Rewalacje - nr 3/2012

Komentarze

Transkrypt

Rewalacje - nr 3/2012
ISSN 1508-2776
Cena 2,50 zł
Rewal, 26-31 lipca 2012 roku
ROK XV, nr 3 (111)
Pieniądze ze sprzedaży gazety przeznaczamy na potrzeby obozu dziennikarskiego „Potęga Prasy”
W numerze:
z Czym to
pachnie? str. 12
z Oczami
niewidomego
str. 6
Zarabiam
w czasie wakacji
– robię
za śmierć
str. 18
z Zawodowi
ratownicy
z Igrzyska...
w Rewalu
str. 5
str. 9
CO SŁYCHAĆ?
KIT
(Krótkie Informacje Tekstowe)
Dwa lata temu moje wakacje
były skopane, bo Rewal był rozkopany. Teraz jest piękny, a ja zostałem naczelnym… Redakcja 3.
numeru „Rewalacji” wita czytelników! Nawet 14-godzinna podróż
pociągiem nie osłabiła naszego
zapału do pracy… i gazeta powstała. Rewal przywitał nas deszczem, ale nasza pozytywna energia sprawiła, że lato wróciło, tak
jak potęgowicze, którzy od 15 lat
są częścią tego nadmorskiego
kurortu. Rewal bez Potęgi Prasy,
Rewalstacji i Rewalacji byłby jakiś
ubogi – dlatego mówimy, emitujemy i tworzymy dla wszystkich
mieszkańców Rewala i turystów.
A co w tym numerze? Afera perfumowa, jak nastolatek zarabia na
wakacje, czym dojechać do Rewala oraz czy kabarety bywają
męczące?
Tworzymy
również
portal
– www.potegaprasy.pl, a na
99.2 FM nadaje Rewalstacja, której słuchać można także w Internecie. Młodzi dziennikarze codziennie poszukują tematów, rejestrują wydarzenia z Rewala
i okolic, fotografują wszystko
i wszystkich. Tropią sensacje, wykrywają afery i wróżą z fusów.
Mamy też swój Fanpage na Facebook’u. Kliknij „Lubię To!” i bądź
na bieżąco!
NATALIA JANUSZ
KAROLINA MARCHEWKA
PRZEMEK SINKIEWICZ
2
z W piątek 20 lipca w alei zakochanych zasiadła na ławce nowa
para – Mały Książę i Róża. Postacie zostały wyłonione w wyniku
konkursu. Zgłosiło się do niego
ośmiu wykonawców z całej Polski.
Zwycięzcą został Piotr Garstka, który wykonał rzeźbę z brązu. Polecamy spacer aleją wszystkim zakochanym.
z 28 lipca na placu festynowym
przy Al. Lipowej odbędzie się Wiejska Biesiada w Śliwinie. Impreza
zostanie zorganizowana po raz trzeci. Czas umilą konkursy oraz zabawy dla dzieci i dorosłych. Nie zabraknie również tradycyjnych przysmaków, przygotowanych przez koło gospodyń wiejskich. Festyn rozpocznie się o 16.00. Wstęp wolny.
z W czwartek 26 lipca na plaży
w Pogorzelicy odbędzie się wakacyjna zabawa z radiem Szczecin,
pod nazwą Złote piaski w gminie Rewal. Stacja już od 65 lat działa na
terenie województwa zachodniopomorskiego. Ideą akcji skierowanej
do turystów jest promocja rejonu
poprzez prezentację ciekawych
miejsc, atrakcji turystycznych oraz
regionalnych walorów kulturalnych.
z W weekend 28.07-29.07 czekają nas kolejne siatkarskie emocje na plaży w Pustkowie. Organizatorzy zachęcają do wzięcia
udziału w turniejach Sandra i Tatarek Beach dla trójek i par mieszanych. Na zwycięzców czekają
upominki i nagrody od sponsorów.
Impreza rozpocznie się o 10.00.
Zapraszamy!
AGATA POMIETŁO
fot. Patrycja Kamińska
Redaktor naczelny:
Przemysław Sinkiewicz
Zastępca redaktora naczelnego:
Natalia Janusz
Sekretarz: Karolina Marchewka
Korekta: Olga Stokowiec,
Paulina Bończak
Opieka merytoryczna:
Agata Zielińska
Skład: Adam Owczarek
Reklama: Karol Molendowski,
Paulina Bończak, Julia Burdzel
Dział foto: Patrycja Kamińska,
Weronika Markowska,
Maja Kosowska
Adres redakcji: Hotel California,
72-344 Rewal, ul. Saperska 3,
tel. 607650742
e-mail: [email protected],
URL: http://www.potegaprasy.pl
Druk: PHU JAKLEWICZ
70-322 Szczecin
ul.Kazimierza Pułaskiego 4/4
WYDARZENIA
Ludzie dobrej woli
Śpiew to sposób na życie i prawdziwa pasja.
Pozytywna energia, dobra wola i serce to znak
rozpoznawczy Bursztynowych Śpiewaków.
Pan Jan jest założycielem i dyrygentem chóru Amber Singers.
Jego praca z tą formacją rozpoczęła się osiemnaście lat temu.
Nazwa „Bursztynowi Śpiewacy”
nie jest przypadkowa – nawiązuje
do nadmorskich klimatów Rewala.
– Początkowo stanowiliśmy grupę przyjaciół, która spotykała się by
robić to, co kocha. Wkrótce zaczęliśmy występować w kościele, aby
następnie rozwinąć skrzydła i wykonywać własny repertuar – tłumaczy pan Jan – każdemu zależało
na rozwoju chóru.
Z roku na rok przybywało chętnych, wszyscy byli coraz bardziej
aktywni. Dzięki ciężkiej pracy artyści uzyskali dofinansowanie od
„Stowarzyszenia
Śpiewaków”
– tym samym chórowi nadano formę prawną.
– Wszyscy wkładają całe serce
w to, co robimy. Na próbach utrzymuję dyscyplinę i rygor, dzięki czemu widać efekty naszych wysiłków.
Na swoim koncie mamy wiele nagród, m.in.”Piętnasty Południk” czy
„Konika Morskiego”, ale najbardziej
prestiżowym wyróżnieniem są pozytywne słowa i pochwały, które
sprawiają nam ogromną radość.
Grywamy głównie koncerty charytatywne. Jesteśmy dla ludzi i nie
odmawiamy nikomu. Mamy w planie rozśpiewać dzieci i młodzież
w szkołach. Chcielibyśmy pokazać,
jaką przyjemność daje muzyka
i w jaki sposób uwrażliwia – mówi
dyrygent.
Członkowie chóru Amber Singers to osoby, które pragną nieść
radość tym, którzy tego potrzebują. Mogliby być przykładem dla
każdego. – Najważniejsze, że
wszyscy, którzy się tu spotykają,
znajdują w swoim zajęciu coś dobrego – dodaje pan Jan.
Jeśli mielibyście ochotę usłyszeć Amber Singers i poczuć płynącą od nich energię, zapraszamy
18 sierpnia na festiwal „Sacrum
non Profanum”, który odbędzie się
w Trzęsaczu.
MAGDA MACIEJCZAK
INFORMATOR
TURYSTYCZNY
WOPR
601-100-100
Ośrodek Zdrowia
ul. Warszawska 31, czynny:
– poniedziałek-piątek: 8-21
– soboty, niedziele i święta:
10-21
Posterunek Policji
ul. Mickiewicza 21,
tel.: 91 38 528 61
Straż Gminna
ul. Mickiewicza 21,
tel.: 91 384 90 30
Straż Graniczna
ul. Dworcowa 2,
tel.: 91 387 76 20
Urząd Gminy
ul. Mickiewicza 19,
[email protected]
Urząd Pocztowy
ul. Sikorskiego 3,
tel.: 91 386 25 50
czynny:
– poniedziałek-piątek: 8-18
– sobota: 8-13
Bankomaty
– SGB, ul. Mickiewicza 19a
(obok Urzędu Gminy)
– Euronet, ul. Westerplatte
(przy restauracji
Robinson Crusoe)
– Urząd Pocztowy,
ul. Sikorskiego 3
Apteka
ul. Mickiewicza 25,
tel.: 91 386 27 02
czynna:
– poniedziałek-sobota: 9-21
– niedziela: 10-18
Dworzec PKS
ul. Westerplatte
(obok oceanarium)
Amfiteatr
ul. Parkowa
Centrum Informacji Promocji
Rekreacji Gminy Rewal
ul. Szkolna 1,
[email protected]
Place zabaw
ul. Słoneczna,
ul. Szkolna 1 (przy szkole)
ASIA KOŁECZKO
fot. internet
3
NAŁOGI
Z dymkiem
na wakacjach
Palenie w miejscach publicznych w czasie
wakacji jest prawdziwą zmorą i budzi wielkie
kontrowersje, bo przecież nie każdy ma ochotę
wypoczywać w oparach tytoniowego dymu.
W Rewalu turyści z łatwością
palą w miejscach publicznych.
Nikt nie przejmuje się karami. Z taką sama łatwością nieletni mogą
kupić papierosy.
Od roku obowiązuje zakaz palenia w pubach, restauracjach i na
przystankach. O plaży, deptaku ktoś
zapomniał. Prawie wszyscy nasi
rozmówcy, w tym także palacze,
opowiadają się za wprowadzeniem
zakazu palenia w tych miejscach.
Ale nic z tego nie wynika. Codziennie spacerują w oparach smolistego
dymu. – To kolejny martwy przepis
– żali się matka z dzieckiem spacerująca po rewalskiej promenadzie.
Zwrócenie uwagi palaczowi spotyka
się zwykle z oburzeniem. To kwestia
dobrego wychowania i nie wypada
sięgać po papierosy w towarzystwie
osób niepalących. – Zakaz nie jest
konieczny, bo to ludzie powinni myśleć o sobie nawzajem – twierdzi Pani Krystyna z turystka z Rzeszowa.
Na chodnikach i trawnikach
W wielu miejscach Rewala leżą
pojedyńcze pety na chodnikach czy
trawnikach. Służby komunalne nie
nadążają ze sprzątaniem. Dla Rewala to poważny i wstydliwy problem. To dziwny nawyk społeczeństwa, ludzie nie korzystają z koszy
na śmieci. – przyznaje wójt Robert
Skraburski. Myśli nawet o zakupieniu specjalnego odkurzacza do
usuwania drobnych odpadków, na
przykład petów. To jednak nie rozwiązuje problemu turystów palących na deptaku czy na plaży w Rewalu, przez których osoby niepalą-
ce, oprócz upragnionego jodu, muszą wdychać nikotynowy dym.
Kary za palenie
Na właścicieli pubów i restauracji, które nie posiadają osobnych
sal dla palaczy, policja może nałożyć karę pieniężną do 500 złotych.
W przypadku palenia na dworcach
i przystankach autobusowych kara
jest identyczna. Tam interweniować
może również Straż Gminna. Kary
wydają się wysokie i najwyraźniej
odstraszają od łamania prawa, bo
od początku wakacji właściwie nie
było interwencji w tej sprawie
– twierdzi Leszek Kozłowski komendant Straży Gminnej w Rewalu.
Pojedyncze przypadki zakończyły
się tylko upomnieniami. Znacznie
większym problemem jest łatwy dostęp do papierosów przez osoby
nieletnie. Właściwie każdy kto wygląda nieco dojrzalej może bez problemu zakupić papierosy. Przekonaliśmy się o tym sami w Rewalu.
Przy próbie kupienia papierosów,
sprzedawca nie poprosił nas o okazanie dowodu osobistego. Na
szczęście ten problem nie dotyczy
wszystkich sklepów. W jednym spożywczaku
pani
ekspedientka
grzecznie powiedziała, że osobom
nieletnim alkoholu i papierosów nie
sprzedajemy.
AUTORZY:
PATRYCJA KAMIŃSKA, CEZARY DUTKIEWICZ
Fot. Patrycja kamińska
4
BEZPIECZEŃSTWO
Zawodowcy
Trwają prace nad projektem Zawodowych Służb Ratowniczych.
Ma to być organizacja zrzeszająca zawodowych ratowników.
W rozmowie z Krzysztofem Olkuszewskim, szefem WOPR-owców z gminy Rewal, redakcja
Rewalacji dowiedziała się, że na terenie Rewala powstanie Zawodowa
Służba Ratownicza. Będzie ona
poza sezonem zabezpieczać baseny, kąpieliska zamknięte i aquaparki na terenie województwa Śląskiego, a w przyszłości również w powiecie Gryfickim i Kamieńsko-Pomorskim. Projekt został w całości
zrealizowany, ratownicy spełnili
wszystkie wymagane kryteria i w tej
chwili czekają na ostateczne zatwierdzenie i podpis Ministra Spraw
Wewnętrznych i Administracji, pa-
Stara baza blisko plaży
na Jacka Cichockiego. Rewalska
grupa będzie pierwszą zawodową
jednostką, która ma pełnić dyżury
przez 24 godziny.
Na terenie Polski w tej chwili około 1000 osób posiada uprawnienia
zawodowego ratownictwa wprowadzone przez pogotowie ratunkowe
w 2008 roku. WOPR-owcy dążą do
tego, by zrzeszać tylko zawodowych ratowników wodnych. Pracownicy p. Olkuszewskiego posiadają wszystkie wymagane uprawnienia, w tym KPP (Kwalifikowana
Pierwsza Pomoc), co uprawnia ich
do udzielania pierwszej pomocy
i prowadzenia reanimacji.
Zawodowy ratownik to przede
wszystkim powołanie, ponieważ zarobki nie są wysokie, wahają się od
1300 do 2500 złotych miesięcznie,
w zależności od pełnionej funkcji.
Mimo to już w tej chwili deklaracje
przystąpienia do służby podpisało
115 osób. Zawodowi ratownicy będą opłacani przez Urzędy Gmin za
obsługę ratowniczą, Urzędy Marszałkowskie za obsługę grupy powodziowej, a dodatkowe fundusze
pozyskiwane będą z prowadzonych
szkoleń i kursów ratownictwa wodnego, KPP oraz kursów stermotorzysty. Profesjonalna jednostka ratownicza z Rewala swoją siedzibę
ma w nowym obiekcie i już w tej
chwili p. Olkuszewski stara się
stworzyć nową bazę sprzętowo-szkoleniową z przeznaczeniem na
powiat Gryficki. W tej chwili siedziba znajduje się w Rewalu przy ulicy
Rybackiej 34 – dawnym hotelu Riva, która obsługuje siedem stanowisk ratowniczych w gminie. Z rewalskiej bazy na plażę przy platformie widokowej ratownicy w razie
nagłego wezwania docierają w ciągu dwóch minut.
ASIA KOŁECZKO, JULIA BURDZEL
fot. Asia Kołeczko
Nowa baza w centrum Rewala
5
SPOŁECZEŃSTWO
Zobacz świat oczami…
niewidomego!
Krótki spacer przez las, zieleń drzew, niebieskie niebo, rozległe
kłębowiska chmur. Spokojna przechadzka przez miasto, szare bloki,
pożółkłe trawniki, odrapane z tynku budynki, place budowy. Dom.
Przejście z jednego pokoju do drugiego. W pośpiechu mijana bucząca
cicho lodówka, drewniany stół, kilka krzeseł, komoda. Nic
nadzwyczajnego, codzienność chciałoby się rzec. Jednak co dzieje się,
gdy wzrok zawodzi i nie można zobaczyć już nic?
Osoby niewidome
żyją wśród nas. Mimo
swej niepełnosprawności
muszą funkcjonować normalnie – poruszać się po mieście, robić zakupy, pracować.
Jednak czy każdy poradziłby sobie
z życiem codziennym bez zmysłu
wzroku? Aby to sprawdzić przez
godzinę starałam się wykonywać
swoje obowiązki z zawiązanymi
oczami.
Przez pierwszych kilka chwil
czułam się bardzo niepewnie. Pokój, w którym przebywałam, stał się
obcy. Udało się bezpiecznie usiąść,
co za ulga! Pora na przechadzkę na
świeżym powietrzu. Zaraz, zaraz…
gdzie były drzwi? Po bliższym spotkaniu ze stołem udało mi się je odnaleźć i wydostać na zewnątrz. To
dopiero początek! Teraz spacer za
głosem osoby prowadzącej. To jednak nie jest takie proste! Trzeba
omijać pojawiające się na drodze
drzewa i wszystkie niespodziewane
przeszkody.
Później przyszła pora na jedną
z najbardziej prozaicznych, codziennych czynności- nalanie wody
z butelki do szklanki. Zimna szklanka w jednej ręce, plastikowa butelka
w drugiej. Czuję, jak trzęsą mi się
ręce.
Jak to wszystko wygląda, gdy nie
widzi się nigdy? Gdy stale przed
oczami ma się jedynie ciemność?
Kiedy jest się pozbawionym jednego ze
zmysłów na stałe?
6
NASI GOŚCIE
Trudno jest mi to sobie wyobrazić.
Postanawiam porozmawiać więc
z osobą, która najlepiej mi wszystko
wyjaśni, z osobą niedowidzącą.
Wśród uczestników obozu Potęga Prasy jest Igor – osoba pogodna
i pracowita. Na pierwszy rzut oka
wydaje się niczym nie różnić od
reszty obozowiczów. Jest wysoki,
dobrze zbudowany, nosi okulary
przeciwsłoneczne. Ku naszemu
wielkiemu zdziwieniu okazało się,
że niedowidzi i nie rozróżnia kolorów. Mimo to, aktywnie angażuje
się w pracę w redakcji. Z codziennymi czynnościami także nie ma
problemów. – Moje życie nie różni
się znacznie od twojego. Poruszam
się po mieście, chodzę na zakupy,
zajmuję się pracami domowymi. Ludzie czasem pytają, dlaczego noszę
okulary. Wtedy odpowiadam im, że
światło mnie oślepia – mówi Igor.
Jest traktowany jak wszyscy,
w szkole dostaje jedynie sprawdziany napisane powiększoną czcionką
– Staram się ułatwić sobie życie.
Miałem problemy z kolorystycznym
dobieraniem ubrań, zdecydowałem
się więc chodzić w stonowanych
strojach, tak by wszystkie do siebie
pasowały – opowiada Igor
Dla mnie najgorsze były pierwsze chwile w ciemności. Dużo czasu zajęło mi przyzwyczajenie się do
nowej, „czarnej” rzeczywistości.
Przed ludźmi niewidomymi jest nieporównywalnie więcej trudności
w życiu codziennym, chcą jednak
żyć jak każdy z nas. Niektórzy radzą sobie na tyle dobrze, że nie zauważamy ich niepełnosprawności,
tak jak to było w przypadku Igora.
Po wcieleniu się na godzinę w osobę niewidomą doceniłam siłę oczu
i nabrałam jeszcze większego szacunku do ludzi niewidzących.
Wszystkich czytelników zachęcam
do zrobienia tego samego, wtedy
z pewnością zrozumieją, że osoby
niewidome to ludzie na tyle silni,
aby radzić sobie z tymi samymi
przeciwnościami losu co my. Tyle,
że w o wiele bardziej wymagających warunkach...
NATALIA I JANUSZ
Rys. Paulina Bończak
NIE-męcząca
rozmowa
z Kabaretem
Skeczów
Męczących
O żartach z Ukrainek, granicach dobrego smaku, recepcie na niemęczące
skecze, specjalnie dla „Rewalacji”: Kabaret Skeczów Męczących.
Cezary Dutkiewicz: Po fali krytyki, jaka spadła na autorów audycji „Poranny WF” w radiu Eska
Rock za obraźliwe teksty na temat
Ukrainek, Kuba Wojewódzki broni
się, porównując konwencję programu do kabaretu. To jeszcze kabaret czy już chamstwo?
Karol Golonka: Często słuchałem „Porannego WF-u”, bo przed
mikrofonem siedzieli ludzie, którzy
pozwalali sobie na wszystko, a nie
każdy ma tyle odwagi. Broniłem
konwencji programu, bo uważam,
że trzeba tępić ludzką głupotę.
Marcin Szczurkiewicz: Ale to był
nieodpowiedni moment. Było piłkarskie Euro, cała Ukraina patrzyła na
nasz kraj. Na pierwszych stronach
gazet pojawiły się tytuły „Polacy obrażają Ukraińców”. Myślę, że nasi
sąsiedzi za bardzo wzięli to do siebie, nie znając kontekstu wypowiedzi. Sprawa została rozdmuchana.
K.G: Jeśli Kuba w swojej audycji,
wystąpiłby jako typowy „Polaczek”,
narodowiec, rasista i pijak, to słuchacze szybko zorientowaliby się,
że nie można jego słów brać na poważnie. Ale on taki nie jest, satyra
była za ostra.
C.D: Czy sprawy publiczne, polityka inspirują was do tworzenia
skeczów? Przecież każdy ma poglądy, czy przemycacie je na scenie?
K.G: Jesteśmy osobami w jakimś
stopniu publicznymi, prywatne po-
glądy pozostaną prywatnymi, a jak
coś nam się nie podoba, to staramy
się o tym mówić na scenie. Sztuka
ma być wolna, precz z cenzurą! Kabaret nie powinien być przypisany
żadnej, konkretnej opcji politycznej.
Spokojnie możemy zjechać PO, PiS,
SLD, Ruch Palikota i i całą rodzinę
PSL-u za tę ostatnią aferę! [afera taśmowa, nieprawidłowości w spółkach państwowych – przyp. red.]
Uważam, że naprawdę przesadzili.
C.D: Jak powstaje wasz program estradowy?
M.S: Bardzo różnie. Potrafimy
w dwa dni napisać skecz który od
razu jest rewelacyjnie przyjmowany,
a czasem pół roku piszemy, nic z tego nie wychodzi i bierzemy się za
7
NASI GOŚCIE
Podpis pod zdjęcie: Kabaret skeczów męczących, który wystąpił w sobotę 21 lipca w rewalskim amfiteatrze, przesyła
Fot. Patrycja Kamińska
pozdrowienia dla wszystkich czytelników Rewalacji.
następny. Gdyby istniała jakaś reguła to wszyscy mogliby tworzyć kabaret, a to po prostu trzeba wypracować i mieć szczęście... Loteria.
C.D: Czego potrzeba, aby zostać dobrym komikiem?
8
K.G: Trudno powiedzieć, przecież
nie ma szkoły, która uczy tego zawodu. Żeby osiągnąć sukces
– a myślę, że osiągnęliśmy go – potrzebna jest determinacja. Tak zwany succes mode. Zawsze dążymy
do tego, by było
jeszcze
lepiej.
Naszym hasłem
jest: Jeszcze jeden rok, i odpoczniemy.
M.S: Dwudziestolecie działalności
uczcimy
programemJeszcze dwadzieścia lat i sobie odpoczniemy- tak
z pewnością będzie.
K.G: Ludzie,
którzy robią kabaret, mają różne
priorytety. Naszym od zawsze
było to, żeby
wszyscy bardzo
dobrze bawili się
na naszych występach. Każda
publiczność, od
najmłodszych do
najstarszych.
REKLAMA
C.D: Macie różne charaktery
i wykształcenie, jesteście różnymi
osobami, czy zawsze się z sobą
dogadujecie?
M.S: Nie, ale dziesięć lat wspólnej pracy nauczyło dochodzić do
kompromisów, wychodzi to całkiem
przyzwoicie. Zdarza się nam prywatnie spędzać wczasy, mimo że
widzimy się na co dzień. Głównie
dlatego, że nie mamy innych znajomych. Zespół to zlepek indywidualności, więc wszyscy mamy na niego jakiś wpływ.
K.G: Każdy, kto do nas dołączył
na pewno w jakiś sposób odcisnął
piętno na zespole. Zastrzyk świeżej
krwi dał grupie Jarosław Sadza.
Jarosław Sadza: Nie powiedziałbym. Pod koniec dłuższych tras nie
możemy na siebie patrzeć.
C.D: A czy to co robicie wpływa
na wasze postrzeganie świata?
K.G: Na pewno patrzymy na
świat z dużym dystansem. Często
żartujemy z rzeczy, które się do tego kompletnie nie nadają. Przyjmujemy życie na wesoło. Gdybyś na
początku zapytał,, skąd nazwa”
pewnie
nie
rozmawialibyśmy
w ogóle.
C.D: Wiem... skąd nazwa?
CEZARY DUTKIEWICZ
SPORT
Igrzyska już w piątek!
W czasie mistrzostw Europy w piłce nożnej w całej Polsce czuć było
atmosferę turnieju, w Rewalu także. Mecze biało-czerwonych można było
oglądać w pubach i restauracjach.
Czy Igrzyska Olimpijskie wzbudzają takie same emocje?
Rywalizacja w Londynie rozpocznie się 27. lipca, kiedy o 22: 00 odbędzie się uroczyste otwarcie
Igrzysk. W stolicy Wielkiej Brytanii
odbędą się one po raz trzeci.
W Rewalu na razie nie czuć atmosfery zbliżającej się Olimpiady,
w sklepach nie znajdziemy niczego
związanego z Igrzyskami.Czy będzie możliwość obejrzenia Igrzysk
Olimpijskich w restauracjach i pubach?
W żadnym lokalu telewizory nie
będą ustawione specjalnie na
transmisje, chyba że klient sam o to
poprosi. Taka możliwość jest w restauracjach „Rekin”, „Keja”, „El bario”, „Na Fali” i „California”. Dobrym
miejscem do oglądania Olimpiady
może stać się plaża, jeżeli mamy
laptopa i dopisze pogoda.
W czasie EURO 2012 nikt nie
miał problemu z obejrzeniem spotkań biało-czerwonych, a ich mecze
były transmitowane wszędzie. Chociaż piłkarze nie osiągnęli żadnego
sukcesu, to siatkarze już wygrali Ligę Światową i do Londynu jadą po
medal. Pamiętajmy jednak, że
Igrzyska Olimpijskie mają większą
rangę, ponieważ obejmują cały
świat. W czerwcu na doping Polaków czekało tylko 23 piłkarzy.
W Londynie będzie występować
ponad 200 sportowców z Polski.
Jedno jest pewne Igrzyska Olimpij-
skie nie wzbudzają takich samych
emocji co czerwcowy turniej piłkarski, chociaż prawdopodobnie nasi
sportowcy wrócą z niejednym medalem.
Szanse medalowe w Londynie
na pewno ma w kajakarstwie Marta
Walczykiewicz, która według amerykańskiej gazety „USA Today” zdobędzie złoty medal. Walczyć o krążek w kajaku będzie też Piotr Siemienowski. Zdobył on w 2011 roku
mistrzostwo świata i Europy. Oczywiście liczymy na czwórkę podwójną. Marek Kolbowicz, Adam Korol,
Michał Jeliński i Konrad Wasiele to
aktualni mistrzowie olimpijscy
i czterokrotni mistrzowie świata
w kajakarstwie. W lekkoatletyce
o medale będą walczyć dyskobol
Piotr Małachowski, kulomiot Tomasz Majewski, a także rzucająca
młotem Anita Włodarczyk.
W Pekinie smak olimpijskiego
srebra poznała Maja Włoszczowska, która niestety z powodu kontuzji nie wystąpi na Igrzyskach w Londynie. W podnoszeniu ciężarów
o medale powinni zawalczyć Adrian
Zieliński i Marcin Dołęga, którzy
mają za sobą już wiele światowych
sukcesów. W pływaniu liczymy na
dobrą postawę Konrada Czerniaka,
a na korcie trzymamy kciuki za
Agnieszkę Radwańską. Dużą nadzieją na złoto są siatkarze, a w zapasach o podium powalczy Damian
Janikowski.
RAFAŁ STANISZEWSKI
Fot. internet
Występy „naszych” podczas
trzech pierwszych dni Igrzysk:
Sobota 28.07
11:00 Kolarstwo
12:00 Strzelectwo (karabin
pneumatyczny)
20:40 Szermierka (floret)
20:50 Pływanie (dowolny)
21:10 Pływanie (zmienny)
Niedziela 29.07
9:35 Badminton
13:00 Kolarstwo
17:10 Judo
16:30 Podnoszenie ciężarów
16:30 Strzelectwo
Poniedziałek 30.07
17:10 Judo
20:40 Szermierka (szpada)
20:50 Pływanie (grzbiet)
21:00 Pływanie (grzbiet)
9
NASTOLATKI
Młodzież na wakacjach
Jakoby rok bez wiosny mieć chcieli, co chcą, żeby młodzi nie szaleli
– napisał czterysta lat temu Jan Kochanowski. Słowa tej fraszki są dziś
wciąż aktualne, jednak to, co młodzież nazywa „odrobiną szaleństwa”
coraz częściej staje się brawurą w ekstremalnym wydaniu.
Zaczyna się od chęci zaistnienia
i zwrócenia na siebie uwagi, kończy
niejednokrotnie na komisariacie lub
w izbie wytrzeźwień. Tego typu incydenty zdarzają się najczęściej
w czasie wakacji. A jak to jest w Rewalu? Czy młodzież bawi się z głową, czy też czuje się całkowicie
bezkarna?
Przypadki prób kupna alkoholu
wśród nastolatków zdarzają się bardzo często.
– W ciągu tygodnia co najmniej
kilka razy jestem zmuszona odesłać
z kwitkiem dzieciaki, które zamawiają kieliszek czystej lub kufel piwa.
Najmłodsi z nich mają po dwanaście,
trzynaście lat – opowiada barmanka
jednej z rewalskich dyskotek. – Pracuję tu już kilka dobrych lat i zawsze
rozpoznaję, kto ma mniej, a kto więcej niż osiemnaście lat. Niestety, nieraz widzę jak moi młodsi stażem koledzy sprzedają młodzieży alkohol,
nie pytając o dowód.
W tym roku po raz kolejny ruszyła akcja „Pozory mylą, dowód nie”.
W jej ramach rozprowadzane są
materiały informacyjne. Jak podaje
portal e-vive.pl, w 2011 roku zatrzy-
10
mano ponad 15 tysięcy nieletnich
znajdujących się pod wpływem alkoholu. Akcja ma na celu zmniejszenie tych statystyk i skierowana
jest przede wszystkim do dorosłych.
Zachęca rodziców do rozmów
z dziećmi na temat szkodliwości alkoholu, a sprzedawców – do reagowania w sytuacji, gdy młoda osoba
próbuje kupić napój wyskokowy. Za
sprzedaż nieletnim alkoholu grozi
kara grzywny. W tym roku w Rewalu nie zgłoszono takiego wykroczenia, nie spisano również żadnego
nieletniego znajdującego się pod
wpływem alkoholu. – W ubiegłych
latach odnotowano pojedyncze
przypadki, zdarzały się także inne
wykroczenia takie jak bójki i kradzieże, jednak były to tylko pojedyncze incydenty – zapewnia komendant.
– Mam nadzieję, że wreszcie spędzę trochę czasu z rodzicami, odpocznę i poczytam kilka książek, które już od dawna czekały na półce.
Chciałabym kogoś poznać, ale
w żadnym razie nie liczę na wielką
miłość – opowiada Magda, która
spędza tu rodzinne wakacje. – Lu-
bię od czasu do czasu się zabawić,
pójść gdzieś na imprezę, ale staram
się pamiętać o zachowaniu umiaru
i nie robić rzeczy, których mogłabym
potem żałować. Krzysiek, tegoroczny maturzysta, który przyjechał do
Rewala na camping z kolegami
przyznaje, że wyjechał po to, aby
„porządnie oblać zdaną maturę
w atrakcyjnym towarzystwie”. – Nie
będę ukrywał, lubię od czasu do czasu trochę wypić, ale mamy z kumplami swoje zasady. Co najmniej jeden
z nas zawsze pije mniej, aby powstrzymać pozostałych przed robieniem głupot.
Kolonie i obozy często są dla
młodzieży okazją do dobrej zabawy,
z dala od domu i ograniczeń. Bywa,
zwłaszcza w przypadkach bardziej
licznych grup, że opiekunowie i wychowawcy nie są w stanie dopilnować każdego. Daje to młodym
wczasowiczom dużą swobodę, co
naturalnie nie zawsze jest dobre.
Pani Joanna, kierownik liczącej 150
uczestników kolonii, zapewnia, że
młodzież potrafi z niej korzystać
w rozsądny sposób. – Grupa najstarszych uczestników jest z całą pewnością najbardziej odpowiedzialna. Jej
członkowie opiekują nad młodszymi
dziećmi, mają największy porządek
w pokojach i zawsze stosują się do
naszych poleceń. Naprawdę można
im zaufać – zaznacza.
– Bardzo dużo zależy też od podejścia do młodzieży – tłumaczy pani Iwona, wychowawczyni z Trzęsacza, nauczycielka z 20-letnim stażem. – Młodzi naprawdę nie są ani
głupsi, ani bardziej zdemoralizowani
niż 20 lat temu – mówi opiekunka.
Wakacje bez alkoholu, dopalaczy
i tak zwanych „przypałów” też mogą
być niezapomniane i ciekawe.
MARTA A. SAK
Fot. internet
MUZYKA
Nowa rockowa
legenda w
Łodzi!
Adam Hajzer gitarzysta zespołu Tune opowiada o muzyce zespołu,
letnim graniu oraz o dalszych planach grupy.
Igor Pawełek: Czy przyjechałbyś
latem do Rewala, żeby tutaj dać
koncert w amfiteatrze dla turystów?
Adam Hajzer: Teraz pracujemy
nad drugą płytą i musimy się nad
tym skupić, zależy nam żeby wydać
ją jak najszybciej. Można jeździć
i grać a można też pracować w studiu. Imprezy plenerowe w kurortach, to „czysta” rozrywka a nasza
muzyka ma inny klimat, jest bardziej intelektualna, nie mamy przebojowych utworów nadających się
na wakacyjne hity. Poza tym, trzeba
grac także covery, a nie swój materiał, nasz mógłby się nie spodobać.
Pytasz, czy chcemy grac za kasę
półtoragodzinny koncert w kurorcie? Odpowiadam, że nie.
I.P.: Skąd wzięła się nazwa Tune?
A. H.: W nazwie nie ma żadnej filozofii. Wzięła się stąd, że nasza
muzyka jest melodyjna. Tune to po
angielsku melodia. Nie staraliśmy
się przekazywać nic specjalnego
poprzez nazwę zespołu.
I.P.: Jak ludzie odbierają waszą
muzykę?
A.H.: Sądzę, że jesteśmy odbierani
bardzo pozytywnie. Nasz debiutancki
album „Lucid moments”, który wydaliśmy za własne pieniądze zebrał sporo dobrych recenzji, a także sprzedał
się w ponad tysiącu egzemplarzy.
I.P.: Czy w zespole dochodzi do
spięć i jaki mają one charakter?
A.H.: Jesteśmy raczej zgodni,
dochodzi czasem do sprzeczek jednak dotyczą one najczęściej spraw
marginalnych takich jak np. pojedynczy motyw występujący w utworze. Zależy to też oczywiście od naszego nastroju. Teraz jesteśmy
skoncentrowani na tworzeniu materiału na naszą druga płytę.
I.P.: Dlaczego wybrałeś właśnie
gitarę?
A.H.: Ten instrument towarzyszy mi
od zawsze, mój ojciec grał na gitarze,
na początku tylko się nią
bawiłem, lecz potem pokochałem to brzmienie
i zająłem się grą na poważnie.
I.P.: Jaki zespół lub
muzyk jest twoją główną
inspiracją?
REKLAMA
A.H.: Nie czerpię już inspiracji
z innych twórców. Kiedy gram w zespole najbardziej mi zależy aby muzyka, którą tworzę była „moja”. Zdarza się, że to moje brzmienie będzie
podobne do twórczości jakiegoś innego muzyka lub zespołu jednak
nie stanowi to dla mnie żadnego
problemu.
Zespół Tune powstał na początku 2009 roku w Łodzi z inicjatywy
Adama Hajzera i Leszka Swobody. Brzmienie zespołu utrzymane
jest w klimatach art rockowych.
Obecny skład Tune tworzą Kuba
Krupski, Wiktor Pogoda, Leszek
Swoboda,
Janusz
Kowalski
i Adam Hajzer.
IGOR PAWEŁEK
Fot. FanPage
11
JEST SPRAWA
Marchewka i Stokowiec na tropie
Czym to pachnie?
Francuskie perfumy marki Gioconda. Zmysłowy
zapach dla młodych kobiet. Już niedługo
dostępny w sieci perfumerii Douglas za
dziewięćdziesiąt dziewięć złotych, ale dziś,
specjalnie dla pięknych turystek – za jedyne
dwadzieścia. Kusząca propozycja dla nastolatek,
„nie dla starych bab”- mówi uliczna
sprzedawczyni „wyjątkowych” perfum.
Takie handlarki jak ona spotkać
można na zatłoczonych deptakach,
również w Rewalu. Pozornie przyjazne, osaczają turystów i próbują wcisnąć perfumy. Mechanizm jest prosty. Konsultantka spryskuje każdej
z nas nadgarstek. Zapach podoba
się? – pyta. To świetnie – dodaje, gdy
potwierdzamy, że tak. Sprzedawczyni od razu wyciąga rękę i gratulując
nam, wręcza perfumy. Gdy jesteśmy
przekonane, że są nasze i mamy
wrażenie, że bierzemy udział w niecodziennej promocji, kobieta subtelnie informuje nas, że 50-mililitrowy
flakonik kosztuje tylko dwadzieścia
złotych. Psychologia sprzedaży bywa
silniejsza od zdrowego rozsądku.
Bo przecież na początku naszą
uwagę powinna zwrócić cena. Chyba
nikt nigdy nie spotkał się z niemal 80procentowym rabatem. Po chwili
konsternacji stajemy się coraz bardziej dociekliwe. Krótka, ale rzeczowa rozmowa pozwala zdemaskować
„przedstawicielkę handlową”. Pytamy, czy perfumy są sprzedawane
w sklepie internetowym perfumerii,
z którą rzekomo współpracuje konsultantka.
Chcemy dowiedzieć się, gdzie
znalazła pracę i w jaki sposób przebiegał proces rekrutacji.
W końcu prosimy o okazanie identyfikatora. Powinien on zawierać
zdjęcie przedstawiciela wraz z jego
imieniem i nazwiskiem oraz pieczątką pracodawcy. Zmieszana sprzedawczyni wyjmuje z torby kawałek
papieru, przypominający wizytówkę.
12
Okazuje się, że identyfikatora nie nosi, ponieważ rzekomo odstrasza
klientów. Po serii pytań kobieta wyraźnie traci ochotę, by sprzedać nam
„wyjątkowe” perfumy. A my mamy już
pewność, że handlarka jest oszustką.
Nasze przewidywania potwierdza
Elżbieta Plichta, PR manager perfumerii Douglas.
– Firma nie prowadzi sprzedaży
bezpośredniej. Nasze artykuły można
kupić wyłącznie w sklepach, których
obecnie w Polsce jest ponad setka,
oraz na stronie internetowej Douglasa
– mówi. – Osoby, które podają się za
naszych konsultantów, są po prostu
oszustami. Dodaje też, że po raz
pierwszy spotyka się z takimi informacjami.
Niemożliwe jest wyprodukowanie
dobrego jakościowo zapachu za dwadzieścia złotych. Jak mówi z kolei Józef Kula, pracownik naukowy Politechniki Łódzkiej: – Do pewnego stop-
nia można oczywiście kopiować zapachy znanych marek, ale renomowane
firmy używają odpowiednio dobranych
składników, najczęściej na bazie roślin.
Stosują także ściśle określone i zastrzeżone receptury.
Oczywiście nie każdy uliczny sprzedawca jest oszustem. Malwina, która
handluje gumami do żucia na promenadzie w Rewalu, może bez problemu
okazać identyfikator zatrudniającej ją
firmy Bubble Gum wraz z pozwoleniem
burmistrza na handel.
– Kiedyś padłam ofiarą ulicznych
oszustów, którzy są nachalni, dlatego
teraz nie nagabuję ludzi, bo to wzbudza nieufność – mówi Malwina.
– W szukaniu pracy pomogła mi koleżanka. Później przeszłam proces rekrutacji i teraz pracuję dla Bubble Gum
– dodaje.
Szum morza i wakacyjna atmosfera nie powinny uśpić naszej czujności. Sezon letni dla wielu pseudoprzedsiębiorców jest wymarzoną okazją na łatwy zysk. Nie zawsze oferty,
które wydają się kuszące, są takimi
w rzeczywistości, zarówno dla klientów, jak i dla sprzedających. Nieuczciwy biznesmen, który zostanie zdemaskowany, może zapłacić nawet pięćset złotych mandatu i oczywiście zostaje usunięty z ulicy. W jednej chwili
może stracić cały dzienny utarg.
Pamiętajmy, aby naszymi zakupami nie wspierać procederu nielegalnego handlu. W razie poważnych
wątpliwości należy dzwonić do Straży Miejskiej Gminnej, która w Rewalu
działa pod numerem telefonu 91 38
49 030.
KAROLINA MARCHEWKA, OLGA STOKOWIEC
Fot. Majka Kosowska
TRANSPORT
Droga nad morze
W dobie wysokich cen paliwa, wakacyjna podróż
nad morze kosztuje tyle, co nocleg w hotelu lub
pensjonacie. Żeby zaoszczędzić czas, turyści
wybierają, droższe z pozoru środki transportu.
Wykorzystując obecność na polskim niebie nowej linii lotniczej, Tamara ze stolicy po raz pierwszy w życiu
przyleciała na wybrzeże samolotem.
Trasę Warszawa-Szczecin pokonała
w niecałą godzinę. Rano wyszła z domu, obiad jadła już w Rewalu. Za bilet
zapłaciła 99 złotych. Cena promocyjna. Niewiele drożej od pociągu, szybko
i wygodnie – zachwala Tamara. Z lotniska odebrał ją znajomy. Dalszą drogę pokonali samochodem. Linie lotnicze zachęcają do podróży w wakacje
z rodziną. Lot w obie strony na trasach krajowych kosztuje rodziców
z dwójką dzieci 472 zł. Dorosły z 1
dzieckiem zapłaci połowę mniej.
Samochód ciągle popularny
Rodziny, zwłaszcza z maluchami,
częściej jadą na urlop jednak samochodem. Sami mogą planować trasę,
godzinę odjazdu i postoje. Wszystko
dostosowane do potrzeb najmłodszych. Samochód daje ten komfort, że
można zapakować więcej bagaży – mó-
wi Marcin z Krakowa, który przyjechał
nad morze z 3-osobową rodziną.
Samochodem wybrał się na kilkudniowy urlop także pan Marek z Łodzi. I co jest rzadkością, zachwala polskie drogi. Jechałem autostradą, droga
szeroka i co ważne nie stałem w korkach – dodaje. Niestety, o ile dwupasmówką dojedziemy prosto do Berlina, o tyle na zachodnie wybrzeże samą autostradą jeszcze nie dotrzemy.
Kilkadziesiąt kilometrów za Poznaniem trzeba zjechać na lokalną drogę,
którą dojedziemy do Gorzowa Wielkopolskiego. Dopiero tam można wjechać na drogę ekspresową w kierunku
Szczecina i Świnoujścia. Najwcześniej za rok trasa S-3 ma być połączona z autostradą. Na razie przypomina
wielki plac budowy. Z powodu remontu wyznaczono objazd w Międzyrzeczu, w którym pan Marek zgubił się.
Dlatego jego podróż trwała ponad 8
godzin. I była najdroższa. Jechał
z partnerką. Zatankował prawie za
300 złotych, plus opłata autostradowa
kolejne 50 złotych. Podróż kosztowała
ponad 150 złotych na osobę.
Tanio, ale czy wygodnie?
Połowę mniej zapłacił za bilet kolejowy Waldemar z Warszawy. Pociągiem
jechał godzinę dłużej niż pan Marek.
Odległość w kilometrach jest porównywalna. Pociągiem bezpiecznie, ale jechałem z młodzieżą w wagonie, zachowywali się głośno, trudno przy nich odpocząć – narzeka pasażer PKP. Podróż
koleją zapamiętają na długo uczestnicy
obozu dziennikarskiego. Grupa wyjechała z Łodzi o 10 rano. Do Rewala dojechała późnym wieczorem. W pociągu
obozowicze spędzili aż 12 godzin!
Dzień wcześniej na trasie kolejowej był
wypadek. Pociąg jechał objazdem,
często zatrzymywał się w szczerym
polu. W Rewalu czekała na grupę
przez kilka godzin jedna z uczestniczek
obozu, która sama dojechała autokarem z Wrocławia. Podróż nie była najwygodniejsza, ale najważniejsze, że jesteśmy razem – przyznaje Karolina.
W nadmorskim kurorcie wśród turystów najpopularniejszym środkiem
transportu jest......rower. Wakacje na
dwóch kółkach to wspaniała forma wypoczynku – przyznaje pani Ilona.
A przy okazji można zgubić kilka kilogramów – dodaje wczasowiczka ze
Śląska. Rowerem wszędzie można
dojechać niewiele inwestując.
MAJA KOSOWSKA
Fot. internet
13
ZAGROŻENIE
Dom na klifie
Zejście prowadzące w dół klifu. Wychodzisz z domu wprost na plażę.
Każdego ranka słyszysz szum fal i podziwiasz wspaniały widok.
Czy rzeczywistość jest jednak w stanie dorównać marzeniom?
Dla niektórych perspektywa życia w domu na klifie wydaje się być
osiągnięciem ideału – własny dom
oddalony od zgiełku, zapewniający
spokój i ciszę. Ale są też tacy, którzy nie wyobrażają sobie życia
w ciągłym stresie i obawie, że ich
wyśniony dom mógłby podczas
sztormu osunąć się do morza.
W niektórych miejscach w Rewalu
w ciągu każdego roku ubywa zaledwie od kilku do kilkunastu centymetrów wybrzeża rocznie . Zdarza się,
że straty podczas sztormu mogą sięgać nawet do dwóch metrów. Mimo
to mieszkańcy wioski decydują się na
stawianie domu na klifie, licząc na to,
że nie spotka ich nieszczęście. – Ludzie pragną mieć dom na klifie ze
względu na atrakcyjność położenia.
Każdy z nich marzy o odrobinie intymności, o swoim własnym prywatnym
kąciku, kawałku prywatnej plaży. Jest
to atrakcyjne miejsce także ze względu na szum morza, skrzeczenie mew
oraz delikatną popołudniową bryzę. Nie dziwię się, więc ani inwestorom, ani mieszkańcom, że podejmują decyzję o rozpoczęciu budowy w takim miejscu.
Nie mogę także powiedzieć, czy gmina popiera to, czy też nie, gdyż
zależy to od budowli.
Niektóre są czysto komercyjne, np. apartamentowce, a inne mają
tarasy widokowe, których wybudowanie jest
moim
marzeniem.
– mówi wójt gminy Rewal, Robert Skraburski.
W sprawie domów
na klifie skontaktowałyśmy się z organizacją
Greenpeace.
– Gdyby chodziło
o konkretny, chroniony
14
teren, moglibyśmy mieć jakieś zastrzeżenia, jednak jeśli pytanie dotyczy ogólnie klifów, to nie widzimy
przeciwwskazań. Na terenie naszego
kraju takie wybrzeże jest rzadkością,
więc nie przywiązujemy do niego aż
tak wielkiej uwagi – informuje jeden
z działaczy Greenpeace. Odpowiedź
ta w dość dużym stopniu nas zaskoczyła. Skoro wybrzeża są w Polsce
tak nieliczne, to należałoby ochraniać ich naturalne piękno... Ale może
lepiej pozostawmy klify w rękach ludzi, którzy się na tym znają lepiej.
Tacy eksperci to prawdziwy skarb!
Próbowałyśmy ustalić, czy istnieją jednoznaczne przepisy regulujące budowę domów na klifie. Interesowało nas również, czy władze
gminy popierają tego typu inwestycje. – Nie mogę jednoznacznie odpowiedzieć – stwierdził wójt Robert
Skraburski. – Oczywiście zarówno
my jak i ich właściciele liczymy się
z tym, że mogą się one osunąć wraz
z wybrzeżem. Dwa najnowsze są wybudowane innowacyjną metodą, są
oparte na palach, więc ich szanse na
przetrwanie podczas sztormu znacznie się zwiększyły. Pozwolenie na budowę tego typu i w takim miejscu wydaje wojewoda – dodaje wójt.
Opinię wójta dotyczącą pozwoleń na budowę potwierdza architekt
gminy Rewal Mirosław Hussowski.
– Zgodę na postawienie domu na klifie wydaje wojewoda. W przypadku
Rewala – zachodniopomorski. Zarząd musi wydać dwa oddzielne pozwolenia – pierwsze zwalniające
z zakazów w pasie technicznym,
a drugie zezwalające na budowę
w obszarach zagrożenia powodzią.
– zaznacza Mirosław Hussowski.
Każdy, kto będzie chciał wybudować na klifie dom, apartamentowiec
lub pensjonat, musi mieć świadomość, że robi to na własne ryzyko...
TEKST I FOTO:
PAULINA BOŃCZAK, JULIA BURDZEL
BEZ TURYSTÓW
Rewal po wakacjach
Sezon trwa od końca maja do połowy września. – Pierwsi goście
przyjeżdżają na święta Wielkanocne, ostatni opuszczają Rewal wraz
z początkiem października – mówi menedżerka kompleksu
wypoczynkowego „Pomerania”.
– Nasz kompleks jest całoroczny,
ale w praktyce poza sezonem ludzie
pojawiają się tu zazwyczaj raz na kilka tygodni. – opowiada moja rozmówczyni. Poza sezonem w okolicy
otwarte są jedynie sklepy spożywcze. – Prowadzenie ośrodka jest dla
mnie głównym źródłem dochodu, podobnie jak dla reszty właścicieli dobrze prosperujących domów wczasowych. Jednak wielu z tych, którzy
otwierają na wakacje punkty handlowe lub oferują pokoje do wynajęcia,
jest zatrudniona na etacie i tylko
w czasie wakacji podejmuje pracę
związaną z branżą turystyczną – podaje kierownik domu wczasowego
„Walentynka”. Mieszkaniec Rewala, zapewnia,
że dla przeważającej
większości jego sąsiadów
pieniądze
zarobione
w czasie lata stanowią
główne źródło utrzymania. – Wszyscy czekają tu
na nadejście lata i przygotowują się do otwarcia
punktów handlowych na
długo przed rozpoczęciem sezonu.
Każdy, nawet ten, kto posiada całoroczne zatrudnienie w innej branży,
liczy na to, że zarobi na turystach.
Znam wiele rodzin, które żyją tylko
z tego, co zarobią w czasie wakacji.
Pani Alicja wynajmuje pokoje
w położonym nieopodal deptaka
trzypiętrowym domu. Oferuje zakwaterowanie tylko w czasie lata.
– Turyści poza sezonem pojawiają
się w Rewalu tak naprawdę tylko
w okresie świąt Bożego Narodzenia
i Wielkanocy – wyjaśnia. Twierdzi,
że większość z nich oczekuje zorganizowanych atrakcji, których
znaczna częśc domów wczasowych nie jest w stanie przygotować. Nadmorskie miejscowości
przegrywają więc z Zakopanem
czy Krynicą – Zdrój, tymczasem
mają one wiele do zaoferowania
także w miesiącach zimowych. Jak
opowiada pani Alicja, Rewal pokryty śniegiem wygląda wspaniale.
Warto tu przyjechać nie tylko na
długie spacery po zaśnieżonej plaży. Jest to także doskonałe miejsce
na uprawianie wielu z zimowych
dyscyplin sportowych.
Dorosłym mieszkańcom Rewala
zajęć nie brakuje przez cały rok. Jesienią porządkują i przygotowują
domy na zimowe mrozy, kończą się
także zbiory ziemniaków i kapusty,
jogę czy balet. (...) Prawdą jest jednak, że dla nas, młodych ludzi, nie
jest to wystarczające. (...) Największym utrapieniem jest duża odległość od kin, teatrów, centrów handlowych oraz dobrych liceów.
Niewielu
przyjezdnych
wie
o wchodzącym w skład Stowarzyszenia Śpiewaczego Chórze „Amber Singers”, który w tym obchodzi
18-lecie swojego istnienia. Powstał on z inicjatywy Jana Kondarewicza,
dziś dyrygenta chóru. Stowarzyszenie zostało docenione również poza Rewalem – chór występuje
między innymi w Trzęsaczu i Niechorzu, otrzymuje wiele nagród. Stanowi
dumę tutejszych, mogą
się oni pochwalić zespołem. Jego występy i orgaFot. Patrycja Kamińska nizowane co kilka miesięnatomiast w marcu myślą już o zbli- cy uroczyste koncerty stanowią dla
żającym się lecie i ponownie przy- mieszkańców atrakcję i odskocznię
gotowują Rewal na przybycie gości. od rutyny życia codziennego w wioA co z miejscową młodzieżą? Przez sce. „Amber Singers” śpiewają
większą część roku na deptaku przez cały rok.
i w amfiteatrze panuje cisza, a idąc
Wszelkie takie inicjatywy są barpo mieście poza miejscowymi spa- dzo ważne dla Rewalczyków. To dla
cerowiczami z psami nie można nich doskonała okazja, żeby spospotkać nikogo. Berenika Balcer, tkać się, porozmawiać, podzielić
zamieszkująca Rewal uczestnicz- nowinami, odpocząć od codziennej,
ka I turnusu XV Potęgi Prasy pisze ciężkiej pracy. Pokazują, że mieszw poświęconym rewalskiej młodzie- kańcy Rewala są aktywni i zaintereży artykule („Jestem z Rewala”, nr sowani życiem kulturalnym. Wkład
2): Podstawową odpowiedzią na py- w różnorodne akcje i przedsięwziętanie, co robimy poza sezonem jest cia otwiera im okno na świat i po– chodzimy do szkoły. (...) Posiada- szerza horyzonty.
MARTA A. SAK
my Gminny Ośrodek Kultury, gdzie
O zespole „Amber Singers” możemożemy uczęszczać na zajęcia fotograficzne, lekcje śpiewu, gry na gita- cie dowiedzieć się więcej z artykułu
rze, pianinie, perkusji lub nawet na Magdaleny Maciejczak.
15
W RADIU
Czuję się trochę
Matysiakiem...
– Najlepszym miejscem na czytanie poezji jest radio – mówi Waldemar Modestowicz, który odwiedził obozowiczów z drugiego turnusu Potęgi Prasy. O kulisach
pracy w Teatrze Polskiego Radia,
dubbingowaniu filmów i więzi łączącej realizatorów słuchowisk
rozmawiali z reżyserem Olga Stokowiec i Przemek Sinkiewicz.
Przemek Sinkiewicz: Podczas
jednego z naszych spotkań powiedział Pan, że głos niesie za sobą
wyobrażenie osoby, która mówi.
Czym dla Pana jest głos?
Waldemar Modestowicz: Głos
jest obrazem człowieka, odzwierciedleniem stanu jego duszy. Postać musi brzmieć wiarygodnie.
Kompletując obsadę słuchowiska,
szukam aktorów, których głos będzie odpowiadał profilowi psychofizyczny bohatera.
Olga Stokowiec: Jak wygląda
dzień Waldemara Modestowicza?
W. M.: Przede wszystkim jest
bardzo intensywny. W Teatrze Polskiego Radia nagrania zaczynamy
około godziny dziesiątej. Aktorzy
znają tekst, wiedzą, jak wyobrażam
sobie efekt końcowy, omawiamy
szczegóły. Próba odbywa się
w studiu, choć mamy do dyspozycji
„saloon” do tzw. prób stolikowych.
Scen nie gramy chronologicznie.
Ustalamy przebieg emocjonalny
nagrania oraz to, do którego mikrofonu będą mówić aktorzy. Reżyser
jest pierwszym słuchaczem i recenzentem, który udziela wskazówek.
Zazwyczaj nagrywamy w dwóch
sesjach: między dziesiątą a piętnastą oraz piętnastą a osiemnastą.
Bardziej wymagające słuchowiska,
jak np. „Hamlet”, zajmują trzy, cztery dni.
O. S.: Co składa się na słuchowisko poza głosami aktorów?
W. M.: Efekty dźwiękowe. Mamy największą w Polsce efektotekę, w której znajdują się setki tysięcy dźwięków, od bardzo krótkich, jak ryk słonia czy lwa, do
16
planów akustycznych, takich jak
wieczór w dżungli brazylijskiej albo noc na wrzosowisku. Potem
w ten plan są „wpuszczane” całe
sceny nagrane wcześniej z aktorami. Potrzebna jest jeszcze muzyka. Kiedyś zdarzało się, że była
pisana specjalnie do słuchowisk.
Ponieważ jednak jest to najdroższy element teatru wyobraźni, to
korzystamy teraz z muzyki gotowej i płacimy tantiemy.
O. S.: Jak przebiega współpraca aktora i reżysera?
W. M.: Potrzebne jest wzajemne
zaufanie. Reżyser ma głos decydujący i aktor musi mu zawierzyć.
Trzeba traktować go jak przyjaciela,
kogoś bliskiego. Większość aktorów uwielbia teatr radiowy, bo daje
rzadką już okazję do zmierzenia się
z mistrzami dramatu: Szekspirem
czy Beckettem.
O. S.: W procesie twórczym powstaje wiele emocji. Czy wpływają
na przyjaźń reżysera i aktora?
W. M.: To nieuniknione. Tworzenie teatru jest wspólnym przeżyciem duchowym. Reżyser musi być
psychologiem i socjotechnikiem,
wiedzieć, jak wyzwalać i hamować
emocje. Musi godzić różne interesy.
O. S.: Jakie emocje towarzyszą
Panu przy tworzeniu teatru radiowego? Czy po tylu latach nagrywanie nie staje się rutyną?
W. M.: Za każdym razem jest to
wielkie przeżycie. Zrobiłem w życiu
kilka tysięcy słuchowisk. Pierwsze
nagrywałem, gdy w Katowicach podyplomowo studiowałem reżyserię.
Choć oczywiście nie pamiętam
wszystkich tytułów, to z każdym
związane są indywidualne emocje
i każdy był artystyczną przygodą.
O.S.: Czy uważa Pan, że taki teatr wyobraźni jest paradoksalnie
pełniejszy niż klasyczny teatr, który wykorzystuje scenę i nasz
wzrok?
Nie jest ani pełniejszy, ani uboższy. Jest inny. Daje duże pole do
popisu dla ludzi wrażliwych, o bogatej psychice. Jest ich coraz mniej,
nasza kultura staje się kulturą obrazkową, ale są tacy, którzy wyrzucili swoje telewizory i cieszy ich teatr wyobraźni. Taki teatr pełni funkcję edukacyjną, nie do przecenienia. Jest szybkim sposobem na zapoznanie się z książką czy lekturą
szkolną.
O. S.: Można powiedzieć, że gdy
dołączał Pan w 2009 roku do zespołu powieści radiowej „Matysiakowie”, spotkali się giganci. Był
Pan już wówczas utytułowanym
reżyserem, a kilkudziesięcioletnie
słuchowisko cieszyło się uznaniem i prestiżem. Jak przyjęła Pana ekipa i jak układały się początki współpracy?
W. M.: „Matysiakowie” naprawdę
są rodziną. Ci ludzie żyją drugim życiem, rozmawiają o postaciach jak
o swoich krewnych. Gdy dotychczasowa reżyserka [Stanisława Grotowska- przyp. red.] odeszła na
emeryturę, dostałem sześćdziesiąt
płyt, żeby przygotować się do nowego zadania. Musiałem zapoznać
się z koligacjami rodzinnymi budowanymi od 1956 roku. Bardzo polubiłem to słuchowisko, jego realizacja daje mi ogromną satysfakcję.
Czuję się trochę Matysiakiem.
P. S.: Jest Pan także reżyserem
dubbingu w filmach. Jak dobiera
się aktorów podkładających głos?
W. M.: Ważne jest, aby aktor był
znany. To podnosi zainteresowanie
filmem. Zwraca się też uwagę na
podobieństwo głosów aktorów dubbingujących i grających w wersjach
W RADIU
oryginalnych. Ostateczne zdanie
należy do wytwórni, ale czasami ich
przedstawiciele biorą pod uwagę
wskazówki reżysera.
O. S.: Jak wygląda praca aktora
dubbingu?
W. M.: Z pewnością jest inna niż
praca aktora w słuchowisku. To zajęcie bardziej odtwórcze. Potrzebny
jest niesamowity refleks i podzielność uwagi. Film składa się z krótkich, kilkusekundowych sekwencji.
Aktor musi równocześnie kontrolować swój tekst, tekst oryginalny, obraz i ścieżkę efektów specjalnych.
Ma słuchawki, w których słyszy
uwagi reżysera. Każdy aktor gra
pojedynczo i od razu nagrywa
wszystkie swoje kwestie, bez kontaktu z innymi dubbingującymi.
P. S.: Jak długo trwa przygotowanie i nagranie dubbingu?
W. M.: Przy codziennej pracy
zwykle zajmuje to miesiąc. W przypadku realizacji bajki Disney’a, nagranie jest wysyłane do Londynu
i tam zgrywane.
O. S.: Czy warto dubbingować
filmy?
W. M.: Na pewno jest sens robienia bajek. Kilkunastoletni widzowie,
którzy chodzą do kina, nie są przyzwyczajeni do czytania napisów,
oczekują głosu lektora. Pomysł
z lektorem jest pomysłem polskim,
na świecie nie ma lektorów czytających tekst. Ostatnim filmem, do którego reżyserowałem dubbing, byli
„The Avengers”. Teraz przygotowuję
produkcję Tima Burtona, „Frankenweenie”, dziecięcą wersję „Frankensteina”. Jest w konwencji czarnobiałej, z pewnością nie będzie kasowym hitem, ale to wzruszająca hi-
storia o miłości, stracie i śmiercipiękne kino. Jesteśmy już po castingach, główne role będą dubbingowane przez dzieci. Produkcję zaczynamy pod koniec sierpnia.
P. S.: Jest Pan laureatem wielu
prestiżowych nagród. Czy któraś
jest dla Pana szczególnie cenna?
W. M.: Bardzo cenię sobie Złoty
Mikrofon, otrzymany dawno temu, zaraz po zmianie ustroju, gdy pracowałem jeszcze w radiu w Szczecinie.
Nagrałem słuchowisko dokumentalne
o Katyniu. Była to nagroda, którą mistrzowie przyznawali uczniom. Prace
oceniali między innymi reportażystka
Janina Jankowska i mój nauczyciel,
Zbigniew Kopalko. Uroczystość była
bardzo skromna, ale ogromna satysfakcja pozostała do dziś.
OLGA STOKOWIEC, PRZEMEK SINKIEWICZ
Fot. internet
Waldemar Modestowicz jest reżyserem słuchowisk radiowych
i dubbingu. Pracuje w Teatrze Polskiego Radia. Od 2009 roku reżyseruje
w „Jedynce” słynną powieść radiową „Matysiakowie”. Nadzorował
dubbing do takich hitów kinowych jak „Opowieści z Narnii: Lew,
Czarownica i stara szafa”, „Auta”, „WALL-E” czy „Avengers”. Jest
laureatem wielu prestiżowych nagród: Grand Prix festiwalu „Dwa Teatry”
w kategorii słuchowisk Teatru PR w latach 2003, 2006, 2007, 2011 oraz
Honorowego Złotego Mikrofonu 2011 dla słuchowiska „Matysiakowie”.
17
PRACA
Kochane pieniążki
przyślijcie rodzice...
W życiu nastolatków nadchodzi moment, gdy kieszonkowe przestaje
wystarczać, a proszenie rodziców o pieniądze będzie zwyczajnie
nietaktowne, dlatego szukają dla siebie pracy.
Przez całe lato Ela (17 l.) sprzedaje lody na deptaku w Rewalu. Nigdzie nie wyjeżdża. Zarobione pieniądze wyda na ubrania i kosmetyki.
– Nie jest to może praca moich marzeń, ale nie narzekam, zwłaszcza na
zarobki – przyznaje Ela. Dostaje 7 zł
za godzinę, a dziennie pracuje 8 godzin. Dokładnie tyle, ile powinien pracować nastolatek. Niestety to rzadkość. Młodzież zatrudniana do pracy
sezonowej, wykorzystywana jest
przez nieuczciwych pracodawców.
Dostają tzw: „umowy śmieciowe” albo pracują na czarno. Od rana do
wieczora. Nie znają swoich praw,
przez co łatwiej ich oszukać. Z obawy przed utratą pracy, nastolatki nie
protestują, a pracodawcy czują się
bezkarni.
Z dala od domu
W większości młodzież pracująca w nadmorskich kurortach nie pochodzi z wybrzeża. Przyjeżdżają
nad morze do pracy na całe wakacje. Pracodawcy obiecują młodym
ludziom oprócz pensji zakwatero-
wanie. Na miejscu okazuje się
jednak, że warunki są gorsze
od oferowanych
a nastolatki same muszą płacić za nocleg.
„Jest ciężko, ale
cieszę się, że
mam
pracę”
– mówi Magda,
która
roznosi
ulotki przy rewalskim amfiteatrze. W Radomiu, skąd pochodzi, nie ma żadnych perspektyw
na dorobienie w sezonie.
Nadmorskie realia
Młodzież robi wszystko. Od roznoszenia ulotek, przez uliczne występy, po pracę na przysłowiowym
zmywaku. W nadmorskich kurortach
w sezonie letnim rośnie zapotrzebowanie na pracowników, zwłaszcza
w gastronomii. Żeby pracować
w sklepie spożywczym lub w barze,
trzeba mieć ważne badania lekarskie i książeczkę Sanepidu. Wyrobienie dokumentów kosztuje 80 złotych, bez badań. Wymagania stawiane młodzieży to dobry wygląd
i kondycja. Zwłaszcza w staniu za
barem do późnej nocy. Często zdarza się, że dobre chęci i listy motywacyjne nie wystarczają. Mile widziane jest doświadczenie. Lecz
czasami i to nie wystarczy. Dlatego
trzeba sięgnąć po bardziej kontrowersyjne metody. Można np przebrać się za śmierć, wykupić miejsce
na ulicy i zbierać pieniadze na studia
w centrum letniego kurortu.
Doświadczenie uczy
Ze mną rynek pracy obszedł się
dobrze. Nauczyłam się jak smakuje
pierwsza praca. Nikt mnie nie oszukał, choć pracowałam jako kelnerka
po kilkanaście godzin. Przed dwa
tygodnie zarobiłam z napiwkami
prawie tysiąc złotych. Poczułam się
dorosła. I to największa korzyść
z wakacyjnej pracy.
AGATA POMIETŁO
FOT. PATRYCJA KAMIŃSKA
18
WYPOCZYNEK
Rewal okiem turystów
Kiedy usłyszeliśmy o Rewalu po raz pierwszy byliśmy przekonani, że to
zatłoczone miasteczko, w którym nie zaznamy spokoju. Zazwyczaj tak właśnie
jest w nadmorskich kurortach, gdzie w wakacje są tłumy turystów, a na
każdym kroku spotkać można pełno sklepów z pamiątkami.
Już na dzień dobry dowiedzieliśmy się, że Rewal to osada rybacka. Zaciekawiło nas to na tyle, że
od razu, mimo niepogody, postanowiliśmy zwiedzić okolicę i poszukać „śladów” rybaków.
Spodobał nam się deptak, po
którym spacerowało wielu turystów. Zaskoczeniem była nietypowa fontanna i konstrukcje
w kształcie ryb. Zaczęliśmy zastanawiać się, czy ludzie przyjeżdżają tutaj przypadkiem – wybierając
na mapie jedną z nadmorskich
miejscowości, czy może Rewal
jest ich świadomym wyborem...
Odpowiedzi na pytania postanowiliśmy poszukać wśród turystów
na deptaku.
Cicho i spokojnie
Rewal jest małą, cichą miejscowością i dla wielu turystów to największa zaleta tego miejsca. Nasi
rozmówcy przyjeżdżają tutaj dlatego, że nie przepadają za zatłoczonymi ulicami oraz wszechobecnymi
restauracjami. W dodatku, ich zdaniem, dużym atutem Rewala jest
ładna okolica, wybrzeże, plaża
i rozległe pasy zieleni. – Bardzo lubię to miejsce i jego klifowe wybrzeże. Bywam tutaj regularnie, od
ośmiu lat – powiedziała nam pani
Bożena z Torunia. Niektórzy mówili, że z Rewalem wiążą się ich
wspomnienia, które powodują, że
myślą o tym miejscu ciepło i dlatego chętnie tutaj wracają.
nego. Oczywiście tyle opinii ilu turystów. – Na co dzień przebywamy
w Trzęsaczu, ale przyjeżdżamy tutaj
na świeżą, pyszną rybkę – mówi
młode małżeństwo, które właśnie
podziwiało uroki Rewala.
Zmiana na lepsze
Jak mówili napotkani przez nas
ludzie, Rewal zmienił się, co jest
ogromnym plusem. Niektórym podoba się deptak i aleja róż, których
nie było jeszcze kilka lat temu.
Jedna z pań, która do Rewala
przyjeżdża regularnie powiedziała
nam, że powstają nowe domy,
pensjonaty i ośrodki. I póki „nie zagęści” się tu, tak jak w Niechorzu,
Rewal będzie dla wielu atrakcyjny.
Nasza rozmówczyni zdaje sobie
sprawę z tego, że będzie powstawało coraz więcej domów wczasowych, bo z roku na rok, jej zdaniem, Rewal odwiedza coraz więcej turystów.
Czysto, ale nie do końca...
Spacerując po Rewalu mieliśmy wrażenie, że jest on miej-
scem czystym i zadbanym. Mimo
to postanowiliśmy zapytać przyjezdnych co o tym sądzą. – W samym mieście nie zauważyłam
śmieci, natomiast plaża jest w nieco gorszym stanie, szczególnie bliżej Trzęsacza – mówi kobieta, która odwiedza Rewal już od 14 lat
i dodaje – to wszystko przez mentalność ludzi, bo jeśli mają iść do
kosza 100 metrów, to wolą zostawić śmieci na plaży i zasypać piaskiem. Inni rozmówcy potwierdzają jej opinię, że na plaży można
napotkać nieciekawe „widoki”papierki po lodach czy pety po
papierosach. Wójt Rewala Robert
Skraburski twierdzi, że w zależności od potrzeb, śmieci są wywożone nawet do pięciu razy
dziennie.
Rewal jest mały, ale jak się
okazuje jest to jego atut. Turyści,
którzy tutaj przyjeżdżają, cenią
sobie spokój i ciszę. Uważają, że
jest tutaj ładnie i deklarują, że
wrócą za rok.
AUTORZY:
PATRYCJA KAMIŃSKA, CEZARY DUTKIEWICZ
Fot. internet
Ryba czy mielony?
Jednych przyciąga miejscowa
kuchnia, innych odstrasza. – Gdyby nie posiłki można byłoby przyjeżdżać tu co roku. Pochodzimy z południa, więc preferujemy inne jedzenie, wolimy schabowego, czy kotlet
mielony. Może to właśnie sprawia,
że nie jesteśmy zadowoleni – powiedzieli nam turyści spod Zakopa-
19
EDUKACJA
Anglia do Potęgi (Prasy)
Brytyjskie uniwersytety chwalą polskich studentów jako ambitnych i pracowitych. Wysiłek przebrnięcia przez wyspiarski proces rekrutacji opłaca
się: młodzi Anglicy mają do dyspozycji profesjonalny sprzęt dla każdego
kierunku studiów i są świetnie przygotowani do dalszej pracy. Zagraniczne uczelnie to wielka szansa dla naszych maturzystów.
Polskie szkolnictwo nie zachwyca, wyższe także. Nawet prestiżowe krajowe uczelnie nie zawsze dają szansę znalezienia satysfakcjonującej pracy. Nic zresztą dziwnego
– aby dostać się na prawo na Uniwersytet Jagielloński, w ubiegłym
roku akademickim wystarczyło uzyskać z matury średnią siedemdziesiąt procent. Usprawiedliwieniem
nie może być tu fakt, iż rozszerzona
matura z historii, wymagana na ten
kierunek, jest trudna i wybicie się
ponad sześćdziesiąt czy siedemdziesiąt procent można już uznać
za mały sukces. Wynik można przecież „podrasować” podstawą z matematyki i językiem angielskim.
Przeciętnemu Polakowi po takiej
informacji nasuwa się pytanie: jak
to możliwe, że warunki przyjęcia na
najbardziej chyba ceniony uniwersytet w kraju są tak nieskomplikowane? To proste. Progi przyjęć na
uczelnie w Polsce są dostosowywane do gwarantowanej ilości miejsc,
co, niestety, nie gwarantuje wysokiego poziomu na roku. Taka sytuacja jest clue dla odpowiedzi na pytanie, dlaczego tylu magistrów zasila szeregi bezrobotnych. Pracodawcy szybko i, niestety, boleśnie weryfikują maturalne wyniki, a head hunterzy wyszukują tylko młodych,
kompetentnych profesjonalistów.
W Polsce uniwersytet nie jest żadną marką, nawet przeciętny maturzysta może dostać się na renomowaną uczelnię.
Frustrować może też fakt, że
polska edukacja marnuje ludzki potencjał. Jak na razie mamy jedne
z najlepszych szkół średnich w Europie, ale w rankingu europejskich
uniwersytetów pojawiamy się dopiero w drugiej setce. Dlaczego?
To, że w Wielkiej Brytanii właśnie
20
wymagania, a nie ilość miejsc, są
niezmienne, gwarantuje utrzymanie stałego poziomu uniwersytetów, bez wzgledu na to, czy chodzi
o Oxford, czy o jakąkolwiek inną
uczelnię. To ustala pewną odgórną
hierarchię wśród aplikujących na
szkoły wyższe, dzięki czemu rozczarowania unikają tak studenci,
jak wykładowcy i później pracodawcy.
Świetna sytuacja w szkolnictwie
wyższym jest niepodważalnym argumentem Wielkiej Brytanii w walce
z krytykami tamtejszego systemu
oświaty. Taka ocena wyspiarskich
uniwersytetów nie jest zresztą
mrzonką. Na tegorocznym obozie
Potęga Prasy jedną z wychowawczyń jest pani Antonina Wakuła,
która studiuje dziennikarstwo radiowo – telewizyjne na Staffordshire
University w środkowej Anglii. Ma
ona znajomych na Uniwersytecie
Łódzkim i potwierdza, że w zestawieniu polskich i brytyjskich uniwersytetów te drugie wygrywają niemal
w każdej kategorii.
– Po pierwsze, polski program
studiów nie wymaga żadnej kreatywności, to głównie teoria – definicje
i suche fakty, które nijak mają się do
życia zawodowego- mówi pani Antonina.- Brytyjscy studenci natomiast
uczą się według hasła „praktyka,
praktyka, praktyka”. Gdy już do niej
dojdzie, studenci w Zjednoczonym
Królestwie do dyspozycji mają najnowocześniejszy sprzęt, którym
w Polsce nie dysponują nawet profesjonalne media. Taka sytuacja
wynika z kwestii finansowych. Za
pierwszy kierunek w Anglii trzeba
płacić kilka tysięcy funtów rocznie
(które zasilają budżet placówki i pozwalają na kupno zaawansowanego wyposażenia). Nie jest to jednak
wbrew pozorom horrendalna cena,
ponieważ zaciągnąć można pożyczkę studencką, którą po studiach spłaca się w niezwykle dogodnych ratach, nawet dwadzieścia
funtów miesięcznie, a jeśli absolwent uczelni nie osiąga odpowiednich przychodów (minimum to dwadzieścia jeden tysięcy funtów rocz-
PROBLEMY
nie), pożyczka może nawet zostać
umorzona.
Pani Antonina przyznaje co
prawda, że w momencie startu na
studia Polacy są lepiej wykształceni
niż Anglicy, ale czy to do czegoś
prowadzi? Może uświadomienie
młodych dziennikarzy, że Poland
nie jest drugą Syberią, tylko dlatego, że kojarzy się z pole, czyli biegun, byłoby zasadne, ale znajomość stylu życia ameby czy w łaści-
wości poli (tereftalanu etylenu) jest
w dorosłym życiu i erze wszechobecnego internetu zupełnie niepotrzebna.
OLGA STOKOWIEC
Fot. internet
Rewal dotknięty kryzysem
czy złą pogodą?
Na obozie dziennikarskim Potęga Prasy jesteśmy już trzeci raz i odkąd
pamiętamy, Rewal wraz z pobliskim Niechorzem i Trzęsaczem tętnił
życiem. W te wakacje odczuliśmy pustkę, jest też wyraźnie mniej
turystów. Co się stało?
Czyżby kryzys nie ominął Rewala? W tym roku naszym oczom ukazał się inny i nie ukrywamy – niezbyt przyjemny dla oka obraz. Jeszcze rok temu, przechadzając się rewalskimi ulicami spotkać można było mnóstwo turystów. Kolejki do
sklepów nie miały końca, w restauracjach z trudem odnaleźć można
było dla siebie wolny stolik. Turyści
na plaży ledwo się mieścili, niczym
sardynki w puszce. Dziś ten widok
sprzed dwóch czy trzech lat to rzadkość. Można rzec, że restauracje
i bary świecą pustkami.
Smutne jest to, że renowacja rewalskiej promenady nie przełożyła
się na zwiększenie liczby turystów
odwiedzających miejscowość. Nawet całoroczna reklama nie jest
w pełni skuteczna. Organizowane
przez cały rok dyskoteki i imprezy
okolicznościowe nie przynoszą znaczących zysków i nie przyciągają
turystów poza sezonem. Jednocześnie ceny za nocleg są obniżane,
żeby zachęcić klientów, co powoduje ze właściciele pensjonatów zarabiają znacznie mniej, bo turystów
i tak nie przybywa.
Restauracja Bosmańska nie pamięta tak słabego sezonu. Pan Marek, jej właściciel mówi, że przyczyniła się do tego pogoda. – Moim
zdaniem turyści omijają Rewal ze
względu na niesprzyjającą aurę, na
którą oczywiście wpływu nie mamy.
To nie podlega dyskusji, natomiast
Rewalowi brakuje tego „czegoś”, co
sprawiłoby, że wczasowicze chętnie
będą tu wracać – dodaje.
Inny powód mniejszego zainteresowania Rewalem może być taki,
że nie lubimy wracać drugi raz w to
samo miejsce podczas wakacji, jeśli
nie trzyma nas przy nim rodzina,
przyjaciele lub druga połówka.
– Świat jest za mały, a życie zbyt
krótkie, aby urlop spędzać co rok
w tym samym miejscu. – mówi pani
Antonina, która w Rewalu jest
pierwszy i – jak twierdzi – ostatni
raz. – Kurort bardzo mi się podoba,
ale mam zbyt wiele podróżniczych
planów i marzeń, aby za rok czy dwa
znów tu wrócić.
Oferta letniego wypoczynku
w Rewalu jest adresowana raczej
do ludzi w średnim wieku z dziećmi,
w mniejszym stopniu do młodzieży,
chociaż są również dla nich dyskoteki. Turyści podkreślają, że przyjeżdżają tutaj bo jest spokojnie
i bezpiecznie. A ponieważ pogoda
poprawiła się w ostatnich dniach, to
może powrócą turyści, przynajmniej
ci którzy nie wykupili jeszcze wczasów w Egipcie czy Tunezji.
KAROLINA MARCHEWKA,
PRZEMEK SINKIEWICZ,
OLGA STOKOWIEC
FOT. PATRYCJA KMIŃSKA
21
ALTERNATYWA
Co robić, gdy pogoda
nie dopisze?
Polskie lato bywa zmienne. Raz słońce, a raz burza. W dni słoneczne
dobrze pójść na plażę, by odpocząć. Tylko co zrobić, gdy na dworze
pochmurnie? Wydaje się, że takie dni mogą czasami zepsuć cały urlop.
W samym Rewalu dla spragnionych relaksu i odpoczynku mamy
SPA przy ulicy Klifowej. Dla tych,
którzy wolą aktywnie spędzać czas
w pochmurne dni polecamy nowoczesne i dobrze wyposażone hale
sportowe, które znajdują się przy ul.
Szkolnej. Szukając atrakcji w pochmurne dni w Rewalu możemy
wybrać się do oceanarium, które
znajduje się obok dworca PKS, albo
do pobliskiego wesołego miasteczka w centrum.
Przy ulicy Słowackiego obejrzeć
można wielką wystawę zbudowaną
w całości z klocków Lego, która jest
otwarta od 12 do 20. Budowa zajęła nam całe życie – mówi jej współtwórca Cezary Siwek. Najstarszy
klocek Lego pochodzi z 1952 roku.
Wystawa znajduje się akurat w Rewalu, ponieważ autorzy to jego stali wakacyjni bywalcy. Jako sposób
na nudę naprawdę polecamy.
W oddalonej 2 km od Rewala
miejscowości Trzęsacz jest wiele
22
atrakcji dla turystów. Jedną z nich
jest multimedialne Muzeum Na 15
Południku im. Władysława Jagiełły,
w którym usłyszymy interesującą historię o gotyckim kościele. Ruiny tej
świątyni mieszczą się na klifowym
brzegu, co może zaciekawić wielu
z Was. Dobrym pomysłem na spędzenie czasu z rodziną jest minigolf, na który możemy się wybrać
do Trzęsacza.
Miłośników historii i architektury
powinien zainteresować Pałac
w Trzebiatowie. Jest to rezydencja
w stylu klasycystycznym powstała
z przebudowanego zamku, którego
historia sięga XII wieku. Ciekawostką jest, że 1690 roku w tym zamku
gościł sam Fryderyk I Pruski, elektor Brandenburgii z dynastii Hohenzollernów.
W czasie wakacyjnej nudy, spowodowanej złą pogodą zachęcamy
do odwiedzenia w Niechorzu Parku
Miniatur Latarni, który mieści się
przy ulicy Ludnej. Park jest otwarty
dla zwiedzających codziennie od
godziny 10 do 19. Przewodnicy
przybliżą turystom historię latarnictwa morskiego od zarania dziejów
aż po dziś. Miniaturki latarni zostały
wykonane w skali 1:10 i idealnie
przedstawiają nawet najmniejsze
szczegóły latarni począwszy od
Krynicy Morskiej aż po Świnoujście.
Będąc w Niechorzu obowiązkowo
trzeba zobaczyć wspaniały 45metrowy zabytek, który powstał w 1866
roku. Z balkonu tej latarni morskiej
można podziwiać wspaniałą panoramę. Ostatni remont budowli miał
miejsce w 2008 roku, kiedy naprawiono wszystkie usterki i teraz bez
strachu można pokonać 210 stopni.
Dla wszystkich, którzy lubią nocne wypady pobyt w Rewalu także
nie będzie nudny W wielu miejscach można spróbować swoich sił
na parkiecie, choćby w klubie California, czy pójść do ośrodka Bałtyk
i wziąć udział w karaoke.
RAFAŁ STANISZEWSKI,
TOMASZ CHMIELEWSKI
Fot. Karolina Marchewka, Agata Zielińska
HISTORIA
Stary Rewal
Znany, nadmorski kurort. Miejscowość wypoczynkowa położona na
Pobrzeżu Szczecińskim, którą podczas wakacji odwiedza blisko 200 tys.
turystów. Jednak czy ktokolwiek pamięta Rewal z dawnych lat?
Trochę historii
Biskup Otto z Bambergu, już pod
polskim zwierzchnictwem chrystianizował tereny gminy Rewal od
1123 roku. Od 1181r. Pomorze stało się lennem niemieckim. Istniały
trzy z siedmiu obecnych miejscowości wchodzących w skład gminy Rewal, tj. Pustkowo, Śliwin i Niechorze. Pięćset lat później zadomowili
się tutaj Szwedzi. Kolejna nacja, jaka się tu pojawiła to Kozacy. Planowali oni osadzić się na terenach
gminy na przestrzeni lat 1758-1761.
W XIX wieku miasto zaszczyciły
swą obecnością oddziały Napoleona. Od 1811 roku, Rewal podlegał
administracji pruskiej.
Gmina się rozwija
Lata 30-te to znaczny rozwój po
okresie wielkiego kryzysu. W 1932
roku Ewald Paul otworzył biuro podróży i wypożyczalnię samochodów w Rewalu. Budowano korty tenisowe, dbano o wygląd miejscowości. W 1934 roku postawiono
w Rewalu pomnik poległych
w I Wojnie Światowej, który znajdował się na placu pod ówczesnymi cieplicami. Kilka lat przed wojną
powstały tzw. falochrony, czyli
ostrogi, które miały chronić przed
niszczącymi działaniami morza.
Na Placu Zdrojowym w okresie letnim co tydzień organizowano dla
letników koncerty. Jednak tylko bogaci mogli sobie pozwolić na wypoczynek nad morzem. Dużym udogodnieniem, które zwiększyło zarówno sprzedaż ryb, jak i napływ
turystów, było w 1896 roku otwarcie kolei wąskotorowej. Turystyka
sprawiła, że Rewal rozwijał się najszybciej w okolicy! Z uwagi na letników, w Rewalu w latach 19061908 powstały oddzielne zakłady
kąpielowe, dla kobiet i mężczyzn.
Wczoraj i dziś
Dzisiaj przez gminę przebiegają trzy szlaki turystyczne. Najdłuższy, Europejski Szlak Dalekobieżny, liczący sobie prawie
12 km, przebiega przez większą
część Pomorza Zachodniego,
w tym przez Trzęsacz, Pobierowo, Niechorze, Pustkowo i Rewal,
czyli pięć z siedmiu miejscowości
w gminie Rewal. Gmina posiada
siedem zabytków wpisanych do
rejestru
zabytków,
objętych
ochroną prawną. Należą do nich
min. Kolej wąskotorowa, Latarnia
Morska i Ruiny kościoła w Trzęsaczu. W gminie funkcjonuje również Muzeum Rybołóstwa Morskiego, zlokalizowane na terenie
Niechorza. Ekspozycja otwarta
na zakończenie II Wojny Światowej ukazuje specyfikę zawodu rybaka, kultury pomorskie oraz łodzie rybackie, które rybacy przekazywali sobie z pokolenia na pokolenie.
Wsiąść do pociągu, byle jakiego…
Turyści nie zastanawiają się nad
historią miejsc, do których przyjeżdżają. Interesują ich bardziej standardy pensjonatów, w których będą
spędzać czas, ilość restauracji czy
pogoda. – Nie interesowałem się Rewalem. Mój przyjazd tutaj nie był planowany, pewnego dnia wieczorem
postanowiliśmy ze znajomymi, że jedziemy nad morze. Spakowaliśmy
się i nazajutrz rano już nas nie było
– mówi Rafał z Wrocławia. Trochę
inaczej wygląda sprawa jeśli chodzi
o kolonie czy obozy. Posiadam ogólną wiedzę na temat mojego kraju,
i co za tym idzie, polskiego Wybrzeża
– mówi uczennica gimnazjum, Joanna z Warszawy. – Przed wyjazdem
patrzę, czy spakowałam kostium kąpielowy, ulubioną książkę, laptopa
i olejek do opalania. Nie mam czasu
na przeszukiwanie Internetu w celu
dowiedzenia się czegoś o miejscu,
gdzie spędzę dwa tygodnie kolonii
– dodaje. – Wakacje dla młodych ludzi to czas odpoczynku i tzw. „chill
outu”. Chętnie jednak kupię przewodnik i poczytam o historii Rewala – dodaje. Na moje pytanie o historii Rewala odpowiedziała również pani
Ziuta, mieszkanka Rewala. – Mieszkam w tej gminie od dziecka. Przeżyłam tutaj II Wojnę Światową, okupację, kryzys i wiele, wiele innych – mówi. – Czasem spacerując po Rewalu
)
23
ŚWIEŻYM OKIEM
i widząc tłumy turystów, zastanawiających się, w której restauracji zjeść
pizzę, czy do którego lokali udać się
późnym wieczorem, przypominam
sobie stare, dobre czasy. Chodząc
po placu, niedaleko fontanny, widzę
jego stan sprzed 50 lat. Był tam wtedy stary, drewniany dom. Lubię te
spacery. Wtedy nie było zdjęć, komórek czy Facebook’a. Zapamiętywałam wszystkie obrazy i mam je w głowie. Zostały mi one do teraz, i mam
do czego wracać – opowiada pani
Ziuta.
KAROL MOLENDOWSKI,
PRZEMEK SINKIEWICZ
fot. Archiwum
Coś dla duszy
Born Villain to krążek, który bywa nazywany „comebackiem” Mansona. Po dwóch ostatnich płytach
– Eat Me, Drink Me (2007) i The
High End of Low (2009), przyszedł
czas właśnie na Born Villain. Po kilku godzinach spędzonych z „urodzonym
antychrystem”
mogę
stwierdzić, że jest on moim ulubionym artystą. Dostałam coś zupełnie
innego, lepszego. Album, na jaki
Mansona stać, który pasuje do klimatu postaci, image’u zespołu, album mocny, gitarowy i drapieżny.
„Avatar”
Świat, w którym rozgrywa się akcja filmu to księżyc Pandora, krążący wokół bliżej nieokreślonej planety. Glob, mimo, że stosunkowo niewielki, pełen jest drogocennego minerału, którego kilogramowa bryłka
24
warta jest dwadzieścia milionów
dolarów! Właśnie z tego powodu,
ziemianie postanawiają zorganizować ekspedycję wydobywczą. Po
przybyciu na Pandorę, przekonuje-
my się, że mieszkają tam istoty
zwane Na’vi. Część ludzi decyduje
się zbadać ich kulturę, zachowania
oraz zwyczaje. Ich odkrycia mogą
przynieść zaskakujące efekty.
ROZRYWKA
Wspaniała opowieść przygodowa
przeplatana romansem głównych
bohaterów. Moim zdaniem „Avatar” jest najlepszym filmem na wakacyjne wieczory.
Stefan Chwin, „Złoty pelikan”
W swojej powieści Stefan Chwin
przedstawia historię wykładowcy
prawa, który stracił wszystko i stał się
żebrakiem. Mężczyzna miał rodzinę
i pracę, wiódł spokojne życie.
1. Dziedzina Otylii Jędrzejczak.
2. Sławomir Szmal to...
3. Jeżdżą na nim kolarze.
4. Do kopania, rzucania lub
niewielka do cięcia drewna.
5. Pluszak, zabawka.
6. Inaczej konkurent.
7. Otrzymujesz je za poprawne odpowiedzi na teście.
8. Andrzej... – tenisista stołowy.
9. Zimą maluje na oknach
wzory.
10. Ławka... – dla tych, którzy nie są w głównym
składzie.
11. W piłce nożnej nie można używać...
Wszystko zmieniło się w chwili, kiedy
zaczął podejrzewać, że przez jego
błąd niedoszła studentka popełniła
samobójstwo. Rozwiązując zagadkę
śmierci dziewczyny, odnajduje prawdę o sobie. W książce poruszone zostały kwestie sumienia, religijności
i poczucia odpowiedzialności.
Jest to pozycja, która skłania
czytelnika do refleksji. Mimo, że
w książce poruszane są tematy poważne czyta się ją przyjemnie.
Zmienia ona podejście do ludzi bezdomnych, niechcianych. Polecam
wszystkim, którzy maja ochotę na
ambitną książkę.
„Kobieta na krańcu świata cz.1”
Martyna Wojciechowska przemierzyła kulę ziemską w poszukiwaniu
bohaterek do swojej najnowszej
książki „Kobieta na krańcu świata”.
Książka składa się z reportaży ukazujących cztery fascynujące kobiety, i ich kulturę.
Bohaterkami tej powieści są
m.in. Carmen Rojas która walczy
na ringu z mężczyznami i w ten
sposób zarabia na utrzymanie siebie i dwójki dzieci. oraz So Tonh,
która codziennie wyrusza ona napole minowe ze świadomością, że
może juz nigdy nie zobaczyć swojej
rodziny.
W swojej książce Martyna Wojciechowska podpatruje ich codzienne życie, poznaje ich pasje i marzenia. Opisuje losy tych niezwykłych
kobiet oraz szuka odpowiedzi, dla-
czego tak, a nie inaczej się one potoczyły. „Kobieta na krańcu świata”
to idealna książka do poczytania na
plaży czy na letnie wieczory. Serdecznie polecam!
WERONIKA MARKOWSKA
Fot. internet
Krzyżówka
PAULINA BOŃCZAK
źródło: Internet
HASŁO: ....................................................................
25
ROZMAITOŚCI
Kącik Wiedzy Bezużytecznej
32-letni Russell Shirley zmarł na
atak serca po tym jak przez 72 godziny nie odchodził od komputera,
gdzie grał w Diablo III.
&&&
Zapping – rozrywka polegająca
na przeskakiwaniu z kanału na kanał w odbiorniku telewizyjnym.
&&&
Statystycznie co dwa, trzy dni
w Polsce powstaje tablica lub pomnik ku czci ofiar katastrofy w Smoleńsku.
&&&
Przeciętny człowiek śmieje się
około 13 razy dziennie
&&&
Tylko 2 procent ludzi ma naturalne blond włosy.
&&&
Z Titanica ocalono pięć psów
i świnię.
&&&
Sen trwa zaledwie 23 sekundy.
Większość błyskawicznie zapominamy.
&&&
Żucie gumy poprawia koncentrację. Pierwsze efekty odczuwamy po
kwadransie żucia.
&&&
„Przeciętny” człowiek ma 28 lat,,
jest praworęczny, nie ma konta
w banku, jest Chińczykiem, i ma telefon komórkowy.
&&&
W amerykańskim Stanie Oregon
zabronione jest gwizdanie pod wodą.
&&&
W latach 30. XIX wieku ketchup
był sprzedawany jako lekarstwo.
&&&
Koty nie znają smaku słodyczy.
&&&
Umiejętność zwijania języka
w rurkę to cecha dziedziczna.
&&&
Co trzecia osoba, która żuje miętową gumę, kicha.
26
&&&
Rodzice Elvisa Presley’a kupili
gitarę na dziesiąte urodziny syna,
ponieważ była tańsza od roweru.
&&&
&&&
Żeby spalić kalorie zawarte w dużej
Coli, Big Macu i porcji frytek, potrzeba
7 godzin intensywnego marszu.
&&&
Nowo narodzony kangur jest tak
mały, że mieści się na łyżeczce do
herbaty.
&&&
Wpatrywanie się przez pól godziny w niebieskie światło, działa jak
wypicie trzech filiżanek kawy.
&&&
Dawniej poniedziałki uważano za
dzień, który przynosi pecha, dlatego z początkiem tygodnia nie wyruszano w podróż a ważne sprawy
odkładano na później.
&&&
Tom i Jerry oryginalnie nazywali
się Jasper i Jinx.
&&&
Węgorz, który posłużył do włączenia świateł na nowojorskiej Wystawie Światowej w roku 1939, został wpisany na listę członków
związku zawodowego elektryków.
&&&
Kurczak jest najbliższym żyjącym krewnym tyranozaura
Przez całe życie zjadamy ok. 27
ton jedzenia. Dla porównania tyle
waży 5 słoni.
&&&
Na Igrzyskach Olimpijskich
w 1920 roku w meczu piłki wodnej
pomiędzy Włochami a Szwecją, tylko jeden włoski piłkarz wszedł do
wody.....dla reszty woda w basenie
była za zimna.
AGATA POMIETŁO
SUDOKU
ROZKOSZE ŁAMANIA GŁOWY
Rys. Agnieszka Pukacz
Horoskop
Baran (21.03-20.04)
Możesz liczyć na
przypływ
energii,
dzięki czemu zrealizujesz
wszystkie
swoje plany. Wykorzystaj to i wybierz się
na siłownię. To najwyższy czas, aby
popracować nad kondycją fizyczną.
Byk (21.04-21.05)
Nie podejmuj pochopnych decyzji,
szczególnie w sprawach finansowych.
Naucz się odmawiać. Nie udawaj, że
w Twoim związku wszystko jest
w porządku! Najwyższy czas na poważną rozmowę z partnerem.
Bliźnięta (22.05-21.06)
Teraz tylko od Ciebie zależy jak ułoży
się Twoje życie.
Przemyśl, czy ostatnio nikogo nie uraziłeś. Przeprosiny nic
nie kosztują, a wiele mogą naprawić.
Rak (22.06-23.07)
W Twoim życiu
pojawi się znajomość z przeszłości.
To, czy zostanie
z Tobą na dłużej zależy już od Ciebie.
Pozbądź się niepotrzebnych złudzeń i spodziewaj się informacji,
która prawdopodobnie zmieni Twoje
plany wakacyjne.
Lew (24.07-23.08)
W pracy spodziewaj się podwyżki lub
premii, Twoja ciężka
praca zostanie wynagrodzona. Czeka
Cię podjęcie trudnej
decyzji. Zanim ją podejmiesz, przeanalizuj wszystko jeszcze raz dokładnie.
Panna (24.08-23.09)
Może to czas,
aby odpocząć od
spotkań towarzyskich i zrelaksować
się przy książce? To
będzie wspaniała
okazja, aby przemyśleć ważne
sprawy. Jedna rozmowa z bliską
osobą może pomóc Ci zrealizować
swoje cele.
Waga (24.09-23.10)
Nowa znajomość
może przerodzić się
w przyjaźń lub w miłość. To już zależy
od Ciebie. Przestań
kierować się stereotypami, które mogą zamieszać
w Twoim życiu.
Skorpion (24.10-22.11)
Szczęście Ci dopisze. Zagraj na loterii. Nie obawiaj się
kompromisów, które
mogą
polepszyć
Twoje relacje z partnerem.
Strzelec (23.11-21.12)
Możliwe,
że
otrzymasz propozycję nowego stanowiska w pracy. Nie podejmuj pochopnych
decyzji, przemyśl
wszystko dokładnie. Pomyśl o poprawieniu swojej kondycji fizycznej.
Koziorożec (22.12 – 19.01)
Nie podejmuj decyzji za swojego
partnera. Nie siedź
cały czas w domu.
Spotkanie ze starymi przyjaciółmi dobrze Ci zrobi. Uważaj na to, co słyszysz od innych ludzi, nie wszystkim należy wierzyć.
Wodnik (21.01-19.02)
Los będzie Ci
sprzyjał. Znajdziesz
sposób, dzięki któremu zdobędziesz
swój cel. To dobry
czas, aby zadbać
o siebie, pójść na spacer, zacząć
się zdrowiej odżywiać.
Ryby (20.02-20.03)
Nie obiecuj nikomu tego, czego i tak
nie zrobisz. W ten
sposób,
możesz
urazić wiele osób.
Lepiej od razu powiedzieć prawdę. Możesz spodziewać się zainteresowania płci przeciwnej.
JULIA BURDZEL
Sprzedam działkę siedliskową
w uroczej wsi letniskowej,
10 km do plaży
w Pobierowie:
kontakt:
[email protected]
lub
tel. 501 070 585
REKLAMA
27

Podobne dokumenty

Rewalacje - nr 2/2011

Rewalacje - nr 2/2011 AO: CIPR rozpoczyna swoją działalność od początku czerwca, kiedy jeszcze nie ma tak dużo turystów. Ale to się zmienia w drugiej połowie miesiąca, kiedy ich przybywa. Przyjeżdżają i mówią „o, fajnie...

Bardziej szczegółowo