Duma Stolicy - Władysław Szczepaniak

Komentarze

Transkrypt

Duma Stolicy - Władysław Szczepaniak
Nr 12 (13) grudzień 2009
W numerze: Władysław Szczepaniak, Daniel Gołębiewski, Mariusz
Bacik, Leszek Karwowski, Derby Warszawy, 1-4-5-1 w trzech wydaniach, polonijny futbol, szachy i koszykówka oraz Español Barcelona
Od Redakcji!
Drodzy Czytelnicy!
Trzymacie w ręku trzynasty, ale bynajmniej nie pechowy numer „Dumy Stolicy”. Nie, nie,
spieszymy z uściśleniem, że Redakcja nie przedawkowała znakomitych wyrobów Browaru Konstancin: rzeczywiście, od tego numeru wydrukowaną gazetę będzie można czytać w Czarnej Koszuli, racząc się przy tym specjałami kuchni Pana Pawła.
Druk większej ilości egzemplarzy (czyli ponad trzystu), jest zdecydowanie ponad nasze
siły, toteż wspomniane udogodnienie raczej nie jest „rozwojowe”.
No dobrze, ale co w środku? Polecamy większą niż dotychczas dozę publicystyki, obszerny materiał o Władysławie Szczepaniaku, wywiady z Danielem Gołębiewskim oraz koszykarzami Mariuszem Bacikiem i Leszkiem Karwowskim, interesujący tekst o kibicach Espanyolu Barcelona oraz podsumowania piłkarskie, koszykarskie oraz szachowe.
Można mieć nadzieję, że Polonia Warszawa, mimo wielu perturbacji, o których wiecie,
wejdzie w nowy, 2010 rok wzmocniona i pewna swego potencjału. Potencjału, który przy
wszechstronnym porozumieniu właścicieli sekcji zespołowych, powinien przełożyć się na bardzo dobre wyniki polonijnych sportowców, postęp prac w dziedzinie infrastruktury oraz wzrost
liczebności środowiska kibicowskiego.
Życzymy tego wszystkiego oraz wszelkiej pomyślności, całej polonijnej rodzinie. Zasiądźmy do wigilijnego stołu oraz przywitajmy Nowy Rok w dobrych nastrojach.
Mamy zaszczyt działania ku chwale jednego z trzech najsilniejszych klubów wielosekcyjnych w Polsce! Tak, tak-bo Polonia Warszawa jest JEDNA!
Wasza Redakcja
Redakcja: Kwik, Lejzorek, Patrico, Profesor Ciekawski, Ramadan
(zdjęcia), TCksp, Vicky 6
Współpraca: dr Robert Gawkowski, Piotom, Czarnych Koszul Fan
Kontakt: [email protected]
Na okładce: José María Bakero oraz Piotr Dziewicki, podczas debiutanckiego meczu Hiszpana na Konwiktorskiej (27.11.2009 Polonia Warszawa - Polonia Bytom 1:0)
Mamy trenera cz. 3
Piłkarze „Czarnych Koszul” kontynuują rozgrywki pod okiem już trzeciego trenera. Po Jacku Grembockim oraz Duszanie Radolskym kolejnym został znany zawodnik FC Barcelony oraz reprezentacji Hiszpanii
Jose Mari Bakero. Bask pracę w Polonii zaczął od cennego remi su w
meczu derbowym.
fot. Ramadan / dumastolicy.pl
Kalejdoskop
Fornalik najdłużej
Łukasz Piątek w spotkaniu derbowym zdobył pierwszą bramkę w historii
swoich występów w rozgrywkach Ekstraklasy. Co prawda bramka pierwsza,
ale w ważnym meczu i do tego rzadkiej urody.
fot. Oiolosse
Pierwsza, ale jaka!
fot. Przegląd Sportowy
Praca trenera w Polonii jest często porównywana do pracy sapera.
Chociaż jak przysłowie mówi saper myli się tylko raz, a u nas trenerzy mylą się (czyt. przegrywają) różnie. Od czasu kiedy właścicielem Polonii Warszawa został Józef Wojciechowski jedni mylili
się dość często (Jerzy Engel Junior czy Duszan Radolsky a inni
wcale Bogusław Kaczmarek). Nie mniej jednak najdłużej stanowisko trenera zachowywał Waldemar Fornalik. I obiektywnie
patrząc za jego kadencji Polonia grała chyba najlepszą piłkę w ostatnich latach.
Zapomniał o kibicach!
Podczas ostatniego w tym sezonie meczu na K6 przedstawiciele Fundacji Vis Maior zbierali pieniądze na szkolenie nowonarodzonych szczeniaków, które będą w przyszłości przewodnikami dla niewidomych.
Łącznie zebrano 950 PLN. Organizatorzy zbiórki serdecznie dziękują
kibicom Polonii za okazane wsparcie!
TCksp
fot fundacjavismaior.com
Zbiórka na szkolenie psów
fot gadu-gadu.pl
Radek Majdan odpadł w ćwierćfinale popularnego programu „Taniec z
Gwiazdami”. Na koniec programy bramkarz „Czarnych Koszul” dziękował wielu osobom, wymienił nazwisko właściciela klubu, dziękował kolegom z drużyny, trenerom, masażystom itp… ale kibicom nie podziękował. Panie Radku nie ładnie, a kto Pana dopingował na stadionie śpiewając „ Ch… z wynikami, wygramy Taniec z Gwiazdami”? Prezes Wojciechowski z masażystą czy kibice?
Ekstraklasa: Mecz przyjaźni dla
„Pasów”
Mecz przyjaźni między Polonią i Cracovią,
tym razem był spotkaniem z serii "o 6 punktów". Pasy zwyciężyły 1:0 i prześcignęły
Czarne Koszule w tabeli. Zwycięskiego gola
dla drużyny Oresta Lenczyka zdobył Mariusz Sacha, który trafił do siatki w 25. minucie. Polonia po tej porażce znajduje się w
strefie spadkowej.
Druga odsłona, podobnie jak pierwsza, rozczarowała. Nie zobaczyliśmy żadnej bramki,
a i ciekawe akcje można było policzyć na
palcach jednej ręki. Po stronie gospodarzy na
murawie pojawili się Marcelo Sarvas i Milan Nikolić, ale również oni nie pomogli w
odmianie stylu gry warszawskiego zespołu.
Sarvas co prawda wniósł nieco ożywienia
swoimi akcjami, ale w decydujących momentach brakowało precyzji.
Na trybunach czuć było przyjazną atmosferę
i chyba udzieliła się ona również piłkarzom
obu zespołów, którzy zaczęli bardzo spokojnie, jakby nie chcąc zrobić sobie krzywdy. W
początkowych minutach, a jak się później
okazało, również w wielu późniejszych fragmentach spotkania, oba zespoły notowały
sporo strat w środkowej strefie boiska.
Pierwsza zaatakowała Cracovia. W 8. minucie pierwszy strzał oddał Arkadiusz Baran
z 25 metrów, jednak to uderzenie poleciało
bardzo daleko od bramki gospodarzy. Chwilę później rzut wolny dla Polonii wykonywał
Adrian Mierzejewski, ale dośrodkowanie w
pole karne zostało wybite przez obrońców.
22 minuta to akcja Pasów i strzał Mariusza
Sachy. Podobnie jak wcześniej strzał Barana,
również to uderzenie pozostawiło sporo do
życzenia. Pomocnik Cracovii tym razem się
pomylił, ale zrehabilitował się chwilę później. Pozostawiony bez opieki w polu karnym, otrzymał podanie z lewej strony, przyjął piłkę, spokojnie przymierzył i strzelił
obok bezradnego Sebastiana Przyrowskiego.
Po stracie bramki, Polonia próbowała odpowiedzieć w podobny sposób. Najbliżej
szczęścia była w 38. minucie, kiedy do podania z prawej strony nie zdążył Jacek Kosmalski. Snajper Czarnych Koszul miał
przed sobą tylko pustą część bramki, ale zagranie okazało się dla niego zbyt szybkie.
Pod koniec pierwszych trzech kwadransów
piłkarze gospodarzy gubili się przy najprostszych zagraniach, co zostało skwitowane
szyderczymi brawami przez ich kibiców.
Niemal pół godziny przed końcem spotkania
podopieczni Oresta Lenczyka skupili się
głównie na obronie korzystnego rezultatu i
starali się jedynie groźnie kontrować. Kilka
takich kontr mogło się nawet podobać, ale
brakowało dokładnego ostatniego podania.
Polonia do końca meczu nieznacznie przeważała, ale nie stworzyła sobie żadnej klarownej sytuacji. Najbliżej szczęścia był Filip
Ivanovski, który strzelał z sześciu metrów
głową, ale jego uderzenie wylądowało na
poprzeczce. W samej końcówce spotkania, w
słupek strzelił jeszcze napastnik „Pasów”
Radosław Matusiak.
07.11.2009 – 13 kolejka Ekstraklasy – Warszawa, ul.
Konwiktorska 6
Polonia Warszawa – Cracovia Kraków
(0:1)
0:1 Mariusz Sacha [26]
0:1
Polonia: Sebastian Przyrowski - Marek Sokołowski, Piotr Dziewicki, Łukasz Skrzyński, Błażej Telichowski - Adrian Mierzejewski, Łukasz
Piątek (46. Marcelo Sarvas), Łukasz Trałka, Mariusz Zasada (61. Filip Ivanovski) - Daniel Gołębiewski (46. Milan Nikolić), Jacek Kosmalski
Cracovia: Marcin Cabaj - Łukasz Mierzejewski,
Piotr Polczak, Łukasz Tupalski, Marek Wasiluk Arkadiusz Baran - Mariusz Sacha, Konrad Cebula (78. Sławomir Szeliga), Łukasz Derbich - Mateusz Klich (60. Dariusz Pawlusiński) - Kamil
Witkowski (51. Radosław Matusiak)
Sędziował: Damian Stefański (Bydgoszcz)
Żółte kartki: Trałka, Telichowski (Polonia) Tupalski, Witkowski, Baran, Cabaj (Cracovia)
Widzów: 3 700
Ekstraklasa: Derbowo - remisowo
Hiszpańskie derby Warszawy ciężko porównać do oryginalnych Gran Derbi. Nierówne
boisko nie dało szans na efektowną grę piłkarzom obu drużyn. Ostatecznie, po typowej
kopaninie, Legia zremisowała na kartoflisku
z Polonią 1:1. Oczywiście najwięcej przed
tym spotkaniem mówiło się o debiucie w roli
szkoleniowca "Czarnych Koszul" Jose Marii Bakero.
Legia do tego meczu przystąpiła osłabiona
brakiem takich piłkarzy jak: Jakub Rzeźniczak, Wojciech Szala oraz Maciej Rybus
(świeżo upieczony reprezentant Polski), który po zgrupowaniu kadry narzekał na ból
łydek. W Polonii od dłuższego czasu kontuzjowany jest Tomasz Jodłowiec.
Z pierwszej połowy warto wspomnieć tylko
o jednej sytuacji, kiedy w 17. minucie Marcin Smoliński z rzutu wolnego trafił w poprzeczkę bramki Sebastiana Przyrowskiego.
Optyczną przewagę mieli gracze Jana Urbana, jednak głównie mogliśmy obserwować
niedokładne zagrania zarówno z jednej, jak i
z drugiej strony.
W końcu, zaraz po przerwie, bramkę dla gospodarzy zdobył Bartłomiej Grzelak i wydawało się, że Polonia nie będzie w stanie
skutecznie odpowiedzieć. Tak zapewne by
się stało, gdyby w 65. minucie strzału życia
nie oddał Łukasz Piątek. Zaskoczeni byli
wszyscy: kibice Legii, Jan Mucha i sam
strzelec. Piłka po tej próbie dostała tak dziwnej rotacji, że wpadła za kołnierz słowackiemu bramkarzowi.
Po bramce Polonii znów zaczęła się gra - ty
do mnie, ja do ciebie. I to nie zawsze celna.
Używając popularnego stwierdzenia: wiało
nudą. Ruszyło się trochę pod koniec spotkania, kiedy gracze Urbana postawili wszystko
na jedną kartę. Piłkę meczową mieli Inaki
Astiz oraz rezerwowy - Ariel Borysiuk, jednak obaj w dogodnych sytuacjach fatalnie
pudłowali.
Po meczu z remisu cieszyli się goście, którzy
na środku boiska, w kółeczku skandowali:
"kto wygrał mecz? Polonia!". Cóż, po długiej
serii niepowodzeń można ich zrozumieć.
Również w ekipie Legii był jeden piłkarz,
który nie mógł narzekać. Kogo mamy na
myśli? Szybko odpowiadamy: Miroslava
Radovica. W doliczonym czasie gry pierwszej połowy Serb brzydko uderzył łokciem
Damiana Jaronia. Otrzymał za to żółtą
kartkę, a należało się zdecydowanie więcej.
20.11.2009 – 14 kolejka Ekstraklasy – Warszaw a, ul.
Łazienkow ska 3
Legia Warszawa – Polonia Warszawa 1:1
(0:0)
1:0 Bartłomiej Grzelak [52], 1:1 Łukasz Piątek [66]
Legia: Ján Mucha - Artur Jędrzejczyk, Dickson Choto, Iñaki Astiz Ventura, Marcin Komorow ski - Miroslav Radović, Maciej Iw ański, Marcin Smoliński (89.
Michał Żyro), Sebastian Szałachow ski - Marcin Mięciel (83. Adrian Paluchowski), Bartłomiej Grzelak (73.
Ariel Borysiuk)
Polonia: Sebastian Przyrow ski - Marek Sokołowski,
Piotr Dziew icki, Łukasz Skrzyński, Mariusz Zasada Adrian Mierzejew ski, Łukasz Trałka, Marcelo Sarvas
(69. Krystian Feciuch), Łukasz Piątek, Damian Jaroń Michał Chałbiński (46. Tamás Kulcsár, 78. Daniel
Gołębiew ski)
Sędziował: Marcin Borski (Warszaw a)
Żółte kartki: Radović, Astiz Ventura (Legia) - Chałbiński (Polonia)
Widzów: 4 700
Ekstraklasa: Pierwsza wygrana Bakero
Polonia Warszawa pokonała swą imienniczkę z Bytomia w spotkaniu 15. kolejki Ekstraklasy. Zwycięskiego gola zdobył Łukasz
Trałka. Pierwsza połowa rozczarowała, ale
ostatnie pół godziny mogło się już podobać.
To pierwsze zwycięstwo Czarnych Koszul
pod wodzą Jose Marii Bakero.
Już pierwsze minuty nie zapowiadały wielkiego spektaklu. Obie strony próbowały
konstruować ofensywne akcje, ale brakowało
precyzji. 5 minuta to pierwsza ciekawa akcja
gospodarzy. Po dośrodkowaniu z lewej strony, dwukrotnie na bramkę Wojciecha Skaby uderzał Adrian Mierzejewski. Pierwsze
uderzenie zostało zablokowane, a drugie
przeleciało obok bramki. Czarne Koszule
nie rezygnowały i w kolejnych minutach
stopniowo osiągały przewagę na murawie.
Jednak z tej przewagi niewiele wynikało. Aktywni w ataku byli Mierzejewski i Daniel
Gołębiewski. Ten drugi uderzał z woleja
zza pola karnego, ale na linii strzału stanął
jeden z jego kolegów. Po kilku minutach po
raz pierwszy odważniej zaatakowali goście z
Bytomia. Na prawej flance piłkę rozegrali
Peter Hricko i Mirosław Barcik, i gdy wydawało się, że ten ostatni znajdzie się sam
przed Sebastianem Przyrowskim, we wszystko wmieszał się Piotr Dziewicki.
Z każdą minutą na trybunach wzmagał się
głośny doping, ale nawet "12. zawodnik" nie
pomagał gospodarzom w uporządkowaniu
swej gry. Również bytomianie nie potrafili
skonstruować składnej akcji. Kilkukrotnie
tracili piłki w środku pola, bądź nawet przed
własnym polem karnym. I w takiej atmosferze końca dobiegły pierwsze trzy kwadranse.
Drugą część z większym animuszem zaczęli
gospodarze. Jednak ponownie, oprócz
optycznej przewagi, niewiele z tego wynikało. Warszawiakom wreszcie udało się oddać
strzały w światło bramki Skaby, ale siła uderzeń Milana Nikolicia i Marcelo Sarvasa nie
mogła skrzywdzić bramkarza gości. Chwilę
później przebudzili się podopieczni Jurija
Szatałowa. Z prawej strony dośrodkował
Szymon Sawala. Piłkę w polu karnym do
nabiegającego Marcina Radzewicza przepuścił Grzegorz Podstawek, ale skrzydłowy gości pomylił się z odległości siedmiu
metrów.
Około 60. minuty podopieczni Bakero
wreszcie zaczęli konstruować groźne ataki.
Po kilku nieudanych próbach, przyszła ukochana bramka. Jej strzelcem okazał się Łukasz Trałka, który wykorzystując dośrodko-
wanie z rzutu rożnego, głową skierował piłkę w opuszczony róg bramki Skaby. Po tym
trafieniu gospodarze nie zamierzali spocząć
na laurach i po kilku minutach mogli podwyższyć wynik spotkania. Tym razem piłkę
w środku pola przejął Damian Jaroń. Pomocnik Czarnych Koszul popędzi ł sam w
stronę bramki gości, ale jego uderzenie - nie
bez problemów - obronił golkiper zespołu z
Górnego Śląska.
W końcowych minutach gospodarze skupili
się na obronie wyniku, starając się maksymalnie opóźniać grę, za co żółtą kartką został ukarany Przyrowski. Jedynie Mierzejew-
ski w pojedynkę próbował rozmontować
obronę rywali, ale zabrakło mu wsparcia kolegów z zespołu. Wynik do końca spotkania
nie uległ już zmianie i po odliczeniu dodatkowych trzech minut, sędzia Hubert Siejewicz zakończył ten mecz.
Gości do lepszej postawy miała zmobilizować "nowa miotła", czyli oficjalnie debiutujący w roli trenera (także w ekstraklasie)
Marcin Sasal, który wcześniej zbierał pochwały za pracę w pierwszoligowym Dolcanie Ząbki.
Warszawiacy odnieśli pierwsze zwycięstwo
od czterech spotkań. Z kolei Bytomianie nie
wygrali piątego kolejnego starcia. W grze
Czarnych Koszul widać nową jakość, choć
akurat pokazali ją jedynie przez ostatnie pół
godziny.
Czarne Koszule rozpoczęły z dużym impetem, ale w trzeciej minucie mógł je skarcić
Jacek Kiełb, który jednak minimalnie chybił
strzelając z 16 metrów. Później przewaga
gospodarzy, którzy co chwila próbowali zaskoczyć Zbigniewa Małkowskiego uderzeniami z dystansu, rosła z każdą minutą.
31.10.2009 – 15 kolejka Ekstraklasy – Warszaw a, ul.
Konw iktorska 6
Polonia Warszawa – Polonia Bytom 1:0 (0:0)
1:0 Łukasz Trałka [66]
Polonia Warszawa: Sebastian Przyrowski - Radek
Mynář (74. Krystian Feciuch), Piotr Dziew icki, Łukasz Skrzyński, Mariusz Zasada - Daniel Gołębiew ski
(46. Damian Jaroń), Łukasz Piątek, Marcelo Sarvas,
Łukasz Trałka, Adrian Mierzejew ski - Milan Nikolić
(57. Filip Ivanovski)
Akcje polonistów, którymi spod linii bocznej
nieustannie dyrygował Bakero, coraz bardziej się zazębiały. Efekt przyniosły jednak
dopiero w 29. minucie, kiedy Filip Ivanovski
wykorzystał dokładne podanie Adriana Mierzejewskiego i strzałem z pola karnego zapewnił Polonii prowadzenie.
Polonia Bytom: Wojciech Skaba - Peter Hricko,
Lukáš Killar, Adrian Klepczyński, David Kotrys Miroslav Barčík (68. Tomasz Now ak), Marek Bažík
(60. Michał Zieliński), Szymon Saw ala, Rafał Grzyb,
Marcin Radzew icz (71. Piotr Tomasik) - Grzegorz
Podstaw ek
Sędziował: Hubert Siejew icz (Białystok)
Żółte kartki: Mierzejew ski, Przyrowski (Polonia
Warszaw a)
Widzów: 3 240
Ekstraklasa: Pechowa końcówka
W niedzielnym spotkaniu 16. kolejki Ekstraklasy stołeczna Polonia zremisowała przy
Konwiktorskiej z Koroną Kielce 1:1. Wyrównującą bramkę goście zdobyli w drugiej
minucie doliczonego czasu gry.
Mecz z Koroną miał stanowić potwierdzenie, że Polonia pod wodzą Jose Marii Bakero
wychodzi z kryzysu, a hiszpański szkoleniowiec potrafił w ciągu czterech tygodni zmienić oblicze zespołu, który wbrew oczekiwaniom znalazł się w dole tabeli. Okazja wydawała się dogodna, bo Korona miała przed tą
kolejką tyle samo punktów, w dodatku wywalczyła je głównie na własnym stadionie.
W 43. minucie ta para była bliska skopiowania akcji, która przyniosła prowadzenie, ale
tym razem strzał Macedończyka zablokowali
obrońcy. Schodzących na przerwę polonistów żegnały gromkie brawa kibiców, którzy
zgodnie komentowali: "W końcu można zobaczyć grę w piłkę, a nie bezładną kopaninę".
W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie, choć poziom był niższy. Gospodarze nie
grali z taką pasją, jak przed przerwą, ale kielczanie długo nie potrafili zagrozić bramce
marznącego i nudzącego się Sebastiana Przyrowskiego.
Bliżej od remisu było wyższe prowadzenie
Polonii. W 64. minucie z ostrego kąta w
Małkowskiego i trafił najbardziej aktywny
na boisku Brazylijczyk Marcelo Sarvas, a
osiem minut później rezerwowemu Danielowi Gołębiewskiemu poprzeczka przeszkodziła w zdobyciu pięknej bramki.
W końcówce goście zagrali trochę odważniej, ale wydawało się, że kwadrans żwawego
biegania to za mało, by liczyć choćby na jeden punkt. Stało się jednak inaczej. Już w
doliczonym czasie gry sędzia Piotr Gil dopatrzył się faulu Piotra Dziewickiego i podyktował rzut wolny dla gości. Paweł Sobolewski dośrodkował w pole karne, gdzie w olbrzymim zamieszaniu Brazylijczyk Hernani
skierował piłkę do siatki, zapewniając Koronie remis, który jednak nie odzwierciedla
wydarzeń na boisku.
Czarnych Koszul. Wydawało się, że sobotni
pojedynek pomiędzy Śląskiem Wrocław i
Polonią Warszawa zakończy się podziałem
punktów, jednak wrocławianie rzutem na
taśmę, za sprawą byłego piłkarza Polonii
Antoniego Łukasiewicza, zgarnęli całą pulę.
Już po początkowych minutach nie zapowiadało się, że starcie Śląska i Polonii będzie
ciekawym i porywającym widowiskiem.
Większość strzałów, o ile takie już były, była
niecelna. I tak w drużynie Polonii w 8. minucie nieskutecznie główkował Filip Ivanovski,
w 15. minucie niecelnie z dystansu uderzył
Adrian Mierzejewski. W 19. minucie w polu
karnym Czarnych Koszul padł Janusz Gancarczyk. Sędzia nakazał jednak grać dalej.
31.10.2009 – 16 kolejka Ekstraklasy – Warszaw a, ul.
Konw iktorska 6
Polonia Warszawa – Korona Kielce 1:1 (0:0)
1:0 Filip Ivanovski [66], 1:1 Hernani [90+2]
Polonia: Sebastian Przyrowski - Radek Mynar,
Piotr Dziewicki, Łukasz Skrzyński, Mariusz Zasada - Damian Jaroń (78. Marek Sokołowski),
Łukasz Piątek, Łukasz Trałka, Marcelo Sarvas,
Adrian Mierzejewski (55. Daniel Gołębiewski) Filip Ivanovski (90. Milan Nikolić).
Korona: Zbigniew Małkowski - Dariusz Łatka,
Piotr Malarczyk, Hernani, Nikola Mijailovic Jacek Kiełb (59. Piotr Gawęcki), Cezary Wilk,
Mariusz Zganiacz (46. Jacek Markiewicz), Paweł
Sobolewski - Edi Andradina, Ernest Konon (71.
Łukasz Cichos).
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Żółte kartki: Marcelo Sarvas, Marek Sokołowski (Polonia Warszawa) - Cezary Wilk (Korona
Kielce)
Widzów: 3 456
Ekstraklasa: Ta ostatnia minuta
Jose Maria Bakero, hiszpański szkoleniowiec
Polonii Warszawa poniósł pierwszą porażkę
podczas swojego pobytu na ławce trenerskiej
Zwycięską bramkę dla Śląska zdobył wychowanek Polonii, pierwszy z
prawej, Antoni Łukaszewicz (foto: sports.pl)
W 20. minucie goście wypracowali sobie najgroźniejszą sytuację w całym meczu. Damian
Jaroń podał do znajdującego się w polu karnym Marcelo Sarvasa, ten przyjął pi łkę, odwrócił się i uderzył minimalnie obok słupka.
Dopiero w 42. minucie kibice zgromadzeni
na stadionie przy ulicy Oporowskiej byli
świadkami pierwszego celnego strzału na
bramkę. Szczęścia szukał Krzysztof Ulatowski, ale bez problemów obronił Sebastian Przyrowski.
Druga połowa widowiska nie przyniosła
żadnych zmian w jakości gry. Dużo było nie-
foto: Fakt
dokładności, strat piłki. Akcje toczyły się
głównie w środkowej części boiska. W 64.
minucie zapachniało golem dla Śląska. Najpierw główkował Piotr Celeban, potem
strzelał Sebastian Dudek. Piłka nie zmierzała jednak w światło bramki. Kilka kolejnych prób wrocławian także spaliło na panewce. W 78. minucie kontuzjowanego
Amira Spahica zastąpił Antoni Łukasiewicz,
wychowanek warszawskiej Polonii.
W 89. minucie doszło do bardzo kontrowersyjnej sytuacji. W polu padł Łukasz Madej.
Po długich naradach sędzia nie zdecydował
się jednak na odgwizdanie rzutu karnego,
który Śląskowi się należał, gdyż Łukasz Trałka nie trafił w piłkę i faulował pomocnika
Śląska. Chwilę później Sebastian Mila
miękko wrzucił piłkę w pole karne, tam zupełnie niepilnowany Łukasiewicz ładnie złożył się do strzału i głową pokonał Przyrowskiego. Była to pierwsza bramka piłkarza
Śląska Wrocław w historii jego występów w
ekstraklasie.
Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie. Wrocławianie rzutem na taśmę wywalczyli cenne trzy punkty. - Po raz kolejny straciliśmy bramkę można powiedzieć, że w doliczonym czasie gry. Nad tym musimy popracować - podsumował po zawodach Piotr
Dziewicki.
Tabela:
lp
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
drużyna
Wisła Kraków
Legia Warszaw a
Lech Poznań
Ruch Chorzów
GKS Bełchatów
Lechia Gdańsk
Polonia Bytom
Śląsk Wrocław
Cracovia Kraków
Jagiellonia Białystok
Piast Gliw ice
Korona Kielce
Arka Gdynia
Polonia Warszawa
Zagłębie Lubin
Odra Wodzisław
m
17
17
17
17
17
17
17
17
17
17
17
17
17
17
17
17
p
40
35
32
32
28
26
24
23
20
16
16
15
15
15
14
11
bramki
31-13
22-7
27-16
23-16
20-15
18-15
20-16
19-17
13-20
20-16
21-29
21-30
14-18
13-25
12-26
13-28
Strzelcy Polonii:
12.12.2009 – 17 kolejka Ekstraklasy – Wrocław , ul.
Oporow ska 62
Śląsk Wrocław – Polonia Warszawa 1:0 (0:0)
1:0 Antoni Łukasiew icz [90]
3 - Filip Ivanovski
2 - Milan Nikolić, Marcelo Sarvas
1 - Michał Chałbiński, Daniel Gołębiewski, Tomasz Jodłowiec, Łukasz Piątek, Łukasz Trałka
1 - samobójcze
Śląsk: Wojciech Kaczmarek - Krzysztof Wołczek, Piotr Celeban, Amir Spahić (78. Antoni
Łukasiewicz), Mariusz Pawelec - Łukasz Madej,
Krzysztof Ulatowski, Sebastian Dudek, Janusz
Gancarczyk - Sebastian Mila - Tomasz Szewczuk
(83. Krzysztof Biliński)
ciuch) - Marcelo Sarvas - Filip Ivanovski (66.
Milan Nikolić)
Polonia: Sebastian Przyrowski - Radek Mynář,
Piotr Dziewicki, Łukasz Skrzyński, Mariusz Zasada - Adrian Mierzejewski, Łukasz Piątek, Łukasz Trałka, Damian Jaroń (71. Krystian Fe-
TCksp
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz)
Żółte kartki: Piotr Celeban (Śląsk Wrocław)
Widzów: 5 500
Daniel Gołębiewski: Staram się podpatrywać to czego nie
potrafię
Jest już Pan zdrowy? Zdradzi nam Pan
szczegóły choroby?
Tak jestem już zdrowy. Dzień po meczu z
Lechem wieczorem zaczęła boleć mnie szyja.
Obudziłem się następnego dnia i mój stan
był nieciekawy, bo miał strasznie spuchniętą
szyję z lewej strony - tak jak bym dostał pół
szyi gratis. Później brałem antybiotyki 3 tygodnie. Dostałem od lekarza miesięczne
zwolnienie lekarskie i po 2 miesiącach byłem
dopiero zdrowy.
A jak pan ocenia swoją formę na chwilę
obecną?
Jeśli chodzi o aktualną formę to jestem z niej
zadowolony tylko połowicznie, bo wciąż
mam zaległości treningowe. Przede wszystkim kondycyjne, bo antybiotyki wyniszczyły
mi organizm. Te zaległości będę nadrabiał
podczas urlopu i przygotowań zimowych.
A jak ocenia pan trenera Bakero? To bodajże pierwszy trener na Polonii, który
tak ochoczo stawia na młodzież.
Trener Bakero debiutował w wieku 17 lat i
przez to nie boi się stawiać na młodzież. Jednak jeśli trener Bakero debiutował w wieku
17 lat to ja dla niego chyba nie jestem juz
młodym zawodnikiem. Mam 22 lata! Bakero
robi wiele dobrego dla nas i klubu - począwszy od spraw boiskowych po organizację
klubu. Stara się wprowadzić dobre metody
do Polonii, jak np. wspólne obiady w klubowej kawiarni. Takie sposoby jednoczą drużynę!
Czyli kryzys jaki dotknął Polonię się już
skończył?
Myślę ze tak. Sport uczy pokory. W tamtym
sezonie wygrywaliśmy wiele meczy i zajęliśmy bardzo dobre 4 miejsce w lidze i nikt by
się nie spodziewał, że w tej rundzie tak ciężko będzie przychodziło nam zdobywanie
punktów. Jednak to jest sport i często mimo
wielkich chęci i ciężkiej pracy, efektów brak
w danym momencie. Myślę, że wyciągnęliśmy wnioski z tych porażek i teraz patrzymy
w przyszłość z optymizmem, czekając niecierpliwie na możliwość rewanżu za te niepowodzenia w rundzie jesiennej.
Zdradzi Pan kibicom co szykować będziecie z trenerem Bakero na wiosnę?
Gdzie przygotowywać będzie się Polonia
do nowej rundy lub kto ją ewentualnie
wzmocni?
Na wiosnę na pewno musimy zaprezentować
skuteczną, konsekwentną grę, która pozwoli
nam na oddalenie się od strefy spadkowej.
To jest główny cel. Jeśli chodzi o przygotowania i wzmocnienia to nic mi jeszcze o nich
nie wiadomo. Jednak kibice Polonii nie powinni martwic się moją niewiedzą, ponieważ
w klubie pracują ludzie odpowiedzialni za te
sprawy - oni na pewno znają odpowiedz na
to pytanie.
Przejdźmy zatem do osoby Daniela Gołębiewskiego. Na początku gry w pierwszej drużynie Polonii ze względu na
twardą grę przypominałe pan Érica Cantonę. Czy na tym piłkarzu wzoruje się
pan?
Nie! Lubię oglądać ligę angielską, w której
nie brakuje ostrych starć. Często patrzę na
grę Didiera Drogby, którą bardzo lubię. On
jest takim typem zawodnika, który strzela
bramki, a przy tym nigdy się nie poddaje, nie
ma dla niego straconych pi łek i robi dużo
dobrego dla drużyny. Tak chciałbym grać.
U poprzedników trenera Bakero grał
pan jako prawy pomocnik lub napastnik.
Gdzie będzie cię wystawiał Hiszpan?
Mam nadzieje ze na boisku (śmiech). Najlepiej gra mi się w ataku jednak trzeba się rozwijać i jeśli trener postawi mnie gdzieś na
boisku to staram się wypełniać powierzone
mi zadania. Takie granie na rożnych pozycjach wyjdzie mi na pewno na dobre.
Czy starsi napastnicy pomagają panu w
rozwoju? Podpatruje pan któregoś z kolegów z drużyny?
Wszystko co jest dobre, a ja tego nie potrafię
staram się podpatrywać, uczyć i wprowadzać
do gry. Każdy zawodnik ma cos ciekawego,
godnego naśladowania, przydatnego w grze,
więc nie powiem tu o żadnej konkretnej osobie.
Jak zatem "żywiołowy Dyzio" wspomina
swoje gole w Ekstraklasie? Jest do nich
bardzo przywiązany?
Strzelenie tych dwóch bramek sprawiło mi
ogromną radość, ale zdaje sobie sprawę z
tego, że to już przeszłość. Te gole pokazały
mi, że jestem w stanie strzelać bramki na
poziomie ekstraklasy i dają mi motywacje
żeby powiększyć ten skromny dorobek.
Lubi pan czytać o sobie w prasie?
Jakoś nie przywiązuje do tego szczególnej
wagi. Zdaje sobie sprawę, że „papier wszystko przyjmie co ktoś napisze”. Ważniejsza
jest dla mnie opinia trenera i kolegów z drużyny bo to są które znają się na piłce nożnej
A szacunek kibiców? Czy też jest ważny?
Może teraz urażę kibiców, ale ich opinia nie
może być ważniejsza od tego co mówią mi
trenerzy i koledzy z drużyny. Jednak jeśli kibic ma konstruktywne uwagi to z miłą chęcią
ich posłucham.
Ponoć jesteś kawalarzem w szatni. Nie
jest smutno z "Dyziem"?
Ja? Ooo! W drużynie są osoby, które maja
dużo, dużo większe poczucie humoru.
„Dyzio” jest człowiekiem raczej wyciszonym, który czasem błyśnie żartem, ale nie za
często. Dopiero na boisku zmieniam się ze
spokojnego, opanowanego w człowieka żywiołowego.
Zbliżają się święta, czego można życzyć
„Dyziowi”?
Hmm… Dyziowi trzeba życzyć by jak najczęściej trafiał w piłkę i do bramki przeciwników.
Zatem tego życzę i dziękuję za wywiad!
Dziękuje i pozdrawiam. Życzę wesołych
świat kibicom Polonii!
Rozmawiał Kwik
Władysław Szczepaniak - legendarny piłkarz
warszawskiej „Polonii”
Za pół roku minie 100 lat od narodzin
wielkiego piłkarza „Czarnych Koszul”
Władysława Szczepaniaka. Przypatrzmy
się na czym polegała ta wielkość, czym
zachwycał współczesnych i dlaczego
może być wzorem sportowca dla dzisiejszych młodych piłkarzy.
Władysław Szczepaniak urodził się w Warszawie 19 maja 1910 roku, jako syn Jana i
Marianny z Przybyszewskich. Czas jego
dzieciństwa to ostatnie lata carskiej niewoli i
cztero letnia I wojna światowa. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, młody W ładek zainteresował się sportem. Zimą jeździł
na prymitywnych (własnej roboty) łyżwach,
a kiedy pogoda był łaskawsza, grał w futbol.
Mieszkał przy ul. Mokotowskiej i rzecz jasna, w tamtych okolicach jego młodość dojrzewała. Odwiedzał sławną Agrykolę, gdzie
„Polonia” rozgrywała swoje mecze, albo Po-
le Mokotowskie, gdzie
dziesiątki jemu podobnych uganiało się
za piłką. W niedziele i
dni świąteczne zawsze, jako przykładny
katolik, chodził do
kościoła na pl. Zbawiciela, często będąc
ministrantem.
fot. Encyklopedia Fuji
Wczesna młodość nie była idyllą. W 1923
zmarł mu ojciec, więc nasz bohater musiał
pomagać mamie, wcześnie dorosnąć i stać
się odpowiedzialny. Ciężka sytuacja finansowa, nie przeszkodziła Władkowi ukończyć
szkoły i nie spowodowała zerwania ze sportem.
W 1926 r, Szczepaniak został członkiem KS
„Polonia” i rozpoczął swoją karierę sportową. Dwa lata później debiutował w I zespole
piłkarskim, w meczu ligowym z „Czarnymi”
Lwów. Początkowo grał w napadzie, stając
się jednym z najskuteczniejszych strzelców
swojego zespołu w 1930 i 1931 r. W 1930 r.
doceniono jego talent i powołano do kadry
narodowej. Według statystyków grał w reprezentacji Polski 34 razy, według rodziny
37 razy. Był 18 krotnym kapitanem reprezentacyjnej drużyny, co w owym czasie było
wynikiem trudnym do pobicia. Uprzytomnijmy wszystkim, że grano wówczas zaledwie
po kilka spotkań międzynarodowych, a w
latach koszmaru wojennego i tuż po tym
Polska z oczywistych powodów grać nie mogła.
W Polowie lat trzydziestych zaczynał grać
jako prawy obrońca i ta pozycja stanie się
jego specjalnością.
Największym sukcesem Szczepaniaka to występ na Igrzyskach Olimpijskich w 1936 r
(Polska była o krok od brązowego medalu) i
pamiętny mecz z Brazylią na Mistrzostwach
Świata w 1938 r.
Władysław Szczepaniak i Zdzisław Gierwatowski , czyli legendarni defensorzy „Niunia” i „Lala”
Władysław Szczepaniak grywał nie tylko w piłkę nożną. Był również świetnym hokeistą. Na zdjęciu pierwszy z prawej.
Sam Szczepaniak za najważniejszy swój sukces uważał zdobycie Mistrzostwa Polski
przez „Polonię” w 1946 r. „Nasza Polonia – to
drużyna z gruzów” – tak rozentuzjazmowany
krzyczał po pamiętnym sukcesie „Czarnych
Koszul”.
Władysław Szczepaniak zakończył karierę w
Szczepaniak jako kapitan „Czarnych Koszul”
1948 r., ale tak naprawdę z piłką nożną nie
rozstał się ni gdy. Był trenerem „Gwardii”
Warszawa, „Polonii” (zdobył z nią Puchar
Polski w 1952 r.) i „Pogoni” Grodzisk. Krótko trenował jeszcze kilka podwarszawskich
klubów, ale najwięcej czasu poświęcił wychowaniu młodych piłkarzy „Czarnych Koszul”. W różnym okresie od końca lat pięć-
Metryka by Kwik
Władysław Szczepaniak
Lata życia
Debiut w KSP
Pozycja
Narodowość
Reprezentacja
Wzrost/waga
19.05.1910 (Warszawa) - 06.05.1979 (Warszawa)
28.07.1928 (Czarni Lwów - Polonia 3:0)
obrońca / pomocnik / napastnik
Polak
34/0
170 cm / 72 kg
mistrz Polski 1946
Sukcesy z KSP
Puchar Polski 1952 (jako trener)
foto: Polonia ‘Ole
Polonia Warszawa
Kluby (w okresie wojennym grał w KS Piaseczno i Radość
Warszawa)
Sezon
E
I
II
PP
PE
SPP
LM
LE
IT
1928
1929
1930
1931
1932
1934
1935
1938
1939
1946
1947*
1948
10/3
16/6
21/8
22/6
22/10
21/3
20/1
18/0
11/0
8/0
3/0
172/37
15/5
-
-
-
-
-
-
-
-
Razem
187 meczy / 42 gole
* W 1947 roku Polonia grała eliminacje o udział w Mistrzostwach Polski (trzy zespoły - zwycięscy trzech grup). Z racji
zajęcia drugiego miejsca w 1948 r. weszła w skład drużyn tworzących ligę.
W sezonach 1933, 1936-37 Szczepaniak grał w klasie A. Nie posiadamy pewnych informacji na temat liczby występów
w tamtym okresie.
dziesiątych do siedemdziesiątych, był trenerem juniorów, juniorów młodszych, trampkarzy. Cieszył się niezwykłą estymą i poszanowaniem.
Zmarł 6 V 1979 r. po nieudanej operacji
(amputacja) nogi. Przez całe sportowe życie
wierny był jednemu klubowi – naszej
„Polonii”. W barwach „Czarnych Koszul”
grał także podczas okupacji, co nie było bezpieczne. Występował w drużynie hokejowej
„Polonii” i w 1930 r. brano go nawet pod
uwagę, kompletując hokejową kadrę narodową. Konwiktorska stała się jego drugim do-
mem. Synowie Władysława Szczepaniaka
tu zaczynali grać w
piłkę. Dziś mieszkanie państwa Szczepaniaków pełne jest pamiątek po sławnym
piłkarzu, a wśród tych
eksponatów dominują
proporczyki, dyplomy
i szaliki w barwach
czarno-biało-czerwono-czarnych.
dr Robert Gawkowski
fot. www.szczepaniak.eg.waw.pl
Szczepaniak w kadrze:
1. 28.09.1930 Sztokholm Szwecja - Polska 0:3 (F)
2. 14.06.1931 Warszawa Polska - Czechosłowacja 0:4 (F)
3. 05.07.1931 Ryga Łotwa - Polska 0:5 (F)
4. 23.08.1931 Warszawa Polska - Rumunia 2:3 (F)
5. 11.10.1931 Bruksela Belgia - Polska 2:1 (F)
6. 10.07.1932 Warszawa Polska - Szwecja 2:0 (F)
7. 04.06.1933 Warszawa Polska - Belgia 0:1 (F)
8. 21.05.1934 Kopenhaga Dania - Polska 4:2 (F)
9. 26.08.1934 Belgrad Jugosławia - Polska 4:1 (F)
10. 14.10.1934 Ryga Łotwa - Polska 2:6 (F)
11. 16.02.1936 Bruksela Belgia - Polska 0:2 (F)
1. NIEOFICJALNY 23.05.1936 Warszawa Polska - FC Chelsea Londyn 0:2
2. NIEOFICJALNY 0X.06.1936 Warszawa Polska - Admira Wacker Wieden 0:4
3. NIEOFICJALNY 11.07.1936 Katowice Polska - Admira Wacker Wieden 2:0
12. 13.08.1936 Berlin Norwegia - Polska 3:2 (OG-11)
13. 06.09.1936 Ryga Łotwa - Polska 3:3 (F)
14. 13.09.1936 Warszawa Polska - Niemcy 1:1 (F)
15. 04.10.1936 Kopenhaga Dania - Polska 2:1 (F)
16. 23.06.1937 Warszawa Polska - Szwecja 3:1 (F)
17. 04.07.1937 Łódź Polska - Rumunia 2:4 (F)
18. 12.09.1937 Warszawa Polska - Dania 3:1 (F)
19. 10.10.1937 Warszawa Polska - Jugosławia 4:0 (QW-3)
20. 13.03.1938 Zurych Szwajcaria - Polska 3:3 (F)
21. 03.04.1938 Belgrad Jugosławia - Polska 1:0 (QW-3)
22. 22.05.1938 Warszawa Polska - Irlandia 6:0 (F)
23. 05.06.1938 Strasburg Brazylia - Polska 6:5 (WC-3)
24. 18.09.1938 Chemnitz Niemcy - Polska 4:1 (F)
25. 25.09.1938 Warszawa Polska - Jugosławia 4:4 (F)
26. 23.10.1938 Warszawa Polska - Norwegia 2:2 (F)
27. 13.11.1938 Dublin Irlandia - Polska 3:2 (F)
28. 22.01.1939 Paryż Francja - Polska 4:0 (F)
29. 27.05.1939 Łódź Polska - Belgia 3:3 (F)
30. 04.06.1939 Warszawa Polska - Szwajcaria 1:1 (F)
31. 27.08.1939 Warszawa Polska - Węgry 4:2 (F)
---32. 11.06.1947 Oslo Norwegia - Polska 3:1 (F)
33. 31.08.1947 Praga Czechosłowacja - Polska 6:3 (F)
34. 14.09.1947 Sztokholm Szwecja - Polska 5:4 (F)
(F) = mecz towarzyski
(WC) = Mistrzostwa Świata
(OG) = Igrzyska Olimpijskie
(QW) = Kwalifikacje MŚ
W dniu 8 grudnia w kawiarni „Czarna Koszula” odbyło się spotkanie pod tytułem „100 lat od narodzin Władysława Szczepaniaka”. Kibice z grupy „Emeriten Gang” zaproponowali, by pobliską
ulicę Międzyparkową przemianować na ul. Szczepaniaka. Inicjatywa została podchwycona i od teraz trwa zbiórka podpisów popierających tę ideę.
W spotkaniu w kawiarni „Czarna Koszula” wzięli udział rodzina
Władysława Szczepaniaka, Jerzy Piekarzewski, Maciej Terlecki,
Juliusz Kulesza, Robert Trzaska oraz autor artykułu. Powyższy
tekst jest skrótem wykładu, wygłoszonego na tym spotkaniu.
Ciekawostki:
Szczepaniak tak w Polonii
jak i w reprezentacji był
"wychowywany" przez Jerzego Bułanowa. Szczepaniak początkowo grał w
ataku, później w pomocy (i
to w pomocy zaczął reprezentować Polskę). Bułanow
był obrońca, ale przede
wszystkim - kapitanem zarówno Polonii jak i reprezentacji. Razem zagrali z 10
meczy w reprezentacji. I tu
właśnie ciekawostka: Bułanow kończy karierę, a
Szczepaniak się cofa i zaczyna grac na jego pozycji.
Ba: Olimpiada w Monachium, Szczepaniak nie gra
w rozgrywkach grupowych,
a jedynie w meczu o 4 miejsce.... i po raz pierwszy zostaje wybrany kapitanem.
Nie Matyas, nie Albański,
nie Wodarz (chociaż maja
więcej występów w reprezentacji), a właśnie Szczepaniak, który na olimpiadzie jeszcze nie zagrał. Później krotka przerwa, kapitanami zostają starsi zawodnicy (Martyna, Kotlarczyk),
a od 38 roku już bez przerwy Szczepaniak.
No i ciekawostka druga:
Szczepaniak w reprezentacji
zadebiutował gdy trenerem
był… Stefan Loth. Ten
sam, który podobno wypatrzył go na treningu i zaprosił do Polonii.
Ciekawostki i bilans w reprezentacji przygotował
Oiolosse
Przybył Święty Mikołaj z Hiszpanii i spełniają się marzenia!!!
Czegoś takiego w Polonii nie było, przynajmniej za mojego życia. Oto na naszych oczach w niecały miesiąc dokonała się istna rewolucja. O zgrozo tego mało kto się spodziewał była to rewolucja,
która dała bardzo pozytywne skutki. Jednak po kolei…
Któregoś pewnego dnia jak co dzień po włączeniu służbowego komputera z herbatką na
biurku żądny nowych informacji z Klubu
otwieram polonijne strony w poszukiwaniu
newsów. Co widzę??? Oto mój Klub, Polonia Warszawa, tak Polonia Warszawa informuje, że trenerem będzie legendarny piłkarz
Barcelony. Przyznam, że wtedy w 2 sekundy
osiągnąłem tętno, które zwykle towarzyszy
mi po solidnej pogoni za autobusem lub po
nagłym nocnym ataku na żonę. W pierwszej
chwili patrzyłem nieporadnie na kolegów
podejrzliwym wzrokiem czy to dzisiaj nie
jest jakiś dzień żartów popularnie zwany prima aprilis. Nie mam za bardzo pamięci do
dat więc takie było pierwsze podejrzenie. W
chwili, gdy ono się nie sprawdziło zacząłem
wertować inne strony w poszukiwaniu potwierdzenia. Wszystkie donosiły jedno, TAK
do prawda, Bakero trenerem w Polonii. Dobra jakoś człowiek się uspokoił.
Czekał co się może wydarzyć
dalej. Pojawiały się głosy, że co
to za trener, bez doświadczenia, bez wyników itd. W tamtym czasie jedno było pewne
przez kilka dni o Polonii mówiła cała Polska
i pewnie nie tylko Polska. Byliśmy najbardziej medialnym Klubem ku uciesze sympatyków Czarnych Koszul i niewątpliwym
zmartwieniu wrogów. No więc zaczęło się,
nadzieja powróciła. Niestety pierwszy mecz
przyszło grać Bakero z rywalem zza miedzy.
Wybaczcie proszę ale nazwa ta nie przechodzi mi ani przez usta ani przez klawiaturę
więc ograniczę się do stwierdzenia rywala
zza miedzy. Tu szczerze przyznam spodziewałem się pogromu. Bynajmniej nie my mieliśmy znienawidzonemu rywalowi aplikować
te bramki ale raczej je przyjmować w poczet
naszych strat. Psychoza kolejnego blamażu
ogarnęła mnie tak bardzo, że nie miałem
początkowo nawet odwagi oglądać tego meczu aby nie poczuć się znów poniżonym
przez drużynę, której szczerze nie cierpię i
nie toleruję. Przysłowiowym rzutem na taśmę zdecydowałem się jednak wybrać na
Konwiktorską 6 aby w towarzystwie innych
polonijnych zapaleńców oglądać porażkę, z
takim nastawieniem jeszcze tam jechałem.
Dalej już relacją samego meczu nie będę zanudzał. Grunt, że opuściłem Konwiktorską
dumny z postawy drużyny. Może nie z gry
bo w ofensywie wypadliśmy mizernie ale z
całości bo wiadomo w piłce nożnej jest jeszcze gra defensywna no i z wyniku oczywiście. W tej sytuacji nie było co narzekać, że
nie wygrana itd. No więc czekaliśmy spragnieni na kolejny mecz, z obozu polonistów
dochodziły co raz lepsze informacji o tym,
że trener został wręcz entuzjastycznie powitany przez drużynę, itd. No więc czekaliśmy.
Wreszcie wybiła właściwa godzina i przyszedł czas na sprawdzenie się z drugą Polonią występującą w ekstraklasie, tą z Bytomia.
Mecz znów pod względem gry ofensywnej
nudny jak flaki z olejem. Na uwagę jednak
zwracała gra obronna, nad wyraz poprawna i
wyrachowana. Były momenty, że Polonia
grała tak skutecznie w obronie, że przybyszom z Bytomia nie pozostawało nic innego
jak tylko rzucić ręcznik i zaniechać ataków.
Poniekąd tak właśnie było bo kojarzę jedną
pół sytuację bo o nazwanie tego sytuację
strzelecką ciężko. To cieszyło, gorzej, że Nasza Polonia stworzyła też jedną lub dwie
(zależy kto ma jaką fantazję) sytuacje strzeleckie. No cóż w dwa tygodnie cudów nie da
się zdziałać. Najważniejsza była wygrana na
styl trzeba poczekać, normalna sprawa.
Mija kolejny tydzień, tym razem niecierpliwie
czekamy na to jak Polonia wypadnie z pojedynku z Koroną, która według mnie omyłkowo zajmuje tak niskie miejsce w tabeli.
Potencjał mają dużo większy, zresztą podobnie jak my. Zatem niedziela 14:45 zaczęli.
Teoretycznie mecz powinien wyglądać podobnie do tego z Bytomiem czyli dobrze w
obronie, katastrofa w ataku. Szczególnie jak
zobaczyłem, że gramy na jednego napastnika
i to Ivanovskiego to już gotów byłem przyjmować zakłady, iż nic z tego nie będzie. W
trakcie meczu przecierałem oczy ze zdumienia:
Cud pierwszy: Polonia zaczęła grać w ataku!
Akcje wyglądały na przemyślane, grano głównie
po ziemi, kilkanaście razy na tak zwaną ścianę,
gdzie Ivanovski przetrzymywał piłkę stojąc plecami do bramki rywali i rozdzielał na boki nadbiegającym kolegom.
Cud drugi: Ivanovski!!! Ten chłopak w niedzielę
przyjął bez straty więcej piłek podczas jednego
meczu niż przez wszystkie pozostałe i to mam
wrażenie jeszcze przemnożone przez dwa.
Cud trzeci: Obrona kierowana przez Dziewickiego. Nie wiem co Piotrowi pomogło czy osoba trenera czy bardzo ostry artykuł w poprzedniej „Dumie Stolicy” ale przez te trzy mecze, a w
szczególności w niedzielę grał jak profesor. Każde wejście pewne, bez wybijania na popularną
pałę, nawet jak długie wybicie to w boisku
wzdłuż linii dające kolegom szansę walki o piłkę
w nie w trybuny. Ręce same składały się do oklasków. Mam tylko nadzieję, że tekst pochwalny
nie wpłynie tym razem negatywnie na jego dyspozycje. Meczu niestety wygrać się nie udało ale
to zwykły przypadek. Polonia zrobiła wiele aby
go wygrać, los chciał inaczej. Nie ma się co załamywać bo na tą wygraną Polonia naprawdę zasłużyła a bramka wyrównująca to dzieło przypadku za, który piłkarze Korony powinni podziękować siłom wyższym.
Niespełna miesiąc a już takie zmiany. Obyśmy jeszcze tylko nie przegrali w ostatnim
meczu i można w zimie snuć plany o odbudowie potęgi Polonii. Przy realnych wzmocnieniach, które w euforii zapowiada Pan
Wojciechowski i z tym tempem wyprowadzania drużyny na prostą pierwsza piątka ligi
jest w dalszym ciągu realna. Straty zostały
poniesione dość duże ale nie aż takie, których nie można byłoby odrobić. Zatem w
górę serca Polonia wygra mecz!!!
Czarnych Koszul Fan
„ Beznadziejne derby Warszawy”
W piątek, 20 listopada 2009 roku odbyły
się trzecie z kolei beznadziejne derby
Warszawy.
Po pierwsze: żadne derby, bo konfrontacja
piłkarskiej wizytówki Stolicy z… no właśnie
– kim? Tworem noszącym historyczną nazwę Polonia, założonym ledwie kilka lat temu oraz grającym w lidze na licencji Groclinu. Tak mili Państwo- było to starcie wysoce
niehonorowe!
No, ale zacznijmy od początku. Wobec zgromadzonych przy Łazienkowskiej zwyczajowych tłumów, wybiegły jedenastki. I tu
pierwsze zaskoczenie: na ławce „Polonii”
usiadł jakiś Bask.
Nic, że usiadł-gorzej, że potem skakał i wydzierał się! Jednym słowem: był „silnie
awanturujący się”. No cóż - taki północnowarszawski koloryt…
Potem było jeszcze gorzej! Wprawdzie Legia
zgodnie z planem i dziejową sprawiedliwością zdobyła bramkę po jakże koronkowej
akcji całej drużyny, wykończonej mierzoną
bombą w samo okienko bramki Dyskopolo,
ale były to ostatnie chwile prawdziwego futbolu tego wieczoru. Wystarczy wspomnieć,
że jeden z przyjezdnych uderzył nieczysto
piłkę (właściwie nie uderzył, tylko zeszła mu
przy podaniu do własnego bramkarza) a ta,
wbrew prawom fizyki, które mówią wyraź-
„kibiców” Polonii, jak zawsze w wypadku
zwycięstwa swej drużyny zaczęły demolować
miasto.
Odnotujmy tylko takie zakłócenia porządku
publicznego jak : zbiorowa konsumpcja napojów alkoholowych na obiekcie sportowym
(a fe!), wykrzykiwanie obraźliwych haseł oraz
skakanie podczas jazdy autobusem! Tak tak tacy są sympatycy Polonii!
Ehh! Łza się w oku kręci… Goeteborg, Wiedeń, Wilno, Starówka… to były fety!
Czuło się tę wysoką kulturę, pozytywne
emocje!
nie, podobnie zresztą jak przepisy gry, że
piłka do bramki Legii nie wpada - otóż i
WPADŁA!
No tego to już było za wiele, kibice gości nie
cieszyli się, gdyż jak wiadomo nie ma ich w
Warszawie, a wśród najbardziej honornych
warszawskich fanów zaległa głucha cisza.
Dobrze, że przynajmniej sędzia postępował
zgodnie z obyczajem i sawuarwiwrem i nie
wyrzucił z boiska dwóch rodowitych warszawiaków - Czotowskiego i Radowicza. Byłaby to niezasłużona kara spowodowana symulanckimi popisami gości. Szczególnie zaś
niewpisanego do protokołu greckiego pomocnika Charona. Co ten kolo w ogóle robił
na boisku- przecież nie był potwierdzony do
gry! Jakby tego było mało, to gdy nadzieja
warszawskiej gały Radowicz dzielnie walczył
o piłkę, ten pociotek Platona zrobił jakiś taki
grymas sugerujący faul! Wstyd i hańba! Na
szczęście sędzia nie dał się nabrać.
No nic, jednak antyfutbol Polonii sprawił, że
finezja i genialna taktyka nie zdały się na nic.
Trzeba będzie odbić sobie te derby… Puknie się jakąś Barcelonę albo walnie Walencję!
Tymczasem musiała Stolica znieść jeszcze
jedno upokorzenie - otóż hordy pijanych
Po meczu Bask z Polonii był wielce zadowolony, że przy pomocy sił nieczystych jak
wiatr, prawa fizyki oraz brak wyszkolenia
technicznego u Łukasza Piątka, wywiózł z
Estadio 1916 Cewukaes, jeden punkt. Ma to
opłakane skutki piarowskie - teraz wszyscy
myślą, że polska szkoła trenerska (Jan
Urban) jest gorsza, a to przecież jest bzdura!
Wiedzą o tym wszyscy porządni ludzie w
Warszawie, Polsce, a nawet na Kubie!
Wie o tym także Wasz kronikarz, a fuj-nigdy
więcej takich derbów!
Może za rok zagramy z Hutnikiem a nie ze
smutasami, którzy nie rozumieją praw dziejowych.
Lejzorek
„Zmiany, zmiany, zmiany… a wiosna nasza!”
Z
a nami runda jesienna sezonu
2009/2010. Piłkarze Polonii
dostarczyli nam w tym czasie
aż nadto emocji. Zaczęło się
od raczej nieudanego startu w Lidze Europejskiej- cóż, środek tabeli Eredivisie
to póki co za wysokie progi dla większości polskich klubów…
Za to w rodzimej lidze to dopiero mieliśmy
huśtawkę nastrojów!
Na inaugurację rozniósł nas zespół kieleckiej
Korony-typowe „pierwsze koty za płoty”.
Potem były niesamowite konfrontacje z Lechem i Śląskiem i jak się okazało ich wspomnienie musiało nam wystarczyć na długich
kilka miesięcy, bowiem Czarne Koszule, targane wewnętrznymi sporami, zmianami trenerów i przede wszystkim kontuzjami, znalazły się w strefie spadkowej!
Dopiero przyjście na Konwiktorską José
Marí Bakero - ikony F.C. Barcelona, odmieniło jak za dotknięciem czarodziejskiej
różdżki oblicze drużyny, a nawet całego Klubu z prezesem Wojciechowskim na czele.
Nagle okazało się, że można w kilkanaście
dni poukładać ekipę taktycznie, sprawić by
grała w piłkę nożną, a nie rugby. Kibice Dumy Stolicy przecierali oczy ze zdumienia:
Piotr Dziewicki w dwa tygodnie znów stał
się TYM Piotrem Dziewickim, który drzewiej napastników ekstraklasy przyprawiał o
siwiznę, a dzięki któremu obrona Polonii
stanowiła monolit. Już było wiadomo - czasy
Tomasza „Scholesa” Frankowskiego
przeszły do historii. Jakby tego było mało,
Łukasz Trałka przypomniał sobie, że nie
tak dawno był bodaj najlepszym defensywnym pomocnikiem ligi. Jeśli dodamy jeszcze,
że bramkę NOGĄ strzelił Filip Ivanovski,
staje się jasne, iż na K6 stało się coś niesamowitego!
Nawet Józef Wojciechowski dał się udobruchać derbami, będącymi eksplozją polonijnego charakteru, co miało przełożenie na
jego relacje z drużyną. Planowe zwycięstwo z
imienniczką z Bytomia tylko ugruntowało
powyższe opinie, przy czym pechowy remis
z Koroną nie był w stanie zmącić dobrych
nastrojów nas wszystkich.
Także my, kibice dokonaliśmy w swoim środowisku istotnych przekształceń- weszły w
życie nowe, porządkujące naszą aktywność
zasady, będące efektem sporów zakończonych jak przystało na Polonię Warszawarozsądnie.
Na „Kamyk” wróciły dawno niewidziane
fanatyzm, oddanie, duch wspólnoty. Normą
stały się: głośny doping oraz efektowne
oprawy spotkań. Także na tej niwie notujemy postęp.
Zdarzają się wprawdzie zgrzyty, jak akcja z
faną poświęconą, hm… bezpieczeństwu na
drogach, jednak można uniknąć takich sytu-
acji, poddając projekty pod głosowanie.
No, ale już zostawmy to…
Zima będzie pracowita- drużyna wymaga
wzmocnień, zwłaszcza w ofensywie, gdyż
obecni gracze tej formacji nie dają gwarancji
zdobyczy bramkowych.
Odrębnym zagadnieniem jest sprawa stadionu Polonii-dalej nic nie wiemy, co staje się
coraz bardziej niepokojące. Dziwi brak
wspólnego stanowiska włodarzy sekcji piłkarskiej oraz obydwu koszykarskich. Pojawiła się idea rozgrywania przez KSP meczów
na Stadionie Narodowym, co nie jest pomysłem głupim, ale powinno iść w parze z
gruntowną przebudową K6. Mowa
więc o wariancie tymczasowym.
Tak czy inaczej, runda wiosenna
musi być popisem Polonii, aby zainteresowały się nią jak największe
rzesze warszawiaków. Jest to niezbędne, o ile myślimy serio o zbudowaniu klubu na średnim poziomie europejskim. Wiosna nasza!
Lejzorek
Chroń nas Boziu od mitologizacji!
Dzięki uprzejmości redaktorów „Dumy
Stolicy” mogę podzielić się z Wami kilkoma swoimi refleksjami na temat obecnej sytuacji na Polonii, którą dostrzegam
już od jakiegoś czasu.
Problemem zdecydowanym, który niestety
dotknął naszą społeczność stała się martyrologia i zbytnie sięganie do obrazu mitycznego przywiązania do wartości nierzadko już
reliktowych. Pisząc o relikcie mam na myśli
tradycjonalizm zbyt ochoczo głoszony, bo
samo umiłowanie tradycji nie jest wszakże
czymś złym.
Zaczynając od piłkarskich spraw trzeba
stwierdzić na przekór wszystkiemu, że byliśmy i jesteśmy słabszym sąsiadem rywala zza
miedzy. Ekipa z Czerniakowa znacznie częściej odgrywała ważniejszą rolę w naszej ligowej piłce. Nie zniżę się jednak do stwierdzenia, że piłkarze pokroju Władysława
Szczepaniaka, czy Jerzego Bułanowa nie
zapisali się w historii, ale poważnie zastanawia mnie kwestia popularności Polonii, gdy-
Co by było gdyby Polonia nie spadła w 1952 roku z Ekstraklasy?
by „zła komuna” nie wpędziła naszego klubu w niepamięć. Ciekawym problemem, który zasługiwałby na dłuższe rozważania byłaby odpowiedź pytanie, co w końcu przeważyłoby - oddanie większości, czy sukcesy
rywala? Podobny dylemat mieliby w Krakowie czy Łodzi, ale czy stolica podzieliłaby,
któryś z tamtejszych schematów? To ciężkie
pytanie, bo o ile sympatycy ŁKS-u po sukcesach Widzewa w rozgrywkach europejskich
zmniejszyli swą liczebność, to w Krakowie ta
tendencja postępuje znacznie wolniej. Skłaniałbym się do wariantu łódzkiego, gdyż
wiktorie zawsze przyciągają, ale przywiązanie
wydaje się również ważne…
Na tym gruncie podobny problem rysuje się
w sprawie stadionu. Czemu Polonia nie może mieć nowego obiektu lub też grywać na
Stadionie Narodowym? Dlaczego większość
obawia się zatarcia charakteru w momencie
opuszczenia Konwiktorskiej? Takich problemów nie mają za granicą, gdzie powstają nowe stadiony i nikt nie robi szumu.
Kibicowanie na Polonii oparte jest na przekonaniu, że stadionu im. Kazimierza Sosnkowskiego trzeba bronić, bo kiedyś chciano
nam go odebrać. Inaczej nie potrafię sobie
wyjaśnić tej bezsensownej obawy przed
przenosinami (a było ich kilka - m.in. Agrykola, Dynasy, Stadion Wojska Polskiego,
Wołomin).
Sprawa rozgrywania meczy na nowym Stadionie Narodowym jest kusząca. Nie tylko
ze względu na to, że można byłoby spokojnie przebudować i sprawić ciąg na nowe boisko w Warszawie. Pierwszą sprawę załatwiają w tej chwili w Krakowie (stadion Cracovii
został całkowicie rozkopany). Atut w naszej
sytuacji polega na tym, że nie musielibyśmy
jeździć tak daleko jak „Pasiacy” (trasa do
Sosnowca ich zdaniem nie jest zbyt szczęśliwa), bo nowe boisko byłoby po drugiej stronie Wisły. Drugi aspektem jest fakt, że Stadion Narodowy będzie służył reprezentantom. Powtarza się historia z jednym ze stadionów w Korei Płd., który zbudowano na
wyspie bez klubu piłkarskiego (służy jako
muzeum). Szkoda byłoby gdyby nowy
„narodowy” podzielił los starego stadionu
„X-lecia”. Sprawa boiska będzie jeszcze
świeża, a jeśli i będzie można dzięki temu
przyciągnąć nowych fanów (możliwe, że
część gapiów, która przyjdzie zobaczyć arenę
zostanie na zawsze z „Czarnymi Koszulami”). Fajnie byłoby też, żeby z mojej Pragi
jeździło troszkę więcej osób.
Kolejnym problemem jest powstańczy charakter kibicowania. Patrząc na poczynania
naszych kiboli, człowiek który „szumiał”
kilkadziesiąt lat temu dochodzi do wniosku,
że nic się nie zmieniło. Jesteśmy mniej liczni
i słabiej uzbrojeni. Przypomina mi to walkę
powstańczą z niemieckim okupantem. Fakt,
że zawodnicy „Czarnych Koszul” należeli do
szeregów żołnierzy Armii Krajowej. Nic się
nie zmieniło. Jesteśmy mniej liczni, walczymy dywersyjnie i wszelkimi możliwymi sposobami chcemy potykać się z lokalnymi rywalami. Dlatego droga młodzieży albo siłownia i hala treningowa albo zacznijcie
kształtować Europę Zachodnią w Polsce.
Nie rozumiem też sprawy ksenofobizacji lub
celowego odcinania się od reszty województwa lub kraju. Znam kilku kibiców
„Czarnych Koszul” nie pochodzących z
Warszawy i uważam ich za równych sobie.
Czemu by nie dać im się pokazać i u nas.
Pozwolić na produkcję własnych szali czy
też flag. Sąsiedzi z za miedzy pozwolili i cza-
sem głupio czytać, że ich fanatycy są z Białegostoku czy Krakowa, ale pokazuje to, że
Legia to nie tylko Warszawa. Mnie cieszyłaby informacja, że fani Polonii z poza stolicy
pokazują się poza jej granicami. Mam nadzieję, że wśród czytających to fanów ze
Szczecinka, Iłowa, Kurowa, Pilzna, Żuromina, Prabut, czy Łodzi znajdą się tacy, którzy
zawitają na Konwiktorską i będą mogli zaznaczyć swoją obecność także przez powieszenie flagi z nazwą swojej miejscowości.
Nie powinniśmy się zamykać na świat, skoro
przyjęliśmy częściowo wizję otwartości.
Tak, więc mity polonijne są ważne, ale tradycja w źle ujęty sposób nie zawsze czyni nas
lepszymi. Dobrze jest ją pielęgnować i powtarzać młodemu pokoleniu, ale nie powinno się nią zasłaniać i budować na niej mur
odrębności. Liczę, że troszkę inne ujęcie
kwestii nie zostanie odebrane jako atak na
Polonię, ale jako krótką refleksję na temat
zmian których nie da się uniknąć i nie powinno się przed nimi bronić.
(tekst gościnny)
Cezary „Cwaniak” Bazyliszek
(stary piernik, co swoje widział…)
1-4-5-1 w trzech wydaniach
W ciągu rundy jesiennej mieliśmy okazję
spotkać się z czterema wizjami prowadzenia zespołu w polskiej Ekstraklasie.
Taktykę z tytułu zdążyło zastosować
trzech szkoleniowców (Michał Libich w
meczu z Cracovią zagrał dwoma napastnikami). Ustawienia zawodników u Jacka Grembockiego, Dušana Radolský’ego
i José Marí Bakero nie różnią się wielce,
a jednak gra zespołu jest zdecydowanie
inna.
Ten przywilej ominął jego następców ze
względu na kontuzje, które dotknęły jego
najlepszych wykonawców.
Siła Polonii miała polegać na tym samym co
dało zespołowi Grembockiego awans do
Zespół Jacka Grembockiego, w jego uznaniu
grywał piłkę ofensywną. Wskazywały na to
także straty bramek. Nie myślę tu tylko o o
porażkach z Koroną Kielce (0:4) i NAC Breda (1:3), ale i najwyższe zdobycze bramkowe
w tych rozgrywkach, które jednak osiągaliśmy grając z dwójką napastników.
Grembocki miał do dyspozycji wszystkich
zawodników, którzy mogli mu się przydać.
Ligi Europejskiej. Jedyną zmianą była osoba
Marcelo Sarvasa, który został sprowadzony
na Konwiktorską 6 za wypożyczonego do
Nottingham Forrest Radosława Majewskiego. „Gremboś” chętnie stosował ustawienie z Mariuszem Zasadą na lewej obronie i Adrianem Mierzejewskim na prawej
pomocy. Warto wspomnieć, że obaj pi łkarze
są nominalnymi lewymi pomocnikami. Wariant ten sprawdzał się tylko ofensywnie,
gdyż Zasada nie za bardzo radził sobie z zadaniami defensywnymi.
Słabo radziła sobie także linia ataku, która
rzadko otrzymywała podania celne. Stąd tylko 6/15 goli zdobytych przez napastników.
Najlepiej radził sobie wtedy zdecydowanie
nasz nowy Brazylijczyk. W tamtym okresie
zdobył m.in. piękną bramkę w meczu z Lechem Poznań.
Niepodważalnie najlepiej czuł się także Daniel Kokosiński, którego Grembocki podobnie jak w Zniczu Pruszków wprowadzał
do zespołu. Grembocki starał się także dawać szansę innym zawodnikom, o których
poprosił prezesa Józefa Wojciechowskiego.
Dušan Radolský, który zmienił byłego zawodnika Lechii Gdańsk. Jego pechem był
fakt, że zmęczeni kondycyjnie wcześniejszymi przygotowaniami do rozgrywek europejskich. Jego zespół częściej zaczynał z dwoma napastnikami, ale z biegiem minut starał
się grywać bardziej defensywnie. Zasadniczą
różnicą było przywrócenie do łask Błażeja
Telichowskiego. Było to spowodowane
faktem, że Jarosław Lato po ujawnieniu
jego problemów z prokuraturą we Wrocławiu musiał opuścić Warszawę. Lewą flankę
obstawił Mierzejewski, a następnie Zasada,
na miejsce tego ostatniego trafił wspomniany
wcześniej Telichowski. W wyniku kontuzji
Igora Kozioła i Radka Mynářa szansę gry
otrzymali Łukasz Piątek oraz Marek Sokołowski, a na prawej obronie młody Dominik Lemanek. Nową parę stoperów z
konieczności musieli tworzyć Piotr Dziewicki i Łukasz Skrzyński.
U Słowka większość bramek zdobyli napastnicy, choć to marne pocieszenie, gdyż padły
wtedy trzy gole.
Ostatnie rozwiązania taktyczne preferowane
przez Bakero najbardziej przypominają te
stosowane przez Grembockiego. Hiszpan
wystawia rozsądnie najlepszych w obecnej
chwili. Jedyną nowinką jest stawianie na najmłodszego w zespole Damiana Jaronia.
Zespół jak na razie skutecznie broni się i
powoli rośnie w siłę w ataku. Ważnym
aspektem zmian przeprowadzonych przez
Bakero jest lepsza gra zawodników, którzy
zawodzili lub nie grali na właściwym dla siebie poziomie. Każdy mecz ma swoich
dwóch bohaterów z których najczęściej gościli Dziewicki i Łukasz Trałka.
Kwestię oceny Bakero zostawiam na później,
gdyż liczę, że prezes Wojciechowski pozwoli
mi to uczynić najwcześniej dopiero na wiosnę. Choć zdecydowania najbardziej podoba
mi się pomysł Hiszpana na grę z jednym napastnikiem.
Kwik
(Prawie) po pierwszej rundzie
Pierwsza runda sezonu zasadniczego w
zasadzie za nami. Została jeszcze jedna
kolejka, ale kiedy będziemy oddawać kolejny numer Dumy Stolicy, będziemy już
w jednej trzeciej rundy rewanżowej. Więc
chyba pora na podsumowania pierwszej
rundy.
Jak dotychczas wygraliśmy 7 meczów w 12
kolejkach. Brzmi nawet nienajgorzej i być
może byłby to powód do zadowolenia, gdyby nie to, że owe wygrane rozkładają się na
dwie drużyny: Polonia-Azbud (5 wygranych)
i Polonia 2011 (2 zwycięstwa). Jak do tego
doszło, że mamy w ekstraklasie dwie drużyny (w dodatku coraz częściej widać, że ich
działacze obdarzają się szczególną niechęcią)
wylałem już morze atramentu i nie mam
ochoty więcej o tym pisać. A co o tym myślą
kibice, było widać w trakcie niedawnego
grand derbi (wygranego przez Polonię 2011).
Do tego meczu idealnie pasowała jedna z
piosenek śpiewanych przez kibiców Polonii:
„a chociaż mecz ten trudno wygrać jest, to
też go przegrać nie da się”.
Końcowy wynik kibice przyjęli z mieszanymi
uczuciami, a w trakcie derbów śpiewali między innymi „nie chcemy derbów, Prezesi nie
chcemy derbów”, „Chcemy remisu, Polonie,
chcemy remisu!”, „Dwie Polonie to za mało,
by kibiców radowało. Jeszcze jedna!”, „Nie
ma Fundacji, Fundacji nie ma w Warszawie;
nie ma Azbudu, Azbudu nie ma w Warsza-
wie; tylko Polonia, tylko Polonia w Warszawie”, „I Azbud też, i Azbud też przyjacielem
Fundacji jest! Fundacja też, Fundacja też
przyjacielem Azbudu jest!”. Echo było zarzucane w formie: „K… S… KSP dwie Polonie Ole!”. I nie do końca udane, ale jakże
głębokie: „To my schizofrenicy, fani Dumy
Stolicy, my jaźnie mamy dwie, weźcie zjednoczcie się”. Na balkonie wisiał transparent:
„Polonia Azbud + Polonia 2011 = Polonia
Warszawa", a w drugiej połowie także nawiązujący do braku hali na Konwiktorskiej:
"Warszawo! Dwie Polonie, zero hali! A Puchacze to tułacze". To tyle może o atrakcjach (nieco) pozasportowych.
Drużyna Polonii Azbud doprowadza w tym
sezonie swych kibiców do skrajnych emocji
nie mogąc ustabilizować formy. Świetne mecze – zwycięstwa z Turowem Zgorzelec czy
Treflem Sopot – przeplata bardzo słabymi –
jak wyjazdowa przegrana we Włocławku
(wynik i tak znacznie lepszy od gry) czy porażka w domu ze Stalą Stalowa Wola. Gra
opiera się na czterech mocnych, ale nieco
chimerycznych, obcokrajowcach (3 Amerykanów i Kameruńczyk Nana), Polacy stanowią niestety tylko mniej lub bardziej udane
tło. Wystarczy zauważyć, że gracze z zagranicy zdobyli prawie 2/3 wszystkich punktów
dla Polonii. I to, że w innych klubach jest
podobnie, nie jest dla mnie zadowalającym
argumentem. Zresztą, jak pokazuje zestawienie zamieszczone obok artykułu, PoloniaAzbud jest w czołówce klubów PLK opierających swe zdobycze punktowe na obcokrajowcach. Co gorsza, kolejnej kontuzji uległ
Kamil Łączyński, od lat jeden z najbardziej
obiecujących, młodych zawodników, co
ważne dla nas – wychowanek Polonii. W
jednej z gazet napisano o nim „człowiek –
kontuzja”. Przykre, ale jakże prawdziwe.
Zniechęcające jest także i to, że gra Polonii
opiera się na indywidualnych zagrywkach,
bardzo mało jest akcji zespołowych, trudno
się dopatrzeć wyćwiczonych zagrywek. Co
zadziwiające, na konferencji prasowej po
jednym z meczy, w którym Polonia miała
bodajże 2 asysty, trener Kamiński tłumaczył, że to nie szkodzi, asysty są niepotrzebne,
bo mamy się właśnie opierać na grze 1:1. Ale
po następnym meczu ten sam trener cieszył
się, że liczba asyst znacząco wzrosła. To ja
już nie wiem co jest dobrze i do jakiego stylu
gry zmierzamy? W sumie więc ciągle nie wiemy na co stać tę drużynę, choć mamy nadzieję, ze ustabilizuje się na poziomie tych
najlepszych z dotychczasowych gier. I że po
raz pierwszy od kilku lat doczekamy się w
Warszawie play-off, bo na więcej to chyba
nie mamy co w tym sezonie liczyć.
Nieco inaczej wygląda sytuacja w Polonii
2011. Najpierw przyszła seria 8 porażek. Co
gorsza, co najmniej dwie (a może i trzy?) z
nich były porażkami „na życzenie”. Młodzi
koszykarze Polonii 2011 prowadzili przez
większą część meczu, by całkowicie gubić się
w końcówce i przegrywać zdawałoby się rozstrzygnięty już po naszej myśli mecz. Tak
wyglądał mecz z Basketem w Poznaniu.
Jeszcze gorzej było na własnym parkiecie
przeciwko Sportino. Jeszcze na 2 sekundy do
końca prowadziliśmy 2 punktami (nie wspo-
minając już, że po 3 kwartach przewaga wynosiła 8 punktów), by dać się „zabić” rzutem
za 3 punkty niemal równo z syreną końcową.
Powtarzane w wypowiedziach trenera, działaczy i zawodników frazy, że „cały czas się
uczymy, zbieramy doświadczenie, a w ogóle
wynik w naszym projekcie nie jest najważniejszy” stawały się coraz mniej przekonujące, a szczerze mówiąc – coraz bardziej irytujące. I kiedy wielu postawiło już na tej drużynie kreskę, coś nagle zaskoczyło. W dziewią-
tej kolejce przyszło pierwsze, historyczne
zwycięstwo w PLK, w wyjazdowym meczu z
AZS Koszalin. Scenariusz meczu był dość
podobny do tych opisywanych powyżej. Po
dwóch wygranych kwartach znów była nerwowa druga połowa. Na niecałe 3 minuty do
końca AZS doprowadził do remisu i wydawało się, że zmory przegranych końcówek
wracają. Ale dwie celne trójki "Inżyniera"
Karwowskiego dały odpowiedni spokój w
końcówce i nareszcie zasłużone zwycięstwo.
Potem przyszły derby z Polonią Azbud i
dość niespodziewane, ale zasłużone drugie
już zwycięstwo. Ten pozytywny trend załamał się w Starogardzie Gdańskim, gdzie Polonia 2011 uległa Polpharmie, ale nie wpędziło to nas w panikę. Po pierwsze, wygrana
w Starogardzie to byłoby nie byle co. Po
drugie, mecz był wyrównany w zasadzie do
ostatnich sekund. Po trzecie, Polonia 2011
zagrała poważnie przetrzebiona grypą (nie
grali Mokros, Pełka i Dutkiewicz, a Śnieg
i Pamuła byli dopiero co wyleczeni, po kuracji antybiotykowej). Odpowiedź na co
możemy liczyć w dalszej części sezonu i na
ile realna jest obrona miejsca w ekstraklasie
miał przynieść mecz z Kotwicą Kołobrzeg,
bezpośrednim rywalem do spadku z ligi.
Niestety, odpowiedź wypadła pesymistycznie. Wróciły zmory przegranych końcówek.
Pierwsza polowa była bardzo dobra, w pewnym momencie przewaga wynosiła 15 punktów. Ale druga połowa to znów niezrozumiałe straty, złe decyzje rzutowe, źle rozegrana końcówka i w efekcie bardzo rozczarowująca porażka.
Polonia 2011 nadal gra wyłącznie polskim
składem. Jak na razie dokonała tylko jednego wzmocnienia – doszedł doświadczony
center Rafał Bigus. Za wcześnie na oceny,
ale wydaje się, że dobrze wmontował się w
zespół. W meczu z Polpharmą zdobył 10
punktów i miał 8 zbiórek na tablicy (a ten
element jak dotychczas najbardziej szwankował w grze Polonii 2011). I to chyba tyle
wzmocnień. Wprawdzie plotki mówią, że
szefostwo klubu przebywało niedawno w
USA, ale nic nie wskazuje by celem tej wizyty miało być przywiezienie amerykańskiego
gracza. Fajnie, że młodzi grają radosną ko-
szykówkę, że się ogrywają, ale w kwestii końcowego wyniku sportowego w tym sezonie
larum grają! Po chwilowej euforii wywołanej
dwoma kolejnymi zwycięstwami widmo
spadku z ekstraklasy powróciło. Jeszcze
przed świętami czeka wyjazd do Słupska –
trzeba koniecznie wygrać (co wcale nie będzie łatwe), bo potem znów seria trzech meczów ze ścisłą kolejką ligi (wyjazdy do Włocławka i Gdyni, mecz u siebie z Turowem).
Jeśli (odpukać) po 16 kolejkach nadal będzie
wywiady – z najbardziej doświadczonymi
zawodnikami Polonii: Mariuszem Bacikiem z
Polonii Azbud (grającym w ekstraklasie od
1992 roku, obecny sezon to trzeci w barwach Polonii) i Leszkiem Karwowskim (w
Polonii od 2000 roku, od 2006 w Polonii
2011).
A poza tym skoro to koniec rundy to pora
na podsumowania. Zamieszczam kilka zestawień statystycznych. To niby tylko suche
liczby, ale sporo z nich można wyczytać.
POLONIA AZBUD
widniała liczba zwycięstw: 2, sytuacja zrobi
się naprawdę podbramkowa (może raczej
podkoszowa?).
Kolejny problem to pogarszająca się (i tak
nie wybitna) frekwencja w naszej hali. Na
mecze przychodzi średnio ok. 600 osób
(wyjątek to polonijne derby, które wypełniły
halę Koło po brzegi). Do spadku popularności koszykówki, dokładają się nasze warszawskie przyczyny. Po pierwsze, taka sobie,
nierówna, gra obu naszych zespołów. Po
drugie, sam znam wiele osób, która podjęły
decyzję o chodzeniu na mecze tylko jednej z
drużyn – część chodzi na Polonię Azbud,
część na Polonię 2011. Nie ulega wątpliwości, że gdyby grała jedna drużyna Polonii,
frekwencja byłaby wyraźnie lepsza. A więc
jeszcze raz: dziękujemy Panowie Prezesi!
Ktoś mnie ostatnio zapytał jakie widzę szanse, że w przyszłym sezonie wystartuje jedna
drużyna Polonii. Odpowiedziałam, że 10%,
zastanawiam się tylko czy nie byłem nadmiernym optymistą (podkreślam, że chodzi
o wariant połączenia, a nie sytuacji, w której
jeden z klubów upadnie).
W dzisiejszym numerze prezentujemy dwa
VI kolejka: Anwil Włocławek - Polonia 81:73
(24:12, 18:13, 18:20, 21:28)
Punkty dla Polonii: Alexander 24, Frasunkiewicz
16, Bacik 13, Miller 7, Hughes 7, Perka 5,
Kingsley 1, Łączyński 0, Czujkowski 0
VII kolejka: Polonia - Turów Zgorzelec 77:67
(17:14, 23:17, 12:19, 25:17)
Punkty dla Polonii: Alexander 27, Miller 19, Hughes 19, Frasunkiewicz 5, Bacik 3, Nowakowski
2, Perka 2
VIII kolejka: Asseco Prokom Gdynia - Polonia
Warszawa 91:81 (24:21, 25:18, 19:23, 23:19)
Punkty dla Polonii: Hughes 21, Nana 20, Alexander 14, Miller 10, Frasunkiewicz 9pkt, Bacik 5,
Nowakowski 2
IX kolejka: Polonia - Stal Stalowa Wola 75:77
(17:18, 16:22, 27:12, 15:25)
Punkty dla Polonii: Miller 22, Nana 15, Hughes
15, Bacik 11, Frasunkiewicz 9, Alexander 2, Perka 1
X kolejka: Grand derbi – patrz wynik w dziale
wyników Polonii 2011
XI kolejka: Polonia - Trefl Sopot 82:55 (21:11,
26:21, 16:10, 19:13)
Punkty dla Polonii: Hughes 18, Frasunkiewicz
14, Alexander 13, Miller 13, Perka 8, Nana 7,
Bacik 6, Łączyński 2, Nowakowski 1.
XII kolejka: Polonia - Basket Poznań 88:69
(22:20, 17:16, 27:17, 22:16)
Punkty dla Polonii: Hughes 18, Nana 18, Miller
18, Bacik 11, Frasunkiewicz 10, Alexander 7,
Perka 4, Nowakowski 2.
POLONIA 2011
VI kolejka: Polonia 2011 - Trefl 68:75 (20:18,
16:13, 16:15, 16:29)
Punkty dla Polonii 2011: Śnieg 26, Berisha 17,
Mokros 7, Kołowca 7, Karwowski 7, Pamuła 2,
Sulima 2
VII kolejka: PBG Poznań - Polonia 2011 72:68
(16:22, 17:18, 18:15, 21:13)
Punkty dla Polonii 2011: Karwowski 19, Śnieg
14, Pamuła 10, Lewandowski 7, Mokros 4, Kolowca 4, Sulima 4, Berisha 3, Jankowski 3
VIII kolejka: Polonia 2011 - Sportino Inowrocław 98:99 (21:21, 24:25, 30:21, 23:32)
Punkty dla Polonii 2011: Berisha 29, Karwowski
18, Śnieg 17, Lewandowski 15, Pamuła 8, Mokro
4, Kolowca 4, Dutkiewicz 3.
IX kolejka: AZS Koszalin - Polonia 2011
91:101 (20:25, 26:30, 20:14, 25:32)
Punkty dla Polonii 2011: Karwowski 22, Berisha
21, Dutkiewicz 19, Lewandowski 11, Śnieg 9,
Kolowca 8, Jankowski 6, Pamuła 3, Mokros 2.
X kolejka: Polonia 2011 - Polonia Azbud 93:82
(17:21, 24:17, 25:22, 27:22)
Punkty dla Polonii 2011: Dutkiewicz 29 (5x3),
Berisha 27 (3x3), Lewandowski 9, Karwowski 9,
Jankowski 7, Śnieg 7, Kolowca 5.
Punkty dla Polonii Azbud: Alexander 20, Nana
15, Bacik 13, Miller 13 (3x3), Hughes 13, Frasunkiewicz 4, Czujkowski 2, Perka 2
XI kolejka: Polpharma - Polonia 2011 72:69
(23:12, 16:17, 19:20, 14:20)
Punkty dla Polonii 2011: Karwowski 19, Bersiha
10, Bigus 10, Jankowski 8, Śnieg 7, Pamuła 5,
Lewandowski 5, Popiołek 3, Kolowca 2.
XII kolejka: Polonia 2011 - Kotwica Kołobrzeg
79:83 (23:23. 28:16, 15:23, 15:23)
Punkty dla Polonii: Berisha 22, Śnieg 14, Karwowski 14, Jankowski 8, Dutkiewicz 7, Mokros
7, Kolowca 3, Lewandowski 2
Alexander
Miller
Bacik
Frasunkiewicz
Nana
Procent punktów zdobywanych przez
polskich zawodników przez poszczególne drużyny (12 kolejek PLK)
1. Polonia 2011
100,0%
2. Stal Stalowa Wola
63,0%
3. Kotwica Kołobrzeg
53,6%
4. Anwil Włocławek
51,8%
5. Sportino Inowrocław
51,7%
6. Basket Poznań
49,0%
7. Turów Zgorzelec
47,2%
8. AZS Koszalin
47,0%
9. Asseco Arka Gdynia
44,8%
10. Trefl Sopot
41,1%
11. Polpharma Starogard
34,6%
12. Polonia Azbud
34,5%
13. Znicz Jarosław
32,1%
14. Czarni Słupsk
32,0%
Najskuteczniejsi – ile minut na parkiecie
potrzebują do zdobycia jednego punktu
Polonia Azbud
Polonia 2011
Nana
1,53
Berisha
1,74
Miller
2,12
Karwowski 1,91
Alexander 2,13
Dutkiewicz 2,09
Hughes
2,35
Śnieg
2,34
Najlepsi strzelcy
Polonia Azbud
Polonia 2011
Hughes
169 Karwowski 167
163
136
198
101
75
Śnieg
164
Berisha
147
Dutkiewicz 107
Pamuła
87
Lewandowski 75
Niezastąpieni – najwięcej minut spędzonych na parkiecie
Polonia Azbud
Polonia 2011
Hughes
397 Śnieg
384
Alexander
348 Karwowski 319
Frasunkiewicz 338 Lewandowski 258
Bacik
292 Berisha
256
Miller
288 Kolowca 230
Najwięcej celnych rzutów za 3 punkty
Polonia Azbud
Polonia 2011
Miller
26 Bersiha
22
Alexander
23 Pamuła
16
Frasunkiewicz 18 Karwowski 15
Najwięcej zbiórek na tablicach:
Polonia Azbud
Polonia 2011
Bacik
64 Karwowski 69
Alexander
53 Kolowca
50
Frasunkiewicz 50 Lewandowski48
Nana
41 (Bigus
85 –
łącznie z meczami rozegranymi w barwach
Sportino)
Profesor Ciekawski
„Kibice będą wołać Polonia, a mu będziemy się zastanawiać która” – rozmowa z Mariuszem Bacikiem, koszykarzem Polonii Azbud Warszawa.
(rozmowa przeprowadzona kilka dni przed polonijnymi derbami Polonia Azbud – Polonia 2011)
zowszem (grałem także w Pruszkowie) na
drugim miejscu po Bytomiu.
Grał Pan w swojej karierze w wielu klubach. Najdłużej chyba w Stali Bobrek?
- Zdecydowanie.
Jak się przychodzi do nowego klubu to
jest to tylko praca czy pojawia się jakiś
związek emocjonalny? Przychodzą na
mecze kibice, którzy właśnie bardziej
identyfikują się z klubem niż z poszczególnymi zawodnikami. Próbuję na tę relację spojrzeć z drugiej strony, od strony
zawodnika, a nie kibica.
- To w dużej mierze zależy od kibiców. Gra
się po to by wygrywać. Jeżeli widzi się, że
kibiców jest dużo, że im bardzo zależy, to w
zawodniku wyzwala się dodatkowa energia,
dodatkowo się mobilizuje do walki.
Jak to jest ze związkiem emocjonalnym z
klubami w których Pan grał? Gra Pan
przecież zawodowo, przenosi się do kolejnego co kilka lat. Z którym z klubów,
w których Pan grał czuje się Pan związany emocjonalnie?
- Nigdzie tak dobrze mi się nie grało jak w
moim rodzinnym mieście, w Bytomiu. Gdyby tam istniał klub w odpowiedniej klasie
rozgrywkowej to tam bym chciał grać. A jeśli
chodzi o zmiany klubów. Są różni zawodnicy. Są tacy, którzy lubią skakać z klubu na
klub co roku. Ja tego nie lubię, przywiązuję
się do kolejnych klubów i staram się zostać
jak najdłużej. W Polonii gram już trzeci sezon, więc identyfikuję się z Warszawą i Ma-
W Warszawie, powiedzmy sobie szczerze, kibiców na koszykówkę przychodzi
niezbyt wielu. Czy to jest problem dla
koszykarzy? Lepiej by się grało przy pełnej hali?
- Z pewnością. Czasem kiedy wybiegamy na
rozgrzewkę przedmeczową ok. 30-35 minut
przed meczem, na widowni jest raptem 15
osób. Śmiejemy się wtedy i krzyczymy do
Pana Adasia [pracującego w portierni Hali Koło –
przyp. P.C.]: „można już wpuszczać kibiców”. Miło jest widzieć pełne trybuny kiedy
wybiega się na boisko. Nie da się ukryć, że
gramy dla pieniędzy, jesteśmy zawodowcami.
Ale gra się przede wszystkim dla kibiców.
Bez kibiców sport umiera.
Jest coś takiego jak tabela wszechczasów
strzelców PLK. Tak naprawdę ona zaczyna się dopiero w połowie lat 70-tych,
takie wcześniejsze legendy jak Edward
Jurkiewicz w niej nie figurują. W każdym
razie Pan jest bardzo wysoko w czołówce
tej tabeli. Co więcej ma Pan szanse w
tym sezonie awansować jeszcze wyżej.
Czy to jest dla Pana ważne?
- Do zeszłego roku, kiedy zetknąłem się z
tym zestawieniem, w ogóle o tym nie myśla-
łem. Ale w zeszłym sezonie przekroczyłem
8500 punktów i od tej pory, szczerze przyznam, notuję swoje dokonania i chciałbym
wskoczyć jak najwyżej. Staram się zdobywać
punkty. I to jest ważne, chciałbym się jakoś
zapisać w historii polskiej koszykówki. Tym
bardziej, że kiedyś punkty zdobywało się
łatwiej, teraz jest bardzo ciężko. Teraz w
polskiej lidze jest sporo zawodników amerykańskich, głównie na nich spoczywa ciężar
zdobywania punktów. Tym bardziej widzę
szansę, że na dłużej zakotwiczę w czołówce
tego zestawienia.
Wspomniał Pan o zagranicznych zawodnikach – w większości drużyn stanowią
oni trzon, a Polacy są uzupełnieniem.
Nie da się ukryć, że w Polonii jest teraz
podobnie. O sile stanowi dyspozycja
Amerykanów i Nany z Afryki.
- Na pewno na nich spoczywa ciężar zdobywania punktów.
Jak Pan sądzi dlaczego jest tak mało wybijających się polskich, młodych zawodników?
- Wcale nie uważam by tak było.
To dlaczego odgrywają drugoplanową
rolę w swoich zespołach?
- Rozumiem, że mówimy o całej lidze, a nie
tylko o Polonii. Wydaje mi się, że włodarze
klubów oczekują szybkich wyników. Łatwiej
sprowadzić z zagranicy niż wychować. A jeśli
jest Polak o podobnych umiejętnościach do
obcokrajowca, to ten obcokrajowiec przyjechał po to żeby grać. Zupełnie inaczej było
w Grecji, gdzie także grałem 3 lata. Tam jeżeli trener widział, że obcokrajowiec i Grek
grają porównywalnie, to brał Greka, a obcokrajowca odsyłał do domu i ewentualnie na
jego miejsce szukał kogoś mocniejszego. W
Polsce bywa odwrotnie. Są obcokrajowcy,
którzy niewiele wnoszą, jest tylu młodych
Polaków, także w niższych klasach rozgrywkowych, którzy przynieśliby to samo drużynie.
Czy to hamuje rozwój i popularność koszykówki?
- Po części tak. Polonia to zły przykład tego
co chcę powiedzieć, bo tu jest kilku Warszawiaków. Ale np. AZS Koszalin – ma jednego
zawodnika wywodzącego się stamtąd, a reszta to najemnicy, w dodatku co roku się zmieniający. Jak kibic ma się identyfikować?
My jako kibice bardzo lubimy jak zawodnicy zostają na kolejny sezon i może
się wytworzyć jakaś więź.
- Część zawodników nie lubi się przeprowadzać. Ale są tacy, którzy mówią dziś jestem
w Warszawie, jutro w Słupsku, a pojutrze w
Sopocie, to nie ma większego znaczenia.
Oczywiście kibicowi trudniej jest identyfikować z taką drużyną.
To może się przekładać na spadek popularności koszykówki w Polsce?
- Można dodać jeszcze jedno. Jeśli firma ma
sponsorować klub i ma łożyć na utrzymanie
Amerykanów, Serbów, Litwinów… może
część wolałaby dać na Nowaka czy Kowalskiego niż na Amerykanów.
Nie da się ukryć, że Pana kariera powoli
zbliża się do końca. Życzę Pan by grał
Pan tak długo jak to będzie Panu sprawiało przyjemność, ale prędzej czy później trzeba będzie skończyć. Co Pan planuje dalej?
- Chcę być dalej związany z koszykówką,
która jest całym moim życiem. Może będę
trenował, a może coś innego. Jestem prezesem nowo powstałego klubu koszykarskiego
w Bytomiu. W zeszłym roku udało się awansować do II ligi. W tym roku chcemy się
utrzymać, w przyszłym jeśli będą środki to
może powalczymy o I ligę? Praca w tym klubie mnie interesuje, nie muszę być Prezesem,
ale chciałbym pracować w tym klubie.
Może teraz porozmawiajmy o obecnym
sezonie. Gracie bardzo nierówno. Ostatnie mecze to dwie niespodzianki. Najpierw miła – wygrana z Turowem, potem
niemiła – porażka ze Stalą Stalowa Wola.
Czego się można dalej spodziewać?
- Początek sezonu mieliśmy nieudany. Nie
trafiliśmy z formą startową. Po 3 porażkach
troszkę się ogarnęliśmy i dalej wyglądało to
trochę lepiej. Zwycięstwo z Czarnymi, zwy-
cięstwo z Turowem, niska porażka w Gdyni.
Myślę, że to nas uśpi ło. Brak koncentracji,
trochę zlekceważyliśmy rywala. A sport jest
brutalny – jeśli nie grasz na 100% to przegrywasz. Udało nam się odnaleźć koncentrację
w ostatnim meczu, ale tylko na 10 minut. Ale
z drugiej strony, może i dobrze się stało, że
spadł na nas zimny prysznic. To nam pozwoli się zmobilizować, skoncentrować i do
końca roku kalendarzowego wygrać wszystkie mecze na tej hali.
Najbliższy mecz jest nietypowy – Polonijne debry z Polonią 2011. Jak Pan traktuje ten mecz? Mecz jak każdy inny, czy
jest tu jakiś specyficzny smaczek?
- Jest smaczek. Codziennie się widujemy na
tej samej hali, obie drużyny trenują o grają
przecież na Kole.
Powiedzmy szczerze, ¾ kibiców obu
drużyn (jeśli nie więcej) się pokrywa.
Niektórzy z nas czują się jakby mieli
schizofrenię, nie wiedzą kogo dopingować.
- No właśnie. Pewnie w niedzielę kibice będą
krzyczeli „Polonia”, a my się będziemy zastanawiali która. Na pewno chcemy wygrać,
pokazać, że jesteśmy lepszą drużyną. Chyba
mamy inne cele niż Polonia 2011. Ich cel
sportowy to utrzymanie w lidze. A my celujemy w play-off. Mam nadzieję, że to się uda.
Gdybyśmy mieli zabawić się we wróżkę.
Jakie są Pana prognozy na koniec rundy
zasadniczej?
- Nie jest ważne, które miejsce zajmiemy po
rundzie zasadniczej, ważne jak będzie po pre
play-offach. Tak więc z oceną sezonu trzeba
się wstrzymać do tamtego momentu. Uważam, że w zeszłym roku byliśmy drużyną
zdecydowanie lepszą niż Stal Ostrów, która
nas ograła w pre play-off, a potem ta sama
Stal walczyła jak równy z równym z Prokomem o wejście do „czwórki”.
Idealnie trafili z formą. A jakie ma Pan
prognozy donośnie najbliższego rywala?
Czy Polonii 2011 uda się utrzymać?
- Będzie im bardzo ciężko. Póki co wygrali
jeden mecz.
Może się podbudowali tym zwycięstwem? Może teraz już będzie lepiej?
- Mam nadzieję, że w najbliższym meczu nie
pójdą za ciosem. Potem życzę im jak najlepiej. Ale głównie muszą wygrywać u siebie.
Ciężko im będzie szukać zwycięstw wyjazdowych. Szczerze mówiąc, myślę, że szanse na
utrzymanie są małe. Widać, że ta drużyna gra
z tygodnia na tydzień lepiej. Ale obawiam
się, że to może być za mało by się utrzymać.
Za dużo było meczów przegranych do tej
pory. Jak przegrają z nami będą mieli bilans
1:9. I tylko 16 meczów do końca. I mecz
takie jak Sportino na wyjeździe.
Czy coś przed derbami chciałby Pan powiedzieć kibicom?
- Żeby przyszli, żeby dopingowali, żeby halę
wypełnili po brzegi. Liczę na to, że będą
emocje i kibic wyjdzie zadowolony z poziomu. A także z tego, że punkty zostały w
Warszawie.
Rozmawiał Profesor Ciekawski
Rozmowa z Leszkiem Karwowskim – kapitanem Polonii
2011
Pochodzisz z Białegostoku…
- Nie, z Augustowa.
wiele lat można grać bez przerwy, to pewnie
tacy zawodnicy by się znaleźli.
Ano tak, ale pierwszy Twój klub był w
Białymstoku. A potem kilkanaście lat
grałeś w klubach Warszawy i Pruszkowa.
Z tego już prawie 10 lat w klubach Polonii. Czy kiedy gra się w koszykówkę zawodowo pojawia się jakiś emocjonalny
związek z klubem, czy to po prostu solidne wykonywanie zawodu?
- To dość skomplikowane. Akurat ja gram w
jednym klubie dość długo. I pojawia się sentyment. Kasa jest sprawą drugorzędną.
Ale Polonia od 10 lat jest w ekstraklasie,
a Ty 4 lata temu zmieniłeś klub na Polonię 2011. Jaki był powód?
- Mógłbym o tym całą książkę napisać. Bo to
był okres mojej osobistej transformacji. Mój
ostatni sezon w Polonii i wydarzenia z tego
okresu wpłynęły na całe moje późniejsze
życie. Ostatni sezon w Polonii to katastrofalna sytuacja finansowa, ogromne długi. Właściwie dziś jestem za tę sytuację wdzięczny.
Zobaczyłem wtedy, że świat nie kończy się
na kasie, że jest coś więcej. Kiedy widuję się
z Wojciechem Kozakiem jest między nami
dobra atmosfera. Nie mam żalu. Jestem
wdzięczny, że tak się stało, bo doświadczyłem czegoś co jest zupełnym kosmosem.
Otworzyłem się na inne rzeczy. Wtedy żyłem w takim cyrku objazdowym pod nazwą
Ale kibicem można być całe życie tego
samego klubu. A zawodników spędzających całą karierę w jednym klubie właściwie nie ma.
- Bo czasy są takie. Bo kluby raz są, a raz ich
nie ma. Gdyby były kluby, w których przez
liga koszykówki, a dziś nie. Choć nadal
uwielbiam to co robię, ale jak mi mój organizm powie „Leszek, nie dajesz rady”, to
następnego dnia odejdę z podniesioną głową. Zdołałem spojrzeć na to z dystansu.
Zdałem sobie sprawę, że na wszystko można
patrzeć z różnych perspektyw.
Co przyciągnęło w Polonii 2011?
- Nie chciałem wyjeżdżać z Warszawy, z
przyczyn rodzinnych. A powstał projekt z
Walterem Jeklinem w roli głównej, a Walter w tamtym czasie bardzo mi pomógł. Nie
finansowo, a emocjonalnie. Ja mu to teraz
oddaję.
Wracając do poprzedniego wątku – związek emocjonalny z klubem się wytwarza?
- Tak, zdecydowanie. Do dziś czuję związek
z Mazowszanką, czy jakby się klub z Pruszkowa, w którym grałem nie nazywał. Czuję
też związek z Polonią, zostawiłem tu kawał
swego serca i myślę, że kibice to widzą.
Skoro mowa o kibicach. Drażliwe pytanie. Trzy lata temu w II lidze graliście
derby z Legią. Na mecz przyszło dużo
kibiców Legii i dopingowali bardzo głośno i wulgarnie zarazem. I po tym meczu
powiedziałeś coś w rodzaju „jacy wspaniali kibice, szkoda, że my nie mamy takiego dopingu”. Jak wiesz antagonizm
między kibicami Legii i Polonii jest bardzo silny. Wielu kibiców poczuło się tym
stwierdzeniem urażonych. Rozumiem,
że brakowało Wam dopingu, na meczach Polonii 2011 ten doping był – nazwijmy to – zalążkowy. Ale oni wtedy
naprawdę zachowywali się wulgarnie, a
ich doping był głównie negatywny, przeciw Polonii.
- Szczerze mówiąc całej wypowiedzi nie pamiętam. Przepraszam, w emocjach zdarza się
powiedzieć coś czego się do końca nie kontroluje. Zresztą to byli kibice piłkarscy, a nie
kibice kosza. Ale chodziło wtedy o liczbę
osób, które przyszły na halę. Gdyby i teraz
przychodziło na mecze 1500 osób, gdyby ta
hala była wypełniona, to ja bym tu do końca
życia przychodził na tę halę jako kibic, po
zakończeniu kariery.
My też bolejemy, że aktywnie dopingujących zbiera się nas tak mało, jak jest 50
osób to jest super. No tak, ale oni nie
przyszli ze względu na koszykówkę,
przyszli bo mecz był z Polonią. Na inne
mecze swej drużyny nie chodzili.
- Tak, wiem. Poza tym wtedy była zima i nie
bardzo mieli co robić. W każdym razie wtedy
chodziło mi tylko o żal, że na nasze mecze
nie przychodzi większa widownia.
Kiedy przychodziłeś do Polonii 2011 musiałeś mieć jakieś wyobrażenia co Cię
czeka. Minęły 4 lata. Czy można powiedzieć, że te wyobrażenia się sprawdziły?
Czy coś Cię zaskoczyło?
- Nie, bo ja w tym czasie bardziej zainwestowałem w poznawanie samego siebie. Rozwijałem się właściwie razem z projektem.
Przed tym sezonem kiedy przechodziłem do
Polonii 2011 czułem, że albo utonę albo od-
biję się od dna. Teraz jestem na takim etapie,
że wszystko mogę, a nic nie muszę. Patrzę
na wszystko z dystansem. Bardzo się cieszę,
że młodzi koszykarze tak się rozwijają, że
niektórzy są już czołowymi postaciami ligi.
Kiedyś, 4 lata temu, byłbym o to zazdrosny.
Teraz się zmieniłem i dopinguję ich, by byli
jeszcze lepsi.
Jak wspominasz początki w Polonii 2011?
Pierwsze zetknięcie z Mladenem Starcevicem?
- To co było ciekawe, że wykonywaliśmy
jakieś ćwiczenia, a Mladen nas zatrzymał i
powiedział: „stop, dlaczego wy nie używacie
głowy?” I zaczął nam coś tłumaczyć. Wtedy
sobie pomyślałem, że będzie ciekawie. A potem zwrócił mi uwagę na kilka rzeczy, na
które przez lata inni trenerzy nie zwracali mi
uwagi. I trochę rzeczy w sobie poprawiłem.
A nie było na początku bariery językowej
w kontaktach Mladena z drużyną?
- Nie bo, ja, Krzysiek Sidor i Arek Miłoszowski posługiwaliśmy się jakoś angielskim, a młodym tłumaczyliśmy.
Kiedy już było wiadomo, że wracacie do
ekstraklasy, w Twoim przypadku po 3
latach przerwy to nie obawiałeś się tego
powrotu?
- Nie, bo to przeszłość. A ja skupiam na
chwili obecnej, a to co było…. (machnięcie
ręką). Umiem odciąć przeszłość.
Bilans po 10 kolejkach to 2:8, tego się
można było spodziewać?
- Trzeba pamiętać, że 4 mecze graliśmy na
styku. Przegraliśmy je na własne życzenie
niemalże. Możemy to ująć jako element nauki gry w koszykówkę na tym poziomie. Naukę dla wszystkich, od trenera do zawodników. Nie ma co tego roztrząsać. Za chwilę
kolejny mecz.
No właśnie, mecz z Kotwicą, bardzo
ważny dla układu tabeli. Bo i Wy i Kotwica macie po 2 wygrane mecze. Czy to
mecz jak każdy, czy jednak szczególny?
- Mecz jak każdy. Od jutra, od środy będziemy się przygotowywać do tego meczu. W
niedzielę będziemy przygotowani, a zadecyduje dyspozycja dnia.
Uda się utrzymać w ekstraklasie?
- Dobre pytanie. Ale to chyba pytanie do
Wszechmogącego.
Pytałem o to Mariusza Bacika. Powiedział, że życzy Wam tego, ale uważa, że
szanse nie są duże. Wprawdzie to było
jeszcze przed derbami…
- Staram się o tym w ogóle nie myśleć. Cieszę się, że gramy polskim sk ładem, że chłopaki się rozwijają. Jak skończę karierę to miło mi będzie oglądać ich mecze. Jestem przekonany, że duża ich część będzie sobie dobrze radziła w innych klubach ekstraklasy,
albo i w tym klubie.
Jest taki moment kiedy drużyna zbiera
się w kółku, dodaje sobie otuchy i wznosi okrzyk. I zauważyliśmy, że w tym roku
krzyczycie „Fundacja”, a nie „Polonia”.
Tomek Śnieg powiedział, że to z Twojej
inicjatywy.
- Był taki pomysł, bo z Polonii Azbud nazywali nas Fundacja, mówili, że próbujemy się
podszywać pod nie swoją nazwę. No to poszliśmy im na rękę. I przez pewien czas krzyczeliśmy „Fundacja”.
Teraz już nie?
- Nie, drużyna postanowiła wrócić do okrzyku „Polonia”.
Był taki moment w meczu derbowym,
kilka sekund do końca kwarty i chyba Ty
zasygnalizowałeś trenerowi konieczność
wzięcia czasu. Czy to taka Twoja rola,
jako kapitana drużyny?
- Były takie mecze, że w końcówkach traciliśmy punkty, bo nie wzięliśmy czasu i nie
ustaliliśmy sposobu rozegrania akcji. Tym
razem skończyło się moim faulem ofensywnym, Polonia-Azbud przechwyciła piłkę, ale
nie zdołali oddać celnego rzutu. Na moje
szczęście. Ale przysługujące czasy warto wykorzystywać. Mamy z trenerem dobrą relację, wierzymy sobie. Uważam, że to pozytywne, że wtedy to zasugerowałem. Trener
słucha się swoich asystentów, a i mnie przy
okazji.
Zbliżasz się do końca kariery. Chcesz
potem pozostać zawodowo przy koszykówce?
- Egoizmem byłoby gdybym poszedł na
przykład w biznes i nie przekazywał swojego
doświadczenia. Na pewno zostanę przy koszykówce. Nie wiem jeszcze w jakiej formie.
Nie myślę o tym na razie za dużo, przyjdzie
na to czas. Nie ma co się zastanawiać co będzie, bo trudno to przewidzieć. W drewnianym kościółku to i cegłówka na głowę może
spaść.
Ale według planów na dzisiaj?
- Mój plan na dzisiaj to pójść do szatni, przebrać się i mocno trenować.
Co być chciał przekazać kibicom?
- Tak, oczywiście. Przychodźcie na mecze.
Wtedy odpoczywacie od swoich spraw codziennych. To daje pozytywne emocje, potem w życiu jest łatwiej. Więc bierzcie ze
sobą znajomych i przychodźcie na mecze.
Rozmawiał Profesor Ciekawski
fot. poloniachess.pl
Polonijne szachy
W dzisiejszym numerze „Dumy Stolicy”
wydarzenia z przełomu października
oraz listopada. I mimo niewielu wydarzeń, nasi szachiści korzystają z każdej
okazji aby wyróżnić się na podium - o
czym za chwilę…
Nie mogę rozpocząć od niczego innego, jak
od brązowego medalu mistrzostw świata do
lat dwudziestu Michała Olszewskiego (na
zdjęciu po prawej - przyp. red.). Michał, reprezentujący barwy Polonii Warszawa, sam
mówi, że jest to Jego jedne z największych
osiągnięć. W swoim dorobku ma między innymi wicemistrzostwa Polski juniorów, wielokrotne medale drużynowego mistrza Polski
oraz jeszcze kilka zwycięstw w różnorakich
turniejach. W Mistrzostwach Świata do lat
20, odbywających się w Puerto Madryn w
Argentynie, zdołali go wyprzedzić jedynie:
Francuz Vachier-Lagrave Maxime oraz
Białorusin Zhigalko Sergei. W zawodach
startował również inny Polak Świercz Dariusz, który jednak zajął odległe 32 miejsce.
Michałowi, który obecnie studiuje na Wydziale Prawa na Uniwersytecie Warszawskim, możemy tylko życzyć kolejnych wielkich sukcesów na arenie międzynarodowej
oraz ukończenia studiów (obecnie II rok) z
jak najlepszymi wynikami.
Turniej Niepodległościowy
Tak jak zapowiedziałem w poprzednim miesięczniku „Dumy Stolicy”, 11 listopada, w 91
rocznicę Odzyskania Niepodległości odbył
się turniej szachowy z tejże okazji. Zawody
wygrał Warakomski Tomasz z wynikiem
7.5pkt. Prowadzący do przedostatniej partii,
Mistrz Polski a zarazem zawodnik Polonii
Warszawa – Bartłomiej Macieja – niestety
uległ w ostatniej partii Azarov’i Sergei
(Białoruś) i zakończył turniej na 6pozycji z
wynikiem 7pkt. W zawodach wystartowało
216 zawodników w tym 101 posiadało ranking FIDE. Turniej odbył się „w hołdzie
założycielom II RP, twórcom jej potęgi sza-
chowej”. Mamy nadzieję, że w ciągu roku
będziemy świadkami wielu podobnych turniejów łączących historię z grą w szachy.
ME w szachach szybkich
Już w nadchodzącym miesiącu odbędą się po
raz piąty z rzędu Mistrzostwa Europy w szachach szybkich. Jest to zarazem IX Międzynarodowy Turniej Szachowy Amplico Life.
Turniej ten jest organizowany na zlecenie
Europejskiej Unii Szachowej, a realizowany
dzięki Fundacji na Rzecz Wspierania Szachów w Warszawie oraz Polskiemu Związkowi Szachowemu. W mistrzostwach może
wziąć udział każdy szachista, niezależnie od
posiadanego rankingu, wieku. Serdecznie
zapraszamy!
Piotom
Kibice ze świata:
Español Barcelona
Español Barcelona został założony 28
października 1900 jako Sociedad Española de Football. Był to pierwszy klub w
Hiszpanii założony przez samych Hiszpanów, w przeciwieństwie do innych klubów jak chociażby FC Barcelona.
Po sześciu latach działalności klub zakończył
działalność z powodów finansowych. W
1909 klub został reaktywowany jako Club
Deportivo Español. Rok później, podobnie
jak kilka innych klubów, został objęty patronatem królewskim i stąd dodano człon Real
do nazwy i koronę królewską do herbu. W
tym samy roku przyjęto również nowe stroje
klubowe. Dotychczasowe żółte zostały zastąpione przez biało - niebieskie, które upamiętniały Rogera de Llurię, średniowiecznego katalońskiego admirała. W 1931, po
ogłoszeniu republiki, klub odrzucił człon
Real i przyjął nazwę w języku katalońskim
Club Esportiu Español. Po wojnie domowej
i w konsekwencji zakazie używania języka
katalońskiego, klub wrócił do poprzedniej
nazwy. W 1995 klub przyjął obecną, katalońską, nazwę.
Español od początku pozostawał w cieniu
swojego wielkiego rywala, FC Barcelony.
Klub nigdy nie zdobył mistrzostwa, a w Pucharze Króla triumfował zaledwie cztery razy. W europejskich pucharach jedyny poważny sukces to dwa finały Pucharu UEFA w
1988 i 2007. Jeśli weźmiemy pod uwagę
sprawy czysto sportowe, to Español z FC
Barceloną nie może się równać. Całkiem inaczej wygląda sytuacja na polu kibicowskim.
Español jest klubem "królewskim", co już
daje do myślenia. Główna grupa kibiców
Españolu to powstała w 1985 roku Brigadas
Blanquiazules. Jest to grupa skrajnych nacjonalistów hiszpańskich, uważających iż Kata-
lonia może funkcjonować tylko z Hiszpanią.
Ma w swoich szeregach wielu skinheads oraz
ludzi, którzy utożsamiają się z ideologia Ku
Klux Klanu wyłożoną przez Nathan’a Bedford’a Forrest’a. Oczywiście jest ich mniej niż
kibiców FC Barcelona, ale często są uważani
za jednych najgroźniejszych fanów i bojówkę
polityczną na Płw. Iberyjskim. Derby Barcelony z Españolem, które niemal zawsze elektryzują kibiców pod względem sportowym
jak i politycznym, na ulicach trwa walka nie
tylko z typowych względów niechęci międzyklubowej. Przede wszystkim do walk dochodzi dlatego, że obie grupy prezentują różne
spojrzenia na kraj Basków czy samą Katalonię. Jednym z najbardziej istotnych faktów
dotyczących
tej
rywalizacji
było
zamordowanie przez pięciu kibiców Boixos
Nois, członka Brigadas Blanquiazules,
Francuza Frederica Rouquier.
Kibice lokalnego rywala z pod znaku Boixos
Nois to największy wróg Brigadas
Blanquiazules. Poza tym do fani Españolu
mają „kosy” z wszystkimi klubami, których
kibice manifestują lewicowe poglądy
polityczne. Do tej grupy należą: Deportivo
La Coruna, FC Sevilla, Rayo Vallecano
Madryt, baskijskie Athletic Bilbao
i Real Sociedad San Sebastian.
Zgody to przede wszystkim skrajni nacjonaliści z Realu Madryt,
czyli Ultras-Sur, a także Irriducibili, Viking Nord Italia (Lazio),
Boulongne boys (PSG), Diabos
Vermelhos (Benfica), Hellas Fans
Roverto,
Secctor Borrachos
(Hellas Verona). Ponadto po zamachach
ETA ekipy Españolu, Realu, Gijon i innych
prawicowych kibiców zawiązały coś w rodzaju nieoficjalnego "sojuszu antyterrorystycznego".
Oprócz Brigadas Blanquiazules jest jeszcze
dwie grupy kibiców. Pierwsza to “La Curva
RCDE 1900”. Są to Katalońscy fani Españolu, którzy tworzą konkurencyjny młyn, są
apolityczni a ich układy z Bri gadas Blanquiazules są można powiedzieć dość chłodne.
Grupa liczy 3000 członków i zajmuje się organizowaniem dopingu i opraw na meczach
„Pericos” również tych wyjazdowych. Jeśli
chodzi o „młyn” to jest on zdecydowanie
liczniejszy niż „młyn” kibiców bardziej utytułowanej FC Barcelony. Kolejna grupa to
założona w 1991 i licząca ok. 800 członków
Peña Juvenil Español. Podobnie jak „La Cu-
rva” zajmuje się dopingiem
oraz organizowaniem oprawą
podczas spotkań. Kibice
Español zaliczani są również
do jednych z najliczniejszych
ekip w Hiszpanii jeżdżących
za swoją drużyną. Liczby wyjazdowe wahają się od kilkuset
osób (np. ok. 700 na meczu w
Saragossie) do kilku tysięcy (ponad trzy w
Madrycie na Atletico, czyli tyle ile przychodzi średnio na mecz Polonii w Warszawie).
Na koniec jeszcze słowo o tym jak układają
się stosunki fanów Españolu do zaprzyjaźnionej z „Czarnymi Koszulami” grupy Realu
Saragossy – Ligallo Fondo Norte. Otóż kibice obu klubów maja do siebie stosunek neutralny, choć podczas finału Pucharu Hiszpanii w Madrycie kilku kibiców z Barcelony
oberwało od fanów z Saragossy, to stosunki
neutralne między ekipami (zero bluzgów na
siebie) pozostały.
TCksp

Podobne dokumenty