nr 28 - PDF Pismo Studenckie PDF

Komentarze

Transkrypt

nr 28 - PDF Pismo Studenckie PDF
www.redakcjaPDF.pl
czerwiec nr 6 (28)/2010 • ISSN 1898–3480 • egzemplarz bezpłatny
pismo warsztatowe Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego
e
z
r
a
k
i
n
n
e
i
z
D
c
i
n
a
r
ug
Ale
Na wejściu
To tylko transpresja
dziennikarstwo
numer!
03 Na wejściu: Włodzimierz
Szaranowicz o pracy komentatora
podczas wielkich sportowych
imprez
04 Na wejściu: Rzecznikarze mają się
w najlepsze; Za sprawą Marcina
Gortata rośnie zainteresowanie NBA
w mediach
06 Temat numeru: Czy są granice w
dziennikarstwie? Wątpliwości po
tragedii smoleńskiej.
foto
08 Puls redakcji: Custom publishing jak
nie magazyn firmowy
09 Polecamy: Kursy fotograficzne to
element rozwoju fotograficznego
– rozmowa z Agnieszką Rayss ze
Sputnik Photos
10 Warsztat: Siła fotografii komórkowej
11 Kolumna Zygmunta: Kiedyś
paparazzi tworzyli sztukę
dodatek specjalny:
public relations
14 Wybierz sobie bank: Poradnik jak
wybrać bezpieczne i tanie konto
internetowe.
18 PR na świecie to nadal inny public
relations niż polski. Rożni się. Jak
bardzo?
K&Ż
banki
12 Fotoesej: Moda od kuchni
20 Scena, ekran, dźwięk i słowo, czyli
subiektywnie o kulturze
19 Case study: Szkoły rywalizują
o boisko marzeń w konkursie
plastycznym
19 Poradnik: W walce z czasem o
zdrowy kręgosłup
24 Po raz pierwszy w Polsce wystawa o
euro organizowana przez Europejski
Bank Centralny
Zbigniew Żbikowski
Tę granicę przekracza się równie łatwo, jak
wewnętrzne granice Unii Europejskiej. Pojawiają
się niby pewne znaki, że podróżujący przejeżdża z
jednego obszaru do drugiego, jakieś napisy, mundury, bramy przejazdowe, ale zwykle nie trzeba
się nawet zatrzymywać, wystarczy zwolnić, a w
pociągu to już w ogóle przejeżdża się granice zupełnie biernie. A jednak, mimo braku granicznych
emocji, człowiek może nagle znaleźć się w całkiem
innej rzeczywistości. Jak po przejechaniu (trudno
mówić o „przekraczaniu“) granicy niemieckoholenderskiej. Co po jednej stronie było karalne,
naganne, nieprzyzwoite, po drugiej okazuje się
dozwolone, akceptowane, kulturalne. Jak w życiu.
Jak w dziennikarstwie.
W transgresji, przekraczaniu norm ustalających zasady postępowania w konkretnej grupie
społecznej, wielu badaczy, polityków, publicystów,
upatruje źródło tak zwanego postępu. Tak było od
początku życia społecznego i jego reguł, od pojawienia się etyki (normatywnej w szczególności),
od zaistnienia tabu. Zawsze pojawiały się jednostki
i ich zwolennicy, uznający normy za zniewolenie
i podejmujący próby poznania, co jest po drugiej
stronie granicy. Generalnie - miała być wolność.
Transgresja w imię wolnośći mediów to podróż
z biletem w jedną stronę. Kiedy się pokonuje
którąś z barier z kanonu etycznego mediów, nie
ma odwrotu - publika poznaje, co jest „po drugiej
stronie“ i spory jej odłam zaczyna wołać: Jeszcze!
Jeszcze! Dysponent medium otrzymuje społeczne
przyzwolenie, a dziennikarze rozgrzeszenie: dają
przecież tylko to, czego domaga się czytelnikowidzosłuczacz. Mówiąc językiem ekonomii - decyduje rynek. Kto nie chce, nie musi się zapoznawać.
I tak pod społeczną presją - samodzielnie przez
media wykreowaną - padają kolejne granice.
W swoim czasie głośno było o niewielkiej
książce „Utracona cześć Katarzyny Blum“ niemiec-
Redakcja to redukcja
Na koniec roku akademickiego pesymistycznie. Zdecydowanie minus.
Bez plusa.
„Dziennikarze namawiają dziennikarzy do zmiany zawodu” - na artykuł
o takim lub bardzo podobnym, a zachowującym właśnie taki sens, tytule
natknęłam się kilkanaście dni temu w serwisie internetowym press.pl.
Musiałam zajrzeć, bo przecież każdego, kto w tym zawodzie jest, taki news
zainteresować musi.
Była to notatka o konferencji Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich,
którzy rozmawiali o trudniejszej niż kiedykolwiek sytuacji na rynku pracy w
mediach. Świadczyć o tym miał przede wszystkim nieznany w przeszłości
skok ilościowy zgłoszeń dziennikarzy poszukujących pracy za pośrednictwem SDP oraz coraz mniejsza liczba (kilka miesięcznie) ofert pracy dla
nich. A są to zwykle dziennikarze z doświadczeniem, którzy pracę stracili
przez redukcje, jakie przetoczyły się w ostatnich dwóch latach w większości
redakcji. Wszędzie wydawcy postawili na małe zespoły, w których okrojony
o połowę zespół musi wypełnić tyle samo stron bądź minut programu co
wcześniej. Czołową rolę odgrywają redaktorzy, którzy wymyślają temat bądź
jego ujęcie. Garstka wykonawców co zostali na placu boju, od rana do nocy
te wizje realizuje.
Fatalna sytuacja na rynku kładzie się cieniem oczywiście także na
sytuacji młodych ludzi, którzy dopiero o wejściu do zawodu myślą. Podczas
konferencji poruszono i ten temat. Uczestnicy nie mogli nadziwić się, po co
w Polsce jest tak wiele (bodajże kilkanaście) wydziałów dziennikarstwa na
wyższych uczelniach, skoro ich absolwenci nie znajdują później pracy. Padł
nawet apel wprost do młodych, by wybierali inne kierunki!
Wszystko mnie to przeraziło, chociaż od kilku lat jestem w zawodzie i
obserwuję, co dzieje się w redakcjach. Jest naprawdę źle – pracy jest dużo,
oczekiwania jeszcze większe, ale jest to wszystko coraz bardziej zautomatyzowane, pozbawione misji i odpowiedzialności za przekaz. Gołym okiem
widać, że nie da się robić dobrych mediów bez dziennikarzy.
zespół redakcyjny:
Tomasz Dowbor, Roksana Gowin, Magdalena
Grzymkowska, Dominika Jędrzejczyk, Patryk
Juchniewicz, Marcin Kasprzak, Mirek Kaźmierczak,
Anna Kiedrzynek, Jakub Szarejko, Krystian Szczęsny,
Maja Trzeciak, Elżbieta Wójcik, Agata Żurawska
reklama
REDAKCJA
redaktor naczelny:
Zbigniew Żbikowski
współpraca:
Cezary Biernat, Jan Brykczyński, Radosław Firlej,
Bartosz Iwański, Małgorzata Januchowska, Maria I.
Szulc, Wioletta Wysocka, Marcel Zatoński
z-ca redaktora naczelnego
Paweł H. Olek
autorskie cykle:
Gdzie sie zaczęłam - Magdalena Karst-Adamczyk
Zapisz to, Kisch! - Agnieszka Wojcińska
Kolumna Zygmunta - Andrzej Zygmuntowicz
szefowie działów:
dziennikarstwo: Tomasz Betka
fotografia: Ewelina Petryka
Książe i Żebrak: Szczepan Orłowski,
Kajetan Poznański
grafika, okładka i skład DTP:
Karol Grzywaczewski / www.grafikadtp.com
okładka: fot. Krystian Szczęsny
kiego noblisty Heinricha Bölla. Autor opisał w niej,
posługując się wyłącznie cytatami z brukowej
prasy (które sam wymyślił, choć we wstępie napisał, że jeśli komuś skojarzą się ze springerowskim
„Bildem“, nie będzie to przypadek...), proces wykreowania Bogu ducha winnej prostej gospodyni
domowej na groźną terrorystkę. Opowiadanie
doczekało się dwóch adaptacji filmowych i kilku
scenicznych oraz ostrych protestów ze strony
wydawców prasy brukowej i niektórych polityków.
Można powiedzieć, że sukcesu literackiego by nie
było, gdyby wcześniej nie było praktyk przekraczania przez dziennikarzy etycznych granic w
pokazywaniu życia prywatnego obywateli, i to
wcale nie postaci publicznych. I że pisarz posłużył
się metodą tych, których zaatakował, nie powołując się jednakże na autentyczne byty. No właśnie
- gdyby nie było. Ale one są. Granica została
„pokonana” i za prasą podążyły tłumy. Cóż można
zrobić? Wołać: Nie idźcie tą drogą?
„Utracona cześć...” to historia z początku lat
siedemdzisiątych ubiegłego wieku z terenu
ówczesnej Republiki Federalnej Niemiec ze stolicą
w Bonn. Czterdzieści lat później nikt już nawet
nie zauważa, że w tym miejscu była jakaś granica.
Limity tego, co w dziennikarstwie dopuszczalne,
poszerzyły się, jak granice UE.
Pamiętam, że kiedy ja szłam na studia dziennikarskie, to też słyszałam, że nie
znajdę po nich pracy. I wcale nie było to tak bardzo dawno temu. Jednak
znalazłam.
Wniosek? Najprościej jest powiedzieć tym młodym, by zmienili swoje
plany i zweryfikowali marzenia. Mało komu za to starcza zapału, by studentom zapewnić od początku znacznie więcej praktyki i żywego kontaktu z
zawodem. By stwarzać im możliwości pisania newsów, robienia wywiadów,
nagrywania audycji, robienia reportaży. Nie w dusznej salce na 30 osób, ale
wśród ludzi, do prawdziwej gazety, nie tylko jako prace zaliczeniowe dla wpisu w indeksie. Młodzi mogą naczytać się Kapuścińskiego, Krall, Jagielskiego i
Hugo-Badera, ale te tuzy nie pomogą im, jeżeli sami nie będą uczyć się, jak
być dziennikarzami.
Wiem, że nie wszyscy znajdą po studiach pracę w mediach. Dziś chyba
bardziej niż kiedykolwiek nabiera na aktualności i wielości znaczeń stwierdzenie, że „redakcja to redukcja”. Przede wszystkim – etatów, ale przez to
też czasu, który ma się na zrobienie materiału i w ogóle nauczenia się, jak
to robić. Dziś do redakcji przychodzi 20-22 letni stażysta, dostaje miejsce
przy biurku, login do systemu i na kolegium słyszy: „napisz do 16-tej trzy
tysiące znaków o ubezpieczeniach dla powodzian”. Jego sprawa, czy wie,
jak to zrobić. Nie będzie umiał – w ostatniej chwili dostanie to do zrobienia
doświadczony dziennikarz, a następnego dnia przyjdzie kolejny stażysta,
który być może będzie miał większe pojęcie o sprawie.
Nie trzeba namawiać do zmiany zawodu wszystkich, którzy obecnie są
na etapie marzeń o pracy w redakcji. Pewnie, że z miejsca odpuścić sobie
powinni ci, którzy nie mają pasji, nie czują specyfiki pracy w mediach. A i
wtedy nie starczy pracy dla całej reszty, bo po prostu dziś jej nie ma. Należy
jednak zrobić wszystko, by wyposażyć młodych w wiedzę, umiejętności i
doświadczenie. Należy pomóc im w tym, by byli konkurencyjnymi podczas
rozmów o pracę, a potem umieli jeszcze napisać tekst. Bo po studiach jest na
to za późno.
Anita Krajewska
korekta: Anna Kiedrzynek, Aneta Grabska
WYDAWCA:
Instytut Dziennikarstwa
Uniwersytetu Warszawskiego
koordynator wydawcy:
Grażyna Oblas
druk: Polskapresse Sp. z o.o., nakład: 10 tys. egz.
Oddano do druku 6 czerwca 2010 roku
adres redakcji:
PDF pismo warsztatowe
Instytutu Dziennikarstwa UW
ul. Nowy Świat 69, pok. 51,
(IV piętro), 00–046 Warszawa,
tel. 022 5520293,
e–mail: [email protected]
Więcej tekstów w portalu
internetowym: www.redakcjaPDF.pl
reklama:
Fundacja Szkolnictwo
Dziennikarskie
Katarzyna Kuśmierz
ul. Nowy Świat 69, p. 307
e-mail: [email protected]
współpraca z serwisem foto:
stała współpraca:
dz
dziennikarstwo
w kraju
Personalne trzęsienie ziemi we „Wprost”
Do prawdziwej rewolucji personalnej doszło pod
koniec maja w tygodniku „Wprost”. Redaktorem
naczelnym gazety został Tomasz Lis, twórca
programu telewizyjnego „Tomasz Lis na żywo”
oraz felietonista „Gazety Wyborczej” i „Polski
The Times”. Wraz z Lisem w tygodniku pojawili
się były szef miesięcznika „City Magazine” Tomasz Plata, wieloletni sekretarz redakcji „Gazety
Wyborczej” Łukasz Ramlau, a także Aleksandra
Karasińska, w przeszłości szefowa newsroomu „Wydarzeń” w Polsacie. Równocześnie z
„Wprost” odeszło dotychczasowe kierownictwo
tygodnika: p.o. redaktor naczelnej Katarzyna
Kozłowska oraz pełniące funkcje wydawców
Barbara Kasprzycka - będąca także zastępcą
Kozłowskiej - i Marta Sobolewska.
Jacek Sobala odwołany
W ostatnich dniach maja zarząd Polskiego Radia
odwołał ze stanowiska dyrektora radiowej Trójki
Jacka Sobalę. Oficjalnym powodem odwołania
był „przedłużający się konflikt w Programie III PR,
który negatywnie wpływał na funkcjonowanie
rozgłośni i wizerunek Polskiego Radia”. Nieoficjalnie mówi się, że Sobala stracił posadę z powodu
uczestnictwa w organizowanym przez „Gazetę
Polską” koncercie ku czci ofiar katastrofy smoleńskiej, który w opinii części środowiska miał
charakter wiecu poparcia dla Jarosława Kaczyńskiego. Większość zespołu Trójki przyjęła decyzję
zarządu z zadowoleniem. Do czasu powołania
nowego dyrektora, Trójką będzie kierował członek
zarządu PR, Wojciech Poczachowski.
Mundialowa TVP
Rozpoczynające się 11 czerwca mistrzostwa
świata w piłce nożnej będzie można oglądać
na czterech programach Telewizji Polskiej
oraz w Internecie. Na ogólnopolskich antenach TVP1 i TVP2 zostaną pokazane 56 z 64
spotkań (wszystkie, z wyjątkiem rozgrywanych
równolegle ostatnich meczów fazy grupowej).
„Jedynka” pokaże spotkania rozgrywane o godz.
13.30 oraz - na zmianę z „Dwójką” - o 20.30.
TVP2 będzie transmitować także pojedynki
rozgrywane o godz. 16.00. Swoją ramówkę
podporządkowuje mundialowi TVP Sport, a
relacje w technologii High Definition zaprezentuje TVP HD, która zapowiada zwiększenie zasięgu
jeszcze przed turniejem. Ponadto, bezpłatne
transmisje będą dostępne dla internautów w
serwisie sport.tvp.pl.
Krytyka dokumentu „Solidarni 2010”
Komisja Etyki TVP oceniła, że film Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego wyraża tezę, że
„ci, którzy przed katastrofą wypowiadali się o
prezydencie i prezydenckiej parze krytycznie, to
nie są prawdziwi Polacy i prawdziwi patrioci”, a
zastosowane w dokumencie „kryterium selekcji
materiału, dokonywania wyboru i tworzenia
zestawień jest niezgodne z zasadami rzetelności zawodowej”. Zdaniem Komisji, naruszenia
zasad etyki dopuściły się również osoby, które
podejmowały decyzję o emisji programu, a
wyświetlając film nie wzięły pod uwagę niebezpieczeństwa „silnej polaryzacji społeczeństwa”
oraz „szerzenia obaw i poczucia zagrożenia”.
opr. Tomasz Betka
| 02 |
dziennikarstwo | Na wejściu
Katorga przed turniejem,
przyjemność na mistrzostwach
O przygotowaniach do wielkich
sportowych imprez, ewolucji
dziennikarstwa sportowego i
niemiłych niespodziankach na
wizji, z tegorocznym zdobywcą
Super Wiktora, Włodzimierzem
Szaranowiczem, rozmawia w
przededniu piłkarskich Mistrzostw
Świata w Republice Południowej
Afryki Anna Rasińska.
Dla kibiców mistrzostwa świata są
wielką piłkarską ucztą. Czym są dla
dziennikarza sportowego?
Przede wszystkim wyzwaniem. Jestem w
ogniu przygotowań telewizyjnych, które przy
tak dużej imprezie są bardzo obciążające, chociaż równocześnie cieszę się z tego, że mogę
prowadzić i komentować imprezy sportowe
rangi mistrzostw świata czy igrzysk olimpijskich.
Choć teraz jest dużo pracy, samo dziennikarstwo będzie już czystą przyjemnością.
Czy jest możliwe, żeby usiąść przy
mikrofonie bez wcześniejszego
przygotowania?
Na pewno. Gorzej ze skutkiem dla widza czy
słuchacza (śmiech). To jest zawód, w którym
świadomość tego, co powinno się wiedzieć,
musi być ogromna. Wiele dyscyplin wiąże się ze
żmudnymi przygotowaniami na kilka tygodni
przed imprezą. A są dyscypliny - jak lekkoatletyka - które wymagają wręcz katorżniczej pracy.
Właściwie nie ma sportu, przy którym nie trzeba
śledzić na bieżąco, co się dzieje i później starać
się zbudować jakieś „story”.
Miał Pan podczas komentowania sportu
jakieś szczególnie stresujące sytuacje?
Gdyby to nie był stresujący zawód, jakieś
szczególnie stresujące sytuacje pewnie bym go
nie uprawiał (śmiech). Stres jest ogromną mobilizacją. Bywają sytuacje, kiedy z jakichś powodów docieramy na stanowisko bardzo późno
albo mamy problemy z połączeniem - za moment mają się rozpocząć zawody, a my jeszcze
walczymy z uzyskaniem łączności ze studiem w
Warszawie. To są bardzo nerwowe momenty.
Oprócz tego, są jednak sytuacje dramatyczne,
które miewałem często przy skokach narciarskich. Najbardziej znaną był słynny upadek Jana
Mazocha, kiedy wydawało się, że otarliśmy się
o tragedię ludzką. W takich sytuacjach trzeba
zacząć mówić zupełnie inaczej. Wiąże się to
ze zmianą sposobu myślenia, bo taka sytuacja
oznacza właściwie koniec widowiska. Ono jeszcze pozornie trwa, ale jest zupełnie inne, bo ciąży nad nim dramat ludzki.
Czy w takim momencie łatwiej się
pracuje z osobą współkomentującą?
Praca z innym komentatorem nie jest prosta i wymaga długotrwałego zgrywania się.
Trzeba się bardzo dobrze poznać. Wiadomo, że
wszyscy chcemy być blisko emocji, momentów,
które są kluczowe, ale może to robić tylko jedna osoba. Kiedy dwaj komentatorzy zaczynają
krzyczeć, przekaz robi się nieczytelny. To wymaga dużej precyzji i dyscypliny osób, które siadają
do mikrofonów.
Jak Pan ocenia młodych ludzi,
którzy stawiają pierwsze kroki
w dziennikarstwie sportowym?
W ogóle nie oceniam, bo przed nimi długa
droga. W tym zawodzie można bardzo szybko
zaistnieć. Natomiast wszystko to, co jest do wykonania w życiu zawodowym, to osiągnięcia od
„zaistnieć” do „być”. A żeby „być”, trzeba wiele
lat popracować, dać się poznać. Ludzie muszą
mieć świadomość, z kim mają do czynienia.
Trzeba zdobyć ich zaufanie i zbudować swoją
wiarygodność. Jeżeli do mikrofonu siada komentator, który jest widzom nieznany, jest mu
zdecydowanie trudniej, bo musi przekonać ich
swoją całą karierą do tego, by mu uwierzyli.
towarzyszą największym wydarzeniom w życiu.
Stany, które osiągamy podczas komentowania
na pewno zostałyby uznane przez lekarzy za nie
do końca zdrowe (śmiech).
Bywało tak, że Pan „uwierzył” jakiemuś
młodemu komentatorowi?
Oczywiście! Wiele osób, które są dziś w telewizji, zaczynało pod moim okiem. Ich kariery
pięknie się rozwijają i jest to dla mnie duża satysfakcja. Nawet jeśli nie miałem w tym większego udziału, choć jakiś niewątpliwie miałem,
to jest to powód do dumy.
Czy podczas rozmów ze sportowcami,
przyznają się oni do własnych błędów,
porażek?
Nie lubię takiej wiwisekcji. Ja przeżywam
swoją pracę i sportowiec też przeżywa to, co
robi. Nie ma sensu dokładać wzajemnych stresów. Uważam, że każdy ma prawo do własnego
przeżywania swojego zawodu. Dzisiejszy spor-
Jak zmieniła się
praca dziennikarza sportowego w ciągu
ostatnich 10 lat?
Diametralnie! Kiedyś, przygotowując
się do wydarzenia
sportowego, szukaliśmy wielu źródeł,
wycinaliśmy gazety,
robiliśmy sobie własne archiwa, zbieraliśmy książki. Dzisiaj
to wszystko jest w
Internecie. Obecnie
problem
dotyczy
tego, co wykroić z
bardzo różnorodnej Włodzimierz Szaranowicz, dziennikarz sportowy otrzymał 21 maja br. Super Wiktora
i bogatej wiedzy. podczas 25. gali wręczenia nagród Wiktory 2009. Na zdjęciu obok pozostałych
Wielu młodych lu- laureatów: Leszka Balcerowicza i Zenona Laskowika
dzi chce powiedzieć
wszystko. A trzeba opowiedzieć jedynie to, co
towiec jest profesjonalistą. Doskonale wie, co
w danym momencie jest niezbędne. Do tego
zrobił dobrze, a co źle. Zostawiam sportowcom
jest potrzebne doświadczenie albo talent, który
bez natręctwa chwilę, kiedy mogą robić, co
powoduje, że mamy wrodzoną precyzję myśli i
chcą – jeśli mają ochotę, mogą porozmawiać.
przekazu.
Nie znoszę narzucania się. Zresztą po transmisji
też lubię być chwilę sam. Trzeba to wszystko w
Co zrobić w sytuacji, kiedy nie można
sobie jakoś przytłumić.
znaleźć odpowiednich słów?
Najgorsze, co wówczas można zrobić, to
Zdarza się, że sportowcy chcą
mówić. Lepiej milczeć i nie posiłkować się pojęjednak z Panem porozmawiać?
ciem czegokolwiek. Jeżeli miałbym coś powieOczywiście. Ludzie w ogóle chcą ze sobą
dzieć jako rodzaj przesłania, podpowiadałbym,
rozmawiać. Są tacy sportowcy, którzy lubią się
by pewne rzeczy przygotowywać wcześniej.
natychmiast podzielić swoją radością, a są tacy,
Chodzi mi o to, by nie rozważać jedynie warianktórzy potrzebują ciszy. W pełni ich rozumiem.
tu zwycięstwa, ale wziąć pod uwagę inne możCisza w życiu jest tak samo ważna jak głośna
liwości, łącznie z ciężką przegraną, która może
wrzawa.
być dla nas trudna emocjonalnie. W emocjach
wiele myśli ucieka.
Dlaczego tak mało kobiet pracuje
w dziennikarstwie sportowym?
Czy z zawodem dziennikarza sportoNie wiem. Taki mamy stereotyp kulturowy,
wego wiąże się jakieś niebezpieczeńże kobieta jeszcze nie jest do końca akceptowastwo? Chodzi mi przede wszystkim o
na w dziennikarstwie. Chociaż są stacje, które
nieprzewidywalne reakcje i zachowania
budują bardzo teraz modny parytet, jak Canal +
kibiców…
czy Orange, gdzie pracuje sporo kobiet. W teleJa tego nie doświadczyłem, choć pewnie tawizji mamy ich jednak o wiele za mało.
kie sytuacje bywają. Gdyby to trzeba było w jakiś sposób generalizować, takie niebezpieczeńNiewiele kobiet dopuszcza się
stwo nie istnieje. Jeśli się pojawia, są to skrajne
do głosu w tej branży…
i incydentalne przypadki. Otóż pamiętam, że
Tu nie chodzi o dopuszczanie. Liczy się pewDarek Szpakowski komentował kiedyś mecz
na determinacja i zdolność przebicia. Ludzie w
na Cyprze. Gdy sędzia uznał bramkę dla Polski,
tych zawodach budują swoje kariery własnymi
wściekły tłum usłyszał radość polskiego komensiłami. I tych sił trzeba mieć sporo... Może jesztatora i zaczął rzucać w niego kamieniami. Na
cze nie przyszły tak mocne charakterologiczszczęście na zaimprowizowanym podeście, na
nie kobiety, by się przebić. Ale mamy kilka pań,
którym siedział Darek była metalowa barierka,
które znakomicie sobie radzą w naszej redakcji i
za którą się schował. Pamiętam, że cały czas
mogą być wzorem.
nadawał i powiedział nawet, że jest obrzucany
kamieniami. To są trudne chwile, ale na szczęA miał Pan chwilę zwątpienia, moment,
ście rzadkie.
kiedy chciał Pan zmienić zawód?
Zawodu nigdy nie chciałem zmienić. PraJak Pan się czuje tuż po zakończeniu
cowałem natomiast poza sportem, w różnych
wielkiego wydarzenia sportowego?
innych programach i było to dla mnie fajnym
Adrenalina wciąż się utrzymuje?
oddechem. Każdy z nas powinien robić to, co
Adrenalina długo zostaje. To rodzaj ogrompotrafi najlepiej. Mam nadzieję, że takie wybory
nego pobudzenia, rozhuśtania emocjonalnego.
będą towarzyszyć wszystkim młodym dzienniTrzeba się powoli wyciszać. To są emocje, które
karzom.
fot. Stach Leszczyński/PAP
Naczelna strona
| 03 |
Na wejściu | dziennikarstwo
dziennikarstwo
na świecie
Axel Springer wyprzedaje tytuły biznesowe
Koncern medialny Axel Springer sprzedał dwa
swoje pisma gospodarcze: „Euro” i „Euro am
Sonntag”. Nowym właścicielem tytułów został
Frank B. Werner, dawny dyrektor generalny
monachijskiego oddziału Axel Springer Financial
Media, wspomagany przez szwajcarski fundusz
inwestycyjny, którego nazwy nie ujawniono.
Od dłuższego czasu Axel Spinger rezygnuje z
wydawania prasy biznesowej. „Euro” i „Euro am
Sonntag” to kolejne tytuły, których czytelnictwo
i wpływy z reklam spadają. Wiosną br. Springer
odsprzedał wydawcy dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung” magazyn gospodarczy „Markt
und Mittelstand”. Natomiast w maju koncern
sprzedał portal finansowy Wallstreet:online oraz
większościowy pakiet udziałów w branżowym
piśmie „Zertifikate Journal”.
BBC Worldwide zarabia na licencjach
Jak podaje dyrektor generalny BBC Mark
Thompson, BBC Worldwide, będące komercyjnym ramieniem brytyjskiego nadawcy
publicznego, odnotowało w roku 2009/2010
około 140 mln funtów zysku. Choć pełne wyniki
finansowe BBC Worldwide zostaną opublikowane dopiero w lipcu, już teraz wiadomo, że
ostatni rok był dla spółki ogromnym sukcesem
finansowym. Dla porównania, w roku finansowym 2008/2009 zysk spółki wyniósł 103 mln
funtów. Jak mówi Mark Thompson, rekordowe
zyski to wynik olbrzymiego sukcesu produkcji
BBC Worldwide poza granicami Wielkiej Brytanii. Do najczęściej wykupowanych w ubiegłym
roku należały „Doctor Who”, „Top Gear” i
przede wszystkim „Dancing with the Stars”
(czyli polski „Taniec z gwiazdami”), na którego
licencję wykupiło aż 30 krajów.
Fox News otwiera stronę pod Latynosów
FoxNewsLatino.com zostanie otwarta tej jesieni
i będzie zawierać bieżące informacje dotyczące
polityki, gospodarki oraz życia latynoskiej społeczności w Stanach Zjednoczonych Ameryki.
„Strona będzie zawierała filmy wideo zarówno w
języku angielskim, jak i hiszpańskim i znajdą się
na niej wiadomości nie tylko z USA, ale również
m.in. z Ameryki Południowej, Środkowej i
obszaru Karaibów. Wypuszczenie na rynek FOX
News Latino daje nam bezprecedensową szansę
dotarcia do szerszej grupy odbiorców oraz daje
możliwość dostępu do atrakcyjnych informacji na
temat latynoskiej społeczności i amerykańskiego
snu” - komentował wiceprezes redakcji Fox
News, Michael Clemente.
Pakistan cenzuruje Internet
Od drugiej połowy maja Pakistańczycy nie mają
dostępu do portali społecznościowych takich jak:
Facebook, Flickr, stron Youtube oraz Wikipedia.
Nałożenie zakazu na korzystanie z tych witryn to
reakcja na zorganizowany na portalu Facebook
konkurs na karykaturę i rysunek Mahometa,
który wzbudził oburzenie pakistańskich władz.
Zgodnie z prawem obowiązującym w Pakistanie,
publikowanie wszelkich podobizn Proroka, a w
szczególności jego karykatur, jest karalne. Tym
samym kolejne strony dołączyły do aż 800 witryn
internetowych, z których korzystanie w tym kraju
jest zabronione.
opr. Agata Żurawska
| 04 |
Jeden człowiek, dwie funkcje –
dziennikarz i rzecznik w jednej
osobie. Czy taki „twór” ma rację
bytu na medialnym rynku i jak
mocno kłóci się z zasadami etyki
dziennikarskiej?
Maja Trzeciak
W sierpniu 2009 r. Rada Etyki Mediów wydała
oświadczenie, w którym jasno uznała, iż
dziennikarz pracujący jednocześnie jako
rzecznik/PR-owiec w rażący sposób narusza
etykę dziennikarską. - Zachodzi wówczas
podejrzenie, że dziennikarz będzie działał w
interesie instytucji, którą reprezentuje jako
rzecznik – nie ma wątpliwości Maciej Iłowiecki, członek REM. A doktor Tadeusz Kononiuk
z Uniwersytetu Warszawskiego podkreśla na
swoich wykładach, że „zgodnie z prawem
prasowym, a także etyką zawodu, dziennikarz
ma obowiązek rzetelnego i obiektywnego
przedstawiania rzeczywistości”. Czy to jest w
pełni możliwe, gdy składając materiał, należy
brać pod uwagę dobre imię i interes instytucji, której jest się reprezentantem?
Zdecydowane stanowisko w tej sprawie
zabiera Rada Etyki Public Relations, która
napisała w swoim oświadczeniu, że dziennikarz „ma obowiązek informować o wszystkim,
co uzna za ciekawe i społecznie ważne”.
Z kolei PR-owiec „musi dbać o reputację i
dobrą komunikację swojego zleceniodawcy
z otoczeniem”. Wynika z tego jasno, że osoba
łącząca obie funkcje jest, bądź powinna być,
postrzegana jako wątpliwa moralnie i zawodowo, nierzetelna i nieobiektywna.
Jednak przypadki zawodowego „2 w 1”
zdarzają się na polskim rynku medialnym
coraz częściej. Dariusz Strzelec od 2000 r. jest
korespondentem TVP w Radomiu. Funkcję tę
łączy z funkcją rzecznika prasowego Powiatowego Urzędu Pracy w Radomiu. - I dobrze
wypełnia swoje obowiązki – ocenia swojego
pracownika wicedyrektor PUP, Adam Bocheński. Konfliktu interesów nikt nie widzi. A to nie
jedyny taki przypadek w Polsce. Innym
przykładem może
być Tomasz Piechal,
który jest jednocześnie dziennikarzem
miesięcznika „Magazyn Rowerowy”
oraz rzecznikiem
prasowym Polskiego
Związku Kolarstwa.
Jego poprzednik w
PZKol także pełnił
funkcję rzecznika,
będąc jednocześnie
dziennikarzem.
W tym przypadku obiektywizm
i niezależność
dziennikarska jest
już nieco bardziej
Przykładem ogólnopolskiego rzecznikarza jest Kinga Rusin, która od 5 lat prowadzi
wątpliwa. Zjawisko
program „Dzień dobry TVN” i jednocześnie własną agencję PR Idea Media.
rzecznikarza, jak
określił ten trend
magazyn „Press” w grudniu 2009 roku, jest
że w dziennikarstwie liczy się przede wszystcoraz częściej spotykane i w środowisku mekim obiektywizm i dążenie do prawdy oraz
diów coraz bardziej akceptowane. Wydaje się,
pogoń za newsem, natomiast rzecznik działa
że wystarczy trzymać taką osobę na krótkiej
w zakresie PR, czyli dla interesu danej instytusmyczy – jak przekroczy granicę, to koniec z
cji; często musi być powściągliwy w swoich
byciem i rzecznikiem, i dziennikarzem. Ale czy
wypowiedziach i mówić prawdę, ale może nie
należy dopuszczać do takiej sytuacji, żeby ta
całkowitą i nie od razu. Konflikt interesów jest
granica mogła być przekroczona?
w tej sytuacji bezsprzeczny. Z opinią ZakrzewSą jednak i tacy, którzy nie wyobrażają
skiej zgadza się Marcin Ochmański, zastępca
sobie łączenia funkcji dziennikarza z rzecznirzecznika prasowego Urzędu m.st. Warszawy
kowaniem. - Moje doświadczenie dziennikar– Gdy objąłem funkcję rzecznika, przestałem
skie bardzo mi pomaga w pełnieniu funkcji
być dziennikarzem. To logiczne i właściwe rzecznika prasowego: wiem, czego mogę
odpowiada krótko.
się spodziewać po dziennikarzach i czego
Wygląda więc na to, że coś, co dla jednych
oni ode mnie oczekują. Zdaję sobie sprawę,
jest niemożliwe i nieetyczne, dla innych staże trudno zdobyć sprawdzone informacje,
nowi normę i codzienność. W tym wypadku
dlatego jestem zawsze pod telefonem do
warto jednak postępować nie tylko zgodnie z
dyspozycji dziennikarzy, a oni to szanują i
własnym sumieniem, ale także pamiętać o zacenią. Natomiast nie wyobrażam sobie być
sadach ustalonych przez Radę Etyki Mediów
i dziennikarką, i rzecznikiem - mówi Joanna
czy Radę Etyki PR.
Zakrzewska, rzecznik prasowy Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, tłumaczą,
fot. TVN/AKPA
dz
Żurnalistorzecznikarze
Akademia
fotoreportaZu
w plenerze 10-16 lipca 2010
!
a
c
w
r
e
z
o 20 c
d
o
k
l
y
t
j
e
Tani
NBA wraca na salony
Faza Play-off w koszykarskiej lidze
NBA ma się ku końcowi. Polskie
media relacjonowały ją intensywnie
już drugi rok z rzędu, skupiając się
przede wszystkim na grze rezerwowego centra Orlando Magic, Marcina
Gortata. Wcześniej, przez niemal
dekadę, NBA traktowana była przez
media po macoszemu. Co się stało,
że właśnie teraz zawodowa koszykówka wraca do gazet i sportowych
programów informacyjnych?
Marcel Zatoński
„Hej hej, tu enbiej” – tymi słowami Włodzimierz Szaranowicz zwykł zaczynać transmisje
meczów „największego koszykarskiego cyrku
świata” w telewizyjnej Dwójce. Działo się
to w szalonych latach dziewięćdziesiątych,
kiedy NBA – z twarzą Michaela Jordana –
obecna była nie tylko w telewizji publicznej
i w kioskach (wychodziły m.in. „Magic Basketball” i „Pro Basket Magazyn”), ale nawet
na straganach, na których zalegały stosy
czapeczek Chicago Bulls, Los Angeles Lakers
i Charlotte Hornets.
Zadyszka na początku nowej ery
Przełom wieków nie był dla NBA w Polsce
łaskawy: telewizyjne transmisje przeniosły
się z TVP do TVN i Wizji, potem na kilka lat
zniknęły, by powrócić w ograniczonej formie
w Canal Plus. Poupadały koszykarskie magazyny, dzienniki sportowe ograniczały się do
podawania wyników, a ostatnim prasowym
bastionem amerykańskiej koszykówki stał się,
publikowany w Gazecie Wyborczej, cykl felietonów Michała Rutkowskiego i Pawła Wujca.
Ich „Fruwając pod koszem” pożegnało się z
łamami największego polskiego dziennika
opinii niemal rok temu, w momencie, gdy po
latach marginalnego zainteresowania NBA
dało się zauważyć renesans popularności ligi
nad Wisłą.
- Od 3-4 lat jest ewidentna tendencja
zwyżkowa, w czym od lat dwóch najmocniej
pomaga Gortat i jego obecność w topowych
Orlando Magic. Sytuacja jest podobna do
Formuły 1 i Kubicy czy tenisa i Radwańskiej
– mówi Maciej Lipowiecki, redaktor naczelny
miesięcznika „MVP”. Wtóruje mu blogger
Maciej Kwiatkowski: „mamy w lidze dwie
wielkie gwiazdy, Kobego Bryanta i LeBrona
Jamesa. Obok Gortata, to właśnie ta dwójka
absorbuje największą uwagę niedzielnych
fanów NBA”.
Tajemnica w Sieci i Gortacie
„Renesansu NBA” nie byłoby, gdyby nie
Internet. Pojawiła się możliwość oglądania
wszystkich meczów poprzez streamy (i
skrótów spotkań w serwisie YouTube), jak
na drożdżach wyrosły kolejne blogi i fora,
między innymi bardzo popularne Zawszepopierwsze.bloog.pl Kwiatkowskiego (zna-
nego w światku hip-hopowym jako raper
Jimson). Najbardziej wyraźnym sygnałem
powrotu NBA do łask polskich fanów stało
się wejście na rynek miesięcznika „MVP” w
listopadzie zeszłego roku. - Pojawienie się
„MVP” ewidentnie zapełniło lukę, ale rynek
prasowy jest bardzo trudny. Na dodatek
weszliśmy na niego w środku kryzysu, gdzie
o reklamodawców bardzo trudno – mówi
Lipowiecki. W magazynie publikuje czołówka
polskich dziennikarzy zajmujących się NBA,
m.in. Rutkowski i Wujec, Łukasz Cegliński z
„Gazety Wyborczej” i komentujący mecze
w Canal+ Wojciech Michałowicz. Bieżące
analizy zamieszczają Kwiatkowski i Piotr Makulec z Zawszepopierwsze. - Ryzyko trzeba
było podjąć i w tym momencie widać, że
było warto, choć gazeta dopiero zaczyna się
zwracać finansowo - ocenia Lipowiecki.
- Z pisania o NBA da się wyżyć. Ale to nie
jest kwestia pracy, tylko pasji – przekonuje
z kolei Kwiatkowski. A Lipowiecki dodaje, że
w najbliższych latach powinien być popyt
na taki miesięcznik jak „MVP”. Będzie tylko
lepiej – Gortat, grający teraz po kilka minut
w meczu jako zmiennik Dwighta Howarda,
przeniesie się prawdopodobnie do słabszego klubu, gdzie będzie odgrywał większą
rolę. - Popularność NBA jeszcze bardziej skoczy – wieszczy Lipowiecki, naczelny „MVP”.
Czy dorówna koszykarskiemu szaleństwu z
lat dziewięćdziesiątych?
szka Rayss – zdjęcie nagrodzone w
w Zabrzu w 2008 roku. Fot.: Agnie
dów kulturystycznych i fitnessowych
Uczestniczki zawo
ce w kategorii Kultura).
konkursie Newsreportaż 2009 (I miejs
Nauczymy Cię myśleć całościowo
plener pod kierunkiem Andrzeja Zygmuntowicza
Szczegóły: www.fotoreportaz.org.pl
tel. (22) 55 20 293, 0 502 825 492
Organizator:
Patronat medialny:
temat numeru | Dziennikarze u granic
Jan Pospieszalski rozmawia z uczestnikami manifestacji pod Pałacem Prezydenckim 9 maja w Warszawie. Miesiąc po katastrofie
samolotu prezydenckiego kilka tysięcy osób zebrało się, by wspomnieć prezydenta Lecha Kaczyńskiego i inne ofiary katastrofy.
Obiektywizm nie istnieje
Jaką rolę pełni dziś dziennikarz? Zacierają się granice między tzw. „soft news” a „hard news” i zamiast mówić o
faktach, coraz częściej operuje się pojęciem „faktu medialnego”. Rzetelne dziennikarstwo traci na atrakcyjności,
dziennikarz staje się ideologiem tej czy innej opcji politycznej, a rzetelność zawodu to pusty zapis Karty Etycznej
Mediów. Co więcej, szanse na poprawę sytuacji wydają się iluzoryczne.
Elżbieta Wójcik, Agata Żurawska
Poglądy polityczne i dyskusja merytoryczna
schodzą na dalszy plan, kiedy na pierwszy wysuwa się suka Saba czy kot Alik. O ile łatwiej
jest skupić uwagę odbiorcy, informując go,
że prezes Kaczyński nie nosi zegarka (bo, jak
mówią złośliwi, „sam ustala czas”), a dziadek
premiera Tuska był w Wermachcie, niż przedstawić program polityczny obu polityków. Jak
wynika z sondaży oglądalności stacji telewizyjnych oraz ich ramówek, istnieje ogromne
zapotrzebowanie społeczne na informacje
drugorzędne.
Poważna publicystyka dogorywa, bezsilna
wobec nęcących krzykliwymi tytułami wiadomości o niedziałającym długopisie, domniemanym romansie pewnej posłanki z pewnym
prezesem partii, czy podejrzewanym przez
posła Palikota problemie alkoholowym innych
polityków. Poruszać spraw istotnych widocznie
się nie opłaca. Co prawda „Warto rozmawiać”,
ale jedynie wtedy, gdy do głosu nie trzeba dopuszczać adwersarza lub chce się przedstawić
szerszej publiczności uznane przez siebie samego za słuszne teorie spiskowe.
Magdalena Bajer, przewodnicząca Rady
Etyki Mediów, wymienia dwie główne przy-
| 06 |
czyny tabloidyzacji i nierzetelności polskich
mediów. - Po pierwsze, wynikają one z konkurencji, która może deprawować. Dziennikarze ulegają presji pogoni za sensacją – to
jest przyczyna pierwotna. Po drugie, tabloidyzację mediów tłumaczy się również tym,
że podobno oczekują jej odbiorcy. Myślę jednak, że odbiorcom tylko wmawia się, że chcą
nieustannego podniecania wymyślonymi lub
rzeczywistymi sensacjami - ocenia przewodnicząca REM.
Ile znaczy Karta?
Obiektywizm to de facto termin abstrakcyjny,
oderwany od rzeczywistości. Nie przejawia
się w opiniach i komentarzach, bo te z natury
są subiektywne. Pewne ramy obiektywizmu,
albo chociaż jego pozory, wyznacza Karta
Etyczna Mediów. Jednak według specjalisty
od etyki dziennikarskiej, doktora Michała
Zaremby, nawet zapisy Karty mogą być interpretowane w różny sposób. - Karta Etyczna
Mediów ma niewielkie znaczenie, chociaż
media informują o opiniach REM, chyba więc
uważają, że jest to news. Czy same wartości
zapisane w Karcie mają dla dziennikarzy znaczenie? Myślę, że dla ogromnej większości tak.
Najmniej znaczą dla pracowników tabloidów
i pism plotkarskich. Ale wątpliwe jest, czy ich
działalność można jeszcze określić jako dziennikarstwo – uważa dr Zaremba.
Medioznawca z UW, profesor Maciej Mrozowski zauważa, że polscy dziennikarze mijają się ze swoją misją. - Zamiast stać na straży
demokracji, umacniać ją poprzez rzetelne
informowanie o sprawach dla kraju najważniejszych, dziennikarze uciekają w sensację.
Współczesne media podważają naszą wiarę
w demokrację i polityków - nie ma wątpliwości medioznawca. Jego zdaniem, pomimo,
iż media są przekaźnikiem między władzami
państwa a społeczeństwem, coraz częściej
dziennikarze woleliby widzieć siebie w roli
agentów, którzy dla „dobra ludu” depczą politykom po piętach, czekając tylko, kiedy któryś
się potknie. Co więcej, bardzo często dziennikarz przemyci w takiej sytuacji - w sposób
mniej lub bardziej subtelny - swoje poglądy i
wykorzysta swoje pięć minut.
Kontrolna funkcja mediów jest jak najbardziej słuszna, a zapis o nadrzędnym dobru
odbiorcy to jeden z kluczowych punktów
Karty Etycznej Mediów. Pojawia się jednak
pytanie: jak dziennikarze rozumieją swoją misję i czy przestrzegają zasad KEM? Magdalena
Bajer przyznaje, że ta kwestia nie wygląda
dobrze. - Dziennikarze nie przestrzegają zapisów Karty, bo nie ma żadnych sankcji, które
by to wymuszały - tłumaczy. Dodaje jednak,
że nie dotyczy to wszystkich dziennikarzy, a w
polskich mediach nadal można znaleźć wiele
osób, które mogą poszczycić się uczciwością
i rzetelnością.
Dziennikarz czy fanatyk?
Po katastrofie prezydenckiego tupolewa padały pytania o to, jak ta tragedia wpłynie na
media. Już 15 kwietnia okazało się, że nawoływania o wyciszenie i niepodsycanie skrajnych
emocji były nieskuteczne. Jan Pospieszalski w
swoim programie „Warto rozmawiać” po raz
kolejny podzielił opinię publiczną w dniach,
kiedy wszyscy mieliśmy być razem. Dziennikarz znany z konserwatywnych poglądów i
otwarcie sympatyzujący z PiS-em, czas antenowy poświęcił na swojego rodzaju manifest polityczny. Zostało to skrytykowane przez Radę
Etyki Mediów oraz odbiło się szerokim echem
wśród Polaków. Na portalu społecznościowym
Facebook.com ponad 10 tys. osób dołączyło
do grupy apelującej o odwołanie Pospieszalskiego z TVP. Czy oburzenie jest słuszne?
- Od trzech tygodni, wraz z Ewą Stankiewicz, jesteśmy obiektem nagonki tylko dla-
tego, że mieliśmy odwagę pójść z kamerą na
Krakowskie Przedmieście, gdzie rejestrowaliśmy w pełni szczere i autentyczne wypowiedzi ludzi, którzy się tam zgromadzili. Te wypowiedzi dotyczyły troski o państwo, niepokoju
o Polskę, dotyczyły pytań o to, dlaczego 96
wspaniałych ludzi musiało zginąć na obcej
ziemi - przekonuje Pospieszalski i nie ukrywa,
że spodziewał się, że film „Solidarni 2010”
będzie bardzo mocno komentowany, bo jest
unikalnym zapisem nieprawdopodobnego
zjawiska, jakie przeżywała i nadal przeżywa
Polska. Dziennikarz głośno wyraża swoje poglądy i uważa, że będąc szczerym z publicznością, nie jest w stanie nikim manipulować.
- Gram w otwarte karty i to jest uczciwe, a
manipulacją jest właśnie głoszony przez ludzi mediów obiektywizm, często nazywany
również dziennikarskim profesjonalizmem komentuje dziennikarz TVP.
Zdaniem doktora Zaremby, dziennikarz
nie musi być neutralny politycznie, natomiast
powinien dążyć do tego, by przekaz był wyważony, żeby nie był tworzony pod z góry
założoną tezę. - Z audycji Pospieszalskiego
więcej się dowiedzieliśmy o poglądach jej autora niż o atmosferze panującej pod Pałacem
– uważa dr Zaremba. Podobne odczucia ma
Magdalena Bajer. - Dziennikarze powinni raczej pomagać Polakom w przetrwaniu do czasu, aż będą znane wyniki śledztwa w sprawie
przyczyn katastrofy, a nie publikować własne
hipotezy na ten temat – podkreśla Bajer.
Interesujący pogląd na temat dziennikarskiej bezstronności prezentuje publicysta
„Polski The Times”, Michał Karnowski. - W tej
branży nie ma obiektywizmu. Obecna sytuacja rynkowa wskazuje, że jest zapotrzebowanie na ludzi, którzy mówią jasno i wyraziście. Jak zapraszają kogoś do telewizji, musi
on mieć coś do powiedzenia. A jeśli mówi, że
nie wiadomo, że właściwie każdy ma trochę
racji, to zaproszą taką osobę raz albo dwa, a
później przestaną. Spór też nakręca. Muszą
być wyniki oglądalności – komentuje. Porównuje polskie dziennikarstwo do amerykańskiego, gdzie dziennikarze to osobowości.
- Bill O’Reilly ma na przykład swoich fanów
i wyznawców. Zaprasza gości, z którymi się
bije w imieniu swoich widzów. Jesteś demokratą - oglądasz CNN, jesteś konserwatystą
- oglądasz FOX NEWS. Również polskie dziennikarstwo będzie zmierzało w tym kierunku
- dodaje publicysta.
Komentator „Polski” uważa, że obiektywne dziennikarstwo nie jest możliwe już w
warstwie językowej. - Dla jednych aborcja jest
zabiegiem czy prawem kobiety, dla innych to
zwykłe zabójstwo. A źródłem tego, jak postrzegamy świat, jest nasz dom rodzinny i
wartości, które z niego wynieśliśmy - podsumowuje Karnowski, który odradza mówienie
o jednej, jedynej prawdzie, bo coś takiego po
prostu nie istnieje.
o tym, że „wraca IV RP”, a każdy z przyjaciół
prezesa PiS chciałby „leżeć na Wawelu”. Sami
twórcy, zamiast mówić o piosence lub rapie,
wolą używać określenia „pastisz”. Kuba Wojewódzki odmówił czasopismu „PDF” komentarza w tej sprawie, natomiast Michał Figurski
w programie „Teraz My” wyraził swoje zdziwienie, że audycja wywołała tak żywą reakcję
opinii publicznej. Jak powiedział Figurski, sam
utwór nie miał godzić w pamięć o tragicznie
zmarłym prezydencie Lechu Kaczyńskim ani w
dobre imię jego brata. Piosenka to wyłącznie
opis zjawiska, o którym inni milczą, choć zdanie mogą mieć podobne. W ocenie prezentera, skrajne poglądy prawicowe, które wielokrotnie wzbudzają kontrowersje, są bardziej
pobłażliwie traktowane przez opinię publiczną, a ich autorów nie zmusza się do publicznego kajania, tak, jak ma to miejsce z dziennikarzami o poglądach bardziej liberalnych.
Czy na pewno? - Nie słyszałem tego utworu, więc nie mogę nic powiedzieć. Nie chciałbym wypowiadać się na podstawie informacji
z drugiej ręki. Jeśli chodzi o wypowiedź pana
Figurskiego, to przyjmowanie postawy ofiary
jest zabiegiem propagandowym, sposobem
na odwrócenie uwagi. Jak ja słyszę, że panowie Figurski i Wojewódzki stroją się w kostium
prześladowanych ofiar, jest to dla mnie żałosne i ja się na to nie nabieram – komentuje
Jan Pospieszalski.
Czy autorzy „Po trupach do celu” powinni ponieść karę? Doktor Michał Zaremba,
specjalista od etyki mediów twierdzi, że
„wypowiedź” Wojewódzkiego i Figurskiego
była legalna i dopuszczalna w debacie publicznej, jednak niestosowna pod względem
formy. Wskazuje również na bardzo ważny
akt prawny, chroniący tego typu wypowiedzi.
- Badając legalność, trzeba zawsze pamiętać
o tym, że zdaniem Europejskiego Trybunału
w Strasburgu, art. 10 Europejskiej Konwencji
Praw Człowieka gwarantujący wolność słowa
chroni również wypowiedzi, które szokują lub
prowokują – przypomina Zaremba.
Studio czy wokanda?
Michał Karnowski uważa, że informacja jest
dzisiaj powszechna i ogólnodostępna. Na-
wet, gdy tego nie chcemy, dociera do nas
sama, kiedy słuchamy radia, włączamy telewizję czy przeglądamy strony w Internecie.
Z tego powodu, na czystą informację znika
zapotrzebowanie, a ludzie oczekują wyjaśnienia, analizy rzeczywistości, ewentualnie informacji ekskluzywnych i własnych. - Jedynym
segmentem dziennikarstwa, gdzie ceniona
jest przede wszystkim rzetelna informacja,
jest prasa specjalistyczna, ponieważ taka informacja, na przykład z zakresu prawa czy
ekonomii, nie jest już dostępna dla każdego.
Z tego powodu dziennikarze, chcąc utrzymać się w zawodzie, szukają nowych, własnych i - coraz częściej – kontrowersyjnych
tematów. Bardzo często mamy do czynienia z
dziennikarzem–prokuratorem. Taki występuje na przykład w „Misji specjalnej” czy w „Teraz
My”, gdzie dziennikarze, zamiast obiektywnie
pokazać sprawę, nierzadko zwyczajnie przesłuchują zaproszonych gości. Jak zauważył w
jednym ze swoich felietonów Daniel Passent
– opisując program „Teraz My” z udziałem generała Jaruzelskiego - „Morozowski i Sekielski
urządzili swojemu gościowi sąd ostateczny w
trybie przyspieszonym”.
Wzorzec zza Oceanu:
lepiej nie będzie
Jeśli spojrzeć na polskie „piekiełko medialne”,
z punktu widzenia amerykańskich przyjaciół,
na których polski show-biznes i dziennikarstwo się wzorują, to ani „Po trupach do celu”,
ani program Pospieszalskiego, nie powinny
nas oburzać. Profesor William Glass, redaktor
„The Americanist”, wykładowca w Ośrodku
Studiów Amerykańskich na UW, przyznaje, że
amerykańskie media nieustannie ośmieszają
i krytykują polityków. Jednym ze sztampowych programów telewizyjnych, w których
satyrycy naśmiewają się z osób publicznych,
jest emitowany przez Comedy Central słynny
„Daily Show”, gdzie Jon Stewart omawia wydarzenia minionego dnia. Jak zauważa prof.
Glass, program ten, choć satyryczny, służy
również jako źródło informacji dla wielu
Amerykanów.
Żarty i otwarta krytyka osób publicznych
są w Stanach na porządku dziennym, a au-
dycje takie jak „Saturday Night Show” od dekad „pastwią się” nad politykami. Ci jednak,
w odróżnieniu do polskich, na krytykę czy
dowcip na ich temat są uodpornieni. Nie obrażają się na Billa Mahera, który szydzi z George’a Busha, ani na Jaya Leno, wyśmiewającego Sarah Pallin. Amerykańscy politycy po
prostu ignorują kąśliwe komentarze. - Chyba
że media wymyślą coś, co zupełnie nie ma
związku z rzeczywistością i godzi w dobra
osobiste osoby lub społeczności. Wówczas
program może zostać zawieszony lub zdjęty z anteny – opowiada profesor Glass. - Tak
stało się na przykład z „Politically Incorrect”
Billa Mahera, który znany jest z głośnego i
stanowczego wyrażania swoich poglądów i
który mówiąc o wydarzeniach z 11 września,
niefortunnie przyrównał amerykańskich polityków do terrorystów Al-Kaidy – wspomina
amerykanista.
Również amerykańscy dziennikarze często
zapędzają się w swoich sądach i - jak twierdzi
Glass - miejsce oczekiwanego obiektywizmu nierzadko zajmują osobiste poglądy. O
ile jednak w USA ten kontrowersyjny rodzaj
dziennikarstwa został zaakceptowany i ma
swoje ustalone miejsce na amerykańskiej
scenie medialnej, o tyle w Polsce można odnieść wrażenie, że prześmiewczy ton i obnażanie swoich poglądów politycznych przez
dziennikarzy nadal uznawane są za złe i niegodne. - Kryteria tego, co jest przyzwoite, a
co nie, są różne w różnych krajach. Natomiast
w „starych” demokracjach w większym stopniu akceptuje się prawo innych do głoszenia
odmiennych poglądów, nie wspominając już
o stosowaniu sankcji prawnych – podsumowuje doktor Zaremba.
Na pytanie o granicę wolności medialnego
słowa nie ma prostej odpowiedzi. Natomiast
wiele wskazuje na to, że kierunek, jaki obrały media sprawi, że za kilka lat o programie
Pospieszalskiego czy „hip-hopowej audycji”
duetu Figurski-Wojewódzki nikt nie będzie
chciał nawet rozmawiać. A obiektywizm i
zwykła dziennikarska przyzwoitość tafią tam,
gdzie w opinii wielu powinno być ich miejsce
- do słownika wyrazów obcych.
fot. PAP/TVN24/TVP
fot. Radek Pietruszka/PAP
Dziennikarze u granic | temat numeru
reklama
Z czego się śmieje Figurski?
Żarty z polityków to jeden z przywilejów demokracji. Również w Polsce dziennikarze korzystają z tego przywileju, chociaż na mniejszą
skalę, niż ma to miejsce na zachodzie Europy.
Prym wiodą tu dziennikarze, którzy wiedzą,
że nic tak nie cieszy widza, jak rządowa gafa.
Nie dziwi więc, że jednym z najczęściej oglądanych przez Polaków programów jest „Szkło
kontaktowe”, gdzie przedstawia się „ludzkie”
oblicze polityków z ich słabościami i niedociągnięciami. Choć teraz, po pięciu latach
nadawania, „Szkiełko” stało się oczywistym i
niebudzącym tak wielu kontrowersji stałym
elementem polskiej telewizji, dawniej było
zarówno dla polityków, jak i widzów, katalizatorem skrajnych uczuć.
Obecnie poza TVN-owską porcją rozrywki
serwowaną przez redaktora Miecugowa lub
Sianeckiego z gośćmi, dużą popularnością
cieszy się duet Wojewódzki–Figurski, czyli
„Poranny W-F” w Radiu Eska Rock. To audycja, podczas której prowadzący parodiują,
wyśmiewają i żartują z osób publicznych.
Ogromne poruszenie wywołała piosenka o
Jarosławie Kaczyńskim „Po trupach do celu”,
w której dziennikarze śpiewają między innymi
| 07 |
Chyba już jesteśmy w chmurach
Patryk Juchniewicz
Marcin Kasprzak
Nowa odsłona pisma
Oprócz reklamy cenionego piwa, we wstępie
majowego (pierwszego po czterech miesiącach przerwy) numeru wita czytelnika
Martyna Wojciechowska, świeżo upieczona
redaktor naczelna, nawiązaniami do „Wniebowziętych” oraz słowami „lotnisko i samolot są moim drugim domem”. Trudno odmówić racji dziennikarce - zna się na podróżach,
wiele ich przeżyła, spędziła setki godzin w
powietrzu, zapewne wie dobrze, czego oczekuje czytelnik podróżujący w przestworzach.
Ponadto Wojciechowska jest równolegle
naczelną dwóch innych pism o charakterze
podróżniczym: „National Geographic” i „Traveler”. Jej bogate doświadczenie powoduje,
że nie dziwi wybranie jej również na to stanowisko w „Kaleidoscope”. Bardziej zaskakuje
obecność w magazynie Lecha Wałęsy. „Zajmujemy miejsca. Zapinamy pasy. I startujemy!” - zaczyna swój felieton były prezydent,
który ma być (jak przyznaje sam prezes PLL
LOT, Sebastian Mikosz) jednym z „najwybitniejszych autorów” współtworzących miesięcznik.
Nowe twarze w „Kalejdoskopie” (pozwólmy sobie na to spolszczenie tytułu) to nie
jedyne zmiany. - Zawsze jest tak, że w czasopismach trzeba zmieniać layout, bo czytelnicy zwyczajnie się nudzą - tłumaczy redaktor,
Marcin Pieszczyk. Przemiany były tym bardziej uzasadnione, że LOT nawiązał współpracę z nowym wydawcą, spółką G+J Polska.
Najważniejszym powodem przeobrażeń miesięcznika była jednak chęć stworzenia pisma
do czytania, a nie jedynie do oglądania. Poprzednie numery przypominały turystyczne
foldery reklamowe, skupione na kolorowych
zdjęciach, wydane na ładnym papierze, ale
puste w środku. Tym razem ma być inaczej:
- Wcześniej „Kalejdoskop” traktował wyłącznie o podróżach. W nowej odsłonie mamy
dodatkowo zarówno dział kultury, jak i nauki
- wyjaśnia Pieszczyk. Efektem jest 100 stron
barwnego magazynu zarówno o turystyce,
samolotach, jak też o gadżetach, urodzie i
rozmaitych ciekawostkach (zsiadłym mleku czy rekordach w świecie zwierząt). Stron
sporo, ale zważywszy na fakt, że wszystkie
artykuły są dwujęzyczne, zostaje ich już tylko
50. - Moim marzeniem jest więcej stron, ale o
reklama
tym decyduje LOT
i wydawca - tłumaczy redaktor i
dodaje, że nawet
100 egzemplarzy
magazynu
ma
wpływ na obciążenie samolotu,
dlatego
ważne
jest, aby pismo
nie było nadmiernie rozbudowane.
W prenumeracie za pieniądze
„Kalejdoskop” wydawany jest w nakładzie 30 tysięcy egzemplarzy
przeznaczonych Okładka pierwszego numeru Kaleidoscope, zredagowanego pod dachem wydawnictwa G+J
do
bezpłatnej
dystrybucji na pokładach LOT-u. Pierwszy
wygląda nader skromnie, a szpigiel następnumer po wznowieniu miesięcznika na tyle
nego wydania jest przygotowany z dużym
spodobał się czytelnikom, że trzeba było zrowyprzedzeniem. - Zwykle szablon kolejnych
bić dodruk. Możliwe, że pomogło hasło „Zanumerów wygląda podobnie - przyznabierz mnie” obecne na okładce, zachęcające
je Pieszczyk. Każdy aktualny egzemplarz
do wzięcia „Kalejdoskopu” z samolotu. Ale
ma prezentować nowe miejsce, zazwyczaj
wydawca ma jeszcze większy apetyt. Marcin
związane z uruchomieniem lotów do danePieszczyk zdradza, że planowana jest sprzego miasta. Następnie znana osoba opisuje
daż pisma w prenumeracie już od czerwca,
region lub miejscowość godną polecenia (w
ponieważ nie każdy jest co miesiąc na poczerwcowym numerze Marek Niedźwiecki
kładach krajowego przewoźnika. Czytelnicy,
poleca Australię). Dział „Szerokie horyzonty”
którym spodoba się magazyn, będą więc
również uzależniony jest od LOT-u i nowych
mogli nabyć go w sprzedaży wysyłkowej.
połączeń na mapie krajowego przewoźnika.
Cena? Podobno jeszcze nie ma w tej sprawie
Nie może też zabraknąć artykułów o Polsce
decyzji.
- były Kaszuby, będzie też opisywana bogata w urodziwe krajobrazy Suwalszczyzna, a
Skromny zespół redakcyjny
także stale obecna w miesięczniku ma być
Ile osób zatrudnia redakcja? Jedną. Jedynym
polska kuchnia i temat o charakterze histozatrudnionym na stałe dziennikarzem jest
rycznym.
nasz rozmówca. Reszta autorów tekstów to
Gdzie podróżować?
ludzie z zewnątrz, którzy piszą artykuły na
Nie sposób uniknąć tego pytania w rozmokonkretne zamówienie. Niekoniecznie są
wie z redaktorem pokładowego magazynu.
to żurnaliści po studiach, ale raczej osoby,
Pytanie ciśnie się na usta również z powodu
które mają wiedzę na opisywany przez sienadchodzących wakacji. Po chwili zastanobie temat. Nie ma też stażystów. - Studenci
wienia Pieszczyk odpowiada: - Polecam Luna praktyki? Nie, bo nie miałby kto się taką
bekę i Triest, które są mało znane, a naprawdę
osobą zająć - przyznaje Pieszczyk, choć tu
piękne, pełne uroku. Natomiast w numerze
należałoby stwierdzić, że taki praktykant
lipcowym Arkadius będzie rekomendował
sam też miałby problem, żeby znaleźć sobie
Indie, gdzie częściowo mieszka - stwierdza
jakieś zajęcie.
redaktor „Kalejdoskopu” i dodaje, że urokliDlatego redakcja, której siedziba miewa jest również Australia. Pewnie tak, choć
ści się w gmachu wydawnictwa G+J Polska,
fot. Marcin Kasprzak
Po krótkiej przerwie na pokłady LOT-u powraca „Kaleidoscope”- magazyn Polskich Linii Lotniczych wydawany
od 1979 roku. Nowy numer, nowy layout, nowy naczelny - postanowiliśmy sprawdzić, co oferuje do poczytania
narodowy przewoźnik w przeddzień wakacyjnych wojaży.
raczej nie byłaby to wyprawa na studencką
kieszeń. Według dziennikarza, gwiazdy show
-biznesu coraz częściej wybierają Toskanię,
która nie jest tak oblegana przez turystów
jak Lazurowe Wybrzeże, za to równie malownicza. Jak tam dolecieć? Pieszczyk stwierdza,
że są tanie loty do Mediolanu lub Bolonii [bynajmniej nie LOT-u - przyp. autorów].
A co z kierunkami wschodnimi? - LOT uruchamia nowe rejsy, w najbliższych tekstach
napiszemy szerzej o Erywaniu, Tbilisi i Kaliningradzie i wskażemy 5 powodów, dla których
warto tam jechać - przyznaje redaktor, a na
nieśmiałe pytanie o to, czy warto cokolwiek
zobaczyć w ostatnim z wymienionych miast,
odpowiada ze śmiechem: - Pewnie poza grobem Kanta nie, ale znalezienie pięciu powodów będzie już problemem autorki tekstu.
Z europejskich metropolii Pieszczyk poleca Sztokholm z jego lokalizacją pośród wód
i lasów oraz starym miastem w stylu warszawskiej starówki. Z kolei Brukselę i Wiedeń
uznaje za mało ciekawe - pierwsze z pustą i
nudną Dzielnicą Europejską, drugie równie
nieinteresujące, funkcjonujące w wiecznym
kulcie Mozarta.
Na pytanie o godne zobaczenia polskie
miasto, redaktor odpowiada nieszablonowo,
wymieniając w pierwszej kolejności Lublin, za
to, że w ostatnim czasie bardzo się rozwinął.
W chmurach
Kto w tegoroczne wakacje znajdzie się w samolocie Polskich Linii Lotniczych, nie powinien przegapić miesięcznika LOT-u. Nie jest
to bowiem magazyn wyłącznie podróżniczy
ani reklamowy katalog, ale pismo, w którym
treści może nie ma zbyt dużo, ale na pewno
uprzyjemnią one czas spędzony na wysokości
kilku tysięcy metrów. Redaktor Marcin Pieszczyk określił „Kaleidoscope” jako połączenie
„Podróży”, „Lifestyle’u” i magazynu „People”.
Pierwszy numer to wyobrażenie potwierdza
jedynie częściowo, ale można liczyć, że każdy kolejny będzie lepszy, a pokładowe pismo
osiągnie wysoki pułap.
Autorem tekstu „ImprEskowe radio”
opublikowanym w poprzednim numerze
„PDF” obok Marcina Kasprzaka jest Patryk
Juchniewicz. Autorów oraz czytelników
przepraszamy.
f
fotografia
Wakacyjny plener fotograficzny
Akademia fotoreportażu organizuje tygodniowy
plener fotograficzny, który odbędzie się między 10 a
16 lipca w Nałęczowie. Warsztaty będą prowadzone przez Andrzeja Zygmuntowicza (Uniwersytet
Warszawski, ZPAF) oraz Agnieszkę Rayss (Sputnik
Photos). Przy zapisach do 20 czerwca można
skorzystać ze zniżki w wysokości 200 zł!
Szczegóły: fotoreportaz.org.pl
Japonia w obiektywie
Wojciecha Wieteskiego
Przez całe wakacje w Yours Gallery będzie można
oglądać najnowszy cykl zdjęć Wojtka Wieteski
pt. "FLIGHTS 91 _ 08". Projekt ten przedstawia
obraz człowieka żyjącego w nowoczesnej rzeczywistości, jaką jest japońska megalopolis, na przełomie
XX i XXI wieku. Autor nawiązuje do swojego poprzedniego czarnobiałego projektu, realizowanego
również w Japonii w latach 1991-2008, z tym, że w
tym przypadku fotograf zdecydował się postawić na
kolor. Wernisaż wystawy: 10 czerwca o godz. 19.00.
Konkurs "Życie jest piękne"
Ruszył ogólnopolski konkurs fotograficzny "Życie
jest piękne", który ma charakter otwarty, czyli jest
skierowany do wszystkich osób fotografujących.
Prace - do 5 pionowych kadrów (wyłącznie w
formie cyfrowej)- można przesyłać do 30 września
2010. Na laureatów II etapu konkursu czeka 12
równorzędnych nagród po 5 tys. zł.
www.foto-olimp.kielce.eu
Konkurs empikfoto.pl
Do 30 czerwca można nadsyłać portrety fotograficzne w corocznym konkursie organizowanym przez
empikfoto.pl. Warunkiem uczestnictwa jest zarejestrowanie się na stronie empikfoto.pl i wypełnienie
formularza zgłoszeniowego. Na zwycięzców czekają
cenne nagrody. www.empikfoto.pl/kfe
Kolejny esej Susan Sontag
Wydany niedawno przez Wydawnictwo Karakter
esej Susan Sontag "Widok cudzego cierpienia" to
rozwinięcie i zarazem uzupełnienie sztandarowego
tekstu "O fotografii". Autorka skupia się tym razem
na odbiorcy fotografii, a nie jedynie na fotografie,
stawiając pytania dotyczące przedstawiania
obrazów cierpienia w mediach, zwłaszcza fotografii
wojennej. Interesują ją zarówno kwestie etyki, jak i
rola fotografii w kszatłtowaniu tak zwanej zbiorowej
pamięci i stosunku do historii. Jest to ostatnie
dzieło Sontag, powstało w 2003 roku, niedługo po
ataku na World Trade Center, co niewątpliwie miało
wpływ na jego kształt. cena w Empiku: 35,49 zł
Wystawy w ZPAF
Do 26 czerwca w Starej Galerii potrwa wystawa
Pierra Cottin’a pt. ”Ziarna Światła. Fotografie
1983-1988”. Francuski fotograf skupił się na portretowaniu życia codziennego Polaków w ostatnich
latach komunizmu, co wyróżnia jego twórczość od
zbiorów reszty fotoreporterów zachodnich. Warto
wpaść również do Galerii Obok ZPAF, aby zobaczyć
cykl zdjęć Julii Sheveloff zrealizowany w nocnych
klubach pt. Sąd Ostateczny, który jest śmiałym
połączeniem fotoreportażu i fotograficznej sztuki
abstrakcyjnej. Wystawa potrwa do 20 czerwca.
opr. Paulina Myślińska
| 08 |
fotografia | Polecamy
Ostatnie nagrody: Newsreportaż
2009, Hasselblad Masters 2009
oraz Grand Press Photo 2010.
Członkini stowarzyszenia Sputnik
Photos – niekomercyjnego projektu
fotograficznego. Wolny strzelec.
W lipcu poprowadzi tygodniowy
plener fotograficzny. Agnieszka
Rayss opowiada o swojej drodze
fotograficznej, projektach, sensie
uczestniczenia w warsztatach
fotograficznych i stowarzyszeniu
Sputnik Photos. z Agnieszką Rayss
rozmawia Ewelina Petryka
Kursy fotograficzne
to element rozwoju
fot. Agnieszka Rayss
Puls redakcji | dziennikarstwo
Jesteś z wykształcenia historykiem
sztuki. Co skłoniło Cię do
zainteresowania się fotografią?
Kiedy byłam na studiach studenci ASP śmiali
się z historyków sztuki, że „mają oko z guzika” i
swoje kompleksy wynikające z nieumiejętności
tworzenia wyładowują w fotografii. Może coś
w tym jest? Po studiach zaczęłam pracować w
biznesie, a fotografią zajmowałam się hobbystycznie, chodziłam na kursy fotografii. Przejście
od historii sztuki do fotografii było w sumie dość
naturalne, było to przejście od teorii do praktyki. Szeroko pojęta sztuka i fotografia to jest jakiś
sposób reagowania na rzeczywistość, odczuwania jej, więc ta droga nie powinna zaskakiwać.
Zajmujesz się głównie fotografią
dokumentalną. Co jest w niej
najbardziej fascynującego?
Dokument to rodzaj fotografii, który przemawia do mnie najbardziej. To przede wszystkim
opowiadanie o ludziach, emocjach, ambicjach
i pragnieniach, choć może też być szerszą opowieścią o zjawiskach we współczesnym świecie.
Idealnie, gdy taka opowieść jest przefiltrowana
przez wrażliwość i sposób myślenia fotografa.
Patrzenie na piękne dokumentalne zdjęcie to jest
wielka przyjemność estetyczna i intelektualna.
Jak rodzą się pomysły,
skąd czerpiesz inspiracje?
Z życia, mediów, podróży. Ostatni ważny
projekt „Piękne ciała” opowiada o zawodnikach
kulturystyki i fitness, ale nie jest to klasyczny reportaż, tylko rodzaj cyklu portretów. Tam zagrała
specyficzna scenografia – ciemna jednolita ściana, którą znalazłam przy wejściu na scenę i dużo
dziennego światła, uwydatniającego muskulaturę zawodników i ich kostiumy. Wybrałam ten temat, bo szukałam ludzi pracujących nad ciałem,
sylwetką. Nie przewidziałam, że efekt plastyczny
będzie akurat taki, bo warunki do fotografowania zobaczyłam dopiero na miejscu.
Uczestniczki zawodów kulturystycznych i fitnessowych w Zabrzu w 2008 roku.
Zdjęcie nagrodzone w konkursie Newsreportaż 2009 (I miejsce w kategorii Kultura).
Inne oczekiwania mają licealiści, którzy nie są
jeszcze świadomi, jak aparatem fotograficznym
można eksplorować rzeczywistość, a inne ludzie
którzy świadomie wybierają pracę nad fotografią dokumentalną.
Bardzo przyjemnym doświadczeniem było
spotkanie z uczestnikami Akademii Fotoreportażu, to byli ludzie głodni opowiadania o otaczającej rzeczywistości, świadomi świata i własnych
umiejętności. Jeśli jest taka interakcja te spotkania mogą być bardzo inspirujące, uświadamiają
po raz kolejny w jak różny sposób fotografowie
patrzą na świat, jak różnie go interpretują. W takich sytuacjach to bardzo przyjemna praca.
Sama chodziłam kiedyś na takie kursy i
warsztaty i możliwość pokazania komuś bardziej
doświadczonemu swoich prac i posłuchanie komentarzy było cenne.
Agnieszka Rayss poprowadzi wakacyjny
plener fotograficzny w Nałęczowie
(10-16 lipca 2010) organizowany przez
Akademię Fotoreportażu.
www.fotoreportaz.org.pl
reklama
Jesteś wolnym strzelcem, jednak
współtworzyłaś Sputnik Photos. Jaki
jest cel tego stowarzyszenia i czym
teraz się zajmujecie?
Sputnik Photos to stowarzyszenie fotografów dokumentalistów z Europy ŚrodkowoWschodniej. Poznaliśmy się kilka lat temu na
warsztatach fotograficznych prowadzonych
przez organizację Altemus i agencję VII. Okazało się, że myślimy w podobny sposób, że spotykamy się z podobnymi problemami, więc postanowiliśmy zrobić wspólny projekt. I tak przy
wsparciu Europejskiej Fundacji Kultury powstał
esej o nielegalnej imigracji zarobkowej w Europie Środkowo Wschodniej „At the Border”.
Zakładając tę grupę chcieliśmy po prostu
zrobić wspólnie esej o wspólnym dla naszych
krajów problemie. Ważny był też aspekt towarzyski – żeby utrzymać nawiązane więzi. Okazało się, że praca w grupie ma mnóstwo zalet,
można szybko zrobić cykl, który jednemu fotografowi zająłby lata. Ma też wady – ktoś musi
zajmować się organizacyjną stroną, trzeba też
pozyskiwać fundusze. Od tego tak naprawdę
zależy istnienie takich niekomercyjnych grup
(bo nie jesteśmy agencją).
Prowadzisz warsztaty, plenery, kursy.
Czy fotografii można się nauczyć z
takich zajęć?
To zależy i od prowadzących, i od uczestników. Zależy, jakie kto ma oczekiwania i czy rzeczywiście chce się czegoś nauczyć i dowiedzieć.
| 09 |
Warsztat | fotografia
fotografia | Kolumna Zygmunta
Jeżeli chcemy, żeby nasze zdjęcia
odznaczały się profesjonalną
jakością, powinniśmy skorzystać
z profesjonalnego sprzętu. Jednak
okazuje się, że mała komórka daje
mobilność, jakiej profesjonalny
sprzęt może jej tylko pozazdrościć,
a drugi taki kadr może się nie trafić.
Krystian Szczęsny
Zbliżają się wakacje. To okres, kiedy nie zawsze
jesteśmy w stanie zabrać ze sobą wszędzie
swoją lustrzankę czy nawet mały kompakt.
Każdy fotografujący znajdzie w swoim życiu
chwile, kiedy będzie żałował, że nie ma przy
sobie aparatu, aby sfotografować coś, czego
już więcej nie spotka. Takimi sytuacjami mogą
być np. śmieszny szyld z rażącym błędem
ortograficznym czy nawet cień w kształcie
głowy Fryderyka Chopina. W takich sytuacjach
może przyjść z pomocą noszenie całego
sprzętu fotograficznego lub niepozorny aparat
ukryty w większości telefonów komórkowych.
Wyścig technologiczny producentów
sprawia, że możemy się cieszyć coraz lepszą
jakością aparatury fotograficznej umieszczanej
w komórkach. Na rynku można nawet spotkać
hybrydy, które łączą w sobie aparat kompaktowy i telefon, jak np. Samsung Pixon 12. Jednak
nie wszyscy posiadają
12-megapikselowy kompakt z przyklejonym z tyłu
wyświetlaczem i klawiaturą,
a decydując się na fotografowanie standardowym modelem, trzeba liczyć się z szeregiem
ograniczeń.
W pierwszym rzędzie razi opóźnienie
migawki. Ulotność chwil sprawia, że chcemy
mieć wszystko uchwycone jak najszybciej.
Niestety, czas, jaki upływa od naciśnięcia
spustu migawki do wykonania zdjęcia jest
czasami zbyt długi. Dodatkowo, trzeba
jeszcze trochę poczekać, aż zdjęcie zostanie
zapisane w pamięci urządzenia, co może
irytować. Dlatego najlepiej telefon sprawdza
się przy statycznych tematach.
Na drugim miejscu należy wymienić ogól-
ną słabą jakość zdjęć i duże szumy.
Wynika to z zastosowania matryc
nienajlepszej jakości o wielkości
kilku milimetrów i małego
obiektywu przy jednoczesnym skupianiu na elemencie
światłoczułym bardzo dużej
liczby pikseli. Skutkuje to
słabą ostrością zdjęć, dużymi
szumami czy rozmytymi detalami. Chcąc mieć ładne zdjęcia,
należy unikać fotografowania w
słabych warunkach oświetleniowych. Po wykonaniu fotografii najlepiej będzie wyostrzyć
je i usunąć szum przy użyciu komputera.
W telefonach najczęściej brakuje lampy
błyskowej lub ta wbudowana jest niewystarczająco mocna. Należy pamiętać, że taką lampą nie można sterować, więc trzeba uważać
na prześwietlenia obiektów znajdujących się
zbyt blisko. W niektórych modelach można
spotkać diody LED, które nie są w stanie
dorównać wydajnością lampie błyskowej, ale
mogą minimalnie pomóc.
Niestety, do grona wad należy dodać słaby
zoom i brak autofokusa lub jego słabe działanie. Aparaty w komórkach najczęściej oferują
zoom cyfrowy, który nie jest wydłużaniem
ogniskowej, a jedynie powiększaniem obrazu,
co skutkuje jego słabszą jakością. Ostrość w
Warszawskie Dni Fotografii 2010
Już w dniach 11-13 czerwca Dawna
Wytwórnia Wódek “Koneser” na
warszawskiej Pradze zamieni się
w ogromną galerię pełną wystaw
fotograficznych, pokazów slajdów i
inspirujących warsztatów. Wszystko
to za sprawą imprezy fotopolis EXPO
- Warszawskie Dni Fotografii!
Marta Sułkiewicz
Kulminacją imprezy będzie niezwykła Noc
Pragi. W sobotni wieczór, 12 czerwca na
ulicy Ząbkowskiej i w okolicach musi pojawić
się każdy spragniony kultury!
Podczas trzydniowej imprezy fotopolis
EXPO w Koneserze będzie można obejrzeć
mnóstwo wystaw fotograficznych, które zainspirują przed wakacyjnymi podróżami. Te trzy
fotograficzne dni to także niezwykła okazja
do nauki, które będą wypełnione warsztatami
prowadzonymi przez wykładowców Akademii Fotografii i znanych fotografów ze studia
Makata, Photoproduction, ZPAF-u, ZPFP oraz
Fundacji Mongrel.
W programie m.in.
fotografia nocna i streetowa (praski plener),
fotografia przyrody
(dzikie nadwiślańskie
brzegi, ZOO), fotografia mody, pokaz
malowania światłem,
wykłady z fotoreportażu (m.in. wykład
Krzysztofa Tomasiuka
pt “Dokumentaliści
czy oszuści?”), wystawa “Clubbing” czy
warsztaty psychologii
fotografii prowadzone
przez Gosię Mrozek i
Joannę Szelugę. Natomiast w sobotni wieczór, 12 czerwca w Koneserze zaplanowano
Noc Pragi. To obowiązkowy punkt programu
Strony, które warto odwiedzić:
www.piotras100.blox.pl - blog
o komórkowej fotografii
www.danielbulinski.home.pl/fotoplastikom
- strona Daniela Dubińskiego
dla wszystkich spragnionych kultury. Tej nocy
wszystkie praskie galerie i kluby będą pełne
niezwykłych wydarzeń.
Fotopolis Expo to również możliwość
poznania i przetestowania najważniejszych
nowości sezonu, nie tylko na stoiskach
koncernów fotograficznych, ale także na specjalnym fotograficznym ringu. Można przyjść
z własną kartą pamięci i testować możliwości
wystawionych aparatów, w tym najnowszego
modelu Sony NEX-5.
fotopolis EXPO - Warszawskie Dni Fotografii
11-13 czerwca 2010
Centrum Wytwórni Wódek “Koneser”
ul. Ząbkowska 27/31, Warszawa
więcej na www.expo.fotopolis.pl
Lubimy podglądać innych. Większość z nas ciekawa jest, jak żyją i co
wyczyniają. Najchętniej przyglądamy
się osobom znanym, ale też sąsiadom. Z tym, że sąsiadami musimy
zajmować się sami. O znanych postaciach natomiast pełno jest obficie
okraszonych fotografiami informacji
w ogólnodostępnej prasie. W dobie
Internetu zapotrzebowanie na plotkę
wzrosło tak bardzo, że o nowych
wyczynach gwiazd seriali i estrady,
prezenterów telewizyjnych, sportowców, aktorów i wielu postaci, które
są znane głównie z tego, że są znane,
donoszą codziennie dziesiątki pism i
setki stron. A czytelnicy, nie tylko ci,
co z nudów kartkują prasę wyłożoną
u fryzjera, pochłaniają zdjęcia i teksty o nowym romansie gwiazdy X, o
nowym kabriolecie prezentera Y, czy
nowym ekscesie piłkarza Z.
cych zainteresować szerokie grono czytelników.
Sensacja, skandal, dramat to najbardziej pożądana strawa popularnych tytułów prasowych,
a jeśli w tym wszystkim pojawi się znana twarz,
można być spokojnym, że sprzedaż pójdzie w
górę. Na takich skandalizujących materiałach
opiera się byt tabloidów – gazet adresowanych
do mniej wyrafinowanych odbiorców, gdzie
ważniejsze jest wywołanie emocji niż przekazanie informacji. Fotografia i mocny tytuł, pisany
dużą czcionką, pełnią w nich podstawową rolę,
a tekst jest tylko ich dopełnieniem.
Tazio Secchiaroli - Vittorio de Sica, 1964
Moda na podglądactwo gwiazd pojawiła się
wraz z zadomowieniem się w kulturze filmu i
czasopism ilustrowanych. Producenci filmowi,
zabiegając o popularyzowanie swych dzieł,
podrzucali pismom informacje o odtwórcach
głównych ról, i to nie tylko te z planu filmowego. Tak narodzili się celebryci, piękne i trochę
tajemnicze aktorki, przystojni i uwodzicielscy
amanci filmowi. Z czasem dołączyli do nich
przedstawiciele innych widowiskowych
zawodów, także opisywani w prasie, a później
cała gromada postaci przewijających się przez
telewizyjny ekran. Już ci pierwsi, z epoki filmu
niemego, zainteresowali fotografów, ale zdjęcia
były łagodne i zwykle powstawały na umówionych sesjach zdjęciowych. Czasopisma chciały
mieć wystylizowane i wysmakowane kadry,
ukazujące uosobienia piękna i dobrego smaku.
Podglądanie nie było jeszcze w modzie.
Wszystko zmieniło się po II wojnie światowej za
sprawą rozluźnienia obyczajów i za sprawą kina
włoskiego. Cała gromada fotografów zainteresowała się neorealistycznymi filmami Roberta
Rosselliniego, Vittoria de Siki czy Luchino
Viscontiego, zdobywającymi popularność także
poza granicami kraju. Wybitni reżyserzy, wspaniałe aktorki, ciekawi aktorzy stali się łupem
namolnych fotografów, polujących na swoje
ofiary poza planem filmowym.
Brzęczący robal
Marcello Geppetti - Brigitte Bardot and Gunther Sachs
Poświęcenie dla przekazu
Dzisiejsza prasa kolorowa nie pozostaje w
tyle za tabloidami. I w tej grupie są tytuły,
których jedynym tematem jest życie gwiazd,
dobrze widziane są rozejścia i nowe zejścia
osób spopularyzowanych w telewizji. Taka tematyka nie może obyć się bez obfitej oprawy
fotograficznej. Zdjęcia uwiarygodniają to, o
czym się pisze, bez dobrze wykonanej pracy
przez paparazzich informacja pozostanie
niepotwierdzoną plotką. Jakość fotografii
nie ma istotnego znaczenia, byle bohater z
kadru przypominał tego, o którym jest mowa.
Zdjęcia bywają nieostre, źle naświetlone,
poruszone – to ma pokazać poświęcenie
fotografa, który stara się poinformować, jak
naprawdę żyją ludzie z pierwszych stron.
A jak podgląda się i to z daleka, z ukrycia i
ogólnie w trudnych warunkach, powstają
zdjęcia może i pełne autentyzmu, ale często
bez jakości.
Klasyk paparazzi
Redakcja Fotograficzna
Polskiej Agencji Prasowej
Poszukuje kandydatów na bezpłatne
praktyki w warszawskim biurze agencji.
Wygraj półroczną prenumeratę.
Zostań fanem Akademii Fotoreportażu
na facebooku i weź udział w konkursie
| 10 |
Kandydaci będą mieli możliwość poznania
sposobu funkcjonowania agencji
fotograficznej oraz zdobycia
doświadczenia w pracy przy wyborze
i archiwizowaniu zdjęć oraz współpracy
z wydawnictwami i fotoreporterami.
Zapewniamy elastyczne godziny pracy,
oczekujemy zaangażowania i entuzjazmu.
Zgłoszenia prosimy kierować na adres
[email protected]
kach: na salach sądowych, gdzie nie wolno było
wnosić aparatów, na tajemnych spotkaniach
polityków, gdzie pojawiał się w przebraniu
boya hotelowego czy sprzątacza. Jedynie, gdy
fotografował świat filmowy, miał nieco łatwiej,
bo nie zwracano na niego zbyt wielkiej uwagi.
Fotografowie – paparazzi z połowy dwudziestego wieku, podobnie jak Salomon, doczekali
się wystaw w czołowych galeriach świata,
ale też ich zdjęcia są od strony fotograficznej
ze wszech miar interesujące. Rzadko kiedy
wchodzili „z butami” w życie bohaterów zdjęć.
Andrzej Zygmuntowicz
Jeden spośród tych fotografów (Tazio Secchiaroli) zainspirował Federico Felliniego do
stworzenia postaci natrętnego fotografa w
arcydziele z 1960 roku „La dolce vita”. Nosił on
nazwisko Paparazzo (brzęczący robal). Dziś
wszyscy fotografowie, działający jak ów filmowy
podglądacz z aparatem, noszą miano paparazzi.
Ich kariera nie byłaby możliwa, gdyby nie prasa
poszukująca atrakcyjnych materiałów, mogą-
reklama
Podglądacze
Marcello Geppetti & Don Gussoni
Publikacja zdjęć ma charakter edukacyjny
Mała, wielka fotografia
większości przypadków jest ustawiona na
stałe, co ogranicza kreatywność. Autofokus nie
przyda się przy robieniu zdjęć szybko poruszających się obiektów.
Przy robieniu zdjęć telefonem komórkowym warto pamiętać o kilku dodatkowych
radach. Najlepiej zapisywać zdjęcia na karcie
pamięci, używając najlepszej dostępnej jakości
i największego rozmiaru. Nie zapominajmy o
stabilnym trzymaniu aparatu. Jeżeli jest taka
możliwość, możemy skorzystać z miniaturowego statywu. Wiele komórek oferuje korektę
ekspozycji, co pozwoli na przyciemnienie
prześwietlonego zdjęcia i doświetlenie zbyt
ciemnej fotografii. Unikajmy używania zoomu
cyfrowego, a jeżeli posiadamy zoom optyczny,
skupmy się jedynie na nim.
Postęp technologiczny, miniaturyzacja oraz
dążenie do multifunkcjonalności telefonów
sprawiają, że możemy cieszyć się coraz lepszymi efektami uzyskiwanymi przez wbudowane
w komórki aparaty. Ponadto, nie zawsze mamy
przy sobie lustrzankę czy kompakt, a telefon
towarzyszy nam prawie zawsze. O tym jak bardzo rozwija się ta gałąź fotografii świadczy też
fakt, że „National Geographic” wydało na ten
temat całą publikację pt. „The Camera Phone
Book. How to shoot like a pro”.
Dawniejszym podglądaczom trochę
bardziej zależało na
czytelności obrazu,
na kompozycji i odpowiednim oświetleniu. Pierwszy
klasyczny paparazzo – Erich Salomon,
działający w okresie
międzywojennym,
często skrywał aparat pod ubraniem,
w pudełkach po
butach, wiaderkach
na szampana i
podobnych kamuflujących obiektach.
Na jego dobrze
skadrowanych zdjęciach bohaterowie
są czytelni, a zdjęcia
robił w zdecydowanie trudnych warun-
Alberta Einsteina. Poprzez informatorów dotarła
do niego wiadomość o śmierci wielkiego fizyka,
szybko chwycił torbę ze sprzętem fotograficznym i pojechał do Princeton. Tam, dzięki drobnemu datkowi, dostał się do gabinetu Einsteina
i sfotografował jego wnętrze w takim stanie, w
jakim zostawił je noblista, z notatkami, fajką i
różnymi rupieciami walającymi się w twórczym
nieładzie. Od pracowników cmentarza, za
sprawą flaszki whisky, dowiedział się, że Einstein
będzie kremowany w Trenton, dwadzieścia mil
od Princeton, pojechał tam i zrobił kolejne zdjęcia. Fotografował także, jako jedyny fotograf,
sam pogrzeb. W czasie uroczystości podszedł
do niego syn Einsteina i spytał go o nazwisko,
Morse przedstawił się i dalej fotografował. Gdy
wrócił do nowojorskiej redakcji, był cały szczęśliwy, miał exclusive (materiał unikatowy, na
wyłączność), już widział rozkładówkę w „Life’ie”.
Jakież było jego zdziwienie, gdy w redakcji
Marcello Geppetti, Lino Nanni, Ron Gallela,
Daniel Angeli, Jean Pigozzi należą dziś do
klasyków gatunku i choć tak jak współcześni
byli często przeganiani przez fotografowanych
lub ich ochroniarzy, to dbali o jakość, uznając,
że dobre zdjęcie to nie tylko interesująca treść,
ale także właściwa forma przekazu. Dzisiejsi
paparazzi zachowują się niczym myśliwi
polujący na rzadkie okazy, potrafią godzinami, a
nawet dniami czekać, aż upragniony cel pojawi
się w ich zasięgu, a wtedy ich szybkostrzelne
aparaty uchwycą „zwierzynę”. Samo złowienie
im wystarcza, wysmakowanie kadru nie jest już
tak ważne.
Etyka wydawcy, nie fotografa
Moralność paparazzich to oddzielna historia.
Ważna jest cena uzyskana za zdjęcie, ona
wszystko tłumaczy. Gdy odpowiednia suma
leży na stole, nikt nie zaprząta sobie głowy
etycznymi dylematami. Jeśli nie ma ich wydawca, to czemu miałby je mieć fotograf? Gdy
skończy się popyt, to i podaży nie będzie, ale
na to się nie zanosi. O istotnych zmianach w
postawie wydawców mówi historia reportażu
Ralpha Morse’a dla tygodnika „Life” z pogrzebu
Marcello Geppetti - Jack Lemmon, Joan Collins
e Robert Wagner al Caffè dell'Epoca, 15.10.1961
poinformowano go, że publikacji nie będzie,
bo narusza prywatność osób uczestniczących
w pogrzebowej uroczystości. Materiał ujrzał
światło dzienne dopiero w tym roku, 55 lat po
pogrzebie Einsteina.
Dziś zapewne nikt nie miałby takich skrupułów. Zasady moralne
zmieniły się dość
zdecydowanie, a żądza
zysku jest tak wielka, że
wszystkie dotychczasowe hamulce wyraźnie
zostały poluzowane.
Do tego stopnia, że
paparazzi urządzają
sobie polowania na
wybrane osoby, co czasem przynosi tragiczne
żniwo, o czym przekonaliśmy się, gdy dotarła
wiadomość o śmierci
angielskiej księżnej
Diany w wypadku
samochodowym
sprowokowanym przez
paparazzich ścigających ją na motorach.
Erich Salomon - Spotkanie polityków
| 11 |
Magdalena Matysiak | fotografia
Fashion
bez make-upu
fotografia | Magdalena Matysiak
W maju w łódzkiej hali Expo odbywała się najbardziej prestiżowa
impreza modowa w Polsce. Fashion Week Poland był świętem dla
wszystkich śledzących najświeższe trendy. Można było podziwiać nowe
projekty Agathy Ruiz de la Prad, Emerica Francois, Marcina Paprockiego
i Mariusza Brzozowskiego, Joanny Klimas, Marty Jagiełło oraz wielu
innych. Na widowni, z kolei, obeznane ze światem mody oko mogło
dostrzec znakomitości, takie jak Patrizia Gucci czy Kenzo Takada.
Ci, którzy mieli szczęście zajrzeć za kulisy pokazów, wiedzą jednak,
że prawdziwymi bohaterami Polskiego Tygodnia Mody nie są wcale
międzynarodowe sławy, a cała armia modelek, makijażystów, fryzjerów,
garderobianych i innych, oddanych sprawie, ludzi. Przez dwa dni
mogłam obserwować ich pracę zza obiektywu i dokumentować, jak
pasja zwycięża nad fizycznym zmęczeniem, pokazać, jak wygląda pokaz
mody od kuchni.
Fotgrafie i tekst: Magdalena Matysiak
| 12 |
| 13 |
Wybierz sobie bank
Malwina Nadolska, studentka I
roku hungarystyki, UW
Konto internetowe to standard,
nie wyobrażam
sobie, żeby biegać na pocztę
przelać pieniądze. Nie wchodzi w grę jakakolwiek
opłata za prowadzenie konta. Różowy layout strony banku w Internecie nie jest najważniejszy, liczy
się pula bezpłatnych przelewów
do innych banków, bo w obrębie
tego samego banku powinno to
być oczywistością. Bardzo ważna
jest dla mnie także liczba bankomatów, z których mogę bez żadnej
prowizji wypłacać pieniądze, bo
nie uśmiecha mi się poszukiwać
bankomatu mojego banku w całej
dzielnicy. Mieszkam w Warszawie,
więc uważam za niezwykle istotne,
żebym mogła wybierać pieniądze
z bankomatów na stacji metra. Nie
muszę organizować specjalnego
wyjścia po pieniądze, ale robię to
zawsze przy okazji.
Dorota Kozula, studentka II roku
inżynierii środowiska, Politechnika Wrocławska
Przede wszystkim za prowadzenie konta
nie powinnam
płacić. Chciałabym także
korzystać z
możliwie jak
najbardziej
przejrzystego konta internetowego,
które w jasny i klarowny sposób
ułatwia mi zarządzanie pieniędzmi.
Bardzo ważna jest możliwość zleceń stałych w Internecie. Nie muszę
pamiętać np. o płaceniu rachunków za Internet, robi to za mnie
mój bank automatycznie. Ponadto
  
| 14 |
Wybierz
Projekt dofinansowany ze środków Narodowego Banku Polskiego
sobie bank
Student z kontem
Jak spośród wielu ofert kont studenckich wybrać najlepszą?
Przede wszystkim uzbroić się w kalkulator i szkło powiększające.
I zacząć mozolne studiowanie regulaminów oraz taryf opłat i prowizji.
Koszty prowadzenia rachunku internetowego są zdecydowanie niższe niż
obsługa tradycyjnego konta osobistego, a nawet kont osobistych dla studentów.
Wiele wskazuje na to, że niedługo wizyta w banku w ogóle nie będzie potrzebna.
Choć dzisiaj może się to
wydawać dziwne, to jeszcze
kilka lat temu wielu studentów funkcjonowało bez bankowego rachunku. W ostatnim
czasie jednak
dokonała się tu
rewolucja podobna do tej z
początku stulecia, a dotyczącej
telefonów
komórkowych.
Dlatego pytanie o konto
bankowe nie
zaczyna się dziś
od „czy”, lecz
„gdzie”. A od co
najmniej kilkunastu miesięcy
nie dotyczy
wyłącznie nazwy banku, ale
również sposobu prowadzenia
rachunku. Bankowość elektroniczna stała się
bowiem w dużej mierze bezprowizyjna i – jak głosi jedna
z reklam – prosta jak wypłata
pieniędzy z bankomatu.
Samodzielność
zmniejsza koszty
W pierwszym całkowicie
internetowym banku w Polsce
za otwarcie rachunku, obsługę
konta i przelewy nie pobiera
się żadnej opłaty. Konto można założyć bez wychodzenia z
domu, a za pomocą klawiatury
i Internetu bardziej gospodarni studenci mogą także otworzyć elektroniczną lokatę.
Dlaczego bank zrezygnował z
pobierania opłat od klientów?
- Samodzielne dokonywanie
przez klientów wszystkich
operacji pozwala na zmniejszenie kosztów – z tego względu konto on-line jest konkurencyjne wobec tradycyjnych.
Niższe koszty to nie jedyna
zaleta bankowości internetowej, ważna jest również jej
mobilność – konto w pełni
internetowe jest dostępne dla
klienta 24 godziny na dobę, 7
dni w tygodniu i 365 dni w roku
– zachwala Kinga Wojciechowska,
zastępca rzecznika prasowego
tego banku.
Zalety takiego konta dostrzegają również użytkownicy. - Największą korzyścią jest oczywiście
Jak zachwalają jego przedstawiciele, system został gruntownie
przeanalizowany pod kątem użyteczności, czyli tego, czego klient
szuka najczęściej i jak się porusza
w bankowości internetowej. Tworząc architekturę serwisu, pomy-
praktycznie darmowe. Na przykład
w pewnym banku transakcja na
rachunek w innym banku kosztuje
0,99 zł, a do ZUS 2,99 zł. Niektórzy
specjaliści uważają, że kody jednorazowe jako forma autoryzacji
sprawdzają się lepiej niż na przykład hasła przysyłane SMS-em, bo
telefon może się przecież rozładować w najmniej odpowiednim
momencie albo po prostu zostać
ukradziony. Inni są jednak zwolennikami właśnie kodów SMS-owych,
bo twierdzą, że kartę łatwiej zgubić i zapomnieć o niej, na przykład
wyjeżdżając na dłużej, a wtedy
powstaje problem.
Koniec tłoku
przy okienkach?
bezpłatna obsługa rachunku. Ale
sporym ułatwieniem jest dla mnie
także usługa, która umożliwia
darmowe płatności w Internecie,
na przykład podczas robienia
zakupów w sklepie internetowym
– przyznaje Karol Janowski, ubiegłoroczny absolwent europeistyki
na Uniwersytecie Warszawskim i
doktorant w Szkole Głównej Handlowej.
Klienci chwalą także prostotę
obsługi serwisu transakcyjnego,
choć narzekają na trochę przestarzały layout witryny i nie najlepszą przejrzystość serwisu.
Wygląd platformy transakcyjnej
i jej wizualna atrakcyjność stają
się zresztą ważnym elementem
konkurencji między bankami. Inny
bank też gwarantuje bezpłatne
prowadzenie rachunku i darmowe
internetowe przelewy (klienci,
którzy mają w nim zwykłe rachunki osobiste, płacą jednak za przelewy w ramach dostępnej dla kont
stacjonarnych usługi internetowej,
a zwolnienie z opłat dotyczy
wyłącznie typowych rachunków
internetowych). W połowie kwietnia ten bank wprowadził zmiany.
ślano głównie o tym, aby każdy
klient intuicyjnie dotarł do tego,
czego poszukuje.
Serwis umożliwia teraz klientom między innymi samodzielne
określanie liczby i rodzaju prezentowanych informacji dostępnych
bezpośrednio po zalogowaniu do
serwisu.
Internetowe
nie znaczy bezpłatne
Bankowość elektroniczna to
również mocna strona kilku innych
banków. Jeden z nich premiuje
np. aktywne używanie karty płatniczej. Gdy klient przez miesiąc
zapłaci kartą przynajmniej 100
zł, zostanie zwolniony z obsługi
karty, w przeciwnym razie płaci
za kartę 5 zł. Korzystanie z konta,
w tym wykonywanie przelewów,
jest całkowicie bezpłatne, a od
początku maja w ofercie klient
ma możliwość bezprowizyjnego
korzystania ze wszystkich bankomatów w kraju.
Zakładający konto lub przenoszący rachunek do innego banku
powinni jednak pamiętać, że nie
wszystkie konta internetowe są
W ramach internetowego systemu transakcyjnego można trafić
na ciekawą usługę. Na przykład
system, który opiera się na zestawie elektronicznych faktur, a
korzystający z tej usługi klienci
otrzymują rachunki bezpośrednio
od bankowego systemu transakcyjnego i realizują płatności
jednym kliknięciem myszki. Za
pośrednictwem systemu transakcyjnego można choćby inwestować na giełdzie lub w fundusze,
wykupić różne ubezpieczenia,
założyć lokatę, a nawet otrzymać
kredyt.
Czy to wszystko spowoduje, że
wizyta w bankowej placówce
straci wkrótce rację bytu? Na
pewno w najbliższym czasie tłok
w oddziałach banków powinien
być trochę mniejszy. Tym bardziej,
że za pomocą bankomatów można
już nierzadko nie tylko wypłacać
pieniądze, ale i wpłacać gotówkę
na konto. A prawidłowość dotycząca kosztów prowadzenia rachunku
wydaje się prosta – im rzadziej będziemy się pojawiali przy okienku,
tym mniej pieniędzy zostawimy
dla banku.
Oby tylko na fali entuzjazmu
wobec wirtualnej bankowości
nie zapomnieć o uważnym przeczytaniu umowy, którą podpisuje
z nami jak najbardziej realny
konsultant. W razie problemów
podstawą do reklamacji będzie
regulamin banku, a nie telefoniczna czy mailowa wymiana zdań z
pracownikiem placówki.
ważne jest także bezpieczeństwo.
Wielokrotnie w Polsce zdarzały
się fikcyjne strony internetowe,
które podszywały się pod strony
logowania do konta internetowego
banku i wymagały podania numeru
użytkownika i hasła. Wiele osób się
na to nabierało. Bezpieczna strona
internetowa, wykonana precyzyjnie
i dochowująca wszystkich możliwych zasad bezpieczeństwa to
podstawa.
Przemysław Kozera, student I roku
kulturoznawstwa Europy Środkowo-Wschodniej, UW
Bardzo często
robię zakupy
przez Internet,
dlatego konto
służy mi przede
wszystkim do wykonywania przelewów i płatności
elektronicznej. W
banku, z którego
korzystam, mam do wykorzystania
ograniczoną liczbę bezpłatnych
przelewów, potwierdzanych SMSem. Wydawałoby się, że 50 groszy
za taki SMS to niewiele, ale jeśli
w miesiącu zdarzy mi się zrobić
takich przelewów kilkanaście, a
najczęściej robię ich kilkadziesiąt,
to uzbiera się już kilka, a nawet
kilkanaście złotych. Dlatego nieograniczona liczba bezpłatnych
przelewów, a już na pewno przelewów na konto w tym samym banku,
to najważniejsza cecha konta, z
którego chciałbym korzystać. Tym
bardziej, że np. jakiś czas temu
musiałem zapłacić wyrównanie za
rachunek telewizyjny na kwotę 2 zł
i nie wiem, dlaczego, uiszczając tak
małą kwotę musiałem dopłacić de
facto 25 proc. tej sumy.
W sieci taniej i szybciej
Tomasz Betka
  
fot. sxc.hu
Patryk
Kamiński,
student II
roku medycyny,
UAM w
Poznaniu
Interesowałoby mnie konto oprocentowane w skali miesiąca lub
kwartału, a nie roku, a także niskie
kary za debet, jeśli zdarzy mi się
wydać za dużo. No i przede wszystkim – niskie opłaty za prowadzenie
konta, kartę płatniczą lub kredytową. Wolę także, żeby bank miał
oddziały, a nie wyłącznie wersję
wirtualną. W razie jakichkolwiek
problemów mniej ufam rozmowie
z call center niż twarzą w twarz
z kompetentnym, wyszkolonym
konsultantem. Ponieważ często wyjeżdżam za granicę, ważne jest dla
mnie, aby prowizja za pobieranie
pieniędzy z bankomatów na całym
świecie była minimalna, a waluta
po prostu przeliczana po aktualnym
kursie. Nie wyobrażam sobie, że
pobiorę gotówkę i będę się głowił
aż do powrotu do Polski, ile właściwie ściągnięto mi z konta.
fot. istockphoto.com
dla studenta
DODATEK SPECJALNY 03/2010
Jakie konto
Wybierz sobie bank
Adrian Stachowski
Większość liczących się na
rynku banków ma w ofercie także
konta przeznaczone dla studentów. Rachunki te cechują się
przede wszystkim niskimi opłatami i brakiem wymagań, co do stałych wpływów. Dlaczego banki tak
o nas dbają? Żacy nie przynoszą
może wielkich zysków, ale stanowią smakowity nabytek na potem:
absolwenci studiów zarabiają na
ogół przyzwoicie i mają apetyt na
wiele bankowych usług.
- Bankom zależy na „wychowaniu” sobie klienta, który po
zakończeniu studiów pozostanie
w banku, zmieni rachunek na
droższy i zainteresuje się kolejnymi produktami – począwszy od
kredytu gotówkowego, karty kredytowej, depozytów, na kredycie
hipotecznym kończąc. Liczy się
więc nie zarabianie na studencie,
lecz perspektywa pozyskania
stałego klienta na długie lata – zauważa Tomasz Jaroszek z jednego
z portali finansowych.
Konto na miarę
Wybierając konto bankowe
trzeba wziąć pod uwagę wiele
czynników. Z punktu widzenia studenta najważniejsze to: miesięczna opłata za konto i kartę, opłaty
za przelew (w tym za SMS-y z
kodami i opłaty za użytkowanie
tzw. tokenów, czyli urządzeń wyświetlających jednorazowe kody
dla operacji internetowych) oraz
dostępność darmowych bankomatów i prowizja pobierana za wypłatę z „obcych” bankomatów.
Żadna z ofert największych
banków nie jest całkowicie darmowa. W praktyce w każdej lepiej
lub gorzej są ukryte rozmaite
opłaty. Łatwo ich jednak uniknąć
i przy dobrej strategii można się
cieszyć minimalnymi lub całkowicie zerowymi opłatami.
- Jeśli rachunek jest prowadzony tylko przez Internet, karta
debetowa bezpłatnie, przelewy
za darmo i będzie korzystać się
z bankomatów bez prowizji, to
faktycznie można korzystać z
rachunku całkowicie za darmo –
przekonuje Tomasz Jaroszek.
Koszt konta bankowego zależy
od liczby wykonywanych operacji
i miesięcznych obrotów – odpowiednio wysokie zmniejszają
miesięczną opłatę za prowadzenie rachunku (tak jest w bankach
Millennium, Lukas, BGŻ i ING).
Dlatego najlepszym i najtańszym
rozwiązaniem dla młodych ludzi
jest bankowość internetowa.
- Rachunki studenckie często
przegrywają ze zwykłymi kontami
internetowym. Ich zaletą jest to,
że nie trzeba spełniać żadnych wa-
runków, żeby je założyć. Dlatego
nie ma sensu ograniczanie się tylko do ofert ze słowem „student” w
nazwie – uważa Mateusz Ostrowski, doradca z OpenFinance.
Wieczny student
nie zaoszczędzi
Dla banku student oznacza osobę uczącą się i poniżej 26. roku
życia. Dlatego, zakładając konto
z oferty studenckiej, warto dopilnować, w którym dokładnie momencie przestaną przysługiwać
dogodne warunki prowadzenia
rachunku. Na przykład w jednym
banku studentowi po 26. urodzinach opłaty mogą wzrosnąć niemal trzykrotnie – z 2,5 zł do 6,90
zł. Wzrośnie też opłata za dostęp
do systemu bankowości internetowej: student płaci za niego 1 zł,
właściciel zwykłego konta – już
2 zł. W drugim po przekroczeniu
wieku uprawniającego do korzystania z konta studenckiego za
prowadzenie rachunku w konfiguracji podstawowej jego właściciel
zamiast 4 zł zapłaci aż 10 zł. Przy
czym zmiana dokonuje się bez
udziału, a czasami nawet i bez
wiedzy klienta.
Natomiast w niektórych bankach student musi co roku prezentować w oddziale zaświadczenie
z uczelni. Jeśli tego nie zrobi,
to konto zostaje automatycznie
przekształcone w takie bez
studenckich ulg przy opłatach
za jego prowadzenie. Łatwo to
przeoczyć i zdziwić się, gdy z
konta zniknie kilka złotówek.
- Jeżeli klient w ciągu
miesiąca następującego po
dacie 26. urodzin nie dokona
zamiany rachunku na inne
konto z oferty, to bank w 29.
dniu tego miesiąca zamieni
rachunek osoby uczącej się
na klasyczne – wyjaśnia Piotr
Utrata, rzecznik jednego z
banków komercyjnych. A
wówczas koszt prowadzenia
konta wzrośnie z 2 do 8 zł.
Przy lekturze umów i regulaminów warto zwrócić
uwagę także na warunki
zamykania rachunku. Ważne
zapisy dotyczą zakresu odpowiedzialności banku, a także
ubezpieczenia pieniędzy na
koncie. Taryfy opłat i prowizji
zawierają ważne informacje
o kosztach związanych z wyciągami z konta, wydawaniem
duplikatów kart debetowych,
opłat za ich używanie za granicą i wypłat z bankomatów
zagranicznych sieci. Ale o
zawiłościach związanych z
kartami debetowymi przeczytacie w kolejnym numerze
„PDF”.
Marek Trawiński, student I
roku prawa,
UKSW
Przez moje
konto nie przepływają wielkie
kwoty, dlatego
nie mam rachunku w banku, aby pieniądze, które
na nim przechowuję, w jakikolwiek
sposób zarabiały. Nie rozumiem
też, dlaczego miałbym na nim tracić. Konto powinno być całkowicie
bezpłatne, z dużą pulą bezpłatnych
przelewów w miesiącu, z możliwie
jak największą liczbą bezpłatnych
bankomatów w różnych miastach,
a nawet za granicą. Uciążliwe jest,
że wyjeżdżając na wakacje, muszę
brać ze sobą euro wyłącznie w
gotówce, bo na miejscu będę musiał szukać bankomatu danego typu
albo zapłacić wygórowaną prowizję.
Wygodnym wynalazkiem w niektórych bankach są wpłatomaty,
które nie wymagają organizowania
wyprawy do oddziału, by wpłacić
pieniądze. Wątpię jednak, żeby
jakikolwiek bank spełniał wszystkie
moje oczekiwania.
Dawid Sztuwe, student II roku
prawa, UMK w Toruniu
Wydaje mi się, że każdy bank ma
plusy i minusy, podobnie jak rodzaje kont, które banki oferują. Nie je-
  
| 15 |
Wybierz sobie bank
stem do końca
zadowolony z
konta, z którego korzystam,
ale myślę, że
lepszego i tak
nie znajdę.
Wybierając
mniejsze
zło, uważam,
że przede
wszystkim ważne jest położenie
banku. Niezbyt wygodne byłoby,
gdyby oddział znajdował się w
innej części miasta, dlatego to
było jednym z głównych kryteriów,
jakimi się kierowałem. Po drugie –
opłaty za prowadzenie konta i kartę
płatniczą powinny być możliwie jak
najniższe. Po trzecie – dobre konto
internetowe, obsługiwane 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu z możliwie jak najlogiczniejszym layoutem, bez reklam i zbędnych gadżetów. Po czwarte – możliwość prowadzenia kilku rachunków
jednocześnie, a także zakładania
lokat. No i przede wszystkim – jak
najwięcej bankomatów.
Magdalena Murawska, studentka
III roku prawa, Uniwersytet Viadrina, Frankfurt nad Odrą
Liczy się
przede
wszystkim
szybkość.
Księgowanie
przelewów
powinno
następować
kilka razy
dziennie, a
nie np. raz o
godz. 12. W momencie, gdy przelewam pieniądze na cudze konto,
są one automatycznie ściągane
z mojego rachunku, ale na konto
odbiorcy trafiają dopiero po jakimś
czasie, najczęściej następnego
dnia. Studiuję w Niemczech, więc
korzystam na bieżąco z dwóch
kont – polskiego i niemieckiego. Co
zabawne, zarówno za jedno, jak i na
drugie teoretycznie nie płacę, ale w
niemieckim banku zawsze zarabiam.
Nawet jeśli jest to znikomy procent
w rozliczeniu kwartalnym, to poczucie, że tak naprawdę nie zapłaciłam
bankowi za usługę ani centa, a
mimo wszystko cokolwiek dostaję,
bardzo dobrze świadczy o szacunku
dla klienta i jego pieniędzy. Różnicą
jest także to, że kiedy w Niemczech
rozmagnetyzowała mi się karta,
nową dostałam oczywiście za darmo w ciągu tygodnia. W Polsce
musiałabym za nią zapłacić, chociaż
konto jest całkowicie bezpłatne.
Paulina Kamińska, studentka
I roku stosunków międzynarodowych, UMK w Toruniu
Nie mam
szczególnie
wygórowanych
potrzeb dotyczących konta:
przede wszystkim bezpłatne
bankomaty
(przynajmniej w
Polsce) i niskie
koszty prowadzenia rachunku, obsługi karty płatniczej lub kredytowej. Ważne jest także informowanie
  
| 16 |
W Internecie ważne
jest bezpieczeństwo
Federacja Konsumentów radzi
Zanim dokonasz zakupu w sklepie
internetowym, sprawdź:
– czy wiesz, gdzie znajduje się siedziba sklepu?
– czy wiesz, jak skontaktować się ze sprzedawcą?
– czy wiesz dokładnie, co kupujesz, znasz wszystkie
parametry produktu?
– czy znasz całkowity koszt zakupu, łącznie
z podatkiem, cłem, transportem?
– czy kupując za granicą, wiesz, w jakiej walucie
podana jest cena?
– czy znasz termin dostawy produktu i czy jest on
dla ciebie odpowiedni?
– czy sklep gwarantuje bezpieczny sposób zapłaty?
– czy sklep poinformował, jak można zwrócić produkt?
Internet wkrada się w każdą dziedzinę naszego życia. W tym roku nawet
Śmigus-Dyngus można było obchodzić wirtualnie, płacąc SMS-em za
„oblanie wodą” wskazanego użytkownika portalu społecznościowego.
Przez Internet można zamówić pizzę, doładować telefon, kupić bilet na
koncert. Jak robić to bezpiecznie?
fot. sxc.hu
  
Wybierz sobie bank
Jeśli na którekolwiek pytanie odpowiedziałeś nie
– zastanów się jeszcze raz, czy chcesz korzystać
z usług tego e-sklepu.
Użytkownicy konta internetowego mogą korzystać także z
serwisu telefonicznego. Sprawdza
się to szczególnie w razie nagłej
utraty połączenia z Internetem,
dłuższej nieobecności w domu
czy np. podczas pobytu na wakacjach, gdy woli się uniknąć logowania na publicznym komputerze.
W przypadku połączeń telefonicznych banki również oferują
dobre zabezpieczenia. Wraz z
unikatowym kodem dostępu do
konta w Internecie otrzymuje się
także odrębny kod do potwierdzania tożsamości przy wykonywaniu operacji finansowych przez
telefon.
Aby praktycznie całkowicie wyeliminować ryzyko oszustwa trzeba unikać przypadkowego podawania loginu i hasła. Zdarzały się
przypadki podszywania pod stronę banku przez hakerów. Rozsyłali
e-maila rzekomo pochodzące od
banku z linkiem wymagającym
podania podstawowych danych
potwierdzających tożsamość. Należy zatem pamiętać, żeby nigdy
nie otwierać e-maili o podejrzanej
treści, a także kontrolować treść
okienka z adresem w przeglądarce
Marcin Kasprzak
Posiadanie internetowego
konta to już żaden luksus.
Po prostu rzecz oczywista i
naturalna. Unikamy kolejek,
odwiedzania oddziału banku, płatności na poczcie, za
które trzeba płacić prowizję.
Takie konto służy do wykonywania konwencjonalnych
czynności bankowych, czyli
otrzymywania wpłat i robienia
przelewów, ale także do nieco
bardziej zaawansowanych,
np. lokowania pieniędzy w
funduszach, na lokatach czy
ubezpieczeniach. Można też
składać wnioski o linię kredytową. A co najważniejsze
– wszystkie czynności da się
wykonywać bez konieczności
wychodzenia z domu.
Bank cię chroni
Wątpliwości co do bezpieczeństwa transakcji dokony-
wanych w Internecie wciąż ma
wiele osób przyzwyczajonych
do tradycyjnego konta w banku.
Podważają nawet samą wirtualną
sferę dokonywania płatności.
– Upłynęło wiele czasu i przez
moje konto przepłynęło bardzo
dużo pieniędzy, zanim nabrałem
takiego samego zaufania do myszki i klawiatury, co do pani w moim
banku – mówi Tomasz Krajnyk,
który miał duże wątpliwości co do
konta internetowego.
Brak zaufania i niemożność
pozyskania materialnego dowodu
wpłaty jeszcze jakiś czas temu
były argumentem uzasadnionym.
Ale dzisiaj, gdy różne instytucje
oswoiły się z płatnościami online, groźba nieuznania potwierdzenia płatności z formie wydruku
z konta internetowgo staje się
coraz mniej realna. Jest on takim
samym dowodem jak druczek
pocztowego przelewu.
Konta internetowe prowadzą
duże banki i bezpieczeństwo
pieniędzy klientów leży w ich
interesie. Tak jak tradycyjne
konta, także te internetowe są
szczególnie chronione. Standardy
ich bezpieczeństwa są bardzo
wyśrubowane. Podstawowym
kanałem dostępu jest Internet,
a korzystać z konta może tylko
osoba dysponująca loginem i
hasłem. Wiele banków stosuje
nowoczesną formę kodowania
hasła, czyli konieczności podawania tylko jego części, by uniknąć
ewentualności przechwycenia go
przez hakerów (odwzorowujących
wszystkie ruchy na klawiaturze na
zaatakowanym komputerze).
Poza tym konta internetowe
są chronione przez szyfrowanie
połączenia bezpiecznym protokołem SSL (Secure Sockets Layer), by
zminimalizować ryzyko przechwycenia danych. Korzystanie z takiej
strony potwierdza symbol kłódki
pojawiający się w przeglądarce.
Standardem jest także potwierdzenie transakcji przez spersona-
lizowanie konta, np. poprzez SMS
w telefonie komórkowym z unikatowy kodem wygenerowanym na
potrzeby pojedynczej transakcji.
Jeśli login i hasło konta poznała
osoba niepowołana, to także SMSem klient może być zawiadamiany
o próbach operowania pieniędzmi
na jego rachunku. Natomiast po
zalogowaniu na stronie banku
brak aktywności dłuższy niż ustalony czas (w zależności od banku
– 5-15 minut) powoduje automatyczne wylogowanie z serwisu.
Wielość zabezpieczeń zapewnia każdemu, kto zachowa
minimum ostrożności, spokój o
pieniądze zgromadzone na koncie. Trzeba tylko pamiętać, że jeśli
nie ma potrzeby, lepiej nie odwiedzać strony banku w miejscach
publicznych (np. na lotnisku czy w
kawiarni) i zawsze się po operacji
wylogować, jeżeli korzysta się
z ogólnodostępnego komputera
(np. w hotelu czy kawiarence
internetowej).
i obecność kłódki, świadczącej o
korzystaniu z protokołu SSL. No
i nie wysyłać e-mailem żadnych
poufnych informacji (np. numeru
konta), bo banki nigdy tego nie
wymagają.
Oprócz przestrzegania powyższych zasad należy też często
sprawdzać saldo rachunku bankowego i w każdym przypadku
stwierdzenia nieautoryzowanej
transakcji skontaktować się jak
najszybciej z bankiem.
Na zakupy
Wygoda prowadzenia konta
internetowego jest nieporównywalnie większa niż tradycyjnego.
Jest dostępne o każdej porze dnia
i nocy, siedem dni w tygodniu,
pozwala na bieżąco kontrolować
stan konta, dokonywać płatności
bez wychodzenia z domu. No i
umożliwia zakupy w Internecie.
Według ankiety, którą w listopadzie 2009 r. przeprowadził jeden
z portali finansowych, aż 85 proc.
polskich internautów robi zakupy
w sieci (dla porównania – w 2007
r. tylko 42 proc.). Najczęściej
korzystają ze sklepów internetowych i portali aukcyjnych.
Powodem wzrostu popularności zakupów przez Internet jest
przede wszystkim niższa cena, a
także niedostępność niektórych
produktów w tradycyjnej sprzedaży (np. wyczerpanych nakładów
książek w księgarniach). Wciąż
jednak e-klienci za główną wadę
zakupów w sieci uważają fakt, że
produktu nie można obejrzeć i
przetestować (z ankiety wynika
jednak, że na aukcjach w Internecie kupuje się najczęściej części
samochodowe oraz odzież i obuwie). Opowieści o kupnie cegieł
zamiast książek czy ziemniaka
zamiast telefonu komórkowego
należy traktować z przymrużeniem oka. Oczywiście zdarzają
się w sieci oszustwa, ale jak na
skalę internetowej sprzedaży są
rzadkie. Często wynikają zresztą z
braku wprawy i niewiedzy kupującego.
Jak się zabezpieczać? Najważniejszy jest wybór kontrahenta.
Serwisy aukcyjne wprowadziły
system opiniowania użytkowników na podstawie zawartych
transakcji, by wyeliminować
nieuczciwych sprzedawców. Po
zakupie można wystawić kontrahentowi komentarz, który będzie
zachętą lub przestrogą dla innych.
Uczciwych sprzedawców, którzy
mają wiele pozytywnych komentarzy, nagradza się gwiazdkami.
Im ktoś ma ich więcej, tym jego
wiarygodność wyższa.
Należy także unikać zawierania
transakcji poza aukcją, bo potwierdzenie tożsamości kontrahenta, a także ewentualne dochodzenie swoich praw, jest wtedy
znacznie utrudnione. Na stronach
aukcyjnych łatwiej dochodzić
swego. Np. jeśli ktoś zostanie
oszukany przez użytkownika,
dokonując zakupu przez serwis
internetowy, Program Ochrony
Konsumentów zwróci mu utracone pieniądze (do 10 tys. zł, gdy
nie otrzymało się towaru lub był
niezgodny z opisem).
Natomiast ustawa z 2000 r. „O
ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności
za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny” daje prawo
do zwrotu towaru bez podania
przyczyny w okresie 10 dni od
otrzymania przesyłki. Jeśli sprze-
Bankowy Fundusz Gwarancyjny
Nawet w dobie finansowego kryzysu, gdy wzrasta ewentualność
upadku banku, klient powinien
czuć się bezpiecznie. O zdeponowane w instytucjach finansowych
pieniądze dba Bankowy Fundusz
Gwarancyjny (BFG), który działa
w Polsce na mocy ustawy z 1994
r. Pomaga przede wszystkim bankom, które straciły wypłacalność,
ale także ich klientom. Zgodnie
z art.23.1 Ustawy o Bankowym
Funduszu Gwarancyjnym „Środki
gwarantowane są obowiązkowym
systemem gwarantowania od
dnia ich wniesienia na rachunek
bankowy nie później niż w dniu
poprzedzającym dzień zawieszenia
działalności banku, a w przypadku
należności wynikających z czynności bankowych, o ile czynność
ta została dokonana przed dniem
zawieszenia działalności banku –
do wysokości (łącznie z odsetkami
naliczonymi zgodnie z umową – do
dnia spełnienia warunku gwarancji) równowartości w złotych
50.000 euro – w 100%.”
Przy czym pieniądze są wypłacane
według terminarza wypłat w terminie 30 dni od otrzymania przez
syndyka lub zarządcę masy upadłości banku kwoty przekazanej
przez Fundusz na wypłaty środków
gwarantowanych, nie później niż w
terminie trzech miesięcy od dnia
niedostępności środków.
Głównymi źródłami finansowania
BFG są roczne opłaty wnoszone
przez banki objęte systemem
gwarantowania, kwoty z Funduszu
Ochrony Środków Gwarantowanych, dochody z pożyczek, środki
uzyskane w ramach pomocy zagranicznej, dotacje z budżetu państwa, a także ewentualne kredyty
udzielane przez Narodowy Bank
Polski.
Istnienie BFG powoduje, że klient
może się czuć bezpieczniej –
oczywiście, jeśli bank, w którym
przechowuje pieniądze, jest tego
członkiem funduszu, co powinno
być ważnym kryterium przy wyborze banku. Lista banków objętych
polskim systemem gwarantowania
depozytów znajduje się na stronie
funduszu: www.bfg.pl.
dawca nie poinformował o
tym prawie, nie podał dokładnej nazwy lub siedziby sklepu
albo cena nie uwzględniała
kosztów dostawy, podatku lub
cła, to termin ten wydłuża się
do trzech miesięcy. Ważne
jest, by towar odesłać w stanie niezmienionym (dotyczy
to także opakowania). Co
ważne, nikt nie może żądać
zapłaty za wycofanie się z
umowy, nawet jeśli zostało to
zapisane w jakiejkolwiek innej
umowie (np. w regulaminie
sklepu). Prawo do odesłania
produktu pozwala go wypróbować (np. przymierzyć ubranie) i zrezygnować z niego bez
żadnych opłat, co dla osób
obawiających się niefortunnego zakupu jest z pewnością
argumentem zachęcającym do
e-shoppingu.
By nabrać pewności otrzymania towaru zgodnego z
opisem, dobrze jest poznać
prawdziwy adres sprzedawcy
i kontaktowy numer telefonu.
Szczególnie w przypadku
kosztownych zakupów potwierdzenie chęci zawarcia
transakcji i omówienie szczegółów powinno odbywać się
przez telefon, co zwiększa
wiarygodność kontrahenta.
Korzystanie z konta internetowego i zakupy przez Internet to duża oszczędność czasu. Przy odrobinie ostrożności
i stosowaniu złotej zasady
ograniczonego zaufania nie
ma się czego obawiać. A jeśli
jednak ktoś pochopnie zdecydował o zakupie lub został
po prostu oszukany, zawsze
może skorzystać z pomocy
Inspekcji Handlowej, Federacji
Konsumentów, Stowarzyszenia Konsumentów Polskich,
Europejskiego Centrum Konsumenckiego, Rzeczników
Konsumentów i wielu innych
organizacji. Ale przy zachowaniu podstawowych zasad
bezpieczeństwa nie będzie to
konieczne.
Wiecej informacji dotyczących bankowosci na stronie:
www.nbportal.pl
DODATEK SPECJALNY 03/2010
Wybierz
sobie bank
redaktor prowadzący:
Wojciech Staruchowicz,
zespół: Tomasz Betka,
Marcin Kasprzak, Paweł
Olek, Adrian Stachowski.
więcej na stronie:
www.nbp.pl
Projekt dofinansowany ze środków
Narodowego Banku Polskiego
  
klienta o jego prawach i zobowiązaniach, jasne i jednoznaczne powiadamianie o ewentualnych zmianach
dotyczących podwyższenia (lub
obniżenia) opłat i wysyłanie ich najlepiej drogą elektroniczną. Patrząc
z bardziej marketingowego punktu
widzenia, wprowadziłabym pewien
system zniżek dla klientów, którzy
mają wysokie obroty na koncie lub
zwiększenie dla nich oprocentowania. Szczególnie w kwestiach finansowych zaufanie do takiej instytucji
jest bardzo ważne. Przez rzetelne
informowanie klientów, sumienne
doradztwo, a dawanie poczucie, że
jest się dla banku klientem pierwszej kategorii, przywiązuje się ich
do instytucji.
Agata Rygielska, studentka
V roku farmacji, UAM w
Poznaniu
Jestem studentką i nie
widzę sensu
w dokładnym
prześwietlaniu takiego potencjalnego klienta, obowiązku podpisywania
się w stu miejscach pod jakimiś
kilkunastostronicowymi umowami
itp. Przecież ja zarządzam wyłącznie
pieniędzmi, które wcześniej wpłaciłam na własne konto, więc bank nie
ma technicznej możliwości, żebym
w jakikolwiek sposób korzystała z
jego pieniędzy i przypadkowo go
oszukała. Żmudne procedury, czekanie w kolejkach i przede wszystkim
konieczność wycieczki do banku
nieco zniechęcają, dlatego dziwię
się, że banki nie umożliwiają założenia konta przez Internet i wysyłania
dokumentów i kserokopii dowodu
tożsamości pocztą. Nie obraziłabym
się, gdybym była rozpieszczana
przez takie gadżety jak karta z wybranym przeze mnie zdjęciem czy
np. możliwość zmieniania layoutu
na koncie internetowym. Wtedy
naprawdę miałabym poczucie, że to
moje konto, a nie konto banku.
Katarzyna
Szychulska,
studentka II roku
japonistyki, UAM
w Poznaniu
W wielu zagranicznych
bankach można
wpłacać nawet
drobne pieniądze. Automat liczy
monety, które następnie są przelewane bezpośrednio na moje konto.
W Polsce – owszem, bank przyjmie
drobne, ale marża za wpłacenie w
bilonie jest tak wysoka, że właściwie nikt tego nie robi. Marzy mi się
konto, które jest pewnego rodzaju
nowoczesną skarbonką – gromadzę
pieniądze w ceramicznej śwince, a
następnie przelewam je do banku.
Niezwykle irytujące jest, że z bankomatów nie można wybierać drobnych kwot. W moim banku najniższym nominałem jest 50 złotych, a
ponieważ mam tendencję do robienia nieprzemyślanych zakupów jest
to raczej niekorzystne, gdyż więcej
wydaję niż gdybym mogła wypłacać
mniejsze kwoty. Inny minus to fakt,
że kiedy na koncie mamy tylko
kilkanaście złotych, to de facto nic z
nimi nie możemy zrobić i pozostają
zamrożone do czasu zasilenia konta.
opr. Adrian Stachowski
| 17 |
pr
PR na świecie | PR
PRotony 2010
27 maja po raz czwarty rozdano nagrody
branży PR „Protony”. W kategorii „Osoba/
zespół zajmujący się edukacją w PR”
nagrodę odebrał Dariusz Tworzydło z
Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania
w Rzeszowie. Zwycięzcą w kategorii
„Osoba/zespół w firmie PR-owskiej” został
Andrzej Godewski z Weber Shandwick. W
kategorii: „Osoba/zespół ds. komunikacji
firmy lub korporacji” zwyciężył Marcin
Kaszuba z firmy Ernst&Young. PRotona w
kategorii „Osoba/zespół ds. komunikacji
w instytucji lub organizacji pozarządowej”
przyznano Ilonie Piątek i Michałowi Świderskiemu ze Stowarzyszenia Przyjaciół
INTEGRACJI. Rzecznikiem prasowym
2010 została Ivetta Biały z Mazowieckiego
Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie.
Nagroda publiczności trafiła do Andrzeja
Godewskiego z Weber Shandwick.
Nowa kampania ekologiczna
Ministerstwo Środowiska szykuje kolejną
ogólnopolską kampanię edukacyjno-informacyjną zapobiegającą powstawaniu
odpadów oraz właściwe postępowanie
z odpadami. Przetarg warty 850 tys. zł
wygrała Effective Media.
Wygrali staże zagraniczne
26 maja rozstrzygnięto VII edycję konkursu
„PRaktykuj za granicą” organizowany
przez Instytut Monitorowania Mediów.
Zadaniem w tegorocznej edycji było
przygotowanie strategii komunikacyjnej
dla fundacji "Akogo?" Ewy Błaszczyk.
Największą popularnością w konkursowych pracach cieszyła się komunikacja
internetowa. Jury spośród nadesłanych
prac wyłoniło trzech laureatów, którzy
otrzymali prestiżowe staże w agencjach
PR-owskich w Londynie oraz Brukseli.
Nowy rzecznik
Axel Springer Polska ma nowego rzecznika
prasowego. Od 1 czerwca została nim
Anna Gancarz-Luboń, związana wcześniej
z agencją 7 Public Relations. Rzecznik
wydawcy "Newsweeka" jest absolwentką
specjalizacji marketing medialny i PR
Instytutu Dziennikarstwa UW.
Poszukuje studentów
na płatny staż wakacyjny
do działu PR i marketing.
Po okresie stażu możliwość
nawiązania stałej współpracy.
Szczegóły: tel. 0 502 825 492
| 18 |
Kraje UE poszukują ekspertów PR
opr. Roksana Gowin
Smirnoff
liderem
Firma konsultingowa Intangible Business wydała
właśnie najnowszy ranking Power 100, coroczne
badanie wiodących na
świecie marek napojów
alkoholowych - poinformował portal drinkspowerbrands.com.
Na czele listy po raz
kolejny znalazła się marka
Smirnoff, która wyprzedziła Johnnie Walkera
i Bacardi. W pierwszej
piątce znalazły się jeszcze
Martini, Vermouth i Hennessy. Power 100 ocenia
wkład finansowy poszczególnych marek oraz ich postrzeganie przez
konsumentów. Eksperci następnie obliczają kurs marki, w oparciu o takie
czynniki, jak udział w rynku, czy potencjał wzrostu w przyszłości. Ostatni
rok był dla branży alkoholowej szczególnie trudny, gdyż popyt na drogie
wina i alkohole przesunął się do grupy mniej kosztownych produktów.
W zestawieniu nie znalazły się słynne marki szampanów Dom Perignon,
Lanson, Nicolas Feuillatte i Taittinger. Wina na ogół nie wypadły dobrze,
tylko dwie marki: Gallo i Concha y Toro, zostały wymienione w top 20.
Debiutująca w rankingu Wyborowa zajęła 59 pozycję.
Źródło: www.drinkspowerbrands.com
Poprawa wizerunku USA
Polityka USA postrzegana jest przez
mieszkańców różnych części świata
coraz lepiej - wynika z corocznego
badania BBC World Service. W ankiecie
przeprowadzonej przez GlobeScan/PIPA
wśród ponad 29 000 dorosłych, Stany
Zjednoczone uzyskały pozytywny bilans
w 20 na 28 krajów, ze średnią 46 procent.
Z kolei 34 procent respondentów oceniło politykę zagraniczną USA negatywnie.
Znaczną poprawę wizerunku amerykańskiego rządu można dostrzec szczególnie w krajach europejskich: w Hiszpanii
liczba krytycznych ocen spadła w ciągu
ostatniego roku z 56 do 33 procent, we
Francji z 53 do 39 procent, zaś w Wielkiej
Brytanii z 45 do 35 procent. Na przeciwległym krańcu zestawienia
znalazły się Iran, Korea Północna i Pakistan, których polityka niezmiennie
oceniana jest bardzo negatywnie.
Źródło: news.bbc.co.uk
Zintegrowana
kampania pro-bono
Trzy wiodące brytyjskie organizacje charytatywne postanowiły
połączyć siły i stworzyć kampanię zdrowotną, mającą na celu
przeciwdziałanie nadwadze
wśród społeczeństwa - podaje magazyn PRweek. Cancer
Research UK, Diabetes UK i British
Heart Foundation wspólnie rozpoczęły interaktywną kampanię
„Active Fat”, w której za pomocą
najnowocześniejszych animacji
zabierają internautów w podróż
po tajnikach ludzkiego ciała.
Goście są kierowani do jednej witryny activefat.org.uk, ale animacje
zachęcają również do odwiedzenia portali wszystkich trzech organizacji. Główne hasło akcji to walka z tzw. „beer bellies” i „muffin tops”.
Kampania jest reakcją na najnowsze wyniki badań, które pokazują, że aż
97 procent Brytyjczyków nie zdaje sobie sprawy, że nadwaga powoduje
wyższe stężenia szkodliwych substancji chemicznych w organizmie oraz
jest przyczyną wzrostu zachorowań na choroby serca, raka i cukrzycę.
Źródło: www.thirdsector.co.uk
Dotknięte kryzysem rządy państw europejskich zwracają się do ekspertów
finansowych PR, aby pomóc odbudować ich krajom nadszarpniętą reputację
gospodarczą - informuje magazyn PRweek. Na pomoc specjalistów liczy w
szczególności Grecja, która w wyniku ostatnich problemów finansowych
notuje coraz niższy rating. Rząd grecki poszukuje agencji międzynarodowych,
które pomogą poprawić mu reputacje kraju w strategicznych dla niego miejscach, tj. głównie w Niemczech, będących dla Grecji kluczowym rynkiem, oraz
w Ameryce Północnej, ponieważ znaczna część greckiego długu publicznego
jest w posiadaniu inwestorów amerykańskich. Podobną strategię przyjął rząd
Portugalii, który zatrudnił agencję PR, mającą komunikować się z inwestorami
na temat zadłużenia kraju, poprawiać relacje z międzynarodowymi mediami
oraz organami europejskimi. Przyjmuje się, że kluczowym elementem strategii
Portugalii jest przedstawienie jej postępującej modernizacji i wskazanie na
różnice w stosunku do sytuacji Grecji.
Źródło: www.PRweek.com
Upadek wizerunkowy
Wyciek ropy z platformy BP stał się przyczyną nie tylko jednej
z największych katastrof ekologicznych w historii, ale też
całkowitego upadku wizerunku BP - stwierdza na stronie
www.thestar.com David Olive. Autor przypomina
odważne próby zmiany wizerunku koncernu, które w ostatnich latach kosztowały
firmę nawet 200 milionów dolarów. BP
przekształciło swoje logo w żółto-zielone słoneczko i zobowiązało się do
rozwijania technologii związanych z
pozyskiwaniem energii ze źródeł odnawialnych. Główne hasło promocyjne brzmiało „Beyond Petroleum”.
Rzeczywistość pokazała jednak, że
standardy firmy znacznie odbiegają
od tych wcześniej deklarowanych.
Autor przypomina federalne kary dla BP,
dotyczące nadmiernej emisji zanieczyszczeń,
katastrofę rafinerii w Teksasie, na Alasce i obecne zatonięcie platformy
wiertniczej w Zatoce Meksykańskiej, które w sumie kosztowały firmę miliardy
dolarów. David Olive podsumowuje: „BP stracił dekadę – tak samo jak środowisko, pracownicy i udziałowcy, którzy zrozumieli, że koncern ten przyjął
politykę pustych gestów”.
Źródło: thestar.com
Walka wyborcza online
Ok40 procent Brytyjczyków zadeklarowało, że kampania wyborcza prowadzona za pośrednictwem Internetu miała istotny wpływ na ich decyzje
wyborcze - wynika z najnowszych badań. Kanały cyfrowe, takie jak Facebook,
blogi i strony internetowe polityków, dotarły najlepiej ze swoim przekazem
do młodych, zwykle sceptycznie nastawionych wyborców w wieku od 18 do
24 lat. Mimo zamieszania wokół potencjalnego wpływu Twittera w okresie
przygotowań do wyborów, tylko 5 procent wyborców Wielkiej Brytanii
potwierdziło, że czytało polityczne wpisy na microblogu. Wśród wyborców
w wieku od 18 do 24 lat największą popularnością cieszył się portal Facebook,
na którym ponad jedna trzecia (36 procent) ankietowanych czytała informacje polityczne, w porównaniu z 13 procentami internautów na Twitterze.
Autorzy badania wróżą ogromną przyszłość wykorzystaniu Internetu, a w
szczególności portali społecznościowych do celów kampanii wyborczych.
Zdaniem ekspertów, podczas następnych wyborów możemy być świadkami
jeszcze większej walki o polityczne głosy online.
Źródło: www.PRweek.com
reklama
Boiska jak malowane
„Sukces cieszy tylko wtedy, gdy
można się nim cieszyć z innymi” –
taka idea przyświeca konkursowi
„Kolorowe boiska... czyli Szkolna
Pierwsza Liga”. W tym roku odbędzie
się już 4. edycja tego programu
społecznego, w którym szkoły
walczą o wymarzone boisko, na jakie
wcześniej nie było ich stać.
nej, a jednocześnie zmobilizuje ją do działania i
dążenia do osiągnięcia wspólnego celu. – Konkurs zaktywizował nie tylko dzieci, rodziców,
nauczycieli i władze szkół, ale również lokalne
władze samorządowe – mówi Katarzyna Łukawska. Postulat zdrowej rywalizacji pomiędzy
szkołami też można uznać za zrealizowany.
– W zeszłym roku nagrodę główną zdobyła
szkoła, która jest oddalona o 20 km od zwycięskiej placówki z poprzedniej edycji. Widocznie
dzieciaki tak „pozazdrościły” swoim kolegom
pięknego boiska, że rok później, biorąc udział
w konkursie, dały z siebie wszystko – dodaje z
uśmiechem.
Magdalena Grzymkowska
W Rzepie i na Pudelku
Sportowa pasja, zasady fair play i społeczna
odpowiedzialność biznesu - te trzy elementy
stanowią esencję konkursu wspierającego rozwój dzieci i młodzieży w dziedzinie aktywności
fizycznej. Fabryka Farb i Lakierów „Śnieżka” S.A.,
organizator i fundator programu, a jednocześnie oficjalny sponsor reprezentacji Polski w
piłce nożnej, postanowiła zainwestować w
największy kapitał – młode pokolenie.
- Chcieliśmy pokazać tym dzieciom, że one też
mają wpływ na to, co się dzieje w ich szkole,
oraz że wspólny wysiłek może owocować
wspaniałymi osiągnięciami – mówi Katarzyna
Łukawska, client service director z Task Force
Consulting, agencji PR zajmującej się realizacją
konkursu. Partnerem akcji oraz wykonawcą
nagrody głównej jest Tamex Obiekty Sportowe
S.A. Projekt został również objęty patronatem
Polskiego Komitetu Olimpijskiego i Polskiego
Związku Piłki Nożnej.
Dla najbardziej
potrzebujących…
Konkurs ma zasięg ogólnopolski, ale jest
skierowany do uczniów szkół podstawowych z
regionów, które mają małe szanse na dotarcie
do środków z programów społecznych,
kapitałów sponsorskich, czy dotacji unijnych.
W ubiegłych latach do konkursu typowano
cztery szkoły na województwo, natomiast w
2010 r. ta liczba została zwiększona do pięciu.
W sumie co roku w akcji bierze udział ok.
60 szkół wybranych przez kuratora oświaty.
Konkurencja wobec tego nie jest może duża,
ale stawka jest wysoka – nagrodą główną jest
nowoczesne, wielofunkcyjne boisko szkolne. Są
także nagrody dodatkowe, m.in. bramki, farby
przeznaczone na renowację szkoły, a w tym
roku także stroje dla reprezentacji szkolnej oraz
40 biletów na mecz piłki nożnej Polska-Ukraina,
ufundowane przez patrona konkursu – PZPN.
…i najbardziej kreatywnych
Aby wziąć udział w konkursie, uczniowie
mieli za zadanie przedstawić w formie pracy
Autorką pomysłu jest Tatiana Mindewicz-Puacz, prezes agencji PR Task Force Consulting.
Do zadań agencji należało przygotowanie
informacji prasowych dotyczących wszystkich etapów realizacji programu, wysyłka
informacji do mediów i monitoring publikacji,
przygotowanie plakatów i ulotek,
a także przygotowanie wystaw,
konferencji oraz relacji w prasie,
radiu, telewizji, stronach www.
Efektem tych działań było blisko
180 publikacji w tytułach opiniotwórczych, takich jak „Gazeta
Wyborcza” czy „Rzeczpospolita”
oraz kolorowych magazynach...
plastycznej wymarzone boisko oraz barwy
szkolnej reprezentacji. Ważne jest, aby praca
była wykonana zespołowo, przez przynajmniej dwóch uczniów. Ponadto, szkoła musi
przesłać formularz zgłoszeniowy z niezbędną
dokumentacją prawną i geologiczną wraz
ze zdjęciami terenu, na którym ma powstać
boisko. Prace są wybierane w drodze głosowania jury, w którym zasiadają cztery osoby:
po jednym przedstawicielu ze strony FFiL
„Śnieżka”, agencji PR i kuratorium oświaty oraz
osoba będąca zewnętrznym autorytetem, np.
artysta-plastyk. Oceniane są pomysłowość,
estetyka wykonania, ale przede wszystkim
zaangażowanie zespołowe. Prace są anonimowe – członkowie jury do chwili rozstrzygnięcia konkursu nie wiedzą, z którego regionu
pochodzą. - Spływają do nas coraz piękniejsze
projekty, coraz bardziej zaskakujące formy. W
ostatnich latach dominują prace przestrzenne.
Serca nam krwawią, gdy musimy z nich wybrać
tylko jedną – mówi Katarzyna Łukawska.
Boiska nie zawsze
kolorowe
Oficjalne oddanie boiska i związany z tym
event lokalny zwykle przypada na koniec września. – Co roku otrzymujemy duże wsparcie ze
strony władz samorządowych przy organizacji
wielkiego finału – mówi Katarzyna Łukawska.
– Zachęcamy też partnerów lokalnych, aby
włączyli się do tej idei. I rzeczywiście to działa!
Przypomina to pospolite ruszenie w gminie,
ponieważ nasza akcja jest szansą rozwoju dla
całej społeczności. Często wokół powstałego
boiska skupia się życie lokalne; tutaj odbywają
się uroczystości, rozgrywki sportowe lub nawet
wydarzenia kulturalne, zatem korzystają z
niego wszyscy mieszkańcy, nie tylko dzieci –
tłumaczy.
Niespodzianka,
a potem wielka feta
Obrady jury w tym roku zaplanowano w połowie czerwca na warszawskim Torwarze. Wtedy
odbędzie się konferencja prasowa komunikująca zakończenie konkursu, a nadesłane prace
będzie można oglądać w siedzibie Polskiego
Komitetu Olimpijskiego. – Jednak samo ogłoszenie werdyktu jest skrzętnie przygotowaną
niespodzianką – zdradza Katarzyna Łukawska.
Szkoły idą na całość
Celem strategicznym tej kampanii społecznej
było stworzenie wieloletniego projektu CSR,
promującego takie wartości, jak praca zespołowa, czy sportowy duch rywalizacji. „Śnieżka”
chciała zainwestować pieniądze w coś, co
będzie realnie służyło pewnej grupie społecz-
Terapia i profilaktyka
Setki godzin przed klawiaturą albo
nad kartką papieru to na studiach
nic niezwykłego. Siedzący tryb
życia może jednak doprowadzić
nasz kręgosłup do takiej kondycji,
że jeszcze przed obroną pracy
magisterskiej każdego dnia będziemy
się zastanawiać, czy przypadkiem
ktoś nie uderzył nas wczoraj w plecy
kijem bejsbolowym.
Tomasz Betka
O kręgosłup zadbać dzisiaj nie jest łatwo. Na
basen nigdy nie ma czasu, masaż to luksus
dla establishmentu, a spanie na podłodze w realiach studenckich nie należy do
najbardziej pożądanych rozwiązań. Zresztą,
jak czasem dotknę swoich pleców, mam
wrażenie, jakbym spał na podłodze całe życie.
Z tym większym zdziwieniem, ale i nadzieją,
fot.istockphoto.com
public
relations
PR | Case study / poradnik
przeczytałem, że ktoś wymyślił proste ćwiczenia, które nie zabierając połowy wolnego
czasu i nie rujnując portfela, dadzą plecom
wyczekiwaną chwilę oddechu.
Zajęcia „Zdrowy kręgosłup” składają się z szeregu specjalistycznych ćwiczeń z wykorzystaniem piłki rehabilitacyjnej i karimaty, a także
wielu technik terapeutycznych. Największą
zaletą treningu jest równoczesna profilaktyka
i terapia bólów narządów ruchu. „Zdrowy kręgosłup” może być też przyjemnym uzupełnieniem treningu kardio, bo zajęcia minimalizują efekty przeciążeniowe, uelastyczniają
mięśnie i zmniejszają napięcie kręgosłupa i
stawów obwodowych.
Kiedy pierwszy raz usiadłem na wielkiej różowej piłce, z trudem powstrzymałem śmiech, a
skojarzenia z cyrkiem nasunęły się mimowolnie. Chwilę później sam budziłem uśmiech
pozostałych uczestników, bo okazało się, że
utrzymanie równowagi nie jest proste, nawet
na tak dużym przyrządzie. Z każdą minutą
robiło się przyjemniej i ciekawiej, a instruktorka słusznie zauważyła, że ulubione ćwiczenie
grupy polega na odpoczynku rozluźniającym
mięśnie i kręgi. Nie mniej interesująca była
druga część zajęć, podczas której hartowanie
kręgosłupa odbywało się w pozycji leżącej.
Tutaj już nie było zagrożenia utraty równowagi, ale niektóre ćwiczenia rozciągające kolejny
Key message komunikacji o
konkursie było to, że FFiL „Śnieżka” funduje dzieciom boiska,
co z początku było niechętnie
podkreślane przez dziennikarzy.
– Jednak dla nas najważniejsza
była radość, jaką możemy sprawić dzieciom i
cieszyliśmy się z każdej publikacji na ten temat.
Z czasem zyskaliśmy sobie przychylność najważniejszych instytucji oraz mediów. Staliśmy
się rozpoznawalni, dziennikarze chętnie piszą
o inicjatywie „Śnieżki”, podkreślając godne naśladowania działanie firmy. Uważam to za duży
sukces – mówi Katarzyna Łukawska.
Celebryci i nagrody dla boisk
Z roku na rok projekt zyskuje coraz większe
uznanie i popularność. W 2009 roku projekt
wsparły popularne gwiazdy show-biznesu:
Katarzyna Cichopek, Anna Nowak-Ibisz, Maria
Niklińska, które zostały honorowymi ambasadorkami programu. W 2010 roku, w czasie Kongresu PR w Rzeszowie, program zdobył także
nagrodę „Mocni wizerunkiem”. Organizatorzy
zapewniają, że akcja będzie kontynuowana w
przyszłych latach.
raz uzmysłowiły mi, że przez ostatnie pięć lat
chyba się trochę zasiedziałem.
Co ciekawe, nawet kilka minut dziennie poświęconych na ćwiczenia wzmacniające kręgosłup może spowodować, że nieprzyjemne
bóle w plecach nie będą nam dokuczać, ani
powracać ze zdwojoną siłą, kiedy będziemy
mieć na karku parę lat więcej. Aby tak się stało,
wystarczy kilka razy w tygodniu położyć się
na miękkiej piłce, oderwać nogi od podłogi
albo wykonać parę powolnych, głębokich
skłonów. Chyba niewiele, jeśli dzięki temu
będzie można w przyszłości zakwestionować
autentyczność przysłowia: „starość nie radość”
i powiedzieć wnukom, że nasze kłopoty z
kręgosłupem skończyły się wraz z rozliczeniem
indeksu na piątym roku studiów.
Patronat merytoryczny:
| 19 |
Scena | kultura
ks
kultura
& społeczeństwo
5 czerwca w warszawskim Teatrze Dramatycznym odbyła się premiera „Don Kichota” w
reżyserii Macieja Podstawnego. W tytułowej
roli występuje Adam Ferency. Twórcy przedstawienia analizują kłamstwa, w których
każdy może się z łatwością zatracić. Z kolei
19, 20 i 27 czerwca na deski tego samego
teatru wróci wielki spektakl Krystiana Lupy
„Auslöschung – Wymazywanie”. Zachęcać
do wybrania się na tę sztukę nie ma potrzeby.
Jan Klata zdążył jeszcze w tym sezonie teatralnym przygotować jeszcze jeden spektakl.
11 czerwca w Starym Teatrze w Krakowie
odbędzie się premiera „Wesela hrabiego Orgaza”. Przedstawienie powstało na podstawie
powieści Romana Jaworskiego - jednego z
najważniejszych przedstawicieli modernizmu
w polskiej literaturze. „Wesele hrabiego
Orgaza” jest połączeniem wysmakowanej,
inteligentnej groteski i błazeńskiego teatru
okrucieństwa.
22 czerwca w 1500 metrów2 do wynajęcia
odbędzie się premiera spektaklu „Enter” realizowanego przez Nowy Teatr w Warszawie.
Inspirację stanowił blog pisany przez dwóch
mężczyzn będących w związku. Przy udziale
młodych, nieznanych aktorów-amatorów
sztuka stawia pytania o definicję miłości.
Spektakl reżyserują Anna Smolar oraz Jacek
Poniedziałek. Partnerem przy realizacji jest
festiwal Europride.
W sierpniu odbędzie się RETRO/PER/SPEKTYWY: CHOREA – festiwal teatralny w Łodzi.
W postindustrialnych przestrzeniach Łodzi,
widzowie zobaczą przegląd najważniejszych
przedstawień Teatru CHOREA oraz najnowsze
dokonania artystyczne zaproszonych grup
teatralnych. Festiwal potrwa od 13 do 21
sierpnia 2010.
opr. Szczepan Orłowski
Sportowe KINO.LATO – to ósma już edycja
pokazów filmowych i koncertów, które
odbywać się będą w każdy weekend lipca i
sierpnia na dziedzińcu Zamku Ujazdowskiego. Motyw przewodni jak w tytule, wobec
czego każdy weekend zaprezentuje wybraną
dziedzinę sportu – piłkę nożną (m.in. „Football
Factory”), boks (m.in. „Za wszelką cenę”),
zapasy i inne. Szczegóły wkrótce na stronie.
www.kinolab.art.pl/
Od 22 lipca do 1 sierpnia potrwa popularniejszy z roku na rok festiwal filmowy Era Nowe
Horyzonty. Będzie to jubileuszowa 10. edycja
tego istotnego wydarzenia w świecie postępowego kina. W programie m.in. przegląd
kina tureckiego, retrospektywy Jean-Luca
Godarda, Stephena i Timothy’ego Quay’ów,
czy Wojciecha Jerzego hasa. ENH to pozycja
obowiązkowa dla każdego kinomana.
www.enh.pl/
kultura | Ekran
Ten sam Warlikowski
Po najnowszym spektaklu Krzysztofa Warlikowskiego: koprodukcji Nowego Teatru w
Warszawie oraz Theatre de l’Odeon w Paryżu
można było oczekiwać więcej. A może raczej
czegoś innego, ponieważ „Tramwaj” w wielu
miejscach przedstawia kopie rozwiązań zaproponowanych przez reżysera w poprzednim
jego spektaklu, „(A)pollonii”.
Spektakl rozpoczyna się ekspresyjnym
monologiem francuskiej aktorki Isabelle
Huppert, grającej Blanche. Miejsce pożądania
ze sztuki Tennessee’ego Williamsa zajmuje
śmierć. Bohaterka przyjeżdża na Pola Elizejskie;
nie na przystanek Pożądanie, lecz Cmentarz.
To nakreśla pewną zmianę kierunku (również
miejsca i czasu) w inscenizacji względem dramatu, czy filmu Elii Kazana z 1951 roku. Język
jest też nieco inny, odmłodzony (co niweluje
wiek oryginalnego tekstu), potrafi też być
zabawny, innym razem – cholernie gorzki.
Jedynym Polakiem w obsadzie spektaklu
jest Andrzej Chyra, występujący w roli Stanleya
Kowalskiego. Gra solidnie, umiejętnie przedstawia na pozór prostego, impulsywnego
imigranta, który czuje się zagrożony i niepewny. Jednak chwilami jego wybuchom brakuje
ognia. Zdaje się zachowywać nonszalancko,
jak podczas urodzin Blanche, kiedy wyrzuca za
siebie talerz, mówiąc, że po sobie posprzątał
(zupełnie inny temperament wykazuje Marlon
Brando w analogicznej scenie z filmu Kazana).
Isabelle Huppert ma w sobie magnetyczną
Inżynierowie
absurdu
Wraz z przedostatnim dniem maja skończyły
się XXV Dni Sztuki Współczesnej w Białymstoku. W ostatni weekend festiwalu dostaliśmy
prawdziwą bombę teatralną – stolicę Podlasia
odwiedziły trzy grupy teatralne. Teatr Ósmego Dnia i Montownia – ich przedstawiać nie
trzeba. A rosyjski teatr inżynieryjny Akhe? No
właśnie…
Inżynierowie z Akhe przyjechali ze spektaklem „White Cabine”. Cała historia rozpoczyna
się od dziewczyny-reżyserki (?), która zza
kinematografu przechodzi nagle na środek
sceny,wstępując w rolę jednej z postaci. Film
w teatrze? Więcej – film niemy! Nie można
odmówić Rosjanom przewrotności. Grupa
uraczyła nas grą świateł, rekwizytów i muzyki.
Aktorzy strzelali korkami od szampanów,
rozlewali wino, upstrzyli podłogę masą gazet,
a wszystko po to, aby opowiedzieć o miłości
- miłości w konfiguracji dwóch na jedną, czyli
konflikt o samicę gotowy. Panowie (Maksym
Isajew, Paweł Semczenko) o powierzchowności drwali z głębokiej Syberii walczą więc o
względy pięknej pani (Jana Tumina), używając
argumentów nietuzinkowych: niekiedy au-
reklama
ma się niejako identyfikować, nie zaś kogoś
odpychającego, budzącego pogardę za to, co
zrobiła w przeszłości.
Inną wyróżniającą się postacią jest niewątpliwie Eunice, którą gra austriacka aktorka
Nowego Teatru Renate Jett. Jednak ową wyrazistość w dużej mierze zawdzięcza wykonywanym przez siebie songom. Wsłuchując się
w nie, ciężko wyrzucić z pamięci niesamowity
repertuar „(A)pollonii”. Na uznanie zasługuje
oczywiście również muzyka skomponowana
przez Pawła Mykietyna.
Scenografia Małgorzaty Szczęśniak może
zachwycać, choć do tego poniekąd nas
przyzwyczaiła. Mamy więc ruchomą, długą na
całą szerokość sceny przezroczystą łazienkękorytarz, tory do gry w kręgle, typowe dla
scenografii Szczęśniak krzesła, stół i łóżko.
Widzimy na scenie, że to ten sam Warlikowski, choć w jeszcze bardziej europejskim
wydaniu, posiłkujący się (co staje się stałym
elementem jego spektakli) projekcjami wideo.
Na tle polskich przedstawień „Tramwaj” z
pewnością się wyróżnia, natomiast ciężko
stwierdzić, czy sam reżyser powinien być z
niego w pełni zadowolony.
Szczepan Orłowski
siłę i dynamikę. Traktuje Stanleya jak głupka
i prostaka, starając się go ośmieszyć przed
publicznością. Blanche jest jednak postacią
tragiczną, dlatego w scenie gwałtu na niej
widzowie nie pozostają obojętni. Francuzka
stworzyła bohaterkę, z którą publiczność
toironicznych póz,
innym
razem
tragikomicznych
wyskoków
(jak wieszanie się
na sznurku
przymocowanym
do…
butelki z
winem.
Wszystko
po to, aby
osiągnąć
efekt
korkociągu). Piękna
pani się wdzięczy, czasem spojrzy melancholijnie, przewróci rzęsą, czasem uroni łezkę
lub głupiutki uśmieszek. Wszystko zagrane z
gracją i dystansem. Lecz najważniejsza jest….
…scenografia! Całkiem sprytnie przybywa jej na scenie z każdą minutą. Mamy więc
wspomniane gazety, sznurki, butelki, mnóstwo przedmiotów, których przeznaczenia
nie bardzo można odgadnąć. Nad śmietnikiem unosi się akcja, coraz bardziej rozmyta
i działająca raczej na poczucie absurdu niż
rozumową logikę. Kto spróbuje dorabiać do
„Tramwaj”
reżyseria Krzysztof Warlikowski
Koprodukcja Nowego Teatru w Warszawie
oraz Theatre de l’Odeon w Paryżu
Premiera w Polsce: 30 kwietnia 2010
tego jakąkolwiek ideologię, trafi sobie palcem
w tyłek. Widz ma siedzieć skołowany, a
inżynierowie będą mu tańczyć na nosie. I na
grobie purytańskiego teatru też.
Rudolf Wyczółkin
„White Cabine” Teatr inżynieryjny Akhe
XXV Dni Sztuki Współczesnej
w Białymstoku
Grzesiuk po belgijsku
Belgijska szkoła filmowa? Chyba jeszcze za
wcześnie na to określenie, ale styl i dobór tematów podejmowanych przez twórców z tego
dwujęzycznego państwa jest bardzo zbliżony.
Ojców tej współczesnej Nowej Fali trzeba
pewnie dopatrywać się w braciach Dardenne,
których każdy kolejny film zdobywa laury na europejskich festiwalach. Tworzą kino społeczne,
opisujące prostych bohaterów i ich zwyczajne
troski, które sprowadzają się często do banalnego, ale jakże prawdziwego pytania: „gdzie
pracować, żeby zarobić na czynsz?”. Jednocześnie niezwykła lekkość narracji i umiejętność
budowania ciekawej historii bez uciekania w
tani dramatyzm, są cechami charakterystycznymi dla belgijskiego duetu. Feliks van Groeningen potwierdza swoim obrazem, że w Belgii nie
tylko Luc i Jean-Pierre Dardenne tworzą dobre
kino – reżyser „Boso, ale na rowerze” zrealizował
film, który przypomina nieco ich „Dziecko” z
jego absurdalno-dramatyczną fabułą.
Gunter Strobbe jest 13-latkiem, mieszkającym w latach 80. w niewielkim belgijskim
miasteczku z ojcem i jego trzema braćmi w
domu dziadków. Na jego życie składają się
trudne relacje z ojcem-pijakiem, wujkiem-
hazardzistą i wujkiem-kobieciarzem, z którym
Gunter w dodatku dzieli sypialnię. Nie jest łatwe
dorastanie wśród kilku wiecznie niedojrzałych
mężczyzn, których życiowe cele sprowadzają
się do zwycięstwa w rajdzie na rowerach na
golasa lub pobiciu rekordu świata w piciu piwa.
Van Groeningen mógł stworzyć smutną
Metropolis (1927)
Już pierwsze takty są
zdolne zawładnąć umysłem: rytm pracujących,
buchających maszyn
dobrze zwiastuje futurystyczną wizję. Nie obrazuje ona jednak powszechnej równości i szczęśliwości. Prędko poznajemy klasę robotniczą,
która pędzi żałosny byt w codziennym znoju;
pozbawiona wszelkich rozrywek, strącona do
podziemnego miasta zna jedynie życiowe
konieczności.
Idea industrializacji osiąga tu ostateczne
bankructwo, skoro zmechanizowana produkcja
silniej jeszcze angażuje pracowników zamiast
zapewniać im wolny czas. Co więcej, robotnik
jako szary operator maszyny zupełnie zatraca
kreatywność i indywidualność (w stosunku
choćby do dawnych rzemieślników); strącony
zostaje do rangi zwierzęcia czy też sam przedzierzga się w maszynę, człowieka-maszynę La
Mettriego. Można by tu podnieść wiele wątków
szkoły frankfurckiej.
Powyżej powierzchni spotykamy, owszem,
lepiej usytuowanych pracowników, lecz – co
istotne dla fabuły – nie dostrzegamy wyodrębnionej klasy średniej, tego najczęstszego
zaczynu rewolucyjnych przemian. Od razu
zatem przechodzimy ku sferom rządzącym,
arystokratom. Ci zamieszkują najwyższe
kondygnacje miejskie, rajskie ogrody i pałace;
zupełnie odcięci od ludzkich cierpień oddają się
rozrywkom, sportowi i edukacji.
Spośród owych dostojnych wydobywa się
Freder Fredersen – syn samego władcy Metropolis; doznawszy „objawienia”, niczym budda
opuszcza wieżę z kości słoniowej, aby przejrzeć
na oczy i pochylić się nad umęczonymi braćmi.
Schodzi do katakumb, gdzie robotnicze masy
wsłuchują się w nowe słowo boże, głoszące
powszechną miłość, pojednanie między Górą
i Dołem, Rozumem i Rękoma. Pytanie, czy
hasła ewolucyjnych zmian powściągną głód
rewolucyjnego odwetu. Słusznie i bez trudu
rozpoznajemy w fabule spółkę wątków socjalistycznych i chrześcijańskich, a nawet historycznych: przepaści społeczne, religia zepchnięta do
podziemi, grunt, na jakim znajduje ona posłuch
- wszystko to w sposób oczywisty przypomina
trudne początki chrystianizmu w cesarstwie
rzymskim.
opowieść o chłopcu wychowującym się w patologicznej rodzinie, z dala od matki, którą sam
określa krótkim, acz dosadnym epitetem. Autor
wolał jednak unikać sentymentalizmu i użalania
nad losem biednego bohatera – pokazał jego
świat jako daleki od Idylli, ale zarazem pełen
zabawnych, często niedorzecznych, zdarzeń.
Jednocześnie nie
zatracił się w czarnym
humorze, znajdując
równowagę między
komedią a dramatem.
O jakości obrazu
belgijskiego twórcy
decyduje umiejętny
fabularny melanż
obserwacji społecznych i absurdu.
Rozbrzmiewające
w tle piosenki Roya Orbisona z hitami „Only
the Lonely” i „Pretty
Woman” na czele,
oraz zdjęcia Rubena
Impensa świetnie
oddają klimat lat 80.
w małomiasteczkowym wydaniu. Udany efekt
byłby jednak niemożliwy bez sprawnego
scenariusza, opartego na powieści Dimitria
Verhulsta „La Merditude des Choses”. Książka
została opublikowana w 1999 roku i szybko
zdobyła serca czytelników w Belgii i Holandii, a
także została przetłumaczona na kilka języków
(polskiego wydania na razie się nie doczekaliśmy). Wobec nieznajomości oryginalnego
utworu, dystrybutor filmu postanowił nawiązać
tytułem do „Boso, ale w ostrogach” Stanisława
Grzesiuka. To dobry pomysł, bo widać analogię
między losami obu bohaterów – świadomi
braku perspektyw w ich środowisku, zachowują
jednocześnie uśmiech i poczucie godności, a
sposób na zmianę losu znajdują w pisaniu powieści. Wszak jeden i drugi „wyrywa się” dzięki
literaturze z trudnego - ale jednak wspominanego z rozrzewnieniem - domu rodzinnego.
„Boso, ale na rowerze” jest trzecim pełnometrażowym filmem z dorobku van Groeningena,
lecz pierwszym obecnym w polskich kinach
i jednym z nielicznych belgijskich obrazów
na naszych ekranach. Szkoda, że tak rzadko
pojawia się możliwość zapoznania się z kinematografią z Brukseli, dlatego tym bardziej tej
incydentalnej okazji nie wolno sobie odmówić.
Patryk Juchniewicz
Boso, ale na rowerze
Reżyseria: Van Groeningen
premiera: 11 czerwca 2010
reklama
Mamy również element zła, ludzkiej pychy,
która przekroczyła granice i pokusiła się stworzyć humanoidalnego robota – jako Bestia obleczona w kobiece ciało sprowadza na ludzkość
upadek. Całe mnóstwo wątków religijnych i
katastroficzno-apokaliptycznych.
Wizja nowoczesnego miasta zupełnie nie
postradała swego rozmachu: feria świateł, ciągi
wielopoziomowych ulic, latające maszyny,
pnące się potężnie wieżowce – wszystko to
zachwyca pomimo upływu ponad osiemdziesięciu lat.
Idąc za znanym angielskim krytykiem
filmowym – Barrym Saltem - „Metropolis”
zaliczamy do grona siedmiu prawowitych
filmów ekspresjonistycznych, a to ze względu na: 1. ekspresjonistyczne aktorstwo; 2.
inscenizacje scen masowych wzorowanych na
teatralnych dziełach Georga Jessnera oraz 3.
akcję czerpiącą dość obficie z pierwszej części
ekspresjonistycznej trylogii sztuk Georga
Kaisera zatytułowanej „Gas”.
Obrazowi podczas wyjątkowego pokazu
w kinie „Kultura” towarzyszyła muzyka na
żywo, wykonywana przez znakomitego
Józefa Skrzeka.
Kajetan Poznański
„Metropolis”, reż. Fritz Lang
Rok produkcji: 1927
Pokaz w kinie Kultura
Już na początku lipca w kinie Atlantic rusza niesamowity projekt - Najmniejsze Projekcje Świata.
Co miesiąc będziemy do naszego kina zapraszać gwiazdy polskiej sceny filmowej, które spotkają się
z dziesiątką szczęśliwców na specjalny pokaz oraz udadzą się wspólnie do Pictures Art Bar Cafe.
Więcej informacji już wkrótce na stronie www.kinoatlantic.pl .
opr. Kajetan Poznański
| 20 |
| 21 |
Słowo | kultura
Do 25 czerwca potrwa „Łódź Literacka”.
Festiwal rozpoczął się 1 czerwca spotkaniem
z Jackiem Dehnelem. W programie wiele ciekawych i zróżnicowanych pozycji: od spotkań
z pisarzami, debatami dotyczącymi z jednej
strony Rimbauda, z drugiej najnowszej książki
Dana Browna, po wieczorki poetyckie.
Między 11 a 13 czerwca w Ostrowcu Świętokrzyskim odbędzie się Piknik Gombrowiczowski. W planie są interdyscyplinarne wydarzenia
takie jak wystawy, instalacje, projekcje filmów
i animacji, happeningi, warsztaty teatralne
oraz koncerty – wszystko to związane z
wielkim polskim pisarzem. Szczegóły na piknikgombrowiczowski.pl.
16 czerwca do polskich księgarń trafi książka
francuskiego noblisty Jean-Marie Gustave’a
Le Clézio pt. „Wojna”. Powieść ukazała się
we Francji w 1970 i teraz trafi do naszych rąk.
Historia przedstawiona przez Francuza wraz
z upływem czasu i wydarzeniami takimi 11
września, czy eksplozje w Madrycie i Londynie
nabiera nowych, uniwersalnych znaczeń.
„Iwaszkiewicz. Pisarz po katastrofie” nie jest
pierwszą biografią polskiego pisarza. Jednak
autor książki, Marek Radziwon pragnie na
jej stronach przedstawić nowe spojrzenie na
Iwaszkiewicza; zadaje pytania, nie oferując
prostych odpowiedzi. Radziwon posiłkuje
się przy tym wieloma niewykorzystanymi
dotychczas materiałami, takimi jak listy, źródła archiwalne, czy też notesy i kalendarzyki
pisarza. Premiera książki w lipcu.
opr. Szczepan Orłowski
23 i 24 lipca w Szczecinie odbędzie się trzecia
edycja prężnie rozwijającego się festiwalu
Boogie Brain. To przede wszystkim święto dla
fanów elektroniki we wszelkich odcieniach
(Catz’n’Dogz, Dixon, Niewinni Czarodzieje, Henrik Schwarz, Jahcoozi...). Imprezie
towarzyszyć będą m.in. jazzowe interpretacje
Chopina oraz wystawa plakatów z filmów
Almodovara. www.boogiebrainfestival.pl
W dniach 1–4 sierpnia stolica po raz kolejny
rozbrzmi jazzem z najwyższej półki w ramach
Warsaw Summer Jazz Days. Pharoah Sanders, Pat Metheny, Kurt Eling – wielu gigantów gatunku plus znakomici przedstawiciele
młodszych pokoleń (Vijai Iyer Trio, Portico
Quartet). W kasach czekają tanie bilety dla
uczniów i studentów! www.adamiakjazz.pl
Informator studencki
Historia przez dźwięczne „h”
„Dziś już się tak nie podróżuje,
dziś już się tak nie pisze, dziś już
się tak nie czyta” – tak we wstępie
do pierwszego tomu dzieł
zebranych legendy polskiego
reportażu, Melchiora Wańkowicza, obejmujących twórczość
przedwojenną, pisze Wojciech
Cejrowski. W jego słowach daje
się wyczuć tęsknotę za starym
światem, tym sprzed drugiej wojny światowej, do jego niepowtarzalnego kolorytu, do trwających
tygodniami rejsów przez ocean,
rozmówek toczonych na pokładzie ze współpasażerami, do podróży, która
nie sprowadzała się do kilku godzin spędzonych na pokładzie samolotu, przenoszącego
nas w okamgnieniu na drugi koniec świata.
Czytając Wańkowicza, przekonujemy się,
że od lat trzydziestych XX wieku zmieniło się
coś więcej niż tylko ilość godzin spędzanych
w podróży z Polski do Meksyku – zmieniło
się coś dla literatury najważniejszego: sposób
patrzenia na świat i opowiadania o nim.
Wańkowicz opowiada Historie przez duże (a
do tego jeszcze dźwięczne) „h”. Historie nacji,
nie ludzi, historie opowiadane z perspektywy
Niech nikogo nie zmyli tytuł nowej książki
Jadwigi Staniszkis. „Antropologia władzy”,
wbrew skojarzeniom, nie jest opasłym
studium władzy z punktu widzenia modnych
dzisiaj badań antropologicznych. To zbiór
szkiców o kryzysie gospodarczym i...Traktacie
Lizbońskim.
Co ma jedno do drugiego? Profesor Staniszkis stara się odpowiedzieć na to pytanie,
niestety, z mieszanym skutkiem. Prezentowane
przez nią eseje są podzielone na dwie zasadnicze części – pierwsza analizuje Traktat, tłumacząc przy tym strategie polskich polityków
w procesie jego uchwalania, druga traktuje
o „cywilizacyjnych konsekwencjach” kryzysu
ekonomicznego w Europie – które jednak
słabo się „kleją”. O samej władzy, jej „ontologii i
epistemologii” znana socjolog nie pisze dużo,
nie mówiąc już o rozmyciu kwestii antropologicznych, wypartych raczej przez perspek-
salonu, nawet wtedy, gdy jego
reporterskie oko zagląda pod
strzechy mazurskich chałup.
Zamiast stosunków międzyludzkich – stosunki międzynarodowe,
zamiast egzotycznych obrazów
nieznanego życia ludzi z innego
świata – przelewanie z pustego w
próżne mętnej wody dyskursu o
dziejowych racjach.
Oczywiście, sprawność Wańkowiczowego pióra jest wielka
(choć patos, z jakim snuje swoje
narracje, wydaje się momentami, jak na dzisiejsze ucho, nieco
przesadny), jego erudycja – niepospolita,
jego wiedza – iście encyklopedyczna. Z jego
reportaży można dowiedzieć się wszystkiego
o Montezumie, o stosunkach wyznaniowych
i politycznych w Meksyku, o historii Leszka
Białego, o rozwoju dialektów pruskich, mazurskich przyśpiewkach, słowem – o wszystkim,
co może zainteresować chłopców i dziewczęta
z dobrych domów. I wcale się nie śmieję – sam
też noszę na głowie przedziałek, przeszkadza
mi tylko, że Wańkowicz postępuje jak entomolog ślęczący z lupą nad nieznanym gatunkiem
mrówek, które trzeba jakoś sklasyfikować.
A do tego jeszcze wszechobecna sprawa
polska. Kościoły w Meksyku a sprawa polska,
rewolucja radziecka a sprawa polska, obyczaje
Mazurów a sprawa polska. Gdy czytałem
fragment, w którym Wańkowicz wizytuje
polskiego konsula w Mexico City, wielkiego
patriotę, krzewiącego za oceanem polskość,
oczami wyobraźni zobaczyłem siedzącego gdzieś w kącie Witolda Gombrowicza z
ironicznym uśmieszkiem przyglądającego się
swoim rodakom, uwięzionych przez polskość
nawet na dalekiej emigracji.
We wstępie do „Kościołów Meksyku”
Wańkowicz pisze: „Narody są jak drzewa,
zdarzenia ich dziejowe jak tego drzewa słoje.
Jakże śmieszny wydaje się człowiek, zbliżający
się ze szkiełkiem mędrca, krytykujący, gorszący
się, chwalący”. Teraz to Wańkowicz i jego
współcześni trafiają pod nasze mikroskopy.
Niedobrze jest pewnie mieszać go z błotem,
bo -wbrew pozorom - to człowiek z innego
świata. „Trudno. Nie można inaczej. Żyjemy.
Chcemy patrzeć. Chcemy rezonować. Chcemy
porównywać” – powiedziałby sam autor.
Tomasz Dowbor
„W Kościołach Meksyku. Opierzona
Rewolucja. Na Tropach Smętka”,
Melchior Wańkowicz
Prószyński Media, 2010
Antropologia nie-władzy
tywy: historyczną, filozoficzną
i prawną. Całość napisana jest
trudnym, hermetycznym językiem, który sprawia wrażenie,
jak gdyby stanowił mix-fix
utartych naukowych struktur.
Mimo tych zastrzeżeń, praca
Jadwigi Staniszkis pozostaje
ciekawa – pisze ona z dużą
swobodą, sprawnie łączy swoją
wiedzę z autorskimi obserwacjami, dzięki czemu nawet opis
założeń Traktatu Lizbońskiego,
będący miejscami podsumowaniem medialnych dyskusji, staje
się interesujący i, co ważne,
porządkujący wiedzę odbiorcy.
„Antropologia władzy” to
coś pomiędzy analizą naukową
a zbiorem erudycyjnych esejów
– połączenie wielu autorom
sprawiające nie lada problemy,
niestanowiące jednak żadnego
wyzwania dla takiego naukowo-pisarskiego wygi, jakim jest
profesor Staniszkis. I ta wprawa
w ogóle się w jej przypadku nie
starzeje.
Dominika Jędrzejczyk
Jadwiga Staniszkis
„Antropologia władzy”
Prószyński i S-ka, 2009
reklama
Przypominamy o corocznym, znamienitym
cyklu (ta piękna tradycja narodziła się już
w 1959 roku) koncertów chopinowskich w
Łazienkach Królewskich. Koncerty z udziałem
wybitnych pianistów potrwają aż do końca
września. Zapraszamy w każdą niedzielę o
godzinie 12 oraz 16!
opr. Kajetan Poznański
Dwa poziomy, 250 m2, aktywnego życia kulturalnego.
Koncerty, projekcje filmowe, wernisaże i debaty.
Pyszne jedzenie, doskonała kawa, alkohole
w szerokim wyborze! Zapraszamy!
Więcej na stronie
www.ksiazeizebrak.pl
| 22 |
Klubokawiarnia Grawitacja
Powiśle, ul. Browarna 6
tel: 510 501 051
www.klubgrawitacja.com
| 23 |
Interaktywna
Wystawa o euro
12 czerwca – 10 września
Narodowy Bank Polski
Pl. Powstańców Warszawy 4
Warszawa
fot. European Central Bank
– po raz pierwszy
w Polsce!
Jesteś ciekawy jak wyglądają banknoty i monety euro? Chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o wspólnej europejskiej walucie? A może
wybierasz się na wakacje do strefy euro? Jeśli
tak, przyjdź koniecznie na Wystawę o
euro w Narodowym Banku Polskim.
Wystawa o euro, zorganizowana
we współpracy z Europejskim
Bankiem Centralnym, gościła
już w wielu europejskich stolicach. Z ekspozycji dowiesz się,
jak doszło do powstania wspólnej europejskiej waluty, zobaczysz, jak wyglądają banknoty
euro oraz jakie wizerunki znajdują się na monetach wszystkich 16 państw strefy.
Dowiesz się także, co robi Europejski Bank
Centralny, aby o krok wyprzedzić fałszerzy
pieniędzy oraz jak sprawdzić autentyczność
banknotów euro w kilku prostych krokach.
Taka wiedza przyda się już w czasie nadchodzących wakacji!
Wystawa o euro jest wizualnie atrakcyjna
i nowoczesna. Znajdziesz na niej prezentacje
multimedialne, gry komputerowe, ekrany dotykowe i prezentacje 3D! Będziesz mógł także
zabrać ze sobą do domu publikacje Europejskiego Banku Centralnego.
Wystawa otwarta będzie przez całe wakacje.
Wszystkie elementy ekspozycji są dwujęzyczne (język polski i angielski). Możesz zaprosić
znajomych z zagranicy, którzy odwiedzą Cię
w tym czasie w Warszawie.
fot. European Central Bank
Godziny otwarcia
pon.-pt. 8.00-19.00
WSTĘP WOLNY

Podobne dokumenty