tematnumeru: a pamiętasz jak…? - XII LO im. Henryka Sienkiewicza

Komentarze

Transkrypt

tematnumeru: a pamiętasz jak…? - XII LO im. Henryka Sienkiewicza
Na Siennej
WYWIAD
„ dopóki (…)
zwycięstwa nie
dostaniemy, ja stąd nie
pojadę!” str. 7
T E M A T T A B U…
…AWANTURA O GENDER
str.20

TEMAT NUMERU: A PAMIĘTASZ JAK…?
Czyli Sienkiewicz od podszewki…
str.4
1
NA SIENNEJ
SPIS TREŚCI…
REDAKTOR NACZELNY
3.
Od redakcji…
Dominik Owczarek
4.
Temat numeru
Z-CA REDAKTORA
5.
Wydarzenia
Konrad Mrozik
GRAFIKA
6.
Bałagan na Majdanie
Wywiad
Katarzyna Kujko
Łukasz Raczkowski
9.
„Dwóch takich z talentem”
KOREKTA
11.
Rzecz o Wikingach…
Małgorzata Posel
13.
Oko w oko z Wikingiem
Michał Kadej
Urszula Kamińska
15.
Historia bez dystansu
FELIETONIŚCI
16.
„Włoskie buty”
Dominik Owczarek
17.
Kulturalne Getto
Konrad Mrozik
18.
Nic to… czyli od strony murawy
Katarzyna Kujko
20.
Temat tabu
„Awantura o gender”
Malwina Kowalczyk
Kacper Ponichtera
21.
Na językach
NORWESKI
Magdalena Janiszewska
Kamila Szwejk
23.
Rozrywka
Greta Osoba
Agnieszka Chabera,
Agnieszka Grzybowska
Weronika Pławińska,
Dominika Kobus
Anna Jackowicz
2
Na Siennej
Drogi Czytelniku…
Możesz mnie kojarzyć.
Możesz mnie znać. Możesz
mnie codziennie
widywać. Ale nie wiesz o
mnie jednego: mam znamię na lewym udzie. A tak serio to chodzi o to, że kocham
pisać. Dlatego właśnie, gdy usłyszałem o projekcie Pana Kadeja o wznowieniu
działalności Gazetki Szkolnej, od razu do niego popędziłem z tysiącem pomysłów w
mojej sprytnej główce. Rachu-ciachu, trzy miesiące roboty i powstał pierwszy
numer. A tu patrz i masz już trzeci! I to nie koniec! Nad tym numerem pracowaliśmy
naprawdę ciężko i mamy ogromną nadzieję, że Tobie się spodoba. W ręku trzymasz
trzeci numer Szkolnej Gazetki „Na Siennej”, więc nie zmarnuj okazji i ją przeczytaj!
Miłej lektury!
Konrad Mrozik
Zastępca Redaktora Naczelnego
3
NA SIENNEJ
TEMAT NUMERU…
A pamiętasz jak…? Czyli Sienkiewicz na przestrzeni lat…
szkoła
Na początku tu była
zawodowa - tak
zaczeliśmy wywiad z Panią
Małgorzatą
Bogusz
–
sekretarką szkoły - pytając o
początki
naszego
liceum.
Szkoła powstała w 1990 roku,
ale
zanim
było
liceum,
najpierw znajdowała się tu
zawodówka, a dopiero w
wyniku reform przemieniono
budynek starej kamienicy w
szkołę średnią. To samo stało
się z Kuroniem.
Na
samiusieńkim
początku nie było egzaminów
wstępnych. – powiedziała pani
Linde,
która
pracuje
w
budynku naszej szkoły już 38
lat i ciągle jako bibliotekarka (z
10-letnią
przerwą
na
stanowisku
wicedyrektora).
Opowiedziała
nam
o
początkach
szkoły:
„Były
zaledwie trzy klasy i każda o
profilu ogólnym. Potem doszła
jeszcze jedna, a jak przyszła
reforma i czas na profilowanie,
to zawsze byliśmy liceum
bardziej humanistycznym”.
Mało kto wie, ale
kiedyś nie było szatni, takiej
jaka jest w obecnym stanie.
Była pani szatniarka, a każdy,
gdy dawał swoją kurtkę i buty
dostawał
numerek.
Ten
system się zmienił. Tak samo
jak
siłownia,
która
jest
stosunkowo młoda. Wcześniej
był tylko basen. Jeżeli już
wymieniamy
modyfikacje,
jakie
zaszły
w
naszej
placówce, to nie można nie
wspomnieć o technologii. Na
przełomie tych 20 lat można
zobaczyć, jak cały świat
popędził
do
przodu
technicznie. Jak mówił Pan
Szczęsny: Jak zaczynałem
pracę
w
1992
roku,
podstawowym wyposażeniem
każdej klasy był magnetofon
kasetowy.
Teraz
to
się
zmieniło,
mamy
laptopy,
rzutniki
czy
tablicę
interaktywną.
Nie
będę
wspominał
o
wszelakich
remontach, bo takowe są w
każdej szkole, z biegiem czasu
po prostu trzeba odnowić
podłogę
czy
pomalować
ściany.
Ale jedno pozostało
niezmienne: młodzież. Każdy
nauczyciel,
z
którym
rozmawialiśmy
jest
tego
samego zdania. Młodzież się
nie zmieniła. Ma te same
problemy i te same potrzeby
co zawsze. Zawsze kulturalna,
serdeczna i spokojna. Do
szkoły
uczniowie
lubią
przychodzić – mówi pani
profesor Kamińska (w XII LO
od 1995) – Zawsze szkoła była
też przyjaźnie nastawiona do
ucznia. Wielu nauczycieli sądzi,
że młodzież się nie zmieniła,
ale wpływ na nią tak. Młodzież
się nie zmieniła, świat się
zmienił – mówi pani Linde.
Kiedyś ucznia kreowała szkoła.
Budynek sam w sobie był
centrum kulturalnym, gdzie
każdy mógł znaleźć coś dla
siebie, było mnóstwo atrakcji,
wystaw
czy
koncertów.
Obecnie przez tak wysoko
rozwiniętą
komunikację
i
ułatwienie dostępu do każdego
rodzaju sztuki, szkoła spadła
na dalszy plan. Teraz większy
wpływ na młodego człowieka
ma środowisko, w którym się
on obraca, chociaż część
nauczycieli zazdrości tak dużej
orientacji w tym świecie
nowinek technologicznych i
cyfryzacji.
Jestem
pod
wrażeniem,
nie
pozwolę
powiedzieć złego słowa o
młodzieży,
świetnie
się
odnajduje w tym świecie
4
cyfryzacji
–
mówiła
w
wywiadzie Pani Linde.
To, czego inne szkoły
mogą nam zazdrościć, to na
pewno atmosfera, od lat
niezmienny
klimat
kameralności
(wąskie
korytarze)
oraz
takiastała
integracja.
Korki
i
przepychanie się na schodach
– to ma swój urok! Poza tym
kontakty uczeń - nauczyciel,
które zawsze były przyjazne.
Profesor
Szczęsny
w
wywiadzie przywołał rozmowę
kwalifikacyjną:
„
- Co pan chce tutaj
robić? – zapytała
ówczesna pani dyrektor.
- Jak to co? Uczyć
historii… - odpowiedział
niepewnie pan Szczęsny.
- Nie, nie, nie, co jeszcze
chce pan tutaj robić?
”
Niektórzy nauczyciele z
tęsknotą
odpowiadali
na
pytania. Z oczami wpatrzonymi
w dal.
Gdy
zapytaliśmy
niektórych, za czym tęsknią,
odpowiadali
nam
melancholijnych (lub mniej)
głosem. Pan Szczęsny tęsknił
za tą kulturową szkołą ,gdzie
samo
liceum
wystarczało
uczniowi. Pani Kamińska nie
tęskniła za niczym, mówiła:
Otwartość na teraz, nie
oglądać się za siebie. Pani
Włoczewska mówiła o tym, że
tak jak jest teraz jest dużo
lepiej, w porównaniu z tym co
było kiedyś.
Myślę,
że
skoro
niektórzy nauczyciele już są
„stażem pełnoletni” jak Pani
Włoczewska (18 lat pracy za
Na Siennej
nią), a niektórzy rozpoczynają
trzecią dekadę, jak pan
Szczęsny (22 lata), a część
jest tu od zawsze jak pani
Linde, skoro część nauczycieli
już tak długo pracuje w tej
placówce, to ona musi coś w
sobie mieć. Nasze liceum jest
po prostu świetne i mimo
wielu zmian na przestrzeni
czasu,
ludzie
pozostaną tacy sami.
zawsze
Harry i Kacperro
_____________________________________________________
AKTUALNOŚCI
odbywało
się
pobranie
krwi.
Chętnych
pełnoletnich obywateli było aż 44, lecz tylko 22
mogło oddać krew. To aż 50% uczniów
zdeklarowanych. W rankingu warszawskich szkół
jest to dobry wynik, lecz na tle podmiejskich
terenów jesteśmy daleko w tyle jeśli chodzi o
zdrowotność młodzieży.
24
marca
grupka młodzieży z naszej szkoły wyjechała na
tygodniowy wyjazd do Francji, a zaraz po nich 27
marca kolejne grono uczniów wyjechało do
Madrytu. Miejmy nadzieję, że wyjazdy były udane
- zdjęcia i wspomnienia już w
następnym numerze.
Z okazji 1 dnia
wiosny samorząd ogłosił
konkurs
na
marzannę.
Niestety tylko 3 klasy
wywiązały się z tego
obowiązku - ale nie na
darmo. Klasy 1b, 1d oraz
2d za piękne i oryginalne
marzanny
zostały
nagrodzone
pizzą
ufundowaną przez szkołę
.
SIENNA: Matura tuż tuż, więc może odrobina
wspomnień. Dnia 24.01 odbyła się studniówka
klas trzecich. Sto dni do matury uczniowie wraz z
nauczycielami
świętowali
we
wspaniałych
nastrojach w Venecia Palace w Michałowicach.
Teraz uczniowie latają za profesorami i proszą o
ostatnie poprawki ocen, ale cóż - takie życie
maturzysty. Miejmy nadzieję, że matury, które
odbędą się 5,6,7 maja, będą napisane
rewelacyjnie (oczywiście jak co roku). Dla
młodszych roczników dni te są wolne od zajęć.
Kwiecień i maj to miesiące pełne luzu, ponieważ
na celowniku są maturzyści - ale nie cieszmy się,
koniec maja i czerwiec to prawdziwy hardcore.
Poprawianie ocen, ostatnie bonusy itd. .
W dniach od 2 do 8 marca odbył się
wyjazd do Białki Tatrzańskiej tzw. Biała Szkoła.
Pogoda w tym roku nie rozpieszczała naszych
narciarzy, lecz nawet w takich beznadziejnych
warunkach dali sobie radę .
8 marca odbyły się targi szkół, na których
reprezentowaliśmy swoją szkołę, zachęcając
młodszych kolegów do wejścia w nasze grono.
11.04 na Siennej odbędzie się dzień otwarty dla
gimnazjalistów.
W minionym miesiącu w naszej szkole
ŚWIAT: „Dal Klo” – jedna z berlińskich
restauracji, jednakże różni się od innych tym, że
tematem przewodnim jest...toaleta. Siedzenia w
kształcie toalety, piwo z butelek na kształt
szpitalnej kaczki, kiełbaski z nocników, papier
toaletowy zamiast chusteczek. Mogłoby się
wydawać, iż dużo osób odrzuci taki temat
przewodni, jednakże okazuje się odwrotnie.
Restauracja otworzona została w 1971 i jak dotąd
odwiedziły ją już dziesiątki tysięcy gości.
Omsk – rosyjskie miasto, w którym w
5
NA SIENNEJ
zakładach serowarskich doszło do pewnego
nietypowego incydentu. W Internecie został
wstawiony filmik, na którym pijane towarzystwo
kąpie się w kadzi z mlekiem, a także widać jak
młodzi ludzie ubrani w same kąpielówki,
produkują sery. Nie mieli przy tym fartuchów ani
rękawic ochronnych. Jak się potem okazało, nie
mieli również aktualnych książeczek zdrowia.
Mieszkańcy miasta zadają pytanie, czy sery
powstałe z mleka, w którym kąpało się pijane
towarzystwo, trafiły na sklepowe półki? Niestety,
obecnie będzie trudno to ustalić, gdyż wydarzenie
to miało miejsce jeszcze przed Nowym Rokiem.
Nie zostanie to jednak bez konsekwencji.
Produkcją serów zainteresowała się rosyjska
służba
ochrony
praw
konsumenta
Rospetrebnadzor, a sprawa trafiła do sądu. Jak
na razie praca mleczarni wstrzymana została na 3
miesiące.
25 marca nad obszarem zamieszkanym
przez Indian w Amazonii przeleciał samolot.
Odkryto wtedy plemię. Zdaniem naukowców nie
miało ono jeszcze kontaktu z cywilizacją. Samolot
wzbudził wśród nich ogromne poruszenie.
Reporterowi
udało
się
sfotografować
mieszkańców osady. Antropolodzy uznali, iż
sfotografowane plemię nie zostało zbadane ani
opisane. Zamieszkujący tam przywódcy Indian
Ashaninka zaapelowali do władz, by powstrzymali
migracje podobnych plemion. Ich zdaniem „dzicy”
mieszkańcy Amazonii coraz częściej naruszają ich
rdzenne ziemie przez nielegalną działalność
człowieka w lasach równikowych na granicy Peru i
Brazylii.
Święty Graal – legendarny kielich,
z którego Chrystus miał pić podczas Ostatniej
Wieczerzy. Znajduję się on w bazylice św. Izydora
w Leon na północy Hiszpanii. Para naukowców
(Margerita Torres i Jose Miguel Ortega del Rio).
odkryła, iż puchar wykradziono z Grobu Pańskiego
i podarowano królowi Leonu, Fernando I, w 1054
roku.
Dario Gambarin
– włoski
artysta
specjalizujący się w tzw. land art uczcił ostatnie
spotkanie papieża Franciszka z prezydentem USA
Barakiem Obamą. Na polu koło Werony wykonał
traktorem gigantyczną pracę, przedstawiającą
Statuę Wolności ze znakiem krzyża w koronie.
Jego „obraz” zajął powierzchnię 25 tysięcy
metrów kwadratowych i można go oglądać
wyłącznie z lotu ptaka na polu uprawnym w
miejscowości Castagnaro na północy Włoch.
Gambarin wyjaśnił, iż wyorana przez niego twarz
kobiety
w
promienistej
koronie
wyraża
melancholię i ironię.
Badania wykazały, iż flawonole kakao,
czyli główne składniki ciemnej czekolady, mają
dobry wpływ na ciśnienie krwi, poziom
cholesterolu oraz stan zdrowia żył i tętnic.
Obecnie odbywają się badania, czy flawonole
mogą mieć jeszcze lepsze właściwości. Naukowcy
chcą dowiedzieć się, czy mogą one zapobiegać
zawałom serca i udarom. Stworzyli pigułkę, w
której zawarto silny koncentrat tej substancji,
tzw. „witaminę ciemnej czekolady”. Kapsułka ta
jest całkowicie wolna od kalorii, cukru i
nasyconych tłuszczów, które zawierają czekolady.
Dominika Kobus & Rimo
____________________________________________________
BAŁAGAN
NA
MAJDANIE
…
Zaciekawiona
i
poruszona sytuacją na
Ukrainie postanowiłam
przeprowadzić wywiad
z Nadią Maik, kobietą
w
średnim
wieku,
Ukrainką mieszkającą
w Polsce, pracującą w
przychodni przy ul.
Syrokomli,
bardzo
otwarta,
szczera,
wrażliwa. Nie powiem
kosztowało mnie to
trochę nerwów i lęku,
przecież nie każdy chce
opowiadać o swoich
problemach,
jednak
moje wrażenie było
mylne,
na
każde
pytanie odpowiedziała
6
szczerze, bez owijania
w
bawełnę.
Były
momenty wzruszenia
jak i nadziei, która
zresztą nie odstępuje
jej na krok.
Na Siennej
K.K:
Witam
Cię
serdecznie, chciałam z
Tobą
dzisiaj
porozmawiać na temat
Ukrainy i sytuacji, która
tam zaistniała….
okazało się, że oni
wszyscy byli tam na
tym zrywie, powstaniu,
na Majdanie… wszyscy
mieli
wyłączone
komórki,
władza
odłączyła całą sieć nie
można było się z nikim
skontaktować.
Na
szczęście
siostra
dodzwoniła się później
do mnie i mówi :
„wiesz co nie martw
się, tata jest na
Majdanie”, ale zaraz
później (niech sobie
przypomnę) dokładnie
6 lutego, jemu się
dostało… dostał się
tam
do
szpitala
polowego
bo
potłuczony
był
po
głowie, wszędzie… on w pierwszym szeregu
szedł, w końcu ksiądz, ale nikt nie zwracał uwagi
czy to duchowny czy ktokolwiek inny, ból
zadawali każdemu.
N.M:
Co
konkretnie
chciałabyś wiedzieć?
K.K:
Na
początku
chciałam się zapytać, z
czego w ogóle wziął się
ten cały zryw, konflikt,
co było jego przyczyną?
N.M: Wiesz kochanie, ile
znaczy jeden podpis? No
właśnie, gdyby prezydent
Ukrainy złożył jeden mały
podpis pod tym, że my, mój
naród, możemy wstąpić do
Unii Europejskiej nie byłoby
żadnego problemu… Gdyby to zrobił, nikt by mu
nie wchodził w drogę i pewnie spokojnie do tej
pory by tam sobie rządził.
K.K: Rozumiem, to bardzo przykre.
Pewnego razu po Twoim telefonie moja
mama była bardzo poruszona, strasznie się
zmartwiła, powiedziała mi… że Twój tata,
razem z resztą narodu stoi na Majdanie. Co
go do tego nakłoniło?
K.K: A udało Ci się w końcu skontaktować z
tatą?
Rozmawiałaś
z
nim?
Co
Ci
powiedział?
N.M: Tak, tak… Powiedział : „dopóki, dziecko,
zwycięstwa nie dostaniemy, ja stąd nie pojadę!”.
Ma nadzieję taką, do końca, że to wszystko
będzie. I powiedział mi jeszcze, że wtedy, kiedy
się spalił ten Dom Ukraiński, kiedy wrzucili ogień,
to wszystko się spaliło, ocalała tylko Biblia i nasza
flaga…. a wszystko się spaliło. Wiem, że tato taki
zadowolony mówił : „będzie Ukraina, bo wiesz, to
jest znak!”.
N.M: Mój tata jest księdzem grecko-katolickim,
deputantem gminy, w której kiedyś mieszkałam, a
on z resztą mojej rodziny tam żyje do tej pory. To
był naturalny „gest” z jego strony. Przecież to
jego ojczyzna i naród. Na samym majdanie z
bruku budował kaplicę dla wiernych, by móc
odprawiać kazania, msze, by wesprzeć ich
wszystkich, którzy nadstawiają swojego ciała, by
dać im nadzieję, by w chwili zwątpienia wiedzieli,
że stoją w słusznej sprawie.
K.K: A co z Krymem?
Wiesz co, ja się nic nie martwię, że ten Krym nam
zabrali, bo to jest naprawdę nie nasz Krym. I tak
naprawdę dla Ukrainy to było troszeczkę takim
obciążeniem, bo oni z tego dochodu w ogóle nie
mieli, a Ukraina musiała zapewnić byt ludziom
tam mieszkającym, przecież pensje, emerytury i
szkoły, dzieci, musieli zapewnić im rozwój i
K.K: Jak dowiedziałaś się, że Twój tata TAM
stoi na zimnie, w tak wielkim zagrożeniu?
N.M: To było straszne (łzy w oczach). Tata nie
odbiera telefonu…. Tata nie odbiera telefonu!
Dzwonię więc do siostry, do tej, do tamtej. A
7
NA SIENNEJ
spokojne życie… A tak,
jak Rosja zabrała,
niech
się
sama
martwi… Teraz to jest
ciężki czas, bo nie
wiadomo, co zrobić,
coś jeszcze może się
stać
gorszego
prawda… Ale mamy
nadzieję, że nie!
K.K:
Kto
wam
pomaga? Kto stoi
za was murem, kto
was wspiera, was
jako naród?
N.M: Pomaga Polska,
dużo nam pomogła…
Bardzo,
bardzo,
bardzo, bardzo Polska
nam
pomogła.
Naprawdę, jak kiedyś
była ta nasza jeszcze
Pomarańczowa
Rewolucja, to pierwsi
Polacy przyjechali w
potrzebie
naszej
i
teraz też. I wiesz,
wszyscy
tacy
zadowoleni. Jak do
mojego taty przyjechał
dziennikarz,
tylko,
niestety,
nie
pamiętam, jak się on
nazywa, film nagrał z
tatą i wywiad zrobił, to
mój tata po prostu na
kolanach przed nim
stał…
No
tak
dziękowali, bo jak jest
z
innego
kraju
poparcie, tak duże to
się wydaje, że nie
wszystko
jest
stracone, czerpie się z
tego energie, nadzieje.
Pamiętam
jak
ja
jechałam
na
tę
rewolucję pomarańczy,
od początku do końca
stałam, z dziećmi, z
rodziną, 2 tygodnie
żeśmy tam stali w
zimnie, bo to grudzień,
styczeń przecież. No to
przyjechał Kaczyński,
to nam wszystkim się
wydawało, że to sam
Bóg z nieba zszedł, bo
to jak w kraju jakimś
zaczyna się dziać źle, a
widać
poparcie
z
innych krajów, stron,
to daje takiego ducha
walki, taką nadzieję,
że
koniec
tego
wszystkiego jest blisko
i że będzie wszystko
dobrze. Jesteśmy tak
wdzięczni Polakom…
Kiedyś było między
nami a wami taki
napięcie, ale tak jak
my dostaliśmy od was
pomoc, wsparcie, to
jest wielkie znaczenie
dla Ukrainy. Każdy
jeden
to
powie…
Jeszcze z tym, że
naszych rannych do
Polski wzięli, to już w
ogóle nie ma słów
wdzięczności
od
naszego kraju
dla
waszego.
Skąd on ma siłę na
to?
N.M: No jakbyś na
niego popatrzyła, to u
niego jest tyle energii.
Ja to się mu dziwię,
nogi takie opuchnięte,
stoi z tą flagą , czapka
naciągnięta…(śmiech).
Dużo go w Polsce
pokazywali,
bardzo
dużo.
K.K: Czy to, co
mówią
media,
telewizja, prasa u
nas w Polsce jest
prawdą?
Czy
ukazują realia tego,
co tak naprawdę się
tam dzieje?
N.M: Tak, tak… Nie
ma przekrętów, Polska
wiernie odzwierciedla
całą sytuację…
K.K: A jak jest z
mediami u was?
N.M:
Na
samym
początku była cisza,
pewnie myśleli, że
wszystko się rozejdzie,
ale jak doszło co do
czego, to prawda,
prawda i tylko prawda.
Rosja tam oczywiście
swoje gada… Ale to
Rosja, przecież już w
was
kamieniami
rzucają…
K.K: Mówisz o tacie
swoim, że jest taki
rezolutny,
pełny
sił… Ile on ma lat?
N.M: 83… A jak Ty byś
na niego popatrzyła,
to wydawałoby Ci się,
że ma 20.
K.K:
Jestem
szoku!
Niesamowite…
K.K: To prawda,
wystarczyło
posłuchać jednego
wywiadu
z
Putinem…
Czy
myślisz, że to się
jeszcze
jakoś
ugodowo rozwiąże,
w
8
czy myślisz, że to
jest
chwilowy
problem?
N.M: Nie… Nie… to nie
jest chwilowy problem,
to wojna, to już jest
wojna. Mój chrześniak
został zaciągnięty do
wojska,
rozumiesz?
Dali mu broń i to całe
wyposażenie (łzy w
oczach)…. Natomiast
córka mojej siostry
jest wolontariuszką w
szpitalu polowym. Jak
z nią rozmawiałam, to
mówiła, że nigdy nie
widziała
takiego
cierpienia, tyle krwi, to
są naprawdę okropne
widoki, mój tata nieraz
oberwał, to wszystko
to tragedia… Boimy
się, ale nadzieja nas
nie opuszcza.
K.K: Mam ostatnie
już pytanie, jakie
jest
Twoje
stanowisko, tutaj w
Polsce, do tego, co
się dzieje?
N.M: Oooo… ja to,
wiesz co, jak to
powiedziała
moja
przyjaciółka,
Pani
doktor
stąd,
że
wariatka jestem, że
tak ciężko się narobię,
a ja pierogi lepiłam,
obiady gotowałam po
nocy, nie spałam. Bo
ja jeździłam po tych
szpitalach, po tym na
Wołoskiej, do tych
mieszkań,
gdzie
umieścili wypisanych
ze szpitala Ukraińców i
dawałam im, żeby
Na Siennej
zjedli, odpoczęli. Jak
zarobiłam pieniążki, a
tam Ci biedni stali i
swoje ciało oddali za
Ukrainę, myślę sobie
tak : „co przez 2
tygodnie zarobię, to
wszystko idzie na nich,
dla mnie pieniążki to
jest
nic”.
Dużo
wsparcia
dostałam,
żeby tyle dać dla tych
rannych tu, w Polsce.
Ja bym nigdy nie
pomyślała, że tacy
ludzie są (wzruszenie)
to
co
powiedziałaś.
mi
K.K: To wszystko,
czego chciałam się
dowiedzieć, bardzo
Ci dziękuję za czas i
N.M: Przestań, nie ma
za co, dziękuję.
Katarzyna Kujko
_______________________________________________________________________________________
KULTURA
DWÓCH TAKICH CO MAJĄ TALENT…
Konrad Stępniewicz człowiek o wielu zainteresowaniach
oraz pasjach, tak zwany „szkolny talent”.
Zapraszamy do bliższego zapoznania się z jego osobą.
Konrad Mrozik,
który chodzi do drugiej klasy naszej szkoły.
Jest, między innymi, aktorem, modelem
i założycielem bloga
9
NA SIENNEJ
Magda Janiszewska & Kamila Szwejk: Co
jest Twoją pasją?
M.J&K.Sz: Kto dla Ciebie jest największym
wsparciem?
Konrad Stępniewicz: Moją pasją są koszykówka
oraz książki, jednak największą- teatr.
K.S: Największe wsparcie zdecydowanie mam od
przyjaciół, mamy i, oczywiście dziewczyny.
M.J&K.Sz:
Od
czego
się
zaczęło?
K.S: Teatrem zainteresowałem się już w
przedszkolu.
Do
tego
tematu
poważniej
podszedłem dopiero w gimnazjum. Zacząłem
uczęszczać na zajęcia w szkolnym teatrze „pod
siódemką”. Natomiast w trzeciej klasie gimnazjum
dołączyłem do ogniska teatralnego Machulskich. W
późniejszym czasie dodatkowo wyjeżdżałem za
granicę na warsztaty teatralne. Jestem zapisany
również na warsztaty w Warszawie, które
rozpoczynają się w marcu. Poza tym bardzo
interesuję się epoką średniowiecza, a z dziedziny
sportu uwielbiam koszykówkę.
M.J&K.Sz:
dzień?
Kto
jest
Twoim
wygląda
Twój
normalny
K.S: Mój dzień zaczyna się od szkoły. W niej
spędzam najwięcej czasu. Po powrocie do domu
relaksuję się przy dobrej muzyce, która pochłania
wiele mojego czasu. Często spaceruję, ponieważ
uwielbiam przebywać na świeżym powietrzu.
Raczej nie jestem osobą, która lubi siedzieć w
jednym miejscu, dlatego dodatkowo zajmuję się
poszerzaniem swoich horyzontów i rozwijaniem
zainteresowań- w weekendy chodzę na warsztaty
teatralne, a już niedługo zacznę uczęszczać na nie
dodatkowo w tygodniu.
M.J&K.Sz: Jak wyglądał Twój pierwszy
występ?
K.S: Pierwsze przedstawienie, w którym wziąłem
udział, odbyło się już w przedszkolu. Pamiętam
dobrze, że wcieliłem się wtedy w postać króla, a
następnie zostałem narratorem.
M.J&K.Sz:
aktorem?
Jak
M.J&K.Sz: Jakie wyznaczyłeś sobie cele?
K.S.: Bardzo bym chciał napisać i wystawić sztukę
teatralną własnego autorstwa. Poza tym pragnę
nauczyć się grać na perkusji, która zdecydowanie
jest moim ulubionym instrumentem.
ulubionym
M.J&K.Sz: Bardzo dziękujemy za udzielenie
wywiadu i życzymy dalszych sukcesów.
K.S: Jeżeli chodzi o polskich aktorów, to uwielbiam
oglądać na ekranie aktorów, takich jak: Artur
Barciś oraz Cezary Żak. Uważam, że są oni
naprawdę genialni i zawsze świetnie odgrywają
przydzielone im role. Ostatnio miałem okazję
podziwiać ich w spektaklu „Zemsta” i, według
mnie, ich role były fenomenalne.
K.S: Ja również bardzo dziękuję.
Reporter: Może zacznijmy od tego, jaką
masz pasję?
Konrad Mrozik: Do moich najważniejszych pasji
zaliczam multimedia, ponieważ uwielbiam robić
filmy. Kolejnym ważnym dla mnie hobby jest
aktorstwo. Ubóstwiam znajdować się na scenie i
odgrywać różne role. Co prawda, zawsze chciałem
rysować, lecz niestety ołówek mnie nie pokochał,
podobnie gitara.
M.J&K.Sz: Jakiej muzyki słuchasz?
K.S.: Ubóstwiam muzykę. Kocham ją! Najbardziej
fascynuję się zespołem ACDC. Niestety, rock teraz
trochę podupada, ale należę do osób, które z nim
żyją nierozłącznie.
R: Widzieliśmy Twoje zdjęcia na stronie
agencji modowej, co wskazało nam
jednoznacznie, że jesteś modelem. Jak to
się stało, że nim zostałeś?
M.J&K.Sz: Co uważasz za swoje największe
osiągnięcie?
K.S: Myślę, że do moich największych osiągnięć
zalicza się ostatnio miniony festiwal teatralny w
Kochanowskim, ponieważ wygraliśmy wiele nagród
oficjalnych i osobistych.
K.M: Wszystko zaczęło się od tego, że marzyłem o
utworzeniu swojego profilu na stronie agencji
aktorskiej. Wtedy zorganizowano mi profesjonalną
sesję zdjęciową. Następnie wysłałem moje
10
Na Siennej
fotografie. Okazało się, iż w tym samym miejscu
jest również agencja dla modeli. Powiedzieli mi, że
bardzo podobają im się moje zdjęcia i chcieliby
umieścić je na swojej stronie.
naprawdę wszystkiego. Dodaję nowe wpisy, kiedy
tylko mam wenę, zazwyczaj chwilę po północy.
Można tam znaleźć głównie przeróżne recenzje
oraz dyskusje w temacie fantasy.
R: Pragnąłeś być aktorem, a zostałeś…
R: Czy Twoje pisanie ogranicza się tylko do
modelem?
szkolnej gazetki i bloga?
K.M: Dokładnie tak. Życie lubi zaskakiwać. Jestem
K.M: Oczywiście, że nie. Nie bez powodu
pewny, że czeka mnie jeszcze wiele niespodzianek.
znalazłem się w klasie humanistycznej. Chętnie
piszę opowiadania, wiersze, a za pewien czas
planuję pisać książki.
R:
Miałeś
zlecenia?
już
jakieś
swoje
pierwsze
R:
Co uważasz
osiągnięcie?
K.M: Wysyłali do mnie kilka ogłoszeń o castingach,
jednak na żadne do tej pory nie odpowiedziałem.
Czekam na coś specjalnego.
za
swoje
największe
K.M: Zdecydowanie zajęcie pierwszego miejsca
oraz laur za reżyserię sztuki na festiwalu w Liceum
Ogólnokształcącym im. Jana Kochanowskiego.
Naszą nagrodą była możliwość wystawienia sztuki
w Teatrze Współczesnym, co było dla nas wielkim
zaszczytem.
R: Wróćmy zatem do aktorstwa…jak to się
wszystko zaczęło?
K.M:
W mojej poprzedniej szkole solidnie
uczęszczałem na zajęcia teatralne. One bardzo mi
pomogły i zapoznały mnie ze sceną. Grałem tam
różne role, od epizodycznych do głównych. Dzięki
temu zakochałem się w teatrze. Aktualnie należę
do grupy teatralnej „MAYDAY” oraz ekipy filmowej
„HighFive”.
R: Dziękujemy za udzielenie wywiadu.
Jesteś niezwykle sympatyczną i otwartą
osobą. Życzymy Ci samych sukcesów oraz
tego, abyś już zawsze mógł robić to, co
kochasz.
R: Dotarły do nas również informacje o
K.M: To ja dziękuję. Cała przyjemność po mojej
prowadzonym przez Ciebie blogu. Jak się
nazywa i o czym jest?
stronie.
Magda
K.M:
Nazywa
się
„ezoteryczny
byt”
(www.ezoterycznybyt.blogspot.com). Dotyczy tak
Janiszewska
&
Kamila
Szwejk
RZECZ O WIKINGACH HISTORYCZNYCH I SERIALOWYCH
Serial spod znaku dramatu historycznego
opowiadający
o
wczesnośredniowiecznych
mieszkańcach Skandynawii, produkcji kanadyjskoirlandzkiej, napisany przez Anglika. Brzmi ciekawie?
Mowa o wyemitowanym w Polsce 21 października
2013 roku serialu telewizyjnego „Vikings”, którego
10-odcinkowej kontynuacji doczekamy się 6 marca
2014.
Ragnar Lothbrok, Wiking, w którego
rolę perfekcyjnie wcielił się australijski model i
aktor, Travis Fimmel, jest ucieleśnieniem nordyckiej
tradycji i wierności skandynawskim bogom. Podług
legend ów wojownik jest bezpośrednim potomkiem
jednego z bogów pogańskiego panteonu - Odyna,
jednookiego boga mądrości, wojny i wojowników.
Lothbrok nie jest bohaterem całkowicie dobrym,
ani zupełnie złym. Jest niespokojnym duchem i
idealistą o silnym charakterze, a przy tym wielkiej
charyzmie. Owa charyzma w połączeniu z
pomysłowością i ogromną ciekawością świata staje
się mechanizmem napędzającym fabułę serialu już
w pierwszych scenach, gdy w głowie Ragnara rodzi
się idea zmienienia kierunku wypraw ze wschodu,
11
NA SIENNEJ
gdzie summa summarum nie ma już czego łupić i
na zachód, gdzie wojownicy na długich łodziach
jeszcze nigdy nie dotarli, a nawet, jeśli któryś
dotarł, nie wrócił już, by o tym opowiedzieć.
Propozycja zmiany kursu nad wyraz przypada do
gustu
towarzyszom
pomysłodawcy,
jednak
argumenty nie przekonują człowieka, który ma
decydujący głos - Jarla Haraldsona (Gabriel Byrne).
Jako że z wodzem, zarazem właścicielem łodzi
trudno się spierać, Ragnar znajduje inne
rozwiązanie. Tu na scenę wkracza Floki (Gustaf
Skarsgård) - urzekający wariat, na którego barki
spada zadanie skonstruowania long skipu, który
wypłynie na nieznane, zachodnie wody. Floki, rzecz
jasna, zadaniu podołał, a tajemnicze lądy na
zachodzie stały się nieco mniej tajemnicze, gdy
nadano im nazwę - Anglia. Bogactwa tamtejszych
klasztorów urzekły przybyłych Skandynawów. Nie
lękając się obcego, na dodatek przybitego do
drewnianego krzyża bożka, wzięli wszystko, co
wyglądało na cenne i mogło się przydać, w tym
kilku zakonników. Oni też mogli się przydać, jak
choćby młody chrześcijanin Athelstan (George
Blagden), który na ziemiach Wikingów pełnił
funkcję opiekunki dla dzieci Ragnara i jego
wojowniczej żony, Lagerthy (Katheryn Winnick),
Bjorna (Nathan O’Toole) i Gydy (Ruby O’Leary). W
pewnym momencie stary Jarl przestaje być
problemem i nic nie stoi na przeszkodzie, by
Lothbrok, wspierany przez żonę, przyjaciół i
walczącego z nim ramię w ramię brata, władał
wodami i lądami, które owe wody okalają. Nic by
się nie stało, gdyby nie detale. Okoliczni władcy
schrystianizowanych ziem nie darzą bowiem
najeźdźców z Północy wielką sympatią, a i wśród
samych Wikingów lada chwila wykiełkować może
ziarno niezgody, bowiem jak długo wierny Rollo
(Clive Standen) może żyć w cieniu wspaniałego,
uwielbianego i, przede wszystkim, docenianego
przez
towarzyszy
brata?
Od lewej: Lagertha, Ragnar i Rollo.
„Vikings” to serial
historyczny,
nie
pseudohistoryczny, choć, oczywiście, ukazane w
nim dzieje bohaterów nie są odwzorowaniem
życiorysów zrekonstruowanych na podstawie
jakichś kronik z tamtego okresu. Nie trudno się
domyślić, że wiele zapisów z epoki Wikingów
zwyczajnie nie przetrwało do dzisiejszych czasów.
Przetrwały jednak późniejsze rękopisy, Sagi,
uzbrojenie… czyli wszystko, co było niezbędne, by
wiernie odtworzyć wczesnośredniowieczne realia
Skandynawii. Starannie wykuty oręż, historyczne
stroje, wspaniale odtworzona wioska, piękne
krajobrazy - wszystko to składa się na
niepowtarzalny, wyjątkowy klimat produkcji, który
12
Na Siennej
sprawia, że widz może niemalże przenieść się w
czasie, stanąć ramię w ramię z wojownikami jarla,
poczuć zimny wiatr na twarzy czy dotknąć desek
najważniejsze nordyckie wartości. Nazwisko
„Ragnar Lothbrok” nie powstało w głowach
twórców wyłącznie na potrzeby serialu. Ragnarr
Loðbrók (z j. staronordyckiego: Ragnar Włochate
Portki - przydomek wziął się prawdopodobnie od
spodni z niewyprawionej, koziej skóry) był
legendarnym nordyckim władcą i bohaterem
czasów największej potęgi Wikingów. Wedle sag
zabił tysiąc wojowników i zgwałcił osiemset kobiet.
Był ojcem, między innymi, Sigurda Wężowe Oko,
Bjorna Żelaznobokiego, Ivara Bez Kości i Halfdana
Ragnarssona. Zasłynął jako łupieżca Anglii i Francji.
Przypisuje mu się m. in. złupienie Paryża w 845
roku. Legendy głoszą, że został schwytany przez
króla Aellę i skazany na śmierć przez wrzucenie do
dołu ze żmijami. Przed śmiercią zdołał jeszcze
zakrzyknąć: „Gdyby warchlaczki wiedziały, jak
umiera stary dzik!”. Synowie dowiedzieli się o
śmierci ojca, a w 866 roku na wschodnią Anglię
uderzyło od dwóch do trzech tysięcy Wikingów.
longskipu Flokiego. Podziw budzi przede
wszystkim dbałość twórców o szczegóły. Już samo
logo, stylizowane „V”, które, wbrew pozorom, nie
jest tylko ozdobioną tematycznymi serialowo
Skadi
wzorami literą, w swej symbolice zamyka
_______________________________________________________________________________________
OKO W OKO Z PRAWDZIWYM WIKINGIEM
Warownia Wikingów, w której umówiona byłam na spotkanie z panem Stanisławem Wdowczykiem ,
Jarlem Einarem, umiejscowiona jest na Żoliborzu , tuż przy brzegu Wisły. Warto wspomnieć, że osada
Jomsborg nie jest tylko miejscem treningów drużyny, lecz też jest otwarta dla ludzi z zewnątrz .
Organizowane są różnego rodzaju imprezy , wycieczki dla dzieci, a przez cały sezon letni otwarta jest dla
zwiedzających, którzy chcą zawitać do, znajdującej się tam, tawerny czy też zakupić coś z ich wyrobów
rzemieślniczych. Kiedy przekroczyłam bramę osady, poczułam się, jakbym faktycznie przeniosła się te tysiąc
lat wstecz. Ku memu zdumieniu podszedł do mnie starszy pan z siwą brodą w typowo roboczym stroju,
którego wygląd daleko odbiegał od tradycyjnego rynsztunku wikinga. Jarl znalazł dla mnie czas na parę
krótkich pytań, ponieważ akurat wtedy,kiedy zawitałam do warowni, odbywał się cotygodniowy trening
drużyny. Z uśmiechem na twarzy pan Stanisław zaproponował mi, abyśmy usiedli przy drewnianym stole
na świeżym powietrzu , jako że akurat grzało i świeciło słońce. Długo nie czekając, przeszłam do
zadawania pytań.
Jak
powstała
wasza
drużyna?
- Drużyna powstała w 1998 roku . W 1999
konkretnie
się
ukształtowała
pod
nazwą
JomsborgVikingsHird, czyli po polsku Drużyna
Jomsborg. Odtwarzamy grupę wojów, która
faktycznie istniała 1000 lat temu. Pomału ludzie
przychodzili. Aktualnie nie ma stałej ekipy; zawsze
ktoś nowy przyjdzie, a inny odejdzie. Kurczę, a
temu się dziecko urodzi , a ten jakąś sobie pracę
znalazł i nie ma czasu , a drugi z kolei by chciał i
przychodzi. To tak, jak mawia mój, nie żyjący już,
niestety, przyjaciel z Anglii: Nie martw się Stan ,to
są najemnicy, oni przychodzą i odchodzą. W tej
chwili mamy 26 wojowników. Nie jesteśmy drużyną
kumpli z podwórka, ze szkoły czy studiów tylko
taką, która łączy
bardzo różnych ludzi.
13
NA SIENNEJ
- Czy jeździcie na jakieś rekonstrukcje?
Jeździmy. W tym roku planujemy wyjechać do
Edynburga, Niemiec i w lipcu może do Danii na
duży festiwal. Prowadzę rozmowę z muzeum na
północy Norwegii. Decyzję wyjazdu uzależniamy od
pieniędzy, które możemy uzyskać za udział w
imprezie. Jeżeli wystarczą na pokrycie naszych
wydatków,
to
pojedziemy.
- Czy odtwórstwo traktujecie jako sposób na
życie,
czy
jednak
hobby?
Jest to hobby, jak każde inne, jeden się angażuje
bardziej, drugi mniej . Treningi są co tydzień; część
osób przychodzi, część nie. Wśród nas są osoby
wykonujące przeróżne zawody, np.
kierowca
ciężarówki , strażak, prawnik , zawodowy aktor,
który śpiewał w operetce. Z resztą sam jestem
historykiem z wykształcenia. Ci wszyscy ludzie to
nasi
wojownicy.
-Istnieją jakieś ograniczenia związane z
uczestnictwem?
Osiemnaście lat i wyżej. Mamy na uwadze
bezpieczeństwo i staramy się unikać sytuacji,
których konsekwencje znalazłyby swój finał w
sądzie.
- A jeśli chodzi o kobiety- czy one też walczą?
Czy jednak zajmują się rzeczami bardziej
rzemieślniczymi ? No i czy ogólnie się
przydają?
- U nas nie. To znaczy, zrobiłem wyjątek dla jednej
dziewczyny, która walczy włócznią i jak na razie
jest jedynym rodzynkiem w naszej grupie. Tradycją
tej konkretnie drużyny było, że pań nie
przyjmowano. Kobiety oczywiście się przydają!
Jesteśmy
tu
zdecydowanie
wszyscy
heteroseksualni! – dodał Jarl lekko uśmiechając się
pod nosem – Kobiety odtwarzają u nas rzemiosła,
życie obozowe oraz kuchnię. To nie znaczy, że ich
udział ogranicza się ’’tylko do garów’’. Nie. Jak
trzeba pomóc w czymś cięższym, to wojownicy też
oczywiście pomogą. Tylko w tamtych czasach nie
było idiotyzmów typu ’’gender” czy tam
zwariowanych feministek, tylko kobieta miała takie
same prawa jak mężczyzna, a podział obowiązków
wyznaczało samo życie. Po prostu silniejszy
fizycznie mężczyzna wojował i polował , a ona
zajmowała się domem i tam z kolei miała pierwszy
głos. Natomiast jeśli chodzi o prawa wśród
wikingów,
kobiety
były
absolutnie
równouprawnione. Są opisane przypadki rozwodów
z inicjatywy kobiety, bo mąż nie dbał o rodzinę. W
jednym przypadku podobno został zaczarowany i
nie mógł z nią odbywać stosunków seksualnych. Z
każdą inną mógł , a z nią nie, ponieważ rzuciła na
niego urok pewna dama z zemsty, że ją zostawił.
Znaczy, możemy w to wierzyć albo nie, wiadomo.
W każdym razie pozycja kobiety była bardzo
wysoka, jeśli oczywiście mówimy o kobiecie wolnej
a nie o niewolnicy . Czy zdarzały się kobiety
wojowniczki? Zdarzały się, ale to była bardzo
rzadka
sytuacja.
- Skąd na terenach Polski i Mazowsza
pojawili się Wikingowie?
-Wikingowie w Polsce, nie tylko na Mazowszu, byli
przede wszystkim za czasów pierwszych Piastów.
Przybywali jako kupcy i najemnicy i było ich dużo.
Dzisiaj historycy i archeologowie uważają, że
drużynę Mieszka i Chrobrego w 1/3 mogli stanowić
najemni wikingowie. Dwa lub trzy lata temu
niedaleko Ciechanowa znaleziono w pełni
wyposażony grób wikinga. Był to wojownik i, jak to
wikingowie, jednocześnie kupiec, bo oprócz miecza
i ozdób znaleziono malutką wagę do ważenia
srebra. Masę nordyckiej broni znaleziono w jeziorze
Lednickim. Kiedy gród na Lednicy został zdobyty w
Polsce miała miejsce Reakcja Pogańska, kompletna
anarchia. Praktycznie nie było władzy. Czesi
skorzystali z okazji, zdobyli wtedy gród na Jeziorze
Lednickim. Parę lat temu archeologowie spod
powierzchni wody wyciągnęli całą masę broni.
Wiadome jest, że zaciekła walka toczyła się na
moście, ponieważ masa szkieletów oraz broni
utonęła w wodzie. Przy czym, wydobywając tę
broń, dało się zauważyć, że większość z niej to
broń normańska, co widać po zdobieniach.
Na tym, niestety, musiałam zakończyć rozmowę z Jarlem, choć z wielką chęcią zadałabym mu o
wiele więcej pytań. Na koniec pan Stanisław zaprosił mnie na otwartą imprezę rekonstrukcyjną, podczas
której będzie można zobaczyć ponad stu wojów z Polski, jak i zza granicy oraz poczuć ducha tamtych lat.
Wystawione będą stoiska z wyrobami rzemieślniczymi z tamtej epoki, jak np. biżuteria, materiały z lnu czy
wełny. Kiedy skończyłam rozmowę, Jarl chwycił w dłoń miecz i powrócił do treningu. Miałam jeszcze chwilę
14
Na Siennej
czasu, aby swobodnie rozejrzeć się po osadzie, przy czym nie mogłam się powstrzymać od głaskania kilku
dużych psów, które towarzyszyły mi od samego wejścia do grodu. Kiedy już wracałam autobusem do
domu, naszła mnie ogromna chęć przeniesienia się w tamte czasy. Nawet po takim krótkotrwałym
oderwaniu się od rzeczywistości człowiek zostaje przytłoczony tą betonową szarością miasta.
Więcej informacji możecie uzyskać na stronie : www.jomsborg.pl
Awita
Historia „…Bez Dystansu”
Tytuł tego artykułu ma dwa znaczenia. Pierwsze dotyczy tego, że będę pisał o historii „Sceny Bez
Dystansu”, czyli niezależnego teatru działającego w budynku XII LO im. Henryka Sienkiewicz w Warszawie.
Druga wymowa dotyczy braku dystansu między uczniami a historią tego teatru. W każdym momencie
możemy się skontaktować z większością aktorów grających w nim wcześniej(a było ich grubo ponad stu),
lub porozmawiać z profesorem Pawłem Szczęsnym, nauczycielem historii w naszej szkole, który tym
teatrem kieruje.
Na samym początku była HECA, czyli coroczne obchody Święta Wiosny, na których każda klasa
mając do dyspozycji jedno szkolne pomieszczenie i coś w nim robiła. Były spotkania ze znanymi ludźmi,
gry, zabawy i przedstawienie teatralne. Wówczas to w sali 44 odbył się pierwszy spektakl pt. „Romeo i
Julia”, teatru szkolnego, który jeszcze nie wiedział, że takowym teatrem się stanie. Sam występ był bardzo
rozchwytywany, a sala pękała w szwach, więc przedstawienie było wystawiane kilka razy. Uczniowie, którzy
brali w nim udział chcieli to kontynuować, więc razem z Panem Szczęsnym w 1993 roku założona została
„Scena Bez Dystansu”.
Trudno w to uwierzyć, ale siedem lat później w roku 2000 „Scena” wystąpiła na deskach Teatru
Ateneum z przedstawieniem „Pan Zagłoba”. W tym teatrze był jeszcze grany spektakl z wykorzystaniem
tekstów Jacka Kaczmarskiego pt. „Kosmopolak”. Dzięki osobistym kontaktom aktorów sam Kaczmarski na
tym występie się zjawił i choć nie dał się wtedy namówić na wykonanie swoich piosenek to odwiedził naszą
szkołę kilka tygodni później i dał dwugodzinny koncert. Był w Sienkiewiczu jeszcze dwukrotnie i zaprzyjaźnił
się z uczniami i nauczycielami.
Znajomości z Jackiem Kaczmarskim miała jeszcze jeden aspekt. Na Dużej Scenie Teatru Ateneum
SBD wystawił spektakl „Sen Nocy Letniej”, na którym zjawiło się prawie 400 osób czyli widownia pękała w
szwach. Cały występ był biletowany, a pieniądze miały iść na leczenie choroby nowotworowej wykrytej u
Jacka Kaczmarskiego kilka lat wcześniej. Po spektaklu Kaczmarski tak pisał meilowo do profesora
Szczęsnego:
Kochany Pawle,
bardzo mnie ucieszył Twój e-mail.
To wzruszające, że tak o mnie myślicie.
Cieszę się, że spektakl się udał.
Strasznie dziękuję i serdecznie pozdrawiam!
Jacek
Niestety tego samego roku (tj. 2004) Jacek Kaczmarski zmarł. Ku uczczeniu jego pamięci SBD
wystąpiła 20 marca 2009 roku w „Portrecie płonącym”, pierwszym swoim spektaklu muzycznym
zawierającym piosenki autora „Murów” w nowych rockowych aranżacjach Marcina Partyki. Ich wersje
studyjne można posłuchać na płycie CD wydanej przez SBD i Stowarzyszenie Sienna 53
15
NA SIENNEJ
http://www.youtube.com/watch?v=HH4LQyFAlXw
W ponad 20letniej historii Sceny Bez Dystansu podniosłe i radosne chwile przeplatały się ze
smutnymi. Tak było 6 lutego 2002 roku. Mając niespełna 18 lat, tragicznie zginął w wypadku aktor „Sceny
Bez Dystansu”, Tomasz Wątorek. Po sobotniej próbie mówił żegnając się z kolegami: „Jadę na weekend do
rodziny. Do zobaczenia w poniedziałek”. To wydarzenie wstrząsnęło całą szkołą a zespołem SBD w
szczególności.. „Na początku było załamanie się całej grupy, ale potem dało nam to większego kopa, bo
przedstawienie, nad którym pracowaliśmy, było dla niego. Graliśmy dla Tomka.”- mówi prof. Szczęsny w
rozmowie z redakcją.
Scena Bez Dystansu jak przystało na szacowny teatr ma też publikacje jemu poświęcone. W 2010
roku powstała praca licencjacka Marty Szczepaniak (też aktorki SBD) o naszym szkolnym teatrze a w 2011
r. ukazał się zbiór wywiadów z aktorami SBD z lat 1993 – 2009. Książka „Bez Dystansu” opisuje dokładną
historię teatru z punktu widzenia uczestników tego przedsięwzięcia.
Obecnie teatr z zupełnie nową i inną obsadą zabiera się za wystawienie „Czarownic z Salem”, a sam
koordynator całości, Pan Szczęsny, mówi w wywiadzie, że chciałby wystawić jeszcze „Romeo i Julię” lecz
tak tradycyjnie, cały tekst bez żadnych odniesień do świata obecnego. Marzy mu się także wystawienie
musicalu z wykorzystaniem piosenek polskiego rock’a lat 80’. Ale to bardzo kosztowne i wymagające
potężnego zaangażowania przedsięwzięcie – mówi.
Tak na prawdę każde przedstawienie to ogromna praca, a Panu Szczęsnemu należy się ukłon za
organizowanie teatru przez 21 lat!
Harry
RECENZJA: „WŁOSKIE BUTY”
towarzyszami jego samotnej egzystencji są stary
pies i równie wiekowy kot oraz, pojawiający się od
czasu do czasu, hipochondryczny listonosz. Opinie
czytelników można podzielić na dwie grupy:
1) potwierdzające fakt, że autor wcale nie
musi napisać kryminału, z których słynie, by
stworzyć świetną powieść;
2) krytykujące pisarza za mroczną i
pesymistyczną aurę „Włoskich butów”.
Wiadomo, nie każdy lubi książki bez happy-endu,
jednak ja zaliczam się do tej pierwszej grupy, mimo
iż wcześniej nie czytałem żadnej pozycji Mankella.
Wierni czytelnicy szwedzkiego pisarza powinni mu
wybaczyć wysłanie komisarza Kurta Wallandera na
emeryturę. Akcja jest senna, spokojna oraz
pozwala czytelnikowi wczuć się w klimat
samotności na wyspie.
Pozycja
Henninga Mankella jest głęboką podróżą do
ludzkiej duszy. Główny bohater od kilkunastu lat
mieszka na bałtyckiej wyspie, która jest
opustoszała. Starzec przebywa codziennie sam,
może dlatego, żeby uciec od błędów przeszłości, z
którymi będzie musiał się niespodziewanie
Na niewielkiej bałtyckiej wyspie od
dwunastu lat mieszka samotnie Frederick Welin,
sześćdziesięciosześcioletni emerytowany lekarz.
Rytm jego życia wyznaczają poranne kąpiele w
wykuwanym codziennie przeręblu. Jedynymi
16
Na Siennej
zmierzyć? Może dlatego, że przybędą one ze
zdwojoną siłą; odkryje wówczas w sobie resztki
ukrytego człowieczeństwa oraz nareszcie
uświadomi, że nie jest tchórzem? Lektura wybitna,
czytelnik uświadamia sobie, jak przeszłość nieraz
może dać znać o sobie w najmniej spodziewanym
momencie. „Nigdy nie mów nigdy” – brzmi słynne
powiedzenie i z pewnością nie było to motto
Fredericka.Przecież życie, którego nie zostało mu
już tak wiele, miało być do bólu przewidywalne, jak
przez ostatnie lata odkąd mieszkał na tym odludziu,
a jednak…
Dominik Owczarek
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/190749/wloskie-buty
KULTURALNE GETTO
Mimo trudnych warunków w getcie życie kulturalne stale rozwijało się i zapewniało rozrywkę wielu
tysiącom Żydom. Występy znanych śpiewaków, muzyka na ulicach, wystawy obrazów- dzięki temu ludzie
mogli choć na chwilę zapomnieć o otaczającej ich rzeczywistości. Na ulicach getta najczęściej śpiewali
żebracy- muzyka była stałym elementem egzystencji w wydzielonej przestrzeni. Najpopularniejszym
miejscem spotkań Żydów była kawiarnia ,,Sztuka” należąca do Tatiany Epstein. Łączyła ona elegancję z
tradycją kawiarni artystycznej. Lokal mieścił się w starej kamienicy przy ulicy Leszno 2, tuż obok muru
getta. Występowali tam artyści, tacy jak Władysław Szpilman- wybitny kompozytor i pianista czy Wiera
Gran- aktorka kabaretowa potrafiąca rozbawić każdego do łez, a także wzruszyć wyjątkową barwą głosu,
gdy śpiewała sławne ,,Trzy listy”. Życie kulturalne getta to nie tylko muzyka w kawiarniach, ale także teatr.
Jeden z najbardziej znanych to Eldorado na ul. Dzielnej, gdzie do późnych godzin wystawiane były sztuki,
na które przychodziły tłumy. Miejscem, w którym wolny czas spędzali młodsi widzowie, był Dom Sierot
Janusza Korczaka. Przedstawienia (np. ,,Pocztę”) oglądały dzieci mieszkające tam na stałe i te specjalnie
zaproszone po to, by mogły chociaż przez chwilę znaleźć się w świecie fantazji. Ci którzy nie mogli pozwolić
sobie na luksus kawiarni i teatrów, korzystali z dostępnej powszechnie literatury. W języku polskim pisali
m.in.: Władysław Szlengel i Henryka Łazowertówna. Niestety, większość z ich twórczości przepadła, tak
samo jak pamięć po wybitnych polskich artystach. Dlaczego? Trudno odpowiedzieć na to pytanie, być może
sami nie jesteśmy zainteresowani ich osobą i skupiamy się na zagranicznych osobistościach, pomijając to,
co nasze, polskie.
Weronika Pławińska
17
NA SIENNEJ
NIC TO…
OD STRONY
MURAWY
Selekcjoner
reprezentacji
Polski,
Adam Nawałka (na
zdjęciu) po losowaniu
grup eliminacyjnych do
Euro 2016 nie krył
zadowolenia,
przyznając
że
nie
narzeka jeśli nie ma na
coś
wpływu.
Optymizmu nie może
brakować, jak zresztą
powiedział
pewien
internauta – „Na razie
dobra nasza. Póki ex
aequo
zajmujemy
pierwsze miejsce w
grupie i tak trzymać”.
Liga Mistrzów
wznowiła rozgrywki. Po
wyłonieniu zwycięzców
w etapie 1/8 finału,
rozlosowano
pary
ćwierćfinałowe, wśród
których nie będzie
brakowało
wyrównanych
pojedynków.
Najtrudniej przewidzieć
będzie
prawdopodobnie mecz
Paris Saint-Germain z
Chelsea
Londyn,
drużyny
te
oprócz
tego, że posiadają
bogatych właścicieli, to
prezentują
takżer
bardzo zbliżony poziom
sportowy.
W
porównaniu
z
poprzednim sezonem,
narzekająca na braki
kadrowe
Borussia
Dortmund
nie
ma
raczej
szans
z
rozpędzonym Realem
Madryt.
Manchester
United, zespół który z
wielkim
trudem
przeszedł
przeciętny
Olympiakos
Pireus,
zmierzy
się
z
mocarnym Bayernem
Monachium.
Awans
„Bawarczyków” zdaje
się być przesądzony.
Tak samo jak zapewne
zwycięstwo Barcelony
nad Atletico Madryt,
jednak fakt że stołeczni
piłkarze
objęli
prowadzenie w lidze
hiszpańskiej (stan na
26.03.),
może
świadczyć o tym, że
należy się ich bać.
Polacy
w
meczu
towarzyskim
zostali
pokonani
przez
Szkotów,
naszych
przyszłych grupowych
rywali. Jedyną bramkę
uzyskał
kapitan
naszych rywali – Scott
Brown.
Może
to
zasłona dymna przed
eliminacjami? Kto wie?
Dominik
Owczarek
WYWIAD Z…
KUBĄ RZEŹNICZAKIEM
Czy reprezentacja Polski może po raz trzeci z rzędu wystąpić na Mistrzostwach
Europy? Co się zmieniło w klubie lidera Ekstraklasy przez ostatnie kilka
miesięcy i dlaczego kibice powinni mieć możliwość obserwowania własnych
idoli na portalach społecznościowych? Odpowiedzi na te, jak i wiele innych
pytań znajdziecie w poniższej rozmowie z zawodnikiem Legii Warszawa –
Jakubem Rzeźniczakiem.
D.O:
Rozlosowano
grupy eliminacyjne
Mistrzostw
Europy
2016, które odbędą się we Francji. Polacy
wylosowała rywali w postaci Niemców,
Irlandczyków, Szkotów, Gruzinów, oraz
debiutujący w jakichkolwiek meczach o
punkty
Gibraltar.
Jak
Pan,
jako
dziewięciokrotny reprezentant Polski ocenia
nasze szanse na wyjście z grupy?
J.R: Myślę, że nasze szanse są dość duże,
szczególnie po przeprowadzonej reformie, która
sprawia, że na Euro 2016 zagrają 24 drużyny, czyli
aż osiem więcej niż ostatnimi czasy, co zwiększa
szanse na awans nie tylko Polsce, ale i innym
drużynom. Osobiście jestem dobrej myśli,
18
Na Siennej
zdecydowanym faworytem są Niemcy, ale
pozostałe drużyny są jak najbardziej do pokonania,
jeśli tylko spiszemy się na miarę naszych
możliwości.
jako najbardziej medialnym piłkarzem w
Polsce. Czy działalność ta jest traktowana w
kategorii dbania o swój wizerunek?
Myślę, że w tym wypadku jedno łączy się z
drugim. Swoją aktywność w mediach traktuję jako
część zawodu, bo kibicom się to po prostu należy.
Staram się także patrzeć z perspektywy swoich
wczesnych lat, gdy sam lubiłem być blisko swoich
idoli i osób, które podziwiałem. Myślę, że dbanie o
wizerunek też ma swoje odbicie, bo wiadomo, że
swoją pozycję trzeba budować na boisku jak i poza
nim, ale aktywność ta jest także potrzebą bycia
blisko ze swoimi kibicami i dzielenia się z nimi
różnymi informacjami.
Jak wypada obecna kadra Legii Warszawa
w porównaniu z rundą jesienną?
Najbardziej
znaczącą
zmianą
jest
sztab
szkoleniowy, nowy trener i nowe reguły. Jeśli
chodzi o zawodników, dołączyli do nas Guilherme,
Orlando Sá i są to właśnie najpotężniejsze
wzmocnienia, patrząc także na to, że z miejsca
grają w pierwszym składzie. Odszedł Dominik
Furman, ale akurat w środku pola trener ma w kim
wybierać; jest Ivica Vrdolijak, Tomasz Jodłowiec,
Daniel Łukasik, a także Helio Pinto bądź Rafael
Augusto. Pomału do zdrowia wracają Kuba Kosecki
i Michał Żyro, więc jak na rodzime warunki, kadra
jest bardzo mocna i pod tym względem jesteśmy
najlepsi w Polsce. Oby urazy nas omijały, bo przez
ostatnie pół roku kontuzjowanych potrafiło być
nawet dziesięciu zawodników, co nie było na
pewno komfortowe dla ówczesnego szkoleniowca.
Na Facebooku publikował Pan posty
świadczące o tym, że podczas zgrupowań
chętnie sięga Pan po książki. Czy wśród
ostatnio przeczytanych znajdzie się taka,
która jest godna polecenia?
Ostatnimi czasy przerzuciłem się na książki o
tematyce psychologicznej, motywacyjnej oraz o
diecie. Stopniowo staram się wdrażać kibicom
sposób mojego odżywiania. Godna polecenia jest
książka „Dieta bez pszenicy”, która na mnie
wywarła duże wrażenie i skierowała mnie do tego,
by móc zdrowiej się odżywiać. Jeśli chodzi o książki
motywacyjne, godna uwagi jest „Jedna rzecz”,
która zawiera rady przydatne w życiu codziennym.
Czy któryś z „młodych wilków”, idąc tropem
Dominika Furmana (od niedawna zawodnika
francuskiego Toulouse, przyp.red.) bądź
Bartosza Bereszyńskiego, ma szansę stać się
niedługo jedną z pierwszoplanowych postaci
w drużynie lidera Ekstraklasy?
Myślę, że chłopcy, którzy wchodzą do pierwszej
„jedenastki”, muszą zostać obdarowani zaufaniem
od trenera, co w ostatnim roku pokazali choćby
Daniel Łukasik czy Kuba Kosecki, którzy odpłacili
się dobrą grą i zadebiutowali nawet w dorosłej
reprezentacji Polski. Myślę, że taki Przemek
Mizgała, którego ostatnio, niestety, trapią kontuzje,
czy też Michał Kopczyński są zawodnikami,
zdolnymi do tego, by w przyszłości stanowić o sile
Legii Warszawa, a nawet odejść z czasem do
dobrych klubów zagranicznych.
Czy cieszy się Pan zaufaniem nowego
szkoleniowca Legii, Henninga Berga?
Stuprocentowe zaufanie objawia się tym, że
zawodnik występuje w pierwszym składzie, a ja,
niestety, dwa ostatnie mecze (14.02. przeciwko
Koronie Kielce, oraz 22.02. z Górnikiem Zabrze)
przesiedziałem na ławce, dlatego o zaufanie nadal
walczę. Myślę, że w jakimś stopniu trener ufa
każdemu zawodnikowi, jakiego posiada w kadrze,
bo jednak w wypadku absencji któregoś z graczy,
drugi musi zająć jego miejsce i jak najlepiej się
zaprezentować, dlatego zaufanie to działa w jedną
jak i w drugą stronę.
Udziela się Pan aktywnie na portalach
społecznościowych
(Facebook,
Twitter,
Instagram), co czyni Pana prawdopodobnie
Dominik Owczarek
19
NA SIENNEJ
TEMAT TABU: AWANTURA O GENDER
Świat zwariował!- Można by rzec, słysząc
na każdym kroku, w każdym środowisku wzmianki
o inwazji gender. Co właściwe oznacza to pojęcie?
Czemu wszyscy o nim mówią? W jaki sposób
dotyka ono feminizmu, kościoła katolickiego i czy
jest realnym zagrożeniem dla ludzi?
„Gender to suma cech osobowości,
umundurowanej przedstawicielki płci pięknej
nikogo nie dziwi, a „macierzyństwo” i „kobiecość”
utraciły swoje pierwotne znaczenia. Po tym
wszystkim kobiety chcę udowodnić, że są lepsze
od mężczyzn. Podejmują różne kroki by
zaakcentować swoją odmienność, by pokazać że
są niezbędne. Ale czy w tych wszystkich
feministycznych działaniach nie zaczynają one
myśleć wedle zasady: „Chcesz mieć władzę,
pieniądze i prestiż? Bądź mężczyzną!”, zupełnie
zatracając swoje poglądy? Być może gender to
tylko pretekst do udowodnienia, że feminizm
dzisiaj istnieje, a ponadto wciąż jest potrzebny.
Warto przyjrzeć się spojrzeniu prawicy na
ten temat, która to uznaje ideologię płci mózgu za
jedną z głównych przyczyn zła w Polsce. W
podobny sposób swoje poglądy opisuje kościół
katolicki.
„Ogólnie trzeba powiedzieć, że ich
zachowań, stereotypów i ról płciowych,
przyjmowanych przez kobiety i mężczyzn w
ramach danej kultury w drodze socjalizacji, nie
wynikających bezpośrednio z biologicznych różnic
w budowie ciała między płciami.” - definiuje
Wikipedia.
Gender opanował społeczeństwo, dzieląc je na
przeciwników i zwolenników tej ideologii. Tak
naprawdę szum wywołany wobec tożsamości
płciowej (gender) można uznać za nieco
opóźniony, gdyż płcią psychiczną ludzi zaczęto
zajmować się stosunkowo wcześnie. Studia
związane z tym kierunkiem (Gender Studies)
powstały w USA już w latach 80 XX w.
Gender ma bezpośredni związek z
feminizmem. Warto powiedzieć tutaj o tzw.
„lewicowym feminizmie”, który, pławiąc się w
ideologii gender zasadniczo traci kontakt z
rzeczywistością. Gender jest trzonem i spoiwem,
a zarazem stanowi fundament lewicowego
feminizmu. Zwolennicy twierdzą, że jako taka płeć
nie istnieje. Różnice pomiędzy kobietą, a
mężczyzna to tylko i wyłącznie wytwór socjalizacji
i z łatwością można – a zasadniczo nawet NALEŻY
– je niwelować. Czy jednakże jest sens dążyć do
społeczeństwa, składającego się z obojnaków,
gdzie nikt nie będzie zwracał uwagi na płeć? W
teorii planowanych zmian wyznawanych przez
feministki możemy dostrzec kilka nieścisłości.
Mężczyzna bowiem przedstawiony jest jako
„agresor”, role płciowe są nieistotne, za to
wszelkie przejawy kobiecości są traktowane z
wrogością. Czy nie chodzi tu w takim razie tylko o
niepohamowany popęd upodobnienia się do
mężczyzn, a gender nie jest użyte nieco „na
siłę”? Czym można to wytłumaczyć? Dzięki
walczącym pół wieku temu feministkom dzisiejsze
kobiety mogą zajmować niegdyś uznawane za
typowo męskie stanowiska pracy. Widok
program (zwolenników gender) opiera się na
niezwykle prymitywnej antropologii. Miłość
redukuje do fizjologii, promuje seks bez zasad i
ograniczeń, czyli niesłychaną rozwiązłość i
rozpasanie. Najbardziej zagrożone są dzieci
najmłodsze. Po takim wychowaniu młodzież łatwo
może popaść w rozwiązłość, seks-narkomanie,
stać się niezdolna ani do wiary, ani małżeństwa,
rodziny. Wszystko po to by zniszczyć psychikę
dziecka, czy w ogóle młodego człowieka” - mówi
w wywiadzie z księdzem Waldemarem
Wesołowskim biskup marek Mendyk.
Czy faktycznie możemy obawiać się tego,
że nauka o rolach społecznych może zniszczyć
świadomość postrzegania świata przez dzisiejszą
młodzież? Głosy przeciwników gender wysuwają
nawet stwierdzenia, świadczące, że rzekomo
teoria ta została spisana przez szatana.
Demoralizuje i niszczy wartości prorodzinne, a
najlepiej byłoby zabronić kierowaniem swoim
życie wedle tych poglądów. Czy nie jest to jednak
swego rodzaju przesada? Wiadome jest to, że nie
wszyscy są w stanie popierać jeden pogląd. Lecz
jaki sens ma robienie czegoś wielkiego z niczego,
co by do tego zmuszało.
Czy gender stanowi realne zagrożenie dla
społeczeństwa? Tu również głosy są podzielone.
20
Na Siennej
Osoby popierające powyższe stwierdzenie
podejmują rozmaite kroki by udowodnić swoje
racje. Wśród nich profesor dr hab. Roman
Wieruszewski- kierownik Poznańskiego Centrum
Praw Człowieka INP PAN oraz profesor UW, dr
hab. Mirosław Wyrzykowski- kierownik Zakładu
Praw Człowieka WPiA UW, którzy to napisali list
otwarty w związku z trwającą debatą dotyczącą
gender. Mieli oni w zamyśle przypomnienie zasad,
wynikających z obowiązującego w Polsce prawa.
W skład ich argumentów weszły między innymi :
-przywołanie podstawowej zasady konstytucyjnej,
dotyczącej równości wobec prawa oraz zakazu
dyskryminacji ze względu na jakąkolwiek
przyczynę (w tym np. ze względu na płeć,
tożsamość płciową i orientację seksualną),
-powołanie się na zakaz dyskryminacji ze względu
na płeć, zawarty w sposób szczególny w
konstytucji RP (art. 33 ust. 1).
Autorzy listu podkreślali w tym miejscu, że
obowiązkiem władz publicznych jest
podejmowanie wszelakich działań, które mogą
służyć pełnej realizacji powyższych wartości
konstytucyjnych.
Profesorowie podkreślają, że apelują do polskich
władz „o pełną realizację zasad konstytucyjnych
oraz zobowiązań międzynarodowych dot. praw i
wolności jednostki”.
Co ciekawe, w Sejmie działa
parlamentarny zespół „Stop ideologii gender”,
którego przewodniczącą jest Beata Kempa,
posłanka Solidarnej Polski.
A co obywatele wiedzą i myślą na temat
gender? Na podstawie ulicznej ankiety
SuperEkspress.TV, udostępnionej w serwisie
YouTube podczas której pytano przechodniów
„czym właściwie jest ten gender?”, można
stwierdzić, że niewiele. Padały odpowiedzi nie na
poziomie, nie mające żadnego związku z
dziedziną nauk humanistycznych, która zajmuje
się badaniem roli płci przypisanej jej przez
kulturę.
Gender to wciąż żywy temat, na który
warto mieć własne zdanie i przede wszystkim
wiedzieć dlaczego w Polsce powstało tyle hałasu.
Malwina Kowalczyk
NA JĘZYKACH
W tym numerze naszej szkolnej gazetki postanowiłam przedstawić Wam podstawowe zwroty języka
NORWESKIEGO.
Na początku norweski wydaje się nieco dziwny i kompletnie niezrozumiały, ze względu na niespotykane w
języku polskim litery i dźwięki, ich kombinacje czy inną intonację.
Jednak jeśli już przyzwyczaimy się do tego „egzotycznego” brzmienia, okaże się, że norweski wcale nie jest
taki trudny! Zaczniemy od samego początku.
Alfabet języka norweskiego - Detnorskealfabetet
21
NA SIENNEJ
W języku norweskim występują samogłoski, których nie mamy w języku polskim. Np.
Ø – jak polskie „e” z zaokrągleniem ust do „o”.
Å – wymawiamy jak długie polskie „o”.
Æ – wymawiamy „a” , usta otwarte jak do „e
Podstawowe zwroty i wyrażenia:
Ja – tak (ja)
Nei – nie (naj)
Takkskaldu ha.- dziękuję bardzo, np. gdy komuś coś oddajemy (tak skaldu ha)
Jeg heter… – nazywam się … (jaj heter)
Hva heter du? – jak się nazywasz? (va heter du)
Jeg er 18 årgammel - ja mam 18 lat (jaj ar attenorgammel)
Hvorgammel er du? - ile masz lat? (vurgammel ar du?)
Jegkommerfra... - pochodzę z... (jaj kommerfra)
Hvorkommerdufra? - skąd pochodzisz? (vorkommerdufra?)
Unnskyld – przepraszam (unszyld)
Hei – cześć (powitanie) (hej)
God dag – dzień dobry (gud dag)
Ha detbra – cześć, na pożegnanie (ha de bra)
Dlaczego warto znać język norweski?
•
To najłatwiejszy spośród języków skandynawskich. Wymowa jest dużo łatwiejsza niż w duńskim, a
gramatyka niż w szwedzkim.
•
Znając język norweski będziesz mógł swobodnie rozmawiać ze Szwedem oraz być zrozumiałym dla
Duńczyka. To łatwiejsze niż rozmowa pomiędzy Polakiem a Czechem.
•
Język norweski wcale nie jest trudniejszy niż język angielski czy hiszpański. Wymowa, która na
początku wydaje się barierą nie do przejścia, w rzeczywistości możliwa jest do szybkiego
opanowania.
•
Jeśli znasz już jeden obcy język, nauka kolejnego przyjdzie dużo łatwiej. Jeśli jest to język angielski,
zauważysz wiele podobieństw do norweskiego jak np. użycie czasów.
22
Na Siennej
•
To także możliwość zdobycia dobrze płatnej pracy w Polsce. Ciągle jest wiele ofert w różnych
branżach dla osób posługujących się językiem norweskim i wciąż brakuje takich osób.
•
Norwegia jest wspaniała dla podróżników ceniących niezależność i niepowtarzalną przyrodę –
piękne góry, czyste wody, fiordy. Znajomość języka ogromnie wzbogaci poznanie dorobku tego
kraju oraz otwartości mieszkańców.
•
Norwegia jest uważana za najlepszy do życia kraj. Kolejny rok z rzędu, wg badań ONZ, wskaźnik
rozwoju społecznego Norwegii jest najwyższy na świecie.
Mam nadzieję, że zachęciłam chociaż o drobinę do nauki języka norweskiego. Jak już sami zdążyliście
przeczytać, jest wiele zalet w znajomości tego języka.
Greta Osoba
ROZRYWKA
- Jak nazywa się facet z radiem?
- StereoTyp

- Jakie miasto zmusza do refleksji?
- Przemyśl

- Co robią ogrodnicy-złodzieje?
- Grabią
23
NA SIENNEJ
Łukasz Raczkowski
Tu jest miejsce na Twoją
reklamę…
Wystarczy zgłosić się do
redakcji gazety „Na siennej”
24

Podobne dokumenty