zapraszamy - Nazaretanki

Komentarze

Transkrypt

zapraszamy - Nazaretanki
Numer 4/ 2013 (58)
Biuletyn Prowincji Najśw. Imienia Jezus, Warszawa
S
„ zczęśliwy,
W tym numerze:
Relacja S. Dominiki Habemus Papam
Srebrne Jubilatki
Ze skarbca S. Antoniny
Słowikowskiej
Teatr Futryna zmiany, przemiany,
zamiany
kto raczej otwiera serce
niż grobowiec;
szczęśliwy, kto daje wiarę
w zmartwychwstanie
i zmartwychwstanie wiary,
kto świadczy
o zmartwychwstaniu
Pana!”
św. Piotr Chryzolog
Jak nie mieć przekonania, że teraz to już nic nas nie może odłączyć od miłości
Boga, która jest w Jezusie Chrystusie, naszym Zmartwychwstałym Panu
(por. Rz 8:39)?
Jak nie widzieć, że Pan swoim życiem dotyka naszego życia? To On leczy to, co
w nas obolałe, scala to, co w nas rozdarte, przygarnia w zagubieniu, okrywa
sensem nasze cierpienia, a miłością nasze pragnienie miłowania Go. To On
wychodzi naprzeciw naszym udanym i nieudanym próbom odwrócenia się od
grzechu i otula przebaczeniem. To On czeka, aby obdarować nadzieją tam,
gdzie my ją tracimy. Wychodzi na drogę, którą idziemy, aby rozpalić nasze
serca. Nic nas nie może zniszczyć, bo w Nim jest nasze ocalenie i zbawienie.
Jezus Chrystus już zwyciężył śmierć i piekło. Także nasze.
W tym numerze:
Habemus Papam
2
Spotkanie młodych
profesek – Rzym 2013
7
Lekcje kontemplacji w
Nazarecie
8
List z SNR
9
Ostrzeszów
13
O Futrynie
20
S. Bernadetta
– wspomnienie
21
Grób jest pusty - nie trzeba już tam zaglądać, nie trzeba rozpamiętywać bólów
i przerażać się śmiercią, nie trzeba narzekać na okoliczności i ograniczać pola
widzenia do ziemi. Zamiast tego wyznajmy z wiarą, że Bóg jest żywy, że jest
obecny w naszym życiu, że w każdej sytuacji jest blisko i chce nas prowadzić
z miłością do prawdziwego życia, choć często przez stratę i trud. Wyznajmy
wiarę, że On jest Tym, który jest dla nas sensem życia, Tym, który daje nam
radość i szczęście – już teraz, a kiedyś pełne i nieprzemijające. On jest Tym,
który obdarza najgłębszą i najprawdziwszą radością.
A nasza radość – jak mówił Ojciec święty Franciszek - nie pochodzi z posiadania
wielu rzeczy, ale ze spotkania Osoby: Jezusa, który jest pośród nas; pochodzi
z tego, że wiemy, iż będąc z Nim, nigdy nie jesteśmy sami, nawet w chwilach
trudnych (…) Towarzyszymy Jezusowi, idziemy za Nim, ale przede wszystkim
wiemy, że to On nam towarzyszy i bierze nas na ramiona: na tym polega nasza
radość (homilia 24.03.2013).
S. Amata od Chrystusa Zmartwychwstałego
W Imię Jezusa
Str. 2
HABEMUS PAPAM!
Annuntio vobis gaudium magnum:
habemus Papam,
Eminentissimum ac reverendissimum Dominum,
Dominum Jorge Mario
Sanctæ Romanæ Ecclesiæ Cardinalem Bergoglio,
Qui sibi nomen imposuit Franciszek
Wszystko zaczęło się bardzo zwyczajnie… Na ostatniej
Kapitule Generalnej, Siostry uchwaliły kilka dekretów
i zaleceń, m.in. Dekret 6, który brzmiał: „Aby Zarząd
Generalny włączył siostry w studium i rewizję zarządzania w naszym Zgromadzeniu, w oparciu o Prawo Miłości
i odpowiednie dokumenty Kościoła.”
Na Komisji Planowania w Żdżarach (wrzesień 2012),
Siostry zdecydowały, by w ramach realizacji tego Dekretu powołać Komisję złożoną z Sióstr z różnych Prowincji.
W skład Komisji weszły: S. Anita Litwin (Australia),
S. Dominika Konieczna (Warszawa), S. Hanna Paradowska (USA), S. Maria Teresa Marcinik (Prow. JDP),
S. Paula Szuba (Kraków), S. Rita Fanning (USA). Przewodniczącą Komisji została S. Angela Marie Mazzeo,
która jednocześnie jest pośredniczką z ramienia Zarządu
Generalnego. Więcej informacji na ten temat mogą Siostry znaleźć w Raporcie z ostatniej Komisji Planowania
przesłanym przez Matkę Janę do wspólnot. Pierwsze
spotkanie naszej Komisji zostało zaplanowane na 6-12
marca tego roku w Rzymie! Tak więc udałam się do Rzymu 4 marca. Bóg przedziwnie prowadził mnie poprzez
różne okoliczności. Kupując bilet do Rzymu nie miałam
pojęcia, że Ojciec Święty Benedykt XVI abdykuje, a lecąc do Rzymu nawet nie znałyśmy jeszcze daty Konklawe. Naprawdę nieprzeniknione są zamiary Boże! Bilet
powrotny miałam na czwartek 14 marca. Środę 13-go
spędziłam oczywiście na Placu Świętego Piotra i – stało
się!!! Powitałam nowego Ojca Świętego Franciszka razem ze 100- tysięcznym tłumem na placu Świętego Piotra w Rzymie! Ale zacznijmy od początku…
Konklawe rozpoczęło się we wtorek 12 marca. Nasza
komisja skończyła swoją pracę we wtorek po południu,
ale stwierdziłyśmy, że nie jedziemy do miasta, bo po
pierwszym głosowaniu na pewno jeszcze nic nie będzie…
Musiałby się zdarzyć jakiś cud! Ale w środę już obowiązkowo udałyśmy się na Plac. Co prawda niektóre Siostry
spekulowały, że pewnie wybiorą Ojca Świętego dopiero
w czwartek, a może i później, ale ja nie słuchałam tych
głosów. Nie chciałam ich słyszeć, bo przecież w czwartek rano miałam wracać do Polski i to MUSIAŁO stać się
w środę! Jechałyśmy z nadzieją w sercu razem z S. Angelą Marie, z S. Hanną i S. Ritą z USA. S. Hanna
i S. Rita też modliły się gorąco o cud dzisiejszego dnia,
bo wylatywały do Stanów w czwartek rano. Dotarłyśmy
na Plac Św. Piotra ok. 11:00. Już było po pierwszym głosowaniu, ale dymu nie było, co oznaczało – nie wybrali.
Zaraz otoczyła nas chmara dziennikarzy, trudno się było
od nich uwolnić… Patrzyłyśmy z podziwem na bosego
pielgrzyma w worze pokutnym klęczącego na środku
Placu, który ze stoickim spokojem modlił się, otoczony
wianuszkiem kamer i aparatów fotograficznych. No cóż,
do kolejnego głosowania, które miało być o godz. 12:00
miałyśmy jeszcze trochę czasu, więc udałyśmy się na
tradycyjne włoskie cappuccino do tradycyjnej włoskiej
cafe. Wzmocnione kawą wracałyśmy na Plac, niestety
tłum szedł już w odwrotną stronę! Okazało się, że dym
był wcześniej!!! Na szczęście (dla nas) – nero! Czarny...
Postanowiłyśmy po południu być na Placu znacznie
wcześniej – przed kolejnym głosowaniem, które miało
być o godz. 17:00. Tak więc po obiedzie stawiłyśmy się
na Placu o godz. 15:30 i … czekałyśmy. Tłum gęstniał
z minuty na minutę. Deszcz lał jak z cebra. Dzięki parasolom miałyśmy trochę „przestrzeni życiowej”. Dołączyła
też do nas S. Francesca – nowicjuszka z Prowincji Dobrego Pasterza i kilka Sióstr z Domu Generalnego, m.in.
S. Zyta. Plac Św. Piotra stał się ogromną przestrzenią
modlitwy, ludzie modlili się na różańcu, w ciszy, panowała atmosfera skupienia i oczekiwania. Wszyscy intensywnie wpatrywali się w komin… A tu – nic! Wiedziałyśmy,
że jak wybiorą Ojca Świętego – to będzie biały dym,
a jak nie – to żadnego. Dopiero po drugim głosowaniu
„puszczali” dym: czarny lub biały. Minęła 17-ta - i nic.
A więc – jeszcze nie wybrali… Ciśnienie rośnie, atmosfera gęstnieje, coraz więcej ludzi gromadzi się na Placu…
My nie ruszamy się z miejsca. Skupienie, modlitwa,
deszcz… Nawet dziennikarzy jakby mniej, bo tłum coraz
gęstszy, trudno się przemieszczać. Nagle – poruszenie!
Co się stało? Ach – to mewa przycupnęła na czubku komina! Tłum reaguje błyskawicznie. Kolejne głosowanie
o 19:00—tej. Czekamy.
W moim sercu wzbiera modlitwa – za Kardynałów, za
Konklawe, za nowego Papieża i za to, żeby to było DZIŚ!
Minęła 19:00 i ... nic. Wszyscy wparują się w jeden punkt
– komin. Teraz to jakby centrum wszechświata. Mewa
już dawno odleciała, teraz krąży ze swoimi
„towarzyszkami” nad Kaplicą Sykstyńską. I nagle – ten
moment! Nie do opisania! Pojawia się BIAŁY DYM!
BIAŁY!!! Na placu – szaleństwo! Wszyscy krzyczą, klaszczą, radość zalewa cały tłum! Czuję się pchnięta do
przodu, biegnę kilkanaście kroków, trzymamy się razem
z S. Francescą, żeby się nie zgubić. Biją dzwony Bazyliki
Św. Piotra, tłum wciąż krzyczy, ludzie z całego Rzymu
biegną na Plac, który w jednym momencie wypełnia się
Numer 4/ 2013 (58)
ludźmi! Jest coraz ciaśniej, ale nikt się tym nie przejmuje. W tym krótkim biegu mijam młodą dziewczynę z wózkiem, w którym leży małe
„bambino”. Obok mnie Włoch z dziewczynką na ramionach. Mała krzyczy „Viva il Papa!” Po lewej stronie grupa młodych Amerykanów – kleryków z seminarium z ogromną amerykańską flagą. Za mną – Argentyna. Przede mną – dziennikarz włoski z kamerą. Wszyscy czują to samo, ogromna radość i wdzięczność, nie do opisania… A dym wciąż
leci i leci, wielkie kłęby białego dymu!
Teraz – czas oczekiwania. Deszcz ustał jakby w jednej chwili, jak gdyby jakaś tajemnicza ręka rozgoniła chmury… Wpatrujemy się w słynne
okno Bazyliki Św. Piotra, w którym ma się ukazać nowy Papież. Kto to
będzie? Nikt nie spekuluje, nikt nie snuje domysłów, wszyscy cieszą
się, że PO PROSTU JEST. Nieważne kto – ważne, że MAMY OJCA
ŚWIĘTEGO!
Tłum żywiołowo reaguje na wszystko – oto poruszyła się firanka
w oknie – krzyk! Ale nie – to jeszcze nie to… Słychać bęben, potem
orkiestrę, idzie gwardia szwajcarska, za nią – włoska policja. Wszyscy
odświętni, uroczyści. Napięcie rośnie. Mewy przeniosły się znad Kaplicy Sykstyńskiej i teraz krążą nad Bazyliką, nad Oknem (dopiero później zrozumiałam – no tak, Franciszek…). Zapalają się światła na piętrze… Napięcie sięga zenitu, okrzyki, śpiewy i – JEST!!! Znów krzyk
radości. Kto to? Nie można zrozumieć, Plac pełen ludzi, echo niesie
słowa… Ale to nic – od czego są komórki? Oto co bystrzejsi sprawdzają w telefonach komórkowych wiadomości z internetu – dziennikarze
już swoje zrobili i - wszystko jasne – kardynał Jorge Mario Bergoglio
z Argentyny, czyli Papież Franciszek! I oto na placu huknęło – Francesco! Francesco! Obok mnie – skacząca z radości S. Francesca! Papież
Francesco! To niesamowite! (wcześniej rozmawiałyśmy i Siostra mówiła, że byłoby super, gdyby miał na imię Francesco, na co ja sceptycznie odpowiedziałam – to niemożliwe…). I oto Pan Bóg znów nam pokazał, że u Niego nie ma nic niemożliwego!!! Ciepłe słowa Papieża Franciszka zapadły mi głęboko w serce. Słuchając Go „na żywo” miałam
wrażenie głębokiej pokory, prostoty i pokoju. Ojciec Święty nawiązał
błyskawicznie kontakt z wiwatującym tłumem. Jego „Buonasera!” na
długo pozostanie w moim sercu. Trudno opisać to doświadczenie,
może choć kilka „migawek” – żywe i spontaniczne reakcje na każde
zdanie wypowiedziane przez Ojca Świętego Franciszka, wspólna modlitwa Ojcze Nasz, Zdrowaś Mario i Chwała Ojcu w wielotysięcznym
tłumie, wielka cisza panująca na Placu, gdy modliliśmy się za Ojca
Świętego przed błogosławieństwem, ogromna radość, nieopisana
wdzięczność za ten wielki Dar dla Kościoła, doświadczenie głębokiej
jedności Kościoła powszechnego, wielonarodowego, tak różnorodnego, ale jednego, którego głową jest Chrystus, doświadczenie Kościoła
Żyjącego, poczucie, że Kościół – to my, zgromadzeni na Placu, to
wszyscy chrześcijanie na całym świecie przeżywający to wydarzenie
razem – przez radio, telewizję, internet, doświadczenie bycia
w SERCU KOŚCIOŁA, Bazylika oświetlona reflektorami, na szczycie
Pan Jezus z Krzyżem, Św. Piotr i Apostołowie, na balkonie Piotr naszych czasów – Ojciec Święty Franciszek – skromny i pokorny, doświadczenie ciągłości Kościoła… I wiele wiele jeszcze przeżyć, które
na zawsze pozostaną w moim sercu…
Str. 3
To był naprawdę wyjątkowy dzień, dzień,
w którym Bóg przemówił do Kościoła słowami Izajasza: Zabrzmijcie weselem, niebiosa! Raduj się, ziemio! Góry, wybuchnijcie radosnym okrzykiem! Albowiem Pan
pocieszył swój lud, zlitował się nad jego
biednymi. Mówił Syjon: „Pan mnie opuścił,
Pan o mnie zapomniał”. Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu,
ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. Czytając te słowa, przeznaczone na dzień 13 marca 2013 roku, jak
mogłam wątpić, że to stanie się właśnie
DZIŚ?!
Dziękuję Bogu za ten Dar, za to, że mogłam tam być, razem ze mną duchem była
każda Siostra z naszej Prowincji, każda
nazaretanka z całego świata, bo … Nazaret ma być w sercu Kościoła. Tego pragnęła dla nas Matka Założycielka i takie
jest nasze powołanie. Cieszę się ogromnie, że mogłam doświadczyć takiej łaski.
Bóg wysłuchał mojej modlitwy. Wracałam
z radością w sercu, razem z tłumem idąc
ulicami Rzymu, dziękując Bogu… Wracając do Warszawy na drugi dzień zastanawiałam się – jak to Siostrom przekazać?
Jak opowiedzieć? To doświadczenie niewyrażalne w słowach i trudne do wypowiedzenia. Dzielę się więc tym jak potrafię, ufam, że przez te nieudolne słowa
choć trochę udało mi się przekazać z tego, co nieprzekazywalne… Wiem, że Siostry podzielały tę radość i wdzięczność
oglądając transmisję w telewizji, na pewno
doświadczały Siostry podobnego wzruszenia i entuzjazmu. Wspierajmy więc
Ojca Świętego Franciszka naszą codzienną modlitwą, słuchajmy Jego słów, wsłuchujmy się w Ducha Świętego mówiącego
do Kościoła XXI wieku. HABEMUS PAPAM!
s. Dominika
W Imię Jezusa
Str. 4
Za to, co było - DZIĘKUJĘ. Na to, co będzie - TAK
Za te 25 lat wielbiłyśmy Pana adorując Go w Najświętszym Sakramencie i w Słowie, które do nas skierował, a potem
w pięknej i uroczystej Eucharystii. Przy ołtarzu odnowiłyśmy
nasze oddanie Bogu.
Po Mszy świętej, nadszedł czas świętowania we
wspólnocie. Najpierw obiad i piękne życzenia skierowane do
każdej z nas. Bardzo cieszyłyśmy się, że były z nami prawie
wszystkie Siostry, które wspierały naszą zakonną formację. Po
obiedzie spotkałyśmy się na sali rady, aby powspominać, podzielić się swoim życiem, ucieszyć sobą. Za pomocą skype połączyłyśmy się z s. Mariettą, która od 14 lat służy Panu w Teksasie
i z s. Caritas pracującą w Kazachstanie. Było wiele radości
i wzruszeń. Popołudniowy różaniec i nieszpory odmawiałyśmy
razem ze wspólnotą. A wieczorne spotkanie przeciągnęło się do
późna.
Zrobiłyśmy też małe plany na przyszłość, które niech
na razie pozostaną naszą „słodką tajemnicą”.
Serdecznie dziękujemy Siostrze Prowincjalnej i całej
Radzie za inicjowanie i zorganizowanie naszego spotkania. Słowa wdzięczności kierujemy również do Siostry Przełożonej domu
warszawskiego, Siostry Ekonomki i wszystkich Sióstr, które poświęciły swój czas, aby przygotować nam tak wspaniałe przyjęcie. Dziękujemy, bo w tych dniach serca nasze prawdziwie stały
się Niebem przez adorację, cześć i wdzięczność. A na koniec
chcę przytoczyć piękny tekst piosenki, która wyraża to, co było
i jest w naszych sercach, myślach i pragnieniach:
Długo się zastanawiałam od czego zacząć… tyle wspomnień,
wzruszeń, pięknych spotkań, dziękczynnych, cicho szeptanych modlitw…
Postanowiłam zacząć od… prezentu, który otrzymałyśmy w czasie homilii
od brata Jakuba. Był to fragment wiersza Williama Eversona „Ucieczka
przez pustynię”:
Pierwszy raz tak wyruszał na światową puszczę.
Wiele miało nastąpić: wiele rzeczy strasznych i proroczych.
Ale co było tutaj drobne, malutkie, bezsilne
(Niemal zbyt kruche, żeby dotknąć),
co nerwowo strzegli,
strzegło ich.
Jak my co dzień z podniesionego kielicha
przyjmujemy Chleb słabszy niż wątły nasz język,
żeby nieść potem w krzykliwe mocarstwa,
gdzie Herod poci się i jego zręczni słudzy
przerzucają dzienniki
– to nas trzyma.
Tego dnia – 29 grudnia, jak co roku Kościół w liturgii wspomina Świętych
Młodzianków, męczenników. Tego dnia – 29 grudnia 2012 roku na zaproszenie Siostry Prowincjalnej przyjechałyśmy do Warszawy, aby złożyć
Panu dziękczynienie za 25 lat życia zakonnego. Po raz pierwszy od nowicjatu mogłyśmy spotkać się w tym gronie, troszkę już mniejszym, choć
w sercach naszych pozostały wszystkie Siostry, z którymi przeżywałyśmy
nasze nazaretańskie dzieciństwo. Niektóre odeszły, by służyć Bogu
w świecie, inne orędują za nami u Pana.
Za to, co było - DZIĘKUJĘ.
Na to, co będzie - TAK.
Wziąłem, co mi dałeś.
Wezmę, co mi dasz.
Za dużo i za mało
Za siłę i za słabość
Za prawdę i za pic
Za wszystko i za nic
Za wieczność i codzienność
Za chleb, herbatę, krzesło
Za Ciało i za Krew
Za życie i za śmierć
(Marcin Styczeń)
[[
S. Maksymiliana od Jezusa Miłości Ukrzyżowanej i Jego Matki
Str. 5
Numer 4/ 2013 (58)
To all what is past – THANK YOU. To all what is to come -YES
For a long time I wondered where to begin my story... so many
memories, emotions, beautiful meetings, thanksgiving softly whispered
prayers... I decided to start at... a gift, which we received at the homily from
Brother Jakub. It was a piece of poetry of William Everson „The escape to
the wilderness”:
There were many joys and emotions. Afternoon
rosary and Evening prayer we said together with the community. And evening meeting we carried on till late. We made
also a small plans for the future, but let it be our “sweet secret”
for the time. We are very grateful to Sr. Provincial and her
For the first time he set off to the wilderness of the world.
So much was to happen: a lot of things terrible and prophetic.
But what was here tiny, small and helpless
(Almost to fragile to touch),
and what they nervously guarded,
guarded them in turn.
As we daily, out of the risen chalice
take Bread more fragile than our feeble tongue,
to bring it then to the flashy powers,
where Herod is sweating and his skilful servants
read the newspapers
– that sustains us.
On this day – 29 of December, the Church annually remembers
the Holy Innocents, the Martyrs. On this day – 29 of December, 2012, invited
by Sr. Provincial, we came to Warsaw, to give thanks to God for 25 years
of religious life. For the firs time since our novitiate we were able to meet as
a group, already a little smaller, but all the Sisters who sheared with us this
“childhood in Nazareth” remain in our hearts. Some of them left to serve God
in the wide world, others intercede for us to God. One may ask why such
a meeting, once the bonds are loosened, the relationship weakened? Will
we have something to talk about? God himself gave us an answer. For 25
years we went through Egypt and Nazareth many times, we escape and
come back, there are things terrible and prophetic. It seems that we do so
little, but this what is small and fragile, the Bred received every day guards
us and carries. And we shall not be frightened by flashy powers, nor Herod
and his servants, because Jesus holds us in His arms. 25 years it is a lot
and not enough. 25 years mean wrinkles on the forehead and silver threads
in the hair… but 25 years means also a time of growing in Love, that gives
its life, in Nazareth which is the House of God, in Faith that moves mountains…
For this 25 years we gave praise to God by adoration of the
Blessed Sacrament and listening to the Word He addressed to us, and then
in beautiful and solemn Eucharist. At the altar we sacrificed ourselves to
God once more.
After the Holly Mass there was
a time for celebration in the community. It begun with the dinner
and beautiful best wishes addressed to us.
We were glad that almost all the
sister who supported our formation were with us. After dinner we
met at the board room to share
our memories and our lives, enjoy each other.
We also talked on Skype with
Sr. Marietta, who serves God in
Texas for 14 years already and
with Sr. Caritas who works
in Kazakhstan.
Counsel for initiating and organizing of our meeting. Our words
of gratitude are also addressed to the Superior of warsaw
community, to the house treasurer and to all the sisters, who
offered their whole time to arrange this beautiful meting. We
are grateful because in those days our hearts truly became a
Heaven through adoration, the praise and gratitude. At the end
I want to recall a beautiful song, which expresses what was
and is in our hearts, thoughts and desires:
To all what is past – THANK YOU.
To all what is to come -YES.
I took what you gave me.
I’ll take what you’ve prepared.
For so much and for little
For the strength and the weakness
For the truth and for fib
For everything and for noting
For the eternity and for everyday
For the bread, the tea and the chair
For the Body and the Blood
For the life and the death
(Marcin
Styczeń)
sr. Maksymiliana of Jesus the Love Crucified and His Mother
tłum. sr. Joanna Cegiełko
W Imię Jezusa
Str. 6
Europejskie Spotkanie Młodych
W dniach 28.12.2012 - 02.0.2013 odbyło się Europejskie Spotkanie Młodych
organizowane przez ekumeniczną
wspólnotę braci z Taize.
Rzym - serce Kościoła - jak mawiała
nasza Matka Założycielka pomieściło
ponad 40 tysięcy młodych ludzi, w tym
ponad 12 tys. Polaków. Grupa utworzona na UKSW, którą organizowałam była
bardzo różnorodna wiekowo od 16 do
33 roku życia, dołączyła do nas s. Fides
z dziewczynami ze szkoły warszawskiej
oraz ks. Dominik - salezjanin z naszego
duszpasterstwa.
Pomimo długich dojazdów do centrum
Rzymu i wyczerpującego rytmu dnia
a nawet wirusa grypy żołądkowej, wszyscy byli bardzo zadowoleni.
Myślę, że tegoroczne spotkanie młodych
kładło mniejszy nacisk na ekumenizm,
gdyż wielość miejsc świętych Rzymu to
wspaniała reklama katolicyzmu, ale ducha pielgrzymkowego odczuliśmy bardzo.
W Roku Wiary, który przeżywamy ta pielgrzymka do grobów św. Piotra, św. Pawła, bł. Jana Pawła II miała swoje bardzo
ważne miejsce i oby duchowo pozwalała
nam wszystkim wzrastać.
s. Angelina
Młodzi, dzieląc sie swoimi przeżyciami,
gdy wracaliśmy do Polski, często wspominali gościnność z jaką się spotkali, a
mieliśmy to szczęście, że połowa grupy
znalazła lokum u rodzin, druga część na
salkach parafialnych (gdy wiele osób
spało w halach a dojście do toalet było
bardzo ograniczone).
Bardzo ważne było spotkanie i modlitwa z Ojcem Świętym Benedyktem XVI
na placu św. Piotra, modlitwa w różnych
bazylikach Rzymu, integracja z młodzieżą z wielu narodowości choćby przy
wspólnych posiłkach oraz w wieczór
sylwestrowy.
Str. 7
Numer 4/ 2013 (58)
Spotkanie młodych profesek - Rzym 2013
Rozpal na nowo Charyzmat Boży
,,Rozpal o Panie na nowo charyzmat Boży we mnie i daj mi
serce wolne i radujące się pięknem prostoty, którą niesie
nasza codzienność”.
Spotkanie w Rzymie - to dla mnie czas łaski, za który będę
zawsze dziękować Bogu. Na poznawanie, zgłębianie i przekazywanie naszego charyzmatu nigdy nie jest za późno. Bóg
pozwolił mi zachwycić się jego pięknem i mogę powiedzieć,
że bardziej utwierdziłam się w mojej nazaretańskiej tożsamości. Mogłam też doświadczyć międzynarodowości naszego
Zgromadzenia, a wzajemne dzielenie się wiarą i doświadczeniem sióstr z różnych krajów było dla mnie bardzo ubogacające. Urzekła mnie również gościnność Sióstr z Rzymu. Dziękuję wszystkim Siostrom, dzięki którym to spotkanie mogło
się odbyć, oraz tym dzięki którym Pan odnowił mojego ducha.
Dobrze że jest Nazaret!!!
s. Greta od Eucharystii
W spotkaniu w Rzymie było coś niesamowitego, zaraźliwego, zachwycającego, żywego i dającego życie!
Miałam wrażenie, że Duch Święty, przechodzi, a nawet spaceruje w naszych sercach .
Spotkanie sióstr tego samego Zgromadzenia, lecz innych kultur, języków,
apostolatów ukazało mi rzeczywiste bogactwo Nazaretu i wielkość ducha
naszej Matki Założycielki!
Było wiele pięknych i niezapomnianych momentów, dla mnie osobiście
chociażby czas spędzony w pokoju Matki na Machiavelli (byłam tam po
raz pierwszy), wyznanie wiary /w Roku Wiary — przy grobie św. Piotra,
wspólne nieszpory z Benedyktem XVI, Eucharystia na Watykanie, przy
grobie bł. JP II, którą odprawiał ks. Prałat Konrad Krajewski….i wiele,
wiele innych cennych chwil…
Piękne są takie spotkania! Proszę Ducha Świętego, by smak tych wydarzeń nie pozostał we mnie na poziomie wspomnień , ale dodawał koloru
temu co tu i teraz.
S. Amabilis od Jezusa Zmartwychwstałego
Za każdym razem, gdy próbuję opowiedzieć o spotkaniu w Rzymie doświadczam jak małe są słowa. Łatwo jest wymienić imiona sióstr, miejsca gdzie byłyśmy, nawet opowiedzieć o wysłuchanych
konferencjach. Nic jednak nie odda
w pełni atmosfery tam panującej,
doświadczenia tego, że Bóg jest między
nami i to On złączył nas jednym powołaniem. Przez ten czas stałyśmy się dla siebie świadkami wielkich dzieł Boga, Jego
ciągłej obecności i potężnej mocy. Spotkania z s. Teresitą Brońską, s. Marie
Kielanowicz, s. Marią Teresą Marcinik
były dla mnie swoistym Emaus, gdzie
Jezus przez słowa tych sióstr, wyjaśniał
mi, czym jest charyzmat, jak wielki jest
nasz Nazaret i jak wspaniałą mamy misję
– rozszerzać Królestwo Bożej Miłości.
Pobyt na via Machiavelli był jak spotkanie z Matką – zaczerpnięciem nowych sił,
odkryciem własnych korzeni. A jeszcze
spotkanie z Ojcem Świętym, Benedyktem
XVI; wędrówki po Rzymie śladami Matki Założycielki, śladami Świętych Męczenników Kościoła. Nie sposób opisać
głębokich przeżyć i wzruszeń, jakie towarzyszyły mi przez cały czas pobytu w
Rzymie i trwają do dziś. Z serca dziękuję
siostrom, które przygotowały to spotkanie i tym, które w nim uczestniczyły, za
świadectwo wiary i miłości do Boga, do
Nazaretu. Niech Bóg obdarzy nas darem
Swego Ducha i napełni Swoją Miłością.
s. Łucja od Jezusa
W Imię Jezusa
Str. 8
LEKCJE KONTEMLACJI W NAZARECIE
Śniła mi się kaplica z ogromnym na całą ścianę Panem
Jezusem z Całunu Turyńskiego. We śnie była również
obecność Boga, cisza i promienie słońca. W rok później przygotowując salkę medytacyjną dostałyśmy właśnie takiego Pana Jezusa od s. Bogny. Nic dziwnego
odkąd Św. Józef miał sny związane z Matką Bożą, sny
weszły w duchowość Nazaretu…
Uczymy jako nazaretanki wielu rzeczy, a mnie
się marzy nauka kontemplacji! Zawsze byłyśmy zgromadzeniem po części kontemplacyjnym i było to naszą
chlubą! Zresztą to co największego otrzymałam od Nazaretu to lekcje medytacji w nowicjacie. To one wywarły
największy wpływ na kształtowanie mojego życia. Kiedy wchodzę do naszych kaplic to prawie zawsze któraś
z nas trwa na modlitwie i to mnie zachwyca i buduje!
Czasami wydaje mi się, że ten potencjał duchowości
jest w nas nie do końca wykorzystany. „Światło
nie przekazywane gaśnie w ręku niosącego” (D. Ange).
Siostry być może wiedzą, że od 1,5 roku, istnieje z mojej inicjatywy grupa medytacyjna. Pomagają mi
też kształtem swojego piękna Siostry: Róża, Patrycja,
Bronisława, Bogumiła (dziś w Łukowie). Bogactwo duchowości sióstr ma ogromny wpływ na kształtowanie
modlitwy laikatu. Tyle ostatnio mówi się o Nowej Ewangelizacji w Kościele. Myślę, że Ewangelia: „Idźcie na
cały świat i nauczajcie wszystkie narody”- dotyczy również nas. Drugą stroną medalu są słowa wyryte na naszym nazaretańskim krzyżyku: „Bądź Wola Twoja”, to
właśnie ta Wola daje spełnienie swojego powołania,
swojej kobiecości, macierzyństwa, miłości… i to daje
pełnię równowagi.
Jeśli zaś chodzi o wolę Bożą, to Bóg Ojciec
nami tj. grupą medytacyjną się opiekuje .
To partnerstwo Boga jest niesamowicie cudowne: byliśmy ostatnio na skupieniu medytacyjnym, pralnia wyprała nam cztery dywany za darmo, s. Bogna pożyczyła nam baner z Obliczem Jezusa… jesteśmy jak Izraelici którzy idąc przez pustynię czcili Imię: JA JESTEM i
doświadczali Jego cudów idąc do Ziemi Obiecanej, tak
my czcząc z drżeniem i pietyzmem imię JEZUS
doświadczamy
Bożej
Obecności
i
opieki.
s. Stefania
modlitwajezusowa.blog.onet.pl
Numer 4/ 2013 (58)
Str. 9
MOJA DROGA Z BŁOGOSŁAWIONĄ FRANCISZKĄ SIEDLISKĄ
List ze SNR
Pragnę podzielić się drogą jaką przebyłam
ja i moja rodzina z błogosławioną Franciszką
Siedliską.
Kilkakrotne rekolekcje i skupienia w Żdzarach były błogosławieństwem dla mnie i przyjętych
do mojej rodziny chłopców: Adama, Daniela, Roberta i Filipa. Razem z mężem prowadzimy od kilku lat rodzinny dom dziecka.
Podczas rekolekcji w ubiegłym roku wylosowałam myśl błogosławionej Matki Założycielki
„zawsze modlę się, aby twoje serce skierowane
było ku Jezusowi”. Czułam Jej obecność i Jej prowadzenie.
Właśnie w Żdżarach nawrócenia doznał mój
syn i moja córka oraz jej rodzina. W Nazarecie
stworzonym przez Nią do Boga dojrzewali chłopcy.
Skupienie sylwestrowo - noworoczne
2010/11, zatytułowane: „Kościół moim domem”,
było dla mnie czasem, kiedy intensywnie poszukiwałam swojego miejsca. Zaczęłam uczęszczać na
wspólnotę Odnowy w Duchu Świętym. Z dala od
mojej parafii. Byłam po rekolekcjach ignacjańskich i wcale nie skłaniałam się ku błogosławionej
Franciszce Siedliskiej. I właśnie na tym skupieniu
w grupie dzielenia mówiłam jak to ja szukam i jak
daleko jeżdżę na wspólnotę.
Wtedy właśnie jedna z uczestniczek (nie
pamiętam, która) powiedziała, że Ona uważa, że
niezależnie od tego jaka jest parafia, jaki ksiądz
i czy dzieje się coś czy nie, to jednak należy trzymać się swojej parafii. Jeśli zaś jest coś nie tak,
czegoś brakuje, to trzeba podjąć działania, zaangażować się i zmieniać rzeczywistość, bo to jest
właśnie dom i od nas zależy jaki będzie. Nie uciekać do innych parafii.
Poczułam wtedy, że te słowa skierowane są
do mnie osobiście. Zaczęłam je rozważać i moje
myśli krążyły wokół błogosławionej Franciszki Siedliskiej. Jej wyniesieniu rodziny. W myślach pytałam ją: Co to dla mnie znaczy?
Poprowadziła mnie piękną drogą. W październiku 2012 r. przy mojej parafii, w Warszawie
przy ul. Lindleya wspólnie z mężem przy zaangażowaniu księdza proboszcza założyliśmy wspólnotę rodzin zastępczych „Józef” – owoc zorganizowanej przez Siostry pielgrzymki do Kalisza.
Przybywają na
nią rodziny zastępcze,
które
rozrzucone są po
całej Warszawie
i poza nią. Jest
trudno, nieliczne
ale przychodzą.
Jest to dobry początek. Ufam, że
B ł og o s ł a wi o n a
Matka je przyprowadzi.
Udało się też uruchomić świetlicę
przy parafii, w której też na prośbę księdza
mam w środy dyżur. Okazuje się, że nie tyle
potrzebna jestem dzieciom, ale ich rodzicom, którzy przychodzą po porady. Mam
zamiar prosić księdza, aby powstał taki
punkt poradnictwa dla małżeństw, rodzin,
ale nie wiem jak, bo proboszcz mówi, że za
dużo chcę. Myślałam dużo o tym i znowu
w moje ręce wpadła książka o Franciszce
Siedliskiej „Dla mnie żyć to Chrystus”.
Nie umiem opisać swoich doznań. Wiem
jednak, że to jest właśnie moja droga.
A wszystko zaczęło się w cieniu Nazaretu od rozmowy z Siostrą Adrianą.
Chwała Panu. Dany czas był dla mnie błogosławiony.
Jeśli w tym roku będzie pielgrzymka
do Kalisza chętnie wezmę w niej udział, aby
podziękować Św. Józefowi i powierzyć mu
dzieci i rodziny zastępcze.
Dziękuję wszystkim Siostrom za
umożliwienie mi wzrostu duchowego. Mam
nadzieję, jeśli taka będzie Wola Ojca
Naszego, na rekolekcje wspólne.
Polecam w modlitwie Bogu Siostry
i Rodziny ze Stowarzyszenia.
Teresa Perkowska z Warszawy
Sympatyk Stowarzyszenia Najświętszej Rodziny
W Imię Jezusa
Str. 10
Jak Stowarzyszenie obchodziło
Święto Świętej Rodziny?
Obchodzenie Święta Świętej Rodziny w Prowincji Warszawskiej Stowarzyszenia Najświętszej Rodziny, rozpoczęło się od modlitewnego przygotowania.
W 51 numerze „W Rodzinie Nazaretu” z grudnia 2012
r., biuletynu Stowarzyszenia wszyscy członkowie i sympatycy SNR zostali zaproszeni do odprawienia nowenny przed Świętem Świętej Rodziny. Wiele rodzin podjęło to zaproszenie, łącząc się w swoich domach w modlitwie ze Zgromadzeniem.
W sam dzień Święta, czyli 30 grudnia 2012 r.,
świętowanie w różnych wspólnotach wyglądało różnie.
W Obornikach w wigilię Święta czyli w sobotę
29.12 odbyło kolędowanie u jednej z rodzin Stowarzyszenia. Uczestniczyło w nim 8 rodzin oraz księża z parafii i wszystkie siostry ze wspólnoty.
W Lublinie 29 grudnia w wigilię Święta Świętej
Rodziny wspólnota sióstr gościła 4 rodziny z naszego
Stowarzyszenia. Spotkanie rozpoczęło się modlitwą
w domowej kaplicy. Było to dziękczynienie Bogu za
wielki dar dla Kościoła, jakim jest Najświętsza Rodzina.
Następnie odmówione zostały, w łączności z całym
Kościołem Powszechnym, I Nieszpory ze Święta Świętej Rodziny. Po modlitwie, w zakonnej rozmównicy,
odbyła się druga część spotkania. Członkowie Stowarzyszenia złożyli siostrom życzenia. Życzyli tego, aby
siostry były jasnym światłem dla wszystkich, z którymi sie spotykają, a szczególnie dla rodzin. Na ręce siostry Przełożonej złożyli dar zapalonej świecy i
pięknie wydaną księgę „Święty na każdy dzień“. Przy
radosnym śpiewie kolęd i przygotowanym przez siostry
poczęstunku mijała dalsza część świętowania.
W Ostrzeszowie członkowie i sympatycy SNR,
razem 21 osób, uczestniczyło wraz z siostrami we Mszy
św., po której zostali zaproszeni na obiad ze wspólnotą
sióstr.
W Kaliszu dwie rodziny ze Stowarzyszenia zostały zaproszone do wspólnego świętowania z siostrami.
Uczestniczyli we Mszy św., obiedzie i kolędowaniu.
W Łukowie, w tym dniu, Stowarzyszenie uczestniczyło we Mszy św. z siostrami w kaplicy klasztornej.
W Jastrzębiej Górze rodziny uczestniczące w
spotkaniach SNR były zaproszone na uroczystą Mszę
św., po której odbyła się medytacja z Najświętszą Rodziną. A następnie wspólne świętowanie z siostrami i ojcami
jezuitami z parafii, przy poczęstunku i rozmowie. Rozmowom towarzyszyło m.in. pytanie: kim jest dla nas Najświętsza Rodzina?
Natomiast przeszło 50-osobowa grupa członków i
sympatyków SNR uczestniczyła w tym czasie w Żdżarach w skupieniu sylwestrowo-noworocznym. Trwało ono
od 30.12.2012 do 1.01.2013. Rozpoczęło się w niedzielę
Świętej Rodziny. I właśnie w tym dniu na Mszy św. po
Komunii św., członkowie SNR uroczyście odnowili swoje
przyrzeczenia, wcześniej będąc świadkami odnawiania
ślubów zakonnych przez obecne na Mszy św. siostry.
Obchodzenie Święta Świętej Rodziny rozciągnęło się na
dzień następny, czyli 31 grudnia, kiedy to, na cześć Najświętszej Rodziny zostało przyjętych do Stowarzyszenia
pięć nowych osób. Z racji Patronalnego Święta, Stowarzyszenie przekazało też w tym dniu dla domu rekolekcyjnego w Żdżarach dar, którym są obrazy Świętej Rodziny.
Po ceremonii przyjęcia do Stowarzyszenia obrazy zostały
poświęcone i uroczyście zawieszone w każdym pokoju
domu rekolekcyjnego.
Str. 11
Numer 4/ 2013 (58)
The Holy Family Feast – the patronal feast of the Holy Family Association
The celebrating of the Holy Family Feast in the Holy
Family Association began with prayer preparation. In Nr
51 edition of bulletin “In Nazareth family”, December
2012, all the members and supporters were invited to
pray the Novena before the Holy Family Feast. Numerous families accepted this invitation united in prayer in
their homes with the Congregation.
In the day of the Feast, 30 December 2012, the
celebrating in various communities looked different.
In Oborniki, In the eve of the feast, 29
Dec.2012, was held a meeting in the house of one of
the families where carols were singed. In the meeting
participated 8 families, priests from our parish and all
the sisters of the local community.
In Kalisz, 2 families of the HFA were invited to
celebrate this day with the sisters. They participated in the
Holy Mass, dinner and singing of the Christmas carols.
In Łuków, the members of the HFA were invited
to join the sisters for the Holy Mass In the Chapel in the
convent.
In Jastrzębia Góra, the families that participate in
the meetings of HFA were invited for the Holy Mass and
then for the meditation with the Holy Family. Then, together with the sisters and Jesuit Fathers from the local
parish, there was further celebration at diner table. The
themes of talking were the life of sisters and a question:
who is the Holy Family for us?
At this same time, a group of 50 members and
supporters HFA participated in meeting in Żdżary. It was
held since 30 Dec. 2012 to 1 Jan. 2013.
In Lublin, at the same time the community entertained 4 families of the HFA. A prayer in our Chapel
started the meeting. It was a thanksgiving to God for
the wonderful gift for the Church – the Holy Family.
Then, in unity with the Universal Church, an evening
prayer of the Feast was said. After prayer, in the parlor,
was held further meeting. The members of the HFA
wished to the sisters, that they would be a bright light
for all they meet, especially for families. In the hands of
Sister Superior they laid a gift of lighted candle and a
beautiful book “The Saint for every day”. The next part
of the celebration passed with joyful singing of Christmas carols and eating refreshments prepared by the
sisters.
In Ostrzeszów, members and supporters of
HFA, 21 people altogether, went with the sisters to the
Eucharist, and then to dinner with the community.
It begun on Sunday – the Holy Family Feast. On
this day at the Holy Mass, after the Communion, the members of the HFA solemnly renewed their vows after they
witnessed the renewal of vows of the sisters. The celebrating of the Feast extended to the next day, 31 Dec.
when, in the honor of the Holy Family, a five new members were admitted to the Association. At the occasion of
the celebration, the HFA presented a gift for the Retreat
House in Zdżary, that were pictures of the Holy Family.
After the ceremony, the pictures were blessed and ceremoniously hung in every room of the Retreat House.
tłum. sr. Joanna Cegiełko
W Imię Jezusa
Str. 12
V Pielgrzymka Stowarzyszenia Najświętszej
Rodziny do św. Józefa w Kaliszu
W dniu 2 marca 2013 r. w pierwszą sobotę miesiąca, odbyła się po raz piąty pielgrzymka Stowarzyszenia Najświętszej Rodziny do św. Józefa w Kaliszu. Uczestniczyło w
niej ok. 130 osób, w tym 13 sióstr i 3 kapłanów. Przybyli na tę
pielgrzymkę przedstawiciele prawie wszystkich wspólnot SNR
z naszej Prowincji, czyli z Kalisza, Kolumny, Konina, Leszna,
Łukowa, Ostrzeszowa, Obornik, Poznania, Warszawy i Żdżar.
Nie było wspólnot najdalej położonych, czyli Jastrzębiej Góry,
Wasilkowa, Lublina i Wytyczna.
Hasło, które przyświecało tej pielgrzymce to: W TROSCE O
WIARĘ MŁODEGO POKOLENIA. Po przywitaniu i prezentacji wspólnot wysłuchaliśmy wykładu Małgorzaty Nawrockiej
z Warszawy, pisarki, autorki wielu książek dla dzieci i młodzieży, m.in. książek antymagicznych „Anhar”, „Alhar” „Ariel”.
W swoim wykładzie zatytułowanym „Harry, Wampiry i Moce
– duchowy pojedynek o młode pokolenie” prelegentka w sposób bardzo interesujący i jasny ukazała duchowe zagrożenia,
którym poddana jest współczesna młodzież i dzieci. W sposób
szczególny skupiła się na ukazaniu tego „co jest złego” w rozsławionej w ostatnich latach książce „Harry Potter”.
Po wykładzie był czas na posiłek, czyli pielgrzymkowy bigos,
przygotowany przez siostry z kaliskiej wspólnoty oraz radosny
czas rozmów i spotkań ze znajomymi.
Był też czas na spowiedź - trzech kapłanów służyło posługą
sakramentalną. Po przerwie obiadowej, jeszcze raz wsłuchaliśmy się, tym razem w prelekcję s. Adriany Piechowskiej,
która z pasją mówiła o Nazaretańskim Centrum Rozwoju
Misji, przypominając jego ideę i zachęcając do włączenia się
w to dzieło poprzez nadsyłanie swoich intencji, włączenie się
w apostolstwo modlitewne oraz propagowanie go. Słowa
s. Adriany spotkały się z żywym zainteresowaniem wielu.
O godzinie 15.00 przeszliśmy ulicami Kalisza do bazyliki
św. Józefa. Na początku zostaliśmy przywitani przez Kustosza Sanktuarium, ks. Jacka Plota, który wskazując na szczególny charakter miesiąca marca, który się rozpoczął stwierdził, że jako pielgrzymi jesteśmy w tym miejscu wyjątkowi,
bo niejako rozpoczynamy wzmożone w tym czasie pielgrzymowanie do Polskiego Nazaretu. Następnie przed Cudownym Obrazem, przy dźwięku fanfar uroczyście odsłoniętym,
odmówiliśmy Koronkę do Świętej Rodziny, po której rozpoczęła się Msza św. Mszę św. celebrowało trzech kapłanów
ze Zgromadzenia Misjonarzy Świętej Rodziny, którzy posługują wspólnotom SNR w Koninie – ks. Andrzej Rabij, Obornikach – ks. Jacek Chudziński i Poznaniu – ks. Grzegorz
Kałdowski.
Kaznodzieja, ks. Andrzej Rabij, nawiązał w swoim słowie do
hasła pielgrzymki, wskazując wielką rolę dorosłych w wychowaniu do wiary młodego pokolenia. Mówił m.in.:
„Chcemy wołać dzisiaj do św. Józefa o pomoc w wychowaniu
waszych, drodzy rodzice, dzieci, by wspierał was w codziennych trudnościach i kłopotach, w waszych staraniach o umiłowanie przez ludzi młodych Pana Boga, ojczyzny, swoich
najbliższych, rodziny. To duży trud i odpowiedzialność, która
na was spoczywa. Dlatego jesteśmy tu, by o to się modlić”.
Po kazaniu odbył się akt zawierzenia Świętej Rodzinie obecnych przed Cudownym Obrazem rodzin oraz wszystkich
członków i sympatyków SNR, a także sióstr nazaretanek
i kapłanów posługujących w Stowarzyszeniu. Akt zawierzenia odczytany został przez Sylwię i Marka Szymala, członków SNR z Kolumny.
Na koniec jeszcze słowa wdzięczności za to miejsce i naszą
obecność w nim, pamiątkowe zdjęcie przed bazyliką, pożegnania i każdy ruszał w swoją stronę.
s. Klara Żygo
Numer 4/ 2013 (58)
Co nowego w Ostrzeszowie?
10 kwietnia 2013 r., gościłyśmy w Ostrzeszowie
Sekretarza Stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotra Żuchowskiego.
Gość przybył do Ostrzeszowa na zaproszenie
posła Józefa Rackiego i senator Andżeliki
Możdżanowskiej. W spotkaniu uczestniczyli
m.in. europoseł Andrzej Grzyb, starosta ostrzeszowski Lech Janicki oraz burmistrz Ostrzeszowa Mariusz Witek.
Pana Ministra i zacnych Gości przyjęła Przełożona Domu - s. Teofania Migowska. W arkany
prac budowlanych i sytuacji finansowej wprowadziła ekonomka wspólnoty ostrzeszowskiej i Kierownik Projektu - s. Elwira Prokopek.
Spotkaniu towarzyszyły lokalne media.
Jest nam niezmiernie miło, że spojrzenie Ministerstwa spoczęło na klasztorze ostrzeszowskim
powierzonym naszej pieczy, którego przeszło
trzystuletnia historia bez wątpienia stanowi dziś
dziedzictwo kulturowe nie tylko Ziemi Ostrzeszowskiej, ale Południowej Wielkopolski i naszej
Ojczyzny.
s. Edyta
Str. 13
W Imię Jezusa
Str. 14
Bóg pisze prosto na krzywych liniach...
Biuletyn Prowincji Najświętszego Imienia Jezus informuje siostry
o tym co dzieje się aktualnie w poszczególnych domach prowincji
lub apostolatach. Obecnie chciałabym rozpocząć cykl prezentowania postaci sióstr, które piszą o swoim życiu i chcą się z nami podzielić sobą, swoim doświadczeniem. Wpisane jest ono w historię,
która dla najmłodszego pokolenia jest odległą przeszłością. Mam
nadzieję, że to dzielenie się pomoże nam nie tylko lepiej rozumieć
się nawzajem, ale i korzystać z doświadczenia innych. Na moją
prośbę pozytywnie odpowiedziała s. Antonina (Róża Słowikowska),
za co serdecznie Jej dziękuję! Ufam, że siostry zachęcone tą wypowiedzią zechcą również podzielić się świadectwem przeżytego życia. Wierzę, że każda z nas ma za co dziękować Bogu, a tak przy
okazji – na emeryturze – jest szansa, by przemyśleć swoje życie i
udzielić innym ze swego skarbca…
s. Amabilis
06.10.2012 pożegnanie z kliniką pediatrii w szpitalu bielańskim
Swoją przygodę zawodową zawdzięczam M. Inez
Strzałkowskiej, ówczesnej przełożonej prowincjalnej, która mimo
moich oporów wysłała mnie na studia psychologiczne. Studia odbyłam na ATK, na wydziale filozofii chrześcijańskiej broniąc pracę magisterską pt: ,,Niektóre cechy osobowości dzieci niedowidzących”
pod kierunkiem dr T. Gałkowskiego.
Na zajęcia praktyczne, które odbywały się w szpitalach, jako osoby
zakonne zmuszone byłyśmy zdejmować habity. Na ten proceder nie
wyrażał jednak zgody ks. Prymas Wyszyński. Doszło wówczas do
momentu, że nie mogłyśmy brać udziału w praktykach, a co za tym
idzie, trzeba było zrezygnować ze studiów. W takich okolicznościach
ostatecznie otrzymałyśmy pozwolenie na strój świecki podczas praktyk.
Pisanie pracy magisterskiej ukończyłam na początku piątego roku
studiów i to zadecydowało, że broniłam ją 4 marca 1974 r.
Od września 1973, byłam zatrudniona w pełnym wymiarze godzin
w Łukowie w Zakładzie dla Dzieci Specjalnej Troski, na stanowisku
wychowawczyni. (W czasach głębokiej komuny było nie lada sztuką
otrzymać pracę na stanowisku psychologa. Uczelnie katolickie mo-
gły wydawać dyplomy z tytułem mgr filozofii chrześcijańskiej, a ATK jako uczelnia państwowa miała ten przywilej,
że wydawała tytuł mgr filozofii chrześcijańskiej w zakresie
psychologii).
Po wielu staraniach, władze wojewódzkie Caritas w Lublinie, zatrudniły mnie od 1.05.1974 r., na stanowisku psychologa w wymiarze ¼ etatu . Na przełomie lat 60 i 70
w Polsce psychologia była jeszcze w powijakach. Dla
przykładu, w Łukowie w mieście 30 tys., w szpitalu psychiatrycznym zatrudniano tylko 1 psychologa. Mnie przyznano ¼ etatu. Zapotrzebowanie na tych specjalistów
jednak wzrastało z roku na rok. Wydział Zdrowia w Lublinie zarządził przyjęcie psychologa z Łukowa do Zakładu
w Ryżkach. Dyrektor nie wnikając w szczegóły, polecenie
wykonał i zatrudnił mnie na ½ etatu. W tym też czasie
prezes Sądu w Łukowie zlecił mi wykłady dla pracowników sądu na temat przyczyn przestępczości młodzieży.
Kuria Siedlecka poprosiła mnie o wykład na temat problemów dzieci. Tam dowiedziałam się, że obok katedry istnieje Dom Małych Dzieci. Wiadomość okazała się istotną
w późniejszym okresie mojego życia. Kiedy Wydział
Zdrowia w Lublinie zorientował się, że wpuścił do państwowej placówki osobę w habicie, to w białych rękawiczkach chciał się jej pozbyć. Najpierw zaczęto niszczyć mój
wkład pracy. Następnie podczas mojej nieobecności włamano się do szafy z dokumentami i testami, aż w końcu
spreparowano sprawę wychowanka, który podczas pobytu w domu usiłował kogoś zgwałcić. Sprawa była ,,szykowana” od września i szyta grubymi nićmi.
W styczniu, w tej sprawie otrzymałam wezwanie do prokuratury w Krasnymstawie. Po konsultacji z psychiatrą
śp. Dr H. Cieszko, udałam się tam. Od wejścia do gabinetu prokuratora ,,wziął mnie pod opiekę” olbrzymi wilczur, który nie opuszczał mnie ani na krok. Rozmowa
z prokuratorem była trudna, tendencyjna, ale przy podpisaniu protokołu byłam nieugięta, prosząc o zmianę niektórych treści. Po tej wizycie zrozumiałam, że praca
w takim Zakładzie to walka z wiatrakami i trzeba
wziąć ,,nogi za pas” i uciekać. W tym względzie podjęłam
też starania i odeszłam z dniem 30 września 1975 roku.
W okresie zatrudnienia wyposażyłam Zakład w pomoce,
który z biało –czarnego przekształcił się w kolorowy. Sale
dzieci leżących udekorowałam zabawkami i pudełkami po
czekoladkach. Dzieci leżące w pustych, białych salach
nieustannie się moczyły. Doszłam do wniosku, że nie
otrzymują żadnych bodźców słuchowych, wzrokowych,
dotykowych i kinestetycznych. Były skoncentrowane tylko
i wyłącznie na bodźcach dochodzących ze swego ciała
i dotyku salowych, zmieniających pieluchy.
Numer 4/ 2013 (58)
Po dostarczeniu brakujących bodźców w postaci koloru, ruchu,
dźwięku, muzyki - ilość zużytych pieluch spadła. Dzieci chodzące przystawały i przyglądały się zawieszonym dekoracjom. Bajka
trwała jednak krótko. Zaczęto wszystko niszczyć. A mnie poinformowano, że robią to dzieci. Problem rozwiązałam w ten sposób,
że wykonane przeze mnie prace wpisywałam do kontrolki, którą
podpisywał dyrektor i wyznaczał osobę odpowiedzialną za nie.
Udało mi się zatrudnić w Zakładzie prof. Wróbla, który zainteresował dzieci zajęciami gimnastycznymi, których wcześniej nie
było, a które pozytywnie wpływają na rozwój dziecka. Dzieci bardzo polubiły profesora i prowadzone zajęcia. Podniosłam też
dziecko ,,z podłogi”. Jeden z chłopców całe dnie spędzał leżąc
na podłodze z podkurczonymi pod siebie kończynami. Po dotarciu do dokumentacji medycznej zobaczyłam, że dziecko urodziło
się z chorobą metaboliczną zwaną fenyloketonurią. Wszystkie
dzieci zaraz po urodzeniu mają wykonywany test w tym kierunku
i jeżeli test jest dodatni, dziecko powinno mieć zastosowaną dietę pozbawiona fenyloalaniny. Wówczas rozwija się prawidłowo.
Brak takiej diety doprowadza do ciężkiego uszkodzenia centralnego układu nerwowego i tak było w przypadku tego chłopca. Po
zastosowaniu odpowiedniej diety chłopiec wstał i zaczął interesować się otoczeniem. Jednak uszkodzenie mózgu było już nieodwracalne. Pewnego razu chłopiec wszedł do mojego gabinetu,
chwycił za rękę i zaczął ciągnąć ku drzwiom. Poszłam za nim.
Zaprowadził mnie do stołówki, otworzył drzwi i wybuchnął płaczem. Zorientowałam się, że jest głodny. Na moją interwencję
kucharka sporządziła kisielek, którym zaspokojono pierwszy głód
dziecka. W Zakładzie przeżyłam wiele miłych i humorystycznych
chwil, ale były też momenty dramatyczne.
Str. 15
co w przyszłości mogłam wykorzystać nie ucząc się na własnych błędach. W DMDz przebywało 60 dzieci, w wieku od
0-3 lat, rotacja była ogromna, ponieważ ambicją kierowniczki
było to, aby każde dziecko znalazło się w rodzinie własnej,
zastępczej, czy tez adopcyjnej w ciągu 1 roku. Dzieci były
adoptowane również poza granice Polski. Największy kłopot
sprawiały dzieci upośledzone umysłowo. Chłopcy byli przenoszeni do naszego Zakładu w Łukowie, dla dziewczynek trudno było znaleźć odpowiedni zakład na terenie województwa.
Kiedyś w nocy przyśniła mi się Kasia, która nie została przyjęta do Zakładu na terenie swojego województwa. We śnie rozmawiałam z kimś o tym problemie szukając rozwiązania.
28.11.1992 Siedlce
Moja rozmówczyni przypomniała mi o naszym Zakładzie
w Wadowicach. W pracy opowiedziałam sen kierowniczce,
która poleciła mi zgodnie ze snem zadzwonić do Sióstr do
Wadowic, ,,sen mara, Bóg wiara”. O dziwo, prawie w trybie
natychmiastowym Siostry przyjęły Kasię.
Z humorem należało potraktować błyskawiczne przenoszenie
plotek przez personel. Zanim dotarłam do klasztoru, już wiedzia- Inną przygodę miałam z dziewczynką upośledzoną. Gdy pewno co danego dnia robiłam .
nego dnia weszłam do bawialni i dzieci rzuciły się w moją
stronę, nagle odczułam poprzez zachowanie tejże dziewczynJak już wspomniałam podjęłam starania i odeszłam z Zakładu
ki dziwną obecność złego. Szybko wybiegłam z sali.
z dniem 30 września 1975 roku. Wówczas nadarzyły się sprzyjające okoliczności zatrudnienia mnie na pełen etat w Domu Małe- Ta sytuacja skłoniła
go Dziecka w Siedlcach. Pracę rozpoczęłam 1.10.1975 r. mnie do skierowania
W DMDz, na etatach pielęgniarek były zatrudnione siostry alber- prośby do ks. biskupa
tynki, kierowniczką była osoba świecka, ponieważ przed laty o zezwolenie na chrzest
upaństwowiono placówkę sióstr. Będąc między zakonnicami, dzieci upośledzonych
mogłam spokojnie pracować, gdyż tu habit nikogo nie dziwił. umysłowo i skazanych
Kierowniczką DMDz była nauczycielka z ur. prawosławna, z wy- na przebywanie do
boru ateistka, o wybitnej inteligencji. Przyznała mi się, że przed śmierci w placówkach
moim zatrudnieniem zasięgnęła opinii o mnie i o moim Zgroma- opiekuńczych.
dzeniu. Poleciła mi tak ułożyć pracę w DMDz, aby nie kolidowała z moimi zobowiązaniami zakonnymi. Współpraca układała Inna przygoda spotkała
nam się bardzo dobrze. Była osobą ,,opatrznościową”, gdyż mnie w dniu przyjazdu
wprowadziła mnie w arkana zarządzania placówką państwową, nowej podopiecznej.
W Imię Jezusa
Każde nowe dziecko musiało przejść kwarantannę w izolatce. Była
to późna jesień, a w izolatce zimno. Po zapaleniu w piecu kaflowym
okazało się, że jest zablokowany sadzą. Widząc bezradność personelu zabawiłam się w kominiarza wydobywając kilka wiader popiołu,
dzięki czemu piec mógł spełniać swoją rolę. Jedna z opiekunek zapytała mnie: ,,dlaczego siostra jest takim psychologiem bez autorytetu?”, uznała, że taka praca ubliża godności psychologa, odpowiedziałam, że autorytet nie zależy od wykonywanej pracy.
Kolejną zabawną sytuacją, którą pamiętam, była historia związana z
konkursem na najpiękniej wystrojoną salę dziecięcą. Każdego roku
pierwszą nagrodę otrzymywała p. Jadzia, był to niemalże zwyczaj.
Natomiast p. Halinka, druga opiekunka ze względu, że nie miała
takich zdolności nigdy nie otrzymała nagrody. Jednego roku wpadła
na pomysł by poprosić mnie o pomoc. I tym razem, ku zdumieniu
wszystkich, to ona wygrała. Finał był kuriozalny. Tego samego dnia
p. Jadzia przyniosła podanie o zwolnienie z pracy w trybie natychmiastowym, jako powód podała ,,zachorowałam z zazdrości”. Porażka dla niej była nie do zniesienia.
Każde dziecko, które przeszło przez DMDz, to inny większy
lub mniejszy dramat wyciskający z oczu łzy. Przy mojej konstrukcji
psychofizycznej reagującej na zmęczenie łzami ich ilość była podwójna. Całość mojej pracy narażona byłą z resztą na duży stres
i nieprzewidziane sytuacje. Służąc pomocą innym, musiałam też
przeżyć sytuacje, których po ludzku panicznie się bałam. I oto np.
znalazłam się w pokoju młodego samobójcy, w którym musiałam
spędzić noc.
Z braku psychologów byłam pewnego razu wezwana do
sądu w Siedlcach w roli biegłego, w sprawie o gwałt 9 letniej upośledzonej dziewczynki. Sprawa trudna, ale skład sędziowski odznaczył
się wielką kulturą i taktem.
W roku 1976 zostałam powołana przez prezesa Sądu Wojewódzkiego w Siedlcach na członka wojewódzkiego zespołu do spraw nieletnich. Nie wspomniałam jeszcze faktu, że pracując w Siedlcach dojeżdżałam raz w miesiącu, do Puław, do Zakładu Wychowawczego
prowadzonego przez Siostry Benedyktynki. Dojazd był bardzo kłopotliwy, w związku z tym byłam zmuszona zrezygnować.
Dzieci kierowane do adopcji musiały spełniać pewne kryteria zdrowotne. W sytuacjach wątpliwych korzystaliśmy z konsultacji w Dziekanowie Leśnym, gdzie osobiście jeździłam z podopiecznymi. Te
wędrówki także okazały się opatrznościowe. W Domu Dziecka zdobyłam ogromne doświadczenie nie tylko z zakresu psychologii, ale
też prawa i medycyny. Dnia 1.12.1981 r. zostałam powołana na
stanowisko dyrektora w Zakładzie w Łukowie prowadzonym przez
nasze Zgromadzenie. Była to placówka Caritasu. Z dniem 1 grudnia
została ona upaństwowiona w związku z tym musiała przejść
Str. 16
gruntowną rekonstrukcję administracyjną, również z zaadoptowaniem i wyposażeniem nowych budynków. Ponieważ razem S. Bernardą Krzeczkowską, ówczesną
przełożoną wspólnoty w Łukowie przyczyniłyśmy się do
upaństwowienia tej placówki Caritasu, ze strony Caritasu
padło zdanie pod moim adresem: ,,udowodnimy, że się
siostra nie nadaje na dyrektora”. W związku z tym byłam
czujna jak zając, a opatrzność Boża czuwała nade mną.
Jestem przekonana, że dwukrotnie chciano mnie przestraszyć, wywieźć w nieznanym kierunku itp. Raz
z przystanku PKS w Łukowie, drugi raz z Dworca PKP
w Siedlcach. Muszę dodać, że były to czasy, kiedy uprowadzono ks. Popiełuszkę. Ale powróćmy do kontynuowania pracy w zawodzie psychologa. Ponieważ cały rok
zajęło poszukiwanie psychologa na moje miejsce
w DMDz w Siedlcach, dojeżdżałam tam jeszcze raz w
tygodniu.
W roku 1985 krajowy konsultant ds. psychologów zobowiązał wszystkich psychologów w Polsce, którzy zaliczyli 10 letni staż pracy w zawodzie, do uzyskania
specjalizacji 2 stopnia. Wezwanie do kontynuowania studiów było ciężkiego kalibru, wtedy pełniłam funkcję dyrektora Zakładu, przełożonej domu i pracowałam jako psycholog. Uzyskanie specjalizacji łączyło się z wykazaniem
napisanych referatów lub publikacji, zaliczeniem szkoleń
i zdaniem końcowych egzaminów. M.in. trzeba było zdać
egzamin z dwóch j. obcych na UW. Z ,,językami” całe
życie miałam na bakier, ze względu na dysleksję. Jednak
formalności dopełniłam i uzyskałam specjalizację. Po
ukończeniu drugiej kadencji przełożonej domu, co nastąpiło w roku 1988, cały ,,dobytek z dobrodziejstwami”
przekazałam s. Lucjanie Matuszczak, a mnie zabrano do
Warszawy. Do kuriozum należało to, że Wydział Zdrowia
nie chciał mi zwrócić moich dokumentów, w tym specjalizacji z psychologii klinicznej. Ośmieszono się twierdząc,
że uzyskany dyplom był ważny tylko w Łukowie. Zdumieli
się, gdy poinformowałam, że stwierdzenie nie jest prawdziwe, a ja posiadam oryginał u siebie, a bez duplikatu
się obędę. W Warszawie, po rozpatrzeniu 4 propozycji
pracy, ówczesna S. Prowincjalna Marietta zdecydowała,
by kontynuować pracę psychologa. Po urlopie, który rozpoczął się dla mnie w październiku i to pogrzebem mojego najstarszego brata, 2.11.1988 r. rozpoczęłam pracę w
Wojewódzkim Szpitalu Pediatrycznym w Dziekanowie
Leśnym. Z usług tego szpitala korzystały 4 województwa
służąc 8 oddziałami specjalistycznymi i 9 poradniami
specjalistycznymi.
Numer 4/ 2013 (58)
W momencie mojego zatrudnienia, w zawodzie psychologa pracowały dwie panie w oddziale neurologicznym. Ja natomiast zaczęłam pracę w poradni psychologicznej konsultując wszystkie
oddziały i poradnie. Czułam się na swoim miejscu mimo ogromu
pracy. Pierwszego dnia okazało się, że mój gabinet jest po przebytym pożarze. Poprzedniczka spowodowała nieumyślny pożar,
podczas śledztwa okazało się jednak, że była oszustką, pracowała jako psycholog, bez właściwych uprawnień. Do zdewastowanego pokoju przyprowadzono stolarza, by doprowadził spalone meble do używalności. Przywitał mnie uprzejmie słowami: ,,a
jednak ratio at fidelis?”, w rozmowie posługiwał się często łaciną i
cytatami z Pisma św. Nie mogłam się zorientować o co chodzi,
podejrzewałam, że jest świadkiem Jehowy. Na drugi dzień do
gabinetu weszła pani w białym fartuchu prosząc o rozmowę. Ponieważ byłam zajęta obiecałam poprosić za chwilę. Gdy wyszłam
do poczekalni, zobaczyłam że moja rozmówczyni siedzi razem z
p. stolarzem. Na mój okrzyk ,,o i pan stolarz jest też tutaj?” padła
odpowiedź ,,przyprowadziłem na rozmowę moją małżonkę”. Okazało się, że małżonką była kierowniczka żłobka, która potrzebowała zatrudnić psychologa, a stolarzem był mgr teologii, przygotowujący się do doktoratu. Pracował jako stolarz, aby w ten ukryty poniekąd sposób apostołować.
Po uzyskaniu pozwolenia od s. przełożonej od 01.12.1988 r.
otrzymałam ¼ etatu w żłobku, prowadzonym przepięknie i bardzo
szlachetnym personelem. Tu dowiedziałam się i doświadczyłam,
że podawanie dzieciom z zespołem L. Downa preparatów tarczycy przyspiesza ich rozwój intelektualny. W tym samym czasie,
przez 2 lata prowadziłam wykłady z psychologii dziecka w Archidiecezjalnym Colegium Teologicznym PWT, oraz wykłady dla
sióstr juniorystek na Krakowskim Przedmieściu.
Na prośbę Sióstr Dominikanek, byłam 2 razy oddelegowana
przez dyrekcję szpitala do ich zakładów dla przebadania podopiecznych. W Mielżynie k/Gniezna byłam tydzień z p. dr J.
Kowalczewską, a w Broniszewicach z moją siostrzenica Moniką,
studentką psychologii. Tutaj przeżyłyśmy także wiele dramatów
ludzkich i radosnych momentów. Z moich obserwacji i wykonanych badań wynikało, że dzieci z przerostem 3 migdałka w sposób istotny statystycznie gorzej funkcjonują w sferze poznawczej,
niż ich zdrowi rówieśnicy. Na tym materiale została napisana
jedna z prac magisterskich. W Dziekanowie Leśnym panowały
miłe stosunki interpersonalne, a na zajęcia praktyczne i praktyki
wakacyjne przychodzili studenci Instytutu Studiów nad Rodziną
i UKSW, którzy chcąc się wiele nauczyć, bardzo angażowali się
i pomagali w naszej codziennej pracy. Z najlepszych studentów,
zarekomendowałam 3 osoby, które powiększyły nasze grono
psychologów na etatach.
Str. 17
W pierwszych tygodniach pracy w szpitalu byłam dopytywana, dlaczego w szpitalu pracuje siostra, a nie ma ks. kapelana? Pytających wysyłałam do dyrekcji. Nie było reakcji.
W wyniku czego udałam się na rozmowę do dyrektora, który
polecił mi zorganizowanie kaplicy i postaranie się o kapelana
i katechetkę. Po złożeniu odpowiednich pism do Kurii oraz
rozmowie z ks. bp. K. Romaniukiem została erygowana kaplica, a pierwszą posługę duszpasterską pełnili księża salezjanie.
1999 r., Dziekanów Leśny, gabinet psychologiczny
24.12.1989 r. o godz. 16.00 została odprawiona pierwsza
msza św., była to pasterka. Wyposażenie kaplicy w najpotrzebniejsze paramenty zostało szybko zorganizowane. Przy
udziale naszej Prowincji, OO. Redemptorystów i parafii św.
Zygmunta. Pierwszą katechetką została s. Mirosława, niepokalanka. Opieka duszpasterska po kilku miesiącach została
przekazana parafii w Łomiankach, a docelowo Zgromadzeniu
Kamilianów. Następną katechetką została s. Helena, ze Zgromadzenia Sług Jezusa, która przy pomocy sponsorów i OO.
Kamilianów urządziła piękną kaplicę i tak jest do dnia dzisiejszego. Innym wysokiej wagi wydarzeniem w tej placówce było
to, że zostałam świadkiem cudu za przyczyną bł. ks. J. Popiełuszki. Pewnego dnia weszła do mnie p. dyrektor K. Wójcik
z poleceniem pilnego zbadania dziewczynki, którą za chwilę
przyślą z RTG. Podana przyczyna badania to: brak przyczyny- dlaczego dziewczynka traci władzę w nogach i nie panuje
nad zwieraczami. Wreszcie w RTG znaleziono czynnik chorobotwórczy, a mnie ominęło badanie. Okazało się, że dziewczynka w wieku przedszkolnym upadła na plecy w piaskownicy wskutek czego powstała rana, która szybko się zagoiła.
Jednak przeoczono, że rana powstała przez wbicie się kawałka szkła wielkości zapałki w plecy dziecka. Szkło systematycznie wchodziło pomiędzy kręgi kręgosłupa i uszkadzało
rdzeń kręgowy. Dziewczynkę przewieziono do neurochirurga.
Profesor zdziwił się widząc dziewczynkę na własnych nogach. W trybie natychmiastowym wykonano operację. Po
obudzeniu się dziecko opowiadało rodzicom, że podczas operacji trzymał ją za rękę ksiądz i uśmiechał się. Na pytanie: jaki
ksiądz?, odpowiedziało: ..to ten, który jest w naszym pokoju
na zdjęciu”. Na zdjęciu był ks. Jerzy Popiełuszko, który udzielał jej chrztu.
W Imię Jezusa
Gdy dziewczynka ciągle wracała do tego faktu, zaniepokojeni rodzice udali się do profesora z pytaniem, czy aby dziewczynka nie
majaczy. Profesor zaprzeczył, mówiąc, że to czego doświadczyła
dziewczynka, jest możliwe, bo sam odczuł, że ktoś kierował jego
ręką podczas operacji. I bez pomocy z góry, ta skomplikowana
operacja byłaby wprost niemożliwa. O tym fakcie opowiedziałam
o. Ignacemu, ze Zgromadzenia Redemptorystów, który polecił mi
zdobycie takiego pisemnego stwierdzenia od operatora. Profesor
fakt nadprzyrodzoności stwierdził i ten dokument wręczyłam ojcu,
który przekazał go do Kurii. Fakt został uznany w procesie beatyfikacyjnym za cud. Ta cudownie uzdrowiona ,,dziewczynka”, aktualnie jest żoną i matką wychowującą dzieci. O tym wydarzeniu sama opowiada w jednym z filmów poświęconych bł. ks. Jerzemu.
Po przebadaniu wielu tysięcy dzieci, pewne sprawy zaczęły układać się w określone całości. Nagminne kierowano do mnie dzieci
z problemem moczenia się, ponieważ dopatrywano się w tym
czynników psychogennych. Osobiście w tym dylemacie nie dostrzegałam problemów psychogennych, a raczej kojarzyłam ten
fakt z alergią i astmą. Swoje spostrzeżenia omówiłam z ordynatorem chirurgii dziecięcej, który był nefrologiem. Po naszej rozmowie, zasugerował lekarzom, by zajęli się tym problemem. W odpowiedzi na to dr Wójcik powiedziała, że przeprowadzi w tym kierunku badania, a ja po paru latach od rozmowy odeszłam z Dziekanowa. Szlachetna Pani doktor, po wielu latach odnalazła mnie w
Szpitalu Bielańskim z informacją o tym, że badania potwierdziły
moją hipotezę. Od tej pory nie spotykam się w mojej pracy z tym
problemem. Na ten temat zaplanowano też publikację. Odrębny
obraz uwidoczniły mi dzieci urodzone z Apgar 9, (stan noworodka
jest określany w 10 punktowej skali Apgar), u tych dzieci dostrzegłam mankamenty rozwojowe, których do tej pory nie zauważono,
przyjmując iż nie przeszły one fazy niedotlenienia, jak to występuje u dzieci z punktacją 8-0. Analizując rozwojowe prawa cephalocaudalne i dystalne, doszłam do wniosku, że dzieci z punktem 9,
rodzą się po zaistniałym incydencie niedotlenienia, które przeszły
w łonie matki. Pozostaje dla nas tajemnicą jak długo trwało niedotlenienie i jakiego było stopnia. Dzieci urodzone z punktacją od 80, umieszczane są w inkubatorach, otrzymują tlen i nawodnienie,
natomiast urodzone z punktem 9 są traktowane jako zdrowe.
Uznałam to, za tak ważny problem, że gromadziłam materiał do
napisania pracy doktorskiej. Niestety w Warszawie nie znalazłam
naukowca z dziedziny psychologii, który by się podjął przewodu
doktorskiego na ten temat. Skierowano mnie do Lublina, a to przekraczało moje możliwości fizyczne. Ponieważ o tym problemie
informowałam współpracujących ze mną psychologów, zaczęli on
brać to zjawisko pod uwagę. Okazuje się, że moja hipoteza potwierdza się i aktualnie pracujemy z koleżanką nad wydaniem
publikacji związanej z tym tematem.
Str. 18
Oprócz ciekawej i twórczej pracy, raz po raz zjawiał się
ktoś, kto próbował wytworzyć konfliktową sytuację między mną, a lekarzami. I tak pojawiły się dwie dziennikarki,
które próbowały stworzyć konflikt miedzy mną, lekarzami
i Zgromadzeniem, namawiając mnie do negatywnych
wypowiedzi na temat mojej współpracy z lekarzami. Jednak Opatrzność Boża i moja czujność unieszkodliwiały
tego rodzaju zapędy.
W roku 1995 uzyskałam uprawnienia do świadczeń emerytalnych z których skorzystałam w 1997 roku, nadal pracując w zawodzie. Ze względu na ubytek sił starłam się o
pracę bliżej domu. I tak znalazłam w prywatnej przychodni ,,Zdrowie”, na dobrych warunkach. Pewnego dnia zorientowałam się, że oprócz pracowników medycznych
i paramedycznych zatrudnione są wróżki i osoby Hare
Kryszna. Nazajutrz podziękowałam za pracę w tej przychodni, gdyż wstydziłam się habitem aprobować pracę
wróżek.
Skorzystałam z propozycji pracy w klinicznym oddziale
pediatrycznym w Szpitalu Bielańskim i rozpoczęłam ją
2.05.2001 r. Otrzymałam też ¼ etatu w szkole podstawowej Sióstr Niepokalanek na Kabatach, kontynuując jeszcze pracę w wymiarze ¼ etatu w żłobko – przedszkolu
w Dziekanowie Leśnym.
Korzystając z dofinansowania z UE przed 2 laty zorganizowano 4 letnie studia podyplomowe w zakresie psychologii klinicznej. Każda osoba specjalizująca się ma obowiązek zaliczyć przynajmniej miesięczną praktykę na
oddziałach o różnym profilu. Na przestrzeni 2 lat, przez
nasz oddział pediatryczny przewinęło się ok. 50 stażystów. To była niezwykła przygoda. Studenci z różnych
Rzecznik Praw Dziecka w szpitalu Bielańskim, oddział pediatryczny,
Warszawa, 2010 r.
uczelni, w różnym wieku, z innym stażem pracy i doświadczeniu zawodowym, z rozmaitych oddziałów
i przychodni. Wielu z nich posiadało już doktoraty i byli
wykładowcami różnych warszawskich uczelni. To była
Numer 4/ 2013 (58)
12.04. 2001 świętowanie Wielkanocy i pożegnanie z personelem
Poradni Specjalistycznej w Dziekanowie Leśnym
prawdziwa okazja wspólnej wymiany wiedzy, doświadczeń, kultury i dodatkowych umiejętności. Dzięki nim nauczyłam się też
poruszania po Internecie. Dając, zawsze się zyskuje więcej.
Profesor N. Han-Ilgiewicz twierdziła, że dziecko jest
największym nauczycielem i tego sama mogłam doświadczyć.
Ponadto doświadczyłam tego, iż ich rodzice także mieli ogromny
wpływ na mój rozwój umysłowo – psychospołeczny. W swojej
pracy zawodowej wiele zawdzięczam też swoim wykładowcom,
którzy rzetelnie przygotowali mnie do zawodu i czerpaniu wiedzy
z nauk pokrewnych takich jak: medycyna, pedagogika, audiologia, logopedia i innych.
Analizując problemy przebadanych ok. 20 tys. dzieci, stwierdzam, że istnieje silny związek pomiędzy rozwojem psychofizycznym małego dziecka, a jego warunkami rodzinno – socjo –
geopolitycznymi. Od czasu moich studiów zmieniły się poglądy
naukowe w niektórych kwestiach. Aktualnie duży nacisk kładzie
się na związek przeżyć psychicznych ze strukturą układu neurofizjologicznego. Układ nerwowy u małego dziecka jest bardzo
plastyczny i podatny na kształtowanie przez czynniki zewnętrzne. Obecnie uważa się, że poprzez wychowanie można zmienić
genom dziecka. W wychowaniu małego dziecka największą i
najważniejszą rolę odgrywa jednak miłość rodzicielska. Na przestrzeni pracy zawodowej miałam kontakt z dziećmi urodzonymi w
latach 1956 – 2012. Abstrahując od struktury somatycznej, zauważyłam dużą różnicę pomiędzy przeżywanymi problemami
dziećmi urodzonych w latach 1956-81, inne zaś dzieci urodzonych po roku 81 czyli w erze ,,ciuchów markowych”, momentu
otwartych granic na zachód, rozwoju ery telewizji, Internetu, komórek, propagandy seksu w szkołach, wyścigu szczurów, sieroctwa uwarunkowanego emigracją w poszukiwaniu chleba
i aktualnego problemu dzieci głodujących (statystycznie dziś w
Polsce jest ok. 800 dzieci spożywających 1 posiłek dziennie). Do
roku 2001 słyszałam o jednostkowych problemach samobójczych wśród nieletnich i nadużywaniu środków psychoaktywnych. Dziś z tymi problemami spotykam się nagminnie. Z powodu zatrucia alkoholowego trafiło na oddział dziecko w wieku 5 lat.
Na ten temat została opublikowana nasza zbiorowa praca w
Str. 19
czasopiśmie Postępy Nauk Medycznych. Na oddziale spotykam się również z dziećmi po nieudanych próbach samobójczych i zatruciach środkami psychoaktywnymi. Ponieważ
oddziały kliniczne ze swej natury zobowiązane są do pracy
dydaktyczno-naukowej, zatem miałam okazję uczestniczyć w
zespołach badawczych i zbiorowych publikacjach. Niektóre z
nich zostały już zakończone, inne są w trakcie realizacji.
Zjawisku wypalenia zawodowego można według
badań naukowych wielorako przeciwdziałać, min.:
nie uważać siebie za osobę niezastąpioną
nie przynosić problemów z pracy do domu
mieć prawdziwych przyjaciół
modlić się
mieć swoje hobby
Przyjaciół jak i wrogów oraz zazdrośników, nigdy mi nie brakowało. Jest takie powiedzenie: ,,kto nie ma wrogów, nie zasługuje na przyjaciół”. Na modlitwę w znaczeniu kontemplacji
i na hobby brakowało mi czasu, gdyż wychodziłam z domu po
rannych modlitwach, a wracałam na wieczorne i to często
spóźniona. Jednak na te, tak ważne w życiu sprawy znalazłam czas w podróży. Podróżowanie dziennie zajmowało mi
od 2 -3 godzin. Czas ten dzieliłam na modlitwę i hobby. Oczywiście hobby nie przeszkadzało mi w modlitwie. Jednym z
moich hobby jest haft i szydełkowanie. W okresie moich dojazdów do Siedlec, Puław i Dziekanowa były bardzo modne
haftowane komplety do kawy. Zatem zajęłam się tym haftem i
nie tylko. Najpierw trzeba było się nauczyć współpracy ręki z
rytmem pracy kół pociągu reszta była prosta. Gdy zmieniłam
środek lokomocji na PKS trzeba było wypracować współpracę
ręki z silnikiem pojazdu . Zanim ukończyłam jakiś zaczęty
komplet zjawiał się nabywca. W ten sposób pracując w Dziekanowie udało mi się wykonać kilka obrusów do naszej i szpitalnej kaplicy. W autobusie słyszałam czasem za plecami:
,,popatrz tam jedzie nasza etatowa”.
Czas biegnie nieubłaganie, a wraz z nim ubywają
moje siły. Zmniejsza się także wydajność w pracy przez postęp przewlekłej i postępującej choroby, niedostrzegalnej
gołym okiem, ale dość uciążliwej. I tak trzeba było zgodzić się
na skracanie czasu pracy. Zaczęło się od zaprzestania haftu
w podróży, potem rezygnacja ze żłobko – przedszkola, a w
roku ubiegłym nastąpiło pożegnanie klinicznego oddziału
pediatrycznego w Szpitalu Bielańskim. Pozostała mi jeszcze
praca w szkole podstawowej u Sióstr Niepokalanek na Kabatach.
Analizując czas spędzony na studiach i pracy zawodowej,
wyraźnie dostrzegłam że na ludzkich krzywych liniach, czasem celowo przez kogoś wykrzywianych, Pan Bóg prosto
pisze…
s. Antonina Róża Słowikowska
W Imię Jezusa
Str. 20
Zmiany, przemiany, zamiany...
W "Futrynie" jak na futrynę przystało
ciągły ruch, więc dzieje się dużo. Oczywiście zawsze z nadzieją, że wszystko to ma być jeszcze ku lepszemu - mimo, że z pozoru wygląda czasami po
gorszemu . Zmiany bowiem mają to do
siebie, że zmieniają - czyli po nich po
prostu jest inaczej. Tak też i u nas szykują się zmiany, przemiany i zamiany.
Chcemy o nich powiedzieć, bo Futryna mamy taką nadzieje - to wspólne, ciekawe i dynamiczne dobro Prowincji. Po
dłuższym czasie myślenia, pytania - nie
tylko moich bezpośrednich współpracowników - Marii Górskiej (dyrygentki) i
s. Karen Trafankowskiej(odpowiedzialnej
za stronę wokalną zespołu), ale także i
słuchania, i rozmawiania, obserwowania
Młodych Uczestników projektu, usłyszeliśmy i zobaczyliśmy razem, że: projekt
trwa już 3 rok - to bardzo długo. Przygotowując i zaczynając koncerty ze spektaklem włożyliśmy w tą pracę ogromnie
dużo siły - niestety czasami efekt koncertowy był mierny - także poprzez niedostateczne zaangażowanie się wspólnot w miejscach, które podejmowały
"Małgorzatę ".
Ludzie tworzący i pracujący w zespole
mają prawo do odpoczynku, mają także
swoje życie i sprawy, nowe propozycje i
perspektywy. Są i tacy, którzy nadal pragną być w Futrynie, ale ona cała potrzebuje odpoczynku i rewitalizacji… Szukaliśmy więc razem tego co może i jest
dobre dla Futryny na dziś. W tym szukaniu pojawiały się następujące jasne
wnioski - wprowadzane niebawem przez
nas w życie.
1. Wraz z koncertami majowymi 2526.05.2013 - Leszno - zakończymy w
tym składzie i z tym zespołem prace i
występy ze spektaklem "Małgorzata".
Z wszystkich innych koncertów i propozycji nam złożonych na razie rezygnujemy. To oznacza, że koncerty mamy jeszcze 4: kwietniowe 20 - Ostrzeszów,
godz. 19.00, 21 - Twardogóra, godz.
15.00, oraz majowe 25-26 - Leszno x 2,
godziny podane będą niebawem.
2. Prace nad "Alicją czyli prawdziwą bajką dla dorosłych " scenariusz został napisany w oparciu o książkę Lewisa Carrola "Alicja w Krainie Czarów" na razie
zostają także wstrzymane i ruszą gdy
będziemy już gotowi do podjęcia nowych
wyzwań.
3. Czas od czerwca będzie dla Futryny
czasem ciszy, odpoczynku, ale też i rewitalizacji zespołu. Przemyślenia strategii,
tego co było i wyciagnięcia wniosków.
Wspólnie razem stworzyliśmy precedens
w skali kraju - to nie jest za duże słowo drugiego takiego teatru nie ma  Wiele z
tego co było udało się po prostu wspaniałe, ale wiele też domaga się przepracowania i taki czas sobie dajemy.
4. Będzie to też czas podziękowań i przyjęć nowych (od lipca). Kto jednak z obecnie tworzących zespół będzie chciał zostać i dalej pracować - będzie miał taką
możliwość. Kto podejmie decyzję o rezygnacji - będzie to także chwalebne. W
tym miejscu ukłon w stronę naszych
współsióstr, które mają w swoich grupach, scholach i podgrupach ludzi młodych, muzycznych i chętnych by wyruszyć w przygodę z Futryną - to zapraszamy, jest to dobry czas na to by do nas
dołączyć.
5. Czas ten to też czas pracy
"kierownictwa" teatru - przygotowującego
nowe, bo Futryna odnowiona będzie miała wiele ciekawych i nieziemskich propozycji .
6. Koncerty "Małgorzaty" z tego co obecnie do nas dociera, nadal są oczekiwane,
więc będziemy je dawać w miarę zapotrzebowania, od momentu zakończenia
naboru i przygotowania nowej obsady
(październik/ listopad) pracując równocześnie nad naszym kolejnym nowym
spektaklem.
Niech nastąpi więc NOWE !!!!
Chcę w imieniu wszystkich tworzących
Futrynę serdecznie podziękować każdej
Siostrze, która nas wspierała i czynem,
i modlitwą, i słowem. Bez tego wsparcia i
zaufania - nie byłoby możliwe przygotowanie i spektaklu, i zaistnienie tylu dobrych wydarzeń, które stały się naszym
wspólnym udziałem.
s. Antonia
www.teatrfutryna.cba.pl
Numer 4/ 2013 (58)
Str. 21
WSPOMNIENIE
S. M. BERNADETTA
od Matki Bożej Dobrej Rady
(Krystyna Gola)
zm. 6 marca 2013 r. w Poznaniu
Nasze życie jest tylko pomostem, przez który musimy przejść do wieczności…
Kochana Siostro Bernadetto,
Swoją drogę rozpoczęłaś 5 marca 1939 r. we wsi Cudnów w powiecie kozanieckim.
Byłaś najmłodszym dzieckiem w rodzinie. Twoje trzy siostry i pięciu braci przywitało Cię z radością
w ciepły marcowy dzień. Zostałaś ochrzczona 10 kwietnia i otrzymałaś imię Krystyna. Byłaś radością w rodzinie, której nie było lekko. Rodzina utrzymywała się z gospodarstwa rolnego.
Wkrótce po Twoim przyjściu na świat rozpoczęła się wojna. Twój tato, by utrzymać was przy życiu,
ukrywał krowę, która była przez pewien okres czasu jedyną waszą żywicielką. Dwa lata po wojnie,
w wieku niespełna 8 lat przyjęłaś po raz pierwszy Pana Jezusa do swego serca i otrzymałaś Sakrament Bierzmowania.
Twoi rodzice bardzo dbali o wychowanie religijne i intelektualne swoich dzieci. Zaraz po
wojnie, w 1946 r. wysłali Cię do szkoły podstawowej, którą ukończyłaś w 1953 r.
Twojemu tacie nie było jednak dane długo cieszyć się swoją najmłodszą pociechą. Zmarł, gdy
miałaś 9 lat. Kontynuowałaś dalej naukę i starałaś się pomagać mamie, na ile mogłaś.
Po ukończeniu Szkoły Podstawowej, do czasu powrotu brata z wojska pomagałaś jej prowadzić
gospodarstwo rolne. Czułaś się Siostro kochana przez rodzinę, ale serce pociągało coś, czego
jeszcze nie rozumiałaś. Kiedyś, jako dziecko pasłaś kozy i gdy przysnęłaś zobaczyłaś Matkę Bożą,
która Ci powiedziała, że cierpienie ma sens i nie należy się go bać. Znaczenie tych słów zrozumiałaś później…
Wstąpiłaś do klasztoru, gdy miałaś 18 lat. Najpierw postulat w Warszawie, później nowicjat, pierwsze i wieczyste śluby w Ostrzeszowie. Byłaś w wielu domach naszej Prowincji: w Ostrzeszowie, Kaliszu, Tursku, Boguszycach, Warszawie, Żdżarach, Druskiennikach – w niektórych domach po kilka razy. W Kaliszu pracowałaś trochę w pralni i pomagałaś przy dzieciach, ucząc się
korespondencyjnie w Liceum. Po zdaniu matury przez wiele lat pracowałaś jako katechetka w
naszych domach.
W 1972 r. zmarła Twoja mama. W tym czasie byłaś dla rodziny wielkim wsparciem. Twoi
bliscy zawsze z utęsknieniem czekali na odwiedziny cioci Krysi – s. Bernadetty.
Ostatnie niespełna 13 lat spędziłaś w Poznaniu krzątając się przy różnych obowiązkach
domowych: w kuchni i przy furcie. Ale najbardziej kochałaś ogród. To było Siostro Twoje królestwo,
do którego „wyrywałaś się”, gdy tylko czas pozwolił, nawet gdy byłaś już bardzo chora. Zawsze
wierna i pierwsza na modlitwie, byłaś Siostro świadectwem dla wspólnoty. Silna fizycznie i duchowo s. Bernadetto…
Przez ostatni rok, a szczególnie przez ostatnie tygodnie nacierpiałaś się bardzo… Nie
chciałaś być jednak ciężarem dla innych. Nawet w ciężkiej chorobie walczyłaś… Walczyłaś tak
naprawdę do końca... Nie chciałaś swoim cierpieniem obarczać zbytnio tych wszystkich, którzy byli
bliscy Twojemu sercu… Czasem sama pocieszałaś innych… A gdy już nie miałaś zupełnie sił,
wtedy z pokorą prosiłaś o pomoc. Kochana Siostro Bernadetto, jesteś już po tamtej stronie drogi.
Dzień wcześniej skończyłaś 74 lata. Chyba radość Ci sprawiły niespodziewane odwiedziny Twoich
krewnych. Chociaż nie mogłaś już nic mówić, było to widać po Twoich oczach. Do końca wiedziałaś, co się wokół dzieje…
Odeszłaś cicho, niespodziewanie, gdy siostry odmawiając modlitwę do św. Józefa, kończyły ją słowami : „Jezu, Maryjo, święty Józefie, niech przy Was w pokoju oddam duszę moją”.
Kochana S. Bernadetto jesteś już szczęśliwa… Pan Jezus wziął Cię za rękę… Pomógł przejść
ostatni odcinek Twojej drogi. Ból i cierpienie zostały za Tobą…
Dziękujemy Siostro Bernadetto za Twoją obecność, za dar Twojego życia…
Kochana Siostro, odpoczywaj w pokoju…
Wspólnota Sióstr w Poznaniu
Rekolekcje
w Nazarecie
wiosna/lato 2013
1- 5.05.2013
Wielka Rowerowa Majówka
Wytyczno k/ Lublina i Brynica k/
Opola
(młodzież 15-25 lat, KOSZT- ofiara 50zł)
29.06-10.0.2013
Jubileuszowe, X. FORUM DMN w Rzymie
W sercu Nazaretu i Kościoła Jezus przez wiarę nas woła
13-29.07.2013
Oaza Nowego Życia I stopnia, Brynica
(młodzież ponadgimnazjalna, koszt: 300zł)
1- 4.08.2013
Forum Młodzieży Nazaretańskiej ,Żdżary
Wiara cenniejsza od złota!
(młodzież 15-25 lat, KOSZT- ofiara 50zł)
7-14.08.2013
Rekolekcje: Czas rozeznawania powołania, Zakopane
(dziewczęta od 17 do 28 lat, koszt- ofiara)
Zgłoszenia i bliższe informacje:
s. Bogna Noetzel,
ul. Czerniakowska 137, 00-720 Warszawa
Tel. 605 615 647; e-mail: [email protected]
www.dmn-nazaret.pl
Proszono nas o modlitwę:
Pamiętajmy w naszej modlitwie o Panu Marku, prośmy o cud uzdrowienia z białaczki, o Bożą pomoc w spłaceniu kredytu, a także o łaski potrzebne dla jego rodziny.
 Za Dariusza i jego Rodzinę. Darek ma zaawansowaną chorobę nowotworową z przerzutami na wątrobę.
Oprócz dwójki swoich dzieci wraz z żoną stanowią rodzinę zastępczą dla trójki dzieci z domu dziecka.
Ponieważ chorobę i ewentualną śmierć Darka uznano za przeżycie traumatyczne dla dzieci, dwójkę
z adoptowanych dzieci już zabrano do domu dziecka, a najmłodszą dziewczynkę mają zabrać w najbliższych dniach.
Przez to dzieci zostaną po raz drugi osierocone…
Duchu Święty, proszę Cię o światło
Zgromadzenie Sióstr
Najśw. Rodziny z Nazaretu
Prowincja Warszawska
ul. Czerniakowska 137
00-720 Warszawa, Polska
tel. (48) 22 841 42 27,
faks (48) 22 851 05 48
email: [email protected]
www.nazaretanki.pl/warszawa
Redakcja: s. Amabilis Sikora
Redakcja zastrzega sobie prawo skrótów
i korekty nadesłanych tekstów.
i dar rozeznania, o dar mądrości i dobrej
rady, o łaskę otwartości na Twoje dary
i natchnienia
i na każdego człowieka…
o dar dobrych spotkań.
Pomóż mi być w pełni sobą i spraw,
by inni, przy mnie również mogli
być sobą…
Daj mi łaskę pokory,
bym nie zasłaniała Ciebie,
od złych słów, plotek i obmów
wybaw mnie
Daj mi łaskę spotykania i rozpoznawania
Jezusa w drugim człowieku i wydarzeniach
dnia codziennego.
Amen

Podobne dokumenty

w Imię Jezusa

w Imię Jezusa pomysł zaproszenia Matki do Polski wydawał się tak nierealny, że wręcz „szalony”. Ale Pan Bóg po raz kolejny pokazał, że u Niego nie ma nic niemożliwego. Z ogromną wdzięcznością wspominamy z Siostr...

Bardziej szczegółowo