Pobierz - What`s Up Magazine

Komentarze

Transkrypt

Pobierz - What`s Up Magazine
e
m a g a z i n
p i e r w s z y
d l a
o u t s o u r c i n g u
i
k o r p o r a c j i
wa
ko
nis
lot
o
c
niu
z
e
z
e
r sz chod
e
i
b lep iar o od
a
z aj Kuźn
n sław cji
a
ja
Numer 6 | Październik 2015 | www.whatsupmagazine.pl | nakład 25 tys. | egzemplarz bezcenny
c
olu
rew
m
kie l e luxe
ido weetką d
z w Waości z m
nNaieruchom
o
d
i w
n
a nódróży
w
po
o
o
w
f
g rt ikacje
e
l
l
de sma Ap
r
o
Jar orpo
zk
2
what’s up?
www.whatsupmagazine.pl
Enter
spis treści
temat numeru
3Lotniskowa rewolucja
rozmowa numeru
8Pożegnanie z korporacją
hr
10 Delegowani do smartfonów
11 Pod lupą TESTu: Zaprezentuj się w sieci
przedstawiamy
12ABB | FlyTech
13Prezentacja: Centrum B7
14Budapeszt
nieruchomości
Odleci, nie odleci. Zostanie, nie zostanie. Outsourcing made
in Kraków wywołuje skrajne emocje. Jedni pieją, że nigdzie
indziej w świecie nie czuje się lepiej, inni, że wkrótce
pomachamy mu na pożegnanie.
Ale dokąd miałby uciec? W pozytywnym dla Polski (a zwłaszcza
dla Krakowa) raporcie analityków firmy doradczej Cushman &
Wakefield „Where in the World? Business Process Outsourcing
(BPO) & Shared Service Location Index” czytamy, że najlepszą lokalizacją świata dla usług outsourcingowych został po raz pierwszy...
Wietnam. A europejskich hegemonów (Kraków, Dublin, Praga)
zaczynają podgryzać miasta... z Litwy.
Na łamach „What’s Up Magazine” powtarzamy jednak, że pozycja tego biznesu jest tu niezaprzeczalna, a inwestycje obliczone
na długie lata. Outsourcing w Krakowie przygarnia coraz większe
rzesze pracowników – jako największy „pracodawca” oferuje blisko
45 tys. etatów i liczba ta cały czas rośnie. Ponadto jego obecność
pompuje w gospodarkę regionu zawrotne sumy pieniędzy (5,5 mld
zł, czyli więcej niż budżet miasta, i – też – rośnie).
Dziwi więc, że tak wielu polityków, urzędników i dziennikarzy
nie zauważa naturalnych trendów w rozwoju Krakowa, traktując
ten sektor jako coś niewartego uwagi. Na niedawne otwarcie
15Przesycona Warszawa: kłopoty z wynajmem
16 Nieruchomości de luxe
19 Bronowice
20 Prezentacja: Nowe serce Zabłocia
dbamy o ciebie
21 Gumisie na trampolinach
siesta
22 Bieszczady
23Sofa Underground
24 Crack Fashion Festival | Październik z dziećmi
wokół stołu
25 Poziomki w kawie
siedziby dużej międzynarodowej firmy, która na start daje miastu
blisko 400 etatów, nie pofatygował się ani jeden (sic!) miejski
urzędnik, ani żaden – z wyjątkiem „What’s Up Magazine” – lokalny dziennikarz.
Rozgrymasił się nam ten Kraków. Narzekamy, że outsourcing
to coś efemerycznego i nie potrafimy docenić jego gigantycznego
sukcesu oraz ożywczego wpływu na tutejszy rynek pracy. Ciekawe, czy tak samo grymasiliby w Hanoi czy Wilnie?
Odlecieć, nie odlecieć. Przywieźć tu nowe inwestycje czy udać
się w podróż w poszukiwaniu kolejnych rynków? Co byśmy nie
postanowili, mamy wreszcie gdzie podejmować ostateczną decyzję. Kraków otworzył swój nowoczesny, zbudowany niemal
od zera port lotniczy. I tym właśnie chcemy Was zainteresować
w pierwszej kolejności. Ale nie tylko. Porcja newsów i propozycji
na chłodniejszą porę roku przed Wami. Numer 6 do usług!
siedem uciech głównych
26Kulturalny październik
Redakcja
what’s up magazine
pierwszy dla outsourcingu i korporacji
www.whatsupmagazine.pl
redaktor naczelny
Rafał Romanowski
zastępca
Magda Wójcik
What’s up, Kraków?
wydawca
Fundacja Aktywnych Obywateli
im. Józefa Dietla
dyrektor artystyczny & ilustracje
Joanna Sowula
fotografie
Piotr Banasik
editor (english)
Łukasz Cioch
korekta
Krzysztof Malczewski
reklama
Anna Głuc
[email protected]
+ 48 516 831 566
kreacja i marketing
Agencja Kreatywna Lemon Media
facebook
Whatsupmagazine.pl
twitter
@WhatsUpKrakow
kontakt
+48 516 831 574
[email protected]
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych,
zastrzega sobie prawo redagowania nadesłanych
tekstów, nie odpowiada za treść zamieszczonych
reklam i ogłoszeń.
Dear Readers,
Perhaps it wouldn’t be too much of an exaggeration to say that
Kraków finally has a new airport. With our fresh, hot-off-the-press
October edition, „What’s Up Magazine” will take you deeper into
this story. Sky is the limit, they say.
The recent expansion of the existing airport infrastructure is an
important milestone for Kraków’s development potential. As
we explored this story, we couldn’t resist taking a quick look
at the wealth of apps currently available for people who travel
a lot and would definitely appreciate some smart piece of software to optimize how they go about it. As would only be fitting,
having covered the airport story, our tech-world journey this
month takes us to FlyTech and some interesting facts behind
unmanned aircrafts.
In October, we also feel there are some interesting developments in real estate, especially when we set the most prestigious
locations in Kraków against the background of a drastic decline
of Warsaw’s performance in the ranking of Europe’s best office
locations and the city’s gigantic oversupply.
We go to Budapest to offer you some unique insights into
this amazing city. Locally, we take you to 2 B’s: Bronowice and
Bieszczady. On our way to Bieszczady, we cover health and
sports, telling you a little about energy jump trampolines.
We truly hope you’ll enjoy our first-ever autumn edition of
WUM. If you wish to share your impressions, comments or
suggestions, feel free to contact our editorial team via www.
whatsupmagazine.pl.
Łukasz Cioch
temat numeru
Październik 2015
3
KRKyształowa
perspektywa
Jeszcze nie Dubai International czy Pekin na 100 mln
pasażerów, ale już nie buda z ubiegłego wieku. Od października Kraków ma wreszcie lotnisko z prawdziwego
zdarzenia. Biznes skorzysta na tym nie mniej niż turyści. A pewnie i więcej.
Z oddali bryła nowego terminalu wygląda jak ustawiony na dłuższym boku wielki kryształ. Rombowa struktura, grubo ciosane tafle
szkła, w których skrzą się słoneczne refleksy i odbijają geometryczne kostki sąsiednich budynków: czterogwiazdkowego hotelu Hilton Garden Inn oraz wysokiego na siedem kondygnacji parkingu.
Każda podróż zaczyna się jednak jeszcze przed wkroczeniem
w nowoczesne struktury lotniska. Na Kraków Airport od niedawna możesz dotrzeć nowoczesnym pociągiem kolei aglomeracyjnej
Acatus Plus. To 18 minut z Dworca Głównego. Nieco dłużej zajmie
ci podróż taksówką albo własnym samochodem. Ale w każdym
przypadku drogę z centrum miasta pokonasz w maksymalnie
pół godziny, czyli szybko. Lotnisko oddalone o 15 km od Rynku
Głównego to jeden z wielkich atutów Krakowa.
Z peronu PKP „Kraków Balice” lub po zaparkowaniu auta wchodzimy w przestrzeń terminalu eleganckim pasażem zawieszonym
nad układem drogowym portu. W dole zatrzymują się taksówki,
z kładki widzimy strefę „kiss&fly” i składane tam ostatnie pocałunki, porywane ku gate’om walizki. Dzieje się. Pierwsze samoloty
odlatują stąd około 6 rano (Londyn, Warszawa), ostatnie dobijają
nawet po północy (m.in. dwa nocujące i serwisowane w Balicach
boeingi z tutejszej bazy irlandzkiej linii Ryanair).
Coraz wyraźniej widać też biznesowe oblicze portu. Choćby dzięki
położonemu naprzeciwko hotelowi Hilton Garden Inn. To popularne ostatnio miejsce spotkań biznesowych. Ich uczestnicy
przylatują do Krakowa porannymi rejsami z Warszawy, Frankfurtu,
Londynu i, nie tracąc cennego czasu, wracają do domów tego
samego dnia. Na klientów z firmowym portfelem czekają też
specjalne abonamenty parkingowe, dzięki którym można zapar-
nia w 2010 roku) wiła się jak wąż wewnątrz ciasnego, dusznego
terminalu. Tłok, zaduch, siermiężne pomieszczenia, informacje
na kartkach i prowizorycznych tabliczkach, ciasne kioski. Dantejskie sceny z odprawą odgrywały się rankami, kiedy w ciągu godziny odlatywało z Krakowa nawet kilkanaście samolotów: Ryanair,
easyJet, AirBerlin, LOT, Norwegian czy Lufthansa. W szczytowym
okresie popularności lotów krajowych (zakończona krachem Amkować w bezpośrednim sąsiedztwie terminalu. Dla pasażerów
ber Gold ofensywa linii OLT Express) władze portu zmuszone były
biznesowych przygotowano też specjalne stanowiska informaodprawiać pasażerów pod... prowizorycznym namiotem. Stało się
cyjne oraz strefę VIP.
to obiektem żartów i prześmiewczych memów.
Dziś po ciasnocie nie ma śladu. Powierzchnia przebudowanego
Nowa epoka
portu powiększyła się aż czterokrotnie. Od zera wybudowano
nowy terminal, którego spora część dostępna jest już teraz. ReszCałkowita przemiana portu kosztowała 400 milionów złotych.
ta budynku powinna być gotowa na przełomie wiosny i lata 2016.
Wcześniej zaczął zmieniać się też Kraków. Miasto coraz mocniej
– Logistycznym wyzwaniem podczas budowy było połączenie
stawia na rozwój biznesu i niemal co chwilę zdobywa kolejne
wznoszonej części
laury wśród najciekawszych
terminalu z tą już istkierunków turystycznych Kraków chce być postrzegany jako
świata. Tylko w ostatnim
niejącą bez narażania
międzynarodowy
port
z prawdziwepasażerów na przerwy
roku siódmym najpiękniejw działalności portu.
szym miastem globu (wraz go zdarzenia. Na razie walczy Z etyUdało się. Od początku
japońskim Kioto, amerykietką „mekki tanich linii”
inwestycji w kwietniu
kańskim Charleston, Siem
2013 nie zamknęliśmy
Reap w Kambodży, Florensię ani na godzinę. Nawet nocami, gdy z płyty często odlatują
cją, Rzymem i Bangkokiem) ogłosił go prestiżowy amerykański
samoloty linii czarterowych do kurortów Turcji, Tunezji czy Egipmagazyn „Travel & Leisure”, jedenastym najciekawszym miastem
tu – opowiada „What’s Up Magazine” Urszula Podraza, rzecznik
zaś inny gigant wśród magazynów o turystyce – „Conde Nast
prasowy Kraków Airport.
Traveler”, z kolei numerem jeden w Europie ochrzcili go m.in.
ciąg dalszy na str. 4
elitarny brytyjski magazyn „Which! ” oraz popularny holenderski
portal Zoover.
Nic dziwnego, że większego portu lotniczego Kraków oczekiwał
jak kania dżdżu. A jeszcze kilka lat temu dysponował jedynie
skromnym budynkiem, projektowanym kilkadziesiąt lat temu,
a modernizowanym w ubiegłym wieku. Kolejka do odprawy transatlantyckich lotów do Chicago (LOT zrezygnował z tego połącze-
temat numeru
www.whatsupmagazine.pl
dokończenie ze str. 3
Dizajn & technika
Lotnisko ma też nowy symbol: imponującą przednią fasadę
i drugie tyle odlatujących. Oznacza to, że rocznie z nowego terminala będzie mogło skorzystać nawet 8 milionów podróżnych,
w formie odwróconego do góry nogami pryzmatu, zespolonego
czyli ponad dwa razy więcej niż obecnie – zachwala Jan Pamuła,
z tafli szkła o romboidalnych kształtach. Oglądając ją z pewnej
prezes portu.
odległości nie ma wątpliwości, że po kilku latach funkcjonowania
nowoczesnych portów w Gdańsku czy Wrocławiu (zbudowano
Co ważne, dzięki nowym inwestycjom nie tylko pasażerowie
je na EURO2012) wreszcie doścignęliśmy peleton. Tym bardziej,
nie będą się już tłoczyć. Od niedawna Kraków Airport dysponuże wnętrza też nas nie rozczarują. Terminal wyposażono bowiem
je bowiem nowym obszarem płyty postojowej dla samolotów,
w szereg estetycznych
co zwiększa o pięć liczbę dostępnych
i nowatorskich rozwiązań, Powierzchnia portu powiękstanowisk. Od operacyjnej strony
mającym na co dzień słuterminala mogą więc równocześnie
szyła
się
czterokrotnie.
Spora
żyć pasażerom.
stacjonować aż 22 samoloty średniej
Poprawę obsługi odczu- część nowego terminalu dowielkości, np. Boeingi 737.
jemy na każdym etapie
stępna jest już teraz. Reszta bu- Nie byłoby rozbudowy lotniska,
podróży. Stanowiska
gdyby nie nowe tereny inwestycyjdynku
ma
być
gotowa
w
pierwdo odpraw umieszczone. – Balice były pierwszym w Polsce
no w jednej długiej linii, szej połowie 2016 roku
portem lotniczym, któremu przekazano tereny wojskowe dla celów cyna wzór najlepszych portów świata. Dzięki temu pasażer uniknie biegania między rzędami
wilnych. W sumie około 290 ha – mówi Grzegorz Stawowy, radny
stanowisk, a numer lotu i odpowiadającego mu punktu odpraw
Krakowa, i dodaje, że dalsza rozbudowa Balic jest – obok projektu
zobaczy od razu na ciekłokrystalicznej tablicy. Lotnisko zyskało
Nowej Huty Przyszłości oraz zagospodarowania obszaru Rybitw
– kołem zamachowym rozwoju Krakowa.
też wreszcie eleganckie rękawy, którymi suchą nogą przejdziemy
„w powietrzu” do podstawionych samolotów.
Gruntownie zmieniono też halę przylotów, dzięki czemu zjawiając
Awans do wyższej ligi
się tu z kraju spoza Schengen (np. Wielkiej Brytanii) nie będziemy
Nowe inwestycje sprawiają, że o Kraków Aiport można już mómusieli się już gnieść, aby pokazać dokument tożsamości. Z kolei
najnowocześniejsza w Polsce sortownia bagażu oraz nowe kawić jako o porcie z wyższej, niż dotychczas, klasy. Zwłaszcza,
ruzele do jego odbioru pozwolą na skrócenie czasu oczekiwania
że od maja 2015 na krakowskim lotnisku zaroiło się od markowych
na transport walizek z luku bagażowego samolotu na taśmę.
graczy. Swą obecność w Krakowie niemal po sobie zainauguBagaż rejestrowany będziemy odbierać
w przestronnej sali na poziomie 0. Czyżby
koniec z tłoczeniem się przy taśmie?
Jeżeli chodzi o estetykę terminalu, naczelnym hasłem stały się naturalne materiały.
Projektanci postawili na zieleń, która inkrustuje obszerne, szklano-metalowe przestrzenie. Wewnątrz terminalu natkniemy
się na... żywe, efektowne drzewo, a z najwyższych kondygnacji położonego naprzeciw parkingu dostrzeżemy pokryty bujną
roślinnością dach. Klimat przy gate’ach czy
w strefie restauracyjnej budują eleganckie
detale wykonane z drewna. Minimalistyczne stoliki w restauracjach czy wygrawerowane w heblowanym drewnie napisy „Cracovia” spodobają się wszystkim śledzącym
trendy w dizajnie i aranżacji wnętrz.
Przekonująco, w porównaniu do dotychczasowych, brzmią parametry, jakimi może
pochwalić się nowy terminal Kraków Airport. – Dysponuje on powierzchnią blisko
60 tys. m kw. i osiągnie przepustowość
do 1800 osób przylatujących na godzinę
rowały trzy wielkie europejskie linie lotnicze: British Airways,
Swiss, KLM.
Zarówno operujący z gigantycznego lotniska London Heathrow
brytyjski hegemon, jak i mocny na rynku Swiss czy oferujący –
z przesiadką w Amsterdamie – loty w najbardziej egzotyczne
miejsca świata holenderski KLM, to gracze, których obecności nie
powstydziłyby się najważniejsze porty lotnicze świata. Wreszcie
można schować na bok lokalne kompleksy i śmiało rzucić wyzwanie wiodącym portom Europy Centralnej: Pradze, Budapesztowi,
Warszawie, może nawet Wiedniowi.
Kraków chce być postrzegany jako międzynarodowy port
z prawdziwego zdarzenia. Na razie walczy z etykietką „mekki tanich linii”. Wciąż to Ryanair z 33 kierunkami (najnowszy
do Izraela) kontroluje 40 proc. tutejszego ruchu pasażerskiego.
Mocną pozycję mają tu też easyJet czy Norwegian. Coraz śmielej jednak rozpychają się w Krakowie tradycyjne linie. Zdaniem
analityków branży ma to związek z obecnością coraz bogatszego
klienta, również biznesowego.
Z sezonu na sezon częściej latamy. Po wejściu KLM, British
Airways i Swiss na całoroczne loty zdecydował się Finnair. Wciąż
obecna jest Alitalia, po politycznych przepychankach ma wrócić
rosyjski Aeroflot, ptaszki ćwierkają o zainteresowaniu ze strony ikony światowego latania – Air France. Co prawda brakuje
wciąż lotów transatlantyckich do USA czy Kanady, za to lotnisko
skutecznie walczy z pobliskimi Katowicami o klientów biur podróży, oferując mocną siatkę połączeń czarterowych. Regularnych połączeń z Balic jest już 57, czarterowych zaś kilkanaście,
co skutecznie pozwala uciec regionalnej konkurencji: lotnisku
w Katowicach, a przy tym także Wrocławiowi, Koszycom, Rzeszowowi, Brnu czy Ostrawie.
Elektryzująco brzmią zapowiedzi rychłego uruchomienia lotów
do Stambułu przez Turkish Airlines, jedyną linię z krańca Europy
skutecznie walczącą z bogatymi arabskimi przewoźnikami (Qatar,
Etihad, Emirates) na lukratywnym rynku połączeń do Azji. Kraków, po starcie rejsów do głównego hubu Turcji, zyskałby dostęp
do pełnej palety azjatyckich połączeń tureckiej linii, co w powiązaniu z jej świetną sytuacją ekonomiczną byłoby dla lotniska
milowym krokiem w rozwoju siatki.
3,818 mln
podróżnych
skorzystało w ubiegłym roku
z Kraków Airport. W tym
roku ma paść kolejny rekord – w grudniu liczba ta
przekroczy 4 miliony
fot. Piotr Banasik
fot. Piotr Banasik
4
reklama
6
temat numeru
www.whatsupmagazine.pl
w Ryanair na Polskę. Linia ta jednak lata point to point, bez przesiadek. A nie o taką strategię chodzi zarządowi Balic.
Trudne do niedawna stosunki między krakowskim portem a restrukturyzowanym, narodowym przewoźnikiem nie doprowadziły
na razie do rozmów o drugim po Okęciu hubie dla LOT-u. Wszystko wskazuje jednak na to, że w najbliższej dekadzie będzie to dla
obu stron najbardziej korzystne rozwiązanie. Jako drugi w Polsce
gracz, po lotnisku Chopina na warszawskim Okęciu, Kraków
chce być hegemonem na gęsto zaludnionym południu Polski,
ale i dla pobliskich Czech, a zwłaszcza Słowacji. Przedstawiciele
portu argumentują, że tak duży kraj jak Polska wcale nie musi
dysponować tylko jednym, głównym węzłem przesiadkowym. Pokazują to przykłady Niemiec (Frankfurt, Monachium, Dusseldorf,
Berlin, Hamburg), Szwajcarii (Zurych, Genewa), Wielkiej Brytanii
(lotniska Londynu, Manchester), Włoch (Rzym, Mediolan), Hiszpanii (Madryt, Barcelona), ale nawet Irlandii (Dublin, Shannon).
I trudno odmówić im racji.
Według danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego w ciągu najbliższych lat ruch pasażerski w Polsce, mimo wytracenia wcześniejszej dynamiki, nadal ma rosnąć najszybciej w Europie. Krakowowi
na pewno pomoże postrzeganie miasta jako coraz bardziej rozpoznawalnej biznesowej destynacji. Przy oferującym blisko 50
tysięcy miejsc pracy sektorze usług outsourcingowych i prężnym
wizerunku tutejszych korporacji, lotnisko musi spełniać postawione mu przez biznes wymagania.
Na Balicach czują pismo nosem. Na pasażerów VIP i klasy biznes czekają specjalne business lounge i bogato wyposażone
poczekalnie. Tu w spokoju można poczekać na swój lot, zjeść
smaczną przekąskę, poczęstować się kawą, sokiem, szampanem.
Stworzono też specjalną tzw. szybką ścieżkę dla biznesu, dzięki
której można bez kolejek przejść poszczególne etapy odprawy.
Przedstawiciele portu zapewniają, że udogodnień dla biznesu
ma być coraz więcej.
Czy za kolejną dekadę będziemy otwierać szampana świętując
osiągnięcie 8 mln odprawionych pasażerów i start kolejnej przebudowy? Zobaczymy. Na razie muszę kończyć. I lecieć...
fot. Piotr Banasik
Rafał Romanowski
Trudno o gromkie
oklaski
Kraków connect
Warto też przyjrzeć się ambicjom Krakowa do określania się mianem hubu przesiadkowego. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej
ruch przyjazdowy do Małopolski rósł imponująco. Jeszcze „na starych śmieciach” w 2003 roku przez Balice przewinęło się ponad
pół miliona pasażerów. Dekadę później jest ich tu osiem razy
więcej, a krakowskie lotnisko notuje kolejne rekordy frekwencyjne. W sierpniu obsłużyło 417278 pasażerów i był to dziesiąty
rekordowy miesiąc z rzędu. W ubiegłym roku z portu skorzystało
3,818 mln podróżnych. W tym roku ma paść kolejny rekord –
w grudniu z lotniska skorzystać ma 4-milionowy pasażer. Właśnie
tymi rekordami prezes Balic podkreśla przesiadkowy potencjał
dla każdej linii, która zdecyduje się na otworzenie tu swej bazy.
Na razie bazę na trzy samoloty (poza sezonem dwa) otworzył
irlandzki Ryanair, dla którego południe Polski to jeden z najważniejszych i najbardziej dochodowych rynków. – Zamierzamy mocniej współpracować z tutejszymi korporacjami w poszukiwaniu
oszczędności dzięki wybraniu naszej linii jako preferowanego
partnera lotniczego – zapowiada Maria Macken, Sales Manager
Zmiany w krakowskim porcie trudno pojmować jako rewolucję. To raczej konieczna i potrzebna inwestycja, bez której latający stąd
pasażerowie po prostu by się udusili. Kiedy
władze lotniska ogłaszały jego przebudowę,
zastanawialiśmy się w redakcji, czy planowana przepustowość 8 milionów to nie za mało.
Skoro już teraz KRK notowało takie rekordy
i zwyżki, może lepiej byłoby przygotować się
w dłuższej perspektywie, by za ileś lat nie stawać znów w obliczu koniecznej rozbudowy.
Ale skoro władze portu dysponują własnymi wyliczeniami i master-planami, pewnie
wiedzą, co robią. Kraków bardzo potrzebował tej inwestycji i działania w kierunku uruchomienia pełnego organizmu lotniskowej
infrastruktury (terminal, hotel, parking) są
czymś najbardziej naturalnym. Trudno więc
o gromkie oklaski, w końcu taką bazą dysponuje każde lotnisko, które chce liczyć się
w wyścigu o klienta. Porty muszą zarabiać na
bieżącą działalność. Rozwój bez płatnych parkingów czy miejsc w hotelach przy terminalu
jest nierealny.
Warszawa rozwija się świetnie, mocno do góry
poszybował Gdańsk. Wydaje się, że i Kraków
Justyna Urbaniak, redaktor
działów Lotniska i Porty portalu
RynekInfrastruktury.pl
skonsumuje w pełni zasłużony sukces. Martwi
mnie tylko wciąż nierozwiązana sprawa nowej
wieży kontroli lotów, brak profesjonalnego systemu ILS oraz stara droga lądowań. Wieża powstanie, ale rozmawiając ostatnio z portem dostrzegłam wahanie przedstawicieli portu co do
montażu ILS w najbliższej przyszłości. Tymczasem Gdańsk już go sobie instaluje. Władze
lotniska debatują też, czy budować nowy pas
czy remontować stary. Tymczasem te kwestie
wymagają szybkich i odpowiedzialnych decyzji. Sam nowy terminal nie wystarczy.
Czy Kraków stanie się drugim po Okęciu międzynarodowym lotniskiem w Polsce? Tak, kiedyś to możliwe. Ale jeszcze nie teraz, bo Polacy
wciąż latają za mało, aby móc ten ogromny potencjał przełożyć na spektakularne cyfry. Ponadto biznes kocha Warszawę, więc lotnisko
Chopina, w odróżnieniu np. od turystycznej
Pragi, obsługuje bardzo duży ruch biznesowy.
Kraków nie powinien na siłę grać o biznesowego klienta. Wszystko jest tak naprawdę kwestią
dobrych połączeń, np. częstych lotów do portów przesiadkowych w Niemczech. Kraków ma
dużo większy potencjał turystyczny niż Warszawa i tego powinien się głównie trzymać.
reklama
8
rozmowa numeru
www.whatsupmagazine.pl
Z korporacji
w ryż
Ale mnóstwo krąży po świecie takich wolnych, młodych
elektronów. Zmęczonych parciem na sukces w korporacjach,
korpo-nowomową, podliczaniem słupków, powtarzalnymi
zajęciami. Nadają z Kirgistanu, blogują z Chile, kręcą filmy
w Indiach, zatrudniają się na chwilę do projektu w Szanghaju.
Nie porwałbym się na to. Miło się czyta takie historie, ale to nie
dla mnie. Mam dziecko.
– W korporacjach jest mnóstwo
dobrego. Tylko trzeba optymalnie
to wykorzystać – mówi w rozmowie z „What’s Up Magazine” Jarosław Kuźniar, dziennikarz i prezenter TVN, twórca goforworld.com.
rafał romanowski: Karczować maczetą trzcinę cukrową,
brodzić w wodzie po polu ryżowym gdzieś na pograniczu
Laosu i Tajlandii. Po co?
jarosław kuźniar: Namawia mnie do tego jeden z czytelników
goforworld.com. Do niedawna jeździł Audi A6 po Warszawie,
wjeżdżał szybkobieżną windą na któreś tam piętro firmowego
wieżowca. Musiał co minutę podejmować kluczowe decyzje,
pewnie dobrze zarabiał, ale coś się skończyło. Wreszcie
powiedział: stop.
Chciałeś, żeby bolało jak najmniej. Stąd równoległe prace
nad podróżniczym projektem goforworld. Bezpieczna baza,
na której ląduje twój spadochron.
Oczywiście. Choć to etap jeszcze niezamknięty. Nadal jestem
w telewizji i nadal rozkręcam swój biznes. Choć gdyby to płynne
przejście trwało dłużej, np. dwa lata, byłbym spokojniejszy. A tak są
inne emocje, więcej znaków zapytania. Cały czas studzona pokusa,
aby nie przyspieszać pewnych rzeczy w konstruowaniu biznesu.
Idealny model wyjścia na własną prostą to...
...Michał Szafrański, autor bloga „Jak zarabiać pieniądze”. Pisze,
jeździ po świecie i opowiada jak dobrze zarabiać, efektywnie
wydawać i skutecznie oszczędzać. Odszedł z firmy i rozpoczął
w ciemno swoją przygodę. To jeden z tych ludzi, którzy czują, że
są dostatecznie silni, aby rzucić np. korpo.
Rzucają i czasem łapią wiele srok za ogon. Nie wychodzi.
Nic od razu. Oczywiście fajnie jest dywersyfikować swoje
przyszłe zajęcia czy zainteresowania, ale wszystko z czasem. Na
początku trzeba obmyślić skuteczny pomysł na swą transformację
i przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie: czy jestem
już dostatecznie silny, aby rzucić wszystko,
wstać i wyjść?
I uprawia pole ryżowe w Laosie.
Tak. Mówi: Jarek, przyjedź
do mnie z klientami.
Nie ma żadnego powodu,
Ubrudzą nogi na polu ryżu,
żeby spędzić szmat życia za
nauczę ich karczować
trzcinę. Poczują coś
biurkiem. I narzekać, że nic
totalnie innego...
się nie dzieje
...innego od czego?
Od korporacyjnego życia,
biegu, szału, do jakiego przywykli. Od rytmu dnia, jaki był
im narzucony. Od przyzwyczajeń organizmu. Sam nie wiem.
Dostrzegą prawdziwe życie gdzie indziej.
Jak to jest odejść z korporacji?
Myślę, że ciężko. Wiele osób mnie przed tym ostrzegało. Niektórzy
opowiadali o syndromie odstawienia, inni o wariowaniu jak na
odwyku. Moja koleżanka, Asia Malinowska-Parzydło, zajmująca
się promocją marek w Personal Brand Institute, podawała mi
za przykład swego męża. On ponoć nigdy nie zakładał takiego
rozwiązania. Odszedł, doszedł do siebie i nie żałuje. Ja nie miałem
tego komfortu. Jeszcze.
A ryzyko? Łatwo o to pytać. Siedzimy
w cieplutkim Starbuksie w centrum Warszawy...
Słyszałem mnóstwo historii o ludziach,
którzy postawili zaryzykować, np. na
początek pojechać w podróż dookoła
świata, pisać bloga z Pakistanu czy Makao. Podziwiam ich.
Wiedzą, że pieniądze zaraz się skończą, więc trzeba będzie usiąść
gdzieś na tyłku i zarobić. I potrafią to zrobić, bo z korporacji
wynoszą pewne nawyki i umiejętności. Z tym że – i to ważne – ci
ludzie nie mają jeszcze dzieci.
Ale spotykasz ludzi, którzy odeszli z korporacji i chcą coś
zrobić z tobą.
Tak. I to są świetne spotkania. Ostatnio poznałem dziewczynę,
ex-pracownika ważnej agencji eventowej. Odeszła z firmy,
nadal robi eventy, ale już na własny rachunek. Mówi: to jest mój
kalendarz, mój projekt, moja decyzja, sama decyduję, kiedy iść
do roboty. I nagle... wszyscy chcą z nią współpracować. Drugą
osobę poznałem przez mojego klienta – powiedział mi, że
obserwował jak świetny ma dryg do ogarniania grupy. Marynia,
rodzice z dwóch różnych krajów, całe życie na walizkach, lekkie
buddyjskie zawieszenie. Jej podejście do życia mogłoby się
zdawać zbyt frywolne, a tymczasem na spotkaniu planowaliśmy,
co zrobimy wspólnie w... 2017 roku.
Korporacyjne nawyki planowania się przydają.
W korporacjach znajduję bardzo wiele dobrego.
Właśnie dlatego tworzymy „What’s Up Magazine”.
Tak podejrzewałem. I to jest właśnie fajne – wyszukiwać ludzi,
którzy pną się w górę w korporacjach wykorzystując możliwości,
jakie one dają. Korporacje żądają od nas poruszania się po
wycinku rzeczywistości i nic więcej. Wykorzystajmy to.
Dają też wrażenie, że nie tylko pracujesz, ale również możesz
się zrelaksować...
Moja żona współpracowała kiedyś z gigantem w świecie
Internetu w Dublinie. Ilekroć do niej dzwoniłem, robiła przyjemne
rzeczy, ale z dystansem do pracy. W Google na przykład, żeby się
zresetować, grasz w piłkarzyki. Trzeba więc wziąć z korporacji to,
co najlepsze, i dołożyć otwartą głowę.
Nie masz wrażenia, że im bardziej ktoś haruje w korpo, tym
mocniej ciągnie go w egzotykę?
Tak. Przykład tego ex-biznesmena z ryżowym polem w Azji
pokazuje to jak na dłoni. Totalne odcięcie.
Poznałem takich ludzi. Np. przed wybuchem wojny w Syrii,
kiedy w skalnym klasztorze Deir Mar Musa al-Habashi okazało
fot. Franek Mazur
Raczej czasu.
Tak. Choć przez ostatnie pół roku mocno przyspieszyłem
prace nad goforworld.com. Wiedziałem, że pewnego dnia coś
się wydarzy i odtąd będę funkcjonował inaczej. Powtarzałem
sobie: uważaj, od wielu lat dajesz sobie maksymalną adrenalinę,
jakbyś cały czas był na chemii, na jakimś speedzie. Uważaj: jesteś
w głównym nurcie i patrzysz na życie sekunda po sekundzie, a za
chwilę zboczysz z głównego nurtu i zaczniesz płynąć gdzieś obok
patrząc na to wszystko już wolniej, godzina po godzinie.
rozmowa numeru
9
fot. Franek Mazur
Październik 2015
się, że facet, z którym łuskałem fasolę i karmiłem kozy, to były
rekin biznesu – makler z Wall Street w Nowym Jorku. Od pół
roku siedział w tych górach w kompletnej ciszy wdychając
górskie powietrze. Na koncie miał jeszcze sporo pieniędzy,
ale chodził ubrany w wyblakłe ciuchy, wciągał kołowrotkiem
paczki z warzywami ze wsi na dole, mył gary. Był szczęśliwy.
Rozumiem go. Kiedyś w Puerto Rico poznałem bogatego prawnika
z Nowego Jorku, który ma w dżungli kompleks drewnianych
chatek z basenem, kawiarnią i salą do medytacji. Ludzie spełniają
się w rozmaity sposób, a podróże w zaskakujące krainy bardzo
kształcą i uczą samodzielnego myślenia. I samodzielności, bo nic
nie wkurza mnie bardziej, gdy widzę w telewizji klientów któregoś
z upadłych biur podróży płaczących do kamery „nie wiemy, co
z sobą zrobić”. Są nauczeni, że wszystko poda się im na tacy,
zorganizuje, przyniesie.
Goforworld jest elitarną propozycją. To nie oferta dla przyzwyczajonych do „all inclusive” w egipskim Szarm el-Szejk.
Nie masz wrażenia, że Polacy muszą się jeszcze napodróżować
w mało oczywiste rejony, aby poznać świat głębiej? Wielu rodaków leży na plaży w Tunezji czy Turcji nie wiedząc, że w głębi lądu czeka ich spotkanie z czymś znacznie ciekawszym.
Nie kierujemy się do elity, ale do ludzi świadomych, czym powinna
być podróż. Dla wielu wciąż basen, drink z rurką i dmuchany
materac, czasem fakultatywny wypad to wszystko, czego
oczekują od egzotycznego kraju. Na Dominikanie za hotelami
zbudowano ogromny mur, za którym dopiero zaczyna się realne
życie. Czasem warto skorzystać wyłącznie z opcji czarterowego
przelotu, a resztę programu organizować sobie samemu „za
murem”. Tak zrobiłem w Maroko. Nawet krok od zadeptanej
turystami La Rambla w Barcelonie da się znaleźć autentyczne
zakątki Katalonii.
Nie wszyscy tego potrzebują. Jakiś czas temu wystąpiłem
w którymś z odcinków – twojego teraz – programu „Dzień
dobry TVN” i siedząca obok mnie specjalistka od promowania
marek mówiła, że „najlepsze w McDonaldzie jest to, że wszę-
dzie smakuje tak samo”...
(śmiech) A ja nie znoszę hotelowej kuchni i zawsze gna mnie na
uliczne stoiska, aby spróbować lokalnego jedzenia.
Niektórzy będą się bać.
W dzisiejszych czasach nie ma miejsca na strach. Nie rozumiem
lęku przed postawieniem kroku naprzód.
Łatwo nam mówić. Tworzymy media, pracujemy w barwny
sposób, mamy możliwości.
Każdy może spróbować.
Nie ma żadnego powodu,
żeby spędzić szmat życia za
biurkiem. I narzekać, że nic się
nie dzieje. Ważne, żeby znaleźć
niszę. Przed chwilą odebrałem
telefon od młodej dziewczyny
z Londynu, która chce trafić
Bangkok, Atlanta, Gatwick i... Kraków.
z goforworld dosłownie na
W tych miastach skupi się w najbliższych lakoniec świata. Myślę sobie:
tach działalność firmy Lowcosttravelgroup.
w UK jest tyle butikowych
Oferta Lowcosttravelgroup to usługi turystyczbiur podróży, a ona chce lecieć
ne online dostępne na dwóch serwisach: lowakurat z nami. Pewnie mamy
costbeds.com (skierowanego głównie do agenna tyle podobną energię, że
tów i biur podróży) oraz lowcostholidays.com
wspólnie uda się wykreować
(narzędzie do samodzielnego organizowania
coś świetnego.
wakacyjnych pakietów).
Nowi lokatorzy
„Błękitka”
rozmawiał:
Rafał Romanowski
Krakowską przygodę firma zaczynała od zaledwie czterech etatów w Orange Business Park,
gdzie wprowadziła się w styczniu. Od września
działa na drugim piętrze wieżowca K1 – popularnego „Błękitka” przy Rondzie Grzegórzeckim.
– Do końca roku zaoferujemy w Krakowie ponad 200 etatów – mówi Justyna Łyko-Kowalska,
General Manager Lowcosttravelgroup Poland.
– W Krakowie mamy fantastyczną kadrę: doskonale wyedukowanych ludzi, którzy świetnie
odnajdują się w międzynarodowym środowisku.
To idealne miejsce dla naszej firmy – podkreśla
Paul Evans, CEO.
ABiMM ku
nowoczesności
W 2016 roku, obok szkockiego regionu Glasgow oraz włoskiej Lombardii, Małopolska
będzie dzierżyć tytuł Europejskiego Regionu Przedsiębiorczości 2016. Małopolska jest
pierwszym polskim laureatem tej nagrody.
Okazja do celebracji tego tytułu nadarzy się
już niebawem. 22 października odbędzie się
kolejna edycja Annual Business in Małopolska
Meeting organizowanego przez Krakowski Park
Technologiczny. Na konferencji obecni będą
eksperci w dziedzinie gospodarczej, posłowie,
europarlamentarzyści, władze województwa,
przedstawiciele mediów regionalnych i ogólnopolskich oraz – przede wszystkim – przedsiębiorcy z regionu. W ramach ABiMM wręczane
są także Małopolskie Nagrody Gospodarcze.
Uroczyste obrady odbędą się w Małopolskim
Parku Technologii Informacyjnych (MPTI) – najnowocześniejszym w południowej Polsce parku
ICT, wybudowanym przez Krakowski Park Technologiczny ze środków unijnych.
MPTI nazywany jest przez twórców „najnowocześniejszym miejscem w krakowskim ekosystemie innowacji”. Na 12 tys. m kw. znajdują się
laboratoria multimedialne, showroom oraz data
center. Wg zapewnień KPT z oferty może skorzystać zarówno duża firma z globalnego rynku,
jak i freelancer czy przedstawiciel środowiska
akademickiego pracujący nad nowym projektem, startupem czy spin-offem.
10
HR
www.whatsupmagazine.pl
Delegowani
do smartfonów
Szef nagle wysyła cię w służbową podróż? Londyn, Budapeszt, a może Bangalore lub Manila? Nie panikuj. Weź
do ręki smartfona – on z pomocą kilku
aplikacji przeprowadzi cię miękko i bezpiecznie przez całą delegację.
Jeżeli firma zorganizowała już twoją podróż i przyjeżdżasz „na
gotowe”, możesz trochę odetchnąć. Jeżeli zaś nie, pośpiesznie
zainstaluj Kayak. Ta aplikacja pomoże ci przejść przez wszystkie
etapy planowania wyjazdu. Dzięki niej możesz znaleźć lot, zarezerwować hotel, a także samochód, który będzie czekał na ciebie
tuż po przylocie. Dodatkowo program powiadomi cię o wszelkich
spóźnieniach samolotu oraz pomoże odnaleźć się na lotnisku
– wskaże najbliższy bankomat, powie gdzie możesz napić się
porannej kawy oraz gdzie udać się na lunch.
Kompleksowo przez proces rezerwacji hotelu przeprowadzi cię
także popularny Booking.com. Aplikacja nie tylko znajdzie dla
ciebie nocleg, ale i doprowadzi do hotelu, a także podpowie co
koniecznie trzeba zobaczyć w okolicy. Po dokonaniu rezerwacji
serwis przesyła przewodnik bogaty w praktyczne wskazówki
(kurs walut, funkcjonowanie komunikacji publicznej, taksówek)
dotyczący miejsca pobytu.
Spakuj manatki
Ale chwileczkę, jeszcze przecież nigdzie nie wyjechałaś/wyjechałeś. Przed tobą najnudniejsza i najbardziej znienawidzona czynność – pakowanie. Co z sobą zabrać? Co jeśli zapomnę o czymś
naprawdę ważnym? Na ratunek przychodzi aplikacja PackPoint,
która przygotuje za ciebie listę najpotrzebniejszych rzeczy. Wystarczy, że zdradzisz jej kilka szczegółów dotyczących twojej
podróży. Na początek: gdzie, kiedy i na jak długo. Zaznacz, że
wyjeżdżasz w celach biznesowych. Potem powiedz, co planujesz
robić podczas pobytu: zawodowe spotkania, oficjalna kolacja,
a może podczas delegacji udasz się również odpocząć do spa?
Nie ma problemu. Daj znać, czy będziesz korzystać z pralni, czy
też na każdy dzień potrzebujesz nowej bielizny. Na podstawie
tych danych i w oparciu o prognozy pogody aplikacja stworzy
listę przedmiotów, które musisz włożyć do walizki. Oczywiście
PackPoint nie jest twoją nadopiekuńczą mamą, więc możesz
przedyskutować z nią, czy te wszystkie rzeczy naprawdę są ci
potrzebne. Na liście znajdują się bowiem zarówno absolutne
must-haves, takie jak szczoteczka do zębów, ładowarka do telefonu czy dowód osobisty, jak i propozycje przeznaczone dla tych
bardziej wymagających. I z większą walizką.
Spakowany i gotowy do podróży? Zastanów się więc, co zrobić
z wolnym czasem w pociągu lub samolocie. Możesz oczywiście
zabrać się do pracy – rozwijać projekt ze swoim zespołem poprzez użyteczne Slack czy Trello. Możesz także odpalić Prezentacje Google lub mobilną wersję Microsoft PowerPoint, by przygotować prezentację, którą przedstawisz na spotkaniu. Wszystkich
zaskoczysz minimalizmem, jeśli wykorzystasz do tego Haiku
Deck (tylko w AppStore) – program pozwalający na umieszczenie na każdym slajdzie tylko jednego zdjęcia i krótkiego tekstu.
Złap taksówkę
Jeśli na lotnisku bądź dworcu nie czeka na ciebie zamówiony
wcześniej samochód, zadzwoń po taksówkę. Większość smartfonowych aplikacji poda ci numery telefonów, a także określi
aktualną wysokość taryfy. Zła wiadomość jest taka, że ciężko
znaleźć jeden program, który pomógłby ci w dowolnym miejscu
na świecie. Uber jest dostępny w 60 krajach (głównie Ameryki
Północnej i Europy), w Ameryce Południowej (i niektórych państwach Afryki) wybierz raczej Easy Taxi. Jeśli podróżujesz do
Malezji, Singapuru, Tajlandii czy na Filipiny skorzystaj z GrabTaxi.
A w załapaniu taksówki w Polsce pomoże ci po prostu Złap Taxi.
Udajesz się w służbową podróż własnym samochodem? Zainstaluj aplikację o nazwie Delegacje, która pomoże ci kontrolować
przejechane kilometry czy ilość pieniędzy wydanych na stacji
benzynowej. Będziesz mógł zanotować w niej wszystkie opłaty
drogowe, dzięki temu nie zapomnisz rozliczyć się z żadnej autostrady czy winietki.
Gdy będziesz za granicą bez wątpienia przyda ci się Łatwy przelicznik walut – aplikacja działa sprawnie, szybko i również w trybie
offline. Jak sugeruje nazwa, dzięki niej z łatwością przeliczysz
kwoty w ponad 180 walutach z całego świata, łącznie z bitcoinami. Zanim jednak zaczniesz wydawać gotówkę, będziesz musiał
znaleźć bankomat. W tym celu najpewniej skorzystać z oryginalnych aplikacji przygotowanych przez firmę, która wydała twoją
kartę debetową, np. MasterCard Nearby albo Visa Travel Tools.
Zrób notatki
Wróćmy jednak do celu twojej podróży – pracy. Teraz możesz
przedstawić wreszcie przygotowaną przez siebie w czasie drogi prezentację. Jednak, gdy sam jesteś słuchaczem, zainstaluj
CamScanner bądź Office Lens – programy służące do digitalizacji
slajdów, wykresów rysowanych
na tablicy czy dokumentów.
Zdjęcia im zrobione zostają
zoptymalizowane (wykadrowane, poprawiona jakość) i mogą
być zachowane na przykład jako plik pdf. Te wirtualne skanery
mają także opcję OCR, która pozwala na zapisanie fotografii
dokumentu w formie tekstowej. Koniec więc z notatkami i niewyraźnymi zdjęciami! Co więcej, pliki możesz szybko udostępnić
innym urządzeniom.
Podczas służbowych spotkań nawiążesz na pewno wiele nowych,
biznesowych kontaktów. Czas jednak przestać chodzić z wypchanymi od wizytówek kieszeniami spodni czy marynarki i zainstalować CamCard. To jedna z najpopularniejszych aplikacji do
zarządzania kartonikami z numerami telefonów. Pozwala stworzyć
swoją mobilną wizytówkę i wymieniać się nią wirtualnie z innymi
użytkownikami. Co jednak ważniejsze, gdy otrzymamy od kogoś
wersję papierową i zrobimy jej zdjęcie, program sam sczyta z niej
dane kontaktowe i zapisze je w pamięci naszego telefonu.
Po części oficjalnej warto udać się na mniej formalne spotkania.
Miejsca, w których można wypić drinka bądź zjeść dobrą kolację,
znajdziesz z aplikacją Yelp czy TripAdvisor.
Uff. Już po wszystkim. Nie zgubiłeś się, zaprezentowałeś firmę
i zdobyłeś nowe kontakty. Czas wracać. Podobno wszędzie dobrze, ale we własnym korpo najlepiej.
Dagmara Marcinek
HR
Październik 2015
hr pod lupą testu
Zaprezentuj się w sieci
Na rynku pracy twoje imię i nazwisko są twoją marką, dbaj
o nie i rozsądnie buduj swój wizerunek w mediach społecznościowych. Ślady, które zostawiasz w sieci, mówią rekruterowi więcej niż wypielęgnowane CV. Postaraj się więc, by to,
co znajdzie w internetowej wyszukiwarce, sprawiło, że będzie
chciał zatrudnić właśnie ciebie.
Przede wszystkim zadbaj o swoje profile w dwóch największych
portalach rekrutacyjnych: LinkedIn oraz GoldenLine. – Analizując profile kandydatów z sektora SSC/BPO, w pierwszym
częściej pojawiają się konta kandydatów zainteresowanych pracą
w księgowości bądź obsłudze klienta, natomiast w tym drugim
znajdziemy więcej osób związanych z branżą IT. Tam też można
zaobserwować profile pracowników na wyższych stanowiskach,
z większym doświadczeniem – mówi Justyna Sikora, starszy konsultant ds. rekrutacji w Advisory Group TEST Human Resources.
Dodaje jednak, że warto mieć swoje konto w obu serwisach.
Szczególnie, że korzystanie z konta w wersji podstawowej jest
bezpłatne, a może poszerzyć nasze możliwości na rynku pracy.
Jeśli zakładamy swój profil po to, by rekruter mógł nas odnaleźć, starajmy się zrobić wszystko, by mu to ułatwić. – Kluczową
sprawą jest nazwa stanowiska, bo często szukając kandydatów
korzysta się z tego kryterium. Nie warto więc wymyślać zbyt
„kwiecistych” tytułów, dużo efektywniejsze będzie zastosowanie
po prostu standardowych, często spotykanych nazw stanowisk,
które pojawią się jako wynik wyszukiwania, ale jednocześnie
będą więcej mówić potencjalnemu pracodawcy, czym się zajmu-
jemy. Np. „człowiek orkiestra” nie wskazuje za co dany kandydat
odpowiada. Warto zwrócić też uwagę na specyficzną nomenklaturę stosowaną w poszczególnych firmach. Doświadczony
rekruter będzie wiedział, że PtP Accountant w innych firmach
to StP, a w jeszcze innych po prostu AP, ale nie dla wszystkich
jest to oczywiste, dlatego warto w profilu (np. w podsumowaniu
zawodowym) stosować synonimy, po których rekruter może
poszukiwać kandydatów – wyjaśnia specjalistka z TEST HR. Zaznacza jednak, że na GoldenLine uzupełniając profil częściej
używa się języka polskiego, natomiast na LinkedIn angielskiego.
Niezwykle istotne jest również uzupełnienie zakresu swoich
obowiązków z adekwatnymi słowami kluczowymi. Usprawni
to pracę rekrutera, a nam zaoszczędzi otrzymywania niepasujących do doświadczenia ofert pracy.
Te konta są naszą wizytówką, umieśćmy więc tam stosowne
zdjęcie profilowe. Nie musimy wstawiać zdjęcia paszportowego, ale to nie miejsce na krzykliwe selfie czy fotki z ulubionym
zwierzątkiem. Zastanówmy się także nad tym, do jakich grup
dołączamy. – Rekruter patrzy na profil całościowo, trzeba więc
zwracać uwagę na każdy szczegół. Serwisy umożliwiły ukrywanie
przynależności do grup, należy więc skorzystać z tego, bo nie
o wszystkich naszych zainteresowaniach musi wiedzieć przyszły
pracodawca – zaznacza Justyna Sikora.
Warto brać udział w dyskusjach prowadzonych na forach tych
portali, musimy jednak pamiętać, by nasze wypowiedzi były
kulturalne i wpływały pozytywnie na nasz wizerunek. – Często
reklama
Zawsze dotrzymuję słowa:
zniosłem obowiązkowy pobór do wojska,
przekazałem 300 ha wojskowych gruntów
niezbędnych dla rozwoju Portu Lotniczego Balice,
wyprowadziłem Polskie Wojsko z Iraku,
skutecznie interweniowałem w/s 36 nowych
tramwajów „Krakowiak”,
podjąłem skuteczną walkę o uratowanie
drzew w Parku Krakowskim.
Można na mnie polegać.
Bogdan Klich
11
do rozmów włączają się pracownicy firm, jest to więc pierwsza
szansa do bycia zauważonym i nawiązania kontaktu z pracodawcą – przypomina. Natomiast timeline na GoldenLine jest raczej
martwy, znacznie lepiej funkcjonuje w LinkedIn. Jeśli będziemy
więc umieszczać interesujące treści związane z branżą, w której
pracujemy, możemy zaprezentować się jako osoba, która chętnie
rozwija się w swojej dziedzinie.
Nie powinniśmy też zapominać o serwisach, w których funkcjonujemy na co dzień: Facebook, Twitter, Instagram czy nawet Snapchat. Zdjęcia z weekendowych imprez zbierają dużo „lajków”,
ale niekoniecznie polubią je twoi potencjalni pracodawcy. Jak
mówi nam ekspertka z TEST HR, są dwie drogi funkcjonowania
w mediach społecznościowych. Pierwsza to łączenie wizerunku
prywatnego z publicznym, co sprawdza się szczególnie u osób zajmujących się PR czy bezpośrednim kontaktem z klientem. Pozwala to potrzymać kontakty na trochę mniej formalnej płaszczyźnie,
ale trzeba być niezwykle ostrożnym. Drugim sposobem jest całkowite rozgraniczenie strefy osobistej i zawodowej – w tym pomogą
odpowiednie ustawienia prywatności w portalach.
– Musimy zastanowić się, do czego mają nam służyć konta na Instagramie czy Twitterze, bo mogą zadziałać zarówno na naszą korzyść, jak i nie. Pamiętajmy jednak, że wiele zależy od stanowiska,
o które się staramy, a także od rekrutera, który ocenia nasz profil.
W mediach działajmy więc rozsądnie i adekwatnie do naszych
oraz pracodawcy oczekiwań – radzi Justyna Sikora.
Dagmara Marcinek
Justyna Sikora – starszy konsultant
ds. rekrutacji, Advisory Group TEST Human
Resources.
12
przedstawiamy
www.whatsupmagazine.pl
Dołącz do ABB
Energia? Jej na pewno nie brakuje krakowskiemu oddziałowi
ABB, który od kilku lat tworzy tu oprogramowanie zasilające
różne zakątki świata. Teraz chce podkręcić napięcie, powiększając swój zespół o kolejnych stu specjalistów.
140 tys. ludzi w prawie 100 krajach – tyle osób zatrudnionych
jest w ABB na całym świecie. Dzięki temu korporacja jest jednym
z liderów wśród firm technologicznych działających w sektorze
energetyki i automatyki. To rozwiązania ABB zainstalowano
w największej na Ziemi elektrowni wodnej w Itaipu, na granicy
Brazylii i Paragwaju. To ABB zbudowało najdłuższe połączenie
UHVDC – liczącą 2 tys. kilometrów „autostradę energetyczną”
w Chinach. Ich technologie zainstalowane są w każdym z 499
pokoi innowacyjnego hotelu Yas Marina w Abu Dhabi, a teraz
firma pracuje nad poprawą jakości zasilania podczas igrzysk
olimpijskich w Rio de Janeiro.
Korporacja ABB powstała w 1988 roku, a już na początku lat 90.
wkroczyła do Polski. Obecnie zatrudnia tu ponad 3300 osób,
głównie w zakładach produkcyjnych, m.in. w Łodzi, Aleksandrowie Łódzkim, Przasnyszu i Wrocławiu. W Krakowie zlokalizowa-
ne jest Centrum Systemów Informatycznych,
w którym pracują specjaliści zajmujący się tworzeniem, rozwojem i obsługą oprogramowania
dla fabryk koncernu. Tutaj również znajduje się
Centrum Badawcze ABB – jedno z siedmiu tego
typu na całym świecie.
– Na przełomie ostatnich lat krakowska grupa
ciągle się rozwijała, przyjmując nowe odpowiedzialne zadania i udowadniając, że są tu najlepsi
specjaliści na światowym poziomie. Wspólnie
postanowiliśmy o dalszym rozwoju krakowskiego centrum, które ma się stać głównym
światowym ośrodkiem R&D (Research & Development) dla ABB Enterprise Software – mówi
Michał Skalny z ABB.
ABB Enterprise Software to wyspecjalizowana
grupa produktowa zajmująca się wytwarzaniem
oprogramowania. Ta część firmy oferuje systemy dla energetyki obsługujące elektrownie,
przesył i dystrybucję prądu, a finalnie cały rynek
obrotu energią elektryczną. W Stanach Zjednoczonych aż 98 proc. elektrowni atomowych
używa oprogramowania stworzonego właśnie przez ABB ES.
Jako ośrodek badawczo-rozwojowy, ten oddział ABB zajmuje
się tworzeniem produktów softwarowych, które na globalnym
rynku muszą konkurować z produktami takich firm, jak: IBM,
GE, Oracle czy SAP.
Intensywny rozwój ABB Enterprise Software wymaga najlepszych
pracowników. Krakowski oddział chce w ciągu najbliższych dwóch
lat zatrudnić ponad stu specjalistów z różnych dyscyplin związanych z wytwarzaniem i utrzymaniem oprogramowania. Jakie
wymagania stawiane są podczas rekrutacji? Oprócz świadomie
wykorzystywanego profesjonalizmu, od kandydatów oczekuje
pomysłowości i… poczucia humoru.
– Obszar, w którym pracujemy, i przyszłościowa polityka ABB
mają wpływ na długoterminowe relacje z naszymi pracownikami.
Mocno inwestujemy w rozwój naszych ludzi, dając im okazję
do zmierzenia się ze światową konkurencją i rozwiązywania
problemów, które mogą zmieniać świat – zachwala Michał Skalny.
W Krakowie czeka więc na ciebie praca pełna nowych wyzwań,
a także atrakcyjne szkolenia, warsztaty i konferencje. Zatrudnieni
w ABB mogą korzystać z kursów językowych oraz programu
Leadership Challenge, który pozwala na rozwój umiejętności
przywódczych w czasie sesji szkoleniowych, dyskusji grupowych
oraz wykonywania indywidualnych zadań. ABB
znajduje również czas na odpoczynek: dla pracowników organizowane są wyjazdy integracyjne i imprezy sportowe. Jeśli więc pomysły
i energia cię rozpierają, dołącz do krakowskiego
oddziału ABB.
Teresa Żukowska
© ABB
3300 osób
Jak Fenix
z… FlyTech
Poznali się na Politechnice Rzeszowskiej. Są konstruktorami
i inżynierami lotnictwa, a także pilotami. Razem założyli firmę
FlyTech Solutions, która stała się jednym z polskich liderów
wśród producentów samolotów bezzałogowych.
Chociaż twórcy FlyTech rozpoczęli swoją działalność w Rzeszowie, w stolicy Podkarpacia pozostawili tylko zakład produkcyjny
działający na terenie Polskiej Doliny Lotniczej, a siedzibę swojego
biura przenieśli do Krakowa. Większość z nich pochodzi z okolicznych miejscowości: Gdowa, Olkusza, Bochni czy Chrzanowa,
dlatego Kraków był racjonalnym rozwiązaniem. To jednak tylko
jeden z powodów.
– Dodatkowym, bardzo ważnym atutem tego miasta jest doskonałe zaplecze – zarówno jeśli chodzi o materiały, podwykonawców, jak i wykwalifikowanych pracowników. Do Krakowa
zachęciła nas również obecność uczelni na światowym poziomie,
takich jak AGH – mówi Marcin Marchewka, współzałożyciel
FlyTech UAV.
Firmę założył wraz ze znajomymi w 2011 roku. Dwa lata utrzymywali ją z własnych środków, dopiero później udało im się
uzyskać dofinansowanie z Programu Operacyjnego Innowacyjna
Gospodarka. Flagowym produktem FlyTech jest Fenix, którego
podstawowa wersja kosztuje 58 tys. złotych netto. – Podobnie
jak w przypadku samochodów, cenę końcową kształtuje funkcjo-
drony
mają zastosowanie
podczas wykonywania pomiarów
gruntów, nadzorowania infrastruktury drogowej i przy
inwentaryzacjach
przyrodniczych
zatrudnia w Polsce
firma ABB. Głównie
w zakładach produkcyjnych, m.in.
w Łodzi, Aleksandrowie Łódzkim, Przasnyszu i Wrocławiu
nalność oraz lista wyposażenia dodatkowego –
dodaje Marchewka. Na zakupie samolotu jednak
kontakt z FlyTech się nie kończy; firma oferuje
pełną obsługę klienta: od szkoleń po wsparcie
techniczne, serwis sprzętu i konsultacje. Tym,
którzy nie potrzebują mieć Fenixa na stałe
w swoim ekwipunku, firma może wypożyczyć
samolot wraz z pilotem.
Komu potrzebne są drony? Możliwości tych
maszyn są ogromne: od przygotowania filmów
reklamowych po szczepienie zwierząt z powietrza. Najczęściej robione przez nie pomiary fotogrametryczne i teledetekcyjne wykorzystuje
się jednak w rolnictwie, leśnictwie czy geodezji.
Samoloty bezzałogowe mają swoje zastosowanie przy tworzeniu pomiarów powierzchni
i spadków terenu. Zdjęcia lotnicze pomagają
także nadzorować infrastrukturę drogową,
np. monitorując ruch miejski czy oznakowanie
poziome lub przeprowadzając analizę oświetlenia dróg. Drony są wykorzystywane do inwentaryzacji przyrodniczych (sprawdzanie stanów
rezerwatów, liczenie zwierząt czy monitoring
ich wędrówek).
To jednak nie jedyne zastosowania latających
maszyn od FlyTech. Na początku roku w Dubaju
w ramach inicjatywy „Drones for Good” odbył
się konkurs, w którym wzięło udział około 800
projektów z całego świata. Do półfinału trafił
polski zespół, składający się m.in. ze specja-
listów z FlyTech. Drony rywalizujące ze sobą
w ZEA miały być wykorzystywane dla dobra
ludzi i społeczeństwa. Polacy przedstawili prototyp wodoszczelnego bezzałogowca, który
może lądować na wodzie i po niej się poruszać,
co wykorzystać można podczas akcji ratowniczych na morzu.
Dron krakowskiej firmy pomagał ratować ludzi także w górach. W 2014 roku wziął udział
w poszukiwaniach zaginionego w Chorwacji
Polaka, a obecnie firma współpracuje z Górskim Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym.
Wszystko to możliwe jest dzięki bardzo wysokiej
rozdzielczości zdjęć, która pozwala rozpoznać
nie tylko sylwetkę, ale nawet ubrania poszukiwanego człowieka.
– Ciągły rozwój oraz poszerzanie możliwości
samolotu pozwalają nam na utrzymanie swojej pozycji na rynku i dalszą ekspansję. Krok
po kroku otwieramy sobie nowe możliwości
sprzedaży poza granicami Polski – kończy
Marcin Marchewka. Fenix z każdym dniem
bardziej przypomina piękniejącego łabędzia
niż płonącego i odradzającego się mitycznego
ptaka. Jednak tak, jak feniks, dokonuje tego, co
dla człowieka niemożliwe.
Dagmara Marcinek
prezentacja
Październik 2015
13
Centrum
Zdaniem wiceprezydent Koterby coraz lepsza współpraca miasta
z twórcami przyniesie wkrótce spodziewane efekty. – Działają
u nas fundusze venture capital, takie jak Innovation Nest czy
Satus Venture, rozwija się również współpraca przedsiębiorców,
wyższych uczelni, prywatnych instytucji, otoczenia biznesowego,
inkubatory-akceleratory oraz inicjatywy wspierane finansowo
z zewnątrz, np. hub:raum niemieckiego giganta z branży telekomunikacyjnej Deutsche Telekom – wylicza wiceprezydent Koterba. Według niej miasto powinno stymulować działania zmierzające do wzmocnienia współpracy środowisk startupowych, które
aktualnie są mniej lub bardziej rozproszone.
Dragon Valley, czyli Smocza Dolina – tak pieszczotliwie nazywa się scenę startupową blisko milionowego Krakowa. I choć
do wzorcowej Silicon Valley w USA jest nam daleko, pojawiają się
czasem i takie nieśmiałe porównania. Władze Krakowa, z życzliwością obserwujące fenomenalny rozwój wspomnianej sceny
w mieście, od pewnego już czasu próbują wyjść z inicjatywą w jej
kierunku. I rzeczywiście środowiska startupowców będą mieć
powód do zadowolenia, gdyż w najbliższych tygodniach w ich
ręce trafi dawna siedziba PZU, znajdująca się pod numerem 7
na osiedlu Centrum B w Nowej Hucie.
– Postanowiliśmy przeznaczyć przestrzeń wyłącznie na potrzeby prężnie rozwijającej się sceny startupowej. Naszym zdaniem
to środowisko ma ogromny potencjał i jeśli tyko możemy mu
w czymś pomóc, wychodzimy z taką ofertą – mówi „What’s Up Magazine” Rafał Kulczycki, dyrektor Wydziału Rozwoju Miasta UMK.
Nowy punkt na startupowej mapie miasta z pewnością zainteresuje wielu twórców. Budynek jest w dobrym stanie, ma wyremontowaną infrastrukturę sanitarną i podpięte nowe media.
Wymaga wyłącznie lekkiego odświeżenia, przy współpracy
z nowymi najemcami. – To 700 metrów kwadratowych przestrzeni do zaaranżowania. Około 25 pomieszczeń, które mogą
być w rozmaity sposób zaadaptowane. Architektura budynku
to typowa zabudowa Nowej Huty z lat 50. XX wieku, świetna
do przeobrażenia w nowoczesną przestrzeń coworkingową –
ocenia nasz rozmówca.
Miasto szuka aktualnie operatora dla „Centrum B7” (tak roboczo
nazwano tę przestrzeń), który z zainteresowanymi podmiotami wynegocjuje stawki, ustali warunki umowy i automatycznie
stanie się administratorem budynku. „Centrum B7” ma stać się
pierwszą jaskółką komponowanej z myślą o różnej maści twórcach przestrzeni w Nowej Hucie. A także dowodem, że miasto nie
tylko zauważa potencjał tkwiący w startupach, ale też nie waha
się wspomagać logistycznie i finansowo obiecujących projektów.
Startupy dźwignią KRK
Jak miasto chce wykorzystać potencjał startupów do pracy nad
użytecznymi rozwiązaniami dla mieszkańców w kontekście smart
city? We współpracy z zaangażowanym od dawna w startupy
dla
startupów
Krakowskim Parkiem Technologicznym trwają obecnie prace nad
przygotowaniem konkursu „Smart Future”. Jego celem będzie
szukanie nowoczesnych, innowacyjnych rozwiązań wychodzących naprzeciw wyzwaniom stojącym przed aglomeracjami miejskimi, a także służących zwiększaniu komfortu ich mieszkańców.
Kolejnym elementem strategii współpracy z twórcami startupów
jest inicjatywa „inKRK!”. To nowatorskie przedsięwzięcie Krakowa
oraz krakowskich firm mające na celu zachęcenie młodych ludzi
do wiązania swojej przyszłości z Krakowem oraz kształtowanie
wizerunku miasta jako przyjaznego dla rozwoju kariery zawodowej.
– Czas na wzmożoną współpracę ze środowiskiem. Aktywnie włączamy się w Krakowski Tydzień Startupów (19–25 października),
w którym mocny akcent położymy na skierowanie oferty również
na zewnątrz, m.in. do twórców ze wschodu Europy, którzy właśnie
u nas mogliby realizować swe pomysły. W tym roku wsparliśmy
organizowany na AGH Konkurs Konstrukcji Studenckich – mówi
w rozmowie z „What’s Up Magazine” wiceprezydent Krakowa
Elżbieta Koterba.
Karolina Kociołek
700 m kw.
czyli 25 pomieszczeń dawnej siedziby
PZU czeka na krakowskie startupy
fot. Piotr Banasik
Startupy promują Kraków.
Władze miasta czują trend i na
potrzeby sceny startupowej
przeznaczają przestrzeń w sercu
Nowej Huty.
Miasto wspomaga
Rok temu przyjęta została uchwała Rady Miasta w sprawie kierunków działania Prezydenta Miasta Krakowa. Mówiła ona m.in.
o zakresie wspierania rodzimych inicjatyw kreatywnych i startupów na terenie Gminy Kraków. Uchwała zakłada udział miasta
w ich promocji, realizowanie konkursów na najlepsze rodzime
projekty, tworzenie warunków sprzyjających temu, aby firmy
startupowe mogły szeroko uczestniczyć w realizacji zamówień
publicznych, udostępnianie danych miejskich w dogodnych formatach oraz zachęcanie do tworzenia produktów i usług opartych
na dostępie do danych miejskich.
Wiceprezydent zaznacza, że współpracę ze środowiskami startupowymi rozszerzono już wcześniej, m.in. o kontakty z kołami
naukowymi krakowskich uczelni wyższych. W jej ramach wsparto
finansowo np. KOnkurs KOnstrukcji Studenckiej (KOKOS) zorganizowany przez NZS AGH oraz Eksperyment Łańcuchowy zorganizowany przez Wydział Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej
UJ. Wspólnie z zaproszonymi do rozmów podmiotami (KPT, KMS,
AIP, koła naukowe) prowadzono prace przygotowawcze do zorganizowania konkursu dla krakowskich startupów oraz przedsiębiorców, którego celem byłoby promowanie projektów i produktów
służących wdrażaniu rozwiązań inteligentnego miasta.
Czy „Centrum B7” to początek bardziej zdecydowanych ruchów,
jeśli chodzi o współpracę miasta z mikroprzedsiębiorstwami? –
Jesteśmy zainteresowani. Im więcej podmiotów jest zaangażowanych w osiągnięcie określonego celu, jakim w tym wypadku jest
wspieranie młodych firm, tym większa jest szansa na osiągnięcie
efektu synergii i tym samym znacznego poprawienia ich funkcjonowania w otoczeniu biznesowym. To nie ostatnie narzędzie,
jakie zaproponujemy – zapowiada wiceprezydent Koterba.
przedstawiamy
www.whatsupmagazine.pl
Zatrzymany
w pół drogi
Budapeszt znów jest na ustach
wszystkich. Opuśćmy jednak
dworzec Keleti. Czy biznesowo
kryzys miasto ma już za sobą? Jak
radzi sobie wśród najlepszych
destynacji branży outsourcingowej kontynentalnej Europy?
Kontrast: stłoczeni w przejściu podziemnym uchodźcy z Bliskiego
Wschodu i zerkający nań z góry biznesmeni. Albo grające w piłkę
syryjskie dzieci i modnie ubrani młodzi Węgrzy z słuchawkami
w uszach. Fala imigrantów, jaka dotarła z końcem sierpnia na budapesztański dworzec Keleti, nie ma sobie równych w najnowszej
historii Europy. Co najmniej od roku 1989, kiedy to tysiące ubranych w obciachowe ciuchy Niemców z NRD skorzystało z nagle
niepilnowanych granic i podnosząc graniczne rampy tłumnie
ruszyło ku swym braciom w Republice Federalnej.
Uchodźcy roku 2015 trafiają do Budapesztu przypadkiem. Przez
Węgry wiedzie najpopularniejszy obecnie szlak z pogrążonej
w krwawej wojnie Syrii, zniszczonego chaosem Iraku, piszczącej
biedą Erytrei. Po niebezpiecznych falach Morza Śródziemnego
i gęstych lasach Bałkanów zjawiają się w węgierskiej stolicy. Tymczasową ziemią obiecaną staje się dla nich kraj, który pod rządami
twardego premiera Wiktora Orbana zdążył w ciągu ostatnich
10 lat odnieść zauważalny ekonomiczny sukces, ale też zaliczyć
bardzo bolesny upadek podczas globalnego kryzysu.
We własnym tempie
Wznoszący się Kraków, gasnący Dublin, a potem bez zmian: Praga
i Budapeszt. Pisząc o węgierskiej stolicy, numerze 25. w rankingu najlepszych destynacji dla branży outsourcingowej Tholons,
nie sposób nie wspomnieć o jego aktualnym wizerunku. Zaskakujące w Budapeszcie jest to, że choć jego kamienice, dworce,
arterie, deptaki z reguły są dobrze utrzymane, odmalowane,
czyste, reszta centrum nie sprawia już takiego wrażenia. Sporo tynków na kamienicach
pamięta jeszcze czasy komunistycznego ustroju, chodniki
bywają krzywe, krawężniki wyszczerbione, a blisko połowa
autobusowo-trolejbusowego
taboru to... stare, rozklekotane
Ikarusy nawet z lat 80. (w tym
cała seria autobusów z oznaczeniem bocznym – nomen
omen – BPO i podanym dalej
numerem).
György 84c. Centra usług (np. IBM) znajdują sobie lokum w Infoparku oraz w kilkunastu rozrzuconych po dwumilionowym
mieście biurowcach.
W porównaniu do Warszawy, Pragi i Bratysławy, w wielu statystykach stolica Węgier nie wypada gorzej. Z uwagi na najwyższe zasoby wolnej powierzchni, wolumen transakcji najmu oraz
prognozowaną podaż nowej powierzchni liderem jest Warszawa
z 5 milionami metrów kw. Budapeszt jest drugi (około 3,3 mln
metrów kw.), zaraz po nim Praga (nieco ponad 3 mln), nieco
w tyle zaś Bratysława (1,41 mln). Po kilkuletnim kryzysie, którego
apogeum przypadło na rok 2012, Węgry okrzepły gospodarczo,
co przekłada się na wzrost zainteresowania lokowaniem tu nowych biznesów, również tych z sektora usług outsourcingowych.
Zmorą Budapesztu był spory odsetek biurowych pustostanów,
co jednak stopniowo wraca do przedkryzysowej normy.
Polak, Węgier...
Czy utrzyma swe całkiem zacne miejsce w rankingu Tholons?
Biznesowe oblicze Budapesztu kształtowało się znacznie wczeTrudno powiedzieć. Na razie właśnie stąd wiele światowych
śniej niż krakowskie. Jeszcze za czasów socjalizmu gospodarka
korporacji dyryguje poczynaniami na wschodzie kontynentu.
Węgier pozwoliła sobie na lekki flirt z kapitalizmem, wskutek
Chociaż zarobki są bardzo zróżnicowane, chwalona jest miejczego lepiej zaopatrzone budapesztańskie sklepy nie przypomiska infrastruktura, użyteczna komunikacja (cztery linie metra,
nały raczej tych z pustymi półkami np. w Warszawie. Co za tym
w tym najnowsza M4 otwarta w marcu 2014) oraz umiarkowane
idzie już na początku lat 90. XX wieku we wchodzącym szybko
w porównaniu z zachodnią konkurencją ceny wynajmu mieszna nową ścieżkę Budapeszcie pojawiły się na pierwsze zagrakań. Wszystko to sprawia, że nadal wielu kandydatów, również
niczne korporacje (np. inwestująca obecnie mocno w krakowski
z Polski, stara się o budapesztańskie posady w korporacjach.
oddział GE Healthcare). Stopniowo miasto zyskało rangę doZwłaszcza, że np. krakowsko-węgierskie więzy są znów bardzo
brego miejsca do rozpoczynania
mocne. Wiele oddziałów globalnych
biznesu na wschodzie Europy
firm w Krakowie ma swe siedziby
O ile Warszawa aż pęka od
również w Budapeszcie. Osmoza
i znacznie szybciej niż np. Warnowych inwestycji, remonpomiędzy oddziałami powoduje,
szawa czy stolica Rumunii – Buże coraz częściej na korytarzach
kareszt – odczuło spory strutów, dźwigów, cementu i
mień inwestycji. Efekt był prosty
krakowskich biurowców witają się
farby, o tyle jej węgierski
do przewidzenia – u progu XXI
dawni znajomi z pracy na Węgrzech,
wieku i wejścia naszych krajów
a nowych pracowników w tamtejszej
odpowiednik wygląda podo Unii Europejskiej Węgry i ich
stolicy szkolą specjaliści z Krakowa.
dobnie jak jakieś 20 lat temu
stolica, na równi z czeską Pragą,
Paradoksalnie, im większa polityczbyły raczej wzorcem do naśladona zadyma na zewnątrz, tym biznesowo w Budapeszcie lepiej. Płynący przez Keleti strumień
wania, a nie regionalną konkurencją miast zapóźnionej Polski.
imigrantów sprawił, że Budapeszt znów jest na ustach całego
15 lat później sytuacja jest nieco inna. Spacerując po Budapeszcie
świata. Pracownicy pesztańskich korporacji, z którymi rozmamożna odnieść wrażenie, że o ile Warszawa aż pęka od nowych
inwestycji, remontów, dźwigów, cementu i farby, o tyle jej węwiałem, śmiali się, że w newralgiczne dni trudno było znaleźć
gierski odpowiednik wygląda podobnie jak jakieś 20 lat temu.
w całym mieście jakikolwiek wolny pokój w hotelu. A wcześniejsze zawirowania na Ukrainie sprawiły, że do miasta przekonało
się na dobre kilku poważnych graczy relokujących swe oddziały
Biura ukryte w kamienicach
z Kijowa, Charkowa czy Odessy, głównie z segmentu IT. Może więc
Co ciekawe, węgierska stolica celowo nie wzięła udziału w wypraca przegryzana kęsem smacznego langosza, przepijana po wyjściu z biura markowym Egri bikavérem i obmywana w słynnych
ścigu europejskich miast o najbardziej spektakularne dzielnice
Łaźniach Gellerta to optymalna propozycja na teraz?
wieżowców. Dziś tkanka miasta praktycznie pozbawiona jest
wysokiej zabudowy. Nowoczesne przestrzenie biurowe znaleźć
Rafał Romanowski,
Budapeszt
można w adaptowanych na biurowce potężnych kamienicach
w centrum Pesztu (np. EMKE Building przy Rákóczi 42). Dalej
od centrum wyrosły śmiałe architektonicznie budynki kompleksu
ING Head Office projektu Ericka van Egeraata przy ulicy Dózsa
3,3 mln
m kw.
tyle powierzchni
biurowej znajduje
się w Budapeszcie.
Sporo biur mieści
się w zaadaptowanych kamienicach
fot. Rafał Romanowski
14
nieruchomości
Październik 2015
goń
15
Warszawiaka
Warszawa ma blisko 5 mln i jej
spada. Kraków prawie milion i mu
rośnie. Co? Powierzchnia biurowa.
W tej konkurencji z powodzeniem
goni słabnącą stolicę.
Dane są brutalne. Według raportu międzynarodowej firmy analitycznej Cushman&Wakefield w ciągu najbliższych trzech lat Warszawa będzie drugim po Moskwie miastem świata pod względem
obniżenia cen czynszów w budynkach biurowych. Już teraz, gdy
bierze się pod uwagę tempo spadku stawek, stolica Polski jest
siódmym miastem na świecie w zestawieniu. Prowadzi trapiona
kryzysem i światową izolacją Moskwa.
Zdaniem analityków sytuacja Warszawy jest skutkiem ogromnej
nadpodaży biur, jaką przez ostatnią dekadę zafundowała sobie
stolica. Według danych Cushman&Wakefield w połowie bieżącego roku w warszawskich biurowcach co piąty metr kwadratowy
powierzchni był niewynajęty; około 20 proc. biur stało pustych.
Choć ten współczynnik u deweloperów i wynajmujących może
budzić przerażenie, wielu operujących w Warszawie inwestorów
zdaje się go nie dostrzegać.
Budujemy nowy dom
Do budowy kolejnych biur przymierzają się m.in. władze Lotniska
Chopina – w 2017 roku obok terminalu ma rozpocząć się realizacja
ogromnego kompleksu biurowców pod nazwą Chopin Airport
City. Zaprojektowano tam aż 17 spektakularnych budynków, liczących do ośmiu kondygnacji, o łącznej powierzchni użytkowej
170 tys. m kw. Do końca 2015 roku w stolicy ma zostać oddanych
do użytku aż 550 tys. m kw. nowych przestrzeni biurowych (najczęściej klasy A).
Wynajmujący obgryzają z nerwów palce: jedynie 18 proc. lśniących nowością warszawskich biur znalazło chętnych. Pozostałymi
nikt się na razie nie zainteresował. A wybór będzie jeszcze większy, bowiem do końca roku zasoby biurowe Warszawy sięgną aż
5 mln metrów kw. Raport „European Office Forecast” pióra ekspertów Cushman&Wakefield precyzuje, że wybudowanie trzeciego miliona m kw. biur trwało w Warszawie nieco ponad pięć lat,
czwarty milion osiągnięto w cztery lata (świętowano go w maju
2013), zaś piąty milion zbudowany zostanie w niecałe trzy lata.
Co ważne, nawet gdyby doszło w Krakowie do wyhamowania
rozwoju centrów usług typu BPO/SSC/IT, nie powinno to spowodować, iż wspomniane przestrzenie nie wypełnią się tłumem
pracowników. Wręcz przeciwnie – poziom zamówień i rezerwacji
w połączeniu z długofalowymi planami wielu firm każe zakładać,
że budować biurowce w Krakowie wciąż się opłaca. Potwierdzają
to także zewnętrzne analizy – wg analityków sektora centrów
usług wspólnych i obsługi IT, Kraków ma związać się z branżą
na długie lata.
Czy tak wyraźny spadek cen warszawskich może mieć wpływ
na dojrzały już rynek krakowski? Niekoniecznie. W bilansowaniu
kosztów działających tu firm znaczącą pozycją są m.in. koszty
utrzymania budynków oraz średnie płace. Te ostatnie pozostają
nieco w tyle za warszawskimi, choć, gdy przyłożyć je do sektora
prywatnego czy państwowego w Krakowie, wypadają niezwykle
atrakcyjnie. Zmniejszanie się dystansu płacowego między oboma miastami (Warszawa stojąca w miejscu, Kraków coraz lepiej
zarabiający) może jednak sprawić, że wiele firm coraz chętniej
będzie zerkać na warszawskie lokalizacje.
Naszym przyszłym, lepszym dniom
Niestety, choć gołym okiem widać coraz większą aktywność
Firma doradcza Colliers International na sytuację Warszawy padeweloperów w Europie Centralnej, wcale nie przełoży się
trzy nieco inaczej. Zdaniem jej specjalistów deweloperzy z Warto na wzrost czynszów w Warszawie. Wręcz przeciwnie, te mają
spaść o blisko 5 proc. Ujemny trend dostrzec też można analizując
szawy nie stoją na straconej pozycji, bo spodziewane spadki
nowy ranking najdroższych lokalizacji biurowych świata autorcen powierzchni będą rekompensowane korzystnymi zmianami
stwa firmy doradczo-inwestycyjw polskiej gospodarce. Simon Ford,
nej CBRE. Warszawa z czynszami Do końca bieżącego roku
dyrektor ds. rozwiązań korporacyjwynoszącymi średnio 34 euro
w stolicy ma zostać odda- nych na region EMEA w Colliers Interza m kw. miesięcznie znalazła się
national ocenia, że duże korporacje
w nim na 85. miejscu – zaliczyła nych do użytku aż 550 tys.
wynajmujące lokale biurowe zwiększą
tym samym spadek aż o 25 pozycji m kw. nowych przestrzeni
zatrudnienie i będą w 2015 roku zgłaszać zapotrzebowanie na nowe lokaw ciągu roku.
Oprócz Warszawy w skali świata biurowych. Odpowiadający le. – Szczególnie dziać się to będzie
mocniejsze spadki odnotowało za ich wynajem obgryzają
w takich miejscach, jak Londyn, duże
tylko sześć miast: Moskwa (-22,4
miasta w Niemczech, Sztokholm,
z nerwów
palce
Warszawa czy Budapeszt – wylicza
proc.), Buenos Aires w ArgentyFord komentując raport swej firmy
nie (-10,8 proc.), meksykańskie
Monterrey (-6,7 proc.), Hongkong (West Kowloon) (-6,6 proc.),
z lipca bieżącego roku.
kanadyjskie Calgary (-4,9 proc.) oraz Perth w Australii (taki sam
Nawet w najczarniejszych scenariuszach Warszawie nie grozi jedwskaźnik jak Warszawa, czyli -4,7 proc.).
nak krach moskiewski. Od początku działań wojennych na Ukrainie rosyjska stolica boryka się z ciągłym odpływem inwestorów,
dlatego oferuje obecnie największy metraż nowo wybudowanych
Jeszcze jeden nowy dom
powierzchni biurowych w Europie.
Na przeciwnym biegunie koniunktury jest Kraków, na razie rzadZ kolei z obserwacji krakowskiego rynku wynika, że – przynajko uwzględniany w zestawieniach. Nie dość, że czynsze biuromniej na razie – żadne złe scenariusze nam nie grożą. Przede
we tu rosną, to łączna powierzchnia dostępnych biur zbliża się
wszystkim firmy zadbały o swoją przyszłość w Krakowie wynajmudo magicznej granicy miliona m kw. Granica zostanie zapewne
jąc bądź kupując na zapas bardzo wiele powierzchni biurowych.
Za przykład niech służy firma arvato, działająca z powodzeniem
przekroczona jeszcze w grudniu tego roku. Sytuacja jest interesująca zarówno dla deweloperów, jak i najemców. Na tych drugich
w budynkach Quattro Business Park przy ul. Bora-Komorowskiew Krakowie już wkrótce czekać będą wolne przestrzenie m.in.
go. Na gwałtowny napływ nowych pracowników czekają tam
w budowanych aktualnie budynkach: Echo Opolska (łącznie 38
trzy w pełni wyposażone, sprzątane i ogrzewane piętra. Łącznie
ze stołami do piłkarzyków i rakietkami do ping-ponga.
tys. m kw.), Vistula Business Garden przy ul. Konopnickiej (16
tys. m kw.), Axis Skanska przy ul. przy Rondzie (20 tys. m kw.),
Rafał Romanowski
w budynku F w kompleksie Bonarka For Business (B4B) przy ul.
Puszkarskiej, w Mix przy Jasnogórskiej (9 tys. m kw.) oraz w biurowcach A i B DOT Office przy ul. Czerwone Maki.
16
nieruchomości
www.whatsupmagazine.pl
Nieruchomości
Rynek luksusowych apartamentów w Polsce stanowi nadal
tylko ułamek dostępnych nieruchomości. Widoki na Wawel,
Karkonosze czy Mierzeję Helską
zdobywają jednak nowych amatorów. Oferta de luxe stale rośnie
i pojawiają się w niej propozycje
budzące coraz większe zainteresowanie również wśród zagranicznych nabywców.
A w samym Krakowie?
Według danych Instytutu Analiz Monitor Rynku Nieruchomości
W Poznaniu za 5 mln zł możemy nabyć stylowy, historyczny dwow naszym mieście z myślą o zamożnym kliencie przygotowano
rek, a już za połowę tej kwoty kupimy we Wrocławiu luksusowy
ok. 12 proc. inwestycji (23 projekty). Ich średnie ceny ofertowe
apartament na ostatniej kondygnacji Sky Tower, najwyższego
przekraczają 10 tys. zł/m kw. Jak wynika z kryteriów przyjętych
budynku w mieście. Widok na Karkonosze przyćmiewa jednak
przez rynkowych analityków,
Wawel, który wypełnia widok
po przekroczeniu tego progu
z okna w najdroższym penthoNajwiększy, najdroższy
wkraczamy do polskiej krainy lukusie w kraju. Mowa o inwestycji
susu. Jak podaje Poland Sotheby’s
Angel Wawel przy ulicy Koletek
i unikatowy w Polsce AparInternational Realty, już tyle wyi Sukienniczej, zajmującej pierwtament Królewski ma postarczy, aby znaleźć ekskluzywny
sze miejsce w rankingu najbardziej
wierzchnię ok. 700 m kw.
apartament w Warszawie czy Kraprestiżowych adresów w Krakowie
kowie. Oczywiście ceny mogą być
opracowanym przez Lion’s Bank.
i powstał w XIX-wiecznym
też znacznie wyższe.
Największy, najdroższy i unikatoskrzydle zabytkowych, powy w Polsce Apartament KrólewPolskie standardy śrubuje niezmiennie Trójmiasto. Tam na przyski ma powierzchnię ok. 700 m kw.
klasztornych zabudowań
kład za pieczołowicie odrestauroi powstał w XIX-wiecznym skrzywany 415-metrowy apartament
dle zabytkowych, poklasztornych
zabudowań, których rodowód sięga aż XVI w.
w Willi Krystyna z 1870 roku trzeba zapłacić – bagatela – 9 mln
Ściany i sufit apartamentu zdobią malowidła międzywojennego
zł. Dla porównania światowym rekordzistą jest penthouse w wieżowcu Tour Odeon w Monako wart 300 mln euro. Ale zejdźmy
artysty Jana Bukowskiego. Spod jego pędzla wyszła również m.in.
na ziemię.
część polichromii w Bazylice Mariackiej w Krakowie. W apartamencie zachowały się okna witrażowe. To z nich roztacza się
widok na Wawel.
fot. Piotr Banasik
Polski rynek nieruchomości doczekał się pierwszego rankingu
poświęconego wyłącznie nieruchomościom luksusowym. Zestawienie opracowane przez Poland Sotheby’s International Realty,
znany na świecie dom pośredniczący w obrocie ekskluzywnymi
dobrami, przedstawia specyfikę lokalnych rynków nieruchomości
z sektora de luxe.
Na tle kraju stolicę Małopolski wyróżniają zabytkowe kamienice.
Tutaj też znajduje się najdroższa nieruchomość w Polsce. Zacznijmy jednak od szerszego spojrzenia na region. Jak wynika z analiz
Sotheby’s w regionie Krakowa, podobnie zresztą jak Trójmiasta,
mamy do czynienia z rozwiniętym jak nigdzie indziej w kraju
rynkiem tzw. weekendowych second homes. W Małopolsce najbardziej pożądanymi kierunkami, oprócz samego Krakowa, jest
oczywiście Zakopane, a także Rabka-Zdrój, Czorsztyn i okolice
Bukowiny Tatrzańskiej.
nieruchomości
Październik 2015
Pomijając jednak ten dostępny tylko dla wybranych penthouse
(wart jest podobno 25 mln zł), apartamenty pod Wawelem są według krakowskiego Instytutu Analiz MRN dopiero na 7 miejscu
krakowskiej listy elitarnych inwestycji. Na czele jest niezmiennie
Bogoria, renesansowa kamienica przy Senackiej. W XV wieku
mieszkał w niej królewski malarz, a następnie kucharz. Od lat
nobliwa nieruchomość nie może jednak znaleźć godnych siebie,
a przynajmniej odpowiednio majętnych, lokatorów.
Przybywa nam milionerów
Tymczasem, jak wynika z danych Euromonitor International, dynamicznie rośnie wartość całego polskiego rynku dóbr luksuso-
wych. Według prognoz w 2016 roku osiągnie on poziom blisko
12,9 mld zł, co oznacza wzrost o 20 proc. w stosunku do 2013
roku. Segment nieruchomości luksusowych jest jednym z tych,
w których można spodziewać się największej dynamiki rozwoju
– nawet o 30 proc. Co ważne, rozwój tego sektora jest naturalną
pochodną dojrzewania i rozwoju gospodarki, z czym wiąże się
wzrost liczby tych, którzy po wejściu na konto widzą sześciocyfrowe sumy.
Średnia cena ofertowa prestiżowych inwestycji na terenie naszego miasta według danych Instytutu Analiz MRN wynosi 14 tys.
zł/m kw. Najdroższe jest Śródmieście, gdzie średnia ze wszystkich
drogich inwestycji wynosi 14,7 tys. zł/m kw., nieco tylko tańsza
jest Krowodrza ze średnią 12 tys. zł/m kw. Mimo to rynek luk-
Harmonika
House
Apartamenty o bardzo zróżnicowanym rozkładzie pomieszczeń i powierzchni od 30 do
200 m kw. Penthousy położone na czwartym piętrze są
dwukondygnacyjne i posiadają przeszklone
tarasy. Jak przekonuje inwestor, o prestiżu tej
inwestycji decyduje harmonijny splot unikanej,
historycznej lokalizacji oraz nowoczesnej przestrzeni mieszkalnej. Apartamentowiec położony
jest u zbiegu ulic Trynitarskiej i Bonifraterskiej
– w samym sercu dzielnicy, a jednak nieco na
uboczu zadeptywanych przez rzesze turystów
Kazimierza.
Ceny: 10,864–15,222 zł/m kw.
susowych apartamentów w Polsce stanowi nadal tylko ułamek
dostępnych nieruchomości. Oferta jednak stale rośnie i pojawiają
się w niej propozycje zarezerwowane dotąd wyłącznie dla bardziej majętnych rynków.
Jak podają analitycy Poland Sotheby’s International Realty, tradycyjnie jednym z żelaznych nominałów w portfelach najbogatszych
są właśnie nieruchomości, gdyż gwarantują one bezpieczną lokatę kapitału. Ponadto dostrzec można zainteresowanie posiadaniem prestiżowych domów czy wakacyjnych apartamentów
w Polsce lub zagranicą. To – jak oceniają analitycy – naturalna
konsekwencja zmian w stylu życia najzamożniejszych Polaków.
– Trendy, które zauważamy na polskim rynku, raczej nie odbiegają już dziś od światowych. Najzamożniejsi ludzie w Polsce
posiadają średnio trzy nieruchomości: jedną w stolicy, drugą
w rodzinnym regionie lub pod
Warszawą i trzecią wakacyjną
– w polskich kurortach lub zagranicą. Coraz częściej zresztą
wakacyjne rezydencje kupowane są zarówno nad polskim
morzem czy na Mazurach, jak
W czteropiętrowym budynku znajduje się 31
apartamentów o powierzchniach od 32 do i na francuskiej Rivierze czy
w Toskanii. Apartament może
79 m kw.
kosztować tam tyle samo
Mieszkania mogą być łączone i aranżowane
co np. na Helu, a czas podróży
zgodnie z indywidualnymi życzeniami. Budynek
jest porównywalny – mówi Arpołożony jest w centrum miasta – na granicy Kakadiusz Wojciechowski, dyrekzimierza i Grzegórzek, przy kameralnej i cichej
tor zarządzający ds. rozwoju
ul. Prochowej 9. Kamienną fasadę wykonano ze
Poland Sotheby’s International
szlachetnego szarego łupka, wnętrza urządzoRealty.
no przy użyciu marmuru, granitu, drewna, stali
Dawid Hajok
i szkła. Obszerne balkony od strony dziedzińca
w parterze poszerzono o prywatne, kameralne
zielone tarasy.
Ceny: 10,400–11,200 zł/m kw.
Kamienica Nova
Rakowicka 8
Bogato zdobiona secesyjna elewacja budynku
z 1911 r. skrywa m.in. 14 wyjątkowych apartamentów.
Drobiazgowo odrestaurowane elementy wyposażenia, jak np. oryginalne płytki ceramiczne,
drewniane drzwi z epoki czy autentyczne piece
kaflowe, pozwoliły odzyskać budynkowi dawny
blask, zaś dodatkowe nowoczesne rozwiązania
techniczne na stworzenie inspirującej przestrzeni do życia lub pracy.
Cena: 10,450–16,500 zł/m kw.
17
reklama
arvato Financial Solutions is part of arvato AG – the industry and Services Division
of Bertelsmann AG, which ranks among the world’s leading media companies.
Bertelsmann is an internationally renowned media group with businesses
in 58 countries worldwide, employing over 100,000 people in more
than 500 companies.
In Krakow we are working
for one of the most recognizable
online Search Engine in multicultural office.
JOBS
in Krakow:
▪ Finance and
d Administration
Administratio
on Agent
Agen
nt
ith G
/It li /F
h /S i h
with
German/Italian/French/Spanish
▪ Senior Collections Analyst
▪ Site Reporting Analyst
▪ Cash Operations Team Leader
▪ EMEA Credit Manager
▪ EMEA Collections Manager
All details you will find at praca.arvato.pl/en
Like us on www.Facebook.com/PracaNaSerio
#PracaNaSerio
(#JobForReal)
Real
atmosphere
Real
development
Real
satisfaction
Real
job
nieruchomości
Październik 2015
19
Wesel się
w Bronowicach
Spacerując uliczkami starej części Bronowic Małych zastanawiasz
się, jak to możliwe, że między centrum miasta a ruchliwymi arteriami jego zachodniej części zakonserwowała się tak zaciszna
przestrzeń. Niskie domki, starannie pielęgnowane ogródki otoczone drewnianymi płotami, studzienne żurawie na podwórkach. Owszem, na asfaltowanej ulicy Tetmajera stoi teraz rząd
samochodów, a na ogrodzeniach zainstalowano domofony, wciąż
jednak puls tej postchłopskiej dzielnicy na skraju miasta bije jakby
w nieco zwolnionym tempie.
Ma to swoją cenę. W powszechnym mniemaniu krakowian
mieszkanie w Bronowicach to pewna nobilitacja, może i drożyzna. Co prawda nie są to adresy tak snobistyczne, jak pobliskie
Chełm czy Wola Justowska, ale z pewnością do standardowej
ceny za metr kwadratowy trzeba doliczyć kilkaset złotych „za renomę”. I choć dzielnica stała się w ostatnich lata polem popisu
wielu deweloperów, a nawet odważnych planistów, nie straciła
przy tym uroku.
Z giełdy do Rydlówki
Wielkomiejski charakter czuć właściwie tylko w jednym miejscu
Na terenie Bronowic znajdziemy też kilka doskonale kojarzonych
– na zbudowanym pod koniec lat 70. XX wieku osiedlu z wielkiej
przez mieszkańców miasta miejsc o charakterze niemieszkalnym.
płyty w samym sercu Bronowic Małych, znanym pod dwoma
Do takich należą np. spore magazynowe przestrzenie przy ul.
nazwami: Bronowice Nowe (obecnie) lub Osiedle Widok (dawLindego, tamtejsza giełda kwiatowa i RTV, zabudowania kamniej). Choć pierwotne plany zakładały powstanie tu raczej niskiej,
pusu Akademii Rolniczej czy ośrodek dla zdających na prawo
jednorodzinnej zabudowy, zdecydowano inaczej i wypiętrzono
jazdy (wszystko w rejonie prowadzącej od pętli tramwajowej
10-piętrowe wieżowce. Co ciekawe, przez blisko 40 lat od wyw kierunku zachodnim ulicy Balickiej). Dalej zaś – i to dobra
budowania brzydkich gmaszysk całkiem udanie wkomponowały
wiadomość dla chętnych deweloperów – w rejonie prowadzącej
się one w okolicę. Dziś Bronowice
na krakowskie lotnisko w Balicach
linii kolejowej przez stacje Zakliki
Nowe to plątanina spacerowych
choć dzielnica stała się
alejek wśród bloków, mnóstwo
i dalej znajdziemy jeszcze sporo
w ostatnich lata polem po- wolnej przestrzeni, niekoniecznie
zielonych przestrzeni, użyteczna
infrastruktura, a przede wszystprzeznaczonej na wieczne terepisu wielu deweloperów,
kim doskonały dojazd do centrum
ny zielone. Te sukcesywnie, choć
a nawet
odważnych
plani(z pętli tramwajowej Bronowice
wręcz niezauważalnie, pochłaNowe).
niane są przez kolejne inwestystów, nie straciła przy tym
Spacerując nieopodal, pomiędzy
cje mieszkaniowe. Strategicznie
uroku
ulicą Zarzecze a łukiem dwupasmoto dobry punkt: blisko wylotówek
wej Armii Krajowej, znajdziemy się
na Górny Śląsk i Zagłębie, blisko
zaś na kameralnym os. Zarzecze,
obwodnicy A4.
Już chwilę temu powstało spore osiedle kilkunastu apartamenzaprojektowanym jako stosunkowo gęsta zabudowa jednorodzinna z mnóstwem małych, często ślepych uliczek dojazdowych
towców Złota Podkowa w kwadracie Tetmajera/Zielony Most/Kado posesji.
towicka/linia kolejowa wzdłuż Balickiej. Bardzo ciekawą realizacją
okazała się Villa Melancholia przy ul. Zielony Most. Tuż obok,
nieco w głąb między Katowicką a Groszkową, przycupnęły Zielone Tarasy – kompleks 32 bliźniaczych budynków zaprojektowany
w formie zabudowy jednorodzinnej. To rdzenne Bronowice jak
z kart książki, sól charakteru okolicy zaraz obok wspomnianej już
ulicy Tetmajera oraz najważniejszego pod względem historycznym bronowickiego obiektu – dworku Rydlówka pod numerem
28, w którym rozgrywała się akcja „Wesela”, a zaadaptowanego
obecnie na Regionalne Muzeum Młodej Polski. Właśnie tu można
poczuć się jak w wehikule czasu, wzorem młodopolskich artystów odkrywających piękno pagórkowatych okolic na zachód
od wielkiego Krakowa.
fot. Piotr Banasik
Sielskie Bronowice odmalowane
ze swadą na kartach dramatu Wyspiańskiego po 115 latach nie straciły wiele ze swego uroku. Niskie
domki zestawione z wysokimi blokami i eleganckimi apartamentowcami tworzą jedną z bardziej cenionych krakowskich dzielnic.
Bronowice bez granic
Ale obecne Bronowice to również spory apartamentowiec Salwator Tower na 120 mieszkań wraz z towarzyszącą mu zabudową
mieszkalną. Jego sylwetka doskonale widoczna jest z dwupoziomowego, drugiego po Rondzie Ofiar Katynia najważniejszego
w rejonie „ślimaka” – skrzyżowania ulicy Armii Krajowej z Balicką/
/Bronowicką. Uwagę zwraca też kilka nowszych inwestycji w rejonie przy ulicach Brzozowskiego oraz Majora Łupaszki. Geograficznie to jednak już Mydlniki. Podobnie, jako kraniec Bronowic,
funkcjonują wpadające w Wolę Justowską kwartały nad Rudawą:
willowe okolice ulic Na Błonie, Hamernia czy Zarudawie oraz
mieszkaniowy kompleks między Odlewniczą a Armii Krajowej.
I co ciekawe, oferowane są nabywcom jako Wola.
O tym, że Bronowice to nazwa dość pojemna (ale i powszechnie
kojarzona), przekonują się ci, którzy na częste miejsce zakupów
wybierają powstałą kilka lat temu, największą w zachodniej części
miasta Galerię Bronowice. Wraz z marketami IKEA, Makro oraz
Castorama stanowi ona o handlowym potencjale północnych
pierzei dzielnicy, ściągając na zakupy mieszkańców Olkusza, Wolbromia czy Krzeszowic. Tempo rozwoju tej części miasta wyznaczają kolejne inwestycje, jak udane Bronowice Residence przy
ul. Chełmońskiego (Atal), zespół willi miejskich 7 Życzeń między
Stawową a Sosnowiecką (Art Developer Sobiesław Zasada) czy
Lindego Park Bronowice (Atal).
Zwyczajowo nazwa „Bronowice” zdaje się obejmować niemal cały
teren północno-zachodniego Krakowa, a niemal nad każdym ich
skrawkiem prowadzi... droga lądowania samolotów na oddalone
o kilka kilometrów lotnisko. Obniżające swój lot nad dachami
samoloty zrównują zresztą wszystkich: rodziny mieszkające
tu od stuleci, wieloletnich lokatorów osiedla Widok i bogatszą
klasę średnią wykupującą kameralnie położone apartamenty.
Jakie są Bronowice? Pojedź, zobacz. Tylko nie zagub się przypadkiem na jakimś... weselu.
Rafał Romanowski
20
prezentacja
www.whatsupmagazine.pl
Nowe serce
Zabłocia
Jeszcze do niedawna Zabłocie
było wyłącznie zaniedbaną,
poprzemysłową ruiną, która
przez ostatnie lata zmieniła się
w modną dzielnicę o industrialnym rodowodzie. Jedną z inwestycji łagodzącą jej szorstki
charakter jest Pasaż Podgórski.
Dawniej o marce Krakowa decydowało Stare Miasto z Rynkiem
Głównym, Collegium Maius i Wawelem. Kilkanaście lat temu
na turystycznej mapie Europy pojawił się żydowski Kazimierz.
Teraz nadszedł czas na poprzemysłowe Zabłocie. To tutaj działają
dwa nowe krakowskie muzea przyciągające rzesze odwiedzających, a także powstają nowe osiedla, w ślad za którymi przychodzą modne restauracje.
Przemysłowy rodowód
Dawniej było to przedmieście Podgórza – miasta, które dopiero
na początku XX wieku przyłączono do Krakowa. Aż do końca
PRL-u produkowano tu zapałki, słodycze, kosmetyki, elektronikę,
przetwory, szkło, działały zakłady poligraficzne. Jeszcze do niedawna resztki przemysłowego życia tliły się w kilku składach
budowlanych i hurtowniach. Z nielicznych zaniedbanych czynszówek, które opustoszały wraz z nadejściem nowych mieszczan,
łuszczy się tynk. To już ostatnie ślady trudnej, poprzemysłowej
przeszłości.
W Studium zagospodarowania Krakowa z 2003 roku Zabłocie
uznano za jeden ze strategicznych obszarów rozwoju miasta
(wraz z Kazimierzem i Balicami), obejmując je następnie w październiku 2006 roku planem miejscowym. Ze względu na silnie
zdegradowany poprzemysłowy charakter teren objęto również
pilotażowym programem rewitalizacji – receptą na obumierającą
dzielnicę.
Realizację tego bezprecedensowego w skali miasta projektu ułatwiły atuty Zabłocia: dogodna lokalizacja blisko ścisłego centrum
i rozwinięty układ komunikacyjny. Stara zabudowa, poza takimi
wyjątkami, jak Fabryka Schindlera, nie przedstawiała większej
wartości architektonicznej. Dało to ogromne możliwości rozwojowe, dzięki czemu w ramach obowiązującego planu miejscowego
niemalże od podstaw powstaje tam dziś nowa dzielnica. I to zaledwie trzy kilometry od Rynku Głównego.
W części wschodniej Zabłocia przewidziano hotele i biurowce,
zachodnią wypełnić miała z kolei zabudowa mieszkalno-usługowa. W planie zastrzeżono jednak, że nowe budynki muszą zwracać się frontem do Wisły. To alternatywa dla dogęszczającego
się centrum miasta, dla którego sąsiedztwo zielonego nabrzeża
i widok na rzekę stają się największym konkurentem, windując
ceny nieruchomości.
Dzielnica nad rzeką
Potencjał nowej dzielnicy przyciąga inwestorów. „Możesz zamieszkać w centrum i to w dodatku z widokiem na rzekę i zielone bulwary” – podkreślają atuty lokalizacji biuletyny Pasażu
Podgórskiego, nowego osiedla w sercu Zabłocia. Centrum dziel-
etap II
zakłada powstanie 256 jedno-,
dwu-, trzypokojowych mieszkań
o powierzchni od
28 do 80 m kw.
Szczegóły: www.
pasazpodgorski.
ims-budownictwo.pl
nicy przeznaczono głównie pod zabudowę mieszkalną. Planiści
ponownie wyznaczyli też jej „zielony kręgosłup” – pasaż biegnący przedwojenną aleją Lipową – oraz park rzeczny (oba nadal
niezrealizowane).
Do alei – historycznej drogi łączącej Podgórze z Płaszowem –
nawiązuje realizowany przez firmę IMS Budownictwo Pasaż
Podgórski. Osiedle stało się tym samym jednym z kluczowych
projektów miejskiego programu rewitalizacji Zabłocia. Wyznaczenie nowej przestrzeni publicznej w formie dostępnego dla
wszystkich pasażu jest próbą nadania zmarginalizowanej dotąd
dzielnicy iście śródmiejskiego charakteru. Architektura Pasażu
Podgórskiego – pomimo skali inwestycji, która zakłada zbudowanie ponad 400 mieszkań – przypomina udane, holenderskie
realizacje wielomieszkaniowe.
Odciski historii
W architekturze Pasażu odnajdziemy więcej nawiązań do historii
miejsca. Od strony ul. Romanowicza poprzemysłowy charakter
znalazł swoje odzwierciedlenie w elewacji nowego budynku wielomieszkalnego. Gabaryt jednej z pofabrycznych hal odwzorowano stalowymi dwuteownikami przypominającymi formą ogromną stalową pergolę. Jej kształt oddano w elewacji za pomocą
grafitowego klinkieru i charakterystycznych dla XIX-wiecznych
przemysłowych hal dużych, gęsto-szprosowych okien. Zróżnicowane materiały elewacyjne oraz balkony z łamaczami światła
w formie stalowych siatek zręcznie odciągają uwagę od dużych
powierzchni ścian.
Choć architektura nowego mieszkaniowego kompleksu jest elegancka i na wskroś współczesna, nadal pozostaje pełna śladów
dawnej, przemysłowej proweniencji dzielnicy. Nadanie Zabłociu
nowych funkcji i estetycznych znaczeń jest równie ważne jak
zachowanie pamięci o historii tego miejsca.
Kolejne budynki nowego osiedla łagodzą trudny, poprzemysłowy krajobraz dzielnicy, powodując, że Zabłocie przyciąga coraz
to nowych mieszkańców; ci zaś ściągają tam modne lokale gastronomiczne. Z roku na rok oferta usługowa dzielnicy rozszerza się.
Spędzanie czasu w tej poprzemysłowej dzielnicy Krakowa stało
się modne i pożądane. Świeży i znacznie mniej formalny charakter tej części miasta przyciąga wielu młodych ludzi. Powstają
tu popularne przestrzenie coworkingowe, gnieżdżą się w nich
kreatywne startupy, a w okolicznych barach i restauracjach nasila
się gwar nowych mieszkańców Zabłocia, którzy docenili alternatywny klimat dzielnicy.
Dawid Hajok
dbamy o ciebie
Październik 2015
21
Osiem godzin za biurkiem, godzina w drodze do pracy, wieczór przed telewizorem lub
z książką w ręku to dobry sposób, by wskoczyć w ubranie większe o co najmniej jeden
rozmiar. Brzmi znajomo? A przecież powrót
do formy może być dziecinnie łatwy.
Plan jest prosty. Wstajesz wcześniej, zakładasz
sportowy strój i jedziesz pobiegać wokół Błoń.
Jednak jesienią dni robią się coraz krótsze i zimniejsze, stąd z motywacją do biegania może być
krucho. Próbujesz więc ćwiczyć w domu, ale tam
ciągle coś cię rozprasza. Po raz kolejny powtarzasz sobie, że tym razem zrobisz całą szóstkę
Weidera do końca, ale po dwóch tygodniach
masz już dość monotonii. Co możesz zrobić?
Zamiast biegać, gdy pada i wieje, lub zniechęcać się do aktywności fizycznej przez nietrafiony plan treningowy, który wpadł ci w oko
na jakimś internetowym forum, możesz cofnąć
się kilkanaście lat i spróbować cieszyć się ćwiczeniami jak dziecko. Z pomocą przyjdzie trampolina. Spokojnie, nie trzeba od razu przenosić
się do domku z ogródkiem na Klinach lub Woli
Justowskiej. Wystarczy przekroczyć próg klubu
Fitness Platinium.
– Zajęcia Energy Jump są przeznaczone dla
każdego – zarówno dla wytrwałego sportow-
ca, jak i osoby, która
dopiero rozpoczyna
swoją przygodę z fitnessem. Również wiek nie
jest tu żadnym ograniczeniem. Mogą ćwiczyć
starsi i młodsi, dorośli
i dzieci. Zajęcia na trampolinach nie obciążają
stawów. Są całkowicie
bezpieczne – tłumaczy
Anna Stefańczyk, trenerka w Fitness Platinium.
Czym zatem różni się Energy Jump od popularnej dziecięcej zabawy? Na pewno rozmiarem
trampoliny. Podczas treningu każdy ćwiczy na
własnej, jednoosobowej trampolinie. Plan zajęć
ułożony przez trenera gwarantuje skuteczność
treningu. Nie umniejsza to jednak wcale radości
skakania. Co poza doskonałym humorem dają
nam takie ćwiczenia?
– Jest to naprzemienny trening interwałowy.
Zajęcia Energy Jump korzystnie wpływają na
układ wydolnościowy i oddechowy, zwiększają metabolizm, wzmacniają serce, poprawiają
koordynację ruchową, redukują cellulit, zmniejszają cholesterol i obniżają ciśnienie – wylicza
trenerka. – Poza trzydziestominutowym tre-
fot. Piotr Banasik
Gumisie
na trampolinach
ningiem cardio na trampolinach, wykonujemy
też ćwiczenia na mięśnie brzucha i grzbietu,
ćwiczymy także pośladki. Podczas jednej sesji
w klubie można spalić 400–600 kcal – dodaje.
Zajęcia na trampolinach podobnie jak każda
inna aktywność fizyczna, uwalniają endorfiny
i redukują stres. Jednak aby przełamać pierwsze
lody i zaprzyjaźnić się z fitnessem, warto na
dobry początek wypróbować coś, co nie tylko
będzie kojarzyło nam się ze zrzucaniem wagi,
ale przede wszystkim sprawi nam dużo radości.
A o tą nietrudno, gdy sprężynujemy jak Gumisie
kilkanaście centymetrów nad ziemią.
batut
doskonała gimnastyka
dla mięśni łydek, brzucha i ramion, a przy
okazji wspaniały relaks
Karolina Kociołek
reklama
LEĆ NA ZIMOWY
WYPAD OD 79 zł
191 KIERUNKÓW W EUROPIE
DRUGA MNIEJSZA TORBA PODRĘCZNA
NUMEROWANE MIEJSCA
TANIE LOTY. TO PROSTE.
Ceny w jedną stronę. Rezerwacja do 15.11.2015. Wylot do 29.02.2016. Oferta uzależniona od dostępności miejsc.
MOBILNA KARTA POKŁADOWA
LATO
2016
W SPRZEDAŻY
22
siesta
www.whatsupmagazine.pl
W gwiezdne
Bieszczady
Bieszczady zachwycają. Nie bez powodu pisał
o nich poeta: „W górach jest wszystko, co kocham”. Okolice są bowiem mekką dla wielbicieli przyrody, górskich wędrówek, jazdy konnej, historii, dobrego jedzenia, kolejek wąskotorowych i... astronomii.
Jesień to jedna z najlepszych pór roku, by odwiedzić Bieszczady.
Latem puste jeszcze wcale nie tak dawno temu połoniny przemierzane są przez tysiące turystów. Zainteresowanie rejonem doprowadziło wręcz do tego, że na Tarnicę poprowadzono w tym roku...
schody (w wersji oficjalnej – progi przeciwerozyjne). Od września
ruch na bieszczadzkich szlakach rzednie. A łagodne góry mienią
się wszelkimi odcieniami żółci, czerwieni i brązów. Ton całości
nadają bogate lasy, w których rosną jodły, jawory i buki, które rosły
tutaj jeszcze za czasów Franciszka Józefa. To w końcu najbardziej
zalesione góry w Polsce. I jednocześnie siedlisko największych
europejskich ssaków drapieżnych: wilka, niedźwiedzia brunatnego i rysia, a także około 140 gatunków ptaków, w tym niezwykle
rzadkiego orła przedniego. Przewodniki po przygotowanych przez
Bieszczadzki Park Narodowych trasach dostępne są w kasach oraz
wysyłkowo na stronie internetowej BdPN.
Hen na połoniny
Jesień to wspaniała pora roku na spacer. Doskonałym punktem
widokowym jest choćby Połonina Wetlińska. Jesienią oraz zimą
dzięki inwersji widzialność wzrasta tu do 150–200 km i zdarza się,
że z jej grzbietu widać Tatry. Kiedy zakochacie się już doszczętnie
w roztaczających się stąd panoramach, możecie zejść na kubek ciepłej herbaty do Chatki Puchatka, najwyżej położonego
bieszczadzkiego schroniska (1228 m n.p.m.). Dawniej mieściła się
tu wojskowa strażnica, potem pod dachem rozbrzmiewały gitary
i harcerskie śpiewy. Od 1964 roku Chatkę prowadzi legendarny
Lutek Pińczuk. Bywalcy znają historię jego 700-kilometrowej
podróży na końskim grzbiecie i nie raz słyszeli o tym, jak wjeżdżał
konno do restauracji Berdo w Wetlinie, gdzie prosił o dwa kufle
piwa – dla siebie i swego wiernego rumaka.
Możecie zresztą podążyć śladami Lutka i udać się na wędrówkę...
w siodle. No, może w trochę krótszą – w Bieszczadzkim Parku
Narodowym jest ponad 150 km szlaków konnych! Zachowawcza
Hodowla Konia Huculskiego BdPN w Wołosatem przez cały rok
zaprasza amatorów jazdy konnej, zarówno tych początkujących,
jak i wybierających wakacje w siodle – regularnie organizowane
są też kilkudniowe rajdy terenowe.
Odwiedzając Bieszczady nie można nie wspomnieć o innych
solidnych wagowo czworonogach. Żyje tu drugie największe,
po Puszczy Białowieskiej, stado żubrów na świecie. Liczy około
280 sztuk. Kilkanaście żubrów można zobaczyć w Mucznem, przy
drodze Stuposiany – Tarnawa Niżna, gdzie powstała Zagroda
Pokazowa Żubrów.
Esencja Galicji
Jeżeli interesuje was lokalna architektura, będziecie mieć zadanie utrudnione i ułatwione zarazem. Utrudnione, bo trudna jest
tutejsza historia. Większość wiosek została spalona, a ich ślady
znaczą jedynie pozostawione przez dawnych lokatorów studnie
i cmentarze. Ułatwione, bo reprezentacyjne dla zamieszkujących te okolice grup etnicznych domy zgromadzono w jednym
miejscu – w Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. W tym
największym skansenie w Polsce kompleksowo zaprezentowano
dawną kulturę polsko-ukraińskiego pogranicza. Na spokojny spacer po terenie muzeum trzeba przeznaczyć kilka godzin. Warto
też zapłacić za usługi przewodnika, by obejrzeć bogato wyposażone wnętrza domów, chałup i dworu. Będąc w Sanoku wstąpcie
też na Zamek Królewski, który posiada wspaniałą kolekcję sztuki
cerkiewnej, i odwiedźcie znajdującą się w nim Galerię Zdzisława
Beksińskiego.
Skomplikowanej lokalnej historii odpowiada ciekawa i różnorodna kuchnia: mikstura wpływów łemkowskich, ukraińskich,
bojkowskich, żydowskich i polskich. Na szczęście macie do dyspozycji wirtualnego przewodnika, czyli stronę www.podkarpackiesmaki.pl. Dzięki niej dowiecie się, co to są fuczki i czym różnią
się stolniki od zwykłych gołąbków. Tych ostatnich spróbujcie
koniecznie w gościnnej karczmie Jadło Karpackie przy sanockim
Rynku. A do obiadu zamówcie piwo z lokalnego browaru Ursa
Maior. Wielbiciele piw i słodkości powinni zaznaczyć na swoich
mapach Chatę Wędrowca w Wetlinie. Zjedzcie tam naleśnika
giganta z jagodami i zajrzyjcie do wypełnionego piwami sklepiku.
Butelka piwa będzie świetną pamiątką. Szczególnie, gdy dołączycie do niej pęto kiełbasy z dzika kupionej w Gospodarstwie
Agroturystycznym Wilcza Jama. To nie tylko świetne miejsce
na nocleg, ale także by spróbować kuchni myśliwskiej – polowanie jest pasją właściciela, pana Andrzeja Pawlaka. Do dziś wspominam smak tamtejszego rosołu z bażanta i gulaszów: z dzika,
urozmaiconego kaparami, oraz z sarny, aromatycznego dzięki
dodanym do sosu borowikom.
Niebo pełne gwiazd
Najedzeni? Nasyceni widokami? Jeśli nie, to wybierzcie się jeszcze w podróż kolejką wąskotorową. Wybudowana pod koniec
XIX wieku trasa na dobre wpisała się w bieszczadzki krajobraz.
Kiedyś woziła mieszkańców po kilkudziesięciu kilometrach torów, dziś kursuje już tylko na trasie Majdan – Cisna – Przysłup
oraz Majdan – Żubracze – Solinka – Balnica. Za oknem pociągu
podziwiać będziecie połoniny, pasmo graniczne i obszary chronione Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Ubierzcie się ciepło
i wskakujcie do środka. Jeżeli potrzebujecie dodatkowych przygód – opiekunowie kolejki mogą zorganizować napad sześciu
konnych bandytów Bandy Krzycha...
Na koniec mała porada: zaplanujcie chociaż jeden spacer tak,
by... zapodziać się na bieszczadzkim szlaku nocą. Spójrzcie w górę
i zachwyćcie się rozgwieżdżonym niebem, na którym widać blisko 7 tys. gwiazd – wielokrotnie więcej niż w miastach. Dla porównania, według ekspertów Politechniki Krakowskiej, w stolicy
Małopolski widać ich zaledwie 200. I to przy dobrych warunkach! W Bieszczadach funkcjonuje Park Gwiezdnego Nieba
(www.gwiezdnebieszczady. dojazd i koszty
pl) – strefa chroniona przed opcja 1:
zanieczyszczeniem światłem. Wygodne połączenia do Ustrzyk
Górnych (np. San Bus, Bus-Inter)
Nie zapomnijcie tylko zabrać
kursują w wakacje z krakowskiego
ze sobą czołówek!
RDA (55 zł, czas – ok. 6 godz.). Poza
PS.
Wymienionym na początku
tekstu poetą jest Jerzy Harasymowicz. Jego prochy rozsypano
z helikoptera nad bieszczadzkim
szczytem – Haliczem.
Magda Wójcik
sezonem trzeba przesiąść się w Sanoku na autobus do Ustrzyk Górnych
(18–26,90 zł, czas – ok. 2,5 godz.).
Uwaga! Ostatnie odjeżdżają stamtąd
przed godziną 16. W Bieszczadach
warto od razu zapoznać się z aktualnym rozkładem prywatnych busów.
opcja 2:
Jeżeli lubicie jeździć autostradą, wybierzcie najdłuższą trasę (329 km)
i zjedźcie z A4 dopiero w Rzeszowie.
Jazda przez stolicę województwa
podkarpackiego zajmie wam mniej
więcej tyle samo czasu, co przejazd
przez Brzesko, a potem drogą wojewódzką nr 993 (279 km). Średni czas
przejazdu – 4,5 godz. Paliwo w jedną
stronę to ok. 110 zł (spalanie 7 l – 100
km, średnia cena benzyny 95: 4,8 zł).
siesta
Październik 2015
23
Muzyka na
podziemnej sofie
Miejsca na sofie nie ma zbyt dużo, a chętnych wielu, bo ze wszystkich siedzisk jest
najwygodniejsza. Na wolne miejsce na Sofie
Underground czeka się długo i czasami bezskutecznie, za to zawsze z niecierpliwością.
Siąść na Sofie może trzydzieści, czasem czterdzieści, w porywach pięćdziesiąt osób. No i nie
zawsze wiadomo, na jakiej ulicy i w czyim mieszkaniu ona stoi. Adres wyjawiany jest w ostatniej
chwili przez tajemnicze organizatorki, które
od kilkunastu miesięcy targają ów mebel po całym Krakowie.
Dwie studentki architektury, Agata Motyka
i Paulina Piechocka, po raz pierwszy znalazły się
na Sofie Underground w Hiszpanii, na poddaszu
kamienicy niedaleko Palacio Real. Ogromna,
przeszklona ściana mieszkania stanowiła jednocześnie naturalne tło sofy i punkt widokowy
na miasto. Sofa, jako mebel, jest zawsze obecna,
zgodnie z tradycją to właśnie na niej siadają
zaproszeni artyści. – Nazwa „Sofa Underground” nic nam nie mówiła. Zostałyśmy poproszone o pomoc przy robieniu kanapek dla gości, którzy mieli przyjść
na koncert. Zastanawiałyśmy się, co to w ogóle może być za impreza kulturalna, na którą,
za darmo, komuś obcemu włazi się do mieszkania. Wtedy wydało
nam się to dziwne – tak swoją pierwszą madrycką Sofę wspominają dziewczyny.
Zasady uczestnictwa okazały się proste. Na facebookowym fanpage’u Sofa Underground podawana jest data koncertu, program
i mail, pod który należy wysłać zgłoszenie z uzasadnieniem,
dlaczego chce się wziąć udział w koncercie. Wybrańcy w przededniu imprezy otrzymują zwrotnie adres i kod do domofonu oraz
prośbę o przyniesienie czegoś do jedzenia i picia. Zauroczone
pomysłem krakowskie studentki postanowiły muzyczną sofę
przywieźć do Krakowa.
– Pierwsza Sofa była dla znajomych, taki przyjazny poligon
doświadczalny. Nie wiedziałyśmy, jaki będzie odzew i jak
to ugryźć od strony organizacyjnej. Zapisała się jedna para,
ale nie przyszła. Na szczęście byli przyjaciele. Agata założyła
stronę na Faceboooku Sofa Underground Cracow i tak to się
zaczęło – wspomina Paulina.
Dziewczyny przyszłych występujących rekrutują same lub przez
znajomych muzyków. Wielu zgłasza się samych oczarowanych
niezwykłością pomysłu. – Podoba im się niekomercyjny charakter projektu, popierają
oddolne inicjatywy i nietuzinkowe prezentacje muzyczne. Dla
wielu to pierwszy występ przed publicznością. Stresują się i wtedy koncert wychodzi najpiękniej, bo najbardziej prawdziwie.
A publiczność potrafi to docenić – podsumowują organizatorki.
Występujący solowi muzycy i zespoły nieomal dotykają kolan
reklama
Sofa Underground
w pierwszy wrześniowy
weekend na Sofie wystąpili
Ewa Zaborowska, Kubaterra i Smoking Barrelz.
Kiedy kolejna? Kto zagra?
Dowiecie się z Facebooka:
www.facebook.com/SofaUndergroundCracow
siedzących słuchaczy, którzy nierzadko są proszeni o przewracanie nut czy kartek ze słowami
piosenek. W antraktach nie ma gwiazdorzenia,
wspólnie się je, pali i gada. Czasami koncertom
towarzyszą miniwernisaże, występy teatrów
lalek, rysowanie na żywo, które dokumentuje
wieczór. Dobrą tradycją stało się przynoszenie
smakołyków na wspólny stół. Do tej pory w ramach Sofa Uderground Cracow w przeciągu
32 miesięcy odbyło się 10 sofowych spotkań,
w których uczestniczyło 35 zespołów i prawie
500 słuchaczy. Było też kilka wystaw grafiki
i fotografii.
Oryginalna Sofa Underground to artystyczny
projekt mikrofestiwali muzyki i sztuki zainicjowany przez Chrisa Petersona w Madrycie.
W mieszkaniach, udostępnionych przez życzliwych właścicieli, odbywają się wieczory kulturalne, które mają na celu stworzenie intymnej
przestrzeni artystycznej i tym samym skrócenie
dystansu między publicznością a wykonawcą.
Zasadą jest zapraszanie nieznanych, młodych
muzyków, dla których Sofa Underground staje
się nierzadko początkiem kariery.
Katarzyna Pilitowska
24
siesta
Pod patronatem
Moda nad Wisłą
Jeśli cenisz sobie dobry dizajn, nie może zabraknąć Cię na Crack Fashion Festival – pierwszych
targach autorskiej mody zorganizowanych
na tak dużą skalę.
Już w sobotę 10 października w ICE Kraków
Congress Centre zaprezentuje się stu niezależnych projektantów i marek. W przestrzeniach
ICE rozlokowane zostaną także Strefa Premium
oraz Strefa Beauty. Obok najgorętszych nazwisk
z branży modowej pojawią się również marki,
których do tej pory w Krakowie nie było. Jest więc
spora szansa na upolowanie prawdziwej perełki,
której nie zobaczysz na krakowskich ulicach. No
chyba, że to Ty ją założysz. Na festiwalu pojawią
się m.in.: uwielbiana przez gwiazdy marka bizuu,
Tomaotomo by Tomasz Olejniczak, Lous Warsaw,
Sugarfree czy Mr. Gugu & Miss Go.
Jednym z partnerów festiwalu są Krakowskie
Szkoły Artystyczne, które od kilku lat współorganizują Krakow Fashion Week. W związku
z tym w ICE nie zabraknie też stoisk wybranych absolwentów Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru. Nie wiesz, w czym będziesz
wyglądać najlepiej? Z pomocą przyjdą styliści
i makijażyści. Wskazówek dotyczących doboru
idealnej fryzury udzielą styliści z salonu Maniewski, makijażem zajmie się Makeup Revolution Polska, a eksperci z ManiPedi zadbają o to,
by na paznokciach uczestników festiwalu pojawiły się najmodniejsze kolory jesieni. Z kolei
www.whatsupmagazine.pl
na pytania dotyczące odpowiedniej pielęgnacji
skóry twarzy i ciała odpowiedzą przedstawiciele
krakowskiej marki Bielenda Professional. Podsumowaniem całodniowych targów modowych
będzie afterparty w klubie Choice przy ulicy
Floriańskiej. Ile kosztuje wstęp na taką imprezę?
Tyle co duża tabliczka czekolady – raptem 10
złotych. Zwrócą się już po przekroczeniu progu
ICE. Bilet upoważnia do darmowego korzystania ze wszystkich usług w Strefie
Beauty, wejścia na afterparty oraz
do zniżek na zakupy wybranych
marek. Co ważne, dzieci do lat 14
wchodzą na targi za darmo.
Karolina Kociołek
Fotograf:
Gabriela Machlowska
Modelka:
Magdalena Moskała
Make up:
Maria Motal
Włosy:
Maniewski
Sukienka:
bizuu
Produkcja:
Crack Kraków
reklama
Październik
z dreszczykiem
W październiku uciekać będziesz ze swoimi
maluchami nie tylko przed deszczem i chłodem, ale i… duchami.
Jeśli nie chcesz, by twoje łobuziaki zrobiły ci psikus zanim zdążysz dać im cukierka, zabierz je 25
października do Galerii Bronowice. Z okazji Halloween zaplanowano tam kreatywne zabawy
i fascynujące gry oraz teatrzyk, podczas którego
dzieci spotkają się z czarownicami, wampirami
i innymi strachami. Przedstawienia odbędą się
o godz. 14 i 18.
Maluchy, które boją się duchów, ale za to kochają muzykę, zabierz do filharmonii.To szansa na
poznanie klasycznych instrumentów i wydawanych przez nie dźwięków. Bohaterem koncertów
będzie pan Pichon, czyli mały Fryderyk Chopin.
Zaś 17 października czas na spotkanie z cyklu
„Muzyka języka”. Lippy – z serialu telewizyjnego „Lippy and Messy” – będzie poprzez zabawy
i piosenki uczyć języka angielskiego.
Ruchome fotele, pokazy laserowe, quiz z nagrodami i trójwymiarowy seans czekają w Cinema
City w Bonarce. Cinema Park to interaktywne
kino dla dzieci, gdzie w każdej z sześciu sal przygotowana jest inna atrakcja. Maluchy zabierz do
„Królestwa Zwierząt”. Tam dowiedzą się, gdzie
ptaki odlatują na zimę, a także zgubią się w amazońskiej dżungli. Starszym dzieciom natomiast
pokaż świat „Czterech Żywiołów” – w trójwymiarowych okularach dotrą do wnętrza Ziemi,
a w Sali Ruchu poczują na własnej skórze wartki
nurt rzeki i siłę wodospadu. Cinema Park to pełne
frajdy lekcje biologii i geografii.
Dagmara Marcinek
wokół stołu
Październik 2015
25
Poziomki
w kawie
Melon, poziomki, miód, marcepan. To nie
skrótowy zapis deseru w restauracji. Takich
nut smakowo-zapachowych mam szukać
w ziarnach kawy, które rok temu zerwano
na wysokości 1800 m n.p.m. w Kolumbii.
– pośrednika w zakupach u okolicznych rolników ekologicznych.
Do Polski moda na alternatywnie parzone kawy segmentu speCo pijemy najczęściej? – To zależy, czy zapytamy baristę czy kacialty przyszła kilka lat temu. W Krakowie boom nastąpił wraz
wosza-amatora – śmieje się Karolina Kosno z Coffeedesk.pl. Ten
z otwarciem Karmy, Tektury i Coffee Cargo. Do szacownego grona
dołączyła Wesoła z uroczym podwórkiem i uśmiechniętą obsługą
drugi sięga zazwyczaj po klasyczne smaki, np. czekoladę czy orzech
oraz Velodrome, gdzie do kawy można zjeść fenomenalne ciasta.
obecne m.in. w kawach z Brazylii. Bariści z kolei szukają w kawie
nut owocowych i kwiatowych oraz odpowiedniej kwasowości.
Kawy parzone w aeropressie, dripperze czy chemexie nieśmiało
szukają dziś miejsca także w innych lokalach.
– Kawa nie kojarzy nam się z czymś, czego zakup planujemy –
– Mam wrażenie, że krakowska gastronomia do alternatywnie
zauważa Karolina. Tymczasem to Internet jest dla pijących alternatywę głównym źródłem świeżo wypalonych ziaren. Te kosztują
parzonych kaw podchodzi nieufnie. To dziwne, bo nurt podchwyokoło 120–140 zł za kg, ale mogą i 200. Do tego dochodzą koszty
ciły już sieciówki, jak Starbucks czy Coffee Corner, który w lokalu
przy Dworcu Głównym wprowadził aeropress – mówi Ika Graboń,
wysyłki. Nic więc dziwnego, że przedsiębiorczy krakowianie zasędzia w zawodach baristów. – Czasem to jedynie ślepe podążanie
mawiają kawę grupowo. O nadchodzących zamówieniach swoich
znajomych na Facebooku informuje Ika, ale też Marcin „Makiato”
za modą. Alternatywne metody parzenia sprawdzają się jedynie
wtedy, gdy zaparzamy dobrej jakości i odpowiednio wypalone
Wójciak. U obojga można nie tylko zamówić kawę czy poradzić się
ziarna – przestrzega jednak.
przy wyborze sprzętu, ale i poprosić ich o zorganizowanie prywatWszystko wskazuje na to, że najwięcej alternatywnie parzonych
nego szkolenia (około 50–100 zł za osobę). Mam zresztą wrażenie,
kaw krakusi wypijają w domowym zaciszu. Podstawowy sprzęt
że w kawie tej liczy się przede wszystkim jej wymiar społeczny.
nie jest drogi – najtańszy plastikowy dripper można kupić za 19
Moja parzona w dripperze Kolumbia sączy się powoli, a kuchnię
zł. Sporym wydatkiem będzie jednak młynek. – Na dobry elekwypełnia obłędny zapach świeżo zmielonej kawy. Z kubkiem
tryczny trzeba wydać minimum 500 zł. Tańsze są młynki ręczdużej czarnej przyjemniej siada się do pracy!
ne: od ok. 200 zł – wymienia Ika. Zaletą tego drugiego jest to,
Magda Wójcik
że można go złożyć i zabrać ze sobą do pracy
czy na wycieczkę.
W ziarna można zaopatrzyć się w wymienionych wyżej lokalach. – Karma prowadzi kawy
z własnej palarni, Velodrome z Caffenation,
Coffee Cargo z Coffee Proficiency. W sieci
Piekarnia Mojego Taty można znaleźć ziarna
Pomysł jest prosty. Przez dziewięć dni w kilku
z palarni Kelleran, warto też zerkać do Kabomiastach w Polsce ponad 150 najlepszych reom na Starym Kleparzu – wymienia Ika. Zastauracji serwuje trzydaniowe posiłki za 39 zł.
letą zakupów w wyspecjalizowanej kawiarni
Tak zapowiada się kolejna edycja Restaurant
jest to, że obsługa zmieli nam ziarna na miejWeek, który w dniach 23–31 października odscu. Kawy dołączyły też do oferty Most Food
będzie się w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu,
Trójmieście, na Śląsku i w Krakowie. Restauracje
przygotowują na festiwal popisowe trzydaniowe
menu (przystawka, danie główne, deser) w promocyjnej cenie 39 zł. To w sam raz, by poznać
możliwości szefa kuchni i charakter restauracji.
Wkraczamy w drugi miesiąc Małopolskiej JeW Krakowie będzie można sprawdzić około 20
sieni Enologicznej. Przed nami wycieczki, derestauracji. W festiwalu udział wezmą m.in.: Algustacje i warsztaty.
pino, Barka, Biała Róża, Bon Appetit, Corleone,
Program tych małopolskich dionizji organizowaEdo, Klimaty Południa, Musso Sushi, Papryczki
nych przez Stowarzyszenie Kobiety i Wino jest
5, Sopranos, TAO by Zen – Teppanyaki & More,
niezwykle bogaty. Spośród październikowych
Trufla, Trzy Papryczki, Włoska, Nine kitchen i
punktów wybieram więc kilka. 8 październiMoo Moo Steak & Burger Club. „Tydzień restauka odwiedźcie przy ul. Dietla 75 niezastąpioracji” to patent sprawdzony w wielu miastach na
ną Lesyę Onyshko, która w sklepie winiarskim
świecie. Rekordziści odwiedzają w tym czasie
Po Prostu Wino poprowadzi degustację polskich
nawet kilkadziesiąt lokali. Warto więc się powin. Dzień później wybierzcie się do Sierakospieszyć z rezerwacją miejsc.
restaurantweek.pl
wa, gdzie w Dworze Sieraków spróbujecie jak
smakuje polska jagnięcina w połączeniu z hiszpańskimi winami. Najciekawiej zapowiadają się
chyba warsztaty z łączenia polskich produktów
i win, które odbędą się 22 października w Białej
Róży. – Tamtejszy szef kuchni, Łukasz Cichy,
Kraków
Restaurant Week
Październik
w kolorach wina
przygotuje menu, które następnie ugotuje wraz
z gośćmi. Pojawią się też polscy winiarze. Wraz
z nimi będziemy szukać najlepszych połączeń
win z jedzeniem – zapowiada sommelierka Monika Bielka-Vescovi.
Wielbiciele win powinni też zarezerwować sobie wieczory 6 i 29 października. Idźcie do kina
Agrafka na upojny seans!
facebook.com/kobietyiwino
Delikatesy
Twój Kucharz
– Restauracja to za mało – uznał Bartek Płócienniak, szef kuchni w Twoim Kucharzu, i w pierwsze urodziny lokalu uruchomił delikatesy.
– Moja praca polega między innymi na wyszukiwaniu ciekawych i dobrych produktów
do restauracji. Pomyślałem, że warto zacząć
je sprzedawać. W końcu nie każdy ma czas,
by zaopatrywać lodówkę na Targu Pietruszkowym – mówi Bartek. W delikatesach zgromadził
produkty znane dobrze bywalcom Małopolskiego Festiwalu Smaku: miody, przetwory, wędliny
od Gawora, Pstrąga Ojcowskiego. Ale też sery
wytwarzane przez Wańczyka czy sezonowaną na miejscu wołowinę. – Ona ma zupełnie
inną konsystencję, smak i zapach – rozpływa
się Bartek. W delikatesach będzie można też
skomponować sobie zestawy do późniejszego
ugotowania w domu. – Jeden z sosów, który
świetnie komponuje się ze stekami, gotuję trzy
dni. Do masła do steków dodaję kilkanaście
składników – wymienia Płócienniak i zachęca
do spróbowania domowego pasztetu z sosem
cumberland.
Kolejna rzecz to desery. U Bartka zjemy kremówkę
z kremem przyrządzonym jak trzeba, bez oszustw
i dróg na skróty. Obok kremówki stoi torcik z marakują, który był hitem podczas inauguracji delikatesów. Na półkach sklepu niebawem pojawią
się też wina i rzemieślnicze cydry.
Twój Kucharz, ul. Ślusarska 3
26
siedem uciech głównych
www.whatsupmagazine.pl
Artyści z Krakowa. Generacja 1980–1990
Dawid Czycz, bez tytułu, olej na płótnie, 60 x 70, 2015
MOCAK rozpoczyna serię
wystaw prezentujących dorobek artystów mieszkających
i pracujących w Krakowie.
Na pierwszej z nich zobaczymy
prace Marty Antoniak, Tomka
Barana, Moniki Chlebek, Dawida Czycza, Violi Głowackiej,
Justyny Górowskiej, Mateusza
Hajdo, Kornela Janczego, Ewy
Juszkiewicz, Irenki Kalickiej,
Emilii Kiny, Kamila Kukli,
Agaty Kus, Mikołaja Małka,
Agnieszki Piksy, Tomasza
Prymona, Grzegorza Siembidy, Michała Stonawskiego,
Łukasza Stokłosy, Mateusza
Szczypińskiego, Jakuba Woynarowskiego, Michała Zawady
i Jakuba Juliana Ziółkowskiego
od 15 października
Nowe
w MOCAK-u Mieszkają i pracują w Krakowie, nie mają więcej niż 35 lat, a osiągnęli już międzynarodowy
sukces. 15 października MOCAK zaprasza na
wernisaż wystawy „Artyści z Krakowa. Generacja 1980–1990”.
MOCAK rozpoczyna cykl wystaw poświęconych twórczości artystów związanych ze stolicą
Małopolski. Chce podsumować ich dorobek,
przybliżyć prądy i kierunki, w których działają,
a także pokazać ich wpływ na polską sztukę
współczesną. Na pierwszy ogień pójdą młodzi,
czyli ci, którzy urodzili się w latach 80. XX wieku.
Zanim zaczęli tworzyć swoje dzieła, w kraju dokonała się transformacja ustrojowa, przez co ich
prace nie portretują już politycznych przemian,
ale raczej dotykają kontrowersyjnych dziś problemów społecznych, pokazują codzienne życie
zwykłych ludzi oraz zakamarki ich osobowości.
W galerii zobaczymy malarstwo, rzeźbę, wideo,
fotografie i instalacje takich artystów, jak: Marta
Antoniak, Monika Chlebek, Dawid Czycz, Łukasz
Stokłosa, Mateusz Hajdo czy Agata Kus.
15 października w MOCAK-u startuje także pięć
innych wystaw. Dzieła sześciu austriackich studentów zaprezentuje „Młode malarstwo z Linzu”, a twórczość węgierskiego malarza Csaba
Nemesa pokaże „Gdy polityka wchodzi w codzienność”. Kopenhaga stanie się bohaterką
wystawy „Poezja i fotografia – projekt Blue
Pueblo”, a replika baldachimu nad wejściem
do grobu marszałka Józefa Piłsudskiego stanie
się „Figurą niemożliwą”. W MOCAK-u zagoszczą
też „Beuys, Kantor & Demarco”, których na pewno przedstawiać nie trzeba.
www.mocak.pl
12–17 października
Poleca Marynia Gierat
Unsound i wysyp
polskich premier
W Unsound zaangażowało się też Kino Pod
Baranami i gościć będzie pokazy filmowe
w ramach festiwalu.
Kreatywny duet Jigoku (Cherrystones i Lovely
John) znów przygotuje dla Unsoundu całonocny
maraton filmowy, który tradycyjnie odbędzie się
w Kinie Pod Baranami. Program wieczoru odnosi
się do motywu przewodniego festiwalu – Surprise. Organizatorzy nie ogłaszają z wyprzedzeniem żadnego tytułu. Do momentu zgaszenia
świateł na kinowej sali nie będzie zatem wiadomo, co zobaczą śmiałkowie, którzy odważą się
przyjść w ciemno na seans. Jedno jest pewne:
jak co roku można spodziewać się lasujących
mózg, rozkosznie pokręconych filmów pełnych
niespodziewanych zwrotów akcji. Bilety na całą
noc – 15 zł.
A od początku października, zaraz po festiwalu polskich filmów w Gdyni, na ekrany będą
wchodzić obrazy z gdyńskiego konkursu. Nie
przegapcie znakomitych „11 minut” Jerzego Skolimowskiego.
Reminiscencje
po raz 40
Aż trudno uwierzyć, że Krakowskie Reminiscencje Teatralne kończą w tym roku 40 lat.
A ponieważ życie podobno zaczyna się po
czterdziestce, szykuje się naprawdę wyjątkowa edycja.
Mimo że jest co hucznie świętować, KRT upłyną w tym roku pod hasłem: OFF. Na spektakle
zapraszają nas spoty utrzymane w glitch artowej stylistyce. Taki będzie też temat wystawy
i instalacji, którą zobaczymy w Teatrze Barakah.
Natomiast w Rotundzie będzie można oglądać
archiwalne zdjęcia dokumentujące imprezę
w poprzednich latach.
Reminiscencje nie każą nam siedzieć sztywno
w fotelach, a raczej zaproszą do interaktywnego
uczestnictwa. Punkty programu umiejscowione są bowiem na pograniczu sztuki wizualnej,
teatru i performansu. Jeszcze przed oficjalnym
otwarciem festiwalu, na krakowskich Błoniach
obędzie się wspólny taniec w imię równości
i pokoju, a trzy dni później zobaczymy interdyscyplinarny pokaz mody inspirowany kulturą
Azji, punkiem i nowymi technologiami. Butoh,
czyli japoński teatr tańca, pokaże Yuko Kaseki.
Swój performans zaprezentuje też urodzona
w Ichinmiya-shi Miho Iwata.
Ale spokojnie, znajdziecie też bardziej konwencjonalne spektakle, m.in. „Szyc” Teatru Barakah
czy „Niech żyje wojna!!!” PWST.
krt-festival.pl
8, 16, 22 i 30 października
Koncertowe
pożegnania
z Fabryką
Fabryka wkrótce znika z Zabłocia. Nie zostawia nas jednak bez pożegnania, przeciwnie –
w październiku czeka tam na was kilkanaście
koncertów.
Na początku miesiąca wystąpi Natalia Przybysz ze swoją nową płytą „Prąd”. Będzie więc
elektrycznie i energetycznie, gdyż wokalistka
z soulu zboczyła w stronę mocnych, gitarowych
dźwięków. W Fabryce pojawi się też „raper, którego słuchają ci, którzy rapu nie słuchają”, czyli
Taco Hemingway – autor internetowego hitu
„Hitler w poszukiwaniu electro”, śpiewający
teraz o GMO, zakupach w Almie i pracy w korporacji.
Dream pop z lekką domieszką elektroniki
do Krakowa przywiezie tworząca na co dzień
w Berlinie Mary Komasa. Porównywana do Lany
del Rey artystka dała się poznać słuchaczom
dzięki takim przebojom, jak „Come” czy „City
of My Dreams”. Na „do widzenia” nie zabraknie
oczywiście nu jazzowego zespołu Skalpel. Wrocławski duet zabierze nas w świat dźwiękowych
cytatów, jazzowych brzmień z lat 60. i 70., delikatnych bitów i kąśliwych basów. Fabryka nie
znika z mapy Krakowa na zawsze – z Zabłocia
przenosi się w całkiem nowe miejsce.
siedem uciech głównych
Październik 2015
27
11–18 października
11 października
Unsound
Surprise
The Godfather
Live
19–25 października
Conrad Festival
Kraków tytuł Miasta Literatury dumnie dzierży przez cały rok, jednak to w październiku
pisarze i czytelnicy mają tu swoje wielkie
święto. Już po raz siódmy KBF zaprasza na
Conrad Festival, a wraz z nim spotkania autorskie, wykłady, dyskusje i pokazy filmowe.
Z okazji 25-lecia odzyskania niepodległości
przez Litwę, na festiwalu pojawią się autorzy
zza naszej północnej granicy: Tomas Venclova, Herkus Kunčius czy Kristina Sabaliauskaite.
Choć do Wilna mamy niedaleko, literatura litewska nie jest w Polsce zbyt popularna. Warto
to zmienić i zgodnie z przewodnim tematem
tegorocznej edycji festiwalu pójść „Pod prąd”.
„Na przekór” swoją literaturę tworzy Swietłana Aleksijewicz, której książki dokumentujące
m.in. skutki wybuchu w Czarnobylu albo udział
rosyjskich kobiet w II wojnie światowej zakazane są na Białorusi. Ciągle mało przez nas znane irańskie obyczaje przybliży nam urodzony
w Teheranie, lecz mieszkający w Nowym Jorku
Hooman Majd. Natomiast „Jak pisać? ” na swoim mistrzowskim wykładzie nauczy nas amerykański prozaik Jonathan Franzen. Nie zabraknie
też polskich wirtuozów pióra: Hanny Krall czy
Wiesława Myśliwskiego.
fot. materiały prasowe
Tegoroczna edycja festiwalu Unsound będzie
naprawdę zaskakująca. W tajemnicy zachowany zostanie szczegółowy program imprezy, przez co o wielu wykonawcach dowiecie
się dopiero, gdy pojawią się na scenie.
Choć blisko połowa artystów trzymana jest
w sekrecie, ujawnione informacje zachęcają
do zakupu biletów „w ciemno”. W Krakowie zobaczymy bowiem efekt współpracy Shackletona
oraz gitarzystki i perkusistki z japońskiej grupy
Nisennenmondai. Razem na scenie pojawią się
Surgeon z Lady Starlight, która często współpracuje z Lady Gagą. Kto zaś dołączy do Roba
Mazurka czy Helen Hauff? Tego jeszcze nie wiemy. Natomiast tego, z kim wystąpi Greg Fox, nie
wie nawet on sam.
O klubową scenę w Hotelu Forum zadbają m.in.
Andy Stott, Zenker Brothers i Levon Vincent.
Swoje miejsce znajdzie tu też warszawski Brutaż, który oprócz dobrej zabawy zapewni festiwalowiczom speed-dating.
Niespodzianką będą również miejsca, w jakie zabierze nas w tym roku Unsound: 100 metrów pod
ziemię do kopalni soli w Wieliczce, do restauracji
WARS na starym Dworcu Głównym, do przedwojennego, drewnianego magazynu PKP przy ulicy
Kamiennej czy kościoła św. Katarzyny.
www.unsound.pl
Równolegle z Conrad Festival odbywać się będą
Targi Książki. Od 22 do 25 października w EXPO
Kraków będzie można poczuć zapach świeżo
zadrukowanego papieru, wypróbować elektroniczne czytniki, a przede wszystkim porozmawiać z cenionymi autorami. Na targach pojawią
zarówno pisarze i dziennikarze, jak i blogerzy.
Spotkamy więc i Andrzeja Stasiuka, i Mariusza
Szczygła, i... Kasię Tusk.
www.conradfestival.pl
W październiku mamy dla was propozycję nie
do odrzucenia. Jeśli nie chcecie „spać z rybami”, lepiej wybierzcie się do Kraków Tauron
Areny na pokaz „Ojca Chrzestnego” z muzyką
na żywo.
Twarde negocjacje i morderstwa bez skrupułów,
rewolwery i dobrze skrojone garnitury, przystojni gangsterzy i piękne kobiety, czyli świat sycylijskiej mafii walczącej o swoją pozycję w Nowym
Jorku w połowie XX wieku. Ekranizacja powieści
Maria Puzo, wyreżyserowana przez Francisa
Forda Coppolę, jest już pozycją kultową, która
znalazła miejsce w czołówce wszystkich rankingów filmów wszechczasów. Jednocześnie
jest też na pierwszym miejscu w zestawieniu
filmów, których nie widzieliśmy, ale wstydzimy
się do tego przyznać. Jeśli obejrzałeś już „Ojca
Chrzestnego”, zrób to ponownie. Jeśli jednak
nie znasz go do tej pory, koniecznie skorzystaj
z okazji i wybierz się na „The Godfather Live”.
Są bowiem dwie mafijne rodziny, które znać
musisz: Soprano i Corleone.
Autorem ścieżki dźwiękowej do filmu jest Nino
Rota, a wykona ją na żywo orkiestra symfoniczna
pod batutą Justina Freera. „The Godfather Live”
jest częścią światowego tournée, które rozpoczęło się w grudniu 2014 roku w Londynie.
www.thegodfatherlive.eu
przygotowała: Dagmara Marcinek
reklama
CO ZYSKAM DZIĘKI TARGOM?
reklama
#8
JEMSARCHITEKCI
08.10 - 06.11.2015
MAŁOPOLSKI OGRÓD SZTUKI
UL. RAJSKA 12 W KRAKOWIE
WEJŚCIE OD UL. SZUJSKIEGO
PON.- PT. godz. 11.00 - 19.00
SO.- ND. godz. 10.00 - 17.00
ORGANIZACJA
PARTNER STRATEGICZNY
MECENAT
MEDIA

Podobne dokumenty