szkoła życia - Słowo Wrocławian

Transkrypt

szkoła życia - Słowo Wrocławian
Słowo numeru
str 1
Tylko
!
A
G
A
UW
MY
ZDAJE
RO LETY
BI CERTY!
N
NA KO
– str. 2
48 STRON!!!
nr 5/2012 (41) maj 2012
www.slowowroclawian.pl
cena 2 z³ (w tym 8 % VAT)
S Z KO Ł A Ż YC I A
J
SZUKA
WE
NAS
ICH
SK
W
A
Ł
C
O
WR
YCH
R
B
O
D
H!
C
A
C
S
MIEJ
Dodatek Specjalny Gdzie najtaniej?
To są chyba jakieś jaja
na EURO
- s. 38-39
- s. 26
KONKURSY
- s. 3
Targi we Wrocławiu
CHROÑ
ŒRODOWISKO.
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
PRZECZYTA£EŒ
- s. 10
ISSN 2082-6761
–
DALEJ
PODAJ
INDEKS 275611
czwartek, 24 marca 2011
Wstępniak
str 2
Maj
Adam T. Witczak
Kultura znudzonych dzieci
Małe dzieci bywają czasami do tego stopnia rozkapryszone i znudzone, że nic nie jest w stanie zainteresować
ich na dłuższą metę. Pograją pięć minut na komputerze, kopną piłkę w kąt pokoju, poskaczą pilotem po
kanałach telewizyjnych, otworzą i zaraz zamkną pierwszą lepszą książkę, pobawią się przez chwilę klockami
– i ostatecznie nic z tego nie wynika. Nic nie doszło do skutku, nic nie zaabsorbowało ich na dłużej.
Podobnie zjawisko obserwujemy u dzisiejszych internautów – a internautami jesteśmy teraz prawie wszyscy. O ile jednak osoby wychowane jeszcze przed rozpowszechnieniem się internetu mogą być
choćby częściowo uodpornione na tę epidemię znużenia i chwilowości, o tyle u młodszych (w szczególności
u nastolatków) uwidacznia się ona w ogromnej skali.
Ponad 40 lat temu Andy Warhol zapowiedział, że „w przyszłości każdy będzie miał swoje 15 minut sławy”.
Słowa te można już odczytywać prawie dosłownie. Internet jest wypełniony sezonowymi gwiazdami, które
coraz częściej nie reprezentują sobą nic. Obiektem fascynacji stali się – przede wszystkim dzięki portalom
takim jak YouTube – ludzie, którym trudno przypisać jakikolwiek autentyczny talent czy pomysł.
Doszliśmy do sytuacji, w której bezmyślnie rechoczemy z setek i tysięcy krótkich, amatorskich filmików, na których ktoś robi coś głupiego. Nie jest to nawet humor na poziomie „Świata według Kiepskich” czy
„Benny Hilla” – jest to po prostu absurd i głupota w postaci czystej. Miliony młodych ludzi codziennie oglądają
na YouTube meneli, podpuszczanych i wrabianych w coś głupiego przez cynicznego kamerzystę. Tysiące
odsłon mają filmy takie jak ten, na którym były elektryk wysokich napięć opowiada o tym, że „oszukałs go
banda decydentów” – albo inny, przedstawiający młodzieńca wspinającego się po piorunochronie tylko po to,
by po kilkunastu sekundach rzucić zdenerwowanej sąsiadce w twarz pamiętne słowa: „Jestem hardkorem”.
Oczywiście zjawisko nie ogranicza się do YouTube – mamy też miliony obrazków (demotywatory, komixxy
i nie tylko), tekstów, piosenek i słuchowisk.
To gigantyczna powódź pstrokatych odpadków, w których z rzadka płynie – zupełnym przypadkiem – coś autentycznie ciekawego. Nasza kultura staje się kulturą wyczerpania. Natłok informacji skutkuje
spadkiem jej jakości. Jednocześnie weryfikacja staje się coraz trudniejsza, a bardzo często jej namiastką jest
po prostu bezmyślne podążanie za stadem, które w danym momencie podnieca się akurat tym, a nie innym
zestawem filmików i memów.
Rechoczemy na widok rzeczy, przy których film „Głupi i głupszy” był szczytem finezji, a przede wszystkim – profesjonalizmu. Dziś nawet profesjonalizm nie jest potrzebny: wystarczą nagrania zrobione komórką,
piętnastosekundowe urywki, po których obejrzeniu klikamy na następne i następne. Wrzucić coś w internet
może każdy. Przypominają się „Wydrążeni ludzie” T. S. Eliota – „Głowy napełnia nam słoma / Nic nie
znaczy nasza mowa”.
Wystarczy tych smutnych refleksji, w końcu macie Państwo przed sobą jedyny prawdziwy „ostatni
bastion zdrowego rozsądku”, czyli „Słowo Wrocławian”. W majowym numerze czeka na was moc artykułów
na rozmaite tematy, ale nie ma chyba sensu, żebym w tym miejscu dublował spis treści. Lepiej wspomnieć
o kontynuacji naszego najbardziej dotąd spektakularnego konkursu – chodzi oczywiście o wyjazd do Karpacza
na dwudniowy pobyt w eleganckim hotelu. Kuponu szukajcie w numerze, zaś informacji o innych oferowanych przez nas prezentach – na naszej stronie internetowej http://slowowroclawian.pl w zakładce „Konkursy”.
Zaglądajcie również na facebookowy profil „Słowa”.
Jak zapewne Państwo zauważyli, cena naszego magazynu nieoczekiwanie wzrosła do 2 złotych.
Tak, tak, ciężkie czasy... ale też szesnaście stron więcej, a to niemało. Zresztą, dwa złote to przecież kwota
niewielka, a przy tym bardzo poręczna – wystarczy jedna moneta!
Pozwolę sobie zwrócić Państwa uwagę także na fakt, że zmienia się cykl wydawniczy „Słowa”.
Od teraz pismo będzie w kioskach dziesiątego dnia każdego miesiąca. Otrzymujemy sygnały, że takie rozwiązanie może być korzystniejsze dla reklamodawców i czytelników.
Nie pozostaje mi więc nic innego, jak tylko zachęcić do lektury bieżącego wydania!
Spis treści
Temat numeru
Henryk Kwiatek – Do przerwy 0:1 – s. 3
Co się działo...
...we Wrocławiu – s. 4
...w Polsce – s. 5
...w gospodarce – s. 6
Miasto
Marek Natusiewicz – Węzły przesiadkowe kolej-tramwaj – s. 6
Osiedle, jakich coraz mniej – s. 7
Inwestycje
Wojciech Sawicki – Ciekawa historia rat równych – s. 8
Jan Lewiński – Budowa dziur – s. 31
Publicystyka
Adam T. Witczak – Bankowość uczciwa i oszukańcza – s. 9
Adam T. Witczak – Dlaczego socjalizm nie działa? - s. 24
ks. Jacek Stryczek – Komunijny biznes – s. 25
ks. Jacek Stryczek – Święta i pracy – s. 25
Radosław Musiałek – Maj – miesiąc rozczarowań – s. 34
Wywiad z Maciejem Kubicą – s. 36
Nieruchomości
Marek Pietka – Dom z drewna – s. 10
Skuteczna izolacja dachu – s. 11
Adam T. Witczak – Budujemy nowy dom – s. 14
Edukacja
Ewa Tomaszewska – By nie zboczyć z kursu – s. 12
Ewa Tomaszewska – Cud matura – s. 29
Styl życia
Ewa Tomaszewska – Piramida smaków – s. 13
Monika Woźna – Już nie rumba, teraz prym wiedzie ZUMBA – s. 16
Ewa Tomaszewska – Nie tylko pizzą żyją Włosi – s. 18
Dni urody i SPA – s. 28
Praca
Adam T. Witczak – Praca – i co dalej? - s. 15
Motoryzacja
Radosław Musiałek – Przecież wiele od nas zależy – s. 15
Andrzej Białek – Naród w ruchu – s. 17
Jak pomagamy?
Radosław Musiałek – Starość też radość – s. 19
Prawo
Sebastian Kryczka – Korzyści z zatrudnienia tymczasowego – s. 20
Anna Synowiec – Jak sporządzić ważny testament – s. 21
Turystyka
Michał Maj – Jak tanio podróżować? - s. 22
Gdzie najtaniej?
Ewa Tomaszewska – Marketowe pranie mózgu – s. 26
Polskie Gniazdo
Ewa Tomaszewska – Czy ktoś jeszcze pamięta o kolumnie tatarskiej? - s. 30
Kultura
Wywiad z zespołem Chłopcy kontra Basia – s. 32
Euro 2012
Co, gdzie, jak i dlaczego? - s. 38-39
Sport
Dariusz Parossa – Śląsk awansował, Ślęza nie – s. 40
Dariusz Parossa – Wyjazd trampkarzy – s. 46-47
Śląsk mistrzem – s. 40
Wojciech Mach – Sport i kibice bywają różni – s. 40
Będzie się działo
Maj 2012 - s. 42-43
Pełny spis firm Wrocławskich Dobrych Miejsc na przedostatniej stronie Słowa Wrocławian
Skuteczne ocieplanie dachu!
O P TY K - O KUL I STA
ul. Pretficza 54A/1, Tel. 71 362 45 01
Przeczytaj koniecznie!
- s. 11
Wydawca: Magnes Media Sp. z o.o. [email protected] | Prezes Zarządu, redaktor naczelny: Emil Baran
Redaktor prowadzący: Adam Witczak [email protected] | Redaktor techniczny: Piotr Ludkowski | Dział reklamy: tel. 696 186 628
Stali współpracownicy: Adam Łącki, Jerzy Ziomek, Adam Maksymowicz, Bogdan Ludkowski, Dariusz Parossa, Robert Winnicki, Ewa Tomaszewska, Robert Traczyk, Piotr Sutowicz | Druk: Polskapresse
Redakcja: Karola Miarki 6-10, 50-306 Wrocław, tel. (71) 798 13 76 | Skład: Logos
Numer zamknięto 27 marca 2012 | Redakcja nie odpowiada za treść publikowanych listów i reklam. Materiałów nie zamówionych nie zwraca, zastrzega sobie prawo do skrótów w nadesłanych tekstach i listach.
Gazeta jest bezpłatna dla punktów biorących udział w programie „Wrocławskie Dobre Miejsca”.
Punkty partnerskie „Wrocławskich Dobrych Miejsc” nie mają prawa do pobierania opłat za rozdane egzemplarze gazety. Traktowane są one jako bezpłatne.
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
maj 2012
str 3
Do przerwy 0:1
Henryk
Kwiatek
„Sport to zdrowie”, głosi odwieczne porzekadło.
Jest w tym dużo prawdy, choć oczywiście dotyczy to samodzielnego uprawiania sportu, a nie
biernego przyglądania się zawodom z trybun lub
sprzed ekranu telewizora. A to właśnie stanie się
niedługo udziałem tysięcy i milionów Europejczyków, przejętych nadciągającymi nieuchronnie
mistrzostwami kontynentu w piłce kopanej.
Na Euro 2012 spojrzeć można
dwojako. Z jednej strony rozum
nakazuje analizować sprawy
chłodno, mierzyć siły na zamiary, przeliczać koszta i zyski
na twardą walutę, nie uciekać
od trudnych pytań. Z drugiej
strony serca sporej grupy ludzi
zupełnie szczerze rwą się do kibicowania „swoim” – i to niezależnie od tego, jak cierpkie będą
uwagi osób spoglądających na
całe zjawisko rzeczowo. Cóż,
ogół społeczeństwa potrzebuje
od czasu do czasu się rozerwać,
zapomnieć o wszystkim i znaleźć (choćby na kilka chwil) coś,
czym można się beztrosko cie-
szyć. Okazuje się więc, że nawet
sport oglądany, a nie uprawiany,
poprawia zdrowie – co prawda
psychiczne, ale to już dużo. Inna
sprawa, że poprawia je tylko
tymczasowo, ale na przykład
z punktu widzenia władzy organizującej igrzyska to i tak zysk
– ważne przecież, by chociaż na
miesiąc, dwa lub trzy odegnać
narastający w społeczeństwie
niepokój. Ludzie zresztą godzą
się na to, bo na czarne myśli
czas zawsze przyjdzie, czyż nie?
Tak to obie strony podświadomie pocieszają się pamiętnym
„après nous, le déluge” („a po
nas, choćby potop!”). W ten
Temat numeru
sposób markiza de Pompadour,
kochanka Ludwika XV, króla
Francji, uzasadniała życie huczne i wesołe. Ćwierć wieku po jej
śmierci potop istotnie nadszedł
– i wiele głów ścięły gilotyny
Rewolucji Francuskiej.
W Polsce gilotyn
chyba nie musimy się spodziewać, nie ta skala, ale i tak wielu
komentatorów snuje niewesołe rozważania na temat sytuacji
po Euro. Rafał Ziemkiewicz,
niemiłosiernie i zaciekle ostrzeliwujący swoimi felietonami
okopy Donalda Tuska, sugeruje
na przykład, że hymn Euro –
przaśna piosenka „Koko, koko,
Euro spoko” – to idealne podsumowanie rządowego podejścia
do całego przedsięwzięcia. Nie
ma co się przejmować kosztami stadionów, zawalonymi
terminami, niedokończonymi
inwestycjami, rosnącym zadłużeniem – ważne, że piłka w grze,
trawa na murawie zielona, jest
koko, jest Euro, jest spoko.
Ekonomista Krzysztof Rybiński przewidywał pod koniec
minionego roku, że druga połowa roku 2012 to będzie dla
polskiej gospodarki czas silnego
tąpnięcia. Nie on jeden podejrzewał, że taki jest plan władzy:
do Euro jakoś się trzymamy,
uwagę mas przerzucamy na
piłkę (i na „matkę małej Ma-
KONKURS
dzi”...), a potem... cóż, ktoś
będzie musiał to piwo wypić.
To znaczy: solidarnie trzeba
będzie przykrości scedować na
dzielny naród, który wiele już
zniósł.
Polityka, pieniądze,
propaganda, niejasne układy...
Nigdy chyba od tego nie uciekniemy, a jednak nie oznacza to,
że powinniśmy całkowicie zapomnieć o sportowym wymiarze nadchodzących mistrzostw.
Wyniosłe spoglądanie na „ciemny tłum”, który pędzi na stadiony, aby gapić się na „igrzyska”,
pozwala zapewne poczuć się
lepszym, ale czy naprawdę
jest coś złego w tym, że ludzie
chcą popatrzeć na piłkę i swoje
ulubione „jedenastki”? Prawda,
że wiele rzeczy mogłoby zostać
lepiej zorganizowanych, że rozmaici „możni tego świata” (i
kraju) mają swój cel w tym czy
owym – na przykład w lukrowanym obrazie propagandowym.
Wszystko to rzeczy wiadome,
ale przecież Euro i tak się odbędzie. Pozwólmy więc tym,
których to pasjonuje, oglądać
mecze, głośno krzyczeć, fascynować się wynikami, odmieniać przez przypadki nazwiska
i pseudonimy zawodników.
Dla niektórych „boisko jest jak
ołtarz, piłka nożna jak religia”,
jak śpiewał dawno temu pewien
zespół rockowy. W każdym razie tyczy się to okresu wielkich
imprez, które potrafią poruszyć
nawet sceptyków.
W tym numerze „Słowa” publikujemy specjalną rozkładówkę na temat Euro 2012:
krótkie zestawienie podstawowych informacji i ciekawostek dotyczących imprezy.
Kto będzie grał, kto to wszystko wymyślił, czego można się
spodziewać i kim był patron Pucharu Mistrzostw. Już niedługo
okaże się, co potrafi polska reprezentacja – i czy zagra więcej
niż owe trzy odwieczne mecze,
o których mówi się tyleż często,
co złośliwie. Oby!
(list od Czytelnika)
Ostatnio dzięki gazecie „Słowo Wroclawian” udało mi się wygrać podwójne zaproszenie na niesamowity koncert wirtuoza gitary basowej – Marcusa Millera. Jego występ odbył się w ramach
organizowanego od kilku lat we Wrocławiu Thanks Jimi Festiwalu.
Marcus Miller na początku koncertu zagrał kilka piosenek ze swojej najnowszej płyty.
Była wśród nich m.in. nastrojowa ballada pt. „February”. Później mistrz rozruszał publikę swoimi największymi hitami. Można było odnieść wrażenie, że wszyscy na Wyspie Slodowej kołysali
się wówczas w rytm dźwięków wypływających spod palców Marcusa Millera. Technika jego gry
była po prostu nie z tej ziemi! Oczywiście zespół, z którym grał, nie odstawał poziomem od swojego
lidera. Śmiem twierdzić, że każdy jego członek mógłby spokojnie zrobić karierę solową. Szczegolnie przypadla mi do gustu gra perkusisty, który czasem robił rzeczy naprawdę niesamowite.
Nie da się tego opisać, to po prostu trzeba było przeżyć. Wydaje mi się, że na widowni nie było
osoby, ktorej nie podobałby sie koncert. Rownież po Marcusie Millerze widać było, że wrocławska
publiczność zrobiła na nim bardzo pozytywne wrażenie. Po bisie król basu obiecał, ze wróci do
Wrocławia...Cóż, trzymam za slowo!
Michał Michniowski
- wygraj pobyt w Karpaczu
Wyjazd ze „Słowem Wrocławian”
W maju ponownie pragniemy zaprosić Państwa do wypoczynku w Karpaczu. Do wygrania vouchery na dwa dwudniowe wyjazdy dla dwóch
osób; jeden do Rezydencji Apollo, drugi do Hotelu Majestic. Aby wziąć
udział w losowaniu nagród, należy wypełnić, wyciąć i wysłać poniższy
kupon na adres naszej redakcji. Na zgłoszenia czekamy do 5.06.2012. –
wtedy wylosujemy zwycięzców. Szczęśliwcy będą mogli m.in. skorzystać z sauny fińskiej oraz ze zniżek na okoliczne atrakcje. Przewidziane
są noclegi w eleganckich pokojach wraz ze śniadaniami.
IMIĘ I NAZWISKO: .............................................................................
TELEFON KONTAKTOWY: ...............................................................
E-MAIL: ...............................................................................................
Laureatkami kwietniowego losowania został Panie: Aneta Kala i
Barbara Woźniakowska. Paniom
serdecznie gratulujemy, a pozostałych Czytelników
zachęcamy
do nadsyłania
kuponów. Takiej
okazji nie można
przegapić.
maj 2012
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 4
Co się działo
w Polsce
Co się działo
WE WROCŁAWIU
– Kwiecień 2012
Sędziowie skazani
Sąd Okręgowy we Wrocławiu skazał dwóch sędziów piłkarskich
– Pawła S. z Pomorza i Roberta W. z Warszawy – na wyroki więzienia w zawieszeniu za branie łapówek i sędziowanie
na rzecz określonej strony. Paweł S. został skazany na dwa lata
pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata. Musi także
zwrócić przyjęte 58 tysięcy złotych oraz dopłacić 21 tysięcy złotych grzywny. Wyrok dla Roberta W. to dwa lata w zawieszeniu
na pięć – i konieczność zwrotu 67 tysięcy. Do tego dochodzi 14
tysięcy grzywny. Obaj panowie przez 6 lat nie mogą zajmować
żadnych stanowisk związanych z organizacją zawodów sportowych. Sędziowie przyznali się do winy i poddali karze.
W całej sprawie sądzonych jest blisko 150 osób,
z czego około 1/3 poddała się dobrowolnie karze. Są to m.in.
sędziowie i działacze PZPN, a także piłkarze. Jednym z bardziej
ponurych wątków tej wielkiej
afery łapówkarskiej jest
udział w niej zorganizowanej grupy przestępczej, dowodzonej przez
Ryszard F., pseudonim
“Fryzjer”. Dotąd 200
osób zostało skazanych
prawomocnymi wyrokami za korupcyjne
przestępstwa w polskiej piłce.
Opracował: Adam T. Witczak
Dwie
demonstracje
we Wrocławiu
Przez Wrocław przeszły 10
kwietnia dwie demonstracje.
Jedną organizowali rodzice
i nauczyciele protestujący przeciw likwidacji niektórych szkół
na Dolnym Śląsku. Ich pochód wyruszył w południe spod Pręgierza, skąd ulicami Ruską, Kazimierza Wielkiego i Oławską
przejdzie do Urzędu Wojewódzkiego.
Wieczorem z placu Katedralnego wyruszyła demonstracja
członków i sympatyków Prawa i Sprawiedliwości. Ten marsz
związany był z drugą rocznicą katastrofy smoleńskiej, w której
zginął m.in. prezydent Lech Kaczyński.
Nowa nawierzchnia w Rynku
Władze zmodernizują część nawierzchni w obszarze Rynku.
Chodzi o szeroki na sześć metrów pas, który biegnie wokół Rynku i obecnie wyłożony jest nierówną kostką brukową, po której
ciężko chodzi się pieszym - zwłaszcza paniom na wysokich obcasach... Nowa nawierzchnia składać będzie się z płyt granitowych,
co jest nawiązaniem do rozwiązania zastosowanego na rynku
krakowskim. Za projekt odpowiedzialny jest architekt Tomasz
Myczkowski. Realizacja ma być ostatecznie gotowa za 2 lata.
Nowy, lepszy Strzelecki
Po 10 miesiącach przebudowy skwer przed kościołem św.
Bonifacego jest znów, jak w okresie międzywojennym, podzielony na trzy sektory. We wschodnim wymieniono oświetlenie
i odrestaurowano Pomnik Zesłańców Sybiru. W c z ę ś c i
środkowej wydzielono obszar wypoczynku i rekreacji. Są tu np.
stoliki z siedziskami do gry w warcaby. W sektorze zachodnim,
od strony ulicy Łowieckiej, jest plac zabaw dla dzieci oraz ścieżka rowerowa. Prace na obszarze skweru prowadzone były przez
Zarząd Zieleni Miejskiej. Ich koszt to ponad 2 mln zł., przy czym
1,4 mln zł otrzymano ze środków unijnych.
Pijana lekarka
Świdnicka policja zatrzymała lekarkę, która w stanie upojenia alkoholowego przyjmowała pacjentów na nocnym dyżurze w świebodzickiej stacji pogotowia ratunkowego. Niekonwencjonalne
zachowanie 56-letniej kobiety zgłosili policjantom rodzice rocznego dziecka, którzy w nocy ze środy na czwartek przyjechali na
pogotowie, ponieważ ich córeczka gorączkowała. Lekarka nie
była w stanie normalnie się wysłowić, dlatego rodzice zażyczyli
sobie jedynie skierowania do szpitala, po czym zadzwonili na komisariat. Policja szybko przybyła na miejsce i pani doktor została
przebadana alkomatem. Istotnie, miała 1,6 promila alkoholu we
krwi. Zostaną wobec niej wyciągnięte konsekwencje. Na szczęście feralnej nocy zdążyła prawdopodobnie przyjąć tylko dwóch
pacjentów, którym wypisała jedynie skierowania do szpitali.
Nowe, wyższe ceny biletów
Od 1 maja na terenie Wrocławia obowiązują nowe ceny biletów komunikacji miejskiej. Jest to rezultat uchwały podjętej 16 lutego
podczas XXII sesji Rady Miejskiej. Władze usprawiedliwiają się tym, że jest to pierwsza zmiana cennika od roku 2008, czyli od 4 lat.
Jak czytamy na portalu wroclaw.pl: Od tego czasu znacznie wzrosły koszty utrzymania miejskiego taboru - o 25 % drożej płacimy za 1
litr oleju napędowego, podrożała opłata za kilowatogodzinę energii elektrycznej, a także stawka ubezpieczenia pojazdów. Podkreśla się
też, że w ostatnich latach wymieniono część taboru, pojawiło się 31 tramwajów wyposażonych w klimatyzację, jest też coraz więcej
autobusów marki Volvo i Mercedes.
Standardowa cena biletu jednorazowego to teraz 3 złote. Tyle samo kosztuje bilet czasowy na 30 minut. Za jednorazowy
przejazd linią pośpieszną lub nocną zapłacimy 3, 20 złotego. Bilet godzinny to koszt 4,40 zł, a półtoragodzinny – 6 zł. Są to oczywiście
ceny biletów dla osób nie posiadających żadnej zniżki – np. uczniowie i studenci płacą o połowę mniej.
REKLAMA
Feralny bankomat
DOLNOŚLĄSKIE TARGI
ORGANIZACJI
POZARZĄDOWYCH 2012
HALA STULECIA
2
1
0
2
A
J
A
M
26
WROCŁAW PERGOLA
DZIEŃ SPOŁECZNEJ
!
Y
C
O
M
R
E
P
SU
JE PONAD 100 NGO,
Y, KONKURSY, PREZENTAC
OD 12:00 – POKAZY, ZABAWJEK, HAPPENINGI, KONCERTY / M.IN.:
WARSZTATY, CZYTANIE BA KATEDRA, THE SCOOP, APAMAU, RED BUS
RED SCALP, TWENTY BAR, Y SPOŁECZNEJ (UWAGA: OBOWIĄZUJĄ ZAPISY)
YM FONTANNY
15:30 – PRZEGLĄD REKLAM
POKAZEM MULTIMEDIALN
21:20 – WIELKI FINAŁ Z STULECIA.PL
PRZYBYWAJCIE!
WIĘCEJ NA: WWW.HALA SAMORZĄDU WOJEWÓDZTWA DOLNOŚLĄSKIEGO.
WSTĘP WOLNY!
Na jednym z bankomatów przy placu Jana Pawła II oszuści zamontowali specjalną nakładkę, dzięki której mogli
kopiować dane dostępowe do kont wrocławian, wypłacających pieniądze. Chodzi o tzw. skimming, czyli nielegalny
proceder skanowania pasków magnetycznych kart. Później
złodzieje dokonywali wypłat – i to... na Filipinach. Zaiste,
prawdziwie egzotyczny transfer gotówki… Klienci PKO
BP złożyli już reklamacje i czekają na zwrot pieniędzy, zaś
urządzenie zostało naprawione. Tego typu przestępstwa
są stosunkowo
częste. Raptem kilka dni
temu rozbito
międzynarodowy gang,
który robił
podobne akcje na Dolnym
Śląsku.
Pogrzeb ofiar
stalinizmu
3 kwietnia o godzinie 11:00 na Cmentarzu Osobowickim uroczyście pochowano ofiary stalinowskich procesów
sądowych, które odbywały się we
Wrocławiu pod koniec lat 40-tych i na
początku lat 50-tych. Tak naprawdę
szczątki tych osób grzebano po raz drugi – tylko że za pierwszym razem, 60
lat temu, odbywało się to nieoficjalnie,
bez świadków i kapłanów, nad ranem.
Ofiary komunistycznych oprawców
chowano na polach 81a i 120. Od kilku
miesięcy na Cmentarzu prowadzone
są prace ekshumacyjne – dotąd zidentyfikowano szczątki 237 ofiar terroru
UB. Najmłodsi skazani mieli po 18 lat,
najstarszy – 74 lata.
REKLAMA
SOWANE ZE ŚRODKÓW
WYDARZENIE WSPÓŁFINAN
Serwis komputerów
i laptopów
oraz dystrybutor
Cyfrowego Polsatu „REGOR”
Wrocław, ul. Daszyńskiego 28
tel. 71 322 86 44, 71 330 06 82,
601 743 311
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
maj 2012
str 5
Co się działo
w Polsce
Co się działo
W POLSCE
– Kwiecień 2012
Najmniej lekarzy
“Dziennik Polski” donosił w kwietniu, że spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej w Polsce
jest najmniej lekarzy na 10 tysięcy mieszkańców. Według samorządu lekarskiego problemem
jest polityka Ministerstwa Zdrowia, które np. w marcu dopuściło tylko 444 rezydentury (miejsca
umożliwiające zdobycie specjalizacji) z 2600 zgłoszonych przez województwa. Ten stan rzeczy
jest oczywiście tłumaczony brakiem funduszy. Brakuje m.in. patomorfologów i geriatrów, ale
także innych specjalistów.
Sprawa zabójstwa gen. Papały
Prokuratura Apelacyjna w Łodzi poinformowała, że generał Marek Papała, były komendant główny
policji, zastrzelony w roku 1998, padł ofiarą złodziei samochodów, którzy próbowali ukraść jego
pojazd. W tej sprawie zatrzymano 23 kwietnia pięć osób, przy czym dwóm postawiono zarzut
zabójstwa. Są to Mariusz M. i Igor M., pseudonim „Patyk”.
Wiele osób nie wierzy w to, że Papała mógł rzeczywiście paść ofiarą młodocianych wówczas złodziei samochodów, a tym bardziej w to, że przestępcy ci mogli przez czternaście lat zwodzić wymiar sprawiedliwości. Po raz kolejny można odnieść wrażenie, że ktoś próbuje zamieść
sprawę pod dywan.
Generał Papała zginął 25 czerwca 1998 roku, kiedy ok. godziny 22:00 wysiadał na ulicy
Rzymowskiego w Warszawie ze swego daewoo espero. W śledztwie badano 11 wersji, przesłuchano
400 świadków. Zlecenie zabicia Papały zarzucano m.in. polonijnemu biznesmenowi Edwardowi
Mazurowi. Prokuratura domagała się jego ekstradycji, ale w lipcu 2007 roku nie zgodził się na
to Sąd Federalny w Chicago.
Deregulacja zawodów
Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin chce przeprowadzić deregulację sporej liczby zawodów,
do których dostęp jest obecnie ograniczany przez specjalne egzaminy, zezwolenia, certyfikaty
i limity. Ma to być sposób na walkę z bezrobociem, pobudzenie rynku i rozbicie szkodliwych
układów personalnych. 12 kwietnia Gowin wygłosił na Uniwersytecie Wrocławskim wykład pt.
„Reguły deregulacji, czyli dlaczego dobre prawo i wolny rynek leżą w interesie większości oby
Co się działo
W GOSPODARCE
– Kwiecień 2012
Słaba dekada
Analitycy portalu Money.pl przewidują, że z kryzysem możemy
mieć do czynienia nawet do roku 2020. W raporcie portalu czytamy m.in.: „W 2011 roku firmy zarobiłby tyle, ile udawało im
się uzyskać w przedkryzysowych latach 2006-2007. Przychody
przedsiębiorstw wyniosły 104 miliardy złotych i jest to suma
najwyższa w historii. Wygląda jednak na to, że pracodawcy
gromadzą te pieniądze na lokatach, bo bezrobocie utrzymuje
się na wysokim poziomie 13,3 procent, a nasze podwyżki są tak
małe, że pożera je rosnąca inflacja.” Realny wzrost roczny
przeciętnego wynagrodzenia jest coraz mniejszy, pensje prawie
stoją w miejscu. Firmy unikają ryzykownych inwestycji, a także
mają opory przed zwiększaniem zatrudnienia. Co więcej, tylko
70% Polaków pracuje na umowach o pracę – reszta zatrudniana
jest na zlecenie i o dzieło. Jeśli chodzi o Europę w ogólności,
to najtrudniejsza jest sytuacja krajów śródziemnomorskich –
przede wszystkim Grecji, Portugalii i Hiszpanii. Borykają się
one z wysokim bezrobociem i ogromnym długiem publicznym,
który grozi bankructwem tych państw.
maj 2012
wateli”. W planach jest deregulacja najpierw 49 zawodów, a potem kolejnych. Ma to dać 50 do
100 tysięcy miejsc pracy. Chodzi m.in. o takie zawody, jak prawnicy, księgowi, taksówkarze czy
przewodnicy turystyczni. Reakcja środowisk politycznych, związków i korporacji zawodowych
jest rozmaita. Niektórzy tradycyjnie twierdzą, że będzie to zamach na jakość usług, ale według
innych powinny zwyciężać swobodne decyzje uczestników gry rynkowej.
Polska miała rację
Trybunał Unii Europejskiej uznał, że Komisja Europejska wykroczyła poza swoje kompetencje, gdy w 2007 roku narzuciła Polsce
obniżony limit uprawnień do emisji dwutlenku węgla w latach
2008-2012. Co więcej, Trybunał odmówił KE prawa ustalania
limitu podlegających rozdzieleniu uprawnień do emisji gazów
cieplarnianych.
Na marginesie warto dodać, że tzw. walka z globalnym
ociepleniem jest szkodliwa dla polskiej gospodarki, w której
90% energii uzyskuje się ze spalania paliw kopalnych, głównie węgla. Niedawno polski rząd przeciwstawił się unijnym
planom zaostrzenia kryteriów pakietu klimatycznego. Była to zaiste wyjątkowa sytuacja, w której władze naszego kraju wykazały
się rozsądkiem, a nawet pewną dozą niezależności. Polska jest
największym w Europie oraz dziewiątym na świecie wydobywcą węgla. Mamy ok. 2% globalnych zasobów tego surowca (USA
posiada 27%, Rosja natomiast 17%). Próba redukcji do 2050 roku
udziału energii węglowej w całokształcie naszej energii z 90%
do 20% byłaby dla Polski zabójcza. Nieuchronnie wiązałaby się
ze wzrostem bezrobocia, bankructwami przedsiębiorstw i spadkiem dochodu narodowego.
Każdy walczy o swoje interesy, więc my również
powinniśmy. Nie chodzi o to, by nie prowadzić badań nad odnawialnymi źródłami energii, ale o to, by nie dać się ponieść paranoi,
będąc przy tym wykorzystanym przez silniejszych graczy.
Zwolnienia na Dolnym Śląsku
Na Dolnym Śląsku rośnie bezrobocie – być może nie lawinowo,
ale i tak jest to zjawisko niepokojące. Dużo ludzi straciło lub
straci w najbliższym czasie pracę w takich firmach jak Dialog,
Tauron i Whirlpool. Dialog został wykupiony przez Netię, której centrala mieści się w Warszawie, stąd wrocławska centrala
Dialogu ulegnie likwidacji. Tauron – koncern energetyczny –
zredukował dotąd zatrudnienie o 1200 osób (w ramach programu
dobrowolnych odejść). Napięta jest sytuacja w firmie Whirlpool.
Od października 2011 roku pracę straciło tu 150 osób, w dużej
mierze doświadczonych pracowników, na miejsce których
przedsiębiorstwo przyjmowało pracowników tymczasowych,
zatrudnianych przez agencje pracy. Działające na terenie fabryki
związki zawodowe weszły w spór z władzami firmy. Może nawet
dojść do strajku załogi.
Promocja energetyki jądrowej
Rząd rozpoczął kampanię informacyjną na temat zalet energetyki jądrowej. Koszt tego przedsięwzięcia to 18 milionów
złotych. Pełnomocniczka rządu do spraw energetyki jądrowej – pani Hanna Trojanowska – twierdzi, że celem kampanii jest rozpoczęcie żywego dialogu ze społeczeństwem.
Pierwsza polska elektrownia jądrowa ma kosztować
40 miliardów złotych, które wyłoży inwestor. Przeciwko budowie w Polsce takich obiektów tradycyjnie protestują organizacje
ekologów, ale także wielu Niemców. W ich kraju planuje się
zamknięcie wszystkich siłowni atomowych do roku 2020.
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 6
Miasto
Węzły przesiadkowe kolej-tramwaj
sca obudowane są istniejącymi
obiektami – albo też konfiguracja
przewidywanego rozwiązania
Marek
odbiegać będzie od klasycznego
skrzyżowania osi tras komunikacji
Natusiewicz
zbiorowej pod kątem prostym (lub
Kontynuując myśl zawartą w za- budując wiadukt (najczęściej ko- zbliżonym). Wówczas to, przed
kończeniu artykułu „Kolej w mie- lejowy nad ulicą) trzeba pamiętać podjęciem wiążących ustaleń,
ście... i nie tylko”, opublikowane- o konieczności zlokalizowania na konieczna jest bardziej dogłębna
go w poprzednim numerze „Słowa nim przystanku SKM i zapewnie- analiza funkcjonalno-przestrzenna,
Wrocławian”, możemy stwierdzić, nia bezpiecznego zejścia bezpo- nierzadko wielowariantowa.
że w wielu przypadkach problem średnio na perony tramwajowe. Do prostych rozwiązań należy
przesiadki z tramwaju na kolej Oczywiście banalność rozwiązania zapewne przedłużenie linii tramnie zawsze idzie w parze z jego wajowej kończącej się obecnie
jest banalnie prosty. Po
prostotą... Dobrą ilu- pętlą na Leśnicy. Plan miasta (por.
prostu
stracją może być il. nr 1) niemal narzuca kontynutu „Rondo Reagana” owanie przebiegu w postaci
na wrocławskim jednokierunkowej trasy
placu Grunwaldz- tramwajowej w stronę
przystanku kolejokim.
Nie wszędzie wego. W kierunku
mieć będzie- stacji trasa przemy sytuację biegałaby ulicą
„opcji ze- Michała Płońr o w e j ” , skiego i dalej
gdyż w wie- ulicą Jana Rublu przypad- czaka. W pierwkach te wę- szym wariancie
złowe miej- po torowisku tym
poruszałyby się pojazdy
aktualnych linii tramwajowych.
Ze względu na historyczny charakter ulic można jednak zaproponować zupełnie inny rodzaj
pojazdu, który kursowałby tylko
po tej nowej trasie, łącząc starą
pętlę tramwajową z dworcem
kolejowym. W przyszłości można
byłoby linią tą obsługiwać również
przylegające bezpośrednio do Leśnicy osiedla Stabłowice i Pracze
Odrzańskie.
Bardziej dogłębnej analizy funkcjonalno-przestrzennej wymagałaby modernizacja węzła przesiadkowego Wrocław-Nadodrze.
Ilustracja 1. Połączenie pętli tramwajowej na Leśnicy z przystan- Świadomie używam tej nazwy, aby
odróżnić to zagadnienie od istniekiem kolejowym Wrocław-Leśnica.
jącego już multimodalnego węzła
przesiadkowego na pl. Powstańców Wielkopolskich. Proponowanemu przez mnie rozwiązaniu
przyświecają dwa cele. Pierwszym
i priorytetowym jest umożliwienie
bezpośredniego przesiadania się
z pociągu na tramwaj, drugim
– odblokowanie ruchu samochodowego na ulicach Reymonta
i Trzebnickiej poprzez eliminację wbudowanych w ich osie
linii tramwajowych. Zaproponowane rozwiązanie wyelimino-
wałoby również blokujący płynność
tramwajowy lewoskręt z Mostu
Pomorskiego w ul. Osobowicką,
a dzięki niewielkiej przebudowie
północno-wschodniego narożnika tego skrzyżowania na 1/4
„koniczynki” – również i samochodowego.
Jak widać, w niektórych przypadkach, analizy skutków powinny
obejmować o wiele większy obszar
niż by się początkowo wydawało...
Na szczęście myślenie na papierze
jest zdecydowanie tańsze, niż
sprawdzanie rozwiązań w tzw. realu, O czym, zdaje się, zapominają czasami miejscy decydenci
i planiści!
Ilustracja 2: Węzeł przesiadkowy Wrocław-Nadodrze
REKLAMA
www.mimihouse.pl
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
maj 2012
str 7
Reklama
PReklama
Osiedle, jakich coraz mniej
W dobie globalizacji i galopującego rozwoju
inwestycyjnego centra miast zmieniają się w
miejsca pozbawione przestrzeni - gęsto zabudowane i hałaśliwe. Ciężko tu znaleźć choćby
plac zabaw czy ławeczkę wśród zieleni.
Podobnie dzieje się we Wrocławiu, gdzie na Starym Mieście
i w Śródmieściu powoli znikają wszystkie wolne przestrzenie,
a pośród starych, w znacznej
mierze zaniedbanych kamienic
powstają biurowce, plomby
i parkingi. Ten trend jest nie-
przeszło drogę od wioski rybackiej Tschepine znajdującej
się pod murami miejskimi,
poprzez jedną z najpiękniejszych dzielnic niemieckiego
Wrocławia (zwaną Przedmieściem Mikołajskim i praktycznie zrównaną z ziemią podczas
Nowoczesne osiedle otoczone zielenią
odwracalny, dlatego też wiele rodzin w poszukiwaniu ciszy przenosi się do miejsc na
obrzeżach miasta. Teoretycznie
można tam wygodnie odpocząć
po pracy i wychowywać dzieci
z dala od ruchliwych ulic. „Teoretycznie“, bo przecież widzimy, że Wrocław szybko się rozrasta i wchłania kolejne obszary, które do niedawna były
enklawami spokoju.
Na tym tle Szczepin
zdaje się być ewenementem.
To osiedle po przejściach,
ze śladami minionych epok,
obrony „Festung Breslau”), aż
po socmodernistyczne budowle
powojenne.
Oddalając się od Rynku w kierunku północno-zachodnim, po dziesięciu minutach spaceru wchodzimy w obszar, który na pierwszy rzut oka
może się wydawać mało atrakcyjny, ale od razu urzeka ilością
zieleni między budynkami. Sercem Szczepina można nazwać
ulicę Zachodnią, która znajduje
się dokładnie pomiędzy głównymi arteriami wylotowymi tej
części miasta – ul. Legnicką i ul.
Odra House nad Odrą
maj 2012
Długą.
Idąc od Placu Jana Pawła II
po prawej widzimy piękny
skwerek, którym opiekuje się
Spółdzielnia „Cichy Kącik”.
Zgodnie z jej nazwą mamy
tu zadbane żywopłoty, szereg
pielęgnowanych drzew różnego rodzaju, nowiutkie boiska
dla dzieci (do siatkówki, koszykówki i piłki nożnej), są także
drabinki i karuzele, ogrodzona
piaskownica z ławeczkami
dla rodziców pilnujących swoich pociech. Wszędzie jest
czysto - widać, że mieszkańcy
dbają o porządek.
Przechodzimy na drugą stronę ul. Inowrocławskiej,
gdzie widzimy kolejny, równie
duży skwerek. Wznosi się na
nim górka, z której dzieci w zimie zjeżdżają na sankach. Obok
dostrzec można ślady po korcie
tenisowym – może tego lata
znowu będzie otwarty? W razie
czego przy Poznańskiej mamy
centrum rekreacyjne, w którym
– prócz saun i basenów – są także korty.
Po lewej minęliśmy właśnie szkołę. Szybko
przekonamy się zresztą, że
szkół w okolicy jest do wyboru, do koloru! Na Szczepinie
znaleźć można Gimnazjum nr
28 przy Zachodniej, Zespoły
Szkół nr 1 (Słubicka) i 18
(Młodych Techników) i dwie
podstawówki (numery 18 i 46).
Mieści się tu także Akademia Muzyczna, stosunkowo
niedaleko jest do głównych
budynków Uniwersytetu Wrocławskiego.
Na ulicy Długiej mamy aż dwa
duże supermarkety – Tesco
i OBI. Przy Słubickiej odwiedzić można Centrum Handlowe
TGG, w którym funkcjonuje
m.in. supermarket spożywczy
„Astra“. Niewątpliwą atrakcją TGG jest kręgielnia „Miraż“, w której można pograć także w bilard. Ale to nie wszystko:
niedaleko Szczepina, w południowej części Popowic, znajduje się ogromne centrum handlowe Magnolia Park, a w nim
mnóstwo sklepów i punktów
usługowych najróżniejszego rodzaju.
Oczywiście wielu z nas woli robić przynajmniej część zakupów w mniejszych sklepach osiedlowych. Żaden problem: na
Szczepinie bez trudu znajdziemy lokalne „spożywczaki”, warzywniaki i kioski.
Widać gołym okiem, że Szczepin (podobnie jak cały Wrocław) intensywnie się rozwija.
Pojawiają się nowe inwestycje,
które dodają kolorytu temu miejscu. Na zbiegu ulic Rybackiej,
Inowrocławskiej i Długiej (w
miejscu dawnych magazynów
Polsportu) lokalny deweloper,
znany z rewitalizacji kwartału
na Kępie Mieszczańskiej, wybudował apartamentowiec Odra
House. Ten nowoczesny, ośmiopiętrowy, otoczony zielenią budynek posiada nawet drzewa na
dachu. Znajdują się w nim również duże rowerownie i klub
fitness dla mieszkańców. Nad
garażem podziemnym dla 160
samochodów zbudowano plac
zabaw dla dzieci z miekką
nawierzchnią i fontanną. Jest
tu nawet recepcja, która odbiera
pocztę i świadczy drobne usługi. Z przestronnych balkonów
i tarasów otaczających budynek rozciąga się piękny widok
na Szczepin i Stare Miasto,
a nawet na górę Ślęzę. Żyć, nie
umierać! – chciałoby się rzec,
patrząc na „Odra House”.
Szczepin to miejsce, które powinien poważnie rozważyć każdy,
kto chce mieszkać we Wrocławiu. Już teraz obszar ten ma
swoje atuty. Mówiąc potocznie:
jest pod wieloma względami
„w sam raz”. Blisko centrum,
ale nie w samym sercu zgiełku.
Odrobinę na uboczu, ale nie tak,
by wypaść poza główny nurt
życia miasta i trafić na przedmieścia. Z dobrym dojazdem
do stadionu i wrocławskich
obwodnic. Wspomniany „Odra
House” jest tu ostatnio jednym
z najbardziej charakterystycznych punktów, zaś w następ-
10 min. spacerem od Rynku
(widok z okna mieszkania w Odra House)
Zielone skwery na Szczepinie
nych latach przekonamy się,
jakie inwestycje mu dorównają.
Ważne, że są ludzie, którzy
pragną dalszego rozwoju tej
części miasta. Od ponad 20
lat działa Rada Osiedla Szczepin, wydawana jest także gazetka osiedlowa „Wiadomości
Szczepińskie”. Tę małą, bardzo
lokalną tożsamość pielęgnują choćby tacy działacze jak
Panowie: Tadeusz Szczyrbak
czy Tadeusz Czerniewski. Ten
pierwszy planuje powołać nawet Towarzystwo Przyjaciół
Szczepina, które będzie działało
na rzecz zwiększenia atrakcyjności osiedla. Pozostaje nam
niezłomnie kibicować tym lokalnym patriotom!
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
Praca i finanse
Ciekawa historia rat równych
Wojciech
Sawicki
Poradnik kredytowy z 1912 roku
podaje: „Dla człowieka znającego tak zwane podstawowe
działania arytmetyczne i nieco ułamków, obliczenie procentu wielkich trudności nie
przedstawia: będzie rachować
dłużej lub krócej, ale obrachuje”.
Należy od razu wyjaśnić, że sto
lat temu „procentem” określano
odsetki. Dalej podawane są wzory i przykłady „obrachunków”,
znane nam do dziś, dla spłat
pożyczki jednorazowo w całości,
z oprocentowaniem podawanym w skali roku. Tu nic się nie
zmieniło, wzory znamy ze szkoły
średniej.
Wiemy jak obliczyć
takie odsetki przy spłacie jednorazowej. A przy spłacie kredytu w ratach? Cytowany poradnik i wieloletnia praktyka
bankowa wymagały zapłacenia należnych odsetek razem
ze zwracanym w danym momencie kapitałem. To jest zgodne
z definicją kredytu. Rozumiane
jest to tak - spłacamy ratę kapitałową i za cały okres jej
kredytowania naliczamy od niej
odsetki. Gdy rata kapitałowa
była stała, to jej wielkość wynikała z równego podziału po-
życzki przez ilość rat, zazwyczaj
miesięcznych. Umowa mogła
to określać odmiennie, a spłaty
mogły być przesuwane w obie
strony – w granicach końca umowy. Okres kredytowania przy
każdej spłacie się wydłuża, więc
przy równych ratach kapitałowych powstają tu raty rosnące.
Ich zaletą, zapomnianą obecnie,
było to, że ponieważ w miarę
upływu czasu nasze dochody winny się zwiększać, zatem
i spłata większych rat będzie
z czasem łatwiejsza. Wadą okazał się jednak problem związany
z inflacją. Pewnym rozwiązaniem zachęcającym klientów,
był pomysł z ratami malejącymi.
A zatem bankowcy wymyślili, że odsetki będą
naliczać od wielkości całego
kapitału pozostającego w kredytowaniu w danym miesiącu
– zamiast od kwoty spłacanej.
Formalnie jest to naruszenie
tradycyjnej zasady kredytu –
ale powstały w ten sposób raty
malejące, a o to bankom chodziło! Dla kolejnych okresów
miesięcznych ten okres kredytowania jest stały (wynosi
jeden miesiąc), a zmniejsza
się stopniowo kwota kredy-
towana. Istotne jest, że suma
odsetek w obu przypadkach jest
identyczna, odwrócona jest tyko
kolejność spłat pod względem
ich wielkości. Raty malejące
były daleko bardziej korzystne
dla banków, które swoje zyski
uzyskiwały wcześniej. Można
powiedzieć, że to bank pożycza od nas te pieniądze, które
należały mu się później. Zgodnie z tradycyjnym pojęciem
pożyczki spłacamy ratę i razem
z nią – należne od niej odsetki.
Mimo że naruszało to tradycję,
zmiana ta wprowadzona została
niezauważalnie, zapewne dlatego, że światem rządzą właśnie
banki, a poza tym kredytobiorcy
się na tym nie znają. Jakby na
to nie patrzeć, był to poważny
„przekręt”, bo zwiększało to „po
cichu” dochód banków - kwota
była jednakowa, tylko wcześniej
zapłacona, więc bank mógł z niej
czerpać dalsze zyski.
Ale raty malejące
miały też i inną wspaniałą dla
banków zaletę, nie ulega wątpliwości, że od razu kalkulowaną
– stwarzały możliwość przeliczenia ich na raty równe. Dawniej
było to nieopłacalne dla banków,
bo przy przeliczaniu z rat rosną-
str 8
cych występuje przyspieszenie
spłaty, suma odsetek maleje
i bank traci. Teraz natomiast
suma odsetek rośnie.
W latach 70-tych
ubiegłego stulecia nastała era
komputerów i dopiero teraz
stało się możliwe proste wyliczanie rat równych od rat malejących, które były też atrakcyjną
nową ofertą banków. Dawniej takie przeliczenie ze względów rachunkowych było praktycznie
niewykonalne (odsetki określano
krok po kroku, rata po racie,
przy pomocy wielostronicowych
tablic obliczonych ręcznie).
Poza niekwestionowanym argumentem wygody spłat
kredytu w jednakowych ratach,
drugim przekonującym elementem reklamy jest to, że pierwsze raty malejące są wyższe
od równych (ale to nie jest aż
tak straszne). To powodowało,
że raty równe powoli zaczęły wchodzić do praktyki bankowej. Powoli, bo jest jeszcze
inny, niezmiernie poważny, a z
pewnością najważniejszy, podstępny problem.
Mamy tu bowiem
kwestę zasadniczą i cały fortel zagadnienia. W przypadku rat równych naliczanych
od rat malejących występuje
opóźnienie spłat należnych bankowi, co musi (?) być uwzględnione w rachunku i co zwiększa
sumę odsetek!
Im wyższe oprocentowanie lub im dłuższy okres
kredytowania, tym koszt rat równych jest większy. Dla kredytu
na 30 lat z oprocentowaniem
7,5% ten wzrost kosztu w stosunku do rat malejących (czy rosnących) stanowi 35% (to ponad
1/3) i tyle samo wynosi to dla
kredytu na 7,5 roku z procentem
24%. Czy warta jest ta wygoda?
W rzeczywistości, w relacji
złotówkowej te procenty są daleko większe, nawet dwukrotnie.
Gdy do kredytu dodana jest prowizja i ubezpieczenie, to ta prowizja powiększana jest jeszcze
o ubezpieczenie, a ubezpieczenie
o prowizję, co czyni, że podstawa oprocentowywana ratalnego
jest wyższa, a przez to odsetki
zwielokrotnione.
Fakt tych zysków jest
starannie utajniany. Oferta przemilcza tą różnicę, a doradcy najczęściej kłamią, co potwierdziłem w bardzo wielu kontaktach,
mających nawet charakter badań
ankietowych. 9 na 10 zapytanych
bankowców mówi, że to 4 do 6%
i w wielu przypadkach jest nawet
co do tego przekonana. Tak mi nawet
powiedziało
dwóch
dy-
rektorów oddziałów banków.
W rzeczywistości może to być
ponad 30%, czyli w przeciętnym
poważniejszym kredycie hipotecznym nawet 150 tys. zł. Zwykły kredytobiorca nie zdaje sobie
sprawy z tego, że bank wykorzystał jego niewiedzę i że mamy do
czynienia z przestępstwem z Art.
286 Kodeksu Karnego § 1.
Od redakcji:
Informacje publikowane przez
pana Wojciecha Sawickiego na
pierwszy rzut oka mogą się wydawać niewiarygodne – choćby
ze względu na nieco sensacyjną
formę, w jakiej są podane.
W rzeczywistości jednak autor
szczegółowo uzasadnia wszystkie podawane przez siebie dane,
kwoty i wzory. Z obliczeniami, wykresami i tabelami można
zapoznać się na jego stronie
internetowej www.sawicki.cc/
kredyty, a także w napisanej
przez niego książce „Analiza
kredytu – czyli jak się nie dać
oszkać?”.
REKLAMA
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
maj 2012
str 9
Bankowość uczciwa i oszukańcza
Praca i finanse
REKLAMA
Adam
Tomasz Witczak
Nie wszyscy posiadacze kont
bankowych interesują się
tym, czy bank faktycznie
posiada wpłacone przez nich
pieniądze – i czy jest w stanie
je wypłacić. Tylko niektórzy
zdają sobie sprawę z tego,
że żyjemy w świecie bankowości z rezerwą cząstkową,
dzięki czemu banki posiadają
sumy odpowiadające jedynie pewnej części tego, co
klienci wpłacili. Ale nawet
„uświadomione” osoby na
ogół nie zawracają sobie tym
głowy. Uważają, że wszystko
jest w najlepszym porządku,
albo wzruszają ramionami, wzdychając przy tym:
„Cóż, zapewne ktoś mądrzejszy to wymyślił i widocznie
tak już musi być…”.
Spójrzmy na problem depozytów bankowych tak,
jak robi to wybitny ekonomista „Hans Hermann
Hoppe w pracy Ekonomia
i etyka własności prywatnej”
(a konkretniej w rozdziale
„Jak może istnieć pieniądz
fiducjarny albo degeneracja
pieniądza i kredytu”).
Powiedzmy najpierw, że
Hoppe postuluje stuprocentowe depozyty na żądanie w złocie. Każdy banknot
lub papier wartościowy miałby pokrycie w konkretnej
ilości zgromadzonego kruszca. Oczywiście przez wiele
stuleci na tym opierał się
pieniądz, obecnie jednak
żyjemy w systemie pieniądza
„pustego”, a jedynym, wielce
zawodnym, gwarantem zaufania, jest rząd, który te papierki drukuje. Nie o samym
standardzie złota będziemy
jednak mówić.
Hoppe wyróżnia dwa zadania
banków, o których mówi, że
są „ściśle odrębne”. Pierwszym jest przechowywanie
pieniędzy, a więc funkcja
depozytowa. Klient wpłaca
pieniądz towarowy, a w zamian otrzymuje kwity, które
może w dowolnej chwili wymienić z powrotem na pieniądz po cenie nominalnej.
Każdy kwit odpowiada określonej ilości prawdziwego
pieniądza. Bank nie wypłaca
odsetek – to deponent płaci
kwiecień
maj
2012 2012
bankowi za usługę przechowywania i rozliczania.
Na tym polega bankowość
ze stuprocentową rezerwą.
Hoppe pisze: „Na każdy
nowo wydany kwit depozytowy przypada równoważna
ilość pieniądza wycofana
z obiegu (…)”.
No dobrze, powie ktoś, ale
czy to wszystko? Bank ma
być jedynie dużą świnką-skarbonką, w której gromadzimy niewygodne w użyciu
złoto czy inny kruszec, dostając za to poręczne papierki?
Mało!
Istotnie, druga funkcja banku
(przypomnijmy – zupełnie
oddzielna!) to funkcja kredytowa, czyli pośrednictwo
między oszczędzającymi
a inwestorami. W tym wypadku oszczędzający pożycza
bankowi pieniądze na określony okres czasu. Bank zobowiązuje się
po upływie
tego czasu
zwrócić pieniądze wraz
z ustalonymi
uprzednio odsetkami. Jak
pisze Hoppe:
„Z punktu widzenia oszczędzających, wymieniają oni
obecny pieniądz na obietnicę
przyszłego pieniądza: odsetki stanowią ich nagrodę
za wykonywanie funkcji
czekania”. Bank pożycza
pieniądze dalej, przekazując
je inwestorom, którzy zobowiązują się zwrócić je wraz
z odsetkami. Dochodem banku jest zatem różnica między
odsetkami płaconymi oszczędzającym i pobieranymi
od pożyczających. Wszystko jest w porządku – ilość
pieniądza nie wzrasta, mamy
stuprocentowe rezerwy.
Co się jednak dzieje, gdy
pomieszamy dwie opisane
funkcje: depozytową i kredytową? No cóż, na tym polega
miłościwie nam panujący
system. Deponenci otrzymują
odsetki, a oszczędzający –
prawo do wypłaty na żądanie.
Taki bank bazuje na tym, że
na ogół ludzie nie przychodzą w tym samym momen-
cie, aby wybrać całość swoich wkładów (zjawisko takie
nazywamy „runem” na banki). Bank zachowuje jedynie
tyle pieniędzy, ile wynoszą
przeciętne codzienne wypłaty, resztę wypłaca natomiast
kredytobiorcom. Dochodzi
do kreacji fikcyjnego pieniądza, która dziś uważana
jest powszechnie za normę
i oczywistość.
Mówi się, że system ten jest
korzystny dla wszystkich,
a poza tym powstaje wskutek wolnej umowy między
zainteresowanymi. Hoppe
obala te argumenty. Najpierw
odwołuje się do pojęcia sprawiedliwości: w tym systemie
dochodzi do sytuacji, w której
deponenci teoretycznie w dalszym ciągu pozostają właścicielami funduszy, które bank
przekazał kredytobiorcom.
Oznacza to, że deponent
i kredytobiorca
jednocześnie
uprawnieni
są do pełnej
kontroli nad
tymi samymi
pieniędzmi, co
jest „niemożliwością prawną”. Bank, który tak postępuje, nie może wypełnić swoich
zobowiązań umownych.
No cóż, założmy jednak,
że deponenci godzą się na
to (w rzeczywistości zazwyczaj nie zdają sobie z tego
sprawy lub nie myślą o tym).
Wydawałoby się, że to po
prostu ich wybór.
Gospodarka jest jednak układem naczyń połączonych:
banki, deponenci i kredytobiorcy wchodzą w relacje
z innymi podmiotami na rynku. Otóż bank, który postępuje w podany sposób, w istocie
zwiększa sztucznie podaż
pieniądza. Jest tak, ponieważ bank daje kredytobiorcom albo realne pieniądze
(nie wycofując odpowiedniej
ilości papierów), albo rachunki czekowe (nie wycofując
z obiegu prawdziwego pieniądza). Na rynku pojawia
się zatem większa ilość pieniądza, niż wcześniej. Jego
siła nabywcza zmniejsza się,
mamy do czynienia z inflacją.
Jest to niekorzystne dla społeczeństwa i stawia w uprzywilejowanej pozycji banki
i kredytobiorców. Dalekosiężną konsekwencją tego
jest cykl koniunkturalny,
który „austriacy” uważają
m.in. za przyczynę słynnego
Wielkiego Kryzysu.
O co chodzi? Otóż sztucznie zawyżona ilość kredytu
przekłada się na jego niższą
cenę. To jest fałszywy sygnał,
który skłania przedsiębiorców do zaciągania pożyczek,
których w normalnych warunkach by nie zaciągnęli.
Kredyt polega jednak na tym,
że wierzyciel teraz powstrzymuje się od konsumpcji
określonych dóbr za obecnie
posiadane pieniądze – w zamian za obietnicę większych
pieniędzy w przyszłości.
W wypadku, który rozważamy, takiego poświęcenia nie ma – kredyt bierze
się z niczego, pieniądz jest
sztucznie wytworzony, inwestorzy mają złudne wrażenie,
że oszczędności wzrosły.
Wycofują dostępne obecnie
zasoby, aby przeznaczyć je
na przyszłe dobra kapitałowe. Ceny dóbr kapitałowych rosną więc w stosunku do cen dóbr konsumpcyjnych. Później jednak do
głosu dochodzi rzeczywista
stopa preferencji czasowej
społeczeństwa (czyli stopień, w jakim woli ono dobra obecne od przyszłych).
Wówczas rosną ceny dóbr
konsumpcyjnych, stopa
procentowa także rośnie,
a część inwestycji dokonanych za fikcyjne kredyty
okazuje się błędna. W efekcie
dochodzi do recesji i obniżenia się ogólnego poziomu
życia. Okazuje się więc, że
działania banków – pozornie dotyczące tylko trójkąta
„oszczędzający – bank – kredytobiorca” – mają znacznie
szersze konsekwencje.
Hans Hermann Hoppe, Ekonomia i etyka własności prywatnej, Fijorr Publishing,
Warszawa 2011.
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
Targi
Dom z drewna
Henryk
Kwiatek
„Zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną” – mówimy
o królu Kazimierzu Wielkim
i nawet poczytujemy mu to za zasługę. Cóż, budowle murowane
niemal odruchowo postrzegamy
jako mocniejsze, wytrzymalsze
i solidniejsze. Zapewne w wielu
przypadkach jest to prawidłowe
spojrzenie. Trudno zresztą wyobrazić sobie, by np. nowoczesne biurowce, apartamentowce
i fabryki zbijane były z desek
i bali. Nieco inaczej ma się
jednak sprawa z domami jednorodzinnymi. Te wcale jeszcze nie
odeszły bezpowrotnie w przeszłość.
REKLAMA
Przenieśmy się na
chwilę do Ameryki Północnej.
W Kanadzie i Stanach Zjednoczonych duża część domów
(jeśli nie większość) zbudowana
jest w oparciu o tzw. „wooden
frame”, tj. lekki szkielet drewniany. Rozwiązanie to jest od kilkunastu lat obecne także w Polsce,
choć modelem dominującym
(zarówno na osiedlach podmiejskich, jak i na wsiach) wciąż
są domy z cegieł lub pustaków.
Załóżmy nawet, że
domy murowane są trwalsze
i „pewniejsze” (w możliwie
szerokim znaczeniu tego słowa).
Dla mieszkańców USA i Kanady
nie jest to aż tak istotne, jak dla
nas, ponieważ społeczeństwa
te są znacznie bardziej mobilne.
Po prostu człowiek częściej
zmienia tam pracę i – co za tym
idzie – także okolicę. Ludzie
przenoszą się z miejsca na miejsce, dziś mogą być na Florydzie, jutro w Dakocie. Oczywiście w Polsce takie zjawisko
też występuje, jednak w mniejszym natężeniu, a poza tym
dotyczy głównie młodego pokolenia, podczas gdy dla starszych
konkretny dom w wybranym
miejscu to trwała opoka i symbol
stałości.
Drewniane domy
szkieletowe buduje się bardzo
szybko – czasami wystarczą
nawet trzy miesiące. Ba, niektóre
firmy radzą sobie jeszcze szybciej, oferują bowiem tzw. „domy
gotowe”. To oznacza, że na plac
budowy dowozi się fabrycznie
zmontowane ściany, wyposażone już np. w stolarkę okienną.
Małym kosztem osiąga się dobrą ochronę cieplną
domu – przy czym grubość
ścian zewnętrznych jest niewielka, dzięki czemu rośnie realna
powierzchnia użytkowa budynku. Jednocześnie domy takie
są lekkie (nawet kilkanaście razy
lżejsze od murowanych odpowiedników), a ich budowa
to de facto łączenie pewnej ilości
elementów za pomocą gwoździ,
śrub, klinów, łączników i wsporników.
Oczywiście życie nie
jest takie piękne, jak byśmy
chcieli. Poważnym problemem
domów drewnianych jest jakość
głównego surowca, czyli właśnie drewna. Powinno być ono
suszone na sposób przemysłowy
(wilgotność co najwyżej 18
proc.), a gotowe elementy winny
posiadać zaokrąglone krawędzie
i gładką powierzchnię.
Nie należy panicznie
obawiać się pożarów – przed
nimi dom będzie chroniony
specjalną płytą gipsową, która
może w znacznym stopniu złagodzić skutki pożaru. Również
samo drewno można nasączyć
substancjami utrudniającymi
i opóźniającymi zapłon.
Domy „kanadyjskie” i „gotowe” to nie jedyne
konstrukcje drewniane obecne
na rynku. Warto wspomnieć
także o domach z bali, które
mają ściany zewnętrzne z litego
drewna. Nie stosuje się w nich
dodatkowej warstwy ocieplenia,
przynajmniej nie jest to konieczne, gdy bale mają grubość większą niż 22 centymetry. Bale (w
Polsce najczęściej sosnowe)
układa się poziomo, w narożnikach łączy na tzw. wręby. Przestrzeń między balami wypełnić
można wełną drzewną, sznurem,
mchem lub nawet gumą.
Oczywiście pewnym
zagrożeniem dla drewna są grzyby i szkodniki (np. korniki), nie
należy jednak być przewrażliwionym. Znamy przecież wiele
budowli drewnianych, które
przetrwały całe wieki (np. kościół
św. Jana Nepomucena w Parku
Szczytnickim czy inne znane
drewniane świątynie). Co wię-
str 10
cej, obecnie stosuje się rozmaite
nowoczesne technologie, dzięki
którym drewno jest chronione
i impregnowane.
Na koniec warto wspomnieć o niewątpliwym
uroku, jaki cechuje drewniane
domy, w szczególności domy
z bali, przywodzące na myśl
bliżej nieokreślone „stare, dobre
czasy”, kiedy życie toczyło się
powoli i w zgodzie z naturą. Dla
estetów – prawdziwa gratka.
REKLAMA
19-20 maja
Hala stulecia
WrocłaW
deweloperzy,banki,agencjenieruchomości
galeria„Dzielnicowo”
targowepromocjeirabaty
TargowyKredytMieszkaniowy
Patronat Honorowy:
Ministerstwo Transportu,
Budownictwa
I Gospodarki Morskiej
•
•
•
•
bezpłatnyKatalogMieszkaniowy
mapyinwestycjimieszkaniowych
fachoweporadyiwarsztaty
plebiscyt„Przyjaznywystawca”
Patronat Medialny:
PrezydenT
MIasTa
wrOcławIa
Patronat Internetowy:
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
DOLNY ŚLĄSK
•
•
•
•
Organizator Targów:
maj 2012
Reklama
PReklama
REKLAMA
str 11
maj 2012
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 12
Edukacja
By nie zboczyć z kursu
Ewa
Tomaszewska
Ministerstwo Edukacji Narodowej. Komu z
nas nie zapala się w głowie czerwona lampka
na samą myśl o tej instytucji? Coraz częściej
na wieść o nowych projektach ustaw dotyczących oświaty reagujemy niczym alergik na
wiosenne pylenia. Zapewne nie inaczej jest
przy okazji planowanych zmian w szkolnictwie dla dorosłych.
MEN zaplanowało spore zmiany w dotacjach darmowych
szkół policealnych. Od razu
można stwierdzić, iż w związku
z nimi zapewne zmniejszy się
liczba takich szkół, a w tych,
które pozostaną, z przyczyn
oczywistych trzeba będzie
zmniejszyć liczbę kierunków.
O co chodzi? Ano o to, iż
MEN zaproponowało, by niepubliczne szkoły policealne
otrzymywały pieniądze jakoby
po spełnieniu warunku efektywności kształcenia. Dokładniej
mówiąc, chodzi o to, że wspomniane placówki otrzymywałyby odpowiednie dotacje dopiero w momencie, kiedy uczeń,
na którego będą one przeznaczone, zakończy (z sukcesem)
edukację w tymże punkcie.
Naturalnie nie można odmówić
Ministerstwu pewnych racji.
Nie jest tajemnicą, że wielu
młodych ludzi zapisuje się do
takich szkół wyłącznie po to,
by móc zachować pewne ulgi
(np. na środki transportu typu
PKP czy MPK) i to zapewne
m.in. na nich ukręcono ten bicz, jednak
co z tymi, którzy
nie zmieszczą się
na listach, a naprawdę chcieliby
się dokształcać?
Co z placówkami, które najpewniej będą łożyć
na wykształcenie
swoich uczniów
z, być może złudną, nadzieją na
zwrot kosztów?
Jakie istnieją alternatywy dla
chcących się
dokształcać?
Rynek pracy coraz
częściej zmusza nas do podejmowania kolejnych wyzwań
edukacyjnych. Dziś już nie wystarczą dwa skończone kierunki
studiów, nie wystarczy nawet
doktorat, znajomość
języków itd. (swoją drogą ciekawe, że czasem wystarczają wyłącznie
znajomości).
Trzeba się mocno natrudzić,
by znaleźć
zatrudnienie
– najczęściej wcale
nie to wymarzone,
a po prostu
jakiekolwiek.
W związku z powyższym,
przyszły pracownik ochoczo
odbywa całą masę kursów,
szkoleń, uczęszcza na różnorakie prelekcje. A przyznać
trzeba, że ma w czym wybierać, bo rynek – na wzór natury – także nie znosi próżni.
Często okazuje się, że świeżo
upieczony absolwent uczelni wyższej wnosi na rynek pracy wiedzę sporą, lecz w dużej
mierze nieużyteczną. Wydaje
się, iż kursy w pewnym sensie
przystosowują człowieka do
otaczającej go rzeczywistości, dają mu pojęcie o tym,
co naprawdę jest przydatne,
a w końcu uczą, jak posiadaną
już wiedzę należy wykorzystać.
Gdy przejrzy się kilka
stron internetowych pod kątem
kursów i szkoleń, można zrobić sobie spory zamęt w głowie. Co wybrać, kiedy oferta
jest tak duża? Z jednej strony
mamy, dotowane przez Unię
Europejską, szkolenia zawodowe, częstokroć mające na
celu nauczenie... pozyskiwania
środków unijnych. Z drugiej
strony kontratakują, bodaj najpopularniejsze, kursy językowe
oraz na prawo jazdy. Jeszcze
inny front stanowi cała gałąź szkoleń typowo zawodowych (np. kursy: obsługi kas
fiskalnych, wizażu, masażu,
obsługi wózków widłowych).
Pojawiają się również kursy
z pogranicza zawodu i hobby
(kurs: malarstwa, fotografii, na
pilota wycieczek). Istnieje także
całe mnóstwo szkoleń, które
można nazwać pragmatycznymi
(kurs gotowania czy samoobrony). Niewielka część opisanych możliwości rozwoju jest
bezpłatna. Większość wymaga
całkiem sporych nakładów
finansowych. Warto pamiętać,
że są to pieniądze, które wykładamy po to, by w przyszłości
mieć prostszą drogę kariery
zawodowej.
Dokształcanie się jest
zarówno przymusem, jak i kwestią wolnego wyboru. Z jednej
strony naciska na nas rzeczywistość, z drugiej sami siebie motywujemy do dalszego rozwoju.
Zawsze trzeba mieć w głowie
jeden pewnik: wiedza nie może
być zła, można ją tylko nieumiejętnie wykorzystać.
REKLAMA
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
maj 2012
str 13
Reklama
PReklama
Piramida smaków
Ewa
Tomaszewska
Kto nie lubi dobrze zjeść? Zwłaszcza dobrze i
zdrowo. Chyba bardzo niewielu spośród nas
zupełnie nie przywiązuje wagi do tego, co je.
Oczywiście czasem skusimy się na jakiś szybki i tani posiłek, jednak bardzo łatwo może
się to skończyć niestrawnością, po której
pozostaje…niesmak. A przecież tak łatwo
tego uniknąć. Wrocławski rynek restauratorski daje nam dość spory wybór. Zazwyczaj
dla klienta kluczową sprawą jest cena. Jaką
restaurację polecić, by móc z czystym sumieniem powiedzieć, iż w parze z ceną idzie
jakość? Jest takie miejsce…
Zarówno przy ulicy Wita Stwosza, jak i świętego Mikołaja
znajdują się restauracje o jakże
egzotycznej nazwie PIRAMIDA
STEAKHOUSE (znajdziemy je
także w Bielsku-Białej, Opolu,
Zamościu i Kielcach). Warto nadmienić, iż od pewnego
czasu restauracja przy ul. św.
Mikołaja zmieniła wejście – nie
da się już wejść od ulicy tylko
od podwórka. Niby żaden pro-
AKADEMIA PIERWSZEJ POMOCY
Pokazy ratownicze
Zabezpieczenie imprez masowych
Kursy pierwszej pomocy i BHP dla:
- przedszkoli i szkół
- zakładów pracy
- służb mundurowych
- osób indywidualnych
www.app.edu.pl tel.: 697468902
blem, jednak klienci wydają się
dość zagubieni. A wielką szkodą
byłoby stracić okazję odwiedzenia Piramidy Steakhouse tylko
dlatego, że nie można było trafić.
Dlaczego szkoda?
Odpowiedź jest bardzo
prosta. W opisywanej restauracji zjemy prawdziwe jedzenie.
Zero półśrodków i oszukiwania
klienta. Zacznijmy od tego, że
inspiracji właściciel Piramidy
szukał podczas podróży. Szukał
i znalazł, a skutki tych wojaży
są godne podziwu i absolutnej
aprobaty. Pierwszym elementem, który wyróżnia restauracje Steakhouse jest to, że
stosowane w kuchni mieszanki
przypraw, komponowane są na
miejscu. Nie ma więc mowy
o torebkowych, mało aromatycznych i sztucznych dodatkach.
Kucharze nie uznają także żadnych mrożonek ani półproduktów. 95% potraw przygotowywane jest na miejscu. Nie ma
zatem ryzyka, iż na talerze trafią
odmrażane, papkowate warzywa
czy mięso niekoniecznie pierw-
drobno siekane i pieczone pod
salamandrem grzewczym, podawane ze świeżymi surówkami,
pieczonymi frytkami lub ryżem.
„Shaorma” to danie najbardziej
cenione przez gości. Co ciekawszych czytelników, którzy chcą
poznać całe menu, odsyłamy
do strony: www.piramida-steakhouse.pl. Tych głodniejszych
od razu zapraszamy do odwiedzin na św. Mikołaja czy Wita
Stwosza. Czy wypada życzyć
smacznego? Może i wypada,
jednak będzie to wyłącznie
formalność.
Dzięki temu wejściu zyskaliśmy klimatyczny ogródek.
szej świeżości. W przypadku z najróżniejszych zakątków
tej sieci restauratorskiej moż- świata: od włoskiej pizzy, przez
na zaobserwować sprawnie meksykańską tortillę, egipski
zamykające się koło: klient zestaw Cheops, do tradycyjhouse
jest zadowolony, bo dostaje nych polskich schabowych.
świeże jedzenie, a dostaje je, Specjalnością restauracji jest
Steak
ponieważ restauracja zarabia „Shaorma” wieprzowa lub dro12
na zadowolonych gościach, biowa. Jest to danie, do którego
.20
5
.0
którzy wracają. Nie od dziś wia- skomponowane zostały spePiramida
31
do
W
domo, iż usatysfakcjonowany cjalne mieszanki przyj
I ta
ŻKorzys
klient to podstawa dobrze pro- praw o charakteryI
sperującej firmy.
stycznym aromaZN yk
% W
Na koniec jeszcze cie i smaku.
5
1
N
słów kilka o menu Piramidy. M i ę s o
O
Znaleźć w nim można potrawy j e s t
UP
K
Specjalista ds. Reklamy
Opis stanowiska:
Sprzedaż powierzchni reklamowej wydawnictwa poprzez pozyskiwanie nowych i obsługę
obecnych klientów
Doradztwo z zakresu planowania i realizacji strategii kampanii reklamowych
Opracowywanie i prezentacja ofert
Reprezentacja wydawnictwa na licznych targach i imprezach
łowo
S
Ogłoszenie
Wymagania:
Wysoka kultura osobista, miła aparycja
Zmotywowanie do osiągania sukcesu i realizacji celów
Rozwinięte zdolności interpersonalne
Dyspozycyjność od poniedziałku do piątku
wrocławian
handlowcy
Mile widziane:
Znajomość rynku i specyfiki reklamy prasowej
Własny portfel klientów ze zbudowanymi relacjami
Rozbudowane zdolności negocjacyjne
Oferujemy:
Umowę o pracę lub inną obopólnie korzystną (po okresie próbnym 3 m-cy)
Atrakcyjne trzyskładnikowe wynagrodzenie (podstawa + prowizje + premie)
Możliwość współtworzenia wydawnictwa, publikacji własnych tekstów i szybkiego awansu zawodowego
Regularne szkolenia z zakresu sprzedaży, obsługi klienta, produktów
Narzędzia pracy, przyjazne warunki pracy
Świadczenia pozafinansowe
Aplikuj, wyślij CV na: [email protected]
maj 2012
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 14
Nieruchomości
Budujemy nowy dom
Adam
Tomasz Witczak
Co budowano we Wrocławiu pod koniec zimy i co czeka
nas wiosną? Warto pokusić się o mały przegląd ostatnich
wydarzeń na lokalnym rynku nieruchomości. We Wrocławiu ceny metra kwadratowego spadają (jak wszędzie), ale
praca mimo wszystko idzie do przodu.
„Żyj i mieszkaj we Wrocławiu” – takim targom branży
budowlanej i deweloperskiej
patronowało w kwietniu „Słowo Wrocławian”. Niewątpliwie jest to sugestywne hasło,
choć przecież w dobie gospodarczego spowolnienia wielu
z nas zadaje sobie – w ślad
za słynnym rolnikiem z gminy Przysucha – pytanie tyleż
sakramentalne, co retoryczne:
„Jak żyć?”. „Jak żyć, panie premierze?”, pytał ów gospodarz
innego gospodarza, a właściwie hospodara całego kraju,
miłościwie nam panującego
Donalda Tuska. Żyć jednak
trzeba, a skoro tak, to wypada
gdzieś mieszkać. Okazuje się,
że na przekór rozlicznym trudnościom, nowe domy i biurowce wciąż powstają. Tyczy się
to także Wrocławia i Dolnego
Śląska w ogólności.
W samym centrum
Wrocławia firma AKME wznosi wielofunkcyjny budynek
Silence House. Budowla zdobić będzie ulicę Krawiecką,
położoną w pobliżu Oławskiej
i Świdnickiej. Dlaczego akurat
„Dom Ciszy”? Cóż, w zamierzeniu ma to być zaciszne
miejsce ukryte przed wielkomiejskim zgiełkiem i natarczywym ruchem samochodowym.
Jednocześnie jednak inwestycja
jest realizowana raptem kilka
minut drogi od Rynku, przez co
przyszli lokatorzy nie będą wyobcowani z miejskiego życia.
Budynek ma być gotowy w II
kwartale przyszłego roku. Będą
się w nim mieścić 33 mieszkania i 4 lokale użytkowe.
U zbiegu Borowskiej
i Swobodnej trwają prace nad
zespołem biurowców o nazwie
Aquarius Business House.
W listopadzie tego roku ma się
zakończyć budowa pierwszego
etapu, zaś we wrześniu roku
2013 – budowa etapu drugiego.
Przedsięwzięcie realizuje firma
Eiffage Budownictwo Mitex
S.A.
W dzielnicy Klecina,
przy ulicy Zabrodzkiej, powstaje czterokondygnacyjny budynek, w którym znajdzie się 50
mieszkań o powierzchni od 36
do 65 metrów kwadratowych.
Cena jednego metra zaczyna
się od 5500 złotych. Inwestycja
będzie gotowa dopiero w sierpniu roku 2013.
Intygujące wieści do-
biegają z okolic ulicy Kamieńskiego: oto tamtejszy szpital
dostał od miasta 4 hektary, na
których postawi specjalny hotel
dla pacjentów i pracowników,
gotów na przyjęcie pół tysiąca
ludzi. Teren przyszłej budowy
położony jest w pobliżu szpitala.
Archicom szczyci
się z kolei pełną rozmachu
inwestycją Olimpia Port, realizowaną w okolicach Swojczyc.
Będzie to w zasadzie całe
nowe osiedle, liczące w sumie
270 mieszkań 2-, 3- i 4-pokojowych. Dominować będzie tu trzypiętrowa zabudowa
mieszkalna, uzupełniana przez
sklepy, punkty usługowe, place
zabaw i skwery. W planach jest
stworzenie urokliwego bulwaru
nad Odrą, pełnego kawiarenek,
ławeczek czy przystani dla
kajaków. Brzmi zachęcająco,
a czas pokaże, co z tego wyniknie.
Oczywiście we Wrocławiu dzieje się o wiele więcej,
czytelników może jednak zastanawiać także ogólna sytuacja na
polskim rynku nieruchomości.
Oto portal Money.pl donosi, że
ceny mieszkań wciąż lecą w dół.
Dla klientów to z pewnością
pozytywna wiadomość. We
Wrocławiu, Gdańsku i Katowicach w ciągu trzech pierwszych
miesięcy roku 2012 cena metra
kwadratowego na rynku pierwotnym spadła średnio o 70
zł. W Warszawie spadek był
jeszcze większy – sięgał nawet
100 zł na metrze. Co prawda
zdarzają się także wzrosty
cen – w Poznaniu o 50 zł na
jednym metrze. Ogólna tenden-
cja w kraju jest jednak spadkowa i analitycy sugerują, że
taka właśnie pozostanie w najbliższym czasie.
Mieszkania tanieją,
deweloperzy budują, ciepłe
promienie słońca podnoszą
na duchu, młodzież cieszy się
beztroskim życiem w parkach
i nad brzegami rzek – słowem, maj w rozkwicie! Pozwolę sobie więc przewrotnie
zmącić ten sielankowy obraz.
Spójrzmy na rynek wtórny i rynek wynajmu. Na obu panuje
obecnie regres, jeśli nie wręcz
zapaść. Sytuacja ta może – według przewidywań ekspertów
– potrwać jeszcze nawet 2
lata. Wynajem mieszkań nie
odbywa się na większą skalę,
zresztą same firmy obawiają
się wchodzenia w tę dziedzinę,
panuje bowiem przeświadczenie, że instrumenty dyscy-
plinowania lokatorów, którzy
odmawiają płacenia czynszu,
są bardzo nieskuteczne. Niektórzy wolą się wręcz wstrzymywać przed wprowadzaniem lokali na rynek wynajmu,
a to właśnie z obawy przed
osiedleniem się w nich lokatorów, których trudno będzie
potem usunąć. Tak to przynajmniej wygląda z perspektywy właścicieli...
Ciężar drugiej przykrej wiadomości złagodzony
będzie faktem, że nie dotyczy
ona bezpośrednio naszego
kraju. Warto jednak wiedzieć,
że w Portugalii od stycznia
do marca banki przejęły 2600
mieszkań – o 74 % więcej
niż w analogicznym okresie
minionego roku. Przyczyną był
oczywiście fakt, że mieszkańcy
nie byli w stanie uregulować
swoich zobowiązań, a to z kolei
jest pochodną kryzysu gospodarczego. W marcu bezrobocie w Portugalii osiągnęło
poziom najwyższy od 35 lat.
Polska leży wprawdzie na drugim końcu Europy, ale Unia
Europejska (i gospodarka kontynentu jako taka) to przecież
zestaw naczyń połączonych.
I tym pesymistycznym akcentem zakończę majową analizę rynku nieruchomości.
REKLAMA
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
maj 2012
str 15
Praca – i co dalej?
Adam
Tomasz Witczak
Kursy i szkolenia, o których w tym samym
numerze „Słowa” pisze nasza redaktorka Ewa
Tomaszewska, to niewątpliwie jakiś rodzaj drogi
do pracy i kariery. Nie zawsze okazują się skuteczne, ale takie niestety jest całe życie – zawsze
będzie istnieć w nim element ryzyka, a coś przecież trzeba wybrać.
REKLAMA
No, dobrze – ukończyliśmy edukację, zaliczyliśmy kursy, przeszliśmy przez etap rozmowy kwalifikacyjnej i tryumfalnie wkraczamy
do pracy. Co teraz? Jak się zachować? Jak zrobić dobre wrażenie?
Tym kwestiom poświęcone było
niedawne spotkanie Dolnośląskiego Stowarzyszenia Kulturalnego Panorama, które odbyło się
17 kwietnia w jednej z sal wrocławskiej Politechniki. Wykład
poprowadziła pani Agnieszka
Majcher, dziennikarka i doradca
do spraw komunikacji. Było to już
drugie spotkanie Panoramy z nią,
pierwsze dotyczyło autoprezentacji
podczas rozmowy kwalifikacyjnej.
Teraz pani Agnieszka opowiadała
o tym, co robić, a czego unikać
podczas pierwszych dni i tygodni w nowej pracy. Oczywiście
część z tych uwag mogła wydawać
się mało zaskakująca, często jest
jednak tak, że zapominamy właśnie o najprostszych zasadach.
Należy na przykład pamiętać o tym, by tam, gdzie jest się
nowym, nie zachowywać się jak
stary wyga, nie skracać pochopnie i jednostronnie dystansu, jaki
dzieli nas od przełożonych. Trzeba
postarać się o to, by klarownie wyjaśniono nam, jaki jest zakres naszych obowiązków, przed kim
konkretnie odpowiadamy i kto
może wydawać nam polecenia, ile
będziemy zarabiać i na jakich zasadach. Nie należy więc pozwalać
sobie na to, by źle nas traktowano
czy nadużywano naszych dobrych
chęci – ale z drugiej strony trzeba się wykazywać. To ostatnie
oznacza, że nie powinno myśleć
się o pracy wyłącznie w kategoriach „ósma-szesnasta” i uważać,
że wszystko, co później, to już
„drugie życie”, zupełnie odrębne.
Trzeba liczyć się z tym, że niekiedy warto zostać w pracy nieco
dłużej, zrobić coś dodatkowego, wykonać plan przed terminem
czy poświęcić czas na poszerzanie
swoich kwalifikacji.
Pani Majcher mówiła
także o sposobach rozwiązywania konfliktów w pracy, o tym,
by docenić czyjąś krytykę, jeśli
jest uczciwa, a także o sposobach
dyskutowania z nieprzyjemnym,
źle do nas nastawionym przeło-
żonym. Okazuje się jednak, że nie
na wszystko znajdziemy sposób:
jeśli sytuacja staje się dramatyczna
i przekracza wszystkie normy,
jeśli jesteśmy ofiarami otwartej
agresji, to lepiej zmienić pracę, niż
się w nieskończoność zadręczać.
Padły także pytania
z sali. Część z nich dotyczyła tego,
o czym mówiono na pierwszym
spotkaniu, to znaczy rozmowy
kwalifikacyjnej. Pytano m.in. o to,
czy warto czasem przełamać uładzoną konwencję standardowych
pytań i odpowiedzi („dlaczego wybrała pani naszą firmę? - bo zależy
mi na współpracy z rzetelnymi
profesjonalistami i rozwijaniu
kwalifikacji”) na rzecz brutalnej
szczerości („dlaczego wybrała pani
naszą firmę? - proszę pana, i ja,
i pan wiemy, że szukam pracy, bo
jej po prostu nie mam, a szukam
jej w całej branży bez wyjątku”).
Ostatecznie uczestnicy spotkania
doszli jednak do wniosku, że lepiej
trzymać się pewnych standardów,
ponieważ przesadna szczerość
mogłaby zostać odebrana jako
bezczelność.
Przecież wiele od nas zależy…
Radosław
Musiałek
O bezpieczeństwie na naszych drogach powiedziano już wiele. O tym, że Polacy są na drogach
nieobliczalni, o kierowcach ciężarówek, nagminnie dyskutujących podczas jazdy przez telefony
komórkowe, o demonach prędkości w swych
20-letnich bolidach. Zdaje się jednak, że zapominamy o czynniku, który ma olbrzymi wpływ
na ogólny poziom bezpieczeństwa. Chodzi o
stan techniczny naszego pojazdu i regularną jego
kontrolę. Nie zawsze bowiem tylko „inni” stwarzają zagrożenie na drodze. Czasami staje się to
niestety naszą „zasługą”, a na domiar złego często
w ogóle nie jesteśmy tego świadomi.
Czy zdarzyło się Wam otrzymać
„sygnały świetlne” od kierowców
jadących z naprzeciwka? Na
pewno wiele razy. Oczywiście
byliście wówczas przekonani,
że w najbliższej miejscowości
czy za następnym zakrętem
czai się patrol Policji drogowej.
A tu niespodzianka – pomimo
przejechania kolejnych kilometrów patrolu nie było, a następni
kierowcy znów „puszczali wam
oczko” swoimi światłami. Otóż
Drodzy Kierowcy, prawdopodobnie byliście w ten sposób
informowani o tym, że Wasze światła są źle ustawione
i być może oślepiały jadących
z naprzeciwka. Źle ustawione
światła mijania stworzyć mogą
zagrożenie przynajmniej na dwa
sposoby.
maj 2012
Po pierwsze – doprowadzają do oślepienia kierowców jadących przed nami oraz
poruszających się w przeciwnym
kierunku. Moment oślepienia
kierowcy to kilka sekund, podczas których praktycznie traci
on panowanie nad samochodem, co doprowadziło już do
niejednej tragedii. Prawdziwa
przyczyna nie zawsze znajdowała
odzwierciedlenie w policyjnych
statystykach, ponieważ czasami
faktyczny sprawca wypadku nie
brał w nim czynnego, bezpośredniego udziału – i nieświadom
swojej roli pojechał dalej.
Drugie niebezpieczeństwo wynika z tego, że
złe ustawienie świateł skutkuje
diametralnym spadkiem skuteczności ich działania. Wiąże się
to z oświetlaniem niewłaściwych
stref drogi przed nami. Swiatła
ustawione zbyt nisko oświetlać
będą drogę tuż przed naszą maską, ale nie dalej, zaś światła
poniesione zbyt wysoko świecić
będą w siną dal rozproszonym,
nieskutecznym dla kierowcy
blaskiem.
Kolejnym czynni kiem (ważnym dla bezpieczeństwa ruchu drogowego) jest
stan techniczny amortyzatorów.
W Polsce, gdzie jakość dróg jest
opłakana, ma to znaczenie niebagatelne. Zużyte amortyzatory
(na naszych legendarnych dziurach nietrudno o ich ekspresową
dewastację) nie spełniają bowiem
swojej podstawowej roli. Nie
zapewniają stałego kontaktu koła
z podłożem. W efekcie samochód
znacznie gorzej „trzyma się”
drogi, a jego prowadzenie wymaga znacznie większej uwagi
kierowcy. W skrajnych przypadkach to właśnie amortyzator
staje się współwinnym wypadnięcia samochodu z drogi (np.
na łuku) lub najechania na inny
pojazd podczas awaryjnego hamowania (wówczas amortyzator
powoduje podskakiwanie koła).
Teraz, kiedy część pozimowych
ubytków nawierzchni została
już uzupełniona, a wakacje zbliżają się wielkimi krokami, jest
najlepsza pora na sprawdzenie
stanu naszych amortyzatorów.
Chcemy przecież, aby jak najwięcej wyjazdów zakończyło się
szczęśliwymi powrotami.
Rzecz kolejna, o której
mało kto pamięta, to spaliny,
które nasz samochód emituje do
atmosfery. Nie mają one może
bezpośredniego wpływu na bezpieczeństwo naszej podróży (no,
może poza zasłoną dymną stawianą przez 30-letniego Kamaza), ale na pewno mają znaczenie
dla powietrza, którym przecież
oddychamy. Poza tym to, co wydostaje się z naszej rury wydechowej może stanowić sygnał,
że w naszym silniku dzieje się
niedobrze. Z pewnością zauważy
to specjalista w stacji diagnostycznej. Wówczas należy pilnie
podjąć wszelkie kroki niezbędne
do usunięcia usterki. No, chyba
że lubimy często wymieniać
silnik na nowy.
Jak widać, stan techniczny naszego pojazdu ma
olbrzymie znaczenie dla bezpieczeństwa naszego, naszych bliskich i innych uczestników ruchu
drogowego. Pamiętajmy o tym,
że takim mimowolnym uczestnikiem może być nawet pieszy na
chodniku koło ruchliwej ulicy.
Warto zatem „trzymać rękę na
pulsie” po to, aby nie stworzyć
bezsensownego zagrożenia dla
życia i zdrowia ludzkiego.
Reklama
PReklama
REKLAMA
Okręgowa Stacja Kontroli Pojazdów
Przeglądy Rejestracyjne
CARS CONTROL
Grabiszyńska 241 E
53-234 Wrocław,
Tel.: 71 794 08 98
(wjazd przy Lidlu)
Wykorzystaj jedną z super ofert:
KUPON
Pomiar emisji spalin
w samochodach spalinowych
KUPON
Sprawdzanie i ustawianie
świateł drogowych i mijania
KUPON
Sprawdzanie układu kierowniczego
i przedniego zawieszenia
Kupon do wykorzystania do 30.06.2012
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
Styl życia
Już nie rumba, teraz prym wiedzie ZUMBA
Monika
Woźna
Brawo! W końcu robimy coś dla siebie. Zdrowo
jemy, zdrowo się ruszamy, zdrowo żyjemy.
Wszyscy pamiętamy czas, kiedy cała
Polska zaczęła tańczyć. Najpierw tańczyliśmy
z gwiazdami, a potem sami ruszyliśmy w tango.
Chcemy tańczyć, grać zmysłami jak w rumbie,
uwodzić poprzez mambo, afirmować wszystko,
co nas otacza krokami samby – a do tego być
sobą, nie musieć pilnować taktu i czekać na spóźniającego się partnera. Dobrze byłoby jednocześnie tracić to i owo w biodrach.
Zumba to odpowiedź dla tych,
którzy szukają tego wszystkiego w jednej formie ruchu.
To fuzja tańca i aerobiku. Inspirowana jest głównie rytmami
latynoskimi, pozwala na wyzwolenie duszy i ciała, przenosi
nas do ciepłej, egzotycznej,
urokliwej krainy, gdzie technika
ćwiczeń nie może popsuć nam
chwil relaksu i zadowolenia.
Ta forma ruchu
nie wzięła się znikąd. Zapoczątkowana została w Kolumbii w latach 90-tych XX wieku
przez Alberto „Beto” Pereza – znakomitego tancerza
i choreografa. Zumba może
łączyć w sobie ogromną ilość
stylów tanecznych, takich jak:
salsa, meregue, samba, cha-cha, rumba, regaetton, flamenco, taniec brzucha czy twist. Ten
trend w fitnessie osiąga swoje
apogeum. Nic dziwnego, skoro wylewanie z siebie siódmych
potów może być tak przyjemne
i efektywne. Bo zumba to nic
innego, jak fitness z elementami tańca, taniec z elementami
fitnessu. Osiągnęła ogromny
sukces, wciągnęła do zabawy
tysiące osób, rozprzestrzeniła
się jak szalony wiatr po całym
świecie i dotarła do Polski,
zapraszając nas do wspólnej
uciechy.
Pozwolę sobie na
stworzenie dwóch nowych synonimów słowa zumba. Pierwsze z nich to efektowność,
bo przecież choreografia tego
trendu to przeplatane ze sobą
zmysłowe i energiczne kroki,
a to gwarantuje niezapomniane wrażenia estetyczne; drugie
– efektywność – czy wybierając
się na zajęcia fitness nie mamy
na celu poprawienia naszej kondycji fizycznej, wyglądu ciała?
Oczywiście, że tak. Zumba
REKLAMA
str 16
można w każdej chwili, nawet b l e m y , u w o l n i j m y s i ę
od codziennych
gdy wielokrotnie opuobowiązków, przez
ścimy zajęcia z trenechwilę pozwólmy
rem. Sama nazwa zumba
sobie na zdrowy egooznacza tyle co „wyizm po to, by potem
starczy chcieć”.
e m a Dlanować
tego, Drodzy
zdroPaństwo,
wym ciachciejmy,
łem i duznajdujmy
chem.
chwile dla samych siebie,
odłóżmy
na bok
pro-
dostarcza wszystkiego, co potrzebne do osiągnięcia naszego
celu. Zajęcia pozwalają na po- REKLAMA
zbycie się zbędnej ilości kalorii,
ujędrniają oraz kształtują naszą
sylwetkę przy udanej zabawie.
A może popularność
zumby wynika z jej prostoty?
Przecież, aby uprawiać zumbę,
nie musimy uczyć się godzinami trudnych choreografii,
gdyż włączyć się do układu
REKLAMA
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
maj 2012
str 17
Naród w ruchu
Latem 2009 roku jechałem w Chinach pociągiem
ekspresowym z Pekinu do
Xi’an 1200 km w 8 godzin – przeciętna prędkość
150km/godz. W grudnia
2009 otwarto w Chinach
najszybszą kolej na świecie. Maksymalna prędkość
pociągu wówczas to 394
km na godzinę, a podróż
między dwoma chińskimi
miastami Wuhan w środkowych Chinach nad rzeką
Jangcy do Kantonu na
południu kraju, skróciła
się z dziesięciu godzin
do około trzech. Na razie
ten najdłuższy dystans
1068 km pociąg pokonuje w 3 godziny z przeciętną
prędkością nieco ponad
350km/godz.. Latem 2011
połączono Pekin z Shanghaiem.
Dla tych pociągów wybudowano nowe dworce
kolejowe w Pekinie z 23
peronami, w Shangjaju
z 30 t-oma i poczekalnią
dla 16.000 pasażerów,
z największym na świecie
oszklonym dachem.
W ruchu miejskim większość mieszkańców Chin
porusza się pojazdami
jednośladowymi z tego
duża część już z napędem
maj 2012
elektrycznym. Kraj ten
jest praktycznie jedynym
producentem tego rodzaju jednośladów na świecie. Dostawcą dla całego
świata. Mają największe
fabryki rowerów i najwyżej
zaawansowane technologie produkcji specjalnych silników, elektroniki i akumulatorów do
nich. Kompaktowy tak
zwany bezszczotkowy silnik roweru elektrycznego
umieszczony jest w piaście
koła. Jest to silnik trójfazowy sterowany poprzez
specjalną, zaawansowaną
elektronikę.
Kierujący rowerem obracaniem pedałów nadaje
tempo jazdy. Elektronika w takt ruchu pedałów
napędza koło. W pierwszym momencie wrażenie
jest niesamowite – nogi
latają w powietrzu bez
oporu pedałów a rower
jedzie. Ale to nie wszystko. W elektronice zawartych jest wiele funkcji po
pierwsze to wspomaganie
pedałowania, można nie
pedałować tylko jechać
z użyciem manetki tak jak
na motocyklu, elektronika wyłącza silnik przy
użyciu dowolnego z hamulców a również ważną
Reklama
PReklama
mgr inż.
Andrzej Białek
ul. Stanów Zjednoczonych 35
ul. Sienkiewicza 54
tel. 71 357 98 76
kom. 535 643 999
jej funkcją jest odcinanie wspomagania przy
dozwolonej, w Europie
i również w Polsce, prędkości maksymalnej 25 km/
godz. W ostatnich dniach
Prezydent podpisał nowelę
ustawy o ruchu drogowym
dającą rowerzystom większe uprawnienia i opisującą rower wspomagany
elektrycznie – angielski
skrót - EPAC.
Rowery elektryczne, takoż
składaki przeróżnej wielkości, skutery czy skutero podobne, hulajnogi
i trójkołowce znajdują
zastosowanie wszędzie.
Dojazdy do pracy bez zmęczenia, dla mniej spraw-
nych umożliwiają wyjazdy
na wycieczki bezpiecznie
do ok 50 km trasy. Nie
przeszkadzają chore biodra, chorby serca – lekkim
codziennym pedałowanie
na świeżym powietrzu
poprawiamy swoją kondycję a jest to na pewno
zdrowsze niż okazjonalne
ćwiczenia na sali.
Lekki, poręczny składak w bagażniku, szczególnie w zatłoczonych
miastach, na dojazd z parkingu do zamkniętego
centrum. To co pieszo
pokonujemy w 20 minut
składakiem pokonamy
spokojnie w 5. Dodatkowo
przewozi nam podręczny
bagaż. Piszący ten felieton
od kilku lat współpracuje
z Chńskimi firmami w za-
kresie sprzętu zaawansowanych technologii. Zainspirowany nowościami
powołał do życia nową,
dynamicznie rozwijającą
się firmę, ekoRowery oferującą wyselekcjonowane
modele rowerów elektrycznych.
Zainteresowanych zapraszam
do kontaktu poprzez stronę
www.ekoRowery.pl .
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 18
Styl życia
Nie tylko pizzą żyją Włosi
Ewa
Tomaszewska
Kuchnia śródziemnomorska
słynie z tego, że jest jedną
z najzdrowszych, jakie istnieją. Zawdzięcza to jadłospisowi, w którym królują zarówno
surowe, jak i gotowane warzywa, bogate w kwasy tłuszczowe
owoce morza, oliwa z oliwek
oraz najrozmaitsze przyprawy.
Kuchnia śródziemnomorska
unika posiłków z czerwonego,
ciężkostrawnego mięsa, potraw zasmażanych i nadmiaru
soli. Skutek tego jest niezwykle prosty – Włosi, Hiszpanie
oraz Grecy uważani są za najzdrowsze narody Europy. Dieta
śródziemnomorska znacznie
opóźnia procesy starzenia i przeciwdziała miażdżycy, która
niestety zaczyna być chorobą
cywilizacyjną.
Wśród diet kręgu
śródziemnomorskiego bodaj
najbliższą naszym podniebieniom jest kuchnia włoska. Stało się tak głównie z uwagi
na – jakże osławioną – pizzę.
Równie popularne jest spaghetti. Naturalnie makaron jest
składnikiem bez którego kuchnia włoska obyć się nie może,
jednak przeświadczenie, iż musi
mu towarzyszyć zawiesisty,
ciężki sos, jest zupełnie mylne.
Kuchnię włoską charakteryzuje
jeszcze kilka grup żywieniowych. Po pierwsze: Włosi serami stoją. Parmezan, gorgonzola,
mascarpone, mozzarella – to tylko kilka gatunków serów, które
są powszechnie wykorzystywane w kuchni włoskiej. Warto
dodać, iż stanowią one nie
tylko składnik potraw typowo
obiadowych; często stosowane
są również przy produkcji deserów.
À propos deserów...
Któż z nas w upalne letnie
dni jest w stanie oprzeć się lodom włoskim? Ilu z nas nie wyobraża sobie życia bez tiramisu,
zabaglione czy panna cotty?
Wszystko to zawdzięczmy właśnie kuchni włoskiej. Podobnie
zresztą, jak: risotto; ravioli,
przypominające nasze pierogi;
łudząco podobne do polskich
uszek tortellini; przepyszną
lasagne czy gnocchi.
Mówiąc o włoskiej
kuchni, nie można również
zapomnieć o szlachetnym sma-
ku toskańskich win. Niestety
na gruncie polskim kultura
picia wina nie jest aż tak szlachetna, jak we Włoszech, jednak
można mieć nadzieję, że kiedyś
na polskich stołach regularnie
stawiane będzie Chianti czy
Brunello di Montalcino. Jak
się okazuje, całkiem sporo
dań rodem z Włoch króluje na
polskich stołach, na których
chyba im wygodnie. Także we
Wrocławiu istnieje włoski zakątek, w którym można zakosztować przepysznych dań
z południa. Mowa o, mieszczącej się przy ulicy Wawrzyniaka,
Restauracji Miguel. Nie jest
to jednak wyłącznie restauracja. Właściciele określają swój
lokal także mianem pizzerii
oraz spageterii. I trudno im się
dziwić, gdyż menu Miguela jest
naprawdę imponujące.
Zacznijmy od tego,
że w tygodniu lokal czynny jest
od godziny 10 do 22, w weekendy od 12 do 22. Można
zjeść w nim, za całkiem przyzwoitą cenę, nieco późniejsze
śniadanie. Miguel serwuje także
przystawki, zupy, lekkie sałatki,
od których warto rozpocząć
posiłek. W formie drugiego
dania wystąpić mogą zarówno
potrawy mięsne (np. cielęcina w sosie cytrynowym czy
stek z grilla z polędwicy wołowej w sosie pomidorowym
z czosnkiem i oliwkami), jak
i ryby czy owoce morza (np.
krewetki w sosie gorgonzola). Naturalnie klient do wyboru ma także całe mnóstwo
past i pizz. Po sutym posiłku
można liczyć na dobrze zaparzoną kawę, lampkę wykwintnego wina lub deser lodowy.
Restauracja Miguel nawiązuje
do włoskiej atmosfery nie tylko kartą dań, w której każda
potrawa zapisana jest zarówno
po polsku, jak i po włosku.
Również wystrój lokalu przywołuje na myśl przytulne włoskie knajpki, w których panuje
iście śródziemnomorski klimat.
Zarówno kolor ścian, jak i elementy wystroju sprawiają, że
przez chwilę można się poczuć
jak na południu Europy. Wrocławianie bez wątpienia powinni pozwolić sobie na relaks
u Miguela. Spędzony tam czas
z pewnością będzie przyjemny
(szczególnie w godzinach 1214, kiedy restauracja ma tzw.
Happy Hour).
tel. +48 516 058 504, 71 349 56 38
www.sklepdrzewny.com mail: [email protected]
Wrocław, ul. Robotnicza 6
REKLAMA
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
maj 2012
str 19
Reklama
PReklama
Starość też radość
Radosław
Musiałek
„Starość nie radość…”, jak mówi pierwszy człon
przysłowia. „Młodość nie wieczność” dodaje jego
rozwinięcie. I w tych kilku banalnych słowach
mieści się olbrzymia dawka życiowej prawdy. Starość jest nieuchronna. Starość jest naturalna. Ale
starość nie musi wcale oznaczać smutku, samotności i wykluczenia.
Każdy z nas, planując powiększenie rodziny, bierze pod uwagę fakt, że nowym członkiem
naszej gromady trzeba będzie
się opiekować. Nikt nie oczekuje, że zaraz po narodzeniu
młody człowiek stanie się samodzielny i wiemy o tym, że
będziemy właśnie do niego musieli dostosować w dużej mierze
nasze życie, jego tempo i swoje
priorytety. Jest to tak oczywiste,
że Państwo młodym rodzicom
finansuje urlopy macierzyńskie
i ojcowskie, właśnie po to, żeby
mogli oni swojemu maleństwu
zapewnić niezbędną opiekę.
Później dziecko idzie do żłobka, szkoły, następnie niektóre
z nich kończą studia po to, żeby
ostatecznie w wieku 18 do 25 lat,
stanąć „na własnych nogach”,
usamodzielnić się. I do tego momentu jest ono niesamowystarczalne – wymaga opieki, współfinansowania, zapewnienia mu
domu i wyżywienia go.
Ale dlaczego właściwie piszę
tu o młodych? Co to ma wspólnego z przysłowiową starością?
Otóż ma. I to bardzo wiele. Po
pierwsze – podobnie jak młodość, starość jest naturalną koleją rzeczy. Jest nieuchronna, nieunikniona i czeka każdego z nas
(o ile oczywiście nic złego „po
drodze” się nie stanie…). Po drugie – starość jest, a w każdym razie może być, piękna. Tak jak
młodość, ma swoje dobre strony.
Na pewno inne niż w wieku
młodzieńczym, na pewno życie
jest wówczas całkowicie inne,
ale niewątpliwie wiek dojrzały
ma swoje uroki. I wreszcie po
trzecie – w tym wieku my również potrzebować będziemy
opieki. Tak, jak w dzieciństwie
potrzebowaliśmy rodziców,
którzy prowadzili nas przez
życie po to, żeby chronić nas
przed niebezpieczeństwami, tak
na jesieni życia nie ze wszystkim
będziemy sobie w stanie sami
poradzić. I przyda się wtedy
maj 2012
pomocna dłoń… Dłoń naszego,
dorosłego już dziecka, dłoń innej
bliskiej nam osoby, ale może też
dłoń podana nam przez osobę nie
spokrewnioną, ale merytorycznie przygotowaną do niesienia
pomocy i sprawowania opieki
nad innymi. Osoba taka wypełni
nam czas rozmową, wspólnymi
zajęciami, pomoże utrzymać
dom, pójdzie na spacer, zrobi
zakupy, a w razie konieczności
będzie w stanie natychmiast
udzielić fachowej pomocy, również medycznej. Będzie naszym
przyjacielem, swoistym „aniołem – stróżem”. Po prostu życie
zatacza swoiste wielkie koło i,
czy tego chcemy czy nie, taka
jest kolej rzeczy. Im szybciej
to zrozumiemy, im szybciej
to zaakceptujemy i im szybciej
się z tym pogodzimy, tym łagodniej przyjdzie nam się z tą prawdą skonfrontować.
Wszystkim nam życzę, aby nasza starość, aby nasza dojrzała
część życia wolne były od trosk
i problemów podstawowych.
Abyśmy jak najdłużej zachowali pełną sprawność zarówno
fizyczną, jak i mentalną. Posłużę się tutaj przykładem mojej
Mamy - mam nadzieję, że nie
będzie miała do mnie o to pretensji, bo sama czuje się wciąż
młodo i tak też wygląda. Poza
kilkoma przypadłościami, które
nie mają większego wpływu na
jej codzienne funkcjonowanie,
Mama ma się świetnie. Obecnie
mieszka sama, ma pieska, z którym kilka razy dziennie spaceruje po osiedlu, uprawia działkę
i wspomaga całą naszą rodzinę
– ugotuje i przywiezie jakąś
zupę, zaopiekuje się wnukami,
upiecze ciasto i odwiedzi nas.
I oby tak było jej dane funkcjonować zawsze. Ale nie można
niestety wykluczyć, że pewnego
dnia w jej życiu pojawią się
subtelne symptomy starzenia
się. Mogą to być kłopoty z pamięcią, koncentracją, poczucie
samotności czy bezradności.
I nie muszą to być, a niemal
na pewno nie będą to zmiany
o charakterze rewolucyjnym. Raczej pojawiające się „po cichu”,
dotyczące być może rzeczy mało
istotnych przypadki zapomnienia, odbierane i interpretowane
jako roztargnienie. Być może nie
będzie mogła znaleźć odłożonych gdzieś kluczy albo portfela.
Może pilot od telewizora się
gdzieś „złośliwie schowa”, ale
może zapomnieć też wyłączyć
gazu. I tu zaczyna się czas, to jest
ten moment, kiedy należy się
naszym Rodzicom odwdzięczyć
za włożony w nasze dzieciństwo
trud. Mamo, życzę Ci abyś zawsze cieszyła się wspaniałym
zdrowiem, abyś zawsze była
tak sprawna jak dziś bo zasługujesz na to, żeby pogodnym
i wesołym życiem cieszyć się
zawsze. Ale jeśli przyjdzie taki
moment, w którym poczujesz
się mniej pewnie i bezpiecznie,
to proszę – przyjmij naszą pomocną dłoń.
Odruchowo bronimy się przed
świadomością i przyznaniem
przed samym sobą, że czas leci.
Nie dopuszczamy do siebie
myśli, że z biegiem lat wkraczamy w kolejne fazy swojej
egzystencji. Uważamy wciąż
starość za coś wstydliwego, niechcianego, mówiąc „Ja?? Stary??
Niedoczekanie Wasze”. Skąd
taka niechęć? Skąd te „obronne”
odruchy? Otóż właśnie stąd,
że kojarzy się nam ona wciąż
z niedołężnością, uzależnieniem
od innych, niemal ubezwłasnowolnieniem. Ale tak przecież
być nie musi. Wiek dojrzały
to mądrość, to bogactwo doświadczeń, to cały bagaż niesamowitych przeżyć, których osoba
starsza doświadczyła, i którymi
może wzbogacić innych – nauczyć ich wielu rzeczy i przekazać wiele cennych wskazówek.
Przecież to życie jest najlepszą
szkołą, a osoby wiekowe to niewątpliwie „Profesorowie życia”.
Starość należy szanować i mieć
przed nią wiele pokory – z niej
należy czerpać i ją należy pielęgnować. Z nią trzeba się oswoić
i ją należy przyjąć do swojego życia, czy to poprzez swoją własną
bytność na tym świecie, czy też
poprzez jej pojawienie się w życiu naszych bliskich. Nie brońmy
się przed nią i nie odrzucajmy
jej bo jest to misja niemożliwa.
Zaprośmy ją i pokochajmy bo
ona i tak do nas przyjdzie, a lepiej będzie nam żyć razem kiedy
będziemy na to przygotowani.
Szanujmy ludzi starszych, nawet
jeżeli czasami wydają się nie
mieć racji – wiele razy okazuje
się, że życie, będące obiektywnym sędzią, im tą rację jednak
zwraca.
PS. Mamo, chciałbym podziękować Ci – za mądrość,
za całe Twoje zaangażowanie,
za trud włożony w Rodzinę –
to rzeczy nie do przecenienia,
a wszystkiego tego co robiłaś
i robisz, słowami ująć się nie da.
Z okazji Dnia Matki chciałbym
życzyć Ci jednego – obyś zawsze
była w formie takiej, jak dziś.
Pamiętaj jednak, że gdybyś kiedykolwiek potrzebowała wsparcia,
pomocy, nie wahaj się jej oczekiwać – na pewno ją otrzymasz.
Od rodziny… Od przyjaciół…
W kolejnych numerach będziemy rozwijać wątki
związane z problematyką wieku dojrzałego.
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 20
Prawo
Korzyści z zatrudnienia tymczasowego
Sebastian Kryczka
Prawnik
Zgodnie z art. 675 § 1 k.p. praca może być wykonywana regularnie poza zakładem pracy, z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej w
rozumieniu przepisów o świadczeniu usług drogą
elektroniczną. Świadczenie pracy w takich warunkach określamy mianem telepracy. Najprościej
mówiąc, polega ona na wykonywaniu przez pracownika obowiązków regularnie poza zakładem pracy,
wykorzystując środki komunikacji elektronicznej (np.
Internet).
Pracodawca, który korzysta z pracowników tymczasowych, ma
mniejszą ilość obowiązków wynikających z zatrudniania pracowników w ramach stosunku pracy.
Wynika to z faktu, że znaczna
część tych obowiązków należy do
agencji pracy tymczasowej.
Podstawą prawną zatrudniania
pracowników tymczasowych jest
ustawa z dnia 9 lipca 2003 r.
o zatrudnianiu pracowników tymczasowych (Dz. U. Nr 166, poz.
1608 z późn. zm.). W zakresie
nieuregulowanym odmiennie
przez przepisy powyższej ustawy
oraz odrębne przepisy regulujące
działalność agencji pracy tymczasowych, do pracownika tymczasowego i pracodawcy użytkownika
stosujemy przepisy prawa pracy
– np. kodeksu pracy – odnoszące
się do pracodawcy i pracownika.
Podmioty pracy tymczasowej
W standardowych formach zatrudnienia mamy do czynienia
z dwoma podmiotami – zatrudniającym i zatrudnianym. W przypadku zatrudniania tymczasowego
mamy 3 podmioty, ponieważ
praca tymczasowa polega na tym,
że agencja pracy tymczasowej
zatrudnia pracownika i kieruje go do wykonywania pracy
na rzecz pracodawcy użytkownika.
Tak więc wyróżniamy 3 podmioty
uczestniczące w ramach zatrudniania tymczasowego – agencję
pracy tymczasowej, pracownika
tymczasowego, oraz pracodawcę
REKLAMA
użytkownika, u którego pracownik
będzie wykonywał pracę.
Umowa z pra cownikiem tymczasowym
Umowa o pracę z pracownikiem
tymczasowym zawierana jest w formie pisemnej. W innym wypadku
agencja pracy tymczasowej powinna dać pracownikowi tymczasowemu potwierdzenie w formie pisemnej: rodzaj zawartej umowy o pracę
i jej warunki. Potwierdzenie to powinno być wydane nie później
niż w drugim dniu wykonywania
pracy tymczasowej. Agencja pracy
tymczasowej ma prawo zatrudnić
pracownika tymczasowego tylko
na podstawie umowy o pracę
zawartej na czas określony lub na
czas wykonania określonej pracy.
Nie ma w związku z tym możliwości zawarcia z pracownikiem
tymczasowym umowy o pracę
tymczasową na okres próbny czy
na czas nieokreślony. Jeżeli chodzi
o zawartość umowy między agencją a pracownikiem tymczasowym,
to powinna ona określać rodzaj
i strony umowy, datę jej zawarcia,
jak również wskazywać pracodawcę użytkownika oraz ustalony
okres wykonywania na jego rzecz
pracy tymczasowej. Powinna
ponadto wskazywać warunki
zatrudnienia pracownika tymczasowego w okresie pracy na rzecz
pracodawcy użytkownika, szczególnie: rodzaj pracy, wymiar czasu
pracy, miejsce wykonywania pracy
tymczasowej, wynagrodzenie
za pracę oraz termin i sposób wypłacania tego wynagrodzenia przez
agencję pracy tymczasowej.
Obowiązki stron
Pracodawca użytkownik (u którego pracownik tymczasowy fizycznie świadczy pracę) wykonuje obowiązki i korzysta z praw
przysługujących pracodawcy
jedynie w zakresie niezbędnym
do organizowania pracy z udziałem pracownika tymczasowego.
Pracownik ten ma z kolei obowiązek stosowania się do poleceń służbowych pracodawcy.
Brak wykonywania ciążących
na nim obowiązków może stanowić przesłankę do nałożenia
na pracownika tymczasowego
kary porządkowej lub nawet rozwiązania z nim umowy o pracę.
Do obowiązków agencji pracy
tymczasowej zaliczyć należy m.in.
skierowanie pracownika na wstępne badania lekarskie, prowadzenie
dokumentacji pracowniczej (z wyjątkiem ewidencji czasu pracy),
zgłoszenie pracownika do ZUS.
Agencja jest zobowiązana wypłacać również wynagrodzenie,
odprowadzać podatek dochodowy,
składki na ubezpieczenia społeczne
i zdrowotne, jak również powinna wystawiać świadectwa pracy.
Korzyści z pracy tymczasowej
Skorzystanie z usług agencji pracy
tymczasowej stanowi korzystne rozwiązanie dla pracodawców,
którzy nie chcą osobiście pozyskiwać pracowników oraz ponosić
kosztów z tym związanych. Przyjmowanie do pracy pracowników
tymczasowych oraz ich zatrudnianie leży bowiem w gestii agencji
pracy tymczasowej. Pracodawca
użytkownik, u którego świadczą
pracę pracownicy tymczasowi,
nie musi również zakładać akt
osobowych i prowadzić całej
skomplikowanej dokumentacji
pracowniczej dla pracowników
tymczasowych (wyjątek stanowi
tu ewidencją czasu pracy). Pracodawca użytkownik jest ponadto
zwolniony z obowiązku zgłoszenia
nowego pracownika do ubezpieczeń społecznych, a także z dokonywania rozliczeń związanych
z wypłacaniem wynagrodzeń.
Sebastian Kryczka,
prawnik specjalizujący
się w problematyce prawa
pracy
oraz prawa cywilnego
[email protected]
DP SYNERGIA
biuro
rachunkowe
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
maj 2012
str 21
Prawo
Jak sporządzić ważny testament?
Anna
Synowiec
Małżonkowie pozostający we wspólności
ustawowej powinni mieć świadomość, że
zobowiązania zaciągane przez jednego z
nich mogą mieć wpływ nie tylko na majątek
odrębny małżonka- dłużnika, ale również na
wysokość budżetu domowego, czyli majątku wspólnego. Spełnienie przez wierzyciela
warunków z art. 41 Kodeksu rodzinnego
i opiekuńczego oraz art. 787 Kodeksu postępowania cywilnego umożliwia bowiem
prowadzenie egzekucji z majątku wspólnego
małżonków.
Najbardziej pewnym sposobem
sporządzenia skutecznego testamentu jest udanie się w tym
celu do notariusza, który spisze
testament w formie aktu notarialnego. Wiąże się to jednak
z koniecznością pokrycia związanych z tym kosztów. Aby ich
uniknąć, możliwe jest sporządzenie testamentu samodzielnie, w formie pisemnej. Należy
jednak pamiętać o spełnieniu
koniecznych dla jego ważności wymogów formalnych.
Sporządzenie testamentu w formie pisemnej będzie polegać na
tym, że spadkodawca napisze
go w całości pismem ręcznym,
podpisze i opatrzy datą. Nie
jest dopuszczalne napisanie
testamentu na maszynie lub
komputerze i jedynie podpisanie go przez spadkodawcę.
Cały testament musi być zatem
napisany własnoręcznie. Podpis
powinien znajdować się pod
oświadczeniem spadkodawcy
i w sposób dostateczny identyfikować jego osobę. Gdy testament sporządzony jest na kilku
odrębnych kartkach, wystarczy
złożenie podpisu na ostatniej
z nich. Brak podpisu czy własnoręczności pisma powoduje
nieważność testamentu, natomiast niezachowanie ostatniego
z wymogów, tj. opatrzenia testamentu datą, nie będzie rodzić
nieważności testamentu, jeżeli
nie wywołuje wątpliwości co
do zdolności spadkodawcy
do sporządzenia testamentu,
co do treści testamentu lub co
do wzajemnego stosunku kilku
testamentów. Dla ważności
testamentu nie ma znaczenia, jakim narzędziem został napisany
(tuszem, ołówkiem czy piórem),
ani na czym został napisany (na
papierze lub innym materiale).
Spadkodawca na wypadek swojej śmierci może powołać do
dziedziczenia kilka osób lub
tylko jednego spadkobiercę.
W drodze testamentu może
on rozrządzić całym swoim
majątkiem lub tylko jego częścią. Ważne jest natomiast, aby
oświadczenie zawarte w testamencie złożyła tylko jedna
osoba, ponieważ polskie prawo
zabrania sporządzania testamentów wspólnych. Oznacza to, że
niedopuszczalne jest połączenie oświadczeń ostatniej woli
dwóch lub więcej osób w jednym testamencie. Sporządzenie
testamentu łącznie przez oboje
małżonków jest zatem nieprawidłowe. Każdy z małżonków
powinien sporządzić oddzielny
testament. Ponadto, testament
można sporządzić tylko osobiście, wykluczone jest działanie
przez przedstawiciela lub pełnomocnika.
wego testamentu
o odmiennej treści w tej samej
lub innej formie
albo przez inne
czynności jednoznacznie wskazujące na wolę
odwołania testamentu (np. jego
przekreślenie).
Jednak jeżeli
spadkodawca
sporządził nowy
testament nie zaznaczając w nim,
że poprzedni odwołuje, ulegają
odwołaniu tylko
te postanowienia
poprzedniego teTestament sporządzony w stastamentu, których
nie wyłączającym świadome nie można pogodzić z treścią
albo swobodne powzięcie de- nowego testamentu.
cyzji i wyrażenie woli, a także
pod wpływem błędu lub groź- REKLAMA
by również jest nieważny.
W razie powzięcia wątpliwości
co do świadomości spadkodawcy w chwili sporządzania
testamentu, można zakwestionować w sądzie ważność
tego testamentu. Sąd rozpoznający sprawę może posłużyć
się w tym wypadku opinią
biegłego. Testamentu nie może
także sporządzić osoba nie posiadająca pełnej zdolności do
czynności prawnych, tzn. osoba
niepełnoletnia lub ubezwłasnowolniona.
W razie stwierdzenia nieważności testamentu, na przykład
na skutek niezachowania wyżej wymienionych wymogów
formalnych lub zaistnienia
określonych wad, spadek nabędą osoby uprawnione według
zasad dziedziczenia ustawowego, opisanych w Kodeksie
cywilnym.
Anna Synowiec
Prawnik
Kancelaria Prawna Lebek
i Wspólnicy
www.kancelarialebek.pl
Spadkodawca może w każdej
chwili odwołać wcześniej sporządzony testament poprzez jego
zniszczenie, zmianę, sporządzenie w późniejszej dacie no-
REKLAMA
DP SYNERGIA
biuro
rachunkowe
maj 2012
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
Dodatek turystyczny
Jak tanio podróżować?
Michał
Maj
Wiele osób pyta mnie skąd biorę pieniądze na podróże.
W lutym byłem na Wyspach Kanaryjskich, w kwietniu w
Holandii, od czerwca siedzę w północno-wschodniej części
USA, a lada moment ruszam zad Zatokę Meksykańską. Jak
tanio podróżować? Przepis jest bardzo prosty i mieści się w
czterech kwestiach: zmianie systemu przekonań, wybraniu
naszych priorytetów i... kombinowaniu.
Zmiana systemu przekonań
Sprawa jest bardzo prosta i jasna.
Większość ludzi myśli, że podróże muszą być drogie. Oglądają w
katalogach biur zdjęcia pięciogwiazdkowych hoteli z basenami
i płaczą, że nigdzie jechać nie
mogą.
Uwierz, że podróże są tanie. Znam
takich, co z setką euro w kieszeni
przejechali całą Europę. Ba,
znam takich co pojechali na
Alaskę i jeszcze wrócili z pieniędzmi. Transport możesz mieć
darmowy, nocleg również, a jedzenie weźmiesz z domu. Najpierw musisz uwierzyć, ze jeżeli
zależy Ci na tym, aby zobaczyć
świat, to zobaczysz go.
Wybranie priorytetów
Można podróżować tanio. Tanio
nie znaczy darmowo (choć i to się
zdarza). Chcąc nie chcąc, bę-
dziesz wiec potrzebował choćby
skromnej ilości gotówki. Skąd
ją wziąć – zapytasz? Oszczędzając i zarabiając.
Jeżeli będziesz umiał sobie odmówić odrobiny luksusu, będziesz mógł jeździć po świecie.
Od dziś, za każdym razem, gdy
będziesz stał przed wyborem
kupna jakiegoś przedmiotu,
zastanów się - czego chcesz
od życia? Czy jest Ci to potrzebne? Jeżeli odmówisz sobie tej
przyjemności, pieniądze odłóż
do słoiczka. Wrzucaj tam każdy
grosz, który uda Ci się zaoszczędzić.
Jak jeszcze możesz pozyskać
pieniądze?
Dorabiając. Jeżeli pracujesz na
etacie, spróbuj porozmawiać
z szefem o drobnej podwyżce. Jeżeli się uda, odłóż to do słoiczka.
str 22
Ponadto rozejrzyj się po domu.
Ile masz gratów? Spójrz na półkę
z książkami. Wielu z nich nigdy
nie przeczytasz. Może warto
byłoby wystawić je na Allegro?
Istotne jest, abyś zarobione
pieniądze wrzucił do słoiczka.
A może masz jakąś pasję, która
daje szanse zarobić po godzinach? Talent pisarski? Napisz
ebooka. Robisz zdjęcia? Możesz je sprzedać na istockphoto.
com. Jesteś orłem z matematyki? Wrzuć ogłoszenie o korepetycjach do lokalnej gazety.
Na wszystkim możesz zarobić.
Niezłym pomysłem jest znalezienie jakiejś dodatkowej pracy np.
na weekendy. Tylko pamiętaj, że
cała suma wędruje do słoiczka.
Wszystko to kwestia priorytetów.
Wspomnę o jeszcze jednej metodzie oszczędzania, która zastosowałem u siebie. Jest banalnie prosta, daje dużo frajdy
i ma wysoką skuteczność. Jedni
zbierają znaczki, inni karty telefoniczne, a ja zbieram monety
pięciozłotowe. Za każdym razem,
gdy w sklepie dostane resztę w postaci 5zł, to wrzucam ja do
specjalnego słoiczka na biurku.
Wzbudza to wiele zainteresowania u znajomych. Jeżeli chodzi
o skuteczność, to zyskuję na tym
miesięcznie około 150zł. Nie jest
to duża suma, ale z drugiej strony w ogóle nie odczuwam tego
jako obciążenia mojej kieszeni.
Kombinuj!
Trzeci aspekt to kombinowanie.
Im lepszym jesteś kombinatorem,
tym więcej zdziałasz. Kombinować możesz przy wszystkim,
zaczynając od noclegów, poprzez
bilety lotnicze, a kończąc na
pracy. Jak można kombinować?
Loty. Nie ograniczaj się do jednej
„szukajki”. Jeżeli lecisz samolotem – sprawdź kilka firm. Kombinuj z połączeniami. Może się
okazać, że np. jedna przesiadka
obniży koszt podróży o połowę
lub że wylot z innego miasta da
ci kilkaset złotych oszczędności.
Noclegi. Istnieją strony
typu www.couchsurfing.org,
gdzie możesz znaleźć nocleg.
Pamiętaj jednak, że nie jest
on darmowy – masz moralny
obowiązek przyjęcia w zamian
kogoś u siebie w domu. Popytaj
też znajomych, czy nie mają
kogoś zaprzyjaźnionego w miejscu docelowym twojej podróży.
Ja w ten sposób zyskałem miejsce
do spania w Nowym Jorku, a przy
tym poznałem kogoś ciekawego,
dowiedziałem się czegoś więcej,
uzyskałem pomoc itp. Nie wybrzydzaj, bierz co masz i ciesz
się tym. Ja wychodzę z założenia,
że wygody mam w domu, w drodze mam przygody.
Praca.
Strategia jest bardzo prosta. Wybierasz sobie miejsce na mapie
świata, znajdujesz tam pracę
i... lecisz tam. Tak było u mnie
z Alaską. Popracowałem miesiąc, przeżyłem przy tym przygodę życia, zobaczyłem piękne
góry, renifery, niedźwiedzie i jeszcze wróciłem z pieniędzmi
do Polski. Są różne organizacje i programy, które pomagają w znalezieniu zatrudnienia, np.
Work And Travel w USA.
Transport.
Było o lotach, ale warto wspomnieć o innych środkach lokomocji. O autostopie już pisałem,
ale są jeszcze autobusy i pociągi.
Szukaj jak najlepszych rozwiązań, a jeżeli masz zapas czasowy, to zrób to jak najwcześniej.
W USA jest tak, że kupując bilety
autobusowe z miesięcznym wyprzedzeniem dostajesz je prawie
za darmo. (np. 3$ za trasę Nowy
Jork - Waszyngton).
Zwiedzanie.
Różne miasta robią rożne pro-
mocje. Często bywa tak, że np.
do godziny 11 dane muzeum
jest za darmo lub że określone
miejsce można zwiedzać bezpłatnie tylko w poniedziałki.
Poszukaj wiadomości na ten
temat w internecie.
To chyba tyle. Zastanów się,
czego chcesz od życia, znajdź
swoją drogę – niekoniecznie tę,
którą ja przedstawiam. Znajdź
piękno w rzeczach prostych
i codziennych, zachwycaj się
drobnostkami życia - smakiem
pomarańczy, tęczą czy spadającymi z drzewa liśćmi. Baw się
życiem.
Blog autora można czytać
pod adresem:
www.zyciejestpiekne.eu
[email protected]
REKLAMA
REKLAMA
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
maj 2012
str 23
maj 2012
Dodatek turystyczny
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 24
Publicystyka
D lacze g o socjalizm nie działa ?
Adam
Tomasz Witczak
Ustrój socjalistyczny,
mimo wszystkich swoich braków i spektakularnych porażek
na przestrzeni ostatniego stulecia, wciąż jest obiektem marzeń
sporego grona ludzi marzących
o sprawiedliwości i dobrobycie.
Oczywiście nie wszyscy z nich
używają terminu „socjalizm”
– w gruncie rzeczy wielu jest
całkiem szczerze przeświadczonych, że to, za czym tęsknią,
to np. „polityka prospołeczna”,
„ustrój mieszany” czy po prostu
„państwo opiekuńcze”. Nie
będziemy w tę kwestię wnikać,
bo ostatecznie to nie słowa
są najważniejsze.
Załóżmy jednak, że będziemy
mówić o socjalizmie rozumianym jako ustrój gospodarczy
oparty na centralnym planowaniu, w którym własności
prywatnej nie ma – lub w najlepszym razie jest tylko formalnością, ponieważ właściciel
i tak jest zobowiązany swoimi środkami gospodarować
zgodnie z narzuconym planem. Większość osób o poglądach wolnorynkowych zgodzi
się, że taki ustrój nie działa
dobrze. Często „dowodzi” się
tego za pomocą argumentów
empiryczno-historycznych.
Przedstawia się więc liczne słabości znanych z historii państw
socjalistycznych (np. ubóstwo
mieszkańców, niedostatek dóbr,
kryzysy gospodarcze etc.).
Pamiętajmy jednak, że „dowodzenie” w oparciu przykłady
– to słaby sposób argumentowania. Stosunkowo łatwo go
zbić: być może ów „socjalizm”
nie zadziałał, bo tak naprawdę
nie był to prawdziwy, pełny
socjalizm, a jedynie jego nieudolna karykatura; być może
przyczyną opóźnienia krajów
socjalistycznych nie był ustrój,
a czynniki niezależne (klimat, wojny, epidemie etc.).
W istocie, tak właśnie argumentują socjaliści. Rodzi się zatem
potrzeba odparcia ich doktryny
na gruncie teoretycznym, za pomocą metody racjonalistycznej,
poprzez logiczne wnioskowanie wynikające z oczywistych
aksjomatów. Coś takiego jest
ambicją austriackiej szkoły
ekonomii, rozwijanej przez
Ludwiga von Misesa, Murraya
Rothbarda czy Hansa Hermanna Hoppe.
Klasyczna argumentacja antysocjalistyczna Ludwiga von
Misesa przebiega następująco:
skoro w (doskonałym) socjalizmie nie ma prywatnej własności czynników produkcji,
to nie mają one ceny rynkowej.
To powoduje, że niemożliwy
staje się rachunek ekonomiczny. Ceny bowiem przekazują informację o tym, co jest
naprawdę pożądane i co jest
dostępne. Obrazuje się to następującym przykładem: w socjalizmie de facto nie wiadomo, czy
bardziej opłaca się zbudować
drogę wokół góry, czy może
poprowadzić trasę przez jej
szczyt, czy wreszcie – wywiercić tunel we wnętrzu tejże
góry. Oczywiście istnieją jakieś
ceny – są one jednak ustalane
arbitralnie przez planistów i nie
oddają rzeczywistych pragnień
konsumentów.
Nieco odmienne argumenty wysuwał inny ekonomista
– Fryderyk August von Hayek.
Zwracał on uwagę na problem wiedzy w socjalizmie.
Otóż gospodarka centralnie
planowana nie może funkcjo-
nować efektywnie, ponieważ
niemożliwe jest zgromadzenie
i przeanalizowanie całej wiedzy
potrzebnej do opracowania
ogólnego planu. Wiedza – na
temat oczekiwań klientów,
możliwości producentów, spodziewanych zmian pogody, rozwiązań technologicznych etc.
— jest rozproszona, posiadają
ją (często w ilości relatywnie
niewielkiej, w sumie jednak
sporej) miliony ludzi, ustawicznie się zmienia i poszerza,
często nie jest nawet wprost wypowiadana, formułowana. Jest
praktycznie niemożliwe, by
państwowi planiści byli w stanie zgromadzić taką informację i nieustannie ją aktualizować. Stąd też ich decyzje nie
będą optymalne, będą błądzeniem w półmroku, które rozbija
się o rafy surowej rzeczywistości.
Warto zauważyć, że nie wszyscy ekonomiści wolnorynkowej
„szkoły austriackiej” akceptują rozumowanie Hayeka. Na
przykład Hans Hermann Hoppe wylicza w jednym ze swoich
esejów („Socjalizm – problem własności czy wiedzy?”)
to, co uważa za słabe punkty
tej argumentacji. W skrócie
chodzi o to, że jeśli faktycznie głównym problemem socjalistycznych planistów jest
niemożność zdobycia dostatecznej wiedzy o potrzebach
konsumentów, możliwościach
producentów i innych czynnikach, to w takim razie powinien
być to także problem każdego
prywatnego przedsiębiorstwa
czy stowarzyszenia. Przecież
firmy także zbierają liczne dane,
na podstawie których planują
swoją działalność - a jednak
na ogół funkcjonują sprawniej
niż państwo. Oczywiście „hayekowcy” odpierają ten zarzut,
uważając, że opiera się on na
nieporozumieniu. To jednak
temat na osobny artykuł.
Hiszpański ekonomista Jesus
Huerta de Soto zwraca uwagę
na fakt, że nawet jeśli państwowym planistom uda się zebrać
określone informacje na temat
gospodarki, to i tak nie będą
one prawdziwe. Ta wiedza nie
będzie oddawać realnych potrzeb konsumentów i możliwości producentów. Dzieje się tak
dlatego, że interwencja państwa
po prostu uniemożliwia powstanie prawdziwej informacji.
Inaczej mówiąc, już sam fakt
ingerencji planistów w rynek
(np. poprzez podatki, cła, płace
minimalne, ceny maksymalne
lub zakaz handlu danymi rzeczami) sprawia, że uczestnicy
gry rynkowej zmuszeni są do
zmiany swojego postępowania,
nie podejmują zatem tych decyzji, które na wolnym rynku
uznaliby za w pełni dla nich
optymalne. Siłą rzeczy wysyłają
zatem planistom fałszywy sygnał. Socjalizm nie jest w stanie
zdobyć wiedzy o autentycznych
możliwościach i potrzebach
ludzi, ponieważ już na wstępie
uniemożliwia jej powstanie.
Pewnym problemem opisanych wyżej toków argumentacji
jest fakt, że zdają się one zawierać ukryte założenie o tym,
że wolny rynek generuje decyzje „najlepsze”, „optymalne”, „właściwe”. Przyjmuje
się więc, że to właśnie ceny
(czy też informacje) wytworzone w rezultacie wolnej wymiany rynkowej powinny być
punktem odniesienia. Oczy-
wiście wówczas wnioski, do
których dochodzą przedstawiciele szkoły austriackiej, nie
są specjalnie zaskakujące. To,
że ingerencja państwa w jakiś sposób zaburza (zmienia)
proces rynkowy, który odbyłby się bez niej – zawiera
się w samej jej istocie. Zwolennicy państwowego interwencjonizmu mogliby odpowiedzieć „austriakom”: „istotnie,
poprzez wywieranie wpływu
na gospodarowanie własnością
przez uczestników gry rynkowej, uniemożliwiamy dojście
do rezultatów (np. cen) takich,
jakie powstałyby bez naszej
ingerencji. Mamy jednak powody (tu oczywiście musieliby
je wymienić i uzasadnić), by
sądzić, że rozdysponowanie zasobów sugerowane przez wolną
grę rynkową nie jest najbardziej
optymalnym, podczas gdy takim
są nasze propozycje”. Zwróćmy
jednak uwagę, że obie strony
mają prawdopodobnie inne
kryteria „optymalności”...
Rodzi się pytanie, czy to zagadnienie można w ogóle rozstrzygnąć na gruncie ekonomii.
Prawdopodobnie należałoby
tu wejść w obszar zagadnień filozoficznych i etycznych, a więc
sięgnąć do zupełnych podstaw
i z perspektywy prowadzić dalszą dyskusję. Zapraszam do niej
Czytelników tego skromnego
szkicu.
REKLAMA
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
maj 2012
str 25
Publicystyka
Komunijny biznes
Ks. Jacek
Wiosna Stryczek
Temat szalenie życiowy. Coraz więcej osób pyta mnie, co
kupić dziecku na komunię.
A dziennikarze – co się kupuje
na komunię oraz dlaczego tak
dużo i tak wystawnie.
Rzeczywiście, ostatnimi
czasy wszystko jest konsumpcją, więc i komunia
to przede wszystkim wydatki.
Ubrania komunijne (chyba
szczególnie chodzi tu o sukienki), przyjęcie i prezenty.
Całość przypomina mi śmieszność współczesnych świąt Bożego Narodzenia. Wszyscy tak
się przygotowują i tyle kupują
prezentów, że tylko jakimś cudem mogą się spotkać przy wigilijnym stole.
Niedługo będzie tak: w czasie
komunii tylko cudem będzie
można spotkać Boga. Wiadomo,
są pieniądze do wydania, więc
pojawia się oferta. Niestety,
są też ofiary tej komercjalizacji.
Dzieci w tym wieku są szalenie wrażliwe. Szczególnie jeśli
„obsypane prezentami dzieci”
śmieją się z biedaków. Z tego,
co wiem, jest to nagminne
i tylko ciężka praca wychowawcy (nawet nie księdza) może
uchronić biedniejsze dzieci
od poniżania.
im słabsza wiara rodziców,
tym bardziej z komunii robi
się wesele. Dziecko słyszy
na lekcji religii: nie pożądaj;
a w domu – pożądaj (prezentów
i wystawności).
Podsumowując, chciałbym
powiedzieć, że nie wszystko
jest na sprzedaż. Komunia (z
dużej litery!!!) w wieku dziewięciu lat wynika z niezwykłej wprost wrażliwości dzieci
na ideały. A też ogromnego poczucia sprawiedliwości i wręcz
perfekcyjnego zrozumienia
Jest też konflikt wewnętrzny przykazań. Więc – wszystko
dziecka, które na katechezie jest ważne, ale jednak są rzesłyszy o ideałach, o Bogu, czy ważniejsze.
a w domu tego nie ma. Obserwuję pewną prawidłowość: Warto mieć hierarchię wartości.
Ks. Jacek
Wiosna Stryczek
Postęp musi być. Kiedyś ludzie
błagali, aby dać im pracę. Domagali się godziwych warunków pracy. Dzisiaj mają masę
możliwości: mogą zmieniać
pracę, mogą wyjeżdżać, mogą
zakładać biznesy. Jednak w najnowszej, postępowej wersji, domagają się pieniędzy bez pracy.
Trudno oceniać poszczególne
osoby, ale część polskiego
społeczeństwa zaczyna się wpisywać w „europejski trend”
– „chcemy mieć”. Brzmi to zupełnie jak kaprys pięciolatka.
On też chce mieć i nie rozumie,
dlaczego nie ma. Zawsze wydawało mi się, że odpowiedzią
na kryzys powinna być jeszcze
cięższa praca. Kiedyś to było
prostsze. Jeśli był nieurodzaj,
ludzie wiedzieli, że muszą
oszczędzać, żeby wystarczyło
na następny rok. Podejmowali
też dodatkowe działania, by
przetrwać. Nikt nie liczył, ile
godzin dziennie pracuje. Liczyła się każda para rąk. Miałem
szczęście spędzać wiele swoich wakacji na wsi i normalnie
z wszystkimi pracować. Praca
była rzeczą świętą. Święta –
przerwą w pracy. Dlatego nie
za bardzo rozumiem najnowsze
trendy: praca jako zagrożenie.
I wariant na miarę XXI wieki:
chcemy kołaczy
bez pracy. Muszę jednak powiedzieć, że nie
dla wszystkich
kryzys jest okazją do krzyku.
Chodzę po górach i dawno
nie widziałem, aby ktoś zbierał
gałęzie (rozumiem, na opał).
Ostatnio jednak coraz częściej
mijam przygotowane stosy
patyków. W tym całym zamieszaniu są ludzie, którzy
nie krzyczą, ale starają się
przetrwać. Czy ja dobrze rozumiem przesłanie Jana Pawła
II, że praca niejako tworzy
człowieka?
REKLAMA
Bufiplast s.c.
55-095 Mirków
Budziwojowice 15
tel. 71 315 48 04
fax 71 315 48 03
E-mail: [email protected]
WWW: www.bufiplast.pl
maj 2012
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 26
Gdzie najtaniej
Marketowe pranie mózgu
Ewa
Tomaszewska
Pod koniec minionego miesiąca wybuchła wiadomość o
znalezieniu narkotyków w bananach sprzedawanych w
jednym z raciborskich supermarketów. Sprawa oczywiście jest niezwykle poważna i mało zabawna, jednak
gdyby spojrzeć na tę kwestię nieco humorystycznie,
można by stwierdzić, iż markety kuszą coraz to bardziej
wyszukanymi formami promocji i niezwykle interesującymi chwytami, mającymi przyciągnąć klientów. À propos
przyciągania… Metod jest mnóstwo, zaś my ciągle się na
nie łapiemy.
Jakoś mi tu miło
Społeczeństwo dzieli
się na tych, którzy zakupy uwielbiają i tych, dla których są one
największą karą. Co więc zrobić,
aby pasjonaci sklepowych wycieczek wpadali jak najczęściej,
a zagorzali przeciwnicy przekonali się do tego, czego nie znoszą?
Ano stworzyć klimat, który będzie
przypominał dom, czyli miejsce większości kojarzące się pozytywnie. Stąd też sprytne markety
kuszą nas zapachem świeżości
i czystości. Kilka kroków dalej
atakują aromatem świeżo pieczonego chleba (umówmy się, że nie
o to chodzi, by mieć w u siebie
piekarnię dla samego faktu jej
posiadania), a jeszcze dalej karmią
nas to kabanosikiem, to pomarańczką, to jogurcikiem z mleka
zadowolonej z życia krowy. Do
tego wszystkiego z głośników
sączy się przemiła muzyka, która
tylko z rzadka przerywana jest
dziarskim: „Kierownik działu
towarowego „Mrożonki” proszony do Punktu Obsługi Klienta”.
I tak zadowolony, najedzony
konsument, z uśmiechem na twarzy kroczy przez znienawidzony
market. Gdzie wzrok nie sięga
Kolejnych chwytem,
który ma na celu zwiększenie skuteczności sprzedaży w supermarketach jest chwyt wykorzystujący
nasze lenistwo. Strategia polega
na tym, by markowe, czyli zazwyczaj najdroższe, produkty wyłożyć na półkach tak, by były w zasięgu wzroku klienta. Stąd też czekolada znanej marki wyłożona
jest tak, żeby najłatwiej było ją
zobaczyć (zatem na środkowych
półkach), zaś ta mniej znana, a co
za tym idzie znacznie tańsza, leży
na wysokości naszych stóp, gdzie
najzwyczajniej w świecie nie chce
PRODUKT
Auchan
Kaufland
Real
Lidl
Biedronka
Leclerc
Carrefour
Tesco
Najtańszy chleb w przeliczeniu na
kg
2,75
3,6
3,32
2,98
2,96
2,78
3,7
4,98
1 kg mąki pszennej
1,64
1,45
1,44
1,45
1,49
1,58
1,59
1,49
Piwo Żywiec 0,5 l
2,74
2,95
3,19
2,94
2,85
2,99
2,67
3,19
Najtańsze piwo 0,5 l
1,27
1,47
1,49
1,49
1,49
1,59
1,29
1,28
Czekolada mleczna Wedel 100 g
2,59
2,69
2,69
2,69
2,69
2,85
2,99
3,29
Najtańsza czekolada 100 g
1,38
1,39
1,39
1,39
1,39
1,29
1,39
0,99
Masło 82% 200 g
2,99
3,74
3,45
3,65
3,65
3,88
3,79
3,29
10 jaj najtańszych
8,59
3,49
4,99
4,99
4,99
4,79
6,49
4,49
Karton mleka 1,5% (1 l)
1,88
1,99
1,99
1,99
1,95
2,25
1,99
1,99
Najatńsza woda niegazowana 1,5 l
0,57
0,65
0,58
0,55
0,65
0,69
0,58
1,09
Cukier biały kryształ 1 kg
3,58
3,69
3,69
3,69
3,69
3,79
3,65
3,69
1 kg kurczaka
5,98
5,99
6,49
7,39
7,35
7,69
7,39
7,99
1 kg najtańszych jabłek
2,49
2,22
2,66
2,65
2,49
3,49
2,66
2,99
1 kg najtańszych ziemniaków
0,79
1,2
0,5
1,2
1,2
0,8
0,6
0,84
8 rolek najtańszego papieru toaletowego
1,68
1,99
1,79
1,99
2,25
1,85
1,79
1,69
Herbata Saga 100 torebek
4,91
5,07
5,07
5,09
5,07
5,44
5,65
5,09
SUMA:
43,13
43,58
44,73
46,13
46,16
47,75
48,22
48,37
ADRESY WYLOSOWANYCH SKLEPÓW:
- Hipermarket Tesco w Magnolii (ul. Legnicka 58)
- Real. Centrum Handlowe Korona,
- Sklep Biedronka, ul. Nowowiejska 48
- Centrum Handlowe E.Leclerc, ul. Zakładowa 2-4,
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
- Hipermarket Auchan, ul. Francuska 6, Bielany Wrocławskie
- Hipermarket Carrefour, Aleja Generała Józefa Hallera 52,
- Sklep Kaufland, ul. Legnicka 62A,
- Lidl: Obornicka 68,
nam się sięgać, bo to przecież
trzeba się schylić, a to plecy bolą,
a to duma nie pozwala. I jak tu się
nie zgodzić z porzekadłem głoszącym jakoby pieniądze leżały na
ziemi?
Za chlebem trzeba się nachodzić
Zwróciliście kiedyś
Państwo uwagę na strategiczne rozłożenie towarów w marketach? Co mamy „na wejściu”,
a zakup czego wymaga przejścia
całej przestrzeni sklepu? Zazwyczaj jest tak, że produkty tak zwanej pierwszej potrzeby (pieczywo,
nabiał, wędliny, sery itp.) znajdziemy na samym końcu sklepu.
Oczywiście nie bez przyczyny.
Zanim klient znajdzie to, czego
naprawdę potrzebuje, zdąży obkupić się w chipsy, żelki, wafelki,
tzw. produkty promocyjne i inne
towary (drogie towary), które,
jak okaże się niebawem, w ogóle nie są mu potrzebne. Chyba
każdy z nas doświadczył sytuacji, w której szedł do sklepu niby
to po coś na kolację, a wyszedł
z wózkiem wyładowanym tak, że
aż trudno się spakować. I komu
tu mieć za złe? W końcu nikt nas
nie zmuszał…
Mamo, mamo, kuuup!
Trudno powiedzieć, że
dziecko jest problemem, ale powiedzieć, że dziecko na zakupach
jest problemem, byłoby już łatwiejsze do przełknięcia. Oczywiście w interesie marketów jest to,
by zgrabnie takiego maluszka wykorzystać zarówno na swoją korzyść, jak i przeciwko rodzicom.
Wejście w dział z zabawkami czy
słodyczami grozi albo uszczupleniem portfela, albo płaczem
pociechy (któremu większość,
dla świętego spokoju, w końcu
ulega). Podobnie sprawa wygląda, kiedy już uda się dotrzeć do
kasy. Kiedy już wyłożymy towar
i, czekając w kolejce, nie mamy
co robić, chętnie sięgamy po
przykasowe drobiazgi. A to nagle
do życia potrzebne są nam gumy
do żucia, a to napiłoby się chłodnego napoju, a to dziecko musi
mieć jajko-niespodziankę. I tak
upływa czas, tak rozchodzą się
nasze ciężko zarobione pieniądze.
Co zrobić, by nie paść
ofiarą własnej chciwości i strategii
supermarketów? Jeśli nawet wiedza o sposobach manipulacji przestaje wystarczać, to być może
jedyną radą jest to, byśmy na
zakupy wybierali się ze skrzętnie
sporządzoną i dobrze przemyślaną listą, a także… z ograniczoną
ilością gotówki.
maj 2012
str 27
Bad Kreuznach
Dodatek turystyczny
Paweł
Korzondkowski
Na początku kwietnia
tego roku, miałem przyjemność (nie pierwszy raz) gościć
u mojej rodziny zamieszkałej w Bad Kreuznach. Miasto
to leży w granicach kraju
związkowego Nadrenia –
Palatynat, który graniczy
z Królestwem Belgii, Wielkim Księstwem Luksemburga
oraz Francją. Kraj ten posiada
bardzo ciekawą historię, której wyrazem jest jego godło:
Jest ono połączeniem herbów
dawnych państw Świętego
Cesarstwa Rzymskiego, które znajdowały się na jego
terenie: elektoratu-arcybiskupstwa Trewiru (krzyż),
elektoratu-arcybiskupstwa
Moguncji (koło) i elektoratu
Palatynatu (lew), należącego
do Wittelsbachów (jedna
z najstarszych dynastii niemieckich, panująca w krajach
niemieckich: Bawarii, Palatynacie Reńskim oraz przejściowo w Brandenburgii; Wittelsbachowie zasiadali także
przejściowo na tronach kilku
państw europejskich: Szwecji,
Danii, Węgier, Czech, Holandii, Grecji. Współcześnie,
od 1919 roku uznawani przez
jakobitów za prawowitych
królów Anglii, Szkocji i Irlandii). Korona, stylizowana jako
pięć płatków winorośli, jest
symbolem dumy i lokalnego
patriotyzmu, gdyż z trzynastu
niemieckich obszarów winnic
produkujących najlepsze,
odznaczane wieloma medalami wina, sześć znajduje się na
terenie landu. Z terenem tego
Landu związanych jest wiele
powszechnie znanych (ze złej
lub dobrej strony) osobistości,
m. in.: Konrad Adenauer,
Ludwig van Beethoven, św.
Hildegarda z Bingen, Józef Goebbels, Karol Marks,
Fryderyk Engels, Henryk
Heine, Klemens Wacław
Lotar Nepomuk książę von
Metternich-Winneburg, oraz
cesarz Karol Wielki. Także
Józef Wilhelm Maria Klumb,
znany szczególnie z działalności w projekcie Von Thronstahl, pochodzi z tego regionu
(wychowywał się w Bingen
nad Renem).
Samo miasto Bad Kreuznach,
jest średniej wielkości (43,5
tys. mieszkańców) uzdrowiskiem, malowniczo położonym nad rzeką Nahe.
Klimat w tym regionie jest
dość ciepły, dlatego też już
początkiem kwietnia można
było poczuć wiosnę w pełni,
której jednym z przejawów
byli kajakarze. W powiecie Bad Kreuznach, ale także w granicach administracyjnych miasta znajduje się
mnóstwo winnic. W centrum
miasta znajduje się ewangelicki kościół św. Pawła, w którym związek małżeński zawarł Karol Marks. Nieopodal
którego napotykamy charakterystyczne Brückenhäuser
(domy na moście). Nieco
dalej stoi pomnik ku czci Żydów pochodzących z terenów
miasta, którzy zostali wymordowani przez narodowych
socjalistów. Okolice tego
pomnika, to punkt spotkań
znudzonej młodzieży, która
jeździ tu na deskorolkach,
pije alkohol i zażywa narkotyki. Można tu także spotkać
nie zajętych pracą Polaków,
którzy miejsce to obrali sobie
jako punkt zebrań, nazywając
je w swoim slangu betony.
Będąc na cmentarzu w pobliskiej gminie Roxheim natknąłem się na piękny pomnik
ku czci poległych w walkach
I Wojny Światowej. W Bad
Kreuznach znajduje się jeszcze dom Johanna Georga
Fausta z 1507 roku (niestety
nie posiadam jego zdjęcia),
oraz wiele innych miejsc wartych zobaczenia, których na
terenie Kraju Związkowego
jest mnóstwo, co nie dziwi,
jeśli weźmiemy pod uwagę
że jego historia związana jest
z Imperium Rzymskim.
Przedruk za legitymizm.org
REKLAMA
REKLAMA
KONKURS NA OKŁADKĘ
łowo
Sw ro c ł a w i a n
Uwaga, uwaga! Ogłaszamy kolejny konkurs ze „Słowem
Wrocławian”. Tym razem czekamy na pomysł na okładkę
numeru czerwcowego.
Jeśli masz ciekawy pomysł, którym chciałbyś się podzielić z
Wrocławianami, napisz.
Na grafiki pierwszej strony miesięcznika czekamy do 29.06.2012.
Prosimy przesyłać je na adres: [email protected]
Najciekawszy pomysł zostanie
nagrodzony dwuosobowym
pobytem w Karpaczu na dwa dni.
maj 2012
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 28
Targi
Dni urody i SPA
Za nami pierwsza edycja
targów kosmetycznych Dni
Urody i SPA we Wrocławiu.
Podczas weekendowej imprezy w dniach 21-22 kwietnia w Hali Stulecia wystawcy
zadbali o zaprezentowanie jak
najszerszego przekroju swojej
oferty. Nie zabrakło atrakcji dla
odwiedzających: pokazów wizażu, stylizacji, specjalistycznych zabiegów kosmetycznych,
masażu, profesjonalnych wykładów oraz konkursów z atrakcyjnymi nagrodami.
firm, w tym producenci i dystrybutorzy kolorowych kosmetyków do makijażu, profesjonalnych kosmetyków do salonów
kosmetycznych, preparatów
i akcesoriów do pielęgnacji dłoni, paznokci i włosów, sprzętu
do gabinetów i centrów SPA –
a wszystko to w korzystnych,
targowych cenach! Ekspozycja
targowa cieszyła się popularnością nie tylko wśród profesjonalistów - targi odwiedziło ok. 3
tysiące osób.
W sobotę sztukę body paintingu
Swoją ofertę przedstawiło 55 - wizażu charakteryzatorskie-
go – zaprezentowali eksperci
ze Szkoły Marzeny Daleckiej,
zobaczyć można było również
m.in. pokazy stylizacji paznokci
oraz pokaz makijażu w wykonaniu Anny Czapnik – aktualnej
Mistrzyni Polski w makijażu
profesjonalnym. W niedzielę
odbył się otwarty konkurs na
Miss Dni Urody i SPA, w którym nagrodą główną było 2000
zł ufundowane przez markę
Elena Kolagenum!
Komisja Konkursowa w składzie: Katarzyna
Nawrocka, redaktor prowa-
dzący Wydawnictwa Indygo,
Monika Podborączyńska, instruktor zawodu w Wyższej
Szkole Fizjoterapii dr Andrzeja
Czamary we Wrocławiu na
kierunku Kosmetologia, asystent w Instytucie Kosmetologii
Państwowej Wyższej Szkoły
Zawodowej w Nysie oraz Roksana Starszuk, egzaminator
Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej na kierunku technik usług
kosmetycznych, wykładowca w Szkole Marzeny Daleckiej we Wrocławiu, przyznała
nagrody targowe - PERŁY
ORAZ WYRÓŻNIENIA DNI
URODY I SPA.
W kategorii Najciekawszy Produkt Kosmetyczny Perłę Dni
Urody i SPA otrzymała firma
Etre Belle za Hyaluronic Triple
Effect. Wyróżnienie w tej kategorii otrzymała Specjalistyczna
Edukacja Kosmetologiczna
za unikatowy peeling w żelu.
W kategorii Najciekawszy
Produkt Fryzjerski Perłę Dni
Urody i SPA otrzymała firma Nitai za Naturalne farby
do włosów Khadi, wyróżnienie
firma DLM Sp. z o.o. za serię
Kallos Argan. W kategorii
Innowacja Perłę Dni Urody
i SPA otrzymała Hurtownia
Medycyny Estetycznej Surima za Sesderma Ferulac Peel
Booster, wyróżnienia firma
Kesatto za cedrową mini saunę.
kładów m.in. o najnowszych Serdecznie dziękujemy za spometodach zastosowania ul- tkanie i do zobaczenia za rok!
tradźwięków w kosmetologii,
mikrodermabrazji korundowej
czy triotechnologii w walce Materiał organizatora.
z cellulitem.
Prezentacji nowości na stoiskach towarzyszyła cześć edukacyjna, którą wsparły uczelnie i placówki szkolne. Nie
zabrakło interesujących wyREKLAMA
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
maj 2012
str 29
Cud matura
Ewa
Tomaszewska
Kiedy piszę ten tekst, moi młodsi koledzy
(choć nie tylko młodsi) wytężają umysły, by
dobrze napisać maturę z matematyki. Po ubiegłorocznej porażce (co czwarty maturzysta nie
zdał egzaminu dojrzałości), miejmy nadzieję, że
może być tylko lepiej. W końcu na 30% powinien móc napisać nawet najbardziej zapiekły
humanista. Podobnie, jak każdego „ścisłowca”
winno być stać na w miarę przyzwoite wypracowanie. Wszak większość maturzystów to
absolwenci liceów, które w nazwie mają ogólne
wykształcenie.
Coś jednak nie pozwala mi
spać spokojnie. Coś mi mówi,
że i tym razem abiturienci
zostaną pokonani (choć oczywiście życzę im jak najlepiej)
i… być może wcale nie będzie
to o nich źle
świadczyć.
Świadectwo
dojrzałości
niby zawsze warto
mieć, jednak zastanówmy się,
co ono tak
naprawdę
odzwierciedla. Odzwierciedla:
a) w przypadku matury z języka polskiego: cenną umiejętność „wbijania się w klucz”.
System zakłada, iż dorosły
człowiek nie powinien umieć
dyskutować i wyrażać własnej
opinii. Powinien za to przewidywać, jakie punkty w analizie
i interpretacji zaleca zauważyć
system. Kiedy zauważy się,
iż w „Balladach i romansach”
znajdują się ballady, punkt jest.
Biada tym, którzy o tym zapo-
Edukacja
istnieje duże prawdopodobieństwo, iż zadanie rozwiązano
dobrze. Nie ma tutaj miejsca na
dowolności „z klucza”.
Oczywiście nigdy nie
zaprzeczę, że każdy powinien
mieć pewną ilość wiedzy szkolnej. Jednak kiedy zastanawiam
się, czy kiedykolwiek w życiu
pozaszkolnym ktoś sprawdził
u mnie informacje na temat
mitochondriów czy zapytał
o wodorotlenki, lekko powątpiewam w system. Z przykrością muszę stwierdzić, iż nie
zostałam przygotowana do
funkcjonowania w życiu w sposób praktyczny. Podobnie, jak
nie zostało do tego przystosowanych całe mnóstwo młodych
ludzi. Ale kto by się tym przejmował…
REKLAMA
mną. Największym paradoksem
jest jednak to, iż maturzysta ma
umieć czytać ze zrozumieniem.
Zatem wiedza, którą zdobywał
przez cały okres swojej dotychczasowej edukacji, okazuje się
potrzebna w sposób bardzo
średni.
W y starczy,
że… rozumie, co
czyta (choć
czasem i o
to trudno),
b) w przypadku matury z matematyki: umiejętność rozwiązywania zadań dość mocno
oderwanych od rzeczywistości.
A, przepraszam, pamiętam, że
kiedyś trzeba było obliczyć, ile
kosztują spodnie po 20% obniżce. Co poza tym? Dużo abstrakcji. Ciągi, tangensy, wysokości
trójkątów, równania i inne. Przy
maturze z matematyki na szczęście trudniej o wróżenie towarzyszące językowi polskiemu.
Jeśli ma wyjść -√17 i wyjdzie,
REKLAMA
maj 2012
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 30
Polskie Gniazdo
Czy ktoś jeszcze pamięta o Kolumnie Tatarskiej?
Autorka: mgr Ewa Żero-Przeor
Ewa
Tomaszewska
we współpracy z Marią Czarnecką
Historia Polski zawiera wiele
chwalebnych dat, jednak nie
możemy zapomnieć także o tych
mniej jasnych. Bez wątpienia
jednym z takich miejsc na osi
czasu są najazdy tatarskie,
podczas których ponieśliśmy
ogromne straty (zarówno materialne, jak i ludnościowe). Rok
1241 odcisnął się piętnem bólu
także na Wrocławiu i Śląsku.
Miasto jednak nie poddało się
bez walk; walk, o których prawie
już nikt dziś nie pamięta
(Bitwa Legnicka).
Jak głosi legenda, podczas tatarsko-mongolskiego najazdu w 1241 roku, złupiony został wrocławski Szczepin i wszystkie
osiedla na osi północ-południe. Zamieszkująca go ludność (głównie pasterze, rybacy itd.,
którzy nie byli uzbrojeni) honorowo postanowiła odzyskać zagrabione miastu mienie.
Niczego niespodziewającym się wrogom,
śpiącym przed wymarszem na Legnicę, został
odebrany niemal cały
łup, który przekazano
później miastu. Z inicjatywy żony Henryka
Bajka o Kolumnie Tatarskiej
Pobożnego – księżnej Anny –
przerobiono rogatkę miasta na
Kolumnę Tatarską (znajdowało
się na niej osiem scen Drogi
Krzyżowej). Symbolizowała
ona bohaterstwo Wrocławian
oraz skuteczną obronę miasta.
Kolumna znajdowała się na terenach dzisiejszego Placu Strzegomskiego, gdzie stała do roku
1807 (zniknęła wraz z rozebraniem Bramy Mikołajskiej).
Prawdopodobnie od Kolumny
Kolumna Tatarska REKLAMA
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
Tatarskiej ruszył kondukt pogrzebowy Henryka Pobożnego
(zwłoki odprowadzano do Kościoła Świętego Jakuba – w pogrzebie uczestniczyli: księżna
Anna z dwanaściorgiem dzieci,
Księżna Jadwiga – matka, późniejsza Święta z rodzeństwem
Henryka II, siostra księżnej
Anny – Święta Agnieszka oraz
przedstawiciele dworów królewskich Europy i spokrewnionego
dworu cesarskiego).
Kolumna Tatarska
jako symbol zjednoczenia ludności Wrocławia przeciwko
oprawcy stanowiła bardzo istotny element zarówno krajobrazu
Kurek Wrocławski
architektonicznego miasta, jak
i pamięci mieszkańców o szlachetnych oraz godnych uczczenia czynach swoich przodków.
Stad też nie może dziwić wniosek Rady Osiedla Szczepin,
postulujący odtworzenie opisywanej kolumny. Dziwić może
jedynie opieszałość, a nawet
niechęć lub niewiedza decydentów.
Projekt odtworzenia
Kolumny Tatarskiej postulowany był już w 2008 roku przez
architekta Macieja Lose. Niestety wówczas jego propozycja
nie znalazła aprobaty ani zainteresowania. Obecne starania
Rady Osiedla zmierzają ku temu,
by historia Wrocławia, historia
Piastów i Bitwa Legnicka nie
kojarzyły się z bajką i legendą,
które są dobre dla przedszkola-
ków. Pod koniec 2011 roku Towarzystwo Upiększania Miasta
Wrocławia zostało poproszone
o wydanie opinii w sprawie Kolumny. Owa opinia była o tyle
niejednoznaczna (kontrowersje
budziła ewentualna lokalizacja
oraz wygląd obiektu), że określiła jedynie potrzebę społecznej
debaty na temat Kolumny Tatarskiej. Tym, co cieszy, jest fakt,
iż projekt odtworzenia Kolumny
Tatarskiej znalazł poparcie w postaci rekomendacji wrocławskiego oddziału Towarzystwa Urbanistów Polskich. Dostrzegło
ono w projekcie odbudowy
kolumny (i nie tylko jej) wartość,
która w bardzo pozytywny sposób wpłynie
na okoliczne społeczności, dając możliwość
żywej dyskusji o pomniku i konstytuując
miejsce spotkań. Nie
można pominąć jeszcze jednej, kto wie czy
nie kluczowej funkcji
kolumny, mianowicie
funkcji przechowywania pamięci o bolesnej,
lecz jakże znaczącej
i pięknej historii miasta.
Osiedle zasługuje na
nawiązanie do historycznej, Piastowskiej
tożsamości, poczynając od historii sprzed
ośmiuset lat, nie tylko
sprzed trzystu.
Dnia 14.04.2012 r.
odbyła się popularnonaukowa konferencja,
której głównymi tematami
były: historia oraz rewitalizacja
Szczepina. Działania mieszkańców tej okolicy są naprawdę
godne podziwu, gdyż mimo
braku jakichkolwiek dotacji
finansowych, nie zaprzestają
oni aktywności na rzecz osiedla.
Ich determinacja i chęć walki w słusznej sprawie przekonują, że są jeszcze ludzie, dla
których najważniejszą wartością
nie są pieniądze, ale tożsamość
historyczna, która nie byłaby
zakłamana legendami, bajkami
i mitami. Ambitni mieszkańcy
pragną, by współczesna rewitalizacja uwzględniała wszystkie
potrzeby dobrego, ambitnego, wyposażonego w pełną infrastrukturę osiedla urbanistycznego. To budujące.
Za górami, za lasami,
Za siedmioma pagórkami,
Piękne miasto Wrocław stoi
Żadnych wojen się nie boi.
Historia miasta jest bardzo bogata,
Niech wam opowie i mama i tata.
Posłuchaj uważnie mój mały człowieku:
Było to dawno, bo w xiii wieku.
Żył sobie król Henryk – zwany pobożny,
Był on sprawiedliwy i dość zamożny.
Jego matka – księżna Jadwiga
Bardzo dzielną kobietą była.
Księżna Anna – żona Henryka
Konno z dziećmi swymi bryka
I tak by żyli sobie beztrosko,
Gdyby nie pewne tatarskie wojsko.
Mieli wodza – Mongoła Batuchana
Bardzo groźnego i złego pana.
Miało to miejsce w 1241 roku,
Ale opowiem wszystko krok po kroku.
Henryk pobożny – władca Wrocławia
Plan bitwy z wojskami swymi omawia.
Nie lubi on wojny każdy o tym wie,
Ale zły Batuchan nasze skarby chce.
Dla bezpieczeństwa król ukrył swą rodzinę
I do walki zagrzewał silną swą drużynę.
Już się przygotowują do obrony
Dwie wschód – zachód miasta strony.
Tu na Szczepinie – naszym osiedlu
Wielu łowczych i rybaków poległo.
Bo Tatarzy skarby miastu zabrali,
A Szczepinianie ich się nie bali.
Odbili skarby i dali władcy
Najzacniejszemu swemu doradcy.
Gdy księżna Anna to zobaczyła
Zaraz na Szczepin szybko przybyła.
Księżna wróciła, księżna ujrzała
I tak poddanym swym powiedziała:
- oto nagroda, może nie carska,
Ale kolumna zwana tatarska.
Od dziś na placu strzegomskim niech stoi
Niech żaden wrocławianin wojny się nie boi.
Podziękowali księżnej poddani
I kolumnę tatarską zamontowali
Tam gdzie księżna sobie życzyła
I bardzo długo ludziom służyła.
Była rogatką naszego miasta
Co się wywodzi od króla piasta.
W historię rodu też się wpisała
Taka zabawa wcale nie mała.
Tu od rogatek stary, czy młody
Pędził na koniu po nagrody
Kto pierwszy przekroczył mety progi
Dostał ustrojone wołu rogi,
A kto ostatni – też miał wesołą minkę,
Bo otrzymywał piękną, małą świnkę,
Potem pochód zwany „rochwistem”
Szedł do ratusza z hukiem i gwizdem.
Tam wszystkich zwycięzców dekorowano
I odwagę pasterzy i rybaków świętowano
Na Szczepinie jest przedszkole „Szczepinek”
Pełne jest zawsze wesołych minek
Tu tę legendę wszystkie dzieci znają
I chętnie innym opowiadają.
maj 2012
str 31
Inwestycje
Budowa dziur
Jan
Lewiński
Budowa domów wymaga wiedzy, natomiast wykopywanie rowu jest łatwe i tanie.
Zatem kierując się logiką biurokracji, musimy uznać, że
kopanie dziur w ziemi jest bardziej efektywne ekonomicznie.
I rzeczywiście, w kategoriach
obowiązującego w Polsce prawa wykopanie rowu niemal
zawsze wygra z budową domu.
Co zabawniejsze, niechybnie
okaże się, że wprawdzie dziura
powinna być tańsza, ale i tak
państwo potrzebuje jej najkosztowniejszego modelu, a dzięki
„najtańszemu” wykonawstwu
chwilę po zakończeniu przetargu (albo jeszcze w trakcie) trzeba będzie dokonywać
kosztownych napraw, za które
ktoś zbierze dodatkową kupkę
pieniędzy
Budowa wielkiej dziury, przy
finansowym wsparciu władz
mojego rodzinnego Wrocławia
— „w myśl doskonale wypróbowanych zasad laissez-faire’yzmu”, czyli we współpracy
z prywatnym biznesem — skłoniła mnie do napisania tego komentarza. Dziura owa miała być
elementem większej „inwestycji” (w cudzysłowie, bo inwestycja to żadna), a mianowicie
galerii handlowej przy nowo
powstałym Stadionie Miejskim we Wrocławiu (Stadionie
Śląska Wrocław), realizowanej w ramach nadciągających
jak huragan Katrina Mistrzostw
Europy w Piłce Nożnej 2012.
Galeria handlowa, nazywana
Galerią Śląska, miała służyć
za wehikuł finansujący ukochany klub piłkarski wrocławian,
tj. WKS Śląsk. Zyski z działalności galerii miały w całości
finansować potrzeby klubu.
W „inwestycję” ochoczo weszły władze Wrocławia, które
dały niespełna siedmiohektarową działkę pod budowę galerii,
i właściciel klubu, Zygmunt
Solorz. Gdy w 2009 roku Solorz
kupił klub, peanom na jego
cześć nie było końca. Członek rady nadzorczej Polsatu,
mecenas Józef Birka, oznajmiał
hurraoptymistycznie: „Centrum
handlowe oraz stadion zapewnią nam dochody na wiele lat”.
Wkrótce okazało się, że perspektywa wieloletnich dochodów, tak jak w przypadku
maj 2012
innych przedsięwzięć (współ)
finansowanych przez państwo,
jest cokolwiek iluzoryczna. Prezes Polsatu w pewnym momencie stwierdził, że „inwestycja”
nie może być kontynuowana
przy pierwotnych założeniach
finansowych. I budowa galerii
ot tak, po prostu, nie ruszyła.
W listopadzie 2011 roku, tj. ponad dwa lata po kupnie Śląska,
już oficjalnie można było powiedzieć, że galerii nie będzie
— minął bowiem termin cichej
umowy, zgodnie z którą właśnie do listopada miały zapaść
„jakieś” decyzje w sprawie
dalszych losów dziury.
Przedstawiciel władz miasta
stwierdził, że zgodnie z umową
grunt zostanie Solorzowi odebrany i wystawiony na sprzedaż, aby ktoś inny mógł budowę
zrealizować. Jednak według
przedstawiciela Solorza w całym interesie, mecenasa Birki,
„trwała procedura” polegająca
na powołaniu rzeczoznawcy
odpowiedzialnego za ustalenie
kosztów wykonanych prac
(wykopania dziury i jej ogrodzenia). Trwała… i trwała…
i trwała. Wyszło na jaw, że
umowa zawarta między magistratem a klubem po prostu nie
przewidywała zwrotu owych
nakładów. Nasza dziura, stała
się swego rodzaju zakładnikiem
o wadze politycznej.
Wszelkie straty wizerunkowe
— szczególnie w obliczu tak
epokowego wydarzenia jak
Euro 2012 — są bezpośrednim
zagrożeniem dla „być albo nie
być” polityków. Wielomilionowe wydatki z pieniędzy podatników włodarze Wrocławia
mogli przecież znieść — zmiany w sondażach już nie. Stąd
pojawiły się pomysły co prawda
kosztowne i mocno absurdalne
— jak choćby ten z przetargiem
na zasłonięcie dziury wielką reklamą — ale przecież uświęcone tradycją obrony legitymizacji władzy wizerunkiem.
Dopiero po pewnym czasie władze zaczęły myśleć rozsądnie.
W obliczu kryzysu chciały
się wycofać z odwiecznego
dotowania WKS Wrocław.
Taki był plan, ale od 2009 roku
gmina i właściciel Polsatu finansowały klub w równym
stopniu. Ta sytuacja miała się
zmienić w momencie znalezienia sponsorów dla Śląska przez
jego większościowego właściciela. Stworzyło to ciekawą
sytuację, bo niejako warunkiem rezygnacji z dotowania
klubu przez miasto stało się
znalezienie innego źródła kapitału w samym środku światowego kryzysu finansowego.
Miasto oczekiwało więc, że
Solorz będzie wydatkował
pieniądze i energię na poszukiwania niepewnego przyszłego
„inwestora”, aby zastąpić tego
już istniejącego, czyli pewnego.
Dwuletnie poszukiwania sponsorów dla Śląska okazały się
oczywiście nieskuteczne.
Jednak przedsięwzięcia, od których zależy los polityków, oferują biznesmenom wykazującym się determinacją w negocjacjach z publicznym partnerem specyficzną poduszkę
bezpieczeństwa na trudne kryzysowe czasy.
Solorz i władze miasta w końcu
doszli do porozumienia —
biznesmen zgodził się oddać
teren w lutym 2012 roku. Solorz
nie odszedł jednak z pustymi rękami. Pamiętajmy, że miasto
miało się wycofać z finansowania klubu WKS Śląsk. „Czarne
chmury nad klubem się rozwiały” 8 marca — obaj właściciele
klubu dofinansowali go kwotą
12 milionów złotych. Kontrolę
nad pieniędzmi jako większościowy właściciel sprawuje
Solorz. Kwota ta jest więc
swego rodzaju dotacją dla jego
prywatnej inwestycji, na co
złożą się podatnicy.
Wkrótce potem druga wielka
inwestycja Wrocławia, czyli
sam Stadion Śląska, został wyłączony z użytku, ponieważ
— jak donoszą różne niepewne
źródła — elektryka była niesprawna, albo trawa się jakoś
tam popsuła.
Sport zwykł rozbudzać olbrzymie emocje, do których jak do
świetnej pożywki doczepiają
się politycy. Dotują więc kluby zagrożone bankructwem,
dzięki czemu są odbierani przez
swoich lokalnych wyborców
jako wybawcy. Nikomu nie
przeszkadza, że te, by tak rzec,
bailouty, rodzą pokusę nadużycia, zachęcając kluby piłkarskie
do popadania w jeszcze większe
długi. Dzięki temu mogą one
pozwolić sobie na wydawanie
jeszcze większych pieniędzy
na transfery piłkarzy, jak nałogowy hazardzista obiecując, że
tym razem na pewno wygrane
piłkarskie pozwolą im odbić się
od dna. Co oczywiście nigdy się
nie dzieje.
Styk biznesu pozwala kreować
i umacniać realne więzy interesu między pragnącymi zdobyć
dostęp do systemu politycznego
przedsiębiorcami a „oferującymi” swoje możliwości regulacyjne (już w sferze biznesu, nie
sportu) politykami.
Podsumowanie
Niewiele w tej chwili wskazuje
na to, że Euro 2012 wypali, ale
niezależnie od tego, czy mistrzostwa okażą się „sukcesem”
państwowego konsumpcjonizmu, to możemy być pewni,
że politycy nie odkleją się już
od piłki nożnej, a wkrótce i nasze kluby zapadną na zadłużeniową europejską chorobę. Tak
czy inaczej, niewiele to zmieni
— sport, tak jak dotychczas,
będzie stanowić łakomy kąsek
dla co sprawniejszych politycznych graczy. Ucierpi na
tym przejrzystość tego biznesu,
którego klientami są wszyscy
kibice. Ich emocje nadal będą
nakręcać brudną grę polityczną.
O czystym sporcie będziemy
mogli zapomnieć. I chyba jedyny ratunek dla sportu stanowi
świadomość tej gry i odstąpienie
od uczestnictwa w niej — dostrzeżenie, że kiedy polityk
przedstawia się jako miłośnik
sportu, to zapewne jest jego
największym wrogiem.
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 32
Kultura
Wywiad z Barbarą Derlak
z zespołu Chłopcy kontra Basia
Zespół powstał w 2009 roku w Krakowie z inicjatywy Chełmianki Barbary Derlak, jako wynik jej zafascynowania polskimi pieśniami ludowymi. Od stycznia 2010 zespół pracuje jako trio, w składzie: Barbara Derlak
(śpiew, klarnety, drumla), Marcin Nenko (kontrabas) i Tomasz Waldowski (perkusja, futujara). Chłopcy kontra
Basia zadebiutowali w kwietniu 2010 r. podczas XIII Folkowego Festiwalu Polskiego Radia „Nowa Tradycja”,
gdzie zdobyli II nagrodę. Do ważniejszych sukcesów grupy należą także m.in.: I nagroda Sceny Otwartej
Mikołajków Folkowych w Lublinie (2011) oraz zwycięstwo w plebiscycie na najlepszy utwór w nurcie world
music „Battle of Bands” organizowanym przez World Music Network (2012). Zespół posiada w swoim
dorobku płytę EP. Pracuje obecnie nad swoim oficjalnym debiutem fonograficznym. Wywiad przeprowadzony
został po koncercie, który odbył się 19 kwietnia w klubie Łykend.
Z pełną wersją możecie zapoznać się na stronie „Słowa Wrocławian”.
ATW – Adam T. Witczak
WR – Wacław Romer
BD – Barbara Derlak
i to ta rdzenna. Ja nie poszukuję folkloru na występach Mazowsza.
Ja jeżdżę na wieś z dyktafonem, odwiedzam muzykantów, którzy
jeszcze do dziś grają, mają po osiemdziesiąt lat...
WR: Skąd pomysł na taki minimalizm? Pytam, ponieważ folklor
kojarzy się zazwyczaj ze skrzypeczkami, fujarkami, tańcami etc.
- a tutaj tak naprawdę tylko dwa instrumenty...
ATW: A właśnie – czy coś takiego wciąż istnieje? To nie jest
tak, że na wsi wszyscy znają już tylko disco-polo? Wciąż można
znaleźć staruszków, którzy ten folklor pamiętają?
BD: Zacznijmy od tego, że kiedy zakładałam projekt, nie miałam w planach, żeby zespół był minimalistyczny... Poza tym,
ja nie używam za często słowa folklor, bo ono się tak kojarzy...
BD: Tak. Rzeczywiście disco-polo zrobiło wielką krzywdę
kulturze tradycyjnej, ponieważ kiedy weszły na wieś keyboardy
i mini-dyski, to kapela ludowa – która służyła głównie do tego,
by grać na weselach – odeszła w zapomnienie. Pojawił się jakiś
"didżej Maxo", który grał popowe rzeczy i mało kto chciał jeszcze
tańczyć oberka. Do dziś jednak żyją dawni mistrzowie, którzy
swoją grą i śpiewem potrafią przywołać stare czasy.
ATW: "Mazowsze", zespoły pieśni i tańca...
BD: Właśnie. Ja bardzo szanuję tego rodzaju inicjatywy, ale
boli mnie to, że większość ludzi bardzo często nie zdaje sobie
sprawy, że to jest folklor stylizowany. Za występ takiego np.
"Mazowsza" bierze się sztab profesjonalnych muzyków, tancerzy,
choreografów.
ATW: Folklor w waszej muzyce jest obecny, ale jednocześnie wasze granie bardzo mocno pobrzmiewa jazzem. W jaki sposób łączycie jazz, blues, rock and roll – czyli muzykę amerykańską, wręcz
afroamerykańską – ze słowiańskim folklorem?
ATW: A wy jesteście prawdziwą wiochą :-)
BD: (śmiech) No, wiochą. Nie ma problemu – utarło się, że "wiocha" to jest obciachowe słowo, ale mnie wieś bardzo fascynuje –
BD: Wynika to z tego, że moja fascynacja folklorem jest dość
świeża - pasjonuję się tym od dwóch lat. Jednak nie wychowywałam się na tej muzyce. Moi rodzice słuchali np. Pink Floyd
oraz muzyki jazzowej. Właśnie jazz i rock są mi najbliższe, więc
kiedy wzięłam się za muzykę tradycyjną, to chciałam połączyć to,
co jest moim matecznikiem muzycznym, z moją nową pasją. (…)
Obecnie muzyka tradycyjna jest na pierwszym miejscu, co słychać w twórczości ChKB. Teksty, które śpiewam są napisane
przeze mnie, powstały jednak w oparciu o autentyczne ludowe
pieśni zarejestrowane przez np. Polskie Radio. Mamy też piękną
serię płyt PANu, która powstała w ten sposób, że badacze krążyli
po wsiach całej Polski i nagrywali dawną muzykę. Ostatnio fascynuję się pieśniami z regionu Kurpiów.
ATW: A reszta zespołu?
BD: Chłopaki interesują się głównie jazzem, Marcin studiuje na
Wydziale Jazzu Akademii Muzycznej w Krakowie, a jego idolem,
jeśli chodzi o kontrabas, jest Dave Holland. Tomasz (perkusista)
interesuje się nowoczesnym jazzem skandynawskim – Jagga
Jazzist, Esbjörn Svensson. Jego idolem natomiast jest jazzowy
perkusista Jeff Ballard.
ATW: Czy zauważasz jakieś wspólne czynniki w różnych rodzajach folkloru z różnych stron świata? Tasmania, Angola, Alaska,
Szwajcaria... czy taka muzyka tradycyjna ma jakieś punkty wspólne?
przede wszystkim o wspólnotę. To znaczy, że pieśni powstawały we wspólnocie lokalnej, ludzie śpiewali razem i to coś znaczyło.
Są też pieśni obrzędowe, które wykonywało się, aby uzyskać jakiś
efekt magiczny – np. pieśni na przywołanie wiosny, na odpędzenie
duchów. To się pojawia w różnych częściach świata, choć dziś
jest może wypłukane trochę z pierwotnego kontekstu. Wspólnota,
magia i dbałość o śpiewanie razem, o kontynuowanie tradycji.
WR: Ja jeszcze chciałem zapytać się o Twoją sukienkę. Czy ona
jest inspirowana tradycją jakiegoś regionu?
BD: Dzisiaj tak wyszło z tymi paskami (śmiech). Różnie ubieram
się na scenie, staram się, żeby był zawsze jakiś element ludowy, ale
bardzo subtelny. Raz tylko wystąpiłam w czerwonych koralach, ale
staram się tego unikać: czerwone korale, ludowa chustka, kierpce…
(śmiech). Po prostu staram się unikać takich topornych skojarzeń.
Nie wychodzę na scenę w tradycyjnym stroju ludowym i nie gram
na skrzypeczkach. Nie mam nic przeciwko temu, ale chcę pokazać,
że moja fascynacja jest subtelna i osadzona we współczesności.
ATW: A czy spotykasz się z takim podejściem, że to, co jest ludowe – zwłaszcza, jeśli jest polskie – to jest śmieszne, obciachowe.
„Gdyby jeszcze można było to sprzedać jako muzykę egzotyczną,
z Afryki czy Szwajcarii, ale z Polski?”
BD: Tak, zauważyłam takie myślenie. Polska jest jednym z niewielu krajów, które wstydzą się swojego folkloru. A każdej minuty być
może ginie kolejna piękna polska pieśń, bo nikt się nią nie zainteresował. W wielu krajach (Węgry, Litwa, Skandynawia) są instytuty muzyki tradycyjnej na akademiach muzycznych – ludzie idą
na wyższe studia, żeby się uczyć własnej muzyki ludowej. To nie
jest żaden obciach. W dżinsach i irokezach tańczą polski w Finlandii i czardasze na Węgrzech. W Polsce cały czas pokutuje
skojarzenie, że polka i oberek to relikt przeszłości. Nie wiem, co
się musi stać, by to się zmieniło, potrzeba heroicznej pracy i chyba
pokolenia muszą minąć, zanim zdamy sobie sprawę z tego, że
mamy fantastyczny folklor. Ale wtedy może być już za późno.
ATW: To teraz odwieczne pytanie, które zazwyczaj pada na początku: kiedy powstał zespół, skąd nazwa, skąd jesteście, co robicie
na co dzień?
BD: Ja pochodzę z Chełma, Tomasz pochodzi z okolic Chełma,
a Marcin z Krakowa. Spotkaliśmy się w Krakowie, gdzie studiowałam na UJ. Znalazłam Marcina przez internet po tym, jak dałam
na Gumtree ogłoszenie, że chcę zakładać zespół. Tomasza znałam wcześniej, założyliśmy zespół trzyosobowy i nie poczuliśmy
nigdy chyba braku nikogo więcej – stąd ten minimalizm. Miałam
bardzo dużo szczęścia, bo moi muzycy są fajnymi ludźmi i bardzo
się lubimy, spędzamy razem dużo czasu, dzielimy też pasję folklorem, choć może chłopcy nie są tym aż tak zafascynowani jak ja.
BD: Świat jest bardzo zróżnicowany. Na Alasce pewnie znajdzie się pieśń o niedźwiedziach, a na Podhalu o złóbcokach, ale
tkanka muzyki ludowej wydaje mi się bardzo podobna. Chodzi
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
maj 2012
str 33
20 lat Electro Body
Kultura Rozrywka
Maciej
Miąsik
Jak podają różne internetowe źródła, ponad
20 lat temu, 21 lutego 1992 roku, miała premierę moja pierwsza profesjonalnie wyprodukowana gra – Electro Body. Warto uczcić
to jakimś okolicznościowym wpisem.
Gra Electro Body w wersji na rynek krajowy
Jak podają różne internetowe
źródła, ponad 20 lat temu,
21 lutego 1992 roku, miała
premierę moja pierwsza profesjonalnie wyprodukowana
gra – Electro Body. Warto
uczcić to jakimś okolicznościowym wpisem.
Gra powstała w ciągu 9 miesięcy, z inicjatywy jej producenta i wydawcy – Marka Kubowicza, który zdecydował
się w 1991 roku na bardzo odważny krok, czyli stworzenie
od podstaw firmy zajmującej
się tworzeniem i wydawaniem
oprogramowani pudełkowego
na PC, w czasach, w których
nie istniało pojęcia praw autorskich w odniesieniu do
programu komputerowego,
a piractwo formalnie uprawiało się jedynie na odległych
akwenach. Marek zaproponował mnie i Januszowi Pelcowi
przejście do jego nowej firmy
i wyprodukowanie dla niego
pierwszej gry, którą mógłby wstawić na półkę.
Gra praktycznie w całości
(mieliśmy małe wsparcie
z doskoku), łącznie z przygotowaniem i promowanie
produktu powstała w naszym
dwuosobowym zespole, na
jednej maszynie XT or jednej
AT, które w sumie posiadały
3 MB RAMu. Musieliśmy zaprojektować grę, napisać cały
kod, narzędzia, oraz stworzyć
grafikę, animacje, ułożyć
maj 2012
z niej poziomy wraz z rozgrywką, a potem wszystko
przetestować i następnie przygotować produkt do wydania
– napisać i złożyć podręcznik,
przygotować projekt pudełka
(tzw. trumienka), oraz zapewnić materiały reklamowe. Muzykę skomponował
i nagrał Daniel Kleczyński,
z który współpracowałem
jeszcze wielokrotnie.
Chcieliśmy, aby gra oferowała nabywcom specjalne zalety, których nie miała przecież wersja piracka
(nawet wtedy nie nielegal-
na), więc w pudełku ukazała
się kaset magnetofonowa
ze ścieżką dźwiękową gry.
Czyli od razu była to wersja
kolekcjonerska.
Były też specjalne wydania z dołączonym przetwornikiem DAC, popularnie
zwanym Covoxem, który
podłączało się do portu LPT,
a niego płynęła znakomita jak
na owe czasy 8-bitowa cyfrowa muza i efekty dźwiękowe.
Co ciekawe wyprzedziliśmy
chyba też o prawie 2 dekady
inny trend, tak skutecznie
obecnie wykorzystywany
przez firmę CD Projekt Red,
czyli wydawanie gry ponownie w Edycji Rozszerzonej
(Enhanced Edition). EB pojawiła się w wersji 1.5, ze zmienioną i poprawioną grafiką,
przy okazji przygotowywania wersji na rynek zagraniczny, nowym, bardziej kolorowym i większym pudełkiem,
oraz z kasetą z przemiksowaną ścieżką dźwiękową.
Gra odniosła dość niezły
sukces, pojawiła się poza
polską na rynku niemieckim,
angielskim, a potem USA,
gdzie wydaniem zajął się Epic
MegaGames (ten sam Epic
Games, który jest obecnie
znanym graczem na rynku
gier wideo). W Polsce gra
niewątpliwie uzyskała status
gry kultowej, która wzbudza
nad wyraz dużo pozytywnych
emocji i wspomnień wśród
tych, którzy w nią grali.
To miłe.
Gra doczekała się nawet remake’u, wzbogaconego o edytor.
Że też się ludziom chce…
Autor jest jednym z najbardziej znanych polskich
programistów gier komputerowych. W latach 90tych współtworzył niezwykle wówczas popularne gry
„Electro Body”, „Heartli- Gra Electro Body w wersji na rynek zagraniczny
ght” i „Robbo”. Później
pracował m.in. przy takich
hitach jak „Schism”, „Reah”
i „Wiedźmin”. Jest infoanarchistą (przeciwnikiem systemu Blog autora można czytać pod adresem www.miasik.net
praw autorskich i patentów)
oraz libertarianinem.
REKLAMA
i ORTOPEDYCZNEGO
DLA DZIECI, MŁODZIEŻY I DOROSŁYCH !!!
- KILKUNASTU WYSTAWCÓW :
- pionizatory,
- wózki specjalne,
- podnośniki kąpielowe,
- foteliki rehabilitacyjne,
- pojazdy z napędem specjalnym,
- obuwie ortopedyczne,
- rowery
- sprzęt komputerowy, wspomagający komunikację
- Thera Togs
- PORADA DIETETYKA!!!
- KONSULTACJE: FIZJOTERAPEUTA, PRACOWNIK MOPS
Organizator: FUNDACJA „POTRAFIĘ POMÓC” www.potrafiepomoc.org.pl Tel. 693-700-600
Oryginalna dyskietka z grą Electro Body
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 34
Publicystyka
Maj - miesiąc rozczarowań…
Radosław
Musiałek
„Mało nas do pieczenia chleba…” - zdaje się nam
uświadamiać państwo. Na emerytury już za chwilę nie będzie komu pracować, społeczeństwo
nieustannie „starzeje się”, mamy ujemny przyrost
naturalny, rodzi się coraz mniej Polaków. Wszystko to wiąże się z tzw. „polityką prorodzinną”
– tematem, o którym słyszymy całkiem sporo,
choć tak naprawdę niewiele się w tej kwestii
dzieje.
Czym jest „polityka prorodzinna” (poza tym, że łączy ze sobą
dwa dalece sprzeczne ze sobą
pojęcia: „politykę” i „rodzinę”)? Otóż politykę prorodzinną
zdefiniować można jako ogół
założeń i działań instytucji rządowych oraz samorządowych,
ukierunkowanych na rozwój rodziny i społeczeństwa. Osobiście jednak uważam, że definicja
taka nie wyczerpuje tematu,
a nawet, rzec można, opisuje
go pobieżnie, lekceważąco i „po
łebkach”. Uważam, że ta część
strategii państwa to tak naprawdę rzecz kluczowa, fundamentalna. Mam niestety wrażenie,
że akurat państwo polskie ją
bagatelizuje, nie rozumiejąc być
może jej wagi dla funkcjonowania społeczeństwa, a co za tym
idzie – dla całego kraju.
Podstawą istnienia
państwa jest społeczeństwo.
Naród jest bytem koniecznym
dla funkcjonowania struktury
organizacyjnej, jaką w istocie
jest państwo. Twór ten powstaje po to, aby ludzi bronić,
zapewnić im optymalne warunki
życia, wreszcie: pomóc tym,
którzy sami sobie poradzić
nie mogą. To państwo jest dla
ludzi, a nie odwrotnie. Jednym
z podstawowych celów jego
istnienia jest społeczny wzrost
– w kontekście ilościowym
i jakościowym.
Kontekst jakościowy oznacza oczywiście coraz wyższy poziom wykształcenia społeczeństwa, zapewnienie
ludziom godnych warunków
pracy za uczciwą pensję, a także
dbanie o ich zdrowie. W ujęciu
ilościowym chodzi natomiast
o wzrost ilości osób legitymujących się polskim obywatelstwem, szczególnie tych,
którzy mieszkają na terenie
kraju. Zapewnić można to na
dwa sposoby – powodując, że
będzie się rodzić więcej dzieci
albo zapraszając do siebie emigrantów. Na temat emigracji
nie chciałbym się rozwodzić,
bo tym zdaje się intensywnie
zajmować rząd. Pragnę za to
poruszyć temat tzw. przyrostu
naturalnego.
Jak można spowodować, że Polki będą chętniej rodzić dzieci? Czy tzw.
„becikowe” może odwrócić
negatywny trend przyrostu
naturalnego? Obawiam się, że
nie. Kwota „dodatku z tytułu
urodzenia dziecka” (która jest
dość skromna) nie zmotywuje Polek do podjęcia decyzji
o powiększeniu rodziny. Mało
tego, nie od tego ten dodatek
jest. „Becikowe” to jednorazowe świadczenie, które ma
pomóc młodym rodzicom przy
zakupie podstawowych dóbr po
urodzeniu się dziecka. Warto
tu podkreślić słowo „podstawowych”, ponieważ biorąc pod
uwagę rynkowe realia, wcale
nie jest powiedziane, że za to
świadczenie kupi się np. wózek
dziecięcy. No, ale wózek do
podstawowych elementów wyposażenia młodych rodziców
najwyraźniej nie należy.
Jeśli zatem nie „becikowe”, to co? To może ulga
prorodzinna (a dokładniej ulga
z tytułu wychowywania dzieci)? Dajmy rodzicom kolejny
tysiąc złotych rocznie – będą
skakać z zachwytu. Otóż niekoniecznie. Bo co się stanie,
gdy powracająca z urlopu macierzyńskiego matka zostaje
zwolniona z pracy? Nie ma
dochodu – nie ma ulgi. Poza tym
to naprawdę nie o tysiąc złotych
chodzi. Jak wyliczono, koszty wychowania dziecka w ciągu
pierwszych 20 lat jego życia
to około 190 tys. złotych. Zatem
ulga w maksymalnej wysokości
1.112,04 PLN nie jest czymś,
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
co w znaczącym stopniu rodzicom pomoże. A już na pewno
nie zachęci ona do posiadania
dziecka.
Ja i moja Żona, pomimo świadomości, że państwo nie robi nic, aby nas do
dziecka przekonać, podjęliśmy
decyzję, że dziecka chcemy. Po
urodzeniu mojego syna – Kuby
(w lutym 2010 roku) – stanęliśmy przed dość poważnym
problemem. Co zrobić, kiedy
Żona wróci już do pracy? Nie
mogliśmy sobie pozwolić na
kilkuletni urlop wychowawczy, zatem wiadomo było, że
dziecku trzeba będzie zapewnić
opiekę. A więc żłobek.
Maj, który rozpoczął
się długim weekendem, piękną pogodą i wiosennymi wyjazdami, dla wielu rodziców
niestety będzie, jak co roku,
miesiącem niespełnionych nadziei. 17 maja w publicznych
żłobkach wywieszone zostaną
listy dzieci przyjętych w ramach tegorocznej rekrutacji. 28
maja w przedszkolach pojawią
się listy dzieci zakwalifikowanych do danej placówki. I tu niestety, Drodzy Rodzice, przygotujcie się na „policzek” od państwa. Otóż wielu z Was dowie
się, że Wasze dziecko niestety
nie zakwalifikowało się do żłobka czy przedszkola publicznego.
Taką też sytuację mieliśmy my
z Żoną w 2010 roku, kiedy
to nasz Kuba nie został przyjęty
do żłobka. Wówczas z pomocą
przyszła nam moja Mama, która
podjęła się dziennej opieki nad
Kubą. Ale gdyby nie ona, to co?
Prywatna opieka? Chętnie, ale
mając „na karku” kredyt na
mieszkanie, nie było nas na nią
stać. Niestety, wielu rodziców
zostanie mimowolnie postawionych przed wyborem – praca
czy dziecko? Ale jak zrezygnować z pracy, kiedy nikomu się
nie przelewa?
I tu jest sedno problemu. Młodzi ludzie boją się
zdecydować na dziecko, bo
nie mają jasnej wizji stabilnej przyszłości. Matki, które
zwalniane są z pracy zaraz po
powrocie z urlopu macierzyńskiego, rodzice, którzy drżą
o pracę, kiedy muszą pójść na
zwolnienie lekarskie w związku
z chorobą dziecka – to tylko
podstawowe problemy, z jakimi
borykają się młode rodziny. Polityka prorodzinna powinna być
ukierunkowana przede wszystkim na zapewnienie młodym
Kuba z Mamą
ludziom, którzy stają się rodzicami, jak najbardziej stabilnych
i bezpiecznych warunków bytowania. Polityka prorodzinna
musi być systemem naczyń
połączonych, w której znajdą
się elementy polityki fiskalnej,
polityki zatrudnienia, polityki
społecznej i polityki mieszkaniowej.
Ten system musi działać tak, aby strach przed rodzicielstwem był jak najmniejszy,
bo przecież uniknąć go całkowicie się nie da. Ludzie chcą
pracować i chcą mieć dzieci.
Ale państwo musi ich w tej
sytuacji chronić, a w wypadku
utraty pracy zapewnić rodzinie godny byt, przynajmniej
przez kilka miesięcy, być może
koniecznych na znalezienie
nowego zatrudnienia. Musi
przejąć na siebie ciężar spłaty
kredytu mieszkaniowego, bo
przecież znakomita większość
młodych ludzi mieszkania ma
kredytowane. Państwo musi
zobowiązać się, że w chwili dla
młodej rodziny krytycznej, nie
zostawi jej na pastwę losu. Nie
pozwoli doprowadzić do załamania jej budżetu, eksmisji czy
podobnych dramatów. Oczywiście gwarancja taka nie może
być bezterminowa, musi jednak
istnieć. Bez pewności stabilnego (co nie znaczy przecież,
że luksusowego) bytu, młodzi
ludzie nie podejmą ryzyka. Państwo musi też na siebie przejąć
częściowo obowiązek wychowania dziecka – tu mowa właśnie o żłobkach, przedszkolach
i szkołach. Dla władzy jest to też
inwestycja – kiedyś z pracy tego
młodego człowieka państwo
będzie przecież czerpać korzyści w postaci podatków.
Dobrze i mądrze prowadzona polityka prorodzinna
to fundament społeczeństwa
i podstawa gospodarki. Przecież ludzie, którzy mają dzieci, a są aktywni zawodowo,
to źródło wzrostu PKB narodu.
Społeczeństwo coraz liczniejsze
– takie, w którym jest coraz więcej młodych ludzi – to społeczeństwo przyszłości. W takim
społeczeństwie będzie komu
pracować na nasze emerytury
i może nie będzie konieczne
ani podnoszenie wieku emerytalnego, ani inne wyrzeczenia
związane z dopinaniem budżetu.
Taka polityka nie jest oczywiście bezkosztowa, ale jej cena
to inwestycja w naród, inwestycja pewna – taka, która przy-
niesie korzyści. A naród dzietny
to naród szczęśliwy, bowiem rodzicielstwo to najpiękniejszy
aspekt życia ludzkiego. Czytelnicy, którzy są już rodzicami
to wiedzą, jeśli zaś Wy jeszcze
nimi nie jesteście, to zapytajcie
swoich rodziców – na pewno
potwierdzą te słowa. Świetnie byłoby, gdyby o tym też
przypomnieli sobie członkowie
naszych władz, którzy za kształtowanie polityki prorodzinnej,
a co za tym idzie przyszłości
tego narodu, są odpowiedzialni.
Trzymam za to kciuki.
REKLAMA
ul. Czajkowskiego 11-13, Wrocław
tel. 608-340-742
tel. 71/ 78-59-625
e-mail: [email protected]
www.bogdanglass.pl
OFERTA:
lustra na wymiar
szkło do kuchni
kabiny prysznicowe
drzwi, półki i blaty
20%
Rabatu
100zł
KUPON
przy zamówieniu za min 500 zł
maj 2012
str 35
REKLAMA
Reklama
PReklama
Reklama
Drzewka
Słowo
wrocławian
maj 2012
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 36
Publicystyka
Wywiad z Maciejem Kubicą
Wywiad z Maciejem Kubicą, prezesem Koła Ogólnej
teorii Ekonomii im. Ludwiga von Misesa na Uniwersytecie Wrocławskim, działaczem wrocławskiego
Klubu Austriackiej Szkoły Ekonomii.
Czy zechciałbyś przybliżyć nam historię Klubów Austriackiej Szkoły Ekonomii, a w szczególności oddziału wrocławskiego?
KASE Wrocław to klub o najdłuższej historii w Polsce. Protoplastą
całej sieci KASE było Koło Ogólnej Teorii Ekonomii im. Ludwiga
von Misesa przy Uniwersytecie Wrocławskim (w skrócie – Koło
Misesa), założone w 2003 roku przez niezwykle charyzmatycznego
Mateusza Machaja. W latach 2008-2010 działały we Wrocławiu dwa
Kluby – jeden na Uniwersytecie Wrocławskim, drugi na Uniwersytecie Ekonomicznym, a później na Politechnice Wrocławskiej. Obecnie
Kluby połączyły się i spotkania odbywają się na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego przy współpracy
z Kołem Misesa.
KASE Wrocław to jeden z najaktywniejszych KASE w Polsce. Referaty regularnie przedstawiają eksperci i współpracownicy
Instytutu Misesa (m.in. Mateusz Machaj, Jacek Kubisz, Jan Lewiński,
Stanisław Kwiatkowski, Jakub Bożydar Wiśniewski). Publikujemy też
artykuły oraz bierzemy udział w debatach i życiu intelektualnym miasta.
Więcej o projekcie KASE: http://mises.pl/wp-content/uploads/2011/09/
Raport_KASE_2010-2011.pdf
Jak obecnie wygląda działalność KASE Wrocław?
Przeprowadzamy regularne spotkania dotyczące ekonomii, filozofii
politycznej, problematyki prawa własności, ułomnego funkcjonowania
aparatu państwowego, metodologii nauki ekonomii, cykli koniunkturalnych, dorobku znanych ekonomistów głównego nurtu obdarowanych
Nagrodą Banku Szwecji im. Alfreda Nobla, a przede wszystkim – dorobku myślicieli Austriackiej Szkoły Ekonomii. Ponadto poruszane
są aktualne wydarzenia w kontekście ekonomicznym. Od lutego członkowie KASE Wrocław wznowili funkcjonowanie Kryzys Bloga (http://
kryzys.mises.pl) śledzącego wydarzenia, o których mainstreamowe
media zdają się zapominać, a którego treści rozwijane i tłumaczone są
na spotkaniach. Przed tygodniem otwarta została prywatna Biblioteka
Austriacka, licząca ponad 160 pozycji raczej niedostępnych w bibliotekach publicznych: www.biblioteka.austriacy.pl/libraries/view/5
Co wyróżnia szkołę austriacką spośród innych szkół ekonomii?
Czy wykład ekonomii (np. na studiach) prowadzony od początku według zasad "austriackich" różniłby się znacząco od tego,
z czym obecnie spotykają się najczęściej studenci?
Przede wszystkim wykazywałby nieskuteczność wszelkich podejmowanych przez państwo ingerencji w spontanicznie funkcjonujący ład rynkowy. Więcej uwagi poświęcano by długofalowym skutkom polityki
gospodarczej. Zwracano by uwagę „nie tylko na to, co widać, ale także
na to, czego nie widać”. Ponadto wykład byłby mniej zmatematyzowany,
a bardziej skupiałby się na psychologii działającego w świecie niepewnej
i cząstkowej informacji niedoskonałego człowieka. Do analizy przyjmowane byłoby znacznie mniej absurdalnych założeń ułatwiających
modelowanie. Oczywiście zupełnie inaczej zostałyby przedstawione
zagadnienia związane z polityką pieniężną czy cyklicznością gospodarki,
co wiązałoby się z propagowaniem standardu złota.
Czy istnieją jakieś mity i uprzedzenia dotyczące ASE, które warto
byłoby sprostować? Ja na przykład spotkałem się z przeświadczeniem, że "ASE jest oderwana od rzeczywistości" lub też, że
"postrzega człowieka wyłącznie przez pryzmat pieniędzy i zysku"...
Uważam, że to właśnie ekonomiści głównego nurtu, bazując na
absurdalnych założeniach, są oderwani od rzeczywistości. Proszę
sobie wyobrazić, że na jednych z kursowych ćwiczeń porównujemy
użyteczności koszyków dóbr całkowicie zmatematyzowaną metodą.
Przecież działający człowiek nigdy nie myśli, że „5 bananów będzie dla
niego o 4 jednostki bardziej użyteczne niż 3 pomarańcze” (pytanie zadane prowadzącej, o jakie jednostki chodzi, wprowadziło ją w delikatne
zakłopotanie). Człowiek, gdy ma dysponować swoim portfelem, potrafi
jedynie stwierdzić, co preferuje bardziej, a co mniej. To się objawia
poprzez wybór, którego dokonuje. Postrzeganie człowieka przez pryzmat pieniędzy i zysku to raczej perspektywa neoklasyków. Austriacy
bazują na aksjomacie działającego człowieka, a nie jakiegoś idealnego
bytu dążącego do zysku, ale człowieka posiadającego własne nieznane
nam cele, który dąży do zaspokajania stanu z jego subiektywnej perspektywy mniej pożądanego stanem bardziej pożądanym. Jeżeli więc
obiektem naszego zainteresowania będzie ideowy komunista, nie
będzie on swym działaniem dążył do zysku, ale w jego mniemaniu
stanu bardziej pożądanego – ustroju kolektywnego.
W czym "austriacy" upatrują głównych przyczyn obecnego kryzysu finansowego i gospodarczego?
Właśnie klarowne opisanie przyczyn obecnego kryzysu sprawiło,
że austriacy zaczęli przedzierać się do głównonurtowych mediów
i jest o nich coraz głośniej. W dużym skrócie: oderwanie pieniądza
od jakiegokolwiek wartościowego towaru umożliwia zwiększanie jego
podaży praktycznie bez ograniczeń. Natomiast arbitralna możliwość
manipulacji stopą procentową, która przestaje informować przedsiębiorców o preferencji czasowej ludzi (skłonności do oszczędzania czy
konsumpcji), prowadzi do błędnych inwestycji. Te zaś ze względu na
sfałszowaną informację o ilości dostępnego kapitału okazują się a posteriori nieopłacalne w realizacji. Gdy przedsiębiorcy zauważają, że nie
mają tyle kapitału, ile założyli na początku i nie ma szans na zrealizowanie pierwotnej inwestycji, wycofują środki i następuje załamanie.
Co "austriacki" ekonomista doradziłby prezydentowi Wrocławia
(lub podobnego miasta), gdyby przyszło mu doradzać w sprawach
lokalnych ?
Podobno około 1680 roku potężny francuski minister finansów
Jean-Baptiste Colbert zapytał grupę francuskich przedsiębiorców:
„Co mogę dla was zrobić, jak przysłużyć się do promocji handlu?”.
Reprezentujący ich M. Le Gendre odpowiedział po prostu „Laissez-faire nous”. Myślę, że jego stwierdzenie nie straciło na aktualności. Likwidujmy ograniczenia, dajmy ludziom działać, a najlepiej
zadbają o własne interesy.
REKLAMA
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
maj 2012
Reklama
PReklama
REKLAMA
str 37
maj 2012
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
Reklama
Gdzie i kiedy?
Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej
2012 (czyli UEFA Euro 2012) będą
trwały ponad 20 dni. Uroczyste
otwarcie nastąpi 8 czerwca w Warszawie, finał natomiast – 1 lipca w
Kijowie. 16 drużyn rozegra 31 meczy.
Reprezentowane będą następujące
kraje: Polska, Ukraina, Niemcy, Rosja,
Włochy, Francja, Holandia, Grecja,
Anglia, Dania, Hiszpania, Szwecja,
Chorwacja, Irlandia, Czechy i Portugalia. Zawodnicy będą rywalizować na ośmiu stadionach w ośmiu
miastach. Są to: Warszawa, Gdańsk,
Wrocław, Poznań, Kijów, Donieck,
Charków i Lwów.
EURO
Hymn
Hymnem Euro 2012 została piosenka „Koko, Euro
spoko” zespołu folklorystycznego Jarzębina z miejscowości Kocudza. Wybrano ją spośród stu innych.
Dziarskie panie z Jarzębiny wyprzedziły nawet takie gwiazdy jak Feel, Wilki, Kobrancka czy Maryla
Rodowicz.
„Koko, koko, Euro spoko, piłka leci hen, wysoko/
wszyscy razem zaśpiewajmy, naszym doping dajmy”
– tak brzmi refren tej skocznej i dość przaśnej kompozycji. Oczywiście wybór tego utworu wzbudził
rozmaite reakcje – według niektórych kibiców to
zwykły obciach i nieporozumienie. Innym się (być
może) podoba…
str 38
Szeroki skład
Trener Franciszek Smuda podał w środę (2 maja) nazwiska 26 zawodników,
z których 23 weźmie udział w zawodach. Są to:
bramkarze:
Łukasz Fabiański - 27 lat - Arsenal Londyn
Wojciech Szczęsny - 22 lata - Arsenal Londyn
Przemysław Tytoń - 24 lata - PSV Eindhoven
obrońcy:
Sebastian Boenisch - 25 lat - Werder Brema
Kamil Glik - 24 lata - FC Torino
Marcin Kamiński - 20 lat - Lech Poznań
Tomasz Jodłowiec - 26 lat - Polonia Warszawa
Damien Perquis - 28 lat – Sochaux
Łukasz Piszczek - 26 lat - Borussia Dortmund
Marcin Wasilewski - 32 lata - Anderlecht Bruksela
Jakub Wawrzyniak - 28 lat - Legia Warszawa
Grzegorz Wojtkowiak - 28 lat - Lech Poznań
pomocnicy:
Jakub Błaszczykowski - 26 lat - kapitan - Borussia Dortmund
Dariusz Dudka - 28 lat – Auxerre
Kamil Grosicki - 24 lata – Sivasspor
Adam Matuszczyk - 23 lata - Fortuna Düsseldorf
Adrian Mierzejewski - 25 lat – Trabzonspor
Rafał Murawski - 31 lat - Lech Poznań
Ludovic Obraniak - 27 lat – Bordeaux
Eugen Polanski - 26 lat - FSV Mainz
Maciej Rybus - 22 lata - Terek Grozny
Rafał Wolski - 19 lat - Legia Warszawa
napastnicy:
Paweł Brożek - 29 lat – Celtic
Michał Kucharczyk - 21 lat - Legia Warszawa
Robert Lewandowski - 23 lata - Borussia Dortmund
Artur Sobiech - 22 lata - Hannover 96
Za samo wzięcie udziału w imprezie każdy z zawodników otrzyma po 62
tys. zł startowego za mecze grupowe (łącznie trzy) oraz dodatkowo po 21
tys. zł za każdy następny rozegrany mecz. Przewidziane są także niemałe
premie, jeśli chodzi o mecze w grupie: za wygrany mecz 90 500 zł, za zremisowany – 45 300 zł. Po ewentualnym wyjściu z grupy piłkarze mają dostać,
niezależnie od wyniku meczu – po 181 000 zł za ćwierćfinał, 271 000 zł za
udział w półfinale, 407 000 zł za finał oraz po 687 000 zł za mistrzostwo.
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
maj 2012
str 39
2012
Wrocławski stadion
Specjalnie pod kątem Euro 2012 we Wrocławiu wybudowano – za
ponad 850 milionów złotych – nowy Stadion Miejski. Rozegrane będą
na nim trzy mecze grupowe, w tym jeden z udziałem Reprezentacji
Polski (16 czerwca).
Stadion przewidziany jest na ponad 44 tysiące miejsc (102 miejsca przystosowano do potrzeb osób niepełnosprawnych) i zajmuje 11
hektarów na wrocławskich Pilczycach (między Lotniczą, Królewiecką i
aleją Śląską). Boisko ma wymiary 105 na 68 metrów. Wysokość obiektu
to prawie 40 metrów. Zamontowano na nim dwa telebimy, każdy o
powierzchni 12,8 x 7,68 m.
Stadion położony jest (w linii prostej) 8 kilometrów od dworców
PKP i PKS, 7 kilometrów od Rynku i 5 kilometrów od lotniska. Można
do niego dotrzeć tramwajami: 31 PLUS, 32 PLUS, 3, 10, 20 i 33 PLUS
oraz autobusami: 103, 403, 435 i 128.
Trzy rzeczy
Na organizację wielkiej imprezy futbolowej potrzeba, podobnie jak
na prowadzenie wojny, trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy oraz pieniędzy. Pytanie tylko: czy wydane fundusze się zwrócą? Na łamach
„Słowa Wrocławian” przedstawialiśmy niedawno sceptyczną analizę
kosztów organizacji Euro 2012, przygotowaną przez Marka Łangalisa
na zamówienie Instytutu Globalizacji. W jego opracowaniu przeczytać
możemy m.in. o tym, że według planów urzędników inwestycje związane z Euro kosztować będą prawie 88 miliardów złotych, przy czym
budowa czterech stadionów pochłonie raptem 4,5 miliarda. Według
Łangalisa wpływy z turystyki i przyjazdu zagranicznych gości będą rzędu
120 milionów złotych, a UEFA za wynajem stadionów zapłaci 5 milionów. Ogólny wniosek autora jest taki, że „gdyby zsumować wszystkie
wydatki przewidziane w związku z Euro 2012, to jeden bilet na mecz
musiałby kosztować... 250 tysięcy złotych. I tyle zapłacą podatnicy. A
do tego dochodzą jeszcze odsetki od kredytów zaciągniętych na poczet
organizacji mistrzostw (4,45 miliarda zł rocznie).”
Analiza Łangalisa nie jest jednak jedynym możliwym spojrzeniem
na kwestię rozliczenia Euro. Można przecież zwrócić uwagę także na
to, że takie inwestycje jak nowe (lub odnowione) drogi, obwodnice,
dworce czy lotniska będą służyć mieszkańcom także długo po zakończeniu Euro. Podobnie ma się sprawa ze stadionami – przy założeniu,
że lokalni włodarze będą potrafili je efektywnie wykorzystać.
maj 2012
Reklama
PReklama
Jak do tego doszło?
Polska i Ukraina rozpoczęły starania o organizację
Mistrzostw Europy już prawie 10 lat temu. W 2003
roku Hryhorij Surkis, prezes Ukraińskiego Związku
Piłki Nożnej (FFU), skontaktował się z PZPN i zaproponował wspólną organizację wielkiej imprezy
futbolowej. 27 września 2003 roku PZPN i FFU
podpisały we Lwowie umowę o współpracy przy
organizacji Euro 2012. Starania mające na celu przekonanie UEFA o atrakcyjności polsko-ukraińskiej
oferty trwały ponad 3 lata. Wreszcie, 18 kwietnia
2007 roku, Komitet Wykonawczy UEFA w tajnym
głosowaniu przydzielił Polsce i Ukrainie organizację
Mistrzostw w roku 2012. Oznaczało to odrzucenie
ofert konkurencyjnych: włoskiej i chorwacko-węgierskiej.
Henri Delaunay
Nazwisko to jest chyba umiarkowanie znane w
Polsce, skoro postaci tej nie ma nawet w polskiej
Wikipedii. Tymczasem to właśnie Henri Delaunay
(1883 – 1955), francuski działacz piłkarski, członek FIFA i UEFA, był jednym z pomysłodawców
Mistrzostw Europy. Swoją koncepcję przedstawił
już w roku 1927, ale pierwsze rozgrywki odbyły
się dopiero w roku 1960, pięć lat po śmierci Delaunaya. Jego imię nosi oficjalny, srebrny puchar
Mistrzostw. 4 maja puchar ten przywieziony został
do Wrocławia.
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
Sport
Śląsk awansował,
Ślęza nie
Dariusz
Parossa
Dwa zasłużone wrocławskie
kluby walczyły w tym sezonie
o powrót na zaplecze ekstraklasy. Sztuka ta udała się piłkarzom ręcznym Śląska Wrocław,
natomiast koszykarki Ślęzy marzenia o awansie muszą odłożyć
do przyszłego roku.
Reaktywowany zespól szczypiornistów Śląska już na dwie
kolejki przed końcem drugoligowych rozgrywek zapewnił
sobie awans do I ligi. Zespół,
będący mieszanką rutyny
z młodością, nie miał równych
sobie rywali i od samego początku wyraźnie zdominował
zmagania drugoligowców.
Koszykarkom Ślęzy nie
udało się awansem uczcić
25. rocznicy jedynego tytułu
mistrzyń Polski, która przypada w tym roku. Wrocławianki
po wygraniu wszystkich spotkań w fazie zasadniczej i w tur-
nieju półfinałowym, w finałach
musiały – po zaciętych meczach
– uznać wyższość rywalek.
A kibicom pozostaje nadzieja,
że za rok to my będziemy się
cieszyć z awansu. Aby jednak tak się stało, konieczne
są wzmocnienia w drużynie,
a do tego potrzebne są pieniądze. Być może (tak jak w przypadku piłkarzy ręcznych) znajdzie się ktoś, kto wspomoże
ten wielce zasłużony dla Wrocławia zespól, bo kibice bardzo
już się stęsknili za basketem na
najwyższym poziomie.
str 40
Śląsk mistrzem
Stało się. Śląsk Wrocław – po raz drugi w
swojej historii – został mistrzem Polski w
piłce nożnej. Poprzedni raz zdarzyło się to
w sezonie 1976 / 1977, a więc 35 lat temu.
Szmat czasu!
Ulice Wrocławia przedstawiały
niecodzienny widok w niedzielny wieczór 6 maja. Widok rzeszy ludzi przemierzających centrum z radosnymi okrzykami (i niekiedy
chwiejnym krokiem) mógł
być zaskakujący dla kogoś
niezorientowanego w temacie.
Tysiące wrocławian płci obojga
świętowało na różne sposoby
zwycięstwo lokalnej drużyny,
powiewały zielone flagi i szaliki. Mecz jednak nie odbywał
się w stolicy Dolnego Śląska,
ale w Krakowie, gdzie Śląsk
zmierzył się z tamtejszą Wisłą
– i wygrał 1:0. Tryumf oglądały 22 tysiące widzów na trybunach
stadionu przy ul.
Reymonta.
Bramkę
dla Śląska strzelił główką Rok
Elsner z podania
Sebastiana Mili.
Była to 51 minuta meczu. Było
ostro, zdarzyło
się kilka fauli,
a jeden z piłkarzy
Sport i kibice bywają różni
Wojciech
Mach
Kto z nas nie zaczynał sportowych wyczynów od gry w piłkę. Ongiś grywano zwykłymi szmaciankami, gdyż inne nie były dostępne. Pierwsze gole wbijano w okna sąsiadów
– brzęk szyby i wrzask był potwierdzeniem
celności strzału…
Starsi wrocławianie opowiadają jak jeszcze w latach 50tych w rejonie ul. Bujwida
i Sienkiewicza grali w piłkę nożną wyciągniętymi z rozbitych
grobów poniemieckich czaszkami. Powietrze aż furczało!
Dla XXI-wiecznych fanatyków
(czyli kiboli) od zawodów często ważniejsze jest udane rozrabianie przed, w czasie i po
meczu. Nie do pojęcia są dla
nich relacje z lat 50-, 60- a nawet
70-tych, gdy np. ówcześni fani
Górnika Zabrze i Ruchu Chorzów mieli idylliczne stosunki
między sobą.
Interesował ich naprawdę sport.
Na emocjonujących meczach
derbowych zgodnie siedzieli
obok siebie, kulturalnie popijali piwo (wtedy było wolno)
i wspólnie bez ekscesów dopingowali zawodników obu
drużyn. Po meczu jedni się
cieszyli, inni smucili ale jedni
drugich pocieszali, a potem razem dodatkowo wypijali jeszcze
coś mocniejszego. A dzisiaj
młodzież (a nawet dzieci) bez
okazji popija alkohol – i nie
tylko…
W tamtych latach najgorszym
epitetem pod adresem arbitra
było „sędzia kalosz” oraz „sędzia kanarki doić”. A teraz kibole potrafią bezkarnie wtargnąć
na trening piłkarzy i groźbami
motywować ich do gry…
Historyczny był mecz w 1951 r.
gdy Polonia Bytom spadła z ekstraklasy a wierni kibice stwierdzili, że to nie wina zawodników. Dlatego, na pocieszenie
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
zaprosili ich na suty bankiet oznacza takiego naiwniaka,
który nadal wierzy w to, że
do rzeźni…
cokolwiek decyduje się na boPóźniej nastąpiła era prze- isku, w uczciwej grze. A dla
kupstw, wypaczania wyników dzieci Telewizja Polska przysportowych. Jeden ze znajo- gotowuje zestaw bajek, w któmych, w latach 70-tych gra- rych wszyscy działacze sportojący w juniorach Lotnika Psie wi i zawodnicy są uczciwi i nikt
Pole wspomina, że już wtedy nie sprzedaje meczów…
przekupywano tych młodych
W urokliwej Lutyni koło Wrochłopców słodyczami i
biletem do kina. Przy ważniej- cławia już od połowy lutego
szych rozgrywkach oferowano br., przy pierwszej odwilży,
im atrakcyjne wycieczki auto- na dużym boisku przy parku, rozpoczęły się intensywne
karowe!
treningi młodzieżowej drużyMoi koledzy, żużlowcy dobrej, ny B-klasowej Piast Lutynia.
starej Sparty, czasem opowiada- Boisko było błotniste i zalali swoje przeżycia, lecz zapew- ne wodą, lecz pełni sportowego
niali, iż wówczas odrzucali takie zapału przyszłościowi piłkarze
zacięcie ćwiczyli wśród fonpropozycje.
tann wodnych. W związku z tym
Współcześnie słowo “kibic” może jeszcze w tym sezonie
Śląska, Krzysztof Wołczek,
dostał nawet czerwoną kartkę w 80 minucie. Inny zawodnik wrocławskiej drużyny,
Łukasz Gikiewicz, dostał piłką
prosto w twarz i zmuszony był
później grać w opatrunku.
Mniej więcej w tym
samym czasie, w którym Wrocław walczył z Krakowem,
Ruch Chorzów starł się u siebie z Lechią Gdańsk. Ponad
siedem i pół tysiąca widzów
oglądało te zmagania, z których obronną ręką (nogą?) wyszedł Ruch, wygrywając 2:1
z gdańszczanami. W efekcie
Ruch został wicemistrzem Polski. Na trzecim miejscu znalazła
się warszawska Legia.
ta dzielna drużyna zgłoszona
zostanie do rozgrywek ligi waterpolo, czyli piłki wodnej…
Rygor i harmonogram zajęć
utrzymuje w niej koordynator
drużyny – dawny wojskowy
a obecnie sołtys Lutyni – Daniel
Uszyński. Wyniki sportowe
już są znaczące choć jeszcze
nieoficjalne…
Warto się przespacerować do
urokliwych Kuźnik i podziwiać.
Dwa lata temu jako komentator
sportowy miałem wielką przyjemność prowadzić na wesoło
i muzycznie przygotować oprawę (m.in. kilkanaście piosenek
o piłce nożnej) wiekopomny
oficjalny mecz Artyści kontra Romowie. Zorganizowało
go Wrocławskie Kulturalno-Artystyczne Stowarzyszenie
RITA BAUM a przeciwnikiem
była znana młodzieżowa drużyna romska KALE GADA
z Legnicy. Wśród artystów grał
z poświęceniem były stoper
Polaru Zakrzów – red. Andrzej Ficowski. Po zaciętym
meczu, w obecności oficjeli
obu miast i przedstawicieli pięciu klanów romskich z Ołbina
oraz wielu wrocławian, w serdecznej atmosferze team twórców przegrał 8 : 1.
W najniższych klasach rozgrywkowych zdarzało się, że
piłkę przypadkiem kopniętą
na widzów ci po prostu chowali
i nie oddawali. Były sytuacje, iż
po kilku minutach sędzia musiał
odgwizdać przerwanie meczu
i walkower!
Od 5 lat na osiedlch Kuźniki
i Nowy Dwór piłkarscy kibice Śląska mają dobre relacje
z Radą Osiedla. Dobrowolnie i fantastycznie ozdobili
sportowym graffiti w barwachukochanej drużyny wiele
dotychczas szarych, smutnych
miejsc. M.in. w rejonie ul. Sarbinowskiej i Majakowskiego,
przy placu festynowym, ozdobili dawne kolejowe garaże przy
Kołobrzeskiej i budynek miejski
przy Hermanowskiej róg Koszalińskiej. I nikt nie śmie tych rysunków zabrudzić! Gratulować
należy pomysłu i wykonania!
Po zawodach nastąpiło wielkie
zbratanie wszystkich i wspólna
dietetyczna kolacja…
Przez dwa lata artyści dochodzili do siebie i w tym roku odbędzie się rewanż – dodatkowo
także w formie pisania wierszy
i poematów na czas!
maj 2012
Reklama
PReklama
REKLAMA
str 41
maj 2012
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
Będzie się działo
Maj 2012
Opracował:
Adam
T. Witczak
– Co się będzie działo we Wrocławiu?
10 maja w klubie Firlej (ul. Grabiszyńska 56) wystąpi
Digit All Love. Grupa powstała w roku 2005, dwa lata później wydała swój debiutancki album „digitallove”. W skład
zespołu wchodzi aż osiem osób, w tym trio smyczkowe
i wokalistka Natalia Grosiak. Koncert w Firleju zacznie
się o godzinie 20:00.
12 maja w Synagodze pod Białym Bocianem (ul. Włodkowica 7) wystąpią Quartet Klezmer Trio i Sławek Dudar
Projekt. Koncert rozpocznie się o 21:33 (nietypowo).
Quartet Klezmer Trio - Magda Brudzińska (śpiew
i altówka), Oskar Gut (akordeon) i Michał Siudyszewski
(kontrabas) – to muzycy z Krakowa, inspirujący się muzyką
klezmerską, jazzem i folklorem.
Sławek Dudar Projekt – Klezmer Jazz Session –
to program przygotowany specjalnie na potrzeby Festiwalu
Kultury Żydowskiej. Saksofonista i perkusista Sławek
Dudar wystąpi wraz z Robertem Jarmużkiem (pianino,
akordeon), Kamilem Pełką (kontrabas) i Marcinem Rakiem
(perkusja).
12 i 13 maja we Wrocławiu odbędą się koncerty Wrocławskiej Orkiestry Kameralnej Leopoldinum. Dyrygować
będzie Guenter Pichler, jako solistka wystąpi skrzypaczka
Tanja Becker-Bender. W programie utwory W. A. Mozarta
(VII Kwartet Es-dur), K. A. Hartmanna (Concerto funébre)
i J. Brahmsa (I Sekstet B-dur op. 18).
Warto zwrócić uwagę na Concerto funébre Hartmanna – utwór będący protestem przeciw polityce Hitlera
i rozpętaniu przezeń wojny w Europie. Kompozycja miała
swoją premierę we wrześniu 1939 roku na terenie neutralnej Szwajcarii. Jest to dzieło ekspresyjne, monumentalne
i katastroficzne.
13 maja w Hali Stulecia wykonane będą symfoniczne
aranżacje utworów legendarnej grupy rockowej Queen. Wykonawcami będą filharmonicy Alla Vienna, chór Vivid Singers i aktor wcielający się w rolę Freddiego Mercury’ego.
Organizatorzy zapowiadają wielkie widowisko, w którym
elementy muzyki klasycznej przeplatać będą się z rockiem,
nagłośnienie będzie potężne, nie zabraknie też kolorowych
świateł i oryginalnych pomysłów.
15 maja w Centrum Kultury Impart (ul. Mazowiecka
17) wystąpi zespół jazzowy Night Life Sextet. Grupa wykonuje m.in. standardy jazzowe z lat 40-tych, 50-tych
i 60-tych, ale ma w swoim repertuarze także kompozycje
autorskie.
16 maja w Hali Orbita wystąpi Eva Mendes, brazylijska
artystka porównywana do znanej piosenkarki Sade. Iva jest
autorką przebojów takich jak „If You Leave Me Now”,
„Natural High” czy
„What You Love
To Do”. Koncert będzie częścią Ethno
Jazz Festival.
Iva Mendes pochodzi z miasta Ceres.
W dzieciństwie śpiewała w kościelnym
chórze i grała na
pianinie. Studiowała
muzykę na uniwersytecie w Goiani oraz
uczyła w szkole, a także występowała w miejscowych
kafejkach. Jej międzynarodowa kariera rozpoczęła
się w Londynie, gdzie zadebiutowała w roku 2004 na rynku
płytowym albumem „Ive Mendes”. Jej najnowszy krążek
to „Magnetism”. Przy realizacji obu obecny był Robin
Millar, producent Sade.
17 maja w klubie Firlej zagrają zespoły Niechęć i Organ
Spot. Niechęć to grupa, która łączy jazz z intensywnością rocka psychodelicznego i muzyką filmową. Na
początku kwietnia ukazała się ich debiutancka płyta
„Śmierć w miękkim futerku”. Organ Spot to trio, w którego
skład wchodzą Szymon Mika (gitara), Szymon Fortuna
(perkusja) oraz Kajetan Galas (organy Hammonda). Koncert rozpocznie się o godzinie 19:00.
13 maja we wrocławskim klubie Alibi przy ul. Grunwaldzkiej 67 wystąpi słynna formacja rockowa Voo
Voo. Będzie to koncert charytatywny pod tytułem „Przy
Lampce”. Zespół łączy elementy rockowe z folklorem
z różnych stron świata, inspirują się także nu jazzem czy
połamanymi beatami elektronicznymi. Grupa, dowodzona
przez Wojciecha Waglewskiego, istnieje od roku 1985.
Występ w Alibi będzie częścią obchodów 40-tej rocznicy
powstania Duszpasterstwa Akademickiego Dominik.
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
18 maja w Firleju (ul. Grabiszyńska 56) zagra Tides From
Nebula – polska grupa post-rockowa, która powstała w roku
2008. Zespół zafascynowany jest m.in. tematyką przestrzeni
kosmicznej, innych planet etc. Wydali dotąd dwa albumy:
„Aura” (2009) i „Earthshine” (2011). Koncert w Firleju rozpocznie się o godzinie 19:00.
Tides From Nebula gra rozbudowaną, zróżnicowaną muzykę na naprawdę wysokim poziomie. Rock
psychodeliczny przeplata się tu z hard-rockiem i ambientem, a nad całością góruje perfekcyjnie zbudowany nastrój
melancholii i zadumy.
str 42
23 maja w klubie Eter wystąpi Parov Stelar Band. Pod
pseudonimem Parov Stelar skrywa się Marcus Füreder –
austriacki muzyk i producent, obracający się w obszarach
trip-hopu, lounge i downtempo. Artysta korzysta nie tylko
z brzmień elektronicznych, ale także z fortepianu czy
trąbki. Nagrał dotąd trzy albumy solowe, pojawił się także
na kilku kompilacjach. W swojej twórczości nawiązuje
nawet do jazzu i swingu lat 20-tych. Parov Stelar grywał
już w Polsce, zaś obecna trasa jest jednocześnie promocją
nowego krążka, zatytułowanego „The Princess”.
24 maja w klubie Eter zagra o godzinie 20:00 zespół Pink
Martini. Ich muzyka reklamowana jest jako mieszanka
latino i lounge, podana w manierze retro, z nawiązaniem
do dawnych klimatów music-hallu i starych szlagierów.
Zespół pochodzi z USA, istnieje od roku 1994, koncertował
dotąd w filharmoniach, klubach i galeriach sztuki. Wydali
dotąd kilka albumów, najnowszy to „1969”, nagrany wspólnie z Saori Yuki.
26 maja w Sali Koncertowej im. J. Kaczmarka Radia
Wrocław (ul. Karkonoska 10) wystąpi Anita Lipnicka
z zespołem Voice Band. Voice Band to męski kwartet wokalny, któremu towarzyszy akordeon.
Grupa nawiązuje
do piosenek z lat
30-tych, 3 kwietnia
2012 roku ukazał
się ich debiutancki
album „W siódmym
niebie”, współtworzony właśnie przez
Anitę Lipnicką.
30 maja w klubie Firlej (ul. Grabiszyńska 56) zagrają
Paula i Karol. Mogłoby się zdawać, że to skromny duet
folkowy, ale w rzeczywistości to cały zespół, wyposażony
m.in. w bas, gitarę, perkusję i klawisze. Wydali dotąd dwa
albumy (EP „Goodnight Warsaw” i LP „Overshare”), grali
kilkadziesiąt koncertów w Polsce i Europie.
31 maja w klubie Alive wystąpią Non-Camera i lost.minds.
Non-Camera to zespół z Wrocławia, inspirująca się m.in.
estetyką post-rocka, zaś lost.minds to niemiecka kapela,
istniejąca od roku 2004, grająca zróżnicowaną muzykę
na przecięciu drum and bassu, indie rocka i elektroniki.
Koncert zacznie się o godzinie 21:00.
2 czerwca w klubie Madness (ul. Hubska 6) wystąpi grupa h.R.A.B.I.A,
powstała w 2009 roku
z inicjatywy Adriana
Markiewicza i Tomasza
Dzienia. W twórczości
grupy słychać wpływy
piosenki poetyckiej, bluesa i muzyki rockowej.
5 czerwca w Browarze Mieszczańskim (Hubska 4448) wystąpi Araab Muzik, czyli Abraham Orellana, wirtuoz
syntezatorów i maszyn perkusyjnych MPC. Współpracował
z takimi wykonawcami jak Fabulous, Ludacris czy Young
Jeezy. Gra silnie zrytmizowaną muzykę z pogranicza hip-hopu, electro i dubstepu.
maj 2012
str 43
Wrocławskie Towarzystwo Miłośników Historii zaprasza na kontynuację cyklu odczytów nt. „O historii Wrocławia i Śląska inaczej”.
Odczyty będą się odbywać jak zwykle w co drugi wtorek, o godzinie
18:00, w Audytorium Instytutu Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego, przy ul. Szewskiej 49 (I piętro).
8 maja Bożena Kumor-Gomułka przedstawi prelekcję pt. „Biblioteka Miejska (Stadtbibliothek Breslau) 1865-1945 — rozdział
z dziejów naukowych księgozbiorów wrocławskich”.
22 maja Rafał Nowakowski opowie o trudnych początkach samorządu miejskiego we Wrocławiu po roku 1989.
6 czerwca Tomasz Sielicki wygłosi wykład na temat wrocławskich
tramwajów konnych.
Muzeum Miejskie Wrocławia oraz Wrocławskie Towarzystwo
Miłośników Historii zapraszają na kontynuację spotkań „Soboty w Pałacu”. Miejsce: Muzeum Sztuki Mieszczańskiej, Stary
Ratusz, Rynek 1, Sala Wielka. Godzina 12:00.
26 maja prof. Jerzy Maroń wygłosi wykład pt. „Wrocław w okresie wojny trzydziestoletniej (1618-1648)”.
12 maja w Hotelu Duet organizowana jest konferencja pt. „Działalność naukowa i społeczna studentów”. Przewidziane są cztery
panele: nauki przyrodnicze, nauki inżynieryjne, nauki humanistyczne i społeczno-ekonomiczne oraz działalność społeczna. Celem jest
omówienie związków pomiędzy działalnością studentów w stowarzyszeniach i kołach naukowych, a ich dalszą karierą zawodową.
Od 16 do 18 maja we Wrocławiu i Polanicy Zdroju odbywać będzie
się V Konferencja naukowa z udziałem gości zagranicznych „Współczesne problemy inżynierii środowiska”. Konferencja połączona będzie z obchodami jubileuszu 45-lecia pracy naukowo-dydaktycznej
Prof. dr hab. inż. Włodzimierza Czamary. W zakresie tematycznym konferencji mieszczą się m.in. takie kwestie jak oczyszczanie
ścieków, energia odnawialna, gospodarka wodna, gospodarka
odpadami czy oddziaływanie budowli na środowisko. Wydarzenie
organizuje Instytut Inżynierii Środowiska Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.
17 i 18 maja w budynku Instytutu Historycznego przy ul. Szewskiej
49 odbywać będzie się VII Konferencja Młodych Naukowców.
Podzielona będzie ona na trzy panele: „Religia i kultura”, „Regiony
i społeczności lokalne” oraz „Najważniejszy czerwiec w historii”.
19 i 20 maja w siedzibie Wydziału Zamiejscowego Szkoły Wyższej
Psychologii Społecznej we Wrocławiu przy ul. Ostrowskiego 30
odbywać będzie się interdyscyplinarna konferencja Zespołu Badania
Wpływu Społecznego ZaBaWa pt. „Wokół wpływu społecznego”.
Od 16 do 19 czerwca odbywać będzie się we Wrocławiu konferencja „Model Theory in Wrocław 2012”, poświęcona teorii
modeli. Konferencja sponsorowana jest
przez Instytut Matematyki Uniwersytetu
Wrocławskiego oraz The Association
for Symbolic Logic. Teoria modeli jest
jednym z działów logiki matematycznej. Za jej twórcę uważany jest Alfred
Tarski – polski matematyk żydowskiego
pochodzenia.
maj 2012
Będzie się działo
Od 11 do 13 maja Teatr SZTAMPA grać będzie we Wrocławiu
komedię Moliera pt. „Mieszczanin szlachcicem”. Sztukę przygotował Piotr Kurzawa z SM Capitol. Organizatorzy zapowiadają „barokową formę, dbałość o każdy szczegół konwencji, ruch
sceniczny w stylu klasycznym”, a do tego „blask 200 świec
i kostiumy wypożyczone m.in. z Muzeum Regionalnego w Środzie Śląskiej”. Spektakl grany będzie w Auli gmachu głównego
Politechniki Wrocławskiej (budynek A-1). Bilety kosztują tylko
8 złotych. Rezerwacje pod adresem mailowym: rezerwacje.
[email protected]
15 maja w Operze Wrocławskiej (ul. Świdnicka 35) wystawiany będzie „Cyrulik sewilski” Gioacchino Rossiniego. Jest
to jedna z najsłynniejszych oper w historii. Jej prapremiera
odbyła się w roku 1816 w Rzymie. Za inscenizację i reżyserię
odpowiedzialny jest Igor Przegrodzki.
Od 17 do 20 maja na Scenie Kameralnej Teatru Polskiego
oglądać będzie można sztukę „Małe zbrodnie małżeńskie”
Erica Emmanuela Schmitta. Bohaterami sztuki jest małżeństwo
(co ciekawe, grane przez autentyczne małżeństwo: Grażynę
Krukównę i Jerzego Schejbala), które przechodzi kryzys. Mąż
przechodzi wypadek i wraca do domu z amnezją, co próbuje wykorzystać żona. Rodzi się jednak pytanie – czy to rzeczywiście
amnezja, czy może tylko rola świadomie przyjęta przez męża…?
Od 17 do 22 maja w każdy dzień (oprócz środy) we Wrocławskim Teatrze Współczesnym (ul. Rzeźnicza 12) wystawiana
będzie sztuka „Kaspar” Petera Handke. Jest to awangardowe
przedstawienie, dla którego punktem wyjścia jest autentyczna
historia Kaspara Hausera, młodzieńca znalezionego w roku
1828 na ulicach Norymbergi. Kaspar Hauser prawie nie potrafił
mówić (za wyjątkiem zdań „Chcę być jeźdźcem, jak mój ojciec”
oraz „Nie wiem”), umiał zapisać tylko swoje imię i nazwisko.
Kiedy nauczył się jako tako mówić, opowiadał, że całe życie
spędził w małej, ciemnej celi, karmiony tylko chlebem i wodą
przez nieustalone osoby. W 1833 roku Kaspar został zamordowany przez nieznanego sprawcę. Nigdy nie udało się rozwikłać
jego zagadki. Wielu podejrzewało, że mógł być spokrewniony
z rodziną Wielkiego Księcia Badenii, nie udało się jednak tego
potwierdzić.
25 maja o godzinie 19:00 w Teatrze Arka przy ulicy Menniczej
oglądać będzie można sztukę „Oskar i Pani Róża”. Reżyserem
i autorem scenariusza jest Dariusz Taraszkiewicz, który częściowo oparł fabułę na motywach E. E. Schmitt „Oscar et le
dame Rose”. Bohaterem sztuki jest dziesięcioletni, umierający
chłopiec Oskar, który zaczyna pisać listy do Boga pod wpływem
tajemniczej Pani Róży.
Od 26 do 30 maja we Wrocławskim Teatrze Współczesnym
codziennie o 19:00 wystawiane będzie „Pożegnanie jesieni” według Stanisława Ignacego Witkiewicza „Witkacego”. Jest
to przygnębiająca, katastroficzna historia rozpadu burżuazyjnej
kultury w obliczu najazdu totalitarnych barbarzyńców. Za adaptację i reżyserię odpowiedzialni są Piotr Sieklucki i Tomasz
Kireńczuk.
30 maja w Operze Wrocławskiej prezentowany będzie „Król
Roger” Karola Szymanowskiego. Autorem libretta do tej słynnej
opery był znany pisarz Jarosław Iwaszkiewicz. Centralnym motywem dzieła jest mit Dionizosa i Apollina, a także wspomnienie
Imperium Bizantyjskiego i fascynacja Orientem. Za kierownictwo muzyczne wrocławskiej inscenizacji odpowiedzialna jest
Ewa Michnik, za inscenizację i reżyserię – Mariusz Treliński.
Od 10 do 13 maja na terenie Państwowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (ul. Poniatowskiego 2) odbywać
będzie się dziewiąta edycja multimedialnego wydarzenia
„Rytuał”, organizowanego przez Art & Industrial Gallery.
Prezentowane będą wystawy i instalacje, a całość odbywa
się pod hasłem „Dla Zdrowia”, które zapewne będzie
interpretowane w dość przewrotny sposób... Industrial
Art to przedsięwzięcie firmowane przez Macieja Fretta
i Aureliusza Pisarzewskiego, muzyków wrocławskiej grupy
industrialnej Job Karma.
12-13 maja duszpasterstwo Akademickie Dominik we
Wrocławiu obchodzi 40-lecie swojego istnienia. Przez
cztery dekady swojej
działalności przez jego
progi przeszło masę
osób, w tym te najbardziej znane: senator
Obremski, prezydent
Dutkiewicz, śp. Władysław Stasiak i o. Ludwik
Wiśniewski. Duszpasterstwo prężnie działało w opozycji za czasów
PRL. W maju tego roku
organizowane są obchody 40 rocznicy powstania Duszpasterstwa. Wezmą w nich
udział duchowni i politycy, odbędzie się także koncert
charytatywny. “Słowo Wrocławian” objęło patronat nad
tym wydarzeniem. Uruchomiona została także specjalna
strona poświęcona rocznicy: www.40lecie.pl
18 maja Dolnośląskie Stowarzyszenie Kulturalne „Panorama” prezentować będzie film Wandy Różyckiej-Zborowskiej „Duśka”. Projekcja odbędzie się w Centrum
Kultury im. Jana Pawła II przy ul. Katedralnej 4 – w sali
nr 3 o godzinie 18:00.
10 maja o godzinie 17:00 w Galerii Miejskiej przy ul.
Kiełbaśniczej 28 odbędzie się wernisaż wystawy obrazów
Katarzyny Banaś. Prace artystki inspirowane są wierszami
duńskiego poety Jensa Fink-Jensena, który zaprezentuje
podczas wernisażu swoją twórczość. Wystawa jest częścią
festiwalu Noc Muzeów we Wrocławiu (19/20 maja). Projekt realizowany jest we współpracy z Duńskim Instytutem
Kultury, pod patronatem honorowym Konsulatu Królestwa
Danii. Wystawa czynna będzie do 22 maja 2012 roku.
30 maja roku we Wrocławiu odbędzie się uroczystość
70. rocznicy aresztowania członków Polskiego Ruchu
Oporu OLIMP w wojennym Wrocławiu. Tajną organizację OLIMP tworzyli w latach 1941-1942 Ludzie z Literą
„P” wywodzący się z okolic Kępna i Ostrzeszowa oraz
przedstawiciele Polonii Wrocławskiej-Polacy spod Znaku
Rodła.
W sprawie udziału w obchodach i pomocy przy ich organizacji można kontaktować się z p. Tadeuszem Szczyrbakiem:
[email protected]
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 44
Reklama
ULOTKI
PLAKATY
WIZYTÓWKI
NAJLEPSZE CENY
ULOTKI
KATALOGI
TECZKI
KRÓTKIE TERMINY
ULOTKI
PLAKATY
WIZYTÓWKI
WYSYŁKA GRATIS
ULOTKI
KATALOGI
TECZKI
NAJWYŻSZA JAKOŚĆ
DRZEWKA
Z PLANTACJI
NAJLEPSZA CENA!
Wycena OnLine 24/7
www.magnesmedia.pl
Tel. 513 509 429
Wycena OnLine 24/7
www.magnesmedia.pl
Tel. 513 509 429
Wycena OnLine 24/7
www.magnesmedia.pl
Tel. 513 509 429
Wycena OnLine 24/7
www.magnesmedia.pl
Tel. 513 509 429
CYPRYSY
TAJE
BUKSZPANY
NAJLEPSZA CENA!
[email protected]
Tel. 517 53 10 10
[email protected]
Tel. 517 53 10 10
PHU Arbryt
drzwi
w dwa tygodnie
www.arbryt.pl
Europejska Szkoła
Doskonalenia
Zawodowego
kursy i szkolenia
WESTART.EU
oryginalna chemia z
Niemiec
www.westart.eu
STREFACZYSTOŚCI
pranie i czyszczenie
dywanów
LUSTREX
ekskluzywny salon
luster
71 311 34 56
Wrocław, ul. Kunickiego 59
www.esdz.pl
71 34 88 247
665 006 116
www.strefaczystosci.pl
tel.: 503 864 579
Wrocław ul. Zagony 16
strona: www.lustrex.pl
ROLLEX
recyklery do asfaltu
TREFLSTUDIO
strony internetowe,
pozycjonowanie
SZKOŁA PASSIONE
kursy języka włoskiego
i angielskiego
Wybickiego 26
www.recyklery.pl
tel.: 502 333 803
Parkowa 25
www.treflstudio.pl
tel. 663 303 603
Ann’ev
Studio
kosmetyki
profesjonalnej
www.annev.pl
ul. Sokola 50
NEWCONNECT
kursy
dla pasjonatów
FOREX
www.newconnect.info.pl
POŻYCZKANET.pl
PRZYCHODNIA
pożyczki i kredyty
WETERYNARYJNA
przez internet
ŁUKASZEWSCY
www.pozyczkanet.pl Przychodnia weterynaryjna
Janina Łukaszewska
www.przychodnia-lukaszewscy.pl
Wrocław, ul. Paczkowska 26
BĄBELKOWA KRAINA
Mini klub przedszkolny
Ul. Kwiska 70
tel. 787401364
www.babelkowakraina.pl
Majster Glass
Szklarstwo
www.majsterglass.pl
Klub Kolorowe Misie
żłobek prywatny
Niepubliczny Żłobek
Akademia Delfinka
ul. Daszyńskiego 50A
ul. Iławska 56
ul. Jaracza 71E
Wrocław
Aga. Salonik fryzjerski
71 355 55 01
Tel/fax: 71 346 61 61
Wrocław, Cementowa 20
www.agasalonik.pl
Sokolnicza 7-17
(paw. 6)
Bem s.c.
Salon fryzjersko kosmetyczny
Tel/fax: 71 783 33 32
Wrocław,
Strońska 8b
ULOTKI
PLAKATY
WIZYTÓWKI
NAJLEPSZE CENY
Wycena OnLine 24/7
www.magnesmedia.pl
Tel. 513 509 429
to wyjątkowa forma promocji Twojej firmy
693 386 293
Optyka Mks. Szymczyk M.
71 372 61 71
51-118 Wrocław
ul. Zawalna 11b
[email protected]
TWOJE
HASŁO
REKLAMOWE
Umieść hasło
reklamowe
www.robtime.pl
www.passioneszkola.pl
[email protected]
Skuteczna Fiszka
akademia.delfinka.eu
Rob Time.
Zakład zegarmistrzowski.
Fidor R.
71 787 20 01
Wrocław, Szewska 78
71 357 86 17
Dane informacyjne
Zadzwoń i zamów 535 555 658
Zadzwoń i zamów
Tel. 535 555 658
lub wyślij pocztą
Karola Miarki 6-10
50-306 Wrocław
Hasło reklamowe
do 10 liter: _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
do 10 liter: _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
do 10 liter: _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
do 10 liter: _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
Dane informacyjne
do 25 liter: _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
do 25 liter: _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
do 25 liter: _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
do 25 liter: _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
do 25 liter: _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
Skuteczna fiszka za jedyne 50 zł
netto przy zamówieniu na 3 miesiące
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
maj 2012
str 45
Rabajczyk Jerzy.
Zakład tapicerski
tel. 507 963 224
Wrocław, Modra 32
Oneks
Sprzedaż,
naprawa
biżuterii złotej
i srebrnej
tel. kom. 669 229 777
Józefa Piłsudskiego 94/1c
Agnia. Naprawa,
sprzedaż i konserwacja zegarków. Szymoniak K.
tel. kom. 605 993 960
Wrocław, Popowicka 134
Reklama
PReklama
Fotobeauty.pl
Fotografia profesjonalna
Małgorzata Olbińska
TWIST
Profesjonalna oprawa
imprez okolicznościowych
[email protected]
tel. 603-530-216
tel. 603-262-441
79 11 06 006
[email protected]
Pan Tapicer
tel. kom.: 698 947 616
Wrocław, Saperów 7
www.pantapicer.wroclaw.pl
[email protected]
Lakiernictwo
Blacharstwo
Pomoc drogowa
Tel/fax: 71 357 25 63
Kom.: 604 407 630
Praxis Duo
Specjalistyczny
Zakład
Opieki Zdrowotnej
Wkłady kominowe
ze stali
żaro- i kwasoodpornej
Tel/fax: 71 355 34 34
Wrocław, Długa 11 lok. 13
www.praxisduo.pl
tel. 71 339 87 72
Wrocław, Krzycka 4
www.kominypolonez.pl
ABC Zabezpieczeń
Biuro rachunkowe
Pogotowie zamkowe
tel.: 602 106 305
Awaryjne otwieranie
Wrocław,
drzwi i samochodów
Wieczysta 109 lok. 9
Montaż zamków
www.biuro-borecka.tk
tel. 71 710 96 20
gen. Romualda Traugutta 144
www.otwieranie-awaryjne.pl
Słowo Wrocławian
w każdym domu
Wikami sp.j.
Sprzątanie - Usługi
tel. 71 792 00 00
Wrocław, Karmelkowa 29
www.wikami.com.pl
Zakład
wulkanizacyjny
Prostowanie
alufelg
Wyważanie kół
Krypton
Kabiny prysznicowe
Lustra, gabloty
Szklarskie Usługi
tel. 71 343 64 18
Wrocław,
Tadeusza Kościuszki 80a
Tel/fax: 71 342 13 23
Wrocław,
Komuny Paryskiej 30a
Zakład kuśnierski
tel. 71 343 46 84
Wrocław,
Szewska 24 lok. 26
Omega-Pro.
Montaż, serwis
instalacji elektrycznych
tel/fax: 71 362 53 35
tel.668 184 058
Grudziądzka 57 lok. 2
Serwis Techniczny
Całodobowo
Instalacje Sanitarno-grzewcze - Usługi
kom. 519 896 343
www.gotlib.pl
REGOR
Serwis komputerów
i laptopów
www.regor.pl
601 743 311
łowo
Sw ro c ł a w i a n
Koniec zmartwień związanych z tym, że już nie możesz dostać naszej gazety w kiosku!
Koniec szukania, martwienia się i niepotrzebnego wychodzenia z domu!
Już teraz oferujemy Ci PRENUMERATĘ „Słowa Wrocławian”.
Dzięki niej będziesz mieć 100% pewności, że każdego miesiąca czasopismo trafi w Twoje ręce.
Naprawdę warto skorzystać!
Aby zamówić roczną prenumeratę „Słowa Wrocławian”, wystarczy wsyłać swój adres oraz telefon na mail: [email protected]
lub zadzwonić 535 555 658
Opłata za cały rok to jedynie 30 zł.
maj 2012
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 46
Sport
Wy j a z d t r a m p k a r z y
Dariusz
Parossa
W okresie Świąt Wielkanocnych razem z
trampkarzami Ślęzy Wrocław udałem się do
włoskiego Rovereto, gdzie na zaproszenie
firmy Euro Sporting udała się młodzież najstarszego klubu sportowego we Wrocławiu.
W czwartkowy wieczór trampkarze naszego klubu wsiedli
do autokaru na stadionie Ślęzy, by rozpocząć wielkanocną eskapadę do Włoch. Po
całonocnej podróży, w piątek
około godziny 11 dotarliśmy
do przepięknie położonego,
otoczonego szczytami Dolomitów, skąpanego w słońcu miasta
Rovereto, w którym rozgrywany był wielki międzynarodowy
turniej piłki nożnej i ręcznej.
Po zameldowaniu w biurze
organizacyjnym udaliśmy się
na kwaterę, a towarzyszyła
nam przeurocza Agata, cór-
ka Włocha i Polki, studentka
III roku psychologii na uniwersytecie w Padwie. Nasza Agatka
była z nami od tej pory przez
cały czas, od rana do wieczora – i wspaniale wywiązywała
się z powierzonych jej obowiązków. Służyła nam pomocą w każdej sprawie.
Po krótkim odpoczynku udaliśmy się na spacer po Rovereto. Chodziliśmy po urokliwych wąskich zabytkowych
uliczkach podziwiając miejscową architekturę. Wieczorem, po
kolacji (jedzenie było bardzo
dobre), trener wraz z kierowni-
kiem udał się na odprawę techniczną, a młodzież, zmęczona
długą podróżą, bardzo szybko
zapadła w głęboki sen.
Drugi dzień pobytu w Rovereto był bardzo wypełniony
zajęciami. Już o 9 rano w położonym wysoko nad miastem
amfiteatrze, z potężnym dzwonem upamiętniającym uczestników wojen światowych, odbyło
się uroczyste otwarcie turnieju, w którym uczestniczyło
116 drużyn z 25 krajów (Albania, Austria, Belgia, Bośnia
i Hercegowina, Brazylia, Dania,
Francja, Niemcy, Japonia, Irlandia, Włochy, Kosowo, Kuwejt,
Holandia, Czechy, Rumunia,
Szkocja, Serbia, Słowacja, Słowenia, Szwecja, Szwajcaria,
Węgry, Hiszpania i Polska).
Zawody rozgrywano w dwóch
dyscyplinach i wielu kategoriach wiekowych.
Nasz kraj reprezentowany był
przez Ślęzę oraz futbolistki KKS
Zabrze, piłkarki ręczne U-19
Zgody Ruda Śląska i występujących w kategorii U-13 piłkarzy
KS Zabrze. Po wysłuchaniu
oficjalnych przemówień, delegacje poszczególnych państw
odczytały w swoich językach
przysięgę turniejową, po której grano hymny wszystkich
krajów uczestniczących w tej
imprezie. W imieniu polskiej
ekipy przysięgę złożył najmłodszy piłkarz Ślęzy, Bartek
Jagła, a Mazurek Dąbrowskiego odśpiewany przez polskich uczestników tej imprezy
brzmiał doniośle i dumnie.
Po części oficjalnej odbyła
się uroczysta parada ulicami
miasta. Brały w niej udział
dwie orkiestry i grupy taneczne
ubrane w stroje regionalne. No
i oczywiście kolorowo ubrani
uczestnicy turnieju, tańczący
i śpiewający. W tym tłumie wy-
różniała się wyraźnie polska
ekipa.
Po tym przemarszu młodzi wrocławianie wyruszyli na pierwsze
nasze mecze, lecz po drodze
utknęli w korku spowodowanym kłótnią pary policjantów,
kierujących ruchem na skrzyżowaniu. Policjantka i policjant,
mocno gestykulując, przez
kilkanaście minut nie mogli
dojść do porozumienia. Kiedy
to się w końcu udało, drużyna
Ślęzy dotarła na boisko na którym rozgrywane były spotkania
ich grupy. I tu nas spotkało (delikatnie mówiąc) rozczarowanie, bo czego jak czego, ale we
Włoszech spodziewaliśmy się
boisk w dobrym stanie, a to, na
którym przyszło grać naszym
chłopakom, to było typowe
„kartoflisko”.
W turnieju U-15, w którym grali
trampkarze Ślęzy, uczestniczyło
20 zespołów podzielonych na
cztery grupy. Do dalszej fazy
awansowali tylko zwycięzcy
grup. W pierwszym meczu rywalem wrocławian było włoskie
Castel Sangiorgio. Po bramce
REKLAMA
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
maj 2012
str 47
Kamila Benmesbaha Ślęza wygrała 1-0, ale poziom gry naszego zespołu pozostawiał dużo do
życzenia. Paradoksalnie w drugim meczu z niemieckim TSV
Kottern drużyna zagrała lepiej,
lecz przegrała 2-1. Honorową
bramkę zdobył Tomek Tereszkiewicz. Ta porażka spowodowała, że szanse awansu zostały
bardzo ograniczone.
By poprawić sobie nastroje po
niezbyt udanym pierwszym
dniu zmagań, wieczorem zespół
udał się na dyskotekę przygotowaną przez organizatorów.
Zabawa była przednia, a rozkręciły ją wspaniale dziewczyny
z Rudy Śląskiej, królujące na tej
imprezie i wzbudzające podziw
innych nacji.
Niedziela Wielkanocna przyniosła dużo emocji. Żeby myśleć o awansie, Ślęza musiała wygrać pozostałe dwa mecze
grupowe i liczyć na korzystne
dla niej inne wyniki. Jak się
potem okazało, nadzieje się
spełniły, w głównej mierze
za sprawą samych wrocławian,
którzy tego dnia prezentowali
się wyśmienicie. Wpierw pokonali – po kolejnych golach
Kamila i Tomka – belgijski
VC Rijmenam 2-0, a w drugim
meczu wygrali z niepokonanym
dotąd (i mającym zerowe konto
po stronie straconych bramek!)
szkockim North Merchiston
SC 1-0. Złotą bramkę zdobył
Bartek Książkowski. Ta wygrana zapewniła Ślęzie pierwsze
miejsce w grupie i awans do
półfinału, w którym rywalem 1
KS-u był hiszpański CD Massamagrell. Mecz był bardzo wyrównany ze wskazaniem na
nasz zespól, który stworzył so-
Sport
bie więcej okazji bramkowych.
Po jednej z nich Hiszpanie wybili piłkę z linii bramkowej.
Bramka w tym meczu nie padła,
a o rozstrzygnięciu musiały zadecydować karne. Po pierwszej
kolejce było 1-0 dla nas, po następnych 2-1 i 3-2. W czwartej
serii pomylił się nasz zawodnik
i rywale doprowadzili do remisu 3-3. Piąta seria to pudło
Hiszpana,
dzięki czemu
ostatni strzał
należący do
nas mógł
zapewnić finał. Niestety
z naszej strony również
zanotowaliśmy pudło,
tak samo jak
i w szóstej
kolejce, a że
przeciwnicy
się nie pomylili, to oni
awansowali
do finału,
który zresztą później
łatwo wygrali. Nam
pozostała
gra o trzecie
miejsce z kolejną drużyną
z Niemiec –
VFL Kassel.
Znów spotkanie było wyrównane lecz
tym razem
udało się pokonać rywala
1-0, a bramkę
dającą brązow e m e d a le
naszej drużynie zdobył Dawid Sowa. Dodajmy jeszcze,
że w meczu półfinałowym gorąco dopingowali nas piłkarze
TSV Kottern, a w pojedynku
o trzecie miejsce North Merchiston, za co wrocławianie po meczach im gorąco podziękowali.
Z tych spotkań zapamiętamy
też jednego z sędziów, który
jako jedyny nie znał słowa po
angielsku, ale za to potrafił
powiedzieć „dobra, dobra”,
i znał też w naszym języku jedno ze słów których przytoczyć
tu nie mogę.
Wieczorem całą ekipą udaliśmy się na „Stadio Quersia”
gdzie odbywały się spotkania
finałowe i odbyło się zakończe-
nie turnieju. Mecze odbywały
się w blasku jupiterów, a wypełniająca szczelnie stadion
publiczność mogła je też obserwować na telebimie. Spotkania
były też transmitowane przez
Web TV. Atmosfera była wspaniała, do czego przyczyniła
się też polska grupa. Podczas
finałowego meczu turnieju kobiet, w którym
grały dziewczyny z Zabrza,
piłkarki ręczne
z Rudy Śląskiej wraz z naszymi piłkarzami dały świetny
pokaz dopingu.
Do naszej grupy dołączyli
uczestnicy turnieju z innych
państw i wspólnie (po polsku!)
dopingowali.
Po ostatnim
z finałów odbyło się wręczenie pucharów
i medali. Poszczególne ekipy wbiegały na
bieżnię, gdzie
przy aplauzie
publiczności w blasku
fleszów odbierały nagrody. Nam było
szczególnie
miło, że z czterech polskich
ekip aż trzy
zameldowały
się w pierwszej trójce, bo
oprócz naszych brązowych
krążków, na szyjach dziewczyn
z Zabrza i Rudy Śląskiej zawisły
medale srebrne. Tym samym
skromna biało-czerwona reprezentacja okazała się jedną
z najsilniejszych ekip.
Później odbył się pokaz sztucznych ogni i na tym zakończył się
turniej w Rovereto.
Trzecie miejsce trampkarzy
Ślęzy na pewno jest sukcesem,
lecz niedosyt pozostał. Mogło
być jeszcze lepiej. Na pewno
możemy jednak powiedzieć,
że nasi młodzi piłkarze godnie reprezentowali klub, Wrocław i Polskę we Włoszech.
Za to należą im się duże brawa.
W poniedziałkowy ranek cała
ekipa ruszyła w drogę powrotną,
podziwiając po drodze ośnieżone szczyty Alp. Wieczorem
– zmęczeni, ale szczęśliwi – dotarliśmy do Wrocławia.
W Rovereto Ślęzę reprezentowali - Kamil Benmesbah, Jarek
Binkowski, Adi Brzezicki, Mati
Brzęczek, Bartek Książkowski,
Marcin Muraszkiewicz, Alan
Nowak, Seba Stawiarz, Kacper
Stelmach, Norbert Trybulec,
Seba Urbański, Dawid Sowa,
Kuba Wieczorek, Radek Winniczuk, Damian Głuszczyk,
Tomek Tereszkiewicz, Bartek
Jagła, Mati Słowiński, Andrzej
Korytek, Łukasz Padewski
oraz Michał Poznański, trener
Tomasz Woźnicki, kierownik
Robert Sawicki.
REKLAMA
maj 2012
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 48
REKLAMA
Reklama
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
maj 2012

Podobne dokumenty

we współpracy z - Słowo Wrocławian

we współpracy z - Słowo Wrocławian Wydawca: Magnes Media Sp. z o.o. [email protected] | Prezes Zarządu, redaktor naczelny: Emil Baran Redaktor prowadzący: Adam Witczak [email protected] | Redaktor techniczny: Piot...

Bardziej szczegółowo