Sju goda år, Michał Wróblewskis minnen Siedem

Komentarze

Transkrypt

Sju goda år, Michał Wróblewskis minnen Siedem
Pris: 27 SEK
3
Nr 3(44) 2014
årgång/rok XIII
tidskriften för kultur och information /kwartalnik kulturalno-informacyjny
Sju goda år, Michał Wróblewskis minnen
Siedem dobrych lat, wspomnienia Michała Wróblewskiego
Sławomir Mrożeks samtal med Samuel Beckett
Sławomir Mrożek rozmawia z Samuelem Beckettem
*T/R resa från Arlanda inkl. skatter och serviceavgift. Priset gäller vid köp på www.lot.com.
Begränsat antal platser. Speciella regler gäller. Boka på internet eller kontakta oss på 08-587 704
47 eller din resebyrå. Priserna kan komma att ändras vid kursförändringar.
Till försvar av svenska humaniora
Obrona szwedzkiej polonistyki
Humanistyka, jako działalność naukowa i studia nie
cieszy się nadmierną popularnością wśród polityków różnych szczebli. Humanistyka – zdają się sądzić owi decydenci
– nie przynosi właściwie żadnego pożytku ani społeczeństwu, ani jednostce, która po ukończeniu takich studiów
wyższych pozostaje bez pracy, chyba że się przekwalifikuje
na inny zawód, no ale, w takim razie, po co zmarnowała
cztery lub pięć lat. W dodatku wiedzy humanistycznej
nie można zrozumieć i usystematyzować tylko trzeba
wszys­tko wkuwać na pamięć. Wkuwanie na pamięć czegokolwiek jest nienowoczesne. A może nawet poniżające
dla ucznia − studenta. Uczeń sam wie, czego się chce uczyć
i jak. I napewno nie wybierze żadnego wkuwania. Komu
potrzeba gramatyki? Małe dziecko nie uczy się gramatyki
a przecież zaczyna mówić i bez tego. Wkuwanie „wiedzy”
humanistycznej jest bez sensu, bo jeśli już ktoś koniecznie jakiejś informacji potrzebuje to wszystko znajdzie w
internecie.
Małgorzata Packalén-Parkman jednak dzięki internetowi właśnie obroniła polonistykę w Uppsali. Proszę przeczytać jej opowieść, jak się to udało. Poza tym w numerze
ostatnie dwa odcinki serialu o Sławomirze Mrożku i od
dawna zapowiadane wspomnienia Michała Wróblewskiego
z czasów kiedy pracował w Domu Sierot Janusza Korczaka.
Som föremål för vetenskaplig verksamhet och studier
är humaniora inte överdrivet populära bland politiker
på olika nivåer. Dessa beslutsfattare tycks tro att humaniora egentligen inte gör någon nytta varken för
samhället eller för individen som ju efter att ha avslutat
sådana akademiska studier förblir arbetslös, såvida inte
personen i fråga omskolar sig till ett nytt yrke – men
varför i så fall slösa bort fyra eller fem år? Dessutom går
humanistisk kunskap inte att begripa och systematisera
utan allt måste pluggas in utantill. Att memorera är
omodernt. Det kan till och med vara förnedrande för
eleven eller studenten. Eleven är den som vet bäst vad
man skall lära sig och hur, och kommer säkert inte att
välja grammatik. Vem behöver grammatik? Ett litet barn
läser inte grammatik men lär sig prata ändå. Att plugga
humanistisk ”vetenskap” är meningslöst eftersom måste
man nödvändigtvis skaffa någon information så finns allt
på internet.
Det är dock just tack vare internet som Małgorzata
Packalén Parkman har lyckats försvara polska studier
i Uppsala. Läs hennes berättelse om hur det hade gått till.
Utöver detta publicerar vi de två avslutande avsnitten
av serien om Sławomir Mrożek, samt även Michał Wróblewskis sedan länge aviserade minnen från den tid då
han arbetade vid Janusz Korczaks barnhem.
3
Jag kommer från ett land som ligger öst om väst, och väst
om öst, skrev Sławomir Mrożek 1986 i verket Kontrakt.
2010 frågade jag honom om han tyckte sig förstå sin
omvärld. Jag förstår den inte, svarade han. Men är det
överhuvudtaget värt att försöka förstå den? Jag försöker
inte. Dessutom är det inte värt det.
Läs sid. 16
Pochodzę z kraju położonego na wschód od Zachodu i na
zachód od Wschodu, napisał Sławomir Mrożek w 1986
roku, w sztuce Kontrakt.W 2010 roku spytałem go, czy
rozumie otaczający go świat? – Nie rozumiem – odpowiedział. – A czy w ogóle warto starać się, by go zrozumieć? Ja
się nie staram. Ale w ogóle to nie – nie warto”.
Czytaj str. 16
Foto: instytutksiazki.pl
innehåll
6
Prenumeration / Prenumerata
Vill du prenumerera på de följande 4 numren
av Suecia Polonia så sätt in 100 SEK på plusgiro
194626-8. Glöm inte ange namn och adress på
inbetalnigskortet.
Jeśli chcesz zaprenumerować kolejne 4 numery
Suecii Polonii wpłać 100 SEK na plusgiro 194626-8.
Nie zapomnij podać imienia, nazwiska i adresu.
Omslaget I / Okładka I: Fragment szkicu projektowego, będący częścią kompozycji pomnika
Janusza Korczaka/Fragment av en skiss till en
planerad Janusz Korczak staty
Foto: © Romuald Wroblewski
Omslaget IV / Okładka IV:
Mural na ścianie kamienicy przy ul. Radzymińskiej 140
w Warszawie
En väggmålning på en bostadshus vägg i
Warszawa, Radzyminska 140
Foto: Anna Skwarcan
Polonistikens nya ansikte Ett samtal med Małgorzata Anna Packalén
Parkman, professor vid Uppsala universitet
Nowe oblicze polonistyki Rozmowa z prof. Małgorzatą Anną Packalén
Parkman z Uniwersytetu Uppsalskiego
13
Mrożek i Sverige Zbigniew Bidakowski
Mrożek w Szwecji
16
Sławomir Mrożeks samtal med Samuel Beckett Krzysztof Masłoń
Sławomir Mrożek rozmawia z Samuelem Beckettem
22
Sånger från en reaktorhall Mila Zaydel
Pieśni z hali reaktora
26
Sju goda år ur Michał Wróblewskis minnen
Siedem dobrych lat ze wspomnień Michała Wróblewskiego
36
Ett oavbrutet sökande. Om Katarzyna Tubylewiczs roman „Rówieśniczki”
Małgorzata Anna Packalén Parkman
Nieustające poszukiwanie. O powieści Katarzyny Tubylewicz „Rówie-
śniczki”
40
Nanas krönika Ett världsmästerskap i en diktatur
Nana felieton Mistrzostwa świata a dyktatura
Ombyggnads-&
inredningsprojekt
ROT-avdrag
tfn +46 708 622 103
e-post: [email protected]
www.stockholmwerkstatte.se
Nowe oblicze polonistyki Rozmowa z prof. Małgorzatą Anną Packalén
Parkman z Uniwersytetu Uppsalskiego
Mrożek w Szwecji Zbigniew Bidakowski
Polonistikens nya ansikte
Nowe oblicze polonistyki
Foto: Mikael Wallerstedt
6
intervju
Ett samtal med Małgorzata Anna Packalén Parkman,
professor vid Uppsala universitet
Rozmowa z prof. Małgorzatą Anną Packalén Parkman z Uniwersytetu Uppsalskiego
Zbigniew Bidakowski: Jak udało Ci się doprowadzić do
odrodzenia polonistyki w Uppsali jako samodzielnego
kierunku studiów?
Małgorzata Anna Packalén Parkman: Cóż, w praktyce
oznaczało to kilka lat intensywnej, ciężkiej pracy. Siedem
lat temu postanowiono „odgórnie”, w ramach oszczędności
finansowych, przeprowadzić likwidację pewnych kierunków,
a przynajmniej je zredukować. W rezultacie tych cięć polonistyka została włączona w program języków słowiańskich,
tracąc tym samym statut kierunku głównego: student, który
chciałby pisać pracę magisterską z zakresu polonistyki, musiałby najpierw uzupełnić studia rusycystyką albo przenieść
się na studia do np. Sztokholmu. W praktyce hamowało
to powstawanie prac dyplomowych, bo wiadomo, że mało
który student ma ochotę, a przede wszystkim sytuację ekonomiczną, pozwalającą mu poświęcić czas na dodatkowe
studia, aby móc napisać pracę z zakresu języka czy literatury
polskiej. Ponadto przydział środków, jakie wydział dostaje
na swoją działalność, uzależniony jest od liczby studentów.
Kiedy studentów jest mało, robi się cięcia. Tak zrobiono np.
na uniwersytecie w Göteborgu i na uniwersytecie w Lundzie:
zlikwidowano tam wszystkie języki słowiańskie oprócz rusycystyki. Na uniwersytecie uppsalskim zniesiono zatem
w ramach owej reorganizacji język czeski, a bułgarystyka i
polonistyka zostały, z powodu braku odpowiedniej liczby
studentów, silnie zredukowane.
Jedyną radą na to było stworzenie tzw. kursów internetowych, które miałyby przyciągnąć więcej studentów. Razem
z moimi pracownikami zaczęłam je zatem tworzyć.
Nie muszę chyba dodawać, że oznacza to w praktyce zupełnie inną technikę nauczania, najpierw więc trzeba było tę
technikę opanować. Czym innym jest prowadzenie wykładu
czy seminarium stojąc przed grupą studentów, a czym innym
jest umieszczenie całego potrzebnego studentowi materiału
na portalu internetowym. Nawet jeżeli prowadzi się zajęcia
wirtualnie, czy też zdalnie – cały materiał i tak musi być
nieustannie dostępny. Zatem nie tylko wykłady czy kompendia z literatury lub historii, ale także – zwłaszcza kiedy w
grę wchodzi nauka języka – również kompendia i ćwiczenia
gramatyczne. Do tych ostatnich trzeba też opracować odpowiednie klucze: student musi mieć przecież możliwość
robienia tych ćwiczeń interaktywnie, tzn. od razu widzieć,
czy użył poprawnej formy, czy też popełnił błąd.
Trzeba było więc włożyć bardzo dużo pracy w przygotowanie, czyli zaprogramowanie tej wirtualnej uczelni, i dla
mnie, muszę przyznać, był to zupełnie nowy świat. A jak
Zbigniew Bidakowski: Hur har du lyckats få polsk filologi återinförd som en självständig studieinriktning
vid Uppsala universitet?
Małgorzata Anna Packalén Parkman: I praktiken handlade det om några års hårt och intensivt arbete. För sju år
sedan beslutade man ”uppifrån” att avveckla eller åtminstone reducera vissa studieinriktningar för att spara pengar.
Till följd av dessa besparingar blev polonistiken vid Uppsala
universitet inlemmad i programmet för slaviska språk och
förlorade i och med detta sin ställning som huvudinriktning;
en student som ville skriva sin magisteruppsats inom ämnet
polska skulle först behöva komplettera med studier i ryska
eller fortsätta sin utbildning i t.ex. Stockholm. I praktiken
hämmade detta tillkomsten av examensarbeten, då det som
bekant finns få studenter som har lust − och framför allt råd
– att lägga tid på kompletterande studier för att kunna skriva
en uppsats om polska språket eller polsk litteratur. Dessutom
är fakulteternas budgetanslag beroende av antalet studenter.
Blir det få studenter så skär man i anslagen. Så blev det t.ex.
vid både Göteborgs och Lunds universitet där man fick lägga
ner alla slaviska språk utom ryska. Vid Uppsala universitet
ledde omorganisationen till avveckling av tjeckiska medan
såväl bulgariska som polska blev starkt reducerade eftersom
det fanns för få studenter.
Enda sättet att hantera detta var att skapa internetkurser som skulle attrahera fler studenter. Alltså började jag
och mina medarbetare utveckla sådana kurser.Jag behöver
knappast förklara att detta kräver en helt annorlunda pedagogik och den måste man lära sig innan man börjar. Det är
en sak att stå framför en grupp studenter och föreläsa eller
leda ett seminarium, och en annan att publicera allt studiematerial på en internetportal. Även om man undervisar
virtuellt eller på distans, måste det kompletta materialet alltid vara tillgängligt − inte bara föreläsningar och kompendier i litteratur eller historia, utan vid språkundervisning
även grammatikövningar. De sistnämnda måste förses med
lämplig återkoppling – studenten måste ju kunna öva interaktivt, dvs. omedelbart få veta om den använda formen
var rätt eller fel.
Vi fick lägga mycket arbete på att förbereda och programmera hela denna virtuella högre utbildning, och jag måste
erkänna att det var en helt ny värld för mig. När vi väl hade
grundkurserna på plats, var det bara att sätta igång med
nästa nivå. På det sättet förberedde vi i tur och ordning undervisningsprogrammet för varje årskurs. Och när vi väl
var framme vid högsta nivån, visade det sig att polska stu7
się stworzyło kursy na poziomie A, trzeba było budować następne, na kolejnych poziomach studiów. Przygotowaliśmy
więc, jeden po drugim, programy dla wszystkich lat studiów.
I kiedy doszliśmy do najwyższego poziomu okazało się, że
polonistyka uppsalska stała się ogromnie popularna. Na
pierwszy kurs internetowy kilka lat temu zgłosiło się około
20 studentów. Liczba ta regularnie wzrastała, w ubiegłym
roku na przykład mieliśmy 260 zgłoszeń. Podobnie w tym
roku. Na nasze kursy zgłaszają się studenci z całej Szwecji,
z najdalszych zakątków: od Kiruny do Ystad, a miewamy
również studentów zza granicy. Są to studenci wyjeżdżający
do różnych krajów Unii, jak też do Stanów Zjednoczonych (czy nawet Australii) w ramach np. Erasmusa. Studenci
owi, przebywając gdzieś daleko, mogą sobie, równolegle z
innymi zajęciami, studiować polonistykę w Uppsali. Ten
system stwarza niesłychane możliwości i dla uczelni, i dla
każdego studenta. Innowacja polega bowiem na tym, że każdy, kto zna szwedzki i spełnia warunki do przyjęcia na
szwedzką wyższą uczelnię (wymogi są takie same, jak na
każde inne studia), może u nas studiować – bez względu
na to, gdzie mieszka.
ZB: Kiedy zainicjowaliście tę formę studiów?
MAPP: Siedem lat temu, ale zaczęliśmy oczywiście od krótkich, wprowadzających kursów. Pierwszy z nich stworzyła
moja współpracowniczka, dr Magdalena Słyk. Był to kurs
z tzw. realiów, pod nazwą „Polenkunskap”, wyłącznie po
szwedzku i nie wymagający znajomości języka polskiego,
czyli tzw. „wolny kurs” (fristående). Taki kurs można sobie
wybrać z całego repertuaru podobnych kursów uniwersyteckich, bez względu na swój główny kierunek studiów,
uzyskując po skończeniu go 7,5 punktów uniwersyteckich.
Na tej samej zasadzie przygotowałam kolejny „wolny kurs”:
historię literatury polskiej. Dopiero potem zaczęła się nasza
praca nad budową od podstaw pełnego programu studiów
polonistycznych.
Kiedy osiągnęliśmy to i okazało się, że mamy bardzo
duży nabór studentów, doszliśmy do wniosku, iż nie ma już
dier i Uppsala hade blivit enormt populär. Några år tidigare
hade vi fått 20 anmälningar till den första internetkursen.
Antalet har ökat stadigt, förra året hade vi exempelvis
260 anmälningar. I år är det likadant. Våra kurser följs av
studenter från Sveriges alla hörn, från Kiruna till Ystad,
och även utomlands. De sistnämnda studenterna har rest
till olika EU-länder, till USA eller till och med till Australien
inom ramarna för t.ex. Erasmus. Medan de vistas där, kan
de parallellt med andra ämnen studera polska i Uppsala.
Detta system skapar oerhörda möjligheter för såväl universitetet som studenterna. Det nya är att var och en som kan
svenska och uppfyller antagningskraven till svensk högre
utbildning (samma krav som vid andra utbildningar) kan
studera hos oss oavsett var man bor.
ZB: När började ni med denna studieform?
MAPP: För sju år sedan, men vi började förstås med korta
introduktionskurser. Den allra första hade skapats av min
medarbetare dr Magdalena Słyk. Det var en fristående faktabaserad kurs med rubriken Polenkunskap, som gavs helt och
hållet på svenska. En fristående kurs kan man välja ur hela
utbudet av liknande universitetskurser oavsett vad man har
för huvudinriktning för sina studier, och den ger 7,5 högskolepoäng. Enligt samma princip lade jag upp nästa fristående
kurs: polsk litteraturhistoria. Först då började vi arbeta med
att från grunden konstruera ett komplett studieprogram i
ämnet polska.
När vi var färdiga med detta och såg den mycket stora
efterfrågan, kom vi fram till att det inte längre borde finnas
några skäl till att fortsätta förvägra oss status av fullständig
högskoleutbildning på magisternivå. Våra studenter som
hade nått fram till licentiatnivå och ville fortsätta studera
polska visste lika dåligt som vi själva, deras akademiska lärare, vad de skulle ta sig till härnäst. Dessutom hade en lucka
uppstått mellan den högsta utbildningsnivån hos oss och
doktorandstudierna. Därmed hade vi paradoxalt nog doktorander i polska och i polsk litteratur, medan vi saknade
studenter på magisternivå.
Foto: mwse.edu.pl
8
Det var i detta sammanhang som jag ansökte hos universitetsledningen om återetablering av ämnet polska som huvudinriktning där studenterna skulle kunna avlägga examen
inom just detta område. Argumentet var inte bara det stora
intresset för vårt program och för möjligheten att bli utexaminerad med en akademisk grad, utan även arbetsmarknadsläget. Många aktörer, t.ex. Exportrådet, behöver tolkar
och översättare. Engelska räcker inte alltid till, inte minst
på de marknader där landets språk öppnar alla dörrar. Affärsförhandlare och förmedlare är eftertraktade. Svenska lärare i polska som modersmål (elever med invandrarbakgrund
har rätt till modersmålundervisning) eller som främmande
språk skall enligt lagen vara behöriga, vilket i sin tur kräver
avslutade polonistiska studier. Jag måste tillägga att jag hela
tiden har känt stöd från ledningen för vår Institution för
moderna språk och från mina medarbetare. Sakargumenten har bevisligen fungerat, då Uppsala universitets rektor i
december 2013 beslutade att polsk filologi skulle återfå status
som huvudinriktning.
ZB: Handlar det uteslutande om distansstudier via internet eller kan man även studera på traditionellt sätt?
MAPP: Alla möten sker virtuellt via internet. Vi har ingen undervisning på universitetsområdet, i motsats till t.ex.
Stockholms universitet som fortfarande tillämpar den traditionella studieformen. Vi träffas några gånger när studenten
skall skriva sin examensuppsats. Men i stort sett all undervisning sker via internet; seminarier förekommer men vi har
inga gemensamma föreläsningar i aulan som var brukligt
förr.
Under det första året av vår internetsatsning ledde jag
parallellt två kurser: en traditionell där jag hade studenterna framför mig i en föreläsningssal, och en internetbaserad. Efter ett tag önskade deltagarna i den traditionella
kursen att även bli anslutna till internetkursen eftersom
det skulle ge dem bättre möjligheter att testa sina kunskaper. En traditionell kurs går till så här: jag har låt oss säga
två lektionstimmar som jag ägnar åt att föreläsa, förklara,
kontrollera studenternas kunskapsnivå etc., och sedan går
alla hem. Internatbaserade övningar är däremot upplagda
så att studenten kan hålla på med dem utan några begränsningar närhelst behovet finns. Detta har enorm betydelse särskilt vid språkstudier, och på internet kan det göras
mycket mera effektivt. Dessutom finns det inspelningar
av alla texter, alltså kan studenten utöver att delta i virtuella möten och lärarledda föreläsningar även lyssna av alla
dessa inspelningar på egen hand och hur många gånger
som helst, vilket övar upp uttalet, ordförrådet, uttrycken
osv. Bedömningstesten på slutet av varje grammatikavsnitt
kan man förstås bara göra en gång. Föreläsaren kan på detta
sätt löpande bedöma studentens kunskapsnivå. Detsamma
gäller för tentamina på slutet av respektive kurs.
ZB: Hur ser du på humanioras tillstånd i dagens Sverige?
MAPP: Jag kan bara uttala mig om språken. Jag och mina
kolleger ser enorma generationsskillnader med avseende på
hur väl studenterna är förberedda till sina språkstudier. Det
som de nuförtiden får med sig från skolan har tyvärr blivit
mycket svagare. Det handlar inte bara om grammatik utan
även om allmänna kunskaper. Detta är förstås knappast
powodów, by dalej odmawiano nam statusu kompletnych
studiów wyższych, magisterskich. Studenci, którzy doszli
do poziomu licencjatu u nas, a chcieli kontynuować studia
polonistyczne, nie wiedzieli właściwie, podobnie jak i my,
ich nauczyciele akademiccy, co dalej robić. Poza tym utworzyła się luka między ostatnim poziomem naszych studiów, a
studiami na poziomie doktoranckim. Czyli, paradoksalnie,
mieliśmy (i mamy) doktorantów, piszących prace z języka
czy literatury polskiej, a brakowało nam magistrantów.
W związku z tym wystąpiłam do władz uniwersyteckich
o podniesienie polonistyki z powrotem do statusu kierunku
głównego, gdzie studenci mogliby pisać pracę z zakresu właśnie polonistyki. Argumentem była nie tylko duża liczba
zainteresowanych naszymi studiami, możliwością ukończenia ich i uzyskania dyplomu, ale i sytuacja na rynku pracy. Wiele przedsiębiorstw i organizacji, na przykład Rada
Eksportu (Exportrådet), szuka tłumaczy. Język angielski
nie zawsze wystarcza, zwłaszcza w krajach, gdzie znajomość
lokalnego języka otwiera drzwi w zupełnie inny sposób. Jest
też zapotrzebowanie na mediatorów i negocjatorów. Ponadto, według wymogów szkolnictwa, nauczyciele uczący tzw.
języka ojczystego (mają do tej nauki prawo, jak wiadomo,
uczniowie z rodzin imigranckich), czy w ogóle uczący języka polskiego jako obcego w szkołach szwedzkich, muszą
uzyskać uprawnienia do wykonywania zawodu, do czego
potrzebne jest im ukończenie pełnej polonistyki. Dodam
też, że cały czas miałam wsparcie kierownictwa naszego Instytutu (Institutionen för moderna språk) i moich współpracowników. Wszystkie rzeczowe argumenty najwidoczniej zadziałały, bo w grudniu 2013 roku decyzją Rektora
Uniwersytetu w Uppsali polonistyka została, po siedmiu
latach, przywrócona jako główny kierunek.
ZB: Czy są to tylko studia na dystans, internetowe, czy
można też studiować tradycyjnie?
MAPP: Spotkania są wirtualne, przez Internet. Nie mamy
zajęć tzw. kampusowych, w odróżnieniu od np. uniwersytetu w Sztokholmie, gdzie w dalszym ciągu forma studiów
jest tradycyjna. Kiedy student chce pisać pracę dyplomową, mamy kilka spotkań bezpośrednich. Ale zasadniczo
wszystkie zajęcia odbywają się przez Internet, są owszem
seminaria, ale wykładów w auli, jak kiedyś, dla całego roku
już nie ma.
Przez pierwszy rok naszych internetowych doświadczeń
prowadziłam równolegle dwa kursy: tradycyjny, ze studentami siedzącymi przede mną w sali wykładowej i internetowy. Po jakimś czasie studenci studiujący w tradycyjny
sposób poprosili, żeby podłączyć ich również do kursu
internetowego, ponieważ tam mają o wiele większe możliwości sprawdzania swoich wiadomości. Kurs tradycyjny
wygląda bowiem tak: mam, powiedzmy, dwie godziny lekcyjne, podczas których wykładam, tłumaczę, sprawdzam
stan wiedzy studentów, etc., po czym rozchodzimy się do
domów. W Internecie natomiast ćwiczenia są tak skonstruowane, że student może je robić na okrągło, ile razy chce
czy potrzebuje. Ma to ogromne znaczenie, zwłaszcza przy
nauce języka obcego: w Internecie można robić to znacznie
efektywniej. Poza tym wszystkie teksty są nagrane, więc
poza spotkaniami na platformie wirtualnej i wysłuchaniem
nauczyciela, student może słuchać wszystkich tych nagrań
samodzielnie i dowolną ilość razy, ćwicząc w ten sposób za9
równo wymowę, jak i zasób słów, wyrażeń, etc. Nie muszę
oczywiście dodawać, że testy kwalifikacyjne, zamieszczane
na końcu każdego kolejnego zagadnienia gramatycznego,
można zrobić tylko raz. W ten sposób wykładowca łatwo
może na bieżąco oceniać poziom wiedzy studenta. To samo
dotyczy egzaminów kończących dany kurs.
ZB: Jak oceniasz ogólny stan humanistyki w dzisiejszej
Szwecji?
MAPP: Mogę się wypowiedzieć tylko w sprawie języków.
Jeśli chodzi o przygotowanie studentów do studiów językoznawczych, to ja i moi koledzy widzimy ogromną różnicę
między różnymi pokoleniami studentów. Przygotowanie
przez szkołę jest w tej chwili, niestety, o wiele słabsze. I tu
nie chodzi tylko o znajomość gramatyki, ale także o ogólne
wykształcenie. Nie jest to oczywiście wina studentów, tylko
raczej szkolnego programu, który nie przywiązuje najwidoczniej wagi np. do analiz gramatycznych. Studenci nie są
też do końca przygotowani do pisania dłuższych tekstów:
nie tylko po polsku, ale i po szwedzku mają kłopoty z formułowaniem swoich myśli, refleksji czy wniosków. Widać
wyraźnie, że w szkole nie ćwiczy się tego w wystarczającym
stopniu. Jeśli chodzi o naukę języków obcych, w szkole uczy
się ich głównie metodą praktyczną. Ma to oczywiście swoje
dobre strony, ale przez to uczniowie często nie są obeznani
z terminologią gramatyczną i nie potrafią zrobić rozbioru gramatycznego. Nie jest to tylko moje spostrzeżenie,
potwierdzają to moi koledzy nauczający innych języków.
Kiedy wiele lat temu zaczynałam wykładać, nie musiałam
tłumaczyć najprostszych pojęć gramatycznych. Teraz od
dawna już prowadzimy dodatkowe kursy podstaw gramatyki dla wszystkich studentów (nie tylko przyszłych polonistów), zaczynających studia językowe w naszym instytucie,
żeby ich do nich wdrożyć.
ZB: Dlaczego, twoim zdaniem, szkoła nie przygotowuje
należycie do studiów?
MAPP: Sądzę, że jest to wynikiem źle pojętej demokracji
w szkole: braku szacunku uczniów dla wiedzy nauczyciela,
braku dyscypliny, ale przede wszystkim braku wymagań.
Uczeń w szwedzkiej szkole ma wiele praw, ale nikt nie myśli
o tym, jakie powinien mieć obowiązki. Podobnie jest zresztą
na uniwersytecie – studenci mają niesłychanie dużo praw,
bardzo dużo mogą wyegzekwować. Mało się natomiast mówi,
kiedy zaczynają studia, jakie mają zobowiązania wobec uniwersytetu. W szwedzkiej szkole musi się dużo zmienić –
bardzo dużo się teraz o tym w Szwecji pisze i dyskutuje – a
jej poprawa może rzeczywiście być kluczem do poprawy
jakości kształcenia w ogóle. Oczywiście moje uwagi mają
charakter ogólny, szkoły, jak wszystko inne, różnią się od
siebie, są lepsze i gorsze.
Z drugiej strony jednak przychodzą do nas studenci, którzy nie są znikąd, tylko są ludźmi ukształtowanymi przez
kilkanaście lat w tych właśnie szkołach podstawowych i w
liceach. Mają wyniesione pewne nawyki, technikę uczenia się, albo jej brak... W naszym żargonie akademickim
określamy to ostatnie zjawisko jako „maksimum wysiłku
– minimum rezultatu”. Tak to niestety często wygląda: studenci po szwedzkiej szkole nie zawsze, niestety, potrafią się
efektywnie uczyć, tracąc przez to wiele czasu na nieskuteczne przyswajanie wiedzy. Nie mówiąc już o tym, że w
10
studenternas fel utan snarare skolundervisningens, där programmet tydligen inte fäster någon vikt vid t.ex. grammatisk analys. Studenterna är inte heller riktigt förberedda för
att kunna skriva längre texter – de har svårt att formulera
sina tankar, reflektioner och slutsatser inte bara på polska,
utan även på svenska. Det är uppenbart att de inte har fått
öva detta tillräckligt i skolan vars undervisning i främmande språk i huvudsak bedrivs till stor del enligt den praktiska
metoden. Detta har naturligtvis sina fördelar, dock medför det ofta att eleverna inte är bekanta med grammatisk
terminologi och inte är i stånd att ta ut satsdelarna. Jag är
inte ensam om att konstatera detta − jag får höra samma
sak från mina kolleger som undervisar i andra språk. När
jag för många år sedan började undervisa, behövde jag inte
förklara de grammatiska grundbegreppen. Nuförtiden ger
vi grundkurser i grammatik för alla studenter som skall läsa
språk (inte bara polska) vid vår institution, för att ge dem
förutsättningarna.
ZB: Varför förbereder skolan inte bättre till studierna?
MAPP: Jag tror att detta är en följd av missförstådd skoldemokrati – av elevernas bristande respekt för lärarens kunskaper, av bristande disciplin, men framför allt av kravlöshet. Den svenska eleven har många rättigheter men ingen
tänker på skyldigheterna. Det är för övrigt inte annorlunda
vid universiteteten: studenterna har oerhört många rättigheter som de verkligen kan utnyttja. När de påbörjar sina
studier, talas det dock inte mycket om vilka skyldigheter de
har gentemot universitetet. Det är en hel del förändringar
som måste komma till stånd i svenska skolan – detta debatteras intensivt just nu – och dess förbättring kan verkligen
bli inkörsporten till bättre utbildning i största allmänhet.
Jag generaliserar förstås; skolor, som allt annat, är olika –
det finns de som är bättre och de som är sämre.
De studenter som kommer till oss är å andra sidan inte
några oskrivna blad utan människor som under ett dussintal år har formats i just dessa grundskolor och gymnasier.
De har med sig vissa vanor, en viss inlärningsteknik – eller
dess avsaknad. Det sistnämnda betecknas i vår akademiska
jargong som ”maximal ansträngning – minimalt resultat”.
Tyvärr är det vanligt att studenter som har gått i svensk
skola inte klarar av att läsa på ett effektivt sätt, vilket gör
att mycket tid går åt ineffektiv kunskapsinhämtning. För
att inte nämna att en del studenter gör det lätt för sig i detta internets tidevarv: det händer att de använder Google
Translate för översättning av texter från polska till svenska
eller tvärtom, vilket man naturligtvis genast känner igen
eftersom automatiska översättningar vimlar av språkliga
Foto: wikipedia.org
missfoster. Eller att de klipper in brottstycken från internet
i sina uppsatser – ett fenomen som nog går igen på varenda
högskola i världen.
Jag vill ändå understryka att de studenter som kommer
till oss för att tillägna sig ett främmande språk och en annorlunda kultur, når ända fram. Både de och vi, dvs. universitetet, får mycket höga betyg. Jag har belägg för det jag säger:
studenterna skriver efter varje termin anonyma omdömen
som visar att våra studier motsvarar deras förväntningar.
Det är nog därför som antalet ansökningar till våra utbildningar ökar. Tyvärr har vi även begränsningar. Vi brukar
ha uppemot 200 sökande medan det bara finns 45 platser.
Å andra sidan kan vi tack vare denna konkurrens om platserna välja dem som är bäst lämpade.
ZB: Varför anser de som styr över svenskt utbildningsväsende att humaniora inte behövs?
MAPP: Jag skulle nog inte uttrycka det så drastiskt, även
om det är ett faktum att det inte går särskilt bra för humaniora i Sverige. Jag tror att det är en följd av okunskap och
bekvämlighet, till stor del även påverkan från den kommersiella faktorn: det som inte genast genererar en kalkylerbar
vinst betraktas som mindre användbart. En person som aldrig har läst böcker, som har klarat sig utan skönlitteratur,
musik och konst, är dessutom inte så lätt att övertyga om
att allt detta behövs – medan personen i fråga aldrig har
känt sådant behov. Detta är för övrigt inget som är unikt
för Sverige – humaniora brottas med problem överallt.
ZB: Vad betraktar du som din största professionella
framgång?
MAPP: Jag döljer inte glädjen över att mitt arbete med undervisning och forskning har lett till min nuvarande befattning som professor i polska vid Uppsala universitet. Att vara
en universitetslärare är inte alltid en dans på rosor, inte minst
i ett nytt land – glädjen över framgångarna blir desto större!
Till sådana räknar jag även det mycket ansedda pris som jag
för några år sedan tilldelades av Kungliga Vetenskaps-Societeten – ett sällskap som jag numera själv tillhör. Detta
är Sveriges äldsta vetenskapsakademi, grundad år 1710. Jag
känner tillfredsställelse över att jag som utlänning och kvinna – vilket milt sagt inte gör saken lättare – har lyckats
uppnå en viss ställning inom den svenska vetenskapen, att
jag har fått uppskattning för mitt arbete, att jag har tilldelats vetenskapliga priser och blivit medlem i några mycket
respekterade vetenskapliga sammanslutningar.
Vad beträffar specifika vetenskapliga resultat som jag är
nöjd med, så måste jag bland åtskilliga mindre omfattande
epoce Internetu studenci niekiedy ułatwiają sobie zadanie:
zdarzało się i nadal zdarza, że mając przetłumaczyć tekst
z polskiego na szwedzki (czy odwrotnie) używają „Google
translate”, co oczywiście natychmiast łatwo rozpoznać po
dzi­wolągach językowych, jakich jest pełno w tego typu
automatycznych przekładach. Albo, pisząc eseje, kopiują
fragmenty wypowiedzi ze stron internetowych – myślę, że
jest to dzisiaj zjawisko nieobce żadnej uczelni na świecie...
Chcę tu jednak podkreślić, że ci studenci, którzy przyszli
do nas nauczyć się obcego języka i kultury, osiągają to. I
oni, i my, czyli uczelnia, uzyskujemy bardzo dobre oceny.
Nie jestem gołosłowna: po każdym semestrze studenci piszą bowiem opinie (robi się to anonimowo, przez Internet),
z których wynika, że nasze studia odpowiadają ich oczekiwaniom. Dlatego zapewne mamy coraz większy napływ
kandydatów. I tutaj pojawiają się, niestety, ograniczenia.
Mamy przeciętnie ok. 200 zgłoszeń, a przyjąć możemy tylko 45 osób. Z drugiej strony jednak, dzięki tej konkurencji,
mamy możliwość wyboru naprawdę najlepszych.
ZB: Dlaczego decydenci, kierujący edukacją w Szwecji,
uważają, że humanistyka jest niepotrzebna?
MAPP: Może nie sformułowałabym tego tak dosadnie, faktem jest jednak, że humanistyce nie wiedzie się w Szwecji
za dobrze. Sądzę, wypływa to z niewiedzy i wygodnictwa,
w dużej mierze wpływa też na to czynnik komercyjny: coś,
co nie przynosi natychmiastowego dającego się dokładnie
obliczyć zysku, uważane jest za mniej przydatne. Ponadto
kogoś, kto nigdy nie czytał książek, a więc żył bez literatury
pięknej, bez muzyki czy bez sztuki, niełatwo przekonać, że
to wszystko jest do czegoś potrzebne – skoro jemu samemu
nie było to nigdy potrzebne do niczego! Zresztą nie jest to
zjawisko typowe dla Szwecji, humanistyka na całym świecie boryka się z problemami.
ZB: Co uważasz za swoje największe osiągnięcie zawodowe?
MAPP: Cieszę się, że moja praca na polu dydaktycznym
i naukowym doprowadziła mnie do zajmowanego obecnie
stanowiska profesora polonistyki na Uniwersytecie w Uppsali. Życie nauczyciela akademickiego, zwłaszcza kiedy
przebiega ono w innym kraju, nie zawsze jest usłane różami,
tym większa więc radość z sukcesów!
Do takich zaliczam też m.in. to, że dostałam kilka lat temu
bardzo prestiżową nagrodę Kungliga Vetenskaps-Societeten (The Royal Society of Sciences), którego to towarzystwa
obecnie sama jestem członkiem. Jest to najstarsza w Szwecji
akademia uczonych, powstała w 1710 roku. Mam satysfakcję, że będąc obcokrajowcem i kobietą, co – mówiąc eufemistycznie – nie ułatwia sprawy, udało mi się zaistnieć w
nauce w Szwecji, że doceniono moje prace, że mam nagrody
naukowe i że jestem członkiem kilku najbardziej liczących
się towarzystw naukowych.
A jeśli chodzi o konkretne osiągnięcia naukowe, z których mam satysfakcję, to, poza wieloma pomniejszymi publikacjami, jest to przede wszystkim powstała już w Szwecji, pod koniec lat osiemdziesiątych, moja praca doktorska
na temat Nowej fali: Pokolenie 68. Studium o poezji polskiej
lat siedemdziesiątych, którą rozpoczęłam na Uniwersytecie
w Uppsali jeszcze przed upadkiem komunizmu i która
pozostaje do dzisiaj jedynym obszernym opracowaniem
11
Nowej fali. Promotorem był zmarły rok temu profesor języków słowiańskich, Sven Gustavsson, który zaryzykował
i zgodził się na ten temat, czyli pracę o poetach prawie w
ogóle w tym czasie w Szwecji nieznanych. A byli oni przecież już wtedy nie tylko wybitnymi intelektualistami, ale i
brali udział w życiu politycznym Polski i przyczynili się do
upadku komunizmu. Praca ta została ponownie wydana,
w rocznicę Marca 68, w Instytucie Badań Literackich w
Polsce i jest obecnie lekturą obowiązkową na polonistyce
w Polsce.
Drugą moją ważną pracą jest monografia, w której pisałam o motywach ludowych w Polsce i Szwecji, inaczej
mówiąc porównywałam, przywołując różne kody, nastawienie do ludowości w tych dwóch krajach. Kosztowało
mnie to kilka lat pracy, szczególnie, gdy musiałam wejść w
szwedzki kontekst historyczno-społeczno-kulturowy, no i
właśnie za tę obszerną monografię otrzymałam nagrodę z
Kungliga Vetenskaps-Societeten.
Wielkie też znaczenie ma dla mnie fakt, że zostałam przez
państwo polskie odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu
Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej (2009) za szerzenie polskiej kultury w Szwecji.
No i ostatnia, najbardziej w tej chwili aktualna rzecz:
nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że najsurowszymi
sędziami nauczycieli akademickich są studenci. Dlatego
właśnie ogromnie sobie cenię ostatnie wyróżnienie: bardzo tutaj prestiżową „nagrodę pedagogiczną” (Pedagogiskt
pris), a więc nagrodę za całokształt działalności dydaktycznej, przyznawaną przez studentów i pracowników naukowych Uniwersytetu Uppsalskiego w dziedzinie nauk humanistycznych, którą otrzymałam w tym roku. Lepszego
dowodu uznania żaden nauczyciel akademicki nie może
sobie wymarzyć!
ZB: Szczerze gratuluję i dziękuję za rozmowę.
publiceringar särskilt nämna min doktorsavhandling om
Nya vågen: Generation 68. En studie över 1970-talets polska
poesi, som jag skrev på slutet av åttiotalet, alltså redan i Sverige. Jag påbörjade den vid Uppsala universitet ännu före
kommunismens sammanbrott och idag kvarstår den som
den enda mera omfattande studien över Nya vågen. Min
handledare var den förra året avlidne professorn i slaviska
språk Sven Gustavsson som tog en risk och godkände detta
ämne, dvs. en avhandling om poeter som vid den tiden var
så gott som fullständigt okända i Sverige. Men de var ju
redan då framstående intellektuella som hade engagerat sig
i Polens politiska liv och skulle bidra till kommunismens
fall. På årsdagen av Mars 1968 gavs mitt arbete ut på nytt
av det polska litteraturforskningsinstitutet Instytut Badań
Literackich och är numera obligatorisk läsning för polska
studenter som läser polsk filologi.
Mitt andra viktiga arbete är en monografi om folkmotiven i Polen och i Sverige, där jag med hänvisning till olika
koder har jämfört dessa länders inställning till folklighet.
Det krävde några års arbete, särskilt när jag fick fördjupa
mig i den svenska historiska, sociala och kulturella kontexten, och det var för just detta arbete som jag fick Kungliga
Vetenskaps-Societetens pris.
Det känns även betydelsefullt för mig att jag av den polska staten år 2009 tilldelades officerskorset av Republiken
Polens förtjänstorden för popularisering av den polska kulturen i Sverige.
Slutligen det mest aktuella: man behöver knappast förklara varför studenterna är sina lärares strängaste bedömare. Just
därför uppskattar jag enormt den senaste utmärkelsen: det
högt ansedda Pedagogiska priset – ett erkännande av hela
min pedagogiska gärning som Uppsalauniversitetets studenter och vetenskapliga medarbetare inom de humanistiska
vetenskaperna tilldelade mig tidigare i år. Ingen universitetslärare kan drömma om värdigare bevis på uppskattning!
ZB: Hjärtliga gratulationer och tack för samtalet.
Nagroda pedagogiczna
Ett pedagogiskt pris
Małgorzata Anna Packalén Parkman, Profesor w Instytucie
Neofilologii otrzymuje nagrodę pedagogiczną za rok 2014
w dziedzinie teologii, humanistyki i studiów nauczycielskich.
Anna Packalén Parkman jest, dzięki swojemu zaangażowaniu, spiritus movens studiów polonistycznych w Uniwersytecie Uppsalskim. Jej praca spotyka się z uznaniem zarówno
studentów jak i kolegów. Z niezwykłym talentem inspiruje
i motywuje każdego swojego studenta. Jako pedagogiczny
szef projektu stworzyła, cieszący się wielkim powo­dzeniem,
program studiów za pośrednictwem internetu. Fizyczny dystans został przezwyciężony dzięki łączności inter­netowej
i twórczych rozwiązań w zakresie dydaktyki i metod egzaminowania, w których ważne miejsce zajmuje własny udział
studentów w procesie nauczania.
❒
Professor Malgorzata Anna Packalén Parkman vid Institutionen för moderna språk har tilldelats 2014 års pedagogiska
pris inom området teologi, humaniora och lärarutbildning.
Med sitt engagemang är Anna Packalén Parkman en
frontfigur för det polska språket och polsk kultur vid Uppsala
universitet. Hennes arbete röner stor uppskattning både hos
studenter och kollegor. Med enastående förmåga att inspirera
och motivera får hon studenter att känna sig sedda. Som pedagogisk ledare har hon utvecklat framgångsrika nätbaserade kurser. Fysiska avstånd överbryggas genom återkoppling
och kreativa undervisnings- och examinationsformer, med
utrymme för studenternas delaktighet i lärandet.
❒
12
Mrożek i Sverige
Mrożek w Szwecji
Zbigniew Bidakowski
S
ławomir Mrożek – jeden z największych polskich
dramatopisarzy i prozaików ostatniego stulecia –
należał do autorów najchętniej przekładanych na
obce języki i w niektórych okresach był rzeczywiście za granicą popularny. Co jest o tyle zaskakujące, że pisał o sprawach polskich – polemicznie, krytycznie,
prześmiewczo. Wydobywał na światło dzienne najbardziej
groteskowe elementy polskiej mentalności – kult klęski i
perwersyjną skłonność Polaków do prezentowania się światu
jako ofiary losu, historii, perfidnych sąsiadów. Wydawałoby
się, że za granicą nie może to nikogo zainteresować. I nie
zainteresowałoby, gdyby Mrożek nie zademonstrował, że te
polskie śmiesznostki, obsesje, prowincjonalizm połączony
z manią wielkości są uniwersalne, właściwe wszy­s­tkim ludziom i społecznościom. Gdyby ważność obserwacji i diagnoz Mrożka ograniczała się do Polski i Polaków byłby tylko
wściekle zabawnym satyrykiem (i był takim dla Pola­ków).
Jednak nazywanie Mrożka satyrykiem byłoby jak określanie
Czechowa mianem komediopisarza.
Porównanie do Czechowa nie jest przypadkowe. Jedną z
ostatnich sztuk Mrożka jest Miłość na Krymie nawiązująca
w sposób oczywisty do Czechowa w atmosferze, w tro­chę
sennym stylu, w licznych aluzjach, odniesieniach i niedosłownych cytatach. Wystawiono ją dwadzieścia lat temu w
Stadsteater w Sztokholmie. Jeśli się nie mylę było to ostatnie dzieło sceniczne Mrożka wystawione w Szwecji.
Nie spotkało się zresztą z entuzjastycznym przyjęciem.
Podobny los spotkał i inne utwory sceniczne Mrożka ze
schyłkowego okresu jego twórczości – również w Polsce.
Być może czas tych dzieł jeszcze nie nadszedł.
Jednak inne wcześniejsze sztuki: Tango (może najbardziej znane dzieło Mrożka), Ambasador, Emigranci grane
były w Szwecji chętnie i z dużym powodzeniem. Również
jednoaktówki, jak na przykład Na pełnym morzu z 1961
roku. Rzecz dzieje się na tratwie i tak właśnie wystawiono
ją w Sztokholmie: na tratwie pływającej na środku dużej
fontanny a właściwie sztucznego stawu w parku Tessin.
Trzech mężczyzn z tratwy, kiedy kończy im się żywność,
jedyną nadzieję pokłada w tym, że jeden z nich poświęci się
dla reszty i da się zjeść. Dobrowolnie nikt się nie zgłasza.
Losowanie, czyli zdanie się na ślepy traf – jako niegodne cy-
S
ławomir Mrożek, en av 1900-talets största polska
dramatiker och prosaister, tillhörde sitt lands
mest översatta författare och var stundtals mycket populär i utlandet. Det sistnämnda förvånar
med tanke på att han skrev polemiskt, kritiskt
och hånfullt om polska angelägenheter. Han tog fram den
polska mentalitetens mest groteska aspekter: nederlagsdyrkan och en pervers böjelse för att framställa sig som
offer för ödet, historien och de illasinnade grannarna.
Man hade kunnat tro att ingen utanför landets gränser
skulle vara intresserad. Nej, ingen skulle vara det om
inte Mrożek hade visat att polackernas provinsialism
i kombination med storhetsvansinnet, deras löjeveckande
karaktärsbrister och fixa idéer är universella och kan hänföras till alla individer och samfund. Om Mrożeks iakttagelser och diagnoser endast vore tillämpbara på Polen
och polacker, skulle han ha fått nöja sig med att vara en
vansinnigt rolig satiriker (så uppfattades han av polackerna). Men att kalla Mrożek en satiriker skulle vara som att
beteckna Tjechov som en komediförfattare.
Jämförelsen med Tjechov är ingen tillfällighet. En av
Mrożeks sista pjäser, Kärleken på Krim, anknyter på ett
uppenbart sätt till Tjechov genom sin litet sömniga stil,
talrika referenser och fria citat. För tjugo år sedan sattes
den upp på Stadsteatern i Stockholm. Om jag inte har fel
så var det den senaste svenska uppsättningen av Mrożeks
teaterpjäs.
Mottagandet blev för övrigt föga entusiastiskt. Likadant gick det för andra pjäser från Mrożeks sena period –
även i Polen. Kanske är tiden inte mogen för dessa verk.
Hans tidigare pjäser: Tango (förmodligen hans mest
kända verk), Ambassadören, Emigranterna, hade spelats
i Sverige och firat framgångar; likaså enaktare som till exempel I samma båt från 1961. Den sistnämnda utspelar sig
på en flotte och just så sattes den upp i Stockholm: på en
flotte som guppade intill en stor fontän mitt i dammen
i Tessinparken. När maten håller på att ta slut, sätter de
tre männen ombord allt sitt hopp till att en av dem skall
uppoffra sig för de andra och låta sig bli uppäten. Ingen
anmäler sig som frivillig. Att låta saken avgöras genom
lottning, dvs. genom att förlita sig på slumpen, förkastar
13
wilizowanego człowieka – odrzucają. Decydują się więc na
demokratyczne wybory poprzedzone kampanią wyborczą,
podczas której cała trójka na tratwie wygłasza patetyczne
tyrady. Wybory zostają jednak unieważnione bo w urnie
znalazły się – jakimś cudem – cztery głosy.
Szkoda, że do Szwecji nie dotarł Indyk, utwór pochodzący z tego samego okresu twórczości Mrożka, co Na pełnym
morzu. Indyk bił w Polsce rekordy popularności, wystawił
go m. in. Teatr Telewizji, wskutek czego cała Polska mówiła
Mrożkiem. Rozmowy chłopów z tej sztuki pamiętane są do
dzisiaj. Indyk jest wielopiętrową kpiącą metaforą, w której
autor, bez żenady, przeskakuje swobodnie przez wieki. Najpierw jest to kpina ze stereotypu romantycznego bohatera.
Ale, pomimo romantycznego sztafażu, szybko orientujemy
się, że chyba jednak jesteśmy w PRLu. Akcja rozgrywa się w
położonej na pustkowiu karczmie lub oberży, w której znaleźli się porażeni marazmem ludzie: poeta, który zgubił natchnienie, kapitan, który po przekroczeniu progu karczmy
stracił zainteresowanie werbowaniem do wojska, lecz chce
grać na skrzypcach itp. Nastrój niemożności i marazmu
podkreślają – funkcjonujące jako intermezza – absurdalne
rozmowy siedzących przed karczmą chłopów. Jedną z nich
przytacza Krzysztof Masłoń w sąsiednim tekście o Mrożku.
A oto fragment innej:
Chłop III: − Może by zaorać co?
Chłop I: − A co?
Chłop III: − Ano, czy ja wiem... Choćby i pole...
Chłop I: − Iiii...
Chłop III: − Albo co...
Chłop II: − Eeeee...
Nasuwa się pytanie, jak, mająca instynkt samozachowawczy cenzura w totalitarnym ustroju, dopuszcza tego
rodzaju teksty do rozpowszechniania na scenie, i to nie w
jakimś niszowym teatrze dla inteligencji, lecz w telewizji
publicznej (innej zresztą nie było)? Władza, czyli Książę,
też pojawiający się w którymś momencie na scenie, czyli
w karczmie, wpada na pomysł uspołecznienia, lub może
raczej upaństwowienia ostatniego azylu prywatności,
osobistej oazy, do której społeczeństwo nie ma dostępu
– miłości. Przy tej okazji dostaje się i Kościołowi, który przecież też nie może znieść, że ludzie w miłosnym
związku są wobec państwa i religii autonomiczni. Kościół
reprezentuje Pustelnik, w którego pustelni szuka schronienia uciekająca przed kimś para kochanków – Rudolf
i Laura. Pustelnik przepędza ich jako grzeszników a
następnie donosi, dokąd uciekli, Księciu, który ma ich
związek upaństwowić.
Sztuka jest – paradoksalnie – niesłychanie feministyczna, w czym Mrożek wyprzedził
swój czas o jakieś czterdzieści,
pięćdziesiąt lat. Kochanka z Indyka – Laura – jest w ogóle jedyną
kobiecą postacią w całej obsadzie.
Pod koniec sztuki, kiedy wszystkie
postaci męskie już się ostatecznie
skompromitowały, Laura znika (ucieka?), nie mogąc znieść instrumentalnego
traktowania jakiemu poddają ją mężczyźni,
14
de som ovärdigt en civiliserad människa. De beslutar att
genomföra ett demokratiskt val. Valet föregås av valkampanjen och sällskapet på flotten ägnar sig åt patetiska
tirader. Valresultatet blir dock ogiltigförklarat efter att
urnan oförklarligt nog har visat sig innehålla fyra röster.
Det är synd att Kalkonen, en pjäs från samma period
som I samma båt, inte har nått Sverige. I Polen har Kalkonen slagit alla popularitetsrekord. Där har den visats
bl.a. som TVteater, vilket gjorde att hela landet började
låta som Mrożekfigurer. Ännu idag citerar man gärna
böndernas scenrepliker. Kalkonen är en raljant metafor
på flera plan, där författaren ledigt förflyttar sig mellan
seklen. Han inleder med att driva med stereotypen av
den romantiske hjälten. Trots den romantiska utfyllnaden börjar vi snart ana att vi nog ändå befinner oss
i Folkrepubliken Polen. Pjäsen utspelar sig på ett ödsligt
beläget värdshus eller en krog som har fått besök av diverse handlingsförlamade figurer: poeten som har tappat
inspiration, kaptenen som efter att ha klivit över värdshusets tröskel har förlorat allt intresse för att värva till
det militära och i stället bara vill spela fiol, och så vidare.
En stämning av oförmåga och viljelöshet understryks av
mellanspelen i form av absurda samtal mellan bönderna
utanför krogen. Krzysztof Masłoń citerar ett av dem
i texten bredvid. Här är ett annat fragment:
tredje bonden: − Om man skulle plöja något?
Första bonden: − Som vadå?
tredje bonden: − Tja, vad vet jag … En åker går väl an …
Första bonden: − Iiii …
tredje bonden: − Eller något …
Andra bonden: − Eeeee …
Man frågar sig hur en censor med en gnutta självbevarelsedrift kunde godkänna sådana texter för spridning
inte bara till sofistikerad teaterpublik utan även via den
statliga televisionen (någon annan fanns inte i det totalitära systemet). Överheten, representerad genom Fursten
som så småningom gör sitt inträde på scenen, dvs. på
värdshuset, kommer på idén att socialisera – eller snarare
förstatliga – privatlivets sista värn, den personliga oas
som samhället inte äger tillträde till: kärleken. I samma
veva utdelas en smocka åt kyrkan som ju inte tål att
människor i sin kärlek undandrar sig statens och kyrkans
auktoritet. Kyrkan representeras av Eremiten i vars hydda
Rudolf och Laura, ett förälskat par på flykt från någon,
har sökt fristad. Eremiten jagar iväg det enligt hans mening syndfulla paret och anger dem för Fursten som skall
förstatliga deras förbund.
Pjäsen är paradoxalt nog starkt feministisk och där
är Mrożek fyrtio eller femtio år före sin tid. Laura är den
enda kvinnan i rollistan. I pjäsens final, när alla manliga
rollfigurer till slut har misskrediterat sig, försvinner (flyr?)
Laura som är trött på att bli behandlad som männens
redskap, men framför allt utled på den manliga världens
falskhet, dumhet, hyckleri, högmod och barnslighet – på
allt det som får den manliga världen att sakta upplösas
i en gyttjig sörja. Där slutar pjäsen.
Såvida den inte ytterst avslutas av samtalet mellan bönderna som äntligen har lyckats att åstadkomma något,
även om det manliga elementets svaghet uppenbarar sig
även där:
Första bonden: Medan hos mig har kalkonen gift sig
med en höna [...] Först ville han inte riktigt utan bara
kluckade. Men jag tog honom åt sidan och förklarade [...]
Andra bonden: − Och hönan?
Första bonden: − Hönan som hönan, har lagt ett ägg.
[...] Det är bara att det inte är runt [...]
Andra bonden: − (plockar upp ett konformat ägg)
Sannerligen, verkar liksom spetsigt …
I likhet med flera andra av Mrożeks pjäser förblir Kalkonen förbluffande aktuell. Det är dock inte sannolikt att
dessa verk hittar till svenska bokhandlar, för att inte tala
om svenska teaterscener. Även om några av dem en gång
i tiden blev översatta, sattes upp och fick positivt mottagande, har ingen polsk kulturinstitution sett till att få
dessa översättningar utgivna i en samlingsvolym. Ja, jag
vet att man i Sverige sällan ger ut pjästexter i bokform,
och allra mest sällan dem som har översatts till svenska.
Just därför säger jag ”sett till”, läs: finansierat, samordnat,
lämnat stöd till lämpliga personer och institutioner för
att möjligöra för dem att ta sig an uppgiften. Var skulle
dagens svenska regissörer, även om de på något sätt hade
fått nys om Mrożeks verk, få tag på de svenska texterna?
Efter de trettio år gamla uppsättningarna finns bara
gulnade tidningsrecensioner och stencilerade spelmanus
kvar.
Värre är det med Tadeusz Różewicz vars verk tämligen ofta sattes upp i Sverige vid ungefär samma tid som
Mrożeks pjäser och även litet tidigare. Hans teaterpjäser i
svensk tappning finns över huvud taget inte att få tag på.
Samma öde, dvs. glömskan, väntar Dorota Masłowska
vars båda utmärkta teaterpjäser i Jarema Bielawskis förträffliga översättning sattes upp för sex år sedan i Stockholm och Göteborg och blev mycket positivt mottagna.
Två fattiga rumäner som talar polska gavs ut av Folkteatern i Göteborg. Metallflickan (i ordagrann översättning
från polska lyder titeln Mellan oss är det bara bra) bevaras
endast i teaterpublikens minne – den finns inte i tryckt
form. Tadeusz Słobodzianek, författaren till Vår klass
vars Stockholmsuppsättning lär följas av en i Göteborg,
kommer säkert att bli nästa offer för tjänstemännens
oförmåga. Texten finns inte i bokform och så lär det förbli framöver.
Mrożek har ändå lämnat ett avtryck i Sveriges kulturliv
även om hans närvaro har varit blygsam i förhållande till
omfattningen av hans konstnärliga värv. Han har ändå
skrivit tolv novellsamlingar och närmare fyrtio teaterpjäser, utöver detta även två kortromaner, kåserier och andra
korta litterära former samt även mängder av brev. Han
var en utsökt tecknare. En särskild plats intar Dagboken
som han skrev under större delen av sitt liv. Krzysztof
Masłoń berättar om den i detta nummer.
❒
ale, przede wszystkim, zbrzydzona fałszem, głupotą,
obłudą, pychą i infantylizmem męskiego świata, który
powoli rozpływa się w błotnistą breję. I tak kończy się ta
sztuka.
Chyba że za ostateczny koniec sztuki uznamy ostatnią
rozmowę chłopów, którym coś się w końcu udało, chociaż i tu demonstruje się słaba jakość elementu męskiego:
Chłop I: − Zasię u mnie indyk się ożenił z kurą [..]
Na początku nawet nie chciał, jeno gulgotał. Alem go
wziął na bok i przetłumaczył [...]
Chłop II: − A kura?
Chłop I: − Kura jak kura. Jajko zniosła. [...] Cała bieda
tylko w tym, że nie jest ci ono okrągłe [...]
Chłop II: − (bierze do ręki jajko w kształcie stożka) W samej rzeczy, spiczaste jakieś...
Aktualność Indyka i wielu innych utworów Mrożka jest
niewiarygodna. Szansa na powrót tych dzieł do szwedzkich księgarni a szczególnie na sceny nie jest jednak duża.
Mimo że kiedyś kilka jego sztuk zostało przetłumaczonych i z sukcesem wystawionych, żadna polska instytucja
kultury nie zadbała, by te przekłady – różnych tłumaczy
– zostały zebrane i wydane w jednym tomie. Tak, tak,
wiem, że w Szwecji mało wydaje się dramatów w formie
książkowej a już szczególnie obcych. Dlatego właśnie piszę
– zadbała, czytaj: sfinansowała, zorganizowała, wsparła
osoby lub instytucje, który umiałyby się tym zająć. Skąd
bowiem dzisiejszy szwedzki reżyser, gdyby się już skądś
dowiedział o istnieniu twórczości Mrożka, miałby wziąć
szwedzki tekst dramatu? Ma przeprowadzać kwerendę biblioteczną? Po sztukach wystawianych przed trzydziestu
laty pozostały tylko recenzje w pożółkłych gazetach oraz
maszynopisy przekładów zdeponowane w bibliotekach.
Znacznie gorzej jest z Tadeuszem Różewiczem, również
dość obficie wystawianym w Szwecji mniej więcej w tym
samym czasie, co Mrożek a chyba nawet trochę wcześniej.
Jego sztuk nie ma w w ogóle w żadnej formie. Taki sam los
– czyli zapomnienie – czeka i twórczość teatralną Doroty
Masłowskiej, której obie znakomite sztuki – znakomicie
przełożone przez Jaremę Bielawskiego – zostały z sukcesem wystawione przed sześciu laty w Sztokholmie i Göteborgu. Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku
wydał Teatr Ludowy w Göteborgu. Między nami dobrze
jest (po szwedzku Metallflickan) została tylko w ludzkiej
pamięci bo w druku jej nie ma. Tadeusz Słobodzianek,
autor Naszej klasy, właśnie wystawionej w Sztokholmie,
a kolejna inscenizacja ma być, zdaje się, w Göteborgu,
będzie niechybnie kolejną ofiarą indolencji urzędników.
Tekstu w formie książkowej nie ma i nic nie zapowiada,
że będzie.
Autor Indyka zaistniał jednak w obiegu kultury Szwecji
chociaż, w porównaniu z jego całą twórczością, jest to
obecność dość skromna. Mrożek napisał przecież dwanaście tomów opowiadań i około czterdziestu sztuk; poza
tym dwie krótkie powieści, pisywał felietony i inne krótkie formy, oraz Listy. Był też znakomitym rysownikiem.
Osobnym dziełem, pisanym przez większość życia jest
Dziennik, o którym opowiada w tym numerze Krzysztof
Masłoń.
❒
15
Sławomir Mrożeks samtal
med Samuel Beckett
Sławomir Mrożek rozmawia
z Samuelem Beckettem
Krzysztof Masłoń
O
d lat 60. zeszłego wieku do początków XXI
stulecia Sławomir Mrożek był jednym z najważniejszych polskich twórców. Mówiąc dzisiejszym językiem – jak najsłuszniej uchodził
za ikonę kultury polskiej. Zmarły 15 sierpnia
2013 roku w Nicei Sławomir Mrożek, największy po wojnie
dramaturg polski, także znakomity prozaik i… rysownik,
wciąż przypomina o sobie czytelnikom nowymi tytułami,
a to za sprawą ukazujących się w ostatnim czasie, nieznanych wcześniej, kolejnych tomów, prowadzonego od roku
1962, dziennika oraz wydawanej korespondencji z luminarzami życia kulturalnego nad Wisłą, m.in. Stanisławem
Lemem, Adamem Tarnem, Erwinem Axerem.
Jeśli chodzi o Dziennik autor Tanga pisał go w trzydziestu kilku miastach na trzech kontynentach. A miejsca
stałego pobytu pisarz zmieniał wielokrotnie: w 1963 roku
wyjechał z Polski do Włoch i podjął decyzję o emigracji,
w roku 1968 przeniósł się do Paryża, gdzie – po zamieszczeniu w „Le Monde” protestu przeciw interwencji wojsk
Układu Warszawskiego w Czechosłowacji – wystąpił o azyl
polityczny, w 1989 roku wyjechał do Meksyku, w 1996 r.
powrócił do Polski – do Krakowa i wreszcie w 2008 roku
przeniósł się do Nicei.
Dwie godziny milczenia
Dzięki wydobytym na światło dzienne osobistym zapiskom Mrożka, wiedza o nim znacznie się powiększyła,
dziennik dopowiada bowiem to, o czym milczą jego sztuki,
a co tylko w zarysach ujawnia jego eseistyka i bio­gra­fistyka.
A Mrożek był autorem wyjątkowym. Jego milkliwość
była legendarna, a nieliczne z nim wywiady owiane
zos­t ały legendą. Po powrocie autora Emigrantów z
Meksyku znana dziennikarka, Elżbieta Sawicka, po
bezskutecznych próbach ożywienia rozmówcy i wy­
dobycia z niego czegoś więcej niż „tak” lub „nie”,
poprosiła go, by opowiedział jej o swoim ranchu La
Epifania. Mrożek wyciągnął plik fotografii i po kolei
16
F
rån 1960-talet fram till början av 2010-talet var
Sławomir Mrożek en av Polens viktigaste konstnärer. Har var, som man säger, en ikon för den
polska kulturen. Med all rätt. Sławomir Mrożek,
den störste polske dramaturgen efter kriget, likaså
en utmärkt tecknare, avled den 15 augusti 2013 i Nice,
men gör sig ännu påmind bland läsarna i takt med att nya
titlar kommer ut, senast de okända dagböckerna från 1962
och framåt, liksom brevväxlingen med berömdheter från
kulturlivet vid Wisła, som Stanisław Lem, Adam Tarn och
Erwin Axer.
Författaren till Tango skrev på Dagboken i mer än trettio städer över tre kontinenter. Han växlade ofta hemvist:
1963 lämnade han Polen för Italien och beslöt sig där för
att emigrera, 1968 flyttade han till Paris där han, efter
att ha protesterat i Le Monde mot Warszawapaktens invasion i Tjeckoslovakien, ansökte om politisk asyl, 1989
reste han till Mexiko, 1996 återvände han till Polen – till
Kraków och 2008 flyttade han till Nice.
Två timmars tystnad
Tack vare att Mrożeks personliga anteckningar nu har
fått se dagen ljus, har kunskapen om honom ökat betydligt. Dagboken talar om det hans verk tiger om och hans
essäistik och biografi bara delvis avslöjar. Och Mrożek
var en säregen författare. Hans tystlåtenhet var legendarisk och det fåtal intervjuer som gjordes blev mytomspunna. Efter flera fruktlösa försök att liva upp sin samtalspartner och få ut mer än ”ja” och ”nej”, bad den kända journalisten Elżbieta Sawicka den från Mexiko nyss
återvände Mrożek att han skulle berätta för henne om sin
ranch La Epifania. Mrożek tog fram en packe fotografier
och visade upp dem i turordning: ett fotografi, två, tre,
upp till ungefär ett trettiotal. Utan vidare kommentar.
I Antoni Liberas bok Godot och hans skugga återfinns en
redogörelse för mötet mellan Sławomir Mrożek och Samuel Beckett 1969. Det hela uppstod på initiativ av den,
enligt Mrożek, ”godhjärtade Tarn som (...) av någon anledning ansåg att vi måste lära känna varandra. (...) Han
menade att det mellan oss fanns något slags släktskap och
att vi av det skälet skulle ha mycket att säga varandra.
Han tog mig till något slags restaurang och lämnade oss
ensamma där. Vi satt i två timmar, smuttade på irländsk
whiskey och sade knappt någonting. Ja, för vad skulle vi
prata om?”
Vilket intryck gjorde då Mrożek på författaren till I väntan på Godot? ”En exceptionellt trevlig människa. Tystlåten,
tillbakadragen. Vi hade en utmärkt kontakt.”
Inte än
Under läsningen av Dagboken kan man spåra författarens
glödande kamp mot omgivningens motståndsbenägna
materia, mot det tomma pappersarket, till sist mot sin
egen mest oförsonliga fiende – sig själv. Givetvis, på de
första sjuhundra sidorna i den första volymen av dagboken finner vi reflektioner kring böcker han läst och filmer
han sett, konstateranden om den aktuella väderleken
och författarens eget sinnestillstånd, och få – får erkännas – betraktelser kring världspolitiken, men de är inte
det viktigaste. Mest spännande är Mrożek själv när han
tvekar, känner på sig, vet att han kommer att behöva göra
ett val, men ännu inte, inte just nu. Strax efter händelserna i mars 1968 skrev han: „Jag kan bara göra en sak, bara
en hållning kan jag anta och det är den att inte låtsas att
jag lider. Jag befinner mig utanför landet eftersom jag
har det bättre så. (...) Det kan komma en stund när den
omständigheten börjar bli misstänkt, oetisk. Vi får vänta
och se.” Han väntade inte länge. Den 16 oktober 1968
skrev han: ”De polska myndigheterna vill att jag skriva
upp mig som förrädare. Jag har de polska myndigheterna
i röven”. Mest spännande är att denna författare, som
distanserande sig från kommunismen och därefter diskrediterade systemet på alla sätt och vis, i sin ungdom var
en aktiv del i PZPR (polska kommunistpartiet). Och det
under åren 1953-59. Idag kastar Mrożeks anteckningar
nytt ljus över hans tidiga verk som innan 1956 präglades
av skapandet av den så kalla den nya verkligheten. Med
all kraft hävdade han: ”Kommunismen är inte alls en
religion, vilket man ibland säger utan att tänka efter.
Kommunismen tog kål på religionen, stal dess papper,
fäste sitt foto på dess legitimation och legitimerar sig med
den...”, medan han till exempel i juni 1969 gjorde vissa
avvikande uttalanden om det som var ”sämre” med nazismen eller fascismen i förhållande till kommunismen.
Eller kanske kommunismen var ”sämre”? Han avslutade
med meningen: ”... jag själv är nedsänkt och sticker bara
ibland upp huvudet”.
Terapeutisk självbiografi
”Jag kommer från ett land som ligger öst om väst, och väst
om öst”, skrev Sławomir Mrożek 1986 i verket Kontrakt.
2010 frågade jag honom om han tyckte sig förstå sin
omvärld. ”Jag förstår den inte”, svarade han. ”Men är det
överhuvudtaget värt att försöka förstå den? Jag försöker
inte. Dessutom är det inte värt det.”
Men oro antecknade han allt oftare i dagboken: ”Ta sig
ett bloss. Ta sig ett järn” och vid ett tillfälle avslöjade han
sin omåttliga dragning efter flaskan. Överhuvudtaget är
demonstrował je: raz, dwa, trzy i tak gdzieś do trzydziestu.
Bez słowa komentarza.
W książce Antoniego Libery Godot i jego cień znajduje
się relacja ze spotkania Sławomira Mrożka z Samuelem
Beckettem w 1969 roku. Doszło do niego z inicjatywy –
jak mówił Mrożek – „prostodusznego Tarna, który (...)
z jakichś względów uważał, że musimy się poznać. (...)
Uważał, że między nami jest jakieś podobieństwo i że z
tego powodu będziemy mieli sobie wiele do powiedzenia.
Przyprowadził mnie wtedy do jakiejś restauracji, zapoznał nas ze sobą i zostawił tam samych. Siedzieliśmy z
dwie godziny, sącząc irlandzką whisky i prawie nic nie
mówiąc. No bo właściwie o czym mieliśmy rozmawiać?”.
A jakie wrażenie zrobił Mrożek na autorze Czekając na
Godota? „Nadzwyczaj miły człowiek. Milczący, wycofany. Mieliśmy świetny kontakt”.
Jeszcze nie teraz
Czytając Dziennik możemy śledzić zażarte zapasy pisarza ze stawiającą opór materią otoczenia, z pustą kartką
papieru, wreszcie ze swoim najbardziej nieprzejednanym
przeciwnikiem – samym sobą. Oczywiście, na siedmiuset
stronach pierwszego tomu Dziennika znajdziemy i refleksje o przeczytanych książkach i obejrzanych filmach, i
kons­tatacje o aktualnym stanie aury oraz o samopoczuciu
pisarza, i nieliczne – przyznajmy – odpryski polityki światowej, ale nie to jest tu najważniejsze. Najciekawszy jest
Mrożek, który się waha, który już coś przeczuwa, wie, że
będzie musiał dokonać wyboru, ale jeszcze nie teraz, jeszcze
nie w tej chwili. Zaraz po wydarzeniach marcowych 1968
roku napisał: „Mogę robić tylko jedno, tylko jeden sposób
zachowania muszę sobie wyznaczyć. Nie udawać, że cierpię. Siedzę poza krajem, bo mi tak lepiej. (...) Może przyjść
moment, kiedy moje siedzenie cicho stanie się podejrzane,
nieetyczne. Poczekamy, zobaczymy”. Nie czekał długo, 16
października 1968 r. zapisał: „Władze polskie odmówiły mi
przedłużenia ważności paszportu. Władze polskie o mnie
każą wypisywać, że jestem zdrajcą. A ja władze polskie
mam w dupie”. Najciekawsze, że ten pisarz, dystansujący
się od komunizmu, a następnie dyskre­dy­tu­­jący ów system pod każdym względem, w młodości był aktywnym
członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Dokładnie w latach 1953-1959. Teraz niektóre zapiski Mrożka
rzucają nowe światło na jego wczesną twórczość, przed
1956 rokiem mocno zaangażowaną w two­rzenie tzw. nowej
rzeczywistości. Wprawdzie z całą mocą stwierdza: „Komunizm nie jest wcale religią, jak to czasem się powiada bez
zastanowienia. Zabił ją, ukradł jej papiery, przylepił do jej
legitymacji swoje zdjęcie i się nią legitymuje…,”, ale np. w
czerwcu 1969 roku, dywagacje o «gorszości» nazizmu czy
faszyzmu od komunizmu i odwrotnie, kończy zdaniem: ...
ja sam jestem zanurzony i tylko czasem wychylam głowę”.
Terapeutyczna autobiografia
„Pochodzę z kraju położonego na wschód od Zachodu
i na zachód od Wschodu”, napisał Sławomir Mrożek w
1986 roku, w sztuce Kontrakt.
W 2010 roku spytałem go, czy rozumie otaczający go świat?
– Nie rozumiem – odpowiedział. – A czy w ogóle warto starać
się, by go zrozumieć? Ja się nie staram. Ale w ogóle to nie – nie
warto”.
17
Sławomir Mrożek
Foto: englishpen.org
Z niepokojem coraz częściej odnotowywał w dzienniku:
„Bęc fajeczkę. Bęc szklaneczkę”, w pewnym momencie ujaw­
niając swój nadmierny pociąg do alkoholu. W ogóle Mrożek
jest w Dzienniku zadziwiająco szczery i otwarty. Po śmierci
pierwszej żony, w listopadzie 1969 r. wybuchnął, na przykład, niesłychanym, niemożliwym do skomentowania samooskarżeniem. Następnego dnia napisał, że ma ochotę
zniszczyć ten, rzeczywiście, mocno histeryczny tekst.
„Nie zniszczę jednak tego – napominał sam siebie – jeżeli
chcę mieć świadectwa nie tylko mojej wspaniałości i zapisywanie nie tyle ma służyć skomponowaniu siebie w taki czy
inny kształt estetyczny, ale chcę mieć świadectwa tout court”.
W maju 2002 roku przeszedł udar mózgu, którego
wynikiem była afazja – utrata zdolności posługiwania się
językiem, spowodowana uszkodzeniem pewnych struktur
mózgowych. Po odzyskaniu mowy w ramach terapii zaczął
pisać swoją autobiografię. Tak powstał Baltazar, w trakcie
pisania którego pamięć stopniowo mu powracała.
Kilkakrotnie był o krok od śmierci. W 1989 roku w Meksy­
ku zdiagnozowano u niego tętniaka aorty. Szansa przeżycia
operacji wynosiła 1 do 9. Wykorzystał ją, zamiast usuniętej
aorty nosił w sobie rurę z teflonu.
Bonjour, Monsieur Dupont
Gdy w 1996 r. przyjechał pod Wawel, zdawało się – już
na stałe, na Starowiślnej usłyszał od jakiegoś pijaczka:
„Panie Mrożek, po coś pan wrócił do tego dziadostwa”?
Skomentował to w Dzienniku powrotu: „Tak nigdy by nie
zagadnął jeden Francuz drugiego Francuza, Anglik Anglika, Niemiec Niemca. Bonjour, Monsieur Dupont, dlaczego pan wrócił do Francji? Jeszcze mniej jest prawdopodobne,
czyli zupełnie już nieprawdopodobne, żeby zamiast nazwy
swego kraju użył słowa kwalifikującego i żeby to słowo było
zrozumiałe dla obu stron jako synonim. Są kraje, z których
ludzie wyjeżdżają i do których wracają, nie zadziwiając tym
współziomków, kraje, gdzie nikogo nie obchodzi, czy ktoś z
nich wyjechał, czy do nich wrócił. Wynika z tego, że mimo
dążenia do europeizacji Polacy nadal zachowują swoją specyficzność”.
18
Mrożek förvånansvärt ärlig och öppen i Dagboken. Efter
den första hustruns död i november 1969, fick han ett
utbrott som kom till uttryck i en oerhörd självanklagelse,
omöjlig att kommentera. Nästa dag skrev han att han ville förstöra den starkt hysteriska texten. ”Men jag ska inte
förstöra den”, förmanade han sig själv, ”om jag behöver ha
belägg för det som inte bara handlar om min storslagenhet och om historieskrivningen inte bara ska tjäna till att
forma självet i en viss estetisk form, jag vill ha vittnesmål
tout court.”
I maj 2002 drabbades han av stroke med afasi som
resultat. Han förlorade förmågan att använda språket,
vilket orsakades av att vissa områden i hjärnan hade skadats. Efter att ha återfått talförmågan började han skriva
på sin självbiografi. På så sätt uppstod Baltazar, och med
skrivandet började hans minne gradvis att återvända.
Han befann sig många gånger ett steg från döden. 1989
i Mexiko blev han diagnostiserad med aortabråck. Chansen att överleva operationen var 1 på 9. Han utnyttjade
den chansen, och fick istället för aortan ett rör av teflon.
Bonjour, Monsieur Dupont
När han 1996 kom till Kraków för att, som det verkade,
stanna för gott, stötte han på en alkis på ulica Starowiślna som sa: ”Herr Mrożek, varför har ni återvänt till den
här gamla hålan”? Mrożek kommenterade det i Dagbok
kring återkomsten: ”Så skulle aldrig en fransman tilltala
en annan fransman, en engelsman en annan engelsman,
en tysk en annan tysk. Bonjour monsieur Dupont, varför har ni återvänt till Frankrike? Det är ännu mindre
troligt, det vill säga helt otroligt, att han istället för
namnet på landet skulle använda ett nedvärderande ord
som samtidigt från båda håll förstods som en synonym.
Det finns länder människor lämnar och återvänder till,
utan att deras landsmän förvånas däröver, länder där
det inte angår någon om någon lämnat eller kommit
tillbaka. Av det kan man dra slutsatsen att polacken,
trots all strävan efter europeisering, bevarar sin specificitet.”
Sławomir Mrożek, världsmannen skulle vi kunna säga,
föddes den 29 juni 1930 i den lilla kommunen Borzęcin,
åtta kilometer från tågstationen i Biadoliny. Han var son
till posttjänstemannen Antoni Mrożek och Zofia, född
Kędzior. I Kraków gick han i det berömda Nowodworskigymnasiet. Han tog studenten 1949 och redan efter
några månader var han inskriven på tre lärosäten: på
universitetet, på tekniska högskolan och på konsthögskolan. Slutligen blev han journalist. 1959 gifte han sig med
konstnärinnan Maria Obremba (hennes syster, Gabriela, också hon konstnär, var Andrzej Wajdas första fru),
bosatte sig i Warszawa och reste iväg på stipendium till
USA. Han var redan då en erkänd författare. Han gav ut
Praktiska harnesk och Lillsommaren, och på Dramatiska
teatern i huvudstaden ägde den högljudda premiären
av Polisen rum. Hela Polen citerade snart fragment från
berättelsen Ur mörkret ur samlingen Elefanten: ”Ni säger
oss: Europa. Och här hinner vi knappt sätta mjölken att
surna, förrän puckelryggiga dvärgar kommer någonstans
ifrån och pissar i våra kärl.”
Sławomir Mrożek, powiedzielibyśmy – człowiek światowy, urodził się 29 czerwca 1930 roku w małym Borzęcinie, oddalonym o osiem kilometrów od stacji kolejowej
Biadoliny. Był synem urzędnika pocztowego, Antoniego
Mrożka i Zofii z domu Kędzior. W Krakowie skończył
sławne Liceum imienia Nowodworskiego. Maturę zdał
w 1949 roku, po kilka miesięcy studiował w trzech krakowskich uczelniach: na Uniwersytecie, Politechnice
i w Akademii Sztuk Pięknych. W końcu został dziennikarzem. W 1959 r. poślubił malarkę Marię Obrembę
( jej siostra Gabriela, też malarka była pierwszą żoną
Andrzeja Wajdy), zamieszkał w Warszawie, wyjechał na
stypendium do Stanów Zjednoczonych. Był już wtedy
uznanym autorem, wydał Półpancerze praktyczne i Maleńkie lato, w stołecznym Teatrze Dramatycznym odbyła
się głośna premiera Policji. A cała Polska cytowała fragment opowiadania Z ciemności z tomu Słoń: „Wy nam
mówicie: Europa. A tu, co postawimy mleko na kwaśne,
to skądś wyłażą garbate karzełki i szczają nam do garnków”.
Det är inte bra, Martin
I juli 1965 på Samtida teatern (Teatr Współczesny) i
Warszawa ägde premiären rum för den vid sidan av Emigranterna kanske viktigaste pjäsen av Sławomir Mrożek –
Tango. Erwin Axers iscensättning betraktas allmänt som
en av de mästerligaste som gjorts inom den polska efterkrigsteatern. Det var ett mästarprov som utfördes av de
stora skådespelarna från den tiden: Barbara Ludwiżanka,
Tadeusz Fijewski, Mieczysław Czechowicz, Wiesław Michnikowski. Efter premiären följde Tangos segertåg över
scenerna i Europa och Polen började på både bredden
och tvären att tala på „Mrożiska”. Dramatikerns absurda
humor gick rakt in i åskådarnas hjärtan och de kom att
slänga sig med citat från hans verk. Som detta – från
Tango:
Nie jest dobrze, Marcinie
W lipcu 1965 r. w Teatrze Współczesnym w Warszawie
miała miejsce premiera najważniejszej chyba (może obok
Emigrantów) sztuki Sławomira Mrożka – Tango. Tę inscenizację w reżyserii Erwina Axera dość powszechnie
uważa się za jedno z najwybitniejszych przedstawień teatralnych w powojennych dziejach polskiego teatru. Był to
aktorski majstersztyk z wielkimi aktorami tamtego czasu:
Barbarą Ludwiżanką, Tadeuszem Fijewskim, Mieczysławem Czechowiczem, Wiesławem Michnikowskim. Po tej
premie­rze nastąpił triumfalny pochód Tanga po scenach
całej Europy. A Polska, jak długa i szeroka, zaczęła „mówić
Mrożkiem”. Absurdalne poczucie humoru dramatopisarza
trafiło do odbiorców, którzy przerzucali się cytatami z jego
sztuk.Takimi jak ten – z Tanga:
EDEK − Framsteg, min herre.
ARTUR − Hur ska det förstås?
EDEK − Ja, framsteg, i största allmänhet.
ARTUR − Men vilket framsteg?
EDEK − Ett framåtsträvande. Rakt fram.
ARTUR − Betyder det... framåt?
EDEK − Just det. Med framsidan framåt.
ARTUR − Och baksidan?
EDEK − Baksidan ska också framåt.
ARTUR − Men då blir det framåt bakåt?
EDEK − Det beror på hur man ser det. Om det är framåt bakåt, då blir det framåt för framsidan, men från
baksidan.
ARTUR − Det låter vagt.
EDEK − Men framåtsträvande, min herre.
EDEK: − Postęp, proszę pana.
ARTUR: − Jak to należy rozumieć?
EDEK: − No, w ogóle postęp.
ARTUR: − Ale jaki postęp?
EDEK: − Postępowy. Do przodu.
ARTUR: − Znaczy się... naprzód?
EDEK: − Tak jest. Przodem do przodu.
ARTUR: − A tył?
EDEK: − Tył też do przodu.
ARTUR: − Ale wtedy przód będzie z tyłu?
EDEK: − Zależy jak popatrzeć. Jak od tyłu do przodu,
to wtedy przód będzie z przodu, choć do tyłu.
ARTUR: − To jakieś mętne.
EDEK: − Ale postępowe, proszę pana
Och här ett annat citat från Indyk (Kalkonen):
BONDE I: – Förra året, innan själva julhelgen, sa kon
något till Marcin.
BONDE II: – Berätta, dubror.
BONDE I: – Jojomän, Marcin han gick till stallet och
bland krubborna sa kon till honom: ”Det är inte bra,
Marcin.
A oto drugi cytat, z Indyka:
CHŁOP I: − Łońskiego roku, przed samą wiliją, krowa
coś mówiła do Marcina.
CHŁOP II: − Opowiedzcie no, kumie.
CHŁOP I: − Ano, poszedł Marcin do obory, a krowa
powiedziała do niego wedle żłoba: „Nie jest dobrze.
Marcinie”.
CHŁOP III: − Co nie jest dobrze?
19
CHŁOP I: −Także samo i Marcin się zapytał: „Co nie jest
dobrze, krowo?” A krowa na to: „A tak w ogóle to nie
jest dobrze” – i tylko siano jadła. Marcin jeszcze trochę
poczekał, bo myślał, że może co więcej powie. Stoi, a
ona nic, tylko siano je. Postał godzinę, postał i dwie, aż
go nogi zabolały i wyszedł.
CHŁOP II: − Krowy to jeszcze nic. Barany – te jak coś
powiedzą!
CHŁOP III: − Musi była wiedząca.
(Pauza)
CHŁOP II: − Może by zasiać co...
CHŁOP I: − Ijiii tam...
CHŁOP III: − E, mówicie....
W następnych latach tworzył historię polskiego teatru,
zapisywał jej najpiękniejsze karty: a to Vatzlavem, a to
Rzeźnią, to znów Garbusem czy Portretem. Prozę pisywał
rzadziej, ale jak już, to miała ona rangę Monizy Clavier z
takimi niepowtarzalnymi frazami:
„O tu! – krzyknąłem, szeroko otwierając jamę ustną i
wskazując palcem na zęby trzonowe. – O tu, wybili,
panie, za wolność wybili!
Nastąpiło zamieszanie. Ucichli, patrzyli na mnie, nie
mogąc zrozumieć o co mi chodzi. A przecież chciałem
tylko uprzytomnić im w sposób jasny i przystępny,
niejako poglądowy, cierpienia mojego narodu. To, że
najwidoczniej nie doceniali martyrologii, bardzo mnie
rozgniewało.
– Popatrz, pan – powiedziałem, podchodząc do jednego grubszego i szerzej otwierając usta. – Tu, aaoo...
Gruby odchrząknął i odwrócił wzrok. – Przepraszam –
powiedział i odszedł. Rzuciłem się więc do następnego
z kolei, tak samo demonstrując.
– Tu. O! Brakuje. Wybili, panie, za wolność! Ooo!”
Ostrożnie z Panem Bogiem
Żadnego chyba polskiego pisarza nie pytano tak często, jak
jego właśnie, o to, jak żyć. Jakbyśmy przeczuwali, że ma na
to nasze życie jakąś skrywaną przed całym światem receptę, którą nagle – Bóg raczy wiedzieć dlaczego – udostępni.
– O tym jak żyć, napisałem tysiące stron. I dalej tego
nie wiem, powtarzając sobie, że już się nie dowiem. Wobec tego czuję się swobodniejszy. Dużo czytam, to jedna
z moich ostatnich przyjemności – mówił mi z uśmiechem
w przywoływanej już tutaj rozmowie z 2010 roku – jakie
mi pozostały. Choć, oczywiście, lektura nie każdej książki jest przyjemna.
Samochodem już wówczas od dawna nie jeździł, o
paleniu zapomniał, ale po kieliszek wina sięgał chętnie,
tyle że natychmiast spoczywało na nim czujne spojrzenie
żony (po raz drugi ożenił się w roku 1987 z Suzaną Osario
Rosas, Meksykanką, reżyserką teatralną). Czy choroba i
wiek sprawiały, że częściej niż kiedyś myślał o sprawach
ostatecznych, eschatologicznych? Pamiętam, że pokręcił
głową przecząco i powiedział: – To co najważniejsze, jest
najprostsze. Ale z Panem Bogiem trzeba ostrożnie.
Cóż za głupstwa!
Zdumiony rozmiarami prowadzonej przez niego przez
lata korespondencji (ukazały się właśnie ogromne tomy
20
BONDE III: – Vad är inte bra?
BONDE I: – Det frågade Marcin också: ”Vad är det som
inte är bra, ko?” Och kon svarade: ”Det är i största
allmänhet inte bra” – och fortsatte äta hö bara. Marcin
väntade en stund till för han tänkte att hon kanske
skulle säga något mer. Så han stod där, men hon sa
inget, åt hö bara. Han stod en timma, två timmar, tills
han fick ont i benen och fick gå ut.
BONDE II: – Kor är väl inget. Får däremot – när de
säger något!
BONDE III: – Hon måste ha vetande.
(Paus)
BONDE II: – Man skulle kanske ta och så nu, va ...
BONDE I: – Äääsch...
BONDE III: – Äh, ni snackar ni ....
Påföljande år skrev han några av de vackraste sidorna
inom den polska teaterhistorien med Vatzlav, Rzeźnia,
Garbus och Portret. Prosa skrev han mer sällan, men när
han väl gjorde det var det av en sådan kaliber som Moniza Clavier med oefterhärmerliga fraser som:
”O, här – utropade jag, öppnade munhålan och pekade
med fingret på oxeltänderna. – O, här slogs de ut, för
frihetens skull slogs de ut!
Förvirring uppstod. De tystnade, såg på mig, utan att
förstå vad det handlade om. Jag som bara ville få dem
att på ett klart och begripligt och liksom åskådliggörande sätt inse min nations lidande. Att de uppenbarligen inte värderade martyrskapet gjorde mig mycket
förargad.
– Se här herrn, sa jag, och gick fram till en tjockare
man och öppnade munnen på vidare gavel. – Här,
aaoo...
– Den tjocke harklade sig och vände bort blicken. –
Förlåt – sa han och gick. Jag kastade mig alltså över
nästa man och demonstrerade på samma sätt.
– Här, O! De fattas. De slogs ut, herrn, för frihetens
skull! Ooo!”
Försiktigt med Herren Gud
Det finns nog ingen polsk författare som så ofta som
Mrożek blivit tillfrågad om hur man bör leva. Som om
folk kände på sig att han ägde ett för hela världen dolt
recept för våra liv som han plötsligt – Gud vet varför –
skulle visa upp.
”Jag har skrivit tusen sidor om hur man bör leva. Mer
än så vet jag inte och säger till mig själv att jag inte kommer få veta mer heller. Men jag känner mig fri i förhållande till det. Jag läser mycket, det är ett av de sista nöjen
jag har kvar”, sa han till mig leende när vi samtalade
2010. ”Men givetvis, var bok är inte angenäm.”
Han hade inte kört bil på länge, hade glömt bort rökningen, men sträckte sig gärna efter ett glas vin, så gärna
att hans frus vaksamma blick genast vilade på honom
(han gifte sig för andra gången 1987 med Suzana Osario
Rosas, mexikanska, teaterregissör). Var det sjukdomen
och åldern som gjorde att han oftare än annars tänkte på
slutet och de eskatologiska frågorna? Jag minns hur han
skakade på huvudet och sa: ”Det viktigaste är det enklaste. Men med Herren Gud gäller det att vara försiktig.”
Jan Młodożeniec, „Indyk”/”Kalkon”, 1961
Franciszek Starowieyski, „Szczęśliwe wydarzenie”/”En lycklig händelse”, 1973
Sådana dumheter!
Imponerad av måttet på den korrespondens han fört över
flera år (de stora volymerna med brev från Mrożek till
Tarn, Axer, Skalmowski blev nyligen utgivna) frågade jag
om det inte varit synd på hans tid som han istället skulle
ha kunnat ägna åt att skapa något originellt.
”Nej, breven var också en del av mitt skapande, oberoende av att jag kunde hålla mig med vänskap och få information. Ibland skrev jag också vissa saker i breven som
jag inte kunde rymma någon annanstans.
Och Dagboken? Varför höll han den hemlig så länge?
Varför publicerade han inte delar av den redan tidigare?
Efter Witold Gombrowiczs död 1969 skulle Jerzy Giedroyć säkert med största glädje trycka Mrożeks dagbok i
parisiska ”Kultura”.
”Jag förstörde den dagbok jag förde som ung. Sådana
dumheter jag skrev i den! Med Dagboken, som jag förde
med mig över hela världen, skulle jag kunna ha gjort detsamma. Bränna eller ge ut? På förlaget läste man igenom
den, eller snarare, försökte tyda den, för min skrivstil
förändrades genom åren, och man beslöt sig för att ge ut
den. Nå, låt så vara.
Och så blev det.
❒
listów Mrożka do Tarna, Axera, Skalmowskiego) zapytałem, czy nie szkoda mu było czasu, który mógłby poświęcić na twórczość oryginalną.
– Nie, to też była część mojej twórczości, niezależnie
od tego, że podtrzymywałem w ten sposób przyjaźnie
i czerpałem z listów informacje. Czasem też pisałem w
tych listach rzeczy, których gdzie indziej nie mógłbym
zamieścić.
– A Dziennik? Dlaczego tak długo utrzymywał fakt
jego prowadzenia w tajemnicy? Dlaczego nie publikował
jego fragmentów? Nie mówiąc o tym, że Jerzy Giedroyć,
po śmierci Witolda Gombrowicza w 1969 roku, zapewne
z radością udostępniłby na druk Dziennika Mrożka łamy
paryskiej „Kultury”.
– Wcześniej zniszczyłem dziennik, który prowadziłem
w latach młodzieńczych. Cóż za głupstwa w nim wypisywałem! I z tym następnym Dziennikiem, który woziłem
ze sobą po świecie, mogłem zrobić to samo. Spalić albo
wydać? W wydawnictwie przeczytano go, czy raczej odczytano, bo przecież przez lata zmienił mi się także charakter pisma, i zadecydowano, że drukować warto. No to
niech będzie.
I jest.
❒
Krzysztof Masłoń
Krzysztof Masłoń
21
Nieznane przestrzenie
Okända rymder
Sånger från en reaktorhall
Pieśni z hali reaktora
Foto: Mila Zaydel
Mila Zaydel
W
wydrążonej w skale pod jednym z budynków
KTH ogromnej hali reaktora reaktora nie ma od
trzydziestu prawie lat, ale podziemna komora,
której przeciwległe ściany oraz sklepienie toną w mroku
wygląda tak, jakby urządzenie wyrwano stąd wczoraj
i jeszcze nie zdążono zatrzeć śladów i posprzątać. Na
środku hali znajduje się okrągła pusta dziura, o średnicy
dwunastu metrów i głęboka na osiem, w której musiała
siedzieć podstawa reaktora. (Kto korzystał, w takim razie,
z żelaznych drzwi przy dnie dziury?) Wokół niej, pod
nogami, na ścianach, na żelaznych schodkach prowadzących na wielopiętrową antresolę przy jednej ze ścian
sterczą i wiją się kilometry kabli, niektóre wchodzą do
metalowych szafek przytwierdzonych do ścian i wolnostojących lub poprzewracanych i pogiętych, inne rozbiegają się we wszystkich kierunkach i giną w ciemnościach.
Komora znajduje się sześćdziesiąt metrów pod ziemią.
Zjeżdżają tam duże windy, a kto chce może wrócić na
powierzchnię na własnych nogach, po krętych, wąskich,
metalowych schodkach, jakie na dużych statkach prowadzą z maszynowni na pokład.
Miejsce jest zatem dostępne dla niepełnosprawnych,
ale nie dla wszystkich, osoby z klaustrofobią nie dadzą się
tam zwieźć, a zwabione, w ten czy inny sposób, nie będą
czuły się dobrze.
22
I
den bergsprängda enorma reaktorhallen under en av
KTH:s byggnader finns sedan trettio år tillbaka ingen
reaktor, men den underjordiska kammaren med sina
dunkelhöljda sidoväggar och valv ser ut som om anläggningen hade rivits ut igår och man inte hade hunnit sopa
igen spåren och städa efter. Mitt i hallen finns ett runt
tomt hål, tolv meter på tvären och åtta meter på djupet,
där reaktorns bas måste ha suttit. (Vem var järndörren
i hålets vägg vid botten avsedd för i så fall?) Runt hålet,
under fötterna, på väggarna, vid ståltrappor som leder
upp till mellanvåningarna sticker kilometerlånga kablar
ut och virvlar runt – en del kliver in i de metallskåp som
är fastsatta i väggarna, fristående eller omkullvräkta och
inbucklade, andra springer iväg åt alla håll och försvinner
in i dunklet.
Den underjordiska kammaren ligger 60 meter under
marknivån. Man tar sig dit med en av de stora hissarna;
vill man klättra tillbaka för egen maskin så får man ta
den vingliga, smala metalltrappan – samma modell som
brukar förbinda maskinrummet och däcket på ett stort
fartyg.
Tillgängligheten är alltså god men personer som lider
av cellskräck kommer inte att trivas därnere.
Hålet i marken är omgärdat av ett räcke. Strax intill
finns ett litet podium för orkestern, än så länge tomt.
Medan vi väntar på konserten, dyker en envis tanke upp:
om en stund kommer vi att delta i den svenska kärnkraftens begravning. Det är kanske för tidigt för det, men
nog blir reaktorhallen en utmärkt lokal för begravningsceremonin ifall de gröna någon gång når ända dit.
Ensemble Lipparella består av Anna Lindal (violin),
Kerstin Frödin (blockflöjt), Louise Agnani (viola da gamba), Peter Söderberg (teorb) och den fenomenale kontratenoren Mikael Bellini.
Ensemblens sammansättning för tankarna till barockens kammarmusik, men den konstnärliga idén grundar
sig snarare på kontrasten mellan den barockinfluerade
instrumentuppsättningen och avantgardistisk musik som
vilar – med någons ord – på tonalitetens ruiner. Lipparellas musiker betecknar det de gör som ”ny musik på
sensträngar”.
Kvällens program hette Okända rum och bestod av
sånger som hade komponerats av tre svenska tonsättare
till dikter skrivna av vår tids största poeter (i vid bemärkelse, dvs. sedan förra seklets början).
Kent Olofssons verk heter Champs d’Étoiles (Stjärnfält).
Tonsättaren har tagit tillvara fragment av Rainer Maria
Rilkes långdikter samt verk av Arthur Rimbaud och
Adrienne Rich. Olofsson väcker intresse. Han har vandrat den långa vägen till den musik som han sysslar med
idag. Han är gitarrist, ledde på slutet av sjuttiotalet rockbandet Opus Est (s.k. symfonisk rock), sedan studerade
han komposition. Gitarren spelar en viktig roll i hans
verk. Hans kompositioner kännetecknas av traditionella
instrumentklanger i kombination med ett kraftigt inslag
av elektronisk musik. Olofssons fascination med modern
vetenskap framgår tydligt av titeln av ett av hans tidiga
verk: Higgs boson.
Rainer Maria Rilke, en österrikare född i Prag, och
amerikanerna T.S. Eliot (författaren till dikten Det öde
landet) och Ezra Pound (författaren till Cantos) bildar
1900-talets stora modernistiska diktartrio. Rilkes Duinoelegier utkom nästan samtidigt med Det öde landet. Det
tre poeterna förenas i en strävan efter att beskriva världen
i all dess komplexitet, dekadens och avhumanisering som
följer av den explosiva utvecklingen av människans tekniska möjligheter under frånvaro av en moralisk ordning.
Låt oss påminna om att dikterna skrevs strax efter första
världskriget. Det är intressant att både Eliot och Pound
skulle bryta med Amerika och byta medborgarskap. I sin
mentala flykt från den själslösa kapitalistiska världen på
fallrepet skulle den antikälskande Pound fjärma sig allra
mest och bosätta sig i Italien. Under andra världskriget
arbetade han där på en fascistisk radiostation och sände
engelskspråkiga program där han kritiserade USA, president Roosevelt och judarna. Hitler var för honom en ny
Jeanne d’Arc, ett helgon. Efter att ha intagit norra Italien
utsatte amerikanerna den arresterade Pound för en sannerligen medeltida åtgärd: han fick tillbringa tre veckor i
en järnbur under bar himmel.
Brottstycken ur den tionde Duinoelegin ligger till grund
för Olofssons sångkomposition som framförs av Mikael
Bellini i sällskap med Lipparella. Verket är monumentalt och totalt såtillvida att det utnyttjar alla möjligheter
att nå ut till mottagaren. Den elektroniskt bearbetade
musiken åtföljs av videoprojektioner på väggarna runt-
Dziurę w podłodze otacza balustrada. Obok niej niewielkie podium dla orkiestry, na razie jeszcze puste. Gdy
czekamy na rozpoczęcie koncertu, do głowy przychodzi
natrętna myśl, że za chwilę będziemy uczestniczyć w pogrzebie szwedzkiej energii jądrowej. Chyba jeszcze na to
za wcześnie, ale jeśli kiedyś „zieloni” do takiego pogrzebu
doprowadzą to hala reaktora jest z pewnością doskonałym miejscem na żałobne uroczystości.
Zespół Liparella to Anna Lindal (skrzypce), Kerstin
Frödin (flety proste), Louise Agnani (viola da gamba),
Peter Söderberg (teorban) i fenomenalny kontratenor
Mikael Bellini.
Skład zespołu kojarzy się z kameralną muzyką barokową, ale artystyczna idea zespołu polega właśnie na
kontraście pomiędzy barokowym instrumentarium a
awangardową muzyką budowaną – jak to ktoś ujął – na
gruzach tonalności. Muzycy Liparelli sami określają to,
co grają tak: Dzisiejsza muzyka na dawnych strunach
(Nu musik på sensträngar).
Program wieczoru nosił tytuł Nieznane przestrzenie
(Okända rum) a składały się nań pieśni napisane przez
trójkę szwedzkich kompozytorów młodego i średniego
pokolenia do poematów największych poetów naszych
czasów. (Nasze czasy rozumiem tu dość szeroko: od modernizmu, tj. początku zeszłego stulecia do dzisiaj.)
Utwór Kenta Olofssona nosi tytuł Champs d´Étoiles (Pola
Gwiezdne). Kompozytor wykorzystał w nim fragmenty poematów Rainera Marii Rilkego i wiersze Artura
Rimbauda i Adrienne Rich. Olofson jest bardzo ciekawą
postacią, do muzyki, jaką uprawia dzisiaj doszedł z bardzo
daleka. Jest gitarzystą, w końcu lat siedemdziesiątych był
liderem rockowego zespołu Opus Est (tzw. rock symfoniczny), później studiował kompozycję. W jego kompozycjach wciąż ważną rolę grała gitara. Charakterystyczne
dla jego muzyki jest połączenie brzmień tradycyjnych
instrumentów z dużą dozą muzyki elektronicznej. Olofsson musi być zafascynowany nauką współczesną skoro
tytuł jednego z jego wcześniejszych utworów brzmi Boson
Higgsa.
Rainer Maria Rilke, urodzony w Pradze Austriak,
razem z Amerykanami T. S. Eliotem (autorem poematu Ziemia jałowa – The Waste Land) i Ezrą Poundem,
autorem Pieśni (Cantos) tworzy wielką trójkę modernistycznych poetów XX w. Elegie duinejskie (Duinoelegierna) Rilkego ukazały się prawie jednocześnie z Ziemią
jałową. Trójkę poetów łaczy pragnienie opisanie świata
w jego złożoności, dekadencji i odhumanizowaniu
na skutek burzliwego rozwoju ludzkich możliwości
technicznych, którym nie towarzyszy żaden porządek
moralny. Poematy powstawały, przypomnijmy, tuż po
pierwszej wojnie światowej. Ciekawe, że Eliot i Pound wyrzekli się Ameryki, zmienili obywatelstwa. W
swojej ucieczce od upadającego kapitalistycznego bezdusznego świata najdalej mentalnie uciekł zakochany
w antyku Pound, który osiadł we Włoszech. W czasie
II wojny światowej nadawał z faszystowskiej rozgłośni angielskojęzyczne audycje, w których krytykował
Amerykę, prezydenta Roosevelta i Żydów. W Hitlerze
widział nową Joannę d´Arc, świętego. Amerykanie, po
zajęciu pólnocnych Włoch, zastosowali wobec aresztowanego Pounda iście średniowieczny środek zapobie23
gawczy: umieścili go na trzy tygodnie w żelaznej klatce
pod gołym niebem.
Fragmenty dziesiątej Elegii duinejskiej są kanwą pieśni
skomponowanej przez Olofssona śpiewanej z towarzyszeniem Liparelli przez Mikaela Belliniego. Jest to utwór
monumentalny i totalny w sensie wykorzystywania
wszystkich możliwości dotarcia do odbiorcy. Wzbogaconej elektronicznie muzyce towarzyszą, wyświetlane na
wszystkich ścianach, filmy wideo, przedstawiające lub
kompletnie abstrakcyjne, ciemne i niepokojące jak muzyka i jak słowa Elegii duinejskiej brzmiące w podziemnej
grocie. Zaczynające się od inwokacji do gwiazd.
A wyżej gwiazdy. Nowe. Gwiazdy Krain Cierpienia.
Powoli wymienia je Skarga: - Tu,
spojrzyj: Jeździec, Pastorał, i obfity gwiazdozbiór
zwany Wieńcem Owoców. A dalej w stronę bieguna:
Kołyska, Droga, Płonąca Księga, Lalka, Okno Lecz na południowym niebie, wyraźnie i jak we wnętrzu
błogosławionej dłoni jasno błyszczące M,
które oznacza Matki...-
Hemligheten Madeleine Isaksson (podczas wieczoru usłyszeliśmy prawykonanie) jest kompozycją do słów Tomasa
Tranströmera. Te słowa to wybrane haiku z tomu Den
stora gåtan. A więc poezja znajdująca się na przeciwległym biegunie w porównaniu z wyżej wspomnianymi
poematami. A jednak obracająca się wokół tej samej
problematyki, podanej jednak minimalistycznie, czyli w
sposób maksymalnie uproszczony.
Stoję na balkonie
w klatce promieni
jak tęcza.
Wielki spokojny wiatr
od biblioteki morza.
Tutaj spocznę.
Podobnie minimalistyczna i zagadkowo pulsująca jest
muzyka Isaksson, która jest bardzo wykształconą i doświadczoną kompozytorką. Studiowała w Wyższej Szkole
Muzycznej (Musikhögskolan) w Sztokholmie a następnie
w Holandii i Francji, gdzie obecnie mieszka.
I tak doszliśmy do bardzo znaczącego motywu polskiego, czyli do trzeciej pozycji programu, chociaż na koncercie wykonanej jako pierwsza. Czarne latawce Chrichana
Larsona, kompozytora i wiolonczelisty ze szkoły Mścisława Rostropowicza, to również prawykonanie. Tytuł w
programie podany jest po polsku, bo też, zgodnie z zasadami operowymi, Mikael Bellini śpiewa po polsku, czyli
w języku oryginału. Śpiewanym tekstem są bowiem fragmenty wiersza Czesława Miłosza Campo di Fiori z wydanego krótko po wojnie tomu Ocalenie. Czarne latawce to
płaty sadzy z płonącego warszawskiego getta unoszące się
w Wielkanoc 1943 roku nad miastem.
Miłosz, młodszy od trójki angielsko- i niemieckojęzycznych gigantów poezji, nie ustępujący im skalą talentu
i ambicjami, podążał podobnymi ścieżkami twórczymi.
24
omkring; dessa föreställande eller fullständigt abstrakta
bilder är lika mörka och oroande som Duinoelegins musik
och ord i denna underjordiska grotta. Först kommer en
invokation till stjärnorna.
Och högre stjärnorna. Nya. Sorgelandets stjärnor.
Långsamt nämner dem Klagan: Där
ser du Ryttaren, Staven, och den rikare stjärnbilden
kallas för Fruktkransen. Längre bort, närmare polen:
Vaggan, Vägen, Den brinnande boken, Dockan, Fönstret.
Men på himlen i söder, rent som i insidan
av en välsignad hand, detta strålande M,
som är Mödrarnas tecken......
Hemligheten är Madeleine Isakssons komposition till
Tomas Tranströmers text. Vi fick vara med om dess uruppförande. Orden består av valda haikuer ur samlingen
Den stora gåtan – alltså poesi som utgör en motpol till de
nämnda dikterna i storformat. Ändå kretsar verket kring
samma problematik som dock behandlas minimalistiskt,
det vill säga ytterst förenklat.
Står på balkongen
i en bur av solstrålar –
som en regnbåge.
Stor och långsam vind
från havets bibliotek.
Här får jag vila.
Isakssons musik är lika minimalistisk och gåtfullt pulserande som Tranströmers diktning. Den erfarna tonsättarinnan har studerat vid Musikhögskolan i Stockholm,
sedan i Holland och i Frankrike där hon numera är
bosatt.
Och därmed är vi framme vid det pregnanta polska
motivet, det vid säga vid programmets tredje verk som
dock fick inleda konserten. Även Czarne latawce (Svarta
flygdrakar) av Chrichan Larson, en tonsättare och cellist
som har studerat bl a för Mstislav Rostropovitj, uppfördes här för första gången. Programmet återger titeln
på polska eftersom Mikael Bellini framför sången på
polska, det vill säga på originalspråket. Texten utgörs av
fragment av Czesław Miłoszs dikt Campo di Fiori ur den
strax efter kriget publicerade diktsamlingen Räddningen.
Svarta flygdrakar – originalets czarne latawce – är de
sotflagor från Warszawas brinnande getto som svävade
över staden under påskhelgen 1943.
Miłosz, yngre än de tre engelsk- och tyskspråkiga diktargiganterna men lika begåvad och ambitiös, rörde sig i
snarlika konstnärliga banor. Hans ungdomsdikt med titeln Poem om en förstenad tid behärskas av tvivel i liknande grad som Eliots Det öde landet. I mogen ålder skapade
Miłosz tre storslagna långdikter som i likhet med föregångarnas verk förklarar, försvarar och förändrar världen.
Dessa dikter är Traktat om moralen, Traktat om poesin och
Traktat om teologin. Deras utmärkta översättningar väntar
fortfarande på en svensk förläggare – förhoppningsvis
inte länge till.
Foto: www.kth.se
Chrichan Larson har översatt Campo di Fiori till musikens språk.
Jag mindes Campo di Fiori
I Warszawa vid karusellen
En fager afton om våren
Till toner av livlig musik.
Melodin dövade salvor
Som ljöd bakom gettomuren,
Och paren lyfte högt upp
Mot den molnfria himlen.
Ibland kom svarta flygdrakar
Med vinden från brinnande hus,
De åkande i karusellen
Fångade flagor i luften.
Vinden från brinnande hus
Lyfte flickornas kjolar,
Skarornas glada skratt hördes
En ljuv söndag i Warszawa.
Jego młodzieńczy poemat nosi tytuł Poemat o czasie zastygłym i jest opanowany zwątpieniem w podobnym stopniu
jak Ziema jałowa Eliota. W dojrzałym wieku stworzył
Miłosz trzy wspaniałe poematy, które, podobnie jak
dzieła poprzedników, objaśniają świat, usprawiedliwiają
go i zmieniają. Są to: Traktat moralny, Traktat poetycki
i Traktat teologiczny. Jeszcze czekają one – znakomicie
przełożone na szwedzki – na szwedzkiego wydawcę, miejmy nadzieję, że niedługo.
Chrichan Larson przełożył Campo di Fiori na język
muzyki.
Wspomniałem Campo di Fiori W Warszawie przy karuzeli, W pogodny wieczór wiosenny, Przy dźwiękach skocznej muzyki. Salwy za murem getta Głuszyła skoczna melodia I wzlatywały pary Wysoko w pogodne niebo.
Czasem wiatr z domów płonących Przynosił czarne latawce, Łapali skrawki w powietrzu Jadący na karuzeli. Rozwiewał suknie dziewczynom Ten wiatr od domów płonących, Śmiały się tłumy wesołe W czas pięknej warszawskiej niedzieli.
Mila Zaydel
Foto: Mila Zaydel
25
Siedem dobrych lat
ze wspomnień Michała Wróblewskiego
Sju goda
år
ur Michał Wróblewskis minnen
26
Michał Wróblewski urodził się 29 października 1911
roku w Pińsku (dzisiejsza Białoruś). Ojciec był nauczy­
cielem, matka lekarką. W Pińsku w 1931 roku zdaje
maturę po czym wyjeżdża do Warszawy. Dzięki reko­
mendacjom nawiązuje kontakt z Januszem Korcza­
kiem. Korczak jest już wtedy znanym społecznikiem,
pedagogiem i pisarzem. W prowadzonym przez
Korczaka domu dziecka zostaje Michał tzw. bursistą.
Otrzymuje pokój i wyżywienie w zamian za pracę z
dziećmi – cztery godziny dziennie. Ten krok zmie­
nia całe jego życie. Mając mieszkanie i wyżywienie
może rozpocząć studia w Wyższej Szkole Technicznej
Wawelberga. Półtora roku później, pod wpływem
pracy u Korczaka, decyduje się na zmianę kierunku
studiów: rozpoczyna studia pedagogiczne w Wolnej
Wszechnicy Polskiej. W 1936 roku otrzymuje stałe
zatrudnienie jako nauczyciel-pedagog w Domu Sierot
Korczaka przy ulicy Krochmalnej. Pracuje tam rów­
nież w czasie okupacji, Dom Sierot mieści się wówczas
w getcie między ulicami Sienną i Śliską.
Michal (Misza) Wróblewski föddes den 29 oktober
1911 i staden Pinsk (numera Belarus). Hans far var
lärare vid läroverket, modern var läkare. 1931 tog
han studenten varpå flyttar han till Warszawa. Ge­
nom rekomendationer får han kontakt med Janusz
Korczak som redan då var en känd socialarbetare,
pedagog och författare. På Korczaks barnhem får
Michal en plats som studentlärare, vilket innebär fyra
timmars arbete per dag mot mat och logi. Det steget
ändrar hela hans liv. Samtidigt med arbete hos Kor­
czak studerar han vid Wawelbergs Tekniska Högskola
i Warszawa. Efter ett och ett halvt års studier bestäm­
mer han sig för att avbryta de tekniska studierna och
börjar läsa vid pedagogiska fakulteten vid Wolna
Wszechnica Polska. Detta steg är naturligtvis inspi­
rerat av hans arbete på Janusz Korczaks barnhem. År
1936 blir Michal fast anställd som lärare-pedagog vid
Korczaks barnhem vid Krochmalnagatan. Han arbetar
där även under den tyska okupationen då barnhem­
met fick flytta till getto till Siennagatan.
Zaraz po wojnie, w 1945 roku, zakłada w Polsce Komi­
tet Korczakowski. W 1969 roku, po kampanii antyse­
mickiej zainicjowanej przez komunistyczne władze,
emigruje, razem z żoną Zofią, do Szwecji. W 1971 roku
zakłada w Szwecji Föreningen för Janusz Korczaks
Levande Arv.
Kort efter kriget, år 1945, startar Michal tillsammans
med andra lärare och f d invånare på Korczaks barn­
hem Komitet Korczakowski – Polsk Janusz Korczaks
Förening. År 1969, till följd av kommunisternas an­
tisemitisk kampanj, emigrerar han med fru Zofia till
Sverige. År 1971 grundas Föreningen för Janusz Kor­
czaks Levande Arv.
Wspólnota
Gemenskapen
Na Krochmalnej powstał jeżeli nie pierwszy, to jeden z
pierwszych domów, w którym zastosowano (chyba nie
bez obaw) koedukację. A więc chłopcy i dziewczynki
mają się wychowywać razem, nie w sztucznej izolacji.
Wszystko ma być jak najbardziej zbliżone do życia.
Grupy też były mieszane. Nie było również podziału ze
względu na wiek, np. grupa starszych, średnich i młodszych chłopców. Przeważały grupy nieformalne. Na
przykład dzieci siedzące przy jednym stole stanowiły
też taką grupę.
Wychowankowie mieli prawo wybierać sobie stół, a także
zmieniać miejsce raz na 3 miesiące, a więc nie pod wpływem
chwilowego kaprysu czy jakiejś przejściowej urazy. Tymczasem między dziećmi siedzącymi przy jednym stole wytwarzała się pewnego rodzaju więź. Uprawiały m. in. wspólnie
grządkę na podwórku i radośnie częstowały kole­gów z innego stołu swoimi plonami – świeżymi rzodkiewkami lub
szczypiorkiem. A ci z kółka „Pożytecznych Rozrywek”? A ci
którzy należeli do kółka dramatycznego i chóru prowadzonego przez byłą wychowankę Domu Sierot Basię NewerIy?
Ile wspólnoty było między nimi wywołanej wspólnymi przeżyciami i działaniem! Wspomnieć chyba wypada o jakiejś nici
łączącej „opiekuna” z podopiecznym (...). Ta nić nie urywała
På Krochmalnagatan skapades om inte det första, så i varje
fall ett av de första barnhem där man införde (kanske inte
utan rädsla) umgänge mellan barn av båda könen. Såväl
pojkar som flickor hade alltså rätt att uppfostras tillsammans, utan konstgjord isolering. Allt skulle i möjligaste mån
efterlikna det verkliga livet. Grupperna var också blandade.
Det fanns inte heller någon uppdelning efter ålder, t.ex.
grupper för äldre, yngre och yngsta pojkar. Olika informella grupper övervägde. Till exempel utgjorde barn som satt
vid samma bord en sådan grupp. Barnen hade rätt att själva
välja bord samt rätt att byta det var tredje månad, alltså inte
efter något enstaka bråk eller på grund av en tillfällig nyck.
Barnen som brukade sitta vid samma bord förenades av ett
sorts band. De brukade t.ex. tillsammans odla trädgårdsland på gården och glatt delade de med sig av sin skörd
till kompisar från andra bord – färska rättikor eller gräslök. Och de från ”Cirkeln för nyttiga nöjen”? Eller de som
tillhörde teatercirkeln och kören under ledning av en före
detta barnhemsbo, Basia Newerly? Hur mycket gemenskap
fanns det inte mellan dem till följd av gemensamma upplevelser och aktiviteter! Det bör även nämnas något om de
band som förenade ”beskyddaren” med sin skyddsling (...).
Denna tråd bröts aldrig tvärt. Till och med efter några år
27
W środku/I mitten Misza Wróblewski,
ul. Krochmalna/-gatan
Foto: Arkiv RW
się nagle. Nawet po kilku latach pozostawało między nimi
coś na kształt stosunków łączących rodzeństwo.
fanns det kvar något som snarast kunde liknas vid de band
som förenar syskon.
Dom Sierot a szkoła
Barnhemmet och skolan
(...) nasze dzieci stanowiły niełatwy element. Nie chciałem
przez to powiedzieć, że były mniej zdolne, mniej inteligentne.
Osiągały w końcu zupełnie zadowalające wyniki w nauce.
Nie każdy inny uczeń mógł liczyć w przypadku trudności
na taką pomoc, jaką miały u nas. Zdarzały się kłopoty innego rodzaju. W szkole panowała dość surowa dyscyplina. W
Domu Sierot było daleko swobodniej, a przede wszystkim
liczono się jak najbardziej z głosem dzieci. Dlatego też one
pozwalaly sobie często wypowiadać w szkole własne zdanie, bronić przed – według nich – jakąś niesłuszną uwagą
lub jawną niesprawiedliwością, stawać solidarnie w obronie
kolegi. To prowadzilo do różnych dysonansów, zakłóceń w
pracy, skarg nauczycieli. Ukształtowała sie niezasłużona opinia, że dzieci z Krochmalnej bardzo często są niegrzeczne.
Plebiscyt
Poza ogólną obserwacją istniał w Domu Sierot, od lat przez
Radę Samorządową prowadzony i uznawany powszechnie,
plebiscyt. Dużo wcześniej niż socjologowie zaczęli stosować
różnorodne socjogramy, Korczak urządzał coś na kształt badania opinii publicznej. Dzieci głosują kartkami, na których są symboliczne znaki +, –, 0. Plus oznacza lubię, Minus – nie lubię, Zero – jest mi obojętny, nie wiem, nie znam
dobrze. Dzięki plebiscytowi poznawaliśmy często ukryty,
jakby podziemny nurt życia gromady dziecięcej. I to była
rzecz niewątpliwie cenna. Większość liczyła się najbardziej
z opinią publiczną. Na podstawie plebiscytu ustalała Rada
Samorządowa tzw. miana, czyli kategorie obywatelskie: towarzysz, mieszkaniec, obojętny mieszkaniec. Dziecku, które
otrzymało tę ostatnią kategorię było naturalnie przykro,
smutno, ale drogi poprawy nie były zamkniete. Dzieci same
dążyły do poprawy.
28
(...)våra barn utgjorde ett svårt element. Med detta ville jag
inte påstå att dessa barn var mindre kapabla, mindre intelligenta. De hade ju mycket tillfredsställande studieresultat.
Inte alla barn kunde räkna med sådan hjälp, när de hamnade i svårigheter, som hos oss. Det förekom problem av
annat slag. I skolan rådde det en ganska sträng disciplin. På
barnhemmet var det väsentligt friare, framför allt lyssnade
man mera på barnen. Därför tillät de sig ofta i skolan att säga
sin mening, att försvara sig mot en, i deras uppfattning,
obefogad anmärkning eller uppenbar orättvisa. Det har
skapats ett oförtjänt rykte att barnen från Krochmalnagatan ofta var ohövliga.
Omröstning
Förutom den allmäna uppmärksamheten existerade på Barnhemmet den av självförvaltningsrådet införda och allmänt
erkända institutionen med omröstning. Långt innan sociologer började använda sig av sociogram, genomförde Korczak något i likhet med opinionsundersökningar. Barnen
röstade på andra barn med sedlar på vilka de skrev symboliska tecken: +, -, 0. Ett plus betydde ”tycker om”, ett minus
– ”tycker inte om”, en nolla betydde ”jag bryr mig inte om,
vet inte, känner inte så bra”. Tack vare omröstningarna fick
vi ofta insikt om de dolda, underjordiska strömningarna
i barnskarans liv. Med omröstningsresultaten som grund
fastslog självförvaltningsrådet tre kategorier av invånare: kamrat, invånare, likgiltig invånare. Det barn som
hänfördes till den sista kategorin blev naturligtvis ledset,
men vägen till en förbättring var å andra sidan inte stängd.
Barnen strävade själva efter en förbättring. Den allra högsta
positionen i barnsamfundet fick den, som lyckades samla in
plus från Barnhemmets samtliga invånare och denne fick
då titeln barnens kung. Ingen skulle väl av den anledningen
betrakta Korczak som rojalist.
I enlighet med den rådande offentlighetsprincipen tillkännagavs omröstningsresultatet. Personligen tyckte jag
om omröstningsidén, som ett sorts diagnostiskt försök som
gav pedagogerna insikt om saker som annars inte gick att
se med blotta ögat. Inte bara barnen omfattades av omröstningarna. Vuxna också. Och dessa bevis på sympati
eller likgiltighet var för oss en stor upplevelse och gav oss
viktiga anvisningar. Det förekom överraskningar, såväl när
det gällde barnen som internatborna. Vi var, till exempel,
förvånade över att den i allmänhet omtyckte herr Rafał i
omröstningen fick förhållandevis få plus. Lögnaren Zygmuś däremot, som brukade berätta påhittade historier om
sina föregivna äventyr, åtnjöt allmän sympati. Så denna vår
förvåning gav oss en del att fundera över. Jag tror däremot
inte – även om hittills ingen annan har kommit med en
liknande kritik – att det faktum att samtliga barn fick reda
på omröstningsresultatet hjälpte de barn som kollektivet
tilldelade det sämsta betyget. Jag vet att det alltid var en
obehaglig överraskning och gav upphov till en större sorg
än när ett barn förflyttades till en sämre kategori. Detta
var mitt största tvivel – tvivel från en man som ju ville att
barnen skulle leka och vara glada.
Efter dessa reservationer måste jag erkänna att våra barn
pluggade (man ägnade mycket uppmärksamhet åt studierna), fullgjorde de efter deras möjligheter anpassade jourerna, men även hade tid för att leka ute i det fria, och glada
barnskratt och babblande hördes oftare på Krochmalnagatan än gråt. Till och med de mest seriösa angelägenheterna var på ett underligt sätt av en dubbel karaktär: å
ena sidan just lek, spel, men å andra sidan – en kanske för
tidig övergång till vuxenlivet och betraktandet av saker på
största allvar.
Var våra barn idealiska? Säkert inte! Finns sådana barn
överhuvudtaget? Enligt vilka parametrar skulle någon
kunna bestämma de karakteristiska dragen hos ett sådant
barn? Hos oss förekom det konflikter, motsättningar, krav,
avundsjuka, vrede, ilska, kollektiva protester. Inte särskilt
ofta, men de förekom. Korczak skrev: ”Vi gör inga under,
vi vill inte vara charlataner. Vi värjer oss mot den bedrägliga
längtan efter perfekta barn.”
Barnrepubliken
I skolan skymdes ofta barnet av elevens skugga. För att tala
klarspråk, ville lärarna, som ju måste handskas med överfulla klasser (50 barn) just ha bekväma elever. Vi däremot
ville ha bättre barn, litet bättre barn. Här fanns kanske
källan till de två skilda omdömen om våra barn som gjordes i skolan och på Barnhemmet. En annan, kanske minst
lika viktig: på Barnhemmet betraktades barnen aldrig som
undersåtar utan som medborgare i den Barnrepubliken. För
det tredje: hos oss ställde man krav på dem, de hade plikter,
med de hade också rättigheter. För det fjärde, strävade man
efter att barnen skulle ha det så bra som möjligt i förhoppningen om att även de själva skulle bli bättre. Här menar
jag inte enbart den särskilda miljön, utan hur denna miljö,
en miljö i ständig omstöpning, påverkade barnen. Av de
vuxna möttes barnen aldrig av likgiltighet, snarare mötte
de välvilja och förståelse, från de andra invånarna bemöttes
de i allmänhet med ett gott ord och hjälpsamhet, inte sällan
Najwyższa pozycję w społeczności dziecięcej na Krochmalnej przyznawano temu, kto zebrał plusy od wszystkich
mieszkańców Domu i taki wychowanek uzyskiwał tytuł
króla dzieci. Nikt chyba w związku z tym nie będzie uważał
Korczaka za rojalistę.
Wyniki plebiscytu, zgodnie z panującą u nas jawnością
ogłaszano publicznie. Mnie osobiście podobał sie pomysł
plebiscytu jako pewnego rodzaju próby diagnostycznej, uz­
mysławiającej wychowawcom to, czego gołym okiem nie
daje się uchwycić. Nie tylko dzieci podlegaly plebiscytom.
Dorośli również. I te dowody sympatii czy obojętności stanowiły dla nas przeżycie i ważne wskazówki. Zdarzały się
niespodzianki zarówno jeśli chodzi o bursistów, jak i o dzieci.
Dziwiliśmy się na przykład, że lubiany na ogół pan Rafał
otrzymał w plebiscycie stosunkowo mało plusów. Natomiast
łgarz Zygmuś, który opowiadał zmyślone historie o swoich
rzekomych przygodach, cieszył się sympatią większości. A
więc to nasze zaskoczenie dawało wiele do myślenia. Nie
wydaje mi się natomiast – choć nikt dotychczas takich zarzutów nie stawiał – aby fakt, że wszystkie dzieci znały wy­
niki plebiscytu, pomagał tym negatywnie przez gromadę
ocenianym dzieciom. Wiem, że stanowił nawet przykre zaskoczenie i stawał się przyczyną większego smutku, aniżeli
przesunięcie do gorszej kategorii. Na tym polega główna
wątpliwość moja – człowieka, który pragnął, aby dzieci bawiły się i były wesołe. Przy tych zastrzeżeniach muszę przyznać, że nasi wychowankowie uczyli się (i przywiązy­wano
do tego wiele uwagi), pełnili nie przekraczające ich możliwości dyżury, ale mieli czas na zabawy i gry na świeżym
powietrzu, a radosny dziecięcy śmiech i gwar częściej się
na Krochmalnej rozlegał, aniżeli płacz. Nawet załatwianie
najpoważniejszych spraw miało w jakiś dziwny sposób charakter dwojaki: z jednej strony jakby właśnie gry, zabawy, z
drugiej zaś – przedwczesnej może dojrzałości i traktowania
rzeczy serio.
Czy w Domu nasze dzieci były idealne? Nic podobnego!
Czy w ogóle istnieją takie dzieci? Według jakich parametrów potrafiłby ktoś wymienić cechy charakterystyczne takiego ideału? Zdarzały się u nas spory, sprzeciwy, pretensje,
sceny zazdrości, gniewu, rozgoryczenia, objawy zbiorowego
protestu. Niezbyt często, ale się zdarzały. Korczak pisał –
Nie jesteśmy cudotwórcami, nie chcemy być szarlatanami.
Zrzekamy się obłudnej tęsknoty do dzieci doskonałych.
Obywatele republiki dziecięcej
W szkole cień ucznia przesłaniał najczęściej dziecko. Mówiąc oględniej: nauczyciele w przeładowanych klasach (ponad 50 uczniów) pragnęli mieć właśnie dzieci wygodne. My
natomiast – lepsze, trochę lepsze. Tu chyba kryje się źródło
odmiennej oceny dziecka przez szkołę i przez Dom Sierot.
Drugie niemniej ważne: w Domu Sierot wychowanków
nie traktowano jako poddanych, tylko jako obywateli tej
wyjątkowej republiki dziecięcej. Trzecie: u nas stawiano
im wymagania, mieli obowiązki, ale mieli również prawa.
Czwarte: starano się, żeby było im możliwie jak najlepiej, żywiąc przekonanie, że i one staną się lepsze. Mam na
myśli nie wyłącznie zmianę środowiska, ale fakt, jak owo
ukształtowane i kształtujące się wciąż środowisko z kolei
wpływa na dzieci. Ze strony dorosłych nigdy nie spotykały
obojętności, raczej życzliwość i wyrozumiałość, ze strony
innych wychowanków, na ogół, dobre słowo, często chęć
29
pomocy, nawet jej rzeczowe dowody. A więc rodziło się
ważne poczucie bezpieczeństwa i przekonanie, że nikt tu
ciebie nie lekceważy i nie chce dotknąć, poniżyć, zgnębić.
Czy w pełni uświadomione? Nie wiem. Ale odczute.
Kamieniem węgielnym naszego zakładu było prawo dziecka do szacunku, a nawet do protestu ... Życie i współżycie
regulowała na codzień, swoiście pojęta i dostępna dla naszych młodziutkich wychowanków, „umowa społeczna“. A
drogi do zmian, zachodzących w naszych dzieciach, bywały
różne i liczne. Niewątpliwie pozytywne wyniki dawało zarówno działanie pośrednie, jak i bezpośrednie.
Korczak pisał z przesadną skromnością: – „Mogę stworzyć tradycje prawdy, ładu, pracowitości, szczerości. Ale nie
przerobię żadnego z dzieci na inne niż jest ... Nie powiem
chabrom, żeby były zbożem.”
Zakłady
med konkreta bevis på det sistnämnda. På det sättet växte
alltså en känsla av trygghet fram, samt en viktig övertygelse
om att här kommer ingen att negligera dig, ingen vill såra
dig, förödmjuka eller plåga dig. Var detta fullt medvetet?
Jag vet inte. Säkert kändes det så.
Hörnstenen i uppfostran på vår anstalt var barnens rätt
till respekt, till och med till protest... Livet och samvaron
reglerades i det dagliga livet av ett av våra unga invånare
specifikt uppfattat socialt kontrakt. Och sätten att förändra våra barn var många och olika. Utan tvekan fick man
positiva resultat genom såväl direkt som indirekt påverkan.
Korczak skrev med en överdriven blygsamhet: ”Jag kan skapa
en tradition av sanning, ordning, arbetsamhet och ärlighet.
Jag kan dock inte göra om något av dessa barn till något
annat än vad de redan är … Jag kan inte befalla blåsippor
att bli spannmål.”
Pan Doktor zaobserwował, że dzieci wciąż się o coś za- Vadslagning
kładają: kto pierwszy przybiegnie, wyżej skoczy, więcej Doktorn märkte att barnen hela tiden slog vad om någonzbierze kasztanów, dalej plunie, kto nie zaśmieje się, gdy ting: om vem som kommer att springa fortare, hoppa högre,
inny będzie stroił zabawne miny itp. Ogólnie rzecz bio- vem som kommer att samla in fler kastanjer, spotta längre,
rąc, zakładali się, kto wygra. I oto przyszło
vem som inte kommer att skratta när nåKorczakowi na myśl, że ową skłonnosć do
”Jag kan skapa en tradition av gon annan gör roliga miner, osv. Och då
zakładów można z powodzeniem wykorzykom Korczak på tanken att man kunde
sanning, ordning, arbetsamhet utnyttja denna böjelse för uppfostringsänstać dla celów wychowawczych. I tak na
och ärlighet. Jag kan dock inte damål. Och så började barnen på KrochKrochmalnej dzieci zakładały się z Doktogöra
om något av dessa barn till malnagatan slå vad med Doktorn om att
rem, że już nigdy ..., że ani razu więcej nie
obrażą nikogo, przestaną mówić cholera, något annat än vad de redan är de aldrig mera... skulle förolämpa någon,
czy psia krew, nie pociągną dziewczynek … Jag kan inte befalla blåsippor att de skulle sluta svära, sluta dra flickorza warkocz, nie skłamią itp. itd. Korczak
na i hästsvansen, inte ljuga, osv. Korczak
att bli spannmål.”
odradzał, tłumaczył, że to nie łatwo tak
avrådde, förklarade för dem att det inte
od razu przestać. Za wygrane wypłacano
var alldeles lätt att sluta på en gång. Som
dwa cukierki. Oczywiście nie o te cukierki chodziło, ale o vinst utbetalades två karameller. Självklart var det inte kazwycięstwo nad samym sobą, o ukazanie drogi do walki ramellerna saken gällde, utan en seger över sig själv, att visa
ze swymi wadami, drogi wiodącej do samowychowania.
barnen hur man bekämpar sin egen ofullkomlighet, att visa
Mnie osobiście podobały się zakłady o „niewiadome”. på den väg som leder till självuppfostran.
Dziecko zakładało się o coś bardzo intymnego i nie chciało,
Själv tyckte jag om när de slog vad om det ”okända”.
by inni wiedzieli. To było także jego prawo.
Ett barn slog då vad om något mycket intimt och ville då
inte att andra skulle veta vad det gällde. Detta var också
barnets rättighet.
Sąd koleżeński
Sąd koleżeński – wielkie osiągnięcie pedagogiczne Korczaka – budzi obecnie sporo kontrowersji, na które większy
bodaj wpływ ma sama nazwa, aniżeli istota rzeczy. Warto
przypomnieć, że „Kodeks” układał Doktor mozolnie, podczas
pierwszej wojny, gdy jako lekarz pracował w przyfrontowym szpitalu. Rozmyślał nad tym, co można uczynić, aby
ludzie nie musieli się zabijać, żeby docho„Mogę stworzyć tradycje prawdy, dzić swoich praw. Swojej słuszności możładu, pracowitości, szczerości. Ale na dowodzić nie siłą lecz drogą rozwagi i
nie przerobię żadnego z dzieci na sprawiedliwości. Temida nie powinna być
inne niż jest ... Nie powiem cha- ślepa ....Dziecko, które doznało krzywdy ze
strony innego, nie odpłacało u nas pięknym
brom, żeby były zbożem.”
za nadobne, ale też w poczuciu własnej słabości
nie musiało bezradnie cierpieć w milczeniu...
Broniono jednostki przed złośliwością jakiejś grupki. Broniono
własności dziecka. Broniono jego godności. Mały i dorastający człowieku, twoje własne ja, twoje pragnę, marzę, nie
zgadzam się, nie pozwalam, czyli twoje prawa obywatelskie,
ważne są! Już teraz, a nie dopiero wtedy, gdy dorośniesz.
30
Kamratdomstolen
Kamratdomstolen – denna Korczaks stora pedagogiska
succé – ger numera upphov till många kontroverser, vilket
nog mera har orsakats av dess namn än av själva sakens väsen. Värt att påminna om är att ”Stadgan” sammanställde
Doktorn mödosamt under första världskriget, när han arbetade som läkare vid ett frontsjukhus. Han funderade över
vad man kunde göra för att folk skulle slippa döda varandra
när de kämpar för sina rättigheter. Sin rätt behöver man
inte få genom våld, utan genom sans och rättvisa. Rättvisan
borde inte vara blind ...
Ett barn hos oss, som behandlades illa av andra brukade
inte återgälda tand för tand, men samtidigt slapp han, i sin egen
svaghets vanmakt, hjälplöst lida i tysthet... Man försvarade
den enskilde mot ondskan hos gruppen. Man skyddade
barnens egendom. Man försvarade dess värdighet. Du lilla,
växande människa, ditt eget jag, dina jag vill, jag drömmer,
jag håller inte med, dvs. dina medborgerliga rättigheter är
viktiga redan nu, inte bara när du blir vuxen.
Wszystkie osoby, które
pracuja lub mieszkaja w
Szwecji, maja prawo do
emerytury.
Zapraszamy do naszych biur obsługi, gdzie odpowiemy na Twoje
pytania dotyczące emerytury.
Więcej informacji na temat emerytury znajduje się na stronie
pensionsmyndigheten.se/polska
Tutaj można znaleźć adresy naszych biur obsługi
pensionsmyndigheten.se/servicekontor
Jeżeli chodzi o sąd, Korczak uważał, że będzie to zawiązek równouprawnienia, prowadzącego do deklaracji praw
dziecka. Sprzeciwiał się despotyzmowi opiekunów, którzy
lekceważyli „błahe” krzywdy i skargi wychowanków, a rozpatrywali je zależnie od swojego dobrego czy złego humoru.
Przypominam też, że pięcioosobowy skład sędziowski stanowiły u nas dzieci. Pamiętam dobrze, że słowa [wychowanka] Felka „ja też byłem sędzią”, sam początkowo przyjąłem
jako mistyfikację, lub kiepski żart. Z naciskiem podkreślam fakt, że u nas wychowanek mógł podać do sądu nie
tylko inne dziecko, ale również dorosłych. Wszystkich nas
obowiązywały te same prawa. Gdy twierdzę, że Sąd był na
Krochmalnej instytucją wychowującą, daję wyraz głębokiemu przekonaniu wyrosłemu z wieloletniej praktyki.
Na tablicy ogłoszeń wisiała lista z nastepującymi rubrykami: kto podaje do sądu, kogo i za co. Wypełnianie ostatniej rubryki nie było obowiązkowe, bo młodsze dzieci miały
trudności z pisemnym formułowaniem skarg. Przez dłuższy czas pełniłem funkcję sekretarza sądu. Zdejmowałem
z tablicy tę listę i wzywałem oskarżającego i oskarżonego,
aby złożyli zeznania. Zapisywałem podawane fakty i wyjaśnienia. Odbywało się to publicznie, przy stole w dużej
sali jadalnej.
Przy ustalaniu szczegółów, skłócone strony bywały często trochę zbite z tropu, początkowe podniecenie mijało.
Posiedzenie sądowe odbywało się dopiero w soboty. Przez
ten czas po namyśle niejednokrotnie wycofywano skargi.
Komplet sędziowski nie był stały. Wybierano doń dzieci
drogą losowania spośród tych, które w danym tygodniu same
nikogo do sądu nie podały i których nikt nie oskarżał. Jako
sekretarz byłem obecny podczas posiedzenia sądu, odczytywałem zebrane zeznania, nie miałem jednak prawa głosu.
Utkwiła mi w pamięci sprawa Salci, która do sądu
podała Heńka za ... podłość. Nie rozumiałem, o co chodzi w wypadku tej „podłości”. Okazało się, że Heniek
podbiegł do Salci i nagle pocałował ją. Dziewczynka
zawstydziła się, uważała, że krzywda jakiej doznała ze
strony tego chłopca jest ewidentna. On jej tyle wstydu narobił, jest wstrętny i ... podły. Zrozumiałem. Na
När det gällde domstolen, tyckte Korczak att detta kunde
vara början till en jämlikhet, som skulle leda till en allmän
deklaration av barnens rättigheter. Han motsatte sig vårdarnas despotism, som ignorerade ”oskyldiga” oförrätter och
klagomål från barnen och tog itu med dem beroende på sitt
goda eller dåliga humör.
Jag vill också påminna om att de fem domarna var alla
barn. Jag kommer väl ihåg att jag själv i början betraktade
Feleks ord ”Jag har också varit domare” som en mystifikation,
som ett dåligt skämt. Med eftertryck vill jag understryka det
faktum att ett barn fick hos oss anmäla inte bara ett annat
barn utan även en vuxen till domstolen. Samma lagar gällde
oss alla. När jag säger att Domstolen på Krochmalnagatan
var en uppfostrande institution, ger jag uttryck för min djupa
övertygelse, som har vuxit fram genom en lång praktik.
På anslagstavlan fanns en lista med följande rubriker: vem
anmäler vilken och för vad till domstolen. Att fylla i den
sista rutan var inte obligatoriskt, eftersom de yngre barnen
hade svårt att formulera sina klagomål. Under en längre
tid var jag anställd som domstolens sekreterare. Jag tog ner
listan från tavlan och inkallade den anklagade och målsäganden att avge vittnesberättelser. Jag skrev ner fakta och
förklaringar. Detta skedde offentligt, vid bordet i den stora
matsalen.
När vi försökte slå fast detaljerna blev de stridande parterna ofta något besvärade och den första ivern gick snabbt
över. Domstolen sammanträdde först på lördagen. Under
denna tid, efter viss eftertanke, tog man ofta tillbaka sin
anmälan.
Domarkåren var inte konstant. Barnen valdes in i den genom lottning, i vilken enbart de barn fick delta, som under
den aktuella veckan inte hade anmält någon till domstolen
och som själva inte befann sig bland de anklagade. Som sekreterare var jag närvarande vid domstolsförhandlingarna,
jag läste upp vittnesmålen, men hade själv ingen rösträtt.
Ett mål har särskilt fastnat i mitt minne, det när Salcia
anmälde Heniek för att vara ”förhatlig”. Jag fattade inte riktigt vad denna ”förhatlighet” betydde i detta konkreta fall.
Det visade sig att Heniek hade sprungit fram till Salcia och
Kolonie/Kollo i Gocławek
Foto: Arkiv RW
32
helt plötsligt kysst henne. Flickan skämposiedzeniu sądu przedstawiłem
des och tyckte att den skada hon tillfogats
same fakty. Heniek bynajmniej się
av pojken var uppenbar. Han skämde ut
nie wypierał. Zdania sędziów były
henne, han var äcklig och ... förhatlig. Jag
podzielone. Młodsi dziwili się Salförstod. Inför domstolen presenterade jag
ci, dlaczego w ogóle gniewa się na
rena fakta. Heniek nekade i alla fall inte
Heńka. Przecież ją pocałował – to
till någonting. Domarkåren var oenig.
znaczy, że ją lubi. Dlaczego gniewać
De yngre barnen undrade varför Salcia
się, jeżeli ktoś kogoś lubi? Starsi starali
överhuvudtaget blev arg på Heniek. Han
się tłumaczyć. Wyrok zapadł większohade ju kysst henne, vilket betydde att
ścią głosów, wydany był z rozwagą i
han tyckte om henne. Varför vara arg när
powagą.
någon tycker om en? De äldre försökte
Skoro już o tym wydarzeniu mowa,
förklara. Domen fälldes genom majoripozwolę sobie na krótką dygresję: wytetens röst och kungjordes med största
padki nieobojętnego stosunku chłopallvar.
ców do dziewcząt i odwrotnie, tylko że
Korczak, getto i Warszawa, 1942
Foto: Arkiv RW
När vi nu talar om denna händelse så
w nieco zawoalowanej formie, dawały
vill jag tillåta mig en liten avvikelse: enskilda fall av ett się zauważyć wśród starszych wychowanków. Szeptanie po
icke likgiltigt förhållande från pojkarna gentemot flickor kątach, dowcipy o specjalnym posmaku, chichoty, sygnaoch tvärtom, dock i en något mera förtäckt form, kunde lizowały okres dojrzewania. Pan Doktor z chłopcami,
märkas bland de äldre invånarna. Det viskades i hörnen, pani Stefa z dziewczynkami zaczęli prowadzić pogadanki
vitsar av ett särskilt slag, skratt – allt detta signalerade pu- uświadamiające, które cieszyły się niesłabnącym zainterebertetsåldern. Doktorn och fru Stefa började då föra upp- sowaniem wśród słuchaczy. Miały one charakter erotyczlysningssamtal med pojkar respektive flickor, som alltjämt no-fizjologiczno-społeczny.
väckte stort intresse bland åhörarna. Samtalen var av en
Wracam do przerwanego wątku zagadnień dotyczących
erotisk-fysiologisk-social karaktär.
sądu. Wszystkie dzieci lubiły bardzo Pana Doktora. GarJag återgår nu till den avbrutna berättelsen om domsto- nęły się do niego jak do rodzonego ojca. A jednak, właśnie
len. Alla barn tyckte mycket om Doktorn. De drogs till Pan Doktor stawał kilkakrotnie przed sądem koleżeńskim.
honom som till sin egen far. Ändå fick även han stå inför Subiektywne uczucia nie przesłaniały przewinienia. Opokamratdomstolen ett par gånger. De subjektiva känslorna wiem o kilku takich sprawach. Raz dzieci zobaczyły na
fick inte dölja hans överträdelser. Jag ska berätta om ett ulicy, że Pan Doktor wskakuje do tramwaju. Postępowapar av dessa fall. En gång fick barnen se Doktorn hoppa nie surowo zakazane. Podany do sądu powiedział na swoje
på en spårvagn på gatan när den redan var i gång. Detta usprawiedliwienie, że się spieszył do Polskiego Radia. Dovar strängt förbjudet. Den anklagade försvarade sig med att stal §100, który głosił, że źle postąpił.
säga att han hade bråttom till den Polska Radion. Han fick
Chłopak – Abramek Piekło – często i to złośliwie doku§100, som förkunnade att han hade handlat fel.
czał innym dzieciom, wywoływał awantury. Raz zirytowany
En pojke vid namn Abramek Piekło (po polska helvete) Pan Doktor powiedział na niego „piekielnik”. Podchwyciły
brukade ofta vara elak mot andra barn och orsakade bråk. to inne dzieci i nie nazywano Abramka inaczej jak „pieDoktorn, irriterad, kallade honom en gång för ”Piekiel- kielnikiem”. Chłopiec czuł się pokrzywdzony. Którejś nienik” (kan betyda djävul). De andra barnen gillade detta dzieli podał Pana Doktora do sądu za przezywanie. Kilka
nya namn och snart kallade ingen Abramek för annat än dni później sam wycofał sprawę. Doktor jednak o tym się
”Piekielnik”. Pojken kände sig kränkt. En söndag anmälde dowiedział i prosił usilnie dzieci, aby już nigdy tego słowa
han Doktorn till domstolen för att denne använde föroläm- „piekielnik” nie używały. Przestały!
pande epitet på honom. Några dagar senare tog han tillbaka
Ostatnią sprawę, którą chcę przytoczyć zaczerpnąłem z
anklagelsen. Doktorn fick dock reda på det och bad barnen wydanego drukiem opowiadania Staśka Zyngmana. Ma ona
att aldrig mera använda ordet ”Piekielnik”. De slutade!
zgoła inny charakter. Łajcie, żyjącą w strasznych warunkach,
Det sista fallet som jag vill presentera här har jag hämtat przyjęto w drodze wyjątku do Domu Sierot na interwencję
ur en berättelse av Staś Zyngman, som givits ut i tryckt jej nauczycielki. Nie była pierwszoklasistką. Miła, inteligentform. Detta fall var annorlunda på många sätt. Lajcia, som na dziewczynka uczyła się dobrze. W Domu Sierot i w szkohade bott under fruktansvärda förhållanden, blev undan- le jej zachowanie było nienaganne. Doktor zwrócił jednak
tagsvis antagen på Barnhemmet efter ett ingripande av hen- uwagę, że dziewczynka jest zbyt spokojna i cierpliwa. Chce
nes lärarinna. Hon var inte elev från första klass. Det var en grać z dziećmi w „klasy” czy bawić się skakanką. Każą jej
trevlig, intelligent flicka och hon hade goda studieresultat. poczekać. Gdy miejsce się zwalnia, przyjmują kogoś innego.
Såväl på Barnhemmet som i skolan var hennes uppförande Ona spokojnie bez słowa usuwa się na bok, patrzy i nie
oklanderligt. Doktorn anmärkte dock att hon var alldeles upomina się o swoje prawo, jest bierna. Nie był to bynajför lugn och tålmodig. Hon hade gärna velat spela ”klasy” mniej sporadyczny wypadek. Po miesięcznym pobycie Łajci
med de andra barnen eller leka med hopprep. De lät henne w Domu Sierot przeprowadzono plebiscyt. Dziewczynka
vänta. När det blev en ledig plats tog de hellre någon annan. otrzymała niemal same zera. A zatem prawie wszystkim
Hon drog sig då lugnt åt sidan utan att säga ett ord, såg była wciąż obca, obojętna. Tylko nie Korczakowi! Kiedyś
på och förmådde inte kämpa för sin rätt, var passiv. Det- podczas zabawy na dużej sali Pan Doktor podniósł dzieta var inte alls någon isolerad händelse. När Lajcia vistats wuszkę do góry i posadził na szafie. Przerażone dziecko
på Barnhemmet en månad genomfördes en omröstning. płakało i prosiło, żeby je zdjąć stamtąd. Obok szafy zbie33
Korczak, Misza, Dom Sierot/ Barnhem
Krochmalnagatan
Foto: Arkiv RW
rała się wciąż rosnąca gromadka dzieci. Wreszcie zdjął Pan
Doktor z szafy Łajcie. Otoczyła ją gromadka oburzonych
wydarzeniem dzieciaków. Namawiały ją, aby podała Pana
Doktora do sądu. Opierała się. Jakże tak? Doktora, który
był dla niej taki dobry... Uległa gromadzie, która okazała
jej zainteresowanie, życzliwość. I znów stanął Korczak jako
oskarżony przed sądem. Przyznał się do winy, ale się nie
usprawiedliwiał. Zdania sędziów były podzielone. Niektórzy byli za wysokim wyrokiem skazującym. Biorąc jednak
pod uwagę, że to był żart niezłośliwy, ale przykry dali §100.
Korczak wydawał się być zadowolony z ogłoszonego wyroku, a jeszcze więcej z konsekwencji, jakie to wywołało. W
hierarchii problemów mniej i bardziej ważnych – to było
dlań decydujące. Zrozumieliśmy!
Zdarzało się, że niektórzy nauczyciele, mający dość skarg
uczniów, usiłowali w szkole, czy w klasie wprowadzić sąd
koleżeński. Przeważnie doznawali porażki. Ilość skarg się
mnożyła, a instytucja nie zdobywała autorytetu. Jedna technika, wyrwana z kontekstu całego systemu zawodziła. Na
Krochmalnej i na Bielanach (w drugim domu dziecka kierowanym przez Korczaka – przyp. red.) zdawała na pewno
egzamin.
❒
Michał Wróblewski Siedem dobrych lat © Romuald Wróblewski
Sid. 24 Collage, bilder medsols
1. vänster, högst upp: Korczak, Misza Wróblewski, kollo i Różyczki
2. Misza, Felek Grzyb, kollo i Różyczki,
3. Barnhemmet Krochmalnagatan,
4. Michał Wróblewski, förra seklets 60-talet,
5. Pojkarnas sovrum på Krochmalnagatan, sista bilden före kriget.
Foto: Arkiv RW
Fotografie ze str. 24 Collage, ze wskazówkami zegara:
1. lewe górne: Korczak, Misza Wróblewski, kolonie w Różyczkach
2. Misza, Felek Grzyb, kolonie w Różyczkach
3. Dom Sierot, ul. Krochmalna.
4. Michał Wróblewski, lata 60-te XX w.
5. Sypialnia chłopców na Krochmalnej, ostatnie zdjęcie sprzed wojny.
Foto: Archiwum RW
34
Flickan fick nästan enbart nollor. Hon var alltså fortfarande
likgiltig, främmande för de flesta. Men inte för Korczak! En
gång, mitt under en pågående lek i stora salen tog Doktorn
upp flickan och satte upp henne på ett skåp. Det förskräckta
barnet skrek och grät och bad att någon skulle ta ner henne
från skåpet. Framför skåpet samlades då en växande skara
barn. Till sist tog Doktorn ner Lajcia. Hon blev omgiven
av en skara barn, som var upprörda över det inträffade. De
uppmanade henne att anmäla Doktorn till domstolen. Hon
ville inte. Varför då? Att anmäla Doktorn, som ju varit så
snäll mot henne... Till sist gav hon upp inför barnskaran, som
visade henne sitt intresse och sympati. Än en gång stod Korczak som den anklagade inför domstolen. Han erkände sin
skuld, men gav inga ursäkter. Domarkåren var oenig. Somliga var för en sträng, fällande dom. Men, med tanke på att
detta hade varit ett skämt, inte elakt men ändå obehagligt,
gav de honom §100. Korczak verkade nöjd med domen, och
ännu mera nöjd var han med konsekvenserna av hela denna
händelse. I hela de stora och små problemens hierarki var
det just detta som för honom var det avgörande. Vi förstod!
Det förekom att vissa lärare, som hade fått nog av elevernas ständiga klagomål försökte upprätta kamratdomstolar i
sina klasser. I de allra flesta fall blev detta ett fiasko. Klagomålen blev bara fler och institutionen som sådan fick föga
auktoritet. En enskild teknik, som hade ryckts loss ur sitt
sammanhang, ville inte fungera. Men på Krochmalnagatan
och i Bielany var den säkert en framgång.
❒
Michał Wróblewski Siedem dobrych lat © Romuald Wróblewski
Översättning från polska: Wojciech Szrubka
recenzja recension
Nieustające poszukiwanie
o powieści Katarzyny Tubylewicz Rówieśniczki
Szwecji, w Sztokholmie. Owe trzy kole­
żanki z podstawówki to teraz dorosłe
kobiety, każda z nich ukształtowana
przez swoje środowisko i własne życio­
we doświadczenia.
Trudno o trzy bardziej różne osobowo­
ści. Joanna, tymczasowo zamieszkała
w Szwecji, jest żoną polskiego dyplo­
maty. Sfrustrowana dyplomatycznym,
podporządkowanym skostniałym
konwenansom środowiskiem, szuka
z niego ucieczki. Swoisty azyl znajdu­
je – to jeden z drastycznych i bardziej
Rówieśniczki
wyrazistych paradoksów tej powieści
– w ramionach kochanka, imigranta­
Katarzyna Tubylewicz
Wydawnictwo W.A.B., 2914
-muzułmanina z przedmieścia Sztok­
holmu. Zdaje sobie doskonale sprawę
z ewentualnych konsekwencji tego
We shall not cease from exploration
związku, mogącego zrujnować nie tylko
And the end of all our exploring
jej małżeństwo (skądinąd nieciekawe),
Will be to arrive where we started
ale przede wszystkich karierę jej męża;
And know the place for the first time
świadoma jest też banalności tej sytu­
T.S. Eliot acji: „Stara baba z młodym, orientalnym
kochankiem. Co za kicz!” A jednak trud­
no jej wykreślić go na dobre ze swojego
Już samo motto do najnowszej, wy­
życia. Życia pozbawionego poza tym
danej w Polsce książki Katarzyny Tu­
większych atrakcji, jeśli nie liczyć spo­
bylewicz, Rówieśniczki (Wydawnictwo
tkań na gruncie dyplomatycznym, na
W.A.B., 2914), sygnalizuje nam przes­
trzeń emocjonalną rozgrywanej w niej
których Joanna jest w zasadzie jedynie
akcji. Powroty, nawroty, reminiscencje
ozdobą swego męża i które śmiertelnie
i konsekwencje dawnych zdarzeń z
ją nudzą.
życia głównych postaci przeplatają się
nieustannie ze sobą. Grubo upraszcza­
W Szwecji mieszka również Zofia – w
jąc można powiedzieć, że główną osią
przeciwieństwie do Joanny robi wszy­
powieści jest przyjaźń, ściślej mówiąc
stko, co możliwe, aby zintegrować się ze
– kobieca przyjaźń. Temat skądinąd nie­
szwedzkim społeczeństwem. Ma skąd­
nowy w literaturze, tu jednak obdarzony inąd oddanego męża Szweda, ale też
dodatkowym wymiarem: trzy przyjaciół­ zmuszona jest matkować jego córkom
ki, których znajomość i przyjaźń (dość
nastolatkom z pierwszego małżeństwa,
niejednoznaczna, jak się potem okaże)
nie znoszącym nowej żony ojca i dającej
bierze początek w Polsce, spotykają się
jej to odczuć na każdym kroku poprzez
po latach na zupełnie innym gruncie: w
wyrafinowaną grę w „wykluczanie tej
36
trzeciej”. Nic jednak nie powstrzymu­
je Zofii od ciągle ponawianych prób
wtopienia się w szwedzkie tło, nawet
kosztem zmiany imienia i nazwiska i za­
tracenia tym samym w pewnym stopniu
własnej tożsamości: „Sofia Söderberg,
żona Kjella Söderberga, miała zupełnie
inne możliwości niż Zofia Skoczylas”.
Udało jej się, dzięki znajomościom
męża, dostać pracę nauczycielki języka
hiszpańskiego, co powstrzymało pro­
ces, który sama przed sobą określała
jako „powolne odmóżdżanie”. Na pozór
egzys­tencja Zofii ma wszelkie cechy
wręcz idealnej stabilizacji w nowym kra­
ju. Na pozór, bowiem uporczywa walka
Zofii o asymilację, mająca swoje podłoże
w przeżyciach z dzieciństwa i okresu
dorastania w Polsce, jak też w trudnych
doświadczeniach imigrantki w pierw­
szych latach pobytu w Szwecji, trwa
nieustannie, nie pozwalając jej pozbyć
się poczucia wyobcowania.
Trzecia z tych kobiet, Sabina, to fana­
tyczna w swych poglądach żarliwa kato­
liczka, apodyktyczna, wręcz despotycz­
na, nie znosząca sprzeciwu i przekonana
o swojej własnej nieomylności. Pracuje
w odpowiednim do swoich przekonań
miejscu: jako zastępca redaktora na­
czelnego katolickiego tygodnika dla
kobiet Nasza misja. Sabina jest, moim
zdaniem, najbardziej kontrowersyjną
postacią powieści. Jej dewocja i żądza
władzy jest porażająca, podobnie jak
podglądy, których nie powstydziłaby
się sama Inkwizycja. Sabina, decydując
się na przyjazd do Sztokholmu i spotka­
nie z przyjaciółkami, zataja przed nimi
największą porażkę swego dotychcza­
sowego zawodowego życia. Na domiar
Cd. str. 38 ▶▶
złego jej ukochany syn
Ett oavbrutet sökande
om Katarzyna Tubylewiczs roman Rówieśniczki
We shall not cease from exploration
övrigt är tråkigt), utan framför allt
And the end of all our exploring
hennes mans karriär: hon inser dessu­
Will be to arrive where we started
tom situationens banalitet: „En gammal
And know the place for the first time
tant med en ung, orientalisk älskare.
Vilken kitsch!” Ändå har hon svårt att för­
T.S. Eliot passa honom ur sitt liv. Ett liv som dessu­
tom saknar större tjusning, om man inte
Redan mottot till Katarzyna Tubylewiczs
räknar de diplomatiska möten som Jo­
senaste bok Rówieśniczki, utgiven i Po­
anna, i egenskap av prydnad till sin man,
len på förlaget W.A.B 2014, visar prov
deltar i och tråkas ut av fullständigt.
på den känslorymd som ska ta plats i
hand­lingen. Återkomster, tillbakagån­
I Sverige bor också Zofia som i motsats
gar, reminiscenser och konsekvenser av
till Joanna gör allt som är möjligt för att
tidigare händelser i huvudpersonernas
integreras i det svenska samhället. Hon
liv blandas fortlöpande samman. I korth­ har en svensk hängiven man, men är
et handlar huvudtemat i berättelsen
också tvungen att vara extramamma åt
om vänskap, närmare sagt – kvinnlig
tonårsdottern från det första äkten­skapet
vänskap. Det är inget nytt tema i lit­
som inte tål pappans nya fru, vilket hon
teraturen, men här är det förenat med
låter Zofia förstå genom att ständigt och
ytterligare en dimension: tre väninnor,
raffinerat spela ut henne. Men ingenting
vars relationer och vänskap (en rätt
håller Zofia borta från att ständigt på nytt
mångtydig sådan ska det visa sig) har
försöka smälta in i det svenska, även om
sin upprinnelse i Polen, träffas efter flera
det måste ske till priset av att hon byter
år på ett helt annat område: i Sverige,
namn och efternamn och därmed i lika
i Stockholm. De tre, som varit vänner
hög utsträckning förlorar en del av sin
sedan grundskolan, är nu vuxna kvinnor, personlighet: „Sofia Söderberg, fru till Kjell
var och en utbildad inom sitt område
Söderberg, hade helt andra möjligheter
och med egna erfarenheter av livet.
än Zofia Skoczylas”. Hon lyckas, tack vare
sin mans bekanta, att få ett spansklärar­
Det är svårt att hitta tre personligheter
jobb, vilket hindrar den process som
som skulle kunna vara mer olika. Joanna, hon själv beskriver som en långsam
temporärt bosatt i Sverige, är hustru till
„hjärndöd”. Utåt sett verkar Zofias tillvaro
en polsk diplomat. Frustrerad över den
i det nya landet vara stabil och ideal. Men
diplomatiska miljöns tillrättalagda och
trots hennes envisa kamp med att smälta
förstenade konventioner, försöker hon
in, en kamp som bär sina spår från barn­
fly därifrån. Sin asyl finner hon – och det
domens och uppväxttidens upplevelser
är en av berättelsens mer drastiska och
i Polen, liksom de svåra invandrarerfar­
uttryckliga paradoxer – i armarna på
enheterna från de första åren i Sverige, är
älskaren, en muslimsk invandrare i en av
hennes inre känsla av främlingskap svår
Stockholms förorter. Hon är fullkomligt
att göra sig av med.
medveten om förbindelsens eventuella
konsekvenser: de skulle kunna förstöra
Den tredje av dessa kvinnor, Sabina, är
inte bara hennes äktenskap (som för
en glödande katolik med fanatiska öv­
ertygelser. Hon är dominerande, till och
med despotisk, och står, övertygad om
sin egen felfrihet, inte ut med motstånd.
Hon arbetar på en för sina övertygelser
lämplig plats: som vice chefredaktör på
den katolska kvinnotidskriften „Vår mis­
sion”. Sabina är, enligt min uppfattning,
den mest kontroversiella figuren i berät­
telsen. Hennes fromhet och makthunger
är skrämmande, liksom hennes åsikter
som inte skulle stå sig slätt inför självaste
Inkvisitionen. När Sabina beslutar sig för
att åka till Stockholm för att träffa sina
väninnor, hemlighåller hon sitt yrkeslivs
största nederlag för dem. Till råga på allt
visar det sig att hennes älskade son har
en avvikande sexuell läggning, vilket
Sabina både föraktar och finner motbju­
dande. Hon skulle inte ha kunnat tänka
sig något värre och mer förödmjukande!
Hennes värld är skakad i sina grundvalar:
„De senaste omstörtande händelserna,
berövade henne kontroll och värdighet,
och Sabina kunde tåla allt utom att förlo­
ra just det.”
Handlingen i Katarzyna Tubylewiczs
bok utspelar sig med dessa tre psykolo­
giska porträtt som bakgrund. Genom
Joannas, Zofias och Sabinas liv avslöjas
verkligheten sedd ur en annan synvin­
kel, tolkad på ett annat sätt med olika
slags filter: sociala, historiska, religiösa
och känslomässiga. Författaren tar
sig an mycket viktiga frågor som hon
dessutom framställer ur två kultu­
rers perspektiv – den polska och den
svenska – utan att göra sig skyldig till
det vanliga misstaget att glorifiera ena
eller den andra. Det som närmast liknar
en parodisk beskrivning av den polska
diplomatkåren (ibland lite överdriven
för min smak) går hand i hand sid 39 ▶▶
37
recenzja recension
okazuje się być odmiennej i dotąd cał­
kowicie przez Sabinę pogardza­nej i nie­
nawidzonej orientacji seksualnej. Gorszej
rzeczy i upokorzenia Sabina nie mogłaby
sobie wyobrazić! Jej świat zachwiał się w
posadach: „Sokowirówka ostatnich zda­
rzeń pozbawiła ją kontroli i godności,
a Sabina mogła znieść wszystko poza
utratą tych dwóch”.
Na tle tych trzech portretów psycholo­
gicznych toczy się akcja książki Katarzy­
ny Tubylewicz. Perypetie życiowe Joan­
ny, Zofii i Sabiny odsłaniają nam bowiem
rzeczywistość widzianą inaczej, inaczej
też interpretowaną, jeśli nałożyć na owe
interpretacje różnorakie filtry: społeczne,
historyczne, religijne i emocjonalne. Au­
torka porusza bardzo ważne kwestie, od­
dając je w dodatku z perspektywy dwóch
kultur: polskiej i szwedzkiej, a przy tym
bez tak częstej w tego typu tekstach glo­
ryfikacji jednej czy drugiej. Karykaturalne
wręcz opisy polskiego korpusu dyplo­
matycznego (chwilami, jak na mój gust,
zbyt przejaskrawione) idą ręka w rękę z
opisami współczesnego szwedzkiego
społeczeństwa. Reprezentuje je głównie
dobroduszny mąż Zofii, Kjell, typowy (?)
Szwed, wychowany w demokratycznym
kraju i przekonaniu, że „należy mu
się wszystko, co ma podawane od
dzieciństwa na tacy”.
Ale Tubylewicz konfrontuje też nasta­
wienie – co ważne: w obu tych krajach!
– do innych istotnych kwestii. Bardzo
celnie oddaje zjawisko ksenofobii i
uprze­dzeń do obcych narodów. Wygła­
szane protekcjonalnym tonem przez
szwedzkie panie domu uwagi na temat
polskich sprzątaczek, które, jak komen­
tuje jedna z koleżanek Zofii, „są pracowi­
te, ale trochę prymitywne”, nie odbiega­
ją charakterem od komentarzy polskich
38
znajomych Joanny. „Mieszkałam kiedyś
w akademiku z takimi Ukrainkami i to
była dzicz po prostu, żadnej znajomości
polskiej kultury” – zwierza się jedna z
nich. Tubylewicz nie oszczędza nam
ironii, kiedy postaciom swej książki
każe wygłaszać sentencje typu: „Z góry
uprzedzam, że nie jestem rasistką (…).
Ale pewnych kultur mieszać z sobą nie
należy.” Nic dodać, nic ująć!
Miejscem akcji jest głównie Szwecja, ale
reminiscencje przeżyć bohaterek mają
swoje źródło w Polsce – i tej dawnej,
obejmującej dzieciństwo i okres dora­
s­tania trzech dziewcząt-kobiet, i tej
współ­czesnej, gdzie nadal mieszka Sabi­
na i do której to Polski duchowo, w pew­
nym stopniu, nadal przynależy Joanna.
Polska stanowi zatem cały czas tło i
punkt odniesienia dla aktualnych wyda­
rzeń. Stąd wiele refleksji dotyczy – obok
celnych spostrzeżeń na temat społe­
czeństwa szwedzkiego – właśnie spraw
polskich. Autorka nie waha się podejmo­
wać wielu innych, poza wspomnianymi
powyżej, kontrowersyjnych tematów,
jak choćby nastawienie społeczeństwa
do odmiennych orientacji seksualnych,
antykoncepcji i aborcji, jak również do
problemu emigracji żydowskiej i an­
tysemityzmu. Tubylewicz szczególnie
wyczulona jest na wszelkiego rodzaju
hipokryzję: społeczną czy (zwłaszcza tę!)
religijną. Celnie też podchwytuje i paro­
diuje różne narodowe stereotypy i wzor­
ce. Zwłaszcza symbolicznie w polskiej
kulturze naładowany obraz Matki-Polki
– reprezentowanej w powieści przede
wszystkim przez Sabinę – zasługuje
na uwagę: wierna swej zasadzie, że „w
życiu kobiety najważniejsze jest macie­
rzyństwo”, Sabina nie potrafi jednak
zaakceptować rozwoju i przekonań swo­
ich dorastających dzieci. Jej fanatyzm
religijny, utwierdzony przykazaniami
księdza typu „Nieś wytrwale swój krzyż.
(...) Wiem, że cierpisz, ale to najświętsza
rola matki”, obezwładnia czytelnika swą
intensywnością. Ów przedstawiony, jak
w krzywym zwierciadle, obraz tradycyj­
nej Matki-Polki wzbudza zarówno nie­
dowierzanie (czy wręcz rozbawienie), jak
i niesmak. To tylko jeden z przykładów
na kunszt karykaturalny Tubylewicz­
-pisarki i jej cietą ironię: „Niech sobie
feministki mówią, co chcą, za to Sabina
powie wprost, jest, jak jest – życie bez
męża umniejsza kobietę.”
Refleksje autorki dotyczą też Szwecji
– również tutaj mamy do czynienia z po­
dobnie celną ironią i karykaturą szwedz­
kich stereotypów, wyobrażeń i sądów,
szczególnie na temat, jak już wspo­
mniałam, innych narodowości i kultur.
Tubylewicz dzieli się również spostrze­
żeniami odnośnie szwedzkich tradycji i
różnic społecznych, nie zawsze widocz­
nych na pierwszy rzut oka, zwłaszcza
dla kogoś, kto nie pochodzi „z narodu, w
którego zbiorowej pamięci zostało mało
zaschniętej krwi”.
Nie wiem, jak odebrałby tę książkę
Szwed – gdyby została przetłumaczo­
na na język szwedzki. Obawiam się, że
przewrotna ironia pisarki oraz (cóż z
tego, że świadoma) karykatura opisy­
wanego środowiska i większości posta­
ci, odbiega zasadniczo od konwencji
literackich w tego typu powieściach
szwedzkich, zwłaszcza biorąc pod uwa­
gę różniące oba kraje kody kulturowe,
historyczne i społeczne. Istnieje zatem
ryzyko, że mogłaby nie trafić do odbior­
cy, albo zostać odebrana na przekór in­
tencjom autorki. Polecam jednak tę książkę
zarówno Polakom w kraju, jak i zamieszka­
łym w Szwecji. Złożona
Cd. str. 42 ▶▶
med beskrivningar av det samtida svenska
sam­hället. Detta får framför allt företrädas
av Zofias man, Kjell, en typisk (?) svensk
som uppfostrats i ett demokratiskt land
och som tror att „allt han fått på fat sedan
barndomen tillhör honom”.
Men Tubylewicz konfronterar även
inställ­ningen – vilket är viktigt: i båda
länderna! – till andra väsentliga frågor.
Mycket träffande skildrar hon främlings­
fientlighet och fördomar kring andra
na­tionaliteter. De svenska kvinnor som
i nedlåtande ton anmärker på polska
städerskor genom att, som en av Zofias
kollegor, säga att de: „är arbetsamma,
men lite primitiva”, avviker inte från kom­
mentarerna från Joannas polska vänner:
„En gång bodde jag på studenthem med
några ukrainare och vilket pack det var,
de visste inget om den polska kulturen”
– anförtror en av dem. Tubylewicz sparar
inte på ironin när hon låter sina roman­
figurer yttra saker som: jag är inte rasist
(...) men vissa kulturer ska inte beblandas”.
Inget att vare sig lägga till eller dra ifrån!
Författaren berör även Sverige – och här
har åter igen att göra med samma träff­
säkra ironi och parodiering av de svenska
stereotyperna, föreställningar och åsik­
ter, särskilt på det redan nämnda temat
andra nationaliteter och kulturer. Tubyle­
wicz delar med sig av sina iakttagelser
kring svenska traditioner och sociala
skill­nader, som inte alltid är synliga vid
första ögonkastet, särskilt inte för någon
som inte kommer från „en nation, där det
kollektiva minnet inte bär på så särskilt
mycket torkat blod”.
Jag vet inte hur en svensk skulle uppfat­
ta boken om den översattes till svenska.
Jag är rädd att författarens omvända
ironi (vad hjälper att den är medveten)
och parodieringen av miljön och mer­
parten av karaktärerna avviker funda­
mentalt från de litterära konventionerna
i den här typen av svenska berättelser,
särskilt om man beaktar de kulturella ko­
der som skiljer länderna åt, historiskt och
socialt. Det finns dessutom en risk för att
mottagaren inte skulle förstå eller läsa
berättelsen tvärtemot författarens inten­
tion. Jag vill ändå rekommendera boken
både till polacker i Polen och i Sverige.
Problemens sammansättning i den här
berättelsen, som framför allt behandlar
de komplicerade mellanmänskliga rela­
tionerna som alltid är desamma när det
kommer till problem av existentiell art,
kan kanske kasta ljus på hur starkt vi for­
mas av den kultur vi bor i, oavsett vilket
land, och hur snabbt vi ger efter för soci­
ala och kulturella stereotyper. Men också
hur mycket vi är villkorade av vårt förflut­
na som kan göra sig påmint, även efter
många år, som en besvärlig hicka, och
som utmanar oss att oupphörligt söka
efter meningen med vår existens och till
att ta till vissa och inte andra beteenden
och handlingar.
❒
M. Anna Packalén Parkman
Foto: Wojtek Rudzki
Romanen utspelar sig mest i Sverige,
men huvudpersonernas minnen har
sina ursprung i Polen – både det gamla,
som omfattar barndom och uppväxttid
för tre flickor-kvinnor, och det samtida,
där Sabina ännu bor kvar och dit Joanna
ännu hör andligen till en viss grad. Polen
utgör dessutom ständigt bakgrund och
referenspunkt till de aktuella händels­
erna. Vid sidan av de träffsäkra tankarna
kring samhället i Sverige, är det framför
allt polska frågor som berörs. Förutom
de kontroversiella teman som redan
nämnts, tvekar författaren inte för att ta
upp andra, såsom samhällets inställning
till avvikande sexuella läggningar, pre­
ventivmedel och abort, liksom problem
med den judiska emigrationen och anti­
semitismen. Tubylewicz är särskilt käns­
lig för alla typer av hyckleri: social liksom
(i synnerhet!) religiös. Träffande fångar
hon och parodierar nationella stereotyper
och mönster. Särskilt den i den polska
kulturen laddade bilden av Den polska
modern – i berättelsen representerad av
Sabina – förtjänar att lyftas fram: trogen
sin uppfattning att „i en kvinnas liv är
moderskapet det allra viktigaste”, kan
Sabina inte acceptera utvecklingen och
övertygelserna som hennes barn uttry­
cker under uppväxten. Hennes religiösa
fanatism, som bekräftas av prästens
predikningar av typen „Bär ditt kors (...)
jag vet att du lider, men det är moderns
heligaste roll”, överväldigar läsaren med
sin intensitet. Denna bild av den tradi­
tionella polska modern, framställd som
i en skrattspegel, väcker både misstro,
munterhet och motvilja. Det är bara
ett exempel på Tubylewicz förmåga att
parodiera och vara bitande ironisk: „Låt
feministerna säga det de vill, ändå säger
Sabina rakt ut att det är som det är – ett
liv utan en man förminskar en kvinna.”
Katarzyna Tubylewicz,
författarinnan till ro­
manen, har varit direk­
tör av Polska Institutet
i Stockholm.
39
Nanas krönika
Ett världsmästerskap i en diktatur
O
D
Kolejny raz powraca dyskusja o polityce i sporcie: czy to stosowne powierzać organizację mistrzostw świata dyktaturze? W
tym wypadku jest to reżim, który, poza Alesiem Białackim, ma
na sumieniu jeszcze ośmiu więźniów politycznych z długimi wyrokami. Reżim, gdzie nie ma wolności prasy, wypowiedzi ani
zgromadzeń. Reżim, który wiosną tego roku przeprowadził dwie
egzekucje i planuje w najbliższym czasie wykonać karę śmierci na
kolejnych dwóch swoich obywatelach. I który publicznie podkreśla, że uważa Mistrzostwa Świata w hokeju jako dużego formatu
wydarzenie polityczne.
Tak, odpowiada zdecydowanie na to pytanie Międzynarodowy
Związek Hokeja na Lodzie i jego prezes René Fasel. Przed meczem otwierającym mistrzostwa ściskał radośnie dłoń dyktatora
Aleksandra Łukaszenki.
Postawa Szwedzkiego Związku Hokeja jest równie arogancka.
Argumenty Przewodniczącego Christera Englunda, kiedy w wy-
Ännu en gång återkommer vi till diskussionen om politik och
idrott och om huruvida det är lämpligt att förlägga ett världsmästerskap i en diktatur? I det här fallet en regim som förutom
Ales Bialiatski har ytterligare åtta politiska fångar med långa
fängelsestraff på sitt samvete. Som saknar press-, yttrande- och
mötesfrihet. Som under våren har genomfört två dödsstraff och
planerar att inom snar framtid avrätta ytterligare två av sina medborgare. Som offentligen har understrukit att de ser hockey-VM
som ett stort politiskt event.
Ja, svarar Internationella ishockeyförbundet och dess ordförande René Fasel tydligen på frågan. I samband med öppningsmatchen skakade han gladeligen hand med diktatorn Aleksandr
Lukasjenka.
Svenska hockeyförbundets hållning till mästerskapen är lika
arrogant. Ordföranden Christer Englunds resonemang, när han
dbywają się mistrzostwa świata w hokeju na lodzie
skutkiem czego w lokalu białoruskiej organizacji praw
człowieka Viasna w Mińsku robi się gorąco.
− Reżim działa inaczej niż kiedyś. Zamiast zatrzymywać demonstrantów i opozycyjnych dziennikarzy w czasie mistrzostw,
aresztowali profilaktycznie trzydzieści osób już przed mistrzostwami, by uniknąć szkodliwego rozgłosu, mówi Tatjana Rewiaka, jedna z czołowych aktywistek organizacji.
Lokalne władze same poinformowały, że dodatkowo oczyściły
ulice Mińska z tak zwanego „elementu zakłócającego ład”, by móc
pokazać miasto z jak najlepszej strony. Organizacja praw człowieka
szacuje, że chodzi o ok. trzysta osób: pracownic seksualnych, bezdomnych i alkoholików, których skazano na przymusową terapię.
Viasna istnieje od 1996 roku i uważana jest za najważniejszą organizację praw człowieka na Białorusi. Zajmuje się przede wszystkim dokumentowaniem łamania praw człowieka i wspieraniem,
w różny sposób, więźniów politycznych, działaczy opozycyjnych
i ich najbliższych, którym dzieje się krzywda pod władzą dyktatora Aleksandra Łukaszenki. Przywódca Viasny, działacz i pisarz
Aleś Białacki, siedzi w więzieniu od trzech lat. Za murami przymusowo pracuje w fabryce wytwarzającej policyjne mundury. Jednak
w dalszym ciągu kieruje pracą organizacji przy pomocy autocenzu­
rowanych i zaszyfrowanych listów a kilkunastu członków, po
drugiej stronie murów, utrzymuje działania organizacji. Poza
biurem w stolicy, działa siedemnaście oddziałów lokalnych a w
całym kraju zatrudnionych jest sto osób.
− Nie wiemy, jakie Aleś ma warunki w więzieniu, tego tematu
unika on w swoich listach. Wiemy jednak, że dzieli celę z piętnastoma innymi więźniami, którzy są w różny sposób karani za rozmowy z nim, więc Aleś dużo czasu spędza na pisaniu listów i książki.
W tym tygodniu, po raz pierwszy od maja 2012, będzie mogła odwiedzić go żona. Tatjana Reviaka nie widziała go od czasu rozprawy
w sądzie, kiedy to Aleś został skazany na 4 i pół roku więzienia za
przestępstwo podatkowe. Chodziło rzecz jasna o coś zupełnie innego.
40
et är ishockey-VM och således hektiska dagar på den
vitryska människorättsorganisationen Viasnas huvudkontor i Minsk.
– Regimen arbetar annorlunda än tidigare. I stället för att gripa
demonstranter och oppositionella journalister under VM har de
redan innan mästerskapen gripit ett trettiotal personer i förebyggande syfte för att undvika negativ publicitet, berättar Tatsiana
Reviaka, en av organisationens ledande aktivister.
De lokala myndigheterna har själva informerat om att de dessutom har städat bort så kallade “störande element” från Minsks
gator för att kunna visa upp huvudstaden från dess bästa sida.
Människorättsorganisationer beräknar att det rör sig om cirka
300 sexarbetare, uteliggare och alkoholister som dömts till medicinsk tvångsvård.
Viasna har funnits sedan 1996 och anses vara Vitrysslands mest
betydande människorättsorganisation. De arbetar framför allt
med att dokumentera människorättsbrott och med att på olika sätt stötta politiska fångar, aktivister och deras anhöriga som
har råkat illa ut under den totalitära diktatorn Aleksandr Lukasjenkas styre. Viasnas ledare, aktivisten och författaren Ales
Bialiat­ski, sitter i fängelse sedan tre år tillbaka. Innanför murarna
tvingas han ironiskt nog till att arbeta på en fabrik som tillverkar
polisuniformer. Han leder dock fortfarande organisationens arbete genom självcensurerade och krypterade brev medan ett tiotal
medlemmar håller ställningarna på utsidan. Förutom kontoret i
huvudstaden finns det sjutton lokalavdelningar och ett hundratal
anställda runtom i landet.
– Vi vet inte hur Ales har det i fängelset, han undviker det
ämnet i sina brev. Men vi vet att han delar cell med femton andra
fångar som får olika bestraffningar om de talar med honom och
att han ägnar mycket tid åt att skriva brev och böcker.
Den här veckan ska hans fru få komma på besök för första gången sedan maj 2012. Själv har Tatsiana Reviaka inte träffat honom
sedan i tingsrätten när Ales Bialiatski 2011 dömdes till 4,5 års fängelse för skattebrott. Det rörde sig naturligtvis om något helt annat. Mistrzostwa świata pod dyktaturą
i en intervju med Dagens Nyheter säger att “förutom att stötta
ett land med bra hockeyutveckling öppnar ju också VM upp för
att belysa vad som händer där”, är naivt.
Någon som sett till alla dessa kritiska granskningar under mästerskapet!?
Det finns heller ingen forskning, inga exempel, som stödjer tesen
om att ett internationellt idrottsevenemang i en diktatur någon
gång har påskyndat en demokratiprocess. Även utländska journalister på plats i Minsk flyr sitt ansvar. När Aleksandr Lukasjenka
besökte matchen mellan Sverige och Kanada framställde flera
svenska medier det som ett celebert och festligt inslag. Detta
samtidigt som deras vitryska kollegor kämpar mot väderkvarnar i
ett land som alltid tillhör bottenskrapet i Reportrar utan gränsers
rapporter.
Var är reportagen om förhållandena i diktaturen? Var är uppföljningarna av rapporterna om att underbetalda vietnamesiska
och uzbekiska gästarbetare har byggt arenan det svenska hockeylaget spelar på? Varför har ingen intervjuat studenterna som
under hösten tvingades ta studieuppehåll för att slutföra det försenade bygget?
När jag besökte Vitryssland för första gången 2003 var den utrotningshotade vitryska bisonoxen en symbol för den oppositionella
ungdomsorganisationen Zubr. Gruppen hade en kampanj där de
spred nidbilder av den hockeyfanatiska Aleksandr Lukasjenka i
hockeyhjälm. Nu ett decennium senare är diktatorn i hockeymundering något som regimen själv använder i sin propaganda och
maskoten för ishockey-VM i Minsk är just en bisonoxe.
Det vitryska parlamentet har beslutat att det under 2014 kommer att ske någon form av amnesti där ett okänt antal fångar kommer att släppas, förmodligen i samband med någon av alla årsdagar
som hyllar landets styre. Det är oklart om amnestin kommer att
inkludera politiska fångar som Ales Bialiatski. Något som däremot är klart är att ishockey-VM gynnar Aleksandr Lukasjenka och
hans propagandaapparat på samma sätt som OS i Sotji gynnade
Vladimir Putin.
Nästa år är det val och opposition och människorättsaktivister förbereder sig inför ett ökat förtryck. Aleksandr Lukasjenka
som har styrt landet med järnhand i tjugo år har ännu inte låtit
meddela om han kommer att ställa upp för omval.
Den allmänna uppfattningen är emellertid att han kommer
att göra det.
Och vinna.
Förutom med de vanliga diktatoriska fulknepen nu även med
ett lyckat internationellt sanktionerat pr-jippo i ryggen.
❒
Nana Håkansson
wiadzie dla Dagens Nyheter mówi, że „poza wsparciem dla kraju
o dobrych tradycjach hokejowych mistrzostwa przyczyniają się
również do większego wglądu w to, co się w tym kraju dzieje”,
są naiwne.
Ktoś widział te wszystkie krytyczne raporty z Białorusi podczas
mistrzostw?
Nie ma również żadnych danych, żadnego przykładu, który
wspierałby tezę, że międzynarodowe zawody sportowe w dyktatorskim kraju kiedykolwiek przyspieszyły demokratyzację. Również
zagraniczni dziennikarze na miejscu, w Mińsku, uciekają przed odpowiedzialnością. Kiedy Aleksander Łukaszenka przyszedł na mecz
między Szwecją i Kanadą szwedzkie media przedstawiły to, jako
uroczystą, celebrycką migawkę. Dzieje się to wtedy, gdy ich białoruscy koledzy walczą z wiatrakami w kraju, który zawsze plasuje się
na dnie rankingów w raportach organizacji Reporterzy bez branic.
Gdzie są reportaże o warunkach panujących pod dyktaturą? Gdzie jest ciąg dalszy doniesień, że stadion, na którym grała szwedzka drużyna został zbudowany rękoma wietnamskich i
uzbeckich gastarbeiterów płatnych poniżej minimum? Dlaczego
nikt nie rozmawiał ze studentami, którzy jesienią zostali zmuszeni
do zrobienia przerwy w nauce, by dokończyć opóźnioną budowę?
Kiedy po raz pierwszy odwiedziłam Białoruś w 2003 roku, zagrożony wyginięciem białoruski żubr był symbolem opozycyjnej
organizacji młodzieżowej pn. Żubr. Grupa prowadziła kampanię, podczas której rozpowszechniała karykatury fanatyka hokeja
Aleksandra Łukaszenki w hełmie hokejowym. Teraz, dziesięć lat
później, dyktator w stroju hokejowym jest używany przez reżim w
propagandzie zawodów a maskotką Mistrzostw świata w Mińsku
jest właśnie żubr.
Białoruski parlament postanowił, że w 2014 roku będzie na
Białorusi amnestia – nie wiadomo, w jakim kształcie – i nieznana liczba więźniów zostanie zwolniona, zapewne dla uczczenia
jakiejś rocznicy sławiącej władze kraju. Niejasne, czy amnestia
obejmie również Alesia Białackiego. Absolutnie jasnym jest natomiast, że mistrzostwa świata służą Aleksandrowi Łukaszence i
aparatowi jego propagandy w taki sam sposób jak Olimpiada w
Soczi służyła Władimirowi Putinowi.
W przyszłym roku są wybory i opozycja oraz działacze ruchów
praw człowieka szykują się na ostrzejsze prześladowania. Aleksander Łukaszenko, który żelazną ręką rządzi krajem od dwudziestu
lat, nie ogłosił jeszcze, czy wystartuje w wyborach.
Powszechnym przekonaniem jest, że jednak wystartuje.
I wygra.
Oprocz zwykłych dyktatorskich sztuczek ma przecież jeszcze
w arsenale piarowsko udaną, usankcjonowaną międzynarodowo
imprezę.
❒
Nana Håkansson
41
Rówieśniczki
nr3(41)/2013
3(44)/2014
nr
Cd. ze str. 38 ▶▶
problematyka tej powieści, traktującej
przede wszystkim o skomplikowanych
relacjach międzyludzkich, zawsze tych
samych, jeśli chodzi o problemy natury
egzystencjalnej, zwróci być może ich
uwagę na to, jak silnie jesteśmy ukształ­
towani przez własną kulturę, niezależ­
nie od kraju, w którym przyjdzie nam
mieszkać i jak łatwo ulegamy społecz­
no-kulturowym stereotypom. A także,
jak bardzo wszyscy jesteśmy uwarun­
kowani własną przeszłością, która
od­bija nam się, nawet po latach, jak
uciążliwa czkawka, prowokując nas do
nieustannych poszukiwań sensu naszej
egzystencji i do podejmowania takich,
a nie innych zachowań i działań.
❒
M. Anna Packalén Parkman
Känner du till två av Sveriges viktigaste telefonnummer?
I Sverige är nödnumret 112 och numret 1177 för sjukvårdsrådgivning två viktiga telefonnummer till vården som alla i Sverige
behöver känna till. I stora drag kan man säga att man alltid ska
ringa 112 när det är en akut nödsituation. För alla andra frågor
om vård och hälsa kan man ringa 1177. Då får man prata med
en sjuksköterska som svarar på frågor, ger råd och vägleder
rätt i vården.
Numer alarmowy 112 i numer przewodnika służby zdrowia
1177 to dwa ważne numery do służby zdrowia, które wszyscy
mieszkańcy Szwecji powinni znać. Ogólnie można powiedzieć,
że pod numer 112 należy dzwonić zawsze w nagłej, nadzwyczajnej sytuacji. Na wszystkie pozostałe pytania związane z opieką
zdrowotną i naszym stanem zdrowia dostaniemy odpowiedź
pod numerem 1177. Pielęgniarka odpowie na pytania, udzieli
porady i skieruje do odpowiedniej placówki służby zdrowia.
Läs mer om SOS Alarm och 1177 Vårdguiden på
www.sosalarm.se
www.1177.se
Samhällsinformation från Stockholms Läns landsting
The project is co-financed from the funds granted by the Ministry of Foreign
Affairs in the competition for the public task ”Cooperation with Polish Diaspora and Poles Abroad in 2014.”
Projekt jest współfinansowany ze środków finansowych otrzymanych z Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach konkursu na realizację zadania
"Współpraca z Polonią i Polakami za granicą w 2014 r."
”Suecia Polonia”
Polonia” utges
utges av
av Föreningen
Föreningen FoFo”Suecia
rumSuecia-Polonia/„Suecia
Suecia-Polonia/„SueciaPolonia”
Polonia”jest
jest
rum
pismem wydawanym
wydawanym przez
przez Stowarzyszenie
Stowarzyszenie
pismem
Forum Suecia-Polonia
Suecia-Polonia
Forum
Ansvarig utgivare/
utgivare/ Wydawca
Wydawca odpowiedzialodpowiedzialny:
Ansvarig
Zbigniew
Bidakowski
ny:
Zbigniew
Bidakowski
Redaktör/Redaktor:
Redaktör/Redaktor:
Zbigniew Bidakowski
Bidakowski
Zbigniew
Översättningar/Tłumaczenia: Jurek
Jurek HirschÖversättningar/Tłumaczenia:
berg, Lisa Mendoza
Åsberg, Emi-Simone
Hirschberg,
Tomas Håkanson,
Lisa MenZawall
doza
Åsberg, Emi-Simone Zawall
Grafisk form/Opracowanie
form/Opracowanie graficzne:
graficzne:
Grafisk
Anna Bidakowska
Bidakowska
Anna
Foto: Mikołaj
Archiwum
RW, englishpen.org,
instyFoto:
Grynberg,
Dan Hansson,
tutksiazki.pl,
kth.se,Piotr
mwse.edu.pl,
Wojtek
Stefan
Markiewicz,
Wacowski/DaRudzki,
Anna
Skwarcan, Mikael Wallerniel
Rudzki,
wikipedia.org
stedt, wikipedia.org , Mila
Zaydel
Adress/Adres:”Suecia
Polonia”,
Adress/Adres:”Suecia
Himlabacken
8, 170 78Polonia”,
Solna
Himlabacken 8, 170 78 Solna
Tel/fax:+46-(0)8-85 72 62,
Tel/fax:+46-(0)8-85 72 62,
+46-(0)704 868 225
+46-(0)704 868 225
e-mail:
e-mail:
[email protected]
[email protected]
Alla inbetalningar
inbetalningar till
till Postgiro/Wszystkie
Postgiro/Wszystkie
Alla
wpłaty na
na Postgiro:
Postgiro: 194 626-8
194 626-8
wpłaty
Föreningen Forum
Forum Suecia-Polonia
Suecia-Polonia
Föreningen
Redaktionen tar
tar inget
inget ansvar
ansvar för
för innehåll
innehåll
Redaktionen
annonser, återsänder
återsänder inte
inte obeställd
obeställd mamaii annonser,
teriall och
och har
har inga
inga möjligheter
möjligheter att
att svara
svara
teriall
på alla
alla insända
insända brev.
brev. Vi
Vi förbehåller
förbehåller oss
oss
på
rätter att
att förkorta
förkorta och
och redigera
redigera texter
texter samt
samt
rätter
ändra rubriker / Redakcja
rubriker/ Redakcjanie
nieodpowiada
odpowiada za
ändra
treść
ogłoszeń,
za
treść
ogłoszeń,nie
niezwraca
zwracamateriałów
materiałów nie
zamówionychi inie
niema
mamożliwości
możliwości
odpowia­
zamówionych
odpowiadadania
na wszystkie
nadsyłane
ze­gamy
nia
na wszystkie
nadsyłane
listy.listy.
Zas­t­rZastrze­
gamyprawo
sobie skracania
prawo skracania
i adiustacji
sobie
i adiustacji
tekstów oraz
tekstówich
oraz
zmiany ich tytułów.
zmiany
tytułów.
ISSN 1651-0658
1651-0658
ISSN
REDAKTIONSRÅDET/Rada redakcyjna:
redakcyjna:
REDAKTIONSRÅDET/Rada
Ordförande/Przewodniczący:
Ordförande/Przewodniczący:
Leo Kantor,
Kantor, publicist,
publicist, ordförande
ordförande
Leo
Internationellt Kulturforum
Kulturforum ii
ii Internationellt
Sverige/ publicysta,
publicysta, przewodniczący
przewodniczący
Sverige/
Międzynarodowego Forum
Forum Kultury
Kultury w
w
Międzynarodowego
Szwecji
Szwecji
Ledamöter/Członkowie:
Ledamöter/Członkowie:
Kjell Albin
Albin Abrahamson,
Abrahamson, publicist
publicist och
och
Kjell
författare, utrikes­
utrikes­kkorrespondent
orrespondent
författare,
för Sveriges
Sveriges Radio
Radio ii Warszawa,
Warszawa, Wien
Wien
för
och Moskva/publicysta
Moskva/publicysta ii pisarz,
pisarz,
och
korespondent Szwedzkiego
Szwedzkiego radia
radia
korespondent
w Warszawie,
Warszawie, Wiedniu
Wiedniu ii Moskwie
Moskwie
w
Piotr Cegielski,
Cegielski, journalist
journalist och
och F.D
F.D
Piotr
direktör för
för Polska
Polska Institutet
Institutet
direktör
Stockholm/dziennikarz, Były
Były
ii Stockholm/dziennikarz,
dyrektor Instytutu
Instytutu Polskiego
Polskiego w
w
dyrektor
Sztokholmie
Sztokholmie
Katarzyna Janowska,
Janowska, journalist,
journalist,
Katarzyna
direktör av
av TVp
TVp Kultura/
Kultura/
direktör
dziennikarka, dyrektorka
dyrektorka TVP
TVP
dziennikarka,
kultura
kultura
Anna M.
M. Packalén-Parkman,
Packalén-Parkman, professor
professor
Anna
polska vid
vid Uppsala
Uppsala universitet/
universitet/
ii polska
profesor filologii
filologii polskiej
polskiej
profesor
uniwersytetu w
w Uppsalii
Uppsalii
uniwersytetu
112
1177
Vilket nummer ringer du
om ditt barn har feber?
Posttidning B
Avsändare: Suecia Polonia
Himlabacken 8, 170 78 Solna

Podobne dokumenty