Magazyn Chopin 4-2010

Komentarze

Transkrypt

Magazyn Chopin 4-2010
ISSN 2081-4607
nr 4 / 2 010
4 | Muzeum, które uwodzi rozmowa z Ico Migliore i Marą Servetto
8 | Fryckowe lato, czyli wakacyjne muzykowanie Chopina
18 | Sytuacja Królestwa Polskiego w czasach Chopina
24 | Namaluj Chopina
Pr 15
og |
r C
Fe am hop
st VI in
iw M i
al ię je
u dz g
M y o
uz na E
yc ro ur
zn do op
eg w a
o eg
o
Miesięcznik Narodowego Inst y tutu Fryderyk a Chopina
The Real Chopin – to seria nowych nagraƒ
zrealizowanych na instrumentach historycznych
z czasów Fryderyka Chopina. Pozwala zbli˝yç si´
wspó∏czesnemu s∏uchaczowi do czasów Romantyzmu
i jego aury dêwi´kowej. Tworzy po raz pierwszy,
zbiór wykonaƒ na instrumentach z epoki
wszystkich dzie∏ Fryderyka Chopina, nagranych
w najnowszej technologii. Ka˝da z p∏yt posiada
bogaty komentarz równie˝ w j´zyku angielskim.
The new recordings of Chopin’s works
on period instruments allow contemporary
listeners to discover the historical models,
bringing us closer to the original, and alsothe
long-forgotten sound of the Romantic era.
The Fryderyk Chopin Institute is the first to
record the complete works of Chopin on period
instruments, recorded using the latest technology.
Each disc includes a rich commentary
in English language.
P∏yty w sprzeda˝y na stronie internetowej/CDs available at
www.chopin.nifc.pl
Od Redakcji
Mecenas Roku Chopinowskiego
Szanowni Państwo,
W
numerze:
Od redakcji
3
Muzeum, które uwodzi – z Ico Migliore
i Marą Servetto rozmawia Katarzyna Kasica
4
Amadeus znaczy miły Bogu!
– felieton Stanisława Dybowskiego
7
Fryckowe lato, czyli wakacyjne
muzykowanie Chopina – Artur Szklener
8
Wakacyjne szlaki Chopina w Polsce
– Marcin Wąsowski
10
FCH - narodowiec? – felieton Andrzeja Chłopeckiego
12
VI Międzynarodowy Festiwal Muzyczny
Chopin i jego Europa
Wprowadzenie - Bohdan Pociej
Program
13
15
Wielcy Chopiniści (3) – Wojciech Bońkowski
17
Sytuacja polityczna Królestwa Polskiego
w czasach Chopina – Jerzy Miziołek
18
Dzieje fonografii (3) – Stanisław Dybowski
21
Frycek żartowniś – Piotr Mysłakowski
22
Rysunki dzieci nadesłane
na konkurs „Namaluj Chopina”
24
Let’s Dance Chopin w Szanghaju
26
Aforyzmy
26
Japończycy wielbią Chopina
– mówi Tetsuya Tekenaka / ADVERTORIAL
magazyn
27
Chopin:
Redakcja: Narodowy Instytut Fryderyka Chopina
ul. Tamka 43, 00-355 Warszawa,
tel.: (+48 22) 44 16 117, fax: (+48 22) 44 16 113
mail: [email protected]
Redaktor naczelny: Andrzej Sułek
A utor projektu i redakcja: Jacek Pajkowski, [email protected]
P rojekt graficzny: Joanna Jarco
Ilustracja na okł adce: Joanna Jarco
www.magazynchopin.pl
Numery archiwalne i bieżący magazynu
Chopin do pobrania w formacie pdf
na stronie w w w. m a g a z y n c h o p i n . p l
Wydawca:
Z wielką przyjemnością pragnę powitać stałych i nowych
Czytelników Magazynu Chopin. U progu letnich wakacji,
wydawany przez Instytut Chopina Magazyn ukazuje się
bowiem w zwiększonym nakładzie i po raz pierwszy jako
dodatek nie do jednego lecz do trzech opiniotwórczych
tytułów o ogólnokrajowym zasięgu: Polityki, Newsweeka
i Forbesa.
Słońce i leżaki na błękitnym tle naszej okładki to zapowiedź
wakacyjnego lenistwa. Szkolne i akademickie wakacje,
urlopy, a choćby letnie weekendy, to czas oderwania
Fot. Marek Grotowski
od codziennych obowiązków, czas wyjazdów, zmiany
otoczenia, nowych odkryć. Na zasłużony, dwu-, a nawet trzymiesięczny
odpoczynek pójdą przede wszystkim szkolne podręczniki, zeszyty,
skrypty. Jedynie ci, którym okrutny los wyznaczył wrześniowe
spotkanie z profesorem, będą musieli utrzymywać w tym czasie duchową
łączność z macierzystą uczelnią. Wierzymy jednak, że nawet sesja poprawkowa nie pozbawi nikogo, tak zupełnie, radości wakacyjnego podróżowania.
Dlatego dzisiejszy numer Magazynu dedykujemy przede wszystkim
tym z Państwa, którzy postanowili wystawić się nie tylko na działanie
promieni słonecznych, ale także kąpać się w blasku „chopinowego szaleństwa 2010”. Wolne dni to przecież znakomita okazja, by zaplanować
podróże jego szlakiem, zobaczyć miejsca, które na ten rok – często po wielu
latach zawstydzających zaniedbań – zostały odrestaurowane, podniesione
do stanu godnego nie tyle samej rocznicy, co wielkości postaci Fryderyka
Chopina. Ten numer Magazynu warto więc mieć w kieszeni albo w samochodowym schowku, by owych chopinowskich miejsc na szlaku letnich podóży
nie pominąć. Jeśli zechcą Państwo podzielić się z nami swoimi wrażeniami
– zapraszam do wypowiadania się na forum, albo wysłania maila.
Z ogromną ciekawością będziemy czytać o tym, co Państwa poruszyło,
zachwyciło, albo zdegustowało. A może odnajdą Państwo jakiś ślad,
o którym (prawie) nikt nie wie albo nie pamięta? Może na przykład
- przepraszam za emfatyczne określenie - „mknąc” krajową „ósemką”
między Rawą Mazowiecką a Mszczonowem warto będzie skręcić
na chwilę do Babska i odszukać na niewielkim cmentarzyku mogiłę
Konstancji Gładkowskiej, albo poświęcić nieco więcej czasu – powiedzmy
pół godziny – by w nieodległej Raduczy poszukać śladów majątku,
w którym spędziła większą część swego „pofryderykowego” życia?
To miejsca w istocie mało uczęszczane, dające chwilę wzruszenia bardziej,
niż poczucie dotknięcia realnej pamiątki. Ale od czegóż wyobraźnia?
Chopinowskie wakacje to przecież także wkacje z muzyką.
W tym Magazynie z dumą zapowiadamy, organizowany przez Narodowy
Instytut Fryderyka Chopina, nasz doroczny Festiwal „Chopin i jego Europa”
– myślimy już przecież o sierpniu, który od pierwszego do ostatniego dnia
wypełnią koncerty. Planując wakacje – proszę i ten fakt brać pod uwagę.
W numerze także relacja z premiery Let’s Dance Chopin w Szanghaju,
a na naszej stronie internetowej wideoklipy dające przedsmak tej
fantastycznej muzycznej przygody, do jakiej zaprasza muzyka i spektakl
stworzony przez Janusza i Marię Stokłosów. To dla tych, którzy wakacje
chcą przejść tanecznym krokiem.
Do zobaczenia na szlaku,
ul. Tamka 43, 00-355 Warszawa
tel. (+48 22) 44 16 117
fax. (+48 22) 44 16 113
mail. [email protected]
www.chopin.nifc.pl
Andrzej Sułek
Dyrektor Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
3
muzeum,
które uwodzi
Miesięcznik Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina
To oni stworzyli jedno z najnowocześniejszych muzeów
w Europie. Architekci Ico Migliore oraz Mara Servetto
z mediolańskiej pracowni Migliore+Servetto zaprojektowali
wnętrza Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie.
K atarzyna K asica: Czy potrafi Pani grać na jakimś instrumencie
muzycznym?
Mara Servetto: Nie, nie potrafię. Natomiast moje dzieci grały. Jedno na fortepianie, a drugie na saksofonie.
KK: Czy zna Pani Warszawę?
MS: Większość mojej wiedzy na jej temat wynika z faktu uczestnictwa w tym projekcie, który sam z siebie był fantastycznym
przeżyciem. Zarówno w aspekcie ludzkim jak i w związku z miastem – Warszawą. Nawiązaliśmy świetne kontakty z Polakami –
wyrazistymi, poważnymi, świetnie wykształconymi ludźmi, którzy
na dodatek podeszli do naszego projektu z pełną otwartością.
KK: Jak wyglądała Pani pierwsza wizyta w Warszawie? Pani pierwsze wrażenie?
MS: Zawsze staram się uzyskać kompleksowe spojrzenie – na ludzi i architekturę jak na pewną całość. Tak jak ja to widzę, wiele
rzeczy odbudowano i jednocześnie zachowano historyczny wyraz
miasta. Choć obecnie Polska to kraj zainteresowany bardzo przyszłością, parciem do przodu. Odniosłam wrażenie, że Warszawa
to miasto z wielkim potencjałem.
KK: Kim jest dla Mary Servetto Chopin?
MS: Chopin to bardzo interesująca osobowość i wybitny kompozytor. Nie jestem muzykologiem, tak więc najbardziej fascynowało
mnie odkrywanie różnych stron jego osobowości, których wcześniej nie byłam świadoma.
KK: Jaki był pierwszy pomysł, który przyszedł Pani do głowy, kiedy
zdecydowaliście się na udział w konkursie na muzeum Chopina?
MS: Na początku, kiedy dowiedzieliśmy się o konkursie, byliśmy
zafascynowani tematem – muzyką. Później pracowaliśmy dużo
w studiu nad ‘genius loci’, specyficzną duszą miejsca. Mieliśmy
do czynienia z miejscem historycznym, ważnym dla Warszawy,
wielokrotnie przebudowywanym. Musieliśmy zachować pamięć
miejsca i jednocześnie powiedzieć coś nowego o Chopinie, a także
o nowoczesnym podejściu do muzeum jako konstrukcji architektonicznej. W pracy wspomagaliśmy się w dużym stopniu atmosferą miejsca. To była ciężka praca, ale także jeden z powodów,
dla których – jak sądzę – wygraliśmy konkurs. Dialog z miejscem,
próba wyrażenia jego mocnych stron przy jednoczesnym wbudowaniu architektonicznej struktury do jego wnętrza – to był istotny
aspekt naszej pracy. Struktury, która stała się integralnym elementem muzeum. Pracowaliśmy nad tematem przy wykorzystaniu różnorodnych struktur architektonicznych, jako że każda
przestrzeń ma swój własny, niepowtarzalny charakter i styl, swoS ala dla dzieci
4
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
Mara Servetto
je własne wnętrze. Dlatego też z czasem zdecydowaliśmy się pracować oddzielnie nad poszczególnymi elementami. Zgodziliśmy
się, że mamy do czynienia z jedenastoma muzeami w jednym, tak
więc musieliśmy dopracować się takiej formy ekspozycji, która
łączyłaby wszystkie przestrzenie i wnętrza w spójną całość. Zdecydowaliśmy się pracować nad poszczególnymi składnikami oddzielnie, koncentrując się na ich specyficznym charakterze i kryjącymi się w nich znaczeniami. Dzięki temu zabiegowi, muzeum
zamienia się w podróż, tym ciekawszą, że każde miejsce, każda
część różni się od pozostałych. Koncepcja wymagała pracy nad
każdym eksponatem z osobna, znajdowaniem powiązań między
nimi a muzyką i innymi elementami ekspozycji, i w końcu łączeniem ich w spójną, organiczną całość. To muzeum wyróżnia się
właśnie dlatego, że daje odwiedzającemu możliwość ogarnięcia
na raz całości. Można poznać miejsce, gdzie Chopin przebywał,
posłuchać jego muzyki i poczytać jeden z listów do przyjaciela.
Jednocześnie.
KK: Jaki był najtrudniejszy etap projektu?
MS: Złożoność projektu, która po części wynikała z faktu, że
pracowaliśmy nad konstrukcją, która pierwotnie służyła celom
mieszkalnym i musiała zostać zaadaptowana na muzeum. Ograniczeniem była przestrzeń i musieliśmy respektować te ograniczenia. Jednocześnie nie mogliśmy stracić z oczu opowieści
o Chopinie, którą chcieliśmy opowiedzieć, nie chronologicznie,
ale dzieląc ją na okresy w życiu kompozytora. Mieliśmy wolną
rękę w kwestii aranżacji wnętrza. Postanowiliśmy wykorzystać
strukturę budynku i jednocześnie
.
odzwierciedlić jego otoczenie. Tak
ina w Pary żu
hop
C
ka
ery
i S alonu Fryd
więc, na poziomie parteru, ulicy,
Fragment ekspoz ycj
wchodzimy w pierwszy okres
jego życia, idąc do góry przenosimy się w czasie do Francji i tak
dalej, aż na najwyższym piętrze
dochodzimy do pokoju, w którym
kompozytor zmarł. Przestrzeń
piwnic przeznaczyliśmy na poważniejsze studia i uzyskanie
w w w. m a g a z y n c h o p i n . p l
•
w w w. c h o p i n . n i fc . p l
włącznie ze śpiewem ptaków i szumem
liści na wietrze. A to dlatego, że Chopin
czerpał w tym czasie inspirację z odkrywanych w okolicy dźwięków. Po drugiej
stronie sali umieściliśmy specjalne szuflady. Po wysunięciu jednej z nich widać w środku podświetloną partyturę,
którą można czytać i słuchać jednocześnie muzyki. Tymczasem obraz partytury wysuwa się z szuflady i przesuwa do
góry. Jeśli więcej widzów zdecyduje się
wysunąć różne szuflady, nakładają się na
siebie różne melodie, słychać pomieszane
dźwięki muzyki, a obrazy partytur przesuwają się jednocześnie, stanowiąc swoisty
przegląd okresu Nohant. Człowiek zanurza się w życiu kompozytora i uzyskuje
głębsze wejrzenie i zrozumienie wagi lu-
Staraliśmy się zdefiniować,
określić i stworzyć właściwe
krajobrazy dźwiękowe, przez
które, dzięki technologii, pośrednio, można uzyskać nową
perspektywę, spojrzenie na
pozostałe elementy.
fot. Marcin Czechowicz, Piotr Gęsicki
Ico Migliore
głębszej wiedzy na temat kompozytora,
prezentowanej z bardziej profesjonalnej
perspektywy, dla muzyków, muzykologów
itp. Musieliśmy wybierać między różnorodnością kształtów i stylów istniejących
pomieszczeń, zachowując jednocześnie
Spośród innych muzeów to
wyróżnia się tym, że daje możliwość ogarnięcia wszystkich
elementów jednocześnie.
Widzisz miejsce, w którym
Chopin przebywał, słyszysz
muzykę i czytasz listy, wszystko
w tym samym czasie.
spójność opowiadanej historii. Nie było
łatwo w architektonicznej strukturze zamknąć razem i połączyć geografię z muzyką i eksponatami. W tym celu skorzystaliśmy z dobrodziejstw najnowocześniejszej
technologii. Próbowaliśmy dopracować się
S ala Noha nt
właściwych soundscapes – krajobrazów
dźwiękowych oraz przestrzeni, poprzez
które – także dzięki wsparciu technologii –
można pośrednio uzyskać świeżą, nieoczekiwaną perspektywę. Tak więc nie jest to
jedynie mieszanka technologii i informacji,
jaką łatwo można znaleźć na własną rękę
w internecie, siedząc w domu. Doświadczenie, jakie można wynieść z Muzeum
Chopina, jest możliwe dzięki wymieszaniu
i połączeniu namacalnych, fizycznych oraz
nieuchwytnych, ulotnych elementów w całość, jakiej na próżno szukać w sieci.
Wielu ludzi obawia się technologii, stąd
wykorzystanie przez nas form jak najbardziej przyjaznych, prostych dla użytkownika, umożliwiających mu nowe spojrzenie na powiązania pomiędzy różnymi
elementami. Na przykład pokój ojca ma
formę całkowicie białego sześcianu (jak
białe karty z okresu młodości Chopina,
na których głęboki związek z ojcem pozostawił trwałe, ważne ślady), gdzie można
podejść do zapisu nutowego na przedniej
ścianie, który otwiera się i ukazuje rekonstrukcję pokoju muzycznego ojca, cienie
ludzi razem z nim muzykujących…
KK: Czy ma Pani swoją ulubioną salę
w muzeum?
MS: Tę poświęconą Nohant, francuskiemu
okresowi związku z George Sand. Daje on
fantastyczną możliwość wejścia w głąb
muzyki Chopina, miejsca i pozostałych
elementów składowych. Po jednej stronie
znajdują się wszystkie elementy kolekcji,
mające związek z obrazami i dźwiękami
charakterystycznymi dla tego miejsca,
dzi, którymi się otaczał i znaczenia miejsc,
w których przebywał. Tak więc sala wytwarza odpowiednią atmosferę dzięki
dźwiękowym krajobrazom.
Innym ciekawym miejscem jest sala dla
dzieci, gdzie dorośli mogą zostawić swoje pociechy i udać się na zwiedzanie muzeum. Pokój ten nie jest jednak jedynie
poczekalnią, parkingiem, lecz miejscem,
gdzie dzieci mogą grać, tworzyć muzykę,
oglądać materiały wideo, robić notatki –
w skrócie przestrzenią, w której mogą nawiązać kontakt z muzyką.
KK: Jak poleciłaby Pani nasze muzeum
gościom z Włoch czy Japonii?
MS: Powiedziałabym, że trzeba tam się
wybrać, jeśli chce się dowiedzieć czegoś
więcej o Chopinie, a nie da się tego dowiedzieć z Internetu, w domowym komputerze. Trzeba tu złożyć wizytę, aby doświadczyć Chopina. Ta fraza – „doświadczanie
Chopina” (wymyślona przez Alicję Knast)
– świetnie opisuje muzeum. Wielu ludzi
twierdzi: „Nie znam Warszawy”. Ja odpowiedziałabym, że Muzeum jest wspaniałym kluczem do Warszawy, ponieważ
można tu poznać Chopina, ale także samo
miejsce, tak więc sądzę, że to muzeum nie
mogłoby być nigdzie indziej. Tylko w Warszawie. Ono jest z miastem organicznie
połączone. To dobry klucz do otwarcia
drzwi do Polski.
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
5
Miesięcznik Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina
Ico Migliore
K atarzyna K asica: Czy gra Pan na jakimś
instrumencie?
Ico Migliore: Uwielbiam muzykę. Lata temu
próbowałem gry na klarnecie, ale niestety
brakuje czasu.
KK: Kiedy po raz pierwszy przyjechał Pan
do Polski?
IM: W 1976, w moich szkolnych latach. Odbywaliśmy podróż po wschodniej Europie.
Wtedy poznałem Polskę – byłem w Krakowie i Oświęcimiu.
KK: Dlaczego zdecydowaliście się wziąć
udział w konkursie na muzeum Chopina?
IM: Konkurs był bardzo interesujący. Od
początku wydawało się nam, że mamy
właściwe doświadczenie i wiedzę. Pracowaliśmy nad wieloma muzeami, wystawami czasowymi i stałymi ekspozycjami.
Zawsze interesowałem się komunikacją
kulturową. Stąd też tak zafascynował
mnie ten projekt. Najważniejszy jednak był
sam temat – Fryderyk Chopin – wielki polski kompozytor.
KK: Czy zaskoczyło Pana zwycięstwo
w konkursie?
IM: Tak. Zwycięstwo zawsze mnie zaskakuje. Pamiętam, że byłem w tym czasie
na wakacjach – to był środek sierpnia
– i otrzymałem mail po polsku, późnym
wieczorem, tuż po ogłoszeniu decyzji jury.
Nazajutrz rozmawiałem z organizatorami
konkursu, zaraz potem przyjechaliśmy
na konferencję prasową w Zachęcie. Od
samego początku całkowicie się zaangażowaliśmy.
Moim głównym założeniem
było zaprojektowanie miejsca,
gdzie jest dynamiczna przestrzeń, do której ludzie pragną
powracać. Przychodzisz raz,
po czym chcesz przyjść ponownie, żeby zobaczyć coś pod
innym kątem, z innej
perspektywy.
6
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
KK: Co przy realizacji projektu okazało się
najtrudniejsze?
IM: Koordynacja wszystkich prac i działań.
Jednocześnie pracowaliśmy nad muzeum,
prowadziliśmy prace związane z aranżacją wnętrza, a to wszystko w trakcie prac
renowacyjnych w budynku. Wszystkie
działania musiały być doskonale zgrane ze
sobą. I udało się. Wszystko w dwa lata! Zazwyczaj taki projekt realizuje się w cztery
lata. Pracowaliśmy pod naporem czasu,
a chcieliśmy wykonać swoją pracę doskonale. To było najtrudniejsze.
KK: Czy chciałby Pan z perspektywy czasu
dokonać jakichś zmian? Czy jest Pan z czegoś nie w pełni zadowolony?
IM: Nie, nie sądzę. Bardzo ciężko pracowaliśmy razem z całą ekipą kuratorów,
przede wszystkim z Alicją Knast. Jestem
bardzo zadowolony z ostatecznego rezultatu. Myślę, że osiągnęliśmy nasz cel, którym było stworzenie muzeum dla bardzo
różnych ludzi – od dzieci po ekspertów.
KK: Czy dobrze się Pan w nim czuje?
IM: Zawsze, kiedy tu jestem ,czuję się
bardzo dobrze. I zawsze spotyka mnie tu
zaskoczenie. Bardzo ważna jest dla mnie
możliwość przejścia się po wnętrzach
muzeum. Czerpię wielką przyjemność
z każdej wizyty. Moim głównym celem było
zaprojektowanie miejsca z dynamiczną
przestrzenią, gdzie ludzie będą chcieli wracać. Przyjdą raz i poczują potrzebę
powrotu, dla innego spojrzenia, odmiennej
perspektywy. Nie lubię muzeów, które narzucają mi swoją interpretację. Mogą istnieć po temu ważne powody, ja jednak wolę
szukać własnej drogi porozumienia i kontaktu z muzeum. Taki był mój pomysł.
resowanym muzyką, można skorzystać
z okazji dowiedzenia się czegoś nowego
o Polsce, ludziach, czasach, w których żył
i komponował Chopin, ówczesnych trendach, modzie i kulturze.
Wydaje mi się, że Włosi dzielą z Japończykami pewną cechę. Chcą mieć jednocześnie możliwość zobaczenia całości
i skoncentrowania się na detalu. Muzeum
daje taką możliwość. Daje szansę wyboru
pomiędzy podróżą w głąb a ogólnym, szerokim spojrzeniem. Co dla mnie bardzo
ważne, muzeum nie kończy się przy wyjściu. Jest ono pewną propozycją, a ludzie
po powrocie do domu sięgają po książkę
o Chopinie, o muzyce, po muzykę, po czym
mogą do niego powrócić z nowym nastawieniem. W przestrzeni muzeum to widz
jest gospodarzem, jest u siebie, w swojej
prywatnej domenie. To zupełnie nowe podejście.
KK: Czy coś w Polsce Pana irytowało?
IM: Raczej nie. Może niektóre smaki
(śmiech). Za to uwielbiam Wasze pierogi.
Mam wrażenie, że Polacy są bardzo podobni do Włochów – w swojej miłości do
Znajomi architekci na spotkaniach czy ludzie w moim biurze
pytają „co słychać u Chopina”.
Jakby nadal żył.
własnego kraju. Polska została poważnie
zniszczona. Jednakże budynki mogą podnieść z ruin ludzie świadomi swojej kultury. Dlatego też muzeum- moim zdaniem
– jest tak ważne dla pamięci narodu. Nie
sądzę, aby budynki należało odtwarzać
w ich pierwotnym kształcie. Należy natomiast łączyć nowoczesność z przeszłością
i jednocześnie tę ostatnią przekraczać.
W innym razie nic się nigdy nie zmieni i nie
będzie rozwoju.
KK: Dlaczego to muzeum jest dla Pana
takie ważne?
IM: Czuję się tu jak u siebie w domu i zawsze chętnie tu wracam. Chcę być w muzeum częstym gościem i za każdym razem
odkrywać je na nowo.
KK: Kim jest Chopin dla Ico Migliore?
IM: Cóż, bardzo chciałbym go poznać osobiście (śmiech). Czuję jego muzykę. Od
paru lat jestem zagadywany przez znajomych architektów czy współpracowników
w pracowni: „Co tam słychać u Chopina?”.
Jakby pytali o żywego człowieka. We wnętrzach muzeum zewsząd otacza nas jego
muzyka, możemy prawie poczuć jego
obecność obok nas. Postrzegam go jako
złożoną osobowość. Artysta, kompozytor,
człowiek wszechstronnie utalentowany.
Żałuję, że nie będzie mi dane usłyszeć go
na żywo. Czasami wyobrażam sobie, jak
gra.
KK: Jak zarekomendowałby Pan Muzeum
ludziom z Włoch czy Japonii?
IM: To muzeum dla bardzo różnych ludzi.
O różnych potrzebach i oczekiwaniach.
Gdzie każdy może się czegoś nauczyć.
Nawet jeśli nie jest się specjalnie zainte-
To muzeum dla różnych
ludzi, o odmiennych potrzebach,
gdzie każdy może się czegoś
nauczyć i dowiedzieć, nawet
jeśli nie jest melomanem.
Także o Polsce, o ludziach,
o czasach, w których żył
i tworzył Chopin, modzie,
trendach, przedmiotach,
kulturze.
S alonik Mikoł aja Chopina
w w w. m a g a z y n c h o p i n . p l
•
w w w. c h o p i n . n i fc . p l
Felieton
... przed Chopinem
il. Joanna Jarco / istockphoto.com
zn a cz y mi ły
Niektórzy złośliwie
powiadają, że muzyka
Mozarta to tylko zbiór
gam i pasaży. Miłośnicy zaś
kompozytora natychmiast dodają:
ale jakich gam i pasaży?! Mozart jest twórcą
silnym poprzez prostotę muzyczną. A mnie się wydaje, że Pan Bóg
stworzył Mozarta dlatego, abyśmy wszyscy czuli się słabi i niewiele
warci. Jestem ciekaw, czy Lutosławski pisząc swoją genialną
III Symfonię nie myślał o tym, że Mozart mając pięćdziesiąt lat
mniej od niego, komponował symfonie lepsze? Mozart gamami
i pasażami przygniata nas do dzisiaj. Prawdopodobnie przygniatał i Chopina. Tyle, że Polak starał się spod jego ciężaru uwolnić,
czego my nie potrafimy. Chopin po prostu, o czym wspominał jeden
z najzdolniejszych jego uczniów, Karol Mikuli (1819–1897), przyjął
Mozarta jako swego prawodawcę muzycznego i tym prawem się
kierował.
Ich drogi muzyczne rozpoczęły się podobnie. „Mały Wolfgang –
napisał biograf – nie od początku był aż tak wybitny. W rzeczywistości przez pierwsze trzy lata życia był dość zwyczajny: siusiał
w majtki, bawił się nóżką i ślinił się jak każde małe dziecko. Mniej
więcej do czwartego roku życia był kompletnym próżniakiem – nie
skomponował ani jednej nuty i prawie wcale nie grał na klawesynie. [...] Z wrzaskiem wybiegał z pokoju”, robił różnego rodzaju
psoty i zachowywał się niesfornie. Miał nosić imiona Johannes
Chryzostomus Wolfgangus Theophilus, ale zdecydowano, że na
metryce wystarczy Wolfgang Amadeus. Dlaczego Theophilus zamieniono na Amadeus, choć znaczy to samo, co „miły Bogu”, nie
wiadomo...?
Chopin, przynajmniej na początku, robił dokładnie to samo, co
mały Bogumił, zwany Mozartem. Rodzice wprawdzie go układali i wpajali dobre maniery, ale Fryderyk Franciszek wolał przedrzeźniać starszych i śmiać się z ich słabostek, a nawet pisać
listy do rodziców w formie gazety periodycznej pt. „Kuryer Szafarski” z dopiskiem złośliwym: „proszę bardzo cenzora, nie krępować mi ozora”. Do muzyki wcale nie było mu spieszno. Mozart
swój pierwszy utwór chóralny napisał mając lat dziewięć, bo
fortepianowe rzucał na papier już wcześniej, Chopin zaś – dwa
B ogu
fortepianowe w wieku lat siedmiu. Ale za to jakie? Były to tańce
narodowe, przez lud wiejski nazywane „polskimi”, a przez klasy
wyższe z francuska la Polonaise, tak samo zresztą, jak suknia
niewieścia „polonezka”. Poloneza pierwszego mały autor napisał, przy pomocy ojca jako skryby, w tonacji B-dur zaś drugiego w tonacji równoległej g-moll. Obaj byli „cudownymi dziećmi”,
obaj pisali dużo nut, obaj żyli krótko: Austriak 35 lat, Polak 39.
O ile Chopin na Mozarcie nie robił żadnego wrażenia, pewnie
był zarozumiały (kto to wie?), o tyle Mozart na Polaku, a jakże!
Chopin zaprzyjaźnił się z nim już we wczesnej młodości w Warszawie, kiedy poszedł do Teatru Narodowego, by pod dyrekcją
Karola Kurpińskiego (1875–1857) obejrzeć i wysłuchać jego Don
Juana. Opera tak mu się podobała, że później jedną z jej lepszych
melodii wziął za temat do swych Wariacji op. 2 na fortepian z orkiestrą. Wybór tematu – jak się okazało – był trafny, bo utwór
odniósł tak wielki sukces, że jeden ze słuchaczy napisał wprost:
„Panowie, czapki z głów, oto geniusz!” W taki sposób nasz rodak
z Żelazowej Woli, co tu dużo mówić, dzięki Mozartowi został geniuszem.
Przyjaźń Chopina z Mozartem zawarta w młodości była silna.
Wprawdzie twórca polonezów i mazurków dzieł starszego kolegi
nie grywał, to jednak jego Requiem wysłuchał wielokrotnie, życząc sobie, by na pogrzebie „na pośmierci” [określenie Chopina]
było wykonane. Co ich tak silnie do siebie zbliżało?
Fot. Archiwum rodzinne
Odpowiedzi na to pytanie udzielił Mieczysław Tomaszewski, wnikliwy badacz spuścizny Frycka. „Aczkolwiek – napisał – może
to zabrzmieć dziwnie, dla objawiającego tak często klasyczne
skłonności Chopina, Mozart reprezentował nie klasycyzm, a romantyzm. Liszt przekazał zastanawiającą opinię w tej kwestii:
Podczas zaciętego sporu romantyków z klasykami [Chopin] zabierał
głos, namiętnie stając po stronie tych pierwszych, pod sztandarem
Mozarta. Nieśmiertelny twórca Requiem, Symfonii zwanej Jupiter
i innych, był według niego jednym z pierwszych, którzy otwarli dla
muzyki nowe, nieznane horyzonty. By pogodzić wypowiedzi i opinie
pozornie przeciwstawne, trzeba przyjąć, iż romantyzm Chopina
nie oznaczał rozwichrzenia, jaskrawych efektów i braku formy,
lecz dynamiczny wyraz osobowości, zrównoważenie nawet najbardziej napiętych emocji, romantyczną poetyckość przeciwstawioną banałowi zużytych konwencji”. W tym sensie Mozart był
dla Chopina prawodawcą muzycznym i drogowskazem.
Stanisław D ybowski
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
7
Miesięcznik Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina
Fryckowe lato
czyli wakacyjne muzykowanie chopina
Już z pierwszego wyjazdu do Szafarni w 1824 roku (być może
pierwszego samodzielnego oddalenia od domu rodzinnego) zachowały się barwne i humorystycznego opisy zabaw i wyrazy
fascynacji muzyką wiejskiego dworu, chałupy, karczmy i pola,
a także aktywności muzycznej samego Chopina.
Wakacje od pierwszych miesięcy życia Fryderyka Chopina były
czasem podróży, wędrówek, zmian miejsc zamieszkania. Były
czasem fascynacji, ale zarazem wytężonej pracy nad nowymi
dziełami.
Już kilka miesięcy po narodzinach Fryderyka w Żelazowej Woli,
rodzice Mikołaj i Justyna Chopinowie przenieśli się na stałe do
stolicy niedawno proklamowanego Księstwa. Po wakacjach Mikołaj Chopin obejmował swą pierwszą stałą posadę w szkole, zatem
lato pełne musiało być nowych planów, postanowień i decyzji.
W niedługim czasie Mikołaj założył prywatną, elitarną pensję dla
chłopców. Z jednej strony było to źródłem niemałych dochodów
i ułatwiało kontakt z przyjaciółmi z rodzin szlacheckich, a z drugiej wyznaczało rytm życia całej rodziny – nawet w czasie, gdy
dzieci pobierały nauki w domu. Rozkład semestrów w szkole dzielił rok na dwie części: dziesięć miesięcy pracy i nauki w Warszawie oraz dwa miesiące wakacji.
W latach dwudziestych, gdy nastoletni Fryderyk uczęszczał do
Liceum, a następnie Szkoły Głównej Muzyki w ramach Uniwersytetu Warszawskiego, wakacje spędzał zawsze poza miastem. Odwiedzał Szafarnię (1824, 1825), Duszniki (1826), był na Pomorzu
(1827) i w Sannikach (1828). Po ukończeniu Uniwersytetu wyruszył w podróż do Wiednia (1829), która po dwóch spontanicznych
koncertach w mieście Mozarta i Beethovena, miała się okazać
pierwszym wielkim międzynarodowym sukcesem dziewiętnastoletniego pianisty i kompozytora. To po tych koncertach w austriackiej prasie ukazały się słowa najwyższego uznania. Haslinger wydał Chopinowskie Wariacje na temat Mozarta, a następnie
Schumann opublikował ich entuzjastyczną recenzję prorokującą
nowego geniusza.
Chopin bawił się „pełną gębą”, chłonął otaczający go świat
muzyczny wszelkimi zmysłami: słuchał, notował, tańcował,
przygrywał, improwizował. Donosił rodzicom: Jaśnie Pan Pichon
[anagram nazwiska Chopin] przejeżdżając przez Nieszawę, usłyszał
na płocie siedzącą Catalani, która coś całą gębą śpiewała. Zajęło go
to mocno, a lubo usłyszał arią i głos, niekontent jednak [...] bo nic
nie zrozumiał; aż na koniec zdjęty ciekawością dobył trzech groszy,
obiecał je śpiewaczce, byle by mu śpiewkę powtórzyła. [...] Zaczęła
śpiewać mazureczka, z którego Redaktor, za pozwoleniem zwierzchności i Cenzury, na wzór jednę tylko strofę przytacza:
Patsajze tam za gulami, za gulami, jak to wilk tańcuje
A wsakzeć on nie ma zony, bo się tak frasuje (bis).
Z drugich wakacji w Szafarni taki to opis „okrężnego” wysłał rodzicom:
Złożono wieńce i pęczki, a Fryc jak utnie dobrzyńskiego na skrzypkach, tak wszyscy na dziedzińcu w taniec. [...] Zaczęły się skoki, walec i obertas, aby jednak zachęcić stojących cicho i tylko na miejscu
podrygujących parobków poszedłem w pierwszą parę walca z panną
Teklą [Borzewską], na koniec z panią Dziewanowską. [...] Już była
prawie 11-nasta, gdy Frycowa basetle przynosi, gorszą od skrzypcy,
o jednej tylko strunie. Dorwawszy się zakurzonego smyka jak zacznę
bassować, takiem tęgo dudlił, że się wszyscy zlecieli patrzeć na dwóch
Fryców, jednego śpiący na skrzypkach, drugiego na jednostronnej,
monokordycznej, zakurzonej [...] rzępolącego basetli.
W malowniczych listach i Kuryerach Szafarskich wspomina Fryderyk, obok błazeństw i figli, o tańcach, o przyśpiewkach, o graniu
modnych wówczas kompozytorów brillant, ale chętniej imitowaniu wiejskich grajków. Ślady owej aktywności utrwalił Chopin
w swych wczesnych kompozycjach, głównie mazurkach.
Rok 1824 widnieje na rękopisie Mazurka As-dur op. 7 nr 4. Jest to
najwcześniej datowany mazurek Chopina, choć sama data nie jest
pewna, gdyż postawił ją nie kompozytor, a jeden z braci Kolbergów, prawdopodobnie Wiluś, przyjaciel Chopina i adresat rękopisu, lub ewentualnie jego brat Oskar, słynny zbieracz polskiego
folkloru – i to po wielu latach od powstania manuskryptu.
Mazurek ten jest w pełni skończoną dojrzałą kompozycją, wydaną
drukiem w nieco zmienionej formie w latach trzydziestych, i możliwe, iż powstał nie w Szafarni, a w Dusznikach w roku 1826, gdyż
i stamtąd Chopin pisał do Wilhelma Kolberga. O pomyłkę po czasie nie było trudno, a późniejsza data nieco lepiej korespondowałaby z artystyczną dojrzałością kompozycji, jest to jednak jeden
z trwałych i niezbitych śladów bezpośredniego wpływu beztroskich zabaw na twórczość znaną i uznaną.
8
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
w w w. m a g a z y n c h o p i n . p l
•
w w w. c h o p i n . n i fc . p l
il. Joanna Jarco
Słuchając Chopina (4)
Inną słynną asocjacją jest tzw. żydek,
czyli improwizacyjne parafrazy aszkenazyjskiego folkloru, którymi Fryderyk
lubił się popisywać na wsi. Czy już wtedy
zrodziły się zręby słynnego Mazurka a-moll
op. 17 nr 4, zwanego przez wielu biografów
„Żydkiem” właśnie? W akompaniamencie
tej kompozycji jakby grało – by przywołać
innego wieszcza – echo cymbałów Jankiela, a smętna i błądząca po harmoniach
melodyczna nuta kojarzona bywa ze smętkiem żydowskich kapel. Być może kiedyś
odnajdzie się wczesny rękopis utworu,
który ułatwiłby uchwycenie drogi od hipotetycznego pierwotnego młodzieńczego
pomysłu do wersji oficjalnej, skończonej,
wydanej już po wielu latach przez dojrzałego artystę. Na razie pozostaje
legenda, a także pełna autoironii
relacja Frycka z wydarzeń autentycznych:
Letnie wakacje na wsi to jedne z najszczęśliwszych chwil Chopina w Polsce. Z jego
listów aż bije żywiołowa radość i energia.
Do melodii zasłyszanych w dzieciństwie
będzie tęsknił po latach. „Ledwie jeszcze
pamiętam jak w kraju śpiewają” – zwierzy
się przyjacielowi w chwili gorzkiej refleksji podczas szkockiej tułaczki rok przed
śmiercią. To pełne tęsknoty wyznanie oddaje wartość tamtych ulotnych chwil.
W latach dwudziestych Chopin tworzył
niemal wyłącznie w Warszawie. W czasie
wyjazdów powstawały co najwyżej kompozycje okolicznościowe, jak napisany
w październiku 1829 r. w Antoninie u księcia Radziwiłła Polonez C-dur op. 3, zgodnie
z relacją samego kompozytora „dla salonu,
dla dam”. Ale to właśnie w czasie letnich
wojaży kiełkowało artystyczne ziarno,
które w dojrzałej postaci miało zdefiniować muzykę polską na nowo: w materię
uniwersalną tchnąc ducha, gest i wyraz
czysto polski. I te dwa oblicza – narodowe i uniwersalne – pozostają wartością
najwyższą chopinowskiej sztuki, zachwycając słuchaczy we wszystkich zakątkach
świata nieodmiennie do dziś.
A rtur Szklener
Dnia 1 miesiąca roku bieżącego właśnie
Jaśnie Pan Pichon grał żydka, gdy Pan
Dziewanowski, zawoławszy Pakciarza
żyda, prosił jego o zdanie o żydowskim wirtuozie. Mosiek zbliżył się do okna, wścibił
nos garbato-wzniosły do pokoju i słuchał
mówiąc, że gdyby Pan Pichon chciał grać
na żydowskim weselu, zarobiłby sobie
najmniej dziesięć talarów. Takież
oświadczenie zachęciło Pana
Pichon do sztuderowania
ile możności tego rodzaju
muzyki, i kto wie, czy z czasem nie odda się zupełnie
tak korzystnej harmonii.
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
9
Miesięcznik Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina
a k acyjne
szl a k i
w
chopin a
pol sce
To r u ń
Do Jana Matuszyńskiego w Puławach (?), pierwsza połowa września 1825 r.
Fryderyk gdy przychodziły wakacje wyjeżdżał
z Warszawy. Odkrywał nowe miejsca,
odpoczywał i nabierał sił.
(...) największą impresję, czyli alias [inaczej] wrażenie, pierniki
na mnie uczyniły. Widziałem ja, prawda, i całą fortyfikację ze
wszystkich stron miasta, ze wszelkimi szczegółami, widziałem
sławną machinę do przenoszenia piasku z jednego miejsca na
drugie, machinę składu jak najprostszego, nader interesującą,
Sz a fa rni a
Chopin spędził w Szafarni wakacje w 1824 i 1825 r. Te szczęśliwe chwile uwiecznił w słynnych listach tzw. „Kuryerach Szafarskich”.
Do rodziców w Warszawie, 10 sierpnia 1824 r.
którą tam Niemcy zowią Sandmaschine, prócz tego kościoły
gotyckiej budowy, od Krzyżaków fundowane, z których jeden
1231 roku zbudowany. Widziałem wieżę pochyłą, ratusz sławny,
tak zewnątrz, jako i wewnątrz, którego największą osobliwością
jest to, iż ma tyle okien, ile dni w roku, tyle sal, ile miesięcy,
Najukochańsi Rodzice. Jestem zdrów z łaski Pana Boga i naj-
tyle pokoi, ile tygodni, i że cała budowa onego jest jak najwspa-
przyjemniej zawsze czas mi schodzi. Nie czytam, nie piszę, ale
nialszą, w guście gotyckim. To wszystko jednak nie przechodzi
gram, rysuję, biegam, używam świeżego powietrza, już to jadąc
pierników, oj, pierników, z których jeden posłałem do Warsza-
w pojeździe na spacer (...). Jem z nadzwyczajnym apetytem,
wy.
a nic mi nie potrzeba do zupełnego zadowolenia chudego brzucha, który już tyć zaczyna, jak tylko na pozwolenia [!] i wolności
jedzenia chleba wiejskiego.
D u s z n i k i -Z d r ó j
Do Wilhelma Kolberga w Warszawie, 18 sierpnia 1826 r.
Dwa tygodnie już piję serwatkę i wody tutejsze; i niby, jak mówią, mam trochę lepiej wyglądać, mam niby tyć, a tym samym
lenieć, czemu może przypiszesz tak długi spoczynek pióra
mojego.
Do Józefa Elsnera w Warszawie, 29 sierpnia 1826 r.
Świeże powietrze i serwatka, którą pijam skwapliwie, tak mię
postawiły na nogi, że jestem całkiem inny niż w Warszawie.
Wspaniałe widoki, jakie roztacza Śląsk, czarują i zachwycają mnie, lecz mimo wszystko brak mi jednej rzeczy, której
Teofil Żebrawski, Golub-Dobrzyń nad Drwęcą, zamek od strony południowej
w r. 1826, akwaforta. Z e zbiorów Biblioteki N arodowej w Warszawie [D ział
Ikonografii, T. I–63, G. 23922].
wszystkie piękności Dusznik nie mogą zastąpić, to jest dobrego
instrumentu.
Golub
27 sierpnia 1824 r. w swoim „Kuryerze Szafarskim” Chopin zanotował: „JPan Pichon był dnia 26 m. i r. b. w Golubiu”. Prawdopodobnie zwiedził tam warowny zamek oraz renesansowy kościół
św. Katarzyny. Można przypuszczać, że nie była to jedyna wycieczka Fryderyka w okolice Golubia i Dobrzynia.
10
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
F.W. Schwemter,
Duszniki, dom
Pustelnika na Wzgórzu
Rozalii, obraz olejny,
1833 r.
Z e zbiorów Muzeum Z iemi
K łodzkiej w K łodzku.
w w w. m a g a z y n c h o p i n . p l
•
w w w. c h o p i n . n i fc . p l
E u ro p a C h o p i n a
cz.
5
Żychlin
Do Tytusa Woyciechowskiego w Poturzynie, 12 września 1829 r.
Płock, panorama, akwarela Napoleona Ordy,
I poł. XIX w. Z e zbiorów Biblioteki N arodowej w Warszawie
A ja za to wracając [z Wiednia] byłem na weselu Panny Broni-
P ł o c k , K i k ó ł , Tu r z n o ,
Kozłowo, Gda ńsk
kowskiej Melasi; śliczne dziecko, poszła za Kurnatowskiego.
Do rodziny w Warszawie, 6 lipca 1827 r.
śniczka, kuzynka, co też parą dniami wprzód poszła za mąż,
Dziś więc w Płocku, jutro w Rościszewie, po pojutrze w Kikole,
jeszcze ładniejsze dziecko — ładnie im było po weselnemu.
Często się ciebie wspominało, kazała Ci się kłaniać. Jej rówie-
parę dni w Turznie, parę dni w Kozłowie i w moment w Gdańsku, i na powrót! Może mi kto powie: „widać, że się spieszy do
domu, kiedy o nim wspomina”. Nie, nie, wcale nie, bardzo się
Wasińdziej albo Waśka mylisz, bo ja to tylko napisałem dla
wzbudzenia przyjemnego uczucia, jakiego zwykle przy przywitaniu doznajemy. — Kto by też tęsknił!... Ja wcale nie.
Sanniki
Do Tytusa Woyciechowskiego w Poturzynie, 9 września 1828 r.
Byłem wówczas w Sannikach u Pruszaków. Całe tam lato
spędziłem. — O zabawie tamtejszej nic Ci nie piszę, byłeś
i Ty w Sannikach.
Poturzyn, dwór
Poturz yn
Latem 1830 r. Chopin odwiedził swojego przyjaciela Tytusa
Woyciechowskiego w Poturzynie, gdzie spędził około tygodnia
określonego w liście jako „poturzyńskie awantury”.
Żel a zowa Wol a
Chopin odwiedził Żelazową Wolę prawdopodobnie w wakacje
w 1823 r. Ostatni raz kompozytor był w miejscu swojego urodzenia latem 1830 r.
Sochacze w
29 sierpnia 1830 r. gen. Piotr Szembek,
miłośnik muzyki, przysłał do Warszawy po Chopina powóz, gdyż chciał go
usłyszeć w swoim obozie 3. brygady
piechoty w Sochaczewie.
Fryderyk Krzysztof Dietrich, Ojców, widok z zamkiem, XIX w.
Z e zbiorów Biblioteki N arodowej w Warszawie [D ział Ikonografii,
T. I-33, G.11439].
Do Tytusa Woyciechowskiego w Poturzynie, 31 sierpnia 1830 r.
K r a k ó w, Oj c ó w
Byłem też onegdaj w obozie u jen.
Do rodziny w Warszawie, 1 sierpnia 1829 r.
Szembeka po raz wtóry. Trzeba Ci
Minąwszy miasto i piękne okolice Krakowa kazali-
wiedzieć, że on zawsze w Socha-
śmy naszemu woźnicy prosto jechać do Ojcowa (…).
czewie konsystuje i z Michałem się
(…) nasz woźnica, nieświadomy drogi, wjechał
umówili żeby mnie do niego zawiózł.
w Prądnik, rzeczkę, raczej przeźroczysty strumień,
Gdy to jednak nie przyszło do skutku,
i nie można było znaleźć innej drogi, bo na prawo i na
Czajkowskiego [...] adiutanta nasłał
lewo skały. (…) Musieliśmy iść piechotą dobre pół
i mnie tam do niego wzięli.
mili, po rosie, pośród mnóstwa skał i ostrych kamieni. Często rzeczkę po okrągłych belkach potrzeba
było przechodzić, i to wszystko w noc ciemną.
Fryderyk Krzysztof Dietrich, Kraków,
kościół Mariacki, litografia, Z e zbiorów
Biblioteki N arodowej w Warszawie
[D ział Ikonografii, T. I-33, G.11414].
Opracował M arcin Wąsowski
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
11
Miesięcznik Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina
Felieton
Rok 200
po
Ch.
– narodowiec?
Chopin był pierwszym kompozytorem narodowym
w dzisiejszym znaczeniu. O, szczęśliwe, bogate narody,
które nie mają potrzeby tworzenia „sztuki narodowej”!
(Wojciech Kilar)*
Zawsze muzyka w mniejszym czy większym stopniu, mniej
czy bardziej intensywnie naznaczona była swą geograficzną
lokalnością, a przez to i etnicznością. Były więc szkoły niderlandzkie, byli klawesyniści francuscy, byli wirginaliści angielscy,
byli klasycy wiedeńscy, we Francji byli trubadurzy i truwerzy,
w Niemczech minnesingerzy, styl opery francuskiej o lepsze
walczył ze stylem opery włoskiej w całej Europie. Były w historii wyodrębnione jakości estetyczne, sygnowane lokalnymi
dookreśleniami – Camerata florencka, szkoły neapolitańska,
rzymska, wenecka. Te wydobyte z historii lokalne i geograficznie
dookreślone w swych nazwach zjawiska (a ich listę możnaby
tu było obficie kontynuować) sytuowały się na mapie głównych
obszarów wpływów, dzielących Europę w pionie jej mapy
na żywioły germański i romański i w poziomie na brytyjski
z tradycją celtycką i włoski z tradycją starogrecką. W tym ujęciu
na kulturalnej mapie przedromantycznej Europy granica między
jej Zachodem i Wschodem biegnie między Francją i Niemcami,
granica między jej Południem i Północą meandrycznie przebiega
przez Francję i Niemcy. Tu mamy dominium mainstreamu
– czy tego chcemy, czy nie – naszej europejskiej, a do początków
XX wieku także i (w naszej wyobraźni doświadczeniach) świata.
to, co odrębne. Tak się tworzy „szkoła narodowa”, zjawisko
połowy XIX wieku, mające swe liczne i różne kontynuacje
w wieku XX. „Szkoła narodowa” – a więc nacjonalna, „rasowa”,
stwarza niebezpieczeństwo ideowo-estetycznego getta.
Wielu artystów w nie wpadło, wielu przecież w niezwyczajny
sposób poszerzyło nam w XIX i XX wieku ową mapę muzyki
Europy, „ukrzyżowaną” na planie przedromantycznego planu
Północ – Południe i Wschód – Zachód (choć do dziś przecież,
z wszelkimi modyfikacjami, jakoś w naszym myśleniu obecnego).
Owe geograficzne dookreślenia historycznych szkół i zjawisk,
pochodzących z krajów i miast, jeśli w jakikolwiek sposób odnoszą się do pojęcia stylu „narodowego”, to w sposób śladowy,
marginalny i poza-ideowy. Bo dotyczą przede wszystkim tych
kształtów artystycznych konwencji, które dominowały w smaku,
guście i modzie pewnego, lokalnego środowiska. Urodzony
we Florencji Jean-Baptiste Lully nie był włoskim kompozytorem narodowym, bo stał się kompozytorem francuskim na
dworze Ludwika XIV. Choć tak wielkie zasługi położył w sprawie
uświetnienia baletu i opery francuskiej, nie stał się francuskim
kompozytorem narodowym, bo nie narodowość go obchodziła,
a splendor dworu, na którym służył, a który zapewniał mu sławę
i dostatek.
„Romantyzm szopenowski, zrozpaczony, zatracony, cierpiętliwy,
poddany mocom świata jako słomka na wichrze, przeobraża
się w surowy klasycyzm. W dyscyplinę, w opanowanie materii, w wolę panowania. Jakże wzruszający i podniosły jest jego
heroizm, widziany od tej strony, a jak deklamacyjny, retoryczny
i kiepski, gdy się go ogląda od strony ‘patriotycznej’.” (Witold
Gombrowicz)
12
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
* [cytat z Wojciecha Kilara – „Chopinspira”, wyd. „Warszawska
Jesień”; z Witolda Gombrowicza – Zeszyty literackie, nr 109]
A ndrzej Chłopecki, krytyk muzyczny, publicysta , Polskie R adio
Fot. Marek Suchecki/RM
Zjawisko „kompozytora narodowego” rodzi się więc w epoce
romantyzmu. Mamy rewolucję francuską, mamy „Sturm und
Drang” i mamy syndrom w sztuce, w tym w muzyce, szczególny.
Oto bardziej niż biegłość w opanowaniu konwencji epoki,
tak często naznaczonej gustem i smakiem lokalnego ośrodka,
zaczyna się liczyć i być doceniana indywidualność i osobność.
Wtedy rodzi się mit geniusza, wieszcza, rządcy dusz.
Jego twórczość promieniuje i zaraża, uskrzydla najpierw tych,
którzy pragną iść jego śladem, wydobywając z jego twórczości
„W dzisiejszym znaczeniu” ani Bach i Mozart nie byli niemieckimi
kompozytorami narodowymi, ani Monteverdi i nawet Paganini
włoskimi, ani nawet Berlioz francuskim. No tak, w tej gromadzie
romantyków, urodzonych w pierwszych dekadach XIX stulecia
pierwszym jest Fryderyk Chopin. Oczywiście jest pytanie
w tej sprawie o Schuberta, Schumanna, Brahmsa i odpowiedź
nie wydaje się tu oczywista. Potem Wagner, jako problem.
Ale Chopin, ten w przedziwny sposób na tle nie tylko swej epoki
praktycznie ograniczony do fortepianu, tego instrumentu
romantyczny „lirnik” i „bard” jest tu bez wątpienia pierwszy,
a jako taki otwiera na myślenie o kulturze muzycznej (już dziś
nie tylko) europejskiej nowe i zaskakujące perspektywy.
VI Międzynarodowy Festiwal Muzyczny
czyli kultura muzyczna Europy
w relacji do dzieła Chopina
Chopin
VI Międzynarodowy Festiwal Muzyczny
i jego
Europa
Czym była Europa dla Chopina? Czym był
i czym jest Chopin dla Europy? Co znaczy
dla nas dzisiaj kultura europejska (a w jej
ramach to, co najważniejsze: sztuka, filozofia)? Co znaczy dla nas Europa ze swoją
kulturą?
europejskiej: inspiracji wzajemnej między
kompozytorami (bowiem i w ten sposób
ujmować można historię muzyki, jak i innych sztuk: jako misterną siatkę wzajemnych oddziaływań, związków, filiacji, pokrewieństw i powinowactw z wyboru…)
Znaczy wszystko! Bez Europy i jej kultury
nas po prostu by nie było! Trzeba to powiadać dosadnie i powtarzać dobitnie,
przeciwstawiając się niemądrym, głoszonym tu i ówdzie poglądom „eurosceptycznym”, „eurokrytycznym”, relatywistycznym, sprowadzającym wszystkie kultury
świata do jednego poziomu wartościowości. Nam dzisiaj potrzebny jest, jak nigdy
dotąd, pogląd zgoła inny, przeciwny, ale
zgodny z prawdą, eurocentryczny właśnie, dający przeświadczenie, według
którego kultura europejska, genetycznie
śródziemnomorska, zakorzeniona w Grecji, Judei, Rzymie, o źródłach w równym
stopniu pogańskich, żydowskich i chrześcijańskich – jest najwyższą, najcenniejszą, najbogatszą w osiągnięcia/dokonania
ze wszystkich znanych nam kultur świata;
jedyną kulturą, która od trzech tysiącleci
nieprzerwanie, dynamicznie, choć nie bez
załamań, kryzysów i katastrof się rozwija, ma swoją ewolucję, historię, dzieje; nie
zasklepiając się bynajmniej w sobie, ale
przeciwnie – otwierając na kultury inne,
gdyż jest ona, jak żadne inne kultury, ciekawa świata, w swej ciekawości zgoła
nienasycona! Tej to kulturze europejskiej
i eurocentrycznej przyświeca pozornie
utopijne hasło-idea: zgody narodów, niejako wbrew historii powszechnej, która
zdaje się być pasmem nieustannych waśni i wojen.
Któż więc – z muzyków, kompozytorów
- mógł inspirować Chopina w jego poczynaniach twórczych? Jak, kogo i kiedy
mógł inspirować Chopin swoją muzyką?
Tak też, eurocentrycznie, trzeba pojmować hasło-ideę naszego Festiwalu:
Europa jako centrum kultur świata. Kultura europejska zaś w relacji do dzieła
Chopina. W tym sensie Festiwal „Chopin
i jego Europa”, z całym bogactwem swego programu, może być nazwany „chopinocentrycznym”. Spróbujmy więc może
spojrzeć na kulturę muzyczną Europy –
nowożytną i nowoczesną – właśnie tak:
chopinocentrycznie.
Albowiem fenomen twórczości Chopina
stanowić może, w nowszej historii muzyki i kultury muzycznej, fascynujący punkt
odniesienia: z uwagi na zawartą w sobie
niezwykłą moc inspiracji. Chopin jawi się
nam w dziejach muzyki jako wielki inspirator, a jego dzieło jako niewyczerpane
źródło impulsów twórczych dla kompozytorów, co przyszli po nim, jak też mu
współczesnych.
Jednakże inspirując innych on sam także
bywał inspirowany, podlegając, jak wszyscy, niepisanej zasadzie historii muzyki
Te kluczowe pytania podsuwa nam program naszego Festiwalu. Zawiera on bowiem dzieła kompozytorów, którzy mogli
być Chopinowi szczególnie (choć nie jednakowo) bliscy. Są nimi przede wszystkim: Bach, Mozart, Beethoven. Pierwszego – wielbił i czcił, mając go za najwyższy
i absolutny autorytet w kwestiach muzyki
i kompozycji muzycznej; z Wohltemperiertes Klavier się nie rozstawał. Drugiego
kochał jak bratnią duszę muzyczną: za
jasność, przejrzystość, światło, naturalną doskonałość; czerpał zeń radość bycia
w muzyce. Trzeci pociągał go a zarazem
odpychał, fascynował i budził opór; poruszał dramatyczną, dynamicznie kontrastową stronę jego osobowości.
Pomieszczone w programie Festiwalu
dwa arcydzieła – filary muzyki oratoryjnej (o blisko wiek od siebie odległe): Msza
h-moll Bacha i Missa solemnis Beethovena, zdają się patronować twórczości Chopina (choć on sam w rejony wielkich form
wokalno-instrumentalnych nigdy się nie
Fenomen twórczości
Chopina stanowić może,
w nowszej historii muzyki
i kultury muzycznej, fascynujący punkt odniesienia: z uwagi
na zawartą w sobie niezwykłą
moc inspiracji. Chopin jawi się
nam w dziejach muzyki jako
wielki inspirator, a jego dzieło jako niewyczerpane źródło
impulsów twórczych dla kompozytorów, co przyszli po nim,
jak też mu współczesnych.
skierował…). Zogniskowały się w nich
najcenniejsze tradycje muzycznej kultury
chrześcijaństwa.
Ale inspirowali go zresztą nie tylko ci najwięksi. Wiele zawdzięczał, pod względem
techniki i faktury fortepianowej, wirtuozom i kompozytorom modnego w czasach jego młodości stylu brillant. Silnie
też na kształtowanie się jego stylu melo-
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
13
dycznego wpłynęła opera (której od młodości
był wielbicielem), z jej sztuką „pięknego śpiewu” – bel canto – włoska przede wszystkim
(Rossinni, Bellini, Donizetti), także francuska
(Meyerbeer, Auber, Boieldieu, Halevy).
Swoją muzyką Chopin oddziaływał na wielu
kompozytorów wybitnych, wielkich; inspirował
ich, pobudzał, skłaniał – intuicyjne, racjonalnie, świadomie, podświadomie – do szukania
i znajdywania własnej drogi, do kształtowania
osobistych stylów wypowiedzi. Na czterech
zwłaszcza oddziałał najsilniej, najgłębiej i najbardziej twórczo. Są to Liszt, Debussy, Skriabin, Szymanowski.
U Liszta impuls Chopinowski – działający bezpośrednio przez pokrewieństwo pianistycznej
techniki i fortepianowej faktury - pobudził
niewyczerpaną, wulkaniczną wprost inwencję: odkrywczość strukturalno-wyrazową,
formalno-ekspresyjną nieustannych przekształceń, wariacji, odmian, przetworzeń,
metamorfoz…
Debussy’ego zainspirowała głównie chopinowska poetyka brzmienia, fortepianowa
sonorystyka (jeśli ją tak można nazwać). Ten
właśnie impuls był decydujący w kreowaniu
nowego świata dźwiękowego Preludiów i Etiud,
z ich harmoniką wyzwalaną z funkcyjnych odniesień systemu dur-moll do brzmienia samego w sobie.
U Skriabina impuls chopinowski pobudził
frapującą ewolucję stylu, otworzył drogę do
samego siebie, czyli do oryginalnej formy
skriabinowskiej, nowej koncepcji muzycznej czasoprzestrzeni - w ostatnich sonatach
fortepianowych i symfonicznych poematach.
W początkach zaś owej drogi pisał Skriabin
utwory będące prostą jeszcze kontynuacją
chopinowskiego stylu.
Podobnie zaczynał Szymanowski, w którego
wczesnych utworach reminiscencje chopinowskie krzyżują się z wpływami Brahmsa. Później wszakże chopinowskie impulsy
wnikną w jego twórczość głęboko – ideowo,
estetycznie, strukturalnie, formalnie – a najbardziej oryginalnymi owocami tych inspiracji
będą mazurki. W nich da Szymanowski oryginalną odmianę stylu polskiego, paradoksalnie
łącząc chopinowską ideę mazurka (związanego z folklorem Mazowsza i Kujaw), z muzyką
Górali tatrzańskich, swoiście stylizowaną.
Wspominał Zygmunt Mycielski: Nie mam
pod ręką artykułu, który Szymanowski napisał
o Chopinie dla „Revue Musicale”. Ale pamiętam
gdy wyszedł ze swej pracowni-saloniku w zakopiańskiej <Atmie> trzymał w ręku nie wyschniętą
jeszcze, drobno zapisaną kartkę papieru i powiedział: <czy ty także tak obłędnie kochasz Chopina? > A może nie powiedział <obłędnie>, lecz użył
innego jakiegoś superlatywu, który w jego ustach
brzmiał zawsze spokojnie i wyrażał coś ponad
miarę, coś niezwykłego, coś nie dostrzeżonego
dostatecznie przez ogół. Coś, o co bardzo dbał.
Bohdan Pociej
14
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
fot. NIFC
Miesięcznik Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina
w w w. m a g a z y n c h o p i n . p l
•
w w w. c h o p i n . n i fc . p l
Chopin i jego Europa
niedziela
| 1 sierpnia
g. 20.00 K oncert
oratoryjny
Bazylika Św. K rzyża
Johannette Zomer |sopran,
Maarten Engeltjes |alt,
Thomas Walker |tenor ,
Peter Harvey |bas,
Akademie für Alte
Musik Berlin,
Cappella Amsterdam,
Daniel Reuss |dyrygent
W programie:
Fryderyk Chopin: Mazurek
f-moll op. 68 nr 4 – Janusz
Olejniczak |instrument historyczny, Johann Sebastian
Bach: Wielka msza h-moll
BWV 232
poniedziałek
| 2 sierpnia
| 5 sierpnia
17.00 Recital pieśni
g. 17.00 R ecital
fortepianowy
g. 19.30 K oncert
symfoniczny
Dejan Lazić |fortepian historyczny, Il Giardino
Armonico, Giovanni
Antonini |dyrygent
Jon Nakamatsu
Nikolai Lugansky |fortepian
Russian National
Orchestra, Mikhail
Pletnev |dyrygent
skiego
Lenneke Ruiten |sopran,
Rudolf Jansen |fortepian
W programie: Felix Mendels-
sohn, Ryszard Wagner,
Fryderyk Chopin, Ferenc
Liszt, Georges Bizet, Vincenzo Bellini
| 3 sierpnia
g. 17.00
Studio Koncertowe Polskiego
R adia im. Witolda L utosł awskiego
The King’s Singers
W programie:
m.in: Mikołaj Zieleński,
Johannes Brahms, Franz
Schubert, Max Reger,
Robert Schumann, Felix
Mendelssohn, Camille
Saint-Saëns
poniedziałek
S ala K ameralna Filharmonii
N arodowej
Hans Jörg Mammel |tenor,
Ewa Pobłocka |fortepian
Wokół polskiej i niemieckiej pieśni romantycznej
Fryderyk Chopin, Ignacy
Jan Paderewski, Robert
Schumann
19.30
S ala Koncertowa Filharmonii
N arodowej
Katia Pellegrino |sopran,
Gregory Kunde |tenor,
Lucia Cirillo |mezzosopran,
Nikolay Didenko |bas,
Donatella Lombardi |sopran , Emanuele d’Aguanno
|tenor, Europa Galante,
Chór Opery i Filharmonii
Podlaskiej, Fabio Biondi
|dyrygent
Chopinowska
operowa
literatura
W programie: Vincenzo
Bellini: Norma (wersja
koncertowa) – pierwsze
w Polsce wykonanie na
instrumentach z epoki
| 7 sierpnia
g. 17.00 K oncert kameralny
sobota
19.30 Koncert symfoniczny
S ala Koncertowa Filharmonii
S ala Koncertowa Filharmonii
N arodowej
N arodowej
g.
Benjamin Grosvenor
|fortepian, Orkiestra
Symfoniczna Filharmonii
im. W. Lutosławskiego,
Jacek Kaspszyk |dyrygent
W programie: Fryderyk Cho-
pin, Gustav Mahler
środa
| 4 sierpnia
g. 17.00
Recital fortepianowy
S ala K ameralna Filharmonii
N arodowej
Akiko Ebi
W programie: Fryderyk
Chopin
g.
19.30 Koncert jazzowy
S ala Palladium
Tomasz Stańko, Dominik
Wania, Sławomir Kurkiewicz, Olavi Louhivuori
Tomasz Stańko w hołdzie
Chopinowi
menti, Robert Schumann,
Fryderyk Chopin
g.
| 6 sierpnia,
17.00 Recital pieśni
| 9 sierpnia
g. 17.00 R ecital
fortepianowy
S ala K ameralna Filharmonii
N arodowej
Evgeni Koroliov
W programie: Johann Sebastian Bach, Fryderyk
Chopin
S ala Koncertowa Filharmonii
N arodowej
W programie: Muzio Cle-
piątek
g.
wtorek
S ala K ameralna Filharmonii
N arodowej
W programie: Joseph Martin
g. 19.30, R ecital
Kraus, Joseph Haydn, Luigi fortepianowy
S ala Koncertowa Filharmonii
Boccherini, Gioacchino
N arodowej
Rossini, Fryderyk Chopin
Alexander Gavrylyuk |fortepian , Ian Hobson |fortepian ,
Orkiestra Symfoniczna
Filharmonii Wrocławskiej
im. W. Lutosławskiego,
Jacek Kaspszyk |dyrygent
Ignacy Jan Paderewski,
Fryderyk Chopin
S ala Koncertowa Filharmonii
N arodowej
niedziela
| 15 sierpnia
g. 19.30 K oncert
symfoniczny
Studio Koncertowe Polskiego
R adia im. Witolda L utosł aw-
czwartek
| 12 sierpnia
niedziela
g.
W programie:
W programie: Edward Elgar,
| 8 sierpnia
1-31 sierpnia 2010
czwartek
g. 19.30 K oncert
symfoniczny
S ala Koncertowa Filharmonii
N arodowej
VI Międzynarodowy Festiwal Muzyczny
W programie:
Robert Schumann, Siergiej
Rachmaninow, Fryderyk
Chopin
Arcadi Volodos
poniedziałek
Makoto Ozone,
Anna Maria Jopek,
Gregoire Malet
Road to Chopin
| 13 sierpnia
g. 17.00 R ecital pieśni
piątek
Studio Koncertowe Polskiego
R adia im. Witolda L utosł aw-
symfoniczny
g. 19.30 K oncert
Aleksandra Kurzak
symfoniczny
|sopran, Daniel Wnukowski S ala K oncertowa Filharmonii
S ala Koncertowa Filharmonii
N arodowej
W programie: Fryderyk Cho-
godz. 19. 30 Koncert
Il Giardino Armonico,
Giovanni Antonini |dyrygent
Muzyka włoskiego Baroku (Czy włoski Barok znał
Chopina?)
W programie: Giovanni
skiego
N arodowej
|fortepian
pin, Robert Schumann
g.
19.30 Recital pieśni
Piotr Czajkowski, Dymitr
Szostakowicz
skiego
Christoph Prégardien
|tenor, Andreas Staier
| 10 sierpnia
g. 17.00 R ecital
fortepianowy
S ala K ameralna Filharmonii
N arodowej
Philippe Giusiano
W programie: Fryderyk
Chopin, Ferenc Liszt, Alexander Scriabin
g.
19.30 Koncert jazzowy
S ala Palladium
sobota
Studio Koncertowe Polskiego
R adia im. Witolda L utosł awskiego
Christoph Prégardien |tenor , Kontraste Ensemble
W programie: Gustav Mahler,
Robert Schumann
g.
19.30 Koncert flamenco
S ala Koncertowa Filharmonii
N arodowej
| 17 sierpnia
17.00 Koncert jazzowy
wtorek
g.
Battista Fontana, Tarquinio |fortepian historyczny
W programie: m.in: Robert
Merula, Johann Heinrich
Schumann
Schmelzer, Georg Philipp
Telemann, Antonio Vivaldi
wtorek
Russian National
Orchestra, Mikhail
Pletnev |dyrygent
W programie:
Studio Koncertowe Polskiego
R adia im. Witolda L utosł aw-
S ala Kongresowa
Bobby McFerrin
&NDR Big Band
CHOPin/mcferrIN
| 14 sierpnia
g. 17.00 R ecital
fortepianowy
g. 19.30 R ecital
fortepianowy
Studio Koncertowe Polskiego
R adia im. Witolda L utosł aw-
S ala Koncertowa Filharmonii
N arodowej
skiego
Denis Matsuev
Andreas Staier |fortepian
W programie:
historyczny
W programie: Wariacje
różnych kompozytorów
m.in: Beethovena na temat
Walca Diabellego
Chopin Around
g. 19.30 K oncert
Joshua Bell |skrzypce,
symfoniczny
Agata Zubel |śpiew,
S ala Koncertowa Filharmonii
Steven Isserlis |wiolonczela , Uri Caine |fortepian,
Dénes Várjon |fortepian
Cezary Duchnowski |forte- Narodowej
Nelson Goerner |forteW programie: Fryderyk Cho- pian, komputer,
pian , Narodowa Orkiestra
pin, Robert Schumann
Jacek Kochan |perkusja ,
g. 20.00
Andrzej Bauer |wiolonczela , Symfoniczna Polskiego
Kościół Ewangelicko-A ugsbur- Maciej Walczak |wizualizacja Radia w Katowicach,
Jacek Kaspszyk |dyrygent
ski Ś w. Trójcy
komputerowa
W programie: Robert SchuThe Tallis Scholars,
środa | 11 sierpnia
mann, Ignacy Jan PadePeter Phillips |dyrygent
rewski, Fryderyk Chopin
g. 17.00
Muzyka z Polski i Anglii
W programie: Gregorio
Allegri, Bartłomiej Pękiel,
Mikołaj Zieleński, Paweł
Mykietyn
| 16 sierpnia
W programie: Federico Mompou, Isaac Albéniz, Ferenc g. 17.00 Koncert jazzowy
S ala Palladium
Liszt, Robert Schumann
Piotr Czajkowski, Fryderyk
Chopin, Siergiej Prokofiew
środa
| 18 sierpnia
g. 17.00 R ecital
fortepianowy
S ala K ameralna Filharmonii
N arodowej
Michel Dalberto
W programie:
Wolfgang Amadeus Mozart, Ferenc Liszt, Robert
Schumann
g. 19.30, K oncert
symfoniczny
S cena Wielka Opery N arodowej
Paolo Giacometti |fortepian
historyczny, Eric Hoeprich
|klarnet, Die Kölner
Akademie, Michael
Alexander Willens |dyrygent
W programie:
Franciszek Lessel, Karol
Kurpiński, Feliks Janiewicz, Wolfgang Amadeus
Mozart
Paco Peña Flamenco
Company
Chopin a muzyka Flamenco
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
15
Chopin i jego Europa
czwartek
| 19 sierpnia
g. 17.00 R ecital
fortepianowy
Studio Koncertowe Polskiego
R adia im. Witolda L utosł awskiego
Fou Ts’ong
W programie:
Fryderyk Chopin
g. 19.30 K oncert
symfoniczny
S ala Koncertowa Filharmonii
N arodowej
| 22 sierpnia
17.00 Koncert jazzowy
czwartek
g.
g.
S ala Palladium
Markus Stockhausen,
Władysław „Adzik”
Sendecki
g. 19.30 K oncert oratoryjny
W programie:
poniedziałek
| 23 sierpnia
g. 17.00 R ecital
| 20 sierpnia
fortepianowy
g. 17.00 K oncert kameralny
S ala K ameralna Filharmonii
S ala K ameralna Filharmonii
piątek
N arodowej
Pietro De Maria
Kaja Danczowska |skrzypce, W programie:
Justyna Danczowska
Fryderyk Chopin
|fortepian, Bartosz Koziak
g. 19.30 K oncert
|wiolonczela
symfoniczny
S ala Koncertowa Filharmonii
N arodowej
Henryk Mikołaj Górecki,
Krzysztof Penderecki,
Alexander Lonquich
Fryderyk Chopin, Johannes
|fortepian, Orchestre des
Brahms
Studio Koncertowe Polskiego
R adia im. Witolda L utosł awskiego
Mihaela Ursuleasa
Champs-Élysèes,
Philippe Herreweghe
|dyrygent
W programie:
Robert Schumann, Fryderyk Chopin
W programie:
Fryderyk Chopin:
sobota
| 21 sierpnia
g.17.00 R ecital
fortepianowy
Studio Koncertowe Polskiego
R adia im. Witolda L utosł awskiego
Lilya Zilberstein
W programie:
Fryderyk Chopin, Alexander Scriabin, Siergiej
Rachmaninow
g.
Edicson Ruiz |kontrabas,
Sergio Tiempo |fortepian
W programie:
Domenico Gabrielli, Gyorgy
Kurtág, Elliott Carter,
Heinz Holliger, Giovanni
Orchestre des
Champs-Élysèes, Simone Bottesini, Fryderyk Chopin,
Nino Rota, Alberto GinasteSchneider |sopran,
ra, Astor Piazzolla
Ludwig van Beethoven:
Missa solemnis
g. 19.30, R ecital
fortepianowy
S ala K ameralna Filharmonii
N arodowej
S ala Koncertowa Filharmonii
N arodowej
Mili Bałakiriew, Roman
Maciejewski, Fryderyk
Chopin
W programie:
| 24 sierpnia,
17.00 Koncert kameralny
wtorek
g.
Gerhild Romberger |alt,
Emiliano Gonzalez Toro
|tenor, Reinhard Hagen |bas,
Collegium Vocale Gent
& Accademia Chigiana
Siena Philippe
Herreweghe |dyrygent
N arodowej
VI Międzynarodowy Festiwal Muzyczny
niedziela
Lilya Zilberstein |fortepian , Maciej Grzybowski
|fortepian, Olli Mustonen
|fortepian, Orkiestra
Symfoniczna Filharmonii
Narodowej, Michał
Dworzyński |dyrygent
W programie:
Miesięcznik Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina
19.30 Koncert jazzowy
S ala Palladium
g.
19.30 Koncert jazzowy
S ala Palladium
Krzysztof Herdzin,
Marcin Jahr, Piotr
Wojtasik, Maciej Sikała,
Jacek Niedziela
Krzysztof Herdzin Chopin Quintet
g. 19.30 K oncert
Symfoniczny
S ala Koncertowa Filharmonii
N arodowej
Sinfonia Varsovia,
François Lis |bas,
Marc Minkowski |dyrygent
„CHOPIN & l’opéra”
W programie:
fragmenty z oper Giacomo
Meyerbeera, Wolfganga
Amadeusa Mozarta, Ferdinanda Hérolda, Vincenzo
Belliniego
| 25 sierpnia
g. 17.00 K oncert kameralny
środa
Studio Koncertowe Polskiego
R adia im. Witolda L utosł awskiego
1-31 sierpnia 2010
| 26 sierpnia
17.00
Studio Koncertowe Polskiego
R adia im. Witolda L utosł awskiego
Ewa Pobłocka |fortepian,
Dang Thai Son |fortepian
W programie:
Utwory na dwa fortepiany
i cztery ręce Wolfganga Amadeusa Mozarta,
Franza Schuberta, Fryderyka Chopina, Francisa
Poulenca
g. 19.30 K oncert
symfoniczny
S ala Koncertowa Filharmonii
N arodowej
Christiane Iven |sopran,
Christian Zacharias |fortepian , dyrygent, Orchestre
de Chambre de Lausanne
W programie:
| 27 sierpnia
g. 17.00 R ecital
piątek
fortepianowy
S cena Wielka Opery N arodowej
Christian Zacharias
W programie:
nes Brahms, Wolfgang
Amadeus Mozart, Joseph
Haydn, Fryderyk Chopin
g. 19.30 K oncert
Symfoniczny
S ala Koncertowa Filharmonii
N arodowej
W programie:
g. 19.30 K oncert
symfoniczny
g.
Howard Shelley |fortepian,
dyrygent, Jan Lisiecki |fortepian , Sinfonia Varsovia
W programie:
m.in. Fryderyk Chopin
21.00 Koncert jazzowy
S ala Palladium
Eljazz Big-Band
W rytmie Chopina
Studio Koncertowe Polskiego
|fortepian
W programie:
Ludwig van Beethoven,
Fryderyk Chopin, César
Franck
g. 19.30 K oncert
symfoniczny
S ala Koncertowa Filharmonii
N arodowej
Sprzedaż biletów na koncerty Festiwalu
„Chopin i jego Europa” od 1 lipca na www.bileteria.pl
oraz od 26 lipca w kasach Filharmonii Narodowej.
16
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
Dina Yoffe |fortepian historyczny, Wojciech Świtała
|fortepian historyczny,
Orkiestra XVIII Wieku,
Frans Brüggen |dyrygent
W programie:
Fryderyk Chopin, Robert
Schumann
g. 19.30 K oncert
symfoniczny
Studio Koncertowe Polskiego
R adia im. Witolda L utosł awskiego
Maria João Pires |fortepian,
Sinfonia Varsovia,
Christopher Warren
-Green |dyrygent
W programie:
g. 19.30 K oncert
symfoniczny
S cena Wielka Opery N arodowej
Thomas Zehetmair |skrzypce , Kristian Bezuidenhout
|fortepian historyczny,
W programie:
Robert Schumann, Ludwig
van Beethoven, Fryderyk
Chopin
wtorek
| 31 sierpnia
g. 19.30 K oncert
symfoniczny
S ala Koncertowa Filharmonii
N arodowej
Stanisław Bunin |fortepian,
Evgeni Bozhanov |fortepian,
Orkiestra Symfoniczna
Filharmonii Narodowej,
Antoni Wit |dyrygent
W programie:
Ferenc Liszt / Weber, Ro-
bert Schumann, Fryderyk
| 28 sierpnia
Chopin
g. 17.00 K oncert kameralny
sobota
Karol Kurpiński, FranR adia im. Witolda L utosł awciszek Lessel, Fryderyk
skiego
Chopin, Wolfgang Amadeus Antonio Meneses |wiolonMozart
czela , Menahem Pressler
Inga Lewandowska,
Kuba Stankiewicz
Chopin Songbook
S cena Wielka Opery N arodowej
Orkiestra XVIII Wieku,
Domenico Scarlatti, Johan- Frans Brüggen |dyrygent
W programie:
S ala Koncertowa Filharmonii
N arodowej
| 29 sierpnia
g. 17.00 K oncert
symfoniczny
Gioacchino Rossini, FryMieczysław Karłowicz,
deryk Chopin, Ludwig van
Joseph Haydn, Wolfgang
Beethoven
Amadeus Mozart, Fryderyk
poniedziałek | 30 sierpnia
Chopin
Maria João Pires |fortepian, Martha Argerich |fortepian,
Sinfonia Varsovia,
Pavel Gomziakov |wiolonJacek Kaspszyk |dyrygent
czela
m.in. Fryderyk Chopin
niedziela
Nelson Freire |fortepian,
Sinfonia Varsovia,
Jacek Kaspszyk |dyrygent
W programie:
Ludwig van Beethoven,
Robert Schumann
w w w. m a g a z y n c h o p i n . p l
•
w w w. c h o p i n . n i fc . p l
Wielcy Chopiniści (3)
William Kapell
il. Marianna Oklejak
Vladimir Horowitz
Vladimir Horowitz urodził się w 1903 r. w Berdyczowie w rodzinie żydowskiego przedsiębiorcy. Studiował w Kijowie u Sergiusza
Tarnowskiego i Feliksa Blumenfelda (kolegą z ławki był Szymon
Barer). Debiutował w 1920 r., szybko zdobywając sławę w całej
Rosji. W czasie wspólnego tournée w 1923 r. ze skrzypkiem Natanem Milsteinem nawiązała się trwająca całe życie przyjaźń.
W 1925 r. Horowitz (zarobione pieniądze schowawszy w butach)
wyjechał z ZSRR do Niemiec. Po początkowych niepowodzeniach
wzbudził ogromną sensację wykonaniem w Hamburgu Koncertu
b-moll Czajkowskiego; stał się natychmiast jednym z najgłośniejszych wirtuozów dekady. Lata przed II Wojną Światową to pasmo
nieustających sukcesów w Europie i USA, kontrakt płytowy z HMV,
współpraca m.in. z Arturo Toscaninim (Horowitz poślubił jego
córkę Wandę). W 1944 r. przyjął obywatelstwo amerykańskie.
Po wojnie cień na karierę Horowitza w coraz większym stopniu
rzucało neurotyczne usposobienie. Wielokrotnie wycofywał się
z estrady, w tym aż na 12 lat (1953–65), przeplatając okresy milczenia sławnymi koncertami, m.in. „powrotem stulecia” w Carnegie Hall w 1965 r. czy w Moskwie po 60 latach rozłąki z krajem
(1986).
Horowitz zapisał się w dziejach pianistyki jako jeden z największych wirtuozów. Dysponował kolosalną techniką, legendarną
grą oktawową, jego uderzenia w basie były jak grzmoty. Sam
ten wizerunek superwirtuoza umiejętnie podsycał, m.in. własnymi transkrypcjami o ogromnym stopniu trudności czy histeryczną atmosferą koncertów. Bywał bezpardonowo krytykowany nawet przez czołowych krytyków za płytkość i brak muzykalności.
Opinie te były krzywdzące, gdyż nie brały pod uwagę „drugiego”
Horowitza, subtelnego miniaturzysty skupionego na najdrobniejszych szczegółach dzieła, przywiązanego do kompozytorów
klasycznych, który dla szerokiej publiczności wydobył z cienia
Scarlattiego i Clementiego, a pod koniec życia grał ciągle Mozarta i Schuberta. Nagrania płytowe z ostatnich lat życia (a nagrywał
jeszcze jako 86-latek) ukazują pianistę dalekiego od wirtuozowskiej przesady, poszukującego nowego, wręcz modernistycznego
spojrzenia na znane teksty.
Chopinowi pod palcami Horowitza dostało się jedno i drugie. Były
i pędzące na złamanie karku etiudy, matowa od zimnej energii
Sonata b-moll z 1950 r., ale i wspaniale medytacyjny, utrzymany
w najwolniejszym tempie w historii fonografii Polonez-Fantazja
z 1982 r. Stosunek Horowitza do Chopina był pomieszaniem miłości (żadnego kompozytora nie wykonywał tak często) i wątpliwości: krytykował Chopinowską ornamentykę, wzmacniał zbyt
słabe jego zdaniem kulminacje, podkreślał momenty polifoniczne, odrzucał narosły wokół Fryderyka sentymentalizm: „Mozarta
należy grać jak Chopina, a Chopina jak Mozarta”. Krytycy i pianiści orientacji romantyczno-patriotycznej nigdy mu tego nie wybaczyli; dla nich deformował tekst Chopina. Dla innych – w tym
wielkiego znawcy Horowitza Jana Webera – jak nikt ujawniał tego
tekstu nieoczekiwane strony.
William Kapell uważany jest za największy talent amerykańskiej
szkoły pianistycznej. Pochodził z rodziny rosyjsko-polskiej, studiował u Olgi Samaroff w Filadelfii. Głośno zrobiło się o Kapellu
w 1941 r., gdy otrzymał prestiżową nagrodę Naumburga i zadebiutował w Carnegie Hall. Uosabiał młodość i energię powojennej
Ameryki oraz jakościowy skok dokonany przez jej pianistykę –
pod egidą licznie osiadłych w USA pianistów europejskich pojawiło się pokolenie świetnie wyszkolonych wirtuozów. Największym
z nich był właśnie Kapell. Od jego zawrotnych temp, masywnego
brzmienia, fenomenalnej techniki w Koncercie Chaczaturiana czy
Toccacie Prokofiewa włos stawał dęba. Widziano w nim następcę
Horowitza.
Jak często w przypadku wielkich wirtuozów, publiczny wizerunek
Kapella był nader uproszczony. Szeroka publiczność nie potrafiła dostrzec racjonalnych podstaw jego stylu i interpretacyjnej
pracy włożonej w utwory Beethovena i Brahmsa, emocjonalnej
surowości, wręcz puryzmu jego gry, jakże odległego od późnoromantycznej emfazy. Z perspektywy półwiecza Kapell jawi się
jako jeden z prekursorów „nowej rzeczowości” w pianistyce. Ponad wirtuozowskie fajerwerki przedkładał oddanie formy utworu
i muzyczną logikę. Obdarzony kolosalnym aparatem (heroiczna
kadencja w Koncercie d-moll Rachmaninowa do dziś pozostaje
jednym z najbardziej wstrząsających pokazów siły w XX-wiecznej
pianistyce), nie nadużywał go, potrafił powściągnąć wirtuozowski
żar, zagrać Bacha lub Beethovena skromnie jak klasycysta. Bliżej
mu było w istocie do Schnabla i Backhausa niż Horowitza.
Interpretacje chopinowskie Kapella zachowały do dziś stylistyczną odrębność i interpretacyjną świeżość. Łączą element
wirtuozowski (bardzo szybkie tempa) z klasycznymi proporcjami
i chłodnym, powściągliwym liryzmem. Pozostawił m.in. PolonezaFantazję, Nokturn op. 55 nr 2, Walc op. 18, 26 mazurków i przede
wszystkim Sonatę b-moll i h-moll – jedne z najwybitniejszych interpretacji tych utworów.
William Kapell zginął w katastrofie lotniczej w Kalifornii w 1953 r.
Wracał z Australii, gdzie odbył znakomite tournée, kolejny jasny
punkt na drodze swej błyskawicznej kariery. Garstka zachowanych nagrań przypomina nam dzisiaj, jak wielki wówczas talent
straciliśmy.
Wojciech Bońkowski
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
17
Miesięcznik Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina
Sytuacja
Królestwa Polskiego
w czasach
Chopina
Juliusz Kolberg, Mappa pocztowa i podróżna Królestwa Polskiego i
Wielkiego Księstwa Poznańskiego, Warszawa, 1817. Z biory Biblioteki
N arodowej w Warszawie , nr inw. 3292.
18
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
Fryderyk Chopin przyszedł na świat i wyrastał w czasach pełnych
dramatyzmu, w których nadzieja przeplatała się z frustracją i desperacją. Gdy się rodził, marzenia o odrodzeniu Polski pod egidą
Napoleona były niemal wszechobecne, gdy wyjeżdżał z Warszawy na początku listopada 1830 roku niemal wszyscy przeczuwali
nadejście rewolty przeciwko carskiemu ciemiężcy, choć niewielu
przypuszczało, że nastąpi to tak szybko. Te lata - 1810-1830 - okazały się wszakże bezcenne dla kultury polskiej. Oświecenie wydało
swe owoce, choćby w postaci utworzenia Uniwersytetu w Warszawie, którego absolwenci, w tym także Fryderyk, nadawali polskości
wzniosły, uczony i jednocześnie patriotyczny ton; narodził się też
romantyzm i jego wspaniałe dzieła nasycone uczuciem, heroizmem
i patosem. Pomimo wszystkich niepokojów i ograniczania wolności
w tamtych latach mógł się rozwinąć w pełni geniusz Fryderyka,
który przyniósł arcydzieła – m.in. Koncerty f-moll i e –moll. O nadziei, dramatyzmie i wreszcie narodowej tragedii dają wyobrażenie
nie tylko teksty rówieśników Chopina, ale również dzieła sztuk plastycznych – obrazy i rysunki.
w w w. m a g a z y n c h o p i n . p l
•
w w w. c h o p i n . n i fc . p l
Marcello Bacciarelli, Nadanie konstytucji Księstwu
Warszawskiemu przez Napoleona w 1807 roku,
olej, płótno, 1811, MNW
Wiara, nadzieja, pesymizm
i ich obrazowanie
„Pod piękną wróżbą rozpoczynała się
młodość moja i moich rówieśników. Najjaśniejszy Cesarz Alexander I okazywał dla
narodu naszego coraz to większe dowody
życzliwości i łaski. Wracali jeńcy wojenni
z wyprawy 1812 roku. Garstka, która aż
do upadku Napoleona dotrwała przy nim,
najdobrotliwiej przyjęta przez Monarchę,
wróciła do Warszawy, a za nią przybyły
zwłoki jej wodza, księcia Józefa Poniatowskiego […] Ogłoszona [w 1815 r.] ustawa
rządowa, dość podobną do tej, jaka była za
Księstwa Warszawskiego, ale daleko swobodniejszą i bardziej sprzyjającą postępowi i rozwijaniu się oświaty, przemysłu
i rolnictwa”. Tak pisze Franciszek Salezy
Dmochowski, starszy od Chopina o 9 lat,
we Wspomnieniach od 1806 do 1830 r.
Optymizmu Dmochowskiego co do przyszłości Królestwa Polskiego, jeszcze
mniejszego niż Księstwo Warszawskie,
nie podzielało wielu Polaków. W słynnym Powstaniu narodu polskiego Maurycy
Mochnacki – jeden z najlepszych ówczesnych krytyków muzycznych – zawarł taką
opinię: „Dla Europy miał [Aleksander I]
obrzędy konstytucyjne, mowy przy otwieraniu i zamykaniu sejmów. Dla odjęcia
ustawie konstytucyjnej wszelkiej mocy,
dla zaprowadzenia tego samego absolutyzmu do Polski kongresowej, który panował w Moskwie, miał brata”. Ów brat to
oczywiście znienawidzony nie tylko przez
mieszkańców Warszawy książę Konstanty, którego zachowania i decyzje cechowała wręcz chorobliwa podejrzliwość. Jego
działania były wspierane przez wszechobecnego carskiego komisarza Mikołaja
Nowosilcowa, rosnące, zwłaszcza po 1822
roku, zastępy donosicieli i coraz surowszą
cenzurę. Przedwczesna śmierć Aleksandra I w 1825 roku otworzyła drogę do tronu Mikołajowi I, który okazał się prawdziwym despotą; przy nim Aleksander, który
poznał się nieco na geniuszu Fryderyka,
mógł uchodzić niemal za „anioła pokoju”.
i Brodowskiego miejsce Napoleona zajął
Aleksander I. O dość łagodnej metamorfozie jednego tworu politycznego w drugi
najlepiej świadczy fakt, że w obydwu przypadkach, podobnie jak na obrazach, jedną
z dramatis personae był hrabia Stanisław
Kostka Potocki.
A jaki obraz tamtych lat przekazała nam
sztuka i poezja? Przywołajmy tu dwa obrazy, jeden rysunek i słynny hymn. Pierwszy z tych obrazów, namalowany w latach
1809-1811, to Nadanie konstytucji Księstwu Warszawskiemu przez Napoleona
w 1807 roku,drugi zaś, z 1828 roku, to
Nadanie dyplomu ustanowienia Uniwersytetu Warszawskiego przez cesarza i króla Aleksandra I. Twórcami tych dzieł są
Marcello Bacciarelli, niegdyś nadworny
malarz króla Stanisława Augusta i Antoni
Brodowski, profesor malarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Płótno Bacciarellego przedstawia scenę we wnętrzu pałacowym w Dreźnie, gdyż to właśnie król
Saksonii, Fryderyk August, wnuk króla
Polski Augusta III (już Konstytucja 3 maja
oddawała mu tron po Stanisławie Auguście), choć nieprzedstawiony na obrazie,
został wyznaczony na władcę Księstwa.
Wokół siedzącego na podwyższeniu Napoleona i stojących obok niego Charles’a
Maurice’a Talleyranda i Hugo-Bernarda
Mareta są zgromadzeni wybitni polscy
dygnitarze, m.in. Stanisław Małachowski,
Stanisław Kostka Potocki i Józef Wybicki.
W tle widnieje słynne płótno Annibale Carracciego Geniusz Sławy (przedstawiona na
nim postać Sławy miała zapowiadać pomyślny los niewielkiego państwa).
Na obrazie Brodowskiego (namalowanym z okazji dziesięciolecia inauguracji
Uniwersytetu) Aleksander I, pogromca
Napoleona, car Rosji i jednocześnie król
Polski, wręcza dyplom pierwszemu rektorowi Uniwersytetu Warszawskiego,
księdzu Wojciechowi Szweykowskiemu.
Świadkami wydarzenia są: Stanisław Staszic, ponownie Stanisław Kostka Potocki
oraz dziekani wszystkich pięciu wydziałów
Uniwersytetu. Oba dzieła łączy jednak podobna kompozycja i dramatyczne dzieje.
Ich oryginały nie przetrwały do naszych
czasów. Obraz Bacciarellego jest znany
ze zmniejszonej repliki przechowywanej
w Muzeum Narodowym w Warszawie,
a dzieło Brodowskiego ze szkicu olejnego należącego do Muzeum Narodowego
w Poznaniu. Tak w dziejach Polski, jak
i na omówionych obrazach Bacciarellego
Antoni Brodowski, Nadanie dyplomu ustanowienia
Uniwersytetu Warszawskiego przez Aleksandra I,
reprodukcja zaginionego obrazu, 1828
Jednym z największych dowodów uznania dla nowego władcy był słynny hymn
pióra Alojzego Felińskiego Boże, coś Polskę (Hymn na rocznicę ogłoszenia Królestwa Polskiego z woli naczelnego wodza
wojsku polskiemu do śpiewu podany),
który, wprawdzie znacznie zmieniony, do
dziś rozbrzemiewa w czasie podniosłych
uroczystości. O okolicznościach powstania hymnu niewielu z nas pamięta. Oto
jego fragment:
Wróć nowej Polsce świetność starożytną
I spraw, niech pod nim szczęśliwą zostanie;
Niech sprzyjaźnione dwa narody kwitną
I błogosławią jego panowanie;
Przed twe ołtarze zanosim błaganie,
Naszego Króla zachowaj nam, Panie!
Józef Peszka, Ustanowienie Królewstwa Polskiego w 1815 roku,
rysunek, sepia, 1815, Z biory O ssolińskich we Wrocł awiu
A jak obrazowano myślenie pesymistów co
do „przyjaźnienia [się] dwóch narodów”?
Pełne wątpliwości odczucia Mochnackiego zawarte w cytowanym wyżej tekście
dobrze obrazuje mało znany rysunek Józefa Peszki: przedstawia on symboliczną
scenę Ustanowienie Królewstwa Polskiego
w 1815 roku. Aleksandra I, za którym stoi
książę Konstanty, wita personifikacja Polski – Polonia. Śliczna niewiasta przyklęka
przed monarchą podając mu dzban na
tacy; poprzedza ją orzeł biały, który jeszcze bardziej ukorzony niż ona całuję stopę
cara. Świadkami wydarzenia jest spora
grupa ludzi w polskich strojach, których
obsypuje darami z rogu obfitości ukazana
w sferze nieba Fortuna.
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
19
Miesięcznik Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina
Wróć nowej Polsce świetność starożytną
I spraw, niech pod nim szczęśliwą zostanie;
Niech sprzyjaźnione dwa narody kwitną
I błogosławią jego panowanie;
Przed twe ołtarze zanosim błaganie,
Naszego Króla zachowaj nam, Panie!
Herb Królestwa
Hymn Boże, coś Polskę, Alojzego Felińskiego
napisany na rocznicę ogłoszenia Królestwa Polskiego
Właśnie herb Królestwa może najklarowniej wyrażał jego zależność od ogromnej Rosji. Widniał na nim wielki dwugłowy Czarny
Orzeł carów z polskim maleńkim Orłem Białym na piersiach. Tylko wojsko polskie, którego wodzem był właśnie książę Konstanty, i Uniwersytet Warszawski mogły się posługiwać sztandarem
i herbem z Orłem Białym. Ten stan rzeczy w przypadku Uniwersytetu uległ zmianie już na przełomie 1822 i 1823 roku. Od stycznia
1823 roku w herbie uczelni i na używanych przez nią pieczęciach
Orzeł Biały znalazł się na piersi dwugłowego Orła Czarnego. Odczucia Polaków epoki Królestwa co do godła bodaj najlepiej wyraził Jan Czyński w powieści z 1833 roku pt. Cesarzewicz Konstanty
i Joanna Grudzińska, czyli Jakubini polscy: „Car Aleksander, król
polski, raz do roku odwiedzał Warszawę: a wtenczas wielka chorągiew z czarnym dwugłowym orłem powiewała na najwyższej
zamkowej wieży. Orzełek biały ginął między skrzydłami potworu,
a skulony i posępny zdawał się wstydzić, że ten któremu niegdyś
rozkazywał, dziś go w żelaznej trzymał opiece”.
i narastający konflikt między władzą carską a młodzieżą akademicką opisał jeden z przyjaciół Chopina - Aleksander Jełowicki.
Studiował on najpierw w Krakowie, a następnie w Warszawie,
gdzie w 1825 roku uzyskał stopień magistra administracji. Dobra
znajomość starej i nowej stolicy pozwoliła mu na niezwykle trafne porównanie, ukazujące z jednej strony rozwój Warszawy i stagnację Krakowa, z drugiej ucisk polityczny w stolicy Królestwa
i względną swobodę w starej stolicy, Krakowie. „Między Warszawą a Krakowem taka różnica, jak między stolicą żyjącą a stolicą umarłą. Tam wspomnienia tylko jak gdyby upiory zaludniają
opustoszałe mury, tu ruch i życie dzisiejsze, obecne; tam gmachy
upadają, a tu się podnoszą; tam miasto zdaje się co chwila ścieśniać jak kwiat więdnący, tu się rozszerza jak kwiat kwitnący; tam
skromność, ubóstwo, modlitwa, tu przepych, bogactwo, duma;
ale tam swoboda i wolno westchnąć za dawną chwałą i szczęściem, bo tam panują cienie dobrych królów, tu nie wolno mówić,
ani myśleć o tym, co było [...], bo tu panuje potwór gorszy od smoka Wawelu, potwór co potrzebuje do napoju – krwi polskiej [...],
potwór co jednym wejrzeniem rzucał strach na tysiąc uczniów,
na dziesięć tysięcy wojska, na sto tysięcy mieszkańców: kto mu
się nie pokłoni, zamknięty; kto mu się sprzeciwi, wygnany. [...]
Taki był ówczesny stan Warszawy; niewolnictwo jawne, a zmowy tajemne i w wojsku, i w szkołach, i pod czamarą, i pod habitem: duszno było w Warszawie jak przed wielką burzą; każdy
się jej spodziewał, a nikt nie wiedział skąd przyjdzie; a tymczasem wszystko strojnie, świetnie i huczno, jak gdyby w dnie wesela
i szczęścia. [...] I uniwersytet [w Warszawie] też inny jak w Krakowie: tam nauczyciela i ucznia po tym tylko poznać, że ten siedzi na
krześle, a ci w ławkach; w Warszawie co to wszystko naciągane
na kopyto wojskowe, nauczyciel i uczniowie w mundurach, a przy
nich draby. Wielki książę, co prawie nie miał nosa, a wszędzie go
wścibiał, mięszał się do uniwersytetu, łapał uczniów pakował ich
do kozy, groził im okrutnie”.
Ostatnie lata Królestwa Polskiego
O braku wiary wielu Polaków w trwanie tego niewielkiego państwa i dobre intencje władcy imperium pisze m.in. w swych Pamiętnikach Kajetan Koźmian, dobry znajomy Chopinów: „Wielka
część ludzi stanu w Polsce uważała anachronizmem Królestwo
Polskie z liberalną konstytucją przy despotycznej Rosji, anachronizmem przy swobodach tą konstytucją zaręczonych przez wielkiego księcia Konstantego, tak że szczerość cesarza Aleksandra
popadła u nich w podejrzenie i wątpić o niej zaczęli”. Przewidywania tej „części ludzi stanu” okazały się, przynajmniej do pewnego stopnia, słuszne; już na początku trzeciej dekady XIX wieku,
a więc pięć lat po jej nadaniu, konstytucję zaczęto bowiem coraz
częściej łamać.
Konsekwencje antykonstytucyjnych działań odbiły się szczególnie w polityce edukacyjnej. 9 grudnia 1820 roku Stanisław Kostka
Potocki został pozbawiony stanowiska ministra oświecenia publicznego. W 1822 roku aresztowano i uwięziono nie tylko Waleriana Łukasińskiego, uczestnika kampanii napoleońskiej, majora
wojsk Królestwa, założyciela (w 1819 roku) Towarzystwa Patriotycznego, ale także m.in. Maurycego Mochnackiego. Mochnacki,
absolwent Liceum Warszawskiego, a od 1821 roku student prawa
Uniwersytetu, został z niego relegowany już w rok później i niebawem uwięziony za obrazę inspektora policji.
W ostatnich latach przed powstaniem listopadowym aresztowania studentów zaangażowanych w działalność spiskową były
niemal na porządku dziennym. Atmosferę polityczną Królestwa
20
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
Ryszard Przybylski w znanej książce Klasycyzm, czyli prawdziwy koniec Królestwa Polskiego tak opisał nadejście powstania:
„Funkcjonowanie tego państewka obliczone było na powolny
rozkład i deprawację Polaków. Toteż nie ulega wątpliwości, że
młodzi romantycy mieli rację [...], klasycy wychwalali to podarowane z łaski państewko, nie wiedząc, iż wcale nie chodzi już
o rozsądną ugodę czy starannie odmierzone ustępstwa. Albowiem ponownie, jak w roku 1795, poszło znów o istnienie, czyli
o wszystko”.
Jerzy Miziołek
w w w. m a g a z y n c h o p i n . p l
•
w w w. c h o p i n . n i fc . p l
� Dzieje fonografii
.
cz. 3
Rok 1904
il. istockphoto.com
Stanisław D ybowski
Niezależnie od rozwijającej się dynamicznie londyńskiej firmy The Gramophone and
Typewriter Ltd., powstawały nagrania chopinowskie na innych nośnikach dźwięku,
niż płyty. Warto odnotować bardzo piękne
nagranie Walca cis-moll op. 64 nr 2 Chopina, zarejestrowane przez katalońskiego
wirtuoza Joaquina Malatsa (1872–1912)
na cylindrze Edisona ok. 1903 r. Malats,
przyjaciel Albéniza i Granadosa, wsławił
się świetnymi wykonaniami muzyki hiszpańskiej, ale i dzieł Chopina. Obdarzony
gorącym temperamentem i wspaniałą
techniką pianistyczną, Chopina grał z polotem i fantazją. Cechy te słychać w nagranym Walcu cis-moll, poprzedzonym zapowiedzią artysty.
Natalia Janotha, Z biory pry watne A utora
10 grudnia 1904 r. w londyńskim studiu G&T do fortepianu zasiadła pierwsza pianistka polska, Natalia Janotha
(1856–1932). Obok dwóch swoich kompozycji i jednej Mendelssohna, zapisała Fugę
a-moll Chopina (nr matrycy 5561), od niej
zresztą zaczynając nagranie. Dzieło to darzyła specjalnym sentymentem, ponieważ
była właścicielką rękopisu fugi, otrzymanego od księżnej Marceliny Czartoryskiej,
uczennicy Chopina.
Natalia Janotha, córka profesora Instytutu Muzycznego Warszawskiego, Juliusza Janothy (m.in. nauczyciela Ignacego
Jana Paderewskiego), zadebiutowała na
estradzie koncertowej w wieku 12 lat
jako „cudowne dziecko”. Jej mistrzyniami
były Marcelina Czartoryska i Klara Schumann, z którą często występowała jako jej
partnerka w utworach na dwa fortepiany
i cztery ręce. Cieszyła się wielką sławą
w Anglii, we Włoszech, w Prusach i Hiszpanii. Na koncerty lubiła zabierać swojego
kota, nazwanego Białym Wrzosem. W Prusach piękną Polkę nazywano „królową
fortepianu”, a Brytyjczyk Bernard Shaw jej
grę określił słowami: „piękna, sugestywna, poetycka”. Dysponowała fenomenalną techniką pianistyczną oraz wyjątkową
muzykalnością, czego interpretacja Fugi
a-moll jest dobitnym świadectwem. Dzieło Chopina nagrała z własnym dwutaktowym wstępem oraz akordowymi i oktawowymi dodatkami w ostatnich czterech
taktach kody. Tę niby szkolną kompozycję
gra wspaniale: rozpoczyna dość rzeczowo
i majestatycznie, następnie wzmaga napięcie, by pod koniec utworu doprowadzić
je do potężnego grandioso. Przez ponad pół
wieku jej nagranie było jedynym fonograficznym zapisem Fugi a-moll! Propagowała dzieła twórców polskich: Chopina (impromptus, nokturny, Berceuse, Barkarolę
i Fantazję na tematy polskie), Władysława Żeleńskiego, Aleksandra Zarzyckiego
i Ignacego Jana Paderewskiego. Emanuel
Kania, Jan Kleczyński i Paderewski dedykowali jej swoje utwory.
Tego samego roku w paryskim studiu G&T
pojawił się głośny wirtuoz francuski, Louis
Diémer (1843–1919), aby obok utworów
Mendelssohna, Godarda i własnych nagrać – po raz pierwszy w historii fonografii – Nokturn Des-dur op. 27 nr 2 Chopina
(nr matrycy 35544). Wprawdzie, żeby zmieścić utwór na płycie musiał go nieco skrócić o fragment końcowy, ale dzięki niemu
mamy interpretację dziewiętnastowieczną
z idealnie uchwyconym tempo rubato. Pianista słynący z wykonań pełnych elegancji
i wdzięku, pokazuje jak należy budować
chopinowski nastrój poprzez śpiewność
kantyleny oraz fantazyjność i niezależność
akompaniamentu w lewej ręce. Profesor
wspaniałych pianistów (m.in. Zygmunta
Stojowskiego, Alfreda Cortota, Yves Nata,
Marcela Ciampi, Roberta Lortata i Roberta Casadesusa), któremu swe dzieła
poświęcali César Franck (Wariacje symfoniczne), Eduard Lalo (Koncert fortepianowy
f-moll), Camille Saint-Saëns (V Koncert
fortepianowy F-dur) i Piotr Czajkowski
(III Koncert fortepianowy Es-dur), należał
do największych mistrzów klawiatury
ostatnich dekad XIX stulecia. W Polsce nie
występował, ale często zapraszało go na
swe koncerty emigracyjne Polskie Stowarzyszenie Literacko-Artystyczne w Paryżu, gdzie popisywał się utworami Chopina,
Louis Diémer, Z biory pry watne A utora
w tym IV Scherzem E-dur, swoistym cheval
de bataille jego repertuaru.
Wspomniany rok dla fonografii był szczególnie znaczący, ponieważ obok Janothy
i Diémera, swoje dzieła utrwalili znani
kompozytorzy: Claude Debussy (1862–
1918), Camille Saint-Saëns (1835–1921),
Herman Bemberg (1859–1931) i Pietro
Mascagni (1863–1945). Szkoda, że żaden
z nich, choć byli sprawnymi pianistami, nie
nagrał jakiegoś utworu Chopina!
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
21
Miesięcznik Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina
rycek
żartowniś
Fryderyk Chopin, Kuryer Szafarski, 3 września 1824 r.
Z e zbiorów Muzeum Fryderyk a Chopina w Warszawie
... Kot dopiero co przywieziony wymknął się
z pokoju. Dozorczyni wybiegła za nim,
a widząc, że ucieka, ścigać go zaczęła.
— Już go doganiała, gdy właśnie kot,
dawszy susa przez płot, z drugiej strony
bezpiecznie odpoczywał; lecz Dama,
chcąc go koniecznie złapać, wlazła na płot celem
przejścia na drugą stronę, tymczasem
noga jej się psnie... equilibrum straci...
i... brzdęka jak placek na ziemię.
Kawalarz, dowcipniś, imitator i czarodziej – Fryderyk Chopin od
dziecka miał niepowtarzalne poczucie humoru. Był wesoły i pełen zabawnych pomysłów.
„To, iż mały Frycek (...) uchodził za najlepszego w Warszawie fortepianistę, mniej mu nadawało uroku w naszych oczach niż to,
że żaden z chłopców nie był tak skory do zabawy i figlów jak on“
– zanotowała Józefa z Wodzińskich Kościelska, siostra niedoszłej
żony Chopina, Marii. Wspominając wspólne lekcje angielskiego,
Wilhelm Kolberg zanotował: „Lekcje te ożywione były niewyczerpanym zapasem konceptów, gestów i figlów, w większej części
przez Chopina prowadzonych“. Młodszy od Frycka, Eugeniusz
Skrodzki tak go zapamiętał: „Był nadzwyczaj miły, ułożony salonowo. [...] Dowcipny, wesoły, żywy, na chwilę nie dał o sobie zapomnieć towarzystwu. […] Od fortepianu biegł do stołu, gdzie leżały
albumy; tam pisał, komponował udatne wierszyki, często rysował
i malował bardzo ładne i zręczne drobiazgi. […] Czasami brał się
do karykatur […]“.
Prześmiewca i kawalarz
W szkole nie zawsze przykładnie uważny i pilny, błądził często
myślami, a szczególnie w czasie lekcji historii. Kiedy nauczyciel
opisywał postacie noszące specyficzne przydomki, jak Laskonogi, Łokietek, Kadłubek czy Długosz, Frycek zajmował się wówczas
rysowaniem ich karykatur w szkolnym zeszycie, czym doprowadzał kolegów do głośnego śmiechu. Pewnego razu naszkicował
rektora Liceum, Samuela Bogumiła Linde, ale tak doskonale, że
gdy zeszyt dostał się do rąk rektora, został zwrócony portreciście
z dopiskiem „portret dobrze narysowany“.
Fryderyk Chopin, karykatura,
postać mężczyzny w lewym profilu,
rysunek ołówkiem, 1839 r., kopia
Anny Sokolnickiej za: Leopold
Binental – Chopin w 120-tą rocznicę
urodzin, Warszawa 1930, oryginał
zaginął w 1939 r.
Mieszkający u Chopinów na stancji Eustachy Marylski, o parę lat
starszy od Fryderyka, opisuje jego improwizacje na fortepianie
do opowieści z historii polskiej, ale także czynione przy okazji
filge: „Szczególniej o szarej godzinie zdarzało się często, że Chopin siadał do fortepianu. Wtedy młodzi towarzysze jego, zarówno
domowi pensjonarze, jak i chłopcy z innych pensjonatów w tym
samym domu, obsiadali go dookoła i słuchali jak improwizował.
Ale choć pochłonięty melodią, młody wirtuoz zauważył przecież,
iż u niektórych pociąg do snu bywał silniejszym od zamiłowania
do muzyki. Jakoż pewnego wieczoru umyślnie zaczął grać wolniej i ciszej, tak, że wreszcie uśpił całe swoje audytorium, wyszedł
po cichu i ze świecą w ręku wprowadził ojca do pokoju, mówiąc:
„Przedstawiam ojcu zapalonych miłośników muzyki“. Wszyscy,
nagle przebudzeni, ze wstydem zaczęli przecierać oczy, a figlarz,
sprawca tej zabawnej sceny, zanosił się od śmiechu.“
Dom państwa Chopinów odwiedzali wybitni ludzie tamtej epoki: literaci, muzycy, uczeni profesorowie, malarze, którzy wiedli
poważne dyskusje. Mały Frycek kręcił się między nimi, przysłuchując się i podpatrując, zaś gdy wyszli, wspaniale naśladował
poszczególne postacie, parodiując ich charakterystyczne cechy
osobowe. Musiał mieć bowiem wrodzony talent imitatorski.
Te zdolności w naturalny sposób prowadziły go ku teatrowi. Razem z siostrą Emilią układał dla zabawy wiersze, ale napisali
także komedyjkę dla ojca na imieniny zatytułowaną Omyłka czyli Mniemany filut oraz powołali Literackie Towarzystwo Rozrywki.
W czasach, gdy nie było telewizji i gier komputerowych, częstym
zajęciem były domowe teatrzyki. Brano zazwyczaj tekst jakiejś
prostej komedyjki, rozdzielano role, z domowych kufrów i szaf
22
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
w w w. m a g a z y n c h o p i n . p l
•
w w w. c h o p i n . n i fc . p l
... Woyciechowski do mnie pisał,
żebym oratorium komponował.
W liście do rodziców odpisałem, czemu
fabrykę cukru zakłada, a nie klasztor
kamedułów albo dominikanek...
wyciągano stroje, robiono dekoracje. Po
nauczeniu się tekstów i po próbach zapraszano rodziny i przyjaciół, i dawano przedstawienie. Chopin chętnie brał udział
w takich sztukach, w których zazwyczaj
dostawał główne role (znamy jego udział
co najmniej w trzech takich przedstawieniach). A że były to zwykle komedie, jego
wrodzone talenty aktorskie znajdywały tu
doskonałe zastosowanie.
Fryderykowe poliszynele
Był duszą towarzystwa i mimo niedoskonałości fizycznej (nie był bowiem okazem
„przystojniaka“), zawsze stanowił atrakcję
i centrum zainteresowania. Jego żarty –
chociaż niekiedy na granicy złośliwości –
nie wywoływały obrazy, lecz raczej ogólną
wesołość. Swoje ulubione popisy imitatorskie nazywał „poliszynelami“ – cieszył się
nimi i chwalił w liście z Wiednia do rodziny:
„dygnitarzy tutejszych zaczynam udawać.
Nowy to poliszynel, świeżo mojej roboty:
jeszczeście tego nie widzieli, ale ci, co na
to patrzą, pękają ze śmiechu“. Fryderyk
przygotowywał swe skecze z rozmysłem
i prezentował je wielokrotnie przed przyjaciółmi.
Z pewnością pobyt za granicą, gdy musiał
wziąć życie i karierę we własne ręce, gdy
stanął w obliczu różnych życiowych trudności, a szczególnie wobec rozwijającej
się i wyniszczającej organizm choroby
płuc – przytłumił w Chopinie tę żywiołową, młodzieńczą radość, wesołość i beztroskę. Nie zaniechał jednak swych ulubionych salonowo-towarzyskich popisów,
o czym świadczy sam Balzac: „Pianista
Chopin posiada zdolności naśladowania
osób w tak wysokim stopniu, że natychmiast może odtworzyć kogokolwiek z całą
wprost zastraszającą prawdą”. Zaś Liszt
wspominał: „Dzięki wrodzonemu poczuciu
humoru i bystrości umysłu natychmiast
wydobywał na jaw każdą śmieszność, potrafiąc dostrzec ją tam, gdzie inni wcale
jej nie widzieli. W sztuce naśladowania
rozmaitych osób okazywał niewyczerpaną, pełną humoru werwę i często w krotochwilnych improwizacjach parodiował
formy muzyczne i swoiste chwyty niektórych wirtuozów, przedrzeźniając ich gesty
i zachowanie, naśladując wyraz twarzy tak
wspaniale, że w jednej chwili stawał nam
przed oczami dokładny obraz danego artysty”. Mickiewicz porównywał go nawet
ze słynnym Davidem Garrickiem, największym aktorem XVIII-wiecznej Anglii.
George Sand, Chopin montant quatre à quatre l’escalier
à Mme Marliani (Chopin wbiegający po cztery stopnie do Pani Marliani),
1842 - czerwiec 1844 (?), rysunek piórkiem.
Z biory Muzeum Fryderyk a Chopina w NIFC. W ł asność TiFC M/3141.
Magik słowa i wyobraźni
Czytelnika listów Chopina zaskakuje specyficzna jego zdolność do niespodziewanych określeń, błyskotliwych i dowcipnych, często ciętych do granic złośliwości,
a zawsze precyzyjnie celnych, świadczących o wyostrzonym zmyśle obserwacji i krytycznej oceny. Widać to zarówno
w młodzieńczych „Kuryerach szafarskich“
jak i w listach z emigracji.
Do własnego wyglądu umiał także stosować ironię, gdy pisał: „doznaje wielkich
przykrości z powodu kuzynów [komarów],
których w Szafarni bardzo wiele zastał.
Gryzą go, jak mogą, dobrze jednak, że nie
w nos, boby miał jeszcze większy, aniżeli
ma“.
O namowach przyjaciół tak pisał z Nohant
do Fontany: „Woyciechowski do mnie pisał,
żebym oratorium komponował. W liście do
rodziców odpisałem, czemu fabrykę cukru
zakłada, a nie klasztor kamedułów albo
dominikanek“.
Z Edynburga do Fontany w Londynie pisał
już ciężko chory, ale nie stracąc dowcipu, choć już rozpaczliwie smutnego: „Że
Ciebie żółta febra, a mnie żółtaczka nie
porwała, to niepojęta rzecz — bośmy obydwaj na te żółtka wystawieni byli. […] Co mi
się zostało, to nos duży i 4-ty palec niewyrobiony. […] Jedyna bieda to, żeśmy sławnego lutnisty, jakiegoś Straduarego sui generis, roboty, którego już nie ma, żeby nas
zreperował“.
Z kolei do Grzymały w liście o „poczciwych
Szkotkach“, Jane Stirling i Katherine Erskine, które gościły go w Szkocji, napisał:
„one mnie przez dobroć zaduszą, a ja im
tego przez grzeczność nie odmówię“.
Czarodziej
To wielostronne poczucie humoru stanowiło specyficzną stronę fascynującej
osobowości Fryderyka Chopina; być może
było ono rodzajem tarczy, za którą ukrywał rozterki i cierpienia. Potrafił je przekuwać w sukces i uznanie, choć zmieniały się formy i okoliczności – o ile bowiem
dawniej lubił brylować w grupie kolegów,
to w okresie paryskim największą siłę
wyrazu artystycznego osiągał w salonie
wobec małej grupy słuchaczy. Zdecydowanie różnił się w tym przypadku od innych „wielkich“ – Paganiniego czy Liszta,
których mobilizowała właśnie ogromna
publiczność i jej entuzjastyczne reakcje,
porównywalne z dzisiejszymi koncertami
gwiazd popu.
Chopin w ciszy i skupieniu wyzwalał w sobie potężną energię artystyczną – tak pod
względem wirtuozerii, jak zdolności improwizacyjnych. Potrafił wówczas prawdziwie zaczarować publiczność i pozostawić po sobie wspomnienie największego
poety fortepianu, jaki kiedykolwiek pojawił
się na ziemi.
I tylko nadziwić się nie można, czemu
w popularnej świadomości – głównie za
granicą – utrwalił się obraz Fryderyka
Chopina jako chorego i cierpiącego emigranta, który z żalu za ojczyzną, wierzbami i mazowieckim pejzażem komponuje
w Paryżu smutne i rozpaczliwe melodie.
Nic przecież bardziej mylnego!
Piotr M ysłakowski
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
23
Miesięcznik Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina
Konkurs dla dzieci
Dziękujemy za Wasze rysunki!
Na konkurs nadeszło kilkaset prac.
Rysowały całe klasy, grupy w przedszkolach
i rodzeństwa. Całkiem mali i trochę więksi.
Wzruszające rysunki zostały nadesłane ze szpitali.
Dzisiaj publikujemy pierwszy cykl wybranych prac.
Kolejny za miesiąc. Na stronie internetowej www.magazynchopin.pl
jest ich o wiele więcej. Zobaczcie sami i głosujcie na najlepszą.
WYBRANE PRACE zostaną nagrodzone! Dziękujemy wszystkim,
którzy wzięli udział w konkursie i rodzicom za pomoc w wysyłaniu rysunków.
Kamila Chomin (kl. III c), Świdnica
Zuzanna Pawlak (11 lat), Odolanów
Weronika Heckert (lat 7, kl. 0b), Poznań
Ewa Szymajda, Sobótka
Jakub Kompanowski (lat 10), Toruń
24
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
Mariusz Kądziela (lat 10, kl. III), Odolanów
Zosia Paszkiewicz (6 i pół lat), Białystok
Jan Wójcik (kl. IV), New York
Sara Kowalska (lat 6, kl. I), Żory
Nicola Chwastek ( kl.III c) Sosnowiec
Lista nagrodzonych prac na www.magazynchopin.pl
Agata Deżakowska ( 9 lat) Maksymilianowo
Karolina Niewiarowska (10 lat), Warszawa
Paulina Nabożna (kl. 6 a), Warszawa
Emilia Marasik (lat 7), Liszki
Bogna Apanasiewicz, Weronika Apanasiewicz,
Zofia Chomoncik Zespół Szkół PodstawowoGimnazjalnych nr 2 w Nowym Sączu
Natalia Grocholska (kl. V b) Gdańsk
Renata Balcerczak (kl. VI), Konin
Izabela Koperska (kl. II a), Niemce
Jakub Koza (lat 7), Mielec
Praca grupowa czterolatków, Legionowo
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
25
Aktualności
p o d b i j a
fot. jucho.pl
,
Let s dance Chopin
Miesięcznik Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina
ś w i a t
Sukces spektaklu Let’s Dance Chopin w Szanghaju
„Zatańczmy Chopina” to nazwa niecodziennego projektu, w którym spotyka się jazz
i muzyka poważna, balet i współczesny taneczny show. Jest to nowatorski projekt
zrealizowany przez Narodowy Instytut Fryderyka Chopina.
Premiera spektaklu odbyła się na Targach
EXPO 2010 w Szanghaju podczas Dnia Polskiego 22 maja 2010 r. Chińska publiczność
przyjęła spektakl owacjami na stojąco.
Dyrygentem, dyrektorem artystycznym
i autorem muzyki na motywach Sonaty
h-moll op. 58 Fryderyka Chopina jest Janusz
Stokłosa. Pomysłodawcą i autorem idei jest
Andrzej Sułek.
a,
Czas to najlepsza cenzur
czyciel.
nau
szy
lep
naj
ość
pliw
cier
aforyzmy (sd)
– napisał Fryderyk Chopin.
Natura nie znosi próżni, kultura – próżności.
– napisał muzykolog, Krzysztof Bilica.
s gry?
ci zamykają oczy podczaczności!
bli
Dlaczego niektórzy pianiś
pu
eść widoku cierpiącej
Poniewa ż nie mogą zni
Artur Rubinstein o zespole The Beatles:
wyboru dokonał
26
Stanisław D ybowski
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
Dopóki nie grają Chopina, wszystko jest w porządku
w w w. m a g a z y n c h o p i n . p l
•
w w w. c h o p i n . n i fc . p l
A d v e r t or i a l
Japończycy
wielbią
Chopina
fot. Archiwum prywatne
Z Tetsuya Takenaka prezesem Toyota Motor Poland rozmawia Monika Małek
Monika Małek: Zakończyły się eliminacje do
XVI Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. Wśród 81
artystów zakwalifikowanych do pierwszego
etapu Japończycy stanowią największą,
szesnastoosobowa grupę. To dla Pana
zaskoczenie?
Tetsuya Takenaka: Tak, ale bardzo miłe.
Prawdę mówiąc, miałem cichą nadzieję,
że tak właśnie się stanie. Podczas ubiegłorocznego festiwalu, organizowanego
przez Narodowy Instytut Fryderyka Chopina – „Chopin i Jego Europa”, miałem
okazję i prawdziwą przyjemność słuchać
koncertu chopinowskiego w wykonaniu
fantastycznej młodej pianistki japońskiej
Aimi Kobayashi. Porwała wytrawną polską publiczność swoją grą. Jej młodość,
talent i prawdziwa pasja zauroczyły słuchaczy. Jest jeszcze za młoda, aby brać
udział w konkursie, ale mam nadzieję na
jej wielką, światową karierę.
Sztuka Chopina
jest doskonała, bardzo
głęboka i osobista.
Chopin kocha, szaleje
i płacze. Dlatego jest
wszystkim tak bliski.
MM: Zafascynowanie Japończyków twórczością Chopina jest powszechnie znane,
skąd się ono bierze?
TT: Sztuka Chopina jest doskonała, bardzo głęboka i osobista. Chopin kocha,
szaleje i płacze. Dlatego jest wszystkim
tak bliski. Nie ma tu podziału na narodowości. Japończycy umieją zaśpiewać prawie każdy utwór Chopina. Piękna fraza,
harmonia i rytm - my to kochamy. Dlatego
dbamy o to, by w naszych samochodach
można było słuchać muzyki odtwarzanej
ze sprzętu najwyższej jakości - prawie tak,
jak w sali koncertowej. Wyjaśnieniem fenomenu miłości Japończyków do Chopina
podjął się pan Lech Niekrasz w ciekawej
książce Chopin gra w duszy japońskiej.
MM: Jednak wyraźnie widać, że to Japończycy szczególnie ukochali Chopina.
TT: Japończycy kochają rzeczy doskonałe, skończone, są wierni tradycji, klasyce.
Prostota i elegancja, dążenie do doskonałości – te wartości towarzyszą nawet
projektowaniu naszych samochodów.
W muzyce Chopina nie ma ani jednego
niepotrzebnego dźwięku. W Japonii jest
dużo prywatnych szkół muzycznych, a Japończycy są obyci z muzyką. Dzieci uczy
się nawet od trzeciego roku życia, wczesny start jest bardzo potrzebny. Ale to nie
nakłada na nie obowiązku bycia w przyszłości muzykiem czy profesjonalnym
artystą. Muzyka w wieku dziecięcym jest
czymś normalnym, tak jak nauka czytania,
pisania, czy choćby podziwianie malarstwa. Jest niezbędna do pełnego rozwoju
kulturalnego człowieka. Dlatego w Japonii
jest bardzo dużo wdzięcznej publiczności, a poziom znawstwa muzyki jest coraz
wyższy. Co ciekawe, także w Japonii ukazuje się pismo „Chopin” poświęcone jego
życiu i dziełu.
W muzyce Chopina
nie ma ani jednego
niepotrzebnego dźwięku.
MM: Muzyka Chopina, muzyka europejska
bardzo różni się od muzyki Kraju Wschodzącego Słońca?
TT: Historia jest długa i sięga roku 1549,
kiedy to przybyły do Japonii jezuita Franciszek Ksawery podarował jednemu z ówczesnych władców feudalnych organy.
Idący w jego ślady misjonarze portugalscy
przywieźli flety, mandoliny i lutnie, by nauczać muzyki zachodniej w otwieranych
na wyspie Kiusiu szkołach i seminariach.
W 1880 roku uczczono dzień narodzin cesarza Meiji odegraniem nowego hymnu
Japonii - Kimigayo którego twórcą był muzyk dworu cesarskiego Hiromori Hayashi.
Hymn był rozpisany na tradycyjne instrumenty japońskie, ale zharmonizowany na
modłę europejską. Muzykolog prof. Kishibe Shigeo pisze: „... możemy mówić o istnieniu czegoś w rodzaju przemieszania się
tradycji wschodniej z zachodnią cywilizacją. Muzyka tradycyjna przetrwała nie tylko jako osobliwość. Jest ona wciąż częścią
codzienności nowoczesnych Japończykow
i żyje w ich wrodzonym poczuciu rytmu
oraz melodii”. Co trzecia rodzina w Japonii posiada pianino. Muzyka Chopina trafia
do nas poprzez swoją melancholię, liryzm
i dramatyzm, przemawia nam prosto do
serca. Z muzyką Chopina w Japonii można
spotkać się wszędzie: na koncertach i recitalach, w hotelowych lobbies, a nawet
barach.
| MAGAZYN Chopin | 04/2010 |
27
e Passion. e Piano.
Driven by a passionate search for perfection and in collaboration with some of the world’s leading
artists and technicians, the Yamaha CFX, our finest ever piano, is born.
How exciting that it should coincide with the 200th anniversary of the birth of Fryderyk Chopin.
Po wieloletniej współpracy ze światowej klasy pianistami i ekspertami zrodził się w tym roku
najlepszy fortepian koncertowy firmy Yamaha.
Czy to zbieg okoliczności, że fakt ten przypada w 200. rocznicę urodzin najwspanialszego
kompozytora muzyki fortepianowej, Fryderyka Chopina?
eCFseries.com

Podobne dokumenty