Życie Olsztyna

Komentarze

Transkrypt

Życie Olsztyna
REKLAMA
nr 12 (183 ) 2016 ISSN 1734-7076
NOWE
Życie
REKLAMA
(14.06.-5.07. 2016)
www.zycieolsztyna.pl
REKLAMA
NAKŁAD 25 000
Olsztyna
REKLAMA
2
“Nowe Życie Olsztyna” nr 12 (183) 2016
z olsztyna
Amerykańska
armia w Olsztynie
Kilkudziesięciu żołnierzy US Army zatrzymało się na staromiejskim rynku. Mieszkańcy tłumnie przyszli przekonać się, jakim sprzętem dysponują Amerykanie. Olsztyn odwiedził 2. Pułk
Kawalerii Stanów Zjednoczonych. Wizyta związana jest z „Rajdem Dragonów II”. To operacja przemieszczania żołnierzy oraz
ich sprzętu, w trakcie której odwiedzają polskie miasta. Amerykanie gościli wcześniej m.in. w Suwałkach. Pojawienie się amerykańskich żołnierzy wzbudziło ogromne zainteresowanie wśród
mieszkańców. Wielu z nich robiło sobie pamiątkowe zdjęcia
z żołnierzami oraz przy prezentowanym sprzęcie.
„Rajd Dragonów II” został zorganizowany w celu przećwiczenia technik dowodzenia, wsparcia i swobody przemieszczania pojazdów oraz sprzętu. Przejazd na trasie liczącej ponad
2,2 tys. kilometrów rozpoczął się w Niemczech i przemieszcza
się wzdłuż dwóch tras przez Czechy, Polskę, na Litwę i Łotwę,
a zakończy się w Estonii.
Więcej dróg
rowerowych
Olsztyn nastawia się na zrównoważony rozwój komunikacji. Nowe ścieżki mają powstać przy ulicy Kościuszki. Zakończony projekt tramwajowy wsparł rowerzystów, bo na ulicach
wzdłuż torowisk powstały ścieżki rowerowe. Za przykład może posłużyć nowy trakt od al. Piłsudskiego do ul. Żołnierskiej.
Nowy projekt zakłada, że rowerzyści mają poruszać się po specjalnie wydzielonym pasie jezdni. Przykładem będzie ulica Kościuszki. Spod urzędu statystycznego do alei Niepodległości jeżdżący jednośladami mają dzielić jezdnię z samochodami. Podobne
rozwiązanie występuje w Śródmieściu na alei Piłsudskiego.
– Po zakończeniu inwestycji tramwajowej, m.in. w związku
z powstaniem ul. Obiegowej, ruch na ulicy Kościuszki zdecydowanie się zmniejszył – tłumaczy Paweł Pliszka z Zarządu Dróg
Zieleni Transportu. – Ponadto jezdnia ma szerokości około 10
metrów. To pozwala na wyznaczenie pasów dla rowerzystów,
pozostawiając kierowcom nadal szerokie pasy ruchu.
Trakty rowerowe zostaną wytyczone po obu stronach jezdni. Dzięki temu rozwiązaniu rowerzyści bez przeszkód będą
mogli jeździć aleją Niepodległości do ulicy Żołnierskiej. Tym
samym będą mieli możliwość swobodnego dojazdu do Starego
Miasta czy parku Centralnego.
Studenci krytykują
radnych
Powodem niezadowolenia studentów jest zła ocena Kortowiady dokonana przez radnych z Komisji Prawa i Samorządności Rady Miasta. Rada Uczelniana Samorządu Studenckiego
UWM przesłała w tej sprawie pismo do przewodniczącej Rady
Miasta Haliny Ciunel.
– Jako organizatorzy Kortowiady stanowczo protestujemy
przeciwko rozpowszechnianiu na forum Rady Miasta nieprawdziwych i krzywdzących ocen – czytamy w piśmie. – Formułowanie tendencyjne i rozmijające się z faktami oceny zniechęcają
nas do aktywności w przyszłości.
Na potwierdzenie swoich słów RUSS przytacza m.in. policyjne statystyki, z których ma wynikać, że służby porządkowe odnotowały mniej interwencji niż w trakcie imprezy
w 2015 roku.
W tegorocznej Kortowiadzie wzięło udział prawie 100 tysięcy osób. Przypomnijmy, że na imprezie tej suchej nitki nie zostawili radni z Komisji Prawa i Samorządności. Padły sformułowania „rozbawionej gawiedzi” i „zwierzaki”. Wśród pomysłów
poprawy sytuacji, jakie zgłosili radni, jest m.in. wprowadzenie
zakazu spożywania alkoholu w trakcie parady studenckiej rozpoczynającej każdego roku Kortowiadę.
Mieszkańcy chcą
sygnalizacji
O jej zamontowanie do drogowców wystąpili lokatorzy
osiedla Versal XXI. Znajduje się ono pomiędzy Jeziorem Kortowskim, ulicą Saperską oraz Armii Krajowej. Wniosek w tej
sprawie złożyli w Zarządzie Dróg Zieleni i Transportu przedstawiciele tamtejszych wspólnot mieszkaniowych. Przed podjęciem decyzji miejsce to zbadali drogowcy, przypisując każdemu
elementowi ruchu odpowiednią liczbę punktów. Najwięcej, bo
ponad 80 zebrało natężenie samego ruchu. W godzinach szczytu przemieszcza się tam około 2,5 tys. samochodów w ciągu
godziny. 40 punktów drogowcy przyznali widoczności, która
tutaj jest ich zdaniem niewystarczająca. To – jak twierdzą drogowcy – kwalifikuje do ustawienia sygnalizacji świetlnej na skrzyżowaniu ulic Armii Krajowej i Saperskiej. Pozytywną opinię
w sprawie wniosku mieszkańców wydała już miejska Komisja
Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Teraz ZDZiT ma znaleźć
pieniądze na tę inwestycję.
Ranking uczelni,
które jest UWM?
Uniwersytet Warmińsko-Mazurski zajął 11. miejsce w rankingu szkół wyższych „Perspektywy 2016”. Pod uwagę brano
315 polskich uczelni oraz liczbę 47 głównych kierunków studiów. W pierwszym przypadku zestawienie objęło krajowe uniwersytety. Pod uwagę branych było 17. Najlepszym w tym gronie okazał Uniwersytet Warszawski.
W przypadku uczelni akademickich UWM zajął 35. miejsce na łączną liczbę 90. Wzięto pod uwagę prawie 30 kryteriów.
Opracował je zespół pod kierownictwem prof. Michała Kleibera, byłego prezesa Polskiej Akademii Nauk.
Olsztyńska uczelnia została uwzględniona również w następujących kryteriach: Prestiż akademicki (UWM – 23. miejsce w kraju), Innowacyjność (17.) oraz Potencjał naukowy (24.).
Planowali zamach.
ABW ich zatrzymała
Olsztyński oddział Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego
oraz Prokuratura Okręgowa w Olsztynie prowadzą akcję wymierzoną w terrorystów. W stolicy Warmii i Mazur zatrzymano
cztery osoby, w tym dwie z zarzutem terroryzmu. Funkcjonariusze znaleźli przy podejrzanych amunicję, a także pocisk artyleryjski z zapalnikiem.
Dwie osoby obywatelstwa polskiego, podejrzewane
o przygotowanie zamachu, będą odpowiadać za próbę
wywołania poważnych zakłóceń w ustroju Rzeczypospolitej
Polskiej. Kolejne dwie osoby zostały zatrzymane z uwagi na
posiadanie pocisku artyleryjskiego z zapalnikiem oraz amunicji.
Sprawa jest rozwojowa.
red.
NOWE
Życie
Wydawca: Agencja Reklamowo-Wydawnicza
INNA PERSPEKTYWA” Paweł Lik,
“
redaktor naczelny: Leszek Lik, [email protected];
redaktor wydania bezpłatnego: Paweł Lik,
dziennikarze: Andrzej Zb. Brzozowski, Cezary Kapłon, Jacek Panas, Jerzy Pantak,
Mirosław Rogalski, Olga Ropiak, Mariusz Wadas; rysunki: Zbigniew Piszczako;
okładkamateriały powierzone;
Biuro promocji i reklamy: tel. 505 129 273;
(r) – materiał reklamowy lub powierzony, ar- archiwum redakcji.
Redakcja nie odpowiada za treœæ i formê powierzonych materia³ów, zastrzega sobie
prawo adiustacji powierzonych tekstów. Druk: Grupa WM Sp. z o.o.
Olsztyna
Nakład 25 000
olsztyn
“Nowe Życie Olsztyna” nr 12 (183) 2016
3
Ciemna strona starówki
Stare Miasto powinno być wizytówką Olsztyna. Urzędnicy od lat przygotowują programy, które mają pomóc osiągnąć ten cel. Rzeczywistość jest jednak inna. Na własnej skórze odczuwają
to mieszkańcy ulic, które sąsiadują z ratuszem.
W sąsiedztwie magistratu znajduje się ulica Wyzwolenia. Mieszkańcy tamtejszych
kamienic z dumą twierdzą, że
jest to jedna z najpiękniej położonych ulic miasta. Na pewno wpływa na to jej ukształtowanie, łagodnie schodzące
do zabytkowych wiaduktów.
Ten wyjątkowy klimat tworzą również kamienice, które
w większości zostały wybudowane na przełomie XIX i XX
wieku. Jednak ulica Wyzwolenia ma również swoją ciemną
stronę. Jest nią część lokatorów z marginesu społecznego. Trudni lokatorzy zamienili
życie pozostałych mieszkańców w koszmar.
– Nie mamy już sił walczyć
z tymi osobami – mówi lokatorka jednej z kamienic przy
ulicy Wyzwolenia. Nie chce
podawać nazwiska, bo boi
się o swoje bezpieczeństwo.
– Pijaństwa są na porządku
dziennym. Pijący przesiadują
na klatkach schodowych i podwórkach całymi dniami i nocami. Do późnej nocy słychać
bluzgi i krzyki.
Ulica Podwale to niewielka uliczka łącząca ulicę Jana
z Łajs z Okopową. To zaplecze pubów i restauracji znajdujących się przy ulicy Kołłątaja. Podwale upodobali sobie
bywalcy pubów, którzy zanim
wyruszą na podbój starówki,
tutaj rozkręcają się alkoholem.
To również miejsce okupowane przez osoby biesiadujące
do późnej nocy. Ślady obecności imprezowiczów można zobaczyć po weekendzie.
– Puste butelki i puszki po
alkoholu to normalny obraz.
Na bruku widać też często
zaschniętą krew po bójkach,
a nawet ludzkie odchody. To
jest straszne – skarży się właściciel jednego z lokali, którego zaplecze znajduje się od
strony ulice Podwale.
W przypadku ulicy Wyzwolenia mieszkańcy mają już dość wydzwaniania
po policję i awantur urządzanych im przez podwórkowych imprezowiczów. Postanowili działać. Wspólnie
przygotowali list otwarty do
prezydenta miasta. Podpisało się pod nim kilkadziesiąt
rodzin.
– Przy ulicy Wyzwolenia
mieści się siedziba władz miasta i wydawać by się mogło, że
takie położenie wymusza dbałość o jej wygląd, nic bardziej
mylnego – czytamy w piśmie
złożonym w ratuszu.
Protestujący
zwracają
uwagę, że znaczny procent
lokatorów gminnych lokali to podopieczni Miejskiego
Ośrodka Pomocy Społecznej.
Ulica Wyzwolenia. Jak długo jeszcze mieszkańcy mają się obawiać o swoje bezpieczeństwo?
gospodarowania przestrzennego dotyczącego terenów od
ulicy 11 Listopada w kierunku
torów kolejowych.
– Służyć ma to możliwości uporządkowania zabudo-
Miłośnikom podwórkowych libacji nie przeszkadza sąsiedztwo ratusza
Ulica Wyzwolenia jest unikatowa w skali miasta
– Najemcy ci doprowadzają do ruiny zarówno przydzielone im lokale, jak i klatki schodowe, bramy oraz podwórka
– mówi jedna z lokatorek, która złożyła swój podpis pod
pismem.
Dodaje, że wcześniej dochodziło do takich sytuacji, że
część lokatorów niemogących
już dłużej wytrzymać z uciążliwymi sąsiadami kierowała
wnioski o ich eksmisję.
– Niestety, gdy po takich
interwencjach doprowadza
się do eksmisji którejkolwiek
z rodzin, lokal oddawany jest
kolejnej patologii – dodaje
kobieta.
Mieszkańcy w liście otwartym skierowanym do prezy-
denta miasta pytają się, czy
ulica Wyzwolenia musi być
synonimem kryminogennego
zaułka, „gdzie strach przejść
o zmierzchu, a najczęściej spotkanym towarzystwem są grupy wyrostków niejednokrotnie również pod wpływem
środków odurzających?”.
Jak na razie ratusz nie podjął kroków, które by ulżyły
w trudzie mieszkańcom z takich staromiejskich ulic jak
Wyzwolenia. Zdaniem ratuszowych urzędników, mają to zmienić programy, które
obecnie są w trakcie opracowywania. Na jednej z ostatnich sesji rady miasta radni
wydali zgodę na przystąpienie do opracowania planu za-
wy tej części miasta – twierdzi
Magdalena Rafalska, dyrektor
ratuszowego Wydziału Rozwoju Miasta i Budownictwa.
Chodzi m.in. o umożliwienie zabudowy plomby znajdu-
jącej się naprzeciwko koktajlu.
Dochodzi do tego możliwość
zagospodarowania parkingu
przy ratuszu, a także placu
przy ulicy Nowowiejskiego,
na którym parkują autokary
turystyczne. W tym ostatnim
przypadku planiści nie wykluczają wskazania miejsca
pod parking wielopoziomowy. Urzędnicy liczą, że takie
możliwości skuszą potencjalnych inwestorów, którzy docelowo odnowią zapuszczone kwartały Starego Miasta.
Plan ma również wskazać
sposób
zagospodarowania
podwórek, m.in. przy ulicy
Ratuszowej.
Co na to walczący lokatorzy z ulicy Wyzwolenia? Mają prostszy plan.
– Niszczone lokale komunalne powinny zostać wystawione na sprzedaż. Zarobione
w ten sposób pieniądze przeznaczone na budowę budynków socjalnych. A nowi lokatorzy zaczną dbać o swoje
otoczenie – twierdzą zgodnie.
mgres
4
“Nowe Życie Olsztyna” nr 12 (183) 2016
aglomeracja olsztyńska
Duże rozbieżności wyników badania natężenia ruchu na DK 51
Wyjazd i wjazd do Olsztyna od
strony Dywit najbardziej obciążony
Ponad 21 tysięcy pojazdów na dobę przejeżdża przez Dywity drogą krajową nr 51 – tak wynika z badań, które dla gminy Dywity przeprowadziła profesjonalna firma z Gdańska. Ponad 90 proc.
ruchu to lokalna komunikacja osobowa do pracy, galerii handlowych i szkół w Olsztynie, a zaledwie 2,6 proc. to tranzyt. – Wykonaliśmy badania, bo Generalny Pomiar Ruchu pomijał dane
z obszaru naszej gminy – mówi Jacek Szydło, wójt gminy Dywity.
Do zlecenia badań profesjonalnej firmie EU Consult
z Gdańska skłoniły gminę Dywity kwietniowe wyniki Generalnego Pomiaru Ruchu,
przedstawione przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych
i Autostrad w Olsztynie.
– Zastanawiający był fakt,
że punkty pomiarowe na
wjazdówkach z Olsztyna na
DK 16 i DK 51 wszędzie były zlokalizowane w gminach
bezpośrednio sąsiadujących
ze stolicą regionu, tylko na
wyjeździe DK 51 w kierunku obwodu kaliningradzkiego nasza gmina została pominięta, a punkt pomiarowy był
zlokalizowany na skrzyżowaniu do Cerkiewnika w gminie
Dobre Miasto – mówi Jacek
Szydło, wójt gminy Dywity.
Prognozy drogowców
niedoszacowane
Z pomiarów przedstawionych przez GDDKiA w Olsz-
tynie wynikało, że najbardziej
obciążony jest wyjazd z Olsztyna DK 16 w kierunku Mazur (16 459 pojazdów na dobę
zmierzonych na węźle Barczewo), a dalej wyjazd na DK 51
w kierunku Olsztynka (14 033
pojazdów na dobę w Tomaszkowie), wyjazd DK 16 w kierunku Ostródy (12 215 pojazdów na dobę w Gietrzwałdzie)
i na końcu wyjazd DK 51
w kierunku granicy z obwodem kaliningradzkim (9 148
pojazdów na dobę w Cerkiewniku). Wobec pominięcia danych z obszaru gminy Dywity
i codziennych obserwacji sytuacji na DK 51 władze gminy
Dywity zleciły badania profesjonalistom z Gdańska. Pomiar natężenia ruchu był prowadzony w Dywitach od 10
do 12 maja na odcinku pomiędzy ul. Grzybową a Barczewskiego. Wyniki są zatrważające i diametralnie różne od
tego, co przedstawiła GDD-
KiA w Olsztynie. Okazało się,
że wyjazd z Olsztyna do Dywit jest najbardziej obciążony
spośród wszystkich innych.
– Pomiar natężenia ruchu
dał wynik 21 271 pojazdów
na dobę! – informuje Krzysztof Zienkiewicz, inspektor
ds. transportu publicznego
w UG Dywity. – Nawet osoby dokonujące pomiaru nie
spodziewały się tak dużego ruchu, bo w pewnym momencie musiały przygotować
sobie więcej kart do badania.
Ewidentnie widać, że prognozy drogowców z Olsztyna dotyczące natężenia ruchu
na terenie gminy Dywity są
niedoszacowane.
Do Olsztyna chcą wjechać, a nie go ominąć
Przeprowadzone na zlecenie gminy badania natężenia
ruchu wskazały też inne ważne tendencje, czyli duży i rosnący udział ruchu pojazdów
osobowych na poziomie około 90 proc., co może świadczyć
o dominującej roli komunikacji lokalnej.
– Widać wyraźnie, że ludzie chcą wjeżdżać do Olsztyna do galerii handlowych, pracy czy szkoły, a nie omijać go
– podkreśla wójt Jacek Szydło.
– Potwierdzają to dane na temat coraz mniejszego udziału
w ruchu samochodów ciężarowych z naczepami. Rola tranzytu maleje i spadła z 12 proc.
kilka lat temu do obecnych zaledwie 2,6 proc.
Gmina
poinformowała
o wynikach badań natężenia ruchu na DK 51 w Dywitach m.in. GDDKiA w Olsztynie, wojewodę, marszałka
i Jerzego Szmita, podsekretarza stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa.
– Liczymy, że zostaną
one wzięte pod uwagę podczas podejmowania racjonalnych decyzji dotyczących budowy nowych i przebudowy
już istniejących dróg, w tym
coraz bardziej niebezpiecznej
i zapchanej DK 51 na odcinku
z Olsztyna do Spręcowa – mówi wójt Jacek Szydło. – Gmina Dywity od lat zabiega
o realizację tej inwestycji. GDDKiA w Olsztynie przekonuje do budowy obwodnicy, ale
czy rozwiąże ona występujące już teraz problemy w ruchu
lokalnym?
kto ma rację?
“Nowe Życie Olsztyna” nr 12 (183) 2016
5
Kto szuka,
Szukać trzeba
ten nie znajdzie
umić
Niedawno mój znajomy, który przyjechał do mnie kamperem, czyli samochodem kempingowym, zapytał mnie, gdzie w Olsztynie może opróżnić chemiczną toaletę. Zbaraniałem!
Mieszkam tu od ponad pół
wieku, ale naprawdę nie wiedziałem, gdzie takie miejsce
jest. Podpowiedziałem mu,
aby pojechał na ulicę Leśną
do oczyszczalni ścieków. Nie
wiem, czy tam dotarł, czy po
prostu wylał nieczystości do
zwykłej ubikacji. Bardzo mnie
to zainteresowało i sam zacząłem szukać. Redaktor Andrzej
Brzozowski pewnie napisze,
że się czepiam. Objechałem
prawie wszystkie stacje benzynowe. Takich specjalnych
miejsc nie było! Pracownicy poradzili, abym skorzystał
z ich toalety. Gdy zapytałem,
gdzie mogę opróżnić zbiornik
z brudną wodą, przeważnie
z uśmiechem odpowiadali, że
chyba tylko gdzieś na łące.
Jeżeli ja nie znalazłem
w takim dużym mieście turystycznym oznakowanych
miejsc, gdzie wozy kempingowe czy autokary mogą opróżniać zbiorniki z nieczystościami, to znaczy, że nie ma! To
jak mamy chronić środowisko naturalne? Czy mamy namawiać do opróżniania toalet
w lasach lub na łąkach? Czyja to wina? Miejskich władz
albo właścicieli stacji benzynowych? O kempingach nie
mówię, bo takich w Olsztynie
nie ma.
Na pocieszenie napiszę, że wybrałem się
w podróż po województwie swoim kamperem
i gdyby nie znajomi
rolnicy, którzy pozwolili mi korzystać z ich przydomowych szamb,
to pewnie toaletę woziłbym
pełną albo korzystał z krzaczków. Nigdzie nie było. Namawiamy wodniaków do
instalowania na jachtach chemicznych toalet i co? Jak często g... trzeba wozić po całym
szlaku, bo takie punkty odbioru nieczystości są tylko w dużych miastach typu Węgorzewo, Mikołajki czy Giżycko i w
niektórych drogich marinach.
Ale co tam! Jesteśmy zieloną
krainą i naturalny nawóz jest
nam potrzebny. A jak zaznaczymy miejsce papierami, to
chociaż nie wdepniemy. Miłośnicy ekologii powinni zająć
się plombowaniem chemicznych toalet i zbiorników nieczystości w pojazdach. Nikt
wtedy w miejscach niedozwolonych brudów nie wyleje, a do Olsztyna kamperów
nie wpuszczać!
To nie koniec. Andrzej
Brzozowski, lubiący po mieście
poruszać się piechotą, na pewno zauważył to, co ja i go to
powinno najbardziej interesować. Pisałem
o kamperach, a co
mamy robić z pa-
pierami i butelkami, gdy na
przykład posilimy się na ławce? Kosze oczywiście są, ale
trzeba ich szukać. Na chodniku
przy ulicy Dąbrowszczaków
ustawione są co pięćdziesiąt,
a może sto metrów, ale nie przy
ławkach. Na innych chodnikach stoją jeszcze rzadziej. Czy
tak powinno być? Nie zmuszajmy ludzi do wypatrywania
śmietników, jak też do szukania publicznych toalet. Wstydliwe miejsca, ale bardzo potrzebne. Wiem, Andrzeju! Ty
masz zawsze przy sobie reklamówkę i tam odpadki zbierasz,
a potem jak znajdziesz kosz,
wyrzucasz, zaś potrzeby fizjologiczne załatwiasz w domu.
Turyści niestety do domu mają
daleko, a do tego naszego miasta nie znają. Ale! Kto szuka, ten
znajdzie?!
Jacek Panas
To kultowe powiedzonko pasuje jak ulał do opisywanej przez Ciebie, Jacku, sytuacji. Problem
z opróżnianiem kamperowych toalet dotyczy niewielkiej grupy osób, ale turystyczny region,
którego Olsztyn jest stolicą, powinien odpowiadać na takie zapotrzebowanie.
Nie trzeba od razu objeżdżać wszystkich stacji benzynowych w okolicy, chociaż
Twój tok myślenia był poniekąd słuszny. Dlaczego tak sądzę? Otóż podróżując trochę po naszym kraju, właśnie
na stacjach benzynowych widziałem specjalne stanowiska do opróżniania kamperowych toalet. Dlaczego takich
punktów nie ma w Olsztynie?
Nie wiem. Nie jestem specjalistą od kamperowych tematów, więc skontaktowałem się
z jednym z moich znajomych,
który regularnie w miesiącach
letnich podróżuje po kraju takim pojazdem. W te wakacje
wybiera się właśnie w okolice
Olsztyna. Rozwiązanie problemu, o którym piszesz, zajęło mu kilkanaście minut. Przy-
znać Ci jednak muszę, że wiele
instytucji, do których dzwonił, było zaskoczonych pytaniami na ten temat, ale wszyscy chętnie starali się pomóc.
W sanepidzie dowiedział
się, że nieczystości może wylać do sieci kanalizacyjnej, jeżeli zatrzyma się u kogoś
prywatnie. Tu pojawia się
oczywiście pytanie, jak duży
jest to zbiornik.
Wydział Ochrony Środowiska skierował mojego znajomego do firm wynajmujących przenośne toalety. Do
jednej z nich udało mu się dodzwonić. Jedynym problemem było dopasowanie średnicy rury odprowadzającej
nieczystości, bo przy małych
zbiornikach (do 50 litrów) byłoby to bardzo trudne do wy-
konania. Nie bardzo wiem, po
co ta rura, skoro te zbiorniki
są wyjmowane. Trzeba tylko
wskazać miejsce, gdzie można je opróżnić.
I na końcu Cię, Jacku, zaskoczę. Najbardziej kompetentny był Urząd Miasta
w Olsztynie, a konkretnie Biuro Sportu i Rekreacji. Co prawda, pani odbierająca telefon
była zaskoczona pytaniem,
ale oddzwoniła po kilkunastu minutach i poinformowała, że takim miejscem do obsługi kamperów w Olsztynie
jest między innymi camping
„Ukiel” w Gutkowie, przy ul.
Porannej. No i co, Jacku? Można? Okazuje się, że można!
Mało tego, osobiście wykonałem tam telefon. Camping już
jest otwarty, można tam zajechać kamperem, skorzystać
z całej infrastruktury i oczywiście opróżnić toaletę.
Na drugi raz, drogi Jacusiu, zanim podniesiesz larum i zaczniesz rzucać gromy na wszystko i wszystkich
dookoła, postaraj się wykonać kilka telefonów,
wpisać parę terminów
w Google lub po prostu
zapytać innych, jak sobie
z danym problemem poradzili. Jest taka stara maksyma, która jeszcze nieraz Ci się
przyda: Kto pyta, nie błądzi!
Andrzej Zb. Brzozowski
6
nasze osiedla
“Nowe Życie Olsztyna” nr 12 (183) 2016
Osiedle Gutkowo
„Dziwna to była ziemia, na wpół uśpiona, ale nosząca ślady dzisiejszego życia ludzkiego (…) Jednakże i życie osiadłe próbowało uwiązać się do tych ziem jak roślina, która próbuje, gdzie
może, chwycić się gruntu korzonkami i raz w raz wyrywana, gdzie może, odrasta (…) Ziemia była miejscami żniwna, a nęciła swoboda (…) Jechał tedy pan namiestnik Skrzetuski wesoło
i nie spiesząc się, jakoby swoją ziemią…”
W 1884 r. powstał przystanek
kolejowy – obecnie w ruinie.
A szkoda, bo dojazd do Olsztyna kosztuje 4,40 zł. Przed
II wojną do Gutkowa i Łupstychu (niem. Abstich) regularnie kursowały motorówki
i statek wycieczkowy. A teraz?
Pewnego dnia 350 lat później pojawił się pan Skrzetuski na zachodnio-północnym
skraju Olsztyna, w nazwie
jednej z ulic Gutkowa. Osiedle przypominało wtedy Dzikie Pola, jakie opisywał mistrz
Sienkiewicz w „Ogniem i mieczem”. Ciekawe, że była to jakby powtórka z wojny polsko-krzyżackiej na przełomie XV
i XVI wieku, kiedy to też powstały pustki w warmińskich
wsiach, które musiał zasiedlać
sam Kopernik, sprowadzając
osadników z polskich ziem.
Pierwszy
raz
miasto
uszczknęło grunty sołectwa
Gutkowo w latach 60. XX
wieku, a kolejną, znaczną już
część (ok. 300 ha) wchłonęło w 1987 roku. Że wciąż była
to wieś, świadczył długo budynek nieistniejącej już zlewni mleka usytuowany na skarpie u zbiegu ulic Jastrzębiej
z Bałtycką.
Strażacy
i jedyny kemping
Polski tu był ludek
Gutkowo jest starsze od
Olsztyna o rok. Wieś założył
w 1352 r. pruski zasadźca Godeken, stąd polska nazwa Gietkowo/Getkowo (niem. Göttkendorf ). Zabytkowy gotycki
kościół pw. św. Wawrzyńca
z niezwykłymi freskami budowano w ostatniej ćwiartce XIV
wieku. Głoszono w nim kazania po polsku. Kościół odegrał
też rolę punktu dowodzenia
Napoleona podczas potyczki
z Rosjanami pod Jonkowem.
Napoleon nocował we wsi z 3
na 4 lutego 1807 roku.
Gutkowo było niegdyś pograniczem polskości na Warmii. Narodowy ruch polski
długo opierał się tu naciskowi niemczyzny. Gdy w 1911 r.
zarządzono wybory uzupełniające do Reichstagu, kandydatem polskiego komitetu
Dworzec mógłby lepiej wyglądać…
wyborczego z okręgu olsztyńsko-reszelskiego został ksiądz
Walenty Barczewski, rodowity Warmiak. Ksiądz Barczewski posłem nie został,
choć warmińskie wsie powiatu olsztyńskiego, w tym Gutkowo, oddały na niego ponad 75 procent swych głosów.
Nie udało się mu też w wyborach za rok, zajął drugie miejsce. Znów przeważyły głosy zniemczonego powiatu
reszelskiego. Podczas plebiscytu w lipcu 1920 r. Warmiacy już tak mocno nie poparli
polskości.
Nowe osiedle
To drugie pod względem
powierzchni osiedle w Olsztynie (prawie 800 ha), lecz za-
razem mało ludne, liczy około
3500 mieszkańców. Na wschodzie i południu graniczy ono
z jeziorem Ukiel: brzegami Zatoki Kopernika – naukowo:
Plosa Gutkowskiego – i Łabędziej Szyi, czyli Plosa Łupstyskiego. Na północy obejmuje
też dwa mniejsze jeziora: Redykajny i Tyrsko (kiedyś rezerwat rośliny podwodnej poryblin jeziorny). Wedle badań
naukowców UWM, Zatoka Kopernika to najczystsza część jeziora Ukiel. Gutkowo graniczy
z innymi osiedlami: Redykajnami, Likusami i Dajtkami oraz
gminami Jonkowo i Gietrzwałd
(w Łupstychu, też podzielonym między miasto i gminę).
W mocno pofałdowanym
rolniczym terenie pod ko-
Ulice w starym Gutkowie wciąż mają swój unikalny wiejski klimat
niec XX wieku zaczęły powstawać kręte ulice, a przy
nich wypasione domy lub
bloki. Zabudowa jest nieco
chaotyczna
urbanistycznie
– ale są to enklawy spokoju,
choć nie brakuje cywilizacyjnych zgryzot. Nowe ulice nazwami nawiązują do bohaterów Trylogii, pewnie dlatego
że ulice tu głównie szutrowe lub żwirowe, pełne wybojów, kałuż i chaszczy, bez
chodników. Zresztą i stare Gutkowo ze swoimi ptasimi ulicami też przypomina bardziej zaniedbaną wieś
niż wojewódzkie miasto.
W latach 30. zabudowa wsi rozwinęła się wzdłuż
szosy (obecnie ul. Bałtycka)
w kierunku Olsztyna. Drugą
długą ulicą jest Żurawia, biegnąca w kierunku Łupstychu,
trzecią – Poranna, zwana popularnie „ulicą Geodetów”,
bo kiedyś sporo ich tam zamieszkało. Pewnie ze względu na panoramiczne widoki
na jezioro, las i miasto, bo stare Gutkowo leży na wysokiej
skarpie. Przy Porannej mieści
się ośrodek szkoleniowy KW
Państwowej Straży Pożarnej,
a na jej końcu – jedyny kemping w Olsztynie. Czwarty długi ciąg stanowią ulice
Kresowa i Gościnna, biegnące
w kierunku pozostałości sołectwa Gutkowo w gminie Jonkowo (ok. 500 mieszkańców).
Centrum życia wsi skupiało się w zabytkowym kościółku i pobliskiej remizie
Ochotniczej Straży Pożarnej,
która stoi do dziś, dzięki czemu Olsztyn, jako jedno z niewielu wojewódzkich miast,
może się poszczycić obywatelską strażą (od trzech lat
w Krajowym Systemie Ratowniczo-Gaśniczym) – laureatką
wielu nagród za sprawność
w ratowaniu ludzi i ich mienia,
a także za działalność społeczno-kulturalną. To prawdziwy
skarb miasta, ale boryka się
z lokalową ciasnotą i sprzęt
garażuje pod chmurką u sąsiadów. Strażacy proszą też
o większą działkę pod remizę, bo dotychczasowa jest
bardzo wąska, ale czy ktoś
zechce znaleźć taką w okolicy? Mówiono o tym 31 maja na osiedlowym spotkaniu
mieszkańców z prezydentem
miasta z udziałem urzędników ratusza i radnych. Notable obiecali pomoc w budowie nowej remizy, ale raczej
w ramach Olsztyńskiego Bu-
nasze osiedla
“Nowe Życie Olsztyna” nr 12 (183) 2016
7
– wieś w mieście?
dżetu Obywatelskiego (jako
projekt ponadosiedlowy, czyli zintegrowany, za 300 tys.
zł). Przydałby się taki prezent
na 70-lecie jednostki, które
przypada za rok, w marcu.
Osiedlowe zgryzoty
Nowa remiza nie jest jedynym marzeniem mieszkańców. Na zebraniu upominali
się o realizację ul. Nowobałtyckiej, która przejęłaby niebezpieczny ruch z centrum
osiedla. Plan już jest. Ludzie
dopominają się też o budowę
ulic Żurawiej, Kresowej, Gościnnej i Gołębiej. Dyskutują
o szczegółach budowy Żurawiej, bo niektóre proponowane rozwiązania zagrażają, ich
zdaniem, bezpieczeństwu ruchu – oby nie był to łącznik
obwodnicy dla tirów! Na Kresowej zawiązano nawet społeczny komitet budowy ulicy.
Wielkie zmartwienie mają rodzice i dyrekcja szkoły (teraz już zespołu szkolno-przedszkolnego), bo dotychczasowe
budynki pękają w szwach, nauka trwa na dwie zmiany, ostatni uczniowie opuszczają szkołę
o godz. 17.20. Są plany rozbu-
Na zebraniu osiedlowym strażacy upominali się o nowa remizę
Stara remiza nie odpowiada żadnym standardom
dowy o dwie sale, – ale podobnie jak w przypadku ulic – miasto liczy na pieniądze unijne
i nie wiadomo, kiedy zacznie
się budowa, bo obecny Sejm
zapomniał o nowelizacji Ustawy o zamówieniach publicznych i wszystkie przetargi są
zawieszone. Problemem odwiecznym jest pozyskanie od
nadleśnictwa Kudypy gruntów przy ulicy Porannej. To
rozległa leśna enklawa w środku rozbudowującego się osiedla, mogłaby być osiedlowym
parkiem.
Wzburzenie wywołuje też
budowa masztu radiofonii komórkowej tuż przy ścianie prywatnego domu oraz w pobliżu
szkoły. Podobno miasto nie może nic zrobić, bo maszt stanie na
działce prywatnej. Również tajemniczy kiosk z migotliwym
neonem naprzeciwko szkoły
budzi ciekawość uczniów i niepokój rodziców, bo odbywa się
tam hazard. I tu podobno miasto nic nie może zrobić. Cała nadzieja w celnikach.
Największą zgryzotę mają właściciele jednego ze stuletnich domów przy ulicy Bałtyckiej 124. Otóż ulica… rosła
w górę, a dom został w jarze
i przy większych ulewach jest
podtapiany wodą z okolicznych
ulic. Instalacja odwadniająca
chroni przed zalaniem… jezioro znajdujące się naprzeciwko
i jest niewydolna od ponad 20 lat!
Nie pomagają deszczowe dyżury lokatorów przy oczyszczaniu
ulicznych kratek, a w sytuacjach
powodziowych jedynym ratun-
kiem jest pomoc strażaków. Na
szczęście są blisko i znają problem. Urzędnicy też go znają,
bo właściciele pierwsze pismo
o pomoc napisali w 1996 r. i tych
pism uzbierało się sporo. Ale
w tym przypadku trzeba przebudować spory odcinek ulicy
i podziemnej infrastruktury, a to
pochłonie spore pieniądze. No
i te przetargi…
Tekst i zdjęcia
Jerzy Pantak
8
“Nowe Życie Olsztyna” nr 12 (183) 2016
Zdrowy styl życia
Czy należy samemu
wyciągać kleszcza?
Latem nasza skóra jest skąpo okrywana, z czego bardzo cieszą się kleszcze. Spacer po lesie,
truchtanie po parku czy piknik na łonie przyrody mogą zakończyć się wkłuciem niechcianego
pasożyta. Możemy wyrywać sobie kleszcze samodzielnie. Należy jednak wiedzieć, jak robić
to prawidłowo.
Nigdy nie wykręcamy
kleszcza ze skóry, nie przypalamy go ani nie smarujemy. Jeśli będziemy go wykręcać lub zgniatać, to jego część
zostanie w skórze. Z kolei jeżeli będziemy go smarować
tłuszczem, spirytusem itp.,
to kleszcz zwróci zawartość
swojej jamy brzusznej do ranki i narazi nas na powikłania.
Kleszcza po prostu chwytamy pęsetą jak najbliżej skóry
i wyciągamy jednym szybkim
ruchem. Po tym zabiegu dezynfekujemy ukąszenie wodą
utlenioną.
Jeśli kleszcz zagnieździł
się bardzo głęboko, to bezzwłocznie zgłaszamy się do
lekarza rodzinnego. Tak samo
postępujemy, gdy nie udało
nam się usunąć intruza w całości. Pozostawiona w skórze
część aparatu gębowego kleszcza może mieć opłakane skut-
ki – jeżeli osobnik był chory, to
mógł nas właśnie zarazić. Wyjątkowo trudną w zdiagnozowaniu i leczeniu chorobą
odkleszczową jest bolerioza.
W Olsztynie diagnostykę
w kierunku tej choroby wykonamy w sanepidzie. Charakterystycznym dla boleriozy objawem jest rumień na skórze
wokół ukąszenia.
Syrop z agawy. Czy warto nim słodzić?
Syropy z różnych roślin są
powszechne w wielu krajach
i można nimi słodzić. W Meksyku, a także w niektórych regionach Stanów Zjednoczonych
popularne jest wytwarzanie syropu z agawy. Dawniej przygotowywano go sposobami
domowymi, dziś jest produkowany na masową skalę.
W syropie z agawy jest
dużo fruktozy (od ponad 50
procent aż do 90 procent),
a znacznie mniej glukozy – od
10 do 20 procent. Zależy to zarówno od samej agawy, jak
i od metody otrzymywania syropu. Ponieważ syrop z agawy ma znaczną ilość fruktozy,
cechuje go niski indeks glikemiczny i silniejszy od cukru
słodki smak. Z powodu niskiego indeksu glikemicznego bywa szeroko polecany, co
jest... niesłuszne. Fruktoza ma
inną niż glukoza drogę metaboliczną w organizmie i łatwiej niż w energię przekształcana jest w tkankę tłuszczową.
Okazuje się zatem, że polski
cukier nie taki zły, jak go malują. Bo oto nie jest wskazane
zamienianie go na egzotyczny
i modny syrop z agawy, szczególnie u osób, które uprawiają
mało sportu.
Stronę przygotowała OR
Oleje
– zdrowa natura
Czy tłuszcze są zdrowe? Oczywiście – i to bardzo! Są pełne niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych i pomagają nam w przyswojeniu witamin A, D, E i K z pożywienia. Musimy
tylko jeść tłuszcze z umiarem i czerpać je z dobrych źródeł. Nie z chipsów i frytek, ale z natury. W ostatnich latach furorę robią oleje pozyskiwane z wielu rozmaitych roślin.
W sklepach ze zdrową żywnością można
od wyboru olei roślinnych dostać zawrotu
głowy. Olej rzepakowy i słonecznikowy są
nam dobrze znane; kokosowy, ryżowy, sojowy, lniany i sezamowy trochę mniej, ale już
oleje konopny, z pestek
moreli albo nasion bawełny wydają się iście
egzotyczne. Czy jest sens kupowania takich rzadkich i drogich olei?
Cóż, każdy z nich smakuje inaczej i ma inne właściwości. Olej z czarnuszki dodaje
potrawie nieco goryczy, a olej
z orzechów włoskich pozostawia charakterystyczny nugatowy posmak. Większość wymyślnych olei dodajemy do
sałat i sałatek. Możemy nimi
skropić ugotowaną kaszę lub
makaron. W niektórych maczamy chleb. Tylko na kilku
olejach roślinnych powinno
się smażyć, z użyciem pozostałych nie wolno tego robić.
Nie tylko dlatego że przez wysoką temperaturę większość
olei traci cenne właściwości.
Część z nich, na przykład olej
słonecznikowy i lniany, mogą
po usmażeniu wręcz szkodzić
zdrowiu.
Do smażenia doskonale nadają się oleje rzepakowy, ryżowy oraz sezamowy.
Wśród nich numerem jeden
jest poczciwy, tani olej rzepakowy. Zawiera dużo jednonienasyconych kwasów tłuszczowych (trzykrotnie więcej
niż olej słonecznikowy) przy
minimalnej ilości kwasów nasyconych. To dobre proporcje. Można na nim smażyć, bo
ma wysoką temperaturę dymienia. Jest to tłuszcz, który
korzystniej od wielu innych
wpływa na serce i ciśnienie.
A rzadziej spotykane, choć
smaczne oleje z pestek winogron albo z migdałów będą
świetne w potrawach przyrządzanych na zimno. Do tego dostarczą nam kwasów
omega oraz niektórych witamin. W ostatnim czasie na popularności zyskuje olej lniany.
Jest tak wyjątkowy, bo w jego
przypadku kwasy tłuszczowe omega-3 (podejrzewane
o działanie antynowotworowe) mogą stanowić aż ponad
pięćdziesiąt procent składu
oleju. Innymi cennymi olejami są te pozyskiwane z orzechów, zwłaszcza włoskich.
Dostarczają dużo witaminy E,
obniżają poziom złego cholesterolu oraz ciśnienie. Jeśli natomiast zależy nam na ładnej skórze i silnych włosach,
a także na prawidłowej pracy
tarczycy, to sięgnijmy po olej
z czarnuszki. Zawiera dużo
biotyny.
Oleje są zdrowe, jeśli spożywa się je z umiarem. Każdy
tłuszcz jest bardzo kaloryczny, również ten pochodzenia roślinnego. Tłuszcze powinny dostarczać nie więcej
niż trzydzieści procent
energii zawartej w pożywieniu. A tłuszcz jest
w wielu produktach,
dlatego
zachowajmy
umiar w dodatkowym
dolewaniu go do potraw.
Smarujmy kanapkę małą
ilością masła lub margaryny. Unikajmy smażenia na korzyść duszenia.
Do potraw dodawajmy
tylko kilka kropli wybranego oleju. Jedzmy częściej
tłuste ryby niż tłuste mięso. Te
zasady wydają się proste, ale
mimo to wielu ludzi na świecie umiera od zbyt tłustej diety.
Ważne jest również, aby
olej zwyczajnie nam się nie
zepsuł. Większość olei roślinnych trzymamy po otwarciu w lodówce lub ciemnym,
chłodnym miejscu, np. spiżarni. Niektóre są bardzo wrażliwe na światło, dlatego są
sprzedawane w ciemnych
szklanych butelkach. Jeśli olej
dziwnie pachnie, ma inną niż
dotychczas konsystencję, źle
smakuje, to zapewne zjełczał – stał się bezwartościowy
i trzeba go wyrzucić. Podobnie jest z olejem do smażenia.
Dymi i przypala, to lepiej na
nim nie smażyć.
Podsumowując:
korzystajmy z dobrodziejstwa olei
roślinnych. Jeśli musimy
smażyć, to warto użyć oleju
rzepakowego. A sałaty, makarony i kasze można skropić
bardziej niesamowitymi olejami z natury. I niech się goście zastanawiają, co dodane
zostało do tej sałatki, że tak
intrygująco smakuje... Olej
z awokado? A może z migdałów? Odpowiedź na to pytanie podsunie dokładka.
kobietą być
Stronę przygotowała OR
“Nowe Życie Olsztyna” nr 12 (183) 2016
9
Pięć wskazówek
dla żony kibica Dlaczego warto
Dla wielu kobiet tonizowanie skóry wydaje się fanaberią. Co wieczór zmywamy makijaż, ale
nie uważamy za istotne obmycie twarzy tonikiem. A przywraca on skórze właściwe pH i pomaga w walce z defektami cery. Jeden warunek: tonik musi być dobrany do rodzaju cery.
Nastały mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Trzeba było kupić zatyczki do uszu albo uciec na
Sri Lankę. Wiele kobiet znalazło się w potrzasku. Nasi partnerzy, mężowie oglądają mecze,
pilnując pilota jak zakładnika. Trzeba siedzieć z nimi. Czego nie robić podczas Euro, by jawić
się jako kobieta idealna?
Nie mów, że Polska przegra mecze. Jest bowiem szansa, że wygra. Pewne prawdopodobieństwo
istnieje.
Niektórzy trafiają w totolotka,
inni cudem unikają śmierci.
Dawid pokonał Goliata, a Polska raz wygrała z Niemcami
podczas eliminacji. Dlaczego
więc nie mielibyśmy pokazać
rywalom, gdzie raki zimują?
Gdy więc twój męzczyzna obstawia, że Polska dojdzie do
ćwierćfinałów, powstrzymaj
się od turlania po podłodze
i zrywania boków. Twoja postawa jest nie na miejscu.
Gdy Polska przegra, nie
triumfuj w fanfarach, że miałaś rację. Udawaj żałobę. Bo
miało być tak pięknie! Orły
Górskiego miały zostać po latach zastąpione orłami Nawałki. Nawałka miała spotkać naszych sąsiadów – Niemców i
Ukraińców – bo Irlandczycy
szybko skończyli w zachłannych szponach polskiego orła. Takim oczekiwaniom trudno sprostać, a piłkarze muszą.
Dlatego jeśli naszym drapieżcom powinie się skrzydło, pociesz męża. Zaśpiewaj mu głośno, że nic się nie stało.
Daruj sobie jałowe dysputy podczas meczu. Nie pytaj,
dlaczego spalony nie płonął.
Nie dociekaj, czy rzut wolny
może być szybki. Nie nagabuj
ukochanego o wyjaśnienie,
czemu cieszy się z podyktowanego Polsce rzutu karnego.
Skoro karny, to czemu Polacy zacierają ręce? I skoro rzut,
to dlaczego piłka została kopnięta? I skoro bramka jest taka szeroka, to czemu piłka do
niej nie wpadła? Dla swojego
dobra lepiej nie pytaj.
Zapamiętaj, że twój partner jest znawcą futbolu. Wie
używać toniku
Tylko jedna na piętnaście Polek regularnie korzysta
z toniku. Jest on najbardziej
niedocenianym kosmetykiem
pielęgnacyjnym. Kremy stoją na piedestale każdej apteki,
a preparaty do mycia twarzy
zajmują lwią część drogeryjnych półek. A co z tonikiem?
Przecież od niego zależy,
w jakim stopniu zadziałają pozostałe kosmetyki.
Dlaczego warto?
lepiej od trenera, kto ma grać,
a kto siedzieć na ławce. Lewandowski strzeliłby tego gola, gdyby tylko słyszał
celne uwagi twojego stratega. Sędzia się nie zna, to nasi panowie się znają. Najlepiej
wszystkich piłkarzy wysłać
do szatni, a wystawić na boisko mądrali z kanapy. Ale
pamiętaj! Cmokaj z zachwytu,
słysząc piłkarskie wskazówki
swojego fachowca.
Nie kibicuj Niemcom. Nigdy. Poznaj żelazną zasadę:
z każdym mamy prawo przegrać, ale z Niemcami musimy
wygrać. Po prostu uwielbiamy wbijać szpilę temu sąsiadowi, a tak rzadko mamy ku
temu okazję (bo zawsze nas
ogrywa). Za małe zwycięstwo z Niemcami dalibyśmy
się poćwiartować Wyspom
Owczym. Gdy więc twój ukochany wymachuje widelcem,
udając jeźdźca husarii, dołącz
ochoczo do jego formacji.
Podsumowując: Euro to
fajna przygoda. Pełna zbyt
mocno nadmuchanych balonów, ale przynajmniej jest kolorowo. Spoko koko! Tak to
już mamy, my Polacy, że jak
coś zaczyna nam wychodzić,
to błyskawicznie się integrujemy. I zawsze tak bardzo wierzymy! Można się z nas śmiać,
ale to wszystko przez serce.
Nie jest normalne. Jest biało-czerwone.
Najważniejszą funkcją toniku jest przywrócenie skórze
naturalnego pH. Co wieczór
zostaje ono zaburzone, gdy myjemy twarz mydłem lub innym
preparatem oczyszczającym.
Wraz z brudem i makijażem zostaje usunięta także osłona hydrolipidowa, która miała chronić skórę przed wysuszeniem,
niekorzystnym działaniem promieni słonecznych, mrozu czy
wiatru. Umyta skóra jest czysta, ale przez dwie lub trzy godziny nie posiada swojej bariery ochronnej. Dlatego zawsze
po umyciu twarzy warto starannie zwilżyć skórę wacikiem
nasączonym tonikiem. Jak rozpoznać dobry tonik?
Łagoda ochrona
Chcąc przywrócić skórze jej prawidłowe pH, należy wybrać tonik bez alkoholu. Taki tonik nie oczyszcza
skóry. On pomaga jej wrócić
do równowagi po tym, jak poprzez umycie została pozbawiona płaszcza hydrolipidowego. Bezalkoholowy tonik
ukoi ściągniętą i wysuszoną skórę. Przywróci jej lekko kwaśne pH. A taki odczyn
skóry jest najtrudniejszą glebą dla trądziku i zmarszczek,
których tak nie lubimy.
Tonik bez alkoholu nadaje się do każdego rodzaju cery. Można stosować go i rano,
i wieczorem. Wybierajmy takie toniki, które mają jak najkrótszy skład. Wtedy jest szansa na to, że produkt okaże się
naturalny, a taki jest najlepszy.
Gdy odkręcisz tonik, aby poczuć jego zapach, to intensywny, piękny aromat powinien
cię... zniechęcić! To bowiem
oznacza, że produkt jest perfumowany, sztucznie udziwniany. Skóra osłabiona po myciu
wymaga produktu łagodnego i kojącego, a nie mieszaniny barwników i syntetycznych
substancji zapachowych. Dlatego wybierajmy proste produkty. Kosztują kilkanaście
złotych, a są skuteczne.
Alkoholem w brud
i sebum
O ile toniki bez alkoholu
są dedykowane każdej z nas,
o tyle ich odpowiedniki z al-
koholem są przeznaczone wyłącznie do cery tłustej. Można
ich używać zamiast mydła czy
żelu, bo ściągają ze skóry sebum i inne zanieczyszczenia,
działając odkażająco. Niestety z powodu zawartości agresywnie działającego alkoholu
takie toniki mogą podrażniać
delikatną skórę. Dlatego tonikiem z alkoholem zwilżamy
wyłącznie tłuste obszary twarzy, np. nos, czoło czy skronie.
Który tonik lepiej wybrać?
Ten z alkoholem, bo świetnie
ściąga zanieczyszczenia, czy
może bezalkoholowy, bo pomaga skórze pozostać piękną? My radzimy to drugie rozwiązanie. Najlepiej myć twarz
sprawdzonym przez siebie
produktem oczyszczającym,
a następnie przemyć skórę
tonikiem bezalkoholowym.
Wówczas czysta, miękka skóra jest przygotowana na przyjęcie kremu. I nic już nam nie
pozostaje, tylko pięknieć.
10
“Nowe Życie Olsztyna” nr 12 (183) 2016
rozmowa
Polski przykład
Wieść spokojne życie, by pewnego dnia rzucić wszystko i wyjechać na misję do Afryki? To nie scenariusz amerykańskiego filmu, ale zaskakująca decyzja pewnej młodej kobiety. Sylwia
Młyńska, mieszkanka miejscowości Łapy (ok. 220 km od Olsztyna), postanowiła w tak nietypowy sposób wypełnić obowiązek pomocy bliźniemu. Spędziła niemal rok na Czarnym Lądzie,
pomagając dzieciom ze slumsów.
sze, nierzadko ciężko chore.
Z drugiej strony większość
tych maluchów jest radosna.
Biegają za własnoręcznie wykonaną piłką, głośno się śmieją i rozrabiają. Są ciekawskie
i – przede wszystkim – niewiele im trzeba do szczęścia.
Po co taka młoda,
krucha kobietka
wyjechała do Afryki?
Uczestniczyłam w projekcie Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego. Salezjanie każdego roku śpieszą z pomocą
do najuboższych krajów świata. Prowadzą tam działania
związane z edukacją, ewangelizacją i opieką medyczną dla
lokalnych mieszkańców. Ja
i pięć innych dziewcząt poleciałyśmy do Zambii. Pracowałyśmy z dziećmi i młodzieżą.
Z czego wynika fakt, że
tam rodzice nie dbają
o dzieci?
Nie wiem. Nie rozumiem,
czy to kwestia braku świadomości dorosłych czy może jakichś limitów w miłości.
Podczas pobytu z Zambii widziałam rzeczy straszne. Pewnego dnia dotarła do nas kobieta, która miała tak poważne
zapalenie piersi, że skóra jej się
rozwarstwiła i była widoczna tkanka mięśniowa. Na tej
otwartej ranie żerowały muchy. Z drugiej piersi niemowlę ssało mleko, co jest śmiertelnie niebezpieczne dla dziecka
i nieludzko bolesne dla matki.
Ta kobieta nie mogła zgłosić
się do szpitala, bo nie zezwolił na to mąż.
Na czym polegała
wasza misja?
Mieszkałyśmy w miasteczku Mansa, biednym regionie Zambii. Wielu mieszkańców nie ma tam prądu,
wody pitnej ani kanalizacji.
Niektórzy głodują. Szansą,
żeby się wyrwać z podmiejskich slumsów, jest zdobycie
wykształcenia. Dlatego przy
placówce prowadzonej przez
Salezjanów powstała szkoła
garażowa dla dzieci ulicy.
Szkoła naprawdę była
w garażu?
Zgadza się. Składała się
z ośmiu ławek i tablicy zbitej
z desek. Bez wielkich wygód,
a mimo to dzieci pragnęły do
niej uczęszczać. Bo to Szkoła.
Coś elitarnego, dla wielu z nich
niedostępnego.
Państwowa
edukacja jest w Zambii płatna,
dla wielodzietnych rodzin bywa wydatkiem nie do pokrycia. To poważny problem, bo
dzieci niechodzące do szkoły
ulegają demoralizacji na ulicy.
Dzięki szkole garażowej zaję-
Dlaczego?
Sylwia Młyńska i mali uczniowie
ły się czymś pożytecznym, nauczyły się podstaw angielskiego, matematyki.
Jak miejscowi zareagowali na wieść, że biali prowadzą darmową szkołę?
Siostry są bardzo dobrze
znane lokalnej społeczności.
Pomagają mieszkańcom z całych sił, prowadzą też tak zwane oratorium. To miejsce, do
którego każde dziecko może
przyjść i przez trzy godziny
dziennie się bawić, odpocząć,
napić wody i zjeść skromny
posiłek. Szkoła stała się kolejnym potrzebnym przedsięwzięciem.
kilka cyfr. Musiałyśmy mieć
anielską cierpliwość!
Czy wasi uczniowie przykładali się do nauki?
Tak! Dzieci z trudem przyswajały wiedzę, ale miały zdumiewające zdolności manualne. Kilkulatek z łatwością
wyginał z drutów rowerki lub
samochody, gdy próbowałam
się tego nauczyć, to pokaleczyłam palce. Ich kreatywność
była zdumiewająca. Z drutów, worków foliowych, papierków, patyków wymyślały
w pełni funkcjonalne, bardzo
ładne zabawki. Gdy przywiozłam te przedmioty do Polski,
ludziom trudno było uwierzyć, że są to rzeczy wykona-
Mieli mnóstwo zapału,
ale nauka szła raczej opornie. Naszym problemem była
ogromna różnica w poziomie
uczniów. Niektórzy przyszli
do szkoły z płynnym angielskim, a inni nie potrafili nawet
trzymać długopisu. I jak tu
przeprowadzić zajęcia? Część
nauczyła się trochę pisać, czytać. Koleżanka przez rok uczyła dzieci tabliczki mnożenia,
ale niektóre opanowały tylko
A czy jest coś, co dla afrykańskiego dziecka było
banalne, a europejskiemu sprawiłoby trudność?
ne ze śmieci – a do tego przez
dzieci.
Jak żyją ludzie w tej
miejscowości, w której
byłaś?
Ta miejscowość to Mansa. Mieszkałam w murowanym ośrodku, którego nigdy nie opuszczałyśmy po
zmierzchu. To byłoby niebezpieczne – miejscowi mężczyźni wieczorami upijają się lokalnym alkoholem, który jest
tam tańszy od chleba. Kobiety
siedziały w domach. A dzieci najczęściej były zostawiane
same sobie. Biegały samopas,
bawiły się na studni. Bywały
głodne, obsiusiane, brudne,
zagrzybione i zarobaczone.
Czasami starsze rodzeństwo
nosiło na plecach młod-
Sądził, że szpital jej nie pomoże. Pomocy miała udzielić kobieta z rodziny, a lekarstwem miał być amulet,
który nosiła na szyi. Wielu
ludzi tam nie wierzy w choroby. Dla nich jedyną prawdziwą chorobą jest malaria,
a pozostała większość to kara
za grzechy. Przypominam sobie sytuację, gdy mała dziewczynka doznała ataku padaczki. Dzieci z krzykiem uciekły
ze szkoły, a rodzice z niedowierzaniem patrzyli, że opętanej próbujemy udzielić pomocy. Biedna dziewczynka.
Ona sama uwierzyła w to, że
jest przeklęta. Nie jadła ani nie
piła, jakby chciała się ukarać,
uśmiercić.
Czy próbowałyście
przemówić tym ludziom
do rozumu?
rozmowa
“Nowe Życie Olsztyna” nr 12 (183) 2016
11
miłości w Afryce
Siostry mówią, że mentalność jest zmienić najtrudniej. Buntowałam się. Nie mogłam się pogodzić z tym, że
choć można było zorganizować tej małej leczenie w szpitalu, to jej ciotka się sprzeciwiała. Równie straszna
historia spotkała inną dziewczynkę. Miała brzuszek wyraźnie powiększony od pasożytów. Wystarczyło podać jej
leki. Nie są zupełnie za darmo, jej matka miała w szpitalu
dopłacić symboliczną kwotę.
Odmówiła, mimo że dziecku
groziła śmierć.
Po co takim ludziom
w ogóle pomagać? Czy oni
zasługują na wasz wysiłek,
skoro to im nie zależy?
Nie pojechałyśmy tam
zbawiać świata. Jedynie własnym świadectwem mogłyśmy pokazać, że można żyć
inaczej. Ich błędne decyzje nie
wynikają z tego, że chcą zła.
Często biorą się z nieświadomości. Z tego, że nikt tym ludziom nie pokazał, że można inaczej. Oni na przykład
nie mają w zwyczaju okazywać negatywnych emocji. Nawet gdy przydarzy się komuś
tragedia, to ofiara nie obnosi się ze swoim cierpieniem.
Podczas naszej misji umarł
mały chłopczyk. Jego rodzice byli zdruzgotani. A wciąż
powtarzali, że „wszystko jest
w porządku”.
Różnice kulturowe bywają szokujące. Czego właściwie biały człowiek z Ewangelią w ręku
i abecadłem przy tablicy
może nauczyć ludzi, którzy myślą zupełnie inaczej od nas?
Trzeba starać się odnajdywać w drugim człowieku dobro. Pokazywać mu jego wartość. Moi znajomi w Polsce
mówili: „po co tam jedziesz,
wyślij im lepiej przelew”. Będąc w Zambii, szybko zrozumiałam, że pieniądze niczego
nie zmienią. Szczególnie dzieci potrzebują miłości, zainteresowania, wsparcia w trudnościach. Starszym chciałyśmy
pokazać, jak o własnych siłach wyjść z biedy. Uczyłyśmy
Poznając takich ludzi
i ich historie, nabierasz zdrowego dystansu do własnych problemów...
dzieci i młodzież, ale przede
wszystkim motywowałyśmy
do działania.
Tylko jak to zrobić na
szerszą skalę?
W Zambii wiele mnie dziwiło, oburzało, raniło, ale ludzie, których poznałam, dali
mi w sumie więcej, niż ja im.
Jestem szczęściarą. Choć pod
koniec mojej misji o mało nie
zjadł mnie krokodyl!
Do wszystkich dotrzeć się
nie da. Krok po kroku. Siostry
prowadziły szkołę krawiecką.
Uczennice szyły sukienki i odtąd je mogły sprzedawać. To
już jakaś przedsiębiorczość,
wypracowana przez dziewczęta własnymi rękami, trzeba
było tylko dać wędkę, nie rybę. Niosłyśmy mądrą pomoc.
Nie rozdawałyśmy wszystkiego za darmo, bo to zamiast
skłaniać ludzi do działania,
czyni ich biernymi. To, czego im naprawdę potrzeba, to
pokazanie im sensu działania,
a wtedy mają szansę sobie sami poradzić.
Jak to?!
Moim marzeniem było zobaczyć krokodyla, po
tym jak jadłam z niego mięso. Pojechałyśmy z siostrami nad jezioro. To był już
prawie koniec mojej misji.
Wypłynęłam dalej niż zwykle. Nagle ktoś zaczął krzyczeć, że w wodzie jest hipopotam. Okazało się, że
to był krokodyl. Pojawił się
dokładnie tam, gdzie chwilę wcześniej pływałam. Ludzie się zbiegli, kobiety
krzyczały, mężczyźni ruszyli na polowanie.
A czy Zambijczycy zdołali nauczyć czegoś ciebie?
Paradoksalnie ja się więcej
od nich nauczyłam, niż oni ode
mnie. Ta misja otworzyła mi
oczy. Gdy po niemal roku wróciłam z Czarnego Lądu do Europy, byłam oszołomiona. Jechałam w Warszawie autobusem
i nagle dostrzegłam coś dla siebie niezrozumiałego: że nikt nie
zwraca na nikogo uwagi. Wszyscy są nieobecni. Wpatrzeni
w telefony komórkowe, ze słuchawkami na uszach, zamyśleni. W Zambii ludzie się sobą interesują, lgną do siebie. Jak ktoś
wchodzi do pustego kościoła, to
się rozgląda po ławkach, żeby
się do kogoś dosiąść. Ci ludzie
lubią być razem, czuć bliskość,
zjednoczenie. Nauczyłam się
również dystansu do siebie, nie
skupiać się na problemach, cieszyć się z małych rzeczy.
Czy według ciebie oni są
szczęśliwsi od nas?
To zależy, czym dla kogo jest szczęście. Z pewnością
No to miałaś pożegnanie z Afryką. Jak smakuje mięso z krokodyla?
Jest pyszne. Trochę jak
kurczak, tylko delikatniejsze.
Jadłam coś w stylu schabowych z krokodyla.
Chciałabyś wrócić
do Zambii?
Zdobycie wykształcenia jest dla nich przepustką do lepszego życia
Zambijczycy czerpią więcej od
nas radości z życia. W Polsce,
gdy nie idzie nam w pracy,
bywamy przybici. Problemy
z jednej tylko sfery życia rzutują
nam na cała resztę. Zambijczycy są wdzięczni Bogu, choć oni
to dopiero mają ciężko. Sym-
bolem tego, o czym mówię, był
pan Peter. Na każdej środowej
mszy, podczas Uwielbienia,
wychodził na środek kościoła
i tańczył. Wprost skakał z radości – tańczyły mu strudzone nogi, głowa, ręce. Trudno
o szczersze okazanie uwielbie-
nia Bogu. Żeby jednak dostać
się na mszę, musiał codziennie
przejść trzy kilometry po krętej
drodze z kamieniami i wystającymi konarami drzew. Peter
od urodzenia jest niewidomy. A podejmował trud drogi
z radością.
Bardzo, ale już podjęłam
decyzję o mojej następnej misji – założeniu rodziny. A Zambia pozostanie w moim sercu na zawsze.
Olga Ropiak
12
rozmaitości
“Nowe Życie Olsztyna” nr 12 (183) 2016
Dowcipy na każdą okazję
REKLAMA
Żona żali się mężowi:
– Stachu, czemu ja mam ciągle
tyle roboty w mieszkaniu?
– Śpisz w nocy, to ci się zbiera!
W mieszkaniu dzwoni telefon.
Słuchawkę podnosi ojciec trzech
dorastających córek i słyszy, jak
ktoś nieśmiało pyta:
– Czy to ty, żabko?
– Nie... tu właściciel stawu!
BARAN 21.03 – 20.04
Twój przełożony wreszcie dostrzeże, że masz w sobie zapał i znasz się na robocie. Może przydzieli Ci jakieś
nowe zadanie. Dlatego przede
wszystkim skup się na pracy,
bo możesz mieć z tego wymierne korzyści.
LEW 23.07 – 23.08
By działać skutecznie
i rozwiązywać swoje bieżące
życiowe problemy, musisz teraz skupić się na sobie. Przeanalizuj własne doznania,
sprecyzuj duchowe potrzeby
i marzenia. Wizyta u wróżki
niestety wykluczona.
STRZELEC 23.11 – 21.12
Nieporozumienia i sprzeczki ucichną. Znowu będziesz
mógł cieszyć się życiem. Zaplanuj jakiś krótki wyjazd,
aby spędzić czas z dala od
codziennych trosk. Jeżeli będziesz jechał samochodem, to
uważaj za kierownicą.
BYK 21.04 – 20.05
Znowu narzekasz na brak
pieniędzy. Spójrz więc krytycznie na swoje wydatki.
Może ktoś życzliwy podszepnie Ci, jak można szybko zaoszczędzić. Pamiętaj, że masz
prawo do debetu. Tylko zbytnio nie przekraczaj prawa.
PANNA 24.08 – 23.09
Zajmij się praktyczną
stroną życia i przestań bujać
w obłokach. Inaczej powrót na
ziemię nie będzie należał do
przyjemnych. Twoje doświadczenie i liczba oddanych skoków spadochronowych na nic
się tu nie przydadzą.
KOZIOROŻEC 22.12 – 20.01
Czeka Cię w najbliższych
dniach sporo wzruszeń i uniesień. Pamiętaj, że mistrzostwa
w piłce nożnej dopiero się zaczęły. Na wszelki wypadek,
gdyby na boiskach działo się
coś nie po Twojej myśli, przygotuj plan awaryjny.
BLIŹNIĘTA 21.05 – 21.06
Będziesz miał mnóstwo
okazji do miłych spotkań towarzyskich. Masz ogromną
szansę na spotkanie kolejnej
prawdziwej miłości. Bliscy jak
zwykle zaakceptują Twoje pomysły i z radością pomogą Ci
w ich realizacji.
WAGA 24.09 – 23.10
Ktoś przełamie się i wyzna Ci skrywaną tajemnicę
o uczuciach, jakie pojawiają
się na samą myśl o Tobie. Nie
lekceważ tego wyznania. Poddaj się biegowi wydarzeń i nie
walcz ze zmianami. One mogą
okazać się opłacalne.
WODNIK 21.01– 19.02
Wydawałeś, wydawałeś,
a teraz dziwisz się, że masz
puste konto. Trzeba było
o tym pomyśleć przed ostatnimi zakupami. To nie jest łatwy
czas dla Ciebie. Na szczęście
wszystko mija. Musisz uzbroić się w cierpliwość.
RAK 22.06 – 22.07
Nie krzycz na dziecko, jeśli coś przeskrobie. Każdemu
może się zdarzyć. Wczuj się
w atmosferę Euro 2016. Daj
dzieciakowi żółtą kartkę, ale
nie wyrzucaj od razu z boiska. Bądź bardziej wyrozumiały i częściej się uśmiechaj.
SKORPION 24.10 – 22.11
W Twoje toczące się dotąd spokojnie, uregulowane
życie mogą wkroczyć znaczące zmiany. Uda Ci się jednak
zaprowadzić ład, jeżeli działać będziesz rozważnie i spokojnie. Na początek wypełnij
kupon lotka... i czekaj.
RYBY 20.02 – 20.03
Myśl o wakacjach i nie wydawaj kasy na niepotrzebne
rzeczy. Spokojnie poradzisz
sobie bez nich. Grosz do grosza, a może uzbierać się naprawdę niezła sumka. Zacznij oszczędzać już dziś, jeśli
chcesz zdążyć do lata.
Redakcja zastrzega sobie prawo do unieważnienia horoskopu, bez podania przyczyn!
AZB
Lekko chwiejnym i dygoczącym
krokiem przychodzi do ekskluzywnego salonu samochodowego facet podpierający się
laską i pyta:
– Ile koko... sztuuje ten
saamoochód?
Sprzedawca odpowiada:
150 tysięcy.
– A taaamteen?
– 250 tysięcy.
OOOK! A ten pood śściaaną?
– 2 miliony!
–Tooo jaa go pooprooszę...
Zdziwiony sprzedawca pyta:
– Stać pana na taką furę?
– Nieech paan sobie wyoobraazi, że wyyygrałem kuumulację
w lotka.
– Panie, jak ja bym trafił kumulację, to bym dostał zawału!
– No... a ja doostałem
wywyleewu...
Nowożeńcy leżą w łóżku
po nocy poślubnej.
– Ilu miałaś partnerów
przede mną?
– Hm... dwóch...
– O, to niewielu...
– A nie, czekaj... jedenastu...
przypomniała mi się jeszcze
jedna sytuacja.
Rosyjski prezydent zwiedza zakład pracy. Podchodzi do jednego stanowiska, gdzie przy maszynie pracuje mężczyzna, i pyta go: – A jakbyście wypili setkę, to
pracowalibyście? – Pracowałbym – odpowiada
pracownik. – A jakbyście wypili ćwiartkę,
to pracowalibyście? – Oczywiście, że pracowałbym. rys. Zbigniew Piszczako
– A jakbyście wypili pół litra,
pracowalibyście? – Przecież pracuję…
Mąż pyta żonę:
– Twoja mamusia do Afryki
poleciała?
– No co ty, zgłupiałeś?
– Bo w telewizji mówili, że
w Gwinei pojawiła się cholera.
Jasiu poszedł z babcią do kościoła i babcia mówi (modli się):
– Moja wina, moja wina, moja
bardzo wielka wina.
A Jasiu:
– Babci wina, babci wina, babci
bardzo wielka wina.
Żona do męża:
– Ostatnio mnie zaniedbujesz.
Kiedyś kupowałeś mi kwiaty
i czekoladki, a teraz...
– Czy ty widziałaś, żeby wędkarz
dokarmiał rybę, którą złowi?
Dwaj Włosi rozmawiają ze sobą:
– Widzę, że pan świetnie pływa.
– Dziękuję, przez 10 lat byłem
listonoszem w Wenecji.
Za kierownicą siedzi przygłucha
staruszka. Obok niej mąż. Zatrzymuje ich policjant.
– Przekroczyła pani prędkość.
Staruszka do męża:
– Co ten pan mówi?
Mąż krzyczy jej do ucha:
– Za szybko jechałaś!
– Proszę o pani prawo jazdy
– mówi policjant.
– Co pan powiedział?
– Daj mu swoje prawo jazdy!
Policjant ogląda dokument.
– O! Jesteście państwo z Mławy.
Byłem tam kiedyś, dawno temu...
Miałem tam najgorszy seks w życiu..
– Co pan powiedział?
– Że ciebie pamięta!
Gość w restauracji do kelnera: – Co to znaczy, że wasz lokal daje gwarancję na potrawy? – A to znaczy, że jeżeli szanownemu panu jedzenie nie posłuży, to może je pan zwrócić.
– Wie pan, jakimi zakosami jedzie pański mercedes?
– Panie władzo, przepraszam,
trochę dzisiaj wypiłem...
– To jeszcze nie powód, żeby pozwalać żonie prowadzić!
ślady przeszłości
“Nowe Życie Olsztyna” nr 12 (183) 2016
13
Jak Pawełek historię
Olsztyna poznaje
Przed naszą wakacyjną wyprawą rowerową trenuję codziennie. Razem z partnerką przejeżdżamy dziennie około 30 km, a w soboty nawet 50. Początkowo szło nam kiepsko. Bolały nogi, tylne
części ciała i ręce. Teraz bóle ustąpiły i bez wysiłku zaplanowane dystanse pokonujemy i jeszcze mamy siłę na niektóre prace na naszej działce. Nie wiedziałem, że własna rzodkiewka jest
taka smaczna. Nauczyłem się jeść szpinak. Jest wspaniały. Moja ukochana najpierw lekko sparza, potem smaży na masełku, a na koniec wbija jajka. Po długim pedałowaniu ta potrawa
smakuje przewybornie i wydaje nam się, że również regeneruje siły.
Znamy już wszystkie drogi i dróżki prowadzące do naszej działki, a Las Miejski poznaliśmy jak własny ogródek.
Musimy mieć kondycję, bo
podczas urlopu zamierzamy
na rowerach pokonać dystans
około 1000 km, oczywiście
jak się uda. Już zaplanowaliśmy. Wystartujemy z Kętrzyna, do którego dojedziemy pociągiem. Pierwszy etap
jest krótki, bo tylko do Gierłoży. Kwatery Hitlera nie widziałem. Jacek Panas opowiadał, że robi wrażenie, chociaż
większość rozwalonych bunkrów skrywają krzaki i drzewa. Jacek pierwszy raz zwiedzał kwaterę na początku lat
60. Wtedy jeszcze nie wszędzie można było chodzić, bo
na śmiałków czekały niewykryte miny pułapki (mimo że
rozminowanie zakończono
w 1955 roku). Był nawet świadkiem, jak kopano koło bunkra
Hitlera, aby zobaczyć, ile ma
pięter pod ziemią. Oczywiście
żadnych podziemi nie znaleziono, choć miejscowi opowiadali, że w kwaterze w tajnych bunkrach ukrywają się
członkowie Werwolfu, to taka
hitlerowska tajna organizacja
bandyckodywersyjna, utworzona podczas ostatniej wojny
i pozostawiona na terenach
opuszczonych po 1943 roku.
Samą kwaterę zaczęto
budować w 1940 roku i już
24 czerwca 1941 zamieszkał w niej Hitler. Budowa
bunkrów i pomieszczeń towarzyszących trwała prawie do ostatnich dni pobytu wodza III Rzeszy, czyli
do października 1944 roku,
a już w styczniu 1945 została przez Niemców wysadzona w powietrze. Mając taką
wiedzę, muszę ją koniecznie skonfrontować z rzeczywistością. Na drugi dzień
naszej wyprawy pojedziemy do innej wojennej kwatery. Tym razem Wehrmachtu, która jest w Mamerkach.
Przy okazji zwiedzimy niedokończone śluzy na Kanale Mazurskim.
Trasa naszego rajdu jest
bardzo ciekawa. Do zwiedzania mamy mnóstwo tajemniczych miejsc historycznych,
o których opowiadał nam Jacek. Będziemy się starali codziennie zobaczyć coś nowego. Mamy swój namiocik,
więc możemy spać, gdzie
będziemy chcieli. Zresztą
wszystko przed nami.
Rozpisałem się, zapominając o jednej ciekawej rzeczy.
Pedałując po Lesie Miejskim
w Olsztynie, niejednokrotnie
przejeżdżamy koło pięknie
położonego boiska, obok którego stoją fundamenty zrujnowanych budynków. Podobno
to dawny, jeszcze przedwojenny Stadion Leśny. Słyszałem, że był to kiedyś jedyny taki obiekt w Europie, ale
chyba w czasach swojej świetności był w lepszym stanie
niż obecnie? Oczywiście zapytałem o to Jacka Panasa, naszego redakcyjnego miłośnika
dawnego Olsztyna.
No i zaczęło się! Reakcja
Jacka była tradycyjna.
– Takie upały. Ty sobie rowerkiem jeździsz, a ja będę
musiał siedzieć i pisać. Oj Pawełku, ty mnie zamęczysz!
Gdy usłyszał, że chodzi
mi o Stadion Leśny, przestał gderać, tylko poważnie
odpowiedział.
– Wiesz, 5 sierpnia 1960
roku, dobrze pamiętam tę datę, byłem z ojcem na zawodach lekkoatletycznych, które odbywały się właśnie na
Stadionie Leśnym. Dopiero jak byłem dorosłym człowiekiem i obejrzałem zdjęcie
chłopca stojącego przy zeskoku, uświadomiłem sobie, że
byłem świadkiem ustanowienia rekordu świata w trójskoku przez polskiego zawodnika Józefa Szmidta: 17 metrów
i 3 centymetry. Poprzedni rekord pobity został aż o 33 cm.
Wynik uzyskany w Olsztynie
poprawiono dopiero po 8 latach. Dobrze, Pawełku, przygotuję coś ciekawego o tym
wspaniałym kiedyś obiekcie,
dziś zaniedbanym i zamieniającym się w leśną podmokłą
łączkę.
Gdy następnego dnia zajrzałem do mojej skrzynki e-malowej, materiał już był. Zaczynał się tak.
„Ostatni raz na jeszcze
funkcjonującym stadionie byłem chyba pod koniec lat 70.
Odbywał się tam czyn – jeżeli się nie mylę – pierwszomajowy. Grabiliśmy skarpy i czyściliśmy drogi dojazdowe. Na
bocznych boiskach stał sprzęt
melioracyjny i prowadzone
były jakieś ziemne prace, które nigdy nie zostały zakończone. Podobno koparki poniszczyły podziemne dreny.
Ten unikatowy obiekt został wybudowany w 1920 roku na podmokłej leśnej łące.
Pierwsze prace w tej bagnistej
dolince rozpoczęto już w 1865
roku. Wtedy ułożono dreny,
nawieziono ziemi, a w poprzek wytyczono drogę z Jakubowa do Dobrego Miasta.
Na początku XX wieku wybudowano na tym terenie rekreacyjne boisko. Jego płyta,
zbudowana z grubego torfu,
unosiła się na wodzie, której
poziom przy pomocy systemu rur i drenów regulowano, dolewając wodę z małego
jeziorka (tego leżącego obecnie koło siedziby CEiIK-u
w Jakubowie) albo wypuszczając ją do Łyny. Kiedy poznano wspaniały mikroklimat panujący w dolince,
gdzie było boisko, postanowiono wybudować tam stadion na 10 tysięcy widzów.
Przede wszystkim był to sta-
dion lekkoatletyczny z bieżnią. Las osłaniał od wiatrów.
Sportowcom ten stadion służył do lat 80. Ostatnie zawody odbyły się w 1989 roku. Początek dewastacji rozpoczął
się w 1947 roku, kiedy na płytę wjechano ciężkim wałem
drogowym, aby wyrównać
spuchniętą po zimie murawę. Uszkodzono wtedy podziemną sieć drenarską. Gdy
było sucho, stadion spełniał
swoją rolę. Gdy padało, tworzyły się kałuże, szczególnie
na bocznych boiskach. Kompleksowe prace melioracyjne
w latach 70. i 80., wykonywane bez dawnych przedwojennych planów i przy skromnych funduszach, dokończyły
dzieła zniszczenia.
W latach 60. na stadionie
było mnóstwo zawodów sportowych. Tu kończyły się etapy
kolarskiego wyścigu pokoju,
jak również odbywały się pochody pierwszomajowe. W jednym z nich brałem udział jako
członek klubu modelarskiego
LOK-u. Ciągnęliśmy uwieszone na balonach makiety sputnika i rakiety, w której w Kosmos
poleciał pierwszy kosmonauta
Gagarin. Przed trybuną wypuściliśmy je w powietrze. Rakieta potem spadła na dach stodoły w jednej z podolsztyńskich
wsi. Rolnik wybiegł z siekierą
i krzyknął: „Gagarin, wyłaź!”.
Ot, taka zabawna historyjka.
Może kiedyś jeszcze stadion
zostanie odbudowany, a moje wnuki albo prawnuki będą
puszczały balony lub drony”.
E-mail od Jacka Panasa
zredagował Pawełek
14
porady
“Nowe Życie Olsztyna” nr 12 (183) 2016
Tajniki prawa cywilnego
o przedawnieniach
Kodeks karny zawiera przepisy o przedawnieniu się wymierzenia kary za popełnienie czynu zabronionego oraz
o przedawnieniu się wykonania orzeczonej kary. Kodeks cywilny natomiast informuje o przedawnianiu się różnych roszczeń po określonym czasie. To jedno z najtrudniejszych zagadnień naszego prawa. Wszystko wiąże się nie tylko z upływem
RADZI
Kto doświadczył schorzenia, jakim jest migrena, ten wie, że
może ona występować w różnych formach, krócej lub dłużej
trwających.
Silny ból głowy pojawia
się jako migrena z aurą lub
bez aury. Sposoby na walkę
z migreną:
należy ograniczyć w pomieszczeniu wszelkie źródła
światła – unikniemy światłowstrętu;
połóż się w cichym, wygodnym i spokojnym miejscu,
próbując przeczekać atak;
można zastosować zimne
lub ciepłe okłady;
weź gorący, rozluźniający
prysznic;
ulgę może przynieść delikatny masaż skroni po bolesnej stronie.
Z metod naturalnych skuteczna będzie akupresura,
która w przypadku migre-
ny polega na ucisku punktu
(Shixuan) na obu opuszkach
palców środkowych. Należałoby pomyśleć również o akupunkturze. Taka terapia obejmuje nakłuwanie wybranych
przez lekarza punktów celem
rozszerzenia naczyń krwionośnych, co powoduje wzrost
krążenia tam, gdzie utworzył się zastój powodujący silne bóle głowy. Wykonanie serii zabiegów jest kluczowe dla
osiągnięcia długoterminowego sukcesu.
Dane kontaktowe:
AcuMedis al. Sybiraków 14/3,
tel. 89 534 61 10.
Więcej informacji na
stronie www.acumedis.com.
czasu, ale i z różnymi kruczkami dotyczącymi należnych opłat,
spłat pożyczek, kar pieniężnych czy odsetek, ponadto roszczeń
odszkodowawczych, dodatkowych wynagrodzeń pracowników, honorariów autorskich i wielu innych spraw. Są tabele
z rodzajami roszczeń i terminami ich upływu. Ogólnie mówiąc,
im grubsza sprawa i większe pieniądze, tym dłuższy czas upływu roszczenia.
Okazuje się w dodatku, że nie wszystkie roszczenia się
przedawniają. W Kodeksie cywilnym obowiązuje zasada, że
przedawniają się jedynie roszczenia majątkowe. Przedawnienie nie dotyczy roszczeń ze stosunków rodzinno-osobistych,
a także roszczeń o ochronę dóbr osobistych, nazywanych roszczeniami niemajątkowymi. To długa i zawiła lektura. Między
innymi dlatego że roszczenie to jedno z najbardziej spornych
pojęć teorii prawa cywilnego.
Tańsze
podróżowanie
Wakacyjne eskapady stanowią sporą część domowego budżetu. Nie da się ukryć, że zwiedzanie kraju i świata ułatwia
własny samochód. Jeżdżenie jednak kosztuje. Podróż nas nie
zrujnuje, jeśli zastosujemy się do kilku zasad.
Znaczącą sumę kosztu podróży stanowią wydatki na paliwo.
Warto zatem przyzwyczaić się do oszczędnego stylu jazdy. Unikajmy gwałtownego przyśpieszania i hamowania, bo to kosztuje i stwarza zagrożenie, a preferujmy jazdę ze stałą prędkością.
Znaczenie ma obciążenie samochodu. Błędem jest wożenie nadmiernej ilości bagażu, a już na pewno niepotrzebnych
przedmiotów. Zużycie paliwa zwiększa (nawet o 20 procent!)
zamontowany na dachu bagażnik. Tego jednak podczas wielkiej
podróży czasami się nie da uniknąć. Warto pamiętać o ciśnieniu w oponach. Gdy jest ono zbyt niskie, samochód pali więcej.
Tak samo wypada umiejętnie korzystać z klimatyzacji, bo brak
umiaru kosztuje.
W czasie wakacyjnych podróży samochodem unikajmy
głupich wydatków, jakimi są mandaty karne. Spokój i umiar
oraz zdrowy rozsądek nic nie kosztują. Pamiętać przy tym
warto, że w wielu krajach obowiązują inne niż u nas przepisy
drogowe. Trzeba się z nimi zapoznać, a przede wszystkim do
nich stosować. Szerokiej drogi!
Stronę przygotował MR
Prawa rodzica
po rozwodzie
Po rozwodzie rodziców sąd nie musi ograniczać władzy rodzicielskiej żadnemu z nich. Czyni to przede wszystkim wtedy, gdy powstała sytuacja zagraża dobru dziecka, bo np. jest
ono narażone na niebezpieczeństwo lub demoralizację ze strony któregoś rodzica. Nie ma tu znaczenia, kto przyczynił się
do rozwodu. Nie jest ważny też status majątkowy rodzica. Jego
dochody decydują tylko o wysokości alimentów. Ograniczenie
władzy rodzicielskiej nie ma wpływu na wysokość alimentów.
Decyzję o ograniczeniu władzy rodzicielskiej podejmuje sąd
niekiedy ze względów praktycznych. Tak jest, gdy rodzic, który
nie opiekuje się dzieckiem na co dzień, mieszka w innym mieście lub nawet w innym kraju. Trudno z nim konsultować każdą
bieżącą decyzję dotyczącą leczenia, wypoczynku, zajęć dodatkowych. Po rozwodzie sąd pozostawia obojgu rodzicom pełnię
władzy, jeśli przed obliczem Temidy zawrą porozumienie wychowawcze. Podpisują wówczas dokument, w którym określają rozwiązywanie wszelkich kwestii (również sporów) związanych z wychowywaniem dziecka.
Mieszkanie po zmarłym
Przejęcie mieszkania komunalnego, gdy umiera główny najemca, nie jest wcale proste. Szczególnie w zawiłych sytuacjach.
Po śmierci głównego lokatora mieszkający z nim członkowie najbliższej rodziny powinni udać się do gminy, by zawrzeć nową
umowę najmu. Wdowa lub wdowiec oraz dzieci nie powinny
mieć z tym problemów. W nieco trudniejszym położeniu mogą
znaleźć się konkubent lub konkubina. Jednak nie są na straconej
pozycji, szczególnie gdy w grę wchodzą jeszcze dzieci, w stosunku do których zmarły miał zobowiązania alimentacyjne.
Niedomówienia dotyczą członków dalszej rodziny. Wnuczka
albo kuzynka tylko zameldowane w mieszkaniu samotnej osoby
mogą spotkać się z odmową, gdy będą starały się przejąć mieszkanie. Zameldowanie nie daje żadnych praw. Liczy się stałe przebywanie w mieszkaniu, prowadzenie wręcz wspólnego gospodarstwa, w dodatku gdy sytuacja ma swoje uzasadnienie.
M.R.
Nie takie podatki straszne…
Zbycie samochodu po zakończeniu działalności
Pytanie: – W 1994 r. rozpocząłem działalność opodatkowaną na zasadach ogólnych wraz z podatkiem VAT.
W 1999 r. zakupiliśmy samochód ciężarowy i skorzystaliśmy z odliczenia VAT-u.
Samochód w całości zamortyzowany. Od stycznia 2005 r.
korzystamy z podmiotowego zwolnienia z VAT. Aktualnie kończymy działalność. Na
stanie został ww. samochód,
którego wartość rynkowa
wynosi teraz 3000 – 3500 zł.
Rozważam podarowanie samochodu mojemu synowi.
Czy do zapłaty będę miał
jakieś podatki?
Ryszard K.
Odpowiedź: – Trzeba pamiętać, że korzystając ze
zwolnienia podmiotowego,
nie przysługuje prawo do
odliczenia podatku naliczonego. Jeżeli zatem na dzień
31.12.2015 roku posiadał Pan
samochód zakupiony w czasie, w którym był czynnym
podatnikiem VAT i od których
odliczył VAT, musiał Pan dokonać korekt odliczonego podatku. Zmieniło się bowiem
przeznaczenie towaru, którego związek z działalnością
opodatkowaną
przechodzi
na związek z działalnością
zwolnioną z VAT. Nie zrobił Pan tego, urząd skarbowy nie zauważył, więc mamy
przedawnienie. VAT-u nie ma
i nie będzie.
W podatku dochodowym
jest inaczej. Likwidując prowadzoną działalność gospodarczą, trzeba sporządzić wykaz pozostałych na ten dzień
składników majątku. Powinien on zawierać m.in. nazwę
samochodu, datę jego naby-
cia, kwotę wydatków związanych z nabyciem, w tym
zaliczoną do kosztów uzyskania przychodów, a także
wartość początkową, metodę
amortyzacji, sumę odpisów
amortyzacyjnych.
Dane zawarte w wykazie
będą pomocne przy podatkowym rozliczeniu ewentualnej
sprzedaży samochodu. Odpłatne zbycie samochodu jest
podstawą osiągania przychodów z działalności gospodarczej, nawet gdy transakcja ta
nie następuje w wykonaniu tej
działalności. Przychód, o któ-
rym mowa, powstaje i podlega opodatkowaniu, gdy do
zbycia składników majątku
pozostałych na dzień likwidacji dochodzi przed upływem
sześciu lat, licząc od pierwszego dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym
miała miejsce likwidacja działalności gospodarczej.
Można podarować go synowi bez podatku w każdym
czasie. To wszystko. Mam nadzieję, że pomogłam w podjęciu decyzji!
Elżbieta Krywko
doradca podatkowy
Chcesz, abym na łamach
tej gazety odpowiedziała na
Twoje pytanie? Dzwoń pod
nr 607 14 14 14 lub napisz na
adres: [email protected]
Elżbieta Krywko
sport
REKLAMA
“Nowe Życie Olsztyna” nr 12 (183) 2016
15
Paraolimpijczycy jadą do Rio de Janeiro
Puchar Warmii i Mazur w zapasach
Halsem po medal
„Wózki” na macie
Z utęsknieniem czekamy na sportowców reprezentujących Warmię i Mazury, którzy pojadą na olimpiadę do Rio de Janeiro.
Warto tu zaznaczyć, że taką kwalifikację otrzymali paraolimpijczycy. Reprezentujący AKS OSW Olsztyn Monika Gibes i Piotr
Cichocki powalczą o medal w żeglarstwie.
Spotkanie z paraolimpijczykami odbyło się na terenie
Olsztyńskiej Szkoły Wyższej.
Sportowcy mieli do przekazania wiele ciekawych informacji. Najważniejszą było to, że
przywieźli z mistrzostw świata złoty medal w klasie Skud 18
oraz wywalczyli kwalifikację
do Rio. Łodzie tego typu są
specjalnie budowane dla obsługującej jej niepełnosprawnej załogi, a ich projektantem
jest ten, który wymyślił łodzie
klasy 49-er. Dwie łodzie typu
Skud 18 zakupiła dla załogi
olsztyńska uczelnia.
– Szczerze powiem, że
nie spodziewaliśmy się takiego sukcesu. Pływamy razem
z Piotrem dopiero od nieco
ponad dwóch lat. Dziękujemy uczelni za zakup sprzętu i wsparcie w realizowaniu
sportowych marzeń. To naprawdę motywuje do dalszej
pracy – powiedziała Monika
Gibes.
Załoga OSW, w składzie
Monika Gibes (sternik) i Piotr
Cichocki (załogant), uczestniczyła w mistrzostwach świata osób niepełnosprawnych
od 20 do 28 maja. Kilka dni
później odbyły się zawody organizowane przez konstruktora tego typu żaglówek, co
ma bardzo wysoki standard
dorównujący mistrzostwom
świata. Nasi ponownie byli
najlepsi.
– Mimo że dzieli nas duża różnica wieku, potrafimy
się dogadać. Poza tym Monika jest chłonną wiedzy kobietą. Niejeden żeglarz zrezygnowałby z pływania ze mną,
gdyby został zasypany taką liczbą informacji o żeglarstwie – poinformował Piotr
Cichocki.
Trzeba tu dodać, że Piotr
Cichocki jest wytrawnym żeglarzem. W 2000 roku uczest-
Olsztyńscy żeglarze Monika Gibes i Piotr Cichocki
niczył w wyścigu dookoła świata na katamaranie. Jak
powiedział trener duetu AKS
OSW Grzegorz Prokopowicz,
zawodnik po tym rejsie miał
uszczerbek na zdrowiu i zdecydował się kontynuować karierę jako niepełnosprawny.
W efekcie los połączył go z panią Moniką.
– Jestem instruktorką Fundacji Aktywnej Rehabilitacji.
Któregoś dnia pojawił się na
zajęciach Piotr. Powiedział, że
szuka załoganta na łódź. Choć
dotąd nie miałam nic wspólnego z żeglarstwem, podjęłam
natychmiastową decyzję na
tak – wspomina Monika Gibes.
– Pracują ze sobą nieco ponad dwa lata, a efekty są niesamowite – dodaje Grzegorz
Prokopowicz i kontynuuje:
– Teoretycznie decyzje wydaje sternik, lecz w ich przypadku, patrząc na doświadczenie
Piotra, to on na ogół podejmu-
je ostateczne decyzje, co zrobić podczas regat.
Żeglarze niepełnosprawni także potrzebują czasu na
przygotowania do startów.
Ciężko pracują przez wiele
dni w roku z dala od rodzin,
kolegów.
– Tylko pracą możemy
osiągnąć w sporcie coś ważnego. I nie jest ważne, czy będą
to sportowcy niepełnosprawni, czy inni. Dlatego jesteśmy
wdzięczni naszym bliskim
za wyrozumiałość i wsparcie
– przekonuje pan Piotr.
Warto dodać, że po pracowitym maju i początku
czerwca załoga AKS OSW nie
będzie miała długiego urlopu. Już 20 czerwca czeka ich
zgrupowanie w Górce Zachodniej. Później ponad trzy
tygodnie spędzą w Rio de Janeiro, gdzie będą zapoznawać
się z wodami regatowymi. Na
początku sierpnia jadą do Hagi. Tam będą trenowali na wodach, gdzie morskie prądy są
podobne do tych w Brazylii.
IRON
Zapasy są sportem olimpijskim. W olsztyńskiej hali „Urania”
odbyły się zawody adeptów tego sportu, czyli w kategorii
młodzik (12-14 lat). Olsztynianie wywalczyli cztery medale.
To 45. turniej rozgrywany w Pucharze Warmii i Mazur.
Uczestniczyło w nim 210 zawodniczek i zawodników z 30 klubów naszego makroregionu oraz
goście z Rosji, Litwy i Białorusi.
Młodzi sportowcy rywalizowali w stylu klasycznym i wolnym.
– Takie turnieje są ważnym
przeglądem kadr klubów oraz
efektów ich szkolenia. Tym
bardziej że wiele mniejszych
klubów nie stać na wysyłanie
zawodników na wszystkie zawody, które w tej kategorii wiekowej odbywają się w kraju – poinformował Michał Staszewski,
trener Budowlanych Olsztyn.
W mocno obsadzonych zawodach liczyliśmy na dobrą
postawę zapaśników Budowlanych Olsztyn. Trener najwięcej nadziei pokładał w występie Natalii Karbowiak.
– Natalia to pełna sportowej pasji nastolatka. Czyni stałe postępy. W tym roku uczestniczyła w trzech turniejach i nie
przegrała żadnej walki – chwali
swoją podopieczną olsztyński
szkoleniowiec. Młoda zawodniczka Budowlanych faktycznie była klasą dla samej siebie.
Wszystkie walki wygrywała
w imponujący sposób.
– Fajnie, że jestem w dobrej
formie. W kategorii młodziczek
osiągnęłam wszystko, łącznie
z mistrzostwem Polski. Od października przechodzę do kategorii kadetek. Wiele rywalek
odetchnęło z ulgą, że nie będą
musiały walczyć ze mną – powiedziała Natalia Karbowiak.
Ambitna olsztynianka ma 14 lat
i chodzi do gimnazjum. Jeszcze
dwa lata temu nie spodziewała
się, że oprócz nauki pochłonie ją
taki sport jak zapasy.
– Kiedyś na trening zapasów zaprosiła mnie koleżanka.
No i wkręciła mnie w to! Wcześniej trenowałam taekwondo, ale zapasy spodobały mi
się bardziej. A w ogóle to lubię sport. Jako uczennica chętnie uczestniczę w różnego rodzaju zawodach sportowych
dla szkół – wyznała młoda
zapaśniczka.
W Pucharze Warmii i Mazur złoty medal zdobyła Natalia Karbowiak (kat. do 44 kg).
Brązowe medale wywalczyli
Wiktor Żukowski oraz bracia
Piotr i Sebastian Wesołowscy.
Kilkoro innych zawodników
i zawodniczek z Olsztyna zajęło miejsca od 5. do 8.
IRON

Podobne dokumenty

Życie Olsztyna

Życie Olsztyna nie jest przypadkowy. Z jednej strony symbolizuje ptaszka wyrażającego zgodę, z drugiej strony przypomina bumerang, który wraca. Tak jak przekazanie organów przywraca potrzebującym życie – tłumaczą...

Bardziej szczegółowo