scenariusz londyński?!

Transkrypt

scenariusz londyński?!
Słowo numeru
What’s
happening
in
Wroclaw?
English
version
str 1
inside
NR 10/2011
Dwa dodatki
deweloperskie
Dział prawny
w g a z e c i e
INDEKS 275611
ISSN 2082-6761
Umowa o pracę
na zastępstwo
Odszkodowanie
za dziurę w drodze
- s. 10
9 772082 676107
nr 10/2011 (35) październik 2011
www.slowowroclawian.pl
10
cena 2,50 z³ (w tym 8 % VAT)
CZY GROZI NAM
str. 4
SCENARIUSZ LONDYŃSKI?!
Wywiad z podróżnikiem Bliżej sztuki we Wrocławiu
- s. 22
Marsz Równości
- za, a nawet przeciw
Gaz łupkowy
– str. 15 może zmienić Polskę
C HWrocławian
R O Ñ Gazeta
ΠRlokalna
OD
Słowo
OWISKO.
Najtańszy sklep we Wrocławiu
Ranking – odsłona V
- s. 40
- s. 21
- s. 3
PRZECZYTA£EŒ
–
P O D Aczwartek,
J D24Amarca
L E2011
J
str 2
Wstępniak
Październik
Adam T. Witczak
Październikowe
„mocne wejścia”
Złota reguła Alfreda Hitchcocka mówi, że dobry
film sensacyjny lub kryminalny zaczyna się
trzęsieniem ziemi – a potem napięcie stopniowo
rośnie… Czyżby taką ideą kierowali się organizatorzy dwóch „mocnych wejść”, którymi rozpocznie się październik we Wrocławiu? Mam tu na
myśli tzw. Marsz Równości w ramach Festiwalu
Równych Praw oraz Marsz Wolnych Konopii.
Na zamieszanie wokół marszu pederastów
standardowo składają się zazwyczaj: sam roztańczony pochód, towarzysząca mu nieodłącznie
kontrmanifestacja środowisk narodowych i konserwatywnych - oraz lament lokalnego wydania
„Gazety Wyborczej” nad niedostatkiem tolerancji
i postępu wśród zacofanych tubylców.
Podobnie przebiegają demonstracje rzeczników
„legalizacji”. Środowisko „palaczy” w jakimś
stopniu pokrywa się ze środowiskiem lesbijsko-gejowsko-feministycznym – w tym sensie, że oba
prezentują wyluzowany, „wolny od przesądów i
uprzedzeń” model życia, w którym nie ma miejsca na ponure miny „oszołomów” z prawicowej
kontry.
Podziały nie zawsze jednak przebiegają tak klarownie. Wśród entuzjastów popularnego „zioła”
napotkać można zdeklarowanych rastafarian – a
ci z „gejami i lesbijkami” często mają na pieńku.
Niektórzy gwiazdorzy reggae, nie troszcząc się
bynajmniej o wazelinę, atakują homoseksualistów w niewybrednych słowach. Przypomnijmy
tu choćby casusy takich artystów jak Bounty Killer, Buju Banton i rodzimy Bas Tajpan… Nie taki
rastaman poczciwy, jak mogłoby się wydawać!
Przeciwnicy gejowskich pochodów często
są określani mianem „faszystów”, których
sztywności i agresji przeciwstawia się gejowski
spontan i „ciepełko”. Notorycznie utożsamia
się więc stereotypowego „pedała” z ubranym w
obcisłą, różową koszulkę gościem o cieniutkim
głosie i zmanierowanej gestykulacji. A przecież
homoseksualiści też mają swoich „faszystowskich klasyków”. Wspomnijmy Ernesta Roehma,
dowódcę NSDAP-owskiej bojówki SA. Był
to zaiste „chłop na schwał”, mocny jegomość,
któremu japoński pisarz Yukio Mishima (inny
rzecznik homoerotyzmu, tym razem w wydaniu
quasi-samurajskim), poświęcił sztukę pod tytułem
„Mój przyjaciel Hitler”. Był też Edmund Heines
(nasz ci on – prezydent wrocławskiej policji, co
prawda nie z nadania prezydenta Dutkiewicza, ale
zawsze…!), którego w czasie Nocy Długich Noży
znaleziono ponoć w łóżku z własnym szoferem.
A to tylko wierzchołek góry lodowej…
Klasycy mieli swoich epigonów. W latach 80-tych
działał w Wielkiej Brytanii stary, dobry Nicky
Crane – ochroniarz legendarnej neonazistowskiej
grupy rockowej Skrewdriver i jednocześnie
ochroniarz parad gejowskich. Zmarł na AIDS w
więzieniu w roku 1993. Zaiste podwójny męczennik – rasy i orientacji…!
Czy w postawie tych panów tkwiła sprzeczność?
Niekoniecznie… Nic nie stoi na przeszkodzie, by
„prawdziwa, męska miłość” rozkwitała między
„twardymi facetami”, którym nie straszne pole
bitwy. No, na przeszkodzie mogą stać społeczne
konwencje, w ramach których heroiczny samiec
winien preferować kobiety – te rozgadane, piskliwe, irytujące baby! Cóż za los nieszczęsny…
Pozorne paradoksy nie kończą się jednak na
gejach-faszystach. Za „uwolnieniem konopii”
opowiada się (prawicowa wszak!) Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego… Pamiętam, jak
w latach 90-tych w liście do „Gazety Polskiej”
pan Janusz deklarował, że jest za legalizacją – ale
wszystkich narkotyków, ponieważ uwolnienie
tylko marihuany byłoby stworzeniem czegoś w
rodzaju „narkotykowego przedszkola”. W kwestii narkotyków prawica jest więc podzielona
– po jednej stronie mamy fanatycznych przeciwników legalizacji palenia, wstrzykiwania i wciągania (picie to oczywiście inna kategoria…!),
po drugiej natomiast – tych, którzy najczęściej
zarzekają się, że „sami nie biorą”, ale nie widzą
powodu, by „zabraniać tego dorosłym ludziom”.
Żarty żartami, docinki docinkami, ale „Słowo
Wrocławian” całkiem poważnie pyta (patrz:
strona 23) dwie strony barykady o zdanie na
temat Parady Równości.
Czy zadane pytanie jest tendencyjne? Niekoniecznie. Zauważyć można, że przewrażliwienie
środowisk homoseksualnych na wszelkie formy
krytyki nasila się coraz bardziej. Świat galopuje
do przodu, choć niejako, khem, „od tyłu”. Tolerancja okazuje się istnieć, ale tylko dla zaklętego
kręgu środowisk wzajemnie się tolerujących.
„Nie ma wolności dla wrogów wolności” –
takie hasło rzucono już w okresie Rewolucji
Francuskiej. Wtedy realizowano to gilotyną…
a teraz? Czy przypadkiem nie w aksamitnych
rękawiczkach, doszukując się wszędzie „homofobii” i „mowy nienawiści”? Czy nie wytwarza
się nam niepostrzeżenie w przestrzeni publicznej
duszna atmosfera dark-roomu?
Sądzę, że zarówno konflikty opisane powyżej,
jak i np. niedawne zamieszki w miastach Francji
czy Anglii – to świadectwo klęski pewnego
modelu społecznego. Modelu, w którym „każdy ma swoją rację”, a państwo jest „neutralne
światopoglądowo” (tak jakby sam tylko zakaz
kradzieży nie wymagał uprzednio przyjęcia
jakiegoś światopoglądu!). Ostatecznie okazuje się, że zwaśnione grupy wchodzą sobie w
drogę. Natury ludzkiej na dłuższą metę nie da
się zmienić.
I tym optymistycznym akcentem kończę rozważania z zakresu polityki, które pełnią tu rolę
szczypty pieprzu w potrawie. Na kolejnych stronach polityki będzie znacznie mniej. Przesadne
zainteresowanie tym tematem jest niezdrowe,
zwłaszcza gdy wokół nas toczy się „prawdziwe
życie, ciężkie jak cegła, jak czerstwy chleb” –
ale całkowite oderwanie się od niego również
nie jest właściwe i świadczy o nieprzemyślanej
beztrosce, a nawet - o marazmie i rezygnacji.
Spis treści
Wywiad
Magdalena Trojanowska – Gaz łupkowy może
zmienić Polskę w najbogatsze społeczeństwo Europy
- s. 3
Temat numeru
Adam T. Witczak – Czy w Polsce może
powtórzyć się scenariusz londyński? – s. 4
Rozrywka
Wojciech Mach - Cuda codziennie – s. 5
Wojciech Mach - Lutynia – zakątek urokliwy – s. 5
Szkolnictwo, edukacja
Adam T. Witczak – Ucząc regułek, uczymy
twórczego myślenia – s. 6
Aleksandra Szatkowska – XIV Dolnośląski
Festiwal Nauki – s. 6
Aleksandra Szatkowska – Uniwersytet dzieci - s. 7
Biznes
Piotr Synowiec – Historia pijanego
programisty, boskiego grafika
i wszystkowiedzącego kodera - s. 9
Prawo
Anna Masny-Surzykiewicz – Dziura w drodze
– jak walczyć o odszkodowanie? - s. 10
Sebastian Kryczka – Umowa o pracę
na zastępstwo - s. 10
Dodatek turystyczny
Z panem Bolesławem Grabowskim
rozmawia Adam T. Witczak - s. 15
Ewa Tomaszewska – Turystyczne wyżyny
Dolnego Śląska - s. 16
Za a nawet przeciw
Marsz równości - opinie - s. 21
Kultura
Aleksandra Szatkowska – Bliżej sztuki
we Wrocławiu – s. 22
Wacław Romer – Europejski Kongres Kultury - s. 23
Sport
Dariusz Parossa – Odbijanie się od dna - s. 23
Publicystyka
Ewa Tomaszewska – Słów kilka o tym,
jak dobrze skorzystać - s. 25
Praca i finanse
Aleksandra Szatkowska – Kredyt
Rodzina na swoim – s. 26
Stanisław Tyszka – Mamy najwięcej
regulowanych zawodów w Europie - s. 26
Miasto
Grzegorz Pietrzak – Deszcze niespokojne - s. 27
Grzegorz Pietrzak – Pechowe dzieje
kościoła św. Mikołaja - s. 37
Budżet
Adam Łącki – Sprawozdanie finansowe
za rok 2010 przyjęte - s. 28
Moda
Michał Leopolt-Kuropatwiński – Trencz
– ponadczasowy płaszcz na pochmurne dni - s. 29
Aleksandra Szatkowska – Modny brzuszek – s. 29
Styl życia
Wojciech Minkiewicz – Siłownia - s. 30
Ewa Tomaszewska – Jesienią bądź fit - s. 31
Adam T. Witczak, – Hobby na
każdą kieszeń - s. 32
Kreateria – wszystko o decoupage - s. 33
Marek Pietka - Kuchnie świata - s. 34
Inwestycje
Bartłomiej Grabiec – Wrocław się rozwija...
Co to oznacza dla niektórych? - s. 36
Marek Natusiewicz – Planistyczne hokus-pokus
– z fioletowego na brązowe...- s. 37
Polskie Gniazdo
Alicja Natusiewicz, Gerwazy Świderski
– VI Doroczny Koncert Patriotyczny
Polskiego Gniazda, 4 września 2011r. - s. 38
Zdrowie
Alicja Grzesiak – Tajemnica bólu.
Czym jest ból? - s. 39
Gdzie najtaniej?
Ewa Tomaszewska – Hiperwyścig - s. 40
Będzie się działo
Październik 2011 - s. 42
October 2011 - s.44
REKLAMA
Wydawca: Magnes Media Sp. z o.o. [email protected] | Prezes Zarządu, redaktor naczelny: Emil Baran
Redaktor prowadzący: Adam Witczak [email protected] | Redaktor techniczny: Piotr Ludkowski | Stali współpracownicy: Adam Łącki,
Jerzy Ziomek, Adam Maksymowicz, Bogdan Ludkowski, Dariusz Parossa, Robert Winnicki, Ewa Tomaszewska, Robert Traczyk, Piotr Sutowicz | Druk: Polskapresse
Redakcja: Karola Miarki 6-10, 50-306 Wrocław, tel. (71) 798 13 76 | Skład: Serafin
Numer zamknięto 30 września | Redakcja nie odpowiada za treść publikowanych listów i reklam. Materiałów nie zamówionych nie zwraca, zastrzega sobie prawo do skrótów w nadesłanych tekstach i listach.
Gazeta jest bezpłatna dla punktów biorących udział w programie „Wrocławskie Dobre Miejsca”.
Punkty partnerskie „Wrocławskich Dobrych Miejsc” nie mają prawa do pobierania opłat za rozdane egzemplarze gazety. Traktowane są one jako bezpłatne.
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
październik 2011
str 3
Publicystyka
Gaz łupkowy może zmienić Polskę
w najbogatsze społeczeństwo Europy
Z profesorem
Mariuszem Orionem Jędryskiem
Rozmawia Magdalena Trojanowska
Profesor Mariusz Orion Jędrysek, pracownik Uniwersytetu Wrocławskiego, w latach 2005-2007
Główny Geolog Kraju, 2006-7 Prezydent Rady
Międzynarodowej Organizacji Dna Morskiego
ONZ, były Dyrektor Wrocławskiego Ośrodka
Regionalnej Wspólnoty Wdrożeń Innowacji (C-KIC, EIT Budapeszt)
Coraz głośniejsza staje się
sprawa koncesji na gaz
łupkowy, mało jednak osób
wie, że wszystko zaczęło się
właśnie od Pana!
Dosłownie od studiów w coraz
większym stopniu zajmowałem
się badaniem metanu tak, że
habilitację i częściowo profesurę
robiłem z metanu. Gdy zostałem
Głównym Geologiem Kraju, od
razu zacząłem poszukiwania
inwestorów. Polskie firmy
nie chciały się zaangażować.
Pukano się w głowę i mówiono
mi – „myśmy tam wiercili, tam
nic nie ma, czasem ledwo ślad
gazu...” Natknąłem się wtedy na
mojego kolegę, Janka Krasonia
z USA, spotkaliśmy się raz,
drugi, i on mi powiedział, że
znajdzie mi inwestora i jednego
znalazł.
Według badań Agencji
Informacji ds. Energii
amerykańskiego Departamentu
Energii polskie złoża gazu
łupkowego uznano za jedne
z największych na świecie
(oszacowano je na 5,3 bln
metrów sześciennych, co daje
jedenaste miejsce na świecie).
Czy będziemy bogaci?
Mamy nie tylko gaz, ale być
może również ropę, o czym
mówiłem już kilka lat temu,
gdy dawałem koncesje w roku
2006. Niedużo, ale z pewnością
jest. Trzeba tylko ją umiejętnie
wydobywać. Ale gaz jest wart
może czterdzieści lat pracy
wszystkich Polaków. To jest
gaz, który już zmienił, pozycję
geopolityczną Polski. Dla
rosyjskich firm eksportujących
jest to w tej chwili kluczowa
sprawa, aby polski gaz nie był
eksportowany. Niestety, muszę
to powiedzieć, obecny rząd
działa tak jakby im sprzyjał.
Wydałem 11 koncesji na
poszukiwania po 300-400 tys.
zł. Byłem wtedy gotów na
zachętę nawet dopłacić do
wierceń, ponieważ istniało
wielkie ryzyko dla inwestora.
Gdy ponad rok temu stało się dla
ogółu pewne, że gaz faktycznie
jest, to koncesje poszukiwawcze
chodziły już na rynku wtórnym
już po około 100 mln zł. Dziś
sądzę, że są warte nawet miliard
każda – na same poszukiwania!
Dlaczego są tyle warte? Dlatego,
że w polskim prawie górniczym i
geologicznym są dwa kluczowe
zapisy, które zobowiązują Skarb
Państwa do wydania koncesji
na eksploatację temu, kto ma
koncesję na poszukiwania.
Mało tego, ten podmiot może tę
koncesję zbyć i to komukolwiek
a Państwo tego nie kontroluje.
Miał pan plan, jak nad tym
zapanować?
W 2005 roku chciałem
dowiedzieć się czy mamy złoża
gazu, przygotować Państwo
organizacyjnie i powołać
agencję rządową pod nazwą
Polska Służba Geologiczna
(PSG), która miała opracować
strategię wydobycia i zarządzać
nią. Równoległy krok to nowa
ustawa „Prawo geologiczne i
górnicze”, która była już gotowa
w 2007 roku. PSG miała być
gospodarzem i stróżem naszych
zasobów – w 2007 roku ustawa
była już po konsultacjach
społecznych. Dzisiaj, się mówi,
a tak powiedział pan minister
skarbu Mikołaj Budzanowski
kilka dni temu w TVP1,
cytuję z pamięci: PiS pięknie
opowiada o planach, ale wyście
niczego nie zrobili w zakresie
gazu łupkowego. W taki razie
czym było m.in. – pomysł na
poszukiwania, opracowanie
Wspomina Pan w swoich strategii koncesjonowania i
wykładach o wysokiej wartości p o s z u k i w a ń p o l e g a j ą c e j
wydawanych dzisiaj zezwoleń m . i n . n a r o z r z u c i e p ó l
październik 2011
koncesyjnych, dywersyfikacji
firm, wstrzymaniu wydawania
koncesji, oczekiwaniu na
wyniki, przygotowaniu
prawnym i organizacyjnym
Państwa, wycena wartości
koncesji, oczekiwaniu na wyniki,
rozwój zaplecza badawczego
i dokumentacyjnego (ok. 100
mln zł na 2 przygotowane
przeze mnie projekty), ochrona
informacji geologicznej,
rozwój polskich technologii,
samodzielne badania w oparciu o
zyski z pierwszych koncesji, itd.
To były wielkie przedsięwzięcia
- rozmowy z setkami (sic!)
najlepszych fachowców, ogrom
dokumentów. To jest nic? A dalej
poszukiwania inwestorów w
Polsce (brak), aktywne szukanie
i znalezienie inwestorów w
USA (Euroenegry) i Wlk.
Bryt., wydanie juz w 2006
roku pierwszych w Europie
koncesji na poszukiwania
gazu w łupkach, oraz w 2007
wydanie następnych koncesji
na poszukiwania (łącznie 11),
przygotowanie projektów
wspomnianych ustaw. A
może niczym było powołanie
społecznych organów doradczokontrolnych: Rady Górniczej,
Komisji Geoekologii i Metod
Analitycznych, bazy eksperckiej
Gea, Honorowego Komitetu
Głównych Geologów Kraju zespoły najlepszych fachowców.
To wszystko jednym
pociągnięciem zniweczył rząd
Pana Premiera D. Tuska?
Oczywiście: w 2008 –
rezygnacja z powołania PSG
to był fatalny błąd. Przejęcie
projektu Pgg bez powołania
PSG czyli organu Państwa
gospodarującego złożami w
interesie i imieniu wszystkich
Polaków spowodowało, że nowe
„moje” Pgg stało się szkodliwe.
Przy tym zmiany jakie
dodatkowo wprowadzono w
latach 2008- 11, np. stałe stawki
eksploatacyjne, sprzeczność
z Konstytucją RP, jeszcze ten
stan pogorszyły. Odsyłam
do moich opinii dla Sejmu
i Senatu RP. Jaki cel miało
rozwiązanie wspomnianych
społecznych organów doradczokontrolnych - po tym było
rządowe: hulaj dusza piekła
nie ma. W latach 2008–
2011 – wydano 90 koncesji
(łącznie 101) bez oglądania
się na rynek i weryfikację
inwestorów, na strategie jaką ja
Profesor Mariusz Orion Jędrysek. Fot. Magdalena Trojanowska
przygotowałem. Efekt - zupełna
utrata kontroli nad handlem
koncesjami, własnością złóż i
przyszłą eksploatacją, utrata już
do 2010 roku około 5 mld zł na
koncesjach na poszukiwania,
oraz zwielokrotnienie strat w
2011 w związku ze spadkiem
ryzyka inwestorskiego i
wzrostem cen koncesji. Czekają
nas jeszcze wielokrotnie
większe straty na koncesjach
na eksploatację. Inne dokonania
rządu Premiera D. Tuska to dryft
w kierunku uniemożliwienia
eksportu gazu drogą morską
poprzez: 1) rezygnacja z
geologicznych narzędzi blokady
Nord Stream, a tym samym
zgoda na „zatkanie” portu
w Świnoujściu dla eksportu
wielkim statkami skroplonego
gazu; 2) plany sprzedaży
Lotosu jako jedynego podmiotu
posiadającego infrastrukturę do
eksportu gazu drogą morską; 3)
podpisanie umowy o zakupie
gazu z Gazpromu bez praw
do reeksportu i korzystania z
własnych złóż. Nie kupią gazu
też od nas sąsiedzi lądowi bo
maja podobne zobowiązania do
zakupu jak my.
Nie mamy żadnego nadzoru
specjalistycznego nad
eksploatacją, złe ustawy...
…albo ich brak. Wolałbym
aby te cztery lata były zupełnie
stracone - żeby nie robiono
nic. Ten okręt zwany gazem
łupkowym dryfuje w kierunku
spodziewanego zysku na
poziomie 20 zamiast 70 %
wartości gazu. W 2008 roku
w dobrej wierze napisałem
sprawozdanie ze swojej
działalności – być może
jako jedyny członek rządu
kiedykolwiek. Gdybym tego nie
napisał, być może wiele rzeczy
by ocalało.
Wróćmy do Rosjan. Premier
ostatnio poinformował
oficjalnie, że w rękach firm
rosyjskich znajduje się
obecnie 21% koncesji na
poszukiwania gazu. Czy
istnieje możliwość, że z tego
ogromnego potencjału, który
posiadamy nie skorzystamy?
W Liście do Premiera..., który
jest dostępny na mojej stronie
WWW ostrzegałem, że grozi
nam utrata kontroli nad złożami.
Mówiłem i napisałem o tym,
również w różnych publikacjach
i wywiadach. Nie wspominałem
oczywiście wprost o
Gazpromie, ale ostrzegałem,
że na przyznawanie koncesji
trzeba przygotować Polskę
prawnie i organizacyjnie.
To, co było przygotowane,
zostało zmarnowane lub
zaniechane, a przyznawanie
koncesji przebiega obecnie na
tych samych „zachęcających”
zasadach, co na początku.
Dobrze, że pierwszy raz nie
dopłaciłem do poszukiwań.
Do tego Polska zupełnie
utraciła kontrolę nad handlem
koncesjami - nie wiemy kto
komu te koncesje sprzedaje,
a będziemy musieli im wydać
koncesje na eksploatację.
powiedzieć w trzech zdaniach
tak jakby, chciał niemal każdy
– ja też. Myślimy: „nie mam
czasu, to nie moja sprawa i
tak nic nie zmienię”. Moja
odpowiedź brzmi: „ale
mógłbyś trochę... Ten gaz może
zmienić Ciebie w obywatela
najbogatszego społeczeństwa
Europy!” W moim wierszu
(nieco sobie pisuję) - mówię: a
mogłem zrobić tak wiele, robiąc
tak niewiele... Całość można
odsłuchać na mojej stronie:
www.jedrysek.eu
A da się coś jeszcze zrobić?
Da się zrobić dużo, ale potrzeba
bardzo zdeterminowanego
rządu i to nie może być rząd
Donalda Tuska. Nie robiłbym
nic, gdybym nie wierzył, że się
uda. W ostatnich szczególnie
trzech latach mogliśmy
obserwować, jak narastała
nienawiść. Ile trzeba zrobić
dobrego aby doznać tyle złego
(ups - znowu cytat z wiersza)?
Przecież to Polacy zatwierdzili
w Sejmie rozbiory. Rejtana
szykanowano za to, że był
przeciw. Robiono z niego pijaka
itd. A raporty szpiegów, pisane
do zwierzchników, mówiły
o tym, że nigdzie nie ma tak
tanich parlamentarzystów jak
w Polsce! Oczywiście analogii
nie szukam.
Ja bym poszukała.
Pani może to powiedzieć.
No dobrze, ale jeśli nie można Dziękuję za rozmowę
wpłynąć na rząd, to może da
się jakoś przekonać Polaków?
Nie wiem, jak ludzi
zainteresować. Nie da się tego
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 4
Temat numeru
Czy w Polsce może
powtórzyć się scenariusz londyński?
Adam
T. Witczak
Na Brudnie śmierć w nocy
i w południe
Na Żoliborzu rany po nożu
Na Ochocie bomba w samochodzie
Na Mokotowie dziura w głowie
(Dezerter – „Wschodni Front”)
Wrocławską ulicę Kazimierza
Wielkiego od dwunastu godzin
blokują barykady ze starych mebli, blaszanych beczek i worków
z piaskiem... Wizytówka Łodzi,
ulica Piotrkowska, trzeci dzień
jest polem bitwy rozwydrzonych band młodzieży z bezsilną
policją... Marszałkowska w
Warszawie płonie, a jej mieszkańcy tracą dorobek całego
życia... Centrum Krakowa drugą
dobę broni się przed nacierającymi od wschodu dresiarzami z Nowej Huty... W świat
idą komunikaty o pierwszych
śmiertelnych ofiarach wydarzeń
w polskich miastach. Zdesperowani ludzie wyjeżdżają - jeśli
tylko mają taką możliwość - z
pogrążających się w obłędzie
wielkich miast i chronią się u
krewnych na prowincji. Rząd
centralny jest bezradny wobec
eskalacji przemocy i rebelii
grup marginesu społecznego,
a władze lokalne ostatecznie
się skompromitowały, zatem
mieszkańcy biorą sprawy w
swoje ręce i powołują dzielnicowe komitety samoobrony,
punkty pierwszej pomocy medycznej, a nawet zalążki tymczasowych władz...
Fikcja, granie na emocjach czytelników i scenariusz apokaliptycznego filmu fantastycznego czy też realistyczna wizja, która
może ziścić się w niedalekiej
przyszłości? Cóż, prawda jest
taka, że na ogół nie myślimy o
tego typu wydarzeniach. Przemierzając ulice wielkich metropolii, mijając oszklone wieżowce pełne klimatyzowanych biur,
w których mozolnie pracują
tysiące konsultantów, menedżerów i analityków, rzadko zastanawiamy się nad tym, jak kruche
są podstawy naszego rzekomego
bezpieczeństwa. Błyszczące,
smukłe wieże World Trade Cen-
ter runęły znienacka dziesięć lat
temu w Nowym Jorku, co na
pewien czas przerwało nerwowy, monotonny trans pracy i
zakupów, w którym pogrążeni
byli mieszkańcy wielomilionowego mrowiska. A zatem śmierć
jest blisko, zaś wszystkie nasze
plany mogą zostać w przeciągu
ułamka sekundy zdmuchnięte
jak płomień świecy przez siłę
wyższą. To może być zamach
terrorystyczny, ale także zamieszki, postępująca anarchia,
chaos na ulicach, społeczny
niepokój i bunt wielkomiejskiego lumpenproletariatu.
To właśnie zdarzyło się kilka
miesięcy temu w Londynie i
kilku innych miastach Wielkiej
Brytanii. Europa, wielokulturowa, zadowolona z siebie Europa,
zbudowana na fundamencie
państwa opiekuńczego, kultury
dialogu, tolerancji i zrozumienia - zamarła. A przecież raptem kilkanaście dni wcześniej
miały miejsce dramatyczne
wydarzenia w Norwegii, której
socjaldemokratyczny błogostan
tak brutalnie przerwał masowy
morderca Anders Breivik.
Oczywiście oba te wydarzenia
miały odmienny charakter, bo
przecież akcja Breivika była
jednorazowym, precyzyjnie
przemyślanym, ideologicznie
motywowanym atakiem na
określone osoby i punkty, zaś
chaos na angielskich ulicach
wywołały tysiące młodych
ludzi, powodowanych głównie
frustracją i chęcią zysku, działających na ogół bez żadnego
szczegółowego planu. To jednak, co łączy te sytuacje, to fakt,
że obie wiązały się z przemocą
- i obie zakłóciły poczucie bezpieczeństwa i spokoju wśród
ludzi Zachodu. O tym, że wciąż
mamy przesadną tendencję do
zakładania różowych okularów
i szybkiego powrotu do „normalności”, świadczy reakcja
mediów i opinii publicznej na
to, co rozgrywało się w Wielkiej
Brytanii. „Upadek Zachodu?”,
„Koniec państwa dobrobytu?”,
„Początek końca Europy?” krzyczały tytuły prasowe, jak
gdyby zaistniałe wydarzenia
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
nie miały swych wcześniejszych
odpowiedników. W ciągu sześciu lat zapomniano widocznie
o scenach, które rozgrywały się
w 2005 roku we Francji - tam
również płonęły samochody, a
motłoch (bardzo często o ciemnym kolorze skóry) wdzierał
się do sklepów i zaczepiał przechodniów. Niespełna 20 lat temu
areną tego rodzaju zamieszek
stało się Los Angeles, gdzie na
ulice wyszli Murzyni, przekonani o tym, że też należy się im
„coś od życia”. We wszystkich
trzech przypadkach zaczęło się
od śmierci, pobicia lub okaleczenia przedstawiciela „gnębionej
i dyskryminowanej” grupy etnicznej i zarazem ekonomicznej
- przez rządowe siły porządkowe,
symbolizujące „białych”, „klasę
średnią” i „kapitalizm”.
Na Śródmieściu śmierć w podziemnym przejściu
Na Kole porachunki nawet w
szkole
Na Ursynowie kijem po głowie
Na Starym Mieście umiera się
wcześnie
(Dezerter - „Wschodni Front”)
Jednorazowe wybryki znudzonej i sfrustrowanej masy,
poderwanej do ataku dzięki
wyjątkowemu wydarzeniu czy widome znaki rychłego
rozpadu Europy, kryzysu świata
współczesnego i nadchodzącej
apokalipsy? Rasowo-kulturowy konflikt ciemnoskórych
emigrantów z białą ludnością
miejscową - czy wystąpienie
wszystkich biednych przeciw
wszystkim bogatym, mające
podstawy stricte ekonomiczne?
Zorganizowany ruch rewolucyjny o określonej ideologii - czy
prostackie, zbójeckie ekscesy
marginesu społecznego, napędzanego wyłącznie chciwością
i chęcią zaspokojenia potrzeb
materialnych? Wydarzenia mogące mieć miejsce „gdzieś tam”,
na „zgniłym Zachodzie”, ale nie
u nas, w Polsce - czy trująca
fala, która za kilka lat dotrze
do Wrocławia, Łodzi, Szczecina, Poznania, Warszawy czy
Krakowa?
To złożone pytania. Trudno na
nie odpowiedzieć - choćby dlatego, że nie znamy przyszłości.
Nie wiemy więc, czy takie uliczne burdy będą się powtarzać i
co będzie dla nich
inspiracją. Na
pewno przesadą
jest doszukiwanie się w konkretnych, odrębnych
zamieszkach jakiegoś katastroficznego „końca
cywilizacji”, kurz
bowiem opadnie
po kilku dniach,
wstawi się nowe
szyby i życie wróci do normy. Ale
jeżeli tego typu
zamieszki będą
się powtarzać, jeśli na ich bazie
powstaną jakieś większe ruchy
społeczne - wówczas będzie
można śmiało powiedzieć, że
jest to już ogólny trend. Na
pewno faktem są narastające
konflikty na tle rasowym i
kulturowym pomiędzy emigrantami spoza Europy, a ludnością
miejscową. Oczywiście wciąż
obowiązującym dogmatem jest
wielokulturowość i pokojowe
współistnienie w ramach „państwa opiekuńczego”, ale rysy na
tym wyidealizowanym obrazie
widać gołym okiem – i powoli
przyznają to nawet „czynniki
oficjalne” oraz media głównego
nurtu.
Dyskusje dyskusjami, a świat
się zmienia i zmienia się Polska. Czy grożą nam podobne
wydarzenia? Na razie nie ma u
nas jeszcze gett nędzy, zaludnionych przez ciemnoskórych
obcokrajowców. Często mówi
się o Cyganach (Romach) jako
o ludności nieproporcjonalnie
mocno dotkniętej społecznymi patologiami - i jest w tym
wiele racji, ale z drugiej strony
Cyganie jakoś wpisali się w
obraz naszego społeczeństwa
i awantury pomiędzy nimi a
Polakami to raczej przypadki
incydentalne, dotyczące tylko
niektórych miejscowości i dzielnic. Jest to także społeczność
bardzo zamknięta i odrębna, z
jednej strony gotowa do obrony swoich interesów („jeden
za wszystkich, wszyscy za jednego”), z drugiej jednak nie
bardzo mogąca być motorem
jakiegoś ogólnego „buntu mas”,
jednoczącego ludność o różnym
pochodzeniu. Podobnie rzecz
się ma z Czeczeńcami, którzy
też tworzą odrębną społeczność
i też okazjonalnie wchodzą w
lokalne konflikty z Polakami.
A zatem - czy takie zamieszki
jak londyńskie lub francuskie
są możliwe w którymś z polskich miast w najbliższym czasie? Kontekst etniczny na razie
raczej odpada - wciąż jesteśmy
zasadniczo społeczeństwem
monoetnicznym i monokulturowym, mniejszości narodowe
i rasowe nie tworzą u nas gett
w ścisłym tego słowa znaczeniu,
nie są też jakąś lumpenproletariacką „podklasą”, mającą swoje
specyficzne roszczenia.
Bardziej prawdopodobne są zamieszki z przyczyn ściśle ekonomicznych. Zjawisko takie
obserwujemy od dłuższego
czasu w Grecji, kilkanaście lat
temu masowe demonstracje
wstrząsnęły Argentyną i Albanią (co doprowadziło wręcz do
obalenia rządów). Przykłady
wielu manifestacji Samoobrony
czy związków zawodowych,
jakie odbywały się u nas przez
ostatnich 21 lat, pokazują, że
także w Polsce możliwe jest
wyprowadzenie tłumów na ulice
i podjęcie radykalnych działań.
Wspomnijmy też zamieszki
kibiców w Słupsku w roku
1998, których przyczyną było
skądinąd słuszne oburzenie z
powodu zabicia raptem czternastoletniego Przemysława Czai
przez policjantów po meczu
koszykówki.
Wszystkie te uliczne demonstracje rzadko jednak wykraczały
poza protest (choćby i bardzo
agresywny) skierowany wprost
przeciw rządzącym, rzadko
kierowały się wprost przeciw
przypadkowym ludziom czy
majątkowi sąsiadów. Pytamy
więc o to, czy możliwe jest,
aby pewnego dnia kilka tysięcy
Polaków przypuściło szturm na
domy, mieszkania i sklepy kilkudziesięciu (kilkuset?) tysięcy
innych Polaków - z powodu
jakiegoś przykrego wydarzenia,
które uruchomiłoby lawinę. Jeśli
powiem, że nie jest to wykluczone, wówczas niejeden czytelnik
może pomyśleć, że straszę,
przesadzam, panikuję – i zażąda
przedstawienia konkretnych
dowodów lub specjalistycznych analiz. Tego oczywiście
nie jestem w stanie zrobić, nie
chodzi jednak też o to, że coś
po prostu „czuję”. Wychodzę
jedynie z założenia, że na wiele
rzeczy wypada być gotowym, a
otaczająca nas powłoka cywilizacji, ogłady, uprzejmości jest
tak naprawdę bardzo cienka.
Kombinacja irytacji wywołanej
jednym, konkretnym wydarzeniem (np. zabiciem kogoś
ze „swoich” przez kogoś „od
nich”) z ogólnie odczuwanym
niedostatkiem, nudą i frustracją może łatwo tę powłokę zedrzeć.
Czy będzie można wtedy liczyć
na skuteczność naszych panów
i władców w Sejmie, Senacie i
Pałacu Prezydenckim? Cytowany już zespół Dezerter udziela
pesymistycznej odpowiedzi:
Płonie Warszawa, Warszawa się
wykrwawia
Ucieka w panice skorumpowany rząd
Nikt nie panuje już nad sytuacją
To dzikie miasto, to jest wschodni front
(Dezerter - „Wschodni Front”)
październik 2011
str 5
Cuda codzienne
Wojciech
Mach
Człowiek zawsze tęsknił za czymś nadzwyczajnym, chociaż równocześnie się tego bał. W epoce rozwiniętej cywilizacji i nauki cuda z tzw. kategorii popularnej przybrały inną postać niż ongiś.
W średniowieczu rozpowszechniane były mrożące krew w
żyłach opowieści – na przykład
ta o niegrzecznym chłopcu, który ukradł jabłka z sadu księdza
proboszcza i za to uschła mu
ręka. Ze zgrozą wspominano
morderców, którym nagle na karku pojawiała się wrząca smoła.
Szeptano o diabłach, zamianie
w pająki, ognistych smokach,
chodzących kościotrupach.
Od tysiącleci niektóre surowe
dla mężów małżonki marzyły (i
współcześnie tego pragną) aby
ich niewiernemu, zdradzającemu je mężowi za karę odpadło
to i owo – przynajmniej czasowo… Ponoć tak się zdarzało!
Urzędowych cudów oficjalnie
dokonywano już w XVI wieku
we Francji. Ze względu na ogólne narzekania na fatalną jakość
chleba codziennego utworzona
została Policja Chlebowa, która
surowo kontrolowała piekarzy,
ich wypieki i recepturę. Gdy odkryto próbę oszustwa, np. zaniżenie wagi bochenka, nieuczciwego
piekarza wsadzano do metalowej
klatki z prętami i publicznie
podtapiano, pławiąc w rzece.
Metoda skutkowała nadzwyczaj
cudownie, bez stosowania egzorcyzmów, przynosząc ludowi
niezwykłą, gwałtowną poprawę
jakości pieczywa!
Jak więc z tego wynika, przy
prowokowaniu wszelkich cudów
należy liczyć się z karą zarówno
z zaświatów, jak i ziemską.
Najstarsi wrocławianie wspominają, jak przez kilka powojennych lat nocny, spóźniony
przechodzień tylko cudem przedostawał się przez ciemne, zrujnowane ulice bez utraty życia, a
co najmniej bez straty zegarka,
gotówki i ubrania oraz otrzymania kilku bardzo realnych
siniaków. Potem, już o świcie,
dzięki jakiemuś niezwykłemu
zrządzeniu losu, można było
owe rzeczy odnaleźć i kupić na
słynnym szaber-placu Nankiera.
Ubrania bywały z jeszcze świeżymi plamami krwi…
Furorę robiło wtedy modne za-
Lutynia – zakątek urokliwy
Wojciech
Mach
Kilkanaście km od Wrocławia leży wieś Lutynia
licząca ponad 3 tysiące dusz. Ze względu na zdrowy klimat i ekologiczne warunki do odpoczynku,
wielu mieszczuchów kupuje lub buduje tam
domy i osiedla się na stałe.
Terenów spacerowych i szlaków
turystycznych jest dużo. Zabytki to przede wszystkim gotycki
kościół pw. Św. Józefa z I poł.
XIV wieku, odrestaurowany po
częściowym zniszczeniu w 1757
roku. Obok mamy cmentarz z roku
1608, a wokół niego kamienne
mury obronne z czterema bastejami, strzelnicami kluczowymi oraz
bramą z dekoracją agraffitową. Do
dziś wyraźnie widoczne są w murze
ślady po kuli wystrzelonej przez
szturmujących żołnierzy pruskich.
Nad wejściem do kościoła wmurowano krzyż pokutny – drugi jest we
wschodniej części wsi.
Otwarte jest już odremontowane
Muzeum Bitwy o Lutynię z czasu
Wojny Siedmioletniej 1756-63 r.
Wojska pruskie odniosły tu zwycięstwo 5 XII 1757 nad broniącymi
się austriackimi. Poległo wówczas
ponad 20 tysięcy żołnierzy. Dzisiaj
na tym polu jest boisko sportowe,
a obok piękny park z muszlą koncertową. 15 grudnia 2007 odbyła
się udana rekonstrukcja tej bitwy z
udziałem uczestników i widzów także z zagranicy.
W ostatnich latach wieś się rozbudowała. Poczyniono sporo in-
październik 2011
westycji, powstały nowe drogi i
osiedla. Zabłysły na ulicach lampy,
a w okresie jesiennym i wiosennym
w parku uruchomione zostanie
plenerowe solarium z kwarcówkami wśród gałęzi starych drzew…
Spacerując - opalimy się!
Większość mieszkańców dojeżdża
do pracy do Wrocławia, natomiast
wszyscy mieszkają w stylowych
domkach, położonych wśród bujnej zieleni. Dojazd do Lutyni jest
bardzo dogodny – z Dworca Świebodzkiego wyruszają mikrobusy,
kursujące przez Leśnicę.
W Lutyni są rozległe, ekologiczne sady owocowe, mieszka tam
Rober Gawliński, działa Świetlica
Wiejska. Można podziwiać replikę
samolotu, który jako pierwszy przeleciał nad Kanałem La Manche.
O gospodarności Lutyni i Gminy
Miękinia świadczy także stan dróg:
na granicy powiatu średzkiego i
wrocławskiego, jadąc autem do
Wrocławia wpadamy w duże
turbulencje na wybojach – ale już
miejskich…
Życie kulturalno-rozrywkowe również kwitnie. Od wiosny do jesieni
w parku odbywają się plenerowe
imprezy, w których chętnie uczest-
Kultura Rozrywka
wołanie „kup pan cegłę!” I nadzwyczaj gorliwie je kupowano!
Takie sytuacje świetnie opisał
60 lat temu Leopold Tyrmand
w swej głośnej powieści „Zły”,
zś w 1958 r. oglądaliśmy je w
filmie „Ewa chce spać”.
W ostatnich latach nasz rynek
został gwałtownie zalany wieloma tanimi produktami m.in.
gospodarstwa domowego. Równocześnie – zapewne przypadkowo – pojawił się kolejny cud.
Oto istniejący 4 lata ZŁOMREX
METAL Sp. z o.o. dziwnym
zrządzeniem losu zyskał wielu
kolejnych kontrahentów czyli
dostawców złomu…
Nie powinny nas dziwić uliczne
cuda ozdrowienia, znane od początku świata. Niejeden żebrak,
rozsiadający się na chodniku, codziennie dokonuje magicznego,
wielokrotnego przeistaczania się.
Otóż po przyjściu na miejsce „urzędowania” zmienia się w ciężko
doświadczonego przez zły los,
schorowanego kalekę bez ręki i
nogi. Po kilkugodzinnym dyżurze
i zebraniu przyjemnie dźwięczącej,
a nawet szeleszczącej gotówki, w
upale nagle uzdrawia go sama myśl
o czekającym zimnym piwku z
pianką… Zatem siłą woli nagle cudownie zdrowieje, wstaje i zwiewa,
nie czekając na komisję lekarską…
No cóż, austriacki fizyk Ludwig
Boltzman już ponad 100 lat temu
stwierdził, że „w otaczającej nas
naturze nie ma niczego niemożliwego. Mogą jedynie występować
wydarzenia w najwyższym stopniu
mało prawdopodobne”.
zjechały do Lutyni tłumy gości.
Wystąpił folklorystyczny zespół
Kulinianie, prezentując ludowe
obrzędy, przyśpiewki i tańce. W
jego składzie od kilku lat intensywnie gra na bębnach Henryk Polch
– współzałożyciel legendarnej
Wrocławskiej Kapeli Podwórkowej „Dreptaki”. Niżej podpisany,
jako wieloletni wodzirej, prowadził
całą imprezę wraz z Wróżkami i
własnymi konkursami okolicznościowymi dla dzieci i dorosłych.
Była prezentacja wieńców dożynkowych, rzucanie wałkiem w
słomianą kukłę, splatanie powrósła,
toczenie pniaków na czas i próby
wiązania snopków. Omal nie zostałem związany przez rozbawione,
hoże dziewczęta z Kulina…
Potem, do bardzo późnej nocy do
tańców porywał zespół muzyczny
Albatros z Lutyni. Nawet telewizja
satelitarna nadała mini relację!
Dożynki te odbyły się pod medialnym patronatem redakcji Słowa
Wrocławian.
Mottem Dożynek 2011 w Lutyni
było: „dobry kawałek chleba każdemu miły”, do czego sołtys dodał:
„kawałek chleba nie spadnie z nieba
– pracować nań trzeba”.
Równocześnie, niezależnie od zabawy, prezes polskiego, ekologicz-
nego Targowiska z ul. Niedźwiedziej we Wrocławiu, przypomniał
o Akcji „Nakrętka”. Polega ona na
zbieraniu plastikowych nakrętek,
które po sprzedaży zasilają fundusz
budowy nowej Kliniki Hematologii
Dziecięcej „Przylądek Nadziei”.
Przyjmowane i składowane są one
na wspomnianym placu targowym.
Za takim chlebem, taką atmosferą
i takimi festynami tęsknić warto
i należy. C.K. Norwid pisał: „Do
kraju tego, gdzie kruszynkę chleba
podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów Nieba… Tęskno
mi Panie”.
niczą nie tylko lutynianie, ale i
goście z okolicznych miejscowości,
w tym wielu notabli z Wrocławia.
Prężnie działa sołtys Daniel Uszyński wraz z małżonką Magdaleną,
która jest pedagogiem. Również
Rada Sołecka i Towarzystwo Miłośników Lutyni organizują imprezy
i oczywiście przyciągają sponsorów. Postawiono na młodzież
i w B-klasie gra drużyna piłkarska
Piast Lutynia, zaś w zespole szkół
istnieje Chór Młodzieżowy. Nad
rozwojem miejscowości czuwa
REKLAMA
także ojcowskie oko wójta Gminy
Miękinia – Mariana Grzegorczyka.
W Lutyni są odpowiednie warunki
do pełnego relaksu i dobrej zabawy.
Nawet zła pogoda wyraźnie poprawia się w dniach plenerowych
imprez. Tak np. w czasie czerwcowego festynu, przy występach Grupy Teatralnej z Krakowa, pokazach
sprawnościowych Ochotniczej
Straży Pożarnej, muzyce zespołu
BLUART oraz występach wodzireja z Wrocławia i jego współpracowników, aura była wymarzona.
Także komary doceniły rangę tej
imprezy i nie atakowały!
Zdarzyły się zabawne sytuacje: w
jednym z konkursów sympatyczna
pani Basia, mieszkanka Lutyni,
jako nagrodę wygrała dużą, elektryczną wiertarkę. Okazało się, iż
niegdyś pracowała jako asystentka
dentystyczna, więc pytaliśmy ją,
czy teraz założy we wsi własny
gabinet stomatologiczny. Sołtys
Daniel Uszyński obiecał wygospodarować odpowiednią izbę…
Na sierpniowe Dożynki 2011
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 6
Szkolnictwo, edukacja
Ucząc regułek, uczymy twórczego myślenia
Dariusz Zalewski
twórca portalu Edukacja Klasyczna
- http://www.edukacja-klasyczna.pl/
Dyżurnym argumentem przeciw „starej”
szkole jest twierdzenie, że nastawiona jest
ona na “uczenie regułek”. W efekcie – dzieci
mają nie radzić sobie z kreatywnym i twórczym myśleniem. Używając takich argumentów
zapomina się, że od początku lat
dziewięćdziesiątych szkoła ciągle
reformuje swoje oblicze, między
innymi walcząc z encyklopedyzmem (“uczeniem dużej ilości
niepotrzebnych regułek”). Wbrew
temu, co się mówi, efekty tych
działań są „znakomite”.
Nikt chyba nie ma wątpliwości, że
poziom nauczania obniżył się w
ostatnich latach. Fakt ten potwierdzają choćby pracownicy naukowi, którzy opowiadają o zatrważających przykładach nieuctwa
świeżo upieczonych studentów.
Jeżeli wyniki PISA wskazują na
coś innego, to parafrazując pewnego filozofa, można powiedzieć,
że to tym gorzej dla tych wyników.
Ani regułek,
ani kreatywności
Gdyby nawet jeszcze jakieś programy nauczania nie zostały odpowiednio odchudzone, to i tak
te “zapóźnienia” są na bieżąco
nadrabiane (vide: odchudzenie
kanonu lektur szkolnych w nowej podstawie programowej).
Odejściu od solidnej wiedzy
sprzyja też cała otoczka wychowawcza funkcjonowania
szkoły. Gdy uczeń nie czuje
respektu przed nauczycielem
(wkłada mu przysłowiowy kosz
na głowę), to z całą pewnością
ten nauczyciel nie zmusi go do
regularnej nauki. Mamy zatem do czynienia z
tragikomiczną sytuacją. W praktyce szkoła stopniowa pozbywa
się balastu encyklopedyzmu,
ale równocześnie w zamian nie
pojawiło się… “kreatywne myślenie”. W efekcie ani regułek
dzieci nie znają, ani twórcze
specjalnie nie są (chyba że w
rozrabianiu).
Wiedza
podstawą kreatywności Błąd tkwi nie tyle w braku
konsekwencji w reformach,
jak się sugeruje, co w błędnych
założeniach już na samym wstę-
pie proponowanych
zmian. Twórcze myślenie rozumiane jest
przez reformatorów
zazwyczaj w kategoriach pedagogiki deweyowskiej1, w której
akcentuje się działanie, a nie konkretną,
solidną wiedzę z danej
dziedziny.
Jest to oczywiście
błąd. Każde działanie
powinno być bowiem
poprzedzone gruntownym poznaniem
rzeczy czy zjawiska.
Czy fizyk może dokonać ważnego odkrycia nie mając
wiedzy na temat badanego
obszaru zagadnień? Kreowanie
rzeczywistości bez dostatecznej
wiedzy, to podążanie na oślep
za instynktami i intuicjami.
Dlatego w rezultacie takiej pedagogii młodzież “myśli twór-
czo” zazwyczaj w obszarach,
w których nauka jest jej niepotrzebna. Na przykład, podążając
za prymitywnymi odruchami
“twórczo” znęca się nad nauczycielami czy rówieśnikami. Najwyższy czas, żeby reformatorzy i niektórzy publicyści
John Dewey (1859 – 1952) – amerykański filozof i pedagog, postulował „uczenie się przez działanie”, tj. preferowanie praktycznego rozwiązywania „konkretnych problemów”
ponad zdobywanie wiedzy teoretycznej w klasyczny sposób. Określał się jako zwolennik demokracji i humanizmu. [przyp. ATW]
1
XIV Dolnośląski Festiwal Nauki
Aleksandra
Szatkowska
W czwartek, 15 września, oficjalnie ruszył
tegoroczny Dolnośląski Festiwal Nauki we
Wrocławiu. Przez cały tydzień w różnych
częściach miasta odbywały się wykłady, doświadczenia oraz pokazy naukowe. Chętnych
uczestników nie zabrakło.
Uroczyste otwarcie festiwalu
nastąpiło o godzinie 14:00 w
Auli Leopoldina na Uniwersytecie Wrocławskim. W tym roku
prym wiodła chemia. Organizatorzy wybrali tę dziedzinę nauki
ze względu na obchodzony w
2011 Międzynarodowy Rok
Chemii oraz 100 rocznicę otrzymania Nagrody Nobla przez
Marię Skłodowską-Curie.
Osobiście bardziej niż happeningi młodych chemików zainteresował mnie „Piknik mikroelektroniczny” zorganizowany
przez Politechnikę Wrocławską.
17 września wybrałam się więc
na ulicę Długą 61.
Start zaplanowano na godzinę
10:00 i już od samego początku
w budynku M6 panował duży
ścisk. Młodzież z Gimnazjum
28 im. Kawalerów Orła Białego we Wrocławiu z uwagą
w technice i życiu codziennym”. Samo rozwinięcie skrótu
WEMiF (Wydział Elektroniki
Mikrosystemów i Fotoniki)
zyskało na czas festiwalu nowe
znacznie. Stało się bowiem
Wydziałem Elementów Magii i
Fantazji, co świetnie oddawało
klimat imprezy.
Drugim zatłoczonym miejscem
była sala, w której odbywał się
pokaz „Jak zobaczyć coś, czego
nie widać”. Mali i duzi, z równą
uciechą, zgadywali, co się znajduje w Kinder Niespodziankach
prześwietlanych przez rentgen,
oglądali budowę zegarka oraz
śmiali się ze swoich obrazów
na termowizjerze. Dorosłych
zainteresowało także, jak wyglądają kolorowe wydruki pod
mikroskopem.
słuchała wykładów. Na Festiwal
Nauki przyjechała nawet grupa
uczniów z Liceum Ogólnokształcącego w Kamiennej Górze.
Zwiedzających nie zrażał ani
tłok, ani kolejki do poszczególnych pokazów, ani nawet
drobne problemy techniczne,
które miały miejsce. Wprost
przeciwnie, próbowali korzystać
z okazji, by dowiedzieć się jak
najwięcej na temat sprzętów i
ich obsługi.
REKLAMA
Koło naukowe SPENT przygotowało wizualizację pod tytułem
„Polowanie na atomy”. Na
widzów czekały modele mikroskopów zbudowane z klocków
Lego, a na prawdziwym sprzęcie przeprowadzano pomiary
próbki złota. Bardzo dużym
zainteresowaniem cieszyło się
spotkanie naukowe „Sitodruk –
technologie mikroelektryczne
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
Zwiedzający wychodzili z budynku M6 zadowoleni i roześmiani. Niech to będzie najlepszym podsumowaniem imprezy.
Dodajmy tylko, że w ramach
XIV Dolnośląskiego Festiwalu
Naukowego można brać udział
w sesjach do 28 października.
Oto kilka wypowiedzi zadowolonych uczestników „Pikniku
mikroelektronicznego”:
Amelka (4,5 l.) – po wyjściu z pokoju, REKLAMA
gdzie bawiła się światłem – Fajnie
było. Wyglądało jak dwa zakręcone
wiatraczki.
Adam (14 l.) – Najbardziej podobało
mi się robienie koszulek.
Agata (13 l.) – Bardzo było fajnie.
Podobał mi się rentgen, i to że można
było zobaczyć co w różnych rzeczach
jest w środku bez otwierania.
uświadomili sobie, że pewne regułki czy reguły trzeba poznać,
chcąc dojść do czegoś w życiu.
Inaczej po prostu się nie da.
str 7
Szkolnictwo, edukacja
Uniwersytet Dzieci
Aleksandra
Szatkowska
Uniwersytet dla najmłodszych studentów, już
po raz czwarty zainaugurował we Wrocławiu rok akademicki. 17 września rozpoczął
go pokaz „Kto w ulu tańczy walca”. Podczas
tej krótkiej, 35 minutowej prezentacji dzieci
poznały tajniki nauki o pszczołach.
cyklu „Inspiracje”. Dzieciom
przedstawiane są wiadomości
z jak największego zakresu
dziedzin wiedzy w oparciu
o klasyczny podział nauk i
inspirujemy je do poszukiwań
własnych pasji. Wykłady mają
pomóc zrozumieć kwestię:
„Jak to się dzieje?”. W ciągu
jednego roku trwania programu
„Inspiracji” słuchacze poznają
dwadzieścia różnych dyscyplin
naukowych, aby móc sprawdzić
swoje predyspozycje i odkryć
talenty.
10 i 11-latki odpowiadają z
kolei na pytanie „Dlaczego?”.
Chodzą na wykłady pod tytułem
„Tematy”. Zajęcia poruszają
bardziej złożone zagadnienia
i uczą operacyjnego myślenia.
Mali studenci uczą się sposobu
myślenia opartego na stawianiu
hipotez, dociekliwości i wyciąganiu wniosków. Podejmując
konkretne tematy, sami szukają
odpowiedzi na nurtujące ich
pytania.
Mistrz i Uczeń” skierowany jest
do najstarszej grupy słuchaczy
(12 i 13 lat). Podczas wykładów
zgłębiają oni wiedzę w wybranej dziedzinie i spotykają się z
wybitnymi przedstawicielami
nauki i życia publicznego.
Każdy student sam wybiera
sobie specjalizację seminariów
Organizatorzy zalecają, by tematyka wybranych zajęć odpowiadała zainteresowaniom
dzieci i służyła pogłębieniu
wiedzy, a także była szansą na
dobre poznanie mniej znanej
lecz interesującej dziedziny
nauki.
Nad wartością merytoryczną
programu Uniwersytetu Dzieci
czuwa Rada Naukowa. Opracowują oni podstawy programu
Uniwersytetu Dzieci, zaprasza
wykładowców oraz starannie
dobierają kandydatów, biorąc
pod uwagę zarówno wartość
merytoryczną, jak i formę pod
względem atrakcyjności prowadzonych zajęć.
Zajęcia planowane są co drugą
sobotę miesiąca. Dzielą się na
wykłady i warsztaty. Biuro
fundacji mieści się przy ul.
Pawłowa 1/1, tel. 666-843-146.
Informacje na temat kierunków zajęć zaczerpnięte zostały
ze strony fundacji: www.uniwersytetdzieci.pl
Reklama
Uniwersytet Dzieci zaprasza co
roku w swoje progi studentów
w wieku 6-13 lat. Dzieci uczą
się w tych samych salach wykładowych, co ich dużo starsi
koledzy. Tak samo jak oni, posiadają również swoje indeksy.
Wszystkie zajęcia odbywają
się pod patronatem Rektora
Uniwersytetu we Wrocławiu.
Uniwersytet działa dzięki fundacji o tej samej nazwie. Fundacja
nawiązała niedawno współpracę
z Państwową Wyższą Szkołą
Teatralną i Akademią Sztuk
Pięknych. To kolejne wrocławskie uczelnie wyższe - po
Uniwersytecie Wrocławskim,
Uniwersytecie Ekonomicznym
i Politechnice Wrocławskiej
- które udostępnią sale i wykładowców małym studentom.
Mali słuchacze, w zależności
od wieku, mogą wybierać pomiędzy czterema kierunkami.
W tym roku są to: Odkrycia,
Inspiracje, Tematy oraz Mistrz i
Uczeń. „Odkrywanie” kierowane jest do dzieci 6 i 7-letnich. Na
zajęciach dzieci odkrywają bogactwo otaczającego świata poprzez zabawę i doświadczenia.
Zajęcia pozwalają odpowiedzieć
na najczęściej zadawane w tym
wieku pytanie: „Co to jest?”.
Dla kolejnej grupy wiekowej (8
i 9 lat) prowadzone są zajęcia z
na każdy semestr. Dzieci mogą
wybierać spomiędzy trzech
bloków:
- nauk przyrodniczo – medycznych (np.: chemia, genetyka,
fizyka)
- nauk humanistyczno – społecznych (media współczesne,
design, historia)
- nauk technicznych (robotyka,
grafika komputerowa, wizualizacje komputerowe)
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 8
rek
lam
[email protected]
slow
o
wro
claw
ian.
pl
REKLAMA
Reklama
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
październik 2011
str 9
Biznes
Historia pijanego programisty, boskiego
grafika i wszystkowiedzącego kodera
Piotr Synowiec
twórca agencji justCreate.pl,
bloger piotrsynowiec.pl.
Dwa lata minęły jak z bicza strzelił. Pamiętam, jak rok temu pisałem tekst na temat
pierwszej rocznicy istnienia justCreate. W
ciągu tych 13 miesięcy, jak można się domyśleć, dużo się zmieniło. Jeżeli chcesz poznać
historię o tym, jak to jest być parędziesiąt
tysięcy w plecy ze względu na kilka błędnych
decyzji i być z tego tytułu bardzo szczęśliwy,
zapraszam do lektury.
Zanim założyłem swoją agencję
grałem na giełdzie. Zacząłem
na szczycie poprzedniej bańki,
kiedy WIG 20 dobijał do 4000
punktów i kiedy na Elektrimie
dało się zarobić w ciągu dwóch
tygodni około 30%. Tak też
zacząłem: zyskiem 30 procent
po zainwestowaniu w Elektrim.
Po takim debiucie czułem się jak
młody bóg na giełdzie. Wydawało mi się, że to najlepsze co
mogło mnie spotkać. Już liczyłem kilkuset procentowe zyski
roczne, kiedy to po roku kryzys
mnie wykasował, rozrywając
moje finanse na strzępy.
Przez półtora roku, wszystko
co zarobiłem i zaoszczędziłem
wrzucałem na giełdę. Robiłem
proste strony internetowe za kilkaset złotych, pracowałem w
dużej korporacji i co miesiąc
wyciągałem cztery razy więcej pieniędzy niż dzisiaj mam
miesiąc w miesiąc we własnym
portfelu.
Wszystko skończyło się, kiedy wyrzucono mnie pewnego
marcowego dnia z pracy. Byłem
przerażony, zdruzgotany, rzeczywistość walnęła mi w twarz
z prawego sierpowego.
Po otrzepaniu kurzu po tym
małym upadku doszedłem do
wniosku, że chciałbym już
nigdy nie zostać wyrzucony z
pracy. Co więcej, chciałbym
tworzyć miejsca pracy, które
pozwolą wspólnie, razem z moją
ekipą spełniać moje i ich marzenia. Nie chodziło o pieniądze,
chodziło o tworzenie czegoś
swojego i rozwijanie tego w
październik 2011
Wybrałem pierwszą opcję. Poznałem dwie ciekawe osoby,
mojego przyszłęgo wspólnika
i mojego przyszłego programistę (z którym tworzymy cuda
od tamego czasu aż do teraz, w
naszym boskim teamie). Mój
przyszły wspólnik bał się wchodzić we współpracę na zasadach
czysto partnerskich (fifti-fifti)
dlatego założyliśmy sobie, że
każdy ma swoją markę (agencję), mamy wspólny zespół,
idziemy we wspólnym kierunku
i dzielimy się budżetem 75/25 w
zależności od tego, kto załatwi
przez projekt i się nim zajmie.
kierunku wyznaczonym
marzenia i wizje.
Zacząłem od małej trzyosobowej ekipy. (…) Mój grafik nie
wywiązywał się z terminów
bo uważał, że jest bogiem, zaś
mój koder potrafił w środku
projektu wyjechać na miesiąc do
Niemiec, nie uprzedzając mnie
o tym w ogóle (a po powrocie
mówił mi, że moja firma i mój
projekt bez inwestora / wkładu
własnego w wysokości 50 000
zł nie ma szans się rozwinąć).
Mój programista nie odbierał
telefonu, a jeśli odbierał, to okazywało się, że pojechał na wycieczkę z uczelni – na tzw. Rajd
Fizyka – Alkoholika. Ponieważ
miałem zobowiązania wobec
klientów, siedziałem z tym pijanym programistą kilka godzin
na telefonie i grzebiąc w jego
kodzie słuchałem bełkotu, który
miał mi pomóc w zakończeniu
projektu. Tak, programowałem
przez telefon to, co powiedział
mi mój pijany programista. Takie były moje początki.
Przez wyżej wymieniony zespół
straciłem zaufanie u trzech bardzo ciekawych klientów, z którymi przyszła współpraca mogła
mi pozwolić na dużo szybszy
rozwój. Niestety, jako ekipa
daliśmy ciała, a ja w swoje 22
urodziny byłem załamany i nie
wiedziałem co ze sobą zrobić.
Pewien przyjaciel mojego znajomego po wysłuchaniu moich
problemów powiedział krótko
i zwięźle: znajdź nową ekipę,
zatrudnij się w innej ekipie albo
rzuć to wszystko w cholerę i
zajmij się czymś innym, skoro
to takie trudne.
Po podliczeniu rocznym zysków
i strat, kiedy zobaczyłem czarno na białym, że utrzymanie
4 pracowników jest w siedemdziesięciu paru procentach
finansowane z moich zleceń i
ciężkiej pracy, a w dwudziestu
paru procentach z jego, doszedłem do wniosku, że wolę
pracować sam, bez wspólnika
i być odpowiedzialnym w 100
procentach za rozwój firmy,
niż łudzić się, ze cokolwiek się
zmieni działając cały czas tak
samo i narzekając na to, jak jest
bez podejmowania krytycznych
decyzji.
Wtedy pierwszy raz w życiu wyrzuciłem pracownika. Zrobiłem
to z dwóch powodów, pierwszy – nie mogłem utrzymywać
czterech osób na własną rękę.
Drugi – nie mogłem utrzymywać programisty, który dziennie
5h spędzał na youtubie i wykopie, okłamując mnie, że jest w
trakcie wykonywania zlecenia,
kiedy to zlecenie miało za 2 dni
deadline, a z jego strony nic nie
było jeszcze rozpoczęte.
Wydawało mi się, że skoro ja
mam podejście, które polega
na tym, że robię wszystko co w
mojej mocy, żeby każdy dostawał pensję na czas, żeby każdy
miał coraz lepsze stanowisko
pracy i cieszył się z tego, co
tworzymy i w jakim kierunku
idziemy, dostanę w zamian
pełne poświęcenie, takie samo,
jakie ja gwarantowałem swoim
poprzednim pracodawcom. Myliłem się. Nie wszyscy potrafią
podchodzić honorowo do pracy
i poświęcać się ku wyższej idei.
Niektórzy niestety wychodzą
z założenia, że wiele im się
należy, ale niekoniecznie wiele
można od nich wymagać.
Po rozstaniu ze wspólnikiem
zacząłem na nowo. (…) Wyszedłem z Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości i założyłem jednoosobową działalność
gospodarczą. Zacząłem zdobywać coraz to lepsze zlecenia,
tworzyć sobie nadwyżkę finansową i kiedy wszystko zaczęło
już wyglądać ekstra, podjąłem
kolejne trzy złe decyzje, które
doprowadziły do tego, że dwa
zlecenia, które tworzyliśmy dla
naszych klientów, przeciągnęły
się kilkukrotnie, inkasując cały
zysk wypracowany w poprzednich miesiącach, zysk który
mieliśmy mieć z tych zleceń
oraz zysk, który udało mi się
dopiero w trakcie wakacji wygenerować innymi zleceniami.
W sumie w ciągu dwóch lat na
kilku złych decyzjach jestem
w plecy kilkadziesiąt tysięcy
złotych i dalej uważam, że
to najlepsze co mnie spotkało
w tym czasie.
Dzięki tym wydarzeniom zrozu-
miałem, że rolą przedsiębiorcy
jest rozwiązywanie problemów.
Tych problemów jest wiele. Są
to problemy Twoich klientów,
za które Ci płacą, są to problemy Twojego teamu, który
chcesz, żeby był jak najbardziej
zadowolony z miejsca pracy,
są to problemy z podatkami,
innymi zobowiązaniami plus
do tego Twoje własne osobiste
problemy, które przytrafiają się
każdemu człowiekowi.
Pomimo tego, że duża część dni
w ostatnim roku wyglądała tak,
jakby los się na mnie uwziął,
nauczyłem się w pewnym momencie traktować każdy z tych
problemów jak wyzwanie, któremu po prostu muszę sprostać.
W końcu zatrzymanie się w
miejscu, tupanie nóżkami i płacz
z powodu, że świat jest taki
zły, nie jest w moim stylu. W
moim stylu jest rozwiązywanie
problemów bez względu na to,
jak ciężkie wydawały się być w
danej sytuacji.
romantykiem, który nie do
końca szanuje pieniądze (skoro
popełnia błędy które kosztują
go tyle kasy), a może ta moja
strategia popełniania różnych
błędów i przedkładania długoterminowych zysków ponad
krótkoterminowe jest właśnie
tym, co powoduje, że praca
nie jest pracą, tylko przygodą
w której każdy, jak bohaterowie w World of Warcraft, ma
swoją misję, swoje funkcje i
swoje miejsce w ekipie. Jest
częścią zespołu, który zdobywając nowe umiejętności podbija
coraz to ciekawsze krainy.
W zeszłym roku snułem wizje
na temat tego, gdzie będę w
przyszłym roku. Patrząc na
tamten wpis, większość rzeczy
udało mi się osiągnąć. W tym
roku, po drugich urodzinach
agencji moja wizja jest jeszcze
bardziej wyraźna, plan jeszcze
bardziej szczegółowy, a zespół
jeszcze bardziej zorganizowany.
Pomimo tego, że na zeszłorocznym rozliczeniu PITa miałem czterokrotnie mniejsze
przychody (mowa o finansach
osobistych), wiem że warto.
(…) Może jestem biznesowym
Piotr Synowiec jest twórcą
agencji JustCreate.pl.
Rozszerzoną wersję tekstu przeczytać można na jego blogu
http://piotrsynowiec.pl
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 10
Prawo
Dziura w drodze – jak walczyć o odszkodowanie?
Adwokat
Anna Masny-Surzykiewicz
na których spoczywa obowiązek utrzymywania danych dróg
Kancelaria Prawna Lebek i Wspólnicy sp.k.
w dobrym stanie, czyli m.in.
zapewniającym bezpieczeństwo
Wrocławskie drogi nie cieszą się dobrą opinią
ruchu. I tak drogi krajowe stanowśród kierowców. Dziury w asfalcie, odsłaniawią własność Skarbu Państwa,
jące poniemiecką kostkę brukową, to obraa podmiotem reprezentującym
jest tu Generalna Dyrekcja Dróg
zek tak częsty, że powinien być uwieczniany
Krajowych i Autostrad. W dalna widokówkach obok Hali Stulecia, Ratusza
szej kolejności odpowiednio
czy Panoramy Racławickiej. Nieoznaczone właścicielem drogi wojewódzkiej
pojawiają się w ostatniej chwili przed maską
jest województwo, powiatowej
samochodu.
– powiat, a gminnej - gmina.
Zadania tych podmiotów w zaSzczególnie zdradliwe w cza- szkodę powstałą po „spotkaniu kresie prawidłowego utrzymania
sie deszczu i po zmroku, kiedy z dziurą”?
stanu dróg sprawowane są przez
są wręcz niewidoczne. Problem,
odpowiednie zarządy.
rzecz jasna, nie ogranicza się do Chcąc odpowiedzieć na to pytaulic w naszym mieście; dotyczy nie, w pierwszym rzędzie należy Obok dróg publicznych istnieją
również szkód powstałych na sięgnąć do obowiązującej ustawy także drogi wewnętrzne, do któdrogach krajowych, wojewódz- z dnia 21 marca 1985 r. o drogach rych zaliczamy parkingi, place
kich,powiatowych lub gminnych, publicznych. W przepisach usta- przeznaczone do ruchu pojazdów
jak Polska długa i szeroka. Kto wy, poza definicją samej drogi oraz drogi niezlokalizowane w
zatem odpowiada za taki stan publicznej, jak i jej podziałem na pasie drogowym dróg publiczrzeczy i na kim spoczywa obo- poszczególne kategorie, tj. krajo- nych. Pieczę nad tymi drogami
wiązek zapłaty potencjalnemu we, wojewódzkie, powiatowe i sprawują zarządcy terenu, na któposzkodowanemu za uszkodzony gminne, znajdziemy informację rym są zlokalizowane, a w przyresor, urwany błotnik, czy inną o ich właścicielach, czyli tych, padku braku zarządcy zadania
te wykonują bezpośrednio sami
ich właściciele, np. wspólnoty
mieszkaniowe, spółdzielnie czyinne podmioty (osoby fizycznelub
prawne).
Zaniechanie lub wadliwe wypełnianie obowiązków związanych
z prawidłowym utrzymaniem
dróg przez któregokolwiek z w/w
zarządców czy też samych właścicieli niejednokrotnie stanowi
bezpośrednią przyczynę powstania szkody w samochodzie. W
konsekwencji prowadzi to do
powstania odpowiedzialności
odszkodowawczej po stronie
takiego podmiotu, a w sytuacji,
jeśli posiada on ubezpieczenie,
wobec jego ubezpieczyciela.
Odpowiedzialność ta znajduje
swoje uregulowanie w kodeksie
cywilnym.
Jednakże samo stwierdzenie
faktu, że winę ponosi zarządca,
tu nie wystarcza, gdyż ciężar udo-
wodnienia zawinienia po stronie
zarządcy spoczywa, zgodnie z kodeksem cywilnym, na poszkodowanym. Poszkodowany musi nie
tylko ustalić, do kogo należy dana
droga , ale tuż po zdarzeniu powinien jak najdokładniej zebrać
wymagane dowody z miejsca
zdarzenia, obrazujące nie tylko
przyczynę powstania szkody, ale
i jej rozmiar. Do „wymaganych
dowodów” zaliczamy tu: notatki policyjne, zdjęcia z miejsca
zdarzenia (samochodu, wadliwej nawierzchni), oświadczenia
świadków zdarzenia i ich dane,
rachunki (faktury) za naprawę czy
oświadczenia osób zamieszkujących w pobliżu. Poszkodowany
może się także posiłkować się
opinią rzeczoznawcy, jednakże
w przypadku, gdy sprawa trafia
bezpośrednio do sądu, poszkodowany winieni tak złożyć stosowny wniosek o powołanie biegłego
sądowego.
Istnieją przy tym dwa rodzaje
strat, za które można dochodzić odszkodowania. Pierwsze
to tzw. straty finansowe wynikające z uszkodzenia pojazdu.
Poszkodowanymoże żądać zwrotu kosztów poniesionych
na naprawę auta, a także np.
za holowanie, pojazd zastępczy
lub ekspertyzę rzeczoznawcy.
Drugi rodzaj poniesionych strat
to rekompensata za utracone
korzyści (np. w sytuacji, gdy
poszkodowany wykorzystuje
auto do pracy zarobkowej).
Taką stratę jednak znacznie
trudniej oszacować. Każdy taki
przypadek musi być rozpatrywany indywidualnie.
Umowa o pracę na zastępstwo
Sebastian Kryczka,
prawnik specjalizujący się w problematyce
prawa pracy oraz prawa cywilnego
[email protected]
Nieobecność pracownika w pracy, szczególnie dłuższa, może powodować dla pracodawcy komplikacje natury organizacyjnej. Pracodawca może jednak w okresie usprawiedliwionej nieobecności pracownika zatrudnić
nową osobę na czas trwania tej nieobecności.
Zaletą takiego rozwiązania jest to, że nie
trzeba tworzyć nowego etatu.
Kiedy można
zawrzeć taką umowę
Umowa na zastępstwo została
uregulowana w art. 25 § 1 zd.
2 kodeksu pracy. Przepis ten
stanowi, że w przypadku ko-
nieczność zastępstwa pracownika w czasie jego usprawiedliwionej nieobecności w pracy,
pracodawca może w tym celu
zatrudnić innego pracownika
na podstawie umowy o pracę
na czas określony, obejmujący
czas tej nieobecności.
Przyczyny usprawiedliwiające
nieobecność pracownika w
pracy znajdują się w rozporządzeniu Ministra Pracy i Polityki
Socjalnej z dnia 15 maja 1996
r. w sprawie sposobu usprawiedliwiania nieobecności w pracy
oraz udzielania pracownikom
zwolnień od pracy (Dz. U. Nr
60, poz. 281 z późn. zm.). Przyczynami tymi są więc pewne
zdarzenia i okoliczności określone przepisami prawa pracy,
które uniemożliwiają stawienie
się pracownika do pracy i jej
świadczenie, oraz inne przypadki niemożności świadczenia pracy wykazane przez pracownika
i uznane za usprawiedliwione
przez pracodawcę. Jako przykła-
dy takich sytuacji można wskazać na przebywanie pracownika na zwolnieniu lekarskim z
powodu choroby czy wypadku
przy pracy, tymczasowe aresztowanie czy odbywanie kary
pozbawienia wolności, a także
odbywanie służby wojskowej,
korzystanie przez pracownika
z urlopu.
Jak już ustaliliśmy, umowa na
zastępstwo będzie miała zastosowanie, tylko w przypadku
usprawiedliwionej nieobecności
pracownika. Nie będziemy więc
mogli zastosować takiej umowy
podczas nieobecności nieusprawiedliwionej. Wykluczone będzie to również w sytuacji, gdy
zastępowany pracownik będzie
w tym czasie w pracy. Należy
pamiętać, że w umowie na za-
stępstwo powinna być wyraźna
informacja, że jest ona zawierana
na czas usprawiedliwionej nieobecności pracownika.
Osoba zatrudniona na zastępstwo
powinna w zasadzie świadczyć
pracę w ramach takich samych
warunków na jakich wcześniej
pracował zastępowany pracownik. Powyższy wymóg dotyczy
zwłaszcza rodzaju pracy. Tylko
szczególnie okoliczności mogą
powodować, że zatrudniony na
zastępstwo będzie świadczył
pracę w innych warunkach.
stron. Aby to uczynić konieczna jest zgodna wola obu stron
– pracownika i pracodawcy.
Umowa na czas zastępstwa
może być również rozwiązana
za wypowiedzeniem. Dokonać
tego może zarówno pracownik
jak i pracodawca z zachowaniem 3-dniowego okresu wypowiedzenia. Wypowiadając
umowę zarówno pracownik
jak i pracodawca nie ma obowiązku wskazywać przyczyny
swojej decyzji. W praktyce
najczęstszym i najbardziej
naturalnym sposobem rozwiąRozwiązanie
zania umowy o pracę na czas
umowy na zastępstwo
zastępstwa jest jej rozwiązanie
Umowę na czas zastępstwa spowodowane powrotem do
można rozwiązać analogicznie, pracy osoby zastępowanej.
jak w przypadku innych umów
o pracę na mocy porozumienia
REKLAMA
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
październik 2011
str 11
Targi
REKLAMA
październik 2011
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
Targi
str 12
REKLAMA
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
październik 2011
Targi
REKLAMA
str 13
październik 2011
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
REKLAMA
str 14
Dodatek turystyczny
ow
w
slo
law
c
ro
.pl
ian
[email protected]
m
kla
re
Osiedle domów
w zabudowie szeregowej
Wrocław-Osobowice ul. Lipska
Domy w stanie surowym zamkniętym
z wykończeniem na zewnątrz
powierzchnia użytkowa 140m2
cena 4.150 zł/mkw brutto
Spółdzielnia Mieszkaniowa LEŚNA
ul. Lipska 7
51-003 Wrocław
[email protected]
www.smlesna.pl
tel. 71-327-43-79
tel. 693 970 617
Lokalizacja osiedla z pewnością zagwarantuje państwu spokój i wytchnienie od wielkomiejskiego zgiełku i gwaru, mimo
położenia na terenie Wrocławia naturalna bariera leśna pozwala
na codzienne obcowanie z przyrodą.
Wszyscy ceniący aktywne formy wypoczynku mają idealną
okolice do wycieczek rowerowych, spacerów czy wędkowania.
Samo osiedle jak również najbliższe otoczenie gdzie takie obiekty jak szkoła, przedszkole, kościół, poczta czy sklepy znajdują
się w najbliższym otoczeniu zapewniają optymalne warunki
mieszkania.
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
październik 2011
str 15
Dodatek turystyczny
Wywiad
Bolesławem z Grabowskim
Rozmawia
Adam Tomasz Witczak
Bolesław Grabowski jest nauczycielem geografii i podróżnikiem. Zwiedził m.in. Japonię,
Australię, Peru i Boliwię, Kanadę i USA,
Indie, Egipt, kraje Afryki Środkowej i wiele
państw europejskich (m.in. Norwegię, Szwecję, Danię, Hiszpanię, Portugalię, Szwajcarię). Obecnie prowadzi w szkołach prelekcje,
podczas których prezentuje slajdy i pamiątki
z podróży, opowiada o ludziach, zabytkach i
przyrodzie.
Najpierw pragnę zapytać,
jak się to wszystko zaczęło,
to znaczy kiedy pan rozpoczął podróżowanie, w którym
okresie życia i dlaczego?
Trzeba zacząć chyba od tego,
że wychowałem się w pięknym
miejscu – w Kotlinie Kłodzkiej.
Mieszkałem w Nowej Rudzie,
teraz zresztą wróciłem tam, bo
mieszkałem w różnych miejscach – Wrocław, Kędzierzyn
Koźle. Z mojego domu rodzinnego widać całą panoramę Gór
Sowich, to są najstarsze góry
w Polsce – sławne sjenity sowiogórskie. A więc w zasadzie
od dziecka podróżowałem. Moja
pierwsza wyprawa, na którą
mama kupiła plecak i namiot,
była w Góry Sowie, potem
Bardzkie, Złote i na Śnieżnik.
Było to po skończeniu ósmej
klasy. I wtedy chyba się zaczęło. Mimo tego, że skończyłem
technikum elektroniczne w
Wałbrzychu, czyli z zawodu
jestem elektronikiem, to zawsze
pasjonowałem się geografią.
Skończyłem studia geomorfologiczne we Wrocławiu, zresztą
pracę pisałem u sławnego profesora Jahna. Tak się zaczęła
przygoda z geografią.
A jaka była pierwsza podróż
zagraniczna? Interesuje mnie
zwłaszcza pierwsza podróż
do kraju, o którym można
powiedzieć, że był egzotyczny,
pozaeuropejski.
Pierwsza w ogóle podróż zagraniczna to były słowackie
Tatry. Ale pierwsza podróż
egzotyczna jest związana z moją
pierwszą pracą. Dostałem ją w
małej miejscowości (Przedborowa między Ząbkowicami a
Bielawą) i tam uczyłem jako
młody nauczyciel w szkole. Do
październik 2011
Przedborowej przyjechał wtedy
ksiądz misjonarz, ja się z nim
zaprzyjaźniłem, dużo rozmawialiśmy. Odprowadzałem go
kiedyś na lotnisko, on odlatywał
do Afryki. Powiedział, że mnie
tam zaprasza. Myślałem, że
to takie „gadanie” tylko, kurtuazja. Uczyłem dalej w szkole, aż
pewnego dnia – nawet dobrze
pamiętam tę lekcję, to była piąta
klasa podstawówki – zapukała
sprzątaczka, pokazała taki kolorowy list, a to był list właśnie
od tego misjonarza. Zacząłem
czytać, dzieciakom coś zadałem
i w pewnym momencie zacząłem się trochę nienormalnie
zachowywać – skakać pod sufit,
cieszyć się. Dzieci chyba pierwszy raz widziały mnie w takim
stanie. Powiedziałem im: „Słuchajcie, dzieci, to jest dla mnie
wielka rzecz, mam zaproszenie
do Ruandy, do środkowej Afryki”. I to była pierwsza podróż
egzotyczna – Ruanda, środkowa
Afryka. Jeszcze przed tą słynną
wojną między Hutu a Tutsi.
No właśnie – wojny, tego typu
wydarzenia. Jeżeli mówimy o
Afryce, o niektórych krajach
azjatyckich, to tam często się
takie rzeczy zdarzają. Czy
Pan podczas podróży miewał
wrażenie, że może być niebezpiecznie, że dzieją się sytuacje
niepokojące, czy była taka
atmosfera na ulicach – głód,
wojna, niepewność?
Ja moża dam taki przykład:
kiedyś wróciłem z Indii i żona
mówiła, że w Delhi były rozruchy. Czy ja to czułem? Po prostu
to atmosfera wielkiego miasta,
10-12 milionów mieszkańców,
tego się nie czuje. Spotkałem się
z wieloma rzeczami, na przykład
były ośrodki, w których widzia-
łem ludzi umierających z głodu,
takie sytuacje widziałem. Natomiast konflikt, wojnę – nigdy.
Poza tym ja się zawsze czułem
bardzo bezpiecznie. Jest podstawowa zasada – jeżeli wchodzę
w jakieś środowisko, to nie
mogę np. w biednej dzielnicy w
Delhi być obwieszony zegarkami, biżuterią etc. Bywało nawet
tak, że ściągałem obrączkę,
żeby nikogo nie prowokować,
nie kusić. Przykład: kiedyś w
Luxorze widziałem Amerykanki, wychodzące z autobusu,
ubrane jak na plażę, może nawet
bardziej nieprzyzwoicie. I one
potem się dziwią, że jakiś Arab
strzela… Nie mówię, że powinny ubierać burki, ale to tak,
jak z chodzeniem do kościoła
– człowiek nawet jeżeli nie jest
wierzący, to przez szacunek
stara się dostosować. Ja wchodziłem do różnych świątyń,
nigdy nie udawałem, że jestem
muzułmaninem, Żydem, jestem
katolikiem, ale trzeba umieć
się zachować. Inny przykład:
kiedyś byliśmy w Indiach, w
świątyni. W pewnym momencie
Hindus odprawiający ceremonię
zaczął rzucać wianki z kwiatów,
ja kilka takich wianków wyłapałem i nie bardzo wiedziałem, co
z nimi zrobić. I to była sytuacja
bardzo niezręczna dla mnie.
Wtedy zdałem sobie sprawę,
że trzeba jednak często mieć
dystans, obserwować z boku,
jeżeli się nie wie, jak postąpić,
to lepiej nie brać udziału w
czymś.
Mówił Pan o Afryce, Indiach,
czyli o krajach kojarzonych z
obszarami ciepłymi – zwrotnikowymi, równikowymi. Czy
ma Pan na koncie również
podróże do krajów północy
albo wręcz polarnych?
Mnie w zasadzie obszary polarne nigdy nie interesowały. Ja
po prostu bardzo lubię ludzi…
Byłem w Norwegii, najdalej na
północ to właśnie w północnej
Norwegii, ale wydaje mi się, że
jakoś mnie to nie ciągnie bardzo.
Zapytam o to samo, o co pytałem innego podróżnika, pana
Dąbrowskiego. Czy faktycznie
można mówić o różnicy w
mentalności ze względu na
klimat – w krajach północy
wszystko toczy się na ulicy, jest gwar, a północ jest
bardziej zdyscyplinowana,
surowa?
Bezwzględnie tak. Ja mogę to na
przykładzie Norwegii opisać,
w której byłem kiedyś cztery miesiące. Norwegowie nie
są tacy spontaniczni. Ja zresztą
czuję się wschodniakiem (moja
mama urodziła się we Lwowie),
a wschodniacy są raczej wylewni… Jak byłem np. w Egipcie
czy w Indiach, to ludzie byli
tam bezpośredni. Pamiętam,
że po dwóch dniach w Delhi
ludzie podchodzili do mnie,
znali moje nazwisko, wołali po
imieniu. Ale to nie zawsze jest
taki schemat, bo np. gdy byłem
w Japonii, to Japończycy byli
bardzo zdystansowani. To może
dlatego, że to kraj wyspiarski,
który się trochę izoluje, zresztą
Japonia jest mało wymieszana,
jeśli chodzi o mniejszości narodowe, to kraj hermetyczny.
Ameryka Południowa – czy ją
też Pan zwiedzał?
Tak. Byłem w Peru, Boliwii.
Chciałem być na Atakamie,
to jest najsuchsza pustynia
świata. Potem była tzw. niska
selva, puszcza równikowa.
Byłem w Puerto Maldonado,
gdzie dopłynąłem łodzią przez
puszczę. Później Andy, sławne
Machu Picchu.
Pan podróżuje samotnie czy
w grupie? W sposób zorganizowany, mając wszystko
zaplanowane czy na zasadzie:
przyjeżdżamy i zaczynamy
myśleć, gdzie się przejść?
Ja mam wszystko zaplanowane, z tym że to nie jest tak, że
trzymam się planu kurczowo.
Na przykład ostatnio w Australii, gdy lecieliśmy z Alice
Springs do Sydney, syn zobaczył przez okna samolotu plażę.
Ja planowałem zobaczyć Trzy
Siostry (takie skały na północ
od Sydney), ale zdecydowałem,
pomimo planu, że najpierw wykąpiemy się w morzu. Potem się
okazało, że nie ma już czasu na
zobaczenie tych skał.
Przygotowuję podróż, to trwa
dwa, trzy lata – wtedy czytam,
zbieram różne informację. Ale
szkoda życia. Taki mój ulubiony kraj to Węgry, czuję dużą
sympatię do Węgrów. To się
wiąże też z moimi pierwszymi
podróżami po Europie. Dużo
sympatycznych sytuacji było na
Węgrzech, ja myślę, że mamy z
Węgrami dużo wspólnego. Tam
się rzeczywiście dużo zmienia,
weźmy np. te ostatnie zmiany z
Orbanem… To może nie na ten
Czy zdarzyło się Panu przy- wywiad, ale ogromne zmiany
padkiem spotykać Polaków się z tym wiążą.
gdzieś w świecie – głębia dżungli czy pustyni i tam nagle Końcowe pytanie. Jakie
polski misjonarz, emigrant, są najbliższe, konkretne Pana
plany podróżnicze, a jakie
inny podróżnik?
No, podróżnik może nie, cho- są dalsze marzenia, plany w
ciaż… Też, ale bardziej byli zarysach?
to Polacy tam mieszkający. Pa- Chciałbym pojechać Koleją
miętam taką panią w Ruandzie, Transsyberyjską, planuję to,
której mąż był ministrem, ona przygotowuję się. Moim zamiego poznała w Pradze czeskiej rzeniem jest dotrzeć nad jezioro
na studiach. Mieszkała razem z Bajkał, to znaczy: Moskwa i
nim, mieli piękny dom z basen, potem jezioro Bajkał, później
z klimatyzacją – na warunki Ułan Bator, pustynia Gobi,
afrykańskie to był luksus nieby- stepy, wreszcie Chiny i Tybet.
wały. W Peru spotkałem panią Chciałbym pojechać tamtejszą
Kralewską, to jest Polka, która koleją. W szkole uczono, że
wyszła za mąż za Peruwiańczy- najwyżej położona jest kolej
ka (Indianina). Podróżowałem Malinowskiego. To jest oczywirazem z nią, zresztą bardzo ście już historia, bo Chińczycy
często pytałem jej męża o różne zbudowali ostatnio najwyższą
rzeczy, ten człowiek znał polski, kolej na świecie – w Tybecie.
studiował w Polsce. A więc Druga wyprawa, którą planuję,
to Ziemia Święta, chciałbym
spotkania były.
Jeszcze może odnośnie tego, tam pojechać, ale troszkę szez kim podróżuję – tu nie ma rzej – nie tylko Izrael, ale także
żadnej zasady. W Japonii by- Syria, Jordania.
Często jest też tak,
łem z żoną, w Australii z naj- młodszym synem, w Ameryce jak np. z Japonią. W ogóle się
Południowej zupełnie sam, w do Japonii nie przymierzałem.
Egipcie kiedyś z grupą. Różnie. Na pewnym weselu pani młoda
powiedziała, że zaprasza mnie
Podsumowując, prosiłbym, do Japonii. Ja odparłem, że nie
żeby Pan opisał mniej więcej w przyjmuję tego zaproszenia, że
jakich krajach był, na jakich najpierw niech porozmawia z
kontynentach i czy w każdym mężem, czy się zgadza. Mąż się
z krajów tylko raz, czy może zgodził i pojechałem do Japonii.
wracał Pan do niektórych, a Ten mąż pracował w strefie woljeśli tak, to jakie zmiany Pan nocłowej w Wałbrzychu i został
wysłany na rok do Japonii. A
obserwował?
Tak może od końca: ostatnia więc jeśli ktoś mnie zaprasza,
moja podróż to była Australia, to inne plany odsuwam na późdwa lata wcześniej Japonia, niej.
wcześniej Peru, Kanada, Indie,
Egipt, środkowa Afryka. Do Z Bolesławem Grabowskim
tego podróże po Europie, byłem można się skontaktować pod
w wielu krajach europejskich. adresem e-mail:
Czy powracam w te same miej- [email protected]
sca? Raczej nie, bo trochę mi
to nie jest tak, że mam miejsca
w hotelu zarezerwowane etc.,
to tylko ramowy plan. Wydaje
mi się, że zawsze jest problem,
bo dużo miejsc jest ciekawych
i coś trzeba wybrać. Jeśli nie
ma planu, człowiek nie jest
przygotowany, to podróż jest
chaotyczna. Ja uważam, że
jednak trzeba się przygotować.
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 16
Dodatek turystyczny
Turystyczne wyżyny Dolnego Śląska
Ewa
Tomaszewska
Jak głosi stare polskie przysłowie: „Cudze
chwalicie, swego nie znacie”. Trudno się z
tymi słowami nie zgodzić; szczególnie, kiedy
obserwuje się intensywną fascynację mieszkańców naszego regionu Mazurami, morzem,
górami, zwłaszcza zaś zagranicą. Tymczasem
rodzime tereny wcale nie poskąpiły nam
atrakcji turystycznych i uroków krajobrazu.
By się o tym przekonać, wystarczy wziąć do
ręki jakikolwiek przewodnik turystyczny po
ziemi dolnośląskiej.
O tym, że zazwyczaj mamy oczy
szeroko zamknięte na piękno
bezpośrednio nas otaczającego
świata, przekonałam się w momencie, gdy zaczęłam obserwować wzmożone zainteresowanie
i coraz większy ruch turystyczny
wokół zespołu klasztorno-pałacowego w miejscowości, z
której się wywodzę. Sama,
choć zawsze bardzo ceniłam
możliwość obcowania z historią
zamkniętą w murach klasztoru,
nie do końca byłam świadoma,
przy jakiej perle jest mi dane
mieszkać. Kiedy przyjechałam
do Wrocławia, postanowiłam,
że do nowych terenów podejdę
z dużo większą pokorą. A przyznać trzeba, iż Dolny Śląsk jest
za co podziwiać.
Na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO znajduje się
trzynaście obiektów z Polski.
Dwa z nich położone są na
terenie Dolnego Śląska i z całą
odpowiedzialnością mogę polecić je zwiedzającym. Chodzi
oczywiście o wrocławską Halę
Stulecia oraz o Kościół Pokoju
w Świdnicy. Pierwszy z wymienionych obiektów zachwyca nie
tylko monumentalnością i pieczołowitością wykonania, które
w głównej mierze zawdzięczamy Maxowi Bergowi, ale także
niesamowitą historią, jaka kryje
się w jego murach (poczynając
od wystąpień Adolfa Hitlera
na niedawno zakończonym
Europejskim Kongresie Kultury kończąc). Jeśli chodzi o
drugi dolnośląski obiekt z listy
UNESCO, czyli o świdnicki
Kościół Pokoju, warto wspomnieć, iż wybudowanie go
właściwie graniczyło z cudem.
Ewangelicka świątynia powstała
za zgodą Ferdynanda III Habs-
burga, który jednak nałożył
spore obostrzenia dotyczące jej
budowy. Świątynia musiała być
ulokowana poza murami miasta,
tak by była oddalona od nich
przynajmniej na odległość strzału armatniego. Kościół ten nie
mógł mieć dzwonnicy i musiał
być zbudowany z materiałów
nietrwałych, czyli np. z drewna,
gliny, słomy. Okres jego budowy nie mógł przekroczyć roku.
Co najbardziej zaskakujące,
wskazujące na niezwykłą determinację i wzbudzające podziw,
kościół ten w nienaruszonym
stanie stoi do dziś. I jest wprost
przepiękny.
Kolejnym walorem Dolnego
Śląska jest bardzo duża ilość
zamków. Pobieżnie licząc, znaleźć ich można niemal sto, a
każdy z nich kusi niesamowitą
aurą i interesującą historią. Dość
wspomnieć tajemniczy i legendarny tunel pomiędzy zamkami
w Bolkowie i Świnach, który
miał być tajemną ścieżką równie tajemnych kochanków. Nie
mniej legendarny jest zamek w
Grodnie, a właściwie krążąca
po nim Biała Dama. Zjawa
ta wiąże się oczywiście z historią nieszczęśliwej miłości,
na którą naturalnie należy patrzeć z mocno przymrużonymi
oczyma. Ciekawa opowiastka
krąży także na temat zamku w
Ząbkowicach Śląskich. Miejsce
to zwykło się wiązać z potworem Frankensteinem, którego
obwiniano o wybuch zarazy w
mieście. Na szczęście (czy też
nieszczęście) udało się ustalić,
iż winnymi pomoru w Ząbkowicach byli grabarze, którzy
w truciu okolicznej ludności
dostrzegli intratny biznes. Na
tym jednak tajemnice zamków
Dolnego Śląska się nie kończą.
W końcu musi pojawić się
odwieczne pytanie o miejsce,
w którym znajduje się Bursztynowa Komnata. Podobno
istnieje duże prawdopodobieństwo ukrycia jej na terenie któregoś z dolnośląskich zamków.
Wszystkich zastanawia, gdzie
ta perełka może się podziewać i
jaka jest jej prawdziwa historia.
Może jednak lepiej, żebyśmy się
nigdy nie dowiedzieli. Wszak
nie do dziś wiadomo, że „nie o
to chodzi, by złapać króliczka,
ale by gonić go”. A skoro już
zawędrowaliśmy w zwierzęce
rejony…
Niezwykle ciekawym punktem
na mapie Dolnego Śląska jest
gmina Stronie Śląskie – i to nie
tylko ze względu na największe
zalesienie w Polsce. W gminie
tej znajduje się wioska Kletno, a w niej rezerwat Jaskinia
Niedźwiedzia. Wycieczka do
wspomnianej jaskini z pewnością stanowiłaby doskona-
łą lekcję geografii, z której
uczniowie wynieśliby znacznie
więcej niż ze szkolnej sali. Dodatkową atrakcją jaskini jest to,
iż w ofercie Strońskiego Parku
Aktywności (z którym stanowi
spółkę) znajdują się: odnowa
biologiczna, noclegi, kryta pływalnia oraz hala sportowa.
Powyższy tekst opisuje jedynie
małą cząstkę niezwykłych atrakcji Dolnego Śląska. Warto więc
poświęcić kilka weekendów i
poznać tereny, które choć bezpośrednio nas otaczają, często
stanowią wielką tajemnicę.
REKLAMA
REKLAMA
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
październik 2011
str
17
REKLAMA
Reklama
PReklama
l
październik 2011
slo
[email protected]
lam
rek
w
la
oc
r
w
wo
.p
ian
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 18
REKLAMA
REKLAMA
Targi
SPRZEDAJEMY i MONTUJEMY:
- drzwi węwnątrzlokalowe
- drzwi wejściowe
- drzwi antywłamaniowe
- drzwi przeciwpożarowe
- drzwi drewniane
- drzwi przesuwne
- nowe drzwi na starych ościeżnicach
- okna
- rolety, roletki
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
GWARANCJA SATYSFAKCJI!
Tylko sprawdzeni polscy producenci:
Porta Vasco DRE Pol-Skone
Gerda Delta KMT CAL
DoorSystem Drutex
email: [email protected]
www.drzwiOK.pl
tel. 0791 940 182,
668 449 721
10% upustu na usługi z numerem Słowa Wrocławian
październik 2011
Targi
REKLAMA
str 19
październik 2011
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
Targi
str 20
REKLAMA
REKLAMA
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
październik 2011
str 21
a
MAR SZ
a n wet
Z
Za a nawet przeciw
r zeciw
p
„Czy postulaty środowisk homoseksualnych (i tych, które z nimi współpracują), prezentowane m.in. na tego rodzaju marszach,
są uzasadnione i godne poparcia i czy nie przeradzają się w ograniczanie wolności osób o innych (np. konserwatywnych) poglądach?”
Marsze równości to, obok tematu
aborcji, chyba największy spór ideowy ostatnich lat. Wciąż jeszcze
nie ma u nas zgody na zawieranie
związków partnerskich, co jest najważniejszym postulatem tego rodzaju
manifestacji. Niestety, wydaje się,
na dzień dzisiejszy nie ma możliwości załatwienia tej sprawy w inny
sposób i podobne marsze są koniecznością. Brak dialogu społecznego
wymusza wręcz takie działanie ludzi postulujących równouprawnienie
mniejszości seksualnych. Organizują je nie po to, by epatować swoją
odmiennością, ale by zostać wysłuchani. Inaczej nie mogą przebić się
do społecznej świadomości.
Nie rozumiem zarzutów przeciwników tego rodzaju wydarzeń. Jak
mniejszości – bo przecież osoby odmiennej orientacji to zaledwie
kilka procent społeczeństwa – są w stanie zagrozić czyjejkolwiek
swobodzie? Jeśli mamy żyć w demokracji, to musimy pogodzić się z
prawem innych do publicznego wygłaszania własnego zdania. Także
takich, które znajdują się na przeciwnym biegunie. Nie ma przecież
obowiązku uczestniczenia w marszu.
Rozumiem natomiast opór drugiej strony, ale czyż nie było podobnie
z ruchem emancypacji kobiet czy zniesieniem segregacji rasowej?
Dziś musimy przestać udawać, że problem nie istnieje i zacząć o nim
rozmawiać. Tylko w ten sposób możemy rozwiązać ten spór.
Krzysztof Mroczko – działacz Młodych Socjalistów,
Sekretarz okręgu ds.
Organizacyjnych
Jako Klub Krytyki Politycznej we
Wrocławiu, podobnie zresztą jak całe
nasze środowisko, popieramy postulaty organizatorów marszu. Uważamy,
że środowisko LGBTQ to w Polsce
grupa nie tylko dyskryminowana, ale
często będącą obiektem ataków - zarówno werbalnych, jak i fizycznych.
Liczni publicyści oraz politycy prawej strony sceny politycznej traktują homoseksualistów, biseksualistów i transseksualistów jako osoby
chore, wynaturzone. W publicznym dyskursie homoseksualizm jest
zrównywany z pedofilią, a osoby o tej tożsamości traktowane są jak
obywatele drugiej kategorii.
Nie mają możliwości dziedziczenia po długoletnim często partnerze,
a w szpitalu, gdy pragną dowiedzieć się o stan zdrowia chorego bliskiego, traktowane są jako obce osoby. Państwo polskie odmawia im
możliwości adopcji dziecka, promując tradycyjny konserwatywny
model rodziny, w którym tylko kobieta i mężczyzna mogą tworzyć w
pełni wartościowy związek.
W sytuacji, gdy podstawą światopoglądu Rzeczypospolitej jest zestaw
wartości konserwatywno-liberalnych z wyraźnym komponentem
katolickim, możliwość publicznej ekspresji poglądów grupy LGBTQ
to przejaw zdrowia demokracji, a nie ograniczanie wolności kogokolwiek. Taki marsz to jedna z niewielu możliwości zamanifestowania w
przestrzeni publicznej problemów tego środowiska, dlatego będziemy
wspierać tą inicjatywę, jako ważną dla budowania polskiej demokracji.
Przemysław Witkowski, ur. 1982, dr
nauk politycznych,
poeta, redaktor
Odry, felietonista Ha!artu;
Przemysław Witkowski z Klubu Krytyki Politycznej we Wrocławiu
październik 2011
a
RÓWNOsCI
Jestem członkiem Stowarzyszenia Wolnego
Słowa. To zobowiązuje. Jednak środowiska
homoseksualne nie domagają się wolności
słowa. Wolność słowa mamy przecież dzięki
milionom Polaków, którzy komunie pokazali
gest uznawany zazwyczaj za obraźliwy. Ja
też dołożyłem do obalenia komuny swoją
cegiełkę. Można więc dziś korzystać z wolności słowa prawie bez ograniczeń. Mówię
prawie, gdyż za rządów Platformy Obywatelskiej istnieje nieformalny zakaz
okazywania niechęci do Donalda Tuska. Wielu kibiców przekonało się o tym
skandując słowa „Donald ma Tole”. Problemem środowisk homoseksualnych
nie jest więc problem z artykułowaniem swoich postulatów. Czy powinni mieć
prawo do parad równości? W wolnym i demokratycznym kraju każdy powinien
mieć prawo do okazywania swoich poglądów. Ja sam jako związkowiec NSZZ
Solidarność często demonstruję przeciwko antyspołecznej polityce obecnego
rządu. Demonstruję jednak w szeroko rozumianym społecznym interesie. W
czyim interesie demonstrują środowiska homoseksualne? Wyłącznie w swoim.
Co prawda na razie nie robią tego w sposób aż tak obsceniczny i niesmaczny
jak na Zachodzie (choć porównywanie się do ofiar Oświęcimia jest olbrzymim
nadużyciem), ale liczą, że jak za jakiś czas społeczeństwo przywyknie i będą one
wtedy wyglądać podobnie jak w Berlinie, gdzie jedna z par homoseksualistów
okazywała sobie uczucia w sposób, którego jedynym celem było obrażanie
katolików (jeden w stroju papieża, drugi szatana). Nie ma mojej akceptacji
dla wulgarności i publicznie okazywanego chamstwa. Środowiska te mają
ponadto postulat niebezpieczny. Jest to żądanie prawa do zawierania małżeństw
i do adopcji dzieci. Jestem katolikiem, więc mój pogląd na ich oczekiwania
jest oczywisty. Ciekawe jest, że o ile coraz częściej pary heteroseksualne żyją
na „kocią łapę”, to homoseksualne chcą swój związek „uświęcić” katolickim
związkiem małżeńskim. Warto jeszcze zwrócić uwagę, że dzieci też mają
swoje prawa. Ich bezwzględnym prawem jest prawo do tradycyjnej rodziny.
Robert Pieńkowski, n a u c z y c i e l
historii, aktywista
NSZZ Solidarność,
publicysta społeczno-polityczny, kandydat PiS do
Sejmu.
Kornel Morawiecki
– ur. 1941, fizyk,
polityk, działacz
opozycji antykomunistycznej w PRL, niezależny kandydat do Senatu
Wszelkie pokojowe manifestacje i marsze
powinny być legalne. Powinny mieć, po
spełnieniu prawem wymaganych warunków,
ochronę i gwarancję bezpieczeństwa. Nie
utożsamiam się natomiast z hasłami i postulatami środowisk „gejowskich”. Moja zasadnicza niezgoda dotyczy postulatu równości,
do którego odwołują się takie zgromadzenia
jak Marsz Równości.
Oczywiście pod względem godności ludzkiej, tak jak i praw obywatelskich
każdy z nas jest równy. Z tym nie ma dyskusji. Ludzie różnią się jednak między
sobą majętnością, inteligencją, kulturą, wykształceniem, pozycją społeczną
itp. Osoby po szkole podstawowej pod względem wykształcenia nie mogą się
równać z nauczycielami w tej szkole.
Podobnie ludzie różniący się tzw. orientacją seksualną w tym względzie nie
są sobie równi. Heteroseksualny akt płciowy między kobietą a mężczyzną może
owocować potomstwem. Tak rodzą się dzieci, nasz wspólny skarb. Natomiast
homoseksualne akty między ludźmi tej samej płci nie mogą wydać potomstwa.
W tym właśnie sensie homoseksualiści nie mogą się uważać za równych z
heteroseksualistami. Są to względy, na które nie ma wpływu ani legislacja, ani
światopogląd poszczególnych osób czy grup. Byłoby społecznym nieszczęściem, gdyby orientacja homoseksualna stała się tak powszechna jak orientacja
heteroseksualna. Takie społeczeństwo zniszczyłoby samo siebie.
Uważam, że propaganda tego rodzaju środowisk (homoseksualnych) idzie zbyt
daleko, a postulaty tolerancji zmieniają się w próby ograniczania wolności osób
o innych (np. konserwatywnych) poglądach.
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 22
Kultura
Bliżej sztuki we Wrocławiu
Aleksandra
Szatkowska
Każdy człowiek lubi otaczać się pięknem.
Wiadome jest, że to co cieszy oko, najczęściej
jest częścią przyrody. Wytwory rąk ludzkich
(a zwłaszcza szeroko rozumianą sztukę)
można jednak podziwiać tak samo jak krajobrazy. Każdy złakniony obcowania ze sztuką
znajdzie we Wrocławiu wiele miejsc wartych
odwiedzenia.
Największym kompleksem galerii, obowiązkowym punktem
na mapie miasta, jest BWA
Wrocław – Galerie Sztuki
Współczesnej. Zespół ten obejmuje trzy odrębne obiekty, w
których znajdują się polskie i
europejskie dzieła sztuki współczesnej. Prócz wystaw BWA
Wrocław prowadzi aktywność
promocyjną, dokumentacyjną i
edukacyjną.
Największą galerią w BWA
Wrocław jest Galeria Awangarda. Mieści się ona w dawnym pałacu Hatzfeldów przy
ulicy Wita Stwosza 32. W odremontowanym budynku może
być prezentowane nawet kilka
ekspozycji jednocześnie. Pozwala to na pokazanie około
pięćdziesięciu wystaw w ciągu
jednego roku. Prezentowana
sztuka współczesna jest aktualna i nie ucieka przed tematami
kontrowersyjnymi. Zainteresowani mogą obejrzeć klasyczne
dzieła sztuki współczesnej, często zaangażowane społecznie, a
także komiks niezależny, sztukę
video i fotografię. Ponadto
organizowane są wystawy prac
dyplomowych absolwentów
Akademii Sztuk Pięknych we
Wrocławiu, z którą galeria
utrzymuje stałą współpracę.
W Galerii Awangarda można
nie tylko oglądać wystawy,
ale także wziąć udział w wykładach, spotkaniach, grach i
warsztatach kierowanych do
dzieci i dorosłych.
Co środę, w godzinach od 11
do 18, Galeria Awangarda prowadzi Dzień Wolnego Wstępu.
Tego dnia wstęp na wystawy
jest bezpłatny.
Zainteresowani wzornictwem,
zarówno projektami wnętrz,
jak i grafiką użytkową czy
reklamową, mogą udać się
Galerii Design, znajdującej się
przy ulicy Świdnickiej 2 – 4. W
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
galerii znajdują się prace wielu
pomysłowych projektantów.
Ciekawym miejscem jest Galeria Szkła i Ceramiki, mieszcząca się na placu Tadeusza
Kościuszki 9/10. Galeria ta jest
jedyną w Polsce, gdzie prezentuje się wyłącznie unikatowe
szkło artystyczne. Obok niego
można tam znaleźć szkło studyjne i użytkowe oraz ceramikę.
Wystawy te pokazują pełen wachlarz artystycznych zabiegów,
które artystka może wykonać
z trudnym materiałem, jakim
jest szkło.
Kolejnym punktem na mapie
Wrocławia godnym polecenia
jest Muzeum Współczesne.
Tymczasowa siedziba Muzeum
mieści się w wyremontowanym naziemnym schronie przeciwlotniczym przy pl. Strzegomskim. Budynek obecnego
Muzeum został postawiony w
1942 roku, według projektu
Richarda Konwiarza – znanego architekta. Schron ten jest
jednym z kilku we Wrocławiu
wybudowanych podczas II
Wojny Światowej. Dodatkowo
jest to największy obiekt tego
typu w mieście, ma aż sześć
kondygnacji, a grubość ścian
dochodzi do 1,1 m. W sumie
przeznaczonych pod wystawy
jest ponad 3,5 tysiąca metrów
powierzchni.
Remont, mający na celu dostosowania schronu do potrzeb
siedziby Muzeum Współczesnego, zaczął się w 2010 roku.
Jak mówiła Dorota Monkiewicz,
dyrektorka muzeum - miał
on na celu zapewnienie miejsca,
obok przestrzeni wystawowych,
archiwum i magazynów dla
młodych artystów, pracujących
na co dzień w przestrzeni miejskiej. Od tamtego czasu wiele
się zmieniło. W cylindrycznych
wnętrzach zaszły kompletnie
zmiany – usunięte zostały ścianki działowe i część stropu mierzącego. Do ciemnego wnętrza
wpuszczono światło.
Działalność muzeum zainaugurowana została wystawą
prac współczesnego artysty
Zbigniewa Gostomskiego. Instalacja przestrzenna nosi tytuł
„Zaczyna się we Wrocławiu”
i znajdują się w niej dzieła z
różnego okresu czasu: od lat
70., 80., 90. ubiegłego wieku,
do wykonanych - specjalnie dla
Muzeum - w tym roku. W sumie
przez kilka lat działania siedziby
tymczasowej będzie można
obejrzeć ponad 350 egzemplarzy dzieł sztuki współczesnej
za zbiorów zgromadzonych
przez Dolnośląskie Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych.
Dodatkową atrakcją są dwie
kawiarnie: jedna panoramiczna,
funkcjonująca na dachu budynku wraz z tarasem widokowym,
druga - Beautiful Tube - zlokalizowana na parterze. Zarówno
taras, jak i dwie kawiarnie
zaprojektowali Sabina Lang i
Daniel Baumann ze Szwajcarii.
Tymczasowa siedziba Muzeum
Współczesnego ma funkcjonować do 2016 roku, później
schron ma być wykorzystywany
jako przestrzeń do alternatywnych działań artystów. Nowy
gmach muzeum ma powstać w
okolicach Panoramy Racławickiej i Muzeum Architektury.
Tych, którzy nie lubią chodzić
po muzeach i galeriach, z pewnością zainteresuje BWA Art
Tour. Dzięki tej inicjatywie
Wrocław staje się z roku na rok
coraz bardziej kolorowy. Dzieje
się to między innymi dlatego,
że w mieście przybywa murali
malowanych przez różnych,
głównie młodych, artystów.
Słowo mural pochodzi z języka hiszpańskiego i oznacza
malowidło ścienne, wykonane
na dużej płaszczyźnie, najczęściej na zewnętrznych ścianach budynków. Najsłynniejsi
twórcy murali wywodzą się z
Meksyku, który uważany jest
za kolebkę malowideł. Pasjo-
naci tematu znają nazwiska
takich „mistrzów” jak: Diego
Riviera, David Alfaro Siqueiros,
Clemente Orozco czy Rufino
Tamayo. W latach 20. i 30. XX
w. wiele murali powstawało
również w Ameryce Łacińskiej.
Miały one upamiętniać historię
i kulturę kraju.
W Polsce tworzenie murali było
popularne zwłaszcza w okresie
PRL-u. Na ścianach budynków
powstawały malowidła propagandowe oraz – głównie – reklamowe. Na blokach można
więc było zobaczyć malowidła
przedstawiające ciężko pracujących robotników, a także
reklamy Pewexu, PKO czy PZU
albo Totalizatora Sportowego.
Gdzieniegdzie powstawały również wielkoformatowe grafiki
lokalnych fabryk i zakładów.
Pierwszy wrocławski mural w
pokomunistycznej Polsce powstał w 2006 roku dzięki Fundacja Artistik. Zorganizowała ona
konkurs dla młodych twórców
„Muralia 2006” zainteresowanych tą formą wyrażania siebie.
Zwycięski projekt przygotowała
studentka ASP Aleksandra
Kuźmik. Dzięki władzom Miasta malowidło pokryło ścianę
domu na skrzyżowaniu ulicy
Sienkiewicza i Wyszyńskiego.
Duże zainteresowanie imprezą zdecydowano, że konkurs
przybrał charakter wydarzenia
cyklicznego.
Pomysł z muralami tak się
spodobał, że do akcji ozdabiania
miasta przyłączyła się Galeria
BWA Awangarda. Zaprosiła
ona streetarterów (czyli artystów działających w przestrzeni miejskiej) do udziału w
projekcie „Artyści zewnętrzni.
OUT OF STH”. Wrocław ujrzał
wtedy nowe, często intrygujące
obrazy na śródmiejskich kamienicach.
Cały czas w przestrzeni miejskiej przybywa tych ciekawych,
wielkoformatowych grafik.
Kilka nich znajduje się w miejscach często odwiedzanych
przez mieszkańców – na Wyspie
Słodowej, w okolicy pl. Jana
Pawła II oraz przy ul. Pomorskiej. Warto jednak wybrać się
w inne, rzadziej odwiedzane,
miejsca i obejrzeć malowidła
powstałe przy Szkole Podstawowej nr 84 (ul. Górnickiego
20), zagłębić się w okolicę Centrum Reanimacji Kultury (ul.
Jagiellończyka 10c/d) i na ulicę
Żeromskiego (mural znajduje
się nad pubem W Starym Kininie) oraz przejść się kawałeczek
dalej, do skrzyżowania tej ulicy
z Daszyńskiego.
Jeden z najnowszych murali pojawił się w pasażu pomiędzy ulicami Ruską 46 a Św. Antoniego
23. Duża ich część powstała w
dniach 27-29 maja 2011 roku,
podczas imprezy Pink Piknik.
Korzystając z pięknej, jesiennej
pogody, zaopatrzeni w mapkę
murali wydaną przez BWA, możemy ruszyć ulicami Wrocławia
i odnaleźć wszystkie oznaczone
miejsca.
październik 2011
str 23
Europejski Kongres Kultury
Wacław
Romer
Na Europejskim Kongresie Kultury znalazłem
się przypadkowo, bowiem w dniu rozpoczęcia znajomy powiadomił mnie o tym, że „są
ciekawe koncerty”. Po załatwieniu wejściówek
pełen entuzjazmu udałem do Hali Stulecia.
Zarówno 8 jak i 9 września muzycznym gwoździem programu był Krzysztof Penderecki
ze swoimi utworami „Ofiarom
Hiroszimy – Tren”, „Kanon” i
„Polymorphia”. Towarzyszyli
mu Brytyjczycy: Alan Greenwood, gitarzysta grupy Radiohead
- oraz (następnego dnia) Aphex
Twin, znany wykonawca muzyki
elektronicznej z pogranicza idm i
ambient.
Wspólne występy wykonawców
muzyki „poważnej” i „popularnej” dają arystom obustronną
korzyść. Z jednej strony nobilitują tych drugich, z drugiej zaś
dają tym pierwszym możliwość
dotarcia do młodzieży. I rzeczywiście – młodzi melomani
zgromadzili się w Hali przede
wszystkim ze względu na wyspiarzy. Mogli się poczuć rozczarowani. Wbrew powszechnym oczekiwaniom Greenwood
nie wyciągnął gitary, niektórzy
mogli się wręcz zastanawiać,
gdzież on się znajduje. Alan
Greenwood pojawił się tylko pod
koniec, by się ukłonić, orkiestra
grała bowiem przygotowane
przez niego wcześniej utwory.
Aphex Twin zaraz po wejściu
za konsoletę poczęstował publikę
głośnymi i niebezpiecznymi dla
ucha częstotliwościami, zmuszając część widowni do opuszczenia koncertu, choć
u wielu wzbudziło
to entuzjazm. Osobiście upewniłem się
tylko w moim przekonaniu, żeby zawsze
przed przyjściem na
popisy wykonawców
elektroniki zaopatrzyć się w stopery do
uszu. Dalsze wspólne granie orkiestry z
didżejem było niewątpliwie ciekawym
doświadczeniem, jakkolwiek dla fanów
Aphexa z pewnością
zbyt krótkim. Nie ma
wątpliwości, że Krzysztof Penderecki zdominował występ.
Jego muzyka z pewnością nie koi
ducha, przeciętny meloman nie
będzie jej słuchał przy codziennej kolacji, jednak nie można
odmówić wykonawcy warsztatu,
pomysłu, oryginalności i wreszcie mocy.
Innym wydarzeniem, które oglądałem, była instalacja multimedialna „Future Perfect” Briana
Eno. Spokojny ambient jako
rodzaj wytchnienia, przy którym
można spokojnie wypić piwo, z
pewnością spełnił swoją rolę.
Następnie przyszedł czas na
szwedzki skład Slagsmålsklubben,
grający mocne electro z wykopem
(„bitpop”). Muzycy z pewnością
„dali radę”, czadowe, 8-bitowe
pochodne wziętych melodii (np.
„Hit the road Jack” czy „Cantina”
z Gwiezdnych Wojen) przeplatali
charyzmatycznymi wypowiedziami, sympatycznie „niezręcznymi”
jak przystało na Skandynawów.
Rozbudzony tłum nie mógł się
powstrzymać od tańca.
I tu rodzi się pytanie, czy takie
koncerty podchodzą jeszcze pod
„wydarzenie kulturalne”, czy
są już tylko „melanżem”? Śmiem
sądzić, że publiczne promowanie
biernego odbioru należy się tyl-
SPORT
Odbijanie się od dna
Dariusz
Parossa
Jesień to pora, w której rozpoczynają się rozgrywki ligowe w sportach halowych. Jeszcze kilkanaście lat temu wrocławskie drużyny dominowały
w ligach koszykówki, siatkówki i piłki ręcznej.
Ostatnie lata to czas upadku tej dziedziny sportu w
naszym mieście. Padały jedna po drugiej zasłużone
i utytułowane drużyny. Wrocławski sport halowy
sięgnął dna.
Teraz – po okresie posuchy –
pojawiło się światełko w tunelu
i szansa, że to, co udało się tak
szybko zepsuć, powoli zacznie
październik 2011
się odbudowywać. Reaktywowany został zespół koszykarzy
Śląska, który od razu wystąpi w
ekstraklasie dzięki wykupieniu
dzikiej karty. Ba, powstały wręcz
dwa Śląski (o czym pisaliśmy
w poprzednim numerze „Słowa
Wrocławian”). Trudno określić, o
co może walczyć ta drużyna. Jest
to całkiem nowy zespół z nowym
szkoleniowcem. Wydaje się, że
zajęcie miejsca w górnej części
tabeli po latach niebytu byłoby
dobrym rezultatem.
W koszykówce pań dobrą wiadomością jest powrót koszykarek
Ślęzy do Wrocławia. Po latach
występów jako Ślęza Siechnice
władze sekcji koszykarskiej i piłkarskiej postanowiły połączyć siły,
ko sztuce wyższej, przez którą
rozumiem dzieła z włożonymi
w nie wcześniej dziesiątkami lat
nauki i pracy artysty, dla przykładu: występ orkiestry. Jeżeli już
bierzemy się za propagowanie
kultury niższej, „ludowej”, którą
prezentowali Szwedzi, powinno
być to raczej na zasadzie wzbudzania twórczości. Dobrym wzorem do naśladowania jest SLOT
Art Festiwal z masą warsztatów,
w których można wziąć udział.
Inaczej dojdzie do absurdów jak
w Płocku, gdzie wszyscy mieszkańcy niedobrowolnie co roku
dorzucają się do „kulturalnego”
festiwalu Audioriver, będącego
w rzeczywistości wielkim narkotycznym ravem. Dlaczego mają
się do niego dokładać entuzjaści
muzyki klasycznej, reggae czy
heavy metalu?
Po koncertach moją uwagę
przykuł święcący na biało pawilon z niezgrabnie wymalowaną inskrypcją „THE FORMAT EMERGENCY ROOM
WROCŁAW HAS NOT YET
FULLFILLED THE FORMAT
CONDITIONS”. I chociaż zjawiłem się na Kongresie tylko dla
dźwięków, skusiłem się i zajrzeć
do środka. Szybko się rozczarowałem, ponieważ wystawa w
niczym nie odbiegała od innych
wernisaży sztuki współczesnej,
przez co najstarszy klub sportowy
we Wrocławiu staje się znów
wielosekcyjny. Koszykarki Ślęzy
sezon rozpoczną w październiku
i występować będą w pierwszej
lidze regionalnej.
Siatkarki Gwardii to zespół, który
przez ostatnie lata bronił honoru
Wrocławia w halowych grach
zespołowych. Klub ten, mimo bardzo mizernego wsparcia ze strony
miasta, udanie prezentował się w
polskiej lidze, a także w pucharach europejskich. Podobne cele
przyświecają tej drużynie przed
nowym sezonem, a znając ludzi
związanych z tym klubem, możemy być pewni, że za siatkarki
wstydzić się nie będziemy.
Siatkarze Gwardii po bolesnym
spadku z ekstraklasy do II ligi
dążą do odbudowania potęgi tego
Kultura
gdzie nie można stwierdzić,
czy autor faktycznie posiada
jakikolwiek warsztat. Wydźwięk
ekspozycji był mocno polityczny, (konkretniej zaś lewicowy w
wydaniu lewicy ugrzecznionej,
„burżuazyjno-salonowej” vel
„kawiorowej”). Krytykowany
był „rząd”, polityka Stanów
Zjednoczonych, Aleksander
Łukaszenko, homofobia i polska
ksenofobia.
Polski rasizm potępiono przy
pomocy fotografii dokumentującej celtycki krzyż wymalowany na murze. Obok zdjęcia
przyklejone było opracowanie
nt „nazistowskich symboli”,
przygotowane przez stowarzyszenie „Nigdy Więcej” – by
nikt nie miał wątpliwości, o co
chodzi. Homofobię skwitowano została paczką „tabletek na
homoseksualizm” z niezdarnie
domalowanym znaczkiem
„Pope approved”, agresywnie
uderzającym w religijną część
Europy. I znowu, aby na pewno każdy zrozumiał, jakie jest
przesłanie instalacji, poniżej
doczepiono pinezką wydruk
zawiadamiający o konferencji
dotyczącej leczenia homoseksualizmu na Uniwersytecie
Medycznym w Poznaniu. Widocznie jednak autorzy „Pogotowia” mają europejskiego odbiorcę za kompletnego
ćwierćinteligenta, ponieważ
dodatkowo dorysowali długopisem strzałkę i wielki napis
„AGAINST THIS”, tak aby
absolutnie nikt nie musiał się
kłopotać myśleniem „co autor
miał na myśli”. Można się
zastanawiać, czy na pewno
o to chodziło słudze bożemu
Robertowi Schumanowi, kiedy
kładł fundamenty pod zjednoczoną Europę.
zespołu, ale żeby tak się stało,
to najpierw trzeba awansować do
I ligi (II poziom rozgrywkowy) i
takie zadanie postawił przed sobą
i zawodnikami sztab szkoleniowy.
Dobre wieści napłynęły też
ze świata piłki ręcznej. Znaleźli
się ludzie, którzy doprowadzili do
reaktywacji drużyny wielokrotnego mistrza Polski w tej dyscyplinie
– czyli Śląska Wrocław, który przy
biernej postawie osób udających,
że robią coś dla sportu we Wrocławiu, został zlikwidowany grając
w ekstraklasie. Teraz Śląsk musi
zaczynać od drugiej ligi, wierząc
że będzie w niej występować tylko
przez jeden sezon.
Od lat borykające się z problemami szczypiornistki AZS-u
Wrocław rok w rok walczyły o
utrzymanie w ekstraklasie. Teraz
Kultura
Jakie refleksje nachodzą mnie po
Europejskim Kongresie Kultury?
Dwie. Po pierwsze jeżeli chcemy
się raczyć porządną, odpolitycznioną sztuką wyższą, to musimy
się nauczyć za nią płacić, czy
to w filharmonii czy galerii,
ewentualnie potrzebujemy mecenasów, którzy będą to robić
za nas. Absolutnie nie możemy
natomiast liczyć na państwo czy
miasto. Drugie z moich przemyśleń dotyczy sztuki niższej
tudzież niszowej. Doczekaliśmy
się czasów, w których szukamy
uwznioślenia słuchając kilku
dźwięków midi na krzyż, podczas gdy równie dobrze moglibyśmy je skleić sami. Stajemy
się bierni, a przepaść pomiędzy
„nami” (nikimi) a nimi („arystami”, proponowanymi nam przez
system za nasze pieniądze) staje
się coraz większa. Obudźmy w
sobie twórczość, bierzmy dłuta,
flety, pędzle, grzebienie, pióra,
konsolety w dłoń i twórzmy sami,
choćby to był największy chłam.
Niech kultura ludowa stanie się na
powrót ludowa! Jak to powiedział
Comte de Lautréamont, geniusz
czarnego romantyzmu „poezja
musi być tworzona przez wszystkich, nie przez jednego”.
powinno być lepiej, gdyż znalazł
się sponsor, co powinno dać stabilizację finansową i lepsze wyniki
w lidze.
Widać zatem, że istnieje szansa
na to, że wrocławski sport halowy zacznie odbijać się od dna.
Zamierzenia poszczególnych
zespołów są bardzo ambitne, a
nam pozostaje kibicować w ich
realizacji. Nie dajmy tylko się
ponieść rozgrywkom polityków,
którzy dążąc do własnych celów,
starają się podzielić i skłócić kibiców, jak to ma miejsce w męskiej
koszykówce. Pamiętajmy, że czy
to jest Śląsk, Ślęza, Gwardia czy
też AZS, nazwa każdego z tych
klubów kończy się słowem Wrocław, a my jesteśmy wrocławianami i każdej z tych drużyn życzymy
najlepiej.
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 24
REKLAMA
Reklama
Prenumerata
„Słowa Wrocławian”
Gorąco zapraszamy do prenumerowania naszego czasopisma.
„Słowo Wrocławian” jest gazetą, w której każdy znajdzie interesujące go informacje. Dzięki prenumeracie nie
tylko zaoszczędzisz pieniądze, ale będziesz miał pewność, iż „Słowo Wrocławian” priorytetowo wyślemy do
Ciebie. Nie ma więc ryzyka, że nie zdążysz przed wykupieniem nakładu. Serdecznie zapraszamy.
REKLAMA
Prenumeratę można zamówić zarówno telefonicznie pod numerem:
(71) 798 13 76, jak drogą mailową. Nasz adres to:
[email protected]
Koszt rocznej prenumeraty: tylko 29,99 zł
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
październik 2011
str 25
Publicystyka
Słów kilka o tym, jak dobrze skorzystać
Ewa
Tomaszewska
Wsadź kota do worka – i tak mu wyjdą pazury – głosi pewne cygańskie przysłowie i trudno się z tą prawdą nie zgodzić. Fakt zamiecenia czegoś pod dywan nie sprawi bynajmniej,
że owo coś zniknie czarodziejskim sposobem.
Tak też sprawa wygląda w przypadku przeciągającego się w czasie problemu ludności
romskiej zamieszkującej Kowary.
O tym, że społeczeństwo romskie chętnie osiedla się w Kowarach wiadomo nie od dziś.
Zastanawiające są motywy,
jakimi kierują się Romowie.
Można przypuszczać, iż w dużej
mierze o wyborze akurat tego
azylu zdecydowały względy
czysto ekonomiczne. Krótko
mówiąc: romska diaspora w
Kowarach ma jak u Pana Boga
za piecem. Wszystko byłoby zupełnie cudowne, gdyby nie fakt,
iż: po pierwsze ów nieterytorialny naród oskarżany jest przez
kowarzan o działanie na szkodę
miasta (głównie ze względu
na niezwykłą niechęć wobec
płacenia należności), po drugie
zaś sprawia wiele problemów
natury społecznej (mieszkańcy
październik 2011
Kowar niejednokrotnie uskarżali się na uciążliwych sąsiadów).
Władze miasta - uznajmy, iż
kierowane poczuciem dobra
ogółu, niepohamowaną chęcią
rozwiązywania trudnych problemów i ogólną nadzieją na lepszą
przyszłość, postanowiły zakasać
rękawy, wytężyć umysły i pogodzić interesy niepogodzonych
stron. Co najciekawsze, prawie
im się udało.
Pomysł był kontrowersyjny –
Cygańska Wyspa. W założeniu
miała to być wyspa, która zarazem stanowiłaby interesującą
atrakcję turystyczną Kowar
oraz, co oczywiste, całkiem
nieźle łatałaby budżet miasta.
W dodatku, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki,
rozwiązałby się problem niefrasobliwych Romów. Jakim
sposobem? Najprostszym z
możliwych. Społeczność romska, która stanowiłaby dobro
turystyczne, miałaby tym sposobem odpracowywać długi wobec miasta (w tym głównie kwestie czynszowe). Oczywiście nie
można zapominać o fakcie dość
znaczących dotacji na założenie
takiej wyspy. Fundusze na część
projektu romskiego (czyli na
Gypsy Island) równe były 900
tys. zł. Nie da się ukryć, że dla
takich pieniędzy warto wpaść
nawet na najbardziej kuriozalny
pomysł. Jak łatwo się domyśleć, projekt Wyspy Cygańskiej
wzbudził mieszane uczucia.
Jedni silnie wspierali pomysł
władz miasta - czy to z uwagi na
przekonanie o celowości wspierania barwnej kultury Romów,
czy to z powodu „politycznej
poprawności” lub ze zwykłej
nadziei na zwęszenie niezłego
biznesu,. Drudzy natomiast,
niesieni całkiem zasadną złością
dotyczącą możliwości odpracowywania długów czynszowych
przez Romów, uznali projekt
za dalece przesadzony, a wręcz
pozbawiony głębszego sensu.
Łatwo się domyśleć, iż ilość
piewców drugiej opcji znacząco
przeważała. A co w tym temacie mieli do powiedzenia sami
Romowie?
Cóż, byli chętni i niechętni
jednocześnie. Fakt zwrócenia
uwagi na bogactwo kulturowe
opisywanej ludności z całą pewnością przemawiał na korzyść
władz. Kiedy jednak okazało
się, iż wyspa miałby stać się także (a może i przede wszystkim)
miejscem niejako odpracowywania długów (nie zaś jedynie
okazją do finansowego zysku),
Romowie oczywiście od razu
się zjeżyli. Zasadniczo argument
był jeden: mieszkania oddane
im do użytku przez władze są w
tak opłakanym stanie, iż nie
powinno się za nie płacić nawet
złamanego gorsza. Cóż jednak,
że Polacy tam zamieszkujący
w przeważającej większości
ponoszą koszty za wspomniane
baraki …
Trudno odmówić władzom
Kowar dobrej woli. Wszak
postanowili dać szansę ludności
romskiej na to, by odpracowała
swoje długi w sposób ściśle
związany z ich kulturą (kiedy
wcześniej zostały im zaproponowane prace społeczne na
rzecz miasta, większość Romów uznała, iż uwłaczają one
ich godności i przekonaniom).
Argumentem przemawiającym
zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść włodarzy Kowar, jest
ich niezwykły zmysł biznesowy.
Brawo za pomysł i umiejętność
pozyskiwania funduszy. Duży
jęk zawodu natomiast za sposób
realizacji planów. Zamieszkujący Kowary Romowie mogą cieszyć się swoim Dniem Kultury
(odbył się on 15.08.2011 i trwał
całe… 6 godzin) oraz założoną stroną internetową (www.
cyganskawyspa.pl). Pozostaje
otwarte pytanie o zdobyte fundusze. Czy problem dotyczący
ludności romskiej w Kowarach
znikł? Krótko mówiąc: nie
wydaje się. Trudno oprzeć się
wrażeniu, że w interesie władz
jest nagromadzenie na terenie
miasta jak największej ilości
ludzi wymagających wsparcia
finansowego. Tak więc wsadzony do worka kot i jego wystające
pazury, wydają się niezwykle
pożądane. Przynajmniej przez
niektórych…
REKLAMA
ZARZĄD CMENTARZY
KOMUNALNYCH
WE WROCŁAWIU
przypomina osobom, których bliscy są pochowani na Cmentarzach Komunalnych OSOBOWICE, GRABISZYN, PAWŁOWICE, JERZMANOWO i LEŚNICA
we Wrocławiu
O KONIECZNOŚCI WNOSZENIA OPŁAT
Z TYTUŁU PRZEDŁUŻENIA WAŻNOŚCI
ZACHOWANIA GROBÓW
Zgodnie z art.7 ust. 2 i 4 ustawy z dnia 31 stycznia 1959 r. o cmentarzach
i chowaniu zmarłych (Dz.U. Nr 23/2000 poz. 295 z późn.zm.) termin
ważności utrzymania (zachowania) grobu upływa po dwudziestu latach
od chwili pochówku lub po wygaśnięciu przedłużenia ważności grobu.
Niewniesienie stosownej opłaty umożliwi likwidację grobu z mocy prawa.
Nieopłacony grób zostanie zlikwidowany i użyty do bieżącego pochówku.
Opłaty z tytułu ważności zachowania grobu należy wnosić w biurach
cmentarzy.
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 26
Praca i finanse
Kredyt Rodzina na swoim
Aleksandra
Szatkowska
Program “Rodzina na swoim” wszedł w życie na
mocy ustawy z 2006 roku. Adresowany był gównie
do młodych małżeństw i osób samotnie wychowujących dzieci. Osoby chcące skorzystać z pomocy państwa musiały zaciągnąć kredyt w jednym
z banków, które podpisały umowę z Bankiem
Gospodarstwa Krajowego. Przez pierwszych 8 lat
państwo dopłacało kredytobiorcom połowę wartości odsetek kredytu.
Od 31 sierpnia zaczęła obowiązywać nowelizacja ustawy
o finansowym wsparciu rodzin
w nabywaniu własnego mieszkania. Mówiąc krótko, zmieniły się warunki przyznawania
kredytu „Rodzina na swoim”.
Oznacza to liczne utrudnienia
dla ewentualnych kredytobiorców, którzy chcieliby skorzystać z takiej pomocy państwa.
Głównie zmiana dotyczy limitu
cen nieruchomości, co bezpośrednio łączy się z prawie
czterokrotnym spadkiem ilości
mieszkań spełniających warunki
umożliwiające staranie się o
budżetową dopłatę.
Pierwszą (i jedyną pozytywną)
zmianą, jaką przyniosła nowelizacja, jest poszerzenie liczby
osób mogących skorzystać z
preferencyjnego kredytu. Dotychczas były to małżeństwa
i osoby samotnie wychowujące dzieci. Teraz do tej grupy
dołączyły bezdzietne osoby
samotne, tzw. „single”. Muszą
one jednak spełniać jeden warunek – nie mogą wcześniej
posiadać żadnej nieruchomości
mieszkalnej.
Drugą zmianą (dość poważną)
jest wprowadzenie limitu wiekowego osób ubiegających się
o kredyt preferencyjny. Naj-
młodsze z małżonków i osoby
samotne nie mogą przekraczać
35 roku życia. Ograniczenie
to nie dotyczy tylko osób samotnie wychowujących dzieci.
Najpoważniejsza zmiana nastąpiła we współczynnikach
służących do obliczania maksymalnej ceny nieruchomości.
Współczynniki te zostały obniżone w porównaniu z pierwotną
ustawą i obecnie wynoszą: w
odniesieniu do nieruchomości
rynku pierwotnego 1.0, zaś do
nieruchomości rynku wtórnego
0.8. Choć oferta została powiększona o mieszkania z puli rynku
wtórnego, to jednak ze względu
na niski współczynnik niewiele
z nich spełnia ustalone wymagania. We Wrocławiu poprzedni limit wynosił 6 907 zł za
metr kwadratowy powierzchni.
Nowy obowiązujący limit wynosi 4 934 dla rynku pierwotnego i 3 947 za metr kwadratowy
dla mieszkań z rynku wtórnego.
Nowelizacja ustawy nie przyniosła znaczących zmian ani co
do maksymalnej powierzchni
nieruchomości, ani maksymalnej powierzchni, do jakiej
są udzielane dopłaty. Dla rodzin
wynosi ona 72 m2 w przypadku
mieszkania i 140
m2 w przypadku
domów jednorodzinnych. Odpowiednio dla
singli jest to 50
m2 na mieszkanie. Jeśli chodzi
o dopłaty, to rodziny otrzymują
je do powierzchni 50 m2 w przypadku mieszkania i do 70 m2
dla domu jednorodzinnego.
Osoby samotne
zaś otrzymają
dopłatę do 30 m2
mieszkania.
Nowelizacja
określa również dodatkowe przypadki,
w których rząd
przerwie dofinansowywanie
kredytu. Są to: uzyskanie przez
docelowego kredytobiorcę w
okresie stosowania dopłat prawa
własności lub współwłasności
innego budynku/lokalu mieszkalnego lub spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu
w całości lub w części. Dopłaty
byłyby jednak nadal udzielane
w przypadku nabycia wyżej
wymienionych praw w drodze
spadku. Kredytobiorca traci
również prawa do dopłat, gdy w
okresie przyjmowania dofinansowania zmieni przeznaczenie
użytkowanego mieszkania kredytowanego lub domu jedno-
rodzinnego z mieszkalnego na
inne cele.
Rząd stopniowo zamierza wycofać się z całego programu „Rodzina na swoim”. Nowelizacja jest
tego pierwszym krokiem. Wnioski
o kredyt “Rodzina na swoim będą
przyjmowane” jeszcze do 31 grudnia 2012 roku. Mamy najwięcej regulowanych zawodów w Europie
Stanisław Tyszka
Dyrektor Centrum Analiz
Fundacji Republikańskiej
Polska ogranicza dostęp do największej liczby
zawodów spośród wszystkich państw europejskich.
Zawodów w różny sposób reglamentowanych jest u nas aż 380.
Dla porównania Niemcy ograniczają dostęp do 152 zawodów,
Francja do 150, Holandia do 134,
a Estonia jedynie do 47 zawodów.
Tak wielka liczba zawodów
reglamentowanych w Polsce
przekłada się na rosnące bezrobocie wśród absolwentów, na
emigrację zarobkową Polaków,
na wysokie koszty usług, na wy-
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
zysk młodych pracowników, na
wysokie koszty funkcjonowania
państwa, na inflację prawa, i
wreszcie na obniżenie konkurencyjności polskiej gospodarki.
Z tych powodów Fundacja Republikańska opracowała raport
omawiający wymogi potrzebne
do wykonywania poszczególnych zawodów oraz analizujący
te przepisy pod kątem zasadności wprowadzania konkretnych
ograniczeń z punktu widzenia
ochrony interesu publicznego.
W raporcie proponujemy zdecydowane obniżenie wymagań lub
całkowite zniesienie ograniczeń
w przypadku większości zawodów w tej chwili zamkniętych.
Wprowadzenie zmian rekomendowanych w raporcie dałoby
Polsce 10 miejsce w zestawieniu
państw europejskich o najniższym poziomie reglamentacji
dostępu do zawodów.
Przed kandydatami do omawianych 380 zawodów stawiane
są obecnie bariery w postaci
odpowiedniego wykształcenia,
egzaminów państwowych lub
korporacyjnych, konieczności
uzyskania wpisu do rejestru po
spełnieniu określonych warunków, wymogów doświadczenia
i praktyk zawodowych, a także
różnych dodatkowych kryteriów, takich jak niekaralność,
świadectwa zdrowia, etc.
Trudno nie dostrzec związku
między olbrzymią liczbą zawodów regulowanych a dynamicznie rosnącym bezrobociem
wśród absolwentów. Według
Eurostatu udział młodych bez
pracy wśród ogółu bezrobotnych w Polsce w pierwszym
kwartale 2011 roku sięgnął
25%. Bezrobocie wśród młodych jest u nas wyraźnie powyżej średniej europejskiej (20%).
W ciągu ostatnich 3 lat wzrosło
ono o około 7%, a Polska wyprzedziła w tym niechlubnym
rankingu m.in. Rumunię, Szwecję i Francję.
Minister Michał Boni w raporcie
„Młodzi 2011” poszukuje rozwiązania problemu bezrobocia
wśród absolwentów proponując,
między innymi, wprowadzenie doradców zawodowych w
gimnazjach. Naszym zdaniem
znacznie bardziej skutecznym
sposobem byłoby zdecydowane
otwarcie dostępu do zamkniętych korporacji zawodowych.
Uważamy, że reglamentowanie
dostępu do tak wielkiej liczby
zawodów oznacza ograniczenie
wolności i praw konstytucyjnych. Zgodnie z art. 65 ust.
1 Konstytucji RP każdemu
zapewnia się wolność wyboru
i wykonywania zawodu oraz
wyboru miejsca pracy. Ogra-
niczeniem tej wolności może
być jedynie ochrona wartości
wyższych takich jak zdrowie
czy bezpieczeństwo publiczne.
Obecny poziom reglamentacji
zawodów w większości przypadków nie spełnia kryterium
ochrony interesu publicznego.
Jest natomiast zabezpieczeniem partykularnych interesów
obecnych członków korporacji,
ograniczaniem konkurencji
i zbędnym utrudnieniem dla
kandydatów do zawodów. Jeśli
polska gospodarka ma na równi
konkurować z gospodarkami
pozostałych państw europejskich potrzebne jest zdecydowane ograniczenie liczby zawodów
regulowanych.
[email protected]
Raport wraz z tabelą zawodów regulowanych można
pobrać na stronie www.cafr.pl
październik 2011
str 27
Miasto
Deszcze niespokojne
Grzegorz
Pietrzak
Wrocław jest na tle całej Polski miastem
ciepłym i słonecznym, czasem jednak zamienia się w prawdziwą krainę deszczowców.
Pierwsze znane przekazy mówią o zalaniu
przez Odrę Ostrowa Tumskiego w 1179 r.
Roczniki śląskie wspominają o
„krwawej fali” z 1270 r., która
zatapiała na swojej drodze pola,
lasy i wsie. Na przestrzeni
tysiąclecia mieszkańcy Wrocławia niejednokrotnie walczyli
z kapryśną aurą, zamieniającą
leniwe rzeki w szalony żywioł.
Uwierzycie jeśli powiem, że
powodzie to tylko jeden z rodzajów katastrof powodowanych w
mieście przez deszcze? Stare,
wrocławskie legendy raz po raz
wspominają o zaskakujących
zjawiskach atmosferycznych.
Najważniejsza z legend mówi
o pamiętnych wydarzeniach z
1241 r., kiedy to skośnooka,
żądna krwi wataha tatarskich
wojowników otoczyła Wrocław.
Przeor Czesław wraz ze zgromadzonym ludem padł na kolana i
wzniósł ku Bogu nabożną pieśń.
Chwilę później niebiosa rozgorzały czerwoną łuną. Przerażeni
Tatarzy ujrzeli zmierzający
ku nim ognisty deszcz, cudem
omijający zgromadzonych na
Ostrowie Tumskim Ślązaków.
Agresorzy rzucili się do Odry,
gdzie dokonali swojego żywota.
Fale rzeki zarumieniły się od tatarskiej krwi, Wrocław zaś został oszczędzony. Ów pobożny
przeor Czesław był ponoć także
wybawicielem klasztoru św.
Wojciecha podczas wielkiego
pożaru w 1570 r. Przypisywano
mu sprowadzenie deszczu (tym
razem zupełnie konwencjonalnego) na trawiony płomieniami
dach budynku.
W 1342 r. pewna zakonnica z
kościoła św. Maurycego widziała nad Wrocławiem archanioła
z mieczem w ręce, który ciskał
w miasto ognistymi węglami, powodując tym samym
gwałtowne pożary. Miała być
to kara boska za znieważenie
biskupa Nankiera przez króla
Jana Luksemburskiego. Ponad
200 lat później ognisty deszcz
nawiedził Psie Pole - ot tak, bez
wyraźnego powodu. Kroniki odnotowały wiadomość, że osmalił
on brody odrzańskim rybakom i
zniszczył suszące się przy rzece
ubrania. W tym samym dniu, 27
czerwca 1551 r., chmury nad
Osobowicami przyniosły deszcz
spływający kroplami krwi...
Wiemy już, czym ciskały w nas
archanioły, pora więc na parę
słów o diable. Otóż diabeł wedle
wielu podań lubił czasem oderwać głaz od Ślęży i rzucić go
w stronę Wrocławia. Kierowała
nim zazwyczaj złość na widok
majestatycznej wieży kościoła
św. Elżbiety, nigdy jednak nie
zdołał dorzucić głazu do celu.
Raz odleciało mu kopyto, raz
ksiądz przeszkodził mu głośnym
„Amen” wypowiedzianym na
mszy. Jeden z takich diabelskich
kamieni do 1740 roku spoczywał na Klecinie, niestety rozbito
go na kawałki przy pomocy
prochu.
Więcej tekstów autora znaleźć
można na blogu http://www.
tajemniczywroclaw.pl/
Pechowe dzieje kościoła św. Mikołaja
Grzegorz
Pietrzak
Czy bylibyście skłonni uwierzyć, że istnieją
miejsca przyciągające do siebie nieszczęścia
i katastrofy? Wrocław przetrwał niezliczone wojny, raz po raz przechodził pod obce
panowanie. Nieomal zniknął z powierzchni
ziemi, zakleszczony pomiędzy hitlerowcami,
a sowiecką nawałnicą. Większość tragicznych
zdarzeń znalazło swój wspólny mianownik w
niewinnej wiosce na dzisiejszym Przedmieściu Mikołajskim.
Już od najdawniejszych czasów
życie w pobliżu zachodnich
granic Wrocławia toczyło się
wokół kaplicy św. Mikołaja.
Spoglądała ona swoją drewnianą bryłą na powiewające
płótna tkaczy, na krążące w
powietrzu sokoły, tresowane do
królewskich polowań. Służyła
też za azyl dla rybaków, którymi opiekował się jej patron.
Sielskie łąki, okalające tutejsze
wsie, za kilkaset lat miały zamienić się w wielkomiejskie
centrum. Niestety postępująca urbanizacja, zamiast nieść
mieszkańcom przedmieść zdobycze cywilizacji, ściągnęła na
nich szereg niewyobrażalnych
katastrof. Bliskość miejskich
murów, a jednocześnie znajdowanie się poza ich obrębem
oznaczało w praktyce oddanie
październik 2011
mikołajskich wsi na pastwę
wojennych wrogów. Pierwsze
zniszczenia nadeszły w 1241
roku, kiedy to Mongołowie
zamienili Śląsk w buchające płomieniami pogorzelisko.
Drewniane zabudowania, w
tym i kapliczka, nie oparły się
żywiołowi ognia. Powstawały
z gruzów aż do połowy XIII
wieku. Na zgliszczach starej
świątyni ufundowano wówczas
wspaniały, gotycki kościół.
Nowa budowla przetrwała ponad dwieście lat. W niespokojnym okresie wojen religijnych
jej katolicki charakter stał się
solą w oku husytów. Podczas
jednego z ich najazdów w 1428
r. kościół św. Mikołaja znów obrócił się w ruinę. Z racji, iż podlegał bezpośrednio biskupowi,
jego odbudowa była zapewne
kwestią prestiżu wrocławskich
katolików, wypieranych z całego Śląska. Kolejne wcielenie
świątyni konsekrowano kilkadziesiąt lat później, powoli
stawała się ona bastionem kontrreformacji.
W 1503 r. miała miejsce ciekawa historia, powtarzana do dziś
we wrocławskich legendach
(odsyłam tu do książki Krzysztofa Kwaśniewskiego). Otóż
pewnego pogodnego poranka
nad brzegiem Odry zebrała się
grupka gapiów, obserwująca
inkwizytorów „pławiących” domniemaną czarownicę. Biedna
kobiecina, odziana w hańbiący,
czerwony płaszcz, szarpała się
i krzyczała - czekała ją bowiem
pewna śmierć. Przypomnę,
że „pławienie” polegało na
wrzuceniu skrępowanej ofiary
do wody i obserwowaniu jej
zachowania. Jeśli utrzymywała
się na powierzchni - uznawano
ją za wiedźmę i palono na stosie. Jeśli tonęła (a dodam, że
szanse na jej odratowanie były
niewielkie) - cofano zarzuty...
Miejski kat wypłynął łódką na
środek rzeki i wtoczył kobietę w
wartki nurt. Jej płaszcz, zamiast
skierować się na dno, rozpostarł
się szeroko po wodzie. Zgromadzeni wokół ludzie wznieśli
zdumione okrzyki „Nie tonie,
nie tonie!”. Gdy orszak mieszczan dotarł już przed kościół na
Przedmieściu Mikołajskim, fale
zaczęły wynosić swój ciężar
ku brzegowi, pozostawiając
zziębnięte, ale wciąż żywe
ciało na piaszczystej mieliźnie.
Sędzia uznał to za cud i oczyścił
oskarżoną z zarzutów. W łzach
radości kobiety nieliczni mogli
dostrzec oddalającego się św.
Mikołaja...
Mikołajski kościół wciąż rósł
na znaczeniu. Okalający go
cmentarz stał się niezwykle
ważną nekropolią z uwagi na
fakt, że król Prus zakazał w
1776 roku pochówku w obrębie miejskich murów. Niestety
burzliwe dzieje europejskich
monarchii przyniosły kolejną
wojnę, tym razem z niezwyciężonymi wojskami Napoleona.
Co ciekawe, siewcami zniszczeń
wokół Wrocławia nie byli tym
razem wrogowie. To włodarze
miasta nakazali zastosowanie
taktyki „spalonej ziemi”, której
centralnym punktem stało się
wyburzenie niewygodnego z
punktu widzenia obrony kościoła św. Mikołaja.
Przez wiele lat pozostałości
świątyni służyły jako kaplica
cmentarna. Kres temu smutnemu okresowi przyniosła decyzja
o budowie nowego, neogotyckiego kościoła. W 1883 r.
konsekrowano ołtarz budowli,
jakiej Wrocław jeszcze nie
widział. Strzelista wieża przecinała chmury, tworząc najwyższy punkt miasta. Wokół
powstawały wspaniałe ulice i
budynki, uznawane przez wiele
lat za perłę stolicy Śląska. Raz
za razem wzrastały nowe kwar-
tały kamienic, a w nich urokliwe
sklepy i restauracje. Wydawało
się, że zła passa Przedmieścia
Mikołajskiego jest już przeszłością...
Nic jednak nie trwa wiecznie.
Kres dynamicznemu rozwojowi położyła zawierucha II
wojny światowej. W 1945 roku
radzieckie wojska doszczętnie
zniszczyły Wrocław, w tym i
kościół św. Mikołaja. Ruiny
świątyni dotrwały do lat 50.,
kiedy to zostały wysadzone pod
pretekstem groźby zawalenia.
Pozostał jedynie pusty, głuchy plac. Dziś o jego dziejach
przypomina już tylko krzyż,
osamotniony między posępnymi bryłami z wielkiej płyty.
Gdy zatrzyma Cię tam kiedyś
zaduma, popatrz na ten skwerek i zobacz oczami wyobraźni
strzelistą wieżę i złowieszcze,
ceglane wnętrze. A gdy już napełnisz się brzmieniem gotyku
zauważ masywne drzewo, rosnące za krzyżem. Skrywa ono
ponoć grób zakonnicy, ostatni,
zapomniany już punkt mikołajskiego cmentarza...
Więcej tekstów autora znaleźć
można na blogu http://www.
tajemniczywroclaw.pl/
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 28
Budżet
Sprawozdanie
finansowe za rok 2010 przyjęte
Adam
Łącki
W 2010 dochody budżetowe Wrocławia wyniosły 3 160 000 000 zł, co oznacza znaczny
wzrost w stosunku do lat poprzednich. Deficyt osiągnął wysokość 114 000 000 zł, czyli
30% wobec planowanego 377 000 000 zł.
Te wyniki pozwoliły na obniżenie poziomu
zadłużenia Wrocławia do 51,3% rocznych
dochodów.
Dochody ze sprzedaży nieruchomości ukształtowały się na
poziomie 236 000 000 zł, czyli
mniej niż planowane 350 000
000 zł. Na dochody te złożyły
się: sprzedaż 29 nieruchomości
pod zabudowę wielorodzinną oraz 124 nieruchomości
pod zabudowę jednorodzinną.
Sprzedaż lokali mieszkalnych
przyniosła dochód w wysokości
45 000 000 zł, a użytkowych
36 000 000 zł. Jeśli chodzi o
podatki, to największe dochody
odnotowano z udziału w PIT i
CIT. Wyniosły one 798 000 000
zł, nieco więcej niż planowano.
Osiągnięto jednak mniejsze niż
planowano dochody z funduszy
unijnych. Tym samym wzrósł
udział dochodów własnych w
budżecie, który w 2009 stanowił
72,4%, a w 2010 już 73,6%.
Największe wydatki pochłonęła
oświata i wychowanie (21,5%),
transport i łączność (21,3%),
gospodarka komunalna (9%)
oraz gospodarka mieszkaniowa
(8,7%). Największe zaś inwestycje poczyniono na drogi
(38,9%), gospodarkę komunalną (16,8%), kulturę fizyczna i
sport (16%) oraz gospodarkę
mieszkaniową (10%).
Opozycja w postaci Klubu Radnych Platformy Obywatelskiej
zarzucała, iż budżet w 2010 był
kilkukrotnie zmieniany i nie
były to zmiany kosmetyczne,
ale sięgające kilkudziesięciu
milionów złotych i powodujące
zmiany priorytetów. Negatywne
oceny były również spowodowane niska ściągalnością
czynszów za lokale mieszkalne
oraz wpływów z komunikacji
zbiorowej.
Wykonanie budżetu było również krytykowane przez Klub
Radnych Prawa i Sprawiedliwości. Wysunięto zarzuty
odnośnie złego planowania
dochodów, skutkiem czego
budżet musiał być kilkukrotnie
nowelizowany. Jako przykłady
podano wpływy z komunikacji
zbiorowej (120 000 000 zł wobec planowanych 140 000 000
zł), wpływy z podatku od osób
fizycznych (719 000 000 zł wobec planowanych 735 000 000
zł) oraz wpływów z podatków REKLAMA
od osób prawnych (78 000 000
zł wobec planowanych 116 000
000 zł).
Ostatecznie sprawozdanie z
wykonania budżetu na rok
2010 zostało przyjęte głównie
dzięki poparciu Klubu Radnych Rafała Dutkiewicza przy
wstrzymujących się glosach
Platformy Obywatelskiej oraz
Prawa i Sprawiedliwości. 20
radnych było za, 1 był przeciw,
15 wstrzymało się od głosu.
ŚWIATOWY BESTSELLER!
DRUGA CZĘŚĆ HISTORII
MIĘDZYNARODOWEJ FINANSJERY
ZAMÓWIENIA:
Wydawnictwo Wektory, ul. Atramentowa 11, 55-040 Bielany Wrocławskie
tel. 693 977 999, e-mail: [email protected]
www.WydawnictwoWektory.pl
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
październik 2011
str 29
Trencz – ponadczasowy
płaszcz na pochmurne dni
Michał Leopolt-Kuropatwiński
Ekspert męskiej elegancji i wizerunku,
Co łączyło byłą premier Wielkiej Brytanii
Margaret Thatcher z amerykańskim aktorem
wszechczasów Humprey Bogart’em i oficerem Armii Brytyjskiej w okopach I wojny
światowej?
Język angielski i… trencz – brzmi prawidłowa odpowiedź.
Historia trenczu (ang. trench
coat), zwanego też w Polsce
prochowcem, sięga połowy XIX
wieku. W kolejce do stwierdzenia „ojcostwa” stawiły się
dwie firmy z Wielkiej Brytanii:
Aquascutum i Burberry.
Wątpliwość prawdopodobnie
nie zostanie rozstrzygnięta.
Aquascutum rości pretensję
do wynalezienia kroju tego
płaszcza i potrafi przedstawić
dowody sięgające 1850 roku.
Thomas Burberry, za to, jest
wynalazcą wodoszczelnej tkaniny – zwanej gabardyną, z której
szyte są trencze. W 1901 roku
firma Burberry przedstawiła
również projekt oficerskiego,
przeciwdeszczowego płaszcza
dla Armii Brytyjskiej.
To właśnie oficerom brytyjskim
w okopach I wojny św. przypisuje się największy wkład w
rozpowszechnienie tego rodzaju
nakrycia.
Obecnie sytuacja wygląda następująco:
Aquascutum jest oficjalnym
dostawcą garderoby, w tym
słynnych trenczy, dla rodziny i
dworu Jej Królewskiej Mości.
Firma Burberry natomiast jest w
posiadaniu kontraktu na wyłączność dostaw tych gustownych
ubrań wierzchnich dla Armii
Zjednoczonego Królestwa.
przeznaczone do transportu ręcznych granatów. W tylniej części
kołnierza znajduje się patka,
którą po przepięciu do przodu ma
jeszcze bardziej uszczelnić szyje.
Na ramionach płaszcza znajdują
się pagony, które przypominają
wojskową proweniencję trencza.
Długość tradycyjnego trencza
sięga okolicy kolan.
Tkanina
Jak wygląda klasyczny Trencz? Gabardyna (ang. gabardine)–
tkanina wełniana lub bawełniana o mocnym, cienkim i
Krój
Trencz to płaszcz 2-rzędowy z ukośnym splocie.
10 guzikami (po 5 w każdym Materiał został wynaleziony
rzędzie). W pasie i na rękawach przez wspomnianego Thomasa
ściągany jest charakterystycz- Burberry pod koniec XIX wienymi paskami z metalowymi ku, a jego właściwości przeciwlub plastykowymi sprzączkami. wietrzne i przeciwdeszczowe
Przy bocznych kieszeniach znaj- oprócz oficerów Armii Brytyjdują się symboliczne już zaczepy skiej doceniali wielcy podróżmetalowe (w kształcie litery D), nicy , m.in.: Roald Amundsen
Moda
(pierwszy zdobywca Bieguna
Południowego w 1911).
Kolor
Najbardziej znany i ponadczasowy kolor trenczów
to …beżowy lub khaki.
Równie gustowny jest trencz w kaszmirowy sweter.”
kolorze czarnym.
Jestem pewien, że mówiąc
płaszcz przeciwdeszczowy miał
C z y t r e n c z t o g a r d e r o b a na myśli ….ponadczasowy
wierzchnia tylko dla mężczyzn? trencz.
Absolutnie nie.
Jeszcze jedna rada:
Brytyjski understatement zaleca
Hubert de Givenchy – słynny zawiązanie paska w trenczu
kreator klasycznej mody, któ- na prosty supeł (zamiast zapirego ambasadorkami były Au- nania „po bożemu” używając
drey Hepburn, Grace Kelly czy sprzączki).
Jacqueline Kennedy powiedział
kiedyś:
Pamięci Humphrey Bogart’a –
„Wszystko co potrzebuje ko- aktora Nr 1 rankingu Aktorów
bieta żeby wyglądać z klasą Wszechczasów American Film
to: płaszcz przeciwdeszczowy, Institute.
dwie garsonki, para spodni i
http://businessinstyle.pl/
Modny brzuszek
Aleksandra
Szatkowska
Barwne sukienki, opinające ciało bluzki,
wdzięk, elegancja i poczucie siebie. Tak może
wyglądać każda przyszła mama. Oczywiście
odzież ciążowa przede wszystkim powinna
być wygodna, jednak nie przeszkadza to w
tym, by była jednocześnie modna i kolorowa.
Kobiety spodziewające się
dziecka, mogą przebierać w
wielu krojach i fasonach. Jednak, żeby nie było zbyt łatwo,
czasami potrzeba trochę czasu,
by skomponować odpowiednie
ubranie do pracy i do domu.
Zwykłe ubrania stają się niewygodne koło 3-4 miesiąca
ciąży, kiedy brzuszek powoli
zaczyna rosnąć i zaokrąglać
się. To właśnie wtedy przyszłe
mamy zaczynają rozglądać się
za ubraniami ciążowymi.
Podstawową sprawą jest dobór
odpowiedniej bielizny. Najlepiej żeby była bezszwowa, by
nigdzie nie uciskała – zwłaszcza na brzuch – i nie sprawiała
dyskomfortu. Wraz z powiększającymi się piersiami, należy
również zaopatrzyć się w dobrze
dobrany biustonosz. Powinien
październik 2011
on posiadać szerokie ramiączka, by dobrze podtrzymywać
biust oraz odciążać kręgosłup.
Jeśli chodzi o kolory, to najlepiej żeby w szafie znalazła się
standardowa podstawa: biały,
czarny i beżowy. Można je
wtedy założyć pod każdy strój.
O dobrze dobranej bieliźnie
koniecznie trzeba pamiętać,
gdyż za ciasna i niewygodna
może doprowadzić do otarć oraz
spowodować ból.
Gdy brzuszek przyszłej mamy
powiększa się, zaokrąglają
się biodra i poszerzają uda, w
pierwszej kolejności za ciasne
stają się spodnie. Producenci
odzieży prześcigają się więc,
by kobiety mogły dobrać sobie
to, co najbardziej im odpowiada i w czym będą czuć się
wygodnie. Paniom oferowane
są więc różne modele spodni.
Większość kobiet chętnie wybiera spodnie z elastycznym,
bawełnianym ściągaczem, który można wywinąć na brzuch
lub biodra. Pozwala on, wedle
uznania, eksponować lub zasłonić rosnący brzuch. Taki fason
spodni można nosić do końca
ciąży, gdyż idealnie dopasowuje się do zmieniających się
kształtów kobiety. Ponadto jest
odpowiedni na zbliżające się
chłodne dni, gdyż dodatkowo
grzeje. Inne modele posiadają
dodatkowo troczek, którym
można regulować szerokość
spodni. Dzięki takiemu troczkowi można je nosić także po porodzie. Wiele przyszłych mam nie
chce rezygnować w ciąży z noszenia dżinsów. Również i one
są szyte z myślą o ciężarnych.
Na sklepowych półkach można
więc znaleźć dżinsy z pasem
podtrzymującym brzuch. Wśród
fasonów dostępne są zarówno
rurki, dzwony, jak i nieśmiertelne ogrodniczki.
Ostatnio bardzo modne stały
się tuniki. Kobiety je pokochały
ze względu na wygląd i wygodę.
Dodatkowo są one uniwersalne,
można je założyć zarówno do
pracy, na spotkanie ze znajo-
mymi, jak i na większe wyjście.
Wszystko zależy od dobranego
kroju, materiału, koloru i dodatków. Dzięki nim można podkreślić, jak i zamaskować brzuch,
co jest kolejną ich zaletą. Gdyż
nie wszystkie panie chcą eksponować swoje pełniejsze kształty,
pojawiające się w tym czasie.
Tuniki przewyższają sukienki
tym, że można do nich założyć
legginsy ciążowe. Tej jesieni
najmodniejsze tuniki mają motywy kwiatowe, które pozwolą
choć na moment zatrzymać lato.
Wspomniane już sukienki również są bardzo cenione przez
ciężarne. Podkreślają kobiecość,
pozwalają maskować niedoskonałości i podkreślić atuty.
Dostępne są we wszystkich
kolorach. W tym sezonie modne są żywe, wesołe i jaskrawe
barwy. Jeśli jednak kobieta nie
czuje się w nich dobrze, może
wybierać stroje w delikatnych
pastelach. Zamiast czerni i
brązu, projektanci proponują
paniom eleganckie kreacje w
kolorze fioletowej śliwy. Wśród
krojów najczęściej spotykane
są sukienki z kopertowym dekoltem i o podwyższonej tali.
Nadają one sylwetkom zgrabny
i elegancki wygląd.
Większość ubrań ciążowych
szytych jest z naturalnych materiałów, takich jak bawełna i
len, by zapewnić jak największy
komfort noszącym je kobietom.
Do spodni i spódnic zazwyczaj
dodawany jest elastan bądź inne
włókna elastyczne, dzięki którym ubrania dobrze się układają
i nie uwierają. Choć większość
producentów stawia na jak najwyższą jakość tkanin, zawsze
należy zwrócić uwagę na skład
i jakość kupowanych strojów.
Do tak skomponowanej garderoby wystarczy tylko dobrać
biżuterię oraz torebkę w modnym kolorze, by czuć się piękną
i ponętną w tym wyjątkowym
stanie.
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
Styl życia
Trening w siłowni
– recepta na wszystko
str 30
Wojciech Michniewicz
Niestety, lato się skończyło,
choć wielu z Was to wcale nie
martwi, gdyż dopiero teraz możecie odetchnąć z ulgą. Koniec
uwag partnera czy partnerki.
Spokojnie można owinąć się
w grube ciuchy, zasłaniając
przy tym to, co sprawiało
tak wiele kłopotu ostatnimi
czasy – przede wszystkim
zbyt wydatny brzuch. W
końcu jesteście szczęśliwi,
bo nie musicie odsłaniać tych
fragmentów ciała, które spowodowały, że urlop potrafił
zamienić się w istny koszmar. Oczywiście pozornie
problem nie istniał („uśmiech
na twarzy i na plażę”), ale jak
było naprawdę? Sami znacie
odpowiedź na to pytanie. Na
dokładkę dochodzą problemy
zdrowotne: bóle kręgosłupa
i stawów, wysoki cholesterol. Można wymieniać w
nieskończoność. Sytuacja
beznadziejna? Nie do końca.
Czy jest na to sposób? Oczywiście, że jest!
Tym razem to nie żaden cudowny lek za ogromne pieniądze, lecz trening na siłowni.
I wcale nie jest to tak skomplikowane, jak powszechnie się wydaje (zwłaszcza
znajomym, którzy nigdy nie
ćwiczyli). Na dobry początek
wystarczy, jeśli regularnie i
systematycznie trenujesz pod
okiem dobrego, doświadczonego trenera. To on dobierze odpowiednie ćwiczenia
dla Ciebie. Przygotuje Cię
mentalnie i psychicznie do
wysiłku, dzięki czemu każdy
trening stanie się nowym,
przyjemnym wyzwaniem i
przełamaniem dotychczasowych słabości. Ciało i psychika zaczną kształtować się
„od nowa”. Niepostrzeżenie
zmieni się Twoje spojrzenie
na własną osobę oraz otoczenie. Pewność siebie, którą
zyskasz, pozwoli na łatwe
pokonywanie problemów.
Sam trening to nie wszystko. Cały styl życia ulegnie
zmianie na lepsze. I tak już
po pierwszych treningach
poczujesz, że Twoja dieta
nie jest odpowiednia – przez
co znowu złamiesz kolejną
barierę, tym razem zmieniając złe nawyki żywieniowe.
Śniadanie składające się z
filiżanki kawy zastępujesz
zdrowym posiłkiem. Dzięki
temu dzień przywitasz w
dobrym humorze i pełen energii. Teraz już nawet poranne
korki nie będą w stanie wyprowadzić Cię z równowagi.
I co dalej? W pracy koleżanki
i koledzy wyciągają drożdżówki, zamawiają pizze i
inne wspaniałe, smakowite
przekąski, po których będą
ospali i mniej efektywni
od Ciebie. A dlaczego? Ponieważ Ty zjesz posiłek,
który dostarczy organizmowi
potrzebnych składników,
zamiast go zaśmiecać. W ten
sposób krok po kroku zmie-
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
REKLAMA
niasz swój schemat żywieniowy, a to – o dziwo! – zacznie
sprawiać Ci przyjemność.
Wzmacniając organizm treningami na siłowni i odpowiednią dietą sprawiamy, że
nagle nie musimy nastawiać
budzika, by wstać rano do
pracy. Budzisz się w doskonałym nastroju, wychodząc
naprzeciw wszelkim problemom z podniesionym czołem.
To, co wcześniej było utrapieniem (wieczne zmęczenie,
stres, nerwy , podjadanie),
odchodzi w przeszłość. Dotąd
po powrocie z pracy było w
głowie tylko jedno: zjeść, a
później… czas na drzemkę.
Teraz o drzemce ni e m a
mowy. Organizm będzie domagał się solidnego treningu,
po którym (dzięki ogromnej
ilości endorfin) będzie rozpierać Cię energia. Zamiast
wylegiwać się przed telewizorem (podjadając chipsy),
spotkasz się z przyjaciółmi,
pójdziesz do kina, a wieczór
spędzisz z ukochaną osobą
(bo siły na pewno Ci nie
zabraknie).
październik 2011
str 31
Styl życia
Jesienią bądź fit
Ewa
Tomaszewska
Niedawno ostatecznie pożegnaliśmy lato i
przywitaliśmy jesień. Obyło się raczej bez
szumnego topienia letniej panny Marzanny
(co swoją drogą mogłoby doskonale zobrazować żal po przeminionych wakacjach).
Przyszła szkoła, poranne mgły,
coraz chłodniejsze wieczory
oraz szybko zapadający zmrok.
Najbardziej wyświechtanym
(choć trafnym) określeniem
takiego stanu rzeczy jest epitet:
„długie, jesienne wieczory”.
W żadnym wypadku nie należy wobec wspomnianych
wieczorów pozostać biernym.
Spowoduje to tylko jeszcze
większą niechęć do jakichkolwiek, choćby najdrobniejszych
działań. Ponadto powinniśmy
mieć na względzie minione lato,
które mimo częstej niepogody z
całą pewnością zostawiło w nas
odrobinę radości i sił witalnych.
Co zrobić, aby nie zmarnować
ani wyrobionej sylwetki, ani dopiero co poprawionej kondycji?
Oczywiście niezwykle uszlachetniającą, cenną i pożądaną
formą spędzania wolnego czasu
jest lektura. Każdemu też intensywnie ją polecam. Niemniej nie
da się ukryć, że książka, choć
od wieków buduje tężyznę umysłową pokoleń, na tę fizyczną
zasadniczo wpływ ma niewielki
(pomijając pasjonatów, którzy ambitnie i z uwielbieniem
dźwigają ciężarne tomiszcza
na swych wątłych ramionach
– choć wiadomo, że im zazwyczaj na muskulaturze zależy
najmniej). Jakie kroki należy
więc poczynić, by jesienne słoty
i chłody nie zniszczyły w nas
naturalnie nabytej odporności
na wirusy i wszelkie skutki
depresji?
Bez wątpienia u podstaw dobrej
kondycji fizycznej leży kultura dobrego odżywiania się.
Nie chodzi tutaj tylko o to, by
nie przejadać się hamburgerami, dopychać batonami i topić
to wszystko w przesłodzonym
napoju. Dziś powszechnie wiadomo, że uwagę trzeba zwracać
także np. na jajka (nie tylko
ze względu na własne zdrowie,
ale także z uwagi na humanitarne podejście do zwierząt),
warzywa (coraz częściej zalewają nas jarzynki, a i owszem,
z Chin), wędliny (w marketach
tryumfy święci szynka drobiowa
– jakkolwiek wiedza ma może
być ograniczona jestem pewna,
że drób to nie wieprzowina);
przykładów niestety można
mnożyć wiele. Bez wątpienia
tak zwana eko-żywność jest
droższa od tej, do której jeste-
wolą formę aktywności związaną z intensywnymi dźwiękami i
silnym zmęczeniem propozycje
są dość barwne. Do woli można
wybierać spośród akademii
śmy przyzwyczajeni. Nie można fitnessu, siłowni, aerobiku,
mieć jednak wątpliwości, iż na- szkół tańca, basenów, a
sze zdrowie jest najlepszą inwe- nawet sal, w któstycją – szczególnie w Polsce. rych ćwiczy się
Kiedy nasz organizm stanie
się już dostatecznie dobrze
odżywiony (zdrową żywnością,
nie zaś odżywkami), możemy
zacząć się rozglądać nad najbardziej nam odpowiadającą
formą aktywności fizycznej.
Jak powszechnie wiadomo w
zdrowym ciele mieszka równie zdrowy duch, więc wraz z
dobrze wybraną opcją ćwiczeń sporty walki. Coraz
wzrasta szansa na stabilność bardziej popularny
emocjonalną – szczególnie, staje się teraz nordic
jeśli zdecydujemy się na zajęcia walking. We wrojogi. Na wspomniany przed mo- cławskich parkach
mentem termin reakcje bywają nierzadko można
różne, często kpiące. Warto spotkać dziarsko
jednak wiedzieć, iż joga to nie podążających pietylko zbiór dziwnych i trudnych churów. Wiąże się
w wykonaniu póz. To przede to zarówno z ich inwszystkim filozofia zakładająca dywidualnym zaintedyscyplinę duchową. Joga jest resowaniem spacerawięc doskonałym przykładem mi z kijkami, jak i chęmożliwości oddziaływania za- cią wzięcia udziału w
równo na ciało, jak i psychikę. przeprowadzanych przez
Dla tych, którzy od wyciszenia instruktorów treningach.
Przy wyborze odpowiedniej
dla siebie aktywności fizycznej
należy mieć na względzie indywidualne upodobania, siły,
predyspozycje zdrowotne, w
dużej mierze także możliwości
finansowe oraz ilość wolnego
czasu. Niestety wielu z nas
ulega modom, co sprawia,
że urodzony pływak gra
w tenisa, a starsza pani,
która być może najlepiej
czułaby się na spokojnej
wycieczce rowerowej,
pędzi na fitness,
bo tak radziły jej
koleżanki.
A od czego warto
zacząć? Być może
na początek najlepszym działaniem sportowym
będzie wysiadanie przystanek przed
miejscem docelowym.
Wszak do
celu należy
dążyć małymi kroczkami.
Ten zaś kroczek jest
o tyle kuszący, że zupełnie darmowy.
REKLAMA
październik 2011
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
Styl życia
Hobby na każdą kieszeń
Adam
T. Witczak
Nudzą się tylko ludzie nudni - można czasem
usłyszeć. Coś w tym chyba jest - w końcu
trudno o bardziej przygnębiający i deprymujący widok, niż człowieczek o zmęczonej
twarzy, którzy leży bezczynnie na kanapie i
zawodzi płaczliwie: „Nuuudzi mi się...!”.
Jednym ze sposobów na wypełnienie sobie wolnego czasu jest
hobby – czyli dość wyraźnie
sprecyzowana pasja, którą ustawicznie rozwijamy i pielęgnujemy. Hobby z definicji wymaga pewnej systematyczności,
zaangażowania odpowiedniej
ilości sił i środków, bo przecież
trudno nazwać „hobbystą” kogoś, kto swoją rzekomą pasję
uskutecznia rzadko, od niechcenia czy zupełnie nieregularnie. Wskazane jest także, by
ten „konik” był dla nas czymś
naturalnym, co autentycznie
sprawia satysfakcję - a nie zajęciem wymuszonym na zasadzie
„znajdę sobie hobby, by... mieć
hobby”.
Pomysłów na hobby jest całe
mnóstwo, nie sposób ich
wszystkich zliczyć. Na pewno
słowo to często kojarzy się
nam z kolekcjonowaniem
przedmiotów danego rodzaju.
Czasem trudno uwierzyć, jak
różne rzeczy potrafią zbierać
pasjonaci. Odnosi się wrażenie, że jeśli pomyślimy sobie o
pewnym rodzaju przedmiotów,
to na pewno gdzieś w świecie
istnieje ktoś, kto przechowuje
całą ich kolekcję. Zacznijmy
od prostych i powszechnie
znanych przykładów.
Filateliści, jak wiadomo, zbierają tzw. „walory pocztowe”,
czyli przede wszystkim znaczki, ale także koperty typu „first
day cover” (z naklejonym
znaczkiem) i tzw. całostki
(druki pocztowe opatrzone
znakiem opłaty). Osobnym
zagadnieniem jest deltiologia
- czyli zbieranie pocztówek (w
szczególności starych, np. z
początków XX wieku). Zbieranie monet i medali to z kolei
numizmatyka. We Wrocławiu
znaleźć można bez problemu
kilka sklepów, które oferują artykuły zarówno dla filatelistów,
jak i miłośników numizmatyki.
Można kolekcjonować także
pudełka po zapałkach - zajęcie
to określa się mianem filumeni-
zwierzaki, stare komputerowy
ośmiobitowe, naparstki i gumki
do ścierania.
Niektórzy - ci, których na
to stać i którzy mają wystarczająco dużo miejsca - kolekcjonują większe obiekty - np.
styki. Warto wspomnieć, że w zabytkowe samochody lub
Bystrzycy Kłodzkiej znajduje bryczki i powozy.
się jedno z nielicznych w świecie muzeów filumenistycznych, Pojęcie „hobby” nie ogranicza
się oczywiście do kolekcjonerotwarte 19 lipca 1964 roku.
Birofilistyka poświęcona jest stwa. Istnieje wiele dziedzin
akcesoriom związanym z pi- rodzajów aktywności, którymi
wem (przede wszystkim ety- można świetnie wypełniać
kietom, ale także otwieraczom wolny czas. Nie ma tu właścido butelek, kapslom etc.),
z kolei fonokartystyka
(zwana też fonotelistyką)
to kolekcjonowanie kart
telefonicznych z różnymi
ciekawymi obrazami i
nadrukami. Zjawiskiem
specyficznym, w Polsce
chyba nieobecnym, jest
„velology” (welologia?)
- zbieranie stosowanych
w Wielkiej Brytanii okrągłych znaczków VED
(Vehicle Excise Duty),
które nakleja się na samochodach jako dowód uiszczenia wie ograniczeń - ani w kwestii
opłaty za możliwość korzysta- tematyki, ani w kwestii sposonia z dróg publicznych. Więcej bów realizowania swojej pasji.
o „velology” przeczytać można Przeprowadźmy mały przegląd
np. na specjalistycznym portalu ciekawych (a czasami dziwnych) zajęć, którym oddają się
http://www.velology.co.uk.
Autor tych słów bez fałszywej ludzie na całym świecie.
skromności przyzna się na- Lockpicking to nic innego,
tomiast do posiadania około jak otwieranie różnego rodzaju
stu pięćdziesięciu etykiet po zamków - oczywiście nie za popolskich „tanich winach”... mocą pasującego do nich kluDużo to czy mało? Niektórzy cza, ale przy użyciu rozmaitych
posiadają znacznie większe wytrychów i innych urządzeń.
kolekcje. Sporo na ten temat Popularna jest fascynacja komożna znaleźć w internecie, leją – i to na różnych płaszchoćby na stronie http://kra- czyznach, począwszy od zaininawinaa.republika.pl, gdzie teresowania szczegółami konznajdują się skany mnóstwa strukcyjnymi lokomotyw i
nalepek. Nawiasem mówiąc, wagonów (zarówno archaiczw Szklarskiej Porębie zwiedzać nych, jak i nowoczesnych), aż
możemy (bezpłatnie!) Muzeum po szczegółowe rozważania
nad rozkładami jazdy. Co cieTaniego Wina.
Nawet pobieżna lektura portalu kawe, prócz miłośników kolei,
hobbeo.com.pl wystarcza, by są także miłośnicy... komuniprzekonać się, że hobbyści kacji miejskiej. Na przykład
zbierają także dodatki z chip- w Łodzi funkcjonuje Klub
sów, obrazki dołączane do Miłośników Starych Tramtureckich gum „Turbo”, figur- wajów, który przez wiele lat
ki z porcelany i masy solnej, wydawał pisemko „Pantograf”.
różnego rodzaju bilety, święte We Wrocławiu ukazywał się z
obrazki, zabawki z jajek-nie- kolei biuletyn „Kasownik”, pospodzianek, smycze reklamo- święcony liniom autobusowym
we, gumowe kaczki, pluszowe i tramwajowym.
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
Ciekawym zajęciem z pogranicza sztuki i rzemiosła jest szeroko pojęta papieroplastyka,
w tym np. decoupage – technika dekorowania przedmiotów
wzorami wyciętymi z papieru.
Przedmioty te mogą być wykonane z różnych materiałów
(drewno, metal, szkło, porcelana), a do ich zdobienia potrzebny jest przede wszystkim papier
(z naniesionymi eleganckimi
rysunkami i ornamentami) oraz
klej. Przydadzą się także farby
akrylowe i lakier.
Od kilkunastu lat rośnie tak-
Hobby może też wiązać się z
muzyką i dźwiękiem. Audiofile ekscytują się najdroższym
sprzętem audio, który uchodzi
zarazem za sprzęt najwyższej
jakości. 15 i 16 października
wrocławianie zainteresowani
tematem będą mogli wziąć
udział w prezentacjach audiofilskich w DH Renoma i porównać cechy różnego sprzętu.
Innym „dźwiękowym hobby”
jest field recording – czyli
nagrywanie brzmień otoczenia,
a więc na przykład przyrody,
miasta czy przemysłu. Nagrania
terenowe bywają często surowcem wielu eksperymentalnych
płyt.
Odwiecznym i stale popularnym hobby jest wędkowanie.
Zajęcie to, dla osób „z zewnątrz” mogące sprawiać wrażenie monotonnego i nudnego,
dla wędkarzy jest wspaniałą
rozrywką i w zasadzie także sportem. Profesjonalny
sprzęt to wydatek rzędu
kilku lub nawet kilkunastu
tysięcy złotych. Wędkarze
organizują własne zawody
i wydają specjalistyczne
czasopisma („Wędkarz
Polski”, „Wiadomości
Wędkarskie”, „Wędkarski
Świat”, „Wędkarstwo Moje
Hobby”). Istnieje nawet fachowe pismo „Karp Max”,
poświęcone wędkarstwu
karpiowemu. W samym
Wrocławiu jest kilkanaście
sklepów wędkarskich – w tym
m.in. „Ikra” przy ulicy Długiej.
Firma ta rozprowadza akcesoria
wędkarskie renomowanych
producentów. Fachowa obsługa zawsze gotowa jest pomóc
przy wyborze odpowiedniego
sprzętu.
Temat-rzeka to modelarstwo
czyli szeroko pojęte odwzorowywanie rzeczywistych obiektów w postaci pomniejszonych modeli. Obiekty te mogą
być najróżniejszego rodzaju
– wspominaliśmy wcześniej
o miniaturowych kolejkach, a
przecież konstruuje się także
modele statków kosmicznych,
rakiet, samolotów, helikopte-
że popularność zwiedzania
zrujnowanych budynków zwłaszcza przemysłowych.
Często spotykana, anglojęzyczna nazwa tego hobby to „urban
exploration”. Miłośnicy tej
rozrywki organizują wyprawy
do opuszczonych fabryk, hal i
magazynów, przeszukują także
tunele i podziemia. Autor zaprasza Państwa na stronę http://
www.industrialruins.cba.pl,
gdzie można znaleźć kolekcję
fotografii z kilkudziesięciu
takich „postindustrialnych”
wypadów.
Hobby, a zarazem pracą, może
być także pszczelarstwo oraz
powiązane z nim bartnictwo czyli chów pszczół w dziuplach
drzew. Pszczelarstwo wiąże się
z miodem, a zatem z pożywie- REKLAMA
niem, pośrednio zaś z alkoholem (miód pitny). Te alkoholowo-kulinarne skojarzenia
prowadzą nas do piwowarstwa
domowego - samodzielne wytwarzanie piwa na własne potrzeby. Jest to przedsięwzięcie
najzupełniej legalne i do tego
przynoszące sporo frajdy, acz
wymagające pewnej staranności, cierpliwości i dokładności.
str 32
rów, łodzi i okrętów, samochodów i budynków. Wydawane
są także magazyny „Modelarz”
i „Mały Modelarz”. Modele
mogą być zupełnie statyczne,
ale mogą także poruszać się
dzięki napędowi, a nawet być
zdalnie sterowane.
Szerokim zjawiskiem, choć
zupełnie innej natury, jest też
survival – sztuka przetrwania,
a więc ćwiczenie umiejętności
przeżycia w warunkach ekstremalnych, np. bez kontaktu z cywilizacją i techniką. Jest to więc
(w pewnym sensie) połączenie
sportu, skautingu, treningu
wojskowego, sztuki kamuflażu,
a także wiedzy z dziedzin medycyny, biologii oraz zoologii
(np. na temat tego, jakie rośliny
można spożywać, jak reagować
na zwierzęta, jak samodzielnie
wykonywać opatrunki etc.).
Wiele osób fascynuje się także kulturą i historią różnych
krajów – mniej lub bardziej
egzotycznych. Popularna jest
ostatnimi czasy zwłaszcza
tematyka chińska. W Uniwersytecie Wrocławskim działa np. Instytut Konfucjusza.
Głównym zadaniem sieci tych
Instytutów jest działanie na
rzecz przybliżenia języka chińskiego, jak również chińskiej
kultury i tradycji za pomocą
organizacji kursów językowych
oraz spotkań z kulturą Państwa
Środka pod różnymi postaciami. Od 1 października 2011
ruszy oficjalnie Studium Języka
i Kultury Chin - nieodpłatne
dla studentów i pracowników
Uniwersytetu Wrocławskiego.
Hobby to tak naprawdę temat-rzeka – nie sposób zliczyć
liczby zajęć, którym ludzie
oddają się „po godzinach”. Kolekcjonowanie najróżniejszych
(niekiedy bardzo nietypowych
i dziwnych) przedmiotów,
wyprawy i podróże, oryginalne
sporty, a także zajęcia, które
właściwie trudno sklasyfikować – to wszystko zawierać
może się w pojęciu hobby. A
zatem rzeczywiście nudzą się
tylko nudni – ciekawi mają co
robić…
październik 2011
str 33
Styl życia
REKLAMA
INSTYTUT KONFUCJUSZA
W UNIWERSYTECIE WROCŁAWSKIM
ZAPRASZA
I
nstytut Konfucjusza we Wrocławiu zajmuje się nauczaniem języka chińskiego i promocją chińskiej kultury. Nazwa Instytutów powiązana jest z chińskim filozofem i nauczycielem żyjącym na przełomie VI i V wieku przed naszą erą, uważanym za największego
mędrca w historii Chin. Głównym zadaniem Instytutów jest działanie na rzecz przybliżenia języka chińskiego, jak również chińskiej
kultury i tradycji za pomocą organizacji kursów języka chińskiego oraz spotkań z kulturą Państwa Środka pod różnymi postaciami.
W
dwa lata po powstaniu Instytutu Konfucjusza, w październiku 2010 roku zatwierdzone zostało uruchomienie Studium Języka
i Kultury Chin (SJKCh), które oficjalnie ruszy od 1 października 2011. Zajęcia realizowane w ramach tej oferty edukacyjnej
adresowane są do studentów Uniwersytetu Wrocławskiego oraz wszystkich osób nie będących studentami Uniwersytetu Wrocławskiego legitymujących się świadectwem maturalnym i zainteresowanych językiem i kulturą Chin. Proponowane przez Instytut
Konfucjusza studium jest nieodpłatne dla studentów i pracowników Uniwersytetu Wrocławskiego, mogą oni również realizować
pełny trzyletni program oferty lub realizować tylko wybrane z niej przedmioty. W ramach Studium oprócz intensywnej nauki języka
chińskiego zaplanowane zostały wykłady na temat tradycji, filozofii, historii i kultury Chin.
D
ziałalność Instytutu Konfucjusza w ciągu trzech lat znacznie się rozszerzyła, oprócz odpłatnych popołudniowych kursów komercyjnych na trzech poziomach zaawansowania, poprzez zajęcia ze Studium Języka i Kultury Chin, kursy języka polskiego dla
studentów z Chin aż do szerokiej działalności kulturalnej w skład której wchodzą cykliczne wykłady, spotkania z filmem chińskim,
warsztaty oraz święta chińskie.
Szczegóły na stronie www.ik.uni.wroc.pl lub pod nr. tel. 71 788 92 45
PREZENTACJA
Kreateria – wszystko o decoupage
Przenieśmy się pamięcią do czasów, kiedy w większości sklepów widzieliśmy na
półkach te same artykuły, a inne były stale deficytowe. W naszych mieszkaniach stały
podobne meblościanki, bawiliśmy się identycznymi zabawkami. Chodziliśmy w butach
jednego rodzaju, a pół miasta nosiło kurtki, chusty i swetry takiego samego typu.
Czym jednak można było wyróżnić się spośród szarej rzeczywistości? To już zależało od naszej
kreatywności. Pamiętacie własnoręcznie wykonane naszyjniki
z makaronowych gwiazdek uprażonych na patelni? Ufarbowaną
barwnikiem koszulkę związaną
na supeł? Własnoręcznie szyte
ubranka dla lalek, samodzielnie
wykonane kartki z życzeniami
dla babci, wazoniki z butelek
okręconych kolorową włóczką?
Wzdychamy… Czy to nie było
pasjonujące? Czy dziś ktoś pomyśli, żeby zrobić coś oryginalnego dla domu, dla siebie
albo dla kogoś w prezencie?
październik 2011
Chyba prościej kupić cokolwiek w sklepie… ale
czy zdajemy się sprawę,
ile takich samych rzeczy
jest w innych domach,
ile takich samych prezentów powędrowało do
obdarowywanych osób?
Czy taki podarunek jest
od serca? Może spróbować zrobić coś własnoręcznie?
Nie wierzysz, że możesz wykonać
piękną szkatułkę na drobiazgi,
broszkę ufilcowaną z prawdziwej
wełny, może pozłoconą ikonę,
biżuterię – a może oryginalny
album na zdjęcia?
Jest takie miejsce we Wrocławiu
– Kreateria, sklep z ponad sześcioletnią tradycją. Klimat bajkowy,
sklep wypełniony po brzegi artykułami różnej maści – aż pęka
w szwach. Dostaniesz tu rzeczy,
które nie służą do czegoś konkretnego, ale można je wykorzystać do wielu dekoracji. Stąd
właśnie nazwa Kreateria i hasło:
bądź kreatywny! Wśród różnych
preparatów i farb znajdziecie
mnóstwo dekoracyjnych papierów, dziurkacze ozdobne, wycinające na papierze pieski, kotki,
kwiatki, motylki, autka – oraz
takie, które przytną brzegi kartki
we wzory ornamentowe. Znaleźć
tu można różnorodne stempelki
do dekoracji kartek z życzeniami,
do zaprojektowania zaproszeń
na własny ślub, na chrzciny, na
roczek. Wśród tysiąca drobiazgów
znajdują się kolorowe piórka,
brokaty, pudry, naklejki ażurowe,
filce w arkuszach do wycinania,
różnego rodzaju szablony (np. do
malowania na ścianie), sznurki do
wyplatania kwiatków, kolorowe
tasiemki i mnóstwo innych, których nie sposób wymienić.
To wszystko przy odrobinie wyobraźni może odmienić nasz dom,
a pasja kreatywnego hobby może
stać się naszym sposobem na
spędzanie wolnego czasu.
W poniedziałki cyklicznie odbywają się w Kreaterii darmowe pokazy, przyjść może każdy. Można
podejrzeć sam proces tworzenia
określonej dekoracji. Odbywają
się również warsztaty, na których
można nauczyć się w praktyce
tworzenia pięknych dekoracji w
różnych technikach. Warsztaty
są sposobem na bardzo ciekawe
spędzenie wolnego czasu. Takie
zajęcia czasem fundują swoim
pracownikom firmy, jest to alternatywa dla wyjazdów integracyjnych, które już chyba wszystkim
spowszedniały, podczas gdy twórcze spędzenie czasu, nauczenie się
czegoś lub po prostu odkrycie w
sobie zacięcia artystycznego – jest
arcyciekawe.
Na warsztaty może zgłosić się
każdy, kto poczuje w sobie chęć
wypróbowania własnych sił, kto
chce się nauczyć robić coś szalenie ciekawego i pięknego, kto
nie obawia się, że przerodzi się
to w pasję, która zawładnie każdą
wolną chwilą.
Czego można nauczyć się na
warsztatach, co może przerodzić
się „nałóg”? Czy takie terminy
jak decoupage, scrapbooking,
embossing, filcowanie mogą
cokolwiek wyjaśnić? Chyba
tylko nielicznym, którzy „coś,
gdzieś” słyszeli lub potrafią sobie
przetłumaczyć z języka obcego.
Decoupage to wycinanie, ozdabianie przedmiotów codziennego
użytku przy pomocy papierów
z oryginalnymi motywami, ale
również przy pomocy zwykłych
serwetek gastronomicznych.
Czy wycierając usta serwetką
z nadrukiem kwiatów można
domyślić się, że te sama serwetka
zdobi piękną osłonkę na doniczkę? Czy stary dzbanek zamiast
w śmietniku, zostanie w naszej
kuchni? Niezwykle ciekawa
technika decoupage pozwala na
ozdabianie przedmiotów z drewna, szkła, tworzyw sztucznych,
itp. ale również tkanin.
Scrapbooking to z kolei tworzenie oryginalnych albumów
zdjęć rodzinnych, albumów
ze ślubu, mini-albumików z
różnych uroczystości, wyjazdów
i podobnych wydarzeń. To również technika tworzenia oryginalnych przepiśników z zebranych
własnych przepisów kulinarnych
– zaprojektowane w stylu retro
lub artdeco, są oryginalnym
zbiorem własnych przepisów
lub przemiłym prezentem np.
dla osób wprowadzających się
do nowego mieszkania.
Filcowanie to czary-mary z
owczej wełny w postaci barwionego runa. Ugniatając w odpowiedni sposób ułożoną wełnę
polewaną ciepła wodą, otrzymamy oryginalną czapkę filcową
lub piękną broszkę, ale również
torebkę, portmonetkę , etui na
okulary lub telefon itp. itd.
Nie można wymienić wszystkiego, bo kreatywność nie zna
granic. Można jednak (a nawet
wypada!) odwiedzić to wyjątkowe miejsce i zaczerpnąć
natchnienia, aby móc stworzyć
sobie niepowtarzalną ozdobę
albo obdarować kogoś bliskiego własnoręcznie wykonanym
prezentem – tak z głębi serca
i z duszą.
www.kreateria.pl
– świat artystycznego hobby –
wejdź i odkryj swoją pasję…
Wrocław, ul. Dobra 12,
sklep Kreateria.
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 34
Styl życia
Kuchnie świata
Marek Pietka
Nasi słowiańscy przodkowie, zamieszkujący
drewniane grody i osady na słabo zaludnionych
terenach państwa wczesnych Piastów, nie znali
sporej części warzyw, owoców i potraw, które
obecnie są dla nas codziennością.
Ziemniaki, które dziś są „oczywistą oczywistością” w polskiej
kuchni (vide odwieczny „schabowy z ziemniakami i kapustą”), pojawiły się w Polsce za czasów Jana
III Sobieskiego, a upowszechniły
dopiero sto lat później (zresztą w
XIX wieku stały się podstawą pożywienia sporej części populacji i
ratowały masę ludzi przed głodem,
a przynajmniej zmniejszały jego
skutki). Ba, tak zwyczajne dla nas
warzywa jak marchew, pietruszka,
seler i por sprowadziła do Polski
żona króla Zygmunta Starego,
królowa Bona (stąd też nazywamy
te jarzyny „włoszczyzną”). Kmieć
średniowieczny często jadał natomiast groch, kaszę (gryczaną,
jęczmienną, jaglaną), bób, rzepę,
rzadziej mięso (częściej spotykane na stołach szlacheckich).
Znano jabłka, gruszki, borówki,
wiśnie. O ananasach, bananach,
pomarańczach nikt przez wieki
nie słyszał – albo… tylko słyszał.
Cóż dopiero o „kebabie”, „sushi”,
„tortilli” czy innych „zagramanicznych wynalazkach”!
Współcześnie kuchnie świata
są w modzie – w prawie każdym
większym mieście można znaleźć
co najmniej kilka czy kilkanaście
(czasem dużo więcej!) restauracji
z potrawami greckimi, włoskimi,
japońskimi czy francuskimi. Ba,
żeby natrafić na lokal turecki,
chiński czy wietnamski nie trzeba
nawet wybierać się do dużego
miasta – tego rodzaju przybytki często znajdziemy nawet na
głuchej prowincji. Oczywiście
rodzi się pytanie, ile wspólnego
z prawdziwą egzotyką mają wyrastające jak grzyby po deszczu
„bary tureckie” czy „jadłodajnie
chińskie”, niekiedy mało różniące
się od ordynarnych fast-foodów –
ale to już zupełnie inna kwestia.
Modna jest kuchnia japońska,
kojarzona głównie z twarogiem
sojowym tofu (obecnym także w
kuchni chińskiej i koreańskiej) i
słynnym sushi. W skład tej drugiej
potrawy wchodzi przede wszystkim gotowany ryż (zaprawiony
octem ryżowym), który uzupełnia
się najróżniejszymi dodatkami –
przez Turków i chociaż jarzmo
to w końcu zrzucili, to jednak w
greckiej kuchni pozostało wiele
tureckich wpływów – przykładem
mogą tu być gyros i kebab, robiące
furorę także w wielu innych krajach (często w fast-foodach). Nie
ma chyba zresztą powodu, by się
tych wpływów wyrzekać.
Dania kuchni włoskiej serwowane
są w wielu miejscach, w tym m.in.
w Amalfi przy ulicy Więziennej.
Nazwa lokalu wprost zaczerpnięta
została z nazwy miasteczka Amalfi, położonego niedaleko Neapolu.
Restauracja szczyci się oryginalnym, rzemieślniczo wykonanym
piecem na drewno, który służy
do wypiekania pizzy. W kuchni
włoskiej stosuje się wiele warzyw,
a także przypraw (pieprz, bazylia,
estragon, tymianek, rozmaryn).
Popularny są także sery (parmezan, gorgonzola, mozzarella) i
oliwa z oliwek. Klasyczne potrawy
to spaghetti, risotto, tortellini (małe
pierogi z nadzieniem mięsnym)
czy zupa warzywna minestrone.
Słynne są także desery – tiramisu,
zabaglione i kilkanaście innych.
Bez problemu natrafimy we Wrocławiu na lokale serwujące potrawy meksykańskie. Kuchnia
Meksyku łączy w sobie tradycyjne
przepisy indiańskie z wpływami
hiszpańskimi, przywiezionymi
przez konkwistadorów i europejskich osadników. W dużej mierze
kuchnia ta opiera się na wykorzystaniu kukurydzy i różnych
gatunków fasoli, dużą rolę odgrywają także ostre przyprawy i
papryka chili. W wielu typowych
potrawach meksykańskich wykorzystuje się placki tortilla. Mamy
kawałkami ryb, owocami morza
(czyli morskimi skorupiakami i
mięczakami), grzybami, jajkami
i warzywami. Istnieje wiele rodzajów sushi, np. nigiri-zushi (ryż
formowany w owalne paluszki,
na który kładzie się rybę lub owoc
morza), maki-zushi (wałek z ryżu
owinięty prasowanymi algami
morskimi), chirashi-zushi („porozsypywane”). Różne rodzaje
sushi oferuje choćby wrocławska
restauracja „I love sushi” przy
ulicy Strońskiej (za centrum handlowym Ferio Gaj). Podawane
są także japońskie alkohole (sake
czy wino śliwkowe choya). Wnętrze również utrzymane jest w
klasycznej stylistyce Kraju Kwitnącej Wiśni, a zatem obywa się bez
zbędnych „fajerwerków”, za to jest
schludne i estetyczne.
Miłośników chińszczyzny zaprasza do siebie wrocławska filia
sieci China Town. Restauracja
mieści się w Centrum Handlowym
„Magnolia Park”, w ofercie ma
m.in. sajgonki, kurczaka gong bao,
rozmaite potrawy na bazie ryżu i
makaronu, potrawy z wołowiny,
wiele rodzajów zup, dania rybne i
owoce morza. Menu w większości
opiera się o przepisy z kuchni chińskiej. Zdradzimy jeszcze tylko, że
we Wrocławiu znajdziemy także
parę innych jadłodajni chińskich,
a także lokale wietnamskie i koreańskie.
REKLAMA
Z Dalekiego Wschodu wróćmy
do korzeni, czyli do Europy. Nietrudno w stolicy Dolnego Śląska
natrafić na restauracje greckie –
przykładem niech będzie otwarty
niedawno lokal Pita Pan przy ulicy
Kiebaśniczej. Właścicielem Pita
Pan jest rodowity Grek, z Grecji
pochodzą też główne składniki potraw, decydujące o ich iście helleńskiej specyfice. W kuchni greckiej
stosuje się dużo warzyw, oliwy i
czosnku, a także ryb i baraniny.
Popularne dania to np. avgolemono (rozmaite zupy na bazie jajek i
cytryny), zupa fasolowa, zapiekanka mięsno-ziemniaczana mousaka.
Jak wiemy, Grecy przez dobrych
kilka stuleci po ostatecznym upadku Konstantynopola był rządzony
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
więc nachos (kawałki tortilli polane roztopionym serem), tacos
(tortilla kukurydziana z mięsem
wołowym i warzywami), burrito
(placki pszenicznej tortilli owinięte
farszem) i enchiladas (smażona
tortilla z sosem i farszem). Prócz
tego do potraw meksykańskich
zaliczamy ceviche (sałatkę z owocami morza), chili con carne
(papryka chili z cebulą, czosnkiem,
pomidorami i drobno siekanym
mięsem, zazwyczaj wołowym).
Temat-rzeka to kuchnia żydowska,
specyficzna z powodu ścisłych
wymagań dotyczących koszerności (w myśl żydowskiej religii
potrawy dzielą się na koszerne, tj.
czyste, dozwolone – oraz trefne,
czyli nieczyste, godne odrzucenia). Nie znajdziemy tu więc
wieprzowiny, krwi, łączenia mięsa
z mlekiem, ani skorupiaków czy
owadów. Mięso ma pochodzić z
uboju rytualnego (który według
niektórych jest niehumanitarny).
Jedną z potraw jest czulent – rodzaj gulaszu z duszonego mięsa,
uzupełnionego cebulą, fasolą i
kaszą. Powszechnie spotyka się
także bajgle (rodzaj pieczywa),
macę (chleb przaśny) i wódka
pejsachówka.
Dla jednych jedzenie jest tylko
przykrą koniecznością, dla innych
to cała sztuka. Są i tacy, którzy
próbują się od tej konieczności
wyzwolić – co jakiś czas słyszymy rewelacje o ludziach, którzy
(według samych siebie i swoich
entuzjastów) nie jedzą, bo nie
muszą. Odżywiać mają się „energią kosmosu”, „energią wszechświata” etc. Funkcjonował kiedyś
nawet portal niejedzenie.pl – ale
funkcjonować przestał (czyżby
redakcja umarła z głodu?). Mamy
też niejedzenie.info – tu jednak
widnieje tylko stronica surowego,
suchego tekstu. Można rzec – nader chudy ten tekst…
Ci, których jedzenie bawi i cieszy,
zapewne szukają nowych smaków
i potraw, nie wahając się przed
sięganiem po przepisy z różnych
stron świata. To, co omówiliśmy,
to tylko wierzchołek góry lodowej,
bo przecież każdy naród opracował własne sposoby i przepisy,
każdy ma odrębne pojęcie o tym,
co nadaje się do jedzenia i co jest
smaczne. To, co jednym wydaje
się zupełnie naturalne – innych
brzydzi. Wszak istnieją kraje, w
których normalnym składnikiem
diety są owady i robaki, co większości z nas wydaje się dość deprymujące (właściwie – dlaczego?).
REKLAMA
październik 2011
str 35
REKLAMA
Styl życia
w
o
low
law
c
ro
.pl
ian
s
@
ma
la
rek
październik 2011
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
Inwestycje
Wrocław się rozwija...
Co to oznacza dla niektórych?
czasochłonne do rozbrojenia.
Warto także sprawdzić stan naszych drzwi wejściowych. Jeśli
nie są one zbyt solidne, należy
Stolica Dolnego Śląska buduje się na potęgę.
przemyśleć zakup dobrych drzwi
Zbliża się Euro 2012, Wrocław wykorzystuantywłamaniowych w firmowym
je jak może dofinansowania z UE a do tego
salonie lub w autoryzowanym
sklepie. Jednocześnie pamiętajprzed nami wizja „Europejskiej Stolicy Kultumy, że zarówno rolety jak i drzwi
ry 2016.
antywłamaniowe są inwestycjami
Jest się z czego cieszyć, skoro ulice są już luźniejsze. Całą tę ra- na przyszłość i będą zapewniać
dnia 1 września mogliśmy przeje- dość przesłaniają troski mieszkań- nam bezpieczeństwo jeszcze
chać Most Milenijny bez dłuższe- ców Kozanowa, Kosmonautów, długo po Euro 2012
go postoju lub skrócić drogę do Pilczyc, Maślic i Stabłowic. W
pracy przez nowo otwartą obwod- cichych i spokojnych dotąd sySky Tower.
nicę, która nie pozwala przeoczyć pialniach Wrocławia pojawia się Olbrzymi wieżowiec postawiony
widoku budującego się stadionu. problem bezpieczeństwa, szcze- na miejscu legendarnego „PolteJednak polska mentalność, w któ- gólnie wśród mieszkańców na goru” wyrósł na naszych oczach
rą wpisane jest narzekanie, także parterze lub właścicieli sklepów. w ciągu ostatnich miesięcy i zmiei w tych przypadkach znajduje Włamania zdarzają się zawsze, nił krajobraz miasta. Góruje nad
wielu zwolenników. Każda wiel- lecz bliskość masowej imprezy Wrocławiem i jest widoczny z
ka inwestycja i przedsięwzięcie wzmaga lęk mieszkańców przed kilkunastu kilometrów od stolicy
zdobywa sobie przeciwników lub niechcianymi gośćmi lub aktami Dolnego Śląska. Obserwujemy
ludzi skorych do protestów. Każ- wandalizmu. Masowe imprezy jego budowę i podziwiamy ten
da zmiana naszego krajobrazu jest zawsze niosą sobą zwiększone osobliwy dla nas monument.
także wyzwaniem dla zwykłych ryzyko występków takich jak Wielu mieszkańców Krzyków
mieszkańców. O czym się mówi? wybijanie szyb w oknach lub nie zdaje sobie jednak sprawy, że
wywarzanie drzwi.
gdy zostanie ukończona budowa,
Dla naszego spokoju warto ro- przyjdzie czas na rozświetlenie
Euro 2012
Mimo wielu wątpliwości i trosk, zejrzeć się za roletami zewnętrz- wieżowca. Zapalenie świateł
prace komunikacyjne idą w przy- nymi, których konstrukcja jest w godzinach wieczornych dla
zwoitym tempie. Tylko wyczeki- bardzo dobrą przeszkodą dla mieszkańców będzie zapewne
wać otwarcia linii tramwajowej złodzieja. Wielu producentów dość widoczne i kłopotliwe. Dona Kozanów i końca prac przy produkuje dziś rolety zewnętrzne, tychczasowy sen może nie być już
krzyżówce Ostatni Grosz/Le- które dzięki swojej konstruk- tak spokojny jak dawniej.
gnicka. Stadion rośnie, a pobliskie cji są dla włamywacza bardzo Jeśli nie posiadamy wewnętrznych rolet, bądź żaluzji, to warto
przemyśleć ich zakup, gdy światła
wieżowca zaburzą nasz dotychczasowy spokój i aż nadto rozjaśnią nasze mieszkania. Ponoć
sama budowa Sky Towera odmieniła życie pobliskich osiedli, gdzie
tym samym wyjątkowo wzrosła
sprzedaż przesłon okiennych.
Producenci oferują dziś przeróżne
rodzaje rolet. Oprócz koloru materiału, który jest kwestią gustu oraz
zależy od wystroju danego wnętrza, należy sprawdzić jego jakość.
Koniecznym jest, aby w trakcie zakupu sprawdzić przepuszczalność
próbki materiału – najlepiej przykładając materiał do okna. Wielu
producentów posiada również
tzw. „materiały podgumowane”,
które całkowicie nie przepuszczają
światła i w odróżnieniu od wielu
tanich podróbek są bardzo dobre
jakościowo. Gwarancją zadowolenia jest także system prowadnic
do rolety zamawianej tylko i wyłącznie pod wymiar.
Bartłomiej Grabiec
Obwodnica/Most Rędziński
Długo oczekiwana ulga dla kierowców – nie tylko dla tych
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
podróżnych, którzy mijają teraz
Wrocław w 15 minut, ale przede
wszystkim dla samych mieszkańców. Okazały most, tablice i
ekrany to także zmiana krajobrazu
dla pobliskich mieszkańców i
mnóstwo dodatkowego oświetlenia. Przewidywana jest przeprawa
dziesiątek tysięcy aut na dobę.
Dniem i nocą autostrada żyje swoim hałaśliwym życiem. Obwodnica, która cieszy większość wrocławian, wielu przysparza jednak
trosk. Ci, którzy mieszkają w
okolicy boją się, że zastosowane
ekrany dźwiękowe nie będą zadowalającą osłoną przed hałasem, a
rozświetlona droga rozjaśni także
ich mieszkania po zmroku. To, co
dla większości wrocławian stało
się wybawieniem, dla niektórych
może być udręką. Jeśli ciężko
nam zrozumieć narzekających na
obwodnicę mieszkańców, to zawsze można wybrać się w wyżej
wymienione okolice i sprawdzić,
czy ich udręka wynika z polskiej
skłonności do marudzenia, czy
rzeczywiście ich protesty są uzasadnione.
Wspomnieliśmy już, jak można zaradzić światłom bijącym
wprost w nasze okna. Co więc
z hałasem? Na pewno Ci, którzy
w najbliższym czasie planują
wymienić okna, powinni rozejrzeć się za produktem o bardzo
dobrym stopniu wygłuszenia.
Informację o tym, jaki stopień
wygłuszenia gwarantuje nam
dany produkt powinien przedstawić każdy sprzedawca. Na stronach internetowych i w salonach
firmowych znajdziemy wiele
wiadomości o certyfikowanych
producentach „dobrych” okien.
Dobre okna to te, które powinny
nas zadowolić ze względu na takie parametry jak: przenikliwość
ciepła, odporność na włamanie,
wodoszczelność, trwałość i właściwości akustyczne. Nie dajmy
się nabrać, najtańsze okna PCV,
str 36
choćby wielokrotnie zachwalane,
nigdy nie będą osiągać wysokich
wyników w wyżej wymienionych
parametrach. Innymi słowy tanie
produkty nie zadowolą nas w
tych aspektach, które w praktyce
najbardziej interesują klientów
decydujących się na wymianę
okien. Pamiętajmy, że za okna o
bardzo dobrych właściwościach
akustycznych musimy zapłacić
więcej. Dzisiejsze okna, to inwestycja na kilkadziesiąt lat, a dopłata do bardzo dobrych jakościowo
okien nie jest wielka.
To, co cieszy jednych, zawsze
stanie się obiektem narzekań
drugich. Ci drudzy czasem przesadzają lub marudzą z zasady. Są
jednak przypadki, że ich troski
są uzasadnione.
[email protected]
REKLAMA
październik 2011
str 37
Planistyczne hokus-pokus
– z fioletowego na brązowe...
Marek
Natusiewicz
W czasach PRL podróżni dojeżdżający pociągiem do wrocławskiego Dworca Głównego
mieli wątpliwą przyjemność zapoznawać się
dość dokładnie z panoramą przemysłowego
Wrocławia. Co ciekawe, gdy już znaleźli się
w mieście, nie zawsze odnajdywali na trasie
swoich wędrówek te linie kolejowe, po których dotarli do Wrocławia i o których być
może wiedzieli, że składają się na najdłuższą
w Polsce sieć kolejowych linii szlakowych.
Tylko co jakiś czas nieoczekiwanie spotykali
na swojej drodze któryś z wielu wiaduktów
kolejowych...
Aby zrozumieć ten fenomen,
wystarczy spojrzeć na PRLowski projekt planu ogólnego miasta Wrocławia na rok 1985. Plan
ten, stworzony w duchu optymizmu co do dalszego rozwoju
miasta, zakładał, że niczego nam
z dorobku poprzedników nie
ubędzie, a wręcz przeciwnie – że
co nieco przybędzie. Przybędzie
zarówno mieszkańców, jak i
miejsc pracy w nowych zakładach. A że byliśmy gospodarką
dynamicznie rozwijającą się na
potrzeby Imperium, to i rezerw
terenowych na poczet tego
rozwoju było ponad potrzeby...
Nasi poprzednicy zabudowy-
wali Wrocław w taki sposób,
aby obiekty niemiłe oku (m.in.
przemysłowe i magazynowe)
ukryć za „parawanem” zabudowy neutralnej. Stworzone
w ten sposób zwarte obszary
zabudowy przemysłowej (na
ilustracji nr 1 zaznaczone kolorem filetowym), oddzielane były
od zabudowy mieszkaniowej
obiektami usługowymi, handlowymi bądź administracyjnymi.
Jednocześnie widać, że tereny
te najczęściej sąsiadowały z
zielenią, która uformowana w
wyraziste kliny miała poprawić
warunki życia mieszkańców, a
także zapewniać przewietrzanie
Wrocławia.
Współczesne plany rozwojowe
miasta w dość znaczący sposób
podważyły te zasady, o czym
świadczy jeden z graficznych
załączników towarzyszących
Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Wrocławia (2010),
zatytułowany „Struktura pasmowa Wrocławia” (ilustracja nr 2).
prawnymi... „Fiolet” między
kanałem żeglownym a linią
kolejową na Jelcz z ilustracji
nr 2 zmienił się w południowej
części pasma przemysłowego
(vis-a-vis Bartoszowic) na kolor
brązowy, zaś codzienna prasa
wrocławska poinformowała
nas, że na tym terenie deweloper
zamierza wybudować miasteczko Olimpia Port na ok. 10 tys.
mieszkańców1.
Inny artykuł zawiera informację, że za blisko 75 mln
zł spółka Alterco zamierza na
początku 2013 roku wystartować z budową hotelu, trzech
biurowców oraz kilkunastu
budynków mieszkalnych (dla
ok. 2 tys. mieszkańców) na Kowalach2, zlokalizowanych na terenie dawnej stoczni, nieopodal
skrzyżowania ul. Kwidzińskiej
z ul. Bruecknera (na ilustracji
nr 33 w kolorze fioletowym.).
Zapewne wszystko jest zgodne
z prawem (co prawda ściągnięta
14 września 2011 roku ze strony
internetowej UM ilustracja nr
4 tego nie potwierdza), jednak nadal pozostaje pytanie o
zgodność z prawdą... I przede
wszystkim – czy jest zgodne z
zasadami harmonijnego rozwoju miasta?
Popularne stwierdzenie głosi,
że diabeł tkwi w szczegółach.
Zatem przyjrzyjmy się szczegółowo fragmentowi Studium
(ilustracja nr 3), porównując
go z dotychczasowymi infor- Problem w tym, że obie inmacjami i ogólnymi zasadami westycje w znaczący sposób
niekorzystnie wpłyną na funkcjonowanie Wielkiej Wyspy,
która i tak już dzisiaj nie może
sobie poradzić z potokiem samochodów „najeżdżających”
ją od strony Strachocina-Wojnowa.
Podobne analizy można wykonywać dla wielu innych obszarów miasta, które w dotychczasowych planach zamalowywane
były na kolor fioletowy. Niektórym wydaje się, że wystarczy
jedynie zmienić kolor, aby stały
się one atrakcyjne. Zapewne
mieszkańcy byłych gruzowisk,
Inwestycje
składowisk lub dawnych pól irygacyjnych po latach będą mieli
coś do opowiedzenia... Niestety,
nie nam, a jedynie swoim lekarzom domowym... I zapewne
powody ich złego stanu zdrowia
nie zostaną rozpoznane...
p.s. Ilustracja nr 1 pochodzi
z publikacji Danieli Przyłęckiej pt. „Odbudowa i rozwój
Wrocławia w planach zagospodarowania przestrzennego”.
Pozostałe ilustracje pochodzą
ze stron Urzędu Miejskiego
Wrocławia.
Ilustracja 3: Kierunki zagospodarowania przestrzennego
- struktura funkcjonalno-przestrzenna - Arkusz C2
Ilustracja 1: Plan ogólny zagospodarowania przestrzennego m.
Wrocławia – perspektywa, 1985 r. (kopia uproszczonego planu
rysunku opracowanego przez zespół Pracowni Urbanistycznej
miasta Wrocławia pod kierunkiem K. Bieńkowskiego), 1973 rok.
Ilustracja 4: Zrzut ekranu ze strony Urzędu Miejskiego – na planie nr 387 tren ma oznaczenie U, tj. usługi...
Brąz zamiast fioletu: odczarować tereny nad Odrą. Rozmowa z Kazimierzem Śródką Źródło: http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,95327,10134989,Braz_zamiast_fioletu__odczarowac_tereny_nad_Odra.html),
2
Konsorcjum deweloperów zbuduje osiedle na Swojczycach Źródło: http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,9278398,Konsorcjum_deweloperow_zbuduje_osiedle_na_Swojczycach.html
3
http://wrosystem.um.wroc.pl/beta_4/webdisk/135391/1467ru05z02m06C2.pdf
1
Ilustracja 2: Struktura pasmowa Wrocławia
październik 2011
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 38
Polskie gniazdo
VI Doroczny Koncert Patriotyczny
Polskiego Gniazda, 4 września 2011r.
Alicja Natusiewicz, Gerwazy Świderski
Czas ucieka nieubłaganie – musimy odnotowywać mijające dni, aby
ocalić od zapomnienia to, co się w nich wydarzyło.
Pierwsza niedziela września
upłynęła we Wrocławiu przy
pięknej, jeszcze letniej pogodzie. Wśród bogatej zieleni
Parku Południowego zgromadzeni przy pomniku Fryderyka
Chopina mieszkańcy naszego
miasta mieli możność odpoczywając „uczyć się i zarazem
bawić” – a stało się to za sprawą
Fundacji „Polskie Gniazdo”.
Skąd tu słowo „gniazdo”? Otóż
to zazwyczaj miejsce ustronne,
bezpieczne, w którym rodzi się i
rozwija ku samodzielności nowe
życie. Ma ono już swoje własne
plany i dążenia, kształujące się
w oparciu o lokalną tradycję,
w tym przypadku wiekową
historię Polski, jej kulturę i
obyczaje. Takie właśnie cele i
zadania postawiła sobie za cel
w naszym Wrocławiu „Fundacja
Polskie Gniazdo”, skupiając
swoją uwagę i dokonania na
historycznych datach oraz na
działaniach ludzi zasłużonych
dla naszego narodu.
Bieżący rok kalendarzowy
polski Parlament ustanowił
„Rokiem Kolbiańskim”, poświęcając go pamięci Świętego
Maksymiliana Marii Kolbego,
dlatego też nasza Fundacja
przygotowała multimedialną,
plenerową imprezę muzyczno-filmową. Był to szósty Koncert
Patriotyczny z cyklu „Prawda – Pamięć – Tożsamość”.
Pierwszy, dedykowany Janowi
Pawłowi II, odbył się w roku
2005. Druga edycja, która miała
miejsce w roku 2006, poświęcona była pamięci Aleksandra
Fredry i Fryderyka Chopina,
zaś trzecia – pamięci generała
Władysława Andersa. Właśnie
podczas trzeciej wystąpił m.in.
znany aktor Janusz Zakrzeński,
który trzy lata później zginął w
Smoleńsku. W roku 2008 koncert dedykowano pamięci zmarłego ks. Zdzisława Peszkow-
skiego, zaś w roku 2009 imprezę
poświęcono Romanowi Dmowskiemu. Koncert w roku 2010
upamiętniał 200-tną rocznicę
urodzin F. Chopina i 600-lecie
bitwy pod Grunwaldem oraz
był dedykowany pamięci ofiar
katastrofy smoleńskiej.
Podczas tegorocznej edycji
Przewodniczący Rady FPG,
pan Jerzy Ziomek, przypomniał
przyjaciół Fundacji, którzy
zginęli w Smoleńsku – Janusza
Zakrzeńskiego i panią dr inż.
Teresę Walewską-Przyjałkowską. W czasie występów pięknie
wybrzmiały tony znanej muzyki
i znanych pieśni w wykonaniu
zespołu „Basilica Cantans”
pod dyrekcją pani Mirosławy
Jury-Żegleń. Były to ulubione
przez nas „Legiony” Marszałka
Piłsudskiego (wiele zwrotek)
oraz „Rota”, odśpiewana na
stojąco razem ze zgromadzonymi licznie na koncercie gośćmi.
Drugą jego część stanowiła projekcja filmu Krzysztofa Zanussiego, zatytułowanego „Życie
za życie”, będącego osobliwą
biografią naszego Wielkiego
Świętego, Maksymiliana Marii
Kolbe. Mały Rajmund pragnął
być świętym od wczesnego
dzieciństwa – On, założyciel
franciszkańskiego Niepokalanowa pod Warszawą i japońskiego
w Nagasaki. Flm ten przypomniał okrucieństwo Auschwitz
i brutalną napaść hitlerowskich
Niemiec na Polskę, wyrażając
ostry sprzeciw wobec ustrojów
totalitarnych.
Dopełniło tego osobiste wspomnienie uczestnika wojny
obronnej w roku 1939, ochotnika Korpusu Medycznego
„Armii Poznań” pod dowództwem generała Kutrzeby, nestora medycyny wrocławskiej,
profesora Gerwazego Świderskiego. Profesor Świderski w
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
1945 roku w bitwie pod Krotoszynem uratował 6 tysięcy
rannych żołnierzy rosyjskich
i niemieckich. Od tegoż 1945
roku jest pracownikiem Akademii Medycznej w Poznaniu
i we Wrocławiu. Od roku 1975
jest prezydentem i założycielem
Światowej Federacji Chirurgów
Kręgosłupa w Genewie przy
Światowej Organizacji Zdrowia
oraz dziekanem Fakultetu Partnerstwa Narodów UNESCO.
Od 1991 roku jest dyrektorem i
założycielem pierwszej w świecie Kliniki Chirurgii i Urazów
Kręgosłupa. Poniżej prezentujemy treść pierwszej części
jego przemówienia, część druga
i trzecia (poświęcone II wojnie
światowej) zostaną zaprezen- lat dzieciństwa miałem osobliwy
towane kolejno w listopadzie kontakt ze św. Maksymilianem
Kolbe. Zacznijmy od tego, że nie
i grudniu.
byłoby Niepokalanowa, gdyby
Przemówienie prof. Gerwaze- terenu tego nie wykupił hrabia
go Świderskiego wygłoszone Drucki-Lubecki, właściciel mapodczas VI Koncertu „Pamięć jątku Dłonie pod Kobylinem. Pomagał mu mój ojciec Stanisław
i Tożsamość”:
Świderski, aktywnie działający
Witam serdecznie wszystkich na niwie patriotyczno-społecznej
Państwa zgromadzonych tu, w południowej Wielkopolsce.
przy Pomniku Chopina i dzię- To po pierwsze. Po drugie,
kuję szczególnie zespołowi „Ba- śledząc od 1932 roku znakomitą
silica Cantans”. Dziękuję także działalność Kolbego, należałem
Panu Marianowi Jakubiszyno- do Rycerstwa Niepokalanej i
wi, pani Alicji Natusiewicz oraz abonowałem pismo „Rycerz
Panu Jerzemu Ziomkowi, którzy Niepokolanej”. Do dziś przereprezentują Fundację „Polskie chowuję egzemplarze tego pisma
w mojej bibliotece, traktując
Gniazdo”.
je jako jedne z najcenniejszych
Pierwszy temat, który pragnę publikacji. I teraz to, co chciałem
dziś omówić, to niejako synteza szczególnie podkreślić: wielu
postaci świętego Maksymiliana mówi, że Maksymilian to wielki
Marii Kolbego. Drugi to mijąca święty wśród Polaków. To nie
właśnie 71 rocznica wybuchu tak! Maksymilian to największy,
drugiej wojny światowej. Temat jeden z najbardziej znaczących
pierwszy: otóż w wielu publika- świętych w dziejach Kościoła
cjach i przemówieniach podkre- Katolickiego. Można ich pośla się, że Ojciec Maksymilian dzielić na dwie grupy. Pierwsza
jest jednym z wielkich Polaków to ci, którzy odeszli z tego świata
i świętych. Ja mam nieco od- po wielu latach znaczącego
mienne zdanie, a mam prawo do życia, odeszli jednak spokojnie
tego, aby się podzielić tą opinią, i zostali pochowani wśród swobowiem już od najwcześniejszych ich najbliższych. Drugą grupę
Gerwazy Świderski
stanowią Męczennicy – tych
znowu można podzielić na tych,
którzy zostali pozbawieni życia z
wyroku sądowego, rozstrzelani
w wyniku akcji takich oddziałów
jak SS i NKWD – i tych, bardzo
nielicznych, którzy poszli na
śmierć zupełnie dobrowolnie, z
własnej woli. Do takich należał
właśnie Kolbe.
Przypomnijmy, jak było. W Auschwitz Ojciec Kolbe przebywał
już od pewnego czasu; w dniu
tym, tak ważnym dla naszego
Kościoła, zbiegło z obozu kilkunastu więźniów. Na placu
apelowym zebrano więźniów
z tego bloku, przeznaczając
co dziesiątego do celi śmierci.
Był wśród nich ojciec rodziny,
Gajowniczek, który błagał, aby
wziąć to pod uwagę i ocalić
mu życie. Słysząc to, święty
Maksymilian wystąpił z szeregu,
mówiąc: „proszę mnie wziąć w
jego miejsce”. I tak się stało:
zginął ostatecznie po wielu
dniach głodówki. Zgon wywołano za pomocą zastrzyku fenolu.
Nawet Jan Chrzciciel i kardynał
Tomasz More z Londynu zginęli
z rozkazu – drugi za sprzeciw
wobec kolejnego, bezprawnego
małżeństwa króla Henryka VIII.
Dlatego też uznaję świętego
Maksymiliana Marię Kolbego
za jednego z pierwszych świętych w dziejach Kościoła, który
spełnił naukę Chrystusa, że
„nikt nie ma większej miłości
od tej, gdy ktoś życie swoje
oddaje za przyjaciół swoich”
(J 15,13).
Za dzień wrześniowego spotkania w pięknym Parku Południowym składamy Panu
Bogu wielkie dzięki, chwała
zaś profesorowi Świderskiemu
i wykonawcom za to, że obecni
na koncercie mogli ożywić
pamięć pięknej muzyki oraz
polskiego września ’39 oraz
jego nieugiętych żołnierzy i
dowódców, spośród których
wielu po zaledwie kilku tygodniach zostało zaliczonych do
„wyklętych” przez Niemców (a
I takich świętych, którzy szli na potem także przez Sowietów)
śmierć dobrowolnie, ofiaro- i w wielkiej liczbie nieludzko
wując swoje życie za drugiego pozbawionych życia.
człowieka – nie było wielu.
październik 2011
str 39
Zdrowie
Tajemnica bólu. Czym jest ból?
Alicja
Grzesiak
Nic lepszego człowiek nie może zrobić człowiekowi, niż uwolnić go od bólu, i nic gorszego, niż
mu zadać ból.
Sławomir Mrożek
Według definicji Międzynarodowego Stowarzyszenia Badania Bólu (IASP) ból jest doznaniem zmysłowym (czuciowym),
które ma swoją anatomię i
fizjologię, jest także przeżyciem
emocjonalnym, cierpieniem,
psychiczną reakcją na doznany i
rozpoznany bodziec. Odczuwanie bólu jest zawsze subiektywne. Ból fizyczny jest najczęściej
odczuciem odnoszącym się
do jakiejś części ciała. Jest
odczuciem przykrym, nieprzyjemnym, dlatego jest również
doznaniem emocjonalnym. Na
odczuwanie bólu i cierpienia
wpływ mają także czynniki
behawioralne, rozwojowe, psychologiczne, rodzinne, środowiskowe i kulturowe. Ból dotyka
wszystkich. Wcześniej czy później zaboli ząb, złamiemy rękę,
oparzymy się wrzątkiem lub
pojawi się poważna choroba,
czasem konieczność operacji.
Część zabiegów medycznych
jest z natury bolesna, nawet
zwykły zastrzyk u niektórych
powoduje omdlenie i silny stres.
Tajemnica bólu - tytuł zapożyczyłam z najbardziej znanej publikacji na świecie poświęconej
bólowi, jego genezie, sposobom
leczenia, zawierającej fakty i
wątpliwości, której autorami
są Ronald Melzack i Patrick
D. Wall. Melzack – profesor
psychologii na uniwersytecie
w Montrealu, Wall – lekarz, fizjolog bólu, absolwent studiów
medycznych w Oksfordzie.
Dlaczego wątpliwości? Lekarze
i pacjenci wiedzą, że niektóre
rodzaje bólu nie poddają się
żadnemu leczeniu. Pacjenci
cierpią, otrzymują środki farmakologiczne o coraz silniejszym
działaniu, poddają się różnym
terapiom neurologicznym, a
ból trwa. Ból może podążać
objazdami, jak w przypadku
pacjentów z zawałem, których
nie kłuje w sercu, lecz w lewym
ramieniu. Jego natura jest tak
skomplikowana, że mogą go
spowodować nawet... leki
przeciwbólowe. Jeśli na własną
październik 2011
rękę przez ponad dziesięć dni
w miesiącu zażywamy tabletki,
pojawia się niekiedy „wywołany
lekami ból głowy”. A jeśli
ból, niezależnie od formy,
utrzymuje się długo, zjawiskami
towarzyszącymi stać się mogą
lęki i depresje - twierdzi
Rolf Detlef Treede, profesor
neuropsychologii w Mannheim
i przewodniczący Niemieckiego
Towarzystwa Badań nad Bólem.
Kauzalgia to jeden z tych rodzajów przeszywającego, wyniszczającego bólu, które po jakimś
czasie są w stanie doprowadzić
pacjenta do samobójstwa. Pacjent po drodze przechodzi
depresję i wiele trudnych stanów emocjonalnych – łącznie
z kryzysem psychologicznym.
Kauzalgia pojawia się w
polu zaopatrywanym przez
uszkodzony nerw. Co ciekawe,
ból zjawia się czasem natychmiast po urazie, a kiedy indziej
dopiero po wielu miesiącach,
gdy rana jest już zagojona.
Trudno wtedy nawet znaleźć
związek z wydarzeniem, które
go spowodowało. Zdarza się, że
i miejsce bólu jest dość odległe
od miejsca uszkodzenia ciała.
Niekiedy nawet dotyk miękkiej
tkaniny wywołuje reakcję bólową - ból fantomowy, o którym
już wcześniej wspominałam.
Boli część ciała, której nie ma,
bo została amputowana. Istniają
także bardziej „popularne” neuralgie, migreny, bóle kręgosłupa – które mają nieskończenie
wiele odmian.
Morfina może pobudzać rozwój
nowotworów. Stosowana jako
lek przeciwbólowy u pacjentów
po operacji lub u chorych na
raka, może pobudzać wzrost i
przerzuty nowotworu - wynika z
badań amerykańskich, o których
poinformowano na spotkaniu American Association for
Cancer Research w Bostonie.
Jest wiele metod medycznych
i farmakologicznych uśmierzania bólu. Powstała odrębna
dziedzina wiedzy do walki z
bólem, cześć lekarzy anestezjo-
logów specjalizuje
się w tym wąskim
obszarze, zgłębiając
tajniki skutecznego
działania. Jednak
nie zawsze odnoszą
oni sukces. Co wtedy zaproponować
człowiekowi, który
nie śpi po nocach,
który nie chce żyć
z powodu bólu,
który jest u kresu
wytrzymałości? W
pewnych warunkach ból traci swoją
ewolucyjną funkcję
ostrzegawczą, która
zapewnia człowiekowi przeżycie. Towarzyszy mu dzień
i noc. Wpisuje się
w mózg i kręgosłup tak mocno,
że cierpienie pozostaje, mimo że
wywołujący je bodziec dawno minął.
I wtedy ból sam staje się chorobą. Jeśli
chcemy go złagodzić, potrzebujemy
więcej tabletek,
kropli lub czopków
oraz psychoterapeuty. Musimy leczyć pamięć o bólu
– zmienić ślady w
mózgu i w kręgosłupie, które pozostawiło tam życie z
przewlekłą męczarnią. – Nawet jeśli
nic nie widać, ból
jest realny – mówi Treede. Bólu
nie można sobie wmówić. Stres
często wzmacnia ból.
W amerykańskich ośrodkach
leczenia bólu (o czym wspominałam) pracują lekarze i psychoterapeuci. O jakich psychologicznych sposobach leczenia
bólu mówi prof. Melzack?
RELAKSACJA. Prowadzi ona
do zmniejszenia aktywności
współczulnego i motorycznego układu nerwowego.
Obecny tryb życia sprawia,
że jesteśmy napięci i rozdrażnieni. Może to prowadzić
w konsekwencji do takiej
aktywności neuronów, że
zaczynają wysyłać one sygnał
bólowy do mózgu. Za pomocą
metody relaksacji, która ma
nieskończenie wiele odmian,
można pomóc pacjentowi lub
samemu sobie.
HIPNOZA. Jest najstarszą formą terapii bólu. Do tej części
możemy włączyć PLACEBO.
Podczas badań („Tajemnica
bólu”) okazało się, że zioła i
różne rośliny stosowane jako
środki uśmierzające ból przez
setki, a nawet tysiące lat, które
były skuteczne – nie zawierają
składników czynnych. Zadziałał
więc efekt placebo. Pacjenci
mieli zaufanie do lekarza, zielarza czy szamana. Wierzyli, że
otrzymują odpowiednie medykamenty. To zaufanie sprawiło,
że leki były skuteczne. „Wiara
czyni cuda”. Obecne badania
nad placebo mówią o 50-60%
skuteczności.
POZNAWCZE SPOSOBY
WALKI Z BÓLEM to m.in. metoda wyobrażeniowa osłabienia
uwagi, metoda wyobrażeniowa
przekształcania bólu, metoda
wyobrażeniowa przekształcania
kontekstu, skierowanie uwagi
na zewnątrz, skierowanie uwagi
do wewnątrz, somatyzacja.
(„Tajemnica bólu” Ronald Melzack)
mgr Alicja Grzesiak, specjalista psychologii kryzysu http://www.alicjagrzesiak.pl/
Klinika Powrotu do Zdrowia –
http://www.powrotdozdrowia.pl
„Procesy psychologiczne stanowią integralną część mechani- REKLAMA
zmów bólowych (…) Fakt ten
powoduje, że terapia psychologiczna, nie pozostaje już na drugorzędnej pozycji, a to znaczy, że
już nie sięga się po nią wyłącznie
wtedy, gdy wszystko inne zawodzi. Jest ona częścią wszystkich
form leczenia. To sprawia, że
terapia psychologiczna, a nawet
efekt placebo, są traktowane
poważnie”
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 40
Gdzie najtaniej
Hiperwyścig
Ewa
Tomaszewska
Ośmiu marketowych potentatów, trzynaście produktów i
czterech doświadczonych ankieterów. Tak właśnie wyglądał
koniec września w naszej redakcji. Uzbrojeni w siatki, listy
zakupowe i – co niektórzy – w
samochód ruszyliśmy na podbój
wrocławskich marketów. Jak
zwykle nie było łatwo, jak zwykle mieliśmy problemy ze znalezieniem niektórych produktów.
I jak zwykle w końcu udało
nam się skomponować spójne
zestawienie. Efekty naszej pracy
prezentujemy poniżej.
Na początek należy wytłumaczyć, skąd w tym miesiącu tak
duża ilość przeliczników. Wiąże
się to z faktem, iż bardzo często
sklepy proponowały większą
gramaturę towaru, który w
efekcie po przeliczeniu na standardowe dla nas jednostki okazywał się tańszy (niż kilogram).
Dotyczyło to głównie jabłek i
Jacobs Kronung.
Lokata/
Czerwiec
Lipiec
Sierpień Wrzesień PaździerW Biedronce i
Sklep
nik
Lidlu produktu
I
Lidl
Lidl
Auchan
Auchan
E.Leclerc
tego nie znaleźliII
Biedronka Biedronka Biedronka E.Leclerc
Auchan
śmy na półkach,
tak więc również
III
Carrefour
Real
Carrefour Biedronka Biedronka
musieliśmy poliIV
Tesco
Kaufland Kaufland
Lidl
Lidl
czyć średnią cenę
V
E.Leclerc
E.Leclerc
Real
Real
Carrefour
kawy. Ostatnim
VI
Real
Auchan
Tesco
Tesco
Real
towarem, nad którym musieliśmy
VII
Carrefour E.Leclerc Carrefour
Tesco
dłużej przysiąść…
VIII
Tesco
Kaufland Kaufland
było piwo. Po raz
Auchan
Lidl
drugi Biedronka i
i Kaufland
w remoncie
Lidl postanowiły
nie brały
udziału
nas uraczyć większym litrażem,
za co oczywiście pretensji nie raz pierwszy znalazł się gratis. te nie były aż tak rażące, choć
mamy. Nowością było to, iż w Podczas zakupów w Centrum naturalnie zastanawiającym jest,
październikowym rankingu po Handlowym Auchan zauważy- dlaczego taka sama czekolada w
liśmy, że najtańsze 10 jajek jest Carrefourze jest o 0,97 zł niż w
niejako poszerzone o pakiet dwu Auchanie. O ile jeszcze można
Real
Tesco
Kaujaj dodatkowych. A teraz kilka zrozumieć, że różnica wynosząfland
ca 2,16 zł w przypadku filetów
obserwacji natury ogólnej.
Miesiąc temu zastanawialiśmy z kurczaka umotywowana może
2,79
2,29
2,69
się nad niesamowitym skokiem, być indywidualnymi prefejakiego dokonał E.Leclerc (z rencjami producenta, jakimś
3,77*
3,79
3,79
końca stawki na drugą lokatę). specjalnym chowem drobiu,
W październiku sklep z ulicy czy po prostu pochodzeniem
Zakładowej okazał się nie- mięsa, o tyle niemal złotówka
1,69
1,69
5,59
kwestionowanym zwycięzcą. wahań czekolady, która przecież
Pokonał dotychczasowego try- zawsze jest taka sama, poważ0,59
0,69
0,69
umfatora (Auchan) o 0,90 zł. nie zastanawia. Warto jeszcze
Różnica wprawdzie niewielka, wspomnieć, że październikowa
3,05
3,19
2,95
jednak niezwykle istotna. Ko- różnica pomiędzy najtańszym a
lejne miejsce zajęła Biedronka, z najdroższym sklepem wyniosła
11,99 11,99 11,69 pracownikami której niezwykle 6,43 zł.
dobrze nam się komunikowało. Podsumowując, trzeba stwier2
1,89
1,89
Dwa ostatnie miejsca należą dzić, że odwiedzane markety
do Tesco i Kauflandu (różnica z miesiąca na miesiąc oferują
2,99
2,49
2,32
pomiędzy nimi wynosi 1,83 zł). swoim klientom coraz ciekawKaufland zajął ostatnie miejscu sze rozwiązania i promocje.
14,95 15,34* 15,99 rankingu w głównej mierze Trzeba mieć nadzieję, iż to naza przyczyną najdroższego (naj- prawdę ukłon w stronę nabywdroższego w naszym rankingu, ców, nie zaś jedynie chwyt
0,79
0,79
0,79
a najtańszego na półkach Kau- marketingowy. Na przestrzeni
flandu) papieru toaletowego. kilku miesięcy zauważyć daje
3,8
3,31
3,32
Kosztował on aż 5,59 zł, czyli się także, iż różnica cenowa
o 3,92 zł więcej od ceny najtań- pomiędzy odwiedzanymi przez
4,39
4,49
3,59
szego papieru. Oczywiście jest nas marketami powoli topnieje.
to kwotowo najwyższa różnica Topnieją też moje opory przed
3,32
4,82
3,32
cenowa pomiędzy tym samym robieniem zakupów.
produktem zakupionym w róż- nych sklepach. W przypadku
56,12 56,77
58,6
pozostałych produktów różnice
ziemniaków. Okazało się, iż aż
w czterech sklepach bardziej
ekonomicznym było kupienie
np. dwu kilogramów owoców
niż kilograma. Jeśli chodzi zaś
o ziemniaki, w Biedronce nasi
ankieterzy musieli kupić opakowanie aż pięciokilogramowe,
gdyż po przeliczeniu okazało
się, że kilogram kosztuje zaledwie 0,37 zł. Można sobie tylko
wyobrazić, jak cięzko było nieść
taki balast przez dobrych kilka
ulic. Produktem problematycznym był także filet z kurczaka.
W dwu sklepach nie udało się
nam go nabyć, więc musieliśmy
wyciągnąć średnią cenę towaru.
Podobna sytuacja wyniknęła w
przypadku 250 gramów kawy
PRODUKT
E.Leclerc
Auchan
Biedronka
Lidl
Carrefour
Czekolada mleczna
Wedel 100g
10 jaj
2,99
2,22
2,29
2,69
3,19
3,19
4,48
3,79
3,79
3,591
Papier toaletowy
najtańszy 8 rolek
Najtańsza woda
niegazowana 1,5l
Piwo Żywiec
puszka 0,5l
Kawa Jacobs
Kronung 250g
Mleko
najtańsze 2%
Kilogram jabłek
1,85
1,67
2,29
1,99
1,99
0,99
0,55
0,69
0,69
0,69
2,94
2,94
2,853
2,38
2,49
10,99
11,64
11,66*
11,66*
11,65
1,99
1,71
1,89
1,89
1,89
1,86
1,81
1,984
2,009
2,99
Filet z kurczaka 1kg
13,99
15,98
14,99
15,34*
16,15
Kilogram ziemniaków
0,967
0,68
0,375
0,79
0,69
Cukier biały 1kg
3,65
3,3
3,49
3,49
3,39
Masło ekstra
kostka 200g
Najtańszy chleb
w przeliczeniu na kg
3,65
3,59
3,89
3,89
3,59
3,18
2,5
3,18
3,15
3,1
SUMA
52,17
53,07
53,36
53,67
55,4
10+2 gratis
przel. z 2kg
3
przel. z 0,55l
4
przel. z 1,5 kg
Lokaty zajmowane przez sklepy
w poszczególnych miesiącach
przel. z 5kg
przel. z 2kg
7
przel. z 2,5kg
8
przel. z butelki 0,65l
1
5
9
2
6
* brak towaru (średnia)
ADRESY WYLOSOWANYCH SKLEPÓW:
- Hipermarket Tesco w Magnolii (ul. Legnicka 58)
- Real. Centrum Handlowe Korona,
- Sklep Biedronka, ul. Nowowiejska 48
- Centrum Handlowe E.Leclerc, ul. Zakładowa 2-4,
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
przel. z 2kg
- Hipermarket Auchan, ul. Francuska 6, Bielany Wrocławskie
- Hipermarket Carrefour, Aleja Generała Józefa Hallera 52,
- Sklep Kaufland, ul. Legnicka 62A,
- Lidl: Obornicka 68,
październik 2011
REKLAMA
str 41
październik 2011
Gdzie najtaniej
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
Będzie się działo
Opracował:
Adam
T. Witczak
Październik 2011
– Co się dzieje we Wrocławiu?
1 października w BWA Galeria Awangarda (ul. Wita Stwosza
32) odbędzie się występ eksperymentalnego projektu muzycznego
Strotter Inst., powołanego do życia w 1998 roku przez Christopha
Hessa. Artysta wykorzystuje w swojej twórczości gramofony (często uszkodzone lub przebudowane w odpowiedni sposób), za ich
pomocą generuje specyficzne, często hałaśliwe brzmienia..
Podczas występów na żywo, Strotter Inst. generuje gęste dźwiękowe i
rytmiczne struktury. Muzyka wędruje
przez różne poziomy – łoskot w estetyce lo-fi zmienia się w kliki i skrobotania, po których nastają epickie
drony i wielopoziomowe połamane
bity, zamieniające się w końcu w
podejrzane basowe medytacje.
(http://avantart.pl)
1 października w Art Cafe
Kalambur przy ulicy Kuźniczej 29a o godzinie 21:00
wystąpi zespół Oranżada, grający psychodelicznego rocka z
elementami folkloru słowiańskiego i żydowskiego. Grupa
zaprezentuje m.in. utwory z
płyt „Samsara” i „Once Upon
A Train”, których wydawcą
jest znana w polskim podziemiu muzycznym wytwórnia
Obuh Records.
(…) refleksyjno-transowy styl
zespołu z silnym piętnem mazowieckiej melancholii i pogłosową
sosjerką nazywać będziemy psychodelią oranżadzką. Tropiciele
wpływów z łatwością wyłowią
potężne ślady stóp Kraut-rocka,
nieśmiertelnych opowieści z planety Gong, czy szaleńcze obroty
Spodka Tajemnic (…)
(Wojcek Czern – OBUH Records, http://www.oranzada.com)
2 października w klubie Alibi wystąpi raper Tomasz Iwańca
aka Grubson. Muzyk współpracował z takimi wykonawcami i
grupami muzycznymi jak: East West Rockers Sound System,
Junior Stress, Abradab, Natural Dread Killaz, DJ FEEL-X czy
DonGURALesko.
3 października w Centrum Kultury Impart (ul. Mazowiecka
17) odbędzie się koncert Macieja Maleńczuka i zespołu Psychodancing.
6 października w klubie Eter przy
ul. Kazimierza Wielkiego 20 o godzinie 18:30 zagra zespół rockowy
Ocean, który zaprezentuje m.in.
materiał z nowego albumu „Wojna
Świń”. Będą to zarazem obchody dziesiątej rocznicy powstania
grupy. Wystąpią także Flap Jack, Lipali i CLON.
6 października w Firleju (ul. Grabiszyńska 56) rozpocznie się
o godzinie 20:00 koncert grup Yellow Spots, Administratorr i
Komety. Yellow Spots (Żółte Kropki) to węgierska grupa psychobilly/ska, Administratorr to awangardowy zespół z Warszawy
(łączący w swojej twórczości elementy punk rocka i jazzu). Komety reklamują się natomiast jako „jeden z najpopularniejszych i
najbardziej rozpoznawalnych zespołów alternatywnych”.
6 października w Madness (ul. Hubska 6) o godzinie 19:00
zagrają zespoły rockowe The Wild Life, The Formacja i Uluru.
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
7 października w Klubie Muzycznym ŁYKEND (ul. Podwale
37/38) wystąpią Świetliki – istniejący od 1992 roku zespół
Marcina Świetlickiego, poety i wokalisty. Zespół splata w swojej muzyce elementy rocka, jazzu, reggae i poezji śpiewanej, a
całość uzupełniają ekscentryczne teksty, śpiewane i recytowane
przez Świetlickiego. Występ rozpocznie się o godzinie 19:00.
8 października w klubie „Kultowa” przy ul. Wita Stwosza
16 o godzinie 19:00 rozpocznie się koncert zespołów Koniec
Świata i Akurat. Oba wykonują energetyczną muzykę ska z
elementami reggae, punka i folku.
8 października w Klubie Muzycznym ŁYKEND (ul. Podwale
37/38) wystąpi o godzinie 20:00 grupa Carrantuohill – polska
legenda muzyki celtyckiej. Nazwa zespołu pochodzi od najwyższego szczytu w Irlandii. Carrantuohill funkcjonuje od roku 1987.
Przez ten czas grupa koncertowała zarówno w Polsce, jak i w Czechach, Irlandii, Niemczech, USA czy Rosji. Wydali kilkanaście
płyt – m.in. „Inis”, „Irish Dreams”, „Rocky Road To Dublin”.
8 października przy akademikach Politechniki (Wittigowo)
wystąpią grupy 2Tm2,3, Bethel
i Luxtorpeda. 2Tm2,3 to legenda
polskiego rocka chrześcijańskiego
z elementami folku, Luxtorpeda
to projekt powstały z inicjatywy
Roberta „Litzy” Friedricha, zaś
Bethel powstał w roku 2006 we
Wrocławiu i wykonuje rozmaite
odmiany muzyki reggae i ska.
Koncert będzie bezpłatny.
Śpiewam o życiu, cierpieniu człowieka, jego doświadczeniach,
umieraniu, radości i śmierci.
(Robert „Litza” Friedrich, założyciel Luxtorpedy – wywiad dla
portalu Fronda: http://fronda.pl)
8 października w Centrum Kultury Impart (ul. Mazowiecka
17) wystąpi Zu93 – wspólny projekt włoskiego awangardowego zespołu rockowo-jazzowego Zu i legendarnego kompozytora oraz wokalisty – Davida Tibeta, założyciela grupy
Current 93. Koncert odbędzie się o godzinie 20:00 i będzie
częścią festiwalu Avant Art.
str 42
16 października w klubie Puzzle na Rynku (Przejście Garncarskie) zagra i zaśpiewa Piotr Jan Brzeziński z Wołowa,
występujący jako Peter J. Birch. Na koncercie wystąpi także
Halla Nordfjord – piosenkarka z Islandii. Oboje wykonują
piosenki z pogranicza folku, rocka i poezji śpiewanej przy
akompaniamencie gitary akustycznej.
Ludzie są przesympatyczni i co ważne
– słuchają mojej muzyki, nie rozmawiają w trakcie koncertów. To dla mnie
bardzo ważne, gdyż gram i śpiewam
bardzo cicho.
(Halla Nordfjord o występach w Polsce
– wywiad dla portalu Muzyka Islandzka,
http://www.muzykaislandzka.pl)
16 października o godzinie 20:00 w Hali Stulecia wystąpi
legenda polskiej sceny bluesowej – grupa Dżem. Towarzyszyć
będzie jej orkiestra Filharmonii Wrocławskiej.
17 października w klubie Eter (ul. Kazimierza Wielkiego 20)
odbędzie się koncert „Lao Czesław Tour” – wspólne przedsięwzięcie grupy Lao Che (znanej m.in. z płyt „Powstanie
Warszawskie” i „Gusła”) i piosenkarza Czesława Mozila.
Start: godzina 19:00.
18 października o godzinie 18:30 w klubie Puzzle wystąpi
Ondrey Smeykal – czeski wirtuoz didgeridoo, tradycyjnego
instrumentu dętego australijskich Aborygenów. Didgeridoo ma
postać drewnianej rury długości okoła półtora metra.
19 października o godzinie 20:00 w klubie Etera (ul. Kazimierza Wielkiego 20) wystąpi zespół Raz, Dwa, Trzy. Kapela
powstała w roku 1990 w Zielonej Górze, w swojej twórczości
łączy muzykę rockową z poezją śpiewaną.
22 października w klubie Od Zmierzchu Do Świtu (ul. Krupnicza 15) zagra grupa hard-rockowa 4 Szmery. Zespół powstał
w roku 1996 i nawiązuje do brzmienia grup takich jak AC/DC.
23 października w klubie Eter
przy ul. Kazimierza Wielkiego 20
wystąpi Tinariwen – grupa muzyczna założona przez Tuaregów
z północnej Afryki. Zespół ten
wykonuje tradycyjną muzykę berberyjską, często jednak przy użyciu
nowoczesnych instrumentów, np.
gitary elektrycznej.
9 października o godzinie 20:00 w Niebo Cafe (ul. Ruska 51)
wystąpi grupa bluesowa Ścigani, założona dziesięć lat temu
w Rudzie Śląskiej.
10 października o godzinie 19:00 w Hali Orbita rozpocznie
się występ Chóru Aleksandrowa – słynny rosyjski akademicki
chór męski. Zespół ma w repertuarze pieśni ludowe, patriotyczne i religijne, a także utwory z obszaru muzyki rozrywkowej.
12 października w Katedrze Polskokatolickiej
św. Marii Magdaleny przy ul. Szewskiej 10 wystąpi słynny norweski saksofonista Jan Garbarek,
a towarzyszyć mu będzie zespół The Hilliard
Ensemble.
15 października w Firleju (ul.
Grabiszyńska 56) wystąpi legenda rocka alternatywnego – grupa
Melvins z USA. Zespół zaczął
grać na początku lat 80-tych,
wpłynął swą twórczością na takie
gatunki jak sludge metal i grunge.
Esencja stylu Melvins to muliste riffy sunące na masywnych,
acz powikłanych rytmicznych
konstrukcjach kreowanych
przez Dale’a Crovera (w ostatnich latach wspieranego przez
drugiego bębniarza – Coady’ego Willisa). To także groźny,
ale podszyty nieodzowną nutką groteski nastrój.
(Łukasz Iwasiński, onet.pl)
Okrzyknięci rewelacją
worldmusic ostatnich
lat, grali u boku takich
gwiazd jak Carlos Santana czy Rolling Stones.
Rok temu na Open’erze
zebrali pochlebne recenzje. Jesienią znów
przybywają do Polski
na dwa koncerty.
(Kamil Piotrowski, portal Folk 24 – http://www.
folk24.pl)
24 października w Sali Koncertowej im. J. Kaczmarka
Radia Wrocław (ul. Karkonoska 10) zaśpiewa Stacey Kent
– ceniona wokalistka jazzowa,
inspirująca się muzyką brazylijską i piosenką francuską.
27 października w Sali Koncertowej im. J. Kaczmarka Radia
Wrocław wystąpi kontrabasista jazzowy Charlie Haden wraz
z zespołem Charlie Haden’s Quartet West. Twórczość Hadena
wywarła wielki wpływ na rozwój free jazzu. Muzyk współpracował od lat 50-tych z wieloma wybitnymi artystami – m.in. z
Ornette Colemanem, Keithem Jarretem i Pathem Methenym.
27 października w Hali IASE (ul. Wystawowa 1) zagra zespół
Kult. Supportem będzie grupa Wu-hae.
30 października w Bezsenności (ul. Ruska 51) wystąpi Julia Marcell – polska piosenkarka, pianistka, skrzypaczka i kompozytorka
zamieszkała w Niemczech. Śpiewa utwory punkowe w aranżacjach
akustycznych opartych o fortepian i kwartet smyczkowy.
październik 2011
str 43
Będzie się działo
4 i 5 października (codziennie o 19:30) w Centrum Inicjatyw
Artystycznych (ul. Sienkiewicza 8a) wystawiana będzie monodrama Romualda Krężela „Ślub”. Spektakl zdobył GRAND
PRIX 39. Ogólnopolskiego Festiwalu Teatrów Jednego Aktora
2010 we Wrocławiu.
7 października w Centrum
Sztuki Impart przedstawienie
„Traktat o Manekinach” (na
podstawie prozy Bruno Schulza) zaprezentuje Teatr Wierszalin. Reżyserem spektaklu
jest Piotr Tomaszuk.
W dniach 4-7 października odbędzie się we Wrocławiu Międzynarodowa Konferencja Naukowa „Uniwersytet Wrocławski
w kulturze europejskiej XIX i XX wieku”. Panele i prelekcje
będą odbywać się w salach wykładowych Wydziału Prawa,
Administracji i Ekonomii, Wydziału Nauk Biologicznych
oraz Wydziału Nauk Historycznych i Biologicznych, a także
w Auli Leopoldina.
13 i 14 października odbywać się będzie we Wrocławiu konferencja naukowa „Claude Levi Strauss w dyskursie nauki. Inspiracje, recepcja, krytyka”. Organizatorami są Katedra Etnologii i
Antropologii Uniwersytetu Wrocławskiego (w której siedzibie
przy ul. Szewskiej 50/51 odbędzie się konferencja) oraz Oddział
Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego we Wrocławiu.
14 i 15 października w Instytucie Filologii Polskiej odbędzie się I Interdyscyplinarna Konferencja Naukowa z cyklu
Literatura i kultura popularna. Tematem tegorocznej edycji
będzie Literatura i kultura popularna w kontekście „starych” i
„nowych” mediów.
19 i 20 października zaprasza na II Ogólnopolską Konferencję
Naukową „Modelowanie Procesów Hydrologicznych”. Tematem będzie modelowanie matematyczne i fizyczne procesów
spotykanych w gospodarce wodnej.
20 i 21 października Polskie Zrzeszenie Inżynierów i Techników Sanitarnych (Oddział Dolnośląski) zaprasza na XXII
konferencję naukowę z cyklu „Postęp Techniczny w Wodociągach”. Miejscem obrad będzie siedziba NOT przy ulicy J.
Piłsudskiego 24.
26 i 27 października odbędzie się we Wrocławiu XI Międzynarodowa Konferencja Naukowa Infrastruktura Podziemna Miast.
Organizatorem jest Politechnika Wrocławska.
W dniach 26-29 października we Wrocławiu odbędzie się
druga edycja międzynarodowej konferencji naukowej ASEPS
(Asia Europe Psychics Summit) 2011. Poświęcona będzie ona
najnowszym tendencjom i kierunkom badań w fizyce. Miejscem
obrad będzie Regionalne Centrum Turystyki Biznesowej przy
Hali Stulecia.
10 października o godzinie
16:00 i 20:30 w studiu Grupy
ATM (ul. Błękitna 3, Bielany
Wrocławskie) Teatr Provisorium z Lublina zaprezentuje
sztukę „Bracia Karamazow”
na podstawie powieści Fiodora
Dostojewskiego.
Oglądając lubelskich Braci
siedzi się jak na szpilkach.
Nie ma chwil znużenia
obrazami, zmęczenia dialogami. (…) Przyglądamy się
drodze duchowej postaci,
jakby to był najszybszy
na świecie film akcji. Dylematy i pragnienia bohaterów, ekscytujące napięcia
i zakazane spekulacje są tu
wyrażone jasno i czysto.
(Łukasz Drewniak, „Dziennik – Gazeta Prawna”)
12 i 13 października w Wytwórni
Filmów Fabularnych (ul. Wystawowa 1) rumuński teatr Studio Yorick
zaprezentuje spektakl „20/20”,
dotyczący konfliktu etnicznego w
Transylwanii pomiędzy Cyganami
a Węgrami. Występy rozpoczynać
będą się o godzinie 17:30.
14 i 15 października w
Sali Koncertowej Radia
Wrocław im. Jana Kaczmarka (ul. Karkonoska
10) zaprezentowany będzie spektakl „Poczekalnia” w reżyserii Krystiana Lupy. Wykonawcami
będą aktorzy szwajcarskiego Teatru Vidy-Lausanne. Przedstawienie dotyczy egzystencji ludzi z tzw. marginesu społecznego.
20 października w Hali Orbita (ul. Wejherowska 34) wystąpi
o godzinie 19:00 Gruziński Teatr Tańca z Tbilisi (Georgian
Dance Show Theatre Legacy).
Od 27 do 30 października codziennie o 19:00 na Scenie
Kameralnej Teatru Polskiego będzie można oglądać komediowią sztukę „Okno Na Parlament” Raya Cooneya w reżyserii
Wojciecha Pokory.
1 października w Auli Uniwersytetu Przyrodniczego im. Jana Pawła II
(pl. Grunwaldzki 24A) fundacja „Potrafię Pomóc” organizuje I Kongres
Organizacji Pozarządowych Na Rzecz Dzieci Niepełnosprawnych.
1 października w Domu Handlowym RENOMA będą od godziny
9:00 do 15:00 odbywać się Targi Senioralne. Swoją ofertę skierowaną do osób starszych przedstawią na nich firmy medyczne i
farmaceutyczne, a także kluby seniorów, uniwersytety trzeciego
wieku, stowarzyszenia sportowe i kulturalne.
3 października od godziny 12:00 do 20:00 na placu Świętojańskim odbywać się będzie Jarmark Jadwiżański – impreza
organizowana z okazji święta Jadwigi Śląskiej. Przewidziane
są m.in. występy bractw rycerskich, linoskoczków i kuglarzy,
a także warsztaty wyrobu papieru czerpanego, tańca dawnego
i pisania gęsim piórem.
9 października odbędą się we Wrocławiu obchody XI Dnia
Papieskiego. Na Rynku odbędzie się happening pod hasłem
„Dzielmy się miłością” - akcja częstowania przechodniów krówkami w ramach symbolicznego podziękowania ofiarodawcom
za wsparcie programu stypendialnego Fundacji „Dzieło Nowego
Tysiąclecia”. O godzinie 18:00 w Kościele Garnizonowym pw.
św. Elżbiety odbędzie się Msza Św., po niej natomiast koncert
chóru, stworzonego przez członków wszystkich duszpasterstw
akademickich Wrocławia i stypendystów Fundacji.
Dzień Papieski ma być dla polskiego społeczeństwa etapem
dziękczynnym za łaskę życia i działania tak wybitnego Polaka
jakim był bł. Jan Paweł II. Jest on obchodzony od 2001 r., zawsze
w niedzielę poprzedzającą rocznicę wyboru Karola Wojtyły na
Stolicę Piotrową. Hasłem tegorocznej edycji jest „Jan Paweł II –
Człowiek modlitwy”.
25 października odbędzie się we Wrocławiu konferencja z cyklu
„Doradca podatkowy profesjonalnym partnerem biznesowym przedsiębiorcy”. Spotkania z tej serii organizowane są kolejno w 5 miastach
w Polsce od 6 do 27 października przez Wydawnictwo Wolter Kluwers
Polska i Krajową Izbę Doradców Podatkowych. Na konferencje zaproszeni zostali przedsiębiorcy (właściciele firm, dyrektorzy finansowi,
główni księgowi) oraz doradcy podatkowi. Podczas spotkań omówione
zostaną zagadnienia związane m.in. z podatkiem VAT, podatkiem
od towarów i usług oraz rozliczaniem dotacji unijnych. Prelegentami będą doradcy podatkowi, przedsiębiorcy i pracownicy aparatu
skarbowego państwa. Prócz wykładów przewidziane są także panele
dyskusyjne. Wydarzenie jest objęte patronatem „Słowa Wrocławian”.
15 i 16 października w Hotelu Wrocław (ul. Powstańców Śląskich 7) odbędą się prezentacje z cyklu „Audiofil”. Uczestnicy
imprezy będą mogli porównywać na różnym sprzęcie jakość
dźwięku płyty winylowej i sprawdzić, w jakim stopniu zależy
ona od kolumn, wzmacniaczy, gramofonów etc.
październik 2011
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
Będzie się działo
str 44
Opracował:
Adam
T. Witczak
On 16 October at Puzzle
club (Rynek, Przejscie
Garncarskie) Peter John
Brzezinski (performing
as Peter J. Birch) from
Wołów, will play and
sing. There will also be
a concert of Halla Nordfjord – female singer
from Iceland. They both
play songs with elements
of folk, rock and sung poetry with acoustic guitar
accompaniament.
October 2011
– What’s happening in Wrocław?
On 1 October at the BWA Galeria Awangarda (ul. Wita Stwosza
32) a performance of experimental music project Strotter Inst., founded in 1998 by Christopher Hess, will be held in Wroclaw. The
artist uses turntables (often damaged or re-builded in an appropriate
way) in his work to generate specific, often noisy sounds.
Strotter Inst. is Swiss turntablist, Christoph Hess.
The tools of his trade are a
conglomeration of specially modified and prepared
turntables and woefully
distressed vinyl.
(http://www.rarefrequency.com/)
On 1 October at 10 p.m.
at Art Cafe Kalambur (ul.
Kuźnicza 29) the band Oranżada will perform, who plays
psychedelic rock with slavonic and jewish folk influences. The group will present
compositions from albums
“Samsara” and “Once Upon
A Train” which have been
released by the label Obuh
Records, well known in Polish underground.
(…) Influences
of German krautrock,
melancholy psychodelia and post punk
are clearly perceived
both in recordings
and live performances of this very interesting band.
(http://www.myspace.com/oranzada)
On 2 October Polish MC Tomasz “Grubson” Iwańca
will perform at Alibi club. He collaborated with artists like East West Rockers Sound System, Abradab,
Junior Stress, Natural Dread Killaz, DJ-Feel X, Don
Guralesko.
On 3 October there will be a concert of Maciej Maleńczuk and
his band Psychodancing at Centrum Kultury Impart.
On 6 October at 6.30 p.m. at Eter
Club (Kazimierza Wielkiego 20)
will play Polish rock band Ocean.
They will present songs from the
newest album “Wojna Świń”. It
will be also tenth anniversary of the band. They will play with
Flap Jack, Lipali and CLON.
On 6 October at 8 p.m. at Firlej (Grabiszyńska 56)
will take place a gig of three bands: Yellows Spots
(Hungarian psychobilly/ska), Administratorr (avantgarde band from Warsaw which combines punk with
jazz) and Komety – one of the best known Polish
alternative groups.
On 6 October at 7 p.m. at Madness club a concert of rock
bands The Wildlife, The Formacja and Uluru will take place.
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
On 7 October at Music Club ŁYKEND (ul. Podwale 37/38)
Świetliki will perform – existing from 1992 band of poet
and vocalist Marcin Świetlicki. The band combines elements
of rock, jazz, reggae nad songwriting in their music. All this
is completed by eccentric lyrics which are singed and recited
by Świetlicki. The performance will start at 7 p.m.
On 8 October at 7 p.m. at “Kultowa” (Wita Stwosza 16)
two Polish bands will play – Akurat and Koniec Świata.
They both play energetic ska with elements of regge, punk
and folk.
On 8 October at 8 p.m. at Music Club Łykend (Podwale 37/38)
will perform Carrantuohill – Polish legend of Celtic Music. The
band’s name is taken from name of the highest peak in Ireland.
Carrantuohill exists from 1987. By this time they played both in
Poland and Czech Republic, Ireland, Germany, USA and Russia.
They released over a dozen of albums – for example “Inis”, “Irish
Dreams” and “Rocky Road To Dublin”. .
On 8 October at
Wittigowo (near
the dormitories
of Wroclaw University of Technology)
three Polish bands –
2Tm2,3, Bethel and
Luxtorpeda will perform. 2Tm2,3 is a legend of Polish christian
rock with folk motives and Luxtorpeda is a project founded by
Robert “Litza” Friedrich. Bethel was founded in 2006 in Wroclaw
and plays various kinds of reggae and ska. Entrance free.
On 8 October at Centrum Kultury Impart (Mazowiecka 17)
Zu93 will play. It is a collaboration between Italian avantgarde
rock-jazz band Zu and legendary neofolk composer and singer,
David Tibet, founder of Current 93. The concert will start at 8
p.m. and it will be a part of Avant Art Festival.
On 16 October at 8 p.m. at Hala Stulecia will be a concert
of Polish blues-band Dżem. They will play with Symphony
Orchestra of Wrocław Philharmonic.
On 17 October at club Eter “Lao Czesław Tour” will be held.
It is a collaboration between band Lao Che and Czesław Mozil.
Start at 7 p.m.
On 18 October at 6.30 p.m. Ondrey Smeykal will perform.
He is a famous didgeridoo player. Didgeridoo is a traditional
instrument from Australia – a kind of wooden pipe.
On 19 October at 8 p.m. at club Eter (Kazimierza Wielkiego
20) Polish band Raz, Dwa, Trzy will perform. They play rock
music mixed with sung poetry and they have been founded in
1990 at Zielona Góra.
On 22 October at Od Zmierzchu Do Świtu (Krupnicza 15) 4
Szmery will perform. It is a Polish hard rock group. Their music
is highly inspired by AC/DC.
On 23 October at Eter club (Kazimierza Wielkiego 20), Tinariwen will perform. It is a music
group founded by Tuaregs from
North Africa. This band plays
traditional Berber music but they
use modern instruments – like
electric guitar.
On 9 October at 8 p.m. at Niebo Café (Ruska 51) will perform
Polish blues-band Ścigani, founded ten years ago in Ruda
Śląska.
On 10 October at 7 p.m. at Hala Orbita Chór Aleksandrowa
(Alexandrov’s Choir) will perform. It is famous Russian choir
which sings traditional, martial and religious songs.
On 12 October at St. Mary Magdalene Church
(Szewska 10) Jan Garbarek will play. He is a
well-known saxophonist from Norway.
On 15 October at Firlej (Grabiszynska
56) Melvins (the legend of alternative
rock from USA) will perform. The band
has started to play at the beginning of 80s.
Their music highly influenced such genres
as sludge metal and grunge.
But the band’s mythology aside, Melvins do one
thing and they do it well.
They create progressive,
always-changing, heavy-as-hell music that
has remained relevant
and interesting (…)
(http://potholesinmyblog.com)
Tinariwen’s edgy,
bluesy sound has
earned them fans
like Robert Plant
and Carlos Santana, whose music
inspired Tinariwen’s members when
they first picked up
guitars.
(http://www.eyefortalent.com)
On 24 October at Sala Koncertowa Radia Wrocław (Concert
Hall of Radio Wroclaw, Karkonoska 10) Stacey Kent will sing.
She is well-known jazz female
singer. She is inspired by music
of Brazil and French songs.
On 27 October at Sala Koncertowa Radia Wrocław im. Jana
Kaczmarka (Concert Hall of Radio Wroclaw) a famous contrabassist Charlie Haden with his band Charlie Haden’s Quartet
will play. His music highly influenced free jazz development.
He collaborated with a lot of artists – Pat Metheny, Ornette
Coleman, Keith Jarret.
On 27 October at Hala IASE (Wystawowa 1) well-known Polish
rock band Kult will play. They will be supported by Wu-hae.
On 30 October at Bezsenność (Ruska 51) Julia Marcell will
perform. She is a Polish female singer, pianist and violinist who
plays acoustic arrangements of punk songs. Julia Marcell lives
in Germany.
październik 2011
str 45
Będzie się działo
On 4 and 5 October every day at 7.30 p.m. in Centrum Inicjatyw Artystycznych (Sienkiewicza 8a) the monodrama “Ślub”
(“Wedding”) will be shown. This performance has won Grand
Prix of 39th All-Polish One Actor’s Festival 2010 in Wroclaw.
On 7 October at Centrum Sztuki
Impart a performance “Traktat o
manekinach” (based on the novel
“Treatise on Tailor’s Dummies”
by Bruno Schulz and directed by
Piotr Tomaszuk) will be presented
by Wierszalin Theater.
For 4 to 7 October an International Scientific Conference
„University of Wroclaw in European culture of XIX and XX
century” will be held in Wroclaw. Lectures and discussions will
take place at classrooms of Faculty of Law, Administration and
Economics, Faculty of Biological Sciences and Faculty of Historical and Pedagogical Sciences and also in Aula Leopoldina.
On 10 October at 4 p.m. and 8.30 p.m. in a studio of ATM
Group (Błękitna 3, Bielany Wrocławskie) Provisorium theater
will present a play “Bracia Karamazow” (“The Brothers Karamazov”) based on a novel by Fyodor Dostoyevsky.
On 13 and 14 October a scientific conference “Claude Levi
Strauss in science discourse. Inspirations, perception and critics”
will be held. It is organised by Cathedral of Ethnology and Anthropology of University of Wroclaw and Polskie Towarzystwo
Ludoznawcze (Polish Ethnographic Society, section Wroclaw).
The conference will take place at Szewska 50/51.
On 14 and 15 October at Institute of Polish Philology I Interdisciplinary Scientific Conference about popular culture and
literature will be held. The main theme will be: popular culture
and literature in the context of “new” and “old” media.
On 19 and 20 October a Center of Modelling of Hydrological
Processes invites you on the II All-Polish Scientific Conference
„Modelling of Hydrological Processes”. Mathematical and physical
modelling of processes in water management will be the main theme
of all lectures and discussions. The conference will be held at Institute of Geotechnics and Hydrotechnics of Institute of Technology.
On 20 and 21 October Polish Association of Engineers and Sanitary Technicians (Upper Silesia section) invites you on XXII
scientific conference “Technical Development in Waterworks”.
This conference will take place at NOT (J. Piłsudskiego 24).
On 26 and 27 October an XI International Scientific Conference “Underground Infrastructure of Urban Areas” will be held in Wroclaw at A1
Building of Wroclaw University of Technology which is the organiser.
From 26 to 29 October a 2nd International Conference Asia-Europe Physics Summit (ASEPS) will be held in Wroclaw.
There will be a lot of discussions and lectures about the newest
ideas in physics and mathematics. ASEPS promotes synergies
between different fields of physics and between physics and
other research fields.
On 1 October at University Of Enviromental and Life Sciences
(pl. Grunwaldzki 24A) “Potrafię Pomóc” foundation invites
you on I Congress of Non-Governmental Organisations for
the Disabled Children.
On 1 October at Dom Handlowy RENOMA Targi Senioralne (Trade Fair for Seniors) will be held. Pharmaceutical and
medical companies will show their offer. Also there will be
representants of senior clubs and associations.
On 3 October from noon to 8 p.m. on Plac Świętojański will
be held Jarmark Jadwiżański – an event organised to celebrate
The Day of Saint Hedwig. Knights brotherhoods will perform
duels, there will also be a lot of fun, acrobats and clowns. Also
there will take place workshops of paper production, traditional
dances and writing with quill.
On 9 October Papal Day in Wroclaw will be held. There will
be a happening “Let’s share the love” at Rynek (Market).
Students will give to people on streets during this happening.
There will also be a Holy Mass at St. Elizabeth Church at 18:00
and a concert of choir.
Papal Day is a form of thanksgiving to God for the grace of life
and work of John Paul II. It is celebrated from 2001. “John Paul
II – A Man of Prayer” is the motto of this edition.
On 12 and 13 October at Wytwórnia Filmów Fabularnych (Wystawowa 1) Studio Yorick from Romania
will perform a play „20/20” about
ethnic conflict between Hungarians
and Gypsies in Transilvania. Start:
every day at 5.30 p.m.
On 14 and 15 October at
Jan Kaczmarek Concert
Hall of Radio Wroclaw
(Karkonoska 10) a play
“Poczekalnia” (“Waiting
Room”) directed by Krystian Lupa will be presented. It will be performed
by actors of Vidy-Lausanne Theater from Switzerland. The play is about people from
underclass.
On 20 October at Hala Orbita at 7 p.m. (Wejherowska 34) there
will be a performance of Georgian Dance Show Theatre Legacy.
This ensemble was founded by the Eka and Maka Vacheishvili. It
has very big successes in Georgia and in neighbouring countries.
From 27 to 30 October everyday at 7 p.m. on the stage of Scena
Kameralna of the Polish Theatre, Ray Cooney’s play “Okno
na parlament” (“Out of Order”), directed by Wojciech Pokora,
will be performed.
On 25 October the first conference of the series "Doradca
podatkowy profesjonalnym partnerem biznesowym przedsiębiorcy" ("Tax advisor as a professional business partner of businessman" will be held in Wroclaw. This series of conference
is organised in 5 Polish cities from 6 October to 27 October
by Wolter Kluwers Poland and Krajowa Izba Doradców
Podatkowych ("National Chamber of Tax Advisers"). Many
businessmen have been invited to join this conference - business
owners, chief financial officers, chief accountants and also tax
advisors. Some of they key topics that will be discussed are
Value Added Tax, The Goods and Services Tax, EU funds.
Tax advisors, businessmen and tax office employees will be the
main lecturers. There are also provided panel discussions. "Słowo Wrocławian" took a media patronage over this conference.
On 15 and 16 October at Hotel Wroclaw (Powstańców Śląskich 7) “Audiophile” presentation will be held. There will
be a possibility to compare quality of different hi-fi devices
– gramophones, columns and amplifiers.
październik 2011
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
Reklama
str 46
REKLAMA
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
październik 2011
str 47
Krzysztof Pełech
październik 2011
REKLAMA
REKLAMA
Reklama
PReklama
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
str 48
REKLAMA
Reklama
Słowo Wrocławian Gazeta lokalna
październik 2011

Podobne dokumenty