Pobierz - Miasto Kobiet

Komentarze

Transkrypt

Pobierz - Miasto Kobiet
P
IĘKNY UŚMIECH JEST SYNONIMEM ZDROWIA I SUKCESU. OSOBY
O BIAŁYCH, RÓWNYCH I ZDROWYCH ZĘBACH DZIĘKI PROMIENNEMU
UŚMIECHOWI ZYSKUJĄ POWSZECHNĄ SYMPATIĘ I ŁATWIEJ ZJEDNUJĄ SOBIE LUDZI. MEDIA POTWIERDZAJĄ NA KAŻDYM KROKU,
ŻE IDEALNY UŚMIECH STAŁ SIĘ OBOWIĄZUJĄCYM KANONEM PIĘKNA. O ILE JEDNAK W LATACH MINIONYCH TAKIM UŚMIECHEM SZCZYCIĆ SIĘ MOGLI JEDYNIE
NIELICZNI SZCZĘŚLIWCY, OBDARZENI PRZEZ NATURĘ, O TYLE DZIŚ KAŻDY MOŻE
STAĆ SIĘ WSPÓŁTWÓRCĄ PIĘKNA SWYCH ZĘBÓW. O LICÓWKACH CERAMICZNYCH
I MOŻLIWOŚCIACH ZAPROJEKTOWANIA SOBIE UŚMIECHU ROZMAWIAMY ZE STOMATOLOGIEM ALEKSANDRĄ SUMARĄ, WŁAŚCICIELKĄ KLINIKI DENTAL PARK.
Czy projektowanie uśmiechu jest w ogóle możliwe?
tekst promocyjny
Oczywiście. Nowoczesna stomatologia zaszła już tak daleko, że spektakularne przemiany uśmiechu są codziennością. Stąd
popularność programów „Chcę być piękna”
czy amerykańskiego „The Swan”. Dysponujemy całym arsenałem metod poprawy
wyglądu zębów.
Zaprojektuj sobie
UŚMIECH
Jak zatem zaprojektować sobie nowy uśmiech?
Czym są licówki?
Rozmowę z pacjentem rozpoczynam od poznania jego oczekiwań. Często okazuje się, że
jakiś defekt zębów, będący powodem wieloletnich kompleksów, jest możliwy do usunięcia za pomocą prostych i szybkich
zabiegów. Zawsze wykonujemy komplet
zdjęć, zarówno radiologicznych, jak i aparatem do profesjonalnej fotografii cyfrowej
w skali makro. Ich analiza pozwala zaplanować zabiegi, które umożliwią metamorfozę
wyglądu uzębienia. Jedną z moich ulubionych metod poprawy wyglądu zębów są licówki ceramiczne.
Licówki ceramiczne to cienkie porcelanowe
płatki o grubości do 1milimetra, przyklejane
na lekko przygotowane przednie powierzchnie zębów. Jest to najbardziej popularna
i najprostsza metoda osiągnięcia olśniewającego uśmiechu.
Czy nie osłabiają zębów?
Wręcz przeciwnie, w naszej klinice stosujemy najlepszy na świecie japoński cement
adhezyjny, który integruje licówki ze szkliwem zęba, wzmacniając go.
Czy licówki są wytrzymałe?
Licówki ceramiczne są rozwiązaniem na
wiele lat – w przeciwieństwie do licówek
kompozytowych, niestety jeszcze bardzo popularnych i często mylonych z porcelanowymi. Nie jestem zwolenniczką tych
ostatnich, bo dają krótkotrwały efekt estetyczny, przebarwiają się i wymagają nieustannych korekt. Moim pacjentom proponuję wyłącznie licówki ceramiczne i gwarantuję długotrwały, wspaniały efekt. Stosuję
na co dzień kanony estetyki stomatologicznej oraz zasady dialogu z pacjentem, wpojone mi przez profesora Carla Zappal’e,
konsultanta kliniki San Rafaele w Mediolanie. I zapraszam do Kliniki Dental Park!
KONKURS
...więcej na str.
DLA CZYTELNIKÓW
44
1 zaproszenie na RF DIATHERMY Lifting bez skalpela (600 zł)
w Yasumi – Instytucie Zdrowia i Urody (ul. Sanocka 1)
sms o treści: MKA yasumi imię i nazwisko
3 zaproszenia do Studia Kosmetyki Cosmeo (ul. Friedlaina 11) na:
mikrodermabrazję (150 zł), dobór stroju ślubnego (150 zł) i podologię
(50-150 zł, w zależności od problemu)
sms-y o treści: MKA mikrodermabrazja imię i nazwisko, MKA ślub imię
i nazwisko, MKA podologia
3 karnety do Centrum Masażu Dharmata (ul. Garbarska 5/5) na
masaż: balijski (160 zł), shiatsu (120 zł) i refleksologię (100 zł)
sms-y o treści: MKA balijski imię i nazwisko, MKA shiatsu imię i nazwisko, MKA refleksologia imię i nazwisko
3 zaproszenie do Studia Urody Angel (ul. Zwierzyniecka 30) na:
peeling z masażem twarzy i maską algową (100 zł), strzyżenie i modelowanie (80 zł), zabieg na twarz dla mężczyzny (100 zł)
sms-y o treści: MKA peeling imię i nazwisko, MKA fryzjer imię i nazwisko, MKA men imię i nazwisko
SPIS TREŚCI
KULTURA
1 zaproszenie do salonu fryzjerskiego Eric Stipa (ul. Wielopole
28, ul. Długa 21, M1, al. Pokoju 67) na dowolnie wybrane usługi (200 zł)
sms o treści: MKA eric stipa imię i nazwisko
2 zaproszenia do salonu fryzjerskiego Hair Coif (Galeria
Kazimierz, CH Czyżyny, ul. Medweckiego 2) na strzyżenie z kuracją (100 zł)
sms o treści: MKA hair coif imię i nazwisko
1 zestaw kosmetyków Beauty 4 You (ul. Cieplińskiego 15), peeling
i olejek do ciała (85 zł)
sms o treści: MKA kosmetyki imię i nazwisko
.............................................................................................................
Wyślij sms na numer 7101 koszt sms-a 1,22 zł (z VAT)
Strefa dźwięków
zakazanych
8
(6. Festiwal Sacrum Profanum)
Koncertowa jesień
10
(Affabre Concinui, Hanna Banaszak)
Gwiazda numeru:
Sonia Bohosiewicz
Wyznania czterdziestolatka:
Muniek Staszczyk
Nowości w kinie
Wydarzenia – kalendarium
Kobiety Batmana
Recenzje płyt
MIASTO
Imprezowa jesień
Nowe miejsca
Felieton: Gołąb
BIZNES
Po pomoc do Unii
Konkurs trwa od 11 września do 12 października
.............................................................................................................
KSIĄŻKI
Zwycięzców poinformujemy sms-em. Nagrody będą do odbioru w redakcji, ul. Ujejskiego 11/3. Poszerzonych informacji o nagrodach i ich
fundatorach szukaj na www.miastokobiet.pl, zakładka KONKURSY
MODA
Targowy rytuał
Recenzje książek
Literackim tropem
Wszystkie smaki Brukseli
Idziemy na zakupy
Trendy: Pół gotka, pół Szkotka
Moda: Jesienny MIX
ZDROWIE I URODA
Brzuch zatańczy najpiękniej
PROGRESSteron
Testujemy:
Mezoterapia nie boli
Testujemy:
Wstrząs na dobry początek
Preeti Agrawal –
Lekarz dwóch kultur
Sztuka oswajania raka
Kolagen może tylko pomóc
MOTORYZACJA
Lato z Kugą
ARCHITEKTURA I WNĘTRZA
Kino nie na każdą kieszeń
12
14
16
16
18
29
20
22
26
27
28
29
30
34
36
40
44
48
49
50
53
58
62
70
68
73
Wydawca: Agencja Etna,
Kraków 30-102, ul. Ujejskiego
11/3, tel. 012/ 294 08 83,
tel./fax 012 / 294 11 80; redaktor naczelny: Aneta Pondo;
sekretarz redakcji: Andrzej Politowicz, [email protected]; skład i opracowanie
graficzne: Eliza Luty; współpraca: Blanka AntoniewiczGoraj, Emilia Fajkowska, Paweł
Gzyl,
Karolina
Kelman,
Agnieszka Kozak, Łucja Kucia,
Anna Laszczka, Klaudia Maślanka, Katarzyna Paluch, Ola
Przegorzalska, Karolina Siudeja,
Aleksandra
Soboń-Smyk,
Matylda Stanowska, Kamil
M. Śmiałkowski; ilustracje:
Agnieszka Kucia, Eliza Luty,
Aurelia Milach; reklama: Barbara Fijał (tel. 698 901 255) Ludmiła Mentlewicz (tel. 609 817
533) Renata Stós-Pacut (tel.
601 998 170); Druk: Leyko,
ul. Romanowicza 11, Naklad:
11 tys. egz.
Miasto Kobiet – bezpłatny dwumiesięcznik, dostępny w kawiarniach, klubach i resta- uracjach,
salonach kosmetycznych i fryzjerskich, ośrodkach SPA, sklepach,
przychodniach, klubach fitness, itp.
Kolejne wydanie Miasta Kobiet
ukaże się 14 listopada. Zamówienia na reklamy przyjmujemy do
24 października.
Całostronicowe reklamy i materiały
promocyjne znajdują się na stronach: 3, 5, 9, 11, 17, 19, 25, 43,
52, 65, 67, 69, 71 oraz na II,III i IV
stronie okładki. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść
reklam.
Okładka: Sonia Bohosiewicz, fot.
Tatiana Jachyra/ FORUM, wywiad
na str. 12
UWAGA!
nowy adres
redakcji:
ul. UJEJSKIEGO 11/3
fot. Marcin Urban/MAI, sukienka, sweterek, naszyjnik, szalik – Sandwich, naszyjnik – Clare
FIOLET I MUSZTARDA TO „MUST
HAVE” TEGO SEZONU. DO TEGO
NASZYJNIK Z WIELKICH KAMIENI I NIEDBALE ZARZUCONY
NA SZYJĘ SZALIK.
{wydarzenia}
6. Festiwal Sacrum Profanum
Kraków, 14 – 21.09.2008
www.sacrumprofanum.pl
S T R E F A
M
DŹWIĘKÓW
ZAKAZANYCH
uzyka niemiecka? Progresywna, estetycznie
radykalna, niebanalna
w brzmieniu, warsztatowo wysublimowana. I zawsze umieszczona
w szerokim, kulturowo-filozoficznym kontekście... Przeraża?
Niepotrzebnie.
Zaczniemy łagodnie, nawet niezobowiązująco. Od Kurta
Weilla, mistrza międzywojennych songów, autora zgrabnych musicali. Następnie przemówi Hans Werner Henze – outsider,
wciąż wspominający nazistowską traumę, nieco lewicujący, opluwany przez awangardę, bo mocno osadzony w tradycji. Helmut
Lachenmann zaskoczy. Owszem. Bo kto to widział, żeby skrzypek
stukał w skrzypce, pianista szarpał
struny, a klarnecista z dumą generował
kiksy? Łagodniejszy dla ucha (ale za to
jaki wyrazisty politycznie!) będzie
Heiner Goebbels, nieprzyzwoicie flirtujący z popkulturą. Wolfgang Rihm reprezentuje wprawdzie filharmoniczny
mainstream, ale trochę zadziorny, nie
dający się łatwo zaszufladkować. Wreszcie Karlheinz Stockhausen – guru
współczesnej muzyki. Odkrywca świata
brzmień elektronicznych, który najpierw
skrupulatnie liczył dźwięki, by później gorset kompozytorskiej dyscypliny rozluźnić
i dać ujście nieskrępowanej improwizacji.
Blisko tygodniową przygodę z muzyką
niemiecką zamknie performance żywej legendy muzyki elektronicznej. W industrialnym wnętrzu nowohuckiego kombinatu
wystąpi Kraftwerk.
Tekst: Daniel Cichy, © Krakowskie Biuro Festiwalowe
..................................................................................................
Festiwal Sacrum Profanum to jedno z najciekawszych cyklicznych
wydarzeń muzycznej jesieni. Świadczy o tym nie tylko dynamiczny
rozwój imprezy, ale także wysoka ocena krytyki w rankingach
czołowych wydarzeń muzycznych w Polsce i w Europie. Rok temu Sacrum Profanum wraz z Festiwalem Misteria
Paschalia zajęły pierwsze miejsce w rankingu „Afisz – wydarzenia kulturalne
2007” tygodnika POLITYKA, w kategorii
„Muzyka poważna”. Wybór uargumentowano: Coraz wyższy poziom, światowa czołówka wykonawców. Oba
krakowskie festiwale – pierwszy wiosenny, drugi jesienny – rozwijają się
fantastycznie.
PROGRAM
6. FESTIWAL SACRUM PROFANUM
...................................................
15 września (poniedziałek)
Hans Werner Henze – Voices,
London Sinfonietta
David Atherton – dyrygent
Muzeum Inżynierii Miejskiej, g. 19
Karlheinz Stockhausen –
Kreuzspiel, Kontra-Punkte,
Mantra
Ensemble Modern; Ilan Volkov –
dyrygent
Fabryka Oskara Schindlera, g. 22
Paul Hillier, Theatre of Voices
Fabryka Oskara Schindlera, g. 22
...................................................
17 września (środa)
...................................................
16 września (wtorek)
Helmut Lachenmann –
„…Zwei Gefühle…“, Musik mit
Leonardo, Concertini
Klangforum Wien; Johannes Kalitzke – dyrygent
Muzeum Inżynierii Miejskiej, g. 19
Karlheinz Stockhausen –
Stimmung
Heiner Goebbels - La Jalousie,
Herakles 2, Befreiung, Samplersuite
Asko|Schönberg; Hans Leenders
– dyrygent
Muzeum Inżynierii Miejskiej, g. 19
Karlheinz Stockhausen – Zeitmasze, Gesang der Jünglinge,
Adieu, Kontakte
London Sinfonietta; David Atherton – dyrygent
Fabryka Oskara Schindlera, g. 22
...................................................
18 września (czwartek)
Wolfgang Rihm – Chiffre IV,
Concerto „Séraphin“
musikFabrik
Emilio Pomarico – dyrygent
Muzeum Inżynierii Miejskiej, g. 19
Karlheinz Stockhausen –
Glanz , Orchester-Finalisten
Asko|Schönberg
Fabryka Oskara Schindlera, g. 22
19 – 21 września
(piątek – niedziela)
Kraftwerk, fot. Peter Boettcher
Kurt Weill – Ute Lemper, Sinfonietta Cracovia
– Die sieben Todsünden, Sinfonie No. 2
Markc Minkowski – dyrygent
Filharmonia
im. Karola
Szymanowskiego
w Krakowie,
g. 20
London Sinfonietta, fot. arch.
Marc Minkowski, fot. Muriel Vega
14 września (niedziela)
Kraftwerk
Hala ocynowni chemicznej Arcelor Mittal Poland SA w Nowej
Hucie, g. 21
Organizatorem Festiwalu jest
Krakowskie Biuro Festiwalowe
Bilety dostępne w sprzedaży internetowej: www.bileteria.pl, www.ticketonline.pl i www.ebilet.pl oraz w punktach Sieci Informacji Miejskiej w Krakowie: ul. św. Jana 2, Wieża Ratuszowa, Rynek Główny 1, Pawilon Wyspiański 2000, pl. Wszystkich Świętych 2, ul. Szpitalna 25,
ul. Józefa 7, os. Słoneczne 16
{ koncertowa jesień}
Wokalna perfekcja
Affabre Concinui, fot. arch.org.
„Tych
sześciu
mężczyzn ubranych
w garnitury z pomarańczowo-czarnymi
krawatami już w
ciągu
pierwszych
minut położyło widownię na obie
łopatki, przy czym w sposób tak prosty
i naturalny, że aż cud”. Tak napisano po
koncercie wokalnej grupy Affabre Concinui na Ukrainie. Entuzjastyczna recenzja trafnie oddaje fenomen, jakim
jest ta polska grupa.
Idealnie współbrzmiąc – tak brzmi
tłumaczenie nazwy formacji. I nie ma
w tym żadnej przesady. W ciągu ćwierć
wieku działalności doprowadziła ona
sztukę śpiewu a capella do perfekcji. Zaczynali w dwóch poznańskich chórach
chłopięco-męskich, prowadzonych przez
znanych dyrygentów – Stuligrosza i Kurczewskiego. W 1983 roku postanowili
kontynuować przygodę ze śpiewem
w sześcioosobowym zespole, specjalizującym się w śpiewaniu muzyki dawnej
i
współczesnej.
Z czasem w ich
repertuarze pojawiły się elementy
humorystyczne –
imitacje brzmień
różnych instrumentów muzycznych. W ciągu 25 lat kariery zespół
śpiewał kompozycje zarówno Wacława
z Szamotuł, Chopina i Moniuszki, jak
i Pendereckiego czy Dębskiego. Obecnie
sporą część repertuaru Affabre Concinui
stanowią przeboje pop, zaaranżowane
w finezyjny sposób na sześć męskich
głosów.
Grupa koncertuje nie tylko w Polsce,
ale i na całym świecie. Była wielokrotnie
nagradzana na różnych festiwalach.
Trzykrotnie reprezentowała Polskę na
światowych wystawach EXPO – w Sewilli, Hanowerze i Aichi. [PG]
...........................................................
Zespół Wokalny AFFABRE CONCINUI,
28 września, Filharmonia im. K. Szymanowskiego w Krakowie, ul. Zwierzyniecka 1, g. 18
Ujmująca pani B.
Hanna Banaszak, fot. arch. org.
Wielu miłośników
polskiej piosenki
uważa, że to właśnie ona dysponuje
najpiękniejszym
głosem naszej estrady. Jest na niej
obecna już ponad
trzydzieści
lat.
W
przeciwieństwie do młodych
gwiazd nie narzuca się słuchaczom,
funkcjonuje w show-biznesie na swoich
warunkach, angażuje się jedynie w ambitne przedsięwzięcia. Hanna Banaszak.
Zaczynała śpiewać na początku lat
70. w amatorskim zespole w rodzinnym
Poznaniu. Zupełnie nie wiązała wtedy
swej przyszłości z muzyką. Nawet wówczas, gdy rozpoczęła współpracę z popularnym w tamtym okresie zespołem
jazzowym Sami Swoi. Podróżowała
z nim po całej Europie, przekonana, że
to tylko przygoda – dopiero po jej zakończeniu miała poważnie pomyśleć o studiach i pracy.
Tymczasem stało się zupełnie inaczej. Kiedy swoje piosenki zaproponowali
jej najwybitniejsi
polscy twórcy –
Przybora i Wasowski,
Kofta,
Młynarski
–
zmieniła zdanie.
Ich kompozycje
i teksty od razu
określiły pozycję
Banaszak na polskiej estradzie.
Jej specjalnością stały się subtelne piosenki o poetyckich tekstach. Z czasem
sama również zaczęła pisać wiersze.
Ci, którzy osobiście poznali Hannę
Banaszak, są zaskoczeni jej ujmującym
sposobem bycia – skromnością, dystansem do samej siebie, brakiem gwiazdorskiej pozy. Dzisiaj można ją najczęściej
zobaczyć w poważnych przedsięwzięciach z pogranicza piosenki i teatru. Nie
zapomina jednak o klasycznych recitalach dla swych wielbicieli. Od lat występuje ze swymi stałymi muzykami. [PG]
................................................................
HANNA BANASZAK wraz z Zespołem
12 października, Audytorium Maximum UJ,
ul. Krupnicza 35
Organizatorem koncertów jest Fundacja Kultury im. Ignacego Jana Paderewskiego.
Rezerwacja i sprzedaż biletów: siedziba Fundacji (Plac Szczepański 8/205, tel. 012 426 80 05), PIM
(ul. św. Jana 2), Filmotechnika (Rynek Główny 9), w sieci www.ticketportal.pl oraz przed koncertem.
Miasto Kobiet jest patronem medialnym koncertów
10
Miasto Kobiet 2008
{ gwiazda
numeru}
WARTO mieć
zasady
ROZMOWA
Z AKTORKĄ SONIĄ BOHOSIEWICZ
Naszą rozmowę śmiało możemy opatrzyć
nagłówkiem „Spotkanie z gwiazdą”. Czy tak właśnie
się Pani czuje?
Odpowiedź będzie prosta, jasna, zwięzła
i pewnie dla pani nie satysfakcjonująca. Nie
czuję się gwiazdą.
Sonia Bohosiewicz, fot. Tatiana Jachyra/FORUM
Chce Pani powiedzieć, że nie jest rozpoznawalna? Na
ulicy nie wpatrują się w Panią setki par oczu? Paparazzi nie siedzą w krzakach?
Nie jestem rozpoznawalna, idę ulicą i nikt
mnie nie zaczepia. Nie czuję się z tego powodu nieszczęśliwa, bo myślę, że to koszmarne być rozpoznawalnym na każdym
kroku. Przypuszczam, że nie można wtedy
zwyczajnie wyjść z domu, tylko w kółko
trzeba rozdawać autografy. Uważam, że
zachowanie anonimowości jest bardzo
przydatne.
Skąd w Pani wypadku wziął się pomysł na aktorstwo?
Nigdy nie miałam do czynienia z jakąś amatorską grupą teatralną. Jedyne moje zetknięcie z aktorstwem to warsztaty przygotowawcze do egzaminów wstępnych u pani
Doroty Pomykały, ale tam nie przygotowywaliśmy żadnych spektakli, tylko wybieraliśmy teksty i uczyliśmy się, jak to jest być na
scenie. Udało mi się zdać za pierwszym
razem i to rzeczywiście było bardzo przyjemne, więc gdy ktoś pyta mnie czy było
trudno, mówię, że nie. A jak wpadłam na pomysł, żeby zostać aktorką? Każdy jako
dziecko ma momenty, kiedy rodzina, znajomi nakłaniają do zaśpiewania piosenki albo
recytacji. Jedne dzieci tego nie lubią, inne
odwrotnie. Ja należałam do tych drugich.
Podobało mi się, że wszyscy na mnie patrzą.
Potem pod koniec liceum zdecydowałam się,
że spróbuję dostać się na takie studia.
Wcześniej nie chciałam, nawet wstydziłam
się powiedzieć to głośno, bo jakoś niepoważnie by zabrzmiało.
Dla rodziców taki wybór zawodu brzmiał poważnie?
sobie w tym siebie i albo dochodzę do
wniosku, że chcę to robić, albo nie. Zwykle
odbywa się to tak, że ktoś przynosi scenariusz i mówi: Przeczytaj, bo pasujesz do roli
tej kobiety, która jest taka albo owaka. Nie
chodzi o to, czy rola mi się podoba, bo będę
królewną, albo nie podoba, bo mam zagrać
wiedźmę. Chodzi o to, czy z mojej postaci
i relacji z innymi bohaterami powstanie coś,
pod czym chciałabym się podpisać. Krótko
jest cały obraz polskiego kina.
Jest też przecież nurt kina
o czymś, kina wrażliwego,
które można nazwać kontynuacją Kieślowskiego, Wajdy,
Kutza. Mamy kilku ciekawych twórców młodego pokolenia, którzy mają coś do
powiedzenia i nie chcą kupować widza nagimi pośladkami czy brutalną bijatyką.
Czy to jednak nie jest tak, że rynek
filmowy odzwierciedla stępiałą
wrażliwość odbiorcy, a filmy
„o czymś” pojawiają się na marginesie komercji?
Myślę, że nie ma w tym nic
wyjątkowego. Tak jest chyba
wszędzie. Istnieje grupa odbiorców kina wrażliwego, ale
zdecydowana większość ogląda komedie romantyczne.
Jedno z drugim musi iść
w parze i nie ma w tym nic
nagannego.
Czy uważa się Pani za aktorkę
wszechstronną? Grywa Pani w
filmach, ale i w serialach, na scenie staje Pani
choćby jako Elektra, jest też Grupa Rafała Kmity…
Jedyne, co na temat własnego aktorstwa
wiem na pewno, to że nigdy nie zagrałabym
w filmie porno. Inne formy, z cyrkiem
włącznie – o ile będą nieść wartościowy przekaz – oczywiście tak. A czy jestem wszechstronna, czy umiem różne rzeczy?
Spróbowałam Elektry, kabaretu, musicali.
Jeśli więc wziąć pod uwagę rozmaitość
Sonia Bohosiewicz zagrała między innymi w takich filmach i serialach jak „Spis cudzołożnic”, „Show”,
„Jestem”, „Zakochany anioł”, „I kto tu rządzi”, „Rezerwat”, „Miodowe lata”, „Na dobre i na złe”, „Magda M.”, „39
i pół”. Miłośnicy teatru pamiętają zapewne jej rolę w „Elektrze”, ale wymienić wypada także kreacje stworzone w teatrach telewizji: „Twórcach obrazów”, „Wielkiej magii”, „Zdradzie” oraz „Balu błaznów”. W jej karierze duże znaczenie
ma praca z Rafałem Kmitą i role w spektaklach: „Aj! Waj!, czyli historie z cynamonem”, „X - lecie Grupy Rafała Kmity”,
„Ca-sting” i „Wszyscyśmy z jednego szynela”. Wkrótce zobaczymy ją w spektaklu Teatru Telewizji „Szkoła żon”, gdzie
zagra u boku Jerzego Stuhra. Już niebawem do ról teatralnych i filmowych aktorka będzie mogła dorzucić kolejną rolę,
tym razem życiową – młodej mamy.
Moi rodzice nie oponowali i nie trzymali
kciuków w intencji klęski, wręcz przeciwnie.
Jeśli aktorem ma zostać chłopak, to chyba
jest trochę inaczej, może wtedy częściej rodzice uznają taką decyzję za błędną, ale
dziewczyna-aktorka to brzmi całkiem fajnie.
mówiąc, czy mamy szansę zrobić dobry film,
a nie nudę lub głupotę i czy przekaz całości
jest taki, jaki chcę dostarczyć ludziom.
moich prób, to jestem wszechstronna, ale
nie mnie oceniać, czy były to próby udane.
Jak aktor podejmuje decyzję o zagraniu takiej czy
innej roli? Rzeczywiście zdarza się czytać dziesiątki
scenariuszy i równie wiele odrzucać?
Kiedy mówimy „klasyczny przykład kina francuskiego, angielski humor”, wszyscy wiedzą o co chodzi. Jak jest z polskim kinem?
Nie wiem jak robią to koledzy, im pewnie tak
jak i mnie zdarza się przeczytać scenariusz
i go odrzucić. To wcale nie oznacza, że jest
się zmanierowaną gwiazdą, która może sobie
na to pozwolić. Gdy coś czytam, wyobrażam
Zalewa nas właśnie nurt komedii romantycznych, służących zarabianiu pieniędzy.
Powstają duże, zrobione mniej lub bardziej
sprawnie, kolorowe produkcje do oglądania
w parach, najlepiej 14 lutego. To jednak nie
Na trzecim roku w PWST studiowałam
razem z Darkiem Starczewskim, współtwórcą grupy. Szukali wtedy dziewczyny
z temperamentem i śpiewającego chłopaka
do nowego spektaklu „Wszyscyśmy z jednego
szynela”. Darek zaproponował mnie i Andrzeja Kozłowskiego. Poszliśmy na casting,
zostaliśmy zaakceptowani i tak się zaczęło.
12
Miasto Kobiet 2008
Jak zaczęła się Pani przygoda z Rafałem Kmitą?
{ gwiazda
Jak układa się współpraca z Rafałem, o którym wiadomo, że jest perfekcjonistą?
trochę nasiąknąć klimatem, ale „odpytywania” z wiedzy o kulturze nie było.
Jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Nastawiliśmy się wszyscy na wysoki poziom, więc
oczekiwania Rafała nie odbiegają od naszych. Zresztą inaczej jest, kiedy reżyser
i aktor biorą na warsztat czyjś tekst i pracują nad jego interpretacją, a inaczej, gdy
reżyser – jak Rafał – sam jest autorem tekstów. U Rafała nie ma zbędnych słów; jeśli
coś jest napisane, służy konkretnemu celowi. Pod tym względem praca z nim różni
się od pracy z innymi reżyserami.
Jak przygotowuje się Pani do roli?
Ma Pani swoją ulubioną rolę?
Nie! Ale mam swój ulubiony spektakl – „Aj
waj! czyli historie z cynamonem”. Z przyjemnością w nim gram i za każdym razem
mam poczucie, że to kawał dobrej roboty.
Po spektaklu ludzie wychodzą z teatru
jakby młodsi o dziesięć lat i fajnie jest na to
patrzeć.
Czy to prawda, że zanim powstała ta sztuka, Rafał
studiował język jidisz?
To plotka. Przez dwa lata studiował kulturę
żydowską, słuchał muzyki, zgłębiał tradycję.
Robił to po to, aby nie popełnić jakiegoś
błędu, nie powielać kłamliwych stereotypów.
Od aktorów wymagał podobnej wnikliwości?
Nie! Uczyliśmy się tańca żydowskiego, byliśmy na warsztatach organizowanych w ramach Festiwalu Kultury Żydowskiej, żeby
Kilkadziesiąt razy czytam scenariusz i otwieram swoją wrażliwość. Pomysły przychodzą
w zaskakujących momentach, bo dla wyobraźni nie ma znaczenia, czy właśnie ma się
dostęp do szybkiego łącza, czy zmywa się naczynia albo kupuje bułki na śniadanie. Staram się ciągle mleć we własnej głowie
wszystko, co jest związane z moją rolą, i tak
aż do rozpoczęcia prób. A potem, także pod
wpływem kolorytu innych postaci sztuki,
wszystko układa się w całość.
Jest taki modny temat – udział znanych aktorów
w reklamie. Jakie jest Pani zdanie na ten temat?
Jestem przeciwna mieszaniu sacrum i profanum. Oczywiście reklama może być
sztuką, i sztuką jest zrobić dobrą reklamę, ale
w założeniu powstaje ona po to, żeby sprzedać produkt, a nie żeby dostarczyć przeżyć.
Nie zgadzam się, żeby ludzie którzy mają za
zadanie nieść emocje, piękno, idee, oddawali
siebie dla podniesienia sprzedaży, powiedzmy, proszku do prania.
Ma Pani wytyczoną drogę, którą chciałaby przejść
w zawodzie?
Chyba niemożliwe jest planowanie takiej
drogi. Aktor jest w pewnym sensie człowiekiem do wynajęcia i to, że chciałabym przez
następne dwa lata zajmować się Szekspirem,
numeru}
bo czuję, że wiele dałoby to mojej psychice
i doświadczeniu, niczego nie oznacza. Jeśli
nikt mi tego nie zaproponuje, mogę sobie
przeczytać dowolny fragment przed lustrem.
Gdyby nie była Pani aktorką...
Coś bym sobie wymyśliła. Byłam w klasie
matematyczno-fizycznej, więc może zajęłabym się biznesem albo czymś, co wykorzystywałoby
cechy
ważne
także
w aktorstwie: bezpośredniość, umiejętność
obcowania z ludźmi, ekspresję.
Czy prywatnie jest Pani podobna do którejś z granych
przez siebie postaci?
Nie! Wydaje mi się, że jestem dość pogodna,
energiczna i mam nadzieję – wrażliwa. Mam
poczucie humoru, do tego jestem trochę leniwa, czasem zbyt porywcza. Jeśli robienie
czegoś sprawia mi przyjemność, jestem systematyczna; jeśli czegoś nie lubię robić, zostawiam to na ostatnią chwilę.
Mam jeszcze jedno pytanie, które zawsze chciałam
zadać komuś związanemu z powstaniem filmu
„Show”. Czy casting z czołówki jest autentyczny?
Tak! To prawdziwy casting i prawdziwe odpowiedzi na pytania. Wszyscy uczestnicy
podpisywali potem zgodę na wykorzystanie
tego materiału. To było tak niewiarygodne,
że nie mogło być zagrane. Najlepszymi aktorami w całym filmie okazaliby się amatorzy.
Szokujące prawda?
Rozmawiała Anna Laszczka
www.miastokobiet.pl
13
{muzyka}
Wyznania czterdziestolatka
ROZMOWA Z MUŃKIEM STASZCZYKIEM,
WOKALISTĄ ZESPOŁU T.LOVE
Muniek Staszczyk, fot. EMI Music Poland
Jest w tym dużo prawdy. Mam w sobie coś,
co pozwala mi patrzeć na świat z dziecięcą
naiwnością. Ale to dobrze, bo dzięki temu
dostrzegam wiele spraw, których inni nie
zauważają. Nie uciekam jednak przed
prozą życia – mam rodzinę, którą utrzymuję, dbam o nią, otarłem się o śmierć najbliższych, rozliczam się z podatków...
Jestem dobrym mężem i ojcem. Nie uciekam od rzeczywistości.
Trudno chyba być wiernym mężem, kiedy jest się
liderem popularnego rock and rollowego zespołu...
Los dał mi wspaniałą żonę. Jest dla mnie
bardzo wyrozumiała. Przeszliśmy wspólnie
kilka kryzysów, które zaistniały z mojej
winy, ale umocniły tylko nasze małżeństwo.
Trzymamy się razem, szanujemy się, kochamy nasze dzieci. Nie oddałbym tego za
nic – nawet za milion sprzedanych płyt.
Jesteś już po czterdziestce. Nie czujesz się za stary
na rock and roll?
Zastanawiałem się niedawno nad tym.
Przypomniała mi się wtedy piosenka grupy
Jethro Tull „Too Old To Rock And Roll,
Too Young To Die”. To skłoniło mnie do
refleksji. Nie chciałbym skończyć jako
skaczący po scenie podstarzały błazen.
Przypomniałem sobie, że są jednak rockmani, którzy starzeją się z godnością –
mam tu na myśli choćby Boba Dylana czy
Lou Reeda. Pomyślałem więc: mam talent
do pisania piosenek, dobry zespół i ludzi,
którzy chcą nas słuchać… Dlaczego więc
rezygnować? Ostatnia płyta tchnęła w nas
świeżą energię. Dopóki w zespole będzie
panował twórczy klimat, będziemy grali.
A czy aby nie jest tak, że w pewnym momencie uświadamiasz sobie, że nie potrafisz robić nic innego,
tylko śpiewać i nie masz już wyjścia, musisz chałturzyć do końca, żeby utrzymać siebie i rodzinę?
Właśnie tego chciałbym uniknąć. Kiedy
nagrałem płytę z zespołem Szwagierkolaska, która sprzedała się w ilości prawie
300 tysięcy egzemplarzy, zwaliła się na
mnie sterta propozycji koncertów i nagrań. Odrzuciłem je, bo nie chciałem
chałturzyć. Nie interesuje mnie masowa
popularność. T.Love też mógłby grać więcej koncertów, ale nie chcę tego – moja
twórczość wynika z potrzeby serca, a nie
z czyjegoś zamówienia.
14
Miasto Kobiet 2008
Kiedy zobaczyłem cię pierwszy raz na scenie podczas festiwalu w Jarocinie w połowie lat 80.,
miałeś na sobie koszulkę z napisem „Fuck Art”. Czy
to znaczy, że uważasz, iż to co robisz nie ma nic
wspólnego ze sztuką?
Rock and roll ma dwa oblicza: od ponad 40
lat jest trwałym elementem pop-kultury,
a jednocześnie nadal jest wygłupem i błazenadą. Każdy kto wychodzi na scenę, aby zaśpiewać, jest do pewnego stopnia klownem.
KOCHAM
POLSKĘ, ALE
MARTWI MNIE
KIERUNEK,
W KTÓRYM
ZMIERZA
Nie oznacza to, że nie mamy nic do powiedzenia – przeciwnie, przykładamy dużą
wagę do tekstów. Myślę, że kilka naszych
utworów stało się ważnym elementem polskiej kultury młodzieżowej.
Bono z U2 powiedział kiedyś, że wszyscy rockmani
to ludzie, którzy boją się dojrzeć i uciekają w rock
and roll przed problemami dorosłego życia.
Jesteś w pewnym sensie uosobieniem mitu rock
and rollowca. Chodzi mi o Twój wygląd – dżinsy,
T-shirt, czarne okulary, skórzana kurtka – ale i zachowanie: balangi, dziewczyny, litry wypitego
piwa...
Na pewno nie jestem typem faceta, który
siedzi w domu w kapciach przed telewizorem. Ale nie ganiam też po hotelu nago
z gaśnicą. Prawda leży pośrodku. Lubię poszaleć, ale są też sprawy, które traktuję
z należytą powagą. Mimo rock and rollowego trybu życia, jestem od lat mężem tej
samej kobiety, mam dwoje dzieci, nie
wpadłem w żaden nałóg. Nie wyznaję filozofii streszczającej się hasłem: „Żyj szybko,
umieraj młodo”. Podobnie koledzy z zespołu – to starsi faceci, którzy mają rodziny
i myślą poważnie o życiu.
Na początku Waszej działalności trudno było trafić
na koncert T.Love, podczas którego nie bylibyście
pijani.
Zaczynaliśmy jako młodzi chłopcy.
Wszystko było dla nas nowe: alkohol, dziewczyny, używki. Uczyliśmy się w ten sposób
życia. Większość nastolatków przez to przechodzi. Nasze zachowania bardziej rzucały
się w oczy, bo byliśmy w świetle reflektorów.
Z czasem wyrośliśmy z tego. Dzisiaj bardziej
niż kiedyś zależy nam na muzyce.
Powiedziałeś kiedyś w jednym z wywiadów, że
miałeś kontakt ze wszelkimi możliwymi narkotykami.
Tak, ale mam to już za sobą. Próbowałem
różnych używek, ale nigdy nie byłem uza-
{muzyka }
leżniony. Pierwszy kontakt z narkotykami
miałem w wieku 20 lat. Palenie „trawy”
miało wtedy zupełnie inny wymiar niż dzisiaj: byliśmy zafascynowani muzyką reggae,
filozofią rastafariańską, wydawało się nam,
że sięgając po jointa kontestujemy otaczającą nas rzeczywistość. To co obecnie
się dzieje – dealerzy w szkołach, naćpane
dzieci, ogólna dostępność dragów – autentycznie mnie przeraża. Jestem
przeciwny narkotykom. Wiem,
że młodzież może pomyśleć, że
mówię jak stary zgred, ale ta
opinia wynika z doświadczenia.
Zbyt wielu ludzi z mego otoczenia zniszczyło się lub odeszło
przez narkotyki. Narkotyki to
wielki biznes. Ci, którzy je
sprzedają, żerują na dzieciakach, które nie zdają sobie
sprawy z tego, co robią.
jako osobę, która przekazywała im pozytywne przesłanie.
Przeprowadziłeś się z Częstochowy do Warszawy.
Jak się czujesz w stolicy?
Wrosłem w to miasto. Przyzwyczaiłem się
do jej ciężkiego klimatu. Chociaż w ostatnich latach wiele się zmieniło. Jakiś czas
temu przeprowadziłem się na nowe,
strzeżone osiedle, na którym mieszkają
Byłeś jednym z tych rockmanów, którzy powitali
przełom polityczny w Polsce w 1989 r.
z entuzjazmem. W Twoich tekstach z lat
90. niemal zachłystywałeś się możliwościami, jakie przyniósł nasz rodzimy kapitalizm. Na ostatnich płytach T.Love
pojawiła się jednak nuta rozczarowania
tym, co stało się w Polsce po obaleniu
komuny.
Niestety, nasze społeczeństwo
nie potrafiło wykorzystać odzyskania niepodległości. Nie nauczyliśmy
się
demokracji,
źle
wykorzystujemy wywalczoną wolność. I nie myślę tu tylko o tym,
co ostatnio dzieje się w polityce.
Polacy tolerują chamstwo, złodziejstwo, przemoc. I przyczyn
tego stanu rzeczy szukałbym nie
tylko w komunizmie, ale jeszcze
głębiej, w dawnych wiekach,
w naszej kłótliwej i skłonnej do
prywaty naturze. Przygnębia
mnie gust Polaków. O ile nie daliśmy się zrusyfikować, to z niezwykłą biernością poddajemy się
najbardziej tandetnym i kiczowatym wzorcom, wziętym z kultury
Zachodu. Kocham Polskę, ale
martwi mnie kierunek, w którym
zmierza.
Pisałeś kiedyś pod wpływem narkotyków czy alkoholu?
Tak, ale to było dawno. Ostatnia
płyta, przy tworzeniu której
wspomagałem się alkoholem, to
był album „Al Capone”.
Kiedy i gdzie najlepiej Ci się pisze?
W domu, w swoim pokoju. Na
trzeźwo. Próbowałem pisać na
wakacjach, w trasie – nic z tego
nie wychodziło.
Czy w ciągu ćwierć wieku działalności T.Love napisałeś takie teksty,
których dzisiaj wstydzisz się śpiewać?
Hmmm..., to mogłyby być dwa
utwory: „Sarah” i „Prawdziwi kochankowie”. Oba mówią o wyimaginowanych kobietach. Są
banalne i pretensjonalne. Aby
napisać dobry tekst muszę coś
przeżyć na własnej skórze. Te
doświadczenia zamieniam jednak w pewną fikcję literacką, by
były zrozumiałe dla słuchaczy.
Jak oceniasz współczesną młodzież?
Jest inna niż my w jej wieku. My
nie mieliśmy żadnego planu na
życie. Bo kto przypuszczał, że komuna padnie? Dzisiaj ktoś, kto
kończy osiemnaście lat, ma już
wytyczoną drogę kariery: konkretne studia, staż, praca, kolejne
szczeble awansu... Zaskakuje
mnie ta samodzielność i dojrzałość. I brakuje mi w dzisiejszej
młodzieży tej beztroski, którą my
mieliśmy, tej iskry szaleństwa,
tego luzu.
Masz mechanizm autocenzury? Czy są
rzeczy, o których nie chcesz śpiewać,
bo obawiasz się, jak będą zrozumiane
przez młodych ludzi?
Nigdy nie będę sprzedawał kultury śmierci, jak czyni to
choćby Marilyn Manson. Nigdy
nie będę kupczył nienawiścią
i przemocą. Na płycie „Chłopaki nie
płaczą” jest piosenka „Nie ma zabawy”,
w której wcielam się w postać diabła, cynicznie namawiającego do brania narkotyków.
Kiedyś,
podczas
spotkania
z młodzieżą szkolną, jeden z jego uczestników zarzucił mi, że nakłaniam w tej piosence do używania dragów. Bardzo mnie
to zdziwiło. Zrozumiałem jednak, że ktoś
może rzeczywiście opacznie zrozumieć
słowa tego utworu i postanowiłem, że już
nigdy nie będziemy go wykonywać.
Pragnę, aby słuchacze zapamiętali mnie
Dla mnie wiara to przede wszystkim ciężka
walka ze swoimi słabościami i praca nad
sobą. Był taki moment, że oddaliłem się od
Boga, ale potem znów przybliżyłem się do
Niego. To było tak, jakby ktoś złożył mi zaproszenie, a ja na nie odpowiedziałem.
Oczywiście do ideału bardzo mi daleko,
przecież wszyscy jesteśmy słabi.
przede wszystkim młodzi dorobkiewicze.
Bije od nich niesamowity chłód. Kiedyś
urządziłem imprezę, zrobiło się trochę
głośno – natychmiast ktoś wezwał policję
i musieliśmy przyhamować. Kiedy mieszkałem na Żoliborzu, w starych, gomułkowskich blokach, było zupełnie inaczej.
Wracasz czasem do Częstochowy?
Tak, tam mieszkają moi rodzice i starzy
kumple. Kiedy ktoś mnie pyta, skąd jestem,
nadal odpowiadam: „Z Częstochowy”.
Odwiedzasz klasztor na Jasnej Górze?
Oczywiście. Jestem człowiekiem wierzącym.
To dlatego w kilku swoich tekstach zdecydowałeś się przyłożyć współczesnym yuppies?
Ja kocham tych ludzi. Ale czasem muszę
powiedzieć im w twarz coś nieprzyjemnego. Oni uważają mnie za człowieka sukcesu. I owszem, kiedyś byłem biedny,
dzisiaj mam kasę. I mógłbym mieć jej więcej, ale nie zabiegam o to. Bo liczą się dla
mnie też inne rzeczy. Dlatego wkurza
mnie, gdy ktoś dostaje świra na punkcie
szmalu i całe swe życie podporządkowuje
dorabianiu się. A gdzie sztuka, poezja, muzyka, miłość, rodzina, przyjaciele?
Rozmawiał Paweł Gzyl
www.miastokobiet.pl
15
{
film}
z wizytą w mieście
wydarzenia
festiwale
11.09-09.12, Krakowska Jesień Jazzowa,
Alchemia, ul. Estery 1,www.alchemia.com.pl
14-21.09, Sacrum Profanum,
www.sacrumprofanum.pl
28-30.09, I Międzynarodowy Festiwal Filmów
Dziecięcych Galicja 2008, Kijów Centrum,
al. Krasińskiego 34
13-19.10, Studencki Festiwal Piosenki,
www.instytutsztuki.pl
10-12.10, 17-19.10, Progressteron,
www.dojrzewalnia.pl
23-26.10, Targi Książki, www.targi.krakow.pl
koncerty
12.09, Koncert dla Piotra S., Audytorium Maximum UJ, ul. Krupnicza 33, g. 19.30
20.09, Feel, T.S. Hala Wisły, ul. Reymonta 22,
g. 17
21.09, Mariusz Oziu Orzechowski, Loch Camelot,
ul. św. Tomasza 17, g. 20
24.09, Aga Ślazyk, Piwnica pod Baranami, Rynek
Gł. 27, g. 20
25.09, Lura z Wysp Zielonego Przylądka, Kijów
Centrum, al. Krasińskiego 34, g. 19
27.09, Jaga Wrońska, Na wyspie Kraków, Loch
Camelot, ul. św. Tomasza 17, g. 20
27.09, Masta Killa, Afu-Ra, Pf Cuttin, Klub Studio, ul. Budryka 4, g. 20
28.09, Affabre Concinui, Filharmonia Krakowska,
ul. Zwierzyniecka 1, g. 18
28.09, Ludzie Estrady: Stanisław Soyka, Teatr
Groteska, ul. Skarbowa 2, g. 19
04.10, Piosenkarnia Anny Treter – koncert jesienny, Teatr Groteska, ul. Skarbowa 2, g. 19
05.10, Krzysztof Daukszewicz – recital, Teatr
Groteska, Scena OF, ul. Skarbowa 2, g. 20
05.10, Raz Dwa Trzy, Audytorium Maximum UJ,
ul. Krupnicza 35, g. 20
05.10, Ceili z zespołem Comhlan, Rotunda,
ul. Oleandry 1, g. 19
09.10, Akurat, Rotunda, ul. Oleandry 1, g. 20
11.10, Pendragon, Rotunda, ul. Oleandry 1, g. 20
12.10, Hanna Banaszak, Audytorium Maximum
UJ, ul. Krupnicza 35
13.10, Stare Dobre Małżeństwo, Rotunda,
ul. Oleandry 1, g. 20
13,14,15.10, Nie zapomnij mnie – Grażyna Brodzińska – Piosenka Międzywojenna, Filharmonia Krakowska, ul. Zwierzyniecka 1, g.
19.15
17.10, Karrot Tour Festiwal, Rotunda, ul. Oleandry 1, g. 20
18.10, Mosh it up Festival, Rotunda, ul. Oleandry 1
18.10, Ladytron, Klub Studio, ul. Budryka 4, g. 20
19.10, koncert: W górach jest wszystko co kocham, Rotunda, ul. Oleandry 1
29.10, Waglewski Fisz Emade, Rotunda,
ul. Oleandry 1
inne
16.09, Turniej kabaretowy (Paranienormalni, Formacja Chatelet, Limo i inni), Rotunda, ul. Oleandry 1, g. 19
12.10, Ireneusz Krosny, Teatr Groteska, Scena
OF, ul. Skarbowa 2, g. 20
16
Miasto Kobiet 2008
WIZYTA PIĄTA
Kamil Śmiałkowski
KRAKÓW
● wrzesień
● październik
nowości
w kinie
................................................................................
N
o i po wakacjach. Pora na kolejny kinowy sezon i trzeba
przyznać, że rozpoczyna się on
tym razem po prostu pięknie.
Bo oto już w pierwszy weekend
września do naszych kin trafi Elegia, najnowsza ekranizacja prozy Philipa Rotha – opowieść o obsesji, w jaką zamienia się romans
starszego profesora z młodą piękną studentką.
I nie sądzę, byście miały jakikolwiek problem
z wyciągnięciem na ten seans swoich partnerów – wystarczy pokazać im plakat „Elegii”
z piękną i nagą Penelopą Cruz. Dla zwolenniczek czegoś lżejszego polecam w ten sam
weekend Dziewczyny z St. Trinian – brytyjską
komedię o nietypowej szkole dla „młodych
dam”. Pewnie niewiele z Was widziało żarty
rysunkowe, które były inspiracją dla tej fabuły
– dość rzec, że kilkadziesiąt lat temu były one
tak popularne na Zachodzie, jak dziś u nas rysunki Raczkowskiego.
Im dalej w kinowy wrzesień, tym ciekawiej
i różnorodniej. Oto Centralne Biuro Uwodzenia – lekka komedia romantyczno-sensacyjna
z Meg Ryan i Antonio Banderasem, sąsiadować będzie w kinach z psychologicznym
dramatem Cztery noce z Anną, którym po
dłuższej przerwie wraca na nasze ekrany
Jerzy Skolimowski. Nakręcił on historię pielęgniarki z prowincjonalnego szpitala, która
staje się obiektem westchnień młodego
mężczyzny. A z czasem nie tylko westchnień…
Polskich filmów będzie zresztą we wrześniu więcej: czeka nas Rysa – historia małżeństwa z problemami (w rolach głównych
Jadwiga Jankowska-Cieślak i Krzysztof Stroiński) i podwójny seans filmów Rafała Kapelińskiego. W cenie jednego biletu można
będzie zobaczyć jego dwa naprawdę niezłe
kameralne średniometrażowe produkcje:
Emilka płacze i Ballada o Piotrowskim. Wygląda mi na to, że najzabawniejszym polskim
filmem września będzie – jakkolwiek to abstrakcyjnie brzmi – najnowszy obraz Krzysztofa Zanussiego Serce na dłoni. Tak, tak, to
właśnie ten film z epizodem Dody. W zasadzie tylko dlatego od miesięcy mówi się o nim
w mediach. A teraz będziemy mogli się przekonać, czy poza tym jest jeszcze w tym filmie
coś wartego uwagi. Cholera, z tego co napi-
sałem wynika, że uważam Dodę za godną
uwagi… No, ale to przecież niewątpliwy fenomen socjologiczny.
A poza tym w ten sam weekend wchodzą
do kin jeszcze Gwiezdne Wojny – Wojny Klonów, więc dla mnie osobiście wybór jest prosty. A tym paniom, którym nie odpowiada ani
Zanussi ani George Lucas, z pełnym przekonaniem polecam Jaja w tropikach. Wiem,
wiem, polski tytuł jest trochę żenujący, ale to
najnowsza, wystrzałowa komedia Bena Stillera z Jackiem Blackiem i Robertem Downey’em Jr. Cała trójka gra gwiazdy kina, które
ładują się w sam środek lokalnej tropikalnej
wojny. Naprawdę warto!
I tak niepostrzeżenie dotarliśmy do października. A ten zaczyna się w kinach najnowszą prowincjonalną komedią Emila
Kusturicy Obiecaj mi! i (dla równowagi) pełną
żartów z elit i gwiazd z pierwszych stron gazet
komedią Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi, opartą na wspomnieniach jednego
z redaktorów „Vanity Fair”. No i wreszcie dochodzimy do premiery, która już za sam tytuł
powinna był objęta patronatem prasowym periodyku, który trzymacie w rękach. Bo oto
w polskich kinach pojawią się Kobiety. I to
jakie! Meg Ryan, Debra Messing, Eva Mendes, Annette Bening, Jada Pincett Smith – to
tylko pierwsze z wielu świetnych nazwisk,
jakie znalazły się w obsadzie tej opowieści o
niełatwych (choć niewątpliwie zabawnych)
relacjach z mężczyznami. To tak naprawdę
remake filmu George’a Cukora z 1939 r., ale
jak widać, poza scenografią wiele się w naszym świecie nie zmieniło.
Nie opuszczając jeszcze tematu „kobiety”
– w październiku zobaczymy też w kinach
nowe filmy polskich kobiet-reżyserek: Katarzyna Adamik pokaże Boisko bezdomnych –
historię drużyny piłkarskiej założonej przez
bezdomnych, a Magdalena Piekorz Senność
– psychologiczny dramat o trójce życiowych
rozbitków.
A jeśli komuś jeszcze mało dramatów, to
oscarowi bracia Cohen przygotowali kolejny
– Tajne przez poufne. Jak zwykle u nich jest to
skomplikowana fabuła ukazująca ludzką naiwność i talent do pomyłek, który prowadzi
wprost do śmiesznego, żałosnego i tragicznego zarazem finału.
Cóż poza tym? Młodszym paniom
z pełnym przekonaniem polecam High School
Musical 3: Ostatnia klasa – disnejowski maturalny musical przygotowany (jak poprzednie
części) z godną podziwu rzemieślniczą maestrią. Zaś starszym i tym z inklinacjami do
makabry piątą już, doroczną wyprawę do
świata grozy – Piła V. Jak zwykle będzie
obrzydliwie i wstrząsająco. A potem to już będzie listopad.
Kamil Śmiałkowski / www.slowem.pl
{
film felieton}
KOBIETY BATMANA
N
Batman, fot. Galapagos
Powrót Batmana, fot. Galapagos
ic tak nie przyciąga kobiet, jak
Talia al Ghul – matka syna Batmana. Damian
facet w czapce z uszami, który
jest bardziej efektem układu sił, niż poważnego
zakłada majtki na spodnie i bezczy namiętnego związku (długo by tłumaczyć).
szelestnie znika, gdy się na moDość powiedzieć, że tym samym Talia, córka jedment odwrócisz
nego z najgroźniejszych przeciwników Batmana,
Gdy redaktor naczelna „Miasta Kobiet” zamókilkusetletniego czarnoksiężnika Ra’s Al Ghula,
wiła u mnie tekst o Batmanie, to początkowo postała się jedną z najważniejszych kobiet w życiu
myślałem sobie, że chwytliwym tytułem byłoby
Batmana.
„Batman jest kobietą”, ale z uzasadnieniem takiej
Vicky Vale – dziennikarka jednej z gazet w Gottezy z całą pewnością nie zmieściłbym się na przeham, mieście Batmana, zafascynowana jego
widzianej tu dla mnie jednej stronie gazety. Skonpostacią i czasem nawet trochę z nim romancentrujmy się więc na kobietach w jego życiu.
sująca. W pierwszym „Batmanie” Tima Burtona
Było ich sporo, z niektórymi wręcz uprawiał seks
Vicky zagrała Kim Basinger i ta wersja jest chyba
(wbrew obraźliwym sugestiom z lat 50-tych, że ze
najbardziej znana. Ostatnio Vicky wróciła w koswym młodym pomocnikiem Robinem tworzą gemiksie „All Star Batman & Robin” i trzeba przyjowską parę), inne mu matkowały, a jeszcze inne
znać, że świetnie wygląda w ekskluzywnej
on wprowadzał w dorosłe, superbohaterskie życie.
bieliźnie.
Było nie było, mamy do czynienia z jednym z najPoison Ivy (Pamela Isley) – superzłoczyńca
większych na tej planecie komiksowych mitów
i ekoterrorystka, która znacznie wyżej ceni sobie
(bo w takich kategoriach należy już go traktować)
życie roślin niż ludzi. Czasem udawało jej się
o blisko 70-letniej tradycji. Więc i kobiet u jego
uwieść Batmana normalnie, czasem przy pomocy
boku musiało pojawić się sporo. Niektóre uwodził
superferomonów. W filmie „Batman i Robin” zaNIEKTÓRE UWODZIŁ
tajemniczy mężczyzna w czerni, inne – jego altergrała ją (dość zabawnie) Uma Thurman.
ego, biznesman, playboy i filantrop w jednym –
Wonder Woman – koleżanka po fachu, czyli
Bruce Wayne. Oto więc subiektywny przegląd koteż bardzo znana superbohaterka – wraz z Subiet w życiu Mrocznego Rycerza:
permanem i Batmanem tworzą we trójkę trzon
W CZERNI, INNE – JEGO
Martha Wayne – matka, pierwsza i oczywiśALTER-EGO, BIZNESMAN, Amerykańskiej Ligi Sprawiedliwości (JLA). Ponoć
cie najważniejsza. Zamordowana podczas naBatman i Wonder Woman byli na kilku randPLAYBOY
padu rabunkowego, gdy z mężem i kilkuletnim
kach, a wspólnych akcji w walce ze złem nie sposynem wracali z kinowego seansu „Maski I FILANTROP W JEDNYM – sób wręcz zliczyć. A po akcji wiadomo – prysznic,
Zorro”. To właśnie śmierć rodziców popchnęła
piwko, adrenalina wciąż buzuje… Ale tego już komałego Bruce’a na drogę niekończącej się walki
miksy nie pokazują.
z przestępczością.
Julie Madison – aktoreczka, z którą Batman
Catwoman (Selina Kyle) – chyba najważniejsza
chodził na samym początku swej komiksowej kaz jego partnerek i przeciwniczek zarazem. Selina
riery (lata 1939-1941). Wspominam o niej, bo
to przede wszystkich rewelacyjna złodziejka
w filmie „Batman i Robin” zagrała są sama Elle
(zwłaszcza kosztowności), która w kostiumie kota
MacPherson. Ale nie, żeby dali jej dużo do poz radością bawi się w kotka i myszkę z policją.
wiedzenia.
Czasem przyjdzie jej walczyć z Batmanem, czaSpoiler (Stephenie Brown) – wychowanica
sem mu pomaga (albo on ratuje jej życie). W nieBatmana. Córka drobnego przestępcy, którą
których komiksowych historiach przedstawiano
Mroczny Rycerz wziął pod swoje skrzydła i wyich wręcz jako małżeństwo. W filmach w kobietęszkolił, a jego nieletni pomocnik Robin uwiódł.
kota wcielały się Eartha Kitt (w klasycznym seZ wzajemnością. Wszystko się źle skończyło, bo
rialu „Batman” z lat 60-tych), Michelle Pfeiffer
Spoiler namieszała, wywołała wojnę gangów
(w „Powrocie Batmana”) i wreszcie Halle Berry
i w efekcie sama zginęła. Ale ponieważ w komi(w filmie „Catwoman” z którego postać Mroczksach nic nie ginie (a już tym bardziej nikt), Spoinego Rycerza całkiem usunięto).
ler wróciła i znowu miesza, jak każda nastolatka.
Oracle (Barbara Gordon) – sparaliżowana i poRachel Dawes – i na koniec postać, która nie
ruszająca się na inwalidzkim wózku dawna,
występuje w ogóle w komiksach. Była za to
młodociana pomocniczka Mrocznego Rycerza,
w obydwu filmach Nolana, grana za pierwszym
znana jako Batgirl. Jej superbohaterską przygodę
razem przez Kate Holmes („Batman: Początek”),
zakończył Joker, który w komiksie „Zabójczy żart”
a ostatnio przez Maggie Gyllenhaal („Mroczny
przestrzelił jej kręgosłup. Teraz jest jedną z najważniejszych
Rycerz”). Miłość Bruce’a z młodości, a obecnie asystentka prokurai najmądrzejszych postaci w świecie Batmana, która wie wszystko
tora w Gotham, która gra dla dobrej drużyny, ale nie ma nic wspólo wszystkich i korzystając ze swych potężnych komputerów monitonego z jakąkolwiek „superdziałalnością”. W filmach sprawdziło się to
ruje wydarzenia na całym świecie. Nie ruszając się z domu dowodzi
świetnie, ale czy miałoby rację bytu w komiksach?
też własną grupą superbohaterek „Birds of Prey”, które wypełniają
I tyle. Mógłbym spokojnie wymienić jeszcze drugą, a nawet trzewyznaczone przez nią misje i robią to we własnym, comiesięcznym
cią dziesiątkę, ale jak już wspomniałem, miejsca niet. A te panie dają
komiksie. Powstał zresztą na jego motywach serial telewizyjny z Diną
chyba i tak niezły przekrój damskich osobowości, które z różnych poMeyer w roli Oracle.
wodów pociąga gość w pelerynie. Może powinienem sobie kupić?
TAJEMNICZY
MĘŻCZYZNA
Batman: początek, fot. Galapagos
BRUCE WAYNE
Kamil Śmiałkowski / www.slowem.pl
18
Miasto Kobiet 2008
{kuchnia}
O POMYŚLE NA NOWĄ RESTAURACJĘ, MIĘDZYNARODOWYCH
SMAKACH I BIBLIOTECE WIN OPOWIADA MONIKA
TURASIEWICZ, SZEFOWA KUCHNI RESTARACJI: FARINA,
FARINELLA ORAZ DIVINA
DIVINA
WSZYSTKO CO NAJLEPSZE
siłam się od dawna. Miałam
ochotę wykreować miejsce
wyjątkowe, wyrafinowane kulinarnie i dające możliwość spróbowania jak największej ilości
smaków win. Ostatecznie mój
wybór padł na Kazimierz.
Uznałam, że ta dzielnica ma w
sobie potencjał, który warto wesprzeć. Długo szukałam odpowiedniego miejsca. Zdecydowałam się na ulicę Kupa –
niewielki, lecz malowniczy
zakątek w pobliżu Synagogi. Cieszy mnie także bliskie sąsiedztwo hotelu Off White Business
and Leisure Apartments: pochodzący z różnych stron świata
goście z pewnością dostarczą mi
wielu ciekawych informacji na
temat trendów w międzynarodowej kuchni.
Chciałam, aby nazwa „Divina” kojarzyła się zarówno z
boską kuchnią, boginią zmysłów,
jak i Fariną. To miejsce wyrasta
z mojego stylu – życia i gotowania. Wnętrza zaprojektowała dla
nas mieszkająca na co dzień w
Niemczech Adrianna Koziewicz,
jednak ostateczne decyzje podejmowałam sama. Istniejące
wcześniej w tym miejscu pomieszczenia postanowiliśmy poszerzyć o dodatkową przestrzeń.
Zyskaliśmy dzięki temu restaurację wielopoziomową, która już
wkrótce poszerzona zostanie o VIP-room i letni ogórek.
Kuchnia w Divinie jest całkowicie autorska – międzynarodowa,
z mocnymi akcentami azjatyckimi. Nie ograniczam się do żadnego regionu, kieruję się jedynie tym, co chcieliby zjeść u mnie przyjaciele
i znajomi. Podawane będą przekąski do wina – hummus, sery, oliwki,
ostrygi, grecka pasta z fety i chili; także pieczywo, które sami wypiekamy: chlebki, bułeczki, pitty, grissini. W karcie znajdzie się m.in. carpaccio wołowe z gruszką, bliny z kawiorem i kwaśną śmietaną,
podawane z karafką zmrożonej wódki, zupa grzybowa z truflowymi
ciasteczkami, tajska zupa tom ka gai z chińskimi pierożkami, pikantna
zupa rybna z szafranem. Planujemy dużo sałat, które w karcie podzielone będą na męskie i kobiece. Obok past – tajskich, włoskich –
fot. Kamil Zacharski
DIVINA Kuchnia
i Bar to pomysł, z którym no-
tekst promocyjny
DIVINA, ul. Kupa 6
znajdzie się też jagnięcina, zielone curry z krewetkami, pikantne
żeberka z anyżem, stek z tuńczyka z wasabi, łosoś z chrzanem i buraczkami. Oczywiście podawać będziemy też śniadania oraz lunche.
Osobnym rozdziałem w Divinie są wina. W karcie przewidujemy
trzysta apelacji, także duży wybór grappy i szampanów. Również sama
karta zapowiada się interesująco – i myślę że bardzo oryginalnie. Nie
ograniczamy się do samego wymienienia dostępnych alkoholi; to
prawdziwa książka o winach, regionach uprawy winorośli i winiarzach,
którą przejrzeć i poczytać będzie można, czekając na posiłek. Choć
trwają prace nad budową biblioteki win, którą goście będą mogli zwiedzać w towarzystwie naszego sommeliera, to miejsce nie ma być winiarnią: przy barze zamówić będzie można także świetnie drinki. Już
teraz cieszę się na spotkanie z Państwem w mojej nowej kuchni.
www.miastokobiet.pl
19
Imprezowa
{
miasto}
jesień
esień to czas, kiedy miejsce
turystów zajmują powracający do szkół uczniowie
i studenci. Aby choć trochę
osłodzić im ten trudny moment
w roku, prezentujemy kilka imprez, na
których każdy student (i nie tylko) być
powinien.
J
Na rozruch proponujemy festiwal Sacrum-Profanum (14 – 21 września). Tym razem jest to impreza o tyle istotna, że zagrają na niej protoplaści
muzyki elektronicznej, ojcowie ambientu, elektropopu, rave’u, a nawet house’u – niemiecki zespół
Kraftwerk. Grupa zagra trzy koncerty 19, 20 i 21
września, w hali ocynowni chemicznej dawnej Huty
im. T. Sendzimira (ArcelorMittal Poland), mogącej
pomieścić 10 tysięcy widzów. [start: g. 21, bilety: od 40
zł do 150 zł, MySpace zespołu: www.myspace.com/kraftwerk]
Jednak nie tylko zwolennicy mniej lub bardziej tanecznej elektroniki użyją sobie w Krakowie. Już 29
września w klubie Studio (ul. Budryka 4) usłyszymy
Masta Killa – legendarnego członka grupy Wu
Tang Clan. Razem z nim zaprezentują się Afu-Ra
(GangStar Fundation) oraz PF Cuttin (Blahzay Blahzay). Amerykanie przedstawią blisko trzygodzinne
show (!). W ramach trasy Lifeforce World Tour WuTangClan realizowany jest specjalny materiał, który
dostępny będzie w limitowanej edycji CD. [start: g. 21,
bilety: 29zł przedsprzedaż/ 35zł w dniu koncertu, MySpace artysty: www.myspace.com/mastakilla]
Na tym nie koniec wizyt pionierów muzycznych
w Krakowie. Już 11 października w klubie Pauza przy
ul. Floriańskiej 18 zagra duet Coldcut – założyciele
20
Miasto Kobiet 2008
kultowej wytwórni Ninja Tune. Zaprezentują swój
projekt „Journeys by VJ”, łączący muzykę z obrazem.
Wspomogą ich Raj Pannu oraz MC Juice Aleem. Pokochani na warszawskim Free Form Festival, teraz
dadzą czadu pod Wawelem. [start: g. 21, MySpace zespołu: www.myspace.com/coldcut]
A tydzień później, 18 października, w klubie Studio wystąpi jeden z ciekawszych projektów muzyki synth
i electropopowej – Ladytron. To w ramach polskiej
części trasy koncertowej promującej album „Velocifero”. Przygotujcie się na potężną dawkę syntetycznych
i tanecznych brzmień. [start: g. 21, bilety: 65zł – do 30 września, 75 zł – do 1 października, 85 zł – w dniu koncertu, MySpace
zespołu: www.myspace.com/ladytron]
Benga, Skream, Boxcutter, Pinch. Od subbasu tych
prominentnych przedstawicieli dubstepu zadrżą 25
października ściany klubu Pauza, w którym odbędzie
się kolejna edycja Unsound Festival (17-27 października) – największego w Krakowie i jednego
z najlepszych w Polsce festiwali awangardowej, eksperymentalnej muzyki elektronicznej i nowych
brzmień. Poza znakomitymi koncertami, widzów czekają jeszcze prelekcje, warsztaty, pokazy filmów
i wernisaże. [start: g. 17, bilety: 20zł, MySpace festiwalu:
www.myspace.com/unsoundfestival]
Przez całą jesień wytchnienie i dystans do rzeczywistości po intensywnych weekendach złapiecie podczas
imprez Must be Monday, czyli chilloutowoambientowych poniedziałków w klubie Błędne Koło.
DJ’e zadbają, by początek tygodnia był nieco bardziej
łagodny niż zwykle. [start: 21.30, wstęp wolny]
I jeszcze coś dla miłośników łączenia poezji ze śpiewem. Między 13 a 19 października odbędzie się już
po raz 44. Studencki Festiwal Piosenki, organizowany przez Stowarzyszenie Kultury Akademickiej Instytut Sztuki. Będzie to okazja do
wysłuchania debiutantów, utalentowanych wokalistów i zaproszonych zespołów.
Kaśka Paluch
{miasto }
Reebok
w stylu OLDSKUL
MK Fever, fot. org.
Pamiętacie lata osiemdziesiąte? Obcisłe getry, szał na fitness
i kasety z Jane Fondą pokazującą, jak ćwiczyć w domu aerobic? Tamten klimat próbuje dziś przywrócić Reebok obuwiem Freestyle – pierwszymi sportowymi butami zaprojektowanymi specjalnie z myślą o kobietach. Ponad
dwadzieścia
lat
temu zrewolucjonizowały one styl
ubierania się Amerykanek, a potem
trafiły także do nas.
Z tą tylko różnicą,
że teraz o „reeboki”
dużo łatwiej niż za
PRL-u. Najnowsza
kolekcja
butów
Freestyle dostępna
jest już Polsce
w butikach sieci
Sizeer.
Wielki powrót
oldskulowych
butów będzie hucznie świętowany. Już
26 września w krakowskim klubie Pauza odbędzie się pierwsza impreza
z cyklu SIZEER Party, właśnie w klimacie Reebook Freestyle. Organizatorzy
obiecują podróż w czasie do muzycznych klimatów lat 80. Zagrają: DJ Krime,
Daniel Drumz i Piękni Chłopcy. DJ-ów wspierać będzie swoim Funky Piano
Jim Dunloop. W tym samym czasie w podziemiach Pauzy wystąpi MK Fever,
Fluowankaz i Electrocandy. [KS]
.....................................................................................................................
Patronem medialnym wydarzenia jest Miasto Kobiet
www.miastokobiet.pl
21
{
nowe
miasto}
miejsca
Masada
Balum Balum
restauracja
ul. Wiślna 8
.....................................................
Chropawe, malowane w ciepłe barwy
tynki, mocno rustykalne meble i belki, rysunki na ścianach… Wszystko to już mieliśmy, i to w nadmiarze. A jednak
niewymuszona atmosfera znajdzie zawsze
amatorów. To tutaj, a nie w sąsiedniej,
schludnej i nieskazitelnej restauracji, jest
ciągle tłoczno i gwarno. Otwierają
o ósmej, więc dla rannych ptaszków jest
to dobre miejsce na tradycyjne śniadanie.
Potem, na obiad lub jak kto woli – lunch,
może być coś z polsko-włoskiej kuchni
o eksperymentalnych zakusach. Menu jest
zaskakująco zasobne. Latem mają wzięcie
stoliki na dole, ale zimą niechybnie pójdą
w górę akcje miejsc na przytulnej antresoli, bo tam cieplej.
cafe & club
ul. Skawińska 2
.........................................
Po sklepie meblowym, który był
tu wcześniej, klub odziedziczył
przedziwną, dużą, wysoko sklepioną salę, do której trzeba zejść
po stalowych schodach, przywodzących na myśl stare dworce kolejowe. Jest tu estrada
z oświetleniem, zdolna pomieścić kilkuosobowy band ze sprzętem, a naprzeciwko, pod rozległą
antresolą, tabor czerwonych,
skórzanych kanap. Wielki bar
w amerykańskim stylu z wysokimi stołkami to wszystko, co
mieści się na antresoli. I wystarczy. Lokal aż się prosi o intensywne życie muzyczne, bo ma
klimat i warunki. Na razie
w środy są tu wieczory salsy,
w czwartki jazz, a w weekendy
grają DJ-e. Otwarte od 16 do 2.
Masada
Quchnia Na Czasie
Le Scandale Royal
b a r r e s t a u r a c j a & c l u b , pl. Szczepański 2
.......................................................................................................
Właściciele lokalu dali się już poznać jako animatorzy ekstrawaganckich imprez
tematycznych w swym pierwszym klubie na Kazimierzu. Teraz mają pole do popisu nieporównanie większe, dysponują bowiem obszernym, trzykondygnacyjnym,
niebanalnie urządzonym wnętrzem, w którym można zarówno zjeść coś dobrego,
usiąść przy oblężonym barze, jak i w spokoju porozmawiać i posłuchać muzyki.
Klub ruszył w połowie czerwca, gromadząc licznych celebrities, co skrzętnie odnotowały kroniki towarzyskie sprawiając, że miejsce stało się modne.
Quchnia Na Czasie
kawiarnia & restauracja
ul. Straszewskiego 28
.......................................................................................................
Nie dajmy się zwieść – lokal nie należy do Domu Technika, choć pozory wskazują,
że jest inaczej. Kawiarnia imponuje przestrzenią i stylem. Od oświetlenia, przez
marmury na ścianach, roślinność i biało obite fotele, aż po egzotyczny parkiet –
wszystko tu jest dopieszczone i w dobrym gatunku, a ogromne okna zachęcają, by
przy kawie zagapić się na ulicę. Restauracja, do której trzeba zejść po schodach,
jest bardziej zwyczajna, a menu tyleż proste co sprawdzone: pierogi domowej roboty, schabowy z kapustą, golonka, tatar z polędwicy… Jeden lokal, dwa klimaty.
Ola Przegorzalska
22
Miasto Kobiet 2008
Rezerwat
WINYLI
Nowe i używane płyty analogowe, ciuchy i gadżety
rodem z londyńskich czy nowojorskich ulic można znaleźć w nowym sklepie
Anna Kwiatek i Jakub Ignaczak, fot. Maciek Cioch
Rezerwat Winyli na krakowskim Kazimierzu. To zagłębie dobrej
muzyki zarówno dla profesjonalistów i pasjonatów jak i zwykłych poszukiwaczy oldskulu.
Pomysł na sklep zrodził się z miłości do płyt.
– Podczas pobytu w Londynie często chodziłem
do takich sklepów, których tam są dziesiątki. –
mówi Jakub Ignaczak, pomysłodawca sklepu.
– Każda taka wizyta była dla mnie wielkim
przeżyciem. To była radość, ekscytacja, zastrzyk
adrenaliny – dziwna mieszanka uczuć, znana
wszystkim miłośnikom winyli. Kiedy postanowiłem wrócić do kraju, wiedziałem, że po to, by
stworzyć tutaj takie miejsce.
W Rezerwacie każdy znajdzie coś dla siebie. Każdy też będzie mógł spróbować swoich
sił przy adapterze. Wkrótce będą tu serwowane również napoje i przekąski, tak by buszujący w krążkach fani muzyki mogli się
w przerwie pożywić. [KS]
Kraków przyjazny
MALUCHOM
Z początkiem września ruszyła w Krakowie akcja „Miejsce Przyjazne Maluchom”.
Już po raz trzeci organizatorzy kampanii – agencja PR Inspiration i „Gazeta Wyborcza” – poszukują w Krakowie restauracji, urzędów, sklepów i instytucji kulturalnych, gdzie mile widziani są rodzice z dziećmi.
– Dwie poprzednie edycje akcji zaowocowały wytypowaniem
i oznakowaniem naklejką z logo sześćdziesięciu czterech miejsc
w mieście, które przygotowane są na wizytę rodziców z maluchami – mówi Karina Grygierek, pomysłodawczyni akcji.
– Nadal jednak w wielu urzędach, bankach czy sklepach brakuje
kącików do zabawy, podjazdów dla wózków czy przewijaków
w łazienkach. Oczywiście są i pozytywne przykłady, jak chociażby
sklep Ikea, Kino pod Baranami czy puby Rooster, gdzie na dzieciaki
czekają nie tylko kredki, ale także specjalne menu, wysokie krzesełka
i program artystyczny. To jednak ciągle mało. A przecież posiadanie dziecka nie
musi wiązać się z izolacją. Także dla rozwoju dzieci uczestnictwo w życiu społecznym jest rozwijające. – Dziecko uczy się świata, staje się samodzielne i bardziej
komunikatywne – mówi Magdalena Krupa, psycholog.
Akcja potrwa do końca miesiąca. Kandydaci do tytułu „Miejsca
Przyjaznego Maluchom” mogą zgłaszać się na adres: [email protected] [KS]
www.miastokobiet.pl
23
Perła Karaibów, roztańczona, zmysłowa…
dla jednych „gorąca jak wulkan”, rozbrzmiewająca
dźwiękami
znanymi
z Buena Vista Social Club, przez innych kojarzona z reżimem Fidela Castro i Che Guevarą. Bardzo zmienna. Chyba żaden
z tropikalnych rajów nie budzi takich emocji
jak Kuba. Ta położona w Zatoce Meksykańskiej wyspa, która była pierwszym lądem Nowego Świata napotkanym przez Krzysztofa
Kolumba, z uwagi na uwarunkowania
społeczno-polityczne pozostaje nieodkryta
do dziś. Tajemnicza kraina cygar i Mojito
przyciąga jak magnes, a wycieczka na nią
może być tym bardziej kusząca, że Kuba dla
każdego przybysza odkrywa nieco inne oblicze. Kubańczycy są gościnni i otwarci,
szczęśliwi wbrew wszystkim współczującym
tego świata. Ich legendarna gościnność
sprawia, że nie boimy się odkrywać wyspiarskich tajemnic. Skansen socjalizmu? Stolica
światowego hazardu lat 30? Budzący u Polaków raczej jednoznacznie negatywne skojarzenia socjalizm nijak nie przystaje do
stereotypowego wyobrażenia na temat tropikalnej wyspy, błękitnych lagun i palm
chylących się ku białym piaskom. Jeśli dodamy do tego złożoną mieszankę etniczną –
obecna ludność Kuby to potomkowie hiszpańskich najeźdźców, afrykańskich niewolników oraz Amerykanów przybyłych tutaj na
początku minionego wieku – powstanie
połączenie nad wyraz egzotyczne!
Być może dotarliśmy właśnie do sedna
sprawy. To magia, której należy doświadczyć.
Należy poczuć ją na własnej skórze, zamiast
próbować ją zrozumieć.
Kuba oferuje turystom różnorodność na
wielu płaszczyznach. Odzwierciedla ją również kubańska kuchnia, która jest odbiciem
kultur kulinarnych trzech kontynentów.
Choć oparta w głównej mierze na smakach
kojarzonych z kuchnią hiszpańską, można
w niej także znaleźć wiele naleciałości kuchni
północno-afrykańskiej, a także karaibskiej.
Szeroko używany jest kumin i cynamon. Do
wielu dań dodaje się kokosu czy trawy cytrynowej, składników używanych zarówno w Afryce, jak i Ameryce Południowej. Warto
skosztować kubańskich smaków jeszcze
zanim urlopowe szaleństwo zawiedzie nas
wprost do Hawany! Jest takie miejsce na krakowskim Kazimierzu, z którego rozciąga się
piękny widok na Perłę Karaibów. Restauracja
Buenavista (tłum. piękny widok) to jedyny kubański resto-bar w tej części kraju. Klimat
Hawany nietkniętej reżimem Castro
i zmysłowość w sferze przywiezionych z Kuby
zdjęć i obrazów, wszechobecnych dźwięków
salsy, ale przede wszystkim w SMAKU!
Można tu spróbować wyśmienitej zupy kokosowej z krewetkami, typowej kubańskiej
„Ropa Vieja” czy „Ceviche”, a także zamówić
wyśmienite Mojito w jednym z 10 oferowanych smaków. Najlepiej rozsmakowując się w
Kubie sprawdzić kartę od początku do końca.
Justyna Dziegieć
Kraków - Kazimierz, r ó g u l i c y J ó z e f a i E s t e r y
rezerwacja: 0668 035 000, [email protected]
www.buenavista.krakow.pl
tekst promocyjny
Kraina cygar i Mojito
WESELE
w Weselu
P
ierwsze skojarzenia, jakie budzi nazwa „Wesele”, związane
są z utworem S. Wyspiańskiego. Wystrój restauracji nawiązuje więc częściowo do tradycji krakowskich zaślubin.
Na ścianach wymalowane są wieńce kwiatów, w oknach
wiszą tradycyjne zazdrostki, a w balustradach koronki
z czerwonymi kokardami, sznury czerwonych korali, jak również motywy pawich piór. Na przytulnej antresoli goście mogą zasiąść w lożach
z pięknie haftowanymi poduchami i podziwiać widok na krakowski
Rynek. Wystrój choć folkowy, ale jasny, prawie świetlisty, sprawia, iż
wchodząc do „Wesela”, od razu czujemy się dobrze.
tekst promocyjny
Restauracja rodzinna
Właściciele restauracji chcieliby, aby jej nazwa tak zakorzeniona
w polskiej tradycji, kojarzyła się także po prostu z weseleniem się, radosnym biesiadowaniem.
I rzeczywiście się tak kojarzy „Wesele” ma bowiem niezywkle przyjazną atmosferę, a w blasku tlących się wieczorem świec nabiera szczególnego uroku. Jest to miejsce doskonałe (jak sama nazwa wskazuje) na
organizację weselnych przyjęć w niemalże bajkowej scenerii i oczywiście w towarzystwie wyśmienitych
Co w menu?
specjałów kuchni. Restauracja
"WESELE"- NOWA RESTAURACJA NA RYNKU
„Wesele” należy do właścicieli respełnia prawie każde kulinarne
GŁOWNYM, ZARÓWNO W WYSTROJU WNĘTRZ JAK
stauracji „Miód Malina” na
życzenie narzeczonych i przygoI W MENU TO KWINTESENCJA KRAKOWSKIEJ TRAGrodzkiej, miejsca, które krakotowuje indywidualne menu
wianie zdążyli już poznać i poluzgodne z sugestiami gości na
DYCJI KULINARNEJ. TRADYCJA TUTAJ ŁACZONA
bić. Lokale łączy też jeden szef
każde weselne przyjęcie. W takim
JEST Z INWENCJĄ I ORYGINALNYMI POMYSŁAMI.
kuchni. O klasie serwowanych
menu często znaleźć można poW SAMYM SERCU KRAKOWA, W PRZYTULNYCH
w „Miód Malinie” dań najlepiej
zycje niestandardowe, frykasy wyWNĘTRZACH MOŻEMY NARESZCIE ODKRYWAĆ
świadczy fakt, że tym roku wymagające kunsztu i wprawy,
KRAKOWSKIE DELICJE I SPECJAŁY.
różniono ją rekomendacją słynktórych nie można spotkać w conego przewodnika Michelin.
dziennnej karcie menu. Szef
„Wesele” oferuje kuchnię polską, ale zdziwi się ten, kto myśli, że znajkuchni sięga bowiem często do zapomnianych przepisów, z których
dzie tu jedynie polską klasykę. Dania choć zaczerpnięte są z polskiej
rodzą się zaczarowane dania warte grzechu. Na przyjęcie weselne retradycji, charakteryzują się oryginalnym sposobem podania. To kuchstauracja oferuje kilka szczególnych miejsc: uroczą, romantyczną annia tworzona z gracją i fantazją. Wykonanie i wykończenie dań płattresolę na uroczysty obiad w gronie najbliższych lub eleganckie, bardziej
kami róży i innymi kwiatowymi dekoracjami czyni z nich niezwykle
wytworne sale na I piętrze z roztaczającym się widokiem na krakowski
lekkie i finezyjne kompozycje.
Rynek i koścół św. Wojciecha. Istnieje też możliwość rezerwacji całej
Z menu na pewno warto spróbować rodzimego jesiennego specjału:
restauracji, która mieści ok. 170 osób, co daje możliwość organizacji
borowików smażonych na maśle ze śmietaną podanych na francuskim
stosownej oprawy muzycznej. Wspaniała oprawa w postaci dekoracji
cieście oraz carpaccio z sarniny, z malinami, kaparami i parmezanem.
kwiatowych i świec sprawi, że uroczystość z pewnością na długo zaZ dań głównych natomiast uwagę zwracają pozycje z finezyjnymi dopadnie w pamięci gości.
datkami, jak comber z sarny na sosie piernikowym z czerwonego wina
Restauracja dla biznesu
i miodu z mandarynkami oraz tournedos z polędwicy wołowej na sosie
Restauracja jest rownież doskonałym miejscem dla spotkań i kolacji bizz wiśniówki z soczystymi wiśniami, czy też – szczególnie polecana przez
nesowych. Szczególnie atrakcyjne na tego typu spotkania są sale na
właścicieli – pierś z gęsi z sosem z prażonych w miodzie i winie gruszek,
pierwszym piętrze, w których zachowały się imponujące XIV-wieczne
jabłuszkami rajskimi i żurawiną.
drewniane stropy wymalowane w motywy kwiatowe oraz odkryte niedawno piękne fragmenty zabytkowych fresków. Pomieszczenia z piękWszystko wskazuje na to, że pojawiło się w Krakowie nowe miejsce,
nym widokiem na płytę Rynku Głównego, mają niepowtarzalny
gdzie chętnie „weselić się” przy pysznych daniach i przy rozmaitych
krakowski klimat, a można tu swobodnie organizować zamknięte przyokazjach będą zarówno obcokrajowcy, tłumnie odwiedzający wciąż
jęcia, przyjęcia integracyjne dla pracowników firm, szkolenia a nawet
nasze miasto, jak i krakowianie, których zadowolić pragnie restaurakonferencje prasowe. Obsługa zas zadba o dyskrecję oraz by każdy z
cja WESELE. Tym bardziej, że ceny dań, mimo lokalizacji w samym
gości czuł się komfortowo i nieskrępowanie, co jest szczególnie ważne
Rynku Głównym, są tu naprawdę przystępne.
przy goszczeniu gości biznesowych. Dużo uwagi poświęcono karcie win
liczącej niemalże 50 etykiet, koneserzy i znawcy win znajdą więc tutaj
Restauracja „Wesele”
odpowiedni do swych preferencji trunek, który powinien zadowolić najRynek Główny 10
bardziej wymagających gości.
tel. 012 422 74 60, [email protected]
www.weselerestauracja.pl
{ felieton}
K
czyli
GŁÓWNY OBSRYWAJĄCY ŁĄCZNIK
BOMBARDUJĄCY
to jeszcze kojarzy Lajkonika?
Tak, tego śmiesznego faceta,
który myśli, że
jest koniem. No, paluszek
w górę. Nikt? I nic dziwnego,
z moralnego punktu widzenia
gość jest co najmniej podejrzany,
genetycznie
dwuznaczny i społecznie niepotrzebny, a politycznie – niepoprawny. Nie dla Lajkonika przyjeżdża się
do Krakowa, wystarczy pooglądać reklamy telewizyjne. Tu wszak wiadomo, co było, jest i będzie najważniejsze. No, oprócz smoka wawelskiego. I pewnego punktu z zapiekankami na Kazimierzu.
O specyfice z natury swej czysto krakowskiej głośno się nie mówi,
choć wszyscy o niej wiedzą, wszyscy ją widzą, słyszą i… czują. I niemal
wszyscy bezskutecznie próbują sprać z siebie jej efekty przynajmniej
raz w tygodniu. Teraz, dzięki niemal boskiemu natchnieniu i fantastycznej kreatywności pewnego trio, będzie można również usiąść
sobie przy niej i pomedytować. O życiu, przemijaniu i przemianie materii. A wszystko to na Rynku, obok powstającego właśnie kolejnego
pomnika. I to jakiego! Głowa Mitoraja przy nim zblednie, w proch
i pył się rozsypie, spadnie sprzedaż prezerwatyw i ogólnoświatowy przyrost naturalny, bo turyści przestaną w niej nocą kopulować. Adasiek
całkiem już zzielenieje z zazdrości i odpadnie z cokołu, przygważdżając
bogu ducha winnego sprzedawcę piszczących strusi. A wszystko dlatego, że odtąd wszyscy będziemy umawiać się obok pomnika trzech
gołąbków. Między zrywającym się do lotu, skubiącym ziarno i tym trzecim, pewnie… srającym.
Pod obstrzałem ptasich gówien możemy uczcić trzech wspaniałych, którym zawdzięczamy ów pomnik – pomysłodawcę, rzeźbiarza i architekta miasta. Owacje na stojąco dla naszych panów! Coś mi
się kołacze w głowie, że kobieta po prostu nie wpadłaby na tak genialny
koncept. Wszak moja delikatna, wrażliwa, kobieca natura każe mi głaskać kotki, drapać za uchem pieski, karmić nad Wisłą kaczki (mimo
wszystko) i wzdychać z rozmarzeniem na widok mewich skrzydeł na
tle hotelu Forum i zachodzącego słońca, ale jak widzę gołębia...
Mam psa. Od niedawna. W pewnej krakowskiej szkole psiej
tresury zapytałam, czy wśród elementów kursu psa-towarzysza jest wzmacnianie agresji do gołębi. Nie było. Nie szkodzi.
Poradziłam sobie sama. Teraz piesek ostro reaguje na
„gołąb!”, a na spacerze… Ach, te spacery, kiedy wokół pierze wiruje, a krew chodnikami spływa. Bo poza tym piesek
spokojny, radosny i do zabawy skory. Czego nam, mieszkańcom Krakowa, właśnie najbardziej brakuje! Frustracja? Depresja? Stres? Przemoc w szkole i rodzinie? A tu
lekarstwo jest tak blisko, na wyciągnięcie ręki.
Dosłownie. Gołąb żre, gzi się i sra gdzie popadnie,
więc nowa krakowska psychoterapia – jeden gołąbek
dziennie na sumieniu. Od razu wszystko staje się prostsze. A potem szlakiem ptasich gówien obejdziemy sobie cały Kraków,
26
Miasto Kobiet 2008
aż spotkamy się pod rzeczonym pomnikiem Obsrańca, gdzie
urządzimy sobie radosną, wyzwalającą ceremonię. Wszak uczczenie
gołębia zobowiązuje. Przed laty wcisnęliśmy mu w dziób gałązkę
oliwną, przemalowaliśmy na białą synogarlicę, nawet skapnęło mu co
nieco od trójcy świętej. A gołąbek pokoju? A ten, co nad weselnym
stołem skazańców trzyma w dziobie obrączkę? Toż to bogactwo znaczeń, skarbnica kultury narodowej! Nasz krakowski gołąb jest
skromny, z dzioba nic mu nie sterczy, poza tym ufny i życzliwy ludziom, szczególnie tym, co go karmią pod tablicą z napisem „nie dokarmiać ptaków”. Docenia takie gesty odwagi społecznej. Gołąbek
krakowski niejedno ma imię. Na drugie mu pocztowy. Ten, jak powszechnie wiadomo, niezawodny jest i profesjonalny. Jeden taki przyniósł mi niedawno prezent urodzinowy. Spóźnił się co prawda, ale
tylko trzy tygodnie, zapewne z powodu lekkich zawirowań meteorologicznych, a może to raczej kwestia samego prezentu? Jak wylatywał
z innego miasta, prezent zawierał procenty w szklanym opakowaniu.
Jak doleciał po dwudziestu jeden dniach, w środku pozostał jedynie
nikły zapach. Po szklanym opakowaniu, nie licząc samej szyjki w pięknym zielonym kolorze, ani śladu. Ach, te gołębie. Wypiją, nasrają
i jeszcze się wyprą. Ale nie bądźmy małostkowi. Kultura narodowa
swoją drogą, a ochrona dóbr lokalnych swoją. Gołębie własne
w Krakowie mamy, procenty również, możemy więc spokojnie usiąść
na Rynku pod nowym pomnikiem, szklane opakowanie ukryć w papierowej torbie i zanucić: „Brudne kupy spadają na Rynek/ dookoła
pierza jest w bród/ po królewsku się gzi gołąb szary/ a miejscowi czekają na cud/ Nie przynoście nam gołębi do Krakowa/ chociaż tak lubicie wracać do symboli/ bo się zaraz tutaj zjawi/ sokół krasny
i rozprawi/ z tym gołębim gównem, które aż naprawdę boli”.
Oko za oko, ząb za ząb, ŁAJNO ZA ŁAJNO
.........................................................................
Karolina Macios jest autorką książki
„Wszyscy mężczyźni mojego kota” (wyd. Znak)
rys. eliza luty
Karolina Macios, fot. Anna Ciupryk
KAROLINA
MACIOS
GOŁĄB
{biznes}
Po pomoc do UNII
PROWADZISZ DZIAŁALNOŚĆ GOSPODARCZĄ? CHCESZ JĄ
ROZPOCZĄĆ? A MOŻE CHCIAŁABYŚ UCZESTNICZYĆ W BEZPŁATNYM
SZKOLENIU LUB SKORZYSTAĆ Z PORADNICTWA ZAWODOWEGO? SIĘGNIJ
PO POMOC Z FUNDUSZY UNIJNYCH!
T
o prawda, tematyka unijnych
funduszy jest dość skomplikowana, a dokumenty unijne najeżone wręcz terminami niezrozumiałymi dla laika. Wiele osób
to odstrasza. A jednak warto szukać informacji na ten temat. W latach 2007-2013 trafi do
Polski z funduszy Unii Europejskiej ponad 67
mld euro! Kobiety na rynku pracy i w biznesie
są grupą, która może starać się o spory kawałek tego gigantycznego „tortu”. Środki
z Funduszy Strukturalnych przeznaczone dla
Polski w latach 2007-13 zostały rozdzielone
na tzw. Programy Operacyjne (PO).
Coś dla kobiet
Kobiety mogą uzyskać wsparcie przede
wszystkim w ramach PO Kapitał Ludzki. UE
nie tworzy wprawdzie programów, które
byłyby skierowane wyłącznie do kobiet, odrzucając innych możliwych beneficjentów.
Byłoby to sprzeczne z zakazem dyskryminacji. Kobiety korzystają z wielu unijnych programów szkoleniowych, doradczych czy
wspierających zatrudnienie, ponieważ należą
do określonych grup docelowych (są np. bezrobotne, są przedsiębiorcami, prowadzą lub
planują otworzyć działalność gospodarczą).
Możliwe są jednak projekty zakładające pozytywną dyskryminację w celu zmniejszenia
nierówności w dostępie do określonych dóbr
i usług. Pomoc, którą UE oferuje kobietom, to
wsparcie dla powracających do pracy po urlopach macierzyńskich (głównie szkolenia i doradztwo), a także środki finansowe na
rozpoczęcie działalności gospodarczej.
Szkolenia
W województwie małopolskim kobiety, które
chcą powrócić na rynek pracy po urlopie macierzyńskim, będą mogły skorzystać z poradnictwa zawodowego, szkoleń, staży, albo
znaleźć pracę na subsydiowanym miejscu
pracy. Są to działania finansowane w ramach
komponentu regionalnego PO Kapitał Ludzki
„Wsparcie osób pozostających bez zatrudnienia na regionalnym rynku pracy” (Działanie
6.1.1). Już pod koniec tego roku będą realizowane szkolenia całkowicie bezpłatne dla
uczestników. Jedynym warunkiem jest, by
w dniu zapisania się do projektu nie byli oni
nigdzie zatrudnieni. Szkolić będą profesjonalne firmy i instytucje, które w 2008 roku
zgłosiły projekty szkoleń do Wojewódzkiego
Urzędu Pracy w Krakowie i zostały wybrane
(wygrały konkurs). Osoby zainteresowane
szkoleniami powinny szukać informacji na
stronie www.inwestycjawkadry.info.pl. Tam
każdy, kto organizuje szkolenia dofinansowane z PO KL, umieszcza informacje o planowanej rekrutacji, kryteriach doboru na
szkolenia, terminie oraz miejscu zajęć.
Gdy chcesz otworzyć
biznes
Kobiety będą mogły się także starać o unijne
środki na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Podczas rekrutacji do Działania 6.2 PO
Kapitał Ludzki – „Wsparcie oraz promocja
przedsiębiorczości i samozatrudnienia” kobiety będą grupą preferowaną. Można będzie
uzyskać do 40 tys. złotych (plus 15 proc.
wkładu własnego). Projekty poprowadzą instytucje wybrane przez Wojewódzki Urząd
Pracy (tzw. „operatorzy”). Ich lista zostanie
opublikowana na stronie internetowej Urzędu
(www.wup-krakow.pl) pod koniec września.
Termin rozpoczęcia rekrutacji dla osób, które
chciałyby rozpocząć działalność gospodarczą,
to grudzień 2008 – styczeń 2009.
Aby skorzystać z finansowania nie wolno
mieć w okresie minionych 12 miesięcy zarejestrowanej działalności gospodarczej.
Wszystkie osoby zakwalifikowane do projektu odbędą szkolenia z zakresu podstaw,
potrzebnych do założenia działalności gospodarczej (po analizie potrzeb szkoleniowych każdego uczestnika) i mogą liczyć na
doradztwo związane z napisaniem biznesplanu. Następnie poszczególne biznesplany
zostaną ocenione, a najlepsze uzyskają dofinansowanie. Można będzie się także starać
o tzw. wsparcie pomostowe na sześć lub
w wyjątkowych przypadkach dwanaście miesięcy. Może to być wsparcie szkoleniowo-doradcze (aby lepiej wykorzystać dotację) lub
kapitałowe (800 zł miesięcznie na wydatki
bieżące, np. opłaty ZUS, US, reklamę).
Gdy prowadzisz firmę
Szansą dla kobiet, które mają już zarejestrowaną działalność gospodarczą, są dofinansowania w ramach Małopolskiego Regionalnego
Programu Operacyjnego (schemat A działania 2.1.– „Bezpośrednie wsparcie sektora
MŚP”). Nabór prowadzony jest przez
Małopolskie Centrum Przedsiębiorczości
(www.mcp.malopolska.pl). Finansowane bę-
dą projekty przyczyniające się do modernizacji i poprawy konkurencyjności firmy. Pieniądze można więc dostać, jeśli np. planuje
się unowocześnienie produkcji lub wyposażenia, zmianę sposobu świadczenia usług,
rozbudowę lub nabycie przedsiębiorstwa.
Przy naborach wniosków MCP stosuje podział przedsiębiorstw na trzy kategorie. Mikroprzedsiębiorstwa (mniej niż 10 pracowników, roczny obrót lub bilans roczny do 2
mln euro) mogą otrzymać dofinansowanie od
20 do 200 tys zł (do 45 proc. wydatków kwalifikowanych w projekcie). Małe przedsiębiorstwa (mniej niż 50 pracowników, roczny obrót
lub bilans roczny do 10 mln euro) mogą otrzymać od 100 tys do 1 mln zł (do 45 proc. wydatków kwalifikowanych w projekcie).
Przedsiębiorstwa średnie (mniej niż 250 pracowników, roczny obrót do 50 mln euro lub
bilans roczny do 43 mln euro) mogą liczyć na
dotację w granicach od 200 tys. zł do 2 mln zł
(do 35 proc. wydatków kwalifikowanych
w projekcie). Wymagany wkład własny wynosi
od 55 do 60 proc. wydatków kwalifikowanych
(jako wkład własny może się liczyć także np.
kredyt bankowy lub pożyczka).
Najbliższy nabór wniosków dla mikroprzedsiębiorstw rozpoczyna się już 18 września i potrwa do 17 października. Kolejne
planowane są co rok do 2013 roku, zawsze
w III kwartale. Zainteresowanie już dziś jest
duże, więc MCP spodziewa się sporej liczby
wniosków. Natomiast najbliższy nabór wniosków dla małych przedsiębiorstw odbędzie się
w I kwartale 2009 roku (tak samo w kolejnych
latach), a dla średnich przedsiębiorstw w II
kwartale 2009 roku oraz w II kwartale 2011
roku. Szczegółowy harmonogram naborów na
ten rok można znaleźć na stronie internetowej MCP, które udziela też indywidualnych
informacji o możliwościach wsparcia w zależności od potrzeb i rodzaju działalności potencjalnego beneficjenta.
Kompleksowe informacje dotyczące funduszy unijnych na terenie Małopolski (szkolenia, indywidualne konsultacje) można
uzyskać w krakowskim Centrum Informacyjnym Fundusze Europejskie w Małopolsce
(FEM) (www.wrotamalopolski.pl/fem).
Aleksandra Soboń-Smyk
.......................................................................................................
Tekst powstał na podstawie informacji z Centrum Informacyjnego
FEM (ul. Wielicka 72, tel. (012) 29 90 740, e-mail: [email protected])
oraz Małopolskiego Centrum Przedsiębiorczości (ul. Kordylewskiego
11, tel. (012) 376 91 00).
www.miastokobiet.pl
27
{ksiązki}
TARGOWY
RYTUAŁ
J
Powód 6.
eszcze jesień
nie zaczęła się
na dobre, a już
rezerwuję
sobie październikowy weekend, w kalendarzu maluję
na czerwono
23-26 października – 12. Targi
Książki w Krakowie. Ktoś ze
znajomych zapytał, po co właściwie wybieram się tam już po
raz dwunasty. Wzruszyłam ramionami i obdarzyłam go spojrzeniem z ro- dzaju „Co ty
wiesz o…” Hm…, ale właściwie
dlaczego? Pytanie było całkiem
zasadne. Naprawdę znów mam
ochotę na przepychanie się
w tłumie zwiedzających, narażanie się na śmierć z niedotlenienia w dusznej hali? Może
to jakiś pusty rytuał, „nowa,
świecka tradycja” bez głębszego
znaczenia? Spróbujmy się zastanowić.
Jeśli się postaram, zdobędę dedykację autora ulubionej książki.
Owszem, pod warunkiem, że będzie to autor niszowy, bo inaczej
będę musiała odstać swoje w wężowych splotach kolejki fanów.
Raczej nie będę się starać.
rys. Agnieszka Kucia
Powód 7.
Powód 8.
Powód 1.
Targi Książki są świetną okazją,
żeby rozejrzeć się wśród nowości wydawniczych. Na masowej
imprezie? Na setkach stoisk
targowych? Do tego potrzeba
ciszy i spokoju!
Powód 2.
Mogę upolować tańsze książki
bezpośrednio u wydawców.
Wolne żarty! Są wydawcy, którzy rzeczywiście oferują atrakcyjne ceny, ale ci wielcy jasno
dają do zrozumienia, że nie
muszą się podlizywać klientom.
Pewne jest, że wydam masę pieniędzy na kilka książek, których
wcale nie zamierzałam kupić.
Powód 3.
Może uda mi się pogawędzić z
przedstawicielami ulubionych,
Nawet jeśli nie będzie mi się
chciało stać w kolejce, mogę
się naocznie przekonać, że popularny autor, bożyszcze kobiet
i rzekomy subtelny znawca ich
natury, nie jest w istocie tak atrakcyjny, jak twierdzą jego
wielbicielki. Tak, to jest pokusa. A jeśli ten autor od godziny lub dwóch rozdaje autografy w nie wentylowanym pomieszczeniu i jego spojrzenie
błaga o litość, satysfakcja jest
pełna. Ale taki autor nie co
roku bywa w Krakowie.
małych i ambitnych, oficyn wydawniczych. Jeśli będą mieli
czas i siły, a od upału i zmęczenia nie zaczną na mnie patrzeć
wilkiem.
Powód 4.
Spotkam znajomych, którzy też
co roku tam bywają. Bez przesady! Są lepsze miejsca na
spotkania ze znajomymi…
Powód 5.
Moje dzieci chcą po raz kolejny
zapytać ulubionego autora, czy
planuje kontynuację przygód
wiadomych bohaterów. Nie planuje, pracuje nad czymś zupełnie innym – cierpliwie
powtarza to samo od kilku lat
wszystkim dzieciom, więc nie
wiadomo, czy w tym roku przyjedzie na targi.
Imprezy towarzyszące: wieczory autorskie, wykłady,
warsztaty, dyskusje, koncerty.
Tak, to dobry powód – oferta
może być ciekawa. Ale – jeśli
się uprzeć – można z niej skorzystać trzymając się z daleka
od hali na Centralnej, bo sporo
imprez odbywa się „w mieście”.
Argumentów znalazłoby się
więcej i wszystkie można obalić
podobnie łatwo. Zamiast ćwiczyć się w retoryce, może lepiej
zadać sobie pytanie, czy powód
wizyty na Targach Książki musi
być koniecznie racjonalny.
Szczerze mówiąc nie wiem, po
co w tym roku znów pójdę
tłoczyć się w ciasnych przejściach z innymi książkowymi
maniakami, ale wiem na
pewno, że mam na to wielką
ochotę. To uzależnia.
12. Targi w Krakowie, 23-26 października
ul. Centralna 41a, www.targi.krakow.pl
28
Miasto Kobiet 2008
Łucja Kucia
muza
news
redaguje
Paweł Gzyl
{
recenzje}
Nigel Kennedy Quartet
A Very Nice Album
Brytyjski skrzypek już dwukrotnie dawał upust swej fascynacji jazzem – najpierw na
płycie „Plays Jazz”, a potem „Blue Note Sessions”. Objawił się na nich jako utalentowany
interpretator klasyków gatunku. Tym razem artysta poszedł dalej – „A Very Nice Album”
pokazuje go bowiem jako kompozytora i improwizatora. Podwójny album zawiera zestaw jazzowych, a momentami wręcz rockowych utworów, skomponowanych przez
Kennedy’ego i wykonanych z kwartetem krakowskich muzyków. Efektem jest płyta, która
wzbudza sprzeczne uczucia. Kiedy brytyjski skrzypek pozostaje na terytorium improwizowanego jazzu, jest ciekawie, momentami nawet smakowicie. Gdy jednak zapędza się w rockowe
regiony, brzmi nieco archaicznie, jakby nagrał swe utwory co najmniej trzy dekady temu. [EMI]
The Cisterian Monks Of Stift Heiligenkreuz Chant
Music For Paradise
Chorał gregoriański zaistniał w pop-kulturze już dwie dekady temu, kiedy Michael Cretu wykorzystał fragmenty mnisich śpiewów w utworze Enigmy. Potem popularność zdobyły formacje wykonujące w konwencji chorału znane przeboje – choćby niemiecki Gregorian czy
polski Mystic. W końcu wytwórnia Universal postanowiła wydać płytę z zapisem oryginalnych
śpiewów gregoriańskich. W tym celu zorganizowała konkurs, który wygrali cystersi z niemieckiego Zakonu Świętego Krzyża. Nagrany przez nich album stał się bestsellerem. Jest to
prawdziwy fenomen, mnisi nie śpiewają bowiem żadnych przeróbek światowych hitów, tylko
tradycyjne pieśni religijne. Atmosfera, jaką przy tym tworzą, jest jednak niezwykła – niosąca spokój, dotykająca najgłębszych pokładów naszych emocji. Czyżby to oznaczało odkupienie zazwyczaj degradującej
duchowość pop-kultury? [Universal]
Scarlett Johansson
Anyway I Lay My Head
Każda aktorka prędzej czy później chce śpiewać. Mamy tego przykładów pod dostatkiem choćby na naszym małym podwórku. Podobnie jest na Zachodzie. Weźmy taką
Scarlett Johansson, najmodniejszą chyba obecnie gwiazdę Hollywood. Wytwórnia Warner, dla której zaśpiewała składankę „Summertime” Gershwina, namówiła ją do nagrania całej płyty. Niestety, lepiej by było dla aktorki, gdyby pozostała przy tej okazjonalnej
współpracy. „Anyway I Lay My Head” obnaża bowiem straszną prawdę – Johansson ma
fatalne warunki głosowe i w ogóle nie potrafi śpiewać. Coś tam mruczy pod nosem, stylizując się na Nico, ale nawet producenckie zabiegi Davida Siteka z TV On The Radio, nie pomagają
zatuszować jej kompletnej porażki. [Warner]
.................................
redaguje
Łucja Kucia
Michel Schneider
Marilyn ostatnie seanse
Od 46 lat zagadka tragicznej śmierci
Marilyn Monroe nieustannie porusza
masową wyobraźnię. Michel Schneider, wszechstronnie wykształcony
(również w psychoanalizie) francuski
pisarz, skupił się na ostatnich latach życia aktorki, ale
nie można zarzucić mu pogoni za sensacją. Bardziej interesują go szczególne relacje Marilyn z jej psychoanalitykiem Ralphem Greensonem, który oskarżany był
o finansowe powiązania z Hollywood, stosowanie eksperymentów terapeutycznych, wręcz o współudział
w morderstwie swojej klientki. Książka nie jest dokumentem, choć świetnie go imituje, nie tracąc przy tym
lekkości. (Znak)
Daniel Libeskind
Przełom: przygody
w życiu i architekturze
Prywatna i zawodowa autobiografia
Daniela Libeskinda, gwiazdy światowej architektury, nie jest absolutną nowością wydawniczą, ale
szkoda ją przeoczyć. Dziś trudno
uwierzyć, że autor wizjonerskich projektów (m.in. Muzeum Żydowskiego w Berlinie, zabudowy placu po
WTC, warszawskiego apartamentowca „Złota 44”)
pierwszy swój projekt zrealizował dopiero po pięćdzie-
książki
news
siątce. Ze wspomnień wyłania
się barwny obraz rodziny o przeszłości
splatającej się z tragiczną historią europejskich Żydów.
Autor odsłania kulisy pracy architekta, a nawet zdradza tajemnice swoich artystycznych inspiracji. (Wydawnictwa Naukowo-Techniczne)
Stephen Clarke
Merde! Chodzi po ludziach
Wielbicielom przygód sfrancuziałego
Brytyjczyka nie trzeba przypominać, że
dotarła do nas już trzecia część tragikomicznych zmagań z merde. Z tym, że
teraz jest to merde interkontynentalne,
żeby nie powiedzieć – globalne. Paul West za sprawą
francuskich przepisów popadł w finansowe tarapaty
i przyjmuje tajemnicze zlecenie pracy w USA.
Przeciwnicy serii pomstują na kpiny z zasad politycznej poprawności, ale są też tacy, co na własnej
skórze doświadczyli wygód i niewygód egzystencji cudzoziemca w Paryżu i zaklinają się, że to wszystko najprawdziwsza prawda. Clarke jest arcymistrzem
trafności opisu – trudno temu zaprzeczyć. Ci, którzy są
na bakier ze słowem pisanym, mogą się teraz o tym
przekonać dzięki wydawnictwom Biblioteki Akustycznej: w formacie mp3 ukazała się właśnie książka
Merde! Rok w Paryżu (W.A.B.)
www.miastokobiet.pl
29
{e u r o p e j s k i e k l i m a t y }
city
trendy
Wszystkie
Agnieszka Kozak
smaki Brukseli
JEŚLI DO TEJ PORY POSTRZEGALIŚCIE BRUKSELĘ JAKO NAJNUDNIEJSZE MIASTO
ŚWIATA, MUSICIE
ZMIENIĆ TEN POGLĄD.
I NAJLEPIEJ OD RAZU
ZAREZERWOWAĆ
BILET, BO TO
IDEALNY CZAS, ŻEBY
ODWIEDZIĆ MIASTO
CZEKOLADY, MULI Z
FRYTKAMI, ART DECO
I NIEZWYKŁEJ SZTUKI
Że miasto pełne urzędników z całego świata
i przez to jak wielkie biuro? Bzdura – dzięki
temu bardziej różnorodne, a urzędnicy po godzinach to bardzo „odjechane” towarzystwo.
Że niecharakterystycznie i nie tak kosmopolityczne jak Paryż czy Londyn? Za to mniej nadęte i pretensjonalne, a zapewniające równie
wysoki poziom rozrywki.
Najbardziej europejskie miasto świata jest –
programowo – jednym z najlepiej „ułożonych”
pod odwiedzającego. Wygoda i łatwość to tu
słowa-klucze – poruszanie się po nim nie sprawia kłopotu, metro nawet w godzinach szczytu
nie jest zatłoczone i można w nim swobodnie
rozmawiać przez telefon komórkowy, na ulicy
można wypożyczyć rower, a Belgowie mówią
bez problemu w kilku językach. Generalnie
34
Miasto Kobiet 2008
pustawe ulice zapełniają się tam, gdzie ludziom jest najlepiej. Bo nawet jeśli w pierwszym momencie możemy odnieść wrażenie, że
UE odhumanizowała nieco Brukselę, to szybko
się od niego uwolnimy – np. pijąc kawę w promieniach słońca na stłoczonych krzesełkach
przy placu Saint Gery.
Saint Gery to jedno z miejsc, które każdemu
przypadnie do gustu: na środku piętrzą się niezwykłe, zabytkowe budowle hal targowych zamienionych w piękny obiekt muzealno –
informacyjny. Lecz to, co najważniejsze jest
wokoło hal: urocze, różnorodne, kolorowe lub
tradycyjnie brunatne knajpki z krzesełkami na
zewnątrz, w których można spotkać się z przyjaciółmi, przypadkowymi bywalcami lub posiedzieć w słońcu czy deszczu. Uliczki wokół są
zagłębiem niedrogich i bardzo dobrych restauracyjek: chińskich, tajskich, greckich. Dzięki
otwarciu Brukseli na obcokrajowców kuchnia
lokalna, ze słynnymi mulami w białym winie
podawanymi z frytkami (i właściwie... całą
resztą też podawaną z frytkami) nie czuje się
zagrożona. Co ciekawe, kuchnie egzotyczne
w Brukseli – ze względu na „normalne” ich
traktowanie, są paradoksalnie bliższe oryginałowi niż te, które znamy z Polski.
Jeśli już o jedzeniu mowa, nie sposób nie
wspomnieć o tym, że w Brukseli łatwo przytyć.
W końcu słynie nie tylko z frytek i frykadelek,
lecz również z niezwykłych słodkości i wyrobów
cukierniczych – musów i kremów – od Wittamera. Wittamer mieści się przy Plac Sablon,
sąsiadując ze swoim największym konkurentem, Marcolinim. Obydwie firmy od lat prześcigają się w produkcji najwymyślniejszych,
najwyższej jakości czekoladek i pralinek. Do
stałych klientów Marcoliniego należy np. brytyjska rodzina królewska, jednak to u Witta-
mera prezydent Bush kupił pamiątkę podczas
ostatniej wizyty w Brukseli.
Żeby „spalić” belgijską czekoladę polecam
szybki spacer, najlepiej... shoppingowy. Można
oczywiście kupować belgijskie specjały, można
zanurzyć się w korytarzykach sklepów z antykami, czy specjalistycznych, zajmujących się
sprzedażą tylko domków dla lalek. Można ponurkować między półkami antykwariatów lub
sklepów muzycznych ze znakomitym i kochanym przez Belgów jazzem. Jednak Bruksela to
tak naprawdę prawdziwy raj dla miłośników
komiksów. Stolica ojczyzny Tin Tina wypełniona jest świadectwami miłości dla rysunkowej sztuki. Nie ma ulicy bez frapującej
wlepki z ulubioną komiksową postacią. Centrum miasta wypełniają sklepy z kolorowymi
zeszytami. Oczywiście nie tylko. Poszukiwacze
Prady czy Armaniego też nie będą rozczarowani. Jednak to, co szczególnie bym poleciła, to
sklepiki lokalnych projektantów. I nie mówię
tu nawet o Annemie (sic!) Verbeke, lecz o sklepach początkujących designerów. Kto wie –
może z któregoś z nich za parę lat wyrośnie
nowy szef domu mody Louis Vuitton?
Modne, bezpretensjonalne, europejskie
miasto czeka. Oferuje atrakcje dwóch kultur
(flamandzkiej i belgijskiej) oraz wszystkich innych, wpisanych już na stałe w jej rytm: marokańskiej, portugalskiej, tajskiej czy kongijskiej.
Jeśli nie interesuje was blichtr i nie boicie się
nowych wyzwań, jedźcie do Brukseli. W krainie nudy znajdźcie to, co ja znalazłam: pulsujące życiem, przyjazne i piękne miasto.
A potem usiądźcie na Placu Flagey ze szklanką
belgijskiego piwa i po prostu się tym cieszcie.
Do Brukseli prosto z Krakowa można polecieć z Brussels Airlines. Szybko i komfortowo.
Cena biletu waha się w okolicach 800 zł.
www.miastokobiet.pl
35
{o b y c z a j e }
Idziemy na ZAKUPY
CO ODRÓŻNIA CZŁOWIEKA OD ZWIERZĘCIA? MOŻLIWOŚĆ ROBIENIA ZAKUPÓW. A CZYM
RÓŻNI SIĘ KOBIETA OD MĘŻCZYZNY? SPOSOBEM ROBIENIA ZAKUPÓW. KTO
CHCIAŁBY OBALIĆ POWYŻSZE TEZY, POWINIEN PRZYJRZEĆ SIĘ NASZEMU GATUNKOWI PODCZAS
JEDNEGO Z NAJCZĘSTSZYCH ZAJĘĆ: WYCIECZKI DO SUPERMARKETU
Kupuję tylko to, co znam
Okazuje się, że istnieją cztery podstawowe typy
kobiet konsumentek. Pierwszy typ to kobieta
roztropna – na zakupach kieruje się zawsze
rozsądkiem, nie daje się ponieść szaleństwu,
jest praktyczna i lojalna. Taka jest 32-letnia
Patrycja, na co dzień księgowa. – Kupuję
głównie rzeczy klasyczne i w dobrym gatunku,
takie, które nie zestarzeją się ani nie zniszczą
po sezonie. Nie przejmuję się za bardzo modą,
żadne trendy nie mają większego wpływu na
moje życie. Kupuję zwykle rzeczy firm, które
sprawdziłam i wiem już, że są dobre.
Drugi typ konsumentek to kobiety pewne
siebie i zrównoważone. Korzystają z okazji, ale
nie zapominają przy tym o limitach karty kredytowej; mają jasno zdefiniowane potrzeby
i oczekiwania.
Trzeci typ reprezentowany jest przez kobiety inteligentne i modne – takie, które nigdy
nie żałują pieniędzy, jeśli coś wpadnie im
w oko, poszukują jednak głównie nowinek, produktów wcześniej sobie nieznanych albo nieobecnych na sklepowych półkach. Mówi Ola,
doktorantka: – W tym roku jesienny płaszczyk
36
Miasto Kobiet 2008
kupiłam na początku sierpnia, a botki i kilka
swetrów tydzień później. Wiem, że jesień dopiero przed nami, ale z moich obserwacji wynika, że najciekawsze projekty kolekcji
pojawiają się zaraz na początku sezonu, więc
choć wszyscy wokół mierzą jeszcze bikini, ja
rozglądam się za kaloszami.
Jest jeszcze czwarty typ konsumentki: kobieta robiąca zakupy impulsywnie, lubiąca przygody. To ona najbardziej narażona
jest na zakupoholizm, to jej karta
czasem odmawia współpracy
przy kasie. Zakupy traktuje
jako sposób na poprawę humoru, potrafi kupić kilka
sztuk tej samej rzeczy
w różnych kolorach. Taka
jest Sylwia, która opowiada:
– W mojej szafie nawet nie
usiłuję zaprowadzić porządku. Wkładam do niej
wszystko, co kupuję – czasem
nawet bez zdejmowania metek i wyciągania z torby. Robię to trochę z obawy
przed mężem, który czasami stara się mnie
rozliczyć z tego, co kupiłam. Zdarza się, że wyciągam z szafy coś, o czym nawet nie pamiętałam, że kiedyś kupiłam.
Jednak statystycznie rzecz ujmując, to nie
Sylwia wydaje najwięcej pieniędzy na swe przyjemności. Robi to trzeci z opisanych typów kobiet – w globalnym rozliczaniu jest to aż 153
mld dol. rocznie. Czwarty typ wydaje 133 mld
dol. rocznie, pierwszy – 70 mld dol. Najmniej
wydają kobiety należące do drugiego typu –
ok. 62 mld dol. rocznie.
czasu. Co piąta internautka twierdzi, że uwielbia robić zakupy (21 proc.), a ponad połowa badanych mówi, że je lubi (53 proc.). Rośnie
także grupa kobiet kupujących on-line, co
wiąże się z coraz większą popularnością sklepów i aukcji internetowych wśród polskich internautów. W 2007 roku o ponad 20 proc.
wzrosła liczba internautek, które kiedykolwiek
dokonały zakupów za pośrednictwem internetu. W 2006 roku prawie co
druga użytkowniczka
One wszystkie
to lubią
No, może prawie wszystkie.
Za robieniem zakupów
nie przepada jedynie 12
proc. internautek –
tak
przynajmniej
wynika z raportu
„Kobieta w sieci”
firmy badawczej
Gemius SA. Zakupy są dla kobiet
przede wszystkim
sposobem
na
przyjemne spęd z e n i e
rys. Aurelia Milach
K
aśka kupuje dużo. Dużo wszystkiego – jedzenia, kosmetyków,
ubrań i butów, nawet chemii
gospodarczej. – To może brzmieć
głupio, ale ja po prostu lubię
mieć pewność, że niczego mi nie zabraknie –
wyznaje. – Że nie będę musiała w środku nocy
wyskakiwać na stację benzynową po chusteczki higieniczne, że w mojej zamrażarce zawsze znajdzie się paczka lodów na pocieszenie.
Agnieszka kupuje równie dużo, ale w przeciwieństwie do Kaśki zawsze szuka promocji,
przecen i „dobrej” – czyli niskiej – ceny. Ola natomiast lubi eksperymentować: sprawdzać
nowe produkty, testować nowości. – Rzecz nie
musi być droga, żeby była fajna – uważa. –
Jednak z całą pewnością musi być oryginalna
i wyróżniać mnie z tłumu.
Podejmowanie decyzji zakupowych u każdej z tych kobiet wygląda inaczej, jednak zachowania konsumenckie naszej płci wpisują
się w schemat, który udało się opisać psychologom, zatrudnionym przez marketingowe
firmy badawcze. Z badania AMP Agency wynika, że kobiety przez całe życie nie zmieniają
swoich zachowań konsumenckich i na różnych etapach swojego życia poszukują tych samych produktów.
{o b y c z a j e }
internetu przyznawała, że kupuje towary w sieci, tymczasem
w 2007 roku na takie zakupy zdecydowało się już 61 proc.
z nich. W sklepach internetowych kobiety zwykle kupują
książki, płyty i filmy (74 proc.), natomiast na aukcjach internetowych odzież i biżuterię (60 proc.). Podczas robienia zakupów kobiety przemierzają w ciągu roku 200 km, spędzają
przy tym 109 godzin w przebieralniach i mają władzę przy
kasie: kupują aż 80 proc. wszystkich dóbr konsumpcyjnych.
Bez poufałości proszę
Jednak nie wszystkie aspekty kupowania są równie przyjemne, jak ostateczny, podziwiany w lustrze efekt zakupów.
Czego najbardziej nie lubicie w sklepach – to pytanie na internetowych stronach kobiet pojawia się bardzo często.
Dziewczyny w różnym wieku, pracujące w najróżniejszych zawodach, panny, mężatki, matki i babcie wymieniają zgodnym
chórem: natręctwa sprzedających, brudnych przymierzalni,
niekompetentnych porad.... Najnowsze badanie firmy Fizzback dowodzi, że kobiety są znacznie bardziej wymagającymi
konsumentami niż mężczyźni. Badanie wykazało, że
mężczyźni częściej niż kobiety są zadowoleni z danej usługi,
produktu czy z tego, w jaki sposób obsłużono ich w sklepie.
Satysfakcja mężczyzn po zrobieniu zakupów była co najmniej
o 3 proc. wyższa niż kobiet. Z badania wynika, że mężczyźni
zazwyczaj wchodzą do sklepu, wkładają do koszyka potrzebne
produkty i wychodzą z poczuciem wykonania „dobrej roboty”.
Kobiet natomiast nie satysfakcjonuje sam pobyt w sklepie
i zakup niezbędnych produktów. Panie dostrzegają nieodpowiednie zachowanie obsługi, brak pomocy ze strony pracowników sklepu lub niską jakość produktów, dlatego ich oceny
różnią się od ocen mężczyzn. Badanie ujawniło, że kobiety
najczęściej krytykowały obsługę sklepu za niedostępność
(63,7 proc.), nastawienie (16,5 proc.), brak wiedzy (10 proc.),
małą wydajność pracy (6,7 proc.) oraz nachalność (3 proc.).
– Takie jesteśmy – komentuje wyniki Kasia, miłośniczka zakupów w wersji XXL. – Chcemy być obsłużone dobrze i kompetentnie, bo same również tego właśnie od siebie
wymagamy.
Sprzedajmy to kobiecie
Więcej wymaga, ale i więcej kupuje – potencjał zakupowy kobiet został właściwie oceniony przez specjalistów od marketingu. Tak powstał Gender Marketing, czyli marketing
ukierunkowany na płeć, uwzględniający faktyczne różnice
pomiędzy kobietą a mężczyzną. Jak sprawić, żeby kobieta
w tym a nie innym sklepie zdecydowała się wydać swe pieniądze? Czym przykuć jej uwagę? Jak zachować lojalność?
Na badania, dotyczące „okołosprzedażowych” preferencji kobiet, wielkie firmy wydają coraz większe pieniądze.
Efekty tych poszukiwań znajdują odzwierciedlenie na
różnych płaszczyznach. Kobiety coraz częściej samodzielnie
decydują o kupnie i wyborze samochodu – dlatego berlińskie salony Toyoty już wkrótce zmienią wystrój na bardziej
w stylu lounge: z wygodnymi kanapami, w pastelowych barwach i przyjemnym oświetleniem. Zupełnie nie przypominające typowych przybytków fastfoodu są (powstające
również w Polsce) McCafes – filie McDonald’sa: przecież to
kobiety najczęściej kupują kawę i drobne przekąski na mieście i w trakcie zakupów. Na kobiecość stawia również producent elektroniki Philips oraz producent telefonów
komórkowych Nokia. Kolekcja tego ostatniego – „L’amour
Collection” – okazała się najlepszą, jeśli chodzi o przełożenie
kampanii reklamowej na wyniki sprzedaży. Wybredne, poszukujące nowinek, lubiące wybór i dobrą obsługę – kobiety
lubią zakupy.
Matylda Stanowska
www.miastokobiet.pl
37
moda
news
Laur Elegancji
dla Ireny Jarockiej
W
ostatnią niedzielę września o godz. 18
w Krakowie prawdziwa gratka dla miłośników tradycyjnej elegancji i szyku: w Auditorium Maximum po
raz piąty wręczony zostanie Laur Elegancji – na-
groda sygnowana marką Vinicio
Pajaro, projektanta luksusowych futer.
W tym roku wyróżnienie to trafi do damy polskiej piosenki – Ireny Jarockiej. W poprzednich edycjach za
styl i grację wyróżnione zostały: Jolanta Kwaśniewska, Hanna Gronkiewicz-Waltz, Grażyna Brodzińska oraz Elżbieta Penderecka.
Jak co roku gala połączona będzie z pokazem
najnowszej kolekcji ekskluzywnych futer. Będzie to
jednoczenie światowa premiera najnowszej kolekcji
Vinicio Pajaro, która tydzień później zostanie zapre-
38
Miasto Kobiet 2008
zentowana w Petersburgu, Salonikach, Nowym
Jorku, Madrycie Moskwie, Hong Kongu, Mediolanie,
Wenecji i Rzymie. [KS]
.................................................................................
Miasto Kobiet jest patronem medialnym pokazu
Vinicio Pajaro Boutique, Kraków, ul. Grodzka 12,
tel. 012 411 24 64
X Targi Lady
Popisy mistrzów makijażu i zdobienia paznokci, pokazy bodypaintingu, fitness, masażu i tańca, prezentacja trendów w modzie i wizażu na nadchodzący sezon, a na deser występ chippendalesów – to wszystko już 27
i 28 września w katowickim Spodku. Odbędzie się tam dziesiąta, jubileuszowa edycja Targów Lady – największego wydarzenia branży kosmetycznej w Południowej Polsce. Jesienny targowy weekend w Spodku
przebiegać będzie pod hasłem piękna, kolorów i talentów. Udział w targach zapowiedziało ponad sto ekskluzywnych firm z branży kosmetycznej, fitness oraz SPA. www.targilady.pl [KS]
.................................................................................
Miasto Kobiet jest patronem medialnym targów
Sprostowanie
W poprzednim numerze Miasta Kobiet zapomnieliśmy
napisać, że zdjęcie na str. 39, z sesji „Wakacje dla aktywnych”, zostało wykonane w Miejscu, przy
ul. Zegadłowicza 2.
Osoby zainteresowane przepraszamy.
{m o d a }
2008
TRENDY
Sari Gueron
jesien/zima
PÓŁ GOTKA,
N
o i stało się. Jesień nieubłaganie czeka już
na progu, a wraz z nią przed większością kobiet pojawia się pytanie – co ja mam na siebie włożyć? Z długiej listy jesienno
-zimowych trendów wybraliśmy propozycje
w tym sezonie absolutnie „must-have”.
Koronki, a także ażury, szyfony, gipiura i wszelkie
inne przezroczystości. Pokazali je w tym sezonie niemal
wszyscy – Givenchy, Jean Paul Gaultier, Stella McCartney,
Prada. Ta ostatnia poświęciła im prawie całą kolekcję,
która od razu oceniona została jako jedna z najlepszych
w dorobku projektantki. Duże, mięsiste, grubo tkane lub
haftowane koronki weszły przede wszystkim na sukienki,
pokrywając je od góry do samego dołu. Stylizowane na ludowe wycinanki lub futurystyczne koronkowe wykończenia wślizgują się również na marynarki, płaszcze, koszule,
a nawet buty (Roberto Cavalli). Koronkowa kreacja wymaga jednak nie tylko odpowiedniej okazji, ale przede
wszystkim idealnie dopasowanej bielizny. Nie ma więc
pewności, czy tegoroczne koronki znajdą zrozumienie pań,
mieszkających w klimacie raczej chłodnym.
Koszula w kratę, spódnica w kratę, kratowane
spodnie albo chociaż chusta, motana pod szyją – spośród
istniejących ponad czterech i pół tysięcy wzorów szkockich
krat będzie w czym wybierać. Najpopularniejszy w tym sezonie tartan pojawił się dosłownie wszędzie: na płaszczach
( Just Cavali), bluzkach i koszulach (Dolce & Gabbana,
Ralph Lauren), spodniach (Balmain), spódnicach i sukienkach (DSquared, Charlotte Ronson), a nawet butach
i torebkach. Zwykła, kraciasta koszula w stylu country
bywa zdobiona złotą lub srebrną nitką, wyposażona
w bufki, plisowania i żaboty. Kraciaste kurtki raczej nie wychodzą poza linię bioder, płaszcze podkreślane są zwykle
paskiem, choć ich linia wyraźnie nawiązuje do czasów
sprzed dwóch dekad, czasami niebezpiecznie blisko flirtując z estetyką „Dynastii”. Poszerzane ramiona, dwurzędowe zapięcia, duże guziki i kołnierze – kratka w tym
sezonie zniesie wszystko.
Wiejski szyk
traktować można jak rozwinięcie westernowo-wiejskiej kraty i szyku spod znaku kowbojek i kapeluszy. Jednak wiejski trend AD 2008 ma też inną,
bardziej arystokratyczną twarz. Pomyśl o księżnej Małgo-
40
Miasto Kobiet 2008
Łyżwiarskie buty pojawiły się na wybiegach już ubiegłej
wienią się u Guya Laroche’a i Yvesa Saint
Laurenta. Najmniej popularny jest delikatny
lila-róż, jednak i jego nie brakuje – szczególnie
na długich, lejących się sukienkach i bluzkach z ornamentami kwiatów oraz twarzy.
Spodnie dzwony i wersja
XXL to oczywista kontynuacja tego, co zobaczyliśmy w modzie tej wiosny. Swoją
strukturę zmieniły głównie spodnie, i choć
obcisłe rurki jeszcze długo cieszyć się będą
powodzeniem, na plan pierwszy zdecydowanie wysuwają się spodnie dzwony (rozszerzane poniżej kolan) oraz szwedy
(z nogawkami szerokimi już od linii kroku).
Ciągle modny pozostaje cały nurt rzeczy
dużo za dużych:
nadal
nosimy
ogromne swetry,
nadzwyczaj wysokie golfy oraz torebki największe
z możliwych. Niech żyje mania wielkości!
PÓŁ SZKOTKA
zimy – pokazali je m.in. Dior, Chanel, Celine, Fendi i Marc Jacobs. W tym roku te
drobno wiązane, wysokie kozaczki, wyglądające jak część profesjonalnego wyposażania
łyżwiarek,
oglądamy
także
w kolekcjach Driesa Van Notena i Tod’s.
W wersji tańszej łyżwiarki znaleźć można już
teraz w Zarze, Top Shopie i Heavy Duty.
Warto rozejrzeć się za nimi jak najszybciej;
jest duża szansa, że całkowicie wyprą wiktoriańskie trzewiki, saszki oraz botki, tak popularne na sklepowych półkach.
Fiolet, oberżyna, cud-malina
Odcienie purpury i fioletu to najważniejsze
kolory sezonu. Malinowy, lila, cyklamen,
wrzos, także szkarłat i odcienie czerwieni –
z dużym naciskiem na pomidorowy – będą
z nami aż do przyszłej wiosny. Barwę głębokiego bakłażanu mają suknie wieczorowe
Lanvin i Zaca Posena, malinowa jest Donna
Karan i Giambattista Valli, pomidory czer-
w tonie pozostają natomiast akcesoria: bransolety, kolczyki, torebki oraz buty.
Celine
Sari Gueron
rzacie wyjeżdżającej do swej wiejskiej posiadłości, przypomnij sobie miękkość wełny,
zmysłowość skóry, zapach futer...
Grubo plecione, wełniane i kaszmirowe swetry, kamizelki z naturalnych i sztucznych futer, miękkie
szale i rękawiczki sięgające aż do
łokci, do tego oficerki – i weekend
w mieście zmienia się niepostrzeżenie w komfortowy wypoczynek daleko od cywilizacji (choć
z laptopem w designerskiej torbie
na kolanach).
Gotyk w wersji light czyli odchodzimy od dosłownych, przerysowanych
interpretacji na rzecz ironicznych akcentów
lub delikatnych cytatów. Czerń, choć nadal
jest jej całe mnóstwo, zmienia swe oblicze –
jest zdecydowanie mniej diaboliczna i mniej
teatralna niż jeszcze dwa sezony wcześniej.
Najbardziej oczywistym i najczęściej pojawiającym się motywem trendu są obcisłe
skórzane spodnie, które już w ubiegłym sezonie mogliśmy podziwiać w wersji zbliżonej
do legginsów. Przetrwały, i w tegorocznych
propozycjach pojawiały się masowo na wybiegach u Givenchy, Sari Gueron, Collette
Dinnigan, Nicole Miller, Sass&Bide. Pokazują się zwykle w towarzystwie szarych, delikatnie inkrustowanych koronką topów, złotej
biżuterii i... całkowicie grzecznych kardiganów, stanowiąc tym samym bardzo interesującą alternatywę stroju casual. Gotyckie
A poza tym jak co roku wybiegi proponują sporo rzeczy, których szansa na przyjęcie się na polskich ulicach jest niewielka.
Tak stało się np. z lansowanym od kilku sezonów kombinezonem, który najwyraźniej
nie przypadł nam do gustu. Wśród propozycji, którym taki los wieszczę w tym sezonie,
znajdują się m.in. skórzane spodnie i takież
legginsy. Aprobaty może nie doczekać się
także geometryczna pelerynka (DSqared,
Fendi, Oliver Theyskens dla Niny Ricci) oraz
trudny do przekształcenia na warunki
„uliczne” trend piórkowo-biżuteryjny. Pod
jego znakiem Christopher Bailey skonstruował najnowszą kolekcję Burberry Prorsum,
a podobne rozwiązania architektury stroju
znaleźć można również u Ann Demeulemeester, Bottegi Venety czy Alberty Ferretti.
Choć prezentują się świetnie, do codziennego użytku niemal zawsze wydają się zbyt
skomplikowane. Nie warto jednak żałować –
w tym sezonie, choć żaden z trendów nie
wybija się szczególnie mocno na plan pierwszy, modne pozostaje prawie wszystko.
Matylda Stanowska
www.miastokobiet.pl
41
jesienny
MIX
fot.
Marcin Urban
44
Miasto Kobiet 2008
golf, tunika, torba – Fabryka Artystów & Sandwich; spódnica i bransoletka – Morgan; bransoletka – Clare Boutique
WZORY ROŚLINNE, DZIANINA ORAZ WIELKA BIŻUTERIA (IM WIĘKSZA TYM LEPSZA, DOZWOLONA W KAŻDEJ ILOŚCI) BĘDĄ MOCNO WIDOCZNE W TYM SEZONIE. TURBAN PRZEŁAMUJE MONOCHROMATYCZNĄ SZAROŚĆ I WPROWADZA NUTKĘ ORIENTU.
{moda}
FALBANY, TIUL I KORONKA TO TRZY MOCNE TENDENCJE TEGO SEZONU. DLA PODKREŚLENIA DELI KATNOŚCI TKANINY – PIÓRA WE WŁOSACH, A DLA KOTRASTU –
SKÓRZANA KURTKA.
suknia – Jakub Ziemirski; kurtka i bransoletka – Morgan
{moda}
www.miastokobiet.pl
45
46
Miasto Kobiet 2008
sukienka – Jakub Ziemirski; pasek skórzany, naszyjnik – Fabryka Artystów & Sandwich; kurtka i bransoletka – Morgan; kapelusz – własność stylistki
LŚNIĄCY MATERIAŁ RODEM Z LAT 80. TO WCIĄŻ SILNY TREND. DO TEGO PROSTA W FORMIE SKÓRZANA KURTKA I PIÓRA Z OZDOBNĄ BROSZKĄ WPIĘTĄ W KAPELUSZ
W MODNĄ KRATKĘ. WSZYSTKIEGO TROCHĘ ZA DUŻO, BY ZROBIĆ WRAŻENIE.
{moda}
MIX NAJMODNIEJSZYCH KOLORÓW I TKANIN. SZAROŚĆ, MALINA, CZERWIEŃ POMIDORA I FIOLET. DO TEGO DZIANINA, JESZCZE RAZ DZIANINA I ZAMSZ, ŚWIĘCĄCY
ZNÓW TRIUMFY.
sweter: Clare Boutique; sukienka, pasek, płaszcz, naszyjnik – Morgan
{moda}
PRODUKCJA SESJI:
MAI Studio
ul. Piłsudskiego 34/1
tel. 012 421 02 36
www.mai.pl
Zdjęcia: Marcin Urban/MAI Studio
Stylizacja: Joanna Wolf
Modelka: Renata
Wizaż i fryzury: Jakub Ziemirski
ADRESY SKLEPÓW:
Clare Boutique, ul. Wielopole 13
Fabryka Artystów & Sandwich,
ul. Karmelicka 17
Morgan, Galeria Kazimierz,
ul. Podgórska 34
Jakub Ziemirski, tel. 0791 977 261
www.miastokobiet.pl
47
{taniec}
Rasha, fot. arch. Szkoły Tańca Arabskiego RASHA
Brzuch zatańczy
najpiękniej
TUTAJ DZIEWCZYNY NIE POTRZEBUJĄ PARTNERA
ANI NIE MUSZĄ MIEĆ FIGUR MODELEK, A MIMO TO
JESZCZE NIGDY NIE CZUŁY SIĘ TAK KOBIECO.
TAŃCZĄ BOSO, DLA SIEBIE I DLA SWOJEGO CIAŁA
Ś
roda wieczór. W szkole tańca
brzucha „Rasha” za chwilę rozpocznie się egzamin kończący
drugi etap nauki Raks Sharki,
czyli tańca arabskiego. Beata, Agnieszka, Malwina i Asia przygotowują się
w szatni do swojego występu. – Kiedyś próbowałam tańczyć inne style, ale żaden nie jest
tak kobiecy jak taniec brzucha. Tu można się
wyzwolić, ale bez wyuzdania – mówi Joasia,
studentka socjologii, przewiązując biodra
chustą dźwięczącą monetami.
Arabskie stroje albo zamówiły w Internecie, albo zrobiły same, doszywając do staników
koraliki i cekiny. Wszystkie mocno umalowały
powieki i założyły wielkie kolczyki. Bez
względu na figurę czują, że są piękne.
Kilogramy w ruch
– Taniec arabski akceptuje każdą kobiecość,
ale w sposób szczególny hołubi kobiety dojrzałe i okrągłe, będące symbolem matki,
kapłanki domowego ogniska. Obfite kształty
symbolizują też dostatek i szczęście – mówi
Karolina Miśkiewicz, Rasha, założycielka
pierwszej w Krakowie szkoły tańca brzucha.
– Szczupłej tancerce trudniej wykonać niektóre ruchy. Łatwiej jest kobiecie, która ma
czym potrząsnąć i potrafi pięknie wprawić
w ruch swoje kilogramy – dodaje Magdalena
Mota, Nadira, instruktorka tańca brzucha.
Z miłości do Orientu
Do niedawna szkoły tańca brzucha były w Polsce czymś bardzo rzadkim. Rasha swoją pasję
do Raks Sharki rozwijała sama.
– Pierwsze naprawdę poważne lekcje pobierałam w Tunezji u kobiet-tancerek z rodzin
przyjaciół. To były początki, które zaowocowały poszukiwaniami kolejnych inspiracji,
kolejnych nauczycielek – wspomina. – W naszym kraju nie organizowano żadnych
warsztatów ani egzaminów z tańca brzucha,
nie było również możliwości otrzymania w tej
dziedzinie dyplomu, akceptowanego przez
Polską Federację Tańca.
Swój system nauki tańca brzucha, zaakceptowany i wdzrożony w Polskiej Federacji
Tańca, Rasza opracowała więc sama.
48
Miasto Kobiet 2008
Wielki powrót kobiecości
Moda na Orient i na taniec w ogóle sprawiła,
że szkoły tańca brzucha wyrastają jak grzyby
po deszczu.
– Konserwatywny Kraków jeszcze kilka lat
temu na taniec brzucha reagował szokiem.
Dziś tętni arabskimi rytmami. Sale taneczne szkół tańca brzucha pękają
w szwach, raz po raz otwierają się nowe placówki – zauważa Rasha.
Korzyści płynące ze wzrostu popularności
tej sztuki w Polsce są nieocenione: to wielki
powrót kobiecości w pełnym tego słowa znaczeniu oraz droga do samoakceptacji i poczucia własnej wartości. Taniec brzucha to
bowiem nie tylko forma ruchu, ale i filozofia
życia, mająca wpływ na emocjonalną i intymną sferę kobiety, świadomość własnego
ciała i jego potrzeb, samoocenę a co za tym
idzie – także relacje partnerskie, rodzinne
i zawodowe. Kobiety, które tak jak Karolina
i Magdalena poświęcają się tańcu bez reszty,
przyjmują także arabskie imiona. Każde
z nich ma swoje znaczenie. Rasha to „młoda
gazela”, Nadira oznacza „rzadka, cenna”.
Bez seksu proszę
Polakom taniec brzucha najczęściej kojarzy
się z erotyką. Tymczasem pierwotnie taniec
ten był nie dla oczu mężczyzn. Tajniki Raks
Sharki przekazywane były z matki na córkę
i tańczone wyłącznie przez kobiety dla kobiet,
głównie z okazji ważnych życiowych wydarzeń, jak ślub czy poród. Także teraz taniec
ten rządzi się bardzo surowymi zasadami, których przyzwoitej tancerce nie wolno złamać.
– Taniec brzucha nie ma nic wspólnego
z pląsami Shakiry, dziko wyginającej się na
teledyskach. Tu tancerce nie wolno dotykać
swojego ciała ani stroju, rozchylać ust, ud
ani kolan – opowiada Nadira. – Niedopuszczalne jest nawet, aby kobieta pokazała pod-
KRAKOWSKIE SZKOŁY,
czas występu otwarte wnętrze dłoni. To
sfera bardzo intymna. Dlatego zawsze tańczymy z dłonią lekko domkniętą kciukiem.
Taniec brzucha zakazuje zachowań jawnie
erotycznych, a mimo to nie ujmuje tancerce
kokieterii – tajemniczość wzmaga wręcz
doznania oglądającego.
Taniec na zdrowie
Taniec brzucha to także niezastąpiona terapia dla kobiecego ciała. Ruchy wykonywane
podczas tańca orientalnego wzmacniają i rozluźniają mięśnie. Ujędrniają zwłaszcza mięśnie stóp, łydek i ud, chroniąc przed
zaburzeniami krążenia, oraz mięśnie brzucha, bioder i pośladków. Wzmocnieniu ulegają też mięśnie grzbietu. Talia staje się
szczuplejsza i zyskuje delikatny wygląd dzięki
ruchom obrotowym, które przynoszą korzyść
również narządom wewnętrznym. Wreszcie
taniec brzucha pomaga znaczne zmniejszyć
bóle miesiączkowe, a także skutecznie wpływa
na skurcze i rozwarcie szyjki macicy podczas
porodu, przyśpieszając go.
– Na poziomie duchowym taniec umożliwia
przepływ czystej energii przez czakry tancerki
i wyzwala wewnętrzną harmonię oraz jej rozprzestrzenianie się w otoczeniu. – zapewnia
Rasha.
Epilog
Nadszedł wrzesień. Beata, Agnieszka, Malwina i Asia spotykają się ponownie. Przed
nimi trzeci stopień nauki Raks Sharki pod
czujnym okiem Rashy i Nadiry. Będą teraz
doskonalić taniec z woalem i rekwizytami takimi jak taca, miecz czy lampiony. Ale przede
wszystkim będą dalej cieszyć się swoim ciałem
i swobodą w tańcu.
Karolina Siudeja
UWAGA! NADIRA poprowadzi warsztat tańca
brzucha z woalem w czasie najbliższego festiwalu
PROGRESSteron (patrz obok)
w których można uczyć się tańca brzucha:
Szkoła Tańca
Arabskiego Rasha
ul. Konecznego 4, Żabiniec
www.rasha.com.pl
Strefa Ruchu
ul. Cystersów 16
www.strefaruchu.com.pl
Centrum Tańca
Ananday
ul. Józefa 12
www.ananday.pl
Medicor
ul. Karmelicka 10
www.medicor.krakow.pl
{f e s t i w a l }
PROGRESSteron
WWW.DOJRZEWALNIA.PL
CSW SOLWAY
UL. ZAKOPIAŃSKA 62
fot. Paweł Solarski
10-12 października
17-19 października
A
gnieszka, moja dobra znajoma, za każdym razem, gdy
próbowałam namówić ją na
udział w festiwalu PROGRESSteron, kręciła głową.
– To dla mnie podejrzane. Od rana do
wieczora same kobiety? Nie, to impreza
zdecydowanie nie dla mnie.
A jednak właśnie w tym tkwi siła Rozwojowo-Rozrywkowego Festiwalu dla Kobiet PROGRESSteron. W KOBIETACH.
Spotykając się we własnym gronie (bez
męskiego pierwiastka wprowadzającego
automatycznie element rywalizacji) są
szczere, otwarte, ciekawe świata, zachłanne na wiedzę, chętnie dzielą się
swoimi doświadczeniami.
Widziałam na festiwalu nastolatki i kobiety dojrzałe, singielki i mężatki, młode
matki i matki z dorosłymi córkami, kobiety przebojowe i pewne siebie oraz takie,
które dopiero zaczynają szukać drogi do
zrozumienia i zaakceptowania siebie.
Niektóre z nich wpadają na dwie godziny,
na wybrane zajęcia, inne spędzają tu cały
dzień, zmieniając tylko sale, a przerwach
kontynuując babskie spotkania w festiwalowej kawiarni Cafe Młynek. Wszystkie
łączy otwartość na nowe doświadczenia
i chęć samorozwoju. Siłą festiwalu jest
niezaprzeczalnie zgromadzenie w jednym
miejscu specjalistów z wielu dziedzin.
Agnieszka, choć z oporami, dała się
w końcu namówić. Na pierwszy ogień poszło Taiji (tai chi), do którego przymierzała
się już od dawna. – Niespecjalnie lubię typowo babskie towarzystwo, zawsze wolałam kumplować się z facetami –
opowiada. – Byłam więc w szoku, że atmosfera na zajęciach była taka fantastyczna. Poczułam ją już przy wejściu.
I zajęcia perfekcyjnie przygotowane. Były
zarówno osoby, które miały już jakieś pojęcie o tai chi, jak i zupełnie zielone, jak
ja. A mimo to każdy mógł skorzystać.
Potem jeszcze siłą rozpędu Agnieszka
trafiła na warsztaty WenDo. Wrażenia?
– Na hasło WenDo w mojej głowie wy-
świetlał się stereotypowy obraz – notabene
ukształtowany przez prasę – kobiety
łamiącej jednym uderzeniem deskę. Na
zajęciach żadnych desek na szczęście nie
było. Był natomiast przyspieszony kurs
obrony przed atakiem, zarówno fizycznym jak i psychicznym. Uświadomiłam
sobie, jak wiele wysyłamy sygnałów, które
mogą sprawić, że przyjmiemy rolę ofiary.
Ujęła mnie atmosfera spotkania. Ja akurat nie przepadam za publicznym wywnętrznianiem się, ale inne dziewczyny
mówiły w sposób niewymuszony o swoim
strachu, kompleksach, obawach, i widać
było w nich potrzebę otwarcia się.
WenDo i Taiji od lat są w grafiku PROGRESSteronu i co roku cieszą się niesłabnącym powodzeniem. Ze stałych pozycji
będzie na pewno warsztat kreatywnego pisania, indyjski masaż głowy, taniec brzucha (na zachętę polecam artykuł obok)
i kilkadziesiąt innych zajęć. Spośród prawie stu pozycji, które znajdą się w tegorocznym programie, ponad połowa to
rzeczy nowe, więc stałe uczestniczki festiwalu będą miały w czym wybierać.
A oto mój prywatny mini-przewodnik
po nowościach festiwalowych. Lidia Szarek poprowadzi zajęcia z Feng Shui (nie o
urządzaniu mieszkania jednak, ale o feng
shui w związkach damsko-męskich). Jak
pomnożyć źródła swoich dochodów doradzać będzie osobom pragmatycznym Marzena Bogdańska. Polecam też dwa
warsztaty ayurwedyjskie z Polą Rdzanek
z centrum Jogi Sivananda oraz zajęcia
z Inką Dowlasz – reżyserką i psycholożką,
która przedzierać się będzie przez problem
bulimii i anoreksji. Co jeszcze? Dużo nowych zajęć plastycznych (Namaluj swój
seks), tanecznych (taniec bollywoodzki),
muzycznych (warsztat bębniarski) i kilkadziesiąt innych pozycji. Szczegółowy program będzie dostępny od 8 września.
Wtedy też zacznie się rezerwacja miejsc
na zajęciach.
Do zobaczenia na Progressteronie.
Aneta Pondo
..............................................................................
Miasto Kobiet jest patronem medialnym festiwalu
www.miastokobiet.pl
49
{uroda}
TROCHĘ SIĘ OPIERAŁAM,
ZANIM TRAFIŁAM NA TEN
ZABIEG. BO JAK TO? MAM
PODDAĆ SIĘ ŚWIADOMIE
I DOBROWOLNIE
NAKŁUWANIU IGŁĄ CAŁEJ
TWARZY W SYTUACJI, GDY
ZNALAZŁOBY SIĘ MOŻE
PARĘ INNYCH, MNIEJ INWAZYJNYCH SPOSOBÓW NA
POPRAWIENIE URODY?
W
ymyślona
przez francuskiego lekarza MEZOTERAPIA
polega na dostarczaniu za pomocą iniekcji aktywnych składników (tzw. koktajli) do miejsc,
które chcemy poddać leczeniu
lub upiększeniu. Działanie na
cellulit, rozstępy, zmarszczki,
wypadanie włosów, zwiotczenie
skóry… lista zastosowań jest
długa. Tyle tylko, że igła kojarzy
się z bólem, a bólu nie lubię.
I widać nie ja jedna, skoro kilka
lat temu wymyślono mezoterapię bezigłową, czyli metodę
„wtłaczania” substancji aktywnych za pomocą impulsów elektrycznych, czyli bez naruszania
ciągłości naskórka. Jednak dziś
rzecz będzie o mezoterapii klasycznej, czyli stosującej igłę.
Jeszcze do niedawna zabieg ten
mógł być wykonywany tylko
przez lekarzy, co zdecydowanie
ograniczało jego ekspansję. Ale
50
Miasto Kobiet 2008
fot. arch. GUINOT
MEZOTERAPIA
właśnie się to zmieniło za
sprawą mezoterapii Medex 2M,
zwanej, dla odróżnienia od lekarskiej, mezoterapią kosmetyczną. Otóż może być ona
wykonywana w gabinetach,
przez wykwalifikowaną kosmetyczkę. Używane są te same koktajle i ten sam sprzęt, tyle tylko,
że z czterech głębokości nakłuć,
na które pozwala specjalny pistolet do mezoterapii, kosmetyczka może wykorzystywać
tylko pierwszą (1mm). Mezoterpia kosmetyczna ogranicza się
więc do pracy w naskórku, podczas gdy lekarska dostarcza preparaty głębiej – do skóry
właściwej i tkanki podskórnej.
To sprawia, że mezoterapię kosmetyczną stosuje się na twarz,
szyję, dekolt i ręce, podczas gdy
np. leczenie cellulitu wymaga
dłuższej igły i wciąż pozostaje
w kompetencjach lekarzy.
W Krakowie mezoterapię
kosmetyczną oferuje tylko Instytut Guinot (ul. Kurniki 5) – nowy,
nie boli
estetycznie urządzony gabinet
w sąsiedztwie Galerii Krakowskiej. Zabieg zaczyna się od
nałożenia na twarz maści znieczulającej (to dobrze, bo od razu
pozbywam się obaw, że będzie
bolało) i przygotowania koktajlu.
Dla mnie, na pierwszy raz, będzie to kwas hialuronowy i kofeina. Wszystkich ampułek jest
pięć i zawierają, oprócz dwóch
wspomnianych składników, jeszcze kwas glikolowy, mezopoliwitaminy i dwumetyloaminoetanol
(DMAE). Wszystkie one zostaną
zużyte w czasie pełnej kuracji,
która obejmuje ok. 5 zabiegów
w odstępach 7-10 dniowych.
Zanim moje znieczulenie zacznie działać, kilka słów o wskazaniach do mezoterapii kosmetycznej. Najczęściej są to: spadek sprężystości skóry, ubytki
kolagenu i elastyny, zmarszczki
mimiczne, szorstkość i suchość
skóry oraz przebarwienia. Mezoterapia jest też dobrym zabiegiem regenerującym skórę po
lecie, zwłaszcza niwelującym
skutki nadmiernej ekspozycji na
słońce. Wśród przeciwwskazań
jest ciąża, cukrzyca, opryszczka,
uczulenie na jad osy, kruchość
naczyń, zażywanie leków rozrzedzających krew (np. aspiryny).
Twarz mam już lekko zdrętwiałą od znieczulenia i… zaczyna się. Niektóre iniekcje
odczuwam jako delikatne
TEST
ukłucia, innych
się tylko domyślam po dźwięku
URODA
pistoletu. Najpierw
czoło, potem owal i reszta twarzy (bez nosa). Zastrzyki są aplikowane co pół centymetra,
a w niektórych miejscach (np.
bruzdy nosowe) jeszcze gęściej.
Stwierdzam bez cienia przesady,
że w trakcie kłucia można sobie
uciąć drzemkę, co też dyskretnie czynię. Po mniej więcej 40
minutach ostrzykiwania kosmetyczka zakłada mi na twarz
maskę kolagenową, która ma
dodatkowo wzbogacić skórę oraz
złagodzić podrażnienia. Już na
sam koniec dostaję krem do pielęgnacji twarzy (przeciwobrzękowy i przyspieszający
regenerację skóry), który mam
stosować przez 2-3 dni. Przez
taki bowiem czas mogą się
utrzymywać delikatne zaczerwieniania lub zasinienia. Co
prawda nie dostrzegłam u siebie
ani śladu po ukłuciach, jednak
jest to sprawa indywidualna.
Jedno jest pewne – zabieg nie
jest bolesny i daje szybko widoczne efekty, które podobno
mogą się utrzymać nawet
5 lat. Ma tylko jeden mankament – cenę.
Aneta Pondo
..................................................................................
Instytut Guinot, ul. Kurniki 5, tel 012 430 00 77,
ceny od 400 zł (mezoterpia częściowa) do 1000 zł
(mezoterapia z pakietem masek przed i po zabiegu
i maską kolagenową)
{fitness}
ZŁOTY ŚRODEK
...
AKTYWNY ODPOCZYNEK W KLUBIE FITNESS
KSZTAŁTUJE CIAŁO I OSOBOWOŚĆ
■■■
SPINNING
(URSZULA RYBA)
Klub Platinium to niezwykłe
miejsce, w którym stworzyliśmy
pierwsze oficjalne centrum spinningu. Szybko ukształtowała się
grupa ludzi, dbających o uprawianie aktywności fizycznej, a przy
tym bardzo dobrze się bawiąca.
Profesjonalni instruktorzy, którzy potrafią zmotywować każdego do
nawet najtrudniejszych zajęć oraz najnowsze, wygodne rowery to gwarancja satysfakcji z każdych zajęć. Staramy się, by każdy był zadowolony z dobrze wykonanego treningu. Zróżnicowane pod względem
celów zajęcia można podzielić na: strength (siła) – dla osób, które chcą
walczyć z dużymi obciążeniami, wzmocnić nogi i zmierzyć się ze
swymi słabościami; interval – tu motywacją jest sprawdzenie swojej
wytrzymałości; endurance i recovery – celem tych zajęć jest nauka
podstawowych technik jazdy na
rowerze, a przy tym spalenie
ogromnej liczby kalorii. Spinning
to wyjątkowe zajęcia, z których
każdy wychodzi usatysfakcjonowany z dobrze wykonanego treningu. Zajęcia cieszą się powodzeniem wśród pań i panów. Bardzo się cieszymy, że zaszczepiliśmy w Krakowie potrzebę
uprawiania tej formy aktywności.
■■■
MAGIC BAR
(ANNA SOŁTYS)
Magic Bar to profesjonalnie opracowana koncepcja ćwiczeń wytrzymałościowo-siłowych ze sztangą przy muzyce. To jedyne zajęcia
pozwalające na indywidualizację
treningu poprzez wykorzystanie
obciążenia dostosowanego do osobistych i aktualnych potrzeb osoby
ćwiczącej. Choreografia takich
zajęć przygotowana jest przez specjalistę fitness (Inka Szymański)
oraz fizjologa (Bogdan Krauss).
– Ćwicząc ze sztangą zyskujesz
siłę, sylwetkę, chęć do życia
i wiarę w to, że marzenia się
spełniają. Wymaga to wysiłku
i samozaparcia na zajęciach – ale
warto. Magic Bar to najszybszy
i najpewniejszy sposób na
osiągnięcie doskonałej formy fizycznej, dzięki której po prostu
przedłużasz sobie młodość – twierdzi Inka Szymański.
TRENING
PERSONALNY
■■■
(BARTOSZ GIBAŁA)
W dzisiejszych czasach każdy szuka profesjonalizmu, nowoczesności
i wysokiej jakości usług. Wszystko to oferuje trening personalny.
Szczególnie na początku, by zachęcić organizm do wysiłku i regularnych treningów, potrzeba silnej motywacji. Na efektywność ćwiczeń i pełne zadowolenie z realizowania wytyczonych celów ma też
duży wpływ praca z trenerem. Jednak oddając ciało w ręce specjalisty możemy być pewni, że efekty wysiłku i wylanego potu będą widoczne dużo szybciej.
tekst promocyjny
D
o aktywności ruchowej o charakterze rekreacyjnym lub sportowym skłania nas
wewnętrzna potrzeba, tym silniejsza, im więcej czasu jesteśmy
zmuszeni spędzać siedząc. Doskonałe odprężenie przez ruch
zapewnia klub fitness. To odpoczynek od codziennych obowiązków. Dla niektórych osób to
pierwszy krok, by zmienić styl
życia na zdrowszy, inni zostają
członkami klubu kierując się potrzebą samorealizacji i kontaktu
z ludźmi. Platinium Team zapewnia każdemu warunki do rozwijania indywidualności, i kształtując motywację do podnoszenia
sprawności fizycznej, pomaga
w osiąganiu wymarzonych celów.
Naszych klientów różni płeć,
cechy osobowościowe, zainteresowania, motywacje, sprawność fizyczna – a mimo to atmosfera
panująca w klubie jest w stanie
zmotywować ich do regularnych
ćwiczeń. O systemie „złotego
środka” wprowadzonym w Fitnessclubie Platinium opowiadają
jego menedżerowie.
{fitness}
WSTRZĄS
na dobry początek
Dream Healther
W
ynalezienie
tego
urządzenia, które
dzięki
wibracjom
wprawia w ruch
mięśnie i tkankę
tłuszczową, wzmacniając i odchudzając
ciało, przypisują sobie radzieccy naukowcy.
Podobno właśnie dzięki wibrującej platformie ich sportowcy wypadli tak dobrze na
olimpiadzie w Moskwie w 1980 roku. Inne
źródła podają jednak, że vibro trening znano
już w latach 60-tych za sprawą niemieckiego
uczonego Biermanna, który jako pierwszy
przeprowadził badania nad wpływem wibracji na organizm ludzki. Tak czy owak, dziś
możemy się cieszyć z dobrodziejstwa istnienia maszyny, która ćwiczy za nas szybko
i skutecznie.
Specjalnie dla czytelniczek „Miasta Kobiet” przetestowałam na sobie trzy różne
platformy wibrujące, dostępne w krakowskich fitness klubach i salonach piękności.
Dream Healther dla zabieganych
(Instytut Zdrowia i Urody YASUMI, ul. Sanocka 1)
Pierwsza maszyna i od razu duży wstrząs.
Rzekłabym nawet, że wstrząs podwójny, bo
Dream Heather tworzą dwie platformy napędzane niezależnie. Gdy się na nich stoi,
nogi podnoszone są naprzemiennie, jak podczas biegu. Wibracje są bardzo silne – ciało
trzęsie się jak galareta. Czasem trudno wręcz
złapać oddech i – uwaga – na drugi dzień
TESTUJEMY
platformy do
vibro
można mieć po tym zakwasy, więc polecam zacząć
od
wibracji
o najniższej częstotliwości.
Na Dream Healtherze ćwiczy
się przez 15 minut, podczas których należy wykonywać proste ćwiczenia, tj. kucać i robić lekkie skręty tułowia.
Aby poćwiczyć także ramiona i klatkę piersiową, warto uklęknąć przed platformą
i oprzeć ciało na rękach. Poza tym maszyna
ćwiczy za nas. Można trenować na niej w sukience, jedyne co trzeba zrobić, to zdjąć buty.
Po tygodniu ćwiczeń zauważalnie ujędrnia
się ciało i znikają zbędne fałdki.
– Ponieważ nasza platforma podczas wibracji angażuje nie tylko mięśnie, ale także
tkankę tłuszczową, działa odchudzająco.
Ostatnio miałem klientkę, która chwaliła
się, że po miesiącu ćwiczeń schudła 14 kilogramów – mówi Artur Kołecki, product manager Dream Healthera.
Wśród przeciwwskazań do ćwiczeń jest
m.in. choroba wieńcowa oraz ciąża.
treningu
www.miastokobiet.pl
53
{fitness}
Spotkałam się również z opinią, że tego typu
sprzęt znacznie nadweręża stawy kolanowe.
– Dream Healther jest absolutnie bezpieczny
– zapewnia jednak Kołecki. – Dzięki naprzemiennym ruchom dwóch platform maszyna
symuluje naturalną pracę nóg człowieka,
jak podczas chodu czy biegu. Stawy są więc
przenoszone a nie wybijane, jak ma to
miejsce na platformach jednorodnych.
Moje stawy mogą to potwierdzić – są całe
i zdrowe. Do przeciwwskazań sama dodałabym jednak chorobę lokomocyjną. Przed
ćwiczeniami nie polecam też jedzenia i picia
– to naprawdę trzęsie.
(cena: 290 zł za 13 wejść, każde po 15 minut)
Turbo Sonic dla wygodnych
(Studio Pięknego Ciała, ul. Urzędnicza 26)
Turbo Sonic to jedyna maszyna do vibro treningu, na której nie trzeba wykonywać absolutnie żadnych ruchów. Maszyna ćwiczy za
nas sama.
– Dzięki temu, że Turbo Sonic nie wymaga
od ćwiczącego żadnej aktywności, mogą
z niego korzystać także osoby z dużą nadwagą, dla których intensywny ruch byłby
problemem – mówi szefowa Studia Pięknego
Ciała Małgorzata Lewandowska. – To daje
efekt odchudzenia i ujędrnienia ciała przy
minimalnym wysiłku. Jednak najlepsze
efekty osiąga się, gdy ćwiczenia na platformie, która doskonale rozbija tkankę
tłuszczową, uzupełnia się o trening na Vacu
Fitness czyli na bieżni, która pod ciśnieniem
spala rozbite wcześniej tkanki.
Turbo Sonic różni też od innych platform
zastosowana tu metoda wytwarzania wibracji. Podstawową siłą działającą na mięśnie
i zmuszającą je do mimowolnych skurczy nie
jest, jak w innych maszynach, wstrząs generowany przez silnik, ale fala dźwiękowa, wytwarzana za pomocą głośnika o dużej mocy.
54
Miasto Kobiet 2008
Turbo Sonic
Dźwięku oczywiście nie słychać, czuć natomiast wędrującą po ciele falę drgań. Istnieje
również możliwość ręcznego sterowania
częstotliwością wibracji, które mogą oddziaływać na poszczególne partie ciała. Tak
więc jeżeli np. chcemy trenować tylko
brzuch, ustawiamy odpowiednią częstotliwość, a pozostałe części ciała nawet nie odczują drgania. Programy przeznaczone do
masażu całego ciała wywołują zabawne
uczucie, gdy wibrująca fala płynnie przechodzi od stóp aż po czubek głowy i z powrotem. Ale uwaga, to swędzi. Podczas
wibracji zwłaszcza nos wymaga intensywnego drapania, poza tym jednak wstrząsy są
dużo delikatniejsze niż te na Dream Healtherze. Do ćwiczeń na Turbo Sonic również
nie trzeba specjalnych przygotowań. Wystarczy, że ściągniemy buty i już możemy zacząć trening. W zamian otrzymujemy ładnie
ujędrnione mięśnie i relaks całego ciała.
(cena: 180 zł za 11 wejść, każde po 20 minut)
Fitvibe Excel dla aktywnych
(Platinium, fitness klub, ul. Lea 213)
Tym razem przed seansem wibracji musiałam wskoczyć w adidasy i dres, i dopiero
po obowiązkowej rozgrzewce na rowerku
rozpoczęłam ćwiczenia pod czujnym okiem
trenera Tomka. Platforma wibracyjna Fitvibe
Excel to jedno z wielu kosmicznych urzą-
dzeń przeznaczonych do treningu na tej
siłowni. W porównaniu z poprzednimi platformami ma większy zakres możliwych częstotliwości oraz dodatkowe taśmy, służące do
treningu górnych partii ciała. W Platinium
nie ma mowy o biernym staniu i czekaniu,
aż całą robotę wykonają za nas maszyny. Tu
przewidziany jest cały zestaw ćwiczeń, jakie
należy wykonywać stojąc, leżąc, kucając lub
siedząc na platformie. Wszystko to dla
wzmocnienia mięśni i masażu ciała.
– Polecam to urządzenie do treningu uzupełniającego – mówi Tomek Dybiec, trener
z Platinium. – Platforma ta nie powoduje bowiem przyrostu mięśni, natomiast zwiększa
ich tonus czyli napięcie, co w efekcie prowadzi do ich ujędrniania. Platforma do vibro
treningu cieszy się u nas największym powodzeniem u kobiet, ale jej przeznaczenie
jest bardzo szerokie. Stosują ją m.in. osoby
po rehabilitacji i sportowcy.
Zasada jej działania polega
na połączeniu napięcia izometrycznego mięśni z wibracjami.
Ćwiczenia na Fitvibe
Excel to po raz pierwszy od
początku moich testów Fitvibe Excel
vibro treningu prawdziwe
ćwiczenia. Przysiady, skłony, napinanie mięśni – to
wszystko daje dobre efekty
nawet bez wibracji, a wzmocnione drganiami jest już
dla mięśni wysiłkiem nie lada. Nic więc
dziwnego, że moja próba podniesienia się
z łóżka na drugi dzień była nieudana. Ale za
to satysfakcja, że ćwiczyłam sama a maszyna
tylko mi pomagała, wynagrodziła wszystko.
Wszak naturalnego ruchu i wyzwalanej przy
tym energii nic nie jest w stanie zastąpić.
(cena: 110 zł za10 wejść bez ograniczeń czasowych)
Karolina Siudeja
LEKARZ
dwóch kultur
P
reeti Agrawal – doktor nauk medycznych, specjalista II
stopnia z ginekologii i położnictwa. Ukończyła studia medyczne
w S.M.S. Medical College Jaipur w Indii. Pierwszy stopień specjalizacji z ginekologii i położnictwa zrobiła na AM we Wrocławiu. Odbyła szereg specjalizacyjnych staży naukowych w Niemczech, Danii, Anglii i Kanadzie.
Jest zwolennikiem holistycznego podejścia do ginekologii
i położnictwa, łączy wiedzę medycyny tradycyjnej z medycyną naturalną, medycynę psychosomatyczną i zasady medycyny starodawnej. W pracy tej wspiera
ją mąż Anil – specjalista chirurg. Ma troje dzieci. Mieszka wraz z rodziną we
Wrocławiu, gdzie prowadzi Szkołę Świadomego Macierzyństwa oraz przygotowuje międzynarodowe sympozjum na temat świadomego i nowoczesnego
podejścia do porodu. Coraz częściej odwiedza też Kraków.
Ginekolog położnik z Indii pracująca we
Wrocławiu?
Proszę mi wierzyć – inaczej wyobrażałam
sobie swoje życie. Często wbrew swoim
potrzebom wkraczałam na drogę, której
początkowo się obawiałam.
Nie zamierzała Pani być lekarzem?
Moją pasją była psychologia. Głęboko we
mnie była chęć poznawania człowieka.
Gdy pierwszy raz zobaczyłam bardzo
biednego człowieka zaczęłam się zastanawiać „dlaczego ludzie są biedni?”
Myślałam, że może kiedy zrozumiem siebie lepiej, znajdę te odpowiedzi. Zapisałam się nawet na kurs psychologii, ale
chodziłam tam niecałe pół roku.
58
Miasto Kobiet 2008
Dlaczego?
Moja rodzina jest bardzo tradycyjna.
Wszystkie kuzynki wychodziły za mąż,
mając dwadzieścia kilka lat. Mama zawsze marzyła, żeby jej dzieci były dobrze
wyedukowane, ale mam dwie siostry
i dalsza rodzina naciskała: „Trzy dziewczynki to wielki wydatek, a wy chcecie je
wysłać na studia? Trzeba je wydać za
mąż!” Kiedy rodzice zaczęli szukać kandydata dla mnie, zaczęłam intensywnie
zastanawiać się, co zrobić, żeby na parę
lat zatrzymać tę decyzję. W Indiach
zawód lekarza jest bardzo szanowany,
więc żeby uniknąć wczesnego zamążpójścia zrezygnowałam z psychologii i po-
szłam na studia medyczne. To nie było
łatwe, bo ja mam umysł humanistyczny, a ta
medycyna taka surowa!
Jak Pani sobie radziła?
Miewałam kryzysy. Czasami wydawało mi
się też, że medycyna niczego nie daje! Kobiety cierpią, mimo że faszeruje się je lekami. Jak można praktykować zawód, gdzie
wszystko jest beznadziejne? Potem zaczęły
się poszukiwania, studiowanie medycyny
alternatywnej.
Indie kojarzą się z miejscem, gdzie rola kobiety jest
bardzo tradycyjna.
Nie wszystko w moim kraju mi się podobało,
ale kobiecość w Indiach jest pięknie postrzegana. Są specjalne rytuały na okresy przejściowe u kobiet, związane np. z pierwszą
miesiączką. Również o kobietę w ciąży cała
rodzina bardzo dba, a i po porodzie ma zapewnioną opiekę najbliższych. Oczywiście
w Europie są całkowicie odmienne standardy, ale będąc wolnymi, niezależnymi kobietami, wciąż możemy korzystać z tradycji.
Jak więc znalazła się Pani w obcym sobie zawodzie,
w obcym kraju?
Mój mąż studiował wtedy w Polsce. Poznaliśmy się w Indiach. Jemu było łatwiej robić
specjalizację w Polsce, więc zdecydowaliśmy,
że i ja przyjadę tutaj. Był rok 1991.
Spodobało się Pani tutaj?
Sporo podróżowałam z mężem. Byliśmy
w Stanach, w Kanadzie, w Anglii, Rosji, zjeździliśmy Europę Zachodnią. Poznałam środowisko lekarzy. Widziałam ich życie, ich
rodziny. Byłam zakochana w idei wolnej
Ameryki. Na coś się jednak trzeba było zdecydować: albo pójść w kierunku materializmu albo szukać jakiegoś spokoju i prostoty.
Polska idealnie pasowała do moich potrzeb.
Ten kraj ma w sobie coś przyciągającego. To
właśnie tutaj można doświadczyć niezwykłego zderzenia tradycji z nowoczesnością. Z jednej strony są miasta, które pięknieją
w oczach, z drugiej ludzie żyjący
w bliskim kontakcie z naturą.
Bardzo podoba mi się ta bliskość
natury, prostota, szacunek dla
wielowiekowej tradycji. Starsi ludzie, którzy mają swoje ogrody
i warzywa…
Preeti Agrawal
{zdrowie}
Nie korciło Pani, żeby wrócić tam, gdzie
jest Pani rodzina, przecież w Indiach też
jest wiele rzeczy do zrobienia?
Bardzo wiele. Cały czas jednak los
pchał mnie w innym kierunku,
tak, że już w końcu przestałam mieć poczucie straty. Może też moja filozofia powoduje,
że dla mnie nie ma takiego znaczenia, gdzie
jestem. Ważne jest to, co robię. Poza tym
w Indiach po ślubie kobieta jest odcinana od
rodziny. Mówi się, że od momentu ślubu
ważniejsi są rodzice męża. Zatem nie ma
różnicy, czy mieszkam w Polsce czy w Indiach. Tak czy inaczej jestem oderwana od
rodziców.
Skąd pomysł na zorganizowanie międzynarodowego sympozjum na temat nowoczesnego podejścia do porodu?
Czy pani wie, że wyniki ogólnopolskich
badań pokazały, iż Dolny Śląsk ma najgorsze
statystyki, jeśli chodzi o umieralność noworodków, liczbę komplikacji okołoporodowych
czy ilość cesarskich cięć? Od pięciu lat we
współpracy z urzędem miejskim we Wrocławiu prowadzę program, w którym monitorujemy rocznie około pięciuset kobiet
w ciąży wraz z mężami czy partnerami. Nurtuje nas pytanie, jak można poprawić warunki porodu. Kiedy słyszę opinie, że potrzebna jest nowa aparatura, to się buntuję.
Tu nie chodzi o wydanie jakiejś kwoty pieniędzy. Zdecydowałam, że zrobię sympozjum. Wykłady wygłoszą lekarze, położne
i psycholodzy z wielu renomowanych europejskich ośrodków. Chcę pokazać, że profilaktyka nie polega na kupowaniu aparatury.
Tak mówi nauka. Sympozjum
odbędzie się 25 września we
Wrocławiu.
Wierzy Pani w to, że wskutek takiego
działania statystyki w Polsce się poprawiają?
Oczywiście nie zmienimy nastawienia, wieloletnich przyzwyczajeń. Ważne jest pokazanie, że inne czynniki też odgrywają rolę w tym, żeby dzieci
nie umierały, żeby było lepiej,
żeby statystyki się poprawiły. Na pewno nie
tylko zakup aparatury.
Co należy zmienić?
Bardzo wiele, począwszy od tak fundamentalnych kwestii jak zmiana nastawienia do
rodzącej. Pozycja leżąca, nacinanie krocza,
oddzielenia matki od dziecka – to nasze największe bolączki. Doświadczyłam tego na
własnej skórze.
Ma Pani trójkę dzieci, jedno urodziła Pani w Polsce.
Tak, właściwie tylko ostatni poród wspominam pozytywnie. Był to poród w domu, bez
położnej, tylko z mężem. To było naprawdę
niezwykłe doświadczenie. Zrozumiałam, że
muszę się tym podzielić z innymi kobietami.
Niestety szpital nie dawał mi takiej możliwości. Pracowałam więc dalej w swoim gabinecie i jeszcze w dwóch przychodniach.
Obserwowałam ciężarne kobiety. Zauważyłam, że mimo iż chodziły do szkoły rodzenia, przebieg ich porodów był bardzo różny.
Tak powstał pomysł utworzenia szkoły Świadomego Macierzyństwa. Zaczęło się od dwudziestu kobiet. Program się rozwinął i teraz
w każdej edycji uczestniczy nawet sto osób.
Pani filozofia opiera się na tym, że sposób, w jaki się
rodzimy, ma wpływ na nasze dalsze życie.
Wiele badań naukowych na ten temat wykazuje, że zdolność ufania innym ludziom,
nawiązywania więzi czy kochania siebie i innych kształtuje się w okresie okołoporodo-
www.miastokobiet.pl
59
{zdrowie }
wym. Decyduje pierwszy moment, kiedy
dziecko widzi matkę.
Czy Pani zdaniem możliwa jest pełnia kobiecości
bez macierzyństwa?
Trudno mi uwierzyć, żeby całe życie było zdeterminowane tylko przez ten jeden moment narodzin.
To bardzo skomplikowana sprawa. Dotykamy tu arcydelikatnych kwestii kobiecości, naszego powołania. Myślę, że nie
ma jednej, generalnej formuły spełnionej
kobiecości. Każda z nas może ją realizować po swojemu. Ważne, żeby nie ulegać tym wszystkim medialnym naciskom, które w prostacki sposób narzucają nam, co znaczy być szczęśliwą
i zrealizowaną kobietą. Uważam, że macierzyństwo jest najpiękniejszym doświadczeniem w życiu kobiety, pozwala
doświadczyć miłości bezwarunkowej.
Ale z tego oczywiście nie wynika, że bezdzietna kobieta jest mniej wartościowa.
W momencie, kiedy matka widzi
dziecko, dzięki wydzielającej się oksytocynie zakochuje się w nim. To sprawia,
że jest jej łatwiej robić wszystko wokół
niego. To jest naukowo udowodnione.
Jakość tego pierwszego kontaktu będzie
dla dziecka fundamentem, na którym
budowane będą relacje z innymi ludźmi.
Można to oczywiście budować na zwykłej
świadomości, ale jest o wiele łatwiej, jeśli
ten początek nie jest zaburzony.
Oto co napisała na forum jedna z matek po
szkole rodzenia w Fundacji Rodzić po Ludzku
w Warszawie: „Oni cię nastawią na coś bardzo
pięknego i twoje zderzenie z rzeczywistością będzie straszne. Lepiej wiedzieć od początku, jak
jest naprawdę, żeby nie być zestresowaną, że
wszystko jest źle.”
Istnieje pewien ideał, który możemy
osiągnąć, ale osiągnięcie go jest zależne
od tego, gdzie jesteśmy. Nikt rozsądny nie
obiecuje kobietom idealnych warunków
porodu. Nasze realia szpitalne są bardzo
odległe od tych, jakich wymaga poród naturalny. Mimo wszystko warto wierzyć, że
mamy wpływ na przebieg porodu.
Na Pani stronie internetowej są również negatywne wpisy. Ktoś skarżył się, że poszedł do
„prawdziwego lekarza”, który powiedział, że
„ziółkami się bezpłodności nie wyleczy”.
Nie mogę pomóc otworzyć się ludziom,
którzy nie są otwarci. Niepłodność to
temat złożony, ściśle związany z życiem
danej osoby, jej charakterem i relacjami
z innymi. Byłam w renomowanych klinikach w Mt. Sinai Hospital w Toronto
i w Hammersmith Hospital w Londynie,
żeby obserwować, jak tam wygląda leczenie bezpłodności. Mimo, że kobiety
przechodziły tyle różnych zabiegów, że
tak wielkie było ich upokorzenie, sukces
był na poziomie kilkunastu procent.
Pani osiągnęła lepszy wynik?
Jedno jest pewne: podejście holistyczne
nie szkodzi. „Moje” kobiety są zdrowsze,
lepiej układają się ich relacje z partnerami, otwierają się na inne aspekty życia.
Miałam pacjentkę, która od 6 lat próbowała zajść w ciążę. Pytam ją o sferę seksualną, a ona mi mówi, że nie lubi kochać się z mężem. Ta pani przyjechała z
Warszawy do Wrocławia, leczy się latami,
ale nie ma ochoty na seks! Jak może zajść
w ciążę? Ludzie nie rozumieją, że nie ma
jednej recepty. Skuteczna pomoc polega
na słuchaniu drugiego człowieka i wspólnym poszukiwaniu najlepszego rozwiązania. Czasem widzę, że kobieta ma słaby
organizm, kiepską morfologię. Wówczas
zaczynam od najprostszych działań, przepisuję zioła. Ale ona oczekuje, że od razu
zajdzie w ciążę.
60
Miasto Kobiet 2008
Czym jest dla Pani feminizm?
Feminizm w ostatnich dekadach zrobił
zawrotną karierę. Musimy jednak pamiętać, że inne będzie oblicze feminizmu w tradycyjnych społeczeństwach,
inne zaś w zachodnich metropoliach.
Mieszkanka Nowego Jorku czy Berlina
ma inne oczekiwania od feminizmu niż
mieszkanka hinduskiej prowincji. Moje
postrzeganie feminizmu także bardzo się
zmieniało. Dojrzewałam do pewnych
idei, które dla mojej córki, wychowanej
w Polsce, są całkowicie oczywiste. Zwykło się uważać, nie zawsze słusznie, że
w Indiach pozycja kobiety jest niska. Ja
doceniam wiele aspektów funkcjonowania tamtejszych kobiet: mają czas dla rodziny, w swoich domach potrafią stworzyć niepowtarzalną atmosferę. Zawsze
było dla mnie oczywiste, że chcę być samodzielna, ale też chcę być matką, chcę
tworzyć dom. I to mi dało moje pochodzenie i moja kultura. Odrzuciłam tylko
pewne aspekty dominacji.
Napisała Pani „tendencje w kulturze determinują, w co należy wierzyć a co ignorować”.
Jakie tendencje dominują teraz?
Żyjemy w epoce kultu techniki, nowoczesności. Wszelkie procedury medyczne
opierają się na najnowocześniejszym
sprzęcie technicznym. Wierzymy w naukę. Jest sporo kobiet, które uważają, że
cięcie cesarskie jest lepszym i łatwiejszym
rozwiązaniem niż poród naturalny.
Chodzą do specjalistów, którzy ich w tych
poglądach utwierdzają. Odnoszę wrażenie, że zbyt mocno uwierzyliśmy w skuteczność nowoczesnego sprzętu, farmaceutyków, natomiast z góry odrzucamy
naturalne metody terapeutyczne. Wiele
ludzi zaczyna jednak rozumieć, że tak
pojmowana nowoczesność stała się pułapką współczesnej medycyny. Dzisiejsza
medycyna zaczyna przypominać gospodarkę komunistyczną, której największym osiągnięciem było pokonywanie
trudności, które sama wygenerowała…
Rozmawiała Agnieszka Jelonek-Lisowska
............................................................................................
Pełny tekst wywiadu na stronie www.miastokobiet.pl
{zdrowie}
SZTUKA
oswajania RAKa
Nowotwór – obcy twór we-
wnątrz ciała, choroba, która wywołuje silne,
negatywne emocje. Mimo licznych dyskusji
i prób społecznego oswojenia tematu, wciąż
otacza go swoiste tabu. Nieżyjąca już Susan
Sontag w swym słynnym eseju „Choroba
jako metafora” pisała, że rak jako choroba
związana ze śmiercią, postrzegany jest w naszej kulturze jako coś wstydliwego, „coś obscenicznego, coś złowrogiego, ohydnego,
porażającego zmysły”. Być może dlatego,
mimo wielu kampanii społecznych, tematyka związana z chorobą nowotworową nie
jest zbyt chętnie podejmowana w sztuce. Co
ciekawe, jest to obszar, po którym poruszają
się niemal wyłącznie
kobiety. Prawdopodobnie dlatego, że to
właśnie one, gdy zapadają na chorobę
nowotworową, zwłaszcza raka piersi,
muszą walczyć nie
tylko z samą chorobą,
ale również ze stereotypami dotyczącymi
postrzegania kobiecości. Jest to szczególnie
bolesne, gdy myślimy o ciele kobiety w kategoriach „męskiego spojrzenia”, gdzie utrata
lub okaleczenie piersi wiąże się z utratą kobiecości. Temu wszystkiemu towarzyszy
strach o przyszłość, o dzieci, lęk przed bólem
i zmianami, jakie wystąpią w trakcie leczenia. Nic więc dziwnego, że dla wielu kobiet
sztuka staje się doskonałym sposobem na pozbycie się „demonów” i możliwością wyrzucenia z siebie negatywnych emocji. Tak było
w przypadku jednej z oryginalniejszych polskich rzeźbiarek Aliny Szapocznikow, której
twórczość została zdominowana przez chorobę. Prace zatytułowane wprost „Nowotwory”, w których dokumentowała zmiany
zachodzące we własnym ciele, bezpośrednio
nawiązywały do osobistych doświadczeń autorki. Przejmujące, bolesne aspekty cielesności tworzy cykl „Pamiątek” – prywatnych
fotografii zatopionych w nieregularnych
bryłach żywicy, siedemnaście poliestrowych
głów „Tumeurs Personifies” i bryły przypominające zdjęte z ciała, zakrwawione bandaże. We wszystkich tych pracach widać
strach przed chorobą i próbę radzenia sobie
z lękiem, nade wszystko jednak ujawnia się
w nich chęć zatrzymania upływu czasu.
Równie poruszająca jest sztuka zmagających się z rakiem piersi Jo Spence
i Hannah Wilke. Jo Spence dokumentowała
własną chorobę, a swoje prace określała jako
„fototerapię”. Fotografie pokazują zderzenie
chorego ciała autorki ze stereotypowym postrzeganiem kobiecości. Szczególnie poruszająca jest praca pt. „Wygnana”, gdzie
ukazuje swój nagi, okaleczony tors z napisem „monster”, zaś część twarzy osłania
maską nawiązującą do „Upiora w operze”.
W ten sposób zwraca uwagę na spustoszenie, jakie w ciele wywołuje choroba oraz
„spotwornienie” chorego ciała w oczach innych ludzi. Z kolei Hannah Wilke, bawi się
konwencjami znanymi z obrazów dawnych
mistrzów, z tą różnicą, że pokazuje w nich
z nielicznych osób w Polsce, które odważyły
się opowiedzieć o swoich doświadczeniach,
jest Krystyna Kofta. Wypowiada się ona nie
tylko poprzez słowo, ale również sztuki plastyczne – tworzy szkice, rysunki i kolaże. Jej
prace powstały już po doświadczeniu choroby i chemioterapii, pomagając autorce
oczyścić się z własnych myśli, snów i lęków,
jakie pozostawiła choroba. Susan Sontag pisała o metaforach raka, że jest on jak piętno,
a samo określenie „chore” oznacza coś, co
odrzucamy.
Jednak widok ciała, okaleczonego w wyniku stoczonej, ale zwycięskiej walki z chorobą, wcale nie musi być przykry. Tak było
w przypadku kalendarza (2005 r) z aktami
Amazonek autorstwa
Izabeli Moczarnej-Pasiek, przygotowanego
przez wrocławskie stowarzyszenie Femina
Fenix. Subtelne akty
kobiet po zabiegu
mastektomii to doskonały przykład, że hasło
„piękno jest w nas”
nie jest pustym sloganem. Widok brakujących piersi nie jest
w tym przypadku przykry, bolesny, jak
choćby w pracach Jo Spence. Przeciwnie,
udowadnia, że ich brak wcale nie oznacza
ułomności czy oszpecenia. Wkrótce ukaże
się kolejny kalendarz (na 2009 rok) ze zdjęciami najmłodszych w Polsce Amazonek.
– Pomysł kalendarza narodził się podczas
mojego zmagania się z chorobą nowotworową i miał mi pomóc w walce o życie. Postanowiłam razem z przyjaciółką przełamać
mur milczenia na temat raka piersi wśród
najłodszych kobiet – mówi Dorota Kiałka,
która zachorowała, gdy miała 31 lat.
Niewątpliwie wszystkie prace, które
wiążą się z rakiem, wracają do traumy jaką
jest doświadczenie choroby. Moglibyśmy się
zastanowić, czy takie rozdrapywanie ran
ma sens. Pokazywanie okaleczonego ciała,
skutków chemioterapii, bólu, cierpienia nie
jest przecież widokiem przyjemnym. Nieoceniona jest jednak ich rola terapeutyczna, pozwalająca uporać się z brakiem
akceptacji własnej cielesności. Dzięki tym
pracom chory może oswoić z okaleczeniem
siebie i innych. I w końcu w ten sposób
zwrócić uwagę na problem jakim jest rak,
na potrzebę profilaktyki i uświadomienia
sobie, że może on dotyczyć każdej z nas.
62
Miasto Kobiet 2008
Dorota Kiałka, fot. Agnieszka Kłos
DLA WIELU KOBIET SZTUKA STAJE SIĘ
DOSKONAŁYM SPOSOBEM NA POZBYCIE SIĘ
„DEMONÓW” I MOŻLIWOŚCIĄ
WYRZUCENIA Z SIEBIE
NEGATYWNYCH EMOCJI
własne ciało zmienione pod wpływem chemioterapii i zabiegów medycznych. Podobnie postąpiła Katarzyna Kozyra, tworząc
pracę nawiązującą bezpośrednio do słynnej
„Olimpii” Maneta.
W naszym kraju o chorobach nowotworowych wciąż mówi się zbyt mało. Jedną
Blanka Antoniewicz-Goraj
18. Międzynarodowy Kongres
i Targi Kosmetyczne LNE & SPA
8-9 listopada
NCK, al. Jana Pawła II 232
Na kongres i targi LNE & spa czekam zawsze z dużą ciekawością. Pomimo przewidywalnej formuły i wielu stałych wykładowców, za każdym razem jest coś, co pozytywnie zaskakuje.
Organizatorzy dbają, by pojawiali się nowi goście, tematy i zabiegi. Tak będzie i tym razem.
Gorącym tematem kongresu będzie „Prawnie czy bez-
prawnie – okiem mecenasa o zabiegach kosmetycznych” – wykład o prawnych aspektach działalności
w sektorze kosmetyki, spa i wellnes. W bloku specjalnym
„Ajurweda – medycyna przyszłości” wystąpi światowej sławy lekarz Ajurwedy – dr Partapa Chauchan. Będzie też
pokaz masażu Abhyanga na cztery ręce i ajurwedyjskiego masażu głowy, twarzy i barków. Oprócz masaży ajurwedyjskich koniecznie trzeba zobaczyć (i usłyszeć) pokaz masażu dźwiękiem
w wykonaniu Stowarzyszenia Nadbrahama. Będą też goście
z Rosji: Sergiej Szurewicz z masażem psychosomatycznym i Jelena Zemskowa z masażem efektywnym
na cztery ręce. Pełnen program pojawi się już niedługo na stronie organizatora www.lne.pl.
Jak zwykle, oprócz wykładów, na stoiskach targowych swoje nowości będzie prezentowało ponad
70 wystawców.
....................................................................................................................................................................
Miasto Kobiet jest patronem medialnym Kongresu
MARSZ RÓŻOWEJ
WSTĄŻKI:
Kraków nie pomógł
Wielka Kampania Życia Avon zapowiedziała na nadchodzącą jesień kolejne
starcie w walce z rakiem piersi. Ulicami polskich miast przejdą Marsze
Różowej Wstążki. Akcja ma na celu popularyzowanie wiedzy o raku piersi, solidarność ze wszystkimi dotkniętymi tym nowotworem i zachęcanie kobiet
do korzystania z badań profilaktycznych.
Organizatorami są: Wielka Kampania Życia Avon Kontra Rak Piersi oraz
Stowarzyszenie Amazonki. Największy Marsz Różowej Wstążki przejdzie ulicami Warszawy 11 października. Od września do października odbędą się też
marsze w czternastu innych miastach Polski, m.in.: Gdańsku, Toruniu, Szczecinie, Łodzi, Białymstoku, Lublinie, Nowym Sączu i Rzeszowie. Niestety Marsz
Różowej Wstążki ominie Kraków. Inicjatorzy kampanii tłumaczą, że do organizacji marszu potrzebna jest pomoc lokalnych organizacji
lub władz, której tutaj zabrakło. – Co roku marsze organizowane są w kilkunastu miastach Polski, nie wszędzie jednak są możliwe z powodów logistycznych
i organizacyjnych – mówi Kinga Karaszewska,
przedstawicielka Avon. – Krakowianki zapraszamy serdecznie do innych miast.
Wielka Kampania Życia Avon Kontra Rak
Piersi prowadzona jest już od dziesięciu lat. Jak
podaje CBOS, w ciągu ostatniej dekady liczba kobiet deklarujących, że przeszły mammografię,
wzrosła z 16 do 40 proc. To jednak wciąż bardzo
mało, zważywszy, że zachorowalność na raka piersi
wciąż rośnie.
W najbliższym czasie Avon wprowadzi na rynek kolejne produkty z różową wstążką – zestaw do manicure’u oraz tusz do rzęs.
Uzyskane z ich sprzedaży fundusze zostaną przeznaczone na działania z zakresu edukacji i profilaktyki raka piersi.
......................................................................................................................
Miasto Kobiet jest patronem medialnym akcji
www.miastokobiet.pl
63
{zdrowie}
ZĘBY, MÓJ SKARB
tekst promocyjny
C
KLUCZEM DO ZAPEWNIENIA SOBIE
NIESKAZITELNIE PIĘKNEGO,
i z nas, których natura obdarzyła doskonałym
uzębieniem, niejednokrotnie tego nie doceniają. A przecież szczęście z tego
wynikające jest tak ulotne! Wystarczy choćby przejściowo zaniedbać
higienę jamy ustnej, i już mamy
kłopoty. Kluczem do zapewnienia
sobie nieskazitelnie pięknego,
śnieżnobiałego uśmiechu jest
przede wszystkim przestrzeganie
podstawowych zasad higieny.
Warto więc co najmniej dwa razy
dziennie szczotkować zęby i wyrobić sobie nawyk stosowania nici
dentystycznej, niezawodnej przy
usuwaniu resztek pokarmu z przestrzeni między zębami. Bardzo
ważnym składnikiem dbałości o higienę jamy ustnej są też regularne
zabiegi oczyszczania zębów, dokonywane profesjonalnie, w gabinetach stomatologicznych. W klinice STOMATOLOGIA CICHOŃ zabieg taki
składa się z trzech etapów. Pierwszy polega na usunięciu złogów nazębnych przy pomocy skalera. Następnie na powierzchnię zębów kieruje się
pod ciśnieniem strumień specjalnego piasku, którego drobinki dokładnie
czyszczą szkliwo. Nie ma obawy, to zupełnie bezpieczne. Ostatni etap to
fluoryzacja, polegająca na pokryciu oczyszczonych zębów żelem, zawie-
rającym fluor o wysokim stężeniu.
Ma to na celu ochronę szkliwa. Po
takim zabiegu płytki zębów są perfekcyjnie czyste i zabezpieczone,
a my możemy być pewni, że zrobiliśmy wszystko, aby zapewnić naszej
jamie ustnej wzorową higienę.
Jednak nawet zadbane zęby
nie zawsze wyglądają dobrze. Tym
z pacjentów, którym nie odpowiada
naturalny kolor własnego uzębienia
i marzą o radykalnej zmianie, proponujemy profesjonalne wybielanie
lampą Beyond. Wybielanie systemem Beyond należy do najbardziej
popularnych na świecie. Z metody
tej skorzystało już ponad milion pacjentów. Sama lampa wybielająca
Beyond zawiera najbardziej zaawansowany technologicznie system filtrujący, dostępny na rynku. Użycie
tzw. „zimnego światła” powoduje, że
zabieg jest jednorazowy i nie powoduje skutków ubocznych. A efekt? Natychmiastowy, warto więc jeszcze przed wizytą w klinice przygotować się na
zmiany. Metoda ta gwarantuje rozjaśnienie szkliwa zębów od 5 do 14 odcieni w skali VITA. Zabieg jest też całkowicie bezbolesny, a że trwa zaledwie godzinę, wystarczy umówić się na jedną wizytę.
Gwarantujemy, że każdy nasz pacjent opuści klinikę STOMATOLOGIA CICHOŃ roztaczając uroki olśniewającego, białego uśmiechu!
ŚNIEŻNOBIAŁEGO UŚMIECHU
JEST PRZEDE WSZYSTKIM PRZESTRZEGANIE PODSTAWOWYCH
ZASAD HIGIENY
{ motoryzacja}
D
la obserwatorów premier
w dziedzinie motoryzacji tegoroczne wakacje upłynęły pod
znakiem
Kugi. Brytyjska prasa jeszcze na
początku sezonu okrzyknęła rekreacyjne auto
Forda najlepszym w swojej klasie. Jednak nikt
jakoś nie pisze, że – co
widać na pierwszy rzut
oka – jest to pojazd dla
kobiet. Zwłaszcza tych,
które lubią mieć pod kontrolą prawej stopy
dwulitrowy turbodiesel o mocy 136 KM.
Kuga otrzymała zmodyfikowane podwozie
Focusa i podobnie jak on zaaranżowany pulpit.
Układ kierowniczy jest wręcz bliźniaczy, ostro
tłoczone linie nadwozia także każą się domyślać bliskiego pokrewieństwa obu pojazdów. Ale
na tym koniec. Wysoka, mocna w sobie terenówka z napędem na cztery koła (system Haldex) łączy komfort jazdy kompaktowego
krewniaka ze swobodą, jaką się ma, gdy nie
trzeba się przejmować wyrwami i koleinami na
krakowskich ulicach. Z tymi Kuga radzi sobie
doskonale. Podczas naszych prób nie stanowił
68
Miasto Kobiet 2008
lato z KUGĄ
ZGRABNIE ZAPROJEKTOWANA. WRĘCZ
KOBIECA, A WNĘTRZE DAJE SPORE
MOŻLIWOŚCI – ZWŁASZCZA, GDY SIĘ
MA DZIECI.
dla niej przeszkody ani 20centymetrowy
krawężnik chodnika, na którym
chciałam zaparkować, ani stromy,
wyboisty podjazd
do Zamku w Przegorzałach. Prawdziwą przyjemność daje jednak jazda po dobrym asfalcie.
Auto nie wbija wprawdzie w fotel, gdy się rozpędza, ale doskonale trzyma się drogi (zasługa
systemu stabilizującego tor jazdy). Delikatny
szum silnika nie nuży i pozwala cieszyć się muzyką, emitowaną przez cztery głośniki średniowysokotonowe (u podstawy drzwi) i cztery
małe tweetery.
Auto zbiera najwyższe oceny przede
wszystkim za bezpieczeństwo pasażerów. To
rezultat zastosowania w nadwoziu specjalnej
stali, a w kabinie sześciu poduszek powietrznych i systemu zabezpieczającego pasażerów
przed wyśliźnięciem się z foteli
w chwili zderzenia. Nowością
jest przycisk „Power”, uruchamiający silnik zamiast kluczyka.
Jest też kilka pojemnych schowków i kilka uniwersalnych
gniazd 12 V. Regulacja wysokości kierownicy
i regulowany profil oparcia fotela pozwala zoptymalizować warunki do prowadzenia auta.
A poza tym Kuga jest… ładna. Zgrabnie zaprojektowana. Wręcz kobieca, a wnętrze daje
spore możliwości – zwłaszcza, gdy się ma
dzieci. Za oparciami przednich foteli mamy
stoliczki na jedzenie i picie, jak w rejsowych
samolotach. Także oparcie kanapy, zaopatrzone w trzy zagłówki, zawiera opuszczany
podłokietnik ze schowkiem i gniazdami na pojemniki z piciem. Tapicerka i chodniki też są
tego rodzaju, że utrzymanie ich w czystości nie
nastręcza problemu. Tyle z perspektywy potrzeb dzieci. Panie niewątpliwie docenią to, że
za każdą osłoną przeciwsłoneczną znajdą niezwykle przydatne zamykane lusterko, oświetlane specjalna lampką...
Ola Przegorzalska
.....................................................................................
Forda Kugę do testowania otrzymaliśmy z firmy
Wikar, ul. Zakopiańska 58
{uroda}
KOLAGEN
może tylko pomóc
UCZENI Z CAŁEGO ŚWIATA MOGĄ DZIŚ BADAĆ KOLAGEN AKTYWNY BIOLOGICZNIE. TĘ SZANSĘ
DAŁ NAUCE POLSKI BIOCHEMIK, PROF. DR. HAB. JÓZEF PRZYBYLSKI, CENIONY ZA SWÓJ
DOROBEK W DZIEDZINIE METOD WALKI Z RAKIEM. JEGO METODA TO OWOC KILKUNASTU LAT
WSPÓLNEJ PRACY JEGO I JEGO ŻONY, DR NAUK MED. KRYSTYNY SIEMASZKO-PRZYBYLSKIEJ
Potężny i bardzo wrażliwy
Nauka od dawna wiedziała, że kolagen
jest budulcem organizmów kręgowców.
Niestety, nie wiedziała na ten temat wiele
więcej. W XX wieku odkrywano pojedyncze „puzle” wiedzy o roli i budowy kolagenu, nieraz zresztą podważane przez
późniejsze ustalenia.
U progu XXI wieku wiadomo było tyle,
że kolagen to najpotężniejsze białko w ludzkim organizmie, tworzące rusztowanie dla
komórek poszczególnych narządów. Ustalono też – nie bez kontrowersji – jego strukturę. Tzw. potrójna helisa – warkocz
spleciony, na wzór bachowskiej fugi,
z trzech łańcuchów, z których każdy składa
się z tysiąca aminokwasów – okazała się
cząsteczką misterniejszą niż DNA.
W latach sześćdziesiątych XX wieku Paul
Börnstein podjął próbę uzyskania kolagenu
w laboratorium. Udało się tylko pozornie.
Jak wskazuje wybitny autorytet z dziedziny
farmacji prof. Ryszard Glinka – Börnstein
(jak i każdy, kto odtąd próbował otrzymać
kolagen) stosował metodę ekstrakcji. I uzyskiwał jedynie produkty rozpadu kolagenu,
ponieważ ekstrakcja nieodwracalnie niszczy
cząsteczkę kolagenu.
Kolagen – można rzec, „tajemnica ludzkiego życia” – jest strukturą nie tylko skomplikowaną, ale i wrażliwą. Bezpiecznie
czuje się tylko w żywym organizmie, a i to
pod warunkiem, że nie działają niekorzystne bodźce – promienie UV, wysoka tem-
70
Miasto Kobiet 2008
peratura, chemikalia. Poza idealnym środowiskiem ginie w oczach, nie odzyskując
już swej oryginalnej budowy i aktywności
biologicznej. „Kolagen” otrzymany drogą
ekstrakcji jest kolagenem w takim sensie,
w jakim jest nim żelatyna czy klej rybi.
Trudno tu liczyć na rewolucję w medycynie. Studzienina z nóżek, ceniona od wieków za swe walory odżywcze, nie jest
panaceum na chorobę i starość.
Przybylscy nie chcieli podążać tym tropem. Nie chcieli siłą wydzierać kolagenu
przyrodzie za pomocą chemii, jak w metodzie ekstrakcji. Woleli raczej zachęcić go
do ujawnienia się. Przełomem była hydratacja – uwodnienie, połączone z filtrowaniem przez naturalny jedwab.
Wielkie nadzieje
Kolagen oczarował Przybylskich. Sami
zresztą doświadczyli jego mocy, gdy po
dwóch latach jego stosowania profesor
uwolnił się od ciężkiej choroby – wodobrzusza.
– On nie może zaszkodzić, może tylko pomóc
– odpowiadają na pytanie o niekorzystne
skutki uboczne, od których przecież nie jest
wolny żaden lek i kosmetyk. Żaden – prócz
kolagenu aktywnego biologicznie.
Liczą na przełom w terapii przeciwrakowej. Nowotwór niszczy komórki naszego
kolagenu, zajmując ich miejsce. Według
ustaleń uczonych z różnych krajów podawanie kolagenu hamuje rozrost raka. Przy-
bylscy sądzą, że ich kolagen pomoże zwalczać i inne choroby, jak osteoporoza czy
stwardnienie rozsiane. Kolagen współtworzy wszystkie nasze narządy, jego zastosowanie może się więc okazać wszechstronne.
Jako dziennikarka przepytałam kilkadziesiąt osób stosujących kolagen aktywny
biologicznie w dostępnej na rynku formie
kosmetyku. Zawsze korzysta na tym skóra:
wygładzone blizny i zmarszczki, szybsze gojenie, odmłodzony wygląd, znikające problemy dermatologiczne. Opowiadano mi
też o ustępowaniu patologii narządów
płciowych, żylaków, bólów kostnych i stawowych.
Kolagen na co dzień
Jedyna dziś na świecie metoda uzyskiwania
tzw. nietkniętego kolagenu objęta jest
ochroną patentową w Polsce, Unii Europejskiej i USA, a jedyną firmą produkującą
go jest 3-Helisa, działająca pod naukową
pieczą Przybylskich.
Dystrybutor tych preparatów, firma AP
BOSS, dba o ich komfortową drogę od
producenta do klienta, zapewniając im
przez cały czas odpowiednią temperaturę.
W ekskluzywnych salonach firmowych AP
BOSS (w Krakowie przy ul. Starowiślnej
82) można nie tylko kupić kolagen aktywny biologicznie, ale i uzyskać fachową
konsultację.
Aleksandra Czwojdrak
Kino
{ wnętrza}
nie na każdą kieszeń
J
eszcze niedawno nieobeznani
z tematem kina domowego
wchodzili do sklepu z elektroniką i nie kryli zaskoczenia.
Myśląc „kino” myśleli: ekran,
sala z fotelami. A tu nic, tylko parę kolumn głośnikowych, odtwarzacz i amplituner. Dziś, gdy tzw. zestawy kina
domowego zajmują znaczną część ekspozycji sklepów audio, zakres tego popularnego
terminu
nikogo
nie
zaskakuje. Masowy rynek sprawił, że
określamy tym mianem coś, co niekiedy mieści się w jednym pudełku,
kosztuje kilkaset złotych i nijak się ma
do prawdziwego kina domowego, które
JBL SYNTHESIS
tworzą nie tylko głośniki, wzmacniacz,
odtwarzacz i telewizor – ale także odpowiednio przygotowane wnętrze. Ba,
takie kino bywa częścią większej
całości, stanowiącej wyrafinowany system dystrybucji dźwięku i obrazu. Sercem jest część kinowa, ale chcemy też
słuchać muzyki i oglądać telewizję
w sypialni, kuchni, łazience, na basenie. Jest to więc system, który w zależności od tego, jak bardzo jest
rozbudowany, wpływa na wygląd naszego otoczenia.
Nie sztuka rozstawić dookoła telewizora kilka głośników z zestawu-minimum. Wystarczy na ogół wczytać się
w instrukcję producenta. Tak „zaaranżowane” kino domowe jest jednak
często zawalidrogą przy codziennych
pracach domowych i zaskakująco
szybko obrasta kurzem, a parametry
odsłuchu ma… przeciętne. Jest na to
rada: telewizor i głośniki zręcznie
ukryć. Telewizor może zostać zainstalowany na tzw. windzie, i przy pomocy
zdalnego sterowania chowany w ścianie
lub suficie. Podobnie kolumny, choć tu
możliwości jest więcej. Jeśli zaopatrzyć
się w kolumny przeznaczone do zabudowy, można je też wbudować w ścianę
lub sufit i odsłaniać tylko na czas
używania, lub wręcz całkowicie ukryć
pod tynkiem, nie obniżając jakości
odsłuchu.
www.miastokobiet.pl
73
Wreszcie telewizor można zastąpić
ekranem i chowanym projektorem lub
używać obu, w zależności od potrzeby.
Nawet przeciętnej wielkości ekran projekcyjny rozmiarami – a więc i siłą
wrażeń podczas oglądania filmu – bije na
głowę największe telewizory plazmowe,
a po zakończeniu projekcji automatycznie zwinięty znika w zamaskowanej kasecie, nie zajmując miejsca. A przecież
łącznie z projektorem kosztuje często
mniej niż dobry telewizor!
To świetne rozwiązania w mieszkaniach, w których ze względu na
szczupłość powierzchni każdy z pokoi
musi spełniać kilka funkcji. Dzięki
INFINITY CASCADE
niemu w kilka minut zdalnie zamieniamy sypialnię lub pokój dzienny w rasowe kino. Sprzęt audio/video jest przy
tym zabezpieczony przed kurzem i kradzieżą i nie ogranicza swobody
aranżacji wnętrza.
Prawdziwe jednak kino w domu ma
na imię JBL Synthesis. Głośniki w ścianach, konfigurowane indywidualnie
w zależności od parametrów pomieszczenia, wzmacniacze aktywne (do
każdego kanału oddzielny wzmacniacz),
kalibracja komputerowa – ma to tylko
on. Innego systemu, który przenosiły na
domowy grunt profesjonalne standardy
wielokanałowego odsłuchu, jak dotąd
nie stworzono. Podzespoły Synthesis nie
są dostępne od ręki. Często bywają robione na zamówienie i dostosowane do
konkretnych warunków instalacji,
a gwarancja na nie bywa dożywotnia. Co
ciekawe, kupując ten system w cenie luksusowej limuzyny płaci się nie za to, co
się widzi, ale za to, co się słyszy. System
przeznaczony jest bowiem do zabudowy,
co oznacza konieczność ukrycia w po74
Miasto Kobiet 2008
koju do pół tony sprzętu… Toteż projekt
instalacji takiego domowego kina powstaje często równolegle z projektem
domu, a pomieszczenia nań przeznaczone pozostają w stanie surowym do
chwili wejścia ekipy specjalistów, dokonujących adaptacji aku- stycznej. Potem
kolej na sprzęt i kable, wreszcie wkraczają programiści. Architekt wnętrz ma
za zadanie zręcznie ukryć sieć przewodów i skrzynie urządzeń, musi też dla takiego pomieszczenia specjalnie, pod
dyktando akustyków, zaprojektować wystrój, bowiem warunki odsłuchu są tu
wartością nadrzędną. W efekcie powstaje domowe centrum rozrywki, gwa-
rantujące lepsze warunki oglądania
i odsłuchu niż koncert na żywo.
Jednak Synthesis to system dla najbogatszych, traktowany często jako produkt niszowy. Inni producenci albo
uprawiają masową produkcję popularnego sprzętu, liczoną w milionach egzemplarzy rocznie (na przykład
Harman Kardon, Yamaha czy Denon)
albo wytwarzają nieduże serie wyrafinowanego, audiofilskiego sprzętu z zaawansowanym
napędem
DVD,
procesorami dźwięku i końcówkami
mocy. Są to produkty ekskluzywne,
choć niekoniecznie bardzo drogie, np.
superwzmacniacz Unico Teatro firmy
Unison Research kosztuje około 5 tys.
euro. Do takich firm należy też Meridian, NAD Electronics czy Patos.
Warto jednak pamiętać, że chcąc
zamontować w mieszkaniu aparaturę
odsłuchową na stałe lub choćby zoptymalizować warunki odsłuchu, warto
skorzystać z konsultacji akustyka.
Dzięki jego wskazówkom nawet ze
skromnego sprzętu wyciśniemy maksimum przyjemności.
Andrzej Politowicz

Podobne dokumenty