale tym omówiłem również problematykę domów podcieniowych.
Siódmy rozdział dysertacji poświęciłem zagadnieniom budownictwa gospodarczego i inwentarskiego. Podjąłem w nim próbę dokonania jego systematyki. W rozdziale tym opisałem również inne budynki występujące w chłopskich
zagrodach takie jak: spichlerze, brogi, drwalnie, wozownie, tarnie, szopy nakrywające kieraty, letnie kuchnie, parniki wreszcie zagadnienia związane z małą
architekturą. W tej części pracy opisałem również budynki gospodarcze i inwentarskie występujące pod wspólnym dachem z domem mieszkalnym, jak również
budynki inwentarskie z podcieniami.
Rozdział ósmy „Budowa domu i wierzenia z nią związane” miał za zadanie
pokazanie procesu budowy domu nie tylko w wymiarze technicznym, czego
dokonałem w rozdziałach poświęconych budownictwu mieszkalnemu oraz inwentarskiemu i gospodarczemu, lecz również społecznym i symbolicznym. Niezbędne było zatem przyjrzenie się sylwetkom budowniczych i użytkowników
w dwóch kontekstach: pierwszy dotyczył kwestii prawa budowlanego odnośnie
środowiska wiejskiego, drugi natomiast wierzeń mających wpływ na budowę
domu oraz wzajemne relacje właścicieli i wykonawców. W drugim kontekście
prześledziłem cały proces budowy domu od zakładzin, aż do zawieszenia
wiechy.
W rozdziale dziewiątym pt. „Dyskusja” podjąłem próbę dyskusji z wybranymi pojęciami i stwierdzeniami funkcjonującymi w dotychczasowych opracowaniach, tj. tzw. „budownictwa i domów tatarskich” oraz obronności zagród
chłopskich.
W dziesiątym rozdziale pracy pt. „Zakończenie. Ochrona zabytków budownictwa chłopskiego w Polsce środkowej” dokonałem przeglądu prac nad
projektowaniem i powstaniem muzeów na wolnym powietrzu dokumentujących
313
budownictwo chłopskie na obszarze Polski środkowej. Przy tej okazji zwróciłem
uwagę na zaangażowanie w te kwestie wybitnych naukowców i muzealników
w osobach: prof. Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej, mgr Zofii Neymanowej
czy mgr Józefa Lecha.
Dysertację doktorską zamyka spis bibliografii wykonanej według systemu
oxfordzkiego, podobnie jak zastosowany w pracy system przypisów oraz część
ilustracyjna w postaci czarno-białych rysunków autora pracy opartych na materiałach archiwalnych.
Konkluzje
1) Zagrody na obszarze Polski środkowej usystematyzowałem przyjmując
jako pierwszorzędne kryterium liczbę budynków wielkiej architektury. W efekcie stworzona systematyka obejmuje dwa warianty zagród jednobudynkowych,
pięć wariantów zagród dwubudynkowych, siedem wariantów zagród trzybudynkowych oraz trzy warianty zagród czterobudynkowych. Ponadto wyróżniłem
zagrody półzamknięte i zamknięte. W pracy zaproponowałem nazwę zagroda
półzamknięta na określenie zagród bogatych gospodarzy zdokumentowanych na
terenie radomszczańskiego w miejsce stosowanego dotychczas określenia „tatarska”. Stworzona systematyka pozwoliła połączyć z konkretnymi wariantami
warstwy użytkowników poczynając od najskromniejszych na najbogatszych
gospodarzach kończąc. Na obszarze łowickiego zagrody zamknięte były użytkowane wyłącznie przez bogatych gospodarzy. Dyskusyjną kwestią jest czy
mogą być traktowane jako jedna z cech regionalnych budownictwa łowickiego
z uwagi na ich niską frekwencję. Warto przy okazji dodać, że występowały na
dużych połaciach Małopolski, Podlasia, Mazowsza i Lubelszczyzny.
2) Na obszarze Polski środkowej występowały trzy typy domów mieszkalnych: jednotraktowe, półtoratraktowe oraz dwutraktowe. Dotychczasowa ich
systematyka była nieprecyzyjna, z uwagi na fakt, braku wydzielonych form półtoratraktowych. Efektem niniejszej pracy jest stworzenie nowej systematyki
chłopskich domów mieszkalnych. Jej pierwszorzędnym kryterium był podział
wnętrza domu mieszkalnego. W efekcie wyróżniłem dwadzieścia osiem wariantów domów, w tym: jedenaście wariantów domów jednotraktowych, trzynaście
półtoratraktowych oraz cztery warianty domów dwutraktowych. Cechy drugorzędne, czyli wąskofrontowość, szerokofrontowość, symetryczność lub asymetryczność pozwoliły mi na wyróżnienie odmian w ramach poszczególnych wariantów. Stworzona systematyka dała przegląd sposobów rozplanowania wnętrza
mieszkalnego przez wszystkie warstwy mieszkańców wsi, od najskromniejszych
do najbogatszych gospodarzy. Na obszarze Polski środkowej zdecydowanie
dominowały formy jedno i półtoratraktowe. W rozpatrywanym przedziale czasu
na terenie Polski środkowej mamy do czynienia ze stopniowym zanikiem starych
314
form budownictwa wąskofrontowego. Nastąpił on definitywnie w pierwszej
dekadzie XX stulecia.
3) Sądzę, że zdecydowanej większości wyróżnionych wariantów rozplanowania wnętrza mieszkalnego nie można powiązać tylko i wyłącznie z jednym
z obszarów. Wyróżnione bowiem warianty wykazują w zdecydowanej mierze
duży zasięg terytorialny, obejmujący nierzadko całe terytorium Polski środkowej. Dotychczas przedstawiano jedno i półtoratraktowe domy o układzie komora–izba–sień–izba–komora lub komora–izba–sień–izba, jako charakterystyczne
dla regionu łowickiego w granicach wytyczonych przez zasięg dawnego Księstwa Łowickiego. Najokazalsze z nich wyróżniające się kubaturą i walorami
zdobniczymi łączono z warstwą bogatych gospodarzy, dla których stanowiły
wyznacznik pozycji społecznej. Zarysowany obraz uzupełniłem wykazując występowanie na wymienionym obszarze przez cały badany okres również dużo
skromniejszych domów o układzie sień–izba, sień–izba–komora lub izba–sień–
izba związanych ze średniozamożnymi i biedniackimi gospodarstwami. Wykazałem również, że pojawienie się domów dwutraktowych na obszarze łowickiego
nie nastąpiło dopiero w okresie międzywojennym, lecz przypada na czas ostatnich dwóch dekad XIX wieku.
4) Na rozpatrywanym terytorium występowały domy mieszkalne, których
rozplanowanie nie pozwoliło mi na zaklasyfikowanie do żadnego z wyróżnionych wariantów. Dotychczasowe opracowania nie podejmują tego problemu, nie
wykraczając poza opisanie domów przyporządkowanych do konkretnego wzorca. Są to obiekty skromnie reprezentowane w materiale źródłowym. Nie pozwala
to na wyciągnięcie ścisłych wniosków natury przestrzenno-chronologicznej
odnośnie konkretnego sposobu rozplanowania wnętrza, i nie tu upatrywałem
potrzeby ich opisu. Omawiane tu obiekty wykazują znaczną dyspersję terytorialną, można je odnaleźć na terenie niemal całej Polski środkowej. Domy te powstawały na bazie obiektów zarówno jednotraktowych, półtoratraktowych
i dwutraktowych. Sądzę, że domy te po części powstały jako skutek naśladowania powtarzalnego, znanego wzorca, lecz na ich ostatecznym kształcie zaważyły
indywidualne potrzeby gospodarzy. Powstawaniu omawianych rozwiązań mogły
sprzyjać również szczególne okoliczności, jak np. akcja kolonizacyjna.
Kolejnymi ciekawymi rozwiązaniami architektonicznymi są domy przeznaczone dla dwóch rodzin. Wskazuje na to analiza ich rzutów przyziemia oraz
informacja o ich przeznaczeniu dla np. dwóch braci. Ich rozplanowanie wewnętrzne polega na wybudowaniu pod jednym dachem w układzie szeregowym
dwóch „segmentów”, z których każdy z osobna stanowi odrębną funkcjonalnie
całość. Obiekty te posiadają wspólną szczytową ścianę działową pomiędzy
„segmentami”. Co interesujące zanotowałem podziały omawianych domów na
dwa osobne obiekty, czego dokonywano przez rozcięcie na pół.
5) Na obszarze Polski środkowej występowały dwa rodzaje domów podcieniowych, a mianowicie: z pełnym podcieniem szczytowym bezsłupowym oraz
315
wnękowym. Pierwszy rodzaj podcienia występował na południu badanego obszaru. Domy z podcieniem szczytowym stanowią dziedzictwo okresu wcześniejszego, a ich zanik przypada na początek XX wieku. Występowały one tylko
i wyłącznie w przypadku domów o amfiladowym układzie pomieszczeń, z centralnie usytuowaną izbą, zarówno jedno – jak i półtoratraktowych. Pełniły nie
tylko funkcję ochronną dla ściany szczytowej, lecz również miejsca stwarzającego okazję do życia towarzyskiego.
Problematyka domów z wnęką nie była do tej pory poruszana w literaturze
dotyczącej obszaru Polski środkowej. Domy z podcieniem wnękowym na omawianym terytorium występowały w odmianie bezsłupowej. Podcień wnękowy
posiadały prawie wyłącznie domy o dwutraktowym układzie pomieszczeń. Można je zatem powiązać z grupą bogatych gospodarzy, która element ten traktowała
prestiżowo, nie zaś funkcjonalnie. Domy z podcieniem wnękowym zaprzestano
budować około 1890 roku. Na obszarze Polski środkowej do architektury chłopskiej dostały się za pośrednictwem budownictwa małomiasteczkowego, jako
zapożyczenie. Wskazuje na to ich lokalizacja m. in. w okolicach Zgierza. Stanowi to dowód na wskazany kierunek ich zapożyczenia, czyli ze środowiska małomiasteczkowego. Warto dodać, że stanowiące dla chłopów źródło inspiracji
dziewiętnastowieczne domy tkaczy z podcieniem wnękowym w Zgierzu zachowały się do dnia dzisiejszego.
6) Do końca badanego okresu dominujący surowiec budowlany stanowiło
drewno. W oparciu o analizę zebranych materiałów archiwalnych udział domów
drewnianych w rozpatrywanym w pracy okresie czasu mogę szacować na 95%,
co stanowi wskaźnik dużo wyższy niż w dotychczasowych opracowaniach. Podobną rolę w kryciu dachów pełniła słoma. Do końca okresu międzywojennego
pokrywano nią 99% budynków chłopskich. W przypadku budownictwa mieszkalnego na obszarze Polski środkowej wykazałem występowanie konstrukcji
szkieletowej (odmiany szachulcowej). Udokumentowałem także zastosowanie na
rozpatrywanym terytorium formy dachu trzyspadowego występującego również
w budownictwie inwentarskim. Wymieniona konstrukcja ścian oraz forma dachu
stanowiła bardzo rzadkie zjawisko w architekturze chłopskiej w Polsce środkowej, w dotychczasowej literaturze brak o nich informacji. Ponownego zdefiniowania wymagał również termin konstrukcja mieszana. W dotychczasowym opracowaniu syntetycznym czytamy: „Konstrukcja węgłowa ścian, występowała
w dwóch odmianach: zrębowej i mieszanej, powstałej z połączenia węgłowej
i sumikowo-łątkowej”6. W przypadku konstrukcji mieszanej autor cytowanego
opracowania opisał domy, których cztery narożniki związano na zrąb, a okna
i drzwi wykończono przy pomocy konstrukcji sumikowo-łątkowej. Moim zdaniem bardziej precyzyjne jest zaklasyfikowanie tak skonstruowanych domów
jako zrębowych. Natomiast konstrukcję sumikowo-łątkową zastosowaną w celu
__________
6
316
J. Lech, op. cit., s. 63.
wykończenia otworów drzwiowych i okiennych oraz przedłużenia ścian z powodu niedostatecznej długości budulca określiłem jako pomocniczą. Jako domy
o konstrukcji mieszanej w swojej pracy zaklasyfikowałem zaś te, które wybudowano ze zróżnicowanych materiałów, np. częściowo tylko z drewna i przy użyciu różnych konstrukcji.
7) Efektem podjętej pracy jest systematyka budownictwa gospodarczego
i inwentarskiego. Żadne z dotychczasowych opracowań nie podjęło próby jego
całościowego usystematyzowania. Problematyka budownictwa gospodarczego
i inwentarskiego była bowiem traktowana drugorzędnie lub całkowicie pomijana.
W mojej pracy wyróżniłem pięć wariantów stodół oraz cztery warianty budynków inwentarskich. Pierwszorzędne kryterium podziału stanowił podział wnętrza
budynku oraz pełnione przezeń funkcje. Pozwoliło to na przegląd stosowanych
rozwiązań przez wszystkie warstwy mieszkańców wsi, podobnie jak w przypadku budownictwa mieszkalnego. Na obszarze Polski środkowej w omawianym
przedziale czasu występowały wyłącznie stodoły szerokofrontowe, nie zdokumentowano stodół wąskofrontowych ani poligonalnych. Na obszarze Polski
środkowej występowały również stodoły z wydzielonym osobnym pomieszczeniem gospodarczym tj. spichlerzem lub tzw. średnicą. Chronologia stodół zawierających wydzielone wewnątrz pomieszczenie magazynowe przypada prawie
wyłącznie na XX stulecie. Obiekty ze schyłku XIX wieku są bardzo nieliczne.
Spichlerze jako budynki wolnostojące stanowią bardzo nieliczne zjawisko.
8) Kosztem próby dyskusji w pracy poruszyłem zagadnienie tzw. „domów
tatarskich” lub „budownictwa tatarskiego” na terenie radomszczańskiego. Sądzę,
że wobec braku przekonywujących dokumentów archiwalnych dalsze przypisywanie osadnictwu tatarskiemu zagród ze Stobiecka Miejskiego (dziś część Radomska) oraz domów we wsi Wielgomłyny i łączenie ich z potomkami tej grupy
etnicznej nie jest zasadne. Należy natomiast zwrócić uwagę, że na terenach radomszczańskiego i sąsiedniego pajęczańskiego zlokalizowane były ośrodki produkcji kaszy gryczanej tzw. tatarki. W ośrodkach miejskich tego obszaru, a nawet we wsiach (w tym w Stobiecku Miejskim), liczni byli handlarze tym
produktem (obok mąki), tzw. „tatarzy”7. Nie można również pominąć faktu, że
produkcja kaszy gryczanej na terenie radomszczańskiego jest do dziś lokalnie
prowadzona, co wykazały przeprowadzone przeze mnie badania.
Kolejnym zagadnieniem, które spróbowano uściślić jest kwestia obronności
zagród zamkniętych na terenie łowickiego oraz półzamkniętych na terenie radomszczańskiego. „Stąd też chaty takie, czy całe zagrody budowano o charakterze jakby obronnym. Już sam widok takiej zagrody działa odstręczająco”8. „Za-
__________
7
Na fakt ten zwracano już uwagę w dotychczasowej literaturze przedmiotu. Zob.: B. Baranowski, Życie codzienne wsi między Wartą a Pilicą w XIX wieku, Warszawa 1969, s. 36;
tenże, Kultura ludowa XVII i XVIII w. na ziemiach Polski Środkowej, Łódź 1971, s. 122.
8
S. Zaborowski, Obejście, czyli zagroda zamknięta w sobie we wsi Makowie, „Wieś, dwór
i miasto”, R. I, 1925, nr 1, s. 13.
317
groda typu „tatarskiego” miała cechy o charakterze obronnym: zupełny brak
okien w domu od strony drogi oraz zwarty układ budynków”9. Walory obronne
podnoszone były jako argument na rzecz układu budynków w zagrodzie, ograniczenia i umiejscowienia otworów okiennych w ścianie domu. Sadzić można, że
zabiegi te odnośnie okien (a także drzwi) były podyktowane troską o zabezpieczenie samego domu przed niepożądaną ingerencją, jak największej ilości ciepła
w porze chłodnej wewnątrz domu oraz możliwością obserwacji z wnętrza izby,
co działo się wewnątrz zagrody. Wznoszenie zagród zamkniętych i półzamkniętych wyrażało tendencję do izolacji warsztatu produkcyjnego bogatych chłopów,
zachowania w tajemnicy źródeł swojego bogactwa. Sądzę więc, że budowanie
zagród zamkniętych i półzamkniętych sprzyjało dążeniu do zabezpieczenia,
ochrony przed kradzieżą czy zniszczeniem znacznego majątku bogatej warstwy
gospodarzy.
W mojej intencji napisana praca poszerzy stan naszej wiedzy o budownictwie chłopskim w Polsce środkowej przyczyniając się do popularyzacji tej problematyki oraz promocji wartości kulturowych województwa łódzkiego.
__________
9
B. Paszkowska-Wróblewska, Budownictwo „tatarskie” w Stobiecku Miejskim, „Prace
i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. Seria Etnograficzna”, t.
VII, 1963, s. 57.
318
Barbara Chlebowska
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne
w Łodzi
Żebractwo wiejskie w II RP
Przedmiotem mojej pracy doktorskiej jest żebractwo na terenach wiejskich
II Rzeczpospolitej. Zasadniczą przyczyną, która skłoniła mnie do podjęcia tej
problematyki jest brak kompleksowych, przedstawiających całokształt problemu
opracowań, oraz bardzo niewielka ilość prac drobniejszych, dotyczących jego
wybranych aspektów. Otwierające się w ten sposób pole badawcze wydało mi się
tym bardziej interesujące, że ustalenia odnoszące się do żebractwa w I Rzeczpospolitej wskazywały, że problematyka związana z tym zjawiskiem może być
rozbudowana i wielowątkowa.
Rozważania obejmują swoim zasięgiem obszar całej II Rzeczpospolitej.
Zdecydowałam się na takie rozwiązanie, mimo tego, że tereny ówczesnego państwa polskiego różniły się kulturowo, a także pod względem stopnia rozwoju
gospodarczego. Na takiej decyzji zaważyły trzy istotne czynniki. Po pierwsze
pozostawanie w granicach jednego organizmu państwowego odmiennych pod
względem kulturowym i gospodarczym ziem, sprzyjało stopniowemu zacieraniu
się różnic między nimi. (Działo się tak dzięki obejmującej cały kraj polityce
ekonomicznej, społecznej, kulturalnej i edukacyjnej rządu.) Po drugie należy
pamiętać, iż w ówczesnych realiach swobodny przepływ ludności możliwy był
w granicach jednego państwa. Skłania to do rozpatrywania żebractwa – procederu związanego niekiedy z częstą zmianą pobytu, właśnie ma takim obszarze.
Wzięłam także pod uwagę specyfikę dostępnych mi źródeł, dotyczą one różnych
rejonów II Rzeczpospolitej, a ich selekcja nie zawsze jest możliwa, są wśród nich
bowiem zbiorcze opracowania oparte na danych z całego kraju.
Ramy czasowe mojej pracy określiłam na lata 1918–1939, czyli okres istnienia II Rzeczpospolitej. Odrodzone po wieloletniej niewoli państwo polskie
cechowało się swoistymi realiami społecznymi i ekonomicznymi, odmiennymi
od tych, które panowały na danym terenie wcześniej, gdy pozostawał on związany z którymś z państw zaborczych. W Polsce Ludowej, państwie o innym kształcie terytorialnym, w którym panował inny system polityczny, realia także były
zupełnie inne. Tak więc wyznaczony okres obejmuje nie tylko funkcjonowanie
określonego tworu państwowego w sensie politycznym i administracyjnym, ale
także istnienie określonej, wieloaspektowej rzeczywistości.
319
Celem mojej pracy jest poznanie zjawiska żebractwa wiejskiego w następujących, aspektach: stworzenie typologii żebraków wiejskich; dokonanie charakterystyki i analizy stylu życia poszczególnych typów żebraków; wyjaśnienie stosunku ludności wiejskiej do poszczególnych typów wypraszających jałmużnę;
dokonanie ustaleń dotyczących ewentualnej kulturotwórczej roli żebraków.
Moja dysertacja ma charakter interdyscyplinarny. Jest to opracowanie antropologiczno-historyczne, korzystam też z pojęć i teorii socjologicznych. Zachowania żebraków i darczyńców oraz zjawiska z życia wsi, które ich dotyczą,
interpretuję odwołując się do ustaleń antropologii symbolicznej w zakresie historii mentalności, a konkretnie do historii społecznych wyobrażeń o żebractwie
i ich roli w kulturze. Dla rozważań, których dokonuję w swojej pracy, niezbędny
jest pewien zakres wiedzy z historii społeczno-gospodarczej, który pozwoli osadzić zjawisko w faktografii i danych statystycznych. Ze względu na charakter
znacznej części materiału źródłowego – pamiętników, moja praca zawiera fragmenty będące realizacją zasadniczego postulatu mikrohistorii – to jest badania
małych peryferyjnych społeczności i zjawisk w krótkich odcinkach czasu poprzez pryzmat indywidualnych losów jednostek. W celu ukazania możliwie wielu aspektów zachowania zarówno żebraków jak i osób udzielających jałmużny
odwołuję się do schematu teoretycznego Erwinga Goffmana, opartego na metaforze teatralnej. Pozwala on ustalić ogólne, modelowe ramy spektaklu społecznego, wytwarzanego wokół zjawiska żebractwa, oraz zrozumieć poszczególne
indywidualne sceny tego przedstawienia.
Na bazę źródłową mojej pracy składają się zarówno źródła zastane jak
i wywołane – materiały uzyskane przeze mnie w drodze własnych badań empirycznych. Źródła zastane, do których się odwołuję to dokumenty, które pozostały
po działalności administracji państwowej i samorządowej oraz organizacji zajmujących się zapobieganiem i zwalczeniem żebractwa (np. Łódzkie Towarzystwo Przeciwżebracze, Komitet Walki z Żebractwem w Poznaniu, Towarzystwo
Przeciwżebracze Opaczność w Borysławiu) – statuty, sprawozdania z działalności itp. Do tej kategorii zaliczają się również akty prawne regulujące w II Rzeczpospolitej kwestie żebractwa włóczęgostwa i opieki społecznej.
Zasadnicze miejsce w bazie źródłowej mojej pracy zajmują pamiętniki.
Wykorzystuję relacje autobiograficzne napisane przez chłopów i przedstawicieli
środowiska robotniczego. Pojawiają się w nich bowiem wątki związane z kontaktem pamiętnikarzy z żebrakami jak i zapis ich doświadczeń związanych
z wypraszaniem jałmużny. Pamiętniki, z których korzystam dzielą się na dwie
zasadnicze kategorie – pierwsza z nich to prace powstałe bez zachęty instytucjonalnej – samorzutnie lub za namową osób z najbliższego otoczenia autora, druga
to prace inspirowane konkursami. Pamiętniki z drugiej grupy to pokłosie trzech
320
projektów badawczych Instytutu Gospodarstwa Społecznego oraz relacje autobiograficzne młodzieży chłopskiej nadesłane w związku z apelem ogłoszonym
przez Józefa Chałasińskiego. Ze względu na to, iż oryginale materiały z konkursów organizowanych przez IGS zaginęły w czasie II wojny światowej zmuszona
jestem odgraniczyć się do wydanych drukiem wyborów pamiętników. Tom Pamiętniki bezrobotnych zawiera 57 relacji, Pamiętniki chłopów 44 prace.
W latach 2000–2003 na potrzeby swojej pracy przeprowadziłam badania terenowe. Wzięły w nich udział 23 osoby (15 kobiet, 8 mężczyzn) urodzone
w latach 1917–1930 na terenach wiejskich II Rzeczpospolitej. Zastosowałam
metodę wywiadu swobodnego, która jak sadzę, jest bardziej odpowiednia do
dzielenia się wspomnieniami, niż sztywny kwestionariusz. Pozyskany przeze
mnie na drodze tych badań materiał, traktuję jako uzupełnienie źródeł drukowanych. Taki stan rzeczy wynika z dwóch powodów. Pierwszy, zasadniczy powód
związany jest z charakterem uzyskanych przeze mnie informacji. Rozmówcy
w okresie, którego dotyczyły badania byli dziećmi, a dzieci mają ograniczone
kompetencje kulturowe, specyficzny sposób odczuwania i rozumienia świata.
Relacje rozmówców nie poruszają wielu aspektów badanego przeze mnie zagadnienia. Druga przyczyna to wymuszona względami organizacyjnymi niewielka
skala i zasięg badań.
Opracowania przedstawiają się bardzo skromnie. W okresie międzywojennym w prasie fachowej (np. „Gazeta Administracji i Policji Państwowej”, miesięcznik „Ruch Charytatywny” wydawany przez Instytut Caritas) i w publikacjach wydawanych przez samorządy i instytucje społeczne (np. Materiały
sprawozdawcze – Pierwszy Ogólnopolski Zjazd Przedstawicieli Opieki Społecznej. Pierwszy Ogólnopolski Zjazd Przeciwżebraczy, wydany przez Urząd Miasta
w Poznaniu, Zagadnienie żebractwa w Polsce wydane przez Towarzystwo Przeciwżebracze w Borysławiu) ukazały się popularnonaukowe artykuły dotyczące
poszczególnych aspektów żebractwa, takich jak historia, stan prawny, szkodliwość społeczna, zwalczanie, specyfika na terenach wiejskich, charakterystyka
społeczna osób oddających się temu procederowi itp.
Moja dysertacja składa się ze wstępu, czterech rozdziałów i zakończenia. Pierwszy rozdział dysertacji Żebractwo wiejskie w II RP zatytułowany
Uwagi z historii żebractwa ma charakter wprowadzający. Założeniem, które mu
przyświeca jest przedstawienie zagadnień z historii żebractwa, których reminiscencje miały wpływ na kształt tego zjawiska w okresie międzywojennym.
W związku z tym nie jest on spójnym zarysem historii żebractwa, który zresztą
przekraczałby ramy mojej pracy. Dwa spośród trzech składających się na ten
rozdział szkiców przybliżają konkretne problemy: pierwszy to żebractwo i jałmużna w doktrynie chrześcijańskiej, drugi nowożytny system opieki społecznej
w Europie jako odpowiedź na zjawisko żebractwa. Ostatni, trzeci szkic ma bar-
321
dziej przekrojowy charakter, przedstawia on społeczne i kulturowe aspekty problemu żebractwa w I RP.
Drugi rozdział mojej pracy nosi tytuł Żebractwo w II Rzeczpospolitej.
Ogólna charakterystyka zjawiska. W rozdziale tym przedstawiam ustawodawstwo mające na celu zwalczanie żebractwa i włóczęgostwa i zapobieganie tym
zjawiskom. (Akty prawne dotyczyły najczęściej jednocześnie obu zjawisk.) Poruszyłam również problem skali żebractwa zarówno w świetle oficjalnych danych jak i w odbiorze społecznym. Odnoszę się również do najistotniejszych
problemów gospodarczych międzywojennej Polski oraz funkcjonowania pomocy
społecznej i dobroczynności jako czynników mogących mieć wpływ na skalę
żebractwa. Podjęłam również próbę charakterystyki stosunku różnych grup ówczesnego społeczeństwa polskiego do tego procederu.
Na kartach trzeciego rozdziału dokonuję typologii żebraków wiejskich
z okresu II Rzeczpospolitej oraz analizy stylu życia poszczególnych kategorii
żebraków.
Rozdział czwarty poświecony jest problemowi postrzegania poszczególnych kategorii żebraków przez mieszkańców wsi oraz roli żebraków w życiu
społecznym i kulturalnym wsi w okresie II Rzeczpospolitej.
Dokonałam następujących ustaleń:
1. Wstępne ustalenia odnośnie stanu prawnego, skali żebractwa i stosunku
społecznego do tego zjawiska. Żebractwo było karalne przez cały okres istnienia II Rzeczpospolitej, najpierw na mocy ustawodawstwa odziedziczonego po
zaborcach, a od 1927 r. na mocy rozporządzenia Prezydenta RP o żebractwie
i włóczęgostwie. Ten akt prawny przewidywał umieszczanie niezdolnych po
pracy żebraków w placówkach opiekuńczych, natomiast zdolnych do niej
w domach pracy przymusowej. Przed uchwaleniem rozporządzenia prezydenta
za żebractwo i włóczęgostwo na terenie II Rzeczpospolitej zatrzymywano kilkanaście tys. osób rocznie. Ponieważ ów akt prawny wchodził w życie stopniowo
i do 1939 r. nie obowiązywał we wszystkich województwach nie ma danych,
które można by zestawić ze wskaźnikami z przed 1927 r. W odczuciu społecznym skala żebractwa była znaczna, co więcej w okresie tzw. „wielkiego kryzysu
gospodarczego” ilość proszących o wsparcie wzrosła. Żebrzący stanowili stały
element pejzażu kulturowego polskich wsi i miast. Nie zanotowałam znacznego
zróżnicowania skali żebractwa w poszczególnych częściach ówczesnej Polski.
Zdecydowanie na niekorzyść wyróżniały się tereny znajdujące się w najbliższym
sąsiedztwie głównych szlaków komunikacyjnych, znanych sanktuariów i dróg do
nich prowadzących. (Sugeruje to mobilność znacznej części żebraków oraz tradycyjny związek żebrania z praktykami religijnymi.) Zdaniem przedstawicieli
władz samorządowych i centralnych żebractwo było zjawiskiem szkodliwym
społecznie, pomoc w formie jałmużny uważali oni za, przynajmniej potencjalnie,
322
demoralizującą. Na podobnym stanowisku stali też członkowie organizacji przeciwżebraczych, w zdecydowanej większości rekrutowali się oni spośród osób
zajmujących wysokie lub dość wysokie miejsce w hierarchii społecznej. Chłopi
a także robotnicy mieli zasadniczo odmienny stosunek do żebractwa – akceptowali je jako takie, a udzielanie jałmużny postrzegali jako obowiązujący w ich
środowisku zwyczaj. Środki przeznaczane na opiekę społeczną były niedostateczne, organizacja pomocy udzielanej przez tę instytucję oraz organizacje przeciwżebracze pozostawiała wiele do życzenia, taki stan rzeczy nie mógł być bez
wpływu na skalę tego procederu.
2. Ustalenia odnośnie typologii żebraków wiejskich i charakterystyki poszczególnych kategorii proszących o wsparcie. Wyodrębniłam dwie zasadnicze
grupy żebraków odwiedzających wiejskie tereny II Rzeczpospolitej – „żebraków tradycyjnego typu” i „żebraków nowego typu”. W skład pierwszej
wchodzili starcy, nieuleczalnie chorzy i niepełnosprawni – jednym słowem ludzie, którym ze względu na niezdolność do pracy zgodnie z wielowiekową tradycją przysługiwało prawo do wypraszania jałmużny. Na określenie tej grupy
żebraków używam również pojęcia „dziad”, ponieważ jest to zgodne ze zobiektywizowanym znaczeniem tego terminu. Do żebraków nowego typu zakwalifikowałam pozostających bez pracy mieszkańców miast oraz najbiedniejszych
mieszkańców wsi – bezrolnych i małorolnych (wielu z nich dotyczył problem
ukrytego bezrobocia). Pojawienie się na arenie życia społecznego obu wspomnianych kategorii żebraków wiązało się z tzw. „wielkim kryzysem gospodarczym” i było wynikiem wzrostu bezrobocia i spadkiem dochodów chłopów1.
Kryterium podziału na żebraków nowego i tradycyjnego typu stanowi de facto
zdolność do pracy, czyli wiek w połączeniu ze stanem zdrowia. Żebraków nowego typu łączył fakt, że były to osoby zdolne do pracy. Uciekanie się do żebraczego procederu osób w pełni sił było w międzywojniu zjawiskiem nowym. Oczywiście przypadki wypraszania jałmużny przez zdolnych do pracy zdarzały się
zawsze, jednak dawniej w takich sytuacjach żebracy uciekając się do oszustwa
udawali przed ofiarodawcami kalekich lub chorych.
Szczególną kategorią żebraków nowego typu byli tzw. rajzerzy. Pochodzący z niemieckiego termin „rajzer” występował w języku potocznym na terenie
całej II Rzeczpospolitej. Mianem tym określano młodych mężczyzn, którzy
wędrowali po całym kraju w poszukiwaniu dorywczej pracy lub jałmużny, korzystając z darmowych noclegów w zagrodach chłopskich. W takim też znaczeniu używam go w swej pracy. Odbywanie ustawicznych, dalekich wędrówek
łączy rajzerów z włóczęgami, jednak mają oni konstytutywne cechy żebraków
nowego typu, co pozwala zaliczyć ich do tej grupy.
__________
1
J. Skodlarski, Zarys historii gospodarczej Polski do 1945, Warszawa–Łódź 1998, s. 264–
267.
323
Warto podkreślić, że osoby pochodzenia miejskiego stanowiły znaczną
część żebrzących na obszarach wiejskich.
3. Ustalenia odnośnie charakterystyki poszczególnych kategorii żebraków.
Żebracy tradycyjnego typu w zdecydowanej większości byli pochodzenia chłopskiego. Niektórzy z nich odbywali dalekie wędrówki, inni odwiedzali sąsiednie
wsie. Wygląd tradycyjnych żebraków wyróżniał ich spośród mieszkańców wsi.
Chodzili oni w bardzo zniszczonej, podartej lub połatanej odzieży, nosili worki
na wyżebraną jałmużnę, podpierali się kijem lub laską. Wielu nich miało widoczne symptomy niepełnosprawności, choroby czy upośledzenia.
Dziady żebrały chodząc po wsiach i odwiedzając chałupy, otrzymywały najczęściej jałmużnę w naturze – kawałek chleba, kilka ziemniaków, jajko, trochę mąki
lub kaszy, ewentualnie kawałek słoniny. Zamożniejsi gospodarze obdarowywali
żebrzących także niewielkimi sumami w gotówce. Jeżeli odwiedzili oni dom
w porze posiłku zwykle dostawali poczęstunek. Dziady używały religijnych form
powitania, podziękowania i pożegnania – pochwalony, Bóg zapłać, zostańcie
z Bogiem.
Tradycyjni żebracy wypraszali jałmużnę również pod kościołami, szczególnie w niedzielę i święta. Najwięcej dziadów, także spoza najbliższej okolicy,
zbierało się na odpustach. W takich okolicznościach wspierano ich datkami pieniężnymi. Żebracy pod kościołami siedzieli lub klęczeli, kładli przed sobą puszkę lub czapkę na monety. W oczekiwaniu na datek niektórzy odmawiali różaniec. Czasem starali się zwrócić na siebie uwagę potencjalnych jałmużników
gestami czy spojrzeniami. Otrzymawszy jałmużnę dziad modlił się w intencji
ofiarodawcy albo za duszę wskazanego przez niego zmarłego. W okresie międzywojennym zaczął zanikać zwyczaj obdarowywania w naturze dziadów, którzy w Dniu Zadusznym gromadzili się przed cmentarnymi bramami, częściej
w zamian za modlitwę w intencji wskazanego zmarłego dawano im pieniądze.
Wart jest podkreślenia fakt, że zachowała się mające kilkusetletnią tradycję
traktowanie modlitwy jako zadośćuczynienia za jałmużnę oraz powiązanie rozdawania wsparcia ubogim z obrzędowością zaduszną.
Tradycyjni żebracy demonstrowali pobożność, pokorę, skromność. Nawiązywali w ten sposób do tradycyjnej idei miłosierdzia i etosu ubóstwa, takiego
bowiem zachowania w ich myśl należało oczekiwać od osób korzystających
z odruchu serca. Reasumując żebracy tradycyjnego typu odwoływali się do spójnego, obejmującego wygląd, zachowanie, miejsca ubiegania się o jałmużnę wzoru kulturowego.
Żebracy nowego typu byli zróżnicowaną wewnętrznie grupą żebraków.
Na podstawie zachowań związanych z uprawianiem żebraczego procederu
i pochodzenia społecznego wyróżniłam w jej ramach kilka typów.
324
–
Pierwszy z nich określiłam jako żebracy z okolicy. Były to osoby pochodzące z miasta, mające stałe miejsce zamieszkania, bezrobotne, lub
takie, które w wyniku zdarzeń losowych straciły źródło utrzymania (np.
wdowa po jedynym żywicielu rodziny.) Żebracy z okolicy najczęściej
byli w sile wieku i mieli dzieci na utrzymaniu. Ze względu na sytuację
rodzinną wypraszali jałmużnę we wsiach ewentualnie małych miasteczkach w promieniu kilku, kilkunastu, rzadziej kilkudziesięciu km od
miejsca zamieszkania. Dla niektórych z nich dochody z jałmużny były
uzupełnieniem niewystarczającego na utrzymanie zasiłku dla bezrobotnych. Bez względu na porę roku odbywali oni jednodniowe, rzadziej
kilkudniowe wędrówki po prośbie. Żebracy ci nie utrzymywali ze sobą
kontaktu, funkcjonowali w rodzinie i społeczności sąsiedzkiej.
– Drugim typem „nowych” żebraków byli żebracy pochodzenia chłopskiego. Najbiedniejsi mieszkańcy wsi – bezrolni i małorolni, spośród
których rekrutował się ten typ żebraków, wypraszali wsparcie sezonowo. Wiązało się to z faktem, iż ludzie ci pracowali we własnych gospodarstwach lub jako pracownicy najemni w rolnictwie, a ich sytuacja
ekonomiczna była zmienna w ciągu roku. Żebracy pochodzenia wiejskiego odbywali stosunkowo dalekie wędrówki po prośbie, motywowała
ich do tego chęć ukrycia swojego zajęcia przed sąsiadami i dalszymi
krewnymi.
– Jak już wspomniałam do grona żebraków nowego typu można zaliczyć
rajzerów. W czasie dalekich wędrówek stopniowo rozluźniały się ich
kontakty z rodziną i sąsiadami. Między sobą utrzymywali oni jedynie
przelotne kontakty, dlatego byli często wyalienowani i funkcjonowali
poza systemem kontroli społecznej.
Oprócz wymienionych powyżej typów żebraków na arenie życia społecznego funkcjonowały w okresie „wielkiego kryzysu” gospodarczego osoby parające się zajęciami, które określiłam jako quasaipracę. Praktyki te – uliczne muzykowanie, drobny nielegalny handel i domokrążne rzemiosło w świadomości
społecznej lokowały się jako formy pośrednie między pracą a żebraniem. Przez
przedstawicieli władz były natomiast uznawane za ukryte żebractwo.
Część żebraków nowego typu przejmowała zachowania typowe dla dziadów – pobożność skromność, chcąc w ten sposób zyskać przychylność ofiarodawców. Inni kierowani frustracją wywołaną swoją obecną sytuacją życiową
oraz poczuciem krzywdy wykazywali postawę roszczeniową.
4. Ustalenia odnośnie stosunku chłopów do żebraków i ich roli w życiu społeczno-kulturalnym wsi Zdecydowana większość mieszkańców wsi wspierała
żebraków, w nielicznych przypadkach chłopi odmawiali jałmużny osobom zdolnym do pracy. Jednak takie postępowanie nie zawsze oznaczało jednakową po-
325
stawę względem wypraszających wsparcie. Pierwsza z nich, którą określiłam
mianem „współczuję i pomagam” cechowała się głębokim współczuciem dla
żebrzącego oraz zrozumieniem jego sytuacji życiowej. Postawa ta miała u swoich źródeł nie tylko empatię ale także ideę chrześcijańskiego miłosierdzia
Drugą powszechną wśród chłopów postawę wobec żebraków można nazwać: pomagam ile mogę. Reprezentujący tę postawę mieszkańcy wsi nie ulegali łatwo emocjom i poziom wsparcia dla potrzebujących zawsze dostosowywali
do swoich możliwości. Udzielanie wsparcia było dla nich w większym stopniu
respektowaniem obowiązującego od dawna w ich środowisku zwyczaju niż realizacją potrzeby serca.
W okresie I Rzeczpospolitej żebracy pełnili ważną rolę w życiu społecznym
i kulturalnym wsi. Stanowili oni dla tego środowiska ważne źródło informacji
o świecie zewnętrznym. Odgrywali także istotną rolę w życiu religijnym społeczności wiejskich, zajmowali szczególne miejsce w obrzędowości zadusznej
(pośrednicy między żyjącymi a zmarłymi, a nawet zastępowanie zmarłych).
Typowe dla dziadów umiejętności i wiedza – ziołolecznictwo, podstawy medycyny, praktyki magiczne, śpiew, składały się na specyficzne rzemiosło. Stosunek
chłopów do dziadów nacechowany był szacunkiem ale i obawą.
Jednak w 1936 r. Jan St. Bystroń napisał: Żebrak jest już tylko ubogim, któremu daje się wsparcie z litości, który poza tym żadnego znaczenia nie ma (…)2
Przyczyny takiego stanu rzeczy były dwojakie – po pierwsze znaczna cześć
żebraków, także tych tradycyjnego typu, nie miała umiejętności potrzebnych dla
praktykowania dziadowskiego rzemiosłu. Jednocześnie pewne spośród świadczonych dawniej przez dziady usług, ze względu na wieloaspektowe zmiany
kulturowe i społeczne, przestały być mieszkańcom wsi potrzebne. Spotkam się
jedynie z nielicznymi przypadkami, że żebraczki zajmowały się ziołolecznictwem.
Niewątpliwie można natomiast mówić o niewielkiej roli kulturotwórczej
nowych żebraków pochodzących z miast. Pomimo, iż w międzywojniu została
przełamana izolacja wsi, istniało wiele barier, głównie natury finansowej,
w dostępie chłopów do wiedzy, informacji, kultury narodowej i rodzącej się
wówczas kultury popularnej. W niewielkim stopniu miejscy żebracy nowego
typu mogli tę lukę wypełniać. Kontakt z nimi stanowił dla chłopów zainteresowanych problemami społecznymi i ekonomicznymi okazję do wymiany opinii
z osobami spoza własnego środowiska i uzyskania nowych wiadomości. Mogli
oni także rozpowszechniać nadal dość trudno dostępne dla mieszkańców wsi
przekazy kultury masowej. Zapraszany na nocleg rajzer o towarzyskim usposobieniu mógł wieczorem opowiadać o obejrzanych w kinie filmie lub śpiewać
radiowe czy filmowe piosenki. Odwiedzając pobliskie miasteczka chłopi mogli
__________
2
326
J. S. Bystroń, Kultura ludowa, Warszawa 1947, s. 102.
stykać się także z ulicznymi muzykantami, którzy w swoim repertuarze mieli
popularne szlagiery. W okresie trwania II Rzeczpospolitej nastąpiły więc zasadnicze zmiany jeżeli chodzi o kształt zjawiska żebractwa w bardzo istotnym jego
aspekcie – kulturotwórczej roli w środowisku wiejskim osób oddających się
temu procederowi.
Moja praca bez wątpienia nie wyczerpuje problemu żebractwa wiejskiego
w II Rzeczpospolitej, sądzę jednak, że przybliża najistotniejsze jego aspekty
a tym samym daje wyobrażenie o jego całokształcie. Udało mi się dokonać typologii żebraków wiejskich. Przeanalizowałam ich styl życia i postawy, jakie
przyjmowali oni wobec uprawianego przez siebie procederu. Poddałam również
analizie stosunek chłopów do poszczególnych kategorii wypraszających wsparcie. Zatrzymałam się także nad zagadnieniem, które grupy żebraków mogły,
przynajmniej potencjalnie pełnić kulturotwórczą rolę w środowisku wiejskim.
327
RECENZJE
[Rec.:] Albin Głowacki, Krzysztof Lesiakowski, Maria Nartonowicz-Kot,
Leszek Olejnik: Gmina Zadzim 1919–2009, Łódź 2010, ss. 402 + mapa i nlb. il.
Spośród publikacji poświęconych dziejom regionu łódzkiego warto zwrócić
uwagę na recenzowaną tu monografię gminy Zadzim, wydaną w 2010 r. Podejmuje ona ważny, a dotąd niezgłębiony wątek, mianowicie historię lokalną terenów wiejskich. W ostatnim okresie historycy Instytutu Historii Uniwersytetu
Łódzkiego i członkowie Oddziału Łódzkiego Polskiego Towarzystwa Historycznego opracowali kilka publikacji poświęconych poszczególnym miastom z terenu województwa łódzkiego. Brakowało natomiast badań dotyczących gmin wiejskich. Omawiana praca jest pierwszą przełamującą dotychczasową tendencję. W
województwie łódzkim, jako stosunkowo słabo zurbanizowanym, duża część
ludności mieszka właśnie na terenach wiejskich. Mieszkańcy tych obszarów
również zasługują na posiadanie swoich historii lokalnych. Dobrze zatem stało
się, że Oddział Łódzki PTH (we współpracy z Urzędem Gminy w Zadzimiu)
rozpoczął nowy kierunek badań historycznych.
Dobór problemów badawczych, usystematyzowanie tekstu oraz zakres
kwerendy źródłowej to elementy pracy nieróżniące się w zasadzie od wypracowanych przy pisaniu monografii miast. Nie oznacza to jednak, że przed autorami
nie stanęły żadne nowe problemy metodologiczne. Pojawiła się kwestia ustalenia
zakresu terytorialnego pracy, jako że gmina wiejska w Polsce jest gminą złożoną,
nie zaś pierwiastkową, czyli składa się z wielu miejscowości, co sprawia, że jej
obszar może zmieniać się nie tylko przy każdej reformie podziału administracyjnego, lecz również w ramach drobniejszych korekt. Zdecydowano przedstawić
teren gminy w granicach obecnych (niezmienionych od 1 stycznia 1973 r.). Kolejnym utrudnieniem dla autorów była z pewnością skromność kwerendy prasowej, opartej w dużej mierze na prasie powiatowej lub wojewódzkiej („Ziemia
Sieradzka” z lat II Rzeczypospolitej oraz „Nad Wartą” z lat osiemdziesiątych XX
w. i późniejszych – oba tygodniki), która z natury rzeczy jedynie okazjonalnie
przynosiła informacje o interesującym nas tutaj obszarze. Nie zabrakło jednak
autorom źródeł archiwalnych. Zapoznali się z zasobem Archiwum Państwowego
w Łodzi i jego Oddziału w Sieradzu, a konkretnie zespołami wytworzonymi
przez Urząd Gminy w Zadzimiu i jego poprzedników, przez organy administracji
zespolonej, przez komitety wojewódzkie i powiatowe PPR i PZPR, komisje
wyborcze powoływane dla przeprowadzenia poszczególnych wyborów (nader
duża grupa zespołów, choć bardzo małych) i innymi. Nie zapomniano o aktach
Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego i Służby Bezpieczeństwa znajdujących
się w łódzkim oddziale IPN. Okres po 1989 r. ukazano na podstawie materiałów
z Archiwum Urzędu Gminy w Zadzimiu. Bardzo licznie są również wykorzystane wcześniejsze opracowania, w tym niektóre niepublikowane (te ostatnie to
w większości opracowania gminnych działaczy społecznych, pracowników
oświaty i kultury itp.).
330
Książka ukazuje dzieje omawianego terenu w latach 1919–2009. W okresie
międzywojennym znajdowały się tu trzy gminy: Zadzim, Wierzchy i Krokocice.
Leżały one w północnej części powiatu sieradzkiego i wraz z nim należały do
województwa łódzkiego. W pierwszych latach powojennych zachowano dotychczasowy podział terytorialny, natomiast w 1954 r. zniesiono gminy, zastępując je
mniejszymi od nich gromadami. Od tej pory przedstawiany obszar znalazł się
w granicach siedmiu gromad. Od 1956 r. należały one do nowoutworzonego
powiatu poddębickiego, w następnych latach stopniowo redukowano liczbę gromad, aż do trzech (Wierzchy, Zadzim i Zygry). To z ich obszaru powstała
w 1973 r. wspomniana już gmina Zadzim, która przez cały okres swego istnienia
pozostaje objęta pierwotnymi granicami. W 1975 r., po zniesieniu powiatów
i zwiększeniu liczby województw, gmina znalazła się w województwie sieradzkim, a po kolejnej reformie przywracającej powiaty i zmniejszającej liczbę województw w 1999 r. ponownie znalazła się w powiecie poddębickim w województwie łódzkim.
Pierwszy rozdział pt. W niepodległej Rzeczypospolitej (1918–1939) napisany został przez Marię Nartonowicz-Kot, profesora w Katedrze Historii Polski
Najnowszej i zarazem Dyrektora Instytutu Historii UŁ. Autorka specjalizuje się
w historii Polski międzywojennej. Kolejny rozdział pt. Lata wojny i okupacji
niemieckiej dotyczy okresu II wojny światowej, a jego autorem jest Krzysztof
Lesiakowski, profesor w Katedrze Historii Polski Współczesnej UŁ, zajmujący
się głównie dziejami Polski po 1945 r. Podobne zainteresowania badawcze cechują Leszka Olejnika, również profesora w Katedrze Historii Polski Współczesnej UŁ, a zarazem autora trzeciego rozdziału zatytułowanego W Polsce Ludowej. Wreszcie okres po 1989 r. w rozdziale pt. Samorządna gmina ujął Albin
Głowacki, profesor w Katedrze Historii Europy Wschodniej, znawca historii
ZSRS, ale również historii Polski.
Trzy rozdziały poświęcone czasom pokoju mają zbliżony zakres merytoryczny i są wewnętrznie uporządkowane wg zbliżonego schematu. Każdy z nich
rozpoczyna się opisem struktury administracyjnej i podziału terytorialnego omawianego obszaru oraz prezentacją ludności według standardowych cech (wiek,
płeć, wykształcenie, źródło utrzymania, narodowość, wyznanie). Następnie autorzy prezentują obsadę personalną władz samorządowych, włączając w to wyniki
kolejnych wyborów samorządowych, oczywiście dla tych okresów, gdy wybory
pełniły funkcję kreacyjną (w Polsce Ludowej z początku w ogóle nie przeprowadzano wyborów lokalnych, a od 1954 r. – przeprowadzano, ale z odgórnie ustalonymi kandydatami i w zasadzie wynikiem). Kolejne zagadnienie to preferencje
polityczne mieszkańców ustalone na podstawie wyników wyborów ogólnopolskich w gminie. Posłużono się tutaj jedynie wynikami w pełni wolnych głosowań, dlatego też po wyborach parlamentarnych z 1930 r. następne omówiono
dopiero te z 1991 r. Szkoda może, że pominięto wybory do Sejmu kontraktowego w 1989 r. – mimo, że nie w pełni wolne, to jednak stanowiły wyraźny sondaż
331
opinii społecznych. W okresie III RP omówiono również wybory prezydenckie,
referenda i wybory do Parlamentu Europejskiego. W gminie dużą popularnością
cieszył się praktycznie zawsze ruch ludowy. W początkach niepodległej Polski
w 1919 r. spore poparcie miała endecja, zaś w początkach XXI w. do czołówki
wysunęło się Prawo i Sprawiedliwość.
W dalszej części każdego rozdziału autorzy ukazują stan oświaty, kultury
(biblioteki, zespoły artystyczne), sportu – obejmuje to m.in. liczbę korzystających z poszczególnych udogodnień, przeprowadzane eventy, stan lokalowy
i finansowy instytucji. Przebadali również gospodarkę gminy (rolnictwo, handel,
bankowość spółdzielcza, po 1989 r. również usługi), infrastrukturę (drogi, wodociągi i kanalizację). Nie zapomnieli o opiece zdrowotnej, o życiu religijnym
(katolickim) i organizacjach społecznych.
Inny układ występuje w drugim rozdziale poświęconym II wojnie światowej. Rozpoczyna się on analizą działań wojennych we wrześniu 1939 r., po czym
następuje prezentacja okupacyjnej administracji. W dalszych partiach autor zajął
się życiem codziennym okupowanej gminy, a szczególnie hitlerowskimi represjami i podziemiem antyniemieckim. Rozdział kończy fragment poświęcony
działaniom wojennym zimą 1945 r.
Pośpiech związany z koniecznością szybkiego przygotowania monografii
sprawił, że opis w wielu fragmentach góruje nad interpretacją i wyjaśnianiem.
Mimo to zebrany w książce materiał jest bardzo interesujący i przez to powinien
zaspokoić potrzebę poznania historycznego u osób zainteresowanych dziejami
gminy Zadzim. Dodatkowym atutem opracowania są liczne tabele oraz ilustracje
dotyczące wszystkich kolejnych okresów.
Omawiana praca wykazuje się bogatą faktografią, analizuje gminę pod kątem wszystkich podstawowych dziedzin historii – politycznej, społecznej i gospodarczej. Zawiera też informacje z innych dziedzin – znajdujemy tu wzmiankę
o gminnych zabytkach (architekturze, rzeźbie architektonicznej i innych). Lektura tej pracy przekonuje nas, że zasada wzrostu ilości dostępnych źródeł w miarę
przybliżania się do współczesności jest zaskakująco aktualna nawet w obrębie
XX w.
Podsumowując należy stwierdzić, że praca dostarcza ciekawego materiału
na temat ostatniego dziewięćdziesięciolecia w historii gminy. Z pewnością powinna znaleźć się na półce każdego pasjonata historii gminy Zadzim, lecz będzie
pomocna również historykom-regionalistom, badaczom historii obszarów wiejskich. Podjęcie takiego tematu z pewnością stanowiło nowe wyzwanie dla łódzkiego środowiska historycznego. Z zadania autorzy wywiązali się znakomicie.
Rafał Chojnacki
Uniwersytet Łódzki
332
[Rec.:] „Nasze Korzenie”. Półrocznik popularnonaukowy Muzeum Mazowieckiego w Płocku poświęcony przyrodzie, historii i kulturze północno-zachodniego
Mazowsza, 2011, nr 1, ss. 52
W końcu 2011 r. Muzeum Mazowieckie w Płocku rozpoczęło wydawanie
nowego pisma – półrocznika popularnonaukowego „Nasze Korzenie”, poświęconego „przyrodzie, historii i kulturze północno-zachodniego Mazowsza”. Inicjatywa wyszła od Stowarzyszenia Przyjaciół Muzeum Mazowieckiego, którego
prezesem jest Paweł Mieszkowicz. Pismo swoim zasięgiem ma obejmować powiaty: płocki, sierpecki, płoński i gostyniński. Redaktorem naczelnym jest wicedyrektor Muzeum Mazowieckiego dr Tomasz Kordala, jego zastępcami – Sławomir Gajewski i Paweł Mieszkowicz. W skład redakcji wchodzi 6 osób (K.
Matusiak, Z. Miecznikowski, G. Piaskowski, B. Rydzewska, K. Suchanecka i L.
Sobieraj). Oprócz stałej redakcji 10 osób wymienionych jest jako współpracownicy pisma. Za opracowanie graficzne odpowiada Magdalena Gałat.
We wstępnym artykule redakcyjnym czytamy, że pismo nawiązuje do inicjatyw płockich regionalistów z lat 20. XIX w. i początków XX w., związanych
z Towarzystwem Naukowym Płockim. Na jego łamach redakcja zamierza zamieszczać „artykuły ukazujące nieprzeciętne walory środowiska naturalnego tej
części Polski, zagadnienia związane z ochroną przyrody, ciekawe odkrycia archeologiczne dokonane ostatnio w naszym regionie, mniej znane fakty, dotyczące
przeszłości i szeroko rozumianych tradycji kulturowych północno–zachodniego
Mazowsza”. Oprócz tego prezentować będzie niepublikowane dotąd dokumenty,
aktualne wydarzenia i inicjatywy kulturalne.
Pierwszy numer przynosi cały szereg interesujących artykułów. Aleksandra
Grabowska pisze o początkach ochrony przyrody na ziemiach polskich od średniowiecza do czasów współczesnych. Bardzo interesujący i wnikliwy jest tekst
Sławomira Gajewskiego na temat jaru Pisencja w peryferyjnej dzielnicy Płocka –
Imielnicy. Autor na podstawie własnych badań omówił florę i faunę występującą
na tym niewielkim terenie (ok. 10 ha). Odnotował także nasyp dawnej kolejki
wąskotorowej do nieistniejącej już cukrowni w Borowiczkach oraz bunkry, wybudowane przez Niemców, choć rękami miejscowych Polaków, w czasie ostatniej wojny.
Jarosław Ościłowski przedstawił prace hydrotechniczne, prowadzone przez
Krzyżaków na pograniczu mazowiecko-krzyżackim w XIV w. Krzyżacy – chcąc
podnieść poziom rzeki Drwęcy dla łatwiejszego spławiania towarów – wykopali
kanał, kierujący wody z Górnej Wkry do Welu i dalej do Drwęcy.
Leszek Klimek i Piotr Pudło przebadali nowoczesnymi metodami fragment
zachowanej głowni miecza, odkopanego w Pilichowie w pow. płockim w końcu
XIX w. Pozwoliło to na określenie składu użytego materiału oraz techniki jego
wykonania metodą skucia co najmniej dwóch elementów.
333
Krzysztof Matusiak zaprezentował historię badań grodziska wczesnośredniowiecznego w Mokrzku koło Bielska (powiat płocki). Oparł się na własnej
pracy magisterskiej na temat osadnictwa wczesnośredniowiecznego w rejonie
Bielska i Mokrzka. Według niego Mokrzk mógł być pierwotnie znacznie większym ośrodkiem, zanim w XIII w. powstał nieodległy Bielsk.
Krzysztof Zadrożny przypomniał bitwę pod Ciółkowem, leżącym na północ
od Płocka. 22 stycznia 1863 r. powstańczy oddział Aleksandra Rogalińskiego
rozbił tu rosyjski oddział płk. Koźlaninowa. Mimo zwycięstwa powstańcy pozbawieni dowódcy, który w starciu stracił oko, wkrótce sami ulegli przeważającym siłom rosyjskim.
W obszernym, bogato ilustrowanym artykule Andrzej Jeznach przedstawił
losy rodziny Dziewanowskich z Grodkowa koło Wyszogrodu w XIX–XX w.
W rodzinie bardzo żywe były tradycje patriotyczne, kultywowane przez kolejne
pokolenia rodu. Dominik Dziewanowski uczestniczył w powstaniu kościuszkowskim i wojnie francusko–rosyjskiej w 1812 r. Jan Nepomucen prowadził szarżę
pod Somosierrą, gdzie odniósł śmiertelne rany. W dworze Dziewanowskich
w Szafarni gościł w latach 1824–25 F.Chopin. Na początku XX w. Kazimierz
Ignacy Dziewanowski rozwinął rodzinną posiadłość, jednocześnie angażując się
w działalność społeczną. W okresie międzywojennym Dziewanowscy należeli do
miejscowej elity ziemiańskiej. Kres tej pomyślności położyła II wojna światowa
i okupacja niemiecka. Dwóch synów Kazimierza Ignacego zginęło w wojnie
obronnej 1939 r., on sam został zamordowany w 1942 r. w obozie koncentracyjnym w Austrii. Po wojnie komuniści rozparcelowali dobra Dziewanowskich.
Ostatnim znanym przedstawicielem rodu był Kazimierz, związany z opozycją
antykomunistyczną w PRL, ambasador Polski w Stanach Zjednoczonych po
1989 r.
W dalszej części numeru Andrzej Rogoziński przedstawił historię dzielnicy
urzędniczej w Płocku, składającej się z ośmiu domów, zbudowanej w końcu lat
20. XX w. Konrad i Jan Walusiowie przypomnieli żetony płockiej cukierni Antoniego Szałańskiego, mieszczącej się w kamienicy, w której dzisiaj znajduje się
Muzeum Mazowieckie.
Jolanta Borowska przedstawiła sylwetkę dokumentalisty – amatora z Liszyna – Wawrzyńca Sikory (ur. 1874), pisującego już przed I wojną światową do
miejscowej prasy. W latach 20. XX w. był sołtysem Liszyna, a następnie wójtem
gminy Bielino. Na bieżąco prowadził notatnik – pamiętnik, opisując w nim swoją pracę i życie mieszkańców nadwiślańskich wiosek. Jego zapiski – odkryte
w 2004 r. przez wnuka, Tomasza Misiaka – posiadają sporą wartość historyczną.
Świadczy o tym ich fragment z 1935 r., dotyczący osadnictwa niemieckiego nad
Wisłą, przygotowany do druku i opatrzony przypisami przez Tomasza Kordalę.
Grzegorz Piaskowski opisał dzieje kapliczki Matki Boskiej Skępskiej
w Starej Białej z końca XIX w. oraz podobnej w Płocku, w tzw. Parowie. Zbigniew Miecznikowski przeprowadził rozmowę z wójtem gminy Grudusk Jac-
334
kiem Oglęckim. W leżącej 20 km na północ od Ciechanowa miejscowości powstał plan utworzenia skansenu archeologicznego na terenie miejscowego grodziska, które ma zostać zrekonstruowane kosztem ponad 2 mln zł.
W rubryce „Z księgarskiej półki” K. Zadrożny przybliżył postać Adama
Bućkiewicza, lekarza, właściciela majątku rolnego i działacza społecznego
o zacięciu naukowym. Okazją do tego stało się wydanie „Obrazu wsi sokólskiej
połowy XIX wieku w rękopisie Adama Bućkiewicza” przez Andrzeja Garbuza
i Radosława Tumiela ze Stowarzyszenia na Rzecz Zachowania Dziedzictwa
Kulturowego Sokólszczyzny. A. Bućkiewicz pochodził wprawdzie spod Sokółki
na Podlasiu, ale przez wiele lat mieszkał i pracował w Płocku i tutaj zmarł
w 1895 r. Jest autorem szeregu opracowań naukowych z różnych dziedzin. Wymienieni działacze z Sokółki zamierzają zakupić i wydać kolejny jego rękopis
i jednocześnie zbierają wszelkie informacje o A. Bućkiewiczu.
Zawartość „Naszych Korzeni” dopełniają aktualności (relacja z wystawy
o lokalnych bohaterach z okolic Wyszogrodu, Małej Wsi i Bodzanowa, przygotowanej przez młodzież z Małej Wsi pod kierunkiem A. Jeznacha) oraz krzyżówki, ciekawostki, prezentacja „Wieści Gminnych” z Bielska i fotozagadka. Na
ostatniej stronie okładki prezentuje się Stowarzyszenie „Nasze Ostrowy”, przy
którym działa grupa rekonstruująca życie i obyczaje w czasach pierwszych Piastów.
Artykuły z zasady nie są zaopatrzone w przypisy, co jest zrozumiałe z powodu popularnonaukowego charakteru pisma. Większość autorów zamieściła
jednak wykorzystaną literaturę, niektórzy pokusili się o podstawowe przypisy.
W dwóch przypadkach brak jest bibliografii, co utrudnia weryfikację podanych
informacji i ewentualne rozwinięcie tematu.
„Nasze Korzenie” sprawiają bardzo pozytywne wrażenie. Wyróżniają się
nowoczesną szatą graficzną, która jest jedną z ich mocniejszych stron. Obfitują
w liczne ilustracje, kolorowe zdjęcia współczesne i mapy. Znaczna część archiwalnych fotografii pochodzi ze zbiorów Muzeum Mazowieckiego i nie była
dotychczas publikowana.
Pismo jest niewątpliwie adresowane do szerokiego kręgu odbiorców zainteresowanych przyrodą, historią i szeroko rozumianą kulturą Mazowsza Płockiego.
Stąd różnorodna tematyka artykułów. Niemal każdy może tu znaleźć coś dla
siebie. „Nasze Korzenie” niewątpliwie wypełniają pewną lukę na płockim rynku
wydawniczym, bowiem wydawnictwa typowo naukowe („Notatki Płockie”,
„Rocznik Muzeum Mazowieckiego”, „Płockie Zeszyty Archiwalne”) przeznaczone są przede wszystkim dla środowiska historyków. Poza tym z racji niewielkiej ilości i ograniczonych rozmiarów nie dają możliwości publikacji wszystkim
zainteresowanym. „Nasze Korzenie” z założenia mają charakter bardziej popularny i stanowią ofertę dla młodzieżowego odbiorcy, hobbystów i pasjonatów
oraz autorów, którzy dopiero zaczynają publikować, bądź wolą pisać teksty popularne zamiast naukowych.
335
T. Kordali udało się skupić liczne grono autorów, którzy – jak pokazuje
pierwszy numer „Naszych Korzeni” – posiadają znaczny potencjał twórczy.
Zdaje się, że redakcja i współpracownicy stanowią swoisty konglomerat historyków, pasjonatów historii i osób innych specjalności, których łączy jedno – pasja
badania przeszłości, geografii i kultury Mazowsza Płockiego. Do tego mają potrzebę dzielenia się swoimi zainteresowaniami oraz wynikami swoich badań
i przemyśleń z innymi. Czekamy na kolejne numery wydawnictwa. Tylko czy to
musi trwać pół roku? A może – po okrzepnięciu pisma i redakcji – udałoby się
przekształcić je w kwartalnik? Jak na razie łamy pisma wypełnili głównie pracownicy Muzeum Mazowieckiego oraz osoby z Płocka i powiatu płockiego.
W założeniu ma obejmować całe Mazowsze Płockie, warto by więc dotrzeć do
podobnych pasjonatów – regionalistów w Sierpcu, Płońsku i Gostyninie. Po
spełnieniu tego warunku artykułów nie powinno zabraknąć. Osobną kwestią jest
dystrybucja na wymienionym obszarze. Naturalnym miejscem sprzedaży wydają
się lokalne muzea.
Dodatkowym walorem – wartym podkreślenia w „Zeszytach Wiejskich” –
jest to, że tematyka „Naszych Korzeni” w większości dotyczy właśnie wsi. Przez
jej karty przewijają się wymienione już miejscowości: Imielnica, Mokrzk, Ciółkowo, Grodkowo, Liszyno, Bielino, Stara Biała, Mała Wieś, Grudusk, Ostrowy.
Zapoznajemy się z ich historią, florą i fauną, kulturą duchową i materialną,
współczesnymi inicjatywami kulturalnymi. Niejako przy okazji omawianych
artykułów okazuje się, że polska wieś – w tym przypadku mazowiecka – może
być kopalnią tematów, że wiele się tam działo, bądź dzieje współcześnie,
mieszkali na niej i ciągle mieszkają ludzie nieprzeciętni i aktywni nie tylko
w swoim środowisku, że jej walory przyrodnicze są ciągle atrakcyjne i warte
zbadania i propagowania.
Poza wymienionymi zaletami pismo ma także pewne niedociągnięcia. Do
tekstów można było dołączyć krótkie notki biograficzne autorów, co stanowiłoby
logiczne uzupełnienie artykułów. W dalszej perspektywie czasowej takie informacje mogłoby stanowić ciekawy materiał dokumentacyjny i socjologiczny dla
przyszłych badaczy płockiej prasy i wydawnictw. Alternatywą był osobny artykuł prezentujący redakcję i współpracowników.
Szkoda, że S. Gajewski nie pokusił się o wyjaśnienie pochodzenia nazwy
jaru Pisencja. Trzeba przyznać, że nazwa jest dosyć osobliwa i tajemnicza. Jej
rozszyfrowanie na pewno zainteresowałoby czytelników i dopełniło znakomitej
charakterystyki jaru. Jeżeli nie udało mu się tego wyjaśnić, też mógł to napisać.
Może ktoś z czytelników byłby tu pomocny. Tym nie mniej artykuł jest bardzo
wartościowy i mógłby zapoczątkować cykl, prezentujący podpłocką przyrodę.
Wszak na opisanie czekają kolejne malownicze jary ze strumieniami.
336
K. Zadrożny, odtwarzając przebieg bitwy pod Ciółkowem, mógł sięgnąć po
opracowanie Józefa Piłsudskiego „22 stycznia 1863”1, gdzie autor spory fragment poświęcił właśnie temu starciu, wyjaśniając przyczyny niespodziewanego
sukcesu oddziału A.Rogalińskiego. Ten wyimek publikowany był też w płockiej
prasie2. Z uwagi na autora oraz walory historyczne jest to publikacja warta odnotowania.
Na mapie dołączonej do tekstu J.Ościłowskiego dosyć dziwnie i niezgodnie
z elementarnymi zasadami opracowywania map zaznaczono warstwice. Niziny
i doliny są żółte, a nawet niebieskie, wzniesienia – zielone. Garb Lubawski,
przekraczający 300 m n.p.m. zaznaczono na czerwono–brązowo, czego z kolei
nie uwzględniono w legendzie. Wystarczy spojrzeć na dowolną mapę fizyczną,
aby zauważyć, że jest przyjęte odwrotnie: niziny – zielone, wzniesienia i wyżyny
– żółte, góry – brązowe. Zastosowane kolory powodują pewną dezorientację.
Wygląda to tak, jakby rzeki swoje źródła miały w dolinach i płynęły pod górę,
a potem – grzbietami wzniesień.
Nie wiem, jaką ilością materiału redakcja dysponowała, ale niektóre zdjęcia
wydają się nieco za duże, obejmując niemal 50% strony lub nawet więcej. Czy
nie lepiej byłoby je zmniejszyć, uzyskując w ten sposób nieco więcej miejsca na
ich większą ilość lub na nowe artykuły?
Kwestią gustu jest stylizowane na łucznika „K” w tytułowym słowie „Korzenie”. Rozumiem intencje pomysłodawcy: łucznik nadaje tytułowi pewnej
dynamiki. „K” jest jednak mało widoczne i na pierwszy rzut oka wydaje się, że
pismo nosi tytuł „Nasze Orzenie”. Według recenzenta zwykłe „K” byłoby lepsze.
Są to oczywiście drobiazgi, które nie zmieniają pozytywnej oceny omawianego pisma. Sądzić można, że kolejne numery będą jeszcze lepsze i „Nasze Korzenie” staną się ważnym periodykiem Muzeum Mazowieckiego, popularyzującym wiedzę o Mazowszu Płockim.
Grzegorz Gołębiewski
Towarzystwo Naukowe Płockie
__________
1
J.Piłsudski, Pisma zbiorowe, t. III, pod red. W.Lipińskiego, Warszawa 1937, s. 202–204
oraz inne wydania, np. Józef Piłsudski o powstaniu 1863 r., Londyn 1963, s. 85–87.
2
Józef Piłsudski o walkach w Płocku. 130 rocznica powstania styczniowego, przygot. do
druku G.Gołębiewski, „Tygodnik Płocki”, 1993, nr 5 z 2 lutego, s. 3–4, nr 6 z 9 lutego, s. 5.
Znajduje się tam również opis walki powstańców o Płock w nocy 22/23 stycznia 1863 r.
337
[Rec.:] „Zeszyty Radomszczańskie”. Prace z dziejów Radomska i powiatu
radomszczańskiego, tomy I–V, 2007–2011, ss. 203, 328, 347, 400, 339
„Zeszyty Radomszczańskie” ukazują się regularnie w postaci rocznika od
2007 roku. Pięć tomów i pięć lat funkcjonowania pisma to dobra okazja aby
przyjrzeć się bliżej inicjatywie wydawniczej radomszczańskich historyków.
Wydawcą jest Oddział Polskiego Towarzystwa Historycznego w Radomsku, funkcjonujący do 2010 roku jako Koło. Pismo związane jest także z Muzeum Regionalnym im. Stanisława Sankowskiego w Radomsku. Redaktor „Zeszytów Radomszczańskich” – Tomasz Andrzej Nowak – pracuje w dziale
historycznym tej placówki, w Muzeum znajduje się siedziba Oddziału PTH, tu
mieści się redakcja pisma. Kolejną instytucją nieformalnie związaną z periodykiem jest z pewnością Instytut Historii Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie. Troje członków siedmioosobowego zespołu redakcyjnego to pracownicy
tegoż Instytutu.
W Słowie wstępnym do tomu I Robert Szwed – Prezes Polskiego Towarzystwa Historycznego Oddziału w Częstochowie nakreślił dzieje PTH, wskazując
jego rolę w badaniach nad historią regionalną. Przedstawił okoliczności powstania Koła w Radomsku oraz ideę powołania ”Zeszytów Radomszczańskich”,
których I tom stanowił materialne pokłosie cyklu wykładów zorganizowanych
w latach 2005–2007.
Na zawartość kolejnych tomów składają się teksty umieszczane w dwóch
podstawowych działach. Pierwszy poświęcony jest dziejom Radomska, drugi
dziejom powiatu radomszczańskiego. Dodatkowo w tomie I ukazał się dział
Varia, a w tomie II Pamiętniki i wspomnienia. Natomiast od tomu III, obok podstawowych działów, pojawiają się regularnie Materiały oraz Recenzje.
Niezależnie od zaproponowanego przez redakcję układu pisma, warto pokusić się o wyszczególnienie obszarów tematycznych, po których najchętniej
poruszają się autorzy.
Sporo miejsca w kolejnych tomach zajmuje historia Kościoła w Radomsku
i regionie. Znajdziemy tu m.in. artykuły Jana Związka, Radomsko ośrodkiem
życia religijnego [t. I]; Roberta Sikorskiego, Paulini w Wielgomłynach (2 połowa
XV wieku – 1 połowa XVI wieku) [t. I]; T. A. Nowaka, Najstarsze dzieje kościoła
pod wezwaniem św. Marii Magdaleny w Radomsku [t. II]; Stanisława M. Zajączkowskiego, Sieć parafialna na terenie przedrozbiorowego powiatu radomszczańskiego w początkach XVI w. [t. III]; Jacka Kapuścińskiego, Kościelne obchody
Święta Niepodległości w ziemi radomszczańskiej w okresie II Rzeczypospolitej [t.
V].
Kilku autorów poświęciło swoje rozważania rozmaitym aspektom aktywności politycznej. To m.in. artykuły: Izabeli Szumlas-Majzner, Kampania wyborcza w okręgu Częstochowa-Radomsko do sejmu III kadencji [t. II]; Grzegorza
Mieczyńskiego, Żydowskie partie polityczne w Radomsku do 1939 r. Zarys tema-
338
tu [t. IV]. W tej grupie odnajdujemy także teksty dotyczące wydarzeń politycznych końca XX w.: Kamila Rutkowskiego, Powstanie NSZZ „Solidarność”
w Radomsku i pierwsze miesiące jego działalności (do 31 grudnia 1980 r.) [t. V]
oraz Joanny Zasępy, Wybory samorządowe w gminie Gidle w latach 1990–1998
[t. V].
Autorką szeregu artykułów na temat dziejów oświaty jest Ewa Kłopot:
Szkolnictwo powszechne i średnie w powiecie radomszczańskim w latach 1918–
1939 [t. II]; Uczniowie szkół powiatu radomszczańskiego w latach 1918–1939 [t.
III]; Szkoły żydowskie w Radomsku w okresie II Rzeczypospolitej [t. V]. Podobną
problematyką zajęli się także: Łukasz Kopera, Szkolnictwo powszechne w dawnej
gminie Maluszyn w latach 1918–1948 [t. V] oraz Tomasz Michał Kolmasiak,
Z dziejów szkoły w Maksymowie [t. V].
Sporo materiałów związanych jest z historią organizacji i stowarzyszeń.
W tej grupie znalazły się teksty m.in. G. Mieczyńskiego, 100 lat dobroczynności
– działalność stowarzyszeń charytatywnych w Radomsku do wybuchu II wojny
światowej [t. I]; Marianny Stalki, Początki ruchu harcerskiego na ziemiach polskich i w Radomsku do 1939 roku [t. I]; Agnieszki Podolskiej, Sprawozdanie
Towarzystwa Ochotniczej Straży Ogniowej w Radomsku za rok 1926 [t. V].
Życiu gospodarczemu poświęcili swoje artykuły m.in.: Dariusz Złotkowski,
Gospodarka i społeczeństwo radomska w latach 1806–1815 [t. I] oraz Joanna
Rutowicz, Rozwój gospodarczy Przedborza w XIX i XX w. [t. III]. Z ostatnim
tekstem koresponduje artykuł Sylwii Prymus, Życie gospodarcze Przedborza
w okresie międzywojennym [t. III].
Wyraźną grupę stanowią materiały biograficzne. Zaliczmy do niej m.in.
teksty: Agaty Małolepszej, Janina i Adam Nieniewscy właściciele folwarku Chorzenice w latach 1925–1945 [t. II]; Aleksandry Marii Walickiej, Henryk Fajt –
radomszczański kompozytor, pedagog, patriota [cz.1, t. IV; cz. 2, t. V]; Aliny
Wilkoszewskiej, Józef Kościański (1924–2008). Wstęp do biografii [t. IV]; Pawła
Dudka, Henryk Siemiradzki i jego związki ze Strzałkowem [t. V].
Zwracają uwagę artykuły, które można potraktować nie tylko jako materiały do historii Radomska, ale także jako przyczynki do badań nad dziejami prasy
w regionie. W tej grupie odnajdujemy opracowania: K. Rutkowskiego, Radomsko na łamach „Kuriera Częstochowskiego” z 1940 roku [t. IV]; R. Sikorskiego,
Radomsko w latach 1906–1909 w świetle częstochowskiej prasy [t. IV]; T. A.
Nowaka, Radomsko przełomu XIX i XX w. w świetle doniesień piotrkowskiego
„Tygodnia” [t. V]; G. Mieczyńskiego, Radomsko w prasie początku XIX w.
Wypisy [t. V].
Dziwić może stosunkowo skromnie reprezentowana problematyka ściśle
muzealna. Prawdopodobnie ów obszar „monopolizuje” wydawniczo miejscowe
muzeum. W tych okolicznościach zwraca uwagę artykuł Małgorzaty Borek,
Kolekcja pocztówek ze zbiorów muzeum w Radomsku [t. IV].
339
Nieco wyraźniej akcentowane są natomiast w „Zeszytach Radomszczańskich” zagadnienia archeologiczne, m.in. dzięki artykułom: Gabrieli Ziółkowskiej i Mariusza Ziółkowskiego, Późnośredniowieczne Radomsko w świetle badań archeologicznych. Wstęp do problematyki badawczej [t. II]; Janusza
Pietrzaka, Archeologia w Przedborzu, czyli co można powiedzieć o dziejach
miasta w świetle dotychczasowych badań [t. III].
Profil historyczny pisma, położenie nacisku na DZIEJE miasta i regionu są
zrozumiałe, wynikają ze statutowych funkcji PTH oraz zainteresowań założycieli. „Zeszyty Radomszczańskie” w istniejącej formule zdają się być periodykiem
trudno dostępnym dla socjologów, pedagogów, antropologów kultury, badających i interpretujących zjawiska rozgrywające się „tu i teraz”. Pismo – z założenia historyczne – nic na tym nie traci. Pozostaje jednak pytanie o miejsce naukowej refleksji nad współczesnym obliczem Radomska i okolicy.
Warto jednocześnie wspomnieć, że spora grupa autorów podejmuje w swoich tekstach zagadnienia z pogranicza historii i kulturoznawstwa. Niewątpliwie
cennym przyczynkiem do studiów nad obyczajowością 2 poł. XIX w. jest tekst
Andrzeja J. Zakrzewskiego Wyścigi pławieńskie [t. II]. Artykuł ten poświęcony
został fenomenowi wyścigów konnych organizowanych w latach 1879–1891
w Pławnie – miejscowości położonej na południe od Radomska. Wydarzenia te
przyciągały rzesze obserwatorów. Ziemianie organizowali w trakcie i po wyścigach spotkania towarzyskie, odbywały się pokazy narzędzi rolniczych, konkursy
dla koni fornalskich i włościańskich. Tekst artykułu A. J. Zakrzewskiego uzupełniony został aneksem zawierającym wypisy z pamiętników i XIX-wiecznej prasy.
Wątki społeczno-obyczajowe odnajdziemy także w artykule Joanny Rutowicz Społeczeństwo Przedborza w XIX i początkach XX wieku. Zarys problematyki [t. II]. Autorka omawia specyfikę stosunków polsko-żydowskich w miasteczku, podejmuje kwestie higieny, rozwoju szkolnictwa i infrastruktury (w tym
także początki telefonizacji). Informuje o klęskach trapiących mieszkańców
Przedborza (epidemie, pożary, powodzie), nakreśla krótkie sylwetki mieszkańców miasta: urzędników, lekarzy, nauczycieli, społeczników. Opis szeregu miejskich, XIX-wiecznych afer gospodarczych i zasygnalizowanie problematyki
ludycznej, nadają tekstowi swoistej dynamiki.
Kilku autorów podejmuje zagadnienia z pogranicza tzw. religijności ludowej. Jowita Jagla z Katedry Historii Sztuki Uniwersytetu Łódzkiego poświęca
swoje artykuły głównie artystycznym (sztuka wotywna) kontekstom sanktuarium
w Gidlach: Cudowne uleczenia i niepokój losu – malowane wota z Gidel jako
reporterski zapis staropolskiej codzienności [t. III]; Święty Wincenty Fereriusz –
uzdrowiciel i anioł Apokalipsy. O obecności motywu w sztuce Polski Centralnej
[t. IV]; Grzech i rytuał pielgrzymki pokutnej mieszkańców Radomska na XVIII
wiecznej plakiecie wotywnej [t. V]. W tej grupie umieścić można również teksty
J. Kapuścińskiego, m.in. Życie religijne wiejskiej parafii na przykładzie Lgoty
340
Wielkiej (do 1925 roku) [t. I] oraz artykuły Barbary Kowalskiej, m.in.: Święta
Jadwiga Królowa cudotwórczyni [t. IV]; Święta Jadwiga znana i nieznana [t. I].
Ten ostatni tekst, stanowi jednocześnie dobry przykład zastosowania znanego
w historiografii regionalnej zabiegu, polegającego na odnalezieniu i ukazaniu
związku postaci historycznej (w tym przypadku Jadwigi Andegaweńskiej)
z miejscowością (Radomskiem). Związku na pozór odległego, którego podkreślenie ma – jak można się domyślać – nie tylko uzasadnić obecność podjętej
problematyki w periodyku regionalnym, lecz także służyć budowaniu tożsamości
regionalnej radomszczan. B. Kowalska przypomina bowiem, że w Radomsku
odbyły się dwa zjazdy (1382, 1384), podczas których „przedniejsi panowie polscy” radzili nad sposobami nakłonienia Jadwigi do przyjazdu z Węgier i objęcia
tronu.
W ciągu pięciu lat funkcjonowania „Zeszytów Radomszczańskich”, na łamach pisma wypowiedziało się 47 osób. Wśród autorów figurują wspomniani już
uczeni uniwersyteccy z Częstochowy (AJD) i Łodzi (UŁ) ale także Lublina
(KUL), Krakowa (UJ), Piotrkowa Trybunalskiego (Filia Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach), badacze zrzeszeni społecznie (Wieluńskie Towarzystwo Naukowe, Towarzystwo Miłośników Przedborza), muzealnicy (Muzeum
Regionalne im. S. Sankowskiego w Radomsku, Muzeum im. Antoniego hr.
Ostrowskiego w Tomaszowie Mazowieckim). Jest także grupa autorów, którą
warto odnotować w kontekście regionalnego charakteru pisma. Pod ich nazwiskami widnieją nazwy miejscowości (Radomsko, Częstochowa, Przedbórz, Podlesie, Kruszyna, Wielgomłyny, Sudzin-Maluszyn i in.). Można przypuszczać, że
mamy do czynienia z pasjonatami, miłośnikami – regionalistami właśnie, na
których sama możliwość opublikowania artykułu bądź recenzji działa mobilizująco, inspiruje do badań, poszukiwań i lektur. Obecność tych autorów świadczy
o potrzebie funkcjonowania pisma i zainteresowaniu jakim cieszy się wśród
regionalistów.
Na zakończenie kilka uwag krytycznych. Mimo obecności odnotowanych
wyżej tekstów poświęconych obyczajowości i religijności, należy stwierdzić, że
na łamach „Zeszytów Radomszczańskich” problematyka etnograficzna została
poruszona jedynie symbolicznie3. Czyżby brakowało w Radomsku i okolicy osób
zainteresowanych dziedzictwem kultury ludowej regionu? Zakłada się, że tzw.
„tradycyjna kultura ludowa” to przede wszystkim materialne i niematerialne
oblicze wsi 2 poł. XIX oraz pierwszych dekad XX wieku. Refleksje etnografów/etnologów (szczególnie muzealników) wpisywałyby się zatem w nurt badań
nad dziejami regionu podobnie jak odkrycia i wnioski historyków. Ponieważ
__________
3
Wspomnijmy o dwóch recenzjach: B. Sitek [Rec.:] Jan Lamęcki. Rzeźby i pamiętniki,
wstęp i opracowanie pamiętników Aleksandra Jacher-Tyszkowa, Wadowice 2009, ss. 199,
„Zeszyty Radomszczańskie”, t. IV, 2010, s. 398–400; J. Majewski [Rec.:] Tomasz Kuźnicki,
Z dziejów młynarstwa Radomska i regionu (Katalog), Radomsko 2009, ss. 224, „Zeszyty
Radomszczańskie”, t. V, 2011, s. 338–339.
341
wśród dotychczasowych autorów znaleźli się także archeolodzy i historycy sztuki, zaproszenie (pozyskanie) do tego grona etnografów byłoby działaniem całkowicie konsekwentnym, nadałoby kolejnym tomom pisma ogólnohumanistycznego charakteru.
Autorzy recenzji zasłużyli na umieszczenie ich w Spisie treści jedynie
w tomie III. W tomach IV i V niefortunnie zabrakło rozwinięcia tych działów.
Trudno powiedzieć czy to zamysł redakcji, czy dwukrotna pomyłka natury technicznej. W niektórych, nielicznych czasopismach istotnie obecność recenzji jest
jedynie zasygnalizowana nazwą działu. Nie wydaje się jednak aby była to praktyka słuszna. Nazwiska autorów i tytuły recenzowanych przez nich prac powinny
figurować w spisach treści podobnie jak nazwiska autorów publikujących
w pozostałych działach.
Na łamach tomu V nastąpiło radykalne zmniejszenie czcionki, co z całą
pewnością niektórym czytelnikom utrudniło lekturę. Przed kolejnym krokiem
w tym kierunku należałoby się poważnie zastanowić.
Długo też redakcja nie mogła zdecydować się jak nazwać pierwszy dział.
W tomie I nosi on tytuł Z dziejów miasta. W tomie II Z dziejów Radomska.
W tomie III ponownie czytamy Z dziejów miasta. W kolejnym – IV tomie, dochodzi niejako do fuzji obydwu koncepcji i dział otrzymuje tytuł Z dziejów miasta Radomska. W ostatnim tomie redakcja znów zaskakuje, wracając do pomysłu
z tomu II.
Szata graficzna okładki nie zachwyca, można nawet powiedzieć, że jest dosyć surowa, jednak wszystkie dotychczasowe tomy „Zeszytów Radomszczańskich” zawierają barwne bądź czarno-białe fotografie, mapy, rysunki zabytków
archeologicznych i liczne tabele. Cennym i godnym kontynuacji projektem, jest
Bibliografia powiatu radomszczańskiego za lata 2005–2010 opracowana przez
T. A. Nowaka i K. Rutkowskiego [t. V]. Warto w tym miejscu wspomnieć, że
spisy treści „Zeszytów Radomszczańskich” dostępne są na stronie internetowej
Oddziału PTH w Radomsku, w zakładce poświęconej wydawnictwom4.
Recenzentami kolejnych tomów byli: prof. zw. dr hab. Andrzej Jan Zakrzewski (t. I), ks. prof. zw. dr hab. Jan Związek (t. II), prof. zw. dr hab. Ryszard
Szwed (t. III, V), prof. zw. dr hab. Tadeusz Dubicki (t. IV).
Zaprezentowany wyżej, subiektywny wybór tytułów, wraz z próbą usystematyzowania problematyki poruszanej na łamach „Zeszytów Radomszczańskich” świadczą o różnorodności zainteresowań autorów i interdyscyplinarnym
(w ramach ujęcia dziejowego) charakterze pisma. Hasłem spajającym jest Radomsko i region radomszczański, utożsamiony z powiatem. Konsekwencja
w ukazywaniu najrozmaitszych aspektów historii regionu, dbałość o możliwie
wysoki poziom merytoryczny i edytorski a także utrzymywanie ścisłych kontaktów ze środowiskami akademickimi sprawiają, że „Zeszyty Radomszczańskie”
__________
4 http://www.pthradomsko.republika.pl/publikacje.htm
342
zaliczyć można do grona pism regionalnych o uzasadnionych aspiracjach naukowych. Znaczenie tego typu wydawnictw – choć dawno już odkryte i docenione – wciąż warte jest podkreślania.
Damian Kasprzyk
Uniwersytet Łódzki
343
INFORMACJE NAUKOWE
Sprawozdanie z sesji towarzyszącej obchodom 800-lecia Dobryszyc
Jan Pawlikowski, wójt Gminy Dobryszyce (powiat radomszczański) i pasjonat historii, zwrócił uwagę na nowe ustalenia prof. Stanisława Mariana Zajączkowskiego odnośnie pierwszej pisanej wzmianki o miejscowości Dobryszyce1. Wskazywały one, że właśnie mija 800 lat od tego momentu. Uznał to za
doskonałą okazję do przybliżenia mieszkańcom gminy jej historii. Przy współpracy z radomszczańskim oddziałem Polskiego Towarzystwa Historycznego oraz
Muzeum Regionalnym im. Stanisława Sankowskiego w Radomsku zorganizowano sesję popularnonaukową z kilkoma referatami o tematyce historycznej. Nie
było to pierwsze tego typu wydarzenie w dziejach gminy. Do poprzedniego doszło w 1999 r., a jej pokłosiem była publikacja kilku wygłoszonych wówczas
referatów2. Gmina Dobryszyce jest jedną z niewielu gmin z terenu obecnego
powiatu radomszczańskiego, która posiada dobry nawyk organizowania co jakiś
czas tego typu sesji, podczas których mieszkańcy mogą zapoznać się z historią
swoich miejscowości.
Relacjonowana tu uroczystość miała miejsce w niedzielę 2 października
2011 r. Przyjęła formę XVI Uroczystej Sesji Rady Gminy Dobryszyce, odbytej
w hali sportowej przy Publicznym Gimnazjum w Dobryszycach. W związku
z tym jej układ podporządkowany był wymogom obrad gminnej rady. Sesje
otworzył Grzegorz Zasempa, Przewodniczący Rady Gminy. Uroczystość zaszczycili swoją obecnością: posłowie na Sejm RP: Krzysztof Maciejewski, Stanisław Witaszczyk oraz Jacek Zacharewicz, radni sejmiku województwa łódzkiego: Witold Witczak i Jakub Jędrzejczak, wicestarosta Powiatu Radomszczańskiego Andrzej Plutecki, wiceprzewodniczaca Rady Powiatu Radomszczańskiego Małgorzata Dzwonek, członek Zarządu Powiatu Radomszczańskiego
Urszula Rorat, radny Powiatu Radomszczańskiego Jerzy Kaczmarek, zastępca
prezydenta miasta Radomska Marek Błasiak, komendant Państwowej Powiatowej Straży Pożarnej w Radomsku Marek Jankowski, wójt Gminy Radomsko
Marian Zaborowski, przewodniczący Rady Gminy Kleszczów Henryk Michałek,
ks. Stanisław Zbirek, proboszcz parafii pw. św. Bartłomieja w Dobryszycach
oraz liczni mieszkańcy gminy.
Pierwszym punktem Sesji było przegłosowanie przez obecnych na Sali radnych wprowadzenia do porządku sesji uchwały w sprawie nadania nazwy ulicy
„800 lat Dobryszyc” w miejscowości Dobryszyce. Po przyjęciu uchwały rozpoczęto wygłaszanie okolicznościowych referatów o tematyce historycznej.
Pierwszy głos zabrała archeolog mgr Krzysztof Błaszczyk, pracownik Muzeum Regionalnego im. S. Sankowskiego w Radomsku, który w swym wystą__________
1
S. M. Zajączkowski, Zarys dziejów powiatu radomszczańskiego, „Zeszyty Radomszczańskie”, t. II, 2008, s. 109–110
2
Materiały te opublikowano w „Biuletynie Instytutu Filologiczno-Historycznego Wyższej
Szkoły Pedagogicznej w Częstochowie”, nr 18/6/99.
346
pieniu omówił „Pradzieje ziemi dobryszyckiej”. Po nim głos zabrał wójt gminy
mgr Jan Pawlikowski przybliżając słuchaczom „Rozwój osadnictwa na terenie
Gminy Dobryszyce”. Jego wystąpieniu towarzyszył pokaz starych fotografii
przedstawiających Dobryszyce i jej mieszkańców. Najobszerniejszy referat należał do ks. prof. Jana Związka. Omówił on „Historię parafii w Dobryszycach” na
przestrzeni XIX i XX w. W XIV i XV w. w Dobryszycach odbywały się posiedzenia sądów grodzkich. Ten wątek dziejów wsi omówił mgr Michał Pawlikowski w wystąpieniu pod tytułem „Sądownictwo grodzkie w wiekach XIV–XV w
Dobryszycach”. Po nim głos zabrał mgr Tomasz Andrzej Nowak, pracownik
Muzeum Regionalnego im. S. Sankowskiego w Radomsku. Przedstawił on „Obraz społeczeństwa parafii Dobryszyce w wiekach XVI–XVIII” jaki zarysował się
po analizie najstarszych ksiąg metrykalnych dobryszyckiej parafii. Wśród prelegentów znalazł się również Tomasz Kuźnicki, który od wielu lat zgłębia temat
młynów i młynarstwa w powiecie radomszczańskim3. Podczas uroczystości
w Dobryszycach przedstawił to zagadnienie w miejscowościach wchodzących
dawniej i obecnie w skład gminy w referacie pt. „Charakterystyka młynarstwa na
ziemi dobryszyckiej”. Jako ostatni głos zabrał ks. dr Jacek Kapuściński, zastępca
dyrektora Archiwum Archidiecezji Częstochowskiej im. ks. Walentego Patykiewicza w Częstochowie. Przedmiotem swego wystąpienia uczynił on „Duchowieństwo na terenie parafii Dobryszyce”.
Po części naukowej sesji głos zabrali posłowie (K. Maciejewski, S. Witaszczyk i J. Zacharewicz) oraz W. Witczak i H. Michałek. W swych przemówieniach gratulowali pomysłu zorganizowania takich uroczystości i podkreślali ich
wagę dla lokalnych społeczności. Większość z obecnych samorządowców i kandydatów w odbywających się tydzień później wyborów do Sejmu po swoich
wystąpieniach opuściła salę. Nie mieli więc możliwości oglądania części artystycznej przygotowanej przez uczniów Publicznego Gimnazjum im. Jana Pawła
II w Dobryszycach. Zachowanie to zostało jednoznacznie odebrane przez wielu
uczestników jako nietakt.
Po zakończeniu występów artystycznych Przewodniczący Rady Gminy
Dobryszyce podziękował uczestnikom, sponsorom i wszystkim osobom, które
przyczyniły się do zorganizowania uroczystości. Zaproszeni goście udali się na
obiad, po którym nastąpił przemarsz pocztów sztandarowych. O godzinie 15
odbyła się Msza Św. celebrowana przez ks. abp Metropolitę Częstochowskiego
Stanisława Nowak. Po niej nastąpiło poświęcenie Ośrodka DydaktycznoWychowawczego dla dzieci i młodzieży w Dobryszycach. Całe popołudnie
upłynęło na festynie, któremu towarzyszyły występy zespołów muzycznych.
Dzień 2 października 2011 r. w Dobryszycach można uznać za ważne wydarzenie w dziejach gminy i istotnym elementem życia społeczno-kulturalnego
__________
3
Jest on autorem obszernej książki na ten temat – Z dziejów młynarstwa Radomska i regionu (Katalog), Radomsko 2009.
347
tej społeczności. Połączono wydarzenia społeczno-administracyjne (nadanie
nazwy jednej z ulic, otwarcie Ośrodka Dydaktyczno-Wychowawczego), edukacyjne (wykłady historyczne), polityczne (obecność i wystąpienia posłów i kandydatów na posłów) i w końcu rozrywkowe (występy młodzieży szkolnej i popołudniowy festyn).
Pokłosiem części naukowej będzie publikacja wygłoszonych referatów
w „Zeszytach Radomszczańskich” w 2012 r. Nie powstanie jednak w ten sposób
kompleksowa monografia gminy i parafii. Nie udało się bowiem zebrać odpowiedniego zespołu historyków, którzy byliby w stanie ująć wszystkie aspekty
przeszłości tych wsi. Nie mniej jednak do mieszkańców gminy trafi książka
omawiająca znaczny fragment lokalnej historii.
Dla piszącego te słowa, jako pasjonata i popularyzatora lokalnej historii,
opisane tu wydarzenie posiada jeszcze inny walor. Otóż mam nadzieję, że w ślad
dobryszyckich władz gminnych pójdą inne samorządy, organizując podobne
sesje na terenie powiatu radomszczańskiego. Kontynuowany będzie w ten sposób, zapoczątkowany w latach 90. XX w., ale potem niestety zarzucony, cykl
prezentowania miejscowej ludności, opracowanych fragmentów dziejów poszczególnych gmin (Dąbrowa Zielona, Dobryszyce, Gidle, Żytno)4.
Tomasz Andrzej Nowak
Muzeum Regionalne im. S. Sankowskiego
w Radomsku
__________
4
Osiem wieków Żytna. Materiały z sesji popularno-naukowej inaugurującej obchody 800lecia Żytna odbytej w dniu 18 października 1997 r. w Żytnie, pod redakcja Andrzeja j. Zakrzewskiego, Żytno 1997; Szkice z dziejów gminy Gidle. Materiały z sesji naukowej zorganizowanej przez Urząd Gminy w Gidlach w dniu 30 grudnia 1999 r., pod redakcją Andrzeja J.
Zakrzewskiego, Gidle 1999; Osiem wieków Żytna. Materiały z sesji popularno-naukowej
inaugurującej obchody 800-lecia Żytna odbytej w dniu 18 października 1997 r. w Żytnie, pod
redakcją Andrzeja J. Zakrzewskiego, Żytno 1997; Materiały z sesji poświęconej 750-leciu
Dąbrowy Zielonej opublikowano w „Biuletynie Instytutu Historii Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Częstochowie, nr 16/5/98.
348
Muzeum w Żyrardowie
W roku 1833 we wsi Ruda Guzowska, należącej do dóbr Łubieńskich, uruchomiono fabrykę wyrobów lnianych. Zakłady dały początek osadzie fabrycznej
i miastu, którego nazwa pochodzi od nazwiska wynalazcy maszyny do przędzenia lnu i pierwszego dyrektora technicznego fabryki – Filipa de Girarda. W 1825
roku został on powołany przez ministra skarbu rządu Królestwa Polskiego, księcia Ksawerego Druckiego-Lubeckiego, na stanowisko naczelnego mechanika
przy Wydziale Górniczym Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu.
Na przełomie XIX i XX wieku Żyrardów stał się ważnym ośrodkiem przemysłu lniarskiego, z wielką i uznaną w świecie fabryką wyrobów lnianych, wokół której funkcjonowała duża, wielonarodowa osada fabryczna. Przemiany jakie
w związku z tym zachodziły, były na tyle ważne i interesujące, że stosunkowo
wcześnie zaczęto dostrzegać wartość muzealną pamiątek dotyczących funkcjonowania fabryki oraz osady. Zwolennikiem utworzenia muzeum był żyrardowski
społecznik i burmistrz miasta Józef Procner, który w tym celu próbował zyskać
poparcie u władz miejskich. Jednak plany i działania na rzecz utworzenia muzeum zostały przerwane przez wybuch I wojny światowej a następnie światowy
kryzys gospodarczy lat 30. XX w. Lata okupacji hitlerowskiej a potem okres
stalinizmu także nie pozwoliły na realizację tych planów.
Po wielu latach do pomysłu powrócono, i w roku 1961 Muzeum Historii
Ruchu Robotniczego w Żyrardowie zainaugurowało swoja działalność. Pierwsza
wystawa ukazywała dzieje fabryki żyrardowskiej, rozwój osady fabrycznej, życie
codzienne pracowników. Zebrano eksponaty od mieszkańców, którzy licznie
wzięli udział w akcji gromadzenia pamiątek tematycznie związanych z Żyrardowem.
W 1976 roku placówka przyjęła nazwę Muzeum Okręgowego w Żyrardowie. Zakres działania poszerzył się o tematykę związaną z całym regionem Mazowsza. Muzeum otacza opieką i nadzorem merytorycznym muzea w Brzezinach, Rawie Mazowieckiej i Sochaczewie. Kiedy 1 stycznia 1999 r. wprowadzono reformę administracyjną i utworzony został powiat żyrardowski,
organizatorem Muzeum stała się Rada Powiatu Żyrardowskiego. 30 czerwca tego
samego roku nazwa została zmieniona na Muzeum Mazowsza Zachodniego
w Żyrardowie. Jednocześnie obszarem działań i badań placówki stała się zachodnia część historycznego Mazowsza.
Budynek, w którym znajduje się Muzeum wzniesiony został w latach
1886–1896. Jest on przykładem miejskiej zabudowy reprezentacyjnej w tzw.
kostiumie francuskim. W przeszłości należał do Karola Augusta Dittricha,
349
współwłaściciela fabryki żyrardowskiej od 1857 roku. Dziś jego nazwę nosi park
krajobrazowy otaczający Muzeum1.
Obecnie Muzeum gromadzi zbiory w działach: historia, etnografia, sztuka
i ikonografia. Funkcjonuje także muzealna biblioteka.
Dział historyczny posiada nagromadzony przez lata drogą kupna lub darów
bogaty zasób eksponatów. Podzielony jest on na trzy zasadnicze grupy: 1. Archiwalia 2. Numizmaty 3. Pamiątki historyczne.
Zbiór archiwaliów zawiera 1605 pozycji inwentarzowych i składa się z następujących zespołów: Towarzystwo Zakładów Żyrardowskich, gmina i miasto
Żyrardów, Komenda Powiatowa Policji pow. błońskiego, towarzystwa oświatowo–kulturalne, towarzystwa finansowo–gospodarcze, partie i organizacje polityczne, związki zawodowe, cechy rzemieślnicze, organizacje młodzieżowe, Rady
Delegatów Robotniczych, konspiracyjne ugrupowania polityczne i wojskowe
z okresu okupacji hitlerowskiej, ankiety, życiorysy, wspomnienia i akta osobowe
działaczy politycznych i społecznych, legitymacje, paszporty, książeczki obrachunkowe, kartografia – w tym unikalna mapa poglądowa Królestwa Polskiego
(ułożona przez Jadwigę z Zakrzewskich Wójcicką), mapa Królestwa Polskiego
XIX/XX w., mapa Imperium Rosyjskiego z 1906 r., z zaznaczeniem sieci dróg
żelaznych, szos i tras wodnych, plan Żyrardowa z zaznaczeniem usytuowania
Żyrardowskiej Manufaktury z 1915 r., wiele tytułów prasy z okresu międzywojennego i II wojny światowej. Równie interesującymi materiałami historycznymi
są: afisze, zaproszenia i druki reklamowe, plakaty, obwieszczenia z terenu Żyrardowa wydawane przez Zakłady Żyrardowskie, organizacje i stowarzyszenia
oraz władze.
W zbiorach Muzeum zinwentaryzowanych jest 714 numizmatów. Są to
monety, banknoty – głównie rosyjskie, niemieckie, polskie i czeskie z XIX i XX
wieku. W grupie tej znajdują się również ordery, odznaczenia i medale okolicznościowe.
Do pamiątek historycznych, których w Muzeum jest 210, zaliczają się: historyczne tkaniny produkcji Zakładów Żyrardowskich, albumy z próbkami tkanin, mundury kozackie i żandarmerii carskiej, polskie mundury wojskowe, broń
palna i biała z XIX i XX wieku, sztandary straży ogniowej, organizacji politycznych, społecznych, towarzystw kulturalnych z terenu Żyrardowa, pamiątki organizacji niepodległościowych, dokumenty, listy i przedmioty osobiste więźniów
obozów koncentracyjnych z okresu II wojny światowej.
W dziale etnografii znajdują się eksponaty z dziedziny tradycyjnej kultury
materialnej środowiska robotniczego miasta. W 1976 roku w Muzeum utworzona
została stała ekspozycja „Izba robotnicza z początku XX wieku“, gdzie prezentowane jest przykładowe wnętrze jednego z mieszkań żyrardowskiej osady fa__________
1
J. Naziębło, Muzeum w Żyrardowie 1961–1996 r., Żyrardów 1996, s. 7; B. Nietrzebka,
Muzeum Mazowsza Zachodniego w Żyrardowie, [w:] Muzeum Mazowsza Zachodniego
w Żyrardowie, pod red. B. Nietrzebki, Żyrardów 2010, s. 2.
350
brycznej. Zbiory działu podzielone są według układu rzeczowego na dwa zespoły: etnografia- miasto i etnografia-teren. W dziale etnografia-miasto znajdują się
zabytki ukazujące urządzenia wnętrza mieszkalnego żyrardowskiej rodziny robotniczej. Są to: szafy, łóżka, kredensy, stoły, zegary, maszyny do szycia, parawany, kołyska, półki, komody z przełomu XIX i XX wieku i okresu międzywojennego. Są także stroje kobiece i męskie z początków XX wieku, tkaniny
dekoracyjne (obrusy, serwetki, prześcieradła, ręczniki) wykonane z płótna lnianego w Zakładach Żyrardowskich. Dużą grupę eksponatów stanowią sprzęty
gospodarstwa domowego. Począwszy od żeliwnych garnków, zastaw stołowych,
kuchni (tzw. kozy, primusy), moździerzy, maselniczek, a kończąc na kuflach do
piwa. Można także zobaczyć przedmioty kultu, takie jak: krzyże, figurki, oleodruki, świeczniki. W dziale etnografia – teren zebrane są zabytki kultury ludowej
z byłego województwa skierniewickiego. Znaczna część tych zasobów to sprzęty
gospodarstwa domowego a także stroje ludowe: damski, męski i dziecięcy,
przedmioty związane z kultem religijnym oraz folklorem wiejskim. Zgromadzono także narzędzia rolnicze używane w I połowie XX wieku, między innymi:
brony laskowe, sierpy, cepy itp.2.
Odrębnym działem i najliczniejszym, bo liczącym 3045 eksponatów, jest
ikonografia. Zbiór ten zawiera fotografie, albumy, szklane negatywy, pocztówki,
oraz druki reklamowe, przedstawiające obiekty architektoniczne Żyrardowa,
fabryki wyrobów lnianych, mieszkańców miasta i ich życie społeczne, kulturalne
i oświatowe. Wiele z nich to pamiątki z terenu Mazowsza. Zbiór ten obejmuje
lata 1872–1986, a podzielony jest tematycznie na trzy grupy: Zakłady Żyrardowskie, Żyrardów – Miasto, Inne. W pierwszej grupie znajdują się fotografie i albumy dokumentujące powstanie, rozwój zakładów żyrardowskich oraz ich kadrę
kierowniczą i robotników. Najcenniejszymi eksponatami są zdjęcia z lat 80-tych
XIX wieku, przedstawiające zabudowania fabryki, dyrekcję i pracowników poszczególnych wydziałów oraz zakładową straż ogniową. W Muzeum Mazowsza
Zachodniego znajduje się bogata dokumentacja dotycząca życia kulturalnego,
oświatowego i społecznego mieszkańców Żyrardowa. Stare fotografie przedstawiają nauczycieli, uczniów, władze miejskie, rzemieślników, uroczystości państwowe, wydarzenia polityczne. Oddzielną grupę w dziale stanowią karty pocztowe z przełomu XIX i XX wieku i okresu międzywojennego, wśród nich
znajduje się między innymi: bogata kolekcja pocztówek ukazująca Żyrardów
i jego zmieniającą się z upływem czasu zabudowę. Najstarsza karta pocztowa
w zasobach Muzeum pochodzi z 1898 roku. Przedstawione są na niej: kościół
p.w. Karola Boromeusza, szkoła powszechna oraz szpital fabryczny3.
__________
2
J. Naziębło: Muzeum w Żyrardowie 1961–1996 r. Żyrardów 1996 r. s. 19; B. Rzeczycka,
Etnografia, [w:] Muzeum Mazowsza Zachodniego w Żyrardowie, pod red. B. Nietrzebki,
Żyrardów 2010, s. 3.
3
E. Sowińska, Ikonografia, [w:] Muzeum Mazowsza Zachodniego w Żyrardowie, pod red.
B. Nietrzebki, Żyrardów 2010, s. 5–6.
351
Zbiory w dziale sztuki należą do najcenniejszych w Muzeum i są podzielone na następujące grupy: malarstwo polskie, w tym wydzielona kolekcja Józefa
Rapackiego, malarstwo obce, grafika, rysunek, rzeźba, tkanina artystyczna, rzemiosło artystyczne.
Największym i unikalnym eksponatem w zbiorach Muzeum jest Panorama
Żyrardowa z 1899 roku, akwarela o wymiarach 140 cm x 367 cm. Przekazana
została placówce w 1969 roku przez Zakłady Przemysłu Lniarskiego. Panorama
została wykonana na zamówienie właścicieli Zakładów Żyrardowskich w celu
uświetnienia stoiska żyrardowskiego na Światowej Wystawie w Paryżu, która
odbyła się w roku 1900. Sygnowana „ Eckert Pflug, Kunstverlag Leipzig – Munchen“ przedstawia ogólny widok miasta w rzucie perspektywicznym. Pod wizerunkiem miasta umieszczone są w pięciu ujęciach (dwa prostokąty, koło, romb
i owal) i w powiększeniu, ważniejsze obiekty osady fabrycznej Żyrardów, tj.
kantor, szpital, ochronka, szkoły fabryczne. Panorama pozwala zwiedzającym
poznać kształt urbanistyczny miasta z końca XIX wieku i porównać go z dzisiejszą zabudową Żyrardowa.
W dziale sztuki znajdują się również portrety właścicieli Zakładów Żyrardowskich wykonane przez Augusta Frinda, a także portrety właścicieli dóbr
guzowskich autorstwa m. in. Józefa Simmlera. Cennym nabytkiem jest album
szkiców Józefa Chełmońskiego do znanych obrazów powstałych w latach 1879–
1910. Wśród rzeźb można wyróżnić: popiersie Filipa de Girarda z 1856 roku
autorstwa Francois Chardigny’ego, „Dante i Beatrice“ Aimone’a z II poł. XIX
wieku. W dziale tym zgromadzone są także prace wykonane przez współczesnych lokalnych malarzy i grafików, m. in. Tadeusza Sobolewskiego, Ryszarda
Gąsiewicza, Tadeusza Łapińskiego, Mariana Schmidta
Stałą ekspozycją, z której słynie Muzeum Mazowsza Zachodniego, jest kolekcja prac Józefa Rapackiego, mieszkającego w latach 1912–1929 w pobliskiej
Olszance. Przez wiele lat pracownicy żyrardowskiego Muzeum poszukiwali
i kupowali prace tego artysty. Udało się zgromadzić ponad 80 dzieł. W 1993 r.
zorganizowano wystawę prac Rapackiego, nazwanego przez Pię Górską, dziedziczkę dóbr w Woli Pękoszewskiej „malarzem brzóz i liliowych wrzosów”.
Z czasem kolekcja Muzeum Mazowsza Zachodniego była na tyle bogata w dzieła artysty, że zorganizowano samodzielną, stałą galerię. Składają się na nią obrazy olejne, pastele, akwarele oraz litografie, m. in. Ścieżka w lesie z 1913 roku,
W cieniu brzóz z 1921 roku, Pejzaż jesienny z brzozami z 1923 roku, Pejzaż
z kaczeńcami z 1928 roku. W swoich zbiorach Muzeum posiada również kilka
fotografii pokazujących malarza w jego pracowni. Z okazji otwarcia ekspozycji
został wydany specjalny przewodnik. Do dziś stała galeria prac J. Rapackiego
cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem zwiedzających4.
__________
4
352
www.muzeumzyrardow.pl
Wspomniana wcześniej stała ekspozycja etnograficzna izby żyrardowskiej
rodziny robotniczej z początku XX w. prezentuje wnętrze mieszkania z terenu
osady fabrycznej, wyposażonego w przedmioty pochodzące z Żyrardowa. Izba
spełniała wiele funkcji, stąd podział na część kuchenno-higieniczną oddzieloną
parawanem od pozostałej części mieszkania. Główne miejsce zajmuje stół
z krzesłami, łóżko ze stojącą obok kołyską, szafa i komoda. Wyposażenie wnętrza uzupełnia niezbędna w każdym domu maszyna do szycia, „słupek” na kwiaty i lustro. Ważnym miejscem jest komoda, na której ustawiono tzw. „święty
kącik“ – krzyż, figurki aniołków i Matki Boskiej. Na sprzętach znajdują się haftowane serwetki, na ścianach makatki, oleodruki oraz fotografie, obecnie prezentowane w zrekonstruowanej Kręgielni przy Resursie Fabrycznej.
Kilka razy w roku Muzeum organizuje wystawy czasowe, nawiązujące do
historii regionu, a także ekspozycje etnograficzne przybliżające kulturę dalekich
krajów. W roku 2010 zorganizowano szereg takich wystaw. Pierwszą z nich była
Magiczna i industrialna współczesna polska biżuteria artystyczna (we współpracy z Jerzym Brukwickim). Kolejna wystawa: Mongolia. Kraina przestrzeni
i błękitnego nieba powstała we współpracy ze Stowarzyszeniem Polska–
Mongolia. W czasie otwarcia wystawy goście mogli poznać tradycyjne zwyczaje
mongolskie, kuchnię mongolską, zobaczyć pokaz slajdów i prezentacje o kulturze, przyrodzie i zwyczajach tego odległego kraju. W ramach wystawy odbył się
wykład pt. Sekrety tradycyjnej medycyny mongolskiej, który poprowadziła Sainjargal Byambasuren-Federowska, lekarz medycyny ze specjalizacją medycyny
rodzinnej i akupunktury. Ponadto zwiedzający wystawę mieli okazję obejrzeć
mongolską jurtę, którą rozstawiono za budynkiem Muzeum.
Kolejną wystawą w 2010 roku była Historia RKŁ „Dzik” w Żyrardowie –
klimaty mazowieckiego łowiectwa, zwierzyna łowna Mazowsza Zachodniego,
zorganizowana we współpracy z Robotniczym Kołem Łowieckim „Dzik“ z okazji 65-lecia jego działalności. W dniu otwarcia wystawy odsłonięto odrestaurowaną rzeźbę myśliwego, która obecnie znajduje się przy wejściu do Parku.
Nawiązująca do przeszłości wystawa pt. Z dziejów miasteczka w kolorze
niebieskim. O społeczności żydowskiej Żyrardowa i okolic powstała we współpracy z Żydowskim Instytutem Historycznym. Z okazji tej wystawy 29 grudnia
2010 roku gościł w żyrardowskiej placówce Naczelny Rabin Polski, Michael
Schudrich. Do spotkania doszło dzięki pomocy Liceum Ogólnokształcącego
w Żyrardowie i zaangażowaniu wywodzącego się z żyrardowskiej rodziny żydowskiej a mieszkającego obecnie w Izraelu, prof. Daniela Wagnera. To na jego
osobiste zaproszenie w uroczystościach uczestniczył Naczelny Rabin Polski.
Profesor Wagner przybył ponownie do Żyrardowa w maju 2011 r., a jego wizyta
była związana z innym projektem realizowanym przez Liceum Ogólnokształcące
im. S. Żeromskiego we współpracy z Muzeum Mazowsza Zachodniego.
Wystawę W kręgu secesji można było podziwiać od 14 maja do 13 lipca
2011 roku. Zaprezentowane zbiory pochodziły z Muzeum Mazowieckiego
353
w Płocku i przedstawiały obiekty z końca XIX i początku XX wieku. Charakterystyczną cechą nurtu sztuki zwanego secesją jest giętka, długa, wijąca się linia,
subtelna i jasna kolorystka, a także czerpanie natchnienia z motywów fauny
i flory.
16 września 2011 roku otwarto wystawę pt. Opowieść o niebieskim kwiecie.
Krótka historia lniarstwa. Ekspozycja ukazywała przebieg tradycyjnej obróbki
lnu, elementy związane z przemysłem mechanicznym oraz wyroby lniane pochodzące zarówno z końca XIX wieku jak i produkty nowoczesne.
W roku 2012 zaprezentowana została wystawa pocztówek Wojciecha
Gniadzika, członka Klubu Kolekcjonera przy Muzeum, pt. Być kobietą. Kolekcjoner posiada 20 tyś. pocztówek; zaprezentowano jedynie część jego kolekcji.
Ekspozycja ukazuje jak bardzo na przestrzeni lat zmieniał się swoisty nośnik
informacji, jakim jest powstała w drugiej połowie XIX wieku pocztówka.
Ważnym wydarzeniem 20