Pobierz - What`s Up Magazine

Komentarze

Transkrypt

Pobierz - What`s Up Magazine
e
m a g a z i n
Numer 13 | Maj 2016 | www.whatsupmagazine.pl | nakład 25 tys. | egzemplarz bezcenny
p i e r w s z y
rowe rowe
Ścieżki kariery
niemiecki
Nowy lingua-lider
d l a
o u t s o u r c i n g u
uber
Weź podwieź
kajaki
Amazonką przez krk
i
k o r p o r a c j i
sprytne kawy
z Antypodów
na plus
Bielsko-Biała
Wersja w pdf na
www.whatsupmagazine.pl
2
what’s up?
www.whatsupmagazine.pl
Enter
spis treści
temat numeru
3Rowerowe ścieżki kariery
rozmowa numeru
6 Z Uberem do pracy
hr
8 Sprechen Sie Deutsch?
przedstawiamy
10Bielsko-Biała
11 Sprytna kawa
Rano srebrna Jubilee Line pęka w szwach. Jedna z nowszych linii
londyńskiego metra kursuje dosłownie co dwie minuty, ale i tak
wszystkich chętnych z węzła London Bridge w kierunku biurowców
na Canary Wharf nie zabierze. Obywa się co prawda bez znanych
z chińskich systemów metra „upychaczy” podróżnych, ale i tak tłok
bywa niemiłosierny.
W tym samym momencie do pracy w gorącej Lusace w Angoli
mkną pracownicy portugalskich korporacji. Małymi busikami,
taksówkami, służbowymi autami. Żar leje się z nieba, w korku
zmyślne piruety kręcą motocykle, skutery, rowery.
Pod każdą szerokością geograficzną świata chodzi o to samo
– aby w jak najkrótszym czasie dotrzeć na stanowisko pracy.
Z pastą do zębów na wardze, okruchami kanapki na spodniach,
uwierającymi kluczami w kieszeni. Codziennie rozgrywa się szaleńczy wyścig z czasem: ma być szybciej, sprawniej, lepiej. Wystarczy jedna awaria, jeden wypadek, i nawet najbardziej sprawny system rozsypuje się jak domek z kart. Do pracy dojedziesz
później, straci Twoja firma (pieniądze), stracisz Ty (odpracowując
to w wolnym czasie).
Obserwując starania różnych aglomeracji świata, łatwo zauważyć, że nie zawsze postęp i wszechobecna technicyzacja oznacza
poprawę w dziedzinie komunikacji. W dobie powrotu do korzeni,
popularności idei work-life balance, ekologicznego stylu życia,
what’s up magazine
pierwszy dla outsourcingu i korporacji
www.whatsupmagazine.pl
redaktor naczelny
Rafał Romanowski
zastępca
Magda Wójcik
wydawca
Fundacja Aktywnych Obywateli
im. Józefa Dietla
dyrektor artystyczny & ilustracje
Joanna Sowula
fotografie
Piotr Banasik
editor (english)
Łukasz Cioch
korekta
Agata Malczewska
reklama
Anna Głuc
[email protected]
+ 48 503 920 670
kreacja i marketing
Agencja Kreatywna Lemon Media
facebook
Whatsupmagazine.pl
twitter
@WhatsUpKrakow
kontakt
+48 519 636 121
[email protected]
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych,
zastrzega sobie prawo redagowania nadesłanych
tekstów, nie odpowiada za treść zamieszczonych
reklam i ogłoszeń.
segregowania śmieci, oszczędzania kapiącej wody z kranu, łatwo
zauważyć, że i w dziedzinie poruszania się po miastach jesteśmy
u progu stopniowej ewolucji przyzwyczajeń.
Na naszych oczach rowery – wynalazek przecież XIX-wieczny –
odzyskały pozycję na komunikacyjnych mapach miast. Przez lata
zapomniane, traktowane jako niegodne w konkurencji z coraz szybszymi i komfortowymi samochodami, okazują się obecnie jednym
z lepszych pomysłów na poruszanie się po zatłoczonych miastach.
W 2016 roku rowery panoszą się już niemal wszędzie, rowerową komunikacją stoją miasta Niemiec, Beneluksu, Skandynawii,
miast Chin, Korei, Japonii. Również i w Polsce posiadanie roweru
jest w modzie. Okazuje się, że spychany na margines dwukołowy
pojazd ma obecnie znacznie więcej przywilejów, niż zatruwający
środowisko i zajmujący zbyt pokaźną przestrzeń automobil.
Zmiany w myśleniu skazanego na codzienne dotarcie do pracy
człowieka wyczuwa też inny gracz globalnego rynku komunikacji
– Uber. Odsądzany od czci i wiary, oblewany cuchnącymi cieczami
przez warszawskich taksówkarzy produkt Ubera nie proponuje
jednak nic szokującego. Chodzi o zwiększenie load factor na pokładach samochodów – po prostu wypełnienie ich pasażerami.
Twoja tylna kanapa w samochodzie marnuje się rankiem w drodze
do pracy – podwieź kogoś i zbij sobie koszty. Zbyt długo czekasz
na taksówkę? Zobacz, kto jest w okolicy i skieruj go do siebie
jednym kliknięciem.
Queen &
Kraków’s Bike
Culture
In 1978, one of the most iconic British rock bands, Queen,
released their memorable single, Bicycle Race. The idea for the
song came as the band’s lead singer, Freddie Mercury, saw Tour
de France cyclists race outside the Mountain Studios in Montreaux. The official video for the single featured 65 nude models
cycling vigorously around Wimbledon Greyhound Stadium.
What an inspiration for our feature story in the spring edition
of What’s Up Magazine!
While the prospects for Kraków’s sports arenas may not be so
jolly this season, cycling, biking and riding, on the other hand,
certainly appear to have a bright future! That, in a city, where
“old”, “traditional”, and “conservative” persist among the most
entrenched reputation drivers. However, the amazing growth of
one of Kraków’s key industries – yes, it’s you, I’m talking about
– combined with the city’s ever more mature forms of social
activism and young, success-hungry entrepreneurship, are reasons enough to believe that major progress has been on Kraków’s
doorstep for quite some time now. It is thanks to you that some
of the city’s most forward-thinking projects on sustainability,
environment and quality of life actually stand a chance of making
a real change – in near, rather than distant future.
nieruchomości
12Prezentacja: INTER-BUD
z miasta
14Ustawą w krajobraz
dbamy o ciebie
16 Kobiece MMA | Zostać rodzicem
siesta
18K(a)jak Kraków
19 Prezentacja: The Messy Head Hospital
wokół stołu
20 Czas na piknik
siedem uciech głównych
21Prezentacja: Galeria
22Kulturalny maj
Więcej pasażerów – mniej samochodów. Nierealne? Wpiszcie
w wyszukiwarkę hasła „Ahyeon” lub „Cheonggyecheon” i poczytajcie, jak 10-milionowy Seul – symbol ekonomicznego triumfu
Korei Południowej – zamyka przecinające centrum drogi szybkiego ruchu i rewitalizuje przestrzeń po nich, wznawiając bieg
wyschniętych rzek, sadząc drzewa, sprowadzając znów na ten
obszar nieobecne od lat gatunki kwiatów, ptaków czy owadów.
W majowym numerze „What’s Up Magazine” piszemy przede
wszystkim o komunikacji. Uber i rowery – to nasze dwa główne
tematy numeru. Obie oferty są coraz bardziej popularne wśród
pracowników krakowskich korporacji, co nie powinno dziwić, skoro wg badań w te sposoby podróżuje głównie młodsza generacja.
Owocnej lektury.
Redakcja
Let us dwell on the subject of bicycles for a while, much as they
deserve it. In May, we not only share with you some of the most
fascinating stories from cities that have love of bikes written all
over their dna but show you how Kraków’s very own bike culture is increasingly heading towards the much-anticipated and
long-delayed renaissance of the two wheels. Perhaps it’s the
right moment to ask yourself, how many times you have included
cycling or some kind of regular sports activity on your New Year’s
Resolutions list. Do you seriously want to start your working days
this spring by throwing invectives at other drivers stuck in the
very same, wonderfully (ec)static, traffic jam? Like, seriously?
Only a few revolutions happen overnight, but even those leave
early traces of change in the air before they do. For some industries, like the hospitality industry or individual passenger transport, otherwise known as taxis, major change may have come
as a big surprise. The emergence of Airbnb and Uber are already
among the classics of the genre. We talk to Kacper Winiarczyk,
head of Uber in Kraków, to explore trends in disruptive innovation. We also explain how important foreign languages are
for Kraków’s business centres, and which are most in demand.
Finally, we take you to Bielsko-Biała for the exploration of the
unexpected. As to the rest, let us leave it as a surprise, until you
flip through the pages of the brand new edition of our magazine.
And one last thing, in case you insist on sticking to your car this
spring, the only other single that Queen recorded that day in
Montreaux, was Fat Bottomed Girl. 
Łukasz Cioch
temat numeru
Maj 2016
3
Rowerowe
ścieżki kariery
Sanne ma 25 lat, czerwony rower z naklejką „LOVE Amsterdam”,
uwielbia jeździć bulwarem Weesperzijde z widokiem na płynącą
leniwie Amstel. – Zacumowane na rzece barki wyglądają jak na
jakimś romantycznym filmie. To moja stała trasa, ale jeszcze mi
się nie znudziła. Raz pada, raz świeci słońce, zawsze jest przyjemnie. A teraz sorry, musze pędzić do pracy – macha na pożegnanie
i w kilka sekund czerwony rower znika mi z oczu za mostem Nieuwe Amstelbrug. Jeśli dobrze liczę, Sanne dotrze do swojej firmy
za 12 minut. Dystans rowerem zmierzyła w dniu swojej rozmowy
o pracę. Dla każdej Holenderki czy Holendra takie dane mają
zasadnicze znaczenie. W kraju, który nigdy nie zaznał dyktatury,
dyktatura jest jedna: cyklistów!
Amsterdam. To właśnie holenderskie miasto od razu przychodzi
nam na myśl, kiedy rozmawiamy na temat dojazdów rowerem
do pracy. Oczywiście mieszkańcy „kraju wiatraków i tulipanów”
używają roweru niemal przy każdej okazji, ale w aglomeracjach
takich jak amsterdamska to właściwie konieczność. Ceny za parkowanie samochodu są kosmiczne, dostępność miejsc parkingowych mała, jeszcze trudniej o abonamenty i ich przedłużanie. – Co
chwilę coś się zmienia w taryfach, strefach, terminach. Nie jest
łatwo mieć samochód w Amsterdamie. Dlatego ludzie już lata
temu przesiedli się na rowery. Rowerów są tu tysiące i nikogo to
nie dziwi – mówi Wojciech Zipser, konsul honorowy Królestwa
Holandii, amsterdamczyk z wyboru.
Gdzie Rzym, gdzie Krym
Z początkiem XXI wieku rower znów stał się globalnym środkiem
komunikacji. Rowerami pędzą do pracy mieszkańcy chińskich
molochów, do codziennych zajęć mkną nowojorczycy, lokalsi
z Londynu, Madrytu, Rzymu, Seulu, Hongkongu czy Tokio. Przy
stacjach metra miast Skandynawii, Beneluksu czy Niemiec przypi-
fot. Piotr Banasik
Raport „What’s Up Magazine”:
Nieważne, czym jeździsz do
pracy: miejskim, trekkingowym,
szosowym czy górskim. Generalnie powinien to być rower.
na się każdego ranka setki jednośladów. Holenderskie Groningen,
od lat w światowej czołówce miast o najwyższym wskaźniku jakości życia, swą pozycję zawdzięcza m.in. znakomicie rozwiązanej
kwestii transportu rowerowego.
Rower wygrywa z samochodem wszędzie tam, gdzie od korków
pęcznieją miejskie arterie a skomplikowane systemy parkowania
odstraszają zmotoryzowanych (korki w krajach UE pochłaniają
średnio 1 proc. ich PKB). Popularności rowerom dodają też modne, ekologiczne trendy: podróżuje się nim zdrowo, nie emituje
spalin, a coraz bardziej powszechna infrastruktura przyjazna temu
środkowi transportu sprawia, że pokonanie odcinka X staje się łatwiejsze. Choć kwitnie też car-sharing czyli udostępnianie miejsca
w samochodzie ludziom jadącym w tym samym kierunku – rower
wygrywa niezawodnością.
Międzynarodowy – choć zróżnicowany – trend zauważyły też
światowe korporacje. Chcąc kojarzyć się pozytywnie, wspierają
rowerową komunikację. Zamiast setek zaparkowanych pod ich
oknami samochodów wolą mieć skomasowane w określonym
miejscu lekkie i tanie pojazdy, napędzane „siłą mięśni” pracowników. – Żyjemy w epoce oszczędności: miejsca, czasu, energii.
Myślenie o rowerze jako czymś pozytywnym i przyjaznym dla środowiska obserwujemy już od dawna. Miasto, które nie inwestuje
w komunikację tego typu, samo siebie skazuje na wsteczność,
bycie w odwrocie od obowiązujących kierunków, dbałości o ekologię czy pojmowanie się w kategoriach „smart-city” – uważa
Jarosław Makowski, ekspert tematyki miejskiej, obecnie radny
Sejmiku Śląskiego. Sam do pracy również podróżuje rowerem,
głównie po Warszawie, ale i między katowickim Nikiszowcem
a centrum Katowic.
– Rowerem przemieszczam się zupełnie naturalnie, jakby był on
przedłużeniem moich nóg – przyznaje Monika, 32-letnia graficzka
jednej z agencji reklamowych nieopodal Kastanienallee na berlińskim Prenzlauer Berg. Rower wiezie ją na lunch ze znajomymi,
czeka na nią, gdy skończy pracę. – Pracujemy tu w różnym rytmie
i w różnej częstotliwości. Docieranie rowerem do pracy w Berlinie
to od lat powszechne przyzwyczajenie. Podobnie jak w innych
miastach północy Europy, Kopenhadze, Amsterdamie czy Sztokholmie, mało kto przejmuje się zmianami pogody, wiatrem, czy
korkami – zauważa Monika. Dane zebranych przez zespół badaczy
z politechniki w Dreźnie pokazują, że w aglomeracji Berlina aż
52,6 proc. mieszkańców nie posiada samochodu. Nie potrzebują
go więc nie wydają na niego pieniędzy, choć stać ich często na
„nówkę z salonu”. Blisko 13 proc. tras po mieście odbywa się
rowerem (w polskich miastach średnio osiem razy mniej), a 60
proc. – pieszo lub miejską komunikacją. Co ciekawe, mało kto
wypożycza rower bo niemal każdy dysponuje swoim własnym.
Nic dziwnego, z powodu rozszerzanej wciąż strefy ograniczonej emisji wewnątrz “ringu” rysowanego na mapie trasą kolejki
S-Bahn, wjazd samochodem do centrum jest coraz trudniejszy.
Bicycle: made in KRK
Trudno nie zauważyć, że również i Kraków, obecnie jeden z najgorętszych adresów na biznesowej mapie Europy, to już miasto
rowerowe pełną gębą. – Faktycznie, jest znacznie lepiej niż kiedyś. Więcej rowerów, rowerzystów, ścieżek. Wystarczy spojrzeć
ciąg dalszy na str. 4
4
temat numeru
www.whatsupmagazine.pl
na krakowskie knajpy, w sezonie wręcz oblężone rowerami. Choć
nadal chciałoby się ulepszać – ocenia Marcin Hyła, prezes stowarzyszenia „Miasta dla rowerów”. Od lat walczy o przychylne
spojrzenie decydentów Krakowa na tę kwestię.
Czym innym jednak coraz dłuższa sieć ścieżek rowerowych, czym
innym problemy z popularnymi na całym świecie miejskimi rowerami. Po niemal roku wybrano ofertę warszawskiej firmy BikeU
z Warszawy, która dostarczy Krakowowi do wiosny 2017 półtora
tysiąca miejskich rowerów. System ma być utrzymany i rozwijany
wyłącznie w oparciu o odpłatne wypożyczenia, miasto Kraków
ma dotować rower symboliczną wręcz kwotą 1zł miesięcznie za
pojazd. BikeU reklamuje swe rowery jako wytrzymałe i wygodne,
z wyprostowaną pozycją podczas jazdy, bez brudzącego nogawki
łańcucha (fabrycznie wyposażone w tzw. wał cardana), za to
z m.in. stalowym koszykiem, komputerem pokładowym, GPS
oraz oświetleniem LED.
Lukę w miejskim systemie próbuje zalepić amerykański startup
Social Bicycles. Od sierpnia zeszłego roku ruszyli z niewielkim,
liczącym 40 rowerów, programem w Europie. Przygotowując
ekspansję na europejski kontynent zainstalowali się na krakowskim Zabłociu w starej fabryce kabli. – W pierwszej fazie
zdecydowaliśmy się objąć naszym programem tylko i wyłącznie
Zabłocie, bo właśnie tutaj zlokalizowano kilkanaście startupów
podobnej wielkości. Na Zabłociu spędzamy najwięcej czasu,
a właśnie ta część miasta została pominięta podczas rozbudowy systemu KMKBike: najbliższa stacja znajduje się na placu
Bohaterów Getta. Chcemy, aby rowery
te służyły pracownikom oraz mieszkańcom, przyspieszając oraz usprawniając
Ostatnimi czasy zauważam wiele pozydojazd na Stare Podgórze, Kazimierz
tywnych przykładów. Dokładnie obejczy Rynek – rekomendują swój skromny jak na razie pomysł przedstawiciele
rzałem np. otoczenie biurowca Vinci
Social Bicycles. Poza siecią miejskich
i muszę pochwalić zastosowane tam rozrowerów pracują też nad aplikacją Sowiązania. Choć najbardziej pochwaliłcial Cyclist, która ma integrować oferty
city­bike’ów oraz zgłaszać zapotrzebobym tych, którzy wsiadają codziennie na
wanie na nie użytkowników. Grupa
siodełka i pedałują do pracy
docelowa rośnie: coraz więcej osób
dojeżdża do pracy właśnie na rowerze.
Marcin Hyła,
Rowerem przed biurko
– Rower w Krakowie może nie jest tak
jeszcze popularny jak w miastach Holandii, ale z roku na rok liczba
jeżdżących nim do pracy wzrasta – nie ma wątpliwości Beata,
29-letnia analityczka zatrudniona w Arvato, w budynku Quattro
Business Park przy ulicy Bora Komorowskiego. Zmęczona ciągłym
staniem w korkach autobusów linii 501, zdecydowała się zeszłej
wiosny zmienić środek lokomocji. Nie żałuje. Wraz z niemal setką
aktywnych rowerzystów zostawia swoją „gazelę” przy specjalnych stojakach na wewnętrznym dziedzińcu Quattro B.
Outsourcingowa branża, która zatrudnia w Krakowie rekordową
już liczbę ponad 50 tys. osób, nie pozostaje obojętna na rowerowe
trendy. O tym, jak ważny to temat, świadczą ruchy aktywnych na
małopolskim rynku deweloperów, którzy istniejące już biurowce
dostosowują do potrzeb podróżujących rowerami, a te budowane
czy dopiero projektowane na start wyposażają w rowerownie,
specjalne parkingi lub inną niezbędną infrastrukturę.
– W Porto Office zadbamy o ekologiczne formy transportu,
w pierwszej kolejności o rowerzystów. Do planowanego kom-
prezes stowarzyszenia
„Miasta dla rowerów”
pleksu poprowadzą ścieżki rowerowe, zaś w budynku znajdą się
szatnie z prysznicami dla miłośników dwóch kółek – zapowiada
Maja Stella-Sawicka, Sales & Marketing Manager głównego inwestora Porto Office, biurowców na Dębnikach, których budowa
zakończy się w 2017 roku. Wg wizji projektantów dotarcie do
biurowców w tej okolicy będzie łatwe – tuż obok płynie Wisła,
z nabrzeżem z nieźle rozwiniętą siecią ścieżek rowerowych. Do
swojego boksu będzie można więc trafiać nadrzecznym szlakiem,
prowadzącym nieprzerwanie aż z Zabłocia i Dąbia, poprzez Kazimierz z Podgórzem i wreszcie Salwator.
W podobnych kategoriach myśli też projektant największego
budowanego obecnie kompleksu biurowego w Krakowie, Hive
Five, jaki przy ulicy Pawiej, w sąsiedztwie Galerii Krakowskiej
powstaje siłami Skanska. – Bardzo wiele osób będzie docierać tu
na rowerach. Mocno promujemy ten środek transportu, instalując
specjalne zatoczki dla rowerów i szatnie dla rowerzystów. Ma
to też związek z filozofią firmy Skanska, aby również w okolicy
naszych budynków ludzie funkcjonowali zgodnie z ekologicznymi
rozwiązaniami – powtarza Arkadiusz Rudzki, dyrektor zarządzający Skanska Poland Property. Zaznacza też, że rowerowa komunikacja do biurowców to przyszłość i warto już teraz prognozować
współpracę w tym temacie między zatrudnionymi a zarządcami.
Wygląda więc na to, że coraz częściej będziemy spotykać się
w mieście z kompleksami biurowymi, gdzie komunikacja rowerowowa i inne formy dojazdu, traktowane będą priorytetowo.
fot. Piotr Banasik
dokończenie ze str. 3
Dobre smarowanie
W ślad (a może „jednoślad”) za deweloperami idą firmy, m.in.
State Street zatrudniająca w Krakowie około 2 i pół tysiąca pracowników, nie tylko w Bonarce, ale i przy Galerii Kazimierz czy
ul. Armii Krajowej. Kilkuset z nich to regularni cykliści.
– Nasza strategia zakłada dbałość o zachowanie work-life balance
wśród naszych pracowników. W firmie funkcjonuje cały program
prozdrowotnych działań, w którym rowery odgrywają zasadniczą
rolę. Dysponujemy parkingami na 250 miejsc, kilkoma szatniami,
11 prysznicami dla rowerzystów. Pracownik może przyjechać,
zaparkować, umyć się, przebrać i w ciągu kilku minut być na
miejscu pracy. Aktualnie wprowadzamy system udogodnień dla
dojeżdżających rowerami, m.in. peleryny od deszczu, czy światła do wypożyczenia, jeśli akurat pogoda będzie dla nich mało
łaskawa – wylicza Renata Szostak, dyrektor personalna w State
Street Bank Polska.
Zdaniem Szostak tego typu inicjatywy są bardzo dobrze odbierane wśród pracowników. – Chcemy zaszczepiać w nich tę kulturę,
organizując m.in. weekly challenge, czyli umówione wcześniej
tygodniowe akcje poświęcone danemu zagadnieniu. Lokalne zespoły inicjują temat, ochotnicy dołączają się i rozpoczyna się np.
tydzień bez kawy, tydzień bez soli czy bez cukru. Największą jak
dotąd popularnością cieszył się tydzień z rowerem, podczas które-
go uczestnicy łącznie przejechali 780 kilometrów. Bezsprzecznie,
wśród naszych pracowników (średnia wieku 28 lat) silną motywację
do zmiany środka transportu na rower stanowi czystsze powietrze
i walka z krakowskim smogiem – podkreśla Szostak.
Dobrą zmianę w temacie „rowery w firmach” widać też po innych
krakowskich centrach usług. Specjalne zatoczki parkingowe powstały już przy wielu lokalizacjach na biznesowej mapie miasta.
– Ostatnimi czasy zauważam wiele pozytywnych przykładów. Dokładnie obejrzałem np. otoczenie biurowca Vinci i muszę pochwalić zastosowane tam rozwiązania. Choć najbardziej pochwaliłbym
tych, którzy wsiadają codziennie na siodełka i pedałują do pracy.
Widok morza rowerów robi wrażenie – nie ma wątpliwości Hyła.
Koniec z przypinaniem rowerów do latarni, ogrodzeń czy znaków
drogowych. Na cyklistów czekają więc stojaki, specjalne wiaty,
a nawet zamykane pomieszczenia. Zdarza się, że z podstawowym
wyposażeniem, jak pompki, smary, zestaw kluczy do regulacji
siodełek czy kierownicy.
Bulą bez bólu
Ale czy rowerowe udogodnienia to jedyne, co firmy mogą zrobić
dla swych pracowników? Oprócz treningów dla cyklistów, jakie
organizują dostępne na benefitowe karty kluby fitness oraz nagradzania rowerami w wewnętrznych konkursach dla załogi (są
takie przypadki!) pracodawcy raczej odpowiadają na zgłaszane
coraz częściej potrzeby rowerzystów, niż kreują prorowerowe
rozwiązania na zapas.
Choć są i przyszłościowe wyjątki. Innowacyjnie do tematu dojazdów na rowerze podchodzi m.in. obecna w Krakowie amerykańska firma PerkinElmer, jeden ze światowych liderów w produkcji
zaawansowanej aparatury diagnostycznej i laboratoryjnej. W Krakowie pracuje w modelu SSC na Europę, a pracownikom postanowiła... płacić za przemierzane kolarzówką czy „góralem” dystanse.
– Wypłacamy kwartalne premie za tego typu dojazdy. Zgodnie
z ideałami, jakie przyświecają naszej marce, chcemy, aby pracownicy czuli się tym dodatkowo i wymiernie zmotywowani – mówi
Aleksandra Karwat, HR Specialist PerkinElmer. Podaje wskaźniki:
45 groszy/km rozliczany jako 35 groszy do kieszeni pracownika
i 10 groszy dla organizacji charytatywnych. Tym samym, pedałując
do pracy, nie tylko nabijamy własny portfel, ale przy okazji pomagamy najbardziej potrzebującym. Załóżmy, że dystans z domu do
pracy w obie strony to 10 km, a dni w miesiącu, jakie podlegają
rozliczeniu jest 20. – Opłaca się. Przy takich parametrach można
dorobić do pensji 70 zł na miesiąc czyli 840 zł rocznie. Dodatkowym bonusem jest przekazanie przez firmę fundusze na cele
charytatywne. W tym roku z zebranej kwoty zamierzamy kupić
cztery rowery dla jednego z krakowskich domów dziecka – zaznacza Aleksandra Karwat.
Jak działa system? Przejazdy rejestrowane są w oparciu o zaufanie do pracowników. Każdy uczestnik codziennie deklaruje, czy
przyjechał do pracy rowerem, wypełniając dostępną dla wszystkich tabelkę. Pod koniec miesiąca wszystko jest zliczane. Jak
program przyjął się wśród zatrudnionych w PerkinElmer? – 67
uczestników (spośród 250 zatrudnionych) przejechało dystans
odpowiadający długości pół okrążenia wokół Ziemi w trakcie
pierwszego kwartału działania programu. Łącznie 20 tys. km na
trasie pomiędzy domem a biurem PerkinElmer, natomiast średnio
uczestnik programu przejechał 103 km miesięcznie.
Według danych PerkinElmer, po pierwszym kwartale działania
programu wypłacono pracownikom dojeżdżającym do pracy na
rowerze 7 272 zł, średnio po 115 zł dla każdego. Rekordzista zgarnął
428 złotych.
temat numeru
5
Firmy tak, miasto mniej
rowców – ocenia Hyła. Wyniki referendum przeprowadzonego
Inny, choć również odczuwalny finansowo bonus dla zatrudniowśród mieszkańców miasta w maju 2014 roku wskazały, że kranych cyklistów, proponuje Gamedesire, obecna w Krakowie już od
kowianie jednoznacznie opowiedzieli się za powstawaniem dróg
2004 roku firma zajmująca się produkcją mobilnych i przeglądarrowerowych. Kraków podpisał również tzw. Kartę Brukselską,
kowych gier społecznościowych typu free-to-play umieszczanych
tym samym zobowiązał się do podniesienia udziału rowerzystów
m.in. na portalach społecznościowych, takich jak np. Facebook
w ruchu drogowym do 15 proc. i to już do 2020 roku.
czy Odnoklassniki – rosyjskiej wersji Nk.pl. – W naszym biurze
przy ul. Pilotów zatrudniamy sto osób: programistów, grafików,
dizajnerów, z których między 20 a 30 proc. zjawia się do pracy
Jadą zmiany
po pokonaniu kilku kilometrów na dwóch kółkach. Nie chcemy
Czy korporacyjny Kraków za kilka lat masowo przesiądzie się na
dokładać cegiełki do coraz bardziej zanieczyszczonego powietrza,
rowery? Z pewnością będzie tu bardziej „bicyklowo” niż w innych
więc mocno propagujemy ten model wśród naszych ludzi. Sysregionach kraju. To światowy trend. W ciągu ostatnich 10 lat
tem jest prosty: za ekologiczny dojazd płacimy trzy złote netto
w samym tylko Londynie odsetek pracowników korzystających
z roweru jako podstawowego środka komunikacji zwiększył się
dziennie rozliczane kwartalnie – opowiada Marta Matyjewicz,
PR specialist Gamedesire.
o 144 proc. Wg danych fundacji Allegro All For Planet, która przeCoraz więcej firm w Krakowie chce iść śladem Gamedesire
analizowała aktywność 100 tys. użytkowników aplikacji mobilnej
i PerkinElmer. 230 osób zatrudnionych w zajmującej się m.in.
„Kręć Kilometry”, przeciętny Polak używa roweru głównie dla
infrastrukturą kolejową, systemami metra oraz podzespołami
rekreacji (80 proc.), ew. dla sportu i zdrowia (30 proc.). Około 25
proc. porusza się nim codziennie po mieście i dojeżdża do pracy.
dla samolotów firmie EC Engineering przy ul. Opolskiej ma do
wyboru: albo przybywać do pracy samochodem czy MPK, albo
Statystyczny dystans podróży to 8 km, co zajmuje nam średnio 38
dostawać gratyfikację za rower. Tu przelicznik jest jeszcze lepszy:
minut. Mężczyźni jeżdżą częściej, kobiety specjalizują się w krót50 groszy za kilometr. Na przykładzie EC Engineering widać, że
szych o 19% trasach. To również sport dla młodych: mniej niż 45
lat ma ponad 8 na 10 rowerzystów.
tego typu bonusy są w stanie zainteresować nawet potencjalnych
A może za wsparciem alternatywnych wobec samochodów rozcyklistów. W 2013 roku z rowerowych dopłat skorzystały 24 osoby, rok później już 50, a liczba sukcesywnie rośnie. Co ciekawe,
wiązań komunikacyjnych stoi jedynie troska o pracowników i śrofirma przez pewien moment
dowisko? Okazuje się, że skopłaciła pracownikom nawet Czy korporacyjny Kraków za
rzystać (również finansowo)
za... piesze wędrówki do pramogą wszyscy. Wzór idzie z sakilka lat masowo przesiądzie się mej góry: znany z zamiłowacy, ale ostatecznie program
zawieszono, bo zdecydowa- na rowery? Z pewnością będzie
nia do bicyklów wicepremier
ło się na niego raptem kilka
australijskiego rządu Anthony
tu
bardziej
„bicyklowo”
niż
w
inosób.
Albanese przedstawił w 2013
Marcin Hyła z organizacji nych regionach kraju
roku obliczenia specjalnego
„Miasta dla rowerów” chwali
zespołu. Wynika z nich, że gotego typu inicjatywy: – W oczywisty sposób propaguje to rower
spodarka Australii zarabia 21 dolarów na trwającej 20 minut przejako tani, bezpieczny i ekologiczny środek transportu – cieszy się
jażdżce podróży rowerem do pracy i z powrotem. Odpowiedzialny
w rozmowie z „What’s Up Magazine”. Zauważa jednak, że coraz
za transport minister rządu Francji proponuje, aby wszystkim
więcej zmian wprowadzanych w Krakowie przez przedsiębiorstwa
cyklistom płacić aż 5 eurocentów za kilometr (choć Francuzów
może być osamotnionymi wyspami we wciąż nie dość rozwiniędo rowerów przekonywać nie trzeba – to jeden z najbardziej
tym systemie ścieżek: – Centrum jest już w porządku, wiele oko„rozjeżdżonych” europejskich narodów). Na jednośladach mkną
też do pracy ministrowie rządu Kanady, a wspomniana Australia
licznych dzielnic czy rejon Wisły również. Ale np. dojazd miejskimi
szlakami do Bonarki to już skomplikowana sprawa. Generalnie
przyłączyła się do globalnego ruchu Dzień Dojazdu do Pracy
południowe rejony miasta, ulice Wielicka czy Zakopiańska, to
Rowerem (Cycle 2 Work Day). Świętują wszyscy. I ci na rowerach
nadal białe plamy na rowerowej mapie miasta. Nie lepiej jest
miejskich, i ci na trekkingowych, na górskich, szosowych, a nawet
na północy, gdzie przecież wybudowano całe konstelacje biuretro. Bo choć pocieszne welocypedy wyszły dawno z użycia,
w temacie projektowania rowerów wcale nie czekamy na rewolucyjne innowacje. Bo i po co – rower to przede wszystkim dwa
koła. I jako takie mają po prostu ułatwić nam życie.
Rafał Romanowski
fot. Piotr Banasik
Maj 2016
6
rozmowa numeru
www.whatsupmagazine.pl
Pick
me
Najpierw wjechały auta, a później cały biznes z San Francisco. Uber – największy startup świata – otwiera w Krakowie swoje centrum usług. O tym, jak wyprowadzać
stąd swoje biznesowe ciosy, mówi Kacper Winiarczyk –
dyrektor operacyjny Uber Polska.
RAFAŁ ROMANOWSKI: Na smartfonie wyglądają jak małe,
ruchliwe żuczki.
kacper winiarczyk: Wszystkich nie widać. Włączając aplikację, nie trzeba zresztą widzieć wszystkich samochodów Ubera
w mieście. Zbyt wiele danych niepotrzebnie zapchałoby smartfon. Wystarczą te najbliżej.
Ile krąży teraz w okolicy Browaru Lubicz?
Kilka. Tamten się właśnie oddala, ale ten jest coraz bliżej. A ten
przystanął na chwilę na Pawiej, pod Galerią Krakowską. Klikasz
i któryś z nich dostanie zaraz zgłoszenie. Dojedzie tu w kilka minut.
Wsiadam, jadę, wysiadam. Kasę ściągacie mi automatycznie
z karty. Wcześniej wiem, ile zapłacę, jaką trasą pojedziemy,
jak nazywa się kierowca, jak oceniają go pasażerowie.
Wszystko wiesz. Ale przede wszystkim uczestniczysz w epokowej
zmianie. Promujesz efektywną, ekologiczną, sprawnie planowaną
logistycznie usługę. Pomysł zrodził się w 2009 roku w San Francisco w głowach dwójki młodych ludzi – Garretta Campa i Travisa
Kalanicka. Polegał na kojarzeniu kierowców z pasażerami za pomocą mobilnej aplikacji przy wykorzystaniu – z początku – kilku
samochodów. Ewoluował bardzo szybko, teraz usługę zamawiają
przez kliknięcie miliony użytkowników.
Nie wierzę w bajki. Chociaż od dawna wiem, że nie w bajce,
a w realu Uber nazywa się największym startupem świata.
I realnie wycenia się na ponad 60 mld dolarów. Powiedz mi
coś o waszych długofalowych celach.
To nie bajka. Długofalowy cel Ubera to więcej ludzi w mniejszej
liczbie samochodów, czyli optymalne wykorzystanie zaplanowanego w nich miejsca. Projektanci samochodowi obliczają pojemność aut na 4–5 osób, natomiast przeważająca liczba kierowców
w podróż zabiera się sama lub tylko z jednym pasażerem. Do tego jazdę samochodem pojmujemy jak podróż prywatnym sanktuarium, gdzie nie powinniśmy nikogo wpuszczać. Tymczasem
pojawia się Uber a wraz z nim myślenie: może przewieźć albo
podwieźć kogoś i jeszcze na tym zarobić.
Nie musimy. Uber to hasło-klucz do całej palety usług. Początkowy pomysł ewoluował już w tyle kierunków, że trudno jednoznacznie stwierdzić, czym jest obecnie. Na pewno podstawą jest
przemieszczanie się, kontaktowanie się z sobą w celu przemieszczania, przewozu, transportu. W skali globalnej, wszędzie tam,
gdzie jest na to zapotrzebowanie.
Rozróżnijmy: samochód z kierowcą wzywany smartfonem pod
konkretny adres to UberPOP. Kierowca podwożący jadących
w tym samym kierunku pasażerów to UberPOOL. Ale odmian
produktu pod nazwą Uber jest mnóstwo: UberLUX, UberSUV,
UberBLACK, UberFAMILY...
Kreatywność nie zna granic. Hitem w wielu miastach okazuje się
np. UberEATS czyli ciepły lunch w 5 minut za pomocą jednego
A cele te najbliższe, krótkofalowe?
kliknięcia w ekran smartfona. I to w dwóch odmianach: pierwPopularyzacja Ubera jako oferty uzupełniającej dotychczasowe
sza to rozwożenie ciepłego jedzenia, przygotowanego wcześniej,
metody komunikacji. Usprawnienie sposobu korzystania z usługi,
w godzinach pracy odbiorców, druga to dowóz na jednorazowe
aby jazda samochodem była jak najszybsza i jak najtańsza. Techzamówienie klienta. W drugim przypadku – co oczywiste – trzenologiczna ewolucja aplikacji w celu jej powszechnej dostępności.
ba poczekać, aż restauracja przygotuje posiłek. Uber dowozi też
Wreszcie: zmiana myślenia o samochodzie jako niezbędnym akcepaczki. Dzięki temu zwiększamy szansę na zarobek naszych kiesorium naszego gospodarstwa domowego. Wg badań samochód
rowców. Dostarczamy paczki głównie wtedy, gdy ludzie siedzą
to druga najdroższa rzecz, jaką posiadamy.
w pracy lub w domu. W godzinach szczytu przeważnie ograniczamy dostawy, bo po pierwsze jest zbyt duży ruch uliczny i mogą
Na razie kojarzycie się ludziom głównie z hasłem „nielegalpojawić się opóźnienia, a po drugie
ne taksówki”. I z wojną, jaką
ludzie wtedy wolą szybko dojechać
wypowiadają Wam w różnych
jazdę samochodem pojmuz miejsca na miejsce. O paczkach
miastach świata tradycyjni
jemy jak podróż prywatnym nie myślą.
taksówkarze. Przed chwilą
oglądałem w Al-Jazeera prosanktuarium, gdzie nie poNajważniejsza jest logistyka.
testy w Chile, płonące opony,
Dlatego tak mocno stawiacie na
winniśmy
nikogo
wpuszpełne przemocy hasła...
niezawodne technologie i innoPo pierwsze: Uber to nie takczać. Tymczasem pojawia się wacyjne narzędzia w komunikacji.
sówki. Po drugie: działamy całUber, a wraz z nim myślenie: Również tym będzie zajmować się
kowicie legalnie. Po trzecie: te150-osobowy zespół w Krakowie.
go typu oferta z początku może
może przewieźć albo podTak, nad logistyką pracujemy rówwzbudzać emocje. Ludzie nie są
wieźć
kogoś
i jeszcze
na
tym
nie mocno jak nad technologią. Im
przyzwyczajeni, operują stereosprawniej to wszystko działa i jest
typami, obawiają się nowości.
zarobić
bardziej dostępne, tym bardziej
Tymczasem – przyznasz – to
wszyscy są zadowoleni. Przede
Uber jest bardziej logiczny, oczywisty i bardziej oszczędny, niż
wszystkim
z powodu
ceny:
masz sprawnie działający system,
wożenie powietrza.
możesz poszukać oszczędności. A to przekłada się na korzyści
Staramy się przekonać użytkowników, że w dobie globalnego
dla pasażera: wybiera nas, bo płaci mniej. Poza tym samochód
dostępu do Internetu i wszechobecnych smartfonów z aplikacjapodjeżdża do klienta bardzo szybko. W Krakowie poniżej 5 mimi pojawienie się takiego rozwiązania jak Uber jest dość oczynut. I tym różnimy się od wielu innych ofert na rynku. Klient ma
wiste. Ciągle testujemy rozmaite rozwiązania, wprowadzamy
pełną kontrolę nad tym, gdzie aktualnie znajduje się pojazd, do
nowe usługi, zastanawiamy się nad kierunkami rozwoju. Uber
którego chce wsiąść, albo którym się porusza.
to przyszłość, a jako taki nie może mieć jeszcze sztywno zarysowanych definicji.
Amorficzna struktura, hybryda dotychczasowych rozwiązań,
platforma wymiany usług przewozowych? Jakoś musicie się
definiować.
rozmowa numeru
Maj 2016
Marzeniem byłoby, aby z ulic Krakowa zniknęły wielokilometrowe zatory. Ostatnio jest z tym spory problem, bo ekipy
budujące estakadę kolejową nad ulicą Wielicką paraliżują
codziennie ruch uliczny na dużym obszarze miasta. Aby choć
trochę rozładować korki, ZIKiT zdecydował o podzieleniu
strategicznych arterii w okolicy na pasy dla samochodów
i komunikacji miejskiej. Tymi drugimi mogą też poruszać się
samochody z więcej niż dwoma pasażerami. Idealnie pod
UberPOOL.
Tak, to rozwiązanie wręcz skrojone na przyszłość pod nas
(śmiech). Ale takie pomysły to nie tylko domena Krakowa, tak
stara się postępować wiele miast w Azji czy po obu stronach
Atlantyku. Trend na teraz to ograniczanie ruchu pojazdów w centrach miast, np. poprzez zakazy wjazdu dla pojazdów emitujących spaliny powyżej jakiegoś ustalonego poziomu, albo system
specjalnych opłat uzależnionych o ilości spalin, jak w Londynie,
albo opłaty za wjazd niezależnie jakim autem. Generalnie niemal
wszędzie obserwujemy chęć zmniejszenia ruchu samochodowego na ulicach.
W dobie drogich parkingów nie każdemu opłaca się postawić
samochód i pójść na osiem godzin do pracy.
Ludzie coraz bardziej rozumieją, że przyjemność posiadania samochodu pochłania zbyt wiele pieniędzy. Dlatego też z rozwoju
Ubera niekoniecznie są zadowoleni producenci samochodów.
Muszą liczyć się z rosnącą na całym świecie grupą zwolenników
ograniczenia liczby aut bądź ich wykorzystania w bardziej efektywny sposób. Wiesz ile czasu w skali roku wykorzystuje swój
samochód przeciętny mieszkaniec Ziemi?
Nie mam pojęcia. Piętnaście procent tego czasu?
Cztery! To tylko pół miesiąca rocznie. Rośnie świadomość, że
wykorzystujemy auto w znikomym stopniu. Jeśli rano użyję go,
aby dojechać pół godziny do pracy w centrum, a wieczorem od-
procesów zbiorczo, np. kwestie prawne, finansowe, technologiczne. W codziennym działaniu dysponujemy mocno lokalnymi
zespołami, które starają się pracować tak, aby usługa była tam
potrzebna i zauważana.
Miasta przyszłości, specyfika miast. Weźmy taki Stambuł…
W Stambule obie części miasta – azjatycką i europejską – dzieli
cieśnina Bosfor. Więc mamy tam UberBOATS, które wozi pasawiedzę market w drodze do domu, przez pozostały czas stoi ono
żerów łódkami. A helikoptery uruchamiamy doraźnie w różnych
puste i zimne, generując niepotrzebne koszty.
częściach świata, według potrzeb. Taka usługa zaczyna być coraz
Jak samolot, który – zamiast wozić pasażerów od rana do nocy
bardziej popularna w bogatym Dubaju, gdzie rezyduje sporo biz– stoi bezczynnie na płycie lotniska, czekając na upragniony
nesmenów latających ze spotkania na spotkanie. Ale też wśród
lot. Każdy prezes linii lotniczej i jej dyrektor finansowy wiedzą,
publiczności festiwalu filmowego Sundance w Stanach Zjednoże samolot zarabia, kiedy lata, a kiedy stoi – tylko kosztuje.
czonych. Kiedy zaczyna się odliczanie do festiwalu, nasze heliDokładnie tak. Więc ludzie zaczynają kalkulować: trzeba płacić
koptery zapuszczają silniki, kiedy festiwal się kończy – maszyny
za zakup auta, paliwo, ubezpieczenie, parkowanie, naprawy,
rozwożą uczestników po konkretnych lotniskach. Okresowo funkamortyzację. I dochodzą do wniosku, że to zbyt droga fanabecjonuje to również w okolicach Nowego Jorku, np. gdy zaczyna
ria. Właśnie dla takich osób robimy ten biznes. I bardzo mocno
się i kończy sezon urlopowy w Hamptons, znanym z modnych
zależy nam na masowym obrocie, bo Uber odnosi sukces wtedy,
domów letniskowych dla elit z Manhattanu. Zamiast tkwić w korgdy jest nas dużo.
kach – latają z nami. Na razie jedynym miejscem, gdzie helikoptery pod szyldem Ubera oferują stały
Im więcej kierowców, tym
serwis, jest Republika Południowej
rośnie świadomość, że wywiększe pokrycie usługą,
Afryki, a dokładnie Kapsztad.
a co za tym idzie – dostępkorzystujemy auto w zniność dla pasażerów. Dobrze
Tam z kolei mieszka sporo farmekomym stopniu. Jeśli rano
myślę?
rów i właścicieli winnic. Winogroużyję go, aby dojechać pół
Mógłbyś pracować u nas
na dojrzewają często w trudno do(śmiech). Żeby jeździć z Uber,
stępnych górach.
godziny do pracy w centrzeba spełnić jednak wymaWłaśnie. Ale w ogóle w RPA działa
trum, a wieczorem odwiedzę
gania wobec kierowców, które
też prężnie normalny UberPOP drostawia nasza platforma. One
gowy. Mieszkańcy tego kraju lubią
market w drodze do domu,
są efektem standardów, jakie
sobie wypić, coraz częściej na rozprzez pozostały czas stoi
wypracowaliśmy na świecie.
maite towarzyskie okazje zamawiają
Karalność, historia mandatów,
naszych kierowców.
ono pustE i zimnE, generując
stan pojazdu czy konieczność
niepotrzebne koszty
Na mapie waszej ekspansji są naposiadania działalności gowet kraje takie jak Tajlandia i Indospodarczej. Nasi partnerzy
nezja. Jeździłem sporo po Azji i dziwi mnie, jak można zamóna to nie narzekają. Pamiętajmy, że nasza firma nie inwestuje
wić uberowego tuk-tuka w Bangkoku czy skuter w Dżakarcie,
w środki trwałe, np. w zakup pojazdów, ale w tworzenie różnych
skoro i tak każdy wolny kierowca zatrzyma się tam na żądanie?
innowacyjnych rozwiązań. I znów nic zaskakującego: na pierwNie wiem, czy będzie sens ulepszać system np. w Colombo na
szym miejscu jest klient.
Sri Lance, gdzie za grosze i co pięć sekund możesz mieć ofertę
Wszystko pięknie ale słyszę o mocarstwowych planach
jazdy na drugi koniec wyspy.
i brzmiących dość kosmicznie usługach. Choćby serwisie heA widzisz. Jednak w Azji znajdują się na to klienci. W tej kulturze
likopterowym UberCHOPPER.
chodzi o podwożenie za drobną opłatą, ale zdarzają się też kursy
Musze tu podkreślić jedną rzecz: Uber, choć jest platformą glodłuższe czy nietypowe. Wszędzie tam musimy się dostosować.
balną, na każdym rynku działa samodzielnie. Adaptuje się do
Ciekawym miejscem na ekspansję jest też Rosja, Ukraina, gewarunków na miejscu zgodnie z zasadą „każde miasto to osobna
neralnie cały obszar postsowiecki, gdzie funkcjonuje instytucja
firma”. Nie mamy jednej czy trzech central na świat. Oczywiście
busa-marszrutki. Uber pomaga szybciej zebrać pasażerów danej
inwestujemy w centra takie jak Kraków, ale obsługują one wiele
marszrutce albo wezwać ją do klienta, gdy ta bezczynnie oczekuje
za rogiem. Na dotychczasowy system nakładamy naszą technologię i sprawdzamy, jak to działa.
W Chinach nie działa.
Działa, ale w sposób daleki od ideału. Nadal nie zarabiamy na
Chinach, mimo naprawdę dużych inwestycji. Mamy mocnych
przeciwników w postaci kopiujących rozwiązania Ubera chińskich
firm, które należą do tamtejszych gigantów internetowych – Alibaby (odpowiednika naszego Amazona) oraz Tencent (chińskiej
wersji komunikatora internetowego typu WhatsApp czy Signal
w połączeniu z rozmaitymi usługami sieciowymi). My dogadaliśmy się z trzecim największym gigantem z Chin – wyszukiwarką
Baidu, która skutecznie wygrywa tam z globalnym w naszym
mniemaniu Google. Tamten rynek jest szalenie istotny. Oczywiście chodzi o skalę działania, czyli ofertę w 50 miastach powyżej
10 mln mieszkańców.
Kacper Winiarczyk, dyrektor
operacyjny Uber Polska
Czy wasze wyniki w którymś miejscu świata są dla was zaskoczeniem? Zarabiacie za mało lub zbyt wiele, albo napotykacie
na kuriozalne przeszkody?
Biznes robimy dzięki wielkości obrotów, dzięki czemu konkurujemy cenami. Dlatego więc sporym zaskoczeniem są dla nas
kraje typu Norwegia, gdzie ludzie zarabiają tak dużo, że mało
kogo ekscytuje nasza działalność. Norwescy kierowcy nie mają
impulsu, żeby zarabiać więcej, więc nie są nami specjalnie zainciąg dalszy na str. 8
fot. Piotr Banasik
Ideałem, do którego dążycie w przyszłości jest jednak UberPOOL, czyli odcinkowo łączony przejazd, gdzie w samochodzie znajduje się kilka osób jadących w tym samym kierunku.
One wsiadają i wysiadają, kierowca dociera na miejsce niemal równie szybko, co jadąc sam. Czytam bloga kojarzonego
z Financial Times, gdzie autor weryfikuje ofertę „na gorąco”,
orzekając, że dystans z lotniska JFK w Nowym Jorku do manhattańskiego Midtown zamiast 37 dolarów kosztuje go 19.
A w San Francisco łapie się na specjalną promocję z innymi
pasażerami, dzięki czemu przejeżdża pół miasta za kilka dolców. To oferta dla otwartych ludzi: wsiadasz z nieznajomymi,
ale kto wie, może wysiądziesz ze znajomym, wymienisz się
poglądami na świat, wizytówkami...
Dokładnie. To ten kierunek. Usługę rozwijamy coraz mocniej m.in.
w USA, Londynie czy Paryżu, w przyszłości chcemy też w Polsce.
Spróbujmy jednak przeskalować to na Kraków. Jeśli do kierowców, którzy jeżdżą po Krakowie samodzielnie, dodamy drugą,
trzecią, czwartą osobę w aucie, okaże się, że po ulicach porusza
się o połowę mniej pojazdów. W tej wizji z miasta znikają korki,
jest mniej spalin, a system świetnie uzupełnia się z ekologiczną
komunikacją miejską. Marzenie.
7
8
rozmowa numeru
www.whatsupmagazine.pl
hr pod lupą testu
hne Arbeit
kein erfolg
Wszyscy kochają romantyczny francuski, melodyjny hiszpański
czy zabawnie brzmiący czeski. Ale to twardy, kanciasty, brzmiący jak rozkazy niemiecki jest drugim, po oczywistym angielskim, językiem, którym posługują się pracownicy korporacji.
Tylko dziś na stronie pracuj.pl możemy znaleźć prawie cztery
tysiące ogłoszeń dla osób potrafiących „szprechać”. Jak twierdzi
Marcin Sojka, Senior Business Development Manager w Advisory
Group TEST Human Resources, korporacje mają więcej wakatów
dla osób znających niemiecki, niż obecnie dostępnych jest kandydatów na rynku pracy. Jeśli więc znasz język na poziomie B2/C1
i masz minimum roczne doświadczenie, zatrudnienie znajdziesz
bez trudu.
W latach 90. popularny niemiecki komik Harald Schmidt powiedział słynne do dziś zdanie „jedź do Polski, twój samochód już
tam jest”. Z tą niemiłą łatką udało się wygrać, bo dziś niemieckie
koncerny powierzają Polakom nie tylko swoje samochody, ale
i samoloty. Niedawno w krakowskiej Bonarce Lufthansa otworzyła jeden z największych swoich oddziałów poza Niemcami.
A to przecież dopiero jedna z niemieckich firm, które tu realizują
poszczególne swoje procesy. Inne korporacje tworzą w Krakowie
zespoły zajmujące się klientem niemieckojęzycznym. Do Cap-
gemini dzwonią Niemcy, którzy mają problem ze sprzętem IT,
w Shellu rozliczają swoje faktury, a w Sappi załatwiają dostawy
wysokiej jakości papieru.
Polscy specjaliści pracują jednak nie tylko z naszymi sąsiadami.
Słynący z drogich zegarków i pysznej czekolady Szwajcarzy wiedzą, że ich pracownicy na miejscu są kosztowni w utrzymaniu.
Dużo mniej za czekoladę, nawet z alpejskiego mleka, zapłaci
w supermarkecie Polak, dlatego też do szczęścia wystarczy mu
mniejsze wynagrodzenie. Nawet pięciokrotnie mniejsze niż
w Szwajcarii.
Czy mniej niż w Szwajcarii oznacza jednak mało? Według Marcina
Sojki, nawet pracownicy obejmujący podstawowe stanowisko
w dziale obsługi klienta, znający jednak angielski, niemiecki
i posiadający roczne doświadczenie, mogą liczyć na stawkę około 5 tys. zł brutto. Natomiast ci zaraz po studiach, bez żadnego
doświadczenia w zawodzie, mają jak w banku, że czekają na nich
co najmniej 3 tys. zł. Przypomnijmy sobie szybko, ile wynosi
stawka minimalna w Polsce. Teraz brzmi lepiej? Ja.
Praca z klientem niemieckojęzycznym to oczywiście nie wieczny Oktoberfest. Nie każdy z dzwoniących mówi Hochdeutsch,
więc nawet znajomość niemieckiego na poziomie C1 nie uchroni
od powtarzania: „czy może pan/pani powtórzyć”. Im dłużej jednak pracujesz, tym swobodniej czujesz się w każdej rozmowie,
więc jeśli nauczysz się akcentów regionalnych, ktoś po drugiej
stronie słuchawki nawet nie zorientuje się, że nie wychowałeś
się na bawarskiej polanie.
Jeśli już zrozumiesz, o co chodzi twojemu rozmówcy, musisz
uważać na formę rozmowy. Tu akurat stereotypy się sprawdzają i nadrzędną zasadą jest to, że wszystko ma swoje zasady.
W skrócie – Ordnung muss sein. Marcin Sojka z Advisory Group
TEST Human Resources ostrzega, że w rozmowach z klientem
niemieckojęzycznym musimy uważać na spontaniczność czy zbyt
zuchwałe wyrażanie emocji. Cały proces musi być przeprowadzony rzeczowo, fachowo i według scenariusza.
Mimo, że może i niemiecki nie jest tak romantyczny jak francuski,
to i tak badania pokazują, że chętnie się uczymy tego języka i nim
posługujemy. Zresztą przecież to po niemiecku cierpiał młody
Werter, a niemiecki kompozytor Mendelssohn stworzył marsz,
przy którym pary na całym świecie mówią sobie sakramentalne
„tak”. Pokochajmy więc naszych zachodnich sąsiadów i ich język,
współpracujmy z nimi i… zarabiajmy. Geld regiert die Welt.
Dagmara Marcinek
Marcin Sojka – Senior Business
Development Manager w Advisory Group
TEST Human Resources
dokończenie ze str. 7
Chris Bates,
head of Centre of Excellence Uber Krakow
fot. Piotr Banasik
teresowani. Ale też pasażerowie w Oslo czy Bergen nie kalkulują
raczej, czy tańsza jest zwykła taksówka, czy nasze auto. Biorą, co
mają pod ręką, bez względu na cenę. Musimy się mocno głowić,
jak sprawić, żeby kierowca chciał zarabiać, a klienta zainteresowała tańsza oferta.
Norwegia to raczej margines waszej działalności. Kluczowe
rynki to miasta USA, Londyn, Paryż, również aglomeracje
Indii, Korei, Chin. A jak plasuje się na tej liście Polska?
Polska to aktualnie trzeci największy rynek w Unii Europejskiej.
Usługa rozwinęła się tu bardzo dobrze i stąd też decyzja, aby
jedno z naszych centrów usług uruchomić w Krakowie. Do końca
2017 roku zatrudnimy ponad 150 osób. Cały czas szukamy talentów, głównie młodych absolwentów uczelni wyższych, którzy dobrze znają języki obce. Chcemy tu działać coraz mocniej i przekonywać ludzi do tego, że warto zmieniać swe przyzwyczajenia. A te
zmieniają się na całym świecie bardzo szybko, wraz z dostępem
do technologii. Np. w USA zachodzi istotna zmiana kulturowa:
choć w większości stanów prawo jazdy może mieć już 16-latek,
rekordowo niska liczba nastolatków stara się o prawo jazdy.
Zmienił się kod kulturowy: szpanem nie jest teraz mieć ryczącego
400-konnego Mustanga, ale wielofunkcyjny smartfon. Być może
wpływ na ten trend będzie mieć w przyszłości Uber. Przecież nie
wynika to z tego, że amerykańskie rodziny mają mniej pieniędzy.
Auta w USA, mimo różnych zawirowań, nadal są śmiesznie tanie.
Może i Uber to przyszłość, ale dla mnie mój Saab pod domem
to wolność. Mogę jechać, dokąd chcę i kiedy chcę.
Obserwujemy uważnie na takich jak ty, bo zdajemy sobie sprawę,
że dopóki system nie będzie działał bardzo szybko i bez szemrania, ludzie gremialnie się nie przesiądą. Ale już teraz możesz
jeździć Uberem, dokąd chcesz i kiedy chcesz. Na razie oczywiście
po mieście i okolicy.
Chcecie się wpasować w istniejące przyzwyczajenia, wskazać
nowy trend, dla wielu być może kontrowersyjny. Ale kiedy
śledzę poczynania Travisa Kalanicka, założyciela i CEO Ubera,
zauważam, że coraz mniej chcecie budzić dwuznaczności czy
sensacji. Podobnie jak Ryanair, który ileś lat temu postawił do
góry nogami lotniczy świat. Latami wzbudzali kontrowersje
i atakowali bez pardonu konkurencję, a teraz działają grzecznie, mają biznes klasę, numerowane miejsca, pozycjonują się
jako poważny przewoźnik.
Dojrzeliśmy, zmieniliśmy się jako firma, otworzyliśmy się na różne kierunki rozwoju. Coś, co było sensacją kilka lat temu, stało
się już użyteczną rzeczywistością. Trudno walczyć z trendami,
z czymś, co ma ambicję stopniowo zmienić świat wokół nas.
Nikt też nie powiedział, że ludzie mają jeździć tylko z nami. Nasz
klient raz wsiądzie do metra, innym razem do tramwaju, jeszcze
innym pojedzie z panem Włodzimierzem. O, właśnie, zapomniałem dać mu ocenę za wczorajszą jazdę po Warszawie. A była to
miła przejażdżka…
rozmawiał: Rafał Romanowski
reklama
CZAS NA
PIĄTKĘ PEŁNĄ
ENERGII!
Z pasją tworzymy kompleks pięciu budynków tętniących
niepowtarzalną energią. Energią dla Ciebie,
Twojej pracy i pomysłów na wolny czas.
To przyszłość, która ożywi serce Krakowa. High5ive!
high5ive.pl
10
przedstawiamy
www.whatsupmagazine.pl
Bielsko
plus
Czy Bielsko-Biała to gospodarczy tygrys przyszłości? Na razie
ambicji bicia się z Krakowem czy
Katowicami nie przejawia bo...
od dawna jest jednym z liderów
w swoich kategoriach.
Karola spotykam w autobusie. 90-kilometrową trasę Kraków-Bielsko-Biała pokonuje „Lajkonikiem” kilka razy w tygodniu. W Krakowie ma mieszkanie, w Bielsku pracę. Nie narzeka. – W Kraku
pracowałem w marketingu kilku firm i sklepów sportowych. Ale
naprawdę dobrze płatną ofertę dostałem w rodzinnym Bielsku.
Bogate miasto, problemów z pracą nie ma – zachwala.
Aby sprawdzić, czy ma rację, warto wybrać się na dłużej do leżącego u stop Beskidów Bielska-Białej. Przede wszystkim dlatego, że
wśród dobrze rozwiniętych gospodarczo miast Polski jego górskie
położenie to prawdziwy atut. W okolicy kwitnie ruch turystyczny,
popularne są Ustroń, Wisła, Żywiec, Brenna, Pszczyna.
Bielsko-Biała to sprawnie działający 200-tysięczny organizm.
W regionie panuje przekonanie, że w sytuacji ekonomicznej dominacji miast Aglomeracji Śląskiej radzi sobie nadzwyczaj dobrze.
O jego potencjale gospodarczym świadczy wiele czynników, ale
wśród nich najważniejszy: niska stopa bezrobocia, które aktualnie
spadło poniżej 5 procent. W rankingach magazynu „Forbes” regularnie ląduje w pierwszej trójce najatrakcyjniejszych dla biznesu
miast w kraju w kategorii „Miasta 150–300 tys. mieszkańców”.
Bielsko-Biała to lider Bielskiego Okręgu Przemysłowego, który
rozciąga się na obszarze od Cieszyna po Andrychów. Co ważne,
miasto jak dotąd nie jest wymieniane wśród miejsc dobrych dla
biznesu centrów usług wspólnych i w tej dziedzinie nie ma co się
równać ani z Katowicami, ani tym bardziej z Krakowem.
– Pracy tego typu w Bielsku się nie znajdzie. Ale za to można
przeglądać ofert mnóstwa firm z dobrze rozwiniętego sektora
przemysłowego – słyszymy w bielskim urzędzie miasta. Bielszczanie chwalą sobie zwłaszcza możliwość zatrudnienia w przemyśle
maszynowym, samochodowym, włókienniczym, metalurgicznym
czy spożywczym. Bielskie zakłady ściągają do pracy mnóstwo
ludzi z zewnątrz. Dobrze rozwinięta komunikacja i dość duże
zagęszczenie miejscowości sprawia, że z powodzeniem można np.
Bielsko-Biała było czwartym miejscem w kraju (po Białymstoku,
Siedlcach i Radomiu) pod względem tempa rozwoju infrastrukturalnego. Ale już w zestawieniu miast o największych zmianach
na plus jakości życia w latach 2010–2012 Bielsko rozbiło bank, wyprzedzając Świnoujście, Zieloną Górę i Białystok. W zestawieniu
„Polskie Miasta Przyszłości” fDi Magazine, ośrodka zajmującego
się inwestycjami z grupy Financial Times, BB, wraz z Gliwicami,
Legnicą i Rzeszowem, również dotarło do pierwszej czwórki.
Ale nie brak jednak też krytycznych analiz: z głośnej Diagnozy
Społecznej 2015 płynie wniosek, że Bielsko-Biała jest na szesłączyć mieszkanie w górskim kurorcie z pracą w dużym mieście.
nastym miejscu pod względem ogólnej jakości życia (zwyciężył
Lista działających w BB przedsiębiorstw robi wrażenie. ZainwePoznań), a dość nieoczekiwanie w rankingu nasilenia zjawisk
stowali tu tacy gracze jak Fiat Auto Poland, Fiat-GM Powertrain
patologii społecznej (w tym nadużywania alkoholu) BB znalazło
się na szokująco wysokim, czwartym miejscu (sic!). Sporym proPolska, Nemak Poland, Eaton Automotive Systems, Finnveden
Polska, Adler Polska, Cooper Standard Automotive Polska, Mablemem w ostatnich latach okazuje się też coraz większe stężenie
gneti Marelli Suspension
smogu, zwłaszcza zimą.
Systems Bielsko, Techmex,
Bielsko-Biała to sprawnie dzia- Ale mimo kilku problemów, BielskoGE Power Controls, EnerSys,
-Biała to wciąż ładne i atrakcyjnie połający 200-tysięczny organizm. łożone miasto. Zabudowa centrum,
Hutchinson Poland, Philips
Lighting Bielsko, Zakłady
W regionie panuje przekonanie, głównie z przełomu XIX i XX wieku,
Tłuszczowe Bielmar, Electroodnowione kwartały, dobre drogi,
że w sytuacji ekonomicznej do- parki, skwery, trakty spacerowe –
poli-Galwanotechnika czy
Avio Polska. Bielsko-Biała
minacji miast Aglomeracji Ślą- wszystko to sprawia, że w mieście
może pochwalić się aż cztemożna spędzić czas całkiem przyjemskiej radzi sobie nadzwyczaj
rema ogniskami Katowickiej
nie. Również kulturalnie i rozrywkoSpecjalnej Strefy Ekonowo, choć trudno uciec od wrażenia, że
dobrze
micznej, gdzie znalazło swą
ekonomiczna kondycja BB znacznie
przystań ponad 150 firm, a codziennie w pracy melduje się blisko
przewyższa liczbę miejskich atrakcji, z jakiej można tu skorzystać.
35 tys. pracowników.
– Bielsko-Biała od dawna radzi sobie dobrze. I pewnie tak zostaPrężnie działa m.in. Bielski Park Przemysłowy i Usługowy oraz
nie. Popatrzcie na nasz zespół piłkarski Podbeskidzie Bielskopołożony na jego terenie Beskidzki Inkubator Technologiczny
-Biała. Niby mały w porównaniu z wielkimi piłkarskimi markami
Polski, a jednak regularnie gra ekstraklasie od iluś lat – również
z Centrum Szkoleniowo-Konferencyjnym. W BB dobrze czują się
też instytucje z sektora finansów: w mieście znajdziemy aż 60 takie opinie przewijają się w moich rozmowach z bielszczanami.
filii polskich i zagranicznych banków, 40 firm ubezpieczeniowych
Podkreślają, że choć schowane między górami na polsko-czeskooraz 10 domów maklerskich i inwestycyjnych.
-słowackim pograniczu, miasto ma aż trzy międzynarodowe lotniJak żyje się w Bielsku? Wg raportu CURULIS, grupującego analizy
ska w zasięgu 100 km (Katowice, Kraków i Ostrawę w Czechach),
ekonomiczno-finansowych samorządów terytorialnych z całej
bezpośrednie połączenie z Warszawą pociągami Pendolino, sieć
Polski, za kadencji 2010–2014 wśród miast na prawach powiatu szybkich dróg (S1 i niedawno uruchomiona S69) oraz gęstą sieć
lokalnej komunikacji. A jeśli dodać do tego kursujące często, choć
nieco zatłoczone, autokary do Krakowa...
Cóż, może się skusicie?
Rafał Romanowski
Fotofelieton
fot. Piotr Banasik
wtorek | godz. 9:42
Ucięte palce, alarm pożarowy i ewakuacja – na
szczęście to tylko ćwiczenia. Szkolenia BHP z aktorami w realnym środowisku to element Skanska
Safety Week, globalnego
wydarzenia organizowanego przez Skanska dla jej
pracowników i klientów.
11
Maj 2016
fot. Piotr Banasik
Sprytna kawa
z Antypodów
Zanim zajął się kawą, Artur Kwiatkowski pracował jako model,
grał na giełdzie i rzucił posadę w korporacji. Skosztujmy zatem
kawy w jego Cafe Smart – Sprytnej Kawiarni.
Jest parę minut po ósmej rano, trochę wieje, na szczęście pod
dachem Placu Imbramowskiego nie pada. Przecieram oczy z niewyspania i proszę o coś na rozbudzenie. — Pijesz z mlekiem czy
wolisz syrop? – pyta Artur, a widząc moje zawahanie postanawia
za mnie. – Dostaniesz kawę z rumem i czekoladą. Nie powiem,
żeby mi to nie odpowiadało.
Na krakowskim targowisku
Sprytną Kawiarnię znają wszyscy – nie tylko dlatego, że Artur
zamontował w swoim smarcie
ekspres do kawy i sprzedaje
gorący napój prosto z bagażnika
samochodu – jeśli to dwuosobowe auto w ogóle ma bagażnik.
– Kluczem do sukcesu jest komunikatywność – opowiada
brodaty blondyn o urodzie modela (później powie mi, że parę
lat temu pracował w tym zawodzie). – Dlatego zagaduję ludzi,
roznoszę kawę po całym placu,
zaglądając nawet do swojej konkurencji. Dzięki temu pierwszego dnia na targu zrobiłem sto osiemdziesiąt kaw! – chwali się
Kwiatkowski.
Nie zawsze było jednak tak łatwo. – Przez dwa lata grałem
na giełdzie i zarabiałem dość dobre pieniądze – opowiada Artur.
– W tym czasie praktycznie nie ruszałem się z domu, przez co zupełnie straciłem chęć kontaktu z ludźmi. Dlatego postanowiłem
coś z tym zrobić – zdradza właściciel Cafe Smart.
Pomysł został zaczerpnięty z Antypodów i powstających tam
kawiarni drive-thru, w których od świtu do nocy można kupić
kawę przy głównych ulicach, nie wychodząc przy tym z własnego
auta. – Próbowałem stworzyć coś takiego w naszych warunkach,
znalazłem nawet odpowiednie miejsce, utknąłem jednak na etapie pozwoleń z Sanepidu – tłumaczy Kwiatkowski. To niepowodzenie skłoniło go do wykorzystania dwuosobowego mitsubishi
jako mobilnej kawiarni. Czy łatwo przerobić smarta na ekspres
do kawy? Tak, jeśli ma się dobry projekt. – Wszystkich przeróbek
dokonywałem z zaprzyjaźnionym specjalistą, który doradzał, jaki
rodzaj blachy udźwignie moje urządzenie, gdzie wmontować
szufladki i ukryć gaz do ekspresu – dowiaduję się w Cafe Smart.
Sama komunikatywność i ciekawy pomysł zapewne na niewiele by się zdały, gdyby oferowany przez Artura produkt nie był
smaczny. – Przerobiłem już wiele gatunków i odmian kawy, ale
od dawna pozostaję wierny polskim dostawcom – opowiada
właściciel Sprytnej Kawiarni. – Co ciekawe, zdecydowałem się
też na polską herbatę, która jest przynajmniej tak samo dobra,
jak uznane zagraniczne marki. Trzeba przecież wspierać nasz
rodzimy biznes – dodaje Kwiatkowski.
Kiedy – z branżowego obowiązku – pytam, czy Artur znajduje
klientów także w pobliskich biurowcach (owszem, choć trzeba
do niego przejść przez ulicę i zajrzeć na targ), dowiaduję się innej
ciekawej rzeczy. – Przez dwa lata pracowałem w Onecie, dlatego
świetnie wiem, jak dostosować się do potrzeb pracowników korporacji – tłumaczy. Dlaczego zrezygnował?
– Sama „korporacyjność” była dla mnie dość obca. Miałem nad
sobą team leadera, który podlegał koordynatorowi projektu, ten
z kolei miał nad sobą dalszych przełożonych – opowiada Artur
Kwiatkowski. – Przychodziłem do pracy o siódmej rano i cały czas
żyłem w stresie. Dziś też jestem na targu od siódmej, ale robię
to, co daje mi satysfakcję – uśmiecha się, zaparzając espresso
kolejnemu klientowi.
Piotr Banasik
reklama
Kompleks biurowy PORTO OFFICE
będzie oferował ok. 12.500 m2 powierzchni biur i usług
w zielonym zakątku dzielnicy Dębniki
Najem powierzchni:
+48 605 355 620
12
prezentacja
www.whatsupmagazine.pl
Ćwierć wieku
budujemy dla krakowian
Pod Wawelem utrzymuje się wysoka koniunktura, na którą wpływa dynamika rozwoju rynku outsourcingowego. Wprawdzie gasną
takie istotne bodźce popytowe, jak rządowy program pomocowy
MdM, to jednak rozwijają się nowe trendy – rozmowa z Przemysławem Łukasikiem, wiceprezesem GRUPY INTER-BUD.
Grzegórzki Park
Jak prognozujecie kondycję runku nieruchomości mieszkaniowych? Jak długo jeszcze
potrwa tak dobra koniunktura? Wyczerpuje
się rządowy program pomocowy MdM, coraz trudniej o kredyt hipoteczny. Jak wpływa
to na sytuację na rynku nieruchomości pod
Wawelem?
W Krakowie utrzymuje się wysoka koniunktura, na którą wpływa dynamika rozwoju
rynku outsourcingowego. Wprawdzie gasną
takie istotne bodźce popytowe, jak rządowy
program pomocowy MdM, czekamy za to na
ogłoszenie nowego programu mieszkaniowego
obecnego rządu, który prawdopodobnie będzie miał znaczny wpływ na sytuację na rynku
nieruchomości. Planowane również są dalsze
cięcia stóp procentowych, co również w pozytywny sposób powinno wpłynąć na rynek
mieszkaniowy. Tańsze kredyty i, tym samym,
niskie oprocentowanie depozytów zachęca do
inwestowania w mieszkania na najem, a ten
segment rynku w naszej ocenie będzie się rozwijał na kolejnych latach.
dawid hajok: Od ponad 25 lat budujecie mieszkania dla krakowian, czy kiedykolwiek budowaliście ich tak wiele jak teraz?
przemysław łukasik: Rynek mieszkaniowy bardzo zmienił
się na przestrzeni 25 lat. Kiedyś nie budowało się aż tylu mieszkań, a oferty dostępne na rynku były bardzo do siebie zbliżone.
Obecnie klient ma bardzo zróżnicowane oczekiwania lokalizacyjne i powierzchniowe, ale każdy oczekuje estetyki i jakości wykończenia. Mamy tego świadomość, dlatego też dążymy
do tego, aby każdy detal naszych inwestycji był wykonany z jak
największą starannością. Przez ostatnie 25 lat prowadzenia działalności dobrze poznaliśmy potrzeby klientów, w odpowiedzi
na nie przygotowaliśmy bogatą ofertę. Z pewnością ostatni czas
w budownictwie mieszkaniowym jest jednym z najbardziej intensywnych w tej branży.
Do kogo kierujecie swoja ofertę?
Nasza propozycja skierowana jest do szerokiego grona klientów,
począwszy od inwestycji M House sprofilowanej dla młodych ludzi,
którzy mogą skorzystać z rządowego programu MdM, po Wiślane
Tarasy i Grzegórzki Park, gdzie z największą dbałością aranżujemy
części wspólne dla podniesienia komfortu mieszkańców.
No właśnie, w Krakowie rozwija się rynek mieszkań pod wynajem. Czy Inter-Bud ma w planach poszerzenie swojej oferty
o tego typu inwestycje?
W skład Grupy Inter-Bud wchodzi spółka prowadząca Aparthotel Vanilla, zajmująca się najmem apartamentów w okresie
krótko i długo terminowym. Jest to spółka odnosząca świetne
rezultaty i mogąca pochwalić się wieloma branżowymi nagrodami
m.in. Booking i HRS. Pracujemy nad powiększeniem oferty apartamentów pod wynajem przy okazji naszych nowych inwestycji
mieszkaniowych znajdujących się bliżej centrum.
Jak oceniacie zapotrzebowanie mieszkaniowe krakowskiego
rynku? Ilu mieszkań brakuje?
Kraków po raz trzeci zajął 9. miejsce wśród najatrakcyjniejszych
miast na świecie dla inwestycji z sektora outsourcingowego
w zestawieniu „2016 Tholons Top 100 Outsourcing Destinations”. Z punktu widzenia inwestorów, Kraków oferuje cały waDużą dbałość przykładamy także
chlarz możliwości rozpoczęcia
i kontynuacji działalności gospodo przygotowania odpowiedniej
darczej. Liczne inicjatywy wspiearchitektury krajobrazu wokół
rające biznes istotnie wpływają
na pozytywny odbiór miasta na
naszych inwestycji. Nasze osiedla
biznesowej mapie świata, wobec
zawsze są zaprojektowane tak, aby
czego inwestycyjna atrakcyjność
Krakowa bezpośrednio przekławokół budynków było jak najwięda się na duże zapotrzebowanie
cej obszarów zielonych
na rynku usług mieszkaniowych.
Trudno jednoznacznie oszacować,
ilu mieszkań brakuje na krakowskim rynku nieruchomości, widać
jednak, że zainteresowanie klientów zakupem mieszkań jest wysokie, a tzw. luka mieszkaniowa w naszym kraju wynosi nadal ok. 2
mln mieszkań. Do wyrównania tzw. średniej europejskiej jeszcze
wiele nam brakuje.
prezentacja
Maj 2016
Czy Inter-Bud jako jedna z największych firm w sektorze
posiada i realizuje politykę CSR-ową?
Społeczna odpowiedzialność biznesu dotyczy wielu aspektów
funkcjonowania naszego przedsiębiorstwa. W siedzibie firmy stosujemy politykę proekologiczną. Zamontowany system solarny
umożliwia ogrzewanie wody za pomocą energii słonecznej, a system fotowoltaiczny zasila w energię część budynku. Na osiedlach
zarządzanych przez Inter-Bud, także realizowana jest szeroka
polityka proekologiczna. W budynkach zastosowane są energooszczędne żarówki, przygotowane są pojemniki na zużyte świetlówki, a także pojemniki do sortowania śmieci.
Dużą dbałość przykładamy także do przygotowania odpowiedniej
architektury krajobrazu wokół naszych inwestycji. Nasze osiedla
zawsze są zaprojektowane tak, aby wokół budynków było jak najwięcej obszarów zielonych, które tworzą doskonałą przystań do
mieszkania i odpoczynku. Społeczna odpowiedzialność biznesu
jest realizowana także poprzez wspieranie instytucji działających
prospołecznie. Od wielu lat współpracujemy ze Stowarzyszeniem
Siemacha, popierając je w wielu inicjatywach prospołecznych.
Byliśmy m. in. sponsorem budowy Domu Dziecka w Odporyszowie, a od dwóch lat wspieramy także „Siemachowe” młode talenty w czasie przygotowania świątecznej płyty z kolędami. Mamy świadomość, że utalentowane osoby potrzebują warunków
do tego, aby mogły wzrastać i osiągać sukcesy.
Na Grzegórzkach Inter-Bud buduje nową dzielnicę? Czy rozważacie zaangażowanie w projekty społeczne na tym terenie?
Nie da się ukryć, że zostawiamy znaczący ślad, jeśli chodzi o Grzegórzki, mamy bowiem wpływ na niespełna 20 hektarów terenu
w tej dzielnicy. Uważamy, że Grzegórzki to doskonałe miejsce
z uwagi na bliskość centrum, a także pozostałych dzielnic Krakowa, co czyni je idealnym miejscem do mieszkania. Jest to dzielnica
świetnie skomunikowana i prężnie się rozwijająca.
W porozumieniu z Gminą Miejską Kraków budujemy drogi
dojazdowe w obrębie naszych osiedli, które potem przekazujemy na rzecz Gminy. Jest to wyraz naszej dbałości o jak najlepszą
13
Wiślane
Tarasy
infrastrukturę drogową oraz szybką i wygodną komunikację. Staramy się nasze inwestycje planować w taki sposób, aby parkingi
zlokalizowane były w podziemiach budynków, tak, aby jak najwięcej przestrzeni pozostawić do zagospodarowania na tereny zielone.
Wszystkie z projektowanych przez nas inwestycji charakteryzują
się zadbaną architekturą krajobrazu. Nie tylko staramy się, aby
wokół budynków były zielone parki, ale również je pielęgnujemy, aby zawsze były zadbane i estetyczne. Wszystko to w trosce
o naszych mieszkańców. Dla najmłodszych natomiast przygotowane są place zabaw, z których niejednokrotnie korzystają także
mieszkańcy okolicznych osiedli.
Firmy z tak długim rodowodem jak wasza często na zaawansowanym etapie rozwoju poszukują nowych obszarów inwestycyjnych Jakie są dalsze plany Inter-Budu? Czy Inter-Bud
rozważa budowę biurowców?
Nie da się ukryć, że jako firma z tak długim stażem szukamy
nowych kierunków rozwoju.Pracujemy równolegle nad kilkoma
projektami mieszkaniowymi w kilku dzielnicach Krakowa. Oprócz
tego rozwijamy także nasz portfel lokali użytkowych i hali magazynowych pod wynajem. Pracujemy również intensywnie nad
koncepcją budowy budynków biurowych. W ostatnim czasie
braliśmy udział w międzynarodowych targach nieruchomości
EXPO REAL w Monachium oraz MIPIM w Cannes, gdzie z dużym
powodzeniem przedstawialiśmy nasze projekty inwestycyjne.
Rozmawiał Dawid Hajok
reklama
14
z miasta
www.whatsupmagazine.pl
Jaki kraj,
taki obraz
§
Kraków stawia sobie nie lada
wyzwanie: chce zbudować
spójne estetycznie miasto, pozbawione zbędnych ogrodzeń,
które sprzyja rozwojowi społeczeństwa obywatelskiego.
Narzędziem ma być tzw. ustawa
krajobrazowa.
W ostatnich miesiącach Kraków znalazł się kilkukrotnie na czołówkach serwisów internetowych i wielu gazet – to za sprawą
nietypowego, jak na Polskę, podejścia do kwestii ogradzania
osiedli. Płoty stały się zdaniem niektórych plagą naszych miast,
zamykając przed postronnymi całe kwartały, utrudniając przemieszczanie się w mieście pieszo – w efekcie mapy miast zapełniły się czarnymi plamami miejsc zamkniętych dla wąskiej grupy
właścicieli mieszkań.
Kraków chce wykorzystać tzw. ustawę krajobrazową, by powstrzymać stawianie płotów wokół osiedli, a nawet by zlikwi-
dować już istniejące. Przekonanie mieszkańców będzie trudne –
płoty mają w ich mniemaniu zapewnić bezpieczeństwo (choć nie
ma na to większych dowodów, a chociażby przypadki kradzieży
rowerów na zamkniętych osiedlach wskazują, że pod tym względem nie różnią się one od tych otwartych), mają też odgrodzić
od niepożądanych włóczęgów, niechcianych samochodów czy
wreszcie zapewnić, że na osiedlowym placu zabaw pojawią się
tylko dzieci z osiedla. Płoty są czasami symbolem statusu. Znany
jest przypadek dewelopera, który nie mógł ruszyć ze sprzedażą
mieszkań, dopóki na stronach internetowych nie ogłosił, że osiedle zostanie ogrodzone – wtedy sprzedaż poszła z górki.
Mimo, że takie traktowanie przestrzeni wspólnej zdobywa zwolenników, wiceprezydent Elżbieta Koterba chce zmieniać Kraków,
próbując stworzyć warunki, w których mieszkańcy będą zarówno
mieli zabezpieczoną choć część swojej prywatności, a miasto
równocześnie nie stanie się zbiorem zamkniętych enklaw. – Jeśli ze względów bezpieczeństwa, np. dbając o dzieci, ktoś chce
postawić płot od strony ulicy, to można zastąpić go żywopłotem
– zwraca uwagę wiceprezydent Koterba.
W różnych częściach miasta płoty mają być traktowane w różny
sposób. Na osiedlach jednorodzinnych ogrodzenia nadal będą
mogły istnieć, ale już nie w postaci murów – do wykorzystania
nadal pozostanie szeroka paleta: sztachety, siatki, kraty, każde
ażurowe ogrodzenie. Prywatność będzie sobie można zapewnić
zielenią pnącą się na takim płocie. Żywopłoty wspominane przez
prezydent mają z kolei zastąpić płoty na osiedlach wielorodzinnych. A jak z samochodami? Szlaban lub inne szykany na uliczce
wjazdowej do osiedla nadal będą mogły być stosowane.
– Płoty tworzą zamknięte enklawy, co jest społecznie szkodliwe.
Izolują ludzi od siebie, zabierają kawałek po kawałku fragmenty
miasta – mówi Koterba. Przekonanie krakowian i inwestorów
łatwe nie będzie, ale są przykłady wskazujące, że przynajmniej
część mieszkańców z rozwiązania będzie zadowolona. Na jednym
z budowanych w Płaszowie osiedli nabywcy mieszkań nakłonili
dewelopera, by decyzję o stawianiu płotu uzależnił od wielkości
grupy skłonnej z niego zrezygnować.
Próby zakazania płotów urzędnicy podejmowali już kilkukrotnie, zakazując w planach miejscowych otaczania płotami
osiedli. Przepisy były jednak zaskarżane
i w sądach zwolennicy płotów wygrywali.
Dopiero ustawa krajobrazowa da odpomają przypadkowiednie narzędzia.
wo wybrany krój
Mniejszym wyzwaniem pod względem
czcionki, a jedynym
społecznym, ale dużym finansowo i orzałożeniem jest koganizacyjnie, będzie za to stworzenie
lor niebieski. Tylko
tramwaje doczekały katalogu tzw. miejskich mebli (ławek,
się ustalonego wzo- słupków i innych obiektów tego rodzaju)
ru kolorystycznego
i spójnego systemu informacji miejskiej
(SIM). W Polsce pierwszym miastem, które zdecydowało się na spójny SIM była Warszawa, ale przez lata
ograniczało się to do zbudowania katalogu oznaczeń ulic, z charakterystyczną kolorystyką i krojem czcionki. Kraków pod tym
względem nie może się pochwalić sukcesami. Tablice z nazwami
ulic mają przypadkowo wybrany krój czcionki, a jedynym założeniem jest kolor niebieski. Tylko tramwaje krakowskie doczekały
się ustalonego wzoru kolorystycznego.
Teraz tego rodzaju regulacje mają dotyczyć całego Krakowa.
Dla poszczególnych rejonów miasta (najstarszej części, osiedli,
obszarów jednorodzinnych) mają zostać wyznaczone palety dopuszczalnych materiałów i barw. Te będą oczywiście dotyczyły
głównie przestrzeni wspólnych, jak chodniki, płoty, słupy. Płoty
z blachy, czy gotowych betonowych segmentów nie będą dopuszczane. Istniejące już elementy także będą musiały zostać zmienione.
Na razie jednak nie wiadomo ile czasu dostaną na ten krok właściciele nieruchomości, ani
kto będzie oceniał, które ogrodzenie wymaga
zmiany.
11–12 maja w ICE Kraków odbędzie się coroczPytaniem pozostaje nie to, czy plany te uda
na, prestiżowa konferencja Aspire – organizacji zrzeszającej inwestujące w Krakowie
się zrealizować, ale w jakim tempie. Jest oczymiędzynarodowe firmy i korporacje z branż
wiste, że nie da się wymagać w całym mieście
BPO, SSC, IT.
realizacji wszystkich wytycznych tuż po ich
Na to najważniejsze wydarzenie krakowskiej
wprowadzeniu. Z żalem można dziś stwierbranży przyjedzie do Krakowa kilka tysięcy
dzić, że taka ustawa, a dzięki niej lokalne
gości, a wśród nich kilkudziesięciu znanych
rozwiązania, powinna była zostać uchwaloprelegentów z całego świata. W programie wyne co najmniej dekadę temu, gdy zaczynała
kłady, sesje panelowe, spotkania, prezentacje,
się fala inwestycji za unijne pieniądze, kiedy
koncerty.
remontowano wiele placów.
Tym razem konferencja odbywa się pod hasłem
Że warto się za to zabrać, pokazuje przypa„The Dragon Wakes”, a jej tematem jest wspólne
dek parku kulturowego, który stworzono dla
tworzenie wartości przez tak aktywny w KrakoStarego Miasta – w rok udało się zapanować
wie sektor outsourcing. „Obudzony smok” to
nad chaosem szyldów. Jeśli w kilka lat uda się
metafora dynamicznej interakcji między ludźmi
uporządkować tę kwestię w całym mieście
a technologią, jaka zachodzi aktualnie w Krakona podstawie ustawy krajobrazowej, będzie
wie – europejskim liderze outsourcingowego
można mówić o sukcesie.
rynku oraz mieście nr 9 w skali świata.
Bartosz Piłat
Wstęp na konferencję jest biletowany i odbywa
się wyłącznie po wcześniejszej rezerwacji. O jej
przebiegu będziemy informować na bieżąco
w naszych kanałach socialmedia: Twitter i Facebook oraz stronie internetowej www.whatsupmagazine.pl
tablice
z nazwami ulic
Smok budzi
się w maju
debata
e
OtwaratKów
r
radiO K
ZabierZ
głOs
KRAKÓW BEZ REKLAM
I OGRODZEŃ
17 maja, godzina 18:00
Radio Kraków, Studio im. Romany Bobrowskiej
Wstęp wolny
Szczegółowe informacje oraz program można znaleźć
na stronie: www.thedragonwakes.aspire.org.pl
reklama
16
dbamy o ciebie
www.whatsupmagazine.pl
Drwalki ćwiczą
walki
fot. Piotr Banasik
MMA
Wśród dyscyplin starożytnych igrzysk olimpijskich znajdował się pankration – połączenie zapasów i pięściarstwa. Po przeszło
dwóch tysiącach lat, znane z antycznej Grecji
zawody ponownie święcą swe triumfy – tym
razem jako trening mieszanych sztuk walki.
Co ciekawe, także w wydaniu kobiecym.
W tajniki mixed martial arts wprowadza mnie
Dariusz Ząbek – czynny zawodnik MMA oraz
trener w Szkole Walki Drwala, działającej przy
Fitness Platinium®. Przyglądam się treningowi,
w trakcie którego grupa pań wykonuje najpierw
ćwiczenia ogólnorozwojowe, przechodząc później do coraz to ciekawszych – i bardziej skomplikowanych – technik walki wręcz. Do czego
w istocie prowadzą te ćwiczenia?
– Trening polega przede wszystkim na poznaniu
i opanowaniu technik z danego zakresu – tłumaczy mój rozmówca, kiedy ćwiczące w parach pa-
nie próbują wyswobodzić się z uścisku w parterze. – Jednocześnie
nie zapominamy o cechach motorycznych: sile i wytrzymałości
oraz o sprawności ogólnej. Nasze podopieczne są w stanie zrobić
przewroty i pady, a nawet stanie na głowie czy gwiazdę – dodaje
Ząbek. W treningu zawierają się ćwiczenia siłowe, wytrzymałościowe oraz elementy gimnastyki.
Trening MMA jest skierowany do wszystkich chętnych – nie
tylko do tych, którzy z tą dyscypliną chcieliby związać swoją
karierę sportową. Wystarczy cieszyć się dobrym zdrowiem, mieć
skończone 16 lat oraz być gotowym na wylewanie potu podczas
zajęć. Spotkanie trwa godzinę i – jak zdążyłem się przekonać
– jest bardzo intensywne. Nic dziwnego, że po kilkunastu minutach na twarzach pań pojawiają się pierwsze oznaki zmęczenia.
A to dopiero powtórka technik z poprzedniego treningu.
Sprawdzona metoda nauczania, jaką wykorzystują trenerzy
w Szkole Walki Drwala, działa niezależnie od płci i wieku. Panie,
które obserwuję, są równie sprawne jak panowie na sąsiedniej
macie i tak samo nie brakuje im odwagi i zawziętości. – Mężczyźni
częściej przychodzą tutaj, by się wyładować i poczuć nutkę ry-
W drodze do
rodzicielstwa
Pracownicy korporacji narażeni na bezpłodność? Brzmi jak
ponura prognoza, ale z pomocą specjalistów już w wieku 25
lat można w łatwy sposób zbadać swoją amplitudę płodności.
I uniknąć problemów na przyszłość.
Lekkie ukłucie, kropla krwi, dwa tygodnie oczekiwania i wreszcie
wynik. A w nim dokładna analiza potencjału rezerwy jajnikowej
u kobiet. W ostatnich miesiącach z badania płodności w Centrum
Medycznym „Macierzyństwo” w Krakowie korzysta mnóstwo
młodych ludzi. Wszystko za sprawą specjalnego programu skierowanego do pracowników krakowskich korporacji, jaki uruchomiono w tej uznanej klinice przy ul. Białoprądnickiej 7.
– Pierwsze dziecko? Nie myślę jeszcze o tym. Na razie mam
na głowie ocenę roczną i awans w mojej firmie, a na co dzień
mnóstwo pracy i dodatkowych zajęć – tak brzmią standardowe
odpowiedź na pytanie: czy znasz parametry swojej płodności?
Młodzi ludzie przyjmują, że są zdrowi, a ich potencjał rozrodczy
utrzymuje się na wysokim poziomie. Na decyzję o pierwszym
dziecku czeka się coraz dłużej a w zgodnej opinii korporacyjne
młyny nie sprzyjają rodzeniu potomstwa. – Na dziecko nigdy
nie jest ten właściwy moment – głosy tego typu przewijają się
w ankietach przeprowadzanych wśród pracowników krakowskich
centrach usług.
Tymczasem, mimo pozornego spokoju i oznak pełnego zdrowia,
diagnoza odnośnie płodności może okazać zupełnie odwrot-
(ang. mixed martial arts) – dyscyplina sportowa,
w której zawodnicy korzystają
z technik dozwolonych we wszelakich sportach
walki bez broni
na od spodziewanej. – A wówczas na leczenie
czy pomoc może być za późno – przestrzega dr
Jakub Wyroba, ginekolog-położnik z Centrum
Medycznego „Macierzyństwo”.
Najlepszy wiek na badanie to ten zaraz po studiach, gdy ma się 25–26 lat – wyrokuje. Właśnie
z myślą głównie o tych rocznikach w Centrum
Medycznym „Macierzyństwo” ruszyły badania
określające stan płodności. – W pierwszej kolejności kierujemy je do pracowników korporacji,
z których Kraków słynie w ostatnich latach. Ale
rekomendujemy je wszystkim osobom świadomym siebie, swojej kariery, wybiegającym
myślą w przyszłość – słyszymy w klinice przy
Białoprądnickiej.
Samo badanie jest praktycznie bezbolesne,
u kobiet polega na pobraniu próbki krwi i jej
skomplikowanej analizie w laboratorium. Na
efekt poczekamy dwa tygodnie. U mężczyzn
bada się pobrane nasienie, ale cała procedura
walizacji, kobiety zaś zwykle chcą poprawić swoją sylwetkę oraz
stać się pewniejsze w niebezpiecznych sytuacjach – opowiada
trener z Fitness Platinium®.
Wbrew powszechnej opinii, która przedstawia MMA jako bezmyślne okładanie się po twarzach, na treningu widzę, jak ważna
jest technika: jak prawidłowo trzymać gardę, „zapiąć” uchwyt
czy wyswobodzić się z klinczu w parterze. A to tylko niewielki
wycinek umiejętności nabywanych podczas spotkań w Szkole
Walki Drwala.
– Uczymy pewnych nawyków, dzięki którym kobiety mogą poczuć
się pewniej w sytuacji zagrożenia, bo będą wiedziały, co należy
zrobić – opowiada trener. – Niejednokrotnie prowadziłem kursy
samoobrony dla pań i mogę potwierdzić, że to, co sprawdza
się na macie, sprawdza się też w rzeczywistości. Umiejętność
poradzenia sobie z napastnikiem może przydać się w najmniej
oczekiwanym momencie — dodaje.
Argument bezpieczeństwa osobistego przekonuje mnie w zupełności, ale, patrząc na kobiety wykonujące przerzuty i przewroty,
zastanawiam się, czy nie szkoda im urody na trenowanie tak
kontaktowego sportu.
– Sam dbam o urodę, więc wiem, jak ważna to kwestia – śmieje
się trener z Fitness Platinium®, pokazując mi brak chrząstki
w nosie i zniekształconą małżowinę uszną. I dodaje, że można być
pięknym i trenować MMA, bo trening – choć kontaktowy – nie
niesie za sobą ryzyka kontuzji czy uszkodzenia ciała. – Uprawianie sportu dla własnej satysfakcji różni się znacznie od sportu
zawodowego, w którym rzeczywiście trzeba trochę pocierpieć
– podsumowuje Ząbek.
Podczas treningu MMA można z łatwością przekonać się, że nad
sprawnością własnego ciała, szybkością reakcji i zdolnością do obrony warto popracować zawczasu – dzięki odpowiednim treningom
z instruktorem nic nie będzie w stanie nas zaskoczyć.
Piotrek Banasik
nie trwa długo. To ważne badanie, zwłaszcza dla grup zawodowych tak narażonych na męską bezpłodność, jak często kierujący
samochodem (np. kierowcy) czy… informatycy (tych akurat w krakowskich branżach BPO, SSC, IT, R&D, jest wielotysięczna rzesza).
– Laptop trzymany na kolanach jest w stanie zabić plemniki na
czas trzech miesięcy, ale np. demonizowana sauna jest bezpieczna – przybliża praktyczne rady dr Jakub Wyroba. Mężczyznom
wykonującym pracę biurową odradza częste noszenie… dżinsów.
– To bardzo ciepły i trzymający ciepło materiał. Podnosi niebezpiecznie temperaturę w jądrach jeśli chodzimy w uszytych z niego
spodniach codziennie lub bardzo często. Podobnie długie kąpiele
w gorącej wodzie – wylicza.
U kobiet zaś o wszystkim decyduje genetyka. Np. panie, których mamy miały wcześniej menopauzę, powinny zrobić u nas
rekomendowane badanie jak najszybciej – radzi nasz rozmówca.
W pakiecie badań oferowanych przez Centrum Medyczne „Macierzyństwo” znajdziemy wszystkie te, które pozwolą nam precyzyjnie określić nasz potencjał rozrodczy nawet na dalszą przyszłość.
Klinika może pochwalić się rekomendacjami tak uznanych ośrodków leczenia niepłodności, jak kliniki w Oxfordzie czy Harvardzie.
Należy do renomowanej grupy The Fertility Partnership z siedzibą w Oxfordzie w Wielkiej Brytanii, która skupia najlepsze
w Europie kliniki leczenia niepłodności.
Wiktor Urbański
Centrum Medyczne MACIERZYŃSTWO
ul. Białoprądnicka 7a,
tel.: 12 415 88 00 lub 600 407 907
www.macierzynstwo.com.pl
reklama
www.praca.arvato.pl
If you are looking for a great job
and a great company, join us – arvato
is the place to grow your career!
In Krakow, arvato works in cooperation with
the world’s leading search engine provider
in a fun and energetic office space.
[email protected]
we are located
at Quattro Business Park
#JobForReal
Real
atmosphere
Real
development
Real
satisfaction
Real
job
18
siesta
www.whatsupmagazine.pl
K(A) JAK
Kraków
Lasy, pola, pastwiska… Koszą traktorem. Snopki
siana… Kura, kaczka, drób. Droga – ale chyba nie
na Ostrołękę. W tak pięknych okolicznościach
przyrody spojrzenie z kajaka całkiem zmienia perspektywę oglądania Krakowa.
Bezpieczeństwo
– Wisła to bardzo bezpieczna rzeka, pozbawiona naturalnych
niebezpiecznych przeszkód – opowiada Henryk Czyszczoń
z Krakowskiego Stowarzyszenia Weteranów Kajakarstwa. – Przy
wschodnim wietrze na odcinkach z betonowymi brzegami może
wprawdzie pojawić się fala, ale kajaki turystyczne nie wywracają
się – co najwyżej będzie nam się trudniej pływało – dodaje doświadczony krakowski kajakarz.
Warto dodać, że nie zwalnia to kajakarzy z zachowania ostrożności, bowiem – wbrew pozorom – ruch na Wiśle jest całkiem
Emocje
W biblii polskiego kajakarstwa – przewodniku
„Szlaki wodne Polski” z 1935 roku – Antoni Heinrich pisze, że „(…) szara, zapuszczona Wisła
jest drogą do Bałtyku. Nie znajdzie tu wędrowiec emocyj sportowych, pozna zato Wisłę,
spinającą klamrą cały kraj, od gór po morze”.
Od gór po morze – może nie, raczej od Tyńca
do krańców Nowej Huty. Choć w Krakowie Wisła rzeczywiście
rozlewa się dość leniwie i próżno liczyć na emocje rodem z toru
kajakarstwa górskiego na Kolnej (ten polecamy profesjonalistom), to są drobne smaczki, które niewątpliwie przysporzą pozytywnych doznań. – Obserwacja przyrody przy niemal dzikich
brzegach albo śluzowanie kajaków na stopniach wodnych mogą
być naprawdę ekscytujące – opowiada o swojej pasji Henryk
Czyszczoń.
Kondycja i zdrowie
Kajakarstwo to sport dla każdego, bez względu na wiek i siłę fizyczną. Dla wymagających może stać się znakomitym treningiem
kardio, kształtującym wszystkie partie mięśni. Co zrozumiałe, największą pracę wykonują mięśnie ramion i grzbietu, a także klatki
piersiowej, ale we współczesnych kajakach dużą rolę odgrywają
także nogi. – Nowoczesne wiosło potrafi zagarnąć blisko 4,5 litra
wody, dlatego warto korzystać z mocy całego ciała – opowiada
nasz rozmówca.
Henryk Czyszczoń wie, co mówi, bo sam
przygotowuje się do Mistrzostw Świata
Weteranów Kajakarstwa, które już w lipcu odbędą się w Trokach. Kajaki sportowe, wykorzystywane w trakcie zawodów,
są lekkie i szybkie, ale znacznie mniej stabilne od ich turystycznych wersji, dlatego
korzystanie z nich wymaga wprawy i odpowiedniej koordynacji.
Nie tylko Wisła
Choć kajaki w Krakowie nieodłącznie
kojarzą się z Wisłą, mamy jeszcze inną
fot. Michał Pawlik
Wolność wyboru
Można wiosłować samemu, jeśli pragnie się odrobiny samotności
i odpoczynku od zgiełku miasta. Można w dwójkach, a wspólne
wiosłowanie pomaga odnaleźć właściwy rytm i współpracę każdej
parze. Niewielkie kilkuosobowe canoe sprawi, że czas nad wodą
spędzimy razem z przyjaciółmi. Lekki kajak sportowy przysporzy
radości osobom kochającym prędkość i swobodę.
Możliwości jest sporo – i nie będzie problemu, by z nich w Krakowie skorzystać. Bo kajaki możemy wypożyczyć nad Wisłą zarówno
niemalże w centrum miasta (np. w Kolejowym Klubie Wodnym
niedaleko Mostu Zwierzynieckiego), jak i na peryferiach (w Yacht
Klubie Krakowskim koło Mostu Wandy). Koszt niewielki, kilka
złotych za godzinę, w zależności od czasu wypożyczenia i rodzaju
łódki.
spory. Oprócz dużych jednostek pływających
(takich jak barki pasażerskie) i okazjonalnych
kajakarzy (jak my) na wodzie łatwo spotkać
grupy sportowe przygotowujące się do profesjonalnych startów. W pobliżu brzegu zwracajmy także uwagę na wędkarzy, bo łatwo dać
się złowić, wplątując się w żyłkę.
fot. Piotr Banasik
Miasta zwracają się ku rzekom – i nic to dziwnego, bo od czasów
starożytnych to właśnie one były miastotwórczą osią, zapewniającą bezpieczeństwo i dobrobyt. Ten trend widać także w Krakowie, gdzie coraz więcej rzeczy dzieje się na wiślanym nabrzeżu
– od tras biegowych i dróg rowerowych, po coraz lepsze knajpy,
nad wodą i na wodzie.
A jeśli o „na wodzie” mowa, to warto zwrócić uwagę, że obiad
i piwo na jednej z wielu barek nie są jedynym wyborem co do spędzania czasu w nurcie Wisły. Sprawdźmy, dlaczego warto wsiąść
do kajaka i spojrzeć na miasto z nowej perspektywy.
propozycję. – Dłubnia to Amazonka w centrum Krakowa – opowiada Marcin Pawlik z agencji turystycznej Nowa Huta Travel.
– W zeszłym roku spróbowałem spłynąć tym niewielkim dopływem od Zalewu Nowohuckiego aż do ujścia rzeki do Wisły,
a efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania. To dzika, głęboka rzeka, pełna przeszkód i zaskakujących zakamarków – dodaje.
Nic dziwnego, że plany „odzyskania” Dłubni dla mieszkańców
Krakowa przyjmowane są z entuzjazmem, a bilety na drugi organizowany przez Marcina Pawlika spływ rozeszły się jak ciepłe
bułeczki, dlatego w ofercie jego biura podróży taka usługa może
pojawić się na stałe. – To świetna alternatywa dla nudnych wyjazdów integracyjnych, bo nic tak nie łączy jak wspólne emocje,
zakończone grillem czy ogniskiem nad brzegiem rzeki – zachęca
Pawlik. Kajaki mogą być więc także okazją do spotkania ciekawych osób i zacieśniania więzi z tymi, które już znamy.
Ekologia
Problem jest jeden – Dłubnia od lat nie była oczyszczana, dlatego
im bliżej ludzkich domostw, tym więcej śmieci i zanieczyszczeń. –
Spływ bez wątpienia może mieć walor ekologiczny – zapowiada
jego organizator. – Spojrzenie na miasto z perspektywy jednego
z dopływów Wisły pozwala poruszyć ważne problemy dotyczące
traktowania rzadziej uczęszczanych terenów jako dzikich wysypisk – dodaje Marcin Pawlik.
Czy na Wiśle, czy na Dłubni, czy choćby na Bagrach – korzyści
z pływania kajakiem są wszędzie takie same. A oferta kajakowa
Krakowa jest tak obszerna, że każdy chętny na pewno znajdzie
coś dla siebie.
Piotr Banasik
prezentacja
Maj 2016
19
wspólny
Mianownik
The Messy
Head Hospital
fot. Piotr Banasik
ul. Mikołajska 13,
themessyheadhospital.com
tel. 793 666 123
Odnowiona z dbałością o każdy szczegół fasada dawnej Drukarni
Związkowej kryje w swych wnętrzach kapitalne postindustrialne
przestrzenie. Obecnie mieszczą się w nich głównie biura. Od
niedawna kamienica tętni jednak rytmem zupełnie innym niż
biurowy, a to za sprawą mieszczącego się na parterze The Messy
Head Hospital: konceptu, który łączy fryzjerstwo, zabiegi kosmetyczne, stylizację i bar ze sporym wyborem alkoholi.
Loftowe wnętrze jest dość surowe, ale nie onieśmiela. Charakteru
dodają mu kreacje spod igły zaprzyjaźnionych projektantów zdobiące wejście do salonu, a także zmieniające się regularnie grafiki
niszowych artystów. Uwagę przyciągają pieczołowicie dobrane
detale: ręcznie malowane płytki, bar na kamiennym postumencie
czy bliskowschodnie dywany. Kropką nad „i” jest wyszperana
gdzieś wśród staroci skórzana kanapa tworząca przytulny kąt
w słonecznym fragmencie patio. – Mój eklektyczny styl spotkał
się z elegancją Agnieszki – komentuje nie tylko wnętrze, ale
i pomysł na biznes Anna.
Finalnie The Messy Head Hospital to dzieło trzech różniących
się od siebie diametralnie kobiet: Agnieszki Olchawskiej, Anny
Adamczuk i Joanny Plewy. Droga od pomysłu do otwarcia The
Messy Head Hospital trwała zaledwie trzy miesiące. Zaczęło się
od sesji zdjęciowej, jednej z tych, którą choć raz w życiu powinna
zafundować sobie każda kobieta. To właśnie wtedy Agnieszka
wcieliła się w rolę modelki stylizowanej przez Annę. I tak, od
słowa do słowa, okazało się, że obie marzą o stworzeniu miejsca będącego wspólnym mianownikiem dla fryzjerstwa, mody
i kosmetologii. Miejsca tryskającego energią i kreatywnością,
w którym można zapomnieć o szarości życia. Miejsca niemieszczącego się w sztywnych ramach. A wszystko to z rozluźniającym
drinkiem w dłoni.
Ten duet uzupełniło zorganizowanie i perfekcjonizm Joanny, dyplomowanej kosmetolog. Obok zabiegów, na barkach Joanny
spoczywają również obowiązki managerskie. – Asia trzyma nas
w ryzach – śmieje się Anna. Partnerki biznesowe chwalą się wzajemnie: zaprojektowana przez Annę i Szymona Kurpiewskiego
marynarka trafiła na wystawę „ART next to FASHION” w toruńskim CSW, a stylistka często proszona jest o współpracę przy
sesjach okładkowych różnych magazynów, pokazach mody czy
tworzeniu lookbooków. Sama Anna o swoich sukcesach mówi
z dystansem i ożywia się dopiero, gdy wspomina osoby, z którymi udało jej się dotychczas pracować, jak na przykład Jillian
Mercado, która gościła w Krakowie podczas projektu „Moda
bez ograniczeń”.
Z kolei Joanna, szkoleniowiec oraz dyplomowana kosmetolog, nie
spoczywa na laurach i nieustająco rozwija swoje umiejętności.
W ofercie The Messy Head Hospital znalazły się m.in. zabiegi
z użyciem technologii GeneO™, masaże liftingujące, mezoterapia
igłowa i inne profesjonalne zabiegi dermokosmetyczne, ale też
i manicure. Nie można zapominać o męskim pierwiastku tego
miejsca – obok Anny fryzjerskie nożyczki dzierży również Jan
Bochniarz. Z tygodnia na tydzień w ręce ekspertów z The Messy
Head Hospital oddaje się coraz więcej lokalnych osobistości
skuszonych oryginalnością i luźnym charakterem miejsca.
Założycielki The Messy Head Hospital podkreślają przy tym, że
stworzyły je nie tylko z myślą o kobietach. W przestrzeni tej tak
samo swobodnie czują się mężczyźni sączący piwo przy podcinaniu brody. Za to panie, czy to samotnie, czy pośród przyjaciółek, chętnie spędzają tu czas z kieliszkami musującego prosecco w ręce. Na chwilę przed wyjściem w miasto, bądź... za mąż.
Agnieszka z uśmiechem wspomina grupę dojrzałych Skandynawek, które wpadły nieco się upiększyć i wprawić się w dobry
nastrój. W tym ostatnim pomaga Dżesika Drapała, barmanka,
która do dyspozycji ma świetnej jakości alkohole. Miksuje je,
tworząc zarówno klasyczne koktajle, jak i własne kompozycje
dla tych, którzy lubią eksperymentować ze smakiem. Bar cieszy
się szczególnym zainteresowaniem podczas organizowanych tu
imprez: czy to urodzinowych, czy firmowych – w ciągu kilku chwil
The Messy Head Hospital potrafi przeistoczyć się w kapitalny
lokal na imprezę dla kilkuset osób. A dziewczyny obiecują, że we
współpracy z nimi imprezy te okazują się być niezapomniane. Tak
jak listopadowa impreza otwarcia.
Na co dzień The Messy Head Hospital to po prostu miejsce, gdzie
można zadbać o siebie, oddając się przy tym w ręce specjalistów,
dla których praca to przede wszystkim pasja. Zwolnić nieco i siedząc w wygodnym fotelu, wyciągnąć się na słońcu, zapominając
na chwilę o miejskim gwarze. Bądź wręcz przeciwnie: zrobić się
na bóstwo i ruszyć na podbój krakowskiej nocy.
Wiktor Urbański
fot. Piotr Banasik
Dżin z tonikiem, manicure i fryzjer – tylko może w odwrotnej
kolejności – tak najkrócej można oddać charakter The Messy
Head Hospital, nowego miejsca przy ul. Mikołajskiej. Do tego
moda, sztuka i styl.
20
wokół stołu
www.whatsupmagazine.pl
Czas na
piknik!
Nareszcie maj. Po długiej i chłodnej wiośnie można
w końcu wyciągnąć się w słońcu na trawie. Zapakować koszyk dobrym jedzeniem. Zabrać znajomych,
dzieci, psy i pojechać na piknik. Nawet na terenie
miasta możecie znaleźć świetne miejsca, w których
można rozpalić grilla (tak, jest to legalne) i zasiąść na
kocu do wspólnego posiłku.
Samo słowo piknik pochodzi z języka francuskiego i w pierwszym zarejestrowanym użyciu odnosiło się do grupy osób, które
odwiedziły restaurację z własnym winem. Potem słowo zmieniło
znaczenie, ale pozostał sens – posiłek, do którego powstania
przyczynia się kilka osób. Najwystawniejsze pikniki towarzyszyły
polowaniom. Zasiadano przy suto zastawionych stołach, a czasem liczba biesiadujących osiągała kilkaset.
Pikniki były też wykorzystywane politycznie, np. we Francji
po Rewolucji Francuskiej piknik stał się sposobem na zademonstrowanie nadejścia nowej ery – piknikowano nagminnie w udostępnionych publicznie ogrodach i parkach, które wcześniej były
dostępne tylko dla arystokracji. W kilku krajach popularne jest
piknikowanie w dni świąt narodowych – mieszkańcy Stanów
Zjednoczonych grillem zaznaczają Dzień Niepodległości przypadający 4 lipca.
Dziś do przygotowania pikniku wystarczy szybka wizyta w sklepie
spożywczym, my jednak chcemy Was zachęcić do przygotowania
Małe Najedzeni
Fest! na
Krakusa 11
W niedzielę 15 maja w dawnej fabryce czekolady Optima odbędzie się mała edycja festiwalu kulinarnego Najedzeni Fest!
Na co dzień w budynku przy ul. Krakusa 11 pracują m.in. programiści Estimote. W majową niedzielę (15 maja, godz. 12–17) na podwórku staną
foodtrucki i namioty, a ok. 20 zaproszonych
wystawców przygotowywać będzie smakołyki, które połączyć ma hasło „Nowalijki”. Jednocześnie w restauracji Churrasco na parterze
budynku odbywać się będą warsztaty kuchni
włoskiej, które poprowadzi Krakowski Makaroniarz. Kursanci nauczą się m.in. jak przyrządzić
spuma di trota affumicata, pasta agli asparagi,
czy filetto di maiale gratinato. Co oznaczają te
włoskie nazwy? Sprawdzicie na warsztatach i na
najedzenifest.pl. Koszt warsztatów: 160 zł, zapisy: [email protected] Najmłodsi adepci
kuchni włoskiej będą mogli przygotować pizzę
wraz z kucharzami Churrasco.
najedzenifest.pl
kilku potraw samodzielnie. W końcu ma to być święto. Obok kubeczków z hummusem i tapenadami, do koszyka można wrzucić
sałatkę ziemniaczaną (młode ziemniaki szorujemy, gotujemy
w mundurkach, wystudzone kroimy, dodajemy sos, np. na bazie
musztardy i koperku, do tego np. jajko i śledzie; albo zieloną
cebulkę, anchois, pietruszkę – najlepiej zrobić własną kompilację
dostępnych w sieci receptur), miskę ratatouille i pieczeń.
Wspaniale by było, gdybyście mieli czas i trzy dni wcześniej zamarynowali solidny kawałek szynki wieprzowej. Kapitalny przepis
na porchettę znajdziecie w książce kucharskiej „Smaki północnej
Italii” Marleny De Blasi. Szynkę (w całości możecie zamówić
ją np. u Gugulskich na Starym Kleparzu, poproście przy tym, aby
pozostawili sporą warstwę tłuszczu, który spowoduje, że gotowa
pieczeń będzie jeszcze lepsza) trzeba rozpłatać i nasmarować
pastą, w której składzie znajdą się nasiona kopru włoskiego,
nać fenkułów (z samych fenkułów można zrobić świetną sałatkę
– pokroić je w płatki i dodać pokrojoną wyfiletowaną pomarańczę), czosnek, posiekane gałązki rozmarynu, wino, grappa,
oliwa, pieprz, sól, goździki,
gałka muszkatołowa. Następnie trzeba nadać szynce formę podobną do pierwotnej
i obwiązać wytrzymałą nitką.
Potem mięso na dwa dni ląduje w lodówce, a Wy – przewracając
je dwa razy dziennie – możecie marzyć o nadchodzącym pikniku.
Potem już tylko kilka godzin pieczenia (nawet dłużej niż w przepisie)... i przyjemność jedzenia aromatycznego mięsa. Najlepiej
ze świetnym chlebem albo podgrzaną nad ogniem ciabattą.
Leniwi mogą skorzystać z kilku dróg na skróty: pójść do Węgierskich Specjałów (jedna z budek na Starym Kleparzu) i kupić tam
szynki i kiełbasy (na grilla weźcie surową z czosnkiem niedźwiedzim) lub kawałek świetnego pastrami z Pastrami Deli. Pastrami
to marynowany i wędzony mostek wołowy. Słowo pastrami odnosiło się początkowo po prostu do marynowanego mięsa, a popularność przynieśli mu emigrujący do Stanów Zjednoczonych
rumuńscy Żydzi. Kropkę nad „i” postawił pewien litewski rzeźnik
Volk, który w 1887 roku zaczął sprzedawać kanapkę z pastrami.
Modę na kanapki z mięsem podchwyciło całe miasto, a Deli stały
się jednym z nowojorskich symboli. W Krakowie na razie proponujemy Wam wyprawę do kazimierskiego Okrąglaka i spróbowanie
wspaniałych kanapek z Meat&Go. To najlepszy street food na Kazimierzu. Możecie więc skrócić swoje piknikowe męki, kupić tam
kanapkę, przejść przez Mostową, wstąpić do Klubczyka po dobry
sok (cydr proponujemy Wam do wersji pozamiejskiej, ponieważ
za picie alkoholu w miejscu publicznym można słono zapłacić),
kawałek sera i rozsiąść się leniwie na Bulwarach Wiślanych.
Magda Wójcik
Nature Way.
Piąty smak
Wan na Lipowej
We wtorek 31 maja o godz. 19 w Krako Slow
Wines na Lipowej 6F odbędzie się kolejny
„Podwieczorek na dwa kieliszki”. Gościem
Mariusza Kapczyńskiego będzie Jacek Wan.
Recepta na te spotkania jest prosta: świetny
prowadzący, wspaniali goście, a do tego poczęstunek i trunki. Tym razem będzie można
posłuchać opowieści Jacka Wana, dziennikarza
i podróżnika, autora cyklu programów podróżniczych „Między Wschodem a Zachodem” i wydanej niedawno książki „Tao smaku”.
Koszt udziału: 75 zł.
Zapisy: [email protected]
Słyszałeś już o umami? To piąty smak, który
wszyscy znamy, ale dopiero niedawno przykuł uwagę naukowców.
Większość ludzi określa go jako jednoczesne
odczuwanie słodyczy, słonego i tłustego. Za
jego występowanie odpowiedzialny jest kwas
glutaminowy, który naturalnie występuje w serach dojrzewających, sfermentowanych sosach,
pomidorach, orzechach, brokułach i w skondensowanej ilości w wodorostach. Japończycy są
mistrzami w operowaniu smakiem umami – pasta miso czy sosy rybne i sojowe to prawdziwa
kwintesencja pyszności. Uważajmy jednak na
glutaminian sodu, czyli smak umami z probówki
– jego nadmierne spożycie może powodować
niestrawność, wzdęcia, zawroty głowy i uczulenia skórne. Najwięcej glutaminianu zawiera
żywność przetworzona, której producenci chcą
nas w ten sposób zachęcić do jej spożywania.
Poszukujmy umami naturalnego – chociażby
w zdrowej i pysznej suszonej wołowinie, chałwie, paście tahini i miso. Warto zainteresować
się kuchnią azjatycką – dla swojej przyjemności
i zdrowia!
www.natureway.pl
Lokalny rolnik
Od niedawna w Krakowie działa kolejny sposób na to, by kupować jedzenie bezpośrednio
od rolników i producentów.
Lokalnyrolnik.pl to platforma, która łączy osoby
szukające dobrego jedzenia i jego producentów.
Za jej pośrednictwem kupujący mogą połączyć
się w grupy i robić wspólne zakupy, które następnie odbiorą w umówiony dzień, w umówionym
punkcie. Takich punktów jest już w Krakowie
sporo – m.in. w restauracjach, kawiarniach, ale
i w prywatnych domach. Obecnie kupić można
kilkaset produktów: od owoców i warzyw, przez
wędliny, po przetwory czy pierogi.
Lokalnyrolnik.pl uzupełnia dotychczasową ofertę, np. Mostfood, za pośrednictwem którego
można robić zakupy z dostawą bezpośrednio do
domu (ekologiczne owoce, warzywa od lokalnych
rolników, kasze, etc.) bez zakładania grup.
lokalnyrolnik.pl, mymostfood.pl
prezentacja
Maj 2016
21
Nieoczywista oferta
galerii krakowskiej
W najbliższych miesiącach Galeria Krakowska stanie się centrum sztuki, sportu i podniebnej kuchni.
Oprócz oczywistej oferty zakupowo-usługowej Galeria postawiła na nieoczywiste propozycje, które warto zapisać w swoim kalendarzu.
28–29 maja
25 czerwca – 24 września
Dinner inthe Sky
Krakowski Szlak
Street Artu Kochasz adrenalinę, ekstremalne przeżycia,
a twoim odwiecznym marzeniem jest lunch
w powietrzu?
Dzięki platformie Dinner in the Sky wcześniej
zarejestrowane osoby wzbiją się 50 metrów
nad ziemią. W terminie 28–29 maja na Placu
Jana Nowaka-Jeziorańskiego przed Galerią Krakowską stanie platforma, na której goście będą
mieli okazję skorzystać z trzech opcji. Coffee
Break in the Sky to 15-minutowy poczęstunek
w powietrzu, podczas którego na gości będzie
czekać kawa i herbata wraz ze słodkim deserem.
Druga opcja to Dinner in the Sky, czyli pełny
restauracyjny serwis, składający się z trzydaniowego obiadu oraz napojów i wina. Osoby, które
wybiorą ten pakiet, spędzą na platformie 70
minut. Z kolei Cocktail in the Sky to wieczorne
podniesienie platformy, w trakcie którego Szef
Kuchni ustępuje miejsca barmanom, którzy zaserwują gościom swoje popisowe drinki. Koszt
takiego przeżycia waha się od 183 zł do 389 zł
od osoby. Na platformie znajdują się 22 miejsca
siedzące. Można je rezerwować za pośrednictwem formularza dostępnego na stronie: www.
dinnerinthesky.info.
W 2016 roku Dinner in the Sky obchodzi 10-lecie
istnienia. Z tej okazji w maju rusza ogólnopolska
trasa, w trakcie której platforma odwiedzi 5 polskich miast. Oprócz Krakowa, obiad w przestworzach będzie można też zjeść w Łodzi, Wrocławiu, Gdańsku i Warszawie. Obecnie platforma
jest dostępna w ponad 50 krajach, a do tej pory
na całym świecie odbyło się już ponad 5 tysięcy
eventów z jej wykorzystaniem.
20–21 maja
Puchar Świata
w Trialu
Rowerowym
Już w maju w Galerii Krakowskiej po raz kolejny zostanie zorganizowany Puchar Świata
w Trialu Rowerowym.
Skały, betonowe kręgi, wielkogabarytowe opony czy pnie drzew – to jedne z wielu przeszkód,
z którymi będzie się zmagać 130 zawodników z ponad 20 krajów świata. Wśród nich
znajdą się zawodnicy światowej czołówki m.in. Mistrzowie Świata Vincent Hermance oraz Abel Mustieles, którzy zaprezentują swoje akrobatyczne umiejętności
i stworzą widowiskowe show. Zawody wygra
osoba, która uzyska jak najmniej punktów
karnych przyznawanych m.in. za dotknięcie
przeszkody jakąkolwiek częścią ciała lub innym elementem roweru niż opony, na każdym
z ośmiu odcinków trialu. Galeria Krakowska jest
współorganizatorem imprezy.
Już po raz trzeci Galeria Krakowska zaprasza na wycieczki Krakowskim Szlakiem
Street Artu.
W każdą sobotę przez trzy miesiące profesjonalni przewodnicy będą oprowadzać mieszkańców
i turystów śladami najlepszych krakowskich murali. Każdy z uczestników otrzyma plecak oraz
album Krakowskiego Szlaku Street Artu. W tegorocznej edycji uczestnicy będą mieli okazję
zobaczyć ponad 30 wielkoformatowych dzieł.
W ramach projektu przygotowano dwa typy
wycieczek: meleksową oraz autobusową. Trasa
wycieczki meleksowej rozpoczyna się przy zwycięskim muralu konkursu Mall Wall Art, autorstwa Justyny Posiecz-Polkowskiej widniejącym na
ścianie Galerii Krakowskiej. Następnie prowadzi
uliczkami Starego Miasta, Kazimierza, Zabłocia
i Podgórza, aby powrócić znów w okolice Galerii.
W trakcie zwiedzania uczestnicy będą mieli okazję podziwiać murale światowej sławy artystów
m.in. BLU, NAWERA, Mikołaja Rejsa czy Marcina
Wierzchowskiego. Z kolei podczas wycieczek
autobusowych uczestnicy zobaczą, oprócz już
wymienionych, murale na Rondzie Mogilskim,
przy FORUM Przestrzenie oraz w Nowej Hucie.
Na trasie znalazły się także inne formy street
artu, m.in. Mozaika Wyspiańskiego autorstwa
Lubosza Karwata. Patronem merytorycznym
wydarzenia jest Plastyk Miasta – Agnieszka
Łakoma. Projekt wspierają Urząd Miasta oraz
Krakowskie Biuro Festiwalowe. Udział w nim
jest bezpłatny, a zapisy odbywają się za pośrednictwem strony: www.szlakmurali.pl
23–25 czerwca
Gwiazdy
światowego
squasha Gwiazdy światowego formatu, lekcje squasha
dla początkujących oraz konkursy z nagro­
dami – takie atrakcje będą czekać na wszyst­
kich, którzy od czwartku do soboty (23–25
czerwca) po­jawią się przed Galerią Krakowską na Placu Jana Nowaka-Jeziorańskiego,
podczas fina­łów Polskiej Ligi Squasha.
Oprócz najlepszych polskich drużyn na kortach wystąpią również legendarni zawodnicy
tej dyscypliny, m.in. trzykrotny Mistrz Świata
Nick Matthew, Gregory Gaultier – Mistrz Świata
z 2015 roku czy Nour El Sherbini – znajdująca się
w pierszej 10 światowego rankingu kobiet. Dzięki szklanemu kortowi, rozstawionemu przed
wejściem głównym do Galerii Krakowskiej kibice będą mogli obserwować każdy ruch swoich
sportowych idoli.
Podczas finałów Polskiej Ligi Squasha organizatorzy przygotowali atrakcje dla wszystkich
fanów tej dyscypliny. W piątek i sobotę, przed
meczami finałowymi odbędą się bezpłatne zajęcia z profesjonalnym trenerem. Na Placu Jana
Nowaka-Jeziorańskiego będzie można również
podziwiać umiejętności taneczne zaprezentowane przez Tam Tan Studio Tańca Jazzowego
oraz zobaczyć pokazy karate w wykonaniu Krakowskiego Klubu Karate Tradycyjnego. Ponadto
w Galerii Krakowskiej odbędzie się wystawa fotografii o tematyce squashowej. Organizatorem
Mistrzostw jest krakowski klub Squash4You pod
patronatem Polskiej Federacji Squasha.
22
siedem uciech głównych
www.whatsupmagazine.pl
12 maja – 12 czerwca
13/14 maja
Nocą w muzeach
Nawet jeżeli zapomnicie o terminie Nocy Muzeów, przypomną Wam o niej długie kolejki
osób czekających na to, by odwiedzić muzea
w nietypowych porach.
Konserwatorzy, kustosze, kuratorzy mają
tego wieczoru pełne ręce roboty. Szturm
krakowian na muzea rozpocznie się o godz.
18 w piątek 13 maja. Odwiedzić można będzie
blisko 50 muzeów, więc warto przejrzeć program na tyle wcześnie, by dokładnie zaplanować wieczór. Tym bardziej,
że co ciekawsze propozycje
cieszą się ogromnym powodzeniem. Do zwiedzania oraz
do przejazdów komunikacją
miejską upoważnia pamiątkowa moneta w symbolicznej
cenie 1 zł.
www.krakowskienoce.pl
21–22 oraz 28–29 maja
Wszystko płynie
Macie aż dwa majowe weekendy, żeby pojeździć po Krakowie i okolicach, zobaczyć
kilkanaście obiektów o interesującej historii
i poznać miejsca, które na co dzień nie są dostępne. Innymi słowy: wpiszcie w kalendarze
Małopolskie Dni Dziedzictwa Kulturowego.
Tym razem kluczem do Małopolskich Dni Dziedzictwa Kulturowego jest woda. Odbądźcie więc
spacer śladami dawnych młynów wodnych, odnajdźcie plażę o nazwie Krokodyl, zwiedźcie
kompleks wodociągów na Bielanach, podziwiajcie rośliny w ogrodzie przy Dworze w Kwiato-
niowicach. Słuchajcie opowieści snutych przez
osoby zafascynowane historią regionu, podglądajcie rękodzielników, popłyńcie smoczą łodzią,
pomóżcie dzieciom stworzyć latające karpie
koinobori, spróbujcie lokalnych przysmaków.
Czas upłynie wam bardzo szybko! Szczegółowy
program oprowadzania, warsztatów, pokazów,
koncertów, wycieczek i gier terenowych znajduje się na stronie internetowej. Pamiętajcie,
że na niektóre z wydarzeń trzeba się wcześniej
zapisać. Rejestracja rusza 16 maja.
www.dnidziedzictwa.pl
fot. materiały prasowe
„Kryzys? Jaki kryzys?!” to temat przewodni
14. edycji Miesiąca Fotografii w Krakowie.
Przez miesiąc fotografia zamieszka w wielu
miejskich przestrzeniach.
Punktem wyjścia tegorocznego festiwalu jest
koncepcja, że kryzys to już nie stan przejściowy czy anomalia, lecz cecha charakterystyczna codzienności, stan permanentny, z którym
musimy się mierzyć na wszystkich poziomach
naszego funkcjonowania. Nie ominął on też
i fotografii, która stoi w obliczu nadprodukcji
obrazów i ciągle redefiniuje swoją rolę. O poszukiwaniu nowych form narracji wizualnej w dobie
kryzysu tradycyjnych mediów opowie wystawa
zbiorowa pod kuratelą Iris Sikking.
Listę artystów, których prace zobaczymy podczas 14. MFK, otwiera Paul Graham, którego
projekt „Nowa Europa” odnosi się do kryzysu
tzw. wartości europejskich. Szerszą, globalną
perspektywę proponuje Yann Mingard, który
odwołuje się do pojęcia antropocenu – pierwszej w dziejach epoki geologicznej, której nastanie jest skutkiem działań człowieka. W twórczości Anety Grzeszykowskiej przewijają się
tematy niedopasowania jednostki i ról, jakie
do odegrania ma ludzkie ciało. Max Pinckers
opowiada o miłości – także tej nieszczęśliwej,
bo zabronionej przez indyjską kulturę kastową – i uniwersalnych dążeniach do pokazania
szczęścia. To tylko część obfitego festiwalowego
programu. Szczegółów szukajcie w internecie.
www.photomonth.com
fot. Max Pinckers z cyklu “Czy zaśpiewają niczym krople deszczu, czy nie ugaszą mojego pragnienia”
Quo vadis,
fotografio
14, 22, 28–29 maja
Trzy kroki do
bankructwa
Kiermash, Kraków ŁAŁ, Kogel Mogel – w maju
będziecie mogli uzupełnić zarówno swoją
garderobę, jak i dziecięce pokoje.
Po kolei. W sobotę 14 maja w Forum Przestrzenie (ul. Konopnickiej 28) odbędzie się dziewiąta
odsłona targów mody dziecięcej, zabawek i akcesoriów Kraków ŁAŁ. Na stoiskach znajdziecie książki, zabawki, biżuterię oraz dodatki dla
najmłodszych, a także artykuły wyposażenia
pokoi dziecięcych czy kosmetyki. Wszystko
z rąk projektantów bądź produkcji małych firm.
Tydzień później, w niedzielę 22 maja, wraz z drugą edycją Targów Vintage i Retro – Kogel Mogel
sale dawnego hotelu Forum wypełnią wieszaki
z strojami vintage i retro akcesoria.
Wielbiciele ubrań spod igły młodych polskich
projektantów powinni 28 lub 29 maja udać się
na Dworzec Główny. Nie, nie po to, by pojechać
do Warszawy. W dawnym budynku dworca po
raz kolejny zagości Kiermash, czyli przegląd
tego, co w polskiej modzie piszczy. – Kiermash
jest niejednokrotnie jedyną szansą, by zobaczyć i przymierzyć ubrania, które kupić można
często jedynie przez Internet – zachęcają organizatorzy. Będzie z czego wybierać – udział
potwierdziło ponad 130 wystawców. A brzuchy
odwiedzających wypełnią posiłki przygotowane
podczas festiwalu Foodstock.
siedem uciech głównych
Maj 2016
24–30 maja
Poleca Marynia Gierat
Tydzień
z muzyką
filmową
Ubiegłoroczny Festiwal Muzyki Filmowej
odwiedziło ponad 30 tys. osób. Ile będzie ich
w tym roku?
Muzyka z filmów Romana Polańskiego w wykonaniu m.in. Tomasza Stańki i Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, kameralny
cykl Cinematic Piano, filmowe szlagiery autorstwa Henryka Warsa i Bronisława Kapera przetworzone przez Pawła Kaczmarczyka, giganci
alternatywnej muzyki filmowej, animacje… Program tegorocznego Festiwalu Muzyki Filmowej
wbije w fotel niejednego miłośnika gatunku.
Zobaczymy też „Poszukiwaczy zaginionej Arki”
w reż. Stevena Spielberga, gdzie muzykę wykona orkiestra Sinfonietta Cracovia poprowadzona przez Ludwiga Wickiego, a finałowy koncert
będzie wisienką na torcie, szczególnie smakowitą dla fanów sagi Andrzeja Sapkowskiego i gry,
która powstała na jej podstawie: usłyszymy
ścieżkę dźwiękową gry w wykonaniu formacji
Percival, chóru Pro Musica Mundi i Orkiestry
Kameralnej AUKSO pod batutą Marka Mosia.
Bilety oraz karnety można kupić za pośrednictwem portalu www.eventim.pl oraz w czterech
punktach informacji miejskiej InfoKraków. Bilety na poszczególne wydarzenia kosztują od 10 zł
do 90 zł, a karnety od 120 zł do 380 zł.
www.fmf.fm
23
Różnorodny
maj w Kinie
Pod Baranami
Książka na maj
Małe życie
W ubiegłym numerze polecaliśmy „Fatum
i furię”, sekcję ponad dwudziestu lat małżeństwa. W maju sięgnijcie po „Małe życie” Hanyi Yanagihary – opowieść o kilkudziesięciu
latach z życia czwórki przyjaciół. Obie książki
były nominowane do National Book Award.
Bohaterów „Małego życia” poznajemy, gdy zaczynają budować swoje kariery w – bo gdzież
by indziej – Nowym Jorku. Architekt Malcolm,
malarz JB, aktor Willem oraz prawnik Jude –
to aktorzy książki Yanagihary. „Małe życie”
to opowieść o dorosłej przyjaźni, ale i o czarnych stronach naszych młodzieńczych relacji,
które ostatnio pod lupą umieszczają coraz
częściej nie tylko pisarze, ale i reżyserzy: znęcaniu się, przemocy zarówno psychicznej, jak
i fizycznej. O byciu ofiarą, ale też o stawianiu się
w tej roli. Ucieknijmy jednak od fabuły książki,
bo trzyzdaniowy przepis na udaną prozę przy
takich składnikach łatwo jest sobie wyobrazić
(albo doczytać na stronie wydawcy), a skupmy
się na reakcjach, jakie wywołała. – Z wydawnictwem spierałam się głównie o to, ile w stanie
jest znieść czytelnik – mówiła dziennikarzowi „Guardiana” Yanagihara. Nic więc dziwnego, że wkrótce po wydaniu książki w mediach
społecznościowych zawrzało od czytelniczych
statusów, w których porównywano lekturę
do wdrapywania się po ścianach studni. Lekturę, której – dodajmy – nie było się w stanie
przerwać.
reklama
Kino rumuńskie przeżywa dobry okres –
w konkursie głównym w Cannes pojawią się
w tym roku aż dwa rumuńskie filmy!
Zanim dotrą do Krakowa, po festiwalu polecamy
rumuński weekend (13–15 maja) w Baranach.
W programie m.in. „Orizont” ze zdjęciami utalentowanego Olega Mutu. Zaraz potem Wiosna
Filmów (16–19 maja), czyli zestaw przedpremier
prosto z międzynarodowych festiwali. Nie przegapcie dokumentu, który wygrał tegoroczne
Berlinale – „Fuocoammare. Ogień na morzu”
i nominowanej do Oscara duńskiej „Wojny”.
Dokumenty królować będą także podczas
Weekendu z Docs Against Gravity (20–22 maja).
Koniecznie do zobaczenia m.in. film o afgańskiej
raperce („Sonita”) i o „idealnej” rodzinie z Korei
Północnej („Pod opieką Wiecznego Słońca”).
Pod koniec miesiąca jeszcze LGBT Film Festival (23–28 maja). Polecamy m.in. zestaw izraelskich filmów krótkich oraz „Oriented” – historię
trzech palestyńskich przyjaciół odkrywających
swoją tożsamość narodową i seksualną w Tel
Awiwie podczas konfliktu izraelsko-palestyńskiego w 2014. A potem już wszyscy spotykamy się na Krakowskim Festiwalu Filmowym (29
maja – 5 czerwca)!
zebrała Magda Wójcik
reklama

Podobne dokumenty