Pobierz PDF

Komentarze

Transkrypt

Pobierz PDF
ISSN 1730-251X
grudzieñ 2012
Rok XI Nr 2 (31)
Pismo Wroc³awskiego Okrêgowego Zwi¹zku ¯eglarskiego
ukazuje siê od 2002 roku
www.wrozz.wroclaw.pl
W numerze miêdzy innymi:
str.
3
str.
4
Nagrody PZZ B³êkitny Spinaker 2012
str.
10
Kurs: Instruktor na wiosnê 2013!
str.
14
Wiosenne spotkanie Bractwa Szyprów
str.
24
Œladami Profesora Alfreda Jahna
str.
32
Malediwy - warto wiedzieæ!
str.
43
Dwadzieœcia trudnych minut
54
Z³oty medal dla zawodników UKS ¯eglarz
str.
W górê Odry
| OD REDAKCJI
10-LAT SZKWA£U
Agnieszka Pe³ka-Szajowska
Sta³y szkwa³ ................................................................................... 2
NAGRODY
Redakcja
Nagrody PZ¯ B³êkitny Spinaker 2012 ......................................... 3
BLI¯EJ ODRY
Waldemar Koczewski
W górê Odry…....……………………………............................…......…… 4
Wies³aw Mroziñski
List otwarty do wszystkich motorowodniaków, ¿eglarzy ............ 6
SZKOLENIE
Agnieszka Pe³ka-Szajowska, Janusz Pe³ka
Inspiracje (do)szkoleniowe ……..................…….................….……. 8
Janusz Pe³ka, Piotr Piwowarczyk
Kurs: Instruktor na wiosnê 2013! …………................................… 10
Piotr Graczyk
O tym, jak zosta³em kapitanem - instruktorem we Francji .......... 11
WYDARZENIA
Remigiusz B. Trzaska
Wiosenne spotkanie Bractwa Szyprów w Przemilowie .…........ 14
Jacek Zasada
Szanta szyprów 2012 ……………...................................…………….. 14
Jacek Zasada
Bajka o Trzech Rybkach ……...............................…………….......... 15
Jerzy Knabe
Wydarzenia Roku Wagnera ….……..............................…………… 16
Leszek Mulka
XXIX Zlot i Kurs Instruktorów Turystyki ¯eglarskiej PTTK ...... 17
Drodzy Czytelnicy!
Oddajemy w Wasze rêce jubileuszowy numer Szkwa³u. Mija bowiem
ju¿ dziesiêæ lat, od kiedy jesteœmy razem z Wami, prezentuj¹c na naszych
³amach relacje z rejsów, ¿eglarskich wydarzeñ, wywiady z ciekawymi
osobami oraz wiele innych po¿ytecznych informacji. Bardzo dziêkujê,
¿e tyle lat jesteœcie wierni naszemu czasopismu. Dziêkujê autorom, a tak¿e
wszystkim, którzy od strony technicznej pomagaj¹ przy tworzeniu
ŒRÓDL¥DZIE
Szkwa³u: redakcji oraz osobom przygotowuj¹cym Szkwa³ do druku.
Zygmunt Szreter
Druty nad kana³em ci¹g dalszy ….................................…………… 18
Zygmunt Szreter
¯aba na pok³ad! …………………….................................…...………… 18
przygotowywania nastêpnych numerów, a autorom wytrwa³oœci
MORZE
w przysy³aniu tekstów zarówno z bie¿¹cych wydarzeñ, jak i tych z odlegùej
Ewa Skut
I Wyprawa ¯eglarsko-Naukowa Grenlandia 2012 zakoñczona! .... 19
Jerzy Stêpniewski JR
Dziennik jachtowy Stêpniarza ….…...............................……...… 20
Henryk Wojtaszek
Starzy na Starym w drodze na Grenlandiê …............................... 23
Ewa Skut
Œladami Profesora Alfreda Jahna ……..................................….. 24
Aleksander Gruszczyñski
Myœl przewodnia – zd¹¿yæ! ……………....................................…... 29
Ma³gorzata Talar
Malediwy - warto wiedzieæ! ……............…..........................……… 32
Bronis³aw Radliñski
Wokó³ obu Ameryk ………....……..........………............................…. 37
Ryszard Piêta
Chrapkiem przez Zalew Szczeciñski ......................................…. 41
historii naszego ¿eglarstwa, szczególnie dolnoœl¹skiego.
WYPADKI I RATOWNICTWO
Jacek Guzowski
Dwadzieœcia trudnych minut ……………....................................… 43
Kazimierz Bi³yk
S/y Halny Wind na rafie …………....…..….................................… 47
Mam nadziejê, ¿e wystarczy nam wszystkim zapa³u i motywacji do
Kolejny sezon ¿eglarski za nami. Rozpoczynamy ¿eglarstwo
œwietlicowe. Mam nadziejê, ¿e obecny Szkwa³ pomo¿e Wam przy planowaniu przysz³orocznych rejsów i realizacji ¿eglarskich marzeñ.
Znajdziecie w nim opisy rejsów po wodach dalekich i tych nam bli¿szych, porady, ciekawostki, informacje szkoleniowe oraz wyniki regat.
Zapraszamy do lektury Szkwa³u, który tym razem jest wyj¹tkowo
obszerny.
Ewa Skut
WARTO WIEDZIEÆ
Jan Mejer
O prognozach, synoptykach i prezenterach pogody …...............
Andrzej Lepiarczyk
Lista polskich ¿eglarzy, którzy samotnie op³ynêli œwiat …......…
Ryszard Piêta
Porada Bosmana …………….......…………...........................……...…
Ewa Skut
Przypomnienie na progu sezonu 2013 ........................................
49
51
53
53
REGATY
Piotr Szlachcic
Z³oty medal dla zawodników UKS ¯eglarz! ................................. 54
Anna Dobrzañska
IV Otwarty Turniej Letni 2012 zakoñczony ................................. 55
Krzysztof Krygier
Aktualnoœci XIV edycji i relacja z XIII regat ............................. 56
Andrzej Radomski
¯eglarskie Mistrzostwa Polski w klasach olimpijskich 2012 ...…. 59
Ma³gorzata Knap
Vendée Globe - pokonaæ swój ¿eglarski Everest ......................… 61
Leszek Mulka
Wyniki Regat 2012 ………...……….................................………...…. 63
Wydawca: Wroc³awski Okrêgowy Zwi¹zek ¯eglarski, 50-529 Wroc³aw, ul. Borowska 1-3, tel./fax: 71 343 56 65
Nr konta: PKO BP 18 1020 5242 0000 2802 0152 7498, [email protected]
Redakcja: Ewa Skut – redaktor naczelna, [email protected], 602 699 424;
Anna Dobrzañska – [email protected]; Ma³gorzata Mejer – korekta, [email protected]
Ok³adka: fot. Ewa Skut; Sk³ad: Barbara Kacprowska; Druk i oprawa: Drukarnia DUET
Redakcja serdecznie dziêkuje wszystkim osobom, które poœwiêci³y swój czas na napisanie artyku³ów, s³u¿y³y
pomoc¹ oraz cennymi uwagami. Redakcja zastrzega sobie prawo do selekcji, skrótów i adjustacji nades³anych
materia³ów. Kopiowanie i rozpowszechnianie materia³ów zawartych w piœmie w jakiejkolwiek formie bez
wczeœniejszej zgody redakcji jest zabronione.
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 1
WSPOMNIENIE |
Sta³y szkwa³
Agnieszka Pe³ka-Szajowska
By³ wieczór. Siedzia³yœmy u Gosi w pokoju. Komputer, ma³a lampka. Emocje i pasja
do stworzenia czegoœ nowego zamienia³a siê
w milion znaków zapytania i w¹tpliwoœci.
Zdjêcia nie w jakoœci do druku i co oznacza
300 DPI*, o co chodzi ze spadami** i jak
zrobiæ w programie graficznym ³amanie
tekstów? O co chodzi w szczotce***?
Dlaczego drukarnia mówi do nas w obcym
jêzyku i czemu to TYLE kosztuje? A pozyskanie ciekawych treœci? Kim bêd¹ nasi
czytelnicy i czego oczekuj¹? Czy mo¿emy
ingerowaæ w treœæ artyku³ów? Wydawa³o siê ot co! Zrobiæ pismo o ¿eglarstwie wroc³awskim, które ³¹czy³oby nasze œrodowisko.
Okaza³o siê, ¿e worek pytañ zaczyna³ byæ
wielkoœci ogromnego… cumulonimbusa.
A nazwa? Uff…
Na pocz¹tku by³ pomys³ na nazwê ¯egluj!
Bo szanta, bo energia i dzia³anie. Ale jakoœ… nie
wpada³o w pamiêæ. Jak powsta³o, tak szybko
zniknê³o. I Gosia wpad³a na pomys³: Aga, a
mo¿e po prostu Szkwa³? W koñcu nie wiedzia³yœmy, czy ten numer nie bêdzie jedynym, czy uda siê wydawaæ go regularnie, jak
to wszystko bêdzie tak naprawdê wygl¹daæ.
Idealn¹ nazw¹ by³ wiêc SZKWA£! Same
*
w pewnym momencie zaczê³yœmy mówiæ:
W Szkwale bêdzie to… napiszmy w Szkwale,
¿e… I zosta³o. D³ugo myœla³yœmy nad ok³adk¹.
Oczywiste by³o to, ¿e poka¿emy Wroc³aw.
Marzy³yœmy o zdjêciu bez tekstów (jak w obecnych numerach), ale bud¿et w tamtym
okresie oznacza³, ¿e… szkoda miejsca na samo
zdjêcie. I na ok³adce ju¿ pojawi³y siê teksty. I te
telefony, spotkania, by pozyskaæ ciekawe
artyku³y i informowaæ, ¿e bêdzie coœ takiego
jak SZKWA£. Gosia by³a jednak niezmordowana. Obiecywa³yœmy pomoc w redakcji
tekstów, czasem spisywa³yœmy artyku³y
z kartek zapisanych rêcznie albo pisa³yœmy
artyku³ za kogoœ, kto piêknie opowiada³.
I TEN zapach pierwszego Szkwa³u odbieranego z drukarni. Do dziœ go pamiêtam.
I z namaszczeniem otwieran¹ pierwsz¹
paczkê. A potem… Potem pojawi³y siê uwagi m¹dre, piêkne i konstruktywne oraz te (ich
zdecydowanie mniej) mocno krytyczne, co te¿
wyrabiamy (bo brak korekty, bo jakoϾ nie ta,
bo brak profesjonalizmu itp.). Nie by³o ³atwo!
Za wszystkie bardzo dziêkowa³yœmy i sztormowa³yœmy z tym naszym Szkwa³em dalej.
Najwa¿niejsze by³o wsparcie osób z Zarz¹du
WrOZ¯, bo tam kie³kowa³a ta idea. Zape-
wnia³yœmy, ¿e na pewno chcemy to robiæ, ¿e
jest to wa¿ne dla œrodowiska, ¿e to w³aœnie
zadanie Zwi¹zku – wspieraæ i integrowaæ
nasze œrodowisko i promowaæ ¿eglarstwo,
bo nasz Okrêg tworz¹ ludzie i to oni dodawali
nam energii, s³u¿¹c rad¹ i pomoc¹. Za³o¿y³am
siê wtedy z kpt. Staszkiem Guzem o czekoladê
(dziêkujê, Staszku), ¿e pierwszy numer
wyjdzie. Wyszed³! (a czekolada by³a pyszna).
Ach, i pamiêtam tak¿e walkê o ka¿d¹ z³otówkê
(co trwa i do teraz, bo dochody OZ¯-tów
s¹, jakie s¹), by Szkwa³ móg³ wychodziæ
w miarê regularnie. Zaczê³o siê wiêc szukanie
sponsorów i prenumeratorów.
cd. na s. 3
300 DPI - dpi (ang. dots per inch) - liczba plamek przypadaj¹ca na cal. Jednostka stosowana do okreœlenia rozdzielczoœci drukarek, ploterów, naœwietlarek itp. Jednostka dpi opisuje stopieñ
oddawania szczegó³ów kszta³tu obrazu w sterowanych komputerowo urz¹dzeniach drukuj¹cych, naœwietlaj¹cych, a tak¿e wycinaj¹cych, graweruj¹cych itp. (za wikipedia.org.pl). W Szkwale to
jakoœæ zdjêcia, jaka musi byæ do dobrego wydruku, na przyk³ad na naszej ok³adce.
** spady - obszar druku, który wychodzi poza krawêdŸ ostatecznej publikacji. Spad gwarantuje, ¿e obszar druku bêdzie dochodzi³ do samej krawêdzi po przyciêciu arkusza (za wikipedia.org.pl).
WielkoϾ spadu w Szkwale ma zazwyczaj 3 mm.
*** szczotka - potoczne okreœlenie na robocz¹ wersjê materia³u do drukowania, któr¹ trzeba wyczyœciæ, czyli zrobiæ korektê, sprawdziæ jakoœæ zdjêæ itp.
2 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
| NAGRODY
Nagrody PZ¯
B³êkitny Spinaker 2012
Redakcja
Podczas tegorocznych Targów ¯eglarskich
Boatshow w £odzi w dniu 17 listopada 2012 r.
zosta³y og³oszone wyniki nominowanych i laureatów do Nagrody PZ¯ B³êkitny Spinaker
2012. Przypominamy, ¿e nagrodê tê przyznaje
siê za osi¹gniêcia w œródl¹dowym ¿eglarstwie
rekreacyjnym w kategoriach:
1. Œródl¹dowy Rejs Roku.
2. Œródl¹dowe Regaty Roku.
3. Œródl¹dowa Impreza Roku.
Podstawowym za³o¿eniem ustanowienia
nagrody roku za osi¹gniêcia w œródl¹dowym
¿eglarstwie turystycznym jest docenienie i nagrodzenie aktywnych klubów ¿eglarskich i organizatorów imprez promuj¹cych ¿eglarstwo.
Jednoczeœnie wa¿nym elementem jest nag³oœnienie i prezentacja najciekawszych pomys³ów
organizacyjnych w mediach. Do rywalizacji
o B³êkitny Spinaker w³¹czy³y siê kluby i okrêgowe zwi¹zki ¿eglarskie, poniewa¿ prezentacja
najlepszych rejsów, regat i imprez ¿eglarskich
na forum ogólnopolskim powoduje wiêksze
zainteresowanie ¿eglarstwem. Wzbogaca to
równie¿ nasz¹ wiedzê o organizowanych w ca³ej Polsce imprezach, czêsto bardzo ciekawych,
a dot¹d nieznanych w naszym œrodowisku.
Mi³o nam poinformowaæ, ¿e nominowanymi do Nagrody B³êkitny Spinaker 2012
zostali Cz³onkowie i Sympatycy Jacht Klubu
AZS Wroc³aw w dwóch kategoriach:
- w kategorii: Œródl¹dowe Regaty Roku
2012 za regaty: IV Otwarty Turniej Letni
cz³onków i Sympatyków JK AZS Wroc³aw
- prowadz¹cy Karol Boroñ,
- w kategorii: Œródl¹dowa Impreza Roku
2012 - Czwartki Klubowe Cz³onków i Sympatyków Jacht Klubu AZS - prowadz¹cy
Karol Boroñ i Barbara Malinowska.
W imieniu nominowanych z r¹k Prezesa
PZ¯ Wies³awa Kaczmarka i Wiceprezesa
Wojciecha Borzyszkowskiego dyplomy odebrali: Barbara Malinowska i Tomasz
Skomorowski.
Niespodziank¹ w tym roku by³o
przyznanie Nagród Specjalnych B³êkitnego Spinakera 2012. Jedn¹ z nich
otrzyma³ Wroc³awski Okrêgowy
Zwi¹zek ¯eglarski za czasopismo
Szkwa³ popularyzuj¹ce ¿eglarstwo.
Nagrodê z r¹k Prezesa i Wiceprezesa
PZ¯ odebra³a Ewa Skut.
Redakcja
Ÿród³o: http://srodladzie.pya.org.pl/blekitny_spinaker_pzz
cd. ze s. 2
I to wszystko na pocz¹tek w 2, a potem
5 - osobowym zespole, a ka¿dy z nas mia³ tak¿e
swoje poza ¿eglarskie ¿ycie – studia, pracê,
dzieci… Ale przecie¿ sztormy te¿ s¹, co nie
oznacza, ¿e nale¿y przestaæ ¿eglowaæ.
Dziêkujê Gosi Talar za energiê, pasjê
i walkê o nasz Szkwa³. I rozpoczêcie tego
szkwalenia. Dziêkujê Redakcji – bez tej
energii i chêci nic nigdy by nie powsta³o. I bez
naszych niejednokrotnych dyskusji - czasem
o jedno s³owo (naprawdê!). Dziêkujê
wszystkim Autorom artyku³ów i tym, którzy
przekazywali Szkwa³ dalej. I naszym
Rodzinom i Przyjacio³om, którzy znosili
i znosz¹ to nasze szkwa³owe ¿ycie, gdy ci¹gle
nie ma nas wieczorami.
Szkwa³ powstaje zazwyczaj tam, gdzie
stykaj¹ siê dwie masy powietrza o du¿ej
ró¿nicy temperatur. Szkwa³ bêdzie istnia³,
póki bêd¹ istnieæ wspomnienia, chêæ
dzielenia siê wiedz¹ i doœwiadczeniami.
To Wroc³aw jest pocz¹tkiem szkwa³u.
I to bardzo sta³ego. Szkwaliœcie WSZYSTKIM
w imieniu Redakcji dziêkujê za ju¿ 10 lat!
Siedz¹c wtedy przy tej lampce, myœla³yœmy o jednym numerze. Marz¹c tylko o tym,
co mog³oby byæ dalej.
Agnieszka Pe³ka-Szajowska
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 3
BLI¯EJ ODRY |
W górê Odry...
Waldemar Koczewski
Wielu odrzañskich wodniaków (zw³aszcza we Wroc³awiu) od lat narzeka, ¿e nic siê
na Odrze i nad Odr¹ nie robi, by sta³a siê ona
rzek¹ przyjazn¹ turystom. Z tym nic nierobieniem nie do koñca jest prawda, czego
dowodz¹ rozmaite, zakoñczone sukcesem,
inicjatywy, s³u¿¹ce rozwojowi turystyki
wodniackiej na Odrze. Oto dwie nowoœci
z 2012 r., w bliskiej odleg³oœci od Wroc³awia
- w górê rzeki.
W maju tego roku, przy okazji drugiej ju¿
edycji o³awskiej imprezy promuj¹cej wypoczynek nad Odr¹ i na Odrze - Piana Bosmana
(partnerami przy organizacji imprezy by³y
miasta Jelcz-Laskowice i Brzeg), oficjalnie
rozpoczê³a dzia³alnoœæ marina. Na 213
kilometrze rzeki, w miejscu, gdzie zaczyna siê
kana³ podejœciowy do œluzy O³awa II, stoj¹ na
wodzie pomosty o ³¹cznej d³ugoœci ok. 150 m,
ze stanowiskami cumowniczymi dla rezyduj¹cych tam ³odzi i jednostek goœci przyp³ywaj¹cych do O³awy. Marina ma slip, jest
tu mo¿liwoœæ pod³¹czenia pr¹du i zabunkrowania wody. Port jest oœwietlony, a bosmani
pe³ni¹ s³u¿bê ca³¹ dobê. Przy Marinie O³awa
stoi Tawerna Kapitañska - najbardziej wodniacka restauracja, jak¹ widzia³em na po³udniu Polski. Pe³na morskich klimatów:
modeli starych ¿aglowców, oryginalnych kó³
sterowych i telegrafów ze statków, z dziesi¹tkami starych fotografii, rycin i bibelotów
o tematyce marynistycznej. W czasie imprez
(przyjêæ, bankietów itp.) kucharze pracuj¹
Marina O³awa - parada ³odzi podczas Piany Bosmana 2012
4 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
Marina O³awa - bosmanka portu w kszta³cie nadbudówki pirackiego statku
tu w marynarskich mundurach, a kelnerki
w strojach piratów. Na sto³ach s¹ obrusy
w obowi¹zkowe bia³o-niebieskie pasy (jak
¿eglarska koszulka), a szefowie i w³aœciciele,
Tomek Stra¿yñski z ¿on¹ Ani¹, przywdziewaj¹ kapitañskie uniformy. Tawerna ma barowy taras przy marinie z piêknym widokiem
na port i Odrê. W tej¿e tawernie mo¿na skorzystaæ z WC. Po s¹siedzku s¹ pokoje goœcinne z dostêpem do prysznica, 100 metrów
od mariny znajduje siê sklep spo¿ywczy,
a na drugim brzegu kana³u, na odrzañskiej
wyspie Zwierzyniec Wielki, uporz¹dkowany
teren z wykoszon¹ traw¹ - idealny na biwak
dla kajakarzy. Marina ma wypo¿yczalniê
kajaków i rowerów wodnych, a Tawerna
Kapitañska zaprasza na gastronomiczne
rejsy galarami z kucharzem przygotowuj¹cym
na oczach pasa¿erów statku potrawy z grilla.
Wszystko to dzieje siê 32 kilometry
w górê Odry od wroc³awskich Bartoszowic
i Opatowic. Po drodze do pokonania s¹ trzy
œluzy - Ratowice, Janowice i O³awa, a wodniaków czeka dodatkowa atrakcja - otwarta
wiosn¹ 2012 roku wie¿a widokowa w Kotowicach (tak naprawdê w przysió³ku Utrata),
stoj¹ca oko³o 200 metrów od koryta rzeki.
Widok z wie¿y na Dolinê Odry zatyka dech
w piersiach!
| BLI¯EJ ODRY
W po³owie wrzeœnia 2012 r. w Brzegu
(województwo opolskie) miasto oficjalnie
odda³o do u¿ytku Marinê Brzeg. Jest ona
zbudowana na 199 kilometrze Odry, na
prawym brzegu jej naturalnego koryta,
poni¿ej sta³ych jazów i zabytkowego
kratownicowego mostu, blisko centrum
miasta. W jej powstanie zosta³y zaanga¿owane œrodki z bud¿etu miasta i fundusze
unijne, a marin¹ zarz¹dza Miejski Oœrodek
Sportu i Rekreacji w Brzegu. Marina ma
ogrodzony teren, spory hangar i p³ywaj¹ce
pomosty os³oniête od nurtu d³ug¹, odremontowan¹ kamienn¹ ostrog¹. Przy pomostach
s¹ miejsca cumownicze dla ma³ych ³odzi.
Obok jest nowo zbudowane spore nabrze¿e
dla statków pasa¿erskich, przeznaczone tak¿e
do cumowanie wiêkszych jednostek
turystycznych (o d³ugoœci powy¿ej 8 m).
W Marinie Brzeg jest dostêp do WC,
pryszniców, wody, pr¹du i slipu. Mo¿na zleciæ
przechowanie ³odzi, zamówiæ odbiór fekaliów
z ³odzi (statku) oraz samojezdny dŸwig do
wodowania sprzêtu p³ywaj¹cego.
Przystañ jest monitorowana. S¹ w niej
udogodnienia dla osób niepe³nosprawnych.
Marina Brzeg
Marina Brzeg
Z inicjatywy miasta O³awy i Brzegu
powsta³a te¿ turystyczna, wodniacka mapa
Odry od Brzegu do Wroc³awia, obejmuj¹ca
tak¿e ca³y Wroc³awski Wêze³ Wodny (blisko
70 km rzeki). Mapa ukaza³a siê na otwarcie
mariny w Brzegu. W ramach autoreklamy,
co, mam nadziejê, wydawca Szkwa³u wybaczy, serdecznie polecam j¹ - jako jej autor
i wydawca - wszystkim wodniakom (pytajcie
o ni¹ w Marinach O³awa i Brzeg oraz na wroc³awskich przystaniach oraz biurze WrOZ¯).
W nadchodz¹cym sezonie nawigacyjnym
2013 serdecznie zachêcam do ¿eglowania
w górê Odry. Jest gdzie bezpiecznie zacumowaæ, skorzystaæ z sanitariatów i ewentualnej pomocy bosmanów. Ci¹gle jeszcze
wodniacki ruch turystyczny na tym odcinku
Odry jest niewielki, zatem mo¿na liczyæ na
ciszê, niezapomniane widoki i nowe, mi³e
kontakty z miejscowymi wodniakami.
Waldemar Koczewski
Fot. Waldemar Koczewski
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 5
BLI¯EJ ODRY |
Wroc³aw, 10 kwietnia 2012 r.
LIST OTWARTY DO WSZYSTKICH MOTOROWODNIAKÓW,
¯EGLARZY ORAZ INSTYTUCJI ODPOWIEDZIALNYCH ZA STAN OBECNY
MO¯LIWOŒCI UPRAWIANIA REKREACJI WODNEJ W POWIECIE
WROC£AWSKIM
Komu ma s³u¿yæ Uchwa³a nr XXVI/
231/10 Rady Powiatu Wroc³awskiego z dnia
22 czerwca 2010 r. zakazuj¹ca u¿ywania na
zbiorniku wodnym Bajka³, zlokalizowanym
na dzia³kach nr 783 i 787 obrêb Kamieniec
Wroc³awski oraz na dzia³ce nr 560 obrêb
Gaików, gm. Czernica, jednostek p³ywaj¹cych
wykorzystuj¹cych do napêdu silniki spalinowe? Uchwa³a ta zosta³a wydana w oparciu
o Art. 116. Ustawy z dnia 27 kwietnia 2001 r.
Prawo ochrony œrodowiska:
l. Rada powiatu, w drodze uchwa³y,
z zastrze¿eniem ust. 2 i 4, ograniczy lub
zaka¿e u¿ywania jednostek p³ywaj¹cych lub
niektórych ich rodzajów na okreœlonych
zbiornikach powierzchniowych wód
stoj¹cych oraz wodach p³yn¹cych, je¿eli jest
to konieczne do zapewnienia odpowiednich
warunków akustycznych na terenach
przeznaczonych na cele rekreacyjnowypoczynkowe.
Bajka³ - zbiornik wodny o powierzchni
oko³o 60 hektarów i g³êbokoœci do ok. 3–5
metrów, po³o¿ony w gminie Czernica w niewielkiej odleg³oœci od granic Wroc³awia.
Ze wzglêdu na antropogeniczne (utworzone
w wyniku dzia³alnoœci cz³owieka) pochodzenie jezioro Bajka³ lokalnie nazywane jest
Zalewem Bajka³. Zbiornik ten powsta³
w dawnym wyrobisku ¿wiru przy starym
korycie Odry, z którym ma trwa³e po³¹czenie, co znacznie podnosi jego atrakcyjnoœæ
do uprawiania turystyki wodnej.
i 787 obrêb Kamieniec Wroc³awski oraz
na dzia³ce nr 560 obrêb Gajków, gm.
Czernica, jednostek p³ywaj¹cych wykorzystuj¹cych do napêdu silniki spalinowe.
Niestety, przy wydawaniu tej Uchwa³y
Rada Powiatu zapomnia³a, ¿e sporty
motorowodne oraz turystyka motorowodna
to przecie¿ REKREACJA w pe³nym tego
s³owa znaczeniu, a jej krzewienie to
podstawowe zadania Rady.
W dokumencie zamieszczonym na
oficjalnej stronie Rady Powiatu
http://www.powiatwroclawski.pl
w zak³adce Dla turystów zamieszczony
jest dokument:
UWARUNKOWANIA ROZWOJU
TURYSTYKI W POWIECIE WROC£AWSKIM opracowany przez prof. dr. hab.
Jerzego Wyrzykowskiego, prof. dr. hab. Janusza Maraka, dr. Bogdana Miku³owskiego,
dr. Kazimierza Klementowskiego. W punkcie
4.3.5 str. 191. tego opracowania mo¿na przeczytaæ :
4.3.5. Tereny przeznaczone i zagospodarowane na potrzeby rekreacji
wodnej:
Obszar powiatu wroc³awskiego jest
stosunkowo ubogi pod wzglêdem akwenów
przystosowanych na cele rekreacji wodnej.
Mapa jeziora Bajka³ pobrana z Google Earth
Obecnie akwen ten zarz¹dzany jest przez
Polski Zwi¹zek Wêdkarski i st¹d wszystkie
problemy. PZW uwa¿a, ¿e tylko wêdkarzom
przys³uguje prawo do korzystania z tego
zbiornika, a inni chêtni to nieproszeni i niemile widziani goœcie, a szczególnie ci uprawiaj¹cy rekreacjê motorowodn¹, gdy¿ zak³ócaj¹ ciszê i utrudniaj¹ wêdkowanie.
Prawdopodobnie na wniosek PZW, bez
szerszych konsultacji z innymi organizacjami
spo³ecznymi, Rada Powiatu wyda³a uchwa³ê:
UCHWA£A NR XXVI/231/10 z dnia 22
czerwca 2010 r. w sprawie zakazu u¿ywania na zbiorniku wodnym Bajka³,
zlokalizowanym na dzia³kach nr 783
6 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
| BLI¯EJ ODRY
Jedynym w tym wzglêdzie obiektem, umo¿liwiaj¹cym korzystanie z urz¹dzonego k¹pieliska, kajaków, rowerów wodnych i ³odzi
wios³owych jest zalew zaporowy na Potoku
Sulistrowickim, administrowanym przez
Oœrodek Wypoczynku Œwi¹tecznego w Sulistrowicach (wczeœniej scharakteryzowany
w dot. obiektów noclegowych turystyki).
I co robi nasza Rada Powiatu, aby poprawiæ tak niekorzystn¹ sytuacjê? Wydaje
wymienion¹ Uchwa³ê zakazuj¹c¹ u¿ytkowanie akwenu Bajka³ przez ludzi uprawiaj¹cych rekreacjê (sporty motorowodne oraz
turystykê motorowodn¹) w tak trudnych
warunkach, o których sama pisze. Byæ mo¿e
dlatego, ¿e ten rodzaj rekreacji nie zosta³
wykazany jako istniej¹cy na obszarze Powiatu
Wroc³awskiego, wiêc jeœli go nie ma, to nie
ma problemu. Zapomniano, ¿e mimo tak
trudnych warunków na terenie powiatu dzia³aj¹ ró¿nego rodzaju organizacje spo³eczne,
kluby, firmy oraz wielu indywidualnych zapaleñców pragn¹cych upowszechniæ zarówno
¿eglarstwo, jak równie¿ sporty motorowodne.
Kiedyœ uznano by ten rodzaj wypoczynku za
elitarny i niewymagaj¹cy upowszechnienia.
Mo¿e z tego powodu zapomniano w tym
opracowaniu, ¿e mimo wszystko on istnieje
i zaczyna siê rozwijaæ. Niestety, na obszarze
powiatu bardzo powoli powstaj¹ elementy
towarzysz¹ce np. warsztaty szkutnicze,
wypo¿yczalnie sprzêtu p³ywaj¹cego, lokale
gastronomiczne oraz inne, gdy¿ przy tak
licznych ograniczeniach formalnych, utrudniaj¹cych ten rodzaj rekreacji, nie s¹ w stanie
jeszcze utrzymaæ siê z tego typu dzia³alnoœci.
Nie jest te¿ prawd¹, ¿e przep³ywaj¹ce
³odzie uniemo¿liwiaj¹ wêdkowanie, gdy¿, po
pierwsze, ³ódŸ motorowa porusza siê po
znacznej czêœci akwenu, a dodatkowo œruba
napêdowa powoduje ograniczenie rozprzestrzeniania siê roœlinnoœci wodnej (zarastanie
akwenów), poprawia napowietrzanie wody
i unoszenie warstwy dennej, co we wszystkich
z wymienionych przypadków ma wp³yw
pozytywny dla akwenu. Przy wzajemnym
poszanowaniu potrzeb wêdkarzy i motorowodniaków mo¿liwa jest koegzystencja tych
grup przy obopólnej korzyœci.
Faktycznie, przy uprawianiu sportów
motorowodnych negatywnym zjawiskiem
jest towarzysz¹cy ha³as. W niektórych
przypadkach mo¿e byæ nie tylko zauwa¿alny,
ale nawet uci¹¿liwy dla osób oczekuj¹cych
bezwzglêdnej ciszy.
Zgodnie z Ustaw¹ o Ochronie Œrodowiska
cytowan¹ w Uchwale Rady Powiatu, mo¿na
ten negatywny aspekt rekreacji motorowodnej znacznie ograniczyæ, stosuj¹c rozs¹dnie
zapisy Art. 216 wymienionej ustawy, a nie likwidowaæ ca³kowicie mo¿liwoœæ uprawiania
sportów motorowodnych na tym akwenie.
Na przyk³ad mo¿na tam dopuœciæ uprawianie sportów motorowodnych w soboty
PS. Czym jest rekreacja
(jakby ktoœ zapomnia³)?
ZA£¥CZNIK DO LISTU
Poni¿ej kilka fotografii z lat ubieg³ych.
i w niedziele w godzinach od 0800 do 2000,
a w innych godzinach bez prawa wytwarzania
fali, w pozosta³e dni w godzinach od xx do xx
w sposób niepowoduj¹cy wytwarzania fal
(ograniczenie to jest bardzo istotne – silniki
w takim przypadku pracuj¹ na ma³ych
obrotach, stosunkowo cicho, lecz jeszcze
istnieje mo¿liwoœæ wolnego przemieszczania
siê np. dop³yniêcia do miejsca biwaku, wêdkowania lub powrotu do portu).
Niestety, tak jak ju¿ pisa³em, akwen ten
zosta³ ca³kowicie zamkniêty do uprawiania
sportów motorowodnych (prawdopodobnie
na wniosek PZW) Uchwa³¹ nr XXVI/231/10
Rady Powiatu Wroc³awskiego z dnia 22 czerwca 2010 r. Szkoda, ¿e wydaj¹c tê uchwa³ê,
Rada Powiatu zapomnia³a o swoich statutowych zadaniach. (dla zainteresowanych sk³ad
osobowy Zarz¹du Powiatu oraz Rady Powiatu
dostêpny jest na stronie internetowej
http://www.powiatwroclawski.pl/)
Mo¿e przed kolejnymi wyborami warto by
odwiedziæ tê stronê internetow¹ w celu zweryfikowania sk³adanych deklaracji. W animacji
na stronie g³ównej jest ³adne zdjêcie tego
akwenu, niestety, pustego. Warto zobaczyæ, co
mamy w powiecie.
Wszystkich zainteresowanych tematem (równie¿ konstruktywn¹ opozycjê)
proszê o kontakt oraz ciekawe sugestie
w tej sprawie.
Wies³aw Mroziñski
Rekreacja, aktywny wypoczynek (³ac. recreo
- odnowiæ, o¿ywiæ) - forma aktywnoœci umys³owej lub
fizycznej podejmowana poza obowi¹zkami zawodowymi, spo³ecznymi, domowymi i nauk¹. Stosowana
w celu odpoczynku i rozrywki. Przyczynia siê ona do
rozwoju zainteresowañ i osobowoœci, podwy¿szenia
aktywnoœci fizycznej, roz³adowania napiêcia nerwowego oraz zapobiega chorobom cywilizacyjnym.
Rekreacja z za³o¿enia jest aktywnoœci¹ dobrowoln¹. Jej formy wynikaj¹ g³ównie z typu zainteresowañ
i miejsca pobytu cz³owieka. Specyficzn¹ form¹ jest
rekreacja ruchowa okreœlana czasem jako sport rekreacyjny. Jest ona form¹ czynnego odpoczynku i rozrywk¹.
Rola rekreacji we wspó³czesnym œwiecie nabiera
znaczenia w zwi¹zku z koniecznoœci¹ zapobiegania sytuacjom stresowym, chorobom cywilizacyjnym, skracaniem czasu pracy i podnoszeniem poziomu ¿ycia.
Organizacja rekreacji ma we wspó³czesnych pañstwach charakter indywidualny. Skala zjawiska jest
efektem zarówno œwiadomoœci poszczególnych osób,
dzia³alnoœci organizacji i stowarzyszeñ organizuj¹cych
zajêcia, zamo¿noœci¹ spo³eczeñstw, jak równie¿ iloœci
czasu wolnego (czasu pracy i dni wolnych).
W Polsce organizacj¹ rekreacji zajmuj¹ siê m.in.
zrzeszenia i kluby sportowe oraz organizacje m³odzie¿owe.
Wed³ug Wikipedii (Wolnej Encyklopedii) sporty
motorowodne s¹ uznawane za jedn¹ z form rekreacji.
Tak wypoczywano w tym miejscu przed
wydaniem tej wspania³ej uchwa³y, a przy
niewielkich nak³adach finansowych mog³o
byæ to dodatkowe Ÿród³o dochodów dla gminy
Czernica.
Fot. Wies³aw Mroziñski
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 7
SZKOLENIE |
Inspiracje (do)szkoleniowe
Agnieszka Pe³ka-Szajowska, Janusz Pe³ka
Poni¿szy tekst powsta³ na podstawie rozmów z kilkudziesiêcioma instruktorami PZ¯ oraz kilkunastoma kursantami na stopnie instruktorskie.
W naszych rozmowach o szkoleniu - problemach, wyzwaniach, przypadkach - wyj¹tkowo czêsto pojawia³y siê aspekty zwi¹zane z brakiem rozwoju
i dalszego szkolenia po odbyciu kursów instruktorskich (nie mamy pretensji do KW¯-tów). A przecie¿ metodyka, psychologia, pedagogika
i socjologia id¹ wci¹¿ do przodu, pojawiaj¹ siê ciekawe badania, opracowania, doœwiadczenia i metody. Z drugiej strony zmieniaj¹ siê sami
kursanci, bo zmienia siê œwiat wokó³ nas, m.in. technologie, media, komunikacja, metody pracy (np. w firmach). Zmiany w komunikacji zachodz¹
od zawsze. B³êdem by³oby za³o¿enie jej niezmiennoœci.
Jakie zmiany obserwujemy wokó³ siebie?
Przyjrzymy siê tylko kilku z nich. To nasz
wybór subiektywny.
• Zmiany dotycz¹ce przetwarzania i przep³ywu informacji miêdzy ludŸmi, m.in. komunikujemy siê i budujemy relacje za pomoc¹
portali spo³ecznoœciowych (np. komunikujemy siê za pomoc¹ krótkich statusów,
okreœlamy stosunkowo szybko swoje preferencje, gromadzimy znajomych, komunikujemy siê szybko i za pomoc¹ skrótów, odkrywamy zbyt wiele ze swojego ¿ycia, jak równie¿
szybko decydujemy, czy lubiê to/nie lubiê.
• Popularnoœæ zdobywaj¹ serwisy internetowe, dziêki którym porozumiewamy siê za
pomoc¹ obrazków, a nie opisami s³ownymi
(np. Pinterest.com).
• Informacje nie tyle co gromadzimy, ale
przetwarzamy i tylko chcemy wiedzieæ, gdzie
i jak je poszukiwaæ, jeœli jej potrzebujemy
(np. Google.com).
• Teksty tworzone pod internet zaczynaj¹
byæ tworzone inaczej ni¿ np. do publikacji
w druku: streszczaj¹ce zajawki zawieraj¹ce
s³owa-klucze, stosunkowo krótkie teksty
dzielone na ³atwe do ogarniêcia okiem akapity, wyró¿nianie s³ów kluczowych, dzielenie
d³u¿szych form na krótsze teksty itp.
• Pojawiaj¹ siê tak¿e nowe trendy wykluczania siê z chaosu i nagromadzenia informacji. Coraz wiêcej osób chce samemu œwiadomie poszukiwaæ wiedzy i informacji
(np. wykorzystywanie Internetu, ale rezygnacja z portali spo³ecznoœciowych itp), a nie
otrzymywaæ je bezrefleksyjnie np. w postaci
wiadomoœci z TV (wiêc rezygnuj¹ np. z telewizorów w domu).
• M³odsze pokolenie (i coraz czêœciej te¿
te starsze) oczekuje interaktywnoœci przekazu, mo¿liwoœci testowania, próbowania, eksperymentowania, zadawania w ka¿dej chwili
pytañ i uzyskiwania odpowiedzi prawie ¿e
instant.
• W firmach czy organizacjach czêsto pracownicy ucz¹ siê pracy w zespo³ach zadaniowych (a co za tym idzie m.in. oczekuj¹ sprawnej pracy lidera i zarz¹dzania zespo³em).
To tylko wybrane trendy i nasze obserwacje w wybranych grupach. Jak powinien
w tym wszystkim odnaleŸæ siê wspó³czesny
instruktor?
8 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
Bitwa morska z pytaniami na patent ¿eglarza jachtowego. Zajêcia przeprowadzili i wymyœlili uczestnicy kursu na MI¯
organizowanego przez WrOZ¯ we Wroc³awiu (jesieñ 2012)
Co tam na kursie?
Zaczêliœmy... od siebie. Rozpoczêliœmy na
kursach analizowaæ zmiany naszych kursantów (na patenty ¿eglarskie i instruktorskie)
i szukaæ narzêdzi nauczania nad¹¿aj¹cymi za
tymi zmianami. Kursanci (osoby doros³e)
z roku na rok s¹ coraz bardziej wymagaj¹cy
i œwiadomi swoich praw (ale za to mniej
obowi¹zków) w porównaniu z okresem np.
sprzed 10 lat. Szybko i bez obaw dziel¹ siê
z nami swoimi opiniami o kursie, szkoleniu,
wyk³adzie, czy codziennych zajêciach na
jachcie. Wspó³pracuj¹, jeœli bêd¹ znali
otoczenie i œciœle okreœlone cele dzia³añ,
potrzebuj¹ coraz krótszych tekstów i zajêæ
(lub dzielonych na czêœci), bo wiedzê
gromadz¹ w paczkach. Zamiast notowaæ, chc¹
nagrywaæ lub oczekuj¹ krótkich bryków.
Spodziewaj¹ siê wiêcej gotowych obrazków
ni¿ np. rysowania na tablicy schematów.
Ksi¹¿ki s¹ ciekawe, jeœli szybko podaj¹
odpowiedzi. Trzeba ich motywowaæ do
szukania rozwi¹zañ, ni¿ podawaæ im je na
tacy. Kursanci coraz czêœciej nam mówi¹, ¿e
przeczytanie ksi¹¿ki to dla nich za du¿o (wol¹
szukaæ tych samych treœci w internecie!). Wol¹
wiedzê skrótow¹ i praktyczn¹ (choæ d³ugo
by rozmawiaæ o ich definicji praktycznoœci).
Oczekuj¹ natychmiastowych informacji
zwrotnych - krytykowania, ale tak¿e jednoczeœnie pozytywnego wzmacniania). Œmiej¹
siê, gdy pisz¹ rêcznie odpowiedzi na egzaminach. Mówi¹, ¿e tak du¿o tekstu oni nie
pisali od studiów, teraz rêcznie to tylko faktury podpisuj¹…
To tylko skrótowy opis naszych obserwacji, bo i kursanci dziel¹ siê na ró¿ne grupy
i krzywdz¹ce by³oby wrzucanie ich do jednego
worka. Ale to, o czym piszemy, to nowy trend
w jednej z najmocniej zauwa¿alnych grup. Czy
Wy macie podobne wyzwania i problemy?
Nowe problemy?
Na zachodzie bez zmian?
Pewne jest dla nas, ¿e instruktor musi iœæ
za duchem swoich kursantów i XXI wieku,
traktuj¹c kurs np. na MI¯ jako dopiero pocz¹tek (a nie pocz¹tek i koniec!) swojej edukacji.
Do wiedzy na kursach szkoleniowych na patenty instruktorskie zaczynamy wiêc sami
powoli dodawaæ now¹ wiedzê i doœwiadczenia. I tym chcielibyœmy siê z Wami podzieliæ.
Proszê nie traktowaæ tego jako pretensji np.
do programu nauczania. Choæ wydaje nam
siê, ¿e czêœæ z propozycji mo¿na uzupe³niæ. To
nasze inspiracje, które wci¹¿ poprawiamy,
tworzymy i zmieniamy. Jesteœmy dopiero na
pocz¹tku tej drogi, ale widzimy tak¿e, co dzia³a
lub co nie dzia³a i nad czym trzeba jeszcze
popracowaæ.
| SZKOLENIE
Wiele najwa¿niejszych wniosków wynika
z rozmów z doœwiadczonymi instruktorami.
Z ich codziennoœci instruktorskiej, nowych
problemów i wyzwañ. To, co gra, w³¹czamy
(lub pracujemy nad w³¹czeniem) do programu nauczania. Ca³y czas jest jeszcze wielu
kursantów, którzy chc¹ uczyæ siê ponad standardowy program nauczania, widz¹c potrzebê
powiêkszania wiedzy o proponowane przez
nas tematy, bo zauwa¿a je tak¿e w swoim otoczeniu np. w pracy lub na uczelni. W ka¿dym
kursie zmieniamy to, co nie zagra³o, i szukamy kolejnych inspiracji, bo wychodzimy
z za³o¿enia, ¿e instruktor powinien inspirowaæ
i zara¿aæ pasj¹, ale id¹c z duchem czasu.
Halo? Jak mnie odbieracie?
Wœród wielu rzeczy, jakie testujemy na
naszych kursach instruktorskich (lub w kursach, w których szkolimy), to tematy prezentowane poni¿ej. Czêœæ ju¿ zaczêliœmy, nad czêœci¹
jeszcze pracujemy, by przygotowaæ zajêcia:
• nauka prezentacji (sposób wys³awiania,
postawa, mowa cia³a, przygotowanie do kursu, ewaluacja, korzystanie z komputera i prezentacji komputerowych itp.),
• zasady i pomys³y na prezentacje z u¿yciem komputera (m.in. zasady tworzenia prezentacji w programie typu PowerPoint, ale
tak¿e, id¹c za cywilizacj¹ obrazkow¹, inspirujemy do innych form np. Prezi),
• metoda tworzenia konspektów nie tylko
metod¹ liniow¹ (jak w obecnych podrêcznikach dla instruktorów), ale tak¿e innymi,
ciekawymi i kreatywnymi metodami, np.
mind mapping (mapa myœli, czyli logiczne
prezentowanie myœli sposobem tekstowoobrazkowym),
• praca nad zajêciami z psychologii grupy
(bo czym w³aœnie jest za³oga czy wachta?)
obejmuj¹ca m.in. tematy: jak formu³uje siê
zespó³, role w grupie, etapy dzia³ania zespo³u,
problemy w zespo³ach, przywództwo, itp.),
• zajêcia z komunikacji spo³ecznej (m.in.
szukamy metod wiêkszej interaktywnoœci na
zajêciach teoretycznych, rozmawiamy o meto-
Pierwsze próby kursantów przy tworzeniu konspektów manewrów metod¹ mapy myœli. Kurs WrOZ¯ na MI¯
we Wroc³awiu – jesieñ 2012
dach chwalenia, ale i krytykowania, osobowoœci i komunikacji podczas szkolenia itp.),
• szukanie ciekawych pomys³ów na zabawy i manewry (szkoda, ¿e nie ma jednego
miejsca, które gromadzi³oby pomys³y instruktorów na takie zajêcia!), m.in. dynamiczny
overholung za pomoc¹ tylko 2 lin.
• autorytet - wspominamy o nim na szkoleniu i ogólnie opowiadamy zgodnie z programem nauczania, ale czy to wystarcza? Instruktorzy musz¹ poznaæ wiêcej informacji na
temat przywództwa i pracy z zespo³em (tak¿e
jako KW¯), problemach, asertywnoœci, œwiadomoœci swoich s³abych i mocnych stron itp.
Wiele projektów i pomys³ów mamy dopiero w g³owie. Czekaj¹ na testowanie.
Warto tu tak¿e zaznaczyæ, ¿e czêœæ kandydatów na instruktorów nie chce poszerzaæ
wiedzy o coœ wiêcej ponad wytyczne do egzaminu, wychodz¹c z za³o¿enia, ¿e nie jest im
to do niczego potrzebne. Celem jest sam
patent i tyle, zdanie egzaminu po prostu i nic
wiêcej (nawet jednej godziny ponad przewidziany przepisami czas szkolenia). I to jest
smutne.
Zaczêliœmy tak¿e pracê nad publikacj¹
(bezp³atn¹), w której chcemy, aby instruktorzy podzielili siê swoimi doœwiadczeniami,
opisali ciekawe sytuacje, problemy, historie
i wyzwania metodyczne, jakie wydarzy³y siê
im podczas pracy instruktorskiej. Inspiracj¹
do pracy nad tym opracowaniem byli... nasi
kursanci na patent MI¯ i I¯. Kiedy prosiliœmy
ich o ocenê naszych kursów czy zajêæ, mówili
nam, ¿e jednymi z najcenniejszych informacji, jakie wynieœli z kursu (poza szkoleniem
¿eglarskim), by³y nasze opowieœci z ¿ycia, bo
opowiadaliœmy im nie tylko o przypadkach
lekkich, ale i tych trudniejszych na zasadzie
studium przypadku, wychodz¹c z za³o¿enia,
¿e im wiêcej, tym lepiej. Czêsto wzbudza³o to
dyskusjê, jak post¹piæ i o to przecie¿ chodzi³o!
Rozmowy kursantów na temat rzeczywistych
zdarzeñ i rozpatrywanie ró¿nych mo¿liwoœci
pozwala³o u¿yæ im ca³ej swojej dotychczasowej wiedzy, by zastanowiæ siê, jak mo¿na
post¹piæ. Przypadki, o jakich opowiadamy,
s¹ nie tyko stricte ¿eglarskie, ale tak¿e metodyczne, wychowawcze i psychologiczne. Pomyœleliœmy wiêc, aby zebraæ ich jeszcze wiêcej
i wymieniæ siê doœwiadczeniami miêdzy
instruktorami. Szukamy chêtnych, którzy
chcieliby siê do³¹czyæ do tego projektu. Co
o tym s¹dzicie?
Dok¹d zmierzamy?
W szkoleniu kandydatów na instruktorów
stosunkowo mocny nacisk k³adziony jest na
poznanie przez adeptów podstaw metodyki
oraz podstawowego wstêpu do psychologii
i pedagogiki (czêsto s¹ to same definicje
i ogólny zarys - patrz wytyczne szkolenia).
Zdajemy sobie sprawê, ¿e formu³y kursów
instruktorskich s¹, jakie s¹ i ogranicza je czas,
otwartoœæ samych kursantów i forma. Jednak¿e wydaje nam siê, ¿e mo¿liwe jest poszerzenie lub niewielka zmiana programu, która
obejmowa³aby albo nowe tematy, albo chocia¿ ich zasygnalizowanie np. w postaci dodatkowej, zalecanej literatury (Zwi¹zek móg³by j¹
opracowaæ w postaci spisu lub opracowania
powsta³ego z pomoc¹ psychologów i socjologów).
Interaktywne zajêcia z budowy jachtu (na pod³odze ¿agle i kad³uby jachtów). Kurs WrOZ¯ na MI¯ w Wieleniu
– wiosna 2012
cd. na s. 10
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 9
SZKOLENIE |
Kurs:
Instruktor na wiosnê 2013!
Janusz Pe³ka, Piotr Piwowarczyk
Szkolenie na MI¯-a w 2012 r.
Wroc³awski Okrêgowy Zwi¹zek ¯eglarski
organizuje wiosn¹ 2013 r. kurs na stopieñ
M³odszego Instruktora ¯eglarstwa PZ¯
oraz Instruktora ¯eglarstwa PZ¯. Kurs
odbywaæ siê bêdzie we Wroc³awiu (zajêcia
teoretyczne w tygodniu, zajêcia praktyczne
w weekendy). Planujemy tak¿e poruszyæ na
zajêciach tematy dodatkowe uzupe³niaj¹ce
ramy standardowego szkolenia.
Przypominamy, ¿e warunki dopuszczenia do
szkolenia na stopieñ M³odszego Instruktora ¯eglarstwa PZ¯ s¹ nastêpuj¹ce:
- posiadanie stopnia ¿eglarza jachtowego od
minimum 3 lat lub wy¿szego stopnia
¿eglarskiego,
- ukoñczenie 18 lat (najpóŸniej w dniu egzaminu),
cd. ze s. 9
Kolejn¹ spraw¹ jest zachêcanie instruktorów do dalszego rozwoju i dzielenie siê
doœwiadczeniem. Dlaczego by choæ raz w roku
czy raz na dwa lata nie zorganizowaæ konferencji po³¹czonej z warsztatami dla instruktorów
PZ¯? A mo¿e stworzyæ czasopismo lub (taniej) serwis internetowy, który na bie¿¹co
publikowa³by nowe, poszerzaj¹ce wiedzê instruktorsk¹, artyku³y i zamieszcza³ propozycje
warsztatów? W naszych rozmowach pojawia³
siê tak¿e fakt braku sta³ych form wymiany
10 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
Osoba posiadaj¹ca stopieñ M³odszego Instruktora ¯eglarstwa PZ¯
jest uprawniona do:
a) prowadzenia zajêæ praktycznych i teoretycznych w ramach szkolenia na
stopnie ¿eglarskie do posiadanego stopnia
w³¹cznie, pod nadzorem KW¯,
b) pe³nienia funkcji Cz³onka KE na stopnie ¿eglarskie w zale¿noœci od posiadanego stopnia oraz Sekretarza KE na
dowolny stopieñ.
Osoba posiadaj¹ca stopieñ Instruktora ¯eglarstwa PZ¯ jest uprawniona do:
a) organizowania i prowadzenia szkolenia praktycznego i teoretycznego na stopnie ¿eglarskie do posiadanego stopnia
w³¹cznie,
b) pe³nienia funkcji KW¯ lub instruktora
na kursach na stopnie ¿eglarskie do posiadanego stopnia w³¹cznie,
c) potwierdzania odbycia szkolenia na
stopieñ ¿eglarski oraz wystawiania opinii osobom prowadz¹cym szkolenie ¿eglarskie,
d) pe³nienia funkcji Przewodnicz¹cego,
Cz³onka lub Sekretarza KE na stopnie
¿eglarskie w zale¿noœci od posiadanego
stopnia ¿eglarskiego,
e) pe³nienia funkcji KW¯ lub instruktora
na kursach na stopieñ MI¯ PZ¯ i funkcji
instruktora na kursach na stopieñ I¯ PZ¯,
f) pe³nienia funkcji Cz³onka lub Sekretarza KE na stopnie MI¯ PZ¯ i I¯ PZ¯ oraz
pe³nienia funkcji Przewodnicz¹cego KE na
stopieñ MI¯ PZ¯.
- posiadanie co najmniej œredniego wykszta³cenia,
- zdanie z wynikiem pozytywnym sprawdzianu dopuszczaj¹cego do szkolenia,
- posiadanie umiejêtnoœci p³ywania potwierdzonej odpowiednim dokumentem albo
oœwiadczeniem w³asnym.
Warunki dopuszczenia do szkolenia na
stopieñ Instruktora ¯eglarstwa PZ¯:
- posiadanie stopnia M³odszego Instruktora
¯eglarstwa PZ¯,
- posiadanie stopnia co najmniej sternika
jachtowego,
- posiadanie stopnia co najmniej sternika
motorowodnego,
- posiadanie udokumentowanego sta¿u
instruktorskiego w postaci co najmniej
trzech pozytywnych opinii z pracy w charakterze kadry w szkoleniu na stopnie ¿eglarskie
(w tym co najmniej jeden na kursie trwaj¹cym
minimum 12 kolejnych dni), wystawionych
przez KW¯, w ³¹cznym wymiarze minimum
30 dni szkoleniowych; do sta¿u zalicza siê
opinie ze szkoleñ zg³oszonych do OZ¯ (zgodnie z obowi¹zuj¹cymi w danych latach przepisami).
Chêtnych prosimy o zg³aszanie siê do
Piotra Piwowarczyka (Przewodnicz¹cy
Komisji Szkolenia), telefon: 691659086 lub
do Janusza Pe³ki (Wiceprezes WrOZ¯),
tel. 608 47 80 84, [email protected]
wiedzy i doœwiadczeñ miêdzy samymi instruktorami (forum? konferencja? serwis
internetowy?).
Mo¿e to du¿o przemyœleñ jak na jeden
raz. Sami na razie próbujemy i testujemy
nowe metody szkolenia u nas w Klubie. Jest
nas dwoje, wiêc nie damy rady zrobiæ wszystkiego tak szybko, jak chcielibyœmy. Zdajemy
sobie sprawê jednak z tego, ¿e takich entuzjastów i pozytywnych szaleñców musi byæ
wiêcej w swoich œrodowiskach, czy klubach
w naszym regionie. Jeœli i Wy do nas do³¹czy-
cie, poznamy siê i zaczniemy wymieniaæ pomys³ami i doœwiadczeniami. Razem bêdziemy
mogli powiêkszaæ nasz kapita³ instruktorski,
a tym samym wci¹¿ pracowaæ (wspólnie) nad
jakoœci¹ naszego szkolenia i pracy, a co za tym
idzie, wiedz¹ naszych kursantów i ich jakoœci¹
¿eglowania. A przecie¿ o to nam wszystkim,
mamy nadziejê, chodzi!
Co o tym s¹dzicie?
Decyduje kolejnoœæ zg³oszeñ. Zapraszamy!
Janusz Pe³ka, Piotr Piwowarczyk
Fot. z archiwum autorów
Agnieszka Pe³ka-Szajowska, Janusz Pe³ka
Fot. z archiwum autorów
| SZKOLENIE
O tym, jak zosta³em kapitanem
- instruktorem we Francji, czyli
wielka przygoda z francusk¹
szko³¹ ¿eglarsk¹ Glénans
O stopniach ¿eglarskich we Francji
Piotr Graczyk
Tak jak przysta³o na Francjê, kolebkê demokracji, kapitanem swojego albo wypo¿yczonego jachtu mo¿e byæ tu ka¿dy. Paradoksalnie, nie jest tak w przypadku w³aœcicieli
jachtów motorowych, których obowi¹zuje
posiadanie patentów zwanych Permis cotier
(do p³ywania do 6 mil od brzegu) i Permis
hauturier (poza pas 6 mil). Patenty te zdobywa siê po egzaminach. W przypadku Permis
hauturier ca³kiem nie³atwych, zadania z nawigacji z pr¹dami i p³ywami s¹ du¿o trudniejsze
ni¿ na polskiego sternika morskiego. Koszt
tych patentów jest te¿ ca³kiem spory, bo
wynosi oko³o 200 Euro za Permis cotier i 600
Euro za Permis hauturier.
Natomiast do p³ywania jachtami ¿aglowymi, nawet z potê¿nymi silnikami, patenty te
nie obowi¹zuj¹. Jeœli w³aœciciel wypo¿yczalni
jachtu uzna klienta za godnego zaufania, to
wypo¿yczy mu jacht. Cena nie zale¿y od kwalifikacji, czy doœwiadczenia.
Zupe³nie inaczej sprawy siê maj¹, jeœli
chce siê byæ kapitanem we francuskim klubie
¿eglarskim. Nale¿ê do takiego klubu w moim
mieœcie Angers, po³o¿onym 150-200 km od
takich portów jak St. Malo, Trinité sur Mer,
St.Nazaire, Sables d'Olonne, czy La Rochelle.
Na pocz¹tku bardzo mi siê podoba³o uczestniczenie w weekendowych sta¿ach klubu, na
jachtach wypo¿yczanych w Port Crouesty, tu¿
przy wejœciu do zatoki Golfe de Morbihan. Po
2 latach stwierdzi³em, ¿e bycie za³ogantem albo pierwszym oficerem na tych sta¿ach nic mi
ju¿ nowego nie przynosi i jesieni¹ 2010 r.
postanowi³em zostaæ kapitanem - instruktorem prowadz¹cym takie klubowe sta¿e. Klub
mia³ wczeœniej zwyczaj promowaæ w³asnych
kapitanów wewnêtrznie, ale akurat przepisy
O wschodzie s³oñca w drodze do Bonifacio
Fédération Française de Voile (FFV, francuskiego PZ¯) siê zmieni³y i powiedziano mi, ¿e
takich promocji ju¿ nie ma. Tym niemniej
zdoby³em w grudniu 2010 r. patent Permis
hauturier, jak równie¿ miêdzynarodowy
certyfikat radiotelefonisty i ponownie poprosi³em o rozwa¿enie mojej kandydatury na
klubowego kapitana. Nic to nie zmieni³o w pozycji komandorów klubu. Wtedy pomyœla³em,
¿e dowiem siê, jak to wygl¹da w s³ynnej francuskiej organizacji Glénans, w pewnym sensie odpowiedniku polskiej Trzebie¿y, CWM
w Gdynii i Jastarni razem wziêtych.
Glénans maj¹ swoje bazy w kilku miejscach wybrze¿a Francji. Kolebk¹ Glénans jest
archipelag les Glénan po³o¿ony 15 km na po³udnie od Concarneau w po³udniowej Bretanii. Tam na pocz¹tku lat 50. zaczê³a siê historia tej ¿eglarskiej organizacji, która dziœ ma
4 oœrodki w Bretanii (wyspy Glénan, Concarneau, Paimpol i Golfe de Morbihan), 2 oœrodki
nad Morzem Œródziemnym (na Korsyce i niedaleko Montpellier), jak równie¿ w 2 portach
zachodniego wybrze¿a Irlandii. Glénans
szkol¹ sta¿ystów w ¿eglarstwie morskim, ale
równie¿ na ³ódkach regatowych i windsurfie;
w 2013 r. wprowadz¹ do katalogu równie¿
kitesurfing. Niektórzy mówi¹, ¿e Glénans to
najwiêksza szko³a ¿eglarska na œwiecie i ¿e
liczba osób, które przesz³y przez tê szko³ê,
siêga kilku milionów. Sta¿yst¹ Glénans mo¿e
byæ ka¿dy od 13 roku ¿ycia (m³odzi maj¹ obozy
i rejsy w grupach 13-14 i 15-17 lat). Doroœli (od
18 roku ¿ycia) s¹ szkoleni bez podzia³u na
wiek, bywaj¹ sta¿yœci powy¿ej 70 lat.
Komandorzy mojego klubu ch³odno zareagowali na pytanie, czy to dobry pomys³,
¿ebym zapisa³ siê na kurs instruktorski Glé-
Manewry portowe w Poltu Qualtu w p³n. Sardynii,
1/11/2012
nans. Nie wiem, czy wiesz, ¿e bêdziesz musia³
zdaæ egzamin na basenie, przep³yn¹æ 100 m
stylem dowolnym i 1 m pod p³ywaj¹c¹ na
powierzchni wody przeszkod¹ - powiedzia³
mi komandor. Poza tym, oni nie lubi¹ takich
zewnêtrznych, ka¿¹ Ci zapisaæ siê na wszystkie kursy od Niveau 1 pocz¹wszy (pierwszy
poziom). Inny wp³ywowy kapitan klubu i federalny instuktor FFV powiedzia³ mi, ¿e on
raz prowadzi³ szkoleniowy rejs w Glénans, ale
nigdy wiêcej ju¿ z nimi nie wspó³pracowa³, bo
poprosili go, ¿eby w ramach przejêcia jachtu
przed rejsem... wjecha³ na maszt. Jeszcze tego
samego wieczoru napisa³em e-mail do centrali
Glénans w Pary¿u, przedstawi³em krótko moje ¿eglarskie curriculum vitae z polskim j.st.m.
w³¹cznie i zapyta³em, czy mogê zapisaæ siê
bezpoœrednio na sta¿ i egzaminy Federalnego
Niveau 5 FFV. Nastêpnego dnia dosta³em
sympatyczn¹, pozytywn¹ odpowiedŸ. Moja
¿eglarska przesz³oœæ jest wystarczaj¹ca i przyjmuj¹ mnie na sta¿ Niveau 5.
Francuska federacja ¿eglarska FFV i wspó³pracuj¹ca z ni¹ szko³a ¿eglarska Glénans prowadz¹ 5-stopniowy system kwalifikacji ¿eglarskich od Niveau 1 a¿ do Niveau 5. Te stopnie
(niveau - poziom, stopieñ) nie uprawniaj¹, tak
jak w Polsce, do prowadzenia mniejszych lub
wiêkszych klubowych jachtów, lecz tylko do starania siê o nastêpny w tej hierarchii stopieñ.
Dopiero Niveau 5, przyznawany przez pañstwowych egzaminatorów, pozwala staraæ siê o stopieñ federalnego instruktora i kapitana. W moim klubie w ogóle siê o tych stopniach nie mówi.
Pod koniec lipca 2011 r. przyjecha³em na
sta¿ Niveau 5 do Concarneau. By³o nas 8 sta¿ystów - mê¿czyzn. Czterech w wieku 20 - 30
lat, czterech w wieku 40 - 50 lat (ja w tej drugiej
grupie) i jedna instruktorka Julie (oko³o 35 lat).
To by³y 2 tygodnie psychologicznego terroru
i nerwówki. 8 ch³opa i jedna ostra kobieta.
Z dzisiejszej perspektywy rozumiem, ¿e
federacja FFV chce, ¿eby kandydaci na
instruktora - kapitana byli zdenerwowani, bo
przecie¿ na morskim rejsie bywaj¹ nerwowe
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 11
SZKOLENIE |
Na jachcie Glénans 5.70. Przed nami inny jacht tego samego typu, z charakterystycznym dla ³ódek Glénans
czerwonym pasem na grocie
sytuacje i spiêcia w za³odze. Przyk³ad: p³yniemy pod spinakerem, nagle Julie podnosi
wrzask, ¿e zaraz wjedziemy w ska³y, jest
niebezpiecznie i trzeba natychmiast zrzuciæ
spinaker. A przecie¿ od ska³ by³o naprawdê
daleko. Inny przyk³ad: dostajemy od Julie,
¿egluj¹cej na drugim jachcie, zlecenie, aby
wejœæ do zatoczki oddalonej o 1 milê od nas
i stan¹æ tam na kotwicy. Rzut oka na mapê
pozwala natychmiast stwierdziæ, ¿e wejœcie do
tej zatoczki jest naje¿one ska³ami. Przygotowujemy naprêdce bezpieczne przejœcie
miêdzy nimi. Na jachcie nie ma GPS-u, trzeba
u¿ywaæ kompasu do namiarów i tak chroniæ
siê od niebezpieczeñstw. Wkrótce Julie znowu
nawi¹zuje kontakt przez UKF-kê i krzyczy,
¿e jedziemy w ska³y. Zbity z tropu kapitan
- sta¿ysta naszego jachtu ka¿e natychmiast
skrêciæ w stronê zatoczki, gdzie jest ju¿ Julie
ze swoim jachtem, zmieniaj¹c bezpieczny
zygzakowaty kurs na bezpoœredni. Minutê
póŸniej widzimy w odleg³oœci jednego metra
od burty wielki kamieñ 5 cm pod wod¹,
dok³adnie ten, który trzeba by³o z daleka omin¹æ... O tym drugim przyk³adzie dyskutowa³em póŸniej z Julie, przyzna³a mi racjê, ¿e
tym razem przesadzi³a z poœpiechem, ¿e tak¹
nawigacjê trzeba by³o przygotowaæ wczeœniej
albo stan¹æ na kotwicy, ¿eby j¹ przygotowaæ
ad hoc. Najlepsze rozwi¹zanie tego terenowo nawigacyjnego zadania by³o przez szeroki
sektor bezpieczeñstwa od rufy. My wymyœli-
Fort Cigogne w archipelagu Glénan.
Tu mieszkaj¹ sta¿yœci morskiego Niveau 1 i 2
12 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
liœmy wê¿szy sektor od dziobu, którego Julie
nie pozwoli³a nam dokoñczyæ.
Pierwszy tydzieñ sta¿u polega na zajêciach teoretycznych rano i manewrówce po
po³udniu. Czêsto wieje 6°B, wiêc manewry
na szkoleniowych kilowych jachtach Glénans
o d³ugoœci 7, 60 m s¹ intensywne. Do portu
Concarneau czêsto dochodzimy na ¿aglach
jak na moich kursach w Jastarni i Trzebie¿y
w latach 80. W drugim tygodniu wyp³ywamy
na tygodniowy rejs jachtem Elan 31, w czasie
którego Julie egzaminuje nas na Niveau 5.
Egzamin polega na prowadzeniu jachtu przez
oko³o dwie godziny przez skaliste i czêsto
p³ytkie wybrze¿a po³udniowej Bretanii. Jest
siê jednoczeœnie kapitanem i nawigatorem,
ma siê do dyspozycji mapê z francusk¹ linijk¹
nawigacyjn¹ CRAS, tablicê p³ywów i pr¹dów
oraz kompas namiernikowy. Po podobnych
zadaniach z pierwszego tygodnia nic ju¿ nas
nie zaskoczy. Robiê odejœcie z kotwicy z zat³oczonego kotwicowiska les Moutons na
¿aglach, potem halsujemy miêdzy ska³ami po
lewej i prawej burcie, kontroluj¹c dwie linie
bezpieczeñstwa i namierzaj¹c siê od rufy na
latarniê les Moutons. Nastêpnie ¿eglujemy
w stronê Ile Tudy. Po drodze cz³owiek za burt¹
i wreszcie kotwiczenie przy pla¿y Ile Tudy,
gdzie pod wod¹ czai siê wielki kamieñ, który
nale¿y wymin¹æ równie¿ technik¹ namiarów
bezpieczeñstwa. Dostajê dobr¹ ocenê od
Julie, mam Niveau 5! Mogê teraz zapisaæ siê
na kurs instruktorski.
W czerwcu 2012 r. przyje¿d¿am na kurs
instruktorski na wyspê Arz w zatoce Golfe de
Morbihan, równie¿ organizowany przez
szko³ê Glénans. Koszt 2 - tygodniowego kursu
to 800 Euro, ale p³acê tylko po³owê tej sumy,
zobowi¹zuj¹c siê do odrobienia pozosta³ej
kwoty poprzez prowadzenie w przysz³oœci sta¿u jako instruktor przez 4 tygodnie. Jest nas 8,
przez 2 tygodnie ¿eglujemy pod okiem dwóch
zawodowych instruktorów Guillaume'a
i Benjamina na szkoleniowych jachtach
Glénans. To kilówki o d³ugoœci 5,70 m, czyli
krótsze ni¿ polska Omega. Zaprojektowano je specjalnie na potrzeby szkolenia pocz¹tkuj¹cych morskich ¿eglarzy w szkole
Glénans. S¹ zwrotne jak Omegi, ale te¿ czêsto ciê¿kie jak kilowy jacht. Instruktorzy
przekazuj¹ nam wiele pedagogicznych wskazówek, jak szkoliæ debiutantów na morzu. Po
ka¿dym p³ywaniu wymagany jest debriefing,
czyli dyskusja z za³og¹ o wykonanych manewrach. Wieczorami przygotowujemy wyk³ady pod k¹tem przysz³ych sta¿ystów. Rzadko koñczymy przed godzin¹ 2300. Przez
pó³tora dnia odbywamy kurs pierwszej pomocy medycznej, prowadzony przez wyspow¹
stra¿aczkê - ratowniczkê (we Francji pogotowie ratunkowe prowadzone jest przez stra¿aków zwanych sapeurs-pompiers). Od czasu
do czasu mamy prawdziwych sta¿ystów. Najwiêkszym wyzwaniem jest dla mnie za³oga
3 gimnazjalistek - córek dyplomatów z Indii,
Niemiec i Belgii pracuj¹cych w Pary¿u. Moja
¿ona, Gosia, instruktor PZ¯ od 25 lat, radzi mi
zaproponowaæ dziewczynom statek - widmo,
tzn. sterowanie na le¿¹co, z reszt¹ za³ogi
pod pok³adem. Dziewczyny s¹ zachwycone!
Wyk³ad z nawigacji na kursie na wyspie Drenec w archipelagu Glénan
| WYDARZENIA
W czasie kursu instruktorzy oceniaj¹ nas. Po
2 tygodniach wszyscy dostajemy promocjê na
instruktorów - sta¿ystów federacji FFV. Teraz
nale¿y jeszcze przepracowaæ 2 tygodnie jako
instruktor - sta¿ysta pod okiem kw¿eta, aby
wreszcie otrzymaæ dyplom instruktora FFV.
W pierwszym tygodniu takiego sta¿u
udaje mi siê pojechaæ w pierwszej po³owie
wrzeœnia 2012 r., na wyspê Drenec, jedn¹
z 4 baz Glénans po³o¿onych w mitycznym
archipelagu les Glénan. Mieszkamy pod
namiotami, jemy w starej fermie na œrodku
wyspy, prysznice ze s³onawej, ale ciep³ej wody
pompuje siê z wiadra no¿n¹ pomp¹. Czujemy
siê jak na wielkim ¿aglowcu gdzieœ na œrodku
oceanu. Jest nas na wyspie 70 osób, wiêkszoœæ
sta¿ystów na mieczowych regatówkach, ja
razem z instruktork¹ Anne opiekujê siê 9 pocz¹tkuj¹cymi ¿eglarzami morskimi aspiruj¹cymi na Niveau 1 i 2. P³ywamy na Glénans
5,70 , które s¹ dla mnie morskimi Omegami.
Wœród naszych 9 sta¿ystów jest 3 sta¿ystów
z Belgii. Wieje dobrze, ka¿dego dnia trochê
wiêcej. Po 3 dniach moi sta¿yœci robi¹ bez
problemu zwrot przez rufê na sporej fali przy
5°B i przez ostatnie 2 dni ucz¹ siê manewru
cz³owiek za burt¹. Ze sta¿ystami Niveau 2
p³ywamy na spinakerze, czasem trzeba siê
nieŸle spociæ, ¿eby go szybko zrzuciæ, bo na
kursie s¹ ska³y, których w archipelagu
Glénans nie brakuje. Na samym œrodku
laguny, miêdzy wyspami, czai siê podwodna
rafa Trupiej Czaszki (Tête de Mort), przed
któr¹ chroni¹ wy³¹cznie terenowe nabie¿niki,
np. 2 kominy fermy na wyspie Penfret.
W ostatni dzieñ sta¿u organizujê regaty, a potem kotwiczymy przy rajskiej wyspie Guiriden
- jêzyku bia³ego piasku przeniesionego do
Bretanii prosto z Polinezji. Szczêœliwy patrzê,
jak dzielnie sobie radz¹ moi pierwsi francuscy
wychowankowie po 5 dniach æwiczeñ pod
moim okiem.
W drugim tygodniu obowi¹zkowego
instruktorsko - kapitañskiego sta¿u lecê pod
koniec paŸdziernika, w czasie francuskich ferii
Wszystkich Œwiêtych, do Bonifacio na Korsyce. To jedno z najpiêkniejszych miejsc ¿eglarskich na œwiecie. Na wysokiej 70 - metrowej skale stoi dumne stare miasto Bonifacio,
port jest na koñcu prawie 2 km wapiennego
fiordu, a w cieœninie Bouches de Bonifacio, oddzielaj¹cej Korsykê od Sardynii, jest zawsze
wiatr. Przez 3 dni p³ywamy na Glénans 5,70,
a potem na Sun Fast 32, na którym odwiedzamy skalisty archipelag Lavezzi. Równie¿
i tu sta¿yœci robi¹ szybkie postêpy w ¿eglarskim fachu. Po tygodniu dostajê pozytywn¹
ocenê od oceniaj¹cego mnie profesjonalnego
instruktora szko³y Glénans. Koñczê w ten
sposób drugi tydzieñ sta¿u i dostajê promocjê
na instruktora - kapitana federacji FFV.
Na Korsyce zostajê jeszcze tydzieñ i prowadzê rejs na Sardyniê na jachcie Sun Fast 32
z pi¹tk¹ za³ogantów szkol¹cych siê na
Niveau 2, czyli prawie debiutantów. To niema³e wyzwanie - taka za³oga chêtnych, ale ma³o umiej¹cych kandydatów na morskich ¿eglarzy. Na 5 za³ogantów 4 to kobiety. Nigdy
takiej proporcji nie spotka³em. Po 6 tygodniach obozów i sta¿ów jestem wiêc kapitanem we Francji. Rejs udaje siê znakomicie,
pó³nocna Sardynia i po³udniowa Korsyka to
¿eglarski raj.
Co dalej? Mogê teraz prowadziæ przybrze¿ne rejsy klubowe i w szkole Glénans. Po
tygodniu kolejnego rejsu odrobiê koszty kursu
instruktorskiego, a przez kolejne 4 zarobiê na
tygodniowy sta¿ manewrówki instruktorskiej,
która pozwoli mi na prowadzenie dalszych
rejsów z kandydatami na Niveau 3 oraz na
zdobycie tytu³u komandora (chef d 'escadre).
Po kolejnych rejsach bêdê móg³ siê zapisaæ na
2 - tygodniowy kurs na kapitana pe³nomorskiego (chef de bord hauturier). Kapitanem
pe³nomorskim zostanê po pozytywnej ocenie
na takim kursie i po odbyciu dodatkowego
tygodniowego szkolenia z bezpieczeñstwa
(Sécurité). To program na kilka lat, ale mam
szczer¹ ochotê go zrealizowaæ. Szko³a Glénans
organizuje rejsy w ró¿nych superciekawych
akwenach od Lofotów po Karaiby. A z moim
klubem po¿eglujê w zimowe weekendy po
po³udniowej Bretanii, czyli po pó³nocnych
Biskajach...
Piotr Graczyk
Fot. z archiwum autora
Plan archipelagu Glénan
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 13
WYDARZENIA |
Wiosenne spotkanie
Bractwa Szyprów
w Przemi³owie
SZANTA SZYPRÓW
2012
Remigiusz B. Trzaska
Grotmaszt Bractwa Szyprów
Barbara i Jacek Zasadowie
maj 2012
Coroczne wiosenne spotkanie Dolnoœl¹skiego Bractwa Szyprów odby³o siê 19 maja
2012 r. w Przemi³owie k/Sobótki. Spotkanie
wiosenne to bardzo dobra okazja, aby przekonaæ siê o potrzebie kontynuowania tego forum. Oderwani choæ na chwilê od codziennych obowi¹zków cieszymy oczy piêkn¹ sceneri¹ masywu Œlê¿y i pobudzamy wyobraŸniê
do wyznaczania kolejnych szlaków na
wszystkich morzach. Bez poœpiechu pochylamy siê nad przyniesionymi sprawami, którymi chcemy siê podzieliæ, o których warto
informowaæ, które sprawiaj¹ k³opot mnogoœci¹ mo¿liwych rozwi¹zañ albo po prostu daj¹
poczucie wiêzi z przestrzeni¹ oceanu.
Tym bardziej cenne jest pojawienie siê
w naszym gronie kolejnego pokolenia m³odych, a jednak ju¿ dojrza³ych ¿eglarzy. Kiedy
dzieci oznajmiaj¹ o wyborze podobnej formy
aktywnoœci, to budzi zawsze poczucie satysfakcji. Ale kiedy jesteœmy œwiadkami osi¹gniêcia przez nie najwy¿szego stopnia ¿eglarskiego wtajemniczenia, to jest to szczególny
powód do dumy. I nieistotne jest, czy ³atwiej
zdobyæ patent teraz. Œwiadomoœæ przyjêcia na
siebie pe³nej odpowiedzialnoœci za sprzêt
i za³ogê jest i powinna byæ taka sama. Dwukrotnie w czasie tego spotkania uczestniczymy w rodzinnym wprowadzeniu do Bractwa Szyprów – Leszek Sajewicz (ojciec) pilotuje £ukasza Sajewicza (syna), El¿bieta Sa³aban (matka) pilotuje Katarzynê Sa³aban (córkê). Licznie zgromadzeni kapitanowie i goœcie
wraz z ¿yczeniami wyra¿aj¹ nadziejê, ¿e takich rodzinnych przypadków bêdzie wiêcej.
Tematem o sporym ³adunku presti¿owym dla naszego œrodowiska jest zorganizowana wystawa pt. Bia³o-czerwona na Bia³ym, któr¹ w dniu 2 maja br. otworzy³ przed
Pa³acem Prezydenckim prezydent Bronis³aw
Komorowski. Chocia¿ wystawa dotyczy zarówno ¿eglarzy, jak i himalaistów, naukowców i podró¿ników, to rola ¿eglarzy w jej
przygotowaniu jest szczególna. Pomys³odawc¹ jest Damian Œwiês, warszawski ¿eglarz
polarny, uczestnik m.in. wroc³awskiego rejsu
Panoramy na Morze Bia³e i przez Kana³
Bia³omorski. Wœród ambasadorów wystawy
jest Ewa Skut, zaanga¿owana w obecnoœæ œrodowiska wroc³awskiego zarówno na samej wystawie jak i na arktycznych i antarktycznych
akwenach. Warto przy tym wspomnieæ, ¿e
kolejna wyprawa arktyczna, zorganizowana
przez WrOZ¯ i Uniwersytet Wroc³awski, której celem jest dotarcie do Grenlandii i przeprowadzenie badañ naukowych w tamtejszych wodach, w³aœnie wyruszy³a z portu
w Szczecinie. Udzia³ cz³onków naszego Bractwa na etapie planowania i realizacji wyprawy
jest bardzo du¿y.
14 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
Coraz czêœciej spotykamy siê z zawodowym podejœciem do ¿eglarstwa. Wœród nas
nie brakuje osób, dla których p³ywanie jest
podstaw¹ materialnej egzystencji lub znacz¹cym jej wsparciem. St¹d pojawiaj¹ce siê g³osy
o potrzebie zawodowych stopni ¿eglarskich
w Polsce, które by³yby uznawane przez œwiatowe instytucje takie jak brytyjska MCA (Maritime and Coastguard Agency) czy amerykañski USCG (US Coast Guard). Dariusz
Kluczka, który uczestniczy jako instruktor
w kursach dla ¿eglarzy zawodowych w Gdyñskiej Szkole Morskiej, a jednoczeœnie jest
przewodnicz¹cym Centralnej Komisji Egzaminacyjnej PZ¯, przedstawia funkcjonuj¹cy
na Zachodzie system stopni i mo¿liwoœæ jego
wykorzystania w polskich warunkach. Propozycja id¹ca w tym kierunku pojawi³a siê ju¿
w ofercie gdyñskiej szko³y.
Po raz kolejny Bractwo Szyprów ma honor zapoznaæ siê z wierszem naszego goœcia
Jacka Zasady, napisanym specjalnie na nasze spotkanie. Tym razem treœci¹ wiersza s¹
relacje miêdzy œwiatem podwodnym i nadwodnym. I niech motto honi soit, qui mal
y pense wyrazi równie¿ nasze uznanie dla tej
twórczoœci.
Nale¿y odnotowaæ powrót do dawnej tradycji spotkañ wiosennych, a mianowicie pozostania w Przemi³owie do dnia nastêpnego.
Niew¹tpliwie aura sprzyja³a nocnym rozmowom przy ognisku, a liczba ciekawych tematów przekonuje, ¿e jest to dobrze spêdzony
czas. Wszyscy uczestnicy tej czêœci spotkania,
z pisz¹cym te s³owa w³¹cznie, zachêcaj¹ do
zaplanowania przysz³orocznego wyjazdu do
Przemi³owa w wymiarze pe³no weekendowym.
Remigiusz B. Trzaska
Grotmaszt Bractwa Szyprów
Wiatr ci¹gle szumi i bij¹ fale,
S³oñce, jak talar, lœni z³otolite.
Za sterem, w morskie wpatrzony dale,
tê szantê dŸwiêczn¹ zanuci³ szyper:
„£ódŸ nasza p³ynie ku œwiata krañcom;
piêkna, na nowy wci¹¿ wyrusza szlak.
Jak koñ w galopie, jak panna w tañcu,
jak bia³opióry w dumnym locie ptak.”
Chwa³a wiatrowi! B¹dŸ falom chwa³a!
Rybom srebrzystym i bia³ym mewom,
braterskiej wiêzi i ¿aglom w szkwa³ach,
s³oñcu i gwiazdom i syren œpiewom!
Na oceanu jasnych przestworzach,
w fiordach Arktyki, w lagun b³êkicie.
- to œwiat ¿eglarzy i ludzi morza,
to jest ich ¿ywio³ i trud i ¿ycie.
Ka¿de p³ywanie, ka¿dy rejs nowy,
g³êbi jest prób¹, pe³ni szukaniem,
by zbadaæ tajniê zatok têczowych,
a¿ stopa pewnie na l¹dzie stanie.
Chocia¿ nie ka¿dy rejs ciê rozs³awi,
kiedy z³e moce nagle siê zwal¹,
wa¿ne, byœ sztormom czo³o swe stawi³,
p³yn¹c nie z pr¹dem, ale przeciw falom.
Tak poznasz morza smak gorzko-s³ony
i gorycz wiêksz¹ zb³¹kanych wypraw;
choæby maszt pêka³, niech ³ódŸ obroni
i z klêsk ocali mocna d³oñ szypra.
Niech wiew radoœci ¿agle napina,
gdy sprosta³ morzom, odleg³ym ziemiom,
ster trzyma³ pewnie, rafy omin¹³
i swoj¹ w³asn¹ pokona³ niemoc.
Ile¿ ju¿ by³o wzburzonych toni,
nocy utkanych w gwiazd brokat szklisty,
œmia³ych za morsk¹ prób¹ pogoni,
powrotów do miejsc sercu tak bliskich.
Kiedyœ za dzielnoœæ, samozaparcie,
za bratni¹ pomoc, gdy groza sroga,
rzucim kotwicê w ostatnim porcie,
by wzi¹æ nagrodê od Pana Boga.
A póki pora, póki si³ staje,
a serce z piersi rwie siê rybitw¹,
zanuæmy naszym bratnim zwyczajem
tê szantê - wszystkim ¿eglarskim szyprom:
„£ódŸ nasza p³ynie ku œwiata krañcom;
piêkna, na nowy wci¹¿ wyrusza szlak.
Jak koñ w galopie, jak panna w tañcu,
jak bia³opióry w dumnym locie ptak.”
Z ¿eglarskim pozdrowieniem dla
uczestników spotkania Bractwa Szyprów
w Przemi³owie
Barbara i Jacek Zasadowie
maj 2012
| WYDARZENIA
BAJKA O TRZECH RYBKACH
motto: honi soit, qui mal y pense
(hañba temu, kto widzi w tym coœ nieprzystojnego - angielska dewiza
Orderu Podwi¹zki od 1348 r.)
Jacek Zasada
Spotkanie Bractwa Szyprów, Przemi³ów, maj 2012
Rzecze rybka, raz, do rybki:
lubiê, kiedy jacht jest szybki,
z charakterem, z „gazem”, z „ikr¹”;
zwrotny i pos³uszny szyprom.
Gdy jest mocny, gdy jest ros³y,
gdy mu sterczy maszt wynios³y,
gdy ma silnik z du¿¹ moc¹
i gdy ¿agle mu ³opoc¹.
Z takim siê sprzymierzyæ lubiê;
wci¹¿ przy jego byæ kad³ubie
albo siê przemykaæ mile
tu¿ pod ruf¹ lub pod kilem
w zwrotach, skrêtach. A nad g³ow¹
jego p³etwê czuæ. Sterow¹.
Na to druga rybka rzecze:
- racjom twoim ja nie przeczê,
ale jestem taka ma³a,
trochê s³aba i nieœmia³a.
Mnie skromniejsza ³ajba starczy,
bo nie lubiê, gdy coœ warczy.
Maszt?- Có¿ maszt jest? Wolê wios³a
i tak woda bêdzie nios³a.
Kad³ub z lini¹ chcê powabn¹,
du¿y kokpit, rufê zgrabn¹,
no i balast co siê zowie!
Tak¹ w sercu mam i g³owie
i pociechê mam prawdziw¹,
gdy wypornoœæ ma w³aœciw¹.
Z tak¹ czujê siê bezpieczna,
a nie biedna i zawietrzna.
Tak gwarzy³y rybki one,
m³ode i niedoœwiadczone.
Z boku zaœ nadstawia ucha
Spotkanie w Przemi³owie
fl¹dra. Œlepa ju¿ i g³ucha,
lecz ciekawa ka¿dej plotki
i od szprotki, i od p³otki.
I tak mówi w koñcu stara:
ja uwielbiam katamaran,
lubiê bowiem, gdy mój luby,
ma zgrabniutkie dwa kad³uby,
dwa kile i stery cztery.
To jest mój idea³ szczery.
Gdy kad³uby dwa jacht mój ma,
wtedy radoœæ jest podwójna.
Cztery stery, jeden batut,
to jest równie¿ wielki atut.
Wielkim by³oby afrontem,
gdyby ktoœ nas zwa³ „trójk¹tem”.
Dwa kad³uby, jedna fl¹dra,
kombinacja ca³kiem m¹dra,
w ka¿dym wietrze, w szkwa³ach
zw³aszcza.
Wiem, co mówiê, jakem p³aszczka.
D³ugo plotkowa³y ryby.
I gada³yby wci¹¿, gdyby...
kuk ich nie wy³owi³ wreszcie,
by na obiad podaæ w mesie.
Wpierw w kambuzie je usma¿y³
dla szypra i dla ¿eglarzy.
A ¿e ryby lubi¹ p³ywaæ,
da³ do ka¿dej kufel piwa.
Tak to skoñczy ryba p³ocha,
kiedy w ³ajbie siê zakocha.
Niemo¿liwy i dla draki
jest partnerski zwi¹zek taki.
Ryby bowiem ¿yj¹ w wodzie,
a po falach p³yn¹ ³odzie.
Ta ró¿nica starczy chyba.
Jacht jest jachtem, ryb¹ ryba,
Kto zaœ bêdzie plót³ androny,
mo¿e zostaæ usma¿ony;
wtedy majtek, bosman, szyper
wnet go zjedz¹ z apetytem.
Spotkanie w Przemi³owie
Napisa³ Jacek Zasada
(ze strachem, ¿e go przyrz¹dz¹ na patelni)
Spotkanie Bractwa Szyprów,
Przemi³ów, maj 2012.
Fot. Rainer Pietrasik
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 15
WYDARZENIA |
Wydarzenia
Roku
Wagnera
Jerzy Knabe
Gdy w czerwcu 2011 r. pisaliœmy o Roku
Wagnera 2012, by³ to tylko czekaj¹cy na wykonanie projekt. Teraz, w drugiej po³owie roku, mo¿na ju¿ oceniæ, co zosta³o wykonane.
Styczniowe Wagner Sailing Rally na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych cieszy³o siê
ogromnym powodzeniem. Frekwencja przeros³a najœmielsze oczekiwania organizatorów.
Przyby³y co najmniej 43 jachty z polskimi za³ogami (a to tylko te, które, bêd¹c na miejscu,
zechcia³y zg³osiæ swoj¹ obecnoœæ).
Kilka jachtów przyp³ynê³o a¿ z Polski.
Reszta to jachty polskich ¿eglarzy zamieszka³ych poza krajem, g³ównie z USA i Kanady. Ta
bardzo aktywna spo³ecznoœæ znana jest z organizowania swoich okolicznoœciowych zlotów
i randes-vous, ale nawet oni nigdy jeszcze nie
spotkali siê tak licznie. Mrowie jachtów prezentuj¹cych polskie barwy, flagi i or³y w zatoce
Trellis Bay stanowi³o imponuj¹cy widok odnotowany z uznaniem równie¿ przez gospodarzy. Ci wykorzystali specjaln¹ okazjê goœciny
na pok³adzie flagowej jednostki zlotu, szkolnego brygu Fryderyk Chopin.
W tych dwudniowych (21-22.01.2012)
uroczystoœciach wziê³o udzia³ znacznie ponad
300 osób. Obecni akurat w zatoce jachtsmeni
z innych krajów z chêci¹ do³¹czyli siê do wydarzeñ. Przypominaj¹ca W³adys³awa Wagnera tablica pami¹tkowa pozosta³a na wysepce
Bellamy Cay. Uczestnicy czêsto wyra¿ali organizatorom swoj¹ satysfakcjê. Bardziej szczegó³owe opisy mo¿na ³atwo wyszukaæ w internecie.
Ta dobra ocena i szeroko publikowane
sprawozdania z wydarzeñ karaibskich wp³ynê³y o¿ywczo na przygotowania Roku Wagnera w Polsce. Poprzednie grono organizatorów, czyli Bractwo Wybrze¿a, Yacht Klub
Polski, polonijne kluby ¿eglarskie i polscy
krótkofalowcy zosta³o aktywnie wzmocnione,
miêdzy innymi przez Centrum Wychowania
Morskiego ZHP i PZ¯. Wagner by³ przecie¿
zarówno harcerzem, jak i ¿eglarzem, wiêc odczuwalna luka wœród zainteresowanych jego
pamiêci¹ zosta³a wype³niona.
W Z³otej Serii Bractwa Wybrze¿a wydano
w du¿ym nak³adzie kolejn¹ publikacjê okolicznoœciow¹ w jêzyku polskim, która do³¹czy³a
do dwóch wczeœniejszych pozycji przygotowanych na Karaiby.
Kulminacyjnym punktem obchodów w Polsce by³a uroczystoœæ 80-lecia wyruszenia
Wagnera z Gdyni w dniu 8 lipca. Dzieñ wype³niony by³ bez reszty. Rozpocz¹³ siê intencyjn¹
Msz¹ œw. w Koœciele Morskim celebrowan¹ przez kapelana ludzi morza ojca Edwarda
Pracza. Bra³a w niej udzia³ liczna, mieszkaj¹ca
w Polsce, rodzina Wagnerów. Po Mszy nast¹pi³o z³o¿enie kwiatów na grobie Wagnerów
na gdyñskim cmentarzu Witomino. Tam, dwie
dekady temu, z³o¿ona zosta³a urna z prochami
W³adys³awa, który dopiero w ten sposób, ju¿
poœmiertnie, powróci³ do Ojczyzny. Ten jego
powrót nie mia³ ¿adnego publicznego echa, co
16 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
wymownie ilustruje g³êbiê jego zapomnienia
w Polsce i podkreœla potrzebê dawno ju¿ nale¿nego mu Roku Wagnera.
Liczna flotylla oldtimerów, jachtów Braci
Wybrze¿a i sprzymierzonych, udekorowana
proporcami Roku Wagnera, przyby³a do Basenu Jachtowego w Gdyni przy huku dzia³,
wœród k³êbów dymu i zapachu prochu strzelniczego - na redzie demonstrowano manewry
bojowe dawnych okrêtów ¿aglowych.
Po tym wstêpie, przy maszcie sygna³owym
CWM, mia³o miejsce ceremonialne ods³oniêcie tablicy pami¹tkowej uwieczniaj¹cej czas
i miejsce startu Wagnera i Zjawy w rejs, który
mia³ przejœæ do historii. Tablica zosta³a poœwiêcona i wyg³oszono kilka okolicznoœciowych przemówieñ.
By³o to pierwsze po wojnie publiczne
przypomnienie postaci Wagnera w Polsce.
Szczególnie wa¿ne dla jego rodziny, która
dotychczas, zamiast wymieniania zas³ug jego
¿ycia, spotyka³a siê tylko z niczym nieudokumentowanymi pomówieniami rodem z PRL,
maj¹cymi na celu znies³awienie go. Powsta³y
one jako odpowiedŸ na jego polityczn¹ decyzjê
pozostania po wojnie na emigracji. Nawet do
dnia dzisiejszego zdarza siê, ¿e te pomówienia
powtarzane s¹ przez ¿eglarzy z kolejnych
pokoleñ, niezdaj¹cych sobie sprawy z faktu,
¿e powielaj¹ oszczerstwa. Komisja Historyczna PZ¯, po dog³êbnym zbadaniu sprawy, ju¿
w roku 1988 uzna³a te, powsta³e na zamówienie, oskar¿enia za ca³kowicie bezpodstawne,
zamknê³a sprawê definitywnie i zaleci³a wyst¹pienie o wysokie pañstwowe odznaczenie
dla tego zas³u¿onego Polaka i patrioty. Organizatorzy ubolewaj¹, ¿e to zalecenie nadal
jeszcze czeka na realizacjê.
Na budynku CWM ods³oniêty zosta³ mural
przedstawiaj¹cy Wagnera i wszystkie jego
Zjawy. Warto tu podkreœliæ, ¿e autork¹ i projektantk¹ zarówno tablicy, muralu i innych elementów graficznych Roku Wagnera jest stryjeczna wnuczka W³adys³awa - Olimpia Dêbska.
I ona sama mural ten ods³ania³a w towarzystwie swojej babci, Ireny Wagner, bratowej kapitana Wagnera.
Nastêpnie z ekranu przemówi³a do zebranych ¿ona W³adys³awa - Mabel Wagner. Z dalekiej Florydy przekaza³a wzruszaj¹ce podziêkowanie za starania tym wszystkim, którzy czynnie przywracaj¹ pamiêæ o jej mê¿u Polaku, do
koñca ¿yj¹cym nadziej¹ na swój powrót do
Ojczyzny.
Zakoñczeniem uroczystoœci dnia w Gdyni
by³o po¿egnanie harcerskiego jachtu Zjawa IV. Wyruszy³ on w symboliczny rejs pod
nazw¹ Pod³ug S³oñca i Gwiazd. Powróci 15
wrzeœnia 2012 w 20. rocznicê œmierci, a dwa
dni przed setn¹ rocznic¹ urodzin Wielkiego
¯eglarza. Tak w symbolicznym zastêpstwie
Wagnera i Zjawy IV dokoñczony zostanie
ostatni etap historycznego rejsu z Great
Yarmouth do Gdyni, którego Kapitanowi nie
dane by³o ju¿ przep³yn¹æ. A kolejne, czekaj¹ce
jeszcze na organizatorów, zadanie to doprowadzenie do mianowania ulicy lub placu
w Gdyni imieniem jej zas³u¿onego obywatela.
W tej kwestii uzyskaliœmy bardzo wa¿nego
sojusznika - Prezydent Gdyni Pan Wojciech
Szczurek z wielk¹ sympati¹ odniós³ siê do naszego projektu.
Tu¿ przed oddaniem cum Bractwo Wybrze¿a mia³o na pok³adzie jachtu krótk¹, towarzysz¹c¹ ceremoniê wrêczenia dorocznej Nagrody Chwa³y Mórz kapitanowi i harcerzowi
Andrzejowi Kaszyñskiemu, który zaczyna³
swoj¹ przygodê z ¿eglarstwem równoczeœnie
z rejsem W³adys³awa Wagnera.
Nocny bankiet w gdañskiej siedzibie
Bractwa Wybrze¿a, Klubie Morza Zejman
zakoñczy³ wydarzenia 8 lipca i pos³u¿y³
organizatorom jako forum do podsumowania
stanu dotychczasowych osi¹gniêæ. Liczna
obecnoœæ ¿eglarzy dzia³aj¹cych poza Polsk¹
pomog³a w integracji i dalszej wspó³pracy.
Cz³onkowie i sympatycy jednego z g³ównych
organizatorów - Yacht Klubu Polski Londyn
mieli dodatkowy powód spotkania. Bankiet
by³ bowiem tak¿e urodzinowym party YKPL,
który niedawno ukoñczy³ trzydzieœci lat swojego istnienia.
Jerzy Knabe
Fot. z archiwum autora
| WYDARZENIA
XXIX Zlot i Kurs Instruktorów
Turystyki ¯eglarskiej PTTK
Otmuchów 2012
Leszek Mulka
Komisja Turystyki ¯eglarskiej Zarz¹du
G³ównego PTTK co roku pod koniec sezonu
¿eglarskiego organizuje Zlot Instruktorów
Turystyki ¯eglarskiej PTTK, po³¹czony z kursem na instruktorów.
W tym roku Zlot odby³ siê w dniach 27-30
wrzeœnia w Oœrodku Kempingowym PTTK
w Otmuchowie - Sarnowicach nad Jez. Otmuchowskim.
Zlot Otmuchów 2012 odbywa³ siê pod
patronatem Burmistrza Otmuchowa Jana
WoŸniaka oraz Oddzia³u Wroc³awskiego
PTTK, który pomaga³ tak¿e w jego organizacji.
Gospodarzem Zlotu by³ pan Dariusz
Kacprzyñski, który goœci³ ¿eglarzy w piêknie
po³o¿onym nad Jez. Otmuchowskim oœrodku
Oddzia³u Wroc³awskiego PTTK. Niezwykle
¿yczliwy ¿eglarzom i turystom zapewni³
uczestnikom przyzwoite warunki noclegowe
(ogrzewane pokoje dwuosobowe w domkach
kempingowych i holenderskich przyczepach), smakowite i obfite wy¿ywienie w sto³ówce na miejscu oraz dodatkowe atrakcje.
Tak¹ atrakcj¹ by³ widok Jez. Otmuchowskiego, prawie bez wody, przypominaj¹cy
suche jeziora Afryki czy Australii. Spaceruj¹c
po jego piaszczysto - kamienistym dnie, mia³o
siê wra¿enie przebywania na pustyni.
Na tle widocznych w oddali Gór Opawskich mo¿na by³o zobaczyæ stru¿kê p³yn¹cej
starym korytem Nysy K³odzkiej, tak jak to
by³o przed powstaniem zbiornika w latach
1928 - 1933.
Tegoroczna susza hydrologiczna i niewielka iloœæ wody w Nysie K³odzkiej sta³y siê
dobr¹ okazj¹ do przeprowadzenia remontu
tamy i elektrowni wodnej.
Zlotowi towarzyszy³ bardzo atrakcyjny
i bogaty dwudniowy program turystyczny,
który obejmowa³ zwiedzanie Nysy, Otmuchowa, Paczkowa, kopalni z³ota w Z³otym
Stoku i zamku Jánský Vrch w Javorniku
w Czechach. Bowiem oprócz promocji ¿eglarstwa i turystyki ¿eglarskiej, oprócz instruktorów turystyki ¿eglarskiej, na zlotach
zawsze jest realizowany program krajoznawczy. Jak przysta³o na prawdziwych
turystów PTTK-owscy ¿eglarze przy takiej
okazji poznaj¹ region, w którym odbywa siê
zlot, odwiedzaj¹ okoliczne miejscowoœci,
poznaj¹ ich historiê i dzieñ dzisiejszy,
zwiedzaj¹ zabytki i inne ciekawe miejsca.
Mimo ¿e wody w Jez. Otmuchowskim
nie by³o i o ¿eglowaniu nie by³o mowy, to
panowa³a wspania³a ¿eglarska atmosfera
- spotkania dawno niewidzianych kolegów,
Spacer po dnie Jez. Otmuchowskiego. Fot. Wojciech Skóra
wspomnienia piêknych, a czasem i dramatycznych rejsów oraz ¿eglarskie opowieœci
i oczywiœcie szanty. Dopisa³a ciep³a i s³oneczna pogoda, a tak¿e humory uczestników.
Znakomita wspólna zabawa i œpiewy do
póŸnej nocy nie przeszkodzi³y w realizacji
kursu Instruktorów Turystyki ¯eglarskiej
PTTK. Uprawnienia Instruktora uzyska³ m.in.
dolnoœl¹ski ¿eglarz i szkoleniowiec Krzysztof
Duda ze Œwidnicy.
W Zlocie Otmuchów 2012 uczestniczyli:
Instruktorzy Turystyki ¯eglarskiej PTTK,
kandydaci na kurs instruktorski, uczestnicy
rejsów organizowanych przez Komisjê
Turystki ¯eglarskiej ZG PTTK, szczególnie
uczestnicy rejsu Jezioro Müritz 2012, ¿eglarze oraz pasjonaci i sympatycy ¿eglarstwa
i turystyki wodnej z ca³ej Polski. £¹cznie
w Zlocie bra³o udzia³ 49 osób.
Leszek Mulka
Uczestnicy Zlotu. Pierwszy z prawej autor. Fot. Wojciech Skóra
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 17
ŒRÓDL¥DZIE |
Druty nad kana³em ci¹g dalszy
Zygmunt Szreter
W zesz³orocznym numerze Szkwa³u apelowa³em o wyraŸniejsze oznaczenie linii œredniego napiêcia przecinaj¹cych kana³y i drogi
wodne na Mazurach. I rzeczywiœcie, trochê
poskutkowa³o. Po wypadku œmiertelnym na
Kanale Mioduñskim, który nast¹pi³, gdy za³oga jachtu zbyt wczeœnie postawi³a maszt,
energetyka zawiesi³a kule na drutach. Kule
takie s¹ bardzo dobrze widoczne w dzieñ
i bardzo poprawiaj¹ bezpieczeñstwo. Trochê
gorzej jest w nocy, nie s¹ przecie¿ oœwietlone,
nie s¹ te¿ odblaskowe.
Niestety, ju¿ na nastêpnym Kanale Ta³ckim na tym samym szlaku kolejna linia
przecina kana³ na niewielkiej wysokoœci. Jest
to ostatnia przeszkoda przed wyjœciem na
jezioro Ta³ty, w po³owie kana³u za ni¹ nie ma
ju¿ ¿adnego mostu. Linia nie jest oznaczona
kulami, jedynie s¹ znaki brzegowe.
Warto by pomyœleæ, aby tam te¿ umieœciæ
kule, najlepiej odblaskowe. Nie czekajmy na
kolejny wypadek.
Zygmunt Szreter
Nieoznakowane druty nad kana³em. Fot. Zygmunt Szreter
¯aba na pok³ad!
(¿eglarskich wspomnieñ jamnika cd.)
Zygmunt bierze saperkê i zaczyna
schodziæ na l¹d. I jeszcze siê wraca i bierze
coœ z jaskó³ki. To bia³y papier toaletowy
na rolce. Idziemy razem w las. I teraz mam
¯aba na pok³adzie. Fot. Zygmunt Szreter
18 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
ubaw: co on wyczynia! Ile zabiegów i operacji! Na szczêœcie umie zakopaæ to wszystko. Nie tak jak inni, co zostawiaj¹ œlady na
ca³y sezon.
Zupe³nie nie rozumiem, dlaczego oni nie
produkuj¹ ró¿nych kolorów tych papierów:
wiosennego, zielonego, czy leœnego w kolorze
œció³ki, tylko bia³y zimowy, a mimo to rzadko
u¿ywany w zimie. A ja nie mam problemów.
Niczego takiego nie u¿ywam. I kto tu stoi
wy¿ej w ewolucji?
*
Mam cztery ³apy. To doskona³e rozwi¹zanie daj¹ce stabilnoœæ. Mogê staæ, chodziæ,
biegaæ w ró¿nym tempie i w³aœciwie nigdy nie
upadam. Nieco gorzej jest na jachcie. Gdy
trochê ostrzej ¿egluj¹ przy silnym wietrze
i fali, mam problemy. Z regu³y ³ódka jest
przechylona na burtê. Wtedy chodzi siê
fatalnie. W kokpicie nie widzê horyzontu
i mogê polecieæ na bok. Z kolei na fali, gdy id¹
ostro, s¹ przechy³y od dziobu do rufy. Ale te s¹
znacznie mniejsze. W sumie najstabilniej jest
mi, gdy stajê poprzecznie do osi jachtu. Jak
siê da, to najlepiej z g³ow¹ do góry.
*
Jedzenie na jachcie jest bardzo wa¿ne.
Zwykle przyrz¹dzaj¹ sobie chiñskie zupki,
czasem jedz¹ coœ sma¿onego z puszki lub
wy³owione z wody. O czymœ bardziej wykwintnym to tylko mówi¹. Potrafi¹ wychwalaæ
zalety kuchni w³oskiej, arabskiej i francuskiej.
S³ucham tego spokojnie a¿ do momentu, gdy
pada nazwa potrawy: ¿abie udka. Doprawdy
nie wiem, co o tym s¹dziæ.
Zygmunt Szreter
| MORZE
I Wyprawa ¯eglarsko-Naukowa
Grenlandia 2012
– zakoñczona!
Ewa Skut
29 wrzeœnia 2012 r. o godz. 1515 s/y Stary
zacumowa³ w porcie jachtowym Jacht Klubu
AZS Szczecin, koñcz¹c tym samym wroc³awsk¹ wyprawê ¿eglarsko - naukow¹ do Grenlandii Zachodniej. Na maszcie powiewa³a
niebieska wstêga o d³ugoœci 9,2 m.
Wczesnym rankiem osiem jachtów wyp³ynê³o na powitanie Starego, œpiewano szanty, tr¹biono i strzelano z rakiet. Na przystani
ostatni¹ ekipê wyprawy witali szampanem
uczestnicy poprzednich etapów oraz przyjaciele i uczestnicy Œpiewaj¹cych ¯agli.
W porcie udzielono wywiadów telewizyjnych
i radiowych.
Wyprawa przebieg³a bezwypadkowo.
Dzielny jacht Stary i wspania³e, dobrze ¿eglarsko przygotowane za³ogi w 100% zrealizowa³y plan zarówno ¿eglarski, jak i naukowy.
Trasa wyprawy. Wyk. Bo¿ena Skut
Krótkie podsumowanie:
W ci¹gu 4,5 miesi¹ca przebyto 9,2 tys.
Mm, odwiedzono 9 pañstw (Dania, Norwegia,
Wyspy Owcze, Islandia, Grenlandia, Irlandia,
Anglia, Holandia, Niemcy). W wyprawie
uczestniczy³y 72 osoby. Kapitanami poszczególnych etapów byli: Jerzy Stêpniewski,
Zygmunt Biernacik, Ewa Skut, Piotr Micha³owski, Aleksander Gruszczyñski, Boles³aw
Rudnik, Adam Dacko i Piotr Piwowarczyk.
By³a to pierwsza w historii polskiego ¿eglarstwa wyprawa ¿eglarsko naukowa, w której brali udzia³ nie tylko
¿eglarze, ale równie¿ naukowcy realizuj¹cy
program naukowy oraz bior¹cy czynny udzia³
w obowi¹zkach ¿eglarskich na pok³adzie
jachtu, nie bêd¹c ¿eglarzami. Wyprawa nietypowa, poniewa¿ by³a to próba wspó³pracy
dwóch œrodowisk - ¿eglarskiego i naukowego.
Myœlê, ¿e wypad³a dobrze i zgodnie stwierdziliœmy, ¿e nale¿y kontynuowaæ wspólne
przedsiêwziêcia.
Od wieków ¿eglarstwo i nauka wspó³pracowa³y ze sob¹, niestety, wspó³czeœnie oddali³y siê od siebie. Mam nadziejê, ¿e tegoroczna wyprawa ¿eglarsko - naukowa wnios³a
du¿y wk³ad w rozwój polskich badañ polarnych i pokaza³a mo¿liwoœæ wspó³pracy z korzyœciami dla ka¿dej ze stron. My, ¿eglarze,
jesteœmy dumni, ¿e mogliœmy pomóc naszej
polskiej nauce.
W bie¿¹cym i nastêpnym numerze
Szkwa³u bêdziemy publikowaæ relacje
uczestników poszczególnych etapów.
- Bergen - 905,5 Mm/176,5 h - kapitan: Jerzy
Stêpniewski JR.
II etap - 26.05 - 08.06.2012 - Bergen -Lerwik
- Torshavn - Vestmannaeyjer - Reykjavik
- 1063,8 Mm/ 190 h - kapitan: Jerzy
Stêpniewski JR.
III etap - 09.06 - 29.06.2012 - Reykjavik Paamiut (Frederikhab) - Nuuk (Gothab)
- 1477 Mm/ 399 h - kapitan: Zygmunt
Biernacik.
IV etap - 30.06 - 21.07.2012 - Nuuk (Gothab)
- Maniitsoq (Sukkeertoppen) - Qeqertarsuaq
(Godhavn) - Kangerluk (Diskofjord)
- Mallemfjord - Ilulissat (Jakobshavn)
- Arfersiorfik: Polonia Glacier, Niaqornaarsuk
- Sisimiut (Holsteinsborg) - 994 Mm/213 h kapitan: Ewa Skut.
V etap - 21.07 - 03.08.2012 - Sisimiut
(Holsteinsborg) - Ilulissat (Jakobshavn)
- Qeqertarsuaq (Godhavn) - Maniitsoq
(Sukkeertoppen) - Nuuk (Gothab) - 728 Mm/
154 h – kapitan: Piotr Micha³owski.
VI etap - 03.08 - 18.08.2012 - Nuuk (Gothab)
- Paamiut (Frederikshab) - Quaqortoq
(Julianehab) - Prins Christian Sund (Prins
Christian Sund Weather Station) - Reykjavik
- 1283 Mm/ 270 h - kapitan: Aleksander
Gruszczyñski.
VII etap - 18.08 - 01.09.2012 - Reykjavik
- Heimaey w archipelagu Vestmannaey
- Wyspy Owcze: Ejde i Torshavn, Szkocja: Kyle
of Lochalsh - Glenarm (Irlandia) - 1018 Mm/
190 h - kapitan: Boles³aw Rudnik.
VIII etap - 01.09 - 15.09.2012 - Glenarm
- Bangor - Peel (wyspa Man) - St. Mary's
- Falmouth - Cowes (wyspa Wight) - Ijmuniden - Haarlem - Amsterdam - 895 Mm/
172 h - kapitan: Adam Dacko.
IX etap - 14.09 - 29.09.2012 - Amsterdam
- Helgoland - Limfjorden (Thyboren
- Soenderhavn - Aalborg) - Grena - Œwinoujœcie - Trzebie¿ - Szczecin - 820 Mm/ 203 h
- kapitan: Piotr Piwowarczyk.
Razem przep³yniêto 9184,3 Mm
w ci¹gu 1967,5 h.
Ewa Skut
Podumowanie:
Jacht s/y Stary
Komandor wyprawy: Ewa Skut
Kierownik naukowy: dr hab. prof. Henryk
Marsza³ek
I etap - 12.05 - 25.05.2012 - Szczecin
- Kopenhaga - Skagen - Stavanger - Lysefjord
S/y Stary wp³ywa do mariny Jacht Klubu AZS Szczecin. Fot. Ewa Skut
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 19
MORZE |
Dziennik jachtowy
Stêpniarza
Jerzy Stêpniewski JR
Kapitan etapu 1 i 2 wyprawy
Grenlandia 2012
Po 33 godzinach i przep³yniêciu 158 Mm
Stary zameldowa³ siê w Kopenhadze pod
Syrenk¹. Pogoda nas nie rozpieszcza³a
- pierwsze 16 godzin musieliœmy intensywnie
wspomagaæ siê silnikiem, bo z zapowiadanych 4-6°B z NW przechodz¹cych w SW
sprawdzi³o siê niewiele... Ale nie ma tego
z³ego - silnik zosta³ gruntownie sprawdzony
i pracuje œwietnie, ca³kiem ¿wawo pchaj¹c
nasz¹ ³ajbê do przodu. Po pó³nocy, na szczêœcie, Neptun siê do nas uœmiechn¹³ i pchany
baksztagow¹ 4-5oB Stary ca³kiem raŸno par³
naprzód, momentami osi¹gaj¹c 7 wêz³ów. Po
przejœciu kana³u Falsterbo ochoczo rozbujana szóstka z SW rozpêdzi³a nas na samej genui
do 6 wêz³ów. Mocowanie beczek do tej pory
sprawdza siê znakomicie, a roz³o¿ony miêdzy nimi ponton tworzy niezwykle wygodny
pok³ad s³oneczny, który kapitan ochoczo
wykorzystuje do dogl¹dania za³ogi. System
AIS sprzêgniêty z C-mapami na komputerze
tworzy znakomit¹ mo¿liwoœæ bezpiecznej
nawigacji, znacznie redukuj¹c rozwa¿ania
z cyklu przejdzie nam przed dziobem, czy nie
przejdzie. Jutro po przedpo³udniowym
zwiedzaniu Kopenhagi oddajemy cumy i kierujemy siê do Skagen. Tu pogoda, niestety,
przestaje byæ sprzyjaj¹ca i zapowiada siê 30
wêz³ów prosto w mordê przy wyjœciu na
Morze Pó³nocne. Ale podobno takie warunki
jachtowi nie straszne, pytanie, co z za³og¹...
Skagerrakowa fala przy zachodnim
wietrze tê¿ej¹cym do 8ºB skutecznie zweryfikowa³a plany osi¹gniêcia Kristiansundu.
Na Skagerraku siê rozdmuchuje
20 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
Sztauowanie, czyli wêze³ beczkowy i dŸwig z talii. Zajêcia praktyczne, czêœæ 1
Tak¿e Hanstholm okaza³ siê nie do zdobycia
pomimo podwójnie zarefowanego grota i foka sztormowego. Szybko rosn¹ca fala sprawi³a, ¿e posuwanie siê pod ni¹ z prêdkoœci¹
ok. 2,5 wêz³a by³o cokolwiek mêcz¹ce,
zw³aszcza ¿e za³oga po 48 godzinach w morzu
z coraz wiêkszym wytêsknieniem spogl¹da³a
w stronê sta³ego l¹du, a zw³aszcza znajduj¹cych siê na nim gor¹cych pryszniców, wiêc
zwrot na kurs baksztagowy zosta³ ciep³o przyjêty. Zw³aszcza przez wachtê III, która przez
dwie godziny zmienia³a ¿agle przednie…
Osi¹gniêcie Skagen, po doœæ przyjemnej
¿egludze, wymaga³o podparcia siê silnikiem,
który w okolicach g³ówek wykaza³ niepokoj¹ce oznaki przegrzania. Zafundowa³ on tak¿e
nieco przyp³ywu adrenaliny, kiedy po kilkuminutowym wy³¹czeniu nie zechcia³ zastartowaæ. A na g³ówki portu mo¿na by³o ju¿
niemal splun¹æ, choæ nie zaleca siê plucia pod
wiatr… Wizja kilkunastogodzinnego przelotu
do Oslo i wchodzenie tam na ¿aglach nie
napawa³a optymizmem. Na szczêœcie okaza³o
siê, ¿e k³opot spowodowany by³ niewciœniêtym ciêgnem d³awika silnika.
W Skagen Havenmaister radoœnie skierowa³ nas do basenu, gdzie pojawienie naszej
13,5 metrowej stalowej ³upinki wzbudzi³o
sporo strachu wœród posiadaczy plastików,
niemniej Stary krêci w miejscu, wiêc na tych
17x17 metrach, gdzie nas wpuœci³ pomimo
silnego wiatru, bez przeszkód uda³o siê
zawróciæ ku sporej uldze wszystkich dooko³a.
Norweskie wody powita³y nas iœcie
chorwack¹ aur¹, zmuszaj¹c do intensywnego
u¿ywania silnika, który ca³kiem raŸno pcha³
nasz ciê¿ki jacht ku fiordom. Fiordy robi¹
niesamowite wra¿enie. Dwudziestokilkumilowa podró¿ Lysefiordem to prawdziwa
uczta dla oczu, zw³aszcza kiedy otaczaj¹ce
kamienne œciany robi¹ siê coraz wy¿sze, by
w koñcu osi¹gn¹æ kilometr wysokoœci. Uda³o
nam siê nawet wspi¹æ na 700 metrów,
niestety, dalsza czêœæ wspinaczki, by osi¹gn¹æ
Kjerag, wymaga³a raków i tyczek lodowych ze
wzglêdu na spor¹ pokrywê œnie¿n¹ wci¹¿
zalegaj¹c¹ na szczytach. Niestety, 15 kilometrowy spacer da³ siê tak w koœæ sporej
czêœci za³ogi, ¿e nastêpne dwa dni uczyliœmy
siê chodziæ na rêkach. W drodze powrotnej
spotkaliœmy Nash¹chatê II, która przekaza³a
nam w darze kilka paczek papierosów, co
uchroni³o pal¹c¹ czêœæ za³ogi przed niechybn¹ œmierci¹.
Od fiordów chorwacka aura nas nie
opuszcza³a i najbardziej deszczowe miasto,
Bergen, przywita³o nas 30ºC i piêknym
s³oñcem. Port, nad wyraz urokliwy, posiada,
niestety, dwie powa¿ne wady - brak pryszniców oraz toalet, z których trzeba korzystaæ
w knajpkach, barach i na przystani promowej.
Po wymianie za³ogi ruszyliœmy na Szetlandy. Regularne 4-6°B, pó³wiatr, sprawi³y,
¿e do Lerwick uda³o nam siê dojœæ w 32
godziny, regularnie utrzymuj¹c prêdkoœæ
przekraczaj¹c¹ 7 wêz³ów. Da³o to tak¿e okazjê
do zmiany ¿agli, co za³oga niecnie wykorzysta³a, by siê przemoczyæ i wyziêbiæ. Radoœæ
Bezpiecznie na cumach w Skagen
| MORZE
podejœcia do Lerwick nieco przyæmi³y k³opoty
z silnikiem. Silnik warkn¹³ raz, po czym ca³kiem zgas³…, a co gorsza, akumulator rozruchowy nie pokazywa³ napiêcia. Okaza³o siê, ¿e
niedokrêcona klema na akumulatorze wyda³a
tyle ciep³a, ¿e stopi³ siê o³ów ³¹cz¹cy kabel
z klem¹. 40 minut po zdiagnozowaniu problemu silnik ju¿ raŸno pyrka³ i o 0340 zacumowaliœmy szczêœliwie w Lerwick.
Po nieco ponad dobie postoju opuœciliœmy goœcinne miasto i pchani porannym
odp³ywem ruszyliœmy przez cieœninê miêdzy
wyspami, gdzie pr¹d dwukrotnie zwiêksza³
nasz¹ prêdkoœæ. Co by by³o, gdyby trzeba
z nim walczyæ…
Gdy opuszczaliœmy Szetlandy, ¿egna³y
nas foki i g³uptaki, które doœæ d³ugo nam
towarzyszy³y. W po³owie drogi na Wyspy
Owcze nasza poranna jajecznica zwabi³a
poluj¹ce stado butlonosów. Niesamowity
jest widok puszczanych przez nich fontann
i skoków przez falê! Mieliœmy nadziejê, ¿e
zechc¹ nam potowarzyszyæ, ale, niestety, g³ód
zwyciê¿y³.
Brak usterek na jachcie jest zawsze czymœ
mocno niepokoj¹cym. Znaczy to bowiem tyle,
¿e jak siê trafi¹, to skomasowane - wszystkie
na raz. Na szczêœcie Stary powodów do niepokoju nam nie dostarcza³ i raz po raz jakaœ
czêœæ domaga³a siê szczególnej uwagi. Tym
razem pad³o na pompê zêzowo-fekaln¹, która
w trakcie odpompowywania zaczê³a niepokoj¹co ³atwo chodziæ, a nastêpnie coœ zaczê³o
w niej stukaæ, chrobotaæ, lataæ i ca³kiem odmówi³a wspó³pracy. Pe³en zbiornik fekaliów
i wizja kanapek a¿ do Wysp Owczych by³y
prawie tak niepokoj¹ce, jak gdyby siê skoñczy³a woda. Rozebranie pompki w bakiœcie,
wisz¹c g³ow¹ w dó³ przy bajdewindowej fali
4-5ºB, kiedy jacht idzie 6-8 wêz³ów, to ciekawe prze¿ycie. Uczucie, kiedy barki w otworze
bakisty staraj¹ siê przeciwdzia³aæ przechy³om
bocznym, nogi szukaj¹ oparcia, by nie daæ siê
przechy³om wzd³u¿nym, a rêce walcz¹ z tymi
wszystkimi si³ami, staraj¹c siê wprawiæ
w ruch obrotowy lekko zapieczone œrubki -
Lysefjord ze Starym w tle
Fiordy nam z rêki jad³y
bezcenne. A radoϾ, kiedy pompka zaczyna
odprowadzaæ sprawnie wszystko za burtê
- jeszcze wiêksza. I niewa¿ne, ¿e trwa³o to prawie dwie godziny, a wszystkiemu towarzyszy³
zapach Channel no. 5… Jeœli ktoœ chcia³by
doœwiadczyæ podobnych uczuæ - polecam próbê u³o¿enia przestrzennych puzzli w samochodzie doœæ szybko jad¹cym po wertepach
albo w betoniarce.
Zbli¿aj¹c siê do Tórshavn, usi³owaliœmy
zg³osiæ siê do Port Control. Milczeli jednak jak
zaklêci, mo¿na by nawet rzec, ¿e Milczenie
Owiec nabra³o nowego znaczenia. Ze wzglêdu
na panuj¹ce temperatury rozwa¿aliœmy tak¿e
zmianê nazwy z Faroes Islands na Farelka
Islands. W porcie zaœ spotkaliœmy Maæka
Orczykowskiego, który tak¿e p³ynie na Islandiê, tyle ¿e samotnie.
W dalszy etap wyruszyliœmy w dwa jachty. O ile pocz¹tek wyprawy nieco faworyzowa³
Starego - silny pr¹d na wyjœciu i rozs¹dne
3-4°B sprawi³y, ¿e stosunkowo szybko oddaliliœmy siê od Drosomaka na 6-7 mil tak, ¿e
nie by³ ju¿ widoczny na AISie. Niemniej wraz
z postêpem czasu pogoda coraz mniej nas
rozpieszcza³a. Nikt z nas nie spodziewa³ siê
tak s³abego wiatru na tych szerokoœciach.
S³aba dwójka - za mocna, ¿eby w³¹czyæ silnik,
za s³aba, ¿eby osi¹gane prêdkoœci warte by³y
wspominania - wyraŸnie dawa³a fory Maækowi, który szybko odrabia³ straty. Mo¿e siê
okazaæ, ¿e w Vestenmayen to on odbierze od
nas cumy. I tak te¿ siê sta³o.
¯ycie na jachcie obfituje w niespodzianki.
Zazwyczaj niespodzianki te s¹ mi³e. A to
spotka siê pozytywnie zakrêconego cz³owieka, który samotnie p³ynie na Islandiê, nawiguj¹c w sposób tradycyjny, a to niemieccy
¿eglarze zaintrygowani polsk¹ flag¹ wpadn¹
z kubañskim rumem, czasem jakiœ mi³y Norweg powie: ChodŸcie do baru, ja stawiam.
Cz³owiek, który ma zostaæ oficerem, wygl¹daj¹cy na strasznego sztywniaka, okazuje siê
dusz¹ towarzystwa i znakomitym nawigatorem, pozwalaj¹cym spaæ spokojnie, a cz³owiek
maj¹cy o niebo wiêksze doœwiadczenie na
morzu nie kwestionuje decyzji i chêtnie dzieli
siê wiedz¹, dziewczyna wchodzi na jacht…
S¹, niestety, tak¿e niespodzianki przykre.
Jak wtedy, gdy mi³y na pierwszy rzut oka
jegomoœæ stara siê byæ za wszelk¹ cenê dowcipny, kiedy piêkne brzmienie ciszy kalane
jest pustos³owiem, byle tylko j¹ zag³uszyæ…
¯eglarstwo uczy pokory i cierpliwoœci. Do
portu mil dwieœcie, a na Pó³nocnym Atlantyku wieje 2ºB, a i to ledwo. Jacht turla siê 2-3
wêz³y, a kapitan rozwi¹zuje rebus, czy to ju¿
wystarczaj¹co s³aby wiatr, by w³¹czyæ silnik
i z warkotem posuwaæ siê 5-5,5 wêz³a, czy
spokojnie acz niespiesznie turlaæ siê ku
portowi, który, jak na z³oœæ, nie chce siê
przybli¿aæ.
D³ugie przeloty daj¹ mnóstwo czasu na
przemyœlenia, obserwacjê za³ogi i nieustanne
rozwi¹zywanie podobnych rebusów. Czy starczy czasu, paliwa, czy ten dŸwiêk to jeszcze
naturalny efekt pracy jachtu na fali, czy mo¿e
zaraz coœ siê urwie. 3 doby to dobry przelot,
bo za³oga zaczyna funkcjonowaæ w rytmie
wacht i ¿ycie na pok³adzie od razu staje siê
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 21
MORZE |
jakoœ bardziej pouk³adane. 80 godzin. Tyle
zajê³o nam przejœcie z Wysp Owczych na
Vestmannaeyjar - maleñk¹ i niezwykle
urokliw¹ wysepkê 5-6 mil na po³udnie od
Islandii. Wejœcie do portu robi piorunuj¹ce
wra¿enie, albowiem w latach 70. wybuch
wulkanu zniszczy³ czêœæ wyspy, zala³ tak¿e
mniej wiêcej po³owê wejœcia po portu. Wp³ywa siê wiêc bardzo w¹skim przesmykiem
z prawej strony, maj¹c stercz¹c¹ na 100
metrów ska³ê, na której nieustannie krzycz¹
mewy, z lewej zaœ straszy czarna, zastygniêta
magma. Wprowadzaj¹c Starego, czujê siê
niemal, jakbym parkowa³ tirem przed
supermarketem, a podobno cumowa³ tutaj
Zawisza Czarny. Maleñki porcik, sporo kutrów i ribów dla turystów. Pryszniców brak,
ale za 450 koron (ok. 15 z³) udajemy siê na
baseny termalne. Powietrze ma jakieœ 6 stopni, a cudownie paruj¹ca woda - 40. Po trzech
dobach w morzu to wspania³e uczucie. By³oby
jeszcze wspanialsze, gdybyœmy nie brali
prysznica przez 3 doby, ale maj¹c tonê wody
na jachcie, mo¿na sobie pozwoliæ na odrobinê
komfortu.
Postój by³ krótki, ale nam znów czas
w morze. Do Reykjaviku jakieœ 120 Mm, a na
jutro zapowiadaj¹ sztormowe 7-10°B ze
Klasyczna zabudowa na Wyspach Owczych
Wyspy Owcze
22 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
Norwegia po chorwacku
wschodu, warto wiêc przeskoczyæ za cypel
Keflaviku, póki wieje 4-7ºB. Co prawda ka¿da
kolejna prognoza mówi, ¿e ni¿ szybko siê
wype³nia i nie grozi ju¿ zapowiadane
pocz¹tkowo 9-12°B, niemniej nie warto
ryzykowaæ.
Prognozy pogody, które dostawaliœmy na
ostatnim odcinku, zmienia³y siê jak w kalejdoskopie. Na pocz¹tku straszy³y 50-60
wêz³ami wiatru w czwartek, a w œrodê 5-7ºB,
potem smsy z biura prognoz Maæka zapowiada³y okluzjê i odsuniêcie sztormu na
wschód od Islandii, potem ni¿ mia³ siê
pog³êbiaæ i noc mia³a przynieœæ regularne
8°B, które nas mia³o dopaœæ na wysokoœci
Keflaviku… Koniec koñców sprawdzi³o siê
stare ¿eglarskie przys³owie, ¿e jak mewa na
fali siêdzie, to sztorm bêdzie albo go nie
bêdzie. Tym razem nie by³o. Mi³e 4-5ºB
pocz¹tkowo z SW potem odkrêcaj¹ce na N
pozwoli³o nam w 17 godzin osi¹gn¹æ cypel
i kiedy zapowiadane 8°B przerodzi³o siê
w 8 wêz³ów wiatru prosto w dziób, spokojnie
odpaliæ silnik na ostatnie 20 mil.
Do portu w Reykjaviku wchodziliœmy
witani osza³amiaj¹cym dudnieniem syren
okrêtowych wszystkich stacjonuj¹cych tu
kutrów rybackich. Wra¿enie by³o niesamowite. Powitanie iœcie prezydenckie. Okaza³o
siê, ¿e to jednak protest rybaków.
O 1445 zacumowaliœmy w marinie Brokey
w Reykjaviku. Droga z Bergen do Reykjaviku
zajê³a nam 190 godzin, w ci¹gu których
przep³ynêliœmy 1063,8 mil morskich. A ca³a
podró¿ ze Szczecina o d³ugoœci 1969 mil zajê³a
366 godzin na morzu. Czas wyprawiæ siê na
lodowce!
Jerzy Stêpniewski JR
Kapitan etapu 1 i 2 wyprawy
Grenlandia 2012
Islandia, godzina 0130 (tak, pó³torej godziny po pó³nocy)
| MORZE
Starzy na Starym w drodze
na Grenlandiê
Etap 3 wyprawy Grenlandia 2012
- Reykjavik-Nuuk
Kapitan: Zygmunt Biernacik,
za³oga: Henryk Wojtaszek i Piotr Huziuk.
Henryk Wojtaszek
Pewnie byliœmy najstarsz¹ za³og¹ na Starym. Wiek Kapitana, mój i m³odzika Piotra
da³ nam przeciêtn¹ 55 lat. Po zwiedzeniu
przez Zygmunta i Piotra Reykjaviku oraz
okolic wynajêtym autem, po dwóch dniach
wyp³ynêliœmy, zgodnie z planem, we wtorek
12 czerwca. Stan morza 1-2. Zaczynamy siê
wspieraæ silnikiem. Telefonia komórkowa ma
jeszcze daleki zasiêg. Widzimy cypel Islandii
z lotniskiem Keflavik i latarni¹ morsk¹. Ja
zwiedzi³em miasto rano, kiedy z Piotrem
uzupe³nialiœmy zapasy o najœwie¿sze produkty (mleko, jajka, ser, napoje, suszon¹ rybêhardfiskur, warzywa i pieczywo).
W³aœciwie mamy bia³e noce, co u³atwia
¿eglugê noc¹ szczególnie przy tak ma³ej
za³odze. Zarz¹dzone przez Zygmunta wachty
2 godziny przy sterze i 2 podwachty, a potem
4 godz. snu by³y chyba najlepszym rozwi¹zaniem. My p³yniemy jednak na po³udniowy
zachód, wiêc oddalamy siê od bieguna pó³nocnego i im ni¿ej, tym ciemnoœæ siê wyd³u¿a, choæ w ci¹gu ca³ego rejsu nie przekracza kilku godzin. Przewa¿a s³oneczna pogoda,
wiêc chêtnie wystawiamy twarze ku s³oñcu.
Tylko kapitan ci¹gle liczy, sprawdza, kalkuluje, pracuje nad mapami. Och, pojawiaj¹
siê wieloryby.
W sobotê po 5 dniach jesteœmy w dryfie
z opuszczonymi ¿aglami. Ocean równy jak
woda w stawie.
M¹c¹ j¹ tylko mewy, które towarzysz¹
nam przez ca³y czas. W poniedzia³ek wiemy,
¿e mamy ju¿ opóŸnienie, a prognozy przewiduj¹ wiatr nie tutaj i nie teraz. Po wyjœciu
z dryfu na silniku (liczymy na wiatr) stwierdzamy niski stan paliwa w zbiorniku. Zabrane
na zapas dwa kanistry paliwa po ok. 50 litrów
wlewamy do zbiornika. Dodajemy do niego
Wychodzimy z Paamiut. Fot. Henryk Wojtaszek
30 litrów z Webasto. Ogrzewaæ siê bêdziemy
silnikiem.
We wtorek wreszcie powia³o do 5°B, ale
nad ranem w œrodê spada do 2°B, a po
po³udniu znowu jesteœmy w dryfie i tak pozostajemy do czwartku. Mimo obaw decydujemy siê iœæ na silniku, maj¹c te¿ na uwadze
oddalenie od niebezpiecznego pr¹du wokó³
Kap Farewell, na wysokoœæ którego siê zbli¿amy. W sobotê, maj¹c za sob¹ 900 Mm i 12
dni w morzu, wiemy, ¿e dop³yniêcie na czas
(pi¹tek 29 czerwca) do Nuuk (jeszcze ok. 500
Mm) staje siê ma³o prawdopodobne. Zagro¿one s¹ te¿ nasze loty do kraju. W najlepszej
sytuacji jest Piotr, który ma wylot w niedzielê
1 lipca, ale Zygmunt ma odlecieæ w pi¹tek
rano, chocia¿ potem bêdzie czeka³ w Kangerlussuaq do soboty na mój lot do Kopenhagi.
Mimo ró¿nych prób stwierdzamy, ¿e nasze
bilety nie podlegaj¹ przebukowaniu. GroŸba
ponownego zakupu biletów i poniesienia dodatkowych, wysokich kosztów lotu d³ugo wisi
nad nami.
Koniecznie potrzebujemy paliwa, choæ
stan jego jakby nie zmienia siê. Znajdujemy
siê na Labrador Sea. Temperatura powietrza spada poni¿ej 8oC. Brak Webasto kompensujemy gor¹c¹ wod¹ morsk¹ w butelkach i s³oikach wk³adanych do œpiworów,
a piersiówki na piersi. Mimo tego nikt siê nie
zaziêbia.
Przewidujemy, ¿e najprêdzej paliwo
mo¿emy uzupe³niæ w Nanortalik. Sporo
przed portem, jeszcze poza zasiêgiem UKF,
napotykamy pole lodowe (1-2), a potem
growlery i mniejsze górki lodowe. Przed nami
pojawia siê skalisty, us³any szarymi, ostrymi
grzebieniami gór l¹d, gdzie oko³o 30 Mm
w g³¹b le¿y port i lotnisko zwane przez
Jakie to góry? Fot. Henryk Wojtaszek
tutejszych miejscem niedŸwiedzi. Przez
Iridium Kapitanat mówi nam, ¿e wejœcie do
portu jest znowu zajête lodem, który ostatnio
przywia³o. Idziemy wiêc w kierunku Kap
Desolation. Poœród kry spotykamy foki. Jest
s³onecznie i bezwietrznie, ale bli¿ej po³udnia,
po lewej, na horyzoncie pojawia siê mg³a.
Wreszcie wychodzimy z pola i próbujemy iœæ
na grocie. Ale na krótko. Znów w dryfie. Nerwowo sprawdzamy paliwo. Piotr zauwa¿a
pierwsz¹ górê lodow¹ wczeœniej, ni¿ to wynika z prognoz otrzymywanych od Aleksandra Gruszczyñskiego. Decydujemy siê na
pójœcie do Arsuk (Gronedal). Widzimy teraz
coraz wiêcej gór lodowych, choæ w pewnej
odleg³oœci od nas. Na radarze widzimy te¿
pierwszy statek rybacki. Wejœcie do portu jest
w¹skie i d³ugie. Kapitanat mówi, ¿e mo¿liwe,
chocia¿ trudne z powodu kry, wiêc decyzj¹
Zygmunta na silniku gnamy do Paamiut
(Frederikshab), co w jêzyku miejscowych
oznacza lud nad ujœciem, bo tu ma ujœcie
Kuannersooq Fjord.
Ca³y czas towarzysz¹ nam góry lodowe,
a sprzyjaj¹cy nam wiatr nie przekracza 2°B.
Jest œroda wieczór (27 czerwca). Przy pomocy miejscowych, spaceruj¹cych Inuitów
(jeszcze po 2200 jest widno) tankujemy
paliwo za ca³¹ posiadan¹ gotówkê, bo
zmyœlny automat nie uznaje naszych polskich kart, a jeszcze wymaga wbicia jednego
z wyœwietlanych dwóch kodów przed uruchomieniem pompy. Teraz idziemy pe³n¹ par¹
wzd³u¿ postrzêpionego, skalistego wybrze¿a
Grenlandii. Widzimy szansê przyjœcia na czas
do Nuuk. Mijamy mnóstwo gór lodowych
o ró¿nych kszta³tach i rozmiarach.
Zygmunt ju¿ wie, ¿e w pi¹tek nie poleci,
wiêc kupuje drugi bilet na sobotni, poranny
lot do Kangerlusaq i w ten sposób trafia
razem ze mn¹ na swój lot do Kopenhagi,
ponosz¹c tylko ten koszt opóŸnienia.
W pi¹tek wczesnym rankiem wp³ywamy
do Nuuk, pokonuj¹c ok 1470 Mm w 17 dni.
Zygmunt zostaje, by odpocz¹æ, a potem
przekazaæ jacht Ewie, która oko³o po³udnia
z czêœci¹ swojej za³ogi nas odwiedza. My
z Piotrem piechot¹ zwiedzamy Nuuk, stolicê
Grenlandii zwan¹ po duñsku Godthab, co
znaczy dobra nadzieja, a dla nas szczególnie!
Pobieramy tak potrzebn¹ gotówkê, robimy
trochê zdjêæ, zjadamy dobry obiad (¿eberka)
w chyba najlepszej restauracji 17- tysiêcznej
stolicy wyspy, a w kafejce (te¿) internetowej
wypijamy kawê i zjadamy ciastka marchewkowe. Wracamy na jacht, spotykaj¹c po
drodze prawie ca³¹ za³ogê Ewy. Wczeœnie rano w sobotê z Zygmuntem taksówk¹ udajemy
siê na lotnisko i do domu.
Henryk Wojtaszek
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 23
MORZE |
Œladami
Profesora Alfreda Jahna
Etap 4 wyprawy Grenlandia 2012
Ewa Skut
Wspó³praca wroc³awskich ¿eglarzy z naukowcami z Uniwersytetu Wroc³awskiego ma
swoj¹ historiê od 2006 roku i trwa do dziœ
w czasie wielu naszych rejsów na Spitsbergen.
W roku 2012 podjêliœmy próbê zorganizowania wspólnej wyprawy. Pomys³ jej powsta³
w 2009 r. podczas Festiwalu Nauki we
Wroc³awiu, na którym jednym z tematów
by³o Nauka za Krêgiem Polarnym. Wyprawa
mia³a siê odbyæ w 75. rocznicê pierwszej
polskiej (lwowskiej) wyprawy na Grenlandiê
zorganizowanej przez prof. Aleksandra
Kosibê z Uniwersytetu Lwowskiego.
Ogrom obowi¹zków i realizowanych
bie¿¹cych grantów nie pozwoli³ meteorologom w³¹czyæ siê do wyprawy tak, ¿eby powtórzyæ tê z 1937 r., wiêc hydrogeolodzy stworzyli w³asny program wyprawy, która odby³a
siê pod has³em: Œladami Profesora
Alfreda Jahna - Honorowego Obywatela Wroc³awia. Profesor Alfred Jahn by³
znakomitym geomorfologiem i uczestnikiem
wyprawy lwowskiej.
Kierownikiem czêœci naukowej zosta³
dr hab. prof. Henryk Marsza³ek. Ca³oœci¹ wyprawy kierowa³am ja. Kapitanami poszczególnych etapów byli: Jerzy Stêpniewski JR,
Zygmunt Biernacik, Ewa Skut, Piotr Micha³owski, Aleksander Gruszczyñski, Boles³aw
Rudnik, Adam Dacko i Piotr Piwowarczyk.
Wa¿ne by³o znalezienie jachtu, który mia³
spe³niæ nasze oczekiwania zarówno ¿eglarskie, jak i naukowe. Wybór pad³ na sprawdzonego i dzielnego Starego z zaprzyjaŸnionego Jachtu Klubu AZS Szczecin.
Wyprawa rozpoczê³a siê 12 maja 2012 r.,
kiedy to Stary wyp³yn¹³ ze Szczecina w kierunku Grenlandii, a zakoñczy³a siê 29 wrzeœnia 2012 r., równie¿ w Szczecinie. Na pocz¹tku lipca, na okres 3 tygodni, do wyprawy na
Grenlandii do³¹czyli wroc³awscy naukowcy.
Do Nuuk dotarliœmy 29 czerwca 2012 r.
w pi¹tek po po³udniu i tego samego dnia
odebraliœmy jacht od poprzedniej za³ogi, rozpakowaliœmy jedzenie oraz pomoce naukowe, które przyby³y tu na jachcie w beczkach,
oraz rozpakowaliœmy swoje rzeczy. Zmêczeni
podró¿¹ i zmian¹ czasu szybko zasnêliœmy.
24 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
Sobota up³ynê³a nam przy pracach jachtowych, a wieczór spêdziliœmy ze Zbyszkiem
Moœcickim, tutejszym polskim lekarzem, na
kolacji w lokalnej knajpie. Poznanie Zbyszka
i jego ¿ony Renaty by³o dla nas niezwyk³ym
wydarzeniem. Dowiedzieliœmy siê wiele o ¿yciu na Grenlandii i jej mieszkañcach Inuitach.
Dope³nieniem tej znajomoœci by³o spêdzenie
razem ca³ej niedzieli na zwiedzaniu stolicy
Grenlandii.
Rano, w niedzielê, o 0600 obudzili nas
rybacy, do których byliœmy zacumowani. Oddali nasze cumy, wychodz¹c w morze. Przycu-
mowujemy siê wiêc na koniec kei, gdzie, na
szczêœcie, stoi amerykañski jacht. Jest to
wa¿ne, bowiem nie musimy dbaæ o pracê na
cumach przy tak du¿ych skokach p³ywu.
Przed nami niedziela poœwiêcona poznaniu
stolicy. Nie wrócimy ju¿ tu w tym rejsie.
Zaczêliœmy od porannej mszy w jedynym
na Grenlandii koœciele katolickim, który jest
prowadzony przez ksiê¿y z Argentyny. Renata
stwierdzi³a, ¿e od dawna liczba Polaków na
mszy nie by³a tak du¿a i przewy¿sza³a liczn¹ grupê Filipiñczyków. Ciekawostk¹ by³o
zbieranie na tacê do woreczka zrobionego
| MORZE
z foczej skóry, poza tym wszyscy mieli pomoce w postaci œpiewników oraz scenariusza
ca³ej mszy, a wszystkiego dope³nia³y niezwykle piêkne g³osy œpiewaj¹cych m³odych
kobiet. By³a to wyj¹tkowa msza. Tutejszym
zwyczajem jest spotkanie wszystkich uczestników mszy w salce przykoœcielnej, gdzie
spo¿ywane jest wspólne œniadanie przygotowane przez jedn¹ z rodzin. By³o to serdeczne przyjêcie, a z naszej strony zaproszenie na wieczór na Starego.
Ca³¹ za³og¹ wraz z naszymi przyjació³mi
poszliœmy zwiedzaæ najstarsz¹ czêœæ Nuuk.
Odwiedziliœmy muzeum, w którym pokazana
jest kultura inuicka oraz historia Grenlandii.
Ogl¹daj¹c stroje inuickie z wielu wieków,
dowiadujemy siê, ¿e kolorowe ozdoby (hafty),
które obecnie mo¿na spotkaæ w ich tradycyjnym stroju, zosta³y wymyœlone przez Duñczyków. Muzeum jest równie¿ s³ynne z mumii znalezionych w 1972 roku na pó³nocy
Grenlandii. By³o to na tyle wa¿ne odkrycie,
¿e znalaz³o siê one na ok³adce National
Geographic. W starym mieœcie znajdujemy
równie¿ pa³ac królewski (niski ma³y budynek zbudowany w starym stylu) i wiele rzeŸb
- pomników.
Spaceruj¹c po Nuuk, Renata przekazuje
nam wiele informacji o obecnym ¿yciu
Inuitów, które jest uzale¿nione od duñskich
dotacji. Buduje siê obecnie wiele wie¿owców
w stolicy, ¿eby zebraæ jak najwiêksz¹ liczbê
Inuitów z odleg³ych wiosek, poniewa¿ koszt
utrzymania ich jest olbrzymi i w ramach oszczêdnoœci zgromadzi siê ich w jednym miejscu. Pomyœla³am sobie wtedy, ¿e muzeum
tak¿e bêdzie musia³o byæ rozbudowane, bo
gdzieœ bêd¹ musieli gromadziæ zniszczon¹
kulturê z opuszczonych wiosek. Nuuk, zgadzam siê z Renat¹, jest to jedno z najbrzydszych miast Grenlandii. Zjadamy obiad w barze szybkiej obs³ugi prowadzonym przez Tajwandczyków. Tym razem Zbyszek opowiada
nam o Inuitach, ich odmiennej od bia³ego
cz³owieka budowie: maj¹ ma³¹ œledzionê,
d³u¿sze o kilka metrów jelito grube. To powoduje mniejsz¹ odpornoœæ na choroby, bardzo rozpowszechniona jest tu gruŸlica i rak
jelita grubego.
Wracamy na jacht, przygotowuj¹c siê na
przyjêcie goœci. Nie pamiêtam, ile osób nas
odwiedzi³o, ale wieczór by³ radosny i ciekawy.
Jest Renata ze Zbyszkiem, bardzo sympatyczny Mirek - Polak wraz z ma³¿onk¹ Filipink¹
z dzieckiem, przychodzi ksi¹dz Argentyñczyk.
Zagl¹daj¹ równie¿ przechodni goœcie: Duñczyk z córk¹ mieszkaj¹cy w Ilulissat oraz Francuzi. Towarzystwo miêdzynarodowe, wiêc ka¿dy œpiewa we w³asnym jêzyku naj³adniejsze
piosenki ze swojego kraju, a ksi¹dz wspaniale
zaœpiewa³ tango argentyñskie. Wszystkim akompaniuje Henryk, wspania³y wirtuoz gitary.
W poniedzia³ek szybko klarujemy siê,
robi¹c pozosta³e zakupy i przy wysokiej wodzie kierujemy siê do stacji benzynowej. Po
zatankowaniu paliwa i wody wychodzimy
w morze. Brak wiatru i mg³a powoduje, ¿e do
pó³nocy p³yniemy na silniku. Mamy 3 trzyosobowe wachty zgodnie z zasad¹: jeden stoi
za sterem, jeden nawiguje, jeden czuwa na
oku. W mgle jest to bardzo wa¿ne. Po pó³nocy
lekki po³udniowy wiatr pozwala nam na
postawienie genui, p³yniemy z prêdkoœci¹
ok. 5 wêz³ów. Kierujemy siê do Maniitsoq
- grenlandzkiej Wenecji. Po po³udniu wiatr
cichnie, szukamy wiêc górki na oceanie,
miejsca o g³êbokoœci ok. 30 m. £owimy ryby,
g³ównie dorsze. Leszek jest naszym nauczycielem, zabra³ na wyprawê 4 wêdki! Dziêki
temu ka¿dy mo¿e coœ z³owiæ. Liczba dorszy
jest tak du¿a, ¿e wystarcza na kolacjê i obiad.
Po pó³nocy cumujemy do nabrze¿a w Maniitsoq. Miasteczko jest urokliwe, jak¿e odmienne od Nuuk. Wiele kolorowych domków
po³o¿onych na górzystych wysepkach po³¹czonych mostami. Zaczyna mi siê podobaæ
ta inna Grenlandia. Do tego pe³ne s³oñce
i temperatury powy¿ej 18°C. Po po³udniu
wyp³ywamy, kieruj¹c siê na pó³noc. Celem
jest wyspa Disko i tam bardzo napiêty
program naukowy. Po³udniowy wiatr, niebo
zachmurzone i deszcz - takie nocne warunki
pogodowe pchaj¹ nas na pó³noc. Przekraczamy ko³o podbiegunowe, a nastêpnego
dnia widzimy pierwsze góry lodowe. Wszystkie aparaty fotograficzne na pok³adzie s¹
uruchomione, a tak¿e przy nastêpnych
górach, które pojawiaj¹ siê przy wejœciu do
zatoki Disko, wynurzaj¹c siê z gêstej mg³y.
Mg³a potrafi szybko znikn¹æ, podobnie jak siê
pojawiæ. Gdy nie ma mg³y, widoki s¹ niepowtarzalne. Zatoka Disko pe³na jest gór
lodowych. Zaobserwowaliœmy w pe³nym
s³oñcu te¿ zjawisko mira¿u. Góry lodowe
w oddali s¹ podniesione powy¿ej powierzchni
morza. Wygl¹daj¹ jak wie¿owce na Manhattanie. Inne przybieraj¹ kszta³ty zwierz¹t,
pa³aców lub samych wie¿ w ró¿nych
kszta³tach.
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 25
MORZE |
W sobotê rano, 7 lipca, cumujemy do
kutrów rybackich w Godhavn. Ale jest to na
krótko spokojne cumowanie. Rybacy jakby
chcieli nas przegoniæ, ci¹gle wp³ywaj¹ i wyp³ywaj¹ z portu, przestawiaj¹ siê i my te¿
mamy pe³ne rêce roboty. Ale dowiadujemy
siê, ¿e przy pomoœcie, gdzie cumuje prom,
mo¿na bezpiecznie staæ tak d³ugo, dopóki on
nie przyp³ynie. Znajdujemy rozk³ad jazdy
promu i chwilê przed jego przybyciem
odp³ywamy na 15 minut od kei, wracaj¹c po
jego wyp³yniêciu. Na szczêœcie jest to dwa
razy dziennie. Niedziela jest bardzo s³oneczna
i jest upalnie, ok. 20ºC. Stoimy w zacisznym
porcie, jak sama nazwa mówi: Dobry Port
(Godhavn), otoczonym zewsz¹d wysokimi
brzegami, a w kierunku pó³nocnym rozci¹ga
siê wspania³y widok na wysokie góry w kolorze br¹zu. Mimo ¿e jest niedziela, rozpoczynamy program naukowy. Pierwsze ciep³e
Ÿród³a le¿¹ na pó³nocno-zachodnich obrze¿ach miasta, blisko Stacji Arktycznej,
pozosta³e daleko w górach. Dzielimy siê na
ekipy: naukow¹ i dwie turystyczne (jedna
z nich na zmianê pozostaje na jachcie). Upalna pogoda pozwala nam leniwie spacerowaæ
po miasteczku, przygl¹daæ siê jej mieszkañcom, domom i ich otoczeniu. Przed domami
susz¹ siê ryby i skóry fok, stoj¹ przygotowane
do zimy drewniane sanie w ró¿nych rozmiarach, równie¿ dla dzieci. Mieszkañcy s¹
bardzo mili, odwzajemniaj¹ uœmiech. Upa³
powoduje, ¿e wszyscy chodz¹ w krótkich
rêkawkach. Dochodzimy na koniec miasteczka, które po³o¿one jest na cyplu. Przed
nami otwiera siê osza³amiaj¹cy widok na
zatokê Disko: niezwyk³a widocznoœæ i mnóstwo gór lodowych p³yn¹cych wzd³u¿ pla¿y.
Woda i niebo przybieraj¹ niesamowite niebieskie kolory w pe³nym wachlarzu barw, od
jasnoniebieskiego nieba do granatowego
morza, po którym p³yn¹ dostojnie góry lodowe. Na pla¿y spêdzamy wiele czasu, nie
mog¹c oderwaæ oczu od widoku, który roztacza siê przed nami. Idziemy dalej, do Stacji
Arktycznej. Nie zastajemy nikogo, ale stacja
jest otwarta i mo¿na j¹ zwiedziæ. Wpisujemy
siê do ksiêgi goœci, bierzemy d³ugo oczekiwany prysznic i udajemy siê do ciep³ych
Ÿróde³ - nasi naukowcy ju¿ tu byli. Wokó³
p³yn¹cego strumyka jest wyj¹tkowo bujna
i soczysta zieleñ, i du¿o kwiatów. Wracaj¹c,
26 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
robimy ponownie zdjêcia kolorowych domków inuickich na tle gór lodowych. O 1730 ma
przyp³yn¹æ prom, wiêc odp³ywamy od nabrze¿a i wyp³ywamy z portu na po³ów dorszy. Po
dwóch godzinach wracamy z pe³nym wiadrem
ryb. Œwie¿o z³owione ryby, odpowiednio doprawione (tajemnica Leszka, jak on to robi),
smakuj¹ wybornie - niebo w gêbie!
Poniedzia³ek 9 lipca - planujemy wyjœæ
w morze ok. godziny 1400, po uzupe³nieniu
zakupów. Wszyscy spragnieni s¹ piwa, bo
przy tych upa³ach smakuje najlepiej, ale weekendowa prohibicja nie pozwala nam nabyæ
tego trunku. Godzinê przed wyp³yniêciem
ca³y port otula gêsta mg³a. Pod wieczór mg³a
powoli odchodzi, ale za³oga zmêczona czekaniem zostaje po³o¿ona do koi. Oko³o
pó³nocy wychodzimy w dwójkê wraz z Micha³em G. z portu, kierujemy siê do Diskofjordu, gdzie w planie jest kilka miejsc,
którymi zainteresowani s¹ nasi hydrogeolodzy. Sam fiord jest bardzo rozga³êziony
z wieloma wyspami i zatoczkami. Jesteœmy
tam o 0500, stajemy w dryfie w pobli¿u
miejsc nastêpnych badañ naukowych. Po
œniadaniu ekipa naukowców wyrusza na l¹d,
po godzinie wracaj¹ z pobranymi próbkami
ciep³ych Ÿróde³ oraz grzybami. Obiad
zapowiada siê ciekawie. P³yniemy do kolejnych miejsc, ponownie pobieramy próbki;
okazuje siê, ¿e jedno Ÿród³o by³o wyschniête.
Oko³o pó³nocy dop³ywamy do wioski o tej
samej nazwie, co fiord: Diskofjord. Stajemy
na kotwicy os³oniêci od wiatru, który wieczorem przybra³ na sile. Rano wiatr zmieni³
kierunek i znajdujemy siê przy zawietrznym
brzegu. Robi siê du¿a fala i nasze plany l¹dowania na brzegu, ¿eby odwiedziæ wioskê,
nie powiod³y siê. Rwiemy kotwicê i przep³ywamy do nastêpnej odnogi Diskofjordu.
Jeszcze jedno ciep³e Ÿróde³ko… Wyspa Disko
jest aktywna sejsmicznie, tu bowiem spotykaj¹ siê p³yty tektoniczne, st¹d du¿a iloœæ
ciep³ych Ÿróde³.
To ju¿ wszystkie Ÿród³a w tym fiordzie,
plan zosta³ zrealizowany. Wieczorem wyp³ywamy z Diskofjordu i p³yniemy na pó³noc
wzd³u¿ zachodnich brzegów wyspy, rano
zrzucamy kotwicê w Mellemfjordzie. Wiatr
pó³nocno - zachodni i gêsta mg³a sprawiaj¹, ¿e
czekamy na zmianê warunków pogodowych.
Jest zbyt du¿a fala, ¿eby zrzuciæ ponton. Po
po³udniu próbujemy wp³yn¹æ w g³¹b fiordu,
szukaj¹c zacisznego miejsca. Ale w ca³ym
fiordzie, otoczonym wysokimi górami, robi
siê dysza silnego wiatru ci¹gn¹cego za sob¹
gêsty wa³ mg³y. Wracamy na poprzednie
kotwicowisko i po przespaniu kilku godzin
wyp³ywamy o godz. 0345 w kierunku
Ilulissat. Niesprzyjaj¹ce warunki pogodowe
w zachodniej czêœci wyspy, gdzie miesza siê
zimne pó³nocne powietrze z ciep³ym po³udniowo-wschodnim, powoduj¹c mg³y, oraz
czas, który nieub³aganie kurczy siê, zdecydowa³y, ¿e rezygnujemy z op³yniêcia wyspy
Disko. Kierujemy siê do Ilulissat. Jest to port,
do którego musimy wp³yn¹æ, oczywiœcie w celach turystycznych. Przep³ywamy ponownie
zatokê Disko, tym razem z zachodu na
wschód. Kluczymy wœród gór lodowych,
w³aœciwie w gêstej mgle. Na dziobie zawsze
jest jedna osoba z aluminiow¹ tyczk¹ do odpychania kier lodowych. Góry ³atwo omin¹æ,
bo s¹ widoczne na radarze, ale growlery, p³ywaj¹ce pod powierzchni¹ wody i wa¿¹ce kilka
ton, s¹ bardzo niebezpieczne dla jachtu. Na
szczêœcie jest ich bardzo ma³o i dop³ywamy do
portu, nie napotykaj¹c wiêkszych skupisk kry.
| MORZE
Wp³ywamy do Ilulissat po pó³nocy 14
lipca, cumuj¹c do kutra rybackiego. Okaza³o
siê, ¿e jest to ten sam kuter i duñski kapitan
Hens, który wspiera³ za³ogê Solanusa dwa
lata wczeœniej. Hens pokaza³ nam ksi¹¿kê
zostawion¹ przez bydgoszczan Port macierzysty Bydgoszcz. Na szczêœcie rybacy nie
wyp³ywaj¹ w morze. Spokojnie zostawiamy
jacht i idziemy zwiedzaæ okolicê. Celem jest
Jakobshavns Isfjord, jedna z g³ównych
atrakcji turystycznych Grenlandii, wpisany
na listê UNESCO. Fiord jest pe³en lodu, który
produkuje najbardziej aktywny lodowiec
œwiata Ilulissat Kangerlua. Fiord wygl¹da jak
bia³a rzeka, która unosi w morze krê i góry
lodowe, i dalej p³ynie wzd³u¿ po³udniowych
brzegów Grenlandii. Piêknie wygl¹daj¹
w pe³nym s³oñcu, s¹ w najrozmaitszych
kszta³tach i w wielu odcieniach koloru niebieskiego. Chodzimy po górkach okalaj¹cych
fiord. Widoki z góry s¹ fantastyczne, zapieraj¹
dech w piersiach. Obserwujemy ma³e motorówki wp³ywaj¹ce do fiordu, do skrawka
wolnej wody, jaka pojawi³a siê przy pó³nocnym brzegu fiordu. £odzie wygl¹daj¹ jak
myszki sun¹ce po granatowej wodzie. Spêdzamy na wzgórzach wiele chwil, fotografuj¹c
lód, ale tak¿e kwiaty, które rosn¹ wœród kamieni. Jest lato i pomimo lodowego krajobrazu jesteœmy w koszulkach z krótkimi
rêkawami. Wracamy na jacht, ponownie
przechodz¹c obok psiego przedszkola, które
znajduje siê poza miastem. Tu mieszkaj¹ psy
s³u¿¹ce mieszkañcom Ilulissat do transportu
zimowego. Bardzo cierpi¹ w tych upa³ach.
S¹ to psy rasy grenlandzkiej, która wystêpuje
tylko poza ko³em podbiegunowych. Przewiezienie psa poni¿ej ko³a powoduje, ¿e traci on
rodowód i ju¿ nie mo¿e powróciæ na pó³noc.
Upa³y powoduj¹, ¿e dokuczaj¹ nam
komary i to od Nuuk. S¹ inne ni¿ polskie, bo
nie bzycz¹, ale tak samo gryz¹. Niektórzy
z nas zaopatrzyli siê w siatki zak³adane na
g³owê. Nie spotykamy równie¿ innych
zwierz¹t - tubylcy t³umacz¹ to panuj¹cymi
upa³ami i tym, ¿e zwierzêta przenios³y siê na
pó³noc Grenlandii. Nie widzimy wiêc wo³ów
pi¿mowych oraz reniferów.
Wracamy do miasta po³o¿onego na wzgórzach. Znajdujemy tu targ, boisko i graj¹ce na
nim w pi³kê no¿n¹ dzieci i m³odzie¿. Domki s¹
w niesamowitych kolorach zarówno w ostrych, jak i pastelowych. Jest te¿ turystyczny
deptak, na którym znajduj¹ siê sklepy z pa-
mi¹tkami. Ludzie s¹ mili i uœmiechniêci i pozwalaj¹ siê fotografowaæ.
Po powrocie na jacht zastajemy na
pok³adzie kilka dorszy od Hensa. Kolacja jest
wyœmienita. PóŸniej na pok³adzie integrujemy siê z Hensem i jego inuick¹ za³og¹.
S³uchamy opowieœci o tym, jak jeden z nich
straci³ ³ódŸ zgniecion¹ przez lód, a sam d³ugo
dryfowa³ na krze. Inny opowiada o pracy na
Alasce.
Poranek przywita³ nas ponownie piêknym s³oñcem. Jeszcze uzupe³niamy pieczywo
i sery, tankujemy paliwo do pe³na i wyp³ywamy na po³udnie. Nastêpnego dnia rano jesteœmy na wejœciu do fiordu Arfersiorfik. Przed
nami d³uga 80 - milowa podró¿ do koñca
fiordu, do lodowca Polonia. Tu w 1937 roku
odby³a siê pierwsza polska wyprawa naukowa pod przewodnictwem prof. Aleksandra
Kosiby. Podró¿ przez fiord jest pe³na emocji.
Fiord jest bardzo rozbudowany z wieloma
odnogami i wyspami. Przep³ywamy przez
miejsca, gdzie woda kipi od pr¹dów p³ywowych, gdzie wystêpuj¹ bystrza i nag³e przeci¹gi. Oczywiœcie g³êbokoœci na mapie by³y zaznaczone symbolicznie, tylko od czasu do czasu poœrodku fiordu. Nie spieszymy siê, uwa¿nie ogl¹daj¹c powierzchniê wody. Po pó³nocy
docieramy blisko lodowca Polonia i kotwiczymy w odleg³oœci ok. 3 Mm od niego. Rano
podp³ywamy bli¿ej i wysadzamy grupê
naukowców. Tu równie¿ znajduj¹ siê ciep³e
Ÿród³a, wiêc pozostawiamy grupê naukow¹ na
ca³y dzieñ i wracamy na kotwicowisko. Kolejna
ekipa wyrusza na brzeg z zamiarem dojœcia do
lodowca Polonia. Wracaj¹ po po³udniu, przynosz¹c du¿o grzybów i wiele zdjêæ lodowca.
Wieczorem podejmujemy grupê naukow¹, która jest zadowolona z pobranych
próbek. To ju¿ ostatnie. Samo pobranie
próbek to jeszcze nie koniec ich pracy. Ka¿d¹
pobran¹ próbkê filtruj¹ przez odpowiednie
s¹czki i zabezpieczaj¹ przed podró¿¹. Tym
razem maj¹ pracê a¿ do rana.
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 27
MORZE |
Nad ranem dop³ywamy do wioski
Niaqornaarsuk i rzucamy kotwicê. Kilka
godzi snu, zwiedzanie wioski, zakup pieczywa, bo, jak w ka¿dej najmniejszej miejscowoœci, znajdujemy du¿y sklep. Wiemy od
Renaty Moœcickiej, ¿e Inuici s¹ sprawiedliwi,
tzn., ¿e w ka¿dej wiosce bez wyj¹tku musi byæ
sklep i wszystko, co oferuj¹ im Duñczycy.
Podejrzewamy, ¿e dlatego nie buduj¹ pomostów, bo w ka¿dej wiosce musieliby je
zbudowaæ. Wioska po³o¿ona jest na wysokim
brzegu, a kolorowe jej domy niezwykle piêknie odbijaj¹ siê w spokojnej wodzie. W okolicy widzimy po raz pierwszy równie¿ wieloryba oraz polowanie na foki.
Wyp³ywamy w po³udnie do ujœcia fiordu.
Jeszcze mamy piêkn¹ i s³oneczn¹ pogodê,
ale przed nami wielki wa³ gêstej mg³y, w którym p³yniemy do rana i wchodzimy do portu
w Sisimiut. W takich sytuacjach wspominam
i podziwiam dawnych ¿eglarzy, którzy p³ywali
bez radaru i GPS.
Jest czwartek, 19 lipca. O 0615 cumujemy
do pomostu, przy którym staj¹ du¿e statki,
tu¿ za amerykañskim jachtem, który jest
jednym z wielu spotkanych przez nas, kieruj¹cych siê na NWP. Po po³udniu rozdmuchuje
siê i wysoka fala wchodzi do portu. Odchodzimy od nabrze¿a i rzucamy kotwicê w zacisznym miejscu.
Czwartek i pi¹tek spêdzamy na zwiedzaniu Sisimiut i okolic. Jest to drugie co do
wielkoœci miasto, ale jak ró¿ne od Nuuk.
Imponuj¹ce s¹ nowoczesne ma³e domy
zbudowane wysoko na ska³ach, dla mnie cuda
architektury. Odwiedzamy te¿ lokalnych
artystów, kupuj¹c ich wyroby.
W pi¹tek przyp³ywa Marguerita z Januszem Kurbielem, która podp³ywa do
Starego, szukaj¹c znajomych polskich
twarzy, a potem kieruje siê do wewnêtrznego
portu, zwolni³o siê bowiem miejsce po statku
ratownictwa. My równie¿ w sobotê przemieszczamy siê tam, przyklejaj¹c siê do
jachtu Janusza. Bêdzie nam ³atwiej przepakowaæ jacht, przyje¿d¿a bowiem na Starego
nowa za³oga. Ale samo spotkanie z Januszem
Kurbielem i wielogodzinne rozmowy na
temat jego projektów i celach realizowanych
w Arktyce by³o niezwykle ciekawe i inspiruj¹ce.
Koniec rejsu nastêpnego etapu tej
wyj¹tkowej wyprawy. Etapu nietypowego, bo
sk³adaj¹cego siê g³ównie z naukowców,
którzy realizowali program naukowy. My
jedynie wspieraliœmy ich swoj¹ wiedz¹
¿eglarsk¹. Myœlê, ¿e wspó³praca wypad³a
dobrze i zgodnie stwierdziliœmy, ¿e nale¿y
kontynuowaæ wspólne przedsiêwziêcia. My,
¿eglarze, jesteœmy dumni, ¿e mamy swój
wk³ad w rozwój polskiej nauki.
Zosta³am jeszcze dwa tygodnie na
Starym. Tym razem rejs wœród przyjació³,
trasa podobna, lecz inna ze wzglêdu na
pogodê i zalodzenie, a tak¿e na wiêksz¹ iloœæ
czasu poœwiêcon¹ mieszkañcom Grenlandii.
Ale o tym nastêpnym razem.
Podsumowanie:
Rejs odby³ siê w terminie: 30.06 - 21.07.2012 r.
Trasa rejsu: Nuuk (Gothab) - Maniitsoq
(Sukkeertoppen) - Qeqertarsuaq (Godhavn)
- Kangerluk (Diskofjord) - Mallemfjord
- Ilulissat (Jakobshavn) - Arfersiorfik: Polonia
Glacier, Niaqornaarsuk - Sisimiut (Holsteinsborg). Przep³ynêliœmy 994 Mm w ci¹gu
213 h. Za³ogê stanowili: Ewa Skut - kapitan,
Maciej Banach - I oficer, S³awomir Majewski
- II oficer, Micha³ GuŸniczak - III oficer oraz
naukowcy: Henryk Marsza³ek, Ewa Marsza³ek, Micha³ Adamski, Jacek Barczuk, Lech
Poprawski, Micha³ Rysiukiewicz.
Ewa Skut
Fot. Ewa Skut
28 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
| MORZE
Myœl przewodnia
– zd¹¿yæ!
Etap 6 wyprawy
Grenlandia 2012
Aleksander Gruszczyñski
Trasa 6 etapu wyprawy Grenlandia 2012
z Nuuk (Gothaab) na zachodnim wybrze¿u
Grenlandii do islandzkiego Reykjaviku to,
lekko licz¹c, 1200 mil morskich, w tym ponad 700 po Pó³nocnym Atlantyku. Zbiorniki Starego mieszcz¹ zaledwie 400 litrów
paliwa, co wystarczy na oko³o 400 mil. Czas,
jaki mamy na pokonanie tej trasy, to
14 dni (od 4 do 18 sierpnia). Bilety powrotne
z Reykjaviku mamy optymistycznie kupione
na 20 sierpnia.
Za³oga œci¹ga na jacht grupami: siedmiu
z nas leci z Polski, wioz¹c ze sob¹ czêœæ prowiantu i pomocy nawigacyjnych. B³a¿ej czeka
na nas w Nuuk, zaœ Adam zaokrêtuje jako
ostatni, 12 godzin po nas. Leci z pó³nocy
Grenlandii, gdzie wyprawi³ siê, aby zrobiæ
sobie zdjêcie z wo³em pi¿mowym i spróbowaæ
¿eberek z foki. Dla niego wieziemy kalosze
i bateriê do aparatu, których przezornie zapomnia³ zabraæ.
Przedsmak pogody pe³ni grenlandzkiego
lata mamy ju¿ wtedy, gdy podchodzimy do
l¹dowania na lotnisku w Nuuk. Pilot przymierza siê do l¹dowanie dwukrotnie przez
gêst¹ m¿awkê. Nic to, pilotowi uda³o siê wyl¹dowaæ, nam uda³o siê z³apaæ dwie najwiêksze
taksówki w grenlandzkiej stolicy i za chwilê
mo¿emy podawaæ nasze baga¿e na Starego,
stoj¹cego na niskiej wodzie, dobre 4 metry
poni¿ej poziomu nabrze¿a.
Poprzednia za³oga przekazuje nam jacht.
Stojê na rufie i obserwujê jak Piotr - kapitan
5 etapu - manewruje Starym, podchodz¹c
po paliwo do jedynego w Nuuk nabrze¿a
z dystrybutorem. W trakcie manewrów wypada za burtê odbijacz i podczas gdy Piotr eleganckim manewrem podchodzi do odbijacza,
podp³ywa do nas pontonem Inuita i wskazuje
podwodn¹ ska³ê przy zewnêtrznym krañcu
nabrze¿a paliwowego. Dok³adnie na kursie
naszego przerwanego podejœcia. Na skale nie
ma ¿adnego znaku odosobnionego niebezpieczeñstwa. Ale mo¿e to nie dziwne, skoro na
aktualnej mapie nie ma w tym miejscu ¿adnej
ska³y... W ka¿dym razie wiem ju¿, ¿e standardy ostro¿noœci i starannoœci w³aœciwe na
wodach europejskich nie zdaj¹ tutaj egzaminu. Tu jest Grenlandia - tu ³atwo o wypadek
i trudno o pomoc.
Na zwiedzanie miasta przeznaczyliœmy
jeden dzieñ. To i tak za du¿o - niewiele jest tu
do zobaczenia, miasto mo¿na obejœæ w ci¹gu
pó³ godziny. W pamiêci zostanie raczej klimat
rodem z serialu Przystanek Alaska i wra¿enie, ¿e cywilizacja odebra³a rdzennej ludnoœci
to¿samoœæ i zajêcie, daj¹c w zamian alkohol
i telewizjê (w pubach transmituj¹ akurat
igrzyska olimpijskie).
Nie ma za to zbyt wiele czasu, ¿eby przygotowaæ Starego do wyjœcia w morze. W czasie gdy po³owa za³ogi spaceruje uliczkami
stolicy, druga czêœæ pe³ni wachtê cumow¹,
sprawdza takielunek i przygotowuje jacht do
wyjœcia. Po obiedzie zmiana ról.
W niedzielê, 5 sierpnia wieczorem, zatankowani pod korek, wioz¹c dodatkowe 200
litrów ropy w kanistrach oraz w lodówce
15 steków z wieloryba (najtañsze miêso na
Grenlandii), wychodzimy noc¹ w morze, nie
wiedz¹c, czy uda nam siê postawiæ raz jeszcze
nogê na grenlandzkiej ziemi, czy te¿ pogoda
zmusi nas do bezpoœredniego przelotu na
Islandiê. Na razie spieszymy siê, aby zd¹¿yæ
op³yn¹æ przyl¹dek Kap Desolation, zanim
rozbuduje siê tam ni¿, który, jeœli zatrzyma
nas na zachód od przyl¹dka, odbierze nam
nadziejê na przekazanie jachtu 18 sierpnia.
Cieœnina Davisa nie taka jednak straszna,
jak j¹ statystyki maluj¹ - zachodnie i pó³nocne
wiatry o sile do dwójki wraz z silnikiem pó³
naprzód pozwalaj¹ trzymaæ siê blisko l¹du.
Niestety, oczekiwany przy Kap Desolation ni¿
rozbudowuje siê szybciej, ni¿ przewidywa³y
poprzednie prognozy. Na szczêœcie szybciej
siê ma równie¿ wype³niæ. Trzeba bêdzie
przeczekaæ dobê w porcie.
Wybór nie jest du¿y, w promieniu 300 Mm
jest tylko jeden bezpieczny port: Paamiut
(Frederikshaab). Na wejœciu, kabel od nabie¿nika, widaæ swoisty znak nawigacyjny - zardzewia³y wrak statku Greenland Star zostawiony na podwodnych ska³ach.
Paamiut to bezsprzecznie smutne miejsce. Miasto liczy niewiele ponad 1500 mieszkañców i systematycznie siê wyludnia. W ci¹gu ostatnich 20 lat populacja zmniejszyùa siæ
o ¼. W m¿awce cumujemy do 50 - stopowego
aluminiowego holenderskiego slupa, którego skipper na pytanie Czy mo¿emy tu staæ?
- odpowiada: Chyba tak, ale ja tam nic nie
wiem. Po pó³ godzinie nerwowe pokrzykiwania i gesty rybaków wracaj¹cych z po³owu wyganiaj¹ nas od Holendra. Pozostaje stan¹æ w tratwie cumuj¹cych kutrów.
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 29
MORZE |
Wybieramy tak¹, gdzie zewnêtrzny kuter
nie wygl¹da na zdolny do wyjœcia w morze tego lata.
Wychodzimy na nabrze¿e i rozgl¹damy
siê w poszukiwaniu paliwa i wody. Porozrzucane sieci, odpadki, zardzewia³e maszyny
budowlane, toi-toie. Jest i sklep - baraczek,
przy nim dystrybutor paliwa. A woda? Tam,
w fabryce, w drugim basenie, chodŸcie,
podwiozê was. Jedziemy zobaczyæ. Nasz
przewodnik, m³ody Inuita - Chris - jest, jak
sam mówi, cieœl¹. Podwozi nas, wprowadza
obs³ugê fabryki w temat i umawiamy siê na
jutro na tankowanie. Wracamy zdezelowanym busem Chrisa do naszej czêœci portu.
Dobrze siê rozmawia, nasz kierowca nie
kryje, ¿e jest spragniony towarzystwa. Na
odchodne podajemy sobie rêce i zapraszamy
go na kolacjê, wówczas nagada siê za wszystkie czasy. No nie mogê, niestety, lecê do
córeczki, ma wietrzn¹ ospê - rzuca smutno
na po¿egnanie, a my patrzymy to na siebie, to
na d³onie. Przywlec na Islandiê ospê z Grenlandii - bezcenne. Na szczêœcie albo ju¿ to
przechodziliœmy w dzieciñstwie, albo te¿
epidemii zapobieg³a wódka wydana za³odze
w celach leczniczych bezzw³ocznie po przyjœciu na jacht.
Planujemy wyjϾ z Paamiut nazajutrz po
obiedzie, a do tego czasu kr¹¿ymy po opustosza³ym miasteczku, odwiedzamy internat
szko³y morskiej, kupujemy kamienne tradycyjne rzeŸby - wisiorki oferowane przez
rybaka o mocno pomarszczonej, ciemnej
jak mahoñ twarzy. Ch³opaki ze znawstwem
targuj¹ cen¹ do poziomu, który wskazuje na
absolutn¹ desperacjê sprzedaj¹cego albo
dalekowschodnie pochodzenie rêkodzie³a.
Kr¹¿¹c po Paamiut, zwiadowcy trafiaj¹ do
wzmiankowanej fabryki. Okazuje siê ona
nie tylko najwiêkszym przedsiêbiorstwem
w okolicy, ale te¿ miejscem, gdzie mo¿na
skorzystaæ z prysznica. Wczeœniejsze próby
znalezienia europejskich toalet w Paamiut
zaprowadzi³y najwytrwalszych poszukiwa-
30 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
czy do zakamarków miejscowego szpitala
oraz do tutejszej œwietlicy. Tylko przestrzeganie procedur gaszenia œwiate³ i spuszczania wody przez zamykaj¹cego ten przybytek ciecia uchroni³o Adama przed uwiêzieniem na noc w kibelku, zaœ mnie przed
zawiadomieniem policji o szeroko zakrojonych poszukiwaniach z udzia³em nurka
i szaleñstwem. No bo jak mo¿na zgubiæ
doros³ego warszawiaka na l¹dzie? W mieœcinie licz¹cej mniej mieszkañców ni¿ podwroc³awski Mirków?! Niedosz³y wiêzieñ
œwietlicy skwitowa³ sprawê krótko: Papierosy mia³em, do rana bym wytrzyma³.
Tymczasem przy wejœciu do fiordu
utknê³a b³êkitna góra lodowa, przyniesiona
z przyp³ywem. Brak koniecznoœci wystawienia wachty cumowej uœpi³ moj¹ czujnoœæ.
Sytuacjê uratowa³ Przemek, skutecznie
powstrzymuj¹c w nocy kawa³ki lodu z tej
góry atakuj¹ce Starego od rufy.
Nazajutrz wodujemy ponton i wysy³amy
ubranych w ratunkowe kombinezony fotografów na drugi brzeg fiordu, ¿eby cyknêli
zdjêcia i zrobili filmy, podczas gdy my bêdziemy manewrowaæ w drodze po paliwo
i po wodê. Mimo ¿e œwiat³o nie najlepsze,
efektem jest sesja zdjêciowa jachtu na wodzie i awaria najbardziej profesjonalnego
z aparatów.
Zgodnie z planem po obiedzie wychodzimy w morze i po nied³ugim czasie dostajemy w dziób wiatr o sile 7°B. To resztka
ni¿u, który przestaliœmy w Paamiut, nie ma
ju¿ jednak d³u¿ej na co czekaæ - i tak mamy
dobê opóŸnienia.
Poni¿ej Paamiut pojawia siê du¿a iloœæ
gór lodowych, a nawet fragment luŸnego paku lodowego. Po drodze zachodzimy jeszcze
na pó³ godziny do Quaqortoq - najwiêkszego miasta po³udniowej Grenlandii (3 tys.
mieszkañców). Ten porcik sprawia zdecydowanie najlepsze wra¿enie z dotychczas odwiedzonych. Jest nawet basen jachtowy
z pokaŸn¹ liczb¹ niewielkich i œrednich jachtów motorowych. Quaqortoq - San Tropez
pó³nocy! Prawie. Wychodzimy w m¿awce
³agodnie przechodz¹cej w gêst¹ mg³ê.
Od tej chwili ju¿ na pewno trzeba kontrolowaæ zu¿ycie wody i paliwa, poniewa¿
uzupe³niæ zapasy bêdzie mo¿na dopiero
w Reykjaviku, tymczasem prognozy dla
Pó³nocnego Atlantyku przewiduj¹ wiatry
z NE a¿ do zakoñczenia naszego etapu.
Na razie wieje umiarkowany wiatr
z WNW, co przy dobrej widocznoœci pozwala
myœleæ, ¿eby na Atlantyk dostaæ siê, nie
okr¹¿aj¹c Kap Farvel – wylêgarniê ni¿ów,
lecz przez Prins Christan Sund - cieœninê
d³ugoœci 56 Mm, szerokoœci od 2 mil do
2,5 kabla, ³¹cz¹c¹ Cieœninê Davisa na
zachodzie z Atlantykiem na wschodzie. Locja
okreœla Prins Christian Sund jako one of the
1
most spectacular passages of the world .
Podp³yniemy, zobaczymy.
Na podejœciu gwa³townie pogarsza siê
pogoda. Jeszcze przed chwil¹ widaæ by³o jak
na d³oni wejœcia do fiordu - jest ich kilka,
z czego jedno oznaczone par¹ staw. Niestety,
wraz z silnym wiatrem od rufy nadci¹gnê³a
œciana mg³y. Zjawisko rzadko doœwiadczane
na akwenach europejskich, tutaj bêd¹ce
na porz¹dku dziennym - mg³a wystêpuj¹ca
wraz z silnym wiatrem.
| MORZE
Tym razem wiatr tê¿eje szybko do ok. 7°B,
a widocznoϾ spada niemal do zera. W takich
warunkach nie ma mowy o wejœciu w cieœninê. Pomagaj¹c sobie silnikiem, stajemy
w dryf i zak³adamy drugi ref na grocie, przygotowuj¹c jacht do ¿eglugi ostro na wiatr,
aby oddaliæ siê od brzegu i skierowaæ w stronê Kap Farvel. Stoj¹c za sterem, widzê, jak
po oko³o dwudziestu minutach œciana mg³y
ustêpuje, odkrywaj¹c wejœcie do cieœniny
i zatrzymuj¹c siê na jednym z górskich pasm
w g³êbi l¹du. Ch³opaki jeszcze nie widz¹ tego
zajêci walk¹ z grotem. Zwracam ich uwagê
i przez d³ug¹ chwilê niemo ch³oniemy ten
niesamowity widok.
Skoro natura pozwoli³a, trzeba skorzystaæ z okazji. Wchodzimy w Sund! Prowadz¹c wyj¹tkowo precyzyjn¹ nawigacjê, z czterema osobami na oku, wypatruj¹cymi podwodnych przeszkód, wp³ywamy w cieœninê.
Baksztagowe fale znikaj¹, kiedy chowamy siê
za os³on¹ gór. Jesteœmy w cieœninie. Mo¿na
odwo³aæ z dziobu skostnia³ych z zimna obserwatorów.
Opis w locji nie przesadza³. Wysokie,
postrzêpione turnie, b³êkitne lodowce
schodz¹ce do fiordu, doliny wyczyszczone
i wyg³adzone przez cofaj¹cy siê lód. I dojmuj¹ce wra¿enie, ¿e w tym œrodowisku
cz³owiek nie ma najmniejszych szans na
przetrwanie, nawet pod b³êkitnym, jak teraz,
niebem.
Wieczorem cumujemy przy malutkim
p³ywaj¹cym pomoœcie u ujœcia cieœniny. Pomost jest czêœci¹ stacji meteorologiczno - radiowej, przekazuj¹cej prognozy pogody samolotom lec¹cym z Europy do Ameryki Pó³nocnej. Stacja, za³o¿ona przez amerykañsk¹
armiê podczas drugiej wojny œwiatowej,
teraz jest obsadzona przez siedmioosobow¹
za³ogê duñskich in¿ynierów, jak nazywaj¹
ich pracuj¹cy fizycznie na dole Inuici, sami
siebie okreœlaj¹cy cieœlami. To, sk¹din¹d,
ciekawe, ¿e ka¿dy Inuita pytany o zawód,
przedstawia siê w³aœnie w ten sposób. Na
górze kompleks kilku budynków mieszkalnych, kuchnia z jadalni¹, serwerownia,
w niej stojak ze strzelbami i szczegó³owe
instrukcje w razie po¿aru, katastrofy morskiej i lotniczej. Có¿ - przez osiem miesiêcy
za³oga stacji jest odciêta od pomocy z zewn¹trz. Œmig³owce przylatuj¹ tam tylko latem.
Obok Starego staje niemiecki katamaran w drodze z Halifaxu do Europy.
Skipper nie omieszka³ nas poinformowaæ, ¿e
na prowiant dla szeœcioosobowej za³ogi wyda³ cztery tysi¹ce dolarów, zaœ kiedy na ¿aglu
wyœwietla³ z rzutnika Epokê lodowcow¹,
delfiny przyp³ywa³y popatrzeæ. Zapomnia³em spytaæ, czy film puszcza³ im z niemieckim dubbingiem, czy z napisami…
Niemcy wychodz¹ o brzasku, my po œniadaniu. Na wyjœciu z Sundu czeka na nas
ostatnia góra lodowa. Daleko za horyzontem
- Islandia. Zygmunt, œwiadcz¹cy nam serwis
meteorologiczny, radzi, ¿eby iœæ na pó³nocny
wschód, wzd³u¿ brzegu, my jednak wybieramy trasê po loksodromie - kurs Reykjavik!
Dotychczasowe kilkutygodniowe obserwacje pokazuj¹, ¿e o ile duñskie prognozy
serwisu DMI, bardzo zreszt¹ precyzyjne, by
nie rzec drobiazgowe, w³aœciwie przewiduj¹
kierunek wiatru, o tyle jego si³ê zdecydowanie zawy¿aj¹.
Atlantyk. SzeϾ dni prawym halsem,
z wiatrem z NNE. Szybka, ale uci¹¿liwa
i mokra ¿egluga pod szarym, zachmurzonym
niebem. Poprzeczny trym mamy nie najlepszy - zarówno ropa jest zasztauowana
w baniakach na prawej burcie, jak i wodê
czerpaliœmy z lewego zbiornika. Na kojach
lewej burty nie bardzo da siê spaæ z uwagi na
spory przechy³. Przenosimy siê z Przemkiem
do mesy. Praktykujemy na zmianê trzygodzinne drzemki. Okazuje siê, ¿e w trakcie
takiej drzemki organizm ju¿ siê regeneruje,
a jeszcze nie zapada w fazê g³êbokiego snu,
z którego wybudzenie jest nieprzyjemne.
Za³oga wpada zaœ w rytm w³aœciwy dla
d³u¿szych przelotów - posi³ek, wachta, koja.
Tymczasem œpi¹cy w mesie na prawej burcie
Marcin twierdzi, ¿e co by nie robi³, nie mo¿e
ogrzaæ swojej koi. Pewnie, ¿e nie mo¿e,
zewnêtrzne œcianki jego koi s¹ ca³y czas pod
wod¹. Nie przeszkadza mu to jednak stosowaæ siê do wy¿ej okreœlonego rytmu.
Dwa dni po po¿egnaniu Grenlandii pojawia siê mieszane stado delfinów i morœwinów. Widaæ u nich jednak pó³nocny
charakter i zimn¹ krew. Nie przejawiaj¹
specjalnej ciekawoœci, nie bawi¹ siê wokó³
jachtu, nie skacz¹, po prostu p³yn¹ swoim
kursem. Do ogólnej rutyny dostosowuje siê
te¿ kambuz i zaczyna wydawaæ coraz bardziej monotonne posi³ki. Co prawda nie jest
to tradycyjna solona konina z grochem, ale
pasztet z przywiezionym jeszcze z Polski
chlebem i chiñskie zupki, które pozwalaj¹
wczuæ siê w klimat diety nelsonowskiej floty.
Po siedmiu dniach ¿eglugi zaoczyliœmy
l¹d, a w³aœciwie charakterystyczn¹ czapê
chmur nad i przed Islandi¹, sk¹din¹d doœæ
d³ugo ukrywaj¹c¹ przed nami widok samej
wyspy.
Do Reykjaviku wchodziliœmy ju¿ przy
bezchmurnej, s³onecznej pogodzie - dzieñ
przed terminem zdania jachtu. Okazuje siê,
¿e problem z dotarciem na czas do mariny
mogli mieæ raczej nasi zmiennicy pod
dowództwem Bolka Rudnika. Bus, którym
podró¿owali przez Islandiê, odmówi³ pos³uszeñstwa i przysporzy³ tym samym k³opotów
zarówno im, jak i nam pokrzy¿owa³ szyki.
W planach mieliœmy bowiem dwudniowy objazd Islandii. W rzeczywistoœci zamiast busa,
w którym zamierzaliœmy nocowaæ, mamy do
dyspozycji dwa ma³e samochodziki, zaœ czas
zwiedzania skróci³ siê do jednego dnia.
Tymczasem w Reykjaviku pe³ne szaleñstwo. Trafiliœmy na rocznicê za³o¿enia
miasta fetowan¹ maratonem, na który
zjechali w charakterze widzów chyba
wszyscy Islandczycy! Takich t³umów na
ulicach islandzkiej stolicy najstarsi Wikingowie nie pamiêtaj¹. Bolek, który ostatecznie te¿ zd¹¿y³ do Reykjaviku na czas, aby
odebraæ od nas jacht 18 sierpnia, ostrzega,
¿e nie ma szans na jakiekolwiek rozs¹dne
cenowo miejsca noclegowe. Z k³opotu wybawia nas Sven, poznany przez internet
reykjaviczanin, który ju¿ przed rejsem goœci³
u siebie w domu B³a¿eja w ramach tzw.
2
Hospitality Club . Za³oga rozko³ysanym
krokiem rusza wieczorem w miasto, aby rano
wsi¹œæ do samochodów, z których przesi¹dziemy siê wieczorem do samolotów
lec¹cych przez Berlin lub Kopenhagê do
Polski.
Zd¹¿yliœmy! W trakcie 13 dni ¿eglugi
(04-17.08.2012) s/y Stary przep³yn¹³ 1283
mil morskich, z czego 553 mil na wodach
zachodniej Grenlandii i Prins Christian
Sund, a 730 na pó³nocnym Atlantyku, odwiedziwszy trzy grenlandzkie porty (Nuuk,
Paamiut, Quaquortoq).
Za³oga: Aleksander Gruszczyñski (kapitan), Przemys³aw B³aœkiewicz (z-ca kapitana), Krzysztof Ksi¹¿ek, Maciej Birecki,
Adam Uszyñski, Pawe³ Gorzelewski, Piotr
B³a¿ej B³a¿ejewski, Marcin Mleczkowski,
Tomasz Gruszczyñski.
Aleksander Gruszczyñski
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 31
MORZE |
Z roku na rok Malediwy s¹ coraz bardziej zalewane przez wody Oceanu Indyjskiego,
a ¿e wystaj¹ zaledwie 2 m nad poziomem morza - istnieje du¿e prawdopodobieñstwo,
¿e za kilkanaœcie lat ca³kowicie schowaj¹ siê pod wod¹. Trzeba wiêc je jak najszybciej
zobaczyæ! W zwi¹zku z powy¿szym zorganizowaliœmy tam rejs morski.
Malediwy - warto wiedzieæ!
Ma³gorzata Talar
Malediwy to grupa 1190 wysepek
znajduj¹cych siê w 26 naturalnych,
koralowych atolach, bêd¹cych szczytami podmorskich ³añcuchów wulkanicznych. Archipelag stanowi pañstwo o
tej samej nazwie. Niepodleg³oœæ od
Wielkiej Brytanii uzyska³y 26.07.1965 r.
(Ÿród³o: Wikipedia).
Ca³e pañstwo zajmuje ok. 300 km²
na Oceanie Indyjskim i znajduje siê
dopiero na 186 miejscu na liœcie pañstw
œwiata, posortowanych wg powierzchni
(ze 192 cz³onków ONZ). Rozci¹gniête
jest na 443 Mm z pó³nocy na po³udnie
i na 65 Mm ze wschodu na zachód. Do
najbli¿szego l¹du, jakim s¹ Indie, dzieli
je prawie 280 Mm. Mieszka tam nieca³e
400 tys. osób na zaledwie 200 z tych
wysp, a w³aœciwie wysepek, bo nie s¹ one
wiêksze ni¿ 1 km². Jedynie Male, stolica pañstwa, zajmuje 2 km² i mieœci
prawie 100 tys. mieszkañców. Z powodu
stopniowo zalewanych Malediwów
coraz wiêcej osób przeprowadza siê do
stolicy.
Na Malediwach wystêpuje klimat
równikowy - monsunowy, ze spor¹ iloœci¹ opadów. Ca³y rok mo¿na podzieliæ
na porê such¹: od wrzeœnia do maja
i porê deszczow¹: od maja do wrzeœnia.
W porze suchej przewa¿aj¹ wiatry s³abe do umiarkowanych, g³ównie z kierunków pó³nocno - wschodnich. W porze deszczowej wieje silniej, czasem nawet sztormowo, g³ównie z po³udniowego
- zachodu. Temperatury wahaj¹ siê
pomiêdzy 26-32°C przez ca³y rok. Temperatura wody to oko³o 30°C!
32 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
Wspomnienia
Podró¿ na Malediwy
Sama podró¿ na Malediwy trwa³a oko³o
16h. Lecieliœmy z Warszawy przez Zurych
szwajcarskimi liniami Swizz z miêdzyl¹dowaniem na Sri Lance. Ka¿dy mia³ ju¿ doœæ
i choæ mogliœmy ogl¹daæ filmy w samolocie,
s³uchaæ muzykê, czytaæ, spacerowaæ, posi³kowaæ siê ca³kiem niez³¹ kuchni¹ (jak na
samolotowe warunki) - byliœmy zmêczeni.
Jednak to, co zobaczyliœmy, nadlatuj¹c
nad Malediwy, nape³ni³o nas tak ogromn¹
energi¹, ¿e nie da siê tego w ogóle opisaæ. Czy
to jest jeszcze rzeczywistoœæ? A mo¿e jesteœmy w bajce? Wiêkszoœæ z nas po raz pierwszy
w ¿yciu widzia³a atole z lotu ptaka. Widoki
by³y niesamowite i zapiera³y dech w piersi!
S³owo przepiêkne jest za s³abe, odlotowe brzmi ju¿ bardziej realnie, ale i tak nie da siê
opisaæ tego, co widzieliœmy. Malediwskie
wyspy wygl¹da³y jak b³êkitno - szmaragdowe
koliste figury o bardzo cienkich i nieregularnych konturach, porozrzucane gdzieœ zupe³nie na œrodku ogromnej wody. Im bli¿ej
l¹dowania, tym poszczególne fragmenty atoli przyjmowa³y coraz wiêcej odcieni szmaragdu. To by³o coœ niesamowitego! Choæby
dla samego widoku tych atoli z góry warto tu
przyjechaæ! Ju¿ samo l¹dowanie na skrawku
l¹du, gdzie dooko³a widaæ g³ównie rafê,
wodê, wodne taksówki i kilka zabudowañ
stolicy Malediwów Male - pozostawia
niezapomniane doznania. Trzeba to prze¿yæ
na w³asnej skórze. Rewelacja!
| MORZE
Zaokrêtowanie na lotnisku
WyobraŸcie sobie, i¿ nasze zaokrêtowanie na jacht nast¹pi³o na lotnisku! Œmiesznie
trochê to brzmi, ale taka jest prawda. Po wyl¹dowaniu i odebraniu baga¿y (które wczeœniej przesz³y dok³adn¹ inspekcjê w poszukiwaniu nielegalnych tu trunków, a wiêc
w przypadku wiêkszoœci pasa¿erów dosz³o
do ich skonfiskowania), wymianie waluty
i zakupieniu lokalnych kart do telefonów,
przeszliœmy ca³e 100 m pieszo do niewielkiej
betonowej kei, gdzie sta³ przycumowany
nasz katamaran Knysna 440. Przywita³ nas
Shareef (co-skipper) i Fareed (kucharz),
rodowici mieszkañcy Malediwów, ¿egluj¹cy
od kilkunastu lat po tutejszych wodach.
Obydwaj panowie towarzyszyli nam przez
ca³y rejs. W sumie ¿eglowaliœmy w 9 osób.
Zaokrêtowaliœmy siê na katamaran typu
Knysna 440 (4 kabiny 2-osobowe oraz 2 kabiny 1-osobowe, d³ugoœæ: 13,45 m; szerokoœæ: 7,20 m; zanurzenie: 0,95 m; powierzchnia o¿aglowania: 125 m2; 2 silniki typu
Yanmar 29 KM ka¿dy, zbiornik na wodê i paliwo o pojemnoœci 600 l ka¿dy). Poza standardowym wyposa¿eniem katamaran posiada³ odsalarkê (trudno ze s³odk¹ wod¹ na Malediwach!), pe³ny sprzêt do nurkowania
(p³etwy, maski, rurki, butle, jackety, balast,
sprê¿arkê, pianki), sprzêt do ³owienia ryb,
2 lodówki i zamra¿arkê, inwerter, ponton
wraz z silnikiem zaburtowym o mocy 25 KM,
panele s³oneczne, spinaker.
Nawigacja wœród atoli
Kto ¿eglowa³ po szkierach szwedzkich czy
Alandach, doskonale wie, co znaczy omijaæ
wyspy i wysepki, trzymaæ siê w nabie¿niku
czy odpowiednim sektorze œwiat³a. Na Malediwach nawiguje siê podobnie, te¿ trzeba
omijaæ rafy, których tam mnóstwo, p³ycizny, w odpowiednim miejscu wejœæ do atolu,
z tym ¿e znaków nawigacyjnych niemal ca³kowicie tam brak. Od czasu do czasu na mapach pojawia siê latarnia morska, ale w rzeczywistoœci z zupe³nie inn¹ charakterystyk¹
œwiat³a ni¿ na mapie i do tego w innym miej-
Przez nastêpne 2 tygodnie katamaran by³ naszym domem, a za³oga (choæ
miêdzynarodowa i ró¿nokolorowa) - rodzin¹. ¯eglowaliœmy miêdzy atolami,
stawaliœmy co chwilê na kotwicy i penetrowaliœmy w wiêkszoœci dzikie miejsca,
nurkowaliœmy wœród niezliczonej iloœci podwodnych stworzeñ, ³owiliœmy ryby
i oœmiornice (g³ównie jadaliœmy to, co z³owiliœmy), odwiedzaliœmy mieszkañców wysepek, ogl¹daliœmy lokalne wystêpy specjalnie dla nas przygotowywane,
poznawaliœmy miejscow¹ ludnoœæ i kulturê. Rejs by³ z pewnoœci¹ oryginalny
i bardzo wartoœciowy pod ka¿dym wzglêdem!
scu. Wyj¹tkiem jest atol Male, gdzie znajduje
siê stolica pañstwa, tutaj œwiate³ jest wiêcej
i mo¿na spokojnie wp³yn¹æ do Hulhumale
noc¹. W pozosta³ych atolach trzeba bardzo
uwa¿aæ.
Ale jak nawigowaæ w ci¹gu dnia? Dziêki
s³oñcu widaæ rafy, mo¿na dostrzec inny kolor
wody i tak oto wygl¹da g³ówna nawigacja po
malediwskich wodach. Obserwacja jest
g³ówn¹ pomoc¹. Spostrzegliœmy wiele raf,
których w ogóle nie ma na mapie, trzeba byæ
bardzo czujnym! Dodatkowym utrudnieniem s¹ niskie wyspy, ma³o widoczne z wiêkszej odleg³oœci, co zdecydowanie utrudnia
identyfikacjê pozycji. Nie ma lekko.
A wejœcia do portów? Jakich portów? To
jest dobre pytanie. Na Malediwach nie ma
portów, a przynajmniej nie s¹ one zaznaczone w ¿adnej locji (specjalnie jedn¹ naby³am jeszcze na lotnisku przed rejsem), czy na
mapach. Znajdziemy jedynie prowizoryczny plan porciku i kotwicowiska Hulhumale,
a i ten nie zawiera ¿adnych informacji o g³êbokoœciach i innych niebezpieczeñstwach.
Mimo to kilka razy uda³o nam siê stan¹æ
w porcie. Na ró¿nych wyspach lokalesi posiadaj¹ swoje ³odzie ¿eglarsko - rybackie,
tzw. dhoni (tradycyjne malediwskie jachty
z o¿aglowaniem rozprzowym, budowane
z drzewa kokosowego, coraz czêœciej ju¿
z w³ókna szklanego i z do³¹czonym motorem),
które gdzieœ przecie¿ musz¹ trzymaæ. Podpatrywaliœmy gdzie p³yn¹, wodowaliœmy
najpierw ponton, ¿eby s¹dowaæ i sprawdziæ
g³êbokoœci na wejœciu i wewn¹trz portu, po
czym, jak by³o wszystko w porz¹dku,
wchodziliœmy do niego. St¹d byliœmy tak
wielk¹ atrakcj¹ dla mieszkañców, gdy¿
rzadko kto poza ich dhoni w ogóle do tych
porcików wchodzi. Na wejœciu do portu pojawia³y siê czasem ledwo widoczne tyczki
(oczywiœcie brak informacji o nich na mapie),
ale ogólnie mo¿na by³o siê domyœliæ, i¿ s¹ to
wejœciowe bramki. Ciekawe doœwiadczenie.
Wobec powy¿szych udogodnieñ nawigacyjnych, skoñczy³o siê na tym, ¿e noc¹ ¿eglowaliœmy tylko poza atolami, po g³êbokiej i bezpiecznej wodzie, wewn¹trz atoli
jedynie w ci¹gu dnia, prowadz¹c obserwacjê
koloru wody i co chwilê nanosz¹c pozycjê na
mapê.
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 33
MORZE |
Lokalne atrakcje
Koncert w Hinnavaru
Dziêki cichej malediwskiej wielbicielce
naszego wspó³za³oganta Staszka, dowiedzieliœmy siê o organizowanym koncercie na jednej z wysp w atolu Lhaviyani – Hinnavaru.
Szybko siê okaza³o, ¿e maj¹ wyst¹piæ najwiêksze gwiazdy malediwskiej sceny i sporo
osób ma siê pojawiæ, nie mogliœmy wiêc
przepuœciæ takiej okazji. Bilet wstêpu kosztowa³ 3 USD (tudzie¿ 40 rupii) i ka¿dy mia³
numerowane siedzenia (czytaj: plastikowe
krzes³a ogrodowe pouk³adane na piasku jedno za drugim). Potraktowano nas jak vipów
(jedyni cudzoziemcy) i otrzymaliœmy miejsca
w tzw. lo¿y, a wiêc w drugim rzêdzie za miejscowymi goœæmi. Ci, co nie za³apali siê na
miejsca siedz¹ce, stali i tañczyli na piachu za
sznurowanym ogrodzeniem. Zanim rozpocz¹³ siê koncert, nie by³o prawie ¿adnego wolnego miejsca. Zesz³a siê ca³a wyspa!
Koncertowa³y zespo³y w sk³adzie dwuosobowym: kobieta i mê¿czyzna. Podczas
wystêpu œpiewali i tañczyli razem, opowiadaj¹c tym samym jak¹œ historiê mi³osn¹, bez
wyj¹tku. Podczas pokazu kobiety nie mia³y na
sobie tzw. burki (chusty noszonej przez muzu³manki zas³aniaj¹cej twarz) i przebiera³y siê
g³ównie w stroje o jaskrawych kolorach
z cekinami, co bardzo przyci¹ga³o wzrok mê¿czyzn. O jakoœci tañca lepiej wypowiadaæ siê
nie bêdê, ale trzeba przyznaæ, i¿ uczestnictwo
w malediwskim koncercie gwiazd by³o prze¿yciem bezcennym. W przerwach pomiêdzy
kolejnymi zespo³ami mo¿na by³o zakupiæ miejscow¹ lemoniadê, œwie¿y sok z kokosa i lody.
Jak ju¿ wczeœniej wspomnia³am, alkohol na
Malediwach jest zabroniony. I wiecie co? Niewiarygodne, jak ci wszyscy Malediwczycy
œwietnie siê bawili! I ci starsi, i m³odsi. Ca³e
rodziny. Tañczyli i wspólnie œpiewali, znali
wszystkie s³owa piosenek, w³¹cznie z naszymi
malediwskimi wspó³towarzyszami rejsu.
Wystêpy Bodu Beru
na nasz¹ czeœæ
Okazuje siê, ¿e byliœmy pierwszym jachtem ¿aglowym, który zawita³ do porciku na
wyspie Lhohi (atol Noonu, wyspa zajmuje
powierzchniê 500 km2, zamieszkuje j¹ 700
osób i lataj¹ tu gigantyczne nietoperze).
Staliœmy siê dla mieszkañców zjawiskiem,
nawet nasz lokalny Shareef nigdy wczeœniej
tu nie by³, a i turyœci z pobliskich resortów
bardzo rzadko przyje¿d¿aj¹. Trzeba by³o to
uczciæ.
Zaczêliœmy od zwiedzania wyspy, a potem wypróbowania lokalnej kuchni: fish
water (woda - zupa rybna), kurczak na ostro
z plackami i ry¿em, a do picia dostaliœmy
mleczko kokosowe. Po uroczystej kolacji
specjalnie dla nas - goœci honorowych (przyniesiono nam nawet oryginalnie utkane
krzes³a do zasi¹dniêcia w lo¿y przed jachtem)
i jedynych sponsorów jak¿e udanego wieczoru, zatañczono Bodu Beru, lokalny taniec
z bêbnami, tamburynami i perkusj¹. By³y
i œpiewy, i tañce, ca³a wioska przysz³a i bawi³a
siê razem z nami. Super! By³o nam bardzo
mi³o!
Innym razem, w kolejnym porciku w stolicy atolu Raa РUngoofaaru (miejscowoϾ
zamieszkiwana przez 1500 osób, zupe³nie nie
ucierpia³a podczas tsunami w 2005 r.),
przywita³a nas sama lokalna w³adza. Znów
okaza³o siê, ¿e bardzo niewielu obcokrajowców trafia na wyspê i traktowano nas z wyj¹tkow¹ uprzejmoœci¹. Pokazano wyspê,
opowiedziano jej historiê, a wieczorem urz¹dzono prywatne pokazy jednego z wieloletnich znanych zespo³ów tañca Bodu Beru.
Ka¿dy dosta³ jeszcze po kokosie na dobry
pocz¹tek i ogl¹daliœmy, tañczyliœmy, wspólnie œwietnie siê bawiliœmy w rytmie Bodu
Beru.
Poprawiny
Mieliœmy szczêœcie do lokalnych imprez.
Znajomy naszego kucharza 2 dni wczeœniej
bra³ œlub. Trafiliœmy na drugi dzieñ poprawin
i zostaliœmy zaproszeni, podobnie zreszt¹ jak
ca³a wioska i jeszcze mieszkañcy z pobliskich
wysp (blisko 600 osób). Przyp³ynêliœmy wiêc
do Maalhoss w atolu Baa. Bez podarunku nie
wypada³o przyjœæ, wiêc dorwaliœmy jedyny
otwarty sklep spo¿ywczy na wyspie, z³o¿yliœmy siê na prezent (kosmetyki i smakowite
ciastka, nic szczególnego ju¿ nie zosta³o)
i poszliœmy na przyjêcie.
Panna m³oda na nasz widok zemdla³a
(zbyt ciasna sukienka by³a g³ówn¹ przyczyn¹
omdlenia), ale szybko dosz³a do siebie, wiêc
mogliœmy z³o¿yæ ¿yczenia i zrobiæ pami¹tkowe zdjêcia. Tañców nie by³o, tylko sporo
lokalnego jedzenia. Ludzie sk³adali ¿yczenia m³odej parze, dawali podarunki, szli na
poczêstunek i przychodzili nastêpni. Taka
tradycja...
Nurkowanie
Malediwy uchodz¹ za jedno z najpiêkniejszych miejsc do nurkowania na œwiecie.
Nie mam takiego doœwiadczenia w nurkowaniu jak nasz instruktor Konrad, ale, bior¹c
pod uwagê fakt, i¿ za ka¿dym niemal zejœciem
pod wodê widzieliœmy rekiny rafowe blacktip
i whitetip, eagle ray (orlenie), manty, ogromne napoleonfish (napoleony) i setki kolorowych rybek, które w ogóle nie ucieka³y na
nasz widok, to sam instruktor stwierdzi³, i¿
jeszcze tylko rekina wielorybiego mu brakuje
do pe³ni szczêœcia. Swoj¹ drog¹, widzieliœmy
takiego rekina wielorybiego w atolu Raa,
kr¹¿yliœmy dobre 2 godziny, ¿eby z nim zanurkowaæ. W nabytej ksi¹¿ce o nurkowaniu
w wodach Malediwów (Dive Maldives, Tim
Godfray) opisane s¹ miejsca, gdzie ponoæ
w 95% o okreœlonych porach te rzadkie stworzenia siê pojawiaj¹. My takiego szczêœcia
pod wod¹, niestety, nie mieliœmy, ale, jak to
siê mówi, przynajmniej jest powód, ¿eby
znów tutaj wróciæ.
34 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
| MORZE
Nigdy nie zapomnê za to zejœcia pod wodê
przy wraku Skipksck II (z 1985 r.) w atolu
Lhaviyani. To by³o nasze trzecie nurkowanie
na Malediwach, po raz pierwszy przy tak
du¿ym pr¹dzie. Pr¹d by³ tak silny, ¿e nie
mogliœmy siê nawet wraku utrzymaæ, ale za to
mo¿na by³o odpocz¹æ od machania p³etwami.
Po raz pierwszy w ¿yciu zobaczy³am wtedy
rekina pod wod¹! Zanim zd¹¿y³am och³on¹æ
i oswoiæ z faktem, ¿e p³ywa obok mnie rekin,
zobaczy³am nastêpnego i nastêpnego... Mówi¹, ¿e s¹ niegroŸne, jak siê je nie dra¿ni, ale
wra¿enie robi¹ niesamowite. Woda pcha³a
nas tak szybko, ¿e po chwili rekiny zniknê³y
i pojawi³ siê ogromny ¿ó³w, dwie p³aszczki,
znowu ¿ó³w, mureny i eagle ray, Mijaliœmy te¿
piêkne gorgonie i inne stworzenia. Na koniec,
po wielkich emocjach, podczas postoju na 5m
g³êbokoœci, tu¿ przed samym wynurzeniem,
nagle przyp³ynê³o stado barakud (tzw. great
barracuda). By³y wszêdzie i to blisko, ogromne! To by³o coœ przera¿aj¹cego i niesamowitego jednoczeœnie. Mamy co wspominaæ!
Kolejne nurkowania by³y ju¿ du¿o spokojniejsze, a rekiny nie robi³y tak du¿ego wra¿enia,
znaczy przyzwyczailiœmy siê. W sumie zanurkowaliœmy 12 razy. Rewelacja!
¯eglarska codziennoœæ na Malediwach
Informacje praktyczne:
• Przy wjeŸdzie na Malediwy, na lotnisku,
ka¿dy turysta otrzymuje wizê wa¿n¹
przez 30 dni bez wnoszenia jakichkolwiek
op³at.
• Przepisy celne zabraniaj¹ wwozu alkoholu.
Baga¿e s¹ skanowane przy wjeŸdzie na
Malediwy na lotnisku (niemal wszyscy
nasi za³oganci stracili cenne pakunki).
• Alkohol na Malediwach dostêpny jest tylko
po uzyskaniu odpowiedniego zezwolenia
(ale nawet po jego uzyskaniu, ze wzglêdu
na wysokie podatki, nale¿y spodziewaæ siê
cen przynajmniej 1,5 raza wy¿szych ni¿
u nas).
• Nie mo¿na wywoziæ z kraju ¿adnych muszli
•
•
•
•
(poza tymi kupionymi w sklepie) ani koralowców.
Szczepienia nie s¹ wymagane, ale warto
zabraæ w³asne leki i œrodki komarobójcze.
Zaleca siê wykupienie ubezpieczenia od
kosztów leczenia za granic¹ (na Malediwach s¹ tylko 2 szpitale!).
Prawo jazdy w ogóle nie jest potrzebne,
ka¿d¹ niemal wyspê mo¿na przejœæ
raptem w 15 minut! (zreszt¹ na wiêkszoœci
w ogóle nie ma samochodów, jedynie
w atolach miejskich).
Przewa¿a tu islam, ca³e Malediwy s¹ krajem muzu³mañskim, nale¿y wiêc przestrzegaæ zasad ubioru i odpowiedniego
zachowania siê w miejscach publicznych
(nudyzm jest zakazany, a zwi¹zki osób
tej samej p³ci s¹ nielegalne, a wiêc jakiekolwiek wykroczenia mog¹ spotkaæ
siê z na³o¿eniem kary i pójœciem do wiêzieniem).
• Walut¹ kraju jest rupia malediwska (MVR),
jednak w wiêkszoœci miejsc mo¿na p³aciæ
w USD (naj³atwiej) lub EUR (nie wszêdzie). W wiêkszych miejscowoœciach znajduj¹ siê banki, walutê mo¿na zawsze wymieniæ (a warto, bo na monetach malediwskich widniej¹ palmy, ¿ó³wie, ¿aglowce i ró¿ne morskie stwory).
• Mniej wiêcej 1 USD = 15 MVR, a 1 EUR
= 20 MVR.
• Strefa czasowa Malediwów to UTC + 5
(my jesteœmy UTC + 1, a wiêc mamy
ró¿nicê 4 godzin wg czasu zimowego).
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 35
MORZE |
Ciekawostki
• Muzu³manie mog¹ mieæ do 11 ¿on naraz,
Malediwczycy maj¹ œrednio po 4 ¿ony.
• Kuchnia malediwska jest bardzo, ale to
bardzo ostra! Raz poprosiliœmy naszego
kucharza (który œwietnie gotowa³, co do
tego nie ma ¿adnych w¹tpliwoœci), ¿eby
siê zlitowa³ nad nami i trochê s³abiej doprawi³ kurczaka. Niektórzy z nas dalej nie
mogli go zjeœæ, a on dla siebie doprawi³
poczwórnie i mówi³, ¿e to ma³o!
• Bodu Beru to taniec lokalny z u¿yciem
bêbnów, w którym uczestnicz¹ mê¿czyŸni, zaczyna siê spokojnie, pojedynczo,
potem coraz szybciej i szybciej, do³¹cza
kolejny mê¿czyzna, jakby odbywa³a siê
walka kogutów. Bardzo widowiskowa
impreza.
• Ciekawym zjawiskiem by³a gra w siatkê
pla¿ow¹ kobiet, niby nic nadzwyczajnego,
ale trzeba pamiêtaæ, i¿ wszystkie muzu³mañskie kobiety zak³adaj¹ tzw. burki
(chusty zas³aniaj¹ce twarz) oraz d³ugie
suknie, wiêc widok w tym wszystkim
podczas gry w siatkê, jest co najmniej niecodzienny.
• Wiêkszoœæ wysp na Malediwach pozbawiona jest dróg asfaltowych, chodzi siê
g³ównie po piachu.
• Malediwczycy pisz¹ i czytaj¹ od prawej do
lewej strony. Ich pismo zupe³nie odbiega
od naszego, brak w nim jakiegokolwiek
powi¹zania liter i wyrazów, jednak wielu
z nich mówi po angielsku, a dzieci maj¹
w szkole obowi¹zkowy przedmiot jêzyk
angielski. Nie by³o wiêc problemu w porozumiewaniu siê.
36 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
Podsumowuj¹c:
¯eglowaliœmy 2 tygodnie po malediwskich atolach Oceanu Indyjskiego na katamaranie typu Krysna 440. Przep³ynêliœmy
470 Mm w czasie 115h. Wp³ynêliœmy do
7 atoli, odwiedziliœmy 17 wysp i wykonaliœmy
12 nurkowañ.
Nasza trasa: atol Male: Hulhule, Asdhoo
- atol Lhaviyani: Vavvaru, Naifaru, Hinnavaru, Fushifaru - atol Noonu: Gemondhoo, Lhohi - atol Raa: Ungofaaru, Hiraveri,
Lhaabugali - atol Baa: Maalhoss, Eydhafishi,
Thulhaadhoo, atol Rasdhoo: Rasdhoo - atol
Ari: Maamigili - Male: Baros, Hulhumale,
Hulhule. Za³oga sk³ada³a siê z 7 Polaków:
Ma³gorzata (kpt.), Wac³aw, Stanis³aw, Barbara, Anna, Konrad i Janusz oraz z 2 Ma-
lediwczyków: Shareef'a (co-skippera)
i Farred'a (kucharza).
Filmik i zdjêcia z rejsu mo¿na zobaczyæ
na naszej stronie www.talar-sisters.pl w dziale Wspomnienia oraz Galeria Video.
Serdecznie zapraszam na kolejne organizowane przez nas (Akademia ¯eglarstwa
Talar Sisters) egzotyczne wyprawy i kursy
¿eglarskie. W 2012 roku p³yniemy do Tajlandii, potem na Karaiby, a w roku 2013 znów na
Malediwy i do Belize. Szkolimy na sternika
jachtowego w Grecji, na Adriatyku i na naszym wybrze¿u równie¿, SRC, STCW, warsztaty z meteorologii, astronawigacji. Wszelkie
informacje znajduj¹ siê na naszej stronie
internetowej
Z ¿eglarskimi pozdrowieniami
Ma³gorzata Talar
Fot. Ma³gorzata Talar
| MORZE
Wokó³ obu Ameryk
Bronis³aw Radliñski
16 maja 2010 roku wyp³ynêliœmy z niewielkiej mariny Joshepa Conrada w Górkach
Zachodnich. Pogoda dopisa³a wspaniale. Na
nabrze¿u ¿egna³y nas rodziny oraz rzesze
przyjació³. By³o bezchmurne niebo, œwieci³o
s³oñce i wia³ rzeœki wiaterek. To wszystko
stwarza³o pozytywn¹ atmosferê w za³odze,
która musia³a prze¿yæ tak trudny moment jak
po¿egnanie siê na 1,5 roku z rodzinami i znajomymi. Celem by³o op³yniêcie dwóch Ameryk w ci¹gu jednego rejsu. Zdobyæ dwa ¿eglarskie oœmiotysiêczniki: Przejœcie Pó³nocnoZachodnie i przyl¹dek Horn. Wiedzieliœmy, ¿e
przyjdzie nam ¿eglowaæ przez co najmniej kilkanaœcie miesiêcy, w wiêkszoœci trasy w sk³adzie trzyosobowym, bo tyle osób liczy³a za³oga
podstawowa, która mia³a za zadanie p³yn¹æ
od Gdañska do Gdañska. Zastanawialiœmy
siê, czy psychicznie wytrzymamy tak d³ug¹
roz³¹kê z krajem i rodzin¹. Czy potrafimy
funkcjonowaæ ze sob¹ bezkonfliktowo w tak
d³ugim czasie? To mog³o okazaæ siê równie
trudne jak zmaganie z lodem i sztormami.
Uznaliœmy, ¿e przy ka¿dej okazji wp³yniêcia
do zagranicznego portu bêdziemy starali siê
nawi¹zaæ kontakt z mieszkaj¹c¹ tam Poloni¹,
by choæ trochê z³agodziæ têsknotê za polsk¹
mow¹ i Krajem. Wspomnienia z wczeœniejszych rejsów œwiadczy³y, jak mi³e s¹ takie
spotkania zarówno dla za³ogi, jak i dla Polaków mieszkaj¹cych w innym kraju. Czêsto
widzieliœmy radoœæ i wzruszenie ludzi, którzy
spogl¹dali na powiewaj¹c¹ nad masztem
bia³o-czerwon¹ banderê. W duchu tych
wspomnieñ narodzi³ siê pomys³, by rejs wokó³
Ameryk by³ realizowany pod has³em Morskim
Szlakiem Polonii.
Przygotowania
Przygotowania do wyprawy trwa³y prawie piêæ lat. Wiêkszoœæ tego czasu poch³on¹³
generalny remont jachtu. Gdy w listopadzie
2005 roku przywieŸliœmy Solanusa do jego
macierzystego portu Bydgoszcz, ma³o kto
wierzy³, ¿e kiedykolwiek wróci on na morze.
Plac, na którym zamierzaliœmy remontowaæ
³ódkê, przylega³ do skupu z³omu. Gdy pracownicy z³omowiska zobaczyli wielki, zardzewia³y kad³ub, byli przekonani, ¿e ich szef
robi w³aœnie interes ¿ycia. Wiele osób, które
na miejscu ocenia³y stan jachtu, równie¿
spogl¹da³o wymownie w stronê z³omowiska.
Nigdy nie dopuszcza³em myœli, ¿e taki bêdzie
koniec Solanusa. Nie chcia³em pozwoliæ, aby
jacht, który jeszcze niedawno p³yn¹³ wzd³u¿
wschodnich wybrze¿y Grenlandii, a wczeœniej
op³yn¹³ Svalbard i Islandiê, zosta³ przetopiony na ¿yletki. Mój upór podziela³a na
szczêœcie ma³a, ale z ka¿dym dniem rosn¹ca
grupa ¿eglarzy i ich przyjació³, którzy do³o¿yli
wszelkich starañ, by ³ódka wróci³a do dawnej
œwietnoœci. Dobra wola, pomys³owoœæ, zaanga¿owanie i wytê¿ona praca wielu ludzi
sprawi³y, ¿e tak siê sta³o. Na ¿aglach pojawi³y
siê znaczki sponsorów zdecydowanych wesprzeæ nas finansowo. Trud siê op³aci³, byliœmy
gotowi do wyprawy.
relaksacyjnej k¹pieli w s³ynnych gor¹cych
Ÿród³ach, co by³o ostatni¹ szans¹ wygrzania
koœci przed kolejnym etapem w g³¹b mroŸnej
Arktyki. Ju¿ na pocz¹tku wyprawy okaza³o siê,
¿e motyw przewodni rejsu Morskim Szlakiem
Polonii jest przyjmowany z wielkim entuzjazmem.
Morze Pó³nocne
Zaraz po wyjœciu z duñskiego portu
Skagen, znajduj¹cego siê na koñcu cypla
Pó³wyspu Jutlandzkiego na granicy dwóch
znanych wszystkim ¿eglarzom cieœnin Skagerraku i Kattegatu, zasta³ nas pierwszy zachodni sztorm. Sztormowanie pod wiatr i wysok¹ falê nie nale¿y do przyjemnoœci, dlatego
te¿ postanowiliœmy zawin¹æ do norweskiego
Larvik i tam poczekaæ, a¿ bêd¹ lepsze warunki
pogodowe. Nastêpnego dnia wiatr zdecydowanie zel¿a³, skrêcaj¹c z kierunku zachodniego na wschodni. Jak na skrzyd³ach pomknêliœmy przez Morze Pó³nocne, odwiedzaj¹c po
drodze Szetlandy i Wyspy Owcze. W Torshavn
po raz pierwszy spotykaliœmy siê z Poloni¹,
któr¹ stanowili pracownicy stoczni remontowej. Nastêpnie Solanus ruszy³ w stronê
Islandii. Podczas tego etapu zauwa¿yliœmy
problemy z uk³adem ch³odzenia silnika. Jak
siê potem okaza³o, by³o to przyczyn¹ powa¿niejszych problemów podczas dalszej drogi.
Po przybyciu do Reykjaviku znów spotkaliœmy Polaków. Bardzo pomogli nam w za³atwieniu wa¿nych spraw zwi¹zanych z dalsz¹
czêœci¹ wyprawy. Zostaliœmy te¿ zaproszeni na
spotkanie z Pani¹ Danut¹ Szostak Konsul
Generalnym RP. Goœcinnoœæ islandzkiej
Polonii by³a wspania³a. Pokazali nam urocze
zak¹tki wyspy. Mieliœmy te¿ okazjê zaznaæ
Grenlandia
Kolejnym celem wyprawy by³a zachodnia czêœæ Grenlandii. Praw¹ burt¹ mijamy
przyl¹dek Farvel, wp³ywaj¹c do Cieœniny
Davisa, któr¹ mo¿na uznaæ za bramê do królestwa Arktyki. Pierwszy port, do którego zawinêliœmy, to urocza osada Qaqortog, w pobli¿u której znajduj¹ siê ruiny zabytkowej osady Wikingów - Viking Ruin Igaliko. Kolejny
przystanek to ma³a osada wielorybnicza
Paamiut. Nastêpnie, pod¹¿aj¹c na pó³noc i podziwiaj¹c pierwsze góry lodowe, dotarliœmy do
Nuuk. To niewielkie miasteczko jest stolic¹
najwiêkszej na œwiecie wyspy - Grenlandii.
Mimo ¿e wyspa formalnie podlega Danii, to
90% jej mieszkañców stanowi¹ Inuici zwani
potocznie Eskimosami. Okaza³o siê, ¿e poza
Inuitami i Duñczykami w Nuuk mieszka te¿
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 37
MORZE |
kilku Polaków, którzy pracuj¹ w miejscowym
szpitalu. Po kolejnym mi³ym spotkaniu z Poloni¹, uzupe³nieniu zapasów wody, paliwa
i kolejnej wymianie czêœci za³ogi ruszyliœmy w dalsz¹ drogê do Przejœcia Pó³nocnoZachodniego. 15 lipca 2010 r., a wiêc dwa
miesi¹ce od wyp³yniêcia z Polski, Solanus
przekroczy³ równole¿nik 66°33'N, czyli Ko³o
Podbiegunowe - umown¹ granicê Arktyki. Ja
przekracza³em tê granicê ju¿ kilka razy, prowadz¹c wyprawy wokó³ Svalbardu w 2001
roku i do wschodnich brzegów Grenlandii
w roku 2003. Ka¿da z poprzednich wypraw
mobilizowa³a mnie do zorganizowania kolejnej. Jak najdalej w g³¹b Arktyki, zgodnie
z tym, co ju¿ wczeœniej powiedzia³o wielu
polarników, ¿e kto raz by³ w Arktyce, bêdzie
zawsze chcia³ do niej wracaæ.
Pogoda i prognozy warunków lodowych
by³y sprzyjaj¹ce, ale coraz bardziej niepokoi³a nas praca silnika. W wyniku przegrzania pierœcieni t³okowych maszyna zu¿ywa³a
nienaturalnie du¿e iloœci oleju i z ka¿dym
dniem przysparza³a nam coraz wiêcej
k³opotów. W takiej sytuacji nie mo¿na by³o
ryzykowaæ wchodzenia w lody bez pewnoœci,
¿e silnik nas nie zawiedzie. Przy arktycznej,
czêsto bezwietrznej, mglistej pogodzie
utkniêcie w polu lodowym jest bardzo realne. Jacht musi mieæ pe³n¹ zdolnoœæ manewrow¹, by w razie potrzeby móc omin¹æ
przeszkodê, przedrzeæ siê przez pak lodowy
lub siê z niego wycofaæ. Uzgodniliœmy, ¿e
silnik nale¿y naprawiæ w najbli¿szym porcie,
którym by³ Ilulissat.
W tej niewielkiej grenlandzkiej osadzie
spêdziliœmy prawie trzy tygodnie, wykonuj¹c tytaniczn¹ pracê. Wa¿¹cy kilkaset kilogramów silnik przy pomocy dŸwigu samochodowego wyjêliœmy z jachtu na l¹d. Na
rozstawionych na ziemi paletach, bez zaplecza warsztatowego, w surowym arktycznym
klimacie, wymieniliœmy pierœcienie t³okowe.
Potem nale¿a³o przenieœæ maszynê na jacht,
odpowiednio ustawiæ i zamocowaæ. Do koñca nie by³o pewne, czy ca³a ta praca ma sens.
Okaza³o siê, ¿e naprawa by³a skuteczna
i mogliœmy kontynuowaæ podró¿. W chwilach wolnych od pracy podziwialiœmy wspania³y lodowiec i ogromne góry lodowe. By nie
38 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
traciæ czasu, a jednoczeœnie dobrze przetestowaæ silnik, pop³ynêliœmy wzd³u¿ zachodnich brzegów Grenlandii, a¿ do osady
Upernavik.
Nord-West Passage
Pocz¹tkiem przejœcia Pó³nocno - Zachodniego, uznawanego za jeden z najtrudniejszych ¿eglarskich szlaków, jest cieœnina
Lancaster. Oddziela ona Ziemiê Baffina od
wyspy Devon. Stoj¹c w porcie Upernavik,
byliœmy psychicznie i fizycznie gotowi do
startu. Wraz z nami do przejœcia Nord-West
Passage szykowa³ siê jacht szwedzki Anna
prowadzony przez Börje Ivarssona. Czas
mija³ nieub³aganie, zbli¿a³ siê koniec arktycznego lata. Musieliœmy podj¹æ ryzyko przejœcia, mimo ¿e ¿adna z firm ubezpieczeniowych nie zdecydowa³a siê ubezpieczyæ
tego etapu. Po analizie map lodowych, licz¹c
siê z tym, ¿e byæ mo¿e trzeba bêdzie po drodze
szukaæ miejsca na zimowanie, wp³ynêliœmy
na pó³nocne wody Kanady. Omijaliœmy
wielkie pola lodowe. W mg³ach i przenikliwie
zimnym deszczu wypatrywaliœmy ledwo
widocznych growlerów, które stanowi³y
powa¿ne zagro¿enie dla kad³uba jachtu. Przez
wiele dni mozolnie szukaliœmy drogi w gêstym paku lodowym. W tej grze wszystkie
chwyty by³y dozwolone: obserwacja z masztu,
analiza zdjêæ satelitarnych, radar i ³¹cznoœæ
z jachtem Anna i Ariel. Bosakami odpychaliœmy p³ywaj¹ce kry. P³yn¹c na silniku, si³¹
torowaliœmy sobie drogê. Czasami Solanus
zostawia³ na krawêdziach lodu krwiste œlady
swojego czerwonego kad³uba. Nagrod¹ za to
by³y malownicze zorze polarne na arktycznym niebie. Dzieñ po dniu, tydzieñ po tygodniu, zdobywaliœmy kolejne mile. Wchodziliœmy do kolejnych osad, by lepiej poznaæ sytuacjê lodow¹ na dalszej trasie. Najpierw
odwiedzamy Pond Inlet, potem, rezygnuj¹c
z wejœcia do zapchanej lodem Resolute Bay,
kierujemy siê w stronê cieœniny Peel i wchodzimy do Gjoa Haven na Wyspie Ksiêcia
Wiliama, a póŸniej do Cambridge Bay.
Krajobrazy wokó³ s¹ surowe i monotonne.
Prawie ¿adnej roœlinnoœci tylko nagie ska³y,
woda i lód. W Cambridge kapitan Anny oznajmia z ¿alem, ¿e samotnie nie mo¿e kontynuowaæ ¿eglugi. Pok³ad jego jachtu opuœci³
chory za³ogant. Decydujemy, ¿e do Szweda
przesi¹dzie siê na jakiœ czas Monika Witkowska i dziêki temu Borje bêdzie móg³
jeszcze po¿eglowaæ. Wspólnie p³yniemy do
Tuktoyaktuk. Tam Borje postanawia przezimowaæ, a my, zabieraj¹c Monikê z powrotem
na pok³ad Solanusa, ruszamy dalej, bo pogoda i sytuacja lodowa sprzyja, byœmy zrealizowali cel. 20 wrzeœnia 2010 r. na Morzu
Czukockim znowu przecinamy Ko³o Podbiegunowe. Otwieramy szampana - po czterdziestu dniach przedzierania siê przez Przejœcie
Pó³nocno - Zachodnie mamy je za sob¹.
Sztormy pó³nocnego Pacyfiku
Szczêœliwi docieramy do Nome na Alasce.
Tam pok³ad opuszczaj¹ Monika Witkowska
i Damian Chor¹¿ewicz. Po krótkim odpoczynku i uzupe³nieniu zapasów musimy
p³yn¹æ dalej. Celem wyprawy jest odleg³y
Horn, a ¿eby tam dotrzeæ, musimy przep³yn¹æ
ca³y Pacyfik z pó³nocy na po³udnie. Z ¿alem rezygnujemy z turystycznych atrakcji, jakich wiele na Alasce i wp³ywamy na Ocean
Spokojny. Jest nas tylko trzech. Œrednia wieku 64 lata. Zaczyna siê etap, który okazuje siê
jednym z najciê¿szych pod wzglêdem fizycznego wysi³ku. Ocean wcale nie jest spokojny, jak sugeruje jego nazwa. Przez ponad
dwa tygodnie p³yniemy prawie bez przerwy
w sztormach o sile 9-10°B. Huraganowy wiatr
zdmuchuje pianê z grzyw kilkunastometrowych fal, ca³y czas pada deszcz. Lodowata
woda zacina w twarz z ogromn¹ si³¹. Jacht
dwa razy ca³kowicie k³adzie siê masztami na
spienionej wodzie. W takiej chwili przypiêty
pasami sternik, stoj¹c zmoczony po szyjê
w lodowatej wodzie, myœli tylko, jak pokonaæ
kolejn¹ monstrualn¹ falê. Jedyne, co mo¿e
| MORZE
zrobiæ, to prosiæ Neptuna o przetrwanie.
Woda wdziera siê do kabiny i zalewa luki
akumulatorowe. Sól i wilgoæ zak³ócaj¹
dzia³anie wiêkszoœci urz¹dzeñ elektronicznych. Zastanawiamy siê, czy czytaæ kolejne prognozy, które przychodz¹ na telefon
satelitarny, bo ka¿da jest gorsza od poprzedniej. W ci¹gu kilkunastu dni tej trudnej ¿eglugi dotarliœmy do Wysp Królowej
Charlotty. Przez ten czas dni bez sztormu
by³o tylko kilka. W akumulatorach by³a
niewielka rezerwa pr¹du na uruchomienie
silnika przed wejœciem do portu, choæ i to
nie by³o pewne.
Spotkania z Poloni¹
Powitanie, jakie nam zgotowali rodacy
z Vancouver, to osobna opowieœæ. Dziesi¹tki
ludzi na wodzie i na l¹dzie, chleb i sól, hymny
Polski i Kanady, powitania oficjalne i wystêpy artystów. Wszyscy, od w³adz konsularnych, przez miejscowych ¿eglarzy po
emigrantów z Podhala, chcieli nas jak najlepiej ugoœciæ. Wielu ludzi spontanicznie
i bezinteresownie zaanga¿owa³o siê w pomoc naszej za³odze. A docieraj¹c do jakiegokolwiek portu podczas tak d³ugiej wyprawy, problemów i spraw do za³atwienia
jest zawsze bez liku. Trzeba siê gdzieœ wyk¹paæ, wypraæ ciuchy, zrobiæ zakupy i przeprowadziæ choæby drobne naprawy jachtu.
Do tego dochodz¹ czêsto skomplikowane odprawy paszportowo - celne. Co jakiœ czas nale¿y te¿ wynaj¹æ dŸwig i wyj¹æ jacht z wody
w celu wykonania niezbêdnej konserwacji i przegl¹du kad³uba. Prawie w ka¿dym
z amerykañskich miast Polacy pomagali
nam w za³atwianiu tych spraw. Dziêki nim
nie mieliœmy problemów z transportem na
l¹dzie, barier¹ jêzykow¹, czy znalezieniem
prowiantu i odpowiedniej pomocy technicznej. Trudno w kilku zdaniach opisaæ
t¹ niezwyk³¹ ¿yczliwoœæ, entuzjazm i mobilizacjê rodaków w ka¿dym z kolejnych portów. Postoje w Kanadzie, USA i w Meksyku
zawsze zaskakiwa³y nas goœcinnoœci¹ Polonii. Mieliœmy okazjê zwiedziæ najciekawsze
miejsca w portach, które odwiedziliœmy. Od
obiektów olimpijskich w Vancouver, przez
alejê gwiazd w Hollywood, atrakcje San
Francisco i San Diego po s³ynne pokazy
skoków ze ska³ w Acapulco. W odleg³ym
Meksyku w gronie rodaków spêdzaliœmy
Bo¿e Narodzenie i Nowy Rok.
Równik i droga do Valparaiso
W niezapomnianej atmosferze czêstych
spotkañ z Poloni¹, p³ynêliœmy w stronê
równika. Od Vancouver by³ z nami Jarek
Pietras, którego zna³em dobrze z wczeœniejszych wypraw. Przejœcie z pó³kuli pó³nocnej na po³udniow¹ postanowiliœmy
uczciæ na wyspach Galapagos, gdzie podziwialiœmy s³ynne cuda przyrody. Potem ruszyliœmy dalej na po³udnie w stronê Chile.
Ten etap by³ bardzo trudny psychicznie.
¯eglowaliœmy przy s³abym przeciwnym
wietrze, pod pr¹d, a kad³ub Solanusa obrós³
brod¹ z ró¿nych morskich ¿yj¹tek. Opór
wody by³ tak wielki, ¿e nie mogliœmy osi¹gn¹æ lepszych przebiegów ni¿ kilkadziesi¹t
mil na dobê. Zaplanowany na oko³o 30 dni
etap zaj¹³ w rzeczywistoœci prawie szeœæ
tygodni. Paliwo, woda i zapasy ¿ywnoœci
by³y na ukoñczeniu. Dodatkowym stresem
by³ fakt, ¿e w Argentynie czekali koledzy,
którzy postanowili do³¹czyæ do nas na etap
wokó³ Hornu. Zamiast wykorzystywaæ
cenne dni urlopu na ¿eglowanie, tracili czas
w porcie.
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 39
MORZE |
Ziemia Ognista
Horn
Gdy wreszcie dotarliœmy do Valparaiso
i kolejny raz przeszliœmy przez korowód odpraw urzêdowych, rozpoczêliœmy przygotowania do ¿eglugi w rycz¹cych czterdziestkach i wyj¹cych piêædziesi¹tkach.
Jacht wyjêto z wody i zgolono mu brodê,
która tak bardzo nas hamowa³a. Sprawdziliœmy takielunek, a wszystkie œwietliki
zabezpieczyliœmy grubymi os³onami ze
sklejki. We wnêtrzu zapanowa³y egipskie
ciemnoœci. Wszystko robiliœmy w wielkim
poœpiechu, bo na pó³kuli po³udniowej zbli¿a³ siê koniec lata i warunki meteorologiczne w rejonie Hornu by³y coraz gorsze.
Na szczêœcie znowu mogliœmy liczyæ na pomoc Polaków. W tym przypadku by³o to
szczególnie wa¿ne, bo ci¹g³e maniana
(jutro) z ust tubylców opóŸnia³o wszystko.
Wkrótce byliœmy gotowi p³yn¹æ dalej. Pocz¹tkowo ¿egluga by³a spokojna przy umiarkowanym wietrze i ³agodnej fali. W pewnym
momencie us³yszeliœmy huk. Zerwa³ siê fa³
foka, a tak naprawdê zosta³ œciêty przez
Ÿle wykoñczon¹ koñcówkê rollera. Powa¿na
niedoróbka cz³owieka z firmy zewnêtrznej,
która przygotowywa³a roller, mog³a doprowadziæ do tragedii. Studiuj¹c póŸniej instrukcjê monta¿u, zauwa¿yliœmy, ¿e wykonawca ca³kowicie zignorowa³ wskazówki
producenta. Nie by³o wyjœcia. Jarek musia³
wjechaæ na maszt i naprawiæ usterkê. Na
rozfalowanym morzu by³a to bardzo niebezpieczna operacja. Top wychyla³ siê o kilka metrów to na jedn¹, to na drug¹ stronê.
Ca³e szczêœcie, ¿e awaria nie zdarzy³a siê
kilka dni póŸniej, gdy warunki pogodowe
zmieni³y siê diametralnie. Potem a¿ do
Hornu wia³o ca³y czas powy¿ej 5-6°B, a trzykrotnie przesz³y sztormowe ni¿e, zwiêkszaj¹c si³ê wiatru do 9°B. Solanus znowu
k³ad³ siê na wodzie, mocz¹c salingi. Stoj¹c
przy sterze, trzeba by³o byæ bardzo skupionym, by nie zrobiæ niekontrolowanego
zwrotu i nie ustawiæ jachtu bokiem do
ogromnych fal. Trzytygodniowy prawie
wysi³ek zosta³ wkrótce nagrodzony przez
Neptuna. 29 marca 2011 roku dane nam
by³o zobaczyæ ska³y Nieprzejednanego.
Wielka to by³a radoœæ, szczególnie ¿e Horn
zdobyliœmy w tej samej wyprawie, w ci¹gu
której zdobyliœmy te¿ Nord West-Passage.
40 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
Korzystaj¹c z tego, ¿e obecnie ¿egluje siê
przy u¿yciu GPS, zaraz po op³yniêciu Hornu
mogliœmy pewnie i bezpiecznie wejœæ do kana³u Beagla. Dawniej, gdy prowadzono nawigacjê zliczeniow¹ po³¹czon¹ z obserwacj¹
linii brzegowej, ma³o kto ryzykowa³ wejœcie
do cieœnin miêdzy Wyspami Ziemii Ognistej.
Szybko zmieniaj¹ce siê warunki pogodowe,
opady i mg³y w po³¹czeniu z rozfalowanym
morzem sprawia³y, ¿e bardziej rozs¹dnym
by³o p³yn¹æ z dala od l¹du a¿ do Falklandów.
Zacumowaliœmy w Port Williams. Tu po
rutynowej inspekcji takielunku zauwa¿yliœmy zerwanie 3 linek wanty kolumnowej
grot masztu. Nale¿a³o jak najszybciej wantê
zdemontowaæ i zarobiæ koñcówki na nowo,
bo istnia³o powa¿ne ryzyko zerwania wanty
i z³amania masztu. Z argentyñskiego Port
Williams przep³ynêliœmy do pobliskiego
portu Ushuaia w Chile, gdzie wykonaliœmy
niezbêdn¹ naprawê. St¹d tak¿e kilku
cz³onków za³ogi (Antoni Bigaj, Jaros³aw
Pietras i W³odzimierz Palmowski) mog³o
wróciæ samolotem do kraju.
Droga do domu
Na Solanusie, podobnie jak po przejœciu
Nord-West Passage, zosta³a tylko sta³a trzyosobowa za³oga. W tym sk³adzie ruszyliœmy
w stronê domu, maj¹c jeszcze do przejœcia
ca³y Atlantyk. Powrót z Ushuaia do Polski
trwa³ pó³ roku. Najpierw w trzyosobowym
sk³adzie odwiedzaliœmy Poloniê w Buenos
Aires, Montevideo, Rio de Janeiro i kilku innych portach Argentyny, Urugwaju i Brazylii.
W Salwadorze do³¹czyli do nas Tomek
Marasek i Wojtek Œmigel. Z nimi pop³ynêliœmy na Wyspy Azorskie. W upa³ach przedzieraliœmy siê przez pas cisz równikowych,
a potem przez tzw. koñskie szerokoœci. Potem
z kolejnymi nowymi za³ogantami odwiedziliœmy porty we Francji, Belgii, Holandii
i w Niemczech. 1 paŸdziernika 2011 r., po 502
dniach spêdzonych na morzu, po przep³yniêciu Nord-West Passage i Hornu, odwiedzeniu dwudziestu pañstw i piêædziesiêciu portów wróciliœmy do domu. Do portu
macierzystego Bydgoszcz.
Bronis³aw Radliñski
Fot. z archiwum autora
| MORZE
Chrapkiem
przez Zalew Szczeciñski
Ryszard Piêta
Fotografowali: Iwona Wulkiewicz-Flis i Tomek Dworkiewicz
Na Zalew Szczeciñski wybiera³em siê od
kilku lat. Znajomi ¿eglarze mocno mnie zniechêcali: a to sieci rybackie, a to nie ma zaplecza portowego, a to twoja ³ódka siê do tego nie
nadaje… Postanowi³em jednak spróbowaæ.
Najpierw zbieram za³ogê. Oczywiœcie, obowi¹zkowo, w za³odze musi byæ rodzina Dworkiewiczów ze Wschowy, czyli Tomek i Ania.
Jako czwart¹ osobê zapraszamy do za³ogi
¿eglarkê Iwonê, która uchowa³a siê w K³odzku, choæ nie ma tam wiêkszej wody. Zaczepiamy przyczepê z Chrapkiem (TES 678) do
samochodu Tomka i bierzemy kierunek na
Szczecin. Jazda nie jest taka prosta. Wybudowano niby autostradê (widzia³em na niej jad¹cy kombajn!) i na stacji benzynowej w Œwiebodzinie musieliœmy wykupiæ tzw. winietê,
której brak karany jest wysokim mandatem.
Mo¿e winny byæ jakieœ ulgi dla ¿eglarzy? Ale to
chyba nie w tym kraju…
Po ca³onocnej podró¿y rano odnajdujemy polecon¹ nam przystañ harcersk¹. Dozoruj¹cy w przystani pan serwuje gor¹c¹
herbatê, przy której czekamy na bosmana.
Bosman zjawia siê punktualnie o godzinie
0800 i profesjonalnie zrzuca nam ³ódkê na
wodê (10 minut pracy dŸwigu kosztowa³o nas
160 z³). Nie ukrywam, ¿e wysokoœæ tej op³aty
trochê nas zaskoczy³a. W miêdzyczasie odwiedza nas znajomy ¿eglarz - Janusz. Bêdzie
nam sekundowa³ podczas ca³ego rejsu. Mieliœmy od niego codziennie aktualn¹ prognozê pogody, a, co najwa¿niejsze, po¿yczy³
nam komplet map Zalewu Szczeciñskiego.
Ca³y czas przeœladuj¹ nas przelotne opady. W koñcu siê przejaœnia i mo¿emy startowaæ. Szybko przep³ywamy jezioro D¹bie
i ju¿ jesteœmy ko³o Betonowca - niemieckiego
statku z ¿elazobetonu zatopionego w czasie
dzia³añ wojennych. Wchodzimy w koryto
Odry. Do Polic idziemy z wiaterkiem, ale
w pewnym momencie wiatr cichnie i musimy
pomóc sobie silnikiem. Po chwili znowu zaczyna wiaæ dosyæ mocno, co jest dla nas zaskoczeniem. Na jeziorach zazwyczaj na wieczór wiatr siada, a tu siê wzmaga. Refujemy,
ale widzimy œwiat³a Stepnicy, co dodaje nam
otuchy, bo przecie¿ ³ódka jest tylko mieczowa.
Zrzucamy ¿agle, odpalamy silnik i szukamy
wejœcia do portu. Jest ju¿ zmrok. W pewnym
momencie na œrubê nawija siê okropne zielsko, ucina zabezpieczenie i zdani na ³askê
wiatru - l¹dujemy na pla¿y. Ca³e szczêœcie, ¿e
jacht jest p³askodenny. Robimy klar nocny,
jest ju¿ oko³o godz. 22.00, ja padam ze zmêczenia, ale za³ogê ponios³o jeszcze na piwo.
Maj¹ zdrowie!
Wstajemy wczeœnie, co by nas nie ukarano za niefortunny postój. Okazuje siê, ¿e nie
jesteœmy w tym miejscu ani pierwsi, ani
ostatni. Trafienie po zmroku do portu
¿eglarskiego w Stepnicy jest dla wielu trochê
k³opotliwe. Robimy ostatnie zakupy, w tym,
obowi¹zkowo, kupujemy miejscowe piwo
i startujemy do Trzebie¿y. W porównaniu do
wczorajszego dnia jest to przelot relaksowy.
Podoba nam siê ten port, jego obs³uga i niewysoka op³ata. W przysz³ym roku bêdê tutaj
wodowa³ jacht. Aura ponownie nas nie rozpieszcza, ale mamy jacht kabinowy i jest gdzie
siê schroniæ przed wiatrem i deszczem. Œwiêtujemy urodziny Iwony, na które zapraszamy
naszych s¹siadów. Jest to rodzina niemiecka,
a zatem uroczystoœæ ma charakter miêdzynarodowy. Nastêpny dzieñ jest znowu pochmurny i z przelotnymi opadami, ubieramy
sztormiaki i bierzemy kurs na Œwinoujœcie.
Wieje dosyæ mocno, ale jest to wiatr równy,
nie szkwali. Bramy torowe wyznaczaj¹ kierunek. Jest tak szeroko, ¿e du¿e statki omijaj¹
nas w bezpiecznej odleg³oœci. To moje pierwsze doœwiadczenia na ³ódce mieczowej na
wiêkszej wodzie.
Nie wiadomo kiedy, a ju¿ jesteœmy w Kanale Piastowskim. Z powodu braku wiatru a¿
do samego Œwinoujœcia p³yniemy na silniku,
przep³ywamy przez ca³y port i na koñcu, po
lewej stronie, znajdujemy marinê. Bez problemu namierzamy miejsce do cumowania,
za³oga klaruje ³ódkê, a ja idê do bosmanatu.
Tu mi³e zaskoczenie - op³ata tylko 31 z³ z mo¿liwoœci¹ korzystania z zaplecza sanitarnego.
Czekamy w porcie na sygna³ Janusza o poprawie pogody i wreszcie, po dwóch dniach,
mo¿emy wyp³yn¹æ. Przewidywana si³a wiatru
to 3 - 4 stopni w skali Beauforta.
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 41
MORZE |
Decydujemy siê na p³yniêcie morzem do
Dziwnowa. Wychodzimy z portu, nikt nas nie
kontroluje, nie sprawdza paszportów. Stawiam foka i z korzystnym wiatrem wzd³u¿
brzegu biorê kurs na Dziwnów. Do wysokoœci
Miêdzyzdrojów by³o mi³o, ale to siê szybko
skoñczy³o. Wiatr zmieni³ siê w po³ówkê, fala
siê podnios³a i zaczê³a siê trochê nieprzyjemna jazda. Przyrzek³em sobie wtedy, ¿e
nigdy wiêcej nie wypuszczê siê na morze na
mieczowej ³ódce. Nie wiem tylko, jak d³ugo
bêdê o tym przyrzeczeniu pamiêta³.
Gdzieœ po szeœciu godzinach widzimy
wejœcie do portu. Znajdujemy ma³¹ przystañ,
sympatyczny bosman wskazuje miejsce cumowania. Wreszcie spokój i odprê¿enie. Rano, po
œniadaniu, mam bunt za³ogi. Wszyscy chc¹ iœæ
na pla¿ê, bo jak to: byæ nad morzem i nie le¿eæ
na piasku? Na pla¿y wytrzymuj¹ tylko do po³udnia, zwyciê¿a chêæ dalszego p³yniêcia. I tak
ju¿ wieczorem byliœmy przy nadbrze¿u
miejskim w Wolinie. Niezbyt wysoki standard,
ale pracownica portu obiecuje poprawê, bo s¹
pieni¹dze na jego modernizacjê. Jeszcze ostatni rzut oka na wioskê Wikingów i bierzemy
kurs na Nowe Warpno.
Bosman wita nas w porcie, wskazuj¹c
miejsce do cumowania, robimy klar portowy
i idziemy zwiedzaæ miasteczko. Jest ju¿ trochê
póŸno, wszystko pozamykane, ale doceniamy
zadban¹ zabudowê, ³adny port i alejê ¿eglarzy.
Spotyka mnie tu mi³a niespodzianka - za³oga
wyprawi³a mi urodziny. Zamiast tortu by³o
ciasto dro¿d¿owe, ale z urodzinowymi œwieczkami! A potem ju¿ tylko d³ugie Polaków nocne rozmowy…
Rano ruszamy dalej. Mamy jeszcze dwa
dni rejsu i postanawiamy pop³yn¹æ na stronê
niemieck¹. Granica na wodzie jest oznaczona
¿ó³tymi bojami. Na 14. boi odchodzi szlak
wodny na stronê niemieck¹. Nie mamy ze
sob¹ map wodnych naszych s¹siadów i znalezienie portu Ueckermünde stwarza nam
trochê problemów. Boje kursowe s¹ od siebie
w doœæ sporej odleg³oœci. Jest du¿o sieci
rybackich, ale s¹ one dobrze oznakowane
42 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
- ma³e bojki oznaczaj¹, w którym kierunku
s¹ rzucone sieci, nie ma obawy, ¿e siê w nie
wp³ynie. Kierujemy siê na wiêksz¹ miejscowoœæ na lewym brzegu i okazuje siê, ¿e nasza
nawigacja by³a prawid³owa. Wp³ywamy w koryto rzeki, na którego koñcu, po oko³o 800
metrach, w samym centrum miasta jest port.
Na nadbrze¿u bosman wskazuje miejsca cumowania. Miejsca wolne maj¹ zielon¹ plakietkê, zarezerwowane - czerwon¹. Bosman
zak³ada nam swoje cumy na knagi i zaprasza
do siebie do kantorka. Mi³e zaskoczenie - postój z mo¿liwoœci¹ korzystania z sanitariatów
kosztuje 7 €, prysznic w³¹czany automatycznie - 1 € za 4 minuty. Dostajemy klucz do
nocnej toalety i informacjê, ¿eby rano wrzuciæ
go do specjalnej skrzynki. Do takich portów a¿
przyjemnie wchodziæ. Jeszcze tylko zwiedzanie miasta z obowi¹zkow¹ degustacj¹ miejscowego piwa i mo¿emy zacz¹æ sk³adaæ ¿yczenia naszej ¿eglarce - Ani.
Co mi³e - szybko siê koñczy. Musimy
wracaæ. Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie na
Zalew i l¹dujemy w Stepnicy. Rozczarowu-
jemy siê. Nie ma dŸwigu ani slipu. Odpalamy
hondê i p³yniemy na jezioro D¹bie. Wracamy
na przystañ harcerzy, gdzie mamy pewny
dŸwig. Trochê ciê¿kiej pracy i Chrapek wraca
na przyczepê. Przed nami 200 km do S³awy,
gdzie ³ódka bêdzie znowu na wodzie.
Podsumowuj¹c rejs, muszê siê przyznaæ, ¿e
wybra³em siê niezbyt przygotowany. S¹dzi³em, ¿e to takie p³ywanie jak na Mazurach i dosta³em dobr¹ szko³ê! Trzeba mieæ dok³adne mapy strony polskiej i niemieckiej, dobry
kompas, lornetkê oraz mo¿liwoœæ œledzenia na
bie¿¹co prognozy pogody. Zalew jest wspania³y! Piêkne p³ywanie! Mo¿na jednym halsem
p³yn¹æ ca³y dzieñ. Na pewno w przysz³ym roku
powtórzê ten rejs, zaliczaj¹c ca³¹ stronê niemieck¹, bo ju¿ siê przekona³em, ¿e na jachcie
mieczowym mo¿na pokonaæ Zalew Szczeciñski.
Ryszard Piêta
| WYPADKI I RATOWNICTWO
Dwadzieœcia trudnych minut
kpt. Jacek Guzowski
Po zakoñczeniu eksploracji 300 - milowego odcinka wybrze¿a Grenlandii Wschodniej, od Scoresbysund do Nansen Fiord,
16 lipca 2009 r. ruszamy w drogê powrotn¹
na Islandiê. Celem jest oddalony o oko³o 240
mil morskich port rybacki Olafsvik.
Ruszamy w po³udnie, w pe³nym s³oñcu. Pó³nocno - wschodni wiatr zachêca do postawienia wszystkich ¿agli. Z apslem niesiemy
dobrze ponad 140m2 ¿agla. Jacht pruje
spokojn¹ wodê jak motorówka, wiêc do pó³nocy odchodzimy blisko 80 mil. Jeszcze
spojrzenie wstecz na, podœwietlony s³oñcem
(jest dzieñ polarny), ³añcuch gór Watkinsa,
z wyró¿niaj¹cym siê na jego tle szczytem
Góry Gunnbjoerna (3694 m.n.p.m); jeszcze ostatni spektakl zgotowany przez podp³ywaj¹ce niemal do samej burty humbaki… i
nasza wschodnio - grenlandzka odyseja
przechodzi do historii.
Dwie godziny po pó³nocy pogoda gwa³townie siê psuje. Wiatr zmienia kierunek,
tê¿eje do 6°B, widocznoœæ spada do kilkunastu metrów. Idziemy ostrym bajdewindem. Pok³ad dziobowy zalewa fala. Emocje, wywo³ane bajecznym widokiem za ruf¹
i niedawnym spotkaniem z wielorybami, nie
pozwala³y dotychczas zasn¹æ. Dopiero zmêczenie prac¹, zwi¹zan¹ z dostosowaniem
o¿aglowania do nowych warunków, sprawia, ¿e wszyscy, poza wacht¹, zaszywaj¹ siê
w swoich kojach.
Kabina kapitañska na Panoramie usytowana jest w taki sposób, ¿e skipper mo¿e
b³yskawicznie znaleŸæ siê w nawigacyjnej
i na pok³adzie, a wychylaj¹c siê ze swojej koi,
mo¿e zobaczyæ przez otwarte drzwi kambuz
i fragment mesy z szafkami zawieraj¹cymi
apteczkê i podrêczne zapasy. Nad ranem dochodz¹ce stamt¹d odg³osy sprawiaj¹, ¿e wychylony z koi zagl¹dam do mesy. Zwykle nocne odg³osy z mesy oznaczaj¹, ¿e kolejny ³asuch dobra³ siê do ukrytych w szafkach s³odyczy, ale tym razem trwa³o to niepokoj¹co
d³ugo.
Gdy o 0600 ktoœ d³ugo grzebie w apteczce, mo¿e to oznaczaæ k³opoty. Istotnie,
Ania skar¿y siê na silne bóle brzucha. Sama
wziê³a ju¿ œrodki przeciwbólowe, ale coraz
wiêksze ich dawki nie skutkuj¹. Uruchamiam telefon satelitarny. Konsultacja farmaceutyczno - medyczna i iniekcja kolejnego, silnego œrodka przeciwbólowego, wykonana w jej wyniku, przynosi tylko krótkotrwa³¹ poprawê. Polecam skrupulatne zapisywanie wszystkich wydarzeñ dotycz¹cych
¿eglugi, a tak¿e dawki leków, godziny ich
podania i stan chorej. Wiem, ¿e w razie problemów zapiski te bêd¹ analizowane przez
wszystkie mo¿liwe s³u¿by badaj¹ce zdarzenie, z Izb¹ Morsk¹ na czele. Ból staje siê nie
do zniesienia. W³asnymi œrodkami nie jesteœmy w stanie wiêcej osi¹gn¹æ. Potrzebna
jest szybka pomoc lekarska.
Poganiamy konie. P³yniemy pod maksymaln¹ - mo¿liw¹, aby nie przeforsowaæ jachtu,
powierzchni¹ ¿agla, wspomagan¹ silnikiem,
osi¹gaj¹c œredni¹ prêdkoœæ ok. 7 wêz³ów. Do
Olafsvik, gdzie mamy nadziejê uzyskaæ pomoc
medyczn¹, zosta³o jeszcze ok. 70 mil - w najlepszym wypadku, jeœli warunki siê nie zmieni¹, blisko pó³ dnia ¿eglugi. Idziemy pod silny
wiatr, wypiêtrzy³a siê nieprzyjemna, krótka
fala. Ania cierpi coraz bardziej. Obawiam siê,
¿e kilkanaœcie godzin cierpieñ to za du¿o,
nawet jak na sprawdzon¹ w arktycznych rejsach tward¹ za³ogantkê. Czujê coraz wiêkszy
ciê¿ar odpowiedzialnoœci. Wszyscy zdajemy
sobie sprawê z powagi sytuacji. Rozgadana
zwykle za³oga milczy. Oczy zwrócone s¹ na
mnie w oczekiwaniu na decyzje.
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 43
WYPADKI I RATOWNICTWO |
Z lewej burty widzimy ju¿ odleg³e o 2530 mil wysokie, poszarpane ska³y pó³wyspu
o kszta³cie kalafiora, zwieñczaj¹cego pó³nocno-zachodni¹ Islandiê. S¹ niezamieszka³e
i ca³kowicie niedostêpne. Bliskoœæ brzegu
sprawia, ¿e udaje siê nawi¹zaæ ³¹cznoœæ radiow¹. Wywo³ujê Icelandic Coastguard. Podajê call sign, pozycjê, prêdkoœæ i kurs. Informujê, ¿e zmierzam do Olafsvik, które
osi¹gnê za ok. 8-10 godzin i potrzebujê pomocy medycznej. Proszê o podstawienie na
kejê karetki pogotowia. Coastguard przyjmuje zg³oszenie, prosz¹c o sta³y nas³uch na
kanale 12.
Po chwili przejmuje nas inny operator
Coastguardu i chwilê póŸniej nastêpny, który prosi o podanie numeru telefonu komórkowego, na który zadzwoni lekarz dy¿urny.
Jest jednak za daleko; ³¹cznoœæ telefoniczna
nie udaje siê. Lekarz nawi¹zuje ³¹cznoœæ radiow¹. Wypytuje o szczegó³y dotycz¹ce chorej, o prawdopodobn¹ diagnozê i podane leki.
Jest pi¹tek wieczór – zacz¹³ siê weekend.
Wiem, ¿e nasze zg³oszenie uruchomi³o na
brzegu procedurê ratownicz¹ i w tej chwili
pewnie kilkanaœcie osób œledzi ka¿dy nasz
ruch. Pi¹tkowy wieczór sprawia, ¿e z trudem
udaje siê nawi¹zaæ ³¹cznoœæ z agentem ubezpieczeniowym, ¿eby zg³osiæ nasz insurance
case. Zawiadamiam o zdarzeniu armatora,
w osobie wicekomandora JK AZS Wroc³aw
oraz ambasadê polsk¹ w Reykjaviku, nagrywaj¹c siê na automatyczn¹ sekretarkê.
P³yniemy kursem 140 w kierunku Olafsvik, pokonuj¹c kolejne mile. Zg³asza siê operator Coastguardu. Informuje, ¿e nie muszê
p³yn¹æ a¿ do Olafsvik. Proponuje zmianê
kursu na, le¿¹cy w odleg³oœci ok. 30 mil,
Ge##### … nazwa kompletnie niezrozumia³a - proszê o przeliterowanie (przespelowanie) nazwy i podanie wspó³rzêdnych. Chodzi
o Geiseyri. Rzut oka na mapê - malutka osada
z kotwicowiskiem. Damy radê - mamy na
pok³adzie ponton. Podajê nowy kurs na ster
i informujê Coastguard, ¿e zmierzam do
Geiseyri, powtarzaj¹c request o ambulans
i pomoc lekarsk¹ na brzegu. Po d³u¿szej
chwili zg³asza siê operator i, ku mojemu
zdziwieniu, z wyraŸnym zak³opotaniem mówi, ¿e w Geyseiri nie mog¹ zapewniæ karetki
i opieki lekarskiej. Proponuje wys³anie helikoptera, który podejmie chor¹ z pok³adu.
W tej sytuacji informujê, ¿e wracam na kurs
w kierunku Olafsvik (gdzie, jak siê spodzie44 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
wam, powinien byæ szpital albo przynajmniej
lekarz) oraz proszê o kilka minut na ocenê
sytuacji i podjêcie decyzji. Sytuacja wygl¹da
tak: Panorama jest keczem. Jej dwa maszty,
oplecione olinowaniem sta³ym, mog¹ mocno
utrudniæ lub wrêcz uniemo¿liwiæ podjêcie
cz³owieka bezpoœrednio z pok³adu. Pó³nocno
- wschodni wiatr o sile ok. 5°B wieje przeciw
pr¹dowi p³ywowemu, nak³adaj¹cemu siê na
sta³y pr¹d, bêd¹cy odga³êzieniem pr¹du pó³nocnoatlantyckiego, tworz¹c krótk¹, stosunkowo wysok¹ i strom¹ falê. Wodowanie pontonu w takich warunkach jest zbyt ryzykowne. Wywo³ujê Coastguard i odpowiadam na
propozycjê przys³ania œmig³owca: NEGATIVE. Mój rozmówca ponownie proponuje
œmig³owiec. Ja, ponownie, stanowczo odmawiam. Wiem, ¿e nieprzypadkowo proponuje
dwa razy - moja odmowa jest rejestrowana.
Odmawiaj¹c pomocy, przejmujê na siebie
pe³n¹ odpowiedzialnoœæ za dalszy bieg wypadków.
Mijaj¹ blisko 2 godziny. Zg³asza siê lekarz i wypytuje o stan chorej, który, niestety,
nie uleg³ poprawie. Poprawie natomiast
uleg³a pogoda. Wiatr os³ab³, morze wyg³adzi³o siê, polepszy³a siê widocznoœæ, a nawet
wyjrza³o s³oñce. Zg³asza siê operator Coastguardu i informuje, ¿e nie mo¿e zapewniæ
karetki i lekarza w Olafsvik. T³umaczy przyczynê. Na Islandii nie ma rozwiniêtej sieci
dróg. Œrodkowa czêœæ wyspy jest niemal niedostêpna, poniewa¿ pokrywaj¹ j¹ pola lawy.
Wokó³ Islandii biegnie jedna arteria komunikacyjna, przypominaj¹ca standardem nasze
drogi wojewódzkie. ¯ycie na wyspie skupia siê
w Reykjaviku i w szeregu ma³ych osad usytuowanych wokó³ wybrze¿a, a odleg³oœci miêdzy nimi liczy siê w dziesi¹tkach kilometrów.
W tych ma³ych osadach nie ma szpitali, a jedynie punkty medyczne. Opiekê zdrowotn¹
zapewnia mieszkañcom Islandii nowoczesny
szpital w Reykjaviku, zaœ rolê karetek pogotowia pe³ni¹ helikoptery.
Schodzê pod pok³ad porozmawiaæ z Ani¹.
Musimy zaryzykowaæ podjêcie przez œmig³owiec. Ania, obola³a i zdesperowana, jest
gotowa na wszystko. Byle przesta³o boleæ.
Decyzja zosta³a podjêta. Wiem, co muszê zrobiæ. W myœlach planujê ju¿, jak to wykonaæ. Pogoda nam sprzyja. W ci¹gu ostatnich kilkudziesiêciu minut zdecydowanie siê
poprawi³a. Wzywam Coastguard. Informujê, ¿e warunki uleg³y poprawie i wyra¿am
zgodê na przys³anie œmig³owca. Podajê niezbêdne dane dotycz¹ce pozycji, kursu i prêdkoœci oraz wielkoœci i typu jachtu, zwracaj¹c
uwagê na dwa maszty. Sugerujê podjêcie
chorej z pontonu. Na pok³adzie omawiamy
z za³og¹ plan akcji i przygotowujemy ponton
do zrzucenia na wodê. Wojtek i Marek zejd¹
z Ani¹ do pontonu. Zostawimy ich na stosunkowo spokojnej ju¿ wodzie, odp³ywaj¹c na
bezpieczn¹ odleg³oœæ, by móc w ci¹gu paru
chwil znaleŸæ siê przy nich, gdyby coœ Ÿle
posz³o, a jednoczeœnie by nie przeszkadzaæ
ratownikom.
Po oko³o 20 minutach s³yszymy narastaj¹cy odg³os silników lotniczych i dostrzegamy w górze dwa silne œwiat³a lec¹cego
w naszym kierunku œmig³owca. Przez radio
zg³asza siê jego dowódca. Od tej chwili to on
dowodzi akcj¹, a my wykonujemy jego polecenia. Wyjaœnia, jak zamierza j¹ przeprowadziæ.
Zwodowany ponton, z za³og¹ ubran¹
w kamizelki, zostaje za nami, na wodzie. Ha³as wytwarzany przez œmig³a jest tak mocny,
¿e nie s³yszymy w³asnych myœli. Œmig³owiec
powoli nadlatuje nad ponton i zawisa nad
nim, wyg³adzaj¹c wodê si³¹ podmuchu. Po
chwili jednak wznosi siê w powietrze i odlatuje, zataczaj¹c nad nami wielki kr¹g. Ponownie zg³asza siê dowódca. Dziêki temu, ¿e
oddali³ siê na chwilê, mo¿liwa sta³a siê komunikacja radiowa. Inaczej potworny huk
ca³kowicie by j¹ zag³uszy³. Dowódca obawia
siê, ¿e podmuch mo¿e wywróciæ ponton,
zmienia wiêc plan akcji. Nowy plan jest nastêpuj¹cy: mamy wzi¹æ ponton na hol i p³yn¹æ
z maksymaln¹ prêdkoœci¹ pod wiatr i falê.
Reszta nale¿y do niego.
Podp³ywam do pontonu. Podajê hol i t³umaczê za³o¿enia akcji. Mamy jasnoœæ, ¿e gdy
œmig³owiec nadleci ponownie, ha³as i podmuch wiatru, jaki wytworzy (do 130 km/h),
uniemo¿liwi¹ jak¹kolwiek komunikacjê. Od
tej chwili wszyscy bêdziemy dzia³aæ wy³¹cznie intuicyjnie, licz¹c na w³asne umiejêtnoœci, doœwiadczenie i szczêœcie. Pokrzepieni t¹ œwiadomoœci¹ ruszamy. Pod s³aby wiatr
i niewysok¹, p³ask¹ falê, z nurkuj¹cym na
holu pontonem, udaje siê osi¹gaæ prêdkoœæ
3,5 – 4 wêz³ów. Wstrzymujemy oddechy.
Helikopter nadlatuje od strony zawietrznej,
czyli od rufy naszego zestawu holowniczego.
Dziêki temu zabiegowi podmuch wytwarzany przez rotor zostaje z ty³u, za pontonem,
mimo ¿e kad³ub œmig³owca wisi 30 metrów
nad nim. Widzimy, jak otwieraj¹ siê drzwi
i w dó³ spuszczona zostaje stalowa lina zakoñczona gruszk¹ - ciê¿arkiem - to lina prowadz¹ca. Marek wychyla siê niebezpiecznie
z pontonu, pokazuj¹c, ¿e chce j¹ z³apaæ, ale
pilot wyraŸnie daje do zrozumienia, ¿e jest za
wczeœnie. Zostaje w tyle i dwukrotnie zanurza gruszkê w morzu. Ten zabieg pozwala
na zdjêcie z kad³uba œmig³owca ³adunku
statycznego, powsta³ego na skutek tarcia
œmigie³ o powietrze. Ró¿nica potencja³ów
miêdzy œmig³owcem a ziemi¹ mo¿e wynosiæ
kilkanaœcie tysiêcy volt i grozi powa¿nym
pora¿eniem. Po uziemieniu w morzu gruszka wraca nad ponton i zostaje do niego precyzyjnie wrzucona. Od tej chwili jesteœmy ju¿
jednym, po³¹czonym linami, dynamicznym
obiektem p³ywaj¹co - lataj¹cym, poruszaj¹cym siê z prêdkoœci¹ 4 wêz³ów. (Uwaga!
- pod ¿adnym pozorem nie wolno liny
prowadz¹cej przywi¹zywaæ do jachtu lub
pontonu – ma byæ trzymana w rêkach).
| WYPADKI I RATOWNICTWO
Po linie prowadz¹cej zje¿d¿a do pontonu
ratownik ubrany jak teletubiœ w ¿ó³ty, p³ywaj¹cy skafander i kask. Siadaj¹c na burcie,
na moment traci równowagê i moczy pupê
w wodzie. Na szczêœcie utrzymuje siê na
pok³adzie. Mimo ¿e nic nie s³yszymy, domyœlamy siê, co siê dzieje. Ratownik szybko ustala, kogo ma ratowaæ, przesuwa siê w kierunku siedz¹cej na rufie Ani i ubiera j¹ w specjaln¹ uprz¹¿. Gdy s¹ gotowi, daje znak rêk¹ i razem szybuj¹ w górê.
Po chwili s¹ ju¿ przy otwartych drzwiach
i znikaj¹ wewn¹trz œmig³owca. Za nimi wci¹gniêta zostaje lina prowadz¹ca. Œmig³owiec
zatacza nad nami kr¹g. Nawi¹zujê ³¹cznoœæ
z dowódc¹. Dziêkujê za sprawn¹ i szczêœliwie
przeprowadzon¹ akcjê. Œmig³owiec odlatuje
w kierunku Reykjaviku, a my stoimy w dryfie
do chwili, gdy nadchodzi sms od Ani, ¿e jest
w szpitalu bezpieczna i wed³ug lekarzy wszystko bêdzie dobrze.
Mo¿emy mówiæ o du¿ym szczêœciu. Jakakolwiek niedok³adnoœæ, awaria czy wypadniêcie z pontonu do wody o temperaturze kilku stopni Celsjusza mog³y sprawiæ, ¿e wydarzenia przybra³yby dramatyczny
obrót. Od chwili, gdy zobaczyliœmy œmig³owiec, do zakoñczenia akcji, minê³o oko³o
20 minut, z czego na bezpoœredni¹ akcjê
ratownika, z zejœciem do pontonu i z powrotem, przypad³y zaledwie dwie minuty.
Ca³e wydarzenie zakoñczy³o siê szczêœliwie, a Ania cieszy siê dobrym zdrowiem.
Zastanówmy siê wiêc, jak¹ naukê mo¿emy
wynieœæ z pomoc¹ tego doœwiadczenia.
Przede wszystkim - mimo starannego
przygotowania wyprawy, obejmuj¹cego, wydawaæ by siê mog³o, ka¿dy mo¿liwy i teoretycznie niemo¿liwy przypadek, wszystkiego nie da siê przewidzieæ. Kiedyœ, przed
wielu laty, gdy zaczyna³em swoj¹ przygodê
z ¿eglarstwem morskim, zapamiêta³em maksymê, która wydaje siê byæ nader prawdziwa,
a nasz przypadek j¹ potwierdza:
Na morzu niemo¿liwe jest tylko
jedn¹ z mo¿liwoœci.
a.
Jachtowy Poradnik Medyczny Jerzego Morzyckiego – klasyk, który
powinien stanowiæ obowi¹zkowe
wyposa¿enie ka¿dej biblioteczki
jachtowej - dziêki niemu mogliœmy
okreœliæ prawdopodobn¹ diagnozê i wiedzieliœmy, jak postêpowaæ z chor¹;
b. MKS – Miêdzynarodowy Kod Sygna³owy – który równie¿ powinien
stanowiæ obowi¹zkowe wyposa¿enie ka¿dej biblioteczki jachtowej.
Dziêki niemu, pos³uguj¹c siê angielskimi, fachowymi okreœleniami medycznymi w usystematyzowany, przyjêty
w miêdzynarodowej komunikacji morskiej sposób, mog³em przekazaæ przez
radio informacje w sposób ca³kowicie
zrozumia³y dla Coastguardu i jego lekarza dy¿urnego;
6. Ubezpieczenie kosztów leczenia. Ka¿dy
z cz³onków za³ogi by³ ubezpieczony od
kosztów leczenia z akcj¹ poszukiwania
na morzu, z u¿yciem œmig³owca, na sumê
ubezpieczenia 150.000 z³. Zawiadomiony o zdarzeniu agent firmy ubezpieczeniowej pojawi³ siê w szpitalu w Reykjaviku i przej¹³ na siebie wszelkie koszty, które, jak mniemam, nie by³y ma³e;
7. Neptun, który w decyduj¹cym momencie
uspokoi³ morze, minimalizuj¹c ryzyko
ca³ej operacji.
Nie zapominajcie o uszanowaniu
Neptuna, a On pomo¿e Wam, gdy
zajdzie taka potrzeba. Jak to zrobiæ, wie
ka¿dy ¿eglarz, a mnie, w tym miejscu, nie
wypada przypominaæ.
Jacek Guzowski Wroc³aw, 2012 r.
Fot. z archiwum autora
Co okaza³o siê pomocne i przyczyni³o siê,
moim zdaniem, do szczêœliwego zakoñczenia tej historii:
1. Profesjonalizm za³ogi œmig³owca Coastguardu, której dowódcê - Torarina Ingi
Ingasona, poznaliœmy osobiœcie, gdy
po tygodniu odwiedzi³ nas na jachcie
w Keflaviku. Wymianê doœwiadczeñ,
która wówczas nast¹pi³a, uwa¿am za
bezcenn¹;
2. Œwietne wyszkolenie i opanowanie za³ogi
- szczególnie Wojtka i Marka, którzy
dzia³ali z ogromn¹ intuicj¹ i precyzj¹;
3. Dobre przygotowanie jachtu, który nie
zawiód³ w decyduj¹cym momencie;
4. Telefon satelitarny, który pozwoli³ na
konsultacjê medyczn¹, gdy ³¹cznoœæ
VHF nie by³a jeszcze mo¿liwa, a w razie
dalszego braku ³¹cznoœci, umo¿liwi³by
wezwanie pomocy;
5. Dwa wys³u¿one egzemplarze ksi¹¿ek
o po¿ó³k³ych ze staroœci kartkach:
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 45
WYPADKI I RATOWNICTWO |
SUPLEMENT
PODSTAWOWE ZASADY POSTÊPOWANIA PODCZAS
PROWADZENIA AKCJI RATUNKOWEJ Z U¯YCIEM ŒMIG£OWCA
Mimo ¿e akcje ratownicze z udzia³em œmig³owca nie zdarzaj¹ siê na porz¹dku dziennym, sensowne wydaje siê poznanie kilku regu³ postêpowania, mog¹cych przyczyniæ siê do ich powodzenia.
Ka¿dy, kto przebywa³ w okolicy helikoptera, wie, jak wielki ha³as i jak silny podmuch wiatru
wytwarza. S¹ to elementy nieroz³¹cznie zwi¹zane z akcj¹ ratownicz¹ prowadzon¹ ze œmig³owca,
do których czêsto do³¹czaj¹: wzburzone morze, silny wiatr, ciemnoœæ i stres. Posiadaj¹c choæby
elementarn¹ wiedzê, zredukujemy stres towarzysz¹cy akcji ratowniczej i podniesiemy poziom
bezpieczeñstwa zarówno cz³onków za³ogi ratowanej jednostki, jak i za³ogi helikoptera, która,
spiesz¹c z pomoc¹ poszkodowanym, ryzykuje swoje ¿ycie. Poni¿ej pozwolê sobie podaæ wa¿ne
informacje i podstawowe regu³y postêpowania, wynikaj¹ce z doœwiadczeñ w³asnych i uzyskane
podczas rozmów z ratownikami oraz pochodz¹ce z dostêpnych Ÿróde³ polskich i anglojêzycznych.
I. Zanim nadleci helikopter:
1. Zrzuæ wszystkie ¿agle, zroluj rolfoka i dodatkowo, solidnie, zabezpiecz je krawatami.
2. Upewnij siê, ¿e radio jest w³¹czone i pracuje na kanale 16.
3. Rotor wytwarza podmuch o sile 60-70
wêz³ów. Przygotuj siê wiêc jak na nadejœcie huraganu. Usuñ z pok³adu lub umocuj wszystkie lekkie elementy, które mog³yby byæ zdmuchniête z pok³adu lub zostaæ wessane przez silnik helikoptera: liny,
butelki pet, mapy, rêczniki itp.
4. Ogranicz liczbê za³ogi na pok³adzie do
niezbêdnego minimum. Poleæ, aby
WSZYSCY ubrali kamizelki ratunkowe,
a schowali luŸne czapki i szaliki.
5. Usuñ z rufy jachtu wszelkie elementy mog¹ce przeszkadzaæ w operacji - z³ó¿ i zabezpiecz tent przeciws³oneczny (bimini),
szprycbudê (sprayhood), itp.
6. Jeœli masz ponton, przenieœ go na pok³ad
dziobowy i starannie zamocuj. Nie sk³adaj go. W przypadku jednostek o liczbie
masztów wiêkszej ni¿ 1, podjêcie chorego
bezpoœrednio z pok³adu mo¿e byæ trudne.
Mo¿liwe, ¿e niezbêdne bêdzie wodowanie
pontonu i przeniesienie na niego poszkodowanego. Bêdziesz wówczas holowaæ
ponton za ruf¹ jachtu na ok. 30 m holu,
poruszaj¹c siê pod wiatr i falê. Jeœli nie
masz pontonu, mo¿esz u¿yæ do tego celu
tratwy ratunkowej.
7. Wyznacz stanowiska manewrowe, a sobie
zostaw wy³¹cznie czynnoœci dowodzenia
oraz ³¹cznoœæ z dowódc¹ helikoptera. Wiê-
kszoœæ instrukcji od dowódcy œmig³owca
otrzymasz przez radio, zanim znajdzie siê
nad jachtem, czyli zanim ha³as uniemo¿liwi jak¹kolwiek komunikacjê.
8. Uruchom silnik i p³yñ pod wiatr i falê
(podrêczniki zalecaj¹ k¹t 30% do wiatru,
lecz w warunkach jachtowych i na zafalowanym morzu mo¿e to byæ trudne do wykonania). Pilot prawdopodobnie poleci
trzymanie takiego kursu równie¿ po podaniu liny prowadz¹cej. W efekcie obydwie
jednostki bêd¹ posiada³y lepsz¹ zdolnoœæ
manewrow¹, a podmuch wytwarzany
przez rotor pozostanie z ty³u, za jachtem.
Fotel pilota œmig³owca usytuowany jest na
prawej burcie. Podobnie, przez drzwi z jego
prawej burty, wydawane bêd¹ zarówno lina
prowadz¹ca, jak i w³aœciwa lina operacyjna,
zatem pilot podchodziæ bêdzie do lewej burty
jachtu. Zajêcie pozycji pod wiatr pozwoli mu
obni¿yæ dziób maszyny, umo¿liwiaj¹c lepsz¹
obserwacjê ratowanego obiektu. A zatem
œmig³owiec podejdzie od rufy i od lewej burty.
I. Gdy nadleci helikopter:
1. Nie œwieæ w jego kierunku aldisem, a ju¿
w ¿adnym wypadku nie strzelaj flar. Mo¿e
to spowodowaæ oœlepienie za³ogi œmig³owca, szczególnie ¿e w nocy u¿ywaj¹
noktowizorów. Do sygnalizacji w dzieñ
u¿yj p³awki dymnej - dodatkowo poka¿e
ona pilotowi kierunek wiatru. Do zasygnalizowania swojej pozycji mo¿esz te¿
u¿yæ lampy b³yskowej dowolnego aparatu
fotograficznego. W nocy w³¹cz oœwietlenie
pok³adu.
2. Œmig³a, tr¹c o powietrze, wytwarzaj¹ na
kad³ubie œmig³owca ³adunek statyczny.
Ró¿nica potencja³ów siêga kilkunastu
tysiêcy volt i mo¿e spowodowaæ powa¿ne
pora¿enie. Po zrzuceniu liny prowadz¹cej
nie dotykaj jej, zanim nie zostanie uziemiona. Najczêœciej zadba o to dowódca
œmig³owca.
3. Przebieg akcji ratowniczej zale¿y od
rodzaju zagro¿enia. Mo¿e to byæ opuszczenie ratownika dla podjêcia chorego/
rannego cz³onka za³ogi, ale mo¿e te¿
ograniczyæ siê do podania przy pomocy
liny prowadz¹cej leków, narzêdzi, czy np.
w przypadku przecieku - wydajnej pompy, wówczas nale¿y niezw³ocznie odczepiæ przesy³kê od liny i uniesion¹ rêk¹,
z kciukiem skierowanym do góry, daæ
znaæ do jej podniesienia. W ka¿dym przypadku nale¿y przestrzegaæ podstawowej
zasady: ani lina prowadz¹ca, ani lina operacyjna, ani ¿aden inny element po³¹czony na sta³e z helikopterem nie mo¿e
byæ, pod ¿adnym pozorem, mocowany do
jakiegokolwiek elementu jachtu. Linê
prowadz¹c¹ nale¿y mocno trzymaæ w rêkach, najlepiej chronionych rêkawicami,
uwa¿aj¹c, ¿eby siê nie spl¹ta³a lub nie
zaczepi³a. Jeœli jest jej wiêcej, mo¿na j¹
zbieraæ np. do wiadra. Po zakoñczeniu
akcji wrzuæ j¹ za burtê, do wody. Zostanie
wci¹gniêta na pok³ad helikoptera.
4. Ratownik opuszczany jest na w³asnej linie
operacyjnej - stalowej plecionce o noœnoœci ok. 270 kg. Lina prowadz¹ca s³u¿y
wy³¹cznie do przyci¹gniêcia go i naprowadzenia na pok³ad jachtu oraz do
asekuracji. Mo¿e te¿ s³u¿yæ do podania
kosza ratunkowego, noszy lub innych
przesy³ek.
5. Utrzymuj kontakt wzrokowy z ratownikiem i reaguj na jego polecenia.
6. Po zakoñczeniu akcji powiadom o zdarzeniu armatora, ubezpieczyciela oraz,
jeœli zdarzenie mia³o miejsce za granic¹,
polskie s³u¿by konsularne i ….
7. Nie zapomnij podziêkowaæ ratownikom.
Czytaj¹cym te s³owa ¿yczê, aby powy¿sze informacje pozosta³y wy³¹cznie wiedz¹ teoretyczn¹, krytyków proszê o wyrozumia³oœæ, jeœli jak¹œ wa¿n¹ kwestiê pomin¹³em,
a wszystkim ratownikom sk³adam wyrazy g³êbokiego szacunku.
Przebieg akcji ratowniczej mo¿na zobaczyæ
na filmie: http://www.youtube.com/watch?
v=9MYGCQq2Fh8
kpt. Jacek Guzowski
Fot. z archiwum autora
46 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
| WYPADKI I RATOWNICTWO
S/y Halny Wind na rafie
Jak do tego dosz³o (okolicznoœci zdarzenia)?
Kazimierz Bi³yk, Chub Cay, Bahamas, 12 lutego 2011
Ludek M¹czka nie napisa³ nigdy nic
o swoich perypetiach i o rejsach po œwiecie,
niemniej jednak, gdy ktoœ z jego za³ogantów
mia³ zamiar coœ napisaæ, nawet ksi¹¿kê,
zgadza³ siê i tylko mówi³: To z ciebie bêd¹ siê
œmiali, nie ze mnie, gdy napiszesz g³upoty.
Jestem innego zdania. Uwa¿am, ¿e ludzie,
zw³aszcza koledzy i znajomi, maj¹ prawo
wiedzieæ z pierwszej rêki, jak by³o; potem
mog¹ siê œmiaæ, wspó³czuæ albo wzi¹æ sobie
do serca przestrogê. W koñcu na b³êdach
swoich i cudzych cz³owiek siê uczy.
Rejs zacz¹³ siê 16 stycznia 2011. Z du¿¹
pomoc¹ kolegi Irka Ševèika, Czecha, odbijamy z trudem od doku w Punta Gorda na
Florydzie. Mamy za ma³o wody pod kilem,
ale o 2300 jakoœ siê uda³o. Pogoda od
pocz¹tku nas nie rozpieszcza. Pojawi³a siê
gêsta mg³a. S/y Halny Wind (Ericson 35)
jest trochê ciê¿ki, bo zaprowiantowany na
3 miesi¹ce plus rezerwa na trzy osoby. Cel:
Martynika, ok. 1500 Mm. Moja za³oga ma
bilety powrotne do Polski na 24 kwietnia
z Fort-de-France na Martynice. Mamy du¿o
czasu, nie musimy siê spieszyæ.
Pierwszej nocy stajemy na kotwicy, myœl¹c, ¿e mg³a siê rozwieje. Z³udna to nadzieja,
bo brak wiatru, wiêc decydujemy siê jednak
p³yn¹æ na silniku, w³¹czaj¹c co jakiœ czas
radar, mimo ¿e wokó³ pustka.
Rano, na drugi dzieñ - ci¹gle mg³a. Przep³ywamy pod wysokim na 65 stóp mostem
w Marathon Key na Florydzie. Opuszczamy w tym momencie Zatokê Meksykañsk¹
i wp³ywamy na Atlantyk. Nie zatrzymujemy
siê w Maraton. Mamy dosyæ wody i ropy na
800 mil. Do Bahamów ok. 120 mil. Na trasie
do Panamy i Meksyku panuje dosyæ du¿y
ruch: omijamy, lub nas omija, dziewiêæ
statków na Golfstromie.
O poranku trzeciego dnia wchodzimy na
Bahama Bank poni¿ej Riding Rocks. Do najbli¿szego miejsca w Chub Cay na Berry
Islands mamy ok. 70 Mm. Tam umówiliœmy
siê z Maækiem, który wyp³yn¹³ z Tampy zaraz
po nas i ma do nas dzieñ straty.
Wchodzimy do Chub Cay zaraz po zachodzie s³oñca i w tej piêknej zatoce rzucamy
kotwicê. By³em tu kilka razy, nawet spotka³em siê z Kazikiem Kwasiborskim na Sylwestra, chyba w 2002, wiêc znam to miejsce
dobrze. Wyrzucamy (na siedmiu stopach)
45-funtow¹ kotwicê typu Bruce i ok. 50 stóp
³añcucha. Trzyma œwietnie! Do tej pory mnie
nie zawiod³a nawet przy wietrze 45 wêz³ów.
Nastêpny dzieñ up³ywa spokojnie na
odpoczynku po kilku dniach p³yniêcia.
Odbieram pogodê i mapki przez SSB Radio.
Wygl¹da na to, ¿e idzie front i wiatr bêdzie
dopychaj¹cy do brzegu, ale nie wiêcej ni¿ 25
wêz³ów. Trochê pokiwa, ale na wszelki wypadek z telefonu satelitarnego dzwoniê do
syna do Toronto, aby sprawdzi³ ten front.
Potwierdza: 25 wêz³ów, wiatr W-NW. Na
wszelki wypadek przygotowuj na dziobie
drug¹ kotwicê CQR, gotow¹ do rzucenia.
Wieczorem, ju¿ po ciemku, przyp³ywa
Maciek. Kotwiczy 100 metrów przed moim
dziobem. Jest zmêczony, wiêc umawiamy siê
przez radio na rano. Rano wodujê dinghy
i wiozê Adama do Maæka, aby go wci¹gn¹³ na
maszt; Maciek dopiero co zwodowa³ now¹
³ódkê - s/y Maciejka II - i nie ma jeszcze
flaglinek, a tu trzeba wywiesiæ ¿ó³t¹ flagê do
odprawy. Po robocie umawiamy siê na wieczór na kokpit party u Maæka.
Niestety, front, który w dzieñ przystopowa³, ruszy³ z kopyta i idzie na nas. Roœnie
fala i roœnie wiatr. Z kokpit party nici.
Trzeba przetrzymaæ front, a rano zabraæ siê
z nim do Nassau; tak siê to tu robi.
Oko³o 2000 jest ciemno i zaczê³o padaæ.
Wiatr ma porywy chyba wiêksze ni¿ 25 wêz³ów. Fala uros³a, ale Bruce trzyma, a CQR
jest gotowa do rzucenia, jakby co! I nagle
jakaœ wiêksza fala ustawia ³ódkê pod k¹tem
90 stopni do ³añcucha kotwic. Napór wiatru
na bok ³ódki i takielunek wyrywa Bruce'a.
Czujê i widzê na laptopie, ¿e JEDZIEMY!
Lecê na dziób i rzucam przygotowan¹ CQR,
co zajmuje mo¿e minutê, ale zanim CQR
zaczyna trzymaæ, ju¿ czujê, ¿e ³ódka uderza
kilem o dno. Adam leci na dziób, ja do silnika. Podchodzê do wiatru, ale nie s³yszê, co
robi Adam: myœlê, ¿e wybiera kotwice.
Przed dziobem mam Maciejkê Maæka
i amerykañsk¹ ³ódkê o nazwie Lola. Nie
mogê w nie uderzyæ, wiêc próbujê omin¹æ je
na prawo. Niestety, Adamowi nie uda³o siê
wybraæ kotwic, które mnie hamuj¹. Skrêcam
wiêc w lewo, ¿eby nie uszkodziæ jachtów
przede mn¹. I nagle silnik gaœnie! Nakrêca
jedn¹ z kotwic na œrubê. Jeszcze próbujê
walczyæ. Wyszarpujê ciê¿k¹ trzeci¹ sztormow¹ kotwicê z bakisty, ale gdy mam j¹ ju¿
pod pach¹ i zamierzam wytargaæ na dziób,
czujê najpierw uderzenia jachtu kilem
o dno, a zaraz potem lew¹ burt¹ o rafê
brzegu. W tym momencie wiem, ¿e to ju¿
koniec. Teraz liczy siê tylko ¿ycie! Nie s¹
wa¿ne kotwice i jacht! Adam, co prawda,
ryzykuj¹c utrat¹ r¹k i nóg, próbuje ratowaæ ³ódkê, wsadzaj¹c odbijacze miêdzy rafê
a kad³ub, ale to, niestety, nie dzia³a. Ja pilnujê Haliny, ¿eby bezpiecznie wyskoczy³a na
brzeg. Ona jedna zd¹¿y³a za³o¿yæ kamizelkê
ratunkow¹, chocia¿ przy wyskoku straci³a
but, ale wiem, ¿e jest ca³a i zdrowa na l¹dzie
i to mi dodaje si³.
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 47
WYPADKI I RATOWNICTWO |
Podsumowanie:
Po pierwsze: kto nie ¿egluje, ten nie ryzykuje i dobrze siê w domu czuje!
Po drugie: tak jak to mówi³ mój przyjaciel Ludek M¹czka: Na morzu musz¹ byæ
straty: w sprzêcie lub w ludziach. Szczêœcie
jest wtedy, je¿eli tylko w sprzêcie!
Po trzecie: wina jest tylko moja, bo
zawierzy³em prognozie (powinienem wzi¹æ
poprawkê). Trzecia kotwica sztormowa
powinna byæ na dziobie (tak na wszelki
wypadek). Powinienem za dnia przesun¹æ
³ódkê na kotwicê dalej od brzegu, ¿eby mieæ
zapas wody na manewry.
Po czwarte: dalej jestem tu, na Bahamach, i ³ódkê, któr¹ sk³ada³em przez trzy
lata, przygotowuj¹c do dalekich rejsów,
teraz rozbieram do naga. Rozbieranie idzie
du¿o szybciej (trzy tygodnie), tylko narzêdzia s¹ zardzewia³e i brudz¹ rêce na br¹zowo, prawie nie do wyczyszczenia.
Po pi¹te: dziêkujê serdecznie Andrzejowi Sochajowi, który specjalnie dla mnie
przyp³yn¹³ z Florydy, pomagaj¹c mi w biedzie, za co mu bêdê do œmierci wdziêczny.
Woda z szybkoœci¹ huraganu wlewa siê
do ³ódki przez rozbit¹ lew¹ burtê. Nie ma
czasu na nic! Tylko dokumenty, jakaœ kurtka
- i na brzeg. Maciek nada³ mayday przez
VHF Radio. S¹ jacyœ ludzie na brzegu, za
chwilê przyje¿d¿a policja (bardzo pomocna).
Po minucie szoku wracamy z Adamem
do ³ódki. Nurkuj¹c w ciemnoœciach i w wodzie, bierzemy, co popadnie. £ódk¹ rzuca
niemi³osiernie. Mimo ogromnej dziury w lewej burcie ma jeszcze jak¹œ wypornoœæ, ale
zawis³a na skale i tak pewnie zostanie, bo
woda opada. Przy aprobacie policji w³aœciciel du¿ej motorowej ³odzi zabiera nas do
48 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
siebie i aplikuje nam po dwa g³êbsze Johnny
Walker, co niesamowicie podnosi nas na
duchu. Nastêpnie policjant o imieniu Woodbrigde wsadza nas do gazika i zawozi do
motelu. Ale jak tu spaæ?! Chcê wracaæ do
³ódki, ratowaæ rzeczy, ale jestem wyczerpany, po prostu nie mam si³y na nic. Jest
trzecia w nocy, wieje jak w kieleckiem na
dworcu przed wojn¹. Dopiero rano siê
uspokoi³o. W³¹czam telewizor w motelu,
a tu podaj¹, ¿e ten front poprzewraca³
w Tampie na Florydzie stacje benzynowe,
produkuj¹c tornada. Narozrabia³ te¿ nieŸle
w Miami.
Czekam teraz na Maæka, który ma
zabraæ mnie z ca³ym ocala³ym dobytkiem na
Florydê.
Pozdrawiam wszystkich czytelników
i przytaczam znamienne: navigare necesse
est, vivere non est necesse. Przy okazji
pozdrawiam te¿ serdecznie Jarka Hruzewicza i Andrzeja Plewika. Koledzy! I just
joined the club.
Kazimierz Bi³yk
[email protected]
Fot. z archiwum autora
| WARTO WIEDZIEÆ
Ciekawostki meteorologiczne i inne…
O prognozach, synoptykach i prezenterach pogody
Meteorologia jest nauk¹ œcis³¹, ale ma³o dok³adn¹.
(Nieznany szyderca, po³owa lat 70. XX w.)
Jan Mejer
W czerwcu by³em z koleg¹ na Mazurach.
Musieliœmy mieæ pecha, bo wiêkszoœæ prognoz by³a zdecydowanie nietrafiona. Chyba to by³o przyczyn¹, ¿e postanowi³em
przytoczyæ trochê anegdot dotycz¹cych
prezenterów pogody i ich prognoz.
Mark Twain, znany amerykañski pisarz
i humorysta, celowa³ w oœmieszaniu najbardziej popularnych tematów, czêsto dotycz¹cych przewidywania pogody. Jego zwiêz³y
styl i ostry dowcip nadawa³y siê do tego
doskonale. Pewnego razu napisa³ typow¹
prognozê pogody dla Nowej Anglii: Wiatr
prawdopodobnie pó³nocno - wschodni do
po³udniowo - zachodniego, zmieniaj¹cy siê
na po³udniowy, zachodni i wschodni, a tak¿e
z kierunków miêdzy wy¿ej wymienionymi;
ciœnienie wysokie i niskie, przenosz¹ce siê
z miejsca na miejsce, mo¿liwy deszcz, œnieg,
grad i susza, a po nich lub przed nimi trzêsienie ziemi z gromami i b³yskawicami.
Amerykañski mistrz humoru w ogóle nie mia³
pewnoœci, czy prognozy pogody powinny byæ
drukowane. Jak mówi³: Pogoda to literacka
specjalnoœæ i ¿adna niewytrenowana rêka
nie jest w stanie napisaæ dobrego artyku³u
na jej temat [1].
Coœ w tym musi chyba byæ. Wielki archiwista zjawisk atmosferycznych Francois
Avago stwierdzi³: Bez wzglêdu na postêp
nauki, nigdy ¿aden synoptyk godny zaufania i dbaj¹cy o swoj¹ reputacjê nie odwa¿y
siê przepowiadaæ stanu pogody. Nawet jeœli
meteorolog bêdzie sk³onny poœwiêciæ swoje
dobre imiê na o³tarzu prognozowania, osobiste ryzyko takich przepowiedni mo¿e byæ
bardzo du¿e.
Znany holenderski synoptyk C. H. D.
Buys - Ballot (znany ¿eglarzom ze swojej s³ynnej regu³y Buys - Ballota) wskaza³ na zagro¿enia zwi¹zane z tym zawodem, mówi¹c: Ten,
kto przepowiada pogodê, jeœli robi to sumiennie i z upodobaniem, nie bêdzie mia³
spokojnego ¿ycia i ryzykuje, ¿e oszaleje ze
zdenerwowania.
Znane postacie z meteorologii na przestrzeni wieków wykaza³y, ¿e Buys - Ballot mia³
racjê w kwestii stresów wynikaj¹cych z wykonywania zawodu meteorologa - synoptyka.
Admira³ Robert FitzRoy, kapitan statku Karola Darwina Beagle, póŸniejszy twórca brytyjskich s³u¿b meteorologicznych, w 1865 r.
pope³ni³ samobójstwo, podcinaj¹c sobie
gard³o brzytw¹. Za powód tego czynu uznano
krytyczne uwagi dotycz¹ce jego pracy jako
meteorologa - synoptyka.
W czasach wspó³czesnych pogodynki
równie¿ maj¹ podstawy, aby obawiaæ siê
reakcji opinii publicznej na ich prognozy
pogody. Przyk³adem niech bêdzie historia
opowiedziana w Fortean Time, która zdarzy³a siê w New Delhi w Indiach. W 1994 r.
miejscowy synoptyk zapowiedzia³ bezchmurne niebo, a spad³ œnieg. Kilka miesiêcy
póŸniej prognozowa³ mróz, a przysz³a fala
upa³ów. Po kolejnej wpadce nie wytrzyma³
nerwowo i zacz¹³ p³akaæ na antenie i stacja
telewizyjna zwolni³a go. Wed³ug miejscowych
raportów dziennikarzowi - synoptykowi gro¿ono œmierci¹, zacz¹³ siê wiêc ukrywaæ.
BBC donios³a w 1996 r., ¿e pewna Izraelitka pozwa³a telewizyjn¹ pogodynkê do
s¹du za to, ¿e w wyniku z³ej prognozy zachorowa³a. Twierdzi³a, ¿e prezenter zapewnia³
widzów o wzroœcie temperatury, wiêc ona
ubra³a siê za lekko i w efekcie przeziêbi³a.
W 2005 r. CNN poinformowa³a, ¿e burmistrz Moskwy grozi³ grzywn¹ za b³êdne
prognozowanie pogody.
I tu rodzi siê zasadnicze pytanie: Jak
unikn¹æ takiego losu? Byæ mo¿e synoptycy
powinni naœladowaæ Josha Billingsa, który
w swoim Almanachu na dzieñ 5 stycznia
1870 r. przewiduje bardzo elastycznie: Mo¿e
spadnie deszcz, a mo¿e nie.
O dziwo, pomimo wielu pomy³ek przy
prognozowaniu pogody zdarza³y siê jednak
niewiarygodnie dok³adne i trafne prognozy.
Nawet dysponuj¹c dzisiejszym, nowoczesnym sprzêtem, komputerami i nowatorskimi
metodami przepowiedzenie temperatury na
konkretny dzieñ kilka miesiêcy naprzód przekracza mo¿liwoœci synoptyków. A jednak czasami meteorologom udaje siê dobrze przewidzieæ pogodê, nawet niechc¹cy. Na przyk³ad w Anglii na prze³omie 1837 i 1838 r.
panowa³a jedna z najch³odniejszych zim, która zosta³a zapowiedziana ze znacznym wyprzedzeniem. Oko³o roku przed wspomnian¹
srog¹ zim¹ Patrick Murphy napisa³ w swoim
Weather Almanach, ¿e 20 stycznia 1838 roku
bêdzie pogodnie, a temperatura rekordowo
niska. Istotnie, ten styczniowy dzieñ okaza³
siê, jak póŸniej ustali³ magazyn Nature, najzimniejszy w Londynie w ca³ym stuleciu [1].
Inn¹ nieoczekiwanie trafn¹ prognozê
opublikowa³ angielski wydawca almanachów Francis Moore. Wed³ug historyka Wiliama
Walsha cz³owiek ten dyktowa³ swoje przepowiednie meteorologiczne po prostu z g³owy
- œnieg, go³oledŸ, deszcz, susza, pochmurnie,
mroŸno i tak dalej… jak tylko sekretarka potrafi³a je zapisaæ. Jedna niezwykle udana prognoza spod palca zapewni³a mu miejsce w meteorologicznym panteonie. Podobno pewnego popo³udnia w³aœnie odbywa³ drzemkê, gdy
sekretarka obudzi³a go pytaniem: Proszê
pana, jaka bêdzie pogoda w czasie Epsom
Derby (3 czerwca)? Z³y, ¿e przerywaj¹ mu
sen, Moore podobno odpowiedzia³ z irytacj¹: Mróz i œnieg, do cholery. I tak¹ pogodê
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 49
WARTO WIEDZIEÆ / LISTY DO REDAKCJI |
zamieszczono w jednym z almanachów. I rzeczywiœcie, 3 czerwca 1867 r. w Anglii istotnie
spad³ œnieg. Od tej chwili bez wzglêdu na to,
ile razy Moore siê pomyli³, ludzie mu wybaczali, mówi¹c: Co tam, a pamiêtacie Epsom
Derby?
A u nas w Polsce?
Niew¹tpliwie najbardziej popularnym i lubianym prezenterem pogody by³ Czes³aw Nowicki (1928 - 1992) nazywany Wicherkiem [2].
Wystêpowa³ zawsze po Dzienniku w Programie I Telewizji Polskiej i w Polskim Radiu.
Prognozê zapowiada³ w bardzo niekonwencjonalny sposób - by³ to rodzaj krótkiego i sympatycznego show. Pamiêtam dobrze, jak pokazywa³ olbrzymie prawdziwki i inne przyrodnicze ciekawostki. Kwartet Warszawski œpiewa³ piosenkê Kochajmy Wicherka, w której
podkreœla³ popularnoœæ i oryginalnoœæ prezentera. Zagra³ samego siebie w serialach Wojna
domowa (1966) i Dom (1982) oraz filmach
Wielka, wiêksza, najwiêksza (1962), K³opotliwy goœæ (1971) i Nie lubiê poniedzia³ku (1971). Zosta³ zwolniony z TVP w latach
70. XX w. po nierozwa¿nej uwadze o burzy
ze wschodu. PóŸniej prezenterk¹ pogody
w tamtych latach by³a El¿bieta Sommer
(Chmurka) [2]. Wicherek oczywiœcie musia³
mieæ te¿ nietrafione prognozy, st¹d anegdoty
na ten temat [3].
Radiowy Wicherek spêdza³ kiedyœ
weekend w górskim schronisku. Kiedy rano
wybiera³ siê na wêdrówkê górsk¹, zatrzyma³
go stary baca, radz¹c, aby nie oddala³ siê
zbyt daleko, bo wkrótce bêdzie padaæ.
Wicherek zignorowa³ dobr¹ radê i po
pewnym czasie wróci³ do schroniska
przemoczony do suchej nitki. Zdziwiony
trafnoœci¹ prognozy, chcia³ koniecznie
poznaæ jej Ÿród³o. W odpowiedzi us³ysza³ od
górala.
- Wicie panocku, ten radiowy Wicherek jest sakramenckim k³amc¹. Kiedy
obiecuje s³oñce, zawseæ leje. A ze na dziœ
przewidywa³ pikn¹ pogodê, wymiarkowa³em, ze bêdzie padaæ!
Lub inna anegdota z jego udzia³em:
Telewizyjny Wicherek wybra³ siê z ¿on¹ na biwak. Wieczorem rozbili namiot na
³¹ce i po³o¿yli siê spaæ. W œrodku nocy ¿ona
budzi mê¿a kuksañcem w bok:
- Kochanie, spojrzyj w górê i powiedz, co
o tym wszystkim myœlisz?
Zaspany Wicherek pos³usznie spogl¹da na niebo i po chwili odpowiada:
- Widzê tysi¹ce migocz¹cych gwiazd, oznacza to, ¿e jutro bêdzie œwietna pogoda.
¯ona: Nie, mój drogi, po prostu oznacza to, ¿e ktoœ ukrad³ nam namiot.
Przytoczmy jeszcze jedn¹ anegdotê zwi¹zan¹ z pogod¹ i jednoczeœnie ze s³ynnym
detektywem z Londynu:
Dr Watson stuka do drzwi domu
Sherlocka Holmesa przy Baker Street 221B
w Londynie. Otwiera mu s³ynny detektyw
we w³asnej osobie:
- Witaj, Watsonie, widzê, ¿e i na ciebie
podzia³a³a ciep³a wiosenna pogoda, która
zapanowa³a od wczoraj w Londynie. Nie
dziwiê siê wiêc, ¿e przesta³eœ nosiæ ciep³¹
bieliznê.
Watson: Ale¿ to genialne, Sherlocku! Ale
na Boga, jak ty do tego doszed³eœ?
Holmes: To proste, Watsonie, spiesz¹c siê
do mnie, zapomnia³eœ o w³o¿eniu spodni.
Trochê po¿artowaliœmy i dobrze. Dla
odbiorców prognoz pogody najwa¿niejsza jednak jest ich sprawdzalnoœæ. Ocena
sprawdzalnoœci prognozy pogody polega na
porównaniu prognozowanej pogody z rzeczywistoœci¹. To porównanie mo¿e byæ subiektywne (bie¿¹ca ocena odbiorców) lub
obiektywne, którego dokonuje autor prognozy na podstawie kompletnych danych
o pogodzie na ca³ym obszarze.
SprawdzalnoϾ prognoz 24-godzinnych
siêga u nas œrednio 86% (niektórzy optymiœci
twierdz¹, ¿e zbli¿a siê nawet do 90%), co nie
odbiega od poziomu s³u¿b meteorologicznych
w krajach bardziej rozwiniêtych [4].
Prognoza 30-dniowa ma sprawdzalnoœæ œrednio zaledwie oko³o 60%, a prognoza na d³u¿szy okres czasu to ju¿ prawdziwe wró¿enie z fusów.
¯yczê czytelnikom Szkwa³u i wszystkim ¿eglarzom trafionych prognoz pogody
w przysz³ym sezonie ¿eglarskim.
Jan Mejer
Literatura:
1.
2.
3.
4.
R. Cerveny, Wielkie katastrofy i anomalie klimatyczne w dziejach, Warszawa 2008.
Wikipedia.
Z. Sorbjan, Pogoda dla koneserów, Warszawa 2004.
Il'ko Josef, Minileksykon. Meteorologia, Warszawa 1992.
List do Redakcji
Eugeniusz KuŸniewski.
Witaj Ewuniu!
Nie wiem, kiedy odczytasz tê informacjê,
ale po przeczytaniu ostatniego (30) numeru
naszego Szkwa³u, chcê siê podzieliæ z czytelnikami LISTEM DO REDAKCJI:
Nasz periodyk Szkwa³ jest coraz czêœciej
czytany i oceniany przez ró¿ne gremia. St¹d
jego wysoka ranga, w tym równie¿ edukacyjna. Wobec tego nie nale¿y dopuœciæ
do ukazywania siê materia³ów nieœcis³ych,
a tym bardziej b³êdnych. Tak siê, niestety,
sta³o w przypadku opublikowania w numerze 1 (30) z bie¿¹cego roku artyku³u
m³odej adeptki ¿eglarstwa Agnieszki Mazur
o spacerku wokó³ Rugii £adnie i sympatycznie opisany rejs nie odbywa³ siê jednak
wokó³ Rugii, lecz wzd³u¿ wyspy U z n a m
i za³oga nie mog³a siê przespacerowaæ po
czêœci Rugii, a Uznamu.
Druga uwaga z tego samego artyku³u:
kole¿anka Agnieszka okreœla czas zdarzeñ
wed³ug sposobu potocznie u¿ywanego poza
¿eglarstwem, czyli np. 20.00 lub 6.30.
Tymczasem czas podaje siê na morzach
i oceanach wy³¹cznie czterema cyframi - bez
znaków interpunkcyjnych. Podobnie jak
kursy kompasowe podaje siê zawsze trzema
cyframi. Wobec tego przytoczone przyk³ady
nale¿a³o zapisaæ 2000 i 0630.
Czy tymi nieœcis³oœciami i b³êdami nale¿y obci¹¿yæ tylko autorkê artyku³u? Uwa¿am, ¿e przyczyni³a siê do tego nieuwaga Redakcji Szkwa³u. W trosce o poziom
czasopisma nale¿y unikaæ podobnych
wpadek.
Z ¿eglarskim ahoj pozostaje
Eugeniusz KuŸniewski.
50 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
| WARTO WIEDZIEÆ
Lista polskich ¿eglarzy,
którzy samotnie op³ynêli œwiat
Wydanie No. 1
Data wydania: 18 czerwca 2012 r.
Opracowa³: Andrzej Lepiarczyk
No.
Rok
¯eglarz
Jacht (Bandera)
Trasa i komentarz
1
1969
Leonid Teliga
Opty (POL)
W-Z przez Kana³
Panamski.
2
1973
Krzysztof
Baranowski
Polonez (POL)
Pierwszy Polak Z-W
przez Horn.
3
1978
Krystyna
ChojnowskaLiskiewicz
Mazurek (POL)
Pierwsza kobieta na
œwiecie W-Z przez Kana³
Panamski.
4
1980
Henryk
Jasku³a
Dar Przemyœla
(POL)
Pierwszy Polak non-stop
Z-W przez Horn.
5
1980
Zbigniew
Puchalski
Miranda (POL)
W-Z przez Kana³
Panamski
6
1984
Andrzej
Urbañczyk
Nord IV (USA)
W-Z przez Kana³
Panamski.
7
1998
Ryszard
Rewucki
Free Poland
(USA)
W-Z przez Kana³
Panamski.
8
2000
Krzysztof
Baranowski
Lady B. (POL)
W-Z przez Kana³
Panamski
9
2007
Jerzy
Czerwoniec
Roque Aguario
(ESP)
W-Z przez Kana³
Panamski.
10
2008
Tomasz
Lewandowski
Luka (POL)
Pierwszy Polak W-Z
przez Horn.
11
2009
Andrzej
Lepiarczyk
Mighty Chicken
(CAN)
W-Z przez Kana³
Panamski.
12
2009
Natasza
Caban
Tanasza Polska
Ustka (POL)
W-Z przez Kana³
Panamski.
13
2011
Zbigniew
Gutkowski
Operon Racing
(POL)
Z-W przez Horn. Pierwszy
Polak, który ukoñczy³
regaty dooko³a œwiata
Velux 5 Oceans Race
– drugie miejsce.
14
2012
Tomasz
Cichocki
Polska MiedŸ
(POL)
Z-W przez Horn.
Jeden przystanek.
cdn.
Dla niektórych zaskoczeniem mo¿e byæ brak na liœcie kilku nazwisk i rejsów przez wielu
uznawanych za polskie, samotne op³yniêcia œwiata pod ¿aglami. Wyjaœnienie tych decyzji
znajduje siê poni¿ej. Powy¿sza lista powsta³a w wyniku kilkumiesiêcznej, publicznej
konsultacji i weryfikacji rejsów w oparciu o kryteria sprecyzowane w niniejszym tekœcie.
Uwagi nadal mo¿na zg³aszaæ do autora. Lista jest ¿ywym dokumentem, który bêdzie
uaktualniany w miarê potrzeb. Anonimowe lub niepotwierdzone rzeczowo informacje nie
bêd¹ uwzglêdniane.
KRYTERIA
Lista jest chronologicznym zestawieniem
(decyduje data zamkniêcia Wielkiej Pêtli) Polaków, którzy, niezale¿nie od charakteru rejsu, op³ynêli œwiat solo wed³ug nastêpuj¹cych
kryteriów:
1. Op³yniêcie œwiata (rejs dooko³a œwiata)
oznacza, ¿e po przekroczeniu wszystkich
po³udników i równika oraz pokonaniu
dystansu co najmniej 21 600 Mm jacht
przeci¹³ swój œlad, czyli zamkn¹³ Wielk¹
Pêtlê.
2. Solo (samotnie) oznacza, ¿e podczas
okr¹¿ania Ziemi na jachcie jest tylko
jedna osoba.
3. Non-stop oznacza bez zawijania do portów
i bez przyjmowania pomocy na morzu.
WYNIKI WERYFIKACJI
Zastrze¿enia zg³oszono do czterech rejsów. Po weryfikacji z listy usuniêto:
Rejs s/y Zjawa
Wbrew informacji zaczerpniêtej z anglojêzycznej ksi¹¿ki, W³adys³aw Wagner nie p³yn¹³ samotnie, ale ze zmieniaj¹c¹ siê za³og¹.
Rejs Zjawy by³ pierwszym polskim rejsem
dooko³a œwiata, ale nie by³ to rejs solo.
Rejs s/y Jolanta
Polonijny ¿eglarz, Andrzej Kopczyñski,
zosta³ wyró¿niony III Nagrod¹ Rejs Roku
2006 za samotny rejs dooko³a œwiata. Jak
oœwiadczy³, po pokonaniu trasy Hudson,
Floryda, Panama, Darwin, Durban, Cape
Town, St. Helena, Fortaleza w Brazylii, rejs
zakoñczy³ w macierzystym porcie Hudson.
Za ruf¹ pozosta³o 26 500 Mm, w tym
22 138 Mm samotnej ¿eglugi - tak podsumowa³ swoj¹ podró¿. Nie kwestionujê
nagrody, ale choæ by³ to rejs dooko³a œwiata,
to jednak nie by³ w ca³oœci solo.
Rejs s/y mantra ASIA
Zarzuty, ¿e stoj¹c na kotwicy u wybrze¿y
Australii, Pajkowska przyjê³a pomoc (niedozwolone w rejsach non-stop) przy naprawie
takielunku od jej opiekuna Andrzeja Armiñskiego, nie zosta³y udokumentowane.
Cytaty zapisów dokonanych przez Pajkowsk¹ (wyt³uszczenia tak jak je opublikowa³a):
24 czerwca 2008 godz. 1300 UTC – Zaczynam w Panamie, po stronie Pacyfiku mój
najd³u¿szy rejs, p³ynê na zachód.
...wyruszy³am nareszcie w swój wymarzony rejs: samotny non-stop (czyli bez
zawijania do portów) rejs dooko³a œwiata.
Celem rejsu jest pobicie polskiego rekordu
prêdkoœci op³yniêcia naszego globu solo…
11 listopada 2008 – Rzucam kotwicê
w okolicy Port Elizabeth, aby przeczekaæ z³¹
pogodê, nastêpnego dnia chowam siê w Port
Elizabeth, aby przeczekaæ sztorm.
8 stycznia 2009 godz. 1303 - Po 198
dniach, zero godzinach i trzech minutach
rejsu przeciê³am liniê startu i mety: po³udnik
079o32’W. KR¥G WOKÓ£ ZIEMI ZAMKNIÊTY! Wchodzê do portu Colon w Panamie, koniec rejsu.
Nale¿y zauwa¿yæ, ¿e o wejœciu do Port
Elizabeth Pajkowska nie poinformowa³a
w czasie kilkudniowego postoju w porcie, ale
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 51
WARTO WIEDZIEÆ |
dopiero po ukoñczeniu rejsu. PóŸniej kategorycznie zaprzeczy³a zarzutom, ¿e przystanek w RPA usi³owa³a ukryæ. Podkreœli³a
natomiast, ¿e: Mimo wejœcia do Port Elizabeth, nadal podtrzymujê tezê, ¿e rejs mój
mia³ charakter rejsu non-stop, o takim bowiem charakterze rejsu decyduje w g³ównej
mierze sposób przygotowania jachtu i ¿eglarza na trasê (…) oraz: Rejs mój mia³ charakter zupe³nie prywatny i nie podlega³ regu³om ¿adnych organizacji. Organizatorem
by³am ja sama wraz z armatorem jachtu,
Andrzejem Armiñskim, i to my w³aœnie
ustalaliœmy kryteria tego, jeszcze raz podkreœlam, zupe³nie prywatnego rejsu.
Jest niemo¿liwe, aby Pajkowska, doœwiadczona ¿eglarka z tytu³em kapitana PZ¯,
nie rozumia³a, co oznacza zamkn¹æ kr¹g
wokó³ Ziemi. Jako rekordowy wyczyn rejs
mantry ASI jest bez jakiejkolwiek wartoœci.
Roszczenia o rejsie non stop oraz rekordzie
Polski s¹ absurdem. Przekroczenie wszystkich po³udników nie jest równoznaczne
z zamkniêciem krêgu wokó³ Ziemi, jak to
b³êdnie interpretuje ¿eglarka. Otwarta spirala to nie to samo, co zamkniêta Wielka Pêtla! W pierwszym dniu rejsu sama prawid³owo wyjaœni³a, ¿e rejs non stop oznacza rejs bez
wchodzenia do portów. Konsekwentnie - postoje w Panamie i w Port Elizabeth automatycznie wykluczaj¹ rejs non stop. Poniewa¿ czas rejsu nie by³ w ¿aden sposób weryfikowany, Pajkowska p³ynê³a bez ¿adnych
regu³, u¿ywa³a silnika itd., nie mo¿na wiêc
przyj¹æ, ¿e pad³ rekord szybkoœci. Poniewa¿
nie zamknê³a Wielkiej Pêtli, nie mo¿na nawet
przyj¹æ, ¿e okr¹¿y³a œwiat.
Rejs s/y mantra ANIA
27 kwietnia 2008 r. Marta Szi³ajtisObieg³o na pok³adzie s/y mantra ANIA
wyp³ynê³a z Puerto La Cruz w Wenezueli
w samotny rejs dooko³a œwiata. Wczeœnie
rano, w dniu 31 grudnia 2008 r., w pobli¿u
Kenton-on-Sea, u wybrze¿y Republiki Po³udniowej Afryki, jacht wzywa³ pomocy. S³u¿by
ratownictwa morskiego RPA uratowa³y jacht
i za³ogê. Na pok³adzie, obok Marty Szi³ajtisObieg³o, znajdowa³a siê równie¿ Magdalena
Makowska. Jacht zosta³ odholowany do Port
Elizabeth. Andrzej Armiñski, organizator rejsu, nie poinformowa³ natychmiast o wypadku. Dopiero kilka dni póŸniej, kiedy wiadomoœæ ju¿ dotar³a z innych Ÿróde³ (o incydencie pisa³a prasa RPA), oœwiadczy³: To nie
sta³o siê podczas rejsu, tylko podczas postoju. Martê odwiedza³a kole¿anka na œwiêta
i sylwestra (…)
Na stronie internetowej rejsu napisano:
Ambitna ¿eglarka postanowi³a powtórzyæ
feralny odcinek rejsu, wróci³a do Durbanu
i ponownie przep³ynê³a wzd³u¿ afrykañskiego wybrze¿a, tym razem bez awarii (…).
Mo¿liwe, ¿e Magdalena Makowska przylecia³a jedynie z zamiarem odwiedzin. Jest
jednak niewiarygodne, aby w czasie tej œwi¹tecznej wizyty Marta Szi³ajtis-Obieg³o wiêkszoœæ czasu spêdzi³a na morzu, pozostawiaj¹c
kole¿ankê na brzegu, jak to wynika z kalendarium rejsu. Jest wrêcz niemo¿liwe, aby
Makowska wskoczy³a na jacht dopiero wtedy,
52 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
kiedy mantra ANIA zatrzyma³a siê na kotwicy w Kenton-on-Sea, niedostêpnym dla
jachtów nawet przy najlepszej pogodzie, z powodu mielizn w delcie niewielkiej rzeki Bushmans oraz kamieni u jej ujœcia do Oceanu
Indyjskiego.
Warto zauwa¿yæ, ¿e RPA œledzi uwa¿nie
ruch obcych jachtów na swoich wodach terytorialnych, a wyjœcie obcego jachtu w morze
jest tam traktowane niemal jak opuszczenie
kraju. W Durbanie i Cape Town rygorystycznie przestrzegane s¹ zwi¹zane z tym procedury. Tymczasem powtórka feralnego odcinka nie zosta³a udokumentowana.
PODSUMOWANIE DYSKUSJI
Ustalenie listy polskich ¿eglarzy, którzy
samotnie op³ynêli œwiat, okaza³o siê zadaniem trudnym do ukoñczenia. Pomimo ¿e
poparcie pomys³u by³o powszechne, kilka
znanych osób, dog³êbnie zbulwersowanych
postêpowaniem dwu ¿eglarek i ich sponsora,
poprosi³o o dyskrecjê i nieujawnianie nazwiska. Raczej osamotniony Andrzej Armiñski oœwiadczy³: Pomys³ oficjalnego zestawienia samotnych rejsów dooko³a œwiata
uwa¿am za chybiony... i zaproponowa³,
aby raczej sporz¹dzaæ zestawienia rejsów
wartoœciowych, bez koniecznoœci stosowania
rygoru kryteriów. Na proœbê pomocy w sporz¹dzeniu listy, PZ¯ nie zareagowa³ wcale.
¯agle odnotowa³y: Wci¹¿ tocz¹ siê dyskusje nad tym, które rejsy polskich ¿eglarzy
dooko³a œwiata mo¿na uznaæ za samotne, ale
uzna³y, ¿e to temat dla tych, którzy d¹¿¹ do
prawdy i posiadaj¹ stosowan¹ wiedzê, po
czym tak¿e SSI natychmiast uci¹³ rozpoczêty
temat bez ostrze¿enia.
Jachting nazwa³ absurdy po imieniu i jako g³os w dyskusji, w majowym numerze
2012 roku, ukaza³ siê artyku³ omawiaj¹cy
¿eglarskie standardy i kryteria oceny samotnych rejsów dooko³a œwiata. Wczeœniej,
na gruncie fair play i etyki, Jachting zdyskwalifikowa³ kandydatury rejsów mantry
ASI i mantry ANI do Nagrody Jachtsmen
Roku.
Andrzej Armiñski usi³owa³ przekonaæ, ¿e
rejs mantry ASI spe³nia kryteria tej listy,
poniewa¿ nie rozpocz¹³ siê 24 czerwca
2008 r. w Balboa w Panamie, jak to odnotowa³a ¿eglarka, ale: Kpt. Joanna Pajkowska
wyp³ynê³a samotnie 27 kwietnia 2008 r.
z Perto La Cruz w Wenezueli, po czym
w wywiadzie dla ¯agli powróci³ do roszczeñ
o rekordzie, stwierdzaj¹c: Asia jest najszybszym polskim ¿eglarzem, który op³yn¹³ kulê
ziemsk¹, ¿egluj¹c z Balboa do Colon.
Krystyna Chojnowska-Liskiewicz przedstawi³a swoje stanowisko w wywiadzie dla
Naszego Morza: Dla mnie fakt, ¿e te dwie
panie (Joanna Pajkowska i Marta Szi³ajtisObieg³o - A.L.) próbowa³y oszukaæ, jest nie
do przyjêcia. Dla mnie to niedopuszczalne!
I nie widzi potrzeby powtarzania tego samego.
Krzysztof Baranowski uwa¿a podobnie:
Na temat tych pañ móg³bym tylko powtórzyæ to, co ju¿ powiedzia³em. Fakty siê nie
zmieni³y i pozostaj¹ faktami. Dla ka¿dego
z odrobin¹ etyki wnioski powinny byæ oczywiste. Po prostu wstyd.
Henryk Jasku³a swoj¹ wypowiedŸ na
³amach Jachtingu zakoñczy³ sugesti¹: Ja
bym Asi zaliczy³ rejs dooko³a œwiata solo, ale
nie non stop.
Roman Paszke zauwa¿y³, ¿e: Polskie
kryteria powinny byæ zgodne z miêdzynarodowymi standardami.
Zdaniem autora obydwa incydenty le¿¹
w sferze fair play i etyki. Przecie¿ charakter
rejsu ¿eglarze znaj¹ na d³ugo przed wyruszeniem na ocean, wiedz¹, co zamierzaj¹
osi¹gn¹æ i jakim miêdzynarodowym standardom ich rejs bêdzie podlega³. Nic nie zast¹pi
osobistego honoru. Zawsze i wszêdzie znajd¹
siê jednostki pomagaj¹ce sobie manipulacjami oraz margines u¿ywaj¹cy œrodków
dopinguj¹cych. W takich sytuacjach innej
postawy nale¿a³oby oczekiwaæ od PZ¯,
szczególnie wtedy, kiedy s¹ to cz³onkowie
tego zwi¹zku. Podobnie jak w przypadku
rekordu Joanny Pajkowskiej i iluzjonistycznej sztuczki Marty Szi³ajtis-Obieg³o,
ka¿dy powinien zadecydowaæ zgodnie z osobistymi zasadami etyki albo ich brakiem.
Zasada domniemania niewinnoœci obowi¹zuje jedynie do momentu pierwszego
powa¿nego wykroczenia. Po z³amaniu zasad,
szczególnie honorowych zasad, aby odzyskaæ
utracone zaufanie œrodowiska, ¿eglarz powinien wykazaæ choæby odrobinê ¿alu za
grzechy, a przede wszystkim rzeczowo
udowodniæ, ¿e pope³nione wykroczenie zosta³o skorygowane. Szi³ajtis-Obieg³o tego nie
zrobi³a.
Andrzej Urbañczyk nie zabra³ g³osu
w sprawie Pajkowskiej i Szi³ajtis-Obieg³o.
Zauwa¿y³ natomiast, ¿e lista, któr¹ mu wys³a³em z proœb¹ o komentarz, wygl¹da serio,
ma sens dokumentalny, powinna byæ kontynuowana i zachêca³ do jej ukoñczenia.
Andrzej Lepiarczyk
Sylwetka autora zosta³a przedstawiona na
stronie:
http://www.portalmorski.pl/ludzie/
sylwetki-ludzie-nasze-rozmowy/32160samotnaprawda
| WARTO WIEDZIEÆ
Porada
Bosmana
Ryszard Piêta
Je¿eli mamy problem ze
spasowaniem czo³owo dwóch
listewek, wystarczy za³o¿yæ
jedn¹ na drug¹ i wspólnie przeci¹æ, bêd¹ idealnie do siebie
pasowaæ po przeciêciu.
Ryszard Piêta
Przypomnienie na progu sezonu 2013
Warto pop³yn¹æ na Ba³tyk z locyjk¹
kpt. Jerzego Kuliñskiego
Ewa Skut
Przed nowym sezonem ¿eglarskim przypominam o wa¿nych pozycjach, które s¹
niezbêdne dla tych, którzy przygotowuj¹ siê
do rejsu po Ba³tyku. S¹ to locyjki - przewodniki dla ¿eglarzy kpt. Jerzego Kuliñskiego.
Zawieraj¹ one kompendium informacji nautycznych, szczegó³owe mapki podejœciowe,
plany oraz opisy portów i miejscowoœci oraz
wiele informacji praktycznych. Wszystko zaœ
jest przeplatane dygresjami i anegdotami.
Autor przypomina tak¿e przy ka¿dej okazji,
¿e jego przewodniki nale¿y traktowaæ jako
uzupe³nienie do oficjalnych pomocy nawigacyjnych.
Locyjki dostêpne s¹ m.in. w wydawnictwie:
http://www.nowatordruk.pl/wydawnictwo.
html oraz w sklepie www.sklep.sail-ho.pl.
Ewa Skut
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 53
REGATY |
Z³oty medal
dla zawodników UKS ¯eglarz!
Relacja z Mistrzostw Europy w klasie Cadet
Piotr Szlachcic
Piotr Szlachcic (16 lat) i £ukasz Czerwiec (12 lat), wychowankowie trenera Bogumi³a Skuta z UKS ¯eglarz Wroc³aw,
wywalczyli mistrzostwo Europy w klasie Cadet. Tegoroczne mistrzostwa rozegrano w miejscowoœci Carnac we Francji,
a wszystkie wyœcigi odby³y siê na Atlantyku. W dniach 21-26.07.2012 na starcie pojawi³o 117 za³óg z ka¿dej czêœci
Europy. Z Polski do walki stanê³o 9 jachtów klasy Cadet. W sumie rozegrano tylko trzy wyœcigi, które w koñcowym
rozliczeniu da³y naszej za³odze pierwsze miejsce. Warto w tym miejscu przypomnieæ, i¿ jest to pierwszy taki sukces
dolnoœl¹skich cadeciarzy - teraz tylko mistrzostwo œwiata!
[2012-07-28 | Autor: UKS ¯eglarz Wroc³aw]
A oto relacja sternika Piotra Szlachcica z Mistrzostw Europy w Carnac.
Na miejsce, w którym odby³y siê Mistrzostwa Europy, przybyliœmy 8 dni wczeœniej.
Pierwszego dnia, jak to zwykle bywa,
nale¿a³o trochê odpocz¹æ po wyczerpuj¹cej
podró¿y. Dzieñ ten spêdzi³em g³ównie na ogl¹daniu zatoki, ws³uchuj¹c siê w rytmy dobrej
muzyki, która pomaga³a mi w koncentracji
przed najwa¿niejszymi zawodami w sezonie.
Drugiego dnia, po szybkim przygotowaniu
sprzêtu, ruszyliœmy na trening. Wia³o równo
6°B, fala osi¹ga³a 2-3 metry. Trening by³ bardzo udany, dopracowa³em jeszcze ustawienia,
¿eby byæ pewnym prêdkoœci swojej ³ódki.
Kolejne dni przed rozpoczêciem Mistrzostw przepracowywaliœmy równie ciê¿ko,
szczególn¹ uwagê k³ad³em na rozpoznanie
p³ywów, które w tamtym rejonie s¹ dosyæ
znacz¹ce. Ku mojemu zdumieniu warunki
ka¿dego dnia by³y identyczne, wia³ równy
wiatr odkrêcaj¹cy równomiernie na wschód.
W ostatni dzieñ przed rozpoczêciem Mistrzostw Europy odby³y siê pomiary, nie by³o
54 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
¿adnych problemów. Jeszcze przed po³udniem uzyska³em piecz¹tkê dopuszczaj¹c¹
³ódkê do startu. Po pomiarach, z racji tego, ¿e
by³a wczesna godzina, postanowi³em wypolerowaæ kad³ub. Zrobi³em to bardziej na pokaz, by inni zawodnicy, wpatruj¹c siê w to, jak
wyg³adzam kad³ub, zaczêli zastanawiaæ siê,
czy to, ¿e sami tego nie zrobili, bêdzie ich w jakiœ sposób spowalniaæ. Jeszcze tego samego
dnia odby³o siê uroczyste rozpoczêcie Mistrzostw Europy.
Pierwszy dzieñ startów. Stres przed pierwszym wyœcigiem by³ ogromny. Plan by³
prosty, wyp³yn¹æ przed wszystkimi, wygrywaj¹c ju¿ walkê na slipie, potem szybko rozpoznaæ trasê i wyczuæ wszystkie, nawet najdrobniejsze, zmiany wiatru. Niestety, zgodnie
z prawem Murphy'ego regularny wiatr, wiej¹cy równomiernie przez tydzieñ treningów,
usta³, prognozy nie by³y najlepsze - do koñca
zawodów wiatru mia³o byæ bardzo ma³o.
Z racji tego, ¿e podczas zawodów moje myœli
skupia³y siê tylko na ¿eglowaniu oraz przez
towarzysz¹cy mi stres, z ca³ych Mistrzostw
pamiêtam jedynie start do pierwszego
wyœcigu i flagê odraczaj¹c¹ biegi w dniu
ostatnim. Za³o¿enie zdobycia miejsca na
pudle w 100% zosta³o zrealizowane, a do tego
by³ to najwy¿szy stopieñ. Dopiero po kilku godzinach od oficjalnego komunikatu
o zakoñczeniu regat dotar³o do mnie, ¿e ostatni sezon przepracowany na wodzie, rowerze
i na si³owni w³aœnie przyniós³ wymarzone rezultaty. Pod koniec dnia odby³a siê dekoracja
zawodników, by³ to koniec sportowych zmagañ o tytu³ Mistrza Europy.
Nie spocz¹³em jednak na laurach i zamierzam dalej dynamicznie siê rozwijaæ.
Zosta³em powo³any do kadry Polski na
Mistrzostwa Œwiata 2012 w Hobart na
Tasmanii. Zamierzam pokazaæ, na co mnie
staæ i zawalczyæ o najwy¿sz¹ nagrodê!
Piotr Szlachcic
Fot. z archiwum autora
| REGATY
IV Otwarty Turniej Letni 2012 zakoñczony
Anna Dobrzañska
W sezonie 2012 po raz czwarty odby³ siê
Otwarty Turniej Letni Cz³onków i Sympatyków Jacht Klubu AZS Wroc³aw. Pomys³odawc¹ i organizatorem imprezy od pocz¹tku
jej trwania jest Karol Boroñ. Ka¿dy turniej
sk³ada³ siê z kilku sobotnich lub weekendowych spotkañ regatowych, w czasie których
zawodnicy œcigali siê w klasie Omega. Najczêœciej dla wyrównania szans przeprowadzano regaty w systemie przesiadkowym
- w ka¿dym biegu zawodnicy p³ynêli na innym jachcie.
W czasie trzech pierwszych edycji regaty
by³y organizowane jako Otwarty Turniej
Letni Jacht Klubu AZS Wroc³aw i odbywa³y
siê w latach 2008 - 2010. W tym czasie
akwenem regatowym by³a Odra przy siedzibie JK AZS i co jakiœ czas wybieraliœmy
siê na Bajka³, czyli zakole Odry w Kamieñcu
Wroc³awskim. Do zawodów wykorzystywano
przede wszystkim sprzêt JK AZS, chocia¿
czêsto zawodnicy p³ywali równie¿ na jednej
z Omeg K¯E, a i harcerze z HOW Stanica
wspomagali nas sprzêtowo.
Zgodnie ze swoj¹ nazw¹ od 2009 roku
regaty maj¹ formu³ê otwart¹, co oznacza, ¿e
przyjœæ mo¿e ka¿dy chêtny, wystarczy, ¿e
sternik legitymuje siê patentem ¿eglarza
jachtowego i zapisze do regat swoj¹ za³ogê.
Dziêki temu na regatach spotyka³y siê za³ogi
z ró¿nych klubów oraz osoby niezrzeszone,
gros zawodników stanowili ¿eglarze JK AZS,
ale w zabawie uczestniczyli te¿ ¿eglarze
z K¯E, Portu Uraz, HOW Stanica i HOW
Zatoka. Po regatach uczestnicy spotykali siê
przy grillu i czasem do póŸnych godzin wieczornych trwa³y rozmowy i dyskusje. Dziêki
temu ¿eglarze z ró¿nych œrodowisk i z ró¿nym doœwiadczeniem mogli siê spotkaæ przy
jednym ognisku.
W sezonie 2012 ze wzglêdu na brak
mo¿liwoœci rozgrywania regat na sprzêcie
JK AZS przy siedzibie klubu, Karol Boroñ przy
wsparciu uczestników postanowi³ zmieniæ
formu³ê imprezy. Tym razem w ramach Turnieju Letniego zorganizowane zosta³y wyjazdy weekendowe na ró¿ne bli¿sze i dalsze
akweny ¿eglarskie. Na miejscu czarterowaliœmy Omegi i w czasie soboty i niedzieli
odbywa³ siê trening, a póŸniej biegi regatowe.
W ten sposób cz³onkowie i sympatycy Jacht
Klubu AZS Wroc³aw mieli mo¿liwoœæ
po¿eglowaæ na Jeziorze S³awskim (12-13
maja i 13-14 paŸdziernika), zalewie Mietków
(30 czerwca-1 lipca), zalewie Gocza³kowice
(4-5 sierpnia), Jeziorze Powidzkim (1-2
wrzeœnia) i na zalewie przy elektrowni
Rybnik (27 paŸdziernika). Wieczorami spotykaliœmy siê przy ognisku lub grillu i rozmawialiœmy miêdzy innymi o tajnikach technik
regatowych. Oprócz rozgrywania wyœcigów
regatowych poznaliœmy bazê sprzêtow¹ i turystyczn¹ ró¿nych miejsc.
Warto tutaj zaznaczyæ, ¿e w czasie
jesiennego wyjazdu do Chalkosu nad Jeziorem S³awskim wyœcigi Otwartego Turnieju Letniego odby³y siê w ramach regat Zakoñczenie sezonu 2012 organizowanych
przez Jacht Klub Zag³êbia Miedziowego
Chalkos. Dziêki temu mieliœmy okazjê spotkaæ inne za³ogi i zmierzyæ siê w rywalizacji
z nimi. Trzeba przyznaæ, ¿e dla za³óg startuj¹cych jako cz³onkowie i sympatycy JK AZS
zawody zakoñczy³y siê sukcesem.
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 55
REGATY |
Aktualnoœci XIV edycji i relacja z XIII regat:
Baltic Single & Double Handed
Polonez Cup Race
Krzysztof Krygier
G³ówna informacja:
Historyczne rozszerzenie formu³y regat
Polonez Cup:
W celu jeszcze wiêkszego i szerszego propagowania ¿eglarstwa w Polsce, organizatorzy podjêli odwa¿n¹ decyzjê o rozszerzeniu formu³y regat od XIV edycji o grupy
dwuosobowe (Double Handed). Rozszerzenie formu³y bêdzie ambitnym wyzwaniem
organizacyjnym dla organizatorów.
Decyzja zosta³a podjêta po proœbach wielu ¿eglarzy, którzy nie ¿egluj¹ samotnie,
a którzy chcieliby wzi¹æ udzia³ w tej historycznej, presti¿owej i profesjonalnie przygotowywanej imprezie. Zapraszamy zatem
do udzia³u w XIV edycji ¿eglarzy, którzy bêd¹
chcieli wystartowaæ parami.
Grupy Samotników, oczywiœcie z uwagi
na historiê i trudnoœæ, pozostan¹ w dalszym
ci¹gu grupami priorytetowymi Polonez Cup.
W zwi¹zku z powstaniem nowych
grup pojawi¹ siê nowe puchary i nagrody w Regatach Polonez Cup:
G³ównymi nagrodami w grupach samotników (Single Handed) pozostaj¹:
Przechodni Puchar Poloneza – dla jachtu
i ¿eglarza, który pokona trasê regat w najkrótszym czasie przeliczonym w danej edycji.
Przechodni Puchar Klubu ¯eglarzy Samotników – dla jachtu i ¿eglarza, który w najkrótszym czasie rzeczywistym pokona trasê
regat w danej edycji.
W zwi¹zku z rozszerzeniem formu³y od
edycji XIV pojawi¹ siê nowe puchary w grupach (Double Handed):
Przechodni Puchar im. Kuby Jaworskiego i Jerzego Siudego – dla jachtu i kapitana, którzy w najkrótszym czasie przeliczonym
pokonaj¹ trasê regat.
Przechodni Puchar ufundowany przez
Sailportal.pl – dla jachtu i kapitana, który
56 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
w najkrótszym czasie rzeczywistym
pokona trasê regat w danej edycji.
Historia regat w zarysie:
Inicjatorami samotnego œcigania siê
po Ba³tyku byli kapitanowie Jerzy Siudy
i Kazimierz Jaworski, którzy w 1973 roku
urz¹dzili prywatne regaty: Œwinoujœcie Bornholm - Œwinoujœcie. Dla upamiêtnienia rejsu kpt. Krzysztofa Baranowskiego dooko³a œwiata, Ba³tyckie
Regaty Samotnych ¯eglarzy nazwano
Regatami o Puchar POLONEZA - jachtu
symbolu polskiego samotnego ¿eglarstwa
wyczynowego.
Nagrod¹ g³ówn¹, o któr¹ walcz¹
samotnicy, jest wieczysty PUCHAR
POLONEZA ufundowany przez dyrektora Morskiej Stoczni Jachtowej im.
Leonida Teligi - Edmunda B¹ka. Puchar
otrzymuje kapitan jachtu, który w najkrótszym czasie przeliczeniowym pokona³ trasê regat. Edmund B¹k ju¿ po raz
drugi po reaktywacji regat wrêcza³
puchar nowym zwyciêzcom.
Historycznym celem regat by³o popularyzowanie ¿eglarstwa, utrwalenie pamiêci o rejsie wokó³ziemskim jachtu
Polonez oraz umo¿liwienie treningu kandydatom do Transatlantyckich Regat
Samotnych ¯eglarzy. W chwili obecnej
Regaty Polonez Cup kontynuuj¹ te
historyczne cele. Wielu aktualnych uczestników uczestniczy³o w nich, traktuj¹c
je jako trening do swoich przysz³ych projektów ¿eglarskich. Warto tu wspomnieæ
o Kubie Strzyczkowskim, Edwardzie
Zaj¹cu i innych, którzy na bazie doœwiadczeñ Regat Polonez Cup realizowali i realizuj¹ swoje kolejne plany ¿eglarskie.
Regaty kultywuj¹ równie¿ pamiêæ o his-
torycznym jachcie Polonez: na zakoñczenie
w 2012 r. mo¿na by³o ogl¹daæ wystawê archiwalnych planów jachtu Polonez udostêpnionych przez syna znanego konstruktora jachtów
Edwarda Hoffmanna - Tomasza.
XIII edycja Polonez Cup 2012. Edycja
wyj¹tkowa!
Liczba uczestników przeros³a oczekiwania
wszystkich. Do startu zg³osi³o siê a¿ 40 samotników, w tym kilku bardzo znanych ¿eglarzy,
m. in. Roman Paszke, Kuba Strzyczkowski i wielu
innych.
W 2012 roku Regaty Polonez Cup nawi¹za³y
wspó³pracê z profesjonalnym œwiatowym dostawc¹ us³ug Trackingu Satelitarnego Yellowbrick.
Jachty w tym roku korzysta³y z urz¹dzeñ i systemu, który w profesjonalny sposób pozwala na
wyj¹tkow¹ wizualizacjê sytuacji na trasie regat,
uczestników, jachtów, grup i wszelkich danych,
które mog¹ zaciekawiæ potencjalnych kibiców
i osoby zainteresowane przebiegiem regat. Regaty Polonez Cup zosta³y pierwszymi regatami
w Polsce korzystaj¹cymi z takiego profesjonalnego systemu.
W tym roku stworzono po raz pierwszy stacjonarn¹ bazê regat s³u¿¹c¹ ¿eglarzom w marinie
jachtowej w Œwinoujœciu. Baza sta³a w Œwinoujœciu obok udostêpnionych dla ¿eglarzy przez
OSIR Wyspiarz nabrze¿y.
W tym te¿ roku stworzono po raz pierwszy dodatkowe grupy klasowe jachtów tego samego typu.
Wystartowa³y jachty klas: Delphia 40 i Carter 30.
Z powodów awarii, niestety, nie wystartowa³a
stworzona wstêpnie grupa jachtów Shipman 28.
Po raz pierwszy korzystaliœmy z podwójnej
profesjonalnej os³ony meteorologicznej - serwera
meteorologicznego stworzonego dla Regat
Polonez Cup przez Kazimierza Sawczuka i Juliusza Orlikowskiego, oraz z pomocy portalu
pogodadlazeglarzy.pl, dziêki któremu ¿eglarze
otrzymywali smsy z prognozami pogody.
| REGATY
14 sierpnia 2012 roku, o godzinie 11:05,
sêdzia g³ówny Jerzy Kaczor na redzie portu
Œwinoujœcie da³ sygna³ do startu XIII edycji
regat. Jachty ruszy³y do wyœcigu na tradycyjnej trasie. Dwa jachty zaraz po starcie musia³y wróciæ do portu, aby naprawiæ awarie.
Polled 2 z Jackiem Chabowskim straci³ steroci¹gi, a Magnolia z Mateuszem Szubskim
zaczê³a nabieraæ wody. Po szybkiej naprawie
oba jachty wyruszy³y ponownie na trasê regat.
Warunki meteorologiczne w 2012 roku
by³y po raz kolejny przychylne. Prognozowano s³abn¹ce wiatry NE 2-4°B. W odró¿nieniu od poprzednich edycji ýeglarze musieli
halsowaã do Christians¸, co pozwoli³o na ciekawe zagrywki taktyczne. Niestety, w pocz¹tkowej fazie wyœcigu wiatr zamiast s³abn¹æ,
zacz¹³ tê¿eæ, dodatkowo sztorm przechodz¹cy
w tym czasie przez wschodni i œrodkowy Ba³tyk spowodowa³ bardzo wysok¹ i strom¹ martw¹ falê, która okaza³a siê niszczycielska dla
wielu urz¹dzeñ jachtowych (odnotowano wyj¹tkowo du¿o awarii autopilotów). Falowanie
utrudnia³o ¿eglowanie po wschodniej stronie
Bornholmu, która by³a rekomendowana
przez meteorologów przed startem.
Trzy jachty trafi³y w korzystne okienko
pogodowe i wbrew wczeœniejszym prognozom pop³ynê³y d³u¿sz¹, ale os³oniêt¹ od fali
zachodni¹ stron¹ Bornholmu. Skorzysta³y na
tym posuniêciu taktycznym i dziæki temu
dotarùy do Christians¸, a póêniej do mety
w czo³ówce.
Po raz pierwszy w historii jeden uczestnik
zdoby³ dwa g³ówne puchary: Maciej Karpiñski na jachcie Papillon by³ pierwszy w grupie KWR i pierwszy w czasie bezwzglêdnym.
Takie zwyciêstwo mo¿e siê szybko nie powtórzyæ. Tym wiêksze gratulacje dla Macieja
za wspania³¹ walkê i ¿eglugê.
W póŸniejszym okresie wyœcigu po
zachodniej stronie Bornholmu nast¹pi³a
cisza. Scorpena, a póŸniej Janeczka II oraz
Setka utknê³y w tym miejscu na d³ugie
godziny. W tym czasie jachty ¿egluj¹ce od
wschodniej strony Bornholmu bezproblemowo ¿eglowa³y w sprzyjaj¹cych wiatrach do
mety.
Po wycofaniu siê obroñcy pucharu K¯S
i faworyta tej edycji - prowadz¹cego w wyœcigu Andrzeja Glebowa na Stoczni Ustce, na
prowadzenie wysun¹³ siê Jerzy Jankowski na
jachcie Eljacht (Delphia 40). Eljacht jako pierwszy minàù Christians¸ i do mety zawziæcie
walczyù o pierwsze miejsce w grupie KWR jako
jacht pierwszy bezwzglêdnie oraz w grupie
Delphia 40. Niestety, s³abn¹cy wiatr okaza³ siê
korzystniejszy dla Macieja Karpiñskiego i to
on ostatecznie wygra³ Puchar Poloneza i Puchar Klubu ¯eglarzy Samotników. Eljacht zaj¹³ 1 miejsce w grupie Delphia 40.
W drodze do Christiansø w czo³ówce ¿eglowa³ równie¿ Kuba Strzyczkowski na swoim
jachcie Delphia Trójka. Niestety, po awarii autopilota straci³ on sporo czasu na kalibracjê.
Jego stratê w drodze powrotnej spotêgowa³
dodatkowo brak spinakera lub genakera.
Wspaniale ¿eglowa³ Edward Stachoñ na
najwiêkszym jachcie regat Bavarii 44. Zas³u¿enie na swojej Artotinie zaj¹³ 1 miejsce
w grupie Open 1. Drugie miejsce zaj¹³ Herwig
Dressler na Bavarii 41 Lalelu.
W grupie Open 2 ³atwo zwyciê¿y³
Rados³aw Kowalczyk na Calbudzie. Dwóch
g³ównych faworytów tej grupy, niestety, wycofa³o siê - przez DNS Roman Paszke na
Gemini 4 oraz przez DNF Edward Banaszak
na Trochusie III.
W grupie Carter 30 zwyciê¿y³ Rafa³
Dmochowski na Bonito. W grupie kobiet po
raz kolejny statuetkê Liberty zdoby³a Jolanta
D³ugajczyk.
W 2012 roku nie zosta³ ustalony nowy
rekord pokonania trasy Regat Polonez Cup.
Obowi¹zuje rekord ustanowiony przez Andrzeja Glebowa na jachcie Stocznia Ustka
z 2011 r., który wynosi 35h 00m 07s.
Oprócz zwyciêzców mieliœmy równie¿
dwóch rekordzistów d³ugoœci pokonania
czasu trasy - ambitny ¿eglarz Szymon Kuczyñski na 5-metrowej Setce oraz Jacek
Guzowski na stalowym Eternity p³ynêli
w drodze powrotnej ramiê w ramiê i po ponad
100 godzinach ¿eglowania, nie wycofuj¹c siê
z wyœcigu, konsekwentnie dop³ynêli do mety.
Gratulacje równie¿ dla nich za ambicjê, upór
i umiejêtnoœci ¿eglarskie.
W edycji XIII pecha mia³ Andrzej Wojciechowski na 40-letnim zas³u¿onym Karfim.
Niestety, wycofa³ siê z wyœcigu tu¿ przed met¹
(przed wycofaniem siê zajmowa³ 8 pozycjê w KWR). W roku 2010 zaj¹³ 3. miejsce,
a w 2011 2. miejsce w grupie KWR.
Uroczyste zakoñczenie regat odby³o siê
18 sierpnia w Szczecinie w stylowych i kameralnych pomieszczeniach przyjaznej dla
¿eglarzy Galerii Kapitañskiej firmy Calbud.
Zakoñczeniu regat towarzyszy³y galeria
fotografii z pleneru fotograficznego Nasza
£asztownia Stara RzeŸnia, wystawa archiwalnych planów jachtu Polonez oraz recital
Na Kursie i na Œcie¿ce Marka Majewskiego.
Na zakoñczenie przyby³o wielu znamienitych
i znanych goœci, m.in. dyrektor stoczni Teligi
Edmund B¹k, przedstawiciele Klubu ¯eglarzy
Samotników z komandorem Januszem Charkiewiczem na czele, przedstawiciele sponsorów i partnerów oraz wielu innych s³ynnych
¿eglarzy i sympatyków ¿eglarstwa.
XIII edycjê Regat Polonez Cup wsparli:
Patron z³oty: Miasto Szczecin.
Sponsor Z³oty: Delphia Yachts Kot.
Sponsor Srebrny: Henri Lloyd.
Patroni br¹zowi: Centrum ¯eglarskie
Szczecin, TV Pomerania, Miasto Œwinoujœcie,
OSIR Wyspiarz, Ocean Team.
Sponsorzy br¹zowi: £ódŸ Boatshow, Eljacht,
Bakista, Work Service, Pantaenius, Voith,
MK Consulting Group, CSL, Calbud, Bluefin,
Navsim.
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 57
REGATY |
cd. ze s. 55
Patroni: Klub ¯eglarzy Samotników,
Polska Fundacja Morska, www.sailportal.pl,
www.portalzeglarski.com.
Partnerzy: Polskie Radio Szczecin,
TV Œwinoujœcie, TVP Szczecin, Kurier
Szczeciñski, Szkwa³, Wiatr, Yachting
Bodden, Duch Morza, YKP Œwinoujœcie,
ZOZ¯, WrOZ¯, pogodadlazeglarzy.pl, Sport
Club, Komenda Miejska w Œwinoujœciu,
Yellowbrick, Neptun, Kadruk, Silverpol,
Grawer Piotr Nycz.
Aktualne warunki dopuszczenia do
Regat Polonez Cup:
Spe³nienie podstawowych wymogów bezpieczeñstwa opisanych w zawiadomieniu i regulaminie regat.
Posiadanie sprawnego jachtu morskiego.
Posiadanie minimum umiejêtnoœci w ¿egludze samotnej lub dwuosobowej oraz stanu
zdrowia umo¿liwiaj¹cego tak¹ ¿eglugê.
Podpisanie oœwiadczenia w zg³oszeniu do
regat.
Wys³anie zg³oszenia oraz wp³ata wpisowego.
Informacje dotycz¹ce terminów XIV
edycji Baltic Single & Double Handed
Polonez Cup:
Termin regat: 12-17.08.2013 r.
Miejsce Regat: Szczecin, Œwinoujœcie.
Trasa: Úwinoujúcie – Christians¸ LB – Œwinoujœcie non stop.
Dokumenty do XIV edycji bêd¹ opublikowane na stronie regat od 01.01.2013 r.
Zapisy do XIV edycji bêd¹ przyjmowane
po opublikowaniu dokumentów, czyli od
01.01.2013 r.
Zastrzegamy, ¿e z uwagi na liczbê zg³oszeñ
lista zg³oszeñ mo¿e byæ zamkniêta przed
oficjalnie podanymi terminami. Po zamkniêciu listy zg³oszeñ uruchomiona bêdzie
lista rezerwowa.
Zapraszamy do œledzenia aktualnoœci na
stronie www.regaty-poloneza.pl lub
www.polonezcup.com
Krzysztof Krygier
Organizator: Jacht Full Service Krzysztof
Krygier tel. 601 233 434, [email protected]
58 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
£¹cznie startowa³o 15 jachtów w klasie
Omega Turystyczna, z tego 6 za³óg stanowi³a
nasza reprezentacja i zawodnicy zajêli
miejsca:
2 - Pawe³ Gorzelewski z za³og¹,
3 - Karol Boroñ z za³og¹,
7 - Jacek Skiliñski z za³og¹,
9 - Anna Dobrzañska z za³og¹,
11- Marek Wêgrzyn z za³og¹,
13 - Tomasz Skomorowski z za³og¹.
Na szczególn¹ uwagê zas³uguje te¿
ostatni jesienny wyjazd, który odby³ siê w ostatni weekend paŸdziernika. W sobotê na
jeziorze przy elektrowni Rybnik przy trudnych warunkach atmosferycznych i gêstej
mgle zorganizowaliœmy trening. Na niedzielê
natomiast zaplanowaliœmy rozegranie regat.
Niestety, warunki by³y jeszcze trudniejsze
i bosman nie wyrazi³ zgody na wyp³yniêcie
z portu.
Podsumowuj¹c IV Otwarty Turniej Letni
Cz³onków i Sympatyków Jacht Klubu AZS
Wroc³aw, trzeba powiedzieæ, ¿e nowa krajoznawcza formu³a imprezy spodoba³a siê
uczestnikom. ¯eglowaliœmy w bardzo ró¿nych warunkach atmosferycznych - od upa³u trudnego do wytrzymania po mg³ê, po³¹czon¹ z padaj¹cym œniegiem. W ca³ej imprezie wziê³o udzia³ 9 za³óg (ok. 35 osób),
a zwyciêzc¹ tej edycji Turnieju jest Pawe³
Gorzelewski wraz z za³og¹.
Na koniec chcê podkreœliæ, ¿e sêdzia
Kazimierz Sobczak jest Sêdzi¹ G³ównym
Turnieju od pocz¹tku jego trwania i bez jego
pomocy i zaanga¿owania impreza nie mog³aby siê odbyæ. Tym samym bardzo dziêkujê
Kazimierzowi Sobczakowi za wk³ad w zorganizowanie regat. Zakoñczyliœmy IV Turniej
Letni, skoñczy³ siê te¿ sezon 2012. Przed
nami plany na kolejne sezony i z tego powodu
¿yczê Karolowi, aby nadal mia³ chêæ i energiê
do organizowania nastêpnych edycji regat.
Natomiast naszemu œrodowisku ¿eglarskiemu ¿yczê, aby ta impreza na trwa³e
wpisa³a siê w regatowy krajobraz Wroc³awia
i pe³ni³a swoj¹ rekreacyjno - integracyjno
- sportow¹ funkcjê.
Anna Dobrzañska
| REGATY
¯eglarskie Mistrzostwa Polski
w klasach olimpijskich 2012
Andrzej Radomski
¯eglarskie Mistrzostwa Polski w klasach
olimpijskich odby³y siê w dniach 27 - 30 wrzeœnia 2012 r. w Gdañsku. Organizatorem regat
by³ PZ¯, Centralny Oœrodek Sportu Akademickiego AZS w Górkach Zachodnich i Miasto
Gdañsk. Przez cztery dni 177 zawodniczek
i zawodników rozegra³o ponad 70 wyœcigów.
Warunki wietrzne i pogoda dopisywa³y jak
nigdy. Wyœcigi rozgrywano na dwóch trasach.
Trasa I: klasy RSX i 49er, Trasa II: Laser, Finn
i 470. Startowali wszyscy olimpijczycy z wyj¹tkiem Zofii Klepackiej, która akurat siê rozchorowa³a. Jedynie w trzech z oœmiu konkurencji
mistrzom Polski uda³o siê powtórzyæ sukces
z ubieg³ego roku. Z³oty medal obroni³ Piotr
Kula oraz mêska i ¿eñska za³oga 470.
Wyniki:
Kategoria m³odzie¿owa
1. Piotr Ogrodnik/Piotr Choroba (Horn
Kraków).
2. Jakub Antoniak/Wiktor Cza³bowski
(Baza Mr¹gowo).
3. Jakub Surowiec/Marcin Gontarz (AZS
AWFiS/Baza Mr¹gowo).
470 - kobiety
Seniorki
1. Agnieszka Skrzypulec/Jolanta Ogar (Sejk
Pogoñ Szczecin/AZS AWFiS Gdañsk).
2. Julia Rokosz/Karolina Kowalewska
(Spójnia Warszawa).
3. Madeleine Zieliñska/Nadia Zieliñska
(AZS UWM Olsztyn).
Kategoria m³odzie¿owa
1. Julia Rokosz/Karolina Kowalewska
(Spójnia Warszawa).
2. Ewa Bartosiewicz/Jagoda Reszka
(Spójnia/YKP Warszawa).
3. Justyna Kalinowska/Marta Jackowska
(Dwójka Warszawa/Baza Mr¹gowo).
470 mê¿czyzn
Seniorzy
1. Piotr Ogrodnik/Piotr Choroba (Horn
Kraków).
2. Karol J¹czkowski/Artur Baranowski
(Marina £eba).
3. Jakub Antoniak/Wiktor Cza³bowski
(Baza Mr¹gowo).
Finn
Seniorzy
1. Piotr Kula (BT¯ Biskupiec).
2. Tomasz Koœmicki (WK¯ Wolsztyn).
3. Rafa³ Szukiel (AKS OSW Olsztyn).
Kategoria m³odzie¿owa
1. Mi³osz Wojewski (Sejk Pogoñ).
2. Maciej Mal¹g (Fir Warszawa).
3. Micha³ Jod³owski (Fir Warszawa).
Laser
Seniorzy
1. Maciej Grabowski (Stal Gdynia).
2. Kacper Ziemiñski (Sejk Pogoñ).
3. Patryk Piasecki (AKS OSW Olsztyn).
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 59
REGATY |
Kategoria m³odzie¿owa
1. Jakub Marciniak (MOS I³awa).
2. Aleksander Arian (Cyfrowy Polsat
Rzeszów).
3. Filip Kobielski (AZS UW Warszawa).
RS:X kobiety
Seniorki
1. Ma³gorzata Bia³ecka (SK¯ Ergo Hestia
Sopot).
2. Kamila Smekta³a (YKP Warszawa).
3. Maja Dziarnowska (SK¯ Ergo Hestia).
Kategoria m³odzie¿owa
1. Kamila Smekta³a (YKP Warszawa).
2. Hanna Zembrzuska (C¯ Szczecin).
3. Natalia Wójcik (SK¯ Ergo Hestia).
RS:X mê¿czyzn
Seniorzy
1. Pawe³ Tarnowski (SK¯ Ergo Hestia).
2. Przemys³aw Miarczyñski (SK¯ Ergo
Hestia).
3. Micha³ Przybytek (AZS AWFiS Gdañsk).
Kategoria m³odzie¿owa
1. Pawe³ Tarnowski (SK¯ Ergo Hestia).
2. Piotr Nowicki (SK¯ Ergo Hestia).
3. Marcin Urbanowicz (SK¯ Ergo Hestia).
49er
Seniorzy
1. £ukasz Przybytek/Pawe³ Ko³odziñski
(AZS AWFiS Gdañsk).
2. Tomasz Januszewski/Jacek Nowak (AZS
UWM Olsztyn).
3. Marcin Czajkowski/Marcin Rymer (YKP
Gdynia).
Laser Radial po 9 wyœcigach
Seniorki
1. Anna Weinzieher (AZS UW Warszawa).
2. Natalia Szymczyk (Arka Gdynia).
3. Paulina Czubachowska (Zatoka Puck).
Kategoria m³odzie¿owa
1. Paulina Czubachowska (Zatoka Puck).
2. Agata Barwiñska (MOS SSW I³awa).
3. Anna Brzozowska (KS C¯ Szczecin).
Andrzej Radomski
Fot. Andrzej Radomski
60 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
| REGATY
Vendée Globe
- pokonaæ swój
¿eglarski Everest
Marzena Knap
10 listopada 2012 roku mia³ miejsce start
do niew¹tpliwie najciê¿szych regat samotników na œwiecie. Po raz pierwszy w historii
udzia³ bierze Polak, Zbigniew Gutek Gutkowski.
Vendée Globe to zawody, które œci¹gaj¹
najbardziej doœwiadczonych ¿eglarzy pragn¹cych sprawdziæ swoje umiejêtnoœci wœród
najciê¿szych warunków ¿eglarskich na œwiecie. Wyœcig odbywa siê nieprzerwanie od roku 1989, trasa biegnie dooko³a œwiata z zachodu na wschód, mijaj¹c trzy przyl¹dki:
Good Hope, Leeuwin, Horn. Najwiêksz¹
jednak trudnoœci¹ jest fakt, i¿ zawodnicy
faktycznie mog¹ liczyæ tylko na siebie. Nie
maj¹ bowiem mo¿liwoœci kontaktowania siê
ze swoimi za³ogami brzegowymi, gdy¿ wszelka pomoc ze strony l¹du powoduje dyskwalifikacjê. Ponadto, regaty rozgrywane s¹
w systemie non stop, co oznacza, ¿e przez ca³y okres spêdzony na morzu nie mo¿na zawin¹æ do portu.
Niestety, w wiêkszoœci edycji o du¿ym
szczêœciu mog¹ mówiæ ci, którzy w ogóle
ukoñczyli zawody. Œrednio oko³o po³owy
stawki bior¹cej udzia³ ulega awarii. I nie jest
to kwestia Ÿle przygotowanego sprzêtu, ale
warunków, w jakich przychodzi ¿eglowaæ
skipperom. Najczêstsze awarie to te zwi¹zane z problemami z kad³ubem lub uszkodzeniami masztu.
Wszyscy sternicy p³yn¹ na takich samych jachtach klasy Open 60, nale¿¹cych do
stowarzyszenia klasy IMOCA, które zosta³o
zatwierdzone przez ISAF w roku 1998.
£odzie te to prawdziwe maszyny regatowe
wyposa¿one w najnowsze zdobycze techniki
nawigacyjnej i komputerowej u³atwiaj¹ce
przetrwanie w trudnych morskich warunkach oraz pomagaj¹ce skupiæ siê zawodnikom na najwa¿niejszej rzeczy, a mianowicie
dop³yniêciu ca³o do mety i zdobyciu jak najlepszego miejsca.
Niestety, podczas siedmiu edycji zdarza³y siê przypadki ¿eglarzy, którzy do dziœ
uznani s¹ za zaginionych na morzu:
- 1992/1993 r. - Nigel Burgess oraz Mike Plant.
- 1996/1997 r. - Gerry Roufs.
Wszystko to oraz chroniczny brak snu powoduje, ¿e skipperzy wystawieni s¹ na liczne
niebezpieczeñstwa spowodowane zarówno
problemami technicznymi, jak i psychicznymi. W tym miejscu warto dodaæ, i¿ ¿eglarze
ci potrafi¹ na d³ugie miesi¹ce przed regatami
trenowaæ nie tylko swoj¹ kondycjê fizyczn¹,
ale równie¿ tak naturaln¹ rzecz jak spanie.
Brzmi to œmiesznie? Ale taka jest prawda.
Ucz¹ siê spaæ po 20 do 40 minut, aby choæ na
chwilê zregenerowaæ si³y. D³u¿sze przerwy
szczególnie w bardziej niebezpiecznych rejonach œwiata mog¹ skoñczyæ siê niekiedy tragicznie.
W roku 2012 na linii startu stanê³o 20
¿eglarzy, w tym jedna kobieta - Samantha
Davies z Wielkiej Brytanii (niestety, ze wzglêdu na utratê masztu zmuszona by³a siê wycofaæ). Na dzisiaj zosta³o ju¿ tylko 14 skipperów i obawiam siê, ¿e ta liczba bêdzie jeszcze mniejsza.
Niestety, odpad³ równie¿ nasz ¿eglarz,
Zbigniew Gutkowski, na jachcie Energa. Ten
doskona³y i utytu³owany sternik zrezygnowa³ z powodu awarii autopilota, która okaza³a siê na tyle powa¿na, i¿ dalsze ¿eglarstwo
mog³oby byæ niebezpieczne dla jego ¿ycia.
Gutek w pierwszej wersji mia³ wystartowaæ
na swojej Babci, na której zdoby³ 2. miejsce
w regatach samotników Velux 5 Oceans.
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 61
REGATY |
Jacht ten, równie¿ klasy Open 60, zbudowany w latach 90. XX wieku by³ jak eksponat
z muzeum techniki. Myœlê, ¿e dobre bêd¹
tutaj s³owa Waldemara Heflicha z ¯agli,
które wypowiedzia³ przy okazji poprzedniej
edycji Velux 5 Oceans: To by³o tak, jakby
ktoœ rajdowym Polonezem chcia³ œcigaæ siê
z nowoczesnymi samochodami WRC.
Gutek da³ siê poznaæ jednak jako znakomity strateg walcz¹cy z przeciwnoœciami
losu. Przypomnijmy, ¿e i w regatach Veluxa
mia³ problemy z samosterem i rozci¹³ powa¿nie g³owê. To go jednak nie powstrzyma³o przed wywalczeniem doskona³ej
pozycji, gdzie od lidera stawki Brada Van
Liew dzieli³o go zaledwie 67 mil morskich.
Aby wystartowaæ w Vendee Globe, które
stanowi³o marzenie polskiego ¿eglarza,
Zbyszek Gutkowski zmobilizowa³ wszystkie
swoje si³y. Jak zwykle móg³ te¿ liczyæ na
wsparcie swoich najbli¿szych, miêdzy innymi ¿ony Elizy, która zawsze stoi przy nim.
Dziêki uzyskaniu sponsorów, co ka¿dy
¿eglarz regatowy w Polsce wie, nie jest ³atwe,
uda³o siê zakupiæ na chwilê przed startem
nowy jacht, nowszy i mocno utytu³owany:
Hugo Boss, na którym p³ywa³ inny skipper
Alex Thompson (w chwili obecnej zajmuje
miejsce 6). Ten jacht da³ Gutkowi wiêksze
mo¿liwoœci podjêcia walki z rywalami.
Jednak¿e, jak to w ¿yciu bywa, awaria
okaza³a siê na tyle powa¿na, ¿e musia³ siê
ostatecznie wycofaæ. To jest jednak cecha
doskona³ego sternika, i¿ wie, kiedy nale¿y
zrezygnowaæ, poniewa¿ dalsze ¿eglowanie
mo¿e stanowiæ du¿e ryzyko.
Regaty Vendee Globe to marzenie wielu
¿eglarzy, które zrealizowaæ mog¹ tylko
nieliczni. Dlatego uznawane s¹ za najbardziej presti¿owe. Nie tylko ze wzglêdu na
jachty, które stanowi¹ najnowsze zdobycze
techniki, ale równie¿, a mo¿e przede wszystkim dlatego, ¿e w szranki staj¹ najlepsi na
œwiecie. O kim mówiê? Ka¿dy, kto pasjonuje
siê regatami, zna takie nazwiska jak:
62 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
-
-
-
-
Mike Holding,
Bernard Stamm,
Alex Thomson,
Michel Desjoyeaux – aktualny mistrz,
poprzedni¹ edycjê regat ukoñczy³ w czasie 84 dni,
Ellen Mac Arthur, która by³a najm³odszym ¿eglarzem w edycji 2000/2001
i zajê³a 2. miejsce na jachcie Kingfisher,
Alain Gautier, zwyciêzca regat 1992/
1993 na jachcie Bagages Superior (póŸniejszy Operon Zbyszka Gutkowskiego),
Loick Peyron, uznawany za jednego
z najlepszych strategów i ¿eglarzy regatowych na œwiecie.
Vendee Globe to Everest wszystkich ¿eglarzy sportowych, ale tylko niektórym udaje
siê na niego wspi¹æ. A ci, co próbuj¹ i prze-
grywaj¹ z ¿ywio³em, nie maj¹ siê czego
wstydziæ, gdy¿ ju¿ sam start daje powód do
dumy i zarezerwowany jest tylko dla najbardziej wytrwa³ych.
Czego ¿yczyæ? Stopy wody pod kilem?
Pomyœlnych wiatrów? Nie, to przy tego typu
regatach brzmi jak¿e banalnie. Chyba najbardziej odpowiednie bêdzie, by dop³ynêli
szczêœliwie do mety. I tej wersji bêdê siê
trzymaæ.
A Zbyszkowi Gutkowskiemu chcia³abym podziêkowaæ za to, i¿ pokaza³ œwiatu,
¿e: Marzenia siê spe³niaj¹. Mam nadziejê, ¿e
za cztery lata znów z0baczymy Gutka na
starcie, gdy¿ jest to: odpowiedni cz³owiek na
odpowiednim miejscu!
Regaty mo¿na œledziæ na stronie:
http://www.vendeeglobe.org/en/
Marzena Knap
| REGATY
Wyniki regat 2012
Leszek Mulka
I. Regaty Otwarcia Sezonu 2012, rzeka Odra Wroc³aw
Osobowice I - 28.04.2012 r.
Klasa Optimist - dziewczêta do 15 lat
1. Grzesiñska Natalia - K¯ Wyspy Zaczarowane
Klasa Optimist - grupa A
1. Chamerski Joachim - K¯ Wyspy Zaczarowane
2. Œmigielski Kamil - UKS ¯eglarz
3. Przybysz Rafa³ - K¯ Wyspy Zaczarowane
Klasa Cadet - ch³opcy do 17 lat
1. Szlachcic Piotr, Czerwiec £ukasz - UKS ¯eglarz
2. Markiewicz Marcin, Szumigraj Wojciech - UKS ¯eglarz
Klasa Optimist - grupa B
1. Hanys Kaja - UKS ¯eglarz
2. Kalinowska Agata - UKS ¯eglarz
3. Kompa Sara - UKS ¯eglarz
Klasa Optimist - grupa C
1. Mazur Ewa - K¯ Wyspy Zaczarowane
2. Knap Kacper - UKS ¯eglarz
3. S³awiñski Ignacy - UKS ¯eglarz
Klasa Laser
1. Cebrat Tomasz - UKS ¯eglarz
Klasa Cadet
1. Szlachcic Piotr - UKS ¯eglarz
Czerwiec £ukasz - UKS ¯eglarz
2. Markiewicz Marcin - UKS ¯eglarz
Szumigraj Wojciech - UKS ¯eglarz
Klasa Omega
1. Boroñ Karol, Tabisz Agnieszka, Burkalec Marzena
- YC Sharks
2. Kopeæ Tadeusz, Siwek Grzegorz, Intres Piotr – DSR¯
3. Podbielski Jacek, Tomasz Frenczak, Kompa Tomasz
- K¯ Ekonomistów
Sêdzia G³ówny: Kazimierz Sobczak, Sêdzia kl. I, licencja PZ¯ nr 153
II. V Wroc³awska Olimpiada M³odzie¿y
w ¯eglarstwie, rzeka Odra Wroc³aw Osobowice I
- 19-20.05.2012 r.
Klasa Optimist - ch³opcy do12 lat
1. Kucner Jakub - UKS ¯eglarz
2. Dorywa³a Piotr - UKS ¯eglarz
3. S³awiñski Ignacy - UKS ¯eglarz
Klasa Optimist - ch³opcy do 15 lat
1. Œmigielski Kamil - UKS ¯eglarz
2. Chamerski Joachim - K¯ Wyspy Zaczarowane
3. Orwaldi Krzysztof - JKAZS
Klasa Optimist - dziewczêta do 12 lat
1. Hanys Kaja - UKS ¯eglarz
2. Mazur Ewa - K¯ Wyspy Zaczarowane
3. Kompa Sara - UKS ¯eglarz
Klasa Europa - dziewczêta do 17 lat
1. Pêkalska Ariadna - K¯ Wyspy Zaczarowane
2. Pêkalska Adriana - K¯ Wyspy Zaczarowane
Sêdzia G³ówny: Kazimierz Sobczak, Sêdzia kl.I, licencja PZ¯ nr 153
III. IX Regaty o Puchar Marsza³ka Województwa
Dolnoœl¹skiego, rzeka Odra Wroc³aw Osobowice I
- 08-09.09.2012 r.
Klasa Optimist A
1. Chamerski Joachim - K¯ Wyspy Zaczarowane
2. Orwaldi Krzysztof - JK AZS
3. Stró¿yk Antoni - K¯ Wyspy Zaczarowane
Klasa Optimist B
1. Hanys Kaja - UKS ¯eglarz
2. Witecki Mateusz - UKS ¯eglarz
3. Kompa Sara - UKS ¯eglarz
Klasa Optimist C
1. Mazur Ewa - K¯ Wyspy Zaczarowane
2. S³awiñski Ignacy - UKS ¯eglarz
3. Knap Kacper - UKS ¯eglarz
Klasa Europa
1. Pêkalska Adriana - K¯ Wyspy Zaczarowane
2. Grzesiñska Natalia - K¯ Wyspy Zaczarowane
3. Cebrat Tomasz - UKS ¯eglarz
Klasa Omega
1. Wilgosz Dariusz, Meres £ukasz, Jezierski Sebastian
- Port Uraz
2. Kopeæ Tadeusz, Orwaldi Piotr, Kucner Daniec
- JK AZS
3. Podbielski Jacek, Siekierka Micha³, Pastusiak Maciej
- UKS ¯eglarz
Punktacja zespo³owa - Puchar Marsza³ka Województwa
Dolnoœl¹skiego
1. K¯ Wyspy Zaczarowane - 19 pkt.
2. UKS ¯eglarz - 15 pkt.
3. JK AZS - 6 pkt.
4. Port Uraz - 5 pkt.
5. Zgorzelecki Klub ¯eglarski, K¯ Viator – bez punktów
Sêdzia G³ówny: Janusz Sroka, Sêdzia kl.I, licencja PZ¯ nr 216
SZKWA£ | 2012 nr 2 (31) | 63
REGATY |
IV. Mistrzostwa Okrêgu 2012, rzeka Odra Wroc³aw
Osobowice I, 22 – 23.09. 2012 r.
Klasa Optimist A
1. Hanys Kaja - UKS ¯eglarz
2. Orwaldi Krzysztof - JK AZS Wroc³aw
3. Kompa Sara - - UKS ¯eglarz
Klasa Optimist B
1. S³awiñski Ignacy - UKS ¯eglarz
2. Buszyk Piotr - K¯ Wyspy Zaczarowane
3. Chamerska Paula - K¯ Wyspy Zaczarowane
Klasa Optimist C
1. Mazur Ewa - K¯ Wyspy Zaczarowane
2. Knap Kacper - UKS ¯eglarz
3. Kalinowski Jacek - UKS ¯eglarz
Klasa Europa
1. Pêkalska Ariadna - K¯ Wyspy Zaczarowane
2. Przybysz Rafa³ - K¯ Wyspy Zaczarowane
3. Szlachcic Piotr - UKS ¯eglarz
Sêdzia G³ówna: Jolanta M. Palczyñska, Sêdzia PZ¯ kl. II, licencja 154
V. III Regaty ¯eglarskie o Puchar UKS ¯eglarz, rzeka
Odra Wroc³aw Osobowice I, 22 – 23.09.2012 r.
1. Hanys Kaja - UKS ¯eglarz
2. Orwaldi Krzysztof - JK AZS
3. S³awiñski Ignacy - UKS ¯eglarz
Sêdzia G³ówna: Jolanta M. Palczyñska, Sêdzia PZ¯ kl. II, licencja 154
VI. XVIII Jesienne Turystyczne D³ugodystansowe Regaty,
rzeka Odra Wroc³aw – Uraz 06.10.2012 r.
Klasa Omega
1. Wilgorz Dariusz, Jezierski Sebastian, Marciniuk Marta
- Port Uraz
2. Lubieniecki Filip, ¯urowski Marek, Ukleja Piotr - MOS-2 Zegrze
3. Podbielski Jacek, Siekierka Micha³, Kozyra Artur - UKS ¯eglarz
4. Szkudlarek £ukasz, Zaj¹c Andrzej, Sleiman Kamil
- Niezrzeszony
5. Kie³bus Roman, Nawara Jaros³aw, Nawara Darek - YC Sharks
6. Kopeæ Tadeusz, Szymanowski Tadeusz, Litwicki Roman
- JK AZS
7. Sroka Janusz, Lamparski Maciej, Moszczyñski Marek
- Port Uraz
8. Staniec Rafa³, Cukrowski Krzysztof - DSR¯
9. Kurek Sebastian, Chabera Marek - Zgorzelecki Klub ¯eglarski
10. Cubañski Andrzej, Kowalska Ola, Kowalski Matrusz
- UKS ¯eglarz
64 | SZKWA£ | 2012 nr 2 (31)
Klasa Open
1. Lewczuk Patryk, Kilian Szymon, Baranowski Jakub
- HOW Stanica
2. Górecki Tomasz, Serafin Lech, Zieliñski Eugeniusz
- ZK¯ Energetyk Wa³y
3. Niemiec Bart³omiej, Niemiec Przemys³aw, So³tsek Nina
- HOW Zatoka
Sêdzia G³ówny: Kazimierz Sobczak, Sêdzia kl. I, licencja PZ¯ nr 153
VII. XIII Regaty o Puchar Dolnego Œl¹ska 2012,
rzeka Odra Wroc³aw Osobowice I, 13 – 14.10.2012 r.
Klasa Optimist A
1. Hanys Kaja - UKS ¯eglarz
2. Kompa Sara - UKS ¯eglarz
3. Czerwiec £ukasz - UKS ¯eglarz
Klasa Optimist B
1. S³awiñski Ignacy - UKS ¯eglarz
2. Dorywa³a Piotr - UKS ¯eglarz
3. Buszyk Piotr - K¯ Wyspy Zaczarowane
Klasa Optimist C
1. Knap Kacper - UKS ¯eglarz
2. Mazur Ewa - K¯ Wyspy Zaczarowane
3. Lenart Filip - K¯ Wyspy Zaczarowane
Klasa Europa
1. Pêkalska Ariadna - K¯ Wyspy Zaczarowane
2. Pêkalska Adriana - K¯ Wyspy Zaczarowane
3. Przybysz Rafa³ - K¯ Wyspy Zaczarowane
Klasa Omega
1. Kopeæ Tadeusz, Litwicki Roman, Szymanowski Tadeusz
- JK AZS Wroc³aw
2. Podbielski Jacek, Siekierka Micha³, Pastusiak Marek
- UKS ¯eglarz
3. Knap Wojciech, Kalinowski Pawe³, Kucner Daniel
- UKS ¯eglarz
Sêdzia G³ówny: Kazimierz Sobczak, Sêdzia kl. I, licencja PZ¯ nr 153
VIII. Puchar Prezesa Wroc³awskiego Okrêgowego
Zwi¹zku ¯eglarskiego, Uraz rzeka Odra 27. 10.2012 r.
Klasa Omega
1. Piwowarczyk Piotr, Bogdanowicz Jakub, Bojko Anna
- YC Sharks
2. Wilgorz Dariusz, Kowalewska Aleksandra - Port Uraz
3. Wrzesiñski Mi³osz, Górski Adam - Port Uraz
Sêdzia G³ówny: Janusz Sroka, Sêdzia klasy I, licencja PZ¯ nr 216
Odrzañskie regaty 2012 r.

Podobne dokumenty