pobierz - e

Komentarze

Transkrypt

pobierz - e
WSZYSTKO O e-BIZNESIE
Foto: Materiały prasowe / holek.pl
SIERPIEŃ 2012
Krzysztof
Hołowczyc
infoShare od kuchni
Dzielić się wiedzą
NICK
SOHNEMANN
Sztuka polegania
na innych
Michał Jeliński
Słodki smak zwycięstwa
życie w wymiarze
MATRIX
w numerze: Hołowczyc Sohnemann Ekipa infoShare
08
2012
e-PROFIT
w numerze:
Od Redakcji
Na wakacyjnych obrotach...
Felieton
Co się stało z SMS-ami?
Wydarzenia
Nowe inwestycje IQ Partners
Raport Computerworld Top200
Dzielić się wiedzą
Ekipa infoShare
Z naszej perspektywy
Ile kosztuje ropa?
Rynkowe trendy
Uwolnij swój czas
Badanie usability a konwerja
Czyżby skandal z egzaminami na aplikacje?
Życie w wymiarze matrix
Banner blindness
Nagraj sobie film
Kreatywne angażowanie konsumentów, czyli ARTsourcing
Czyżby skandal... ?
Baza pytań testowych ArsLege
Rozmowa miesiąca
Dzielić się wiedzą
Temat z okładki
Sztuka polegania na innych
Biznes z innej strony
Zawsze trzeba trzymać klasę
Słodki smak zwycięstwa
Startujemy – Oceniamy
Banner blindness
Angelika Przeździęk – PixAd
Timelo.pl – wirtualna galeria handlowa
Ludzie polskiego internetu
Dominik Szarek
Po godzinach
Okiem CD Rollera
okładka 08/2012
Krzysztof Hołowczyc
Foto: materiały prasowe
2 e-PROFIT
Od Redakcji
Na wakacyjnych obrotach...
Czy macie jakieś marzenie, które zawsze chcieliście zrealizować, ale odkładacie
je na później, bo brak Wam odwagi? Może skoczyć na bungee albo zamknięci
w pływającej metalowej klatce chcielibyście filmować rekiny? A może coś
jeszcze bardziej „odjazdowego”, jak na przykład założenie własnego startupu
albo udział w Rajdzie Dakar?
W sierpniowym numerze e-PROFIT skokom spadochronowym i rekinom zbyt
wiele miejsca nie poświęcamy, ale już Ci z Was, którzy ciągle jeszcze wahają
się, czy założyć własny biznes, a także miłośnicy przemierzania pustynnych
stepów w piekielnej temperaturze, znajdą coś dla siebie.
Marek Dornowski
redaktor naczelny
WYDAWCA
InQbe sp. z o.o.
ul. Towarowa 1
10-416 Olsztyn
tel. 89 532 06 06
[email protected]
NIP 524 256 87 12
REGON 140440822
KRS 0000250743
www.inqbe.pl
Redakcja
Marek Dornowski, Marta Przyłęcka
Małgorzata Zawadzka, Tomasz Szulgo
Korekta
ITEL Solutions Tomasz Łukiańczyk
W dziale „Z naszej perspektywy” kolejna dawka przemyśleń płynąca
z codziennej pracy InQbe – oczywista, a jednocześnie mocno skomplikowana
w praktyce. Znajdziecie też informacje na temat najnowszych inwestycji
IQ Partners. Czy okażą się one strzałami w dziesiątkę? Póki co Wojciech Przyłęcki
w wywiadzie dla TVN CNBC przyznał, że są to modele, które warto sprawdzić.
Czas pokaże, jak ten sprawdzian wypadnie. Póki co sprawdzian doskonale
zdaje ArsLege, którego pytania testowe na aplikacje prawnicze pokryły się
z tymi z ministerstwa nawet w …90%!
Gościem specjalnym tego numeru jest człowiek, którego większość z Was
kojarzy jako kierowcę rajdowego. Tymczasem Krzysztof Hołowczyc, to nie
tylko ktoś potrafiący wycisnąć z auta to, co w nim najlepsze, lecz także
społecznik i biznesmen, który zarządzania uczył się na piaskach pustyni.
Warto przeczytać, co ma do powiedzenia.
Ponieważ jesteśmy w trakcie igrzysk, nie mogło zabraknąć olimpijskiego
akcentu. Zapraszamy do wywiadu z Michałem Jelińskim, który właśnie teraz
w Londynie broni złotego medalu w kajakarstwie zdobytego na igrzyskach
w Pekinie. Dla niewtajemniczonych Michał w wolnych chwilach zajmuje się…
e-biznesem.
Poza tym polecamy wywiad o „outernecie” z Nickiem Sohnemannem oraz
krótką historię pewnej świetnej, darmowej konferencji, która co roku odbywa
się na wybrzeżu. Miłej lektury.
Projekt + skład
IMOGEN
Masz ciekawy temat? Napisz do nas!
Pragniemy, aby e-PROFIT był zawsze blisko nowych trendów
w branży. Chcemy pisać o tym, co jest dla nas wszystkich
interesujące i przydatne.
Jeśli znacie ciekawy temat, o którym jeszcze na naszych łamach
nie pisaliśmy, a sądzicie, że powinniśmy to zrobić, to nie zwlekajcie
i skontaktujcie się z nami. Czekamy na Wasze uwagi, sugestie
i propozycje. Piszcie: [email protected]
e-PROFIT 3
Felieton
Co się stało z SMS-ami?
S
MS jest jednym z tych wynalazków ostatnich kilkunastu lat
w dziedzinie komunikacji, który od momentu pojawienia się
właściwie nie zmienił swojego kształtu. Co jest kluczem do
sukcesu?
Porównując SMS nawet do zwykłego e-maila, widzimy zastój.
Funkcjonalność e-maila właściwie nie zmieniła się, podobnie jak
SMS-u. Jednak kiedyś skrzynki pocztowe o wielkości kilkunastu
megabajtów każdemu wystarczały. Dziś zdarza się, że tyle waży
jeden e-mail. A SMS wciąż ma 160 znaków. Ba! Nawet mniej, jeśli
wykorzystamy polskie znaki może się okazać, że nasza wiadomość
to dwa proste zdania.
A może przykład ICQ? Pionier na rynku komunikacji między
użytkownikami internetu. Dziś już mało kto pamięta o tym
rozwiązaniu. Rynek „czatów” zmienił się, zmieniły się oczekiwania
klientów. Zmieniła się też moda na komunikatory – dziś korzystamy
częściej z czata na Facebooku. A SMS? Wciąż taki sam.
Sylwester Kozak
Wydawca serwisów
E-biznes.pl
Wystartowali.pl
Dlaczego więc SMS-y ciągle cieszą się takim zainteresowaniem?
Wydaje się, że główną zaletą SMS-ów jest ich prostota. I tyle.
Łatwe, wygodne rozwiązanie do komunikacji. Ale już nie tanie,
jeśli porównamy z właściwie nielimitowanymi rozmowami
tekstowymi na smartfonach, które oferują znacznie więcej usług
dodatkowych. A za każdy SMS musimy zapłacić kilkanaście groszy.
I płacimy. Kolejną cechą SMS-ów jest powszechność – jeśli wiemy,
że druga osoba ma telefon komórkowy, to na pewno odczyta
naszą wiadomość, o czym będziemy również wiedzieć.
Nawet następca SMS-u, czyli MMS, wydaje się, że nie przyjął
się na rynku. Do tego stopnia, że pierwsza wersja iPhone’a była
pozbawiona tej funkcji. Zdjęcia prędzej niż MMS-em wysyłamy
e-mailem i dzielimy się nimi w mediach społecznościowych.
Drodzy twórcy startupów, podczas wakacji życzę Wam pomysłów
na miarę SMS-ów – prostych i łatwych w obsłudze, powszechnych
i przynoszących spory dochód! ■
4 e-PROFIT
Wydarzenia
Nowe inwestycje IQ Partners
Fundusz technologiczny IQ Partners S.A. zainwestował w 3 nowe projekty, iFood, GoWorld i SocialPhoto.
Oba znajdują się na etapie seed i finansowane będą za pośrednictwem wehikułu inwestycyjnego Ventures
Hub Sp. z o.o., który objął po 49,99% udziałów w każdym z nich. GoWorld i SocialPhoto zamykają obecny
portfel inwestycyjny IQ Partners liczbą 56 spółek z obszarów internet, mobile, e-commerce oraz IT.
iFood
Źródło: IQ Partners
iFood sp. z o.o. za pośrednictwem internetu pozwoli
dobrać i zaplanować indywidualną dietę dopasowaną
do trybu życia i aktywności swoich klientów. Następnie
tak przygotowaną dietę można będzie zamówić –
w formie gotowych posiłków lub kompletu składników do
ich przygotowania.
W nowo powstałą spółkę IQ Partners S.A., poprzez
swój wehikuł inwestycyjny InQbe sp. z o.o.,
zainwestował 800 000 zł, obejmując 16 000 udziałów
o wartości 50 zł każdy. To 40% kapitału zakładowego
spółki, który wynosi 2 000 000 zł. Pomysłodawcą
i wspólnikiem InQbe sp. z o.o. w iFood sp. z o.o. jest znany
olsztyński przedsiębiorca i restaurator Tobiasz Niemiro.
GoWorld
SocialPhoto
GoWorld to projekt z obszaru nowych technologii dla
usług finansowych. Zakłada uruchomienie internetowej
platformy płatniczej umożliwiającej szybkie przelewy
zagraniczne online po bardzo korzystnych cenach.
Platforma pozwoli na przelewy pieniędzy w obcej
walucie z konta właściciela lub firmy na konto docelowe,
a dostępna będzie przez 7 dni w tygodniu, 24h na dobę.
GoWorld swoje usługi zadedykuje przede wszystkim
osobom pracującym za granicą i mającym potrzebę
przesyłania środków do kraju, a także do firm
rozliczających się z kontrahentami w obcych walutach.
Oferta przelewów dla klientów firmowych będzie
zbudowana w oparciu o nowoczesny system
informatyczny klasy ERP, który umożliwi dokonywanie
zaawansowanych transferów finansowych na zasadach
bankowości elektronicznej, jednakże po zdecydowanie
niższych kosztach.
SocialPhoto zbuduje usługę dla użytkowników
smartphone’ów, umożliwiającą szybkie tworzenie,
przechowywanie oraz dzielenie się zdjęciami w kręgach
znajomych (osoby związane rzeczywistą relacją,
tj. rodzina, klasa, grupa znajomych itp.). Projekt
zakłada wykorzystanie trendu dzielenia się zdjęciami
w społecznościach oraz na platformach mobilnych
i zapewni szeroki zakres funkcjonalności związanych
z edycją oraz zarządzaniem tych zdjęć. Poprzez tworzenie
mikrospołeczności wokół wspomnień i zainteresowań.
SocialPhoto połączy już istniejące na rynku możliwości
oferowane przez popularne aplikacje typu Instagram,
Picasa, Hipstamatic, Facebook. Ostatecznie, powstać ma
pełen ekosystem SocialPhoto, na który składać się będą
aplikacje mobilne na platformach Android, iOS, oraz
Metro UI.
Inwestycji dokonano za pośrednictwem jednego z trzech wehikułów inwestycyjnych, Ventures Hub Sp. z o.o.
Środki zainwestowane w nowe spółki pochodzą z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, Działanie
3.1, z którego dofinansowanie na łączną kwotę prawie 40 mln zł wehikuły funduszu pozyskały w 2009 r.
Zarząd IQ Partners nie ujawnia kwot nowych inwestycji, na początku roku zapowiadał jednak, że do jego końca
zainwestuje ok. 8–9 mln zł w nowe projekty z obszarów internet, mobile, e-commerce oraz IT. ■
e-PROFIT 5
Wydarzenia
Raport Computerworld Top200
Ukazała się kolejna edycja znanego i cenionego raportu Computerworld Top200. Według niego
wartość polskiego rynku informatycznego wyniosła w 2011 r. 31,3 mld zł. W porównaniu z rokiem
2010 przychody wzrosły o 2,3 mld zł, czyli o ponad 8%.
Źródło: Raport Computerworld TOP200, czerwiec 2012
Takie wyniki świadczą o tym, że sytuacja sektora zaczęła
się stabilizować. Po załamaniu w 2009 r., w kolejnym roku
udało się powiększyć przychody o 2,5 mld zł, a w ostatnim
utrzymać trend wzrostowy.
Nastroje szefów firm informatycznych nie odstają
od tych wyników: można określić je jako co najmniej
umiarkowane.
Najwięcej ankietowanych firm koniunkturę na rynku
uznało za dobrą (44%) oraz bardzo dobrą (3%). Niemal
tyle samo określiło sytuację na rynku jako przeciętną
(46%). Negatywne odczucia wobec stanu rynku ma
łącznie 7% firm.
W raporcie uczestniczyło w sumie 350 firm, których
przychody pochodziły z 15 sektorów gospodarki. Wyniosły
one 10,6 mld zł w 2011 r. – 8% więcej niż rok wcześniej
(to 1/3 całego rynku, za pozostałą część odpowiada
Foto: sxc.hu / Montaż: IMOGEN
Opracował Marek Dornowski na podstawie informacji prasowych IDG S.A.
sprzedaż konsumencka i małe firmy nieobjęte badaniem).
Według zestawienia, najwięcej na IT w 2011 r. wydała
administracja – 2,4 mld zł, czyli o 17% więcej niż przed
rokiem. Niespodzianką jest spadek wydatków w sektorze
MŚP.
Według zestawienia Computerworld, wydatki sektora
MŚP na IT spadły w 2011 r. aż o 24%. Wyniosły
tylko 805 mln zł, podczas gdy w 2010 r. przekraczały
1 mld zł. Badane firmy poproszono także o prognozę
koniunktury w 2012 r. Okazało się, że optymistów jest
tyle samo co pesymistów. Poprawy sytuacji spodziewa
się 49% firm uczestniczących w tegorocznym raporcie
TOP200.
Dominują jednak umiarkowani optymiści: 38%
ankietowanych liczy, że sytuacja będzie nieco lepsza, 8%
wskazało, że będzie lepsza. ■
Raport Computerworld TOP200 tworzony jest od 1992 r. i stanowi najpełniejsze opracowanie na temat
polskiego rynku teleinformatycznego. Zawiera szczegółowe dane finansowe, informacje rynkowe i komentarze
analityków dotyczące ok. 400 dostawców nowoczesnych­ technologii. Najnowsza edycja powstała na
podstawie danych z 2011 r. w oparciu o metodologię opracowaną we współpracy z firmą analityczną IDC.
6 e-PROFIT
Z naszej perspektywy
Ile kosztuje ropa?
Marek Dornowski – dyrektor ds. marketingu i PR InQbe
Foto: sxc.hu / Montaż: IMOGEN
Odwiedził mnie ostatnio znajomy, który pracował
w Arabii Saudyjskiej. Ponieważ osobiście nigdy nie
miałem możliwości podziwiać uroków tego kraju,
wypytywałem z ciekawością o wiele szczegółów dnia
codziennego. Jakie jest jedzenie, jak radzić sobie
z upałem, czy to prawda, że wszystkie kobiety mają
zasłonięte twarze. To tylko kilka pytań z długiej listy,
na którą mój gość musiał odpowiedzieć.
Przygotowując biznesplan pod inwestycję, prędzej czy
później dochodzimy do tego magicznego momentu,
gdy trzeba oszacować wysokość potencjalnych przychodów.
Zazwyczaj wówczas mamy dylemat – czy podejść do tematu
optymistycznie, czy ostrożnie? A może zbytni optymizm
wystraszy inwestora i spowoduje, że przestanie on traktować
mnie poważnie? A więc może jednak bardziej sceptycznie?
Tylko co w sytuacji, jeśli tak przedstawiony budżet okaże się
zbyt mało atrakcyjny w oczach inwestora i nie będziemy mieli
nawet szansy wytłumaczyć, że są to tylko wstępne, bardzo
szacunkowe i ostrożne dane? Dlaczego inwestor ma uwierzyć,
że ten pomysł sprawdzi się akurat w naszych warunkach
biznesowych?
Wspomniany przykład ropy naftowej – która w naszym kraju
coraz bardziej staje się dobrem luksusowym, a w wielu krajach
arabskich sprzedawana jest dosłownie za grosze – pokazuje,
że cena tego samego towaru czy usługi może być diametralnie
inna, a czynników, które na to wpływają, jest wiele.
Czy zatem fakt, że dany model biznesowy doskonale
sprawdził się za oceanem stawia nasz projekt
w uprzywilejowanej sytuacji? Czy może być to wystarczający
argument, by w pierwszej korespondencji z inwestorem
pisać mu, że głupotą byłby brak inwestycji w tak doskonale
zapowiadający się pomysł? Wierzę w inteligencję naszych
czytelników, więc pozostawiam te pytania bez odpowiedzi.
Nie wszyscy jednak rozumieją, że gospodarki USA i Polski to
zupełnie odmienne od siebie organizmy. Obydwa mają płuca,
wątrobę i serce, ale przykładanie do nich tych samych miar
jest podobnie irracjonalne jak budowanie diety noworodka
na karmie dla szczeniaków, cielaków czy rybek. Na papierze
liczba witamin czy minerałów może się nawet i zgadzać,
W końcu doszliśmy do magicznego pytania: a ile tam
kosztuje ropa?
Odpowiedzi nie przytoczę, oszczędzając Wam i sobie
nerwów oraz masowego wybuchu zawiści. W każdym
razie gdyby Arabia Saudyjska była na terytorium
Białorusi, to kierowcy ze Szczecina jeździliby tankować
do Mińska. Niby proste prawo podaży i popytu, ale
w kontekście budowy startupów jest to jedna
z zasad, o której najczęściej się zapomina.
ale w praktyce już to nie smakuje. Jedne z najprostszych,
a zarazem najtrudniejszych pytań, które najczęściej pojawia się
w InQbe to pytanie „dlaczego”?
Dlaczego zakładasz sprzedaż na poziomie X, dlaczego na
potrzeby budżetu przyjąłeś cenę Y? Niestety, odpowiedzi:
bo w Stanach jest podobna aplikacja, która kosztuje… lub
przyjąłem 50% ceny z rynku XYZ – nie będą satysfakcjonujące
w oczach inwestora. Zawsze potrzebne jest odniesienie do
realiów rynku, na którym się działa, jego dojrzałości, zdolności
konsumpcyjnych, wielkości itd.
Przy większości biznes planów dotyczących startupów będą to
przeważnie dane szacunkowe, niepełne, obarczone wyższym
ryzykiem błędu. Z punktu widzenia inwestora, ma to już jednak
drugorzędne znaczenie, najważniejsze jest to, że potencjalny
biznesowy partner potrafi realnie patrzeć na swój biznes.
Taka postawa rodzi nadzieję, że nawet jeśli cały biznesplan
trzeba będzie zmienić o 180 stopni, to dany projektodawca
dalej będzie potrafił się w tym wszystkim odnaleźć. A to jest
kluczowa umiejętność
Na koniec jeszcze jedna myśl związana z ropą naftową.
Bez dwóch zdań uczyniła ona z kraju takiego jak Arabia
Saudyjska oazę bogactwa i dostatku. Gdyby jednak każdy kraj
posiadał ją w zbliżonych choćby ilościach, nieubłagane prawa
ekonomii mocno by te bogactwa zweryfikowały.
Warto o tym pamiętać zwłaszcza wtedy, gdy ktoś planuje
działać w biznesie, o którym wie tylko tyle, że wiele osób
odniosło już na nim sukces. Może się bowiem okazać,
że wszyscy maja już tyle ropy, że zakupieniem kolejnej
beczułki nikt nie jest zainteresowany. ■
e-PROFIT 7
Rynkowe trendy
Uwolnij
swój czas
Foto: sxc.hu / Montaż: IMOGEN
Marek Dornowski
współpraca Patrycja Wiaterska
Czas to pieniądz – z tym stwierdzeniem każdy się z pewnością zgodzi. Zwłaszcza, że dziś
żyjemy szybciej i „bardziej” niż kiedyś – pracujemy dłużej, intensywniej spędzamy weekendy.
Coraz mniej czasu pozostaje nam na odpoczynek, a godziny snu wręcz wyrywamy siłą z całej doby.
Kiedy zatem mamy zająć się tym, co każdy z nas ma wpisane w swój codzienny grafik: sprzątaniem,
praniem, zakupami i wszystkimi innymi sprawami, które od czasu do czasu trzeba załatwić?
8 e-PROFIT
Rynkowe trendy
Reklamodawcy, jak nigdy wcześniej, bombardują nas ofertami
oszczędnościowymi: „oszczędzaj na koncie”, „oszczędzaj na
rozmowach”, a nawet „oszczędzaj, kiedy płacisz…”. Przez to
wszystko zapominamy, że to co w życiu mamy najcenniejsze,
to czas, który „wydajemy” codziennie na pracę, podróże do niej,
powroty do domu i jeszcze milion drobnych spraw. Tak wygląda
codzienne życie każdego z nas.
Niektórzy w weekend – zamiast odpoczywać i spędzać
czas z rodziną, przyjaciółmi lub realizować swoje pasje –
robią porządki, załatwiają, co się da i koniec końców spędzają
mnóstwo zasłużonego wolnego czasu w zatłoczonych centrach
handlowych. A gdyby tak wypisać sobie listę tych uciążliwych
czynności i znaleźć na nie inny sposób?
Drogie zakupy, jeszcze droższe korki
Zacznijmy od tych najbardziej prozaicznych zadań. Zakupy
to przyjemność, której trudno odmówić, zwłaszcza jeśli
chodzi o przedmioty niekoniecznie pierwszej potrzeby –
ubrania, sprzęty RTV, książki, multimedia, elementy wystroju
wnętrz itd. Każdy z nas kupuje i tylko od tego, co jest przedmiotem
naszych zainteresowań zależy, czy do sklepów wybieramy się
z entuzjazmem czy wyrazem zmęczenia na twarzy pojawiającym
się już na samą myśl o przepychaniu się pomiędzy półkami
supermarketu z koszykiem wyładowanym produktami.
Blisko połowa Polaków wciąż robi zakupy w supermarketach,
tracąc przy tym swój czas i nerwy, nie mówiąc o pieniądzach
wydanych na dojazdy. Oczywiście dla niektórych jest to
weekendowa rozrywka, bo przy okazji odwiedzą pralnię,
pójdą do kosmetyczki lub fryzjera, zjedzą obiad w restauracji
i obejrzą film w multipleksie. Według danych Ceneo niektórzy
z nas spędzają rocznie w supermarketach nawet 144 godziny!
To 6 dni, które moglibyśmy spędzić – na łonie natury, z rodziną
lub przyjaciółmi, oddając się ulubionym sportom i hobby.
Dojazdy to drugi pożeracz czasu, bez którego nie możemy
niestety się obejść. Tylko nielicznym udaje się znaleźć pracę
w okolicy domu, z dobrym zapleczem w postaci sklepów, usług
typu pralnia, fryzjer, szewc czy przedszkole. Jesteśmy skazani na
podróże, a mieszkańcy dużych miast tym samym na korki.
Według raportu przygotowanego przez serwis Targeo.pl
i firmę doradczą Deloitte, Polacy tracą w nich nawet 9 godzin
w miesiącu. To tyle, ile w dniu roboczym spędzamy w biurze,
z tym że w przypadku korków razem z czasem marnujemy
również pieniądze. Autorzy raportu wyliczyli, że strata finansowa
warszawskiego kierowcy wynosić może aż do 4389 zł rocznie!
To koszt wspaniałych wakacji z rodziną lub przyjaciółmi.
Z poruszania po mieście trudno jednak zrezygnować – do pracy
trzeba dojechać, po zakupy również od czasu do czasu trzeba się
udać… Nikt też nie zaniesie za nas butów do szewca, koszul do
pralni itp. Centra handlowe są całkiem logicznym rozwiązaniem,
bo wszystko mamy w jednym miejscu, ale tu z kolei zniechęcają
nas zatłoczone parkingi, tłumy w alejkach i kolejki do kas. Wydaje
się zatem, że jesteśmy w sytuacji bez wyjścia, ale czy na pewno?
Na ratunek internet?
W miarę postępu technologicznego coraz częściej udaje nam się
jednak unikać odwiedzin w zatłoczonych galeriach handlowych.
Odzież, buty, sprzęty, meble i kosmetyki możemy już kupić
przez internet. Wszyscy wiemy, jakie to proste – wystarczy
się zalogować, dodać do koszyka interesujące nas produkty,
dokonać płatności i wybrać termin dostawy. Potem tylko
wypatrujemy kuriera lub sami odbieramy zamówiony towar
w punkcie obsługi, oczywiście, jeśli jest taka możliwość. Wszystko
wygląda wygodnie i bardzo przystępnie, ale zagłębiając się
w cały ten „online market”, dostrzeżemy, że tak naprawdę
zamiast chodząc od sklepu do sklepu w galerii handlowej,
spędzamy czas na logowaniu się do kolejnych serwisów, gdzie
za każdym razem wpisujemy inny login i hasło. Zamiast stać
w kilku kolejkach do kasy, za każdym razem dokonujemy osobnej
opłaty i czekamy na połączenie z kilkoma integratorami płatności
(czasem trwa to bardzo długo). I na koniec, zamiast pchać wózek
przez parking do samochodu, umawiamy się z kilkoma kurierami
i kilkakrotnie płacimy za dostawy.
Owszem, niektóre sklepy oferują darmowe dostarczenie
produktów, jeśli przekroczymy minimalną wartość koszyka,
ale nie zawsze łatwo ją osiągnąć. Podsumowując, zakupy
przez internet to bez cienia wątpliwości dobry pomysł,
bo czas niewątpliwie oszczędzamy, ale czy osiągnęliśmy już ideał?
Pewnie jeszcze nam do niego daleko, choć w sieci powstają coraz
to nowe rozwiązania, które ciągle nas do niego przybliżają.
Jednym z nich jest Timelo.pl – internetowy asystent mający na
celu optymalizację wydatków oraz oszczędność czasu. Umożliwia
on w jednym miejscu zakupy najróżniejszych produktów
z różnych branż, od żywności po kosmetyki, a także skorzystanie
z różnego rodzaju usług. Zaczynając od oddania odzieży do pralni,
butów do szewca, poprzez sprawdzenie oferty biura podróży,
a kończąc na wyszukaniu złotej rączki lub instruktora tańca.
Wszystko w jednym miejscu za pomocą kilku ruchów myszką.
Całość zakupionych produktów i usług wpada do jednego
koszyka, dokonujemy jednej płatności, a kurier przyjeżdża tylko
raz. Jakby nie patrzeć, w ten sposób oszczędzamy zarówno czas,
jak i pieniądze.
Naszym celem było stworzenie nowatorskiego serwisu, który
pozwoli uwolnić się od zajmujących wiele czasu codziennych
obowiązków. Staramy się, aby nasi klienci mieli możliwość
skorzystania z szerokiej gamy produktów i usług znajdujących się
na jednej platformie – stanowiącej swoistą internetową galerię
handlową, która przyjedzie do klienta – mówi Piotr Strzelecki,
pomysłodawca i kierownik projektu. Bez wychodzenia z domu,
stania w korkach i kolejkach do kasy, bez przepychania się
z koszykiem w zatłoczonych alejkach – dodaje.
Dzisiaj trudno jeszcze jednoznacznie stwierdzić, czy jest to
początek większego rynkowego trendu, który zmieni nasze
zakupowe przyzwyczajenia. Jedno jest pewne, jeśli dzięki
korzystaniu z takich rozwiązań choć trochę zmniejszą się korki
i będziemy mieli więcej czasu, to zdecydowanie warto takie
inicjatywy popierać. ■
Piotr Strzelecki
pomysłodawca
i kierownik projektu
Timelo.pl
e-PROFIT 9
Rynkowe trendy
Badanie usability
a konwersja
P
rzyglądając się sporej liczbie
polskich e-sklepów (nawet tych
dużych), dochodzę do wniosku,
że mało kto zdaje sobie sprawę,
jak ważnym czynnikiem wpływającym
na sukces jest użyteczność strony
internetowej.
Marcin
Moska
– New Business Developer
w Grupie Divante. Posiada spore doświadczenie
w branży eCommerce. Trzy lata prowadził własne sklepy
internetowe, więc doskonale rozumie, co jest istotne
w prowadzeniu e-sklepu. Od roku doradza klientom
w zakresie eMarketingu i użyteczności stron w Divante.
Użyteczność z definicji rozumiana jest
jako miara wydajności, efektywności
i satysfakcji użytkownika, z jaką
dany produkt może być używany dla
osiągnięcia danych celów przez danych
odbiorców w danym kontekście.
Jeśli ulepszenie sklepu będące wynikiem
badania usability zwiększy konwersję
w pesymistycznym założeniu o 50%, to
każdego dnia i miesiąca eCommerce po
zmianach zaczyna dostarczać o połowę
więcej zamówień niż dotychczas.
Nagle okazuje się, że z przeciętnego,
małego serwisu, prowadzimy prężnie
prosperującą firmę.
Dla jednego z naszych klientów
wprowadzenie zasugerowanych przez
nas modyfikacji w tym zakresie poprawiło
konwersję o 150%. Przyjrzyjmy się, jak
do tego doszło.
10 e-PROFIT
Foto: materiał prasowy Grupa Divante
Rynkowe trendy
Celem współpracy i projektu z jednym z bardziej znanych
na rynku biur podróży było zwiększenie sprzedaży online,
w tym uzyskanie większego zwrotu z każdej wydanej
na marketing złotówki i uruchomienie nowych źródeł
ruchu. Zależało nam też na zwiększeniu skuteczności
kanału online – uzyskaniu mocniejszego zaangażowania
klientów i co z tym związane – wyższych konwersji.
Projekt rozpoczęliśmy od zapoznania się z wymaganiami
biznesowymi i ograniczeniami technicznymi. Spotkaliśmy
się z osobami odpowiedzialnymi za produkt, komunikację
i tworzenie ofert, obsługę klientów, technologię i rozwój.
Poza tym na bieżąco prowadziliśmy rozeznanie w branży,
czytaliśmy artykuły, raporty i spotykaliśmy się z niezależnymi
ekspertami z branży turystycznej. Na podstawie zdobytej
wiedzy przeszliśmy do analizowania obecnej strony
Analiza ruchu, na podstawie statystyk Google Analytics,
pomogła nam wykryć problemy użyteczności i komunikacji
na dużą skalę – dzięki statystykom mieliśmy „twarde”
ilościowe dane dotyczące poszczególnych elementów
i stron. Poza tym wskazaliśmy, które elementy są dobre
i nie wymagają większych zmian.
Analiza przeprowadzona przez kilku niezależnych
ekspertów pozwoliła na ocenę zgodności strony
z wytycznymi usability. Poza wykryciem błędów
i problemów związanych z użytecznością wzbogaciliśmy
analizę o obszerne rekomendacje bazujące głównie na
branży turystycznej.
Badanie eyetrackingowe, rejestrujące aktywność
wzrokową
testujących
za
pomocą
urządzeń
zamontowanych na głowie, w założeniu miało na celu
wykrycie problemów związanych z użytecznością serwisu.
Dzięki sprzętowi monitorującego miejsca fiksacji mogliśmy
zaobserwować, co na stronie przyciąga wzrok, a co jest
pomijane. Badanie miało charakter jakościowy.
Poza badaniami, analizami i czytaniem niezliczonej
ilości raportów i artykułów kierowaliśmy się wiedzą
zaprzyjaźnionych ekspertów z branży turystycznej.
Wnioski i rekomendacje z badań pozwoliły nam na
opracowanie nowej koncepcji. Każde narzędzie
służyło poznaniu fragmentu całości. Wnioski z badań
eyetrackingowych potwierdzały wyniki analizy statystyk,
a rekomendacje z analizy eksperckiej były źródłem
pomysłów do projektowania. Powyższe czynności
pokazują, jak istotnym elementem jest poznanie rynku
i jego klientów końcowych, z którymi będziemy pracować
w przyszłości.
Po zebraniu wniosków i rekomendacji rozpoczęliśmy
projektowanie, którego efektem były makiety
funkcjonalne. Zrobiliśmy ponad 20 wersji prototypów
i zaprojektowaliśmy ponad 30 widoków reprezentujących
kluczowe strony.
Po zakończonym projekcie makiet zabraliśmy się za
tworzenie grafiki. Zależało nam na stworzeniu świeżego
i nowoczesnego projektu o przejrzystym interfejsie.
Zgodnie z przeprowadzonymi badaniami wyszukiwarka
była najistotniejszym elementem serwisu. To dzięki
niej większość użytkowników dociera do konkretnej
oferty. W starszej wersji strony wyszukiwarka okazała się
nieco problematyczna, a jej główne problemy dotyczyły
nieintuicyjnych opcji i samego sposobu działania. Poza tym
wyszukiwarka była niedostatecznie wyróżniona.
Zaprojektowaliśmy nieco zmieniony układ. Wyszukiwarka
została rozszerzona i zajmuje dokładnie połowę szerokości
strony. W drugiej połowie znajduje się przewijany
dynamicznie banner sprzedażowy, którego głównym
celem jest prezentowanie najświeższych ofert i ożywienie
wizualne strony. Zgodnie z przeprowadzonymi analizami
poprawiliśmy pola wyszukiwarki, aby były bardziej
intuicyjne i efektywne.
Oto wyniki, które uzyskaliśmy po wdrożeniu zmian:
• Wzrost zaangażowania użytkowników (przy
wzroście odwiedzin)
• Wzrost średniej ilości stron na odwiedziny z ok.
6,78 do 10,43
• Wzrost średniego czasu spędzonego na witrynie
z 4:12 do 4:56
• Spadek wskaźnika odrzuceń z 27,55%
do 22,54%
• Wzrost konwersji (przy równoczesnym wzroście
odwiedzin) o 150% z 0,02% do 0,05%.
Profesjonalne badanie użyteczności nie są najtańsze.
Jeśli jednak prowadzisz sklep, który ma obroty na poziomie
powyżej 500 tys. zł rocznie lub wdrażasz duży eCommerce,
proponuję skorzystać z usług firm zewnętrznych
specjalizujących się w tej dziedzinie. Przeznaczone środki
finansowe zwrócą się w parę miesięcy, a wprowadzone
zmiany pozostaną już zawsze. ■
e-PROFIT 11
Rozmowatrendy
Rynkowe
miesiąca
Czyżby skandal z egzaminami na aplikacje?
Marek Dornowski
Żródło: ArsLege
W zeszłym roku do egzaminów wstępnych na aplikacje
przystąpiło 11 851 absolwentów prawa. Największym
zainteresowaniem cieszyła się aplikacja radcowska –
egzamin zdawało 5953 osób. Na aplikację adwokacką
startowało 4126 chętnych, na notarialną ponad 1133
i 639 na komorniczą.
Niebawem egzaminy na aplikacje. Pewnie niejednego
oblatuje strach na samą myśl. Niepotrzebnie.
Patrząc na dotychczasowe wyniki trafności pytań,
okazuje się, że rzetelne przygotowanie do egzaminu
z wykorzystaniem ArsLege, daje gwarancję zdania
egzaminów wstępnych na aplikacje! Dlaczego?
Kandydaci na aplikantów w czasie 150 minut
rozwiązywali test jednokrotnego wyboru liczący 150
pytań.
Oto dowody:
Sprawdziliśmy, ile pytań testowych z bazy ArsLege
pojawiło się w testach dla przyszłych prawników
w 2011 r. Po ubiegłorocznych egzaminach wstępnych
na aplikacje ogólną, notarialną, adwokacką,
radcowską i komorniczą okazało się, że rozwiązując
wyłącznie pytania z bazy testów ArsLege, kandydat
osiągnie POZYTYWNY WYNIK!
Według Ministerstwa Sprawiedliwości zdawalność
wynosiła – w przypadku aplikacji adwokackiej 49%,
radcowskiej 46%, a komorniczej 80%. Na aplikację
notarialną dostało się nieco ponad 15% zdających.
12 e-PROFIT
Rynkowe trendy
Nasza baza to efekt żmudnej i ciężkiej pracy naszej
i naszych współpracowników. Nie będę oszukiwał,
że sam dostęp do niej załatwia już całą sprawę.
To nie talizman, tylko rzetelne narzędzie, które
ułatwia przygotowanie do egzaminów. Nie ma się
co oszukiwać, bez solidnej nauki się nie obejdzie, ale
dzięki nam, czas na nią poświęcany jest wykorzystany
bardziej efektywnie – dodaje Ostrowski.
Z pytaniami testowymi na aplikację ogólną serwis trafił
w 83%. Oznacza to, że 83% pytań testowych, które
znalazły się na egzaminie państwowym w 2011 r., było
znane wcześniej ArsLege. Z pytaniami testowymi na
aplikację adwokacką i radcowską wskaźnik ten sięga
aż 90%. Z pytaniami dla aplikantów komorniczych 85%
co daje 127 punktów na egzaminie, zaś w przypadku
egzaminu na aplikację notarialną 84% (126 punktów).
Jak tak dalej pójdzie, zwolennicy ograniczania dostępu
do zwodów prawniczych będą mieli twardy orzech
do zgryzienia. W zestawieniu z wiedzą i rewelacyjnie
zdanymi egzaminami argument spadku jakości usług
brzmieć będzie bardzo mało przekonująco.
W tym roku baza ArsLege powiększyła się już
do około 80 000 pytań testowych! Oznacza to,
że prawdopodobieństwo zdania egzaminu przy
przygotowywaniu się wyłącznie na bazie testów
To nie nasz problem – komentuje Arkadiusz Howara,
z serwisu ArsLege.pl jeszcze bardziej wzrosło.
wiceprezes spółki Prawomaniacy. My skupiamy się na
Nie mamy przecieków z ministerstwa ani żadnych dostarczeniu efektywnego narzędzia do nauki.
układów z kimkolwiek – komentuje wyniki Tomasz
Ostrowski, prezes zarządu spółki Prawomaniacy,
właściciela serwisu.
To, że w wyniku korzystania z niego będziemy mieli
więcej dobrze wykształconych aplikantów, naszym
zdaniem, nie powinno martwić przeciętnego
Kowalskiego, a już na pewno samych zdających.
Trudno się z tym nie zgodzić. ■
e-PROFIT 13
Rynkowe trendy
życie w wymiarze
Foto: sxc.hu / Montaż: IMOGEN
MATRIX
Podczas Forum IAB „Adaptive Marketing, Adaptive
Enterprise”, które odbyło się w Warszawie, jednym z głównych
gości z zagranicy był Nick Sohnemann z firmy Trend One.
Nick zaprezentował najnowsze rozwiązania techniczne
i ukazał jaki mogą mieć wpływ na nasze życie w najbliższym
czasie. Nick używa słowa outernet, czyli sieci komunikacji
spinającej praktycznie wszystkie urządzenia mobilne.
Rzeczywistość, w której nie ma czegoś takiego jak dostęp do
internetu, bo jest on praktycznie wszędzie, czy tego chcemy
czy nie.
Reklamy na wystawach automatycznie dopasowujące treści
reklamowe do zainteresowań przechodniów, inteligentne
budynki wyczuwające, kiedy mieszkańcy zbliżają się do domu,
żeby ustawić odpowiednia temperaturę. To tylko wierzchołek
góry lodowej i nie jest to opis gadżetów z kolejnej części
Matrixa, to opis technologii, która dostępna jest już dziś.
Przedstawiamy oryginalny zapis rozmowy.
14 e-PROFIT
Rynkowe trendy
Rozmawia Marek Dornowski
Nick, when I was listening to you, I had a feeling as
if I was watching „The Minority Report”. The reality
that you were presenting was just like the one in
that movie. When I watched it for the first time,
it all seemed to be a simple science fiction story,
now it does not.
I am in two minds about this disruptive technology.
On the one hand, there are all the simplifications
to our life, but on the other – there is all this data
mining. The feeling of no privacy, knowing that you
are being accompanied by an artificial system that
knows you better than you do. Isn’t it dreadful?
In your presentation I was touched the most by the
word “outernet”, which still sounds a bit odd today, Yes, you are right. Of course, there is a risk of data
but I tend to believe that in the years to come it tracking, but as consumers in this new data mining
would not be amusing to us but rather something world, we would be offered something more precise.
that we would be taking for granted.
The companies would also have to change their way
Do you agree? When might that happen?
of thinking and not use data mining to trick their
clients in a new way, but rather to analyze more what
“Outernet” is the next step of the Internet and it is really they can change to suit a client’s needs. So, to put it
happening now. We have seen on the presentation simply, they should use the data to understand their
just some examples of augmented reality. It is only clients better.
going to be a few years’ time when we will see new
business models based on this conception.
Can we just say that the development of these new
There are so many possibilities, just imagine walking technologies will lead us to something we could call
down the street with your mobile and taking some personal marketing?
pictures of buildings that are around and you get all
the information you need about them. You do not The trend is definitely heading towards
need to carry a guide or a book anymore.
individualization, which is not surprising as we all are
individuals, but on the other hand there is a strong
Next, you can have an individual nutrition assistant demand for us to be like a group. We want to be
that will tell you, basing on the pictures of the food together, we do not want to be outsiders.
products in the supermarket, what you can or can not
eat to keep your diet, and it will cost you just as much Generally, we want to be with other people rather
as 5 euro a month. How does it know? Because it has than sitting alone in front of a computer. We need
all the data of my blood, fitness level etc. being put on relations, so that is why I believe new technologies
my smartphone.
will not change everything.
Outernet already has a lot of business potential. Some
ideas might seem funny but when we talk about
disruptive technology, we talk about something that
initially seems to be stupid or funny but our approach
changes with time. Twenty years ago, no one needed
a mobile phone, no one needed an iPad when it
was developed, but clever people, like Steve Jobs,
understood there is a market the consumer even
does not know about.
Outernet is a similar idea – that we have connection
to everything – but today, we still do not know about
it as consumers. So answering your question directly,
it will be happening very shortly.
If I were a CEO of an advertising agency working
closely with the media, I would be worried with
what you said, that in the near future there will not
be something like mass TV.
Do you really believe it is possible, and if yes, are we
far from that?
It will be possible soon because the concept of TV is
simply broadcasting from point to multipoint. This
will have to change to IP broadcast. TV ad agencies
will have to use their creativity to invent more
sophisticated campaigns. ■
e-PROFIT 15
Banner
blindness
Wchodząc na jakikolwiek serwis internetowy, od razu jesteśmy atakowani
przez reklamę. O ile tradycyjne formy banerowe jesteśmy w stanie znieść,
o tyle wszelkie layery czy pop-up’y, które nagle wyskakują nam przed oczami,
zasłaniając całą stronę, są dla większości użytkowników bardzo irytujące.
Foto: sxc.hu/hotblok Montaż: IMOGEN
Angelika Przeździęk, dyrektor zarządzająca PixAd
16 e-PROFIT
Rynkowe trendy
Do reklamy w internecie już się przyzwyczailiśmy, jest z nami prawie 20 lat. Pierwszy baner
reklamowy pojawił się w 1994 r. na stronie HotWired (25.10.1994). Była to reklama firmy AT&T –
mało atrakcyjna wizualnie i mimo iż zachęcała do kliknięcia w nią, prowadziła donikąd. Miała rozmiar
tradycyjnego banera 468x60 pix. W ciągu tych 2 dekad reklama stała się dla nas codziennością.
Powstały najróżniejsze narzędzia do badania jej
efektywności, wytyczne jak powinna wyglądać,
by przyciągać użytkownika, jakie powinna spełniać
wymogi techniczne.
Mogłoby się wydawać, że wiemy już wszystko
i potrafimy sprawić, by reklama była bardziej
skuteczna, użytkownicy chcą w nią klikać, a klienci
masowo kupować pokazywane w niej produkty.
Ale nasze przyzwyczajenie do jej obecności stało
się dla nas przekleństwem. Staliśmy się bowiem
na reklamę ślepi, o czym świadczy zjawisko banner
blindness. Polega ono na podświadomym filtrowaniu
przez internautę informacji znajdujących się na stronie
internetowej, w wyniku czego odrzucane są nachalne
reklamy. Użytkownik nie dostrzega wszelkich przekazów
zbliżonych rozmiarem i zachowaniem do reklam.
Paradoksalnie: im bardziej ruchliwy czy krzykliwy
przekaz, tym większa szansa, że internauta świadomie
go nie dostrzeże.
Termin ten został użyty po raz pierwszy już
w 1998 r. w pracy Bander Blindness: Web Searchers
often Miss Obvious links przygotowanej przez Jana
Panero Benwaya i Davida M. Lane’a z Rice University.
Pojawia się więc pytanie: jak zmusić internautę do
aktywnego i świadomego kliknięcia w reklamę?
Jak go na reklamie zatrzymać? Jak go do reklamy
przyciągnąć?
W odpowiedzi na te pytania pomocne okazały się
badania dotyczące użyteczności stron internetowych.
Kilka lat temu firma Nielsen Norman Group, kierowana
przez Jakoba Nielsena, wykorzystując metodę
eyetrackingu zbadała gruntownie właśnie ten obszar.
Wśród wielu wniosków znalazły się takie, które
marketerzy i wydawcy stron powinni starać się
wykorzystać:
• badani byli niezwykle selektywni w wybieraniu
informacji, ich wzrok skupiał się tylko na
najistotniejszych elementach;
• obrazki umieszczane w środku tekstu były
najczęściej traktowane jako przeszkody i omijane,
przy czym wyjątkiem były te grafiki, które były
ściśle związane z tekstem;
• rozmyte grafiki były pomijane, natomiast dużo większą
uwagę badanych zwracały obrazki związane z tekstem,
zawierające jakieś informacje a nie tylko takie, które mają
wartości jedynie estetyczne;
• animacje przyciągały uwagę tylko w sytuacjach, gdy były
nieskomplikowane i miały związek z tekstem.
Reasumując: jeśli zdjęcie jest dobrze dobrane
kontekstowo i związane z tekstem może być nawet siłą
napędową, by użytkownik zainteresował się treścią.
Zdjęcie jest tym elementem, na który – po przeczytaniu
tytułu – internauta zwraca największą uwagę.
Musimy zdać sobie sprawę, że w dobie fascynacji nowymi
serwisami typu Pinterest czy Instagram – marketerzy potrzebują
strategii dla wykorzystania zdjęć jako placementu reklamowego.
Zdjęcie jest tym elementem, które zwykle wywołuje najwięcej
emocji i jest przyczynkiem do rozpoczęcia dyskusji na wiele
tematów. Nie jesteśmy w stanie zatrzymać tego zainteresowania,
co więcej jesteśmy sami częścią kultury wizualnej. Przykładem
może być choćby Facebook, na którym to właśnie zdjęcia
wywołują najwięcej interakcji: 70% przyznanych like’ów
czy komentarzy pojawia się właśnie pod zdjęciami.
Z działań wokół zdjęć zrodziła się popularność Instagramu,
na którym w ciągu sekundy dodawanych jest 60 zdjęć czy
Pinterestu, w którym w ciągu 6 miesięcy zarejestrowało się
globalnie 10 mln użytkowników. Zdjęcia nabierają więc dla
nas istotnego znaczenia, także w sensie społecznym i warto
wykorzystać ich reklamowy potencjał. Warto też podkreślić,
że przeciętni użytkownicy internetu przyswajają informację
ze zdjęcia dużo szybciej niż z tekstu.
Za pomocą reklamy możemy w prosty sposób statyczny obrazek
przekształcić w interaktywny kontent. Co więcej, możemy tak
dopasować reklamę do przedmiotów znajdujących się na
zdjęciu, że użytkownik w żaden sposób nie odczuje tego jako
przypadkowy spam. Dodatkowo, reklama typu In-Image jest
bardziej skuteczna. Ray Fleming (CEO Luminate, Inc.) podaje
wskaźniki CTR 10-krotnie wyższe od tych, z tradycyjnych reklam
displayowych. Podobne informacje znajdziemy na stronie sieci
GumGum, na której pokazane są 20-krotnie wyższe wskaźniki
osiągane z kampanii emitowanych na zdjęciach.
Zdjęcie jako placement reklamowy daje dużo większe możliwości
wykorzystania tego, co na nim się znajduje. Każdy przedmiot
znajdujący się na obrazku może być wykorzystany reklamowo.
W ten sposób możemy zarówno emitować reklamy banerowe,
jak i bardziej wymyślne aplikacje wykorzystujące kontekstowo
to, co jest na nim pokazane. ■
e-PROFIT 17
Rynkowe trendy
Nagraj sobie film
Sylwia Zawadzka – specjalista ds. marketingu e2o Sp. z o.o.
Wideo w sieci stało się narzędziem coraz chętniej
wykorzystywanym w marketingu. Reklama wideo oddziałuje na
zmysły słuchu, wzroku i jest atrakcyjną formą przekazu oferty
handlowej. Myli się jednak ten, kto myśli, że do stworzenia
dobrego materiału wystarczy tylko pomysł i kamera.
Od kilku lat rozwojowi reklamy wideo
w internecie, przygląda się bardzo uważnie większość
przedsiębiorców. Powoli staje się to już nie trend,
a kierunek rozwoju reklamy w ogóle, porównywalny
z reklamą telewizyjną. Potwierdzeniem tego są
badania przeprowadzane przez: Gemius S.A., IAB
Polska czy Onet.
Co roku prezentują one raport o nowościach i przyszłości
reklamy w internecie. Wskazują na formy promocji, które
cieszą się największą popularnością wśród odbiorców. Raport
opisuje grupy docelowe, ich płeć, wiek, wykształcenie,
omawia najskuteczniejsze kanały emisji reklam itp. Wideo
jest wszechobecne. Dobrym przykładem jest tu branża
HoReCa. Hotele coraz częściej decydują się na wideoreklamę
swojej oferty w sieci. (http://e2o.com.pl/portfolio.
html?a=videoprzewodnik-hotelowy).
Konferencje hotelowe transmitowane na żywo w internecie
cieszą się z roku na rok większym zainteresowaniem, a krótkie
spoty reklamowe o produktach trafiają w gusta klientów.
Dlaczego wideo?
Przykładowy materiał wideo obiektu hotelowego można
aktualnie zamieścić wszędzie: na stronie firmowej, na
YouTube, na Facebooku, w serwisach rezerwacyjnych.
Informacji na temat strefy spa, czy też położenia hotelu
i wyglądu pokoju, w którym zamieszkamy, nigdy dość.
Dodatkową zaletą wideo w internecie, jest to, że inwestujemy
jeden raz, tworzymy film zgodny z oczekiwaniami,
zamieszczamy go na dowolnej liczbie witryn, przez co
minimalizujemy koszty. Ta forma dotarcia do klientów depcze
18 e-PROFIT
po piętach telewizji jeśli porównujemy skuteczność i zasięg
obu nośników/narzędzi. Ciekawą prezentację zawierającą
konkretne dane liczbowe można zobaczyć tutaj:
(http://www.slideshare.net/FilmteractiveFestival/
aleksander-szafaryn-gemius)
Czy promowanie wideo o danym obiekcie hotelowym
jest uzasadnione rynkowo, czy należy odbierać je bardziej
w sferze chwilowej mody i kaprysu właścicieli? Wystarczy
zapytać tych, którzy już podjęli decyzję o zastosowaniu
właśnie tej formy promocji. W 3,5-minutowym filmie szef
kuchni sprzedał swoją filozofię, rozreklamował restaurację
oraz zaprosił na prowadzone przez siebie kursy gotowania…
http://vimeo.com/29075189
Jak dowodzą badania, 45% odbiorców reklam
zapamiętało spot z ofertą turystyczną spośród
wszystkich reklam emitowanych w sieci.
Raport Gemius S.A. „Audio i wideo w sieci” styczeń 2010 r.
Jakie są tego przyczyny?
Coraz więcej osób ma stały dostęp do internetu,
a większość podróżujących szuka informacji o hotelach
i usługach właśnie w sieci. Treści, które interesują odbiorców
dotyczą rozrywki i informacji.
Ważne, by informacje te były wysokiej jakości, odpowiedniej
długości, odtwarzały się na urządzeniach mobilnych
i dotyczyły tego, czego internauci faktycznie poszukują,
a więc: szczegółów usług hotelowych, przykładowych menu
restauracji, standardu sal konferencyjnych i pokoi.
Foto: sxc.hu / Montaż: IMOGEN
Rynkowe trendy
Jeśli jednak ktoś już zdecyduje się na inwestycję w tę
formę promocji, musi poznać kilka istotnych zasad. Przede
wszystkim wideo w sieci powinno mieć nie więcej niż
3 minuty. Badania dowodzą, że filmy trwające dłużej ogląda
tylko 9,42%. Nie można ulec pokusie: wszystko jest ważne
i nie można tego pominąć.
Wideo na wielu kanałach
Jeśli Twój scenariusz jest dłuższy niż 3 minuty, a zależy Ci
na dużej oglądalności, prostu musisz go zmienić. Warta
przemyślenia jest inwestycja w płatne oprogramowanie
do filmu. W niektórych bezpłatnych wersjach nie ma
możliwości kontroli emisji reklam. Poza tym dochodzi
jeszcze jakość emisji. Oszczędności poczynione tutaj, mogą
okazać się bardzo złudne. Materiał w wersji HD to „czysty”
obraz, który posłuży na lata.
Najpopularniejszym serwisem wideo jest nieporównywalnie
YouTube.com. Według danych z września 2011 roku
odwiedzalność sięgała 12,5 mln odbiorców w Polsce.
Jest to więc jeden z głównych kanałów emisji wideo z ofertą.
http://360interactive.pl/#/infografiki/galeria/wideo-winternecie
Kolejna kwestia to odpowiedź na pytanie, kto będzie
odbiorcą danego filmu. Dla większości obcokrajowców język
polski nadal pozostaje w sferze lingwistycznej egzotyki.
Pytanie o różne wersje językowe jest więc jak najbardziej
na czasie. Na koniec – podkład muzyczny. Jego odpowiedni
dobór zwiększa szansę na to, że film zostanie obejrzany
w całości. Błąd w tej materii, to w praktyce wyrok śmierci dla
naszej produkcji.
Pozostaje jeszcze kwestia dystrybucji. Rozpowszechnianie
wideo w sieci to bardzo istotny element kampanii
promocyjnej. Trzeba zastanowić się nad odpowiednim
doborem kanałów, którymi film zostanie wyemitowany.
Dotychczas reklamowe spoty wideo kojarzyły się
z kampaniami telewizyjnymi, które z kolei wiązały się
z dużymi budżetami.
Czy możliwości, jakie daje internet w zakresie promocji
wideo, przekonają do tej formy komunikacji klientów
również spoza branży HoReCa?
Biorąc pod uwagę stosunek kosztu do potencjalnych
efektów, jest to bardzo prawdopodobne. ■
e-PROFIT 19
Łukasz Drozda
Kreatywne
angażowanie
konsumentów,
czyli
ARTsourcing
Foto: sxc.hu / Montaż: IMOGEN
Bogaty katalog doświadczeń
crowdsourcingu dowodzi szeregu atutów
angażowania konsumentów przez biznes.
20 e-PROFIT
Pogłębieniem tego rozwiązania jest
ARTsourcing, odmiana crowdsourcingu
stawiająca przede wszystkim na twórczość.
Rynkowe trendy
Realne korzyści
Czerpanie inspiracji od konsumentów może stać się wielkim
atutem marki. Ich angażowanie umożliwia wykorzystywanie
właściwie nieograniczonego potencjału. W ten sposób firmy
zyskują mnóstwo intrygujących pomysłów. Masa użytkowników
sieci, głównego sprzymierzeńca praktyk crowdsourcingu,
to znacznie bardziej efektywny zespół projektowy od swoich
tradycyjnych odpowiedników. Nawet najlepiej przeprowadzona
burza mózgów nie dorówna pomysłowością, swobodzie,
spontanicznej twórczości konsumentów.
Crowdsourcing dynamicznie rozwija się również w Polsce.
Coraz częściej jest tu też wykorzystywany do czegoś więcej
niż zwyczajnego odwoływania się do opinii konsumentów.
Nie chodzi tylko o to, aby sondować ich zdania, ale wyłowić spośród
nich kreatywne jednostki. Nowoczesne angażowanie powinno
polegać na czymś więcej od zbierania nakrętek, wycinania kodów
kreskowych czy wysyłania SMS-ów.
W ten sposób usatysfakcjonowani czują się nie tylko sami
konsumenci, ale i podmioty czerpiące z ich pomysłowości.
Ci pierwsi realizują się dzięki uczestniczeniu w ciekawej rywalizacji,
zaspokajającej ich aspiracje i zapewniającej ciekawe nagrody.
Ten ostatni element jest bardzo ważny: dobra praca wymaga
przecież odpowiedniego wynagrodzenia. Motywacja jest
szczególnie istotna w sytuacji, gdy bazujemy na czyjejś kreatywności.
Dobre pomysły, tak jak fachowo wykonaną robotę, należy
odpowiednio premiować. Usatysfakcjonowany czuć się może także
właściciel marki, który oczekuje od zaangażowania konsumentów
czegoś więcej niż dawniej. Dzięki temu crowdsourcing oferuje
swoje dwie główne zalety obu stronom takiej relacji.
Po pierwsze angażuje emocjonalnie. Ludzie naturalnie czują się
bardziej przywiązani do czegoś, co mają okazję współtworzyć.
Poziom ich identyfikacji z marką (wierności wobec niej),
zdecydowanie wzrasta wraz z pogłębieniem tego zaangażowania.
Ciekawie pomyślany konkurs na zaprojektowanie od podstaw
etykiety czy logotypu, będzie w ten sposób mocniej przyciągał
konsumenta niż tylko zapewnienie mu możliwości wyboru
z gotowych propozycji. Drugim atutem jest wykorzystanie
potencjału twórczego. Crowdosourcing w swojej najbardziej
zachowawczej formie jest tylko sprytną manipulacją, pracochłonną
dla marketerów. Zaufanie kreatywności konsumentów pozwala
na opracowanie większej liczby koncepcji.
Jak to zrobić?
Dobrym przykładem jest tutaj konkurs organizowany przez serwis
KonkursyKreatywne (obecnie Kreatywne.pl), największej polskiej
platformy opartej o ARTsourcing.
Portal organizował konkurs na swoje oficjalne logo.
W trakcie miesiąca zgłoszono ponad 200 projektów. Nawet dla
organizatorów konkursów, czerpiących z kreatywności polskich
twórców, zaskakujące było to, w jak zróżnicowany sposób można
podejść do tego tematu.
Formuła rywalizacji wydawała się bardzo ograniczająca dla
designerów. Tymczasem każdy z nich przedstawił zupełnie inną
wizję tego samego zjawiska. W ramach konkursów dla twórców
wyłonić można też profesjonalistów, którzy zrealizują na dobrą
sprawę dowolne zadanie dla każdej firmy. Coca-Cola we współpracy
z KK organizowała Warsztaty Filmu Reklamowego „Coś kręcisz”.
Ich celem było wyłonienie najlepszych filmowców, którzy byli
potem wysyłani przez firmę, by nakręcić krótkie filmiki promujące
zespoły muzyczne – finalistów organizowanego przez koncern
projektu Coke Live Fresh Noise. Nakręcone klipy posłużyły
Coca-Coli w promowaniu w internecie zespołów oraz samej akcji.
Skuteczność tego mechanizmu dodatkowo zwiększyć może
unowocześnienie formuły wyłaniania zwycięskiego pomysłu.
Tradycyjne jury nie składa się przecież z nieomylnych sędziów,
a powszechne głosowanie użytkowników pozwala dodatkowo
wykonać wstępne badanie rynku. Pewne pomysły mogą
wydawać się ciekawe, ale nie muszą „chwycić”. Projektowanie
społecznościowe pomaga i tutaj, umożliwiając wykluczenie takich
zagrożenia przed pojawieniem się marki na rynku.
Jak czerpać z tego najpełniej?
Rozwiązaniem, które pozwala zmaksymalizować korzyści
płynące z crowdsourcingu jest ARTsourcing. Czerpie on
z potencjału twórców, którymi mogą być zarówno zawodowcy, jak
i dorównujący im nieraz profesjonalizmem amatorzy. Węższym
pojęciem od ARTsourcingu jest bardziej znany, acz w dalszym
ciągu niszowy w Polsce social design, który odnosi się konkretnie
do sfery projektowania.
Dlaczego warto wykorzystywać te rozwiązania? Jak już
wspomnieliśmy, główny atut crowdsourcingu polega na tym,
że jego zasoby są właściwie niewyczerpane. Kreatywność
konsumentów nigdy nie zanika, ponieważ jest odporna na
większość przypadłości, nawet dobrze zaplanowanych strategii.
Każda z nich nieuchronnie się starzeje. Co więcej jednak, nawet
one mogą przedłużyć żywot i zwiększyć moc oddziaływania dzięki
kreatywnie wykorzystanemu angażowaniu.
Niezwykle skuteczne może być np. powiązanie crowdsourcingu
z brand hero. Nie wystarcza przecież samo wymyślenie postaci
wspierającej markę. Trzeba to zrobić również wobec jego
aktywności i treści, stanowiących podstawę jego działalności.
Konsumenci mogą je znakomicie tworzyć na własną rękę,
wspierając nawet trudne marki. Nie każda z nich jest łatwa do
wypromowania, ale crowdsourcing, a tym bardziej ARTsourcing,
są w stanie pomóc w tym zadaniu. Z tego względu nie są one
przykładem pójścia na łatwiznę. Angażowanie konsumentów
może być wręcz bardziej ambitną taktyką.
ARTsourcing w praktyce
Największą obecnie platformą czerpiącą z tych praktyk
w polskim internecie jest przywołany wcześniej serwis
Kretywne.pl. Specjalizuje się w wymyślaniu, organizowaniu
i promowaniu konkursów dla twórców z różnych dziedzin: kultury,
sztuki, architektury czy designu.
Z usług tych korzystać mogą zarówno twórcy, jak i osoby
odpowiedzialne za promocję konkursów: pracownicy działów
obsługi klienta agencji reklamowych, agencji PR i domów
mediowych.
Portal jest jedynie platformą umożliwiającą komunikację
pomiędzy tymi grupami. Duże zainteresowanie ze strony obu grup
i dynamiczny rozwój serwisu pokazują jak bardzo tego rodzaju
miejsca są potrzebne. ■
e-PROFIT 21
Rozmowa miesiąca
Dzielić się
Foto: Ola Anzel / www.olaanzel.pl
Borowski + Kiesz + Pokojski
Przed Państwem – ekipa infoShare
22 e-PROFIT
Rozmowa miesiąca
wiedzą
Tyle razy zadawaliśmy już pytanie o to, co jest konieczne do odniesienia sukcesu
w biznesie. Każda odpowiedź wydaje się nam już wyświechtana i przegadana.
Szczęście? Pewnie tak. Być w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie? Nie zaszkodzi. Znajomości?
Pewnie się przydają. Wszystko to jednak na nic, jeśli nie będziemy mieli wiedzy. Prostej wiedzy o tym
co, komu i dlaczego?
Wiedza kosztuje. Najczęściej tak, są jednak miejsca, gdzie całkowicie za darmo można podzielić się
swoją wiedzą i skorzystać z wiedzy innych. Wszystko dzięki grupie pasjonatów z Pomorza, którzy kilka
lat temu wymyślili i wcielili w życie ideę konferencji – bezpłatnej, otwartej dla wszystkich, na której
interesujący ludzie dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem, po prostu ideę infoShare.
Mamy dziś przyjemność gościć na naszych łamach – Grzegorza Borowskiego, Andrzeja Kiesza
oraz Marcina Pokojskiego – czyli „winowajców” całego infosharowego zamieszania.
Rozmawia Marek Dornowski
Fotografia: Ola Anzel
Od ostatniej edycji konferencji infoShare minęło już
trochę czasu. Można spojrzeć na to, co się działo z pewnym
dystansem. Chciałbym prosić Was o podsumowanie
tego, jak Wy jako organizatorzy ją odebraliście? Jakie
wnioski, już tak na chłodno, się Wam nasuwają?
Grzegorz
Borowski: Moim zdaniem, to była
zdecydowanie nasza najlepsza konferencja. Bardzo
mnie to cieszy, bo oznacza to, że się rozwijamy.
Na pewno strzałem w dziesiątkę było zaproszenie
uznanych keynote speakerów ze Stanów – Burtona
Lee oraz Bruce’a Schneiera, choć przyznam szczerze,
że kosztowało nas to bardzo dużo wysiłku. Zaproszenia
wysłaliśmy do kilkudziesięciu potencjalnych keynote’ów,
rozmawialiśmy z kilkunastoma, a udało się sfinalizować
dwie takie rozmowy. Co przy ograniczonym budżecie
uważam za olbrzymi sukces. Poza tym, nasze zaproszenia
przyjęło kilku uznanych specjalistów europejskich, a także
plejada polskich gwiazd, co sprawiło, że merytorycznie
program stał na bardzo wysokim poziomie.
Cieszę się także, że osobiście miałem okazję wysłuchać
kilkunastu prelekcji (w ubiegłych latach z powodu natłoku
obowiązków różnie z tym bywało) i z wielką radością
obserwować gorące reakcje publiczności potwierdzające
trafność naszych wyborów.
Na pewno nadal będziemy robić wszystko, aby ściągać na
infoShare uznane autorytety, ludzi, którzy mają wiedzę,
doświadczenie i chcą oraz, co ważne, potrafią się nimi
dzielić z publicznością.
Marcin Pokojski: W tym roku mocno zacieśniliśmy
współpracę z Miastem Gdańsk (Biurem Promocji), a także
Gdańską Agencją Rozwoju Gospodarczego investGDA.
Ze względu na fakt, że konferencja odbywa się od samego
początku (6 lat) w Gdańsku, taka współpraca to dla nas
naturalny kierunek rozwoju, z którego obie strony mogą
czerpać korzyści.
Konferencja rośnie także dzięki wsparciu firm z całej Polski.
Dla nich infoShare to idealne miejsce, aby zaprezentować
swoją ofertę jako dostawców ciekawych rozwiązań
technologicznych lub potencjalnych pracodawców.
To co cieszy nas najbardziej, to fakt, że zaraz po konferencji
pojawiły się pierwsze deklaracje chęci współpracy
podczas kolejnej edycji w 2013 r.
Miłym zaskoczeniem była ogromna popularność
konferencyjnej aplikacji mobilnej. Rok 2012 ma być
e-PROFIT 23
Rozmowa miesiąca
wreszcie „rokiem mobili”. Postawiliśmy sobie za cel,
aby specjalnie na konferencję powstały aplikacje na
Androida i iOS. W efekcie aplikację pobrała blisko połowa
uczestników konferencji(!), co zdaje się potwierdzać tezę,
że rok 2012 na infoShare na pewno był „rokiem mobili”.
Niezmiennie ogromną energię do dalszego działania dają
nam nasi uczestnicy. Jeżeli ktoś poświęca kilka dni pracy
i przyjeżdża z drugiego końca Polski na twoją konferencję
to znaczy, że robisz coś wartościowego. Liczba takich
osób wciąż rośnie i to jest budujące.
Ostatnio zadaliśmy pytanie na FB: Z czym kojarzy Ci się
infoShare? I dumni byliśmy m.in. z tej odpowiedzi:
Inspiracja. Po każdym roku wychodzę nabuzzowany
milionem pomysłów i niesamowitą chęcią do działania.
Po 2010 i spotkaniu z Rafałem Agnieszczakiem założyłem
swój pierwszy startup, po 2011 i jednym z warsztatów
zmieniłem o 180 stopni swoją karierę, a po 2012 i imprezie
integracyjnej... rozkręcamy nową firmę.
Andrzej Kiesz: Mnie cieszy fakt, że infoShare stało się
ogólnopolskim brandem bardzo dobrze rozpoznawalnym
w branży. Oczywiście to niesie ze sobą nowe wyzwania,
ale przecież o to chodzi. Organizując wydarzenie,
na które przyjeżdża 1300 osób z całej Polski, musisz
zadbać nie tylko o to, aby konferencja stała na
wysokim poziomie merytorycznym i organizacyjnym –
trzeba zrobić wszystko, aby uczestnicy z innych,
często odległych, miast, nie mieli żadnych problemów
logistycznych i aby miło spędzili kilka dni nad morzem.
Miarą tego, że infoShare staje się coraz bardziej
rozpoznawalne jest nie tylko liczba uczestników, lecz także
liczba sponsorów, którzy coraz częściej sami zgłaszają się
z propozycją wsparcia finansowego konferencji.
W 2010 prezentowaliśmy „świeżutki” case Codility, który
dzisiaj jest wskazywany jako jeden z nielicznych globalnych
sukcesów polskiej sceny startupowej. Prezentowaliśmy
także, jak startupy wspierane są przez lokalne samorządy,
a także sieci aniołów biznesu.
W 2011 już rozmawialiśmy o akceleratorach (HackFwd,
ogłoszenie startu GammaRebels), wyraźnie pojawił
się wątek, rozwinięty także w tym roku, o potrzebie
globalnego „myślenia” przy tworzeniu startupów,
o wyraźnych różnicach między europejskim ekosystemem
startupowym a amerykańskim.
Cztery lata temu nasza publiczność w ogóle była
zaskoczona tym, że indywidualnie można próbować
stworzyć przedsięwzięcie i przy pomocy co najmniej kilku
alternatyw poszukać dla niego finansowania.
Obecnie
odnoszę
wrażenie,
że
większość
zainteresowanych osób, doskonale orientuje się
w temacie, prawie każdy ma jakiś pomysł, i raczej
świadomie szuka najlepszych alternatyw dotyczących
jego rozwoju, nie skupiając się już tylko na jego
finansowym aspekcie. I właśnie ten wzrost świadomości,
to według mnie największa, rewolucyjna wręcz, zmiana
– mam nadzieję, że naszymi konferencjami także się do
tego przyczyniliśmy.
Marcin Pokojski: Ja przedstawię trochę historii
infoShare.
2008 r.
Zaraz po tym gdy ówczesny zespół Naszej Klasy przywrócił
portal do działania, pojawił się u nas Tomasz Paszkowski
i opowiedział o tym, jak zlikwidowali efekt Pana Gąbki.
Mówimy trochę o pewnych rynkowych trendach,
gdybyście mogli spojrzeć na nasz rynek startupów
i nowych technologii z perspektywy tych kilku lat
organizacji infoShare, jakie trendy obserwujecie?
Gdy w Polsce badania użyteczności dopiero raczkowały,
a w całym kraju były tylko 3 Eye Trackery, u nas był
Piotrek Jardanowski z Symetrii i opowiadał o szczegółach
przeprowadzania takich badań.
Grzegorz Borowski: Myślę, że nie minę się mocno
z prawdą stwierdzeniem, że w ciągu ostatnich 3–4 lat
pojęcie „startupu” dopiero pojawiło się i bardzo szybko na
dobre zagościło na polskim rynku. Wcześniej jako branża
mówiliśmy o udanych przedsięwzięciach, serwisach, ale
cała idea cyklu życia „startupu”, jego świadomej budowy,
skalowania, programów wsparcia i finansowania nie była
szeroko zakorzeniona.
Sięgając do historii konferencji, podczas jej drugiej
edycji w 2008 r., Mirek Wąsowicz pokazał kilka
podstawowych informacji dotyczących potencjalnych
źródeł finansowania – i to było dla wielu jej uczestników
zupełne novum.
2009 r.
W 2009 r. Marek Hołyński mówił o swoich wieloletnich
doświadczeniach w Dolinie Krzemowej, a Krzysiek
Kowalczyk pokazał jak barcampy wspierają scenę
startupową, piętnował także opieszałość i rozdawnictwo
(słynny program 8.1) w działaniu agencji rządowych.
24 e-PROFIT
Kamil Brzeziński, kilka miesięcy po premierze iPhone’a
i pojawieniu się Androida w Polsce, opowiadał na naszej
konferencji o tworzeniu natywnych aplikacji mobilnych
na wiele systemów operacyjnych oraz zaprezentował
modele biznesowe sprzedaży aplikacji.
2010 r.
Po tym jak Demotywatory weszły do pierwszej
dwudziestki najpopularniejszych stron internetowych
w Polsce, pojawił się u nas autor całego zamieszania –
Mariusz Składanowski – z prezentacją: „Najbardziej
demotywująca prezentacja dnia – jak stworzyć serwis
internetowy, który porwie miliony”.
2011 r.
Obfitował w wiele prezentacji nt. rozwiązań cloud
computingu oraz technologii mobilnych. Priorytetem
dla nas jest, aby na infoShare zawsze były prezentowane
Foto: Materiały prasowe KSW
Rynkowe trendy
Foto: Ola Anzel / www.olaanzel.pl
i komentowane najnowsze trendy w IT i nowych mediach.
Co roku wyszukujemy to, co jest najważniejsze i to, co
może „wystrzelić” w kolejnym roku.
Dla mnie osobiście takimi tematami na najbliższe
miesiące to: Walka Microsoftu o zajęcie trzeciego
miejsca wśród otwartych systemów operacyjnych.
Trzymam kciuki, bo to przemyślany produkt i ciekawa
konkurencja dla Androida i iOSa.
Facebook uruchamia niebawem dystrybucję reklamy
w kanale mobilnym i będzie to niewątpliwie sukces,
a tym samym może stać się momentem przełomowym
dla całej branży mobilnej. Rynek nabierze pewności,
że na produktach mobilnych da się zarobić.
Warto przyglądać się też szybkiej popularyzacji SmartTV,
nie tylko z perspektywy rozwijanych ekosystemów
przez poszczególnych producentów telewizorów, ale ze
względu na produkty wielkich tuzów, czyli Google TV oraz
Apple TV.
Andrzej Kiesz: Ogólnie postęp technologiczny bardzo
dobrze widać na przestrzeni 6 edycji infoShare. Podczas
pierwszej edycji w ogóle nie myśleliśmy o zapewnieniu
Wi-Fi dla uczestników. Teraz to zdecydowane must be
i jednocześnie jedno z większych wyzwań. Kiedyś ludzie
byli czasem podłączeni (do sieci), a teraz w wyjątkowych
sytuacjach nie są podłączeni. I właśnie takie zmiany mają
bezpośrednie odbicie w sposobie organizacji infoShare.
Np. kiedyś uczestnicy wypełniali ankiety na papierze,
potem były ankiety dostępne na WWW, teraz
wystąpienia można oceniać w konferencyjnej aplikacji
mobilnej i dodatkowo w trakcie konferencji funkcjonuje
backchanneling, głównie na Twitterze. To właśnie tam
prelegent najszybciej może znaleźć opinie na temat
swojego wystąpienia, zazwyczaj już w jego trakcie. Dodam,
że w tym roku – chyba po raz ostatni – drukowaliśmy
program konferencji w książeczkach.
To nie ma sensu jeżeli 80–90% naszych uczestników ma
w kieszeni smartfona. Jeżeli chodzi o rynek startupów
to jest tak, jak opisał Grzesiek – cały ekosystem rozwoju
e-PROFIT 25
Rozmowa miesiąca
Foto: Materiały prasowe infoShare
i finansowania młodych przedsięwzięć zdecydowanie
dojrzał. Jeszcze 3–4 lata temu osoby z dobrymi pomysłami
musiały intensywnie szukać finansowania. Teraz role się
odwróciły – dziś ludzie, czy też podmioty z pieniędzmi,
szukają dobrych pomysłów.
Zmieniła się też optyka, mam na myśli to, że obecnie
polscy startupowcy celują w rynek międzynarodowy,
co jeszcze kilka lat temu nie było tak oczywiste.
Tak dla przypomnienia to nasza konferencja jest także o IT
dla ludzi IT. Więc nie może na niej zabraknąć światowego
formatu specjalistów w tej branży, jak choćby Adam
Bien (Java guru). Polscy programiści są cenieni na rynku
światowym i tutaj nie mamy się czego wstydzić. Przyjazd
Adama to możliwość posłuchania o najświeższych
zmianach albo nawet tych dopiero planowanych
w wytwarzaniu oprogramowania za pomocą języka Java.
Wspominaliście, że zapraszaliście na infoShare gości
z zagranicy. Powiedzcie, gdzie Waszym zdaniem,
jesteśmy jako rynek? Czy zaproszenia takich gości,
to kwestia tego, że ciągle uczymy się od bardziej
rozwiniętych rynków, czy jest to bardziej kierunek
wymiany doświadczeń?
Grzegorz Borowski: Na pewno zagraniczni goście
Marcin Pokojski: Nadal jesteśmy 10 lat za USA. Bliżej
nam do poziomu krajów ze starej UE. Nasza niemoc
w wylaunchowaniu przedsięwzięć o skali światowej jest
nadal nie do końca wyjaśnionym fenomenem. Smutnym
fenomenem. Przekleństwo rynku średniej wielkości
i myślenia – „wystarczy mi to, co zarobię na Polakach”–
to tylko jeden z wielu puzzli w układance o nazwie
„Nie umiemy myśleć globalnie”. Dużo o tym opowiadał
w tym roku Bartek Gola na naszej konferencji.
Każde doświadczenie jest cenne, na każdym się czegoś
uczymy. I w tym przypadku, jako nacja, ciągle mocno
się różnimy od przedstawicieli rynków zachodnich,
w szczególności amerykańskiego. Często koncentrujemy
się na problemach, obawach, będąc przekonanymi,
że mamy jedną szansę, której nie możemy zmarnować.
Boimy się niepowodzenia, nie wyssaliśmy z mlekiem
matki tego ability to fail. I w tym aspekcie na pewno
ciągle możemy się wiele nauczyć.
Gości z zagranicy dobieramy w taki sposób, aby ich
obecność wnosiła nowe spojrzenie na światowe trendy.
Oczywiście, że rynek USA jest bardziej rozwinięty niż
nasz lokalny. To Dolina Krzemowa jest ciągle królestwem
startupów (stąd zaproszenie Burtona Lee).
To właśnie rząd USA wydaje kilkaset procent więcej
z budżetu na badania naukowe niż Polska. Także na
badania o bezpieczeństwie informatycznym (stąd
zaproszenie Bruce Schneiera – guru od bezpieczeństwa).
Z drugiej strony, mamy olbrzymi potencjał w postaci
dobrze wykształconych informatyków, coraz większej
liczby doświadczonych menadżerów, mentorów
i inwestorów.
Nie wiem, czy przekuje się to na globalny sukces,
ale na pewno, tak jak mówiłem kilka zdań wyżej, w ciągu
ostatnich 3–4 lat poczyniliśmy olbrzymi krok do przodu,
co już owocuje coraz lepszymi projektami z realnymi
szansami na sukces co najmniej międzynarodowy.
26 e-PROFIT
pokazują inny sposób myślenia, bardziej otwarty,
ale też skoncentrowany na osiągnięciu celu. Bardzo
chętnie dzielą się doświadczeniem, nie unikają
odpowiedzi na trudne pytania, także te niewygodne,
dotyczące niepowodzeń.
Rozmowa miesiąca
Wracając jeszcze do gości z zagranicy. To co mnie uderzyło,
to pewnego rodzaju efekt aureoli. Ludzie chętniej słuchają,
ale też bardziej wierzą takim speakerom, przypisując im
już na starcie pewnego rodzaju kredyt zaufania.
Analizując
oceny
poszczególnych
prelegentów,
zauważyłem, że wykłady wybranych speakerów
zagranicznych zostały ocenione zdecydowanie wyżej niż
wykłady gwiazd sceny polskiej, mimo tego – i tutaj nie
mam żadnych wątpliwości – że merytorycznie były one
co najmniej porównywalne.
Z tego powodu, ale także z powodu otwartości,
olbrzymiego doświadczenia i wiedzy pochodzących
z funkcjonowania na dużo dojrzalszych rynkach,
na pewno nadal będziemy zapraszać tego typu gości.
Gdzie Waszym zdaniem jest obecnie największy potencjał
rynkowy, który wymaga jeszcze zagospodarowania?
W którym obszarze e-biznesu będzie przybywało
najwięcej startupów?
Marcin
Pokojski: Wymienię chocby Positionly,
Smartupz.com, Can’t Stop Games, Brand24, Socializer,
Listonic czy Audioteka.pl z pełną świadomością, że to
przedsięwzięcia działające już od przynajmniej dwóch,
trzech lat. Aktualnie jestem pod wrażeniem tego jak
szybko rozwija się UXpin.
Wymieniając te przedsięwzięcia wiem, że mają klarowny
model binzesowy i w wielu przypadkach czynią starania,
aby od razu zaistnieć na rynku globalnym. To mi imponuje
i za to je doceniam.
Grzegorz Borowski: Marcin, trochę rozszerzył definicję
słowa „jeden”. Ja dodam, że imponuje mi Arek Skuza
i to jak konsekwentnie rozwija SaveUp, budując jego
przewagę konkurencyjną w oparciu o technologię
rozpoznawania obrazu. Tego typu rozwiązania zawsze
trudniej skopiować.
Co więcej, Arek wręcz promieniuje pozytywną energią
i otwartością, a to wcale nie jest tak często spotykane na
naszym podwórku.
Marcin Pokojski: Zdecydowanie jest teraz hype na Kibicuję także lokalnie (trójmiejsko) naszym „piratom”
obszar mobilny. W tym obszarze będzie przybywało
najwięcej startupów. Powoli krzepną już biznesy bazujące
na ekosystemie otwartych OS-ów. Zaczęliśmy mentalnie
akceptować to, że trzeba oddać część przychodu dla
Apple czy Google, bo lepiej mieć 70% niż 0% z przychodu.
Mimo to ciągle czekam na usługę, która umożliwi bardzo
prostą realizację płatności w kanale mobilnym bez
konieczności oddawania tak dużej prowizji. W przypadku
mobili jeszcze jednym obszarem z dużym potencjałem
jest geolokalizacja.
Myślę, że ciekawe pomysły oparte na mechanizmach
geolokalizacji będą tymi, które mogą zawładnąć umysłami
branży startupowej.
Grzegorz Borowski: Tutaj zgadzam się w pełni
z Marcinem. Coraz częściej swoje potrzeby rozwiązuję,
szukając właśnie kolejnej appki na smartfona
i w większości przypadków to mi wystarcza. Z drugiej
strony wiele z tych narzędzi ma wciąż wady, które
w pewnym momencie zaczynają doskwierać.
Dlatego też uważam, że w tym obszarze istnieje jeszcze
do odkrycia wiele „błękitnych oceanów” – i to nie
tych odnoszących się do kompletnie nowych potrzeb
użytkowników, ale raczej tych, które doskonalą realizację
już istniejących. Stąd także ciągle mocno rosnąca rola UX
w naszej branży. A narzędzia wspierające projektowanie
UX to kolejny obszar, w którym jest jeszcze coś do
zrobienia.
Wymieńcie jeden znany Wam z rynku Polskiego startup,
który w ostatnim czasie zrobił na Was największe
wrażenie i Waszym zdaniem ma największe szanse na
odniesienie międzynarodowego sukcesu.
z UXPin – Go Ahead and Beat the World, Guys!
Grzegorz Borowski
Ponad 12 lat doświadczenia w branży online (pamięta
jeszcze „garażową” WP.pl z ubiegłego wieku). Wiceszef IT WP
odpowiedzialny za usługi i funkcjonowanie portalu, w tym
m.in. za rozwój największej poczty e-mail w Polsce.
Współpomysłodawca i współorganizator infoShare, jednej
z największych konferencji poświęconych nowoczesnym
technologiom, mediom cyfrowym oraz startupom w Polsce.
Członek zarządu Oddziału Pomorskiego Polskiego Towarzystwa
Informatycznego. Otwarty na wszelkie pomysły, inicjatywy,
zwolennik strategii „błękitnych oceanów”.
Prywatnie miłośnik dobrej kuchni i książki, skomplikowanych
gier planszowych, a przede wszystkim swojej wspaniałej
rodziny: Ani oraz Zosi, Jasia, Agatki i Łucji.
Andrzej Kiesz
W Wirtualnej Polsce na stanowisku kierownika Działu
Projektów WWW, odpowiedzialny za technologiczny rozwój
licznych serwisów i usług webowych uruchamianych przez WP.
Współorganizator programu LabStar, mentor w akceleratorze
startupów Gamma Rebels. Współtwórca infoShare.
Zafascynowany elektroniczną muzyką klubową. DJ.
Marcin Pokojski
Od blisko 12 lat Pionie IT WP.PL. Odpowiada za stronę
technologiczną portalu na urządzenia mobilne – Mini.wp.pl,
aplikacje mobilne, stronę główną WP.PL oraz za architekturę
wytwarzania oprogramowania.
Mentor w programach dla startupów LabStar i Gamma Rebels.
Współtwórca konferencji infoShare. Prywatnie zapalony
bilardzista oraz fan dalmatyńskich plaż.
e-PROFIT 27
S
Dla wielu osób, które nie mają
pojęcia o rajdach samochodowych,
ten rodzaj rywalizacji wydaje się
być wyjątkowo nudny. Zasady są
proste: wsiadasz do samochodu
w punkcie A, przejeżdżasz jak
najszybciej do punktu B, i tyle.
Kto przejedzie odcinek szybciej, ten
wygrywa. Nic skomplikowanego…
Jeśli jednak ten tekst czytają
osoby, które na temat rajdów
wiedzą trochę więcej, pewnie
już mają podwyższone ciśnienie
ze złości, jak można wypisywać
takie herezje. Oni rozumieją
doskonale, że rajdy samochodowe
to coś znacznie bardziej pięknego,
skomplikowanego, i życiowego.
Trudno znaleźć osobę, która
potrafi opowiedzieć o tym
lepiej niż Mistrz Polski i Europy,
uczestnik Rajdu Dakar i chodząca
ikona polskiej motoryzacji –
Krzysztof
Hołowczyc
ztuka poleg
na innych
Rozmawia Marek Dornowski
Wiele osób traktuje rajdy samochodowe jako zabawę dla
dużych chłopców. Twoja osoba przeczy tej teorii. Nie jesteś
rozkapryszonym Piotrusiem Panem, który nie ma pomysłu na
swoje życie i ciągle się bawi, a mimo to jest coś, co sprawia,
że wsiadasz do samochodu i ruszasz. Dlaczego?
To jest pytanie, które powinienem zadać sobie już wiele lat temu.
Dlaczego to robię? Przede wszystkim jest to moja wielka pasja.
Jest to też miejsce, gdzie dotykasz nowoczesnych technologii, gdzie cały
czas jest postęp. Gdzie musisz być świetnym organizatorem i poskładać
naprawdę wiele elementów układanki, żeby na końcu stanąć na starcie.
Niektórzy wyobrażają sobie to w taki bajeczny sposób: jadą kolorowe
samochodziki gdzieś po jakiś wydmach, dookoła ładne dziewczyny
z parasolkami – jednym słowem piękny świat. Tymczasem żeby stanąć
na starcie takiego wyścigu, trzeba wykonać czasami tytaniczną pracę.
Mamy tu całą kwestię związaną ze znalezieniem sponsorów, czy organizacją
zespołu. Sporty motorowe słyną z tego, że tam wszystko musi działać
jak w szwajcarskim zegarku. A na końcu jest czynnik ludzki, najmniej
przewidywalny i najbardziej zawodny. Ostatecznie człowiek wsiada do tej
świetnej maszyny i jednym ruchem kierownicy może popsuć całe to wielkie –
również biznesowo – przedsięwzięcie.
Wiele zainwestowanych milionów euro w jednej sekundzie,
mówiąc wprost, idzie w piach. Ta ogromna odpowiedzialność
i różnorodność elementów, które się na nią składają, powodują,
że jest to naprawdę ciekawa dyscyplina.
Masz na koncie wiele sukcesów, ale mi osobiście najbardziej
do wyobraźni przemawia fakt uczestnictwa w Rajdzie Dakar.
Tutaj chyba bardziej od samego zwycięstwa liczy się pokonanie
samego siebie. Jak Ty do tego podchodzisz? Czy Dakar to walka
o sukces, czy jest to po prostu realizacją własnych marzeń?
Nie, absolutnie nie. Nie jestem osobą, która chce się poprzez Dakar
realizować. Jestem zawodowcem, który chce się ścigać o sekundy,
no może w Dakarze bardziej o minuty. Ale cel nadrzędny jest taki, aby ten
rajd wygrać. Dwa razy byłem piąty. Ludzie mówią, że aż piąty, ja mówię,
że dopiero… Ciągle wierzę, że moje miejsce jest na podium, a najlepiej na
jego szczycie. Samo bycie na Dakarze na pewno też sprawia, że zaczynasz
Foto: Materiały prasowe / holek.pl
Temat z okładki
gania
e-PROFIT 29
Temat z okładki
to kochać, wiesz, że po prostu musisz po raz kolejny
wystartować, sprawdzić siebie do granic, przełamać
bariery, które wydawały Ci się nie do przełamania.
Człowiek po Dakarze jest silniejszy, potrafi inaczej
spoglądać na różne problemy.
Wielki mistrz Juha Kankkunen powiedział kiedyś: skończysz
Dakar, to będziesz innym człowiekiem. Ja dziś wiem,
że to prawda. Po Dakarze widzisz świat w innych kolorach,
wydaje Ci się on łatwiejszy do zrozumienia.
Trudno nie dostrzec analogii pomiędzy decyzją
o uczestnictwie w takim rajdzie a decyzją o założeniu
własnej firmy, zwłaszcza w obszarze nowych technologii,
gdzie wszystko jest nowe, a sytuacja zmienia się
permanentnie. Chyba w jednym i drugim przypadku
potrzeba głodu, przygody i sukcesu?
Foto: Materiały prasowe / holek.pl
W moim przypadku jest to potrzeba rywalizacji. Uwielbiam,
rywalizować, ścigać się, zwyciężać. Również sam proces
dochodzenia do tego, żeby móc startować jest wspaniały
i może być dużą inspiracją. Trzeba sobie stawiać jasne
cele, do których można dążyć, a najlepiej stawiać je sobie
bardzo wysoko.
30 e-PROFIT
Tylko Ci, którzy marzą i chcą dojść do celu, do niego
dochodzą. Wiele osób mówi, że im w życiu to jakoś tak się
nie układa, nie idzie. Więc pytam, ale czy masz swój cel,
czy wiesz, dokąd chcesz dojść, co chcesz osiągnąć?
Najczęściej odpowiedź jest negatywna. Wiec nie można
się dziwić, że stoi się w miejscu, jeśli nie wie się, w którym
kierunku chce się iść.
Dążenie do swoich celów dużo kosztuje, czasem się nie
udaje, ale na pewno nie można się poddawać na starcie.
W takim rajdzie jak Dakar zaufanie w ekipie to podstawa.
Jakie wartości według Ciebie są najważniejsze w biznesie?
Umiejętność zarządzania ludźmi, bo nie da się wszystkiego
zrobić samemu. W którymś momencie trzeba nauczyć
się polegać na innych. Ja mam to nieszczęście, że jestem
perfekcjonistą i chciałbym wszystko mieć zapięte idealnie
na ostatni guzik. Nie jest to łatwe i często kosztuje mnie
znacznie więcej pracy niż rzeczywiście trzeba. Druga rzecz
to szukanie nowych rozwiązań, które wciąż się pojawiają.
Świat zmienia się nie z roku na rok, czy z miesiąca na miesiąc,
ale z dnia na dzień. Trzeba samemu umieć się zmieniać.
Temat z okładki
Ja w swojej karierze już trzy razy zmieniałem technikę
jazdy. Wszystko przez to, że zmieniały się parametry aut,
którymi jeździłem. Tak samo jest w wielu dziedzinach życia,
trzeba się nauczyć posługiwać nowymi technologiami,
które często są na wyciągnięcie ręki. Otwartość na świat
zawsze się opłaca.
Jak wykorzystujesz swoje doświadczenia zdobyte gdzieś
na piaskach pustyni, prowadząc swój własny biznes?
Czy są tu jakieś podobieństwa?
Na pewno. Odporność psychiczna na stres, organizacja…
Na pewno sport daje siłę i pewność siebie. Są momenty,
w których wszystko się przewraca i wali, a ty musisz
powstać. W sporcie naturalne jest to, że nie zawsze
są zwycięstwa, ale trafiają się i porażki. Tak samo jest
i w biznesie – sinusoida biegnie raz w górę, a raz w dół.
Nigdy nie jest tak, że kreska będzie szła cały czas do góry.
Takie jest życie, aby poczuć jak fajnie jest być na górze,
trzeba też poczuć, jak jest tam, na dole.
Jesteś osobą mocno zaangażowaną społecznie. Z wielu
względów blisko jest Ci do wszelkich działań związanych
z tematyką bezpieczeństwa na drogach. Jak sądzisz,
czy rozwój nowych technologii i wpływ jaki mają social
media i internet przyczyni się do tego, że większość
kierowców zrozumie, że alkohol i prędkość zabija?
My często posługujemy się schematami, a tymczasem
to jest złożona sprawa. Łatwo jest powiedzieć: prędkość
zabija. Ja jako człowiek, który kocha prędkość i często
z niej korzysta, nie mogę zgodzić się na tak ogólne
postawienie sprawy. Gdyby tak było, to po co latać
samolotami, przecież one latają i po 1000 km/h.
To nie sama prędkość zabija, to nieodpowiednia prędkość
w nieodpowiednim miejscu może zabić. W świetle
badań przeprowadzonych ostatnio w Niemczech,
na odcinkach autostrad, gdzie nie ma ograniczeń
prędkości, absolutnie nie ma większej liczby wypadków,
a wręcz odwrotnie. Można więc jeździć szybko, tam gdzie
są do tego odpowiednie warunki i organizacja ruchu.
Niestety, przekładając to na polskie warunki, w wielu
miejscach dozwolona prędkość jest za duża ze względu
na zły stan dróg. Jestem absolutnie zwolennikiem tego,
aby robić wszystko, by zmniejszyć liczbę ofiar na drodze.
Z tym nie można się pogodzić. Nam wydaje się,
że to tylko statystyki, jesteśmy przekonani, że to nigdy
nie dotknie nas bezpośrednio. Ja przejadę, ja skręcę,
ja zahamuję, w ogóle ja dam radę. Tymczasem pewien
szacunek dla siebie i innych powinien dawać nam
wytyczne, kiedy, gdzie i w jaki sposób można jechać.
Pewnych złych nawyków nie da się jednak zmienić jedną
akcją. Brałem udział w kilku takich akcjach społecznych,
mających na celu uświadamianie ludziom, gdzie czyha
niebezpieczeństwo na drodze i czego nie należy robić.
Często potem dziennikarze mówią: no i co z tego,
zrobili akcję, a zobaczcie, jaki był weekend. Jeszcze
gorzej niż zwykle. Odpowiadam wtedy, że to jest proces
długofalowy, który będzie trwał. Według mnie jest i tak
jest coraz lepiej, z roku na rok.
Pochodzisz z Olsztyna, miasta, które bardziej niż
z wielkiego przemysłu słynie z jezior. Co sądzisz o tym,
aby właśnie tego typu ośrodki stawiały sobie jako cele
priorytetowe rozwój nowych technologii IT?
To jest szansa dla takich ośrodków. Ludzie, nie robiąc
ogromnych inwestycji, potrafią stworzyć coś naprawdę
ciekawego. IT nie jest łatwą branżą, bo konkurencja
i możliwości są ogromne. Myślę, że bardziej niż kwestią
samego miejsca, jest kwestia ludzi. Ich podejścia
i umiejętności. Oczywiście wszyscy wiemy, ze żyjemy
w pięknym miejscu, ale jeśli ktoś sobie wyobraża,
że tu można zrobić naprawdę fajną turystykę, to jest
w błędzie, bo prawdziwego lata nie mamy tu za wiele.
Nie jesteśmy i nie będziemy też drugim Śląskiem, gdzie
jest sporo surowców i ten biznes jakoś tam idzie do
przodu. Każda więc forma rozwoju, która daje szansę,
jest czymś pod czym z pewnością będę się podpisywał.
IT taką nadzieję daje.
Gdybyś miał dokończyć zdanie: mój największy sukces:
Jeszcze nie nadszedł.
Dziękuję za rozmowę. ■
PIEKŁO DAKARU – dlaczego w magazynie poświęconym biznesowi zdecydowaliśmy się napisać tekst o rajdach
samochodowych? Uznalismy, że inspiracji do codziennej pracy należy szukać wszędzie, zwłaszcza tam gdzie nie
szuka jej nasza konkurencja. Książka Krzysztofa Hołowczyca Pieklo Dakaru nie jest podręcznikiem o zarządzaniu
w e-biznesie, ale jeśli wpadnie Wam w ręce, to nie odkładajcie jej na półkę z napisem „na później”. Inteligentne jednostki
szybko zrozumieją, jak wiele wspólnego ma ze sobą piasek pustyni i e-biznes.
Rajd Dakar – o tym, jakie znaczenie ma dla organizatorów najlepiej świadczy wypowiedź Jose Manuela Silvy z ambasady Chile w Polsce:
“For Chile the Dakar Rally is very challenging in terms of organization, but to have the rally every year in our country, gives us the chance
to show the world, besides the beautiful landscapes of the Atacama Desert or the Andes, the “experience of Chile”. This concept means to
have a taste of our flavors, within every plate, the aroma and uniqueness of our ingredients can be merged with the vast variety of wines;
also to learn from the people of Chile our language and culture, as well as let to be pampered by them with their hospitality.”
Zawsze
trzeba
trzymać
klasę
Jedną z takich osób jest
Marian Bublewicz – zdaniem
miesięcznika „Auto Moto
i Sport” – najlepszy polski
kierowca rajdowy XX wieku.
Dla jednych był sportowcem,
dla innych wzorem do
naśladowania i bohaterem
z dziecięcych lat, dla niej był
przede wszystkim tatą.
Dziś rozmawiamy z Beatą
Bublewicz, córką tragicznie
zmarłego sportowca oraz
rajdowca, ale także, o czym
nie każdy wie, biznesmena.
Foto: Archiwum prywatne Beaty Bublewicz / bublewicz.pl
Rajdy samochodowe to
wyjątkowa dyscyplina, gdzie
wielu zawodników mogłoby
opowiedzieć
arcyciekawe
historie i podzielić się
swoim bogatym – również
od strony biznesowej –
doświadczeniem. Mogliby,
gdyby nie to, że odeszli
od nas zdecydowanie za
wcześnie…
Rozmawia Marek Dornowski
32 e-PROFIT
Biznes z innej strony
Beata, udzieliłaś już dziesiątek wywiadów poświęconych
pamięci swego ojca. Wiele myśli zawarłaś w książce 6 bieg –
wspomnienia o mistrzu rajdowym Marianie Bublewiczu. Pozwól,
że w tej rozmowie raz jeszcze wrócimy do tematu Twojego taty,
ale pod trochę innym kątem. Nie jako odnoszącego sukcesy
rajdowca, ale przede wszystkim jako człowieka, który potrafił
połączyć biznes z pasją.
mnie niewiele czasu, dlatego żeby spędzać go razem więcej,
zabierał mnie na rajdy albo na całodniowe wyjazdy do Warszawy,
kiedy załatwiał sprawy. Czasami szedł ze mną na spotkanie,
czasami zostawiał z książką w aucie, ale relacjonował mi na
bieżąco, co mu się udało lub jeszcze nie. Tłumaczył, dlaczego
postąpił tak, a nie inaczej. Zawsze ogromną wagę przywiązywał
do jakości relacji z ludźmi.
Tak, tata potrafił wiele... Wiedział, jak realizować skomplikowane
projekty w sposób doskonale zorganizowany. I tak naprawdę,
nie wiadomo skąd to wiedział? Nie ukończył przecież studiów
na SGH ani innych z zakresu zarządzania, marketingu, handlu...
Mówił np.: „Wiesz, mogłem postąpić tak i tak, ale nie zrobiłem
tego, bo to nie byłoby fair. Pamiętaj córko, zawsze trzeba trzymać
klasę”. Był wspaniałomyślny, pogodny, nigdy nie krzyczał –
ani na mnie, ani na innych. I szanował każdego, bez względu na
tytuły, status majątkowy etc., bo dla niego zawsze wszyscy byli
równi. Tak go wychowano. Uważał, że pomaganie innym, to jego
obowiązek, a nie wspaniałomyślność, bo nigdy nie wiadomo,
czy on nie będzie potrzebował pomocy. I życie to potwierdziło.
A mimo to, zawsze wiedział „JAK”. Co więcej, z perspektywy
czasu i własnych doświadczeń zawodowych i to zarówno
na polu biznesowym, jak i politycznym, mogę powiedzieć,
że on także wiedział „DLACZEGO” – a to jest pytanie,
na które wielu menadżerów nie potrafi odpowiedzieć.
Miał świetną intuicję, uwielbiał kontakty z ludźmi, potrafił świetnie
zarządzać. Myślę, że wynikało to stąd, że praca była jego pasją.
Kochał samochody i wszystko, co z nimi związane. Prowadził
więc serwis samochodowy, a potem salon Nissana, jednocześnie
cały czas rozwijał dział sportowy.
Od kiedy odszedł, mam cały czas wrażenie, że to, co zrobił
dobrego, jego niezwykła otwartość i serdeczność wobec ludzi –
wciąż do mnie wraca. Dlatego teraz ja odwdzięczam się losowi
i ludziom, jak mogę i potrafię za wszystko.
Nie wszyscy wiedzą, że Marian Bublewicz był również
człowiekiem biznesu. Jakim był menadżerem?
Bardzo sprawnym, ekstremalnie pracowitym, wymagającym,
ale najpierw od siebie, potem od innych. Sam pilnował swojego
kalendarza, skrupulatnie wszystko planował i zapisywał, skreślał
każdą załatwioną sprawę, robił notatki, nie chciał opierać się na
asystentce. Uważał, że pracownicy, zespół mają realizować jego
pomysły i myśleć samodzielnie, tak jak on – sam myślał o swoich
zadaniach.
Odnosił się z szacunkiem do wszystkich. Dlatego pani Krysia,
która sprzątała jego biuro, i pan Jurek, palacz – uwielbiali go,
bo on lubił z nimi pogadać, wiedział, co u nich i doceniał ich
pracę. Lubił żartować i rozładowywać humorem trudne sytuacje.
Fajnie przeklinał, dbał o swoją kondycję fizyczną z racji
uprawianego sportu, co dobrze wpływało także na pracę.
Stworzył zespół wybitnych specjalistów, którzy na co dzień
zajmowali się przygotowywaniem jego aut rajdowych
i treningowych. Doglądał całej firmy, realizując równocześnie
swoją życiową pasję. Jedno nie mogło jednak istnieć bez drugiego.
Rajdy to kosztowny sport i mimo świetnych sponsorów, których
tata umiał pozyskać, tworząc pierwszy w Polsce profesjonalny
team, wiedział, że musi mieć stałe źródło dochodu, żeby spełniać
swoje marzenia.
Kiedy odszedł miałaś zaledwie 18 lat. Życie sprawiło Ci
dość brutalny „prezent”. Musiałaś w ekspresowym tempie
wydorośleć. Dziś poza tym, że zajmujesz się polityką i jesteś
posłem, działasz również aktywnie na niwie społecznej.
Czerpiesz siły i inspirację do tego ze wspomnień i rozmów
z ojcem?
Owszem. On był świetnym tatą. Dużo ze mną rozmawiał,
nie było tematów tabu. Nawet jego plany biznesowe, problemy
i ich możliwe rozwiązania, motywy działań, to wszystko omawiał
ze mną odkąd tylko pamiętam. Traktował mnie zawsze jak
partnera, a nie „za małe na poważne tematy dziecko”. Miał dla
Patrząc z dystansu, mogę powiedzieć, że za bardzo się wszystkim
przejmował, za bardzo chciał, żeby wszystko było idealne, a życie
takie nie jest i czasami trzeba odpuścić, żeby zrealizować coś
innego... Mówił mi, że tego się dopiero uczy. Nie pamiętam taty
leżącego godzinami na kanapie przed telewizorem. Godzinami
gadającego przez telefon – tak, ale to była część pracy.
Codziennie starał się zrobić coś miłego. Latem na przykład starał
się skończyć pracę wcześniej i jechaliśmy nad jezioro popływać na
nartach wodnych. Zimą zabierał mnie na biegówki, a najczęściej
oczywiście na treningi.
Co z tego, co Ci przekazywał, zdążyłaś zweryfikować w praktyce
we własnym życiu i możesz podpisać się pod tym jako własną
biznesową zasadą?
Powtarzał mi niemal przy każdej okazji: Pamiętaj, do odważnych
świat należy! I w zależności od sytuacji dodawał komentarz,
który puentował tym, że jeśli będę miała jasny cel i będę mocno
w niego wierzyć, marzyć o tym i pracować, to wszystko jest
możliwe. I życie wciąż udowadnia mi, że miał rację! ■
e-PROFIT 33
Biznes z innej strony
Złota, olimpijska osada 4xPOL – wioślarska czwórka podwójna – Konrad Wasielewski, Marek Kolbowicz, Michał Jeliński, Adam Korol
Zdobyte trofea: Mistrzostwo Świata 2005, 2006, 2007, 2009. Mistrzowie olimpijscy IO Pekin 2008
Foto: Archiwum prywatne
Słodki smak zwycięstwa
Polscy olimpijczycy – w większości nie są gwiazdorami z pierwszych stron gazet. Poza okresem
olimpijskim wielu z nas miałoby problem, by wymienić ich nazwiska lub dopasować je do dyscyplin,
które uprawiają. Jednak to dzięki nim, co jakiś czas wszyscy jesteśmy pływakami, chodziarzami czy
wioślarzami. Dzięki nim i ich codziennej pracy możemy przeżywać prawdziwe momenty narodowej dumy.
Na łamach e-PROFIT gościmy człowieka niezwykłego – czterokrotnego mistrza świata, złotego medalistę
olimpijskiego z Pekinu w wioślarskiej czwórce podwójnej, członka polskiej kadry olimpijskiej na trwających
aktualnie Igrzyskach Olimpijskich w Londynie, a także praktykującego e-biznesmena – Michała Jelińskiego.
Rozmawia Marek Dornowski
Dałeś się poznać szerszej publiczności 4 lata temu
w Pekinie, gdzie byłeś jednym ze złotej czwórki
wioślarskiego wyścigu na 2000 metrów. Jakie to uczucie
przekraczać linię mety jako pierwszy?
Do historii przeszedł też bardzo wzruszający moment
wręczenia złotych medali i odegrania hymnu
(http://www.youtube.com/watch?v=xzNB0X1HxZw).
Pamiętasz jeszcze ten moment?
Jako trzykrotni mistrzowie świata z rzędu sami narzuciliśmy
sobie tę presję i tym większa duma i euforia, że podołaliśmy
temu niełatwemu zadaniu. Pamiętam, że dosłownie na
linii mety, dla pewności, policzyłem wszystkie pozostałe
osady – czy aby na pewno jesteśmy pierwsi!
Naturalnie, dla mnie to bez wątpienia najważniejsza
chwila w moim sportowym życiu i na zawsze pozostanie
w pamięci. To działo się niesamowicie szybko: bieg, meta,
szalona radość, jakieś wywiady na gorąco i za chwilę
dekoracja medalowa oraz oczywiście hymn.
34 e-PROFIT
Biznes z innej strony
Michał, mało kto wie, że poza sportem jesteś osobą,
która ma sporą biznesową wiedzę. Jesteś absolwentem
Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu. Ostatnio
zasiadasz w radzie nadzorczej spółki Apache Quest S.A.
Działacie w e-biznesie, czym się zajmujecie?
Apache Quest to nowa spółka z branży interenet
skupiająca serwisy lifestylowe jak Rafiner,pl, Alfamen.pl,
Wyrafinowani.pl czy Trendtube.pl. To typowy, bardzo
obiecujący, startup. Po sukcesie emisji prywatnej
przyszedł czas w czerwcu na debiut na warszawskiej
giełdzie. Teraz natomiast spółka zamierza wprowadzać
w życie konkretne plany rozwojowe począwszy od liftingu
swoich portali.
Rozumiem, że poza sportem chcesz się realizować
w biznesie, ale dlaczego wybrałeś e-biznes?
Internet jako nowoczesne medium zawsze mnie
interesowało, z założeniem strony naszej osady
4xPOL.pl włącznie. Natomiast e-biznes to jedna
z dziedzin, która wydaje mi się bardzo perspektywiczna,
właśnie e-commerce ma przed sobą jeszcze wiele do
zaoferowania.
Podobno giełda, Forex, NewConnect to Twoja druga
pasja. Co sądzisz o coraz częstszym wprowadzaniu
młodych startupow właśnie na NewConnect? Dlaczego
Twoim zdaniem to dobra droga pozyskania kapitału?
Apache Quest również jest na tym rynku.
Już na studiach zainteresowałem się rynkiem Forex, który
ciekawi mnie swoją płynnością i zasięgiem, a dla mnie już
samo śledzenie trendów gospodarczych i próbowanie
rozumienia zależności jest bardzo interesujące. Jeszcze
5 lat temu mało kto przewidywał, że doczekamy tak
„ciekawach” czasów! A jeśli chodzi o NewConnect,
to właśnie rynek alternatywny jest odpowiednim
miejscem dla takich nowych pomysłów. Sukces emisji
prywatnej i udany czerwcowy debiut Apache Quest
potwierdził, że to był bardzo dobry pomysł na pozyskanie
środków na rozwój. Teraz przychodzi czas na wdrażanie
pomysłów w życie.
Z pewnością jesteś najlepszym wioślarzem spośród
wszystkich polskich e-biznesmenów. Powiedz, jak to
jest godzić obowiązki olimpijczyka, i to na poziomie
złotego medalu, z obowiązkami budowy firmy?
Sport wyczynowy na najwyższym, olimpijskim
poziomie
wymaga
bezwzględnego
poświęcenia
i bezkompromisowej najcięższej pracy. Jest to dla mnie
najważniejsze zajęcie, szczególnie w perspektywie
olimpijskiego startu. Ale wiadomo – parafrazując –
nie samym sportem człowiek żyje. Na początku kariery,
po prostu, aby nie zwariować, ale później warto też mieć
pomysł na siebie poza sportem.
Większość moich kolegów „z wioseł” też nie kończy
swoich zainteresowań na studiach. Moja aktywność
została zauważona i dostałem propozycję pomocy
w rozwoju młodej, bardzo perspektywicznej spółki
i postanowiłem tę szansę wykorzystać. Oczywiście
po igrzyskach będę miał więcej wolnego czasu, który
z pewnością mogę wykorzystać bardziej, angażując się
w działalność operacyjną.
To wszystko jest chyba jeszcze trudniejsze, gdy trzeba
najpierw pokonać samego siebie. Jesteś dobrym
przykładem walki z własną słabością. Zloty medalista
olimpijski i mistrz świata z cukrzycą to nie jest
codzienność.
To też odpowiedź na pytanie, skąd u mnie tak emocjonalna
reakcja podczas wysłuchania Mazurka Dąbrowskiego ze
złotem na szyi w Pekinie. W jednej chwili przypomniały
mi się najtrudniejsze momenty w mojej karierze. Duży
znak zapytania, kiedy dowiedziałem się o jednoznacznej
diagnozie i uświadomiłem sobie, że jako diabetyk i mistrz
olimpijski w jednej osobie dokonałem – bez fałszywej
skromności – rzeczy wielkiej. Ponieważ ja, nie jako
pierwszy i liczę że nie ostatni sportowiec z cukrzycą,
osiągnąłem najwyższe sportowe szczyty i udowadniam
swoją postawą to, co dla milionów chorych na całym
świecie najważniejsze, że cukrzyca, pomimo że choroba
bardzo poważna i groźna, przy odpowiednim prowadzeniu
nie przeszkadza w realizowaniu marzeń i życiu „w pełni”.
Dumny jestem, będąc gościem już nie raz Światowych
Dni Walki z Cukrzycą w Parlamencie Europejskim lub
odpowiadając na liczne pytania i wątpliwości innych
dociekliwych pacjentów oraz uczestnicząc w bardzo
interesującej i ważnej społecznie kampanii „Mam pasję”
(http://www.facebook.com/mampasje ) skierowanej do
wszystkich aktywnych diabetyków. Jako ambasador marki
ACCU-CHECK w Polsce bardzo sobie chwalę współpracę
ze światowym liderem w branży diabetologicznej –
firmą Roche Diagnostics.
Ale oczywiście nigdy nie zapomnę, że jestem tu gdzie
jestem, przede wszystkim dzięki pracy i wynikom razem
z Markiem, Adamem i Konradem!
Michał, w momencie gdy ta rozmowa będzie
opublikowana, Ty będziesz bronił olimpijskiego złota
na igrzyskach w Londynie. Bardzo dziękuję Ci za czas,
który nam poświęciłeś. Przyjmij proszę od całej redakcji
życzenia POWODZENIA.
Nie jestem przesądny, dlatego w imieniu kolegów i swoim
dziękuję i pozdrawiam. ■
e-PROFIT 35
Startujemy – oceniamy
Timelo.pl – wirtualna galeria handlowa
Sylwester Kozak, Dawid Zaraziński
Twórcy Timelo obiecują: w jednym miejscu zrobisz zakupy, kupisz kwiaty i oddasz rzeczy do prania.
Czy użytkownikom spodoba się taka wirtualna galeria handlowa?
Timelo to pierwszy taki serwis, dzięki któremu
w jednym miejscu i w jednym czasie zrobisz zakupy, zlecisz
pranie, zarezerwujesz korty i skorzystasz z wielu innych
ciekawych usług. Ponadto, Twoje zamówienia zostaną
połączone, dzięki czemu w wygodny sposób za wszystkie
zlecenia dokonujesz tylko jednej płatności. Dostosowane
do indywidualnych potrzeb funkcjonalności serwisu,
w łatwy i szybki sposób pozwolą pozbyć się obowiązków
angażujących Ciebie i Twój cenny czas – taką obietnicę
znaleźć można na stronie opisywanego projektu.
Strona główna serwisu. Źródło: Timelo.pl
Timelo tworzony jest przez cztery osoby współpracujące
z zewnętrzną firmą informatyczną (Ideazone). Projekt
jest zamknięty, tzn. dostęp do niego mogą uzyskać osoby
zarejestrowane i korzystające z pakietów lub darmowego
okresu próbnego. O Timelo rozmawiamy z Patrycją
Wiaterską.
zdrowe posiłki. Pakiet Komfort (57 zł) to dodatkowo usługi
dla ciebie i domu oraz supermarket. Najdroższy (67 zł)
Pakiet Optimum daje dostęp do kwiaciarni, pralni oraz
szewca.
Co ma, zdaniem twórców, wyróżniać Timelo? Przede
wszystkim obecność wielu sklepów i usługodawców
na jednej platformie, z zapewnieniem użytkownikom
modelu jednego koszyka, jednej płatności i jednej dostawy
bezpośrednio do miejsca pracy, domu czy punktu obsługi
klientów. Poza tym twórcy wskazują na model subskrypcji,
w ramach którego oferują nielimitowaną możliwość
robienia zakupów bez żadnych kosztów dostawy
i bez minimalnej wartości zamówienia.
Model biznesowy serwisu oparty jest na trzech źródłach.
Pierwszym z nich jest abonament za pakiet dostępu,
w ramach którego użytkownicy mają możliwość składania
nielimitowanych zamówień bez kosztów dostawy i bez
minimalnej wartości zamówienia. Drugie źródło to prowizja
od sprzedanych za pomocą platformy produktów. Trzecim
zaś ma być reklama produktów oferowanych w Timelo
oraz innych reklamodawców. Użytkownikom, którzy
korzystają z serwisu dłużej niż 90 dni, twórcy oferują 10%
rabatu na przedłużanie i zwiększanie wybranych pakietów.
Obecnie trwa pilotaż serwisu i usługi w jednym z czołowych
banków oraz trwają prace nad wdrożeniem usługi
w kilku kolejnych korporacjach. Równolegle, bierzemy też
udział w przetargach na zaoferowanie usługi concierge
w warszawskich apartamentowcach – informują
nas twórcy. Serwis powstał w wyniku projektu
współfinansowanego ze środków Programu Operacyjnego
Innowacyjna Gospodarka POIG 8.1.
W Timelo dostępne są, obok bezpłatnego, 15-dniowego
okresu próbnego, trzy pakiety abonamentowe. Pakiet
Primo (37 zł za miesiąc) daje dostęp do następujących
usług: biomarket, rezerwacje, asystent podróży, alkohole
świata, prezenty, kosmetyki naturalne, perfumeria, kurier,
36 e-PROFIT
Strona startowa serwisu. Źródło: Timelo.pl
Startujemy – oceniamy
Timelo.pl w ocenie ekspertów
Sylwester Kozak
Dawid Zaraziński
Serwis myli nazwą
Idealny dla zamkniętych osiedli
Przyznam szczerze, że nazwa serwisu
nieco mnie myli. Jeśli projekt ma być
swego rodzaju asystentem zakupowym,
to mimo wszystko oczekiwałbym nazwy,
która mnie na to naprowadzi.
Nie znoszę galerii handlowych. Ten pośpiech,
plastikowy blichtr, sztuczność i hałaśliwość…
Ale i wygoda jeśli do załatwienia jest kilka
spraw, niestety.
Sama koncepcja serwisu jest bardzo
czytelna – Timelo.pl rozwiązuje konkretny
problem użytkowników. Warto dodać,
że od jakiegoś już czasu Ceneo.pl oferuje
możliwość łączenia zakupów od różnych
dostawców w jeden koszyk.
Timelo.pl jednak poszerza zakres o dostęp
do usług takich jak np. sprawdzone
adresy „złotych rączek”. Wydaje mi się
jednak, że sporą wadą serwisu może być
zamieszczanie kluczowych informacji,
takich jak koszty pakietów czy lista
dostawców, dopiero po zalogowaniu.
Timelo.pl
na
pewno
przekonuje
świetnie zrobionym serwisem i filmem
przedstawiającym zalety korzystania.
Co ważne – wprost wymienione są
korzyści z korzystania z serwisu.
Projekt ma szansę zdobyć grupę lojalnych
użytkowników, którzy będą w stanie
zapłacić za uproszczenie procedury
zakupów.
Timelo.pl „wyciągać” ma z galerii
handlowych to, co najważniejsze –
dostępność wielu usług i branż w jednym
miejscu. Uruchomiony w styczniu tego roku
projekt obiecuje: żadnych kolejek, a za to –
prostota, szybkość i wygoda.
Największe zastrzeżenie, jakie mam do
Timelo.pl, to chaotyczne przedstawienie
tego, czym projekt jest. Pomaga na szczęście
film na stronie głównej. Twórcy zapewniają
jednak, że użytkownicy nie mają problemów
ze zrozumieniem pomysłu na ich biznes.
Projekt skierowany jest przede wszystkim do
korporacji oraz osiedli. I to te drugie, moim
zdaniem, powinny być głównym odbiorcą
serwisu.
Timelo.pl działa na razie w wybranych
dzielnicach Warszawy, ale ma rozszerzać
swój zasięg. Duże, zamknięte osiedla,
z kiepską „społeczną infrastrukturą”
mogą być naturalnym partnerem serwisu
zapewniającym im dostęp do usług, których
na takim osiedlu jeszcze nie ma. ■
Czy jednak serwis będzie w stanie
utrzymać się na rynku?
ocena
redakcji
e-PROFIT 37
Ludzie polskiego internetu
Idea projektu jest prosta. Pokazać ludzi tworzących Internet w Polsce.
Chcemy pokazać ludzi zróżnicowanych, ciekawych, barwnych, uchwyconych w czarno-białych fotografiach Aleksandry Anzel.
web 2
LUDZIE POLSKIEGO INTERNETU
www.webdokwadratu.pl, www.olaanzel.pl
DOMINIK SZAREK
Współtwórca telewizji internetowej ISTV.pl, w której
od 2,5 roku prowadzi program Webshake.tv oraz
odpowiada za marketing i rozwój oferty programowej
stacji. Wcześniej bloger oraz dziennikarz internetowy,
autor bloga Webowy.pl - jednego z trzech finalistów
konkursu Blog Roku 2008 w kategorii profesjonalne.
W przeszłości członek redakcji czołowych polskich
serwisów branżowych: Webhosting.pl, Interaktywnie.
com oraz vBeta.pl. Współautor kilku poradników
dla e-marketerów oraz prelegent na licznych barcampach i eventach poświęconych branży internetowej i przedsiębiorczości. W styczniu 2012 roku
we współtworzoną przez niego spółkę ISTV Media
zainwestował krakowski FZ KPT, ustalając jej wartość
na poziomie blisko 2,5 mln złotych. Po godzinach
zagorzały fan piłki nożnej, w szczególności ligi angielskiej. Niespełniony gitarzysta z epizodem w rockowej
kapeli na koncie. Zwolennik wczesnego wstawania również w weekendy!
PARTNERZY PROJEKTU
38 e-PROFIT
PoTytuł
godzinach
działu
Okiem CD Rollera
Lana Del Rey – Born to Die
Internet potęgą jest i basta! Przekonała się również o tym
amerykańska wokalistka Lana Del Rey. Jeszcze w lutym
2012 roku świat jej nie znał. Wszystko zmieniło się za sprawą
jednego utworu – Video Games. Artystka postanowiła
wrzucić do sieci tę piosenkę na próbę.
Robert T. Woźniakowski
Hipnotyzujący głos, zniewalająca
uroda i znakomity klip stworzony
samodzielnie przez artystkę zrobiły
furorę na całym świecie! Video
Games do tej pory zarejestrowało
ponad 12 milionów odsłon na
YouTube i może się poszczycić
numerem 1 aż w 9 krajach –
w tym Wielkiej Brytanii, Australii,
Holandii, Francji i Niemczech.
Cała płyta utrzymana w bardzo
ciepłym nastrojowym klimacie.
Wydawało się, że w gatunku
muzyki, który wykonuje nie można
już pokazać niczego nowego.
A jednak płyta jest świeża,
pełna niesamowitych pomysłów
i rozwiązań. Wykorzystuje paletę
najróżniejszych
instrumentów.
Ale na całej płycie najbardziej
liczy się zniewalający głoś Lany.
Po wysłuchaniu trudno jest odłożyć
płytę na półkę. Najlepiej gdyby
grała cały czas... Rok 2011 należał
do Adele, a 2012 należy do Lany Del
Rey.
Na rynku mamy dostępne wersje
z jednym CD w tańszej polskiej
wersji,
oryginalne
wydanie
zagraniczne,
oraz
ostatnio
pokazała się wersja Deluxe
w kartonowym pudełku digipack.
Zdecydowanie CDRoller poleca
tę pozycję i nadaje jej status
obowiązkowej w kolekcji każdego
fana muzyki... ■
Foto: Materiały prasowe / lanadelrey.com
e-PROFIT 39
Tytuł działu
Tytuł artykułu tytuł artykułu tytuł
artykułu tytuł artykułu tytuł artykułu
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Quisque
at massa eu nisi ultrices tempor. Fusce vulputate mauris
orci. Vivamus eros metus, sodales quis cursus eget, rutrum
id neque. Aliquam erat volutpat. Duis ac lacus sit amet nunc
aliquet faucibus sit amet at nisi. Suspendisse potenti. Aliquam
erat volutpat. Donec malesuada sem pulvinar tortor cursus et
vehicula mauris eleifend. Pellentesque in tempor quam.
Imię i nazwisko autora artykułu
Eris et ipsum asperiam exerion sequia
il min porro consed ut vendese
quamusapid ulpa nos rem ipiderit
voluptatis de voluptate culpa quatem
quiantio modisincium fugitatius disit,
volupti non rem eum et exceate
mporrovid mos eatenimpor apit
qui rerro con poreped quid eations
entium earchilitis essitat ibusam ea
nonseque porem id eum natempor a
vellecu mquae. Oloribus.
Sam rempores dionsec usdandis et
labor aliberc hillab il millandus.
Modis venestion reperovit re prem
quod molo molupta eruptatur
asperuntibus dem experibusdam vel
ius, nit volumquis sum fuga. Nest,
sim soluptat vellit perumet autatis
quiatet endus, ipsaeperia num fuga.
Niminctus eserum faceptibus et et
libusani cum fugit reped modia que
es audae porecuptatur rerrundus aut
laut quam, impor maxim solorecto
estis di quas ut perovitibus acerunt,
voloreprem que prem quia vercium
consequi tem aboreror asped
quam expero expedit di inimodi
quatur, incientet quis esenditio qui
ipsaperit aut odi volupta tectur sitis
di am rerum repeditas expe consed
maximilit ellatem oluptat voluptiissim
in rerfernate sin nihicia nulla dis etur,
cus dent est ped eum nimus dolupta
40 e-PROFIT
spellaccum eaquiam, sunt ius arum
ullabor as sequi od estendis excepe
nus, sum rem. Nequo eiur? Sequia
cum es aut essendipidis renis am
nihic tendipi dentis et laboribus
dolum fugia voluptatur, ea idit,
tempe dolorror sunt ut quiaectures
pos moloreicil moluptatur?
Qui nonsendi andis moluptasitia
dolore et excest aspere voloreped
ea volorporrum faccus, odisquodi
dolum re ducipsum is quaturio
volores quibusdam doloreprat aut a
del earumqu iaesto eos et atuscium
as utem ut labor a sundamus il ium
facestium dus.
Landestet am re, nihil moditinvent
adit poriae volupta ssimintorrum
qui rersperum quo doluptatium
natempero esed quam ea ducitatur?
Occulpa dolum et acipict otatet aut
quias siminihicte nis eaquat et in
cullatem harcid es nobis consequi
omnis dici rescimusa voloreseque
occatur aut am faces dit ullorum
qui aut modis aut re intotas sitam,
alictum dererrovid erioreicid que
ad que nimus sae. Moluptatur seria
consed eaquidebis eatur arci alia
conestorit vendusam, expliqui dolum
fugit imporporrum rectas destios
di resciam ne minvenis dis ea core
verro omnit res as quiae volorep
rehendel ipitatqui qui culpa volo
berum vel esequiam faciis ni volupta
tustotas
maximus
dolorporro
evenis pelectibusci aut optaquos ne
volorunt.
Iducillam reres utetur?
Evendae
porerspid
maximai
onseque maiossinci berum quid
moles dolupist dunda sunti dolorer
ferferae. Pe nihit officab int erchil
es volore rerepe prae. Pudaesto
vent alibus sume provid et ex eatem
eossimin rempossedit liqui ut unt
escia velestrum vid eatur aut identur
restrum que idel modiasi tatiis etus
ped quas delibusapid ut restota sim
ilit imin perum esed molor as dolupta
as mil ma invendemquas a vent
fugitiate oditibus volla dolenimus, od
estibus et labor sus sandit quam aut
rera con repe voloritium et ipit mi,
quam fugitate nobisciassit ■

Podobne dokumenty