Tutaj - Tyfloświat

Komentarze

Transkrypt

Tutaj - Tyfloświat
www.tyfloswiat.pl
Kwartalnik, nr 1 (10) 2011, bezpłatny, ISSN: 1689-8362
TYFLO{WIAT
Biała laska
Dostępne twarze
Facebooka
Naviton
3 Biała laska
Piotr Witek zapoznaje Czytelników z dostępnymi na naszym rynku białymi laskami
i podpowiada, na co zwrócić uwagę przy ich zakupie.
fot. creationc
W numerze
Pełnomocnik
a obrońca
11 Dostępne twarze Facebooka
W swojej pracy zawodowej niejednokrotnie spotykam się z pytaniem klientów: „Czy ja
zawsze muszę mieć profesjonalnego pełnomocnika?” Odpowiadam, że oczywiście zależy
to od tego, do jakiej czynności jest on potrzebny. Rozwiązanie tej nurtującej kwestii
wymaga wyjaśnienia roli, jaką pełnomocnik ma pełnić dla swojego mocodawcy.
Katarzyna Heba*
Pełnomocnictwo na gruncie
przepisów kodeksu cywilnego
Pełnomocnictwo ogólne może być udzielone osobie fizycznej i obejmuje umocowanie
do czynności zwykłego zarządu. Do czynności przekraczających zakres zwykłego zarządu
potrzebne jest pełnomocnictwo określające ich
rodzaj, chyba że ustawa wymaga pełnomocnictwa do poszczególnych działań.
‘Zwykły zarząd’ to pojęcie, które nie zostało
przez Kodeks cywilny zdefiniowane. Jest ono jednak szeroko stosowane, wyjaśnione w orzeczeniach sądów i w zasadzie nie budzi już większych
7 Pełnomocnik a obrońca
Katarzyna Heba radzi, kiedy można, a nawet powinno się poprosić o pomoc w występowaniu przed organami administracji publicznej lub sądami.
wątpliwości, co nie oznacza, że w konkretnych
przypadkach nie wymaga szczegółowej analizy
na podstawie konkretnego stanu faktycznego
i układu stosunków między stronami. Kodeks
cywilny pozostawił rozstrzygnięcie w konkretnych sprawach sędziemu, rezygnując z przykładowego wymienienia czynności niebędących
czynnościami zwykłego zarządu. Wobec braku
normatywnego określenia, co jest, a co nie jest
czynnością zwykłego zarządu, należy kierować
się takimi kryteriami, jak:
• Rozmiaricharaktermajątkuwspólnego
Przykładem może tu być zawarcie umowy
NR 1 (10) 2011
7
Michał Dziwisz, Michał Kasperczak oraz Piotr Witek starają się odnaleźć najbardziej
przyjazną niewidomym formę korzystania z tego popularnego portalu społecznościowego.
17 Reha for The Blind in Poland 2010 – nowe pomysły
i rozwiązania
Michał Kasperczak zdaje relację z kolejnej edycji Reha for The Blind in Poland.
Co nowego zaprezentowano? Czy producenci uchylili rąbka tajemnicy, czy będą chcieli
zaskoczyć klientów w tym roku?
Gdzie wzrok nie sięga,
czyli „nie od razu
Kraków zbudowano…”
Pewnego upalnego popołudnia trafiliśmy z moją niewidomą koleżanką przed katerdę
Świętego Stefana w Wiedniu. W powietrzu czuć było kurz unoszący się nad placem.
Z różnych stron docierały restauracyjne zapachy. Ale te mieliśmy lepiej zbadać
dopiero po zwiedzaniu Katedry, które planowaliśmy przeprowadzić metodycznie i jak
najdokładniej się da! Szukaliśmy w Internecie informacji na temat zabytku i wiedzieliśmy,
czego możemy się spodziewać. Mieliśmy chodzić, słuchać przestrzeni placu i Katedry oraz
o ile to możliwe – oglądać dotykiem. Właśnie. Oglądać dotykiem…
Marek Jakubowski*
Obchodząc potężną bryłę Katedry, szukaliśmy jej modelu, znajdującego się gdzieś
obok. Mieliśmy zacząć właśnie od niego. Był
tam! Zauważyliśmy model chyba równocześnie… ja go zauważyłem, a Krysia „usłyszała”,
dzięki charakterystycznym odbiciom dźwięków
od piaskowcowych ścian. W załomku potężnych
murów stała nasza pomoc „dydaktyczna”. Z prawej strony zawiało chłodem i delikatnym zapachem kadzidła, wosku i tym czymś nienazwanym, czym pachną wszystkie wielkie kościoły.
Zatrzymaliśmy się na chwilę, a Krysia wcisnęła
mi w ręce swoją laskę i zaczęła obmacywać piaskowcową futrynę potężnych drzwi. Wyciągnięte
jak tylko się da ręce nie sięgały jednak wysoko.
„ A jak daleko jest do końca tych drzwi?”, A co jest
ponad nimi?”, „A wyżej, nad dachem są te wieże?”,
„A dach to jaki jest wysoki?” posypały się pytania.
„Bo wiesz, my niewidomi to widzimy tylko tyle, ile
rękoma sięgniemy, albo ile nam opowiedzą czy też
sami przeczytamy. Ale trudno sobie takie potężne
obiekty wyobrazić”
Następne kilkadziesiąt minut spędziliśmy
przy modelu. Wspólnie, metodycznie oglądaliśmy wszelkie dostępne w nim szczegóły
architektoniczne katedralnej bryły. Zamyślona
Krysia porównywała skalę wielkości budowli
i człowieka stojącego pod nią. „To niesamowite – od podłoża do szczytów wież jest strasznie
daleko!!!! To taka wielka odległość, że widzący
na pewno nie widzą z dołu szczytów tych wież!!”
Wtedy ja się zamyśliłem. Wyobrażenia Krysi
były mylne, ale jak mogły być inne, skoro nigdy
nie miała okazji oglądać dokładnych modeli
NR 1 (10) 2011
25
25 Gdzie wzrok nie sięga, czyli „nie od razu Kraków
zbudowano…”
Marek Jakubowski, w kolejnym z serii artykułów na temat przedstawień graficznych dla
osób z dysfunkcją wzroku, przybliża Czytelnikom proces powstawania makiet budynków i zabytków.
29Naviton
Rafał Charłampowicz przedstawia kolejne narzędzie mające wspomagać osoby niewidome w orientacji przestrzennej. Czy powstający i testowany na Politechnice Łódzkiej
Naviton przyczyni się do zwiększenia samodzielności w poruszaniu się osób ze znaczym ubytkiem wzroku?
33 Dozwolony użytek – możliwości i ograniczenia
Dozwolony
użytek
Aleksandra Bohusz tym razem odchodzi nieco od tematyki bibliotecznej i przybliża
Czytelnikom zagadnienie prawne, umożliwiające w pewnych okolicznościach kopiowanie, przetwarzanie na inne formaty oraz korzystanie z utworów, którym przysługuje
ochrona prawna. Czy niepełnosprawny student ma prawo nagrywać utwory? Czy skserowanie książki lub przetworzenie jej w programie OCR jest przestępstwem? Zapraszamy do lektury.
możliwości i ograniczenia
W tym numerze, odchodząc od kwestii ściśle związanych z bibliotekami, zajmiemy się
aspektem prawnym dającym osobom niewidomym i słabowidzącym szansę tworzenia
formatów alternatywnych publikacji książkowych czy prasowych. Chodzi o zapis
wprowadzający do prawa autorskiego wyjątek w postaci tzw. dozwolonego użytku.
Warto zapoznać się z jego genezą oraz treścią, umożliwia on bowiem nie tylko
przetwarzanie druków do postaci elektronicznej, ale także wprowadzanie audiodeskrypcji
do filmów, sztuk teatralnych bądź wystaw. Zawiera ponadto regulacje korzystne dla
odbiorców twórczości niebędących osobami niepełnosprawnymi.
Aleksandra Bohusz*
Ustawa o prawie autorskim
i prawach pokrewnych – założenia
i najważniejsze zapisy
Ten akt prawny z 4 lutego 1994 r. (tekst pierwotny: Dz. U. 1994 r. Nr 24 poz. 83) (tekst jednolity: Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) zawiera
większość przepisów dotyczących korzystania
z utworów, przy czym utwór jest tu rozumiany
jako każdy przejaw działalności twórczej człowieka o charakterze indywidualnym, utrwalony
w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości,
przeznaczenia i sposobu wyrażenia (art. 1.).
Według cytowanej definicji utworami mogą
być, poza tekstami pisanymi i muzyką, między
innymi także: programy komputerowe, strony
internetowe, dżingle, prezentacje multimedialne, reklamy, broszury, programy studiów.
Tak więc twórcy i współtwórcy (osoby, które
wniosły do utworu wkład twórczy – współtwórcami nie są na przykład korektorzy czy redaktorzy tekstów) mogą egzekwować ochronę swojej
twórczości na podstawie prawa autorskiego.
Prawami pokrewnymi są prawa do wykonań
artystycznych danego utworu, jego nagrywania
w formie wideo i audio, prawa przysługujące
NR 1 (10) 2011
33
39 W co się bawić?
Tomasz Tworek przedstawia swój punkt widzenia na rynek gier kierowanych do osób
z dysfunkcją wzroku.
46 Krakowski Semestralnik Studentów Niepełnosprawnych
Paweł Rozmus, redaktor naczelny KSSN informuje, co słychać w redakcji
Kwartalnika.
KWARTALNIK
NR 1 (10) 2011
WYDAWCA
Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego
ul. Wybickiego 3a, 31-261 Kraków
http://www.firr.org.pl
tel.: (+48) 12 629 85 14; faks: (+48) 12 629 85 15
e-mail: [email protected]
Organizacja Pożytku Publicznego
Nr konta 77 2130 0004 2001 0255 9953 0005
2
REDAKTOR NACZELNY
Joanna Piwowońska
tel. kom. (+48) 663 883 332
e-mail: [email protected]
INTERNET
www.tyfloswiat.pl
SKŁAD I OPRACOWANIE GRAFICZNE
Sławomir Mirski
Fotografia na okładce
kostudio
DRUK
Beltrani
Nakład dofinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.
Redakcja zastrzega sobie prawo skracania, zmian stylistycznych i opatrywania nowymi tytułami materiałów
nadesłanych do druku. Materiałów niezamówionych nie
zwracamy. Przedruk materiałów dozwolony za zgodą Wydawcy, a także pod warunkiem umieszczenia pod artykułem informacji, że jest on przedrukiem z kwartalnika „Tyfloświat” (z podaniem konkretnego numeru pisma) oraz
zamieszczenia adresu naszej strony internetowej (www.
tyfloswiat.pl).
fot. Karin Hildebrand Lau
Biała laska
Używa jej każdy niewidomy i wiele osób słabowidzących. Jest niezbędną pomocą dla
osób z dysfunkcją wzroku przy samodzielnym poruszaniu się poza domem. Znają ją
wszyscy, a mimo to regularnie pojawiają się te same pytania. Jaką laskę wybrać? Jak ją
dopasować? Która będzie lepsza?
Piotr Witek*
Co to takiego?
XXI wiek przyniósł nam wiele rozwiązań
rodem z filmów science-fiction. Laski wykrywające bariery z kilku metrów, ostrzegające o przeszkodach na wysokości pasa lub głowy czy też
informujące o zmianie światła na przejściu dla
pieszych. Mimo to podstawowe funkcje białej
laski nadal pozostają niezmienne. Przede wszystkim musi chronić niewidomego. Stanowi niejako przedłużenie jego dłoni, którą jest w stanie
zbadać najbliższe otoczenie, wykryć przeszkody,
ominąć je, odnaleźć dalszą drogę. Dostarcza
informacji o podłożu znajdującym się przed
osobą niewidomą, pomaga określić jego fakturę.
Umożliwia wykrycie nierówności terenu, krawężnika, a nawet ominięcie kałuży.
Nie mniej istotną funkcją białej laski jest jej
rola informacyjna. Swój biały kolor laska zawdzięcza Anglikowi Jamesowi Biggsowi, ociemniałemu fotografowi z Bristolu. Mimo utraty wzroku
w 1921 r. nadal chciał się przechadzać po swoim
mieście. W spacerach wspomagała go jego ulu-
biona, zwykła laska, którą zaczął wyszukiwać
drogę przed sobą. Niestety, nader szybko przekonał się, iż jego niepełnosprawność w ogóle
nie rzuca się w oczy. Doprowadzało to do wielu
nieprzyjemnych konfrontacji. Postanowił temu
zaradzić i przemalował swą laskę na biały kolor.
Od tej pory laska zaczęła zwracać na siebie
uwagę i informować, iż jej właściciel jest osobą
z dysfunkcją wzroku. Pomysł okazał się na tyle
udany, że w roku 1932 Royal National Institute of
Blind People - Królewski Narodowy Instytut dla
Niewidomych zaczął rozprowadzać białe laski
wśród swoich członków.
Dzisiaj osoba z dysfunkcją wzroku, chcąca
przejść z białą laską przez ulicę, ma pewność,
iż nadjeżdżający kierowca doskonale zdaje sobie
sprawę, czym jest ten biały kij w jej ręce. Dzięki
temu zachowa niezbędną ostrożność mijając ją
albo, co zdarza się nader często, zatrzyma się,
by umożliwić jej bezpiecznie przejście na drugą
stronę ulicy.
NR 1 (10) 2011
3
Biała laska
Laska nie jedno ma imię
Jak to jest zrobione?
Istnieje kilka klasycznych modeli orientacyjnej białej laski:
• laski tzw. sztywne (nieskładane),
• wersje składane z dwóch do siedmiu elementów,
• modele teleskopowe, w których jeden element wsuwa się w drugi.
Bardzo podobnie do lasek orientacyjnych
skonstruowane są tzw. laski sygnalizacyjne.
Od klasycznych egzemplarzy orientacyjnych
odróżnia je przede wszystkim grubość. Są to cienkie laski, których zadaniem jest tylko informować,
że dana osoba ma problemy ze wzrokiem. Używają ich głównie osoby słabowidzące.
Osobną grupę stanowią laski podpórcze,
które występują w różnych wariantach i przeznaczone są dla osób z dysfunkcją wzroku posiadających dodatkowo inne niepełnosprawności
fizyczne. Wszystkie modele orientacyjne muszą
spełniać kilka podstawowych warunków. Przede
wszystkim laska powinna być lekka. Należy
pamiętać, że cały czas jest trzymana w dłoni i jej
użytkowanie nie powinno w nadmierny sposób
obciążać ramienia ani stawu nadgarstkowego.
Z tego samego powodu musi być odpowiednio
wyważona. Optymalnym rozwiązaniem jest środek ciężkości znajdujący się w okolicy rękojeści.
Materiały do produkcji i konstrukcja laski
powinny być dobrane tak, by podczas użytkowania laska była zarówno sztywna, jak i odpowiednio elastyczna. Sztywność zapewnia
prawidłowe przenoszenie sygnałów z trzonu
do rękojeści. Elastyczność zapobiega trwałym
odkształceniom trzonu po zetknięciu z przeszkodą, a także stanowi dodatkową amortyzację dla stawów nadgarstkowych.
Określenie ‘Biała laska’ może być mylące,
bowiem powinna ona posiadać również odblaskowe elementy, najlepiej czerwone paski. Czas
przydatności takiej laski określa się na minimum
rok. W tym okresie nie tylko musi wytrzymać
klasyczne obciążenia związane z jej użytkowaniem, kaprysami aury, ale także powinna zachować w miarę estetyczny wygląd.
Trzon białej laski powstaje z różnych tworzyw.
Najczęściej wykorzystywane to aluminium, grafit, włókno szklane i drewno. Opinie na temat
funkcjonalności poszczególnych materiałów,
wśród osób niewidomych są podzielone.
Modele aluminiowe są z reguły najtańsze.
Łatwo ulegają odkształceniu podczas użytkowania, ale także łatwo można je wyprostować
po mocniejszym, kolizyjnym skrzywieniu. Nigdy
się nie łamią.
Laski grafitowe są najlżejsze spośród wymienionych. Przy dużych przeciążeniach, mimo
swojej elastyczności, mogą się złamać.
Modele z włókna szklanego są najbardziej
sztywne, nieco masywniejsze i zdecydowanie
cięższe od wersji grafitowych. Wydają się być
także od nich trwalsze. Niestety, podobnie jak
modele grafitowe, łamią się przy dużych przeciążeniach.
Laski drewniane najczęściej powstają
z buczyny. Są sztywne, a przy tym odpowiednio
elastyczne. Z reguły się nie łamią, ale raz skrzywione nie dają się wyprostować. Laski drewniane nie występują w wersjach składanych.
Równie istotny element stanowi uchwyt
laski. Rękojeść wykonuje kilka bardzo ważnych
zadań. Przede wszystkim pełni funkcję izolacyjną. Ponieważ zazwyczaj rękojeść trzymana
jest gołą ręką, musi izolować od temperatur
i prądu. Właśnie dlatego, uchwyty białych lasek
są najczęściej gumowe lub drewniane. Ogumowana rękojeść pozwala pewniej dzierżyć laskę
w spoconej dłoni. Odpowiednio wyprofilowany
uchwyt, ścięty z jednej strony, sprawia, iż rączka
laski jest bardzo ergonomiczna. Po wzięciu jej
do ręki od razu, odruchowo ujmujemy laskę
w prawidłowy sposób.
Trzecim elementem laski orientacyjnej jest jej
końcówka. Niestety, wiele osób korzystających
z białych lasek nie zdaje sobie sprawy z konieczności używania różnych, odpowiednich do danej
sytuacji końcówek. Przede wszystkim przy
intensywnym użytkowaniu białej laski, jej końcówki będą się niszczyć. Sprawia to, iż regularna
4
Biała laska
Wersje nieskładane są trwalsze i lepiej przenoszą sygnały. Laski składane są praktyczniejsze
w sytuacji, gdy osoba z niej korzystająca musi
np. wsiąść do taksówki czy usiąść w restauracji. Laskę można wtedy poskładać i schować
do chwili, gdy znowu będzie potrzebna.
Na zakupy
Obecnie w Polsce największą popularnością
cieszą się białe laski trzech producentów: Svarovsky, AmbuTech i Advantage.
Ze słonecznej Kalifornii
Polskim przedstawicielem kalifornijskiego
Advantage jest firma Lumen. Między innymi
za ich pośrednictwem można nabyć składane
i proste grafitowe laski Advantage.
Występują one w różnych długościach. Najmniejsze modele przewidziane są dla dzieci,
a największe osiągają 152 centymetry. Do dyspozycji mamy zarówno modele sztywne, jak i składane. Laski posiadają wygodny gumowy uchwyt
zakończony elastyczną, gumową pętelką, która
po założeniu na nadgarstek dodatkowo zabezpiecza przed wytrąceniem laski z dłoni. Są lekkie i dobrze wyważone. Advantage dodatkowo
proponuje cienkie, składane wersje sygnali-
fot. Advantage
ich wymiana jest niezbędna. Łatwy demontaż
i zakładanie nowego zakończenia powinien być
kolejnym elementem, na który zwrócimy uwagę
przy wyborze nowej laski. Modele orientacyjne
zazwyczaj posiadają standardową, plastikową
końcówkę. Zwykle sprzedawca ma do zaoferowania co najmniej kilka innych, specjalnych
końcówek. Tak więc możemy wybierać między
cieńszymi i grubszymi plastikowymi zakończeniami, końcówkami ze wzmocnionych tworzyw
sztucznych i metalowymi stożkami, obrotowymi
kulami o większej średnicy i mniejszymi, rolującymi wałkami, tzw. rollerami. Jeśli ktoś chce się
poczuć pewniej, idąc z białą laską wieczorową
porą, bez problemu nabędzie końcówkę błyskającą ostrzegawczo czerwonym światłem.
Wybór odpowiedniego zakończenia powinien być determinowany przez technikę poruszania się z laską orientacyjną. Osoby korzystające
z metody tzw. punktowej, polegającej na przenoszeniu laski łukiem w powietrzu, z jednej na drugą
stronę i dotykaniu podłoża tylko punktowo,
powinny używać końcówek sztywnych i maksymalnie odpornych na ścieranie. Metoda tzw. stałego kontaktu opiera się w przenośni i dosłownie
na zakończeniu laski, będącym cały czas w lekkim kontakcie z podłożem. W takiej sytuacji najlepiej sprawdzają się obrotowe końcówki, dzięki
którym korzystanie z laski jest o wiele łatwiejsze
a i same zakończenia mniej się niszczą.
Długość laski orientacyjnej musi być dobrana
indywidualnie do potrzeb niewidomego użytkownika. Przyjmuje się, iż biała laska trzymana
pionowo, powinna sięgać pięć centymetrów
powyżej podstawy mostka. Inny wskaźnik określa
prawidłową długość laski jako odległość od ziemi
do pachy użytkownika. Wartości te przyjmuje się
za umowne, ponieważ osoby poruszające się
szybko powinny używać dłuższych modeli.
Podobnie traktowana jest kwestia korzystania ze sztywnych lub składanych lasek. Przyjmuje się, iż osoby zaczynające naukę chodzenia
z laską orientacyjną powinny używać modeli
sztywnych. Tak samo niewidomi intensywnie
korzystający z laski.
Ulotka instruktażowa do lasek firmy Advantage
NR 1 (10) 2011
5
Biała laska
zacyjne, popularne wśród niewidomych pań,
ze względu na swoje gabaryty, umożliwiające
schowanie ich do damskiej torebki.
Kalifornijska firma oferuje cztery końcówki,
które można dokupić osobno, standardową,
wzmocnioną o tej samej średnicy, metalową
i wzmocniony roller. Dodatkowo można się zaopatrzyć w nylonowy pokrowiec na składaną laskę.
Spod znaku klonowego liścia
Kanadyjski AmbuTech jest reprezentowany
w Polsce przez firmę Altix. Między innymi
w oddziałach Altixu można nabyć zarówno aluminiowe, grafitowe, jak i wytwarzane z włókna
szklanego laski tego producenta. Dostępne
są wersje sztywne i składane. Posiadają wygodną,
gumową, karbowaną rękojeść zakończoną pętlą
zabezpieczającą przed upuszczeniem laski. Długość sprzedawanych modeli rozpoczyna się
od 90, a kończy na 160 centymetrach.
Wszystkie wersje posiadają cechy charakterystyczne dla tworzyw, z jakich zostały stworzone. Wersja aluminiowa jest najtańsza, grafitowa najdroższa. Modele z włókna szklanego
są najcięższe i poleca się je osobom korzystającym przy poruszaniu się z techniki stałego kontaktu i obrotowych końcówek.
AmbuTech przygotował całkiem sporo różnych zakończeń. Do dyspozycji są standardowe
lub znacznie cieńsze nylonowe wałki, wzmocnione standardowe końcówki lub metalowe
stożki, obrotowe kule lub klasyczne rollery.
Dodatkowo, prawie każda z wymienionych końcówek posiada swoją drugą wersję o nazwie
Night Walker. Oprócz wspomnianych możliwości, zakończenie Night Walker pobłyskuje
ostrzegawczo czerwonym światłem.
Od południowych sąsiadów
W produkty czeskiej firmy Svarovsky najłatwiej
zaopatrzyć się w Polskim Związku Niewidomych.
Czesi produkują laski aluminiowe i aluminiowe
wzmacniane różnymi kompozytami. W ofercie
posiadają modele proste i składane, teleskopowe
i sygnalizacyjne. Laski mają neoprenowe, skó6
rzane lub drewniane rękojeści z gumową pętelką
zabezpieczającą. Długość produkowanych
modeli mieści się w przedziale od 100 do 150
centymetrów. Svarovsky proponuje kilka rodzajów końcówek: standardowe, małe i duże, wyposażone w cienkie wałki plastikowe, grubsze ceramiczne i końcówki obrotowe. Dodatkowo można
nabyć materiałowy pokrowiec lub eleganckie,
skórzane etui na składaną laskę.
Kto jest górą?
Niestety, nie można jednoznacznie stwierdzić,
iż dany rodzaj białej laski orientacyjnej jest lepszy
od innych. Wszystko zależy od preferencji i sposobu korzystania z niej przez niewidomego użytkownika. Jedni wolą sztywne modele, inni uznają
tylko składane. Jedne osoby chcą czuć ciężar laski
w ręku, innym nie mieści się w głowie noszenie
czegoś cięższego niż model grafitowy. Ktoś porusza się metodą punktową, ktoś inny metodą stałego kontaktu. Dla każdej z tych osób laska będzie
musiała posiadać różne właściwości.
Generalnie zaleca się osobom z dysfunkcją wzroku posiadanie przy sobie dwóch lasek,
w tym jednej składanej. Tę ostatnią zawsze
powinno się mieć ze sobą na wypadek, gdyby
podstawowa laska uległa uszkodzeniu.
Niezależnie od rodzaju posiadanej laski,
należy pamiętać, iż zgodnie z przepisami
kodeksu drogowego, osoba z dysfunkcją
wzroku, poruszająca się samodzielnie powinna
nieść ją w sposób widoczny dla innych uczestników ruchu.
*Piotr Witek urodził się w 1979 roku, wzrok
stracił mając piętnaście lat. Z wykształcenia
i zamiłowania jest masażystą i terapeutą manualnym. Po utracie wzroku, nie chcąc zaakceptować własnych, fizycznych ograniczeń, nieustannie wyszukuje i promuje w środowisku osób
niewidomych nowatorskie rozwiązania technologiczne mogące usprawnić funkcjonowanie
w społeczeństwie osób z dysfunkcją wzroku.
Obecnie pracuje w Fundacji Instytut Rozwoju
Regionalnego.
fot. creationc
Pełnomocnik
a obrońca
W swojej pracy zawodowej niejednokrotnie spotykam się z pytaniem klientów: „Czy ja
zawsze muszę mieć profesjonalnego pełnomocnika?” Odpowiadam, że oczywiście zależy
to od tego, do jakiej czynności jest on potrzebny. Rozwiązanie tej nurtującej kwestii
wymaga wyjaśnienia roli, jaką pełnomocnik ma pełnić dla swojego mocodawcy.
Katarzyna Heba*
Pełnomocnictwo na gruncie
przepisów kodeksu cywilnego
Pełnomocnictwo ogólne może być udzielone osobie fizycznej i obejmuje umocowanie
do czynności zwykłego zarządu. Do czynności przekraczających zakres zwykłego zarządu
potrzebne jest pełnomocnictwo określające ich
rodzaj, chyba że ustawa wymaga pełnomocnictwa do poszczególnych działań.
‘Zwykły zarząd’ to pojęcie, które nie zostało
przez Kodeks cywilny zdefiniowane. Jest ono jednak szeroko stosowane, wyjaśnione w orzeczeniach sądów i w zasadzie nie budzi już większych
wątpliwości, co nie oznacza, że w konkretnych
przypadkach nie wymaga szczegółowej analizy
na podstawie konkretnego stanu faktycznego
i układu stosunków między stronami. Kodeks
cywilny pozostawił rozstrzygnięcie w konkretnych sprawach sędziemu, rezygnując z przykładowego wymienienia czynności niebędących
czynnościami zwykłego zarządu. Wobec braku
normatywnego określenia, co jest, a co nie jest
czynnością zwykłego zarządu, należy kierować
się takimi kryteriami, jak:
• rozmiar i charakter majątku wspólnego
Przykładem może tu być zawarcie umowy
NR 1 (10) 2011
7
fot. shutterstock
Pełnomocnik a obrońca
poręczenia, z uwagi na wysokość zaciągniętego kredytu i należności ubocznych,
podlegających wyegzekwowaniu od poręczyciela, które znacznie przekraczają wartość całego majątku wspólnego małżonków, należy do czynności przekraczających
zakres zwykłego zarządu majątkiem wspólnym i wymaga potwierdzenia tejże umowy
przez drugiego małżonka.
• doniosłość czynności z punktu widzenia
interesu społeczno-gospodarczego rodziny
• bezpieczeństwo obrotu gospodarczego
Generalną
tendencją
współczesnego
orzecznictwa, w porównaniu z poprzednim
rozumieniem zwykłego zarządu, jest poszerzenie zakresu tego pojęcia o takie czynności, jak
na przykład nabywanie nieruchomości i innych
praw rzeczowych czy zawieranie umów kredytowych, które pozostają w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą. W każdym razie jest rzeczą powszechnie znaną,
że poglądy orzecznictwa na treść pojęcia
zarządu majątkiem i przekroczenia zwykłego
8
zarządu są zmienne i ulegają stałemu rozwojowi, pogłębieniu i zmianom, jakkolwiek generalnym kierunkiem są potrzeby gospodarki
rynkowej przy rozrastającej się sferze prywatnej własności środków produkcji oraz konieczności uwzględniania interesów bezpieczeństwa obrotu.
Niewątpliwie pojęcie zwykłego zarządu
w stosunkach majątkowych małżeńskich,
a więc w sytuacjach, z którymi często mamy
do czynienia na co dzień, jest inne, bardziej
zawężone, niż w stosunkach gospodarczych.
Dlatego też przytoczone poglądy judykatury
mogą mieć tylko orientacyjne i względne
znaczenie. Identyczna czynność może mieć
w określonych okolicznościach charakter zwykłego zarządu, a w innych może stanowić jego
przekroczenie. Jest to zawsze kwestia ustaleń
faktycznych.
Ogólnie za czynności zwykłego zarządu rzeczą wspólną uważa się załatwianie spraw związanych z normalną eksploatacją rzeczy, pobieranie pożytków i dochodów, uprawę gruntu,
Pełnomocnik a obrońca
konserwację, administrację i szeroko rozumianą
ochronę w postaci wszelkiego rodzaju czynności zachowawczych.
Odmiennie przedstawia się sprawa pełnomocnictwa umocowującego do przeniesienia
własności nieruchomości (np. umowa kupna –
sprzedaży, akt darowizny), które bez wątpienia
jest czynnością przekraczającą zwykły zarząd.
Czynności przekraczające zwykły zarząd wymagają albo pełnomocnictwa rodzajowego, albo
szczególnego, tzn. do poszczególnej czynności. Przepisy Kodeksu cywilnego nie zawierają
definicji pełnomocnictwa rodzajowego, które
może występować jako pełnomocnictwo
alternatywne, umocowujące pełnomocnika
do dokonania jednej czynności prawnej, którą
pełnomocnik powinien wybrać spośród czynności prawnych wskazanych w pełnomocnictwie. Czynnością prawną przekraczającą zwykły zarząd i wymagającą dla swej skuteczności
udzielenia przez właściciela lokalu pełnomocnictwa rodzajowego może być na przykład
głosowanie nad zmianą sposobu liczenia większości głosów, o jakim mowa w art. 23 ust. 2
ustawy o własności lokalu.
Pełnomocnictwo w postępowaniu
przed organami administracji
publicznej
Pełnomocnicy procesowi
W sądzie i to zarówno w postępowaniu karnym, jak i cywilnym, strony mogą działać za
pośrednictwem swoich pełnomocników.
Pełnomocnikiem może być adwokat lub
radca prawny, a w sprawach własności przemysłowej także rzecznik patentowy, a ponadto
osoba sprawująca zarząd majątkiem lub interesami strony oraz osoba pozostająca ze stroną
w stałym stosunku zlecenia, jeżeli przedmiot
sprawy wchodzi w zakres tego zlecenia, współuczestnik sporu, jak również rodzice, małżonek,
rodzeństwo lub zstępni strony oraz osoby pozostające ze stroną w stosunku przysposobienia.
Pełnomocnikiem osoby prawnej lub przedsiębiorcy (nawet nieposiadającego osobowości
prawnej) może być również pracownik tej jednostki albo jej organu nadrzędnego.
Osoba prawna prowadząca na podstawie
odrębnych przepisów obsługę prawną przedsiębiorcy, osoby prawnej lub innej jednostki
organizacyjnej może udzielić pełnomocnictwa
procesowego w imieniu podmiotu, którego
obsługę prawną prowadzi, adwokatowi lub
radcy prawnemu, jeżeli została do tego upoważniona przez ten podmiot.
fot. sxc.hu
Kodeks postępowania administracyjnego
także przewidział instytucję pełnomocnika.
Jeżeli zatem charakter sprawy nie wymaga indywidualnego działania w postępowaniu przed
organem administracji publicznej, możemy
ustanowić reprezentanta. Pełnomocnikiem
strony może być osoba fizyczna posiadająca
zdolność do czynności prawnych. Pełnomocnictwo powinno być udzielone na piśmie lub
zgłoszone do protokołu. W sprawach mniejszej
wagi organ administracji publicznej może nie
żądać pełnomocnictwa, jeśli pełnomocnikiem
jest członek najbliższej rodziny lub domownik
strony, a nie ma wątpliwości co do istnienia
i zakresu upoważnienia do występowania w jej
imieniu.
NR 1 (10) 2011
9
fot. mzacha
Pełnomocnik a obrońca
Obrońca w procesie karnym
Niezwykle ważną instytucją, która jest uregulowana w Kodeksie postępowania karnego
jest obrońca. Może nim być wyłącznie adwokat
i to w stosunku do podejrzanego lub oskarżonego w procesie karnym. Obrońca i pełnomocnik wykonują czynności na rzecz i w imieniu swojego klienta, oświadczając swoją wolę
ze skutkiem dotyczącym reprezentowanej
osoby. Dlatego też są uważani za procesowych
przedstawicieli stron. Zakres uprawnień procesowych obrońcy i pełnomocnika wyznaczony
jest przez zakres uprawnień reprezentowanej
strony.
Ustawowy obowiązek udziału obrońcy
w toku procesu (obrona obligatoryjna) związany jest z istnieniem i trwaniem okoliczności
wskazanych w art. 79 § 1 i 2, art. 80 i art. 451
k.p.k. Przepisy te pełnią funkcję gwarancyjną,
wprowadzając ustawowe domniemanie ograniczenia prawa do obrony w sytuacji występowania oskarżonego bez obrońcy. Obligatoryjność
obrony trwa tak długo, jak długo występują
okoliczności ją uzasadniające.
Nieletniość oskarżonego jako podstawa
obrony obligatoryjnej (art. 79 § 1 pkt 1 k.p.k.)
10
oznacza, że odpowiada on przed sądem karnym, mimo iż w chwili popełnienia czynu nie
miał ukończonych 17 lat (art. 10 § 1 k.k.). Dotyczy to sytuacji, gdy nieletni, który ukończył 15
lat, popełnił przestępstwo wymienione w art.
10 § 2 k.k.
W wypadku gdy oskarżony jest głuchy,
niemy lub niewidomy (art. 79 § 1 pkt 2 k.p.k.),
upośledzenia tych zmysłów muszą być takie,
że znoszą ich funkcjonowanie, a tym samym
uniemożliwiają samodzielną obronę lub też
ograniczają ich funkcjonowanie w tak znacznym stopniu, że czynią nad wyraz trudne realizowanie samodzielnie przez oskarżonego swojej obrony i uniemożliwiają sądowi normalny
z nim kontakt. Obrona obligatoryjna ustaje, gdy
oskarżony odzyska słuch, mowę lub wzrok.
W wypadku przesłanki obrony obligatoryjnej w postaci uzasadnionej wątpliwości
co do poczytalności oskarżonego (art. 79 § 1
pkt 3 k.p.k.) wystarczające do jej spełnienia jest
jedynie uprawdopodobnienie, że poczytalność
oskarżonego mogła być co najmniej ograniczona. Jednakże wątpliwość co do poczytalności oskarżonego musi być realna, a więc
oparta na dokumentach lub spostrzeżeniach,
co do jego zachowania.
Bez wątpienia podniesione w artykule kwestie dotyczące instytucji pełnomocnika procesowego, jak i pełnomocnika do zwykłych
czynności cywilnoprawnych są bardzo istotne,
a ich znajomość może pomóc w poruszaniu się
wśród gąszczu zawiłych i często niejednoznacznych przepisów prawnych.
* Autorka jest doktorantką na Wydziale
Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego
oraz aplikantką adwokacką. Aplikuję w kancelarii adwokackiej Krzyżagórska, Podniesiński,
Łoboda i wspólnicy S.C.
Artykuł pochodzi z portalu www.tyfloswiat.pl
fot. westm
Dostępne twarze
Facebooka
W roku 2010 portal społecznościowy Facebook wkroczył energicznie pod polskie
strzechy. Wprawdzie historia tej strony zaczyna się sześć lat wcześniej, jednak nie od dziś
wiadomo, że nic nie staje się popularne z dnia na dzień. Początkowo w naszym kraju
uspołecznieni Internauci kierowali swoje kroki przede wszystkim w stronę Naszej Klasy.
Specjaliści od marketingu internetowego wskazywali, że Facebook to gadżet, używany
przede wszystkim przez mieszkańców dużych miast z wyższym wykształceniem w celu
utrzymywania np. kontaktów ze znajomymi z Wielkiej Brytanii czy USA, gdzie serwis ten
zyskał uznanie znacznie wcześniej. Obecnie sporo się zmieniło…
Michał Dziwisz, Michał Kasperczak, Piotr Witek*
Coraz więcej osób dostrzega potencjał
Facebooka, jego różnorodne funkcjonalności,
z których każdy może wybrać sobie te, które
interesują go najbardziej i z których chce korzystać. Na Facebooku swoje profile posiadają
znani artyści, politycy, organizacje społeczne
czy wreszcie różnego rodzaju firmy, promujące
bardziej lub mniej skutecznie swoje produkty.
Na Facebooku spotkamy stacje radiowe, stacje
telewizyjne oraz gazety. Odpowiednio selekcjonując źródła interesujących nas treści, możemy
uczynić z tego serwisu bardzo użyteczne kompendium informacji na interesujące nas tematy.
Rzecz jasna, Facebook to oprócz profili promujących się grup czy osób także, a właściwie
przede wszystkim, ludzie.
Podstawowym elementem Facebooka jest
tzw. ‘Ściana’, zwana w niektórych miejscach tego
serwisu także ‘Tablicą’. To właśnie tam pojawiają
się publikowane przez nas statusy, mogące
zawierać nasze przemyślenia, linki do interesujących miejsc, jakie odnaleźliśmy w sieci, zdjęcia
czy informacje o naszej facebookowej aktywności. W zależności od wybranych ustawień prywatności możemy zezwolić, lub nie, użytkownikom na publikację własnych treści na naszej
NR 1 (10) 2011
11
fot. FIRR
Dostępne twarze Facebooka
Twórcy Facebooka przewidzieli również stworzenie wersji dedykowanej urządzeniom mobilnym,
np. telefonom komórkowym
‘Tablicy’, a także zdecydować, kto będzie miał
do niej dostęp (czy będzie to każdy, czy też tylko
nasi znajomi).
Opisywanie wszystkich możliwości tak
potężnych rozmiarów serwisu wykracza zdecydowanie poza ramy tego artykułu, a zważywszy na nieustanny rozwój poszczególnych jego
komponentów mija się z celem. Na poniższych
stronach, ze względu na specyfikę Tyfloświata,
skupimy się natomiast na opisaniu kilku funkcjonalności, dzięki którym korzystanie z Facebooka
przez niewidomego staje się w mniejszym lub
większym stopniu możliwe.
da. Owszem, da się, a w niektórych sytuacjach
nie będziemy mieli nawet innej możliwości, niż
tylko skorzystać właśnie z tej strony.
Główna wersja Facebooka, nazywana przez
niektórych ‘Dużym Facebookiem’, to bowiem
miejsce, gdzie dzieje się najwięcej i gdzie
w pierwszej kolejności wdrażane są wszelkie
techniczne nowinki i nie rzadko bywa, że tylko
tu pozostają. Dużo również zależy od używanego czytnika ekranu i przeglądarki, dlatego
pełnej wersji Facebooka nie należy od razu
skreślać, a dobrze jest sprawdzić ją z używanym oprogramowaniem. Dla przykładu, w przypadku korzystania z duetu Internet Explorer 8
i Jaws 11 lub nowszy, pełna wersja Facebooka
jest bardzo wygodna w obsłudze. Możliwe jest
np. dodawanie linków wraz z opisami, zmiana
statusu, komentowanie itp. Nawigacja po treściach odbywa się za pomocą nagłówków,
a nowo dodawane przez nas czy inne osoby treści dynamicznie pojawiają się w odpowiednim
miejscu strony internetowej. Warto stosunkowo
często odświeżać zawartość ekranu (w Jaws
kombinacja klawiszy ‘JawsKey+Escape’).
www.facebook.com
Mobilny Facebook nie tylko dla
mobilnych
Pierwszym nasuwającym się, logicznym
rozwiązaniem, jest skorzystanie z głównej
strony serwisu, znajdującej się pod adresem
www.facebook.com, choć to nie zawsze najbardziej fortunne rozwiązanie. Główna strona
Facebooka zawiera bardzo dużo różnego
rodzaju komponentów, a niektóre z nich, np.
okienka chatów, mogą skutecznie przeszkadzać
naszemu czytnikowi ekranu w pracy. Dodatkowo, nie jest zjawiskiem rzadkim spotkanie
na drodze internetowej wędrówki po pełnej
stronie Facebooka czegoś w rodzaju ‘profile.
php?id=100000159877758’. Niestety, nie wszystkie linki w tym miejscu podpisane są we właściwy
sposób, co prowadzi do dyskomfortu przeglądania aktywności naszych znajomych. Oczywiście,
nie oznacza to bynajmniej, że na głównej stronie Facebooka nic konkretnego zrobić się nie
Jeśli chodzi o interfejsy, jakie użytkownikom udostępnia sam Facebook, jego tzw.
mobilna wersja może być bardzo użyteczna
dla niewidomych nawet, jeśli nie korzystają
w danym momencie z urządzeń przenośnych.
Mobilny Facebook, dostępny pod adresem
http://m.facebook.com, to uproszczona, pozbawiona elementów dynamicznych wersja serwisu.
Znajdziemy tu większość podstawowych funkcji,
jakie widziane są na stronie pełnego Facebooka.
Z Facebooka mobilnego możemy m.in. uaktualniać statusy, przeglądać strony grup, klikać
w przycisk ‘Lubię to’, komentować statusy czy
linki naszych znajomych i korzystać z wiadomości prywatnych. W odróżnieniu od pełnej wersji Facebooka, na stronie głównej wyświetlane
są mniejsze porcje tekstów, co może irytować,
szczególnie w przypadku dłuższych wpisów,
12
Dostępne twarze Facebooka
bowiem niezbędne jest w takim wypadku użycie odnośnika ‘Zobacz więcej’. Problem pojawia
się również w momencie, gdy chcemy skorzystać z szeregu funkcjonalności, jakie oferuje
nam Facebook. Część wpisów, generowanych
przez takie dodatki, nie jest w ogóle widziana
w mobilnym Facebooku, a część zostaje okrojona i pozbawiona pewnych, niekiedy istotnych
elementów treści.
Facebook w Skypie
Od wersji 5, popularny komunikator do rozmów tekstowych, głosowych i video, jakim jest
Skype, wzbogacił swoją funkcjonalność o możliwość integracji z Facebookiem. Aby integracja
ta była możliwa, należy przejść do menu ‘Widok’,
a następnie wybrać opcję ‘Aktualizacje Facebook’. Kolejnym krokiem jest podanie naszego
loginu i hasła do Facebooka oraz wyrażenie
zgody na dostęp Skype’a do konta. Po chwili
powinniśmy ujrzeć wpisy naszych znajomych
z Facebooka w okienku Skype’a. Strona jest
wygodna w nawigacji, dodatkowym plusem,
w porównaniu do wersji mobilnej, jest wyświetlanie bezpośrednio pod statusami czy linkami
pól edycyjnych do wprowadzania komentarzy,
co pozwala zaoszczędzić czas, jeśli np. chcemy
skomentować kilka interesujących statusów.
Wpisy z różnych aplikacji również zachowują
się tu zdecydowanie lepiej niż w wersji mobilnej Facebooka. Niestety, dostęp mamy tak
naprawdę tylko do aktualizacji statusów i wpisów na ‘Tablicach’ naszych znajomych. Chcąc
np. przeglądać ich profile, musimy i tak skorzystać z głównej strony Facebooka, na którą zostaniemy przekierowani z wersji na Skype’a.
od jakiegoś czasu z Mirandą DN w wersji pełnej oraz w wersji lite, umożliwia przede wszystkim czatowanie z naszymi znajomymi. Funkcja
ta, niedostępna w mobilnej wersji Facebooka,
jest zdecydowanie mało dostępna w jego pełnej wersji dla osób korzystających z czytników
ekranu. Fakt, że treści generowane przez facebookowy czat pojawiają się dynamicznie, prowadzi często wystąpienia dwóch, przeciwnych
zdarzeń, zależnych od przeglądarki i używanego przez nas czytnika ekranu:
- Zawartość strony nie ulega zmianie, a nowe
wiadomości widoczne są w bliżej nieokreślonym miejscu po użyciu wskaźnika myszy,
- Strona, po otrzymaniu nowych treści, automatycznie się odświeża, irytując i uniemożliwiając komfortowe zaznajomienie się z jej zawartością – szczególnie niezbyt zaawansowanym
technicznie użytkownikom.
Lekarstwem na te bolączki, okazuje się być
właśnie facebookowy dodatek do Mirandy, za
pomocą którego możemy prowadzić pogawędki nawet i z kilkunastoma facebookowymi
znajomymi. Są oni bowiem traktowani jak kontakty z każdego innego komunikatora, takiego
jak Gadu-Gadu czy Tlen. Wystarczy ustawić się
na konkretnej osobie strzałkami kursora, wcisnąć Enter i już możemy rozmawiać.
Jeśli lubimy porządek, w opcjach wtyczki
możemy zdefiniować grupę, w której mają
się pojawiać wszyscy nasi facebookowi znajomi. Wtyczka umożliwia także aktualizowanie
naszego statusu z poziomu Mirandy. Możemy
Miranda także może się przydać
fot. eston
Wiele osób korzysta z multikomunikatora
Miranda, a szczególnie ze przygotowanej specjalnie z myślą o niewidomych użytkownikach
modyfikacji, której autorem jest Paweł Masarczyk. Okazuje się, że program ten może być nam
przydatny także we współpracy z Facebookiem.
Wtyczka facebook.dll, która dostarczana jest
NR 1 (10) 2011
13
fot. laughing Squid_2
Dostępne twarze Facebooka
również sprawić, by nasz globalny status, jaki
umieszczamy na pozostałych komunikatorach,
został zsynchronizowany z Facebookiem.
Minusem dodatku jest to, że wszyscy nasi
znajomi na liście kontaktów nie pojawiają się
od razu. Każdy nasz znajomy, zostaje wpisany na listę naszych mirandowych kontaktów
dopiero wtedy, kiedy pierwszy raz, po uaktywnieniu przez nas tego sposobu korzystania
z Facebooka, zaloguje się do tego serwisu.
Facebook w Klango
Od pewnego czasu, Klango, po ofensywie
na inny portal społecznościowy - Twitter, otworzyło się również i na Facebooka. Dodatkowa
aplikacja, którą możemy zainstalować, umożliwia nam korzystanie z tego serwisu. Czynności,
jakie możemy z jej pomocą wykonać, należą
raczej do podstawowych.
W Klango możemy przeglądać statusy
naszych znajomych, pisać na ich i naszej tablicy,
czy przeglądać tablice grup, w których uczestniczymy, a także, rzecz jasna, coś tam napisać.
Możliwe jest również wyszukiwanie nowych
użytkowników – niestety, brak możliwości dodania ich do kontaktów. Oprócz tego, możemy
14
przeglądać wydarzenia naszych znajomych,
a także, jeśli coś organizujemy, powiadomić ich
o tym.
AddThis, czyli wygodne dodawanie
linków
Webowy interfejs Facebooka, czy to w wersji mobilnej, czy pełnej, w niektórych przypadkach nie umożliwia komfortowego dodawania
linków razem z ich opisami. W takim przypadku,
musimy uzbroić się w zewnętrzny dodatek.
Dobrym rozwiązaniem, m.in. dla przeglądarki
Firefox, jest wtyczka AddThis, dostępna również
dla Internet Explorera. AddThis umożliwia wysyłanie odnalezionych przez nas linków do bardzo
wielu serwisów, a o tym, jakie mają być to serwisy, decydujemy w konfiguracji wtyczki. Gdy
chcemy podzielić się z naszymi znajomymi jakimś
interesującym linkiem, wystarczy użyć na nim
klawisza menu kontekstowego i wybrać kolejno
‘AddThis, Facebook’. W przypadku podzielenia
się aktualnie wyświetlaną stroną, metoda postępowania nieco się różni. Lewym klawiszem Alt
wchodzimy do menu przeglądarki, wybieramy
‘Narzędzia’, następnie ‘AddThis’, później ‘Share’
i naciskamy Enter na pozycji ‘Facebook’. Jeśli
Dostępne twarze Facebooka
Facebook a VoiceOver
Na komputerach Apple przeglądanie Facebooka wychodzi sprawniej z użyciem mobilnej wersji serwisu. Wówczas po prostu strzałką
w prawo oglądamy zawartość strony, a standardowym kliknięciem VO-Spacja aktywujemy
określony element. Przeglądanie podstawowej
strony Facebooka jest o tyle żmudne, że VoiceOver najpierw odczytuje nam liczbę elementów,
a potem ich treść, a gdy poziom oznajmiania
ustawiony jest na średni, czytane jest jeszcze
więcej informacji.
Facebook na iPhone’a
Różnorakie problemy, pojawiające się podczas odwiedzania Facebooka z poziomu mobilnych urządzeń sprawiły, iż na telefony iPhone
i odtwarzacze iPod Touch firmy Apple stworzono specjalną aplikację umożliwiającą łatwe
korzystanie z tego portalu. Program jest mały,
szybki i od niedawna posiada interfejs w języku
polskim.
Po włączeniu i zalogowaniu do Facebooka,
na ekranie pojawia się szereg przycisków.
Opcja ‘Konto’ pozwala nam się wylogować,
skorzystać z centrum pomocy, zmienić ustawienia prywatności i samego konta.
Przycisk ‘Dodaj’ i osobne pole edycyjne ‘Szukaj’ umożliwiają wyszukanie konkretnej osoby
lub ulubionej strony. Zarówno użytkowników,
jak i strony jesteśmy w stanie od razu dodać
do ‘Ulubionych’. Dodatkowo możemy podejrzeć
profil użytkownika czy też wysłać do niego wiadomość.
‘Aktualności’ pozwalają nam śledzić aktualizacje profili osób, które mamy dodane do listy
znajomych. Możemy wybrać, czy chcemy oglądać zaktualizowane komentarze, zdjęcia, video,
polecane linki itp. W tym miejscu zmieniamy
również nasz status opisowy oraz ustalamy, dla
kogo ma on być widoczny.
Przycisk ‘Profil’ umożliwia wprowadzanie zmian do własnego profilu na Facebooku.
Możemy dodawać zdjęcia z pamięci urządzenia
lub przy pomocy wbudowanego aparatu wykonać nowe i umieścić je w serwisie. Tutaj także
można zmienić status opisowy i prześledzić
historię własnych opisów.
Opcja ‘Znajomi’ wyświetla listę znajomych
osób i ulubionych stron. Również w tym miejscu
pojawiają się prośby o dodanie do znajomych.
Znajdziemy tu także wyszukiwarkę stron i osób
w całym Facebooku.
Funkcja ‘Wiadomości’ służy do obsługi korespondencji, zarówno nowej, jak i archiwum.
Wiadomości pogrupowane są w wątki. Wyszukiwarka pozwala szybko odnaleźć szukane treści. Z tego miejsca również można wysłać nową
wiadomość.
Przycisk ‘Miejsca’ włącza opcję od niedawna
dostępną w Polsce, informującą użytkownika,
gdzie znajdują się jego znajomi.
Pozycja ‘Grupy’ funkcjonuje identycznie, jak
‘Znajomi’ tyle, że dotyczy grup, których jesteśmy członkami.
fot. f-oxymoron
chodzi o sam proces wstawiania linku, to zdecydowanie łatwiej będą mieli użytkownicy Jawsa.
Ten screenreader widzi bowiem pole edycji,
w którym umieszczamy opis prezentowanego
przez nas znaleziska. Osoby, które korzystają
z Window-Eyesa, będą musiały wyłączyć tryb
przeglądania, a następnie dotrzeć tabulatorem
do takiego miejsca wyświetlonej strony, gdzie
program nic nie powie. To będzie oznaczało,
że jesteśmy właśnie na polu, w którym należy
wprowadzić opis linka, jakim chcemy się podzielić z naszymi facebookowymi znajomymi.
NR 1 (10) 2011
15
fot. FIRR
Dostępne twarze Facebooka
Na Facebooku swoje strony mają również organizacje pozarządowe, np. Fundacja Instytut Rozwoju Regionalnego
Opcja ‘Wydarzenia’ daje nam dostęp
do informacji na temat planowanych przez
naszych znajomych spotkań, uroczystości oraz
dat ich urodzin.
Funkcja ‘Zdjęcia’ pozwala przeglądać fotografie na Facebooku, a także dodawać nowe
z pamięci urządzenia oraz te aktualnie wykonywane.
Przycisk ‘Czat’ otwiera menu rozmowy tekstowej, w którym widoczna jest informacja, kto
ze znajomych jest dostępny. Z użytkownikami
online można poczatować. Jeśli nie chcemy
z nikim rozmawiać, istnieje opcja zmiany
naszego statusu na offline.
Aplikacja dedykowana produktom firmy
Apple działa bardzo płynnie. Do nawigacji
w programie można wykorzystywać gesty działające w całym systemie. Niezależnie od tego,
czy program jest zminimalizowany, czy uruchomiono go w trybie pełnoekranowym, otrzymujemy dźwiękowe sygnały nowych wiadomości,
zarówno tych przysyłanych do naszego profilu,
jak i na czacie.
Jak najwygodniej korzystać
z Facebooka?
Użytkownicy czytników ekranu często
dopytują, jak wykonać poszczególne czynności na Facebooku. Odpowiedź bywa trudna,
z uwagi na to, że każdy screenreader nieco inaczej interpretuje zawartość stron internetowych,
w szczególności zaś webowych aplikacji z dynamicznie odświeżającym się interfejsem takim,
16
jak na Facebooku. Ponadto, sprawa komplikuje
się, gdyż sam serwis ulega od czasu do czasu
zmianom, a ustawienia przeglądarki internetowej też mogą mieć wpływ na naszą pracę.
Generalnie można powiedzieć, że im nowszą
wersję czytnika ekranu i przeglądarki internetowej zainstalujemy, tym lepiej. Poszczególne
elementy Facebooka są różnie interpretowane
przez poszczególne czytniki ekranu, dlatego najlepiej własnoręcznie sprawdzić, jakie rozwiązanie
w jakim stopniu odpowiada nam najbardziej.
Ile ludzi, tyle poglądów, o czym świadczy chociażby i nasza, wewnątrzredakcyjna dyskusja nad
poszukiwaniem facebookowego, złotego środka,
która wywiązała się w trakcie tworzenia niniejszego artykułu. Okazuje się, że jedni z nas lubią
takie, a drudzy inne rozwiązania. Zebraliśmy je
w nadziei, że okażą się przydatne czytelnikom
Tyfloświata i zachęcą do uczestnictwa w międzynarodowej, facebookowej społeczności.
Na koniec, zwracamy uwagę na jeszcze
jedną, istotną kwestię. Jeśli będziemy korzystać
z kilku wersji Facebooka, dla przykładu z mobilnej i wersji dla Skype naprzemiennie, pamiętajmy o wylogowaniu się z jednej, przed uruchomieniem drugiej. W przeciwnym wypadku,
przełączenie się będzie niemożliwe.
* Michał Dziwisz jest absolwentem informatyki w Szkole Wyższej im. Pawła Włodkowica
w Płocku. Prowadzi własną firmę, specjalizującą
się w usługach komputerowych. Jego pasją jest,
szeroko pojęte, radio. Hobby to pociągnęło
za sobą podjęcie misji tworzenia pierwszego
w Polsce podcastu skierowanego do osób niewidomych.
*Michał Kasperczak jest absolwentem historii
na UAM w Poznaniu. Od kilkunastu lat interesuje
się i praktycznie wykorzystuje technologie tyfloinformatyczne w pracy i nauce. Współuczestniczył
w dostosowaniu i testach interfejsu aplikacji biznesowych SAP ERP dla niewidomych. Był współpracownikiem firm tyfloinformatycznych. Obecnie
pracuje nad kształtem portalu www.tyfloswiat.pl
fot. ilco
REHA for The Blind
In Poland 2010
– nowe pomysły i rozwiązania
Po raz ósmy w Warszawie miała miejsce konferencja i wystawa REHA for the Blind
In Poland. Od trzech lat odbywa się ona w grudniu, z każdym rokiem zyskując
bardziej profesjonalny i europejski wymiar. Trzeba przyznać, że wystawców oraz atrakcji
jest coraz więcej. W tym roku pomysłodawca przedsięwzięcia, Fundacja Szansa dla
Niewidomych zorganizowała je wspólnie z Towarzystwem Opieki nad Ociemniałymi
w Laskach, Specjalnym Ośrodkiem Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych
i Słabowidzących w Krakowie oraz Stowarzyszeniem Kultury Fizycznej Sportu i Turystyki
Niewidomych i Słabowidzących „Cross”.
Michał Kasperczak
Konferencja składała się z trzech równoległych części: sesji merytorycznej, wystawy
sprzętu i oprogramowania, oraz wydarzeń kulturalno-rozrywkowych, w mniejszym lub większym stopniu dotyczących wady wzroku, więc
każdy mógł znaleźć coś dla siebie.
Tegoroczna sesja merytoryczna poświęcona
była zagadnieniom takim, jak: komórki macierzyste w terapii schorzeń wzroku, stulecie istnienia Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi
w Laskach, pomoce ułatwiające niewidomym
orientację w przestrzeni publicznej, propozycja
ujednolicenia sygnalizacji akustycznej na przejściach dla pieszych, makiety przestrzenne
i mapy dla niewidzącego turysty. W tej części
miały również miejsce wystąpienia przedstawicieli rumuńskich i ukraińskich organizacji zrzeszających osoby niewidome i słabowidzące,
a także prezentacje zagranicznych firm tyfloinformatycznych.
W ramach części kulturalno-rozrywkowej
odbył się pokaz filmu z audiodeskrypcją, koncert niewidomego klawiszowca jazzowego
Janusza Skowrona, wystawa książek dla niewidomych, gabinet dotyku i dźwięku, konkursy
z nagrodami.
My, ze względu na profil naszego czasopisma, skupiamy się na kwestiach technoloNR 1 (10) 2011
17
REHA for The Blind In Poland 2010 – nowe pomysły i rozwiązania
gicznych i na prezentacje tychże zwróciliśmy
na REHA szczególną uwagę.
Idol 2010, czyli nowe tendencje
technologiczne
Podczas trwania konferencji przyznawane
są statuetki Idola. Zgodnie z regulaminem konkursu, w trakcie Konferencji goście głosowali
na kandydatów w kategorii Firma i Produkt,
a nagrodę otrzymywały te firmy i produkty,
które zdobyły najwięcej głosów. W konkurencji firm uczestniczyli wszyscy wystawcy obecni
na REHA. A w konkursie produktów brały udział
tylko te, które zostały zgłoszone przez producentów lub sprzedawców.
Lista nominowanych produktów w jakiejś
mierze zawsze odzwierciedla nowe pomysły rozwiązań technologicznych, jakie producenci proponują użytkownikom. Tak było i tym
razem. W tym roku pojawiła się nowa kategoria
urządzeń do czytania zwykłego druku głosem
syntetycznym przy wykorzystaniu nie tradycyjnego skanera, a kamery oświetlającej i robiącej
zdjęcie czarnodrukowej stronie dokumentu czy
książki. Tak sfotografowany tekst jest potem rozpoznawany, albo w komputerze, albo w dedykowanym do czytania specjalnym zamkniętym
urządzeniu. Dzięki temu rozwiązania skanującoczytające stają się bardziej mobilne. Dwa spośród urządzeń wykorzystujących tę technologię znalazły się na liście produktów walczących
o wyróżnienie.
Poza tym, z roku na rok zaobserwować
można coraz większe zainteresowanie szeroko rozumianą tyflografiką. Ma na to wpływ
stosunkowo tania technologia wydruku oraz
udźwiękawiania wypukłych rysunków firmy
ViewPlus, ciągle udoskonalane rozwiązania
do produkcji publikacji brajlowskich oferowane
przez pioniera w tej dziedzinie – firmę Index
Braille ze Szwecji, pojawienie się taniego głosowego etykietownika PenFriend oraz akcesorium do odtwarzacza Milestone pozwalającego
na dźwiękowe oznaczanie etykiet. Wszystkie
te możliwości zaczęli wykorzystywać twórcy
18
pomocy tyflograficznych: firma Altix oraz Studio Tyflografiki “Tyflograf”, bazujące prócz tego
na swoich urządzeniach technicznych do termoforowania próżniowego.
Ponadto, coraz bardziej widoczni stają się
producenci sprzętu ogólnego przeznaczenia,
w którym albo producent pomyślał o osobach
z niepełnosprawnością wzroku, albo na skutek
ich interwencji dostosował go do potrzeb tej
grupy odbiorców. Mam na myśli firmę Olympus, która od czterech lat oferuje dyktafony
z udźwiękowieniem, a która w tym roku, z bliżej nieznanych mi powodów, nie pojawiła się
na wystawie. Za to o swojej ofercie informowali
przedstawiciele BZWBK oraz firmy Kolporter
S.A. BZWBK jako pierwszy w Polsce udostępnił
niewidomym udźwiękowione bankomaty, Kolporter S.A. produkujący czytnik książek elektronicznych Eclicto, pokazał jego prototyp z wbudowaną syntezą IVONA.
Po tych kilku rozważaniach natury ogólnej,
przejdźmy zatem do listy nominowanych produktów. Oto one:
• program do rozpoznawania tekstu ABBYY
FineReader sprzedawany przez AutoID
Polska,
• Dolphin Guide – oprogramowanie do obsługi
komputera dla osób starszych,
• „Atlas turystyczny 100 najpiękniejszych
miejsc w Polsce. Zabytki i krajobrazy wreszcie dostępne dla niewidomych i słabowidzących” - wydany przez Altix, a zamówiony
przez Fundację Szansa dla Niewidomych,
• reliefowy podręcznik do nauki orientacji
przestrzennej oraz wielopoziomowe tyflografiki polskich zabytków - wydany przez
Studio Tyflografiki “Tyflograf”,
• drukarka brajlowska Braille Box V4 firmy
Index,
• kolejne rozwiązanie drukujące – EmFuse
Color Braille firmy ViewPlus,
• narzędzie lektorskie nowej generacji Pearl
firmy Freedom Scientific,
• głosy syntetyczne IVONA 2 firmy IVONA
Software,
REHA for The Blind In Poland 2010 – nowe pomysły i rozwiązania
• lupolampa świecąca naturalnym światłem
Slimline Magnifying Lamp firmy Daylight,
• urządzenie do szybkiego czytania materiałów drukowanych – ClearReader+ firmy
Optelec,
• klawiatura EasyTouch firmy EuroBraille,
• tester kolorów Fame, będący dodatkiem
podłączanym do odtwarzacza Milestone
firmy Bones.
Pierwsze miejsce przypadło urządzeniu
lektorskiemu ClearReader+, drugie pakietowi
Dolphin Guide, a trzecie programowi Abbyy
FineReader.
ClearReader+ firmy Optelec po raz pierwszy został zaprezentowany w kwietniu 2010 r.
na wystawie SightCity we Frankfurcie nad
Menem. Początkowo nie było pewności, czy
urządzenie będzie wprowadzane na polski rynek.
Okazało się jednak, że polski język właściwie jest
już zaimplementowany przez producenta, tak,
więc polski dystrybutor produktów Optelec,
firma Altix, zdecydowała się na jego sprzedaż
i promocję. ClearReader+ to dobrze zaprojektowane poręczne urządzenie o stosunkowo niewielkich wymiarach: 23 x 24 x 10 cm i wadze 2, 46
kg, dzięki czemu można je zabrać do czytelni, czy
innego miejsca, w którym musimy coś szybko
zeskanować. Zaopatrzone jest w szerokokątny
aparat fotograficzny o wysokiej rozdzielczości
z funkcją doświetlenia, głośniki stereo i wejście
słuchawkowe oraz uchwyt do przenoszenia.
Funkcje przycisków sterujących są raczej typowe
dla urządzeń tej klasy i umożliwiają sfotografowanie, przeczytanie, zapisanie tekstu, sterowanie parametrami mowy itp. Przetworzony tekst
możemy zapisać do pliku TXT i wyeksportować
na kartę SD lub pendrive.
ClearReader+ zawiera głosy Nuance w językach: angielskim (różne odmiany), niemieckim,
francuskim, hiszpańskim, włoskim holenderskim, polskim, rosyjskim, duńskim, szwedzkim,
norweskim, fińskim.
Na nasz rynek ClearReader+ będzie dostarczany z poniższymi głosami:
• j. polski Agata - domyślny,
• j. brytyjski Sirina,
• j. niemiecki Steffi,
• j. francuski Sebastien.
W urządzeniu na stałe zainstalowane
są wszystkie języki, jednakże aktywne mogą
być jednocześnie tylko cztery z nich. Podczas
zakupu, jak również potem, istnieje możliwość
zmiany - uaktywnienia innych języków. ClearReader+ może pracować przez 5 godzin na jednym ładowaniu.
Poważnym mankamentem może być cena,
która wynosi około 12 tys. zł. Trochę dużo, zważywszy na możliwości.
Drugą nagrodę otrzymał pakiet oprogramowania Dolphin Guide, który ułatwia niewidomym i słabowidzącym pracę z komputerem
w systemie Windows. Zawiera szereg prostych
w użyciu narzędzi do posługiwania się komputerem, wymagających naciskania pojedynczych
przycisków (strzałki w górę i w dół, Enter, Esc,
odpowiednie cyfry). Oprogramowanie posiada
wbudowany syntezator RealSpeak i funkcję
powiększenia. Jest przeznaczone dla osób bardzo
słabo zaawansowanych technicznie, początkujących użytkowników komputera, osób starszych
i z dodatkowymi ograniczeniami ruchowymi.
Zawiera w sobie takie programy i funkcje, jak:
• edytor tekstów ze słownikiem i elementami
formatowania,
• moduł do skanowania, rozpoznawania i czytania tekstów, - klient poczty elektronicznej,
• przeglądarka internetowa,
• czytnik RSS,
• aplikację do podcastów i słuchania stacji
radiowych,
• odtwarzacz multimediów, w tym płyt CD/
DVD,
• oprogramowanie do nagrywania płyt, ·
• możliwość obsługi komunikatorów Skype
i MSN,
• książka adresowa i kalendarz,
• kalkulator i aplikacja Finanse,
• oprogramowanie do nagrywania notatek
głosowych za pomocą komputerowego
mikrofonu.
NR 1 (10) 2011
19
fot. Abbyy
REHA for The Blind In Poland 2010 – nowe pomysły i rozwiązania
Abbyy FineReader
Rozwiązanie, choć bardzo ciekawe i funkcjonalne, nie zyskało jak dotąd szczególnej popularności w Polsce. Być może przyczynił się do tego
rozwój darmowego pakietu Klango, który z aplikacji przeznaczonej stricte do gier, stał się platformą społecznościową zaspokajającą potrzeby
początkujących i niezaawansowanych użytkowników komputera.
Trzecie miejsce przypadło programowi
Abbyy FineReader. Osobiście mnie to zdziwiło,
gdyż w ostatnim roku nic szczególnie nowego
nie zmieniło się w samym oprogramowaniu
do rozpoznawania tekstów drukowanych. Może
po prostu w ten sposób uhonorowano tę markę
i technologię pozwalającą czytać książki, obecną
w końcu nie tylko w naszych komputerach, ale
również w urządzeniach lektorskich.
Nagrodzone firmy to w tym roku: IVONA
Software, Index Braille i ViewPlus Technologies.
Gdyńskiego producenta wysokiej klasy syntezatorów IVONA doceniono za rozwój swoich
produktów i ekspansję marki na świecie. Miniony
rok był dla tej firmy szczególnie udany. Na rynku
pojawiły się głosy serii IVONA 2, odznaczające się
20
nie tylko dopracowaną, a dzięki temu bardziej
wyraźną mową, ale przede wszystkim znacznie
poprawionym czasem reakcji w programach
użytkowych, tak ważnym dla osób korzystających z czytników ekranu, przyzwyczajonych
do szybkiej i efektywnej pracy. Co więcej, IVONA
Software rozszerzyło swoją ekspansję na rynki
zagraniczne, zacieśniając współpracę z brytyjskim RNIB i DAISY Consortium, wzbogacając
ofertę dostępnych głosów o kolejne brytyjskie
i amerykańskie warianty. Mowa syntetyczna oferowana przez tę firmę staje się obecna w coraz
większej liczbie urządzeń i rozwiązań biznesowych, w tym również za oceanem, a do popularności tej syntezy przyczyniło się z pewnością
obniżenie jej ceny i możliwość zakupu pojedynczego głosu za niewielkie pieniądze.
Szwedzka Firma Index Braille z Gammelstad
już kilkukrotnie znajdowała się pośród laureatów nagrody Idol. W tym roku doceniono najnowszą drukarkę do wielonakładowej produkcji
brajlowskiej o nazwie Braille Box V4, drukującą
brajlem na pojedynczych kartkach papieru,
cechującą się niskim poziomem hałasu. Ma
zamknięty tor prowadzenia papieru i mechanizm tłoczenia punktów, co wymiernie wpływa
na poziom generowanego hałasu. Zaletą Braille
Box V4 jest możliwość druku dużego nakładu
nawet na zwykłym papierze podawanym przez
nowo opracowany i opatentowany podajnik.
Funkcja pobierania kartek jest zoptymalizowana dla papieru brajlowskiego. Taca wejściowa
na papier ma pojemność 400 arkuszy.
Podobną działalnością zajmuje się amerykańska firma View Plus Technologies, która
wobec szwedzkiego dostawcy urządzeń drukujących w pewnych wypadkach może stanowić
konkurencję. Również ona bywała już w gronie
zwycięzców Idola, co świadczy o wysokiej jakości i niezawodności również i tych rozwiązań,
ale też o zainteresowaniu innowacjami wykorzystywanymi w edukacji i tworzeniu publikacji
brajlowskich. O ile jednak Index kojarzy się bardziej ze stricte drukowaniem, o tyle ViewPlus
idzie bardziej w stronę technologii i narzędzi
REHA for The Blind In Poland 2010 – nowe pomysły i rozwiązania
Pearl – jeszcze jeden sposób czytania
materiałów drukowanych
Do sprawy przetwarzania zwykłego druku
na postać tekstową i dźwiękową można podejść
na kilka sposobów albo oferując duże stacjonarne lub mniejsze mobilne jednolite urządzenia do skanowania i czytania, albo dając taką
możliwość wprost z odpowiednio oprzyrządowanego komputera. Tym drugim tropem
poszedł amerykański Freedom Scientific, pokazując system lektorski PEARL Portable Reading
Solution. Jest to specjalnie dobrana kamera
zamontowana na stałe na specjalnym stojaku,
podłączana do netbooka czy laptopa z programem skanująco-czytającym OpenBook w wersji
9.0. Rozwiązanie to jest o tyle ciekawe, że działa
bardzo szybko, na co wpływ ma zarówno użycie kamery zamiast skanera, jak i optymalizacja
OpenBooka. Zamiast tradycyjnego skanowania, wykonywane jest zdjęcie strony książki, zaś
oprogramowanie inteligentnie wykrywa ruch
przewracanych kartek. Poza tym OpenBook
w wersji 9.0 oferuje kilka silników rozpoznawania tekstu, pozwala na jego edycję, wstawianie
zakładek, podział tekstu na rozdziały, a na końcu
eksport wyników naszej pracy do wielu formatów elektronicznych oraz dźwiękowych plików
MP3. Cały interfejs pakietu jest udźwiękowiony,
jeśli jednak chcemy, możemy proponowane
komunikaty wyłączyć i skorzystać z udźwiękowienia używanym w danej chwili programem
odczytu ekranu. PEARL również jest lokalizowany i niedługo ma być dostępny w języku
polskim. Już teraz możemy pracować z polskim
silnikiem rozpoznawania i syntezą mowy, jedynie interfejs programu nadal pozostaje w języku
angielskim.
PEARL, podobnie jak ClearReader został
pokazany w Europie podczas kwietniowej
wystawy w Niemczech. Technologia rozpoznawania druku wykorzystująca, nie skaner,
a aparat fotograficzny lub kamerę jest na świecie ciągle czymś nowym i dopracowywanym,
stąd problemy z rozpoznawaniem nierównych
powierzchni np. otwartych książek. Na pewno
te i podobne rozwiązania stanowią ogromny
przełom technologiczny, w kolejnych miesiącach będziemy przyglądać się ich użyteczności
w konkretnych zastosowaniach. Z ogólnikowych
fot. Freedom Scientifics
ułatwiających wypukłe drukowanie tekstu, grafiki, łączenie brajla ze zwykłym drukiem oraz
tworzenie pomocy interaktywnych wprowadzających do rysunków dodatkowo udźwiękowienie. Skorzystała z tego m.in. firma Altix, która
na zlecenie Fundacji Szansa dla Niewidomych,
wyprodukowała 7-tomowy atlas polskich zabytków, o którym pisałem przy okazji nominacji
do nagrody Idol. Najnowszym, prezentowanym
w tym roku, rozwiązaniem firmy ViewPlus, była
EmFuseColor Braille Station - stacja drukująca
dokumenty brajlowskie, łącząca w sobie najbardziej zaawansowaną w świecie technologię drukowania brajla i grafiki wypukłej z technologią
drukowania w kolorze, dzięki czemu odbiorcy
otrzymują jedyne w świecie rozwiązania umożliwiające produkcję publikacji w druku powiększonym i w brajlu. Dzięki duetowi złożonemu
z programów Tiger Software Suite i Microsoft
Word, możliwe jest tworzenie dostępnych dokumentów w prosty sposób. To, co widać na ekranie, uzyskuje się w brajlu, w formie grafiki wypukłej, jak również w kolorze.
PEARL
NR 1 (10) 2011
21
fot. Freedom Scientifics
REHA for The Blind In Poland 2010 – nowe pomysły i rozwiązania
Jaws
anonsów polskiego dystrybutora, czyli firmy
Altix, można wysnuć wniosek, że bardziej, przynajmniej na razie, promuje on ClearReadera.
Amerykański patent wydaje mi się bardziej
wszechstronny niż pomysł firmy Optelec. Szczerze mówiąc sądziłem, że to właśnie PEARL, a nie
ClearReader zwycięży i trochę się rozczarowałem. Może jednak postawiono na zintegrowane
urządzenie, a nie mobilny, ale jednak zestaw
składający się z kilku komponentów.
Nowe wersje screenreaderów
Poza systemem lektorskim PEARL, Freedom
Scientific prezentował nowo wydaną wersję
swojego czołowego produktu – czytnika ekranu
Jaws, oznaczoną numerem 12. Tym razem producent wprowadził nowy sposób obsługi monitorów brajlowskich Focus, polegający na tym,
że brajlowska klawiatura monitora symuluje
w pełni klawiaturę komputera, a polecenia
dodatkowe możemy wydawać specjalnymi
akordami. Ma to ułatwić pracę osobom głuchoniewidomym i aktywnym użytkownikom brajla.
Począwszy od wersji 12, ‘Menedżer Konfiguracji’
(‘Configuration Manager’) zastąpiony zostaje
przez ‘Jaws Control Center’. Wszystkie parametry
programu są nie w podmenu, a w sześciu zakładkach. Ponadto, w oknie dialogowym prócz przycisków zapisania i anulowania, mamy do dyspozycji pole wyszukiwania, dzięki któremu możemy
szybko znaleźć pożądaną opcję oraz pole kombi
22
z listą aplikacji, dla których możemy dokonać
zmian ustawień. Obsługa menu pakietu Office,
w wersji 2007 i 2010, jest dla użytkowników screenreaderów znacznie utrudniona, ze względu
na specyficzną nawigację po menu. Dlatego
w nowym Jawsie wprowadzono możliwość
pracy z tzw. Virtual Ribbon. Dosłownie oznacza to wstążkę wirtualną, ale z opisu wynika,
że chodzi o maksymalne uproszczenie nawigacji klawiszami strzałek i ‘TAB’. Domyślnie opcja
ta jest wyłączona. Ponadto, producent jeszcze
bardziej zoptymalizował pracę screenreadera
z Windows 7 i wieloma aplikacjami użytkowymi.
Polska wersja Jawsa dostępna będzie za jakiś
czas, co wynika ze specyficznej polityki producenta screenreadera. Jak do tej pory dystrybutor Jawsa, firma Altix nie wymyśliła rozwiązania,
dzięki któremu polski Jaws miałby się pojawiać
szybciej. W chwili obecnej wynosi ono średnio
8-10 miesięcy po publikacji wersji angielskiej.
Nieco wcześniej firma Dolphin Computer
Access wydała kolejną, dwunastą już wersję swojego pakietu udźwiękawiająco-powiększającego
komputer. Producent zdecydował się na zmianę
- uporządkowanie nazewnictwa swoich czołowych programów, wprowadził wsparcie pracy
z kilkoma monitorami, nowe możliwości powiększania, funkcję łatwiejszego dostępu do internetowych źródeł informacji i multimediów. Ponadto
zoptymalizowana została praca z nowymi aplikacjami, jak Windows 7 i Office. Pojawiła się też
usprawniona możliwość aktualizacji.
Począwszy od wersji 12, SuperNova staje się
ogólną nazwą rodziny produktów powiększająco-udźwiękawiających Dolphin. W jej skład
wchodzą:
• SuperNova Access suite (kiedyś SuperNova)
- program udźwiękawiający i powiększający
w jednym, pakiecie,
• SuperNova Magnifier (dawny Lunar) - program powiększający,
• SuperNova Reader (dawny Hal) - program
udźwiękawiający,
• SuperNova Reader Magnifier (dawny LunarPlus) - program powiększający wzbogacony
o pomocne funkcje czytające, jednak nie tak
bogaty w możliwości typowego screenreadera, jak SuperNova Reader.
Już nie tylko ZoomText i MAGic, ale również
SuperNova daje możliwość pracy z wieloma
monitorami oraz powiększania obrazu na ekranie podstawowym i (lub) na ekranach pomocniczych. To ciekawa funkcja, którą będzie można
np. wykorzystać do prowadzenia prezentacji
przez osoby słabowidzące, przy wykorzystaniu
projektora.
E.C.E. – odnowione notatniki
brajlowskie
Założona prawie 20 lat temu przez Konrada
Łukaszewicza firma E.C.E. jest znana w Polsce
głównie ze świadczenia wsparcia technicznego
czytnika ekranu Window-Eyes amerykańskiej
firmy GW-Micro oraz produkcji notatnika brajlowskiego Kajetek i importu innych wysokiej
klasy notatników. O Window-Eyes tym razem nie
piszę, podczas trwania warszawskiej wystawy
jego nowa wersja nie była jeszcze gotowa. Natomiast w rodzinie notatników brajlowskich trochę się zmieniło i to pomimo spadku cen, a tym
samym wzrostu popularności netbooków.
Rodzimy produkt – zwany obecnie Kajetek
SD już od ponad roku przechodzi sporą ewolucję. Mam wrażenie, że producent wprowadza
zmiany bardzo powoli, wsłuchując się w głosy
dawnych i potencjalnych użytkowników tego
rozwiązania. Minusem tak obranej strategii może
być wrażenie ciągle nieukończonego produktu.
Urządzenie faktycznie bardzo się zmieniło.
Oparte jest na systemie Windows CE, może pracować 16 godzin na jednym ładowaniu, posiada
nowy edytor tekstu, stoper oraz kilka niespotykanych w podobnych urządzeniach funkcjonalności, jak tester kolorów czy oparty na porcie
podczerwieni pilot do obsługi domowych multimediów. Ponadto wyposażono je w funkcję
dyktafonu, odtwarzacza książek, dwa gniazda
USB-Master oraz jedno mini-USB do komunikacji z komputerem. Tradycyjnie udźwiękowienie
realizowane jest głosem SMP. Kajetek SD w final-
fot. Freedom Scientifics
REHA for The Blind In Poland 2010 – nowe pomysły i rozwiązania
MAGic
nej wersji będzie posiadał 64 MB pamięci RAM
oraz 32 MB pamięci Flash. Do przechowywania
danych służyć ma zasadniczo zewnętrzna karta
SDHC. Jego cena wynosić ma ok. 3700 zł.
Inne notatniki w ostatnim czasie też przeszły
metamorfozy. Pronto firmy Baum udźwiękawiany jest teraz syntezatorem Nuance RealSpeak
22 KHZ, ale można też poprosić o instalację głosu
SMP, posiada więcej pamięci, obsługę Internetu
i poczty elektronicznej, slot na karty SDHC oraz
występuje w wersji z klawiaturą QWERTY.
Koreańska firma Hims przedstawiła Braille
Sense Onhand – odchudzoną wersję swojego
flagowego produktu, nie z trzydziestodwu,
a z osiemnastoznakową linijką brajlowską,
poprzez to jest mniejszy i lżejszy, oferując takie
same parametry pracy, dodatkowo bogatszy
o GPS, mało przydatny w polskich warunkach.
Ciekawostką może być fakt jego dystrybucji
na Wyspach Brytyjskich z udźwiękowieniem za
pomocą głosu syntezatora IVONA.
Po raz pierwszy w Polsce zostały pokazane
notatniki VoiceSense, czyli można powiedzieć
BrailleSense bez linijki brajlowskiej, zarówno
w wersji z klawiaturą brajlowską, jak i klasycznej.
Tak bogata oferta sprawia, że E.C.E. to firma
oferująca na polskim rynku największą liczbę
brajlowskich notatników.
Klawiatura easyTouch
Ciekawym gadżetem, zaprezentowanym
po raz pierwszy w Polsce przez francuską firmę
EuroBraille, była niewielka klawiatura Easytouch
ułatwiająca sterowanie komputerem, podłąNR 1 (10) 2011
23
REHA for The Blind In Poland 2010 – nowe pomysły i rozwiązania
czana do portu USB. Urządzenie posiada strzałki,
Shift, Ctrl, Enter i kilka najpotrzebniejszych,
łatwo wyczuwalnych klawiszy. Za naciśnięciem
jednego klawisza można wpisać konkretny
skrót klawiszowy, sekwencję kombinacji klawiszy lub wykonać zaprojektowane wcześniej
makro. EasyTouch jest dostarczana z oprogramowaniem asystującym użytkownikowi w programowaniu dowolnych klawiszy lub innych
elementów sterujących komputera, jak również
w zapamiętywaniu sekwencji uruchamiających
skrypty. Za pośrednictwem aplikacji można
utworzyć wiele rozmaitych przypisań klawiszy
dostosowanych do różnych aplikacji, by uprościć i ulepszyć pracę na komputerze PC.
Gdyby jeszcze była ona zaopatrzona w BlueTooth, mogłoby się to okazać całkiem sensowne
rozwiązanie, choćby do obsługi multimediów
i sterowania komputerem na odległość, a może
przy odpowiednim oprogramowaniu również
np. telefonami dotykowymi. Niewątpliwie przydać się ona może osobom ze sprzężoną niepełnosprawnością.
Nowy Nawigator
Na wystawie obecny był również Michał
Kwaśniewski z firmy Migraf, który zdradził kilka
szczegółów dotyczących nowej wersji polskiego
urządzenia GPS dla niewidomych. Wersja 5.0 Nawigatora zaopatrzona jest w lepiej wyprofilowaną
klawiaturę. ma pozwolić na: zapis i prowadzenie
po śladzie, aktualizację firmware z karty SD bez
potrzeby odsyłania urządzenia do producenta
oraz nagrywanie dłuższych informacji głosowych.
Nowy Nawigator jest już gotowy na odbieranie
poprawek EGNOS i na system Galileo.
Czytniki książek elektronicznych
z mową syntetyczną
Wprowadzony przez firmę Kolporter S.A.
system eClicto jest pierwszym w Polsce kompletnym rozwiązaniem służącym do zakupu
i czytania elektronicznych książek. Możemy
je kupować, pobierać na dedykowany czytnik
z ekranem opartym na technologii e-papieru
24
albo czytać specjalnym programem zainstalowanym w komputerze. Niestety oprogramowanie,
a właściwie treść książki nie jest dostępna dla
screenreaderów, nie da się jej w żaden sposób
przechwycić. Sam, dostępny w sprzedaży czytnik
też nie jest udźwiękowiony, jednakże na REHA
został pokazany jego prototyp z syntezatorem
IVONA czytającym teksty. Niestety, nie wiadomo,
kiedy i w jakiej formie urządzenie w tej wersji
zostanie wprowadzone na rynek. Samo eClicto
wydaje się bardzo obiecujące, bo w ich internetowej księgarni jest sporo książek, nie tylko darmowych e-booków, ale także pozycji liczących
się na rynku polskich wydawnictw.
W podobną stronę poszedł producent czytnika Onyx Books, który posiada już syntezę firmy
IVONA Software. Również i ona nie udźwiękawia
urządzenia, a jedynie pozwala odczytać otwartą
książkę. Cóż z tego, gdy sami jej nie otworzymy,
a powiększenie czcionki dotyczy nie interfejsu,
a tylko czytanego tekstu. To rozwiązanie, gwoli
ścisłości, nie było prezentowane na REHA.
Reha For The Blind In Poland z roku
na rok gromadzi coraz większą grupę wystawców. Mimo, że do niemieckiego SightCity czy
amerykańskiego CSUN przed Fundacją Szansa
jeszcze daleka droga, trzeba przyznać, iż rzeczona wystawa skupia niemal wszystkich, liczących się w naszym kraju przedstawicieli branży
tyfloinformatycznej. Każdy niewidomy czy
słabowidzący, zainteresowany nowoczesnymi
technologiami znajdzie tu coś dla siebie i z pewnością dowie się czegoś ciekawego o nowych
oraz alternatywnych możliwościach kompensacji dysfunkcji wzroku.
Zachęcamy również do wysłuchania dźwiękowej relacji z konferencji dostępnej na stronie
www.tyflopodcast.net, w audycji pt. “Materiał
z REHA FOR THE BLIND IN POLAND 2010”.
***
W tekście wykorzystano fragmenty Biuletynu pokonferencyjnego, wydanego przez
organizatora przedsięwzięcia.
Gdzie wzrok nie sięga,
czyli „nie od razu
Kraków zbudowano…”
Pewnego upalnego popołudnia trafiliśmy z moją niewidomą koleżanką przed katerdę
Świętego Stefana w Wiedniu. W powietrzu czuć było kurz unoszący się nad placem.
Z różnych stron docierały restauracyjne zapachy. Ale te mieliśmy lepiej zbadać
dopiero po zwiedzaniu Katedry, które planowaliśmy przeprowadzić metodycznie i jak
najdokładniej się da! Szukaliśmy w Internecie informacji na temat zabytku i wiedzieliśmy,
czego możemy się spodziewać. Mieliśmy chodzić, słuchać przestrzeni placu i Katedry oraz
o ile to możliwe – oglądać dotykiem. Właśnie. Oglądać dotykiem…
Tekst i zdjęcia Marek Jakubowski*
Obchodząc potężną bryłę Katedry, szukaliśmy jej modelu, znajdującego się gdzieś obok.
Mieliśmy zacząć właśnie od niego. Był tam!
Odkryliśmy model chyba równocześnie… ja go
zauważyłem, a Krysia „usłyszała”, dzięki charakterystycznym odbiciom dźwięków od piaskowcowych ścian. W załomku potężnych murów
stała nasza pomoc „dydaktyczna”. Z prawej
strony zawiało chłodem i delikatnym zapachem kadzidła, wosku i tym czymś nienazwanym, czym pachną wszystkie wielkie kościoły.
Zatrzymaliśmy się na chwilę, a Krysia wcisnęła
mi w ręce swoją laskę i zaczęła obmacywać piaskowcową futrynę potężnych drzwi. Wyciągnięte
jak tylko się da ręce nie sięgały jednak wysoko.
„ A jak daleko jest do końca tych drzwi?”, A co jest
ponad nimi?”, „A wyżej, nad dachem są te wieże?”,
„A dach to jaki jest wysoki?” posypały się pytania.
„Bo wiesz, my niewidomi to widzimy tylko tyle, ile
rękoma sięgniemy, albo ile nam opowiedzą czy też
sami przeczytamy. Ale trudno sobie takie potężne
obiekty wyobrazić”.
Następne kilkadziesiąt minut spędziliśmy
przy modelu. Wspólnie, metodycznie oglądaliśmy wszelkie dostępne w nim szczegóły
architektoniczne katedralnej bryły. Zamyślona
Krysia porównywała skalę wielkości budowli
i człowieka stojącego pod nią. „To niesamowite – od podłoża do szczytów wież jest strasznie
daleko!!!! To taka wielka odległość, że widzący
na pewno nie widzą z dołu szczytów tych wież!!”
Wtedy ja się zamyśliłem. Wyobrażenia Krysi
były mylne, ale jak mogły być inne, skoro nigdy
nie miała okazji oglądać dokładnych modeli
NR 1 (10) 2011
25
Gdzie wzrok nie sięga, czyli „nie od razu Kraków zbudowano…”
Makieta Starego Rynku w Poznaniu
Przy modelu Katedry św. Stefana w Wiedniu
zwiedzanych obiektów. Jest ich w Europie
niewiele, a w Polsce raptem kilka. Wśród tych
polskich przedstawień nieliczne ukazują budynek w sposób wartościowy dla niewidomego.
W skali naszego kraju, ale i Europy przoduje
zdecydowanie Kraków z kompletem kilkunastu
makiet Drogi Królewskiej. Wykonanie takiego
modelu to przede wszystkim skomplikowana
i droga rzecz inwestycja.
Może można znaleźć inny sposób?
Jak przybliżyć niewidomemu obiekty
architektoniczne? Jak pokazać strukturę bryły
budynku i zawarte w niej szczegóły architektoniczne? Co zrobić, aby nawet niepodróżujący
jeszcze uczeń szkoły podstawowej czy gimnazjum mógł zapoznać się ze stylami architektury
i podobnie jak jego widzący kolega mógł wie-
Jedna z wielu pięknych makiet krakowskich
26
dzieć, jak wygląda Kościół Mariacki czy wrocławski Ratusz. Jak wygląda najważniejszy z budynków w Poznaniu? Jaki kształt ma warszawski
Pałac Kultury?
Osoba widząca ma do dyspozycji film, fotografię, grafikę, a niewidomy – tylko opis…
A może dałoby się masowo i powszechnie wykonywać tyflograficzne przedstawienia
co ciekawszych polskich i europejskich zabytków?
Podczas zwiedzania Krysia musiała mnie kilkakrotnie upominać, że mam skupić się na opisywaniu wnętrza katedry, a nie uciekać gdzieś
myślami… Kiedy zjechaliśmy windą z katedralnej wieży i o mało nie zostaliśmy rozjechani
podczas spaceru do restauracji przez pędzącą
dorożkę, robocza koncepcja była prawie
gotowa… Zamieniliśmy się rolami. Pozwoliłem
Krysi spokojnie zjeść wiedeńskie białe kiełbaski,
a następnie ja zacząłem wypytywać.
Styl romański w architekturze - opracowanie czeskie
Gdzie wzrok nie sięga, czyli „nie od razu Kraków zbudowano…”
Makieta Starówki w Marburgu
Teatr Słowackiego w Krakowie
To dzięki ciekawości Krysi, dzięki jej sugestiom i opiniom, a także dzięki cierpliwości
innych niewidomych kolegów i uczniów wciąganych przeze mnie w dyskusje na temat możliwości pokazania obiektów architektury powstała
nasza koncepcja wykonywania reliefowych
przedstawień obiektów architektonicznych.
Koncepcja była, na przestrzeni kilku lat, dopracowywana w praktycznych wykonaniach oraz
uzupełniana licznymi uwagami i sugestiami niewidomych odbiorców.
Nigdy też nie udałoby się nam dojść do aktualnego stanu wiedzy i bazy technologicznej,
gdyby nie studia nad próbami wykonywania
tego typu przedstawień w Europie. Jak zawsze,
ekspozycje i depozytoria muzeów tyflologicznych oraz różnego rodzaju eksponaty gromadzone przez Ośrodki dla niewidomych w różnych krajach były niesłychanie pomocne - nasi
antenaci też próbowali!
Do chwili obecnej wykonaliśmy około
100 przedstawień różnego rodzaju obiektów
architektonicznych w łącznym nakładzie kilku
tysięcy egzemplarzy. Mamy w swoich opracowaniach obiekty z Poznania, Płocka, Warszawy
oraz najnowsze i najbardziej zaawansowane
technologicznie z Krakowa, Tarnowa, Wrocławia
i Nowego Sącza.
Zapraszamy do pracowni Studia Tyflografiki.
Pokażemy, jak powstają przestrzenne reliefowe
grafiki zabytkowych lub zwyczajnie ciekawych
i interesujących obiektów architektonicznych
na przykładzie tyflografiki Teatru im. Słowac-
kiego w Krakowie i innych zabytków z małopolskich miast.
Wizja lokalna
Pierwszym krokiem w tworzeniu projektu
jest spotkanie „na żywo” pod budynkiem Teatru
plastyka, fotografa, tyflografików oraz naszych
niewidomych konsultantów - pani Kamili i pana
Jacka. Na spotkanie wszyscy przyjechaliśmy
zaopatrzeni w maksimum wiedzy na temat
obiektu. Teraz czas na konfrontację z rzeczywistością. Oglądamy wspólnie obiekt, starając się
jak najwierniej opisać jego bryłę naszym niewidomym kolegom. Tam, gdzie jest to wykonalne,
poza opisem słownym staramy się umożliwić
obejrzenie szczegółów także dotykiem…
Po „obmacaniu” elementów obiektu, przy
murku przed Teatrem zaczyna się burzliwa dyskusja zespołu na temat sposobu przedstawienia obiektu w reliefie. Nie wnikając w szczegóły
postanawiamy, że na formacie wielkości A3 pokażemy fasadę Teatru. Oczywiście idealnie byłoby,
gdybyśmy mogli pokazać każdą ze ścian wraz
z rzutem poziomym samej bryły obiektu. Ograniczają nas jednak środki oraz jak zawsze - czas,
bo takich przedstawień ma powstać kilkanaście!!!!
Będzie więc tylko ściana frontowa, ale za to, jako
uzupełnienie informacji dotykowej, do projektu
dołączony zostanie wierny opis budynku zarówno
w plikach tekstowych, jak i dźwiękowych oraz
oczywiście w brajlu i druku powiększonym. Jako
uzupełnienie tych informacji przekażemy odbiorcy
nagrania binauralne z okolic budynku Teatru.
NR 1 (10) 2011
27
Gdzie wzrok nie sięga, czyli „nie od razu Kraków zbudowano…”
nana zostanie wersja reliefowa dla niewidomego odbiorcy. Tyflograficy rozpoczynają prace
nad matrycą do tłoczenia reliefowego.
Kolejna warstwa
Teatr Słowackiego w Krakowie
Po wstępnych ustaleniach, do pracy przystępuje fotograf wraz z plastykiem. Wykonują kilkaset (sic!) fotografii budynku oraz robocze szkice
zarówno całości, jak i poszczególnych detali.
I to już koniec wizji lokalnej. Czas na pracę przy
komputerach.
Prace właściwe
Po kilku dniach otrzymujemy od plastyka
pełnokolorową wersję przedstawień budynku
w kilku rodzajach kolorystycznych opracowań. Wykonane na ich bazie wydruki próbne
wędrują do oceny i analizy poprzez słabowidzących konsultantów. Na bazie ich opinii postanawiamy zlikwidować artystyczne cienie rzucane
przez fragmenty ścian, zgeneralizować szczegóły rzeźb (przy tej skali i tak nie są zbyt dobrze
widoczne) oraz bardziej wysycić kolorystykę –
podnieść stopień kontrastu.
Mamy więc przygotowaną warstwę poddruku dla słabowidzących. W trosce o wierność
przekazania informacji, na jej podstawie wyko-
Poddruk pełnokolorowy
28
W specjalistycznych programach graficznych
przygotowujemy założenia wielopoziomowej
warstwy reliefowej. Wersje próbne tej warstwy
powstają na papierze pęczniejącym i już na tym
etapie są poddawane analizom naszych niewidomych konsultantów. Teraz to w zasadzie oni
zaczynają kierować procesem powstawania
projektu. Ponieważ wytwarzanie matryc jest
kosztowne, etap ten jest bardzo ważny.
Kolejnym etapem, po zaakceptowaniu treści merytorycznych, jest wykonanie próbnej
matrycy 3D tworzonej w plastycznym materiale.
Na bazie matrycy próbnej wykonujemy próbne
tłoczenie wielopoziomowe. Po ich zaakceptowaniu przez zespół konsultacyjny, wykonujemy
finalną matrycę wraz z fakturami oraz opisami
brajlowskimi. Pamiętamy o dodaniu do matrycy
informacji o skali pod postacią symbolicznej
figury ludzkiej.
Etap ten kończy prace przygotowawcze
– pozostaje teraz prawidłowo przeprowadzić
tłoczenie nakładu oraz połączyć obie warstwy –
reliefową i w druku płaskim w jedną całość.
Gotowe przedstawienie tyflograficzne
obiektu jest do dyspozycji odbiorców!
*Autor jest tyflopedagogiem w Ośrodku dla
Niewidomych w Owińskach, twórcą polskiej
czcionki brajlowskiej Poland Braille Fonts, autorem technologii wykonywania tyflografik oraz
map i planów wypukłych. Zajmuje się przystosowaniem przestrzeni dla osób z dysfunkcjami wzroku. Prowadzi Studio Tyflografiki. Jest
wydawcą reliefowych publikacji książkowych
oraz planów i map dla niewidomych. Laureat
Medalu KEN, nagród MEN, i Ministra Infrastruktury za wybitne osiągnięcia w dziedzinie kartografii. Odznaczony srebrną odznaką PZN. Kawaler Orderu Uśmiechu.
fot. bury-osiol
Naviton
W „Tyfloświecie” nr 2 (8) 2010 opisywałem „Asystenta” – system pozwalający
na przekazywanie obrazu z kamery noszonej przez niewidomego do jego zdalnego
przewodnika. W grudniu 2010 roku miałem przyjemność brać udział w fascynujących
testach Navitonu, kolejnego urządzenia powstającego na Politechnice Łódzkiej.
Rafał Charłampowicz*
Naviton (nazwa robocza) to prototyp urządzenia, które ma pomóc niewidomemu zauważyć rozmaite obiekty na jego drodze, zwiększając orientację i oczywiście pozwalając omijać
przeszkody. Właśnie na znajdowaniu i omijaniu
przeszkód polegały grudniowe testy Navitonu.
Od razu jednak pragnę podkreślić, że nie chodzi
tutaj o detektor przeszkód, ale o zaawansowany
system analizujący informacje o przestrzeni.
Na prototyp składają się dwie zintegrowane
kamery, komputer i słuchawki. Jednak najważniejsze jest oczywiście oprogramowanie. Podstawą działania Navitonu jest stereowizja. Mamy
dwie kamery obserwujące tę samą przestrzeń.
Każda z kamer patrzy jednak pod nieco innym
kątem. Obraz z obu kamer jest porównywany,
a pojawiające się różnice pozwalają na określenie głębi obrazu, czyli rozróżnienie, które
obiekty znajdują się bliżej, a które dalej. Ludzki
mózg (zresztą nie tylko ludzki) również korzysta
ze stereowizji do prawidłowej oceny odległości.
Istota rzeczy
W teorii brzmi to prosto, ale w rzeczywistości sprawa jest bardzo skomplikowana. W przeciwieństwie do ludzkich oczu, kamery mają dość
ograniczoną możliwość adaptacji do warunków
świetlnych oraz muszą matematycznie porówNR 1 (10) 2011
29
Naviton
30
kowane są przeszkody (zwykle trzy lub cztery),
czyli co jest bliżej, a co jest dalej. Wszystkie
te informacje mają być przekazane w sposób
zwięzły, intuicyjny i niemęczący.
Stali czytelnicy „Tyfloświata” być może pamiętają artykuł Henryka Lubawego o K-Sonarze. Ten
ultradźwiękowy detektor przeszkód (właściwie
coś więcej niż detektor) również dźwiękiem opisuje przestrzeń, w tym wiele obiektów naraz.
Dźwięki K-Sonara można jednak opisać jako
szum lub piski, których wysokość i barwa niesie
informacje. Twórcy Navitonu chcieli czegoś bardziej naturalnego, miłego dla ucha, dodatkowo
niosącego łatwą w interpretacji zapowiedź
przeszkody.
Dźwiękowy interfejs
Po wielu testach, wliczając konsultacje z niewidomymi, powstał przedmiotowy interfejs.
System wykorzystuje dźwięki instrumentów
muzycznych, a dokładniej specjalnie zaszumiane
dźwięki standardu MIDI. Domyślnie mamy
do wyboru flet, pianino i syntezator. Użytkownik
sam decyduje, który instrument najbardziej mu
odpowiada. Opisywanie przestrzeni odbywa
się co dwie sekundy. Czas opisywania można
zmniejszyć lub zwiększyć, zależnie od możliwości i wprawy użytkownika. Odległość do obiektów oznaczana jest głośnością i wysokością
dźwięku. Im bliżej, tym głośniej i wyżej. W przeciwieństwie jednak do wspominanego już
K-Sonara i kilku innych rozwiązań, w Navitonie
mamy do czynienia z harmonią tonalną, a więc
z dźwiękami, do których przywykło ucho Euro-
fot. Politechnika Łódzka
nywać podobieństwo lewego i prawego obrazu.
Oświetlenie może się znacząco zmieniać, zależnie od tego, w którą stronę skierujemy wzrok
kamer, na co pada cień, czy powierzchnia mniej
lub bardziej odbija światło itp. Dodatkowo świat
pełen jest dużych, jednolitych obszarów, takich
jak gładkie ściany i powierzchnie, które uniemożliwiają komputerowi podjęcie jednoznacznej decyzji, które fragmenty obrazu lewego
odpowiadają fragmentom obrazu prawego.
Ta wrażliwość na zmienne warunki świetlne
i brak obecności wyraźnych tekstur w wielu scenach rzeczywistych jest wciąż dużym ograniczeniem stereowizji i dlatego obok jej zwolenników
znajdziemy też uczonych uważających, że jej
szerokie, uniwersalne zastosowanie prawdopodobnie nigdy nie będzie możliwe.
Wróćmy jednak do samego Navitonu. Zadaniem, jakie postawili twórcy swojemu systemowi, było wykrywanie dużych obiektów
na drodze i informowanie niewidomego o tym,
co się przed nim znajduje. Najważniejszą sprawą
było opracowanie skutecznego interfejsu przekazywania użytkownikowi informacji o przestrzeni. Aby móc przetestować stworzony interfejs w warunkach rzeczywistych, tj. nie podczas
symulacji komputerowej, ale z prawdziwymi
przeszkodami, zdecydowano się na dodatkowe
wsparcie stereowizji poprzez wyraźne kolorystyczne oznaczenie przeszkód. Przeszkodami
były pudła kartonowe, ustawiane czasem pojedynczo, a czasem jedno na drugim. Ułatwienie
polegało na tym, że wzory, w jakie pomalowane
były pudła, umożliwiały oprogramowaniu pewniejsze odróżnienie ich od reszty korytarza. Takie
rozwiązanie pozwalało uniknąć potencjalnych
fałszywych sygnałów i skupić się na testowaniu
samego interfejsu dźwiękowego.
Interfejs, czyli sposób w jaki system komunikuje się z użytkownikiem, jest w przypadku
Navitonu bardzo unikatowy. Zadaniem systemu
jest poinformowanie użytkownika o położeniu
przeszkód. Użytkownik ma wiedzieć, po której
stronie (względem jego twarzy) znajduje się
dany obiekt oraz w jakich odległościach ulo-
Autor tekstu w czasie testów urządzenia
fot. Politechnika Łódzka
Naviton
Generowane dzięki analizie obrazu z kamer wyobrażenie przestrzeni
pejczyka. Zatem zamiast dość abstrakcyjnych
wyższych i niższych tonów, słyszymy swoistą
muzykę. W tle słychać również swego rodzaju
cichnące tykanie. Na jedno opisywanie sceny
przypada pięć tyknięć. Mają one dodatkowo
pomóc zorientować się w odległościach, gdyż
czas między tyknięciami odpowiada odległości
około jednego metra. Jeśli dźwięk przeszkody
przypada np. na ostatnie tyknięcie, użytkownik wie, że ten obiekt jest odległy o około pięć
metrów.
Położenie obiektu przedstawiane jest w sposób przestrzenny. Aby uzyskać jak najlepsze
wrażenie przestrzenności, mierzy się tzw. charakterystyki akustyczne słuchacza (ang. „HeadRelated Transfer Function” – HRTF), to znaczy
sprawdza się, w jaki sposób dźwięki płynące
z różnych kierunków docierają do uszu badanej osoby. Taki pomiar przeprowadzany jest
w komorze bezpogłosowej. Wizyta w niej jest
sama w sobie ciekawym doświadczeniem dla
niewidomego. Nie ma tam praktycznie odbicia dźwięków, więc ludzie przywykli do stałego, wręcz odruchowego korzystania z echolokacji mogą czuć się w takim miejscu dość
dziwnie. Badanego sadza się na obrotowym
krześle pod głośnikami biegnącymi od samej
góry aż do podłogi. Głośniki tworzą niemal
180-stopniowy łuk. W uszach osoby poddawanej pomiarowi instalowane są małe mikrofony.
Z głośników odtwarzany jest dźwięk, zaczynający się na górze, a kończący na samym dole.
Dźwięk rejestrują mikrofony i komputer, do którego są podłączone. Następnie krzesło obraca
się o kilka stopni i znów słychać „dźwiękowy
łuk”. Badanie kończy się po wykonaniu pełnego
obrotu. Jeśli nie mamy czasu lub możliwości
badania charakterystyki, możemy skorzystać
z gotowej bazy danych HRTF i metodą prób
i błędów dobrać najbardziej pasujący wzorzec.
W moim przypadku świetnie sprawdziły się charakterystyki akustyczne profesora Strumiłło.
Testy
Przejdźmy wreszcie do samego testu.
Wszystko odbyło się w korytarzu Instytutu
Elektroniki Politechniki Łódzkiej. Na czoło włożono mi dwie całkiem spore kamery, a na uszy
słuchawki. Wszystko było połączone kablami
z komputerem stojącym na boku, w bezpiecznym miejscu (teoretycznie można było użyć plecaka z przenośnym laptopem, ale jako że badanie trwało kilka godzin, wygodniej było zrobić
badanie „na uwięzi”). W bezpiecznym miejscu leżał też mój pies. W użyciu była laska, ale
poinstruowano mnie, żebym używał jej tylko
w zasięgu ręki trzymając ją pionowo przed sobą.
Najpierw moim zadaniem było zlokalizowanie
pojedynczego pudła. Miałem wskazać kierunek,
z którego słyszę przeszkodę, zbliżyć się na minimalną odległość i dotknąć obiektu ręką. Ważne
było to, bym świadomie dotknął przeszkody,
a nie wpadł na nią laską. Technicznie wyglądało
to tak, że stawałem na początku trasy i starałem
się „zobaczyć” obiekt. Gdy system wykrył przeszkodę (zwykle działo się to natychmiast – tylko
czasem trzeba było zatoczyć bardzo lekki łuk
głową, czyli rozejrzeć się), w słuchawkach słyszaNR 1 (10) 2011
31
Naviton
łem dźwięk fletu. Bez problemu mogłem odróżnić kierunek, z którego płynie dźwięk. Nie było
to tylko lewo/prawo, ale także bardziej lub mniej
w lewo/prawo. Mogłem też w przybliżeniu ocenić odległość. Tykanie nie przydawało mi się, ale
dobrze sprawdzał się czas (czy dźwięk pojawiał
się natychmiast czy z lekkim opóźnieniem) i siła
dźwięku. Ruszałem, a co dwie sekundy znów
słyszałem, gdzie jest przeszkoda, więc na bieżąco mogłem korygować swój kierunek. Szło mi
całkiem dobrze (chyba tylko raz, na początku
wpadłem laską na pudło), więc szybko przeszliśmy do następnych testów.
Tym razem miałem wskazywać, ile przeszkód
jest na drodze i jak są ułożone. Doszliśmy do czterech. Pokazywanie polegało na tym, że ruchem
ręki opisywałem układ obiektów, np. najpierw
jedna blisko, pośrodku, potem dwie po lewej
i prawej i jedna na końcu po lewej. Do wskazywania ilości i układu doszedł jeszcze tor przeszkód. Miałem przejść korytarz, omijając przeszkody bez dotykania ich laską i zawrócić robiąc
dokładnie tak samo. Ostatni test w największym
stopniu pozwalał ocenić i docenić przydatność
Navitonu. Oglądanie drogi dźwiękiem przypominało trochę prawdziwe patrzenie. Mogłem
usłyszeć, gdzie co stoi i z góry wybrać najmniej
kolizyjny kurs. Słyszałem, że pierwsza przeszkoda jest z lewej, a następna z prawej, więc
szedłem w prawo, a potem w lewo Każdy obiekt
w zasięgu kamery anonsowany był dźwiękiem,
a gdy zbliżałem się do czegoś (np. wymijałem)
dźwięk był głośniejszy i wyższy. Jednocześnie
słyszałem kilka obiektów, więc mogłem ustalić swoją pozycję wobec różnych przeszkód.
W moim przypadku system sprawdził się bardzo
dobrze. Kilka razy miałem problemy, ale większość prób wypadła znakomicie. Te problematyczne (gdy kilka obiektów było bardzo blisko
siebie) po powtórce także wypadały dobrze.
Wrażenia
Naviton mnie zaskoczył. Czytając o systemie
i oglądając prezentacje byłem sceptyczny. Jadąc
na testy, nie spodziewałem się wiele. Wyniki
32
dalece przeszły moje oczekiwania. Nie dość,
że mogłem omijać przeszkody bez stykania się
z nimi i chodzenia od punktu do punktu, to nie
wymagało to specjalnej koncentracji, a po kilku
godzinach nie czułem się zmęczony. Dźwięki
są wybrane dobrze. Po dłuższym czasie człowiek ma uczucie lekkiego transu, ale bardziej
relaksu niż odurzenia. Może najlepszym określeniem tego stanu jest lekkie odrealnienie.
Od Michała Bujacza wiem, że testy na innych
osobach także wypadły dobrze. Wprawdzie nie
wszyscy słyszeli dźwięk przestrzennie, czyli nie
doświadczyli iluzji tego, że dźwięki dochodzą
od strony obiektów, ale wszystkie osoby potrafiły wskazać kierunek na podstawie zwykłych
różnic stereo i bez większych problemów omijać przeszkody.
W okresie
wakacyjnym
planowane
są następne testy, już w terenie i chyba z większą ilością wykrywanych obiektów. Jestem bardzo ciekaw wyników i bardzo liczę na rozwój
Navitonu.
Naviton powstaje w Zakładzie Elektroniki
Medycznej w Instytucie Elektroniki Politechniki
Łódzkiej. Projektem zarządzają prof. Andrzej
Materka i prof. Paweł Strumiłło. Głównymi
wykonawcami systemu są mgr Michał Bujacz
i dr Piotr Skolimowski. Nad projektem pracują
też dr Paweł Pełczyński i mgr Bartek Ostrowski. Twórcy systemu uzyskali środki na dalsze
prace z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju,
a zatem Naviton będzie rozwijany.
Zainteresowanych szczegółami zapraszam
do zapoznania się z informacjami na stronie
http://www.naviton.pl, w szczególności z pracą
doktorską Michała Bujacza (obrona wkrótce).
*Autor jest pracownikiem Uniwersytetu
Gdańskiego i współpracownikiem firmy IVONA
Software. Zajmuje się tyflotechniczną obsługą
studentów z dysfunkcją wzroku. Od pewnego
czasu do jego szczególnych zainteresowań
należą urządzenia wspomagające orientację
przestrzenną niewidomych.
fot. Andreka
Dozwolony
użytek
możliwości i ograniczenia
W tym numerze, odchodząc od kwestii ściśle związanych z bibliotekami, zajmiemy się
aspektem prawnym dającym osobom niewidomym i słabowidzącym szansę tworzenia
formatów alternatywnych publikacji książkowych czy prasowych. Chodzi o zapis
wprowadzający do prawa autorskiego wyjątek w postaci tzw. dozwolonego użytku.
Warto zapoznać się z jego genezą oraz treścią, umożliwia on bowiem nie tylko
przetwarzanie druków do postaci elektronicznej, ale także wprowadzanie audiodeskrypcji
do filmów, sztuk teatralnych bądź wystaw. Zawiera ponadto regulacje korzystne dla
odbiorców twórczości niebędących osobami niepełnosprawnymi.
Aleksandra Bohusz*
Ustawa o prawie autorskim
i prawach pokrewnych – założenia
i najważniejsze zapisy
Ten akt prawny z 4 lutego 1994 r. (tekst pierwotny: Dz. U. 1994 r. Nr 24 poz. 83) (tekst jednolity: Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) zawiera
większość przepisów dotyczących korzystania
z utworów, przy czym utwór jest tu rozumiany
jako każdy przejaw działalności twórczej człowieka o charakterze indywidualnym, utrwalony
w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości,
przeznaczenia i sposobu wyrażenia (art. 1.).
Według cytowanej definicji utworami mogą
być, poza tekstami pisanymi i muzyką, między
innymi także: programy komputerowe, strony
internetowe, dżingle, prezentacje multimedialne, reklamy, broszury, programy studiów.
Tak więc twórcy i współtwórcy (osoby, które
wniosły do utworu wkład twórczy – współtwórcami nie są na przykład korektorzy czy redaktorzy tekstów) mogą egzekwować ochronę swojej
twórczości na podstawie prawa autorskiego.
Prawami pokrewnymi są prawa do wykonań
artystycznych danego utworu, jego nagrywania
w formie wideo i audio, prawa przysługujące
NR 1 (10) 2011
33
Dozwolony użytek – możliwości i ograniczenia
fot. shutterstock
producentom programów radiowych i telewizyjnych oraz wydawcom publikacji pisanych do ich
pierwszych wydań krytycznych i naukowych.
Zwróćmy uwagę, że lektor nagrywający
książkę na potrzeby czytelników z dysfunkcją
wzroku nie staje się w stosunku do niej właścicielem praw pokrewnych (nagranie lektorskie
nie ma bowiem w założeniu charakteru artystycznego, choć często dokonują go aktorzy).
Z praw pokrewnych do audiobooków mogą
korzystać ich wydawcy, traktując nagrywane
książki jako swoje fonogramy.
Do praw pokrewnych stosuje się w większości te same przepisy, co do praw autorskich, dlatego zostały one ujęte w jednej ustawie. Również
w niniejszym tekście, ilekroć będzie mowa o prawach autorskich bez wyodrębnienia pokrewnych, będzie to oznaczać, że omawiane przepisy
mają zastosowanie do jednych i drugich.
Niewątpliwą, z punktu widzenia twórców,
zaletą Ustawy o prawie autorskim i prawach
pokrewnych jest fakt, iż chroni ona bez konieczności spełniania jakichkolwiek dodatkowych
warunków. Wystarczy, że dany podmiot jest
autorem lub współautorem jakiegoś utworu.
Podmiotami mogą tu być również osoby nie-
pełnoletnie do trzynastego roku życia bądź całkowicie ubezwłasnowolnione, przy czym przy
czynnościach prawnych zastępują je ustawowi
przedstawiciele. W przypadku osób w wieku
od trzynastu do osiemnastu lat i ubezwłasnowolnionych częściowo do ważności czynności
prawnej, przez którą taka osoba zaciąga zobowiązanie lub rozporządza swoim prawem,
potrzebna jest zgoda jej przedstawiciela ustawowego.
Prawa autorskie do utworu stworzonego
w ramach stosunku pracy automatycznie przechodzą na pracodawcę (dotyczy to między
innymi dziennikarzy).
Ustawa wyróżnia dwie grupy praw autorskich: osobiste i majątkowe. Każda z nich podlega nieco innym regulacjom.
Autorskie prawa osobiste
Do tej grupy uprawnień zaliczamy: prawo
do autorstwa, oznaczenia utworu przez twórcę
nazwiskiem, pseudonimem bądź opublikowania anonimowo, nienaruszalności treści i formy
utworu (jego integralności), decydowania o czasie udostępnienia utworu publiczności (art. 16).
Audiodeskrypcja dokonywana na potrzeby
osób z dysfunkcją wzroku oraz napisy dla niesłyszących nie są traktowane jako naruszanie
treści ani formy utworu, muszą jednak zawierać
„suche” opisy o charakterze obiektywnym.
Osobiste prawa autorskie to uprawnienia
niezbywalne (po śmierci twórcy przechodzą
na jego spadkobierców). Najbardziej jaskrawym
przejawem naruszenia tych praw jest plagiat,
czyli przywłaszczenie cudzego utworu bądź
wykorzystanie go w taki sposób, aby wywołać
wrażenie, że to osoba, która dopuściła się plagiatu jest autorem utworu.
Autorskie prawa majątkowe
Audiodeskrypcja dokonywana na potrzeby osób
z dysfunkcją wzroku oraz napisy dla niesłyszących nie są traktowane jako naruszanie treści ani
formy utworu
34
Obejmują one każdy sposób korzystania
z utworu (ustawodawca nazywa te sposoby
polami eksploatacji): drukowanie i zwielokrotnianie (ksero, druk), obrót egzemplarzami
utworu, jego publiczne wykonywanie, wysta-
wianie, wyświetlanie, udostępnianie za pośrednictwem Internetu.
Prawa majątkowe obowiązują za życia autora
i 70 lat po jego śmierci (dziedziczone przez spadkobierców). Do roku 2000 okres ten wynosił 50
lat, ale na skutek postulatów twórców oraz ich
najbliższych został przedłużony. Czas trwania
praw majątkowych wydłużono wówczas o 20
lat również w stosunku do utworów, co do których prawa te już wygasły. Po upływie siedemdziesięciu lat od śmierci danego autora z jego
utworów można korzystać w sposób niemalże
nieograniczony, oczywiście jedynie w zakresie
objętym prawami majątkowymi, pamiętając
o niezbywalności osobistych. Taki stan prawny
powoduje udostępnianie przez niektóre instytucje, jak opisywana w poprzednim numerze
Polska Biblioteka Internetowa (PBI), osobom
niewidomym formatów cyfrowych jedynie tych
książek, do których autorskie prawa majątkowe
już wygasły. Ich adaptacja nie wymaga bowiem
pozyskiwania specjalnych pozwoleń.
Prawne możliwości korzystania
z utworów w większym zakresie
Jak widać z powyższych rozważań, polska
Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych zawiera restrykcyjne przepisy w znaczny
sposób utrudniające swobodne korzystanie
z utworów. Trudno się temu dziwić, gdyż stworzenie omawianego aktu prawnego miało przede
wszystkim na celu ochronę interesów autorów.
Aby jednak ograniczyć ich monopol, ustawodawca stworzył kilka „furtek” dających możliwość swobodniejszego korzystania z różnego
rodzaju twórczości (nie tylko osobom z niepełnosprawnością).
Pierwszą z nich jest art. 4 Ustawy stwierdzający, że:
Nie stanowią przedmiotu prawa autorskiego:
• akty normatywne lub ich urzędowe projekty,
• urzędowe dokumenty, materiały, znaki
i symbole,
• opublikowane opisy patentowe lub ochronne,
• proste informacje prasowe.
fot. shutterstock
Dozwolony użytek – możliwości i ograniczenia
Proste informacje prasowe również nie stanowią
przedmiotu prawa autorskiego
Zapis ten oznacza, że do tych materiałów nie
stosuje się prawa autorskiego, co stanowi spore
ułatwienie dla ich użytkowników.
Niekiedy dodatkowe możliwości korzystania z utworów dają sami autorzy. Pod utworami
publikowanymi w Internecie, zamiast formuł
„Copyright by” lub „All rights reserved” oznaczających, że wszystkie prawa należą do autorów, coraz częściej można spotkać zwrot „Some
rights reserved” („Niektóre prawa zastrzeżone”).
Oznacza on zrzeczenie się przez twórców autorskich praw majątkowych, dając na przykład możliwość nieograniczonego kopiowania utworów.
Inną możliwość korzystania z utworów
w większym zakresie zgodnie z prawem autorskim daje zawieranie umów z poszczególnymi
autorami bądź wydawcami. Stosują ją często
instytucje adaptujące różnego rodzaju materiały
do potrzeb osób niepełnosprawnych, jak Biblioteka Centralna Polskiego Związku Niewidomych
czy Mazowieckie Stowarzyszenie Pracy dla Niepełnosprawnych „De Facto”. Wymaga to jednak
żmudnych negocjacji, dlatego tak ważne jest
ścisłe przestrzeganie tych umów, czyli nieudostępnianie pozyskanych dzięki nim materiałów
osobom spoza środowiska. Może być bowiem
tak, że jakiś autor lub wydawnictwo dowie się
o takich przypadkach i nie zgodzi się na adaptację kolejnych utworów.
NR 1 (10) 2011
35
Dozwolony użytek – możliwości i ograniczenia
fot. shutterstock
nach internetowych (stąd też dostęp do wielu
stron z książkami w formatach alternatywnych
jest obwarowany hasłem, a czasem koniecznością przedstawienia odpowiednich dokumentów, jak orzeczenie o niepełnosprawności, aby
mogli z nich korzystać tylko uprawnieni użytkownicy sieci).
Użytek publiczny dotyczy publikowania
utworów w prasie (art. 25). Specjalne uprawnienia w tym zakresie mają również szkoły,
uczelnie wyższe oraz biblioteki (art. 27 i 28).
Dozwolony użytek obejmuje też przytaczanie,
zarówno przez osoby indywidualne, jak i media
czy instytucje, cytatów z utworów, oczywiście
z podaniem ich źródła (art. 29).
Zawieranie umów z autorami lub wydawnictwami jest często efektem długotrwałych negocjacji pomiędzy nimi a instytucjami adaptującymi
materiały do potrzeb osób niepełnosprawnych
Najdogodniejsze wydaje się więc korzystanie
z zapisanego w Ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych prawa o dozwolonym użytku.
Przyjrzyjmy się, jakie daje ono możliwości.
Przepis ten nie powstał wyłącznie z myślą
o osobach niepełnosprawnych, ale jako przeciwdziałanie silnemu monopolowi twórców,
wynikającemu z zapisów prawa autorskiego.
W jego ramach wyróżniamy użytek osobisty
i publiczny.
W ramach osobistego możemy między
innymi nagrywać wykłady na studiach, ale
także, co zapewne dla sporej grupy Czytelników będzie dużym zaskoczeniem, kserować
materiały drukowane i kopiować płyty, o ile
zadania te nie będą miały charakteru komercyjnego. Zatem kiedy przegrywamy płytę koledze
nie ma, jak zwykło się uważać, mowy o „piractwie” i łamaniu prawa autorskiego. Dozwolony
użytek osobisty stosuje się do wszystkich utworów z wyjątkiem programów komputerowych,
których absolutnie nie można powielać. Przekroczeniem omawianego przepisu jest publikowanie utworów na ogólnodostępnych stro36
„Korzenie” zapisu o dozwolonym
użytku dla osób niepełnosprawnych
To, że potrzeby niepełnosprawnych zostały
dostrzeżone (choć z dziesięcioletnim opóźnieniem) w Ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych zawdzięczamy, podobnie
jak wiele innych korzystnych przepisów, Unii
Europejskiej. Wydała ona Dyrektywę o społeczeństwie informacyjnym, w której państwa
członkowskie otrzymały możliwość zrobienia
wyjątków w ograniczeniach w kopiowaniu
i rozpowszechnianiu utworów dla osób niepełnosprawnych. Wiele krajów unijnych przyjęło
ten zapis. Również Polska, dostosowując prawo
do standardów UE, 1 kwietnia 2004 r., czyli miesiąc przed naszym wejściem do Unii, wprowadziła do Ustawy o prawie autorskim i prawach
pokrewnych art. 331. Traktuje on w całości
o dozwolonym użytku na rzecz osób z niepełnosprawnością.
Korzyści i problemy interpretacyjne
Omawiany artykuł stanowi, że wolno korzystać z już rozpowszechnionych utworów dla
dobra osób niepełnosprawnych, jeżeli to korzystanie odnosi się bezpośrednio do ich upośledzenia, nie ma charakteru zarobkowego
i jest podejmowane w rozmiarze wynikającym
z natury upośledzenia. Pomińmy tu określenie
„upośledzenie”, które nienajlepiej się nam kojarzy, ale jest stosowanym w prawie terminem.
Sprecyzowania wymaga natomiast sformułowanie „utwór rozpowszechniony”. Zgodnie
z art. 6 Ustawy o prawie autorskim i prawach
pokrewnych jest to taki utwór, który za zgodą
twórcy został w jakikolwiek sposób (niekoniecznie przy pomocy wytworzonego egzemplarza) udostępniony publicznie. Z takiej definicji
wynika, że jeśli twórca udostępni na przykład
nagranie w Internecie, mimo że nie ukazała
się jeszcze zawierająca je płyta, można z niego
korzystać w ramach dozwolonego użytku.
Wątpliwości nie budzi zapis mówiący,
że korzystanie z utworu musi odnosić się bezpośrednio do upośledzenia danej osoby. Chodzi
tu po prostu o dostosowanie formatów alternatywnych do rodzajów niepełnosprawności
(brajl dla niewidomych, druk powiększony dla
słabowidzących, napisy dla ludzi z problemami
słuchowymi). Ustawa nie precyzuje, kto może
dokonywać adaptacji utworów, z czego wynika,
że jest to dozwolone osobom z różnymi dysfunkcjami, jak również wszystkim podmiotom
działającym na rzecz tej grupy. Daje to szerokie
możliwości korzystania z dozwolonego użytku
między innymi wydawnictwom „produkującym” książki w formacie dźwiękowym, brajlu
lub druku powiększonym. Niektórzy prawnicy
opowiadają się jednak za „modelem” duńskim, w którym ustawa zawiera szczegółowy
wykaz instytucji uprawnionych do korzystania
z dozwolonego użytku, co pozwala na łatwiejszą interpretację przepisu. Dla nas, chcących
korzystać z opisywanych uprawnień rozszerzona wykładnia jest dogodniejsza.
Wśród chcących dostosowywać utwory
do potrzeb niepełnosprawnych w ramach działalności gospodarczej wątpliwości może budzić
zapis o niezarobkowym charakterze korzystania z dozwolonego użytku. Są one tym większe, że koszt adaptacji materiałów bywa bardzo
wysoki, a proces czasochłonny i trudno oczekiwać, żeby wszyscy zajmujący się nim robili
to charytatywnie.
fot. shutterstock
Dozwolony użytek – możliwości i ograniczenia
Korzystanie z utworów w ramach dozwolonego
użytku przez osoby niepełnosprawne musi ściśle
wiązać się z ich dysfunkcją i koniecznością jej
kompensowania
Polski ustawodawca okazał się tutaj „łaskawszy” od unijnego. Wspomniana wyżej dyrektywa UE mówi bowiem o charakterze „niehandlowym”, co wyklucza pobieranie jakichkolwiek
opłat. Pojęcie „niezarobkowy” zawarte w polskiej
doktrynie jest natomiast zazwyczaj interpretowane jako „nie nadmiernie skomercjalizowany”.
Jednym słowem, środki finansowe pozyskiwane
za przygotowanie utworów w formatach alternatywnych nie powinny przekraczać kosztów
poniesionych na to przystosowanie.
Prawdziwą zagadkę stanowi sformułowanie
mówiące o korzystaniu z dozwolonego użytku
„w rozmiarze wynikającym z natury upośledzenia”. Być może w tym miejscu powinna
być mowa o „sposobie korzystania zgodnym
z naturą upośledzenia”, może też chodzić
o nienadużywanie dozwolonego użytku, czyli
choćby o nieudostępnianie książek w formatach dźwiękowych wydanych z myślą o osobach z problemami wzrokowymi ludziom całkowicie widzącym, którzy mogą bez problemu
czytać zwykły druk.
NR 1 (10) 2011
37
Dozwolony użytek – możliwości i ograniczenia
fot. shutterstock
korzystaniem z dozwolonego użytku. Należy
mieć nadzieję, że tak pozostanie i że żaden „nadgorliwy” twórca ani użytkownik nie pozbawi
nas tego dobrodziejstwa prawnego jakimś niemądrym posunięciem.
Dzięki dozwolonemu użytkowi niepełnosprawnych student może nagrywać wykłady
na uczelni, kserować podręczniki i adaptować je
do dogodnego dla siebie formatu
Prawo dobre, ale mało znane
Ustawa o prawie autorskim i prawach
pokrewnych, mimo iż z założenia chroni twórców, zawiera też kilka wyjątków korzystnych
dla użytkowników utworów, w tym zapis
o dozwolonym użytku. Ze względu na swoją
wyjątkowość jego wykładnia nie może być
zbyt szeroka, ale ustawodawca sformułował
go w ten sposób, że daje i tak duże możliwości.
Jak widzieliśmy, dzięki dozwolonemu użytkowi
nie grożą nam żadne sankcje za przegrywanie
sobie wzajemnie płyt ani kserowanie podręczników i notatek z wykładów (pod warunkiem,
że ich nie sprzedajemy, co, niestety, ostatnio
coraz częściej zdarza się wśród studentów).
Jako osoby niepełnosprawne mamy dodatkowo możność tworzenia i korzystania z alternatywnych formatów utworów, możemy też
dzielić się nimi między sobą.
Problem z dozwolonym użytkiem jest taki,
że spora część społeczeństwa nie ma świadomości przysługujących w związku z nim praw.
Są też ludzie, którzy go nadużywają na zasadzie:
„dać komuś palec, to weźmie całą rękę”.
Na szczęście nie było do tej pory w praktyce
sądowej procesów związanych z niewłaściwym
38
Osoby bliżej zainteresowane niniejszym
zagadnieniem odsyłam do publikacji Fundacji
Instytut Rozwoju Regionalnego pt. „Studenci
niewidomi i słabowidzący – poradnik dla wyższych uczelni. Prawo autorskie – dozwolony
użytek utworów” oraz wykładu Mec. Dr. Sybilli
Stanisławskiej-Kloc oraz Mec. Joanny HetmanKrajewskiej, zarejestrowanego podczas konferencji zorganizowanej przez Bibliotekę Centralną PZN 6 października ubiegłego roku pod
tytułem: „Szczególne uprawnienia osób niepełnosprawnych wynikające z ustawy o prawie
autorskim i prawach pokrewnych – prawo a rzeczywistość”, a dostępnego na stronie serwisu
wypożyczeń BCPZN.
***
Składam najserdeczniejsze podziękowania
mojemu Przyjacielowi, Krzysztofowi Kurowskiemu – Doktorantowi w Katedrze Prawa Konstytucyjnego Wydziału Prawa i Administracji
Uniwersytetu Łódzkiego – za bezcenne wsparcie merytoryczne przy tworzeniu niniejszego
tekstu.
*Autorka straciła wzrok zaraz po urodzeniu
w wyniku retinopatii wcześniaczej. Ukończyła
studia magisterskie z historii oraz podyplomowe z informacji naukowej i bibliotekoznawstwa na Uniwersytecie Łódzkim. Obecnie
poszukuje pracy. W czasie wolnym pisze teksty
publikowane w czasopismach zajmujących się
tematyką związaną z niewidzeniem. Jej zainteresowania to: literatura, publicystyka, historia
(głównie Kościoła i społeczna), teatr, muzyka,
podróże, język francuski.
fot. yurok
W co się bawić?
Gry to od dawna element życia codziennego. Wzmożony rozwój przemysłu gier
mogliśmy obserwować już od lat siedemdziesiątych, choć pojawiły się one wcześniej.
Pierwsza prawdopodobnie ukazała się w latach czterdziestych. Jej celem była symulacja
uderzenia rakiety w dany cel, a całość wyświetlana była na oscyloskopie. Potem nastąpiła
gwałtowna rewolucja w świecie elektronicznej rozrywki. Nastała era automatów
i komputerów osobistych typu Commodore czy Amiga i aplikacji, które potrafiły na długo
przykuć uwagę gracza.
Tomasz Tworek*
Dzisiaj gry to jakby interaktywne filmy, a my
niczym aktorzy, odgrywamy swoją rolę na ekranach komputerów, telewizorów i konsoli. Wielkie
koncerny developerskie robią wszystko, byśmy
grając w ich produkcje czuli się jak bohaterowie
najlepszych thrillerów.
Pytanie jednak, czy wszyscy tak właśnie się
czujemy? W tym artykule postaram się odpowiedzieć na to i wiele innych pytań. Spróbuję
objaśnić, jak wygląda świat gier z perspektywy
gracza, który nie widzi zupełnie nic, a jednak
próbuje, szuka ciągle tytułów, które mogą być
grywalne.
Audio gry? Nie, nie żartujmy
Gry audio można podzielić na wiele gatunków i kategorii. Tylko po co?
Może to, co napiszę, będzie nieco kontrowersyjne, i wielu uzna moją tezę za pochopną,
ale jako wieloletni gracz spróbuję ją jednak
obronić.
Wielu z Was, którym zdarzyło się grać w gry
audio, myśleli, gdy się z nimi zetknęli: „Hmm…,
krótka, mało skomplikowana fabuła, dźwięk
na niskim poziomie… Czym tu się zachwycać?”
Na te pytania można udzielić dwojakich
odpowiedzi, zależnie od tego, jak się spojrzy
NR 1 (10) 2011
39
W co się bawić?
na całą sprawę. Patrząc na to z punktu widzenia developerów, gry są często robione przez
kilku ludzi, którzy starają się szybko wprowadzić
na rynek nowy produkt. Ludzie ci chcąc stworzyć grę w krótkim czasie, nie starając się przy
tym za bardzo, bo wiedzą, że użytkownicy i tak
ją kupią, bo gier audio nie ma.
Ze strony gracza natomiast sytuacja wygląda
następująco. Developer może i ma pomysł, ale
nie umie wykorzystać jego potencjału tworząc coś, co naprawdę poziomem nie dorównuje grom nawet z lat dziewięćdziesiątych,
a co dopiero z czasów teraźniejszych.
Prawda jest brutalna i nie należy tego ukrywać. Nie chcę tutaj nikogo obrażać, czy negatywnie wpływać na działalność osób tworzących gry dla naszego środowiska, ale niestety
ich poziom pozostawia wiele do życzenia.
Testowałem bardzo wiele tytułów gier
audio, spoglądając na nie pod każdym aspektem, pod jakim powinno się spoglądać na grę
z perspektywy gracza ceniącego sobie dobrą
zabawę. Nie jest to oczywiście zniechęcenie
czytelników do pomijania szerokim łukiem
gier dźwiękowych. Po prostu, nie należy się
spodziewać cudów, chociaż to jeszcze pewnie
zależy od podejścia i zaawansowania gracza,
od jego punktu widzenia przez pryzmat gier
video i tak dalej.
Konsolki, PC, automaty i gry video
Dawno temu zaczęła się moja przygoda
z produkcjami video i od dawna mogę obserwować rozwój gier na wiele platform, w tym
również PC. Jako dziecko nie bardzo miałem
pojęcie o grach, więc chwytałem pada lub
konsolę i w coś tam grałem, chociaż nie wiem,
jak było to dla mnie zrozumiałe, jeśli brać pod
uwagę wszystko, co działo się na ekranie.
Z czasem jednak moja wiedza powiększała się,
a umiejętności rosną po dziś dzień, co pozwalało mi próbować, wyszukiwać tytuły, które
byłyby jak najbardziej dla nas, niewidomych
dostępne. Nie jest to niestety łatwe i wymaga
poświęcenia czasu, w którym przyjdzie nam
40
testować i nie od razu otrzymywać pozytywne
rezultaty.
Gry sprzed lat są uboższe dźwiękowo, chociaż nie oznacza to, że są złe. Po prostu nie
uświadczymy w nich systemu Stereo, już o Dolby
Surround nie wspominając. Czy pozwala to grać
w taką grę? Raczej tak, ale pod pewnymi warunkami. W tym miejscu trzeba zwrócić uwagę
na chyba najważniejszy problem podczas robienia testów. Niestety, raczej nie pogramy sobie
w gry obsadzone w trójwymiarowym świecie.
Jeśli ktoś zastanawia się czemu, postaram się
odpowiedzieć.
Trójwymiarowy świat niesie za sobą konieczność ruchu we wszystkich kierunkach, często
świat gry jest dość rozległy i otwarty, przez
co niestety nie dane jest nam się w nim odnaleźć. Przykładem jest GTA, do którego odniosę
się za chwilkę.
Wspomnieć również warto o elementach,
które dodatkowo utrudniają nam zabawę.
Na przykład strzelanie, przy którym oddany
w nasze dłonie zostaje celownik, z którym
nie można nic zrobić bez użycia wzroku, skutecznie uniemożliwia zabawę. Gry wyścigowe
czy sportowe również odpadają - niewidoczność drogi, stadionu czy innego miejsca prezentowanego w takich tytułach nie wymaga
komentarza.
Pytanie zatem, w co można grać nie widząc?
Hmm, prawda jest dla jednych brutalna, dla
innych nie, zależnie co kto lubi. Odpowiedzią
są gry 2D.
Może warto podnieść pięść i uderzyć
kogoś w...?
Zazwyczaj tego typu gry zawdzięczają sobie
dużą „grywalność”, nie tylko wśród osób widzących, ale niewidomych również.
Moja przygoda z tego typu grami rozpoczęła
się w salonach z automatami, o których była
mowa na początku artykułu. Straciłem sporo
czasu, a przy okazji i pieniędzy, testując każdą
maszynę, tam się znajdującą, a potem zagrywając się ostro w rozmaite cudeńka.
W co się bawić?
Gry z serii „bij wszystko, co się rusza” zaczynają się dzielić na podkategorie. Gry VS (versus)
to produkcje, w których wybieramy sobie daną
postać i walczymy z inną przez wiele rund. Może
się to wydawać mało skomplikowane, ale przy
dobrym tytule można się bawić wiele godzin,
zgłębiając tajniki każdej z postaci, odblokowując
nowe, a także łącząc ciosy i zyskując tym samym
ciekawe efekty, a każdy kolejny knockout będzie
nas cieszyć jeszcze bardziej. Droga do tego jest
oczywiście długa, ale nie „nie do przebrnięcia”.
Chęci i trening czynią mistrza.
Następna kategoria to „idź przed siebie
i tłucz wszystko”. Może to brzmi wulgarnie, tak
dosłownie można to wyrazić. Gry, w których
wybieramy jedną z kilku postaci i pokonujemy
kolejnych przeciwników. Na końcu każdego
poziomu musimy zmierzyć się z tzw. bossem,
czyli większym i zazwyczaj trudniejszym przeciwnikiem. Takich gier produkuje się już niestety coraz mniej, chociaż zauważam ostatnio
wśród graczy coraz większy do nich sentyment,
a przez to także ich powrót, co cieszy moje serce
ogromnie.
Tego typu gry są jak wspomniałem, stety lub
nie, w zależności od tego, co kto lubi, najbardziej dostępne.
To zacznijmy w końcu w coś grać!
Tę część mojego artykułu chcę poświęcić
wybranym przez siebie tytułom, w które ewentualni gracze będą mogli pograć z całkiem
dobrym skutkiem. Pamiętać należy, że nie mam
tu możliwości prezentacji niżej wymienionych
przykładów, więc będziecie musieli sami próbować, próbować i jeszcze raz próbować.
całem wrócić. Wyżej wymieniona seria powinna
być dość znana przeciętnemu użytkownikowi,
interesującemu się grami video.
Gra utrzymana jest w złodziejskim klimacie,
gdzie kradniemy samochody, strzelamy do ludzi
i wykonujemy misję dla danej mafii. Co jest
dostępne? Hmm, w zasadzie tylko jeżdżenie
sobie po mieście, efektowne rozbijanie wozów
i atakowanie przechodniów. Niezbyt szczytny
cel, więc nie polecamy jej dzieciom, ale dorośli
nie zawsze pragną „wyższej rozrywki”.
Seria GTA to lata dziewięćdziesiąte. Pierwsze dwie części zostały przygotowane w stylu
„widoku z lotu ptaka”. Oznacza to, że gra nie
jest tak do końca 3D. Te dwie części swoją „grywalnością” stanowią niemal ideał, biorąc pod
uwagę wspomniane wyżej fakty. Ułatwia nam
to w dużym stopniu „autonamierzanie”, dzięki
któremu nie musimy widzieć samochodu czy
postaci, by wejść z nią w interakcję, gdyż nasz
sterowany mafiozo sam namierzy sobie cel.
Następne części tej gry zostały niestety przeniesione w pełny „trójwymiar”, co już przynosi
utrudnienia. Sianie spustoszenia nie jest może
niemożliwe, ale na pewno znacznie utrudnione.
Wróćmy do bijatyk, a dokładniej
do korzeni
Street Fighter
Seria bijatyk spod ręki Capcomu doczekała
się kontynuacji, z tym, że na platformę PC. Gra
z cyferką IV to czwarta odsłona SF, która na całe
szczęście jest w pełni „grywalna”. Stereo, ładnie
PC
fot. Street Fighter IV
Dostępnych dla niewidomych gier na platformę PC nie jest wiele, można je wręcz policzyć
na palcach jednej ręki. Myślę, że warto tu zrobić
kolejny mały podział na gry w pełni „grywalne”
i „grywalne” w jakiejś części.
Przykładem gry, która nie jest dostępna
w stu procentach może być GTA, do której obieNR 1 (10) 2011
41
W co się bawić?
wykonana szata dźwiękowa sprawiają, że tytuł
potrafi wciągnąć.
Jak chyba w każdym tytule z gatunku gier
video, jest czasem potrzebny ktoś, kto wspomoże nas widzącymi oczami, chociażby po to,
by objaśnić nam całe menu, które niestety nie
jest czytane. W wypadku Street Fighter’a IV
nie ma się czego obawiać, szybko można się
go nauczyć, a tych, którzy spali na zajęciach
z języka angielskiego w szkole lub ich w ogóle
nie mieli, ucieszy fakt, że gra została spolszczona. Oczywiście, nie ma co się tam doszukiwać
sporej dawki kwestii dialogowych, pomijając
„intra” i „endingi” każdej postaci, które na szczęście, zachowane zostały w formie angielskiej
lub japońskiej. Wszystkie napisy zostały jednak
przygotowane po polsku.
Do wyboru otrzymujemy szesnastu zawodników, można również odblokować kolejną
czwórkę. Każdy z nich, jak to w bijatykach, charakteryzuje się swoim zestawem ruchów i ataków specjalnych. Jako ciekawostkę dodam,
że gra posiada tryb Multi-player. Niestety jest
on oparty na usłudze Microsoft Live.
GBA (GameBoy Advance), PS2 (Sony Playstation
2), PSP (Sony Playstation Portable). Przez moje
ręce przewinęły się także konsole takie, jak SNES
(Super Nintendo Entertaiment System), Sega
Genesis, GB (GameBoy) i Sega Game Gear.
Ważne jest jednak to, aby gry na wyżej
wymienione maszynki były „grywalne”. Niedawno stałem się posiadaczem PSP i jestem
zdecydowanie zadowolony z takiego wyboru.
Na własne potrzeby stworzyłem mały ranking gier dostępnych dla niewidomych, choć
fakt faktem, w większości to bijatyki.
Fate/Unlimited Codes
Pierwsze miejsce zajmuje zdecydowanie gra
Fate/Unlimited Codes, która wniosła do mojego
świata gier z cyklu „mordobić” nutę świeżości.
Fate/Unlimited Codes to tytuł bazowany
na grze przygodowej Fate/Stay Night, wydanej na PC. Jest to bijatyka osadzona w tymże
Universum, gdzie każda postać wraz ze swoim
sługą walczy o zdobycie świętego Graala.
Dawno nie grałem w tak dostępną grę
zarówno pod względem interface’u, jak i samej
Guilty Gear
Konsole i konsolki
PC to mało bogata platforma, jeśli chodzi
o gry. Smutne, ale prawdziwe. Jeśli sądzicie,
że niewidomi nie posiadają konsol wszelakiej
maści, to grubo się mylicie. Ja sam jestem posiadaczem kilku. Mój zbiór nie jest może duży, ale
nie mam na co narzekać. Posiadam obecnie
42
fot. Fate/Unlimited Codes
Seria ta, pochodząca spod ręki Sammy Studios, była swego czasu niezłym hitem w kategorii: bijatyka VS. Gra została wydana na wszelakie
konsole, automaty, a także na PC. Seria na PC
liczy sobie trzy części: Guilty Gear X, Guilty Gear
XX Reload i Guilty Gear Isuka.
Dźwięk niestety nie zachwyca. Irytuje zwłaszcza brak jakiegokolwiek Stereo. Czy nie da się
jednak grać? Owszem, da się. Trzeba po prostu
popracować nad umiejętnościami, gdyż gra
należy jednak do tych szybszych.
W co się bawić?
„grywalności”. Została stworzona w Stereo, dzięki
czemu mogę dosłownie usłyszeć, gdzie przeciwnik się znajduje, jakich używa ataków, etc. Gra
zawiera kilka trybów rozgrywki, z których bardzo
cieszy Multi-player, gdzie wraz z drugą osobą
łączymy się przez Wi-Fi w PSP lub używamy tradycyjnych padów do PS2 i walczymy.
W grze znajdziemy całkiem sporą liczbę
postaci, w tym kilka ukrytych do odblokowania.
Gra oferuje nam szeroki wachlarz ciosów i „specjali”, oczywiście sami możemy na wiele sposobów łączyć owe ciosy w własne kombinacje.
Myślę, że każdy kto spróbuje, nie oderwie się
od tego tytułu przez długi czas.
Gra ukazała się na PSP i PS2 i muszę powiedzieć, że zdecydowanie wolę port na PSP. Trzymając w rękach gamepada do PS2, jakoś nie
mogłem zrobić tego wszystkiego, co robiłem
na PSP. Może po prostu za krótko próbowałem…
Dissidia: Final Fantasy
fot. Dissidia: Final Fantasy
Jeśli jakiś gracz nie słyszał nigdy o Final Fantasy, to naprawdę nie wiem, jak to się stało. Jest
to gra jRPG (Japanese Role Playing Game) wydawana na konsole ośmiobitowe przez japońskie
studio Square Enix od bodajże 1988 roku. Seria
ta była ostatnią deską ratunku dla firmy, która
stała na skraju bankructwa. Stało się, jak się
stało. Gry spod znaku FF sprzedają się z wielkim sukcesem, a jest ich również pokaźna ilość,
gdyż sama wersja główna to tytuły od I do XIV.
Do tego trzeba nam dodać pozycje dodatkowe,
które nie są powiązane z jakąkolwiek częścią
w jakimś specjalnym stopniu, albo po prostu
są dodatkowymi epizodami pomiędzy danymi
grami Final Fantasy.
Niestety, gra nie jest dla nas dostępna w żadnym stopniu, no może prócz trzynastej odsłony,
w którą niektórzy niewidomi czasem grywają.
Nie dane mi było tego sprawdzić, gdyż nie
posiadam PS3 lub Xboxa 360, na które to ów FF
się ukazał.
Czym jest Dissidia: Final Fantasy? Bijatyką
z elementami RPG, a może RPG z elementami
bijatyki? Hm...
Gra została wydana pod koniec roku 2008
z okazji dwudziestoletniego jubileuszu serii.
Warto dodać, że gra ukazała się tylko na konsolę
PSP. Developerzy pokazali klasę tym tytułem,
mieszcząc taką ilość danych na małym krążku
UMD (Universal Media Disc), liczącym sobie 1.80
GB, jeśli nie troszkę mniej.
W grze znajdziemy „grywalne” postacie
z dwunastu części serii Final Fantasy. Skoro
tylu bohaterów, to i stosowna liczba wrogów.
Na dobrą sprawę, początkowo mamy do dyspozycji dziesięciu wojowników, których scenariusze są powiązane z głównym wątkiem
fabularnym. Kolejna dwójka, to tak zwane
„smaczki”, mniej już związane z tym, co dzieje
się w Dissidii.
To pierwsza bijatyka, w której odnalazłem
tak dobrą fabułę, głosy postaci, klimatyczne
przerywniki filmowe, wartkie walki i wspaniałą
muzykę. Powiem może coś o samej fabule gry.
„Cosmos, bogini ładu i dobra, światłość
i sprawiedliwość. Chaos, bóg mroku i zła,
zniszczenia i po prostu chaosu. Wojna Chaosu
i Cosmosu sprawiła, że świat zaczął tracić swą
równowagę. Dziesięciu wojowników, walczących w światłości zostaje wysłanych przez boginię, by ocalić świat.”
Brzmi może niespecjalnie, ale dodając
do tego prywatne przemyślenia danej postaci,
jej własne odczucia i rozterki, gra staje się
naprawdę ciekawa. Sam interface jest początkowo trochę skomplikowany, ale można go
szybko opanować. Mapy, po których przyjdzie
nam się poruszać, są naprawdę świetnie wykoNR 1 (10) 2011
43
W co się bawić?
nane, a bohaterowie suną po nich niczym pionki
na szachownicy. Każdy klik na D-padzie (czyt.
strzałkach) przesuwa nas o dane pole w daną
stronę. Same walki również posiadają interface
w dwóch wersjach. Jeden dostępny od razu to zwykły ‘action battle’, gdzie sterujemy postacią w pełni, robiącą, co chcemy. ‘Command
battle’ to tryb dla RPG-owców, którzy wolą to,
niż bijatyki. System polega na prostym menu,
w którym wybieramy, co postać ma robić,
jakiego ataku użyć. Dochodzą do tego przyciski
R i L do robienia uników.
Jedyne, z czym miałem problemy grając
w FF, to kupowanie elementów ze sklepów
i dobieranie umiejętności. Poza tym gra jest
w pełni „grywalna”. Jej zaletą jest różnorodność
i bogactwo elementów, dzięki czemu poznawanie jej tajników naprawdę wciąga. Produkcja
kierowana jest w dużym stopniu do fanów Final
Fantasy, ale polecam ją każdemu.
Unbount Saga
Gra ta opowiada o człowieku, który jest
postacią z komiksu i który ma za zadanie obić
twarze wszystkim oprychom w mieście Metropolis. Pozycja jest dość specyficzna, bo należy
do gatunku „beat’em up”, czyli idź i tłucz, co Ci
się nawinie.
Z początku byłem nawet zachwycony tym
tytułem, pomijając brak kroków i Stereo. Prosty,
niespecjalnie przekombinowany „beat’em up”.
Moje szczęście prysło wraz z dołączeniem się
do gry drugiej postaci. Jeśli jestem sam wiem
kogo biję i gdzie jestem. Kiedy pojawia się ktoś
drugi, kto atakuje, robi się zamieszanie i niewiadomo, co się dzieje.
Możliwe, że wrócę do tego tytułu, gdy znajdę
trochę czasu. Wspominam tu jednak o tytule,
bo może znajdzie się ktoś, kto się zaweźmie,
przeboleje wyżej wymienione wady i pokona
przeciwnika.
Ikkitousen
I znowu przedstawiam japońską produkcję.
Czy gra jest „grywalna”? Ujmując Stereo - tak,
44
dość trudna, ale „grywalna”. Nie zagrywałem się
w to wystarczająco długo, by napisać coś więcej,
kilka razy padłem pod gradem ciosów na którejś
planszy z rzędu i odłożyłem pozycję na półkę.
Tekken
Któż nie słyszał o tej grze? Seria stara jak
świat, no, może przesadziłem, ale wyjadacze
od razu wiedzą, o co chodzi. Bijatyka nieco
w innym stylu niż wszelakie Street Fightery
czy Mortal Kombaty. Ciosy są często bardziej
naturalne i nie uświadczymy tam kul ognia czy
skomplikowanych ataków nie z tej ziemi. Gra
jest trudna, gdyż nie pomyślano o wprowadzeniu do systemu Stereo, zatem wdrożenie się
wymaga sporo treningu.
Na konsolę PSP ukazały się dwie części,
Dark Ressurection i Tekken 6. Poza tym Tekkeny
można dostać na konsole PS2 i PSX.
Soul Calibur: Broken Destiny
Naprawdę trudna bijatyka z trudnym interfacem, mimo że wygląda jak reszta gier typu
VS. Zaskakuje różnorodność postaci do wyboru,
dźwięk Stereo (choć nieco niskiej jakości). Zachęcam jednak do wypróbowania tego tytułu.
Może komuś uda się go opanować.
Rocky Balboa
Któż nie oglądał słynnego Rocky’ego? Ba! Nie
ma chyba takiego. Włoski Ogier wraca na ekrany
PSP, by odegrać swoją historię.
Zacznę od wykonania gry. Fabuła to przerywniki wyjęte wprost z filmów Rocky’ego, więc
nic w niej specjalnego. Same walki dźwiękowo
wykonane są ładnie, do tego speaker, który
mówi, co dzieje się na ekranie, pomagając nam
w trudnej sytuacji, gdy nie wiemy, o co chodzi.
Wstawanie z desek to jedyny niedostępny element tej gry, gdyż należy utrzymać podnoszącego się pięściarza w równowadze, odpowiednio manewrując analogiem.
Ja grę ukończyłem i mogę śmiało polecić
każdemu. Trochę treningu, a ciężko Was będzie
położyć na łopatki.
W co się bawić?
Lord of the Rings: Tactics
fot. FIRR
Oto kolejna kultowa pozycja. Gra jest specyficznym połączeniem RPG i turowej bijatyki.
Ja grałem w to tylko chwilkę, ale jak dostanę
grę w swoje ręce na dłużej, nie odpuszczę.
Wielu sądzi, że dla niewidomych jest naprawdę
dostępna (znajomość głosów aktorów z filmu
o Drużynie Pierścienia może również okazać
się pomocna). Miły dla ucha dźwięk dla ucha,
do wyboru dwie kampanie: dobrej strony,
i oczywiście tej złej, z Sauronem na czele.
Urban chaos
Gra opowiada historię pewnego człowieka,
który zarabia na siebie bijąc innych. Została ona
wydana na PS2, posiada kilka trybów rozgrywki,
a główny ‘Story Mode’ składa się z około stu
misji. Kilka przeszedłem osobiście, więc muszę
przyznać, że jest „grywalnie”. Znam osoby, które
ją ukończyły, więc jeśli macie PS2, nie czekajcie
i zaopatrz się!
Automaty i comeback!
Maszyny te to, przede wszystkim, kosmiczny
wydatek, na który nie może pozwolić sobie
pierwszy lepszy gracz, stąd też zwykli śmiertelnicy rzadko je kupują. Jest tak dlatego, iż sprzęt
ten jest tworzony z myślą o salonach, w których duże pieniądze zwracają się dość szybko.
Polska, jeśli chodzi o Arcade, stoi na naprawdę
kiepskim poziomie, i ciężko nawet spotkać automaty z kultowymi grami. Na szczęście sieć jest
pełna emulacji tychże cudów. PC to PC, a automat to automat i nie można porównywać frajdy
z grania na tych dwóch maszynach. Jednak jeśli
nie dane jest nam grać na automatach, cóż,
trzeba sobie radzić inaczej. Odsyłam więc zatem
do poczytania o systemach CPS1 2, Neogeo.
Niestety, pobierając konkretne gry, czyli tak
zwane ROM’y, należy zainteresować się w tym
przypadku prawami autorskimi. Mimo, że Emulatory same w sobie są stuprocentowo legalne,
z grami bywa różnie. Nie można o tym nie
wspomnieć, gdyż właśnie tego typu gry są dla
nas bardzo „grywalne”.
Strona o dostępności gier komputerowych dla
osób niewidomych
Jak sami możecie wywnioskować, świat niewidomych z perspektywy gracza nie jest zbyt
skomplikowany i rozwinięty, dlatego razem
szukajmy tego, co „grywalne” i doskonałe dla
naszych uszu. Gry audio nie są i długo pewnie nie będą tym, czym byśmy chcieli, więc
zostaje nam eksperymentować. Mam nadzieję,
że w powyższym materiale zawarłem chociaż
garść przydatnych informacji, które pomogą
Wam w przyszłości odnaleźć wśród gier coś dla
siebie i powiedzieć: „Tak, to jest TO!”.
Mam nadzieję, że mój punkt widzenia,
będzie mobilizować innych do poszukiwań.
Osoby zainteresowane tematyką dostępności gier komputerowych dla osób niewidomych odsyłam także do strony
http://www.brandoncole.net, na której znajdziecie gameplay’e i recenzje gier video wykonane przez osoby niewidome.
*Autor jest miłośnikiem gier komputerowych. Jego pasją jest testowanie różnych tradycyjnych produkcji zarówno na komputerach PC,
jak i konsolach pod kątem ich grywalności i użyteczności dla niewidomych. Oprócz tego, wolny
czas poświęca grze na perkusji.
Artykuł pochodzi ze strony www.tyfloswiat.pl
NR 1 (10) 2011
45
Krakowski Semestralnik
Studentów Niepełnosprawnych
po raz szósty!
Już jest! 67 stron magazynu KSSN kilka
tygodni temu przyjechało z drukarni.
Najnowszy numer czeka do zabrania za
darmo w Biurach przedstawicieli Redakcji oraz
w wielu miejscach Krakowa, rozesłany został
też do instytucji związanych z osobami niepełnosprawnymi w Polsce. Całość materiału,
przystosowana do potrzeb osób z dysfunkcją
wzroku oraz słuchu, jest na stronie internetowej:
www.bon.agh.edu.pl/kssn
O czym?
W tym numerze gazety sporo miejsca
poświęcamy tematom, które na przestrzeni
ostatnich miesięcy dosłownie zelektryzowały
środowisko osób z niepełnosprawnościami.
Są to głównie: kryzysowa sytuacja finansowa
PFRON i jej wpływ na warunki studiowania
osób niepełnosprawnych, a z drugiej strony
sporo o możliwościach kontynuowania nauki
w Stanach Zjednoczonych. Nie brak też wiosennej dawki sportu, rekreacji oraz kultury i sztuki,
a także relacji i zapowiedzi spotkań, konferencji,
imprez dla studentów niepełnosprawnych oraz
wielu użytecznych informacji (np. o szkoleniach,
organizowanych także przez FIRR).
Kto, do kogo?
„Semestralnik” kierowany jest do studentów, zwłaszcza niepełnosprawnych, ale również
do pracowników uczelni oraz uczniów i nauczycieli szkół średnich. Tworzą go przede wszystkim studenci przy współpracy Biur ds. ON, Pełnomocników Rektorów ds. ON oraz Zrzeszeń
Studentów Niepełnosprawnych ich krakowskich
uczelni. W pracach nad numerem 1 (6)/2011
uczestniczyło pięć z nich: Akademia GórniczoHutnicza, Uniwersytet Ekonomiczny, Uniwer46
sytet Pedagogiczny, Uniwersytet Papieski Jana
Pawła II oraz współpracowała Fundacja Instytut
Rozwoju Regionalnego. Gazeta wydawana jest
od 2008 roku przez Referat ds. Osób Niepełnosprawnych Fundacji Studentów i Absolwentów
Akademii Górniczo-Hutniczej „ACADEMICA”.
Analogowo i cyfrowo
Oprócz tego, że nasz magazyn można przeczytać w wersji papierowej, można też ściągnąć
go ze strony internetowej w formatach MS WORD
oraz PDF. Na naszym mini portalu dostępne
są filmiki z artykułami w Polskim Języku Migowym, bieżące informacje w dziale „Aktualności”,
fotoreportaże oraz inne ciekawe i aktualizowane
co jakiś czas materiały w zakładce KSSN ON LINE.
Wystarczy kliknąć na: www.bon.agh.edu.pl/kssn.
Nasz świat kręci się wokół wszystkiego,
co związane ze studiowaniem i niepełnosprawnością. Jednak chcemy zaproponować własną
perspektywę spojrzenia na te tematy. Jesteśmy
otwarci na współpracę z młodymi dziennikarzami, którym oferujemy zdobywanie dziennikarskiego doświadczenia i pomocne w tym
warsztaty. Wystarczy zapał i chęci do pisania,
a na początek kontaktowy e-mail na adres:
[email protected]
Paweł Rozmus
Redaktor Naczelny KSSN
Nowości technologiczne w skrócie
Pod hasłem Tyfloświat kryje się nie tylko
kwartalnik, ale również portal technologiczny
http://www.tyfloswiat.pl, swoją zawartością znacznie poszerzający tematykę czasopisma. Portal
to przede wszystkim nowinki ze świata technologii
tworzonych z myślą o niewidomych i słabowidzących użytkownikach oraz artykuły bardziej szczegółowo omawiające określone zagadnienia.
Na przełomie 2010 i 2011 r. stali współpracownicy
Tyfloświata już po raz drugi podsumowywali miniony
rok, skupiając się na tym, co ciekawego wydarzyło
się w temacie dostępności telefonów komórkowych,
urządzeń Apple i pomocy w orientacji przestrzennej.
Wszyscy, ze stałą ekipą redakcji Tyfloświata włącznie,
mówiliśmy w kuluarach i napomykaliśmy gdzieniegdzie, że rok 2010, poza nowatorskimi sposobami
przetwarzania tekstów drukowanych, nic szczególnego nie przyniósł. Pierwszy kwartał 2011 r. zdaje się
nie potwierdzać tej tezy. Nie wszystko na szczęście
przewidzieliśmy, a tyflofirmy od czasu do czasu lubią
nas jednak czymś zaskoczyć.
Na łamach Portalu pojawiły się, oprócz aktualności z rynku tyfloinformatycznego, także nowe tematy:
przegląd czytników kanałów RSS oraz testy notebooków i netbooków, skoncentrowane na potrzebach
niewidomych użytkowników.
Bieżący i archiwalne numery czasopisma
w postaci elektronicznej, a także materiały poruszające wymienione tematy znaleźć można pod
adresem: www.tyfloswiat.pl. Serdecznie zapraszamy
do lektury!
Michał Kasperczak
Nowy rok i nowe audycje w Tyflopodcaście
Pierwsze trzy miesiące działalności Tyflopodcastu
były dla naszej redakcji bardzo pracowite, a naszym
słuchaczom przyniosły wiele ciekawych materiałów.
Zajęliśmy się między innymi interesującą nowością, jaką jest fabrycznie udźwiękowiony, dotykowy
iPod czwartej generacji. Piotr Witek w swoich audycjach szczegółowo omawia rozmaite zastosowania
tego urządzenia zarówno w charakterze narzędzia
oferującego rozrywkę, jak i nieco „doroślejsze” funkcje, np. osobisty organizer. Przypominam przy tej
okazji, że opisywane tu funkcjonalności dotykowego
interfejsu oraz samego iPoda znajdziemy również
w telefonie iPhone (wersja 3GS i 4).
Pakiet Office to niezwykle potężne narzędzie
pracy, które może być bardzo użyteczne również dla
osób niewidomych. Wszystkich, którzy chcą zmierzyć
się z zagadnieniami edycji w programie MS Word,
obliczeń w arkuszu MS Excel czy tworzenia multimedialnych prezentacji w MS Power Point, zapraszamy
do słuchania cyklu audycji Janusza Rutkiewicza. Przez
najbliższe miesiące, wspólnie z tym autorem, przebrniemy przez całość pakietu Microsoft Office 2007.
Pragnących spotkania z ciekawym sprzętem
i oprogramowaniem, zachęcamy do słuchania audycji Michała Dziwisza i Michała Kasperczaka. Czym
jest KVM? Do czego służą programy Sharp Reader
i MozBackup? Jakie innowacje, w stosunku do poprzed-
nich wersji, przynosi nowy Czytak? Jak wygląda i jakie
możliwości posiada najtańszy rejestrator z popularnej serii Zoomów o symbolu H1? Na te i wiele
innych pytań można znaleźć odpowiedź na stronie
www.tyflopodcast.net.
Tyflopodcast zaistniał również na antenie radiowej. Wszystkich, którzy mają dostęp do Internetu,
zachęcamy do słuchania nas w każdy poniedziałek
po godzinie 19 na www.radioen.fm oraz do czynnego uczestnictwa w audycji (telefon: (22) 398-8027, wewnętrzny 938, oraz Skype: tyflopodcast.net),
w której co tydzień poruszamy inny, naszym zdaniem
ciekawy temat.
Wszystkie audycje w kilka godzin po ich wyemitowaniu będą dostępne na stronach Tyflopodcastu.
Do tej pory rozmawialiśmy już o urządzeniach dotykowych, ich przydatności oraz wygodzie korzystania
z nich przez niewidomych, zajęliśmy się technologicznymi nowościami z ubiegłego i obecnego roku, a także
przybliżyliśmy czym jeszcze, oprócz czasopisma, portalu i podcastu zajmuje się Fundacja Instytut Rozwoju
Regionalnego. Oprócz tego omówiliśmy możliwości
edycji, rejestracji i montażu dźwięku przez osoby niewidome, poleciliśmy szereg interesujących gier, a także
sprawdziliśmy funkcjonalność dostępnych na naszym
rynku czytników książek elektronicznych.
Michał Dziwisz
NR 1 (10) 2011
47
Zobacz nas
w Internecie
www.tyfloswiat.pl
W portalu:
•
•
•
•
•
•
baza oprogramowania i sprzętu specjalistycznego,
informacje o producentach i dystrybutorach,
testy i opinie o produktach,
informacje prawne,
baza szkoleń dostosowanych do potrzeb osób z dysfunkcją wzroku,
wydarzenia, konferencje, imprezy
... i wiele wiele innych informacji!
Projekt współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Podobne dokumenty