Lipiec 2016 - Polonia Berlin

Komentarze

Transkrypt

Lipiec 2016 - Polonia Berlin
Bezpłatny miesięcznik informacyjno-ogłoszeniowy
Nr 64
lipiec 2016
Tel.: 0177 83 81 167
[email protected]
www.poloniaberlin.de
Kortez
- on też się
wzrusza
strona 8
www.poloniaberlin.de
EFEKT DOMINA
Dramaty ludzi nie znają granic. Często dzieją się tuż
obok nas, a czasami na zapomnianym końcu
świata. Tragedia dzieci w nepalskim więzieniu,
uchodźcy, których ciała morze wyrzuca na grecką
plażę. Zapraszamy Państwa w podróż w towarzystwie Dominiki Kulczyk, która zmienia życie ludzi na
lepsze. Już czas poruszyć razem z nią pierwszą kostkę domina! Kolejny sezon programu „Efekt domina” zaprezentujemy od 17 lipca w każdą
niedzielę o godzinie 18.30 (CET – Berlin, Paryż) w
ITVN.
Jeszcze w 2008 roku codziennie umierało tu co godzinę 10 osób. Z powodu AIDS odchodziły tysiące
mieszkańców Malawi, osieracając swoje dzieci.
Dlatego takie znaczenie ma walka o to, by te maluchy przeżyły. Przeżyły, dorosły, zdobyły zawód i
zrozumiały, że można uniknąć zakażenia. Międzynarodowa organizacja Kulczyk Foundation kierowana przez Dominikę Kulczyk właśnie w Malawi
AIDA
Przebojowa, pełna temperamentu i
ciepła trzydziestolatka, która musi radzić sobie z codziennymi problemami to bohaterka nowego
polskiego serialu „Aida”, na który zapraszamy od 14 lipca w każdy
czwartek o godzinie 21.35 (CET –
Berlin, Paryż) do ITVN. W rolach
głównych Sonia Bohosiewicz, Katarzyna Kwiatkowska, Iwona Bielska i
Michał Zieliński.
Tytułowa Aida to trzydziestolatka
wychowująca samotnie dwoje dzieci
– licealistkę Anetę i młodszego Remika. Po śmierci ojca wprowadza się
do matki, Kaliny, dawnej aktorki,
wciąż wspominającej złote czasy
swojej kariery. Jej brat, Antek ma
wieczne problemy ze znalezieniem
pomaga zadbać o warunki życia najmłodszych. Ten
niewielki kraj należy do pierwszej, niechlubnej dziesiątki państw z najwyższą umieralnością z powodu
AIDS. Tutejsi ludzie często nawet nie wiedzą, że są
zarażeni. I nieświadomie przekazują wirusa innym.
Każdego dnia na świecie ponad 7 tysięcy osób zakaża się wirusem HIV i około 5 tysięcy, również codziennie, umiera z powodu chorób związanych z
AIDS. W Malawi umierają rodzice, a zostają bezbronne dzieci noszące bardzo często w swoim organizmie śmiertelną chorobę. Na szczęście państwo
zaczyna coraz szerzej dbać o właściwą diagnostykę
pracy, za to talent do pakowania się
w najróżniejsze kłopoty. Wszyscy
zmuszeni będą przeżyć ze sobą pod
jednym dachem, chociaż chwilami
nie mogą na siebie patrzeć.
Mimo, że życie nie zawsze jest dla
Aidy łaskawe, z dobrym nastawieniem i uśmiechem na twarzy stara
się pokonywać wszelkie problemy.
Zawsze też może liczyć na pomoc
przyjaciół – Pauliny, która zarabia na
życie jako kobieta lekkich obyczajów
oraz Seby, dobrodusznego sklepikarza. Źródłem wielu nieporozumień i
konfliktów jest zaś Zibi, cwaniak i
krętacz, prowadzący bar „Nora
Czaka”.
Dorastające dzieci, problemy z pieniędzmi i miłością oraz rodzinne konflikty – Aida nie ustaje w walce z
tymi codziennymi kłopotami. Na
szczęście za każdym razem groźnie
zapowiadające się sytuacje mają
swoje szczęśliwe zakończenie. Perypetie bohaterów okraszone są dużą
dawką ironii i dobrego humoru,
dzięki czemu „Aida” to sympatyczny
i zabawny serial, w którym każdy
znajdzie coś dla siebie.
Więcej informacji na itvn.pl
i bezpłatne leczenie. Powoli zmienia się świadomość mieszkańców, ale potwornej ceny, jaką
zapłaciło poprzednie pokolenie nie da się już niczym zadośćuczynić. W filmie poznamy Johna Samsona, szesnastolatka, który stracił oboje rodziców,
gdy miał zaledwie 5 lat. Zmarli na AIDS. John przez
wiele lat był bezdomny, zmagał się z HIV. Sam walczył o leki. Ze wszystkich sił chciał żyć. Normalnie!
Dziś jest uczniem szkoły dla sierot prowadzonej
przez Jacaranda Foundation, którą kierują wspaniali
ludzie – małżeństwo Mary i Luc. W tej szkole
spełniają się marzenia dzieci, a koszmar wspomnień pozostaje za murem. To również tu Kulczyk Foundation sfinansowała remont budynku pod
piekarnię dla szkoły zawodowej prowadzonej w ramach bezpłatnego systemu edukacji przez Jacaranda Foundation. Spotkanie Dominiki Kulczyk z
uczniami było wzruszającym wydarzeniem!
Więcej informacji na itvn.pl
MATERIAŁ TVN
Foto: KAROLINA WOŹNIAKOWSKA
DZIEŃ DOBRY WAKACJE
TEKST NA PODSTAWIE
MATERIAŁÓW OD DYSTRYBUTORA
Foto: AIDA Imagina International
Sales S.L.U. Kasia Marcinkiewicz
Od 25 czerwca widzów ITVN zapraszamy na
dużą dawkę pozytywnej energii, którą dostarczą prowadzący program „Dzień Dobry Wakacje”. Znakomici goście, najświeższe newsy i
gorące tematy. To wszystko w każdą sobotę i
niedzielę o godz. 8.30 (CET – Berlin, Paryż).
W „Dzień Dobry Wakacje” znani i lubiani prezenterzy podpowiedzą, gdzie wyruszyć w podróż, jak uniknąć nudy, co robić w mieście i
kiedy zaplanować urlop. Nawet sami gospodarze opuszczą studio w poszukiwaniu wrażeń.
Dzięki nim weekendowe poranki staną się przyjemne i nabiorą letniego smaku.
Wakacyjne wydanie to niemal dwie i pół godziny rozrywki, porad i informacji dotyczących
m. in. zdrowia, urody, psychologii, pieniędzy.
Nie zabraknie też plotek z życia gwiazd, prognozy pogody i wspólnego gotowania. Jakie
niespodzianki przygotowali specjalnie dla widzów prowadzący „Dzień Dobry Wakacje”?
Przekonają się Państwo, oglądając ITVN. Zapraszamy!
Więcej informacji na itvn.pl
MATERIAŁ TVN
4
www.poloniaberlin.de
www.poloniaberlin.de
Gościu siądź pod
mym liściem, a odpoczni sobie! pisał
Jan z Czarnolasu
sławiąc wonny cień
starej lipy. O tych
pięknych drzewach
pisali też Juliusz
Słowacki, Maria Konopnicka i
wielu innych poetów. Nie bez
powodu.
LIPA!
Ślady uwielbienia lipy przetrwały do
dziś w nazwach miejscowości, a wieś
Święta Lipka na granicy Warmii i
Mazur jeszcze długo po przyjęciu
chrześcijaństwa słynęła jako przybytek
pogańskich bogów. Dawni Słowianie
wierzyli, że lipa chroni przed uderzeniem pioruna, a dotknięcie jej pnia
uzdrawia.
Od dawien dawna miała być drzewem
najbardziej uwielbionym przez dobre
bóstwa. Drzewo to było symbolem
zmysłowości kobiety i płodności, już w
czasach rzymskich było poświęcone
bogini Venus, być może dzięki pięknemu zapachowi, jaki roztacza podczas kwitnienia. Kiedy para z
sąsiedztwa brała ślub, sadzono lipę na
miedzy, aby zapewnić zgodę między
rodzinami, wierzono również, że
trumna wykonana z lipowego drewna
zapewni zmarłemu spokojny
odpoczynek. Lipy czczone
były w Polsce do XV wieku.
Chrześcijaństwo odkryło
sposób na przeniesienie
pogańskiego kultu lipy na
Matkę Bożą, nazywając lipy
drzewami Najświętszej Panienki, do dziś na wielu wsiach
spotkać możemy kapliczki poświęcone Matce Boskiej właśnie pod lipą.
Lipa jest długowiecznym drzewem.
Niektóre osiągają wiek kilkuset lat i dorastają do 40 metrów wysokości. W
Polsce najbardziej okazałe drzewa tego
rodzaju rosną w miejscowości Cielętniki w województwie łódzkim i w
Siemkowicach na Śląsku.
Jako rośliny ozdobne bywały często sadzone w parkach i przy alejach. Repre-
6
zentacyjna ulica Berlina Unter Den Linden, jak i wiele innych, też była obsadzona lipami.
Jakże przyjemnie jest przechadzać się
lipową aleją i wdychać odurzający zapach lipowego kwiecia, szczególnie
teraz, gdy wieczorami po upalnym
dniu jest taki upajający. Zwabia roje
pracowitych pszczół i dzięki
temu zimową porą możemy
cieszyć się lipcowym słońcem zaklętym w kroplach
lipowego miodu. Lipowy, lipcowy, jedyne
drzewo, które dało
nazwę miesiącu, jak
ważne musiało być dla
naszych antenatów.
Bo lipa tyle potrafi dać. Nie
tylko miód i cień i zapach.
Lipa to cała apteka. Któż nie zna
zalet lipowej herbatki? Ususzone
kwiaty ratują nas w czas słoty, mrozów
i przeziębień. Łagodzą kaszel, działają
napotnie, uspokajająco i przeciwgorączkowo. Są źródłem wielu witamin i soli mineralnych. Dawniej do
leczenia używano również kory, a
nawet liści. Podobno goją zaognione
rany.
Liść lipowy był w okresie międzwojennym symbolem mniejszości polskiej
używanym przez Związek Polaków w
Niemczech i elementem znaku młodzieży polskiej w Niemczech. Czesi
uznają ją za swoją roślinę narodową,
co widać na ich fladze prezydenckiej.
Chorwaci poszli jeszcze dalej i swą walutę nazwali lipa.
Niezwykle cenne jest również drewno
lipowe, cenione głównie za swą miękkość i łatwość w obróbce. Szeroko stosowane w rzeźbiarstwie, snycerstwie,
do wyrobu instrumentów muzycznych
i desek kreślarskich oraz drewnianych
www.poloniaberlin.de
butów. Z lipowego łyka wyrabiano
również maty, sznury, koszyki i łapcie.
Ileż przecudnych madonn narodziło się
z pnia starej lipy. Ileż lip padło w ofierze na ołtarzu mistrza Stwosza, który
do dziś zachwyca w katedrze mariackiej w Krakowie. Ileż dawno umarłych
lip po dzień dzisiejszy pobrzmiewa
przecudną muzyką Bacha w starych katedralnych organach...
Jednego zatem nie mogę pojąć. Dlaczego, jeśli coś nam się nie podoba,
jeśli czemuś nie dajemy wiary, mówimy z odcieniem pogardy: lipa!
Dlaczego lipa?
Graża Grużewska
www.poloniaberlin.de
Kortez
- on też się wzrusza
Chłopak z blokowiska nagrywa swoją płytę, po krótkim czasie okazuje się debiutem roku. Kortez sam nie wierzy w to, co się następnie wydarzyło. Obdarzony wyjątkowym głosem i talentem podbija
Polskę. Muzyk pochodzący z Iwonicza, niezauważony w Must Be
The Music, podpisuje kontrakt z Jazzboy Records.
Dariusz: Cześć Kortez, przedstaw nam krótko, jak zaczęła się twoja historia z muzyką. Nie wiem, czy to komplement, ale, czy często słyszysz, że śpiewasz podobnie do Stanisława Sojki?
Kortez: Przygoda z muzyką zaczęła się od najmłodszych lat, kiedy słuchając jej
wyobrażałem sobie różne obrazy. Czułem ją. Później chciałem nauczyć się grać,
żeby móc przedstawić obrazy, które gdzieś mi się pojawiały, kiedy nie słyszałem
muzyki. Rodzice zapisali mnie do szkoły muzycznej, gdzie nauczyłem się wielu
zasad. Nikt jeszcze nie powiedział mi, że śpiewam podobnie do pana Sojki.
Dariusz: Podczas koncertów wydajesz się nieobecny na scenie, oddajesz siebie
całego podczas śpiewania, gdzie wtedy błądzą twoje myśli? Miałeś już kilka koncertów , przygód z muzy ką, spotkań muzycznych, które z wydarzeń miało największy wpływ na ciebie?
Kortez: Moje myśli wtedy nie błądzą. Jestem wtedy najbardziej skupiony i wolny
od myśli. Zazwyczaj po każdym koncercie ktoś opowiada mi swoją historię. Kontakt z ludźmi jest dla mnie największą formą wynagrodzenia. Kiedy wiem, że są
ludzie, którzy myślą i funkcjonują podobnie. To są dla mnie wydarzenia.
Dariusz: Jesteś młodym człowiekiem zaczynającym karierę muzyczną, co możesz
doradzić innym młodym wokalistom, grupom, ludziom, którzy chcą spróbować sił
w muzyce? Wszyscy wiemy, że rynek muzyczny w Polsce jest bardzo hermetyczny.
Co o tym sądzisz?
Kortez: Im bardziej będzie wam zależeć na opinii innych ludzi, tym gorzej, nie
można robić czegoś pod kogoś. Albo ktoś przyjmuje cię takiego, jaki jesteś z
twoimi wadami i zaletami, albo nie. Tak samo jest z muzyką. Rób to, co kochasz
i chcesz. I nie spinaj się. Nie nastawiaj. Rób po prostu swoje. Ktoś w końcu na
pewno cię dostrzeże.
Dariusz: W erze cyfryzacji, Internetu, wszechobecnego dostępu do sieci, czy ty
również jesteś za promowaniem i udostępnianiem swoich kawałków w Internecie. Jest to na pewno jeden z najlepszych środków, jakimi możemy dotrzeć do odbiorców. Udostępnianie muzyki w sieci dobrze wpływa na rozwój kariery, czy
jesteś temu przeciwny?
Kortez: Gdyby nie Internet i wszystkie strony, na których można posłuchać za
darmo muzyki, nie dowiedziałbym się o wielu zajebistych rzeczach, nie
słuchałbym ich, nie kupiłbym płyty. Jestem za udostępnianiem muzyki.
Dariusz: Był czas, że twoje koncerty można było zliczyć na palcach, teraz już tak
łatwo nie jest. Który z twoich koncertów najbardziej przypadł ci do gustu i najczęściej wspominasz go w wywiadach czy też przy piwku ze znajomymi?
Kortez: Najlepiej wspominam Kraków, gdzie całym zespołem weszliśmy w ten
świat i to było czuć na scenie, jak i ze sceny. Naprawdę jestem pod wrażeniem,
że dało się to osiągnąć tak naturalnie, nie grając wspólnie nie wiadomo jak dużo
prób i koncertów. To było mocne.
Dariusz: Publiczność - powiem szczerze, że ciężko jest cię opisać, a jeszcze ciężej
odpowiedzieć na pytanie, do kogo, jest zaadresowana twoja muzyka. Śpiewasz
dla młodych, starszych i jeszcze starszych, która z grup jest najbardziej liczną publicznością? Kogo można spotkać na waszych koncertach?
Kortez: Samotnych, zakochanych, zadowolonych z życia, ludzi żyjących w depresji, młodych, starszych. Ludzi, którzy czują i mają czas na to, żeby się zatrzymać w tym całym pędzie.
Dari usz: Czy na zakończenie naszej rozmowy chciałby ś coś przekazać swoi m
słuchaczom? Masz taką możliwość, więc słucham.
Kortez: Żeby się nigdy nie poddawać i robić to, co się kocha, bez względu na to,
czy wszyscy wokół pukają się w głowę, jeśli w coś mocno wierzysz i jesteś przekonany o tym, że to, co robisz ma sens, będziesz rósł w siłę.
Dariusz: Dziękuje za rozmowę i mam nadzieję, że do zobaczenia kiedyś w Berlinie, Pozdrawiam serdecznie, życzę powodzenia.
Kortez: Dziękuję, mam nadzieję. Pozdrawiam.
Dariusz Stańczyk
www.poloniaberlin.de
Melodia
życia
Podczas ostatnich odwiedzin w
Polsce spotkałam starego znajomego, który w krótkiej rozmowie spytał, jak mi się
wiedzie „tam, za granicą“.
Moją pierwszą, spontaniczną
reakcją była myśl, że dla mnie
zagranica to teraz Polska. Myśl
ta zaskoczyła mnie na tyle, że
w odpowiedzi na zadane pytanie wymamrotałam coś niewyraźnie, co znajomy musiał
zinterpretować jako „nie bardzo”, bo wyraźnie się ucieszył.
Tymczasem ja nadal dziwię się własnym odczuciom i mówię o nich z podejrzliwością, ale zignorować ich nie
mogę. Uświadomiłam sobie nagle, że
jakoś przegapiłam moment, w którym
przestałam zamykać się w pokoju, by
głośno słuchać polskich piosenek,
połykając masowo krówki ciągutki
oraz łzy frustracji i tęsknoty. Nie boję
się już odbierać miejscowych telefo-
nów, czy dyskutować (bezcelowo) z
urzędnikami. Coraz częściej z przyjemnością sięgam po niemieckie książki i
gazety.
Choć jeszcze niedawno uważałam to
za nieprawdopodobne, czuję, że dojrzałam do podwójnej tożsamości. I na
pewno nie dam wmówić sobie poczucia winy ani zdrady. Ja się niczego nie
pozbywam, niczego nie wyrzekam i nie
zapominam. Wręcz przeciwnie: kolekcjonuję doświadczenia, które mnie
www.poloniaberlin.de
wzbogacają, wyostrzają wzrok i słuch,
otwierają umysł. Są to doświaczenia,
dzięki którym rosnę.
Pierwsze lata emigracji bywają bardzo
trudne, pełne zwątpień, rozczarowań,
frustracji i łez. O tym wie każdy, kto ma
je za sobą. Jest to jednak czas bardzo
cenny, owocny, hartujący i rozwijający.
I co najważniejsze – mija.
„Myślę, że jakaś forma emigracji potrzebna jest każdemu z nas. To ona
uczy poznawać na nowo, odkrywać
znaczenia obcych do tej pory zapachów, słów: kochać, tolerować, dawać
szansę przypadkowi, ryzykować... Jeśli
choć raz przekroczy się tę granicę – nie
ma już powrotu. Dziś więc mam sny
emigranta, który stoi po drugiej stronie. Jest w nich zupełnie inna niż kiedyś melodia życia.” (Mariusz Zalejski)
Katarzyna Willmann
natandpol.blogspot.com
Dzień Polonii
W niedzielę 22 maja 2016 r. w Berlinie odbył się jeden z największych festynów polonijnych. To już szósta odsłona tego wydarzenia, na którym zaprezentowało swoją działalność środowisko
polonijne w Berlinie. Pogoda tego dnia dopisała zarówno organizatorom, jak i gościom, których na festynie nie brakowało. Dzień
Polonii cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Na scenie
swoje umiejętności dumnie prezentowały zespoły folklorystyczne,
tj. Polonez z Darmstadt, Krakowiacy z Berlina, a także Bloody
Kishka oraz PS Band z Beatą Kossowską. Na tegorocznej scenie gośćmi wieczoru był zespół Brathanki. Dzień Polonii zaczął się od
wczesnych godzin porannych, a zakończył późnym wieczorem. Organizatorzy oraz Polonia Berlin zapraszają serdecznie do wzięcia
udziału w przyszłorocznym festynie polonijnym.
Foto: Krystyna Koziewicz
10
www.poloniaberlin.de
W parku Sanssouci – na prawo
i lewo od pałacu, część II
Położona po wschodniej stronie pałacu Sanssouci Galeria Malarstwa (Galeria Obrazów)
jest prawdopodobnie najstarszym budynkiem muzealnym w Niemczech. Wzniesiony
w latach 1755-1764 gmach miał od razu
jasno określoną funkcję. Mieścić się w nim
miały obrazy z królewskiej kolekcji, dla których nie było miejsca w niewielkiej pałacowej galerii. Podejście władcy do prezentacji
obrazów i innych dzieł sztuki było jak na
owe czasy dość rewolucyjne. Fryderyk zerwał bowiem z tradycją ozdabiania komnat
pałaców, a powiesił obrazy w jednym miejscu z konkretnym przeznaczeniem - studiowania, podziwiania, obcowania ze sztuką.
Tak jak jest to obecnie we współczesnych
galeriach.
Architektem budynku był Johann Gottfried Büring, syn
nadwornego mistrza stolarskiego w Berlinie. Król, jak
przy wszystkich swoich budowlach, miał określone
wyobrażenia, co do przyszłej galerii. Miała to być
podłużna, jednopoziomowa hala, z wielkimi oknami
na podobieństwo modnych wówczas francuskich
„maisons de plaisance” (mniej reprezentacyjnych prywatnych dworków). Środkowa, wyróżniona część, oddzielająca skrzydło wschodnie od zachodniego, miała
otrzymać kopułę. By umożliwić szybkie przejście z
12
pałacu, od zachodniej strony powstała klatka schodowa łącząca najwyższy taras z nieco niżej położoną
galerią. Po wschodniej stronie z kolei powstał niewielki gabinet, przeznaczony dla obrazów o małych
rozmiarach.
Prace miały potrwać dwa lata, ale rozpoczęcie wojny
siedmioletniej spowodowało trudności finansowe. Galeria została ukończona dopiero w 1764 roku. Fryderyk już wcześniej zlecił swoim agentom w Europie
poszukiwania i zakup dzieł sztuki. Również tutaj miał
jasno określone preferencje: cenił malarzy flamandzkich, francuskich i włoskich, wielkie nazwiska jak Rubens czy van Dyck. Tematyka – „żadnych świętych
męczenników, ale motywy z bajek (mitologii) i historii”. Dla obrazów o tematyce biblijnej czynił wyjątki
tylko, jeśli były sławnego pędzla. Niestety, nie uniknął
przy tym zakupu doskonałych podróbek wielkich mistrzów, Raffaela, Vincisa, Titziana czy Rubensa, które
uchodziły za oryginały.
Dzisiejszy stan posiadania galerii tylko w części odpowiada pierwotnemu. W XIX wieku, okresie kształtowania się nowoczesnych muzeów i galerii, wiele dzieł
przeniesiono do pierwszego berlińskiego muzeum
(dzisiejsze Stare Muzeum). Straty poniesiono również
podczas drugiej wojny światowej. Najsłynniejszy
obraz w kolekcji, „Niewierny Tomasz” Caravaggia, trafił do galerii dopiero w XIX wieku, kiedy Fryderyk Wilhelm IV próbował odtworzyć stan z okresu panowania
swojego wielkiego przodka. Z wielu względów okazało się to niemożliwe, dlatego pustki uzupełniono nowymi nabytkami.
Galerię warto odwiedzić nie tylko dla obrazów, ale i
wspaniałego wnętrza. Zaskoczyć może ogromna
różnica między skromnym wyglądem zewnętrznych
fasad a bogatą ornamentyką wnętrza. Pozłacane reliefy, rzeźby będące alegoriami dziedzin sztuki i nauki,
drogocenne marmury sprowadzane ze starożytnych
ruin (nie do końca legalnie) świadczą o traktowaniu
budynku przez Fryderyka II jak wyjątkowej świątyni
sztuki, w której zresztą władca znikał podczas deszczowych dni na całe godziny.
Na co warto zwrócić uwagę?
Kupując bilet otrzymamy plan obrazów wraz z ich nazwami i autorami. Zachodnia część poświęcona jest
przede wszystkim malarstwu flamandzkiemu i holenderskiemu, wschodnia przeznaczona została dla
włoskich mistrzów. Obrazy rozmieszczone są w sposób, jaki uznany był w dobie baroku do XIX wieku:
gęsto jeden przy drugim. Do najważniejszych dzieł należą: „Niewierny Tomasz” Caravaggio, „Bitwa Amazonek” i „Św. Hieronim” Rubensa, „Wenus w kuźni
Wulkana”, „Rinaldo i Armida” Antona van Dycka.
Więcej informacji: www.spsg.de
c.d.n.
Joanna Maria Czupryna
www.poloniaberlin.de
www.poloniaberlin.de
1
DIETA WEGAŃSKA - Z CZYM TO SIĘ JE? CZ. 3
Niedobory w diecie
wegańskiej – witamina D
W ostatnim, czerwcowym artykule poruszyłam temat białka w diecie wegańskiej. Dzisiaj chciałam napisać o witaminie D, która - jak
wiemy - jest bardzo ważna w każdej diecie.
Pierwsze niedobory witaminowe u wegan zauważa się po upływie 6 miesięcy.
Oczywiście wszystko jest uzależnione od tego, jaki był stan odżywienia naszego
organizmu przed przejściem na tę formę odżywiania. Nieprawidłowo skomponowany jadłospis może przynieść nam więcej niekorzystnych niż pozytywnych
efektów. Wykluczając w weganizmie mięso, ryby, jaja, produkty
mleczne musimy włączyć w naszą
dietę suplementację witaminy D3
i B12.
Witamina D występuję w dwóch
formach: zwierzęca – cholekalcyferol i roślinna, mniej aktywna, ergokalcyferol.
Jak
pokazują
najnowsze badania, witamina D
wpływa na wiele funcji naszego
organizmu. Jej główna rola to absorbcja i wydalanie wapnia w organizmie. Wpływa również na
układ immunologiczny, nerwowy,
reguluje produkcję niektórych hormonów. Jej niedobory mogą skutkować: fibromialgią, reumatoidalnym zapaleniem stawów, stwardnieniem rozsianym, zespołem napięcia miesiączkowego,
infekcjami górnych dróg oddechowych, zespołem policystycznych jajników,
łuszczycą, osłabieniem mięśni, cukrzycą, depresją. Mimo że jesteśmy w stanie
sami wyprodukować witaminę D, to niestety jej niedobory wśród pacjentów, a
zwłaszcza wegan są bardzo duże. Jak wiemy, cholekalcyferol jest syntetyzowany
w naszej skórze poprzez działanie promieni słonecznych UV. Zalecana dzienna
dawka może być wyprodukowana, jeśli będziemy codziennie przebywać na
słońcu przez 15-30 minut (20 minut dla osób o ciemnej skórze, 30 minut dla osób
starszych) w godzinach południowych, nie stosując filtrów ochronnych i mając
odkryte ciało w minimum 60 proc. Jednakże w naszej strefie klimatycznej najefektywniejsze działanie promieni słonecznych jest w okresie od połowy kwietnia
14
do połowy października. Często też pogoda bywa zawodna, a i my sami, jeśli już
jest słonecznie, używamy filtrów. Nie ma większego problemu, kiedy oprócz
kąpieli słonecznych spożywamy produkty zwierzęce, jak np. jaja, ryby, mleko i
produkty mleczne. Bogate w witaminę D2, czyli ergokalcyferol są oleje roślinne,
awokado, orzechy, nasiona, grzyby i drożdże. Jednak w przeciwieństwie do formy
D3, czyli cholekalcyferolu, ergokalcyferol nie jest tak absorbowany do oganizmu
i należałoby spożywać niesamowicie duże ilości wymienionych produktów, aby
pokryć dzienne zapotrzebowanie. Zatem w diecie wegańskiej zalecane jest przestrzeganie ścisłej suplementacji, niezależnie od pory roku. Jednym z
najlepszych suplementów diety, zawierający witaminę D3 jest olejek,
który pozyskiwany jest z wełny
owczej. Jest to suplement w 100
proc. wegański. Podczas jego pozyskiwania owce nie są w żaden sposób krzywdzone.
W kolejnym artykule opiszę problem
niedoboru witaminy B12, która jest
drugą w kol ejności niedoborów u
wegan.
Piśmiennictwo:
1. Co mówi nauka o wegańskim
odżywianiu? na podstawie wykładu Jacka Norrisa, grudzień 2009
2. B. Grygiel-Górniak, M. Puszczewicz.: Witamina D – nowe spojrzenie w medycyniei reumatologii, Postepy Hig Med Dosw (online), 2014; 68: 359-368
3. Beata M. Gruber, Fenomen witaminy D, Postepy Hig Med Dosw (online), 2015;
69: 127-139
Dorota Mazurkiewicz
mgr dietetyk kliniczny
porady dietetyczne po polsku i niemiecku
tel. 0151 665 485 46, e-mail: [email protected]
www.dietetycznienacodzien.blogspot.de
www.poloniaberlin.de
POLSKIE MIASTA – GDAŃSK
Gdańsk – (kaszub. Gduńsk, łac. Gedanum,
niem. Danzig) miasto w północnej Polsce
położone nad Morzem Bałtyckim, nad Zatoką Gdańską, u ujścia Motławy do
Wisły. Centrum naukowe, kulturalne i
gospodarcze oraz węzeł komunikacyjny
Północnej Polski. Ważny ośrodek gospodarki morskiej. Stolica województwa pomorskiego. Gdańsk zajmuje szóste
miejsce w Polsce pod względem ludności, a siódme pod względem powierzchni. Wraz z Sopotem i Gdynią
tworzy Trójmiasto.
Miasto z przepiękną architekturą i niecodzienną atmosferą. Gdańsk jest specjalny nie tylko z powodu swojej historii. Historię czuje się tu na każdym kroku. I to zarówno
historię Polski, jak i historię świata. Urzeka także
wyjątkowe położenie miasta. Z jednej strony plaża i
ciągnące się aż po horyzont morze, z drugiej - porośnięte
lasem wzgórza, które odgradzają miasto od reszty
świata.
Jest to miasto o ponad tysiącletniej tradycji, kształtowanej na przestrzeni wieków przez różne kultury. Gdańsk
był w przeszłości największym miastem Rzeczypospolitej
Obojga Narodów, miastem królewskim i hanzeatyckim.
W XVI w. był najbogatszym miastem w Rzeczypospolitej.
Uważany jest za symboliczne miejsce wybuchu II wojny
światowej (Westerplatte) oraz upadek komunizmu w Europie Środkowej. 2 września 2002 r. władzom Gdańska
wręczono honorową flagę Rady Europy, jako wyraz uznania dla aktywności miasta w rozwijaniu kontaktów z zagranicznymi miastami partnerskimi oraz za dokonania w
dziedzinie promocji idei jedności europejskiej.
Gdańsk stanowi jeden z najcenniejszych zespołów zabytkowych w Polsce, a zabytki Gdańska znajdują się na
Europejskim Szlaku Gotyku Ceglanego. Nie sposób opisać piękna tego miasta. Tu po prostu trzeba przyjechać i
zobaczyć wszystko na własne oczy. Ulica Długa i Długi
Targ to najpiękniejsze ulice tworzące Trakt Królewski. To
tutaj znajduje się Ratusz Starego Miasta, Dwór Artusa,
no i, oczywiście, Fontanna z Neptunem. Każda kamienica
przyciąga uwagę niezwykłymi zdobieniami. Kiedyś było
to jedno z ważniejszych miejsc handlu w Europie, a
mieszkali tu najzamożniejsi mieszczanie, kupcy i burmistrzowie. Inną charakterystyczną budowlą miasta jest
Żuraw Gdański. Był to największy dźwig portowy w średniowiecznej Europie. Służył do przeładunku towarów ze
statków oraz stawiania masztów, a jednocześnie był
bramą miejską.
Ciekawostką jest, że Gdańsk nie posiada Starówki czy
Starego Rynku. Z powodów historycznych dzieli się na
dwie dzielnice, Główne Miasto i Stare Miasto i w każdej
z nich znajduje się Ratusz. Trudno wyliczyć wszystkie
miejsca, które w tym mieście warto i powinno się odwiedzić ale na pewno na uwagę zasługuje, poza wspomnianymi wcześniej Wielka Zbrojownia, Muzeum
Bursztynu, Złota Brama, Brama Wyżynna, Katownia, Dom
Uphagena, Ratusz Głównego Miasta, Sień Gdańska,
Wielki Młyn, Hala Targowa, Kościół Mariacki. Na Długim
Targu stoi też Termometr Farenheita. Ten holenderski
fizyk i inżynier niemieckiego pochodzenia urodził się
właśnie w Gdańsku. Inni znani gdańszczanie to między
innymi Abraham van den Blocke, Günter Grass, Jan Heweliusz, Arthur Schopenhauer, Johanna Schopenhauer,
Johann Uphagen, Lech Wałęsa.
Spacerując zabytkowymi ulicami Gdańska można przysiąść na chwilę i wypić kawę w jednej z licznych kawiarenek lub posilić się w przytulnej restauracji (osobiście
polecam „Pyrę” lub „Mandu”).
Nie sposób wymienić wszystkich zabytków Gdańska. Nie
da rady w kilku zdaniach zawrzeć tysiącletniej historii
miasta, tym bardziej że splata się ona z teraźniejszością.
Gdańsk zapisywał również karty najnowszej historii.
Miasto jest przecież kolebką Wolnych Związków Zawodowych i Solidarności. Z biegiem lat zabytkiem stał się
pomnik Poległych Stoczniowców, znajdujący się niedaleko miejsca, w którym w 1970 roku padli pierwsi, zabici
robotnicy. W 2014 r. w Stoczni Gdańskiej zainaugurowało swą działalność Europejskie Centrum Solidarności,
które mieści się opodal pomnika Poległych Stoczniowców, historycznej Bramy nr 2 Stoczni Gdańskiej, po drodze do Sali BHP, gdzie podpisano Porozumienia
Sierpniowe. Sercem ECS jest wystawa o narodzinach Solidarności, fenomenie polskiej drogi do demokracji i
wpływie narodzonych w Gdańsku idei na przemiany w
całej Europie w latach 1989-1991.
Tym, którzy wybiorą się do Gdańska z dziećmi polecam
odwiedzenie Centrum Hewelianum. To takie gdańskie
Centrum Nauki. Muzeum jest interaktywne i większość
eksperymentów można przeprowadzić samodzielnie.
Warto zwrócić uwagę też na to, że prawie 25 proc. powierzchni miasta zajmują tereny zielone. Jest tutaj ponad
20 ogólnie dostępnych parków. Jednym z najstarszych
CIEKAWOSTKI
n Jarmark św. Dominika, który odbywa się w sierpniu
w Gdańsku jest to – obok Weihnachtsmarkt i Oktoberfest – największa tego typu impreza plenerowa w
Europie. Odwiedza ją ok 1,5 mln osób.
n Politechnika Gdańska powstała w 1904 r. jako Królewska Wyższa Szkoła Techniczna w Gdańsku i zarazem jest jedną z najstarszych uczelni technicznych w
Polsce.
n W 1948 r. w Stoczni Gdańskiej powstał pierwszy po
wojnie statek SS Sołdek.
n Gdańska Bazylika Mariacka Wniebowzięcia NMP
jest największą średniowieczną świątynią w Europie
wybudowaną z cegły.
n W Gdańsku znajduje się największe w Polsce zoo.
n Gdańsk podobnie jak Piza posiada swoją „krzywą
jest Park Oliwski. Pierwszy park istniał w tym miejscu już
w XV w. Na terenie parku znajduje się zbudowana w
XVIII w. Palmiarnia z egzotycznymi roślinami. Obok niej
założono alpinarium, a nieco dalej rozciąga się Ogród Botaniczny. W parku znaleźć można cenne okazy flory niemal z całego kontynentu. W bezpośrednim sąsiedztwie
parku znajduje się Pałac Opatów, a także Katedra
Oliwska, we wnętrzu której znajdują się zabytkowe dzieła
sztuki sakralnej oraz znane na całym świecie wielkie organy oliwskie.
W Gdańsku corocznie organizowanych jest również szereg imprez i festiwali, jak chociażby Festiwal Szekspirowski, Solidarity of Arts, Siesta Festiwal, Gdańskie Noce
Jazzowe, Monumental Art, Jarmark św. Dominika, Międzynarodowy Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych
„Feta”.
Nic zatem dziwnego, że Gdańsk odwiedzają setki tysięcy
turystów.
Ale Gdańsk to nie tylko zabytki. Miasto należy do jednych z najprężniej funkcjonujących miast w Polsce. Corocznie powstają nowe inwestycje. Gdańsk posiada
świetnie zorganizowany transport publiczny, żeglugowy
oraz własne lotnisko. Dla turystów usługi świadczą statki
białej floty, którymi można popłynąć na Westerplatte i
do Gdyni. We wrześniu 2015 r. ruszyła też Pomorska
Kolej Metropolitalna łącząca Gdańsk z Kaszubami. W
kwietniu br. otwarto tunel pod Martwą Wisłą łączący
Nowy Port z Trasą Sucharskiego. Jest to obecnie
najdłuższy tunel w Polsce. Inne inwestycje to rewitalizacja zapomnianego Dolnego Gdańska czy rozbudowa terminala na lotnisku. Obecnie na realizację czekają kolejne,
jak chociażby rozbudowa miejskiego zoo, zagospodarowanie plaż, budowa mostu na Wyspie Sobieszewskiej,
rewaloryzacja Targu Rybnego.
Tekst, Foto: A.W.
wieżę”. Jest nią dom mieszkalny zlokalizowany na
rogu ulic Lawendowej i Świętojańskiej. Budynek odchyla się od pionu do 50 cm z powodu niestabilnego
podłoża.
n Przed II wojną światową Gdańsk był centrum sportów zimowych. Na pamiątkę tego okresu pozostała
skocznia narciarska w Dolinie Radości.
n Gdańsk od XIV w. był centrum produkcji piwa. Hit
stanowiło Piwo Jopejskie lubiane nawet przez królów,
do którego produkcji po raz pierwszy zaangażowano
pleśń. Gdańskie piwo przyczyniło się do rozwoju nauki
dzięki mariażowi Jana Heweliusza z córką bogatego
browarnika.
n Brama Straganiarska była zaraz po wojnie miejscem
zamieszkania znanego aktora Zbigniewa Cybulskiego.
n Ulica Długie Pobrzeże nad Motławą jest w rzeczywistości mostem na wodzie, przy którym dawniej cumowały statki
1
l Wynajmę pokój dla Pani w dzielnicy
Neukölln, blisko U-Lipschitzallee. Tel.
030 602-58-845
l Sprzedam działkę budowlaną w
miejscowości KAMIEŃ MAŁY – 10 km od
KOSTRZYNA o pow. 1.228 m (częściowo
zagospodarowana, na której znajduje się
dom w stanie surowym o pow. 96 m).
Cena 150.000 zł do negocjacji. Tel.:
0048 695 578 085
l Jestem doświadczonym i samodzielnym murarzem. Wykonuję prace takie
jak: murowanie, tynki dekoracyjne, gipsowe i wapienne, szpachlowanie, ocieplenia, karton gips, płytki, malowanie,
montaż okien i drzwi, paneli, szalunki,
posadzki, podbitki, przeróbka prądu, czytanie planów, itp. Mam 43 lata, posiadam ponad 25 lat doświadczenia pracy
w budownictwie. Jestem mobilny, bez
nałogów, posiadam narzędzia. Wykonuję również prywatne zlecenia. Mogę
wystawiać rachunki. Mail: [email protected] Tel .+48 603 513 019
l Przedsiębiorstwo transportowe,
działające od ponad 10 lat na rynku berlińskim zatrudni pracownika biurowego
(kobietę lub mężczyznę) w pełnym wymiarze czasu pracy w naszej siedzibie w
Berlinie - Tempelhof. Wymagana dobra
znajomość języka niemieckiego w
mowie i piśmie, doświadczenie w pracy
biurowej, znajomość obsługi komputera
- Word, Excel, Outlook, mile widziana
znajomość podstaw księgowości i prawa
pracy. Oferujemy natychmiastowe zatrudnienie, wynagrodzenie ca. 1200
euro netto. Prosimy o kontakt telefoniczny, w godzinach 9.00-14.00 pod numerem 030 817 2 010 lub 01762 165
25 00
l Firma niemiecka poszukuje pilnie
opiekunki nad starszą panią na okres
nieokreślony lub na zastępstwo. Dobre
warunki finansowe. Warunki do spełnie-
nia: doświadczenie w opiece ze starszymi osobami, niemiecki komunikatywny. Resztę informacji pod tel.,
kontakt: 0151 213 527 081
Nazywam się
Brzęczyszczykiewicz
l Szukam kawalerki do wynajęcia w
Berlinie. Cena za wynajem do 550 euro.
Proszę o wszelkie możliwe informacje na
numer tel. +48 506 999 254 lub na
adres mailowy [email protected]
l Witam. Para z 8-miesięcznym dzieckiem poszukuje mieszkania w Berlinie w
Hellersdorf. Interesuje nas mieszkanie z
meldunkiem, wszystkie potrzebne dokumenty posiadamy. Narzeczony ma stałą
pracę w Berlinie od marca 2015, dodatkowo perfekcyjnie mówi po niemiecku,
dodam że sam przebywa już w Berlinie,
ale zależy mu na ściągnięciu nas do siebie. Zależy nam na czasie. Z góry dziękuję za jakiekolwiek oferty. Tel. +48 697
789 316
l Wynajmę pokój w 3-pokojowym
mieszkaniu, z osobnym wejściem, kuchnia z lodówką, pralką, Internet z WI-FI,
dla osoby/osób bez nałogów. Czynsz
450 euro, bez dodatkowych kosztów.
Lokalizacja: Cheruskerstrasse w dzielnicy
Schöneberg. S-Bahn Südkreuz 10 min na
piechotę, Julius-Leber-Brücke - 5 min.
Kontakt: [email protected] Tel.
+49 176 97 60 29 70
l Pokój dla dziewczyny (albo dwóch po
ustaleniu ceny). Spokojna dzielnica, jeziorko i sbahn Schlachtensee jakieś 5 min
pieszo. Cena 350 euro. Bez meldunku,
kaucja 200 euro. E-mail [email protected] Tel. 0157 318 635 20
l Kursy komputerowe dla SENIORÓW „obsługa komputera”. Po kilku spotkaniach nie będziesz musiał prosić
wnuczka, aby włączył komputer lub wyszukał coś dla ciebie w internecie. Wszelkie informacje pod: tel. 030/588 523 96,
kom. 0157 749 163 03
Czy pamiętacie Państwo scenę z kultowej komedii „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”, kiedy Franek Dolas w bardzo
zabawny sposób podaje swoje dane niemieckiemu oficerowi:
Grzegorz Brzęczyszczykiewicz urodzony w Chrząszczyżewoszycach powiat Łękołody? Jakże przezabawna to scena, bardzo
spotykana na co dzień. Chociaż może nie nazywam się „Brzęczyszczykiewicz” często przy załatwianiu jakichkolwiek spraw
urzędowych zapisanie moich danych przysparza dużo trudności.
Czasami jest trudno, czasami nawet śmiesznie. Kiedy jest trudno? Wtedy,
gdy czas nagli, a ja po raz trzeci otrzymuję potrzebny mi dokument z przekręconym nazwiskiem. Po przyjeździe do Niemiec trzy razy poprawiano mi
kartę ubezpieczeniową. Jak nazwisko było poprawne, to w imieniu litery
były przestawione. Zdaję sobie sprawę z tego, że język polski nie należy
do łatwych języków, a nawet czytałam gdzieś ostatnio, że jest zaliczany do
najtrudniejszych. Jest bodajże na drugim miejscu. Nasze sz, cz, rz oraz ą,ę
są nie do wymówienia dla naszych niemieckich kolegów. Ile się muszą namęczyć (naszeleścić i naszurać), zanim poprawnie wymówią. Znany profesor kiedyś powiedział, że jakby język polski był językiem stosowanym
na całym świecie, to powietrze byłoby o wiele wilgotniejsze. Moja córka,
która włada bez problemu dwoma językami, nie rozumie, dlaczego jej
szkolni koledzy nie posiadają takich umiejętności. Często organizuje zabawy polegające na powtarzaniu pojedynczych wyrazów w rodzaju:
szczur, dżdżownica, pszczoła, czarnoksiężnik itp. Śmiechu przy tym wiele.
Nie tak dawno musiałam podać w urzędzie moje dane. Stanęłam do
okienka z dowodem tożsamości. Kilka osób stało przede mną, szło szybko
i płynnie, dopóki ja nie podeszłam. Pani po literce wpisywała moje dane.
Mocno się napociła przy tym. Zrobił się korek i cały urząd nieźle się bawił.
Nie jest to żadną tajemnicą, że mam na imię Katarzyna, urodziłam się trzynastego w Kętrzynie, a mój dowód osobisty został wydany przez Burmistrza Miasta Kętrzyna. No! Właśnie! Kilka takich osób w kolejce i urząd
zakorkowałby się na dobre. Polaków coraz więcej, więc byłoby dobrze,
aby nasi niemieccy koledzy potrenowali trochę. Na początek dnia w
każdym urzędzie zamiast kawy rozgrzewka ust i języka.
PS
Pozdrawiam naszych wspaniałych piłkarzy, a szczególnie: Błaszczykowskiego, Piszczka, Jędrzejczyka, Mączyńskiego, Starzyńskiego i Stępińskiego.
Katarzyna Góreczna
16
www.poloniaberlin.de
www.poloniaberlin.de
1
KRZYŻÓWKA
UŚMIECHNIJ SIĘ
Rozwiązania prosimy przesyłać pod adres: PoloniaBerlin, Barfusstraße 11, 13349 Berlin, z dopiskiem:
„Krzyżówka”. Za prawidłowe rozwiązania czekają na Państwa atrakcyjne nagrody ufundowane przez itvn.
Rozwiązanie krzyżówki z nr. 63 - Mateusz Nowak, Wioletta Kubala.
SUDOKU
-------------------------------Przychodzi Fornalik do wróżki i pyta
się jaki będzie wynik meczu PolskaNiemcy na Euro 2016.Wróżka mu
mówi:
- Polacy strzelą w tym meczu 4 bramki.
Po chwili dodaje:
- Dwie Podolski i dwie Klose.
-------------------------------Podczas
meczu
piłkarskiego,
siedzącego na trybunach malucha zagaduje mężczyzna siedzący obok:
- Przyszedłeś sam?
- Tak, proszę pana.
- Stać cię było na tak drogi bilet?
- Nie, tata kupił.
- A gdzie jest twój tata?
- W domu, szuka biletu.
-------------------------------Adwokat pyta swojego klienta:
- Dlaczego chce się pan rozwieść?
- Bo moja żona cały czas szwenda się
po knajpach!
- Czy to znaczy, że pije?
- Nie, łazi tam za mną!
-------------------------------W pociągu jedzie Polak, Rusek, zakonnica i blondynka. Wjechali do tunelu i
nagle usłyszeli trzask uderzenia w
twarz. Gdy wyjechali z ciemności, zobaczyli, że Rusek się trzyma za policzek.
Zakonnica sobie myśli: - No tak, świnia złapał blondynę za kolano i dostał
w pysk!
Blondynka sobie myśli:
- To idiota, zamiast mnie, to się pomylił i macał zakonnicę, więc dostał w
ryja.
Rusek sobie myśli:
- Polak zboczeniec złapał którąś, a ta
myślała, że to ja, i mnie walnęła.
Polak sobie myśli:
- W następnym tunelu znów mu przywalę.
-------------------------------- Dlaczego nie odrabiasz lekcji?- pyta
Szkot syna.
- Bo nie mam pióra.
- To idź na pocztę i odrób lekcje.
-------------------------------Koleżanka do koleżanki:
- Małżeństwo to ciekawa rzecz. Hajtają
się kiciusie z misiami, a rozwodzą się
krowy z baranami...
--------------------------------
Rozmawiają dwie sąsiadki:
- Dlaczego Twój mąż tak głośno
wczoraj na Ciebie krzyczał?
- Bo nie chciałam mu powiedzieć,
na co wydałam wszystkie pieniądze.
- A dziś rano?
- Bo mu wreszcie powiedziałam.
1
www.poloniaberlin.de
CASTING NA GENIUSZA
Platon, Plotyn, co za różnica? Kogo to teraz obchodzi? Kiedyś kursowało tępe powiedzenie: nie matura, lecz chęć szczera zrobi z
ciebie oficera. Nie trzeba było długo czekać, by ukuto następną
mądrość: śpiewać każdy może. I to stało się pierwszym przykazaniem transformacyjnej religii: w dzisiejszych czasach każdy może
być kim chce. Nie ma barier, hamulców, wszystko jest dozwolone, wszyscy są cudowni, obdarzeni potencjałem i charyzmą,
diamentowi, twórczy, niepowtarzalni jak cep. Każdy może być
Nareszcie, z ulgą westchnie wielu. Jaka szkoda, wykrzykną nieliczni. Fakt: nagle okazało się, że nie ma
miernot, zakompleksionych nieudaczników i w myśl
piosenkowego stwierdzenia o tym, że śpiewać każdy
może, namnożyło się sporo gulgoczących trąb. Za
grosz słuchu, podgardlany chryp przypominający astmatyczną wronę, ale cóż za pretensje, ambicje, apetyty! By zaistnieć, wyrwać się z niebytu i dać upojny
głos, za cenę śmieszności, kosztem zrobienia z siebie
błazna, zaprzedadzą duszę, by mieć szansę wystąpienia przed szerszą publicznością.
Dlaczego, gdy owi chórzyści zaśpiewają u cioci na
imieninach bezzębnymi falsetami lub wydrą się w
łazience, to od razu myślą, że są co najmniej Kiepury?
Czemu też roją sobie o Józefowiczach padających
przed nimi na kolana i ustawiają się do nich w
czołobitnej kolejce po autograf? Z jakiego powodu
męczy ich pokuśna wizja nieustannych wywiadów,
las wyciągniętych rąk z mikrofonami, a w snach jawią
im się telewizyjne kanapy u jakiegoś Miszcza – Tokszoła?
Kiedy zachodzę w głowę, jaka jest tego przyczyna,
zaczynam rozmyślać nad brakiem samokrytycyzmu.
Skali porównawczej. I zastanawiam się, dlaczego
większość z nas nie potrafi krytycznie oceniać swoich
umiejętności. Konfrontować z możliwościami lepszych. Dlaczego mamy same perły i ani jednego
wieprza? Miliardy Bergmanów, zwały Koperników,
Einsteinów na pęczki, Leonardów od groma? Co
drugi piśmienny jest poetą większym od Mickiewicza, a co drugi daltonista zna się na kolorach lepiej
niż Van Gogh. Tekściarzy większych od Bułhakowa
posiadamy do oporu. Cóż wielkiego upichcić Pana
Tadeusza, jaka sztuka zabębnić kiej Chopin, sprokurować nowe Dziady, machnąć Wielką Improwizację?
Jak lustereczko Stendhala samozwańczy artyści kręcą
autorytetem, guru, ekspertem. Zatem można wymyślić następne
powiedzenie: „rzeczy nieosiągalnych nie ma”; dla chcącego, nic
trudnego, geniuszem może być pierwszy lepszy z ulicy, byleby
miał w sobie ikrę, dysponował cwanym umysłem i miał smykałkę
do niefrasobliwego życia, gdyż są to nieodzowne warunki
osiągnięcia sławy, pozycji, majątku. Proszę zauważyć, że o pracy
nie ma tu ani słowa. Ma być łatwo, lekko i przyjemnie.
się po lada ulicy i odzwierciedlają rzeczywistość.
Karłowatą, wyzutą z blasku, piękną inaczej, postrzeganą na miarę minimalnych doświadczeń. Od niechcenia, bez wysiłku, z nonszalancją ocierającą się o
prymitywizm rzucają w przestrzeń płody swoich spartańskich myśli. Piszą ody, elegie i inwokacje zapominając, że wszelka twórczość wymaga wysiłku,
morderczej harówy, a dzieło czy arcydzieło nie powstaje bez intelektualnego przygotowania. Nie
wiedząc o tym, że i Wielka Improwizacja narodziła
się nie od razu...
Kochany Czytelniku tych słów! Na poradlonych plecach czujesz ciarki, a zgroza płynie ci przez dotychczasową twarz. Jesteś rozdygotany i zewsząd otacza
cię bezlik możliwości, jakichś opcji, czy alternatyw
prowadzących do dokonania właściwego wyboru.
Czujesz się jak pijane dziecko we mgle: zagubione w
gąszczu jedynie słusznych dróg, natrętnie i bez
ustanku poddawane niechcianym presjom: tak
zwana nowoczesność domaga się twojego aplauzu,
masz więc przed sobą obraz złożony z tumultu trafnych wyjść.
Znalazłeś się na rozdrożu: styranizowany hamletyzmami wyboru: pomiędzy tym, do czego jesteś przyzwyczajony, a tym, co należy do dzisiejszych,
destruktywnych wymogów. Jesteś nawykły do
rozsądku, a obecna rzeczywistość domaga się od ciebie zachowań odmiennego rodzaju: masz mówić,
myśleć i działać, jakby nie istniały pewniki, a dwa
plus dwa dawało trzy lub pięć, nigdy zaś cztery.
Cztery, to ryzykowna teoria, heretyckie przypuszczenie, wybroczyna domorosłego matematyka. Pozostałość po minionych czasach. Niegdysiejszych, czyli
wrednych, niepotrzebnych, wstydliwych, mało kompatybilnych z chaotyczną dzisiejszością i dookolnym
tumiwisizmem. Zapanowała wolność, entuzjastyczna
www.poloniaberlin.de
swoboda wyrażająca się brakiem uciążliwych rygorów postępowania, powszechny odpust. Z tym, że
wolność, która zapanowała, jest kompozycją rozmemłanego wariata. Ideą faceta wyzwolonego z kaftanika, uwolnionego od rygoru brania leków,
przebywającego na odwyku od myślenia, puszczonego luzem i ogłoszonego reformatorem. Wyzuty z
obroży facio zaczął od kasacji pojęć, których sam nie
rozumie. Po cholerę uczyć się czegokolwiek, znać Historię, wiedzieć, co to filozofia, matma, łacina. I na co
komu literatura, jakieś klasyki, Nałkowskie, Szymborski, Kapuścińskie, Reymonty i inne patałachy, po
diabła te Noble i Pulitzery, Kościelskie i Nike, o których nie opłaca się mieć pojęcia?
Wedle jego rozeznania każdy człekokształtny człek
powinien orientować się gdzie dają piwo, rachować
na palcach, wiedzieć, przed kim lub czym leżeć na
wznak w wyprostowanej postawie. Więcej wiedzieć,
to zbrodnia, masakra, przepych. Po jakie licho słuchać
Beethovena, skoro istnieje Doda? I na co komu Chopin i jego fortepianowe banały, ta romantyczna pierdoła z przedawnionych czasów?
Pytasz się więc: gdzie nam to wszystko wsiąkło? I odpowiadasz: wsiąkło, ale jak to w z regułami bywa,
są wyjątki. Są ludzie, którzy nie dali się nabrać na frazesy typu a po co: nauka, twórcza praca nad sobą,
znajomość Historii, literatury, edukacja. Mógłbym
dalej wyliczać, ale co to da? Światli wiedzą, a niegramotnych i tak nie przekonam. Toteż doszedłem
do wniosku, że i z dzisiejszych czasów można się czegoś nauczyć. Stwierdziłem, że musi być czegoś za
wiele, by po pewnym okresie odczuć tego czegoś
przesyt. Wręcz zamęt: coś na kształt dokuczliwego
kołatania mózgu. A to dudnienie jest tak namolne,
że prędzej niż później doprowadzi nas do powrotu
zbezczeszczonych norm.
Marek Jastrząb
1