Nareszcie ferie - Zespół Szkół nr 46 w Warszawie

Komentarze

Transkrypt

Nareszcie ferie - Zespół Szkół nr 46 w Warszawie
Zespół Szkół nr 46 w Warszawie
styczeń - luty 2011 -r.
Nareszcie ferie ...
A w filmach Juliusza Machulskiego, proszę pana, to jest tak...
Fenomen Harry’ego Pottera
Życzenia 100 lat to za mało
Zaułek kulinarny
N a s z a
Drogi Czytelniku!
Już dawno zapomnieliśmy o świętach i miłej,
rodzinnej atmosferze. Niestety nadszedł czas,
aby wrócić do szarej rzeczywistości. Szczególnie
ciężki powrót czekał uczniów kończących
podstawówkę i gimnazjum – już tydzień
po wznowieniu nauki czekały ich egzaminy
próbne. Przedtem jednak odbył się XIX finał
Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jak
co roku uczniowie naszej szkoły wzięli udział
w zbiórce pieniędzy, które w tym roku miały
być przeznaczone na rzecz dzieci z chorobami
urologicznymi i nefrologicznymi. Po finale
WOŚP nadszedł czas na egzaminy próbne.
Przyszliśmy, napisaliśmy i polegliśmy. Testy,
według większości uczniów, okazały się bardzo
trudne. Widać to po wynikach, z których nie są
zadowoleni zarówno uczniowie, jak i nauczyciele.
Oby kwietniowe testy były prostsze! Mniej więcej
w tym samym czasie w całej szkole rozpoczęła
się wielka akcja poprawiania ocen. Jak zwykle
uczniowie w ciągu tych dwóch tygodni napisali
więcej testów niż w ciągu całego semestru.
Jak widać, regularne uczenie się nie jest wśród
uczniów zbyt popularne. Gdy za nami jest całe to
zamieszanie, pozostaje nam już tylko czekać do
ferii, które w tym roku mamy wyjątkowo późno.
Ferie kojarzą się nam zazwyczaj z wyjazdem na
narty i oczywiście odpoczynkiem od szkoły. W
wytrwaniu w ciągu tych ostatnich dni pomoże
wam lektura najnowszego numeru gazetki
szkolnej, w której jak zawsze znajdziecie świetne
artykuły naszych uczniów. Miłej lektury i ciekawie
spędzonych ferii zimowych życzy wszystkim
uczniom redakcja „Naszej Budy”.
B u d a
Spis treści
Ferie nadchodzą
Już tylko kilka chwil do ferii
Filmy Machulskiego
Casablanka
Noworoczne premiery kinowe
Forrest Gump
Fenomen Harry’ego Pottera
Miniwywiad z panem Marcinem Krencem
Uzdrawiająca siła muzyki
Sting - angielskie żadło, które podbiło świat
Uczniowie skarżą się i lamentują, że muszą chodzić do
kościoła
Historia kalendarza
Idź do Centrum Nauki Kopernik
Indianie Q’ ERO Źyczenia 100 lat to za mało
Ekologia
Rekin ludożerca atakuje
Tajemnice snów
Origami - cuda z papieru
Zaułek kulinarny
Piękny Merc
Nasza Redakcja
Zuzanna Kunert
Michał Piotrkowicz
Magdalena Powierża
Bartosz Majewski
Michał Anulewicz
Matylda Kowalik
Jolanta Chosia
Anna Nowakowska
Aleksandra Ślaska
Robert Żołądek
Konrad Milczarek
Jakub Mierzejewski
Danuta Borowska
Wanda Lipka
Zuzanna Mucha
Bartosz Naziębło
Kamila Kudłacik
Kamil Opara
Dominika Skowońska
Michał Zarachowicz
Joanna Tauer
z pomocą
Monika Wróblewska
Michała Piotrkowicza
2
Michał Piotrkowicz
Michał Zarachowicz
p. Maja Gąsik
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
F
e
r
i
i
c
z
a
s
Ferie nadchodzą!!
Niedawno skończyły się prawie dwutygodniowe ferie świąteczne, a tu wielkimi krokami
zbliża się kolejna przerwa od zajęć szkolnych,
mianowicie ferie zimowe. Oto wykaz, jak
wypadają poszczególnych województwach:
Z tej tabeli można wywnioskować, że najdłużej
czekaliśmy na długo oczekiwane ferie dla
Mazowsza, lecz to czas na doskonałe zaplanowanie i zorganizowanie sobie miłego i
czynnego wypoczynku w czasie ferii. Wiemy,
że organizowanych jest wiele wyjazdów poza
Warszawę, ale niektórzy z nas wolą pozostać
w domu. Dla tych, którzy pozostaną w Warszawie, dzielnica Bemowo przygotowała wiele
atrakcji, np. darmowe wejścia na basen przy ul.
Oławskiej, darmowe wyjścia na lodowisko przy
bemowskim ratuszu.
My w imieniu redaktorów piszących w naszej
gazetce życzymy wszystkim mile spędzonych
ferii.
Żołądeczek i Mierzeja
Ferie to czas relaksu, odpoczynku od obowiązków
szkolnych i nauki. Policja zapewnia, że uczyni
wszystko, by dzieci spędziły te dwa tygodnie bezpiecznie, bo właśnie w tym czasie może dojść do
wielu zagrożeń zdrowia, a nawet życia. Każdego
roku tuż przed feriami policjanci organizują wśród
dzieci i młodzieży spotkania dotyczące bezpiecznych zachowań podczas zabaw. Miejsca wypoczynku będą nadzorowane przez dzielnicowych
i specjalistów ds. nieletnich. Funkcjonariusze z
drogówki dopilnują, aby autokary, które będą
przewoziły dzieci, były sprawne technicznie.
Rodzice zainteresowani przeprowadzeniem kontroli autobusów mogą zgłaszać się pod alarmowym
numerem telefonu 997, najlepiej co najmniej dzień
przed planowanym wyjazdem.
RODZICU!
Aby Twoje dziecko czuło się bezpiecznie na zimowisku:
1.
Nie dawaj mu wartościowych przedmiotów.
2.
Przed wyjazdem przypomnij mu proste
zasady bezpieczeństwa.
3.
Poucz go o zasadach dobrego wychowania.
[email protected]
4.
Poinformuj o przepisach panujących na
stokach narciarskich.
5.
Zapewnij dziecku odpowiedni sprzęt do
uprawiania sportów zimowych.
Jeżeli Twoje dziecko zostaje w domu, zadbajmy o
to, żeby nasze dzieci korzystały jedynie z bezpiecznych i specjalnie przygotowanych miejsc zabaw.
UCZNIU!
Pamiętaj:
1.
Nigdy nie wpuszczaj obcych do mieszkania.
2.
Nie chwal się wartościowymi przedmiotami
3.
Informuj rodziców lub opiekunów dokąd,
idziesz i o której wrócisz.
4.
Rozsądnie korzystaj z Internetu- nigdy nie
wiesz, kto jest po drugiej stronie.
5.
Poinformuj dorosłych o niepokojących Cię
sprawach lub wydarzeniach.
3
k
u
l
t
u
l
a
r
n
i
e
A w filmach Juliusza Machulskiego, proszę pana, to jest
tak…
Juliusz Machulski, kiedyś mistrz gatunku, dziś jako
mistrz ma się chyba coraz gorzej. Przez wiele, wiele lat
był niedoścignionym wzorem, jak robić dobrą rozrywkę.
Jego filmowe dialogi, określane kultowymi, lekki, ale
niebanalny sposób opowiadania historii oraz zabawni
bohaterowie pozwalały mu stanąć w jednym rzędzie z
chociażby Stanisławem Bareją, czołowym ironistą Polskiej
Rzeczpospolitej Ludowej. Machulski wysoko postawił
poprzeczkę nie tylko kolegom po fachu, ale przede
wszystkim sobie. Vabank, Seksmisja, Kingzajz to pełne
humoru, solidnie i z wyczuciem opowiedziane historie. To
z Seksmisji dowiedziałam się, że „Kopernik była kobietą”,
a po obejrzeniu Kingzajza uwierzyłam w Szuflandię oraz
magiczną moc polocokty. Machulski przenosił mnie w
świat absurdalny, budował fikcyjne postacie i opowiadał
nieprawdopodobne historie. A ja naiwnie ufałam, że może
gdzieś, kiedyś, coś .... zdarzyło się naprawdę. Seksmisję
widziałam kilkadziesiąt razy i za każdym razem z takim
samym zaciekawieniem i zaangażowaniem. Od pierwszego
ujęcia pokochałam Maksia i Albercika i już po pierwszej
scenie wiedziałam, że takiego filmu przegapić nie można.
Siłą Machulskiego był dobrze skonstruowany bohater,
po mistrzowsku dobrana obsada, sprawnie napisane
dialogi oraz ciekawe historie. Jego film miał wszystko, co
komedia mieć powinna. Niewiele też zmieniło się w latach
dziewięćdziesiątych i trochę później. Machulski zrobił
Kilera, Kilerów dwóch, , Pieniądze to nie wszystko, Vinci.
Jego bohaterowie odnajdują się w nowej Polsce i korzystają
z wolności, która przynosi dużo więcej, niż jesteśmy w
stanie udźwignąć. Filmy Machulskiego zmieniają się o
tyle, o ile zmienia się rzeczywistość, a klimat i wysoki
poziom jednak utrzymują. W obu Kilerach komediach
trochę gangsterskich, głośno śmieje się on z państwa (bez)
prawia, a my widzowie wraz z nim. Wykorzystuje klasyczną
komedię omyłek, ale robi to po swojemu i mam wrażenie,
jakby coś świeżego wnosił do tego gatunku. W filmie
Pieniądze to nie wszystko akcję przenosi na prowincję i
wrzuca w nią bohatera ogładzonego przez wielkomiejski
blichtr. Przerobionego na biznesmena z biznesplanem,
człowieka, który w końcu przyznaje : „ja też jestem ze wsi”.
I jak zwykle u Machulskiego, jest zabawnie, ciekawie, bez
patosu, ale i bez banału. Historia się toczy, a ja rozbawiona
czekam na kolejne dzieło mistrza. No i mam- Vinci.
Kryminalna opowieść z fantastycznym Szycem i w niczym
nie ustępującym mu Więckiewiczem w rolach głównych.
Z Dorocińskim, Baar, Simlatem, Kolak na dalszym planie,
z mnóstwem ciekawych bohaterów i fenomenalnych
epizodów. I tu, moim zdaniem, kończy się epoka mistrza
gatunku. Kolejne jego filmy nie tylko mnie nie śmieszą,
ale irytują. W Ile waży koń trojański mam wrażenie, że od
konia trojańskiego cięższy jest tylko dowcip. Machulski
4
po raz kolejny, niestety tym razem nieudany, kombinuje
z czasem. Jego bohaterka powraca do lat swej młodości,
by naprawić lub powielić błędne wybory. Gdybym ja
cofnęła się w czasie, to na pewno odpuściłabym sobie
ten seans. I niby temat chwytliwy, obsada z wyższej półki,
a ja nie chwytam. Nie bawię się dobrze i nie wierzę w
opowiedzianą historię. Irytuje mnie pewna sztuczność
gagów i męczy wędrówka bohaterki po peerelowskiej
rzeczywistości. Czemu tak nagle i niespodziewanie
Machulski stracił formę, gdzie jego charyzma i poczucie
humoru? Gdzie lekkość i płynność w przedstawianej
fabule? Kończy nam się mistrz? Czy mistrzowi kończą
się pomysły? „Co się stało”, że miała być komedia, a ja
uśmiechnęłam się tylko raz. Po skończonym seansie, bo
dałam się nabrać. Niestety nie po raz ostatni. Prawie rok
temu do kin wszedł kolejny obraz reżysera, Kołysanka.
Nomen omen, jak się po filmie okazało. Machulski pokusił
się o temat jakże dziś modny- wampiry. Mazurska wieś,
piękne lato i świetna obsada. Co poszło nie tak? Chyba
reżyser dosłownie potraktował tytuł, bo jego celem stało
się uśpienie widza. W dziewięćdziesięciopięciominuto
wej opowieści, jedna, sześćdziesięciosekundowa, scena
rozbawiła mnie naprawdę. Pozostałe dziewięćdziesiąt
cztery były oczekiwaniem albo niech się coś wreszcie
wydarzy, albo niech się wreszcie skończy. Skończyło
się, zanim zdążyło wydarzyć, bez puenty i uśmiechu na
twarzy. Po raz drugi pytam zatem, gdzie humor mistrza,
czemu zamiast należnego mu miejsca obok Barei, ustawia
się obok twórców takich filmów, jak Ja wam pokażę, Tylko
mnie kocha czy Nie płacz kochanie Czemu po kilkunastu
latach bycia mistrzem gatunku przenosi poprzeczkę tak
nisko, że brazylijski serial wydaje się lepszą rozrywką?
Juliusz Machulski to błyskotliwy i zabawny reżyser. Przez
wiele lat twórca naprawdę dobrych i pomysłowych
komedii. Może więc to tylko przejściowa zniżka formy?
Może jeszcze kiedyś zasiądę wygodnie na jakimś filmie
Machulskiego i tym razem nie zakołacze mi w głowie
słynne zdanie z Rejsu: „A w filmie polskim, proszę pana,
to jest tak: nuda... Nic się nie dzieje, proszę pana. Nic. Tak,
proszę pana... Dialogi niedobre... Bardzo niedobre dialogi
są. W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje”. Chciałabym,
naprawdę bym chciała i wierzę, że może jeszcze kiedyś,
coś… .
jchosia
k
u
l
t
u
l
a
r
n
i
e
Niezapomniana historia
Najtrudniej jest zacząć. Mam na myśli nie tylko pisanie
recenzji, czasami (w większości nieuzasadnione) opory
nawet przed samym obejrzeniem filmu. Wystarczy, że nie
spodoba mi się plakat, tematyka, aktorka grająca główną
rolę, albo tytuł i od razu podchodzę do dzieła filmowego
jak do jeża. Z Casablanką było tak samo. Teraz, gdy burzliwy
wieczór w marokańskiej restauracji dobiegł końca, a
Humphrey Bogart na zawsze zagościł w moim sercu, nie
potrafię oczywiście znaleźć racjonalnych argumentów,
aby uzasadnić moje niechętne podejście do Casablanki.
Najprawdopodobniej podświadomie nie wierzyłam, że
czarno - biały film, który powstał sześćdziesiąt dziewięć
lat temu, czyli jest pięciokrotnie starszy ode mnie, może
w jakikolwiek sposób być interesujący dla dzisiejszego
widza.
Akcja toczy się podczas II wojny światowej, w
marokańskim mieście Casablance, do którego przybywają
liczni uchodźcy z Europy. Tylko stąd odlatują samoloty
do Ameryki. Nie każdy może tam polecieć, ponieważ
niezbędna jest amerykańska wiza. Ze względu na
ogromną liczbę uchodźców zdobycie jej stało się strasznie
trudne. Mimo to wielu ludzi decyduje się na pozostanie
w Casablance i oczekiwanie na cud. Mają nadzieję, że
pewnego dnia dojdzie do szczęśliwego zrządzenia losu,
który umożliwi im przekroczenie Oceanu Atlantyckiego
i dostanie się do Stanów Zjednoczonych, jednego z
najpotężniejszych i najbezpieczniejszych krajów w
tamtych czasach.
Pewnego wieczoru do eleganckiej restauracji „U
Ricka” przybywa młode małżeństwo. Niezwykle piękna,
szykowna kobieta Ilsa Lund Laszlo (w tej roli niezwykła
Ingrid Bergman) i zaangażowany w walkę przeciwko
nazizmowi, działacz czeskiego ruchu- Victor Laszko (rolę
tę zagrał Paul Henreid). Właścicielem restauracji, do której
przybywa młoda para, jest Rick Blaine, dawny przyjaciel
Ilsy, swego czasu szaleńczo w niej zakochany. Spotkanie po
latach pokazuje, że miłość ta nie była jedynie przelotnym
uczuciem. Trwa nadal. Na widok pięknej Ilsy w Ricku
powracają ze wzmożoną siłą wszystkie wspomnienia,
tęsknoty i niespełnione nadzieje. Tę złożoną i pełną
sprzeczności rolę znakomicie zagrał Humphrey Bogart.
Ilsa zdecydowała się spotkać z Rickiem, ponieważ jej mąż
potrzebuje pomocy. Przez swoją działalność polityczną
ściągnął na siebie wielkie niebezpieczeństwo. Musi
natychmiast uciekać, a jedynym krajem, który zapewni
mu schronienie, są Stany Zjednoczone. Zbieg okoliczności
sprawił, że Rick posiada wizę podpisaną przez Charlesa
de Gaulle’a, francuskiego polityka, który podczas II
wojny światowej stał na czele rządu emigracyjnego.
Taki dokument zapewniłby Victorowi i Ilsie zupełnie
bezpieczną podróż. Rick miota się pomiędzy dwoma
silnymi uczuciami. Z jednej strony naprawdę kocha
[email protected]
Ilsę i marzy o tym, aby zechciała z nim zostać, z drugiej,
właśnie ze względu na tę miłość, jest gotowy spełnić
każdą jej prośbę. W ten sposób zostaje postawiony przed
dramatycznym dla siebie wyborem podobnym do tego,
przed jakim stawali bohaterowie dramatów antycznych:
Edyp lub Antygona. Jakąkolwiek decyzję podejmie,
sprowadzi cierpienie albo na siebie, albo na ukochaną
kobietę, a konsekwencje może ponieść nawet do końca
życia.
Tak w dużym skrócie przedstawia się fabuła tego filmu.
Jest to opowieść o miłości niespełnionej, ale na tyle
silnej, ze gotowej na wyrzeczenia, o nadziei, potrzebie
wolności i odwadze dokonywania najtrudniejszych
wyborów. Reżyser filmu - Michael Curtiz stworzył dzieło
niepowtarzalne, uniwersalne i ponadczasowe potrafiące
dotknąć, a co najważniejsze pokazać najdelikatniejsze
struny ludzkiej duszy. Oczywiście ogromne słowa
uznania należą się również (a może przede wszystkim)
dwojgu głównych aktorów. Ich subtelna, pełna wyrazu
gra w dalszym ciągu kolejnemu już pokoleniu każe
wierzyć w szczerość i prawdziwość uczuć. Scenariusz
skoncentrowany został na wartościach bliskich każdemu
człowiekowi, a dzięki temu jest uniwersalny. To umożliwia
widzom utożsamianie się z bohaterami, wspólnie z nimi
przeżywanie tak licznych w tym filmie: nadziei, rozterek i
zwątpień. Na tym w głównej mierze oparta jest niezwykła
siła tego filmu. Poraża mnie w nim jeszcze jedna rzecz.
Nie została zmierzona ani przez reżysera, ani żadnego z
artystów zaangażowanych w tworzenie tego dzieła. Nie
potrafię oprzeć się myśli, że większość aktorów grających
w tym filmie już nie żyje. To niezwykłe doznanie, móc
mimo to oglądać ich w dalszym ciągu młodych i pełnych
energii. Od prawie siedemdziesięciu lat opowiadają tę
samą, znaną na całym świecie historię i niezmiennie
wzruszają swoją publiczność. Patrząc na Casablankę w
ten sposób, można mieć wrażenie, ze film jest pewnego
rodzaju kapsułą czasu, w której nic się nie zmienia, nie
starzeje i nie niszczeje. Wszystko zostało raz na zawsze
ustalone i wyreżyserowane, a miliony ludzi, którzy poznali
losy pięknej Ilsy i nieco ekscentrycznego, odważnego Ricka
będą pielęgnować pamięć zarówno o tych bohaterach, jak
i o aktorach, którzy stworzyli te niezapomniane kreacje.
Wanda Lipka
5
F
i l m y
n a
f e r i e
NOWOROCZNE
PREMIERY KINOWE
wykorzystuje go jako przynętę, by wywabić z kryjówki
nieuchwytnego przestępcę, z którym kiedyś miała romans.
Bohaterem filmu jest 16-letni Hubert, który po rozwodzie
rodziców mieszka z matką, a ojca widuje sporadycznie. Artystyczne talenty nastolatka zwracają uwagę nauczycielki
języka francuskiego. W ten oto sposób rodzi się przyjaźń
dwóch osób, które połączyły bolesne doświadczenia w
relacjach z rodzicami. Hubert ma też chłopaka – Antonina, lecz ukrywa ten fakt przed matką. W końcu jednak kobieta odkrywa skrywaną przez syna tajemnicę…
“Zabiłem moją matkę” to historia oparta na biografii autora. Opowiada o paradoksie dojrzewania. Młody człowiek
marzy o dorosłości i autonomii. Podważa świat wartości
rodziców i buntuje się przeciw ich władzy, a jednocześnie
nadal pragnie ich bezwarunkowej miłości oraz tęskni
za dawną bliskością. Z tych paradoksów rodzi się frustracja, która prowadzi do nieustannych kłótni, zawodów,
niespełnionych oczekiwań i wzajemnych niesnasek.
Scenariusz i reżyseria: Xavier Dolan
W rolach głównych: Xavier Dolan, François Arnaud, Suzanne Clément, Anne Dorval
Data premiery: 14.01.2011
“The Tourist” to remake francuskiego thrillera “Anthony
Zimmer” z 2005 roku. Film opowiada o amerykańskim
turyście, który znajduje się w niebezpieczeństwie z powodu spisku uknutego przez agentkę Interpolu. Kobieta
Reżyseria: Florian Henckel von Donnersmarck
W rolach głównych: Johnny Depp, Angelina Jolie, Paul
Bettany, Timothy Dalton
Data premiery: 14.01.2011
Reżyser prezentuje mroczną historię o środowisku tancerzy. Główną bohaterką jest baletnica, której tak zależy na
roli Królowej Łabędzi, że przestaje odróżniać spektakl od
rzeczywistości… Nina kocha taniec, to całe jej życie. Nie
mogło być inaczej – jest córką byłej baletnicy. Kiedy kierownik artystyczny, Thomas Leroy, postanawia w nowym sezonie zmienić obsadę „Jeziora łabędziego”, chce powierzyć
główną rolę Ninie. A potem pojawia się Lily… Bohaterki
baletu to niewinna, pełna gracji Odetta i zmysłowa, mroczna Odylia. Baletnice zaczynają ze sobą rywalizować, a
jednocześnie nawiązują toksyczną przyjaźń. Nina odkrywa mroczną stronę swojej osobowości.
Reżyseria: Darren Aronofsky
W rolach głównych: Natalie Portman, Mila Kunis, Winona
Ryder, Vincent Cassel
Data premiery: 21 stycznia 2011
Forrest Gump
to romantyczna historia dokumentalno-fabularna. W roli tytułowej Tom Hanks jako Forrest
Gump - nierozgarnięty młody człowiek o wielkim sercu i zdolności do odnajdywania się w największych
wydarzeniach w historii USA, począwszy od swego dzieciństwa w latach 50. Po tym, jak staje się
gwiazdą footballu, odznaczonym bohaterem wojennym i odnoszącym sukcesy biznesmenem - Forrest
zyskuje status osobistości, lecz nigdy nie rezygnuje
z poszukiwania tego, co dla niego najważniejsze
- ... miłości swej przyjaciółki, Jenny Curran. Forrest
jest małym chłopcem, kiedy jego ojciec porzuca
rodzinę i pani Gump utrzymuje siebie i syna, biorąc
6
pod swój dach lokatorów. Kiedy okazuje się, że jej
chłopiec ma bardzo niski iloraz inteligencji, pozostaje
nieustraszona w swej determinacji, że Forrest ma
takie same możliwości jak każdy inny. To prawda takie same, a nawet dużo większe. W całym swym
życiu Forrest niezamierzenie znajduje się twarzą w
twarz z wieloma legendarnymi postaciami lat 50. 60.
i 70. Wiedzie go to od boiska piłki nożnej, poprzez
dżungle Wietnamu, Waszyngton, Chiny, Nowy Jork,
do Luizjany - i w wiele innych miejsc - relacjonuje w
swych poruszających i wstrząsających opowieściach.
Bartosz Naziębło
K
u l t u l a r n i e
FENOMEN HARRY’EGO POTTERA
„Harry Potter” to cykl powieści angielskiej pisarki Joanne
K.Rowling o chłopcu, który jest czarodziejem. Magia, zaklęcia..
to wszystko brzmi bardzo sielankowo, prawda?
Kto pomyśli, że „Harry Potter” to wyjątkowo lekka i zabawna
książka dla małych dzieci, grubo się myli. O ile w ten sposób
można jeszcze określić dwie pierwsze części serii, o tyle piątej
czy szóstej bliżej do horroru, niż do czytanki dla dzieciaków.
Na początku krótkie przytoczenie treści „Harry’ego Pottera”…
Na szczęście nie ma obaw, że zdradzę zbyt dużo, bo chyba nie
ma obecnie osoby, która by nie znała ekranizacji filmowych tej
książki bądź samej powieści.
Trudno streścić w kilku słowach fabułę całego cyklu. Krótko
mówiąc, powieści oraz filmy opowiadają historię nastoletniego
chłopca – Harry’ego Pottera, który przeżył śmiercionośne
zaklęcie złego Lorda Voldemorta, zwanego Tym-KtóregoImienia-Nie-Wolno-Wymawiać. W świecie magicznie
uzdolnionych ludzi była to niesamowita anomalia, gdyż przed
uśmiercającym zaklęciem Avada Kedavra nie było żadnej
tarczy, a mimo to chłopiec nie zginął. Niestety Voldemortowi
udało się zabić rodziców chłopca i wiele innych osób. Tuż po
swoich jedenastych urodzinach Harry rozpoczyna naukę w
Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart, gdzie zyskuje wielu
przyjaciół i wrogów. W każdej części ma on jakąś styczność albo
z samym Voldemortem, albo z jego poplecznikami. Końcem
serii jest finałowa walka Pottera z Voldemortem.
Trudno jednoznacznie stwierdzić, na czym polega fenomen
„Harry’ego Pottera”. Jak wszyscy wiemy, wraz z wydaniem
pierwszej części cyklu („Harry Potter i kamień filozoficzny”) cały
świat ogarnęła ‘potteromania’, pani J.K. Rowling stała się sławna,
a książka wylądowała na pierwszych miejscach list bestsellerów
książkowych w wielu krajach. Tak oczywiście było również
w przypadku następnych powieści. Wydaje mi się, że swoją
popularność ten cykl zawdzięcza specyficznemu, magicznemu
klimatowi oraz niesamowitemu oddziaływaniu na wyobraźnię.
Gdy czyta się „Harry’ego”, ma się wrażenie czynnego
uczestniczenia w przygodach bohaterów, czego nie ma w wielu
innych książkach. Dodatkowo, jest wyraźnie przedstawiona
walka dobra ze złem. Kolejnym atutem powieści jest absolutnie
fascynująca zawartość. Mam na myśli fantastycznie rozwijającą
się akcję i brak jakichkolwiek nudnych przerw w fabule… czyli,
innymi słowy, zawsze coś ciekawego się dzieje w „HP”. Ostatnią
i wg mnie najważniejszą i jakże ważną dla młodzieży zaletą
jest szybkość czytania. Książkę czyta się lekko i przyjemnie,
aczkolwiek z doświadczenia wiem, że powinno się ją również
czytać bardzo wnikliwie, bo wiele wątków wspomnianych w
danej części, w następnych wychodzi na pierwszy plan.
Warto polecić „Harry’ego Pottera” zarówno dziesięciolatkom, jak
i dojrzałym osobom, które uwielbiają magię, wartką akcję oraz
sceny rodem z horrorów i najlepszych thrillerów.
Za tydzień w gazetce coś o filmach z serii „HP”
K.O.
Miniwywiad - nauczyciel od A do Z
Do styczniowego numeru „Naszej Budy” miniwywiadu
zgodził się udzielić p.
nauczyciel fizyki. Na
pytania odpowiadał szybko, bez zastanowienia, czyli
zgodnie z ideą tego działu – pierwszymi skojarzeniami.
Były one trafne, jednak pan wolał zachować dystans
pomiędzy relacjami „nauczyciel-uczeń”, gdyż jego
odpowiedzi były bardzo ogólnikowe. Mimo wszystko
możemy w jakiś sposób poznać prywatną stronę pana
Krenca, czytając na przykład miedzy wierszami :)
W następnym numerze gazetki ukaże się miniwywiad z
p.Grażyną Żółtowską i Jolantą Kuc.
A - Antonim mojej najważniejszej cechy … pracoholik.
B- Bywam … w teatrze.
C – Córeczka … to moje szczęście i radość.
D – Denerwują mnie .. niesprecyzowane przepisy.
E – Etyka … praca.
F – Faktom … wierzę.
G – Gotuję … zdrowo.
H – Honor … zanikająca cecha.
I – Informatyka … to hobby.
J – Już … mam siwe włosy.
K – Kilka razy … miałem ochotę zmienić pracę.
[email protected]
L – Lekkomyślność … coraz częściej spotykana u
młodzieży.
Ł – Łącznikiem … chciałbym chodzić na salę
gimnastyczną.
M – Miłość … rodzina.
N – Nachalnością … jest wypraszanie oceny.
O – Optymizmem … jest uśmiech dziecka.
P – Pierwszy raz … kiedyś musi nastąpić.
R – Razem … - po prostu w grupie raźniej.
S- Samochody … niespełniona pasja.
T – Trudno … obiektywnie oceniać.
U – Urozmaiceniem … wypoczynku jest praca.
W – Wybucham .. niestety czasem się zdarza.
Z – Złość … krótka, ale przelotna.
Motto życiowe
„Wieczorem nie wstydzić się przeżytego dnia”
Magdalena Powierża
7
M
u z y c z n e
g w i a z d y
Uzdrawiająca siła muzyki
Nie ulega wątpliwości, iż muzyka ma ogromny wpływ na ludzi.
Jej lecznicze właściwości docenili już starożytni. W VI w. p.n.e.
grecki lekarz i filozof Pitagoras uznawał muzykę za środek
uzdrawiający. W państwach Dalekiego Wschodu, w Indiach czy
Chinach już od tysiącleci wierzono, że różne melodie i rytmy
mają wpływ na człowieka i jego charakter.
Już na początku zeszłego stulecia stwierdzono, że muzyka
ma zbawienny wpływ na psychikę człowieka. Tak powstała
muzykoterapia, czyli terapia dźwiękiem. Stosowana jest jako
terapia wspomagająca w przypadku schorzeń psychicznych
takich, jak nerwice czy lęki.
W Wielkiej Brytanii w różnych placówkach medycznych odbywa
się ponad 3000 koncertów, gdyż zaobserwowano, iż muzyka
na żywo pozwala słuchaczowi przekroczyć granicę biernego
słuchania i aktywnie uczestniczyć w koncercie. Pacjenci po
wylewie pod wpływem muzyki łatwiej pokonywali trudności w
mówieniu.
Muzyka jest również wykorzystywana do pokonywania wad
wymowy. Np. jąkające się osoby stwierdzają, że słowa, których
normalnie nie mogą wymówić, mogą z łatwością wyśpiewać.
Dowiedziono, że utwory tego kompozytora redukują stres,
ułatwiają zasypianie i pomagają dyslektykom. Co ciekawe,
podobno podnoszą także inteligencję. Słuchanie muzyki
pomaga zwłaszcza w nauce języków obcych oraz matematyki.
Nie wiadomo jeszcze, na czym polega ta zależność, ale z
całą pewnością stwierdzono, iż słuchanie muzyki wpływa na
kreatywność umysłu.
Ponadto symfonie kompozytora pomagają ukoić ból. Znany
terapeuta Don Cambell nazwał działanie muzyki kompozytora
na zdrowie psychiczne "efektem Mozarta" i opisał w swej
książce pod tym samym tytułem.
Muzyka jest również ważnym elementem budującym
erotyczne napięcie. Badania udowodniły, iż muzyka wpływa
na nasze uczucia w podobnie łagodny, ale stanowczy sposób
jak miłość. Aktywuje bowiem w mózgu tzw. centrum nagrody
zwykle budzące się wtedy, kiedy wykonujemy jakieś czynności
związane z przedłużeniem gatunku, czyli kiedy jemy lub
uprawiamy seks.
Oczywiście nie oznacza to, że muzyka jest panaceum na
wszelkie nasze bolączki, niemniej jednak warto korzystać
z jej dobrodziejstw. Doznawanie piękna, w tym wzruszeń
wywołanych muzyką, wzbogaca sferę naszych przeżyć, rozwija
naszą wrażliwość.
Pamiętajmy jednak, że nie każdy reaguje tak samo na ten
sam rodzaj muzyki. Jednych wzruszać będzie Mozart, innych
Metallica. Trzeba wybrać coś dla siebie i dać się ponieść
dźwiękowej medytacji.
Asia
8
i
n i e
t y l k o
Sting -angielskie żądło,
które podbiło świat…
Sting, a właściwie Gordon Matthew Sumner, rozpoczął
karierę w grupie „The Police” w połowie lat 70. Efektem był
debiutancki singel “Fall Out”/”Nothing Achieving”, który
ukazał się miesiąc później za pieniądze ich managera
Paula Mulligana. Sam Sting nie miał łatwych początków.
W 1977 roku, zaraz po związaniu grupy, trafił do
przeciętnego programu austriackiej telewizji , gdzie był
tzw. gwiazdą wspierającą jakiegoś zupełnie nieznanego
organistę próbującego m. in. w swoich piosenkach łączyć
chorały gregoriańskie z muzyką pop. Jednak to właśnie
te programy stały się dla Sumnera odskocznią. A wszystko
za sprawą widzów, którzy coraz częściej zwracali uwagę
na znajdującego się na drugim planie Stinga.
Pierwszy kameralny koncert „The Police” zakończył się
oszałamiającym sukcesem dzięki piosence „Roxanne”.
Stanowi ona do dziś żelazny przebój w repertuarze
Stinga. Łącznie zespół zdobył 6 nagród Grammy, jednak
nadszedł ten moment, kiedy Gordon Matthew Sumner
zdecydował się na karierę solową. Idealnym miejscem do
tego stała się Ameryka. Muzykowi, któremu dużo czasu
zajmowało tworzenie teledysków, zaproponowano grę
w… filmach. Co ciekawe, gra aktorska wychodziła mu
niezwykle przyzwoicie. Jednak prawdziwym kluczem
do sukcesu okazał się jazz. To właśnie w tym okresie
Anglik zaprzyjaźnił się z saksofonistą Branfordem
Marsalisem. Efektem był m. in. uznawany po dziś dzień
hit „Englishman In New York”. Ogólnie w towarzystwie
jazzmanów artysta wzbogacał swe kompozycje. Kiedy
postanowił nagle powrócić na rockową scenę podczas
słynnego koncerty Live Aid w Londynie, pokazał się jako
wspaniały, potrafiący wyczuć muzykę artysta.
Każda płyta Stinga okazywała się światowym sukcesem
- począwszy od „The Dream of the Blue Turtles” z 1985
roku do „Symphonicities” sprzed roku. Brytyjczyk ani
na chwilę nie opuszczał sceny. Do dziś jest przykładem
artysty, który nie boi się przyszłości. Zawsze potrafi
wyczuć, co „zawojuje” muzyczne listy przebojów na całym
świecie. Nie jest mu straszny żaden nurt – równie dobrze
wykonuje jazz, rocka, a nawet muzykę symfoniczną.
W każdy gatunek potrafi się idealnie „wbić”. Cóż…
w końcu nie bez powodu „Sting” oznacza w języku
angielskim „żądło”.
Monika Wróblewska
P
o
l
e
m
i
k
a
Uczniowie skarżą się i lamentują, że
muszą chodzić do kościoła…”
Toż to zamach na złotą wolność szlachecką ! To rapt,
co gardłem karany być powinien ! Cóż to za paskudni
księża, którzy własnymi piersiami bronią dostępu do
Kościoła! Do tego celu wymyślili te okropne książeczki
do bierzmowania, ale co ja mówię - to dopiero połowa
tortury. Bo trzeba jeszcze zdobyć własnym sumptem
i chytrością podpis księdza, który potwierdzi, że dany
męczennik za wiarę był obecny na nabożeństwie
majowym, różańcu, spowiedzi czy – nie daj Boże –
niedzielnej mszy świętej. Jak tak można? To przecież brak
tolerancji, demokracji i nowoczesności. Przecież mamy
XXI wiek ! Jak twierdzi autor artykułu „ Zabawa uczniów w
kotka i myszkę z Kościołem”(„Nasza Buda” listopad 2010),
taki sposób PRZYCIĄGANIA do kościoła „ z perspektywy
ucznia jest niemądry, a nawet męczący”. I to jest bardzo
dobre stwierdzenie. Z PERSPEKTYWY UCZNIA. A zwykle
bywa tak, że perspektywa ta jest bardzo mocno skrócona,
wykrzywiona albo jej zwyczajnie nie ma.
Kościół – dzięki Bogu- ma już ponad 2000
lat. I nigdy nie zabiegał o niczyje względy, chociaż
zdarzało mu się schodzić na manowce. Trwał ponad i
pomimo. Przeważnie na przekór. Najwięcej wyznawców
miał wtedy, gdy był prześladowany, a każda śmierć
męczenników PRZYCIĄGAŁA nowych wyznawców. Nie
spis odhaczonych nabożeństw, tylko MĘCZEŃSTWO.
Podobnie dzisiaj Kościół zbiera owoce męczeńskich ofiar
w Chinach, Korei Północnej, Indiach, krajach arabskich
czy wielu afrykańskich. Tam jest jasno określona cena
za bycie chrześcijaninem. Chcesz być w Kościele – to
bądź gotów potwierdzić to własną krwią każdego dnia,
w każdej chwili. Nie podpisem księdza w książeczce.
Ale tak jest TAM. A my jesteśmy w Europie. W Europie,
która – o zgrozo - powoli staje się umieralnią albo już
jest hospicjum wypełnionym „ludźmi w miękkie szaty
odzianymi”. Powoli stajemy się mniejszością we własnym
domu zalewani przybyszami ze Wschodu i Południa. Oni
nie mają problemu ze swoją wiarą. Domagają się budowy
swoich świątyń i uznania ich odrębności religijnej. Wbrew
pozorom wcale nie są tolerancyjni i otwarci.
A co jest z Waszą wiarą gimnazjaliści ? Patrząc na
Was w kościele, nie zadaję pytania : gdzie jest ich wiara?
To pytanie jest grubo nie na miejscu. Pytam: w jaki
sposób rodzice mówili Wam o Bogu, skoro zachowujecie
się tak jak poganie, co prawda ochrzczeni, ale poganie?
To, co mówię jest uogólnieniem, bo zawsze znajdzie
się jakiś chwalebny wyjątek, ale to, czego dopuszczacie
się w kościele, śmiało mogę nazwać OBRAZĄ BOSKĄ
ZORGANIZOWANĄ.
Do czego im bierzmowanie, skoro są poganami?
Biorę Katechizm Kościoła Katolickiego i czytam :
„ Przez sakrament bierzmowania ochrzczeni (…)
otrzymują szczególną moc Ducha Świętego i w ten
sposób jeszcze mocniej ZOBOWIĄZANI SĄ, JAKO
PRAWDZIWI ŚWIADKOWIE CHRYSTUSA, DO SZERZENIA
WIARY SŁOWEM I UCZYNKIEM ORAZ DO BRONIENIA
JEJ”. Rozumiecie, co znaczy szerzenie wiary słowem,
uczynkiem i bronienie jej ? Próbuję nałożyć te słowa na
Wasz obraz i nie potrafię dostrzec jakiejkolwiek nitki
łączącej te dwa elementy. I w dalszym ciągu nie wiem –
do czego Wam jest potrzebne bierzmowanie ?
Chrystus nigdy nikogo na siłę nie zbawiał. Zawsze
mówił : jeżeli CHCESZ, możesz być zbawiony. A Ty
gimnazjalisto, czego chcesz ? Bo skoro Twoja wiara
ograniczy się tylko do świstka papieru, to czy warto na to
tracić czas ? Zastanów się nad tym. Tylko uważaj.
Chrystus, widząc kiedyś hałaśliwe zachowanie kupców
w świątyni, wcale tolerancyjnie i z pobłażliwością
nie podszedł do tematu. Podszedł za to skutecznie i
konkretnie. „ Wszedłszy do świątyni, zaczął wyrzucać
tych, którzy sprzedawali i kupowali w świątyni,
powywracał stoły(…) i ławki tych, którzy sprzedawali
gołębie i nie pozwolił, żeby kto przeniósł sprzęt jaki przez
świątynię.”(Mk 11,15b-16) Można powiedzieć – osobiście
wyrzucił tych, którzy nie umieli się zachować w świątyni! Jakie to niepedagogiczne i nietolerancyjne ! Chrystus
sam odstrasza od Kościoła – nieprawdaż ? Mało tego –
wyrzuca z niego. Zgroza. I jakoś trudno nam wpaść na
myśl, że On jest Królem, a nie demokratą. A my, chcąc
czy nie – w Jego Królestwie jesteśmy poddanymi, którzy
dobrowolnie (?) czyli nie dla świstka i nie dla mamusi,
poprzez bierzmowanie, mają „szerzyć wiarę słowem,
uczynkiem i bronić jej”.
„Szerzyć wiarę słowem, uczynkiem i bronić jej”.
Czy aby na pewno rozumiecie swoje zobowiązania i
chcecie to robić ?
Bo relacje z wypełnienia tej przysięgi będziecie
zdawać przed Królem, nie przed demokratą.
KOWAL
I patrząc na Was myślę : po co to wszystko?
[email protected]
9
C
i
e
k
a
w
a
h
i
s
t
o
r
i
a
Historia kalendarza
Raczej rzadko zastanawiamy się, jaki jest sens obecnego układu
kalendarza. Podział roku, który w nim występuje, jest dla nas
oczywisty. Gdybyśmy jednak zobaczyli go po raz pierwszy w
życiu, pewnie zauważylibyśmy, że ma chaotycznie rozłożoną
liczbę dni w miesiącu, a rok rozpoczyna sie z niewiadomych
przyczyn akurat pierwszego stycznia. Jednak wszystko to jest
logicznie – a raczej historycznie - uzasadnione.
Cała historia kalendarza jest mocno skomplikowana. Wszystko
zaczyna się w starożytnym Rzymie, gdzie posługiwano się
oczywiście językiem łacińskim. Przedrostki nazw ostatnich
4 mie-sięcy, a więc: wrzesień – September, październik –
October, listopad – November i grudzień - December oznaczają
kolejno: siedem, osiem, dziewięć, dziesięć. I faktycznie, do
roku 153 p.n.e. wrzesień był siódmym miesiącem w roku,
październik ósmym itd. Rok zaczynał się pierwszego marca
(zgodnie z naturą - zaczyna się wiosna i wszystko się budzi do
życia, ale także dlatego, że w starożytnym Rzymie wybierano
wtedy nowych konsuli, czyli między innymi najwyższych
zwierzchników armii). Luty był miesiącem ostatnim, przez co
najkrótszym - miał 28 dni.
Jak to się stało, że ostatecznie rok zaczyna się 1 stycznia? Kiedy
do formalnego wyboru wodzów pozostawały jeszcze ponad
2 miesiące, senat podjął praktyczną decyzję - skoro są oni
wybierani w pierwszy dzień nowego roku to należy ten dzień
przyspieszyć. I tak zrobiono. Dzień 1 stycznia stał się oficjalnie
początkiem nowego roku.
Kalendarz rzymski był bardzo chaotyczny, rok miał 355 dni,
ale co jakiś czas, dla wyrównania dostawiano dodatkowy
miesiąc mający 22 dni. W starożytności jednak (szczególnie
w czasie wojen) były ważniejsze sprawy i czymś takim jak
kalendarz mało kto się przejmował. W efekcie bywało tak, że
styczeń wypadał jesienią a w maju padał śnieg. Juliusz Cezar
postanowił to zreformować, uprościć i wyrównać. Kalendarz
przez niego wprowadzony został nazwany na jego cześć
juliańskim, a żeby naprawić wszystkie nieprawidłowości rok 46
p.n.e. musiał mieć 445 dni. Późniejsze lata wyglądały już prawie
jak nasze. Co 4 lata był rok przestępny, tylko układ miesięcy był
trochę inny.
Kalendarz juliański działał bez zarzutu przez ponad 1600 lat.
Jednak w 1582 r. papież Grzegorz XIII wprowadził kolejną
reformę kalendarza (kalendarz po reformie nazywamy na jego
cześć kalendarzem gregoriańskim). Wprowadzono m.in. zasadę,
że rok przestępny jest raz na 4 lata.
Kalendarz gregoriański wprowadzano w różnych krajach w
różnym czasie i w różny sposób. Polska, jako jeden z niewielu
krajów wprowadziła kalendarz od razu, ale np. Szwedzi, aby
nie tracić kilku dni (co wynikło m.in. z reform kalendarza),
postanowili zrobić to po swojemu i gubić po 1 dniu co 4 lata,
żeby po 40 latach mieć normalny kalendarz gregoriański.
Po pewnym czasie jednak pogubiono się w tym i mało kto
pamiętał, jak to miało być. Szwecja przez jakiś czas miała inny
kalendarz niż cała reszta świata.
Ostatnia w Europie przejścia dokonała Grecja w 1927 roku.
Obecnie kalendarzem juliańskim posługuje się tylko cerkiew
prawosławna do wyznaczania świąt liturgicznych.
an
na podstawie: www.loki.ovh.org/kalendarz.php
Nauka i kultura razem? Jako jedność? Oczywiście!
Idź do Centrum Nauki Kopernik!
dająca okazję do poznania właściwości światła i iluzji
Na warszawskim Powiślu 5 listopada 2010 r.
optycznych, np. mikrofale, palisada rogeta, rower
nastąpiło długo oczekiwane otwarcie Centrum Nauki oraz ukryta perspektywa.
Kopernik. Cztery dni później, tj. 9 listopada, nasza
Nasza planeta, woda w oceanie - cały otaczający
klasa- 5a- odwiedziła to centrum.
nas świat jest w ciągłym ruchu. Tak można opisać
W drzwiach miło nas powitał robot
wystawę „Świat w ruchu”. Można wykonać takie
„Robostian”. Po zdjęciu kurtek i zostawieniu ich
eksperymenty, jak: ja latam, latający dywan,
w szatni nasza wychowawczyni rozdała nam
pedałujący szkielet i trzęsienie ziemi.
bilety wstępu, czyli karty logowania. W centrum
Wystawa pt.„Korzenie cywilizacji” umożliwiła nam
odwiedziliśmy cztery wystawy: „Człowiek i
odbycie podróży od zamierzchłych dziejów, po
środowisko”, „Strefa światła”, „Świat w ruchu” i
czekającą nas przyszłość, np. bez drugiej strony,
„Korzenie cywilizacji”.
elektroniczny poetą czy kamień z Rosetty.
Każda z nich poświęcona była innemu
Wyjście do centrum sprawiło mi ogromną
zagadnieniu. „Człowiek i środowisko” pozwala zajrzeć przyjemność. Miałam wiele zabawy, a przy okazji
w głąb ludzkiego organizmu oraz przez samodzielne wiele się nauczyłam.
eksperymenty poznawać otaczający nas świat.
Przykładowymi doświadczeniami są: części zmienne
Gabriela Ryczkowska klasa Va
dla człowieka, dźwięczne rozdanie, krzyk i łoże fakira.
„Strefa światła” to pogrążona w ciemności wystawa
10
O
t y m
s i ę
(
n i e
)
m ó w i
INDIANIE Q’ ERO
Życzenia 100 lat to za mało
Indianie Q’ero należą do plemion ginącychpozostało ich zaledwie kilkuset, wszyscy mieszkają
w paru wioskach położonych wysoko w Andach.
Członkowie plemienia żyją po 115-120 lat. Uważają
się za potomków Inków w prostej linii. Indianie
Q’ero prawie nie stykają się z innymi plemionami.
Nie są też chętni do kontaktów z Europejczykami
i Amerykanami pragnącymi zgłębić tajemnicę
ich zdrowego i długiego życia. Zdarza się, że
dowiedziawszy się o planowanym przybyciu
ekspedycji badawczej, opuszczają swoje siedziby.
Ich wioski można spotkać na zboczach andyjskich
szczytów. Siedziby Q’ero znajdują się jednak w
miejscach położonych niezwykle wysoko – gdzie
powietrze jest tak rozrzedzone, że przybyszowi z nizin
trudno jest oddychać.
Legenda o pochodzeniu Indian Q’ero głosi, że są
oni potomkami Inków, którzy zdając sobie sprawę z
ogromnej przewagi hiszpańskich konkwistadorów,
uciekli w niedostępne miejsca. W ten sposób
wyjaśniają swoje pochodzenie sami Q’ero. Twierdzą
też, że po raz pierwszy zeszli ze szczytów i
skontaktowali się z innymi plemionami dopiero w
1950 r., czyli mniej więcej 500 lat po swojej ucieczce
w najwyższe rejony Andów.
Do tej legendy dodają szczyptę filozofii, twierdząc,
że to właśnie od Inków pochodzą ich trzy plemienne
zakazy: nie kłam, nie kradnij i nie bądź leniwy, a także
trzy prawa, według których powinno się żyć: pomagaj
innym, ciesz się doświadczeniem świata i codziennym
życiem oraz odnajduj sens religijny w otaczającej
rzeczywistości.
Dieta Indian Q’ero jest monotonna, składa
się głównie z przygotowanych na różne sposoby
ziemniaków. Na dodatek zupełnie nie dbają o
higienę. Nie cierpią na choroby cywilizacyjne. Nie
mają podwyższonego cholesterolu ani miażdżycy,
nie zdarza się im również chorować na cukrzycę,
nie zapadają na choroby nowotworowe. Na dodatek
znakomity stan ich zdrowia potwierdzają badania
krwi wykonane przez lekarzy, którzy dotarli do
wysokogórskich wiosek zaciekawieni fenomenem
długowieczności ich mieszkańców. Podobno
Indianie z tego plemienia do każdego posiłku
dodają mieszankę wzmacniających ziół, z których
najważniejszymi są maca, ruyacón, ubos i iporuru.
[email protected]
Ubos działa uodparniająco, a iporuru jest znakomitym
lekarstwem na reumatyzm. Maca nazywana jest
indiańskim żeńszeniem. Indianie Q’ero w swojej
kuchni stosują zmielony korzeń, który zawiera sporo
białka, węglowodanów, tłuszczów, a także żelazo,
wapń, cynk i wiele witamin.
Na andyjskie zbocza wyruszają rozmaite
ekspedycje podróżników, w tym Polaków usiłujących
zgłębić tajemnice długiego życia Q’ero.
W 2007 roku na wyprawę w poszukiwaniu wiosek
Indian Q’ero wybrali się czterej Polacy: Roman
Warszewski, Jacek Malczewski, Dariusz Szmidt
i Dariusz Godek. Podróżnicy dotarli do trudno
dostępnych wiosek i udało się im usłyszeć wiele
opowieści podtrzymujących legendę plemienia. Jedni
badacze przyczyn długowieczności dopatrują się w
niezwykłych technikach szamańskich stosowanych
przez duchowych przewodników. Inni dowodzą, że
długowieczność tej grupy związana jest z tym, że
ich przodkowie, uciekając w góry, zaopatrzyli się w
zestaw magicznych roślin.
W polskiej ekspedycji, która odwiedziła Indian
Q’ero, był lekarz. Nakłonił miejscowych do poddania
się badaniom. Okazało się, że mają bardzo niski
poziom cholesterolu i glukozy nawet po posiłku.
Starzy Indianie uskarżali się jedynie na bóle
kręgosłupa, zapalenie zatok, infekcje górnych dróg
oddechowych i zadawnione urazy dróg oddechowych.
„Cywilizacja ułatwia życie, jednak ma negatywny
wpływ na długowieczność”
11
k
ą
c
i
k
p
r
z
y
r
o
d
n
i
k
a
Ekologia-głupota czy oszczędność
Na pewno słyszeliście wiele zdań i opinii na temat ekologii.
Zdania są podzielone, bo jednym ekologia ułatwia, a drugim
utrudnia życie. Ale chyba warto by znaleźć kompromis. W tym
artykule postaram się wam przybliżyć wartość rachunków przed
oszczędzaniem i po oszczędzaniu.
Największe opłatamy ponosimy zimą. Ogrzewanie mieszkania,
przygotowywanie ciepłych posiłków, branie gorących kąpieli to
tylko kilka z czynności, które zimą musimy robić, a które znacznie
podnoszą rachunki naszych rodziców, a co za tym idzie, zmniejszą
możliwość naszych przyjemności za wydaną „kasę”. Możemy
jednak to zmienić, nie rezygnując z ciepła, a korzystnie wpływając
na środowisko i budżet domowy. Oto kilka sposobów.
Po pierwsze ciepło wytworzone przez prąd, gaz czy gorącą wodę
szybko będzie uciekać, gdy nasze mieszkanie czy dom nie będzie
odpowiednio ocieplone. Na przykład w ciągu roku ogrzanie gazem
ziemnym dobrze izolowanego domu o powierzchni 120 metrów
kwadratowych wynosi 4 tysiące złotych. Gdy nasze ściany są niedobrze zabezpieczone, to wtedy zapłacimy 6 tysiący złotych. To
strata 2 tysiący złotych, czyli mniej więcej miesięczny zarobek
statystycznego Polaka.
Po drugie nieszczelne okna. Przez stare szyby ucieka ponad 30
procent ciepła. W tej chwili wymiana okien nie zrujnuje portfela,
a w ciągu jednej porządnej zimy cały koszt nam się zwróci.
- Wietrz rozsądnie. Gdy zamierzasz wywietrzyć pomieszczenie,
zakręć grzejnik.
- Zamontuj ekrany za grzejnikami, które odbijają ciepło.
- Ustaw temperaturę pasującą ci najbardziej. Jeśli ci gorąco, to nie
wietrz, tylko przykręć „kurek”
- Zainwestuj w nowe urządzenia. Takie urządzenia grzewcze
pozwolą zaoszczędzić do 30 procent ciepła.
- Dostosuj garnek do średnicy palnika.
- Używaj garnków z dobrej stali. Pozwoli to na zmniejszenie
zużycia energii nawet do 36 procent.
- Bierz prysznic. W ten sposób zaoszczędzasz i gaz, i wodę.
- Usuwaj kamień z czajnika. Zaoszczędzisz o 30 procent energii.
- Rób częste przeglądy instalacji grzewczych.
- Wybierz prysznic zamiast kąpieli w wannie.
- Zakręcaj wodę podczas szczotkowania zębów.
- Podłączaj do pralki i zmywarki ciepłą wodę, co zmniejszy pobór
prądu.
- Nie zostawiaj kapiącego kranu.
Bez względu na to, jak będziesz oszczędzał, pamiętaj, chronisz
środowisko i budżet rodzinny.
Michał Piotrkowicz
Źródła:
www.se.pl
- Odsłoń grzejniki. Zasłonięte kaloryfery to utrata 20 procent
energii.
REKIN LUDOŻERCA ATAKUJE
Plaże słynnego egipskiego kurortu nadmorskiego Szarm aszSzajch zostały zamknięte do odwołania po atakach rekina,
który pojawił się w tej okolicy.Dotychczasowy bilans potwora
grasującego po wodach Morza Czerwonego to dwie ofiary
śmiertelne i cztery poważnie ranne. Zaatakowani zostali turyści,
którzy kąpali się lub uprawiali sporty wodne, i to całkiem blisko
brzegu.Egipski minister turystyki ogłosił tymczasowy zakaz
pływania, nurkowania i surfingu na wodach w pobliżu plaż tego
kurortu nad Morzem Czerwonym. Zaś egipski Urząd Ochrony
Środowiska zwrócił się do europejskich ekspertów z prośbą
o pomoc w zbadaniu, czy w rejonie tym pojawiło się więcej
rekinów.Na morzu trwa poszukiwanie sprawcy czy też sprawców
dotychczasowych ataków. Rekiny dość rzadko pojawiają się na
wodach Szarm asz-Szajch, ale tym razem był to kolejny atak w
ciągu zaledwie pięciu dni. Według specjalistów przez tydzień
rekin zaatakował tyle razy, ile zwykle zdarza mu się przez kilka
lat.Poławiacze rekinów razem z biologami morskimi zastawili
pułapkę i zabili dwa drapieżniki. Jednym z nich jest rekin białopłetwy, drugi to przedstawiciel popularnego gatunku mako. Z
początku naukowcy sądzili, że chodzi o rekiny ludojady. Okazało
się jednak, że podejrzenia są nieuzasadnione. Teraz eksperci
sądzą, że cały czas mamy do czynienia z jednym rekinem,
prawdopodobnie białopłetwym. Jak ustaliły egipskie władze,
12
wody zatoki odwiedza najprawdopodobniej samotny rekin.
Biolodzy uważają, że ryba ma uszkodzony układ czuciowy. - W
takiej sytuacji drapieżnik mógł stracić m.in. zdolność rozróżniania
ludzi od padających zwykle jego ofiarą ryb morskich - tłumaczą
naukowcy. Prawdopodobną przyczyną ataków mogą być również
niekontrolowane połowy tych stworzeń stanowiących naturalne
pożywienie rekinów. Z braku tego naturalnego pokarmu
drapieżniki mogły zwrócić uwagę na ludzi. Ponadto do wybrzeży
zatoki drapieżnika mogły przywieść ciała nieżywych owiec, które
do wód Morza Czerwonego mają zwyczaj wrzucać szyprowie
statków transportujących żywy inwentarz z Egiptu do Jordanii.
Zdaniem naukowców prawdziwą zagadkę stanowi jednak
jeszcze co innego, a mianowicie bezprecedensowy wzorzec
ataków. Większość rekinów zadowala się jednym potężnym
kęsem. Zazwyczaj odpływają już po pierwszym ugryzieniu. Ten
drapieżnik nie poprzestał na jednej ofierze i rzucił się także na
kolejną. Ataki rekina spowodowały panikę wielu turystów, część z
nich skróciła wypoczynek lub zrezygnowała z wyjazdu do Egiptu.
Niestety, wiadomości o tragicznych wydarzeniach z tego
arabskiego kraju, które nieustannie słyszymy w telewizjii,
przyćmiły to, co stało się w kurorcie turystycznym.
Kondziu
S
e
g
r
e
g
a
t
o
r
Tajemnice snów
Każdej nocy śnimy sny niezwykle żywe, barwne i dynamiczne.
Liczba obrazów, symboli i szczegółów w nich zawartych jest
ogromna. Warto by było je zapamiętać. Większość z nas jednak,
w natłoku spraw i myśli nawet nie próbuje tego zrobić, a przecież
poznając swoje sny, możemy lepiej poznać siebie.
Podstawową sprawą w zapamiętywaniu snów jest odpowiednie
nastawienie psychiczne. Jeśli wmówimy naszej podświadomości,
że zapamiętamy to, co nam się śniło, najprawdopodobniej tak się
stanie. Trzeba po prostu chcieć zapamiętać sny, wierzyć, że jest
to możliwe i oczekiwać. że nasz umysł, nasza podświadomość
pomoże nam w tym.
sobie to przypomnieć i w wolnej chwili spisać w całości. Ma to
spore znaczenie, ponieważ wracając do tego po jakimś czasie,
można się przekonać, że mieliśmy sen proroczy. Takie sny
naprawdę istnieją. Sama ich kilka razy doświadczyłam.
Tak więc jeśli chcesz się trochę o sobie dowiedzieć, poświęć kilka
chwil własnym snom. Wracając do nich, możesz dowiedzieć się
wielu ciekawych rzeczy, a przy okazji może się trochę pośmiejesz
i zobaczysz, jakie dziwne rzeczy chodzą Ci czasem po głowie.
Drugą ważną rzeczą jest to, żeby rano nie zrywać się od razu
z łóżka, tylko chwilę poleżeć w takiej pozycji, w jakiej się
obudziliśmy. Czasem, by zapomnieć sen, wystarczy obrócić się
na drugi bok. Natomiast jeśli budzisz się rano i w ogóle nie masz
pojęcia, o czym śniłeś, nie wstając, łagodnie zmień swoją pozycję.
Pozwól ciału powoli wrócić do pełnej świadomości, po obudzeniu
skup się na śnie.
Śpij dużo. Im więcej śpisz, tym więcej śnisz. Okresy fazy REM,
czyli tej, w której śnimy, w miarę upływu czasu stają się dłuższe.
Poza tym, musisz być wyspany, by móc wstać i spisać sen, bo
właśnie prowadzenie dziennika snów jest najlepszym sposobem
zapamiętania i zrozumienia ich. Jeśli nie masz rano czasu, bo
zaspałeś lub wstajesz w ostatniej chwili, to zapisz to, co Ci się
przyśniło, hasłowo. Jakieś najważniejsze wydarzenia, elementy,
uczucia, osoby. To, co uważasz za ważne. Będziesz mógł później
Origami - cuda z papieru
Origami (jap. Ori -bóstwo, kami - papier) -sztuka składania
papieru pochodząca z Chin, rozwinięta w Japonii i dlatego
uważana za tradycyjną sztukę japońską. W XX w. ostatecznie
ustalono reguły origami: punktem wyjścia ma być kwadratowa
kartka papieru, której nie wolno ciąć, kleić i dodatkowo ozdabiać
i z której poprzez zginanie tworzone są przestrzenne figury.
Praktyka origami powstała ok. roku 700. Pierwotnie z papieru
tworzono dekoracje na ceremonie religijne, jednak z biegiem
czasu zaczęto przyozdabiać również domy. W okresie Heian (7941185) bardzo popularnym zwyczajem było ozdobne zawijanie
listów i prezentów w wartościowy papier. W okresie Edo dokonała
się “rewolucja” origami. Zaczęto przycinać oraz nakładać kartki
papieru, a popularność tej sztuki wzrosła niezmiernie. W okresie
Meiji zaczęła być ona przedmiotem nauczania w szkołach
podstawowych. Uczniowie po dziś dzień uczą się origami - dzięki
temu mają okazję poznać np. podstawy geometrii. W 1797 r. w
Japonii powstał pierwszy podręcznik origami, w którym pokazano
49 sposobów składania żurawia, japońskiego symbolu szczęścia
i życia. W Japonii origami jest szczególnie popularne wśród
młodych dziewcząt, zaś na świecie spopularyzował je Akira
Yoshizawa w latach 50. XX wieku. W Tokio od 1990 r. istnieje
organizacja JOAS (Japan Origami Academic Society) skupiająca
[email protected]
miłośników origami. We współczesnej Japonii origami jest jednym
z elementów wychowania dzieci. Sztuka ta ma na świecie wielu
zwolenników tworzących takie organizacje, jak np. Origami-USA
czy Brytyjskie Stowarzyszenie Origami.
Oprócz tradycyjnego origami istnieje również wiele jego odmian.
Oto najpopularniejsze z nich: Kirigami-odmiana origami, w której
wolno twórcy robić małe cięcia w papierze (z jap. kiru = uciąć,
kami = papier). W origami nacięcia nie są tolerowane, ponieważ
techniki składania papieru rozwinęły się wystarczająco, by cięcia
były niepotrzebne.Origami modułowe polega na składaniu figur z
kilku wcześniej przygotowanych elementów. Tą techniką powstają
piękne przestrzenne postacie zwierząt i ludzi oraz efektowne
kule z papieru - kusudama. Polskie Centrum Origami, którego
założycielką i prezesem jest Dorota Dziamska, znajduje się w
Poznaniu. Polskie Towarzystwo Origami “Papierowe Fantazje”
ma siedzibę w Kostomłotach koło Kielc. Stowarzyszenie wydaje
biuletyn w języku polskim w całości poświęcony tematyce
origami.
Figurki z papieru można również oglądać w Centrum Sztuki i
Techniki Japońskiej “Manggha” w Krakowie. W Japonii muzeum
origami istnieje w mieście Kaga.
D.
13
a
n
u
ż
. . .
w
i
d
e
l
e
c
Zaułek kulinarny
W
styczniowym
numerze
gazetki
chciałabym przedstawić przepis na muffiny,
które robiły furorę podczas mojej klasowej
Wigilii. Muffiny może nie wyglądają na
pierwszy rzut oka zachęcająco, ale wystarczy
tylko jeden kęs, by od razu dodać je do swoich
ulubionych ciast. Szczególnie jeżeli jesteś
czekoladoholikiem.;) Pojawiają się tu również
banany i delikatny posmak kawy. Ten ostatni
wyda się może co niektórym zbyt mocny, ale
cóż, widocznie jestem zbyt przyzwyczajona
do smaku i zapachu tego naparu. Muffiny
pieczemy w specjalnej formie, którą kupicie
w każdym większym markecie, ale można
też zaopatrzyć się w papierowe foremki.
MUFFINY Z PODWÓJNĄ CZEKOLADĄ,
BANANAMI I ESPRESSO
[przepis na 12 - 13 sztuk]
• 1 ½ szklanki dojrzałych bananów [4
średnie]
• ½ szklanki cukru
• ¼ szklanki cukru trzcinowego
• ½ szklanki stopionego masła [około
120 gram]
• ¼ szklanki pełnego mleka [użyłam
2%]
• 1 duże jajko
• 1 ½ szklanki mąki
• 2 łyżeczki mocnego espresso
• 1 ½ łyżeczki sody oczyszczonej
• 1 płaska łyżeczka soli
• 85 gram mlecznej czekolady połamanej
na małe kawałki [kostki pokroić na ćwiartki]
• 85 gram gorzkiej czekolady połamanej
na małe kawałki [kostki również pokroić na
ćwiartki]
Piekarnik rozgrzać do 175 stopni. Formę
do muffinów spryskać olejem [jeżeli masz
papierowe foremki, nie natłuszczaj ich].
W średniej misce wymieszać rozgniecione
widelcem banany, cukier, roztopione masło,
mleko, espresso i jajko. W innej misce
wymieszać mąkę, sól i sodę. W środku
mieszanki zrobić dołek i wlać do niego masę
z bananów, delikatnie mieszając. Dodać
14
czekoladę i wymieszać drewnianą łyżką.
Wypełnić muffinową formę do ¾ wysokości.
Piec 20 - 25 minut.
Muffiny można przechowywać dwa dni,
ale gwarantuję, że znikną z talerza o wiele
szybciej. ;)
mrs. Pinki
M
o
t
o
s
k
w
e
r
Piękny Merc
Niedawno na rynku samochodowym pojawiło się
nowe coupe. Jest to nowy Mercedes CL.
Dwa słupki nośne i rozpięty pomiędzy nimi
mocny łuk są zwykle nieodzownymi elementami
sylwetki coupé. W nowym Mercedesie CL to
tylko jedna z ekscytujących cech jego stylu.
Sylwetka tego samochodu jest wezwaniem
do jazdy. Nowa stylizacja osłony chłodnicy,
zmieniona maska silnika, zmniejszone błotniki
i charakterystyczne reflektory ze światłami
do jazdy dziennej, światłami pozycyjnymi i
kierunkowskazami wyposażonymi w diody
LED kształtują styl nadwozia i sygnalizują
technologiczne ambicje nowego Mercedesa CL.
Dwa światła cofania umieszczone w klapie tylnej,
nowo zaprojektowane tylne światła pozycyjne i
nowe nakładki na końcówkach rur wydechowych
zintegrowane z nowym spojlerem tylnym są
mocnymi akcentami stylizującymi elegancki
wizerunek auta.
Równie pasjonujące jest jego wnętrze. Niezwykła
harmonia to zasługa efektownego podziału:
konsola środkowa przebiega przez całą długość
wnętrza pomiędzy fotelami przednimi i
pojedynczymi siedzeniami tylnymi. W ten wystrój
doskonale wpisuje się także deska rozdzielcza
z metalizowaną powierzchnią. Elementy
drewniane oferowane do wyboru z czterema
wzorami mazerunku i miękka skóra w pięciu
eleganckich zestawieniach kolorystycznych.
Wysokogatunkowe materiały i elementy ozdobne
zostały poddane doskonałej obróbce z perfekcyjną
dbałością o każdy detal.
W aucie tym do wyboru mamy 4 silniki:
CL 500 V8, CL 600 V12, CL 63AMG V8, i CL
65AMG V12.
Aby Mercedesem można było bezpiecznie
podróżować, jest on naszpikowany systemami
poprawiającymi nasze bezpieczeństwo.
Jednym z nich jest aktywny asystent martwego
punktu, który może podczas zamierzonej
zmiany pasa ruchu zapobiec kolizji z pojazdem
znajdującym się w tzw. martwym punkcie za
kierowcą, Aktywny asystent utrzymania pasa
[email protected]
ruchu potrafi zapobiec niezamierzonej zmianie
pasa ruchu. W nowym Mercedesie CL oba
systemy są po raz pierwszy połączone z systemem
ESP, który może wspomóc kierowcę precyzyjnym
przyhamowaniem kół.
Oprócz tego znajdziemy tu również
pakiet świateł LED z aktywnym systemem
oświetlenia ILS (Intelligent Light System) i
adaptacyjnym asystentem świateł drogowych,
poszerzony asystent jazdy nocnej z funkcją
rozpoznawania pieszych, system PARKTRONIC
ze wspomaganiem parkowania, Aktywny system
zawieszenia ABC (Active Body Control) z
funkcją stabilizacji pojazdu w obliczu bocznych
podmuchów wiatru.
Uważam, że Mercedes CL jest to naprawdę
bardzo dobre auto, w którym można miło spędzić
czas, a w szczególności jeśli możemy wyjechać
nim na tor. Bo na torze to autko czuje się jak ryba
w wodzie.
Szkoda tylko, że jego ceny zaczynają się od pół
miliona złotych w górę.
Michał Zarachowicz
Źródło: WWW.mercedes-benz.pl
15

Podobne dokumenty