Jestem gejem w Mińsku

Komentarze

Transkrypt

Jestem gejem w Mińsku
BEZPŁATNY TYGODNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY
NR 6 (24) / 9 lutego 2012 r.
ISSN NR 2083-5787
Kwestionariusz
Marii Czubaszek
Krzysztof Rusiecki
Katarzyna Chanke-Cuvelier z Francji
Na walentynki
u
k
s
ń
i
M
w
m
Jestem geje
prawdziwego imienia, ale i tak miał dużo
odwagi, aby opowiedzieć o swoim życiu.
„Nikt nie oczekuje od społeczeństwa pełnej aprobaty, sympatii czy utożsamiania
się z homoseksualizmem. Wystarcz zaakceptować fakt, że tacy ludzie jak ja istnieją
i chcą normalnie żyć” – mówi Michał.
Dariusz Mól
Redaktor naczelny
tygodnika Strefa Mińsk
Jestem gejem – przyznaje Michał, bohater
wywiadu Izabelli Walewskiej-Ogrodnik,
i zaraz dodaje – „widziałem na własne
oczy, jak życie wielu osób zmieniało się
z minuty na minutę, jak wywracało się
do góry nogami. Z dnia na dzień ludzie
mądrzy i atrakcyjni byli już tylko gejami,
a wszystko, czego dokonali, szło w zapomnienie. Nikt już nie pamiętał, kim byli
wczoraj, ale wszyscy wiedzieli, kim są
dziś – zboczeńcami. Byłem świadkiem
brutalnej przemocy, agresji, poniżania...”
Mocne stwierdzenie, ale prawdą jest, że
życie osoby z odmienną orientacją seksualną nie jest łatwe, zwłaszcza w niewielkim mieście, gdzie wszyscy się znają
i tak łatwo osądzają innych. Wcale się nie
dziwię, że nasz bohater nie podał swojego
Rozpoczynamy też nowy cykl – w Strefie za
granicą będziemy pokazywali mińszczan,
którzy wyjechali z naszego miasta i mieszkają w innych krajach, a nawet na innych
kontynentach. Na początek rozmawiamy
z Katarzyną Chanke-Cuvelier, która od 15
lat mieszka we Francji. Polecam też wywiad z Krzysztofem Rusieckim – grafikiem,
malarzem, rzeźbiarzem, pedagogiem, którego najnowsza wystawa pt. „Walentynkowy koncert na trzy pokoje i dziesięć obrazów” zostanie otwarta w Zielonym Domku
w walentynki. O Dniu Zakochanych pisze
w swoim felietonie Mariola Kruszewska,
a Izabella Walewska-Ogrodnik prezentuje
kwiatowe walentynki. Maria Czubaszek,
która niedawno gościła w Mińsku, zgodziła się odpowiedzieć na pytania z naszego
kwestionariusza – jak zwykle z humorem
i dystansem do siebie. Z kolei nasz fotoreporter PawełJ wybrał się pewnego mroźnego dnia na spacer wzdłuż Srebrnej. Koniecznie zobaczcie jego zdjęcia, bo zimą
dolina rzeki wygląda malowniczo.
Wszystkiego dobrego i ciepłego :)
Strefa informacji str. 4
Strefa obyczajów
str. 5
Strefa tabu
str. 6
Dzień Dawcy Szpiku w mińskim Hufcu,
koncert Doroty Lanton, spotkanie z prof.
Mirosławem Karwatem w MBP o „Karykaturze polityki”, karnawałowy koncert MM
Big Bandu, walentynki w Cafe Kredens
Mariola Kruszewska o walentynkach
„Jestem gejem” – wywiad z Michałem o tolerancji i życiu osoby homoseksualnej w naszym mieście
Strefa porad
Izabella Walewska-Ogrodnik
kwiatowe walentynki
Strefa za granicą
str. 10
Strefa osobowości
str. 12
Kwestionariusz Strefy
str. 16
Strefa a własne oczy
str. 17
Strefa flesz i zapowiedzi
str. 18
Rozmawiamy z mińszczanką Katarzyną
Chanke-Cuvelier, która od 15 lat mieszka we
Francji
„Artysta” – czyli Krzysztof Rusiecki o sobie
i swojej nowej wystawie – „Walentynkowy
koncert na trzy pokoje i dziesięć obrazów”
Wypełniła Maria Czubaszek
Gdzie dostaniesz Strefę Mińsk: rano, w czwartek nasi kurierzy są na stacji PKP
w Mińsku; tygodnik jest do wzięcia m.in.: w MBP, ul. Piłsudskiego 1a; w miejskim Aquaparku MOSiR, ul. Wyszyńskiego 56; w Miejskim Domu Kultury, w Cafe Kredens przy
ul. Topolowej; w salonie Danusia, ul. Sosnkowskiego 28; w przychodni Melisa, ul. 11 listopada 4/18; w sklepie spożywczym przy ul. Łupińskiego i przy ul. Śniadeckich, w sklepie
„Topaz” na Serbinowie, a także w wielu sklepach na terenie miasta.
str.9
prezentuje
Nasz fotoreporter wybrał się na spacer
„Srebrną po lodzie”
Fotorelacja z mińskich imprez
Nie przegap, czyli kalendarz miejskich imprez
Ogłoszenia drobne
R e k l a m a
W trudnej chwili żałoby jesteśmy
do Państwa dyspozycji o każdej porze dnia i nocy
Mińsk Mazowiecki, ul. Kościelna 6, tel. (25) 759 05 05, 503 823 712
3
W Polsce co godzinę stawiana jest komuś
diagnoza: nowotwór krwi, potocznie nazywany białaczką. Słyszą ją rodzice małych dzieci, młodzież, dorośli. Ratunkiem
jest przeszczep szpiku. Ale żeby do niego
doszło, należy znaleźć dawcę genetycznie
zgodnego z biorcą. Fundacja DKMS Baza
Dawców Komórek Macierzystych Polska
zajmuje się właśnie rejestracją dawców
szpiku. W niedzielę, 19 lutego w godz.
10-16 w mińskim Hufcu ZHP przy ul. Kościelnej 3 będzie można zarejestrować się
w bazie potencjalnych dawców.
Jadwiga o tym, że jest chora na białaczkę,
dowiedziała się w grudniu 2008 r. „Pomyślałam, że to wyrok śmierci” – wspomina.
Na szczęście znalazł się dawca. Szpik zaczął
„pracować”. Na dwa dni przed swoimi dziewiętnastymi urodzinami Blanka usłyszała od lekarza, że ma białaczkę. Blanki nie
udało się uratować – zapadła w śpiączkę.
Było za późno na przeszczep. Cały czas jest
za mało zarejestrowanych dawców w bazie
potencjalnych dawców szpiku.
Dlaczego w Polsce nadal tak mało ludzi decyduje się na to, by zostać dawcą? Przede
wszystkim z niewiedzy. Większość osób,
które chcą pomóc innym, boi się, że ratując komuś życie, narażają swoje. Istnieje
stereotyp związany z oddaniem szpiku
– duża strzykawka, zastrzyk w kręgosłup
i paraliż. Tymczasem to nieprawda. Szpik
pobiera się z talerza kości biodrowej (nie
jest to rdzeń kręgowy). Od znajdującego się
pod narkozą dawcy pobiera się ok. 5% szpiku i podaje pacjentowi. Po zabiegu dawca
może przez kilka dni odczuwać lokalny
ból, podobny jak przy stłuczeniach. Pobyt
w szpitalu zwykle trwa 2-3 dni. „Drugim
czynnikiem są finanse. Badania potencjalnych dawców kosztują i nie są finansowane
przez Ministerstwo Zdrowia, tylko ze środków własnych Fundacji” – wyjaśnia Kinga
Dubicka, dyrektor Fundacji DKMS Baza
Dawców Komórek Macierzystych Polska.
W bazie Fundacji jest zarejestrowanych
prawie 185 tys. dawców, z czego 128 oddało
swój szpik, aby ratować życie chorej osoby.
Wśród nich są gwiazdy, np. Andrzej Piaseczny, Tomasz Kammel czy Izabela Trojanowska. Ale w Polsce dla połowy pacjentów
zakwalifikowanych do przeszczepienia od
dawcy niespokrewnionego nie udaje się
znaleźć szpiku. Dlatego Fundacja DKMS
Polska wspólnie z Komendą Hufca ZHP
„Mazowsze” przeprowadzi w niedzielę,
4
19 lutego w godz. 10-16 Dzień Dawcy
w Mińsku Mazowieckim, podczas którego
wszystkie zdrowe osoby mogą dokonać rejestracji i tym samym powiększyć bazę potencjalnych dawców, dając szanse na życie
kolejnym pacjentom.
Karolina (na zdj.) w minione wakacje
usłyszała diagnozę – ostra białaczka limfoblastyczna. Lekarze podjęli decyzję, że potrzebny jest przeszczep. Sprawdzono już,
czy rodzice lub ktoś z rodzeństwa może
zostać dawcą. Niestety, nikt z najbliższych
nie jest wystarczająco „zgodny”, aby móc
podarować jej szansę na życie. Obecnie
trwają poszukiwania dawcy niespokrewnionego. Karolina i jej chłopak Mateusz
chcą, aby jak najwięcej osób zarejestrowało
się jako potencjalni dawcy. „Któraś z nich
może uratuje mi życie, mi albo innej chorej
osobie” – mówi Karolina.
Każdy, kto chciałby się zarejestrować, musi
mieć dowód tożsamości. Więcej o rejestracji
i zostaniu dawcą na stronie: www.dkms.pl
oprac. Anna Janus
Karnawałowe rytmy
W niedzielę, 12 lutego o godz. 18 w sali
koncertowej Miejskiej Szkoły Artystycznej przy ul. Armii Ludowej 23 wystąpi MM
Big Band z karnawałowym koncertem.
Będą utwory latynoskie, polska muzyka
rozrywkowa i trochę swingowych przebojów, czyli dla każdego coś dobrego. Big
Band poprowadzi Arkadiusz Mizdalski, wystąpią wokaliści: Katarzyna Goszcz i Arkadiusz Lenarcik, a gościnnie zapowiedzieli
się Michał Papiewski (akordeon) oraz Dominik Sosiński (gitara). Wstęp wolny.
Walentynkowo w Kredensie
Miłość w Paryżu
We wtorek, 14 lutego o godz. 19 w Cafe
Kredens przy ul. Topolowej odbędzie się
walentynkowy koncert piosenki niekoniecznie miłosnej.
Z recitalem wystąpi bowiem Sergiusz Stańczuk – poeta, bard, laureat wielu przeglądów i festiwali piosenki poetyckiej, a także (a może przede wszystkim) znakomity
lutnik i świetny gitarzysta. Więcej o tej
barwnej postaci można przeczytać na stronie internetowej: sergiuszstanczuk.isak.pl.
Wstęp wolny.
O karykaturze polityki
To tytuł koncertu Doroty Lanton, która w sobotę, 11 lutego o godz. 18 wystąpi w Miejskim Domu Kultury i zaśpiewa w oryginale
najpiękniejsze francuskie piosenkami o miłości z repertuaru Edith Piaf, Juliette Gréco,
Carli Bruni, Jacquesa Brela, Yves Montanda,
Joe Dassina i Parisa Combo.
Koncert Doroty Lanton to wyprawa do
współczesnej stolicy Francji, gdzie słychać
wszystkie rytmy świata, ale gdzie pobrzmiewają także echa niezapomnianych nut fenomenalnej Edith czy tajemniczej Juliette.
Aktorka i piosenkarka znakomicie odnajduje
się w tych wielkich postaciach francuskiej
estrady, nie gubi jednak nic z własnej osobowości. Wszystko to ubrane w nowoczesne
i bardzo wyrafinowane aranżacje muzyczne
znakomitej orkiestry Marka Stefankiewicza.
W koncercie weźmie też udział akordeonista Bogusław Nowicki. Bilety kosztują 20 zł
i można je kupić w dziale promocji MDK.
W czwartek, 16 lutego
o godz. 18.30 Miejska
Biblioteka Publiczna
zaprasza na spotkanie
z prof. Mirosławem
Karwatem, autorem
książki „O karykaturze polityki”. Tego
spotkania nie można
przegapić! Dlaczego?
Polityka w obiegowym przekonaniu jest tylko
grą o władzę, czymś, co dobrze służy przede
wszystkim samym politykom. A to najlepszy
powód, aby trzymać się od niej z daleka. Książka prof. Karwata pokazuje, że we współczesnym świecie nie istnieje człowiek wolny od
polityki. To tylko złudzenie, że możemy się do
niej odwrócić plecami. W każdej postaci polityka jest realną siłą, która wkracza w naszą codzienność, wpływa na całe nasze życie. Dlatego musimy wiedzieć, że wtedy, kiedy kontrola
społeczna słabnie, społeczny sens polityki
ulega wypaczeniom, co czyni z niej karykaturę samej siebie. Musimy umieć rozpoznać, że
tak się właśnie dzieje. Musimy rozumieć, że
mamy w tym udział wszyscy. Wstęp na spotkanie jest wolny.
Oprac. DM na podst. inf. organizatorów, fot. organizatorzy
Misja specjalna –
wspólnie przeciw białaczce
Kuszą „romantyzmem” biura turystyczne,
multipleksy kinowe, hotele, galerie handlowe. Następna taka okazja dopiero 8 marca.
Kup bilet, kup biżuterię, kolację, weekend
w ekskluzywnym hotelu, podróż na Cypr.
Wyposażeni w skromniejsze portfele zadowolą się nabyciem lizaka w kształcie serca
lub tandetnej pocztówki z tekstem znalezionym w internecie.
Kochajmy się
Dzień 14 lutego obchodzony był jako święto zakochanych w zachodniej Europie od czasów zamierzchłych. Do Polski obchody
walentynkowe przywędrowały w latach 90. ubiegłego wieku na
fali zachłyśnięcia się kulturą zachodnią – podobnie jak święto
Halloween.
Walentynki raczkowały nieśmiało najpierw w szkołach języków obcych, potem
coraz śmielej pakując się z butami do naszej kultury słowiańskiej. Kluczowym momentem świętowania jest obdarowanie
ukochanej bądź ukochanego prezentem
mającym zaświadczyć o naszym uczuciu. Na początku wystarczyło malowane
na bordowo serduszko; teraz towarzyszy
często upominkowi znacznie droższemu i wymyślniejszemu. Szeregowy zakochany kupi swej wybrance maskotkę.
Królują „słitaśne” czerwone lub różowe
zwierzątka=przytulanki, które po naciśnięciu łapki albo brzuszka głosem anioła pieją
swoje „ajlawiu”.
Rynek się cieszy, biznes i media mają czym
zapchać wiecznie głodną gardziel między Bożym Narodzeniem a Wielkanocą.
Dajemy się omamić wiszącym wszędzie
serduszkom i amorkom. „Kochajmy się!”
– krzyczy reklama z telewizora. „Czy kupiłeś już swojej Walentynce prezent?” – pyta
sklepowa witryna. „Spędź romantyczną kolację dla dwojga”. – zachęcają restauracje.
Święto Zakochanych zatacza szerokie
kręgi, ewoluując w Święto Kochających
i Lubiących. Już nie tylko zakochany zakochanej ofiarowuje pluszowe serduszko,
obowiązek obdarowania rozrósł się na
pary rodzice-dzieci czy kolega-koleżanka.
Wszystko w trosce o dobre samopoczucie
osoby nam bliskiej czy zaprzyjaźnionej,
a nie daj Boże – samotnej! Single bowiem
w tym dniu przeżywają niezbyt przyjemne chwile, gdy stają oko w oko z pytaniem:
„Dostałaś już walentynkę?” Aby osłodzić
życie niekoniecznie nieszczęśliwej z tego
powodu „kobiecie bez mężczyzny”, podsuwamy dyskretnie słodką pocztówkę
świadczącą o naszej życzliwości lub wysyłamy pocieszający SMS. Presja społeczna
i komercjalizm wypiera istotę tego bądź co
bądź sympatycznego święta. Takie wartości jak miłość, przyjaźń czy życzliwość są
zawsze w cenie i każda okazja jest dobra,
by o nich przypominać. Zamiast jednak
kupować przyjemność za pół miesięcznej
pensji, spróbujmy zorganizować najdroższym osobom ten dzień tak, aby poczuły
się kochane, jedyne i wyjątkowe. I niech
ten dzień trwa cały rok.
PS
Tekst pisałam 28 stycznia. W dwóch kwiaciarniach i jednym sklepie z mydłem i powidłem wystrój witryny nie pozostawiał
złudzeń, że czas najwyższy zatroszczyć się
o zakup walentynki.
Mariola Kruszewska
R e k l a m a
5
je poznać, zrozumieć i wreszcie zaakceptować. Sama poznałam mnóstwo osób
o innej orientacji seksualnej, którzy od
wielu lat żyją w związkach z partnerami
tej samej płci i absolutnie nie robią z tego
tajemnicy. Jeden ze szkolnych kolegów
przedstawianie się na zajęciach zaczął od
słów: „Jestem gejem”. Nastąpił moment
ciszy, lekka konsternacja i zaskoczenie,
ale za chwilę wszyscy przeszliśmy nad
tym do porządku dziennego.
Michał – To było w Mińsku?
Nie, w Warszawie.
Michał – No właśnie! To ogromna różnica.
Uważasz, że Mińsk jest miastem mniej tolerancyjnym niż Warszawa ?
Jestem gejem w Mińsku
„Tolerancja” – słowo, które w teorii powinno ułatwiać nam życie,
ograniczać konflikty, zapobiegać agresji i przemocy. Na pytanie
„Czy jesteśmy tolerancyjni?” większość z nas odpowie „Tak!”.
Ale czy to prawda? Tak naprawdę duża część społeczeństwa nie
umie lub nie chce tolerować odmienności. I choć błyskawiczny
rozwój techniki zmienia nasze standardy życiowe, to trudno
zmienić nasze przekonania i mentalność – zwłaszcza dotyczące
orientacji seksualnej. Dlaczego tak się dzieje? Skąd w nas tyle
homofobii? Zapytałam o to Michała – fantastycznego człowieka
z „wadą ukrytą”, zwaną homoseksualizmem.
Jesteś bardzo radosną osobą, emanuje
z Ciebie ciepło i życzliwość, szanujesz
ludzi, a do tego wyglądasz „bez zastrzeżeń”. Jak to możliwe, że jesteś gejem?
Niszczysz moje wszelkie stereotypy dotyczące homoseksualistów.
Michał* – Przez te wszystkie lata nauczyłem się ukrywać wszystko, co kontrowersyjne i inne, a przede wszystkim – swoją
orientację seksualną. Jestem mistrzem kamuflażu i od ponad trzydziestu lat „oszukuję” rodzinę, najbliższych i ludzi, którym
na mnie zależy. To ogromny stres i presja!
Nie jestem z tego dumny!
Dlaczego tak długo ukrywasz się przed
bliskimi? Myślisz, że nawet oni nie będą
w stanie zaakceptować tego, kim naprawdę jesteś?
6
Michał – Obawiam się, że nie. Widziałem
na własne oczy, jak życie wielu osób zmieniało się z minuty na minutę, jak wywracało się do góry nogami. Z dnia na dzień
ludzie mądrzy i atrakcyjni byli już tylko
gejami, a wszystko, czego dokonali, szło
w zapomnienie. Nikt już nie pamiętał, kim
byli wczoraj, ale wszyscy wiedzieli, kim są
dziś – zboczeńcami. Byłem świadkiem brutalnej przemocy, agresji, poniżania i tego
najgorszego, co może nas spotkać – szykanowania rodziny i najbliższych. To właśnie
bliscy cierpią najbardziej.
Odnoszę wrażenie, że trochę przesadzasz. Mamy XXI wiek, żyjemy w dobie
internetu i nieograniczonego dostępu do
wszelkich informacji, a ogólny światopogląd wciąż ulega zmianie. Szersza wiedza
na kontrowersyjne tematy pomaga nam
Michał – Oczywiście. W małych miasteczkach i miastach, takich jak Mińsk, ciężko
jest utrzymać anonimowość i szacunek
dla czyjejś prywatności. Ludzie znają się
nawzajem, a przynajmniej kojarzą z widzenia. Często szukają różnych powiązań
i wspólnych znajomych, tworzą plotki i niedopowiedzenia. Małe miasta żyją aferami
i problemami innych, a obowiązujące normy i zasady moralne większości społeczeństwa dominują nad jednostkami i małymi
grupami.
To znaczy, że nasze miasto nie należy do
Twoich ulubionych miejsc?
Michał – Wręcz przeciwnie. W Mińsku się
urodziłem i wychowałem, spędziłem tu
szczęśliwe dzieciństwo i przeżyłem mnóstwo wspaniałych chwil, wciąż mam tu rodzinę i przyjaciół z dawnych czasów.
Dorastałem w trudnych
czasach. Nikt wtedy nie
rozmawiał z nami o preferencjach seksualnych.
Ale zniknąłeś na wiele lat. Skąd taka drastyczna zmiana?
Michał – Moje problemy zaczęły się w wieku dojrzewania. Nie umiałem wyjaśnić
własnego zachowania i tego, co się ze mną
dzieje. Hormony szalały, ciało reagowało
na bodźce zewnętrzne inaczej niż u innych, a w głowie kotłowało się mnóstwo
pytań i nie pojawiały się żadne sensowne
odpowiedzi. Byłem przerażony. Z czasem
niepewność zastąpił wstyd i jedynym rozwiązaniem była dla mnie ucieczka. Znalazłem szkołę z internatem i pod pretekstem
zdobycia wykształcenia opuściłem rodzinny dom.
Nie było wtedy obok Ciebie nikogo, kto
mógłby Ci pomóc?
Michał – Byłem wtedy sam, ale pamiętasz
jak wyglądało życie w Mińsku 25 lat temu?
Oczywiście, że pamiętam – to była końcówka niezapomnianych lat osiemdziesiątych.
Michał – To faktycznie niezapomniane
lata! Dorastaliśmy w trudnych czasach,
ale bardzo ciekawych. Ale niestety, wiele tematów, szczególnie tych związanych
z seksem, było tabu. Nikt nie rozmawiał
o preferencjach i orientacjach seksualnych. Wiele słów mówiono szeptem, a jedynym źródłem informacji dla przeciętnego nastolatka była biblioteka i zachodnie
gazetki. Kto słyszał o poradniach seksuologicznych? Istniejące wtedy poradnie psychologiczne także nie pomagały młodzieży z problemami identyfikacji seksualnej.
Wiedza na ten temat ciągle była na bardzo
niskim poziomie, a znalezienie prawdziwego profesjonalisty w tej dziedzinie
graniczyło z cudem. Młodzi i zagubieni
ludzie mogli liczyć tylko na siebie. A najtrudniejsza była konfrontacja z najbliższymi. To właśnie dla nich robisz coś, co
jest sprzeczne z własną naturą. Pragniesz
za wszelką cenę, aby byli z ciebie dumni
i w pełni zadowoleni.
Coś się wtedy zmieniło w Twoim życiu?
Michał – To była totalna zmiana! Poznałem
na studiach świetną dziewczynę i choć byliśmy bardzo młodzi, szybko wzięliśmy ślub.
Po kilku miesiącach przyszedł na świat
nasz syn i wreszcie byłem szczęśliwy – tak
wtedy myślałem. Euforia szybko minęła
i znów w moim życiu zaczęło się roić od
problemów. Małżeństwo momentalnie się
rozpadło, bo ja nie byłem w stanie sprostać
obowiązkom męża i ojca.
Mąż, ojciec – to są życiowe decyzje. Nie
myślisz, że zachowałeś się, delikatnie mówiąc, lekkomyślnie i egoistycznie?
Michał – Teraz to wiem doskonale, ale wtedy byłem naiwny i niedojrzały. Uwierzyłem
w teorię, że homoseksualizm może być
przejściowy i bliskość z kobietą zmieni moje
życie. Do tego doszli rodzice, którzy już chyba coś podejrzewali, bo często się za mnie
modlili. Byłem wychowany w wierze chrześcijańskiej, a Kościół katolicki do dnia dzisiejszego nie uznaje innych orientacji seksualnych – homoseksualizm to patologia,
dewiacja, a przede wszystkim ciężki grzech.
Jestem pewien, że moi rodzice nigdy by się
nie pogodzili z faktem, że jestem gejem. Ich
mentalność ma tak mocne podłoże, że nie
można jej zmienić. To po co ich ranić?
Jestem dojrzałym facetem,
który w pełni świadomie
podejmuje decyzje.
Dziś znów mieszkasz w Mińsku. Czas niepewności minął?
Michał – Teraz to zupełnie inne czasy. Zaraz po rozwodzie wróciłem na studia i poznałem wiele osób takich jak ja. Dopiero
wtedy zrozumiałem, że można żyć inaczej
i jak ważne jest spełnienie w strefie intymności, co znaczy namiętność i czułość i jak
ważna jest bliskość drugiego człowieka,
który myśli i czuje tak samo jak ja. Przynależność do jakieś grupy społecznej i wsparcie partnera dało mi poczucie własnej
wartości i bezpieczeństwa. Zrealizowałem
wiele marzeń, poznałem wspaniałych ludzi i w końcu dorosłem. Jestem dojrzałym
facetem, który sam i w pełni świadomie podejmuje decyzje, a za swoje błędy poniesie
konsekwencje.
Jak myślisz, ilu ludzi o orientacji homoseksualnej mieszka w Mińsku? Czy
mają swój azyl, aby mogli wspólnie spędzać czas?
R e k l a m a
7
Michał – Z tego, co wiem, to dość liczna
grupka. Nie znam konkretnych liczb, ale
tych „zdefiniowanych” jest dużo ponad
setkę. Mówimy tu tylko o tych, którzy sami
określili swoją orientacje seksualną już jako
dorośli. A ilu nastolatków wciąż jeszcze
jest na etapie rozwoju i poszukiwań – nie
umiem określić. Co do miejsca spotkań
mam pewność, że takie nie istnieje. Pod
tym względem Mińsk nie zmienił się od
lat. Większość młodych ludzi jeździ do Warszawy lub jeszcze dalej i dopiero tam mają
szansę poczuć się swobodnie.
Czy kiedyś porozmawiasz o tym wszystkim z synem?
Michał – Może kiedyś? Razem z byłą żoną podjęliśmy decyzję, że na razie wiele spraw zostanie tylko między nami, a co będzie dalej, pokaże przyszłość. Zależy mi bardzo na bliskich
i ryzykując, mam zbyt wiele do stracenia.
Masz jakieś rady i wskazówki dla młodego pokolenia homoseksualistów mieszkających w Mińsku?
Michał – Dzisiejsza młodzież jest bardziej
uświadomiona niż dorośli i wielu młodych
ludzi potrafi sobie radzić w trudnych sytuacjach. Internet stał się dla nich furtką do
świata i sposobem na podzielenie się swoimi wątpliwościami. Wiedzą więcej o życiu
niż nam się wydaje. Ale każdy człowiek jest
inny i czasem warto poprosić o pomoc psychologa. Są przypadki, gdy młody człowiek
nie radzi sobie ze swoją seksualnością, a zostawiony sam sobie z problemem szuka
ucieczki w alkoholu, narkotykach i innych
używkach lub wpada w ciężką depresję, co
może doprowadzić do skłonności samobójczych. W błyskawicznym tempie z normalnego człowieka zostaje tylko cień. I tu apel
do rodziców i nauczycieli – miejcie oczy
szeroko otwarte, bo może gdzieś obok was
jest młody człowiek, który niezwłocznie
potrzebuje pomocy.
Jak myślisz, czy mamy szansę stać się społecznością bardziej otwartą na zmiany
i zdolną do akceptacji różnych orientacji
seksualnych?
Michał – Obawiam się, że to jeszcze potrwa.
Choć z roku na rok sytuacja zmienia się na
lepsze, to proces ten wymaga radykalnej
zmiany w sposobie ludzkiego myślenia. Nadzieja jest w młodszych pokoleniach, które
chętniej otwierają się na zmiany i szybciej
przyswajają nową wiedzę. Największy problem ze zmianami mają ludzie starsi. Od
pokoleń byli utwierdzani w przekonaniach,
że homoseksualizm jest czymś bardzo złym,
obrzydliwym i należy go potępiać. Powstała
olbrzymia bariera ciężka do przejścia, dlatego potrzeba czasu na to, aby ludzie zrozumieli, na czym tak naprawdę polega tolerancja. Nikt nie oczekuje od społeczeństwa
pełnej aprobaty, sympatii czy utożsamiania
się z homoseksualizmem. Wystarcz zaakceptować fakt, że tacy ludzie jak ja istnieją
i chcą normalnie żyć.
W małych miastach,
takich jak Mińsk, ciężko
jest utrzymać anonimowość i szacunek
dla czyjejś prywatności.
***
Cały świat stanął w obliczu nowych doniesień medycznych i psychologicznych
dotyczących orientacji seksualnych. Wciąż
jednak brakuje jednoznacznych wniosków,
określających podłoże ich powstania. Jedni
naukowcy tłumaczą to genami, a inni środowiskiem i otoczeniem w dzieciństwie. Kto
ma rację? Nie wiem. Pewne jest, że reakcje są
bardzo skrajne! Stany Zjednoczone i niektóre
z państw europejskich już od lat legalizują
związki par tej samej płci, wiele kościołów
udziela tym parom ślubu, a prawo zezwala
parom homoseksualnym na adopcje dzieci. Z drugiej strony, mamy kraje, w których
sytuacja wygląda zupełnie inaczej. I gdzie
szukać kompromisu? W jakim kierunku podąża nasze społeczeństwo? Czy uda się nam
znaleźć złoty środek? Czas pokaże! Grunt,
aby wszystkim żyło się lepiej bez względu na
orientację seksualną.
* imię bohatera wywiadu zostało zmienione
Tekst: Izabella Walewska-Ogrodnik, fot. PawełJ
Napisz do autora:
[email protected]
R e k l a m a
8
Kwiatowa walentynka
Dzień świętego Walentego, znany bardziej jako Walentynki, to Święto Zakochanych i Kochających, które jest znane
niemal na całym świecie. Amerykanie
piszą listy, kartki i wierszyki, Brytyjczycy oglądają, jak ich ptaki łączą się w pary,
a Polacy dyskutują, czy ten dzień jest komercyjnym kiczem, czy nową tradycją,
którą należy pielęgnować.
Dyskusje trwają, a zwolenników walentynek od lat przybywa. I bardzo dobrze.
Uważam, że każda okazja jest dobra, jeśli
„zmusza” do miłych gestów i wspólnie
spędzonego czasu. Pluszaki, maskotki,
bielizna, sercowe gadżety, słodycze i oczywiście kwiaty – to najczęściej wybierany
przez mińszczan asortyment w Dniu Zakochanych. Najpopularniejszym kwiatem jest oczywiście czerwona lub bordowa róża, ale coraz częściej klienci pytają,
czym można ją zastąpić. Odpowiedź jest
prosta – wszystkimi innymi kwiatami.
Każdy kwiat cięty i doniczkowy jest odpowiedni w tym dniu. Wystarczą stosowne
dodatki i ozdoby, żeby podkreślić okazję.
W tym przypadku są to serca, serduszka
i serducha – symbol walentynek. Oto kilka
propozycji kwiatowych walentynek.
I jeszcze ważna informacja: w związku z panującymi okropnymi chłodami
– wszelkie zakupione kwiaty muszą być
przez sprzedawcę zapakowane i zabezpieczone przed mrozem. Nawet kilka sekund
w tak niskiej temperaturze jest dla kwiatów
zabójcze – muszą jak najszybciej trafić do
ciepłego pomieszczenia. Zostawianie ich
w samochodzie i garażu absolutnie odpada! Kwiat raz zmrożony lub schłodzony nie
ma szans na przetrwanie...
Tekst i fot. Izabella Walewska-Ogrodnik
Wszystkie prace wykonała kwiaciarnia VIRO
R e k l a m a
Serdecznie zapraszamy!
ul. Topolowa 4 lok. 6
05-300 Mińsk Maz.
tel. (25) 756-37-87
pon-piątek g. 9-20; sobota g. 10-15
www.przychodnianaskraju.pl
9
się opony Michellin, a Nevers, w którym
kiedyś odbywało się Grand Prix Formuły 1.
A dlaczego nie osiedliliście się w mieście
siostrzanym, w końcu od tego wszystko
się zaczęło?
K. C. – Na początku mieszkaliśmy w Grenoble, niedaleko Saint Egrève, ale zawodowo
szukalismy nowych wyzwań, więc się przeprowadziliśmy do Moulins, a potem kupilismy dom w Cressanges. We Grenoble skończyłam studia podyplomowe z zakresu
zarządzania kulturą i właśnie w Moulins
znalazłam ciekawe zajęcie. We Francji trzeba być mobilnym, jeśli chodzi o pracę.
Czym się zajmujesz?
K. C. – Organizuję festiwal filmowy. Można
powiedzieć, że płacą mi za to, że chodzę do
kina. Nie mogę narzekać, to bardzo przyjemna praca.
Co to za festiwal?
Wtopiłam się we Francję
W Strefie rozpoczynamy cykl wywiadów z mińszczanami, którzy
wyjechali z naszego miasta i osiedlili się za granicą. Na pierwszy
ogień rozmawiamy z Katarzyną Chanke-Cuvelier, która od piętnastu lat mieszka we Francji...
Co było powodem twojego wyjazdu do
Francji?
Katarzyna Chanke-Cuvelier (K. C.) – To jest
wieczny dylemat: co było pierwsze – kura
czy jajko. Zależy, od którego momentu zacząć takie wspomnienia. Ale u podstaw
wszystkiego było to, że zaczęłam uczyć się
języka francuskiego w liceum na Pięknej,
a potem spotkałam Elę Sieradzińską, która
pracuje z moją mamą w bibliotece, i od tego
zaczęła się moja przygoda z Francją. Potem
były studia na Uniwersytecie Warszawskim
na wydziale romanistyki i kilka wyjazdów,
żeby na miejscu poznać kulturę i język. Natomiast nigdy nie myślałam, że będę mieszkała za granicą. Przez przypadek spotkałam w naszym mieście pewnego Francuza,
który przyjechał tutaj rozmawiać o podpisaniu umowy miast bliźniaczych między
Mińskiem a Saint Egrève we Francji. Potem
skończyłam studia, a ponieważ nasza znajomość trwała nadal, wyjechałam do niego.
Czyli nie o żadną kurę i jajko chodzi, tylko powodem wyjazdu była miłość?
K. C. – Można tak powiedzieć (śmiech). Ale
też kwestie bardzo praktyczne, bo Bernard
nie mówił ani słowa po polsku, a ja znałam
10
francuski, więc łatwiej było nam zacząć
wspólne życie we Francji. Poza tym, byłam
po studiach i dopiero co wkraczałam na
ścieżkę zawodową – było mi obojętne, czy
podejmę pracę w Polsce, czy za granicą. On
musiałby dużo rzeczy sobie poprzekładać,
ułożyć na nowo – dla mnie zmiana miejsca
zamieszkania była łatwiejsza.
K. C. – To jedyny we Francji festiwal aktorów drugiego planu, który od 18 lat odbywa
się corocznie w Moulins. Jest wielu aktorów,
którzy grają role drugoplanowe, wszyscy
kojarzą ich twarze, chwalą ich kreacje, ale
mało kto kojarzy ich z imienia i nazwiska.
Twórcom festiwalu chodziło o to, aby ich
w jakiś sposób uhonorować. I stąd pomysł
festiwalu, na którym ci aktorzy są najważniejsi, grają pierwsze skrzypce. Na festiwalu
prezentujemy też filmy krótkometrażowe.
A duża jego część jest poświęcona młodej
publiczności, która jest widzem jutra – trzeba kształcić młodych, żeby oglądali nie tylko
telewizję i DVD, lecz także filmy w kinie.
A gdyby władze Mińska zaproponowały
ci zorganizowanie festiwalu filmowego
w naszym mieście, podjęłabyś się tego
zadania?
Musiałby też nauczyć się polskiego, co jest
dużym wyzwaniem dla obcokrajowca.
K. C. – Na pewno (śmiech). Choć jesteśmy
po ślubie już bardzo długo, to Bernard nie
opanował polskiego zbyt dobrze i jest to
eufemizm. Wciąż zdarza mu się pomylić
„dzień dobry” z „dziękuję” (śmiech). Zawsze powtarza, że nie ma zdolności do języków, a poza tym mówi, że ma tak dobrą
tłumaczkę, że nie musi wkuwać polskich
słówek (śmiech).
Miasto, w którym mieszkasz, to...
K. C. – Nie jest to miasto, tylko wieś. We
Francji wszystkie miasta i wsie są nazywane gminami. Jest to mała wioska o nazwie
Cressanges koło Moulins, które znajduje się
w samym centrum Francji – pomiędzy Clermont-Ferrand, miastem, gdzie produkuje
„Przyjeżdżamy do Polski w wakacje.
Dzieci wolą spędzać czas nad Bałtykiem niż na Lazurowym Wybrzeżu”.
odpowiadam, że to zależny od tego, co się
w życiu robi. Jeśli w życiu robi się to, co się
lubi, to jest ono łatwiejsze, niezależnie od
tego, gdzie się mieszka.
Francuzi szybko orientują się, że jesteś
z Polski?
K. C. – Jeśli ktoś spotyka mnie po raz pierwszy, to dopiero po pewnym czasie pyta, skąd
jestem, bo chyba nie urodziłam się w Moulin (śmiech). Do tej pory tylko jedna osoba
zgadła, że jestem z Polski. Wszyscy myślą, że
pochodzę z innej części Francji. Nie domyślają się po akcencie, że jestem z innego kraju. Wtopiłam się we Francję na dobre.
Masz dwójkę dzieci?
„Ciężko mi sobie wyobrazić
spędzenie Bożego Narodzenia
gdzie indziej niż w Polsce”.
K. C. – Z chęcią, lubię wyzwania, ale zależy
to od tego, jaki byłyby cel takiego festiwalu.
Nie lubię kultury komercyjnej i podporządkowanej. To moja strona wiecznego buntownika. Uważam, że polityka kulturalna,
w szlachetnym tego słowa znaczeniu, stanowi niesamowite wyzwanie i ogromną broń
dla tego, kto rozumie jej wagę w kształtowaniu człowieka. Nie bez powodu dyktatury
zabraniają wolnej twórczości i uprawiają
cenzurę. Wolę filmy moralnego niepokoju,
po których coś wynosimy dla siebie. Cieszy mnie też, że na organizację ambitnych
przedsięwzięć kulturalnych, które sprzyjają
integracji i poznaniu innych kultur, można
dość łatwo zdobyć fundusze europejskie.
Może jest to i ciekawy pomysł, żeby Mińsk
miał festiwal filmowy?
Tylko że w Mińsku zamknięto kino.
K. C. – Słyszałam o tym i powiem szczerze,
że ciężko jest mi wyobrazić sobie miasto
tej wielkości co Mińsk bez kina. Ale mam
nadzieję, że kino szybko wróci do miejskiej
przestrzeni, a z nim wiele innych projektów kulturalnych.
Jak się mieszka we Francji – jest zupełnie
inaczej niż w Polsce?
K. C. – Mieszka się bardzo dobrze. Gdy przyjechałam do Francji, znałam język, co ułatwia
nawiązywanie kontaktów, a dzięki studiach
na romanistyce i wcześniejszym wyjazdom
znałam też kulturę i mentalność Francuzów.
Nie miałam więc żadnych problemów z asymilacją. Wydaje mi się, że ludzie wszędzie są
tacy sami, mają podobne problemy i radości.
Poza tym pracuję w kulturze, a osoby, które ją tworzą, są bardzo otwarte. Spotykam
także wielu cudzoziemców z różnych stron
świata – nie czuję się więc w ogóle w jakiś
sposób wyobcowana. Często ludzie pytają
mnie, czy we Francji żyje się łatwiej. Zawsze
K. C. – Dziewczynkę Zoe, która w styczniu
skończyła 7 lat i Feliksa, który w grudniu
skończył 3 lata. Wybierając imiona dla
dzieci, chcieliśmy, żeby można było je
wymawiać tak samo w obu językach. Zoe
znaczy po grecku „życie”, a Felix po łacinie
„szczęśliwy”. Nie na darmo byłam w klasie
humanistycznej na Pięknej (śmiech).
Dzieci są dwujęzyczne?
K. C. – Tak. Do swoich dzieci jeszcze nigdy
nie zwróciłam się po francusku, zawsze
mówię do nich po polsku. Z kolei mąż rozmawia z nimi po francusku. Czasem jest to
skomplikowane, np. gdy w sklepie mówię
do dzieci po polsku, a do męża po francusku.
Często przyjeżdżasz do Mińska?
K. C. – Przyjeżdżam minimalnie dwa razy
w roku, a odkąd mam dzieci, to nawet trzy
razy. Chciałabym więcej, ale niestety brak
urlopu... Zawsze jestem na Boże Narodzenie.
Bo to takie rodzinne święta?
K. C. – Ciężko mi sobie wyobrazić spędzenie Bożego Narodzenia gdzie indziej niż
w Polsce. Dwa razy obchodziłam te święta we Francji, ale jest to zupełnie inne
Boże Narodzenie – inna tradycja, klimaty. We Francji spędza się dużo czasu na
rozmowach o kuchni, długo przed wigilią
wszyscy zastanawiają się, jakie tego roku
będzie menu, a w Polsce zawsze to samo,
ale może właśnie dlatego ta tradycja jest
tak ważna dla mnie, bo jest inna, nasza.
Przyjeżdżasz pewnie też na wakacje?
K. C. – Zdecydowanie tak – córka zawsze
wszystkim opowiada, że jedziemy nad
polskie morze. Zresztą moje dzieci wolą
wakacje nad Bałtykiem niż na Lazurowym
Wybrzeżu. A trzeci raz w roku staram się
przyjechać na ferie zimowe albo wiosenne,
które są we Francji w kwietniu.
W sumie często bywasz w Mińsku. Jak postrzegasz zmiany, które zachodzą w naszym mieście?
K. C. – Wiele rzeczy zmieniło się w Mińsku
na lepsze i to bardzo cieszy. Choć kiedy tu
jestem, zawsze ogrania mnie nostalgia i wracam do czasów dzieciństwa nierozerwalnie
związanych z ulicą Czarnieckiego, przy której mieszkałam. Wtedy była nieutwardzona, z wybojami, z błotem wiosną i jesienią,
a teraz jest ładnie wyasfaltowana, pojawiły
się bloki. Pamiętam, jak stał tam tartak, do
którego chodziliśmy bawić się w chowanego.
W tej chwili jest to bardzo ruchliwa ulica, po
której szybko jeżdżą samochody. W ogóle Polacy jeżdżą za szybko, zwłaszcza po drogach
do takiej jazdy nieprzystosowanych.
Myślisz, żeby wrócić do Mińska?
K. C. – Mam wrażenie, że nigdy nie opuściłam
Mińska – jestem w stałym kontakcie z rodziną
i ze znajomymi. Mam grupę koleżanek jeszcze z liceum – dzwonimy do siebie, piszemy
maile. Moja córka mówi, że chciałaby mieszkać w Mińsku. Bardzo lubi tu przyjeżdżać,
dobrze się tu czuje. Jako że jest dwujęzyczna,
nie ma problemu z dogadaniem się ze swoimi
polskimi rówieśnikami, np. na placach zabaw.
Może więc kiedyś wrócę? Nie wykluczam tego.
Nigdy nie wiadomo, co nam przyniesie życie.
Jak to mówią - nigdy nie mów nigdy.
Rozmawiał Dariusz Mieczysław Mól,
fot. archiwum Katarzyny Chanke-Cuvelier
w skrócie:
Katarzyna Chanke-Cuvelier
istką.
Sama o sobie – jestem upartą real
kominku
życie, a aktualnie wieczory przy
to
nie
ogól
Najbardziej lubię – tak
śpiącymi jak aniołki.
z książką i lampką wina, z dziećmi
Co mnie złości – głupota i zawiść.
by móc powiedzieć za Edith Piaf
Największy sukces – sukcesem było
się uda?
„Niczego nie żałuję”... a może mi
naleśników.
ch dzieci to, że nie umiem robić
moi
Największa porażka – według
ie!
wiśc
c i park, i nowa biblioteka oczy
Ulubione miejsca w Mińsku – pała
miejsc, tylko do ludzi.
Ale ogólnie nie przywiązuję się do
11
Artysta plastyk to brzmi dumnie, a jak
jest w rzeczywistości?
Artysta...
Nie marzył, że zostanie artystą – to przyszło samo. Mówi,
że miał szczęście do pań od
plastyki, a pierwszą nagrodę za swoje dzieło dostał
w głębokiej podstawówce.
Potem zbuntował się przeciwko rodzinnej tradycji
i zajął sztuką. Rozmawiamy
z mińszczaninem Krzysztofem Rusieckim – grafikiem,
malarzem, rzeźbiarzem, pedagogiem, którego najnowsza wystawa pt. „Walentynkowy koncert na trzy pokoje
i dziesięć obrazów” zostanie
otwarta w Zielonym Domku
właśnie w walentynki...
R e k l a m a
12
Pamiętasz swój pierwszy obraz, za który
ktoś cię pochwalił i powiedział, że będzie
z ciebie artysta?
Krzysztof Rusiecki (K. R.) – Samo nazywanie kogoś artystą jest już podejrzaną sprawą (śmiech). Bardziej to zaczyna przypominać przezwisko, a nie określenie zawodu.
Trudno też o definicję. Jak powiedział
jeden z moich znajomych, malarz to taki
człowiek, który maluje. Chyba nie da się
już prościej powiedzieć (śmiech).
K. R. – W głębokiej podstawówce dostałem
nagrodę w konkursie plastycznym. I wtedy
sobie uświadomiłem, że plastyka może być
czymś więcej niż tylko takim sobie rysowaniem czy malowaniem. Poczułem, że jest
czymś wyjątkowym. To była taka pierwsza
świadoma zmiana optyki.
Zacząłeś malować, bo takie były rodzinne
tradycje?
Lubisz jakąś konkretną technikę czy wypowiadasz się w różnych?
K. R. – To była skomplikowana sprawa.
W rodzinie miałem przykłady artystycznych ciągot, np. mój stryj wyrabiał zawodowo biżuterię, a dziadek miał wspaniałą bibliotekę. Ale zdecydowanie byliśmy rodziną
leśników i jak rodził się chłopak, to uważano, że powinien mieć porządny zawód, a nie
zajmować się mrzonkami. Starałem się jak
najdłużej trzymać tego rodzinnego programu i zacząłem nawet studiować leśnictwo
na SGGW, ale w pewnym momencie przeszedłem na pozycję wroga i zająłem się plastyką. Jako student zacząłem dorabiać sobie
u wspomnianego stryja, zresztą z zawodu
leśnika, robiąc biżuterię. Zacząłem poznawać jego pracownię, spotykać się z artystami i nie skończyłem leśnictwa. Poza tym,
na moje wybory miała wpływ jeszcze jedna
rzecz – żyłem w PRL -u. Sztuka znaczyła wtedy coś zupełnie innego niż teraz. Wtedy też
poczułem, że fajnie jest być artystą, bo we
wszechobecnej panującej szarzyźnie człowiek czymś się wyróżniał. To był inny świat.
Dziś mówię o sobie, że jestem nielegalnym
emigrantem z PRL-u i mam wszystkie możliwe choroby, jakie mogą dotknąć nielegalnego emigranta, oczywiście poza nostalgią
(śmiech).
K. R. – W różnych. Studiowałem na Uniwersytecie Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie. A to miasto stoi grafiką warsztatową,
którą z miejsca kupiłem, a nawet robiłem
później z niej dyplom. I rzeczywiście, przez
długie lata tworzyłem grafiki i ilustracje...
Do książek?
K. R. – Nie, raczej do poezji. Współpracowałem z gazetami, np. Rzeczpospolitą, gdzie
Szarzyzna tamtych czasów to jedno, ale
pewnie spotkałeś na swojej drodze kogoś,
kto powiedział, że masz talent. Może pani
w szkole zauważyła, że ładnie rysujesz?
K. R. – Miałem duże szczęście do pań od
plastyki. W podstawówce uczyła mnie pani
Siudzińska, a w szkole średniej, choć byłem
w liceum w klasie matematyczno-fizycznej,
przez rok mieliśmy zajęcia z panią Anną
Natorff. To były osobowości – panie, które
były malarkami, a z drugiej strony stawały
się przyjaciółmi uczniów. To motywowało
do pracy i poszukiwań.
Na plenerze rzeźbiarskim
w Gołuchowie.
był dodatek kulturalny. Ale w pewnym momencie odszedłem od tego i zacząłem szukać czystej sztuki.
malowanie piasku ziarnko po ziarnku. Do
malarstwa wystarczy każdy pretekst, żeby
przełożyć własne odczucia na formę.
Czystej sztuki?
A twoi ulubieni poeci?
K. R. – Własnej, indywidualnej, bez określania jakiejś jej definicji.
K. R. – Jeszcze w czasach liceum zakochałem się w poezji Wisławy Szymborskiej,
która zawsze otwierała dla mnie ciekawe
drogi. Myślałem, że poetka pisze tylko dla
mnie, ale później się okazało, że także inni
ją czytają, a nawet dostała Nobla i poczułem się zdradzony. Przerobiłem też całego
Herberta. Nawet mój dyplom w 1996 r. na
uniwersytecie był tego wynikiem – przygotowałem pięć grafik inspirowanych jego
poezją. Cykl o piasku też się wziął z inspiracji jego twórczością.
Na jakim etapie poszukiwań jesteś?
K. R. – Zawsze jest się na początku albo
w trakcie. Teraz zajmuję się dwoma tematami. Artysta różni się tym od artysty – powiedzmy – użytkowego, który pracuje np. dla
jakiegoś studia reklamy, tym, że ma swoje tematy i stara się je rozwijać. Warunek jest taki,
że musi to być coś cięższego gatunkowo, żeby
ludziom głowy byle czym nie zawracać.
Kolega mówi, że uprawiam
malarstwo modlitewne.
Zamiast malować to
modlę się nad obrazami :)
Nie malujesz na zlecenie?
K. R. – Muszę przyznać, że lubię pracę na
zamówienie, bo czasem takie postawienie
się pod ścianą, przed terminem, który się
zbliża, jest bardzo ożywcze i porządkuje
wiele spraw.
Wróćmy do twoich tematów...
K. R. – Właściwie to powinienem być poetą,
tylko brak mi słów. I dlatego krążę wokół poetów, są dla mnie inspiracją. Jest coś takiego
z poezją, że otwiera u mnie plastyczne tematy. Z tym, że nie jest to ilustracja do wiersza,
choć ten temat, którym się teraz zajmuje
i który nazwałem „Starzy mistrzowie”, jest
jakby żywcem wzięty z wiersza Zbigniewa Herberta. I jest to, mówiąc najprościej,
Tworzysz w domu czy masz może swoją
pracownię?
K. R. – W końcu mam swoją. Zawsze miałem jakieś pracownie, bo przecież trzeba
gdzieś tworzyć, ale to były improwizowane
miejsca. Miłosz mówił, że potrafił tworzyć
uczepiony żyrandola, czyli w każdych warunkach, i w sumie ja też nie muszę mieć
wielkiej oprawy, żeby coś robić. Dostosowywałem się. Może to też wynik mojego
życia w PRL-u, gdzie trzeba było przeżyć
w każdych warunkach. Ale teraz pracownię mam w Mińsku i jest dobrze.
Tworzysz codziennie o określonych godzinach czy biegniesz do pracowni, jak
cię złapie natchnienie?
K. R. – Natchnienie to podobne pojęcie do
określenia artysta – trudno powiedzieć coś
sensownego na ten temat. A w plastyce
jest jeszcze to, że trzeba daną rzecz wykonać. Coś chodzi człowiekowi po głowie, ale
trzeba wygospodarować czas, żeby nadać
formę tym inspiracjom. Z drugiej strony –
praca artystyczna polega na tym, że nie ma
Z czeskim artystą Ladislavem
Steiningerem.
terminów. W pracy musimy być od godz.
8 do 16, a do pracowni nikt nas nie woła.
Musimy sami tam pójść. Może artyści to ci,
którzy mają taki wewnętrzny motor, który
ich gna do malowania, rysowania, rzeźbienia, chociaż sami czasem nie wiedzą po co.
Jak długo malujesz obraz?
K. R. – Nie uważam się za malarza, bardziej
za grafika, i dlatego nie czuję się pewnie
z pędzlem. Temat piasku, który obecnie
maluję, to też raczej grafika, wykonywana
mozolną techniką. Dlatego namalowanie
jednego obrazu zajmuje mi miesiąc, a czasem i dwa. Kolega śmieje się ze mnie, że
uprawiam malarstwo modlitewne. Mówi,
że zamiast malować to modlę się nad tymi
obrazami (śmiech). Teraz techniki są szybkie, maluje się na dużych powierzchniach,
zamaszyście, a ja tworzę na odwrót.
Inspirujesz
pędzla?
się
wielkimi
mistrzami
K. R. – Lubię impresjonistów i postimpresjonistów, zresztą na najnowszej wystawie
w Zielonym Domku nawiązuję do ich twórczości – będą obszerne cytaty z Matisse’a,
R e k l a m a
13
Gauguina, Van Gogha – oni byli pierwszymi,
których zobaczyłem na własne oczy jeszcze
w czasach PRL-u, kiedy w warszawskich księgarniach oglądałem albumy z reprodukcjami ich dzieł, więc siedzą we mnie głęboko.
użyteczny i robić plakaty dla MTM, Kapeli
Małego Stasia, stowarzyszenia „Mila”... Lubię to robić.
Gdzie można oglądać twoje obrazy?
Gdzie wystawiasz i wystawiałeś?
K. R. – To raczej hobby. Czasami pojadę na
jakiś plener. W tym roku byłem w Nowym
Wiśniczu na ceramice. Jeszcze trwa wystawa
poplenerowa w Limanowej. W zeszłym roku
w Gołuchowie rzeźbiłem w drewnie. Trzymetrowy dębowy „Krętogłów” kręci się w tamtejszym Muzeum Leśnictwa, nomen omen. Plenery rzeźbiarskie to takie moje sanatorium.
K. R. – W latach 90. współpracowałem
z warszawską Galerią Inicjatyw Twórczych, którą założył Eugeniusz Małkowski.
To były takie pionierskie akcje. Wychodziliśmy ze sztuką w miasto, np. zrobiliśmy wystawę, którą instalowali alpiniści we wnętrzu wieżowca Atrium. Jadąc przeszkloną
windą, widz poruszał się wraz z obrazami.
Teraz takie działania to standard. Z tej galerii na Woli ruszyliśmy w świat i ciągle
gdzieś na siebie wpadamy, coś wspólnie robimy. Tak to działa. Bardzo sobie też cenię
i wysoko oceniam inicjatywy kulturalne
w naszym mieście. Dużo wystaw, kontaktów, współpracy z zagranicą i tą daleką, i tą
za miedzą. Mieszkamy w mieście, które rozumie, że bez kultury nie ma rozwoju.
Myślę, że w ogóle Mińsk
jest miastem przyjaznym,
jeśli chodzi o kulturę.
Coraz więcej artystów odkrywa możliwości pracy z komputerem. Korzystasz z cyfrowych możliwości?
K. R. – Rzeczywiście, komputer daje nieograniczone możliwości, jeśli chodzi
o przetwarzanie obrazów. Korzystam
z komputera, zarówno przy pracy pedagogicznej, jak i własnej. PhotoShop nie jest
mi obcy (śmiech). Dzięki niemu mogę być
Jesteś też rzeźbiarzem...
Szkole
a tu przyjeżdżają jacyś obcy, ale miasto musi
być otwarte i dawać szanse. I Mińsk taki jest.
K. R. – Jest tam pracownia plastyki. Pierwszymi nauczycielkami były w niej Grażyna
Wachowicz i Violetta Izdebska. Dołączyłem
do nich z marszu i już zostałem. Niedawno
okazało się, że pracuję już 25 lat. Dorobiliśmy się kilku pokoleń zdolnych ludzi. Ciągle
ktoś od nas zdaje albo do liceum plastycznego, albo idzie na studia. Trzeba przyznać,
że jeśli chodzi o kształcenie artystyczne, to
Mińsk jest miastem wyjątkowym. Oprócz
MSA mamy liceum plastyczne, są prywatne
szkoły, MDK – to nas zdecydowanie wyróżnia wśród innych miast.
Ale nie ma w Mińsku galerii z prawdziwego zdarzenia, gdzie można by kupić
obrazy, gdzie skupiałoby się środowisko
artystyczne. Brakuje ci takiego miejsca,
a może sam chciałbyś takie założyć?
K. R. – Duże nadzieje wiążę z MZM i Biblioteką Miejską. Również MDK idzie
w dobrym kierunku, jeśli chodzi o plastykę. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wokół tych instytucji zaczęło orbitować jakieś
artystyczne środowisko. Mnie się wydaje,
że brakuje już tylko szczypty demokracji.
Można powiedzieć, że Mińsk jest miastem przyjaznym artystom?
Co powiedziałbyś młodym ludziom, którzy chcą wejść na artystyczną ścieżkę?
K. R. – Myślę, że w ogóle Mińsk jest miastem
przyjaznym, jeśli chodzi o kulturę i życie.
Najpierw miasto było sypialnią stolicy, potem sypialnią coraz lepiej urządzoną, a teraz
to już jest dzielnica Warszawy. Zresztą, wystarczy popatrzyć na rejestracje samochodów, które stoją przy nowych blokach. Właściwie cała Polska mieszka w Mińsku. Można
by się było zżymać, że ja, stary mińszczanin,
K. R. – Potoczne wyobrażenie pedagoga jest
takie, że odnajduje talenty, hołubi je, niańczy, prowadzi do sukcesów, ale ja działam na
przekór, bo bardzo zniechęcam do sztuki, gonię wszystkich, mówiąc – uciekajcie, zostawcie te pędzle, weźcie się za coś porządnego.
Ale w tym szaleństwie jest metoda, bo jeśli
mimo wielu przeciwności młody człowiek
będzie uparcie dążył do celu, przez całe życie ten wewnętrzny motorek sztuki będzie go
napędzał do działania, to będzie artystą. Na
studiach spotykałem mnóstwo utalentowanych kolegów, którym nawet zazdrościłem,
ale byli świetni, dopóki trzeba było przygotować się do egzaminów, gdy goniły ich terminy. Potem, zostawieni sami sobie, jakoś się
gubili, bo nic ich nie motywowało do tworzenia. Dlatego tym zniechęcaniem napędzam
niejako artystyczne perpetum mobile, które
powinno być w każdym artyście.
Uczysz w naszej
Artystycznej?
Miejskiej
ie:
Krzysztof Rusiecki w skróc
.
Sam o sobie – jeszcze coś zmaluję
i.
own
prac
Najbardziej lubię – być w
.
Co mnie złości – to, że się złoszczę
.
Największy sukces – przede mną
nadzieję.
mam
,
mną
za
–
a
Największa porażk
uję rozbiórki drewnianych domów.
graf
foto
–
sku
Ulubione miejsca w Miń
W każdy czwartek czytaj nas on line:
14
„W sumie nie muszę mieć wielkiej
oprawy, żeby cos tworzyć”.
Czy da się wyżyć z malowania obrazów,
tworzenia grafik i rzeźb?
K. R. – To podobne pytanie do tego, jak
być poetą i przeżyć. Nie da się. Większość
moich znajomych, a mam ich dużo w artystycznym światku, przeżywa od miesiąca do miesiąca ze stałych zleceń, pensji,
udzielania lekcji. Nawet ci, którzy mieli
momenty wielkich sukcesów i ich dzieła są
w muzeach, były sprzedawane, niekoniecznie mają się dobrze. Każdy ma swoje pięć
minut, ale sława, jak nagle się pojawia, tak
nagle znika. Poza tym w Polsce za sławą nie
zawsze idą pieniądze. Trzeba to wziąć pod
uwagę, jeśli chce się zajmować sztuką.
Mówi się, że artyści mają głowę w chmurach. Wiesz, ile kosztują chleb i masło?
Zajmujesz się prozą życia?
bujać w obłokach”. To może jednak trzeba?
Gdy miałem wybierać, czy iść kopać piłkę
z synkiem, czy malować kolejny genialny
obraz, to zwykle wybierałem piłkę. Staram
się zachować równowagę między urodą życia a magią sztuki.
K. R. – Roman Polański swoją autobiografię rozpoczął od motta: „Najważniejsze to
Rozmawiał Dariusz Mieczysław Mól,
fot. Danuta Piotrowska,
archiwum Krzysztofa Rusieckiego
Walentynkowy koncert
na trzy pokoje i dziesięć obrazów
Wernisaże to dziwne imprezy. Przychodzimy na taki wernisaż oglądać dzieła sztuki, np. obrazy, ale ich nie widzimy, bo zasłaniają je ludzie, którzy też ich nie oglądają, tylko stoją tyłem do malowideł i słuchają malarza, który opowiada o tym, co jest na
nich namalowane. Potem jest jeszcze gorzej, gdy zaczynają mówić wszyscy naraz, a niektórzy, i to jest najgorsze, zaczynają nawet
zadawać pytania autorowi. Dlatego, ażeby uniknąć tak stresującej sytuacji, swój wernisaż nazwałem koncertem i zaprosiłem do
udziału w nim muzyków. Moja zawodowa sytuacja jest taka, że uczę sztuki w szkole artystycznej, gdzie pozostali nauczyciele to
muzycy. Tym sposobem ja znam wielu muzyków, a wielu muzyków zna tylko jednego malarza, czyli mnie. I jak nie skorzystać
z takiej okazji! W wernisażu udział wezmą: Monika Kuchta – fortepian, Piotr Grabowicz – skrzypce i Waldemar Kielichowski –
gitara klasyczna.
Wernisaże to dziwne imprezy, które odbywają się o dziwnych porach. Dlatego gdy dowiedziałem się, że wernisaż, który nazwałem koncertem, ma się odbyć 14 lutego, postanowiłem dodać do tego tytułu słowo „walentynkowy”, co pozwoli zasugerować
publiczności, że jest on przeznaczony dla zakochanych, a zakochani jak wiadomo, robią różne dziwne rzeczy o dziwnych porach.
Proszę jednak, aby ci z Państwa, którzy nie są zakochani, nie rezygnowali z udziału w wernisażu. Spotkanie dopiero ma się zacząć i wszystko przecież może się zdarzyć. Miejmy też nadzieję, że muzycy będą grali równo, ale nie jednocześnie, że obrazy nie
pospadają, a Zielony Domek wypełnią zakochani.
R e k l a m a
15
Maria Czubaszek
Pisarka i satyryk, autorka tekstów piosenek, scenarzystka i dziennikarka spotkała
się 25 stycznia z mińszczanami w Miejskiej
Bibliotece Publicznej, w ramach promocji książki „Każdy szczyt ma swój Czubaszek”. To wywiad, jaki z Marią Czubaszek
przeprowadził Artur Andrus, „wnikliwie
przepytując znaną felietonistkę z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego
i rodzinnego”. Maria Czubaszek pisze też
Bloga Niecodziennego, przegląda prasę kolorową w Magii Magla, gości w Szkle Kontaktowym, a w serialu „Spadkobiercy” gra
Maggie Mekintosz Owens, matkę Jonatana
i babcię Dorin, Billego oraz Georgia. Znana
jest z dowcipu, humoru, dystansu do siebie i swojej twórczości – nic dziwnego, że
do MBP przyszły prawdziwe tłumy jej wielbicieli. Zabrakło nawet miejsc stojących.
W Strefie Maria Czubaszek odpowiada na
pytania z naszego kwestionariusza...
16
Zawód: dziennikarka, ale nie do końca (tylko 4 lata wydziału dziennikarskiego).
Data urodzenia: 9.08.1939 r.
Znak zodiaku: Lew (wg kalendarza chińskiego Zając. I to bardziej pasuje).
Stan cywilny: mężatka (powtórnie).
Miejsce urodzenia: Warszawa.
Pracuję: za dużo.
Zawsze poprawia mi nastrój: papieros.
Zaleta, którą mogę się pochwalić, to: dystans do siebie i do życia.
Wychodząc z domu, nigdy nie zapomnę: papierosów i powiedzieć psu, że niedługo wrócę.
Nie zasnę bez: papierosa.
Dotychczas żałuję najbardziej, że: nigdy nie było mnie stać na zorganizowanie wypasionego schroniska dla bezdomnych zwierząt.
Marzę, aby być: tak dobrym człowiekiem, za jakiego uważa mnie mój pies. To nie
moje, tylko Janusza L. Wiśniewskiego, ale lepiej bym tego nie wyraziła.
Sytuacje, które mnie stresują, to: przypadki okrucieństwa wobec zwierząt.
Czuję zadowolenie, kiedy: jak pisała Wisława Szymborska – „życie bywa znośne”.
Zawsze znajdę czas na: poszukanie miejsca, gdzie można zapalić.
Zazdroszczę ludziom: którzy pracują, bo lubią, a nie dlatego, że muszą.
Najbardziej dumna jestem z: tytułu „Nie najpiękniejsza Polka 2010”.
Koniec tygodnia to dla mnie: początek nowego. I tak „dookoła Wojtek”. W weekendy
zazwyczaj też pracuję.
Zmieniłabym: najchętniej wszystko. Świat i ludzi. Może z wyjątkiem męża (Wojciecha
Karolaka), Artura Andrusa, Andrzeja Poniedzielskiego i Woody’ego Allena.
Moje największe dotychczasowe osiągnięcie to: wspomniany już tytuł „Nie najpiękniejszej Polki 2010”.
Wolny czas: zdecydowanie za mało.
Nie mogę obyć się: bez papierosów.
Czuję strach przed: myszami i posłem Adamem Hofmanem.
Uwielbiam: papierosy, psy i Woody’ego Allena.
Zmieniłbym w sobie: wszystko, a więc charakter i wygląd.
Moją pasją jest ostatnio: jak od zawsze, walka o ludzkie traktowanie zwierząt.
Małżeństwo to: coś, co nie zaszkodzi prawdziwej miłości, ale i nie pomoże, zwłaszcza
gdy jej brak.
Ukształtowali mnie: a dokładnie – ukształtowało – życie.
Największe marzenie to: umrzeć zdrowo, w dobrej kondycji.
Szczęście to: brak nieszczęścia.
Gdybym wygrała miliony w totka: zorganizowałabym wypasione schronisko dla
wszystkich bezdomnych zwierząt.
Moja pierwsza miłość: nie pamiętam.
Moje postanowienie noworoczne: nie rzucę palenia.
Pytania ułożyła mo, fot. Valdi Piekarski (MBP)
Srebrną
po lodzie
Od dwóch tygodni trzyma mróz.
Chłodna aura raczej nie sprzyja
spacerom, ale z drugiej strony
zima potrafi wyczarować niewiarygodnie bajeczne obrazy. Nasz
fotoreporter postanowił więc
wybrać się na przechadzkę
wzdłuż Srebrnej. Wyruszył
spod żelaznego mostku
w okolicach Karoliny, potem
przeszedł do Łazienek, niedaleko cmentarza, następnie przez
miejski park, potem minął
ul. Warszawską i doszedł
do ul. Stankowizna, gdzie
sfotografował tamę bobrów.
Swoją wyprawę zakończył
niedaleko Kędzieraka.
Przez całą drogę
robił zdjęcia.
Zobaczcie,
co na nich
uwiecznił.
fot. PawełJ
Wydawca
Strefa M sp. z o. o.
Mińsk Mazowiecki, ul. I PLM „W-wa” 1d/16
tel. + 48 660 435 991
e-mail: [email protected]
Biuro Redakcji ul. Świętokrzyska 5
Redaktor naczelny
Dariusz Mieczysław Mól
e-mail: [email protected]
Dział reklamy
tel. 724 822 000, 724 001 900
e-mail: [email protected]
Zespół redakcyjny
Dorota Berg, Jarosław Rosłoniec, Ewelina
Oberzig, Izabella Walewska-Ogrodnik,
PawełJ, Wojtek „Cihy” Cichoń
Skład DTP E-HO Justyna Golcew
Druk EUROGRAF S.C.
Korekta Monika Wasilewska
Strona internetowa www.strefaminsk.pl
Redakacja nie zwraca niezamówionych
artykułów i zastrzega sobie prawo do zmian
i skrótów w nadesłanych tekstach. Redakcja
nie odpowiada za treść ogłoszeń i reklam.
17
Nie przegap!
9 lutego – czwartek
o godz. 15 w siedzibie Urzędu Skarbowego
w Mińsku przy ul. Szczecińskiej 2 odbędzie
się spotkanie informacyjne dla wszystkich
mieszkańców powiatu mińskiego dotyczące składania zeznań rocznych za pośrednictwem internetu.
11 lutego – sobota
o godz. 9.30 w Szkole Podstawowej nr
5 przy ul. Małopolskiej 5 startuje Grand
Prix Mińska Mazowieckiego w Tenisie
Stołowym.
o godz. 16 w Hufcu ZHP „Mazowsze” przy
ul. Kościelnej 3 odbędzie się prelekcja historyczna Arkadiusza Łukasiaka – „Powstanie
styczniowe w powiecie stanisławowskim”.
Wstęp wolny.
o godz. 18 w sali kameralnej MDK z koncertem „L’amour a Paris, czyli miłość
w Paryżu” wystąpi Dorota Lanton z towarzyszeniem zespołu Marka Stefankiewicza
i udziałem akordeonisty Bogusława Nowickiego. Bilety kosztują 20 zł.
o godz. 21 w Mjuzik Pubie w ramach „Dancehall Masak-Rah” zagrają DJ-e: 27Pablo,
Jr Stress i Drivah. Bilety kosztują: 15 zł
(przedsprzedaż) i 25 zł (w dniu imprezy).
12 lutego – niedziela
o godz. 18 w sali Miejskiej Szkoły Artystycznej przy ul. Armii Ludowej 23 wystąpi
MM Big Band z koncertem „Karnawałowe
rytmy”. Wstęp wolny.
14 lutego – wtorek
o godz. 18.30 w Zielonym Domku odbędzie
się wernisaż wystawy prac Krzysztofa Rusieckiego „Walentynkowy koncert na trzy
pokoje i dziesięć obrazów”. Wstęp wolny.
o godz. 19 w Cafe Kredens przy ul. Topolowej odbędzie się walentynkowy koncert
piosenki niekoniecznie miłosnej w wykonaniu Sergiusza Stańczuka – poety, barda,
laureata wielu przeglądów i festiwali piosenki poetyckiej. Wstęp wolny.
o godz. 19 MOSiR zaprasza na „Walentynki
na lodowisku” przy ul. Wyszyńskiego 56.
15 lutego – środa
o godz. 16.30 w MDK rusza nowa grupa warsztatów plastycznych dla dzieci
w wieku 7-9 lat. Informacja i zapisy pod
nr tel. (25) 758 52 08.
18
Niedziela, 5.02 – amerykański gitarzysta bluesowo-rockowy Chaz De Paolo
poprowadził warsztaty gitarowe i zagrał koncert w Miejskim Domu Kultury.
USŁUGI
Budowa domów, więźba dachowa, krycie
dachów 603-555-572
Ocieplanie poddaszy, układanie paneli,
malowanie 603-435-208
NIERUCHOMOŚCI
Sprzedam działkę w Targówce 1711mkw.
tel. 723 937 947, dzwonić wieczorem.
RÓŻNE
Przewozy pasażerskie JARCYK, 8+1,
15+1, 17+1, 20+1, tel. 668 030 132
Legalizacja samowoli budowlanych
tel. 500 564 262
Doradztwo: aranżacja wnętrz, ścianek działowych, wybór materiałów wykończeniowych, umeblowania. 502 894 965.
Rehabilitacja, masaże, metody specjalne.
tel: 500 789 204
Nauka pływania Tel. 530 777 537
SPRZEDAM
Sprzedam Daewoo Tico, benz. 1997r.
tel: 500 789 204
PRACA
Zatrudnię handlowca. CV i list motywacyjny proszę przesłać na email: [email protected]
strefaminsk.pl
Kowal artystyczny
Wykształcenie: średnie
Doświadczenie: 5 lat
Miejsce pracy: Konik Nowy (40)
Operator koparki kołowej
Doświadczenie: wymagane
Miejsce pracy: woj. mazowieckie
Inne: uprawnienia na obsł. koparki, prawo
jazdy kat. B (39)
Sprzedawca w sklepie z art. biurowymi
Wykształcenie: zawodowe/średnie
Miejsce pracy: Mińsk Maz.
Inne: obsługa komputera
i urządzeń biurowych (38)
Sprzątaczka
Kierowca z kat.B
Pracownik ekspedycji
Miejsce pracy: Mińsk Maz.
Inne: książeczka SANEPID (37)
Księgowa Wykształcenie: min. średnie ekonomiczne
Doświadczenie: 3 lata
Miejsce pracy: Cegłów (36)
Kierownik działu zaopatrzenia
i magazynów
Wykształcenie: wyższe
Doświadczenie: wymagane
Miejsce pracy: Mińsk Maz.
Inne: znajomość branży stalowej i elektrycznej (35)
Fot. DM
10 lutego – piątek
o godz. 21 w Mjuzik Pubie rozpoczną się
„Mjuzikowe walentynki”. Zagrają DJ-e: Jerry Deff (FTB DJs Team/Siedlce), Savic, Hali,
Ben Hostic. Wstęp 10 zł.

Podobne dokumenty

zawód: dyrygent

zawód: dyrygent Powiatowe Centrum Wolontariatu w Mińsku już po raz czwarty organizuje konkurs, którego celem jest nagrodzenie najaktywniejszego wolontariusza w powiecie mińskim tytułem i statuetką

Bardziej szczegółowo

Jesteś tym, o czym myślisz

Jesteś tym, o czym myślisz co w tym nadzwyczajnego, przecież dziś rodzinny poród to już norma – wielu ojców chce dzielić z mamą to niesamowite doświadczenie i towarzyszy żonom przy narodzinach upragnionych pociech. Tylko że ...

Bardziej szczegółowo

Trzeba znaleźć siebie

Trzeba znaleźć siebie w Mińsku; tygodnik jest do wzięcia m.in.: w Miejskiej Bibliotece Publicznej, ul. Piłsudskiego 1a; w miejskim Aquaparku MOSiR, ul. Wyszyńskiego 56; w Miejskim Domu Kultury, w restauracji La Bella, u...

Bardziej szczegółowo