Mt 5,1-12a Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł

Komentarze

Transkrypt

Mt 5,1-12a Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł
Mt 5,1-12a
Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy
otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do
nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i
pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni
miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni,
którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią
kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w
niebie.
Ucząc w szkole zauważyłem pewną prawidłowość: dość często można spotkać się z takim
podejściem uczniów, że „normalne” jest jechać na dwójach, względnie trójach, a otrzymywać
czwórki i piątki to wstyd. Ktoś, kto leseruje, kombinuje, nie robi zadań, nie jest przegotowany
do lekcji, pod tablicą nie ma nic do powiedzenia jest normalny. Za to uczeń, który jest przygotowany, nauczony, ma odrobione zadania itd. powinien się tego wstydzić i jest obiektem kpin i
docinków. W związku z tym nasila się tendencja równania w dół.
Mało tego: taka tendencja jest obserwowalna wszędzie wokół nas. Myślicie, że dlaczego
wszelkiej maści homoseksualiści, transwestyci i inni walczą o to, żeby ich uznać za normalnych?
Myślicie, że dlaczego ludzie, którzy do tej pory byli normalni, coraz częściej muszą się kryć ze
swoją normalnością, zaś wszelkiej maści odchyły obnoszą się ze swoją „normalnością inaczej”?
Rządzi tym ten sam mechanizm, co w szkole: lepiej sprowadzić innych do swojego poziomu,
wciągnąć wszystkich w swoje bagno – wtedy, być może, sumienie się zamknie i przestanę mieć
dręczące poczucie, że ze mną coś nie tak.
Albo proszę sobie poczytać komentarze pod różnymi informacjami na portalach typu onet.pl
czy innych – regułą jest, że pojawiają się wpisy obrażające Pana Boga. I to pod informacjami
nie mającymi z religią nic wspólnego. Ostatnio czytałem doniesienie (o którym też pisaliście w
mailach) o eksperymentach fizycznych, w których coś nie tak dzieje się z prędkością światła.
Nie będę wchodził w szczegóły techniczne, bo nie trzeba, w każdym razie rzecz dla fachowców.
No i pod tą informacją ze zdziwieniem czytam wypociny w stylu „i tak pan buk porusza się
najszybciej” (pisownia oryginalna, przepraszam). I cóż Pan Bóg ma wspólnego z tym wszystkim,
żeby zaraz Go tu wyciągać? Ano przede wszystkim chodzi o nerwówkę w sumieniu piszącego
takie komentarze. O co chodzi w ściąganiu krzyży? Z jednej strony robi się to pod publiczkę,
żeby było o mnie głośno (no bo niczym innym nie jestem w stanie zaimponować), a z drugiej
chodzi o uciszenie swojego niespokojnego sumienia – że coś ze mną nie tak...
I tu jest właśnie haczyk: jeśli mam dręczące poczucie, że coś ze mną nie tak, to albo się
zmienię, albo będę się starał uczynić wszystkich takimi, jakim jestem ja – w nadziei, że wtedy
to dręczące poczucie minie. I zazwyczaj wybiera się tę drugą drogę – sprowadzania innych
do swojego poziomu. Proszę przy okazji zwrócić uwagę, że tak właśnie działa szatan: chodzi
mu o sprowadzenie wszystkich do swojego poziomu, żeby nikt nie miał lepiej od niego. Stary
zazdrośnik...
W każdym razie – po co o tym piszę?
Ano dlatego, że wypisz, wymaluj mamy bardzo często takie podejście do świętych. Tu mi
się przypomina, jak w kancelarii raz pewna pani mi powiedziała: „Co ksiądz sobie wyobraża?
Jakbym miała chodzić do kościoła co niedziela, to bym była zakonnicą. My jesteśmy normalnymi
ludźmi – nie możemy przestrzegać wszystkich przykazań!” I to jest właśnie to, o co mi chodzi:
jesteśmy normalnymi ludźmi. Święci nie są normalni. Może i są godni podziwu, ale na pewno
nie są normalni i nie są do naśladowania. Ich nie-normalność (nie chodzi o nienormalność w
1
sensie np. choroby umysłowej, ale w sensie inności) bierze się głównie stąd, że mają nieco inne
priorytety i ideały.
I tu tkwi właśnie problem, na którym chciałbym się skupić: co to jest normalność?
Dla nas normalne jest to, co nas otacza – świat, w którym żyjemy, z jego prawami i zasadami.
Nauczyliśmy się funkcjonować w tym świecie, nauczyliśmy się radzić sobie z nim i to jest
normalne – sposób, w jaki żyjemy my i wszyscy wokół nas. Ideały, cele do których dążymy – to
jest normalne. Natomiast święci z tego punktu widzenia to osoby bujające w obłokach, ludzie
oderwani (przynajmniej trochę) od ziemi i od rzeczywistości. Owszem, mieli piękne ideały, ale
nieżyciowe i nierealne. My tutaj wiemy, co jest życiowe i realne, my jesteśmy zdrowo myślący i
normalnie funkcjonujący. Nie to, co owe lekkoduchy.
Tylko że tak naprawdę to, co my uważamy za normalność, z prawdziwą normalnością ma
mało wspólnego. Otóż marzycielem, lekkoduchem, utopistą i człowiekiem z głową w chmurach,
oderwanym od rzeczywistości jest ten, kto sądzi, że naszym celem jest urządzać się na tej ziemi i
w tym świecie. Oderwany od rzeczywistości jest ten, kto myśli, że można tutaj zbudować trwałe,
pełne, nieprzemijające szczęście. Że można w tym świecie osiągnąć spokój. To jest dopiero utopia! Natomiast prawdą o rzeczywistości jest to, że my, ludzie, przebywamy w tym świecie
tylko tymczasowo, a nasz prawdziwy cel jest gdzie indziej. Jesteśmy tutaj tylko przechodniami, a zmierzamy do Boga – to jest nasz prawdziwy cel. Ta rzeczywistość nie jest normalna
– jest wykrzywiona, wykoślawiona przez grzech, przez zło. Wszystko, co w tej rzeczywistości
jest nam przykre, to właśnie owo wykoślawienie. To skutek oddalenia się tej rzeczywistości od
Boga, a to jest spowodowane przez nasz grzech. I to jest właśnie prawda o świecie, o naszym
życiu i o nas samych. Jeśli ktoś tej prawdy nie akceptuje i nie przyjmuje, to jest lekkoduchem
bujającym w obłokach. To właśnie ci, którzy tę prawdę przyjęli i zaakceptowali realnie stąpają
po ziemi – bo dopiero oni wiedzą naprawdę o co w tym wszystkim chodzi.
Piszę to wszystko, bo to jest podstawa do zrozumienia Ośmiu Błogosławieństw, które dzisiaj
czyta się w kościołach – o których dzisiaj mówi Pan Jezus. Nie zrozumiemy, o co Mu chodzi,
dopóki nie przyjmiemy prawdy, o której piszę wyżej. Nie zaakceptujemy wymagań, które On
nam stawia, dopóki nie uznamy rzeczywistość – dopóki nie porzucimy mrzonek i utopii o tym,
że trzeba się w pierwszym rzędzie urządzić tutaj. Jezus mówi po prostu o tym, że w pierwszym
rzędzie trzeba się urządzać TAM. Bo TAM jest prawdziwa rzeczywistość – TU jest tylko coś
przejściowego, wykoślawionego i skazanego na zagładę. Dlatego TU nie ma nic, dla czego warto
by poświęcić wszystko. Za to warto poświęcić wszystko TU za to, co jest TAM. W szczególności
błogosławieństwa mówią o tym, że nie ma tutaj nic, za co warto by zapłacić grzechem. Bo
grzech powoduje, że jeszcze bardziej oddalamy się od Boga, a więc od naszego celu. Grzech
powoduje, że jeszcze głębiej wpadamy w to, z czego chcemy się wydobyć. Ułuda polega na tym,
że uwierzyliśmy, iż jesteśmy w stanie zdobyć coś dobrego, zdobyć szczęście, spokój, ukojenie za
cenę grzechu. I rzeczywiście tak postępujemy, poczynając od zachowania w interesach czy w
pracy, gdzie jesteśmy gotowi na podłość, na oszustwo, na nieuczciwość, na chodzenie po trupach,
na krzywdzenie ludzi, na przekraczanie przykazań – dla czego? dla pensji, dla zysku, dla kariery,
dla stanowiska... Podobnie w polityce czy życiu codziennym – każda podłość jest w naszych
oczach usprawiedliwiona, byle tylko z tego było „lepiej” dla mnie. Ale co to znaczy „lepiej”?
Czy może być „lepiej” za cenę zła? Jedyne „lepiej” jakie osiągamy, to głębsze zanurzenie w
bagnie, w którym tkwimy. I dopóki nie zrozumiemy, nie przyjmiemy i nie zaakceptujemy, że
jedynym wyjściem z bagna jest powrót do Boga, to nic się nie zmieni – będziemy się kitłasić w
tym naszym bajorze.
Proszę zauważyć, że zresztą dokładnie na tym polega zbawienie: na powrocie do Boga. Jezus
przyszedł, aby nas zebrać, zgromadzić i zaprowadzić z powrotem do Boga. To jest jedyny sposób
na naprawienie wszystkiego, co się popsuło po grzechu. To jest prawda o rzeczywistości. I to
zrozumieli święci. I to mówi Jezus w dzisiejszych błogosławieństwach: że nie ma nic tak ważnego,
jak wrócić do Boga. I że należy odrzucić wszystko – absolutnie i bezwzględnie wszystko, co nam
2
ten powrót utrudnia. Jezus nie mówi, że mamy być biedni, głodni, bezdomni, chorzy i cierpiący,
żeby wrócić do Boga. Jezus mówi dokładnie tyle, że możemy być bogaci, możemy się starać
o lepszą pracę i o karierę, możemy dbać o rodziny nasze, o zdrowie i dobry wygląd, o dom i
samochód, o to, żeby ludzie nas lubili i szanowali – możemy o to wszystko zabiegać, pod jednym
warunkiem: że nas to nie oddala od Boga. Że nie zabiegamy o to za cenę grzechu. Jezus mówi
dzisiaj, że jeśli miałbyś zarobić za cenę grzechu, to lepiej być ci biednym – bo grzesząc tracisz
nieskończenie więcej niż zarabiasz. Jeśli miałbyś się najeść, ubrać czy leczyć za cenę grzechu,
to lepiej być ci głodnym, nagim czy chorym, niż zgrzeszyć. Jeśli miałbyś zdobyć dom, pracę,
uznanie u ludzi za cenę grzechu, to lepiej ci być bezdomnym, bezrobotnym i prześladowanym,
niż zgrzeszyć.
I to jest właśnie prawda, którą zrozumieli święci: nie ma na tym świecie nic, za co warto
byłoby zapłacić grzechem, czyli oderwaniem od Boga. Nie ma nic na tym świecie, dla czego
warto by poświęcić wszystko. Za to warto wszystko poświęcić dla Boga – bo kto zyska Boga,
zyska wszystko.
I to jest właśnie normalność: Bóg jest normalny. Wszystko, co oddala od Boga, jest nienormalne. Skazane na zagładę.
Pozdrawiam, x. Wojciech
3