Energia zmian

Komentarze

Transkrypt

Energia zmian
Energia zmian
Wywiad z prof. Jerzym Hausnerem o stanie energetyki
(„Polska Energia” – listopad 2013)
Energetyka w Polsce to temat, który wymaga współdziałania polityków, ekspertów
branżowych, a nawet socjologów – uważa profesor Jerzy Hausner, były minister gospodarki
i wicepremier. Jego zdaniem to recepta na bezpieczeństwo energetyczne na miarę XXI wieku
– dodaje
Energetyka to dziedzina, która Pana zajmuje?
Energetyka wymaga ogromnego zainteresowania ze strony władzy publicznej oraz środowisk
eksperckich. Marzy mi się, żeby w Polsce stało się to, co ma miejsce w Niemczech, gdzie program
Energiewende – przełomu energetycznego – ma charakter narodowy. Będąc 10 lat temu ministrem
gospodarki, współodpowiadałem za jedną z generacji dokumentu dotyczącego polityki
energetycznej. Dokument ten wprowadzał pewne nowości i jedną z nich, po latach, na pewno bym
podtrzymał. Sformułowaliśmy bowiem doktrynę energetyczną – jako trwałą podstawę
prowadzenie bieżącej polityki w tej dziedzinie. Po drugie zaś otworzyliśmy wówczas debatę na
temat energetyki jądrowej w Polsce, kompletnie zamkniętą przez lata.
Czy zatem teraz podjąłby się Pan stworzenia planu dla polskiej energetyki?
Z pozycji czysto eksperckiej? Nie mam silnej motywacji, by tym się właśnie zająć. Niemniej w
raporcie o konkurencyjnej gospodarce, którego jestem redaktorem, znalazły się rozdziały temu
zagadnieniu poświęcone. Istnieje jednak wiele innych inicjatyw podejmujących to zagadnienie –
na przykład Społeczna Rada ds. Rozwoju Gospodarki Niskoemisyjnej z premierem Jerzym
Buzkiem na czele. To dobrze, bowiem energetyka jest jednym z węzłowych problemów rozwoju
Polski.
To co zatem mamy zrobić w kontekście m.in. unijnych wymogów klimatycznych, jakie
podjąć kroki? Węgiel, atom, OZE?
Wypowiadanie poglądu „to jest jedyny kierunek” jest bezsensowne. Wybór miksu energetycznego
powinien być podyktowany interesem polskiej gospodarki – w perspektywie długofalowej i z
uwzględnieniem naszego położenia geograficznego. To decyzja strategiczna, nie można jej
podejmować pod naciskiem lobby lub środowiska ekspertów. Leży ona w gestii osób, na których
ciąży konstytucyjna odpowiedzialność za bezpieczeństwo energetyczne kraju.
Załóżmy jednak, że decydenci mówią: „Polska stawia na gaz łupkowy”…
Moja teza jest taka, że nie można zakładać, że mamy gaz łupkowy w ilościach, które rozwiążą
wszystkie problemy naszej energetyki i jego wydobycie będzie ekonomicznie uzasadnione.
Zarazem nie wykluczałbym, że rzeczywiście dokonamy takiego przełomu jak Amerykanie.
Wynika z tego konkluzja, że skoro obieramy ten kierunek, to tworzymy program priorytetowy,
wokół którego gromadzimy zasoby, ale jednocześnie zabezpieczamy się na wypadek
niepowodzenia. Mówię o zapleczu inżynieryjnym, naukowym i ekonomicznym, które pozwoli
wykorzystać pokłady łupków, a zarazem – gdy będzie ich za mało – użyć zdobytej wiedzy w
innych dziedzinach.
Łupki są niepewne, więc może elektrownie atomowe? Plany są…
…ale przecież nie chodzi o to, czy wybudujemy elektrownię atomową! Trzeba widzieć nie
elektrownię jądrową, ale energetykę jądrową. Najpierw odpowiedzmy sobie na pytania: co z
zagrożeniami ekologicznymi, co zrobimy z odpadami, co z zabezpieczeniami? To zagadnienia, z
którymi muszą mierzyć się kraje o wiele od nas bogatsze – na przykład Japonia czy Niemcy. My,
będąc z tyłu, mamy wielką szansę uniknąć powtórzenia pewnych błędów pionierów.
Uczmy się na błędach?
Ale nie na własnych, tylko na cudzych. Idąc dalej, podkreślę, że to, co powinniśmy osiągnąć – z
korzyścią dla całej gospodarki – to miks energetyczny w założonych proporcjach. Jakich?
Ustalenie tego – to rola rządzących.
Energochłonność polskiej gospodarki jest wysoka, to jej główna bolączka…?
Uważam, że najważniejszym kierunkiem myślenia o energetyce jest energooszczędność. Dlatego
tak ważne są działania podejmowane nie po stronie elektrowni – węglowych, atomowych czy
jakichkolwiek innych – ale po stronie przemysłu i gospodarstw domowych. Pytanie brzmi: co
zrobić, żeby energochłonność gospodarki przyrównana do jednostki PKB była niższa. Od
odpowiedzi na nie zależy nasza konkurencyjność. Jeżeli nasi producenci, wytwarzając jednostkę
wartości dodanej, zapłacą wyższy rachunek za energię, będą mogli rywalizować wyłącznie niskimi
kosztami, a nie wysoką jakością. Dlatego powinniśmy myśleć o gospodarce efektywnej
energetycznie.
Tylko jak można skłonić Polaków – tych, którzy korzystają z prądu w domu i
przedsiębiorców – do oszczędzania?
To kwestia systemu kształtowania cen i konkurencji na rynku energii. Myślę, że bodźcami
skierowanymi do odbiorców energii można osiągnąć oszczędność energetyczną. Naturalnie, nie
można ignorować kwestii technicznych i wyłącznie koncentrować się na oszczędzaniu. Starzejące
się siłownie węglowe i sieci dystrybucyjne są niezwykle ważnymi problemami i konieczne są
inwestycje modernizacyjne.
Węgiel będzie zawsze naszym dominującym paliwem?
Nawet w średnim okresie nie przestawimy się na zupełnie inne rozwiązanie. Możliwy horyzont
wielkiej zmiany to 20-30 lat. Jest to czasochłonny, kosztowny proces, którego nie da
się zadekretować. Możemy natomiast dyskutować i rozstrzygać, na ile powinniśmy mieć
energetykę scentralizowaną, a na ile rozproszoną. Sądzę jednak, że dobrym pomysłem byłoby
stworzenie systemu zachęt do podejmowania pewnych działań na poziomie gmin. To sprawdza
się w Niemczech i w Danii. Łączmy rozwiązania scentralizowane z rozproszonymi w gminnych
mikroorganizmach gospodarczych i patrzmy, co daje lepsze wyniki, co jest bardziej efektywne.
Jest to jednak złożony system społeczno-gospodarczy, na który składają się: wiedza, technologia,
finansowanie i sprawne zarządzanie.
Inwestowanie w nowe moce musi opierać się na przetargach zgodnych z Ustawą o
zamówieniach publicznych. A ona ma swoje wady…
Ta ustawa jest jedną z barier rozwoju gospodarczego Polski. Sposób, w jaki została napisana oraz
w jaki jest stosowana, stwarza problemy. Co ciekawe, ustawa czerpie z europejskich wzorców, ale
efekty jej obowiązywania są u nas odmienne. Widać to dobrze na przykładzie autostrad. Tu
praktyczne stosowanie przepisów tej ustawy doprowadziło do zapaści budownictwa. Konieczna
jest pilna zmiana ustawy i trybu postępowania. Inaczej nowe publiczne inwestycje energetyczne
będą wywoływać podobne skutki jak w drogownictwie.
Rozmawiał Michał Zawadzki
Profesor Jerzy Hausner, ekonomista
Jest członkiem Rady Polityki Pieniężnej. W rządach Leszka Millera i Marka Belki pełnił funkcję
wicepremiera i ministra gospodarki. Kierował również resortem zdrowia. Obecnie zajmuje go praca
naukowa oraz dydaktyczna. Wykłada na Wydziale Ekonomii i Stosunków Międzynarodowych
Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Był autorem przyjętego 24 stycznia 2004 r. tzw. Planu
Hausnera – Programu Uporządkowania i Ograniczania Wydatków Publicznych. Jego specjalizacją jest
ekonomia polityczna oraz gospodarka i mechanizmy funkcjonowania administracji publicznej. Kawaler
Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski.