w nowym 2011 roku!

Komentarze

Transkrypt

w nowym 2011 roku!
GAZETKA SZKOLNA GIMNAZJUM NR 12 W SZCZECINIE
IM. STANISŁAWA LEMA
Wielu radosnych, interesujących oraz inspirujących
chwil spędzonych na lekturze „Dwunastki”
w nowym 2011 roku!
STYCZEO 2011 r.
Spis treści:
Jesteśmy z Lema ................................................ 3
Mądrość niech tworzy dobro .................................... 4
Kim jest Stanisław Lem? ........................................ 5
Subiektywne spojrzenie konferansjera ......................... 7
Jak uczciliśmy niepodległość? ................................... 9
Patria znaczy ojczyzna ........................................ 11
Jestem Polakiem, jestem Europejczykiem .................... 12
Assassin’s Creed II ............................................ 14
Karate– sposób na życie ....................................... 16
Ktoś, kogo chciałabym naśladować ............................ 17
Moja kotka znajda ............................................. 20
Wywiad z wigilijnym karpiem .................................. 21
Jasełka 2010 r. ............................................... 22
Czy zima dla psa jest zła? .................................... 23
Świąteczna historia ............................................ 26
List do ludzików ................................................ 31
Harry Potter i Insygnia Śmierci cz. I ....................... 32
Łajka– pierwszy kosmonauta .................................. 34
Fryderyk Chopin– Szkoła pod Żaglami ........................ 37
Lalka ............................................................ 38
Samorząd Uczniowski w akcji– Góra Grosza.................. 39
Tron Evolution .................................................. 42
Sport– moja pasja ............................................. 43
Przyjaciel pająk ................................................ 44
Zapraszamy do lektury najnowszego numeru „Dwunastki”!
Piszcie i przysyłajcie teksty oraz zdjęcia:
[email protected]
CZYTAJCIE! GAZETKA SZKOLNA „DWUNASTKA” na stronie:
www.gimnazjum12.szczecin.pl
2
Jesteśmy z Lema
Długo na to czekaliśmy. Nadanie patrona szkole.
Teraz jesteśmy z Gimnazjum nr 12 imienia Stanisława Lema. Jakie to ma dla mnie znaczenie? Myślę, że był to całkiem dobry wybór, i wiele zmienia. To dobrze, że mamy
swoje imię, przyczynia się to trochę do zwiększenia poczucia tożsamości w szkole. Już nie jesteśmy takim sobie po prostu ponumerowanym gimnazjum, teraz się odróżniamy, mamy własną nazwę, jesteśmy czymś więcej. Ale tak samo by było, gdyby patronem został np. Czesław
Niemen lub Ryszard Kapuściński, na których też mogliśmy głosować. Wybraliśmy jednak Stanisława Lema. Oczywistym jest, że dla części uczniów jest to obojętne, ale dla części też nie
jest. I to jest istotne. Jak już pisałam, większością głosów patronem został Lem. To całkiem ciekawa postać
i myślę, że wybór imienia może mieć duży wpływ
na postrzeganie niektórych uczniów, może to właśnie
Lem ich zainteresuje. W końcu jego książki są całkiem
ciekawe i myślę, że większości mogą się spodobać.
A tym, którym się nie spodobają dzieła pisane, mogą spodobać się Lemowe szkice i ilustracje . To całkiem uniwersalna postać, jest to człowiek renesansu, z tego też względu w jego
twórczości każdy może znaleźć coś dla siebie. A co dla mnie oznacza nadanie imienia mojej
szkole? Hmm, to dobrze, że w tym momencie się odróżniamy i jesteśmy bardziej niepowtarzalni. Myślę, że ma to też wpływ na to, jak postrzegają nas inni. Wcześniej było Gimnazjum nr 12 w
Szczecinie. Teraz jest Gimnazjum nr 12 imienia Stanisława Lema w Szczecinie. Brzmi to zdecydowanie
dostojniej i wiarygodniej. Myślę, że dużo też mówi o
tym, iż szkoła podjęła jakiś wysiłek i starała się uzyskać ten status. To dużo znaczy. A jeszcze więcej znaczy to, że uzyskała. Przecież nie jest tak, że jeśli po prostu szkoła chce mieć takie i takie imię,
to raz, dwa i tak jest. Trzeba się postarać. Sprawdzane jest, czy rzeczywiście szkoła powinna
uzyskać ten tytuł. A co do samego Lema… to zapowiedź intelektualnej przygody.
Katarzyna Błażewicz
3
Mądrość niech tworzy dobro!
„A Wy stajecie wobec Boga, prosząc go
o to, aby Was przyjął jako wspólnotę Gimnazjum
nr 12. Aby uczynił wiedzę , którą co dzień zdobywacie, fundamentem Waszego człowieczeństwa. Przynosicie tutaj sztandar, który ma Wam przewodzić
i prowadzić do odkrywania sensu Waszego istnienia i misji, jaką macie w swoim życiu wypełnić […] Trzymacie proporzec, na którym umieszczono słowa „Wychowanie i Nauka” […] Tylko człowiek wychowany, szanujący bliźniego i miłujący dobro, potrafił zgłębiać naukę. I takim człowiekiem masz być! Człowiekiem, który wymaga od siebie, choćby inni nie wymagali
od niego. Człowiekiem, który wybiera to, co trudne, co wymaga wysiłku. Takim człowiekiem
był niewątpliwie nasz patron– Stanisław Lem. Pisarz i filozof, który przywrócił w świecie
właściwe miejsce polskiej fantastyce […] Futurolog, który powiedział: „Człowiek zapomina,
że wysoka technologia nie wyklucza wierzeń religijnego typu” oraz „Niewiedza nasza jest
oceanem ogólnoświatowym, zaś wiedza pewna– pojedynczymi wysepkami na tym oceanie” […] Niech Ty i pokolenia, które po Tobie w naszej szkole uczyć się będą, nie zmarnują
czasu– kochają mądrość, karność, wychowanie i naukę, przenoszącą do gwiazd i nauczycieli,
którzy te gwiazdy nam przybliżają. Niech Twoje serce i rozum zawsze idą w parze, abyś
po prostu i przede wszystkim był dobrym człowiekiem. A już jako staruszek, przechodząc kiedyś obok Gimnazjum nr 12, mógł palcem wskazać te mury i powiedzieć swoim wnukom: „Tu
jest moja mądrość, tu jest moje serce, tu jest źródło mojego dobra!”
fragmenty kazania księdza Przemysława Pokorskiego wygłoszonego 5.11.2010 r.
4
Kim jest Stanisław Lem?
Myślę, że najlepiej poznać pisarza przez jego wypowiedzi…
O swoim dzieciństwie: „Byłem naturą od początku dosyć
samotniczą, kupowałem różne druciki do eksperymentów,
jakieś motorki, jakieś urządzenia elektrostatyczne, jakieś
induktory, rurki próżniowe…”
O swoim pisaniu: „Większość książek napisałem metodą,
którą pająk tka sieć. Po prostu pisałem, a to się działo. Uważam się za pisarza realistycznego,
bo zajmuję się sprawami realnymi. Nie interesują mnie problemy takich własności świata, których on nie posiada”.
O upodobaniach literackich: „Bardzo dobry jest Mickiewicz!”
O masowo wydawanych powieściach science fiction:
„Kosmos jest sfałszowany! Parametry fizyczne sfałszowane!”
O kupowaniu przez Internet: „Butów nie da się przymierzyć na ekranie”.
Cóż można jeszcze dodać?
Stanisław Lem to wybitny pisarz i równie wybitny uczony, który żadnych akademickich stopni
nie uzyskał, ale jako filozof i naukowiec przeniknął wszelkie nauki (od teologii przez astronomię, fizykę, biologię aż do scenografii) i wszystkie uczynił sobie przedmiotem igraszki
oraz bodźcem do filozoficznej refleksji. Dążył do zdobycia wiedzy absolutnej.
Stanisław Lem – najbardziej znany współczesny twórca science fiction, który wcale nie uważał siebie za autora tworzącego w tym gatunku. Jego książki (przetłumaczone na ponad
40 języków) osiągnęły już łączny nakład trzydziestu milionów egzemplarzy. Laureat wielu
prestiżowych nagród w Polsce i na świecie. Był rozważany jako
kandydat do Nagrody Nobla, jednak nigdy jej nie otrzymał.
Nazwiskiem pisarza została nazwana planetoida 3836 Lem, a także
ulica w Krakowie oraz Wieliczce.
Artysta i uczony jednocześnie, więc ktoś, kto ogień z wodą chce
pożenić. Mimo wszystkich pozorów – bardziej artysta niż filozof,
choć wielu i to wybitnych zapędzić umiał w kozi róg. Ale zarazem
dziecko
bawiące
się
rozmaitością
świata,
ciekawe,
co jest w środku opornej zabawki, mistrz inteligentnej spekulacji.
Swoich pierwszych powieści fantastycznonaukowych (Astronauci
czy Obłok Magellana) , które zyskały wielką popularność, Lem nie
lubił. Bardziej doceniał kolejne: Eden i Solaris. Z mieszanymi
5
uczuciami wspominał cykl opowiadań Dzienniki gwiazdowe, za to niezmiennie cenił Bajki robotów, Cyberiadę i Opowieści o pilocie Pirxie.)
Jego rozprawy filozoficzne i futurologiczne (dotyczące przyszłości) wymagają
od czytelników intensywnego myślenia, skupienia i pewnego poziomu wiedzy, więc nie stały
się masową lekturą. Lem zastanawia się w nich, dokąd zabrnie nauka, jak będzie się rozwijać
nasza cywilizacja, czy ludzie ocalą swoje człowieczeństwo. Ostatnią nadzieję pokładał w tym,
że rozum ludzki potrafi odróżnić dobro od zła.
Na pytanie: kim jest Stanisław Lem, Andrzej Wajda odpowiedział: „Rzadko spotyka się
kogoś, kto jak Stanisław Lem przenikał świat, którego my nie rozumiemy. Mimo że jego powieści dotykały poważnych tematów, zachował poczucie humoru i dystansu do tego, co dopiero
miało się wydarzyć”.
A dziś? Jak możemy odpowiedzieć na to pytanie? Kim jest Stanisław Lem?
W głosowaniu przeprowadzonym na stronach resortu nauki internauci zdecydowali,
iż Stanisław Lem zostanie patronem pierwszego polskiego satelity, który zostanie wyniesiony
w przestrzeń kosmiczną pod koniec 2011 roku.
Jest również patronem :
Zespołu Szkół nr 2 w Koszalinie
Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Kowarach
Zespołu Szkół Technicznych w Skwierzynie
Cieszymy się, że do ich grona dołącza także nasze gimnazjum. Chcemy, by i nasi uczniowie byli krytyczni wobec świata, nauki i nowoczesności, potrafiąc z niej czerpać.
By potrafili wyjść poza „tu i teraz”, by potrafili korzystać z możliwości techniki na użytek
własny oraz społeczeństwa. Pytanie, kim jest Stanisław Lem, pozostanie otwarte. Ważną
wskazówkę pozostawia nam autor, podsumowując swoje życie: „Zrobiłem, co należało, inni
niech zrobią to lepiej”.
przemówienie wygłoszone przez panią Magdalenę Bukowicką w dniu 5.11.2010 r.
6
Subiektywne spojrzenie konferansjera
Dnia piątego listopada 2010 r. roku odbyła się niezwykle
ważna w życiu naszej szkoły uroczystość nadania imienia Stanisława Lema. Dzień ten był słoneczny, napawający człowieka optymizmem. Choć ja, pomniejszy prowadzący, nie czułem
żadnego większego przejęcia, a wręcz przeciwnie – podchodziłem do tego zwyczajnie. Niemniej po porannej zbiórce o godzinie 8:00 i Eucharystii zająłem zasłużone miejsce w pierwszym rzędzie w naszej hali sportowej i czekałem spokojnie do jedenastej – wtedy
miało się zacząć...
Gdy i goście, i uczniowie zajęli miejsca, pan Arkadiusz Marchewka oraz druga konferansjerka, uczennica
klasy 3b- Klaudia Masłowska- stanęli przed wszystkimi, oficjalnie rozpoczynając uroczystość.
Pan Arkadiusz, kandydat na radnego, był bardzo dumny, mogąc po raz kolejny wspomóc dawną szkołę. Jednak nie był w stanie przewyższyć dyrektora naszej placówki, pana Zbigniewa Mytkowskiego, który raz za razem prezentował dumne oblicze. Wprowadzono poczty sztandarowe dwudziestu sześciu polskich szkół; zajęły one następnie miejsce wzdłuż ścian. Następnie przedstawieni zostali
wszyscy zaproszeni goście. Część z nich, a także nauczyciele i uczniowie przygotowali przemówienia, prezentujące poglądy oraz osiągnięcia Lema. Po tym złożona została uroczysta
przysięga i finalnie zdobyliśmy z dawna upragniony tytuł. Rozkazano wyprowadzić sztandary.
Tu zaczęła się moja rola.
Spoglądałem w stronę widowni i dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, jak wiele osób
przybyło na uroczystość. Nie zraziło mnie to jednak,
wręcz przeciwnie. Razem z Alicją Jastrzębską wzorowo
prowadziliśmy część artystyczną. Po naszym krótkim
przemówieniu na scenę weszli pierwsi artyści. Spektakl,
krótki, zakończony piosenką, dotyczył jednej z książek
Lema – „Cyberiady”. Następnie zapowiedzieliśmy występ tancerek w programie „Szał niebieskich ciał”. Był to naprawdę gwiazdorski występ. Dalej
recytowałem fragment wspomnianej „Cyberiady”, a ta część programu zakończyła się piosen7
ką w wykonaniu jednej z polonistek, uczennicy i absolwentki.
Wreszcie doszło do przekazania bezpośrednich gratulacji dla pana dyrektora Mytkowskiego. Podziękowano wszystkim za uwagę i poproszono o przejście na zewnątrz. Miała tam
zostać odsłonięta tablica upamiętniająca ten jakże ważny dzień. Tu kończy się mój udział.
Podsumowując, całość oceniam pozytywnie. To było bardzo ważne wydarzenie w życiu moim i szkoły.
Adrian Wielgos- konferansjer
8
Jak uczciliśmy niepodległość?
Święto Niepodległości. 11 listopada 1918 rok. To
wtedy Polska odzyskała, tak wyczekiwaną i opłaconą
śmiercią ogromnej ilości ludzi, niepodległość. Po rozbiorach odrodziliśmy się jako niezależne, niezawisłe państwo. Wprawdzie był to proces długotrwały, ale to właśnie 11 listopada obchodzony jest jako
święto narodowe.
Jak w Dwunastce?
W jaki sposób celebrowało je Gimnazjum nr 12 w Szczecinie? Był to oczywiście dzień
wolny od zajęć dydaktycznych, ale nie oznacza to, że niczego się nie nauczyliśmy. Pani polonistka Katarzyna Wójcik razem z panią Barbarą Steć zajęły się przygotowaniem apelu upamiętniającego tamten dzień. W część historyczną zaangażowana została przede wszystkim klasa 3d, zaś artystyczną zajęli się też chłopcy z 2c i Alicja z klasy 2a. Przygotowania i próby zaczęły się już wcześniej, ale to właśnie w środę 10 listopada (11 to dzień wolny!) , odbyła się
uroczystość.
Nerwowy początek
Godzina 10 30. Aktorzy, recytatorzy, muzycy, prowadzący i cała reszta występujących pojawia się w auli SP 35. Rozpoczynają się gorączkowe przygotowania. Kilka minut na ostatnie
zmiany, ustalenia, tak aby, kiedy w sali pojawią się pierwsi uczniowie, wszystko było zapięte
na ostatni guzik. Ostatnie szepty i rozmowy. Do auli wchodzi publiczność.
Nie gniewaj się na mnie Polsko, nie gniewaj się. Ja naprawdę bardzo kocham cię,
naprawdę kocham cię.
Jak się zaczęło? Na początku ukazują się prowadzący. Pola Miluniec i Szymon Ryś. Odzyskanie Niepodległości jest świętem radosnym, dlatego też każdy z występujących ma
w swoim stroju jakiś czerwony akcent. Zapowiadają oni trio muzyczne z piosenką „Nie gniewaj się na mnie, Polsko”. Chłopcy wypadają znakomicie.
Mój liść, twój liść
Następnie na scenę wychodzi Laura Foremska. Mówi ona bardzo poważny wiersz, mający wprowadzić publiczność w atmosferę zadumy i zamyślenia:
9
Liść opadł – jeden, drugi
klonowy, lipowy...
Mój liść, twój liść, jego liść,
liść listopadowy!
Słuchaj więc i patrz!
Z listopadowej opowieści
ucz się trudnej sztuki miłości do Ojczyzny.
Jestem pod wrażeniem. Laura doskonale sobie poradziła. Co dalej?
Drą mapę?
Pola i Szymon przypominają pokrótce, jak wyglądały wydarzenia sprzed 92 lat i te wcześniejsze, które doprowadziły do utraty niepodległości. Są to rozbiory. Na scenie pojawia się
Dominik Waśniewski trzymający mapę. Staje na środku sali. Zaraz potem dołączają do niego:
Adrian Wielgos, Michał Olejniczak i Damian Kuras. Podchodzą do Dominika i… drą mapę.
Każdy urywa swój kawałek i odchodzi. Powtarza się to trzy razy. Pantomima jest bardzo sugestywna, chyba każdy uczeń domyśla się, że Dominik z mapą to Polska, a reszta chłopców
symbolizuje zaborców.
„Jak Polska, która istnieje tylko dzięki ludziom”
Znów pojawiają się prowadzący. Tym razem opowiadają o powstaniach. Ustępują miejsca Kasi Błażewicz, Kasi Sotek i Karolinie Skoczylas. Dziewczyny wchodzą właśnie w tej kolejności. Nie, nie alfabetycznie, ani w żaden inny prosty sposób. Każda z nich trzyma w dłoniach kartkę z datą. Pierwsza – 1794. Druga- 1830. Trzecia – 1863. Jak widać są to daty powstań. Kościuszkowskie, Listopadowe i Styczniowe. Po kilkudziesięciu sekundach okrążają je
chłopcy z pierwszej scenki- zaborcy. Namawiają się. Podchodzą i… wyrywają im kartki! Nie
trzeba tego tłumaczyć. Dziewczyny siadają na ziemi, rozpaczają tak samo jak Polska, której
nie ma wtedy na mapie.
Reszta części artystycznej
Następnie wysłuchujemy patriotycznych wierszy w wykonaniu Kasi, Laury, Marty, Karoliny i Adriana. Wszyscy spisują się znakomicie. Równie dobrze jak Paweł Cichoń i Alicja,
którzy grali na gitarze i pianinie podczas pantomim.
To już koniec
Rozlegają się oklaski. Wszyscy są jakby trochę bardziej wyciszeni i zamyśleni. Apel odniósł sukces.
Katarzyna Błażewicz
10
Patria znaczy ojczyzna
11 listopada 2010 r. obchodziliśmy Święto Niepodległości. Z tej okazji zapytaliśmy, czym jest dzisiaj
patriotyzm dla Was, gimnazjalistów.
Czuję się patriotką, chociaż nie tak wielką jak Józef Piłsudski. Moim zdaniem, patriota
powinien przede wszystkim kochać swój kraj, utożsamiać się z nim i nie być obojętnym
na jego sprawy. Patriotyzm, w dobie jednoczenia się Europy, jest jak najbardziej potrzebny.
Europa to nie jedno państwo, to kontynent, który mieści wiele państw z odrębną kulturą, językiem i obyczajami. Uważam, ż w należy uczyć patriotyzmu poprzez czytanie książek takich
jak „Kamienie na szaniec”, oglądanie filmów- „Czas honoru”, a także poprzez wspólne dyskusje. Wraz ze zmieniającymi się realiami zmienia się również sposób okazywania patriotyzmu.
Polska jest wolna, nie musimy o nią walczyć, możemy swobodnie wyrażać własne opinie, poglądy. Możemy jednak uczyć się języka ojczystego, przejmować rodzinne tradycje, troszczyć
się o interesy społeczności lokalnej, a tym samym państwa. Polska, chociaż nie było jej
przez 123 lata na mapie, przetrwała w sercach ludzi. Niech teraz trwa więc nie tylko na mapach, ale i w naszych sercach.
Laura Foremska
W dzisiejszych czasach często zapominamy o naszym kraju, więc na pytanie „Czym jest
patriotyzm?” niewielu udziela natychmiastowej odpowiedzi. Patriotyzm, według mnie, to gotowość do obrony ojczyzny, szacunek do niej oraz pozytywny wpływ swoim zachowaniem
na innych. Patriotyzm jest potrzebny, bo to jedyny sposób do porozumienia Polaków. Dzisiaj
prawdziwymi– w najbardziej tradycyjnym tego słowa znaczeniu- są tylko starsi ludzie pamiętający II wojnę światową, Powstanie Warszawskie, działalność opozycyjną w Polsce komunistycznej. To oni tak naprawdę potrafią okazywać szacunek, przywiązanie, miłość do kraju,
z którym razem cierpieli. Natomiast od nas, młodych, zależy, jak trwały okaże się patriotyzm
następnych dziesięcioleci.
Karolina Wójcik
11
Jestem Polakiem, jestem Europejczykiem
Bycie Europejczykiem oznacza dla mnie nie tylko życie
na „Starym Kontynencie”. Określenie „Europejczyk” najbardziej kojarzy mi się z obywatelstwem w Unii Europejskiej.
To dla mnie prawdziwy zaszczyt. Jestem przede wszystkim obywatelem mojej ojczystej Polski, ale nie wolno mi zapomnieć o tej organizacji, do której ona należy . A daje nam to multum
możliwości, mnóstwo korzyści. Nie istnieją już bariery między europejskimi narodami, tworzymy jedną nację, jedno społeczeństwo. Niesie to ze sobą wiele plusów, które spróbuję przybliżyć.
Istotną sprawą jest wsparcie, które otrzymuje każdy obywatel Unii. Organizuje ona
liczne programy, daje dotacje, inwestuje w rozwój jednostek. Często dba o nasze dobro lepiej
niż nasza własna ojczyzna. Same jej założenia są dobre - polepszenie standardów życia, próba
utworzenia wspólnoty, prowadzenie wspólnej polityki zagranicznej, starania o równość i sprawiedliwość to część z nich. Nie można powiedzieć, że to, co obiecują, jest złe, można mieć
jednak wątpliwości do tego, czy takie obietnice kiedykolwiek będą spełnione. Gdyby mogło
istnieć państwo doskonałe, zostałoby utworzone już dawno temu. Niemniej ta organizacja
wspomaga państwa członkowskie ( w tym Polskę) pieniężnie. Nam pozostaje mieć nadzieję,
że przydzielone środki będą właściwie wykorzystane.
By bardziej ukazać istniejącą wspólnotę, zniesiono granice, co znacznie ułatwiło komunikację między państwami członkowskimi. Nie ma już problemu, by- powiedzmy- pojechać do Berlina, Paryża czy Madrytu. Są oczywiście i negatywne strony takich działań,
jak na przykład sprzyjanie przemytowi. Jednakże takie przypadki są wyłapywane przez służby,
co daje nadzieję na poprawę sytuacji.
Bycie Europejczykiem to nie tylko korzyści, to także obowiązek. Obowiązek moralny
uczynienia Europy silnej, zjednoczonej, zdolnej obronić się przed zagrożeniami. Każdy z nas,
poprzez naukę, ciężką pracę, starania, może przyczynić się do poprawy sytuacji. Urzeczywistnienie założeń tej wspaniałej organizacji należy do nas. Musimy podołać temu zadaniu.
Czuję dumę, gdy mogę powiedzieć, że jestem Europejczykiem. To przynależność
do różnorodnego kulturowo społeczeństwa z bogatą historią. Możliwość życia w takiej Europie napawa mnie optymizmem i daje nadzieję, że dzięki temu uda nam się coś zmienić.
Adrian Wielgos
12
- Mamo, czy to prawda, że Pan Bóg nas karmi?
- Oczywiście.
- I że dzieci przynosi bocian?
- Tak.
- I że prezenty rozdaje święty Mikołaj?
- Tak.
- To po co trzymamy w domu tatę?
Jasio krzyczy na cały głos:
- Święty Mikołaju, przynieś mi zdalnie sterowanego robota!
Mama:
- Dlaczego tak krzyczysz? Przecież święty Mikołaj słyszy każdy szept.
- Ale tatuś jest w sąsiednim pokoju i może nie usłyszeć!
Kowalska, przygotowująca w kuchni potrawy wigilijne, słyszy wołanie Jasia:
- Mamo, choinka się pali!
- Tyle razy mówiłam: nie „pali”, tylko - „świeci”.
Po chwili:
-Mamo, firanki się świecą!
13
Assassin’s Creed II to kontynuacja historii Desmonda Mailsa, który ze zwykłego barmana staje się wielkim wojownikiem.
Na początku pierwszej części główny bohater zostaje porwany przez złego doktora i jego
asystentkę. Dowiaduje się od nich, że jego przodkowie, tak jak i on, byli Assassinami. Podczas
dnia próbują dowiedzieć się jak najwięcej o tej organizacji, podłączając Desmonda do Animusa. Jest to maszyna, dzięki której można cofnąć się w czasie i wejść w ciało swojego przodka.
W przypadku naszego bohatera wypadło na Altaira. Był to najlepszy, najzwinniejszy i najsilniejszy ze swojego klanu. Po wejściu do Animusa wcielamy się w jego postać. Musimy wykonywać zlecenia, kraść, podsłuchiwać innych i realizować misje, aby dotrzeć do celu.
Część druga zaczyna się w miejscu, w którym kończy się pierwsza. Tym razem uciekamy
razem z asystentką, która od tej pory będzie nam pomagać. Wydostajemy się z laboratorium
i dostajemy do bazy, w której poznajemy dwójke nowych przyjaciół. W tej części wchodzimy
do Animusa wersja 2.0, dzięki któremu możemy siedzieć w przeszłości. Tym razem
w maszynie wchodzimy w ciało Ezia Auditore da Firenze. Jest on prawnukiem Altaira. Podczas gry zdobywamy okrągłe przedmioty, wykonując dodatkowe misje, dzięki czemu po zebraniu wszystkich odblokowujemy ,,zbroję Altaira”. Jest to najlepsza zbroja w grze. W części
drugiej mamy dużo nowych możliwości. Możemy kupować broń i zbroje w sklepach, można
używać wielu nowych umiejętności. Jest więcej map.
Główną bronią w obu częściach jest ukryte ostrze. Przyczepione jest przy lewym nadgarstku. Służy do cichego eliminowania wrogów. W Assassin’s Creed II zostaje ono ulepszone. Dostajemy jeszcze jedno na prawą rękę. Można strzelać z niego i zatruwać. Ezio został Assassinem, ponieważ chciał pomścić ojca i dwóch braci, których zdradził najlepszy przyjaciel rodziny. Można również wynajmować najemników. Pojawia się w grze Leonardo Davinchi. Jest
on ważną postacią, bo to właśnie od niego dostajemy wszystkie ulepszenia.
14
Co pewien czas będziemy mogli poćwiczyć nasze niedawno nabyte umiejętności, takie jak
na przykład orli wzrok, dzięki któremu możemy szybko odróżnić wroga od przyjaciela albo łatwiej znaleźć swój cel.
W 2011 roku wychodzi kontynuacja historii Ezia pod tytuem ,,Assassin’s Creed Brotherhood”. Będzie można zagrać multiplayerem, czyli razem z innymi graczami przez Internet. Wyszło także ,,Assassin’s Creed Blodlines”. To kontynuacja historii Altaira. Powstał też film na
podstawie gry pod tytułem ,,Assassin’s Creed Rodowód” i książka, której tytuł to ,,Assassin
creed II”. Polecamy!
Hubert Frymus, Robert Piątek
15
KARATE– SPOSÓB NA ŻYCIE
Sport, jaki uprawiam, to karate w klubie „Samuraj Szczecin”. Ta sztuka walki narodziła się na wyspie Okinawa kilkaset
lat temu jako metoda samoobrony bez użycia broni. Dawno temu karate nosiło różne nazwy, np. okinawate. Nasze sale treningowe wyposażone są w sprzęt sportowy, lustra oraz profesjonalne maty treningowe, dające
komfort przy wykonywaniu ćwiczeń podczas treningów. W trakcie treningu jesteśmy ubrani
w kimona czyli białe szaty z pasami rożnego koloru (zależy od umiejętności).
Na treningach ćwiczymy: kata, kumite i kihon. Kata jest techniką obrony i ataku, dzięki
której można obronić się przed jednym lub wieloma przeciwnikami. Kumite jest to walka, kiedy atakuje się przeciwnika podstawowymi technikami. Przed walką zakładamy ochraniacze
na nogi, ręce i zęby. Kihon są to podstawowe techniki karate, które wykonuje się w danym
tempie.
W trakcie wakacji lub ferii zimowych wyjeżdżamy na obozy. Poznajemy i zwiedzamy
różne ciekawe miejsca w naszym kraju. Oprócz tego, że mamy na wyjazdach różnego rodzaju
atrakcje, takie jak: pływanie na kajakach, gry w piłkę nożną, siatkówkę, dyskoteki, a w zimiejazdę na nartach lub na desce, to oczywiście bierzemy udział w kilku treningach dziennie. Mimo, iż czas mamy całkowicie wypełniony i nie ma miejsca na nudę, a treningi są czasami bardzo wyczerpujące, to nigdy nie żałowałem ani jednego dnia spędzonego na zgrupowaniach.
Dają one również możliwość podnoszenia swoich kwalifikacji, czyli zdawania na wyższe
stopnie „kyu”, gdyż nasz trener, czyli „sensei”, posiada uprawnienia egzaminatorskie.
Oprócz obozów uczestniczymy także w zgrupowaniach z mistrzami kata lub kumite
o światowej sławie, od których możemy się wiele nauczyć, jak np. mistrz kata, Giuseppe Beghetto z Włoch, oraz mistrz kumite z Francji- Christophe Pinna.
Dzięki treningom karate miałem szczęście spotkać na swej drodze wspaniałych i mądrych trenerów oraz wartościowych i dobrych kolegów. Karate pomaga mi w nauce, bo uczy
koncentracji i dyscypliny, stanowczości i spokoju, a także pewności siebie oraz wytrwałości
w dążeniu do zamierzonego celu. Zrozumiałem, iż systematyczną pracą można osiągnąć wiele.
Doceniłem także, że karate jest sportem mającym zbawienny wpływ na stres- szczególnie
szkolny- oraz na właściwy rozwój organizmu.
Wbrew ogólnemu przekonaniu karate nie rodzi wcale agresji, gdyż ją rozładowuje i wygasza, a z badań przeprowadzonych w USA i Japonii wynika, że młodzież ćwicząca karate
najrzadziej sięga po alkohol i narkotyki. Tak więc wszystkich chętnych i zainteresowanych
tym sportem zapraszam na treningi karate.
Łukasz Socha
16
Ktoś, kogo chciałabym naśladować
Kiedy pada słowo idol, na myśl przychodzi sławny piosenkarz, aktorka
czy sportowiec, mający wiele nagród i rzesze fanów, którzy zakładają tzw. fankluby. Idol jest to osoba, którą się podziwia. Ja podziwiam naszego szczecińskiego
aktora - Michała Janickiego.
Michał Janicki nie od początku grał na deskach szczecińskiego Teatru Polskiego. Do przyjazdu tutaj namówił go kolega, którego miał zastąpić podczas jego
nieobecności. Aktor ma za sobą 25 lat pracy na scenie, z czego 15 w Szczecinie,
i najwyraźniej nie ma zamiaru nigdzie wyjeżdżać: „Dla aktora najważniejsza jest
publiczność. Skoro [...] gramy przy pełnej widowni, to czego można chcieć więcej?”- powiedział.
Pierwszy raz miałam okazję zobaczyć go podczas przedstawiania pt.
„Mayday”. Wcielił się w Stanleya Gardnera - kolegę głównego bohatera Johna
Smitha. Niezgrabny, a przy tym prześmieszny, lecz uczciwy i dobrego serca, pomaga swemu przyjacielowi wykaraskać się z mieszaniny domowych problemów.
Scenariusz - prawda - był świetnie napisany, lecz mi najbardziej do gustu przypadła gra aktorska. Z każdą zabawną sytuacją widownia śmiała się coraz głośniej. Ja
byłam również pod wrażeniem, a najbardziej zapamiętam właśnie Stanleya. Z tego
przedstawienia wyszłam uśmiechnięta. Od tamtej chwili polubiłam teatr.
Po raz drugi na spektakl z udziałem Michała Janickiego udałam się niedługo
potem. Nosi tytuł „Okno na parlament". Wtedy odegrał rolę sekretarza Pigdena,
również dobrego, opiekującego się chorą matką człowieka. Otóż wtedy również
wziął na siebie uwikłanie całej sytuacji, by pomóc swemu koledze z pracy, który
miewa nie lada kłopoty. Komicznie odegrał swoją rolę, to on najbardziej rozbawiał
publiczność. Podczas przerwy słyszałam wiele pochwał na temat przedstawienia
17
i gry właśnie Pigdena - jego świetnie przedstawionej roli przez p. Janickiego. Było
to naprawdę miłe przeżycie, dobrze się bawić podczas takiego przedstawienia.
Niedawno udałam się na kolejną sztukę, w której udział brał ten świetny aktor.
„Dawno temu dziś”. Grał tam jedną z czterech głównych postaci, otóż wnuka niedosłyszącej, śniącej na jawie babci, która nie była mile widziana przez swoją córkę, i którą uwielbiał jej przyjaciel - Pan z Ławki. Ta sztuka różniła się od dwóch
poprzednich, ponieważ mimo zabawnych scen skłaniała widza do refleksji, przemyślenia pewnych spraw. Tutaj również pan Michał precyzyjnie wcielił się w drugą osobę. Na innych przedstawieniach z Jego udziałem nie byłam, ale zamierzam
się udać.
Dzisiaj, w kulturze młodzieży góruje taniec, a przede
wszystkim muzyka. Tutaj, w teatrze, każdy spektakl, nieważnie jak zabawny czy tragiczny, niesie za sobą morał, pouczenie. Tutaj można się czegoś dowiedzieć. Moim zdaniem, dobry aktor potrafi tak oczarować widza, aby zapomniał o tym,
że siedzi na miejscu w teatrze. Daje mu chociaż odrobinkę
spróbować, jak to jest być w tamtym świecie, wymyślonym,
nierealnym, choć czasem realistycznym. Ja właśnie tak się
poczułam. To było wspaniałe.
Dlaczego wybrałam właśnie Michała Janickiego, aktora? Z dwóch powodów.
Po pierwsze, kiedyś chciałabym zagrać w teatrze. Mogłabym się dużo
nauczyć, obserwując aktorów, ale pan Janicki robi to doskonale. Słyszałam o nim
wiele dobrych słów i mogłam się o tym przekonać. Chciałabym właśnie, tak jak
on, umieć odgrywać swoje role, wczuwać się w nie. Drugi powód... właśnie dlatego, że umiejętność odczuwania emocji innego człowieka przydaje się w teatrze
i życiu. Empatia to bardzo dobra cecha. Umiejętność odgrywanie ról osób zupełnie
takich samych i różniących się od grającego jest bardzo przydatna. Dzięki temu
można zrozumieć drugiego człowieka. Poznać go od wewnątrz. Uważam, że Michał Janicki to potrafi.
Karolina Skoczylas
18
Mama pyta Jasia:
- Kto cię nauczył mówić „cholera jasna”?
- Święty Mikołaj.
- Święty Mikołaj?
- Słowo daję! Kiedy wszedł w nocy do mojego pokoju z prezentem i walnął się w szafę - tak właśnie powiedział!
- Jak karpie nazywają święta Bożego Narodzenia?
-Zaduszki.
Po godzinie dyskusji Nowakowa proponuje mężowi:
-Kochanie, nie mówmy już o mnie i moich kłopotach. Porozmawiajmy teraz
o tobie. No więc, co chcesz mi kupić na gwiazdkę?
19
Moja kotka znajda
Uważam, że warto przygarniać opuszczone zwierzęta,
ponieważ te stworzenia są wspaniałe i nie zasługują na cierpienie. I ja tak zrobiłam...
Pewnego poranka, gdy byłyśmy z moja siostrą u dziadków, Agatka z dziadkiem poszli wyprowadzić psa. Szli sobie i nagle Pluton podszedł do jednego z samochodów, zaczął warczeć. Moja siostra zajrzała pod pojazd i ujrzała malutkiego,
brudnego kotka. Pobiegła do domu i zawołała mnie. Poszłyśmy obejrzeć maleństwo.
Zwierzątko było wygłodzone i zmarznięte. Miało brudną sierść, zranione oczko i zakrwawioną łapę. Od razu nakarmiłyśmy kota, ale niestety babcia nie pozwoliła nam go wziąć
do domu, więc bawiłyśmy się z nim na dworze. Potem nadszedł czas rozstania.
Pojechałyśmy do domu na urodziny mamy. Całe przyjęcie moja młodsza siostra płakała, że chce mieć tego kota.
Po kilku godzinach namawiania, tata dał się przekonać, by
tam wrócić i powiedział, że jeśli jest to kotka i ciągle przebywa na tej ulicy, to zabierzemy ją do siebie.
Po kilkunastu minutach wrócił ze stworzeniem do domu.
Dla mnie i dla mojej siostry był to jeden z najpiękniejszych dni w naszym życiu. Nigdy wcześniej nie miałyśmy zwierzątka. Umyłyśmy ją, nakarmiłyśmy i opatrzyłyśmy rany. Była to malutka kotka o zielonych oczach i miała piękne futerko. Potem zaczęłyśmy się zastanawiać, jak
ją nazwać i wybrałyśmy imię Grejsi. Było to inspirowane naszym
wówczas ulubionym serialem „H2O wystarczy kropla”.
Nasza Grejsi wyrosła na piękną kocicę. Jest już większa i grubsza.
Najbardziej lubi, gdy ktoś bawi się z nią światełkiem. Jej ulubionym zajęciem jest spanie i jedzenie. Grejsi jest bardzo mądra.
Gdy ktoś ją zdenerwuje, wskakuje na drzwi lub goni go i atakuje, oczywiście na żarty. Zawsze, gdy nie ma kogoś z domowników, czeka na niego na swoim stołeczku w przedpokoju.
Dopiero, gdy jesteśmy wszyscy razem w domu, jest spokojna i zadowolona.
Kocham ją bardzo i sądzę, że gdyby umiała mówić, to w Wigilię z pewnością poprosiłaby
o kocie przysmaki.
Anna Kareńska
20
Wywiad z wigilijnym karpiem
Jak co roku na wigilijnym stole możemy spotkać karpia.
Dziś mamy możliwość z nim porozmawiać. Spróbujmy go
bliżej poznać.
Redaktor: Dzień dobry, panie Karpiu.
Karp: Dzień dobry. Po raz pierwszy w życiu rozmawiam
z człowiekiem z tak bliska . Proszę mi mówić po imieniu.
R.: Dobrze , więc jak tu trafiłeś ? Skąd jesteś ?
K.: Pochodzę z rzeki zwanej Wisłą, położonej niedaleko gór. Pamiętam jeszcze, jak płynąłem
z rodzicami do miejsca uwielbianego przez nas. Nazywa się jezioro, jednak niewiele ryb tam
dotarło przez połowy. Zastanawiam się, do jakich celów ludzie nas wykorzystują ?
R.: Muszę Cię zmartwić , ale ludzie wykorzystują karpie do jedzenia. Niestety, zostaliście
uznani za rybę najczęściej pojawiającą się na wigilijnym stole.
R.: Jestem zaskoczony, ponieważ takiej odpowiedzi się nie spodziewałem. Myślałem, że jest
dużo innych gatunków ryb , smaczniejszych od nas .
R.: Tak , z pewnością. Ale wy karpie jesteście naszą tradycyjna polską rybą.
K.: Cóż, przynajmniej wiem, jak straciłem swoich rodziców. Pluskaliśmy się w wodzie,
gdy nagle jakiś ogromny cień zasłonił nam słońce. Na moich rodziców i na inne ryby spadła
sieć rybacka – oddzieliła nas od siebie. Bałem się tego, co będzie dalej. Usłyszałem tylko,
jak krzyczą, żebym uciekał jak najdalej. Wtedy widziałem ich ostatni raz .
R.: Przykro mi . Jednak mam dla ciebie dobrą wiadomość, ponieważ należę do „ Ligi Obrony
Zwierząt Wodnych ”. Zabieram ciebie i twoją rodzinę do jeziorka przy moim domu. Będziesz
czuł się tam o wiele lepiej i bezpieczniej. Jeśli chodzi o jedzenie, nie lękaj się, bo na szczęście
ryby mi nie smakują .
K.: Przyjacielu, mam u ciebie dług .
R.: A więc nie czekajmy ani chwili dłużej. Ruszajmy w drogę. Myślę, że wywiad zakończony.
Dziękuję za rozmowę.
K.: Dziękuję również.
Zuzanna Umińska
21
22
Hu...hu..ha....czy zima dla psa jest zła?!
Pozwólcie, że się przedstawię: jestem Mojra. Mam 5 lat
i wspaniałą rodzinę. W naszym domu zawsze było dużo miłości, chociaż nie wszyscy ją sobie jednakowo okazują. Mamę kocham najbardziej, dba o mnie i delikatnie głaszcze.
Smucę się, że tata musi tak długo pracować. Tęsknię za moją starszą „siostrzyczką”,
która na całe dnie znika w szkole. Z nudów –gdy jestem sama – staram się przesypiać
samotne godziny. Na szczęście zawsze mogę wsunąć się do sypialni i wdrapać na łóżko
rodziców.
Od pewnego czasu mam dylemat: wychodzić czy nie wychodzić na dwór? Uwielbiam spacery, ale ostatnio sytuacja się nieco zmieniła. Jest mroźno, sypie śnieg, łapki mi
marzną. Chodniki pan dozorca często posypuje solą, żeby nie było tak ślisko. Poduszeczki moich łapek potrafią potem piec, a nawet boleśnie pękać. Moja rodzinka dba
o mnie i po każdym spacerze myje mi łapki, a jak trzeba, smaruje je specjalną maścią.
Kiedy jest bardzo zimno, skracamy wyjścia. Kiedy przyjdzie wiosna, znowu będę
mogła się wybiegać. Teraz mogę się pobawić na śniegu. Mam krótkie łapki, więc często
wpadam w zaspy, z niektórych trudno mi się wydobyć. Na szczęście zawsze mogę liczyć na pomoc mojego opiekuna. No chyba, że jest nim maja „siostrzyczka” – Marta.
No właśnie, wspomniałam we wstępie o dziwnym okazywaniu swoich uczuć przez niektórych członków mojej rodzinki. Marta... W zasadzie to dzięki niej jestem członkiem
naszego klanu, bo jak mówi mama: „Wyjęczała mnie”. Kupuje mi „frykaski”, po kryjomu dokarmia biszkoptami, sprawiedliwie dzieli się ze mną swoim śniadaniem. Ale...
No właśnie… To ona, kiedy byłam szczeniakiem, wciskała mnie w okropne różowe sukieneczki i najróżniejsze ciuszki. Pamiętam, że w czasie upałów próbowała zakładać mi
czapeczkę z daszkiem! Brrr… Jeszcze mną dreszcz przerażenia wstrząsa, kiedy to sobie
przypomnę. Teraz mam tak duży wstręt do ubrań, że gdy w czasie mrozów mam ubrać
kurteczkę, to robię w tył zwrot i uciekam pod stół, zamiast się cieszyć z wizji spaceru.
I zawsze mam dylemat: iść czy nie iść na dwór, skoro muszę zakładać skafanderek.
Tak sobie myślę: jaka jest zima dla zwierzaka? Jeżeli się mam troskliwych opieku23
nów, to chyba może być całkiem fajna. Zwłaszcza, że to właśnie w tym okresie w naszym domu pojawia się zielone drzewko. Wiszą na nim takie śmieszne kulki – uwielbiam się w nich przeglądać. Czekam też na worek pod choinką. Nie wiem, dlaczego rodzinka pęka ze śmiechu, kiedy wchodzę do niego w poszukiwaniu przysmaków. Zawsze
znajduję łakocie, które podrzuca tam siorka. Tylko w jakim celu wmawia mi, że to Mikołaj?!
Żegnam Was radosnym „hau” i proszę, dbajcie o swoich pupilów – zwłaszcza zimą! Nie zostawiajcie ich na mrozie, przywiązanych pod sklepem. Kiedy wy krążycie
w ciepełku wśród półek, one na zewnątrz drżą ze strachu i zimna. Zapewnijcie im dobrą
opiekę w Sylwestra - wyprowadzajcie na krótki spacer (koniecznie na smyczy!) i nie zostawiajcie samych w domu. Wybuchające petardy wywołują u zwierzaków stres i przerażenie. Moja rodzina o mnie dba, a ja ją kocham nad życie. Oddałabym za nią nawet...moje ulubione biszkopty.
Opowieść Mojry została wysłuchana i spisana przez Martę Boniewską
24
Nowak pyta Jasia:
- Dlaczego chcesz, żeby święty Mikołaj przyniósł ci dwa komplety kolejki
elektrycznej?
- Bo ja też chcę się bawić, kiedy tatuś jest w domu.
Po świętach Bożego Narodzenia do psychiatry przychodzi mały Jasio i mówi:
- Panie doktorze, z moim tatą coś jest nie w porządku. Przed kilkoma dniami
przebrał się za starego dziadka i twierdził, że nazywa się Mikołaj!
Do świętego Mikołaja, rozdającego prezenty w domu towarowym, podchodzi
Jasio, zaczyna tarmosić go i woła:
-Tato! Mama mówiła, żebyś kupił mleko i masło, kiedy będziesz wracał do domu!
25
Świąteczna historia
Wszystko poszło według planu i pradawnej tradycji Wigilii. Podzieliliśmy się opłatkiem, zjedliśmy kolację i teraz czekamy na prezenty od Mikołaja. Moja siostra cudem poszła spać. Chciała na niego czekać całą noc. Rodzice utrzymywali ją w przekonaniu, że św. Mikołaj istnieje, natomiast ja przestałam w to wierzyć, gdy skończyłam jedenaście lat. Zorientowałam się,
że rodzice podkładają prezenty pod choinkę. Udawałam więc teraz, że z niecierpliwością
oczekuję nocnego gościa . Było to niestety kłamstwo. Jednak w nocy…
Nie mogłam zasnąć. Zirytowana poszłam do kuchni napić się mleka. Usiadłam na krzesełku przy blacie i rozkoszowałam się zimnym napojem. Nie minęła nawet minuta, a tu nagle
usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Przeraziłam się nie na żarty. Wkrótce zobaczyłam przesuwający się cień. Ze strachem wyjrzałam zza framugi drzwi do kuchni. Nie mogłam uwierzyć
własnym oczom! To niemożliwe! Obok naszej dużej choinki stał nie kto inny, jak ktoś wyglądający jak święty Mikołaj! Koło niego stał duży brązowy worek . Nawet gdy go przeszukiwał, by znaleźć wcześniej przygotowane prezenty, robił to bezszelestnie. Nie zauważył mnie.
Gdy położył upominki pod choinką, spojrzał na kruche ciasteczka leżące na stoliku i mleko
w szklance. Teraz, gdy sięgał po jedzenie, stał do mnie bokiem, więc widziałam, że uśmiechnął się pod wąsem i wziął jeden łakoć. Gdy mu się uważniej przyjrzałam, okazało się, że broda
sięgała mu do kolan. Nie miał takiego dużego brzucha, jak zawsze z siostrą sobie wyobrażałyśmy. Był wysoki, z siwą brodą, wąsami, na głowie widniała czerwona czapka, nosił kubrak
i czerwone spodnie, to się zgadzało. W końcu się nieśmiało odezwałam:
-Święty Mikołaj? – zapytałam, a on natychmiast zaczął szukać oczami źródła dźwięku.
Gdy mnie zobaczył, odpowiedział:
-Nie, to nie ja. Tylko ci się zdaje. Już wychodzę – i ruszył w stronę otwartych drzwi
frontowych.
Zaczekaj! – krzyknęłam cicho i zaczęłam biec za nim – po prostu trudno mi było w to
uwierzyć! Nie chciałam… - ale nie zdążyłam dokończyć. W tym momencie na naszym podjeździe „zaparkował” rząd reniferów i ogromne sanie. Przez padający lekko śnieg ujrzałam
pięknego, wysokiego młodzieńca, który stał w saniach i trzymał za lejce zaprzężone zwierzęta.
Zawstydziłam się, bo byłam w samej koszuli nocnej do kolan, a on w „umundurowaniu” podobnym do stroju elfa. Zielony ubiór podkreślał jego szerokie ramiona. Spojrzałam na Mikołaja.
-Kto to jest? Twój pomocnik? – zapytałam.
-Tak. Pomaga mi. Ile to już? Zaraz… - zastanowił się Mikołaj – Aha! Pięć lat.
Nie wiedziałam, co powiedzieć, a zamiast tego św. Mikołaj złożył mi propozycję:
- Posłuchaj mnie, młoda damo. Po raz pierwszy zdarzyło mi się, żeby ktoś mnie zobaczył przy pracy. Tak więc, według prawa, zapraszam cię do naszej siedziby na biegunie
oraz do fabryki zabawek – Mikołajowi oczy nie przestawały lśnić z radości, gdy to mówił.
26
Nie pozostawało mi nic innego, jak tylko się zgodzić. Spojrzałam
na młodzieńca. Uśmiechał się zapraszająco i teatralnym gestem ukłonił
się, podając mi rękę, bym mogła wsiąść. No cóż, a co mi tam. Zamknęłam drzwi od domu i spojrzałam na niego , a potem na sanie. Mikołaj
puścił mnie przodem. Tak jak przedtem, chłopak podał mi rękę, bym
mogła wspiąć się na małe schodki. Szepnął: „Witaj”. Jego dłoń była bardzo ciepła w przeciwieństwie do mojej. Nie wzięłam z domu żadnego okrycia. Jakby usłyszał moje myśli i poczuł
lodowatą rękę. Gdy usiadłam, okrył mnie puchowym płaszczem. Rzuciłam mu pełne wdzięczności spojrzenie, a on odpowiedział mi ciepłym uśmiechem. Gdy Mikołaj też wsiadł, pomocnik otoczył mnie ramieniem. Po chwili już wiedziałam, dlaczego. Gdyby mnie nie trzymał,
wypadłabym z tych sań. Renifery uniosły się szybko nad ziemią i po chwili mknęły
przez gwieździste niebo. Unosiliśmy się, a wiatr targał moimi włosami.
Upajałam się pięknym widokiem z lotu ptaka. Przed sobą mieliśmy renifery, które sunęły
po niebie. Na uprzęży miały malutkie, grające dzwoneczki. W dole było widać domki,
ale wkrótce ten widok ustąpił miejsca innemu- pięknemu biało-śnieżnemu krajobrazowi. Śnieg
połyskiwał w świetle księżyca. Zaraz potem zobaczyłam samotnie stojącą budowlę. Później
okazało się, że dotarliśmy do fabryki. Zaczęliśmy zniżać lot i wylądowaliśmy na śniegu.
Pierwszy odezwał się do mnie Mikołaj:
- Jesteśmy na biegunie północnym. Ja muszę wrócić i poroznosić paczki, ale zajmie się
tobą mój zaufany elf, Daniel – spojrzał na chłopaka. Gdy o nim mówił, w jego słowach było
słychać pełne zaufanie. – On wie wszystko o fabryce i oprowadzi cię, prawda? – zapytał elfa.
- Oczywiście – odpowiedział chłopak z uśmiechem.
Zszedł pierwszy i podał mi rękę bym i ja zeszła. Nim się obejrzałam, sań już nie było.
Czuć było za to promieniującą magię tego miejsca. Pełna radości budowla była ozdobiona
światełkami, lampkami i drzewkami w bombkach. Złote łańcuchy wisiały wszędzie, a słońca
nikt nie potrzebował, tak wszystko lśniło. Gdy spojrzałam w górę, wspaniałe girlandy pięły się
nad moją głową. Z zachwycenia wyrwał mnie głos Daniela:
- Możemy już iść dalej? – zapytał łagodnie swoim miękkim głosem. Popatrzyłam na niego. Ma takie piękne czekoladowe oczy.
- Tak – odpowiedziałam. Poprowadził mnie do ogromnych, drewnianych, ciemnych
drzwi ze wzorami, których nie mogłam rozszyfrować. Kiedy je otworzył i mnie wpuścił, uderzyła mnie ogromna fala ciepła. Ależ tu było gorąco! Ten płaszcz nie był mi już potrzebny.
I znowu Daniel jakby czytał w moich myślach, zdjął ze mnie zręcznie okrycie i powiesił
na wieszaku obok. Zauważyłam, że ma czerwone policzki od nagłej zmiany temperatury.
Z tym jeszcze bardziej było mu do twarzy. Złapał moje spojrzenie i powiódł wzrokiem naprzód. Teraz zauważyłam, że przed nami znajduje się balustrada. Z wahaniem podeszłam
do poręczy. Gdy spojrzałam w dół, zobaczyłam taśmociąg, ciągnący się przez całą wielką salę,
podobną do balowej. Tyle, że było tam dużo paczek, zabawek bez opakowań oraz zielonych
27
ludków. W rzeczywistości to były elfy w zielonych strojach. Daniel opowiedział mi krótko o wszystkim: dział produkcji, dział pakowania, dział adresowania, dział kontroli, dział pomocy ogólnej. Ten ostatni był obsługą i jakby recepcją. To był początek. Było też takie miejsce, gdzie elfy rozważały, czy dane
dziecko zasługuje na prezent, czy też nie. Wszystko to wydawało się ciekawe, a
szczególnie opowiadane przez Daniela. Umiał zainspirować, widać, że był temu oddany. Gdzieniegdzie wisiały gałązki jemioły, łańcuchy zaś były wszędzie. Nikt nam nie przeszkadzał, więc chyba wieść o mnie się jeszcze nie rozniosła. W każdym razie, gdy już wszystko obejrzeliśmy, Daniel zaprowadził mnie na przytulny balkon na
zewnątrz. Na stoliku czekała gorąca czekolada, a na wieszaku wisiał mój płaszcz. Założyłam
go i usiadłam naprzeciwko Daniela. Patrzył na niebo. Ja nie wiedząc, o czym rozmawiać,
wzięłam się za czekoladę.
- Mogę? – zapytałam.
- Tak, to dla ciebie – odpowiedział z uśmiechem.
Spokojna zaczęłam pić. Poparzyłam sobie język, ale czekolada była pyszna.
-Mmm… bardzo dobra – pochwaliłam.
- Tak, jest świetna – potwierdził i wziął się za swoją. Po chwili zapytał:
- Jak masz na imię? – zaintrygował mnie.
- Alicja – odpowiedziałam. – A ty jesteś Daniel, pomocnik świętego Mikołaja od pięciu
lat, dobrze pamiętam? – chciałam wiedzieć o nim więcej.
- Tak, zgadza się – uśmiechnął się sam do siebie. – Alicjo, czy myślałaś o św. Mikołaju, zanim
go przyłapałaś? – spojrzał na mnie czekoladą swoich oczu spod grzywki na czole. Nie spodziewałam się tego pytania. I nie odpowiedziałam na nie. Kontynuował:
- Tak tylko pytam. Byłem ciekaw. Nigdy jeszcze nikomu nie udało się przyłapać św. Mikołaja
na kładzeniu prezentów pod choinkę. Jak ty to zrobiłaś? – jakby zapytał sam siebie. – Wydaje
mi się… - spojrzał na mnie głęboko – że zostałaś w jakiś sposób wybranką – zakończył.
Zastanowiłam się nad tym. I zaczęłam mu tłumaczyć:
- Poszłam tylko do kuchni napić się mleka, bo nie mogłam zasnąć. Nie myślałam nawet,
że polecę na biegun północny, spotkam św. Mikołaja i będę tutaj, na tym balkonie siedzieć
z tobą i rozmawiać. Nie mówiąc o fabryce i reniferach i… - aż zabrakło mi tchu. To wszystko
było niesamowite i nieprawdopodobne. Nie mogłam uwierzyć, że siedzę z nim tutaj teraz i już
niedługo będę musiała pojechać (tak właściwe polecieć) do domu.
- Nie wiem, czy jeszcze tutaj kiedyś przylecę – tak właściwe tylko o tym pomyślałam,
ale nieświadomie te myśli wypłynęły z moich ust na zewnątrz. Daniel pochylił się nad stołem.
- Jeśli naprawdę jesteś wybranką i będziesz wierzyć, że jeszcze tu przybędziesz i mnie spotkasz, to na pewno tak się stanie .
Gdy to mówił, wyczułam w tych słowach moc, że i on w to wierzy, a w oczach ma zupełną szczerość. Podniosłam nieśmiało głowę i odważyłam się na dłużej w nie spojrzeć. Nagle
28
Gdy spojrzałam na Daniela, powoli podnosił się
z krzesła. Też zaczęłam wstawać.
- Naprawdę dziękuję za wszystko. Za oprowadzenie i czekoladę
– spojrzałam na stolik, później na niego, a potem na niebo. Zaczęło
już jaśnieć i czułam, że powinnam wracać.
- Nie ma za co – odpowiedział z uśmiechem. Stanął naprzeciwko mnie i zapytał: - Alicjo, ile masz lat?
To nie było typowe pytanie, ale odpowiedziałam: - Szesnaście.
Jak zwykle uśmiechnął się:
- Tak myślałem. Chciałem dać ci coś na pamiątkę naszego spotkania – wziął moją otwartą dłoń w swoją, niezwykle ciepłą, upuścił na nią mały srebrny dzwoneczek i delikatnie zamknął moją dłoń z powrotem. Wisiała tylko długa czerwona wstążka. Spojrzałam na jego
twarz.
- Dziękuję – czułam ciepło tego dzwonka w dłoni. – Kiedy się znowu spotkamy? – zapytałam. Poczułam ogromny smutek.
- Zapewne za rok – powiedział z nadzieją i spojrzał ponad moją głowę, a potem znowu
na mnie. – Musisz już iść. Święty Mikołaj na ciebie czeka – uśmiechnął się na pożegnanie.
-Więc nie idziesz ze mną? – zapytałam.
—Nie, muszę… wracać już do pracy.
-No tak – mruknęłam cicho zawiedziona.
-Do zobaczenia – szepnął. Po czym podniósł rękę i pogładził mnie po policzku, delikatnie go muskając. Po chwili opuścił ją, a w jego oczach pojawiły się wesołe błyski.
- Do zobaczenia – odpowiedziałam. Popatrzyłam ostatni raz w te niesamowite oczy,
a później powoli odwróciłam się i -pokonując schody- weszłam na korytarz prowadzący
do podjazdu. Pchnęłam drzwi i zobaczyłam wielkie sanie, a w nich Mikołaja, wyczekującego
na mnie niecierpliwie.
-Jak wycieczka? – zapytał.
-Świetnie – odpowiedziałam. Gdy przypomniałam sobie o moim przewodniku, poczułam ucisk w żołądku.
- No to lećmy – zakomenderował Mikołaj.
Znowu sunęliśmy po niebie, ale nie było już tego ramienia, które mnie otaczało. Mimo
to, nie wypadłam z sań. Fabryka była wspaniała. Sanie i Mikołaj również. Pozostało mi wspomnienie niesamowicie spędzonej nocy. Po chwili dotarliśmy już do mojego domu.
- Mam nadzieję, że spotkamy się również za rok – powiedział Mikołaj, gdy schodziłam
z sań. Nie było ręki, która by mi w tym pomogła. – Do zobaczenia - pożegnał się.
29
- Do zobaczenia – odpowiedziałam i już miałam się odwrócić w
stronę domu,
gdy święty Mikołaj powiedział:
- Nie musisz martwić się o Daniela. Zaopiekuję się nim.
Odwróciłam głowę w jego stronę. Uśmiechał się do mnie dobrotliwie. W pewnym momencie odwzajemniłam uśmiech. Po tych kilku słowach uwierzyłam, że naprawdę jeszcze kiedyś się spotkamy. Postanowiłam, że już zawsze będę wierzyć w świętego Mikołaja i w elfy.
Dowodem na to, że istnieje ten baśniowy świat był właśnie Daniel, fabryka zabawek i sanie
oraz mój dzwoneczek. Wcześniej, gdy przestałam w niego wierzyć, Daniel zaczął służyć Mikołajowi. Ciekawe, jakie prezenty przygotował dla mnie dzisiejszej nocy. Gdy tak wyobrażałam sobie już następne spotkanie w przyszłym roku, Święty Mikołaj sunął już po gwieździstym niebie i dzwonił dzwonkami sań… Patrzyłam za nim, a w ręce mocno ściskałam mój
dzwoneczek…
Karolina Wójcik
30
List do ludzików
Czy to nie dziw, że jesteśmy identyczni?
Te same cele.
Dorób się i się nie narób.
Te same ubrania,
Gnijące szaty hipokryzji.
Te same błędyNie zwracaj uwagi, idź dalej.
Chcąc, nie chcąc, przez zbrodniczy wpływ
Kultury, zatracamy się,
Stając się posągami, rzeźbionymi czasem.
Na podobieństwo.
Nie różnimy się.
Jesteśmy jak posłowie w jednym Sejmie,
Wszyscy tacy sami.
Bezczynni, ale za okrągłą pensję siedzący
Jak Azjaci, w jednej hali harujący,
Wszyscy żółci, długopisy skręcający.
I ja jestem jednym z tych posągów.
Szary, nieodróżniający się od reszty.
Zatracony.
Lecz gdy nadejdzie dzień,
Wszyscy, którzy znajdą w sobie siłę,
Staną w chwale.
Ci, co nawrócą się z bezczynności
I chwycą swój los.
Obym i ja stanął wraz z nimi
Wśród zwycięzców.
Z dumą, patrząc
Na moje czyny.
Adrian Wielgos
31
„Harry Potter i Insygnia Śmierci: cz. 1”
Film "Harry Potter i Insygnia Śmierci: cz. 1"
– to oczekiwany przez wszystkich fanów serii
film zrealizowany na podstawie bestsellerowej
powieści J. K.
Rowling o najbardziej znanym
czarodzieju wszystkich, poczynając od tych najmłodszych, kończąc na tych starszych.
Reżyserem filmu jest David Yates, a sam scenariusz napisał Steven Kloves. W ekranizacji zobaczymy znanych nam aktorów, mowa tutaj o trójce przyjaciół, którzy stawiają
czoła wszelkim wyzwaniom, Daniel Redcliffe – jako Harry James Potter, Emma
Watson – jako piękna, utalentowana czarodziejka HermionaGranger, no i oczywiście Rupert Grint, czyli rudowłosy Ronald Weasley. Cała trójka podejmuje się
wielkiego wyzwania, czyli znalezienia wszystkich Horkruksów, części duszy Voldemorta, który sieje zło wśród całej ludności świata czarodziejów.
Harry Potter, czyli główny bohater filmu, jest narażony na wiele niebezpieczeństw, a głównym jest Voldemort – jeden z najpotężniejszych czarodziejów.
Chce on zgładzić młodego Pottera. Ten natomiast nie daje się tak łatwo, woli walczyć, a jedynym na to sposobem jest odnalezienie i zniszczenie wszystkich Horkruksów, czyli cząstek duszy Voldemorta. Wraz ze swoimi przyjaciółmi, Ronem
i Hermioną , postanawia to zrobić, gdyż niebezpieczeństwo czyhające na niego
jest zbyt duże. W pierwszej części dowiadujemy się kilku ciekawostek z życia
głównego bohatera, widzimy miejsce, a właściwie ruiny domu, gdzie zostali zabici jego rodzice. Całą trójkę przyjaciół spotka także wiele niespodzianek, które nie
są do końca takie miłe, między innymi spotkanie z Nagini – wężem Voldemorta,
który tak jak jego Pan, chce zabić Pottera podczas odnajdywania sposobu zniszczenia medalionu. Z czasem trójka czarodziejów odnajduje sposób na unicestwie32
nie go, jakim jest uderzenie mieczem Godryka, który przyjaciele najpierw muszą
zdobyć, gdyż po śmierci Albusa Dumbledore’a stał się własnością siedemnastoletniego wówczas czarodzieja, Harry’ego Pottera. Pierwsza część kultowej adaptacji
powieści J.K Rowling kończy się dość dziwnie – dając nam do myślenia, co może
się wydarzyć w kolejnej części, która wyjdzie w następnym roku.
W porównaniu do reszty adaptacji filmowych serii książek J. K. Rowling
o Harrym Potterze, ta jest według mojej opinii najbardziej mroczna. Główny bohater ma już w filmie siedemnaście lat, czyli wszystko zaczyna robić się dość poważne. Nie można tego nazwać filmem przygodowym, chociaż ludzie tak go odbierają. Tutaj nie ma przygód takich, jakie były we wcześniejszych częściach,
wręcz niesamowitych. Tym razem wszystko poważnieje, w samym filmie jest mało zabawnych momentów,
co świadczy o tym, że główny bohater dorasta
wraz ze wszystkimi częściami książki i filmów. Jednakże uważam, iż film jest naprawdę godny poświęcenia czasu i uwagi – warto go obejrzeć. Jest to interesująca
ekranizacja, trzymająca w napięciu i nieco tajemnicza. Jedyny minus, który daje
się zauważyć, to brak kilku ważniejszych wątków z książki. Fani czarodzieja zdecydowanie mogą się ich dopatrzeć, lecz dla osoby, która ogląda film, nie przeczytawszy książki – to niesamowite przeżycie, czy to w kinie, czy przed telewizorem.
Nikolas Kowalewski
33
ŁAJKA– PIERWSZY KOSMONAUTA
Co pewien czas słyszymy „kolejna misja wahadłowca
NASA zakończona powodzeniem”. Jednak dziś to już rutyna. Podróże w kosmos nie zawsze były takie proste. Misje
te były bardzo trudne technicznie, ryzykowne i organizowane w pośpiechu. Warto jednak zaznaczyć, że zanim człowiek wybrał się w przestrzeń kosmiczną, wysłał tam zwierzęta. Zarówno USA, jak i Związek Radziecki nie chciały ryzykować
życia ludzi do tak niebezpiecznych wypraw.
Pierwszą istotą z naszej planety, jaka osiągnęła orbitę okołoziemską, była suczka o imieniu
Łajka. Na pokładzie radzieckiego satelity „Sputnik 2” opuściła naszą planetę, by już na nią nie
powrócić. Potraktowano ją jak królika doświadczalnego. Dzisiaj organizacje zajmujące się
ochroną zwierząt wszczęłyby postępowanie wobec organizatorów, ale w Rosji w roku 1957
nie było zainteresowania tymi sprawami.
Od początku planowano, że ta istota nie wróci. Zakładano 10 dni pobytu w kosmosie i uśpienie zwierzęcia. Jednak po 7 godzinach lotu biedny pies zdechł. Nieodczepienie się rakiety nośnej spowodowało wzrost temperatury wewnątrz kapsuły do ponad 40 °C. Nam byłoby gorąco, a jak miał wytrzymać w takich warunkach pies pokryty gęstą sierścią. Łajka dobrze zniosła przeciążenia, lecz była tym bardzo zestresowana. To wszystko spowodowało śmierć zwierzęcia. Naukowcy nie
zdołali zdobyć wszystkich informacji, jakie zamierzali posiadać po tym
locie, jednak dla techników było to ważna lekcja na przyszłość.
Zwierzę nie było psem hodowanym specjalnie do lotów. Tylko mała
waga i wytrzymałość zadecydowały o wyborze jej na uczestnika misji.
Przed pobytem w laboratoriach mieszkała na przedmieściach Moskwy.
Musimy jednak pamiętać, że „Łajka” to także nazwa rasy. „Pierwsza
zdobywczyni kosmosu” miała z nią niewiele wspólnego. Rasa ta charakteryzuje się przyjaznym nastawieniem do człowieka i taką wytrzymałością, że może nawet ciągnąć ciężkie sanie.
Przez wiele lat zwierzę nie było doceniane za to, jak wiele zrobiło dla ludzkości. Istniało tylko w książkach, dokumentach i w pamięci starszych osób. Jednak „pierwsza sowiecka bohaterka kosmiczna” doczekała się wreszcie swego pomnika. Ma on 2 m wysokości i stoi
przed instytutem badawczym medycyny wojskowej Ministerstwa Obrony Rosji.
34
Po tym psie Rosjanie wystrzelili w kosmos mnóstwo innych zwierząt, które także pozostały
tam na zawsze. Łajka zyskała rozgłos tylko dlatego, że była pierwsza. W następnych latach
Sowieci organizowali misje, z których zwierzęta miały całe wrócić na Ziemię. W następnych
latach Sowieci organizowali misje, z których zwierzęta miały całe wrócić na Ziemię. Pierwszymi z były również psy. Ich imiona to Biełka i Striełka. Sowieci wymyślili nawet rymowankę, która miała mówić o przygotowaniach lotu Rosjan na księżyc. „Biełka Striełka sabaka
pies, rakieta na księżyc gotowa jest”.
Co prawda nasi wschodni sąsiedzi na srebrnym globie nigdy nie byli, ale się do niego
przygotowywali. Prawdą również jest, że „sabaka” to po rosyjsku „pies”. One były już hodowane i przygotowywane do lotu. Po tak udanej misji potomkowie „wielkiej dwójki” również
zdobyli kosmos, ale bez powrotu- na skutek defektu technicznego. Po dziesiątkach takich eksperymentów ze zwierzętami Jurij Gagarin jako pierwszy człowiek w przestrzeni kosmicznej
okrążył Ziemię. Później Amerykanie zdobyli Księżyc, następnie oba mocarstwa zaczęły budować stacje orbitalne. Po rozpadnięciu się Związku Radzieckiego Rosja połączyła swe siły
z USA i dzisiaj wahadłowce kosmiczne kończą budowę Międzynarodowej Stacji Orbitalnej.
Michał Kanciała
35
Na Biegunie Północnym spotykają się dwa niedźwiedzie polarne.
- Uwielbiam ten okres, kiedy Mikołaje powracają do ojczystej
Grenlandii.
- Dlaczego?
- Bo wtedy nie jestem głodny. Wczoraj na przykład zjadłem
trzech...
- Knock, knock!
- Who`s there?
- Mary.
- Mary who?
- Marry Christmas!
Mąż zwierza się przyjacielowi:
- Nie wiem, co kupić żonie na gwiazdkę...
- Po co łamiesz sobie tym głowę? Spytaj ją, co by chciała.
- Człowieku, ja nie mam tyle pieniędzy!
W sklepie z zabawkami Nowakowa pyta sprzedawcę:
-Czy mogłabym kupić jakąś zabawkę pod choinkę?
-A ile lat mają ci, którzy będą się nią bawić?
-Sześć, osiem i trzydzieści siedem…
36
FRYDERYK CHOPIN- SZKOŁA POD ŻAGLAMI
O tym, że odbywają się takie rejsy, wiedziałam już
od dawna. Opowiadał mi o nich wujek, który uczestniczył
w takim 25 lat temu (był to rejs dookoła Aryki). Przygody,
które tam przeżył, były naprawdę niesamowite. O możliwości
popłynięcia dowiedziałam się właśnie od niego.
Żeby wziąć udział w projekcie, nie trzeba było mieć nic wspólnego z żeglarstwem, za to
trzeba było przez rok pracować w wolontariacie. Ja regularnie chodziłam do świetlicy środowiskowej Caritasu, w której pomagałam dzieciom odrabiać lekcje i uczyć się, a także organizowałam im wolny czas. Następnym etapem eliminacji było napisanie wypracowania na temat: „Poznawanie świata na morzu czy przez Internet?” Po kolejnych etapach eliminacji ilość
osób się zmniejszała. Następnie odbyły się zawody sportowe w Dęblinie, gdzie piętnaścioro
najlepszych dziewcząt i chłopców zakwalifikowało się na główny rejs (na Karaiby), a reszta
uczestników otrzymała tzw. rejsy pocieszenia.
Dzień na pokładzie zaczynał się pobudką o 6.30. Po pobudce mieliśmy 5 minut na ubranie się i wyjście na pokład na poranną rozgrzewkę. Następnie, po sprzątaniu, zaczynały się
lekcje– po 5 godzin dziennie, nawet w soboty i niedziele. Wolne mieliśmy tylko w portach. Potem obiad,
wachty (6-8 godzin na dobę), odrabianie lekcji, kolacja
i znowu wachty (tym razem nocne). Najbardziej zapamiętałam kapitana Barańskiego oraz oficerów. Doceniam ich za odpowiedzialność i ogromną wiedzę żeglarską . Jeżeli chodzi o krajobrazy, to doskonale pamiętam
widok wzburzonego morza, piękne czerwone meduzy w Danii, widoki portów, pokład i wodę
widziane z najwyższej rei.
Myślę, że podczas rejsu nauczyłam się stawiać czoła ciężkiej pracy i chwilowym niewygodom. Nauczyłam się również dyscypliny oraz pomagania innym w potrzebie, np. kiedy mieli chorobę morską.
Anna Sachaj
37
Lalka
Sztuczny uśmiech
Jak zwykle niepotrzebny.
Mroczne pasma
Ukrywające połowę porcelanowej twarzy.
Puste, samotne tęczówki bez połysku.
Odebrane serce
I dodany kawałek materiału do koronkowej sukienki.
Poniszczone rączki
Ukryte w bandażach.
Małe nogi
nieumiejące chodzić na rozkaz.
Ślepota
zamiast oczu są cenne kryształy.
Nie-mowa
Odebrana przez kuszący błyszczyk.
Głuchota
Przez stosy srebrnych kolczyków.
Tyle oddała.
Po to, by błyszczeć.
Niewidzialna
38
SAMORZĄD UCZNIOWSKI W AKCJIGÓRA GROSZA!
Rada Samorządu Uczniowskiego naszego gimnazjum przeprowadziła w roku szkolnym 2010/2011 akcję
„Góra Grosza”. Zbiórkę pieniędzy połączyliśmy z zaplanowanymi wcześniej przedsięwzięciami Samorządu Szkolnego, takimi jak wróżby andrzejkowe, zabawa andrzejkowa, loteria fantowa.
Przeprowadziliśmy również zbiórkę „groszaków do słoika”.
Akcję rozpoczęliśmy już 20 listopada i zakończyliśmy 15 grudnia 2010 roku. Wróżby
andrzejkowe zorganizowaliśmy podczas przerw szkolnych oraz w trakcie zabawy andrzejkowej. Największym powodzeniem cieszyły się ciasteczka z wróżbami przygotowane
przez uczniów naszego gimnazjum oraz „magiczna kula”, która odpowiadała na zadawane
przez nas pytania. Duże powodzenie miały też baloniki z wróżbami oraz serduszka z imionami
przyszłych partnerów. Uczniowie chętnie uczestniczyli w realizowanym przedsięwzięciu i było przy tym dużo świetnej zabawy.
Źródłem dodatkowych dochodów w akcji „Góra Grosza” była zabawa andrzejkowa,
w której uczestniczyło 180 uczniów. Podczas zabawy zorganizowane były również wróżby andrzejkowe oraz sprzedaż ciastek i napojów.
Poza tym organizowaliśmy loterię fantową podczas przerw międzylekcyjnych. Przedmioty fantowe otrzymaliśmy od naszych nauczycieli. Były to nowe książki, szaliki, portfele,
biżuteria, kalendarze, notesy, długopisy, kubeczki. W ramach przedmiotów fantowych Rada
Samorządu Szkolnego zakupiła soki i cukierki. Zaś za zgodą dyrekcji szkoły i naszych nauczycieli przygotowaliśmy losy zwalniające z jednej odpowiedzi z wylosowanego przedmiotu.
Każdy los wygrywał! W tej akcji uczniowie również bardzo chętnie uczestniczyli, a przy tym
nie brakowało świetnej zabawy i mnóstwa radości.
Od początku akcji „Góra Grosza” w sali opiekuna Samorządu Uczniowskiego naszej
szkoły przygotowane były słoiki do zbiórki „groszaków”. Uczniowie bardzo chętnie wrzucali
pieniążki. Zapełniliśmy 12 litrowych słoików! Podczas realizowanych przedsięwzięć zebraliśmy 480 zł. W załączeniu zdjęcia z przeprowadzonych akcji!
Rada Samorządu Uczniowskiego
39
LOTERIA FANTOWA!
40
ZABAWA ANDRZEJKOWA!
41
TRON EVOLUTION
Pierwsza część filmu „Tron” została wyprodukowana
w 1982 roku. Gra pod tytułem „Tron Evolution” powstała
na podstawie drugiej części filmu, czyli „Tron Dziedzictwo”, który wszedł do kin 30 grudnia 2010 roku. Gra toczy
się w komputerze, a my jesteśmy jednym z wielu programów stworzonych przez człowieka.
Pierwszą postacią, jaką poznajemy, jest tytułowy bohater Tron, który wyznacza nam pierwszą
misję. Mamy śledzić dziewczynę o imieniu Quorra.
Podczas tego wyzwania poznajemy podstawowe kombinacje ciosów oraz nauczymy się skakania po ścianach i dachach. Często spotykanym sportem w tej grze jest Parkour , wymyślony
przez Davida Belle . Polega na jak najszybszym przebyciu trasy i skakaniu po dachach. Po dotarciu na miejsce jesteśmy świadkami ataku wirusa, który zabija Trona oraz naszego stwórcę.
Poznajemy wtedy również dwóch głównych wrogów. Jednym z nich jest Abraxas, z którym
toczymy naszą pierwszą walkę. Na początku mamy tylko jeden dysk do użycia, ale z czasem
to się zmienia i odblokowujemy jeszcze trzy nowe dyski:
1) Wybuchający dysk- po zderzeniu się z celem wybucha;.
2) Spowalniający dysk- po trafieniu w cel spowalnia go:
3)Dysk pochłaniający- po trafieniu wysysa życie z przeciwników i zamienia ją w energię potrzebną do użycia specjalnych
ciosów.
Podczas niszczenia wrogich programów i wykonywania misji
zdobywamy doświadczenie, dzięki któremu osiągamy wyższy
poziom i zdobywamy potrzebną nam do ulepszeń pamięć. Za każdy kolejny poziom dostajemy 2MB pamięci.
W „Tronie” możemy poruszać się też za pomocą motoru zostawiającego kolorowy pasek
za sobą, o który przeciwnicy mogą się rozbić jak o ścianę. Jest tam jeszcze świetlny czołg.
Wygląda podobnie do zwykłego, ale może strzelać świetlnymi rakietami lub mniej skutecznymi pociskami. W tej grze programy walczą za pomocą świetlnych dysków, o których wspomniałem już wcześniej.
Akcja gry toczy się w różnych miejscach. Poznajemy nowych przyjaciół, którzy potem
okazują się naszymi wrogami. Gra ma także tryb multiplayer, czyli granie z innymi graczami
online. Język polski, którym posługują się postacie jest komunikatywny, łatwy do zrozumienia. Przeszedłem tę grę trzy razy i jeśli ktoś lubi skakanie po ścianach i dachach, to gorąco polecam TRON EVOLUTION!
Hubert Frymus
42
SPORT– MOJA PASJA
Sportem, do którego mam największe zamiłowanie, jest
zdecydowanie piłka nożna. Oglądam w telewizji wiele meczów piłkarskich, ale nie tylko. Gram w szczecińskim klubie
„Salos Szczecin”. Zawodnikiem tego klubu jestem od niedawna, bo dopiero trzy miesiące.
Moim poprzednim klubem była „Pogoń Szczecin”, a jeszcze wcześniej byłem w „Hutniku
Szczecin”. Najdłużej uczęszczałem na treningi właśnie tam, bo aż trzy lata, czego wcale nie
żałuję. Wiele się w tym klubie nauczyłem i czułem się doceniany przez trenera. Strzelałem dużo bramek i byłem wyróżniającym się zawodnikiem. Przed ostatnimi wakacjami zdecydowałem się na zmianę klubu na lepszy-trenerzy też mi to proponowali. Wybrałem Pogoń. W sierpniu odbywały się testy, na które chodziłem codziennie. Była tam bardzo duża konkurencja,
ale udało mi się i zostałem przyjęty. Wygrywaliśmy mecz za meczem, ale na treningach rzadko bywałem, ponieważ ich godzina mi nie odpowiadała. Po dłuższej rozmowie z rodzicami
ustaliliśmy, że zmienię klub na inny. Zależało mi nie tylko na graniu w meczach, ale również
na rozwijaniu swoich umiejętności, czego nie robiłem, bo -jak wspomniałem- nie chodziłem
na treningi. Zdecydowałem się na Salos. Do tego nakłonił mnie w dużej mierze mój kolega
z klasy, który gra w Salosie od dwóch lat. Powiedział mi, że panuje tam bardzo miła atmosfera, godziny treningów będą nam odpowiadały i że on jest bardzo zadowolony. Gdy przyszedłem na pierwszy trening, spodobało mi się i podjąłem ostateczną decyzję. Porozmawiałem
z trenerem i powiedziałem mu, jaka jest sytuacja. On z kolei stwierdził, że chętnie by mnie widział w drużynie.
Wiele osób pytało mnie, dlaczego akurat ten sport wybrałem. Otóż wybrałem piłkę nożną, ponieważ już w dzieciństwie bardzo się tym interesowałem. Wtedy nieważne było, czy się
ogląda, jak inni grają, czy grało się razem z nimi. Po prostu wszystko, co wiązało się z piłką,
było fascynujące. Nie żałuję tego, że poświęciłem się akurat temu. To jest moja pasja.
Mateusz Lis
43
Przyjaciel pająk
Pewnego ciepłego popołudnia mały Adrian dowiedział się od rodziców, że już niedługo będzie chodził do przedszkola. Chłopiec nie był
zadowolony z tej wiadomości. Bał się bardzo wielu rzeczy, a na dodatek
starszy brat opowiadał mu, że droga do przedszkola najeżona jest małymi dziwnymi stworkami. Te stworki ukrywają się pod kamieniami, w roślinach, fruwają w powietrzu – tuż przy buzi. Dziecko nie miało odwagi powiedzieć nikomu, że z tego powodu woli
zostać w domu.
Następnego ranka, gdy Adrian szedł do przedszkola, zobaczył na listku małego pająka
z włochatymi nogami. Na jego widok zaczął krzyczeć i... przestraszył pająka, który się schował. Przedszkolak ostrożnie podszedł do listka, żeby sprawdzić, czy pająk nadal tam jest. Zapytał:
Dlaczego uciekłeś? Jesteś tam?!
Przerażony pająk nie odpowiadał.
- Kogo się przestraszyłeś? Nie bój się, to tylko ja, Adrian – mówił dalej chłopczyk.
Pająk niepewnie wychylił głowę zza liścia i powiedział:
- Ciebie się przestraszyłem. Dlaczego krzyczałeś?
-Bo to ja się ciebie wystraszyłem – rzekł zdziwiony przedszkolak.
-Jak to? – stworzenie pokręciło główką z niedowierzaniem. – Przecież to ty jesteś większy ode
mnie.
Zapadła cisza. Pająk był bardzo zdziwiony, bo mama zawsze mu powtarzała, że ludzie są
niebezpieczni. Zapytał Adriana:
-Nie zrobisz mi krzywdy?
-Ma się rozumieć, że nie – zapewnił malec. – A ty mnie nie ugryziesz?
-No co ty? Takie pająki, jak ja, nie gryzą.
-Widocznie mój brat nie mówił prawdy – stwierdził Adrian.
Zrozumiał, że stworki, których tak bardzo się bał, nie są tak groźne. Często to ludzie są zagrożeniem dla owadów.
Kiedy chłopiec wracał z przedszkola, odszukał swojego nowego przyjaciela – pająka – i
opowiedział mu, czego dowiedział się podczas zajęć. Pani mówiła, że wszyscy ludzie – mali i
duzi – powinni szanować przyrodę, do której należą także owady. Jeśli o to wszyscy zadbamy,
ani Adrian, ani pajączek nie będą się musieli o nic bać.
Przyjaźń chłopca i pajączka trwała jeszcze bardzo długo.
Bajkę współtworzyli Kornelia Bereźnicka, Adrian Wasiak, Przemek Mełech, Andrzej Niżyński
44